Ringier Axel Springer Media AG finalizuje przejęcie portalu Onet.pl

Po uzyskaniu zgody Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów spółka Ringier Axel Springer Media AG sfinalizowała dziś transakcję przejęcia 75 proc. udziałów w Onet.pl – wiodącym portalu na polskim rynku internetowym. TVN S.A., dotychczasowy właściciel Onet.pl, posiada 25 proc. udziałów w holdingu kontrolującym portal.

Onet.pl dociera do 70 proc. użytkowników internetu w Polsce z szeroką ofertą treści informacyjnych i usług. Ringier Axel Springer Media AG, przejmując większość udziałów w portalu, konsekwentnie realizuje strategię digitalizacji w Europie Środkowo-Wschodniej – po przejęciu serwisu Onet.pl przychody z mediów cyfrowych stanowić będą 27 proc.
przychodów całej grupy.

Florian Fels, CEO Ringier Axel Springer Media AG: „Przejmując Onet.pl zrobiliśmy duży krok w kierunku zwiększenia udziału przychodów pochodzących z platform cyfrowych. Oprócz Serbii i Słowacji teraz także w Polsce jesteśmy liderem na rynku online. Dzięki współpracy z TVN zyskujemy wyjątkowe połączenie kompetencji w obszarze telewizji, internetu i prasy,
dlatego cieszymy się na myśl o przyszłej współpracy i możliwości dalszego rozwoju portalu Onet.pl”.

Robert Bednarski, CEO Onet.pl: „W ciągu ostatnich lat Onet.pl stał się jedną z najsilniejszych marek na polskim rynku. Cieszymy się, że wspólnie z Ringier Axel Springer będziemy mogli rozwinąć ofertę o dodatkowe treści i usługi”.

Aż 62% kupujących internautów nabyło w internecie odzież i obuwie

Najpopularniejsza grupa produktów wśród kupujących internautów to odzież i obuwie – wynika z badania PMR Research przeprowadzonego na potrzeby najnowszego raportu „Handel internetowy w Polsce 2012. Analiza i prognoza rozwoju rynku e-commerce na lata 2012-2014”. Szacunki pokazują, że ten segment rynku wygenerował sprzedaż na poziomie 1,8 mld zł.

Odzież i obuwie to grupa produktów cieszących się największą popularnością wśród osób robiących zakupy w internecie. Ponad połowa (62%) badanych zadeklarowała, że zdarzyło jej się kupić dowolny produkt należący do tej grupy, właśnie za pośrednictwem zakupów online. Większą część konsumentów tego typu dóbr stanowią kobiety (55%).

Spośród osób, które kiedykolwiek kupiły w sieci produkt z grupy odzież i obuwie, w ciągu minionych 12 miesięcy 40% osób zaopatrzyło się w odzież dla kobiet, a 28% w odzież dla mężczyzn. Co czwarty respondent z tej grupy kupił także obuwie dla kobiet lub ogólnie obuwie sportowe (25%).

Internetowy handel detaliczny odzieży i obuwia jest obecnie najprężniej rozwijającym się rynkiem pod względem otwarć sklepów znanych marek wśród takich segmentów jak RTV, AGD i sprzęt elektroniczny, DIY, meble i wyposażenie wnętrz, czy kosmetyki.

Wynika to z dwóch czynników. Po pierwsze pierwsza piątka wśród największych graczy całego rynku odzieżowego, czyli LPP (marki Reserved, Cropp, House), Inditex (Zara, Bershka, Stradivarius, Massimo Dutti, Oysho), H&M, Ordipol (Orsay) oraz C&A, jak i duzi gracze rynku obuwniczego, jak Deichmann czy Ecco, albo uruchomili w ostatnich dwóch latach sklep internetowy, albo planują to zrobić w najbliższym czasie. Sklepy internetowe znanych brandów z pewnością przyciągną nowych klientów (asortyment tych marek był dotychczas w zasadzie niedostępny online), co znacząco wpłynie na zwiększenie wartości rynku.

Drugim czynnikiem są gracze niezależni, którzy z roku na rok zwiększają sprzedaż swoich sklepów internetowych dzięki specjalizacji w konkretnym asortymencie i ofercie dużo szerszej niż w tradycyjnych sklepach, a także działaniom wizerunkowym i marketingowym prowadzonym między innymi na popularnych blogach czy Facebooku. Warto także wspomnieć, że w przypadku największych sklepów internetowych i marek handlujących odzieżą i obuwiem nawet kilkaset tysięcy osób lubi i śledzi poczynania tych sklepów i marek. Dotyczy to zwłaszcza graczy, którzy swoje produkty adresują do młodzieży i dwudziestolatków, a także tych, którzy specjalizują się w danym asortymencie, np. w butach dla kobiet.

Wartość internetowej sprzedaży segmentu odzieży i obuwia, według naszych szacunków, wyniosła niecałe 1,8 mld zł w zeszłym roku. Zgodnie z naszymi prognozami, mimo pogorszenia się sytuacji rynkowej i prognozowanej mniejszej dynamiki wzrostu całego rynku detalicznego, segment internetowy odzieży i obuwia nie odczuje jej znacząco i w 2013 r., a także rok później, odnotuje wzrost o około 13-15% na rok. Obecnie sprzedaż online stanowi 6,5% całego rynku odzieży i obuwia.

Badanie konsumenckie zostało zrealizowane w czerwcu 2012 r. przez PMR Research, dział badawczy firmy PMR (www.research-pmr.com). Badanie przeprowadzono techniką wywiadów telefonicznych CATI, a skontaktowano się z losowo dobraną próbą tysiąca dorosłych mieszkańców Polski, którzy kiedykolwiek dokonali zakupów online. W celu uzyskania tak dużej liczby wywiadów, konieczny był kontakt z 1 987 osobami.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Handel internetowy w Polsce 2012. Analiza i prognoza rozwoju rynku e-commerce na lata 2012-2014”.

Polska rynkiem (hojnego) pracodawcy

W 2011 r. w Polsce nastąpił powrót do rynku pracodawcy, o czym świadczy zwiększenie liczby zwolnień oraz spadek liczby dobrowolnych odejść pracowników. Z drugiej strony firmy bardziej zabiegały o pracowników – na pakiety wynagrodzeń i świadczeń przeznaczały większą część swoich przychodów niż w poprzednim roku.

Z tegorocznej analizy „Saratoga HC Benchmarking” przeprowadzonej przez firmę doradczą PwC wynika, że w Polsce znowu zaczynamy mieć do czynienia z rynkiem pracodawcy, a nie pracownika. W 2009 r. w Polsce podczas słabszej koniunktury gospodarczej liczba zwolnień przewyższała liczbę rezygnacji i rynek pracy był rynkiem pracodawcy. Rok później pracownicy częściej odchodzili z pracy niż byli zwalniani – mieliśmy do czynienia z rynkiem pracownika. Z kolei w 2011 r. liczba rezygnacji spadła, a pracodawcy zwiększyli liczbę zwolnień, co spowodowało powrót do rynku pracodawcy.

Jacek Nowacki, starszy menedżer w zespole HR Consulting w PwC, powiedział:

„Warto zwrócić uwagę, że sytuacja wygląda inaczej w firmach produkcyjnych, a inaczej w usługowych: pracownicy sektora usług są znacznie bardziej mobilni i chętniej zmieniają pracę. Świadczy o tym wyższy niż przeciętnie w Polsce wskaźnik rezygnacji z pracy oraz fakt, że w 2011 r. w sektorze usług nie nastąpił powrót do rynku pracodawcy, czyli więcej było dobrowolnych odejść niż zwolnień.”

W polskich firmach w ub. roku nastąpiła redukcja zatrudnienia – przeciętnie odeszło o 2,4% pracowników więcej niż zostało zrekrutowanych. Chociaż firmy usługowe w 2011 r. zwiększyły zatrudnienie o 1,6%, był to jednak zbyt mały wzrost, żeby zrekompensować spadek zatrudnienia w przedsiębiorstwach spoza tego sektora.

Produktywność

W 2011 r. nastąpiła poprawa produktywności pracowników w Polsce. Świadczy o tym wyraźny wzrost przychodów firm przypadających na jeden etat. Produktywność w znaczący sposób zwiększyła się w ub. roku – przeciętnie o 51 918 zł na jeden etat. Chociaż w sektorze produkcji w 2011 r. przychód przypadający na jeden etat spadł o około 6%, to jest on i tak znacznie wyższy od przeciętnej ogólnopolskiej. W sektorze usług mamy natomiast do czynienia z odwrotną sytuacją – w 2011 r. mimo znacznego wzrostu przychodu przypadającego na jeden etat (o około 20%) produktywność pracowników była niższa od przeciętnej krajowej.

Wynagrodzenia i świadczenia

W latach 2008 – 2009 polskie przedsiębiorstwa zareagowały na spowolnienie gospodarcze zamrożeniem wynagrodzeń. Przeciętny roczny koszt wynagrodzenia (płace zasadnicze, premie, bonusy, świadczenia pozapłacowe, podatki i narzuty ZUS) wyniósł w Polsce w 2009 r. około 80 tys. zł. W kolejnym roku ożywienie na rynku spowodowało ruch w kierunku podniesienia wynagrodzeń i świadczeń pracowników. W 2011 r. wzrost wynagrodzenia był kontynuowany i przybrał na sile – przeciętne ogólnopolskie roczne wynagrodzenie wzrosło o 8,1% i wyniosło 90 392 zł brutto.

Przeciętnie sektor produkcyjny inwestuje w pakiety wynagrodzeń mniej niż mediana rynkowa, a sektor usług – więcej. Jest to związane z faktem, że w sektorze usług większą część pracowników stanowią wysoko wyspecjalizowani pracownicy. Przeciętnie w firmie usługowej specjaliści stanowią 56,2% wszystkich pracowników, a dyrektorzy i kierownicy 14,3% całego personelu. W firmie produkcyjnej te wartości są znacznie niższe – przeciętnie w firmie z tego sektora jest 22,1% specjalistów oraz 7,9% dyrektorów i kierowników.

W Polsce wskaźnik udziału wynagrodzeń i świadczeń w przychodach firm jest stabilny i oscyluje w granicach 10 – 11%. Po spadku w 2010 r., w ubiegłym roku nastąpił jego wzrost o 0,9 punktów procentowych, co było związane ze wzrostem wynagrodzeń. W Europie i USA pakiety wynagrodzeń i świadczeń dla pracowników pochłaniają znacznie większą część przychodów – około 20%.

W sektorze produkcyjnym wskaźnik udziału wynagrodzeń i świadczeń w przychodach jest niższy od przeciętnej ogólnopolskiej, pomimo podobnego poziomu przeciętnych wynagrodzeń i świadczeń.

W sektorze usług wskaźnik ten jest najwyższy w kraju – w 2011 r. wyniósł przeciętnie 13,6%. Taki wynik spowodowany jest wyższymi wynagrodzeniami oraz inną strukturą kosztów w firmach usługowych.

Wskaźnik absencji

Poziom absencji pracowniczych jest jednym ze wskaźników określających poziom zaangażowania pracowników. W Polsce wskaźnik absencji wynosi około 5% i jest wyższy niż w Europie i USA, gdzie wynosi około 3 – 4%. W zeszłym roku zauważalny był niewielki spadek poziomu absencji do 5,2%. Mimo to przeciętny koszt absencji na jeden etat wzrósł do 8 718 zł, co było związane ze wzrostem poziomu wynagrodzeń.

W obu sektorach (produkcyjnym i usługowym) absencje kształtują się na podobnym poziomie co przeciętna ogólnopolska. W sektorze usług pracodawcy ponoszą wyższe koszty absencji pracowników (9 904 zł), a w sektorze produkcyjnym niższe (8 206 zł) niż przeciętna rynkowa.

36 przedsiębiorstw z Polski w Deloitte Technology Fast 50 CE

Rekordowa liczba 36 przedsiębiorstw z Polski znalazła się w 13. edycji rankingu najszybciej rozwijających się firm technologicznie innowacyjnych w Europie Środkowej. Drugi rok z rzędu liderem „Deloitte Technology Fast 50” jest rumuńska spółka Vola.ro, drugie miejsce należy do czeskiego LiveSport, a trzecie miejsce zdobyła polska spółka i3D.

W zestawieniu uplasowało się aż 36 firm z Polski, o 8 więcej niż w roku ubiegłym. Aż 27 z nich wyróżniono w głównej kategorii „Technology Fast 50”, 9 w podkategorii „Wschodzące Gwiazdy – Rising Stars” oraz trzy w „Wielka Piątka – BIG 5” (obecne również w głównej kategorii). Rodzime spółki stanowią aż 54 proc. podmiotów obecnych w kategorii głównej rankingu i łącznie 60 proc. we wszystkich kategoriach. Drugim krajem pod względem liczebności są Węgry, mające jednak tylko dziewięć przedsiębiorstw – cztery razy mniej niż Polska. Trzecie miejsce zajmuje Rumunia z sześcioma firmami. Ponadto w rankingu znalazło się 5 przedsiębiorstw z Czech oraz po jednym ze Słowacji, Litwy, Estonii i Serbii. W tym roku w rankingu jest aż 23 debiutantów.

Drugi rok z rzędu zwycięzcą w głównej kategorii rankingu jest rumuńska firma Vola.ro (współzałożona m.in. przez polskich przedsiębiorców, właścicielu FRU.PL, jednego z laureatów katergorii Wschodzące Gwiazdy), sprzedająca bilety lotnicze przez Internet, ze wzrostem przychodów wynoszącym ponad 17 tys. proc. w ciągu ostatnich 5 lat. Druga pozycja należy do LiveSport z Czech. Na trzecim miejscu znalazła się polska spółka z Gliwic i3D (oferująca usługi i produkty z zakresu technologii VR), która w ubiegłym roku zadebiutowała w kategorii „Wschodzące Gwiazdy”.

„Mieliśmy szczęście do ludzi, którzy ten sukces z nami stworzyli i którzy go teraz z nami rozwijają. Udało nam się zbudować zespół pasjonatów chcących podejmować ciekawe wyzwania. Znaleźliśmy się również we właściwym czasie z właściwym pomysłem wykorzystania technologii, która bardzo dynamicznie się rozwija” – powiedział Jacek Jędrzejowski, Prezes Zarządu, i3D.

Średni wzrost przychodów firm uwzględnionych w zestawieniu Deloitte wyniósł 1 026 proc. (wzrost przychodów pomiędzy latami 2011 i 2007) i jest to czwarty najwyższy wynik w 13-letniej historii rankingu. Jest on tylko nieznacznie niższy od ubiegłorocznego (1 068 proc.).

Największy średni przychód w 2011 r. uzyskały firmy z Estonii z wynikiem 34,6 mln euro, na drugim miejscu znalazły się firmy z Czech z 17 mln euro, a na trzecim spółki z Rumunii (10,6 mln euro). Przychody wszystkich firm w zestawieniu wyniosły w sumie 459 mln euro, co oznacza ponad 13 proc. wzrost w porównaniu do poprzedniego roku

„Z naszego rankingu wynika, że firmy technologicznie innowacyjne dobrze sobie radzą, mimo trudnej sytuacji ekonomicznej. Szczególnie cieszy, że w pierwszej dziesiątce mamy aż sześć spółek z Polski. Nasz kraj zdecydowanie dominuje w Europie Środkowej pod względem liczebności. Warto zauważyć, że w tym roku Czesi stracili drugie miejsce na rzecz Węgier” – mówi Marek Metrycki, lider projektu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe.

Szybko rosnące spółki technologicznie innowacyjne można znaleźć w całej Polsce. Najwięcej polskich laureatów, bo aż 10 mieści się w Warszawie, 5 we Wrocławiu. Po trzy znajdziemy w Gliwicach i Rzeszowie, a po dwie w Szczecinie, Krakowie i Gdyni. Poza tym w rankingu reprezentowane są także Łódź, Gdańsk, Poznań, Grodzisk Wlkp., Grodzisk Mazowiecki, Katowice, Rybnik, Lublin oraz Piaseczno

„Lokalizacje firm laureatów potwierdzają, że innowacje tworzy się nie tylko w dużych aglomeracjach i niekoniecznie wymagają one dużych nakładów. Zwykle szybki wzrost firmy wynika ze sprawnego wdrożenia innowacyjnego pomysłu, gdzie efekty widać z miesiąca na miesiąc. Stąd specyfika firm, które kwalifikują się do rankingu Deloitte” – komentuje Piotr Świętochowski, Dyrektor w dziale Audytu, Deloitte.

Tegoroczny ranking głównej kategorii, podobnie jak poprzedni, zdominowały firmy zajmujące się oprogramowaniem. Stanowią one 55 proc. wszystkich spółek (10 p.p. więcej niż w 2011 r.). Zauważalnie mniej jest natomiast spółek internetowych, których odsetek zmalał z 43 do 35 proc. niemniej nadal to one dominują w pierwszej dziesiątce w kategorii głównej, jak również pod względem wielkości przychodów. Spółki internetowe osiągnęły bowiem najwyższe średnie przychody na poziomie 10,5 mln euro (w poprzedniej edycji 6,7 mln euro), zaś producenci oprogramowania 5,8 mln euro (w poprzedniej edycji 8,6 mln euro).

Szczegółowe wyniki rankingu

Ranking „Deloitte Technology Fast 50” skupia najszybciej rozwijające się środkowoeuropejskie przedsiębiorstwa technologicznie innowacyjne, bazując na tempie wzrostu ich przychodów operacyjnych. W jego skład wchodzą trzy kategorie: główna „Technology Fast 50” oraz dwie podkategorie „Wschodzące Gwiazdy – Rising Stars” i „Wielka Piątka – Big 5”. Firmy same zgłaszają chęć udziału w rankingu, a Deloitte porównuje podane przez nie dane finansowe. „Technology Fast 50 CE” jest częścią programu „Technology Fast 500 EMEA”, którego wyniki zostaną zaprezentowane 29 listopada w Londynie.

Burda International inwestuje w startup modowy

Burda International nabywa 25 procent udziałów w polskim startupie SHOWROOM (www.shwrm.pl). SHOWROOM jest platformą e commerce przeznaczoną dla młodych polskich projektantów. Obecnie ponad 500 z nich prezentuje i sprzedaje tu swoje kolekcje. SHOWROOM powstał na początku 2012 roku dzięki wsparciu polskiego funduszu VC HardGamma Ventures i będzie sukcesywnie rozwijany w kolejnych krajach.

Burda International zarządza zagranicznymi aktywnościami koncernu medialnego Hubert Burda Media. Wraz z partnerskimi wydawnictwami Burda International jest wydawcą 229 czasopism za granicą i ma na swoim koncie poważne inwestycje w rozbudowę projektów digital. Główny nacisk kładzie na wzrastające rynki Europy Wschodniej i Azji. Fabrizio D’Angelo, Prezes Burda International: „SHOWROOM to ciekawy koncept o fascynującym rozwoju. Widzimy ogromny potencjał dla tego typu platformy w segmencie fashion. Burda International ma tu duże doświadczenie jako wydawca takich marek jak: ‚ELLE‘, ‚INSTYLE‘, ‚Prestige‘ i ‚burda style‘. Dzięki temu mamy duży zasięg grup docelowych zainteresowanych modą. To stanowi doskonały fundament dla strategicznego partnerstwa pomiędzy SHOWROOM i Burda International.

“Michal Juda i Jasiek Stasz, założyciele SHOWROOM-u: „Wierzymy, że polska moda ma ogromny potencjał. Nasi projektanci mają wiele do zaoferowania, a my chcemy sprawić, by ich głos był słyszalny poza granicami kraju. Poprzez inwestycję Burda International i ogromne doświadczenie naszego partnera chcemy otworzyć polskim projektantom nowe perspektywy,
szczególnie za granicą”.

Krzysztof Kowalczyk, Partner Zarządzający funduszu HardGamma Ventures: „Inwestycja Burdy – wymarzonego partnera dla każdego przedsięwzięcia z branży mody – w SHOWROOM pokazuje, jak efektywnie nasz fundusz jest w stanie rozwijać spółki ze swojego portfolio wprowadzając je na rynki międzynarodowe i doprowadzając do istotnego wzrostu ich wartości.”

Grupa Allegro kupiła serwis Wykop.pl

Allegro zostało nowym właścicielem serwisu społecznościowego Wykop.pl. Jego przedstawiciele zapewniają, że tworzony przez użytkowników portal zachowa swoją niezależność. Strony nie ujawniają wartości transakcji.

Większość ze 100 proc. udziałów w Wykopie, Allegro kupiło od funduszu inwestycyjnego Garvest. Resztę sprzedał spółce Tomek Drożdżyński, założyciel społecznościowego serwisu, a obecnie dyrektor serwisów ogłoszeniowych w Grupie Allegro.

Po ogłoszeniu transakcji wśród części użytkowników Wykopu pojawiły się obawy, że tworzony przez nich serwis może stracić niezależność.

Przedstawiciele Allegro i Wykopu zapewniają jednak, że w serwisie nic się nie zmieni. – Wykop.pl, podobnie jak inne należące do grupy serwisy niezwiązane bezpośrednio z działalnością e-commerce, takie jak Bankier, pozostanie niezależny i zachowa swój swobodny, społecznościowy charakter – powiedział „Wirtualnym Mediom” Michał Białek, dyrektor operacyjny Wykopu. Będzie on wraz ze swoim zespołem nadal kierować serwisem.

Tydzień mody w Łodzi – FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Fashion week (pol. tydzień mody) to impreza branży modowej, które co roku decydują o tym, co cały świat będzie nosił przez kolejne miesiące. FashionPhilosophy Fashion Week Poland to największe wydarzenie modowe w Polsce. Odbywa się cyklicznie w Łodzi. Jesienna edycja odbędzie się w dniach 24-28 października 2012 r. i zaprezentuje trendy na sezon wiosna-lato 2013 r.

Ideą projektu jest propagowanie nowych trendów oraz prezentacja premierowych kolekcji polskich projektantów. Obecność tylu łowców talentów na Fashion Week Poland to szansa dla wszystkich projektantów, nie tylko tych z wybiegu, ale także wystawców z Showroomu, na nawiązanie kontaktów i międzynarodową promocję. Wielu gości zwraca uwagę na bogaty program polskiego tygodnia mody. David Roth z berlińskiego FashionDaily.TV traktuje Fashionphilosophy jako jedyną w swoim rodzaju inicjatywę łączącą modę, fotografię i film. Jego zdaniem “połączenie tych elementów jest siłą Fashion Week Poland”.

„Dziennikarze zagraniczni, przedstawiciele Tygodni Mody i prestiżowych targów to goście, których opinia jest dla nas niezwykle ważna.” – mówi Irmina Kubiak- szefowa polskiego tygodnia mody . „Stali bywalcy tygodni mody w Paryżu, Berlinie czy Nowym Jorku przyjeżdżając do Łodzi podnoszą organizacyjną poprzeczkę wydarzenia, mając porównanie z największym, światowymi eventami modowymi. Ich pozytywne opinie to dla nas duże wyróżnienie i motywacja do dalszego działania.”

Więcej na stronie: FashionPhilosophy Fashion Week Poland Wiosna Lato 2013

W 2011 r. wzrosły przychody największych firm

Przychody największych firm w Europie Środkowej w 2011 r. wzrosły o 9,8 proc. Był to jednak wzrost mniejszy o 1,2 punkty procentowe w porównaniu z rokiem poprzednim. Pierwszy kwartał tego roku przyniósł także wzrost przychodów, jednak jego dynamika jest już o połowę mniejsza niż w całym 2011 r. co potwierdzają mało optymistyczne dane makroekonomiczne dla Regionu. Najlepiej w czasach niepewności radzą sobie branże wyrobów przemysłowych i energetyczna, najgorzej sektor TMT (Technologia, Media, Telekomunikacja). Jak oceniają eksperci firmy Deloitte obniżona dynamika wzrostu oraz spadające zyski netto o 3,5 proc. pokazują, że największe firmy regionu odczuły już skutki spowolnienia gospodarczego.

Firma Deloitte już po raz szósty przeprowadziła analizę największych firm w 18 krajach Europy Środkowej i Ukrainie. „Wchodzimy w piąty rok globalnego kryzysu ekonomicznego. I nic nie wskazuje na to, aby miał się on szybko skończyć. Duże i silne firmy mogą stać się siłą napędową gospodarek o ile tylko po okresie konsolidacji rynku zdecydują się na wzrost inwestycji i zatrudnienia. Te decyzje zależą jednak od rozwoju sytuacji makroekonomicznej” – tłumaczy Rafał Antczak, Członek Zarządu Deloitte.

Poprzedni rok był dla regionu czasem kontynuacji wzrostu gospodarczego z 2010 r. i okresem relatywnie dobrej sytuacji gospodarczej. Silny wzrost zanotowały gospodarki Polski (4,3 proc.), Słowacji (3,3 proc.) oraz państw nadbałtyckich, które podczas kryzysu lat 2008-2009 dotknęła największa recesja. „Motorem wzrostu gospodarczego w państwach regionu był w ubiegłym roku umacniający się eksport, spowodowany wzrostem produkcji w Niemczech, głównego partnera handlowego dla krajów CE. Zatem wraz ze słabnącymi gospodarkami Francji i Niemiec pogarsza się także sytuacja przedsiębiorstw w państwach Europy Środkowej” – tłumaczy Patryk Darowski, Menedżer w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

W 2011 r. przychody ogółem 500 największych firm wyniosły około 707 mld Euro, czyli o prawie 13 proc. więcej niż rok wcześniej i blisko 11 proc. więcej niż w 2008 r., czyli ostatnim roku przed kryzysem. Przychody ostatniej na liście spółki wyniosły w ub. roku niemal 480 mln Euro. Dla porównania w 2010 r. wystarczyło 418 mln Euro, by znaleźć się w zestawieniu.

Największe wzrosty przychodów osiągnął sektor produkcji wyrobów przemysłowych (17 proc., dla danych wyrażonych w Euro). Dla porównania rok wcześniej branża ta osiągnęła wzrost przychodów o 20 proc. Sektor przemysłowy jest jednym z najliczniej reprezentowanych w zestawieniu i stanowi ponad jedną czwartą ogólnej liczby firm. Ten bardzo dobry ubiegłoroczny wynik to efekt przede wszystkim dobrej kondycji sektora przemysłu przetwórczego (52 spółki chemiczne i metalurgiczne). Jeszcze trzy lata temu sektor ten borykał się z ogromnymi problemami i najbardziej ucierpiał w czasie kryzysu. W 2009 r. spadki przychodów sięgnęły 22 proc. Szybko rosnący sektor to także energetyka ze wzrostem przychodów w 2011 r. na poziomie 12 proc. (w Euro). Ten wzrost to głównie zasługa rosnących cen surowców, a szczególnie ropy naftowej.

Co prawda sektor budowalny zanotował spory wzrost przychodów 21 proc., jednak ten bardzo dobry wynik branża zawdzięcza zaledwie siedmiu polskim spółkom, realizującym projekty związane z UEFA EURO 2012. Ich rosnące wyniki to efekt zaksięgowania przychodów z kontraktów zawartych w poprzednich latach. „Był to wynik jednorazowy i niepowtarzalny, nie może zatem świadczyć o kondycji tego sektora” – mówi Patryk Darowski. „Należy również pamiętać o tym, iż wzrost przychodów nie przełożył się na poprawę rentowności tych firm a wręcz przeciwnie, wzrastająca sprzedaż zwiększyła zapotrzebowanie na i tak mało dostępne finansowanie kapitału obrotowego” – dodaje. Największy spadek przychodów zanotowała branża TMT. Przychody firm tej branży reprezentowanych w badaniu obniżyły się o blisko 3 proc. co odzwierciedla globalne trendy obniżenia stawek za świadczone usługi oraz nasycenia rynku.

Jaki będzie rok 2012? Wyniki po pierwszym kwartale pokazały kontynuację wzrostów przychodów, jednak wzrosty te były już o połowę niższe od ubiegłorocznych i wyniosły zaledwie 4 proc. Ponadto pierwszy kwartał pokazał dalszy spadek średniego zysku netto o kolejne 5,6 proc. (w całym 2011 r. średni spadek zysku netto wyniósł 3,5 proc). Podobnie obniżyły się odczyty PKB po pierwszym kwartale 2012 r., co może sygnalizować początki spowolnienia w regionie. Widać, że broni się branża wyrobów konsumpcyjnych oraz transport. Duże wzrosty nadal notują spółki z sektora energetycznego. „To przede wszystkim te branże będą budować PKB krajów Europy Środkowej” – mówi Tomasz Ochrymowicz, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Czy kraje poradzą sobie z kryzysem? „Ewolucję kryzysu 2008-2009 coraz trudniej przewidzieć na gruncie ekonomii, z uwagi na bezprecedensowo silny interwencjonizm rządów i banków centralnych. Nie wydaje się jednak, żeby kryzys miał szybko się skończyć. Na rozpoczęcie 5 roku globalnego kryzysu ekonomicznego zasadne wydaje się więc pytanie na ile jeszcze pozostają odporne gospodarki regionu Europy Środkowo-Wschodniej na kolejne fale globalnych sztormów”- twierdzi Rafał Antczak.

Raport Deloitte obejmuje także branże bankową i ubezpieczeniową. W 2011 r. 27 spośród 50 analizowanych instytucji finansowych odnotowało wzrost aktywów. Średni wzrost aktywów dla wszystkich banków wyniósł zaledwie 1 proc. Najliczniejszą grupę wśród tej 50 ma Polska (14 banków) oraz Czechy i Węgry (8 i 6). Podobnie sektor ubezpieczeniowy w 2011 r. odnotował średni wzrost składki przypisanej brutto wyrażonej w Euro na poziomie jedynie około 1,5 proc., czyli znacznie mniej niż w 2010 r. (około 6 proc.). Ponadto aż 23 z 50 największych ubezpieczycieli odnotowało stratę netto w 2011 r., średnia zmiana zysku netto dla całej grupy wyniosła -3.5%.

W 2011 r. liczba polskich spółek w zestawieniu zmniejszyła się o dziewięć w porównaniu z rokiem poprzednim i wyniosła 167. Nasz kraj jest jednak wciąż niekwestionowanym liderem w regionie. Mniejszą liczbę spółek w porównaniu z rokiem 2010, oprócz Polski, zanotowały także m.in. Czechy i Węgry. „Zauważalny jest za to wzrost znaczenia ukraińskich i rumuńskich przedsiębiorstw. Ten awans jest skutkiem poprawy koniunktury i rosnących, nawet o 20 proc., przychodów spółek z tych krajów” – wyjaśnia Patryk Darowski. Cztery ukraińskie spółki radzą sobie lepiej niż średnia dla całego regionu. „W pierwszym kwartale tego roku Ukraina nadal kontynuuje wzrost zdecydowanie powyżej średniej, ale i tak jest on o połowę niższy od tego w 2011 r. Polskie spółki nie doświadczają już tak dynamicznych wzrostów i spadków, co świadczy częściowo o większej dojrzałości naszego rynku i jego mniejszej zmienności” – dodaje Tomasz Ochrymowicz.

Pełne zestawienie największych firm regionu zawiera raport „CE TOP 500”, firmy Deloitte oraz dziennika „Rzeczpospolita”, który zostanie zaprezentowany na zbliżającym się XXII Forum Ekonomicznym w Krynicy-Zdroju w dniu 4 września br.

Rynek złota jak bańka spekulacyjna. Od 11 lat trwa hossa

Złoto wciąż przyciąga inwestorów jako bezpieczna lokata kapitału. Już co druga sztabka na rynku jest kupowana w celach inwestycyjnych. Zdaniem ekspertów, trwająca od 11 lat hossa w końcu się skończy. – Jak uformuje się choćby drobny trend spadkowy i wiara w wieczną hossę upadnie, to nastąpi wyprzedaż złotych rezerw, a jest tego tysiące ton – przestrzega Maciej Bitner, główny ekonomista Wealth Solutions.

Choć, jak podkreśla ekonomista, sprawa Amber Gold nie powinna zrażać inwestorów do rynku złota, to można znaleźć inne powody, by ich od takich inwestycji odwieść.

– Ten kruszec jest już bardzo drogi. Od 11 lat trwa hossa. Niektórzy dopatrują się bańki spekulacyjnej w wymiarze międzynarodowym. Z bańką spekulacyjną mamy do czynienia wtedy, gdy bardzo dużo osób kupuje daną rzecz ze względu na spodziewane wzrosty cen – tłumaczy w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Maciej Bitner.

A rynek złota w tym kierunku zmierza. Co druga sztabka kupowana jest w celach inwestycyjnych. Jeszcze parę lat temu było to zaledwie 8 proc. rynku.

– Wtedy rynek był dużo zdrowszy, kiedy ludzie kupowali złoto, żeby zrobić z niego np. biżuterię. Teraz ludzie kupują przede wszystkim z myślą o przyszłej odsprzedaży. W ten sposób gromadzi się bardzo duży zapas złota, w szczególności w funduszach ETF, ale też w sztabkach, w prywatnych zbiorach. W końcu to złoto z powrotem trafi na rynek, a wtedy będzie wyprzedaż i spadki cen – prognozuje główny ekonomista Wealth Solutions.

Jak wyjaśnia, takie zjawisko nie nastąpi nagle. Cały czas wśród inwestorów dominuje silne przekonanie, że złoto to dobra i bezpieczna lokata kapitału. Jednak, zdaniem Macieja Bitnera, każdy trend spadkowy, utrzymujący się nieco dłużej niż zwykle, może spowodować, że ta wiara upadnie i rozpocznie wyprzedaż zapasów surowca.

– Dopiero, kiedy ludzie zaczną sprzedawać swoje złoto zgromadzone prywatnie czy w funduszach ETF, to wtedy można mówić o początku bessy. Na razie ten sentyment inwestorów jest zbyt silny – dodaje Maciej Bitner.

W złoto ufają również banki centralne na całym świecie, które posiadają ok. 32 tysięcy ton tego kruszcu.

– Od zeszłego roku banki centralne w Europie Zachodniej i w USA zamiast sprzedawać złoto ze swoich zbędnych rezerw z czasów standardu złota, całkowicie zaprzestały tej działalności, a inne banki w krajach rozwijających się zaczęły nagle złoto kupować. Czyli banki przestały być elementem podaży, stanowiły ok. 15 proc. rocznej podaży, a stały się w takim zakresie uczestnikiem popytu na złoto – mówi Bitner.

Przed kryzysem banki sprzedawały rocznie ok. 400 ton tak, by złoto w małych ilościach wracało na rynek. W ostatnich latach na sprzedaż minimalnych zasobów złota zdecydował się tylko niemiecki bank centralny.

Zdaniem eksperta, również w tym przypadku tendencja się odwróci, czyli banki centralne będą sprzedawać złoto, jeśli jego cena zacznie spadać.

– To nie jest do końca logiczne – uważa ekonomista Wealth Solutions. – Właściwie to jest najlepszy moment na sprzedaż złota, kiedy jest ono rekordowo drogie, a nie kiedy zacznie tanieć. Długoterminowo złoto bankom centralnym nie jest potrzebne, nie generuje przychodu, tylko leży w skarbcach. A przydałoby się gospodarce czy jubilerom, by można było je jakoś wykorzystać.

Spadki obrotów na polskiej giełdzie dużo łagodniejsze niż na innych rynkach

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych zakończyła pierwsze półrocze z ponad 60 mln zł zysku netto. Chociaż w porównaniu do ubiegłego roku to spadek o ponad 15 proc., to prezes Ludwik Sobolewski jest z wyników zadowolony. – Zważywszy na nową falę kryzysu, to wyniki działalności giełdy i całego polskiego rynku są dobre – podkreśla prezes GPW.

Spadki obrotów na polskiej giełdzie dużo łagodniejsze niż na innych rynkach

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych zakończyła pierwsze półrocze z ponad 60 mln zł zysku netto. Chociaż w porównaniu do ubiegłego roku to spadek o ponad 15 proc., to prezes Ludwik Sobolewski jest z wyników zadowolony. – Zważywszy na nową falę kryzysu, to wyniki działalności giełdy i całego polskiego rynku są dobre – podkreśla prezes GPW.

– To był okres stabilizowania struktury giełdowej po przejęciu Towarowej Giełdy Energii, stabilizowania nowej organizacji oraz odpowiadania na te „szoki zewnętrzne”, które dotykają nas od wielu miesięcy. Te ostatnie 6 czy 9 miesięcy, sięgając jeszcze do roku 2011, to niewątpliwie była nowa odsłona kryzysu w Europie – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Ludwik Sobolewski, prezes Giełdy Papierów Wartościowych.

Na pogorszenie wyników Grupy Kapitałowej GPW wpływ miała przede wszystkim mniejsza aktywność inwestorów, czego efekty odczuwało wiele rynków na całym świecie.

– Cały świat zarówno rynków rozwiniętych, jak i wschodzących, notował w ostatnim czasie zmniejszone obroty ze względu na kryzys zaufania do instrumentów finansowych, które związane są z ryzykiem inwestycyjnym. Polska giełda może pochwalić się tym, że u nas te spadki były stosunkowo łagodne. Obniżenie obrotów było znaczące w stosunku do 2011 roku, ale pamiętajmy, że to był rekordowy rok w historii giełdy pod tym względem – przypomina Ludwik Sobolewski.

W I półroczu wartość obrotów sesyjnych na głównym rynku GPW i na NewConnect wyniosła niecałe 98 mld zł i była o 24 proc. niższa niż przed rokiem. Biorąc pod uwagę obroty wyrażone w walucie lokalnej jest to jeden z mniejszych spadków wśród giełd Europy Środkowo-Wschodniej.

– W stosunku do innych rynków naszego regionu, zwłaszcza to można powiedzieć, że my to dosyć dobrze amortyzowaliśmy, tak więc pozwoliło to nam zachować dobre wyniki finansowe – przekonuje prezes GPW.
Jak wyjaśnia, poziom obrotów w najbliższych miesiącach będzie uzależniony od tego, jak inwestorzy zagraniczni będą postrzegać kondycję polskiej gospodarki.

– Wpływ będzie miał również rozwój sytuacji w strefie euro. Ale będą pewne czynniki wewnętrzne, które też będą oddziaływać na pewno pozytywnie na aktywność inwestorów. Chodzi o oddanie im do dyspozycji nowej technologii giełdowej i związane z tym również pewne zmiany dostosowawcze, jeśli chodzi o sposób działania giełdy – wymienia Ludwik Sobolewski.

Od marca br. w wynikach finansowych giełdy uwzględniane są wyniki TGE i jej spółek zależnych. GK GPW zwiększyła przychody z rynku towarowego do 23,9 mln zł w I półroczu 2012 z 0,8 mln zł przed rokiem.

– To jest inny rynek, inny obszar biznesowy, który ma też swoje uwarunkowania koniunkturalne, ale inne niż rynek
instrumentów finansowych. To nam zapewnia antycykliczność w ramach naszej Grupy Kapitałowej i stanowi już dosyć istotny składnik przychodów. W sposób naturalny wpływa więc na powiększenie naszej sumy bilansowej, naszego wyniku netto – mówi Ludwik Sobolewski.

Obroty na rynku towarowym odpowiadają już za ponad 25 proc. przychodów GPW w II kwartale. Udział przychodów z obrotów na rynku akcji obniżył się z 56,4 proc. w 2011 roku do 33,5 proc. w II kwartale br.

– Po okresie stabilizowania w dużym stopniu nowej struktury giełdowej, jesteśmy gotowi do realizacji kolejnych wielkich projektów takich jak wdrożenie nowego systemu transakcyjnego czy inne, które będą już przypadać na rok 2013 – zapowiada prezes warszawskiej giełdy.

Nowy system Universal Trading Platform (UTP), wdrażany przy współpracy z amerykańskim NYSE Euronext, zacznie działać już w listopadzie. Przedsięwzięcie pochłonie większość z zaplanowanych na ten rok nakładów inwestycyjnych w wysokości 93 mln zł.