Produkcja mebli na kursie spadkowym

Dane statystyczne o popycie w Polsce jak i na rynkach europejskich mówią o hamowaniu sprzedaży dóbr trwałego użytku, wśród nich wyrobów dwóch sztandarowych polskich branż eksportowych – samochodów oraz mebli. Czy odbije się to na wynikach (a może już na nie wpłynęło) polskich producentów mebli?

Jak od lat się ocenia około 85% produkcji polskich firm meblowych trafia na eksport, z czego w podobnej proporcji, bo blisko 90% na rynki unijne. Tak wynika z danych Ogólnopolskiej Izby Producentów Mebli, szacującej także łączną wartość eksportu polskich firm w 2011 roku na 6,5 mld euro. Czy spadek popytu konsumenckiego w Europie uderza także w polskich producentów mebli?

Jak mówi Tomasz Starus, główny analityk i dyrektor Biura Oceny Ryzyka w Euler Hermes: Chwilowo zapewne tak, dopóki producenci aktywnie nie poszukają nowych kanałów zbytu spadek może być odczuwalny. Chwilowo, ponieważ po pierwsze znaczna część produkcji eksportowej polskich mebli to wcale nie wyroby najtańsze, ale należące do kategorii Premium – a ten segment, jak wiadomo cechuje się odpornością na kryzys. Po drugie – nawet producenci bardziej ekonomicznych, masowych mebli nie stoją na straconej pozycji, ponieważ pomimo stosunkowo drogiego surowca drzewnego są konkurencyjni cenowo i w dobie oszczędności zastępować mogą (tak jak producenci części motoryzacyjnych) dotychczasowych, lokalnych ale droższych dostawców. Konkurencyjności cenowej polskiego eksportu sprzyja także osłabienie naszej waluty.

Krajowa dynamika sprzedaży detalicznej towarów w kwietniu wykazywała wzrost o blisko 16% kategorii meble-rtv-agd, ale zapewne większość z tego generuje sprzęt RTV w związku ze zmianą sposobu nadawania, jak i z mistrzostwami w piłce nożnej, a także kilkuprocentowe wzrosty cen, zarówno sprzętu elektronicznego jak i samych mebli.

Z analiz Euler Hermes wynika, że sprzedaż mebli na rynku krajowym raczej nie wzrosła, o czym świadczy m.in. wzrost upadłości wśród dystrybutorów mebli. W maju wśród ogłoszonych upadłości znalazło się 6 firm hurtowo dystrybuujących towary w kategorii meble, oświetlenie, dywany (zatrudniających łącznie ok. 200 osób – nie były to więc zawsze najmniejsze sklepy, ale także liczące się w regionie podmioty). Co jednak bardziej znaczące – w maju upadło czterech liczących się producentów mebli, o łącznych obrotach rzędu 120 mln złotych, zatrudniających łącznie ponad 1100 osób. Po zsumowaniu liczby dystrybutorów jak i producentów, którzy zbankrutowali daje to razem około 10% upadłości ogłoszonych w maju – kiedy mieliśmy z taką ich skalą do czynienia? W poprzednich czterech miesiącach upadło tylko dwóch producentów mebli mających łączny obrót na poziomie 30 mln złotych.

– Mamy niewątpliwie do czynienia z pewnym problemem w branży meblarskiej. Może nie dotyczy on wszystkich – ogranicza się głównie (ale nie wyłącznie) do produkujących i sprzedających na rynek krajowy, ponieważ spadek zatrudnienia w branży wyniósł w kwietniu 6,2%, a nakłady inwestycyjne – jak podał GUS spadły w branży meblowej w I kw. br. aż o blisko 9% (podczas gdy w tym samym okresie przed rokiem wzrosły one o 28,6%). Nie mniej wymowny jest spadek produkcji sprzedanej mebli, który w okresie I-IV zmniejszył się do poziomu 95% w stosunku do tego samego okresu roku ubiegłego. Biorąc pod uwagę sam kwiecień spadek ten był jeszcze większy, bo 10% w stosunku do roku ubiegłego, czyli tak jak upadłości – spadek produkcji sprzedanej wydaje się nabierać tempa – uważa główny analityk i dyrektor Biura Oceny Ryzyka w Euler Hermes.

Czy to może efekt spowalniającego eksportu, spadku sprzedaży mieszkań w kraju a może ograniczania zakupów konsumenckich do dóbr codziennego użytku lub końca popytu związanego z wyposażaniem nowych obiektów na piłkarskie mistrzostwa – a może wszystkie te fakty łącznie mają wpływ na wspomniane wcześniej pogorszenie się wyników statystycznych branży meblowej. Potwierdzają je analizy płatności za wykorzystywane w produkcji komponenty meblowe w prowadzonym przez Euler Hermes programie Analiz Należności. Zwiększa się zarówno średnie opóźnienie, z jakim producenci mebli regulują swoje zobowiązania za komponenty, jak i wartość tych należności znacznie, bo ponad 4 miesiące przeterminowanych. W efekcie spadł wyraźnie średni wskaźnik moralności płatniczej producentów mebli, będący pochodną zarówno ich zachowań płatniczych jak i towarzyszących im zdarzeń prawnych, takich jak windykacja czy upadłości.

Jak zaznacza Grzegorz Hylewicz, dyrektor windykacji w Euler Hermes: Ostatnio częściej spotykamy się z problemami płatniczymi producentów mebli, są to jednak zazwyczaj sprawy dobrze rokujące i rozwiązywane głównie na drodze polubownej. Dużo częściej odzyskujemy należności nie od producentów mebli, ale na ich rzecz – przede wszystkim od odbiorców z zagranicy, co nie dziwi zważywszy na skalę eksportu. Sprawy są różne, zależnie od rynku: m.in. na rynku francuskim mamy do czynienia z wieloma zleceniami na stosunkowo nieduże kwoty, zazwyczaj do 50 tys. euro, które udaje się rozwiązać na drodze przedsądowej. Na rynkach niemieckim czy holenderskim problemy opóźnionych płatności za dostawy polskich mebli są rzadsze, jeśli już jednak do nich dojdzie to dotyczą z reguły wyższych kwot, trudniejszych także do odzyskania – tutaj mamy już do czynienia zazwyczaj z dochodzeniem należności na drodze sądowej.

Niezależnie od rynku, na jaki eksportują polscy producenci, coraz częściej ostatnio padają oni ofiarą wyłudzeń – odbioru towaru przez podstawione osoby, niezatrudnione w firmach, które rzekomo nabywają towar. Czy jest to efekt kryzysu na rynkach zachodnioeuropejskich? Zapewne tak, ponieważ jest to zjawisko niemalże masowe, dotykające wszystkich branż – apeluję więc do polskich eksporterów o zwiększoną ostrożność.

Roman Durka pokieruje giełdowymi funduszami private equity

Stanowisko prezesa zarządu notowanych na NewConnect funduszy Runicom i Futuris objął dr Roman Durka, jeden z założycieli giełdowego MCI Management i wieloletni szef polskiego oddziału Dell.

Roman Durka jest jednym z najbardziej doświadczonych managerów polskiej branży IT. Przez 25 lat był związany z największymi firmami informatycznymi świata, kierując m.in. polskimi oddziałami IBM, Dell czy Sun Microsystems. W ostatnich latach związany z Fujitsu Technology Solutions gdzie odpowiadał za rozwój biznesu w Polsce, Grecji, na Cyprze i w Izraelu.

W nowej roli Roman Durka będzie odpowiadał za rozwój strategii inwestycyjnych funduszy z Grupy Runicom w sektorze teleinformatycznym. Obie spółki – Runicom S.A. i Futuris S.A. – to notowane na alternatywnym parkiecie firmy inwestycyjne o zbliżonych profilach. Koncentrują się na inwestycjach kapitałowych w małe i średnie spółki z szeroko pojętego sektora nowych technologii – zarówno notowanych na GPW oraz NewConnect, jak i niepublicznych. W portfelach funduszy znajdują się pakiety akcji spółek wielokrotnie wyróżnianych przez Deloitte Technology Fast 50 np. giełdowe eo Networks i Tequila Mobile.

Małgorzata Usakowska-Bilska, pełniąca do tej pory funkcję Prezesa Zarządu obu funduszy, złożyła rezygnacje w dniu 20 czerwca br.

Nianie pilnie poszukiwane

Koniec roku szkolnego, a tym samym wielkimi krokami nadchodzące wakacje to między innymi dylemat dla rodziców, co zrobić z dzieckiem w czasie, gdy przedszkola są zamknięte, a szkoły nie funkcjonują. Z pomocą przychodzą wykwalifikowane nianie, które w czasie wakacji nie narzekają na brak zatrudnienia. Według danych firmy Baby&Care w czerwcu i lipcu o ok. 25% wzrasta zapotrzebowanie na opiekę wakacyjną.

Współcześni rodzice są coraz bardziej mobilni – pracują, wychowują dzieci, spełniają swoje pasje, wciąż się kształcą, dlatego muszą nauczyć się po pierwsze, jak skutecznie zarządzać swoim czasem, po drugie, jak korzystać z zewnętrznych źródeł pomocy. W przypadku, gdy rodzic nie chce rezygnować ze swoich aktywności, wysoko wyspecjalizowana niania, która może zająć się dzieckiem, to dobro unikatowe.

W okresie letnim największy wzrost zainteresowania, sięgający aż 40%, obserwujemy w obszarze usług wieczornego babysittingu dla dzieci w każdym wieku. Takie rozwiązanie daje korzyść zarówno rodzicom, którzy mogą się zrelaksować, jak i dzieciom, które pod opieką wykwalifikowanej niani dobrze się bawią i co najważniejsze są bezpieczne – komentuje Natalia Godlewska, kierownik ds. medycznych Baby&Care.

Idealna niania na wakacje to studentka pedagogiki, psychologii, filozofii czy kierunków artystycznych, w wieku od 20 do 25 lat. Powinna posiadać wiedzę teoretyczną m.in. dotyczącą rozwoju dziecka, najlepiej popartą praktyką studencką. Ważny jest ukończony kurs pierwszej pomocy, zdolności językowe, muzyczne czy plastyczne. Do tego zwykła serdeczność, sympatia do dzieci oraz kreatywność, by dziecko nie nudziło się spędzając czas z nianią.

Z danych Baby&Care wynika, że w czerwcu i lipcu o ok. 25% wzrasta zapotrzebowanie na opiekę wakacyjną, najczęściej dla dzieci w wieku od 4 do 9 lat. Rodzice w tym właśnie okresie poszukują niani, która nie tylko zajmie się dzieckiem, ale również zapewni dni pełne wrażeń, przy maksimum bezpieczeństwa i opieki. Ponieważ lato to również naturalny czas wyjazdów wzrasta znacznie zapotrzebowanie na nianie, które wyjadą razem z rodziną na wakacje i zapewnią opiekę dzieciom w czasie, gdy rodzice będą w spokoju oddawać się relaksowi.

Istnieje jeszcze jedna kategoria rodziców – zapobiegawczy, którzy już w czerwcu rezerwują nianię na wrzesień do popołudniowej opieki nad dziećmi w wieku od 5 do 10 lat. Z takiego zabezpieczenia korzysta co trzeci rodzic korzystający z naszych usług – dodaje Natalia Godlewska z Baby&Care.

Ustawa refundacyjna bije po kieszeni firmy farmaceutyczne

Wprowadzenie 1 stycznia tego roku ustawy refundacyjnej boleśnie odczuwa większość graczy na rynku farmaceutycznym. Straty w pierwszym kwartale wynoszą około kilkunastu procent. – Przewidywania są takie, że w skali całego roku może być to spadek 5-6 proc. dla całego rynku – prognozuje Jerzy Toczyski, prezes GlaxoSmithKline Commercial.

– Pierwszy kwartał to jest kilkanaście procent poniżej zeszłego roku – mówi Jerzy Toczyski. – Myślę, że większość firm, zwłaszcza dużych, jak Glaxo, które są reprezentatywne dla dynamiki całego rynku, odczuwa ten efekt.

Analitycy rynku, wspólnie z producentami medykamentów podkreślają, że ten rok, do tej pory, nie jest najlepszy dla przemysłu farmaceutycznego. I to nie tylko dla innowacyjnych firm, ale również dla firm generycznych, produkujących zamienniki. Prognozy też nie wskazują, że sytuacja się poprawi.

– Większość firm nie będzie w stanie zarejestrować wzrostu. Przewidywania są takie, że w skali całego roku może być to spadek 5-6 proc. dla całego rynku – prognozuje szef polskiego oddziału GSK.

Trudno przewidywać natomiast, jak na tym „skurczonym” rynku radzić sobie będą poszczególne podmioty.

– Pewnie każdy inaczej – mówi Jerzy Toczyski. – My nie spodziewamy się w tym roku zwiększonej sprzedaży, natomiast mamy nadzieję, że po tym okresie przełomu, powstanie jakaś baza wzrostu.

Analitycy branży farmaceutycznej podkreślają, że tegoroczna zmiana kształtu ustawy refundacyjnej była rewolucyjna dla całego rynku. Dlatego trwa pogłębiona analiza, na temat tego, jak ten na nią zareagował i jakie są perspektywy jego rozwoju.

– Proces podejmowania decyzji co do refundowania leków w ustawie jest bardziej przejrzysty niż w przeszłości – przekonuje Jerzy Toczyski, prezes GlaxoSmithKline. – Natomiast jeszcze nie do końca wszystkie zapisy tej ustawy są wprowadzone i nie funkcjonują tak, jak powinny zgodnie z założeniami.

Jerzy Toczyski zwraca uwagę, że po raz pierwszy w polskim prawie znalazły się zapisy, które nie tyle promują, co w określonym stopniu doceniają firmy, prowadzące inwestycje na polskim rynku.

– Ten wątek w naszych negocjacjach z Komisją Ekonomiczną się przewijał – mówi prezes GSK. – Fakt, że GlaxoSmithKline jest tak silnym inwestorem, posiadającym tak mocną obecność i kontrybuującą do ekonomii Polski, miał jakieś znaczenie, czasem psychologiczne, czasem finansowe przy negocjacjach dotyczących cen i refundacji naszych produktów.

Po wejściu w życie z dniem 1 stycznia 2012 roku nowej ustawy refundacyjnej, duża część leków podrożała, szczególnie tych starszych. Za to nowe poprawiły swoją pozycję na liście.

– To oznacza, że jest szansa dla pacjentów z przechodzenia ze starszych terapii na nowsze – podkreśla szef polskiego oddziału koncernu GSK.

Intencją wprowadzających nową ustawę refundacyjną było ograniczenie wydatków na leki tanie, które utraciły patent. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze miały być przeznaczane na te nowoczesne, wprowadzane właśnie na rynek, po to, by innowacje były dostępne pacjentom.

– Jeżeli ten cel ustawy będzie realizowany, to my mamy bardzo ciekawe, obiecujące leki w naszym portfelu – zauważa prezes GlaxoSmithKline, nieco zdradzając jednocześnie tajniki negocjacji z Ministerstwem Zdrowia na temat listy leków refundowanych. – Na lekach starszych trochę odpuściliśmy z ceną, pokazaliśmy dobrą wolę płatnikowi i negocjowaliśmy w dół, po to, żeby nasze nowsze leki mogły uzyskać korzystną refundację.

GlaxoSmithKline to wiodąca marka na polskim rynku farmaceutycznym. To również największy inwestor zagraniczny w tym sektorze. Jej udział w łącznej sprzedaży leków wynosi około 6 procent.

Strefa euro znalazła się na ścieżce do rozpadu

– Dokapitalizowanie banków i masowy skup obligacji – te rozwiązania przynajmniej na chwilę powinny dać strefie euro odetchnąć – uważa Ignacy Morawski, główny ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości. Jednak politycy wciąż nie potrafią porozumieć się co do sposobów ratowania unijnej gospodarki. – Jeśli tak będzie dalej, strefa euro się rozpadnie – prognozuje ekonomista.

Fundamentalne zmiany, których potrzebuje gospodarka eurolandu, blokowane są przez głębokie podziały polityczne.

– To, co się dzieje na scenie politycznej, powoduje, że strefa euro znalazła się na ścieżce do rozpadu. Stanie się tak, jeżeli wszystko będzie dalej wyglądało tak, jak w poprzednich dwóch latach – uważa Ignacy Morawski z Polskiego Banku Przedsiębiorczości. – To będzie wydarzenie na skalę Lehman Brothers razy trzy.

Przez brak działań polityków mamy dziś w eurolandzie efekt domina. Po niewielkiej Grecji, odpowiadającej za 3 proc. unijnego PKB, w poważnych tarapatach znalazły się Włochy i Hiszpania.

– Problemy na południu Europy mogą się pogłębiać – prognozuje ekonomista. – Hiszpania teraz jest na czołówkach gazet. Tam te problemy są najbardziej widoczne. W kolejce stoją Włochy. We Włoszech reformy, które miały uratować ten kraj przed recesją i pozwolić mu na osiągnięcie szybszego wzrostu gospodarczego idą bardzo powoli. Premier Mario Monti okazał się rycerzem na koniu bez lancy.

Politycy w całej Europie albo nie mają pomysłu, jak sobie z problemami poszczególnych krajów radzić, albo nie potrafią dojść między sobą do porozumienia. Jak radzi Ignacy Morawski, powinni wziąć przykład ze Stanów Zjednoczonych.

– Jeżeli ktoś się pyta, co powinna zrobić Europa, to niech otworzy gazety z jesieni 2008 roku i zobaczy, co zrobiły wówczas Stany Zjednoczone. Chodzi o dwie podstawowe rzeczy: dokapitalizowanie i restrukturyzacja banków oraz masowy skup obligacji przez bank centralny. Jeżeli te działania byłyby wprowadzone w krótkim okresie, wówczas strefa euro uzyskałaby dużą swobodę w prowadzeniu dalszych działań naprawczych – ocenia główny ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości.

O ile rzeczywiście te działania zostaną podjęte. Nawet jeśli, to i tak na efekty trzeba będzie poczekać kilka kwartałów, a nawet lat.

– W tym czasie cały budynek będzie trzeszczał w posadach, co będzie ograniczało wzrost gospodarczy ze względu na niepewność na rynkach. Czyli najpierw ten proces będzie dusił gospodarkę w umiarkowanym stopniu. Gdyby doszło do wyjścia dużych krajów ze strefy euro, albo krajów Południa, czyli Hiszpanii i Włoch, albo Niemiec, to mamy w Europie poważną recesję – prognozuje Ignacy Morawski.

Express ELIXIR – ruszyły przelewy natychmiastowe

Już wkrótce klienci trzech banków będą mogli realizować przelewy natychmiast i bez pośredników. BRE Bank, Bank Millennium i Meritum Bank, jako pierwsze banki w Polsce uruchomiły system rozliczeń płatności natychmiastowych Express ELIXIR, umożliwiający dokonywanie błyskawicznych przelewów międzybankowych, w czasie liczonym w sekundach. Sześć kolejnych banków uruchomi system do końca września br. Pierwsze transakcje w nowym systemie zostały przetworzone 12 czerwca 2012 r.

Środowisko bankowe w Polsce czekało na uruchomienie rozwiązania umożliwiającego realizację płatności natychmiastowych. Opracowanie i udostępnienie bankom systemu Express ELIXIR to wyjście naprzeciw oczekiwaniom rynku związanym ze skracaniem czasu realizacji płatności. Operatorem systemu jest Krajowa Izba Rozliczeniowa S.A.

– W dobie „elektronizacji” życia, klienci banków coraz częściej sygnalizowali potrzebę natychmiastowego bezpiecznego transferu pieniędzy. System Express ELIXIR spełnia te oczekiwania – pozwala przesłać pieniądze bezpośrednio pomiędzy rachunkami klientów prowadzonymi w różnych bankach w czasie liczonym w sekundach i co najważniejsze, bez wykorzystania żadnych rachunków pośredniczących i przekazywania środków poza system bankowy. Wykonanie przelewu w systemie Express ELIXIR powoduje, że pieniądze są dostępne odbiorcy płatności natychmiast – realny czas realizacji pierwszych transakcji wynosił tylko 4 sekundy. Gwarancją poprawności rozliczeń w nowym systemie są środki zgromadzone przez banki na bezpiecznym rachunku powierniczym, prowadzonym przez Narodowy Bank Polski. – mówi Tomasz Jończyk, Dyrektor Linii biznesowej rozliczenia w KIR S.A. – W Europie podobny system został uruchomiony do tej pory jedynie w Wielkiej Brytanii – dodaje.

Nie tylko do szybkiej spłaty rat

Możliwość realizowania natychmiastowych przelewów może być wykorzystywana przez klientów, np. do regulowania należności za usługi w związku ze zbliżającym się terminem płatności rat kredytu, spłaty zadłużenia karty kredytowej, opłat za usługi telekomunikacyjne czy energetyczne. Ale nie tylko. Pieniądze przekazane poprzez system Express ELIXIR mogą być np. niemal natychmiast wypłacone przez odbiorcę w bankomacie. Korzystanie z płatności natychmiastowych pozwoli także lepiej zarządzać płynnością finansową firm. Może również pozytywnie wpłynąć rozwój e-handlu. W nowym systemie klient otrzymuje bowiem potwierdzenie dokonania transakcji już w ciągu kilku sekund od zlecenia przelewu.
Pierwsze banki wdrożyły płatności natychmiastowe

Płatności natychmiastowe udostępniają właśnie swoim klientom trzy pierwsze banki – BRE Bank, Bank Millennium oraz Meritum Bank.

W BRE Banku usługa płatności natychmiastowych zostanie udostępniona na razie klientom korporacyjnym w cenie 20 złotych.

Bank Millennium udostępni usługę klientom indywidualnym i korporacyjnym, a koszt przelewów natychmiastowych wynosi: 5 zł dla klientów indywidualnych, 10 zł dla klientów Biznes i 40 zł dla klientów Bankowości przedsiębiorstw.
Meritum Bank uruchomił usługę pilotażowo, natomiast do końca czerwca br. z płatności natychmiastowych będą mogli korzystać wszyscy klienci banku, płacąc 5 zł za przelew zlecony przez Serwis Internetowy i Mobilny, a 10 zł za przelew zlecony przez Serwis Telefoniczny.

Wdrożenie systemu rozliczeń płatności natychmiastowych komentują przedstawiciele banków, które jako pierwsze uruchomiły usługę:

Dariusz Nalepa, Dyrektor Departamentu Bankowości Transakcyjnej w BRE Banku:

– Zainteresowanie przelewami natychmiastowymi wśród klientów jest z roku na rok coraz większe. I nie chodzi tylko o możliwość realizacji przelewów wychodzących. Na przykład dla firm telekomunikacyjnych atrakcyjne byłoby udostępnienie ich klientom, za pośrednictwem banku, możliwości zapłaty za rachunki w trybie przelewu natychmiastowego. Dlatego właśnie jako jeden z trzech pierwszych banków zdecydowaliśmy się na wdrożenie rozwiązania KIR S.A. – systemu Express ELIXIR dla naszych klientów korporacyjnych już w czerwcu tego roku. Dzięki temu przelew z banku do banku będzie mógł zostać zrealizowany w kilka sekund. Co jest niezwykle istotne, system pozwoli na znaczne skrócenie czasu rozliczeń w stosunku do tego co rynek oferuje obecnie. Istnieje grupa klientów, dla których będzie to duża wartość.

Ricardo Campos, Dyrektor Departamentu Bankowości Elektronicznej w Banku Millennium:

– Bank Millennium zaoferuje przelewy natychmiastowe wszystkim swoim klientom – indywidualnym korporacyjnym, którzy mają dostęp do systemu bankowości internetowej Millenet. Przelewy natychmiastowe są kolejną nową funkcjonalnością wdrożoną do systemu internetowego w tym roku z myślą o zaspokojeniu rosnących potrzeb naszych klientów. Przelewy natychmiastowe to rewolucja w skracaniu czasu przepływu pieniędzy do odbiorcy. Obecnie przelewy docierają po kilku godzinach od ich zlecenia. Teraz pieniądze znajdą się na rachunku beneficjenta w kilka sekund.
Spodziewamy się, że usługa będzie wykorzystywana w sytuacjach nagłej konieczności wykonania przelewu, np. płatności za media przy ryzyku ich odłączenia czy za bilet lotniczy w promocji. Wierzę, że klienci chętnie sięgną po ten produkt.

Małgorzata Adamczyk, Dyrektor ds. bankowości internetowej w Meritum Banku:

– W Meritum Banku zapewniamy klientom dostęp do najnowocześniejszych rozwiązań bankowych. Nasz system transakcyjny oferuje szeroką gamę usług płatniczych i funkcjonalności ułatwiających codzienne zarządzanie finansami. Statystyki zaś wskazują ponadprzeciętną w porównaniu do średnich danych rynkowych transakcyjności naszego serwisu internetowego, co potwierdza atrakcyjność zarówno samej oferty produktowej, jak i oferowanych przez Bank funkcjonalności. Zdecydowaliśmy się, jako jeden z pierwszych banków w Polsce, umożliwić naszym klientom korzystanie z przelewów natychmiastowych wdrażanych przez KIR S.A. wraz z pojawieniem się rozwiązania na rynku. Co więcej, oferujemy tę usługę –zarówno osobom indywidualnym jak i firmom. Wierzymy, że szybkość, z jaką można przetransferować środki pomiędzy bankami, będzie dla wielu klientów dużą wartością dodaną, która w połączeniu z innymi atrybutami naszych rozwiązań pozwoli nam na umacnianie naszych przewag konkurencyjnych w zakresie bankowości transakcyjnej.

Sześć kolejnych banków do końca września br.

Nowe rozwiązanie cieszy się dużym zainteresowaniem banków. Dotychczas umowy wdrożeniowe podpisało łącznie 11 z piętnastki największych banków. Zgodnie z harmonogramem, do końca września br. system Express ELIXIR zostanie wdrożony w kolejnych 6 bankach.

Young World Entrepreneur of the Year 2012

O tytuł najlepszego przedsiębiorcy świata rywalizowało 59 finalistów z 51 krajów, którzy wcześniej zdobyli tytuł Przedsiębiorcy Roku w lokalnych edycjach konkursu. Zwyciężył Dr James Mwangi, kierujący kenijskim Equity Bank Limited, przedsiębiorca, który niemal zrewolucjonizował afrykański system bankowy. Wśród światowych finalistów konkursu byli m.in. Rahul Bhatia z Indii, twórca linii lotniczych InterGlobe, prezes Benetton Group S.p.A. Alessandro Benetton z Włoch, przedstawiciele USA Reid Hoffman i Jeff Weiner – założyciele portalu LinkedIn czy Fin Mikael Hed – twórca popularnej gry komputerowej Angry Birds. Polskę reprezentował Krzysztof Pawiński, twórca i Prezes Grupy Maspex Wadowice, zdobywca tytułu Przedsiębiorca Roku 2011. Uroczystość odbyła się w minioną sobotę w Monte Carlo, a międzynarodowe grono najlepszych światowych przedsiębiorców firma Ernst & Young uhonorowała w ten sposób już po raz dwunasty.

Equity Bank jest największym pod względem bazy klientów bankiem w Afryce Środkowej i Wschodniej oraz największą firmą z większościowym kapitałem afrykańskim w regionie. Bank ma ponad siedem milionów kont, co stanowi ponad połowę wszystkich rachunków bankowych w Kenii. Prowadzi również działalność w Ugandzie, Sudanie Południowym, Rwandzie i Tanzanii. James Mwangi był postacią kluczową dla transformacji Equity Banku z upadającej instytucji mikro-finansowania do notowanego na giełdzie banku komercyjnego. Z jego inicjatywy, bank postawił sobie za cel zmianę warunków życiowych, społecznych i ekonomicznych ludzi, dając im dostęp do nowoczesnych, zintegrowanych usług finansowych. W roku finansowym 09-10 obroty banku wzrosły o 32%, a aktywa o 42%. W roku 2010, Financial Times wymienił przedsiębiorcę wśród 50 liderów biznesu na rynkach wschodzących. Mwangi jest m.in. przewodniczącym Fundacji Grupy Equity, ustanowionej aby podnosić istniejące inicjatywy CSR Grupy. W uznaniu różnorodności potrzeb społeczno-ekonomicznych w Afryce, Fundacja określiła sześć obszarów programowych: edukacja i rozwój przywództwa, rolnictwo, wiedza finansowa i przedsiębiorczość, zdrowie, innowacje i ekologia. Fundacja wspiera program stypendialny nakierowany na umiejętności przywódcze dla młodzieży szkolnej w Afryce.

O tytuł najlepszego przedsiębiorcy na świecie od lat walczą również Polacy. W gronie przedsiębiorców reprezentujących Polskę w globalnym finale znaleźli się dotąd Krzysztof Pawłowski, Zbigniew Sosnowski, Tadeusz Winkowski, Maciej Duda, Dariusz Miłek, Michał Kiciński, Marcin Iwiński, Piotr Mikrut, Ryszard Florek i Krzysztof Pawiński.

Obecnie trwa dziesiąta polska edycja konkursu Ernst & Young Przedsiębiorca Roku. Do 18 czerwca br. kandydaci mogą zgłaszać swój udział w trzech kategoriach konkursowych: Produkcja, Usługi, Nowy Biznes. Zwycięzca dziesiątej, jubileuszowej polskiej edycji reprezentować będzie nasz kraj w międzynarodowym finale konkursu w czerwcu 2013 roku w Monte Carlo, gdzie zmierzy się z międzynarodowymi konkurentami, reprezentującymi wszystkie kontynenty. Więcej informacji o konkursie oraz formularz aplikacyjny znajduje się na stronie www.przedsiebiorcaroku.pl

Partnerzy konkursu: PKO BP, PKN Orlen, Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, Gazeta Wyborcza, Harvard Business Review Polska, Radio PiN, TVN24. Parterem strategicznym jest TVN CNBC.

Wyniki badania Holiday Barometer 2012

Europ Assistance Group wraz z Instytutem badawczym Ipsos przeprowadziła kolejne już badanie Holiday Barometer 2012. Badanie to sprawdza corocznie plany wyjazdowe Europejczyków z Wielkiej Brytanii, Belgii, Niemiec, Francji, Austrii, Włoch oraz Hiszpanii.

Wśród badanych Europejczyków, 58% zadeklarowało, że z pewnością wyjedzie na wakacje w lecie 2012, z czego 41% przynajmniej raz, a 17% planuje kilka wyjazdów. Wyniki te są niższe niż ubiegłoroczne. W 2011 roku na wakacje planowało wyjechać 66% Europejczyków. Największy spadek odnotowano we Włoszech (-15%) oraz w Hiszpanii (-14%) i Wielkiej Brytanii (-10%).

Główną przyczyną zaniżenia tych wyników może być kryzys ekonomiczny skłaniający do większych oszczędności. Podczas badania pytano respondentów, w których kategoriach są w stanie oszczędzać – wakacje znalazły się na trzecim miejscu z wynikiem 13%. Europejczycy najczęściej oszczędzają na zakupach ubrań (17%) oraz rozrywkach (14%). Jednakże, pytani wprost o to, czy planują oszczędzać na wakacjach, większość Europejczyków planuje tylko trochę obniżyć wakacyjne koszty (42%) lub wcale nie zmieniać swoich planów (32%). W tej ostatniej grupie znajdują się głównie Niemcy (42%), Austriacy (40%) i Francuzi (40%).

Średni budżet przeznaczony na wakacje 2012 przez przykładowego Europejczyka to 2 125 euro (o 20 euro mniej niż w ubiegłym roku). Największy średni budżet wakacyjny zakładają Niemcy, przeznaczając na ten cel 2 472 euro i jest to wynik wyższy o 229 euro niż w ubiegłym roku. Najmniejszy średni budżet wskazali Włosi – 1 690 euro (o 554 euro mniej niż w 2011 roku).

Badanie Holiday Barometer sprawdzało również czynniki decydujące o wyborze miejsca na wakacje. Nadal na decyzje Europejczyków wpływają głównie czynniki finansowe (44%), a także klimat w danym miejscu (42%) oraz ryzyko ataków, w tym terrorystycznych (42%). Do kwestii finansowych największą wagę przywiązują Niemcy, Francuzi i Belgowie. Dla Hiszpanów ważniejsze są zagrożenia atakami (m.in. terrorystycznymi) oraz zagrożenia zdrowotne.

Najbardziej popularnym kierunkiem wakacyjnym jest Europa, w której wakacje planuje spędzić 79% Europejczyków. Do Ameryki Północnej wyjedzie 4% badanych, Amerykę Południową zwiedzi 1% respondentów, natomiast Afrykę i Azję odwiedzi odpowiednio 3% i 2% Europejczyków.

Niemal połowa badanych (48%) planuje nie opuszczać własnego kraju. Głównie są to Włosi (70%) oraz Francuzi (68%). Najbardziej popularnym krajem na europejskie wakacje jest Francja wskazana przez 20% respondentów. Na kolejnym miejscu znajdują się Włochy z 18% wskazań i Hiszpania – 14% odpowiedzi.

Większość Europejczyków (37%) planuje tygodniowe i dwutygodniowe wakacje. Natomiast 26% respondentów wyjedzie na dłuższy, trzytygodniowy urlop. Głównym wakacyjnym celem Europejczyków jest odpoczynek (61% wskazań) oraz zwiedzanie (36%). Co czwarty badany Europejczyk wskazał takie powody jak: poznawanie nowych kultur oraz zmiana klimatu, oderwanie się od rzeczywistości, a także rodzinny wyjazd. Mniej niż 10% respondentów wyjedzie tego roku w celu uprawiania sportu, zawierania nowych znajomości czy spędzania czasu na czytaniu lub nauce.

Europejczycy zdecydowanie preferują tereny nadmorskie. Taki kierunek wakacji wybierze 62% z nich. Co piąty Europejczyk rozważa wycieczkę krajoznawczą, 16% planuje spędzić urlop w górach a 15% na wsi. Najmniejszą popularnością w tym roku cieszyć się będą miasta.

Zdecydowana większość Europejczyków (69%) samodzielnie zorganizuje swój wyjazd wakacyjny. Podobnie jest z planowaniem wyjazdu, który w 71% będzie zorganizowany z wyprzedzeniem czasowym. Na wakacje typu „last minute” skusi się 27% badanych. Wakacje na ostatnią chwilę cieszą się największą popularnością wśród Włochów (41%) i Hiszpanów (25%), zaś Niemcy (81%) i Austriacy (79%) przeznaczą więcej czasu na zaplanowanie urlopu.

Badanie Holiday Barometer sprawdziło również największe obawy Europejczyków związane z podróżowaniem. Niemal połowa badanych (46%) obawia się problemów zdrowotnych, które dotknąć mogą podczas wakacji ich lub towarzyszy podróży, a także problemów zdrowotnych bliskich, którzy pozostaną w domu (44%). Kolejną obawą Europejczyków jest utrata dóbr osobistych (bagażu, dokumentów, pieniędzy) – 36% wskazań oraz wypadki komunikacyjne (katastrofa lotnicza, wypadek samochodowy lub kolejowy) wskazane przez 33% badanych. Co trzeci Europejczyk obawia się również różnych zdarzeń związanych z pozostawionym mieszkaniem (zalania, włamania lub pożaru), a także ataku terrorystycznego.

W tegorocznym badaniu wyraźnie widać wzrost świadomości ubezpieczeniowej Europejczyków. Większość z nich (61%) wykupi na wakacje ubezpieczenie i to bezpośrednio w towarzystwie ubezpieczeniowym lub firmie oferującej usługi assistance. Z oferty ubezpieczeniowej agencji turystycznej skorzysta 20% badanych, zaś z oferty online lub oferty banku – 14% badanych.

Badanie Holiday Barometer prowadzone jest corocznie od 2005 roku. Pełen raport z badania dostępny jest na stronie: http://media.europ-assistance.com/en/barometers

Maj był najgorszym miesiącem na giełdzie w tym roku

Maj był najgorszym miesiącem dla polskich akcji w tym roku i najgorszym od września ubiegłego roku. WIG spadł o 6,2% i znalazł się na poziomie zaledwie o 0,5% wyższym niż na koniec grudnia 2011. Tym samym prawie całe mocne wzrosty z pierwszych dwóch miesięcy sięgające 10% zostały zniesione. W tym czasie indeksy z innych krajów również spadały. Najmocniej Grecja (-25%) ale też Indie (-14%), Brazylia, Chiny, Węgry (-12%). Na tym tle spadek polskiego indeksu był jednym z najmniejszych w maju, porównywalny z amerykańskim S&P500.

W dalszym ciągu widoczne były obawy o Grecję, a zwłaszcza zamieszanie związane z nowymi wyborami, jednak inwestorzy zaczynają się coraz bardziej obawiać o sytuację w Hiszpanii. Najbardziej jednak do spadków przyczyniły się coraz gorsze dane makroekonomiczne. W Polsce wzrost średniej płacy wyniósł 3,4% rok do roku, co było wielkością niższą od inflacji (ta wyniosła 4,0%) co świadczyć może o słabnącej sile nabywczej Polaków. Dodatkowo sprzedaż detaliczna wzrosła o 5,5%, co również było wynikiem poniżej oczekiwań rynkowych.

Zgodnie z oczekiwaniami wzrost PKB w pierwszym kwartale wyniósł 3,5% wobec 4,3% w czwartym kwartale ub. roku, a wzrost produkcji sprzedanej +2,9% również nie zachwycił. Słabo wygląda także PMI, który po kwietniowym spadku poniżej 50 w maju wyniósł 48,9. W czerwcu z kolei mamy do czynienia z „bardzo długim weekendem” oraz mistrzostwami Europy w piłce nożnej. Lipiec i sierpień to wakacje. To powoduje, że trudno będzie porównywać odczyty gospodarcze w najbliższym okresie. Aby więc poznać aktualny stan gospodarki (tzn. czy spowolnienie jest tymczasowe i ma charakter sezonowy czy jest już trwałe po wygasaniu impulsu związanego z kończącym się napływem środków z UE związanym z Narodowym Programem Spójności) będziemy musieli zatem poczekać do trzeciego kwartału.

Z zagranicznych rynków, również dane nie napawają optymizmem. Wskaźniki wyprzedzające koniunkturę PMI spadały, potwierdzając odczyty poniżej 50 : dla Włoch, Francji Niemiec, Wielkiej Brytanii sięgnęły 45 dla rynków wschodzących Brazylii, Chin, Polski znajdują się w okolicy 49-50.

Jedynym optymistycznym czynnikiem są wyniki spółek i niskie wyceny. Stopa dywidendy dla spółek z WIG20 może sięgnąć 7%, wskaźniki ceny do wartości księgowej w okolicach 1 a średni wskaźnik ceny do zysku w okolicach 7. Widać, że nawet wyjątkowo atrakcyjne ceny nie są w stanie przekonać inwestorów do inwestycji w akcje w tak zmiennym i niepewnym środowisku. Każdy chyba zna powiedzenie dość w sumie trywialne : „akcje kupuje się kiedy są tanie a sprzedaje kiedy są drogie”. Od teorii do praktyki jednak daleka droga co wyraźnie uświadamiają nam majowe spadki.

Maj miesiącem zaskoczeń i rekordów na rynku długu

Najważniejszym wydarzeniem dla rynku finansowego w maju była decyzja Rady Polityki Pieniężnej (RPP) o podwyżce głównej stopy procentowej z 4,5% do 4,75%. Po serii czterech podwyżek stóp procentowych z pierwszej połowy 2011 Rada Polityki Pieniężnej zaskoczyła większość uczestników rynku decydując się na kontynuacje podwyżek stóp procentowych na majowym posiedzeniu.

Głównym powodem takiej decyzji jest zbyt wysoki poziom inflacji, która utrzymuje się na podwyższonym poziomie od wielu miesięcy. Ostatni odczyt to 4% r/r w porównaniu z celem Rady 2,5% (z możliwym odchyleniem 1%). Warto powiedzieć, że była to również obrona reputacji RPP po tym jak miesiąc wcześniej Rada de facto zapowiedziała podwyżkę stóp procentowych na kolejnym posiedzeniu. Trzeba przyznać, że udało się przekonać wielu analityków do słuszności takiej polityki i wielu z nich prognozuje jeszcze jedną podwyżkę do końca tego roku (do 5%) choć nie brakuje głosów, że nadchodzące spowolnienie wzrostu gospodarczego w Polsce spowoduje konieczność wycofania się z tej podwyżki w niedalekiej przyszłości. Jak będzie? Zobaczymy.

Podwyżka stóp procentowych spowodowała spadek cen obligacji, szczególnie tych z terminami wykupu do 5 lat. Dla dłuższych terminów wykupu m.in. 10-latek spadek cen miał charakter przejściowy. Co do waluty, globalne trendy osłabiające waluty krajów rozwijających się były w maju zbyt silne, żeby podwyżka stóp o 25 punktów bazowych zdołała to zneutralizować ale z pewnością pomoże złotemu szybciej odrobić straty. W efekcie złoty wyraźnie tracił do euro i na koniec maja za jedno euro trzeba było zapłacić 4,40 zł.

Dane makro wpisują się w scenariusz spowolnienia polskiej gospodarki. Dynamika Produktu Krajowego Brutto (PKB) spadła z 4,3% r/r notowanych w IV kw. 2011 do 3,5% r/r w pierwszym kwartale 2012. Szczególnie rozczarowała dynamika konsumpcji (wzrost o 2,1% w pierwszym kwartale), która przestaje być głównym motorem wzrostu PKB. Inne miesięczne wskaźniki, które wpisują się w ten scenariusz to sprzedaż detaliczna (+ 5,5%), produkcja przemysłowa (wzrost o zaledwie 2,9%), wskaźnik PMI (49,2 pkt), słaby rynek pracy z dynamika wynagrodzeń poniżej poziomu inflacji. Jedynie deficyt na rachunku obrotów bieżących przyniósł pozytywną niespodziankę i zamknął się w marcu kwotą 228 mln EUR wobec 1516 mln EUR w lutym.

Na koniec maja Ministerstwo Finansów (MF) zrealizowało już 70% potrzeb pożyczkowych oraz posiada na rachunkach około 41 mld zł. (środki złotowe i walutowe). Taki poziom zaawansowania pozwoli MF ograniczyć podaż długu na rynku pierwotnym oraz elastycznie reagować w sytuacji spadku cen obligacji.

Poza Polską wciąż czekamy na ostateczne rozstrzygnięcie przyszłości Grecji. Wygląda na to, że inwestorzy pogodzili się z możliwością wykluczenia Grecji ze strefy euro, choć tu ostateczna decyzja należy do samych Greków, którzy pójdą ponownie do urn wyborczych 17 czerwca.

Na drugim biegunie warto odnotować, że na koniec maja rentowność niemieckich 10-latek wyniosła zaledwie 1,20%, co jest historycznym rekordem i wskazuje na bardzo wysoką wiarygodność kredytową Niemiec ale oznaczać może” japoński” scenariusz bardzo niskiego wzrostu gospodarczego na kolejne lata.

Spadek cen obligacji spowodowany podwyżką stóp procentowych spowodował przejściowy spadek wartości jednostek uczestnictwa funduszu ING Obligacji. Na koniec maja fundusz zarobił 3,30% od początku roku. Dla porównania na koniec kwietnia było to 3,37%. W skali całego roku pozostajemy cały czas przychylni tej klasie aktywów i oczekujemy stopy zwrotu z inwestycji w fundusz ING Obligacji na poziomie 5-6%.