Firmy z sektora MSP najdłużej oczekują na odzyskanie swoich należności

Mikro- i małe przedsiębiorstwa najdłużej ze wszystkich firm oczekują na odzyskanie swoich należności, a dla ponad 61% z nich stanowi to znaczącą barierę w rozwoju działalności. Wiele z nich poszukuje sposobu na „uprzątnięcie” zatorów płatniczych. A jest co sprzątać – tylko 13,8% mikro- i 7% małych nie ma w ogóle problemów z odzyskaniem swoich należności. Pozostałe zmagają się z nim w mniejszym lub większym stopniu. U 1/5 problem ten narasta.

Jak wynika z przygotowanego wspólnie przez Krajowy Rejestr Długów i Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce badania Portfel Należności Polskich Przedsiębiorstw, aż tyle firm z sektora MSP, nie jest w stanie odzyskać należności od swoich kontrahentów. Dla tych najmniejszych, problemem może stać się już jedna niezapłacona przez klienta lub partnera faktura. Jeżeli opiewa na kilka tysięcy złotych lub gdy ich liczba się spiętrzy, doprowadzić to może nawet do upadku firmy. Wśród wskazań na problem z odzyskiwaniem należności, aż 20% przedsiębiorców z sektora MSP odpowiedziało, że kłopoty z odzyskiwaniem długów nieustannie narastają.

Małe i średnie przedsiębiorstwa dominują w całkowitej liczbie firm na naszym rynku, przez co ich wpływ na tworzenie polskiego PKB jest niezwykle istotny. Jednocześnie w sposób bardziej dotkliwy odczuwają wszelkie wahnięcia w gospodarce i są o wiele bardziej czułe na zjawisko zatorów płatniczych.

Badanie wykazuje także, że nastąpiło wydłużenie przeciętnego okresu oczekiwania na spłatę zaległości. Przyczyną tego stanu jest właśnie gorsze regulowanie faktur przez klientów i kontrahentów firm z sektora małych i mikroprzedsiębiorstw. Obecnie czekają one około 4 miesięcy i 12 dni na zwrot należności. Firmy większe nie zmagają się z tym problemem, oczekując średnio 3 miesiące i 21 dni na zapłatę zaległych faktur. W mniejszych firmach prawie 30% faktur jest przeterminowanych o więcej niż 6 miesięcy, z czego aż 15% z nich nie zostaje uregulowanych przez ponad rok. Faktury przeterminowane o pół roku uznaje się za zagrożone. Te, które nie zostaną spłacone przez rok – za stracone.

To, w jaki sposób problemy z odzyskiwaniem należności wpływają na rozwój małych i mikrofirm, wynika z pytania dotyczącego barier utrudniających dalszy rozwój przedsiębiorstw. 34% badanych z tego sektora deklaruje konieczność ograniczania inwestycji ze względu na występujące opóźnienia w otrzymywaniu należności. Wpływa to w sposób bezpośredni na sytuację finansową firm, przez którą te radzą sobie o wiele gorzej od swoich większych partnerów. Od 17% do 20% małych firm wskazuje, że w ostatnim kwartale ich sytuacja się pogorszyła, podczas gdy w większych firmach wskaźnik ten wynosi tylko 5%.Równocześnie w dużych firmach, koszty nieterminowej obsługi należności są dwa razy mniejsze niż w mikroprzedsiębiorstwach.

– Więksi gracze na rynku posiadają możliwość specjalizacji i efektywnego zarządzania wierzytelnościami. Firmy małe są w o tyle trudniejszej sytuacji, że bardzo często nie opłaca im się rozwijać wyspecjalizowanych struktur do zarządzania wierzytelnościami – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.
Nie posiadając możliwości skutecznego skłonienia dłużnika do zwrócenia długu, bez działów windykacji, ani prawników na usługach, przedsiębiorcy prowadzący małe firmy, częściej niż ich więksi partnerzy, muszą szukać sposobów na to, aby pomóc sobie w odzyskiwaniu zaległych należności.

Jednym z nich jest coroczna akcja społeczna organizowana przez Krajowy Rejestr Długów pod nazwą Wielkie Wiosenne Sprzątanie Długów. Podczas jej trwania każda z firm, która ma problemy z dłużnikami, może bezpłatnie dopisać ich do Krajowego Rejestru Długów. Firmy, które w ciągu ostatnich dwóch tygodni marca podpiszą umowę z KRD, do końca maja będą mogły bezpłatnie dopisać do rejestru dowolną liczbę swoich dłużników.

W poprzednich edycjach Wielkiego Wiosennego Sprzątania Długów udział wzięło prawie 32 tysiące firm, które dopisały łącznie 324 tysiące dłużników. Dzięki akcji odzyskano dotychczas 938,12 mln złotych długu.

– Wysokie zainteresowanie naszą akcją pokazuje, że mikro- i małe firmy potrzebują tego, aby objąć je szczególną ochroną i opieką. Koszty ponoszone przez nie na rzecz prowadzonej działalności są często nieproporcjonalnie wysokie, przez co ryzyko bankructwa takiej firmy jest o wiele większe. Aby nie zachwiać stanem naszej gospodarki, musimy robić wszystko, aby przedsiębiorstwa MSP mogły funkcjonować normalnie – zauważa Adam Łącki.

Dlaczego Polacy nie współdziałają w sferze biznesowej?

Według najnowszych danych opublikowanych przez CBOS, ponad połowa zbadanych respondentów (55 proc.) twierdzi, że nie ma z kim współdziałać w sferze biznesowej. Konfrontując te dane z zestawieniami dotyczącymi liczby i struktury młodych polskich przedsiębiorstw oraz oceną warunków prowadzenia w Polsce biznesu odpowiedz na pytanie „dlaczego tak jest?” wydaje się klarowna.

Czy chcemy współdziałać biznesowo?

W 2012 roku na pytanie „Czy zna Pan(i) jakąś osobę spoza swojej rodziny, z którą gotów (gotowa) był(a)by Pan(i) wspólnie prowadzić działalność gospodarczą (być wspólnikiem)? Respondenci w większości dawali odpowiedz przeczącą (55 proc.). Dla 5 proc. udzielenie takiej odpowiedzi nie było możliwe, natomiast 40 proc. odpowiedziało twierdząco. Co ciekawe sytuacja ta nie zmieniła się na przestrzeni ostatnich 10 lat, z wyjątkiem roku 2004, kiedy zarówno chęć podjęcia i nie podjęcia współpracy w sferze biznesowej deklarowało po 47 proc. badanych (możliwe, że miało to związek z euforią po wejściu Polski do Unii Europejskiej).

Analizując dane demograficzne należy stwierdzić, że gotowość do współpracy w sferze gospodarki spada wraz z wiekiem. Większymi optymistami w tym zakresie są ludzie młodzi. Przy czym częściej są to mężczyźni, którzy mieszkają w większych miejscowościach.

Czy zakładamy nowe firmy?

Z danymi CBOS korespondują dane ZUS, z których wynika, że w ub. roku w Polsce powstało tylko ok. 37 tys. nowych przedsiębiorstw. W poprzednich latach rejestrowano rocznie 80-100 tys. firm. Możemy zatem mówić o prawie 3-krotnym spadku liczby zakładanych przedsiębiorstw. Tylko połowa założonych w 2011 r. biznesów to firmy jednoosobowe, podczas gdy właśnie takie dominowały w ostatnich latach. Ok. 16 tys. nowo powstałych zatrudnia nawet do pięciu osób.

Jakie bariery w prowadzeniu firmy napotykamy?

Szukając odpowiedzi na pytania dlaczego tak mało osób deklaruje chęć współdziałania w sferze biznesu z innymi oraz dlaczego spadła liczba zakładanych firm należy wziąć pod uwagę bariery w prowadzeniu działalności gospodarczej w Polsce.

Według danych zawartych w „Raporcie MŚP pod lupą” przygotowanym na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego przez TNS Pentor, prawie 70 procent małych i średnich firm uważa, że warunki do prowadzenia biznesu w Polsce są „trudne” bądź „bardzo trudne”. Ani jeden z przedsiębiorców ankietowanych w badaniu „MŚP pod lupą” nie określił ich jako „bardzo łatwe”. Zdaniem właścicieli małych i średnich firm w Polsce największe bariery utrudniające im prowadzenie działalności gospodarczej to: skomplikowane procedury administracyjne (według 35 proc. firm), niejasne i niespójne przepisy prawa (33 proc. odpowiedzi), a także wysokie podatki oraz mało przejrzysty system fiskalny państwa (29 proc.).

Radosława Woźniaka, wiceprezesa Zarządu Europejskiego Funduszu Leasingowego, nie dziwią takie wyniki. „Rozwijanie przedsiębiorczości jest bardzo delikatną materią, na którą wpływ ma wiele czynników. Jeśli nie zapewnimy młodym przedsiębiorcom odpowiednich warunków proceduralnych, prawnych i fiskalnych, a także możliwości finansowania inwestycji nie możemy liczyć na to, że sektor MSP, a wraz z nim polski PKB będą wzrastały. Ratunkiem dla firm z tego obszaru może być współpraca z międzynarodowymi instytucjami finansowymi takim jak Europejski Bank Inwestycyjny (EBI), Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOiR) oraz Bank Rozwoju Rady Europy (BRRE).”

„Nasza spółka dzięki współpracy z EBI, BRRE, EBOiR oferuje na preferencyjnych warunkach finansowanie na modernizację i rozwój parku samochodowego, maszynowego, a także na inwestycje w urządzenia oraz nowe technologie. Oprócz atrakcyjny warunków finansowych oraz uproszczonych procedur przedsiębiorcy mają zapewnione wsparcie przy wypełnieniu wniosku oraz doradztwo na każdym etapie procesu inwestycyjnego.” – podkreśla Woźniak.

Czy Polacy są mobilni na rynku pracy?

W lutym bieżącego roku konsultanci Zielonej Linii zbadali aktualną mobilność Polaków na rynku pracy. Z ankiety wynika, że jesteśmy coraz bardziej aktywni zawodowo i w większości… lubimy swoją pracę! Pełne wyniki badań zostały opublikowane na portalu Zielonej Linii.

Niemal 40 proc. osób biorących udział w badaniu przyznało, że pierwszą w życiu pracę rozpoczęło pomiędzy 19. a 21. rokiem życia. Warto przy tym dodać, że większość respondentów (61 proc.) obecnie pracuje, natomiast 39 proc. pracy poszukuje. Taki wynik potwierdza opinie pracodawców, którzy chętniej zatrudniają osoby z większym doświadczeniem. Co ciekawe, najmniejszą grupę stanowią osoby, które wyznały, iż pracę podjęły dopiero po ukończeniu 25. roku życia – tak stwierdziło 12 proc. ankietowanych. Polacy zaczynają więc pracę coraz wcześniej, niekiedy równocześnie ze studiami.
Optymizmem napawa odpowiedź ankietowanych na pytanie: Czy ta pierwsza w życiu praca była satysfakcjonująca? Aż 56 proc. ankietowanych było zadowolonych ze swojego pierwszego miejsca zatrudnienia. Negatywną opinię wyraziło zaledwie 28 proc. uczestników badania.

W związku z wysokim poziomem satysfakcji z pierwszej pracy konsultanci Zielonej Linii zapytali respondentów, czy mimo to postanowili oni zmienić pracę, a w związku z tym – jak szybko podjęli decyzję o szukaniu nowego zatrudnienia.
Odpowiedzi ankietowanych w tym temacie rozłożyły się stosunkowo równomiernie. Jeszcze przed upływem trzeciego miesiąca w pierwszej pracy zaczęło rozglądać się za nowym stanowiskiem 22 proc. ankietowanych. Nieco później, bo po upływie czwartego miesiąca, ale jeszcze przed końcem pierwszego roku, pracy zaczęło szukać 21 proc. respondentów, taka sama liczba nie planowała w ogóle zmieniać pracy. Jedna piąta ankietowanych przyznała, że za nową pracą zaczęła się rozglądać dopiero po pierwszym roku swojej pierwszej w życiu pracy.

Ważnym elementem badania było sprawdzenie umiejętności pogodzenia pracy z nauką. Okazało się, że aż 81 proc. ankietowanych w trakcie pracy także uczyło się. Najczęściej były to studia (86 proc.) i szkolenia zawodowe (11 proc.).
Konsultanci Zielonej Linii zapytali też swoich respondentów o to, czy są zadowoleni ze swojej obecnej lub też ostatniej pracy. Zadziwiająco dużo osób odpowiedziało, że tak. Mimo to znaczący odsetek ankietowanych wciąż podejmuje kroki ku temu, by znaleźć jeszcze lepszą i bardziej satysfakcjonującą pracę. Ilu Polaków jest zainteresowanych zmianą pracy w najbliższej przyszłości? O tym można przeczytać w pełnej wersji raportu, dostępnej na stronie infolinii urzędu pracy: www.zielonalinia.gov.pl.

Drogerie największym kanałem dystrybucji kosmetyków w Polsce

Największym kanałem dystrybucji artykułów kosmetycznych w Polsce są sklepy drogeryjno-kosmetyczne, które, według szacunków zawartych w najnowszym raporcie PMR „Rynek dystrybucji artykułów kosmetycznych w Polsce 2012. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2012-2014”, w 2011 roku odpowiadały za 41,2% sprzedaży rynku. Segment ten rozwija się dwutorowo – na znaczeniu szybko zyskują sieci na czele z liderem rynku Rossmannem, podczas gdy niezależne tradycyjne placówki radzą sobie coraz gorzej, a ich liczba i udział w rynku z roku na rok kurczą się.

Sieci drogerii to kanał, który obecnie najszybciej umacnia swą pozycję. Dzieje się tak na skutek zwiększania liczby placówek przez poszczególne sieci, a zwłaszcza Rossmanna, który w zeszłym roku otworzył 100 nowych punktów. Ponadto, drogerie sieciowe zwiększają sprzedaż na pojedynczą placówkę. Sieci przyciągają atrakcyjną ofertą cenową, częstymi promocjami, szerokim asortymentem średniej półki cenowej oraz służącą pomocą obsługą. Są również dogodnie zlokalizowane: w centrach handlowych, na głównych ulicach, w miejscach o dużym natężeniu ruchu, co sprawia, że można w nich zrobić zakupy po drodze, bez potrzeby udawania się gdzieś dalej.

Według szacunków PMR, sprzedaż kosmetyków w drogeriach przekroczyła 7,8 mld zł w 2011 roku, co w porównaniu z rokiem poprzednim, stanowiło wzrost o 11%. Tym samym udział sklepów drogeryjnych w rynku artykułów kosmetycznych zwiększył się do 41,2% w 2011 roku.

Siłą napędową kanału drogeryjnego są w ostatnich latach szybko rozwijające się sieci sklepów na czele z Rossmannem. W ciągu ostatnich pięciu lat sieci podwoiły wartość sprzedaży produktów kosmetycznych, tym samym zwiększając swój udział w całym rynku z 20,9% w 2007 roku do ponad 34,2% w 2011 roku.

Agresywna ekspansja sieci drogeryjnych, w połączeniu z rozwojem sieci supermarketów i dyskontów na terenie kraju, prowadzi do kurczenia się liczby tradycyjnych drogerii, które nie są w stanie konkurować z tak silnymi graczami. W rezultacie w latach 2007-2011 łączna liczba sklepów drogeryjnych zmniejszyła się o ponad 1 500, a ich udział w rynku spadł do 7% w roku 2011.

W konsekwencji na 2012 rok PMR prognozuje wzrost sprzedaży w sieciach o prawie 16% do 7,6 mld zł, podczas gdy sprzedaż artykułów kosmetycznych w całym segmencie drogerii wzrośnie o ok. 10% i przekroczy 8,6 mld zł. Z uwagi, iż sklepy tradycyjne przyłączające się do sieci franczyzowych notują z reguły niższe obroty niż sklepy już istniejące w sieciach, wzrost sprzedaży nie będzie aż tak dynamiczny, jak by to wynikało z liczby nowo zintegrowanych sklepów.

W kolejnych latach sieci drogerii będą nadal umacniały swą pozycję kosztem niezależnych sklepów, które nie będąc w stanie sprostać konkurencji, coraz liczniej będą przyłączały się do sieci lub rezygnowały z dalszej działalności. W rezultacie, według szacunków PMR, udział sklepów sieciowych w liczbie drogerii ogółem wzrośnie z obecnych 35% do 52% w 2013 roku.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek dystrybucji artykułów kosmetycznych w Polsce 2012. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2012-2014”.

Automatyzacja sieci i wymiana liczników w Energa

W pierwszej połowie roku Energa zamontuje 109 tys. inteligentnych liczników za ok. 32 mln zł. Urządzenia umożliwiają pomiar energii w czasie rzeczywistym oraz szybszą lokalizację awarii.

– W tej chwili budujemy podstawowe rozwiązania związane z tworzeniem inteligentnej sieci elektroenergetycznej. Z jednej strony automatyzujemy tę sieć, z drugiej strony montujemy tzw. inteligentne liczniki – mówi Robert Świerzyński, wiceprezes Energa-Operatora.

Spółka rozpoczęła wymianę ok. 500 tys. swoich liczników w grudniu ubiegłego roku. Do tej pory spółka zamontowała ok. 30 tys. liczników dla klientów indywidualnych i kilkanaście tysięcy dla odbiorców biznesowych. W planach jest ok. 109 tys. urządzeń jeszcze w tej połowie roku, głównie dla klientów w Drawsku Pomorskim, Kaliszu i na Helu.

– Ten proces będziemy kontynuowali, aż obejmiemy tym rozwiązaniem 100 proc. naszych klientów. Ważną cechą tego licznika jest to, że mierzy zużycie energii elektrycznej w czasie rzeczywistym. Klient nie będzie skazany na prognozy, tylko będzie przez nas rozliczany z rzeczywistego zużycia energii – podkreśla Robert Świerzyński.

Dzięki nowym licznikom taniej nie będzie, ale klient będzie mógł kontrolować ilość zużytej energii i nią zarządzać. A to może go skłonić do oszczędności.

– Jest to również poprawa jakości dostaw energii. Inteligentne oprogramowanie umożliwia nam lokalizację awarii oraz szybsze i skuteczniejsze działanie w przypadku jej wystąpienia – zapewnia prezes Energa-Operator.

Zgodnie z nowym projektem prawa energetycznego Ministerstwa Gospodarki do 2020 roku wszystkie mierniki energii mają zostać zastąpione inteligentnymi licznikami. Koszt tej inwestycji może sięgnąć nawet 10 mld zł. Wymianę urządzeń prowadzą już również inni operatorzy: Enea, PGE i Tauron.

Jeśli złoty osłabnie, ceny asfaltu znów pójdą w górę

Ceny asfaltu w 2011 roku wzrosły o ok. 40 proc. Obecnie podwyżki hamuje mocny złoty, ale z powodu wykańczania wielu robót w tym roku, popyt na materiał wzrośnie, a to oznacza, że znów może być drożej.

Asfalt jest produktem przerobu niektórych gatunków ropy naftowej, dlatego też jego cena jest tak wrażliwa na wszelkie zmiany na rynku surowców.

– Cena z początku ubiegłego roku do ceny dzisiejszej wzrosła o ok. 20-30 proc. Decydowały dwa czynniki: cena ropy – 120 dolarów za baryłkę i kurs dolara. Trochę złotówka pomaga dzisiaj, bo się umacnia, ale jeżeli złotówka pójdzie w drugą stronę, cena również pójdzie do góry – mówi Leszek Stokłosa, prezes Lotos Asfalt.

Chociaż sytuacja na rynku walutowym nie sprzyja eksporterom, produkcja Lotos Asfalt w 1/3 trafia na rynki zagraniczne.

– Taki poziom utrzymujemy już od kilku lat. Oczywiście są to głównie kraje ościenne, Czechy, Słowacja, Niemcy. Mamy bardzo dużą sprzedaż do Rumunii, również znaczący udział sprzedaży do Szwajcarii, ale też kraje akwenu bałtyckiego, kraje Pribałtiki – wymienia prezes spółki.

Nie potrafi jednak jednoznacznie wskazać głównego kierunku eksportu.

– Konsumpcja asfaltów jest uzależniona od poziomu inwestycji drogowych w danym kraju, a ten poziom inwestycji jest uzależniony od środków finansowych, jakimi rząd czy lokalne samorządy dysponują. Więc nie ma reguły, gdzie sprzedaje się najwięcej co roku. Z roku na rok oś naszego eksportu przesuwa się z jednego kraju do drugiego – mówi Leszek Stokłosa.

Lotos Asfalt jest jednym z czołowych dostawców asfaltu w Europie. Rocznie wytwarza ok. 1,3 mln ton asfaltu. Spółka była głównym dostawcą 36 tys. ton materiału na 62-kilometrowy odcinek A1 z Grudziądza do Torunia.

Play liczy na zwycięstwo w przetargu na nowe częstotliwości

Operatorzy komórkowi rozpoczęli wyścig o częstotliwości 1800 MHz. Do rozdysponowania będzie ok. 34 proc. pasma, prawdopodobnie w dwóch przetargach. W pierwszym preferencyjne warunki otrzyma P4, operator sieci Play i zupełnie nowe podmioty. Wszystko po to, by wzmocnić konkurencję na rynku.

Jacek Niewęgłowski, członek zarządu ds. strategii w P4, operatorze sieci Play
Jacek Niewęgłowski, członek zarządu ds. strategii w P4, operatorze sieci Play

Przetarg na nowe częstotliwości to duże wyzwanie, ale i szansa dla wszystkich operatorów komórkowych, którzy już teraz narzekają na problemy z przepustowością. Podział pasma przez Urząd Komunikacji Elektronicznej zdeterminuje przede wszystkim przyszłość technologii czwartej generacji – LTE.

– Rozdział częstotliwości na rynku telekomunikacyjnym jest niczym innym, jak rozdziałem przyszłych udziałów rynkowych. Tym samym tego typu decyzje muszą bardziej niż kiedykolwiek uwzględniać interes konsumenta, interes państwa i to, w jaki sposób ma wyglądać konkurencja na rynku w przyszłości – mówi Jacek Niewęgłowski, członek zarządu ds. strategii P4.

Na paśmie 1800 MHz nieco ponad 60 proc. częstotliwości posiadają spółki Zygmunta Solorza-Żaka, czyli Polkomtel, Mobyland i Centernet. Pozostała część należy do Networks, spółki zależnej PTK Centertel i PTC. Dwa przetargi mają zmienić sytuację na rynku.

– W kształtowaniu warunków częstotliwości istotne jest to, aby wszyscy przedsiębiorcy działający na rynku polskim mieli równe szanse, uwzględniając również to, w jaki sposób historycznie wyglądały przydziały częstotliwości – podkreśla Jacek Niewęgłowski.

To przytyk w stronę pozostałych operatorów.

– Wszyscy nasi zasiedziali konkurenci, czyli Polkomtel, T-Mobile i Orange otrzymali swoje przydziały częstotliwości bezprzetargowo, jedynie na podstawie decyzji administracyjnej – przypomina członek zarządu P4.

Dotyczyło to przydziału częstotliwości w latach 1997-2000. Pierwszy przetarg odbył się dopiero w 2007 roku. P4 w żadnym jeszcze nie startował, więc teraz liczy na zwycięstwo.

– Uważam, że Play nie powinien być faworyzowany, ale operatorzy, którzy mają duże zasoby pasma, np. 1800 MHz, uzyskane bezprzetargowo, w przyszłości powinni mieć ograniczone możliwości zdobycia tego pasma. Natomiast pozostali przedsiębiorcy powinni mieć wyrównane szanse jego zdobycia. I tu niech wolna konkurencja zdecyduje o tym, kto to pasmo dostanie – mówi Jacek Niewęgłowski.

Zgodnie z zapowiedziami Urzędu Komunikacji Elektronicznej pierwszy przetarg będzie preferencyjnie traktował operatorów, którzy nie mają jeszcze dostępu do pasma 1800 MHz, czyli Play lub zupełnie nowe podmioty. W drugim przetargu o wygranej będzie decydowała zadeklarowana cena.

Kryzys w koalicji? Waldemar Pawlak czeka na stanowisko PO

Wicepremier odmawia komentarzy na temat konfilktu z Platformą. Podczas wtorkowych rozmów politycy PO i PSL nie doszli do porozumienia co do kształtu reformy emerytalnej. Zarząd PO dyskutuje dziś o możliwościach pozyskania większości sejmowej podczas głosowania nad rządowym projektem.

– Dopóki nie zakończy się posiedzenie zarządu krajowego Platformy i Platforma nie przedstawi stanowiska nie będziemy udzielać żadnych komentarzy – powtórzył wielokrotnie wicepremier i minister gospodarki, pytany o to, czy oznacza to koniec koalicji PO i PSL.

Ludowcy nie zgadzają się na podniesienie i wyrównanie do 67 lat wieku emerytalnego w kształcie proponowanym przez rząd. PSL chce m.in. obniżenia wieku emerytalnego dla matek, o 3 lata na każde dziecko.

Wciąż warto inwestować w nieruchomości w Polsce

7 na 10 europejskich inwestorów jest zdania, że kryzys zadłużenia w strefie Euro zmniejszy zainteresowanie nieruchomościami. Ponad połowa twierdzi, że banki w tym roku będą mniej chętnie udzielać kredytów i pożyczek hipotecznych. Mimo to inwestorzy wciąż uważają, że w długim okresie rynki nieruchomości w Europie są atrakcyjną lokatą kapitału. Zdaniem aż 83% warto inwestować w nieruchomości w Polsce.

Firma doradcza Ernst & Young przeprowadziła w grudniu 2011 roku badanie opinii na temat wpływu kryzysu zadłużenia w strefie Euro na rynek nieruchomości. Ankietowano 540 inwestorów z 12 krajów, w tym Polski, zajmujących się przede wszystkim inwestowaniem w nieruchomości. Wyniki przedstawiono w raporcie pt. Barometr Inwestycyjny Rynku Nieruchomości Ernst & Young.

– Nasz raport pokazuje znaczące różnice w oczekiwaniach inwestorów w krótkim okresie. Jeśli jednak przyjmiemy dłuższą perspektywę, oczekiwania są zgodne – w rynek nieruchomości wciąż warto inwestować – mówi Anna Kicińska, Dyrektor w zespole Doradztwa Nieruchomości Ernst & Young.

Podczas gdy ponad połowa inwestorów w Niemczech, Francji i Luksemburgu oczekuje wzrostu wolumenu inwestycji w nieruchomości w roku 2012, prawie 60% badanych w Belgii i Szwajcarii jest przeciwnego zdania. W Polsce również zdania są podzielone. 46% inwestorów uważa, że wolumen inwestycji wzrośnie, a 45% twierdzi że spadnie.

Lokalny patriotyzm

O ile w wielu aspektach zdania inwestorów były podzielone, o tyle zgodni pozostawali co do oceny swoich rynków lokalnych. Wszyscy inwestorzy z 12 krajów, w których przeprowadzana była ankieta, zdecydowanie stwierdzili, że ich rynki są atrakcyjne dla inwestycji w nieruchomości w długim okresie. Największym optymizmem wykazali się inwestorzy niemieccy. Na pytanie „Czy uważasz, że Niemcy są atrakcyjnym krajem do inwestycji w aktywa nieruchomościowe?” 61% niemieckich inwestorów odpowiedziało „tak”, a 38% „zdecydowanie tak”. W przypadku Polski odpowiedzi były następujące: 30% na „tak” i 53% „zdecydowanie tak”.

– Pomimo problemu zadłużenia, nie należy oczekiwać załamania rynku nieruchomości takiego, jak w czasie credit crunchu w USA. Aczkolwiek trzeba pamiętać, że ceny nieruchomości w Europie zapewne nie będą rosły w szybkim tempie ponieważ ograniczone możliwości finansowania kredytem hamują popyt – mówi Jarosław Bator, Starszy Menadżer w zespole Doradztwa Nieruchomości w Ernst & Young.

Barometr Inwestycyjny Rynku Nieruchomości Ernst & Young przygotowano na podstawie wyników ankiety przeprowadzonej wśród 540 inwestorów z rynku nieruchomości z: Austrii, Belgii, Francji, Hiszpanii, Holandii, Luksemburga, Niemiec, Polski, Szwajcarii, Szwecji i Wielkiej Brytanii.

Grupa Rynku Doradztwa Nieruchomości w Ernst & Young

Grupa Rynku Nieruchomości Ernst & Young od ponad 15 lat wspiera deweloperów, inwestorów, instytucje finansowe i inne podmioty działające na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce i za granicą. Doradcy Ernst & Young posiadają certyfikaty zawodowe agentów, zarządców nieruchomości oraz rzeczoznawców majątkowych przyznawane przez polskie i zagraniczne stowarzyszenia zawodowe. Ekspertyzę branżową łączą z wiedzą o finansach, transakcjach i podatkach.

 

Wiceprezes BGK: Rynek rosyjski priorytetowy dla polskiego eksportu

Do 2015 roku BGK, operator rządowego programu wsparcia dla eksportu, przeznaczy dla eksporterów 5,7 mld zł. 1/3 z tej kwoty prawdopodobnie wesprze współpracę z Rosjanami. Do tej pory głównym rynkiem zbytu była Białoruś, jednak teraz coraz częściej eksporterzy wybierają Rosję.

Do tej pory polski eksport koncentrował się głównie na kierunku wschodnim, a zwłaszcza na Białorusi. Teraz eksporterzy walczą o rynek rosyjski.

– Chcemy dywersyfikować wsparcie polskich eksporterów i dlatego bardzo nam zależy na rynku rosyjskim. Tu już mamy pierwsze doświadczenia: to jest nasze zaangażowanie w finansowanie inwestycji na Wnukowie, mniejsze zaangażowanie w Kraju Krasnojarskim. Mamy dużo kontaktów, dlatego rynek rosyjski staje się dla nas kierunkiem priorytetowym – zapewnia Jerzy Kurella, wiceprezes Banku Gospodarstwa Krajowego.

Wśród inwestycji kredytowanych przez BGK są m.in. budowa hotelu przy lotnisku Wnukowo w Moskwie czy budowa kompleksu hotelowo-biurowego przy lotnisku Pułkowo w Sankt Petersburgu. Jerzy Kurella dodaje, że takie inwestycje mają też pełne wsparcie ze strony banków rosyjskich, partnerów BGK.

I podkreśla, że nie tylko duże projekty mają szansę stać się polskim hitem eksportowym.

– Wszystkie towary, od towarów w krótkim terminie, czyli dóbr szybkozbywalnych, aż po budowę dużych fabryk, dużych instalacji technologicznych. Tutaj program nie przewiduje żadnych ograniczeń – mówi Jerzy Kurella.

Od półtora roku BGK jest głównym operatorem Rządowego Programu Wspierania Eksportu. W ciągu następnych 3 latach przeznaczy dla eksporterów 5,7 mld zł. Do tej pory bank udzielił kredytów na kwotę 780 mln zł. Eksporterzy mogą liczyć na pomoc w postaci bezpośredniego finansowania lub finansowania poprzez banki zagraniczne. Ministerstwo Gospodarki razem z BGK pracuje nad polepszeniem niektórych narzędzi. To wymaga jednak zmian ustawowych. Bank spodziewa się, że jeszcze w tym roku rząd przyjmie przepisy, które wprowadzą m.in. możliwość refinansowania kredytu dla dostawcy oraz finansowania zagranicznych spółek-córek polskich firm.