Coraz lepiej w branży transportowej

Wiosenne miesiące przyniosły ożywienie w branży transportowej. W II kwartale 2011 r. zanotowano 50% wzrost liczby ładunków zamieszczonych w giełdzie Teleroute względem I kwartału 2011 roku. Miniony kwartał okazał się bardzo podobny do drugiego kwartału roku ubiegłego.

Liczba ładunków przewożonych do Polski była o 65% wyższa niż w poprzednich trzech miesiącach bieżącego roku. Natomiast transport towarów z Polski zanotował 30% spadek względem I kwartału. To główne wnioski wynikające z analizy ładunków zamieszczonych w międzynarodowej giełdzie transportowej Teleroute.

II kwartał bieżącego roku był pod względem liczby ładunków zamieszczonych w giełdzie bardzo podobny do analogicznego okresu roku poprzedniego – liczba zamieszczonych wtedy ofert była tylko o 3% wyższa niż w II kwartale tego roku. Dodatkowo w II kwartale 2011 r. liczba ładunków w giełdzie była o ponad 50% wyższa niż w kwartale pierwszym. Podobna sytuacja miała również miejsce w roku 2010, co potwierdza cykliczność zmian zachodzących w branży transportowej w ciągu roku.

Analiza liczby ładunków zamieszczonych w Teleroute w ciągu ostatnich trzech miesięcy pokazuje, że największe wzrosty względem poprzedniego kwartału miały miejsce w przypadku ofert z krajów Europy Centralnej (wzrost o 99%) oraz krajów Beneluxu (wzrost o 76%) i Francji (wzrost o 52%). Największy, 30% spadek dotyczył liczby ładunków i wolnych pojazdów pochodzących z naszego kraju. Natomiast w odniesieniu do II kwartału ubiegłego roku, największy wzrost odnotowano w liczbie ofert pochodzących z Europy Centralnej (17%).

Z Europy do Polski

Zapotrzebowanie na przewóz towarów do Polski w ciągu ostatnich trzech miesięcy było o 65% większe niż w poprzednim kwartale i o 42% większe niż w II kwartale 2010 r. Największy wzrost względem I kwartału 2011 odnotowano w transporcie z krajów Beneluxu (o 157%), Wielkiej Brytanii (o 104%) i Francji (o 103%), zaś względem II kwartału ubiegłego roku w transporcie z Europy Wschodniej (o 131%). Największy spadek liczby ładunków w ostatnim kwartale odnotowano w imporcie z krajów Skandynawii oraz Półwyspu Iberyjskiego.

Dokąd z Polski

Największymi odbiorcami towarów z Polski, w II kwartale pozostały kraje Europy Centralnej (Niemcy, Austria, Szwajcaria) oraz Francja. Ładunki do tych krajów niezmiennie stanowią ponad połowę wszystkich eksportowanych z naszego kraju. W ciągu ostatnich trzech miesięcy zanotowano spadek w liczbie ładunków do przewiezienia z Polski do wszystkich krajów Europy. Największy spadek odnotowano w przypadku towarów eksportowanych do Europy Centralnej, która mimo wszystko pozostaje na pierwszym miejscu w zestawieniu. W odniesieniu do II kwartału 2010 r. wzrosła natomiast liczby ładunków do Skandynawii, przy czym całkowity wolumen towarów eksportowanych do innych krajów zmniejszył się.

Trendy widoczne w liczbie ładunków zamieszczonych w giełdzie Teleroute potwierdzają cykliczność w branży transportowej występującą w ciągu roku. Liczba ofert z pierwszego półrocza 2010 roku była niemal identyczna jak w obecnym roku, dlatego możemy się spodziewać, że sytuacja na rynku w najbliższych miesiącach nie zaskoczy negatywnie przedstawicieli branży, a liczba ładunków będzie podobna do tej z III kwartału 2010. Utrzymanie zeszłorocznych stawek za przewóz towarów może być jednak utrudnione w związku z wprowadzeniem wyższych opłat za korzystanie z dróg oraz ogólnego wzrostu kosztów związanych z utrzymaniem taboru. Wynikiem tego może być obniżenie dochodów całej branży – mówi Mariusz Odkała, dyrektor zarządzający Teleroute CEE.

Metodologia: Analizie poddano wszystkie ładunki zamieszczone w giełdzie transportowej Teleroute w zależności od trasy przewozu w 2010 oraz I i II kwartale 2011 roku.

Grecja: w tym roku upadnie o 20 proc. więcej przedsiębiorstw

Negocjacje Grecji o kolejną transzę wielomiliardowego zewnętrznego finansowania, strajki i plany ostrych reform wymiernie przekładają się na greckie przedsiębiorstwa. Ubiegły rok przyniósł wzrost liczby upadłości o 25%, w tym roku spodziewany jest wzrost rzędu 20%. Analitycy Euler Hermes widzą jednak potencjał w zaistniałej sytuacji dla polskich firm – pod warunkiem kontynuowania reform, na czym najbardziej powinno zależeć samej Grecji.

Wydaje się, iż wobec skali zaangażowania rządów jak i prywatnych instytucji finansowych z wiodących gospodarek strefy euro to im najbardziej powinno zależeć na pomyślnym, nawet w wieloletniej perspektywie, wyjściu Grecji z kryzysu, a także w efekcie – uchronieniu przed podobnym losem w wyniku potencjalnej paniki kolejnych krajów strefy euro (i swoich w nich inwestycji).

Grecy nie mogą jednakże oczekiwać bezwarunkowej pomocy – to dzisiaj m.in. rozstrzygną się losy rządu, jak i reform. Ich odrzucenie, czego domaga się grecka ulica, wprowadziłoby oczywiście perturbacje w strefie euro, osłabiłoby wiarygodność innych zagrożonych utratą płynności gospodarek, ale…

Jak mówi Tomasz Starus, dyrektor Biura Oceny ryzyka w Euler Hermes: „Pamiętajmy, iż Grecja w chwili obecnej wnosi do PKB Unii Europejskiej 2%, czyli znacznie mniej, niż wynosi średni potencjał kraju tej wielkości – drzemie więc w Grecji potencjał rozwoju. Ale z drugiej strony w przypadku wystąpienia perturbacji finansowych (czyli m.in. wyjścia ze strefy euro i bankructwa) nie jest to balast, który pociągnąłby za sobą gospodarkę europejską (co najwyżej niektóre banki-wierzyciele, głównie francuskie i niemieckie). Nie demonizowałbym także uruchomienia efektu domina w Portugalii, Irlandii czy Hiszpanii. Inwestorzy widzą bowiem zasadniczą różnicę – kraje te może są także w trudnej sytuacji, ale reformy są w nich już wprowadzane, powszechna jest świadomość ich nieuchronności, a więc też pewność ich kontynuacji i w przyszłości – pozytywne efekty. Grecja zaś niekoniecznie w dłuższej perspektywie skorzystałaby na opuszczeniu strefy euro – w razie ponownego wystąpienia w przyszłości problemów z wypłacalnością (a jest to możliwe – casus Argentyny) jej reputacja niesolidnego dłużnika uniemożliwiałaby (albo znacznie utrudniała) uzyskanie zewnętrznego finansowania”.

Tomasz Starus, dodaje: Dopóki nie rozstrzygną się ostatecznie losy greckich reform, to z punktu widzenia polskich przedsiębiorców najistotniejsze jest bezpośrednie ryzyko związane z transakcjami z greckimi przedsiębiorstwami, a to jest znaczne i jak najbardziej „realne”. Istnieje oczywiście wspomniane niebezpieczeństwo np. wyjścia ze strefy euro i ogłoszenia niewypłacalności całego kraju, ale w bieżących transakcjach handlowych należy skupić się na tym co nas realnie może dotyczyć i na co mamy samodzielny wpływ.

Pochylając się zatem nad grecką gospodarką widzimy realne problemy firm – ubiegły rok przyniósł 25% wzrost liczby upadłości, a ich liczba ciągle rośnie (spodziewane +20% w tym roku), ponieważ nie zniknęły przyczyny za tym stojące. Jedną z nich jest oczywiście spadek popytu krajowego do poziomu znacznie poniżej tego sprzed kryzysu (-10%), co jest m.in. efektem programu cięć i oszczędności greckiego rządu. Celowo nie nazywamy go „programem naprawczym”, bowiem skala obciążeń nakłada się na wspomniany wcześniej spadek popytu (sprzedaż detaliczna -8,1% w ciągu ostatniego roku) znacznie osłabiając grecką gospodarkę (w efekcie -4,9% średnioroczny spadek produkcji przemysłowej) i rodząc obawy o to, czy posiadać będzie ona zdolność do wyjścia z impasu.

Nie nawołujemy jednocześnie do zniesienia kredytu zaufania dla greckich odbiorców, bowiem jest to rynek o dużym potencjale. Wspomniane reformy z jednej strony są znacznym realnym balastem dla greckich przedsiębiorców, ale z drugiej strony nie ograniczają się jedynie do spraw czysto fiskalnych. W celu zwiększenia konkurencyjności greckiej gospodarki oraz uwiarygodnienia jej w oczach inwestorów podjęte być muszą reformy prowadzące do większej przejrzystości, stabilności podatkowej, zagwarantowania pewności obrotu gospodarczego i równej konkurencji. Słowem reformy prowadzące do większej otwartości greckiej gospodarki, powiązane z obecnym planem naprawczym i uruchamianymi funduszami. Wszystkie te kwestie nie są do wdrożenia z dziś na jutro, ale są przygotowywane i – z pewnością egzekwowane przez pożyczkodawców, a więc stopniowo wdrażane w razie kontynuacji planowanych przez rząd reform. Warto o tym przypominać, bowiem jak dotychczas w planach sanacji greckiej gospodarki zwracano uwagę jedynie na aspekt oszczędności, pomijając reformy całego otoczenia biznesowego.

Jeśli reformy się udadzą, Grecja będzie coraz atrakcyjniejszym partnerem gospodarczym, także dla polskich firm. Skutki zadłużenia odczuwać będzie zapewne jeszcze przez lata, ale z drugiej wspomniane reformy sprzyjać powinny rozwojowi biznesu. Rozwojowi stopniowemu, chociaż już w 2012 spodziewamy się przełamania tendencji wzrostu liczby upadłości w Grecji, a nawet symbolicznego (-2%) spadku ich liczby. Zachęcamy zatem polskich przedsiębiorców, aby wziąwszy pod uwagę indywidualne uwarunkowania, nie skreślali z góry współpracy z greckimi przedsiębiorstwami, obecności na tamtejszym rynku. Kwestię zaś pozostania/wyjścia Grecji w strefie euro i podobnych scenariuszy makropolitycznych pozostawmy najbardziej zainteresowanych, czyli m.in. Francji i Niemcom, a przede wszystkim samym Grekom.

Ukraiński przedsiębiorca zatrzymany przez CBA

Agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali w Lublinie ukraińskiego przedsiębiorcę. Mężczyzna podejrzewany jest o oszustwo przy usiłowaniu wyłudzenia miliona złotych z Europejskiego Funduszu Rozwoju.

35-letni ukraiński biznesmen został zatrzymany na jednej z ulic Lublina. Podejrzewany jest o oszustwo i próbę wyłudzenia miliona złotych z Lubelskiej Agencji Wspierania Przedsiębiorczości. Ze wstępnych ustaleń agentów CBA wynika, że przedsiębiorca planował produkcję piasku z neolitu do kuwet dla kotów. Pod tym pretekstem wystąpił o milionowe dofinansowanie ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju na zakupu odpowiedniej maszyny. Wszystko wskazuje na to, że aby uwiarygodnić przedsięwzięcie przedstawił sfałszowany dokument na zakup rzekomo dwóch włoskich maszyny, które miały kosztować dwa miliony złotych.

Mężczyzna został doprowadzony do Prokuratury Okręgowej w Lublinie gdzie usłyszał zarzut oszustwa. Prokurator zastosował wobec niego trzydziestotysięczne poręczenie majątkowe i zakaz opuszania kraju.

Jacek Dobrzyński, Rzecznik CBA

Już ponad tysiąc firm zarejestrowało się przez Internet

– W pierwszym tygodniu funkcjonowania systemu informatycznego na platformie CEIDG zarejestrowało się ponad tysiąc przedsiębiorców. Wszystkich wpisów w systemie na różnym poziomie przetwarzania odnotowaliśmy ponad 4 600 – powiedział wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak podczas konferencji prasowej. Spotkanie z mediami, w którym wziął również udział wiceminister gospodarki Dariusz Bogdan, odbyło się 8 lipca 2011 r. w MG.

Wicepremier Pawlak podkreślił, że wśród najczęściej rejestrowanych branż znalazły się sprzedaż detaliczna prowadzona wysyłkowo lub przez Internet, sprzedaż detaliczna prowadzona poza siecią sklepową oraz działalność budowlana. – Najbardziej aktywne przedsiębiorczo były natomiast województwa mazowieckie, śląskie i pomorskie – powiedział. – Z kolei biorąc pod uwagę podział na gminy, najwięcej osób, które zdecydowały się założyć firmę, dokonało wpisu w Gdańsku, Częstochowie, Lublinie oraz Warszawie Mokotów – wymienił.

Wiceszef rządu przypomniał, że od 1 lipca 2011 r. każdy obywatel bez wychodzenia z domu może zarejestrować swoją firmę lub zawiesić jej działalność. – Czynności te można wykonać przez Internet, wystarczy tylko posłużyć się formularzem CEIDG – powiedział. Dodał, że CEIDG zapewnia także swobodny dostęp do danych ewidencyjnych wszystkich firm zarejestrowanych w Polsce. – Dzięki temu możemy sprawdzić np. informację o firmie, z którą planujemy współpracę – wyjaśnił wicepremier Pawlak.

Wiceminister Dariusz Bogdan, odpowiedzialny za wdrażanie projektu CEIDG, zaznaczył, że do końca 2011 r. jednocześnie będę funkcjonowały rejestry w gminach i elektroniczny rejestr CEIDG. – Jest to okres przejściowy na uzupełnienie danych przez wszystkich przedsiębiorców. Będą oni mogli korzystać również z pomocy urzędów skarbowych czy gmin, w których prowadzą działalność gospodarczą – powiedział wiceminister.

MasterCard w sądzie z Komisją Europejską określa zagrożenia dla rynku płatności w Europie

W Sądzie Unii Europejskiej odbyło się dzisiaj przesłuchanie w związku z odwołaniem się firmy MasterCard od decyzji Komisji Europejskiej z 2007 r. w sprawie opłat za transakcje transgraniczne nakładanych na konsumenta na terenie EEA (Europejskiego Obszaru Gospodarczego).

„W tej sprawie stawką jest przyszłość płatności europejskich – czy konsumenci i przedsiębiorstwa będą miały więcej czy mniej możliwości wyboru sposobu płatności, i czy usługi płatnicze w Unii Europejskiej pozostaną na światowym poziomie” – powiedział prezes MasterCard Europe, Javier Perez. Zadajemy pytanie: dlaczego Komisja Europejska próbuje naprawić to, co wcale nie jest zepsute? Rynek szybko się rozwija i to w kierunkach, których nikt, łącznie z ustawodawcą, nie jest w stanie przewidzieć. Obawiamy się, że interwencja rządowa może zagrozić stałemu rozwojowi rynku płatności w UE, a w związku z tym konsumenci i akceptanci nie będą mieli dostępu do bardziej wygodnych, bezpiecznych i zaawansowanych opcji płatniczych, które ułatwiłyby życie konsumentom, a detalistom przyniosłyby więcej korzyści.” – dodał Perez.

Perez podkreślił, że od czasu, kiedy Komisja Europejska zaczęła badać opłaty intercharge w 2000 roku wiele się zmieniło w sektorze płatniczym. Wzrosła konkurencyjność, pojawiły się innowacyjne rozwiązania, takie jak płatności bezstykowe i mobilne, a rozwój płatności e-commerce napędzają detaliści, banki, firmy telekomunikacyjne i nowi gracze, także MasterCard, co przynosi w konsekwencji ogromny rozwój technologiczny, znaczący wzrost ilości transakcji elektronicznych i akceptację różnych form płatności w całej Europie. „Cieszymy się z tych nowych rozwiązań i bardziej niż kiedykolwiek do tej pory walczymy o swoje miejsce w tym szybko zmieniającym się, konkurencyjnym otoczeniu”, mówi Perez.

„Prawdziwą zaletą otwartego systemu płatniczego, takiego jak MasterCard, jest to, że w łańcuchu wartości pojawia się coraz większa konkurencyjność. Dzięki globalnej sieci MasterCard tysiące banków dostarczają zaawansowane usługi płatnicze setkom milionów konsumentów i milionom detalistów na całym świecie. Intercharge to najbardziej przejrzysty i skuteczny sposób na zapewnienie równowagi pomiędzy wszystkimi uczestnikami systemu. I o to właśnie chodzi w dzisiejszym przesłuchaniu.” – powiedział Javier Perez.

„Jesteśmy zadowoleni, że mogliśmy być wysłuchani przez sąd i czekamy na zakończenie tej debaty. Koncentrujemy się na stworzeniu zaawansowanego i dobrze funkcjonującego wewnętrznego rynku płatności w Europie. Chcemy także w pełni wykorzystać potencjał, jaki SEPA daje konsumentom i przedsiębiorcom w całym regionie. Naszym głównym celem nadal pozostaje walka o zastąpienie gotówki płatnościami elektronicznymi ku korzyści konsumentów, detalistów, rządów i ogólnie społeczeństw w Europie.” – dodał Perez.

Europejski rynek futbolowy osiągnął wartość 16,3 mld EUR

Pomimo niełatwej sytuacji gospodarczej na naszym kontynencie, europejski rynek futbolowy odnotował wzrost przychodów o 4% (0,6 mld EUR) osiągając w sezonie 2009/2010 poziom 16,3 mld EUR – wynika z analizy Annual Review of Football Finance 2011 przeprowadzonej przez firmę doradczą Deloitte. Wszystkie europejskie ligi z „wielkiej piątki” zwiększyły swoje przychody do łącznej wartości 8,4 mld EUR (wzrost o 5% w porównaniuz sezonem 2008/09). Przychody z tytułu transmisji (w górę o 7%) okazały się główną siłą napędową wzrostu i łącznie w ligach „wielkiej piątki” przekroczyły 4 mld EUR.

Niezmiennie największy przychód generuje angielska Premier League. Należące do niej kluby osiągnęły, w sezonie 2009/2010, przychody na poziomie 2,5 mld € (co oznacza wzrost w porównaniu z poprzednim rokiem o 0,2 mld €). Niemiecka Bundesliga, notowana na drugim miejscu, zarobiła o ponad 800 mln EUR mniej. Liga ta cieszy się za to najwyższą średnią frekwencją na stadionach w Europie (42 700). Ten czynnik w połączeniu ze wzrostem w przychodach z reklam wzmocnił jej drugie miejsce w rankingu.

Hiszpańska La Liga osiągnęła największy wzrost przychodów – aż o 8%, w dużej mierze dzięki dobrym wynikom finansowym zarówno Realu Madryt jak i Barcelony. Te kluby łącznie generują ponad połowę (52%) przychodów w najbardziej spolaryzowanej lidze europejskiej „wielkiej piątki”.

Przychody we włoskiej Serie A wzrosły o 38 mln EUR (3%) do kwoty 1,5 mld EUR, dzięki czemu Włochy utrzymały swoje czwarte miejsce wyprzedzając francuską Ligue 1, której przychody (1,1 mld EUR) wzrosty w najmniejszym stopniu (2%) w porównaniu z innymi ligami „wielkiej piątki”.

„Wzrost przychodów we wszystkich europejskich ligach „wielkiej piątki” w sezonie 2009/2010 w czasie kryzysu ekonomicznego to imponujące osiągnięcie. Lojalność fanów bez względu na sytuację gospodarczą oraz trwała współpraca z nadawcami i sponsorami pokazują, że najbardziej popularny na świecie sport nie stracił na swojej atrakcyjności. Europejski futbol najwyższej klasy to jeden z najbardziej pożądanych produktów telewizyjnych, a w kontekście przychodów, to przykład sukcesu ekonomicznego praktycznie we wszystkich krajach Europy. Jednak największe wyzwanie, jakie stoi przed futbolem pozostaje takie samo – konieczność większej kontroli wydatków, zwłaszcza wynagrodzeń piłkarzy oraz opłat za transfery” – mówi Dan Jones, Partner w Sports Business Group Deloitte w Wielkiej Brytanii.

Z analizy przeprowadzonej przez Deloitte wynika, że zarobki w ligach „wielkiej piątki” w sezonie 2009/2010 wzrosły o ponad 400 mln EUR (8%) w porównaniu do poprzedniego sezonu i przekroczyły kwotę 5,5 mld EUR. W Anglii, we Włoszech i Francji wzrost wynagrodzeń przekroczył bezwzględny poziom wzrostu przychodów, podczas gdy w Niemczech tempo wzrostu było zbliżone. W Hiszpanii, łączne wynagrodzenia, z wyłączeniem Barcelony i Realu Madryt, spadły, a ogólny stosunek wynagrodzeń do przychodów, w wysokości 60%, to najniższy wynik na przestrzeni ostatnich 10 lat.

Najbardziej dochodową ligą europejską okazała się ponownie Bundesliga, pomimo spadku zysków operacyjnych z 172 mln EUR do 138 mln EUR. Na drugim miejscu znalazła się angielska Premier League, która zmniejszyła dystans do lidera osiągając zysk operacyjny na poziomie 101 milionów EUR. Serie A i Ligue 1 nadal generują straty. W Hiszpanii tylko Barcelona i Real Madryt mogą pochwalić się znaczącymi zyskami operacyjnymi. Pozostałe kluby z tego kraju odnotowały duże straty.

„Biorąc pod uwagę ponowny wzrost stosunku wynagrodzeń do przychodów w czterech europejskich ligach „wielkiej piątki” w sezonie 2009/2010, interwencja UEFA na poziomie ogólnoeuropejskim mająca na celu pomoc klubom w trwałej kontroli ich kosztów to bardzo dobry pomysł. Nowy wymóg rentowności, w ramach zasad finansowego fair play UEFA, dotyczy sprawozdań finansowych kończących rok 2012, dla klubów, które zakwalifikowały się do rozgrywek UEFA w sezonie 2013/14. Koncepcja UEFA finansowego fair play została zatwierdzona we wrześniu 2009 r., a stosowne przepisy opublikowano w maju 2010 r. Kluby powinny więc od dawna wprowadzać niezbędne korekty do swoich biznes planów na sezon 2011/2012, aby sprostać nowym wymaganiom. W szczególności muszą zapewnić balans pomiędzy kosztami a przychodami i zapewnić sobie wystarczający poziom elastyczności w przypadku nieoczekiwanych sytuacji kryzysowych” – dodaje Alex Byars, Starszy Konsultant w Sports Business Group Deloitte w Wielkiej Brytanii.

Inne kluczowe wnioski płynące z dwudziestej edycji Deloitte Annual Review of Football Finance 2011:

Przychody z tytułu transmisji w ligach „wielkiej piątki” w sezonie 2009/2010 wzrosły niemal o 300 mln EUR (7%) i po raz pierwszy przekroczyły poziom 4 mld EUR, co stanowi 48% ich łącznych przychodów. Trzy ligi z „wielkiej piątki” (Anglia, Włochy i Francja) uzyskują ponad połowę swoich przychodów z transmisji.

Wpływy z meczów w sezonie 2009/2010 wyniosły 1,8 mld EUR, co stanowiło 22% przychodów lig „wielkiej piątki”. W angielskiej Premier League (649 mln EUR) były o ok. 50% wyższe od przychodów jej największego rywala, hiszpańskiej La Liga (436 mln EUR).

Średnia frekwencja na meczach zwiększyła się w dwóch ligach o najwyższej frekwencji w Europie – Bundeslidze (do 42 700) oraz Premier League (do 35 400). Średnia frekwencja w Ligue 1 spadła po raz trzeci z rzędu i po raz pierwszy od sezonu 2002/2003 była niższa niż 20 000. Przyznanie przez UEFA prawa do organizacji Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w 2016 r. Francji to duża szansa dla wielu francuskich klubów na odnowienie ich stadionów, i zwiększenie frekwencji oraz przychodów z meczów.

Wszystkie ligi „wielkiej piątki” zanotowały wzrost wynagrodzeń. Zarobki w klubach Bundesligi wzrosły o 11% (o 88 mln EUR), o 8% w Serie A (o 88 mln EUR) i Ligue 1 (o 56 mln EUR) oraz o 5% w Premier League i 3% w La Liga (o 32 mln EUR). Stosunek wynagrodzeń do przychodów jest najniższy w Bundeslidze (54%), a najwyższy w Serie A (77%).

W sezonie 2009/2010 pierwsza dwudziestka klubów europejskich o najwyższych przychodach, zarobiła ponad 4,3 mld EUR, co stanowi około 26% całego europejskiego rynku futbolowego. Największe dysproporcje występują w La Liga, gdzie przychody największych klubów są o 23 razy większe od przychodów najmniejszych. W Premier League jest to tylko 6,6 razy więcej.

Wśród krajów spoza „wielkiej piątki” największe przychody w sezonie 2009/2010 generują ligi w Holandii (420 mln EUR), Turcji (378 mln EUR) oraz Rosji (368 mln EUR), a Angielska Football League Championship (odpowiednik naszej 1 ligi) zajmowała szóste miejsce w Europie pod względem przychodów, osiągając 497 mln EUR.

Kredyt konsumencki – nowe zasady udzielania pożyczek

18 grudnia br. zaczną obowiązywać nowe zasady udzielania pożyczek. Dłuższy czas na odstąpienie od umowy, objęcie przepisami wyższych kwot – to główne zmiany wynikające z nowej ustawy o kredycie konsumenckim, którą podpisał Prezydent

Kredyt konsumencki to każdy kredyt zaciągnięty na cele niezwiązane z prowadzeniem działalności gospodarczej (np. gotówkowy). Mamy z nim do czynienia również przy zakupach na raty lub z odroczonym terminem płatności. Szczegółowo tematykę kredytów do kwoty 80 tys. złotych lub jej równowartości w walucie obcej regulują przepisy ustawy o kredycie konsumenckim z 2001 roku. Ale jeszcze tylko przez sześć miesięcy. Nową ustawę o kredycie konsumenckim, do której założenia opracował UOKiK, podpisał Prezydent, została także opublikowana w Dzienniku Ustaw. Oznacza to, że wchodzi w życie 18 grudnia br. Umowy zawarte przed tym dniem będą regulowały dotychczasowe zasady.

Przede wszystkim nowe regulacje ułatwią zaciąganie kredytów konsumenckich w innych krajach Unii Europejskiej oraz ujednolicą ochronę konsumentów. Obejmą kredyty o wartości do 255 550 zł (lub równowartości tej kwoty w walucie obcej). Ustawę będą musiały stosować wszystkie instytucje finansowe, w tym m.in. SKOK-i, parabanki (również w zakresie oceny ryzyka kredytowego konsumentów). Jakie zmiany wprowadza nowa ustawa?

Zgodnie z obecnymi przepisami konsument może odstąpić od umowy w ciągu 10 dni od jej podpisania bez podawania przyczyny. Nowe przepisy wydłużą termin na odstąpienie od umowy do 14 dni od momentu jej zawarcia. Konsument nie będzie ponosił kosztów związanych z odstąpieniem od umowy, z wyjątkiem odsetek za okres od dnia wypłaty kredytu do dnia spłaty. W przypadku odstąpienia konsumenta, kredytodawcy nie przysługują żadne inne opłaty z wyjątkiem kosztów poniesionych na rzecz organów administracji publicznej oraz opłat notarialnych.

Istotną zmianą jest także wprowadzenie formularza informacyjnego, który ma zawierać wszystkie podstawowe informacje o kredycie, takie jak koszty pożyczki, całkowita kwota do spłaty, wysokość oprocentowania, wymagane zabezpieczenia, obowiązkowe ubezpieczenia itp. Na ich podstawie konsumenci będą mogli podjąć świadomą decyzję odnośnie zaciąganego kredytu, a także z łatwością porównywać oferty różnych przedsiębiorców, ponieważ standardowy formularz zostanie wprowadzony we wszystkich państwach członkowskich.

Nowe przepisy tylko w niewielkim stopniu dotyczą kredytów hipotecznych, m.in. w zakresie informacji udzielanych konsumentowi. Na etapie przed zawarciem kontraktu będzie on musiał zostać poinformowany o m.in. całkowitej kwocie kredytu,wymaganym wkładzie własnym, zasadach i terminach spłaty kredytu, całkowitej kwocie do spłaty, koszcie kredytu. W umowach o kredyt indeksowany w stosunku do waluty obcej podawane będą dodatkowo m.in. informacje o sposobie i terminach ustalania kursu wymiany walut, na podstawie którego, w szczególności, wyliczana jest kwota uruchamianego kredytu oraz zasady przeliczania na walutę wypłaty i spłaty kredytu. Wszystkie dane będą musiały zostać przekazane przez kredytodawcę na formularzu informacyjnym.

Nowe przepisy likwidują maksymalny próg 5 proc. łącznej kwoty wszystkich opłat, prowizji oraz innych kosztów związanych z zawarciem umowy o kredyt konsumencki. Dotychczasowy dostęp do informacji o wszelkich kosztach zapewni obowiązkowy Formularz. Pozwoli to uzyskać dostęp do pełnej informacji o wszelkich kosztach ponoszonych w przypadku zawarcia umowy. Posłuży nie tylko porównaniu różnych ofert, ale również uniknięciu ryzyka ponoszenia nadmiernie wygórowanych opłat czy prowizji.

Wraz z wejściem w życie nowych przepisów instytucje udzielające kredytów będą mogły pobierać rekompensatę w przypadku, gdy konsument wcześniej spłaci zaciągniętą pożyczkę. Zgodnie z obowiązującą ustawą o kredycie konsumenckim wcześniejsza spłata nie pociąga za sobą żadnych opłat. Wprowadzana zmiana nie będzie jednak dotyczyła wszystkich kredytów, a jedynie pożyczek o stałej stopie oprocentowania, i tylko w sytuacji, gdy spłacona przed terminem kwota przekracza w ciągu 12 miesięcy określoną wartość (w Polsce – trzykrotność przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw wg danych Głównego Urzędu Statystycznego).

Duży nacisk położony został na sposób komunikacji z potencjalnym klientem w reklamach. Nowe prawo wymaga, aby oprócz rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania konsument otrzymywał cały pakiet szczegółowych informacji zawsze wtedy, gdy kredytodawca podaje koszt uzyskania pożyczki m.in. całkowitą kwotę kredytu, stopę oprocentowania wraz z wyodrębnieniem opłat uwzględnianych w całkowitym koszcie pożyczki.

Obama, Jan Paweł II, Bin Laden – co ich łączy?

Wizyta prezydenta Stanów Zjednoczonych była najczęściej podejmowanym tematem w telewizyjnych serwisach informacyjnych w maju. Niewiele mniej dziennikarze mówili o beatyfikacji Jana Pawła II oraz śmierci Osamy Bin Ladena ‑ podał „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” w oparciu o wyniki badania „Cztery Stacje”.

Tematy dotyczące tych trzech osób zdominowały serwisy informacyjne. O samej wizycie Obamy przygotowano 59 materiałów. Do tej kategorii zaliczają się także zapowiedzi oraz echa rozmów z prezydentem USA. Najwięcej z nich wyemitowano w „Panoramie”, natomiast najmniej w „Wiadomościach”. Podobna relacja dotyczy tematów politycznych ogółem. Również tych dziennikarze serwisu TVP2 przygotowali najwięcej, w przeciwieństwie do ich kolegów z TVP1.

W relacjonowaniu wydarzeń związanych z beatyfikacją Jana Pawła II zdecydowanie przewodziły redakcje telewizji publicznej. Serwisy nadawców prywatnych przygotowały łącznie tylko 36 proc. materiałów na ten temat. „Fakty” i „Wydarzenia” razem wyemitowały ich tyle, ile sama „Panorama”. Trzeci z najpopularniejszych tematów w maju – śmierć Osamy Bin Ladena – najbardziej zainteresował reporterów TVN-u. Ponad dwa razy rzadziej mówiono o nim w „Wydarzeniach”. Zabicie terrorysty numer jeden było jednocześnie najczęściej podnoszonym tematem miesiąca w „Faktach”.

Tematów politycznych zaserwowano widzom 262, czyli 21 proc. całego przekazu informacyjnego. To aż o 11 proc. więcej, aniżeli w kwietniu. Polityka wyprzedziła doniesienia o przestępstwach i rozprawach sądowych, tematy społeczne i obyczajowe, a także tragedie i katastrofy. Dopiero na piątym miejscu w zestawieniu tematów ogólnych znalazły się ekonomia i gospodarka. Dużo mniej doniesień dotyczyło sportu oraz Kościoła, religii i etyki.

Zdecydowanie najczęściej spośród polityków wypowiadali się premier i członkowie rządu – w sumie niemal 300 razy (na prawie tysiąc wypowiedzi polityków w miesiącu). Partią, której członkowie występowali na ekranach telewizyjnych najczęściej i byli podpisywani jej nazwą, okazało się Prawo i Sprawiedliwość (188), przed Platformą Obywatelską (174). Czwarty był Sojusz Lewicy Demokratycznej (132), który wyprzedził Prezydenta i jego kancelarię (80).

Analiza głównych wydań dzienników informacyjnych przeprowadzona została na podstawie monitoringu „Faktów”, „Panoramy”, „Wiadomości” i „Wydarzeń”. Pod uwagę wzięto wszystkie materiały wyemitowane od 1 do 31 maja 2011 roku. Badanie „Cztery Stacje” prowadzone jest przez „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” cyklicznie od 1 września 2008 roku.

Pełny raport: http://www.press-service.com.pl/pl/analiza-glownych-wydan-dzienniko/

Samochody „Made in China” w oczach Polaków

11% Polaków wzięłoby pod uwagę samochód chińskiej marki przy zakupie auta. Odsetek ten nie zmienił się od sześciu lat. Głównym skojarzeniem z autami chińskich marek jest niska cena zakupu. Natomiast wśród najrzadziej wymienianych atrybutów aut z Państwa Środka znalazły się wysoka jakość (5%) oraz bezawaryjność (4%).

Tegoroczne badanie TNS OBOP na temat postrzegania przez Polaków aut chińskich marek jest kontynuacją projektu rozpoczętego w 2005 roku. Od tego czasu zwiększył się odsetek Polaków, którzy słyszeli o samochodach chińskich marek: w 2005 roku było to 20%, obecnie odsetek ten wzrósł do 36%.

Obecnie, dla nieco ponad połowy badanych (53%), do których dotarły informacje o chińskich autach, głównym skojarzeniem z nimi jest niska cena, 17% wskazało na niskie koszty eksploatacji, zaś 14% doceniło wygląd aut. Nieco ponad co dziesiąty pytany (11%) kojarzy auta marek chińskich z zaawansowanymi technologiami. Wśród najrzadziej wymienianych atrybutów znalazły się wysoka jakość (5%) oraz bezawaryjność (4%).

Z badania wynika również, że 11% Polaków rozważyłoby wybór chińskiej marki przy zakupie samochodu. Ci z respondentów, którzy planując zakup czterech kółek nie wzięliby pod uwagę auta ‘made in China’ (a jest ich 71%), jako główne bariery wskazują negatywną opinię o tych autach (36%), brak zaufania (26%), oraz brak wiedzy (16%). W porównaniu z badaniem przeprowadzonym w 2005 roku wzrósł natomiast odsetek odrzucających auta chińskich marek z powodu negatywnej opinii na ich temat.

„W ciągu ostatnich sześciu lat znacząco zwiększyła się liczba Polaków, do których dotarły informacje o autach chińskich marek. Nadal jednak trudno spotkać taki samochód na polskich drogach, dlatego nasze skojarzenia z tymi samochodami są pochodną ogólnego wizerunku chińskich produktów – na pierwszy plan wysuwa się niska cena. Co więcej, oczekiwania dotyczące poziomu cen są dość wyśrubowane, badani spodziewają się, że samochody chińskich marek będą tańsze średnio o 36% od marek zachodnich. Importerom chińskich aut może być trudno spełnić te oczekiwania, biorąc pod uwagę, że auta na rynku europejskim muszą spełniać określone normy ekologiczne i wymogi bezpieczeństwa. Warto więc, aby zwrócili uwagę potencjalnych nabywców na inne, pozacenowe walory swoich aut” – komentuje wyniki badania dr Magdalena Sawińska, Lider Sektora Badań Rynku Motoryzacyjnego TNS OBOP.

***
Informacje o badaniu
Dane pochodzą z badania OMNIMAS przeprowadzonego przez TNS OBOP w okresie 14 – 17 kwietnia 2011 na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie Polaków w wieku 18 lat i więcej; łączna liczba wywiadów 1002.

Sektor Badań Rynku Motoryzacyjnego TNS OBOP realizuje w 2011 r. następujące projekty:
Autoryzowana Stacja Obsługi – ukryte możliwości – celem projektu jest wskazanie mocnych i słabych stron sieci autoryzowanych serwisów danej marki oraz dostarczenie rekomendacji, które pomogą zatrzymać klientów po upływie gwarancji;

Nowy model samochodu – pierwszy dzień na rynku – ocenia m.in. skuteczność działań marketingowych towarzyszących wprowadzeniu na rynek nowego modelu samochodu;

Kupujemy nowy samochód – negocjacje cenowe w salonie dealera – projekt Mystery Shopping, którego celem jest dostarczenie informacji o jakości i warunkach obsługi klienta (w tym negocjacji cenowych) w salonie dealerskim danej marki na tle konkurencji.

Badanie satysfakcji klientów autoryzowanych salonów sprzedaży/ serwisowania samochodów – bogate doświadczenie TNS OBOP w tym obszarze pozwala oferować atrakcyjne ceny badań satysfakcji przy zachowaniu ich wysokiej jakości. Oferowane są raporty w formie dynamicznych wykresów oraz bezpośrednie przekazywanie alertów do stacji dealerskich i serwisowych uwzględnionej w badaniu marki. Informacje pozyskane w badaniu CSS (Customer Satisfaction Survey) uzupełniane są wynikami badania jakościowego pt. „Analiza zawartości motoryzacyjnych for internetowych”

”Idealny salon dealerski” – raport z badania jakościowego, którego celem było pogłębienie wiedzy na temat potrzeb i oczekiwań klientów salonów dealerskich. Raport stara się odpowiedzieć na nurtujące dealerów pytanie o to jaki powinien być idealny salon dealerski, aby najpełniej odpowiadał potrzebom klientów.

O TNS
TNS, który niedawno połączył się z Research International, jest największą na świecie agencją badawczą w badaniach custom, która świadczy swoim klientom oparte na badaniach usługi doradcze i dostarcza insighty, stanowiące dla nich wartość dodaną i mające wspomagać ich w podejmowaniu trafnych decyzji biznesowych. TNS oferuje szeroką wiedzę branżową poprzez specjalizację w ramach sektorów badawczych Consumer, Technology, Finance, Automotive oraz Political & Social, wspieranych przez unikalną ofertę produktów badawczych odpowiadających na potrzeby marketingowe i biznesowe. TNS specjalizuje się w badaniach rozwoju i innowacyjności produktu, badaniach marki i komunikacji, zarządzania wartością firmy (stakeholder management), badaniach typu retail & shopper oraz projektach jakościowych. TNS dostarcza najwyższej jakości usługi w ponad 70. krajach na całym świecie i działa w ramach Grupy Kantar, największej na świecie sieci zajmującej się badaniami, dostarczaniem insightów i doradztwem. Więcej informacji na www.tnsglobal.com.

O Grupie Kantar
Grupa Kantar jest jedną z największych organizacji na świecie zajmujących się badaniami rynku i doradztwem. Zrzeszając ponad 20 różnorodnych specjalistycznych firm, w tym ostatnio przejęty TNS, grupa dąży do zajęcia wiodącej pozycji dostawcy najwyższej jakości insightów dla globalnej społeczności biznesowej. Grupa Kantar zatrudnia 26 500 pracowników w 80 krajach na całym świecie we wszystkich obszarach badań i doradztwa, co pozwala na dostarczenie klientom informacji dotyczących każdego etapu cyklu konsumenckiego. Z usług grupy korzysta ponad połowa przedsiębiorstw znajdujących się na liście Fortune Top 500. Grupa Kantar należy do WPP Group plc. Więcej informacji znajduje się na stronie www.kantargrouptns.com

O TNS OBOP
TNS OBOP jest jedną z wiodących firm badawczych działających na rynku polskim. Zajmuje się dostarczaniem informacji marketingowej. Jego korzenie sięgają 1958 r., kiedy to powstał Ośrodek Badania Opinii Publicznej. W 1998 r. OBOP włączony został w struktury międzynarodowej grupy badawczej TNS. TNS OBOP, dzięki strukturze sektorowych zespołów badawczych, specjalizuje się w badaniach w sektorach: Media (badania rynku medialnego), Polling, Social & Government (badania społeczno-polityczne), Consumer (badania konsumenckie/badania rynku FMCG),Automotive (badania rynku motoryzacyjnego), Healthcare (badania rynku medycznego i farmaceutycznego), Technology (badania rynku telekomunikacyjnego i IT), Finance & Professional Services (badania rynku finansowego i business to-business).

Twoja opinia ma znaczenie – to realizowany przez OFBOR program mający na celu wzmocnienie publicznego zaufania do badań rynku i opinii. Jego zadaniem jest wyjaśnienie roli, jaką we współczesnym społeczeństwie oraz gospodarce odgrywają badania, a także zachęcenie Polaków do licznego uczestnictwa w badaniach poprzez zobrazowanie wpływu, jaki ich wyniki wywierają na otaczającą rzeczywistość.

MCI Management SA rozpoczyna odkup akcji własnych

„Kurs giełdowy akcji naszej spółki kształtuje się obecnie poniżej wartości jej aktywów netto (NAV) przypadających na jedną akcję. Dlatego też uważamy, że inwestycja w akcje naszej spółki jest obecnie wyjątkowo opłacalna i postanowiliśmy uruchomić program skupu akcji własnych. Skupione akcje zostaną umorzone w okresie roku od rozpoczęcia skupu, a także za zgodą Rady Nadzorczej, mogą częściowo zostać przeznaczone na program motywacyjny dla kadry menadżerskiej. Wierzymy, że przeprowadzenie tego programu w średnio- i długoterminowym horyzoncie inwestycyjnym umożliwi naszym Akcjonariuszom wzrost wartości posiadanych przez nich akcji spółki.” – powiedziała Magdalena Pasecka, członek zarządu MCI Management SA do spraw finansowych.

Realizacja programu odkupu akcji własnych MCI rozpoczyna się 12 lipca br., a zarząd planuje zakończyć ją do 30 czerwca 2012 r. i obejmie wyłącznie akcje znajdujące się w obrocie na GPW. Akcje będą mogły być nabywane zarówno w trakcie sesji giełdowej i w transakcjach pozasesyjnych.

W ramach programu zarząd może zadecydować o nabyciu łącznie najwyżej 5% liczby akcji MCI, które 30 czerwca br. znajdowały się w obrocie na GPW. Maksymalna cena jednostkowa za akcję nabywaną w ramach programu nie może przekroczyć poziomu 7,98 PLN (wartość NAV z 31 grudnia 2010 r., przypadających na jedną akcję spółki). Za zgodą Rady Nadzorczej maksymalna cena za nabywaną akcję może być podwyższona do poziomu wartości NAV spółki wg ich stanu na koniec kwartału kalendarzowego realizacji programu, przypadających na jedną akcję spółki, jednak nie może przekroczyć 10 PLN za akcję. Minimalna cena jednostkowa nie może być niższa niż NAV MCI wg stanu na 31 grudnia 2010 r., przypadających na jedną akcję spółki, pomniejszonej o dyskonto w wysokości 25%.