„Mieszkanie bez wkładu własnego” pozostaje ograniczoną opcją mimo zmian w limitach

Od kwietnia 2026 r. zaczęły obowiązywać nowe, wyższe limity ceny metra kwadratowego dla mieszkań kupowanych w programie „Mieszkanie bez wkładu własnego”. Teoretycznie powinno to zwiększyć dostępność mieszkań finansowanych kredytem z państwową gwarancją wkładu własnego. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, gdzie kupujący mogą dziś przebierać w ofertach deweloperskich, a gdzie znalezienie mieszkania spełniającego warunki programu wciąż niemal graniczy z cudem.

– Podwyżka limitów ceny metra kwadratowego była potrzebna, bo wcześniejsze coraz wyraźniej rozmijały się z rynkowymi realiami. Problem w tym, że podniesienie limitów nie wystarczy, jeśli cena mieszkania nadal nie może przekroczyć 500 tys. zł – komentuje Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Limity w górę, choć nie wszędzie w tym samym tempie

W II i III kwartale 2026 r. najwyższy limit ceny metra kwadratowego dla nowych mieszkań obowiązuje w Warszawie. W stolicy wzrósł on kwartał do kwartału o 4 proc., do poziomu 16,2 tys. zł. Podobna skala podwyżki miała miejsce w Krakowie i Gdańsku, gdzie wojewodowie zwiększyli limity odpowiednio do 13,7 tys. zł i 13,5 tys. zł za metr kwadratowy.

W Poznaniu i Katowicach korekta była bardziej umiarkowana, choć również dodatnia, a w Łodzi limit przekroczył 9,9 tys. zł za mkw. Jedynym dużym rynkiem, gdzie w praktyce nie doszło do zmiany, pozostaje Wrocław.Komunikat-kredyty bez wkładu-kwiecień 2026-limit ceny mkw

Podwyższenie limitów ceny metra kwadratowego sprawiło, że więcej mieszkań z oferty deweloperów spełnia to kryterium. Problem w tym, że jest jeszcze drugie.

Limit 500 tys. zł wciąż największą barierą

Aby skorzystać z rządowej gwarancji wkładu własnego, mieszkanie musi nie tylko mieścić się w limicie ceny metra kwadratowego, lecz także w kwocie samej gwarancji – maksymalnie 100 tys. zł, czyli 20 proc. wkładu wymaganego przez banki. To właśnie ten warunek najmocniej zawęża pole wyboru, szczególnie w największych i najdroższych metropoliach.

Osoby z odpowiednią zdolnością kredytową, ale bez oszczędności na wkład własny, muszą więc znaleźć lokum kosztujące nie więcej niż pół miliona złotych. Oczywiście, jeśli ktoś dysponuje własnymi środkami i może pokryć część wkładu, maksymalna cena mieszkania automatycznie rośnie.

Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl pokazują, że między marcem a kwietniem 2026 r. liczba mieszkań spełniających oba kryteria wzrosła w większości miast, choć punkt wyjścia był bardzo niski. W Warszawie takich lokali przybyło z 257 do 293, w Gdańsku z 308 do 334, a w Katowicach z 232 do 252. Największy przyrost odnotowano w Łodzi – z 757 do 899 mieszkań, co sprawia, że to jedno z nielicznych dużych miast, gdzie realnie jest dziś w czym wybierać.

Na drugim biegunie pozostaje Kraków. Mimo podwyżki limitu ceny metra kwadratowego liczba mieszkań spełniających oba kryteria wzrosła tam zaledwie z 22 do 37. To wciąż wynik symboliczny jak na jeden z największych rynków mieszkaniowych w kraju.Komunikat-kredyty bez wkładu-kwiecień 2026-oferta

Małe mieszkania też często wypadają z gry

Nawet niewielki metraż nie gwarantuje spełnienia warunków programu. W kwietniu 2026 r. w Warszawie spośród 293 mieszkań możliwych do zakupu na kredyt bez wkładu własnego tylko 125 było lokalami jednopokojowymi, a 154 – dwupokojowymi. Podobny schemat widać w innych miastach.

Małe mieszkania, choć tańsze w ujęciu całkowitym, bardzo często mają cenę metra kwadratowego zbyt wysoką, by zmieścić się w ustawowym limicie.

– Spełnienie jednocześnie obu kryteriów w praktyce eliminuje znaczną część kawalerek i popularnych mieszkań dwupokojowych. Co z tego, że można je kupić za pół miliona złotych, skoro tylko nieliczne mieszczą się w limicie ceny za metr kwadratowy. Pod tym względem małe metraże są zwykle najdroższe – podkreśla Marek Wielgo.

Z danych Banku Gospodarstwa Krajowego, który zarządza programem, wynika, że w 2025 r. z państwowej gwarancji wkładu własnego skorzystało blisko 21,8 tys. kredytobiorców, czyli ponad dwa i pół raza więcej niż rok wcześniej. Mimo to kredyty bez wkładu własnego wciąż stanowią niewielki odsetek wszystkich udzielonych kredytów mieszkaniowych – w 2025 r. banki udzieliły ich ponad 238 tys.

Co istotne, kredytów z gwarantowanym przez państwo wkładem własnym udzielają obecnie tylko cztery banki: PKO Bank Polski, Bank Pekao SA, Alior Bank oraz Santander Bank.Komunikat-kredyty bez wkładu-kwiecień 2026-kredyty

Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl jasno pokazują, że kredyt bez wkładu własnego jest dziś realną opcją przede wszystkim w Poznaniu i Łodzi, gdzie dostępnych jest około tysiąca mieszkań spełniających wszystkie warunki. W pozostałych metropoliach program pozostaje niszowy.

Marek Wielgo zwraca też uwagę na dodatkową korzyść w postaci dopłat od państwa. W przypadku narodzin drugiego dziecka w okresie spłaty kredytu dopłata wynosi 20 tys. zł, a każde kolejne dziecko premiowane jest kwotą 60 tys. zł.

Nowe ryzyka, nowe kompetencje. Cyberbezpieczeństwo wymaga dziś decyzji strategicznych

Cyberbezpieczeństwo staje się jednym z kluczowych obszarów decyzji zarządczych, a nie wyłącznie domeną działów IT – wynika z raportu KPMG „Cybersecurity Considerations 2026”. Analiza wskazuje, że o przewadze konkurencyjnej organizacji coraz częściej decyduje zdolność do zarządzania ryzykiem cyberbezpieczeństwa w warunkach rosnącej złożoności – napędzanej przez rozwój sztucznej inteligencji, napięcia geopolityczne oraz zmiany regulacyjne. Dane rynkowe potwierdzają skalę wyzwań w Polsce aż 96% firm doświadczyło incydentu cyberbezpieczeństwa w 2025 roku, a globalnie 57% CEO wskazuje geopolitykę jako istotne ryzyko dla działalności.

Cyberzagrożenia stały się trwałym elementem otoczenia biznesowego, a organizacje funkcjonują w środowisku rosnącej złożoności operacyjnej. Wynika ona nie tylko z postępu technologicznego, ale również z fragmentacji regulacyjnej oraz dynamicznego wzrostu liczby tożsamości nieludzkich, takich jak konta systemowe, API czy agenci AI.

Organizacje wchodzą w erę, w której cyberbezpieczeństwo nie może być już dłużej traktowane jako koszt operacyjny zarządzany przez dział IT. Zestawiając globalną i lokalną, polską perspektywę, widać zjawisko, które można nazwać paradoksem dojrzałości: firmy coraz konsekwentniej budują struktury i inwestują w narzędzia bezpieczeństwa, a jednocześnie liczba incydentów osiąga rekordowo wysoki poziom, ponieważ atakujący adaptują nowe technologie co najmniej równie sprawnie jak obrońcy. Sztuczna inteligencja jest głównym katalizatorem tej asymetrii – i właśnie dlatego kluczowym wyzwaniem na najbliższe lata staje się nie tyle dostęp do odpowiednich rozwiązań technicznych, ile zdolność zarządów do podejmowania świadomych decyzji w obszarze cyberbezpieczeństwa. Wymaga to uwzględnienia tego zagadnienia w strategii organizacji na równi z obszarami takimi jak zarządzanie finansami czy łańcuchem dostaw. Firmy, które tę zmianę przeprowadzą skutecznie, zyskają odporność operacyjną, która staje się jednym z kluczowych wymiarów przewagi konkurencyjnej – mówi Michał Kurek, Partner, Szef Zespołu Cyberbezpieczeństwa w KPMG Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Firmy, które chcą zweryfikować swój poziom przygotowania, mogą sprawdzić, czy ich backup spełnia wymagania NIS2.

Nowe obszary ryzyka – AI, tożsamości i łańcuchy dostaw

Raport KPMG identyfikuje obszary wymagające szczególnej uwagi zarządów. Należą do nich m.in. ochrona systemów sztucznej inteligencji jako element budowania zaufania i zgodności regulacyjnej oraz zarządzanie tożsamościami nieludzkimi, których liczba dynamicznie rośnie i wymyka się tradycyjnym modelom kontroli.

Istotną zmianą jest również transformacja podejścia do bezpieczeństwa łańcuchów dostaw – od okresowych audytów do ciągłego monitorowania i współdzielenia odpowiedzialności.Cyberbezpieczeństwo przestaje być domeną IT – raport KPMG wskazuje kluczowe wyzwania na 2026 rok

Sztuczna inteligencja redefiniuje model bezpieczeństwa

Sztuczna inteligencja znajduje się w centrum transformacji cyberbezpieczeństwa. Z jednej strony umożliwia automatyzację procesów, szybsze wykrywanie zagrożeń i bardziej efektywne reagowanie na incydenty. Z drugiej – znacząco zwiększa możliwości cyberprzestępców, pozwalając im prowadzić bardziej zaawansowane i skalowalne ataki, w tym kampanie phishingowe wykorzystujące AI czy technologie deepfake.

Rozwój autonomicznych systemów wpływa również na funkcjonowanie centrów operacji bezpieczeństwa (SOC). Coraz więcej zadań operacyjnych przejmują systemy oparte na AI, co przesuwa rolę specjalistów w kierunku nadzoru nad algorytmami, interpretacji ryzyka oraz zarządzania złożonymi środowiskami technologicznymi.

Geopolityka i regulacje zwiększają złożoność

Cyberbezpieczeństwo coraz silniej przenika się z geopolityką. Organizacje muszą uwzględniać ryzyka wynikające z konfliktów międzynarodowych, zmian w łańcuchach dostaw oraz rosnącej liczby regulacji, takich jak NIS2, DORA czy Cyber Resilience Act. W efekcie odchodzą od jednolitych, globalnych modeli bezpieczeństwa na rzecz bardziej rozproszonych i lokalnych podejść.

Na polskim rynku rośnie znaczenie zagrożeń związanych z haktywizmem, podczas gdy percepcja ryzyka ze strony grup wspieranych przez państwa uległa częściowemu obniżeniu.

Przygotowanie na erę postkwantową

Rozwój komputerów kwantowych stawia pod znakiem zapytania skuteczność obecnych metod szyfrowania. Organizacje muszą już dziś przygotowywać się na transformację w kierunku kryptografii postkwantowej, obejmującą m.in. inwentaryzację stosowanych rozwiązań, dostosowanie wymagań wobec dostawców oraz wdrożenie wieloletnich programów migracji.

O raporcie:

Raport „Cybersecurity Considerations 2026” został opracowany przez KPMG International we współpracy z ekspertami z obszaru cyberbezpieczeństwa z wielu regionów świata oraz partnerami technologicznymi, takimi jak Google, Microsoft, Palo Alto Networks i ServiceNow. Wnioski opierają się na analizie trendów rynkowych oraz wynikach badań globalnych KPMG, uzupełnionych w niniejszym opracowaniu o dane z badania do „Barometru cyberbezpieczeństwa” przeprowadzonego wśród organizacji działających w Polsce.

ORLEN zwiększa krajowe wydobycie – nowe odwierty w Wielkopolsce i na Lubelszczyźnie

0

ORLEN uruchomił produkcję gazu ziemnego z dwóch nowych projektów wydobywczych – na złożach Jastrzębiec w województwie lubelskim oraz Sierosław w Wielkopolsce. Inwestycje te stanowią element realizacji strategii rozwoju krajowego wydobycia i mają znaczenie zarówno dla bezpieczeństwa energetycznego, jak i dla lokalnych gospodarek.

Nowe źródła gazu w Polsce

Zgodnie z informacjami spółki, łączna produkcja z obu złóż w pierwszym roku ma wynieść około 140 mln m³ gazu ziemnego. Projekty zostały zaplanowane jako długoterminowe – przewiduje się, że eksploatacja będzie prowadzona przez kilkanaście lat, przy stopniowym spadku wydobycia typowym dla tego typu złóż.

Nowe wolumeny gazu trafią zarówno do sektora energetycznego, jak i do przemysłu oraz odbiorców indywidualnych. W kontekście rosnącego znaczenia dywersyfikacji źródeł energii, rozwój krajowego wydobycia postrzegany jest jako jeden z elementów zwiększania stabilności dostaw.

Znaczenie dla regionów i samorządów

Inwestycje ORLEN mają również wymiar lokalny. Samorządy, na terenie których prowadzone jest wydobycie, korzystają z opłat związanych z działalnością eksploatacyjną. Oznacza to dodatkowe wpływy do budżetów gminnych, które mogą być przeznaczane na rozwój infrastruktury czy usług publicznych.

Sierosław: mobilna technologia dla mniejszych złóż

Złoże Sierosław, położone na pograniczu gmin Tarnowo Podgórne i Dopiewo, zostało zagospodarowane z wykorzystaniem mobilnej instalacji produkcyjnej. Tzw. skid to kontenerowy system obejmujący moduły do separacji, osuszania i pomiaru gazu.

Takie rozwiązanie stosuje się przede wszystkim przy złożach o mniejszych zasobach, gdzie budowa pełnej infrastruktury stacjonarnej byłaby mniej opłacalna. Mobilność instalacji pozwala ograniczyć koszty inwestycyjne, a po zakończeniu eksploatacji umożliwia jej przeniesienie i wykorzystanie w innym miejscu.

Odwiert Sierosław-2H ma zapewnić produkcję na poziomie około 40 mln m³ gazu zaazotowanego rocznie. Szacowane zasoby całego złoża wynoszą około 900 mln m³, co pozwala na jego eksploatację przez kilkanaście lat.

Jastrzębiec: większa skala wydobycia

Znacznie większy potencjał produkcyjny posiada złoże Jastrzębiec, zlokalizowane w powiecie biłgorajskim, na granicy gmin Tarnogród i Kuryłówka. Do eksploatacji włączono tam pięć nowych odwiertów.

W okresie maksymalnego wydobycia złoże to może zwiększyć krajową produkcję gazu o około 100 mln m³ rocznie. Całkowite zasoby szacowane są na blisko 1 mld m³, co również pozwala na wieloletnią eksploatację.

Element szerszej strategii rozwoju

Uruchomienie nowych odwiertów wpisuje się w długoterminową strategię spółki, zakładającą systematyczny wzrost krajowego wydobycia gazu. Jednym z celów jest osiągnięcie poziomu około 4 mld m³ rocznie do 2030 roku.

Realizacja tych założeń opiera się m.in. na rozwijaniu projektów na mniejszych złożach oraz optymalizacji kosztów poprzez wykorzystanie istniejącej infrastruktury i nowoczesnych, elastycznych technologii wydobywczych.

ORLEN na rynku upstream

ORLEN pozostaje największym koncernem paliwowo-energetycznym w Europie Środkowo-Wschodniej. Spółka prowadzi działalność wydobywczą w ośmiu krajach na czterech kontynentach.

Na koniec 2025 roku łączne zasoby węglowodorów koncernu szacowano na 1 242 mln baryłek ekwiwalentu ropy (BOE), z czego około 75% stanowił gaz ziemny. Największa część zasobów znajduje się w Polsce, ale istotne aktywa zlokalizowane są również w Norwegii, Kanadzie i Pakistanie.

Inżynier przyszłości będzie technologiem, humanistą i strategiem jednocześnie

W dobie dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji i cyfryzacji, pojęcie „inżyniera przyszłości” nabiera zupełnie nowego znaczenia. To nie jest już wyłącznie specjalista od kodu, robotyki czy nowych technologii – to technologiczny humanista, który łączy kompetencje z obszaru nauk ścisłych, inżynierii, humanistyki, etyki oraz zagadnień społecznych i środowiskowych.

Z perspektywy akademickiej – m.in. doświadczeń Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych – wyraźnie widać, że rynek pracy przesuwa się w stronę kompetencji hybrydowych. Nie wystarcza już wiedzieć jak coś zbudować – trzeba rozumieć dlaczego i z jakimi konsekwencjami.

Gospodarka przyszłości oparta jest na transformacji cyfrowej, metawersie i gospodarce uwagi. W świecie, w którym życie cyfrowe i fizyczne przenikają się i funkcjonują równolegle, kluczowe stają się kompetencje interdyscyplinarne. Inżynier przyszłości musi operować na trzech poziomach wiedzy:

  • Know-why – rozumienie przyczyn i kontekstu zjawisk,
  • Know-what – dostęp do rzetelnych informacji i danych,
  • Know-how – zdolność praktycznego zastosowania wiedzy.

Nie jest to jedynie koncepcja teoretyczna. Według raportu World Economic Forum „Future of Jobs”, aż 44% kompetencji pracowników zmieni się do 2027 r., a wśród kluczowych umiejętności dominują myślenie analityczne, kreatywność, kompetencje technologiczne oraz zdolność do ciągłego uczenia się.

Z kolei analizy McKinsey & Company wskazują, że ponad 50% zadań zawodowych może być częściowo zautomatyzowanych, co paradoksalnie zwiększa zapotrzebowanie na specjalistów potrafiących łączyć technologię z kontekstem społecznym, biznesowym i etycznym.

Potwierdza to również OECD – systemy edukacyjne integrujące podejście STEAM (science, technology, engineering, arts, mathematics) skuteczniej przygotowują do funkcjonowania w świecie złożoności, niepewności i szybkiej zmiany.

W praktyce oznacza to, że nowoczesny inżynier nie tylko rozwiązuje problemy techniczne, ale przewiduje skutki swoich działań, analizuje systemy w skali globalnej i wdraża innowacje w sposób odpowiedzialny.

Kluczowe stają się: myślenie systemowe, zdolność do pracy na styku różnych dziedzin oraz stosowanie etyki inżynierskiej w skali globalnej.

Wniosek jest jednoznaczny: edukacja przyszłych inżynierów musi przygotowywać nie tylko do pracy z technologią, ale przede wszystkim do świata decyzji i odpowiedzialności.

AI nie odbiera pracy. Ona redefiniuje kompetencje. Przewagę budują ci, którzy potrafią z niej świadomie korzystać – łącząc wiedzę, technologię i odpowiedzialność.

Hard2beat i Digital Ocean Ventures inwestują w Graftcode

Polski startup oferujący technologię do budowy i integracji systemów informatycznych wypuszcza publiczną wersję beta i zamyka rundę finansowania. Łączne finansowanie spółki sięga 28 milionów złotych.

  • Graftcode przyspiesza komunikację między aplikacjami i wewnątrz systemów informatycznych nawet o 70% w porównaniu z tradycyjnymi rozwiązaniami i jest dostosowany do potrzeb rosnącego trendu wykorzystania AI w procesie tworzenia oprogramowania
  • Platforma Graftcode jest bezpłatna dla developerów, zgodnie z modelem otwartej infrastruktury znanym z Docker i HashiCorp.
  • Aż 70% czasu pracy programistów zajmuje łączenie systemów ze sobą, a nie tworzenie nowych funkcji.
  • Graftcode eliminuje warstwę kodu integracyjnego. Aplikacje w dowolnym języku programowania łączą się jednym poleceniem, bez API, middleware ani kodu klienckiego.
  • Rundę finansowania prowadzi fundusz Hard2beat z udziałem Digital Ocean Ventures i Heartfelt Capital. Celem jest dotarcie do 200 tys. developerów do końca 2026 roku.

Graftcode, platforma dla programistów, która pozwala łączyć ze sobą aplikacje napisane w dowolnym języku programowania jednym poleceniem, bez pisania dodatkowego kodu, pozyskała 9 milionów złotych. Rundę poprowadził Hard2beat, a wśród inwestorów znaleźli się również Digital Ocean Ventures, Heartfelt Capital oraz inwestorzy prywatni, w tym pracownicy spółki. Łączne finansowanie Graftcode sięga 28 milionów złotych. Inwestycja zbiega się z uruchomieniem wersji beta platformy, która ma przyspieszyć pozyskiwanie pierwszych użytkowników i ustanowić nowy standard łączenia systemów IT.

Integracja oprogramowania to jedno z największych obciążeń dla budżetów IT. Według Forrester aż 70% prac programistycznych to kod łączący ze sobą różne systemy, czyli frontendy, backendy i warstwy pośrednie, zamiast tworzenie nowych funkcji. Taki dług technologiczny kosztuje coraz więcej: McKinsey szacuje, że pochłania on około 40% zasobów IT i podnosi koszty projektów o 10–20%, a Deloitte wycenia roczny koszt długu technologicznego w Stanach Zjednoczonych na ok. 1,5 biliona dolarów. Wraz z wdrażaniem AI problem się pogłębia. Systemy, które powstawały latami z dużą ilością kodu łączącego, nie radzą sobie z wymaganiami nowoczesnych aplikacji AI. Jak prognozuje Gartner, do 2027 roku większość projektów opartych na agentach AI zakończy się niepowodzeniem właśnie z tego powodu.

Graftcode rozwiązuje ten problem dzięki autorskiej technologii runtime bridging. Pozwala ona aplikacjom napisanym w różnych językach programowania komunikować się bezpośrednio, bez potrzeby pisania dodatkowego kodu łączącego, tworzenia API czy middleware. Zamiast budować i utrzymywać rozbudowane warstwy integracyjne, programista może połączyć systemy jednym poleceniem, które automatycznie wygeneruje i utrzyma zawsze aktualny potrzebny moduł. Platforma obsługuje 14 języków programowania i działa ze wszystkimi głównymi platformami chmurowymi, w tym AWS, Azure i GCP. Obejmuje też wszystkie kluczowe scenariusze integracji: web, mobile, IoT, komunikację między mikroserwisami, udostępnianie publicznych API oraz połączenia z systemami AI. Komunikacja między aplikacjami jest nawet o 70% szybsza niż w przypadku tradycyjnych rozwiązań, a koszty chmury mogą spaść nawet o 10%.

Przemysław Ładyński, współzałożyciel i CEO Graftcode: „Przez dwie dekady branża IT optymalizowała sposób, w jaki systemy się łączą, zamiast zakwestionować, czy ta złożoność w ogóle powinna istnieć. Zbudowaliśmy Graftcode, żeby całkowicie wyeliminować warstwę integracyjną, a nie ją usprawniać. Developerzy mogą skupić się wyłącznie na logice biznesowej, a ich systemy stają się natychmiast połączone w najbardziej możliwie wydajny sposób a jednocześnie gotowe do konsumpcji przez AI dzięki wbudowanej obsłudze protokołu MCP – standardu komunikacji ze sztuczną inteligencją. Naszą ambicją jest, by Graftcode stał się globalnym standardem integracji oprogramowania, tak jak Docker stał się standardem konteneryzacji: bezpłatny dla każdego developera, z docelowym udostępnieniem w modelu open source kluczowych komponentów wraz z rozwojem społeczności.”

Maciej Zawadziński, Partner w Hard2beat: „W świecie, w którym działa ponad 20 milionów developerów, zapotrzebowanie na prostsze sposoby łączenia systemów stale rośnie. Wyzwanie staje się jeszcze bardziej palące w miarę budowy coraz bardziej złożonych aplikacji opartych na AI. Graftcode wprowadza fundamentalnie nowe podejście, które ma potencjał, by zmienić sposób, w jaki developerzy budują i skalują nowoczesne oprogramowanie.”

Adam Bartkiewicz, Partner w Digital Ocean Ventures: „Większość narzędzi integracyjnych dodaje kolejną warstwę na istniejący problem. Graftcode podchodzi do tego fundamentalnie inaczej. Runtime bridging eliminuje kod integracyjny zamiast nim zarządzać. Przemysław i Łukasz Ładyńscy spędzili dwie dekady budując integracje korporacyjne, zanim doszli do wniosku, że cały model jest z gruntu wadliwy. Teraz, gdy przepływy AI wymagają bezproblemowej komunikacji między serwisami, ten zakład wygląda na coraz trafniejszy. Firmy zgłaszały się jeszcze przed uruchomieniem bety. Tego rodzaju ciąg ze strony developerów to najsilniejszy sygnał, jakiego szukamy.”

Podobnie jak Terraform od HashiCorp czy Docker, Graftcode opiera się na przyjętym założeniu, że technologia infrastrukturalna może stać się prawdziwym standardem w branży tylko wtedy, gdy jest bezpłatna. Podstawowa wersja platformy pozostanie darmowa. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na obsługę kolejnych języków programowania, lepszą współpracę z narzędziami AI oraz dalszy rozwój platformy. Spółka planuje dotrzeć do 200 tys. użytkowników do końca 2026 r. i 2 mln w horyzoncie 2027–2028.

Wojna wojną, a rynki swoje

Mimo że sytuacja w Zatoce Perskiej wygląda na eskalację, to rynki zachowują się, jakby wszystko szło ku dobremu. Nowa blokada nie budzi na razie emocji, a chiński handel gwałtownie odczuł wpływ tamtejszego nowego roku.

Złoty najsilniejszy od początku wojny

Rynki powoli przestają się bać eskalacji wojny w Zatoce Perskiej. W sumie nie wiadomo jakie wydarzenia to powodują, skoro właśnie Amerykanie realizują swoją blokadę, jeszcze bardziej ograniczając eksport ropy. Jak dodamy do tego zapowiedź strzelania bez ostrzeżenia do marynarki zbliżającej się do blokady – co w trakcie wojny nie jest chyba niespodzianką – to mamy obraz raczej eskalacyjny. Rynki jednak wiedzą swoje. W rezultacie kapitał zaczyna płynąć do państw rozwijających się, w tym Polski. Kurs euro zbliża się do poziomu 4,24 zł i jest najniższy od początku wojny. Podobnie jest z kursem dolara, który dzisiaj spadł poniżej poziomu 3,60 zł. Nie tylko waluty są beneficjentami tego optymizmu. W górę idą również kryptowaluty. Złośliwi zauważają, że to dużo szybszy sposób płacenia Iranowi myta za przejście przez Ormuz niż rozliczenia przez pośredników chińskich.

W Zatoce nowa blokada

Wczoraj część komentatorów spodziewała się przełomu, jednak do niego nie doszło. Dzień bez niespodzianek znów trochę uspokoił sytuację. Chociaż na początku dnia rynki żyły oczekiwaniami eskalacji wywołanymi zapowiedzianą blokadą morską Cieśniny Ormuz. W rezultacie Iran wstrzymuje statki mu nieprzyjazne, a USA statki przyjazne Iranowi. Ciekawe, czy znajdą się kraje, które będą w stanie przejść przez obydwie te blokady. Na razie ropa naftowa znów po wczorajszych wzrostach zawróciła w dół. Jesteśmy teraz w okolicach 98 USD za baryłkę. Taniej niż wczoraj, ale drożej niż w piątek na koniec dnia, zanim USA zapowiedziało blokadę Cieśniny Ormuz.

Chiński handel zagraniczny

Nad ranem poznaliśmy dane z Państwa Środka. Dużym zaskoczeniem jest bilans handlowy. Nadwyżka handlowa, która jeszcze w lutym przekraczała 200 mln USD, w marcu wyniosła ledwo ponad 50 mld USD. Z czego wynika tak duża zmiana? Z kalendarza. W tym roku Chiński Nowy Rok wypadał wyjątkowo późno. W rezultacie typowe zaburzenie eksportu wywołane dodatkowym wolnym nie przypadło jak zwykle na luty a na marzec. Do tego warto dodać, że Chiny cały czas importują wiele surowców. Ceny ropy, czy gazu, które dalej państwo pozyskuje, są jednak znacząco wyższe. Mając na uwadze utrzymanie ilości na w miarę stałym poziomie, wartość tego importu gwałtownie wyskoczyła w górę. Ze względu na te dwie ważne zmiany ciężko oceniać te dane. Na pewno skala spadku nadwyżki mogła zaskoczyć, ale po tak dobrym lutym można było oczekiwać pewnej korekty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Do 2030 r. nawet 50% obciążeń centrów danych będzie generować AI

Dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji zaczyna zmieniać nie tylko sposób działania firm, ale również architekturę infrastruktury IT. Systemy oparte na AI generują miliony zapytań obliczeniowych dziennie, co przekłada się na gwałtowny wzrost zapotrzebowania na moc obliczeniową, przepustowość sieci i zasoby centrów danych. Według analiz IDC globalne wydatki na infrastrukturę wspierającą sztuczną inteligencję mogą przekroczyć 200 mld USD do 2028 r., a prognozy Bain & Company wskazują, że do 2030 r. nawet połowa obciążeń w centrach danych może być związana z AI.

Miliony zapytań obliczeniowych

Każde użycie modelu sztucznej inteligencji oznacza tzw. inferencję, czyli analizę danych przez już wytrenowany model. W praktyce oznacza to ogromną liczbę operacji obliczeniowych wykonywanych w czasie rzeczywistym. W wielu zastosowaniach biznesowych – takich jak analiza obrazu, przetwarzanie języka czy analiza danych z sensorów – liczba zapytań obliczeniowych może sięgać milionów dziennie. Rosnąca liczba takich operacji powoduje, że systemy AI stają się jednym z największych konsumentów zasobów obliczeniowych w infrastrukturze IT.

W wielu projektach opartych na sztucznej inteligencji kluczowym wyzwaniem przestaje być samo oprogramowanie, a staje się nim infrastruktura zdolna obsłużyć ogromną liczbę operacji obliczeniowych i wolumenów danych. Systemy AI wymagają środowisk o bardzo wysokiej gęstości mocy obliczeniowej, które nie są dostępne w tradycyjnej infrastrukturze IT — mówi Jakub Gwóźdź, Dyrektor Działu Rozwoju Produktów w Polcom.

Boom inwestycyjny w centra danych

Dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji staje się jednym z głównych motorów napędzających inwestycje w infrastrukturę centrów danych. Według analiz rynkowych, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na moc obliczeniową i przetwarzanie danych, globalna pojemność centrów danych w tej dekadzie może nawet się potroić.

Obserwujemy coraz większe zapotrzebowanie na usługi chmury obliczeniowej i systemy IT o wysokiej gęstości mocy, szczególnie w projektach związanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. To jeden z kluczowych powodów, dla których inwestujemy w rozwój naszych centrów danych oraz rozbudowę oferty platform obliczeniowych dedykowanych tego typu zastosowaniom — podkreśla Jakub Gwóźdź z Polcom.

Rozbudowa infrastruktury IT i centrów danych to nie tylko odpowiedź na bieżące trendy technologiczne, ale także strategiczna inwestycja w przyszłość gospodarki cyfrowej. Skalowalne, energooszczędne i bezpieczne środowiska przetwarzania danych staną się fundamentem dla kolejnej fali innowacji w obszarze AI, analityki danych i usług chmurowych.

Synergia chmury i AI

Rosnące znaczenie infrastruktury IT potwierdzają również wyniki badania „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025-2026”, przygotowanego przez Polcom. Z raportu wynika, że 62 proc. firm planuje zwiększyć inwestycje w chmurę obliczeniową do 2026 r., traktując ją jako podstawę rozwoju nowoczesnych usług cyfrowych.

Przedsiębiorstwa wskazują, że głównymi powodami wdrażania chmury są skalowalność infrastruktury (73 proc.), możliwość szybkiego zwiększania mocy obliczeniowej oraz optymalizacja kosztów utrzymania IT (52 proc.). Dla wielu organizacji chmura staje się także fundamentem wdrażania sztucznej inteligencji i automatyzacji procesów biznesowych.

Implementacja sztucznej inteligencji w praktyce bardzo często zaczyna się od modernizacji infrastruktury IT. Firmy potrzebują środowisk, które pozwalają szybko skalować zasoby obliczeniowe i przetwarzać duże wolumeny danych. Dlatego rozwój AI idzie dziś w parze z rosnącym znaczeniem chmury obliczeniowej — podkreśla  Jakub Gwóźdź.

Ekspert Polcom wskazuje również, że w najbliższych latach rozwój sztucznej inteligencji będzie wymagał nowego podejścia do projektowania infrastruktury IT. Coraz częściej będzie ona łączyć kilka środowisk obliczeniowych – od systemów edge computing, przez lokalne centra danych. Taki model pozwala lepiej zarządzać rosnącą skalą danych oraz ograniczyć opóźnienia w przetwarzaniu informacji w czasie rzeczywistym.

Koniec epoki Orbána, Magyar bierze wszystko. Węgrzy dali TISZY mandat do przebudowy państwa

Kończące 16-letnie rządy Viktora Orbana zwycięstwo Tiszy nie stanowi większej niespodzianki. Rynkami wstrząsnęła natomiast jego skala. Historyczna mobilizacja Węgrów pozwoliła opozycyjnej partii na zdobycie 137 mandatów, co oznacza większość konstytucyjną. Pokaźne zyski notują forint oraz węgierski rynek akcji.

Spełnił się najbardziej optymistyczny z rynkowej perspektywy scenariusz – opozycyjna TISZA zyskała ponad 132 mandaty, gwarantujące większość konstytucyjną. Umożliwia to m.in. zmianę zapisów konstytucji bez zgody opozycji czy uchwalanie i zmianę „ustaw kardynalnych”, czyli dotyczących m.in. prawa wyborczego, statusu mediów publicznych, kompetencji sądów czy niektórych kwestii podatkowych i budżetowych.Wykres 1: Podział mandatów w węgierskim parlamencie (stan na 13.04)

Choć zwycięstwo Tiszy było w naszej opinii po części wycenione przez inwestorów (uznajemy to za jeden z czynników stojących za tak pokaźną aprecjacją waluty w 2025 r.), to rynki nie przypisywały scenariuszowi, w którym opozycja uzyskuje większość konstytucyjną, zbyt dużego prawdopodobieństwa. Tłumaczy to tak pokaźną skalę aprecjacji węgierskiej waluty, która w ostatnich dniach umocniła się o ponad 4% względem referencyjnego euro. Optymizm widać także na budapeszteńskiej giełdzie. Węgierski indeks BUX na przestrzeni ostatniego tygodnia odnotował blisko 10-procentowe zyski.

Dla inwestorów kluczową informacją jest to, że możemy oczekiwać istotnego ocieplenia relacji na linii Budapeszt–Bruksela – zakończenia polityki wet, konstruktywnej współpracy z Brukselą i przygotowania kraju do potencjalnego przyjęcia euro. Powinno to w kilkumiesięcznej perspektywie doprowadzić do odblokowania 8,4 mld EUR z Funduszu Spójności i 9,5 mld EUR z RRF, a także zatwierdzenia planu niskooprocentowanej pożyczki w ramach programu SAFE (17,4 mld EUR). Spodziewamy się, że będzie stanowić to dla węgierskiej gospodarki istotny bodziec wzrostowy.

Uwagę zwracamy również na:

  • praworządność i walkę z korupcją: Magyar zapowiada rozliczenie Narodowego Systemu Współdziałania (NER), przystąpienie do Prokuratury Europejskiej (EPPO) oraz pełną transparentność wydawania funduszy publicznych;
  • model demokracji i podejście do mediów państwowych: przywrócenie pluralizmu, choćby poprzez ograniczenie kadencji premiera do 8 lat czy umożliwienie obywatelom bezpośredniego wyboru prezydenta, to jedne z priorytetów Tiszy. Dużą uwagę zwraca się także na depolityzację mediów publicznych;
  • stosunek do Rosji i wojny w Ukrainie: w przeciwieństwie do Fideszu TISZA popiera utrzymanie sankcji wobec Rosji oraz pomoc humanitarną dla Ukrainy. Magyar zapowiada w swoich przemówieniach stopniowe zmniejszanie zależności energetycznej od Rosji. Nie wyklucza akcesji Ukrainy do UE w długim terminie (jednak bez przyspieszonego trybu);
  • wartości: choć także konserwatywna, TISZA jest postrzegana jako partia zdecydowanie bardziej centrowa i liberalna niż Fidesz. Magyar jest znacznie ostrożniejszy w kwestiach związanych z prawami osób LGBT, stosuje bardziej inkluzywną definicję patriotyzmu oraz mniej instrumentalnie wykorzystuje chrześcijaństwo.

TISZA, wbrew pozorom, ma jednak z Fideszem wiele wspólnego. Magyar konsekwentnie określa siebie jako „konserwatywnego liberała”. Podobnie jak Viktor Orbán walczył o prawicowy elektorat, nawiązując w swojej retoryce do wartości narodowych, patriotyzmu i chrześcijańskich korzeni kraju.

Cechy wspólne to m.in.:

  • polityka migracyjna: TISZA deklaruje zachowanie muru granicznego wybudowanego przez Orbána na granicy z Serbią i opowiada się za twardą polityką antyimigracyjną. W wielu głosowaniach dotyczących tej kwestii zachowuje w Parlamencie Europejskim wspólny front z Fideszem;
  • polityka prorodzinna: Magyar podkreśla, że była to jedna z „nielicznych dobrych rzeczy” w działaniach Fideszu i wymaga jedynie dopracowania. W programie wyborczym jego partii znajdziemy m.in.:
  • podwojenie zasiłku rodzinnego (który od lat nie był waloryzowany),
  • wprowadzenie jednorazowego świadczenia porodowego,
  • zachowanie ulg podatkowych dla rodzin z dziećmi,
  • podtrzymanie preferencji przy kredytach mieszkaniowych,
  • wprowadzenie ulg podatkowych dla matek z rodzin wielodzietnych;
  • wartości chrześcijańskie: nowy premier podkreśla swoje przywiązanie do wartości katolickich, a w programie Tiszy pojawiła się wzmianka o ochronie „chrześcijańskiej kultury”. Warto przypomnieć, że jedna z największych węgierskich demonstracji w ostatnich latach rozpoczęła się przed bazyliką św. Stefana;
  • elementy interwencjonizmu państwowego: mimo bardziej liberalnego od Fideszu podejścia, TISZA nie jest partią wolnorynkową per se. Uwagę zwracają chęć:
  • wsparcia strategicznych z perspektywy państwa sektorów i firm;
  • ingerencji w sektor budownictwa mieszkaniowego;
  • dalszej kontroli cen energii dla gospodarstw domowych;
  • poczynienia znacznych inwestycji publicznych (przy wykorzystaniu funduszy z UE).

Kim jest nowy premier Węgier?

Historia 45-latka jest o tyle interesująca, że przez połowę swojego życia związany był z partią Fidesz – udzielał się w lokalnych strukturach już w czasach studenckich, kiedy partia stanowiła opozycję wobec rządów MSZP (Węgierskiej Partii Socjalistycznej). Po odzyskaniu przez Fidesz władzy w 2010 r. rozpoczął pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Później był częścią Stałego Przedstawicielstwa Węgier w UE, Kancelarii Premiera czy też departamentów prawnych dużych państwowych przedsiębiorstw.

Nigdy nie zrobił jednak w partyjnych strukturach takiej kariery jak jego była żona – Judit Varga – która w 2019 r. została ministrem sprawiedliwości. Wysoko postawieni politycy nie uważali Magyara, który wielokrotnie krytykował działania rządu w wewnętrznych dysputach, za „gracza zespołowego”, a rozpad jego relacji z Vargą jedynie oddalił go od wewnętrznego kręgu Fideszu.

Przełom stanowił skandal związany z prezydencką amnestią Endre Konyi, skazanego za tuszowanie przestępstw pedofilskich. Ujawnienie przez media szczegółów sprawy w lutym 2024 r. stanowi po dziś dzień jeden z najbardziej kryzysowych okresów dla Fideszu – doszło wówczas do dymisji prezydent Kaitlin Novak oraz minister sprawiedliwości Judit Vargi, będącej już byłą żoną Magyara.

Magyar dostrzegł w tej sytuacji swoją życiową szansę i niewiele później ujawnił nagranie głosowe Vargi, które dotyczyło najgłośniejszej sprawy korupcyjnej ostatnich lat (Schadl–Völner). Udzielił wówczas także wywiadu dla związanego z opozycją kanału Partizan w serwisie YouTube, który w ciągu kilku dni został wyświetlony ponad milion razy (obecnie 2,5 mln).

Momentum wokół Magyara rosło w zatrważająco szybkim tempie, pozwalając Tiszy, do której niewiele wcześniej dołączył, uzyskać blisko 30% głosów w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Od tego czasu notowania partii w zasadzie nieustannie rosły, co uczyniło ją nieoczekiwanym faworytem w wygranych ostatecznie przez nią wyborach parlamentarnych. Magyar stanowisko premiera obejmie najpóźniej 12 maja – posiedzenie inauguracyjne musi zostać zwołane przez prezydenta Tamasa Sulyoka w ciągu miesiąca od dnia wyborów.

Sezon wyników pod presją ropy. Spółki zdają test kosztów, a rynek śledzi fundamenty surowca

Sezon publikacji wyników amerykańskich spółek to pierwszy prawdziwy test po szoku na rynku ropy. Zawirowania geopolityczne często wywołują tylko krótkoterminową zmienność, ale to dopiero kwartalne raporty pokazują, jak firmy faktycznie poradziły sobie z wyższymi kosztami energii i zakłóceniami w łańcuchach dostaw. W tym tygodniu poznamy zatem część odpowiedzi na pytanie, jak konflikt na Bliskim Wschodzie przełożył się na finanse amerykańskich firm i co ich zarządy przewidują na najbliższe miesiące. To ważne także w kontekście prognozowania inflacji w kolejnych okresach.

Tradycyjnie sezon zaczynają największe amerykańskie banki. Wczoraj wyniki przedstawił Goldman Sachs i choć przebił prognozy, jego akcje spadły jednak o ponad 2 proc. Taka sytuacja może się w tym tygodniu jeszcze powtórzyć. Dziś swoje wyniki opublikują między innymi JPMorgan Chase, Citigroup i Wells Fargo, a kolejnego dnia Bank of America. W czwartek natomiast branża technologiczna będzie skupiona na wynikach TSMC. Tego samego dnia wyniki przedstawi także lider streamingu, Netflix.

W centrum uwagi rynku oczywiście pozostaje ropa. Cena baryłki Brent od początku kwietnia spadła o ponad 9 proc., ale w całym pierwszym kwartale wzrosła aż o 56 proc. I właśnie tu zaczyna się prawdziwe znaczenie sezonu wyników. Raporty pokażą, czy firmy były w stanie przerzucić wyższe koszty na klientów. Od tego zależy, czy presja inflacyjna utrzyma się na dłużej i w którą stronę pójdzie polityka pieniężna. W pewnym sensie sezon wyników staje się więc systemem wczesnego ostrzegania dla banków centralnych.

Inwestorzy powinni dziś szczególnie uważnie śledzić prognozy i komentarze zarządów. Kluczowe będzie to, czy menedżerowie uznają skutki obecnego konfliktu za przejściowe, czy raczej za trwały element gospodarczego otoczenia. To właśnie sprawia, że ten sezon jest tak ważny dla inwestorów.

Wszystko to dzieje się w okresie, gdy wysokie wyceny amerykańskich spółek stawiają wysoko poprzeczkę związaną z wynikami. Akcje są co prawda wyceniane niżej niż pod koniec 2025 roku, ale wciąż trudno nazwać je tanimi. Wskaźnik forward P/E dla S&P 500 wynosi 20,4 wobec 22,0 w grudniu. A pojawiające się ryzyka związane z drożejącą ropą i inflacją stanowią poważne obciążenie dla bilansów firm. Na ostrożność wskazuje też Citi US Earnings Revision Index, pokazujący, że rewizje prognoz finansowych w dół są najsilniejsze od roku. W tym niepewnym otoczeniu wielu inwestorów wraca na rynek, ale robi to selektywnie dobierając spółki do portfela.

To wszystko może oznaczać, że czeka nas bardzo burzliwy okres związany z zarządzaniem oczekiwaniami inwestorów. Po prostu „niezłe” wyniki mogą już nie wystarczyć. Nawet poprawiające się bieżące wyniki mogą zostać źle przyjęte, jeśli prognozy na przyszłość okażą się ostrożniejsze albo marże znajdą się pod presją. Wysokie oczekiwania, rosnące koszty i niepewne otoczenie makroekonomiczne sprawiają, że reakcje rynku mogą być wyjątkowo nerwowe. Dla inwestorów oznacza to jedno: selektywność staje się ważniejsza niż zwykle. Technologie, energia i częściowo finanse wchodzą w ten sezon z umiarkowanym wiatrem w żagle. Z kolei te branże, w których trudniej przerzucić rosnące koszty na konsumentów, oraz te o słabszej rentowności, bardziej wrażliwe na ceny energii, stopy procentowe i konsumpcję, są obarczone większym ryzykiem rozczarowania inwestorów.

W obecnej sytuacji każda branża będzie oceniana przez rynek trochę inaczej. W bankach liczyć się będą kredyty, rezerwy i marże. W spółkach technologicznych przychody z AI, koszty i rentowność. W przemyśle, logistyce i handlu rynek będzie patrzył głównie na energię, transport i popyt. Wszyscy będą też cały sytuację na rynku.

Dane aktualne na 14.04.2026, godz. 3.30 CET

Tło rynku: fundamenty ropy nadal wskazują na ryzyko wzrostów

Komentarz Lale Akoner

Spadek cen ropy poniżej 100 dolarów może sugerować łagodzenie napięć, jednak naszym zdaniem fundamentalna sytuacja po stronie podaży wciąż wskazuje, że ceny ropy mogą dalej rosnąć.

Znacząca część dostaw z Zatoki Perskiej już zniknęła z rynku, a spadki zapasów i słabszy popyt dotychczas amortyzowały ten szok. W nadchodzących dniach z systemu znikną ostatnie ładunki sprzed blokady, co pozbawi rynek jego bufora bezpieczeństwa. Następujące po tym dostosowanie może stać się bardziej widoczne, jeśli aktywność rafinerii wyraźnie spowolni lub zapasy spadną do krytycznych poziomów. Zacieśnianie podaży jest już widoczne na rynku fizycznym, gdzie ropa utrzymuje premię względem kontraktów terminowych, sygnalizując krótkoterminowy niedobór.

Na razie ceny pozostają zakotwiczone w oczekiwaniach postępu dyplomatycznego. Naszym zdaniem fundamenty ponownie odegrają kluczową rolę. Jeśli ograniczenia podaży się utrzymają, bardziej prawdopodobny jest dalszy wzrost cen ropy niż ich spadek.

Wypalenie zawodowe i stres coraz mocniej uderzają w firmy i pracowników

0

Rosnąca liczba zwolnień lekarskich oraz pogarszający się dobrostan psychiczny pracowników stają się jednym z najpoważniejszych wyzwań polskiego rynku pracy. Najnowsze dane z raportów Antal oraz ZUS pokazują, że problemy związane ze stresem, wypaleniem i zaburzeniami lękowymi coraz silniej wpływają zarówno na kondycję pracowników, jak i rosnący poziom absencji chorobowej.

Najnowsze dane z raportu Antal Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy, Antal, oraz aktualne statystyki Zakładu Ubezpieczeń Społecznych pochodzące z Raportu o absencji chorobowej wskazują na alarmujące pogarszanie się stanu zdrowia psychicznego badanych w kontekście rynku pracy. Problemy w tym obszarze nie są już wyłącznie kwestią indywidualną – mają bezpośredni wpływ na efektywność organizacji, rotację pracowników oraz atmosferę w zespołach.

Z raportu Antal wynika, że aż 43% specjalistów i menedżerów odczuło pogorszenie swojego samopoczucia psychicznego w ciągu ostatniego roku, podczas gdy jedynie 18% zadeklarowało poprawę w tym zakresie. Jednocześnie tylko 16% badanych nie zauważyło u siebie objawów wypalenia zawodowego lub długotrwałego stresu. Najczęściej wskazywanym symptomem jest chroniczne zmęczenie i brak energii (59%), a także emocjonalny dystans wobec pracy (49%) i negatywne emocje (46%).

Dane te znajdują potwierdzenie w statystykach ZUS. W ostatnich siedmiu latach liczba wystawionych L4 znacząco wzrosła. W 2025 roku wystawiono 1,8 mln zaświadczeń lekarskich związanych z zaburzeniami zdrowia psychicznego, co stanowi wzrost o 51,3% względem 2019 roku. Jeszcze szybciej rośnie liczba dni nieobecności – o 68,7% w tym samym okresie, osiągając poziom 34,1 mln.

Zwolnienia lekarskie związane z pogorszeniem się zdrowia psychicznego pracownika obecnie stanowią 7,9% wszystkich wystawianych oraz aż 14,1% wszystkich dni absencji chorobowej. Ich najczęstszymi przyczynami są reakcje na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne (36,7%), inne zaburzenia lękowe (18,6%) oraz epizody depresyjne (17,2%). Szczególnie dynamicznie rośnie liczba absencji związanych z wypaleniem i trudnościami życiowymi – w ciągu roku wzrost liczby zaświadczeń w tej kategorii wyniósł 32%, a liczby dni absencji aż 38,8%. Wzrosty dotyczą także zaburzeń snu.

Raport Antal wykazuje również silny związek między dobrostanem psychicznym a sytuacją zawodową. Badani, których samopoczucie się poprawiło, znacznie częściej deklarowali też poprawę swojej sytuacji na rynku pracy (54%). Z kolei pracownicy, u których stan psychiczny się pogorszył, częściej oceniają swoją sytuację zawodową negatywnie i patrzą w przyszłość z niepewnością (62%).

Jak podkreśla Karolina Korzeniewska, Strategic Client Advisor w Antal: „To czynniki emocjonalne coraz częściej decydują o zmianie pracy. 42% respondentów wskazuje na złe zarządzanie jako główny powód odejścia, 39% na negatywną atmosferę, a 30% na stres i problemy komunikacyjne. W efekcie rośnie zjawisko tzw. quiet quitting, czyli emocjonalnego wycofania się z pracy przy formalnym pozostaniu w organizacji”.

„Jednocześnie obserwowany wzrost liczby zwolnień lekarskich z powodów zdrowia psychicznego może w pewnym stopniu wynikać również z rosnącej świadomości pracowników w tym obszarze – kryzysy psychiczne przestają być tabu, a coraz więcej osób świadomie korzysta ze wsparcia i inwestuje w swój dobrostan, co przekłada się na większą gotowość do zgłaszania problemów i sięgania po pomoc” – dodaje Korzeniewska.

Co istotne, zmiana pracy może działać jako czynnik poprawiający dobrostan – 42% osób, które zmieniły pracodawcę, zadeklarowało poprawę zdrowia psychicznego, wobec 23% wskazujących na jego pogorszenie.

Wnioski dla pracodawców i rynku pracy

Zestawienie danych Antal oraz ZUS wyraźnie pokazują, że problemy zdrowia psychicznego pracowników mają charakter systemowy i coraz silniej wpływający na funkcjonowanie rynku pracy.

W tym kontekście kluczowe obszary wymagające uwagi pracodawców obejmują: wzmacnianie dobrostanu psychologicznego poprzez przeciwdziałanie wypaleniu zawodowemu, budowanie większej przewidywalności zatrudnienia oraz transparentnych ścieżek rozwoju, wdrażanie mechanizmów wsparcia pracowników w zakresie radzenia sobie ze stresem i przeciążeniem oraz podnoszenie jakości zarządzania oraz usprawnienie komunikacji w organizacjach.

Firmy, które zignorują te sygnały, muszą liczyć się nie tylko z rosnącą absencją, ale także spadkiem zaangażowania oraz produktywności pracowników. Z kolei organizacje, które potraktują dobrostan psychiczny jako element strategii biznesowej, mogą budować bardziej odporne i zaangażowane zespoły – mówi Marta Lebuda, Sector Manager w Antal Sales & Marketing.