Cyfrowa transformacja ORLENU. Koncern szuka dostawców technologii i usług IT

0

Kilkuset przedstawicieli firm technologicznych oraz ekspertów IT z całej Polski wzięło udział w Forum Dostawców ORLEN. W trakcie drugiego z serii zaplanowanych cyklicznych spotkań koncern zaprezentował kierunki rozwoju i zaprosił firmy technologiczne do współpracy. Forum było kolejną ogólnopolską odsłoną programu „Partnerzy Energii Jutra”, którego celem jest budowanie długofalowego dialogu z rynkiem oraz zwiększanie udziału polskich firm w realizacji strategicznych projektów Grupy. Spośród wszystkich uczestników zdecydowaną większość stanowili nowi, potencjalni dostawcy usług dla ORLEN.

– Mamy doskonałą wiadomość dla wszystkich Polaków. Naszą – już realizowaną – ambicją jest to, by udział krajowych dostawców w inwestycjach ORLENU był jak największy. Prowadzimy program inwestycyjny o niespotykanej skali  w historii polskiej energetyki. Do 2035 r. wydamy nawet 380 mld zł. To pieniądze, które faktycznie napędzają polską gospodarkę, pozwalając się rozwijać kolejnym firmom i całym sektorom. Spotkania z cyklu „Partnerzy Energii Jutra” są jednym z narzędzi realizacji naszej strategii w tym obszarze – budowania długofalowych relacji i zwiększania zaangażowania polskich firm w realizacji projektów Grupy – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes ORLENU.

Transformacja cyfrowa i nowe technologie w centrum uwagi

Forum Dostawców skierowane do branży IT odbyło się w Katowicach. Spotkanie koncentrowało się na kluczowych kierunkach rozwoju IT w Grupie ORLEN. W trakcie wydarzenia przedstawiciele koncernu mówili o procesach zakupowych w obszarze IT, zasadach współpracy z dostawcami oraz możliwościami zaangażowania firm technologicznych w projekty realizowane przez Grupę.

– Cykl „Partnerzy Energii Jutra” to dla nas sposób na bezpośredni dialog z rynkiem dostawców i jasne komunikowanie naszych potrzeb zakupowych oraz zasad współpracy. Chcemy, aby firmy mogły odpowiednio wcześnie przygotować się do udziału w postępowaniach i lepiej rozumiały nasze wymagania. Spotkania takie jak Forum Dostawców IT w Katowicach ułatwiają ten proces i pozwalają szybciej przejść od rozmowy do realnej współpracy – mówi Roman Kowszewicz, Dyrektor Wykonawczy ds. Zakupów ORLEN.

Ważnym elementem Forum były także rozmowy poświęcone pilotażom technologicznym, działalności ORLEN VC oraz programowi ORLEN Skylight accelerator, wspierającym rozwój i wdrażanie innowacyjnych rozwiązań technologicznych.

Uczestnicy mieli możliwość bezpośrednich rozmów z ekspertami ORLEN  w ramach specjalnie przygotowanych stref networkingowych – zadawania pytań, omawiania konkretnych wyzwań oraz wymiany doświadczeń. Dla ORLEN była to również cenna okazja do zebrania kluczowych informacji od partnerów, uwzględniających ich potrzeby oraz oczekiwania. Istotnym elementem spotkania były także sesje poświęcone praktycznym aspektom współpracy z Grupą ORLEN – od przygotowania ofert i udziału w postępowaniach zakupowych po proces oceny dostawców oraz możliwości rozwijania wspólnych projektów technologicznych.

Forum jako przestrzeń praktycznego dialogu z rynkiem

W ramach realizacji strategii „Energia jutra zaczyna się dziś” ORLEN prowadzi transformację cyfrową, która obejmuje m.in. rozwój środowisk danych, rozwiązań chmurowych czy wykorzystywania sztucznej inteligencji. Dużą nacisk koncern kładzie na kwestie związane z cyberbezpieczeństwem.

– Transformacja cyfrowa jest jednym z kluczowych kierunków rozwoju ORLEN  i obejmuje projekty o dużej skali i złożoności, wymagające ścisłej współpracy z partnerami technologicznymi. Zależy nam na tym, aby wspólnie z dostawcami rozwijać rozwiązania odpowiadające na potrzeby organizacji tej wielkości – od integracji systemów i pracy z danymi po wdrażanie nowoczesnych technologii. Forum w Katowicach to przestrzeń do rozmowy o tych obszarach i możliwościach współpracy – podkreśla Michał Furman, Dyrektor Wykonawczy ds. Transformacji Cyfrowej i Informatyki ORLEN.

Długofalowy program współpracy z dostawcami

Program „Partnerzy Energii Jutra” został uruchomiony w odpowiedzi na skalę inwestycji realizowanych przez Grupę ORLEN. Do 2035 roku wartość planowanych inwestycji może sięgnąć około 380 mld zł. Oznacza to rosnące zapotrzebowanie na technologie, kompetencje i wykonawstwo w wielu obszarach działalności Grupy.

Forum Dostawców w Katowicach było kolejną odsłoną cyklu spotkań realizowanych w ramach programu, które zainicjowano w kwietniu br. w Płocku. W kolejnych etapach program obejmie również m.in. obszary logistyki, transportu oraz dużych projektów inwestycyjnych realizowanych przez Grupę ORLEN.

Sztuczna inteligencja napędza rekrutacje. Rekordowe stawki sięgają 100 tys. zł

Jak podają portale pracy rocketjobs.pl i justjoin.it popyt na specjalistów od sztucznej inteligencji ciągle rośnie. Technologia AI/ML rozwija się skokowo odnotowując ponad trzykrotny wzrost liczby ogłoszeń w rok (z 432 do 1 326). Poszukiwani są szczególnie specjaliści AI na poziomie seniorskim, najczęściej w branżach IT, finanse, inżynieria i marketing. Masowo aplikują też kandydaci (156% więcej aplikacji r/r ) wabieni jednymi z najwyższych widełek w branży, nawet do 100 tys. PLN.

Technologia sztuczna inteligencja/machine learning to obecnie jeden z najszybciej rozwijających się segmentów na obu jobboardach. W ciągu roku (między Q1 2025 a Q1 2026) liczba ogłoszeń w tym obszarze wzrosła ponad trzykrotnie – z 432 do 1 326. Wzrost zauważalny jest we wszystkich poziomach doświadczenia, ale najsilniej w segmencie Senior (+228 proc.) i C-level (+460 proc.). To wyraźny sygnał, że firmy nie szukają już osób, które zaczynają przygodę z AI, lecz dojrzałych specjalistów zdolnych dostarczyć efekt biznesowy od pierwszego dnia.Wzrost liczby ogłoszeń_AI

Strukturę aplikujących cechuje analogiczne przesunięcie ku doświadczeniu. Udział seniorów w ogólnej liczbie aplikacji wzrósł z 28 do 43 proc., podczas gdy juniorów spadł z 27 do 16 proc. Rynek AI/ML nie tylko gwałtownie rośnie, ale też wyraźnie dojrzewa, napędzany przez coraz bardziej doświadczonych specjalistów.

– Z naszych danych wynika, że AI/ML to już nie nisza dla entuzjastów. Ponad trzykrotny wzrost liczby ogłoszeń rok do roku sygnalizuje, że organizacje, które budowały strategie AI „na papierze”, teraz muszą obsadzić realne stanowiska i dowieźć wyniki. To jeden z aspektów, który tłumaczy przesunięcie ku seniorom. Firmy szukają kogoś, kto zbudował model produkcyjny, rozumie infrastrukturę, potrafi rozmawiać z biznesem i nie potrzebuje prowadzenia za rękę. Wzrost udziału seniorów to efekt rosnącej presji na ROI z inwestycji w AI – mówi Przemysław Depka Prondzinski, Head of Customer Success w justjoin.it i rocketjobs.pl

– Po drugiej stronie mamy juniorów, których rynek szybko weryfikuje. Hype przyciągnął wielu, ale wymagania techniczne selekcjonują bezlitośnie. Kategoria AI/ML dojrzewa szybciej niż jakikolwiek inny segment IT, a dane z justjoin.it potwierdzają to kwartał po kwartale – dodaje.Ogłoszenia w podziale na seniority

Nie tylko IT – kto i kogo szuka w AI?

Wbrew obiegowej opinii, popyt na specjalistów AI dawno wyszedł poza wąsko rozumianą branżę IT. Dane z portali pokazują, że talentów z tego obszaru najczęściej poszukują pracodawcy z czterech sektorów: IT, finansów, inżynierii i marketingu. To odzwierciedla kierunek, w jakim idzie wdrażanie sztucznej inteligencji – od optymalizacji procesów back-office, przez systemy rekomendacyjne i scoringowe, po automatyzację kampanii marketingowych i analitykę predykcyjną.

W ogłoszeniach dominują konkretne role: inżynierowie AI i machine learning, AI developerzy, architekci systemów AI, data scientists oraz inżynierowie automatyzacji. Coraz częściej w opisach stanowisk pojawiają się też kompetencje wokół MLOps, integracji modeli generatywnych i pracy z agentami AI – to zawody, które kilka kwartałów temu praktycznie nie istniały na rynku.

Rekordowe wynagrodzenia

AI/ML to dziś jedna z najlepiej opłacanych kategorii na polskim rynku IT. Średnie wynagrodzenie w tym obszarze wynosi 16 400 zł brutto na umowie o pracę i 19 500 zł netto na kontrakcie B2B. Górne widełki w wielu ogłoszeniach szybują jednak znacznie wyżej. Rekord wynagrodzeń w ubiegłym roku to 75 000 zł na umowie o pracę i aż 99 490 zł na kontrakcie B2B – najwyższa maksymalna stawka w całej branży IT.

Kompetencje AI w innych obszarach – wciąż marginalne, ale rosnące

Choć kompetencje AI są coraz częściej oczekiwane także poza ściśle technologicznymi rolami wciąż stanowią one wyraźnie marginalny fragment rynku. Oferty zawierające wymagania dotyczące znajomości narzędzi typu ChatGPT czy innych modeli generatywnych to obecnie ok. 4 proc. wszystkich ogłoszeń opublikowanych na rocketjobs.pl i justjoin.it.

To pokazuje, że choć narracja o „AI dla każdego” jest mocno obecna w mediach i komunikacji firm, w realnych ogłoszeniach rekrutacyjnych formalizacja tego wymagania dopiero raczkuje. Można jednak oczekiwać, że ten odsetek będzie systematycznie rósł – w miarę jak firmy będą porządkowały oczekiwania kompetencyjne wokół narzędzi AI w codziennej pracy.

Rok 2026 zapowiada się jako okres, w którym AI/ML definitywnie przestaje być eksperymentalną niszą, a staje się dojrzałym, choć wysoko wyspecjalizowanym segmentem rynku pracy. Trzycyfrowe wzrosty popytu, wyraźne przesunięcie ku seniorom, rekordowe wynagrodzenia i ekspansja poza klasyczne IT to sygnały, że firmy weszły w fazę realnych wdrożeń.

W Polsce przybyło firm. Wzrosła też liczba upadłości

W I kwartale 2026 r. w Polsce zarejestrowano 89 004 przedsiębiorstwa, o 2 proc. więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie liczba upadłości wzrosła do 108, wobec 100 w analogicznym okresie 2025 r. – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Najwięcej nowych firm powstało w usługach, budownictwie oraz handlu.

Dane GUS pokazują, że początek 2026 r. przyniósł umiarkowany wzrost aktywności przedsiębiorczej. W pierwszych trzech miesiącach roku liczba rejestracji firm wyniosła 89 004, podczas gdy w I kwartale 2025 r. było to 87 250. Oznacza to wzrost o 2 proc. rok do roku. To także najwyższy kwartalny wynik spośród okresów pokazanych w zestawieniu za 2025 r. i początek 2026 r.

Największą część nowych rejestracji stanowiły podmioty z sektora usług. Ich liczba wyniosła 22 211, co odpowiada jednej czwartej wszystkich rejestracji. Kolejne miejsca zajęły budownictwo z wynikiem 16 798 nowych podmiotów oraz handel i naprawa pojazdów samochodowych, gdzie zarejestrowano 11 464 firmy.

W ujęciu rocznym najmocniej wzrosła liczba rejestracji w transporcie i gospodarce magazynowej. W tej sekcji przybyło 6 289 nowych przedsiębiorstw wobec 5 638 rok wcześniej, co oznacza wzrost o 11,6 proc. Wyraźny wzrost widoczny był także w informacji i komunikacji, gdzie liczba rejestracji zwiększyła się z 6 998 do 7 422, czyli o 6,1 proc.

Słabsze dane odnotowano w handlu oraz w budownictwie. W handlu i naprawie pojazdów samochodowych liczba rejestracji spadła o 2,4 proc. rok do roku. W budownictwie spadek był symboliczny i wyniósł 0,1 proc. Mimo to budownictwo pozostało drugą największą kategorią pod względem liczby nowo zarejestrowanych przedsiębiorstw.

Struktura rejestracji nadal pokazuje dominację jednoosobowych działalności gospodarczych. Osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą odpowiadały za 81,3 proc. wszystkich rejestracji. W I kwartale 2026 r. zarejestrowano 72 375 takich podmiotów, o 0,7 proc. więcej niż rok wcześniej.

Drugą najważniejszą formą prawną były spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. W I kwartale 2026 r. zarejestrowano ich 14 781, wobec 13 476 rok wcześniej. To wzrost o 9,7 proc. Spółki z o.o. odpowiadały za 16,6 proc. wszystkich nowych rejestracji przedsiębiorstw.

Na uwagę zasługuje także skokowy wzrost liczby rejestracji spółdzielni. W I kwartale 2026 r. zarejestrowano ich 179 wobec 38 rok wcześniej. GUS wskazuje, że 166 z nich stanowiły spółdzielnie energetyczne, których działalność koncentruje się na wytwarzaniu, magazynowaniu oraz obrocie energią elektryczną lub cieplną pochodzącą z odnawialnych źródeł energii.

Równolegle wzrosła liczba upadłości przedsiębiorstw. W I kwartale 2026 r. sądy ogłosiły upadłość 108 firm, czyli o 8 więcej niż rok wcześniej. W poprzednich kwartałach 2025 r. liczba upadłości wynosiła odpowiednio: 100 w I kwartale, 90 w II kwartale, 101 w III kwartale oraz 102 w IV kwartale.

Najwięcej upadłości odnotowano w przemyśle, gdzie upadły 33 przedsiębiorstwa. W handlu i naprawie pojazdów samochodowych było ich 27, w transporcie i gospodarce magazynowej 13, a w budownictwie również 13. W usługach liczba upadłości wyniosła 12.

W porównaniu z I kwartałem 2025 r. wzrost liczby upadłości wystąpił przede wszystkim w handlu, gdzie przybyło 5 przypadków, oraz w budownictwie, gdzie było ich o 4 więcej. W zakwaterowaniu i gastronomii liczba upadłości zwiększyła się o 3, a w transporcie i gospodarce magazynowej o 1. Spadek odnotowano natomiast w usługach oraz w przemyśle.

Pod względem formy prawnej najwięcej upadłości dotyczyło spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. W I kwartale 2026 r. było ich 78, czyli tyle samo co rok wcześniej. Wzrost widoczny był natomiast wśród osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą, gdzie liczba upadłości wzrosła z 6 do 12. Więcej upadłości odnotowano również wśród spółek akcyjnych i komandytowych.

Źródło danych: GUS.

Unia Europejska jako gospodarcza tarcza Polski w czasach deglobalizacji

Światowa gospodarka wchodzi w fazę, gdzie globalizacja, którą znaliśmy przez dekady, zdaje się wycofywać. Jest to zjawisko, które niesie ze sobą liczne zagrożenia dla międzynarodowego handlu i współpracy. Jednak w Polsce mamy pewien bufor bezpieczeństwa, członkostwo w Unii Europejskiej. Nawet jeśli procesy deglobalizacyjne postępują w skali globalnej, wewnątrz Unii Europejskiej ich wpływ jest miniejszy. Unia Europejska, jako jednolity obszar gospodarczy, skutecznie ogranicza protekcjonizm, choćby przez brak kontroli granicznych, co w naturalny sposób uniemożliwia blokowanie przepływu towarów i usług między państwami członkowskimi. Dzięki temu Polska, jako część wspólnoty, jest chroniona przed najostrzejszymi skutkami globalnego odwrotu od swobodnego handlu. To właśnie z udziału w Unii Europejskiej wynikała lwia część naszych korzyści z globalizacji.

– Przez lata Polska stawiała sobie za cel dalsze otwarcie się na świat poza Unią Europejską, by utrzymać szybkie tempo rozwoju. Obecne cofanie się globalizacji w skali światowej stawia jednak pod znakiem zapytania tę strategię. W obliczu tych zmian nasze wysiłki powinny koncentrować się na kilku kluczowych obszarach. Przede wszystkim musimy aktywnie walczyć o utrzymanie Unii Europejskiej jako obszaru swobody gospodarczej i zdecydowanie przeciwstawiać się wszelkim „szalonym” pomysłom, które mogłyby doprowadzić do jej rozpadu czy osłabienia – powiedział serwisowi eNewsroom.pl profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Jednocześnie, w coraz bardziej protekcjonistycznym świecie zewnętrznym, musimy aktywnie zabiegać o jak najlepsze warunki handlu i współpracy gospodarczej dla Polski. Ważne jest także dostrzeganie nowych szans, które pojawiają się na horyzoncie. Jedną z nich jest zjawisko przenoszenia inwestycji i łańcuchów dostaw bliżej centrów gospodarczych, np. do państw członkowskich Unii Europejskiej. Rosnące ryzyko związane z odległymi dostawami sprawia, że lokalizowanie produkcji bliżej konsumentów, w stabilnym środowisku polityczno-gospodarczym, staje się coraz bardziej atrakcyjne. Geograficzne centrum gospodarcze Unii znajduje się w Niemczech, a Polska, z racji swojego położenia i rosnącego potencjału, ma szansę znacząco skorzystać na tym trendzie. Powinniśmy aktywnie zabiegać o przyciąganie takich inwestycji. Pamiętajmy jednak, że świat staje się coraz bardziej skomplikowany, a nasz rozwój nie będzie przebiegał automatycznie. Musimy być coraz bardziej zdani na własne siły, inicjatywę i strategiczne myślenie – zaznaczył Witold Orłowski.

Restrukturyzacja firmy – kiedy warto działać, zanim problemy finansowe zatrzymają biznes?

Restrukturyzacja firmy jest jednym z najważniejszych narzędzi, z których można skorzystać wtedy, gdy przedsiębiorstwo zaczyna tracić płynność, ma trudności z regulowaniem zobowiązań albo potrzebuje głębokich zmian organizacyjnych, aby dalej konkurować na rynku. Odpowiednio wcześnie zaplanowane działania naprawcze pozwalają nie tylko uniknąć upadłości, lecz także uporządkować finanse, relacje z wierzycielami i sposób funkcjonowania całego biznesu.

Restrukturyzacja firmy jako szansa na odzyskanie płynności i stabilności działania

Restrukturyzacja firmy (dowiedz się więcej: https://uppercase.pro/uslugi/restrukturyzacja-przedsiebiorstw) ma na celu przywrócenie przedsiębiorstwu zdolności do niezakłóconego funkcjonowania, bieżącego regulowania zobowiązań oraz prowadzenia działalności w sposób, który daje realną perspektywę dalszego rozwoju. W praktyce oznacza to konieczność dokładnego przyjrzenia się finansom, strukturze kosztów, rentowności kontraktów, zobowiązaniom wobec kontrahentów, pracowników i współpracowników, a także wszystkim obszarom, które mogą obciążać firmę lub ograniczać jej możliwości. Restrukturyzacja firmy nie zawsze musi zaczynać się od postępowania sądowego, ponieważ często pierwszym krokiem są działania pozaprawne, takie jak optymalizacja struktury przedsiębiorstwa, ograniczenie kosztów, renegocjacja nierentownych umów, poszukiwanie finansowania albo rozmowy z wierzycielami na temat nowych warunków spłaty zadłużenia.

Właśnie dlatego restrukturyzacja firmy powinna być rozumiana szerzej niż samo postępowanie restrukturyzacyjne opisane w przepisach. Może obejmować cały proces naprawczy, który pozwala odzyskać kontrolę nad sytuacją, zanim problemy staną się zbyt poważne. Im wcześniej zostanie przeprowadzona analiza kondycji finansowej, tym większa szansa na wybranie rozwiązań dopasowanych do skali trudności i charakteru działalności. W wielu przypadkach wystarczające okazuje się przemodelowanie wybranych obszarów biznesu, poprawienie zarządzania kosztami i uporządkowanie relacji z wierzycielami. W innych sytuacjach konieczne może być formalne postępowanie, którego celem jest zawarcie układu z wierzycielami i ochrona przedsiębiorstwa przed upadłością. Kluczowe znaczenie ma trafna diagnoza, ponieważ każda firma znajduje się w innym położeniu, ma inną strukturę zadłużenia, inną liczbę wierzycieli i inne możliwości kontynuowania działalności.

Jak wygląda restrukturyzacja firmy prowadzona z udziałem doradcy restrukturyzacyjnego?

Restrukturyzacja firmy prowadzona w sposób uporządkowany zwykle rozpoczyna się od szczegółowej oceny sytuacji przedsiębiorstwa, analizy dokumentów, zobowiązań, majątku, kosztów i ryzyk prawnych. Ważną rolę odgrywa tutaj doradca restrukturyzacyjny, który pomaga wybrać właściwy kierunek działań, przygotować spis wierzycieli, spis wierzytelności, wykaz majątku, wstępny plan restrukturyzacyjny oraz propozycje układowe. Chociaż udział doradcy nie zawsze jest obowiązkowy, w praktyce jego wsparcie ma duże znaczenie, ponieważ postępowania restrukturyzacyjne są formalne, wymagające i obciążone wieloma konsekwencjami dla dłużnika oraz wierzycieli. Restrukturyzacja firmy wymaga nie tylko znajomości przepisów, ale także umiejętności negocjacji, oceny realnych możliwości spłaty i przygotowania propozycji, które mogą zostać zaakceptowane przez wierzycieli.

Formalne postępowanie restrukturyzacyjne wszczynane jest najczęściej na wniosek dłużnika, który podlega kontroli sądu. Jeżeli wymagania zostaną spełnione, sąd wydaje postanowienie o otwarciu postępowania albo zatwierdzeniu układu, a następnie w zależności od rodzaju sprawy wyznaczany jest nadzorca sądowy lub zarządca. Wyróżnia się kilka ścieżek restrukturyzacji, w tym postępowanie o zatwierdzenie układu, przyspieszone postępowanie układowe, postępowanie układowe oraz postępowanie sanacyjne. Każde z nich ma inne zastosowanie, inny poziom zaangażowania sądu i odmienny zakres ingerencji w zarządzanie majątkiem przedsiębiorstwa. Szczególnie złożone jest postępowanie sanacyjne, ponieważ poza zawarciem układu umożliwia także przeprowadzenie działań naprawczych, takich jak redukcja kosztów, zmiany organizacyjne, pozyskanie nowych kontrahentów czy głębsze przemodelowanie działalności. Skuteczna restrukturyzacja firmy zależy jednak nie tylko od samego wyboru trybu, lecz także od porozumienia z wierzycielami, jakości planu i konsekwentnego wykonania przyjętego układu.

Dlaczego dobrze przygotowany plan naprawczy może zdecydować o przyszłości przedsiębiorstwa?

Największą wartością restrukturyzacji jest możliwość uporządkowania sytuacji zanim przedsiębiorstwo utraci zdolność do dalszego działania. Restrukturyzacja firmy daje szansę na zatrzymanie narastających problemów, ochronę relacji biznesowych i stworzenie realistycznego planu wychodzenia z zadłużenia. Dobrze przygotowany proces uwzględnia interesy dłużnika oraz wierzycieli, ponieważ tylko propozycje możliwe do wykonania i akceptowalne dla obu stron mają realną szansę doprowadzić do zatwierdzenia układu. Po jego przyjęciu konieczne jest terminowe wykonywanie zobowiązań, a nad przebiegiem tego etapu czuwa właściwy organ postępowania.

Restrukturyzacja firmy może być rozwiązaniem dla przedsiębiorstw, które chcą kontynuować działalność, odzyskać płynność finansową i uniknąć scenariusza upadłościowego. Wymaga jednak odwagi w podejmowaniu decyzji, rzetelnej analizy oraz wsparcia osób, które potrafią połączyć wiedzę prawną, finansową i negocjacyjną. Im szybciej zostaną rozpoznane symptomy kryzysu, tym większe pozostają możliwości wyboru odpowiednich narzędzi naprawczych. Właśnie dlatego restrukturyzacja firmy nie powinna być traktowana jako ostateczność, lecz jako odpowiedzialny sposób ochrony wartości przedsiębiorstwa, miejsc pracy i przyszłości biznesu.

Globalna transformacja energetyczna przyspiesza, ale staje się coraz mniej przewidywalna

Globalny system energetyczny wchodzi w fazę przyspieszonej, ale coraz mniej przewidywalnej transformacji. Z najnowszego raportu Bain & Company wynika, że do 2040 r. światowe zapotrzebowanie na energię elektryczną wzrośnie o 40–70%, a odnawialne źródła energii będą zwiększać udział w miksie szybciej niż wszystkie pozostałe technologie wytwarzania. Jednocześnie paliwa kopalne pozostaną istotną częścią globalnego systemu energetycznego, a o tempie transformacji coraz częściej będą decydować ograniczenia infrastrukturalne, dostępność surowców krytycznych, koszt kapitału i regulacje. Oznacza to, że największym wyzwaniem nie będzie już samo tempo rozwoju OZE, lecz zdolność systemów energetycznych do ich integracji i finansowania. Dla Polski i regionu Europy Środkowo-Wschodniej oznacza to konieczność podejmowania decyzji inwestycyjnych w warunkach trwałej niepewności.

Transformacja przyspiesza, ale jej tempo będzie nierówne

Według analiz Bain & Company globalne zapotrzebowanie na energię będzie nadal rosło, napędzane przez wzrost gospodarczy, urbanizację i rozwój przemysłu. Jednocześnie zapotrzebowanie na energię elektryczną zwiększy się o 40–70% do 2040 r., a elektryczność będzie stanowić coraz większą część końcowego zużycia energii.

Nie mówimy już o liniowej, przewidywalnej ścieżce dekarbonizacji, lecz o złożonym układzie zależności, w którym bezpieczeństwo energetyczne, dostępność surowców i tempo inwestycji są równie istotne jak cele klimatyczne – mówi Marcin Szczuka, partner w Bain & Company i lider praktyki Energii i Zasobów Naturalnych w Polsce.W praktyce oznacza to, że firmy muszą łączyć długoterminową wizję transformacji z bardzo dużą elastycznością operacyjną.

Co istotne, wbrew powszechnemu przekonaniu, największy przyrost zużycia energii elektrycznej nie będzie pochodził z centrów danych czy rozwoju sztucznej inteligencji, lecz z gospodarstw domowych – m.in. z rosnącego zapotrzebowania na chłodzenie w krajach rozwijających się oraz elektryfikacji ogrzewania poprzez pompy ciepła – przy równoczesnym, stabilnym wzroście popytu w przemyśle.

OZE rosną szybko, ale paliwa kopalne pozostają w miksie

Raport pokazuje, że odnawialne źródła energii – szczególnie fotowoltaika i energetyka wiatrowa – będą w najbliższych dekadach najszybciej rosnącymi technologiami wytwarzania. W trzech scenariuszach Bain & Company udział energii słonecznej i wiatrowej w miksie wytwarzania energii elektrycznej wzrośnie do 2040 r. od trzech do siedmiu razy, a w wielu krajach stają się one najtańszą formą wytwarzania energii elektrycznej.

Ograniczeniem nie jest już sama technologia, lecz bariery systemowe: opóźnienia przyłączeniowe, wymogi dyspozycyjności, dostępność magazynów energii, długie terminy dostaw transformatorów i infrastruktury sieciowej, łańcuchy dostaw surowców oraz niedobór wykwalifikowanej kadry.

Jednocześnie paliwa kopalne pozostaną istotnym elementem globalnego miksu energetycznego przez kolejne dekady. W dwóch z trzech scenariuszy popyt na ropę naftową do 2040 r. utrzymuje się na poziomie zbliżonym do obecnego lub rośnie, a wyraźnie spada jedynie w scenariuszu szybkiej dekarbonizacji. Zapotrzebowanie na gaz ziemny również silnie zależy od ścieżki polityki klimatycznej i kosztów alternatyw, wahając się w modelach Bain & Company o około 20% w górę lub w dół.

Transformacja energetyczna nie polega na prostym zastępowaniu jednych źródeł energii drugimi z dnia na dzień. Przez długi czas różne technologie będą funkcjonowały równolegle, a kluczowe stanie się zarządzanie przejściem w sposób bezpieczny i efektywny kosztowo – komentuje Marcin Szczuka.

Polska i CEE: transformacja energetyczna wchodzi w jedną z najbardziej kapitałochłonnych faz

Wnioski z raportu mają szczególne znaczenie dla Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, gdzie transformacja energetyczna nakłada się na relatywnie wysoki udział paliw kopalnych w miksie energetycznym, presję regulacyjną UE, potrzeby modernizacji infrastruktury oraz wymogi bezpieczeństwa energetycznego. Doświadczenia ostatnich lat sprawiły, że bezpieczeństwo dostaw pozostaje w regionie równie istotnym priorytetem jak dekarbonizacja.

Polska wchodzi jednocześnie w jedną z najbardziej kapitałochłonnych faz transformacji energetycznej, obejmującą rozbudowę sieci, rozwój nowych mocy wytwórczych oraz inwestycje w technologie niskoemisyjne. Skala tych nakładów może w krótkim i średnim okresie zwiększać presję kosztową na gospodarkę oraz odbiorców energii, szczególnie w warunkach wysokiego kosztu kapitału i niepewności regulacyjnej.

W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera rozwój energetyki jądrowej, która może pełnić rolę stabilnego fundamentu systemu elektroenergetycznego, uzupełniającego rosnący udział zmiennych źródeł odnawialnych. W warunkach rosnącej zmienności produkcji z wiatru i słońca, atom staje się jednym z kluczowych elementów zapewniających bezpieczeństwo dostaw i stabilność systemu elektroenergetycznego.

Skala i tempo jego rozwoju będą jednak zależeć od kilku czynników: kosztu kapitału i dostępności finansowania dla projektów o długim horyzoncie zwrotu, stabilności regulacyjnej oraz zdolności do realizacji złożonych inwestycji infrastrukturalnych. Istotną rolę odegra również tempo rozwoju technologii komplementarnych, takich jak magazynowanie energii czy elastyczne moce gazowe.

W efekcie energetyka jądrowa ma potencjał stać się jednym z filarów długoterminowego, stabilnego i niskoemisyjnego systemu energetycznego w Polsce, przy czym pełne wykorzystanie tego potencjału będzie wymagało konsekwentnej realizacji programów inwestycyjnych oraz sprzyjających warunków regulacyjnych i finansowych.

Dla Polski i regionu CEE to trzy równoległe zadania: dynamiczny rozwój OZE, modernizacja i rozbudowa sieci oraz zapewnienie stabilnych mocy wytwórczych – podkreśla Adam Olszewski, młodszy partner Bain & Company.Wymaga to nie tylko ogromnych nakładów inwestycyjnych, ale też bardzo precyzyjnej kolejności działań i dobrej koordynacji między rządem, regulatorami i inwestorami prywatnymi.

Nowe ryzyka: surowce krytyczne i łańcuchy dostaw

Raport zwraca również uwagę na rosnące znaczenie ryzyk związanych z surowcami krytycznymi – takimi jak miedź, lit, kobalt czy grafit – które są niezbędne m.in. dla rozwoju czystych technologii, elektromobilności i systemów obronnych.

Choć globalnie ich zasoby są znaczące, wydobycie i przetwarzanie są silnie skoncentrowane geograficznie. To sprawia, że rafinacja, procesy chemiczne i produkcja komponentów stają się potencjalnymi „wąskimi gardłami”, a łańcuchy dostaw – obszarem napięć handlowych i geopolitycznych. W jednym z modelowanych scenariuszy Bain & Company już w nadchodzącej dekadzie pojawiają się luki między podażą i popytem na wybrane surowce krytyczne, m.in. miedź, lit, kobalt czy grafit, co może wpływać na tempo transformacji i zmienność cen.

Surowce krytyczne i łańcuchy dostaw przestają być tematem wyłącznie technicznym. Dla wielu sektorów – od energetyki, przez motoryzację, po przemysł obronny – stają się jednym z kluczowych obszarów zarządzania ryzykiem i budowania przewagi konkurencyjnej – dodaje Adam Olszewski.

Klimat jako czynnik ryzyka systemowego

We wszystkich trzech scenariuszach Bain globalne ocieplenie do 2100 r. przekracza 2°C względem epoki przedprzemysłowej, co oznacza częstsze fale upałów, większe obciążenia sieci w szczytach zapotrzebowania, rosnącą presję na zasoby wodne, a także większe ryzyko dla infrastruktury energetycznej i zdrowia publicznego.

Odporność klimatyczna przestaje być „projektem pobocznym”. To element podstawowego zarządzania majątkiem infrastrukturalnym – od elektrowni, przez sieci, po terminale portowe – mówi Marcin Szczuka. – Firmy, które odpowiednio wcześnie zaczną uwzględniać ten wymiar w swoich inwestycjach, zyskają przewagę konkurencyjną i lepiej ochronią wartość aktywów.

Decyzje inwestycyjne w warunkach trwałej niepewności

Dla firm w Polsce i regionie CEE oznacza to konieczność podejmowania decyzji inwestycyjnych w warunkach trwałej niepewności. Kluczowe obszary – takie jak gaz i LNG, energetyka jądrowa, magazynowanie energii czy paliwa niskoemisyjne – są szczególnie wrażliwe na zmiany regulacyjne, koszty kapitału, tempo rozwoju technologii i dynamikę globalnego handlu.

Raport Bain & Company rekomenduje podejście oparte na scenariuszach oraz budowanie portfeli aktywów odpornych na różne warianty przyszłości. Oznacza to łączenie inwestycji typu „no regret” – takich jak infrastruktura sieciowa, magazynowanie energii, efektywność energetyczna czy wybrane projekty OZE – ze świadomymi, selektywnymi „zakładami” w najbardziej niepewnych segmentach rynku.

Fundamenty rynku pozostają niezmienne: rosnący popyt na energię, presja kosztowa oraz fizyczne ograniczenia systemu. To właśnie na ich styku będą kształtować się największe szanse i ryzyka dla uczestników rynku energii w Polsce i regionie CEE – podsumowuje Marcin Szczuka. – Przewagę zyskają organizacje, które potrafią łączyć długoterminową wizję z operacyjną elastycznością – inwestując tam, gdzie szansa trwałej wartości jest największa, a jednocześnie utrzymując zdolność szybkiej adaptacji do zmieniających się warunków.

Codzienne zakupy w sklepach w kwietniu zdrożały średnio o 3,7 proc. rdr. Ceny żywności wzrosły o 3,3 proc. rdr.

0

Analiza blisko 104 tys. cen detalicznych z przeszło 48 tys. sklepów pokazuje, że w kwietniu br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 3,7% rdr. Identyczny wynik zanotowano trzy miesiące wcześniej, a w lutym i marcu wzrosty rdr. wynosiły po 3,8%. Ostatnio ceny samej żywności poszły w górę średnio o 3,3% rdr. W marcu urosły rdr. o 3,2%, a w lutym – o 3,4%. Autorzy raportu twierdzą, że widać pewną stabilizację, ale wkrótce to może się zmienić, bo sytuacja na Bliskim Wschodzie wciąż jest niepewna. Do tego producenci w Polsce zaczynają sygnalizować, że coraz bardziej odczuwają ww. kwestię, a to może wróżyć kolejne podwyżki cen w sklepach.

Według cyklicznie wydawanego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w kwietniu br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 3,7% rdr. Dotyczyło to łącznie 17 kategorii, w tym m.in. żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych oraz pozostałego asortymentu, np. chemii gospodarczej i art. dla dzieci. W marcu i lutym wzrosty rdr. były identyczne i wyniosły 3,8% rdr. W styczniu zanotowano 3,7% rdr. Jak komentuje dr Joanna Myślińska-Wieprow z Uniwersytetu WSB Merito, obserwowaną od początku roku dynamikę wzrostu cen detalicznych można zinterpretować jako stabilizację na wysokim poziomie.

– Z jednej strony silna presja kosztowa wciąż podbija drożyznę w sklepach. Z drugiej – ograniczony popyt konsumencki oraz walka sieci handlowych o klienta skutecznie hamują podwyżki poprzez promocje i rabaty. W rezultacie ta względna stabilność cen nie jest trwałym fundamentem, lecz stanem niepewnej równowagi, która może zostać nagle zachwiana, gdy zmieni się którykolwiek z czynników. To może być np. gwałtowny wzrost kosztów surowców lub wyhamowanie działań promocyjnych w sklepach – mówi ekspertka.

Do tego widać, że w kwietniu ceny samej żywności średnio poszły w górę o 3,3% rdr. W marcu wzrosły rdr. o 3,2%, a w lutym – o 3,4%. – Niewielkie zmiany w zakresie średniego poziomu cen żywności w sklepach są potwierdzeniem stabilizacji w tym obszarze. Należy jednak pamiętać, że wzrost cen paliw bardzo szybko może znaleźć odzwierciedlenie w cenach produktów z tej kategorii. Dodatkowo prognozy na ten rok, jeśli chodzi np. o produkcję zbóż, są dość optymistyczne. To powoduje, że na rynku nie ma obaw o to, iż niska podaż może wpłynąć niekorzystnie na ceny. Niemniej jednak na rynkach światowych obecnie widać tendencje wzrostowe – zauważa dr Artur Fiks z Uniwersytetu WSB Merito.

Analitycy z UCE RESEARCH zwracają uwagę na to, że dynamika podwyżek cen wszystkich kategorii poszła lekko w dół mdm. Z kolei w przypadku samej żywności widać lekki wzrost mdm. Światowe rynki wywołują presję na wzrost cen żywności. Jednak póki co nie jest ona duża. Spowolnienie podwyżek w innych kategoriach spowodowało, iż w ogólnym podsumowaniu nastąpił spadek tempa wzrostu cen. Jednocześnie ostrzegają, że wkrótce ten stan może się zmienić, bo wciąż nie jest wyjaśniona sytuacja na Bliskim Wschodzie. Do tego producenci w Polsce jasno już sygnalizują, że coraz bardziej odczuwają ww. kwestię, a to dla rynku wyraźny sygnał, że mogą zacząć podnosić ceny.

Zdaniem dr Joanny Myślińskiej-Wieprow, różnica między dynamiką cen całego koszyka a samą żywnością pokazuje, że proces stabilizacji cen w gospodarce pozostaje nierównomierny. Część segmentów rynku zaczyna odczuwać słabszy popyt i większą presję konkurencyjną. Jednocześnie ceny produktów codziennego użytku nadal pozostają pod wpływem kosztów produkcji, logistyki i sezonowości. Żywność reaguje bowiem wolniej na poprawę sytuacji inflacyjnej niż część pozostałych kategorii konsumenckich.

– Sytuacja może wynikać między innymi z bazy statystycznej i poziomu cen żywności, jaki mieliśmy rok temu. Dodatkowo napływ towarów spoza Unii Europejskiej hamuje szybsze tempo wzrostu cen art. spożywczych, a silna konkurencja cenowa pomiędzy sklepami jeszcze bardziej wzmacnia tę sytuację – tłumaczy dr Artur Fiks.

Jak podsumowuje dr Joanna Myślińska-Wieprow, konsumenci nie odczuwają realnej poprawy podczas codziennych zakupów, mimo bardziej optymistycznych danych dotyczących całego zestawienia. Statystyczna stabilizacja nie przekłada się na poczucie niższych kosztów życia. Dla rynku oznacza to utrzymywanie się ostrożnych nastrojów konsumenckich oraz dalszą walkę sieci handlowych o klienta poprzez promocje i działania cenowe.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 9 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetu WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową (cen regularnych oraz w promocjach), notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z kwietnia 2026 r. i tego samego okresu z 2025 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 104 tys. cen detalicznych z przeszło 48 tys. sklepów należących do 62 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

UOKiK kwestionuje regulamin Bolta. Chodzi o wynajem hulajnóg i rowerów elektrycznych

0

Wynajem hulajnogi lub roweru elektrycznego trwa zwykle kilka minut. Użytkownik uruchamia aplikację, wybiera pojazd, rozpoczyna przejazd i płaci za czas korzystania z usługi. Z punktu widzenia konsumenta jest to szybka i wygodna forma transportu miejskiego. Problem może pojawić się jednak wtedy, gdy coś pójdzie niezgodnie z planem: aplikacja przestanie działać, przejazd nie zostanie prawidłowo zakończony, sprzęt okaże się niesprawny albo dojdzie do szkody.

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny wszczął postępowanie w sprawie postanowień wzorców umów stosowanych przez Bolt Operations OÜ. Sprawa dotyczy warunków wynajmu hulajnóg i rowerów elektrycznych akceptowanych przez użytkowników przy zakładaniu konta w aplikacji. UOKiK zakwestionował łącznie 22 postanowienia, które mogą naruszać prawa konsumentów.

Zarzuty dotyczą przede wszystkim możliwości jednostronnej zmiany regulaminu przez przedsiębiorcę, ograniczania odpowiedzialności za działanie aplikacji oraz przerzucania na użytkowników ryzyka związanego ze stanem technicznym udostępnianych pojazdów.

Usługa „na klik”, ale regulamin na dłużej

Wynajem hulajnóg i rowerów elektrycznych należy do usług, z których konsumenci korzystają często spontanicznie. Decyzja o przejeździe podejmowana jest szybko, a akceptacja regulaminu bywa traktowana jako formalność. Tymczasem warunki świadczenia usługi określają nie tylko cenę czy sposób korzystania z pojazdu, lecz także odpowiedzialność stron w razie problemów.

Prezes UOKiK zwraca uwagę, że wygoda korzystania z aplikacji nie może oznaczać przeniesienia całego ryzyka na konsumenta.

– Usługi „na klik” nie mogą działać tak, że wygoda jest po stronie firmy, a ryzyko po stronie konsumenta. Regulamin nie może być przełącznikiem, którym przedsiębiorca dowolnie zmienia zasady już po założeniu konta, a w razie awarii umywa ręce. Jeśli przejazd jest rozliczany za minuty, to warunki nie mogą przerzucać na konsumenta całego ryzyka w razie problemów z aplikacją czy sprzętem – mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Zmiana regulaminu przez dalsze korzystanie z usługi

Jednym z głównych zastrzeżeń Urzędu są postanowienia umożliwiające Bolt Operations OÜ jednostronną zmianę warunków umowy po rejestracji użytkownika w aplikacji. Z regulaminu wynikało, że spółka może modyfikować warunki m.in. „w miarę rozwoju usług”, informując użytkownika o zmianach co najmniej 15 dni wcześniej, przykładowo drogą e-mailową.

Jeżeli użytkownik po wejściu zmian w życie nadal korzystałby z usługi, oznaczałoby to akceptację nowych warunków. Brak zgody miałby natomiast prowadzić do rezygnacji z usługi i zamknięcia konta. W jednej z wcześniejszych wersji regulaminu przewidziano również, że umowa może zostać zmieniona „w dowolnym momencie”, a nowe warunki obowiązują od chwili ich opublikowania na stronie internetowej lub w aplikacji.

Zdaniem Prezesa UOKiK samo poinformowanie konsumenta o zmianie oraz umożliwienie mu rezygnacji z usługi nie wystarcza. Umowa powinna jasno wskazywać, kiedy, z jakich ważnych powodów i w jakim zakresie przedsiębiorca może zmienić regulamin. W przeciwnym razie konsument nie ma realnej pewności co do stabilności warunków, które zaakceptował przy zakładaniu konta.

Odpowiedzialność za działanie aplikacji

Kolejna grupa zakwestionowanych postanowień dotyczy odpowiedzialności za działanie aplikacji. W przypadku usług wynajmu hulajnóg i rowerów elektrycznych aplikacja jest elementem niezbędnym. To przez nią użytkownik lokalizuje pojazd, rozpoczyna przejazd, kończy go i rozlicza opłatę.

Według UOKiK problematyczne mogą być zapisy, w których przedsiębiorca zastrzega, że nie odpowiada za szkody lub straty wynikające z niedziałania aplikacji albo braku możliwości korzystania z niej „w pożądany sposób”. W praktyce nieprawidłowe działanie aplikacji może mieć dla konsumenta konkretne skutki finansowe.

Przykładem może być sytuacja, w której użytkownik nie jest w stanie zakończyć przejazdu w aplikacji, a opłaty nadal są naliczane. Jeżeli regulamin wyłącza odpowiedzialność przedsiębiorcy za takie zdarzenia, konsument może zostać obciążony kosztami, na które nie miał realnego wpływu.

Stan techniczny hulajnóg i rowerów

Zastrzeżenia Urzędu dotyczą także postanowień odnoszących się do stanu technicznego udostępnianych pojazdów. W regulaminie znalazły się zapisy, z których wynika, że hulajnogi i rowery są przekazywane użytkownikowi „w takim stanie, w jakim się znajdują”.

Tego rodzaju postanowienie może być istotne z punktu widzenia odpowiedzialności za ewentualne awarie, uszkodzenia lub wypadki. Konsument, który wypożycza pojazd z przestrzeni publicznej, nie zawsze jest w stanie dokładnie ocenić jego stan techniczny przed rozpoczęciem jazdy. Nie ma też wiedzy, czy usterka nie powstała wcześniej.

W ocenie UOKiK przedsiębiorca nie może w prosty sposób przerzucać na użytkownika całego ryzyka związanego ze sprzętem, który sam udostępnia w ramach odpłatnej usługi. Konsument powinien mieć prawo oczekiwać, że hulajnoga lub rower będą nadawały się do bezpiecznego korzystania zgodnie z przeznaczeniem.

Szkody wobec osób trzecich

UOKiK zakwestionował również klauzule odnoszące się do odpowiedzialności za szkody wyrządzone osobom trzecim. Z zapisów regulaminu wynikało, że jeżeli podczas korzystania z usługi inna osoba dozna uszczerbku na zdrowiu lub poniesie szkodę, odpowiedzialność ponosi kierujący pojazdem. Gdyby roszczenia poszkodowanego musiała pokryć spółka, użytkownik miałby zwrócić jej poniesione koszty.

Tego rodzaju postanowienia mogą prowadzić do sytuacji, w której konsument zostanie obciążony odpowiedzialnością finansową również wtedy, gdy przyczyna zdarzenia nie leżała wyłącznie po jego stronie. Może chodzić na przykład o awarię pojazdu, wadę techniczną albo problem z działaniem systemu obsługującego usługę.

Urząd nie kwestionuje samej zasady, że użytkownik odpowiada za własne zachowanie podczas jazdy. Problemem jest jednak automatyczne i szerokie przenoszenie odpowiedzialności na konsumenta, bez uwzględnienia okoliczności konkretnego zdarzenia.

Możliwe konsekwencje dla spółki

Postępowanie prowadzone przez Prezesa UOKiK dotyczy uznania określonych postanowień wzorców umów za niedozwolone. Jeżeli zarzuty się potwierdzą, Prezes Urzędu może zakazać stosowania zakwestionowanych klauzul.

Spółce grozi również kara finansowa w wysokości do 10 proc. rocznego obrotu. Przepisy przewidują także możliwość nałożenia kary na osobę zarządzającą, jeżeli umyślnie dopuściła do naruszenia praw konsumentów. W takim przypadku sankcja może wynieść nawet 2 mln zł.

Na tym etapie sprawa nie oznacza jeszcze przesądzenia, że doszło do naruszenia. Postępowanie ma wyjaśnić, czy zakwestionowane postanowienia rzeczywiście naruszają zbiorowe interesy konsumentów i czy powinny zostać wyeliminowane z regulaminów.

Szerszy problem rynku usług cyfrowych

Sprawa Bolta wpisuje się w szerszą dyskusję o zasadach świadczenia usług cyfrowych i usług miejskiej mobilności. Coraz więcej codziennych czynności odbywa się za pośrednictwem aplikacji: zamawianie przejazdów, wynajem pojazdów, zakupy, rezerwacje czy płatności. Konsument często akceptuje regulamin szybko, bez szczegółowej analizy jego treści.

Dla przedsiębiorców oznacza to konieczność konstruowania warunków umów w sposób przejrzysty, zrozumiały i zgodny z prawami konsumentów. Regulamin nie powinien być narzędziem do jednostronnego zmieniania zasad ani do wyłączania odpowiedzialności za kluczowe elementy usługi.

UOKiK wskazuje, że przedsiębiorca nie może budować modelu działania w taki sposób, aby korzyści z prostoty i automatyzacji pozostawały po stronie firmy, natomiast ryzyka techniczne, finansowe i prawne były przerzucane na użytkownika.

Nie pierwsza interwencja UOKiK w podobnych sprawach

Działania wobec Bolt Operations OÜ są kolejnym przykładem zainteresowania UOKiK regulaminami usług powszechnego użytku. Urząd wcześniej informował m.in. o sprawie Nextbike Polska, dotyczącej bezprawnych zmian regulaminów oraz obciążania klientów dodatkowymi opłatami.

To pokazuje, że kontrola wzorców umownych ma znaczenie nie tylko w tradycyjnych usługach finansowych, telekomunikacyjnych czy energetycznych, ale również w nowych modelach biznesowych opartych na aplikacjach mobilnych. W takich usługach regulamin często zastępuje bezpośredni kontakt z przedsiębiorcą, dlatego jego treść ma kluczowe znaczenie dla ochrony konsumenta.

Bolt deklaruje współpracę z UOKiK

Stanowisko w sprawie przekazała również firma Bolt. Spółka podkreśla, że pozostaje w kontakcie z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz przedstawiła już swoje stanowisko w ramach prowadzonego postępowania. Bolt deklaruje także dalszą współpracę z UOKiK w toku kolejnych działań związanych ze sprawą.

Pracownicy nie chcą już wybierać między bezpieczeństwem finansowym a dobrostanem

Rynek pracy wchodzi w etap ostrożnych decyzji. Już tylko 46 proc. specjalistów aktywnie szuka nowego zatrudnienia – o 11 punktów procentowych mniej niż rok temu. Kandydaci nadal oczekują wyższych wynagrodzeń, ale coraz częściej równie ważne są dla nich zdrowie psychiczne, work-life balance i poczucie stabilności. Raport „Talent Trends” firmy Michael Page pokazuje, że wellbeing przestał być dodatkiem, a stał się jednym z kluczowych warunków wyboru pracodawcy.

Polacy stają się coraz bardziej ostrożni przy podejmowaniu decyzji o zmianie pracy. Według danych z raportu „Talent Trends” firmy Michael Page obecnie aktywnie pracy szuka 46 proc. specjalistów, podczas gdy rok wcześniej było to 57 proc. Za spadkiem mobilności zawodowej stoją przede wszystkim niepewność gospodarcza oraz większa potrzeba stabilizacji finansowej.

– Proces podejmowania decyzji o zmianie pracy stał się dziś znacznie bardziej pragmatyczny. Choć priorytety pracowników wyraźnie przesunęły się w stronę zdrowia psychicznego, nie możemy ignorować faktu, że w obecnych realiach gospodarczych wynagrodzenie pozostaje fundamentalnym czynnikiem decyzyjnym. Rosnące koszty życia, energii czy obsługi zobowiązań kredytowych sprawiają, że aspekty finansowe są dla pracowników kwestią poczucia elementarnego bezpieczeństwa – mówi Radosław Szafrański, dyrektor zarządzający w Michael Page.

Rekruterzy z firmy Michael Page nadal obserwują jednak wyraźną zależność: im niżej w hierarchii organizacji znajduje się pracownik, tym mocniej akcentuje on rolę wynagrodzenia. – Dla osób na początku ścieżki zawodowej to właśnie stabilność finansowa jest priorytetem. Z kolei na poziomach wyższej kadry zarządzającej, gdzie potrzeby ekonomiczne są zazwyczaj zabezpieczone, czynniki związane z jakością życia i satysfakcją osobistą stają się dominującymi argumentami w negocjacjach – dodaje Radosław Szafrański.

Wellbeing przestał być benefitem

Dane z „Talent Trends” pokazują zmianę oczekiwań wobec pracodawców. Elastyczność, zdrowie psychiczne i work-life balance przestały być dodatkowymi benefitami, a są już jednym z podstawowych kryteriów wyboru miejsca pracy. Aż 2 na 5 kandydatów deklaruje, że największą obawą przy zmianie pracy jest utrata równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. Z kolei 45 proc. badanych uważa, że zmiana pracy wiązałaby się z koniecznością poświęcenia work-life balance, a 48 proc. rozpoczęłoby poszukiwania nowego pracodawcy, gdyby firma oczekiwała częstszej obecności w biurze.

Z raportu wynika, że głównymi priorytetami zawodowymi dla pracowników są dobre wynagrodzenie (25 proc.), work-life balance (24 proc.) oraz zdrowie psychiczne (22 proc.). Jeszcze rok wcześniej wellbeing był wskazywany znacznie rzadziej.

Transparentność i autentyczność nową walutą rynku pracy

Zmienia się także sposób prowadzenia procesów rekrutacyjnych. Ekspert Michael Page podkreśla, że kluczową zmianą w tegorocznych procesach rekrutacyjnych jest odejście od powierzchownych benefitów na rzecz transparentności i autentyczności. – Kandydaci nie chcą wybierać między dobrym wynagrodzeniem a zdrowiem psychicznym. Oczekują obu tych elementów jako spójnego pakietu – podkreśla Radosław Szafrański.

Jak wskazuje raport „Talent Trends”, zaufanie do pracodawcy jest dziś jednym z najważniejszych czynników wpływających na decyzję o pozostaniu w organizacji. Aż 76 proc. osób, które nie planują zmiany pracy, uważa, że firma dba o ich wellbeing. Dla porównania podobne przekonanie ma jedynie 15 proc. aktywnie poszukujących nowego zatrudnienia.
Wellbeing jako odpowiedź na kryzys psychiczny pracowników

Według ekspertów rosnące znaczenie dobrostanu jest bezpośrednio związane z pogarszającą się kondycją psychiczną pracowników i wzrostem liczby absencji związanych z wypaleniem zawodowym.

– Firmy, które oferują konkretne narzędzia wsparcia, takie jak programy edukacyjne czy specjalistyczną pomoc psychologiczną, nie tylko redukują ryzyko wypalenia i rotacji, ale przede wszystkim budują kulturę opartą na zaufaniu, która w dzisiejszym szumie informacyjnym jest najcenniejszą walutą – podsumowuje Radosław Szafrański.

Nowe kary za naruszenia środowiskowe. Rzecznik MŚP apeluje o jasne zasady

Projektowane zmiany w prawie karnym dotyczącym ochrony środowiska wymagają większej precyzji oraz wyważenia pomiędzy skutecznością regulacji a bezpieczeństwem prowadzenia działalności gospodarczej – wskazała Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców w opinii przekazanej do Ministerstwa Sprawiedliwości w ramach konsultacji projektu ustawy wdrażającej unijną dyrektywę dotyczącą ochrony środowiska poprzez prawo karne.

W stanowisku podkreśliła, że ochrona środowiska naturalnego pozostaje jednym z wiodących wyzwań współczesnego państwa, jednak nowe przepisy powinny uwzględniać również zasadę proporcjonalności oraz realia funkcjonowania przedsiębiorców, szczególnie sektora mikro, małych i średnich firm. Zastrzeżenia Minister Agnieszki Majewskiej dotyczą m.in. projektowanej odpowiedzialności za czyny nieumyślne oraz rozwiązań mogących prowadzić do nadmiernego rozszerzenia odpowiedzialności karnej przedsiębiorców. rozwiązań mogących potencjalnie prowadzić do rozszerzenia odpowiedzialności karnej przedsiębiorców ponad poziom wymagany przez wdrażaną dyrektywę.

Prawo powinno skutecznie chronić środowisko, jednocześnie zachowując zasadę proporcjonalności wobec przedsiębiorców działających w dobrej wierze. Regulacje karne wymagają szczególnej precyzji, ponieważ dotyczą obszaru ingerującego bezpośrednio w bezpieczeństwo prowadzenia działalności gospodarczej oraz stabilność funkcjonowania firmakcentuje Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

W przedstawionej opinii zwróciła uwagę, że część projektowanych regulacji może wykraczać poza zakres wymagany przez przepisy prawa Unii Europejskiej. Rzecznik MŚP wskazała również na potrzebę doprecyzowania niektórych rozwiązań, tak aby ograniczyć ryzyko niejednolitej interpretacji przepisów oraz zwiększyć przewidywalność prawa dla przedsiębiorców.

Wdrażanie prawa unijnego powinno odbywać się z poszanowaniem zasad pewności prawa oraz adekwatności sankcji. Szczególnego znaczenia nabiera to w przypadku przedsiębiorców sektora MŚP, którzy funkcjonują w warunkach rosnącej złożoności regulacyjnej i coraz większych obciążeń administracyjnychprzypomina Agnieszka Majewska.

Jednocześnie Rzecznik MŚP zwróciła się o ponowne przeanalizowanie części proponowanych przepisów w toku dalszych prac legislacyjnych, wskazując na potrzebę zapewnienia przedsiębiorcom odpowiedniego czasu na dostosowanie się do nowych obowiązków adekwatnego terminu wejścia w życie nowych regulacji oraz szerszego należytego uwzględnienia głosu organizacji przedsiębiorców uczestniczących w ramach prowadzonych konsultacjach publicznych.

Grupa Selena właścicielem portugalskiego holdingu Grupo IGM

Grupa Selena zamknęła pierwszy etap transakcji obejmujący nabycie 66% udziałów portugalskiego holdingu, stając się właścicielem Irmãos Guimarães Martins, SGPS, S.A. (Grupo IGM) – lidera w produkcji i dystrybucji wysokiej jakości płyt warstwowych. Polski producent, w oparciu o kolejne akwizycje w skali globalnej, konsekwentnie rozwija swoje portfolio o produkty z segmentu termomodernizacji i termoizolacji budynków, dostosowując ofertę do dominujących trendów budowlanych.

Zakład produkcyjny Grupo IGM w Felgueiras, Portugalia
Zakład produkcyjny Grupo IGM w Felgueiras, Portugalia

Zgodnie z informacją podaną przez Grupę Selena w grudniu 2025 r. nabycie udziałów Grupo IGM jest transakcją etapową (staged transaction), a umowę pomiędzy polską Spółką a akcjonariuszami Grupo IGM zawarto pod warunkami zawieszającymi. W połowie kwietnia zakończyło się badanie due diligence, obejmujące w szczególności kwestie finansowe i prawne oraz uzyskano decyzję portugalskiego urzędu antymonopolowego o braku konieczności uzyskania zgody na transakcję. Tym samym spełniły się kluczowe warunki zawieszające zawartej umowy nabycia 66% udziałów, co umożliwiło realizację pierwszego etapu transakcji. Pokazuje to, że proces przejęcia przebiega pomyślnie i zgodnie z przyjętymi założeniami.

Perspektywa lokalna

Grupo IGM posiada wiodącą pozycję na rynku rozwiązań izotermicznych dla budownictwa na Półwyspie Iberyjskim. Spółka koncentruje działalność na produkcji, dystrybucji i sprzedaży materiałów wykorzystywanych przy realizacji dachów oraz elewacji – przede wszystkim płyt warstwowych, profili metalowych oraz elementów wykończeniowych, znajdujących zastosowanie zarówno w obiektach mieszkalnych, jak i przemysłowych. Własne zaplecze produkcyjne w Portugalii daje Grupo IGM istotną przewagę, dzięki której firma notuje znaczący, kilkudziesięcioprocentowy udział w lokalnym rynku płyt warstwowych. Jednocześnie Spółka stopniowo zwiększa skalę działalności za granicą – jej produkty trafiają m.in. do Hiszpanii oraz na wybrane rynki eksportowe. W 2024 roku Grupa IGM zanotowała sprzedaż w wysokości 66,5 mln euro.

Prognozy wskazują, że w latach 2025-2034 rynek paneli warstwowych na Półwyspie Iberyjskim będzie się rozwijał ze średnioroczną stopą wzrostu (CAGR) wynoszącą 5,20%[1].

Dynamikę wzrostu napędzają przede wszystkim liczne nowe inwestycje w budownictwo energooszczędne, intensyfikacja działalności budowlanej oraz coraz powszechniejsze stosowanie zrównoważonych rozwiązań architektonicznych i konstrukcyjnych, szczególnie w sektorze przemysłowym i komercyjnym. Półwysep Iberyjski nie tylko wpisuje się w europejski kierunek zrównoważonego budownictwa, ale jest obecnie jednym z liderów transformacji.

Legislacja, która narzuca trendy

W Unii Europejskiej niskoemisyjne budownictwo przestaje być wyborem, a staje się obowiązującym standardem regulacyjnym. W efekcie dochodzi do strukturalnej zmiany popytu w branży budowlanej w kierunku technologii i materiałów o lepszych parametrach oraz usług wspierających transformację. Dotyczy to również sektora izolacji – na znaczeniu zyskują zaawansowane produkty, które ograniczają straty energii oraz poprawiają wskaźniki użytkowe i redukują koszty eksploatacyjne obiektów.

Zakup portugalskiej Spółki stanowi kolejny krok w konsekwentnym wzmacnianiu pozycji Grupy Selena oraz rozszerzaniu jej portfolio o produkty, które posiadają perspektywiczny potencjał wzrostu i wpisują się w aktualne trendy rynku budowlanego. Obserwujemy rosnące zapotrzebowanie na innowacyjne i zaawansowane technologicznie materiały termoizolacyjne, a finalizacja tej transakcji odzwierciedla rangę tego segmentu w dalszym rozwoju Grupy – komentuje Sławomir Majchrowski, Prezes Zarządu Grupy Selena. – Nie zwalniamy tempa w realizacji planu budowy silnego hubu produkcyjno-dystrybucyjnego w Europie Zachodniej, która jest dla nas priorytetowym kierunkiem globalnego wzrostu. Działania te obejmują zarówno ekspansję organiczną, jak i celowane przejęcia, co potwierdzają ostatnie akwizycje m.in. we Francji – dodaje Sławomir Majchrowski.

Pozostałe 34% udziałów w spółce Grupo IGM zostanie nabyte przez Grupę Selena w drugim etapie transakcji, zgodnie z warunkami i terminami określonymi w umowie nabycia udziałów.

[1] Źródło:  Iberian Sandwich Panel Market Size and Share Outlook – Forecast Trends and Growth Analysis Report (2025-2034)

Benefity dla firm a motywacja pracowników – jak dobrać pakiet benefitów do zespołu?

Benefity potrafią wzmacniać motywację, ale tylko wtedy, gdy pracownik naprawdę z nich korzysta. Karta sportowa, pakiet medyczny czy budżet szkoleniowy nie działają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ich wartość zależy od tego, czy odpowiadają na potrzeby zespołu i czy są łatwe do wykorzystania w codziennym życiu. Z tego artykułu dowiesz się: jak benefity wpływają na motywację, jakie świadczenia działają najlepiej, w jaki sposób dopasować je do zespołu, jak skutecznie wdrożyć pakiet benefitów u siebie.

Dlaczego benefity wpływają na motywację?

Benefity pracownicze zwiększają motywację wtedy, gdy pracownik widzi w nich konkretną wartość. Może to być np. lepszy dostęp do opieki medycznej, możliwość uprawiania ulubionej aktywności fizycznej albo pomoc finansowa.

Mechanizm jest prosty. Pracownik, który może korzystać ze świadczeń dopasowanych do własnej sytuacji, częściej odczuwa, że firma traktuje go podmiotowo. To wzmacnia lojalność i chęć, by dawać z siebie więcej.

Znaczenie ma też autonomia. Możliwość wyboru benefitów zwiększa zaangażowanie, bo pracownik nie dostaje przypadkowego dodatku. Zyskuje on świadczenie, z którego faktycznie chce korzystać.

Benefity, które pobudzają motywację pracowników

Dobrze dopasowany pakiet powinien łączyć kilka obszarów. Sama karta sportowa albo samo ubezpieczenie nie wystarczą, ponieważ zespoły zazwyczaj mają bardziej złożone potrzeby.

Wellbeing i zdrowie

Tutaj dobrze działają:

  • karty sportowe,

  • programy wsparcia psychologicznego,

  • telemedycyna,

  • badania profilaktyczne,

  • inne benefity związane ze zdrowym stylem życia.

Karty sportowe, takie jak FitProfit i FitSport, ułatwiają pracownikom wybór aktywności dopasowanej do ich rytmu dnia — od siłowni, przez basen, po zajęcia grupowe.

Rozwój pracownika

W obszarze rozwoju ważne są:

  • budżety szkoleniowe,

  • mentoring,

  • kursy online,

  • możliwość zdobycia certyfikatów.

To właśnie te benefity pokazują, że firma inwestuje w przyszłość zatrudnionego, a nie tylko w bieżące zadania.

Benefity finansowe

Coraz większe znaczenie mają również pracownicze świadczenia pieniężne (poza podstawową wypłatą). Popularnymi benefitami dla zespołów są:

  • premie,

  • programy oszczędnościowe,

  • ubezpieczenia,

  • doradztwo finansowe,

  • okazjonalne wsparcie w trudnych sytuacjach życiowych.

Elastyczność i odpowiednia forma pracy to fundament motywacji

Pakiet benefitów powinien pasować do sposobu pracy.

  • Pracownicy zdalni częściej korzystają z rozwiązań cyfrowych, takich jak: telemedycyna, webinary, kursy online i wsparcia home office.

  • Zespoły stacjonarne mogą bardziej doceniać: dofinansowanie dojazdów, posiłki w miejscu pracy, lokalne zajęcia sportowe albo opiekę medyczną blisko biura.

  • W modelu hybrydowym znaczenie z kolei zyskuje dostępność. Benefit powinien działać niezależnie od tego, czy pracownik jest w biurze, w domu czy w podróży. Jeśli korzystanie ze świadczenia wymaga wielu formalności, jego wartość spada.

Personalizacja a kultura organizacyjna

Personalizacja benefitów kształtuje nie tylko na poziom popularności świadczeń. Wpływa też na kulturę organizacyjną. Pokazuje, że firma widzi różnorodność potrzeb i nie zakłada, że jeden model świadczeń pasuje do wszystkich.

Pracownik, który może wybrać między wsparciem zdrowotnym, sportem albo szkoleniem, ma większe poczucie wpływu zarówno na swoją karierę, jak i na dobro zespołu. To nie tylko buduje zaufanie do pracodawcy, ale przede wszystkim zwiększa motywację do pracy.

Warunkiem tego stanu rzeczy jest jednak transparentność. Zasady przyznawania benefitów powinny być zrozumiałe, dostępne i jednakowe dla osób w podobnej sytuacji. Brak jasności może szybko osłabić efekt motywacyjny.

Wdrożenie pakietu benefitów dla zespołów – krótki przewodnik krok po kroku

  • Pierwszy krok: diagnoza potrzeb – firma powinna zebrać dane i sprawdzić, które świadczenia są naprawdę oczekiwane.

  • Drugi krok: zaprojektowanie pakietu – warto połączyć różne rodzaje benefitów (zdrowotne, sportowe, rozwojowe oraz finansowe).

  • Trzeci krok: pilotaż – test na mniejszej grupie przez około pół roku pozwala ocenić, czy pracownicy korzystają z nowych świadczeń i czy rozumieją ich zasady.

  • Czwarty krok: komunikacja – bez jasnej i zaplanowanej komunikacji pakiet benefitów trudno skutecznie wdrożyć. Pomocne w planowaniu komunikacji są: krótkie instrukcje, FAQ, spotkania informacyjne oraz wsparcie menedżerów.

  • Piąty krok: pomiar i korekta – oferta benefitowa nie powinna być zamrożona na lata. Potrzeby pracowników zmieniają się wraz z rynkiem, wiekiem zespołu czy modelem pracy. Benefity powinny nadążać za zmieniającymi się potrzebami zespołu.

Podsumowanie

Dobry pakiet benefitów motywuje, ponieważ odpowiada na prawdziwe potrzeby zespołów. Pakiet taki powinien łączyć różne obszary, w tym: zdrowie, sport, rozwój czy wsparcie finansowe.

Najważniejsze w procesie wdrażania benefitów motywujących pracowników są:

  • diagnoza,

  • swobodny dostęp,

  • transparentne zasady,

  • regularny pomiar efektów.

Świadczenia dla firm nie powinny być przypadkową listą dodatków. Powinny za to tworzyć system, który wzmacnia zaangażowanie, buduje lojalność i pomaga zatrzymać ludzi w organizacji na dłużej.

Suwerenność cyfrowa zaczyna się od decyzji, gdzie trafiają dane i publiczne pieniądze

Z raportu Sieci Badawczej Łukasiewicz „Cyfrowy bilans Polski. Jak zmienić uzależnienie w suwerenność?” wynika jasno, że skala zależności technologicznej przestała być problemem branżowym, a stała się problemem gospodarczym. W 2016 roku import produktów cyfrowych wynosił około 9 mld zł. W 2024 roku to już blisko 48 mld zł. Tempo wzrostu sięga średnio 25 proc. rocznie. W tym samym czasie eksport pozostaje praktycznie na niezmienionym poziomie około 3 mld zł. W efekcie powstała trwała luka sięgająca około 45 mld zł rocznie, która zasila zagraniczne ekosystemy chmurowe, licencyjne i platformowe. – To nie jest tylko statystyka handlowa. To realny przepływ pieniędzy i kontroli poza Polskę. W efekcie krajowa gospodarka cyfrowa działa dziś na cudzym silniku. I coraz więcej za to płaci – mówi Robert Czarniewski, wiceprezes zarządu i CFO Polcom.

Importujemy cyfrową rzeczywistość

– Dziś mówimy o sytuacji, w której Polska każdego roku transferuje dziesiątki miliardów złotych do zagranicznych dostawców technologii. To nie jest już kwestia wyboru narzędzi IT, tylko strukturalnego uzależnienia całej gospodarki. Jeśli ten trend się utrzyma, to będziemy coraz bardziej konsumentem technologii, a nie ich współtwórcą, a to w długim terminie oznacza utratę konkurencyjności — wskazuje Robert Czarniewski

Polska nie tylko kupuje technologie, ale stopniowo oddaje nad nimi wpływ. Dane są przetwarzane poza krajem, kluczowe systemy opierają się na zagranicznych platformach, a decyzje dotyczące infrastruktury cyfrowej zapadają poza lokalną jurysdykcją. W debacie publicznej temat ten często próbuje się sprowadzić do cyberbezpieczeństwa, ale w praktyce chodzi o coś bardziej fundamentalnego – o to, kto zarabia na cyfryzacji i kto ustala jej zasady.

Podobny kierunek wybrzmiał niedawno podczas inauguracji projektu Local Content, gdzie premier Donald Tusk mówił o potrzebie budowania suwerenności gospodarczej i technologicznej Polski: wierzymy też głęboko w to, że ten local content to także rozwój polskiej myśli technologicznej i bezpieczeństwa.

W praktyce może to oznaczać na coraz większą presję na rozwój lokalnej infrastruktury cyfrowej, krajowych kompetencji technologicznych oraz większy udział polskich i europejskich dostawców w strategicznych projektach IT i chmurowych.

Społeczny mandat jest, system nie nadąża

Społecznie ten problem jest już dostrzegany. Badania Digital Poland wskazuje, że 56 proc. Polaków uznaje suwerenność technologiczną za priorytet, a aż 71 proc. deklaruje gotowość wydatkowania większych budżetów w zamian za rozwiązania lokalne. To wyraźny sygnał, że rynek jest gotowy na zmianę. Problem polega na tym, że polityka państwa nie zawsze za tym nadąża.

Z kolei z raportu Polcom „Barometr Cyfrowej Transformacji Polskiego Biznesu 2025-2026” wyłania się obraz systemu, który w praktyce wciąż premiuje globalnych graczy. 15 proc. firm uważa, że polityka państwa sprzyja zagranicznym dostawcom, a 25 proc. wskazuje na brak realnych mechanizmów wsparcia dla polskich firm IT. Tylko 6 proc. przedsiębiorstw widzi konkretne działania wspierające lokalnych lub europejskich dostawców, a taki sam odsetek wierzy w równe szanse w projektach strategicznych.

Z perspektywy firm technologicznych największym problemem nie jest brak kompetencji czy kapitału, ale brak spójnej polityki zakupowej państwa. Jeżeli w projektach publicznych w praktyce wygrywają globalni dostawcy, to trudno mówić o budowaniu lokalnego ekosystemu. Suwerenność zaczyna się od decyzji, gdzie trafiają publiczne pieniądze i jakie kryteria realnie obowiązują w przetargach. To nie są marginalne opinie, tylko sygnał, że rynek widzi wyraźną asymetrię – komentuje wiceprezes Polcom.

Cyfrowe państwo rośnie, ale na cudzej infrastrukturze

Jednocześnie sama cyfryzacja państwa postępuje, choć nie w tempie liderów europejskich. W Unii Europejskiej z e-administracji korzysta już 72 proc. mieszkańców, podczas gdy w Polsce jest to 58,5 proc. Liderzy, jak Dania czy Finlandia, osiągają poziom 96-98 proc.

Oznacza to, że cyfrowych usług publicznych przybywa, a wraz z nimi rośnie ilość danych generowanych przez obywateli i instytucje. Problem polega na tym, że wzrost skali nie zawsze idzie w parze z kontrolą nad tym, gdzie te dane są przetwarzane i kto faktycznie nimi zarządza.

Państwo przyspiesza z cyfryzacją, ale nie zawsze idzie za tym refleksja, gdzie trafiają dane i kto ma do nich dostęp. Możemy mieć nowoczesne e-usługi, ale jeśli ich fundamentem są zewnętrzne platformy, to ta nowoczesność jest w pewnym sensie iluzoryczna. Prawdziwa niezależność zaczyna się dopiero wtedy, gdy kontrolujemy nie tylko aplikacje, ale też infrastrukturę i dane — dodaje Robert Czarniewski.

Biznes już liczy ryzyko

Znacznie bardziej pragmatyczne podejście widać w sektorze prywatnym. Już 43 proc. firm przy wyborze dostawcy chmury kieruje się lokalizacją danych w centrum danych na terytorium Polski. To nie jest już kwestia wizerunku czy ideologii, ale twardej kalkulacji biznesowej.

Firmy coraz częściej analizują, w jakiej jurysdykcji działają ich dane i jakie regulacje mogą mieć na nie wpływ. W tle pojawiają się takie akty jak amerykański Cloud Act, który umożliwia dostęp do danych przechowywanych przez amerykańskie firmy niezależnie od miejsca ich fizycznego przechowywania.

Na poziomie europejskim kierunek jest jasno określony. Budowa suwerenności cyfrowej staje się jednym z filarów polityki gospodarczej. Chodzi o to, aby dane europejskich firm i obywateli były przetwarzane w ramach europejskich regulacji i pod kontrolą podmiotów działających w tej samej przestrzeni prawnej. Według prognoz Gartnera do 2029 roku ponad połowa międzynarodowych organizacji wdroży formalne podejście do suwerenności cyfrowej. Dziś robi to zaledwie około 10 proc., co pokazuje, jak dynamiczna zmiana dopiero się rozpędza.

W tym kontekście Polska stoi przed wyborem, który trudno już odkładać. Można dalej funkcjonować jako rynek zbytu dla globalnych dostawców i akceptować rosnący odpływ wartości, albo zacząć świadomie budować własne kompetencje i wzmacniać lokalny ekosystem technologiczny.

Dyskusja o cyfrowej niezależności przestaje być abstrakcyjna. To rozmowa o pieniądzach, o modelu rozwoju gospodarczego i o tym, czy Polska chce być tylko użytkownikiem technologii, czy również ich współtwórcą. W świecie, w którym dane stają się jednym z najważniejszych zasobów, brak kontroli nad nimi oznacza oddanie części wpływu na własną przyszłość – zaznacza Robert Czarniewski, wiceprezes Polcom.

Marcin Sołtysiak: przejęcie Polenergia Fotowoltaika to element szerszej strategii

Marcin Sołtysiak, inwestor branżowy, Prezes Grupy ELQ S.A. oraz główny akcjonariusz Grupy, sfinalizował transakcję nabycia 100% akcji spółki Polenergia Fotowoltaika S.A. Transakcja została przeprowadzona poprzez wehikuł inwestycyjny, powiązany z Grupą Kapitałową ELQ S.A.

Nabycie Polenergia Fotowoltaika S.A. stanowi istotny krok w kierunku rozwoju aktywności inwestycyjnej Marcina Sołtysiaka w sektorze energetycznym oraz budowy szerszego zaplecza kompetencyjnego wokół Grupy ELQ. Transakcja wzmacnia obecność w obszarze energetyki rozproszonej, nowoczesnych rozwiązań OZE oraz usług energetycznych skierowanych do klientów indywidualnych, biznesowych i instytucjonalnych.

Polenergia Fotowoltaika S.A. to spółka posiadająca rozpoznawalność rynkową, doświadczenie operacyjne, zespół, know-how oraz bazę klientów. Te elementy stanowią solidny fundament do dalszego rozwoju pod nowym właścicielem.

Po zmianie właścicielskiej spółka kontynuuje działalność operacyjną bez zakłóceń, realizuje bieżące projekty oraz utrzymuje obsługę klientów zgodnie z dotychczasowymi zasadami. Bieżące umowy, serwis, gwarancje oraz zobowiązania wobec klientów i partnerów pozostają w mocy.

„Nabycie Polenergia Fotowoltaika traktuję jako strategiczny krok w kierunku budowy silnej, skalowalnej pozycji w segmencie energetyki rozproszonej i nowoczesnych rozwiązań OZE. Przejmujemy spółkę z doświadczonym zespołem, realnym know-how oraz zaufaniem klientów — czyli fundamentami, na których można budować dalszy wzrost.

Naszą ambicją nie jest jedynie kontynuacja działalności, ale nadanie jej nowej dynamiki poprzez rozwój technologiczny, poszerzenie oferty, zwiększenie skali operacyjnej oraz wykorzystanie synergii z kompetencjami zgromadzonymi wokół Grupy ELQ w sektorze elektroenergetycznym. Widzimy w tym przejęciu nie pojedynczą transakcję, lecz element szerszej strategii rozwoju w obszarze transformacji energetycznej. Energetyka rozproszona, lokalne źródła energii, usługi dla klientów oraz integracja nowoczesnych rozwiązań OZE będą coraz ważniejszą częścią rynku. Chcemy aktywnie uczestniczyć w tym procesie i budować pozycję w segmentach, które będą miały znaczenie dla przyszłości polskiej energetyki.”

— powiedział Marcin Sołtysiak, Prezes Grupy ELQ S.A.

Transakcja wpisuje się w długofalową strategię inwestycyjną Marcina Sołtysiaka, ukierunkowaną na rozwój kompetencji w sektorze elektroenergetycznym, infrastrukturalnym oraz odnawialnych źródeł energii. Powiązanie transakcji z Grupą Kapitałową ELQ S.A. tworzy potencjał do wykorzystania doświadczenia branżowego, organizacyjnego i technicznego zgromadzonego wokół Grupy ELQ.

Celem nowego właściciela jest dalsze wzmacnianie pozycji rynkowej Polenergia Fotowoltaika S.A., rozwój kompetencji zespołu, poszerzanie możliwości operacyjnych oraz budowanie skali działania w oparciu o doświadczenie sektorowe, zaplecze organizacyjne i długofalowe podejście do rozwoju.

W kolejnym etapie planowany jest uporządkowany proces dalszego rozwoju spółki oraz identyfikacji potencjalnych synergii biznesowych. Proces ten będzie prowadzony z zachowaniem ciągłości operacyjnej, stabilności obsługi klientów oraz realizacji bieżących zobowiązań.

Nabycie Polenergia Fotowoltaika S.A. otwiera nowy etap rozwoju w segmencie energetyki rozproszonej — obszarze, który w kolejnych latach będzie odgrywał coraz większą rolę w transformacji energetycznej, zwiększaniu efektywności energetycznej oraz budowie bardziej odpornego, zdecentralizowanego systemu energetycznego.

O Marcinie Sołtysiaku i Grupie ELQ

Marcin Sołtysiak jest inwestorem branżowym, Prezesem Grupy ELQ S.A. oraz głównym akcjonariuszem Grupy(94%). Od lat rozwija działalność w sektorze elektroenergetycznym, infrastrukturalnym i inwestycyjnym, koncentrując się na projektach związanych z transformacją energetyczną, bezpieczeństwem energetycznym oraz budową nowoczesnych modeli rozwoju infrastruktury.

ELQ S.A. to polska grupa działająca w sektorze elektroenergetycznym od 1976 roku, specjalizująca się w rozwiązaniach dla infrastruktury energetycznej, transformacji energetycznej oraz nowoczesnych technologii wspierających bezpieczeństwo i niezależność energetyczną. Grupa rozwija działalność w Polsce i na rynkach zagranicznych, łącząc kompetencje przemysłowe, projektowe, operacyjne i inwestycyjne.

Polacy coraz chętniej wybierają marki własne. Rynek wart już 67 mld zł

0

Rynek marek własnych w Polsce systematycznie zwiększa swój udział w koszyku FMCG. W 2025 roku wydatki w tym segmencie sięgnęły 67 mld zł, co oznacza wzrost o 6,6 proc. rok do roku. Udział wartościowy marek własnych wyniósł 23,5 proc., czyli o 3,8 pkt proc. więcej niż pięć lat wcześniej. W praktyce oznacza to, że już co czwarta złotówka wydawana na produkty FMCG trafia do marek sieci detalicznych.

Po okresie bardzo wysokiej dynamiki w latach 2022-2023 – sięgającej blisko 20 proc. rocznie – tempo wzrostu marek własnych ustabilizowało się w ostatnich dwóch latach na poziomie ok. 7 proc. rocznie. Według danych YouGov za długookresowy wzrost znaczenia marek własnych odpowiada m.in. kanał dyskontów, obejmujący takie szyldy jak Biedronka, Lidl, Netto i Aldi. W 2025 roku gospodarstwa domowe zrealizowały w tym formacie 44 proc. wydatków FMCG w handlu detalicznym. Dyskonty skutecznie konkurują zarówno z małymi sklepami – poprzez ofertę świeżych produktów i pieczywa – jak i z hipermarketami, zwiększając częstotliwość wizyt oraz udział dużych koszyków, w tym zakupów robionych na zapas.

Choć rosnąca rola dyskontów pozostaje jednym z kluczowych czynników wzmacniających segment marek własnych, jego rozwój nie wynika wyłącznie z ekspansji tego formatu. Równolegle zaszła bowiem głęboka zmiana charakteru samej oferty. To, co dziś obserwujemy na polskim rynku, jest efektem złożonej i długoletniej transformacji – od produktów postrzeganych jako tańsza alternatywa do pełnoprawnych brandów z własną tożsamością, rozpoznawalną komunikacją i rosnącą lojalnością nabywców.

– Marki własne w dyskontach przestały być tłem dla brandów producenckich. Są już świadomie budowanymi markami z konkretną obietnicą dla konsumenta – opartą nie tylko na cenie, ale również na wygodzie zakupu, dostępności czy określonym stylu życia. Przykłady takie jak Marletto, Kraina Wędlin, Fruvita, Pilos, K-Stąd Takie Dobre czy Isana pokazują, że marki te obecne są dziś w segmentach premium, funkcjonalnych, lokalnych i ekologicznych, a ich obecność w kampaniach telewizyjnych i online potwierdza profesjonalizację komunikacji. Oferta jest coraz częściej dopasowywana do mikrosegmentów, a ten strategiczny rozwój przekłada się bezpośrednio na wyniki sprzedażowekomentuje Michał Maksymiec, retail client director w YouGov.

83 proc. Polaków robi „smart” zakupy

Zmianom strukturalnym towarzyszy ewolucja postaw konsumenckich. Z raportu YouGov „Shopping Monitor 2026” wynika, że 83 proc. Polaków zalicza się do tzw. smart shoppers, czyli konsumentów planujących zakupy, porównujących ceny jednostkowe, analizujących składy i aktywnie korzystających z narzędzi cyfrowych. Jednocześnie maleje udział osób kierujących się wyłącznie ceną, a rośnie znaczenie jakości, wygody oraz doświadczenia z marką.

– Zjawisko tzw. smart shoppingu wykracza dziś daleko poza proste porównywanie cen. Mamy do czynienia z konsumentami, którzy są świetnie przygotowani do zakupów – wiedzą, czego szukają i nie boją się testować nowości. Marki własne trafiają w ten trend idealnie: oferują dobrą relację wartości do ceny, są łatwo dostępne i coraz częściej wzbudzają zaufanie dzięki stałej jakości i estetyce. To powoduje, że przestają być tylko „opcją w trudnych czasach”, a stają się świadomym wyborem także wśród klasy średniej i młodszych grup konsumentów dodaje Rafał Dobrowolski, strategic insight manager w YouGov.

Marki własne w niemal każdym koszyku

Z raportu „Shopping Monitor 2026” YouGov wynika, że marki własne są obecne w koszykach praktycznie wszystkich Polaków, niezależnie od stylu zakupowego. Jednocześnie rośnie grupa konsumentów, którzy traktują dyskonty jako podstawowe miejsce codziennych zakupów. Przyciągają one nie tylko ceną i promocjami, ale również szeroką ofertą dostępną wyłącznie w ramach danej sieci. Tzw. „miłośnicy dyskontów” przeznaczają na marki własne nawet ponad jedną trzecią swoich wydatków FMCG. Szczególnie wysoka otwartość na ten segment jest widoczna wśród przedstawicieli generacji Z oraz millenialsów, zwłaszcza w gospodarstwach domowych z dziećmi. Dla nich atrakcyjność oferty marek własnych jest jednym z kluczowych kryteriów wyboru miejsca codziennych zakupów.

Równolegle rośnie znaczenie marek własnych w obszarze innowacji. Sieci rozwijają nowe produkty, warianty i funkcjonalności, a niekiedy inicjują całe kategorie, do których następnie dołączają marki producenckie. Działania te służą nie tylko zwiększaniu ruchu w sklepach, lecz również budowaniu wizerunku i wzmacnianiu postrzeganej wartości oferty. W efekcie granica między marką producenta a marką sieci z perspektywy konsumenta coraz bardziej się zaciera, a sam podział ma często charakter techniczny.

Mimo rosnącej roli marek własnych producenci markowi utrzymują silną pozycję w wybranych segmentach. W kategoriach takich jak napoje typu cola, margaryny, dezodoranty czy maszynki do golenia udział marek własnych nie przekracza 10 proc. Z kolei w segmentach o wysokiej wrażliwości cenowej – m.in. papier toaletowy, ręczniki papierowe, kasze, ryż, owoce mrożone czy dania gotowe – marki własne osiągają od 50 do ponad 70 proc. udziału rynkowego.

– Rynek marek własnych w Polsce dojrzewa – zarówno po stronie podaży, jak i popytu. Mimo to, producenci markowi nie tracą znaczenia – pozostają źródłem innowacji, silnych emocjonalnych relacji z klientami i szerokiej oferty. Najbliższe lata zapowiadają rywalizację nie tylko na cenę, ale przede wszystkim na jakość, wizerunek, funkcjonalność i wartość postrzeganą przez konsumentapodsumowuje Michał Maksymiec.

Dane z YouGov Shopper Panel (8.000 polskich gospodarstw domowych, zakupy dokonywane przez gospodarstwa domowe na swoje potrzeby – przynoszone do domu)

Luka w przepisach może ujawniać adopcję dziecka. UODO interweniuje

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski wystąpił do Minister Zdrowia z wnioskiem o podjęcie prac legislacyjnych dotyczących dokumentacji medycznej dzieci, które zostały przysposobione. Chodzi o dostosowanie zasad wprowadzania zmian w dokumentach medycznych tak, aby skuteczniej chronić dane osobowe dziecka, jego prawo do prywatności oraz informacje związane z adopcją.

Inicjatywę Prezesa UODO poparła Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak. Problem ma istotne znaczenie praktyczne, ponieważ obecne przepisy nie odpowiadają w pełni sytuacjom, w których po przysposobieniu pełnym dochodzi do zmiany danych identyfikacyjnych dziecka, w tym nadania mu nowego numeru PESEL.

Impulsem do interwencji była skarga matki dziecka, którego danych osobowych nie zaktualizowano prawidłowo po procedurze przysposobienia pełnego. Podmiot medyczny nadal przetwarzał poprzedni numer PESEL małoletniego, mimo że dziecku nadano już nowy numer. W jednym z zaświadczeń lekarskich umieszczono zarówno poprzedni, jak i aktualny numer PESEL, co doprowadziło do ujawnienia informacji o adopcji.

Jak wskazuje UODO, skarżąca poinformowała podmiot medyczny o całkowitej zmianie numeru PESEL. Mimo to placówka nie uwzględniła tej aktualizacji w sposób, który byłby właściwy z punktu widzenia zasad wynikających z RODO. Sprawa pokazała, że obowiązujące regulacje nie dają jednoznacznych narzędzi do odpowiedniego postępowania z dokumentacją medyczną dziecka po pełnym przysposobieniu.

Dokumentacja medyczna podlega ochronie prawnej na podstawie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Szczegółowe zasady przetwarzania danych zawartych w takiej dokumentacji określa natomiast rozporządzenie Ministra Zdrowia z 2020 roku. Zgodnie z obecnymi przepisami wpisu w dokumentacji medycznej nie można po prostu usunąć. Jeżeli został wprowadzony błędnie, należy go skreślić, dodać adnotację o przyczynie błędu, datę oraz oznaczenie osoby, która wprowadziła taką adnotację.

Ten mechanizm, choć uzasadniony z punktu widzenia integralności dokumentacji medycznej, może okazać się niewystarczający w szczególnych przypadkach, takich jak pełne przysposobienie dziecka. Utrzymywanie w obrocie dokumentów zawierających poprzednie dane identyfikacyjne może bowiem prowadzić do ujawnienia informacji, które powinny pozostać chronione. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy po sporządzeniu nowego aktu urodzenia wcześniejsze dane dziecka nie powinny być ujawniane.

Prezes UODO zwraca uwagę, że pozostawienie przepisów w obecnym kształcie może budzić wątpliwości zarówno z perspektywy RODO, jak i Konstytucji RP. Chodzi przede wszystkim o zasadę minimalizacji danych, zgodnie z którą należy przetwarzać wyłącznie informacje niezbędne do określonego celu. Władze publiczne oraz podmioty wykonujące zadania publiczne nie powinny pozyskiwać, gromadzić ani udostępniać danych obywateli w zakresie szerszym, niż jest to konieczne w demokratycznym państwie prawa.

Problem wynika z braku szczególnych przepisów, które pozwalałyby na zmianę danych osobowych dziecka w dokumentacji medycznej po dokonaniu pełnego przysposobienia. Zgodnie z Kodeksem rodzinnym i opiekuńczym przysposobienie pełne tworzy między dzieckiem a osobą przysposabiającą taki stosunek prawny, jaki istnieje między rodzicami a dziećmi. W praktyce oznacza to zmianę nazwiska dziecka, a w niektórych przypadkach również zmianę imienia.

Sąd może również orzec o sporządzeniu nowego aktu urodzenia. W takiej sytuacji dotychczasowy akt urodzenia nie podlega ujawnieniu, a dziecku nadawany jest nowy numer PESEL, który zostaje wpisany do rejestru stanu cywilnego. Poprzednie dane identyfikacyjne są usuwane z aktualnego obrotu prawnego, co powinno znaleźć odpowiednie odzwierciedlenie również w dokumentacji medycznej.

Lukę w przepisach dostrzegła także Rzeczniczka Praw Dziecka. Monika Horna-Cieślak skierowała wniosek o zmianę przepisów wykonawczych do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, Ministra Sprawiedliwości, Ministra Obrony Narodowej oraz Ministra Zdrowia. Proponowane rozwiązanie dotyczy możliwości wydawania dokumentacji medycznej na wniosek przedstawiciela ustawowego lub opiekuna faktycznego w formie odpisu zawierającego aktualne dane osobowe pacjenta wynikające z pełnego przysposobienia.

To ważna różnica, ponieważ odpis — inaczej niż kopia dokumentacji medycznej — może mieć charakter niepełny. Oznacza to, że nie musi zawierać wszystkich danych znajdujących się w oryginalnej dokumentacji, w tym pierwotnych danych identyfikacyjnych pacjenta. Takie rozwiązanie mogłoby ograniczyć ryzyko ujawnienia informacji o adopcji osobom lub instytucjom, które nie powinny mieć dostępu do takich danych.

Gotowość do podjęcia działań prawodawczych wyrazili już Minister Obrony Narodowej oraz Minister Spraw Wewnętrznych. Podobną inicjatywę podjął Minister Sprawiedliwości. Znaczenie sprawy jest tym większe, że podmioty lecznicze powinny stosować jednolite zasady prowadzenia dokumentacji medycznej, niezależnie od tego, w jakim systemie organizacyjnym funkcjonują.

Projekt zmian rozporządzenia Ministra Zdrowia znajduje się obecnie na etapie konsultacji publicznych. Prezes UODO wyraził nadzieję, że nowe przepisy zostaną skutecznie wprowadzone i zapewnią właściwe gwarancje dostępu do aktualnych oraz prawidłowych danych osobowych zawartych w dokumentacji medycznej.

Zmiany mają jednocześnie respektować prawo dziecka do prywatności oraz podstawowe zasady przetwarzania danych osobowych. W praktyce chodzi o znalezienie równowagi między koniecznością zachowania ciągłości dokumentacji medycznej a ochroną szczególnie wrażliwych informacji dotyczących historii rodzinnej i prawnej dziecka.

Drees & Sommer kupuje 100% udziałów w ADC

ADC, polska firma specjalizująca się w zarządzaniu projektami i planowaniu inwestycji budowlanych, stała się częścią globalnej firmy doradczej Drees & Sommer. Grupa przejęła 100 proc. udziałów w spółce. Transakcję sfinalizowano 6 maja 2026 r. Przejęcie wzmocni obsługę międzynarodowych i lokalnych klientów Drees & Sommer w Polsce oraz w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Założona w 2018 roku firma ADC oferuje zintegrowane usługi w zakresie architektury, projektowania oraz doradztwa technicznego, a także zarządzania projektami i nadzoru nad realizacją inwestycji. Spółka ugruntowała pozycję silnego gracza na polskim rynku i utrzymuje stabilny wzrost.

Do Drees & Sommer Polska dołączy około 70 pracowników ADC po czym firma będzie zatrudniać łącznie ponad 90 osób w czterech biurach w Polsce zlokalizowanych w Warszawie, Rzeszowie, Wrocławiu i Katowicach. Dzięki integracji zespołów spółka będzie oferować kompleksową obsługę inwestycji w modelu one-stop shop – od projektowania i planowania po realizację i nadzór.

Milowy krok dla Drees & Sommer w Polsce

„Polska jest jednym z najbardziej dynamicznych rynków inwestycyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej” – powiedział Steffen Szeidl, Chief Executive Officer i Partner Drees & Sommer. „Przejęcie ADC to ważny krok strategiczny dla Drees & Sommer. Zyskujemy sprawdzonego partnera z silnymi kompetencjami planistycznymi, rozbudowaną siecią relacji na rynku lokalnym oraz bardzo doświadczonym zespołem zarządzającym. To połączenie sprawia także, że znacząco wzmacniamy naszą obecność na polskim rynku, ale również mamy większe możliwości w jego aktywnym rozwoju.”

„ADC doskonale uzupełnia nasze dotychczasowe kompetencje konsultingowe o zaawansowane możliwości w zakresie planowania i realizacji w Polsce” – dodał Jörg Wohlfarth, Partner w Drees & Sommer. „Razem możemy oferować kompleksowe rozwiązania obejmujące cały proces inwestycyjny, łączące międzynarodowe doświadczenie z dogłębną znajomością lokalnego rynku. To kluczowy czynnik sukcesu w realizacji złożonych i wielkoskalowych projektów w Polsce, jak i w całym regionie CEE.”

Rozszerzenie kompetencji interdyscyplinarnych i kompleksowa oferta usług

Dzięki połączeniu sił z ADC Drees & Sommer znacząco wzmacnia swoje interdyscyplinarne kompetencje w Polsce, poszerzając lokalną ofertę o zaawansowane usługi w zakresie planowania i realizacji inwestycji. Przejęcie pozwoli spółce oferować na polskim rynku kompleksowe rozwiązania, łączące usługi doradcze, projektowe, zarządzanie i nadzór w ramach jednej organizacji.

„Dołączenie do Drees & Sommer otwiera przed ADC nowe możliwości rozwoju” – powiedział Bogusław Paciorek, Managing Director ADC. „Jednocześnie zachowujemy naszą kulturę organizacyjną, silną pozycję na rynku lokalnym i dotychczasowy model zarządzania. Nasi klienci skorzystają z szerszej oferty i międzynarodowego doświadczenia.”

Drees & Sommer wyróżnia się tworzeniem zrównoważonych, innowacyjnych i efektywnych ekonomicznie rozwiązań, odpowiadających na indywidualne potrzeby klientów. Dzięki interdyscyplinarnym zespołom firma łączy globalne doświadczenie z lokalną wiedzą ekspercką.  Drees & Sommer działa dziś w ponad 80 lokalizacjach na świecie, realizując blisko 7 000 projektów dla klientów w Europie, na Bliskim Wschodzie, w Chinach, regionie APAC oraz Ameryce Północnej.

W ciągu ostatnich ośmiu lat ADC zrealizowało ponad 300 projektów w całej Polsce – od dużych inwestycji logistycznych, przemysłowych i biurowych po złożone projekty rewitalizacji miejskiej oraz inwestycje mieszkaniowe.  Do kluczowych realizacji należy m.in. wykonanie centrum dystrybucyjnego o powierzchni 50 000 m² w Opocznie na zlecenie Jerónimo Martins, realizowanego wspólnie z Drees & Sommer w formule obejmującej projektowanie, zarządzanie projektem i nadzór nad realizacją.

Do pozostałych projektów należą m.in. rewitalizacja historycznego Domu Towarowego Braci Jabłkowskich w Warszawie, rozbudowa zakładu produkcji soli spółki Quemetica w Janikowie, duże inwestycje mieszkaniowe realizowane dla Victoria Dom w stolicy i okolicach o łącznej powierzchni przekraczającej 100 000 m², a także realizacja innowacyjnej zajezdni autobusowej z infrastrukturą do tankowania wodoru w Koninie, wspierającej niskoemisyjny transport publiczny.

„Nasze zespoły łączą wspólne wartości oraz ambicja dostarczania wysokiej jakości zintegrowanych rozwiązań projektowych” – dodaje Łukasz Lenczewski, Managing Director w ADC. „Dotychczasowa bliska współpraca ADC i Drees & Sommer już się sprawdziła w praktyce. Razem jesteśmy lepiej przygotowani, aby wspierać realizację złożonych projektów w Polsce i poza jej granicami.”

Na razie oficjalna nazwa firmy ADC Sp. z o.o.  się nie zmieni. Organizacja będzie działać pod logo „ADC – Part of Drees & Sommer”, a kierownictwo pozostanie w dotychczasowym składzie.

Przewóz już 10 kg odzieży i 20 sztuk obuwia pod ścisłą kontrolą . Na firmy z branży sypią się pierwsze kary

Od 17 marca 2026 r. działający w Polsce system monitorowania przewozu towarów SENT został rozszerzony o nowe kategorie produktów – w tym odzież, odzież używaną oraz obuwie. To przełomowa zmiana dla firm z sektora mody, e-commerce, handlu i logistyki. Oznacza ona bowiem nowe obowiązki administracyjne, których niedopełnienie grozi poważnymi sankcjami finansowymi. Przedsiębiorcy, którzy nie zdążyli się przygotować, muszą pilnie nadrobić zaległości. Przeprowadzono już prawie 700 kontroli. Brak zgłoszenia przewozu już więcej niż 10 kg odzieży lub 20 sztuk obuwia może skutkować karą w wysokości 46% wartości towaru, nie mniej niż 20 tys. zł – nawet przy niewielkich przesyłkach – ostrzega radca prawny Natalia Stanowska-Potoczny z kancelarii prawnej Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy Sp.K.

Pierwsze kary. Branża apeluje o zmiany

Pierwsze dane pokazują, że system już działa z pełną intensywnością. W ciągu pierwszego miesiąca dokonano 55 tys. zgłoszeń, przeprowadzono 653 kontrole, w 86 przypadkach wykryto nieprawidłowości oraz nałożono 34 mandaty. Nie jest jednak jasne, jaka część naruszeń wynikała z celowego działania, a jaka z błędów lub niejasności przepisów.

Coraz więcej przedsiębiorców wskazuje, że obecny kształt przepisów wymaga pilnej korekty. Szczególnie zagrożone są mikro i małe firmy, które często nie dysponują odpowiednim zapleczem administracyjnym do obsługi nowych obowiązków. Bez zmian system SENT – zamiast ograniczać nadużycia – może stać się poważną barierą dla legalnie działających przedsiębiorstw w branży modowej.- ostrzega radca prawny Natalia Stanowska-Potoczny z kancelarii prawnej Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy Sp.K.

Czym jest system SENT i jak działa

SENT, czyli System Elektronicznego Nadzoru Transportu, funkcjonuje w Polsce od 2017 r. jako narzędzie Krajowej Administracji Skarbowej do monitorowania przewozu tzw. towarów wrażliwych. System opiera się na obowiązku zgłaszania transportów oraz ich bieżącego nadzorowania – w tym często także śledzenia geolokalizacji pojazdów. Pierwotnie SENT obejmował głównie takie towary jak paliwa, alkohol czy wyroby tytoniowe – sektory szczególnie narażone na nadużycia podatkowe i działalność szarej strefy. Dzięki systemowi możliwe stało się ograniczenie wyłudzeń VAT oraz zwiększenie kontroli nad obrotem towarami wysokiego ryzyka. W praktyce SENT to rozbudowany system raportowania realizowany za pośrednictwem platformy PUESC. Wymaga on od przedsiębiorców szczegółowego przekazywania danych o przewozach – od informacji o towarze (kod CN, masa, ilość), przez dane kontrahentów, aż po szczegóły dotyczące transportu i przewoźnika. W wielu przypadkach konieczne jest również zapewnienie ciągłej transmisji danych lokalizacyjnych pojazdu.

Dlaczego odzież i obuwie trafiły do SENT. Niskie progi, szeroki obowiązek

Rozszerzenie systemu na branżę modową to kolejny etap uszczelniania systemu podatkowego. Choć odzież i obuwie nie są klasycznymi „towarami wrażliwymi” jak paliwa czy alkohol, to sektor ten charakteryzuje się ogromną skalą obrotów. Bezpośrednim impulsem do zmian były nadużycia związane z importem towarów – zwłaszcza z Azji – w tym zaniżanie ich wartości i unikanie opodatkowania. W efekcie nowe przepisy obejmują około 100 tys. firm działających w Polsce.

Nowe regulacje obejmują transporty przekraczające bardzo niskie limity – już powyżej 10 kg odzieży lub 20 sztuk obuwia. To oznacza, że obowiązek zgłoszenia dotyczy ogromnej liczby codziennych operacji logistycznych. Przed rozpoczęciem transportu przedsiębiorca musi dokonać zgłoszenia w SENT poprzez PUESC. Zgłoszenie obejmuje szczegółowe dane dotyczące: nadawcy i odbiorcy, rodzaju i ilości towaru oraz środka transportu i przewoźnika. Kierowca musi posiadać numer referencyjny zgłoszenia oraz dokumenty przewozowe i okazywać je podczas kontroli. W wielu przypadkach wymagane jest także aktywne urządzenie GPS przekazujące dane w czasie rzeczywistym. Po zakończeniu przewozu konieczne jest jego potwierdzenie w systemie. – dodaje radca prawny Natalia Stanowska-Potoczny z kancelarii prawnej Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy Sp.K.

Surowe sankcje i realne ryzyko. Niejasne przepisy i ciężar dowodu

Największe obawy przedsiębiorców budzą sankcje. Brak zgłoszenia przewozu może skutkować karą w wysokości 46% wartości towaru, nie mniej niż 20 tys. zł – nawet przy niewielkich przesyłkach. Dodatkowe kary obejmują: 10 tys. zł za brak aktualizacji danych oraz 10 tys. zł za brak działającego urządzenia GPS.

Tak restrykcyjne przepisy szczególnie dotykają firmy e-commerce i importerów operujących dużą liczbą przesyłek o niskiej wartości jednostkowej. W praktyce nawet drobny błąd formalny może generować poważne konsekwencje finansowe. Dodatkowym problemem jest niejednoznaczna interpretacja przepisów. Z jednej strony sprzedaż na rzecz konsumentów nie powinna podlegać obowiązkowi zgłoszenia w SENT. Z drugiej – przedsiębiorcy muszą być w stanie udowodnić ten fakt podczas kontroli. Oznacza to konieczność posiadania dokumentów potwierdzających charakter transakcji. W praktyce jednak organy mogą kwestionować przedstawione dowody, co znacząco zwiększa ryzyko sporów i sankcji.- komentuje radca prawny Natalia Stanowska-Potoczny z kancelarii prawnej Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy Sp.K.

Beesafe ma nowego prezesa. Daniel Byster zastąpił Annę Włodarczyk-Moczkowską

Z początkiem maja stanowisko prezesa zarządu Beesafe objął Daniel Byster, dotychczasowy członek zarządu spółki odpowiedzialny za rozwój sprzedaży. Anna Włodarczyk-Moczkowska, prezeska Compensy, która od połowy ubiegłego roku kierowała Beesafe, została powołana do rady nadzorczej spółki.

Daniel Byster jest związany z Beesafe od 2019 roku. Jako członek zarządu nadzorował obszar sprzedaży oraz wzmacnianie pozycji spółki w kanałach cyfrowych. Równolegle, od 2024 roku, pełni funkcję Dyrektora Biura Marketingu i Sprzedaży Cyfrowej w Compensie. Przed dołączeniem do Beesafe pracował m.in. w T-Mobile, Avivie czy LINK4, gdzie odpowiadał m.in. za rozwój sprzedaży i działania marketingowe.

Od sześciu lat mam przyjemność obserwować, jak Beesafe przesuwa granice tego, co możliwe w ubezpieczeniach. Obejmując stery spółki, chcę skupić się na dalszym wzroście biznesu w kanałach cyfrowych oraz wzmacnianiu naszej roli hubu technologicznego dla polskich spółek VIG. Jesteśmy w trakcie fundamentalnych zmian, które sztuczna inteligencja wnosi do branży finansowej. Dlatego technologia to dla nas coś więcej niż efektywność – to fundament nowoczesnego modelu ubezpieczeń, który wspólnie budujemy w całej grupiemówi Daniel Byster, prezes Beesafe.

Beesafe jest jednym z kluczowych motorów transformacji cyfrowej w Grupie VIG. Spółka udowadnia, że można skutecznie i efektywnie łączyć dynamiczny wzrost biznesu ubezpieczeniowego z zaawansowaną technologią i innowacjami. Jestem przekonany, że powołanie Daniela dodatkowo przyspieszy ten rozwój, w szczególności w kontekście wykorzystania nowych technologii, w tym wdrażania rozwiązań opartych na kluczowej dla rozwoju biznesu ubezpieczeniowego technologii sztucznej inteligencji – podkreśla Harald Riener, przewodniczący rady nadzorczej Beesafe i członek zarządu VIG.

Zmiana w zarządzie wpisuje się w dalszy rozwój Beesafe jako podmiotu łączącego kompetencje sprzedażowe z zaawansowanym zapleczem technologicznym. Zgodnie ze swoją strategią spółka pełni funkcję hubu technologicznego dla polskich spółek Vienna Insurance Group, wspierając Compensę, InterRisk i Vienna Life w obszarze innowacji produktowych, automatyzacji procesów czy wykorzystania sztucznej inteligencji. Równolegle rozwija sprzedaż ubezpieczeń pod własną marką w kanałach cyfrowych oraz za pośrednictwem partnerów, takich jak Rankomat czy Mubi.

Beesafe to „cyfrowe serce” polskiej rodziny VIG i cieszę się, że Daniel, który współtworzył sukcesy sprzedażowe spółki, będzie odpowiedzialny za jej dalszy rozwój. Jestem przekonana, że jego unikalna perspektywa – łącząca sprzedaż, marketing i technologie, w tym sztuczną inteligencję – pozwoli nam jeszcze skuteczniej odpowiadać na potrzeby klientów i rynkumówi Anna Włodarczyk-Moczkowska, członek rady nadzorczej Beesafe i prezes Compensa TU S.A. Vienna Insurance Group.

Compensa jest jednym z trzech udziałowców Beesafe. Pozostali to Vienna Insurance Group oraz Vienna Life. W skład zarządu Beesafe, obok Daniela Bystera, wchodzi także Marcin Grabowski, odpowiedzialny za obszar technologiczny.

Magazyny energii poprawią efektywność sprzedaży energii z farm Grupy Mosty

Grupy Mosty, działająca m.in. w branży energetyki odnawialnej, której spółka zależna uplasowała emisję zielonych obligacji i wprowadziła je na Catalyst, instaluje pierwsze magazyny energii w ramach rozbudowy obecnie eksploatowanych farm słonecznych i wiatrowych. Równolegle do prac budowlanych, prowadzone są działania związane z włączeniem nowo zainstalowanych magazynów do sieci oraz rozpoczęciem świadczenia usług bilansujących dla systemu elektroenergetycznego. Docelowo do 2030 r. Grupa Mosty planuje uruchomić instalacje magazynowania energii o łącznej pojemności około 320 MWh.

„Odebraliśmy pierwsze magazyny energii i zgodnie z planem instalujemy je w wybranych lokalizacjach. Pracujemy nad włączeniem ich do sieci i procesem kwalifikacji Dostawcy Usług Bilansujących, która jest kluczowa do zwiększenia naszych przychodów. Integracja magazynów z istniejącymi farmami OZE pozwoli na bilansowanie systemu, optymalizację ceny sprzedaży energii oraz świadczenie usług systemowych” – mówi Andrzej Michał Kowalik, prezes Grupy Mosty.

Magazyny energii Grupy Mosty instalowane są przy ponad 30 projektach OZE, farmach słonecznych oraz wiatrowych. Zakończenie prac instalacyjnych planowane jest na IV kwartał br.

„Do 2030 r. planujemy uruchomić instalacje magazynowania energii o łącznej pojemności około 320 MWh. W realizacji celów wspierają nas środki pozyskane z emisji zielonych obligacji” – mówi Jacek Skrabacz, wiceprezes Grupy Mosty.

Magazyny energii wraz z eksploatowanymi instalacjami wytwórczymi zostaną połączone w jeden wspólnie zarządzany system. Docelowo uzyskają status Dostawcy Usług Bilansujących. Instalacje będą sterowane przez wybrany podmiot, z którym Grupa Mosty podpisze Umowę Optymalizacyjną.

Cyberataki rosną szybciej niż gotowość firm

Skala zagrożeń w polskiej cyberprzestrzeni przestała być abstrakcją. Z danych opublikowanych przez CERT Polska wynika, że w 2025 roku liczba zarejestrowanych incydentów cyberbezpieczeństwa wzrosła o 152% rok do roku. Jednocześnie odnotowano blisko 3500 incydentów opartych na szkodliwym oprogramowaniu, to o 81% więcej niż rok wcześniej.

Jest to nowa skala ryzyka, z którą mierzą się przedsiębiorcy. Widać to wyraźnie w badaniu Mastercard, z którego wynika, że cyberataku doświadczyło około 25% małych firm, 44% średnich i co druga duża organizacja w Polsce. Mimo to ponad połowa małych przedsiębiorstw (54%) nigdy nie szkoliła pracowników z cyberbezpieczeństwa, a plan reagowania na incydenty posiada jedynie 18% z nich. Najczęściej ofiarami cyberprzestępców padają firmy produkcyjne (49%), handlowe (38%) i e-commerce (34%). I nie jest to przypadek.

Największym błędem, jaki widzimy w firmach, jest traktowanie cyberbezpieczeństwa jako tematu czysto technicznego, którym powinien zająć się dział IT. Tymczasem to obszar bezpośrednio wpływający na ciągłość działania biznesu. Cyberatak to często zatrzymana produkcja, brak dostępu do systemów, paraliż operacyjny i realne straty finansowe w firmie – mówi Piotr Niemczyk, Prezes zarządu Tipping Point Works.

Dlaczego firmy są zaskakiwane skalą problemu

W praktyce wiele przedsiębiorstw inwestuje w zabezpieczenia, nie mając pełnego obrazu własnej infrastruktury. Nie wiedzą, gdzie znajdują się krytyczne dane, jak połączone są systemy, które urządzenia w sieci stanowią najsłabsze ogniwo ani kto realnie ma dostęp do ich zasobów.

Bez pełnej widoczności infrastruktury i przepływu danych, firmy inwestują w bezpieczeństwo trochę na ślepo. Najpierw trzeba zrozumieć, co tak naprawdę wymaga ochrony i gdzie są realne punkty ryzyka. Dopiero takie uporządkowanie daje efekty – podkreśla Piotr Niemczyk z Tipping Point Works.

Co to oznacza w praktyce? Ekspert wskazuje na większą widoczność ryzyk, jasne priorytety bezpieczeństwa, szybsze reagowanie na problemy i, co kluczowe dla branży produkcyjnej, mniej przestojów operacyjnych.

Człowiek jako najsłabsze ogniwo

Dominujące dziś typy ataków to ransomware, phishing, manipulacje mailowe i SMS-owe (social engineering) czy ataki na systemy uwierzytelniania. W wielu przypadkach nie wymagają one zaawansowanego włamania, wystarczy jedno kliknięcie pracownika.

Widzimy firmy z dobrymi zabezpieczeniami technicznymi, które padają ofiarą jednego maila. Świadomość pracowników jest równie ważna jak systemy ochrony i infrastruktura IT. Dzisiejsze ataki coraz rzadziej polegają na włamaniu do systemu, a coraz częściej na skutecznej manipulacji pracownikiem. Wiadomości phishingowe wykorzystują presję czasu, podszywanie się pod kontrahentów czy działy wewnętrzne firmy i do złudzenia przypominają zwykłą korespondencję służbową. W takiej sytuacji to użytkownik, a nie system nieświadomie przekazuje przestępcy dostęp do newralgicznych informacji – informuje Piotr Niemczyk, Prezes zarządu Tipping Point Works.

Tymczasem statystyki pokazują, że edukacja w tym obszarze jest wciąż marginalizowana, szczególnie w mniejszych firmach.

NIS2 i nowelizacja KSC

Od 2 kwietnia 2026 r. obowiązuje nowelizacja ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa implementująca dyrektywę NIS2. Nowe przepisy obejmują szeroką grupę przedsiębiorstw, w tym firmy produkcyjne, spożywcze, zajmujące się gospodarką odpadami, elektroniką, działalnością badawczo-rozwojową czy platformy cyfrowe.

Organizacje muszą dziś nie tylko reagować na incydenty, ale systemowo zarządzać bezpieczeństwem, co w praktyce oznacza wyznaczenie osób odpowiedzialnych, wdrożenie dokumentacji, umożliwienie zgłaszania incydentów oraz ich raportowanie w krótkich terminach.

Dla wielu firm NIS2 będzie pierwszym momentem, kiedy zobaczą, że nie mają uporządkowanego bezpieczeństwa. Te regulacje wymuszają dojrzałość organizacyjną, której wcześniej często brakowało – zauważa Piotr Niemczyk.

Bezpieczeństwo jako fundament wdrażania AI

Równolegle coraz więcej firm planuje inwestycje w analizę danych, automatyzację i rozwiązania AI. Jednak bez uporządkowanego i bezpiecznego środowiska technologicznego takie projekty niosą dodatkowe ryzyko.

Nie da się bezpiecznie wdrażać AI na niekontrolowanej, nieuporządkowanej infrastrukturze. Bezpieczeństwo technologiczne jest fundamentem wszystkich nowoczesnych rozwiązań opartych na danych – podkreśla Piotr Niemczyk, Prezes zarządu Tipping Pint Works.

Dlatego firmy, które myślą o AI, muszą najpierw uporządkować dane, zabezpieczyć infrastrukturę, wdrożyć monitoring systemów i mieć pełną kontrolę nad dostępami – dodaje ekspert.

W praktyce oznacza to zmianę myślenia. Bezpieczeństwo technologiczne nie jest już dodatkiem do projektów cyfrowych, ale ich punktem wyjścia. Organizacje, które chcą rozwijać analitykę danych, automatyzację i rozwiązania oparte na AI, muszą mieć pewność, że środowisko, na którym te rozwiązania będą działać, jest stabilne, przejrzyste i odporne na ataki.

Nastroje w logistyce słabną, a firmy ostrożniej planują inwestycje

Nastroje w sektorze logistyki i łańcucha dostaw w Polsce uległy ochłodzeniu – wskazuje najnowszy raport CBRE i P3 “Logistics and Supply Chain Confidence Index 2025/26”. Wskaźnik optymizmu obniżył się w porównaniu z poprzednią edycją badania, wracając poniżej poziomu uznawanego za neutralny. Oznacza to pogorszenie nastrojów wśród respondentów. Wyniki pokazują większą ostrożność firm działających w sektorze, którą wzmacnia jeszcze konflikt na Bliskim Wschodzie i rosnące ceny paliw. Mimo to otoczenie makroekonomiczne w Polsce pozostaje pozytywne, a firmy zamierzają powiększać powierzchnię magazynową.  

Spadek nastrojów jest związany przede wszystkim z wyzwaniami operacyjnymi, z którymi mierzą się przedsiębiorstwa logistyczne i firmy korzystające z usług łańcucha dostaw. Respondenci wskazują m.in. na wysokie i zmienne koszty działalności, w tym koszty energii i transportu, niedobory wykwalifikowanej siły roboczej oraz niepewność geopolityczną wpływającą na międzynarodowe przepływy towarów i strategie zakupowe. W efekcie część firm przyjmuje bardziej zachowawcze podejście do inwestycji i planowania rozwoju.

Przedstawiciele firm produkcyjnych i handlowych wykazują większą ostrożność w ocenach nastrojów rynkowych, pozostając poniżej poziomu neutralnego. Operatorzy logistyczni prezentują natomiast postawy bliższe równowagi, sygnalizujące jedynie umiarkowane pogorszenie nastrojów.

– Tegoroczne wyniki badania pokazują, że sektor logistyki i łańcucha dostaw funkcjonuje dziś w warunkach podwyższonej ostrożności decyzyjnej. Choć otoczenie makroekonomiczne pozostaje relatywnie stabilne, decyzje firm są dziś silniej determinowane przez czynniki operacyjne i poziom kosztów. Zróżnicowanie nastrojów pomiędzy operatorami logistycznymi a producentami i firmami handlowymi dobrze odzwierciedla różne poziomy ekspozycji na bieżące wyzwania rynkowe – mówi Michał Śniadała, dyrektor działu powierzchni magazynowych i przemysłowych w CBRE.

Ostrożność przy rosnącym popycie na magazyny

Zmiana klimatu biznesowego jest widoczna także w ocenie bieżących warunków działalności. Więcej firm (58 proc.) uznało je za bardziej wymagające niż rok wcześniej (44 proc.). Jednocześnie oczekiwania na kolejne 12 miesięcy są nieco bardziej zrównoważone – 40 proc. respondentów spodziewa się stabilizacji, a 38 proc. pogorszenia warunków prowadzenia działalności.

Mimo ostrożnego sentymentu pojawiają się również pozytywne sygnały dla rynku nieruchomości logistycznych. Aż 58 proc. firm przewiduje zwiększenie zapotrzebowania na powierzchnię magazynową w 2026 roku. To lekki wzrost w porównaniu do poprzedniej edycji badania. Jednocześnie rośnie wrażliwość na koszty – respondenci częściej niż rok wcześniej wskazują na wyzwania związane z poziomem czynszów oraz jakością i parametrami technicznymi obiektów.

– Rosnący popyt na powierzchnię magazynową, który potwierdza 58 proc. respondentów, idzie w parze z wyraźną zmianą oczekiwań jakościowych. Firmy poszukują dziś przede wszystkim nowych obiektów – preferuje je zdecydowana większość operatorów logistycznych planujących ekspansję. Jednocześnie widzimy, że Polska znacząco poprawiła swoją pozycję w zakresie atrakcyjności inwestycyjnej. W tegorocznym badaniu połowa respondentów ocenia ją jako lepszą od europejskiej średniej, podczas gdy rok wcześniej wskazywał tak co czwarty ankietowany. To istotna zmiana, która potwierdza strategiczną rolę Polski w nearshorigowych strategiach europejskich firm – mówi Bartłomiej Hofman, Managing Director, P3 Logistic Parks w Polsce.

Automatyzacja i zrównoważony rozwój

Raport CBRE i P3 pokazuje również rosnącą rolę technologii w funkcjonowaniu łańcuchów dostaw. Inwestycje w rozwiązania cyfrowe i automatyzację są postrzegane przede wszystkim jako sposób na poprawę efektywności operacyjnej oraz optymalizację procesów magazynowych i dystrybucyjnych. Wśród najważniejszych efektów wdrażania nowych technologii firmy wskazują wzrost wydajności operacyjnej i lepszą kontrolę nad procesami.

Coraz większe znaczenie zyskuje także zrównoważony rozwój w logistyce. Wiele firm wdraża rozwiązania związane z efektywnością energetyczną w magazynach, inicjatywy środowiskowe czy działania ograniczające zużycie zasobów. Jednocześnie respondenci podkreślają, że decyzje inwestycyjne w tym obszarze są w dużej mierze motywowane wymaganiami regulacyjnymi oraz oczekiwaniami partnerów biznesowych.

Martyna Kurkowska-Trzmiel rzeczniczką prasową DPD Polska

Martyna Kurkowska-Trzmiel w nowej roli odpowiada za komunikację zewnętrzną i relacje z mediami, zarządzanie reputacją marki, komunikację kryzysową i działania CSR. Pełni również funkcję rzeczniczki prasowej firmy.

Przed dołączeniem do DPD Polska, Martyna Kurkowska-Trzmiel pełniła funkcję PR Managerki na Polskę w firmie Bolt, gdzie odpowiadała za strategię komunikacyjną firmy na polskim rynku, włączając w to m.in. prowadzenie biura prasowego, kampanie reputacyjne oraz komunikację kryzysową, a także reprezentowała firmę podczas wydarzeń branżowych i przygotowywała ekspertów do wystąpień publicznych. Wcześniej jako Account Manager w zespole Technology agencji Burson (dawniej Hill&Knowlton) prowadziła projekty komunikacyjne dla Mety (Facebooka), Spotify czy Amazon. Doświadczenie zdobywała również w agencjach 24/7Communication oraz Havas PR Warsaw.

W DPD Polska Martyna Kurkowska-Trzmiel będzie odpowiadać za komunikację zewnętrzną, relacje z mediami, zarządzanie reputacją marki, komunikację w sytuacjach kryzysowych, a także rozwój działań z obszaru społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR). Do jej zadań należy również pełnienie funkcji rzeczniczki prasowej spółki.

Martyna Kurkowska-Trzmiel jest absolwentką Université Paris-Sorbonne, oraz Uniwersytetu Warszawskiego Jej kompetencje w obszarze komunikacji kryzysowej zostały docenione przez środowisko branżowe – wystąpiła m.in. jako prelegentka podczas 5. Kongresu Komunikacji Kryzysowej. Regularnie uczestniczy także w debatach i wydarzeniach poświęconych komunikacji oraz zarządzaniu reputacją marki.

Wyścig o AI przenosi się do energetyki. Tania i stabilna energia staje się kluczowa

Wyścig o sztuczną inteligencję przez długi czas kojarzył się głównie z procesorami, modelami językowymi i oprogramowaniem. Dziś coraz wyraźniej widać jednak, że jego prawdziwe wąskie gardło to system energetyczny. Wraz z gwałtowną budową wielkich centrów danych dostęp do taniej energii staje się kluczowym czynnikiem decydującym o skali i tempie tego boomu. Firmy związane z AI starają się zapewnić sobie dostęp do taniej energii. Jednym ze sposobów jest budowa modułowych reaktorów SMR. Podobne reaktory powinny pojawić się za kilka lat także w Polsce.

Obciążenia generowane przez sztuczną inteligencję wymagają ogromnych ilości prądu. Szacuje się, że samo działanie ChatGPT może obecnie pochłaniać nawet 40 mln kWh dziennie. To oznacza, że roczne zużycie energii przez ChatGPT przewyższa całkowite zużycie energii elektrycznej w 117 krajach o najniższej konsumpcji. Trenowanie i obsługa dużych modeli wymaga nie tylko dużych ilości energii, ale także jej stabilnych dostaw i wysokich parametrów jakościowych napięcia. W grę wchodzą bowiem centra danych pełne wrażliwego sprzętu i kosztownych procesorów, które muszą być chronione przed wahaniami napięcia.

Dlatego nowym strategicznym polem walki staje się infrastruktura sieciowa oraz własne, dedykowane źródła energii. Energia elektryczna zaczyna pełnić funkcję kręgosłupa rozwoju sztucznej inteligencji. Według raportu Międzynarodowej Agencji Energetycznej zapotrzebowanie centrów danych na energię wzrosło w 2025 roku o 17%, a w przypadku centrów danych wyspecjalizowanych w AI rosło jeszcze szybciej. To tempo znacznie wyższe niż wzrost globalnego popytu na prąd, który wyniósł 3%.

W dążeniu do zapewnienia stabilnych dostaw energii dla energochłonnych centrów danych i modeli AI Microsoft oraz Google zwracają się ku energetyce jądrowej. Microsoft uczestniczy w ponownym uruchomieniu reaktora Three Mile Island Unit 1, natomiast Amazon inwestuje w partnerstwa mające na celu wdrażanie małych modułowych reaktorów jądrowych. Ten trend dotyczy także Polski, gdzie małe reaktory modułowe coraz częściej pojawiają się jako uzupełnienie dużej energetyki jądrowej. Najbardziej zaawansowane są projekty rozwijane przez Orlen i Synthos, oparte na technologii BWRX-300, ale nie jest to jedyna ścieżka. Równolegle w grze pozostają inne propozycje, w tym brytyjskie reaktory Rolls-Royce SMR, nad którymi pracuje Industria Nuclear Solutions. Mały atom przestaje być wizją przyszłości, a staje się realnym fundamentem dla dużych odbiorców przemysłowych.

Zmienia się także sposób patrzenia na spółki użyteczności publicznej i firmy z sektora infrastruktury energetycznej. Coraz rzadziej są one postrzegane wyłącznie jako część tradycyjnej energetyki. Coraz częściej stają się kluczowym zapleczem gospodarki cyfrowej. Dobrym przykładem jest Siemens Energy, który dostarcza transformatory i aparaturę łączeniową potrzebną do podłączania centrów danych do sieci wysokiego napięcia. Jednocześnie turbiny gazowe tej firmy mogą zapewniać lokalną produkcję energii, współpracując z bateriami i zastępując tradycyjne generatory dieslowskie. To pozwala centrom danych rozwijać się częściowo niezależnie od istniejącej sieci. W sytuacji, gdy Microsoft, Google czy Meta rozbudowują centra danych niemal za wszelką cenę, firmy dostarczające kluczową infrastrukturę energetyczną zyskują bardzo silną pozycję negocjacyjną.

Obok Siemens Energy pojawia się nowa grupa producentów energii, którzy stają się głównymi beneficjentami wyścigu AI. W USA firma NextEra Energy wykorzystuje portfel projektów wiatrowych, słonecznych i magazynów energii, by zawierać wieloletnie kontrakty z firmami chmurowymi i AI. Jednocześnie spółka nie ogranicza się do OZE, a rozwija także projekty gazowe i wspiera ponowne uruchomienie elektrowni jądrowej Duane Arnold, która ma pomóc zasilić centra danych Google. Podobny kierunek obrał Brookfield Renewable, zapewniając dostawy energii dla Microsoft. Te umowy pokazują, że popyt generowany przez AI zaczyna bezpośrednio przekładać się na przepływy pieniężne firm energetycznych i infrastrukturalnych.

Obciążenie sieci energetycznych wykracza daleko poza same centra danych. Przyspieszona adopcja pojazdów elektrycznych powoduje drugą falę wzrostu zapotrzebowania, ponieważ miliony punktów ładowania oraz coraz szybsza infrastruktura ładowania zużywają ogromne ilości energii. Tworzy to dodatkowe obciążenie dla sieci, które nigdy nie były projektowane z myślą o takim poziomie zapotrzebowania. Jednocześnie geopolityczne napięcia ostatnich lat, od wojny w Ukrainie po blokadę Cieśniny Ormuz, sprawiły, że strategiczne znaczenie bezpieczeństwa energetycznego stało się niemożliwe do zignorowania.

Rezultatem jest strukturalna i wieloletnia zmiana w zapotrzebowaniu na energię elektryczną, wykraczająca daleko poza pojedynczy cykl technologiczny. Centra danych AI, floty pojazdów elektrycznych oraz szeroka elektryfikacja przemysłu jednocześnie obciążają tę samą sieć energetyczną, a firmy budujące, modernizujące i zasilające tę sieć znajdują się na przecięciu wszystkich tych trendów. W tym kontekście największym wąskim gardłem obecnego boomu na AI mogą być nie chipy, lecz zdolność do budowy i kontroli systemów zasilających cały cyfrowy świat.

Rzecznik MŚP apeluje do rządu o większy udział polskich firm w strategicznych inwestycjach

Minister Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców wystąpiła do Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska oraz Ministra Aktywów Państwowych Wojciecha Balczuna z apelem o wdrożenie skutecznych mechanizmów wspierających udział lokalnych przedsiębiorstw sektora MŚP w strategicznych inwestycjach krajowych, regionalnych i lokalnych. Wystąpienie stanowi odpowiedź na postulaty zgłaszane przez organizacje pracodawców oraz instytucje wspierające rozwój gospodarczy województwa pomorskiego.

W piśmie Rzecznik MŚP podkreśla, że realizacja idei tzw. local content w polityce zakupowej państwa ma istotne znaczenie dla wzmacniania konkurencyjności polskich przedsiębiorców oraz budowania odporności gospodarki. Zwraca również uwagę, że strategiczne inwestycje powinny przekładać się na wymierne korzyści dla krajowych firm, w tym transfer wiedzy, rozwój kompetencji oraz wzrost innowacyjności.

Polskie firmy sektora MŚP muszą mieć możliwość uczestniczenia w największych projektach inwestycyjnych realizowanych w kraju. Strategicznym inwestycjom powinno towarzyszyć wzmacnianie krajowego potencjału gospodarczego, rozwój kompetencji lokalnych przedsiębiorstw oraz budowanie trwałych przewag konkurencyjnych polskiej gospodarkipodkreśla Dagmara Rybicka, Zastępca Dyrektora Gabinetu Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców i Rzecznik prasowy.

W swoim wystąpieniu Minister Agnieszka Majewska wskazała, że do Biura docierają sygnały świadczące o niewystarczającym poziomie zaangażowania lokalnych przedsiębiorców w przedsięwzięcia o fundamentalnym znaczeniu dla państwa. Problem ten widoczny jest m.in. przy realizacji inwestycji energetycznych w regionie pomorskim, choć jak zaznacza dotyczy również innych sektorów oraz różnych części kraju.

Silny udział krajowych przedsiębiorców w strategicznych inwestycjach stanowi jeden z fundamentów bezpieczeństwa gospodarczego państwa. Potrzebne są rozwiązania, które zwiększą dostęp polskich firm do łańcuchów dostaw i procesów inwestycyjnych, obecność polskich firm w łańcuchach dostaw i procesach inwestycyjnych, szczególnie w obszarach mających znaczenie dla rozwoju infrastruktury, energetyki oraz nowych technologiiprecyzuje Dagmara Rybicka.

W piśmie skierowanym do przedstawicieli rządu Rzecznik MŚP zaapelowała również o zintensyfikowanie działań służących wzmacnianiu udziału local content w polityce inwestycyjnej państwa oraz zapewnienie, że publiczne deklaracje dotyczące wsparcia polskich przedsiębiorców znajdą szybkie odzwierciedlenie w praktyce gospodarczej.

Pinsent Masons rozpoczyna działalność w Polsce. Kancelaria startuje z ponad 40-osobowym zespołem

Międzynarodowa firma prawnicza Pinsent Masons otwiera biuro w Warszawie i rozpoczyna działalność z ponad 40-osobową strukturą. Skala otwarcia oraz doświadczenie warszawskiego zespołu pozwalają firmie od początku obsługiwać złożone projekty inwestycyjne.

Nowa kancelaria powstaje wokół prawników od lat pracujących dla inwestorów, deweloperów, funduszy private equity i venture capital, instytucji finansowych oraz grup kapitałowych aktywnych na rynku polskim i w CEE. Jej główne obszary obejmują nieruchomości, infrastrukturę, budownictwo, fuzje i przejęcia, bankowość i finanse oraz sprawy transgraniczne.  Warszawskim zespołem współzarządzają Bartłomiej Kordeczka i Jakub Marcinkowski. W gronie założycielskim są także Maciej Jodkowski, Piotr Staniszewski, Bartosz Nojek i Błażej Zagórski. Wcześniej byli oni związani z czołowymi kancelariami działającymi na polskim rynku: Dentons, DLA Piper, CMS i Greenberg Traurig. Do nowego biura dołączy również Mark Harris, partner międzynarodowy Pinsent Masons, który przeniesie się do Warszawy.

– Do Pinsent Masons wnosimy wieloletnie relacje biznesowe, doświadczenie i zespół praktyków, którzy pracowali przy projektach o bardzo różnej skali – od lokalnych przedsięwzięć inwestycyjnych po złożone transakcje o międzynarodowym wymiarze, obejmujące pojedyncze aktywa, portfele i struktury korporacyjne. Znamy swój sposób pracy i wspólnie prowadzimy klientów, działając jako jeden zespół bez wewnętrznej konkurencji. Pinsent Masons daje nam z kolei międzynarodowe zaplecze, doświadczenie sektorowe i narzędzia rozwijane na innych rynkach. To ważne dla klientów, którzy oczekują doradztwa osadzonego w realiach lokalnego rynku, ale wspartego doświadczeniem globalnej organizacji – mówi Bartłomiej Kordeczka, partner współzarządzający biurem Pinsent Masons w Warszawie.

Polska ważnym rynkiem transakcyjnym w CEE

Otwarcie biura w Warszawie odzwierciedla rosnące znaczenie Polski jako rynku inwestycyjnego i transakcyjnego w Europie. Znaczenie Polski i Europy Środkowo-Wschodniej potwierdza także struktura klientów Pinsent Masons – istotna część największych globalnych klientów obsługiwanych przez firmę jest już obecnych w Polsce lub w regionie.

– Warszawa jest naturalnym centrum do obsługi transakcji i przedsięwzięć inwestycyjnych w regionie, zwłaszcza gdy znaczenie ma znajomość lokalnego rynku, jego uwarunkowań i standardów międzynarodowych inwestorów. Zależy nam, aby warszawskie biuro prowadziło takie projekty sprawnie, z doskonałym rozumieniem celów biznesowych klienta i w ścisłej współpracy z zespołami Pinsent Masons na innych rynkach – mówi Jakub Marcinkowski, partner współzarządzający biurem Pinsent Masons w Warszawie.

Warszawski zespół doradza przy fuzjach i przejęciach, sprzedaży i nabyciu nieruchomości w różnych strukturach, transakcjach portfelowych, joint ventures oraz finansowaniu i refinansowaniu obiektów komercyjnych, projektów inwestycyjnych i spółek.

Zintegrowany zespół i technologia w obsłudze klientów

Pinsent Masons rozwija w Polsce model działalności oparty na współpracy prawników z różnych jurysdykcji, przepływie relacji i wspólnej, międzynarodowej obsłudze klientów. Ma to znaczenie zwłaszcza przy sprawach, które wymagają szybkiego łączenia kompetencji oraz koordynacji zespołów działających na kilku rynkach. Otwarcie biura wpisuje się również w zmiany zachodzące na rynku usług doradczych. Pinsent Masons rozwija zaawansowane narzędzia technologiczne, w tym rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji.

– Rynek usług prawniczych zmienia się wyraźnie pod wpływem technologii, ale o jakości doradztwa nadal decyduje doświadczenie prawnika. Narzędzia cyfrowe pozwalają lepiej porządkować dokumenty, szybciej przygotowywać materiały i sprawniej zarządzać informacją. Przy dużych transakcjach i skomplikowanych przedsięwzięciach inwestycyjnych realnie wpływa to na tempo pracy oraz jakość obsługi – podkreśla Bartłomiej Kordeczka.

Globalne zaplecze dla rynku polskiego

Pinsent Masons chce wykorzystywać w Polsce doświadczenie kancelarii zdobyte przy najbardziej wymagających inwestycjach infrastrukturalnych i kapitałowych na świecie. Zespoły firmy pracowały m.in. przy takich przedsięwzięciach jak Eurotunel, Stadion Wembley, infrastruktura Igrzysk Olimpijskich w Londynie, projekty jądrowe, morska energetyka wiatrowa oraz inwestycje związane z inicjatywą Belt and Road.

– Rozwój obecności w Europie pozostaje jednym ze strategicznych celów Pinsent Masons. Polska jest ważnym rynkiem dla wielu naszych klientów, zwłaszcza z Europy Zachodniej, i istotnym kierunkiem inwestycji w Europie Środkowo-Wschodniej. W Warszawie rozpoczynamy działalność razem z zespołem o dużym dorobku, wiarygodności na rynku i doświadczeniu przy wymagających projektach – mówi Andrew Masraf, senior partner w Pinsent Masons.

Pinsent Masons zakłada dalszy rozwój warszawskiego biura. W kolejnych etapach chce wzmacniać kompetencje w obszarach istotnych dla inwestorów i przedsiębiorstw działających w Polsce oraz Europie Środkowo-Wschodniej.

Zespół założycielski Pinsent Masons w Warszawie

Bartłomiej Kordeczka, partner współzarządzający biurem Pinsent Masons w Warszawie, wcześniej współkierował praktyką nieruchomości w Dentons i w latach 2023–2024 był współzarządzającym partnerem warszawskiego biura tej kancelarii. Ma ponad 19 lat doświadczenia w prowadzeniu złożonych projektów inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych.

Jakub Marcinkowski, partner współzarządzający biurem Pinsent Masons w Warszawie, wcześniej współkierował praktyką transakcyjną fuzji i przejęć DLA Piper w Polsce. Ma ponad 20 lat doświadczenia w doradztwie przy fuzjach i przejęciach, transakcjach funduszy private equity, inwestycjach typu venture capital oraz złożonych restrukturyzacjach korporacyjnych.

Maciej Jodkowski wcześniej pełnił funkcję wspólnika w warszawskim dziale nieruchomości kancelarii Greenberg Traurig. Ma ponad 20‑letnie doświadczenie w doradztwie dla deweloperów, inwestorów oraz klientów instytucjonalnych. Doradza przy transakcjach nabycia i sprzedaży nieruchomości komercyjnych, w szczególności obiektów biurowych, magazynowych, handlowych i wielofunkcyjnych (mixed-use).

Piotr Staniszewski wcześniej współkierował praktyką budowlaną w kancelarii Dentons. Doradza przy projektach budowlanych i deweloperskich, w tym przy negocjowaniu złożonych umów o roboty budowlane, umów projektowych, kwestiach planistycznych, pozwoleniach, sporach oraz transakcjach inwestycyjnych w sektorze nieruchomości.

Bartosz Nojek będzie odpowiadał za rozwój doradztwa w obszarze bankowości i finansów. Wcześniej współkierował praktyką bankowości i finansów w Dentons. Ma prawie 18 lat doświadczenia transakcyjnego, obejmującego finansowanie nieruchomości komercyjnych, finansowanie korporacyjne, strukturyzowane, lewarowane i projektowe.

Błażej Zagórski był przez wiele lat związany z CMS jako kluczowy partner w zespole Corporate/M&A, kierował również praktyką German Desk. Od ponad 20 lat doradza przy projektach transgranicznych, fuzjach i przejęciach, transakcjach dla funduszy private equity i venture capital, projektach dla funduszy inwestycyjnych, restrukturyzacjach oraz zagadnieniach z zakresu ładu korporacyjnego.

Mark Harris, partner Pinsent Masons w Wielkiej Brytanii od 2001 r., jest międzynarodowym prawnikiem specjalizującym się w prawie budowlanym, postępowaniach sądowych i arbitrażowych. Ma ponad 35 lat doświadczenia przy złożonych przedsięwzięciach budowlanych i infrastrukturalnych w Europie, Azji Południowo-Wschodniej, Australii, państwach Zatoki Perskiej oraz Stanach Zjednoczonych. Będzie częścią warszawskiego zespołu i ma wzmacniać kompetencje Pinsent Masons w obszarze infrastruktury, projektów i sporów budowlanych.

Koszyk rodziny 2+2 znów drożeje. W kwietniu przekroczył 2070 zł

0

Z najnowszego raportu pt. „Indeks Miesięcznych Zakupów”, autorstwa UCE Research, Uniwersytety WSB Merito i PolskieRadio24.pl, wynika, że w kwietniu br. wartość miesięcznego koszyka rodziny 2+2 ponownie zaczęła rosnąć, przekraczając pułap 2070 złotych. Choć rodziny wciąż najskuteczniej obniżają koszty życia, kupując towary w większych opakowaniach, to dane za ostatni miesiąc wskazują na lekkie przyspieszenie dynamiki wydatków domowych. Analiza powstała na kanwie ponad 103 tys. cen detalicznych pochodzących z przeszło 48 tys. sklepów.

Najważniejsze informacje w skrócie:

  • 2070,06 zł za koszyk rodziny 2+2: Wiosna kończy okres stabilizacji na sklepowych półkach. W skali roku wydatki czteroosobowego gospodarstwa domowego na zakupy FMCG wzrosły o 46,50 zł, a w ciągu jednego miesiąca wartość koszyka poszła w górę o blisko 28 zł.
  • Udana obrona przed inflacją: Podstawowe zakupy pochłaniają obecnie 23,49% dwóch pensji minimalnych netto (odczuwalny wzrost z 23,18% w marcu). Rok temu wskaźnik ten wynosił 23,47%, co oznacza, że realna sytuacja finansowa rodziny zatrzymała się w miejscu.
  • Wielopaki chronią przed drożyzną: Osobista inflacja rodziny (2,3% r/r) jest wyraźnie niższa od oficjalnego odczytu GUS (3,2%). Utrzymanie wskaźnika poniżej ogólnopolskiej średniej to efekt skutecznej optymalizacji i kupowania w dużych gramaturach, choć w kwietniu budżet rodziny mocno obciążyły skokowe podwyżki produktów śniadaniowych oraz chemii gospodarczej.

Skuteczne sposoby

W kwietniu 2026 roku wartość Indeksu Miesięcznych Zakupów dla czteroosobowej rodziny ukształtowała się na poziomie 2070,06 zł. W przeliczeniu na pojedyncze dni oznacza to, że bieżące wyżywienie i utrzymanie podstawowej higieny kosztuje to gospodarstwo domowe dokładnie 69 zł dziennie.

Analiza najnowszych wskaźników potwierdza, że koszyk powrócił do trendu wzrostowego w obu mierzonych ujęciach. W odniesieniu do ubiegłego miesiąca, czyli marca 2026 roku, kiedy to miesięczne zakupy wyceniono na 2042,46 zł, rodzina musiała wydać o 27,60 zł więcej. Zmiana ta przekłada się na miesięczną dynamikę wzrostu na poziomie 1,35%. Tendencję zwyżkową widać również w zestawieniu rocznym.

Porównanie obecnych paragonów z kwietniem 2025 roku, w którym wartość koszyka wynosiła 2023,56 zł, pokazuje wydatek większy o 46,50 zł. Wskaźnik osobistej inflacji dla tego modelu gospodarstwa domowego wynosi zatem 2,3% rok do roku.

Indeks vs. zarobki

Zestawienie kosztów utrzymania z dochodami czteroosobowej rodziny pokazuje wyraźną zmianę siły nabywczej w pierwszej połowie roku. W kwietniu 2025 roku, dysponując dwiema pensjami minimalnymi w łącznej kwocie 8621,84 zł netto, rodzina przeznaczała na podstawowy koszyk zakupowy 23,47% swojego domowego budżetu.

Obecnie łączne wpływy na konto gospodarstwa domowego wzrosły do poziomu 8811,70 zł netto miesięcznie, a udział wydatków pierwszej potrzeby wyniósł  23,49%. To oznacza, że w ujęciu rocznym realna sytuacja finansowa rodziny niemal się nie zmieniła.  Obciążenie budżetu przyspieszyło za to w krótkim terminie, ponieważ jeszcze miesiąc wcześniej, w marcu 2026 roku, wskaźnik ten wynosił 23,18%.

– Różnica obciążania dochodów na poziomie zaledwie dwóch setnych punktu procentowego w ujęciu rocznym pokazuje, że rodzina bardzo skutecznie walczy z ogólnorynkowymi podwyżkami. Ich sprawdzonym patentem na inflację są regularne zakupy w wielopakach oraz bazowanie na produktach w dużych gramaturach rodzinnych, które w przeliczeniu na jednostkę są wyraźnie tańsze. Dzięki możliwości planowania zapasów i optymalizacji koszyka z wykorzystaniem ofert promocyjnych, czteroosobowe gospodarstwa domowe potrafią niemal całkowicie zneutralizować rosnące koszty producentów, utrzymując wskaźnik obciążenia swojego budżetu na bardzo stabilnym poziomie – wyjaśnia Michał Tomaszkiewicz, współautor raportu.

Co podrożało, a co potaniało?

Analiza rocznych zmian cen w koszyku czteroosobowej rodziny wykazuje wyraźne rozwarstwienie na sklepowych półkach. Z jednej strony domowy budżet odciążają spadki cen nieprzetworzonych produktów rolnych oraz nabiału. W ujęciu rocznym najmocniej potaniała kapusta, której cena spadła o 35%. Do tego masło kosztuje obecnie o 31% mniej niż przed rokiem. Niższe ceny notują również mleko i pomarańcze. Z drugiej strony wypracowane w ten sposób oszczędności są systematycznie niwelowane przez rosnące koszty w innych kategoriach. Zauważalnie podrożały pomidory, notując wzrost o 27% rok do roku. Wyższe koszty widoczne są także w dziale chemii gospodarczej i kosmetyków, gdzie pianka do golenia podrożała o 18%, a mleczko do czyszczenia o 16% w stosunku do kwietnia ubiegłego roku.

Zestawienie danych z kwietnia z cenami z marca ukazuje z kolei dużą zmienność na rynku detalicznym w ujęciu krótkoterminowym. Z miesiąca na miesiąc koszyk rodzinny obciążają podwyżki wybranych produktów pierwszej potrzeby. W ciągu zaledwie trzydziestu dni mleczko do czyszczenia podrożało aż o 87%, a płatki kukurydziane, stanowiące częsty element śniadań w domach z dziećmi, zanotowały wzrost ceny o równe 50%. O 46% w górę poszły także ceny śliwek. Równolegle na rynku pojawiły się pierwsze obniżki zgodne z kalendarzem sezonowym. Truskawki staniały o 20% w stosunku do marca, a w kategorii drogeryjnej żel do mycia twarzy kosztuje o 30% mniej niż w ubiegłym miesiącu.

– Na cenę produktów zbożowych wpływ mają elementy takie, jak produkcja – wysokie koszty energii i paliw, wykorzystywanych głównie w procesie produkcji, logistyka – paliwa do maszyn rolniczych oraz aspekt geopolityczny wpływają na światowe giełdy zbóż, podnosząc ceny surowców – mówi dr Justyna Rybacka z WSB Merito.

Dlaczego inflacja rodziny jest niższa od rynkowej średniej?

Zestawienie oficjalnych odczytów makroekonomicznych z realnymi wydatkami gospodarstw domowych uwidacznia różnice w odczuwaniu inflacji. Zgodnie z szybkim szacunkiem Głównego Urzędu Statystycznego, inflacja konsumencka CPI w kwietniu wyniosła 3,2 procent rok do roku. Na tym tle „Indeks Miesięcznych Zakupów” dla czteroosobowej rodziny prezentuje się odmiennie, wykazując roczną dynamikę kosztów na poziomie 2,3%. Oznacza to, że osobista inflacja tego konkretnego gospodarstwa domowego jest zauważalnie niższa od oficjalnych wskaźników ogólnopolskich.

Rozbieżności te wynikają bezpośrednio z faktu, że każda z wymienionych miar analizuje inny obszar rynku. Odczyt CPI to wskaźnik uwzględniający bardzo szeroki koszyk dóbr i usług, w tym koszty transportu, nośników energii, odzieży czy edukacji, który jest uśredniony dla całego społeczeństwa. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” odcina z kolei sektor usług i paliw, skupiając się wyłącznie na regularnych stawkach w placówkach handlowych. Z tego powodu stanowi on dokładniejsze odzwierciedlenie procesów zachodzących w samym handlu detalicznym, pozbawione wpływu wahań cen na stacjach benzynowych czy opłat za media.

„Indeks Miesięcznych Zakupów” pokazuje rzeczywiste obciążenie konkretnego profilu konsumenta, udowadniając, że uśrednione miary nie oddają w pełni sytuacji wieloosobowych gospodarstw domowych. Wynik na poziomie 2,3% potwierdza wysoką skuteczność strategii zakupowych stosowanych przez rodziny. Struktura ich wydatków, oparta na zakupach hurtowych, wybieraniu produktów w dużych gramaturach oraz aktywnym korzystaniu z ofert promocyjnych uzależnionych od zakupu większej liczby sztuk, pozwala na dużą elastyczność i optymalizację kosztów. Porównanie tych wskaźników dowodzi, że przy odpowiednim zarządzaniu budżetem domowym i strukturą koszyka, czteroosobowe rodziny potrafią efektywnie obniżyć swoją osobistą inflację, osiągając wynik poniżej ogólnorynkowej średniej.

Źródło: PolskieRadio24.pl/UCE Research/WSB Merito

Już nie kawalerka, lecz miejsce parkingowe. Nowy trend w inwestowaniu w nieruchomości

Już nie mini-mieszkania. Teraz to miejsce parkingowe ma dać zarobić. Parking za 80 tys. zł? Coraz częściej to nie dodatkowy koszt mieszkania, a osobna inwestycja kupowana pod wynajem.

Jeszcze kilkanaście lat temu miejsce parkingowe było dodatkiem do mieszkania. Dziś coraz częściej staje się osobnym produktem – a w niektórych przypadkach pełnoprawną inwestycją. Ma własną cenę, własną strategię sprzedaży i coraz częściej własną historię rynkową. Bywa też, że posiada odrębną księgę wieczystą, co oznacza, że funkcjonuje jako niezależna nieruchomość.

Nie wszystkie miejsca mają jednak taki status – w części inwestycji są sprzedawane jako udział w garażu podziemnym, co wpływa na ich późniejszą sprzedaż i wynajem.

– W praktyce daje to właścicielowi dużą elastyczność: miejsce można sprzedać niezależnie od mieszkania, wynająć lub zatrzymać jako osobne aktywo. W skrajnych przypadkach zaczyna ono funkcjonować podobnie jak niewielka nieruchomość inwestycyjna – mówi Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Dla jednych to konieczność. Dla innych – zbędny wydatek. Coraz częściej jednak pojawia się trzecie podejście: miejsce postojowe jako aktywo, które może na siebie zarabiać.

Ile kosztuje miejsce parkingowe w 2026 roku?

Ceny miejsc postojowych, podobnie jak mieszkań, są silnie uzależnione od lokalizacji i standardu inwestycji.

W największych miastach Polski typowy przedział dla miejsc w garażach podziemnych wynosi dziś od około 40 do 90 tys. zł – informuje portal RynekPierwotny.pl Na obrzeżach można znaleźć oferty bliżej dolnej granicy, natomiast w dzielnicach pośrednich dominują ceny rzędu 55–70 tys. zł.

W centralnych lokalizacjach oraz inwestycjach o podwyższonym standardzie ceny rosną do 70–150 tys. zł, a w najbardziej prestiżowych projektach apartamentowych – zwłaszcza w Warszawie czy Krakowie – potrafią sięgać nawet 250–350 tys. zł za jedno stanowisko.

Znacznie tańsze pozostają miejsca naziemne. Tu ceny zaczynają się od około 15 tys. zł na peryferiach, a w większości przypadków mieszczą się w przedziale 20–30 tys. zł. W lokalizacjach o dużym deficycie parkowania mogą jednak dochodzić do 40 tys. zł.

W praktyce oznacza to, że w wielu przypadkach miejsce parkingowe kosztuje tyle, co kilka metrów kwadratowych mieszkania.

Parking jako narzędzie sprzedaży

Choć ceny miejsc postojowych potrafią być wysokie, w praktyce to właśnie one są jednym z najczęstszych elementów gry promocyjnej deweloperów.

Nominalnie to zwykle kilka procent wartości mieszkania, ale w praktyce to jeden z najłatwiejszych elementów do „ustawienia” w procesie sprzedaży.

Dla inwestora budującego osiedle miejsce parkingowe jest produktem, na którym stosunkowo łatwo manipulować ceną. Obniżenie ceny stanowiska – nawet znaczące – może być zrekompensowane marżą na samym lokalu.

W efekcie kupujący często mogą liczyć na negocjacje. Na wczesnym etapie sprzedaży rabaty są raczej symboliczne, ale w końcówce inwestycji potrafią sięgać nawet kilkudziesięciu procent. Zdarzają się też przypadki sprzedaży „w pakiecie” lub promocji, w których miejsce parkingowe oferowane jest za ułamek ceny, a nawet jako bonus do mieszkania.

Ile naprawdę kosztuje budowa miejsca parkingowego?

Wysokie ceny miejsc postojowych mogą zaskakiwać, ale jeszcze ciekawsze są koszty ich budowy.

W przypadku garaży podziemnych to właśnie one należą do najdroższych elementów całej inwestycji. W zależności od lokalizacji, warunków gruntowych i standardu budynku koszt wykonania pojedynczego miejsca postojowego może dziś wynosić od około 60 do nawet 120 tys. zł, a w trudniejszych projektach jeszcze więcej.

Paradoks polega na tym, że deweloperzy bardzo często sprzedają miejsca parkingowe poniżej kosztów ich wybudowania. Brakującą część rekompensują w cenach mieszkań – niezależnie od tego, czy nabywca kupuje miejsce postojowe, czy nie.

To właśnie dlatego parkingi tak dobrze sprawdzają się jako element promocji. Obniżenie ich ceny nie boli dewelopera tak bardzo, jak mogłoby się wydawać.

Czy miejsce parkingowe może zarabiać?

Wraz ze wzrostem cen pojawiło się podejście inwestycyjne. Coraz więcej osób kupuje miejsca postojowe nie tylko dla siebie, ale także z myślą o wynajmie.

W dobrych lokalizacjach – zwłaszcza tam, gdzie występuje deficyt miejsc parkingowych i obowiązują strefy płatnego parkowania – takie inwestycje mogą generować stabilny, choć umiarkowany dochód.

Kluczowa jest jednak lokalizacja. Najlepiej sprawdzają się centra miast, gęsta zabudowa i miejsca, gdzie parkowanie na ulicy jest utrudnione lub kosztowne.

Ile można zarobić na miejscu parkingowym?

Rosnące ceny sprawiły, że część kupujących zaczęła traktować miejsca postojowe jak prostą inwestycję pod wynajem.

W praktyce miesięczny czynsz najmu najczęściej mieści się w przedziale 1–2 proc. wartości rynkowej miejsca, choć w droższych lokalizacjach uzyskanie górnej granicy bywa trudniejsze.

Przykładowo, dla miejsca wartego 60 tys. zł miesięczny czynsz może wynosić około 300–600 zł.

Od tej kwoty należy jednak odjąć koszty stałe – opłatę administracyjną (zwykle kilkadziesiąt zł miesięcznie), podatek od nieruchomości oraz podatek dochodowy. W efekcie realny dochód netto jest wyraźnie niższy.

W popularnych lokalizacjach stopa zwrotu z wynajmu miejsca parkingowego najczęściej oscyluje w przedziale około 5–7 proc. rocznie, przy założeniu ciągłości najmu. Oznacza to okres zwrotu rzędu kilkunastu lat – twierdzą eksperci portalu RynekPierwotny.pl

Warto jednak pamiętać, że – podobnie jak w przypadku mieszkań – kluczowe znaczenie ma lokalizacja. Tam, gdzie parkowanie nie stanowi problemu, nawet atrakcyjna cena zakupu nie gwarantuje znalezienia najemcy.

Kiedy parking nie zarobi?

Nie każda inwestycja w miejsce postojowe ma sens.

Najgorsze warunki występują tam, gdzie parkowanie nie stanowi realnego problemu. Dotyczy to zwłaszcza peryferyjnych osiedli dobrze skomunikowanych, ale z dużą dostępnością miejsc naziemnych.

Jeśli na jedno mieszkanie przypada więcej niż jedno miejsce parkingowe, a mieszkańcy bez trudu znajdują miejsce „pod blokiem”, potencjał wynajmu drastycznie spada.

Sygnałem ostrzegawczym może być również brak stref płatnego parkowania i niewielka presja na miejsca postojowe w okolicy.

Kupować czy nie kupować?

Decyzja o zakupie miejsca parkingowego coraz rzadziej jest oczywista.

Dla osób korzystających z samochodu na co dzień to nadal element realnie wpływający na komfort życia. Dla inwestorów może być dodatkowym źródłem dochodu.

Z drugiej strony rosnące ceny, zmieniające się podejście do mobilności i rozwój transportu publicznego sprawiają, że część kupujących świadomie rezygnuje z tego wydatku.

Rynek, który zaczął żyć własnym życiem

Miejsca postojowe przestały być dodatkiem do mieszkań. Stały się osobnym segmentem rynku nieruchomości – z własną logiką cen, popytu i opłacalności.

Dla jednych to zbędny koszt, dla innych codzienna konieczność, a dla coraz większej grupy – po prostu kolejna forma inwestycji.

I być może właśnie dlatego decyzja o zakupie miejsca parkingowego w 2026 roku jest bardziej złożona niż kiedykolwiek wcześniej.

Jak wybrać sprawdzony sklep ze sprzętem poleasingowym?

Wybór sprzętu poleasingowego to inteligentna decyzja, łącząca oszczędności z wysoką jakością i dbałością o środowisko. Aby jednak Twoja inwestycja była w pełni bezpieczna i satysfakcjonująca, kluczowe jest poznanie warunków gwarancji, systemu klas jakości, legalności oprogramowania oraz procesów odnowy. Ten przewodnik pomoże Ci świadomie wybrać niezawodne komputery, oferując praktyczne wskazówki przed zakupem.

Jakie warunki gwarancji powinien zapewniać sprzedawca sprzętu używanego?

Wybierając sprzęt poleasingowy, kluczowym aspektem jest bezpieczeństwo Twojej inwestycji. Rzetelni dostawcy, tacy jak Tip.pl, oferują okres gwarancyjny wynoszący zazwyczaj od roku do trzech lat, co potwierdza wysoką klasę urządzeń. Posiadanie przez firmę własnego zaplecza technicznego znacząco skraca czas oczekiwania na usunięcie usterki, zapewniając pełną ciągłość pracy. Profesjonalna opieka serwisowa obejmuje szereg istotnych udogodnień:

  • ochronę gwarancyjną trwającą od 12 do 36 miesięcy,
  • komfortową usługę door-to-door z odbiorem sprzętu,
  • wykorzystanie wyłącznie oryginalnych komponentów,
  • natychmiastowe wsparcie zdalne w razie problemów,
  • dodatkowe zabezpieczenie w formie dwuletniej rękojmi.

Przejrzyste zasady współpracy i sprawne działanie serwisu budują trwałą relację opartą na zaufaniu. Dzięki takiemu podejściu zyskujesz pewność, że w razie problemów technicznych nigdy nie zostaniesz bez profesjonalnej pomocy, a Twój komputer poleasingowy będzie służył Ci bezawaryjnie przez długie lata.

Co oznaczają klasy jakości sprzętu poleasingowego?

Ceny używanych urządzeń zależą od ich kondycji wizualnej i technicznej. Sprzedawcy stosują konkretne kategorie jakościowe, co pozwala dopasować sprzęt poleasingowy do budżetu i wymagań. Klasa A to wybór dla estetów – laptopy wyglądają niemal jak nowe. Klasa B to złoty środek: obudowa może mieć rysy lub wytartą klawiaturę, lecz technicznie sprzęt jest bezbłędny. Klasa C oferuje największe oszczędności: dopuszczalne są pęknięcia lub plamki na matrycy, co nie wpływa na stabilność systemu. Jasny system oznaczeń zapewnia kupującym wiele korzyści:

  • pełna transparentność procesu zakupu,
  • dokładna wiedza o stanie wizualnym,
  • brak ryzyka przykrych niespodzianek,
  • możliwość optymalizacji wydatków,
  • pewność co do sprawności technicznej podzespołów.

Jak wygląda proces diagnostyki i odnawiania komputerów poleasingowych?

Każdy laptop przed sprzedażą przechodzi przez ręce specjalistów, którzy drobiazgowo sprawdzają kluczowe komponenty. Zapewniamy maksymalną wydajność oraz stabilność płyty głównej, co gwarantuje płynną pracę nawet przy intensywnym użytkowaniu. W ramach przygotowania sprzętu wykonujemy:

  • weryfikację kondycji procesora, pamięci RAM oraz dysków SSD,
  • gruntowne czyszczenie układu chłodzenia i nałożenie nowej pasty termoprzewodzącej,
  • rygorystyczne testy ogniw i wymianę baterii, jeśli jej sprawność spadnie poniżej 80%,
  • szczegółową kontrolę matryc pod kątem martwych pikseli i jakości podświetlenia,
  • instalację aktualnego systemu operacyjnego oraz niezbędnych sterowników,
  • przeprowadzenie zaawansowanych testów obciążeniowych sprawdzających stabilność.

Cały proces wieńczy rygorystyczna lista 25 punktów kontrolnych, dająca gwarancję niezawodności na lata. Tak przygotowany sprzęt działa jak nowy i wspiera ochronę środowiska poprzez wydłużenie cyklu życia elektroniki.

Jak sprawdzić legalność oprogramowania i pochodzenie sprzętu?

Wybór komputera do pracy wymaga skupienia na bezpieczeństwie prawnym oraz urządzeniach pochodzących z pewnego źródła. Profesjonalni dostawcy oferują wysokiej klasy sprzęt poleasingowy, który wcześniej służył w dużych korporacjach, co gwarantuje jego wysoką jakość i niezawodność. Kluczowym elementem rzetelnej transakcji jest faktura VAT, stanowiąca fundament jasnej historii własności oprogramowania oraz sprzętu. Przed sfinalizowaniem zakupu warto dokładnie zweryfikować następujące aspekty:

  • klucz cyfrowy zapisany bezpośrednio w BIOS-ie płyty głównej,
  • licencja COA dla systemów Windows 10 lub 11 Pro,
  • poprawny status aktywacji widoczny w ustawieniach systemowych,
  • kompletna dokumentacja potwierdzająca autentyczność systemu,
  • pełna faktura VAT będąca dowodem legalnego nabycia.

Współpraca ze sprawdzonym kontrahentem skutecznie eliminuje ryzyko korzystania z nielegalnych kopii systemu. W biznesie, gdzie transparentność licencyjna jest priorytetem, profesjonalne podejście pozwala uniknąć problemów prawnych i gwarantuje stabilną pracę bez zbędnego stresu.

Programiści i testerzy pod presją AI. Bezpieczeństwo IT najbardziej odporne na automatyzację

0

Aż 62% spośród 10 tys. respondentów przebadanych w ramach globalnego badania Hays „Tech Talent Explorer” zidentyfikowało rozwój sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego jako czynnik, który będzie miał największy wpływ na branżę IT. Podatność na inteligentną automatyzację różni się jednak w zależności od obszaru specjalizacyjnego i kraju. Eksperci rynku pracy argumentują ponadto, że AI nie zastępuje pracowników IT, lecz wymusza na nich rozwój nowych kompetencji.

  • W Polsce sztuczna inteligencja najszybciej zmienia pracę specjalistów w rolach technicznych – programistów i analityków. Najbardziej odporne na inteligentną automatyzację są z kolei stanowiska związane z zarządzaniem projektami IT oraz bezpieczeństwem.
  • Polscy specjaliści IT oceniają swoje przygotowanie do nadchodzących zmian na 3,49 w skali od 0 do 5, co stanowi wynik zbliżony do globalnej średniej. Największą pewnością siebie wykazują się eksperci ds. sztucznej inteligencji, natomiast najmniejszą – specjaliści w dziedzinie testów.
  • Pracownicy każdego obszaru specjalizacyjnego dostrzegają specyficzne kompetencje techniczne, które będą im niezbędne w przyszłości. Jednocześnie mają świadomość konieczności rozwoju umiejętności adaptacyjnych i przywódczych.

Wyniki badania Hays „Tech Talent Explorer” dowodzą, że sztuczna inteligencja wyraźnie zmienia role technologiczne – sposób pracy i zakres zadań, a także kompetencje oraz wiedzę niezbędne do ich realizacji. Trend ten wciąż zyskuje na znaczeniu, przyspieszając transformację stanowisk, a co za tym idzie również oczekiwań pracodawców wobec kandydatów na stanowiska IT.

Organizacje przestały zadawać sobie pytanie, czy warto wdrażać sztuczną inteligencję. Obecnie pytanie coraz częściej brzmi – jak i gdzie mądrze ją wdrażać. Oznacza to konieczność przeprojektowania procesów i ról w sposób, który przyniesie firmom jak najwięcej korzyści. Inteligentna automatyzacja nie oznacza zatem eliminacji stanowisk IT, lecz ich ewolucję. W rekrutacjach na stanowiska technologiczne z roku na rok rośnie koncentracja na eksperckich kompetencjach technicznych i inżynieryjnych, ale również zdolnościach miękkich. Specjaliści w dziedzinie nowoczesnych technologii są tego coraz bardziej świadomi – komentuje Łukasz Grzeszczyk, Executive Director CEE w Hays.

Specjaliści IT dostrzegają wpływ AI na swoją specjalizację

Analiza danych zawartych w „Tech Talent Explorer” wykazuje, że eksperci IT są zgodni – w najbliższej przyszłości największy wpływ na ich pracę będzie miał rozwój sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego (62% wskazań).

Co w najbliższej przyszłości będzie napędzało zmiany w branży IT?

62% Rozwój sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego
12% Rozwój chmury obliczeniowej i Edge Computing
12% Wzmocnione środki cyberbezpieczeństwa
10% Szersze wykorzystanie automatyzacji i robotyki
4% Ekspansja Internetu Rzeczy (IoT)

Źródło: Hays Tech Talent Explorer 2026.

Respondenci badania Hays swoje przygotowanie do nadchodzących zmian oceniają w stopniu umiarkowanym, na 3,51 w skali od 0 do 5. Polscy specjaliści IT z wynikiem 3,49 nie odbiegają pod tym względem od średniej światowej oraz od swoich odpowiedników w Niemczech, Zjednoczonym Królestwie czy Stanach Zjednoczonych.

W skali globalnej, najwyższe poczucie gotowości do transformacji sektora technologicznego deklarują specjaliści w dziedzinie AI (4,27) oraz DevOps (3,72), a najmniejsze osoby zajmujące się testami (3,31) oraz rozwojem oprogramowania (3,38). Świadczy to o rosnącym znaczeniu kompetencji wysoko specjalistycznych i technicznych na rynku pracy. Im bardziej ekspercka i wymagająca zaawansowanych kompetencji twardych rola, tym większa pewność pracowników wobec „odporności” posiadanych umiejętności na nadchodzące zmiany.

Wyniki badania przeprowadzonego w Polsce pokazują podobne trendy. Największe przygotowanie na nadchodzące zmiany deklarują specjaliści ds. sztucznej inteligencji (4,67), lecz najmniejsze – co odbiega od wyników globalnych – eksperci w dziedzinie danych i analityki (3,25).

Jak oceniasz swoje przygotowanie do nadchodzących zmian?

  Ogół branży IT AI Dane i analityka Zarządzanie projektami i zmianą Rozwój oprogramowania Testy
Świat 3,51 4,27 3,51 3,51 3,38 3,31
Polska 3,49 4,67 3,25 3,67 3,89 3,5

Ocena w skali od 0 do 5, w której 0 oznacza zupełny brak przygotowania, a 5 pełne przygotowanie.

Źródło: Hays Tech Talent Explorer 2026.

Specjaliści ds. bezpieczeństwa IT najbardziej „odporni” na automatyzację

Horsefly Analytics przeprowadziła na zlecenie Hays ocenę wpływu AI na poszczególne obszary specjalizacyjne AI, a następnie oceniła każdy na skali od 0 do 100. Wyższy wynik wskazuje, że więcej zadań w danej roli może zostać zautomatyzowanych lub zasadniczo zmienionych pod wpływem AI. Analiza wykazała, że w Polsce sztuczna inteligencja najmocniej wpływa na pracę programistów i analityków. Przykładowo, wskaźnik AI Impact dla programistów Java został oszacowany na poziomie 58, a analityków testów na 61.

AI Impact na polskim rynku technologicznym

Security Engineer Project Manager Change Manager Scrum Master AI Engineer Data Engineer Java Developer Test Analyst
6 18 24 28 56 56 58 61

Ocena w skali od 0 do 100, w której 0 oznacza brak wpływu, a 100 potężny wpływ AI na daną rolę.

Źródło: Horsefly Analytics dla Hays Tech Talent Explorer 2026.

Dla profesjonalistów pracujących w tych dziedzinach jest to równoznaczne z koniecznością rozwoju kompetencji oraz zdobywania nowych umiejętności. Zdaniem polskich developerów kluczowymi zagadnieniami będą w przyszłości obszar związany z architekturą rozwiązań IT. Z kolei zdaniem specjalistów w dziedzinie testów, najbardziej przyszłościowymi obszarami zainteresowania są doskonalenie procesów QA oraz testowanie bezpieczeństwa IT.

Analiza wykazała również, że w polskiej branży technologicznej sztuczna inteligencja ma obecnie najmniejszy wpływ na role koordynacyjne oraz strategiczne, takie jak zarządzanie projektami czy bezpieczeństwo IT. Wskaźnik AI Impact dla stanowiska inżyniera ds. bezpieczeństwa wynosi zaledwie 6, co oznacza minimalny wpływ sztucznej inteligencji. Role project oraz change managerów otrzymały z kolei noty 18 i 24, a więc znajdują się pod ograniczonym wpływem AI i w dużej mierze pozostają niezmienione.

Zarządzanie projektami IT bardziej odporne na automatyzację w Polsce niż za granicą

Chociaż wyniki AI Impact dla Polski wpisują się w globalne trendy, to na polskim rynku wpływ sztucznej inteligencji na role w obszarze zarządzania projektami został oceniony przez Horsefly Analytics jako mniejszy niż w innych krajach. Z jednej strony może to wskazywać na niewykorzystany potencjał automatyzacji w tych obszarach specjalizacyjnych. Z drugiej natomiast powodem może być profil inwestycji IT realizowanych w Polsce.

W Polsce wciąż lokowanych jest wiele transformacyjnych procesów technologicznych. Organizacje z całego świata dostrzegają w naszym rynku atrakcyjny stosunek jakości do ceny i doświadczenie tutejszych kadr w realizacji procesów o znaczeniu strategicznym. Sprawia to, że zapotrzebowanie na scrum masterów, IT change oraz project managerów wciąż jest w Polsce bardzo wysokie, gdyż pełnią oni kluczową rolę w realizacji tego typu projektów inwestycyjnych. Wysokie zapotrzebowanie rynkowe i ranga tych ról paradoksalnie mogą zwiększać ich odporność na inteligentną automatyzację. W innych krajach, w których kontekst rynkowy jest zupełnie inny, próby automatyzacji zadań realizowanych na tych stanowiskach mogą być zwyczajnie łatwiejsze do przeprowadzenia – wyjaśnia Łukasz Grzeszczyk z Hays.

Funt traci, rentowności brytyjskich obligacji rosną. Wielka Brytania znów niepokoi inwestorów

Silna przecena brytyjskich obligacji rządowych oraz wzrost ich rentowności do najwyższych poziomów od niemal trzech dekad pokazują, że rynek coraz bardziej nerwowo reaguje na rosnące ryzyko polityczne w Wielkiej Brytanii. Rentowność 30-letnich obligacji wzrosła dzisiaj o 11 punktów bazowych, do 5,79%, czyli po raz pierwszy w XXI wieku. Jednocześnie pod presją znalazł się funt, który osłabił się wobec euro o 0,3%, schodząc do najniższego poziomu od końca kwietnia. Bezpośrednim źródłem napięcia są słabe wyniki Partii Pracy w wyborach lokalnych oraz narastająca presja na premiera Keira Starmera, co zwiększa spekulacje dotyczące możliwej zmiany przywództwa.

Inwestorzy obawiają się, że ewentualne odejście Starmera mogłoby oznaczać zmianę kierunku polityki gospodarczej i fiskalnej. Obecny premier oraz minister finansów Rachel Reeves są postrzegani jako politycy przywiązani do kontroli długu publicznego, ograniczania deficytu i utrzymywania dyscypliny budżetowej. Potencjalni następcy, tacy jak Andy Burnham czy Angela Rayner, są natomiast kojarzeni z większą presją na zwiększenie wydatków publicznych oraz złagodzenie obecnych reguł fiskalnych. Dla rynku obligacji oznaczałoby to ryzyko większych potrzeb pożyczkowych państwa, wyższej emisji długu i dalszego wzrostu rentowności.

Wrażliwość rynku na takie sygnały jest szczególnie duża po doświadczeniach z 2022 roku, kiedy plan podatkowy rządu Liz Truss doprowadził do gwałtownej przeceny funta i silnego wzrostu rentowności brytyjskich obligacji, zmuszając Bank Anglii do interwencji. Tamten epizod pozostaje ważnym punktem odniesienia dla inwestorów, którzy obecnie szybko reagują na każdą oznakę możliwego odejścia od ostrożnej polityki budżetowej. Wzrost rentowności ma przy tym realne znaczenie gospodarcze, ponieważ podnosi koszt obsługi długu publicznego.

Dla kursu GBPUSD taki układ czynników jest potencjalnie negatywny. W normalnych warunkach wzrost rentowności obligacji mógłby wspierać walutę, ponieważ zwiększa atrakcyjność aktywów denominowanych w funcie. Obecna sytuacja ma jednak inny charakter: rentowności rosną nie z powodu oczekiwań na silniejszy wzrost gospodarczy, lecz z powodu wyższej premii za ryzyko polityczne i fiskalne. To oznacza, że inwestorzy mogą żądać wyższego wynagrodzenia za utrzymywanie brytyjskiego długu, jednocześnie ograniczając ekspozycję na funta. W takim scenariuszu GBPUSD może pozostawać pod presją spadkową, zwłaszcza jeśli rynek zacznie wyceniać większe prawdopodobieństwo zmiany przywództwa w Partii Pracy, luźniejszej polityki budżetowej lub dalszego wzrostu kosztów obsługi długu. Obecnie kabel traci już ponad 0,59% względem wczorajszego zamknięcia.

Kluczowe będzie to, czy obecne napięcie okaże się jedynie krótkotrwałą reakcją rynku, czy początkiem szerszej utraty zaufania do brytyjskiej polityki fiskalnej. Jeśli Starmer i Reeves utrzymają kontrolę nad przekazem politycznym oraz potwierdzą przywiązanie do dyscypliny budżetowej, presja na funta może stopniowo osłabnąć, a GBPUSD może się ustabilizować. Jeżeli jednak pojawią się kolejne sygnały podważające stabilność polityczną lub sugerujące wzrost wydatków bez wiarygodnego finansowania, rynek może ponownie porównać sytuację do kryzysu z 2022 roku.

Agenci, roboty i my. Jak sztuczna inteligencja zmienia pracę i kompetencje w Europie?

W XXI wieku, w dobie nowoczesnych technologii, w tym dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji, praca w coraz większym stopniu opiera się na współpracy ludzi, agentów i robotów. W dziesięciu krajach Europy 58% wszystkich roboczogodzin mogłoby teoretycznie zostać zautomatyzowanych przy wykorzystaniu istniejących technologii. Najnowszy raport McKinsey Global Institute wskazuje, że dzięki automatyzacji Europa mogłaby do 2030 r. wygenerować około 1,9 bln USD dodatkowej wartości.

Redefinicja pracy w Europie

Według badań McKinsey Global Institute (MGI) funkcjonujące i aktualnie rozwijane roboty oraz agenci wykorzystujący sztuczną inteligencję mogliby teoretycznie przejąć realizację 58% obecnych roboczogodzin w dziesięciu europejskich gospodarkach. Nie oznacza to jednak masowej utraty miejsc pracy, lecz raczej fundamentalną zmianę ich charakteru. Wraz z postępującą automatyzacją zadań wykonywanych w ramach poszczególnych stanowisk role zawodowe będą ewoluować, pojawią się także nowe rodzaje aktywności. Zmieni to zarówno sposób wykonywania pracy, jak i sposób, w jaki pracownicy wykorzystują swoje umiejętności.

Raport pt. „Agenci, roboty i my. Jak sztuczna inteligencja zmienia pracę i kompetencje w Europie” stanowi rozwinięcie niedawnej analizy MGI dotyczącej sztucznej inteligencji i automatyzacji w Stanach Zjednoczonych. W dokumencie przeanalizowano dziesięć europejskich gospodarek, obejmując badaniem ponad 1800 zawodów, 2000 aktywności wykonywanych codziennie przez pracowników oraz 10 500 kluczowych kompetencji. Celem analizy było modelowanie sposobu, w jaki wdrażanie sztucznej inteligencji mogłoby do 2030 r. przekształcić rynek pracy.

W toku prac przeanalizowano ponad 9 mln kombinacji zawodów, czynności i umiejętności, aby ocenić, w jakim stopniu sztuczna inteligencja mogłaby zmienić sposób wykorzystywania konkretnych kompetencji. Choć analiza koncentruje się na Europie, wiele zidentyfikowanych w niej wzorców – oraz wynikających z nich konsekwencji dla pracodawców, pracowników i liderów – ma szersze zastosowanie także w innych zaawansowanych gospodarkach.

AI jako impuls do wzrostu

Najnowszy raport wskazuje, że większość umiejętności wciąż pozostaje istotna. Około 3/4 kompetencji poszukiwanych obecnie przez pracodawców jest wykorzystywanych zarówno w działaniach możliwych do zautomatyzowania, jak i w tych, których zautomatyzować się nie da. Sugeruje to, że kompetencje te będą raczej wykorzystywane we współpracy ze sztuczną inteligencją, niż przez nią zastępowane. Pracownicy mogą poświęcać mniej czasu na wykonywanie rutynowych zadań, a więcej na korzystanie z systemów zautomatyzowanych oraz nadzorowanie ich działania.

Badanie podkreśla również skalę szans gospodarczych wynikających z wykorzystania nowych technologii. W scenariuszu pośrednim sztuczna inteligencja i automatyzacja mogłyby do 2030 r. wygenerować w Europie nawet 1,9 bln USD dodatkowych korzyści. Kwota ta odzwierciedla potencjał godzin pracy możliwych do zautomatyzowania. W scenariuszu bardziej stopniowego wdrażania automatyzacji szacowany efekt byłby bliższy 1,1 bln USD, co pokazuje, że ostateczne rezultaty będą zależeć od tempa adopcji technologii, poziomu inwestycji oraz gotowości organizacji do zmian

– Sztuczna inteligencja i automatyzacja powinny być postrzegane jako sposoby wzmacniające potencjał pracowników i całej organizacji. To właśnie gotowość organizacji do zmiany zdecyduje o tym, czy zastosowanie technologii przełoży się na realny wzrost produktywności i wartości gospodarczej – mówi Michał Miktus, Partner Lokalny w McKinsey & Company w Polsce oraz lider QuantumBlack, AI w Europie Środkowo-Centralnej.

Kompetencje przyszłości

Popyt na kompetencje związane ze sztuczną inteligencją rośnie od kilku lat. Od 2023 r. zapotrzebowanie na umiejętności związane z wykorzystaniem systemów sztucznej inteligencji i zarządzaniem nimi wzrosło pięciokrotnie. Obecnie wymagania dotyczące kompetencji związanych ze sztuczną inteligencją pojawiają się w ofertach pracy obejmujących zawody odpowiadające za 5% zatrudnienia w Europie. Co więcej, wzrost ten wykracza już poza role techniczne i obejmuje coraz szerszy zakres profesji.

Raport wskazuje, że największy potencjał tkwi nie w automatyzacji pojedynczych zadań, lecz w całościowym przeprojektowaniu organizacji pracy. W praktyce najlepsze rezultaty można osiągnąć dzięki integracji działań realizowanych w różnych rolach i systemach, tak aby umożliwić efektywną współpracę ludzi, agentów i robotów.

Wnioski z analizy MGI pojawiają się w momencie, gdy Europa mierzy się z kurczącymi się zasobami siły roboczej, utrzymującymi się niedoborami pracowników oraz wolniejszym wzrostem produktywności niż inne zaawansowane gospodarki. Utrzymanie konkurencyjności i standardu życia na Starym Kontynencie będzie więc zależeć od tego, jak skutecznie organizacje zintegrują ludzi i technologię.

– AI przestaje być domeną wyłącznie zespołów technologicznych. Coraz częściej staje się elementem codziennej pracy w różnych funkcjach biznesowych – od operacji i finansów, przez sprzedaż i marketing, po HR czy obsługę klienta. W warunkach niedoboru pracowników i presji na produktywność zdolność do skutecznej integracji technologii z kapitałem ludzkim może stać się jednym z kluczowych źródeł konkurencyjności europejskich przedsiębiorstw – wskazuje Tomasz Marciniak, Partner Zarządzający McKinsey & Company w Polsce.

Potencjał Polski

W raporcie jednym z badanych państw była Polska, która w opinii autorów łączy wysoki potencjał automatyzacji z szybkim wzrostem popytu na umiejętności związane ze sztuczną inteligencją. Silna koncentracja na produkcji przemysłowej i logistyce oznacza, że automatyzacja zadań związanych z produkcją i operacjami prawdopodobnie będzie miała największe znaczenie.

Wśród kluczowych wniosków zidentyfikowanych dla kraju wymienić można:

  • 7,5-krotny wzrost liczby ofert pracy z wymaganymi kompetencjami związanymi z wykorzystaniem sztucznej inteligencji od 2023 r.
  • Potencjał w wysokości 105 mld USD wartości ekonomicznej związanej z automatyzacją do 2030 r., z czego około 1/4 tej wartości można osiągnąć za pomocą wdrożeń nowych technologii wyłącznie w obszarze produkcji.
  • 61% udział obecnych roboczogodzin, które można technicznie zautomatyzować przy wykorzystaniu istniejących technologii.

Co istotne, jak informuje McKinsey & Company, pomimo wdrożeń działań automatyzujących procesy 85% obecnych umiejętności i kompetencji pracowniczych, wciąż pozostanie aktualne.

Kurs dolara traci impet mimo napięć na Bliskim Wschodzie

Nie widać większych oznak łagodzenia impasu między USA a Iranem – w weekend prezydent Trump odrzucił odpowiedź Teheranu na propozycje pokojowe.

Kluczowe punkty:

  • PLN nieco zyskał na fali optymizmu.
  • Raport NFP z USA wskazuje, że wpływ wojny na największą gospodarkę świata jest ograniczony.
  • Oficjele EBC torują drogę do podwyżki stóp procentowych w czerwcu.
  • Lokalne wybory w Wlk. Brytanii zadają potężny cios premierowi Starmerowi.

Rynki zaczynają adaptować się do sytuacji. Ceny ropy pozostają wysokie, w ostatnim czasie jednak spadły ze względu na połączenie spadku popytu i zwiększonej produkcji w innych krajach. Amerykańskie akcje wciąż odnotowują historyczne maksima, podczas gdy europejskie pozostają w tyle, i wydaje się, że dolar powraca do trendu stopniowej deprecjacji względem większości walut. Kluczowa para EUR/USD jest obecnie blisko poziomów sprzed wybuchu wojny, a niektóre waluty rynków wschodzących będące barometrami nastrojów – jak real brazylijski – znacznie się w ostatnim czasie umocniły.

Jako że negocjacje pokojowe przebiegają powoli i żmudnie, uwaga powinna skupić się ponownie na oddziaływaniu zamknięcia cieśniny Ormuz na realną gospodarkę. Najistotniejszą kwestią jest to, czy skok cen energii zaowocuje szerokim wzrostem presji cenowej. Publikowany we wtorek (12.05) raport inflacyjny za kwiecień w USA będzie jednym z pierwszych, które pozwolą przyjrzeć się temu problemowi. Ekonomiści spodziewają się tylko niewielkiego wzrostu miary bazowej, niepewność jest jednak wysoka. Rynki obligacji na całym świecie są chwiejne i wykazują się ograniczoną cierpliwością do negatywnych zaskoczeń inflacyjnych. Tydzień dopełnią dane dotyczące produkcji w marcu w strefie euro (środa 13.05) i Wielkiej Brytanii (czwartek 14.05).

PLN

Wiadomości dotyczące konfliktu na Bliskim Wschodzie pozostają kluczowe dla rynkowego sentymentu, a więc również dla złotego. Polska waluta zyskała na zeszłotygodniowej fali optymizmu, obecnie jednak nastroje ponownie stygną. Lokalnie uwaga skupiła się na posiedzeniu RPP – stopy procentowe zgodnie z oczekiwaniami nie uległy zmianie.

Ton prezesa Adama Glapińskiego był natomiast wyraźnie mniej optymistyczny niż wcześniej. Dał do zrozumienia, że podwyżki stóp są bardziej prawdopodobne niż obniżki, choć zaznaczył, że nie musi do nich dojść. Jesteśmy zdania, że w najbliższej perspektywie stopy pozostaną bez zmian, ich dalsze kształtowanie się jest jednak w dużej mierze uzależnione od sytuacji na Bliskim Wschodzie. W tym kontekście warto będzie obserwować też kolejne dane opisujące sytuację inflacyjną w Polsce, jak piątkowy (15.05) raport o inflacji w kwietniu. Wstępne, mniej szczegółowe dane pokazały jej niespodziewany wzrost do 3,2%.

Istotne są również dwa wydarzenia z ubiegłego piątku. Po pierwsze, podpisano umowę SAFE, w ramach której Polska ma otrzymać nawet 43,7 mld EUR w niskooprocentowanych pożyczkach, co jest dobrą wiadomością dla budżetu i firm z branży zbrojeniowej, ale nie tylko. Po drugie, agencja ratingowa S&P potwierdziła dotychczasowy rating Polski na poziomie A- ze stabilną perspektywą, zwracając uwagę m.in. na wysoką stopę oszczędności, która ogranicza ryzyka związane z gwałtownie rosnącym zadłużeniem publicznym. Agencja nie obawia się również znaczącego wpływu wojny na Bliskim Wschodzie na wzrost PKB w Polsce. W tym kontekście warto wspomnieć, że wstępne dane PKB za I kwartał poznamy już w najbliższy czwartek (14.05) – oczekuje się, że aktywność nieco spowolni względem poprzedniego kwartału, ale i tak pozostanie solidna.

EUR

Komentarze decydentów z Europejskiego Banku Centralnego stały się w ostatnim czasie bardziej jastrzębie – większość członków Rady podkreśla konieczność bycia czujnym względem efektów drugiej rundy inflacji wynikających z gwałtownego wzrostu cen energii. Oczekiwania dotyczące podwyżki stóp procentowych na kolejnym posiedzeniu w czerwcu nabierają kształtu, a kontrast względem wątpliwości Rezerwy Federalnej zmniejsza różnicę między stopami po obu stronach Atlantyku. Będzie to kluczowy zasób wspierający euro w średnim terminie i spodziewamy się, że stopniowa deprecjacja dolara utrzyma się również w 2027 r.

W krótkim terminie wspólna waluta pozostaje wysoce podatna na wojnę w Iranie, która już teraz ma nieproporcjonalnie negatywny wpływ na gospodarkę strefy euro – kwietniowe wskaźniki PMI pokazują, że się ona kurczy. Zbliżające się rozmowy pokojowe będą więc miały kluczowe znaczenie dla kursu EUR/USD. Wiadomości o tymczasowym porozumieniu mogłyby przynieść euro dodatkowe zyski, niemniej, biorąc pod uwagę, że rynki wydają się już wyceniać dużo dobrych wieści, widzimy sporą przestrzeń do deprecjacji, jeśli negocjacje zostaną przerwane.

USD

Dane dotyczące zatrudnienia w sektorze pozarolniczym za kwiecień to kolejny z szeregu raportów sugerujących, że jak dotąd amerykańska gospodarka niemal nie odczuła skutków wojny w Iranie i wynikającego z niej skoku cen energii. Dynamika kreacji nowych miejsc pracy wzrosła, a trzymiesięczna średnia na poziomie 48 tys. netto miesięcznie jest niespójna z narracją o ochłodzeniu na rynku pracy, szczególnie że siła robocza już nie rośnie ze względu na ograniczenie imigracji i starzenie się społeczeństwa. Potwierdza to jedynie sygnały płynące z cotygodniowych deklaracji bezrobocia, których liczba w ostatnim czasie spada.

Nie wydaje się, by spełniały się scenariusze związanej ze sztuczną inteligencją apokalipsy na rynku pracy – pracodawcy postrzegają ją raczej jako uzupełnienie, a nie zastępstwo dla pracowników. Dobre wieści gospodarcze nie pomogły jednak zbytnio dolarowi w ubiegłym tygodniu. Jak obserwujemy od roku, deprecjacja waluty, nieco paradoksalnie, wydaje się iść w parze ze stosunkowo silnymi odczytami z USA.

GBP

Funt bardzo dobrze radzi sobie w obliczu wyników majowych wyborów lokalnych w Wielkiej Brytanii po części dlatego, że porażka Partii Pracy była powszechnie oczekiwania i uwzględniona w rynkowych wycenach. Inwestorzy obstawiają, że klęska Laburzystów nie zakończy jeszcze premierostwa Keira Starmera, wydaje się jednak, że presja na niego będzie rosnąć w kolejnych dniach – wielu backbencherów wzywa go już do dymisji. Jak dotąd żaden jego z potencjalnych rywali z lewego skrzydła partii nie podjął formalnych działań, by go zastąpić, pojawiły się jednak pogłoski, że osoby takie jak Angela Rayner czy Wes Streeting próbują ocenić swoje możliwości.

To właśnie potencjalnego skrętu w lewo rynki obawiają się najbardziej, mógłby on bowiem oznaczać wzrost podatków i emisji obligacji skarbowych oraz większą premię za ryzyko fiskalne na brytyjskich aktywach. Tymczasem dane makroekonomiczne w dużej mierze zaskoczyły na plus, chociaż ekonomiści mają wątpliwości, czy nie wynika to z anomalii statystycznych w sezonowości danych po pandemii COVID-19. W związku z tym odczyt dynamiki PKB w marcu w czwartek (14.05) nabiera większego znaczenia.

Informacje zawarte w niniejszym dokumencie służą wyłącznie do celów informacyjnych. Nie stanowią one porady finansowej lub jakiejkolwiek innej porady, mają charakter ogólny i nie są skierowane dla konkretnego adresata. Przed skorzystaniem z informacji w jakichkolwiek celach należy zasięgnąć niezależnej porady. Ebury nie ponosi odpowiedzialności za konsekwencje działań podjętych na podstawie informacji zawartych w raporcie.

Ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa (KSC) w sektorze zdrowia

Polska wkracza w decydującą fazę cyfrowej transformacji państwa. Trzy równoległe wektory reform – legislacja dotycząca sztucznej inteligencji i podatku cyfrowego, centralizacja infrastruktury IT administracji publicznej oraz budowa europejskiego portfela tożsamości cyfrowej w ramach aplikacji mObywatel – wyznaczają trajektorię, która w perspektywie 2027 roku zdeterminuje pozycję Polski w europejskim ekosystemie cyfrowym. Jednocześnie ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa (KSC) obejmuje obowiązkami compliance bezprecedensową liczbę 40 000 podmiotów, z których znaczna część nigdy wcześniej nie podlegała regulacjom w tym zakresie.

Projekt ustawy o systemach sztucznej inteligencji uzyskał status absolutnego priorytetu legislacyjnego. Jest to decyzja systemowo uzasadniona – bez krajowych ram implementacyjnych AI Act (Rozporządzenie UE 2024/1689) przedsiębiorcy operujący w sektorach wysokiego ryzyka funkcjonują w stanie regulacyjnej niepewności, która hamuje zarówno inwestycje, jak i wdrożenia.

Kluczowym mechanizmem łagodzącym tę niepewność mają być piaskownice regulacyjne. Planowane środowisko testowe umożliwi przedsiębiorstwom walidację rozwiązań AI pod nadzorem Komisji ds. Rozwoju i Bezpieczeństwa AI, z dostępem do zwolnień z określonych obowiązków sprawozdawczych oraz opłat za interpretacje indywidualne. Równolegle planowany jest AI Hub – platforma wykorzystująca zautomatyzowany anonimizator oparty na AI do przetwarzania i publikacji decyzji Komisji, co ma ograniczyć błędy administracyjne i przyspieszyć dostęp do wykładni regulacyjnej.

– Ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa wprowadza obowiązki compliance dla około 40.000 podmiotów, z 12-miesięcznym okresem dostosowawczym. Ministerstwo Cyfryzacji otwarcie charakteryzuje ten proces jako 'naprawianie samolotu w locie’ – co jest metaforą trafną, lecz niepokojącą. Szacowana konieczność interwencji w około 400 000 incydentów w nadchodzących latach wymaga budowy nowych zespołów CSIRT, a wsparcie dla MŚP realizowane jest poprzez webinaria, podręczniki i konsultacje eksperckie. Z doświadczenia pracy z ponad 250 szpitalami w ramach Polskiej Federacji Szpitali i Koalicji CyberC4HE mogę potwierdzić, że skala wyzwania jest ogromna. Większość podmiotów ochrony zdrowia nie dysponuje ani kompetencjami, ani budżetami na wdrożenie wymagań NIS2/KSC w wyznaczonym terminie. Model regionalnych SOC (Security Operations Center) – współdzielonych przez grupy szpitali – pozostaje jednym z niewielu realistycznych podejść do osiągnięcia minimalnego poziomu bezpieczeństwa w sektorze, który jeszcze pięć lat temu w większości nie posiadał nawet podstawowej polityki cyberbezpieczeństwa – wskazuje Michał Dybowski, Prezes Healthcare Poland Foundation, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji Szpitali, Forum Ekspertów Ad Rem.

Przejście od rozproszonych systemów IT poszczególnych ministerstw do scentralizowanej, interoperacyjnej architektury stanowi prawdopodobnie najważniejszą zmianę strukturalną polskiej administracji cyfrowej w ostatniej dekadzie. Rządowa chmura obliczeniowa obsługuje już 20 ministerstw, a Narodowe Centrum Przetwarzania Danych zabezpiecza zasoby kluczowe dla MSWiA, MON i służb specjalnych. Powołanie Pełnomocników IT w każdym resorcie – z mandatem koordynacji prac, zapewniania interoperacyjności (np. między systemami resortu zdrowia i rolnictwa) oraz eliminacji podwójnych wydatków – to mechanizm, który przy konsekwentnym egzekwowaniu może faktycznie przełamać silosowość administracyjną. Przygotowywana jest również odrębna ustawa regulująca, które systemy muszą operować na chmurze rządowej, publicznej lub prywatnej – co stanowi kluczowe rozstrzygnięcie z perspektywy bezpieczeństwa danych i suwerenności cyfrowej.

Model Poliversum Gateway – pozycjonujący Polskę jako instytucjonalny punkt wejścia na rynek jednolity UE, z infrastrukturą piaskownic regulacyjnych i operacyjnych, siecią ponad 500 szpitali dostępnych dla pilotaży oraz wsparciem rządowym i europejskim — stanowi propozycję odpowiedzi na te wyzwania. Nie jako alternatywa wobec działań państwa, lecz jako uzupełniający mechanizm instytucjonalny zdolny przekuć ambicje legislacyjne w konkretne, mierzalne wdrożenia.

Rynek magazynowy w Polsce rośnie. Zasoby przekroczyły 37 mln mkw.

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała zagregowane dane dotyczące rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce za I kwartał 2026 roku. Źródłem informacji są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (Axi Immo, BNP Paribas Real Estate Poland, CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska oraz Savills). Informacje dotyczą zasobów istniejącej nowoczesnej powierzchni, wolumenu nowej podaży, powierzchni w budowie, wielkości transakcji wynajmu oraz powierzchni niewynajętej. 

Na koniec marca 2026 roku rynek nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej osiągnął poziom 37,4 mln mkw. Trzy województwa z największymi zasobami to mazowieckie (7,48 mln mkw.), śląskie (6,29 mln mkw.) i dolnośląskie (5,38 mln mkw.).

W I kwartale 2026 roku na rynek dostarczono 653,3 tys. mkw. nowej powierzchni. Najwięcej nowej powierzchni w tym okresie dostarczono w województwach mazowieckim (139,5 tys. mkw.), pomorskim (139,1 tys. mkw.) i śląskim (102,7 tys. mkw.).

Na koniec marca 2026 roku w całej Polsce w budowie znajdowało się 1,44 mln mkw. Wśród regionów największy udział powierzchni w realizacji przypadł na województwa mazowieckie (37% budowanej powierzchni), śląskie (15%) i łódzkie (11%).

Na koniec I kwartału 2026 roku wskaźnik pustostanów osiągnął 7,3%. Najwyższą wartość wskaźnika odnotowano w województwie świętokrzyskim (17,9%), lubuskim (15,0%) oraz podkarpackim (8,6%). Najniższy poziom wskaźnika pustostanów odnotowano w województwie podlaskim (0,0%), opolskim (1,1%) oraz zachodniopomorskim (1,4%).

W okresie styczeń–marzec 2026 roku popyt brutto na nowoczesne powierzchnie magazynowo-przemysłowe osiągnął 1,58 mln mkw. (dla porównania, w I kwartale 2025 roku popyt brutto wyniósł 1,11 mln mkw.). Największym zainteresowaniem najemców cieszyły się województwa: mazowieckie (316,3 tys. mkw.), wielkopolskie (309,3 tys. mkw.) oraz dolnośląskie (254,7 tys. mkw.).

Najwyższy udział w strukturze popytu w I kwartale 2026 roku odnotowały nowe umowy (w tym projekty typu BTS) – 42%, a przedłużenia umów – 35%, a ekspansje 12% całkowitego popytu. Udział transakcji typu sale & lease back w strukturze popytu wyniósł 11%.

Polska nauka potrzebuje stabilnego finansowania. Rektorzy popierają inicjatywę „3% dla nauki”

Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP) wyraziło poparcie dla postulatów inicjatywy „3% dla nauki, 100% dla Polski”. Rektorzy docenili otwartość resortu na rozmowy i zadeklarowali gotowość do dalszej współpracy. Wskazali też na konieczność zdecydowanego zwiększenia finansowania nauki i szkolnictwa wyższego.

W pełni podzielamy diagnozę, że obecny poziom finansowania nie odpowiada znaczeniu tego sektora dla rozwoju państwa, jego bezpieczeństwa technologicznego i społecznego oraz konkurencyjności gospodarki. KRASP wielokrotnie podnosiła, że utrzymywanie wydatków na naukę i szkolnictwo wyższe na poziomie nieco ponad 1% PKB oznacza pogłębianie dystansu dzielącego Polskę od najbardziej innowacyjnych gospodarek – czytamy w najnowszym stanowisku Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich.

Rektorzy podkreślają, że utrzymywanie wydatków na poziomie niewiele przekraczającym 1% PKB prowadzi do pogłębiania dystansu dzielącego Polskę od najbardziej innowacyjnych gospodarek świata.

W stanowisku Prezydium KRASP czytamy również, że wieloletnie niedoinwestowanie sektora przekłada się na pogorszenie warunków prowadzenia badań naukowych, osłabienie potencjału rozwojowego uczelni oraz trudności w zatrzymywaniu talentów naukowych w kraju.

Niepokój środowiska akademickiego należy traktować jako wyraźny sygnał potrzeby przyspieszenia działań na rzecz zwiększenia nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe – podkreślają rektorzy.

Prezydium KRASP oczekuje wypracowania stabilnej, wieloletniej strategii finansowania nauki
i szkolnictwa wyższego, bezpośrednio powiązanej ze wzrostem PKB.

Popieramy postulaty zawarte w petycji, traktując ją jako wyraz troski o przyszłość polskiej nauki
i szkolnictwa wyższego oraz apel o nadanie temu obszarowi należnego znaczenia w polityce państwa
– piszą rektorzy.

Jednocześnie zwracają uwagę, że relacje środowiska akademickiego z kierownictwem Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego mają obecnie charakter merytorycznego dialogu i partnerskiej współpracy.

KRASP docenia otwartość resortu na rozmowy i deklaruje gotowość do dalszej współpracy na rzecz stabilnego rozwoju polskich uczelni oraz poprawy sytuacji materialnej środowiska akademickiego, w szczególności młodych naukowców, studentów i doktorantów – czytamy w zakończeniu dokumentu.

Kosztowne milczenie Beliani. UOKiK wymierzył maksymalną karę 2 mln euro

0

Prezes UOKiK nałożył na Beliani (PL) GmbH karę w wysokości 8 453 400 zł, czyli równowartość 2 mln euro. Sankcja dotyczy nieudzielenia informacji żądanych przez urząd w toku postępowania wyjaśniającego. UOKiK sprawdzał komunikaty reklamowe i sposób prezentowania promocji na stronie beliani.pl.

Jak poinformował Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, sprawa dotyczy szwajcarskiej spółki prowadzącej internetową sprzedaż mebli. Urząd analizował, czy komunikaty stosowane w sklepie mogły wywoływać u konsumentów presję szybkiego zakupu oraz czy informacje o obniżkach cen były prezentowane zgodnie z przepisami.

UOKiK sprawdzał promocje i komunikaty na stronie sklepu

Postępowanie wyjaśniające dotyczyło m.in. komunikatów widocznych na stronie beliani.pl, takich jak „Szybko! Zostało kilka” czy „Ten produkt znalazł [liczba] szczęśliwych właścicieli w ciągu ostatniej doby”. Według UOKiK tego typu hasła mogą wpływać na decyzje zakupowe klientów, sugerując ograniczoną dostępność produktu lub duże zainteresowanie ofertą.

Urząd badał również sposób informowania o obniżkach cen. Chodziło m.in. o prezentowanie najniższej ceny, która obowiązywała w okresie 30 dni przed wprowadzeniem promocji. To jeden z kluczowych obowiązków sprzedawców wynikających z przepisów dotyczących przejrzystości cen w handlu.

Aby ocenić praktyki spółki, UOKiK zażądał od Beliani wyjaśnień i dokumentów. Urząd chciał ustalić m.in., jak spółka prezentuje promocje oraz co w praktyce oznaczają komunikaty zachęcające klientów do szybkiego zakupu.

Dwa wezwania bez odpowiedzi

UOKiK przekazał, że skierował do Beliani wezwanie do udzielenia informacji. Gdy odpowiedzi nie było, urząd ponowił wezwanie. Mimo skutecznego doręczenia pism spółka nie odpowiedziała.

Urząd próbował również skontaktować się ze spółką innymi kanałami, w tym poprzez podmioty powiązane z nią w Polsce. Te działania także nie doprowadziły do uzyskania wymaganych informacji. Beliani nie odpowiedziało również na zawiadomienie o wszczęciu postępowania w sprawie nałożenia kary pieniężnej i nie odniosło się do zarzutu.

– Sklep internetowy może przyciągać promocją, ale nie może chować się przed pytaniami UOKiK. Jeśli przedsiębiorca działa na polskim rynku i sprzedaje produkty polskim konsumentom, musi też współpracować z polskim urzędem. Brak odpowiedzi utrudnia wyjaśnienie sprawy i ochronę kupujących, nie może być sposobem na prowadzenie biznesu – powiedział prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Kara za brak informacji, nie za same promocje

UOKiK podkreśla, że kara nałożona na Beliani dotyczy braku współpracy z urzędem, a nie rozstrzygnięcia, czy spółka naruszyła prawa konsumentów poprzez sposób prezentowania promocji. Na tym etapie urząd prowadził postępowanie wyjaśniające i potrzebował informacji od przedsiębiorcy.

Zgodnie z przepisami przedsiębiorca ma obowiązek udzielić UOKiK informacji niezbędnych do prowadzenia postępowania. Za brak odpowiedzi, przekazanie jej po terminie lub udzielenie informacji nieprawdziwych prezes UOKiK może nałożyć karę do 3 proc. obrotu przedsiębiorcy.

W tej sprawie urząd nie dysponował danymi o obrocie Beliani. Z tego względu zastosowany został limit kwotowy, który wynosi do 2 mln euro. Kara została wymierzona w maksymalnej wysokości, czyli 8 453 400 zł.

Według UOKiK o wysokości sankcji zdecydowała skala braku współpracy. Spółka nie odpowiedziała na dwa wezwania, nie reagowała na dodatkowe próby kontaktu i nie przedstawiła stanowiska w postępowaniu dotyczącym nałożenia kary.

Spółka może się odwołać

Od decyzji prezesa UOKiK przysługuje odwołanie do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Spółka ma na to miesiąc od doręczenia decyzji.

Sprawa Beliani wpisuje się w szersze działania UOKiK dotyczące rynku e-commerce, w tym sposobu prezentowania promocji, obniżek cen i komunikatów wpływających na decyzje zakupowe konsumentów. Urząd od dłuższego czasu zwraca uwagę, że sklepy internetowe powinny rzetelnie informować klientów o cenach, dostępności produktów i warunkach promocji.

Dla przedsiębiorców działających w internecie decyzja jest również przypomnieniem, że obowiązek współpracy z UOKiK dotyczy także firm zagranicznych, jeżeli kierują ofertę do polskich konsumentów.

Globalne lotnictwo nie zwalnia. Branża spodziewa się podwojenia ruchu do 2050 roku

Najwięksi przewoźnicy z branży lotniczej podtrzymują długofalowe strategie rozwoju i zapowiadają dalsze inwestycje pomimo zakłóceń w prowadzeniu bieżącej działalności operacyjnej spowodowanych wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie, wynika z najnowszego raportu „The Future of Global Aviation” przygotowanego przez kancelarię DLA Piper we współpracy z Infralogic i HSBC. Przedstawiciele branży spodziewają się, że do 2050 roku ruch lotniczy na świecie wzrośnie dwukrotnie.

Ponad połowa respondentów (59%) w badaniu przeprowadzonym wśród 100 menedżerów branży lotniczej uważa, że wprowadzone przez USA cła w znacznym stopniu zakłóciły globalne łańcuchy dostaw w sektorze lotniczym, prowadząc do wyższych kosztów dla klientów, a jedna trzecia badanych uznaje globalne sankcje wobec Rosji i Iranu za znaczące zagrożenie dla wzrostu zysków. Mimo to ankietowani uważają, że branża ma dużą zdolność adaptacji i cechuje się wysoką odpornością na presję zewnętrzną.

Sektor lotniczy skutecznie opiera się presji związanej ze skutkami napięć międzynarodowych i nie po raz pierwszy udowadnia swoją zdolność do działania w trudnych warunkach – mówi Marta Frąckowiak, partner w warszawskim biurze DLA Piper. – W przypadku rynków rozwiniętych, w tym Europy Środkowo-Wschodniej, kluczowym wyzwaniem pozostaje jednak funkcjonowanie w coraz bardziej złożonym otoczeniu regulacyjnym i makroekonomicznym. Rosnące koszty finansowania i energii, konsekwencje sankcji oraz presja regulacyjna, w tym w obszarze ESG i cyberbezpieczeństwo, wpływają na tempo rozwoju sektora. Dlatego utrzymanie stabilności i konkurencyjności wymaga nie tylko elastycznego zarządzania operacjami i dywersyfikacji łańcuchów dostaw, ale także przyspieszenia inwestycji w infrastrukturę oraz modernizacji istniejących zasobów.

Z raportu wynika, że wsparcie rządowe jest kluczowe dla utrzymania silnego globalnego sektora lotniczego, choć priorytety poszczególnych regionów różnią się. O ile respondenci z Europy, Bliskiego Wschodu i Azji wskazują przede wszystkim na potrzebę wsparcia dla zielonych technologii, w tym zrównoważonych paliw lotniczych (67%), to w obu Amerykach większy nacisk kładzie się na inwestycje infrastrukturalne oraz uproszczenie regulacji (56%).

Jednym z najistotniejszych czynników rozwoju sektora jest bezprecedensowo wysoki popyt. Aż trzy czwarte respondentów wskazało Azję jako najważniejszy region dla przyszłej ekspansji ruchu lotniczego, w tym 83% uznało Indie za rynek o największym potencjale wzrostu. Już teraz, wg IATA, krajowy rynek lotniczy Indii należy do największych na świecie: w 2024 roku liczba pasażerów wyniosła tam 174 mln, co oznacza wzrost o 11% w porównaniu do 2019 roku, z czego 136 mln stanowiły podróże krajowe.

Kolejnymi krajami generującymi największy ruch pasażerski są Zjednoczone Emiraty Arabskie, wskazane przez 67% respondentów oraz Chiny (61%), co odzwierciedla skalę ich rynku krajowego oraz zapotrzebowania na połączenia międzynarodowe. Według oficjalnych danych, całkowita liczba podróży lotniczych pasażerów w Chinach osiągnęła w 2024 roku rekordowy poziom 730 mln, a liczba lotów międzynarodowych wynosiła około 6400 tygodniowo. Na czwartym i piątym miejscu uplasowały się odpowiednio Arabia Saudyjska (55%) oraz Katar (44%).

Rynki wschodzące w Azji, na Bliskim Wschodzie, w Ameryce Łacińskiej, czy w Afryce nie są już peryferyjne – stają się motorem rozwoju całej branży. Regiony te charakteryzuje silny popyt i znaczące inwestycje publiczne, które tworzą sprzyjające warunki dla linii i portów lotniczych oraz inwestorów. Jednocześnie rynki rozwinięte mierzą się z rosnącymi ograniczeniami związanymi z przepustowością, regulacjami oraz starzejącą się infrastrukturą – tłumaczy Marc Nichols, współkierujący globalną praktyką lotniczą w DLA Piper.

Autorzy raportu podkreślają, że dynamiczny wzrost popytu nie idzie w parze z podażą, a jednym z istotnych wyzwań dla branży jest ograniczona dostępność floty. IATA wskazuje, że zaległości w dostawach samolotów przekroczyły w 2025 roku poziom 17 tys. maszyn. Przy obecnym tempie produkcji oznacza to nawet 14-letni czas oczekiwania na realizację zamówień, co stanowi istotny czynnik hamulcowy w zaspokojeniu popytu, który, jak wskazują prognozy, ma wzrosnąć ponad dwukrotnie do 2050 roku.

Wraz ze wzrostem ruchu i popytu na usługi lotnicze, konieczne staje się zwiększenie nakładów inwestycyjnych. Tylko w 2025 roku zrealizowano 98 transakcji o łącznej wartości 65,5 mld USD, co stanowi najwyższy roczny wynik w historii w tym obszarze. Według badania trzy czwarte respondentów spodziewa się wzrostu inwestycji w infrastrukturę lotniczą w ciągu najbliższych dwóch lat. Oczekuje się, że największa część nowych inwestycji trafi do Indii (88%), które mają szeroko zakrojony program rozbudowy lokalnych hubów zakładający wzrost liczby lotnisk ze 150 do ponad 200 do 2030 roku.

Również Bliski Wschód pozostaje jednym z najbardziej aktywnych inwestycyjnie regionów w sektorze lotniczym, konsekwentnie prowadzona jest rozbudowa lokalnych hubów, pomimo utrzymujących się napięć geopolitycznych. Kluczową rolę odgrywają ambitne programy rządowe, m.in. Saudi Arabia’s Vision 2030, który zakłada inwestycje rzędu dziesiątek miliardów dolarów w projekty lotnicze, obejmujące m.in. budowę King Salman International Airport w Rijadzie oraz rozbudowę infrastruktury lotniskowej w Dżuddzie i Dammamie.

Cyfryzacja administracji drożeje. Chmura i Gen AI obciążają budżety w sektorze publicznym

Według najnowszego raportu Capgemini Research Institute (CRI) 82% ankietowanych liderów technologicznych z różnych branż odnotowało znaczny wzrost kosztów korzystania z chmury, usług SaaS i generatywnej sztucznej inteligencji (Gen AI). Organizacje sektora publicznego przeznaczają 30% swoich wydatków na te technologie, a w 2026 roku wskaźnik ten ma wzrosnąć do 44%. Tymczasem aż 67% organizacji nie jest w stanie dokładnie prognozować budżetów na chmurę. Co jest tego przyczyną i jak sektor publiczny może rozwiązać problem szybko rosnących kosztów?

Eksperci Capgemini dostrzegli, że wdrażanie nowoczesnych technologii w sektorze publicznym powoli wymyka się spod kontroli finansowej. Wzorzec pt. „najpierw chmura, a dopiero potem koszty” (często po stworzeniu i uruchomieniu usługi) jest szczególnie widoczny w sektorze publicznym. 65% uczestników sektora publicznego zadeklarowało taką postawę, w porównaniu ze średnią dla wszystkich branż wynoszącą 54%.

Jednakże zapotrzebowanie na usługi chmurowe w sektorze publicznym nie tylko nie zmaleje, ale w najbliższych latach prognozowany jest jego systematyczny wzrost. Rozwiązania te w coraz większym stopniu stanowią podstawę dostarczania usług przez urzędy, a także sposobu, w jaki sektor ten radzi sobie z nowymi lub okresowymi potrzebami – na przykład podczas wyborów, obsługi zapytań obywateli przez chatboty AI czy korzystania z platform do pracy zdalnej i współpracy.

– Sektor publiczny znajduje się dziś w momencie transformacji cyfrowej, w którym dane, chmura, dane i sztuczna inteligencja stały się fundamentem skalowalnych usług publicznych. Wyzwanie nie leży w samym wdrażaniu tych technologii, lecz w zaprojektowaniu spójnego modelu operacyjnego, który pozwala rozwijać innowacje przy zachowaniu kontroli nad kosztami i danymi. FinOps powinien być traktowany jako element strategii transformacji – obecny już na etapie przetargów i projektowania architektury – który umożliwia świadome, decyzje dotyczące wykorzystania chmury i AI. – wskazuje Artur Kmiecik- Head of Cloud and Infrastructure Delivery w Capgemini Polska.

Badanie CRI ujawniło kilka zaskakujących faktów na temat trudności, z jakimi borykają się organizacje sektora publicznego w kontrolowaniu wydatków na chmurę. Brak optymalizacji sprawia, że aż 61% badanych z sektora publicznego określa koszty technologii „na żądanie” w swoich organizacjach mianem finansowej „czarnej dziury”. Każde niepotrzebne zapytanie do sztucznej inteligencji i każda pozostawiona bez opieki usługa w chmurze generuje dodatkowe koszty. 68% badanych postrzega marnotrawstwo zasobów chmurowych jako duże wyzwanie – to wynik znacznie wyższy niż średnia dla wszystkich sektorów, wynosząca 59%. Tym bardziej, że sztuczna inteligencja konsumuje nie tylko budżety, ale i prąd.

Koniec końców, zaledwie około 30% organizacji we wszystkich branżach osiągnęło zakładane cele w zakresie oszczędności. Ten brak optymalizacji przyczynia się m.in. do sytuacji, w której globalne zapotrzebowanie na energię ze strony centrów danych wzrośnie o 50% do 2027 r. i aż o 165% do końca tej dekady.

– Wyzwania, które obserwujemy w sektorze publicznym, wynikają przede wszystkim z braku pełnej widoczności i podejścia datadriven do zarządzania środowiskami cloud, SaaS i AI. Bez połączenia danych finansowych, technicznych i biznesowych trudno skutecznie skalować rozwiązania cyfrowe i maksymalizować ich wartość. Dopiero taka perspektywa umożliwia świadome zarządzanie portfelem usług oraz dalszy rozwój nowoczesnych, opartych na danych usług publicznych. – komentuje Artur Kmiecik- Head of Cloud and Infrastructure Delivery w Capgemini Polska.

Problemy te występują również w sektorze prywatnym. Według danych Capgemini, 76% organizacji deklaruje, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy przekroczyło budżet na chmurę publiczną (średnio o 10%).

„Shrinkflacja” w modelu SaaS

Problemy z utrzymaniem dyscypliny wydatków wynikają również z polityk cenowych firm dostarczających oprogramowanie. Rosnąca popularność sztucznej inteligencji, popyt na infrastrukturę cyfrową, a także inflacja, powodują wzrost kosztów usług w chmurze w różnych sektorach. Na przykład Google Workspace, jeden z czołowych dostawców rozwiązań SaaS, podniósł już ceny swoich planów abonamentowych o 20%. Branża boryka się również ze zjawiskiem tzw. „shrinkflacji w modelu SaaS”, polegającym na tym, że dostawcy oferują ograniczoną funkcjonalność przy zachowaniu tych samych stawek.

Eksperci podkreślają, że rozwiązaniem problemów z kontrolą wydatków nie jest odwrót od nowoczesnych technologii, ale wprowadzenie rygorystycznych ram operacyjnych FinOps, które optymalizują koszty i łączą finanse z technologią i biznesem. W niedalekiej przyszłości może się okazać konieczne przejście na tzw. „oszczędną architekturę AI” (frugal AI) oraz automatyzację – wdrożenie narzędzi automatycznie wyłączających zbyteczne zasoby i licencje poza godzinami pracy. Pozwoli to przynajmniej częściowo zwiększyć oszczędności w związku z wykorzystaniem AI i SaaS zarówno w sektorze publicznym, jak i prywatnym.

Sektor obronny przyspiesza. Po umowie SAFE pojawiło się ponad 1400 ofert pracy

Ponad 1400 ofert pracy związanych z sektorem obronnym i firmami współpracującymi z branżą zbrojeniową pojawiło się na portalach rekrutacyjnych w momencie finalizacji programu SAFE i podpisania przez Polskę umowy z Komisją Europejską, wynika z danych i analiz Grupy Progres. Rynek pracy błyskawicznie zareagował na uruchomienie wielomiliardowego programu inwestycji w bezpieczeństwo i obronność, a skala rekrutacji w najbliższych miesiącach będzie systematycznie rosnąć.

8 maja Polska jako pierwszy kraj Unii Europejskiej podpisała z Komisją Europejską umowę SAFE. Do 2030 roku do naszego kraju ma trafić niemal 44 mld euro, głównie w formie niskooprocentowanych pożyczek przeznaczonych na rozwój systemów obronnych, Tarczy Wschód, zabezpieczenia infrastruktury krytycznej, ochrony przeciwlotniczej oraz technologii związanych z cyberbezpieczeństwem. Szacuje się, że około 90 proc. środków zostanie skierowanych do polskich przedsiębiorstw.

– Rynek pracy zareagował natychmiast. Jeszcze zanim podpisanie umowy SAFE stało się faktem, firmy rozpoczęły przygotowania do zwiększania zatrudnienia. W ciągu zaledwie jednej doby na portalach rekrutacyjnych pojawiło się niemal półtora tysiąca ofert pracy związanych z sektorem obronnym i branżami współpracującymi. Dziś widzimy już wyraźny wzrost liczby ofert pracy w sektorze obronnym i branżach współpracujących – mówi Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres.

Skalę już istniejącego zatrudnienia w sektorze bezpieczeństwa i obronności obrazują m.in. dane GUS. Według stanu na koniec listopada 2025 r. w samej produkcji broni i amunicji pracowało w Polsce blisko 8,9 tys. osób, natomiast przy produkcji statków powietrznych, kosmicznych i podobnych maszyn zatrudnionych było ponad 22,8 tys. pracowników. Kolejne tysiące osób pracują przy produkcji wojskowych pojazdów bojowych (1548 osób), naprawie i konserwacji statków powietrznych (5599 osób) oraz obsłudze systemów bezpieczeństwa (15755 pracowników). Łącznie w sektorze administracji publicznej i obrony narodowej zatrudnienie przekracza już 1 mln osób, z czego ponad 230 tys. pracuje bezpośrednio w obronie

Teraz sektor zaczyna wchodzić w kolejną fazę intensyfikującą zatrudnienie. Z danych i analiz Grupy Progres wynika, że największe zapotrzebowanie dotyczy obecnie operatorów CNC, monterów, spawaczy, elektromechaników, automatyków, logistyków, programistów maszyn produkcyjnych oraz specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa. Firmy realizujące kontrakty dla sektora obronnego szukają również techników utrzymania ruchu, kontrolerów jakości, magazynierów, pracowników produkcji i osób odpowiedzialnych za obsługę nowoczesnych linii technologicznych. Coraz więcej ofert pojawia się także w obszarze IT, analizy danych, zabezpieczeń systemów informatycznych oraz technologii związanych z dronami i systemami bezzałogowymi.

Intensywnie poszukiwani są również inżynierowie odpowiedzialni za rozwój systemów elektronicznych, technologii radarowych, automatyki przemysłowej oraz nowoczesnych rozwiązań dla przemysłu obronnego. Wraz z uruchamianiem kolejnych inwestycji rośnie zapotrzebowanie na specjalistów zajmujących się projektowaniem infrastruktury krytycznej, cyberbezpieczeństwem oraz wdrażaniem technologii wykorzystywanych w ochronie granic i systemach bezpieczeństwa państwa.

– Rekrutacje kierowane są zarówno do doświadczonych specjalistów, jak i absolwentów szkół technicznych, branżowych oraz uczelni wyższych. Firmy coraz częściej deklarują gotowość do przyuczania nowych pracowników i finansowania szkoleń zawodowych, ponieważ skala planowanych inwestycji powoduje, że rynek już dziś odczuwa niedobór wykwalifikowanej kadry – zaznacza Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres.

Według raportu Deloitte do 2035 roku polski przemysł obronny oraz wojsko będą potrzebowały nawet 250 tys. nowych pracowników. Już dziś skala rekrutacji systematycznie rośnie. W samej Polskiej Grupie Zbrojeniowej w dniu podpisania umowy SAFE dostępnych było ponad 200 ofert pracy. Dane rynku pracy pokazują również rosnące zainteresowanie sektorem bezpieczeństwa – tylko w II półroczu 2024 roku i I półroczu 2025 roku do Centralnej Bazy Ofert Pracy napłynęło ponad 17 tys. ofert związanych ze służbami mundurowymi i bezpieczeństwem. Jednocześnie w internecie opublikowano ponad 1,2 tys. dodatkowych ogłoszeń związanych z tym sektorem. Widoczna jest także duża dysproporcja pomiędzy skalą zapotrzebowania rynku a liczbą nowych kandydatów – liczba absolwentów szkolnictwa branżowego przygotowanych do pracy w tym obszarze wyniosła jedynie 175 osób.

Zdaniem Magdy Dąbrowskiej, tak duża luka kompetencyjna może sprawić, że firmy sektora obronnego będą jeszcze intensywniej inwestować w szkolenia, programy wdrożeniowe oraz pozyskiwanie pracowników z innych gałęzi przemysłu, zwłaszcza produkcji, automatyki, logistyki i nowych technologii.

Rozwój sektora obronnego przekłada się także na poziom wynagrodzeń. Pracownicy produkcyjni mogą obecnie liczyć na pensje od około 8 do 11 tys. zł brutto miesięcznie, natomiast doświadczeni specjaliści zatrudnieni przy strategicznych projektach osiągają wynagrodzenia przekraczające 14 tys. zł brutto. Jeszcze wyższe stawki oferowane są inżynierom oraz ekspertom technicznym – w ich przypadku miesięczne zarobki często mieszczą się w przedziale 12 do nawet 20 tys. zł brutto.

– Sektor obronny ma szansę stać się jednym z najlepiej wynagradzanych obszarów przemysłu. Firmy konkurują dziś o pracowników nie tylko między sobą, ale także z branżą lotniczą, automotive czy nowymi technologiami. To przekłada się na szybszy wzrost płac i bardziej atrakcyjne warunki zatrudnienia – podkreśla prezeska Grupy Progres.

Uruchomienie środków z programu SAFE będzie miało wpływ nie tylko na największe spółki zbrojeniowe, ale również na setki firm będących podwykonawcami i partnerami przemysłowymi. Oznacza to wzrost zatrudnienia także w obszarze transportu, energetyki, infrastruktury, IT i nowoczesnych usług dla przemysłu, prognozują analitycy Grupy Progres.