Mateusz Polkowski: 2016 był rokiem najwyższej aktywności deweloperów w historii rynku biurowego w Polsce

Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL, informuje: „2016 był rokiem najwyższej aktywności deweloperów w historii rynku biurowego w Polsce. Do użytku oddano około 800 000 mkw. biur, co w porównaniu z rokiem poprzednim jest wartością o 1/4 większą. W 2016 r. łączne zasoby biurowe w kraju przekroczyły granicę 9 milionów mkw., a w Warszawie – 5 mln mkw.”

Rok 2016 był wyjątkowy nie tylko pod względem ilości nowej powierzchni, która pojawiła się na warszawskim rynku, ale także ze względu na fakt, że oddano do użytku dwie wieże – Warsaw Spire oraz Q22. Na głównych rynkach biurowych poza stolicą ukończono obiekty o łącznej powierzchni ok. 400 000 mkw., a największe z nich to Business Garden I we Wrocławiu, Tryton Business House w Gdańsku, Maraton I&II w Poznaniu, University Business Park II w Łodzi, Pegaz we Wrocławiu, C200 w Gdańsku oraz O3 Business Campus I w Krakowie.

„Deweloperzy nie zwalniają tempa – w budowie jest ok. 1,4 mln mkw. nowych biur. Najwięcej powierzchni powstaje obecnie w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu oraz Trójmieście. Warto zauważyć, że w 2017 r. Kraków przekroczy próg miliona mkw. zasobów biurowych, jako drugie miasto, po stolicy. Z kolei w Trójmieście zostanie oddany do użytku najwyższy biurowiec północnej Polski – Olivia Star w Gdańsku”, dodaje Mateusz Polkowski.

Popyt w 2016 r. utrzymywał się na bardzo wysokim poziomie, i chociaż nie udało się pobić historycznego rekordu z 2015 r. to ilość wynajętej powierzchni biurowej w ubiegłym roku była większa niż w 2014 r. Do końca września 2016 r. wynajęto ponad 930 000 mkw., a dla porównania w całym 2014 r. ponad milion mkw. Oznacza to, że 2016 będzie drugim najlepszym rokiem pod względem aktywności najemców w historii polskiego rynku. Perspektywy dotyczące popytu w 2017 r. pozostają pozytywne.

Powierzchnie niewynajęte i czynsze

Współczynnik pustostanów w Polsce na koniec III kw. 2016 r. wyniósł 6,3% w Krakowie, 10,2% we Wrocławiu, 12% w Trójmieście czy 15,5% w Katowicach. Wskaźnik powierzchni niewynajętej w Warszawie osiągnął poziom 14,6%.

Według portalu http://www.bazabiur.pl, miesięczne czynsze w Warszawie nieznacznie spadły w ciągu roku: w Centrum wynoszą 20,5-23,5 euro za mkw. Stawki poza Centrum wahają się od 11 do 17,5 euro za mkw. miesięcznie. Presja zniżkowa ma odzwierciedlenie głównie w czynszach efektywnych, które są średnio 15-20% niższe od stawek transakcyjnych (dla kluczowych najemców pakiet zachęt może być jeszcze korzystniejszy).

Poza Warszawą, najwyższe czynsze transakcyjne pozostawały na relatywnie stałym poziomie. Na koniec 2016 r. miesięczne stawki wahały się od 11 – 12 euro za mkw. w Lublinie do 14 – 14,5 euro za mkw. we Wrocławiu.

Raport: popyt na kredyty w grudniu 2016 r.

BIK Indeks – Popytu na Kredyty Konsumpcyjne wyniósł +10,9%, a BIK Indeks – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe wyniósł -7,7% w grudniu 2016 r.

Wartość BIK Indeks – Popytu na Kredyty Konsumpcyjne (BIK Indeks – PKK), który informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów konsumpcyjnych, wyniosła +10,9% w grudniu 2016 r. Oznacza to, że w grudniu 2016 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty konsumpcyjne na kwotę wyższą o 10,9% w porównaniu z grudniem 2015 r. Średnia wartość indeksu w 2016 r. wyniosła -1,0%.

– Oczekujemy pozytywnych informacji o sprzedaży kredytów konsumpcyjnych w grudniu minionego roku. Wartość wniosków o kredyty, w przeliczeniu na dzień roboczy, była wyraźnie wyższa i dobrego wyniku nie powinien zniwelować dzień roboczy mniej niż rok wcześniej. Dobry wynik powinien być widoczny szczególnie w segmencie sprzedaży ratalnej, związanej z zakupami świątecznymi. – mówi Sławomir Grzybek, Dyrektor Departamentu Business Intelligence Biura Informacji Kredytowej.

Wartość BIK Indeks – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM), który informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych, wyniosła -7,7% w grudniu 2016 r. Oznacza to, że w grudniu 2016 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 7,7% w porównaniu z grudniem 2015 r. Średnia wartość indeksu w 2016 r. wyniosła -0,5%.

– Wartość wniosków o kredyty mieszkaniowe w grudniu 2016 r. była wyraźnie niższa niż rok wcześniej, jednak należy wziąć pod uwagę, że porównujemy się do bardzo dobrego grudnia 2015 r., w którym wielu klientów spieszyło się ze złożeniem wniosku o kredyt przed oczekiwanym zaostrzeniem warunków udzielania kredytów i jednocześnie korzystało z programu MDM. W ubiegłym miesiącu o kredyt mieszkaniowy zawnioskowało łącznie 33,6 tys. klientów przy średniej liczbie 31,8 tys. klientów w całym 2016 r., a pod względem wartości złożonych wniosków grudzień odnotował najlepszy wynik od kwietnia ubiegłego roku – dodaje Sławomir Grzybek z BIK.

Dolar odzyskuje równowagę po dobrych danych

Silny wzrost płac w USA w grudniu wspiera USD i podsyca oczekiwania na bardziej agresywną odpowiedź Fed. Zgodny z oczekiwaniami spadek chińskich rezerw walutowych uspokaja sentyment w Azji i pomaga AUD. Ryzyko Brexitu uderza w funta.

Grudniowy raport z rynku pracy USA pokazał słabszy od oczekiwań wzrost zatrudnienia (156 tys. vs 175 tys.), ale rewizje za poprzednie dwa miesiące (+19 tys.) były równoważące. Kluczem dla wydźwięku raportu był silny wzrost płac (2,9 pro. r/r), który wystarczył do skoku rentowności obligacji skarbowych USA, a za nim i samego dolara. Przyspieszenie wzrostu wynagrodzeń będzie przyjęte z entuzjazmem przez tych członków FOMC, którzy w słabości presji płacowej widzieli argument za ostrożnym tempem podwyżek. Teraz nawet powrót stopy bezrobocia do 4,7 proc. z 4,6 proc. nie jest problemem, gdyż wziął się z powrotu osób do aktywnego poszukiwania pracy.

Fed ma coraz więcej sygnałów za tym, że rynek pracy jest bliski stanu pełnego zatrudnienia i to bez pomocy ekspansji fiskalnej (która dopiero nastąpi). Czy to już otwiera drogę do trzech podwyżek stóp procentowych w 2017 r.? Rynek jest na razie przekonany do dwóch, ale seria wystąpień publicznych członków Fed w tym tygodniu (z najważniejszym przemówieniem prezes Yellen w czwartek) może przechylić szalę. Po tym, jak w ubiegłym tygodniu rynek USD oczyścił się z ekstremalnego wykupienia, może być łatwiej rozkręcić nową falę aprecjacji dolara. Dziś w centrum uwagi przemówienia Rosengrena i Lockharta (obaj raczej neutralni).

Po weekendzie rynki utrzymują pozytywny nastrój, częściowo przez dobre dane z Chin. Rezerwy walutowe Ludowego Banku Chin w grudniu spadły do 3,011 bln USD, tj. najniższego poziomu od lutego 2011 r., ale spadek o 41 mld USD (po -69 mld USD w listopadzie) był bliski oczekiwań. Chiny interweniowały na rynku juana, ale kosztowało to bank centralny mniej niż się obawiano. Tym samym upadła ostatnia szansa, by styczeń ponownie (jak w 2016 r.) był pod znakiem chińskiego kryzysu. Spośród walut G10 to dobra wiadomość dla AUD, który wykazuje największą wrażliwość na sentyment względem Chin. Przy utrzymywaniu wysokich poziomów przez ceny surowców (miedź, ruda żelaza) oraz korzystnym wydźwięku danych makro (dziś w nocy opublikowano listopadowe pozwolenia na budowę: +7 proc. m/m) aussie może wykazywać względnie lepszą postawę.

Funt brytyjski ma gorzkie otwarcie tygodnia, gdyż ryzyko Brexitu zaczęło o sobie przypominać. W weekendowym wywiadzie dla Sky News premier Wlk. Brytanii Theresa May zasugerowała, że może być ciężko z utrzymaniem członkostwa w jednolitym rynku europejskim. To stwierdzenie przybliża scenariusz „twardego Brexitu”, a atmosferę podgrzewa dodatkowo wyczekiwanie w tym tygodniu na wyrok Sądu Najwyższego w sprawie kompetencji rządu do uruchomienia Artykułu 50. W kalendarzu w tym tygodniu główna uwaga będzie na danych z handlu zagranicznego (śr), gdzie spodziewane jest pogłębienie deficytu. Podtrzymujemy negatywne nastawienie do funta w nadchodzących tygodniach.

EUR/PLN rośnie na starcie tygodnia ponad 4,36 i zestaw ryzyk w najbliższych dniach może podsycać ta presję. W środę Rada Polityki Pieniężnej powinna utrzymać stopę referencyjną na 1,5 proc., ale spodziewamy się, że komunikat i konferencja rozczarują tę część rynku, która spodziewa się jastrzębiego zwrotu po ostatnim zaskakująco silnym wzroście CPI w grudniu (do 0,8 proc. r/r). Potwierdzenie przez prezesa NBP Glapińskiego, że nie zakłada on podwyżki w tym roku, może negatywnie działać na złotego. Dodatkowym czynnikiem ryzyka dla PLN są piątkowe rewizje ratingów Polski przez Moody’s i Fitch. Choć nie spodziewamy się zmian, nie wykluczamy spekulacyjnego budowania pozycji na sprzedaż złotego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

IDC analizuje inicjatywy Przemysłu 4.0 oraz przedstawia zalecenia dla niemieckich firm

International Data Corporation (IDC) przedstawił wyniki  badania zatytułowanego „Cyfrowa transformacja w sektorze produkcyjnym – wizja Przemysłu 4.0 a rzeczywistość”. Badanie zostało zlecone przez Dassault Systèmes, aby przeanalizować status quo tej inicjatywy w Niemczech oraz opracować zalecenia dla niemieckich firm. Kluczowe wnioski badania są następujące:

  • Wśród specjalistów i menedżerów w Niemczech rośnie zainteresowanie Przemysłem 4.0
  • Stworzenie jednolitej bazy danych oraz koordynacja działań między departamentami napotyka na duże przeszkody
  • Rekomendowanymi działaniami, aby osiągnąć kolejny poziom zaawansowania inicjatywy są: zmiana organizacyjna, otwarcie silosu danych, redefiniowanie wartości dla firmy, zbudowanie wiedzy o cyfryzacji, uwzględnienie bezpieczeństwa danych.

Jaką rolę odgrywa obecnie dla niemieckich firm transformacja cyfrowa? Ile planują projektów w ramach Przemysłu 4.0? Ile z nich jest już realizowanych? Wiodąca firma badawcza i doradcza IDC w badaniu przeprowadzonym w sierpniu 2016 roku przeanalizowała odpowiedzi kadry zarządzającej około 200 przedsiębiorstw z sektora produkcyjnego w Niemczech.

Udział menedżerów i specjalistów, zaangażowanych w Przemysł 4.0 wzrósł od 2014 roku z 31 procent do 53 procent. Niemniej jednak, wielu niemieckim firmom nie udało się jeszcze wdrożyć nowego podejścia w firmach. Mark Alexander Schulte, starszy konsultant IDC w Europie Środkowej i autor badania, postrzega rozwój następująco: „Spodziewamy się, że do roku 2019, już 75 procent przedsiębiorstw przemysłowych zmieni swój łańcuch wartości poprzez cyfrowo zsieciowane procesy i obiekty, a tym samym podniesie zdolności reagowania oraz wydajność o 15 procent. Kto już teraz nie przygotuje się na wkroczenie w fazę Przemysłu 4.0, zostanie zdystansowany przez swoich konkurentów.”

Respondenci podają, że posiadają znacznie więcej projektów w fazie planowania i pilotażu, niż jeszcze w 2015 roku (wzrost o odpowiednio 5 lub 7 punktów procentowych), postęp w realizacji jest jednak niewielki. 55 procent twierdzi, że zbyt wiele czasu traci na wewnętrzne procesy koordynacyjne. 44 procent przyznaje, że z tego powodu maleją obroty firm. Często na drodze stają ustalone struktury i brak woli do zmiany. Dla większości firm problem leży przede wszystkim w dziale IT, gdzie 81 procent menedżerów jest zaangażowanych w Przemysł 4.0. W inżynierii, produkcji lub logistyce jest to średnio tylko 45 procent. Tylko 5 procent badanych przedsiębiorstw przemysłowych posiada obecnie centralną platformę danych, która łączy wszystkie etapy łańcucha wartości.

70 procent przebadanych firm pracuje nad stworzeniem wspólnej bazy danych, aby przyspieszyć wymianę informacji w ramach łańcucha wartości. Aby zrealizować ten cel, muszą być także stworzone warunki finansowe. O ile dwa lata temu tylko 23 procent menedżerów firm przeznaczało środki finansowe na Przemysł 4.0, dzisiaj jest to już 69 procent.

Prawie jedna trzecia przedsiębiorstw przemysłowych stworzyła w ciągu ostatnich 12 miesięcy warunki do wdrożenia tej inicjatywy. Oprócz osób zarządzających i zespołów, jedną z podstawowych kwestii jest bezpieczeństwo. 19 procent badanych przedsiębiorstw przemysłowych musiało w ciągu ostatnich 12 miesięcy przerwać produkcję, ponieważ osoby trzecie próbowały uzyskać dostęp do danych firmy.

Mimo przeszkód, inicjatywy Przemysłu 4.0 rozwijają się. Pokazują one, jak ściślejsza koordynacja w ramach łańcucha wartości pozwala elastycznie reagować na nowe wymagania, a tym samym szybciej obsługiwać klientów.

Cyfryzacja tworzy nowe technologie i poszerza możliwości ich zastosowania: Według badań co trzecie przedsiębiorstwo przemysłowe planuje wdrożyć w ciągu najbliższych trzech lat Wearable Devices, Augmented i Virtual Reality w produkcji i w inżynierii. „Szybki rozwój tych technologii będzie promować w najbliższych latach znacząco lepsze połączenia działów, od rozwoju aż do hali produkcyjnej. Dzięki platformie 3DEXPERIENCE i rozwiązaniom Dassault Systèmes firmy mogą teraz zapewnić cyfrowy proces end-to-end, który pozwoli pracownikom wszystkich działów na lepszą współpracę. Dzięki temu przyczyniamy się w istotny sposób do rozwoju Przemysłu 4.0”, mówi Andreas Barth, dyrektor zarządzający EuroCentral w Dassault Systèmes.

Bycie elastycznym i efektywnym, pozyskanie talentów, udostępnienie budżetu, przy jednoczesnym zapewnieniu bezpieczeństwa danych – to ważne czynniki sukcesu projektów cyfryzacji. Poniższe pięć zaleceń może pomóc firmom w osiągnięciu kolejnego etapu na drodze do Przemysłu 4.0:

  1. Przemysł 4.0 musi być ugruntowany w organizacji. Firmy powinny współdzielić odpowiedzialność między departamentami.
  2. Ważne jest określenie obszarów działalności, w których inicjatywa może przynieść wymierną wartość.
  3. Zarządzający muszą przełamać silosowe podejście do danych w firmie.
  4. Należy promować cyfryzację wśród pracowników poprzez ukierunkowane działania na rzecz konkurencyjności.
  5. Bezpieczeństwo danych należy zaplanować od początku w modelu Przemysł 4.0.

Czy dotychczas zajmowaliście się Państwo tematem Przemysł 4.0?
Czy dotychczas zajmowaliście się Państwo tematem Przemysł 4.0?

Które z zastosowań opisuje zrealizowane w Państwa firmie lub planowane inicjatywy
Które z zastosowań opisuje zrealizowane w Państwa firmie lub planowane inicjatywy Przemysłu 4.0 ?
  1. Monitorowanie optymalizacji wewnętrznych procesów produkcyjnych
  2. Zdalne monitorowanie maszyn/urządzeń
  3. Symulacja produktów i procesów produkcyjnych

BU: Badanie „Cyfrowa transformacja w sektorze produkcyjnym – wizja Przemysłu 4.0 a rzeczywistość” zostało zlecone przez Dassault Systèmes firmie International Data Corporation (IDC), aby przeanalizować status quo tej inicjatywy w Niemczech oraz opracować zalecenia dla firm. (Copyright: IDC White Paper „Cyfrowa transformacja w sektorze produkcyjnym“, 2016).

Budżetówka kupiła dwa biurowce w Warszawie

Izba Skarbowa kupiła dwa budynki biurowe zlokalizowane przy ulicy Erazma Ciołka na warszawskiej Woli od Satoria Group S.A. W transakcji stronom doradzała firma Walter Herz.

Zakup nieruchomości biurowych o łącznej powierzchni blisko 6 tys. mkw. pod nową siedzibę UKS w Warszawie to jedna z największych transakcji z udziałem Organów Podatkowych na rynku biurowym.

– Cieszymy się, że udało się sfinalizować tak wymagający projekt, który należy do grupy wyjątkowych inwestycji rynkowych z udziałem inwestora instytucjonalnego. Sprzedaż biurowców przy Ciołka to jedna z tych transakcji, po zawarciu których dwie strony mają powody do zadowolenia –  informuje Andrzej Wójcik, prezes zarządu Satoria Group S.A.

– Po zakończeniu projektu planujemy podjąć kolejne kroki zmierzające do realizacji naszej strategii rozwoju związanej z segmentem biurowym. Zamierzamy między innymi nadal rozwijać potencjał inwestycyjny tego rejonu Woli, gdzie położone są obiekty biurowe należące do Grupy, ponieważ to dziś najgorętszy obszar rozbudowy w Warszawie – zapowiada Przemysław Jankowski, dyrektor obsługi nieruchomości w Satoria Group S.A.

Biurowce, które stanowiły przedmiot transakcji usytuowane są w rejonie, który od dawna jest świetnie rozpoznawalnym adresem na instytucjonalnej mapie miasta, jako lokalizacja skupiająca szczególnie dużą liczbę jednostek administracji państwowej. Osiem budynków biurowych spółki Satoria Group rozmieszczonych wzdłuż ulicy Erazma Ciołka, niedaleko ulicy Górczewskiej oferuje łącznie ponad 20 tys. mkw. powierzchni. Ulokowały się w nich liczne instytucje oraz urzędy, a wśród nich m.in. Izba Celna, Izba Skarbowa, Prokuratura i Urząd Pracy.

Bartłomiej Zagrodnik, prezes zarządu Walter Herz przyznaje, że sprzedaż przez Satoria Group S.A. nieruchomości biurowych przy ulicy Ciołka w Warszawie stanowi zwieńczenie kilkumiesięcznej pracy doradców firmy nad tą transakcją. – Ostatnie sukcesy w  obszarze doradztwa na rzecz klientów instytucjonalnych to pomyślna prognoza w kontekście prowadzonych przez nas obecnie projektów z udziałem podmiotów państwowych – przyznaje Bartłomiej Zagrodnik.

Zapotrzebowanie na powierzchnię biurową zgłaszane przez podmioty państwowe motywuje Grupę Satoria do podjęcia kolejnych decyzji inwestycyjnych. W najbliższym czasie przy Ciołka 12A ruszy budowa kolejnego biurowca – C12A, który zaoferuje 9 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni użytkowej.

Rozwijający się rynek biurowy w Warszawie oraz powstająca druga linia metra wpływają na wzrost atrakcyjności lokalizacji przy skrzyżowaniu ulicy Górczewskiej i Ciołka. Biurowiec C12A zaoferuje bardzo dobre proporcje pomiędzy dogodnym położeniem, wysokim standardem biur i optymalną stawką czynszu. Powierzchnia typowego piętra wyniesie około 1500 mkw., a układ kondygnacji pozwala na łatwy podział powierzchni zarówno pod gabinety, jak i open space. Dodatkowym atutem lokalizacji będzie również zmodernizowana linia tramwajowa przy ulicy Obozowej oraz planowana stacja SKM.

Grupa Kapitałowa Satoria zarządza 7 własnymi hotelami klasy biznes i klasy turystycznej działającymi pod markami Best Western, START hotel i RT Hotels w Warszawie oraz Krakowie. W portfelu posiada także centrum konferencyjne nad Zalewem Zegrzyńskim oraz hostel i sanatorium w Augustowie. Grupa ma również udziały w wyspecjalizowanych podmiotach, których głównym obszarem działalności i kompetencji jest świadczenie usług hotelarsko-konferencyjnych, zarządzanie obiektami hotelowymi i wynajem powierzchni biurowych. Obecnie Satoria dywersyfikuje portfel swoich inwestycji, zamierza rozwijać portfolio projektów biurowych.

Autor: Walter Herz

Ruszył wyścig po pieniądze z MdM

373 mln zł – taka kwota wraz z początkiem roku została uruchomiona na finansowanie programu Mieszkanie dla Młodych. Zainteresowanie jest ogromne, dlatego dostępne środki mogą się skończyć nawet w kilka dni.

W 2017 roku na dopłaty w ramach rządowego programu Mieszkanie dla Młodych Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) zarezerwował 746 mln zł. Połowa puli, o którą można było wnioskować przed rozpoczęciem 2017 roku, została w całości rozdysponowana na początku lipca 2016 roku. Teraz BGK odblokował drugą część środków.

Zdaniem eksperta zainteresowanie dofinansowaniem jest bardzo duże. Jeżeli utrzyma się na obecnym poziomie, środki na 2017 rok wyczerpią się nawet w kilka dni. Z decyzją o zakupie mieszkania warto się pospieszyć. Choć pula pieniędzy z MdM na 2017 rok została dopiero otwarta, wielu klientów już w zeszłym roku rozpoczęło kompletowanie wymaganych dokumentów. Dzięki temu mogli zdecydowanie wcześniej uruchomić całą machinę kredytową – mówi Łukasz Pietura, doradca finansowy Expander.

Z takiej możliwości skorzystali między innymi klienci popularnego poznańskiego osiedla Red Park. Pod koniec 2016 roku zauważyliśmy zwiększone o 30% w stosunku do I półrocza u.br. zainteresowanie lokalami dostępnymi w ramach rządowego programu Mieszkanie dla Młodych. Klienci zdawali sobie sprawę, że dofinansowanie pozwala zaoszczędzić nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych, które można przeznaczyć na przykład na wykończenie mieszkania – mówi Roma Peczyńska, marketing manager poznańskiego Red Parku.

MdM również w 2018 roku

Zdaniem ekspertów szybkie zakończenie przyjmowania wniosków na 2017 rok doprowadzi do wzrostu liczby zainteresowanych mieszkaniami z dofinansowaniem z 2018 roku. Umożliwiają to założenia programu, według którego wypłacenie środków może nastąpić na końcu transakcji, czyli w momencie oddania budynku do użytkowania – mówi Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży inwestycji Alpha Park. Takie mieszkania proponujemy na naszym ekologicznym osiedlu w warszawskim Ursusie. Ceny są bardzo atrakcyjne, gdyż rozpoczynają się od 5990 zł – dodaje.

Co przyniesie przyszłość?

Po wyczerpaniu środków nic nie zmieni się w kwestii nieruchomości premium, które z racji niskiego limitu programu Mieszkanie dla Młodych, nie kwalifikowały się do rządowego dofinansowania. Deweloperzy oferujący soft lofty i apartamenty w inny sposób przekonują do swojej oferty.

Proponujemy naszym klientom wygodny, oszczędny system płatności 20/80 – 20% wartości nieruchomości wpłacają po podpisaniu umowy deweloperskiej, a pozostałą część przed odbiorem kluczy – mówi Anna Osiecka, marketing manager Nowej Papierni Ultra Novej we Wrocławiu. Widzimy, że taki system płatności spotyka się z uznaniem klientów również w innych naszych inwestycjach – w Warszawie i Poznaniu – podsumowuje Tomasz Wilczek, dyrektor generalny RED Real Estate Development.

Mieszkanie dla Młodych będzie funkcjonowało do końca 2018 roku.

Prof. S. Gomułka: rząd wycofał się z części obietnic po negatywnych ocenach agencji ratingowych

Prof. S. Gomułka: rząd wycofał się z części obietnic po negatywnych ocenach agencji ratingowych 1

Obniżenie polskiego ratingu, słabe wskaźniki dotyczące poziomu inwestycji i prognozy budżetowe złożyły się na konieczność wycofania się rządu z części wyborczych zapowiedzi. Te najważniejsze dotyczą podniesienia kwoty wolnej od podatku i ograniczeń w pomocy dla frankowiczów. Jeżeli spadek inwestycji w kolejnych kwartałach będzie się utrzymywać, postawi to pod znakiem zapytania cały plan ministra Morawieckiego i założenia dotyczące przyśpieszenia gospodarczego.

– Rząd zareagował na negatywne oceny agencji ratingowych, wycofując się z bardzo istotnych obietnic. Zdecydował się na bardzo poważne ograniczenia w zapowiadanej pomocy dla frankowiczów i wycofał się z zapowiedzi zwiększenia kwoty wolnej od podatku – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC.

Na początku tego roku agencja ratingowa Standard & Poor’s niespodziewanie obniżyła ocenę wiarygodności kredytowej Polski z poziomu A minus do BBB plus z perspektywą negatywną. Decyzja była umotywowana obawą o słabnącą pozycję instytucji kluczowych dla funkcjonowania państwa. Na początku grudnia S&P podtrzymała tą ocenę, ale podniosła perspektywę do stabilnej.

Z kolei agencja Moody’s pozostawiła w maju ocenę ratingu Polski na niezmienionym poziomie A2, jednak zmieniła perspektywę ze stabilnej na negatywną. We wrześniu podtrzymała tą decyzję.

Zdaniem części ekonomistów do obniżenia polskiego ratingu i negatywnych prognoz mogły się przyczynić zapowiedzi prezydenta dotyczące pomocy frankowiczom, które zbiegły się w czasie. Przewalutowanie kredytów zaciąganych we frankach było jedną ze sztandarowych obietnic wyborczych prezydenta Andrzeja Dudy. W styczniu projekt ustawy autorstwa prezydenckiej kancelarii, który zakładał przeliczenie kredytów hipotecznych we frankach na złotówki po sprawiedliwym kursie, trafił do zaopiniowania przez Komisję Nadzoru Finansowego. Instytucja oceniła, że realizacja projektu mogłaby zachwiać polskim sektorem bankowym i doprowadzić do krachu finansowego.

Dlatego w Sejmie procedowano nowy prezydencki projekt, który nie zakłada już przewalutowania kredytów, a jedynie zwrot części nadpłaconych spreadów, czyli różnic kursu walutowego pomiędzy bankami a NBP. Miałby on jednak objąć wyłącznie tych frankowiczów, którzy mają kredyty o wartości nieprzekraczającej 350 tys. zł. Koszt wprowadzenia prezydenckiej ustawy został oszacowany na maksymalnie 4 mld zł, jednak zdaniem Narodowego Banku Polskiego będzie on przynajmniej dwukrotnie wyższy. Dlatego ekonomiści nie wykluczają, że w toku prac parlamentarnych prezydencki projekt zostanie jeszcze okrojony.

Ograniczone zostały również zapowiedzi dotyczące podwyższenia kwoty wolnej od podatku. W ubiegłorocznej kampanii wyborczej zapowiadano, że zostanie ona podniesiona do 8 tys. zł. Fundacja Centrum Analiz Ekonomicznych wyliczyła, że to pociągnęłoby za sobą koszty dla sektora finansów publicznych w wysokości 21,5 mld zł.

Rząd zdecydował się jednak na okrojenie tych planów. W tym miesiącu Sejm przyjął propozycję, która zakłada, że kwota wolna od podatku w 2017 roku zostanie podwyższona do 6,6 tys. zł, ale tylko dla tych, którzy zarabiają najmniej. Ci, którzy zarabiają ponad 127 tys. zł rocznie, całkowicie stracą prawo do tego odliczenia. Zdaniem prof. Stanisława Gomułki realizacja tej obietnicy w okrojonej formie odbędzie się z korzyścią dla budżetu państwa.

– To bardzo wyraźne odejście od wcześniejszych zapowiedzi, ale jest to odejście w kierunku większej stabilności finansów publicznych. Z punktu widzenia agencji ratingowych czy inwestorów zagranicznych jest to dobra wiadomość. Jednak dla gospodarstw domowych, które oczekiwały realizacji tej obietnicy, już niekoniecznie – uważa prof. Stanisław Gomułka.

Zdaniem głównego ekonomisty BCC w kolejnych latach rozwój sytuacji gospodarczej w Polsce będzie zdeterminowany przede wszystkim przez politykę wewnętrzną. Obawy o praworządność i relacje z Unią Europejską mogą bowiem wywołać niepewność wśród inwestorów.

– Rozwój sytuacji gospodarczej w Polsce będzie zdeterminowany przez politykę wewnętrzną, zarówno tę gospodarczą, jak i w obszarze prawa. Nie wiadomo, jak zareagują inwestorzy i sektor prywatny na to, co dzieje się w obszarze praworządności, w relacjach między Polską a Unią Europejską. Mamy powody do niepokoju i nie jest jasne, jaka będzie dalsza polityka rządu. Można przypuszczać, że osłabienie inwestycyjne przesunie się z inwestycji publicznych na inwestycje prywatne – prognozuje prof. Stanisław Gomułka.

Spadek wydatków inwestycyjnych był główną przyczyną osłabienia tempa wzrostu PKB. W III kwartale br. polska gospodarka rozwijała się w tempie 2,5 proc., czyli dużo wolniej niż w pierwszej połowie roku. Był to również kolejny kwartał, w którym inwestycje spadły (o 7,7 proc. rdr.). Rośnie też dynamika tych spadków, które jeszcze w I kwartale br. wyniosły 2,2 proc. rdr., zaś w II kwartale – 5 proc. rdr.

Zdaniem prof. Stanisława Gomułki w połowie przyszłego roku może nastąpić odbicie w inwestycjach publicznych. Pozostają natomiast obawy o sektor prywatny i inwestycje zagraniczne. Główny ekonomista BCC przypomina, że zwiększanie wydatków inwestycyjnych jest jednym z kluczowych założeń Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju (planu Morawieckiego).

– Od połowy przyszłego roku może nastąpić poprawa w inwestycjach publicznych. Nadal pozostają jednak obawy o inwestycje prywatne i bezpośrednie inwestycje zagraniczne. Można przypuszczać, że jeżeli nastąpi spadek inwestycji prywatnych, a zagraniczne będą się utrzymywać na niskim poziomie, wówczas nie zostanie zrealizowany główny cel planu Morawieckiego, jakim jest zwiększenie udziału inwestycji w dochodzie narodowym i przyspieszenie gospodarcze – prognozuje prof. Stanisław Gomułka.

Złoty będzie pod presją dolara i wydarzeń politycznych

Złoty będzie pod presją dolara i wydarzeń politycznych 2

Polska waluta wciąż pozostaje słaba w stosunku do głównych walut. Zdaniem Andrzeja Kiedrowicza z KOI Capital niewykluczone są dalsze spadki, nawet o kilkadziesiąt groszy, jeśli dolar będzie kontynuował marsz w górę, a sytuacja polityczna w Polsce niekorzystnie odbije się na budżecie.

Złoty jest najsłabszy do dolara od kilkunastu lat, podobnie zresztą jak euro. Sprzyjają temu zarówno polityka Fed i EBC, z których pierwszy zaczął zacieśniać politykę pieniężną, a drugi wciąż prowadzi jej luzowanie, jak i dobre dane z amerykańskiej gospodarki. Dlatego mimo wysokich poziomów dolar zdaniem ekspertów może jeszcze mieć potencjał do umocnienia, co odbije się na złotym.

– Złoty będzie po pierwsze pod wpływem dolara, po drugie pod wpływem wydarzeń natury polityczno-gospodarczej w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Andrzej Kiedrowicz, dyrektor operacyjny KOI Capital. – Przebicie parytetu przez dolara amerykańskiego mogłoby się wiązać z kolejną falą wyprzedaży złotego, więc tutaj możliwe byłyby poziomy powyżej 4,50 zarówno do euro, jak i do dolara.

Za euro trzeba płacić już tylko około 1,05 dolara, do parytetu jest więc niedaleko. Rynek spodziewa się – w ślad za Rezerwą Federalną – trzech podwyżek stóp w 2017 i trzech w 2018 roku. Pierwsza z nich prawdopodobnie nastąpi w czerwcu. Z ostatnich minutek Komitetu Otwartego Rynku wynika, że amerykański bank centralny liczy się z rewizją w górę prognoz dla gospodarki, co sprzyjałoby szybszemu podnoszeniu stóp. Grudniowe dane, np. indeksy nastrojów przedsiębiorców PMI i ISM dla przemysłu, osiągnęły poziomy wyższe od przewidywanych. Mocniej niż się spodziewano wzrosła też liczba wydatków na inwestycje budowlane w listopadzie.

– Oczywiście istnieją również wewnętrzne ryzyka polityczne, czyli ostatnie przegłosowane ustawy, m.in. obniżenie wieku emerytalnego, czy zwiększone wydatki, które mogą prowadzić do zwiększonego deficytu budżetowego, co z kolei może dodatkowo osłabiać polską walutę – wskazuje Kiedrowicz. – Natomiast jeżeli sytuacja krajowa miałaby się uspokoić, również jeżeli miałoby nastąpić odbicie euro do dolara, to wtedy można by się było spodziewać dość mocnego odbicia korekcyjnego na polskim złotym, czyli zejścia do niższych poziomów zarówno do euro, jak i do dolara.

Koszt obniżenia wieku emerytalnego szacowany jest na 40 mld zł w ciągu czterech lat i ma rosnąć z każdym rokiem. Na program Rodzina 500 plus przeznaczyć trzeba będzie 23 mld zł rocznie. Przy wciąż kulejących inwestycjach i obniżeniu tempa wzrostu gospodarczego eksperci podkreślają, że grozi to wzrostem deficytu do PKB, zwłaszcza że tegoroczny deficyt założony w ustawie budżetowej jest rekordowy – wynosi prawie 60 mld zł.

AgioFunds TFI: W 2017 r. spółki z WIG20 powinny dobrze sobie radzić. Największy potencjał do wzrostu będą miały spółki surowcowe i energetyczne

AgioFunds TFI: W 2017 r. spółki z WIG20 powinny dobrze sobie radzić. Największy potencjał do wzrostu będą miały spółki surowcowe i energetyczne 3

Grudniowe odreagowanie indeksu WIG20 powinno być kontynuowane przez większość 2017 roku, a stopy zwrotu dużych spółek będą wyższe niż w przypadku innych segmentów rynku – przekonuje Adam Dakowicz, prezes AgioFunds TFI. Wśród poszczególnych sektorów największy potencjał do wzrostu ekspert widzi przede wszystkim w spółkach energetycznych i surowcowych.

– Przez ostatnie lata mamy taką sytuację, że stosunkowo dobre trendy towarzyszyły czy były obecne w notowaniach spółek małych i średnich. Tutaj można powiedzieć, że mamy do czynienia ze stosunkowo dobrymi wycenami, czyli takimi, które nie pozostawiają łatwej przestrzeni do szybkiego zysku – mówi agencji informacyjnej Newseria Adam Dakowicz prezes zarządu AgioFunds TFI.

Indeksy mWIG40 oraz sWIG80 były w ostatnich kwartałach jednymi z najlepiej radzących sobie na warszawskiej giełdzie. Pierwszy z wymienionych w skali ostatnich 12 miesięcy zyskał na wartości ponad 16 proc., a po uwzględnieniu wypłat dywidend jest już blisko 20 proc. Z kolei indeks małych spółek sWIG80 od początku roku przyniósł inwestorom zyski sięgające 10 proc.

– Natomiast odwrotna tendencja, na co wpływały zarówno czynniki globalne, jak i nasze lokalne polityczne, spowodowała, że akcje dużych spółek są zdołowane i znajdują się poniżej wieloletnich średnich – zauważa Dakowicz.

Grupujący największe spółki indeks WIG20 dzięki wzrostom wypracowanym w grudniu zdołał wyraźnie przebić barierę 1900 punktów. W dalszym ciągu jest to jednak poziom o zaledwie 4 proc. wyższy niż w tym samym okresie rok wcześniej.

Zdaniem prezesa AgioFunds TFI odreagowanie indeksu polskich blue chipów z końca 2016 roku to sygnał świadczący o zmianie tendencji panujących na polskim rynku giełdowym, a WIG20 przez znaczną część 2017 roku powinien radzić sobie lepiej niż inne indeksy.

– Na to też może wpływać proces absorpcji środków unijnych. Myślę, że w 2017 roku ten proces przyspieszy, a jego beneficjentami będą też duże podmioty, więc to jakby wspiera tezę o możliwym odbiciu w segmencie większych spółek – przewiduje Dakowicz.

Wśród sektorów z najlepszymi perspektywami na wzrosty w 2017 roku analityk upatruje przede wszystkim mocno przecenionej w ostatnim czasie branży energetycznej oraz sektora surowcowego reprezentowanego, m.in. przez KGHM, który może zyskiwać głównie dzięki rosnącym cenom surowców na światowych rynkach.

– Osobiście jestem natomiast trochę zachowawczy wobec sektora bankowego. Na mapie polityczno-gospodarczej to jest sektor, który ciągle gdzieś tam będzie pod swego rodzaju obstrzałem, czyli pod próbą poszukiwania dodatkowych dochodów budżetowych – stwierdza ekspert.

Dakowicz dodaje, że podstawą do osiągnięcia ponadprzeciętnych zysków pozostaje odpowiednia selekcja spółek do portfela inwestycyjnego.

– Należy spoglądać na te firmy, które korzystają na poprawie koniunktury, wypracowują dodatnie przepływy operacyjne i dzielą się zyskami ze swoimi inwestorami. To są papiery, które rzeczywiście mają ponadprzeciętny potencjał wzrostu i myślę w 2017 roku będzie ich więcej niż w poprzednich latach – podsumowuje Adam Dakowicz

Styczeń to dobry okres na upolowanie oferty wakacyjnej. Wyjazdy są nawet do 35 proc. tańsze

Styczeń to dobry okres na upolowanie oferty wakacyjnej. Wyjazdy są nawet do 35 proc. tańsze 4

Letnia oferta biur podróży dobrze się sprzedaje. Liczba klientów, którzy wakacyjny wyjazd rezerwują na początku roku, jest o 40 proc. wyższa niż rok temu – wynika ze statystyk Neckermann Podróże. O wyborze kierunku decydują nie tylko walory wypoczynkowe, lecz także kwestie bezpieczeństwa. Najchętniej wybierana jest Bułgaria, Grecja, Hiszpania, Chorwacja i Polska. Rośnie też popularność Sycylii. Klienci coraz częściej wybierają oferty szyte na miarę, np. skierowane do seniorów.

– Choć do lata jeszcze kilka miesięcy, to właśnie początek roku jest czasem dużego ruchu w biurach podróży. Właśnie w styczniu rezerwujemy wakacje, korzystając z najwyższych zniżek, bo one sięgają nawet 30–35 proc. Wzrost zainteresowania wczesnym zakupem wakacji potwierdzają statystyki. Notujemy ponad 40-proc. wzrost klientów, którzy zarezerwowali już wakacje w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Magda Plutecka, rzeczniczka Neckermann Podróże.

Początek roku to okres atrakcyjnych ofert first minute. Oprócz zniżek klientów przyciąga szeroka oferta wyjazdów. Jak pokazują doświadczenia ubiegłych lat, z rezerwacją nie warto czekać do ostatniej chwili. W najpopularniejszym kurortach może już wówczas brakować miejsc.

Warto pomyśleć o rezerwacji teraz, kiedy ceny są najniższe. Tym bardziej że ceny imprez turystycznych, szczególnie w tych najpopularniejszych kierunkach, są o kilka procent wyższe niż w roku poprzednim. Nie wpłynęły na to waluty, które są w miarę stabilne, lecz wzrost cen ropy naftowej, który rzutuje na ceny przelotów – wskazuje Magda Plutecka.

Z danych Travelplanet wynika, że niezmiennie największym zainteresowaniem wśród polskich turystów cieszy się Grecja, Bułgaria, Hiszpania, Włochy i Chorwacja.

– Mapa najpopularniejszych miejsc wypoczynku zmieniła się, a obok walorów wypoczynkowych czy ceny szczególne znaczenie ma bezpieczeństwo, które decyduje o wyborze miejsca wypoczynku. Hity sprzedaży lata, jak Bułgaria, wyspy greckie, Chorwacja czy Hiszpania, są częściej wybierane przez klientów z innych krajów europejskich, którzy są bardziej zapobiegliwi i wcześniej rezerwują wakacje niż Polacy – tłumaczy Magda Plutecka.

Zagrożenie terroryzmem osłabiło popyt na wyjazdy do krajów Afryki Północnej. Gorzej sprzedaje się także Turcja, którą w 2016 roku wybrało zaledwie kilka procent wyjeżdżających na wakacje (przy ponad 20 proc. rok wcześniej). Turyści poszukują więc ciekawej alternatywy. Takim kierunkiem w tym roku mogą być np. włoska Sycylia czy Bałkany. Kraje bałkańskie przyciągają turystów nie tylko pięknymi plażami, lecz także stosunkowo niskimi cenami. Tygodniowe wakacje w opcji all inclusive w Bułgarii można kupić za 1,2–1,3 tys. zł.

W atrakcyjnej cenie można znaleźć także ofertę w Chorwacji. Jak podkreśla rzeczniczka Neckermann Podróże, tygodniowe wakacje w Chorwacji w apartamentach bez wyżywienia to koszt od 106 zł od osoby, a w hotelu z pełnym wyżywieniem od 500 zł od osoby.

Polacy mają coraz wyższe oczekiwania co do sposobów wypoczynku, dlatego rośnie popularność ofert przygotowywanych dla poszczególnych grup klientów.

– Urlop chcemy wykorzystać optymalnie w jak najlepszej cenie, dlatego coraz częściej jesteśmy zainteresowani ofertą szytą na miarę. Potwierdza to bardzo duże zainteresowanie specjalną ofertą dla seniorów, którzy w tym roku będą mogli wyjechać na wakacje już od 1,3 tys. zł od osoby. Cena zawiera także wycieczkę fakultatywną, ciekawy program animacyjny oraz wyżywienie all inclusive. Co ważne, osoba towarzysząca seniorowi ma te same przywileje – wymienia Magda Plutecka.

Od jutra zmiany w polubownym rozwiązywaniu sporów konsumenckich. Nowe narzędzia zyska Rzecznik Finansowy

Od jutra zmiany w polubownym rozwiązywaniu sporów konsumenckich. Nowe narzędzia zyska Rzecznik Finansowy 5

W Polsce polubowny sposób rozwiązywania sporów konsumenckich jest mało rozpowszechniony, ale dzięki wchodzącym 10 stycznia w życie przepisom powinno się to zmienić. Nowe regulacje będą mieć istotny wpływ m.in. na podmioty rynku finansowego i ich klientów. Instytucje te będą musiały informować klientów o sposobach pozasądowego rozwiązywania ewentualnych sporów. Rzecznik Finansowy, który będzie instytucją właściwą dla podmiotów z sektora finansowego, zyska nowe narzędzia, które ten proces usprawnią.

– 10 stycznia wchodzi w życie ustawa o pozasądowym rozwiązywaniu sporów konsumenckich. To ustawa w pewnym sensie rewolucyjna, jeśli chodzi o ochronę praw konsumenta. Daje szerokie możliwości rozwiązywania sporów konsumenckich – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Zagaj, zastępca Rzecznika Finansowego.

Ustawa o polubownym rozwiązywaniu sporów konsumenckich ma zastosowanie do rozwiązywania sporów wynikających z umowy zawartej między konsumentem a przedsiębiorcą. Przepisy wdrażają regulacje unijnej dyrektywy ADR, której celem jest wprowadzenie we wszystkich krajach członkowskich takich samych procedur, które pomagają pozasądowo rozstrzygać konflikty.

Przedsiębiorcy na swoich stronach internetowych i w zawieranych umowach będą musieli wskazać konsumentom, który podmiot ADR jest dla nich właściwy. Ponadto w przypadku negatywnej odpowiedzi na reklamacje przedsiębiorca będzie musiał wskazać, czy godzi się na postępowanie polubowne, czy nie. Brak takiej deklaracji ma automatycznie oznaczać zgodą na pozasądowe rozstrzygnięcie sporu. W przypadku Rzecznika Finansowego podmiot rynku finansowego musi przystąpić do postępowania, jeśli tylko konsument złoży taki wniosek. Przepisy zakładają, że sprawa powinna zostać rozwiązana w ciągu 90 dni od momentu zebrania wszystkich informacji od obu stron.

– Co istotne, ustawa dotyczy wszystkich elementów sektora gospodarki, w dużej części odnosi się również do sektora rynku usług finansowych – podkreśla Zagaj. – Podmioty rynku finansowego będą musiały dostosować się do wymogów informacyjnych. Nowe przepisy zobowiązują je do podawania na stronach internetowych czy w ogólnych warunkach umów adresów stron internetowych właściwych dla nich podmiotów rozwiązujących takie spory.

W przypadku ubezpieczycieli, banków i innych graczy rynku finansowego jednym z takich podmiotów będzie Rzecznik Finansowy. Już dziś pomaga on w ewentualnych sporach klientów z tymi instytucjami. Jeśli reklamacja złożona do instytucji finansowej nie przynosi skutku, to klient może się zwrócić do rzecznika z wnioskiem o polubowne rozwiązanie sporu.

– Ustawa daje Rzecznikowi Finansowemu nowe narzędzie i możliwości – mówi Zagaj. – Wprowadzi szereg rozwiązań dających rzecznikowi i osobom prowadzącym postępowania gwarancję niezależności i bezstronności. Jest to bardzo istotne dla stron postępowania i wskazuje na zwiększenie profesjonalizmu w rozwiązywaniu tego typu sporów.

Postępowanie i jego rezultat będą objęte klauzulą poufności. W sprawozdaniach będzie mogła się znaleźć wyłącznie informacja o ogólnej liczbie postępowań czy ich wynikach, bez wskazywania jednostkowej sprawy.

– Nowe regulacje wprowadzają również innowacyjny sposób rozwiązywania sporów, czyli przez internet. To spowoduje, że przedsiębiorcy będą zobowiązani do tego, aby podawać na swoich stronach internetowych oraz w ogólnych warunkach umów i w ofertach adres do specjalnie utworzonej platformy, której celem jest ułatwianie klientom składanie wniosków o rozwiązanie sporu – wyjaśnia Paweł Zagaj.

Rzecznik Finansowy będzie mógł działać dwutorowo. Z jednej strony będzie podejmować działania zmierzające do zbliżenia stanowisk stron, dzięki czemu polubowne rozstrzygnięcie sporu między klientem a podmiotem rynku finansowego stanie się możliwe. Z drugiej strony będzie mógł proponować własne rozwiązania sporu.

 Nie będzie to jednak propozycja wiążąca, będzie ona natomiast uwzględniała wszystkie stanowiska, które były przedstawiane w trakcie danego postępowania i będzie stanowiła obiektywną ocenę sprawy – wyjaśnia Paweł Zagaj.

Pozasądowe rozstrzygnięcia sporów są znacznie tańsze i krótsze od tych, które trafiają do sądów. Takie narzędzie doceniają Europejczycy – wedle danych Komisji Europejskiej 70 proc. osób korzystających z polubownego rozwiązywania sporów jest z niego zadowolonych. W Polsce takie rozwiązanie jest jednak stosowane rzadko, brakuje też powszechnej wiedzy o tej metodzie. Widać jednak rosnące zapotrzebowanie na tego typu usługi.

– Nowa ustawa spowoduje, że postępowanie polubowne prowadzone przy Rzeczniku Finansowym będzie stanowiło pewien produkt, skrojony pod klienta i pod podmiot rynku finansowego. Celem tego postępowania jest rozwiązanie sporu w sposób tani, szybki i najmniej kłopotliwy dla obu stron. Jednym słowem: ma to być bardzo efektywna i skuteczna alternatywa dla postępowania sądowego – podkreśla Paweł Zagaj.

W 2017 roku możliwe zniesienie krótkoterminowych wiz dla obywateli Ukrainy i Gruzji. Nie wpłynie to znacząco na polski rynek pracy

W 2017 roku możliwe zniesienie krótkoterminowych wiz dla obywateli Ukrainy i Gruzji. Nie wpłynie to znacząco na polski rynek pracy 6

Unijni politycy i urzędnicy zgodzili się na to, by obywatele Ukrainy i Gruzji przekraczali granice strefy Schengen bez wiz. Jeśli procedury legislacyjne szybko się zakończą, będzie to możliwe w 2017 roku. Zdaniem ekspertów liberalizacja wymogów wizowych nie wpłynie jednak znacząco ani na polski, ani na europejski rynek pracy. Skróci się co prawda czas oczekiwania pracodawców na przyjazd pracowników zza wschodniej granicy, jednak w dalszym ciągu będą oni potrzebować wizy krajowej na pobyt długookresowy, tzn. przekraczający trzy miesiące.

– Zniesienie wiz dla Ukraińców wpłynie na polski rynek pracy o tyle, że skróci się czas oczekiwania pracodawcy na przyjazd pracownika z zagranicy. Procedura uzyskiwania wizy była dotychczas uciążliwa i kosztowna. Teraz, kiedy nie trzeba już będzie się starać o wizę ani wnosić opłaty, należy się spodziewać, że wielu Ukraińców zdecyduje się na przyjazd do Polski – mówi agencji Newseria dr hab. Izabela Wróbel, dyrektor Centrum Badań Problemów Prawnych i Ekonomicznych Współczesnych Migracji Międzynarodowych, działającego w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu.

W połowie listopada ambasadorowie większości państw UE poparli zniesienie wiz dla obywateli Ukrainy i Gruzji. To otworzyło drogę do rozpoczęcia z Parlamentem Europejskim negocjacji w tej sprawie, które w grudniu zakończyły się porozumieniem. Jeśli wszystkie niezbędne procedury legislacyjne szybko się zakończą, to już w tym roku obywatele tych dwóch państw, którzy mają paszport biometryczny, będą mogli wjechać bez wizy do prawie całej strefy Schengen oraz Szwajcarii i Islandii, które nie są członkami Wspólnoty.

Swoboda przepływu osób nie obejmie jednak Irlandii, Wielkiej Brytanii i Węgier, które nie zgodziły się na liberalizację obowiązku wizowego. Według przyjętych przez UE przepisów Ukraińcy i Gruzini będą mogli się swobodnie poruszać po strefie Schengen bez wizy przez maksymalnie 90 dni.

Izabela Wróbel zwraca uwagę na to, że ta decyzja poprawi sytuację zarówno Ukraińców, jak i polskich pracodawców, jednak zmiana nie będzie aż tak radykalna.

– W tym przypadku chodzi o wizę Schengen na pobyt krótkoterminowy, który nie przekracza 90 dni. Jeżeli natomiast ktoś chce przyjechać do Polski na dłuższy okres, w dalszym ciągu będzie się musiał starać o wizę krajową. Polskie placówki dyplomatyczne i konsularne wydają więcej wiz krajowych niż wiz Schengen. Wynika z tego, że Ukraińcy są coraz bardziej zainteresowani pobytami długoterminowymi. Zatem zniesienie obowiązku wizowego w tym zakresie nie przyniesie żadnych skutków – uważa dr hab. Izabela Wróbel

Jak wynika z danych Urzędu ds. Cudzoziemców (UDSC), w 2015 roku polskie konsulaty wydały mieszkańcom Ukrainy łącznie ponad 900 tys. wiz. Ich liczba wzrasta – tylko w I półroczu 2016 roku wydano już 700 tys. dokumentów. Szacuje się, że w Polsce pracuje obecnie około milion obywateli Ukrainy. Zniesienie obowiązku wizowego nie oznacza również, że będą oni mogli swobodniej przekraczać polską granicę.

 Nie wpłynie to na warunki, które obywatele państw trzecich, w tym przypadku Ukraińcy, muszą spełnić przy przekraczaniu granicy. Obywatele Ukrainy przyjeżdżają do Polski poprzez zewnętrzną, bardzo dobrze strzeżoną granicę UE, na której podlegają kontrolom. Muszą udowodnić cel pobytu, jak również fakt posiadania środków wystarczających na pobyt albo powrót do kraju pochodzenia lub ewentualnie tranzyt do kraju trzeciego, który zechce ich przyjąć. W tym zakresie zatem warunki są podobne jak przy uzyskiwaniu wizy – podkreśla dr hab. Izabela Wróbel,

Wiza Schengen nie służy celom zarobkowym, a głównie turystycznym, rodzinnym czy biznesowym. Dlatego liberalizacja przepisów w tym kontekście niewiele zmieni. Już w tej chwili obywatele z ponad 50 państw mogą swobodnie przekraczać granicę strefy Schengen bez konieczności posiadania wizy.

 Możliwe, że wzrośnie ruch turystyczny, co jest powodem do zadowolenia. Zniesienie wiz Schengen ułatwi wjazd do Polski właśnie w celach turystycznych czy biznesowych, co oznacza, że od teraz zaproszenie zagranicznych kontrahentów albo naukowców na konferencję będzie prostsze – mówi dr hab. Izabela Wróbel.

Nie należy się spodziewać również zwiększonej fali imigracji z Ukrainy lub Gruzji. Liberalizacja przepisów wizowych wchodzi bowiem w życie równolegle z tzw. hamulcem bezpieczeństwa, który umożliwia zawieszenie przez UE prawa o ruchu bezwizowym. O ten mechanizm zabiegały z przyczyn politycznych Belgia, Włochy, ale przede wszystkim Niemcy i Francja, mając na uwadze wybory, które odbędą się w 2017 roku.

– Hamulec bezpieczeństwa polega na tym, że liberalizację na wniosek państw członkowskich lub Komisji Europejskiej będzie można zawiesić na 9 miesięcy, a później ewentualnie przedłużyć zawieszenie na kolejne 18 miesięcy. Sytuacja będzie zatem cały czas monitorowana. Sądzę, że nie powinniśmy spodziewać się dużej liczby nowych przyjazdów do Polski – podkreśla dr hab. Izabela Wróbel

Robotyzacja napędza powstawanie nowych miejsc pracy w nowoczesnych branżach. Pilnie poszukiwani eksperci od IT i analizy danych

Robotyzacja napędza powstawanie nowych miejsc pracy w nowoczesnych branżach. Pilnie poszukiwani eksperci od IT i analizy danych 7

Automatyzacja i rozwój technologiczny przekładają się na transformację rynku pracy i spadek zatrudnienia w branżach takich jak produkcja czy rolnictwo. Z drugiej strony wpływają na dynamiczny rozwój sektora IT, kreują popyt na nowe usługi i miejsca pracy. Dlatego informatycy i eksperci od nowych technologii są obecnie bardzo poszukiwani. Na polskim rynku ich deficyt sięga około 50 tys. Coraz większą popularność zdobywają też nowe specjalizacje takie jak big data scientist.

– Automatyzacja, robotyzacja i internet rzeczy to wyzwanie dla naszej gospodarki. Badania pokazują, że jest to zagrożenie dla rynku pracy w sektorach, które wymagają siły fizycznej, takich jak produkcja czy rolnictwo. Z drugiej strony to ogromna szansa dla branży IT, ponieważ powoduje zwiększony popyt na nowe usługi i kreuje miejsca pracy – mówi agencji Newseria Biznes Anna Krakowiecka, dyrektor biura personalnego firmy Sygnity, oprogramowania dostawcy rozwiązań IT.

Potwierdzają to wnioski z ostatniego raportu „Technologia a człowiek” firmy doradczej Deloitte. Wynika z niego, że rozwój technologii ma duży wpływ na transformację rynku pracy. Postępująca automatyzacja zawęża zatrudnienie zwłaszcza w branży produkcyjnej, rolnictwie i rzemieślnictwie. Z drugiej strony powoduje szybki przyrost nowych miejsc pracy w branżach związanych z technologią i biznesem. Postęp technologiczny przekłada się również na wzrost siły nabywczej konsumentów, wpływa na tworzenie się nowych usług i związanych z nimi miejsc pracy.

Eksperci Deloitte przytaczają badania amerykańskiej PEW Foundation, według których 48 proc. specjalistów zatrudnionych w branży nowych technologii wierzy, że maszyny i roboty zastąpią w przyszłości pracowników w wielu sektorach. Według szacunków w ciągu najbliższych 10–20 lat w Wielkiej Brytanii automatyzacji może ulec nawet 35 proc. miejsc pracy. Ekonomiści Deloitte dowodzą jednak, że dotyczy to branż, w których wykonuje się powtarzalne czynności lub niezbędna jest siła fizyczna.

 Nie da się zastąpić pracownika maszyną tam, gdzie trzeba budować strategię, albo tam, gdzie trzeba prowadzić negocjacje – uzasadnia Anna Krakowiecka.

Dyrektor biura personalnego Sygnity podkreśla, że dla pracowników z tej branży rozwój nowych technologii oznacza konieczność ciągłego samodoskonalenia. Aby nadążyć za dynamicznym rynkiem, muszą śledzić nowinki i wyprzedzać o krok potrzeby klientów.

 Musimy być mocno zorientowani na to, co dzieje się nie tylko w dziedzinie IT i technologii, lecz także wiedzieć, co się dzieje u naszych klientów, jakie wyzwania stawia rynek i co się dzieje w naszej gospodarce – mówi Anna Krakowiecka.

W ubiegłym roku Komisja Europejska alarmowała, że w całej UE brakuje już prawie 300 tys. specjalistów z obszaru IT. Do 2020 roku zapotrzebowanie może wzrosnąć do miliona. Z podobnym problemem mierzy się polski rynek pracy. Dziś brakuje na nim ok. 50 tys. informatyków. Coraz popularniejsze staje się wykorzystanie big data, w związku z czym skokowo rośnie również zapotrzebowanie na ekspertów od przetwarzania i analizy danych. Eksperci są zgodni, że big data scientist jest obecnie jednym z najbardziej poszukiwanych zawodów na świecie. Najlepiej widać to w Stanach Zjednoczonych, gdzie do 2020 roku ma zabraknąć szacunkowo ok. 1,5 mln ekspertów od dużych zbiorów danych.

 Obecnie firmy szukają głównie programistów, najbardziej popularne języki to Java i .NET. Jednak rynek IT rozwija się tak szybko, że ciągle tworzą się nowe specjalizacje. Widzimy duże zapotrzebowanie na specjalistów big data. To rynek związany z rosnącą ilością danych, które są przetwarzane w każdym projekcie. Obecnie jest to jedna z najlepiej opłacanych branż – mówi Anna Krakowiecka.

Dyrektor HR w Sygnity zaznacza, że studenci i absolwenci, którzy chcą rozwijać się w branży IT, powinni budować swoją karierę w oparciu o doskonalenie umiejętności i śledzenie rynkowych nowinek. Poza wykładami i zajęciami powinni również korzystać z programów stażowych, które pozwalają zdobywać pierwsze doświadczenia zawodowe i dają szansę na znalezienie przyszłego pracodawcy. Z drugiej strony firmy z branży IT także muszą nieustannie szkolić i podnosić umiejętności swoich pracowników, aby móc nadążyć za dynamicznym i zmieniającym się rynkiem.

– W 2015 roku postawiliśmy na szkolenia związane z umiejętnościami technicznymi, technologicznymi i certyfikacją. Natomiast w 2016 roku postawiliśmy nie tylko na rozwój kompetencji technologicznych, lecz także umiejętności miękkich, takich jak zarządzanie ludźmi, zarządzanie projektami, negocjacje czy modny storytelling – mówi Anna Krakowiecka.

W trudnych zimowych warunkach na drogach jest bezpieczniej. Więcej wypadków i kolizji jest przy dobrej pogodzie

W trudnych zimowych warunkach na drogach jest bezpieczniej. Więcej wypadków i kolizji jest przy dobrej pogodzie 8

Krajowe drogi są coraz bezpieczniejsze – systematycznie spada zarówno liczba wypadków, jak i poszkodowanych w nich osób. Zima jest jednak dla kierowców najtrudniejszym okresem w roku. Największym zagrożeniem, paradoksalnie, są pozornie dobre warunki panujące na drodze. W trudnych zimowych warunkach, czyli przy intensywnych opadach śniegu czy marznącego deszczu, kierowcy czują się mało pewnie, więc rośnie ich czujność, a spada prędkość, z jaką się poruszają.

– Największym wyzwaniem dla kierowców o tej porze roku, paradoksalnie, jest brak zimy – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Grzebieluch ze Szkoły Bezpiecznej Jazdy Carevent.pl. – Badania pokazują, że wcale nie jest to śnieg ani lód. Problemem kierowców są sytuacje, w których czują się bezpiecznie, pewnie i jadą po prostu za szybko.

Zima to najtrudniejszy czas dla kierowców. Chociaż, jak pokazują roczne statystyki, liczba wypadków nie jest wówczas najwyższa. Dla przykładu w styczniu 2016 roku doszło do 2016 wypadków, w których zginęły 162 osoby, a w lutym do 2092 wypadków, w których zginęło 181 osób. Znacznie więcej wypadków odnotowano latem – odpowiednio 3234 w czerwcu, 3304 w lipcu i 3347 w sierpniu. W drugim miesiącu wakacji zginęło 307 osób.

 Warto pamiętać, że im bardziej ślisko, tym płynniej i  wolniej powinniśmy jechać. Kierowcy wiedzą, że gdy przesadzą z szybkością w takich warunkach, kolizję mają w zasadzie pewną, a więc i uszkodzony samochód. Natomiast gdy nie ma śniegu, zdecydowanie rośnie poczucie bezpieczeństwa. Czujemy się pewnie, więc i prędkość rośnie – uważa Marcin Grzebieluch.

W trudnych warunkach zimowych najczęstszą przyczyną wypadków i kolizji jest nadmierna prędkość.

– Mówienie o niedopasowaniu prędkości do panujących warunków nie jest wcale banałem. Zdecydowanie musimy ją dostosować – mówi Marcin Grzebieluch. – Druga ważna kwestia to płynność jazdy – płynnie przyspieszamy i płynnie, a więc odpowiednio wcześnie, hamujemy.

Jak podkreśla ekspert, najważniejsze jest przewidywanie pewnych sytuacji. Ze względu na to, że droga hamowania na śniegu lub oblodzonych jezdniach jest zdecydowanie dłuższa, kierowcy powinni zachowywać większe odstępy między samochodami.

Musimy wziąć pod uwagę, że przed skrzyżowaniem może być lód, w związku z czym rozpoczynamy hamowanie odpowiednio wcześniej – radzi Marcin Grzebieluch. – Jeżeli jesteśmy w stanie przewidzieć sytuację, wyobrazić sobie to, że jest zbyt ślisko i wszelkie kroki podejmujemy odpowiednio wcześnie, to tak naprawdę unikniemy niebezpiecznych sytuacji.

W skali całego roku bezpieczeństwo kierowców, pasażerów i innych uczestników ruchu drogowego, poruszających się po Polsce stopniowo się poprawia. Jak wynika z danych Komendy Głównej Policji, w 2015 roku miały miejsce 32701 wypadki drogowe, w których zginęło 2904 osoby, a 39457 zostało rannych. W porównaniu do 2014 roku spadek liczby takich oraz rannych w ich wyniku osób wyniosły blisko 7 proc. O 10 proc. zmniejszyła się liczba zabitych. W ciągu ostatnich 20 lat, pomimo blisko trzykrotnego wzrostu liczby poruszających się po polskich drogach pojazdów mechanicznych, liczba wypadków drogowych spadła o 20946, a zabitych w nich osób – o 3840.

– W naszych warunkach klimatycznych zima od wielu lat to zjawisko w zasadzie wirtualne, w związku z czym kierowcy, np. z Polski centralnej, nie mają w zasadzie możliwości treningu na śniegu i pewnych sytuacji nie potrafią już przewidzieć. Potem, gdy jadą w góry na narty, wjeżdżają w strefę zaśnieżenia i okazuje się, że mają problem. Wtedy brak doświadczenia wychodzi dosyć szybko – zauważa Marcin Grzebieluch. – Ale umiejętności zależą także od czasu posiadania prawa jazdy oraz liczby przejechanych kilometrów. im bardziej doświadczony kierowca, tym mniej zaskakują go zimowe sytuacje. 

Banki żywności postulują wydłużenie przerwy obiadowej w szkole do 30 minut. Uczniowie będą wyrzucać mniej jedzenia

Banki żywności postulują wydłużenie przerwy obiadowej w szkole do 30 minut. Uczniowie będą wyrzucać mniej jedzenia 9

Marnowanie jedzenia jest sporym problemem w polskich szkołach – wynika z raportu Federacji Polskich Banków Żywności. Najczęściej do szkolnego kosza trafiają kanapki, surówki, zupy, warzywa i owoce. Uczniowie tłumaczą, że zamiast kanapki czy obiadu wolą zjeść słodycze lub słone przekąski. Często także nie smakuje im drugie śniadanie przygotowane przez rodziców lub posiłki serwowane w stołówce. Z kolei eksperci z banków żywności podkreślają, że 20 minutowa przerwa obiadowa jest za krótka, aby uczniowie mogli w spokoju zjeść posiłek.  

 W ciągu roku w Polsce marnowane jest 9 mln ton żywności. Najczęściej są to wędliny, pieczywo, warzywa, owoce, nabiał. Kupujemy za dużo lub po prostu brakuje nam takich umiejętności, które pozwalają odpowiednio przechowywać tę żywność – mówi agencji Newseria Lifestyle Maria Kowalewska, Federacja Polskich Banków Żywności.

Mniej więcej 2 mln ton żywności wyrzucają gospodarstwa domowe. Niemal jedna trzecia Polaków przyznaje, że im się to zdarza.

Dużo jedzenia marnują studenci, którzy nie mają doświadczenia w robieniu przemyślanych zakupów i przygotowywaniu posiłków, a także uczniowie podstawówek i gimnazjów. 84 proc. z nich przyznaje, że wyrzuca jedzenie do kosza, bo zamiast pełnowartościowego śniadania woli zjeść słodycze lub słone przekąski, 70 proc. wskazuje, że nie smakuje im to, co przygotowali dla nich rodzice, połowie nie przypada do gustu stołówkowe menu, a 30 proc. uczniów podkreśla, że porcja drugiego śniadania jest dla nich zbyt duża.

Dlatego banki żywności apelują o to, żeby wydłużyć przerwę obiadową tak, żeby uczniowie mieli czas zjeść bez pośpiechu i cały posiłek, łącznie z warzywami i owocami – podkreśla Maria Kowalewska.

Raport z badania „Nie marnuj jedzenia 2016. Szkoła niemarnowania jedzenia” Federacji Polskich Banków Żywności, pokazuje, że optymalna długość przerwy obiadowej to 30 minut. Podczas 20 minutowej, obowiązującej w większości polskich szkół, uczniowie spożywają posiłki w pośpiechu, zostawiają resztki jedzenia na talerzach i rezygnują z warzyw i owoców.

Federacja Polskich Banków Żywności zachęca też rodziców i dzieci do starannego pakowania drugiego śniadania. Kanapki wrzucone do szkolnego plecaka często się marnują. Czasem dzieci o nich zwyczajnie zapominają, a czasem są w takim stanie, że nie da się ich zjeść.

Rodzice powinni też uczulić dzieci, by niechcianym jedzeniem raczej dzieliły się z kolegami i koleżankami, którzy nie mają przygotowanej dodatkowej przekąski, zamiast wyrzucać je do kosza.

Zdaniem Marii Kowalewskiej to tylko przykłady zachowań, które pozwolą ograniczać skalę marnowania żywności. Walka z tym zjawiskiem w gospodarstwach domowych również wcale nie musi być trudna.

Musimy zacząć planować swoje posiłki i układać jadłospisy. Dzięki temu możemy przygotować dobrą listę zakupów, której oczywiście w sklepie powinniśmy się trzymać. Chodzi o to, by kupować tylko produkty, które są nam potrzebne. Jeśli kupujemy produkty z promocji, to również róbmy to z rozsądkiem. Kupujmy tylko te z dłuższym terminem przydatności do spożycia. A jeśli już kupujemy te z krótszym, to zastanówmy się, czy jesteśmy w stanie w tym czasie je zjeść lub podzielić się z innymi – mówi Maria Kowalewska.

Hossa czy manipulacja banków centralnych?

Od 2009 roku, zaraz po upadku banku inwestycyjnego Lehman Brothers banki centralne w panice wprowadziły skup papierów wartościowych wszelkiej maści. Od tamtego czasu skup jest kontynuowany i opiewa na coraz większe kwoty. Osoby dostępne na rynku kapitałowym mogły na tym skorzystać poprzez zakup indeksów giełdowych lub obligacji skarbowych, inni – stracili.

Wracając do sedna tematu, skale dodruku pustego pieniądza przedstawia poniższy wykres.

Hossa czy manipulacja banków centralnych? 10

Na wykresie został przedstawiony skup papierów wartościowanych realizowany w ramach luzowania ilościowego przez główne banki centralne na świecie. Od 2009 roku banki centralne wymieniają się zadaniem, dlatego rynek cały czas rośnie. Aktualny skup największych banków centralnych opiewa na 180 miliardów dolarów amerykańskich miesięcznie, według niektórych jest to tylko „oficjalny” skup, natomiast nieoficjalny opiewa na o wiele większe kwoty.

Powyższe działanie ze strony banków centralnych przekłada się na tani kredyt oraz rosnącą cenę obligacji, a tym samym akcji na giełdzie. Pomimo tak dużych kwot działania banków na tym się nie kończąc. Dla przykładu, Szwajcarski Bank Centralny stał się funduszem lewarowanym, który w celu obniżenia wartości franka szwajcarskiego skupuje akcje amerykańskie.

Hossa czy manipulacja banków centralnych? 11

Źródło: Bloomberg

Powyżej przedstawiono portfel inwestycyjny SNB. W samych akcjach ulokował ponad 70 MLD USD, czyli 13 procent naszego produktu narodowego brutto.

Powyższe działania doprowadziły do wypaczenia rynku, kiedyś fundusze lewarowane oraz inwestycyjne były największym graczem na rynku – a teraz banki centralne przejęły ich rolę. Działanie to w długim okresie może skończyć się tragiczne, ale na ten moment hossa powinna być kontynuowana. Warunki transakcyjne na rynku stopy procentowej nie wskazują na kłopoty z płynnością.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Rynek luksusowych apartamentów i rezydencji w Polsce rośnie, ale daleko nam jeszcze do Europy Zachodniej

Wcześniejsze emerytury powiększą szarą strefę i spowolnią wzrost gospodarczy

Czy pobierając emeryturę będzie można dorabiać bez ograniczeń? Rada Ministrów przyjęła przegląd emerytalny, który zawiera rekomendacje wynikające z analizy systemu emerytalnego, a Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej twierdzi, że nie pracuje nad zmianami prawnymi. Jednak z rządu napływają sprzeczne informacje o tym, czy temat jest definitywnie zamknięty. Po co był przegląd i co z niego wynika?

– Deficyt ZUS-u jest coraz większy i rząd szuka pieniędzy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR. – Szkodliwe byłoby takie rozwiązanie, które zabraniałoby podejmowania pracy przez emerytów, także z tego względu, że w polskiej gospodarce z roku na rok coraz bardziej będzie brakowało rąk do pracy.

Polnord podsumował sprzedaż mieszkań w 2016 roku

Według danych ważonych udziałem Polnord w spółkach zależnych, w 2016 roku Grupa zawarła umowy sprzedaży 1.023 lokali. To wynik zbliżony do wypracowanego w 2015 roku, kiedy sprzedane zostały 1.054 lokale.

W samym czwartym kwartale 2016 r. zawarto 241 umów sprzedaży lokali, podczas gdy w analogicznym okresie poprzedniego roku było ich 262. W wyniku finansowym Grupy za ubiegły rok rozpoznanych zostanie 841 lokali, w tym 176 w samym IV kwartale. Największy udział w tym wyniku miały projekty: Śródmieście Wilanów i Stacja Kazimierz w Warszawie, Neptun w Ząbkach i Dwa Tarasy w Gdańsku.

W II półroczu 2016 r. Grupa wykazała dużą aktywność w rozszerzaniu oferty. Spodziewamy się, że wprowadzone inwestycje pozwolą skutecznie realizować potencjał sprzedażowy w kolejnych kwartałach bieżącego roku, pozytywnie wpływając na wyniki Spółki. Jednocześnie będziemy kontynuować prace nad uruchamianiem kolejnych projektów, w których w 2017 roku wprowadzimy do sprzedaży łącznie około 1500 lokali. Wśród nich znajdą się dwie duże inwestycje w Trójmieście – mówi Dariusz Krawczyk, Prezes Zarządu Polnord S.A. – Obecnie w realizacji znajduje się 21 projektów na 2075 mieszkań – dodaje.

Grupa Polnord wprowadzanie nowych projektów w 2016 r. zwieńczyła uruchomieniem sprzedaży Rezydencji Brzozowy Zakątek, w której oferuje klientom 107 mieszkań premium w technologii Smart Home. Wcześniej, w połowie października, do oferty trafiły 173 mieszkania w III etapie Stacji Kazimierz w Warszawie, a we wrześniu – kolejnych 99 lokali w bud. A3 Brzozowego Zakątka. Z kolei na przełomie czerwca i lipca wprowadzono do sprzedaży w sumie 260 mieszkań na osiedlach Neptun II w Ząbkach, Tęczowy Las II w Olsztynie oraz Chabrowe Wzgórze w Kowalach na granicy Gdańska.

Skandynawskie rozwiązania na zmniejszenie szkodliwych emisji CO2

Wykorzystanie na większą skalę zaledwie 15 skandynawskich rozwiązań może ograniczyć globalne szkodliwe emisje o 4 gigatony

Stosując zaledwie 15 sprawdzonych skandynawskich rozwiązań, państwa na całym świecie mogą corocznie do 2030 roku produkować 4 gigatony mniej szkodliwych emisji, tj. ilość, jaką generuje dziś Unia Europejska. Koszt wdrożenia tych rozwiązań jest równy kwocie wydawanej na dotacje do paliw kopalnych w ciągu zaledwie 9 dni.

Wyniki te pochodzą z badania o nazwie Nordic Green to Scale, które zostało ogłoszone w listopadzie 2016 roku podczas Konferencji Klimatycznej ONZ (COP 22) w Marrakeszu. Nordycka Rada Ministrów nawiązała współpracę z Fińskim Funduszem Innowacyjności Sitra i innymi znanymi instytucjami ze wszystkich państw skandynawskich, aby odpowiedzieć na proste pytanie: jak daleko moglibyśmy zajść gdybyśmy na większą skalę zastosowali opracowane w Skandynawii rozwiązania ograniczające emisje dwutlenku węgla, tak aby osiągnąć poziom przewidziany na rok 2030, który został już uzyskany przez jedno lub więcej skandynawskich państw?

Musimy działać szybko, aby osiągnąć cele określone w porozumieniu. Badanie pokazuje, że już dostępnych jest wiele sprawdzonych rozwiązań ograniczających emisje dwutlenku węgla, które nie są drogie w stosowaniu. Nie ma powodu, aby czekać. Obietnice musimy realizować teraz”, mówi fiński minister rolnictwa i środowiska naturalnego Kimmo Tiilikainen, który jest przewodniczącym Nordyckiej Rady Ministrów na rzecz Środowiska Naturalnego.

Główną obawą decydentów jest to, że szybkie ograniczenie emisji jest albo zbyt trudne, albo zbyt drogie„, mówi starszy doradca Oras Tynkkynen, który kierował analizą w ramach badania Nordic Green to Scale z ramienia Sitry. Dotychczas uczestniczył on już w siedemnastu konferencjach klimatycznych ONZ (począwszy od Kioto w 1997 roku).

Naszym celem w tym badaniu jest zwrócenie uwagi na to, co poszczególne kraje już osiągnęły w obszarze działań klimatycznych, i czego inne kraje mogą nauczyć się na bazie ich sukcesu. Choć doceniamy znaczenie innowacji i nowych technologii, to nie ma argumentów uzasadniających niepodejmowanie dziś działań i niewdrażanie już dostępnych rozwiązań„, mówi Tynkkynen.

Ograniczenia są potrzebne we wszystkich sektorach

Badanie Nordic Green to Scale pokazuje, że ograniczenie emisji można skutecznie osiągnąć we wszystkich kluczowych sektorach: energetyce, przemyśle, transporcie, budownictwie i gospodarstwach domowych oraz rolnictwie i leśnictwie.

Oto kilka przykładów:

  • Mieszkańcy duńskich miast pokonują na rowerze średnio 3 km dziennie. Gdyby inne kraje poszły w ślad Danii i promowały jazdę na rowerze w mieście, ograniczyłoby to emisje o prawie taką ilość, jaką w ciągu całego roku produkuje Słowacja.
  • W Finlandii większość ciepła na potrzeby przemysłu i gospodarstw domowych jest wytwarzana w procesie kogeneracji (CPH). Gdyby inne kraje wykorzystywały CPH w ten sposób, ograniczyłoby to emisje o prawie taką ilość, jaką w ciągu całego roku produkuje Japonia.
  • Islandia do produkcji prawie 30% energii elektrycznej i większość ciepła wykorzystuje energię geotermalną. Gdyby kraje o znacznym potencjale geotermalnym zaczęły go wykorzystywać w sposób podobny do Islandii, ograniczyłoby to emisje o większą ilość niż ta, jaką każdego roku produkuje Dania.
  • W ubiegłym roku prawie co czwarty nowy samochód sprzedawany w Norwegii był pojazdem elektrycznym lub hybrydowym. Gdyby w innych bogatych krajach używano tak wielu samochodów elektrycznych jak w Norwegii, ograniczyłoby to emisje o prawie taką ilość, jaką w ciągu całego roku produkuje Dania.
  • W Szwecji działa największa na świecie liczba pomp ciepła w przeliczeniu na liczbę mieszkańców. Wykorzystanie tego rozwiązania na większą skalę w wybranych europejskich państwach ograniczyłoby emisje o taką ilość, jaką w ciągu całego roku produkuje Kuba.

Oprócz samego ograniczenia emisji, 15 przytoczonych w badaniu Nordic Green to Scale rozwiązań daje także znaczne korzyści dodatkowe. Obejmują one lepszą jakość wody i powietrza, większe bezpieczeństwo energetyczne, więcej lokalnych miejsc pracy, niższe rachunki za paliwo, mniejsze korki na ulicach oraz ochronę bioróżnorodności.

Opracowanie Nordic Green to Scale wraz z katalogiem 15 skandynawskich rozwiązań dostępne jest do pobrania (w wersji angielskiej, w pdf) >>>

Badanie przeprowadzono jako wspólny projekt instytucji z wszystkich krajów skandynawskich oraz Grupy ds. Klimatu i Zanieczyszczenia Powietrza przy Nordyckiej Radzie Ministrów. Były to:
•    Ośrodek Badań Międzynarodowych nad Klimatem i Środowiskiem Naturalnym (CICERO) w Norwegii, który przeprowadził analizę techniczną na potrzeby raportu
•    CONCITO, Dania
•    Fiński Fundusz Innowacyjności Sitra, Finlandia
•    Instytut Środowiska w Sztokholmie (SEI), Szwecja
•    Instytut Badań nad Zrównoważonym Rozwojem na Uniwersytecie Islandzkim, Islandia.

Źródło: SPCCwww.norden.org

Rekordowe zyski

Czwartkowy handel przyniósł kontynuację spadków na dolarze. Tym razem amerykańska waluta najmocniej traciła do jena. Na giełdach w USA rekordowe poziomy na Nasdaq.

Indeks spółek technologicznych odnotował wczoraj dwa rekordy – najwyższy poziom intraday oraz najwyższe w historii zamknięcie(5487.94). Duża zasługa w tym była po stronie firmy Amazon, której akcje zyskiwały wczoraj ponad 3%. Również i na giełdzie w Warszawie było ciekawie. Indeks WIG20 ponownie otarł się o poziom 2000 pkt. Z głównych par walutowych największe zmiany odnotowano na USD/JPY gdzie spadki na koniec dnia sięgały 1.6%.

Dolarowi z pewnością nie pomógł wczorajszy raport ADP z rynku pracy, mówiący o wzroście ilości nowych miejsc pracy jedynie o 153 tyś. Pozostałe dane z USA były jednak już lepsze. Choć dziś w Polsce mamy dzień wolny i Święto Trzech Króli, to na świecie kalendarz makroekonomiczny będzie napięty. Najważniejsze będą kolejne dane zza oceanu – informacje na temat ilości nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym.

audusd06012017r

Dolar australijski odbił się od środkowej linii kanału spadkowego i ma szanse na dalsze wzrosty. Teoretycznie rynek AUD/USD może dojść nawet w okolice powyżej 0.75. Wskaźnik RSI już pokonał swoją linię trendu spadkowego. Na przeszkodzie bykom stać będzie jednak obszar 0.7350-0.74. Wsparcia należy szukać przy 0.7250. Warto też obserwować wskaźnik RSI – jeśli przekroczy wyraźnie poziomu 50pkt byki zdobędą ważny argument.

Sylwester Majewski


Forex-Desk

Prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej o kontroli NIK

Arkadiusz Siwko, Prezes Zarządu PGZ S.A.
Arkadiusz Siwko, Prezes Zarządu PGZ S.A.

Z informacji Najwyższej Izby Kontroli wynika, że proces konsolidacji polskiego przemysłu obronnego za czasów rządów koalicji PO-PSL nie przebiegał prawidłowo. NIK wskazała na wiele nieprawidłowości w tym zakresie. – Ubolewam nad faktem, iż kontrola NIK wykazała, że przy procesie konsolidacji przemysłu obronnego, który był realizowany w okresie rządów koalicji PO-PSL, zachodziły nieprawidłowości i że proces ten odbywał się bez poszanowania przepisów prawa – komentuje Prezes Zarządu PGZ S.A. Arkadiusz Siwko.

5 stycznia br. Najwyższa Izba Kontroli opublikowała Informację o wynikach kontroli „Budowa i funkcjonowanie Polskiej Grupy Zbrojeniowej”. Głównym celem kontroli, jak podaje NIK, było „dokonanie oceny czy proces tworzenia Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A. przebiegał prawidłowo, a zakładane rezultaty utworzenia i działalności tego podmiotu są osiągane”. Badaniami kontrolnymi objęto okres od 1 stycznia 2012 r. do 18 sierpnia 2016 r. oraz działania wcześniejsze i późniejsze, o ile miały one istotne znaczenie dla dokonania ocen kontrolowanej działalności.

W podsumowaniu wyników kontroli „NIK nie kwestionuje wyboru rozwiązania polegającego na utworzeniu Polskiej Grupy Zbrojeniowej”. Wskazuje natomiast, że „koncepcja konsolidacji sektora przemysłu obronnego – w strukturze nowego podmiotu gospodarczego – Polskiej Grupy Zbrojeniowej nie została poprzedzona rzetelnymi analizami systemowymi, popartymi rzeczywistymi danymi i uzasadnionym wnioskowaniem”. Skutkowało to „nie tylko wydłużeniem całego procesu, ale również znaczącym zaangażowaniem zasobów ludzkich, kapitałowych i pieniężnych”. Jak informuje NIK: „Wydłużenie procesu budowania PGZ zostało spowodowane podejmowaniem przez Ministra Skarbu Państwa części decyzji w sposób pośpieszny, w warunkach braku pełnej informacji zarządczej”. NIK zwraca również uwagę na fakt, że jedynym celem procesu była konsolidacja kapitałowa, nie określono natomiast wizji dalszej restrukturyzacji spółek. W efekcie doszło do m.in. do opóźnienia zakładanych efektów synergii, a przez to nie były osiągane „potencjalne korzyści – z punktu widzenia zaspokajania potrzeb Sił Zbrojnych RP w zakresie dostaw uzbrojenia i sprzętu wojskowego oraz usprawnienia procesu modernizacji polskiej armii”.

W opinii Zarządu PGZ S.A. krytyczne uwagi zawarte w raporcie Najwyższej Izby Kontroli, dotyczące działalności Polskiej Grupy Zbrojeniowej kierowanej przez poprzedni Zarząd PGZ S.A. są w pełni uzasadnione i trafne. Zarząd PGZ S.A. ubolewa nad faktem, iż w okresie rządów koalicji PO-PSL Spółka nie funkcjonowała poprawnie w obszarze wskazanym przez kontrolerów NIK.

Jednocześnie podkreślić należy, że NIK nie zakwestionowała samej konsolidacji. Jak czytamy w raporcie: „Efektywna konsolidacja ma kluczowe znaczenie dla procesu modernizacji technicznej polskiej armii. Modernizacja ta jest niezbędna do ochrony interesu narodowego”.

Takie właśnie efektywnie działania prowadzi obecnie Zarząd Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Należy podkreślić, że objęcie nadzoru nad Grupą PGZ przez Ministra Obrony Narodowej radykalnie zmieniło sytuację Spółki. Polska Grupa Zbrojeniowa stała się rzeczywistym elementem systemu bezpieczeństwa Polski. Tylko w ostatnich dwu miesiącach podpisała z MON szereg umów, które gwarantują Siłom Zbrojnym dostawy najnowocześniejszego sprzętu: armatohaubice samobieżne „Krab”, przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe „Piorun” i przeciwlotnicze systemy rakietowo-artyleryjskich bardzo bliskiego zasięgu „Pilica”.

– Ubolewam nad faktem, iż kontrola NIK wykazała, że przy procesie konsolidacji przemysłu obronnego, który był realizowany w okresie rządów PO-PSL, zachodziły nieprawidłowości i że proces ten odbywał się bez poszanowania przepisów prawa. Jednak nie mogę się nie zgodzić z jej wynikami, ponieważ uwagi skierowane przez NIK pod adresem naszych poprzedników są trafne i uzasadnione – mówi Prezes Zarządu PGZ S.A. Arkadiusz Siwko. – Zaznaczam, że proces ten był realizowany przez poprzedni Zarząd PGZ, zaś konsolidacja odbywała się za czasów rządów PO-PSL. Teraz Polska Grupa Zbrojeniowa przy wsparciu Ministerstwa Obrony Narodowej oraz Pana Ministra Antoniego Macierewicza, który nadzoruje PGZ, wdraża nowy model zarządzania przemysłem obronnym i dąży do racjonalizacji działalności Grupy PGZ. Dzięki temu, że teraz MON kierowany przez Ministra Antoniego Macierewicza nadzoruje PGZ, okres nieprawidłowości i patologii w przemyśle obronnym już się skończył, podobne nieprawidłowości nie mają i już nie będą miały miejsca. Dążymy również do minimalizowania negatywnych konsekwencji decyzji, które zostały podjęte przez poprzedni Zarząd w okresie rządów koalicji PO-PSL. Niestety jednak jeszcze przez pewien okres PGZ musi funkcjonować w warunkach, które zostały zdeterminowane przez te decyzje – dodaje Arkadiusz Siwko, Prezes Zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A.

Jedną z tych negatywnych decyzji, odziedziczonych po poprzednim zarządzie, jest opisana w raporcie NIK kwestia wynajmu pomieszczeń biurowych w Radomiu i w Warszawie

Stosowne umowy w tej sprawie zostały podpisane przez poprzedni Zarząd Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A., który podjął decyzję o wynajmie powierzchni biurowej przekraczającej potrzeby PGZ S.A., skutkującą wydatkowaniem przez Spółkę na ten cel środków finansowych nieproporcjonalnie wysokich do rzeczywistych potrzeb. Niestety, sama konstrukcja umowy uniemożliwia obecnemu Zarządowi podjęcie radykalnych kroków w tej kwestii. Jak podaje NIK: „Umowa najmu nieruchomości w Radomiu wykorzystywanej na siedzibę Spółki została zawarta na okres 3 lat począwszy od 27 marca 2015 r. W umowie nie określono terminów wypowiedzenia. Wypowiedzenie umowy bez zachowania terminów wypowiedzenia możliwe jest tylko wtedy, gdy wady pomieszczenia zagrażają zdrowiu lub życiu osób zatrudnionych w Spółce oraz w przypadku, jeżeli w chwili wydania pomieszczenie miało wady, które uniemożliwiają jego używanie, albo takie wady powstały później, a wynajmujący nie usunął ich w odpowiednim czasie, lub jeżeli wady usunąć się nie dadzą”. Tymczasem Zarząd PGZ S.A. nie stwierdził spełnienia żadnej z wymienionych przesłanek. Ponadto kontrolerzy NIK podkreślają, że „Art. 673 § 3 Kodeksu cywilnego stanowi, że jeżeli czas trwania najmu został oznaczony, zarówno wynajmujący, jak i najemca mogą wypowiedzieć najem w warunkach określonych w umowie. W związku z powyższym Spółka bez porozumienia z wynajmującym nie może wypowiedzieć umowy najmu nieruchomości w Radomiu, wykorzystywanej na swą siedzibę”.

Dlatego też obecny Zarząd PGZ S.A. podejmuje działania mające na celu racjonalizację kosztów prowadzenia działalności przez Polską Grupę Zbrojeniową zarówno w Warszawie, jak i w Radomiu. Zarząd PGZ S.A. dąży do odbudowy potencjału dawnego Centralnego Okręgu Przemysłowego i prowadzi działalność sięgając do jego tradycji. Stąd też w najbliższym okresie rozwinie działalność w Radomiu i będzie maksymalizował obecność PGZ w tym mieście. Polska Grupa Zbrojeniowa wybuduje w Radomiu nową własną siedzibę. Ponadto w Radomiu PGZ S.A. zlokalizuje Centrum Innowacyjności i Nowych Technologii dla całej Grupy Kapitałowej PGZ.

Co to jest Trumponomika i czy wzniesie dolara na szczyt?

Marcin Lipka
Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

Od listopadowych wyborów w Stanach Zjednoczonych dolar zyskał do głównych walut ponad 5 proc. wartości. Znaczna część wzrostów ma związek z oczekiwaniami, że Donald Trump i kontrolowany przez Republikanów Kongres wprowadzą pakiet stymulujący dla amerykańskiej gospodarki. Jak realne są to założenia i czy dolar nadal może drożeć – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Plan gospodarczy Donalda Trumpa opiera się na trzech filarach. Pierwszy z nich zakłada zauważalne obniżenie podatków dla konsumentów oraz przedsiębiorstw. Prezydent elekt zapowiada również zwiększenie wydatków infrastrukturalnych oraz zmniejszenie obciążeń regulacyjnych. Ten plan dość szybko został nazwany Trumponomiką – od złożenia słów Trump i economics.

Zdecydowanie najwięcej uwagi poświęca się zmianom podatkowym. Następca Baracka Obamy chce zredukować liczbę progów podatkowych z sześciu do trzech, zmniejszając przy tym obciążenia fiskalne dla wszystkich obywateli. Według waszyngtońskiego think tanku „Tax Foundation” pozwoli to na zwiększenie dochodów netto od ok. 1 proc. dla najmniej zarabiających do 16 proc. dla osób z najwyższymi zarobkami.

Trumponomika zakłada także obniżenie obciążeń fiskalnych dla przedsiębiorstw z 35 proc. do 15 proc. Warto jednak zauważyć, że realna zmiana nie wynosi aż 20 pkt procentowych, gdyż przedsiębiorstwa stosują różnego rodzaju odliczenia, a podatek jest uzależniony od wielkości zysku.

Stosunkowo niewiele wiadomo natomiast na temat nowych wydatków prócz tego, że w ciągu 10 lat skumulowana wartość nowych inwestycji infrastrukturalnych ma wynieść 1 bilion dolarów.

Koszty i szanse na wprowadzenie zmian

Szacunki wprowadzenia kosztów powyższych modyfikacji podatkowych znacznie się różnią. Według wcześniej cytowanego „Tax Foundation” wyniosą one w okresie najbliższej dekady od 4.3 do 5.9 biliona dolarów. Natomiast według modelu dynamicznego (zakładającego wzrost bazy podatkowej ze względu np. na wyższe zatrudnienie) będą one kosztowały od 2.6 do 3.9 biliona dolarów.

Z kolei „The Tax Policy Centre” szacuje, że Trumponomika w ciągu 10 lat obciąży finanse publiczne kwotą 7.2 biliona dolarów, co powiększy dług do PKB o 26 pkt proc. Biorąc pod uwagę powyższe wyliczenia oraz dodatkowe wydatki infrastrukturalne, jest mała szansa, by wszystkie inicjatywy weszły w życie.

Zdecydowanie bardziej prawdopodobne jest, że finalna zmiana podatków oprze się na założeniach przedstawionych w połowie zeszłego roku przez jednego z liderów Republikanów i spikera Izby Reprezentantów Paula Ryana. Jego plan także zakłada zmniejszenie liczby progów podatkowych z sześciu do trzech i obniżenie obciążeń fiskalnych dla przedsiębiorstw, ale szacowane koszty tych zmian według „Tax Foundation” mają wynieść 2.4 biliona dolarów, a w modelu dynamicznym jedynie 191 miliardów dolarów.

Wpływ na gospodarkę

Oczywiście niezwykle trudno oszacować wpływ opisanych zmian na gospodarkę, nie wiedząc, jaka ich część zostanie wprowadzona w życie. Wyzwanie podjęła jednak „Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju” (OECD). Na podstawie dostępnych informacji założyła ona, że w latach 2017-2018 wzrost wydatków rządowych i inwestycji publicznych zwiększy się 0.25 pkt proc. PKB (gdzie PKB to około 18 bilionów dolarów) rocznie.

OECD w swoim modelu uwzględniała również zmniejszenie się przychodów z podatków od osób fizycznych oraz prawnych w najbliższych dwóch latach odpowiednio o 0.5 pkt proc. PKB i 0.75 pkt proc. PKB rocznie. Szacowana stymulacja fiskalna ma między innymi zwiększyć wzrost gospodarczy w 2018 r. z oczekiwanych wcześniej 2.2 proc. do 3 proc.

Według OECD szybszy wzrost gospodarczy spowoduje tylko niewielkie podniesienie się długu w relacji do PKB w analizowanych dwóch latach. Jednak organizacja zwraca uwagę, że w dłuższym okresie „pewnego rodzaju dostosowania fiskalne będą konieczne, by zapewnić równowagę fiskalną”.

Skutki dla dolara

Gospodarka Stanów Zjednoczonych znalazła się w dość specyficznym momencie. Od dłuższego czasu rozwija się ona w tempie zgodnym z potencjałem, a niska stopa bezrobocia (4.6 proc. w listopadzie) sugeruje, że pozostaje stosunkowo niewiele wolnych zasobów siły roboczej. Dodatkowo Rezerwa Federalna (Fed) rozpoczęła pod koniec 2015 r. cykl podwyżek stóp procentowych, zanim jeszcze jakiekolwiek plany stymulacji fiskalnej były ogłoszone.

Wprowadzenie w tym momencie dość silnej stymulacji fiskalnej może spowodować konieczność bardziej agresywnego podnoszenia stóp procentowych, by nie doprowadzić do przegrzania się gospodarki. Model OECD pokazuje, że w 2018 r. długoterminowe stopy procentowe (wyrażone w rentownościach 10-letnich obligacji skarbowych) sięgną 3.6 proc. To olbrzymia zmiana, biorąc pod uwagę, że od początku listopada wzrosły one o ok. 0.6 pkt proc. – do 2.4 proc., a była to jedna z głównych przyczyn rekordowo wysokiej wyceny dolara.

W związku z tym, mimo spadku wartości amerykańskiej waluty w ostatnich dniach, nadal można oczekiwać, że 15-letnie szczyty w okolicach 4.25 zł zostaną przekroczone w kolejnych kwartałach. Jeżeli na dodatek okaże się, że stymulacja fiskalna w USA staje się bliższa planom Trumpa niż Ryana, to dolar już niedługo może kosztować więcej niż euro i być notowany w przedziale 4.50 – 4.70 złotego.

Francja poza euro? Bitcoin drożeje

Opuszczanie strefy euro jest popularnym postulatem skrajnych partii politycznych w Europie. Teraz czas na Francję. Poznaliśmy szczegóły posiedzenia FED. Bitcoin rekordowo drogi.

Czarny scenariusz dla strefy euro

Wydawać by się mogło, że dla rynków walutowych trudno sobie wyobrazić gorsze zjawisko niż Brexit. Jak jednak nietrudno się domyślić wyobraźnia regularnie przegrywa z rzeczywistością. Udowodniła to kandydatka Frontu Narodowego w wyborach prezydenckich we Francji, Marine Le Pen. Zapowiedziała ona zdenominowanie długu Francji w lokalnej walucie po opuszczeniu Unii Walutowej. To, że kandydatka nie wyjaśniła jak zamierza doprowadzić do wyjścia ze wspólnej strefy walutowej to tylko jeden problem. Nie potrafi również powiedzieć jak zamierza skłonić posiadaczy obligacji by dokonali zmiany waluty w której ich zobowiązania są wyrażone. Co ciekawe waluta Francji ma być ściśle powiązana z euro z rzadkimi korektami. Jedno jest pewne, biorąc pod uwagę obecne sondaże i to co wydarzyło się w wyborach w ostatnich czasach nie można lekceważyć tej sytuacji.

Protokół z posiedzenia FED

Wczoraj poznaliśmy szczegóły grudniowego posiedzenia FED. To to spotkanie na którym doszło do podwyżki stóp procentowych. Wyraźnie w wypowiedziach widać oczekiwania kolejnych podwyżek stóp w 2017 roku. Rynek na razie spodziewa się 2-3 podwyżek.  Nie pojawiły się, żadne ważne dla rynków walutowych informacje. Nie może zatem dziwić brak reakcji na walutach. Było natomiast widać wzrosty na giełdach w USA.

Bitcoin powyżej 5000 złotych

Kryptowaluty trochę ostatnio przycichły. Sam bitcoin po osiągnięciu szczytów w 2013 roku miał słabszą passę. Rok 2016 był jednak wyjątkowo dobry. W przypadku ceny dolarowej jesteśmy właśnie w okolicach historycznych maksimów. Ponieważ kryptowaluta notowana jest na wielu giełdach wciąż trwają dyskusje, czy już przebito historyczne maksimum czy jeszcze nie. W przypadku ceny złotowej rekord padł już dawno, gdyż w 2013 roku podczas poprzedniej górki dolar nie kosztował w okolicach 3 złotych. Czy to znaczy, że znowu wraca zagrożenie odejścia od normalnych walut? Na razie z pewnością nic takiego w nadchodzących latach się nie wydarzy. Zjawisko to wciąż jest marginesem, aczkolwiek marginesem rozpalającym wyobraźnie wielu osób na świecie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  1. 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  2. 16:00 – USA – raport ISM dla usług,
  3. 17:00 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Liczba upadłości i restrukturyzacji w Polsce w 2016 roku wzrosła o 3%

Liczba upadłości i restrukturyzacji polskich przedsiębiorstw w 2016 roku wzrosła o 3% – do 760 podmiotów. Oznacza to przerwanie pozytywnego trendu spadku postępowań, który został zapoczątkowany w 2013 roku. Sprzyjające otoczenie makroekonomiczne uległo spowolnieniu w zeszłym roku.

Zgodnie z przewidywaniami Coface, wzrost PKB Polski w 2016 roku sięgnie 2,7%. Jest to ewidentnie niższe tempo, niż 3,9% odnotowane w 2015.

Jednak to nie wolniejsze tempo rozwoju naszej gospodarki było głównym powodem zwiększenia liczby upadłości i restrukturyzacji polskich firm.

– Główną przyczyną była zmiana prawa upadłościowego i wprowadzenie prawa restrukturyzacyjnego do polskiego systemu prawnego przedsiębiorstw – powiedział agencji eNewsroom.pl Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej

– Restrukturyzacje stały się coraz powszechniejszą i popularną formą wykorzystywaną przez przedsiębiorstwa, które były zagrożone niewypłacalnością lub już były niewypłacalne.

W pierwszej połowie 2016 roku liczba restrukturyzacji odpowiadała za 17% wszystkich postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych w Polsce. W drugiej połowie roku już 1/3 postępowań to były restrukturyzacje. W związku z tym widzimy rosnącą popularność wykorzystywania tej formy wśród polskich przedsiębiorstw, które borykają się z trudnościami płatniczymi.

Wprowadzone rozwiązania prawne można ocenić – na razie – pozytywnie i widać, że firmy sięgają po ten środek naprawczy. Pełna ocena wprowadzonej ustawy będzie możliwa dopiero po kilku kwartałach – może nawet po kilku latach – gdy zobaczymy, czy restrukturyzacje rzeczywiście naprawiają przedsiębiorstwa i przynoszą efekty – podsumował Sielewicz.

Od 1 stycznia rozliczenia między firmami powyżej 15tys. tylko przelewem

Od 1 stycznia wszystkie rozliczenia pomiędzy firmami na kwotę powyżej 15 tys. zł muszą być wykonywane poprzez przelew bankowy. To ułatwi kontrolę podatkową, ale też uderzy w szarą strefę, jednak konsekwencje będą zaskakujące.

Obniżenie z 15 tys. euro do 15 tys. zł limitu transakcji gotówkowych dokonywanych przez firmy – zakłada nowelizacja ustawy o podatku PIT, CIT oraz ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, która weszła w życie 1 stycznia 2017 roku.

Zagrożenie jest takie, że przedsiębiorcy częściowo funkcjonujący w szarej strefie jeszcze bardziej będą w niej funkcjonować. – Zasklepią sie w swoim środowisku biznesowym – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tomasz Zalewski, doradca podatkowy i partner w kancelarii prawniczej Kochański Zięba i Partnerzy.

W materiale wideo więcej także o tym, jakie będą konsekwencje dla przedsiębiorców nierozliczenia faktur poprzez przelew bankowy.

AKCENTA: Zapowiada się udany rok dla polskiej gospodarki

Wszystko wskazuje na to, że 2017 rok będzie dla polskiej gospodarki udany. Choć po opublikowanych pod koniec minionego roku wynikach PKB za Ili kwartał, które wskazywały na spowolnienie polskiej gospodarki, na rynkach zapanowała nerwowa atmosfera, to na razie wszystko wskazuje na to, że spowolnienie było tylko chwilowe. Lepsze wykorzystanie transferów z funduszy strukturalnych UE oraz dobre wyniki gospodarki europejskiej sugerują, że oczekiwania NBP co do tegorocznego wzrostu PKB o 3,6% mogą się spełnić.

Pozytywnie można również ocenić dane z gospodarki niemieckiej, które poznaliśmy na początku obecnego roku, jak również dobre wyniki polskiego indeksu PMI. Chociaż istnieją ryzyka dotyczące m.in. przebiegu negocjacji Wielkiej Brytanii w sprawie wyjścia z UE, niepewności związanej z pierwszymi krokami Donalda Trumpa jako prezydenta                 Stanów Zjednoczonych czy niestabilności politycznej we Włoszech, to żadne z nich nie powinny mieć w tym momencie zasadniczego wpływu na aktualny rozwój polskiej gospodarki.

Sytuacja gospodarcza w Polsce powinna być w 2017 roku stabilna, co jest dobrą wiadomością dla polskiej waluty.

Szanse, że złoty będzie w tym roku się umacniać są bardzo realne. Umocnienie złotego nie będzie dobrą wiadomością dla eksporterów, ale ucieszą się z niej importerzy. Silna krajowa waluta oznaczałaby też wzrost siły nabywczej polskiej gospodarki domowej oraz szansę na tańszą spłatę kredytów hipotecznych w obcych walutach.

AKCENTA CZ a.s.

Grzegorz Sielewicz: Przed nami spadek bezrobocia i wzrost wynagrodzeń

W 2017 r. stopa bezrobocia będzie spadać, a wynagrodzenia będą rosnąć. W drugiej połowie roku powróci ożywienie inwestycyjne ze strony przedsiębiorstw. Jednak program 500+ nie wywoła takiego ożywienia konsumpcji, jak się spodziewał rząd.

W ocenie głównego ekonomisty Coface w Regionie Europy Środkowej Grzegorza Sielewicza PKB wzrośnie o 3,1 proc., czyli wzrost będzie niższy niż rząd założył w projekcie ustawy budżetowej (3,6 proc.).

Więcej o tym co przyniesie 2017 r. w materiale wideo przygotowanym przez MarketNews24.

Galeria Świdnicka zmieni właściciela

22 grudnia Rank Progress S.A. zawarł przedwstępną umowę sprzedaży Galerii Świdnickiej. Kupujący, Calioppe Investments Sp. z o. o. przejmie obiekt w połowie 2017 roku, kiedy spełnią się warunki z umowy przyrzeczonej. Łączna wartość transakcji to 26,7 mln euro.

Galeria Świdnicka, otwarta w marcu 2012 roku to pierwsze w Świdnicy centrum handlowe nowej generacji, posiada łącznie 23 tys. mkw. powierzchni użytkowej oraz 15,5 tys. mkw. powierzchni GLA. Wśród najemców są między innymi takie marki, jak: Apart, CCC, Cropptown, Diverse, Esotiq & Henderson, House, Sinsay, Mohito, Monnari, Orsay, Reserved, Giacomo Conti, Wojas i Big Star, a także sieci: Empik, Intermarche, Kolporter, Media Expert, Pepco, JYSK czy Rossmann. Klienci galerii mogą również korzystać z oferty biura podróży ITAKA, wielosalowego kina, centrum fitness oraz restauracji: Broaster Chicken, Choice i Efez.

Sprzedającemu, Rank Progress S.A. doradzają eksperci z BNP Paribas Real Estate: Piotr Goździewicz (Dyrektor) i Rafał Proczek (Konsultant), Dział Rynków Kapitalowych, Europa Środkowo-Wschodnia.

Podsumowanie 2016 roku w Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej

29 inwestycji o wartości ponad 1,9 mld złotych, których skutkiem będzie utworzenie ponad 1600 nowych miejsc pracy. Największa w Polsce i pierwsza w Europie wg Financial Times, Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna podsumowała 20. rok działalności.

– Podsumowując mijający rok mogę powiedzieć iż był on dla nas niezwykle udany. Osiągnięcie bardzo dobrych wyników było możliwe dzięki konsekwentnej realizacji naszej strategii i zaangażowaniu całego zespołu. Liczę iż również 2017 przyniesie nam powody do satysfakcji – mówi Piotr Wojaczek, prezes KSSE S.A. – Oczekujemy utrzymania trendu zainteresowania inwestycjami w KSSE ze strony firm MŚP. Nasze działania na rzecz optymalizacji oferty dla tego segmentu, jak np. projekt KSENNON w Żorach, a także nowy projekt budowy hali w Bytomiu realizowany przez katowicką strefę wspólnie z Bytomską Agencją Rozwoju Inwestycji, doceniają sami przedsiębiorcy i organizatorzy rankingu FDI Business Financial Times, którzy w minionej edycji oprócz tytułu najlepszej strefy w Europie, przyznali nam rekomendację za idealne miejsce dla rozwoju MŚP. Szacujemy także iż w 2017 nawet połowę nowych projektów będą stanowiły te realizowane przez firmy z branży motoryzacyjnej. Pojawianie się kolejnych inwestorów z tej branży nie powinno zaskakiwać, gdyż jest efektem konsekwentnego budowania kompetencji regionu w tym obszarze, do czego przyczynia się m.in. działalność klastra Silesia Automotive & Advanced Manufacturing. Spodziewamy się również nowych projektów z sektorów BPO i IT. Przewidujemy, że ich lokalizacją będą mniejsze centra naszego regionu – Częstochowa, Tychy, czy Bielsko-Biała – dodaje Piotr Wojaczek.

Dziewięciu spośród nowych inwestorów (ponad 30 proc.) katowickiej strefy w 2016 roku reprezentowało sektor MŚP. W tej grupie zdecydowaną większość (osiem firm) stanowiły polskie przedsiębiorstwa.Pod względem kraju pochodzenia kapitału najwięcej, bo dziesięciu nowych inwestorów reprezentowało kapitał polski (blisko 35 proc.). Polskie firmy zadeklarowały nakłady inwestycyjne o wartości pond 91 mln złotych i zatrudnienie ponad 135 osób. Poza rodzimymi firmami w minionym roku na realizację inwestycji w katowickiej strefie zdecydowały się przedsiębiorstwa z Korei Południowej (pięć projektów), Niemiec, Włoch, USA – po trzy projekty oraz Japonii, Holandii, Francji, Belgii i Wielkiej Brytanii – po jednym projekcie.

29 inwestorów, którzy w 2016 roku weszli do KSSE z nowymi projektami zadeklarowało utworzenie co najmniej 1600 nowych miejsc pracy. Utworzenie największej liczby nowych miejsc pracy zadeklarowały firmy niemieckie i koreańskie – w obu przypadkach po ponad 550. Jednocześnie faktyczny przyrost wszystkich miejsc pracy w 2016 roku, będący realizacją zobowiązań inwestorów z lat ubiegłych, na terenie całej Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej wyniósł ponad 4 tys. etatów.

W 2016 roku projektem o najwyższej wartości inwestycji i największej liczbie nowotworzonych miejsc pracy była budowa zakładu IFA Powertrain w Ujeździe (woj. opolskie), w którym wytwarzane będą półosie do samochodów osobowych. Kwota inwestycji to 437 mln złotych. Zatrudnienie znajdzie tam 420 osób.

Największą łączną wartość deklarowanych inwestycji miały projekty zgłoszone przez firmy niemieckie – łącznie ponad 670 mln złotych.

Wśród zeszłorocznych projektów katowickiej strefy ze względu na branże, które reprezentują inwestorzy dominowały te realizowane przez podmioty z sektora motoryzacyjnego – 13 projektów (44 proc.). Reprezentowane były również branże: wyrobów ze szkła, tworzyw sztucznych, papiernicza, metalowa, maszynowa, logistyczna, chemiczna, budowlana i browarnicza.

Najwięcej nowych projektów 2016 roku zlokalizowanych zostało na terenach Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Żorach (pięć). Inne lokalizacje, na których udzielono zezwoleń w minionym roku to: Częstochowa, Gliwice, Zabrze, Radziechowy-Wieprz – po trzy zezwolenia, Lubliniec – dwa zezwolenia, Bielsko-Biała, Czechowice-Dziedzice, Dąbrowa Górnicza, Jastrzębie Zdrój, Myszków, Siemianowice Śląskie, Sosnowiec, Tychy i Ujazd – po jednym.

– Warto dodać, że obecność inwestorów w KSSE, obok działalności produkcyjnej w coraz większym zakresie wiąże się z tworzeniem centrów badawczo-rozwojowych. Centra stworzyły takie koncerny jak Valeo, TRW, Guardian czy Tenneco Automotive. Rozwiązania opracowywane dla wykorzystywanych na całym świecie produktów powstają w naszym regionie. Należy także pamiętać, że proces produkcji niejednokrotnie wiąże się z outsourcingiem procesów przez wielkie koncerny do działających w strefie kooperantów, co pozwala rozwijać im nowe, innowacyjne techniki, które znajdują zastosowanie w dostarczanych elementach i tym samym również w drugą stronę następuje transfer wiedzy – mówi Piotr Wojaczek.

Dobre zamknięcie 2016 roku w KSSE S.A. było możliwe m.in. dzięki rozstrzygnięciu w grudniu pięciu postępowań, w których udzielono zezwoleń na realizację projektów o łącznej wartości 237 milionów złotych, w ramach których powstanie nawet 240 nowych miejsc pracy. Nowe inwestycje będą realizowane w Czechowicach-Dziedzicach, Siemianowicach Śląskich, Żorach, Zabrzu i Lublińcu. Największe z nich to inwestycja francuskiej firmy motoryzacyjnej Valeo, która zrealizuje projekt o wartości 125 mln złotych, utworzy 70 nowych miejsc pracy i utrzyma ponad 1400 dotychczas istniejących oraz Adient Seating Poland (wcześniej Johnson Controls), która w Siemianowicach Śląskich inwestując 92 mln złotych utworzy ponad 110 nowych i utrzyma 1000 dotychczasowych miejsc pracy.

W kolejnych tygodniach oczekiwane jest rozstrzygnięcie pierwszych czterech ogłoszonych jeszcze w 2016 roku przetargów – dwóch w Częstochowie, a także w Ujeździe i Bytomiu.

Toyota najczęściej wybieraną marką przez Polaków

Toyota jest pierwszą, najchętniej wybieraną przez klientów indywidualnych marką motoryzacyjną według danych PZPM o rejestracji nowych aut. W 2016 roku nabywcy prywatni zarejestrowali 15 642 samochodów producenta. Jednocześnie Toyota odnotowała w tym roku najwyższą sprzedaż w swojej historii w Polsce, bijąc ubiegłoroczny rekord. Marka sprzedała 42 913 samochodów, o 16 procent więcej niż w roku poprzednim. Aż 19-procentowy udział w tej liczbie miały auta z napędem hybrydowym. Ich sprzedaż wzrosła względem 2015 roku ponad dwukrotnie do poziomu 8 364 samochodów.

  • Toyota najchętniej wybieraną przez Polaków marką motoryzacyjną;
  • Rekordowa sprzedaż w historii marki w Polsce – 42 913 aut (wzrost o 16 procent);
  • Piąty z rzędu rok wzrostu sprzedaży samochodów Toyoty w Polsce;
  • Rekordowy rok sprzedaży hybryd – 8 364 samochody, wzrost o 119 procent;
  • Co piąta nowa Toyota jest hybrydą;
  • 35 procent Aurisów, 75 procent C-HR i 49 procent RAV4 sprzedanych w 2016 roku to hybrydy.

Polscy klienci indywidualni zarejestrowali w 2016 roku 15 642 samochody marki Toyota, o 14,5 procent więcej niż rok wcześniej. Tym samym Toyota ponownie okazała się najpopularniejszą marką wśród Polaków.

W 2016 roku Toyota pobiła po raz drugi z rzędu rekord sprzedaży. Polscy klienci kupili 42 913 samochody tej marki, o 16 procent więcej niż rok wcześniej. Był to piąty z kolei rok wzrostu sprzedaży na polskim rynku.

Toyota ugruntowała w minionym roku swoją pozycję niekwestionowanego lidera hybryd. Ich sprzedaż wzrosła z 3 819 samochodów w 2015 roku do 8 364 aut w 2016 roku. Wzrost wyniósł 4 544 egzemplarzy (119 procent). Obecnie już co piąta Toyota opuszczająca polski salon jest hybrydą.

Do tego spektakularnego sukcesu przyczyniły się nowe modele hybrydowe w ofercie marki oraz stale rosnąca popularność hybrydowych wersji Aurisa i Yarisa. W ubiegłym roku zadebiutowała czwarta generacja Priusa, dzięki której wzrosła sprzedaż tego modelu. Nowy RAV4 po raz pierwszy dostępny z napędem hybrydowym znalazł 2 245 nabywców i od razu stał się najczęściej wybieraną wersją napędową tego modelu (49 procent całkowitej sprzedaży). Bestsellerem okazał się także nowy model – crossover C-HR, którego wersja miała aż 75 procent całkowitej sprzedaży modelu.

Auris Hybrid ponownie okazał się najpopularniejszym samochodem hybrydowym w Polsce, z wynikiem 3666 egzemplarzy, o 977 egzemplarzy (36 procent) wyższym niż w 2015 roku. Wersja hybrydowa jest nadal najchętniej wybieraną wersją silnikową tego modelu i stanowi 35 procent całkowitej sprzedaży (wzrost z 27 procent w roku poprzednim). Salony opuściło też 1 670 egzemplarzy Yarisa Hybrid, o 557 (50 procent) więcej niż rok wcześniej. Udział tej wersji w całkowitej sprzedaży modelu wzrósł z 11 do 14 procent.

Rok 2016 stał pod znakiem premier Toyoty. Obok nowego Priusa i C-HR oraz nowej wersji RAV4 z rozszerzoną gamą napędów zadebiutowała także odświeżona Corolla oraz 8. generacja Hiluxa i 2. generacja PROACE w wersji dostawczej Van i osobowej Verso. Hilux zyskał 459 nabywców, o 30 procent więcej niż rok wcześniej. Sprzedaż Corolli wzrosła o 15 procent do 4765 egzemplarzy.

Rejestracja nowych samochodów 2016

NIK o budowaniu i funkcjonowaniu Polskiej Grupy Zbrojeniowej

Konsolidacja sektora przemysłu obronnego w strukturze nowego podmiotu gospodarczego – Polskiej Grupie Zbrojeniowej S.A. – nie została poprzedzona rzetelnymi analizami systemowymi. Jedynym celem procesu była koncentracja kapitału, bez określenia planu konsolidacji spółek wniesionych do Grupy i wynikających z tego potencjalnych korzyści. Mimo upływu trzech lat od jej utworzenia nie została przedstawiona ostateczna wizja funkcjonowania Grupy i nadal nie wdrożono jej strategii. Wciąż nie są osiągane korzyści dla Sił Zbrojnych RP w postaci dostaw uzbrojenia i sprzętu wojskowego oraz usprawnienia procesu modernizacji polskiej armii.

 

W 2013 r. podjęto decyzję o utworzeniu Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A. (PGZ), mającej konsolidować przedsiębiorstwa przemysłu obronnego będące własnością Skarbu Państwa. Miała ona zastąpić zakończoną fiaskiem, a trwającą od początku 2000 r., koncentrację produkcji zbrojeniowej przeprowadzaną w ramach Polskiego Holdingu Obronnego (dawny Bumar). Główną przyczyną niepowodzenia był sprzeciw Grupy Huta Stalowa Wola i niechęć 11 wojskowych przedsiębiorstw remontowo – produkcyjnych, wspieranych w tym przez Ministerstwo Obrony Narodowej. Obecnie PGZ S.A. skupia 60 firm, głównie z branży zbrojeniowej, a jej kapitał wynosi ponad 5 mld zł.

Celem kontroli NIK była ocena, czy proces tworzenia Polskiej Grupy Zbrojeniowe S.A. przebiegał prawidłowo, a zakładane rezultaty utworzenia i działalność Grupy zostały osiągnięte. Badaniami objęto okres od początku 2012 r. do połowy 2016 r.

NIK zauważa, że efektywna konsolidacja ma kluczowe znaczenie w procesie modernizacji technicznej polskiej armii. Jednak utworzenie PGZ nie było poprzedzone rzetelnymi analizami, które pozwoliłyby uniknąć błędów. W momencie powstawania Grupy nie stworzono jej biznes planu i strategii działania. Dlatego NIK negatywnie ocenia przygotowanie projektu  konsolidacji przedsiębiorstw przemysłu obronnego.

Ministerstwo Skarbu Państwa nie stworzyło programu operacyjnego określającego: jasno sprecyzowane cele konsolidacji spółek przemysłu zbrojeniowego w ramach PGZ, procedurę opisującą ścieżkę dojścia do nich oraz harmonogram uwzględniający sekwencję zdarzeń i niezbędnych czynności. Jedynym wyznaczonym celem procesu była konsolidacja kapitałowa, bez określenia wizji dalszej restrukturyzacji spółek. Założono, że głównym celem grupy jest zgrupowanie przedsiębiorstw przemysłu obronnego, ale nie określono jak osiągnąć i wykorzystać korzyści powstałe po przeprowadzeniu tej operacji.

NIK zauważa, że konsekwencją braku programu i harmonogramu konsolidacji było wydłużenie realizacji tego przedsięwzięcia o prawie 16 miesięcy, w odniesieniu do wstępnych założeń.

Opóźnienia w budowaniu PGZ były spowodowane także podejmowaniem przez Ministra Skarbu pospiesznych decyzji, które w konsekwencji generowały dodatkowe koszty.  Na przykład za szybko, zaraz po podjęciu decyzji o konsolidacji w ramach nowego podmiotu,  zlecono wyceny poszczególnych spółek, wnoszonych do Grupy . Niezbędne do zarejestrowania firm formalności trwały jednak tak długo, że wyceny te, które są ważne tylko przez określony czas, były kwestionowane przez biegłych wyznaczonych przez Sąd rejestrowy. To spowodowało konieczność zamówienia nowych wycen spółek, audytu prawnego i ich weryfikacji, na które wydano prawie 1,5 mln zł. Przebieg działań konsolidacyjnych był w Ministerstwie Skarbu Państwa dokumentowany w sposób nierzetelny, co nie pozwala na jednoznaczne odtworzenie ścieżki decyzyjnej oraz na ustalenie osób odpowiedzialnych za podejmowanie błędnych  decyzji.

Zdaniem NIK wybór siedziby PGZ S.A. w Radomiu nie był uzasadniony względami merytorycznymi, w momencie podejmowania tej decyzji. Podjął ją Minister Skarbu Państwa bez konsultacji z Ministrem Obrony Narodowej. Wynajęte w Radomiu powierzchnie biurowe przekraczają bieżące potrzeby Grupy. Bowiem faktyczna działalność Spółki, w tym jej Zarządu, ma miejsce w Warszawie. W związku z tym w stolicy wynajmowana jest powierzchnia biurowa. Jej dublowanie generuje dodatkowe koszty.

Jako przykład obrazujący brak strategii i planu działania  podczas tworzenia nowej grupy można podać zaangażowanie w jej budowanie Agencji Rozwoju Przemysłu S.A. Nie było to przewidywane w założeniach i wstępnych harmonogramach konsolidacji przemysłowego potencjału obronnego. Wniesienie przez Agencję wkładu pieniężnego w wysokości 250 mln zł do PGZ S.A., na sugestię i za zgodą Ministra Skarbu Państwa, wymagało odstąpienia od stosowania wewnętrznych zasad gospodarowania środkami finansowymi. O braku spójności zaangażowania Agencji z jej strategią, świadczy fakt, iż po upływie około siedmiu miesięcy od przystąpienia do budowy PGZ S.A. ARP podjęła próby wycofania jej zaangażowania kapitałowego w tej spółce.

NIK zauważa także, że Ministerstwo Skarbu Państwa podczas tworzenia nowej Grupy nie wypracowało koncepcji przyszłej działalności Polskiego Holdingu Obronnego, po przekazaniu spółek do PGZ S.A. Nie określono dalszego celu działania, bądź terminu zakończenia funkcjonowania Holdingu. Konieczność opracowania strategii działania PHO pozostawiono samej Spółce, mimo, iż nie wie ona, jakie są plany jej właścicieli wobec niej,  a w szczególności  możliwości pozyskania nowych środków na jej rozwój, po przeniesieniu aktywów do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. NIK ocenia, że MSP wykazało brak należytego i aktywnego zainteresowania mieniem Skarbu Państwa w tym zakresie. Minister SP jako organ reprezentujący właściciela – Skarb Państwa – powinien rozstrzygnąć i zdecydować, w jakim celu PHO miała dalej funkcjonować po wyłączeniu z niej najważniejszych aktywów, nie zaś oczekiwać, iż posiadana przez niego spółka sama znajdzie pomysł na swoje dalsze działanie.

Ustalenia kontroli wskazują na brak podejścia do rozwiązywania problemów sektora przemysłu obronnego w sposób systemowy i strategiczny. Mimo upływu trzech lat od utworzenia PGZ nie została przedstawiona ostateczna wizja funkcjonowania nowo utworzonej grupy kapitałowej i nie doprowadzono do wdrożenia jej strategii. W związku z tym nadal nie są osiągane potencjalne korzyści dla Sił Zbrojnych RP w postaci dostaw uzbrojenia i sprzętu wojskowego oraz usprawnienia procesu modernizacji polskiej armii.

Dodatkowo NIK zauważa, iż przejęcie przez Ministerstwo Obrony Narodowej nowych zadań w zakresie nadzoru właścicielskiego nad PGZ i PHO nastąpiło bez uprzedniego przygotowania instytucjonalnego. Bowiem Ministerstwo nie posiadało w swoich strukturach komórek specjalizujących się w sprawach nadzoru właścicielskiego. Minister Obrony Narodowej otrzymał pełnomocnictwo Ministra Skarbu Państwa i uzyskał uprawnienia właścicielskie wobec PGZ S.A w listopadzie 2015 r., po objęciu swej ministerialnej funkcji. Brak przygotowania organizacyjnego Ministra Obrony Narodowej do nadzoru nad PGZ i spółkami przemysłowego potencjału obronnego stwarza ryzyko niezapewnienia właściwej kontroli.

Uwagi i wnioski

Ministerstwo Skarbu Państwa nie potrafiło ocenić skuteczności procesu konsolidacji. Nie było w stanie rzetelnie ocenić wpływu powstania PGZ S.A. na dostawy uzbrojenia i sprzętu wojskowego oraz usprawnienia procesu modernizacji polskiej armii.

NIK zwróciła się z wnioskami do Ministra Skarbu Państwa o:

  • wypracowanie strategii właścicielskiej dalszego funkcjonowania PHO Sp. z o.o., która jest znaczącym akcjonariuszem PGZ S.A.,
  • uregulowanie zasad współpracy z Ministrem Obrony Narodowej w wykonywaniu uprawnień właścicielskich wobec PGZ S.A. oraz PHO Sp. z o.o.

Do Zarządu PGZ S.A. NIK skierowała wniosek o dokonanie analizy zasadności utrzymywania dwóch lokalizacji biur Spółki oraz podjęcie próby negocjacji umowy najmu pomieszczeń biurowych w Radomiu, w celu dostosowanie jej warunków do realnych potrzeb PGZ.

Najwyższa Izba Kontroli zwróciła również uwagę na konieczność zapewnienia odpowiedniego nadzoru nad spółkami z udziałem Skarbu Państwa realizującymi zadania przemysłowego potencjału obronnego – po zapowiadanej na koniec 2016 r. likwidacji Ministerstwa Skarbu Państwa.

Wyniki sprzedaży Ronson Development. Rekordowy IV kwartał 2016 r.

  • Ronson Development w IV kwartale 2016 r. osiągnął najlepszy w swojej historii wynik 275 sprzedanych mieszkań, co stanowi wzrost o 11% w porównaniu z analogicznym okresem 2015 r. W całym 2016 r. Ronson sprzedał łącznie 821 lokali wobec 906 lokali sprzedanych w rekordowym 2015 r.
  • Ostatni kwartał 2016 r. był również najlepszy w historii Spółki pod względem liczby lokali przekazanych nabywcom. Ronson przekazał klucze do 275 lokali, o 12% więcej niż w IV kwartale 2015 r. Liczba lokali przekazanych w IV kwartale br. była zatem dokładnie taka sama jak liczba lokali sprzedanych w tym okresie. W całym 2016 r. Ronson przekazał nabywcom łącznie 790 lokali, co stanowi wzrost o blisko 14% r/r.
  • Rekordowa liczba przekazanych lokali powinna przełożyć się na spodziewane znacznie wyższe wyniki finansowe w porównaniu z 2015 r. – i to bez uwzględnienia transakcji sprzedaży projektu Nova Królikarnia, sfinalizowanej w grudniu, oraz jej znaczącego pozytywnego wpływu na ubiegłoroczne wyniki finansowe.

Ronson Development – sprzedaż i przekazania lokali

Liczba lokali 4Q 2016 4Q 2015 Zmiana r/r 2016 2015 Zmiana r/r
Sprzedaż 275 248 +11% 821 906 -9%
Przekazania 275 245 +12% 790 696 +14%

 

– Ostatni kwartał 2016 r. był dla nas rekordowy zarówno pod względem sprzedaży, jak i liczby przekazanych lokali. Największą popularnością wśród nabywców niezmiennie cieszył się projekt City Link na warszawskiej Woli, w ramach którego w samym IV kwartale sprzedaliśmy 83 lokale, a w całym ubiegłym roku aż 237. Dużym zainteresowaniem cieszyły się ponadto warszawskie Espresso oraz poznańska Kamienica Jeżyce. Łącznie we wszystkich naszych projektach w 2016 r. sprzedaliśmy 821 lokali, czyli nieco mniej niż w rekordowym 2015 r., zgodnie z naszymi zapowiedziami po III kwartale ubiegłego roku. Spadek ten wynika głównie z tego, że w 2016 r. nie uruchomiliśmy projektu Marina Miasto we Wrocławiu, jak pierwotnie zakładaliśmy, a z projektem Miasto Moje na warszawskiej Białołęce wystartowaliśmy później niż planowaliśmy – powiedział Tomasz Łapiński, dyrektor finansowy Ronson Development.

– Powodem do satysfakcji jest dla nas również przekazanie klientom 790 lokali w 2016 r. W samym IV kwartale wydaliśmy klucze do 275 lokali, co zarówno w ujęciu kwartalnym, jak i rocznym było najlepszym wynikiem w naszej historii. Przełoży się to na istotny wzrost przychodów Ronson Development w porównaniu z analogicznymi okresami 2015 r. W IV kwartale na wyniki pracował głównie drugi etap naszego bardzo rentownego projektu Moko w Warszawie, ukończony w listopadzie, a także pierwszy etap Kamienicy Jeżyce w Poznaniu, którego realizację zakończyliśmy jeszcze w III kwartale – dodał Tomasz Łapiński.

Pod koniec 2016 r. Ronson uzyskał ponadto pozwolenie na użytkowanie dla trzeciego etapu warszawskiej inwestycji Espresso oraz drugiego etapu poznańskiej Kamienicy Jeżyce, przy czym większość lokali wybudowanych i sprzedanych w ramach tych projektów zostanie przekazana i rozpoznana w wynikach finansowych w I kwartale 2017 r. Tylko w tych dwóch projektach na koniec 2016 r. znalazły się 254 lokale wybudowane i już sprzedane, a czekające jedynie na przekazanie klientom, co oznacza bardzo dobre perspektywy, jeśli chodzi o spodziewane wyniki finansowe za I kwartał 2017 r.

W 2016 r. Ronson zakończył realizację łącznie 7 projektów z 1054 lokalami. W tym samym okresie uruchomił 7 inwestycji obejmujących łącznie 975 lokali. Są to zarówno kolejne etapy wcześniej realizowanych projektów, czyli Espresso IV i City Link III w Warszawie, Chilli City IV i Młody Grunwald III w Poznaniu oraz Panoramika III w Szczecinie, a także zupełnie nowe inwestycje, czyli Nova Królikarnia i Miasto Moje w Warszawie.

Projekt Nova Królikarnia pod koniec ubiegłego roku został sprzedany na rzecz Global City Holdings (GCH) za łączną cenę 175,1 mln zł w ramach transakcji, która umożliwiła GCH wyjście z akcjonariatu Ronson Europe. Szacowany zysk przed opodatkowaniem z tej transakcji w kwocie około 55 mln zł powiększy wyniki Spółki za 2016 r. Ronson będzie wciąż zarządzać projektem Nova Królikarnia, tj. jego dalszą realizacją i sprzedażą mieszkań, na zasadach komercyjnych.

Na koniec 2016 r. oferta Ronson Development obejmowała łącznie 980 lokali (930 lokali bez uwzględnienia Novej Królikarni).

 

Pretekst do wyprzedaży dolara

Dolar amerykański w dalszym ciągu oddala się od 14-letniego szczytu w stosunku do koszyka walut, ponieważ inwestorzy inkasują zyski z dwumiesięcznego rajdu dolara po wygranej Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich Stanów Zjednoczonych.

Dolarowi nie służy plan Trumpa odnośnie drastycznego cięcia podatków, zwiększenia wydatków budżetowych oraz protekcjonizmu handlu zagranicznego. Plany te mogą wpłynąć na przyspieszenie inflacji oraz wyższe rentowności obligacji amerykańskich. Niepewność co do prezydentury Trumpa skłania niektórych inwestorów, by zamknęli swoje długie pozycje na dolarze przed planowaną na 11 stycznia konferencją prasową prezydenta elekta. Przypomnijmy, że jego zaprzysiężenie odbędzie się 20 stycznia.

Wczoraj o godzinie 20:00 opublikowano minutki z ostatniego posiedzenia FOMC, na którym zostały podniesione stopy procentowe o 25 punktów bazowych. Zdaniem większości członków FED, ścieżka podwyżek stóp powinna być stopniowa i niemal wszyscy członkowie uwzględniają w swoich prognozach pozytywny wpływ obniżenia podatków na tempo wzrostu PKB w USA. Protokół nie wniósł nic nowego, dlatego ich wydźwięk był neutralny.

Sesja azjatycka przyniosła dalsze osłabienie dolara. Inwestorzy dostali pretekst w postaci minutek do dalszej wyprzedaży tej waluty.

Ceny ropy mocno rosną po wczorajszej publikacji Amerykańskiego Instytutu Naftowego. Obecny wskaźnik mocno odchylił się od prognoz rynkowych. Przewidywano spadek zapasów ropy o 1,7 mln baryłek, a odczyt pokazał spadek aż o 7,4 mln! W tym tygodniu, raporty na temat ropy wyjątkowo publikowane są dzień później, dlatego oficjalne dane z Departamentu Energii USA poznamy dziś o godzinie 17:00. Konsensus przewiduje spadek o 2,152 mln baryłek.

Maciej Boruc
Manager w KOI Capital

JPK przyśpieszy informatyzację małych i średnich przedsiębiorstw

Patrycja Ptaszek-Strączyńska, dyrektor ds. finansów Macrologic
Patrycja Ptaszek-Strączyńska, dyrektor ds. finansów Macrologic

Jednolity Plik Kontrolny będzie impulsem do informatyzacji polskich przedsiębiorstw — uważa Patrycja Ptaszek-Strączyńska, dyrektor ds. finansów w spółce Macrologic, będącej polskim dostawcą nowoczesnych systemów ERP.

1 stycznia 2017 roku weszły w życie przepisy o tzw. Jednolitym Pliku Kontrolnym, czyli zestawie informacji dotyczących VAT, jakie małe i średnie firmy będę musiały przesyłać drogą elektroniczną do Ministerstwa Finansów. Ekspert Macrologic ocenia, że to nie tylko nowy obowiązek, ale także korzyści dla firm.

— Obecnie tylko połowa średnich firm w Polsce wykorzystuje w swojej działalności systemy ERP, czyli programy sprawozdawcze, ewidencyjne. Wśród małych firm wskaźnik ten wynosi 15 proc. Zmiana wynikająca z przepisów o Jednolitym Pliku Kontrolnym jest pretekstem do tego, by firmy poszerzyły zakres informatyzowania swoich działalności — podkreśla Patrycja Ptaszek-Strączyńska. — Warto też pamiętać, że małe i średnie przedsiębiorstwa muszą w sposób szczegółowy przygotować się na zmiany, które do ich funkcjonowania wprowadzi JPK od lipca 2018 roku. Wtedy istotnie zwiększy się zakres informacji, które będą musiały przekazywać do Ministerstwa Finansów. Taki ustawowy obowiązek przyśpieszy informatyzację tych firm — dodaje.

Przedsiębiorcy uczą się JPK

Poligonem doświadczalnym dla JPK stały się duże przedsiębiorstwa, które zatrudniają więcej niż 250 osób albo mają obroty wyższe niż 50 mln euro rocznie. Te z Jednolitego Pliku Kontrolnego korzystają od lipca 2016 r. Mikroprzedsiębiorcy będą musieli wysyłać w formacie JPK rejestry VAT od 1 stycznia 2018 r. Z kolei małe i średnie firmy pierwszy raport w postaci elektronicznej za styczeń 2017 r. muszą złożyć już do 27 lutego 2017 r.

Głównym celem wprowadzenia Jednolitego Pliku Kontrolnego jest uszczelnienie systemu podatkowego. Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów, w okresie styczeń—październik 2016 r. dochody podatkowe wzrosły o 7,5 proc. rok do roku. Według eksperta Macrologic na razie trudno powiedzieć, czy do tego wzrostu przyczyniło się wprowadzenie JPK w dużych przedsiębiorstwach. W dłuższej perspektywie natomiast może on pomóc w lepszej ściągalności VAT-u.

Polscy przedsiębiorcy dopiero uczą się tego obowiązku. W Europie JPK obowiązuje we Francji, w Portugalii i Luksemburgu, niedługo wprowadzi go Litwa. Wiemy, że np. w Portugalii dochody w pierwszym roku pełnej działalności tej elektronicznej sprawozdawczości wzrosły o 13 proc. – mówi Patrycja Ptaszek-Strączyńska. I podkreśla: — W Polsce oficjalne założenia Ministerstwa Finansów mówią o 15 mld zł oszczędności wynikających z lepszej ściągalności i wykrywalności podatku VAT. Myślę, że może niekoniecznie stanie się to w pierwszym roku obowiązywania nowych rozwiązań prawnych, ale w okresie dwóch lat jest to już realne.

Co to jest JPK?

Jednolity Plik Kontrolny (JPK) to zbiór danych posiadający schemat określony przez ministra finansów, tworzony z systemu informatycznego danego podmiotu poprzez ich bezpośredni eksport. Podatnicy, którzy prowadzą ewidencję VAT przy użyciu programów komputerowych, mają obowiązek przekazywać informację o niej w formie JPK co miesiąc, bez wezwania organu podatkowego. Takie raporty składa się ministrowi finansów za pomocą specjalnej aplikacji. Nieprzesłanie w terminie ewidencji VAT w formie JPK niesie za sobą ryzyko sankcji finansowych.

Noworoczne ożywienie

W pozytywnym nastroju zakończyły wczorajszy dzień rynki w USA. Choć sam dolar tracił na sile, to zyskiwały akcje. Podobnie było w Polsce. W centrum wydarzeń był Fed oraz jego raport.

Z coraz większą werwą zachowują się rynki finansowe po noworocznej przerwie. W dniu wczorajszym dolar był w wyraźnej defensywie. Najważniejszym wydarzeniem okazała się publikacja raportu z ostatniego posiedzenia Fed. Jak można było dowiedzieć się z zapisków, obradujący na ostatnim posiedzeniu są świadomi tego, jakie sutki może przynieść prezydentura Donalda Trumpa. Również i Fed oczekuje wyższego tempa wzrostu PKB. Fed obawia się jednak, iż zmiany te mogą nieść ze sobą ryzyko większego niż się spodziewano wzrostu inflacji.

Umocnienie na amerykańskich parkietach poprzedziły wcześniej wzrosty w Polsce. Główny indeks WIG20 otarł się o psychologiczną barierę 2000 pkt. Dziś dla odmiany natomiast czeka nas publikacja raportu z ostatniego posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego. Istotny będzie też raport ADP z amerykańskiego rynku pracy oraz dane o ilości nowych wniosków o zasiłki dla bezrobotnych.

gold05012017r

Rynek złota odbił się od prognozowanego poziomu wsparcia na 1130$. Teoretycznie ma szansę na wzrosty nawet w okolice 1210$. Niestety na tej drodze pojawiła się już pierwsza przeszkoda – linia na wykresie RSI. Wskaźnik znajduje się przy poziomie 50, więc będzie trudno pokonać tę barierę. Wsparcie dalej mamy na 1130$-1140$.

Sylwester Majewski

Forex-Desk

Dolar ma problemy

Euforyczny start roku w wykonaniu USD już zdążył się przeobrazić w problemy z utrzymaniem rajdu i nawet jastrzębi wydźwięk minutek FOMC nie był w stanie wiele pomóc. Silne umocnienie juana w nocy zabiera inwestorom temat „chińskiego strachu”, którego w styczniu mieli się uczepić, i dodaje presji na dolara. Umocnienie USD w średnim terminie jeszcze się nie zostało zaprzepaszczone, ale rynek na razie nie widzi dla siebie kierunku i czeka na świeży drogowskaz.

Dolar ma problemy, gdyż styczeń przestał przebiegać w schemacie, jakiego inwestorzy się po nim spodziewali. Rynek długu USA ma zadyszkę w pchaniu rentowności wyżej, co podcina dolarowi skrzydła. Rynki nie mają klarownej odpowiedzi na ważne pytanie, na ile są już w cenach: spodziewane zacieśnianie polityki Fed, dobre dane makro i oczekiwania ekspansji fiskalnej ze strony administracji Trumpa. Opublikowane wczoraj minutki z grudniowego posiedzenia FOMC wskazały, że Fed widzi ryzyka w zacieśnianiu się warunków na rynku pracy, a bodziec fiskalny może zmienić nastawienie Fed na jeszcze bardziej jastrzębie i tylko połowa członków Komitetu uwzględniał w swoich dotychczasowych prognozach efekty polityki Trumpa. W protokole pojawiło się nawet zdanie, że niektórzy członkowie obawiają się, że rynek źle odczyta „gradualne tempo” podwyżek jako jedynie jeden lub dwa ruchy w tym roku. Fed wyraźnie szuka wszelkich okazji, by zyskać jak największą elastyczność w prowadzeniu polityki monetarnej i przestawić rynek na oczekiwania co najmniej dwóch podwyżek w 2017 r. Mimo to rynek potrzebuje połączonego efektu retoryki Fed, kontynuacji poprawy w danych, potwierdzenia rządowych planów wsparcia ożywienia, by zyskać przekonanie do odnowienia pozycji w USD. Pod tym kątem jutrzejszy raport z rynku pracy może być kluczowy, gdyż minutki Fed wskazały spadek bezrobocia jako argument za szybszymi podwyżkami.

Drugi element zwrotu rynkowego sentymentu leży w niezrealizowanym scenariuszu kryzysu chińskiego juana. Silny zjazd USD/CNH z ostatnich dwóch dni (ok. 3 proc.) wymazuje całość wzrostów zbudowanych od listopada. Pod koniec roku rynek przygotowywał się na scenariusz wzrostu presji odpływu kapitału z Chin (reset limitów zakupu dewiz przez Chińczyków), ale nic takiego się nie stało. Domykanie nietrafionych pozycji w walutach azjatyckich dodaje presji podażowej na USD, która rozlewa się także na crossy z walutami G10. Psychologiczny efekt utracenia przez inwestorów kolejnego „pewnego” tematu na nowy rok podkopuje pewność pokładaną w posiadanych pozycjach. Do tego dochodzi generalnie pozytywny wydźwięk danych makro, nie tylko z Chin, ale ogólnie ze świata (solidne odczyty PMI), co wspiera apetyt na ryzyko, a niekoniecznie na USD.

Zatem pozycjonowanie podlega istotnej rewizji i choć uważamy, że średnioterminowy rajd dolara nie został jeszcze przekreślony, teraz może być moment by na chwilę ustawić się z boku i poczekać na opadnięcie kurzu. Od strony technicznej jesteśmy względnie daleko od poziomów, które świadczyłyby od odwróceniu trendu (mam na myśli np. EUR/USD, USD/JPY). Kalendarz na dziś zawiera kilka ważnych raportów, które mogą pomóc w okrzepnięciu nastawienia. Solidny raport ADP (prog. 175 tys.) pozwoliłby na poprawę oczekiwań przed jutrzejszym NFP. Po raporcie ISM z sektora usługowego spodziewany jest spadek do 56,8 z 57,2, ale wyższy od prognoz wynik wskaźnika dla przemysłu we wtorek daje iskrę nadziei.

Ponadto w kalendarzu PMI dla usług z Wielkiej Brytanii, gdzie zakładany jest spadek do 54,7, który może ciążyć na funcie. Po południu uwagę przyciągnie raport Departamentu Energii o zapasach ropy naftowej. W nocy raport API wskazał na silny spadek zapasów ropy w USA w ubiegłym tygodniu o 7,4 mln baryłek przy oczekiwaniach na poziomie -1,8 mln. Dla dzisiejszej publikacji raportu DoE konsensus wynosi -1,7 mln baryłek.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

prof. Chojna-Duch: dynamika polskiego PKB w przyszłym roku nie przekroczy 3,5 proc.

prof. Chojna-Duch: dynamika polskiego PKB w przyszłym roku nie przekroczy 3,5 proc. 12

W IV kwartale 2016 roku dynamika polskiego PKB osiągnie swoje minimum, po czym w kolejnych miesiącach będzie już wykazywać tendencję wzrostową – przewiduje prof. Elżbieta Chojna Duch. Była członkini RPP uważa jednak, że założone w ustawie budżetowej na 2017 rok tempo wzrostu gospodarczego na poziomie 3,6 proc. jest zbyt optymistyczne, a rzeczywisty wzrost nie przekroczy 3,5 proc.
– W tej chwili obserwujemy pewien dołek w tempie wzrostu gospodarczego. Sądzę, że w stosunku do 2017 roku krzywa wzrostu przyjmie kształt litery U albo V. Oznacza to, że prawdopodobnie odczyt z IV kw. będzie najniższy w cały 2016 roku. Później od stycznia stopniowo będziemy się posuwać już w górę – mówi agencji Newseria Inwestor prof. Elżbieta Chojna-Duch, była członkini Rady Polityki Pieniężnej.

Po tym jak w III kwartale 2016 roku tempo wzrostu polskiego PKB wyhamowało do 2,5 proc., co było najsłabszym wynikiem od 2013 roku, konsensus ekonomistów zakłada, że w IV kw. wzrost jeszcze bardziej spowolni. Zdaniem analityków Banku BZ WBK w tym okresie nasza gospodarka urośnie o ok. 2 proc. natomiast w ocenie Raiffeisen Polbanku spowolnienie będzie jeszcze ostrzejsze, a odczyt za IV kw. wyniesie jedynie 1,7 proc.

Większość ekonomistów jest jednak zdania, że spowolnienie będzie miało jedynie przejściowy charakter. Argumentują to m.in. lepszymi od oczekiwań listopadowymi danymi na temat sprzedaży detalicznej czy produkcji przemysłowej.

– Z pewnością przyczyni się do tego również zwiększona konsumpcja w związku z ciągłym efektem programu Rodzina 500 plus. Na pewno wiosna to także okres pobudzenia inwestycji, absorpcji środków z funduszy europejskich. Sądzę również, że eksport przyspieszy, ale ciągle możemy się zastanawiać nad tym, czy prognoza budżetowa, która jest dość śmiała, odważna, będzie realizowana – wyjaśnia prof. Chojna-Duch.

Prognozowane przez Ministerstwo Finansów i zapisane w założeniach do ustawy budżetowej tempo wzrostu gospodarczego w 2017 roku ma wynieść 3,6 proc. Zdaniem byłej członkini RPP przyszłoroczna dynamika PKB będzie w rzeczywistości niższa i nie przekroczy 3,5 proc.

– Na pewno przyczyni się do tego też wzrost inflacji, która już w tej chwili po okresie 28-miesięcznej deflacji zaczyna realizować poziomy plusowe – przewiduje.

Ekonomistka zastrzega jednak, że realizacja scenariusza wyższej inflacji w dużej mierze zależeć będzie od sytuacji w globalnej gospodarce, a w szczególności od nastrojów na rynkach surowcowych i żywnościowych.

– Sadzę jednak, że inflacja zdecydowanie odbije i będzie to już wyraźnie widać w II-III kw. 2017 roku – kończy Elżbieta Chojna-Duch.

W tym roku zimowy urlop planuje 20 proc. Polaków, z czego co czwarty za granicą. Popularnym kierunkiem są austriackie Alpy

W tym roku zimowy urlop planuje 20 proc. Polaków, z czego co czwarty za granicą. Popularnym kierunkiem są austriackie Alpy 13

Co piąty Polak zaplanował w tym roku urlop zimowy. Duża grupa spędzi go aktywnie, wyjeżdżając na narty albo snowboard. Jednym z najpopularniejszych kierunków jest niezmiennie Austria, w której turyści z Polski mogą liczyć na bardzo dobrą bazę noclegową, warunki do szusowania i infrastrukturę narciarską. Coraz częściej szukają też innych atrakcji, takich jak możliwość zrelaksowania się w SPA albo zwiedzania okolicznych atrakcji.
Popularne od lat kierunki turystyczne nie rozwijają się już tak szybko. To zrozumiałe, ponieważ nasycenie rynku jest tam wysokie, a nowe destynacje zazwyczaj rosną dynamicznie przez pierwsze 2–3 lata. Polska jest wciąż rosnącym rynkiem turystycznym, co jest dość nietypowe, ponieważ większość europejskich rynków narciarskich się kurczy, a Polska jest jednym z nielicznych, który wciąż rośnie – mówi agencji Newseria Hans Wallner, dyrektor generalny Alps Incoming, niezależnej agencji promującej Alpy w Europie Środkowej i Wschodniej.

Z sondażu przeprowadzonego na początku grudnia przez IQS wynika, że w tym roku zimowy urlop planuje 20 proc. Polaków. Z tej grupy 40 proc. ma w planach wyjazd krajowy, a średnio co czwarty (23 proc.) wyjazd zagraniczny. Duża grupa Polaków zamierza spędzić zimowy urlop na nartach lub snowboardzie.

Z danych serwisu turystycznego Travelplanet wynika, że w ubiegłym sezonie wyjazd na narty i snowboard wybrało 19 proc. turystów, którzy zdecydowali się na wyjazd z biurem podróży w okresie okołoświątecznym. Natomiast tegoroczne statystyki Travelplanet pokazują, że grudniowo-styczniowe rezerwacje utrzymują się na podobnym poziomie. 70 proc. zimowych wyjazdów na narty z biurami podróży przypada na dwa najpopularniejsze kierunki: Włochy oraz Austrię.

Głównym kierunkiem w Austrii jest wciąż Zell-am See Kaprun, który wystartował bardzo wcześnie. Niewiele ustępuje mu Gasteinertal. Popularne są także Ötztal oraz Ischgl, ale poza nimi jest wiele innych kierunków, takich jak Wildgokel Arena, które również starają się przyciągnąć turystów – mówi Hans Wallner.

Dyrektor generalny Alps Incoming zauważa, że w ciągu ostatnich 25 lat potrzeby polskich turystów znacznie się zmieniły. Coraz częściej jeżdżą na narty rodzinnie, więc szukają jak najkorzystniejszych cenowo ofert, obejmujących nie tylko zakwaterowanie, lecz także wyżywienie oraz karnet wliczony w koszt pobytu. Polacy wybierają zwykle sprawdzone miejsca, w których czują się dobrze, i wyjeżdżają na narty w małych grupach, maksymalnie 15-osobowych, obejmujących 2–3 zaprzyjaźnione rodziny.  

– Kiedyś łatwiej było przyciągnąć turystów z Polski, ponieważ konkurencja była mniejsza. Wiele hoteli i regionów zdało sobie jednak sprawę z tego, że Polska jest bardzo interesującym rynkiem, a polscy turyści wydają nawet więcej pieniędzy niż goście z innych krajów. Zdali sobie również sprawę z tego, że potrzeby turystów nieco się zmieniły. Coraz więcej Polaków przyjeżdża z rodzinami. Dlatego mamy specjalne oferty, uwzględniające podróże z dziećmi do 6, a nawet do 12 lat. Staramy się, by były atrakcyjne cenowo – mówi Hans Wallner.

Jak podkreśla, oferty zimowego wypoczynku w Austrii zaczynają się od 899 euro za tydzień dla całej rodziny, z uwzględnieniem ski-passów i zakwaterowaniem. Ingrid Maier-Schöppl, dyrektor biura Neukirchen & Bramberg w Saltzubrgerland, uzupełnia, że średni koszt pobytu w austriackich Alpach oscyluje wokół 120–150 euro za dzień, w zależności od zarezerwowanej kategorii hotelu. To cena, w którą wliczone są nie tylko ski-passy i zakwaterowanie, lecz także często szkółka narciarska.

W Austrii narciarze mają zapewnioną bardzo dobrą bazę noclegową, warunki do jazdy i infrastrukturę narciarską. Dlatego narty to wciąż główny powód, dla którego polscy turyści wyjeżdżają w Alpy w sezonie grudniowo-styczniowym, ale coraz częściej poszukują też innych możliwości wypoczynku. Stąd rosnąca popularność ośrodków SPA w Dolinie Gastein czy kierunków, które poza gwarancją śniegu i dobrymi stokami zapewniają też inne atrakcje.  

Narty wciąż są w modzie. Turyści chcą jednak mieć możliwość szusowania po stokach jednego dnia, drugiego możliwość zrobienia zakupów, a kolejnego – poznania okolicznych atrakcji czy zrelaksowania się. Ponieważ znajdujemy się w granicach parku narodowego Wysokie Taury, we współpracy z władzami parku oferujemy wiele atrakcji, takich jak wycieczki czy obserwowanie ptaków – mówi Ingrid Maier-Schöppl, dyrektor zarządzający biura turystycznego Neukirchen & Bramberg z siedzibą w Saltzburgerland, w parku narodowym Wysokie Taury.

Ten region nie jest wśród Polaków tak popularny, jak inne austriackie destynacje. Jednak rok temu wystartowała kampania promocyjna Saltzubrgerland na polskim rynku i od tego czasu procentowy udział Polaków w grupie turystów wzrasta (obecnie wynosi ok. 2 proc.). Dyrektor biura Neukirchen & Bramberg zauważa, że rosnąca popularność regionu to w dużej mierze zasługa inwestycji w tereny i infrastrukturę narciarską. W minionych latach na nowe maszyny, wyciągi i kolejki linowe przeznaczono w sumie około 50 mln euro.

Wszystko jest bardzo nowoczesne. Wymaga dużych nakładów zimą, ale wciąż się opłaca. Poza tym ludziom podobają się małe wioski i przyjazna atmosfera, jaka w nich panuje, wszyscy są bardzo przyjaźnie nastawieni. Oferujemy bardzo wysoką jakość i dobrą relację ceny do jakości. Turyści to doceniają – mówi Ingrid Maier-Schöppl.

W przyszłym tygodniu Senat zajmie się ustawą o instytutach badawczych. Prof. M. Kleiber: nowe przepisy nie zwiększą efektywności tych instytucji

W przyszłym tygodniu Senat zajmie się ustawą o instytutach badawczych. Prof. M. Kleiber: nowe przepisy nie zwiększą efektywności tych instytucji 14
Na najbliższym posiedzeniu Senat zajmie się ustawą o instytutach badawczych, która zwiększa wpływ ministrów na działanie tych jednostek. Nowelizacja zakłada m.in., że minister może bez konkursu powoływać dyrektora instytutu badawczego i jego zastępców. Były prezes Polskiej Akademii Nauk prof. Michał Kleiber uważa, że funkcjonowanie instytutów badawczych wymaga zmian. Proponowane przepisy jednak nie poprawią ich efektywności. Zmiany powinny zmierzać raczej w kierunku współpracy z biznesem zamiast upaństwowienia.

– Mamy w Polsce paradoksalną sytuację, w której instytuty badawcze są objęte jedną regulacją, jedną ustawą. To sytuacja niemożliwa do utrzymania ze względu na zróżnicowanie charakteru tych instytutów. Są wśród nich zarówno jednostki medyczne, onkologiczne czy kardiologiczne, które są całkowicie finansowane z budżetu państwa, jak i instytucje wdrożeniowe, które z budżetu dostają tylko 10 proc. środków, a resztę muszą zdobywać na rynku. Ujęcie ich wszystkich w jedną całość jest w moim przekonaniu niemożliwe – mówi agencji Newseria Biznes prof. Michał Kleiber, były prezes Polskiej Akademii Nauk.

W Polsce działa 115 instytutów badawczych (część państwowych), które na realizację zadań ważnych dla funkcjonowania państwa dostają publiczne dotacje. Są to jednostki o różnym statusie i profilu, do których zaliczają się m.in.: Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji, warszawskie Centrum Onkologii, Instytut Badawczy Dróg i Mostów, Państwowy Instytut Geologiczny, Narodowe Centrum Badań Jądrowych, Centrum Zdrowia Dziecka, a także Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Ich działalność reguluje ustawa o instytutach badawczych z 2010 roku. W końcówce minionego roku posłowie PiS uchwalili jej nowelizację, która zwiększa wpływ ministrów na powoływanie i odwoływanie dyrektorów instytutów badawczych. Dotychczas to rada naukowa placówki rozpisywała konkurs, w którym wybierany był jej dyrektor.

Nowe przepisy dają ministrowi nadzorującemu (prawie połowa takich jednostek podlega Ministerstwu Rozwoju) możliwość powołania dyrektora instytutu badawczego bez konkursu. Minister będzie również powoływać zastępców dyrektora (nie musi mieć w tym celu jego zgody), wyznaczać połowę składu rady naukowej i wybierać jej przewodniczącego.

Grudniowa nowelizacja obniżyła też wymogi dotyczące kompetencji dyrektorów. Dotychczas musieli się oni wykazać znajomością przynajmniej jednego języka obcego (angielski, niemiecki lub francuski) i mieć co najmniej tytuł doktora habilitowanego. Natomiast obecnie wymóg znajomości języka obcego został zniesiony, a dyrektorem instytutu może zostać wskazany przez ministra doktor.

Natura pracy instytutów badawczych opiera się na kreatywności ludzi, na możliwości działania w sposób, który często tylko sami naukowcy są w stanie ocenić i docenić. Mam wrażenie, że te ograniczenia, które wpłyną na autonomię instytutów badawczych, nie przyczynią się do zwiększenie ich efektywności – mówi prof. Michał Kleiber.

Zdaniem prof. Kleibera dużo lepszym rozwiązaniem byłoby wybranie kluczowych obszarów gospodarki i wprowadzenie systemu zachęt i ulg, zarówno dla przedsiębiorców, jak i dla badaczy oraz pozostawienie im autonomii. Natomiast upaństwowienie i wpływ władzy na działalność przedsiębiorstw i instytutów badawczych nie jest właściwym kierunkiem.

Do wprowadzonych w grudniu zmian w ustawie o instytutach badawczych negatywnie odniosło się środowisko naukowe i akademickie, Rada Główna Instytutów Badawczych, komisja naukowa NSZZ Solidarność, Rada Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Sąd Najwyższy, który stwierdził, że „projektowane rozwiązania prawne wzorowane są na regulacjach obowiązujących w latach 1951–1985”. SN zauważył, że nie wydaje się, aby zaproponowane w ustawie rozwiązania i likwidacja konkursów na dyrektorów gwarantowały najwyższą jakość kadry zarządzającej.

Przyjęta przez Sejm nowelizacja na najbliższym posiedzeniu trafi pod obrady Senatu. Natomiast w resortach rozwoju i nauki trwają prace nad kolejną, docelową ustawą o instytutach badawczych. Jednym z głównych jej założeń jest powołanie Narodowego Instytutu Technologicznego, który ma m.in. skupić jednostki o największym potencjale naukowym i wpisywać się w strategię na rzecz rozwoju wicepremiera Morawieckiego.

– To koncepcja, która w moim przekonaniu mogłaby się sprawdzić. Natomiast z pewnością nie w takiej wersji, która jest proponowana. To byłaby olbrzymia, trudna do sterowania struktura – zauważa prof. Michał Kleiber.

Były prezes Polskiej Akademii Nauk podkreśla, że zmiany w funkcjonowaniu instytutów badawczych są konieczne. Nie powinny one jednak zmierzać w kierunku ograniczenia ich autonomii. Nacisk powinien być położony na współpracę instytutów badawczych z biznesem. Konieczne jest również odmłodzenie kadry menadżerskiej, jednak średnie zarobki w państwowym instytucie badawczym są nieporównywalne z tymi w sektorze przedsiębiorstw.

Instytuty wymagają zmian i obrona status quo nie byłaby rozsądna. Natomiast te zmiany powinny iść w stronę pomocy w rozwoju współpracy z przedsiębiorstwami – mówi prof. Michał Kleiber. – Mądra polityka przemysłowa z określonymi priorytetami, za którymi muszą iść środki finansowe, byłaby najlepszą metodą, aby zbudować profil instytutu, który odpowiadałby wyzwaniom przyszłości. Decyzje podejmowane obecnie na administracyjnym szczeblu nie mają w moim przekonaniu wielkich szans na sukces – ocenia.