Wyniki Śnieżki za 2025 rok: spadek przychodów, wzrost EBITDA i mocniejszy bilans

  • W 2025 r. Grupa Śnieżka wygenerowała 772,5 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza spadek o 3,2% w skali roku. Pomimo niższych wpływów, Grupa odnotowała poprawę rentowności: wynik EBITDA wzrósł o 0,6% r/r, osiągając poziom 143,7 mln zł, natomiast zysk netto zwiększył się o 2,5% r/r do kwoty 73,9 mln zł.
  • Sytuacja na poszczególnych rynkach prezentowała się następująco:
    • Polska: Sprzedaż krajowa spadła o 1,7% r/r (do 566,9 mln zł), co stanowi wynik lepszy od średniej rynkowej.
    • Węgry: Przychody wyniosły 98,9 mln zł, notując spadek o 3,8% r/r, co wskazuje
      na dynamikę słabszą od średniej rynkowej.
    • Ukraina: Sprzedaż ukształtowała się na poziomie 75,5 mln zł, co oznacza spadek
      o 6,3% r/r.
  • Na koniec grudnia 2025 r. Grupa znacząco poprawiła swoją strukturę zadłużenia – wskaźnik dług netto/EBITDA obniżył się do poziomu 0,9 (wobec 1,4 w roku ubiegłym).

– Choć trwający cykl obniżek stóp procentowych przyniósł konsumentom oczekiwaną ulgę w kosztach finansowania, popyt w sektorze remontowo-budowlanym pozostał pod silną presją, ustępując miejsca wydatkom w innych obszarach gospodarki. Mimo niższej od zakładanej aktywności zakupowej konsumentów, w 2025 roku wypracowaliśmy wyniki operacyjne na poziomie EBITDA porównywalne do osiągniętych rok wcześniej, notując przy tym wyraźniejszą poprawę zysku netto. Obserwowany od kilku lat ogólnorynkowy spadek wolumenów wpłynął na nasze przychody, jednak na kluczowym dla nas rynku polskim – generującym ponad 73% obrotów – skala korekty była znacznie łagodniejsza niż średnia dla całego sektora. Dzięki wynikom lepszym od dynamiki rynku wyrobów dekoracyjnych, skutecznie zwiększyliśmy nasze udziały rynkowe w kraju. W odniesieniu do bieżącego roku zachowujemy konserwatywne podejście do przewidywanych wolumenów rynkowych. Pozostajemy czujni wobec ryzyk zewnętrznych – utrzymujące się napięcia geopolityczne mogą bowiem istotnie wpływać na stabilność łańcuchów dostaw, zmienność kosztów surowców oraz gwałtowne wahania kursów walut – komentuje Piotr Mikrut, Prezes Zarządu Śnieżka SA.

W 2025 r. rynek farb dekoracyjnych w Polsce w ujęciu wartościowym utrzymał wynik zbliżony r/r, natomiast wolumenowo odnotował jednocyfrowy spadek w ujęciu procentowym (dolna granica przedziału). W tym kontekście zmiana sprzedaży spółki – spadek o 1,7% do 566,9 mln zł – oznacza osiągnięcie wyniku powyżej rynku. Na Węgrzech rynek w ujęciu procentowym r/r rósł wartościowo w środku przedziału jednocyfrowego, przy jednoczesnym wolumenowym spadku w dolnej granicy przedziału jednocyfrowego, podczas gdy wyniki spółki były słabsze od rynku – przychody spadły o 3,8%, do 98,9 mln zł. W Ukrainie rynek w ujęciu procentowym r/r odnotował nieznacznie wyższy poziom sprzedaży wolumenowej względem 2024 roku – sprzedaż spółki spadła o 6,3%, do 75,5 mln zł.

Na zyskowność w 2025 r. pozytywnie wpłynęły m.in. spadek kosztu własnego sprzedaży o 26,6, mln zł r/r oraz poprawa wyniku na działalności finansowej o 4,1 mln zł r/r, wynikająca z niższych kosztów obsługi długu. Rentowność EBITDA w tym okresie wyniosła 18,6% (+0,7 p.p. r/r), a marża brutto ze sprzedaży 51,1% (+1,8 p.p. r/r), co było efektem korzystnej relacji kosztów wytworzenia do uzyskanej sprzedaży.

Podstawowe elementy sprawozdania z całkowitych dochodów Grupy Kapitałowej Śnieżka:

okres 12 miesięcy zakończony dnia 31 grudnia 2025 roku okres 12 miesięcy zakończony dnia 31 grudnia 2024 roku Zmiana (r/r)
Przychody ze sprzedaży 772 506 798 440 -3,2%
Koszt własny sprzedaży 378 080 404 678 -6,6%
Koszty SG&A (sprzedaży i ogólnego zarządu) 289 596 286 502 1,1%
Wynik na pozostałej działalności operacyjnej 530 (2 028) -126,1%
Wynik na działalności finansowej (14 064) (18 140) -22,5%
Udział w zysku jednostki stowarzyszonej (104) 250 -141,6%
Zysk brutto 91 192 87 342 4,4%
Zysk na działalności operacyjnej (EBIT) 105 360 105 232 0,1%
Zysk na działalności operacyjnej + amortyzacja (EBITDA) 143 727 142 836 0,6%
Podatek dochodowy 17 305 15 251 13,5%
Wynik netto, w tym 73 887 72 091 2,5%
Zysk przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej 71 374 69 351 2,9%

Inwestycja w stal nierdzewną jako strategiczny fundament nowoczesnego przedsiębiorstwa

W dzisiejszym dynamicznym świecie biznesu, gdzie każda minuta przestoju na linii produkcyjnej generuje straty idące w tysiące złotych, wybór odpowiednich materiałów konstrukcyjnych staje się decyzją o charakterze strategicznym. Kadra zarządzająca coraz częściej dostrzega, że pozorna oszczędność na etapie zakupowym może szybko przekształcić się w finansową pułapkę. Stal nierdzewna, ze względu na swoją unikalną odporność na korozję oraz ekstremalne warunki pracy, nie jest już traktowana jedynie jako wydatek, lecz jako długofalowa lokata kapitału. Zrozumienie, że jakość materiału bezpośrednio przekłada się na ciągłość operacyjną, to pierwszy krok do budowy przewagi konkurencyjnej na trudnym rynku przemysłowym.

Często mówi się, że oszczędny płaci dwa razy, a w branży ciężkiej ta ludowa mądrość nabiera szczególnego znaczenia. Wybierając komponenty do krytycznych instalacji, managerowie muszą brać pod uwagę nie tylko cenę jednostkową, ale przede wszystkim cykl życia produktu. Materiały o podwyższonej trwałości minimalizują ryzyko awarii, które w skomplikowanych systemach logistycznych mogą wywołać efekt domina. To właśnie tutaj stal nierdzewna pokazuje swój pazur, oferując stabilność, której próżno szukać w tańszych zamiennikach.

Optymalizacja kosztów operacyjnych dzięki trwałej infrastrukturze rurociągowej

W sektorach takich jak farmacja, przemysł spożywczy czy energetyka, systemy przesyłowe stanowią krwiobieg całej organizacji. Decydując się na profesjonalne rury ze stali nierdzewnej, firma inwestuje w bezpieczeństwo procesowe i higienę pracy na najwyższym poziomie. Bezszwowe warianty tych komponentów gwarantują szczelność nawet przy ogromnych ciśnieniach, co jest kluczowe w instalacjach wysokiego ryzyka. Można to porównać do budowy solidnego fundamentu pod wieżowiec – jeśli baza będzie słaba, cała nadbudowa, niezależnie od jej nowoczesności, prędzej czy później ulegnie degradacji.

Modernizacja parku maszynowego często wiąże się z koniecznością dopasowania istniejących instalacji do nowych norm środowiskowych. Stal nierdzewna idealnie wpisuje się w trendy ESG, będąc materiałem w pełni recyklingowalnym i niewymagającym stosowania toksycznych powłok antykorozyjnych. Dla CEO oznacza to nie tylko niższe koszty utylizacji w przyszłości, ale także lepszy wizerunek firmy w oczach świadomych ekologicznie inwestorów i kontrahentów. To czysty pragmatyzm ubrany w nowoczesne szaty odpowiedzialności społecznej biznesu.

Pręty ze stali nierdzewnej w precyzyjnej budowie maszyn i detali

Nie mniejsze znaczenie dla efektywności operacyjnej mają elementy ruchome i konstrukcyjne maszyn. Wysokiej klasy pręty ze stali nierdzewnej są niezbędne wszędzie tam, gdzie wymagana jest niezwykła precyzja oraz odporność na ścieranie. Wykorzystuje się je do produkcji wałów, osi czy zaworów, które muszą pracować bezawaryjnie przez tysiące roboczogodzin. Wybór odpowiedniej klasy stali pozwala na redukcję częstotliwości przeglądów serwisowych, co w skali roku pozwala zaoszczędzić realne kwoty, które można przesunąć na cele rozwojowe lub innowacje.

Warto zauważyć, że rynek stali jest obecnie mocno nasycony produktami o różnej charakterystyce, dlatego kluczowe jest znalezienie dostawcy, który oferuje pełną transparentność i certyfikację materiałową. Współpraca z ekspertami z branży, takimi jak firma stalesia.com, pozwala na precyzyjne dobranie parametrów technicznych do konkretnych potrzeb zakładu. Profesjonalne doradztwo techniczne na etapie projektowania potrafi wyeliminować błędy, które na późniejszym etapie wdrożenia byłyby niezwykle kosztowne do usunięcia.

Strategiczne podejście do łańcucha dostaw i bezpieczeństwa materiałowego

Zarządzanie ryzykiem w łańcuchu dostaw to jeden z najgorętszych tematów w gabinetach zarządów w ostatnich latach. Stabilny dostęp do certyfikowanych materiałów stalowych pozwala na planowanie produkcji z dużym wyprzedzeniem, bez obaw o nagłe przestoje spowodowane brakiem komponentów. Przedsiębiorstwa, które postawiły na sprawdzone rozwiązania i trwałe relacje z dystrybutorami, znacznie lepiej zniosły zawirowania gospodarcze ostatniej dekady. To lekcja, z której warto wyciągnąć wnioski, planując kolejne etapy ekspansji rynkowej.

Dobrze zaprojektowana infrastruktura oparta na stali nierdzewnej to w gruncie rzeczy ubezpieczenie od niepewności. Choć świat technologii pędzi do przodu, pewne zasady fizyki i chemii pozostają niezmienne – materiał, który nie koroduje i nie traci swoich właściwości pod wpływem temperatury, zawsze będzie lepszym wyborem niż doraźne, półśrodki. Inwestując w jakość, liderzy biznesu budują organizacje odporne na kryzysy, gotowe do podjęcia wyzwań, jakie stawia przed nami przyszłość przemysłu 4.0. Każdy projekt zrealizowany z dbałością o standardy materiałowe to cegiełka dołożona do długowieczności całego przedsiębiorstwa.

Benefity, które budują lojalność. Jak standard biurowej kuchni wpływa na decyzje kandydatów o podjęciu pracy?

W dobie walki o największe talenty o wyborze nowego pracodawcy rzadko decyduje już tylko wysokość wynagrodzenia. Dzisiejsi kandydaci, szczególnie z pokoleń wchodzących na rynek pracy, szukają miejsc odzwierciedlających ich wartości i zapewniających optymalne warunki do codziennego funkcjonowania. Jednym z kluczowych miejsc weryfikacji kultury organizacyjnej firmy jest biurowa kuchnia – przestrzeń integracji i regeneracji, która mówi o firmie więcej niż oficjalne foldery.

Pierwsze wrażenie zaczyna się w kuchni – dlaczego biurowe zaplecze to wizytówka Twojej kultury

Pierwsze wrażenie zaczyna się w kuchni – dlaczego biurowe zaplecze to wizytówka Twojej kultury organizacyjnej?

Podczas rozmowy rekrutacyjnej kandydaci często mają okazję zobaczyć zaplecze socjalne. Nowoczesne, czyste wnętrze z dostępem do zaawansowanych technologii sygnalizuje profesjonalizm i dbałość o dobrostan zespołu. Wybór odpowiedniej metody serwowania napojów powinien być podyktowany specyfikacją budynku oraz realnymi preferencjami pracowników, co buduje poczucie przynależności od pierwszego dnia.

Dostępna w modelu abonamentowym woda do firmy to element strategii budowania komfortu, który pozwala na stały dostęp do krystalicznie czystej wody. Firmy coraz częściej stawiają na rozwiązania systemowe, które gwarantują higienę i wygodę użytkowania niezależnie od natężenia ruchu w biurze, co jest wyrazem szacunku do czasu i zdrowia zatrudnionych osób.

Nowa era benefitów – dlaczego krystaliczna woda i profesjonalna kawa zastępują „owocowe czwartki”?

Pracownicy oczekują benefitów, które są dostępne każdego dnia i realnie wspierają ich efektywność. Zaawansowane systemy podające wodę schłodzoną, gazowaną lub wrzącą bezpośrednio z kranu to standard, który realnie podnosi prestiż miejsca pracy. Takie rozwiązanie eliminuje potrzebę czekania na zagotowanie wody czy przechowywania zapasów, co znacząco usprawnia biurową codzienność.

Inwestycja w certyfikowane technologie filtracji, które spełniają najwyższe światowe normy bezpieczeństwa i redukują dziesiątki zanieczyszczeń, to dowód na to, że zdrowie zespołu jest priorytetem. Taka dbałość o standardy jest silnym argumentem w procesie rekrutacyjnym, budującym wizerunek odpowiedzialnego i nowoczesnego pracodawcy.

Benefity, które budują lojalność. Jak standard biurowej kuchni wpływa na decyzje kandydatów o podjęciu pracy? 1

Employer Branding w każdym łyku – jak designerskie rozwiązania budują prestiż nowoczesnego biura

Nowoczesne biuro to przestrzeń, która ma inspirować. Estetyka urządzeń ma znaczenie – nowoczesne, wielofunkcyjne nablatowe dystrybutory łączą futurystyczny design z wysoką funkcjonalnością. Wykorzystanie karafek wielorazowych w salach konferencyjnych to z kolei elegancki sposób na podkreślenie proekologicznej postawy firmy i dbałości o detale.

Kandydat, który widzi zaangażowanie firmy w ochronę zasobów i realne działania na rzecz zrównoważonego rozwoju, znacznie chętniej utożsami się z marką. Odpowiedzialne podejście do wyposażenia wnętrz, oparte na ograniczaniu odpadów i efektywności energetycznej, przekłada się na autentyczność działań z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu.

Inteligentne nawodnienie a lojalność zespołu – inwestycja w zdrowie, która wraca w postaci mniejszej rotacji

Właściwe nawodnienie ma bezpośredni wpływ na koncentrację i poziom energii w ciągu dnia. Zapewniając pracownikom dostęp do wody o doskonałym smaku, pracodawca realnie wspiera ich kondycję psychofizyczną, co jest kluczowe w zapobieganiu wypaleniu zawodowemu. To podejście skoncentrowane na człowieku, które buduje trwałe relacje i zaufanie wewnątrz organizacji.

Pracownicy, którzy czują się zaopiekowani w tak podstawowej kwestii, jak dostęp do bezpiecznej wody, wykazują wyższy poziom lojalności i chętniej wiążą swoją przyszłość z firmą na długie lata. Standard kuchni staje się namacalnym dowodem na to, że organizacja dba o jakość życia swoich ludzi każdego dnia, tworząc kulturę, w której każdy może się rozwijać.

Technologia w służbie komfortu – dlaczego innowacje w kuchni mają znaczenie?

Wprowadzenie inteligentnych systemów uzdatniania wody to nie tylko kwestia wygody, ale także bezpieczeństwa mikrobiologicznego. Nowoczesne technologie, takie jak systemy nanofiltracji czy powłoki antybakteryjne, gwarantują, że każda kropla wody spełnia najbardziej rygorystyczne normy jakościowe. Dla kandydata do pracy to sygnał, że firma korzysta z najlepszych dostępnych narzędzi, aby chronić swoich pracowników przed współczesnymi zagrożeniami, takimi jak mikroplastik czy zanieczyszczenia chemiczne. Integracja takich rozwiązań z estetyką biura tworzy spójny wizerunek miejsca pracy przyszłości.

FAQ:

Czy nowoczesny system filtrowania wody rzeczywiście wpływa na wizerunek firmy w oczach kandydata?

Absolutnie tak. Współcześni specjaliści zwracają uwagę na detale, które świadczą o kulturze wellness i trosce o zdrowie. Rezygnacja z plastikowych butelek na rzecz profesjonalnego dystrybutora to dla kandydata jasny sygnał, że firma inwestuje w technologie najwyższej jakości i dba o komfort zespołu w sposób bezkompromisowy. W świecie, gdzie „owocowe czwartki” stały się memem, dostęp do krystalicznej, bezpiecznej wody jest autentycznym benefitem, który buduje prestiż pracodawcy od pierwszej wizyty w biurze.

Finanse w rękach debiutantów – strategia mądrego startu

Rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej wymaga od Ciebie czegoś więcej niż tylko świetnego pomysłu na produkt czy usługę. Prawdziwym wyzwaniem okazuje się sprawne poruszanie w gąszczu przepisów oraz umiejętne planowanie wydatków od pierwszych dni funkcjonowania biura. Wielu początkujących liderów popełnia błąd, skupiając się wyłącznie na sprzedaży, podczas gdy to kontrola przepływów pieniężnych decyduje o przetrwaniu marki.

Edukacja finansowa młodych przedsiębiorców – jak zacząć?

Naukę zarządzania budżetem warto rozpocząć od rzetelnej analizy posiadanych zasobów oraz zrozumienia różnicy pomiędzy finansami osobistymi a firmowymi. Dobrym krokiem będzie sięgnięcie po specjalistyczną literaturę oraz kursy online, które tłumaczą podstawy księgowości i zasady rozliczeń z urzędami. Czasami pomocny okazuje się kredyt gotówkowy, szczególnie gdy potrzebujesz początkowego wsparcia na zakup niezbędnego sprzętu lub profesjonalny marketing. Powinieneś regularnie monitorować koszty stałe, aby żaden niespodziewany wydatek nie zachwiał płynnością Twojej działalności. Porównywarka Totalmoney.pl może pomóc Ci w szybkim zestawieniu dostępnych na rynku produktów bankowych, co ułatwia podjęcie racjonalnej decyzji. Taki świadomy proces buduje poczucie odpowiedzialności i daje pełną kontrolę nad przyszłością tworzonej organizacji.

Nowoczesne narzędzia wspierające rozwój biznesu

Wdrażanie automatyzacji oraz korzystanie z platform cyfrowych znacząco przyspiesza procesy administracyjne w małej firmie. Możesz zdecydować się na proste aplikacje do wystawiania faktur lub bardziej rozbudowane systemy ułatwiające kontakt z klientami. Wybór odpowiedniej technologii powinien być poprzedzony weryfikacją, jakie funkcjonalności są Ci rzeczywiście potrzebne na obecnym etapie. Warto zwrócić uwagę na kilka istotnych rozwiązań:

  • Oprogramowanie księgowe działające w chmurze.

  • Aplikacje do mierzenia czasu pracy i zarządzania zadaniami.

  • Panele analityczne do śledzenia statystyk sprzedaży.

  • Komunikatory integrujące pracę całego zespołu.

Dzięki takim rozwiązaniom zyskujesz cenne godziny, które możesz poświęcić na planowanie strategiczne i dopracowywanie oferty.

Budowanie stabilnych fundamentów firmy

Tworzenie poduszki bezpieczeństwa to priorytet dla każdego, kto chce przetrwać okresy mniejszego zainteresowania swoimi usługami na rynku. Powinieneś systematycznie odkładać część wypracowanych zysków, aby zabezpieczyć firmę przed nagłymi zmianami koniunktury czy awariami sprzętu. Równie istotne są relacje z kontrahentami oparte na zaufaniu i terminowości, ponieważ to one tworzą Twój profesjonalny wizerunek w branży. Skupienie się na celach długofalowych zamiast na pogoni za szybkim zyskiem zazwyczaj przynosi znacznie lepsze efekty w dłuższej perspektywie. Ciągłe aktualizowanie wiedzy i adaptacja do zmieniających się regulacji prawnych pozwoli Ci utrzymać stabilność oraz zyskać przewagę nad mniej elastyczną konkurencją.

Rozwój biznesu to maraton, w którym kondycja finansowa określa, kto ostatecznie dotrze do mety w dobrej formie. Dbając o własną edukację i korzystając z mądrego wsparcia, realnie zwiększasz swoje szanse na zbudowanie trwałej i silnej marki. Nie przestawaj szukać nowych inspiracji, testuj dostępne rozwiązania i zawsze trzymaj rękę na pulsie w kwestii trendów w zarządzaniu. Twoje zaangażowanie w zrozumienie mechanizmów rynkowych z pewnością zaprocentuje w postaci sprawnie działającego i przewidywalnego przedsiębiorstwa.

Katastrofy nie będzie? Strach był krótki, ulga przyszła szybko

Amerykanie blokują Ormuz, ale rynek nie kupuje scenariusza katastrofy. Zamiast ucieczki od ryzyka dostajemy cofnięcie ropy i słabszego dolara, jakby inwestorzy znów zakładali, że najgorsze zostanie zamiecione pod stół negocjacyjny.

Nie taki Ormuz straszny?

Rynek bardzo szybko weryfikuje wczorajsze obawy związane z Cieśniną Ormuz. Stany Zjednoczone przeszły od gróźb do działania, ale świat się nie zatrzymał – i to jest dziś kluczowa informacja. Iran nie reaguje nerwowo, nie ma prowokacji, a zamiast tego pojawiają się doniesienia o możliwych rozmowach jeszcze w tym tygodniu. To wyraźnie zmienia optykę: z rynku ustawionego na eskalację przechodzimy w stronę scenariusza „kontrolowanego napięcia”. Najlepiej widać to na ropie – Brent cofa się z poziomu 102$ poniżej 100$, oddając część premii za ryzyko. Równolegle dolar traci grunt pod nogami, a EUR/USD dynamicznie dobija w okolice 1,18$. To wygląda jak klasyczny powrót do gry pod TACO – rynek po raz kolejny zakłada, że twarda retoryka nie musi kończyć się realnym konfliktem, a najczarniejsze scenariusze można na razie odłożyć na bok.

Bankierzy wracają do gry

Na drugim planie pojawia się wyraźna kumulacja wystąpień bankierów centralnych, która – choć nie jest jednym zorganizowanym wydarzeniem – trafia w bardzo czuły moment dla rynków. Po tygodniach zdominowanych przez geopolitykę inwestorzy będą szukać potwierdzenia, czy banki centralne zaczynają uwzględniać wyższe ceny energii w swoich scenariuszach. W tym tygodniu usłyszymy przedstawicieli Fed, EBC, ale też Banku Anglii, gdzie głos zabierze sam Andrew Bailey. Kluczowe pytanie pozostaje niezmienne: czy to tylko chwilowe zaburzenie, czy początek bardziej trwałej presji inflacyjnej. Na razie rynek zdaje się wracać do bardziej gołębiego myślenia – cofnięcie ropy i słabszy dolar wspierają scenariusz, w którym banki centralne nie będą zmuszone do utrzymywania restrykcyjnej polityki przez dłuższy czas. Wystąpienia z tego tygodnia mogą ten obraz szybko zweryfikować.

Złoty korzysta z ulgi

Na rynku walutowym dzisiejszy ruch jest już wyraźnym odejściem od wczorajszej niepewności. EUR/USD pnie się w okolice 1,18$, a dolar oddaje pole po wcześniejszym umocnieniu. Złoty korzysta z poprawy sentymentu – USD/PLN schodzi poniżej 3,60 zł, co jest wyraźnym sygnałem odpływu od dolara. EUR/PLN pozostaje przy tym stabilny w rejonie 4,24 zł, co pokazuje, że na notowania złotego wpływają przede wszystkim globalne wydarzenia, a nie lokalna siła naszej waluty. W kalendarzu pojawia się dziś odczyt inflacji PPI w USA. Rynek spodziewa się wzrostu, co będzie istotne dla obecnej narracji o słabnącej presji inflacyjnej. Jeśli dane potwierdzą obawy, dzisiejsza słabość dolara może szybko okazać się chwilowa. Na razie jednak rynek wybiera bardziej komfortowy scenariusz i odsuwa temat eskalacji na drugi plan.

Kurs dolara pod presją, rynek gra na dalsze spadki

Globalny sentyment nadal opiera się na nadziei, że sytuacja w rejonie Zatoki Perskiej ulegnie poprawie. Spadek cen ropy po poniedziałkowym skoku przyczynił się do ponownego, wyraźnego osłabienia dolara amerykańskiego – do najniższych poziomów od początku marca. W takiej sytuacji coraz trudniej będzie powstrzymać presję spadkową na USD, o ile nie pojawi się nowe, negatywne zaskoczenie, które gwałtownie podważy zaufanie rynków.

Dolar amerykański w ostatnim czasie zachowywał się słabiej, niż sugerowałby to napływ informacji związanych z wojną z Iranem oraz wzrostem cen ropy. W momencie wybuchu konfliktu pozycjonowanie spekulacyjne na USD odchodziło od najbardziej pesymistycznych poziomów od ponad dekady, odnotowanych w styczniu – wynika to m.in. z badania Bank of America. Każde poważniejsze zakłócenie rynkowe prowadzi do domykania pozycji. W pierwszych dniach i tygodniach konfliktu dolar pełnił funkcję bezpiecznej przystani – częściowo ze względu na swoją tradycyjną rolę, ale również w wyniku redukcji wcześniejszych pozycji spekulacyjnych.

W ostatnich dniach zależność między dolarem a cenami ropy wyraźnie się jednak osłabiła. Owszem, w poniedziałek dolar zyskał po wzroście cen ropy po rozmowach USA–Iran w Islamabadzie, ale ruch ten był ograniczony i mało przekonujący – bardziej widoczny w parze USDJPY niż w AUDUSD czy EURUSD. Na tym etapie wydaje się, że negatywne informacje z regionu Zatoki Perskiej mogą jedynie chwilowo wspierać dolara, zamiast prowadzić do jego wyraźnego umocnienia – chyba że globalne rynki wejdą w fazę gwałtownej wyprzedaży. Jednocześnie dolar pozostaje podatny na wyraźniejsze spadki, jeśli napływające informacje będą sprzyjać niższym cenom ropy oraz stabilnemu lub poprawiającemu się sentymentowi rynkowemu.

Równocześnie czynnik, który wcześniej stanowił istotną barierę dla dalszego osłabienia dolara – czyli duże krótkie pozycje spekulacyjne – zmienił się w element wspierający ten trend. Obecnie obserwujemy bowiem wyraźny wzrost długich pozycji na USD. Najnowszy raport COT dotyczący rynku futures (stan na ubiegły wtorek, opublikowany w piątek) wskazuje m.in. na pierwszą od początku 2025 roku netto krótką pozycję w EURUSD, największą od lata 2024 roku długą pozycję w USDJPY (tuż przed załamaniem strategii carry trade na jenie) oraz wciąż istotne krótkie pozycje na funcie brytyjskim.

Ceny mieszkań w wielkiej płycie: 14 tys. za metr w Warszawie, 12,7 tys. w Krakowie, 7,4 tys. w Łodzi

W ostatnich miesiącach wyraźnie przyspieszyła dyskusja o przyszłości bloków z wielkiej płyty oraz tezy o ograniczonej trwałości budynków powstałych w latach 70. i 80., konieczności ich gruntownej modernizacji, a nawet potencjalnej „granicy życia”. Jednocześnie rynek – wbrew alarmistycznym tonom – zachowuje się znacznie bardziej pragmatycznie. Dane transakcyjne zebrane przez analityków SonarHome.pl nie pokazują panicznej wyprzedaży ani gwałtownej utraty wartości mieszkań w blokach z wielkiej płyty. Przeciwnie, wskazują raczej na stopniową stabilizacja tego rynku.

Analiza danych transakcyjnych mieszkań z wielkiej płyty za lata 2024-2025 wskazuje, że w większości dużych miast w Polsce mediana cen lekko spadła. Największą korektę odnotowano w Krakowie (-3,5%, do ok. 12,7 tys. zł/m²). Spadki pojawiły się również we Wrocławiu (-1,9%, 11,2 tys. zł/m²), Warszawie (-1,6%, 14,2 tys. zł/m²) oraz Poznaniu (-0,3%, 9,6 tys. zł/m²). Łódź pozostała stabilna (7,4 tys. zł/m²), a Gdańsk jako jedyny zanotował wzrost (+1,1%, 12,3 tys. zł/m²).Ceny mieszkań w wielkiej płycie

Na potrzebę przeprowadzonych przez SonarHome.pl analiz jako mieszkania z wielkiej płyty przyjęto lokale wybudowane w latach 1970-1989, co ma solidne uzasadnienie metodologiczne. To właśnie wtedy powstała największa część tego rynkowego zasobu, o stosunkowo jednorodnych parametrach technicznych i funkcjonalnych. Dzięki temu możliwe jest porównywanie mieszkań o zbliżonym standardzie, bez zaburzeń wynikających ze wcześniejszych eksperymentalnych projektów lub bardziej zaawansowanych realizacji z lat 90. Dlatego z punktu widzenia rynku wielka płyta wciąż traktowana jest jako spójna kategoria produktowa.

Obserwowane zmiany to istotny sygnał, że rynek nie tyle reaguje na wielką płytę spadkami cen, a raczej dostosowuje je w ramach szerszego cyklu – mówi Anton Bubiel, ekspert rynku mieszkaniowego w SonarHome.pl. – Skala zmian jest ograniczona i trudno mówić o strukturalnym odwróceniu trendu. W praktyce oznacza to, że mieszkania z tego segmentu nadal znajdują nabywców i utrzymana jest płynność, mimo rosnącej konkurencji ze strony nowszego budownictwa. W tym kontekście szczególnie istotne jest spojrzenie na segment wielkiej płyty przez pryzmat realnych transakcji, a nie tylko debat eksperckich. To one najlepiej pokazują, czy obawy o przyszłość tych budynków są już „wyceniane” przez rynek, czy nadal pozostają głównie elementem publicystycznej narracji.

Różnice cenowe, a wiek budynków

W danych SonarHome.pl, platformy do wyceny mieszkania i znalezienia agenta, wyraźnie widoczna jest zależność: im nowszy lokal, tym wyższa cena za metr kwadratowy.

Mieszkania z lat 1970-1989, czyli klasyczna wielka płyta, są najtańsze. Lokale z lat 1990-2009 są droższe, jeszcze wyżej wyceniane są inwestycje z lat 2010-2019, a najwyższe ceny osiągają budynki oddane po 2020 roku.

Warte odnotowania są zaobserwowane różnice regionalne. W Gdańsku przewaga cen nowszego budownictwa nad wielką płytą jest relatywnie niewielka – wynosi około 15-17% (średnio 14,4 tys. zł za metr kwadratowy mieszkania z ostatnich kilku lat, wobec 12,3 tys. zł za lokal z wielkiej płyty). W Warszawie różnice sięgają około 26-28% (17,9 tys. zł wobec 14,3 tys. zł), a w Krakowie 25-34% (17,1 tys. zł wobec 12,7 tys. zł). Największe rozbieżności widoczne są w Łodzi, gdzie nowe mieszkania są droższe od wielkiej płyty nawet o ponad 50% (11,4 tys. zł wobec 7,4 tys. zł).Ceny mieszkań w wielkiej płycie 2

Sytuacja ta obrazuje, że wpływ wieku budynku na cenę nie jest jednolity i zależy od lokalnego rynku oraz innych czynników, jak standard wykończenia mieszkania, lokalizacja czy metraż. Jednak tam, gdzie zasób nowoczesnych mieszkań jest bardziej ograniczony, wielka płyta utrzymuje relatywnie silniejszą pozycję cenową.

Struktura rynku ważniejsza niż metryka

Ciekawym zjawiskiem jest to, że nawet w segmencie nowego budownictwa dane potrafią być mylące, jeśli nie uwzględni się struktury transakcji. W Warszawie mieszkania z lat 2020+ osiągają nieco niższą medianę cen niż te z lat 2010-2019 (17,9 tys. zł/m² wobec 18,3 tys. zł/m²). Nie wynika to jednak z realnie niższych stawek za metr, lecz z innego rozkładu lokalizacji.

W nowszym segmencie większy udział mają dzielnice o umiarkowanych cenach, takie jak Białołęka czy Ursus. Z kolei w grupie 2010-2019 więcej transakcji dotyczy droższych lokalizacji, jak Wola czy Wilanów. W efekcie dla budynków z ostatnich lat można zaobserwować niższą medianę, która nie odzwierciedla ich faktycznej jakościowej wyceny. Analogiczna sytuacja występuje w Poznaniu (12,3 tys. zł/m² za lokale z lat 2020+ wobec 12,7 tys. zł/m² za mieszkania z lat 2010-2019), gdzie w segmencie 2020+ dominują tańsze lokalizacje, m.in. Ławica, Naramowice, Rataje czy Podolany.

Przykład ten ponownie pokazuje, że analiza cen bez kontekstu przestrzennego może prowadzić do błędnych wniosków. Kluczowe znaczenie ma lokalizacja – często lepsza niż w przypadku nowych inwestycji – co w wielu przypadkach amortyzuje wpływ wieku budynku na wycenę.

Punkt zwrotny czy długie trwanie?

Zestawienie danych transakcyjnych z narracją debaty publicznej prowadzi do dość jednoznacznego wniosku: rynek na razie nie potwierdza najbardziej radykalnych scenariuszy dla wielkiej płyty. Nie widać ani gwałtownej utraty wartości, ani odpływu popytu.

Obecnie wielka płyta pozostaje ważnym elementem rynku mieszkaniowego, szczególnie w dużych miastach, gdzie oferuje relatywnie dobrą lokalizację przy niższej cenie. To właśnie ta kombinacja wciąż przyciąga kupujących i stabilizuje ten segment rynku. Ale prawdziwy test dopiero przed nim. Nie będzie to jednak nagłe „20-30 lat do końca”, lecz raczej długotrwały proces, w którym o wartości mieszkań zdecyduje nie tylko technologia budowy sprzed dekad, ale też zdolność do adaptacji – zarówno budynków, jak i całych osiedli – podsumowuje Anton Bubiel.

Warto jednak obserwować pojawiające się spadki cen, ponieważ mogą być one pierwszym sygnałem zmiany nastawienia – zwłaszcza w kontekście rosnących kosztów modernizacji, wymogów energetycznych i niepewności regulacyjnej. Jeśli te czynniki się nasilą, różnica cenowa mieszkań z wielkiej płyty w porównaniu z nowym budownictwem może się pogłębiać.

Sektor BSS w Polsce przechodzi z modelu skali do modelu kompetencyjnego

Sektor BSS w Polsce wchodzi w nowy etap – wynika z raportu „Business Services 2026” Grafton Recruitment. Choć liczba centrów przekroczyła 2080, a zatrudnienie 488,7 tys. osób, rozwoju branży należy upatrywać nie tyle w liczbach, ile zmianie charakteru realizowanych projektów. Model oparty na skali i obsłudze prostych procesów ustępuje miejsca centrom kompetencyjnym, które podejmują coraz bardziej złożone, specjalistyczne zadania.

Od przewagi kosztowej do przewagi kompetencyjnej

Sektor nowoczesnych usług dla biznesu odgrywa coraz większą rolę w polskiej gospodarce. Na koniec I kwartału 2025 roku zatrudniał ponad 488 700 osób – o 6,2% więcej niż rok wcześniej. Od 2015 roku liczba pracowników branży niemal się potroiła, a liczba centrów zwiększyła się do 2 081 (w 2024 roku było ich 1941).

Wzrost liczby zatrudnionych w BSS i powstających centrów usług nadal jest widoczny, jednak bardziej umiarkowany niż wcześniej, odzwierciedlając transformację sektora. Branża znajduje się obecnie w stanie przejściowym – pomiędzy modelem, który przez lata opierał się na skali, wolumenie i relatywnie prostych procesach, a nową rzeczywistością, w której kluczowe znaczenie mają wiedza, technologia i realna wartość dodana. Nie konkuruje już niskimi kosztami pracy, ale stawia na kompetencje i dojrzałość organizacyjną. W warunkach globalnego niedoboru talentów przewagę zyskują lokalizacje zapewniające silny ekosystem edukacyjny – także i tu Polska pozostaje konkurencyjna.

Rosnące koszty pracy, zbliżające się do poziomów krajów Europy Zachodniej powodują, że globalne firmy przenoszą obsługę prostych procesów do innych krajów, jednocześnie lokując w Polsce funkcje wymagające wyższych umiejętności, takie jak analiza danych, controlling finansowy, zarządzanie ryzykiem czy ESG. Model biznesowy oparty na efektywności kosztowej ustępuje miejsca centrom kompetencyjnym, realizującym procesy coraz bardziej zaawansowane i specjalistyczne – mówi Joanna Wanatowicz, Dyrektor Zarządzająca Grafton Recruitment.liczba pracownikow BSS

Ten trend potwierdzają obserwacje i dane Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, wskazujące na coraz większą specjalizację inwestycji w sektorze BSS w Polsce. Równolegle z przemianami zachodzącymi w istniejących ośrodkach powstają nowe, które koncentrują się na obsłudze bardziej zaawansowanych funkcji biznesowych oraz R&D (badania i rozwój).  

Dodatkowym impulsem rozwojowym są rosnące inwestycje w infrastrukturę cyfrową i cyberbezpieczeństwo, napędzane zarówno dynamicznym rozwojem technologii chmurowych i AI, jak i nowymi wymogami regulacyjnymi. Widoczna jest również zmiana podejścia do wsparcia publicznego – coraz większy nacisk kładziony jest na jakość projektów, ich innowacyjność oraz rozwój kompetencji, a nie wyłącznie na skalę tworzonych miejsc pracy – wyjaśnia Radosław Pituch, Head of BSS & Tech Investments w PAIH.

Popyt na role: od powtarzalności do specjalizacji

Zmiana profilu obsługiwanych procesów przekłada się na strukturę rekrutacji i oczekiwania kompetencyjne.

Zachodzące zmiany wynikają bardziej z kierunku transformacji sektora niż z samej koniunktury. Firmy nie zwiększają zatrudnienia gwałtownie, ale też nie ograniczają go radykalnie – raczej dostosowują struktury do nowych potrzeb, automatyzują procesy i przesuwają kompetencje w stronę bardziej zaawansowanych funkcjianalitycznych, eksperckich i strategicznych – tłumaczy Dagmara Jaworecka, Regional Division Manager w Grafton Recruitment.

W ostatnich kwartałach popyt na większość ról w sektorze BSS pozostawał stabilny. Zapotrzebowanie na pracowników w obsłudze klienta, łańcuchach dostaw, analityce biznesowej (Business Intelligence), HR i płacach, marketingu oraz administracji biurowej utrzymywało się na zbliżonym poziomie. Stabilny był także popyt w finansach i księgowości.

 Na tym tle wyróżnia się obszar ESG. W 2024 oraz na początku 2025 roku obserwowaliśmy wyraźny wzrost zapotrzebowania na role w tym obszarze. Wynikał on przede wszystkim z presji regulacyjnej związanej z CSRD i ESRS oraz konieczności budowania kompetencji, których wiele firm wcześniej nie posiadało – dodaje Dagmara Jaworecka.

Jednocześnie systematycznie maleje znaczenie ról, w ramach których realizowane są proste i powtarzalne zadania, głównie w obsłudze klienta i obsłudze zamówień, administracji, zarządzaniu podstawowymi danymi oraz w obszarze rekrutacji. Zwolnienia, choć nie mają charakteru masowego, są zauważalne, co znajduje odzwierciedlenie we wzroście zainteresowania usługami outplacementu.

– Firmy rzadziej prowadzą rekrutacje na dużą skalę, większą rolę odgrywa dziś precyzyjne dopasowanie kompetencji do konkretnych potrzeb biznesowych. Coraz większego znaczenia nabierają również elastyczne formy współpracy. Outsourcing, projekty czasowe oraz modele hybrydowe pozwalają szybciej reagować na zmieniające się realia rynkowe – komentuje Michał Piernik, Division & Business Development Manager Grafton Recruitment.

Procesy rekrutacyjne stają się bardziej wymagające, wieloetapowe i średnio o około 15 dni dłuższe niż rok wcześniej. Widocznym zjawiskiem są zamrożenia rekrutacji, co świadczy o ostrożności w podejmowaniu decyzji dotyczących zwiększania zatrudnienia. Zmienia się także podejście kandydatów.

– Z naszych obserwacji wynika, że decyzje o zmianie pracy podejmowane są dziś z większą ostrożnością. Kontroferty ponownie odgrywają istotną rolę, jednak około 30% pasywnych kandydatów, mimo otrzymania propozycji, ostatecznie pozostaje w obecnej organizacji – dodaje Michał Piernik.

Kompetencje przyszłości definiują rozwój sektora

Zmiany w sektorze BSS pokazują, że kluczowe stają się umiejętności specjalistyczne oraz hybrydowe – łączące wiedzę procesową, umiejętności analityczne i znajomość technologii. Wraz z rozwojem automatyzacji i AI rośnie zapotrzebowanie na pracowników, którzy potrafią obsługiwać zaawansowane procesy, a także je analizować, optymalizować i rozwijać.

Coraz większe znaczenie ma nie tylko doświadczenie pracowników, ale także ich zdolność do adaptacji i rozwijania nowych kompetencji. To właśnie elastyczność i gotowość do nauki będą decydować o dalszym rozwoju pracowników i konkurencyjności sektora.

Odpowiedzią na rosnącą złożoność procesów i zmieniające się wymagania biznesowe jest stałe podnoszenie kwalifikacji. Tym bardziej że długofalowe prognozy są jednoznaczne: do 2030 roku około 40% obecnie wymaganych umiejętności zostanie zastąpionych lub uznanych za nieaktualne, a nawet 59% pracowników globalnej siły roboczej będzie wymagało upskillingu lub reskillingu – tłumaczy Mateusz Skiba, Menedżer ds. Inwestorów Zagranicznych w Grafton Recruitment.

Transformacja technologiczna sektora wspiera rozwój usług

Efektywność operacyjną i poprawę jakości usług wspiera transformacja technologiczna BSS, w którym dominują procesy oparte na ekspertyzie oraz zaawansowanych narzędziach technologicznych. Z danych ABSL wynika, że centra w coraz większym stopniu wykorzystują rozwiązania AI w obszarach takich jak automatyzacja procesów, obsługa klienta, generowanie treści, analiza danych czy wsparcie procesów decyzyjnych. Integrują też rozwiązania RPA z narzędziami generatywnej AI (GenAI), automatyzując coraz złożone procesy decyzyjne i zwiększając skalowalność operacyjną.

Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce znajduje się w zaawansowanej fazie transformacji cyfrowej. Zakres realizowanych procesów ewoluuje w kierunku zadań wymagających zaawansowanych kompetencji technologicznych i analitycznych. Także i to sprawia, że Polska przestaje być postrzegana tylko jako lokalizacja zapewniająca niższe koszty operacyjne, a coraz częściej pełni rolę hubu kompetencyjnego obsługującego procesy o wysokim stopniu złożoności – mówi Joanna Ciężkowska, Senior Brand Manager Grafton Recruitment.

Raport „Business Services 2026” został przygotowany przez ekspertów Grafton Recruitment. Wykorzystano w nim dane GUS, Eurostatu oraz ABSL („Sektor usług biznesowych w Polsce 2025”). Tabele i widełki wynagrodzeń zostały opracowane na podstawie danych rynkowych oraz analiz własnych Grafton Recruitment.

Marek Lenz dołączył do zarządu Credit Agricole

Marek Lenz dołączył do zarządu banku Credit Agricole. Wcześniej pełnił on rolę CIO. W funkcji wiceprezesa będzie nadal odpowiadał za obszar IT i wspierał rozwój banku.

Marek Lenz, który dotychczas pełnił rolę CIO banku, dołączył do zarządu banku Credit Agricole. Marek Lenz ma ponad 20-letnie doświadczenie w obszarze IT. Zdobywał je w międzynarodowych firmach z sektora finansowego, telekomunikacyjnego i energetycznego, także jako CIO Banku Pekao, Allianz, AXA i Vattenfall Poland. W mBanku był dyrektorem Departamentu Infrastruktury IT. Jest absolwentem Wydziału Telekomunikacji na Politechnice Gdańskiej. Ma także dyplom MBA Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie i Uniwersytetu Quebec w Montrealu.

W nowej funkcji Marek Lenz nadal będzie odpowiadał za obszar IT i wspierał rozwój banku, zapewniając nowoczesne technologie oraz wdrażając zmiany w podejściu zwinnym, w którym się m.in. specjalizuje. Jest także ekspertem w obszarze transformacji cyfrowej i rozwiązań chmurowych.

Branża meblarska zwróciła się do rządu o pilne działania osłonowe

Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli (OIGPM) skierowała oficjalny list do Prezesa Rady Ministrów oraz przedstawicieli kluczowych resortów gospodarczych, apelując o pilne wsparcie dla polskiej branży meblarskiej. Dokument został zaadresowany do Premiera Donalda Tuska, Ministra Finansów i Gospodarki, Andrzeja Domańskiego oraz Ministra Energii, Miłosza Motyki.

Izba zwraca uwagę na pogarszającą się sytuację sektora, który od lat stanowi jeden z filarów polskiej gospodarki oraz ważny element krajowego eksportu. Przedsiębiorcy mierzą się z rosnącymi wyzwaniami o charakterze ekonomicznym i geopolitycznym. Jak podkreśla OIGPM, szczególnym obciążeniem dla producentów mebli pozostają wysokie koszty energii elektrycznej i paliw, które bezpośrednio wpływają na koszty produkcji i konkurencyjność polskich firm. Dodatkowym wyzwaniem są rosnące ceny surowców i komponentów, spadający popyt na rynkach międzynarodowych, a także nasilająca się presja ze strony zagranicznych producentów.

Izba wskazuje również, że utrzymujące się niekorzystne warunki rynkowe mogą prowadzić do dalszego osłabienia sektora, ograniczenia inwestycji oraz negatywnych konsekwencji społeczno-gospodarczych, w tym utraty miejsc pracy – zwłaszcza w regionach, gdzie przemysł drzewno-meblarski odgrywa kluczową rolę.

W związku z powyższym OIGPM apeluje do rządu o podjęcie zdecydowanych i systemowych działań wspierających stabilność branży. Wśród najważniejszych postulatów znalazły się:

  • obniżenie hurtowych cen paliw,
  • obniżenie cen energii elektrycznej, które należą obecnie do najwyższych w Europie i na świecie,
  • wprowadzenie dodatkowych działań pomocowych i osłonowych, które pomogą ustabilizować sytuację i poprawić kondycję przedsiębiorstw meblarskich.

Zdaniem Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, szybka i zdecydowana reakcja administracji państwowej jest niezbędna, aby zahamować negatywne trendy i zapewnić dalszy rozwój jednego z najważniejszych sektorów polskiej gospodarki.

UOKiK: Enter Air wypłaci pasażerom ponad 8,2 mln zł rekompensat

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zobowiązał linie lotnicze Enter Air do wypłaty konsumentom przysporzenia o łącznej wartości przekraczającej 8,2 mln zł. Decyzja jest efektem postępowania prowadzonego wobec przewoźnika w związku z praktykami stosowanymi przy rozpatrywaniu reklamacji oraz realizacji praw pasażerów. Sprawa dotyczy zarówno problemów związanych z bagażem, jak i sytuacji odwołania lub znacznego opóźnienia lotów.

Enter Air to polski przewoźnik specjalizujący się w lotach czarterowych obsługiwanych głównie na rzecz biur podróży. Do UOKiK trafiały skargi od pasażerów, którzy wskazywali na trudności w dochodzeniu swoich praw. W toku postępowania Prezes UOKiK zakwestionował 10 praktyk stosowanych przez spółkę. Zamiast kary administracyjnej wydana została decyzja zobowiązująca, której skutkiem mają być konkretne rekompensaty dla podróżnych.

Jak podkreśla Prezes UOKiK Tomasz Chróstny, pasażerowie powinni mieć realną możliwość korzystania z przysługujących im praw, a przewoźnicy mają obowiązek tworzyć przejrzyste, zgodne z przepisami zasady obsługi reklamacji. Dotyczy to nie tylko odpowiedzi na roszczenia, ale również zapewnienia odpowiednich świadczeń w razie problemów pojawiających się przed lotem, w jego trakcie i po jego zakończeniu.

Jednym z najważniejszych elementów decyzji są rekompensaty związane z reklamacjami dotyczącymi uszkodzenia, zniszczenia lub utraty bagażu. Enter Air ma wypłacić 170 zł tym podróżnym, których reklamacje zostały rozpatrzone z opóźnieniem, a następnie odrzucone albo uznane jedynie częściowo. Zgodnie z obowiązującymi przepisami termin na ustosunkowanie się do reklamacji wynosi 14 dni. Urząd przypomniał, że przedsiębiorca nie może samodzielnie wydłużać tego czasu, a brak odpowiedzi w terminie lub całkowity brak odpowiedzi oznacza co do zasady uznanie roszczenia.

Istotny fragment decyzji dotyczy także raportu PIR, czyli Raportu Niezgodności Własności, sporządzanego na lotnisku po stwierdzeniu nieprawidłowości związanych z bagażem. Zdaniem UOKiK taki dokument, jeśli zawiera wszystkie niezbędne informacje dotyczące stanu faktycznego i roszczeń, powinien być traktowany jak reklamacja złożona przewoźnikowi. Oznacza to, że pasażerowie, którzy sporządzili PIR, a mimo to ich późniejsze roszczenia zostały odrzucone jako złożone po terminie, także mają otrzymać rekompensatę.

Przysporzenia mają objąć również inne sytuacje, w których reklamacje były przez Enter Air odrzucane z powodów zakwestionowanych przez Urząd. Chodzi między innymi o sprawy, w których przewoźnik odmawiał uznania roszczeń z uwagi na wiek walizki, brak określonych dokumentów wymaganych przez linię lub jednostronne wyłączenie własnej odpowiedzialności.

Druga grupa rekompensat dotyczy opóźnienia w dostarczeniu bagażu rejestrowanego. W takich przypadkach konsumenci, którym Enter Air odmówił uznania reklamacji lub zwrotu wydatków poniesionych w związku z brakiem bagażu, mają otrzymać po 200 zł. UOKiK zakwestionował praktykę odrzucania roszczeń w sytuacji, gdy lot kończył się w kraju zamieszkania pasażera, a także ograniczania zwrotów wyłącznie do tzw. artykułów pierwszej potrzeby. Urząd uznał, że odszkodowanie za opóźnione dostarczenie bagażu może przysługiwać niezależnie od miejsca docelowego podróży, a przepisy nie zawężają odpowiedzialności przewoźnika do jednej kategorii zakupów.

Decyzja obejmuje również sprawy związane z odwołaniem i znacznym opóźnieniem lotów. UOKiK ustalił, że Enter Air zawierał z pasażerami ugody, zarówno na pokładzie, jak i po opuszczeniu samolotu, proponując świadczenia niższe niż przewidują przepisy. W ocenie Urzędu pasażerowie mogli nie otrzymywać pełnej i jasnej informacji o swoich uprawnieniach. W takich przypadkach przewoźnik ma wypłacić wyrównanie do poziomu odszkodowania przewidzianego prawem, a dodatkowo przekazać bezterminowy voucher o wartości 50 zł do jednorazowego wykorzystania podczas dowolnego lotu obsługiwanego przez Enter Air.

Podstawę odpowiedzialności przewoźników lotniczych stanowią przepisy Konwencji montrealskiej oraz unijnego rozporządzenia nr 261/2004. To właśnie rozporządzenie określa minimalne prawa pasażerów w przypadku odwołania lotu, dużego opóźnienia lub odmowy wejścia na pokład. Wysokość odszkodowania zależy od długości trasy i wynosi 250 euro dla lotów do 1500 km, 400 euro dla lotów od 1500 do 3500 km oraz 600 euro w przypadku pozostałych lotów. Co do zasady świadczenie przysługuje wtedy, gdy pasażer dotarł do miejsca docelowego z opóźnieniem wynoszącym co najmniej trzy godziny albo gdy lot został odwołany.

Zgodnie z decyzją osoby uprawnione do otrzymania rekompensaty mają zostać poinformowane indywidualnie przez Enter Air w ciągu sześciu miesięcy od uprawomocnienia się decyzji. Spółka ma skontaktować się z pasażerami najpóźniej do 24 października 2026 r. i przekazać informacje dotyczące sposobu oraz terminu automatycznej wypłaty przysporzeń. Jeżeli taka wypłata nie będzie możliwa, na przykład z powodu braku numeru rachunku bankowego, przewoźnik będzie zobowiązany do realizacji płatności na wniosek konsumenta. Szczegółowe instrukcje mają zostać przekazane zainteresowanym bezpośrednio przez spółkę.

Dodatkowo Enter Air ma opublikować komunikat o decyzji Prezesa UOKiK na swojej stronie internetowej oraz na profilu w serwisie Facebook. Urząd zapowiada, że będzie monitorował wykonanie zobowiązania. Według szacunków łączna wartość rekompensat może wynieść dokładnie 8 234 034 zł.

Warto podkreślić, że część konsumentów może być uprawniona do więcej niż jednej rekompensaty, jeśli ich sprawa obejmowała różne naruszenia. Przysporzeniem objęto nie tylko osoby, które złożyły reklamacje, ale także te, które mogły zrezygnować z dochodzenia swoich praw wskutek działań uznanych przez UOKiK za wprowadzające w błąd. Tacy pasażerowie będą mogli zwrócić się do Enter Air, powołując się na decyzję Prezesa UOKiK. Jednocześnie otrzymanie rekompensaty wynikającej z decyzji nie zamyka drogi do dalszego dochodzenia roszczeń, jeśli konsument uzna, że należne mu świadczenie powinno być wyższe.

„Mieszkanie bez wkładu własnego” pozostaje ograniczoną opcją mimo zmian w limitach

Od kwietnia 2026 r. zaczęły obowiązywać nowe, wyższe limity ceny metra kwadratowego dla mieszkań kupowanych w programie „Mieszkanie bez wkładu własnego”. Teoretycznie powinno to zwiększyć dostępność mieszkań finansowanych kredytem z państwową gwarancją wkładu własnego. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, gdzie kupujący mogą dziś przebierać w ofertach deweloperskich, a gdzie znalezienie mieszkania spełniającego warunki programu wciąż niemal graniczy z cudem.

– Podwyżka limitów ceny metra kwadratowego była potrzebna, bo wcześniejsze coraz wyraźniej rozmijały się z rynkowymi realiami. Problem w tym, że podniesienie limitów nie wystarczy, jeśli cena mieszkania nadal nie może przekroczyć 500 tys. zł – komentuje Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Limity w górę, choć nie wszędzie w tym samym tempie

W II i III kwartale 2026 r. najwyższy limit ceny metra kwadratowego dla nowych mieszkań obowiązuje w Warszawie. W stolicy wzrósł on kwartał do kwartału o 4 proc., do poziomu 16,2 tys. zł. Podobna skala podwyżki miała miejsce w Krakowie i Gdańsku, gdzie wojewodowie zwiększyli limity odpowiednio do 13,7 tys. zł i 13,5 tys. zł za metr kwadratowy.

W Poznaniu i Katowicach korekta była bardziej umiarkowana, choć również dodatnia, a w Łodzi limit przekroczył 9,9 tys. zł za mkw. Jedynym dużym rynkiem, gdzie w praktyce nie doszło do zmiany, pozostaje Wrocław.Komunikat-kredyty bez wkładu-kwiecień 2026-limit ceny mkw

Podwyższenie limitów ceny metra kwadratowego sprawiło, że więcej mieszkań z oferty deweloperów spełnia to kryterium. Problem w tym, że jest jeszcze drugie.

Limit 500 tys. zł wciąż największą barierą

Aby skorzystać z rządowej gwarancji wkładu własnego, mieszkanie musi nie tylko mieścić się w limicie ceny metra kwadratowego, lecz także w kwocie samej gwarancji – maksymalnie 100 tys. zł, czyli 20 proc. wkładu wymaganego przez banki. To właśnie ten warunek najmocniej zawęża pole wyboru, szczególnie w największych i najdroższych metropoliach.

Osoby z odpowiednią zdolnością kredytową, ale bez oszczędności na wkład własny, muszą więc znaleźć lokum kosztujące nie więcej niż pół miliona złotych. Oczywiście, jeśli ktoś dysponuje własnymi środkami i może pokryć część wkładu, maksymalna cena mieszkania automatycznie rośnie.

Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl pokazują, że między marcem a kwietniem 2026 r. liczba mieszkań spełniających oba kryteria wzrosła w większości miast, choć punkt wyjścia był bardzo niski. W Warszawie takich lokali przybyło z 257 do 293, w Gdańsku z 308 do 334, a w Katowicach z 232 do 252. Największy przyrost odnotowano w Łodzi – z 757 do 899 mieszkań, co sprawia, że to jedno z nielicznych dużych miast, gdzie realnie jest dziś w czym wybierać.

Na drugim biegunie pozostaje Kraków. Mimo podwyżki limitu ceny metra kwadratowego liczba mieszkań spełniających oba kryteria wzrosła tam zaledwie z 22 do 37. To wciąż wynik symboliczny jak na jeden z największych rynków mieszkaniowych w kraju.Komunikat-kredyty bez wkładu-kwiecień 2026-oferta

Małe mieszkania też często wypadają z gry

Nawet niewielki metraż nie gwarantuje spełnienia warunków programu. W kwietniu 2026 r. w Warszawie spośród 293 mieszkań możliwych do zakupu na kredyt bez wkładu własnego tylko 125 było lokalami jednopokojowymi, a 154 – dwupokojowymi. Podobny schemat widać w innych miastach.

Małe mieszkania, choć tańsze w ujęciu całkowitym, bardzo często mają cenę metra kwadratowego zbyt wysoką, by zmieścić się w ustawowym limicie.

– Spełnienie jednocześnie obu kryteriów w praktyce eliminuje znaczną część kawalerek i popularnych mieszkań dwupokojowych. Co z tego, że można je kupić za pół miliona złotych, skoro tylko nieliczne mieszczą się w limicie ceny za metr kwadratowy. Pod tym względem małe metraże są zwykle najdroższe – podkreśla Marek Wielgo.

Z danych Banku Gospodarstwa Krajowego, który zarządza programem, wynika, że w 2025 r. z państwowej gwarancji wkładu własnego skorzystało blisko 21,8 tys. kredytobiorców, czyli ponad dwa i pół raza więcej niż rok wcześniej. Mimo to kredyty bez wkładu własnego wciąż stanowią niewielki odsetek wszystkich udzielonych kredytów mieszkaniowych – w 2025 r. banki udzieliły ich ponad 238 tys.

Co istotne, kredytów z gwarantowanym przez państwo wkładem własnym udzielają obecnie tylko cztery banki: PKO Bank Polski, Bank Pekao SA, Alior Bank oraz Santander Bank.Komunikat-kredyty bez wkładu-kwiecień 2026-kredyty

Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl jasno pokazują, że kredyt bez wkładu własnego jest dziś realną opcją przede wszystkim w Poznaniu i Łodzi, gdzie dostępnych jest około tysiąca mieszkań spełniających wszystkie warunki. W pozostałych metropoliach program pozostaje niszowy.

Marek Wielgo zwraca też uwagę na dodatkową korzyść w postaci dopłat od państwa. W przypadku narodzin drugiego dziecka w okresie spłaty kredytu dopłata wynosi 20 tys. zł, a każde kolejne dziecko premiowane jest kwotą 60 tys. zł.

Nowe ryzyka, nowe kompetencje. Cyberbezpieczeństwo wymaga dziś decyzji strategicznych

Cyberbezpieczeństwo staje się jednym z kluczowych obszarów decyzji zarządczych, a nie wyłącznie domeną działów IT – wynika z raportu KPMG „Cybersecurity Considerations 2026”. Analiza wskazuje, że o przewadze konkurencyjnej organizacji coraz częściej decyduje zdolność do zarządzania ryzykiem cyberbezpieczeństwa w warunkach rosnącej złożoności – napędzanej przez rozwój sztucznej inteligencji, napięcia geopolityczne oraz zmiany regulacyjne. Dane rynkowe potwierdzają skalę wyzwań w Polsce aż 96% firm doświadczyło incydentu cyberbezpieczeństwa w 2025 roku, a globalnie 57% CEO wskazuje geopolitykę jako istotne ryzyko dla działalności.

Cyberzagrożenia stały się trwałym elementem otoczenia biznesowego, a organizacje funkcjonują w środowisku rosnącej złożoności operacyjnej. Wynika ona nie tylko z postępu technologicznego, ale również z fragmentacji regulacyjnej oraz dynamicznego wzrostu liczby tożsamości nieludzkich, takich jak konta systemowe, API czy agenci AI.

Organizacje wchodzą w erę, w której cyberbezpieczeństwo nie może być już dłużej traktowane jako koszt operacyjny zarządzany przez dział IT. Zestawiając globalną i lokalną, polską perspektywę, widać zjawisko, które można nazwać paradoksem dojrzałości: firmy coraz konsekwentniej budują struktury i inwestują w narzędzia bezpieczeństwa, a jednocześnie liczba incydentów osiąga rekordowo wysoki poziom, ponieważ atakujący adaptują nowe technologie co najmniej równie sprawnie jak obrońcy. Sztuczna inteligencja jest głównym katalizatorem tej asymetrii – i właśnie dlatego kluczowym wyzwaniem na najbliższe lata staje się nie tyle dostęp do odpowiednich rozwiązań technicznych, ile zdolność zarządów do podejmowania świadomych decyzji w obszarze cyberbezpieczeństwa. Wymaga to uwzględnienia tego zagadnienia w strategii organizacji na równi z obszarami takimi jak zarządzanie finansami czy łańcuchem dostaw. Firmy, które tę zmianę przeprowadzą skutecznie, zyskają odporność operacyjną, która staje się jednym z kluczowych wymiarów przewagi konkurencyjnej – mówi Michał Kurek, Partner, Szef Zespołu Cyberbezpieczeństwa w KPMG Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Firmy, które chcą zweryfikować swój poziom przygotowania, mogą sprawdzić, czy ich backup spełnia wymagania NIS2.

Nowe obszary ryzyka – AI, tożsamości i łańcuchy dostaw

Raport KPMG identyfikuje obszary wymagające szczególnej uwagi zarządów. Należą do nich m.in. ochrona systemów sztucznej inteligencji jako element budowania zaufania i zgodności regulacyjnej oraz zarządzanie tożsamościami nieludzkimi, których liczba dynamicznie rośnie i wymyka się tradycyjnym modelom kontroli.

Istotną zmianą jest również transformacja podejścia do bezpieczeństwa łańcuchów dostaw – od okresowych audytów do ciągłego monitorowania i współdzielenia odpowiedzialności.Cyberbezpieczeństwo przestaje być domeną IT – raport KPMG wskazuje kluczowe wyzwania na 2026 rok

Sztuczna inteligencja redefiniuje model bezpieczeństwa

Sztuczna inteligencja znajduje się w centrum transformacji cyberbezpieczeństwa. Z jednej strony umożliwia automatyzację procesów, szybsze wykrywanie zagrożeń i bardziej efektywne reagowanie na incydenty. Z drugiej – znacząco zwiększa możliwości cyberprzestępców, pozwalając im prowadzić bardziej zaawansowane i skalowalne ataki, w tym kampanie phishingowe wykorzystujące AI czy technologie deepfake.

Rozwój autonomicznych systemów wpływa również na funkcjonowanie centrów operacji bezpieczeństwa (SOC). Coraz więcej zadań operacyjnych przejmują systemy oparte na AI, co przesuwa rolę specjalistów w kierunku nadzoru nad algorytmami, interpretacji ryzyka oraz zarządzania złożonymi środowiskami technologicznymi.

Geopolityka i regulacje zwiększają złożoność

Cyberbezpieczeństwo coraz silniej przenika się z geopolityką. Organizacje muszą uwzględniać ryzyka wynikające z konfliktów międzynarodowych, zmian w łańcuchach dostaw oraz rosnącej liczby regulacji, takich jak NIS2, DORA czy Cyber Resilience Act. W efekcie odchodzą od jednolitych, globalnych modeli bezpieczeństwa na rzecz bardziej rozproszonych i lokalnych podejść.

Na polskim rynku rośnie znaczenie zagrożeń związanych z haktywizmem, podczas gdy percepcja ryzyka ze strony grup wspieranych przez państwa uległa częściowemu obniżeniu.

Przygotowanie na erę postkwantową

Rozwój komputerów kwantowych stawia pod znakiem zapytania skuteczność obecnych metod szyfrowania. Organizacje muszą już dziś przygotowywać się na transformację w kierunku kryptografii postkwantowej, obejmującą m.in. inwentaryzację stosowanych rozwiązań, dostosowanie wymagań wobec dostawców oraz wdrożenie wieloletnich programów migracji.

O raporcie:

Raport „Cybersecurity Considerations 2026” został opracowany przez KPMG International we współpracy z ekspertami z obszaru cyberbezpieczeństwa z wielu regionów świata oraz partnerami technologicznymi, takimi jak Google, Microsoft, Palo Alto Networks i ServiceNow. Wnioski opierają się na analizie trendów rynkowych oraz wynikach badań globalnych KPMG, uzupełnionych w niniejszym opracowaniu o dane z badania do „Barometru cyberbezpieczeństwa” przeprowadzonego wśród organizacji działających w Polsce.

ORLEN zwiększa krajowe wydobycie – nowe odwierty w Wielkopolsce i na Lubelszczyźnie

0

ORLEN uruchomił produkcję gazu ziemnego z dwóch nowych projektów wydobywczych – na złożach Jastrzębiec w województwie lubelskim oraz Sierosław w Wielkopolsce. Inwestycje te stanowią element realizacji strategii rozwoju krajowego wydobycia i mają znaczenie zarówno dla bezpieczeństwa energetycznego, jak i dla lokalnych gospodarek.

Nowe źródła gazu w Polsce

Zgodnie z informacjami spółki, łączna produkcja z obu złóż w pierwszym roku ma wynieść około 140 mln m³ gazu ziemnego. Projekty zostały zaplanowane jako długoterminowe – przewiduje się, że eksploatacja będzie prowadzona przez kilkanaście lat, przy stopniowym spadku wydobycia typowym dla tego typu złóż.

Nowe wolumeny gazu trafią zarówno do sektora energetycznego, jak i do przemysłu oraz odbiorców indywidualnych. W kontekście rosnącego znaczenia dywersyfikacji źródeł energii, rozwój krajowego wydobycia postrzegany jest jako jeden z elementów zwiększania stabilności dostaw.

Znaczenie dla regionów i samorządów

Inwestycje ORLEN mają również wymiar lokalny. Samorządy, na terenie których prowadzone jest wydobycie, korzystają z opłat związanych z działalnością eksploatacyjną. Oznacza to dodatkowe wpływy do budżetów gminnych, które mogą być przeznaczane na rozwój infrastruktury czy usług publicznych.

Sierosław: mobilna technologia dla mniejszych złóż

Złoże Sierosław, położone na pograniczu gmin Tarnowo Podgórne i Dopiewo, zostało zagospodarowane z wykorzystaniem mobilnej instalacji produkcyjnej. Tzw. skid to kontenerowy system obejmujący moduły do separacji, osuszania i pomiaru gazu.

Takie rozwiązanie stosuje się przede wszystkim przy złożach o mniejszych zasobach, gdzie budowa pełnej infrastruktury stacjonarnej byłaby mniej opłacalna. Mobilność instalacji pozwala ograniczyć koszty inwestycyjne, a po zakończeniu eksploatacji umożliwia jej przeniesienie i wykorzystanie w innym miejscu.

Odwiert Sierosław-2H ma zapewnić produkcję na poziomie około 40 mln m³ gazu zaazotowanego rocznie. Szacowane zasoby całego złoża wynoszą około 900 mln m³, co pozwala na jego eksploatację przez kilkanaście lat.

Jastrzębiec: większa skala wydobycia

Znacznie większy potencjał produkcyjny posiada złoże Jastrzębiec, zlokalizowane w powiecie biłgorajskim, na granicy gmin Tarnogród i Kuryłówka. Do eksploatacji włączono tam pięć nowych odwiertów.

W okresie maksymalnego wydobycia złoże to może zwiększyć krajową produkcję gazu o około 100 mln m³ rocznie. Całkowite zasoby szacowane są na blisko 1 mld m³, co również pozwala na wieloletnią eksploatację.

Element szerszej strategii rozwoju

Uruchomienie nowych odwiertów wpisuje się w długoterminową strategię spółki, zakładającą systematyczny wzrost krajowego wydobycia gazu. Jednym z celów jest osiągnięcie poziomu około 4 mld m³ rocznie do 2030 roku.

Realizacja tych założeń opiera się m.in. na rozwijaniu projektów na mniejszych złożach oraz optymalizacji kosztów poprzez wykorzystanie istniejącej infrastruktury i nowoczesnych, elastycznych technologii wydobywczych.

ORLEN na rynku upstream

ORLEN pozostaje największym koncernem paliwowo-energetycznym w Europie Środkowo-Wschodniej. Spółka prowadzi działalność wydobywczą w ośmiu krajach na czterech kontynentach.

Na koniec 2025 roku łączne zasoby węglowodorów koncernu szacowano na 1 242 mln baryłek ekwiwalentu ropy (BOE), z czego około 75% stanowił gaz ziemny. Największa część zasobów znajduje się w Polsce, ale istotne aktywa zlokalizowane są również w Norwegii, Kanadzie i Pakistanie.

Inżynier przyszłości będzie technologiem, humanistą i strategiem jednocześnie

W dobie dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji i cyfryzacji, pojęcie „inżyniera przyszłości” nabiera zupełnie nowego znaczenia. To nie jest już wyłącznie specjalista od kodu, robotyki czy nowych technologii – to technologiczny humanista, który łączy kompetencje z obszaru nauk ścisłych, inżynierii, humanistyki, etyki oraz zagadnień społecznych i środowiskowych.

Z perspektywy akademickiej – m.in. doświadczeń Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych – wyraźnie widać, że rynek pracy przesuwa się w stronę kompetencji hybrydowych. Nie wystarcza już wiedzieć jak coś zbudować – trzeba rozumieć dlaczego i z jakimi konsekwencjami.

Gospodarka przyszłości oparta jest na transformacji cyfrowej, metawersie i gospodarce uwagi. W świecie, w którym życie cyfrowe i fizyczne przenikają się i funkcjonują równolegle, kluczowe stają się kompetencje interdyscyplinarne. Inżynier przyszłości musi operować na trzech poziomach wiedzy:

  • Know-why – rozumienie przyczyn i kontekstu zjawisk,
  • Know-what – dostęp do rzetelnych informacji i danych,
  • Know-how – zdolność praktycznego zastosowania wiedzy.

Nie jest to jedynie koncepcja teoretyczna. Według raportu World Economic Forum „Future of Jobs”, aż 44% kompetencji pracowników zmieni się do 2027 r., a wśród kluczowych umiejętności dominują myślenie analityczne, kreatywność, kompetencje technologiczne oraz zdolność do ciągłego uczenia się.

Z kolei analizy McKinsey & Company wskazują, że ponad 50% zadań zawodowych może być częściowo zautomatyzowanych, co paradoksalnie zwiększa zapotrzebowanie na specjalistów potrafiących łączyć technologię z kontekstem społecznym, biznesowym i etycznym.

Potwierdza to również OECD – systemy edukacyjne integrujące podejście STEAM (science, technology, engineering, arts, mathematics) skuteczniej przygotowują do funkcjonowania w świecie złożoności, niepewności i szybkiej zmiany.

W praktyce oznacza to, że nowoczesny inżynier nie tylko rozwiązuje problemy techniczne, ale przewiduje skutki swoich działań, analizuje systemy w skali globalnej i wdraża innowacje w sposób odpowiedzialny.

Kluczowe stają się: myślenie systemowe, zdolność do pracy na styku różnych dziedzin oraz stosowanie etyki inżynierskiej w skali globalnej.

Wniosek jest jednoznaczny: edukacja przyszłych inżynierów musi przygotowywać nie tylko do pracy z technologią, ale przede wszystkim do świata decyzji i odpowiedzialności.

AI nie odbiera pracy. Ona redefiniuje kompetencje. Przewagę budują ci, którzy potrafią z niej świadomie korzystać – łącząc wiedzę, technologię i odpowiedzialność.

Hard2beat i Digital Ocean Ventures inwestują w Graftcode

Polski startup oferujący technologię do budowy i integracji systemów informatycznych wypuszcza publiczną wersję beta i zamyka rundę finansowania. Łączne finansowanie spółki sięga 28 milionów złotych.

  • Graftcode przyspiesza komunikację między aplikacjami i wewnątrz systemów informatycznych nawet o 70% w porównaniu z tradycyjnymi rozwiązaniami i jest dostosowany do potrzeb rosnącego trendu wykorzystania AI w procesie tworzenia oprogramowania
  • Platforma Graftcode jest bezpłatna dla developerów, zgodnie z modelem otwartej infrastruktury znanym z Docker i HashiCorp.
  • Aż 70% czasu pracy programistów zajmuje łączenie systemów ze sobą, a nie tworzenie nowych funkcji.
  • Graftcode eliminuje warstwę kodu integracyjnego. Aplikacje w dowolnym języku programowania łączą się jednym poleceniem, bez API, middleware ani kodu klienckiego.
  • Rundę finansowania prowadzi fundusz Hard2beat z udziałem Digital Ocean Ventures i Heartfelt Capital. Celem jest dotarcie do 200 tys. developerów do końca 2026 roku.

Graftcode, platforma dla programistów, która pozwala łączyć ze sobą aplikacje napisane w dowolnym języku programowania jednym poleceniem, bez pisania dodatkowego kodu, pozyskała 9 milionów złotych. Rundę poprowadził Hard2beat, a wśród inwestorów znaleźli się również Digital Ocean Ventures, Heartfelt Capital oraz inwestorzy prywatni, w tym pracownicy spółki. Łączne finansowanie Graftcode sięga 28 milionów złotych. Inwestycja zbiega się z uruchomieniem wersji beta platformy, która ma przyspieszyć pozyskiwanie pierwszych użytkowników i ustanowić nowy standard łączenia systemów IT.

Integracja oprogramowania to jedno z największych obciążeń dla budżetów IT. Według Forrester aż 70% prac programistycznych to kod łączący ze sobą różne systemy, czyli frontendy, backendy i warstwy pośrednie, zamiast tworzenie nowych funkcji. Taki dług technologiczny kosztuje coraz więcej: McKinsey szacuje, że pochłania on około 40% zasobów IT i podnosi koszty projektów o 10–20%, a Deloitte wycenia roczny koszt długu technologicznego w Stanach Zjednoczonych na ok. 1,5 biliona dolarów. Wraz z wdrażaniem AI problem się pogłębia. Systemy, które powstawały latami z dużą ilością kodu łączącego, nie radzą sobie z wymaganiami nowoczesnych aplikacji AI. Jak prognozuje Gartner, do 2027 roku większość projektów opartych na agentach AI zakończy się niepowodzeniem właśnie z tego powodu.

Graftcode rozwiązuje ten problem dzięki autorskiej technologii runtime bridging. Pozwala ona aplikacjom napisanym w różnych językach programowania komunikować się bezpośrednio, bez potrzeby pisania dodatkowego kodu łączącego, tworzenia API czy middleware. Zamiast budować i utrzymywać rozbudowane warstwy integracyjne, programista może połączyć systemy jednym poleceniem, które automatycznie wygeneruje i utrzyma zawsze aktualny potrzebny moduł. Platforma obsługuje 14 języków programowania i działa ze wszystkimi głównymi platformami chmurowymi, w tym AWS, Azure i GCP. Obejmuje też wszystkie kluczowe scenariusze integracji: web, mobile, IoT, komunikację między mikroserwisami, udostępnianie publicznych API oraz połączenia z systemami AI. Komunikacja między aplikacjami jest nawet o 70% szybsza niż w przypadku tradycyjnych rozwiązań, a koszty chmury mogą spaść nawet o 10%.

Przemysław Ładyński, współzałożyciel i CEO Graftcode: „Przez dwie dekady branża IT optymalizowała sposób, w jaki systemy się łączą, zamiast zakwestionować, czy ta złożoność w ogóle powinna istnieć. Zbudowaliśmy Graftcode, żeby całkowicie wyeliminować warstwę integracyjną, a nie ją usprawniać. Developerzy mogą skupić się wyłącznie na logice biznesowej, a ich systemy stają się natychmiast połączone w najbardziej możliwie wydajny sposób a jednocześnie gotowe do konsumpcji przez AI dzięki wbudowanej obsłudze protokołu MCP – standardu komunikacji ze sztuczną inteligencją. Naszą ambicją jest, by Graftcode stał się globalnym standardem integracji oprogramowania, tak jak Docker stał się standardem konteneryzacji: bezpłatny dla każdego developera, z docelowym udostępnieniem w modelu open source kluczowych komponentów wraz z rozwojem społeczności.”

Maciej Zawadziński, Partner w Hard2beat: „W świecie, w którym działa ponad 20 milionów developerów, zapotrzebowanie na prostsze sposoby łączenia systemów stale rośnie. Wyzwanie staje się jeszcze bardziej palące w miarę budowy coraz bardziej złożonych aplikacji opartych na AI. Graftcode wprowadza fundamentalnie nowe podejście, które ma potencjał, by zmienić sposób, w jaki developerzy budują i skalują nowoczesne oprogramowanie.”

Adam Bartkiewicz, Partner w Digital Ocean Ventures: „Większość narzędzi integracyjnych dodaje kolejną warstwę na istniejący problem. Graftcode podchodzi do tego fundamentalnie inaczej. Runtime bridging eliminuje kod integracyjny zamiast nim zarządzać. Przemysław i Łukasz Ładyńscy spędzili dwie dekady budując integracje korporacyjne, zanim doszli do wniosku, że cały model jest z gruntu wadliwy. Teraz, gdy przepływy AI wymagają bezproblemowej komunikacji między serwisami, ten zakład wygląda na coraz trafniejszy. Firmy zgłaszały się jeszcze przed uruchomieniem bety. Tego rodzaju ciąg ze strony developerów to najsilniejszy sygnał, jakiego szukamy.”

Podobnie jak Terraform od HashiCorp czy Docker, Graftcode opiera się na przyjętym założeniu, że technologia infrastrukturalna może stać się prawdziwym standardem w branży tylko wtedy, gdy jest bezpłatna. Podstawowa wersja platformy pozostanie darmowa. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na obsługę kolejnych języków programowania, lepszą współpracę z narzędziami AI oraz dalszy rozwój platformy. Spółka planuje dotrzeć do 200 tys. użytkowników do końca 2026 r. i 2 mln w horyzoncie 2027–2028.

Wojna wojną, a rynki swoje

Mimo że sytuacja w Zatoce Perskiej wygląda na eskalację, to rynki zachowują się, jakby wszystko szło ku dobremu. Nowa blokada nie budzi na razie emocji, a chiński handel gwałtownie odczuł wpływ tamtejszego nowego roku.

Złoty najsilniejszy od początku wojny

Rynki powoli przestają się bać eskalacji wojny w Zatoce Perskiej. W sumie nie wiadomo jakie wydarzenia to powodują, skoro właśnie Amerykanie realizują swoją blokadę, jeszcze bardziej ograniczając eksport ropy. Jak dodamy do tego zapowiedź strzelania bez ostrzeżenia do marynarki zbliżającej się do blokady – co w trakcie wojny nie jest chyba niespodzianką – to mamy obraz raczej eskalacyjny. Rynki jednak wiedzą swoje. W rezultacie kapitał zaczyna płynąć do państw rozwijających się, w tym Polski. Kurs euro zbliża się do poziomu 4,24 zł i jest najniższy od początku wojny. Podobnie jest z kursem dolara, który dzisiaj spadł poniżej poziomu 3,60 zł. Nie tylko waluty są beneficjentami tego optymizmu. W górę idą również kryptowaluty. Złośliwi zauważają, że to dużo szybszy sposób płacenia Iranowi myta za przejście przez Ormuz niż rozliczenia przez pośredników chińskich.

W Zatoce nowa blokada

Wczoraj część komentatorów spodziewała się przełomu, jednak do niego nie doszło. Dzień bez niespodzianek znów trochę uspokoił sytuację. Chociaż na początku dnia rynki żyły oczekiwaniami eskalacji wywołanymi zapowiedzianą blokadą morską Cieśniny Ormuz. W rezultacie Iran wstrzymuje statki mu nieprzyjazne, a USA statki przyjazne Iranowi. Ciekawe, czy znajdą się kraje, które będą w stanie przejść przez obydwie te blokady. Na razie ropa naftowa znów po wczorajszych wzrostach zawróciła w dół. Jesteśmy teraz w okolicach 98 USD za baryłkę. Taniej niż wczoraj, ale drożej niż w piątek na koniec dnia, zanim USA zapowiedziało blokadę Cieśniny Ormuz.

Chiński handel zagraniczny

Nad ranem poznaliśmy dane z Państwa Środka. Dużym zaskoczeniem jest bilans handlowy. Nadwyżka handlowa, która jeszcze w lutym przekraczała 200 mln USD, w marcu wyniosła ledwo ponad 50 mld USD. Z czego wynika tak duża zmiana? Z kalendarza. W tym roku Chiński Nowy Rok wypadał wyjątkowo późno. W rezultacie typowe zaburzenie eksportu wywołane dodatkowym wolnym nie przypadło jak zwykle na luty a na marzec. Do tego warto dodać, że Chiny cały czas importują wiele surowców. Ceny ropy, czy gazu, które dalej państwo pozyskuje, są jednak znacząco wyższe. Mając na uwadze utrzymanie ilości na w miarę stałym poziomie, wartość tego importu gwałtownie wyskoczyła w górę. Ze względu na te dwie ważne zmiany ciężko oceniać te dane. Na pewno skala spadku nadwyżki mogła zaskoczyć, ale po tak dobrym lutym można było oczekiwać pewnej korekty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Do 2030 r. nawet 50% obciążeń centrów danych będzie generować AI

Dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji zaczyna zmieniać nie tylko sposób działania firm, ale również architekturę infrastruktury IT. Systemy oparte na AI generują miliony zapytań obliczeniowych dziennie, co przekłada się na gwałtowny wzrost zapotrzebowania na moc obliczeniową, przepustowość sieci i zasoby centrów danych. Według analiz IDC globalne wydatki na infrastrukturę wspierającą sztuczną inteligencję mogą przekroczyć 200 mld USD do 2028 r., a prognozy Bain & Company wskazują, że do 2030 r. nawet połowa obciążeń w centrach danych może być związana z AI.

Miliony zapytań obliczeniowych

Każde użycie modelu sztucznej inteligencji oznacza tzw. inferencję, czyli analizę danych przez już wytrenowany model. W praktyce oznacza to ogromną liczbę operacji obliczeniowych wykonywanych w czasie rzeczywistym. W wielu zastosowaniach biznesowych – takich jak analiza obrazu, przetwarzanie języka czy analiza danych z sensorów – liczba zapytań obliczeniowych może sięgać milionów dziennie. Rosnąca liczba takich operacji powoduje, że systemy AI stają się jednym z największych konsumentów zasobów obliczeniowych w infrastrukturze IT.

W wielu projektach opartych na sztucznej inteligencji kluczowym wyzwaniem przestaje być samo oprogramowanie, a staje się nim infrastruktura zdolna obsłużyć ogromną liczbę operacji obliczeniowych i wolumenów danych. Systemy AI wymagają środowisk o bardzo wysokiej gęstości mocy obliczeniowej, które nie są dostępne w tradycyjnej infrastrukturze IT — mówi Jakub Gwóźdź, Dyrektor Działu Rozwoju Produktów w Polcom.

Boom inwestycyjny w centra danych

Dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji staje się jednym z głównych motorów napędzających inwestycje w infrastrukturę centrów danych. Według analiz rynkowych, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na moc obliczeniową i przetwarzanie danych, globalna pojemność centrów danych w tej dekadzie może nawet się potroić.

Obserwujemy coraz większe zapotrzebowanie na usługi chmury obliczeniowej i systemy IT o wysokiej gęstości mocy, szczególnie w projektach związanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. To jeden z kluczowych powodów, dla których inwestujemy w rozwój naszych centrów danych oraz rozbudowę oferty platform obliczeniowych dedykowanych tego typu zastosowaniom — podkreśla Jakub Gwóźdź z Polcom.

Rozbudowa infrastruktury IT i centrów danych to nie tylko odpowiedź na bieżące trendy technologiczne, ale także strategiczna inwestycja w przyszłość gospodarki cyfrowej. Skalowalne, energooszczędne i bezpieczne środowiska przetwarzania danych staną się fundamentem dla kolejnej fali innowacji w obszarze AI, analityki danych i usług chmurowych.

Synergia chmury i AI

Rosnące znaczenie infrastruktury IT potwierdzają również wyniki badania „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025-2026”, przygotowanego przez Polcom. Z raportu wynika, że 62 proc. firm planuje zwiększyć inwestycje w chmurę obliczeniową do 2026 r., traktując ją jako podstawę rozwoju nowoczesnych usług cyfrowych.

Przedsiębiorstwa wskazują, że głównymi powodami wdrażania chmury są skalowalność infrastruktury (73 proc.), możliwość szybkiego zwiększania mocy obliczeniowej oraz optymalizacja kosztów utrzymania IT (52 proc.). Dla wielu organizacji chmura staje się także fundamentem wdrażania sztucznej inteligencji i automatyzacji procesów biznesowych.

Implementacja sztucznej inteligencji w praktyce bardzo często zaczyna się od modernizacji infrastruktury IT. Firmy potrzebują środowisk, które pozwalają szybko skalować zasoby obliczeniowe i przetwarzać duże wolumeny danych. Dlatego rozwój AI idzie dziś w parze z rosnącym znaczeniem chmury obliczeniowej — podkreśla  Jakub Gwóźdź.

Ekspert Polcom wskazuje również, że w najbliższych latach rozwój sztucznej inteligencji będzie wymagał nowego podejścia do projektowania infrastruktury IT. Coraz częściej będzie ona łączyć kilka środowisk obliczeniowych – od systemów edge computing, przez lokalne centra danych. Taki model pozwala lepiej zarządzać rosnącą skalą danych oraz ograniczyć opóźnienia w przetwarzaniu informacji w czasie rzeczywistym.

Koniec epoki Orbána, Magyar bierze wszystko. Węgrzy dali TISZY mandat do przebudowy państwa

Kończące 16-letnie rządy Viktora Orbana zwycięstwo Tiszy nie stanowi większej niespodzianki. Rynkami wstrząsnęła natomiast jego skala. Historyczna mobilizacja Węgrów pozwoliła opozycyjnej partii na zdobycie 137 mandatów, co oznacza większość konstytucyjną. Pokaźne zyski notują forint oraz węgierski rynek akcji.

Spełnił się najbardziej optymistyczny z rynkowej perspektywy scenariusz – opozycyjna TISZA zyskała ponad 132 mandaty, gwarantujące większość konstytucyjną. Umożliwia to m.in. zmianę zapisów konstytucji bez zgody opozycji czy uchwalanie i zmianę „ustaw kardynalnych”, czyli dotyczących m.in. prawa wyborczego, statusu mediów publicznych, kompetencji sądów czy niektórych kwestii podatkowych i budżetowych.Wykres 1: Podział mandatów w węgierskim parlamencie (stan na 13.04)

Choć zwycięstwo Tiszy było w naszej opinii po części wycenione przez inwestorów (uznajemy to za jeden z czynników stojących za tak pokaźną aprecjacją waluty w 2025 r.), to rynki nie przypisywały scenariuszowi, w którym opozycja uzyskuje większość konstytucyjną, zbyt dużego prawdopodobieństwa. Tłumaczy to tak pokaźną skalę aprecjacji węgierskiej waluty, która w ostatnich dniach umocniła się o ponad 4% względem referencyjnego euro. Optymizm widać także na budapeszteńskiej giełdzie. Węgierski indeks BUX na przestrzeni ostatniego tygodnia odnotował blisko 10-procentowe zyski.

Dla inwestorów kluczową informacją jest to, że możemy oczekiwać istotnego ocieplenia relacji na linii Budapeszt–Bruksela – zakończenia polityki wet, konstruktywnej współpracy z Brukselą i przygotowania kraju do potencjalnego przyjęcia euro. Powinno to w kilkumiesięcznej perspektywie doprowadzić do odblokowania 8,4 mld EUR z Funduszu Spójności i 9,5 mld EUR z RRF, a także zatwierdzenia planu niskooprocentowanej pożyczki w ramach programu SAFE (17,4 mld EUR). Spodziewamy się, że będzie stanowić to dla węgierskiej gospodarki istotny bodziec wzrostowy.

Uwagę zwracamy również na:

  • praworządność i walkę z korupcją: Magyar zapowiada rozliczenie Narodowego Systemu Współdziałania (NER), przystąpienie do Prokuratury Europejskiej (EPPO) oraz pełną transparentność wydawania funduszy publicznych;
  • model demokracji i podejście do mediów państwowych: przywrócenie pluralizmu, choćby poprzez ograniczenie kadencji premiera do 8 lat czy umożliwienie obywatelom bezpośredniego wyboru prezydenta, to jedne z priorytetów Tiszy. Dużą uwagę zwraca się także na depolityzację mediów publicznych;
  • stosunek do Rosji i wojny w Ukrainie: w przeciwieństwie do Fideszu TISZA popiera utrzymanie sankcji wobec Rosji oraz pomoc humanitarną dla Ukrainy. Magyar zapowiada w swoich przemówieniach stopniowe zmniejszanie zależności energetycznej od Rosji. Nie wyklucza akcesji Ukrainy do UE w długim terminie (jednak bez przyspieszonego trybu);
  • wartości: choć także konserwatywna, TISZA jest postrzegana jako partia zdecydowanie bardziej centrowa i liberalna niż Fidesz. Magyar jest znacznie ostrożniejszy w kwestiach związanych z prawami osób LGBT, stosuje bardziej inkluzywną definicję patriotyzmu oraz mniej instrumentalnie wykorzystuje chrześcijaństwo.

TISZA, wbrew pozorom, ma jednak z Fideszem wiele wspólnego. Magyar konsekwentnie określa siebie jako „konserwatywnego liberała”. Podobnie jak Viktor Orbán walczył o prawicowy elektorat, nawiązując w swojej retoryce do wartości narodowych, patriotyzmu i chrześcijańskich korzeni kraju.

Cechy wspólne to m.in.:

  • polityka migracyjna: TISZA deklaruje zachowanie muru granicznego wybudowanego przez Orbána na granicy z Serbią i opowiada się za twardą polityką antyimigracyjną. W wielu głosowaniach dotyczących tej kwestii zachowuje w Parlamencie Europejskim wspólny front z Fideszem;
  • polityka prorodzinna: Magyar podkreśla, że była to jedna z „nielicznych dobrych rzeczy” w działaniach Fideszu i wymaga jedynie dopracowania. W programie wyborczym jego partii znajdziemy m.in.:
  • podwojenie zasiłku rodzinnego (który od lat nie był waloryzowany),
  • wprowadzenie jednorazowego świadczenia porodowego,
  • zachowanie ulg podatkowych dla rodzin z dziećmi,
  • podtrzymanie preferencji przy kredytach mieszkaniowych,
  • wprowadzenie ulg podatkowych dla matek z rodzin wielodzietnych;
  • wartości chrześcijańskie: nowy premier podkreśla swoje przywiązanie do wartości katolickich, a w programie Tiszy pojawiła się wzmianka o ochronie „chrześcijańskiej kultury”. Warto przypomnieć, że jedna z największych węgierskich demonstracji w ostatnich latach rozpoczęła się przed bazyliką św. Stefana;
  • elementy interwencjonizmu państwowego: mimo bardziej liberalnego od Fideszu podejścia, TISZA nie jest partią wolnorynkową per se. Uwagę zwracają chęć:
  • wsparcia strategicznych z perspektywy państwa sektorów i firm;
  • ingerencji w sektor budownictwa mieszkaniowego;
  • dalszej kontroli cen energii dla gospodarstw domowych;
  • poczynienia znacznych inwestycji publicznych (przy wykorzystaniu funduszy z UE).

Kim jest nowy premier Węgier?

Historia 45-latka jest o tyle interesująca, że przez połowę swojego życia związany był z partią Fidesz – udzielał się w lokalnych strukturach już w czasach studenckich, kiedy partia stanowiła opozycję wobec rządów MSZP (Węgierskiej Partii Socjalistycznej). Po odzyskaniu przez Fidesz władzy w 2010 r. rozpoczął pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Później był częścią Stałego Przedstawicielstwa Węgier w UE, Kancelarii Premiera czy też departamentów prawnych dużych państwowych przedsiębiorstw.

Nigdy nie zrobił jednak w partyjnych strukturach takiej kariery jak jego była żona – Judit Varga – która w 2019 r. została ministrem sprawiedliwości. Wysoko postawieni politycy nie uważali Magyara, który wielokrotnie krytykował działania rządu w wewnętrznych dysputach, za „gracza zespołowego”, a rozpad jego relacji z Vargą jedynie oddalił go od wewnętrznego kręgu Fideszu.

Przełom stanowił skandal związany z prezydencką amnestią Endre Konyi, skazanego za tuszowanie przestępstw pedofilskich. Ujawnienie przez media szczegółów sprawy w lutym 2024 r. stanowi po dziś dzień jeden z najbardziej kryzysowych okresów dla Fideszu – doszło wówczas do dymisji prezydent Kaitlin Novak oraz minister sprawiedliwości Judit Vargi, będącej już byłą żoną Magyara.

Magyar dostrzegł w tej sytuacji swoją życiową szansę i niewiele później ujawnił nagranie głosowe Vargi, które dotyczyło najgłośniejszej sprawy korupcyjnej ostatnich lat (Schadl–Völner). Udzielił wówczas także wywiadu dla związanego z opozycją kanału Partizan w serwisie YouTube, który w ciągu kilku dni został wyświetlony ponad milion razy (obecnie 2,5 mln).

Momentum wokół Magyara rosło w zatrważająco szybkim tempie, pozwalając Tiszy, do której niewiele wcześniej dołączył, uzyskać blisko 30% głosów w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Od tego czasu notowania partii w zasadzie nieustannie rosły, co uczyniło ją nieoczekiwanym faworytem w wygranych ostatecznie przez nią wyborach parlamentarnych. Magyar stanowisko premiera obejmie najpóźniej 12 maja – posiedzenie inauguracyjne musi zostać zwołane przez prezydenta Tamasa Sulyoka w ciągu miesiąca od dnia wyborów.

Sezon wyników pod presją ropy. Spółki zdają test kosztów, a rynek śledzi fundamenty surowca

Sezon publikacji wyników amerykańskich spółek to pierwszy prawdziwy test po szoku na rynku ropy. Zawirowania geopolityczne często wywołują tylko krótkoterminową zmienność, ale to dopiero kwartalne raporty pokazują, jak firmy faktycznie poradziły sobie z wyższymi kosztami energii i zakłóceniami w łańcuchach dostaw. W tym tygodniu poznamy zatem część odpowiedzi na pytanie, jak konflikt na Bliskim Wschodzie przełożył się na finanse amerykańskich firm i co ich zarządy przewidują na najbliższe miesiące. To ważne także w kontekście prognozowania inflacji w kolejnych okresach.

Tradycyjnie sezon zaczynają największe amerykańskie banki. Wczoraj wyniki przedstawił Goldman Sachs i choć przebił prognozy, jego akcje spadły jednak o ponad 2 proc. Taka sytuacja może się w tym tygodniu jeszcze powtórzyć. Dziś swoje wyniki opublikują między innymi JPMorgan Chase, Citigroup i Wells Fargo, a kolejnego dnia Bank of America. W czwartek natomiast branża technologiczna będzie skupiona na wynikach TSMC. Tego samego dnia wyniki przedstawi także lider streamingu, Netflix.

W centrum uwagi rynku oczywiście pozostaje ropa. Cena baryłki Brent od początku kwietnia spadła o ponad 9 proc., ale w całym pierwszym kwartale wzrosła aż o 56 proc. I właśnie tu zaczyna się prawdziwe znaczenie sezonu wyników. Raporty pokażą, czy firmy były w stanie przerzucić wyższe koszty na klientów. Od tego zależy, czy presja inflacyjna utrzyma się na dłużej i w którą stronę pójdzie polityka pieniężna. W pewnym sensie sezon wyników staje się więc systemem wczesnego ostrzegania dla banków centralnych.

Inwestorzy powinni dziś szczególnie uważnie śledzić prognozy i komentarze zarządów. Kluczowe będzie to, czy menedżerowie uznają skutki obecnego konfliktu za przejściowe, czy raczej za trwały element gospodarczego otoczenia. To właśnie sprawia, że ten sezon jest tak ważny dla inwestorów.

Wszystko to dzieje się w okresie, gdy wysokie wyceny amerykańskich spółek stawiają wysoko poprzeczkę związaną z wynikami. Akcje są co prawda wyceniane niżej niż pod koniec 2025 roku, ale wciąż trudno nazwać je tanimi. Wskaźnik forward P/E dla S&P 500 wynosi 20,4 wobec 22,0 w grudniu. A pojawiające się ryzyka związane z drożejącą ropą i inflacją stanowią poważne obciążenie dla bilansów firm. Na ostrożność wskazuje też Citi US Earnings Revision Index, pokazujący, że rewizje prognoz finansowych w dół są najsilniejsze od roku. W tym niepewnym otoczeniu wielu inwestorów wraca na rynek, ale robi to selektywnie dobierając spółki do portfela.

To wszystko może oznaczać, że czeka nas bardzo burzliwy okres związany z zarządzaniem oczekiwaniami inwestorów. Po prostu „niezłe” wyniki mogą już nie wystarczyć. Nawet poprawiające się bieżące wyniki mogą zostać źle przyjęte, jeśli prognozy na przyszłość okażą się ostrożniejsze albo marże znajdą się pod presją. Wysokie oczekiwania, rosnące koszty i niepewne otoczenie makroekonomiczne sprawiają, że reakcje rynku mogą być wyjątkowo nerwowe. Dla inwestorów oznacza to jedno: selektywność staje się ważniejsza niż zwykle. Technologie, energia i częściowo finanse wchodzą w ten sezon z umiarkowanym wiatrem w żagle. Z kolei te branże, w których trudniej przerzucić rosnące koszty na konsumentów, oraz te o słabszej rentowności, bardziej wrażliwe na ceny energii, stopy procentowe i konsumpcję, są obarczone większym ryzykiem rozczarowania inwestorów.

W obecnej sytuacji każda branża będzie oceniana przez rynek trochę inaczej. W bankach liczyć się będą kredyty, rezerwy i marże. W spółkach technologicznych przychody z AI, koszty i rentowność. W przemyśle, logistyce i handlu rynek będzie patrzył głównie na energię, transport i popyt. Wszyscy będą też cały sytuację na rynku.

Dane aktualne na 14.04.2026, godz. 3.30 CET

Tło rynku: fundamenty ropy nadal wskazują na ryzyko wzrostów

Komentarz Lale Akoner

Spadek cen ropy poniżej 100 dolarów może sugerować łagodzenie napięć, jednak naszym zdaniem fundamentalna sytuacja po stronie podaży wciąż wskazuje, że ceny ropy mogą dalej rosnąć.

Znacząca część dostaw z Zatoki Perskiej już zniknęła z rynku, a spadki zapasów i słabszy popyt dotychczas amortyzowały ten szok. W nadchodzących dniach z systemu znikną ostatnie ładunki sprzed blokady, co pozbawi rynek jego bufora bezpieczeństwa. Następujące po tym dostosowanie może stać się bardziej widoczne, jeśli aktywność rafinerii wyraźnie spowolni lub zapasy spadną do krytycznych poziomów. Zacieśnianie podaży jest już widoczne na rynku fizycznym, gdzie ropa utrzymuje premię względem kontraktów terminowych, sygnalizując krótkoterminowy niedobór.

Na razie ceny pozostają zakotwiczone w oczekiwaniach postępu dyplomatycznego. Naszym zdaniem fundamenty ponownie odegrają kluczową rolę. Jeśli ograniczenia podaży się utrzymają, bardziej prawdopodobny jest dalszy wzrost cen ropy niż ich spadek.

Wypalenie zawodowe i stres coraz mocniej uderzają w firmy i pracowników

0

Rosnąca liczba zwolnień lekarskich oraz pogarszający się dobrostan psychiczny pracowników stają się jednym z najpoważniejszych wyzwań polskiego rynku pracy. Najnowsze dane z raportów Antal oraz ZUS pokazują, że problemy związane ze stresem, wypaleniem i zaburzeniami lękowymi coraz silniej wpływają zarówno na kondycję pracowników, jak i rosnący poziom absencji chorobowej.

Najnowsze dane z raportu Antal Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy, Antal, oraz aktualne statystyki Zakładu Ubezpieczeń Społecznych pochodzące z Raportu o absencji chorobowej wskazują na alarmujące pogarszanie się stanu zdrowia psychicznego badanych w kontekście rynku pracy. Problemy w tym obszarze nie są już wyłącznie kwestią indywidualną – mają bezpośredni wpływ na efektywność organizacji, rotację pracowników oraz atmosferę w zespołach.

Z raportu Antal wynika, że aż 43% specjalistów i menedżerów odczuło pogorszenie swojego samopoczucia psychicznego w ciągu ostatniego roku, podczas gdy jedynie 18% zadeklarowało poprawę w tym zakresie. Jednocześnie tylko 16% badanych nie zauważyło u siebie objawów wypalenia zawodowego lub długotrwałego stresu. Najczęściej wskazywanym symptomem jest chroniczne zmęczenie i brak energii (59%), a także emocjonalny dystans wobec pracy (49%) i negatywne emocje (46%).

Dane te znajdują potwierdzenie w statystykach ZUS. W ostatnich siedmiu latach liczba wystawionych L4 znacząco wzrosła. W 2025 roku wystawiono 1,8 mln zaświadczeń lekarskich związanych z zaburzeniami zdrowia psychicznego, co stanowi wzrost o 51,3% względem 2019 roku. Jeszcze szybciej rośnie liczba dni nieobecności – o 68,7% w tym samym okresie, osiągając poziom 34,1 mln.

Zwolnienia lekarskie związane z pogorszeniem się zdrowia psychicznego pracownika obecnie stanowią 7,9% wszystkich wystawianych oraz aż 14,1% wszystkich dni absencji chorobowej. Ich najczęstszymi przyczynami są reakcje na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne (36,7%), inne zaburzenia lękowe (18,6%) oraz epizody depresyjne (17,2%). Szczególnie dynamicznie rośnie liczba absencji związanych z wypaleniem i trudnościami życiowymi – w ciągu roku wzrost liczby zaświadczeń w tej kategorii wyniósł 32%, a liczby dni absencji aż 38,8%. Wzrosty dotyczą także zaburzeń snu.

Raport Antal wykazuje również silny związek między dobrostanem psychicznym a sytuacją zawodową. Badani, których samopoczucie się poprawiło, znacznie częściej deklarowali też poprawę swojej sytuacji na rynku pracy (54%). Z kolei pracownicy, u których stan psychiczny się pogorszył, częściej oceniają swoją sytuację zawodową negatywnie i patrzą w przyszłość z niepewnością (62%).

Jak podkreśla Karolina Korzeniewska, Strategic Client Advisor w Antal: „To czynniki emocjonalne coraz częściej decydują o zmianie pracy. 42% respondentów wskazuje na złe zarządzanie jako główny powód odejścia, 39% na negatywną atmosferę, a 30% na stres i problemy komunikacyjne. W efekcie rośnie zjawisko tzw. quiet quitting, czyli emocjonalnego wycofania się z pracy przy formalnym pozostaniu w organizacji”.

„Jednocześnie obserwowany wzrost liczby zwolnień lekarskich z powodów zdrowia psychicznego może w pewnym stopniu wynikać również z rosnącej świadomości pracowników w tym obszarze – kryzysy psychiczne przestają być tabu, a coraz więcej osób świadomie korzysta ze wsparcia i inwestuje w swój dobrostan, co przekłada się na większą gotowość do zgłaszania problemów i sięgania po pomoc” – dodaje Korzeniewska.

Co istotne, zmiana pracy może działać jako czynnik poprawiający dobrostan – 42% osób, które zmieniły pracodawcę, zadeklarowało poprawę zdrowia psychicznego, wobec 23% wskazujących na jego pogorszenie.

Wnioski dla pracodawców i rynku pracy

Zestawienie danych Antal oraz ZUS wyraźnie pokazują, że problemy zdrowia psychicznego pracowników mają charakter systemowy i coraz silniej wpływający na funkcjonowanie rynku pracy.

W tym kontekście kluczowe obszary wymagające uwagi pracodawców obejmują: wzmacnianie dobrostanu psychologicznego poprzez przeciwdziałanie wypaleniu zawodowemu, budowanie większej przewidywalności zatrudnienia oraz transparentnych ścieżek rozwoju, wdrażanie mechanizmów wsparcia pracowników w zakresie radzenia sobie ze stresem i przeciążeniem oraz podnoszenie jakości zarządzania oraz usprawnienie komunikacji w organizacjach.

Firmy, które zignorują te sygnały, muszą liczyć się nie tylko z rosnącą absencją, ale także spadkiem zaangażowania oraz produktywności pracowników. Z kolei organizacje, które potraktują dobrostan psychiczny jako element strategii biznesowej, mogą budować bardziej odporne i zaangażowane zespoły – mówi Marta Lebuda, Sector Manager w Antal Sales & Marketing.

Rekordowy rok Cloud Technologies: 48,9 mln zł sprzedaży danych, 45% marży EBITDA i rekomendacja wypłaty dywidendy

  • 48,9 mln PLN przychodów ze sprzedaży danych, +15% r/r; marża EBITDA na wysokim poziomie 45%; w samym 4Q dynamika na poziomie +34% r/r
  • 50,7 mln PLN skonsolidowanych przychodów, 22,5 mln PLN EBITDA* i 6,2 mln PLN zysku netto* w 2025 roku; w samym 4Q 15,3 mln PLN skonsolidowanych przychodów, 7,6 mln PLN EBITDA* i 4,9 mln PLN zysku netto*
  • mocna sytuacja finansowa: silne dodatnie przepływy operacyjne (+14,8 mln PLN w 2025) i niski wskaźnik długu netto/EBITDA (0,1 na koniec grudnia 2025) umożliwiają realizację celów strategicznych, w tym w zakresie dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami
  • w 2025 wypłata 5,6 mln PLN w formie dywidendy (1,25 PLN na akcję) i 8,8 mln PLN przeznaczone na skup akcji własnych
  • zgodnie z przyjętą polityką dywidendową, planowana wypłata dywidendy za 2025 rok na poziomie ok. 20% oczyszczonego wyniku EBITDA, tj. 1,10 PLN na akcję
  • przewagi konkurencyjne wypracowane w ramach zakończonej Strategii 2023–2025, w szczególności zmiana modelu sprzedaży na sprzedaż danych pod własnymi brandami będą podstawą szybszego rozwoju spółki w ramach realizacji Strategii 2026+ ogłoszonej po dacie bilansowej, w lutym br.

*skorygowane o koszt programu motywacyjnego i przychody z dotacji

Cloud Technologies, notowana na głównym parkiecie GPW polska spółka technologiczna, będąca jednym z największych graczy na globalnym rynku danych, opublikowała wyniki finansowe za rok 2025. Spółka dostarcza dane wykorzystywane do targetowania reklamy internetowej, którymi zasilane są kampanie reklamowe największych marek na całym świecie, a rynek USA odpowiada za około 80% jej przychodów.

Skonsolidowane przychody Cloud Technologies w 2025 r. wyniosły 50,7 mln PLN, co oznacza 8% wzrost w ujęciu rok do roku, a przychody ze sprzedaży danych wzrosły w tym okresie o 15% r/r do 48,9 mln PLN (w walucie bazowej USD dynamika sięgnęła 23% r/r). EBITDA* w omawianym okresie wyniosła 22,5 mln PLN (vs 25 mln PLN w 2024 r.) a marża EBITDA utrzymywała się na wysokim poziomie 45%. Spółka zakończyła rok skonsolidowanym zyskiem netto* na poziomie 6,2 mln PLN (vs. 12,4 mln PLN rok wcześniej). W samym 4Q 2025 r. skonsolidowane przychody Cloud Technologies wyniosły 15,3 mln PLN (vs 12,4 mln PLN), EBITDA* sięgnęła 7,6 mln PLN (vs 6,7 mln PLN rok wcześniej) a zysk netto* 4,9 mln PLN (vs 4,8 mln PLN). Przychody ze sprzedaży danych wyniosły w ostatnim kwartale ub.r. 15,1 mln PLN i były wyższe w ujęciu r/r o 34%, a w walucie bazowej USD dynamika sięgnęła 49% r/r.

Rok 2025 był najlepszym w historii Cloud Technologies pod kątem przychodów ze sprzedaży danych. Jednocześnie Spółka rozwijała potencjał międzynarodowy, główne nakłady inwestycyjne poniosła na akwizycję kanadyjskiej spółki Data Desk, zaś ze względu na budowanie podwalin pod zmianę modelu sprzedaży podjęta została inwestycja w zespół sprzedażowy w Londynie. Poniesione koszty ekspansji zagranicznej oraz ujemne różnice kursowe (-3,7 mln PLN w 2025 r. vs +0,8 mln PLN rok wcześniej) przełożyły się in minus na osiągnięte wyniki finansowe na poziomie operacyjnym i netto.

– Za nami czas zmian i dynamicznego wzrostu – bardzo dobry i satysfakcjonujący rok pod kątem realizacji celów biznesowych. Osiągnęliśmy rekordowe w historii Cloud Technologies blisko 49 mln PLN przychodów ze sprzedaży danych, co oznacza wzrost o 15% rok do roku, a w USD aż 23%. Już 90% danych sprzedajemy pod własnymi brandami, zgodnie ze strategiczną decyzją o zmianie modelu sprzedażowego. Kontynuujemy rozwój poprzez inwestycje w nowe produkty, takie jak Data Curation, poszerzanie kanałów sprzedaży oraz ekspansję zagraniczną, w tym budowę zespołu w Londynie i przejęcie kanadyjskiej spółki Data Desk. Równolegle rozwijamy technologię – wdrożyliśmy narzędzie AI Audiences oraz zintegrowaliśmy się z globalnymi platformami, m.in. The Trade Desk i Amazon Ads. W 2026 rok weszliśmy ze skalowalnym modelem działania, silnymi fundamentami i jasną strategią, co – w połączeniu z rosnącym rynkiem reklamy online – powinno przełożyć się na dalszy dynamiczny wzrost – komentuje Piotr Prajsnar, Prezes Zarządu Cloud Technologies.

– Utrzymaliśmy bardzo wysoką, 45% marżę EBITDA, co potwierdza skuteczność naszego modelu biznesowego i zdolność do generowania gotówki. Jednocześnie skokowy wzrost przychodów nie znalazł jeszcze pełnego odzwierciedlenia w wynikach operacyjnych i netto, co wynika z realizowanych inwestycji oraz efektów kursowych. W minionym roku ponieśliśmy koszty związane z rozwojem zespołu sprzedażowego i akwizycjami, których pozytywny wpływ będzie widoczny w kolejnych okresach. Nasza silna pozycja finansowa pozwala jednak równolegle realizować politykę redystrybucji środków do akcjonariuszy – na skup akcji własnych i dywidendę przeznaczyliśmy łącznie 14,4 mln PLN i zamierzamy kontynuować te działania w ramach Strategii 2026+. Zgodnie z przyjętą polityką dywidendową planujemy rekomendować wypłatę dywidendy za 2025 rok na poziomie ok. 20% oczyszczonego wyniku EBITDA, tj. 1,10 PLN na akcję – dodaje Piotr Soleniec, CFO oraz Członek Zarządu Cloud Technologies.

Zgodnie z przyjętą w lutym br. Strategią 2026+ Cloud Technologies zakłada kontynuację rozwoju w wypracowanym modelu biznesowym ze zmienionym modelem sprzedaży (odejście od white label na rzecz sprzedaży pod własnymi brandami). Przełoży się to na skokowy wzrost skalowalności biznesu i adresowalnego rynku, a w konsekwencji – osiąganych przychodów ze sprzedaży danych.

Spółka zamierza poszerzać kanały sprzedaży i przyspieszyć zdobywanie udziałów rynkowych – zarówno w sposób organiczny, w ramach budowania sieci partnerskich, jak i poprzez przejęcia. Jednym z katalizatorów wzrostu skali działalności Spółki będzie rozbudowa portfolio o nowy produkt: Data Curation. Umożliwia on jednoczesną sprzedaż danych oraz przestrzeni reklamowej, co otworzy przed Cloud Technologies możliwość dotarcia do nowej kategorii klientów, w tym globalnych agencji reklamowych dysponujących największymi budżetami.

Realizacja Strategii 2026+ może przyczynić się do wzrostu sprzedaży danych** przez Cloud Technologies do poziomu 16 – 18 mln USD w 2026 roku oraz 18 – 24 mln USD w 2027 roku przy utrzymaniu notowanej w poprzednich latach wysokiej rentowności biznesu.

Strategia Cloud Technologies przewiduje kontynuację redystrybucji wypracowywanych środków do Akcjonariuszy. Zakładana jest zarówno realizacja skupu do 250.000 sztuk akcji własnych, jak i polityki dywidendowej, zakładającej wypłatę akcjonariuszom kwoty 20% oczyszczonej EBITDA za dany rok.

**Przedstawione w niniejszym dokumencie wartości przychodów stanowią cel postawiony przez Zarząd Spółki w związku z wdrożeniem i realizacją zaprezentowanych planów rozwoju. Założenia te nie stanowią prognozy.

Blokada irańskich portów znów podnosi napięcie. Rynki wracają do trybu ostrożności

Aprecjacja aktywów ryzykownych na fali optymizmu względem zawieszenia broni w weekend dobiegła końca. Rozmowy między USA i Iranem w Pakistanie zakończyły się fiaskiem, a USA ogłosiły, że cieśnina Ormuz będzie zablokowana dla statków płynących do lub z irańskich portów.

Kluczowe punkty:

  • EUR/PLN ponownie w okolicy 4,25.
  • Optymizm względem pokoju na linii USA–Iran upada po zerwaniu negocjacji.
  • USD stracił na wieściach o zawieszeniu broni, później odzyskał część strat.
  • Inflacja w USA w marcu wzrosła przez skok cen energii.
  • Przegrana premiera Węgier Orbana powinna być lekko korzystna dla EUR.

Rynki próbują przejść przez gąszcz napływających nagłówków, tymczasem wydaje się, że USA rozważają wznowienie ataków na Iran w ograniczonym zakresie. Jak dotąd rynki przyjmują te wiadomości stosunkowo dobrze – choć ceny ropy wzrosły, kontrakty futures na akcje spadły, a dolar odbił, to nie odnotowano jeszcze powrotu do poziomów sprzed zawieszenia broni. Sugeruje to, że inwestorzy być może postrzegają załamanie rozmów jako przejściowe trudności i element taktyki negocjacyjnej, a niekoniecznie jako zaprzepaszczenie szans na pokój.

Przerwanie rozmów bez wątpienia pokrzyżowało plany rynkom. Nagłówki dotyczące działań Białego Domu i militarnych pozostają głównym motorem zmian na rynkach. W kalendarzu makroekonomicznym niewiele jest zresztą rzeczy, które mogłyby odciągnąć uwagę od wojny. Ceny producenckie w USA w marcu (wtorek 14.04), produkcja przemysłowa w strefie euro w lutym (środa 15.04) i miesięczny PKB w Wielkiej Brytanii w tym samym miesiącu (czwartek 16.04) powiedzą nam więcej o wpływie wojny na aktywność gospodarczą i presję cenową. Perspektywa wznowienia amerykańskich ataków i niepewność w kontekście blokady irańskich portów sprawiają, że oczekiwania dotyczące powrotu dolara do trendu spadkowego tracą obecnie na znaczeniu.

PLN

W wyniku poprawy nastrojów po wieściach o rozejmie złoty w parze z euro umocnił się w zeszłym tygodniu o ponad 0,5%. Choć od tamtej pory nagłówki się pogorszyły, kurs EUR/PLN pozostaje w okolicy 4,25. Lokalnie uwaga skupiała się na posiedzeniu RPP. Stopy procentowe oczywiście pozostały na niezmienionym poziomie, natomiast komunikacja ze strony prezesa Adama Glapińskiego była zaskakująco gołębia. W połączeniu z optymizmem dotyczącym perspektyw zakończenia wojny w Iranie wzmacnia to w nas poczucie, że stopy procentowe w Polsce nie wzrosną w przewidywalnej przyszłości.

Kurs złotego powinien wciąż reagować w głównej mierze na zmiany sentymentu związane z wojną na Bliskim Wschodzie. Lokalnie uwaga skupi się na marcowych danych inflacyjnych (środa 15.04), niemniej jest to drugi odczyt, nie będą więc raczej dla inwestorów szczególnie istotne.

EUR

Przegrana eurosceptycznego premiera Węgier Viktora Orbana w weekendowych wyborach powinna chociaż delikatnie wesprzeć euro, ponieważ oznacza usunięcie długotrwałej przeszkody w podejmowaniu decyzji w Unii Europejskiej. Załamanie negocjacji dotyczących zawieszenia broni zwraca jednak uwagę z powrotem ku wojnie. Mimo fiaska rozmów kurs EUR/USD utrzymuje się tuż poniżej poziomu 1,17, co sugeruje, że inwestorzy zachowali ostrożny optymizm, że wygra rozsądek i długoterminowy pokój pozostaje wciąż bardziej prawdopodobny.

Spodziewamy się, że na wspólną walutę będą teraz oddziaływać w przeciwnych kierunkach dwa czynniki. Wspierać ją będzie rosnąca jastrzębiość oficjeli Europejskiego Banku Centralnego, co zmniejsza różnicę w wysokości stóp procentowych w USA i strefie euro. Zagrożenie dla niej stanowią ekspozycja strefy euro jako eksportera netto energii na jej wyższe koszty oraz typowa ucieczka do stosunkowo bezpiecznego dolara, póki konflikt trwa.

USD

W USA zgodnie z oczekiwaniami odnotowano skok marcowej inflacji ze względu na znacznie wyższe ceny paliwa – jej główna miara wzrosła o blisko 1% w ciągu zaledwie miesiąca. Bazowa zachowała się lepiej, niemniej inflacja PCE w lutym zaprzeczyła tej dobrej wiadomości, pokazując trzymiesięczną zanualizowaną stopę na poziomie blisko 5%. Indeks cen producenckich w marcu (wtorek 14.04) zwykle nie przyciągnąłby zbytniej uwagi. Wyjątkowo jest jednak teraz istotny jako kluczowa miara tego, jak skok cen energii przekłada się na proces produkcyjny.

Inne odczyty wskazują jak dotąd na dość ograniczony wpływ wojny na amerykańską gospodarkę – poza skokami cen paliwa, które w ujęciu historycznym nie są aż tak duże. Uczestnicy rynku w dalszym ciągu uważają, że Fed nie przejmie się tymi tymczasowymi wzrostami głównej miary inflacji, niemniej po załamaniu negocjacji pokojowych kontrakty futures ponownie wykluczyły możliwość obniżek stóp procentowych w tym roku. Może to jednak szybko ulec zmianie, jeśli przed zakończeniem dwutygodniowego okresu zawieszenia broni w przyszłą środę (22.04) pojawią się jakieś oznaki przełomu.

GBP

Na ruchy funta silniej wpływa wojna niż wydarzenia w kraju. W typowych warunkach zaczynalibyśmy przejmować się majowymi wyborami, ryzykiem bardziej ekspansywnej polityki fiskalnej i mniej przyjaznego otoczenia prawnego dla firm. Wieści z Iranu przyćmiewają jednak wszelkie inne, a presja na premiera Keira Starmera – przynajmniej na razie – w dużej mierze się rozmyła.

Szereg danych za luty, który zostanie opublikowany w czwartek (16.04), dotyczy zbyt odległej przeszłości, by zwiększyć naszą wiedzę o wpływie wojny na gospodarkę. Komunikaty prezesa Banku Anglii Andrew Baileya (wtorek 14.04) będą znacznie istotniejsze. Spodziewamy się, że ponownie odsunie perspektywę rychłej podwyżki stóp procentowych. Biorąc pod uwagę, że przed wybuchem wojny w Iranie Rada była zdecydowana i gotowa, by je obniżyć, trudno nam zrozumieć pomysł agresywnego zacieśniania polityki monetarnej w tym roku, szczególnie jeśli w kolejnych tygodniach nastąpi dalsza deeskalacja. Jeśli nie dojdzie do żadnego zaskoczenia w tym kontekście, funt prawdopodobnie będzie podążał niemal krok w krok za euro, reagując przede wszystkim na nagłówki dotyczące wojny.

Węgry zmieniają władzę, ale to ropa rozdaje dziś karty

Kolejny tydzień na rynkach zaczynamy od eskalacji na Bliskim Wschodzie. Już nie tylko Iran ma chrapkę na blokowanie Cieśniny Ormuz – wycenom ropy to się raczej średnio podoba. Historyczne wybory na Węgrzech powodują, że Orban oddaje władzę po 16 latach rządów. Wall Street szykuje się na sezon wynikowy, co może być ciekawą odskocznią od wojennego monotematyzmu. 

Albo wszyscy albo nikt

Rynek wchodzi w nowy tydzień z wyraźnym ciężarem ryzyka na plecach, jako że Bliski Wschód znowu pisze scenariusze dla globalnych aktywów. Donald Trump nie tylko wraca do retoryki ultimatum wobec Iranu, ale wyraźnie podnosi stawkę i sugeruje realne działania wokół Cieśniny Ormuz. Narracja przesuwa się z poziomu gróźb w stronę egzekucji, a to jest moment, w którym rynek przestaje traktować temat jako element negocjacyjnego teatru. Widać to najlepiej na ropie – Brent wychodzi z okolic 95$ i dynamicznie przebija 102$, co trudno już uznać za przypadkowy ruch. W ślad za tym dolar odzyskuje inicjatywę, a EUR/USD cofa się z 1,173$ do okolic 1,168$. Rynek wciąż liczy na kolejne TACO, ale jednocześnie zaczyna się zabezpieczać na mniej komfortowy scenariusz. Z perspektywy polityki monetarnej wygląda to jak dalsze odklejanie się od wygodnej narracji o jakichkolwiek obniżkach stóp w USA i powrót do świata, w którym droższa energia komplikuje walkę z inflacją.

Nowy początek dla Węgrów

Na tym tle Węgry serwują rynkowi zupełnie inną historię. Po 16 latach rządów Viktora Orbana dochodzi do politycznego przełomu, który w normalnych warunkach powinien zwiększać niepewność. Tym razem jest odwrotnie. Partia Tisza Petera Magyara według ostatnich doniesień zdobyła 138 mandatów w 199-osobowym węgierskim parlamencie. To nie tylko zwycięstwo, a wręcz deklasacja i uzyskanie większości pozwalającej zmieniać konstytucję czy odwoływać ludzi Orbana z satelitarnych stanowisk. Forint wyraźnie się umacnia, jakby rynek z góry zakładał, że zmiana władzy oznacza nie chaos, a reset. Przez lata napięte relacje z Brukselą skutkowały zamrożeniem środków unijnych i stałą premią za ryzyko. Teraz pojawia się scenariusz ich odblokowania, a wraz z nim nadzieja na napływ kapitału. Inwestorzy zdają się patrzeć na nowy rząd nie przez pryzmat politycznych znaków zapytania, ale potencjalnych korzyści strukturalnych. Złoty na tym tle zachowuje się bardziej zachowawczo – EUR/PLN utrzymuje się przy 4,25 zł, co sugeruje, że dwa przeciwstawne czynniki – risk off związany z Bliskim Wschodem oraz ocieplenie na Węgrzech – skutecznie się neutralizują.

Poniedziałkowy handel

Na rynku walutowym początek tygodnia ma w sobie więcej pauzy niż rozstrzygnięcia, ale ta cisza może być myląca. EUR/USD stabilizuje się w okolicach 1,168$ i oddala się od ostatnich maksimów, a złoty utrzymuje względną równowagę – EUR/PLN przy 4,25 zł i USD/PLN w rejonie 3,637 zł. To nie jest jednak komfortowa stabilizacja, tylko raczej moment zawieszenia między rosnącą siłą dolara a lokalną odpornością. Kalendarz makro na poniedziałek nie dostarcza impulsów do gry, ale rynek szybko znajdzie sobie nowe punkty zaczepienia. Rusza sezon wynikowy w USA, tradycyjnie otwierany przez największe banki, takie jak JPMorgan czy Goldman Sachs. To właśnie komentarze wokół nich mogą nadać ton kolejnym dniom – pytanie nie brzmi, czy wyniki będą dobre, ale czy zarządy zaczną sygnalizować, że droższa ropa i napięcia geopolityczne zaczynają realnie zmieniać warunki gry. W tle wróci też temat AI i jego wpływu na wyniki spółek, który w ostatnich kwartałach był jednym z głównych motorów narracji na Wall Street.

Bankowość w stanie permanentnej cyberwojny

Najpoważniejsze cyberzagrożenia dla sektora finansowego coraz częściej mają źródła poza jego własną infrastrukturą. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat odsetek banków dotkniętych incydentami u dostawców technologicznych tzw. trzeciego poziomu wzrósł o 25 proc. Równolegle sektor mierzy się z rosnącą skalą ataków wykorzystujących sztuczną inteligencję oraz zagrożeniem ze strony technologii kwantowej. Z raportu Fortinet „The European Banking Cybersecurity Report 2026” wynika, że trzy firmy na pięć w regionie EMEA nie są gotowe na erę zaawansowanych systemów obliczeniowych, a tylko 12 proc. rozpoczęło wdrażanie zabezpieczeń odpornych na ataki kwantowe. W efekcie bankowość funkcjonuje dziś w warunkach skumulowanych, wzajemnie powiązanych ryzyk technologicznych i operacyjnych.

Każdy dodatkowy dostawca technologii, integracja API czy usługa zewnętrzna zwiększa zależność banku od zewnętrznego ekosystemu, w którym pojedynczy incydent może uruchomić efekt domina i przełożyć się na szersze zakłócenia operacyjne. Na tę rosnącą złożoność nakłada się presja regulacyjna. Obowiązujące od 2025 r. rozporządzenie DORA formalizuje odporność operacyjną sektora finansowego, czyniąc cyberbezpieczeństwo wymogiem prawnym, a nie wyłącznie technologicznym standardem.

Gdy algorytmy i szyfrowanie przestają być gwarancją bezpieczeństwa

Sztuczna inteligencja stała się jednym z kluczowych czynników zwiększających skalę i tempo cyberataków wymierzonych w sektor finansowy. Narzędzia generatywnej AI są wykorzystywane do tworzenia wiarygodnych kampanii phishingowych, podszywania się pod pracowników banków czy fałszowania komunikacji głosowej i wideo. Według danych z raportu „2025 Voice Intelligence and Security Report” firmy Pindrop, liczba prób oszustw z wykorzystaniem technologii deepfake wzrosła w 2024 r. aż o 1300 proc.

Równolegle rośnie skala ataków wymierzonych bezpośrednio w systemy bazujące na sztucznej inteligencji. Cyberprzestępcy coraz częściej próbują ingerować w zbiory danych wykorzystywane do trenowania i kalibracji modeli stosowanych przez banki, w tym tych wspierających wykrywanie nadużyć. W praktyce polega to na celowym wprowadzaniu spreparowanych dokumentów, nagrań głosowych lub rekordów transakcyjnych do zasobów treningowych AI, co stopniowo obniża jakość decyzji podejmowanych przez algorytmy. Jak pokazują badania Anthropic, już około 250 zmanipulowanych dokumentów może wystarczyć, aby osłabić wiarygodność działania dużych modeli językowych.

Cyberatak nie musi dziś polegać na przełamaniu zabezpieczeń infrastruktury. Wystarczy naruszyć integralność danych, aby model przestał prawidłowo identyfikować oszustwa czy oceniać ryzyko transakcji. Co istotne, tego typu manipulacje mogą pozostawać niewidoczne przez długi czas, stopniowo obniżając skuteczność mechanizmów bezpieczeństwa. Dlatego ochrona w sektorze finansowym musi obejmować cały cykl życia modelu AI: od kontroli jakości danych treningowych, przez ciągły monitoring anomalii, po regularną weryfikację wyników – mówi Joanna Chmielak, Enterprise Sales Manager w firmie Fortinet.

Jednocześnie rośnie ryzyko związane z rozwojem komputerów kwantowych. Jak wskazuje raport Fortinet, technologia kwantowa może do 2028 roku podważyć bezpieczeństwo kryptografii klucza publicznego, czyli systemów zabezpieczeń chroniących transakcje finansowe w sieci. W tym kontekście coraz częściej przywoływany jest scenariusz „zbierz teraz, odszyfruj później”, który zakłada, że dane przechwycone przez cyberprzestępców dziś mogą zostać odszyfrowane w przyszłości, gdy pojawią się wystarczająco zaawansowane systemy obliczeniowe. Z tej perspektywy banki, które nie wdrożą niezbędnych mechanizmów bezpieczeństwa, staną w obliczu poważnych zagrożeń. Tymczasem 61% organizacji w regionie EMEA przyznaje, że nie są przygotowane na erę postkwantową. Tylko 12% rozpoczęło wdrażanie zabezpieczeń odpornych na ataki kwantowe.

Cyfrowy łańcuch dostaw pod ostrzałem

Rosnąca automatyzacja ataków zbiega się w czasie z innym strukturalnym wyzwaniem sektora: systematycznym rozszerzaniem cyfrowego ekosystemu banków. Powierzanie utrzymania systemów IT i przetwarzania danych firmom zewnętrznym (outsourcing IT), korzystanie z usług chmurowych, rozwój modeli Banking-as-a-Service oraz udostępnianie systemów poprzez interfejsy API sprawiają, że instytucje finansowe coraz rzadziej działają w zamkniętym środowisku technologicznym. Każda integracja i każdy partner oznaczają nowe punkty styku z infrastrukturą bankową, a tym samym kolejne miejsca, w których może dojść do incydentu. Raport Fortinet, powołujący się na dane Security Scorecard, wskazuje, że 97 proc. europejskich banków odnotowało incydenty bezpieczeństwa u dostawców czwartego poziomu – firm świadczących usługi podmiotom współpracującym bezpośrednio z instytucjami finansowymi i pozostających poza ich bieżącym nadzorem operacyjnym. Dane te pokazują, że ryzyko nie kończy się na bezpośrednich relacjach biznesowych, lecz obejmuje cały rozproszony łańcuch współpracy.

Cyberprzestępcy rzadko atakują dziś frontalnie. Zamiast tego infiltrują słabsze ogniwa ekosystemu i wykorzystują przejęte dostępy do dalszej penetracji środowisk bankowych. Instytucje finansowe przestają być celem bezpośrednim. Stają się punktem końcowym ataku prowadzonego przez cały cyfrowy łańcuch dostaw – komentuje Joanna Chmielak z Fortinet.

Regulacje wymuszają nowy model bezpieczeństwa

W odpowiedzi na rosnącą złożoność zagrożeń sektor finansowy powinien przejść z modelu reaktywnego do podejścia bazującego na odporności operacyjnej. Obowiązujące od stycznia 2025 r. postanowienia rozporządzenia DORA wprowadzają jednolite wymogi w zakresie zarządzania ryzykiem ICT, obowiązkowe raportowanie incydentów w czasie rzeczywistym oraz testy odporności prowadzone na podstawie realnych scenariuszy ataków. Regulacje obejmują nie tylko same banki, lecz także ich kluczowych dostawców technologicznych, przenosząc odpowiedzialność za cyberbezpieczeństwo na poziom zarządów i całych łańcuchów współpracy. W praktyce oznacza to konieczność ciągłego monitorowania partnerów, automatyzacji reakcji na zagrożenia oraz integracji bezpieczeństwa z procesami biznesowymi – od wdrażania nowych usług po zarządzanie relacjami z podmiotami trzecimi.

Największą zmianą nie jest dziś sama skala cyberataków, lecz ich charakter. Zagrożenia przestały być incydentami technologicznymi, a stały się ryzykiem systemowym dla stabilności sektora finansowego. Europejska bankowość wchodzi w epokę permanentnej cyberobrony, w której kluczowa nie jest już zdolność zapobiegania każdemu atakowi, lecz umiejętność utrzymania ciągłości działania mimo ich występowania.

Warszawa i Kraków tanieją, Gdańsk drożeje. Rynek mieszkań z wyraźnymi kontrastami

Najnowsze wstępne dane transakcyjne z raportu Barometr Metrohouse i Credipass wskazują na kontynuację trendu stabilizacji cenowej z wyraźnymi różnicami lokalnymi. Po burzliwym okresie wysokich stóp procentowych, początek 2026 roku przynosi rynkowi wtórnemu dawkę optymizmu, napędzaną poprawą zdolności kredytowej Polaków.

Klienci wrócili na zakupy

I kwartał 2026 roku to okres, w którym rynek definitywnie pożegnał marazm wywołany inflacją. Widzimy realny wpływ obniżek stóp procentowych – klienci, którzy w 2025 roku wstrzymywali się z decyzjami, teraz wracają na rynek z konkretnymi decyzjami zakupowymi. Różnica między ostatnią ceną ofertową a transakcyjną oscyluje w granicach 3-5%, co świadczy o lepszym dopasowaniu oczekiwań sprzedających do realiów rynkowych.

W obszarze finansowania nieruchomości kluczowym sygnałem pozostaje postawa Rady Polityki Pieniężnej, która w kwietniu, zgodnie z rynkowymi prognozami utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie. – Jednak rynkowy koszt pieniądza potrafi rosnąć szybciej niż oficjalne stopy. Rynek często „wyprzedza” decyzje RPP, co sprawia, że mimo braku zmian w stopach banku centralnego, rzeczywisty koszt kredytu może wykazywać tendencje wzrostowe, zauważa Tomasz Przyrowski, Prezes Zarządu Credipass.

Wzrost dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych, raportowany przez BIK (wzrost o ponad 50% r/r w końcówce 2025 r., a także optymistyczne dane z I kw. br.), przełożył się na zwiększony popyt na początku br. Dość stabilna sytuacja na rynku pracy oraz realny wzrost wynagrodzeń sprawiają, że nawet przy braku nowych programów dopłat, popyt organiczny jest wystarczający do podtrzymania cen na obecnych poziomach. Branża jednak liczy na jeszcze większe zainteresowanie rynkiem mieszkaniowym. Hamulcem staje się osłabienie zainteresowania zakupami inwestycyjnymi wśród indywidualnych inwestorów.

Regionalne kontrasty: stolica tanieje, Pomorze w górę

Na rynku wtórnym do głosu dochodzą coraz większe różnice w regionach. W przypadku dwóch największych miast w Polsce widoczne są spadki średnich cen w transakcjach. Zarówno jeśli chodzi o obniżki kwartalne, jak rok do roku. W stolicy m kw. sprzedawany był średnio za 15 397 zł (-4,5 proc. kw./kw.) a w stolicy małopolski za 13 383 zł (-3,9 kw./kw.). Tymczasem w Gdańsku widać wzrosty średnich cen w transakcjach o 5,1 proc. do poziomu  13 420 zł za m kw. Jak twierdzą eksperci Metrohouse, na pomorskim rynku mamy do czynienia ze specyfiką związaną z zakupami inwestycyjnymi mieszkań, tym bardziej, że lokalizacja wyjątkowo sprzyja także wynajmowi krótkoterminowemu. To prowadzi do podtrzymania wysokiego popytu na mieszkania, co niekoniecznie ma miejsce w innych miastach, które nie mogą czerpać z dobrodziejstw tak atrakcyjnej lokalizacji.

Miasto Średnia cena transakcyjna w I kw. 2026 Różnica kw.kw. Różnica r/r Średnia cena nabywanego mieszkania Średni metraż nabywanego mieszkania
Wrocław 12 311 zł 2,9% 6,7% 605 000 zł 49
Kraków 13 383 zł -3,9% -2,4% 603 000 zł 45
Warszawa 15 397 zł -4,5% -3,7% 742 000 zł 48
Gdańsk 13 420 zł 5,1% 13,7% 659 000 zł 49
Łódź 7 747 zł 3,3% 4,8% 393 000 zł 50

Nowy trend: klienci szukają nieruchomości na przedmieściach

Coraz droższe centra miast wyzwalają potrzebę poszukiwań mieszkań już nie tylko w dzielnicach położonych dalej od centralnych rejonów, ale także na przedmieściach. – Taki trend może wpływać na nominalne obniżanie średnich cen mieszkań w poszczególnych miastach, dlatego tak ważne przy analizie jest zwracanie uwagi na rozkład terytorialny transakcji, mówi Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse.

Wielu klientów podchodzi do zakupu mieszkania z coraz większymi pokładami rozsądku, który prowadzi do zakupu większych i bardziej użytecznych metraży kosztem nieco dłuższego dojazdu do pracy. Jednak w żadnym z analizowanych miast średni nabywany metraż nie przekracza 50 m kw.

Rynek centrów danych w EMEA przyspiesza. Warszawa umacnia pozycję cyfrowego hubu regionu

Jak wynika z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield „EMEA Data Centre MarketBeat H2 2025”, rynek centrów danych w regionie EMEA wszedł w fazę przyspieszonego, choć coraz bardziej selektywnego wzrostu. Na koniec 2025 roku łączna moc operacyjna funkcjonujących obiektów przekroczyła 11,4 GW, co oznacza wzrost o 19% rok do roku. Jednocześnie moc obiektów będących w budowie wyniosła 2,7 GW, a kolejnych inwestycji na etapie planowania 12,1 GW, co podnosi całkowitą przewidywaną pojemność regionu do 26,2 GW.

Za dalszy rozwój rynku odpowiadają przede wszystkim: rosnąca adopcja chmury obliczeniowej, strategie cyfrowej suwerenności oraz globalny wyścig o infrastrukturę dla sztucznej inteligencji i obliczeń o wysokiej wydajności. Jak wskazuje Cushman & Wakefield, o kierunkach rozwoju sektora w coraz większym stopniu decydują dziś dostępność mocy, możliwość przyłączenia do sieci, intensywność emisyjna miksu energetycznego oraz przewidywalność procesów regulacyjnych.

Nie zmienia to faktu, że największe znaczenie w regionie nadal mają tzw. rynki Powerhouse – Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż, Dublin oraz Mediolan, który dołączył do tego grona po przekroczeniu poziomu 1 GW łącznej mocy operacyjnej i pipeline’u. Sześć największych hubów odpowiada dziś za ok. 45% mocy operacyjnej w regionie EMEA oraz ponad 40% przyszłej podaży. Jednocześnie mierzą się one z coraz silniejszymi ograniczeniami strukturalnymi, takimi jak niedobór gruntów, ograniczona dostępność mocy, przeciążenia sieci i złożone regulacje. W efekcie coraz więcej dużych projektów, w tym kampusów hyperscale, kierowanych jest na rynki regionalne i wschodzące.

Na tym tle szczególnie mocno wyróżnia się Warszawa, która została sklasyfikowana jako nowy rynek o ugruntowanej pozycji. Stołeczny rynek umacnia tym samym swoją rolę jako najważniejszy hub infrastruktury cyfrowej w Europie Środkowo-Wschodniej. Na koniec 2025 roku moc operacyjna centrów danych w regionie Warszawy osiągnęła 157 MW, co oznacza wzrost o około 10% rok do roku, natomiast w skali całej Polski przekroczyła 210 MW. Jednocześnie warszawski pipeline wzrósł o 45%, osiągając blisko 160 MW, z czego 11 MW pozostaje w budowie, a 148 MW znajduje się na etapie planowania”, mówi Kamil Żach, Head of Industrial Sector, Cushman & Wakefield.

Silne fundamenty gospodarcze, duży rynek wewnętrzny, szybka cyfryzacja przedsiębiorstw i dostęp do wysoko wykwalifikowanych specjalistów sprawiają, że Warszawa przyciąga zarówno operatorów colocation, jak i globalnych dostawców chmury. Miasto pełni dziś funkcję głównej „bramy chmurowej” dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej – działają tu już regiony chmurowe takich firm jak Google Cloud, Microsoft Azure i OVHcloud. Dodatkowym atutem pozostaje stabilność instytucjonalna wynikająca z członkostwa Polski w UE i NATO.

Mimo bardzo dobrych perspektyw rynek nie jest wolny od wyzwań

Skala inwestycji będących aktualnie w fazie budowy w Polsce spadła, co jest bezpośrednio związane z wydłużającym się czasem oczekiwania na przyłącza do sieci, ograniczoną dostępnością stacji elektroenergetycznych oraz rosnącymi kosztami realizacji inwestycji. Dodatkowo krajowy miks energetyczny, nadal częściowo oparty na węglu, oznacza dla operatorów wyższe koszty emisji i większą ekspozycję na ryzyka regulacyjne. Pomimo tych barier Warszawa pozostaje najbardziej wiarygodnym rynkiem wielkoskalowych centrów danych w Europie Wschodniej”, dodaje Kamil Żach.

W ocenie Cushman & Wakefield to właśnie połączenie skali krajowego rynku, dojrzałego ekosystemu chmurowego, stabilności instytucjonalnej i rosnącego znaczenia regionu CEE sprawia, że stolica Polski ma dziś wyjątkowo mocną pozycję na mapie europejskiej infrastruktury cyfrowej.

Artur Wójcik objął stanowisko Dyrektora Operacyjnego Stacji Paliw Intermarché

Od 1 kwietnia 2026 roku za rozwój obszaru stacji paliw w Grupie Muszkieterów odpowiada Artur Wójcik. To menedżer z wieloletnim doświadczeniem w handlu i zarządzaniu operacyjnym, który w ostatniej dekadzie odpowiadał m.in. za rozwój i funkcjonowanie sieci ponad 500 punktów sprzedaży w Polsce.

Artur Wójcik wnosi do Grupy Muszkieterów doświadczenie zdobywane w międzynarodowym środowisku handlu detalicznego. Przez ostatnich 10 lat był związany z koncernem BP, gdzie odpowiadał m.in. za rozwój sprzedaży i zarządzanie ofertą convenience i łańcuchem wartości w sieci kilku tysięcy punktów sprzedaży w Polsce i Europie. W tym czasie wdrażał strategie sprzedażowe i ofertowe zorientowane na potrzeby klientów. Wcześniej pracował również w Grupie Metro, gdzie uczestniczył we wdrażaniu rozwiązań biznesowych oraz strategii marketingowych i sprzedażowych na wielu rynkach.

W swojej dotychczasowej pracy łączył wiedzę rynkową z praktyką zarządzania na poziomie lokalnym, regionalnym i globalnym. Ma doświadczenie w tworzeniu strategii biznesowych skierowanych zarówno do partnerów biznesowych, jak i klientów indywidualnych. Specjalizuje się także w rozwoju modeli franczyzowych oraz nowoczesnych formatów sprzedaży. W nowej roli odpowiada za dalszy rozwój segmentu stacji paliw i wzmacnianie jego pozycji rynkowej.

– Segment stacji paliw wymaga dziś sprawnego zarządzania operacyjnego, dobrej znajomości rynku i umiejętności rozwijania oferty w sposób odpowiadający na realne potrzeby klientów. Doświadczenie Artura Wójcika bardzo dobrze wpisuje się w te wyzwania. Jestem przekonany, że będzie ważnym wsparciem dla dalszego rozwoju tego obszaru w Grupie Muszkieterów – mówi Adrian Podziemski, prezes sieci Intermarché.

Przekazanie obowiązków zaplanowano etapowo, tak aby zapewnić ciągłość zarządzania tym obszarem. Do końca kwietnia Tomasz Kruk wspiera wdrożenie Artura Wójcika, a w organizacji pozostaje do 30 czerwca 2026 roku.

Ropa drożeje po fiasku rozmów USA-Iran. Inwestorzy obawiają się eskalacji

Fiasko trwających ponad 20 godzin rozmów między delegacjami Stanów Zjednoczonych i Iranu wyraźnie podniosło poziom niepewności na globalnych rynkach finansowych. Już od początku negocjacji było jasne, że stanowiska obu stron pozostają na tyle odległe, iż szybkie osiągnięcie porozumienia wydawało się mało realne. Dla inwestorów kluczowe znaczenie mają teraz dalsze decyzje Białego Domu, zwłaszcza po zapowiedzi blokady Cieśniny Ormuz przez amerykańską marynarkę wojenną. Taki ruch zwiększa presję na Teheran, ale jednocześnie podnosi ryzyko poważnych zakłóceń w globalnym handlu ropą, ponieważ przez ten strategiczny szlak transportowana jest istotna część surowców energetycznych z regionu Zatoki Perskiej. W trudniejszej sytuacji znajdują się także państwa powiązane gospodarczo z Iranem, w tym przede wszystkim Chiny, które mimo napięć korzystały dotąd z dostępu do surowców z tego obszaru.

Najsilniejszą reakcję widać na rynku ropy. Cena Brent wzrosła o ponad 8 proc. i ponownie przekroczyła poziom 104 dolarów za baryłkę, co odzwierciedla rosnącą premię za ryzyko geopolityczne. Inwestorzy obawiają się, że dalsza eskalacja mogłaby doprowadzić do ograniczenia podaży surowca, wzrostu kosztów transportu oraz zakłóceń w funkcjonowaniu infrastruktury wydobywczej w regionie. Dodatkowym źródłem napięcia są sygnały płynące z Teheranu, który zapowiada zdecydowaną odpowiedź na wszelkie próby ograniczania swobody żeglugi i kontroli nad portami w Zatoce Perskiej oraz na Morzu Omańskim. Tego rodzaju deklaracje wzmacniają przekonanie, że sytuacja pozostaje niestabilna, a rynek ropy będzie w najbliższym czasie szczególnie wrażliwy na wszelkie komunikaty polityczne i militarne.

Podwyższona niepewność szybko przełożyła się również na rynek akcji. Giełdy azjatyckie zareagowały spadkami, choć ich skala była na razie umiarkowana w relacji do dynamiki wzrostu cen ropy. Hang Seng, KOSPI i Nikkei traciły nieco ponad 1 proc., a kontrakty terminowe sugerowały podobnie słabe otwarcie na parkietach europejskich, co też i miało miejsce po godzinie 9:00. To pokazuje, że inwestorzy zaczęli uwzględniać w wycenach ryzyko wyższej inflacji, wzrostu kosztów energii oraz możliwego pogorszenia perspektyw wzrostu gospodarczego. Najbardziej narażone na presję pozostają rynki i sektory wrażliwe na ceny paliw i transportu, podczas gdy relatywnie lepiej mogą zachowywać się spółki surowcowe korzystające na wzroście notowań ropy.

Mimo gwałtownej reakcji rynków scenariusz pełnoskalowej eskalacji militarnej nadal nie jest przesądzony. Taki rozwój wydarzeń oznaczałby dla Stanów Zjednoczonych wysokie koszty polityczne i gospodarcze, zwłaszcza że Iran pokazał już zdolność do przeprowadzania dotkliwych kontrataków wymierzonych w region i infrastrukturę energetyczną. Dlatego bardziej prawdopodobne wydaje się, że obie strony, mimo załamania rozmów, będą próbowały utrzymać się na ścieżce ograniczonej deeskalacji. Z punktu widzenia rynków oznacza to utrzymanie podwyższonej zmienności: ropa może pozostać droga, a globalne indeksy akcyjne podatne na kolejne fale nerwowości, dopóki nie pojawią się wyraźniejsze sygnały stabilizacji sytuacji geopolitycznej.

Orban oddaje władzę, ropa drożeje, dolar się umacnia

Wczorajsze wybory na Węgrzech pokazały wyraźne zwycięstwo głównej opozycyjnej partii Tisza. Wojna w Zatoce Perskiej nie jest bliska zakończenia. Inflacja w USA rośnie, ale zgodnie z oczekiwaniami.

Nowa władza na Węgrzech

Nie znamy jeszcze ostatecznych wyników wyborów na Węgrzech, ale nawet bardzo sprzyjające Orbanowi ośrodki komunikują zdecydowaną przewagę opozycyjnej partii Tisza. Oznacza to, że po 16 latach Viktor Orban oddaje stery w państwie, a lider opozycji będzie w stanie utworzyć samodzielny rząd. Wszystko to działo się przy zaskakująco dużej frekwencji – niemal 80%. Co ważne, przywódca partii Fidesz uznał wynik wyborów i pogratulował swojemu następcy.  Jak reagują rynki? Dzisiaj na otwarciu pomimo tego, że polski złoty tracił względem euro, to forint zyskiwał. Pokazuje to, że optymizm związany ze zmianami władzy jest znacznie silniejszy niż niepokoje w geopolityce. Umocnienie forinta spowodowane jest nadzieją na zakończenie konfliktów Węgier z UE i napływ kapitału do tego kraju.

Wojna w Zatoce Perskiej

Zawieszenie broni w ramach konfliktu Izraela i USA z Iranem jest wyjątkowo mało skuteczne – szczególnie fragment o umożliwieniu ruchu statków. USA kieruje w stronę zatoki flotę w celu udrożnienia Cieśniny Ormuz. W weekend doszło również do kolejnych ataków, w tym takich dotyczących infrastruktury energetycznej. Pojawiły się również mocne wypowiedzi prezydenta USA w sprawie obecnej sytuacji, mogące sugerować zaostrzenie atmosfery. Typowo dla tego konfliktu, gdy tylko pojawiają się groźby eskalacji, w górę idzie ropa naftowa i dolar amerykański. Baryłka ropy Brent kosztowała przed weekendem 95 USD, a dzisiaj rano jest to już poziom 102 USD. Co ciekawe, mocniej w górę wyskoczył surowiec WTI (amerykańska ropa). Również dolar umacniał się od otwarcia. Na rynku walutowym widzimy jednak wyraźną korektę.

Inflacja za oceanem

Wczoraj poznaliśmy dane z USA na temat zmian cen dla konsumentów w marcu. Rynek oczekiwał wzrostu o 3,3% i tyle właśnie zobaczyliśmy. Jeszcze miesiąc temu było to 2,4%. Mamy zatem widoczny wpływ konfliktu w Zatoce Perskiej. Trzeba jednak pamiętać, że marzec zaczął się przy cenie baryłki 70 USD. Poziom 100 USD amerykańska ropa zaczęła przekraczać dopiero w ostatnich dniach miesiąca. Co to oznacza? Kwiecień – jeżeli nie dojdzie do stabilizacji – będzie jeszcze wyraźnie trudniejszy dla portfeli konsumentów. To wszystko również przekłada się na umocnienie dolara. Im wyższa bowiem jest inflacja, tym później należy się spodziewać obniżek stóp procentowych. Podwyżki na razie są niby wykluczone, ale jeśli konflikt będzie eskalować a inflacja rosnąć, nie można ich wykluczyć.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Magazyny w największych regionach Polski. Gdzie popyt trzyma siłę, a gdzie rośnie ostrożność

Rynek w liczbach:

  • 7,4 mln mkw. istniejącej powierzchni
  • 640 tys. mkw. w budowie
  • 4,90 – 8,00 – czynsz euro/ mkw./ miesiąc obszar w mieście
  • 3,20 – 6,95 czynsz euro/ mkw./ miesiąc obszar poza miastem

Warszawa I – obszar w mieście

Gotowa powierzchnia w centrum uwagi

W I strefie warszawskiej dominowali klienci oczekujący szybkiego rozpoczęcia działalności, często w ciągu 2–3 miesięcy od podpisania umowy. Kluczowe znaczenie miała dla nich dostępność modułów oraz sprawna realizacja części biurowej.

Logistyka ostatniej mili napędza popyt

Większość transakcji koncentrowała się w przedziale 2 000 – 3 000 mkw., przy czym pojedyncze projekty osiągały około 8 000 – 10 000 mkw. Struktura popytu miała w dużej mierze charakter dystrybucyjny i miejski. W procesach negocjacyjnych dominowały zachęty w postaci okresów zwolnień z czynszu oraz budżetów na aranżację powierzchni biurowej i magazynowej.

Lokalizacje przyjazne pracownikom jako kluczowy atut

Najemcy zwracali szczególną uwagę na jakość i funkcjonalność części biurowej, dostępność miejsc parkingowych oraz dobre skomunikowanie z miastem. Wśród najczęściej wybieranych lokalizacji utrzymywały się Targówek oraz okolice Okęcia.

Zielona logistyka zyskuje na znaczeniu

Zrównoważony rozwój odgrywa coraz większą rolę, a najemcy coraz częściej włączają do negocjacji najmu wymagania dotyczące instalacji paneli fotowoltaicznych. Kwestie środowiskowe stają się rosnącym priorytetem, szczególnie w projektach logistyki miejskiej.

Warszawa II – obszar poza miastem

Przedłużenia umów dominują w strukturze popytu

Renegocjacje umów najmu pozostawały główną aktywnością na rynku. Zaobserwowaliśmy ograniczony popyt na duże moduły,

ponieważ większość najemców utrzymywała dotychczasową skalę działalności lub decydowała się jedynie na niewielkie rozszerzenia.

Presja na czynsze

Nowo ukończone projekty zwiększyły presję cenową w konkurencji ze starszymi, tańszymi obiektami. W efekcie obserwowano wyraźną presję na stawki efektywne oraz większą elastyczność właścicieli w zakresie pakietów zachęt, co wzmacniało pozycję negocjacyjną najemców.

Ostrożne podejście do nowych inwestycji

W 2025 roku oddano do użytkowania kilka nowych obiektów magazynowych, jednak część z nich pozostawała w trakcie komercjalizacji i oczekiwała na pierwsze umowy najmu. Skala projektów spekulacyjnych była ograniczona, a nowe inwestycje realizowano ostrożnie.

„W 2025 roku warszawski rynek magazynowy wszedł w fazę większej równowagi, przechodząc od dynamicznej ekspansji do bardziej selektywnego rozwoju.

Ostrożniejsze podejście deweloperów i realizacja projektów głównie z zabezpieczonym popytem przełożyły się na większą równowagę po stronie podaży. Jednocześnie znacząca część aktywności koncentrowała się wokół powierzchni dostępnych od zaraz, odpowiadających na bieżące potrzeby najemców.” – Katarzyna Madej, Director, Industrial Agency

Górny Śląsk

Rynek w liczbach:

  • 6,2 mln mkw. istniejącej powierzchni
  • 200 tys. mkw. w budowie
  • 3,80 – 5,40- czynsz euro/ mkw./ miesiąc

Najemcy świadomi ryzyka

Widoczna była większa ostrożność po stronie najemców; rzadziej decydowali się na relokacje, częściej natomiast renegocjowali istniejące umowy, koncentrując się na optymalizacji kosztów i efektywności operacyjnej. Ekspansje były realizowane w sposób bardziej przemyślany i uzależniony od realnego wzrostu biznesu.

Rynek napędzany logistyką i produkcją

Największą aktywnością cieszyły się strategiczne lokalizacje, takie jak Gliwice, Sosnowiec czy Ruda Śląska. Region nadal przyciągał firmy łączące działalność logistyczną i produkcyjną. Strukturę najemców tworzyły zarówno firmy 3PL, jak i przedsiębiorstwa produkcyjne, w tym z sektora motoryzacyjnego, co potwierdza zróżnicowany i odporny charakter rynku.

ESG jako czynnik przewagi konkurencyjnej

Czynsze bazowe utrzymywały się na stabilnym poziomie, a umiarkowana nowa podaż nie generowała istotnej presji spadkowej.

Jednocześnie coraz większego znaczenia nabiera jakość techniczna budynków i aspekty ESG; certyfikaty środowiskowe, instalacje fotowoltaiczne, poprawiona izolacyjność czy energooszczędne systemy oświetlenia stały się ważnym elementem konkurencyjności projektów.

„W 2025 r. rynek magazynowy na Górnym Śląsku wszedł w fazę stabilizacji po okresie bardzo dynamicznego wzrostu w latach poprzednich. Podaż i popyt zaczęły się równoważyć, a aktywność deweloperów stała się bardziej selektywna. Ograniczono skalę inwestycji spekulacyjnych, koncentrując się głównie na projektach zabezpieczonych umowami pre-let oraz realizacjach typu BTS, dostosowanych do konkretnych potrzeb najemców.

Górny Śląsk umocnił swoją pozycję jako dojrzały, stabilny i dobrze skomunikowany rynek logistyczno-przemysłowy, w którym

kluczową rolę odgrywały ostrożność decyzyjna, renegocjacje oraz wysoki standard realizowanych inwestycji.” – Łukasz Ciepły, Director, Industrial Agency

Wrocław

Rynek w liczbach:

  • 5,5 mln mkw. istniejącej powierzchni
  • 130 tys. mkw. w budowie
  • 3,15 – 5,50- czynsz euro/ mkw./ miesiąc

Lider nowej podaży w Polsce

W 2025 roku region wrocławski należał do najbardziej aktywnych rynków magazynowych w Polsce pod względem nowej podaży.

Do użytku oddano ponad 300 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, co plasuje Wrocław wśród trzech największych pod tym względem rynków w kraju.

Rosnąca rola projektów produkcyjnych

Dolny Śląsk od wielu lat przyciąga inwestycje produkcyjne z sektorów motoryzacyjnego, elektroniki oraz produkcji komponentów, co wpływa na strukturę popytu na powierzchnie magazynowo-produkcyjne. W 2025 roku znacząca część zapytań dotyczyła obiektów z możliwością adaptacji pod lekką produkcję lub realizowanych w formule build-to-suit.

Stabilizacja po okresie dynamicznego wzrostu

Po bardzo intensywnym okresie rozwoju w latach 2021-2023 rynek magazynowy we Wrocławiu w latach 2024-2025 wszedł w fazę większej stabilizacji. Deweloperzy ostrożniej podchodzili do realizacji nowych projektów spekulacyjnych, a część inwestycji była rozpoczynana dopiero po zabezpieczeniu najemców umowami pre-let.

Jednocześnie większa dostępność powierzchni na rynku, przy wskaźniku pustostanów na poziomie ok. 9–11%, pozwalała najemcom prowadzić procesy decyzyjne w bardziej komfortowych warunkach i dokładniej analizować dostępne opcje.

Stabilizacja stawek czynszowych

Po okresie dynamicznych wzrostów czynszów w poprzednich latach, w 2025 roku zaobserwowaliśmy ich stabilizację. Bazowe stawki czynszów w regionie Wrocławia najczęściej mieściły się w przedziale 3,15 – 5,50 euro/mkw./miesiąc, w zależności od lokalizacji, standardu budynku oraz długości umowy najmu.

Większa konkurencja pomiędzy właścicielami obiektów oraz rosnąca dostępność powierzchni sprawiały, że najemcy częściej mogli negocjować korzystniejsze warunki.

„Aglomeracja wrocławska pozostaje jednym z najważniejszych ośrodków logistyczno-produkcyjnych w Polsce. Region korzysta z bardzo dobrego położenia blisko granicy z Niemcami i Czechami oraz rozwiniętej infrastruktury drogowej, w tym autostrady A4 i drogi ekspresowej S8. Przyciąga zarówno operatorów logistycznych obsługujących handel międzynarodowy, jak i firmy produkcyjne z sektorów motoryzacyjnego, elektroniki oraz AGD.

Pomimo wyraźnej stabilizacji rynku po okresie dynamicznego wzrostu Wrocław pozostaje jedną z najbardziej atrakcyjnych lokalizacji magazynowych w kraju. W dłuższej perspektywie rozwój regionu będzie wspierany przez silne zaplecze przemysłowe Dolnego Śląska, dalszy rozwój infrastruktury transportowej oraz rosnące znaczenie regionu w europejskich łańcuchach dostaw.” – Dorota Koseska, Director, Industrial Agency

Polska Centralna

Rynek w liczbach:

  • 5,3 mln mkw. istniejącej powierzchni
  • 170 tys. mkw. w budowie
  • 3,50 – 4,60 – czynsz euro/ mkw./ miesiąc

Czwarty co do wielkości rynek magazynowy

Na koniec 2025 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo – przemysłowej w Polsce Centralnej osiągnęły około 5,3 mln mkw., co stanowi około 14% całkowitej podaży magazynowej w Polsce. Region pozostaje jednym z największych rynków

logistycznych w kraju, choć w ostatnim czasie został wyprzedzony pod względem wielkości przez Dolny Śląsk.

Region napędzany logistyką

Istotną rolę w regionie odgrywają najemcy logistyczni. Polska Centralna pełni funkcję centralnego ośrodka dystrybucyjnego dla całego kraju, dlatego dominują tutaj duże centra logistyczne obsługujące zarówno rynek krajowy, jak i międzynarodowy.

Rosnące zapotrzebowanie na rozwiązania ESG

Coraz istotniejsze są również kwestie związane z ESG oraz efektywnością energetyczną budynków. Najemcy coraz częściej wybierają magazyny wyposażone w instalacje fotowoltaiczne, systemy energooszczędne oraz posiadające certyfikaty środowiskowe, takie jak BREEAM. Rozwiązania te pozwalają ograniczać koszty eksploatacyjne oraz zmniejszać wpływ działalności na środowisko.

„Istotną rolę w regionie odgrywają najemcy z sektora logistyki, obsługujący zarówno rynek krajowy, jak i międzynarodowy. Dlatego też w Polsce Centralnej obserwowany jest rosnący popyt na magazyny typu cross-dock (x-dock), które umożliwiają szybkie

przeładunki i minimalizację czasu składowania towarów. Trend ten wynika przede wszystkim z rozwoju logistyki miejskiej oraz rosnących oczekiwań dotyczących skracania czasu dostaw. Obiekty tego typu zyskują na znaczeniu szczególnie w pobliżu głównych węzłów transportowych i dużych aglomeracji.” – Katarzyna Burlińska, Senior Consultant, Industrial Agency

Poznań

Rynek w liczbach:

  • 4,0 mln mkw. istniejącej powierzchni
  • 40 tys. mkw. w budowie
  • 3,65 – 6,00 – czynsz euro/ mkw./ miesiąc

Wzrost pustostanów i ostrożność rynkowych graczy

Rok 2025 był dla poznańskiego rynku magazynowego okresem wyraźnego spowolnienia. Na rynek trafiła znacząca ilość dostępnej powierzchni, co przełożyło się na wzrost poziomu pustostanów i większą ostrożność zarówno po stronie deweloperów, jak i najemców. Nowe projekty spekulacyjne realizowano w ograniczonym zakresie, a aktywność inwestycyjna wyraźnie wyhamowała.

Najemcy z sektora logistyki i handlu

Struktura popytu miała charakter zachowawczy i była porównywalna do innych regionów w Polsce, dominowały firmy logistyczne oraz handlowe, przy wyraźnej przewadze renegocjacji nad nowymi umowami.

Popyt napędzany przedłużeniami umów

Ograniczona liczba dużych przetargów logistycznych oraz relatywnie wysoka dostępność powierzchni sprawiły, że większość transakcji dotyczyła utrzymania dotychczasowych lokalizacji lub obejmowała mniejsze moduły niż w głównych hubach, takich jak Warszawa czy Polska Centralna.

„Pomimo stawek czynszowych konkurencyjnych względem Polski Centralnej, region nie przyciągnął w 2025 roku znaczącej liczby dużych relokacji, a większość znaczących projektów realizowana była w innych miastach. Mniejszy udział wielkoskalowych operacji logistycznych i e-commerce przełożył się na ograniczone zapotrzebowanie na powierzchnie powyżej 10 000 mkw.

Jednocześnie miniony rok pokazał, jak wrażliwy i elastyczny potrafi być poznański rynek: pojedyncze większe zapytanie było w stanie wyraźnie ożywić aktywność i skierować uwagę inwestorów na region. Oznacza to, że mimo przejściowego spowolnienia Poznań pozostaje rynkiem o realnym potencjale, reagującym dynamicznie na impulsy popytowe.” – Katarzyna Madej, Director, Industrial Agency

Mniej nowych inwestycji, wysoki popyt i spadek pustostanów na rynku magazynowym w Polsce

Według najnowszego raportu „Rynek magazynowo-przemysłowy w Polsce”, opublikowanego przez firmę doradczą Newmark Polska, w 2025 roku rynek powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce wszedł w fazę stabilizacji. Znacznie ograniczona nowa podaż i wysoki popyt ze strony najemców doprowadziły do stopniowego spadku wskaźnika pustostanów i poprawy równowagi rynkowej. W ubiegłym roku deweloperzy w coraz większym stopniu uzależniali rozpoczęcie nowych inwestycji od podpisania umów przednajmu, a na rynku najmu nadal dominowały renegocjacje. Czynsze za najbardziej atrakcyjne powierzchnie utrzymywały się na stabilnym poziomie, natomiast pakiety zachęt dla najemców znacząco się różniły w zależności od lokalizacji i standardu obiektu.

Na koniec 2025 roku całkowite zasoby powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce osiągnęły niemal 36,6 mln mkw., co przekłada się na wzrost o 5,9% w ujęciu rocznym. W całym ubiegłym roku oddano do użytkowania prawie 1,7 mln mkw., tj. o ponad 35% mniej niż rok wcześniej i najmniej od 2016 roku.

– Obserwowany w ostatnich latach dynamiczny rozwój rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce przyczynił się do większej równowagi między popytem a podażą. Nowe inwestycje obecnie powstają w bardziej zrównoważonym tempie, a decyzje o ich realizacji coraz częściej uzależnione są od faktycznego zapotrzebowania zgłaszanego przez najemców. W całym 2025 roku deweloperzy rozpoczęli budowę prawie 1,9 mln mkw. magazynów w odpowiedzi

na bieżący popyt ze strony najemców. Natomiast inwestycje realizowane w pełni spekulacyjnie nadal należą do rzadkości. Ponad 60% powierzchni w obiektach będących w budowie zostało już wynajęte, a jedynie nieliczne projekty powstają całkowicie bez umów przednajmu – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska.

Całoroczny wolumen transakcji najmu na rynku powierzchni magazynowych i przemysłowych w Polsce wyniósł niemal 6,64 mln mkw. i był wyższy od zarejestrowanego rok wcześniej o 14%.

Aktywność zarówno najemców, jak i deweloperów skupiała się na sześciu głównych rynkach magazynowych (Warszawie i okolicach, Górnym Śląsku, Polsce Centralnej, Dolnym Śląsku, Wielkopolsce i Trójmieście), które łącznie odpowiadały za prawie 83% wszystkich umów najmu sfinalizowanych w 2025 roku.

Podaż powierzchni magazynowej oraz powierzchnia w budowie

W 2025 roku deweloperzy wybudowali łącznie blisko 1,7 mln mkw., nowoczesnej

powierzchni magazynowo-przemysłowej. Rynkami o największej aktywności deweloperskiej w minionym roku były województwa dolnośląskie, mazowieckie i śląskie, gdzie oddano do użytkowania odpowiednio 349 800 mkw., 303 850 mkw. i 294 500 mkw. nowej powierzchni.

Na koniec IV kwartału 2025 roku w budowie pozostawało prawie 1,8 mln mkw. powierzchni magazynowej i przemysłowej. Najwięcej nowych obiektów powstawało w tym czasie w woj. mazowieckim (647 850 mkw.) i pomorskim (220 850 mkw.) oraz na Górnym Śląsku (191 900 mkw.) i w Polsce Centralnej (188 750 mkw.). Łącznie prawie 80% realizowanych w Polsce inwestycji magazynowych przypada na sześć największych regionów naszego kraju.

Aktywność najemców na rynku magazynowo-przemysłowym w Polsce

W 2025 roku najemcy wynajęli prawie 6,64 mln mkw. powierzchni magazynowo-przemysłowej (z wyłączeniem umów krótkoterminowych), co stanowi wzrost o 14% w ujęciu rocznym. Najwyższą aktywność najemców odnotowano w województwach mazowieckim, łódzkim, śląskim i dolnośląskim, których udział w całkowitym wolumenie transakcji wyniósł odpowiednio 21,2%, 17,7%, 16,2% i 13,0%.

W strukturze transakcji zawartych w 2025 roku dominowały renegocjacje, które stanowiły 52,1% całkowitego wolumenu. Nowe umowy najmu, w tym dotyczące realizacji projektów typu BTS, również zaznaczyły swój wyraźny udział w ubiegłorocznym popycie – wyniósł on aż 40,8%. Pozostałe 7,1% przypadło na ekspansje. Warto również zaznaczyć, że w 2025 roku najemcy wynajęli nieco ponad 213 550 mkw. na podstawie umów krótkoterminowych (do jednego roku).

Wśród wybranych największych transakcji minionego roku znalazły się m.in. renegocjacja połączona z powiększeniem powierzchni magazynowej zajmowanej przez firmę Agata w kompleksie Mapletree Piotrków II do ponad 128 000 mkw. oraz renegocjacja i ekspansja poufnego najemcy z sektora produkcyjnego w Segro Logistics Park Stryków do 120 150 mkw. W 2025 roku zawarto łącznie ponad 840 umów najmu, a średnia wielkość transakcji wyniosła ok. 8000 mkw. Czternaście z nich przekroczyło 50 000 mkw., w tym cztery – 100 000 mkw.

Magazyny do wynajęcia

Według ekspertów Newmark Polska pod koniec ubiegłego roku najemcy mieli do dyspozycji prawie 2,7 mln mkw. powierzchni dostępnej w istniejących obiektach oraz nieco ponad 690 000 mkw. w inwestycjach będących w trakcie realizacji.

Na koniec IV kwartału 2025 roku średni wskaźnik pustostanów dla całego kraju wyniósł 7,4%, co oznacza spadek o 0,1 p.p. rok do roku. Najwyższe poziomy wakatów zaobserwowano w województwie świętokrzyskim (17,2%), lubuskim (16,2%) oraz lubelskim (10,9%), natomiast najniższym wskaźnikiem pustostanów charakteryzowały się województwa podlaskie (brak wolnej powierzchni), zachodniopomorskie (1,2%) i opolskie (1,2%).

Czynsze

W 2025 roku czynsze za wynajem powierzchni magazynowych i przemysłowych najwyższej klasy pozostawały na stosunkowo stabilnym poziomie. Jednak w regionach charakteryzujących się wyższym wskaźnikiem pustostanów najemcy dysponowali większą siłą negocjacyjną, co pozwalało na uzyskanie niższych stawek czynszu efektywnego oraz bardziej rozbudowanych pakietów zachęt. Odmienną sytuację obserwowano w przypadku nowoczesnych obiektów oferujących wysoki standard techniczny i rozwiązania proekologiczne, gdzie właściciele wykazywali mniejszą skłonność do ustępstw w negocjacjach. Najwyższe stawki czynszowe nadal utrzymywały się w Warszawie (strefa I) oraz w województwie pomorskim.

Rynek inwestycyjny

W 2025 roku całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce wyniósł niemal 4,5 mld euro, co oznacza spadek o ok. 13% w porównaniu z poprzednim rokiem.

Nieruchomości magazynowe należały do grona najbardziej płynnych segmentów rynku. W 2025 roku odpowiadały za ponad 32% całkowitego wolumenu transakcji inwestycyjnych, zajmując drugie miejsce w strukturze sektorowej. Zawarto 34 transakcje o łącznej wartości niemal 1,5 mld euro, co oznacza wzrost o ok. 10% rok do roku. Zainteresowanie inwestorów koncentrowało się zarówno na pojedynczych aktywach typu core/core+, jak i na portfelach logistycznych oraz obiektach produkcyjnych zabezpieczonych długoterminowymi umowami najmu.

– W obliczu obecnej niepewności geopolitycznej obserwujemy wstrzymanie bądź opóźnienie łagodzenia polityki finansowej zarówno w strefie euro, jak i w Polsce. Niemniej jednak perspektywy makroekonomiczne Polski pozostają pozytywne. W centrum zainteresowania inwestorów pozostaną obiekty magazynowe zabezpieczone długoterminowymi umowami najmu oraz projekty zlokalizowane wzdłuż głównych korytarzy logistycznych i w największych aglomeracjach. Rosnące znaczenie w strategiach inwestycyjnych będą odgrywać standardy techniczne i środowiskowe. Nieruchomości spełniające wysokie wymagania ESG utrzymają przewagę konkurencyjną, podczas gdy starsze obiekty staną w obliczu rosnącej presji modernizacyjnej lub korekty wartości. Inwestorzy nadal będą koncentrować się na aktywach o relatywnie wysokim poziomie bezpieczeństwa, a sektor logistyczny, który pozostaje najbardziej płynnym segmentem rynku inwestycyjnego w Polsce, powinien nadal pozostawać w kręgu ich zainteresowania – mówi Urszula Sobczyk, Dyrektor Działu Wycen firmy Newmark Polska.

Polska w czołówce Europy

Bezsprzecznym atutem polskiego rynku magazynowego jest jego nowoczesność. Pod koniec 2025 roku ponad 70% istniejących zasobów miało mniej niż dziesięć lat, a ponad 42% – nie więcej niż pięć lat. Doceniają to zarówno deweloperzy i inwestorzy, jak i najemcy.

– Pod względem zasobów nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej Polska należy do największych rynków w Europie, ustępując jedynie takim krajom jak Niemcy, Wielka Brytania czy Francja. Jednocześnie tempo wzrostu gospodarczego w Polsce pozostaje wyraźnie wyższe niż w wielu dojrzałych gospodarkach Europy Zachodniej, dzięki czemu nasz kraj należy do grona liderów rozwoju sektora logistycznego w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Polska systematycznie umacnia swoją pozycję kluczowego hubu logistycznego w Europie. W najbliższych latach sektor ten nadal będzie się rozwijał, choć tempo wzrostu będzie w dużej mierze uzależnione od sytuacji gospodarczej w Europie oraz zmian zachodzących w globalnych łańcuchach dostaw – podsumowuje Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

UJ opracował ekologiczne podłoża, które zatrzymują deszczówkę nawet o 20 dni dłużej

Woda deszczowa może dłużej pozostawać w miastach. Na Uniwersytecie Jagiellońskim opracowano nowe rozwiązania dla błękitno-zielonej infrastruktury. Estetyczne, trwałe i przede wszystkim przyjazne środowisku, bo oparte na materiałach pochodzących z recyklingu.

Miasta coraz częściej mierzą się z dwiema skrajnościami klimatycznymi: gwałtownymi opadami i długimi okresami bez deszczu. Podczas opadów woda zbyt szybko odpływa z miast do kanalizacji burzowej, co w okresach suszy potęguje problem przegrzewania się przestrzeni publicznych i wysychania zieleni. Odpowiedzią na to są opracowane przez interdyscyplinarny zespół badaczy z UJ dwa rozwiązania, które pozwalają zatrzymać w podłożu deszczówkę przez długi okres.

Utrzymać wodę jak najdłużej

Opracowane technologie to zintegrowane kompozycje podłoże-roślina przeznaczone do zastosowania w małej błękitno-zielonej infrastrukturze miejskiej. W obu opracowanych rozwiązaniach celem nadrzędnym jest zatrzymanie, spowolnienie tempa odpływu wody deszczowej przy zastosowaniu metod sprzyjających środowisku naturalnemu i w zgodzie z zasadami zrównoważonego rozwoju.

– Zbadaliśmy możliwości użycia odpadów budowlanych jako podłoże, które w optymalny sposób akumuluje wody opadowe i jednocześnie pozwala łatwo utrzymać wybrane rośliny. Najlepsze wyniki daje zastosowanie rozdrobnionego gruzu ceglanego lub marglowego, wymieszanego z kompostem. Na takim podłożu nasadzamy macierzankę piaskową lub inne gatunki macierzanki, które doskonale sobie radzą w najtrudniejszych warunkach pogodowych. Wykazaliśmy, że w takim kompozycie zatrzymywane jest do około 95%. wody opadowej, a przy niskich opadach poziom ten wzrasta do 100%. Nasze kompozyty, w porównaniu do innych dostępnych obecnie na rynku rozwiązań, utrzymują wodę dłużej o 20 dni. To znakomite rezultaty – wyjaśnia prof. dr hab. Mirosław Żelazny z Instytutu Geografii i Gospodarki Przestrzennej UJ, współtwórca wynalazków.

Ekologiczny sposób – odpad budowlany i kompost w jednym

Gruz ceglany, stanowiący odpad budowlany, oraz odpad marglisty mogą w obu technologiach znaleźć ponowne zastosowanie i spełniać pożyteczną funkcję. Kompost, będący uzupełniającym składnikiem podłoża, to również produkt recyklingu. Zaproponowane rozwiązania retencyjno-filtracyjne wpisują się zatem doskonale w założenia gospodarki cyrkularnej, ograniczając ilość odpadów budowlanych trafiających na składowiska oraz zmniejszając zapotrzebowanie na inne, z reguły kosztowne surowce. To też przykład zrównoważonego rozwoju błękitno-zielonej infrastruktury (ang. BGI – Blue-Green Infrastructure) i zintegrowanych systemów opartych na przyrodzie (ang. nature-based solutions).

– Nasza technologia ma charakter kompleksowy. Podłoże wiążemy z gatunkiem rośliny odpornej na stres. Nie bez powodu zaproponowaliśmy macierzankę, w tym przede wszystkim macierzankę piaskową. To roślina o wysokich walorach estetycznych, która nie wymaga zabiegów pielęgnacyjnych. Do tego jest bardzo odporna zarówno na przesuszenia, jak i przymrozki, zachowując wybitne zdolności regeneracyjne. Łatwo się odradza w kolejnych sezonach i jednocześnie jako roślina miododajna stanowi świetną bazę pokarmową dla zapylaczy – mówi dr hab. Alina Stachurska-Swakoń, prof. UJ z Instytutu Botaniki UJ, współtwórczyni wynalazków.

– Zadaniem kompostu jest dostarczenie materii organicznej i składników odżywczych wspierających rozwój roślin i aktywność mikroorganizmów glebowych, bez pogarszania przepuszczalności podłoża. W efekcie substrat działa nie tylko jako magazyn wody, ale również jako środowisko wspierające procesy filtracyjne i biologiczne, które wspomagają funkcjonowanie układu – dodaje dr Anna Bojarczuk, współtwórczyni technologii.

Opracowane kompozyty magazynują wodę dłużej niż alternatywne rozwiązania stosowane w ogrodnictwie. Na przykład popularny keramzyt znacznie szybciej uwalnia zakumulowaną wodę, przez co nie sprawdza się w długich okresach bez opadów. Ważnym atutem obu technologii jest możliwość wdrażania ich w postaci gotowych modułów i prefabrykowanych wkładów. Dzięki temu mogą one znaleźć zastosowanie w zielonych dachach (typu ciężkiego), tarasach, ogrodach deszczowych, przystankach autobusowych z roślinnością retencyjną oraz elementach małej architektury miejskiej.

Czas na wdrożenie w przestrzeni miejskiej

Naukowcy chcieliby, aby podłoża akumulujące wodę deszczową oparte na odpadach budowlanych i rodzimych roślinach stały się jednym z elementów systemowych rozwiązań wykorzystywanych w nowoczesnej urbanizacji. Aby tak się stało, potrzebna jest współpraca z partnerami z otoczenia uniwersytetu, którzy będą upowszechniać opracowane metody. Rozwiązania zostały zgłoszone do ochrony patentowej w Polsce jako dwie niezależne technologie. Za ich komercjalizację odpowiada Centrum Transferu Technologii CITTRU, UJ.

– Zastosowanie w przestrzeni miejskiej innowacyjnych retencyjno-filtracyjnych rozwiązań umożliwia właściwe zarządzanie wodami opadowymi, co z kolei przekłada się na redukcję temperatury w środowisku zurbanizowanym, poprawę jakości powietrza i wspieranie bioróżnorodności. Badania wykazały, że w strefie, gdzie stosuje się te podłoża, występują mniejsze wahania temperatur. W obliczu długich okresów bez deszczu takie kompozycje, które z jednej strony pozwalają zakumulować na dłużej wody opadowe, a z drugiej strony wykorzystują łatwe w utrzymaniu, estetyczne rośliny, są po prostu potrzebne – mówi dr inż. Gabriela Konopka-Cupiał, dyrektorka CTT CITTRU.

Zespół zakłada, że instalacje mogą działać wielosezonowo i być w dużej mierze samowystarczalne, ponieważ zastosowane rośliny regenerują się, wytwarzają nasiona i nie wymagają intensywnej pielęgnacji.

Szansa na trwalszą zieleń w miastach

Badacze podkreślają, że o ile wiele osób często troszczy się dziś o walory estetyczne projektowanych przestrzeni zielonych, stosując wyszukaną roślinność wymagającą odpowiednich warunków i pielęgnacji, to po oddaniu takich inwestycji do użytku brakuje mechanizmów i procedur monitorowania stanu roślin. W wielu rozwiązaniach, ubogacających infrastrukturę i przestrzeń miasta, podkreśla się na przykład rolę zielonych dachów. Mało kto jednak mówi o ich wymiarze niebieskim, czyli wodnym. To samo dotyczy projektowanych miejskich terenów zielonych w ogóle. Zbyt często zapomina się o potrzebie zmagazynowania wody, ponownego wykorzystania wody szarej, która jest przecież niezbędna do tego, by rośliny przeżyły i się rozwijały.

– Dla wszystkich kluczowy jest efekt wizualny w momencie oddawania inwestycji, kiedy wszystko musi być zielone i estetyczne. Kłopot w tym, że przez niewłaściwą gospodarkę wodną te instalacje często szybko marnieją i tracą funkcjonalność. Brakuje również skutecznych systemów monitorowania stanu zieleni w takich miejscach. Poza tym obecne rozwiązania często opierają się na wysoko przetworzonych substratach, które są kosztowne i wymagają transportu, a także na roślinach ozdobnych o ograniczonej odporności na suszę i stres termiczny. Nasze rozwiązania odpowiadają na ten problem w sposób systemowy: łączą odporne rośliny rodzime z podłożem, które działa jak naturalny magazyn wody, zatrzymując ją w strukturze materiału przez długi czas. W efekcie powstaje spójny ekosystem zaprojektowany tak, aby zatrzymywać wodę, działać stabilnie, wyglądać dobrze i jednocześnie być tani w utrzymaniu – zaznacza prof. Mirosław Żelazny z UJ.

Naszym celem jest projektowanie błękitno-zielonej infrastruktury tak, aby działała jak seminaturalny ekosystem. Nie patrzymy osobno na rośliny czy na podłoże – projektujemy układ, w którym wszystkie elementy współpracują ze sobą. Taki ekosystem jest również monitorowany w zakresie wielu parametrów, dzięki czemu możemy sprawdzać, jak funkcjonuje w zmieniających się warunkach pogodowych. Patrzymy więc na BGI nie jak na pojedyncze składowe do testowania, ale jak na spójny, seminaturalny ekosystem inspirowany procesami zachodzącymi w przyrodzie – dodaje dr Agnieszka Rajwa-Kuligiewicz, współtwórczyni technologii.

Opracowane technologie są wynikiem interdyscyplinarnej współpracy dużego zespołu naukowego z UJ, realizowanej w ramach projektu pilotażowego sfinansowanego ze środków projektu flagowego Campus Living Lab.Useful Research HUB w ramach Programu Strategicznego Inicjatywa Doskonałości w Uniwersytecie Jagiellońskim. Realizacja projektu była możliwa dzięki współpracy z firmą CEGMAR Marek Pochcioł oraz Ogrodem Botanicznym UJ, które przekazały materiały niezbędne do jego wykonania.

Sieci Sfinksa ze sprzedażą o wartości 51,27 mln zł w I kw. 2026 r.

Sprzedaż gastronomiczna restauracji zarządzanych przez Sfinks Polska, z wyłączeniem sieci Piwiarnia nieobjętej raportowaniem, wyniosła 51,27 mln zł po I kw. 2026 r., co stanowi wzrost o 1,9% r/r. Jednocześnie wyniki sprzedażowe lokali porównywalnych, czyli działających na koniec każdego miesiąca w zestawianych kwartałach (L4L), osiągnęły wartość 48,73 mln zł i były 2,4% wyższe niż rok wcześniej. 

– Wyniki sprzedażowe naszych sieci notują systematyczne wzrosty z kwartału na kwartał, choć z uwagi na nietypowe warunki pogodowe marca nie są one tak dobre w całym I kwartale, jak wyniki generowane przez naszą sieć w samym styczniu i lutym tego roku. Ponadto, mimo iż raportowana liczba restauracji działających w sieci na koniec ostatniego i porównawczego kwartału nie uległa zmianie i wynosiła 76, to jednak w ciągu analizowanego okresu sieć ulegała zmianom. Rok temu startowaliśmy od 78 lokali, których liczba w ciągu kwartału zmniejszyła się do 76. W tym roku zaczęliśmy od niższego poziomu, ale konsekwentnie realizujemy zaplanowane zwiększenie potencjału sieci. Pod koniec marca otworzyliśmy nową restaurację franczyzową w Gdańsku, a już w kwietniu ruszy kolejny SPHINX w Aleksandrowie Łódzkim – komentuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Raportowana sprzedaż gastronomiczna obejmuje przychody ze sprzedaży netto osiągane przez lokale franczyzowe i własne w sieci Sfinks Polska. Sprzedaż gastronomiczna nie obejmuje przychodów sieci Piwiarnia. Jednocześnie spółka zwraca uwagę, że sprzedaż gastronomiczna nie jest tożsama z przychodami ze sprzedaży osiąganymi przez Sfinks Polska. Na te składają się przychody ze sprzedaży gastronomicznej wypracowywanej przez restauracje własne oraz przychody z opłat franczyzowych naliczane od sprzedaży gastronomicznej realizowanej przez restauracje franczyzowe. W tym drugim przypadku przychody ze sprzedaży gastronomicznej stanowią przychód franczyzobiorców.

***

Przychody gastronomiczne to przychody wszystkich lokali działających pod markami należącymi do Grupy Sfinks Polska, z wyłączeniem sieci Piwiarnia.

Kruchy rozejm, droższa ropa i presja inflacyjna

Porozumienie między USA a Iranem ciągle wisi na włosku. Oczy inwestorów zwrócone są na pakistański Islamabad i negocjacje pokojowe. Inflacyjne „mleko” już się jednak rozlało. Czy możemy się pożegnać z dalszymi obniżkami stóp w Polsce?

Wiele nieporozumień

Rynki bardzo euforycznie zareagowały na doniesienia o zawieszeniu broni na Bliskim Wschodzie. Problem w tym, że kolejne dni dobitnie pokazują, jak wątpliwej jakości była to umowa. Już samo to, że obie strony nie potrafiły dobrze sformułować konkretnych warunków świadczy o kruchości tego porozumienia. Pierwszą kością niezgody stał się Liban. Strona irańska uważała, że to państwo również jest objęte zawieszeniem broni, ale liczne ataki rakietowe ze strony Izraela nie ustały. W efekcie Cieśnina Ormuz znów została zamknięta, a Teheran ustalił horrendalną opłatę 2 mln USD za bezpieczny tranzyt (do podziału z Omanem). Aktualnie w najbardziej wrażliwym punkcie świata utknęło ponad 325 tankowców. Pikanterii całej sprawie dodał atak na saudyjską architekturę energetyczną, która tylko w ostatnich godzinach została uszczuplona o 600 tys. baryłek ropy naftowej dziennie. Szybko też widzimy efekt na notowaniach „czarnego złota” – wracamy w okolice 100 USD za baryłkę w przypadku odmiany WTI.

Czy to ten moment?

W tym otoczeniu licznych niedomówień i wielu czynników zapalnych nieuwzględnionych w porozumieniu odbędzie się spotkanie zwaśnionych stron w pakistańskim Islamabadzie. Te „negocjacje pokojowe” mają doprowadzić do wypracowania trwałego zakończenia wojny. Stronę amerykańską reprezentować będzie JD Vance, ale – przynajmniej na ten moment – nie wiadomo, kto będzie przedstawicielem Teheranu. Dla inwestorów kluczowe jest pytanie, czy Cieśnina Ormuz będzie otwarta i czy dostawy surowca mogą pływać bez zakłóceń. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nawet wypracowanie porozumienia nie obniży napięcia, które będzie towarzyszyć nam jeszcze przez jakiś czas. Innymi słowy – szansa, że ropa wróci do poziomów sprzed wojny w szybkim tempie jest niemal zerowa. Wydarzenie znów ma miejsce w weekend, co tylko podgrzewa atmosferę na rynkach przed poniedziałkowym otwarciem. Z drugiej strony dzisiaj przed zamknięciem dnia niewykluczona będzie wzmożona aktywność popytu na bezpieczne aktywa, co powinna pozwolić USD znów umacniać się na rynku FX.

Tylko spokój „nas” uratuje

Wszystko to, o czym mowa powyżej, ma niebagatelne znaczenie dla naszego kraju. Wzrost cen paliw na stacjach sprawił, że w danych inflacyjnych za marzec już zobaczyliśmy skok z 2,1% do 3%. Co prawda z ratunkiem ruszył rząd, który obniżką podatku VAT i akcyzy odsunął czarne scenariusze cenowe ze stacji paliw, niemniej jednak taka „przyjemność” kosztuje budżet państwa około 1,6 mld PLN, a szybkie zakończenie konfliktu jest czymś ze sfery marzeń. Wczoraj decyzja RPP nie mogła być inna niż utrzymanie kosztu pieniądza bez zmian i tak też się stało. Trzeba tutaj dodać, że już marcowa decyzja Rady była kontrowersyjna, bo obniżka stóp nastąpiła mimo wiedzy o wybuchu wojny i skokowych wzrostach wartości ropy naftowej. Teraz jednak należy oczekiwać dużej ostrożności RPP. Sytuację próbował uspokoić prezes Glapiński na wczorajszej konferencji prasowej, na której mówił, że obecnie mamy do czynienia z nieco innym kryzysem niż to miało miejsce w przypadku wybuchu wojny w Ukrainie. Z tą tezą można się w pewnym stopniu zgodzić – nasz kraj w znacznym stopniu zdywersyfikował dostawy surowców, czy to ropy naftowej czy gazu, a dwucyfrowa inflacja jest bardzo mało prawdopodobna. Niemniej jednak konflikt na Bliskim Wschodzie dołoży do dynamiki cen swoje trzy grosze. A to wpłynie na zmianę w polityce monetarnej – „wajcha” możliwych scenariuszy przesuwa się bardziej w stronę podwyżki stóp niż ich obniżania w perspektywie kolejnych miesięcy.

Victoria Dom z silnym wzrostem sprzedaży w I kwartale i ambitnym planem na 2026 rok

Victoria Dom, jeden z największych deweloperów mieszkaniowych w Polsce, ogłosił wyniki sprzedaży za I kwartał 2026 r.  W tym czasie spółka sprzedała 424 mieszkania, tj. o 54% więcej niż w I kw. 2025 r., kiedy deweloper sprzedał 275 mieszkań. Victoria Dom przekazała klientom klucze do 293 lokali. Deweloper w 2026 r. planuje sprzedaż na poziomie 1600-1700 mieszkań.

– Aktywność na rynku nieruchomości jest podobna do tej z IV kwartału 2025 r. ocenia Waldemar Wasiluk, Wiceprezes Zarządu Victorii Dom S.A. – Wiele projektów w budowie oraz oferta gotowych mieszkań wraz z dostępnym cenowo kredytem hipotecznym sprzyja zakupom mieszkań przez klientów szukających swojego lokum. Ich zdecydowana większość to osoby zainteresowane kupnem dla zaspokojenia swoich potrzeb lokalowych – podkreśla. I dodaje: – Konsekwentnie rozwijamy ofertę mieszkań dostępnych cenowo, odpowiadając na potrzeby klientów indywidualnych. W kolejnych kwartałach planujemy dalsze zwiększanie skali działalności.

Zdaniem Waldemara Wasiluka ostatnie zawirowania związane z konfliktem na Bliskim Wschodzie negatywnie wpływają na koszty realizacji projektów mieszkaniowych. – Obserwujemy, że napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie przekładają się bezpośrednio na wzrost kosztów materiałów budowlanych oraz energii, co wpływa na budżety realizowanych inwestycji. Jeśli sytuacja utrzyma się w kolejnych miesiącach, presja kosztowa będzie stopniowo przenoszona na ceny mieszkań, co może oznaczać ich dalszy wzrost w najbliższych kwartałach – komentuje Waldemar Wasiluk, Wiceprezes Zarządu Victorii Dom S.A.

Victoria Dom planuje w 2026 r. sprzedaż na poziomie 1600-1700 mieszkań.

Decyzja RPP bez zaskoczeń. Więcej niepewności na Bliskim Wschodzie i Węgrzech

Stopy procentowe w Polsce bez zmian. Podobnie jak ruch przez Cieśninę Ormuz – mimo porozumienia, które zostało bardzo słabo sprecyzowane. W weekend wybory na Węgrzech. Czeka nas zmiana władzy, czy duża niespodzianka wbrew sondażom przedwyborczym?

Polska nie zmienia stóp procentowych

Wczorajsze posiedzenie odbyło się bez niespodzianek. Zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe pozostały na tym samym poziomie – 3,75%. Rynki trochę obawiały się jednak, że może dojść do obniżek. Dlaczego? Rano, jeszcze przed decyzją, obserwowaliśmy wyraźną wyprzedaż złotego, a po samej decyzji nawet silniejsze zakupy. Wygląda na to, że duzi inwestorzy nie trafili ze swoimi przewidywaniami. Na konferencji przekaz był mocno uspokajający. Wskazywano, że marcowa obniżka nie była początkiem cyklu, a jedynie dostosowaniem. Przedstawiono różnicę pomiędzy obecną sytuacją a początkiem rosyjskiej agresji na terytorium Ukrainy. W obu przypadkach mamy szok podażowy, ale jednak obecny jest wciąż znacznie słabszy dla Polski. Podkreślono również, że jeżeli nie dojdzie do eskalacji, to również wpływ na inflację będzie wielokrotnie słabszy. Rynki najprawdopodobniej słusznie uznały, że nie jest to wstęp do obniżek w najbliższym czasie.

Czy warunki zawieszenia broni w ogóle istnieją?

Patrząc na rozwój sytuacji w Zatoce Perskiej, pozornie absurdalne pytanie o to, czy warunki zawieszenia broni w ogóle istnieją, zaczyna mieć sens. Jesteśmy już ponad dwie doby od ustalenia porozumienia, a okazuje się, że kwestii spornych raczej przybywa, niż ubywa. Dla rynków najważniejsze pytanie brzmi: co z Cieśniną Ormuz? Miała być otwarta, a nie jest. Iran domaga się bowiem opłat za przejście. Strona amerykańska uważa, że nie ma ich w porozumieniu, natomiast irańska mówi, że są – i że miały zostać ustalone z Omanem. Okazuje się, że warunki pokoju warto jednak podpisać, albo chociaż jednoznacznie uzgodnić. Patrząc na ceny surowców, wciąż widać dużą wiarę rynków, że sytuacja się ustabilizuje. Pojawia się jednak cień zwątpienia, bo ropa powoli wraca w stronę 100 USD za baryłkę. Myto pobierane przez Iran wynosić ma 1 USD za baryłkę i absolutnie nie uzasadnia poziomu napięć z tym związanych. Trzeba natomiast pamiętać, że Iran objęty jest sankcjami, więc przelewanie tych opłat może stanowić jeden z powodów opóźnień, przez które statki wciąż czekają na przejście.

Forint na sterydach

W weekend czekają nas wybory na Węgrzech. Patrząc na sondaże – opozycyjna Tisza ma wciąż 10% przewagi nad Fideszem. Bukmacherzy za zwycięstwo Tiszy płacą wciąż mniej niż 1,5 zł za każdą postawioną złotówkę. Kurs forinta w ostatnich tygodniach wyraźnie się umacnia, co pokazuje napływ kapitału z zagranicy. Prowokacja z przypisaniem Ukrainie odpowiedzialności za próbę zamachu na gazociąg w Serbii się nie udała. Brzmi to jak gotowy przepis na sukces? Być może, ale wcale niekoniecznie musi nim być. Głosy nie rozkładają się równomiernie, a poparcie dla Fideszu jest większe w rejonach, które ciężej się odpytuje w sondażach. Do tego – w zależności od badań – co piąty, a nawet co czwarty Węgier nie wie, na kogo zagłosuje. W rezultacie pewne są emocje w weekend i protest przynajmniej jednej ze stron, a nie zmiana władzy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

VeloBank rusza z biurem maklerskim. Klienci zyskają dostęp do GPW i rynków zagranicznych

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) dopuściła VeloBank do działania w charakterze podmiotu prowadzącego obrót papierami wartościowymi na rachunek klientów. Decyzja GPW oznacza, że klienci VeloBanku będą mogli inwestować na GPW za pośrednictwem biura maklerskiego VeloBanku, które rozpocznie działalność operacyjną już w połowie roku i zaoferuje atrakcyjną ofertę inwestycyjną dla klientów detalicznych, w tym segmentu private banking.

Dopuszczenie do działania na GPW w charakterze członka giełdy wpisuje się w realizację strategii VeloBanku w obszarze rozwoju usług inwestycyjnych i wzmacnia kompetencje banku w obszarze rynku kapitałowego. Uzyskanie statusu członka giełdy wymagało spełnienia szeregu kryteriów określonych w regulacjach GPW, zapewniających m.in. prawidłową i bezpieczną obsługę obrotu instrumentami finansowymi notowanymi na warszawskim parkiecie.

W lutym br. Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) wydała VeloBankowi zgodę na prowadzenie działalności maklerskiej. VeloBank planuje rozpocząć działalność operacyjną biura maklerskiego w momencie finalizacji przejęcia klientów detalicznych Citi Handlowego, co jest przewidziane na połowę 2026 roku.

Uzyskanie statusu członka GPW jest bardzo istotne dla rozwoju naszej oferty usług inwestycyjnych. W efekcie klienci VeloBanku będą mogli realizować transakcje na GPW za pośrednictwem naszego biura maklerskiego. To również jeden z warunków skutecznego przyłączenia części detalicznej Citi Handlowego z VeloBankiem i kolejny krok na drodze do finalizacji tego procesu. Co więcej, naszą ambicją jest stworzenie jednego z najlepszych jakościowo biur na rynku. Stawiamy na doświadczonych doradców, szeroki dostęp do rynków zagranicznych oraz ofertę inwestycyjną wykraczającą poza standardowe rozwiązania – mówi Grzegorz Zawada, dyrektor biura maklerskiego VeloBanku.

Biuro maklerskie VeloBanku umożliwi klientom inwestowanie w instrumenty notowane na GPW, nowoczesną platformę transakcyjną umożliwiającą szeroki dostęp do instrumentów finansowych na rynkach zagranicznych. Strategia zakłada oferowanie dostępu do kilkunastu giełd zagranicznych i szerokiej gamy produktów strukturyzowanych. W planach jest także doradztwo inwestycyjne na rynkach polskim i zagranicznym, w szczególności w zakresie zagranicznych ETF-ów. Trzonem zespołu biura maklerskiego VeloBanku będą specjaliści dotychczas obsługujący klientów indywidualnych w biurze maklerskim Citi Handlowego.

Rosną wskaźniki odtworzeniowe mieszkań. Gminy i właściciele dostają argument do podwyżek czynszów

O kilka, a nawet kilkanaście procent – tak wzrosły wskaźniki odtworzeniowe ogłaszane przez wojewodów. To wpłynie na możliwe podwyżki czynszu. I chodzi nie tylko o lokale komunalne – informują eksperci portalu Gethome.pl

Dopłaty kredytowe i rządowe programy – to właśnie z tym tematem w ostatnich latach kojarzyły się wskaźniki odtworzeniowe ogłaszane przez wojewodów. Trzeba jednak pamiętać, że pierwotną rolą wspomnianych wskaźników jest wyznaczenie limitu łatwych podwyżek czynszowych. Właśnie dlatego należy odnotować, że niedawno miały miejsce wzrosty wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 m kw. powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych. Przykładowo taki wskaźnik obliczony dla Warszawy wzrósł ostatnio o 11% (do 12 149 zł). W przypadku Poznania, analogiczny wzrost z początku kwietnia br. wyniósł 10%. Eksperci GetHome.pl tłumaczą, czy opisywane zmiany będą miały wpływ na czynsze płacone przez najemców. Warto w tym kontekście odróżnić prawną teorię oraz praktykę dotyczącą rynku najmu i polityki czynszowej gmin.

Jak (w teorii) wskaźniki kosztowe mają regulować czynsze?

Na wstępie wyjaśnijmy, że niedawna publikacja kolejnych wskaźników przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 m kw. powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych (dalej: wskaźników odtworzeniowych) to wymóg wynikający od lat z ustawy o ochronie praw lokatorów. Opisywane wskaźniki wykorzystywano do wyznaczania limitów cenowych w popularnych programach dopłat kredytowych (RnS, MdM, BK 2%), ale głównym zastosowaniem tych indeksów jest ochrona lokatorów.

Przypomnijmy najważniejsze zasady ochronne wynikające z art. 8a i 9 ustawy o ochronie praw lokatorów:

  1. termin pisemnego wypowiedzenia aktualnej wysokości czynszu wynosi min. 3 miesiące
  2. podwyżka czynszu nie może być wprowadzana częściej niż raz na 6 miesięcy
  3. podwyżka skutkująca przekroczeniem przez roczny czynsz progu 3% wartości odtworzeniowej mieszkania albo następująca z wyższego poziomu niż ten limit trzyprocentowy, powinna być dodatkowo uzasadniona przez wynajmującego i może nastąpić w sytuacjach wskazanych przez ustawę (uwaga: wartość odtworzeniowa mieszkania to iloczyn jego powierzchni użytkowej oraz aktualnego wskaźnika odtworzeniowego, podawanego co 6 miesięcy w wojewódzkim dzienniku urzędowym)
  4. wskaźniki odtworzeniowe są wyznaczane przez wojewodę na podstawie aktualnych danych urzędu statystycznego i własnych analiz kosztów budowy
  5. podwyżka czynszu będzie automatycznie uzasadniona mimo przekroczenia limitu trzyprocentowego (patrz punkt 3), jeżeli w roku kalendarzowym nie przewyższa ona wskaźnika inflacji z poprzedniego roku
  6. właściciel mieszkania ma prawo wprowadzić podwyżkę przekraczającą trzyprocentowy limit kosztu odtworzenia (patrz punkt 3), o ile zapewni mu ona pokrycie kosztów utrzymania lokalu i odpowiedni zwrot kapitału określony przez ustawę oraz godziwy zysk (przy najmie socjalnym lokali, zysk nie powinien występować)

Eksperci portalu GetHome.pl dodają, że podwyżka czynszu skutkująca przekroczeniem limitu 3% wartości odtworzeniowej lub następująca z wyższego poziomu (i większa od ubiegłorocznej inflacji), niestety bywa zarzewiem sporów. Przyczyną jest niezdefiniowane bliżej w ustawie pojęcie godziwego zysku, które próbują precyzować sądy (przykład: Wyrok Sądu Okręgowego we Wrocławiu z dnia 23 lutego 2016 r. – sygn. akt: II Ca 1206/15).

Lokatorzy komunalnych mieszkań jednak zapłacą więcej?

Temat wskaźników odtworzeniowych w kontekście najmu, najczęściej ma związek z zasobem gminnych mieszkań. To pewien paradoks, bo gminy w praktyce ustalają czynsze za najem swoich lokali na poziomie znacznie mniejszym niż próg 3% wartości odtworzeniowej, wyznaczający granicę łatwych podwyżek czynszowych. Przykładowo, dla Warszawy ten trzyprocentowy próg w przeliczeniu na 1 m kw. wynosi obecnie ok. 30 zł ((12 149 zł/m kw. x 3%)/12). Z kolei bazowa stawka czynszu przy najmie stołecznych lokali komunalnych to aktualnie 13,55 zł/m kw., a przy najmie socjalnym – 2,00 zł/m kw.

W innych miastach też nierzadko zdarzają się stawki czynszowe na poziomie mniejszym niż 1,5% wartości odtworzeniowej gminnego lokalu. Dlaczego? Znaczenie mają nie tylko względy społeczne, ale również problemy z egzekucją czynszów. Przypomnijmy, że pod koniec 2024 r. po odliczeniu pustostanów zadłużone było co drugie mieszkanie gminne. Spora podwyżka czynszów prawdopodobnie jeszcze pogorszyłaby spłacalność. Czy zatem ostatnie zmiany wskaźników odtworzeniowych są bez znaczenia dla gminnych najemców? To pochopny wniosek. Dla gminy wyższa wartość wskaźnika odtworzeniowego może być bowiem argumentem do podniesienia czynszu – w celu utrzymania stałego poziomu np. 1,2% – 1,5% wartości odtworzeniowej mieszkania.

Limity również dla prywatnego najmu, ale … nie do końca

Eksperci portalu GetHome.pl przypominają, że opisywane powyżej zasady podnoszenia czynszów nie mają znaczenia w przypadku najmu okazjonalnego oraz instytucjonalnego. Potwierdza to odpowiednio art. 19e i art. 19j/19s ustawy o ochronie praw lokatorów. A co w razie „zwykłego” wynajmu mieszkania należącego do prywatnego lub firmowego właściciela, czyli wynajmu innego niż najem okazjonalny oraz instytucjonalny? Tutaj przepisy nie wskazują na wyłączenie stosowania limitów częstości i wysokości podwyżek czynszu. W praktyce znaczenie wspomnianych limitów skutecznie ogranicza jednak popularność krótkich (np. rocznych) umów najmu, a także … niewiedza stron umowy. Pamiętajmy również, że na rynku najmu nie zawsze występuje sytuacja uzasadniająca podwyżki czynszu.

Neuromorficzne chipy mogą wywrócić rynek AI. Problemem pozostaje infrastruktura

Neuromorficzne chipy wyprowadzają AI poza centra danych. Refleks modliszki i obliczenia działające na wzór ludzkiego mózgu.

Do 2028 r. globalne wydatki na infrastrukturę brzegową mają wzrosnąć z 261 mld do 380 mld dolarów, co jest konsekwencją zwiększającego się zapotrzebowania na inteligentne i energooszczędne rozwiązania do przetwarzania danych. Pomocne w zaspokojeniu tego wyzwania może być neuromorficzne podejście do obliczeń, które zaczyna „wypychać” sztuczną inteligencję poza centra danych, umożliwiając działanie jej mechanizmów bliżej źródeł informacji. Znajduje ono już zastosowanie w robotyce, medycynie, modelowaniu klimatu czy cyberbezpieczeństwie. Jednak, jak wskazują eksperci Vertiv, za rozwojem takich rozwiązań wciąż nie nadąża infrastruktura (zarówno sprzętowa, jak i programowa) potrzebna do ich wdrażania na większą skalę.

Neuromorficzne chipy to nowa generacja układów scalonych, których architektura bazuje na strukturze i mechanizmach działania ludzkiego mózgu. Wykorzystują one impulsowe sieci neuronowe (SNN), które aktywują się tylko w przypadku zaistnienia istotnego sygnału wejściowego – podobnie jak biologiczne neurony. W przeciwieństwie do tradycyjnych procesorów, które korzystają z oddzielnej pamięci, chipy neuromorficzne łączą pamięć i moduł obliczeniowy w jednym miejscu, dzięki czemu przetwarzają dane szybciej i zużywają mniej energii.

Według danych Precedence Reasearch, wartość globalnego rynku neuromorficznych chipów wyniosła w 2024 roku 1,73 mld dolarów, a do 2034 r. ma wzrosnąć niemal czterokrotnie – do 8,86 mld dolarów. Prognozowany średni roczny wzrost (CAGR) wynosi 17,7%, co wynika z rosnącego zapotrzebowania na energooszczędne systemy obliczeniowe oraz rozwój autonomicznych rozwiązań.

Zwinność maszyn inspirowana naturą

Neuromorficzne chipy znajdują zastosowanie w dziedzinach, w których kluczowe znaczenie ma szybkie reagowanie oraz niski pobór energii. W branży medycznej mogą one wspierać rozwój urządzeń diagnostycznych analizujących sygnały biologiczne w czasie rzeczywistym lub działać w inteligentnych protezach reagujących niemal natychmiast na ruch użytkownika. Dzięki architekturze, na której bazują SNN, układy te potrafią przetwarzać dane sensoryczne bezpośrednio w urządzeniu, eliminując konieczność przesyłania ich do chmury. To otwiera drogę do bardziej autonomicznych i energooszczędnych rozwiązań, działających w sposób ciągły nawet w środowiskach o ograniczonym dostępie do sieci.

W robotach oraz innych autonomicznych urządzeniach układy neuromorficzne pozwalają maszynom odbierać bodźce z otoczenia i reagować w czasie rzeczywistym, co zwiększa precyzję oraz bezpieczeństwo ich działania. Systemy wizyjne inspirowane ludzką siatkówką potrafią rejestrować zmiany światła oraz wykrywać ruch i obiekty z wyjątkową szybkością, dzięki czemu roboty czy drony mogą poruszać się ze zwinnością spotykaną u owadów.

Zdolność przetwarzania różnych sygnałów w ułamku sekundy sprawia, że maszyny stają się nie tylko szybsze, ale też zdolne do lepszej adaptacji – potrafią reagować na dynamiczne warunki otoczenia. Rozwiązania te mogą znaleźć zastosowanie również w inteligentnym monitoringu, transporcie czy analizie danych środowiskowych, gdzie liczy się nie tylko szybkość reagowania, ale również zdolność do poradzenia sobie w nieprzewidywalnych sytuacjach – mówi Krzysztof Krawczyk, Senior Technical Sales – Strategic Account Engineer | IT Systems w firmie Vertiv.

Nowe wyzwania dla infrastruktury obliczeniowej

Rozwój neuromorficznych systemów wymaga nowego podejścia do projektowania infrastruktury obliczeniowej – zarówno w warstwie sprzętowej, jak i energetycznej. Mowa tu o całym zapleczu technicznym, które umożliwi pracę sztucznej inteligencji poza centrami danych: od lokalnych serwerowni i urządzeń brzegowych po systemy zasilania, chłodzenia i transmisji danych. Oznacza to, że infrastruktura musi radzić sobie z impulsowym, nieregularnym obciążeniem, które może w jednej chwili wzrosnąć, a następnie niemal zniknąć.

W takich warunkach kluczowe znaczenie zyskują systemy zasilania i chłodzenia zdolne do dynamicznej adaptacji. Muszą one umieć reagować na nagłe zmiany zapotrzebowania energetycznego bez jego przewymiarowania, które zwiększyłoby koszty i straty energii. Równie ważne jest zastosowanie w sieci łączy o bardzo niskich opóźnieniach, umożliwiających szybkie przesyłanie danych pomiędzy urządzeniami działającymi lokalnie.

Obsługa systemów neuromorficznych wymaga czegoś więcej niż stopniowych usprawnień po stronie urządzeń brzegowych. Potrzebna jest specjalnie zaprojektowana infrastruktura, która może być skalowana wraz z rosnącym zapotrzebowaniem, dostosowana do zmieniających się obciążeń i działać w środowiskach o ograniczonej przestrzeni lub mocy. Dla przykładu, bezpośrednie chłodzenie procesorów cieczą pozwala skuteczniej radzić sobie z nagłymi wzrostami temperatury niż chłodzenie powietrzem. Podobnie systemy zasilania muszą reagować błyskawicznie na gwałtowne wahania napięcia, nie wymagając przy tym nadmiernej rozbudowy infrastruktury, co zwiększyłoby zarówno koszty, jak i zapotrzebowanie na miejsce – wskazuje Krzysztof Krawczyk.

Neuromorficzne chipy stanowią jeden z najbardziej obiecujących kierunków rozwoju sztucznej inteligencji. Aby w pełni wykorzystać ich możliwości, niezbędne jest wdrożenie infrastruktury zdolnej sprostać nowym wymaganiom – elastycznej, energooszczędnej i zaprojektowanej z myślą o pracy blisko źródła danych.

Źródła:

Dane IDC: https://my.idc.com/getdoc.jsp?containerId=prUS53261225

Dane Precedence Research: https://www.precedenceresearch.com/neuromorphic-chip-market