Nowotwory krwi atakują coraz częściej. W Polsce pacjenci wciąż czekają na nowoczesne metody diagnostyczne i innowacyjne terapie celowane

Nowotwory krwi i szpiku występują coraz częściej, ale dla wielu z nich są już opracowane innowacyjne terapie celowane. Są one wymierzone w konkretną mutację genetyczną, odpowiedzialną za pojawienie się choroby, i przynoszą zdecydowaną poprawę wyników leczenia. Do takich schorzeń zaliczają się m.in. ostra białaczka szpikowa czy rzadko występująca mastocytoza. Kluczem jest odpowiednia, wychodząca poza zakres podstawowych badań diagnostyka, która pozwoli wyodrębnić grupę chorych, u których można zastosować nowoczesne leki celowane. – Bardzo nam zależy na tym, aby nowe terapie, które w sposób niebudzący wątpliwości wydłużają czas przeżycia chorych na ostrą białaczkę szpikową, były dostępne również dla polskich pacjentów – mówi prof. Agnieszka Wierzbowska z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Według szacunków Krajowego Rejestru Nowotworów liczba zachorowań na nowotwory układu krwiotwórczego i chłonnego w ciągu ostatnich 30 lat wzrosła ponad dwukrotnie. Zalicza się do nich m.in. ostra białaczka szpikowa.

– Ostra białaczka szpikowa to jeden z najbardziej agresywnych nowotworów układu krwiotwórczego. Dlatego ważne jest, żeby czas od momentu jej rozpoznania do włączenia leczenia był jak najkrótszy. W ostatnich kilku latach dokonał się gigantyczny przełom w leczeniu ostrej białaczki szpikowej dzięki wprowadzeniu nowych terapii celowanych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. Agnieszka Wierzbowska, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

To choroba, na którą cierpią przede wszystkim osoby dorosłe, a ryzyko wzrasta wraz z wiekiem – większość zachorowań przypada po 60. roku życia. Jej objawami związanymi z niedokrwistością są najczęściej postępujące osłabienie, zmęczenie, obniżenie tolerancji wysiłku, u osób starszych może to być też zaostrzenie dolegliwości wieńcowych czy niewydolności krążenia. Sygnałem alarmowym mogą być również krwawienia z nosa czy dziąseł przy czyszczeniu zębów oraz przedłużające się infekcje.

Choroba atakuje szpik kostny, którego zadaniem jest produkcja komórek krwi i – jak wskazuje nazwa – zazwyczaj przebiega w sposób ostry: jej początek jest nagły, objawy mają burzliwy przebieg, a pacjent wymaga jak najszybszego wdrożenia leczenia.

– Komórki białaczkowe bardzo szybko się namnażają, wobec czego nie możemy czekać z diagnozą. W tej chwili jesteśmy w stanie postawić rozpoznanie w ciągu jednego dnia, co wymaga oczywiście badania szpiku. Jednak musimy precyzyjnie określić typ białaczki i rokowania, a w tym celu konieczne są specjalistyczne badania genetyczne. Są one bardzo istotne, ponieważ mamy leki celowane, „inteligentne”, które działają na określone zaburzenia genetyczne i u części pacjentów możemy je zastosować – mówi prof. Grzegorz Helbig z Kliniki Hematologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

– Oprócz podstawowych metod diagnostycznych, takich jak badanie cytologiczne szpiku i badanie immunofenotypowe, które zajmują stosunkowo niewiele czasu, a ich  wyniki są dostępne w ciągu jednego dnia, żeby właściwie leczyć młodych chorych na ostrą białaczkę szpikową, potrzebujemy również szeregu dodatkowych badań molekularnych oceniających genetykę tej białaczki, bo jest to choroba niezwykle zróżnicowana – dodaje prof. Agnieszka Wierzbowska.

Dla lekarza bardzo istotna jest więc informacja, z jakim podtypem ma do czynienia, aby móc wybrać dla pacjenta indywidualną, spersonalizowaną terapię. A tych jest coraz więcej. Stale pojawiają się nowe leki rejestrowane zarówno przez amerykańską Agencję Żywności i Leków, jak i  Europejską Agencję Leków.

– Bardzo nam zależy, aby te nowoczesne terapie, które bez żadnych wątpliwości wydłużają czas przeżycia chorych na ostrą białaczkę szpikową, były dostępne również w Polsce. Możliwość ich zastosowania u polskich pacjentów zależy od dwóch czynników: od refundacji leku, ale również od dostępności metod diagnostycznych, które pozwolą wyodrębnić właściwą grupę chorych. Dlatego tak ważna jest współpraca pomiędzy diagnostą laboratoryjnym i lekarzem, bo wszyscy pracujemy na rzecz tego samego pacjenta – dodaje prof. Agnieszka Wierzbowska.

Diagnostyka musi być zarówno szybka, żeby terapię można było wdrożyć niemal od razu, jak i wiarygodna, niezależnie od tego, w jakim ośrodku w Polsce została przeprowadzona. Stąd dla lekarzy duże znaczenie ma ujednolicenie standardów diagnostyki i certyfikacja odpowiedzialnych za nią laboratoriów.

– Zostały wręczone certyfikaty dla polskich laboratoriów diagnostycznych dotyczące oznaczenia mutacji FLT3 i oznaczenia allelic ratio. To ogromna radość dla lekarzy, dlatego że certyfikacja laboratoriów w Polsce świadczy o tym, że w prawie wszystkich jednostkach, które do tego procesu przystąpiły, oznaczanie danej mutacji odbywa się tą samą metodą, zgodnie z tym samym protokołem, obejmuje ściśle określone krótkie ramy czasowe. Jednocześnie wyniki pomiędzy tymi laboratoriami są porównywalne. Pacjent, który ma oznaczenie wykonane w danym laboratorium, może być leczony w innym ośrodku – mówi kierownik Katedry i Kliniki Hematologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Prof. Grzegorz Helbig dodaje, że nawet jeśli pacjent wyjedzie za granicę, wynik ten będzie uznawany. Ma bowiem „pieczęć” Polskiej Grupy ds. Leczenia Białaczek – znak jakości.

– Ważne, żeby wszystkie ośrodki w Polsce postępowały z pacjentami w ten sam sposób. W tej chwili większość ośrodków w Polsce wykonuje badania w ciągu 72 godzin, więc dostęp do nich jest bardzo szybki – dodaje.

– Jednym z największych osiągnięć dokonanych przez diagnostów jest wystandaryzowanie tzw. szybkiej diagnostyki dla obydwu mutacji FLT3: tandemowej duplikacji oraz mutacji punktowej D835. Jest to związane z wymogami, które współczesna medycyna niesie, czyli dąży się do leczenia spersonalizowanego, celowanego, opartego na leczeniu konkretnych mutacji, które powodują chorobę. Leczenie inhibitorami FLT3 jest już dostępne na świecie, jako pierwsze zostało wprowadzone w krajach Europy i w USA, natomiast w Polsce ciągle czekamy na jego refundację. Jednak najważniejsze jest to, że dzięki wytężonej pracy diagnostów zostały już zaś wprowadzone standardy diagnostyczne i jesteśmy gotowi do podjęcia się diagnostyki, która umożliwi kwalifikację pacjentów, żeby leczyć w ten sposób – mówi dr n. med. Marta Libura z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. – Certyfikacja laboratoriów w kontekście diagnostyki FLT3 jest kluczowa, ponieważ za chwilę, kiedy ta terapia wejdzie do Polski, pacjent będzie mieć możliwość szybkiej diagnostyki i wdrożenia tej terapii.

Lekarze podkreślają, że ujednolicona diagnostyka ma ogromne znaczenie w leczeniu wielu chorób krwi, szczególnie tych o niespecyficznych objawach. Dotyczy to nie tylko ostrej białaczki szpikowej, lecz także m.in. mastocytozy. Charakteryzuje się ona nadmierną liczbą  mastocytów, czyli komórek tucznych, najczęściej  zlokalizowanych w skórze, co przyczynia się do powstania charakterystycznych plam. Mówimy wówczas o mastocytozie skórnej. Bywa jednak, że choroba dotyczy narządów wewnętrznych. W przypadku mastocytozy układowej komórki tuczne gromadzą się w szpiku kostnym, śledzionie, wątrobie, przewodzie pokarmowym czy też w węzłach chłonnych.

– Mastocytoza występuje bardzo rzadko. Jej diagnoza jest bardzo trudna i wymaga koordynacji pracy bardzo wielu specjalistów. 80 proc. pacjentów jako pierwsze objawy ma wysypkę na skórze, wobec czego najczęściej trafia do dermatologa. Drugą grupą są pacjenci, u których występują objawy alergii. Szczególnie istotne jest tutaj wystąpienie reakcji uczuleniowej po ukąszeniu przez owada błonkoskrzydłego. Pacjent trafi do alergologa. Do hematologa będzie skierowany w bardzo późnym okresie. Ważna jest świadomość lekarza pierwszego kontaktu, jak i lekarzy innych specjalizacji, że mogą to być pierwsze objawy mastocytozy i pacjent powinien mieć przeprowadzoną diagnostykę hematologiczną, która pozwoli na ostateczne potwierdzenie rozpoznania i wdrożenie właściwego leczenia – mówi prof. Grzegorz Helbig.

– W mastocytozie, podobnie jak w wielu nowotworach układu krwiotwórczego, również dokonał się postęp terapeutyczny, dostępne są nowe leki i terapie celowane. U podłoża tej choroby także leżą pewne zaburzenia genetyczne, które można w sposób celowany zablokować, zahamować i przynieść poprawę wyników leczenia pacjenta – mówi prof. Agnieszka Wierzbowska.

Postęp w leczeniu pacjentów hematologicznych, w tym m.in. z ostrą białaczką szpikową i mastocytozą, był przedmiotem obrad IX edycji Hematology Experts Forum (HEF), które odbyło się w lutym w Warszawie. Wydarzenie każdego roku gromadzi ekspertów z całej Polski i gości ze świata.

ŹRÓDŁA:

„Hematologia onkologiczna – aspekty kliniczne, ekonomiczne i systemowe”, Warszawa 2015, https://izwoz.lazarski.pl/fileadmin/user_upload/Raport_Hematologia.pdf.

Meir Wetzler, John C. Byrd, Clara D. Bloomfield, „Ostra i przewlekła białaczka szpikowa”, s. 738747.

„Acute myeloid leukaemia as a cause of acute ischaemic heart disease”, NCBI, https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2557149/ [Dostęp: 13.03.2020].

„Adult Acute Myeloid Leukemia Treatment (PDQ®)”, NCBI, https://www.ncbi.nlm.nih.gov/books/NBK65939/HASHCDR0000257990__136 [Dostęp: 13.03.2020].

Magdalena Lange, Iwona Flisiak, Monika L. Kapińska-Mrowiecka, Andrzej Kaszuba, Joanna Maj, Lidia Rudnicka, Małgorzata Sokołowska-Wojdyło, „Mastocytoza. Rekomendacje diagnostyczno-terapeutyczne Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego”.

Tegoroczne należności za składki na ubezpieczenia społeczne można bezkosztowo odroczyć lub rozłożyć na raty. Z rozwiązania mogą skorzystać wszystkie firmy

Przedsiębiorcy, którzy w związku z koronawirusem mają trudności z terminowym opłaceniem składek, mogą wnioskować o odroczenie terminu płatności. Należności można też rozłożyć na raty. Dla tych, które dotyczą 2020 roku, nie będzie naliczana opłata prolongacyjna. Jeśli właściciel firmy złoży wniosek przed terminem płatności składek, nie poniesie żadnych kosztów związanych z ulgą. To rozwiązanie, z którego mogą skorzystać wszyscy płatnicy, bez względu na wielkość firmy, czyli także ci, którzy nie mogą ubiegać się o zwolnienie z obowiązku opłacania składek na ubezpieczenia społeczne. Dotychczas do ZUS wpłynęło blisko 5 tys. wniosków.

– W ramach tarczy antykryzysowej zostały wdrożone rozwiązania związane z możliwością odroczenia terminu płatności lub rozłożenia na raty bez opłaty prolongacyjnej. Dotyczy to należności z bieżącego roku, czyli stycznia i kolejnych miesięcy – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agata Wiśniewska-Półtorak, dyrektor Departamentu Realizacji Dochodów w Centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Tarcza antykryzysowa umożliwia przedsiębiorcom odroczenie terminu płatności składek na ubezpieczenia społeczne lub rozłożenie ich na raty. Wszyscy, którzy ze względu na pandemię koronawirusa mają problemy z terminowym płaceniem składek, mogą złożyć taki wniosek do ZUS. Nie ma przy tym znaczenia wielkość przedsiębiorstwa czy od kiedy prowadzona jest działalność. To oznacza, że na to ułatwienie mogą załapać się firmy, które nie spełniają warunków koniecznych dla zwolnienia z obowiązku opłacania składek. Co więcej, rozwiązanie to można łączyć z innymi ulgami i świadczeniami, które wprowadza tarcza antykryzysowa – zwolnieniem ze składek czy świadczeniem postojowym.

– Jeżeli płatnicy składek mają problemy z lat ubiegłych, mogą również wnioskować do nas o rozłożenie tych należności na raty nawet z odroczonym terminem płatności. Do takich rozwiązań według ogólnych zasad będzie naliczana opłata prolongacyjna, ale dla należności powstałych w bieżącym roku – już nie – podkreśla Agata Wiśniewska-Półtorak.

Jak wskazuje przedstawicielka ZUS, kilkadziesiąt tysięcy przedsiębiorców ma zobowiązania z ubiegłych lat rozłożone na raty. Jak wynika z danych zakładu, co roku rośnie liczba wniosków o udzielenie ulgi w spłacie zadłużenia. O ile w 2015 roku średnio co miesiąc wpływało nieco ponad 4 tys. wniosków, o tyle w 2018 roku już blisko 6 tys. Łącznie tylko w 2018 roku ZUS udzielił zgody 55,7 tys. płatników.

– Jeżeli ktoś miał zobowiązania, które miał rozłożone na raty z lat ubiegłych, w takiej sytuacji istniała możliwość np. zawieszenia spłaty układu ratalnego. Skierowaliśmy do naszych przedsiębiorców takie uproszczone zawieszenie spłaty układu ratalnego na trzy miesiące – mówi dyrektor Departamentu Realizacji Dochodów w ZUS.

Co istotne, składki na ubezpieczenia społeczne można odroczyć lub rozłożyć na raty bez konieczności uiszczenia opłaty prolongacyjnej.

– Ważne jest, kiedy złożymy wniosek o taką ulgę. Jeżeli złożymy go przed terminem płatności, nie będziemy naliczać żadnych odsetek za zwłokę – dodaje ekspertka.

Z danych ZUS wynika, że do 8 kwietnia do 19:00 przedsiębiorcy złożyli nieco ponad 4,8 tys. wniosków o ulgi – odroczenie składek czy rozłożenie zaległości na raty.

– Wnioski o ulgę są bardzo proste i dostępne na Platformie Usług Elektronicznych. Zachęcamy płatników, którzy nie mają jeszcze takiego profilu, żeby założyli go i w szybki sposób przekazali do nas wnioski, a my będziemy je niezwłocznie obsługiwać – mówi Agata Wiśniewska-Półtorak.

Od października wzrosną opłaty za prąd. Inwestycja w fotowoltaikę może pomóc firmom w kryzysie zaoszczędzić na rachunkach

0

Pandemia koronawirusa uderza w małe i średnie firmy, które zaczęły już szukać oszczędności i możliwości obniżenia bieżących kosztów utrzymania, jak rachunki za media czy prąd. Te ostatnie będą w kolejnych miesiącach rosły, m.in. przez planowaną od października opłatę mocową, ale możliwość zastopowania podwyżek stwarza inwestycja we własne mikroźródło energii. Dzięki instalacji fotowoltaicznej firma może produkować energię na własne potrzeby, ograniczając przy tym wydatki i zyskując korzyści podatkowe. Istniejące na rynku instrumenty pozwalają sfinansować taką inwestycję nawet bez angażowania kapitału obrotowego przedsiębiorstwa.

Ograniczenia wprowadzane w stanie epidemii przynoszą straty firmom. Korzystają one z rządowych narzędzi osłonowych, ale i same szukają oszczędności i możliwości obniżenia kosztów utrzymania, takich jak opłaty za media czy energię elektryczną. Zwłaszcza ta ostatnia pozycja – przez duży wzrost cen energii na przestrzeni ostatnich miesięcy – jest istotna w budżetach firm. Ceny na polskim rynku należą do najwyższych w Europie i będą nadal rosły, m.in. ze względu na opłatę mocową, której pobieranie rozpocznie się za sześć miesięcy.

Możliwość ograniczenia rachunków za energię stwarza inwestycja we własne mikroźródło. Dzięki instalacji fotowoltaicznej firma może produkować energię na własne potrzeby, tnąc wydatki w nadchodzących miesiącach. Co więcej, istniejące na rynku instrumenty pozwalają sfinansować taką inwestycję bez angażowania kapitału obrotowego przedsiębiorstwa. W tym celu firma może skorzystać np. ze specjalnej, dedykowanej oferty finansowania zakupu instalacji PV, przygotowanej przez leasingodawcę we współpracy z dostawcą tej technologii.

– Fotowoltaika w takiej formie finansowania to najlepszy wybór dla wszystkich firm i gospodarstw rolnych w obecnych czasach. Zapewnia oszczędności na długie lata i to już od pierwszego miesiąca pracy bezpiecznej i bezawaryjnej elektrowni słonecznej – mówi Mariusz Lach, dyrektor komunikacji i marketingu firmy Concept Energy, która dostarcza usługi z zakresu projektowania i montażu instalacji fotowoltaicznych dla sektora przedsiębiorstw.

Polski rynek fotowoltaiki przeżywa w tej chwili boom, który napędziły m.in. nowelizacja ustawy o OZE zmieniająca definicję prosumenta, ujednolicenie stawki podatku VAT na instalacje fotowoltaiczne, a także fakt, że energia ze słońca jest znacząco tańsza niż ze źródeł tradycyjnych. Przyczynił się do tego także spadek cen urządzeń fotowoltaicznych. Według danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych na początku marca br. moc zainstalowana fotowoltaiki w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym wyniosła 1596,5 MW, co oznacza wzrost o 124 MW w porównaniu do poprzedniego miesiąca i blisko 190-proc. przyrost w skali roku.

Wybór sposobu finansowania inwestycji fotowoltaicznej ma kluczowe znaczenie dla możliwości kwalifikowania kosztów po stronie klienta. Firma ma do wyboru leasing operacyjny bądź pożyczkę. W pierwszym przypadku cała rata leasingowa netto jest wliczana w koszty działalności, natomiast wynikający z niej VAT podlega rozliczeniu. Koszty związane z amortyzacją instalacji fotowoltaicznej pozostają po stronie leasingodawcy.

– W przypadku pożyczki kosztem jest jedynie część odsetkowa, co z kolei kompensowane jest przez możliwość amortyzacji leżącej po stronie pożyczkobiorcy. Pożyczka jest szczególnie interesującym rozwiązaniem dla tzw. małego podatnika, ponieważ w przypadku instalacji o wartości poniżej 50 tys. euro uzyskuje on możliwość jednorazowej amortyzacji – wyjaśnia Romuald Mendelak, dyrektor ds. rozwoju rynku maszyn i urządzeń w Idea Getin Leasing.

Jak podkreśla, wybór autoryzowanego dostawcy instalacji przyspiesza i ułatwia akceptację wniosku o finansowanie, a także otwiera możliwość wydłużania jego okresu nawet do 84 miesięcy.

– Proponujemy przedsiębiorcy 25 lat gwarancji pozyskiwania darmowej energii oraz tarczę podatkową dla jego firmy. Instalacje montujemy już w 14 dni, więc cały proces oszczędzania zacznie się naprawdę szybko. Minimalny wkład własny wynosi już od 5 proc. wartości inwestycji, a raty spłacają się z bieżących oszczędności na kosztach energii elektrycznej – przekonuje Mariusz Lach z Concept Energy.

Sprzedaż biznesu spadła aż o 1/3 przez pandemię koronawirusa. Firmy znacznie rzadziej sprawdzają wiarygodność płatniczą swoich kontrahentów i klientów

0

Pandemia koronawirusa dotkliwie odbija się na kondycji firm, które muszą mierzyć się ze spadkiem liczby klientów, mniejszymi przychodami i zatorami płatniczymi. Przedsiębiorstwa, minimalizując ryzyko problemów z terminową płatnością, zwykle zawczasu sprawdzają swojego potencjalnego kontrahenta w bazie informacji gospodarczej. W ubiegłym roku w rejestrze BIG InfoMonitor firmy zweryfikowały wiarygodność płatniczą blisko 7,5 mln osób i prawie 1,6 mln przedsiębiorstw. W tej chwili takich zapytań jest znacząco mniej – statystyki BIG pokazują, że aktywność polskiego biznesu w drugim i trzecim tygodniu pandemii spadła aż o 1/3.

 W pierwszym tygodniu ograniczeń w działaniu biznesu wywołanych przez pandemię, czyli między 16 a 22 marca, liczba sprawdzonych klientów zmniejszyła się w porównaniu z analogicznym okresem minionego roku o 22 proc., a w kolejnych tygodniach już o ponad 30 proc. Na przełomie marca i kwietnia było już to 32 proc. – informuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Raporty BIG pokazują wiarygodność płatniczą. Są potrzebne wszędzie tam, gdzie oferujący usługę czy towar z odroczonym terminem płatności chce się upewnić, że ma do czynienia z wiarygodnym i wypłacalnym klientem. Takie raporty z baz BIG pobierają nie tylko przedsiębiorstwa z różnych branż weryfikujące swoich partnerów biznesowych, ale także m.in. operatorzy telewizji kablowej, dostawcy internetu, telekomy, leasing, faktoring, firmy pożyczkowe i banki.

W całym 2019 roku przedsiębiorcy zweryfikowali w rejestrze BIG InfoMonitor wiarygodność płatniczą blisko 7,5 mln osób i prawie 1,6 mln firm, co oznacza, że zapytali o niemal co piątego pełnoletniego Polaka i o ponad połowę przedsiębiorstw działających na polskim rynku. Jeszcze przed wybuchem kryzysu z bazy Rejestru Dłużników BIG – zawierającej przeszło 84,7 mln informacji gospodarczych – takie raporty były pobierane średnio co 1,5 sekundy. Obecnie ich liczba znacząco zmalała – co odzwierciedla, jak mocno wyhamował rynek.

– Aktywność naszych klientów sprawdzających, czy ich potencjalny klient nie ma długów i czy można mu zaufać, oferując towar lub usługi z odroczonym terminem płatności, dobrze ilustruje poziom aktywności, a obecnie blokadę, jakiej gospodarka doświadcza z powodu pandemii – mówi Sławomir Grzelczak. – W tych trudnych i dynamicznie zmieniających się okolicznościach zamierzamy prezentować cotygodniowy wskaźnik zapytań z bazy rejestru BIG InfoMonitor.

Zamknięte sklepy i przedsiębiorstwa, ograniczona liczba klientów albo ich całkowity brak przyczyniły się do tego, że duża część firm zmniejszyła sprzedaż bądź zawiesiła ją całkowicie. Piętno na gospodarce odcisnęła kwarantanna, ale powoli dochodzi do tego kolejny element. Firmy i konsumenci przestraszeni finansowymi konsekwencjami pandemii już myślą o oszczędnościach. Podczas gdy pod koniec marca w badaniu dla BIG InfoMonitor ścięcie wydatków deklarował co drugi konsument, tak na początku kwietnia taki plan ma już sześciu na dziesięciu. Kryzys wywołany pandemią w największym stopniu dotknął m.in. handel i branżę spożywczą, turystyczną, hotelarską i eventową. Straty liczą również restauratorzy, właściciele kawiarni i pubów oraz firmy transportowe, których działalność została mocno ograniczona w związku z sytuacją epidemiologiczną, co z kolei przekłada się na rosnące zaległości sektora.

Kryzys spotęguje jedną z największych bolączek firm, zwłaszcza małych i średnich, którą są zatory płatnicze, bo wywołują efekt domina. Przedsiębiorstwa, które nie dostają zapłaty w terminie, same nie mają środków, żeby opłacić swoich kontrahentów i pracowników. W obecnych realiach, kiedy firmy mają ograniczone przychody i liczbę klientów, zatory stwarzają duże ryzyko bankructwa. Z badań wykonanych dla BIG InfoMonitor wynika, że o swoją płynność obawia się siedem na dziesięć firm. Już na początku pandemii co trzecie mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwo usłyszało od swoich odbiorców, że z powodu koronawirusa nie zapłacą w terminie.

Branża motoryzacyjna dotkliwie odczuwa skutki pandemii koronawirusa. Zanotuje w tym roku dwucyfrowe spadki sprzedaży

0

Branża motoryzacyjna dotkliwie odczuwa skutki pandemii koronawirusa. Zanotuje w tym roku dwucyfrowe spadki sprzedaży 1

Według danych Instytutu SAMAR w marcu liczba zarejestrowanych aut osobowych i dostawczych do 3,5 tony spadła o prawie 40 proc. w porównaniu z marcem ubiegłego roku. To najgorszy wynik od siedmiu lat. Jak podkreśla PR manager Volvo, widoczne w statystykach spadki sprzedaży są również spowodowane specyfiką polskiego rynku, którego wielkość jest mierzona nie według zamówień, lecz liczby rejestracji. Tymczasem w tej chwili klienci odkładają w czasie odbiory nowych samochodów, a wiele urzędów nie pracuje i nie przyjmuje wniosków rejestracyjnych. Koncern spodziewa się jednak, że w maju sytuacja zacznie powoli wracać do normy, choć branża motoryzacyjna i tak nie uniknie spadków.

 Marzec był jeszcze mocny, ponieważ rozpoczął się z pełną prędkością sprzedażową. Wpływ pandemii koronawirusa był widoczny dopiero w drugiej połowie miesiąca. Spodziewam się, że kwiecień pod względem sprzedaży będzie słabszy dla całej branży. Natomiast w okolicach maja, jeżeli pandemia przestanie przyspieszać i miniemy punkt kulminacyjny, to przy utrzymaniu procedur bezpieczeństwa salony znowu zaczną odzyskiwać ruch. Ludzie będą kontynuować zakupy, nie tylko samochodów, i w całej gospodarce rozpocznie się powrót do normalności – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Stanisław Dojs, PR manager Volvo Car Poland.

Najnowsze statystyki Instytutu SAMAR pokazują, że pandemia koronawirusa boleśnie uderzyła w branżę motoryzacyjną. Tegoroczny marzec pod względem popytu był najgorszy od 2013 roku. Liczba zarejestrowanych aut osobowych i dostawczych o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony spadła o prawie 40 proc. (do niecałych 40 tys. sztuk) w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. W porównaniu do lutego spadek sięgnął 21 proc. Spadki sprzedaży są spowodowane głównie strachem klientów przed odwiedzaniem salonów, zamknięciem lub ograniczeniem działalności wielu punktów sprzedaży, zawieszeniem produkcji fabryk samochodów, a także obawami przed kryzysem gospodarczym, któremu towarzyszy nagły wzrost bezrobocia.

Jak podkreśla PR manager Volvo, nadal spływają zamówienia na nowe samochody. Salony i dealerzy wciąż funkcjonują i zbierają zamówienia, ale kontaktują się z klientami telefonicznie, mailowo lub poprzez wideoczaty.

 Widzimy wyraźnie, że klienci nie rezygnują z zakupu samochodów, tylko odkładają odbiór gotowych samochodów. Niektórzy chcą, aby nowe auto podstawić im pod dom, inni po prostu stwierdzają, że odbiorą go w późniejszym terminie. To oczywiście powoduje, że w statystykach one nie będą widoczne, bo samochód bez rejestracji nie figuruje jako sprzedany. To też powoduje, że płynność sprzedaży w drugiej połowie marca i w kwietniu, który zapewne też będzie jeszcze dotknięty pandemią, będzie istotnie zaburzona. Jednak później spodziewam się, że marki – zwłaszcza z segmentu premium, takie jak Volvo – zaczną bardzo szybko odrabiać straty, a wielu klientów, którzy planowali kupić samochód, nie zrezygnuje z tego – mówi Stanisław Dojs.

Volvo na tle całego rynku wypada stosunkowo dobrze – marka rozpoczęła ten rok na dużym plusie, notując w styczniu i lutym blisko 30-proc. wzrost sprzedaży. Także jej wyniki za pierwszą połowę marca były jeszcze dobre, ale w końcówce miesiąca był już widoczny istotny spadek sprzedaży.

Na świecie w pierwszych dwóch miesiącach tego roku Volvo odnotowało spadek sprzedaży o blisko 10 proc. Wyniki w dół pociągnął zwłaszcza chiński rynek, który jest jednym z najważniejszych dla wszystkich marek motoryzacyjnych. Sprzedaż tam spadła o 80 proc.

– W lutym tamtejszy rynek praktycznie zamarł i pociągnął wszystkie dane w dół. Marzec z 10-proc. spadkiem był z kolei miesiącem, w którym Chiny zaczęły się odradzać. Z kolei w Europie w bardzo wielu krajach, m.in. w Hiszpanii i we Włoszech, decyzją rządów zamknięto wszystkie salony samochodowe. Polska jest jeszcze w tej unikalnej sytuacji, że nadal zakup samochodu jest możliwy z zachowaniem pewnych procedur bezpieczeństwa. Spodziewamy się, że rozwój sytuacji w Europie i Polsce będzie mieć łagodniejszy przebieg, zatem i powrót do normalności nastąpi szybciej – mówi ekspert.

Jak podkreśla, w tej chwili sytuacja w Chinach powoli wraca do normy. Klienci wracają do otwartych salonów i domykają transakcje zakupu, które zostały przerwane przez pandemię koronawirusa. Podobnie – tyle że z około dwumiesięcznym opóźnieniem – powinien zachować się też europejski rynek.

 To będzie z pewnością rok spadków dla całej naszej branży i rozłożą się one nierównomiernie. Marki premium, takie jak Volvo, stracą mniej, inne stracą bardzo dużo. Bardzo surowe normy CO2 są dodatkowym obostrzeniem, przez które producenci aut nie będą w stanie szybko nadrobić tych strat – mówi Stanisław Dojs. – Nasza marka prawdopodobnie zakończy ten rok z wynikiem podobnym do zeszłorocznego, choć może pojawić się niewielki spadek. Przypuszczam, że z kolei w całej branży będą to spadki dwucyfrowe. Z pewnością branża motoryzacyjna ucierpiała, natomiast są takie sektory, które w tej chwili w ogóle zamarły. Nasza na szczęście w pewnej formie kontynuuje płynność biznesu.

Instytut SAMAR ocenia, że spadki będą się utrzymywać również w kolejnych miesiącach, a na koniec tego roku sprzedaż samochodów o DMC do 3,5 tony spadnie w porównaniu z ubiegłym o 24 proc. do 475 tys. egzemplarzy.

Blisko połowa miejsc pracy przestanie istnieć w ciągu 20 lat. Do tej zmiany trzeba zacząć przygotowywać najmłodszych

W wielu branżach najbardziej poszukiwane zawody lub specjalizacje nie istniały jeszcze kilka lat temu, a tempo zmian przyspieszy. Uniwersytet Oksfordzki podaje, że 47 proc. dzisiejszych miejsc pracy zostanie wyeliminowanych w ciągu następnych 20 lat. Nawet  65 proc. dzieci rozpoczynających naukę w szkole podstawowej będzie pracować w zawodach, które nawet jeszcze nie istnieją. Tylko rozwijanie nowych kompetencji jest szansą na sukces na przyszłym rynku pracy. Pomocne mogą być w tym pozornie zwykłe zabawki, takie jak przygotowywane przez polski start-up urządzenie muzyczne do nauki podstaw programowania i matematyki.

– Musicon to urządzenie, które odpowiada na światowe trendy edukacyjne, rozwijając kompetencje przyszłości. Przygotowujemy dzieci na wyzwania przyszłości, bo nie wiemy, jakie będą zawody za 10–20 lat. Wiemy natomiast, jak można się do tego przygotować, żeby nadążyć za światem i żeby dzieci były przygotowane do życia w świecie, którego nie znamy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Kamil Laszuk, współzałożyciel start-upu M sp. z o.o.

Badanie przeprowadzone na Uniwersytecie Oksfordzkim wykazało, że 47 proc. dzisiejszych miejsc pracy zostanie wyeliminowanych w ciągu następnych 20 lat. Wkrótce większość tego, co wiemy o świecie, przestanie być prawdą. Obecnie obiektywnie dobre stanowiska pracy zostaną albo całkowicie zautomatyzowane, albo znacznie zdewaluowane. To oznacza, że dzieci muszą nabyć nowe umiejętności, bo tylko wówczas będą mogły skutecznie konkurować na rynku pracy.

Światowe Forum Ekonomiczne szacuje, że nawet 65 proc. dzieci rozpoczynających naukę w szkole podstawowej będzie pracować w zawodach, które nawet jeszcze nie istnieją. Tylko rozwijanie kompetencji przyszłości zwiększy ich szanse – to nie tylko nauka kodowania, lecz także logicznego i twórczego myślenia czy umiejętność współpracy z innymi. Takie zdolności można wytrenować nie tylko w szkole, ale i w domu, a pomocne mogą się okazać pozornie zwykłe zabawki.

– Musicon to urządzenie w pełni analogowe, wykonane z drewna. To jest taki analogowy komputer, trochę pozytywka, katarynka, ale ma dużo więcej możliwości – przekonuje ekspert. – Dzieci w interakcji z Musiconem programują, komponują, uczą się matematyki, uczą się współpracy w grupie. To urządzenie muzyczne rozwija holistycznie wiele umiejętności, a muzyka jest zapalnikiem.

Na rynku są już dostępne klocki, które ożywają poprzez odpowiednio zaprogramowaną muzykę i dźwięki. Nie brakuje też robotów, które wykonają nie tylko najprostsze polecenia. W przypadku przedszkolaków program Think & Learn Code-a-Pillar uczy podstawowych poleceń i sposobu ich łączenia w sekwencji. Bloki kodujące to segmenty gąsienicy, które są połączone ze sobą za pośrednictwem portów USB. To tylko przykłady urządzeń, które zajmują najmłodszych, a przy okazji uczą ich kodowania czy związków przyczynowo-skutkowych.

Polski Musicon także przygotowuje dzieci do kompetencji przyszłości, działa jednak na wiele zmysłów.

– Urządzenie angażuje wiele zmysłów, wykorzystujemy w nim polisensoryczność. I przez to, że dziecko naraz widzi, dotyka i słyszy, jest w stanie bardziej wejść w proces edukacyjny, więcej zapamiętać, więcej się nauczyć. Wszystko to dzieje się poprzez zabawę i interakcję, która jest naturalna dla dzieci – tłumaczy Kamil Laszuk.

Musicon może być domową zabawką, sprawdza się jednak przede wszystkim w grupie – w przedszkolach czy szkołach. Urządzenia te są już na wyposażeniu w szkołach w Polsce, Singapurze, Hiszpanii i USA. Najlepiej służą w edukacji dzieci w wieku 3–12 lat. Jak przekonuje współzałożyciel M sp. z o.o., urządzenie może też pełnić funkcję terapeutyczną.

– W Musiconie drzemią ogromne pokłady możliwości wspierania terapii dzieci, czy to ze spektrum autyzmu, czy z innymi dysfunkcjami – twierdzi ekspert.

Poznaj siłę Amazon i dowiedz się, jak skutecznie budować przewagę konkurencyjną na tej platformie

Wzrost sprzedaży o połowę w czasie pandemii? Nic prostszego. eCommerce to prawdziwy joker w talii kart przedsiębiorców – zmienia zasady gry i ratuje pikującą sprzedaż. Klienci firmy Nethansa odnotowali blisko 50% wzrost obrotów w marcu. Jak tego dokonali? O tym można dowiedzieć się z akademii Nethansy. Sopocki startup startuje z cyklem bezpłatnych szkoleń online. Pierwsza z 4 lekcji rozpocznie się już 9 kwietnia. Obecność obowiązkowa!

Eksperci z Nethansy zgodnie twierdzą, że to doskonały moment na to, aby chwycić byka za rogi i wykorzystać powstałe okoliczności, jako trampolinę, która pomoże rozwinąć sprzedaż. Z analiz firmy płynie jeden wniosek – sprzedaż w internecie kwitnie. Klienci współpracujący z sopockim startupem, odnotowali w marcu 45% wzrost w porównaniu ze styczniem i 28% w konfrontacji z lutym. To doskonale obrazuje, że podczas kryzysu handel online rozpędza się i rośnie w siłę, a Amazon może być ratunkiem dla wszystkich sieci stacjonarnych, które utraciły dochody.

Zdajemy sobie sprawę, że wielu przedsiębiorców prowadzących sklepy, obecnie zmaga się z dużym wyzwaniem. Chcemy pomóc! Dlatego dzielimy się bezcenną wiedzą na temat sprzedaży na największym marketplace świata, Amazonie. Pokażemy rozwiązania, które pozwolą Ci wyjść z kryzysu obronną ręką. Epidemia COVID-19 to równie wielkie zagrożenie dla biznesu, a dla tych, którzy będą przygotowani to również wielka szansa. Poznaj siłę Amazon i dowiedz się, jak skutecznie budować przewagę konkurencyjną na tej platformie, która otwiera drzwi prowadzące na niemal każdy rynek – mówi Sacha Stockem, prezes i założyciel firmy Nethansa.

Od czego zacząć? Najlepiej od początku!

Korzystając ze swojego doświadczenia i eksperckiej wiedzy, firma postanowiła zrealizować cykl praktycznych szkoleń, które mają pokazać polskim przedsiębiorcom, jak skutecznie wykorzystać Amazon, jako kanał sprzedaży na dziś i na jutro.

Bezpłatny program edukacyjny w formie akademii online w ramach której eksperci podzielą się swoją wiedzą o tym, jak skutecznie sprzedawać na Amazon, rozpocznie się już 9 kwietnia 2020. Kolejne warsztaty odbędą się 16, 23 i 30 kwietnia. By wziąć w nich udział, wystarczy wejść na stronę internetową Nethansa.clickmeeting.pl i wypełnić formularz rejestracji. Warto się pospieszyć, ponieważ ilość miejsc jest limitowana i o udziale decyduje kolejność zgłoszeń.wspierajmy-polski-handel-daty

To nie tylko dobra okazja dla eCommercowych świeżaków, to również idealny moment dla eCommerców chcących zwiększyć swoją sprzedaż. – Postanowiliśmy ratować polski handel i edukować na temat Amazon, by rodzime przedsiębiorstwa wyszły z kryzysu obronną ręką. Dlatego zapraszamy na cykl szkoleń online, które sprawią, że spojrzysz na obecną sytuację jak na szansę na rozwój swojego biznesu  – mówi Sascha Stockem.

Nethasa od wielu lat zajmuje się wspieraniem producentów i resellerów w realizacji skutecznej sprzedaży za pośrednictwem platformy Amazon. W tym celu firma opracowała oparty o sztuczną inteligencję autorski system Clipperon. Stworzone przez sopocką spółkę algorytmy potrafią bardzo skutecznie przewidzieć trendy cenowe, wykorzystując dane zgromadzone w Amazonie. System umożliwia tworzenie analiz zawierających m.in. prognozę obrotu oraz estymację zysku, informację o konkurencji oraz ranking sprzedaży produktu w swojej kategorii.

W czasach kryzysu nikt nie powinien lekceważyć siły, jaką jest amerykański serwis zakupowy. Amazon to 48 razy większy rynek niż cały polski sektor e-commerce, co czyni go doskonałym miejscem ekspozycji produktów. To również obecnie najtańszy i najprostszy sposób dotarcia do zagranicznych konsumentów i poszerzenia grona klientów o osoby z takich państw jak Niemcy czy Hiszpania, które w wyniku globalnej pandemii zostały uwięzione we własnych w domach.

Zapisy na bezpłatne internetowe szkolenia Nethansy odbywają się pod tym linkiem:
https://nethansa.clickmeeting.pl/

Ekonomiści przy Radzie Przedsiębiorczości monitorują polską gospodarkę

Przy Radzie Przedsiębiorczości powstało Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej (CMSG). To grupa ekonomistów, która będzie wspierać Radę w dialogu ze stroną rządową o naprawie polskiej gospodarki. CMSG będzie regularnie ankietować polskich przedsiębiorców – badając m.in. wykorzystanie instrumentów tzw. tarcz antykryzysowych, oraz zbierać i analizować dla Rady Przedsiębiorczości dane ekonomiczne z kraju i zagranicy. Partnerem naukowym CMSG jest Instytut Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

CMSG tworzą: prof. Elżbieta Adamowicz z Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH, dr Sonia Buchholtz – ekspertka ekonomiczna Konfederacji Lewiatan, prof. Stanisław Gomułka – Główny Ekonomista Business Centre Clubu, dr Janusz Jankowiak – Główny Ekonomista Polskiej Rady Biznesu, dr Stefan Kawalec z Capital Strategy, dr Łukasz Kozłowski – Główny Ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, dr Aleksander Łaszek – Główny Ekonomista Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju, Piotr Soroczyński – Główny Ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej oraz dr Sławomir Dudek – Główny Ekonomista Pracodawców RP  i koordynator grupy.

CMSG będzie dwa razy miesięcznie prowadzić badania ankietowe przedsiębiorstw, analizując bieżącą sytuację ekonomiczną przedsiębiorstw oraz wpływ koronawirusa na ich decyzje i funkcjonowanie. Taką częstotliwość badań uznano za stosowną z uwagi m.in. na dynamiczne zmiany legislacyjne i ekonomiczne w Polsce. „Będziemy też monitorować korzystanie z instrumentów przewidzianych w tzw. tarczy i jej kolejnych odsłonach. Będziemy także zbierać propozycje rozwiązań, które zdaniem samych przedsiębiorstw byłyby najlepsze w obecnej sytuacji” – informuje dr Sławomir Dudek.

„Nasza grupa ma formułę Think-Netu – w tej sieci, w ramach wymiany poglądów i na podstawie analiz, będziemy formułować opinie i ekspertyzy dla Rady Przedsiębiorczości. Posłużą następnie Radzie i jej poszczególnym członkom do dialogu ze stroną rządową – naszym celem jest doprowadzenie do udzielania polskiemu biznesowi skutecznego i pożądanego wsparcia” – wyjaśnia koordynator CMSG. Szczegółowe zdania grupy to:

  • monitorowanie wskaźników gospodarczych, sytuacji przedsiębiorstw i rynku pracy (w tym badania ankietowe przedsiębiorstw),
  • monitorowanie sytuacji finansów publicznych,
  • monitorowanie programów gospodarczych w innych krajach,
  • przedstawianie rekomendacji w zakresie działań wspierających bezpieczeństwo ekonomiczne i bezpieczeństwo finansów państwa,
  • przedstawienie rekomendacji działań „pokryzysowych” służących odbudowie i rozwojowi przedsiębiorczości i polskiej gospodarki jako całości.

Partnerem naukowym CMSG jest Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH w Warszawie, zajmujący się m.in. badaniami koniunktury gospodarczej w Polsce już od prawie 35 lat. Pierwsze badania ankietowe firm przemysłowych w Polsce wprowadził właśnie IRG SGH – w 1986 roku. Wyniki tych badań służyły  monitoringowi sytuacji polskiej gospodarki w czasach kryzysu w trakcie transformacji od gospodarki socjalistycznej do gospodarki rynkowej na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku.

Nowa tarcza finansowa. Pracodawcy z nadzieją patrzą na program bezzwrotnych dotacji dla firm

Premier Mateusz Morawiecki i prezes NBP Adam Glapiński przedstawili kolejne propozycje wsparcia dla gospodarki w ramach tarczy finansowej.

Jak podkreślił premier, Tarcza finansowa jest nową inicjatywą rządu, która razem z Tarczą antykryzysową sięgnie swoim rozmiarem ponad 300 mld zł. „Nowa Tarcza jest tak skonstruowana, żeby bardzo szybko przekazać środki na ratowania miejsc pracy” – wyjaśnił Mateusz Morawiecki.

Szef rządu podkreślił, że aby skorzystać z pomocy, firmy będą musiały spełnić tylko dwa warunki. Pierwszy to utrzymanie działalności, drugi to niezwalnianie pracowników. „Prostota jest bardzo ważną cechą naszego rozwiązania” – powiedział premier.

Jak wyjaśnił Mateusz Morawiecki, przedsiębiorcy nie będą musieli także wypełniać wielu zaświadczeń czy dokumentów. „Wystarczy oświadczenie” – zaznaczył premier. „Wszystko będzie się działo on-line” – dodał.

Program bezzwrotnych w 75% dotacji dla firm na ochronę przedsiębiorstw i utrzymanie zatrudnienia może okazać się skutecznym instrumentem chroniącym naszą gospodarkę przed negatywnymi skutkami COVID-19. Wątpliwości może budzić podział środków ze względu na wielkość firm, w szczególności relatywnie niewielka kwota przeznaczona dla dużych przedsiębiorstw, które zatrudniają w naszym kraju ponad 3 mln pracowników. To właśnie tam znajduje się znacząca część cennych miejsc pracy, które decydują o wysokiej pozycji konkurencyjnej naszej gospodarki.

Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński zaznaczył, że zrobi wszystko, aby kryzys był dla Polski możliwie łagodny. Jak podkreślił, środki uruchamiane w ramach Tarczy finansowej są olbrzymie i w ciągu 2-3 tygodni dotrą do przedsiębiorców.

Szef NBP wyjaśnił, że bank centralny nie finansuje rządowych wydatków. Jak zapewnił, współdziałanie NBP z rządem dotyczące realizacji programu pomocowego polega przede wszystkim na zapewnieniu „oddechu” finansowego dla spółek.

Teraz potrzebne są szczegółowe rozwiązania. Wsparcie finansowe jest ważne, ale ciągle wiele branż czeka na przyjaźniejsze przepisy prawne, które pozwolą im lepiej funkcjonować.

Zaskakująca obniżka stóp procentowych w Polsce

Dziś, na jednodniowym posiedzeniu, Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała o dalszym cięciu stóp procentowych w naszym kraju. Jest to już druga obniżka o 50 punktów bazowych, która ma na celu pomóc w przezwyciężeniu negatywnych skutków dla gospodarki podczas epidemii COVID-19.

Stopa referencyjna spadła więc do 0,5 proc. z 1,00 proc. Jest to ruch, który poniekąd był wyceniany przez rynek stopy procentowej, ale niekoniecznie już dziś. Tym samym potencjał do dalszych obniżek stóp procentowych mógł już zmaleć, ale miejsce do cięcia jeszcze teoretycznie jest. To działanie wraz z operacjami rynkowymi NBP ma przede wszystkim za zadanie obniżyć oprocentowanie i koszt kapitału. W rezultacie również może to utrzymywać niskie oprocentowanie polskich obligacji i wspierać wzrost ich cen. To dobra informacja na rynku długu dla inwestorów, którzy kupują polskie obligacje.

W komunikacie NBP mogliśmy przeczytać dodatkowo, że “NBP będzie nadal – oprócz operacji podstawowych – prowadził operacje zasilające sektor bankowy w płynność poprzez transakcje repo. Jednocześnie NBP będzie prowadził operacje zakupu skarbowych papierów wartościowych oraz dłużnych papierów wartościowych gwarantowanych przez Skarb Państwa na rynku wtórnym w ramach strukturalnych operacji otwartego rynku.”

Już dziś rentowność polskich 10-latek spadła z 1,61 proc. do 1,56 proc. Powyższe działania NBP i RPP mogą spowodować, że oprocentowanie prędko nie wzrośnie, co jest dobre w kontekście rosnących potrzeb pożyczkowych kraju. Dodatkowo spadek cen obligacji będzie ograniczony ze względu na aktywne zakupy ze strony NBP.

Choć dzisiejsza decyzja była zaskakująca, to dla rynku była dobra i pozytywna. Lepiej reagować zdecydowanie i ewentualnie później korygować swoje decyzje, niż  odwlekać w czasie decyzje, które mogą pomóc gospodarce.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Grupa ROBYG zakontraktowała 588 lokali w Q1 2020

W pierwszym kwartale 2020 roku Grupa ROBYG zakontraktowała 588 lokali netto w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu i planuje uznać w przychodach 420 lokali. Potencjał sprzedażowy spółki na kolejne kwartały jest wysoki – obecnie w ofercie znajduje się ponad 1700 lokali, a zasoby gruntów umożliwiają wybudowanie około 17 500 mieszkań. Ponadto ROBYG uruchomił VIDEO CHAT i podpis elektroniczny – dzięki czemu klienci mogą kupić mieszkanie bez wychodzenia z domu.

„Epidemia koronawirusa była najbardziej nieprzewidywanym zdarzeniem, które ma wpływ na całą gospodarkę – stąd wyniki pierwszego półrocza będą determinowane przez dalszy rozwój tej sytuacji. Mamy nadzieję, że rynek mieszkaniowy nie odczuje większych zmian – jednak natychmiast dostosowaliśmy się do sytuacji – wdrożyliśmy procedury bezpieczeństwa i umożliwiliśmy klientom zdalny zakup mieszkania. Uruchomiliśmy VIDEO CHAT i podpis elektroniczny. Uzupełnia on system usług internetowych i telefonicznych. W ten sposób klienci mogą prowadzić umówione spotkania z przedstawicielami biur sprzedaży. Terenowe biura Grupy ROBYG działają w systemie dyżurów i ograniczyły liczbę klientów do umówionych spotkań. Za pośrednictwem video czatu można bez wychodzenia z domu zapoznać się z ofertą na wybrany lokal spośród ponad 1700 mieszkań w każdym z 3 miast: Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu. Połączenie video chat z ROBYG jest realizowane za pośrednictwem bezpłatnej, dedykowanej aplikacji, która nie wymaga instalacji żadnego oprogramowania po stronie klienta. Natomiast na bezpłatnej dla klientów platformie można skorzystać z podpisu elektronicznego i zawierać umowy rezerwacyjne na mieszkania” – powiedział Eyal Keltsh, wiceprezes zarządu ROBYG SA.

Grupa ROBYG odnotowała w 2019 roku przychody w wysokości 1,12 mld zł. Zysk netto wyniósł 202 mln zł, a zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej 178 mln zł. W 2019 Grupa miała w budowie 5900 lokali w 3 miastach i zainwestowała w bank ziemi w 4 miastach – Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu i Poznaniu ponad 330 mln zł – dzięki czemu ma potencjał budowy około 16.500 mieszkań. W analizowanym okresie ROBYG wprowadził do sprzedaży 3215 mieszkań.

W 2019 roku Grupa ROBYG zakontraktowała 2570 lokali netto1 w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu. Oznacza to przekroczenie celu założonego na rok 2019 na poziomie około 2300 lokali. Grupa ROBYG uznała w przychodach około 2850 lokali.

Grupa ROBYG to 21 000 sprzedanych lokali i ponad 63 000 zadowolonych klientów. Grupa ROBYG osiągnęła w 2019 roku 20% sprzedaży z rekomendacji klientów. W ramach ROBYG CLUB dzięki rekomendacjom można otrzymywać atrakcyjne nagrody lub korzystać z kart rabatowych w sklepach. Mniej niż 5% lokali w ofercie to lokale gotowe – oznacza to, że klienci kupują mieszkania na bardzo wczesnym etapie inwestycji.

ROBYG wprowadził do oferty nowy format mieszkań – mikroapartamenty Modern Space w sąsiedztwie projektu City Sfera w warszawskich Włochach. W 2 budynkach Modern Space znajdą się 402 lokale o metrażach od 17 – 39 m2. Modern Space to nowoczesny charakter i elegancka forma, które gwarantują komfort użytkowania. Na parterze planowane są lokale usługowe i sklepy, a na pierwszym piętrze przestrzeń przeznaczona m.in. na Centrum Medyczne. Recepcja z portierem, monitoring i ochrona zapewnia bezpieczeństwo, a strefa ogólnodostępnych usług: pralnia, suszarnia, fitness, strefa biurowa oznaczają wyższy standard inwestycji i stanowią o jej atrakcyjności dla klientów. Lokalizacja w pobliżu ośrodków biznesowych to także wyjątkowa okazja inwestycyjna. Możliwość wykończenia pod klucz i odpisania podatku VAT to kolejne atuty Modern Space. To doskonała inwestycja pod względem lokowania kapitału – pierwsza oferta mieszkań w Warszawie, w najbardziej poszukiwanym małym metrażu, z tak wysokim standardem budynku i pakietem usług dodatkowych.

1 Nie uwzględniając rezygnacji na projekcie Young City 2 z powodu przedłużających się procedur administracyjnych

Marcin Rosati objął stanowisko dyrektora zarządzającego i wiceprezesa zarządu InPost

InPost – lider nowoczesnej logistyki w Polsce – informuje, że od z początkiem kwietnia 2020 roku stanowisko wiceprezesa zarządu i dyrektora zarządzającego odpowiedzialnego za rynek polski objął Marcin Rosati. Doświadczenie i wysokie kompetencje Marcina Rosati pomogą firmie w sprawnej realizacji strategii opartej na technologicznym rozwoju i silnym wsparciu kluczowych obszarów organizacji.

Marcin Rosati z handlem i rynkiem elektroniki użytkowej związany jest od 1997 roku. Doświadczenie zdobywał m.in. w firmach Philips Polska – gdzie odpowiadał za wprowadzenie na rynek z sukcesem pierwszej cyfrowej telewizji satelitarnej Wizja TV – oraz Samsung Polska, jako dyrektor sprzedaży i marketingu. W 2006 roku dołączył do grupy Media-Saturn, obejmując stanowisko członka zarządu odpowiedzialnego za zakupy, a w maju 2014 roku został mianowany prezesem zarządu Media Saturn Holding Polska. Wcześniej pracował w bankowości, w tym w Banku Handlowym SA oraz HSBC Investment Bank w Londynie.

„Ostatnie lata to dla InPost czas intensywnego i dynamicznego wzrostu, zarówno pod względem biznesowym, jak i organizacyjnym. Misją firmy jest uzyskanie pozycji niekwestionowanego lidera logistycznego w Polsce i ciągłego wyznaczanie trendów w branży. Dla osiągnięcia zamierzonych celów potrzebne są nie tylko wyjątkowe pomysły, ale przede wszystkim świetni ludzie i fachowcy. Stawiamy na najlepszych, dlatego z satysfakcją informujemy, że Marcin Rosati dołącza do naszego zespołu. Jestem przekonany, że doświadczenie i kompetencje Marcina pomogą nam w realizacji wszystkich biznesowych planów” – mówi Rafał Brzoska, prezes InPost.

Ułatwienia w zawieraniu umów leasingu nie dla wszystkich

  • W kolejnym pakiecie pomocowym, tzw. tarczy 2.0, którym zajmuje się Sejm, znalazł się długo oczekiwany przez branżę leasingową przepis usprawniający proces zawierania umów leasingu i ich późniejszego aneksowania, czyli możliwość zawierania i zmieniania umów w formie dokumentowej.
  • Wątpliwości budzi jednak fakt, że daje on takie uprawnienia jedynie Agencji Rozwoju Przemysłu oraz jej spółce zależnej. Klienci innych firm leasingowych dalej nie będą mogli zawierać czy zmieniać umowy, np. z wykorzystaniem e-maila – zwracają uwagę Związek Polskiego Leasingu i Konfederacja Lewiatan.

W procedowanym aktualnie projekcie ustawy o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 tzw. Tarcza 2.0 znalazła się możliwość zawierania i zmieniania umów w formie dokumentowej, a nie jak dotychczas obligatoryjnie w formie pisemnej pod rygorem nieważności.

– Zastrzeżenia nasze, co do tej regulacji budzi jedynie fakt, że daje ona uprawnienia w tym zakresie jedynie Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP S.A.) oraz spółce zależnej ARP S.A, co sprawia, że jedynie klienci tej Grupy będą objęci takim usprawnieniem jak możliwość zawarcia, czy zmiany umowy np. z wykorzystaniem e-maila – mówi Andrzej Krzemiński, przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu. Tego typu rozwiązanie zaburzy konkurencyjność na rynku, a dodatkowo wpłynie na to, że część klientów będzie mogła zawrzeć, czy zmienić umowę bez konieczności bezpośredniego kontaktu z firmą leasingową, a pozostała część nie będzie miała takiej możliwości, co w dzisiejszych czasach stanu epidemii nie wydaje się być najwłaściwszym rozwiązaniem – dodaje Andrzej Krzemiński.

Niestety, nie przewidziano konsultacji publicznych tego projektu, co uniemożliwiło nam zgłoszenie uwag przed jego skierowaniem do Sejmu RP. Z tych właśnie względów podejmujemy aktualnie działania mające na celu zwrócenie uwagi na ten problem przez Parlamentpodkreśla Andrzej Krzemiński.

Andrzej Kubisiak: Epidemia może trwale zmienić podejście rządów do globalizacji gospodarki

Problemy z globalnymi łańcuchami dostaw podczas epidemii koronawirusa mogą wpłynąć na przyszłe sposoby zarządzania produkcją. Branże, które opierały się na dostawach części i półproduktów z innych krajów, mają teraz kłopot z wykonaniem zleceń i zamówień. Problem ten dotyka między innymi jednej z najbardziej kluczowych dla zdrowia publicznego branży – farmaceutyki i branży lekowej. Duża część substancji aktywnych, używanych przy produkcji leków, produkowana jest w krajach azjatyckich. Konsekwencją tego jest niedobór leków i produktów higienicznych na rynkach europejskich, gdy w Azji dzieje się coś niedobrego. Rządy dotkniętych przez epidemie krajów zaczynają się w tym orientować. Ich reakcje na aktualne problemy zwiastują, że w globalne łańcuchy dostaw mogą być w przyszłości dużo krótsze. 

– Świat, w którym znajdziemy się po pandemii, będzie wyglądał inaczej. Część krajów będzie się starać o to, by strategiczne branże były we władaniu państwowym – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – W obecnych warunkach widzimy bardzo silne działania protekcjonistyczne. Poszczególne rządy nabierają świadomości, że należy bronić lokalnego biznesu. Rząd Niemiec już zapowiedział, że nie będzie dopuszczał do przejęć niemieckich firm przez zagraniczny kapitał. Takie działania mogą prowadzić do nacjonalizacji części przedsiębiorstw. Trend globalizacji produkcji, z którym mieliśmy do czynienia w ostatnich latach, może częściowo zaniknąć. Globalne łańcuchy dostaw będą wyglądać zupełnie inaczej po zakończeniu się pandemii koronawirusa – przewiduje Kubisiak.

Startuje #FakeHunter – system do walki z infodemią

PAP i GovTech Polska uruchamiają aplikację #FakeHunter, czyli nowe narzędzie do walki w sieci z dezinformacją o koronawirusie. Za pomocą tej aplikacji każdy internauta będzie mógł zgłosić wątpliwą treść do sprawdzenia, a następnie otrzymać wiarygodną, zweryfikowaną odpowiedź.

Na początku marca Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła, że pojawieniu się koronawirusa (SARS-CoV-2), towarzyszy ogromnych rozmiarów „infodemia”, czyli globalny zalew informacji. Niektóre z nich są prawdziwe, inne nie. Razem tworzą mieszankę wybuchową, która wywołuje wśród ludzi dezorientację i panikę.

W czasie pandemii fałszywe doniesienia na temat choroby COVID-19, często powielane przez środki masowego przekazu i media społecznościowe stają się wyjątkowo groźne. Od tego, czy ludzie będą kierować się informacją potwierdzoną w wiarygodnych źródłach, czy też ulegać dezinformacji zależy zdrowie i życie milionów osób i firm nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie.

Dlatego Polska Agencja Prasowa i GovTech wdrażają projekt #FakeHunter – społeczny system weryfikacji treści publikowanych w Internecie, którego celem jest demaskowanie nieprawdziwych wiadomości dotyczących SARS-CoV-2. Integralną częścią programu jest specjalna aplikacja, za pomocą której, każdy internauta będzie mógł zgłosić wątpliwą treść do sprawdzenia, a następnie otrzymać wiarygodną odpowiedź, zweryfikowaną przez społecznych liderów opinii oraz ekspertów PAP. Wszystkie weryfikowane doniesienia wraz z werdyktami znajdą się w specjalnym serwisie połączonym z aplikacją #FakeHunter.

„Po specjalnej akcji rekrutacyjnej do pomocy w walce z dezinformacją dołączyło ponad 300 wolontariuszy. Część już została przeszkolona w sprawdzaniu faktów i korzystaniu z systemu. Razem z zespołem ekspertów PAP będą weryfikować przesyłane przez internautów, budzące wątpliwości, informacje o koronawirusie. Projekt jest otwarty, można powiedzieć, że to dopiero pierwsza faza rozwoju całego systemu” – tłumaczy prezes zarządu PAP Wojciech Surmacz.

„#FakeHunter to odważny krok w walce z dezinformacją. Projekt ma na celu walkę ze wspólnym wrogiem w obliczu infodemii. Do udziału w akcji i używania naszego narzędzia zachęcamy wszystkich internautów i dziennikarzy, by wspólnie stawić czoła temu wyzwaniu” – podkreśla pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech Justyna Orłowska.

Wtyczka do pobrania i zainstalowania aplikacji #FakeHunter znajduje się na stronie https://fakehunter.pap.pl/. Partnerami projektu są Demagog, DO OK, Objectivity, Amazon Web Services.

Polska Agencja Prasowa to największa agencja informacyjna w Polsce. Zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. Przez całą dobę, 7 dni w tygodniu 250 dziennikarzy i 40 fotoreporterów przygotowuje serwisy informacyjne, z których korzystają media, instytucje, urzędy państwowe i przedsiębiorcy.
Program GovTech Polska jest realizowany przez Zespół działający w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów pod patronatem Premiera. Zespół odpowiada za międzyresortowe projekty w dziedzinie innowacji, nowych technologii oraz cyfryzacji. Jego celem jest budowa nowoczesnego Państwa wspólnie z innowatorami: przedsiębiorcami, start-upami, środowiskiem naukowym oraz samymi obywatelami. Zespół skupia także społeczność innowatorów chcących wspólnie przyczynić się do budowy nowoczesnego, cyfrowego państwa.

Źródło informacji: PAP

Tarcza antykryzysowa: 2000 złotych na świadczenia dla pracowników bez podatku

Ochrona zatrudnienia, zmniejszenie obciążeń i zachowanie płynności finansowej w firmach to główne cele pakietu projektów ustaw, które składają się na tzw. tarczę antykryzysową. Wśród ulg uchwalonych przez rząd znajdują się nowe przepisy dotyczące zmian w rozliczeniach podatku dochodowego od osób fizycznych PIT. Z kwoty 1000 do 2000 złotych, wzrósł limit zwolnienia z PIT od wartości konkretnych świadczeń finansowanych ze środków Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych (ZFŚS) lub funduszy związków zawodowych.

Pandemia koronawirusa i towarzyszące jej ograniczenia uniemożliwiają normalne funkcjonowanie większości firm w Polsce. Pracodawcy, podobnie jak pracownicy, potrzebują konkretnych rozwiązań. Jednym zależy na utrzymaniu zespołów i zapewnieniu płynności finansowej, drugim na utrzymaniu pracy i środków składających się na domowy budżet. Nowe przepisy, wprowadzone w ramach tarczy antykryzysowej, dwukrotnie zwiększające limit zwolnienia z podatku dochodowego świadczeń z ZFŚS, to rozwiązanie, które pomaga obu stronom.

Pracodawca, wybierając świadczenia dla zatrudnionych, w pierwszej kolejności powinien przyjrzeć się kwestii rozliczenia podatku dochodowego i ZUS. Zgodnie z prawem wszystko, co firma oferuje pracownikowi stanowi przychód ze stosunku pracy i w związku z tym podlega opodatkowaniu. Istnieją jednak pewne odstępstwa – zwolnione z opodatkowania są świadczenia pieniężne i rzeczowe, np. przedpłacone karty podarunkowe czy paczki wielkanocne finansowane przez pracodawcę ze środków ZFŚS lub funduszy związków zawodowych do określonej kwoty. Dobrą wiadomością zarówno dla pracodawców jak i pracowników jest to, że dotychczasowa kwota zwolnienia, która wynosiła 1000 złotych, została zwiększona aż dwukrotnie – do wysokości nieprzekraczającej 2000 złotych w 2020 i 2021 roku. Warto także przypomnieć o tym, że na początku tego roku, po raz pierwszy od wielu lat, została także podniesiona wartość odpisu na ZFŚS o 321 zł na pracownika zatrudnionego w warunkach normalnych. W praktyce oznacza to zwiększenie odpisu do kwoty 1550,26 zł. Co więcej, podniesione zostały jeszcze dwa limity istotne z punktu widzenia pracodawcy – dotyczące zwolnienia z PIT od zapomóg wypłacanych przez organizacje związkowe oraz wolnych od PIT zapomóg otrzymywanych w przypadku indywidualnych zdarzeń losowych finansowanych poza ZFŚS czy finduszy związkowych. Pierwszy został podniesiony z 1 do 3 tys. zł. Drugi zaś z 6 do aż 10 tys. zł – powiedziała Katarzyna Turska, Dyrektor ds. Zarządzania Zasobami Ludzkimi w Sodexo Benefits and Rewards Services Polska.

Świadczenia socjalne w praktyce

Obowiązek tworzenia ZFŚS spoczywa na jednostkach budżetowych i samorządowych zakładach budżetowych. Ponadto według stanu na 1 stycznia 2020 roku dotyczy on także firm zatrudniających co najmniej 50 pracowników w przeliczeniu na pełne etaty lub jeśli z wnioskiem o utworzenie funduszy wystąpiła zakładowa organizacja związkowa – dotyczy to przedsiębiorstw zatrudniających od 20 do 50 osób.

Środki odkładane w ramach ZFŚS muszą być gromadzone przez pracodawcę na osobnym rachunku bankowym i wykorzystane na wsparcie socjalne pracowników. Firmy, które w tym wyjątkowym czasie planują docenić i zmotywować pracowników wykorzystując w tym celu ZFŚS muszą pamiętać, że zgodnie z obowiązującym prawem wartość świadczeń finansowanych z tego funduszu powinna być zróżnicowana i uzależniona od sytuacji rodzinnej, materialnej i życiowej zatrudnionych. Warunki przeznaczania środków pochodzących z ZFŚS na poszczególne cele i rodzaje działalności socjalnej pracodawca określa w regulaminie – wyjaśniła Katarzyna Turska z Sodexo Benefits and Rewards Services Polska.

Realne wsparcie domowego budżetu

Dane rynkowe wskazują, że w ostatnim czasie ceny towarów i usług konsumpcyjnych istotnie wzrosły. To bez wątpienia odbija się na kondycji domowych budżetów. Dlatego też w ramach świadczeń, finansowanych ze środków z ZFŚS, warto sięgać po te, które realnie pomogą pracownikom, czyli te, z których będą mogli oni skorzystać w czasie pandemii i obowiązującego trendu #zostańwdomu i #pracujzdromu oraz po zakończeniu kwarantanny. Przykładem świadczenia pieniężnego, pozwalającego skorzystać ze zwiększonego nową ustawą zwolnienia z PIT do 2000 zł na pracownika są karty podarunkowe. Opłaty związane z zakupem, zasileniem i obsługą takich kart podlegają zwolnieniu z podatku VAT. Karta to uniwersalne, nowoczesne i elastyczne rozwiązanie, które obdarowanym daje swobodę wyboru oraz wygodę użytkowania, a pracodawcy możliwość wielokrotnego doładowywania. Kartami można płacić online, a także zbliżeniowo. Jest to istotne dla wielu osób, które unikają płatności gotówkowych, wypłat z bankomatów czy dotykania przycisków terminali, aby ograniczyć przenoszenie wirusa SARS-CoV-2.

Jak VPN pomaga w pracy zdalnej?

Praca zdalna budzi skrajne uczucia, lecz ostatnie wydarzenia związane z pandemią koronawirusa pokazały, że taki tryb wykonywania zadań rewelacyjnie się sprawdza. Żeby jednak tak było, każdy pracodawca powinien zatroszczyć się o jak najlepsze warunki dla każdego pracownika. Równie istotne jest to, aby zdalnie wykonywane zadań było przeprowadzone z zachowaniem najważniejszych zasad bezpieczeństwa, w czym pomaga VPN. Co to takiego? Jakie może mieć zastosowanie w firmie?

Czy praca zdalna jest w Polsce popularna?

Na tle innych krajów Unii Europejskich (w ponad połowie z nich), gdzie 20 procent pracowników zatrudnionych jest w formie zdalnej, nasz kraj wypada blado. Według raportu Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP) Polska jest wśród państw, w których odsetek osób pracujących zdalnie jest najniższy, tak samo, jak między innymi w Bułgarii, Włoszech czy Niemczech. Najbardziej przychylnie do tego podchodzą (powyżej 30 proc. zatrudnionych) Amerykanie, Duńczycy, Szwedzi i Holendrzy. 

Ten stan się jednak zmienia, co szczególnie widać w niektórych branżach, gdzie praca przed komputerem wypełnia praktycznie cały 8-godzinny czas. Tak jest zwłaszcza wśród programistów, nie dziwi więc, że rynek IT przoduje w zmianach dotyczących pracy zdalnej. Obecna niespodziewana sytuacja sprawiła, że nawet najbardziej sceptyczni pracodawcy musieli zmienić nawyki, zalecając to też swoim pracownikom. Jeśli i my jesteśmy w takiej sytuacji, powinniśmy (jak jeszcze tego nie zrobiliśmy) zainteresować się tematyką VPN. To zapobiegnie sytuacji, że do wrażliwych danych będą miały dostęp niepowołane osoby.

VPN – jak to działa?

Dla wielu osób praca zdalna prawie niczym się nie różni od tej, która wykonywana jest w biurze. Pokutuje przekonanie, że przecież robi się praktycznie to samo: używa edytorów tekstowych, arkuszy kalkulacyjnych, korzysta z internetu itd. To tylko częściowo prawda, gdyż komputery osobiste nie bywają odpowiednio zabezpieczone, co rodzi zagrożenie dla całej firmy – jej pracowników, zasobów, tajemnic zawieranych umów itd. Chcąc mieć spokój i pewność, że nikt nie ma prawa dostępu do tego, co poufne, powinniśmy zainwestować w dobry VPN – Virtual Private Network, czyli wirtualną prywatną sieć. VPN pozwala zachować prywatność online, ale jak to działa?

Najlepiej opisać to tym, jak standardowo korzystamy z internetu. Gdy to robimy, przypisywany jest nam indywidualny adres IP, dzięki któremu możemy – przy pomocy dostawcy internetu – przeglądać zasoby sieci. Każdy z właścicieli stron może zbierać dane na temat naszej aktywności, sprawdzając nie tylko lokalizację, ale też historię kliknięć. Takie informacje stanowią łakomy kąsek dla różnych osób. Mogą być łatwo sprzedane, lub – co gorsza – przechwycone przez hakerów, którzy zyskują tym samym łatwy dostęp do tajnych informacji. 

Połączenie VPN rozwiązuje ten problem, ponieważ nasz adres IP zostaje ukryty. Nie widzą go więc również właściciele stron, które przeglądamy. Mają jedynie dostęp do IP należącego do sieci VPN. Nie mogą więc przypisać do konkretnej osoby danej aktywności na stronie.

VPN – co dodatkowo potrafi?

Nie dziwi więc, że VPN szczególnie sprawdza się w przypadku wykonywania pracy zdalnej. Dzięki temu zabezpieczeniu nie ma ryzyka ataku przez hakerów, niezależnie, czy korzystamy z sieci domowej, czy publicznej. VPN można stosować na każdym urządzeniu z dostępem do internetu, a więc nie tylko na komputerze, ale też na telefonie i smartfonie. 

Ale to nie wszystko, ponieważ z VPN korzysta się również w innych celach, zwłaszcza by ominąć geoblokady czy zmienić adres IP na zagraniczny. W niektórych krajach, gdzie panuje cenzura w internecie, prywatna sieć VPN pozwala ominąć takie blokady. Dobrze więc zastanowić się, czy to, co zamierzamy robić, nam nie zaszkodzi. 

Żebyśmy się zrozumieli – korzystanie z internetu nigdy w 100% nie będzie bezpieczne, nawet jak zdecydujemy się na sieć VPN. Jednocześnie, to rozwiązanie w ogromnym stopniu ogranicza ataki cyberprzestępców, możemy więc być pewni, że zdecydowana większość planowanych włamań do naszego firmowego serwera zakończy się klapą.

Upadłość przedsiębiorcy po 24 marca 2020 r.

Upadłość firmy, czy nawet próba ogłoszenia upadłości w przypadku osoby fizycznej prowadzącej działalność gospodarczą, bardzo często kończyła się fiaskiem lub nie w pełni zadowalała upadłego. Ogłoszenie upadłości przez profesjonalny podmiot występujący w powszechnym obrocie gospodarczym wiąże się z koniecznością spełnienia określonych warunków. Po pierwsze, przedsiębiorstwo musi być w stanie niewypłacalności. Po drugie, musi posiadać co najmniej dwóch wierzycieli. Po trzecie, dłużnik powinien mieć majątek o wartości wystarczającej na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego i częściową spłatę wierzycieli.

Upadłość przedsiębiorcy, który prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą, nie jest zjawiskiem popularnym mimo tego, że ma on obowiązek złożenia wniosku o upadłość w konkretnym terminie, a brak takiego działania skutkuje określonymi sankcjami. Z tego też względu doszło do nowelizacji prawa upadłościowego, która w pewnym sensie uatrakcyjniła upadłość na tzw. zasadach ogólnych.

Nowe uprawnienia syndyka

Zmiany, które weszły w życie w dniu 24 marca 2020 r. mają na celu, aby przyspieszyć całą procedurę. Ma temu służyć m.in. wyposażenie syndyka w dodatkowe uprawnienia. Zmieni się bowiem sposób zgłaszania wierzytelności przez wierzycieli w toku postępowania. Do nowelizacji były one kierowane do sądu upadłościowego, który następnie przekazywał je syndykowi. Proces przekazywania tychże zgłoszeń w wielu przypadkach trwał miesiącami. Po 24 marca 2020 r. wierzyciele będą wysyłali zgłoszenia bezpośrednio do syndyka. Istotne jest również, że wierzyciele zgłaszali wierzytelności nawet i kilka miesięcy po ogłoszeniu upadłości. Mimo tego, że winno to nastąpić w terminie 30 dni od dnia obwieszczenia postanowienia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Obecnie, spóźnione zgłoszenie będzie wiązało się z opłatą.

Przedsiębiorca jak konsument

Upadłość spółki z o.o. wiąże się z likwidacją majątku spółki. Podobnie jest w przypadku upadłości przedsiębiorcy będącego osobą fizyczną z tą jednak różnicą, że w przypadku utraty nieruchomości, którą ten faktycznie zamieszkiwał, mogą zostać wydane mu środki na najem innego lokalu mieszkalnego na okres od roku do dwóch lat. Do momentu nowelizacji zasada ta była kojarzona jedynie z upadłością konsumencką.

Ograniczono też możliwości zajęcia dochodów upadłego jednoosobowego przedsiębiorcy. Syndyk nie może dokonać zajęcia jego dochodów w takim wymiarze, aby pozbawić go jakichkolwiek środków na bieżące utrzymanie. O tym, w jakim stopniu dojdzie wyłączenia dochodu upadłego z masy upadłości będzie decydował sąd.

Należy też pamiętać, że osoba fizyczna będzie mogła uzyskać oddłużenie w toku postępowania bez konieczności ustanowienia planu spłaty wierzycieli. Warunkiem jest jednak brak zdolności do spłaty jakichkolwiek kwot, np. poprzez utratę zdrowia. Przed zmianą przepisów plan spłaty wierzycieli wobec przedsiębiorcy był elementem obligatoryjnym w postępowaniu upadłościowym.

Autorem artykułu jest doradca restrukturyzacyjny Filip Kozik z kancelarii KL Law Polska Sp. z o.o. specjalizujący się w sprawach z zakresu upadłości i restrukturyzacji firm.

Rekordowa liczba 324 mln użytkowników Cisco Webex w marcu

Obecna sytuacja zmusza wiele osób do ograniczenia kontaktów z innymi ludźmi i pozostania w domach, czego efektem jest ogromny wzrost popularności narzędzi do współpracy, takich jak Cisco Webex. Świadczy o tym fakt, że w marcu odbyły się aż 73 miliony spotkań za pośrednictwem tej platformy.

„Wykorzystanie Webexa wzrosło 2,5 raza w Ameryce Północnej i Południowej, cztery razy w Europie i 3,5 raza w regionie Azjii i Pacyfiku. Jest to wynik zwiększonego zainteresowania usługą wśród klientów korporacyjnych, ale również wzrostu popularności nauki zdalnej i telemedycyny” – mówi Sri Srinivasan, starszy wiceprezes i dyrektor generalny, Cisco Collaboration.

Wzrost wykorzystania platformy Cisco Webex w liczbach:

  • W marcu z Cisco Webex skorzystało aż 324 miliony użytkowników, czyli ponad dwa razy więcej niż w styczniu.
  • Liczba nowych rejestracji wyniosła 240 tysięcy na dobę.
  • Jednego dnia odbywało się 4,2 miliona spotkań, czyli ponad dwukrotnie więcej niż podczas szczytowych momentów przed pandemią.
  • W marcu odbyły się spotkania trwające w sumie 14 miliardów minut, czyli ponad dwa razy więcej niż w lutym.

„Skala z jaką są obecnie wykorzystywane narzędzia do współpracy jest niezwykła. Robimy wszystko, aby nadążyć za zapotrzebowaniem. Nasi specjaliści ciężko pracują, aby organizacje, które muszą funkcjonować w tym trudnym okresie, mogły pozostać w kontakcie, działać efektywnie i bezpiecznie” – mówi Chuck Robbins, prezes Cisco.

„Okienko dla seniorów” zmieniło dzienny cykl pracy. Umacnia się trend dużych zakupów w małych sklepach

Wprowadzenie „okienka dla seniorów” od 1 kwietnia już w pierwszym dniu zmieniło rytm pracy w tradycyjnych sąsiedzkich sklepach za rogiem. Najnowsze dane dostarczone przez system M/platform pokazują, że średnie obroty w godz. 10:00-12:00 spadały nawet o 15%, podczas gdy tuż po godz. 12:00 wzrastały o 25%. Z tych samych danych wynika, że zaobserwowany tydzień temu trend robienia dużych zakupów w małych sklepach nie tylko się utrzymuje, ale coraz bardziej umacnia – kupujemy tam już o 20% rzadziej, ale średnia wartość koszyka wzrosła o 44%.

Nowe zasady związane z obowiązującym w Polsce stanem epidemicznym dotyczące m.in. robienia zakupów zostały ogłoszone we wtorek 31 marca, a weszły w życie już dzień później, wprowadzając m.in. ograniczenie liczby klientów w sklepie do trzech osób na stanowisko kasowe oraz okienko pomiędzy godz. 10:00 a 12:00 przeznaczone wyłącznie dla osób, które ukończyły 65. rok życia.

Firma Comp Platforma Usług S.A., będąca operatorem ogólnopolskiego programu Promo+ we współpracy z Comp Centrum Innowacji, dostawcą systemu M/platform umożliwiającego świadczenie usług wsparcia sprzedaży dla sklepów handlu tradycyjnego, jak co tydzień zbadała bieżącą sprzedaż produktów w segmencie tradycyjnym. Wnioski po raz kolejny zaskakują. Takich zmian w dziennych cyklach sprzedaży nigdy wcześniej nie odnotowano.

Spadek obrotów podczas „okienka dla seniorów” – największy w sobotę

Z dnia na dzień coraz wyraźniej widoczny jest spadek obrotów między godz. 10:00 a 12:00. Dotychczas typowy dzień roboczy w małych sklepach charakteryzował się dwoma okresami intensywnej sprzedaży: 10:00-12:00 oraz 14:00-18:00, przy czym w piątki (które charakteryzują się średnim obrotem o 20% wyższym niż inne dni robocze) popołudniowe godziny intensywnego ruchu przedłużają się zwykle aż do godz. 19:00. Udział zakupów robionych podczas porannego szczytu 10:00-12:00 w typowym dniu roboczym wynosi ok. 15% całodziennych obrotów badanych sklepów. Po wprowadzeniu najnowszych regulacji, wartość ta spadała codziennie od pierwszego dnia, osiągając w piątek 3 kwietnia poziom 11,5%, czyli o 23% mniej niż zwykle.

Spadek obrotów najbardziej widoczny był w sobotę 4 kwietnia, która jest tradycyjnie dniem największych zakupów w małych sklepach spożywczych (o 28% więcej niż w przeciętny dzień roboczy), a w dodatku szczyt zakupów przypada na godziny przed- i okołopołudniowe – prawie 1/3 całego dziennego obrotu przypada na godz. 10:00-14:00, z czego przedział 10:00-12:00 odpowiada za niemal 17%. W sobotę, 4 kwietnia łączne obroty badanych sklepów detalicznych podczas „okienka dla seniorów” wynosiły zaledwie 12,5% dziennego obrotu, czyli o 1/4 mniej od obrotów w analogicznym okresie tydzień wcześniej.Comp_Mat. prasowy

Zamiast przerwy obiadowej, szczyt obrotów – skrajności znów w sobotę

Klienci, którzy nie mogą robić zakupów między 10:00 a 12:00 tłumnie ruszyli do sklepów zaraz po godz. 12:00. We wszystkie badane dni wyraźnie widać było wzrost obrotów tuż po „okienku”. Przedział między godz. 12:00 a 14:00 jest tradycyjnie (z wyjątkiem soboty) okresem mniej intensywnego ruchu w sklepach, po którym następuje drugi szczyt popołudniowy. Przez pierwsze trzy dni po wprowadzeniu nowych obostrzeń obroty w badanych sklepach skokowo wzrastały tuż po godz. 12:00, osiągając wzrost godzina do godziny na poziomie od 19% w środę aż do 40% w piątek. Ten intensywny ruch podczas przerwy obiadowej nakładał się na szczyt popołudniowy, przez co obroty podwyższone w stosunku do analogicznego okresu z poprzedniego tygodnia, utrzymywały się przynajmniej do godz. 17:00.

Najgorętszym momentem w całym minionym tygodniu była sobota 4 kwietnia między godz. 12:00 a 13:00, kiedy to obroty były o 1/4 większe (25%) niż w analogicznym okresie tydzień wcześniej, natomiast skokowy wzrost godzina do godziny osiągał niespotykany pułap +58%.

Sprzedaż podczas „okienka” gwałtownie spadła. Dawniej był to okres największych obrotów w ciągu dnia. Teraz przesunął się o dwie godziny. Skokowy wzrost o 58% tuż po godz. 12:00 oznacza ogromne kolejki. Te dane są wyraźnym sygnałem dla młodszych konsumentów – unikajcie zakupów w południe, unikajcie największych kolejek, szczególnie w soboty. Większe kolejki to większe ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa. Najlepiej przyjść na zakupy wcześnie ran. – komentuje Tomasz Jasinkiewicz, wiceprezes Comp Platforma Usług S.A.

Duże zakupy w małych sklepach – nowy trend się umacnia

W danych z systemu M/platform można również zauważyć pogłębiający się trend robienia dużych zakupów w małych sklepach. Liczba paragonów, a zatem częstotliwość wizyt, spadła w ubiegłym tygodniu o kolejne 4%, osiągając poziom o 20% niższy niż w lutym. Utrzymujące się podwyższone obroty wzrosły o kolejne 6%, dochodząc do pułapu 16% powyżej średniej tygodniowej z lutego. Te wysokie obroty i rzadsze wizyty w sklepach przełożyły się na kolejny skokowy wzrost wartości koszyka z 31% do 44% powyżej średniej z lutego. To, co w zeszłym tygodniu było zaskoczeniem, przekształca się wyraźnie w stabilny trend, świadczący o tym, że w dobie epidemii COVID-19 małe sąsiedzkie sklepy za rogiem zmieniają swą rolę.Comp_Mat. prasowy (2)

Od trzech tygodni obserwujemy silny trend – kupujemy w sklepach tradycyjnych coraz rzadziej, już o 20%, a nasz średni koszyk jest coraz większy, już o 44%. W dobie koronawirusa małe sklepy stają się głównym źródłem zaopatrzenia dla wielu z nas. Nowe ograniczenia wyraźnie ten trend umacniają. Te rzadsze i większe zakupy oznaczają skrócenie czasu przebywania w sklepie, co pomaga w walce z koronawirusem. W celu dalszego skrócenia tego czasu coraz więcej małych sklepów „za rogiem” przechodzi na model „zamów i odbierz”. Nie wszystkie z nich mają do tego stosowne narzędzia, dlatego też już w tym tygodniu uruchamiamy na M/platform nową ogólnopolską usługę, dzięki której klienci mogą przekazywać swoje listy zakupowe do ulubionego sklepu za rogiem. Będzie to usługa całkowicie bezpłatna zarówno dla detalistów, jak i konsumentów. To jest nasz wkład w walkę z koronawirusem – mówi Tomasz Jasinkiewicz.

Badaniami objęto próbkę n = 4634 reprezentatywnych sklepów z segmentu handlu tradycyjnego, wybranych spośród sklepów, które przystąpiły do programu Promo+. Analizę opracował dział analityki Comp Centrum Innowacji, dostawcy systemu M/platform, na zlecenie Comp Platforma Usług S.A., operatora usługi Promo+.

Rekrutacja online – jakie metody zyskają na znaczeniu?

19 mln Polaków korzysta z mediów społecznościowych, a ogłoszenia video z ofertą pracy są o 230% częściej otwierane niż te w formie tradycyjnej publikacji. Koronawirus wstrzymał na chwilę cały świat, ale działalność większości branż toczy się dalej. To dobry moment na zmianę podejścia do rekrutacji i wdrożenia bardziej innowacyjnych rozwiązań nie tylko na czas pandemii.

To, co było przewidywaniem na kolejne lata w przeciągu kilku tygodni zaczęło być wdrażane w wielu firmach. Obecna sytuacja w kraju zmusiła pracowników do dokonania zmian
i przystosowania się do nowych warunków i dostępnych możliwości. Zaplanowane rozmowy rekrutacyjne zostały przeniesione do Internetu, a HR-owcy zaczęli coraz więcej myśleć
o innowacyjnych narzędziach wykorzystywanych w procesie pozyskiwania nowych pracowników. Jak każda zmiana, i ta wymagała pewnej elastyczności i umiejętności dopasowania się do nowych warunków.

Rekrutacja  w obliczu pandemii

Wyjątkowe sytuacje wymagają od nas pewnej elastyczności, umiejętności dostosowania się do nowych warunków. Realizacja procesów rekrutacyjnych z udziałem nowoczesnych technologii nie jest co prawda niczym nadzwyczajnym, a wręcz jest już bardzo popularna. Videorekrutacje i ATS (aplicant tracking systems) to narzędzia, które na dobre przyjęły się
w środowisku Human Resources. Cyfrowe narzędzia rekrutacyjne potrafią wyszukać odpowiednich kandydatów w sieci, porównać CV wybranych osób oraz zweryfikować ich obecność w mediach społecznościowych. Mogą też przeprowadzić testy i oceny kompetencji oraz zarekomendować najlepszych kandydatów do pracy. Dzięki tym rozwiązaniom procesy rekrutacyjne przebiegają krócej i są bardziej efektywne. Według firmy FYTE, powiązanej kapitałowo z Morgan Philips Group, specjalizującej się w cyfrowej rekrutacji, ogłoszenia video są ponad 230% częściej otwierane w porównaniu do tradycyjnych form publikacji.

Czas automatyzacji procesów rekrutacyjnych

Programy wykorzystywane do videorekrutacji jeszcze nigdy nie były tak potrzebne, jak dziś. Umożliwiają one nie tylko rozmowę z kandydatem przy użyciu kamery, ale również automatyzację procesu rekrutacji poprzez nagrywanie pytań rekrutera oraz zarejestrowanie odpowiedzi kandydatów w formie filmików.

Videorekrutacja pozwala zaoszczędzić czas przy rekrutacjach wysokowolumenowych oraz sprawdza się doskonale jako narzędzie do screeningu kandydatów przy rekrutacjach wieloetapowych. Kandydatom również zaoszczędza czas, umożliwiając przejście całości lub części spotkań rekrutacyjnych w zaciszu swojego domu o najdogodniejszej porze.

 -Oprócz pytań rekrutacyjnych coraz częściej wykorzystywane są również gry na urządzenia mobilne. Nowoczesne narzędzia poprawiają jakość oceny potencjalnego kandydata
i zapewniają równie cenne informacje z zakresu psychodiagnostyki, co metody klasyczne, poza tym umożliwiają dotarcie i zaangażowanie nawet 15 razy więcej kandydatów niż np. Targi pracy. Dodatkową zaletą jest to, że wyniki rekrutacji uzyskujemy w ciągu kilku minut – mówi Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista w zakresie HR i psychologii międzykulturowej.

Social media w rekrutacji

Jak pokazuje badanie przeprowadzone przez Wearesocial.com i Hootsuite „Digital 2020”
aż 19 mln Polaków korzysta z mediów społecznościowych, na co przeznaczają średnio
2 godziny dziennie. 16 mln korzysta z Facebooka, 1,25 mln z Twittera, a 3,7 mln z LinkedIn. Dlatego nic dziwnego, że social media zaczęły odgrywać coraz większą rolę w procesie rekrutacji.  Do tej pory najczęściej wykorzystywanymi kanałami do pozyskania nowych pracowników były te media społecznościowe, które z założenia mają charakter bardziej zawodowy, czyli LinkedIn i GoldenLine.

– Za pośrednictwem takich kanałów rekruterzy mogą nawiązać kontakt z kandydatem spełniającym określone kryteria. Dodatkowo jest to kanał, za pośrednictwem którego firmy mogą dzielić się informacjami związanymi z działalnością swojej firmy oraz o trwającej rekrutacji na określone stanowiska. Dodatkowo coraz częściej rekruterzy w poszukiwaniu nowych kandydatów przeszukują Facebooka, Instagram i blogi branżowe – podkreśla Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista w zakresie HR i psychologii międzykulturowej.

Webinaria – alternatywa dla szkoleń

W wyniku pandemii liczne konferencje i szkolenia dla praktyków HR zostały odwołane, przeniesione na inny termin lub przekształcone w spotkania online. Dlatego też chcąc dalej inwestować w swój rozwój i wymianę doświadczeń warto sprawdzić ofertę dostępnych webinariów.

– Pozwalają one na wymianę doświadczeń i wiedzy oraz poznania ciekawych metod wykorzystywanych w procesach rekrutacji. Dodatkowo jest to okazja do spotkania się
z innymi osobami, co pozytywnie wpływa na nasze samopoczucie. Z racji tego, że podczas pandemii wiele osób czuje strach i niepewność wzrost roli wellbeing jako formy redukcji stresu  i wzmacniania odporności psychicznej pracowników zyskał obecnie na szczególnym znaczeniu.
– podsumowuje Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z zakresu HR
i psychologii międzykulturowej.

Zarządzanie kryzysowe w czasie COVID-19. Rekomendacje po rozmowach z właścicielami firm rodzinnych i prywatnych z Niemiec i Polski

Firmy rodzinne, chcąc trwać, działają systemowo. Zarządzanie kryzysowe w czasie COVID-19. Rekomendacje Instytutu Biznesu Rodzinnego po rozmowach z właścicielami firm rodzinnych i prywatnych z Niemiec i Polski.

Instytut Biznesu Rodzinnego (IBR), pod kierunkiem dr Adrianny Lewandowskiej, doświadczonego doradcy ds. strategii i sukcesji, w ciągu ostatnich tygodni rozprzestrzeniania się koronawirusa i światowej pandemii, podjął się zadania rzetelnego zdiagnozowania problemów i obaw właścicieli firm rodzinnych oraz opracowania rekomendacji, które mogą być użyteczne dla rodzinnych biznesów. – Rzetelne podejście do diagnozy sytuacji wymaga, by pomyśleć po pierwsze o tym, co można zrobić na rzecz firm rodzinnych, by systemowo wzmocnić sytuację, a po drugie by odpowiedzieć sobie również na pytanie, co właściciele firm rodzinnych mogą czy powinni zrobić, by poprawić swoją sytuację – mówi dr Adrianna Lewandowska.

W obszarze wsparcia zewnętrznego dla firm rodzinnych Instytut Biznesu Rodzinnego pozostaje w dialogu z partnerem zagranicznym, organizacją European Family Businesses (EFB), która zajmując się lobbowaniem na rzecz firm rodzinnych w Parlamencie Europejskim przygotowała oficjalne stanowisko i zalecenia w sprawie COVID-19, które mają na celu pomóc firmom rodzinnym, nie tylko przetrwać obecną pandemię, ale również wystosowała szereg postulatów, wymagających pilnej interwencji Parlamentu Europejskiego w koordynacji z państwami członkowskimi, by przywrócić maksymalnie efektywne funkcjonowanie firm rodzinnych w krajach (szczegóły w zakresie tych prac opublikowane zostaną jeszcze w tym tygodniu).

W obszarze zwiększania efektywności wewnętrznej, warto przeanalizować systemowe podejście do zarządzania firmą rodzinną. W ciągu ostatnich tygodni Instytut Biznesu Rodzinnego, a także eksperci z partnerskiej sieci w Niemczech analizujący sytuację w rodzinnych firmach w całej Europie, przeprowadzili łącznie setki rozmów z właścicielami firm, którzy są bardzo świadomi tego, że obecny stan wymaga zdecydowanej reakcji.

– W sytuacji, gdy krzyżują się tak naprawdę dwie logiki: ta, która nakazuje zwiększanie dystansu, zachowanie bezpieczeństwa, ochronę zdrowia, bliskich i ta, która logicznie każe wskazywać na konsekwencję przestojów, zamkniętych firm, przedłużającego się oczekiwania na zmianę, stajemy przed wyzwaniem bardzo interdyscyplinarnego spojrzenia na sytuację. Kompleksowość zarządzania zrobiła się wielowymiarowa, jak chyba nigdy do tej pory. Sytuacja zrobiła się tak trudna, że to, co dziś aktualne, jutro już aktualne nie jest. Jednak mimo to, zebraliśmy dla przedsiębiorców kilka myśli, dzieląc się również doświadczeniem naszych przyjaciół z Niemiec, m.in. prof. Petera Maya i prof. Sabine Rau, które, jak ufamy, okażą się przydatne w zarządzaniu firmą rodzinną – dodaje dr Adrianna Lewandowska

Realistyczny optymizm – punktem wyjścia dla biznesu

Zacznijmy od tego, że sama koncentracja na trudnościach nie wystarczy. Nie pomagają nagłówki tytułów wieszczących, że większości firm rodzinnych nie będzie, że jak państwo nie pomoże teraz, to za chwilę nie będzie komu pomagać. Truizmem jest twierdzenie, że sytuacja jest wyjątkowo trudna. Jednak nieustanne podkreślanie dramatyzmu, to droga donikąd.

Warto przytoczyć przykład najczęściej tytułowanego w historii US Navy admirała Jamesa Stockdale – (odznaczony m.in. „Medal of Honor”), który pytany o to, jak przetrwać w ekstremalnych okolicznościach, wskazał na tzw. realistyczny optymizm, który pozwala z jednej strony zachować wiarę w nadejście lepszego jutra i jednocześnie podejmować niezbędne, niezwykle trudne decyzje oparte o realistyczną ocenę aktualnej sytuacji. Na realistyczny optymizm wpływają dwie składowe:

  • Realizm – „The discipline to confront the brutal facts of your current realities” – konieczność zderzenia się z „brutalnymi faktami”, których ignorowanie może doprowadzić do szybkiej i nieuchronnej zagłady. Przyjęcia działań, które są niezbędne do przeżycia i zachowania sił do dalszej walki.
  • Optymizm – „Retain faith that you will prevail, regardless of difficulties” – zachowanie wiary w odzyskanie wolności i ostateczne zwycięstwo. Podniesienie się z kryzysu, przebudowanie możliwości działania, poszukiwanie nowych szans niezbędnych do realizacji śmiałej wizji lepszej przyszłości.

Ten realistyczny optymizm jest szczególnie teraz niezwykle potrzebny. Firmy rodzinne z racji swojej filozofii działania i wartości, na których się opierają, tworzą przedsięwzięcia biznesowe na pokolenia. Długowieczność jest rytmem, w którym realizują swoje zadania. Prowadząc biznes rodzinny, jej właściciele mają zawsze przed sobą jeden, główny i zasadniczy cel – trwałość firmy przez lata, gdyż budują ten biznes na pokolenia. Temu celowi są zazwyczaj podporządkowane wszystkie decyzje strategiczne. Może się zmieniać profil działania, model biznesowy, forma aktywności, a nawet portfel spółek, ale ten jeden cel zasadniczy ciągle trwa. W bardzo wielu firmach rodzinnych jest tak również dzisiaj.

– Dziś przyszło się zatrzymać, by pomyśleć mocniej niż dotychczas o teraźniejszości. Kryzysy są immanentną cechą gospodarki, nieczęsto jednak pojawiają się Czarne Łabędzie. Te zmieniają obraz mocno i nie można kreślić scenariuszy przyszłości, bo żaden z nich nie będzie trafiony. Przyszłość jest nieznana, jednak są pewne zasady, o których warto pamiętać, bo te są wspólne dla firm, które przechodzą turbulencje i wychodzą z nich mocniejsze – mówi dr Adrianna Lewandowska.

Kryzys jest immanentną cechą gospodarki. COVID-19 to jednak Czarny Łabędź.

Czarnych Łabędzi, czyli wydarzeń, które spadają na nas nagle i odciskają ogromne piętno na naszym życiu, było w ostatnich 100 latach co najmniej kilka. Należą do nich wybuch I wojny światowej, dojście Hitlera do władzy, zamachy z 11 września czy upadek Lehman Brothers. Do tej niechlubnej listy dołączy niewątpliwie koronawirus. Takie kryzysy bardzo zmieniają obraz i trudno jest przewidywać, co będzie, gdy miną. Zadaniem rodziny właścicielskiej, a przede wszystkim właściciela firmy polega na nabieraniu odporności. Ciągłym.

Rys. 1. Cykl nabierania odporności w firmie rodzinnej1_Cykl_nabierania_odporności_Firmy

4 sposoby reagowania firm prywatnych na koronawirusa

W Polsce i Niemczech na co dzień obserwujemy różne reakcje właścicieli firm w czasie panującej pandemii. Abstrahując od polityki, rekomendacji rządowych czy nawet zakazów prowadzenia określonej formy działalności w czasie COVID-19, można wyodrębnić 4 najczęściej spotykane reakcje właścicieli firm na obecną sytuację.

Aktywna reakcja to plan wyjścia z sytuacji najczęściej firm małych i działających w skali mikro. Na profesjonalnej reakcji, wskazującej na duże doświadczenie zarządcze, są firmy nieposiadające czynnika rodzinności. Tak zachowują się, czy powinny się zachowywać, wszystkie korporacje. Jednak firmy rodzinne, które myślą wciąż o zachowaniu długowieczności, nie zatrzymują się na podejściu profesjonalnym. Idą krok dalej w kierunku podejścia systemowego.

Rys. 2. Reakcje właścicieli firm w czasie pandemii.2_Reakcje_właścicieli_firm_w_czasach_pandemii

Aby wygrać z kryzysem należy działać systemowo – sześć najważniejszych obszarów

Większość rekomendacji, które można znaleźć obecnie w dyskursie publicznym w zakresie wychodzenia z trudnej sytuacji, skupia się na obszarze stricte biznesowym. To dość oczywiste biorąc pod uwagę, jak mocno większość firm narażona jest na utratę płynności finansowej. Gdy się ją traci, cała reszta jest już konsekwencją. Jednakże analizy wskazujące na to, co oprócz samego wątku biznesowego pozwala rodzinom biznesowym przezwyciężać najtrudniejsze kryzysy i budować swoje firmy na pokolenia, każe spojrzeć na firmę rodzinną bardziej systemowo.

Rys. 3. Sześć obszarów działania systemowego w firmie rodzinnej.3_obszary_działania_sytemowego_w_FR

  1. Firma w kontekście rynkowym

Pierwszy obszar, który powinien zostać poddany analizie, to kontekst stricte firmowy. Mimo iż większość poniższych powinno podlegać bieżącej i ciągłej diagnozie, jednak często nie ma w firmach wdrożonego controllingu zarządczego, czy planowania scenariuszowego, które w tej chwili staje się niezbędne. Analizę systemową warto więc rozpocząć diagnozą sytuacji firmowej.

Najważniejsze pytania, na które bezwzględnie powinien znać odpowiedź właściciel firmy

  1. Z jakim spadkiem przychodów musimy się liczyć w najbliższych 1, 2, 3, 6 miesiącach?
  2. Czy mamy opracowane różne scenariusze?
  3. Czy mamy płynność finansową, aby przejść ten kryzys? Czy ją monitorujemy wystarczająco szczegółowo?
  4. Czy grozi nam wypowiedzenie jakiś linii kredytowych? Jeśli tak, jak możemy temu zapobiec?
  5. Które koszty możemy zredukować, jednak tak, by nie naruszyć naszych wartości i zachowywać się etycznie?
  6. Którzy dostawcy będą mieli dłuższe problemy z dostarczaniem towaru do nas?
  7. Którzy klienci mogą mieć trudności i jakie to będzie miało konsekwencje dla nas?
  8. Czy mamy jakieś alternatywne rynki zbytu? Czy możemy zdefiniować nowe segmenty docelowe?
  9. Czy możemy wykorzystać ten kryzys do nauki? Jakiej?
  10. Jakie nowe idee możemy wprowadzić, by wykorzystać czas, jaki mamy?

 

  1. Kontekst indywidualny właściciela

Mówiąc o firmie rodzinnej, system rozszerza się na właścicieli firmy. Nie chodzi więc wyłącznie o „uzdrowienie” firmy, ale również o sprawdzenie, jakie jest indywidualne położenie poszczególnych członków rodziny właścicielskiej. Być może to również obszar wymagający wsparcia.

  • Kto z naszej rodziny nuklearnej (lub rozszerzonej) zagrożony jest personalnie najbardziej: zdrowotnie, ekonomicznie, emocjonalnie, społecznie?
  • Kto ze względu na swoje obowiązki pełnione w firmie potrzebuje szczególnego wsparcia? Jakiego? Kto może mu takiego wsparcia udzielić?
  • Co każdy z nas może zrobić, by przyczynić się do przezwyciężenia kryzysu? Jak możemy określić nasze indywidualne role? Zadania?
  • Jak wygląda mój osobisty stan finansowy na chwilę obecną? Od kiedy mogłyby zacząć się moje osobiste finansowe problemy spowodowane tym, że nie będę w stanie spłacić bieżących zobowiązań? Jakie mogę podjąć środki prewencyjne, by to się nie stało?
  1. Kontekst rodziny właścicielskiej

Najważniejszą siłą (a czasem największą słabością) może być rodzina stojąca za danym biznesem. Z badań prowadzonych przez Instytut Biznesu Rodzinnego wiemy, że istnieje bezpośredni związek między silnymi rodzinami biznesowymi, w których pielęgnowane są więzi, relacje, wzajemny dialog a efektywnością biznesową. Ważne jest więc w analizie systemowej firmy rodzinnej spojrzeć na obszar samej rodziny właścicielskiej.

  • Jak możemy zapewnić wymagany w chwili obecnej dystans (w spotkaniach), a jednocześnie dać naszej rodzinie poczucie, że wszyscy jesteśmy ze sobą emocjonalnie blisko?
  • Jak zapewniamy komunikację w naszej rodzinnej? Na co dzień, na niedziele, na czas świąt?
  • Jak możemy mimo dystansu wzmacniać więzi rodzinne? Dbać o relacje?
  • Jak możemy jako rodzina aktywnie wspierać innych, dalszych członków naszej rodziny (zakupy, apteka, ew. wizyty u lekarza itp.)?
  • Kto z dalszej rodziny może potrzebować naszej pomocy?
  • Jak organizujemy nasze codzienne życie, aby nie dopuścić do pojawienia się stresu i lęku lub, gdy ten się pojawi, by go zminimalizować (np. przez wprowadzenie codziennych, małych rutyn, rozdzielanie zadań, wspólne odtwarzanie muzyki, czytanie wnukom via skype, wspólne oglądanie filmów, wspólną modlitwę, medytację, rozmowy itp.)?
  1. Kontekst przywództwa

Sytuacje takie jak ta, wymagają dobrego przywództwa. Opartego na transparentnych zasadach, jasnym przekazie, a także bliskości z pracownikami, którzy również przeżywają swoje niepokoje czy lęki. Decyzje, które zapadają, wpływają na kulturę organizacyjną, której kształt się weryfikuje właśnie w czasach próby. I co ważniejsze, teraz podejmowane decyzje, to, czy opierają się na wartościach, a także sposób ich komunikowania, a pozostaną na długo w DNA firm.

  • Czy pomimo dystansu społecznego, który musimy zachowywać w czasie epidemii, potrafimy dobrze i skutecznie wykonywać zadania związane z zarządzaniem?
  • Czy wdrożyliśmy wszystkie możliwe dla firmy warianty cyfrowe, abyśmy mogli nadal prowadzić firmę (zarządzanie z domu, praca zdalna, ochrona danych, spotkania online, rzeczywistość wirtualna itp.)?
  • W jaki sposób zapewniamy, by podejmowane, niezbędne działania, które niwelują skutki kryzysu były zgodnie z naszymi wartościami?
  • W jaki sposób promujemy zachowania prozespołowe, „solidarnościowe” na rzecz naszych pracowników?
  • Jak dbamy o komunikację z pracownikami, którzy również mogą odczuwać strach i lęk?
  • Jak zarządzamy tymi emocjami? Jak je niwelujemy?
  1. Kontekst majątku

Sytuacja taka jak ta, wymaga, by rodzina właścicielska przyjrzała się również swojemu stanowi posiadania. Z perspektywy rodziny, nie firmy. Gdyby trzeba było realizować najtrudniejsze firmowo scenariusze, jak jesteśmy przygotowani jako osoby fizyczne na trudny czas. Jak ewentualna restrukturyzacja albo zgłoszenie upadłości mogłoby wpłynąć na majątki osobiste. Taka analiza również jest niezbędna do przeprowadzenia.

  • Jaka jest nasza obecna sytuacja majątkowa? Czy któryś z członków rodziny ma trudniejszą sytuację finansową? Czy wynika ona z obecnej sytuacji?
  • Czy mamy wyznaczone osoby z rodziny, które dywersyfikują nasz majątek? Analizują sytuację gospodarczą i szukają wariantów na zachowanie bezpieczeństwa finansowego naszej rodziny?
  • Czy podział obowiązków w zakresie zarządzania majątkiem rodzinnym jest dokonany i zaakceptowany? Czy wprowadzono Konstytucję rodzinną / Ład rodzinny, który określa reguły związane z zarzadzaniem majątkiem?
  • Czy osoby pracujące na rzecz rozwoju majątku są w stanie obecnie pracować?
  • Czy nasz ład korporacyjny jest odpowiednio opracowany i działa na czas kryzysu? Czy mamy zapewnione kanały komunikacji między radą nadzorczą a zarządem?
  • Jak informujemy nieaktywnych członków rodziny o potencjalnych trudnościach finansowych?
  • Czy kryzys jest dla nas jakąś szansą? Jeśli tak, czy możemy go wykorzystać (dezinwestycja, inwestycje)?
  1. Kontekst otoczenia

Środowisko firm rodzinnych jednoznacznie ocenia, że tarcza antykryzysowa nie jest wystarczająco skuteczna, tym bardziej dlatego, że nie obejmuje średnich i dużych firm. Warto jednak przeanalizować wszelkie możliwe opcje i na bieżąco śledzić sytuację. I odwrotnie przeanalizować, gdzie jako firma możemy się włączyć i jakie inicjatywy wesprzeć.

  • Jakie wsparcie rządowe jest dostępne dla poszczególnych oddziałów naszej firmy?
  • Czy mamy prawników, z którymi możemy rozmawiać o korzystnych dla naszej firmy, dostępnych rozwiązaniach? Czy wiemy, skąd możemy czerpać inspiracje na temat możliwych rozwiązań?
  • Jakie dodatkowe zadania może podjąć teraz nasza firma na rzecz wspólnego dobra? Ochrony zdrowia? Produkcji środków potrzebnych do walki ze skutkami epidemii?
  • Jak możemy zaangażować się społecznie? Czy są akcje społeczne, które wpisują się w nasze wartości i w które chcielibyśmy / moglibyśmy się zaangażować? Czy może sami będziemy inicjatorami jakiś potrzebnych społecznie działań?

– Reasumując: działając systemowo, zwiększamy uważność na każdą integralną część systemu rodzinnej firmy! To właśnie ta integralność, spójność i wierność wartościom, które ważne są dla systemów: rodziny, indywidualnego podejścia każdego z właścicieli, przywództwa w firmie, zarządzania firmą w kontekście decyzji rynkowych oraz majątku, stanowi o potencjale firmy nie tylko na przetrwanie kryzysu, ale na to, co jest immanentną cechą firm rodzinnych, czyli dążenie do wielopokoleniowości.

Wielu doświadczonych ekspertów ze wszystkich branż uruchomiło dedykowane wsparciu przedsiębiorcom linie telefoniczne, także Instytut Biznesu Rodzinnego. Przestawiliśmy się z wyjazdów na telekonferencje, bo cały czas jest w nas wiara, że ten czas można wykorzystać twórczo, najpierw na pewne wyjście z kryzysu, z horyzontem dalszego długodystansowego marszu – dodaje dr Adrianna Lewandowska, Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego

Rozszerzona rzeczywistość pomoże w walce z COVID–19

Kwestia ochrony pracowników służby zdrowia stała się kluczowym elementem w walce z koronawirusem. Zarażenie jednego pracownika ochrony zdrowia doprowadza do wyłączenia całych oddziałów szpitalnych. W odpowiedzi na obecną sytuację spółka Holo4Labs opracowała, wykorzystujące rozszerzoną rzeczywistość (Augumented Reality), oprogramowanie Holo4Triage. Nowy produkt zmniejszy ryzyko zakażenia się wirusem chroniąc w ten sposób kluczowy personel medyczny oraz przyspieszy proces diagnozy.

Technologia Rozszerzonej Rzeczywistości (AR), poprzez połączenie możliwości gogli Microsoft HoloLens drugiej generacji z oprogramowaniem Holo4Triage, usprawni przeprowadzenie wywiadu medycznego oraz zmniejszy ryzyko zarażenia personelu będącego na pierwszej linii ognia w walce z COVID–19. Lekarz lub inny wykfalifikowany pracownik ochrony zdrowia zakładając gogle może przeprowadzić wywiad, zeskanować dokumentację lub np. dowód osobisty nie dotykając ich czy głosowo wprowadzić do systemu dane o temperaturze i innych objawach pacjenta. Wszystko to z wykorzystaniem bezkontaktowego interfejsu głosowego i innych sensorów wbudowanych w urządzenie.

Rozwiązanie Holo4Triage ma za zadanie pomóc w rejestracji i obsłudze pacjentów podejrzanych o przenoszenie chorób zakaźnych, takich jak rozprzestrzeniający się obecnie koronawirus. System jest przygotowany, żeby wesprzeć mobilność pracowników przede wszystkim w szpitalach i centrach kryzysowych. Jednak korzystać z niego mogą również jednostki policji, straży pożarnej, straży granicznej czy wojska. Rozwiązanie Holo4Triage wykorzysujące gogle HoloLens II od Microsoft uzupełnia aplikacja mobilna dla pacjentów pozwalająca zebrać wywiad czy poinformować osobę będącą na kwarantannie o wynikach przeprowadzonych testów. – To co jeszcze kilka lat temu wydawało się technologią przyszłości, dziś może realnie pomóc nam w ratowaniu życia i ograniczaniu pandemii. Chroniąc personel medyczny chronimy samych siebie, a nowoczesne narzędzia takie jak Holo4Triage są najlepszą formą bezpiecznej diagnozy zapewniając pacjentowi odpowiedni poziom usług oraz zabezpieczając lekarza czy diagnostę przed bezpośrednim narażeniem na dany patogen – podsumowuje Paweł Gawkowski, CEO Holo4Labs. – Holo4Triage to urządzenie do użytku osobistego, nikt go z nikim nie współdzieli, więc nie ma ryzyka przeniesienia infekcji przez proste współużytkowanie klawiatury czy myszy komputerowej przy wprowadzaniu danych – dodaje Gawkowski.

Korzystanie ze zdobyczy najnowszych technologii ma jeszcze jeden pozytywny wymiar. Użycie takiego rozwiązania przez personel medyczny zajmujący się zagrożeniami epidemiologicznymi zmniejsza ich stres, a co za tym idzie, ryzyko błędu, który mógłby wkraść się w trakcie procedury diagnostycznej. Ten psychologiczny aspekt jest szalenie istotny, gdy wprowadza się nowe procedury i gdy personel pracuje pod dużym obciążeniem. Moduł procedur krok–po–kroku pozwala mniej doświadczonym lub przemęczonym pracownikom służby zdrowia na dokładne przejście przez procedury bez pominięcia żadnego elementu. Bardziej doświadczeni diagności mogą dzięki temu skupić się na innych pilnych zadaniach wiedząc, że nad poprawnością procesu czuwa system, który nie pozwala pominąć żadnego kroku.

Oprogramowanie ma także pomagać w szybkiej rejestracji poprzez zrobienie zdjęcia pacjentowi i zeskanowanie dokumentu tożsamości bez konieczności brania go do rąk. Dane te następnie trafią do systemu szpitalnego skracając w ten sposób czas rejestracji pacjenta. Technologia umożliwi także sprawdzanie statusu personelu, obłożenie sal pacjentami czy dostępność aparatu diagnostycznego. Analizując wciąż zmieniającą się sytuację Sztuczna Inteligencja zasugeruje optymalne wykorzystanie zasobów danego oddziału.

Rozwiązanie opracowała doświadczona firma, która od lat pracuje nad oprogramowaniem wykorzystywanym w laboratoriach na całym świecie. Spółka Holo4Labs tworzy zaawansowane interfejsy rozszerzonej rzeczywistości od 2017 roku. Jako część technologicznej grupy kapitałowej TenderHut, spółka korzysta także z potencjału i doświadczeń programistów realizujących projekty informatyczne. W ubiegłym roku Holo4Labs – rozwiązanie dla laboratoriów – uzyskało tytuł Innowacji Roku 2019 podczas prestiżowego konkursu Emerging Europe w Londynie.

Koronawirus a nieruchomości – po okresowym spowolnieniu sytuacja unormuje się

Koronawirus zatrzymał świat i wywołuje zamieszanie na światowych rynkach. Jego wpływ oceniany jest także pod kątem branży nieruchomości, która przez ostatnie lata notowała wyjątkowe wzrosty. Piotr Tarkowski, ekspert rynku nieruchomości uspokaja: „aktualne dane spływające z Azji sugerują, że po okresowym spowolnieniu sytuacja unormuje się, a ceny mieszkań wrócą na dotychczasowe tory.”

 Jak zaznacza Tarkowski, jednoznaczna prognoza sytuacji na rynku nie jest jeszcze możliwa w obecnym momencie (przełom marca i kwietnia). Warto jednak powstrzymać się od emocji, by przeanalizować dotychczasowe kryzysy, z którymi musiała zmierzyć się gospodarka. Dobrze też pamiętać, że rynek nieruchomości jest znacznie bardziej odporny na panikę niż giełda, a nauczony doświadczeniem, na kryzysy nie reaguje gwałtownie.

– Historia największych epidemii XXI wieku pokazuje, że wywołany przez nie gospodarczy szok miał jedynie krótkotrwały charakter, a rynki nieruchomości szybko wracały do równowagi. – argumentuje Piotr Tarkowski – Jak wynika z opracowania Zillow Economic Research już po 9 miesiącach od wybuchu epidemii SARS, wskaźniki zatrudnienia oraz cen nieruchomości w Hong Kongu (kraju, który najmocniej odczuł skutki SARS) wróciły do trendów sprzed kryzysu. Podobny rozwój sytuacji można było zaobserwować w przypadku epidemii MERS oraz wirusa H1N1.

Aktualne dane z Chin, Japonii oraz Korei Południowej pokazują, że sytuacja stabilizuje się. W tym pierwszym państwie, już 9 tygodniu po wybuchu epidemii, rzeczywistość zaczyna się normalizować.

Oznaki poprawy widoczne są także na rynku nieruchomości. – mówi Tarkowski – Jak wynika z opracowania Capital Economics liczba transakcji w największych chińskich miastach sięgnęła już blisko 50% tych zeszłorocznych (dla porównania w połowie lutego obroty stanowiły niespełna 2% tych z 2019 roku). W przypadku Korei Południowej i Japonii, sytuacja prezentuje się podobnie. Po gwałtownym spadku aktywności gospodarczej, obserwujemy pierwsze oznaki normalizacji. Widać ją chociażby w rosnącej liczbie transakcji na rynku nieruchomości.

Wprowadzenie przez polski rząd tzw. tarczy antykryzysowej wiąże się z drukiem pieniędzy, a co za tym idzie – wzrostem inflacji i cen. Narodowy Bank Polski dokonuje skupu obligacji skarbowych od banków komercyjnych. Płaci za nie „wirtualnymi” pieniędzmi, które są generowane w formie cyfrowego zapisu, a następnie trafiają w formie przelewu na rachunek sprzedającego. W Polsce to nowość, choć tego typu operacje już od lat prowadzone są przez banki centralne USA, Japonii czy Strefy Euro.

Jak na razie NBP wykreował w ten sposób nieco ponad 10 miliardów złotych. – mówi Piotr Tarkowski – W relacji do bazy monetarnej krążącej po Polsce jest to relatywnie niewiele, bo ok. 4%. Prawdopodobnie procent ten będzie jeszcze rósł. W tej sytuacji, inflacja jest nieunikniona.

Według wstępnych szacunków, liczba transakcji na polskim rynku nieruchomości w marcu i kwietniu może spaść przynajmniej o połowę. Piotr Tarkowski uważa jednak, że mniejsza liczba kupujących wcale nie musi przełożyć się na obniżenie cen.

Zarówno klienci jak i deweloperzy wstrzymali dalsze decyzje i żadna ze stron nie znajduje się jeszcze pod presją. – mówi Tarkowski. – Analizując lokalne i ogólnopolskie serwisy pod koniec marca, mediana cen mieszkań oferowanych na sprzedaż praktycznie niczym nie różniła się od tej sprzed miesiąca. Obniżek nie widać ani w Warszawie, ani we Wrocławiu, ani w Trójmieście.

Zwraca też uwagę na to, że dalszy rozwój sytuacji zależy przede wszystkim od tego, kiedy gospodarka stanie na nogi.

Po zawierusze, jaka czeka nas w II kwartale, drugie półrocze może zaprowadzić ceny nieruchomości na kolejne wyżyny. – twierdzi Piotr Tarkowski – Przyczynią się do tego miliardy złotych wpompowane na rynek przez NBP oraz rekordowo niskie stopy procentowe. Po ich ostatniej obniżce zdolność kredytowa statystycznej polskiej rodziny zwiększyła się o ok. 15%. Jednocześnie lokaty bankowe i obligacje stały się jeszcze mniej atrakcyjne niż dotychczas.

Zdaniem eksperta najbardziej realny wydaje się scenariusz „węgierski”, który trwa już od kilku lat. Na Węgrzech stopa referencyjna została obniżona do zaledwie 0,5 %, a kredyt na mieszkanie jest powszechnie dostępny. W tej sytuacji ceny nieruchomości wciąż pną się w górę.

Jest więc bardzo prawdopodobne, że część osób, w obliczu taniego kredytu, wysokiej inflacji i braku alternatywy, zainwestuje w nieruchomości. – mówi Piotr Tarkowski

Piotr Tarkowski

Autor, od kilkunastu lat związany z branżą, jest ekspertem rynku nieruchomości miesięcznika Manager. Jego teksty publikowane są również na łamach innych mediów (m.in. Dziennika Gazety Prawnej i Gazety Finansowej).

HR w dobie koronawirusa. Eksperci: Rozmowa zdalna, ale umowa tylko na spotkaniu

Telekonferencje zamiast spotkań służbowych, w tym też z kandydatami ubiegającymi się o pracę. To jedna z rekomendacji Polskiego Forum HR dla swoich członków jeszcze sprzed tzw. narodowej kwarantanny. Jak podkreślają eksperci, rozmowy zdalne stanowią codzienność w wielu rekrutacjach, ale teraz zyskają na popularności. Jednak część naborów obejmuje testy manualne. Epidemia sprawi, że branża poniesie straty, ale w tym momencie trudno oszacować ich skalę. Dziś można spodziewać się za to wydłużenia procesów rekrutacyjnych. A tradycyjnych spotkań nie da się całkowicie wyeliminować, bo są konieczne przy podpisywaniu umów. Branża potrzebuje przyszłościowych zmian.

Jeszcze przed tzw. narodową kwarantanną Polskie Forum HR wydało zalecenia dla swoich członków, tj. największych firm rekrutacyjnych w kraju. Jak informuje Natalia Bogdan, prezes zarządu Jobhouse, zarekomendowano m.in. zastępowanie spotkań służbowych, również z kandydatami, telekonferencjami. Jej zdaniem, w dobie technologii rozmowy online nie odbiegają standardem od tych prowadzonych face to face, a mogą znacznie ograniczyć ryzyko zakażenia koronawirusem. Wprowadzenie ich w każdej firmie wydaje się w obecnej sytuacji konieczne.

– Do tej pory pierwsze kontakty online wynikały przede wszystkim z tego, że kandydat jest dobrem rzadkim i bardzo krótko dostępnym dla agencji. Ponadto aplikujący oczekuje szybkiej odpowiedzi zwrotnej. Musieliśmy dostosować się do jego wymagań i przejść jako branża do takiego sposobu rekrutacji – opisuje Iwona Szmitkowska, prezes Work Service.

Natomiast Ewelina Glińska-Kołodziej, dyrektor operacyjny Trenkwalder, stwierdza, że rozmowy zdalne to już codzienność w wielu rekrutacjach. Pierwszy etap naboru coraz częściej odbywa się telefonicznie lub za pośrednictwem Skype’a. Zdaniem eksperta, taka forma będzie niewątpliwie zyskiwała na popularności. Stanie się tak nie tylko z uwagi na działania prewencyjne w związku z zagrożeniem koronawirusem. To również usprawnienie rekrutacji i oszczędność czasu kandydatów oraz konsultantów.

Z kolei prezes Szmitkowska podkreśla, że są nabory na podstawowe stanowiska, gdzie trzeba sprawdzić zdolności manualne potencjalnego pracownika. Wtedy konieczne jest spotkanie, żeby przeprowadzić testy, najczęściej w zakładzie danej firmy.

– Zdalne rozmowy rekrutacyjne były wybierane dotychczas w określonych sytuacjach. To np. nabór na stanowiska specjalistyczne i managerskie, gdy kandydaci pochodzili z różnych miejsc w Polsce i spoza niej. Ponadto była to forma preferowana przez rodaków pracujących w Wielkiej Brytanii, którzy poszukiwali możliwości powrotu do aktywności zawodowej w ojczyźnie. Większość branży HR jest już przygotowana do takiej formy naboru – informuje Mateusz Żydek, rzecznik prasowy Randstad Polska.

Zdaniem Natalii Bogdan, obecna sytuacja wpłynie na branżę rekrutacyjną i działalność agencji zatrudnienia, a straty będą duże. Szczególnie odczują to firmy, które delegują pracowników za granicę. Ze spadkiem liczby zamówień muszą się też liczyć agencje pracy tymczasowej i podmioty prowadzące rekrutacje, zwłaszcza dla branży transportowej, logistycznej, turystycznej i eksportowej. Ale nie tylko, wiele firm przygotowuje się do restrukturyzacji i cięć kosztów – mnóstwo projektów rekrutacyjnych jest zamrożonych.

– Nigdy nie rekrutujemy dla siebie. Zawsze działamy na zlecenie klienta. Gospodarka spowolniła, to oczywiste, ale nie jest tak, że wszystko stanęło i nic się nie dzieje. W marcu przyjechali pracownicy z Indonezji czy Ukrainy. Rekrutowani są też Polacy w różnych miejscach. Jednak wszystko odbywa się na mniejszą skalę – zaznacza prezes Szmitkowska.

Natomiast Mateusz Żydek podkreśla, że ograniczenie planów rekrutacyjnych w części firm wynika z zaburzenia globalnego łańcucha dostaw, decyzji administracyjnych rządu związanych z rozwojem epidemii oraz niepewnej sytuacji gospodarczej w najbliższych miesiącach. Ale są branże, które zwiększają zapotrzebowanie na pracowników. To m.in. sektor logistyczny, centra dystrybucyjne obsługujące e-commerce oraz firmy produkujące komponenty, które mogą stanowić alternatywę dla towarów dostarczanych z Azji. Tak też jest w przypadku producentów żywności długoterminowej, środków czystości i higieny, branży spirytusowej, handlu, a także firm oraz hurtowni farmaceutycznych. Zdaniem eksperta, ich wzmożone potrzeby w kwestii zatrudnienia nowych kadr mogą pomóc zrównoważyć efekt ograniczenia procesów rekrutacyjnych w innych sektorach.

– Dzisiaj trudno jednak stwierdzić, jak długo potrwa pandemia. Ze względu na tempo rozprzestrzeniania się koronawirusa możemy założyć, że będzie to co najmniej kilka miesięcy. W obecnej sytuacji rozmowy zdalne to konieczność, firmy rekrutacyjne powinny także rozważyć wykonywanie wszystkich obowiązków w ten sposób. Niezależnie od indywidualnych decyzji ws. pracy z domu, pracodawcy powinni przypominać zatrudnionym o konieczności regularnego mycia rąk oraz czyszczenia i wietrzenia pomieszczeń, w których wykonują obowiązki zawodowe – mówi prezes zarządu Jobhouse.

Jak stwierdza Ewelina Glińska-Kołodziej, możemy spodziewać się wydłużenia procesów rekrutacyjnych wymagających zachowania pełnej ostrożności. Z kolei Iwona Szmitkowska zwraca uwagę na obowiązujące prawo. Nawet jeśli rozmowy rekrutacyjne i testy odbędą się na odległość, to i tak nieuniknione jest spotkanie. Przepisy nie pozwalają na podpisanie umów o pracę i umów-zlecenia z cudzoziemcami zdalnie. Prezes Work Service podkreśla, że w przeszłości branża już zgłaszała potrzebę zmian w tym zakresie. Dziś wiele różnych dokumentów można podpisać w ten sposób i są one honorowane, np. w banku. Taka modyfikacja w kontekście pracy tymczasowej czy kodeksu pracy byłaby pozytywnym wynikiem obecnej sytuacji. Ale to już leży w gestii legislatora.

COVID-19 może uczynić pracę zdalną normą

Pandemia koronawirusa może być katalizatorem dla wzrostu liczby osób pracujących zdalnie – wynika z badania przeprowadzonego przez Colliers International na grupie 3000 pracowników biurowych z 25 krajów. Według wstępnych analiz, aż 82% osób chciałoby pracować z domu przez jeden lub więcej dni w tygodniu po wygaśnięciu pandemii COVID-19.

W badaniu „Praca z domu w czasie pandemii COVID-19” międzynarodowa firma doradcza Colliers International zapytała osoby, których profesje wymagają pracy z biura o ich doświadczenia związane z przejściem na pracę zdalną z powodu pandemii koronawirusa (COVID-19).

Wstępne wnioski z badania pokazują, że:

  • 82% respondentów chciałoby pracować zdalnie przez jeden lub więcej dni w tygodniu po wygaśnięciu pandemii COVID-19.
  • 71% osób, które przed pandemią COVID-19 nigdy nie pracowały z domu, chciałoby w przyszłości pracować zdalnie chociaż raz w tygodniu.
  • 53% badanych uważa, że ich produktywność nie zmieniła się z powodu pracy z domu, 24% uważa, że ich produktywność wzrosła, zaś tylko 2% respondentów uważa, że ich produktywność spadła.
  • Największy wzrost produktywności deklarują osoby reprezentujące branże usług finansowych, profesjonalnych i technologii. Największy spadek produktywności deklarują osoby z sektora prawnego, pracownicy oświaty i zatrudnieni w branży badań.
  • 55% badanych uważa, że może wykonać pracę indywidualną, wymagającą koncentracji, lepiej lub o wiele lepiej pracując w domu.
  • 76% respondentów uważa, że mimo pracy zdalnej i fizycznego dystansu, nadal ma dobry kontakt z członkami swojego zespołu. Jednakże 58% twierdzi, że dużo lepiej potrafią współpracować z innymi z biura niż z domu.
Chris McLernon, dyrektor generalny Colliers International w regionie EMEA
Chris McLernon, dyrektor generalny Colliers International w regionie EMEA

Chris McLernon, dyrektor generalny Colliers International w regionie EMEA, komentując badanie, stwierdził, że jego wstępne wyniki wskazują, iż pandemia koronawirusa przyczyni się do zasadniczych zmian w sposobie pracy w przyszłości.

– Właśnie przechodzimy największy w historii test pracy zdalnej. Jego wyniki będą miały znaczący wpływ na to, jak będziemy pracować w przyszłości – mówi Chris McLernon. – Zrozumienie, jak pracownicy postrzegają pracę z domu w tym pełnym wyzwań czasie, jest kluczowe. Badanie przeprowadzone przez zespół Workplace Advisory Colliers International daje nam dostęp do unikalnych, globalnych danych, na podstawie których będziemy mogli przygotować rekomendacje dotyczące krótkoterminowych usprawnień dla tej formy pracy i długoterminowych następstw takiego rozwiązania. Już teraz jest dla nas jasne, że wiele osób akceptuje pracę z domu i w przyszłości chciałoby ją w pewny stopniu kontynuować przez część tygodnia, nawet gdy będą mogły wrócić do biur – dodaje.

Zaproszenie do ankiety

Badanie „Praca z domu w czasie pandemii COVID-19” będzie prowadzone do końca kwietnia, a jego całościowe wyniki zostaną zaprezentowane w pogłębionym raporcie.

Ankieta to pierwsza część wieloetapowego badania Colliers, którego celem jest zrozumienie, jak praca z domu w trakcie pandemii COVID-19 przełoży się na potrzeby związane z przestrzenią biurową w dłuższej perspektywie i jak w krótkim terminie można ją usprawnić.

Jan Jaap Boogaard, szef działu Workplace Advisory Colliers w regionie EMEA
Jan Jaap Boogaard, szef działu Workplace Advisory Colliers w regionie EMEA

– Znaleźliśmy się w sytuacji zarówno wyjątkowej, jak i pełnej wyzwań, która stwarza okazję do przeanalizowania sposobu, w jaki pracujemy. Powinniśmy wykorzystać ją do zbadania, jakie rozwiązania się sprawdzają, a jakie nie i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Właśnie dlatego, prowadzimy badanie dotyczące pracy zdalnej – mówi Jan Jaap Boogaard, szef działu Workplace Advisory Colliers w regionie EMEA. – Już na podstawie pierwszych wyników, mamy kilka ciekawych spostrzeżeń. Większość badanych wskazała, że ich produktywność podczas pracy z domu się nie zmieniła. Ponad 70% osób, które przed COVID-19 nigdy nie pracowały z domu, w przyszłości chciałoby chociaż raz w tygodniu pracować zdalnie. Będzie to miało znaczący wpływ na zapotrzebowanie firm na powierzchnie biurowe – zaznacza.

Otoczenie ma znaczenie

Dane ze wstępnych wyników badania wskazują na chęć kontynuacji elastycznej pracy w pewnym zakresie po wygaśnięciu pandemii COVID-19. W sumie 49% respondentów chciałoby w ciągu tygodnia pracować od jednego do dwóch dni zdalnie, podczas gdy 32% badanych chciałoby pracować zdalnie przez trzy lub więcej dni, a 19% chciałoby pracować zdalnie krócej niż jeden dzień.

Znaczną różnicę preferencji widać między osobami, które dopiero w ostatnim czasie zaczęły pracę z domu, a osobami, które już wcześniej pracowały przez kilka tygodni z domu. Wśród tych respondentów, którzy już od czterech tygodni pracują w domu z powodu COVID-19, tylko 7% chciało wrócić do codziennej pracy z biura po wygaśnięciu pandemii. W przypadku osób, które dopiero od tygodnia pracują z domu, 22% chciałoby pracować w biurze przez cały tydzień po wygaśnięciu COVID-19.

Badanie wykazało również, że doświadczenia związane z pracą z domu różniły się w zależności od tego, czy dana osoba ma w domu dzieci czy współlokatorów. 33% respondentów stwierdziło, że w trakcie pracy z domu są bardziej rozproszeni, a jako główną przyczynę tego stanu podawali dzieci, następnie innych domowników i zwierzęta. Osoby mieszkające same i te, które mieszkają z małżonkiem lub partnerem wykazywały najniższy spadek produktywności.

Respondenci najczęściej pracują w specjalnie przeznaczonych do tego pomieszczeniach (39%), następnie w salonach (32%), sypialniach (17%) i kuchniach (15%). Większość osób mieszkających samotnie na miejsce pracy wybiera salon, natomiast większość osób posiadających dzieci pracuje w specjalnie przeznaczonym do tego pokoju.

Wstępne wyniki badania wykazały również, że osoby, które mieszkają ze współlokatorami częściej niż osoby mieszkające samotnie, z dziećmi czy z małżonkiem lub partnerem, chciałyby pracować z biura po wygaśnięciu pandemii COVID-19.

Apteki oblegane w epidemii. 3 sposoby, żeby szło im jeszcze lepiej

Zdaniem ekspertów to dobry moment, żeby aptekarze szeroko zadbali o kondycję swojego biznesu, np. oszczędzając na dostawie energii czy rachunkach telefonicznych. Optymalizacja biznesu zwiększy zysk teraz, a jednocześnie przyda się, jeśli dobra koniunktura zahamuje.

W Polsce działa obecnie ponad 13,5 tys. aptek i punktów aptecznych, tak wynika z danych IQVIA na koniec 2019 r. Większość z nich przeżywa obecnie oblężenie, co potwierdzają analizy sprzedaży. W marcu, czyli wraz z początkiem pandemii koronawirusa w Polsce, wartość sprzedaży na rynku farmaceutycznym wzrosła aż o 32.2% w stosunku do marca 2019 oraz o 26,3% w porównaniu z lutym (analizy PEX Pharma Sequence). Największy, bo blisko 50% wzrost odnotowano w segmencie leków bez recepty.

– Branża farmaceutyczna jest jedną z tych, które na koronawirusie nie tracą, a wręcz odnotowują jeszcze lepsze wyniki. Dobry biznesowo czas warto wykorzystać w celu maksymalizacji zysków, a także zabezpieczenia firmy na trudniejsze chwile. Skutki nadchodzącego spowolnienia gospodarczego mogą bowiem odczuć wszystkie przedsiębiorstwa. Przewaga branż, takich jak farmaceutyczna polega na tym, że już teraz mogą pomyśleć o optymalizacji działań i szukaniu oszczędności bez ponoszenia konsekwencji biznesowych. Część z nich można wykonać zdalnie, bez wychodzenia z domu, co jest bardzo istotne w dobie minimalizowania ryzyka rozprzestrzeniania się koronawirusa – mówi Katarzyna Bienias – Head Small & Medium Enterprises w Axpo Polska.

Właściciele aptek oraz magazynów farmaceutycznych powinni więc być teraz otwarci na zmiany, które pomogą im w maksymalizacji zysków i znalezieniu oszczędności na trudniejsze czasy. Pierwszym krokiem może być przejrzenie comiesięcznych rachunków i obcięcie zbędnych kosztów.

Poniżej przedstawiamy 3 proste pomysły na optymalizację kosztów, których dokonamy z domu

Telefon

Większość aptek musi być w stałym kontakcie z hurtowniami oraz – w razie problemów – z klientami. Każda ma więc podpisane umowy z operatorami telefonicznymi, które często z wygody i braku czasu są jedynie co jakiś czas odnawiane. Większość została podpisana lata temu, a od tego czasu na rynku mogło pojawić się wiele konkurencyjnych ofert. Jest to zatem dobry czas na dopasowanie usług telefonicznych do potrzeb apteki. Oszczędności w tej kwestii mogą być spore, zwłaszcza gdy sieć aptek zdecyduje się na jednego operatora. Obecnie wiele firm proponuje także nowym klientom nawet pół roku usług za darmo, co także może pomóc przetrwać trudny okres.

Energia

To samo dotyczy rachunków za media. Lodówki, podświetlane standy, mocne oświetlenie – to wszystko może generować olbrzymie koszty w aptece. Warto poznać alternatywy dla obecnego dostawcy energii, tym bardziej że do dyspozycji mamy nie tylko standardowe opcje. Na przykład dzięki zamianie sprzedawcy można teraz obniżyć miesięczne koszty nawet o 20% ze względu na najniższe od miesięcy ceny na giełdzie.

– Właściciele aptek powinni szukać stabilnego i wiarygodnego partnera, który zapewni firmie indywidualne podejście, wysoką jakość obsługi i bezpieczeństwo. Warto skorzystać teraz z niskich cen energii oferowanych przy zmianie dostawcy i zabezpieczyć dostawy nawet na kilka lat w stałej cenie na cały okres umowy, szczególnie że można to zrobić bezpiecznie online. Ceny energii elektrycznej osiągają obecnie poziomy sprzed 2 lat- czyli takie, jakie były przed drastycznym okresem podwyżek z ostatnich lat. To dobry czas, żeby przyjrzeć się ofertom na rynku i wybrać najlepszą dla siebie – przy okazji można np., jak w Axpo, uzyskać darmową i zdalną analizę kosztów dystrybucji (kolejna oszczędność), potencjału na panele fotowoltaiczne i dostać w standardzie zieloną energię. Indywidualną ofertę można poznać bez wychodzenia z domu, eksperci telefonicznie i za darmo przeprowadzają wszystkie analizy i formalności, a umowa podpisywana jest online – dodaje Katarzyna Bienias.

Internet

Praktycznie każde przedsiębiorstwo, także farmaceutyczne pracuje obecnie w trybie online. Podobnie jak w przypadku umów z operatorami telefonicznymi, także oferta dostawcy internetu może być już nieco przestarzała i warto poświęcić czas, aby poszukać nowej. Przykładowo, różnica między ceną internetu światłowodowego o prędkości 1 Gb/s między dwoma czołowymi dostawcami wynosi teraz nawet 30%. Być może najbardziej opłacalną opcją okaże się jednak skorzystanie z pakietu i połączenie usług telefonicznych z tymi internetowymi od jednego operatora.
***

Apteki i magazyny farmaceutyczne to niejedyne firmy, które dobrze sobie radzą w dobie pandemii. Hurtownie spożywcze, firmy kurierskie, piekarnie, rolnicy czy producenci żywności także powinni w taki sposób zarządzić miesięcznymi kosztami, aby szybko nie stracić odnotowywanych w tym momencie zysków.

Inwestorzy wracają

Na rynku znów panuje lepsza atmosfera do inwestycji bardziej ryzykownych. Widać odbicie zarówno na giełdach, jak i surowcach energetycznych. Pytanie, czy to wiara w korzystny rozwój sytuacji, czy korekta przeceny z powodu strachu.

Apetyt na ryzyko powoli wraca

Po serii słabszych dni inwestorzy znów rozpoczynają inwestować. Widać to dobrze chociażby po giełdach, surowcach energetycznych, czy kryptowalutach. Najwyraźniej tak niskie wyceny tworzą okazję do zarobku pomimo dużej niepewności. Na walutach ta odwilż jest znacznie mniej widoczna, o czym świadczy chociażby pewien barometr ryzyka w naszym regionie jakim jest para EURCHF. Frank znów się umacnia względem euro, co świadczy o tym, że ryzyko eskalacji problemów wciąż jest wysokie.

Polskie stopy procentowe

Dzisiaj poznamy decyzję w sprawie stóp procentowych w Polsce. Szansa na obniżkę jest na razie relatywnie mała. Patrząc na kondycję gospodarki ryzyko inflacji, oprócz oczywiście żywności, jest teraz relatywnie niewielkie. Jednak z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że obniżka stóp procentowych to dalsze osłabianie i tak słabego już polskiego złotego. O ile w przypadku euro jest to wyjątkowo korzystne dla eksporterów, o tyle już nie dla osób, które importują. Z oczywistych powodów taka decyzja nie jest mile widziana przez kredytobiorców frankowych.

Węgrzy utrzymali stopy procentowe

Wczorajsze posiedzenie Banku Węgier nie spowodowało zmian stóp procentowych. Ruch ten był zgodny z oczekiwaniami, główna stopa procentowa na Węgrzech wynosi 0,9% i na razie jest i tak jedną z najniższych wśród państw w tym regionie. Forint Węgierski zareagował umocnieniem, co sugeruje, że część inwestorów zakładała możliwość obniżki stóp procentowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Nieruchomości w Hiszpanii | Zakup z Casaensol

Posiadanie domu lub mieszkania poza granicami rodzimego kraju jest dla większości osób synonimem luksusu i czymś praktycznie nieosiągalnym. Pozostaje to dla nich jedynie odległym pragnieniem i marzeniem, którego prawdopodobnie nigdy nie zrealizują. Jednak dla części z nas, marzenie to jest dobrze zaplanowaną i opłacalną inwestycją, która jest doskonałym sposobem na zabezpieczenie swojego majątku.

Ceny domów i mieszkań w Hiszpanii są bardzo atrakcyjne.

Finalny koszt nieruchomości jest często niższy niż w przypadku inwestycji w większych miastach w Polsce. Zakup nieruchomość w słonecznej Hiszpanii do doskonałe rozwiązanie dla ludzi świadomych tego, iż inwestycja w dom lub mieszkanie poza granicami rodzimego kraju jest wyjątkowo opłacalna.

Apartament lub dom zlokalizowany w pobliżu Morza Śródziemnego to idealne rozwiązanie dla każdej osoby, która pragnie posiadać nieruchomość w pełnym słońcu nad wodą. Hiszpania jest idealnym wyborem, gdyż sytuacja gospodarcza tego kraju sprzyja wszelkiego rodzaju inwestycjom. Na cenę obiektu ma wpływ nie tylko jego powierzchnia i stan wykończenia, ale też lokalizacja, w jakiej się znajduje. Hiszpania to kraj, w którym zdecydowanie warto kupować mieszkania i domy, a rynek nieruchomości jest tam wyjątkowo obfity w atrakcyjne w oferty w przystępnych cenach.

Cała procedura zakupu nieruchomości w Hiszpanii stanie się dzięki naszej pomocy nieskomplikowana i intuicyjna. Decydując się na kupno mieszkania czy apartamentu na terenie Unii Europejskiej, nie należy się obawiać zawiłości skomplikowanych procedur i formalności. Wystarczy wybrać wymarzony region, zastanowić się jak powinien wyglądać nasz dom lub mieszkanie i pozwolić naszej firmie poprowadzić się przez całą procedurę związaną z zakupem nieruchomości. Przeprowadzimy cały proces zakupu nieruchomości za Ciebie!

Nieruchomosci-w-Hiszpanii-Zakup-z-Casaensol-1

Koszt utrzymania nieruchomości w Hiszpanii różnią się w zależności od lokalizacji obiektu oraz jego rodzaju. Średnie opłaty roczne związane z utrzymaniem wynoszą około 500-1000 euro, a 200-300 euro należy dodatkowo zapłacić za podatek od nieruchomości. Ceny są często równe lub niższe w porównaniu do kosztu opłat w większych miastach w Polsce (w zbliżonym metrażu nieruchomości).

Coraz więcej osób decyduje się na zakup nieruchomości w Hiszpanii. Niektórzy chcą posiadać dom lub mieszkanie dla swoich własnych potrzeb, lub też pragną dokonać zakupu jako inwestycji w celu wynajmu. Niezależnie od celu zakupu, inwestycja w nieruchomości w tym kraju to doskonałe i opłacalne rozwiązanie. Możemy zagwarantować, iż zakup we współpracy z nami (https://casaensol.pl/) będzie bezproblemowy i prosty!

GK GPW publikuje wyniki finansowe za 2019 r.

  • Zysk netto w wysokości 119,3 mln zł w 2019 r.
  • Wynik EBITDA w wysokości 193,2 mln zł
  • Wysoki poziom przychodów ze sprzedaży równy 336,1 mln zł
  • Wzrost kosztów operacyjnych o 4,2% do 181,1 mln zł w 2018 r.
  • Wskaźnik kosztów do przychodów (C/I) na poziomie 53,9% w skali roku
  • Wypłata dywidendy w 2019 r. w wysokości 133,5 mln zł (tj. 3,18 zł dywidendy na akcję)

Grupa Kapitałowa GPW wypracowała w 2019 r. przychody ze sprzedaży w wysokości 336,1 mln zł, zysk netto równy 119,3 mln zł oraz zysk EBITDA na poziomie 193,2 mln zł. Koszty operacyjne w 2019 r. wyniosły 181,0 mln zł, a wskaźnik kosztów do przychodów (C/I) ukształtował się na poziomie 53,9%.

W IV kw. 2019 r. GK GPW wypracowała przychody ze sprzedaży na poziomie 80,3 mln zł. Zysk netto ukształtował się na poziomie 11,2 mln zł. Wynik EBITDA wyniósł 41,2 mln zł. Koszty operacyjne wyniosły 47,4 mln zł.

– Cały rok 2019 poświęciliśmy na realizację celów postawionych w ramach strategii #GPW2022. Widzimy już pierwsze efekty, które cieszą oraz wzmacniają nasze fundamenty do dalszego rozwoju. Pracujemy nad inicjatywami strategicznymi oraz wspólnie z uczestnikami rynku aktywnie działamy nad wdrażaniem Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego. Jednocześnie, w świetle pandemii koronawirusa, uruchomiliśmy i skutecznie stosujemy procedury pracy w nadzwyczajnej sytuacji w celu zapewnienia bezpieczeństwa pracowników GK GPW, stabilności działania rynków regulowanych, umożliwienia inwestorom stałego dostępu do aktualnych informacji i podejmowania na podstawie nich świadomych decyzji inwestycyjnych, a emitentom – utrzymania płynności mówi Marek Dietl, prezes zarządu GPW.

2019 r. był czasem dużych wyzwań na rynkach finansowych w Polsce i w Europie. Był to jednak także okres kontynuacji rozwoju GK GPW. W ubiegłym roku GK GPW odnotowała rekordowy obrót energią elektryczną na poziomie 228,9 TWh, co oznacza tym samym wzrost o 1,3% rdr. Wzrost wolumenów obrotów o 2,0% rdr miał także miejsce na rynku gazu, gdzie wartość ta ukształtowała się na rekordowym poziomie 146,1 TWh. W dalszym stopniu sprzedaż danych dynamicznie rosła. Efekty działań w tym zakresie są widoczne w przychodach z tej linii biznesowej, które wzrosły o 7% rdr, tym samym osiągając poziom 47,9 mln zł.

W 2019 r. wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na GPW spadła o 6,3% rdr. Na Głównym Rynku akcji zadebiutowało siedem spółek (w tym pięć przeniesień notowań z NewConnect na Główny Rynek akcji), a na rynku NewConnect zadebiutowało 15 spółek.

Dla GPW tworzenie wartości dla akcjonariuszy jest najwyższym priorytetem. Wymierną realizacją tego priorytetu jest m.in. regularne dzielenie się zyskami z akcjonariuszami. W sierpniu 2019 r. wypłacono 3,18 zł dywidendy na akcję. Stopa dywidendy w dniu odcięcia prawa do dywidendy wyniosła 8,2%.

Realizacja strategii #GPW2022

Do kluczowych osiągnięć w 2019 roku GPW zalicza uruchomienie projektów technologicznych związanych z budową własnej platformy transakcyjnej oraz budowę systemu GPW Data, w ramach którego będą toczyć się prace nad nowymi rozwiązaniami z zakresu danych rynkowych. W ubiegłym roku GPW uruchomiła również program crowdfundigowy adresowany do brokerów zajmujących się crowdfundingiem i crowdinvestingiem, który jest pierwszym etapem prac w drodze do uruchomienia Private Market. Ponadto, w 2019 r. GPW uruchomiła Program Pokrycia Analitycznego oraz wsparcia technologicznego dla domów maklerskich. Wystartował także program Akademii GPW Growth, którego celem jest wsparcie rozwoju małych i średnich firm.

W ubiegłym roku GPW pracowała również nad poszerzeniem swojej oferty produktowej. Dzięki współpracy z partnerami na rynkach GPW zostały wprowadzone nowe ETFy, produkty strukturyzowane, instrumenty pochodne oraz indeks WIG-ESG, który jest odpowiedzią na coraz większe zapotrzebowanie inwestorów na spółki uwzględniające w swoim rozwoju kryteria równoważnego rozwoju. W ramach inicjatyw międzynarodowych, GPW wraz z partnerami wprowadziła na rynek indeks CEE Plus. Z kolei na początku marca 2020 r., zgodnie z harmonogramem, GK GPW uruchomiła pilotaż Rynku Towarów Rolno-Spożywczych (RTRS), prowadzony przez Towarową Giełdę Energii, oraz pozyskała pierwszego jego członka – Dom Maklerski BOŚ, który pośredniczy w zawieraniu i rozliczaniu transakcji w zakresie obrotu pszenicą.

W strategii rozwoju GK GPW na lata 2018-2022 założyliśmy szerokie wykorzystanie nowych technologii i wdrożenie innowacyjnych rozwiązań na prowadzonych przez nas rynkach oraz dywersyfikację przychodów dzięki tym działaniom. W 2019 r. przychody ze sprzedaży danych GK GPW sięgnęły rekordowego poziomu – blisko 50 mln zł. Większość tej kwoty pochodzi od podmiotów zagranicznych, co pokazuje jak duży potencjał ma dziś informacja i właściwy sposób zarządzania nią. To właśnie nasza aktywność w obszarze technologicznym jest fundamentem pod dalszy wzrost przychodów ze sprzedaży danych i rozwój kolejnych linii biznesowych – zaznacza Marek Dietl.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za IV kw. 2019 r. i cały 2019 r.

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w IV kw. 2019 r. wyniósł 11,2 mln zł, w porównaniu do 37,1 mln zł rok wcześniej. W całym 2019 r. Grupa wypracowała wynik netto na poziomie 119,3 mln zł, o 35,0% mniej niż w 2018 r. Spadek zysku netto w ujęciu rocznym, to efekt niższych przychodów ze sprzedaży zarówno na rynku finansowym jak i towarowym, jak również wzrostu kosztów operacyjnych o 4,2% rdr. W IV kw. 2019 r. przychody ze sprzedaży odnotowały spadek o 2,7% w stosunku do ubiegłego kw., natomiast koszty operacyjne wzrosły o 31,2% kdk. Wynik netto w 2019 r. jest także obciążony rezerwą zawiązaną w kwocie 15,5 mln zł, z tytułu potencjalnego zobowiązania wynikającego z podatku VAT w spółce zależnej IRGiT. Rezerwa została utworzona w ciężar kosztów finansowych.

RYNEK FINANSOWY

Przychody z rynku finansowego

W IV kw. 2019 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 43,6 mln zł, co oznacza spadek względem poprzedniego roku o 9,3% oraz o 6,0% kdk. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 54,4% całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW, w porównaniu do 56,3% w III kw. 2019 r. i 54,4 rok wcześniej. W całym 2019 r. przychody z rynku finansowego wyniosły 185,0 mln zł, o 3,6% mniej niż w 2018 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW stanowił 55,0% wobec 55,3% rok wcześniej. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, obsługi emitentów i sprzedaży informacji. W 2019 r. przychody Grupy GPW sięgnęły 336,1 mln zł, o 3,1% mniej niż w 2018 r.

  • Obsługa obrotu na rynku finansowym

W IV kw. 2019 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 27,1 mln zł, w porównaniu do 30,6 mln zł rok wcześniej. Jest to jednocześnie spadek o 9,3% w stosunku do III kw. 2019 r. W całym 2019 r. przychody z obsługi obrotu w segmencie finansowym wyniosły 117,5 mln zł i spadły o 5,5% wobec 2018 r. Spadek przychodów z obsługi obrotu na rynku finansowym w ujęciu rocznym jest w dużym stopniu związany ze spadkiem przychodów z obrotu na rynku akcji o -7,1% w porównaniu do roku 2018. Spadek przychodów z obrotu akcjami i innymi instrumentami o charakterze udziałowym wynika przede wszystkim ze spadku wartości obrotów w transakcjach sesyjnych na Głównym Rynku o 6,3% rdr. W tym samym czasie wartość transakcji pakietowych spadła o 49,8% tj. o 3,8 mln zł.

  • Obsługa emitentów

W IV kw. 2019 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 4,3 mln zł, w porównaniu do 5,0 mln zł w III kw. 2019 r. i 5,7 mln zł w IV kw. 2018 r. W całym 2019 r. przychody z obsługi emitentów stanowiły 5,8% całkowitych przychodów Grupy GPW i wyniosły 19,6 mln zł, wobec 22,8 mln rok wcześniej. Spadek przychodów z tego tytułu jest związany ze spadkiem wartości emisji IPO w stosunku do roku 2018 r. oraz mniejszą liczbą notowanych spółek. Łączna wartość ofert IPO na obu rynkach akcji wyniosła 76 mln zł w 2019 r., wobec 346 mln zł w 2018 r. Natomiast wartość SPO w 2019 r. wyniosła 8,2 mld zł, w porównaniu z 5,3 mld zł w 2018 r., jednak w 2019 r. wystąpiła jedna emisja na kwotę 7,3 mld zł. Przychody z opłat za notowanie spadły o 2,3 mln zł w całym 2019 r. w porównaniu z rokiem wcześniejszym i ukształtowały się na poziomie 17,5 mln zł.  Przychody z opłat za wprowadzenia wyniosły 2,2 mln zł w 2019 r. w porównaniu do 3,1 mln zł rok wcześniej.

  • Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji w IV kw. 2019 r. osiągnęły najwyższy w historii poziom 12,2 mln zł, co oznacza wzrost o 3,5% rdr i wzrost o 6,3% względem III kw. 2019 r. W całym 2019 r. przychody z tego segmentu również ukształtowały się na rekordowym poziomie 47,9 mln zł, co oznacza wzrost o 7,0% względem 2018 r. i stanowi 14,3% przychodów ze sprzedaży Grupy GPW. W 2019 r. pozyskano 9 nowych klientów na dane non display, 9 odbiorców danych przetworzonych oraz 2 podmioty kalkulujące indeksy z wykorzystaniem danych GPW. Odnotowano również dalszy szybki wzrost sprzedaży danych WIBOR jak również wzrost liczby abonentów danych GPW i TGE.

RYNEK TOWAROWY

Przychody z rynku towarowego

W ostatnim kw. 2019 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 36,0 mln zł, o 10,1% mniej niż rok wcześniej i o 0,2% mniej niż w III kw. 2019 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy w IV kw. 2019 r. wyniósł 44,8%. W całym 2019 r. przychody z rynku towarowego wyniosły 149,9 mln zł, co oznacza spadek o 2,4% w stosunku do roku 2018 i przekłada się na 44,6% udziału w całkowitych przychodach Grupy. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

  • Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w IV kw. 2019 r. wyniosły 18,3 mln zł, co oznacza spadek o 11,9% rdr oraz o 2,5% kdk. W całym 2019 r. przychody z obrotu na rynku towarowym wyniosły 75,2 mln zł odnotowując spadek o 4,3%. Przychody z obrotu energią wyniosły 4,9 mln zł w ostatnim kw. 2019 r., co oznacza spadek o 13,8% rdr i jednocześnie wzrost o 2,8% kdk. W całym 2019 r. przychody z tego tytułu wyniosły 16,3 mln zł, o 11,2% mniej niż rok wcześniej. Przychody z obrotu gazem sięgnęły 12,1 mln zł w 2019 r., co oznacza wzrost w stosunku do roku ubiegłego o 12,3%. Natomiast w IV kw. przychody z obrotu gazem odnotowały spadek o 1,5% rdr, rosnąc tym samym o 5,1% w stosunku do III kw. i kształtując się na poziomie 3,4 mln zł. Przychody z tytułu obrotu prawami majątkowi do świadectw pochodzenia spadły w 2019 r. o 9,6% rdr i wyniosły 34,2 mln zł. W IV kw. 2019 r. przychody z tego obszaru wyniosły 6,7 mln zł, co oznacza spadek o 22,4% rdr oraz o 11,8% kdk. Spadek przychodów z obrotu prawami majątkowymi związany jest z wygaśnięciem certyfikatów kogeneracyjnych z końcem 2018 r. i całkowitym ich umorzeniem do 30 czerwca 2019 r. Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w 2019 r. wyniosły 12,5 mln zł, w porównaniu do 11,5 mln zł w 2018 r., co oznacza wzrost o 8,4% rdr. Wysokość innych opłat od uczestników rynku zależy w dużej mierze od aktywności członków IRGiT, w szczególności liczby wykonywanych transakcji. Na koniec 2019 r. status członka Rynku Towarów Giełdowych miało 78 spółek, w porównaniu do 72 na koniec 2018 r.

 

  • Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W IV kw. 2019 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 5,1 mln zł, o 16,8% mniej niż rok wcześniej i 18% mniej niż w III kw. 2019 r. W całym 2019 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 27,8 mln zł, o 3,1% mniej niż rok wcześniej. Spadek przychodów z tytułu prowadzenia RŚP wynika w głównej mierze ze spadku przychodów z kogeneracji w związku z zakończeniem systemu 30 czerwca 2019 r.

 

  • Rozliczenie transakcji

Przychody z rozliczenia transakcji w IV kw. 2019 r. wyniosły 12,4 mln zł o 4,6% mniej niż rok wcześniej i o 14,0% więcej niż w III kw. 2019 r. W całym 2019 r. rozliczanie transakcji przyniosło Grupie 46,3 mln zł przychodów, czyli o 0,9% więcej niż rok wcześniej. Wzrost przychodów z tego tytułu wynika ze wzrostu wolumenów obrotu na rynkach prowadzonych przez TGE.

s

Koszty działalności operacyjnej

W IV kw. 2019 r. koszty działalności operacyjnej GK GPW wyniosły 47,4 mln zł, wobec 42,4 mln zł w analogicznym okresie przed rokiem, co oznacza wzrost o 11,6% rdr i o 31,2% kdk. W 2019 r. koszty operacyjne wyniosły 181,1 mln zł, wobec 173,8 mln zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 4,2% rdr. W 2019 r. wskaźnik C/I wzrósł do 53,9% z 50,1% w 2018 r.

  • Wzrost kosztów operacyjnych w 2019 r. był przede wszystkim efektem wzrostu amortyzacji o 5,1 mln zł do poziomu 36,9 mln zł,
  • Grupa odnotowała także wzrost kosztów osobowych i innych kosztów osobowych łącznie o 13,1% rdr, tj. o 9 mln zł do poziomu 77,8 mln zł,
  • Koszty usług obcych wzrosły o 8,9% rdr, tj. o 3,9 mln zł i wyniosły 48,5 mln zł.

Udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności

W IV kw. 2019 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności, czyli spółek stowarzyszonych KDPW S.A. i CG S.A. oraz współkontrolowanej PAR S.A., wyniósł 1,9 mln zł, podobnie jak w analogicznym okresie przed rokiem. W 2019 r. zysk z tego tytułu wyniósł 11,3 mln zł, wobec 10,6 mln zł w roku wcześniejszym, co oznacza wzrost rdr o 6,7%. Na udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności miały wpływ przede wszystkim wyniki KDPW oraz zakończenie negatywnej kontrybucji za sprawą sprzedaży Aquis Exchange. W 2019 r. zysk KDPW przypadający na GPW wyniósł 11,4 mln zł w porównaniu do 11,2 mln zł rok wcześniej. Na koniec 2019 r. udział w stracie spółki PAR wyniósł 0,6 mln zł, w porównaniu do 0,2 mln zł w roku wcześniejszym.

Polscy naukowcy stworzyli aplikację z mapą obrazującą skalę ryzyka zakażenia koronawirusem w Polsce

POLCOVID-19 – tak nazywa się aplikacja stworzona przez polskich naukowców, m.in. z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, której głównym celem jest pomoc Polakom w lepszej identyfikacji ryzyka koronawirusa i wsparcie rządzących w działaniach prewencyjnych. Internetowe narzędzie pomaga zidentyfikować objawy zakażenia koronawirusem i wskazuje stopień ryzyka zakażenia na podstawie samooceny dokonywanej przez użytkowników. Głównym wyróżnikiem aplikacji jest unikalna mapa Polski wskazująca, w których rejonach jest najwięcej osób z objawami zakażenia.

Dostępna za pośrednictwem przeglądarki aplikacja POLCOVID-19 to efekt współpracy genetyków, immunologów i bioinformatyków związanych z polskimi ośrodkami badawczymi. Liderem projektu jest dr hab. Mirosław Kwaśniewski, kierownik Centrum Bioinformatyki i Analizy Danych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Zadaniem jego zespołu było opracowanie skutecznego narzędzia, które w czasie epidemii przysłuży się społeczeństwu i pozwoli każdej osobie w łatwy sposób zidentyfikować objawy mogące wskazywać na zakażenie koronawirusem, a co za tym idzie – wzmocni potrzebę pozostania w domu w celu uniknięcia zakażenia.

POLCOVID-19Użytkownik wypełnia prosty kwestionariusz dotyczący m.in. ogólnego samopoczucia, objawów choroby lub ich braku, a także innych istotnych czynników, które mogą sprzyjać zakażeniu koronawirusem. Aplikacja podpowie, w której z czterech grup ryzyka dana osoba się znajduje: wysokiego, podwyższonego, możliwego czy umiarkowanego. Na tej podstawie POLCOVID-19 zaprezentuje rekomendacje dla danej osoby przygotowane na podstawie zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia, Ministerstwa Zdrowia i Głównego Inspektoratu Sanitarnego – zaznacza dr Karolina Chwiałkowska, współtwórczyni aplikacji. – Dzięki tym krokom każda osoba może skuteczniej zinterpretować swoje objawy, bardziej świadomie zabezpieczyć siebie i swoich najbliższych przeciw zakażeniu koronawirusem oraz dowiedzieć się więcej o możliwej profilaktyce.

Wirtualna mapa wskazuje ryzyko w najbliższej okolicy i statystyki dla jeszcze lepszej ochrony społeczeństwa

Na interpretacji objawów mogących wskazywać na zakażenie koronawirusem, możliwości aplikacji – w odróżnieniu od innych narzędzi tego typu – dopiero się zaczynają. Z anonimowych danych powstaje wirtualna mapa Polski, która pokazuje, jaki odsetek osób o najwyższym ryzyku zakażenia znajduje się w kraju lub – bardziej szczegółowo – w danym mieście lub powiecie. Użytkownik może zapoznać się także z rozkładem objawów chorobowych na interesującym go obszarze. W połączeniu z oficjalnymi danymi Ministerstwa Zdrowia o potwierdzonych testami przypadkach zakażenia, mapa przybliża najdokładniejszy obraz stanu zdrowia społeczności na danym terenie. POLCOVID-19 może zatem wesprzeć działania prewencyjne rządu i pozwolić na jeszcze lepsze planowanie działań jednostek i większych społeczności w trakcie trwającej epidemii. Jak podkreślają jej twórcy, najważniejszą rolą aplikacji jest stałe zwiększenie świadomości Polaków i wspieranie działań profilaktycznych poprzez promowanie idei „zostań w domu, by móc z niego wyjść jak najszybciej”.

To ważne, by mieć świadomość, że w naszym najbliższym otoczeniu mogą być osoby o wysokim prawdopodobieństwie zakażenia wirusem, które nie zostały poddane testowi. Wówczas lepiej rozumiemy potrzebę izolacji lub szczególnej ostrożności. Z drugiej zaś strony – już niedługo część osób wróci do pracy po kwarantannie i zwiększy liczbę kontaktów z innymi. Dzięki aplikacji będzie można sprawniej organizować swoje codzienne życie i pracę – tłumaczy dr hab. Mirosław Kwaśniewski z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, założyciel IMAGENE.ME SA, ekspert w dziedzinie badań DNA i medycyny spersonalizowanej. – Dlatego zachęcamy wszystkich Polaków, by weszli na stronę polcovid.pl, założyli konto i poświęcili kilka minut na wypełnienie ankiety zgodnie ze stanem faktycznym. Dzięki wspólnemu działaniu możemy stworzyć w Polsce najdokładniejszą mapę zagrożenia koronawirusem w skali światowej. By to osiągnąć, jest konieczne, by ankietę wypełniło jak najwięcej osób.

Dane pomogą zwiększyć świadomość zagrożenia koronawirusem

Naukowcy podkreślają, że użytkownik może wypełniać kwestionariusz tak często, jak potrzebuje – albo codziennie, albo w przypadku wystąpienia nowych objawów czy zmiany samopoczucia. Dane zbierane przez aplikację POLCOVID-19 są całkowicie zanonimizowane, a mapa pokazuje je wyłącznie w skali powiatu lub miasta. Dzięki temu każdy może uzyskać wiedzę o sytuacji w swoim regionie bez informowania innych użytkowników o indywidualnych objawach. Naukowcy wykorzystają wyniki do dalszych analiz.

Dr hab. Mirosław Kwaśniewski
dr hab. Mirosław Kwaśniewski

W tej kryzysowej sytuacji, która dotyka nas i naszych bliskich, jako naukowcy chcemy lepiej zrozumieć charakter tej choroby, aby skuteczniej radzić sobie z nią teraz i przygotować się na to, co przyniesie przyszłość. Dlatego zebrane, zanonimizowane dane dziś będą służyły Polakom, a następnie zostaną wykorzystane do analiz statystycznych i badań naukowych dotyczących oceny predyspozycji do zachorowania na COVID-19 i samego przebiegu choroby w polskim społeczeństwie – podsumowuje dr hab. Mirosław Kwaśniewski.

POLCOVID-19 jest dostępny bezpłatnie na stronie internetowej polcovid.pl, dlatego nie trzeba go instalować. Trwają prace nad wersją mobilną, która niedługo będzie dostępna w sklepach z aplikacjami dla systemów Android i iOS.

Niezdany test solidarności ministrów finansów UE

Europa zaczyna dzień od wygaszania apetytu na ryzyko, jaki narósł przez ostatnie dwa dni. Jakkolwiek wątpliwości popytu pojawiły się jeszcze wczoraj pod koniec sesji na Wall Street, dziś rano kubeł zimnej wody na głowy inwestorów wylewa Eurogrupa, która po wielogodzinnych rozmowach nie doszła do porozumienia w sprawie strategii łagodzenia wpływu pandemii na gospodarkę.

Szesnaście godzin spędzonych na rozmowach nie wystarczyło ministrom finansów UE, aby znaleźć konsensus dla planu odpowiedzi na wyzwania stawiane przez pandemię COVID-19. Kością niezgody stały się corona bonds, tj. wspólne obligacje państw UE. Takiego rozwiązania dla złagodzenia obciążeń fiskalnych życzą sobie Francja i państwa z południa Europy, które najmocniej ucierpiały na wybuchu epidemii. Przeciwne są Niemcy oraz inne kraje z bogatszej północy, które obawiają się, że emisja wspólnego długu pozostanie docelowym środkiem stwarzającym furtkę dla niżej ocenianych państw do taniego zadłużania się w przyszłości.

EUR/USD został zrzucony pod 1,0850, a awersja do ryzyka przetoczyła się przez inne klasy aktywów. Wstępny szok jest zrozumiały, nawet jeśli w końcowym rozrachunku spór między członkami UE nie oznacza jeszcze całkowitego fiaska w tworzeniu planu. Eurogrupa wróci do rozmów jutro. Jakkolwiek corona bonds mogą pozostać nieuzgodnionym elementem, można dalej liczyć, że kompromis zostanie osiągnięty w kwestii funduszu na pożyczki mitygujące ryzyko wzrostu bezrobocia, gwarancji rządowych pod inwestycje przedsiębiorstw (gry przyjdzie czas na odbudowę ożywienia), a także linie kredytowe z Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego. Mimo to dzisiejszy brak porozumienia podnosi ryzyko, że UE będzie marnować czas na kłótnie, przez co jednak koszty walki z koronawirusem będą wyższe. Dla EUR potwierdzenie europejskiej solidarności jest kluczowe, gdyż brak skoordynowanych działań fiskalnych będzie szkodliwy zarówno dla waluty, jak i też dla oceny wiarygodności kredytowej biedniejszych krajów. Ostatnie czego strefa euro potrzebuje, to dodatkowego kryzysu zaufania do instrumentów dłużnych państw członkowskich.

Kwietniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej dla jej członków powinno być jednym z przyjemniejszych w najbliższym czasie. Oczekujemy, że po dzisiejszym spotkaniu nie dojdzie do zmian w polityce monetarnej. Od 17 marca, kiedy RPP dokonała obniżki stopy referencyjnej o 50 pb do 1 proc., a dodatkowo bank wprowadził inne narzędzia dla wsparcia gospodarki, nie otrzymaliśmy wiele twardych danych z gospodarki, które pomogłyby Radzie ocenić skalę szkód wywołanych epidemią koronawirusa i paraliżem aktywności gospodarczej. Jakkolwiek przedstawianie w połowie marca przez prezesa NBP Adama Glapińskiego prognozy gospodarcze można obecnie uznać za wyjątkowo optymistyczne, wprowadzonymi narzędziami Rada zyskała czas, aby zebrać jak najwięcej danych przed kolejną decyzją. Rozwój epidemii w kraju i na świecie jest sprawą dynamiczną, tak samo jak rodząca się dyskusja o momencie poluzowania zakazów dotyczących działalności gospodarczej i wychodzenia z domu. Za miesiąc (lub później) Rada być może będzie miała większe przekonanie, czy wprowadzone narzędzia są wystarczające dla wsparcia gospodarki, czy potrzeba czegoś więcej. Osobiście nie uważam, aby dalsze obniżki stóp procentowych są najlepszą drogą. Choć niezaprzeczalnie złagodziłoby to obciążenia kredytowe, ryzykiem jest pogorszenie sytuacji krajowych banków, co osłabi ich skłonność do udzielania kredytów, co będzie negatywnie rzutować na akcje kredytową w przyszłości. RPP ma do dyspozycji inne narzędzia (np. pożyczki dla banków nakierowane na kredyty dla firm), które teraz skuteczniej poprawią sytuację finansową przedsiębiorstw. Nie sądzę, aby Polska, jako bądź co bądź gospodarka wschodząca, może sobie pozwolić na sprowadzeni głównej stopy procentowej do zera (lub do 0,50 proc.). Choć słabszy złoty może okazać się korzystnym czynnikiem dla polskich eksporterów (o ile odbudują się rynki zbytu), zbyt niskie stopy procentowe rodzą ryzyko podwyższonej zmienności kursu złotego, co dla nikogo nie będzie dobre. Rada musi mieć to na wadze przy przyszłych decyzjach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Epidemia koronawirusa – kolejne rozwiązania dedykowane cudzoziemcom

Rada Ministrów w ramach rozszerzenia tzw. tarczy antykryzysowej przyjęła 7 kwietnia 2020 r. projekt kolejnej ustawy mającej na celu przeciwdziałanie negatywnym skutkom epidemii wirusa SARS-CoV-2. Zakłada on m.in. przedłużenie legalnego pobytu cudzoziemców przebywających w Polsce na podstawie ruchu bezwizowego lub wiz Schengen. Projekt przewiduje także wydłużenie okresu ważności kart pobytu oraz tymczasowych zaświadczeń tożsamości cudzoziemca.

Przyjęty 7 kwietnia przez Radę Ministrów projekt ustawy* zawiera dodatkowe szczególne rozwiązania dla cudzoziemców przebywających w Polsce. Pierwsze weszły w życie 31 marca a ich szczegóły można znaleźć na stronie Urzędu do Spraw Cudzoziemców.

Projekt nowej ustawy dotyczy cudzoziemców, którzy w dniu ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego 14 marca 2020 r. przebywali w Polsce na podstawie:

  • wizy Schengen,
  • wizy wydanej przez inne państwo obszaru Schengen (w tym wizy długoterminowej uprawniającej do pobytu w okresie przekraczającym 90 dni),
  • dokumentu pobytowego wydanego przez inne państwo obszaru Schengen,
  • w ramach ruchu bezwizowego,
  • wizy długoterminowej wydanej przez inne państwo członkowskie Unii Europejskiej niebędące państwem obszaru Schengen, jeżeli zgodnie z przepisami prawa Unii Europejskiej uprawnia ona do pobytu na terytorium Polski,
  • dokumentu pobytowego wydanego przez inne państwo członkowskie Unii Europejskiej niebędące państwem obszaru Schengen, jeżeli zgodnie z przepisami prawa Unii Europejskiej uprawnia ona do pobytu na terytorium Polski.

Pobyt tych osób będzie uważany za legalny od dnia następującego po ostatnim dniu legalnego pobytu wynikającego z ww. wiz, dokumentów lub ruchu bezwizowego, do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii – w zależności, który obowiązywał jako ostatni.

Powyższe rozwiązanie zakłada, że wydłużenie legalności pobytu będzie następować z mocy prawa. Nie będzie konieczne składanie żadnych wniosków ani wydawanie zezwoleń czy dokumentów.

Pozwoli to na dalszy legalny pobyt w Polsce cudzoziemcom, którzy z różnych przyczyn związanych z epidemią wirusa SARS-CoV-2 nie mogą opuścić jej terytorium oraz tych, którzy chcą w dalszym ciągu realizować cel pobytu, w tym wykonywanie pracy. Wspomniany przepis umożliwia bowiem cudzoziemcom wykonywanie pracy w oparciu o posiadanie zezwolenia na pracę, zezwolenia na pracę sezonową oraz oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy, które na mocy już obowiązujących przepisów ulegają lub ulegną przedłużeniu z mocy prawa.

Dzięki opisywanemu rozwiązaniu cudzoziemcy nie będą zmuszeni w przyszłości do składania jakichkolwiek wniosków o udzielenie zezwoleń pobytowych aby móc bez przeszkód opuścić terytorium Polski.

Projekt przewiduje również przedłużenie z mocy prawa okresów ważności kart pobytu oraz tymczasowych zaświadczeń tożsamości cudzoziemca (TZTC – dokumenty wydawane cudzoziemcom ubiegającym się o udzielenie ochrony międzynarodowej), jeżeli ich koniec wypadałby w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Okres ważności tych dokumentów ulegnie przedłużeniu do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni. Rozwiązanie to jest istotne z uwagi na czasowe zawieszenie bezpośredniej obsługi klientów przez urzędy wojewódzkie i Urząd do Spraw Cudzoziemców z powodu epidemii koronawirusa. Umożliwi cudzoziemcom posługiwanie się tymi dokumentami do czasu, gdy stanie się możliwe wydanie nowych.

*Projekt ustawy o  szczególnych  instrumentach  wsparcia  w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 został przekazany do Sejmu RP. Tekst projektu dostępny jest w druku sejmowym nr 330 na stronie internetowej: www.sejm.gov.pl.

Zalew wniosków o restrukturyzacje może sparaliżować sądy. Konieczne są zmiany w prawie restrukturyzacyjnym

Pandemia koronawirusa może oznaczać wzrost liczby postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych. Dostosowanie prawa restrukturyzacyjnego do pandemii – m.in. automatyczne otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego i wstrzymanie egzekucji tylko na skutek złożenia wniosku – pozwoli większej liczbie przedsiębiorców skorzystać z tych instrumentów. – W przeciwnym wypadku czeka nas paraliż sądów – ocenia Piotr Zimmerman z Kancelarii Zimmerman i Wspólnicy.

 Czeka nas wysyp wniosków o upadłość i postępowanie restrukturyzacyjne. To nieuniknione. Już dzisiaj wiemy, że żaden system pomocy nie spowoduje, że przedsiębiorstwa i cała gospodarka wyjdą suchą nogą z kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa. Późnym latem i wczesną jesienią na pewno będą dziesiątki, jeśli nie setki wniosków o upadłość i restrukturyzację, bo to jedyne wyjście, jakie pozostanie przedsiębiorcom – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Zimmerman, radca prawny w Kancelarii Zimmerman i Wspólnicy, doradca restrukturyzacyjny w Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja SA.

Z ankiety przeprowadzonej wśród firm skupionych w Pracodawcach RP w dniach 30–31 marca wynika, że 93 proc. z nich odnotowało spadek przychodów w związku z pandemią. Z tego jedna trzecia straciła między 26 a 50 proc. przychodów, a prawie jedna czwarta – od 51 do 75 proc. W marcu 30 proc. firm przeprowadziło zwolnienia, a taki plan na kolejne trzy miesiące ma aż 66,5 proc.

Zdaniem eksperta, patrząc już na dzisiejszą sytuację firm, widać, że konieczne są zmiany w prawie restrukturyzacyjnym i ich dostosowanie do obecnej sytuacji epidemicznej.

– Kiedy nastąpi lawinowy wysyp wniosków o restrukturyzacje, sądy po prostu sobie nie poradzą z otwieraniem postępowań. Dlatego jeśli sytuacja nadal będzie się pogarszała i ten stan epidemii będzie trwał przez jeszcze miesiąc czy dwa, to konieczne będzie wprowadzenie takich rozwiązań jak automatyczne otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego i wstrzymanie egzekucji tylko na skutek złożenia wniosku, żeby każdy, kto pójdzie do sądu, uzyskał automatyczną ochronę – wskazuje Piotr Zimmerman.

Jak wynika z danych Coface, w 2019 roku ogłoszono 1019 postanowień o upadłości i restrukturyzacji firm w Polsce – o 4,5 proc. więcej niż w roku 2018. Wśród wszystkich rodzajów postępowań najwięcej ogłoszono upadłości – 574, co stanowi 56 proc. wszystkich postępowań. Łączna liczba postępowań restrukturyzacyjnych wzrosła do 445.

 W trakcie restrukturyzacji przedsiębiorca jest traktowany jako zagrożony niewypłacalnością. W związku z tym w ciągu najbliższych tygodni na pewno należałoby się pochylić nad dostosowaniem prawa restrukturyzacyjnego do obecnej trudnej sytuacji, nad przyspieszeniem możliwości jego zastosowania, wprowadzeniem instrumentów, które pozwolą większej liczbie przedsiębiorców skorzystać z tych instrumentów, mimo niedowładu ze strony sądów – przekonuje doradca restrukturyzacyjny.

Polskie firmy mogą skorzystać z postępowania o zatwierdzenie układu, przyspieszonego postępowania układowego, postępowania układowego i postępowania sanacyjnego. Obecnie, jak podaje Coface, wśród postępowań restrukturyzacyjnych najwięcej jest przyspieszonych postępowań układowych, które stanowią 67 proc. wszystkich postępowań. Systematycznie spada liczba postępowań układowych i sanacyjnych.

 Stan epidemii w żaden sposób nie zwalnia od obowiązku złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości. Jeżeli firma stała się niewypłacalna, to ma obowiązek taki wniosek złożyć, nawet jeżeli sytuacja ta nie jest wywołana jej wewnętrznymi problemami, tylko zewnętrzną sytuacją – podkreśla Piotr Zimmerman.

Obawy o utratę pracy najsilniejsze od 10 lat. Gdyby się potwierdziły, bez zatrudnienia zostałoby 3,6 mln osób

26 proc. pracowników obawia się, że straci pracę w ciągu kolejnych sześciu miesięcy – wynika z nowej edycji badania „Monitor Rynku Pracy” Instytutu Badawczego Randstad. To najsilniejsze obawy w historii tych analiz, czyli od 10 lat. Najmniej o swoją zawodową przyszłość boją się osoby pracujące na etacie na czas nieokreślony, najbardziej – osoby zatrudnione na umowach cywilnoprawnych oraz na umowach o pracę, ale na czas określony. Gdyby ich obawy miały się spełnić, bez pracy pozostałoby 3,6 mln osób. – Liczymy, że ten czarny scenariusz się nie sprawdzi, ale nie spodziewam się mniejszej liczby bezrobotnych niż 2,5 mln osób do końca tego roku – komentuje wyniki badania Łukasz Komuda, ekspert Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.

– Kluczowy wskaźnik analizowany w badaniu „Monitor Rynku Pracy”, czyli obawa o utratę pracy, wyniósł 26 proc. Taki odsetek pracowników obawia się, że w nadchodzących sześciu miesiącach może utracić zatrudnienie. Dla porównania, od III kwartału 2010 roku, odkąd jest prowadzona ta analiza, najwyższy poziom lęku o utratę pracy wynosił 13 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Komuda, ekspert rynku pracy z Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.

Jak wynika z badań przeprowadzonych pod koniec marca, bardziej pesymistycznie nastawione są kobiety oraz osoby młode, w przedziale wiekowym 18–29 lat. Największe obawy mieli mieszkańcy centralnej Polski oraz pracownicy branży hotelarskiej, gastronomicznej, handlu, branży finansowej i ubezpieczeniowej.

Pośród zawodów, których przedstawiciele sygnalizowali największy lęk, mieliśmy zarówno te niewymagające wysokich kwalifikacji, takie jak kasjerzy, sprzedawcy czy robotnicy niewykwalifikowani, jak i top menedżerów, którzy również zgłaszają obawę, że za chwilę ich miejsce pracy może przestać istnieć albo ze względu na poważne redukcje czy reorganizacje mogą znaleźć się w sytuacji poszukujących nowego pracodawcy – wyjaśnia Łukasz Komuda. – Najmniejszy lęk jest w budownictwie, edukacji i IT, co chyba nie jest zaskoczeniem. Drugi i trzeci z tych sektorów są zdominowane przez usługi publiczne, publicznego pracodawcę, gdzie stabilność jest zdecydowanie większa.

Obawy uzależnione są również od tego, na podstawie jakiej umowy dana osoba jest zatrudniona. Jak wyjaśnia ekspert, najspokojniejsi są pracownicy na umowie o pracę na czas nieokreślony, ale mimo to odsetek wśród nich i tak jest wysoki i wynosi 17 proc. Wśród osób zatrudnionych na umowy-zlecenia lub umowy o dzieło wynosi on 43 proc., a wśród pracujących na etacie na czas określony – 39 proc.

Gdyby ich obawy się potwierdziły, to pracę straciłoby około 3,6 mln ludzi w ciągu sześciu miesięcy. Oczywiście wszyscy mamy nadzieję, że tak się nie stanie i skok bezrobocia będzie zdecydowanie mniejszy. Niemniej nie prognozowałbym mniejszego wzrostu bezrobocia niż sięgający do 2,5 mln ludzi do końca 2020 roku – zastrzega ekspert FISE. – Tu wystarczy prosta kalkulacja  jeżeli połowa samozatrudnionych, przekraczając ten odsetek lękających się o utratę zleceń, i jedna dziesiąta wszystkich etatowców straciłaby pracę, to byłoby właśnie około 2,5–2,6 mln ludzi.

Z danych GUS wynika, że na koniec lutego 2020 roku, czyli przed pojawieniem się koronawirusa w Polsce, liczba zarejestrowanych bezrobotnych wynosiła niecałe 920 tys. Jak podkreśla Łukasz Komuda, to pokazuje, że spodziewane tempo wzrostu bezrobocia będzie bezprecedensowe. Dotychczasowe kryzysy gospodarcze, nawet jeśli wiązały się z redukcją zatrudnienia, były bardziej rozłożone w czasie.

– Teraz mówimy o tąpnięciu, które następuje od końcówki marca przez cały kwiecień, dlatego że cały czas mamy restrykcje, które są jeszcze bardziej zaostrzane, jeśli chodzi o swobodę poruszania się. To wpływa na sposób funkcjonowania firm oraz przychody zarówno producentów, jak i dystrybutorów i sprzedawców – mówi ekspert FISE.

Ten kryzysowy czas – jego zdaniem – wskazuje też na słabości elastycznego rynku pracy, do którego dążyli zarówno pracodawcy, jak i pracownicy, a który sprawdzał się w okresie dobrej koniunktury.

W tej chwili widzimy w całej rozciągłości koszty takiego rozwiązania. Nie trzeba zrywać żadnej umowy, po prostu zleceniobiorcy, zarówno samozatrudnieni, jak i zatrudnieni na umowy cywilnoprawne zwyczajnie nie otrzymują kolejnych zleceń. To już ma miejsce. Negatywne nastroje i fakt, że istotnej części pracowników obniżają się dochody, powodują u nich lęk i gotowość do tego, żeby godzić się na gorsze warunki pracy – mówi Łukasz Komuda.

Tego również obawiają się pracownicy. 41 proc. Polaków odczuwa strach przed obniżeniem pensji.

Badanie Randstad wskazuje, że znacznie obniżył się również optymizm związany z szansą na nową pracę. 52 proc. badanych odpowiedziało, że w przypadku utraty obecnej pracy w ciągu sześciu miesięcy znajdą nową – tak samo dobrą lub lepszą. Na początku marca ten odsetek wynosił 70 proc. Mimo wszystko trzech na czterech respondentów wierzy, że przez pół roku znajdzie jakąkolwiek inną pracę.

Połowa Polaków obetnie wydatki wielkanocne ze względu na pandemię. Tylko co trzecia osoba ich nie zmniejszy

Zgodnie z badaniem Barometr Providenta przeprowadzonym w lutym na tegoroczne Święta Wielkanocne Polacy zamierzali wydać średnio 637 zł, czyli o 74 zł więcej niż przed rokiem. W związku z rozwojem pandemii koronawirusa w marcowym badaniu tylko 30 proc. zapowiedziało, że utrzyma założony wcześniej budżet. Prawie połowa Polaków zamierza ciąć świąteczne wydatki. Deklarują tak przede wszystkim seniorzy.

Zaledwie w ciągu kilku tygodni badanie na temat wielkanocnych planów Polaków stało się nieaktualne. Według lutowego Barometru Providenta nieco ponad połowa respondentów planowała wydać do 500 zł, kolejne 17 proc. – między 500 a 1 tys. zł. Średni budżet świąteczny wynosił wówczas niecałe 640 zł i był nieco wyższy od ubiegłorocznego. W marcu większość badanych zadeklarowała, że zrewiduje swoje wydatki.

Z powodu pandemii koronawirusa pierwotnie założone budżety utrzyma niecałe 30 proc. badanych.

 Zmiana świątecznych planów zrewidowała nasze wydatki. Niemal połowa z badanych zadeklarowała, że wyda na Wielkanoc mniej, niż zamierzała. Najczęściej o cięciach w budżecie myślą seniorzy. Prawie 58 proc. z nich twierdzi, że poniesie niższe koszty – podkreśla Karolina Łuczak, kierownik biura prasowego i komunikacji wewnętrznej Provident Polska.

To niejedyna zmiana, jaką na Polakach wymusiła pandemia koronawirusa. Inne są teraz nasze plany na spędzenie świątecznych dni. 43 proc. badanych spędzi ten czas w domu – z rodziną lub samotnie. Prawie 25 proc. będzie świętować z rodziną, ale zdalnie, dzięki wykorzystaniu technologii. 10 proc. Polaków deklaruje, że ich świąteczne plany nie zmienią się z powodu sytuacji epidemiologicznej.

Barometr Providenta pokazał, że Polacy są przywiązani do tradycji, dlatego w tym roku najbardziej będzie im brakować zwyczaju święcenia pokarmów, który z powodu pandemii został zawieszony.

– Dla 78 proc. badanych to ważna tradycja wielkanocna – mówi Karolina Łuczak. – Pamiętajmy jednak, że wiele zwyczajów można kultywować, nie wychodząc z domu. Dzieci na pewno chętnie przygotują kolorowe pisanki.

Polacy nie zamierzają za to zrezygnować z domowych porządków, które są trwale związane z przygotowaniami do świąt.

W lutowej edycji badania respondenci wskazali, że na świątecznym stole będą dominować tradycyjne potrawy. Polacy nie wyobrażają sobie Wielkanocy bez żurku (57 proc.) lub barszczu białego (41 proc.) oraz jajek (75 proc.) i białej kiełbasy (prawie 50 proc.). Wyjątkowo przywiązani do tradycyjnych smaków są przedstawiciele najstarszego pokolenia.

Międzypokoleniowe różnice w smaku najbardziej widać na przykładzie ciast. Najstarsi preferują tradycyjnego podczas Wielkanocy mazurka. Młodzi wolą makowca, którego przygotowujemy także na gwiazdkę ­– dodaje ekspertka z Provident Polska.

Przyszłość medycyny to w pełni zdalne leczenie. Polacy chcą biometrycznie badać krtań

Możliwość w pełni zdalnego diagnozowania schorzeń w dobie pandemii koronawirusa byłaby nieoceniona. Tego typu innowacyjne systemy są jednak dopiero opracowywane. Polacy zaprojektowali kamerę rejestrującą pracę fałd głosowych w technologii slow motion, co pozwoli na lepszą diagnostykę aparatu mowy, a w przyszłości – stawianie diagnozy nawet na odległość. Zebrane przez urządzenie dane mogą posłużyć jako punkt wyjścia do opracowywania profili biometrycznych ludzkiego głosu.

– Nasze urządzenie potrafi nagrać fałdy głosowe z prędkością nawet 3,2 tys. klatek na sekundę. Dzięki temu jesteśmy w stanie bardzo dokładnie przeanalizować pracę fałdów głosowych i bardzo szybko wykryć najdrobniejsze zaburzenia tej pracy sygnalizujące powstanie pierwszych schorzeń krtani, a potem szybko poddać je rehabilitacji i usunąć – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Marcin Just, prezes DiagNova Technologies.

Zestaw do zaawansowanego badania krtani opracowany przez polskich ekspertów przeznaczony jest zwłaszcza do diagnozowania osób, które zawodowo pracują głosem, czyli śpiewaków, lektorów czy nauczycieli. Umożliwia badanie dysfonii, na skutek której człowiek przestaje używać swojego głosu w celach zawodowych.

– Możemy wykrywać wszelkie zmiany organiczne w obrębie krtani, ale również zmiany czynnościowe. Nasze urządzenie może wykrywać wszelkie zmiany typu onkologicznego, czyli po prostu poprawiać diagnostykę onkologiczną. W tej chwili nasz produkt jest jedynym tego typu rozwiązaniem na świecie. Jest to nowa technologia – zapewnia Marcin Just.

Jednak na rynku medycznym już od dłuższego czasu są dostępne sztywne endoskopy umożliwiające zapisywanie obrazu w jakości HD. Przewagą polskiego rozwiązania nad dotychczas używanymi aparatami jest zastosowanie kamery ALI Cam-HS1, która umożliwia rejestrowanie rzeczywistych nagrań slow motion realizowanych w trybie High Speed. Dają one dużo lepsze możliwości diagnostyczne niż dotychczas stosowana technologia stroboskopowa. Zgodność urządzenia z oprogramowaniem DiagnoScope Specjalista pozwala natomiast na przeprowadzenie pełnej diagnostyki kimograficznej, włącznie z parametryzacją ruchu fałdów głosowych i generowaniem fonowibrogramów. To z kolei daje punkt wyjścia do jeszcze bardziej zaawansowanej diagnostyki.

– Mamy tu do czynienia np. z biometrią głosową. Dzięki naszemu urządzeniu będziemy mogli zdecydowanie dokładniej zmierzyć to, co dzieje się w krtani, a dzięki temu być może w przyszłości lepiej diagnozować ludzi zdalnie. Możliwe będzie również wprowadzenie kontroli dostępu do obszarów chronionych czy w jakikolwiek inny sposób wspomaganie kryminalistyki dzięki lepszemu poznaniu zjawisk zachodzących w krtani – zapowiada prezes DiagNova Technologies.

Biometria głosowa może być również stosowana m.in. w procesie uwierzytelniania, np. przelewów bankowych. Wzorzec głosu jest unikalny dla każdej osoby, co oznacza że można dla niego stworzyć model matematyczny. Urządzenie proponowane przez polskich inżynierów jest jednak na razie przeznaczone do zastosowania w gabinetach lekarskich.

– Badanie prowadzone jest wyłącznie u lekarza. Polega ono na wprowadzeniu do gardła pacjenta tzw. optyki sztywnej. Jest to zasadniczo badanie bezkontaktowe i nie jest nieprzyjemne dla pacjenta. Dzięki wprowadzeniu tej optyki jesteśmy w stanie zobaczyć fałdy głosowe, które są trochę głębiej ukryte, a dzięki tak dużej liczbie klatek na sekundę możemy bardzo precyzyjnie zobrazować pracę tych fałdów głosowych, a diagnoza może być postawiona praktycznie natychmiast, w ciągu 15 minut – wyjaśnia Marcin Just.

Wzrost wydatków na szpitale nie wystarczy. Potrzebne jest finansowanie dodatkowych kosztów ponoszonych przez ich podwykonawców

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że dodatkowe finansowanie szpitali na zwalczanie epidemii COVID-19 musi obejmować również środki na dodatkowe koszty ponoszone przez podwykonawców usług niezbędnych do funkcjonowania szpitali. FPP apeluje do szpitali, aby zawierały z firmami aneksy uwzględniające dodatkowe koszty osobowe i materiałowe. Wśród realizowanych przez zewnętrzne podmioty działań są działania bezpośrednio związane z procesem opieki medycznej nad pacjentem. Również koszty obsługi szpitali w zakresie utrzymania czystości, dezynfekcji, prania czy cateringu istotnie wzrosły w wyniku pandemii SARS-COV-2.

Firmy realizujące kontrakty ponoszą znacznie wyższe koszty, by wyposażyć pracowników wykonujących czynności w bezpośrednim otoczeniu pacjenta. Muszą oni być zabezpieczeni podobnie jak lekarze oraz dodatkowo dezynfekować wszystkie powierzchnie kilkadziesiąt razy dziennie. Dlatego FPP postuluje, by wielokrotnie większe nakłady były uwzględnione w kontraktach publicznych – w ramach ich waloryzacji. Należy ponadto odblokować strumień płatności podwykonawcom przez anulowanie art. 54 ustawy o podmiotach leczniczych i finansowanie za pośrednictwem kredytów w BGK.

„Mało kto zauważa istotne usługi, jakie są cały czas realizowane w szpitalach przez firmy prywatne na podstawie kontraktów publicznych. Te usługi wymagają takich samych zabezpieczeń, jak w przypadku personelu medycznego. Salowe, sanitariusze, osoby , piorące bieliznę szpitalną, przygotowujące posiłki są równie narażone na zakażenie, jednak codziennie ofiarnie wypełniają swoje obowiązki. Koszty firm świadczących te usługi – ze względu na ryzyko zakażenia SARS-COV-2 – wzrosły kilkukrotnie. Dotyczy to zarówno zabezpieczeń i wynagrodzeń pracowników, absencji z powodu epidemii, jak również lawinowego zwiększenia poziomu dezynfekcji wykonywanej w szpitalach. Dostawy środków czystości i dezynfekcji wzrosły o kilkaset procent. Jednak szpitale nadal płacą za usługi według wcześniej zawartych, wieloletnich kontraktów. Taka sytuacja jest nieakceptowalna – należy natychmiast zwaloryzować wszystkie kontrakty i odblokować płatności na rzecz podwykonawców, którzy muszą na bieżąco regulować wynagrodzenia pracownikom i płacić za zwiększone dostawy środków higienicznych oraz środków ochrony osobistej” – komentuje Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Bez usług pomocowych przy pacjencie, usług mycia i dezynfekcji powierzchni i pzredmiotów, przygotowywania posiłków i innych rodzajów wsparcia, stan pancjentów i higieny w szpitalach może ograniczyć skuteczność wysiłków lekarzy. Wiele tych usług jest zlecanych w trybie zamówień publicznych. Przepisy Prawa zamówień publicznych (PZP) stanowią, że umowa może być zmieniona, m.in. w przypadku wystąpienia nieprzewidzianych okoliczności. Ta podstawa upoważnia więc do zmiany umow w zwiazku epidemią. Ustawa o przeciwdziałaniu COVID-19 powinna jednak pójść dalej. Konieczne jest wprowadzenie obowiązku zmieniania umów, w tym pokrycia zwiększonych kosztów wykonania zamówień na usługi towarzyszące leczeniu. Jeżeli umowy nie będą zmienione, wszystkie te usługi będą wykonywane na niewystarczającym poziomie. Cena tego zaniechania będzie znacznie wyzsza, niż zwiększenie nakładów.

Nie mniej istotne jest wsparcie płynności finasnowej wykonawcow. Obecnie wykonawcy nie mogą sięgać po np. faktoring, ponieważ obowiązuje wymóg uzyskania zgody organu założycielskiego podmiotu leczniczego na cesję wierzytelności. W praktyce wykonawca nie może przenieść wieczytelnosci, co – wobec długich terminów zapłaty w lecznictwie – blokuje ich płynność finasnową. Dlatego konieczna jest także gruntowna zmiana art. 54 ustawy o działalności leczniczej – tak, aby cecja wierzytelności była dopuszczalna.

Usługi salowych i sanitariuszy są integralną częścią procesu terapeutycznego. Usługi żywienia zbiorowego oraz pralnicze wspomagają proces leczenia i przyczyniają się do szybszej rekonwalescencji pacjentów. To pracownicy firm zewnętrznych dbają o stan sanitarno-epidemiologiczny pomieszczeń szpitali, o to by pacjenci przebywali w sterylnych warunkach i mieli pomoc przy podstawowych czynnościach – tj. toaleta, transport na badania itd. Dbają o dostawy posiłków uwzględniających wszystkie zalecenia lekarzy, jak również o pościel, w której pacjenci śpią.

Nakłady, które muszą być przeznaczone na służbę zdrowia, muszą uwzględniać także potrzebę zakupu usług od podmiotów, które wspierają procesy lecznicze. Tak, aby mogły one uzyskać środki na opłacenie pracowników, którzy z oddaniem pracują na rzecz pacjentów oraz na zwiększone koszty zużycia materiałów ochrony osobistej oraz materiałów higienicznych.

Antykryzysowe minimum Szymona Hołowni

Przyjęta przez Sejm tzw. „Tarcza Antykryzysowa” jest dziurawa i niewystarczająca. Boleśnie przekonują się o tym przedsiębiorcy, którzy muszą dziś zawieszać lub wręcz zamykać swoją działalność oraz pracownicy, którzy tracą pracę. Ewidentnie przekonany jest już o tym sam rząd, który dziś zaproponował jej korektę – wciąż dalece nieprzystającą do realnych potrzeb „zamkniętej” gospodarki.

Tydzień temu, 30 marca b.r., ogłosiłem pięciopunktowe „minimum gospodarcze”, szczegółowo skonsultowane nie tylko z moimi ekspertami gospodarczymi, ale również z dziesiątkami polskich pracowników i pracodawców. Dziś przedstawiam jego rozwiniętą wersję, uzupełnioną o precyzyjne kalkulacje, obejmujące źródła finansowania wydatków w nim zawartych.

PO PIERWSZE – PRAWDZIWE PENSJE

Musimy chronić wypłacalność ludzi. Rozwiązania rządowe w tym zakresie są skomplikowane i nieczytelne. Kompensacja pensji w założeniu rządowym wymaga pokrywania przez pracodawców znacznej części wynagrodzeń pracowników. Jakim cudem? Przecież znaczna część przedsiębiorców całkowicie utraciła już środki finansowe. To państwo powinno przejąć wynagrodzenia wszystkich pracowników do wysokości pełnej płacy minimalnej, proporcjonalnie do stanu finansowego firmy. Oznacza to, że jeśli przedsiębiorstwo całkowicie utraciło dochody, pensje jego pracowników państwo przejmuje w całości. Jeśli utrata dochodów jest częściowa, wtedy państwo bierze na siebie wypłaty pensji proporcjonalnie do tej utraty. Takie rozwiązanie powinno działać przynajmniej przez sześć miesięcy. Po zakończeniu kryzysu firmy powinny zwracać otrzymane wsparcie na dogodnych warunkach – w wysokości 50%, jeśli utrzymały zatrudnienie, lub w pełnej wysokości jeśli zwolniły pracownika.

PO DRUGIE – 2 080 ZŁOTYCH DLA BEZROBOTNYCH I SAMOZATRUDNIONYCH

Koronabezrobotnym, czyli wszystkim osobom, które utraciły pracę wskutek obecnego kryzysu, lub musiały zawiesić działalność gospodarczą, trzeba zapewnić środki do życia. Pakiet rządowy nie przewiduje żadnej rekompensaty osobom, którzy byli zatrudnieni na podstawie umowy o pracę. Czy rządzący naprawdę nie widzą, czy tylko udają, że w Polsce za chwilę jak bumerang wróci problem wysokiego bezrobocia? Ta sytuacja nie jest zawiniona ani przez firmy, ani przez pracowników, dlatego uważamy, że konieczne jest czasowe podwyższenie zasiłku dla bezrobotnych z 823 zł do wysokości 2080 zł, czyli 80% płacy minimalnej. Takie świadczenie powinno być wypłacane wszystkim bezrobotnym przez sześć miesięcy, zaczynając od kwietnia. Wypłata świadczeń nie może być obarczona żadnymi dodatkowymi warunkami, oprócz stwierdzenia faktu pozostawania aktualnie bez pracy. Każde inne biurokratyczne ograniczenie przyczyni się do dramatycznego wzrostu ubóstwa w Polsce.

PO TRZECIE – TANI KREDYT

Płynność finansowa firm jest dziś sprawą kluczową dla utrzymania zatrudnienia. Przedsiębiorcy muszą mieć możliwość opłacania swoich pracowników i kontrahentów, dlatego konieczna jest natychmiastowa akcja kredytowa dla tych z nich, którzy przeżywają trudności. W tym celu instytucje takie jak Bank Gospodarstwa Krajowego, Polski Fundusz Rozwoju i Agencja Rozwoju Przemysłu powinny zacząć udzielać gwarancji na kredyty, które dzięki temu staną się dostępne. Akcja kredytowa musi zostać uruchomiona jeszcze przed połową kwietnia, żeby powstrzymać zwalnianie pracowników, czy ogłaszanie upadłości przez firmy, którym epidemia uniemożliwiła działalność. Kredyty powinny być wypłacane w dwóch transzach – pierwszej, nieoprocentowanej i drugiej, oprocentowanej na 0,5%, gwarantowanej w 85%.

PO CZWARTE – PÓŁ ROKU BEZ PODATKÓW

Pobieranie jakichkolwiek danin od przedsiębiorców, którzy stracili dochody powinno zostać odroczone na sześć miesięcy. Po tym czasie należy zaproponować elastyczny sposób ich spłaty, lub częściowego umorzenia. Obciążanie dziś daninami przedsiębiorców, którzy stracili możliwości produkcyjne, doprowadzi do zwalniania ludzi i upadłości firm.

PO PIĄTE – KOŁO RATUNKOWE DLA SAMORZĄDÓW

Ze względu na dramatyczną utratę wpływów przez samorządy, rząd powinien przekazać dodatkową transzę środków dla samorządów terytorialnych, między innymi przez zwiększenie subwencji ogólnej. Samorządy są właścicielami szkół, szpitali, przychodni, ośrodków pomocy społecznej. Już dziś wspierają przedsiębiorców, choćby przez odraczanie czynszów. To samorządy są dziś na pierwszej linii frontu walki ze skutkami epidemii, dlatego wsparcie dla niech musi być bezwarunkowe. Rząd nie może decydować o tym, w jaki sposób władze lokalne będą tymi pieniędzmi dysponować.

Powyższe propozycje należy sfinansować za pomocą pilnej emisji „koronaobligacji” Skarbu Państwa, a także poprzez poczynienie odpowiednich oszczędności w środkach przekazywanych dziś mediom publicznym, IPN, KRRiT czy Polskiej Fundacji Narodowej. Należy solidarnie ograniczyć budżety Kancelarii Rady Ministrów, Kancelarii Prezydenta, poszczególnych ministerstw. Podobne obostrzenia powinny obowiązywać w spółkach skarbu państwa, które w tym trudnym dla Polski czasie nie powinny nawet myśleć o wypłacaniu sobie nagród.

Wszystkie kraje od USA po strefę Euro zwiększają dziś swoje zadłużenie. W Polsce ten wskaźnik jest stosunkowo niski. Partia rządząca korzystała z koniunktury, ale nie czyniła oszczędności. Oczywiście trzeba to powiedzieć jasno: zadłużenie samo w sobie nie jest niczym dobrym, ale koszt tego długu będzie nieproporcjonalnie niższy od kosztu odbudowy gospodarki, jeśli dziś doprowadzimy do upadku firm, popadania ludzi w ubóstwo i utratę płynności finansowej przez samorządy.

JAK FINANSOWAĆ POMOC?

Moi doradcy przeanalizowali budżet na 2020 r. Nierealne dziś założenie wzrostu PKB o 3,7% zaktualizowali na przykre, lecz niestety realistyczne założenie spadku o 5% . Z uwagi na odroczenia lub obniżenia danin, a także na konieczność przekazania dodatkowych środków z PIT do samorządów, założyli odpowiednie zmniejszenie dochodów budżetu i zwiększenie wydatków na pomoc dla firm i obywateli.

Z tych wyliczeń wynika deficyt budżetu w wysokości ok. 120 miliardów złotych w 2020 roku. Przy uwzględnieniu środków unijnych, które pozostają w naszej dyspozycji z poprzedniego budżetu UE, a które możemy wydawać przez kolejne trzy lata, pozostaje do sfinansowania 90 miliardów zł poprzez emisję obligacji Skarbu Państwa.

Emisja obligacji skarbowych spowoduje wzrost współczynnika długu do PKB do 52%, wciąż znacząco poniżej konstytucyjnego progu 60% zadłużenia Państwa. Dla porównania: Niemcy obecnie są zadłużone na 63%, a średnia Unii Europejskiej to 82%.

Należy przypomnieć, że kwota 90 miliardów złotych długu jest równa mniej więcej dwuletniemu kosztowi programu 500+, wraz z rocznym programem trzynastej emerytury. Dla przykładu na budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego planowano wydać ponad 100 miliardów złotych. Ta inwestycja w obecnej sytuacji nie ma znaczenia strategicznego.

Dodatkowo uważamy, że Spółki Skarbu Państwa powinny natychmiast wstrzymać finansowanie działań niezwiązanych z działalnością statutową. Oznacza to między innymi przekazanie w tym roku pełnej dywidendy Ministrowi Finansów. Każda złotówka jest dziś ważna dla budżetu państwa.

Epidemia COVID-19 spowodowała, że niepewność Polaków o pracę jest najwyższa od 10 lat.

Ze specjalnej edycji raportu „Monitor Rynku Pracy” zrealizowanego przez Instytut Badawczy Randstad, wynika, że 26% pracowników ryzyko utraty posady ocenia jako duże. To blisko 1/5 więcej niż przed ogłoszeniem pandemii.

Obecna sytuacja jest kompletnie nowa zarówno dla pracodawców, jak i dla pracowników. Nie mamy żadnych doświadczeń jak w tym okresie się zachowywać, jak prowadzić firmę, jak pracować. To jest jednym z powodów lęku jaki odczuwają pracownicy, którzy obawiają się o przyszłość swojego miejsca pracy, jak i pracodawcy, którzy nie wiedzą, jak potoczą się losy ich firmy.

Wyniki badań pokazują wyraźnie, że większe obawy dotyczące utraty pracy mają osoby pracujące na umowy zlecenia i na umowy terminowe. Jest to o tyle uzasadnione, że zakończenie współpracy z takimi osobami jest dla pracodawcy stosunkowo proste i nie pociąga za sobą kosztów związanych z odprawami.

Przyszłość polskiego rynku pracy zależy od tego jak długo będzie trwać epidemia oraz zakresu działań osłonowych dla przedsiębiorców, jakie będą podejmowane przez rząd. Bez wsparcia państwa wiele firm nie przetrwa zmniejszenia lub braku zamówień i zerwanych łańcuchów dostaw.

Wzrost pesymizmu dotyczącego możliwości znalezienia pracy jest w tej sytuacji uzasadniony, szczególnie, że z rynku pracy płyną zapowiedzi zwolnień. Wiele osób ma też osobiste doświadczenia, które wskazują na problemy pracodawców. Okres 6 miesięcy na znalezienie nowej pracy może być faktycznie zbyt krótki, w sytuacji gdy nie jest wiadomo jak będzie przebiegać epidemia i jak długo potrwają ograniczenia wprowadzone przez rząd w celu zapobiegania jej rozprzestrzeniania. Trudno też przewidzieć, jak będzie wyglądał rynek pracy po zakończeniu epidemii. Prawdopodobnie nie wróci w skali 1 do 1 do stanu ze stycznia 2020 r, ale można prognozować że stopniowo kolejne branże, choć w różnym tempie, będą odbudowywały swój potencjał. Dla części pracowników będzie to oznaczało konieczność przyjęcia, choćby okresowo, pracy za niższą niż dotychczas stawkę lub na innym stanowisku i w innej branży.

Tarcza antykryzysowa przewiduje m.in. możliwość okresowego obniżenia pracownikom wynagrodzenia za pracę przy przestoju ekonomicznym czy czasowe obniżenie wymiaru pracy. Dla wielu pracowników, szczególnie tych niżej wynagradzanych, to rozwiązanie wiąże się z obawą o utrzymanie dotychczasowego poziomu życia, co jest w pełni zrozumiałe. Warto jednak podkreślić, choć nie było to przedmiotem badania, że patrząc choćby na wysokość zasiłków dla bezrobotnych, jest to rozwiązanie korzystniejsze o ile pozwoli na zapobiegnięcie likwidacji przedsiębiorstwa czy istotnemu ograniczeniu zatrudnienia. Po stronie pracodawców rozwiązania te wiążą się z ograniczeniem możliwości rozwiązywania umów o pracę w dłuższej perspektywie, co również wpływa na ostrożność firm w aplikowaniu o dofinansowanie.

Monika Fedorczuk, ekspertka Konfederacji Lewiatan