Wzrost rynku obuwniczego zahamowany przez koronawirusa. Sklepy stacjonarne odpowiadały za 70 proc. sprzedaży

0

Jeszcze w lutym firma CCC prognozowała wzrost rynku obuwniczego w tym roku na 3–4 proc. Dziś wiadomo, że trudno będzie utrzymać to tempo, ponieważ sklepy stacjonarne, które od ponad dwóch tygodni pozostają zamknięte, odpowiadały dotąd za 70 proc. sprzedaży. W tym czasie znacząco wzrósł jednak ruch w kanale online. Ten trend może się utrzymać także po opanowaniu pandemii i w znacznym stopniu może  wpłynąć na rynek. Podobnie jak zmiany pogodowe, ekologia oraz globalizacja trendów modowych.

– Część z konsumentów dotychczas niewykorzystująca cyfrowych kanałów do zakupów obuwia może się do nich trwale przekonać. Jako największy podmiot na rynku sprzedaży obuwia online widzimy silny wzrost sprzedaży w kanałach cyfrowych de facto od pierwszego dnia zamknięcia sklepów stacjonarnych, niemniej jednak trudno na dziś ocenić, na ile ten wzrost jest stały – mówi agencji Newseria Biznes Szymon Filipczak, head of strategy CCC.

Jak podkreśla, funkcjonowanie w tych nowych, nadzwyczajnych warunkach jest dużym wyzwaniem również dla firm z branży obuwniczej, które muszą działać przy ograniczonym dopływie gotówki z bieżącej sprzedaży.

– Należy na to nałożyć także sytuację makroekonomiczną i scenariusze wyhamowania wzrostu gospodarczego w najbliższych kwartałach. Spodziewamy się, że może to implikować przesuwanie się popytu konsumenckiego w kierunku niższych półek cenowych, co akurat jako CCC bardzo dobrze adresujemy – zapewnia Szymon Filipczak.

To oznacza, że prognozowany jeszcze w lutym przez spółkę wzrost rynku o kilka procent będzie trudny do utrzymania. W ostatnich latach nie było z tym problemów, bo rynek rozwijał się w tempie szybszym niż krajowa gospodarka.

W ostatnich latach zaszło na tym rynku wiele zmian. Jedną z nich jest rosnący udział kanału online, widoczny wyraźnie już od kilku kwartałów. Tego trendu sytuacja z koronawirusem nie odwróci, a wręcz przeciwnie, może nawet wzmocnić.

– Rynek zmienia się wraz z rosnącymi oczekiwaniami klientów w zakresie dostępności oferty, a więc wielokanałowości. Konsumenci oczekują dziś możliwości dokonywania zakupów w każdym momencie – mówi przedstawiciel CCC .

Jak podkreślił Szymon Filipczak podczas wywiadu realizowanego jeszcze przed wybuchem pandemii, kolejny istotny trend zauważalny na rynku ma związek z globalizacją i bardzo szybkim rozprzestrzenianiem się trendów modowych.

 Konsument oczekuje dziś przede wszystkim wygody, co obrazuje bardzo szybko rosnący segment obuwia sportowego. To w tej chwili najszybciej rosnący segment rynku – zarówno w Polsce, jak i w Europie. Ten trend nazywamy sneakeryzacją czy casualizacją. Obserwujemy go na ulicy czy w biurach – wszyscy odchodzimy dziś od stricte formalnego ubioru i obuwia na rzecz luźniejszego stylu – mówi ekspert CCC.

Polski konsument staje się coraz bardziej wymagający. Obok ceny, która nie jest już jedynym kryterium zakupowym, liczy się dla niego także jakość, dostępność produktu i zgodność z najnowszymi trendami w modzie.

– W różnych częściach świata preferencje klientów oczywiście się różnią. Dla przykładu, w regionie Zatoki Perskiej i Bliskiego Wschodu oferta letnia dominuje przez cały rok. W Europie Zachodniej klienci z kolei kładą duży nacisk na obuwie klasyczne, komfortowe. Projektanci kolekcji damskich na rynkach zachodnioeuropejskich częściej kierują się wygodą, klientki wybierają więc niższe szpilki niż kobiety w Europie Środkowo-Wschodniej. Jednak mamy przy tym pewne trendy ponadregionalne – jednym z nich jest właśnie szybki rozwój segmentu obuwia sportowego, obserwujemy go na wszystkich rynkach, na których jesteśmy obecni – mówi Szymon Filipczak.

W ostatnich latach czynnikiem, który wpływa na rynek obuwniczy, są też zmiany klimatyczne. Ze względu na cieplejsze temperatury i brak śnieżnych zim obuwie zimowe staje się mniej potrzebne, rośnie za to segment obuwia całorocznego.

 Zmiany klimatyczne prowadzą do wypłaszczania się sezonów pogodowych. Nie obserwujemy już tak śnieżnych zim, w tym roku na palcach jednej dłoni można policzyć dni, w których padał śnieg. Stąd też zmieniają się preferencje i oczekiwania konsumentów. Na ulicach widzimy, że część osób praktycznie przez całą zimę chodziła w obuwiu wiosennym. Równocześnie widzimy, że bardzo szybko rośnie właśnie segment obuwia sportowego – mówi ekspert CCC.

Rosnącego znaczenia w branży obuwniczej nabiera też ekologia. Konsumenci przywiązują coraz większą wagę do tego, z jakich materiałów – i jakiego pochodzenia – to obuwie jest wykonane. Grupa CCC zamierza w nadchodzących latach kłaść mocniejszy akcent na ten segment rynku.

– Widzimy rosnącą świadomość w zakresie produktów ekologicznych, rosną oczekiwania klientów związane z ochroną środowiska. Stąd jako Grupa CCC mamy już w ofercie produkty z odpowiednimi certyfikatami skór ekologicznych, chociażby linię Lasocki Kids. W tym roku planujemy poszerzenie tej oferty o kolejne linie produktowe. W tym roku pojawią się w niej właśnie produkty z linii eko – mówi Szymon Filipczak.

Niższe koszty pożyczek i wydłużenie czasu spłaty kredytów. Tarcza antykryzysowa ma ułatwić życie zwykłym kredyto- i pożyczkobiorcom

Niższe koszty pożyczek i wydłużenie czasu spłaty kredytów. Tarcza antykryzysowa ma ułatwić życie zwykłym kredyto- i pożyczkobiorcom 1– Zależy nam, żeby konsumenci, którzy ze względu na koronawirusa są w trudnej sytuacji, mogli przetrwać ten czas bez dodatkowych problemów i bez pułapki zadłużenia – podkreśla Tomasz Chróstny, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Podpisana przez prezydenta tarcza antykryzysowa umożliwia obniżenie rocznego limitu dla pożyczek udzielanych na więcej niż 30 dni z obecnych 55 proc. do 21 proc. Łączne maksymalne koszty kredytowania bez względu na czas trwania umowy mają zmaleć ze 100 do 45 proc.

Wsparcie kredyto- i pożyczkobiorców w czasie pandemii koronawirusa odbywa się w dwóch formach. Z jednej strony to samoregulacja i rozwiązania wypracowane pod patronatem prezydenta Andrzeja Dudy wraz z bankami, a z drugiej strony to nasze propozycje rozwiązań w tarczy antykryzysowej – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Tomasz Chróstny, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Osoby, które w wyniku pandemii koronawirusa utraciły znaczną część dochodów, mogą liczyć na wsparcie w spłacie zobowiązań kredytowych. W podpisanej we wtorek przez prezydenta tarczy antykryzysowej znalazły się m.in. przepisy, których wprowadzenie postulował UOKiK. Nowe przepisy zakładają obniżenie limitu dla pożyczek udzielanych na mniej niż 30 dni do maksymalnie 5 proc.

– Jeżeli ktoś zaciąga pożyczkę na 1 tys. zł, to koszty związane z opłatami i prowizjami wynoszą około 250 zł. Po naszej propozycji wyniosą jedynie 50 zł – wylicza Tomasz Chróstny.

W przypadku pożyczek trwających 30 dni i dłużej poziom kosztów będzie mógł wynosić od 15 proc. plus 6 proc. za każdy rok trwania pożyczki, czyli np. przy pożyczce udzielonej na rok – nie więcej niż 21 proc. Oznacza to, że koszty spadną o połowę, dotychczas limity sięgały 55 proc. (25 proc. kosztów stałych plus 30 proc. uzależnionych od długości kredytu). Dodatkowo, dzięki nowym przepisom, niezależnie od długości trwania pożyczki, poziom kosztów pozaodsetkowych nie może przekroczyć 45 proc.

 Zależy nam, żeby konsumenci, którzy są w szczególnie trudnej sytuacji, mogli przetrwać ten czas bez dodatkowych problemów i bez pułapki zadłużenia, w której niestety mogą się znaleźć. To czas solidarności, kiedy rzeczywiście musimy postawić na uczciwość. Od instytucji finansowych również oczekujemy tej odpowiedzialnej postawy – podkreśla prezes UOKiK.

Jak zaznacza, nowe przepisy będą mieć zastosowanie dopiero do nowo zaciągniętych kredytów i pożyczek.

 W przypadku wcześniejszych produktów koszty związane z opłatami, prowizjami najczęściej już zostały pobrane – wskazuje Tomasz Chróstny.

W takiej sytuacji kredytobiorcy mogą skorzystać z tzw. wakacji bankowych. To możliwość zawieszenia spłaty całości bądź części zobowiązań przez okres trzech, a w niektórych bankach nawet sześciu miesięcy, a z rozwiązania mogą skorzystać zarówno klienci indywidualni, jak i przedsiębiorcy z sektora MŚP.

– To rozwiązanie bez wątpienia prokonsumenckie. Jednak pamiętajmy o tym, że nie jest bezkosztowe. Odsetki czy dodatkowe opłaty towarzyszące to elementy, z którymi powinien się liczyć konsument, obok wydłużonego terminu spłaty bądź wyższych rat w przyszłości. Zwracajmy uwagę na to, co nam oferuje bank, jakie są zapisy aneksów – radzi prezes UOKiK.

Jak podaje Związek Banków Polskich, do 30 marca możliwość odnawiania, wydłużania lub udzielania nowych kredytów z antykryzysowym zabezpieczeniem spłat oferowało 18 banków komercyjnych oraz zrzeszenia banków spółdzielczych BPS i SGB. Z danych ZBP wynika, że klienci indywidualni już złożyli ok. 200 tys. wniosków o wakacje kredytowe, a o zmianę warunków finansowania zawnioskowało nieco ponad 10 tys. firm.

 Banki nie są instytucjami pożytku publicznego, to jest biznes. Zachęcamy, żeby rozwiązania banków były prokonsumenckie. Pamiętajmy jednak, że jest to związane również z odsetkami, które mogą w tym czasie być przez nas płacone, z dodatkowymi opłatami, ale przede wszystkim w dłuższym czasie. Jeżeli nie musimy wcale z nich korzystać, wówczas nie ponosimy dodatkowych kosztów związanych z prolongatą – zaznacza Tomasz Chróstny.

Coraz bardziej zaawansowane prace nad szczepionką na SARS-CoV-2. W wyścig z czasem włączyli się także Polacy

Nad szczepionką przeciwko SARS-CoV-2 pracuje wiele prywatnych firm farmaceutycznych i biotechnologicznych oraz ośrodków badawczych na świecie. W laboratoriach trwają testy co najmniej kilkunastu eksperymentalnych preparatów. Mimo przyspieszonego tempa prac szczepionka będzie dostępna za minimum kilkanaście miesięcy. Naukowcy podkreślają, że i tak jest to bezprecedensowa sytuacja, ponieważ w normalnych warunkach prace nad szczepionką przeciw koronawirusowi zajęłyby około 10 lat. W wyścig z czasem włączyła się także polska Agencja Badań Medycznych, która prowadzi prace w międzynarodowym konsorcjum.

 Ze względu na wagę problemu cały świat zintensyfikował swoje wysiłki: prace naukowców w laboratoriach i lekarzy w szpitalach, a także działania urzędników zajmujących się dokumentacją rejestracyjną. Obecnie kilkanaście grup badawczych niezależnie od siebie pracuje nad szczepionką. Są one wspierane zarówno przez państwa, jak i prywatnych darczyńców – mówi Aleksandra Mościcka-Strudzińska, koordynator obszaru farmacji i biotechnologii w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju.

W połowie marca rozpoczęły się pierwsze testy na ludziach szczepionki przeciwko wirusowi SARS-CoV-2. Opracowana przez naukowców z amerykańskiej firmy Moderna, ma zostać docelowo podana 45 dorosłym zdrowym ochotnikom. Każdy z nich otrzyma dwie dawki w odstępie 28 dni. Jeżeli ten etap zakończy się sukcesem, badania mają zostać rozszerzone na większą liczbę osób, ale zanim szczepionka przejdzie przez fazę testów, procedury i zostanie dopuszczona do masowego stosowania, i tak minie co najmniej rok.

Nad szczepionką przeciwko koronawirusowi pracuje wiele prywatnych firm farmaceutycznych i biotechnologicznych oraz ośrodków badawczych na świecie. W laboratoriach trwają testy co najmniej kilkunastu eksperymentalnych preparatów. Naukowcy podkreślają jednak, że to bezprecedensowa sytuacja, ponieważ w normalnych warunkach praca nad szczepionką przeciw SARS-CoV-2 zajęłaby około 10 lat.

– Nie można z całego procesu opracowywania szczepionki wyeliminować badań klinicznych ani też przeprowadzić badań klinicznych według protokołu, który niepotrzebnie naraziłby ochotników. Zatem – mimo wszystkich wysiłków – musimy się liczyć z tym, że minie minimum kilkanaście miesięcy zanim szczepionka będzie dostępna – mówi Aleksandra Mościcka-Strudzińska.

Ten etap pozwala nabrać pewności, że szczepionka jest bezpieczna, faktycznie działa i powoduje uodpornienie.

– Musimy upewnić się, że nie zaczniemy podawać niemal całej populacji świata preparatu, który da nam fałszywą pewność, że osoby, które go przyjęły, są odporne na zachorowanie na COVID-19 – mówi Aleksandra Mościcka-Strudzińska.

Jak podkreśla, wszystkie trzy fazy badań klinicznych, przez które musi przejść nowa szczepionka, w normalnych warunkach mogą potrwać nawet siedem lat. Jednocześnie szczepionka automatycznie nie wyeliminuje wirusa z populacji – umożliwiłyby to tylko masowe szczepienia, bez odstępstw. Taki proces byłby niezwykle trudny, choć udało się to już raz w 1980 roku, kiedy Światowa Organizacja Zdrowia uznała za zwalczoną ospę prawdziwą.

Nad szczepionką na wirusa SARS-CoV-2 pracuje również m.in. niemiecka spółka biotechnologiczna CureVac, która w połowie marca dostała (w ramach instrumentu InnovFin) od Unii Europejskiej 80 mln euro na kontynuowanie prac. Zdaniem Dietmara Hoppa, który jest właścicielem spółki, jest szansa, aby szczepionka była gotowa jesienią. Według medialnych doniesień – potwierdzonych przez niemiecki rząd i rzecznika tamtejszego resortu zdrowia – wcześniej negocjacje zmierzające do wykupienia CureVac prowadził Donald Trump.

We wrześniu pierwsze testy swojej szczepionki na ludziach planuje rozpocząć amerykański Johnson & Johnson, który zainwestował w badania ok. 1 mld dol. Amerykański koncern zapowiedział, że wyniki testów mogą być znane jeszcze w tym roku, a szczepionka może trafić na rynek na początku 2021 roku. J&J planuje zwiększyć moce produkcyjne, aby do końca przyszłego roku na rynek trafiło już około miliarda szczepionek. Wśród dużych koncernów badania zmierzające do opracowania szczepionki na SARS-CoV-2 prowadzi też m.in. francuskie Sanofi.

W wyścig włączyli się również Polacy. Badania – w partnerstwie z polskimi i międzynarodowymi instytucjami – realizuje Agencja Badań Medycznych. Do współpracy wybrała trzy uznane polskie ośrodki: Sieć Badawczą Łukasiewicz – Instytut Biotechnologii i Antybiotyków wraz z zespołem prof. Marcina Drąga z Politechniki Wrocławskiej, Narodowy Instytut Onkologii w konsorcjum z Instytutem Biochemii i Biofizyki PAN i Warszawskim Uniwersytetem Medycznym oraz Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu.

ABM poinformowała, że rozmawia też o współpracy z amerykańskim National Institutes of Health (NIH) i dr. Anthonym S. Faucim, dyrektorem Instytutu Chorób Zakaźnych w Waszyngtonie, oraz z międzynarodowymi uniwersytetami w Europie. Idea opracowywanej szczepionki ma się skupić na połączeniu nanoprzeciwciała z bakteriofagiem.

W naszym projekcie chcemy wykorzystać nanoprzeciwciało, które umieszczone zostanie na główce bakteriofaga. Będzie ono w stanie rozpoznać wirusa SARS-CoV-2 i uniemożliwi mu wniknięcie do komórek ludzkich. Bakteriofagi są wykorzystywane w terapii od dziesięcioleci i są bezpieczne dla człowieka. Z kolei nanoprzeciwciała są od niedawna testowane jako potencjalne leki. Dotychczas nikt jeszcze nie wykorzystał połączenia bakteriofag – nanoprzeciwciało do walki z wirusami ludzkimi. Jesteśmy pionierami – powiedział cytowany w komunikacie ABM lider projektu, prof. Jan Walewski, dyrektor NIO-PIB.

Jak podkreśla Aleksandra Mościcka-Strudzińska, o potencjale realizacji tego projektu świadczy fakt, że Polacy mają już na tym polu spore sukcesy.

– Warto wspomnieć np. o dwóch projektach badaczek z Gdańska. W ramach naszego programu LIDER dr Ewelina Król opracowała szczepionkę przeciwko wirusowi Zika, a mgr Beata Gromadzka – system NaNoEXpo, który unowocześnia proces produkcji szczepionek nowej generacji – mówi ekspertka NCBiR-u.

Co istotne, szczepionka to w tej chwili jedyna możliwość zwalczenia wirusa SARS-CoV-2, który wywołał globalną pandemię. W odróżnieniu od poprzednika – czyli odpowiedzialnego za zachorowania na SARS wirusa SARS-CoV-1 – osoby zarażone nowym typem koronawirusa mogą być źródłem zakażenia, zanim zaczną mieć objawy choroby. Według NIH, czyli amerykańskiej rządowej agencji badań medycznych, na jedną zdiagnozowaną osobę przypada 5–10 kolejnych, u których zakażenie nie zostało wykryte. Dlatego też do czasu opracowania szczepionki konieczne są zachowanie dystansu w relacjach społecznych i wzmożona higiena.

Polskie miasta eksperymentują ze sztuczną inteligencją. Motywuje ona do pracy urzędników, a wkrótce może ich nawet zastąpić

Urzędy stoją u progu rewolucji związanej z upowszechnieniem się systemów sztucznej inteligencji. Przedstawiciele sektora publicznego inwestują w narzędzia do automatyzacji pracy, które usprawnią wykonywanie najbardziej powtarzalnych czynności oraz uproszczą kontakt z obywatelami. Polskie miasta eksperymentują z inteligentnymi asystentami, a Ministerstwo Finansów wdrożyło Jednolity Plik Kontrolny, który przetwarzany jest za pośrednictwem zaawansowanych algorytmów analitycznych funkcjonujących na pograniczu sztucznej inteligencji.

– Trzeba budować różne zależności, algorytmy, wypracowują się pewne rozwiązania, które później wchodzą w proces automatyczny. Internet rzeczy wchodzi coraz mocniej w nasze życie codzienne: algorytmy pokazują, że ten sprzęt może się uczyć i serwować rozwiązania adekwatne do naszych przyzwyczajeń – mówi w rozmowie  z agencją informacyjną Newseria Innowacje Wojciech Murdzek, sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju.

W Polsce za opracowanie spójnego programu rozwoju technologii inteligentnych odpowiada Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, które realizuje zapisy dokumentu „Założenia do strategii AI w Polsce Plan działań Ministerstwa Cyfryzacji” opublikowanego w 2018 roku przez Ministerstwo Cyfryzacji. Urzędnicy NCBiR planują aktywnie wspierać ten sektor nowych technologii m.in. za sprawą zarysowania programu systemowego wsparcia dla rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji.

Również Komisja Europejska zdaje sobie sprawę z tego, że stoimy u progu rewolucji technologicznej związanej z upowszechnieniem się systemów SI. W związku z tym rozpoczyna powszechną dyskusję o konieczności wypracowania spójnych wytycznych dotyczących etycznego korzystania ze sztucznej inteligencji. Przedstawiciele KE zachęcają kraje członkowskie do wprowadzenia regulacji prawnych dotyczących wykorzystania technologii autonomicznych. Miałyby one ułatwić i przyspieszyć wdrożenie rozwiązań tego typu na szeroką skalę.

– Ministerstwo Rozwoju jest mocno zaangażowane we wszelkie procesy pozwalające w sposób profesjonalny rozwiązywać problemy, z którymi borykają się przedsiębiorcy, wkraczając w przestrzeń cyfrową. W tej chwili wdrażamy testową wersję cyberbota urzędnika, który po numerze NIP-u odpowie nam słownie: my mówimy do telefonu, a słyszymy komunikat, czy przedsiębiorca jest vatowcem, czy nie. Myślę, że takich przyszłościowych rozwiązań będzie coraz więcej. One mają pomagać nam koncentrować się na tym, co robimy najlepiej w swojej branży, ale też zostawiać więcej przestrzeni np. na czas wolny – przekonuje ekspert.

Autonomiczne boty funkcjonują już na poziomie samorządów. Testuje je m.in. krakowski Urząd Miasta, który opracował wirtualną urzędniczkę. KRKbot powstała w ramach miejskiego hackathonu KrackHack i pomaga mieszkańcom w wyszukiwaniu informacji związanych z obsługą przedsiębiorców. W Gdyni testowano z kolei inteligentny system motywujący urzędników do pracy z uśmiechem na twarzy. Start-up Quantum CX z Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego Gdynia opracował narzędzie, które analizuje wyraz twarzy pracownika i rozpoznaje, kiedy ten uśmiecha się do petenta. Motywacją do uśmiechu były vouchery do sklepów online. W ten sposób sztuczna inteligencja miała wpływać na poprawę podejścia urzędników do obywateli.

Ważną rolę na mapie innowacji z zakresu sztucznej inteligencji może odegrać Wrocław – miasto wybrano jako potencjalnego kandydata do utworzenia w nim Wirtualnego Instytutu Badawczego. Nowa jednostka naukowa powołana w ramach „Polityki Rozwoju Sztucznej Inteligencji w Polsce na lata 2019–2027” ma skupić się na rozwoju projektów związanych z wykorzystaniem systemów autonomicznych. Miasto ma już doświadczenie w realizacji projektów skupionych wokół sztucznej inteligencji – w ramach Wrocław CityLab udostępniono przedstawicielom start-upów infrastrukturę miejską do testowania inteligentnych technologii nowej generacji.

– Chcemy tworzyć rozwiązania praktyczne, które będą rzeczywiście ułatwiały życie i wkraczały w przestrzeń, która pomaga funkcjonować – wskazuje Wojciech Murdzek. – Ta nowoczesność będzie wkraczała w każdą przestrzeń funkcjonowania człowieka.

Według firmy badawczej Grand View Research wartość globalnego rynku sztucznej inteligencji do 2025 roku wzrośnie do 390,9 mld dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie 46,2 proc. w skali roku.

Grupa ID Logistics podsumowała 2019 rok

Firma ID Logistics odnotowała wzrost sprzedaży o 8,8 proc. (10 proc. like-for-like) do ponad 1,534 mld EUR. Przychód operacyjny wzrósł o 14,2 proc.

Eric Hémar, prezes i dyrektor generalny ID Logistics, skomentował: „Rok 2019 charakteryzował się utrzymywaniem dobrych wyników sprzedażowych i finansowych. Dotyczy to zwłaszcza działalności na rynkach międzynarodowych, gdzie nasza aktywność rozwija się optymalnie, a rentowność wzrasta. Dodatkowo przejęcie w grudniu ub.r. firmy Jagged Peak pozwoliło ID Logistics na rozszerzenie zasięgu geograficznego o Stany Zjednoczone. Ten kierunek rozwoju biznesu umożliwiły nam korzystne warunki, a nowa działalność już przekłada się na pozytywne wyniki”.

UTRZYMANY DUŻY WZROST ORGANICZNY W SPRZEDAŻY O 10 PROC. LIKE-FOR-LIKE

W 2019 roku sprzedaż Grupy ID Logistics wyniosła ponad 1, 534 mld EUR i wzrosła o 8,8 proc. a w ujęciu like-for-like o 10 proc. Dobre wyniki odnotowano we Francji, gdzie sprzedaż wzrosła o 4,2 proc. do 714,7 mln EUR. Dynamicznie wzrosły przychody z działalności Grupy ID Logistics na rynkach międzynarodowych, o 13,1 proc. (15,5 proc. like-for-like) do poziomu 819,5 mln EUR. Po raz kolejny najszybciej rozwijającym się sektorem biznesu był e-commerce, który, po przejęciu amerykańskiej firmy Jagged Peak, stanowi obecnie 20 proc. sprzedaży całej Grupy.

ZNACZĄCY WZROST PRZYCHODU OPERACYJNEGO O 14,2 PROC. DO 54 MLN EUR

W 2019 roku poprawiła się rentowność operacyjna Grupy ID Logistics, mimo kosztów uruchomienia 21 nowych kontraktów. Przychód operacyjny wzrósł o 14,2 proc. do 54 mln EUR w porównaniu z 47,3 mln w 2018 roku. Marża operacyjna Grupy wzrosła o 10 punktów bazowych do 3,5 proc.

We Francji przychód operacyjny spadł do 29 mln EUR, tj. 4,1 proc. sprzedaży, w porównaniu z 33,5 mln EUR i 4,9 proc. w 2018 roku. Przychód z działalności operacyjnej Grupy ID Logistics na rynkach międzynarodowych wzrósł do 25 mln EUR, co stanowi marżę 3,1 proc. w porównaniu z 13,8 mln EUR i 1,9 proc. w 2018 r. Na poprawę marży wpłynął wzrost wydajności w latach 2017 i 2018 oraz podjęcie konkretnych działań, jak zamknięcie działalności w RPA. Rozpoczęta w grudniu ub.r. konsolidacja Jagged Peak w ramach Grupy ID Logistics daje już pierwsze pozytywne wyniki.

NIEWIELKI WZROST DOCHODU NETTO

W 2019 r. skonsolidowany zysk netto Grupy ID Logistics wyniósł 16,9 mln EUR, w porównaniu z 28,7 mln EUR w 2018. Na jego wysokość wpłynęły m.in. wydatki długoterminowe w wysokości 7,3 mln EUR, związane z nabyciem firmy Jagged Peak (4 mln EUR) oraz zamknięciem działalności w RPA (3,3 mln EUR).

WCIĄŻ WYSOKA ZDOLNOŚĆ INWESTYCYJNA PO PRZEJĘCIU JAGGED PEAK
W 2019 r. Grupa ID Logistics, odpowiadając na potrzeby klientów, zainwestowała 60,8 mln EUR w mechanizację i automatyzację procesów magazynowych. Jednak w porównaniu z pierwszym półroczem kwota inwestycji w drugiej połowie roku znacznie się zmniejszyła. W odniesieniu do sprzedaży nakłady inwestycyjne były nieco niższe niż wskaźnik obserwowany w 2018 r. (4 proc. wobec 4,2 proc.). Na bieżące przepływy pieniężne miała też wpływ cena i całkowite koszty przejęcia Jagged Peak, które wyniosły 17,2 mln EURecna sytuacja finansowa Grupy ID Logistics zapewnia jej zdolność inwestycyjną.

 PERSPEKTYWY ROZWOJU BIZNESU

W 2020 r. Grupa ID Logistics przewiduje rozpoczęcie ok. 15 nowych projektów. Na działalność firmy korzystny wpływ będzie mieć spodziewany wzrost produktywności projektów rozpoczętych w 2019 roku, przejęcie Jagged Peak oraz realizacja przyjętych wcześniej planów.  Grupa ID Logistics będzie nadal umacniać pozycję lidera w obsłudze sektora e-commerce, w którym już teraz jest uznawana za jednego z wiodących graczy.

Obecnie trudno jest przewidzieć i oszacować wpływ epidemii koronawirusa (COVID-19). ID Logistics uważnie i regularnie monitoruje rozwój sytuacji i jej wpływ na klientów oraz organizację. Firma podjęła środki zapobiegawcze i wdraża odpowiednie procedury we wszystkich oddziałach na świecie. Trzeba podkreślić, że Grupa ID Logistics w każdym z krajów, w których jest obecna, świadczy usługi na rynku wewnętrznym, nie korzystając ze spedycji międzynarodowej. Blisko 40 proc. działalności Grupy stanowi obsługa firm specjalizujących się w sprzedaży detalicznej żywności, wyrobów farmaceutycznych&środków higieny osobistej, 20 proc. stanowi e-commerce. Do tej pory te dwa sektory zachowały wysoki poziom aktywności. Na początku marca 2020 r. Grupa ID Logistics zakończyła refinansowanie swojego zadłużenia (przejęcia i instrumenty finansowe), dlatego też nie jest narażona na ewentualne zaostrzenie warunków kredytowych związanych z sytuacją gospodarczą.

Koronawirus uderza w rynek dóbr luksusowych, globalna sprzedaż spadła o 25-30 proc.

Z powodu pandemii Covid-19 globalna sprzedaż osobistych dóbr luksusowych, takich jak odzież, torebki czy biżuteria spadła w pierwszym kwartale 2020 roku o 25-30 proc. w porównaniu do roku ubiegłego, wynika z szacunków ekspertów Bain & Company sporządzonych w oparciu o dane handlowe i przewidywania czołowych producentów na świecie.

Załamanie rynku rozpoczęło się wraz z pogłębianiem się kryzysu w Chinach, które odpowiadają za 35 proc. globalnej sprzedaży towarów luksusowych i gdzie niemal wszyscy producenci z powodu epidemii zmuszeni byli czasowo zamknąć sklepy lub ograniczyć ich godziny pracy. Sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej, gdy wirus dotarł do Włoch, gdzie siedzibę ma wiele luksusowych marek oraz ich poddostawców.

Zdaniem ekspertów Bain & Company wartość globalnego rynku towarów luksusowych w całym 2020 roku zdecydowanie spadnie w porównaniu z rokiem ubiegłym, kiedy to wyniosła ponad 280 mld euro. Skala spadku będzie zależeć od tego, jak szybko uda się opanować pandemię i jak silny będzie jej wpływ na światową gospodarkę. W oparciu o dane z końca marca Bain & Company przygotował trzy scenariusze rozwoju sytuacji, według których w tym roku wartość rynku może uszczuplić się o między 15–35 proc.

– Rynek towarów luksusowych doświadczył już wielu kryzysów, ale obecna sytuacja wydaje się o wiele bardziej poważna. Dla porównania, podczas epidemii SARS w 2002-2003 branża nie była aż w takim stopniu zależna od popytu z Chin jak dziś, zaś w czasie kryzysu finansowego w latach 2008-2009 coraz zamożniejsi obywatele Chin nie zaprzestali zakupów dóbr luksusowych powiedziała Katarzyna Wal, menedżer w Bain & Company w Warszawie.

W najbardziej optymistycznym scenariuszu zakładającym, że do odbicia na rynku dojdzie już w drugim kwartale, globalny rynek dóbr luksusowych skurczy się w tym roku o 15-18 proc. Nieco mniej optymistyczny scenariusz zakłada, że spadek będzie utrzymywał się do czwartego kwartału, co oznacza, że cały 2020 rok będzie gorszy od poprzedniego o 22-25 proc., co oznacza spadek sprzedaży o 60-70 mld euro. W najbardziej pesymistycznym – spadek może sięgnąć 30-35 proc., szacują eksperci Bain & Company.

– Rozprzestrzenianie się koronawirusa ma olbrzymi wpływ na rynek towarów luksusowych i jest ogromnym wyzwaniem dla całej branży. Optymizm konsumentów i skłonność do zakupów gwałtownie osłabły, co ma związek z obawami o zatrudnienie i kondycję gospodarki oraz przekłada się na słabszy popyt – powiedział Jacek Poświata, partner zarządzający Bain & Company Poland/CEE. – Widzimy to również w Polsce, np. wśród producentów biżuterii.

Zdaniem ekspertów Bain & Company producenci dóbr luksusowych powinni skoncentrować się na łagodzeniu wpływu epidemii na swoją działalność biznesową i przygotowywaniu się do odbicia rynku. Obecnie najważniejsze jest, aby firmy skoncentrowały się na zapewnieniu bezpieczeństwa pracownikom, klientom i kontrahentom. W komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej powinny stawiać na empatię oraz w razie możliwości angażować się w walkę z Covid-19. Istotna jest stabilizacja finansów i działalności operacyjnej w krótkim terminie. Wiąże się to z odłożeniem niestrategicznych inwestycji, zrewidowaniem planów otwarć nowych salonów w krajach dotkniętych pandemią, dokonaniu przesunięć w budżetach promocyjnych z reklamy zewnętrznej do mobilnej, optymalizacją kosztów i kapitału obrotowego na bieżący sezon (na przykład poprzez realokację zapasów), otwieraniem magazynów tymczasowych lub zmianą harmonogramów produkcji. Łańcuch dostaw powinien działać w trybie kryzysowym, uwzględniając awaryjne rozwiązania.

Już przed wybuchem pandemii branża luksusowa przechodziła fundamentalne zmiany, mierząc się ze zmieniającymi się preferencjami klientów. Obecna sytuacja powinna być dodatkowym impulsem do przebudowania modeli zarządzania na bardziej zwinne, a także do szerszego wykorzystania rozwiązań cyfrowych i rozwoju sprzedaży dóbr luksusowych w modelu omnichannel.

Euler Hermes zmienił krótkoterminowy rating Polski

  • Rating krótkoterminowy Polski został zmieniony na średni (2) z niskiego (1). Średnioterminowa ocena ryzyka Polski pozostanie na poziomie BB.
  • Światowy lider na rynku ubezpieczeń należności handlowych obniżył również ratingi 126 sektorów, m.in. motoryzacyjnego, transportowego, elektronicznego i detalicznego, w wielu krajach

Osłabiona przez liczne czynniki niepewności (brexit, napięcia handlowe, terminy wyborcze) globalna gospodarka stoi teraz przed nowym wyzwaniem: pandemią Covid-19. Z jednej strony jesteśmy świadkami ogromnych kosztów społecznych, z drugiej powoduje ona straty w przedsiębiorstwach na całym świecie, przerywając łańcuchy dostaw i operacje biznesowe, oddziałując na zaufanie gospodarstw domowych i rynku, oraz poważnie ograniczając handel międzynarodowy.

Zdaniem ekspertów Euler Hermes światowy wzrost gospodarczy w 2020 r. odnotuje silne spowolnienie, osiągając tylko +0.5% (+2.5% w 2019 r.). Jednocześnie handel międzynarodowy w tym roku skurczy się do poziomu -4.5%. W rezultacie znacząco wzrośnie ryzyko braku spłaty należności, wobec czego Euler Hermes przewiduje zwiększenie liczby upadłości o +14% w 2020 r. W tym osłabionym, międzynarodowym otoczeniu poważnie ucierpi wiele krajów i sektorów.

Ryzyka kraju – kompas do przewidywania ryzyk „nagłego zatrzymania” (brutalnego przerwania przepływów kapitału)

Raz na kwartał, Euler Hermes publikuje swoje ratingi ryzyka krajów i sektorów w celu pomiaru rozwoju ryzyka braku płatności należności handlowych. Monitorujemy i oceniamy kwartalnie łącznie 242 kraje i 18 sektorów poprzez stałe śledzenie czterdziestu krótko- i długoterminowych wskaźników gospodarczych i finansowych. Opóźnienia w płatnościach w Argentynie i Libanie w ostatnich kilku miesiącach potwierdzają konieczność modelu ryzyka kraju w celu pomiaru podatności, które kryzys, taki jak epidemia Covid-19, może wyeksponować.

W pierwszym kwartale 2020 r. Euler Hermes obniżył ocenę 18 krajów: Ekwadoru, Tajlandii, Indonezji, Indii, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kuwejtu, Maroka, Kenii, Ghany, Mauritiusu, Republiki Czeskiej, Polski, Rumunii, Irlandii, Słowacji i Litwy. Lista ta obejmuje zarówno gospodarki rozwinięte, jak i gospodarki rozwijające się. Na przykład, Brazylia płaci bardzo wysoką cenę w tym globalnym kryzysie gospodarczym i zdrowotnym, mimo początkowych nadziei, że dynamiczne reformy przyspieszą wzrost. Podobnie Japonia, która była w trudnej sytuacji już na początku 2020 r. po kilku wstrząsach zeszłej jesieni, teraz dostrzega, że jej słabości zaostrzyły się wraz pandemią Covid-19. Na liście są również Indie, kraj który mierzył się już z licznymi strukturalnymi i cyklicznymi wyzwaniami, a które teraz są wzmacniane przez bieżącą sytuację.

„Widoczne i możliwe konsekwencje pandemii Covid-19 są zintegrowane w naszej analizie ryzyka kraju. Nadal zwracamy uwagę na sytuację innych rozwiniętych krajów, zwłaszcza Francji, Niemiec, Hiszpanii i Stanów Zjednoczonych. Te kraje posiadają niezbędne środki do ochrony swoich przedsiębiorstw, ale ich sytuacja może szybko stać bardziej skomplikowana, jeżeli ich działania izolacyjne i zamrożenie ich gospodarek potrwają dłużej” – ostrzega Ludovic Subran, Główny Ekonomista Euler Hermes i Allianz.

Rating krótkoterminowy Polski został zmieniony

Wzrost gospodarczy w Polsce spowolnił już w ciągu 2019 roku, do +3,2% w IV kwartale z +4,8% w I kwartale. Znacznie wyhamowała aktywność inwestycyjna i wzrost popytu zewnętrznego. A w 2020 r. kryzys Covid-19 uderzył i uderzy w cykl koniunkturalny w Polsce różnymi kanałami, w szczególności poprzez zakłócenie łańcuchów dostaw, spadek eksportu i wprowadzone środki ograniczające (m.in. zamknięcie dużej części handlu, usług, utrudnienie transportu etc.). Ekonomiści Euler Hermes spodziewają się słabego pierwszego kwartału i znacznego spadku w drugim kwartale, a następnie umiarkowanego ożywienia w drugim półroczu. Prognozuje się, że wzrost PKB Polski w całym roku 2020 wyniesie w najlepszym razie +1,0% (po korekcie w dół z +3,1% w grudniu 2019 r.). Ogłoszono uruchomienie bardzo dużych bodźców fiskalnych (równowartość 9% PKB), ale jeśli zostaną w pełni wdrożone, znacznie zwiększą deficyt budżetowy i dług publiczny. Dostępność zewnętrznego finansowania dla rządu i przedsiębiorstw może być w związku z tym trudna i/lub kosztowna. Euler Hermes spodziewa się, że w 2020 r. liczba bankructw przedsiębiorstw wzrośnie. W związku z tym rating krótkoterminowy Polski został zmieniony na średni (2) z niskiego (1). Średnioterminowa ocena ryzyka Polski pozostanie na poziomie BB.

Rekordowa liczba zmian ratingach sektorów od uruchomienia metodologii

Euler Hermes obniżył ratingi ryzyka 126 sektorów na całym świecie. To nowy historyczny poziom, nigdy wcześniej nienotowany. Poprzedni rekord pochodził z I kw. 2016 r., kiedy zostały obniżone ratingi ryzyka łącznie 70 sektorów. Ważne jest, aby podkreślić, że w 60% przypadków zmiany te prowadziły do obniżenia ratingu sektora z poziomu „ryzyka umiarkowanego” do poziomu „ryzyka wysokiego”. Te dwie oceny potwierdzają, że światowa gospodarka i przedsiębiorstwa przechodzą przez bezprecedensowy, wyjątkowo skomplikowany i niepewny czas.

Najbardziej dotknięty został sektor motoryzacyjny. Euler Hermes obniżył jego ocenę w 26 krajach. Po nim następuje sektor transportowy (ocena obniżona w 21 krajach), elektroniczny (14) i detaliczny (12). Farmaceutyki oraz oprogramowanie i technologia informacyjna to dwa najbardziej odporne sektory. Z perspektywy regionalnej największa liczba przypadków obniżenia ratingu sektorów dotyczy Europy Zachodniej (52 przypadki), następnie regionu Azji i Pacyfiku (29) oraz Europy Środkowej i Wschodniej (24).

Prawo i wyjątki od obowiązku informacyjnego administratora w świetle RODO

Jedną z kluczowych powinności spoczywających na podmiotach będących administratorami danych osobowych stanowi na gruncie RODO obowiązek informacyjny przewidziany przez art. 12-14 Rozporządzenia. Jego istotą jest przekazanie szeregu wskazanych przez przepisy informacji dotyczących przetwarzania danych określonej osoby. W wielu okolicznościach realizacja tej czynności może być dla ADO problematyczna. Jednak, czy w każdym przypadku jest ona bezwzględnie wymagana?

Informacyjne prawo i obowiązek

Najpowszechniejszą formą, za pośrednictwem której administratorzy spełniają obowiązek informacyjny, jest przekazanie osobom, których dane dotyczą, klauzuli informacyjnej, obejmującej obligatoryjne elementy wskazane w art. 13 oraz 14 RODO. Do najistotniejszych należą tożsamość oraz dane kontaktowe administratora, cele i podstawy prawne przetwarzania danych, jego okres, a także odbiorcy danych. W rzeczywistości wskutek powyższego od niemal dwóch lat obowiązywania ogólnego rozporządzenia o ochronie danych informacje te bombardują nas przy niemal każdej czynności podejmowanej w internecie czy też poza nim.

Dane pozyskane niebezpośrednio od osoby, której dotyczą

Analizując przedmiotowe zagadnienie, nie sposób pominąć faktu, iż europejski ustawodawca nie bez powodu wyodrębnił dwa przepisy regulujące kwestię spoczywającego na administratorach obowiązku informacyjnego. Mianowicie art. 13 odnosi się do sytuacji, gdy dane pozyskiwane są bezpośrednio od osoby, której dotyczą, czyli np. w związku z wypełnianym przez taką osobę formularzem rejestracyjnym w serwisie internetowym administratora. Art. 14 RODO znajduje natomiast zastosowanie, gdy ADO wchodzi w posiadanie danych określonej osoby z innych niż ona sama źródeł, np. z publicznie dostępnych baz i rejestrów, takich jak CEIDG, od innej osoby bądź od innego administratora. Zakres przekazywanych w klauzuli informacyjnej danych odbiega wówczas nieznacznie od tego pierwszego przypadku, m.in. w związku z koniecznością podania źródła, z którego pochodzą dane osobowe.

Zwolnienia z obowiązku informacyjnego

Ze względu na specyfikę sytuacji, w której administrator nie pozyskuje danych osobowych wprost od ich podmiotu, art. 14. ust. 5 RODO przewiduje kilka wyjątków, które zwalniają administratora od spełnienia rzeczonej powinności. Stosownie do przywołanego przepisu są to następujące sytuacje:

  1. osoba, której dane dotyczą, dysponuje już tymi informacjami,
  2. udzielenie takich informacji jest niemożliwe lub wymagałoby niewspółmiernie dużego wysiłku, w szczególności w przypadku przetwarzania do celów archiwalnych w interesie publicznym, do celów badań naukowych lub historycznych lub do celów statystycznych,
  3. prawo unijne lub prawo państwa członkowskiego, któremu podlega administrator, regulują kwestie informowania osób, których dane są przetwarzane,
  4. dane osobowe muszą pozostać poufne zgodnie z obowiązkiem zachowania tajemnicy zawodowej przewidzianym w prawie unijnym lub w prawie państwa członkowskiego.

Osoba, której dane dotyczą, dysponuje już wszystkimi niezbędnymi informacjami

W praktyce okoliczność ta będzie sprowadzała się raczej do możliwości częściowego zwolnienia ADO z jego obowiązku. Aby bowiem w pełni skorzystać z tego wyłączenia, osoba, której dane dotyczą, musiałaby dysponować już wszystkimi informacjami wymaganymi przez przywołane przepisy. O ile w zakresie znajomości tożsamości czy danych kontaktowych administratora jest to realne (np. w związku z tym, że ADO przetwarza już dane tej osoby, lecz w odmiennych celach), o tyle w odniesieniu do podstaw, czasu przetwarzania czy kręgu odbiorców jest to mało prawdopodobne. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, iż dowiedzenie okoliczności, że osoba, której dane dotyczą, posiadała uprzednio wszystkie stosowne informacje, spoczywa na administratorze, co może okazać się nad wyraz kłopotliwe. Przykładowo możemy wyobrazić sobie sytuację, gdy pracodawca przetwarza dane osobowe pracowników, w związku z czym realizuje wobec nich obowiązek informacyjny w tym zakresie. Po czasie pracodawca decyduje się na wykorzystanie wizerunku pracowników w celach promocyjnych marki, tworząc nowy cel przetwarzania, które pociągać będzie za sobą odmiennych odbiorców oraz okres przechowywania, o czym należy poinformować pracowników.

Niewspółmiernie duży wysiłek administratora danych

Ustawodawca nie precyzuje, co należy rozumieć przez „niewspółmiernie duży wysiłek”. Można domniemywać, że chodzi tu o konieczność dostarczenia klauzuli informacyjnej szerokiemu kręgowi osób bądź o znaczne koszty z tym związane. Nic bardziej mylnego. Z błędu wyprowadził nas bowiem Prezes UODO w decyzji nakładającej na Bisnode pierwszą karę finansową za niezgodność z RODO, którą co do zasady potwierdził również WSA w Warszawie. Ukarana spółka, przetwarzając dane wielomilionowej grupy przedsiębiorców, zrealizowała obowiązek informacyjny względem osób, których adres e-mail posiadała, zaniechując wysyłki blisko 7 milionów listów z klauzulami drogą tradycyjną do reszty podmiotów, co wygenerowałoby koszt 30 milionów złotych. Uznano, że skala taka nie świadczy o niewspółmiernie dużym wysiłku administratora, który zdaniem organu nadzorczego nie podlegał temu zwolnieniu.

Równocześnie nie należy zapominać, iż zgodnie z zasadą minimalizacji danych usankcjonowaną przez RODO administrator nie może przetwarzać więcej danych, niż jest to niezbędne do osiągnięcia celu przetwarzania. Zatem do realizacji obowiązku informacyjnego należy wykorzystać posiadane już dane, a skorzystanie z przesłanki zwalniającej może mieć miejsce dopiero w przypadku całkowitego braku danych kontaktowych osoby, której dane dotyczą.

Pozyskiwanie lub ujawnianie jest wyraźnie uregulowane prawem

Wyjątek ten ma zastosowanie wyłącznie w sytuacji, gdy określona norma prawna nakłada na administratora obowiązek przekazania danych osobowych konkretnemu podmiotowi bądź kategorii podmiotów. Zaakcentowania wymaga jednak, że przepis ten odwołuje się wyraźnie do kategorycznego obowiązku, nie zaś do uprawnienia czy możliwości udostępnienia danych. W praktyce dyspozycja ta będzie wykorzystywana zasadniczo przy przekazywaniu danych między organami administracji publicznej oraz w toku prowadzonych przez nich postępowań.

Tajemnice zawodowe

Ostatnia z przesłanek wyłączeń obowiązku informacyjnego dotyczy konieczności zapewnienia poufności danych osobowych związanej z przewidzianą prawem tajemnicą zawodową. Ze zwolnienia tego skorzystać mogą przede wszystkim radcowie prawni oraz adwokaci (np. w odniesieniu do świadków), a także przedstawiciele wszystkich zawodów, co do których poszczególne przepisy nakładają obowiązek zachowania tajemnicy zawodowej, której realizacja obowiązku informacyjnego nie może naruszyć. W tym miejscu należy jednak zwrócić uwagę na konieczność każdorazowej weryfikacji przepisów ustanawiających określoną tajemnicę i dokładne zbadanie jej zakresu.

Przepisy krajowe

Pewne zwolnienia z obowiązku informacyjnego wprowadził także polski ustawodawca. Na gruncie ustawy o ochronie danych osobowych z 10 maja 2018 r. administrator wykonujący zadanie publiczne nie przekazuje informacji o zmianie celu przetwarzania, jeżeli służy ona realizacji zadania publicznego, a przekazanie tych informacji uniemożliwi lub znacząco utrudni prawidłowe jego wykonanie, zaś interes lub podstawowe prawa lub wolności osoby fizycznej nie są nadrzędne względem interesu wynikającego z realizacji tegoż zadania lub naruszyłoby to ochronę informacji niejawnych.

Co istotne, przywołana ustawa przewiduje również wyłączenia stosowania art. 13 i art. 14 RODO w przypadku działalności dziennikarskiej opartej na przepisach prawa prasowego.

Jak można zauważyć, nie wszystkie przytoczone przesłanki zwalniające są jednoznaczne, a możliwość ich zastosowania wymaga dogłębnej i starannej analizy ze strony administratorów. Mając jednak na uwadze dotychczasowe stanowisko Prezesa UODO w tym zakresie, każdy obserwator z niecierpliwością oraz obawą oczekuje kolejnych wypowiedzi dotyczących tej materii.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Ernest Pytlarczyk Głównym Ekonomistą Banku Pekao

Do Banku Pekao S.A. dołączył Ernest Pytlarczyk, który obejmie stanowisko Głównego Ekonomisty, jak również Dyrektora Biura Analiz Makroekonomicznych. Ernest Pytlarczyk to jeden z najlepiej ocenianych analityków, ekonomistów w Polsce oraz autor wielu książek i artykułów ekonomicznych.

Ernest Pytlarczyk był dotychczas m.in. Głównym Ekonomistą mBanku. W latach 2006-2020 w kierował w tej instytucji obszarem analiz makroekonomicznych i rynkowych. Poza tym, zdobywał również doświadczenie w relacjach inwestorskich, nadzorze spółek strategicznych, projektach M&A, czy kreowaniu nowej strategii Grupy mBanku. Wcześniej pracował m.in. jako researcher w Instytucie Cykli Koniunkturalnych na Uniwersytecie w Hamburgu oraz w banku centralnym Niemiec we Frankfurcie. W latach 2002-2003 był analitykiem rynków finansowych w BRE Banku oraz Banku Handlowym w Warszawie.

Nie musimy się nawzajem przekonywać co do tego, że otoczenie zewnętrze stało się bardziej wymagające także dla Banku Pekao. Wszyscy stoimy przed dużym wyzwaniem, jak w tym otoczeniu nawigować. Mam nadzieję, że moje doświadczenie, wiedza i nastawienie okażą się szczególnie przydatne dla banku. Koncentruję się na tym, aby – w tym zmiennym otoczeniu – nie pomylić się w rozumowaniu – mówi Ernest Pytlarczyk.

Ernest Pytlarczyk jest doktorem nauk ekonomicznych Uniwersytetu w Hamburgu (praca doktorska: „Construction and Bayesian Estimation of DSGE Models for the Euro Area”). Jest absolwentem IESE University of Navarra (Advanced Management Program) i stypendystą Uniwersytetu w Osnabrueck. Posiada również tytuł Chartered Financial Analyst. Jest także autorem artykułów naukowych opublikowanych w czasopismach z tzw. Listy Filadelfijskiej, książek o tematyce ekonomicznej oraz laureatem konkursów prognostycznych i naukowych.

Marcin Mrowiec, dotychczasowy Główny Ekonomista i Szef Biura Analiz Makroekonomicznych, odchodzi z banku.

– Chciałbym podziękować za współpracę Marcinowi Mrowcowi. Jestem przekonany, że
z sukcesami dalej będzie rozwijał swoją ścieżkę zawodową i tego mu dziś bardzo życzę –
podkreśla Marek Lusztyn, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A. Chciałbym również powitać Ernesta Pytlarczyka. Wierzę, że jego szerokie doświadczenie będzie cenne dla banku szczególnie dziś. Obecna sytuacja stanowi wyzwanie dla całego sektora. Kluczowe jest natomiast, aby tę trudną sytuację dobrze rozumieć, interpretować i formułować przewidywania co do przyszłości – dodaje.

Jak koronawirus wpływa na gospodarkę światową i rynek walutowy. Co dalej ze złotym?

Koronawirus wywołujący chorobę COVID-19 nie przestaje siać spustoszenia na rynkach finansowych. Jak wygląda sytuacja na froncie walki z pandemią, jak w tym kontekście radzą sobie waluty i co może je czekać?

Niepokój związany z rosnącym tempem wzrostu nowych zakażeń koronawirusem skłonił wiele państw do podjęcia drastycznych środków mających na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa. Epidemia mocno uderzyła w Europę. Obecnie, obok USA Stary Kontynent jest kluczowym epicentrum kryzysu zdrowotnego. Zarówno Włochy, Hiszpania, jak i Francja oraz Wielka Brytania wprowadziły ogólnokrajowy lockdown w reakcji na skokowy wzrost potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem. Aby zahamować tempo rozprzestrzeniania się wirusa, w znacznej części europejskich państw wprowadzono szereg drakońskich rozwiązań, w tym zamknięte zostały restauracje, kawiarnie, hotele, szkoły i kina. Znacznie ograniczona została również możliwość poruszania się, a wydarzenia sportowe zostały albo odwołane, albo przełożone na późniejszy termin. W wielu krajach zakazano organizacji i uczestnictwa w nawet niewielkich zgromadzeniach.

W ostatnich tygodniach tempo wzrostu liczby nowych zakażeń wirusem (niestety również zgonów, do których się on przyczynił albo spowodował) poza granicami Chin zdecydowanie przyspieszyło. W momencie pisania tego raportu w 203 państwach na całym świecie potwierdzono już ponad 870 tysięcy zakażeń koronawirusem (wzrost o ponad 600 tysięcy w ciągu zaledwie dwóch tygodni). Z kolei liczba przypadków śmiertelnych przekroczyła już 43 tysiące (około pięciokrotny wzrost w tym samym okresie)*. Ogólna liczba przypadków odnotowanych poza granicami Chin wynosi ponad 790 tysięcy, co stanowi nieco ponad 90% wszystkich potwierdzonych zakażeń. Umiarkowany optymizm budzi fakt, że zgodnie z raportami władz sytuacja w Chinach wydaje się być obecnie pod kontrolą. Liczba odnotowywanych dziennie nowych zakażeń w tym kraju zdecydowanie zwolniła, od dwóch tygodni wynosi ona średnio ok. 50 przypadków*.

Wykres 1: Liczba dziennych potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem w Chinach i poza Chinami (23/01 – 31/03)

Liczba dziennych potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem
Źródło: Worldometer Data: 01/04/2020

W USA liczba potwierdzonych zakażeń aktualnie ponad dwukrotnie przekracza tę odnotowaną dotąd w Chinach. Tym samym, Stany Zjednoczone stały się krajem najsilniej dotkniętym przez epidemię koronawirusa. Obecnie to w USA odnotowuje się najwyższą dzienną liczbę nowych zakażeń – ostatni dzień marca przyniósł ich niemal 25 tys. Koronawirus nadal pustoszy również Europę. Wśród państw Starego Kontynentu krajem, w który najmocniej uderzyła epidemia koronawirusa są Włochy, gdzie obecnie notuje się najwięcej zgonów z powodu koronawirusa na świecie. Hiszpania znajduje się na podobnej trajektorii zakażeń i podobnie jak w przypadku USA i Włoch liczba zakażeń w tym kraju przekroczyła tę notowaną w Chinach. Niewiele od tego poziomu odbiegają również Niemcy (Wykres 2).

Dla porównania, obecnie liczba aktywnych przypadków we Włoszech (tj. wszystkich zakażeń bez uwzględniania osób wyleczonych i przypadków śmiertelnych) przygniata liczbę aktywnych przypadków w Chinach, stanowiąc jej 39-krotność. Co więcej, we Włoszech relacja potwierdzonych przypadków do zgonów wynosi obecnie ok. 9:1, podczas gdy w Chinach ten sam wskaźnik znajduje się na poziomie ok. 25:1*. Istotny związek z powyższym prawdopodobnie mają dwie kluczowe kwestie. Po pierwsze, we Włoszech w porównaniu z wieloma innymi krajami, przeprowadza się dużo mniej testów na obecność koronawirusa. Po drugie, mediana wieku we Włoszech jest również relatywnie wysoka i wynosi 46,5 lat (w Chinach 38,4)**.

Wykres 2: Liczba potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem w Europie (26/02 – 31/03)

Liczba potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem w Europie
Źródło: Worldometer Data: 01/04/2020

Jak rynki finansowe reagują na kryzys?

 

W obliczu pandemii zmiany na rynkach finansowych były bardzo dynamiczne i gwałtowne. Przypominały ruchy, jakie obserwowano podczas kryzysu finansowego z lat 2008/09, a w przypadku niektórych indeksów dzienna skala zmian była nawet większa. Rynki akcji doświadczyły gwałtownej wyprzedaży, wielu inwestorów porzuciło bowiem bardziej ryzykowne aktywa na rzecz tzw. bezpiecznych przystani. Część inwestorów z kolei zupełnie opuściła rynek. Główne indeksy giełdowe w USA zdążyły się ustabilizować, aczkolwiek nadal znajdują się na poziomach ok. 20-25% niższych od poziomów z połowy lutego, kiedy notowały historyczne szczyty (Wykres 3). Do spadków o podobnej skali doszło również na europejskich rynkach. Dla przykładu, brytyjski indeks FTSE 100 znalazł się na najniższym poziomie od 2011 roku. W ciągu niecałych trzech tygodni stracił on jedną trzecią dotychczasowej wartości, jednak od tamtej pory odrobił część strat. Zakrojone na szeroką skalę działania banków centralnych i rządów w pewnym stopniu pomogły wesprzeć sentyment, aczkolwiek na tym etapie zdecydowanie nie można mówić o pełnym przywróceniu zaufania inwestorów.

Wykres 3: Indeks S&P 500 oraz Dow Jones Industrial Average (marzec ‘19 – marzec ‘20)

Indeks S&P 500 oraz Dow Jones Industrial Average
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 01/04/2020

Na rynku walutowym najpopularniejszą strategią przez większość ostatnich tygodni było skupowanie dolara amerykańskiego, kosztem zwłaszcza walut gospodarek wschodzących. W sytuacjach w których mieliśmy do czynienia z kryzysem lub istotnymi napięciami na rynkach, dolar zazwyczaj stawał się w oczach inwestorów preferowaną bezpieczną walutą. Nie inaczej jest i tym razem. Poniżej wymieniamy trzy powody, które naszym zdaniem sprawiają, że amerykańska waluta radzi sobie tak dobrze:

  • Dolar jest najbardziej płynną walutą na świecie.
  • Gospodarka USA jest dużo mniej zależna od popytu zewnętrznego w porównaniu z większością gospodarek rozwiniętych, zwłaszcza tych w Europie.
  • Rozprzestrzenianie się wirusa w Stanach Zjednoczonych przez dotychczasową, większą część trwania pandemii nie było tak agresywne jak w Europie i Azji, zwłaszcza biorąc pod uwagę procentowy udział zakażonych w całej populacji (jednak wraz ze wzrostem liczby przeprowadzanych testów w USA doszło do gwałtownego wzrostu liczby wykrytych zakażeń i obecnie Stany Zjednoczone są już krajem najmocniej dotkniętym przez koronawirusa).

Indeks USD ważony handlem wzrósł o ok. 8% w ciągu 10 dni licząc od 10 marca, aczkolwiek od tego czasu waluta straciła część zysków. Przez ostatnie kilka tygodni kurs EUR/USD charakteryzował się bardzo wysokim stopniem zmienności. Na początku kurs wyraźnie rósł, by następnie spaść poniżej poziomu 1,07, do najniższego od niemal trzech lat. W sytuacji, w której Rezerwa Federalna obcięła stopy procentowe do zera, inwestorzy nie mają już powodu, aby kupować euro w nadziei na dalsze zawężanie różnicy w stopach procentowych między Stanami Zjednoczonymi a strefą euro. Wśród głównych walut najbardziej podatnymi na obecny kryzys walutami były korona norweska, dolar australijski i nowozelandzki, a także funt brytyjski.

Brytyjska waluta notuje bardzo dużą zmienność. Kurs GBP/PLN w ostatnim czasie wzrósł do najwyższego poziomu od końcówki 2016 roku. Z kolei w parze z dolarem amerykańskim w drugiej połowie marca funt w pewnym momencie osiągnął najniższy poziom od 1985 roku (Wykres 4). Kluczowe wskaźniki zmienności implikowanej (tj. pokazujące oczekiwaną przyszłą zmienność) na parze GBP/USD eksplodowały, niektóre wzrosły powyżej poziomów na jakich znalazły się w następstwie referendum ws. Brexitu w czerwcu 2016 roku. Przypomnijmy, że wówczas mówiło się, że poziomy te prawdopodobnie będą nieosiągalna przez całe pokolenie.

Ogromną skalę wyprzedaży brytyjskiej waluty widoczną w relacji do USD, jak i EUR naszym zdaniem należy powiązać z zamykaniem przez inwestorów długich pozycji na GBP, które zawierano w następstwie brytyjskich wyborów parlamentarnych z grudnia 2019 roku. Znaczenie w tym kontekście w naszej ocenie ma również to, że funt jest walutą notowaną z dodatkową premią w związku z ryzykiem w kontekście Brexitu, a także znaczny deficyt na rachunku bieżącym Wielkiej Brytanii.

Wykres 4: Kurs GBP/PLN & GBP/USD (luty ‘20 – kwiecień ‘20)

Kurs GBP
Źródło: Refinitv Data: 01/04/2020

Patrząc na waluty gospodarek wschodzących, obecnie wiele z nich znajduje się na poziomach nienotowanych od lat. W ostatnich dniach najgorzej radziły sobie waluty państw, których gospodarki opierają się na produkcji surowców, zwłaszcza w obliczu gwałtownej wyprzedaży ropy (której ceny na światowych rynkach w samym marcu spadły o połowę). Dobrym przykładem jest rubel rosyjski – tylko w marcu waluta Rosji osłabiła się o ok. 15% w parze z dolarem amerykańskim.

 

Istotnej deprecjacji doświadczyły również inne popularne waluty emerging markets, takie jak meksykańskie peso, real brazylijski i rand południowoafrykański. Każda z walut od początku miesiąca osłabiła się o minimum 10% w relacji do USD (w przypadku MXN skala spadku jest bliższa 20%). W kontekście tych walut notowanych z dużą premią za ryzyko dalsze spadki wydają się możliwe, biorąc pod uwagę, że wzrost nowych zakażeń w kluczowych gospodarczo regionach świata nie osiągnął jeszcze szczytu.

Wykres 5: Skala zmian wybranych walut w relacji do USD (miesiąc od daty)

Skala zmian wybranych walut w relacji do USD
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 01/04/2020

W kontekście kryzysu związanego z koronawirusem bardzo słabo radził sobie również polski złoty. Od początku marca polska waluta osłabiła się o ok. 5% w parze z euro, dochodząc do poziomu 4,63 (najniższego poziomu od 2009 roku). W relacji do dolara amerykańskiego, dodatkowo w związku ze zmianami na parze EUR/USD złoty był jeszcze słabszy i znalazł się w pewnym momencie na najniższym poziomie od 2001 roku. Słabość złotego należy wiązać z tym, że jest on walutą emerging markets, która podobnie jak wymienione wyżej waluty jest poddana presji w przypadku rynkowych zawirowań i odwrotu od ryzyka. Złotemu nie sprzyjały też działania polskich decydentów monetarnych, którzy rozluźnili politykę pieniężną obniżając stopy, ścinając stopę referencyjną o 50 pb. i ogłaszając dodatkowe operacje mające wspierać rynek i gospodarkę w trudnych czasach. Patrząc na stawki FRA, jesteśmy w stanie powiedzieć, że rynek obecnie wycenia kolejne cięcie stóp procentowych o ok. 40 pb. w perspektywie miesiąca (co można interpretować jako oczekiwanie ruchu stóp w dół o 25-50 pb.) – co również nie pomaga polskiemu złotemu.

Wykres 6: Kurs EUR/PLN (marzec ‘20 – kwiecień ‘20)

Kurs EUR
Źródło: Refinitiv Data: 01/04/2020

Jak środki prewencyjne wpłyną na gospodarkę światowa?

 

W ostatnich dniach otrzymaliśmy kilka odczytów ekonomicznych, które zaczynają odsłaniać obraz wpływu środków mających ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa na światową gospodarkę. Po tragicznych danych PMI opisujących aktywność biznesową w Chinach w okresie szczytu epidemii nadeszły wstępne marcowe odczyty dla gospodarek zachodnich. Zbiorcze indeksy dla strefy euro (poziom 31,4 pkt.), Wielkiej Brytanii (37,1 pkt.) i Stanów Zjednoczonych (40,5 pkt.) osiągnęły najniższe poziomy w historii pomiarów (Wykres 7). W ostatni czwartek cotygodniowy raport o zadeklarowanych wstępnych bezrobotnych w USA wykazał, że w ciągu tygodnia do 20 marca w Stanach Zjednoczonych o zasiłek ubiegało się aż 3,3 mln nowych bezrobotnych, co niemal pięciokrotnie przekracza szczyt zarejestrowany w czasie ostatniego kryzysu finansowego.

Wykres 7: Zbiorcze indeksy PMI dla USA, strefy euro i Wielkiej Brytanii (2017 – 2020)

Zbiorcze indeksy PMI
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 30/03/2020

W ostatnich tygodniach banki centralne z całego świata robiły co w ich mocy, aby ograniczyć negatywne skutki gospodarcze związane z epidemią koronawirusa. Kluczowe działania w tym kontekście podjęła Rezerwa Federalna, która obcięła stopy procentowe łącznie o 150 punktów bazowych i uruchomiła nieograniczony (jeśli chodzi o skalę zakupów) program luzowania ilościowego. Spora część globalnych banków centralnych podążyła tą samą ścieżką, obcinając agresywnie stopy procentowe, czy też wprowadzając na rynek dodatkową płynność. Podstawowym wyzwaniem stojącym przed bankami centralnymi jest fakt, że polityka monetarna ma ograniczone możliwości w zakresie walki z kryzysem zdrowia publicznego. Decydenci nie są w stanie „wydrukować szczepionki”, ani nie mogą skutecznie skłonić konsumentów do ponoszenia wydatków, zwłaszcza, że w wielu krajach spora część sklepów została zamknięta. Najbardziej skutecznym działaniem, jakiego mogą się podjąć decydenci w świetle obecnego kryzysu, jest naszym zdaniem wsparcie przedsiębiorstw najbardziej narażonych na ryzyko jakie stwarza koronawirus, zwłaszcza małych i średnich. Tego typu pomoc może polegać na zamrożeniu spłat rat kredytów, udostępnieniu niskooprocentowanych pożyczek czy bezpośrednim wsparciu finansowym. W sporej części krajów tego typu wsparcie już nadeszło.

O ile uważamy, że opisane wyżej środki powinny pomóc w złagodzeniu najbardziej bezpośrednich skutków epidemii, obecnie naszym zdaniem pytanie nie brzmi „czy” gospodarka światowa wejdzie w recesję, ale jak głęboka i długotrwała ona będzie. Biorąc pod uwagę zarówno rygor, jak i skalę działań nakierowanych na ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa, jest bardzo możliwe, że uderzenie jakiego doświadczymy przynajmniej w krótkim terminie przerośnie załamanie, które obserwowaliśmy w trakcie poprzedniego kryzysu finansowego z lat 2008/09. Mamy jednak nadzieję, że światowa gospodarka odbije się wyraźnie w momencie, kiedy najgorszy etap pandemii będzie już za nami, a środki mające ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa zaczną być stopniowo wycofywane. Ostatnie działania państw dowodzą, że są one gotowe podjąć niezbędne środki, które pomogą gospodarce przetrwać trudny okres. Wierzymy, że powrót do struktury gospodarczej zbliżonej do tej sprzed pandemii jest możliwy. W przypadku konkretnych państw uważamy, że wiele będzie zależeć od struktury ich gospodarek oraz sposobu w jaki ich rządy będą wspierać działania mające na celu ograniczenie negatywnego wpływu pandemii na przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe. Za kluczowy uznajemy zwłaszcza ostatni punkt.

Czy polski złoty poradzi sobie z pandemią?

Brak historycznego precedensu sprawia, że jakiekolwiek dokładne prognozowanie, zwłaszcza w średnim i długim okresie staje się niezwykle trudne. Na tym etapie możemy stwierdzić jedynie, że rynkowa zmienność w najbliższym czasie niemal na pewno pozostanie bardzo wysoka, zwłaszcza dopóki nie osiągniemy szczytu zakażeń w kluczowych obecnie centrach epidemii, czyli Europie i USA. W bardzo krótkim terminie dolar może pozostać preferowaną walutą safe haven, jednak obserwowany przez nas ostry wzrost przypadków zakażeń koronawirusem w USA powinien ograniczyć atrakcyjność amerykańskiej waluty.

W przypadku walut gospodarek wschodzących uważamy, że zarówno skala jak i kierunek zmian ich kwotowań będą silnie uzależnione od czynników charakterystycznych dla poszczególnych państw. Obok kwestii takich jak płynność, czy rynkowe pozycjonowanie sądzimy, że kluczowe będą czynniki fundamentalne. Trzema najistotniejszymi wskaźnikami w tym zakresie będą w naszej opinii:

  1. poziom rezerw walut zagranicznych (w przeliczeniu na liczbę miesięcy importu),
  2. dług zagraniczny jako % PKB,
  3. bilans rachunku obrotów bieżących jako % PKB.

Polska w tych trzech kategoriach wypada względnie dobrze. Kraj ma umiarkowany poziom rezerw walutowych (pokrywających ok. 5-6 miesięcy importu), a sytuacja rachunku bieżącego ostatnio była wyjątkowo dobra – w IV kwartale 2019 r. odnotowano nadwyżkę rzędu 1,5% PKB.

Spore jest natomiast zadłużenie zagraniczne, które wynosi około 60%. W tym kontekście warto jednak wspomnieć o jego strukturze walutowej, która jest sprzyjająca: dług jest bowiem w istotnej części (ok. ⅓) denominowany w walucie krajowej. Z kolei jego największa część (ok. ½) to dług w euro, którego wahania w parze ze złotym historycznie były relatywnie umiarkowane, nawet w okresach zwiększonej presji.

Patrząc tylko na powyższe czynniki można powiedzieć, że wśród walut emerging markets złoty nie należy do tych charakteryzujących się największym fundamentalnym ryzykiem. Nie wyklucza to oczywiście ryzyka kontynuacji wyprzedaży waluty, szczególnie w krótkim terminie – zwłaszcza jeśli sytuacja w kontekście koronawirusa istotnie się pogorszy. Niemniej, daje to nadzieję na to, że na tle innych walut rynków wschodzących PLN jest relatywnie dobrze przygotowany na przetrwanie tego szoku.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

*ostatnie dane podane w tekście dotyczą stanu na dzień 01/04/20, godz. 14:35

– źródło: Worldometer (Worldometers.info)

**zgodnie z CIA World Factbook

Weszły w życie specjalne rozwiązania dla cudzoziemców związane z epidemią koronawirusa

W związku z obecną sytuacją epidemiologiczną, 31 marca 2020 r. weszła w życie ustawa przewidująca m.in. szczególne rozwiązania dla cudzoziemców w Polsce. Przepisy umożliwią legalne pozostanie w kraju osobom, które chcą realizować dotychczasowy cel pobytu lub nie mogą opuścić Polski w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2.

Do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni (stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii) przedłużeniu ulegnie:

  • legalny pobyt cudzoziemców na podstawie wiz krajowych oraz zezwoleń na pobyt czasowy, który skończyłby się w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii,
  • termin na składanie wniosków o legalizację pobytu,
  • ważność już wydanych zezwoleń na pracę, zezwoleń na pracę sezonową oraz oświadczeń o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi.

Ponadto przesunięte zostaną terminy:

  • na opuszczenie przez cudzoziemców terytorium Polski,
  • dobrowolnego powrotu określone w decyzjach o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu.

Przedłużenie legalnego pobytu obywateli państw trzecich 

Przedłużenie legalnego pobytu cudzoziemca przebywającego w Polsce na podstawie wizy krajowej i zezwolenia na pobyt czasowy będzie dotyczyło sytuacji, w których ostatni dzień legalnego pobytu przypadnie na czas obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Będzie to zatem okres od 14 marca 2020 r., kiedy ogłoszono stan zagrożenia epidemicznego. Wówczas okres legalnego pobytu w Polsce będzie ulegał przedłużeniu z mocy prawa do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego stanu, który obowiązywał jako ostatni.

Przedłużenie legalności pobytu nie będzie wiązało się z umieszczeniem w dokumencie podróży cudzoziemca nowej naklejki wizowej lub wydaniem nowej karty pobytu. Cudzoziemiec nie będzie mógł na podstawie tak przedłużonego pobytu podróżować po terytorium innych państw obszaru Schengen. Będzie miał jednak możliwość realizowania dotychczasowego celu pobytu w Polsce np. wykonywania pracy. Przedłużone zostaną bowiem zezwolenia na pracę i na pracę sezonową oraz dozwolony okres pracy na podstawie oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi. Będzie mógł również opuścić Polskę bez ryzyka wejścia w nielegalny pobyt.

Przedłużenie terminów na składanie wniosków 

Ustawa przewiduje wydłużenie terminów składania wniosków o udzielenie zezwoleń pobytowych, przedłużenie wiz oraz przedłużenie pobytu w ramach ruchu bezwizowego, jeżeli termin ten wypadłby w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Jak dotychczas, wnioski te będzie można złożyć w urzędach wojewódzkich do 30-go dnia następującego po dniu odwołania stanu, który obowiązywać będzie jako ostatni. Pobyt cudzoziemca w Polsce w tym okresie będzie uważany za legalny pod warunkiem, że złoży on wniosek o legalizację pobytu w przedłużonym terminie.

Powyższe rozwiązanie będzie dotyczyło cudzoziemców, którzy chcieliby się ubiegać o:

  • udzielenie zezwolenia na pobyt czasowy, stały lub rezydenta długoterminowego UE,
  • przedłużenie wizy krajowej (symbol D) lub wizy Schengen (symbol C),
  • przedłużenie okresu pobytu w ramach ruchu bezwizowego – dotyczy to tylko obywateli Brazylii, Argentyny, Chile, Hondurasu, Kostaryki, Nikaragui, Singapuru i Urugwaju, ponieważ umowy o zniesieniu obowiązku wizowego tylko z tymi krajami przewidują taką możliwość.

Przedłużenie terminów opuszczenia terytorium Polski 

Ustawa zawiera rozwiązanie stanowiące podstawę przedłużenia z mocy prawa terminów opuszczenia terytorium Polski wynikające z art. 299 ust. 6 ustawy o cudzoziemcach (np. w związku z doręczeniem ostatecznej decyzji o odmowie udzielenia zezwolenia na pobyt czasowy), jeżeli wypadałyby one w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Ich przedłużenie nastąpi do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni.

Przedłużenie terminów dobrowolnego powrotu określonych w decyzjach o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu 

Zakładane jest przedłużenie z mocy prawa terminu dobrowolnego powrotu określonego w decyzji o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu, którego koniec wypadałby w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Jak w przypadku pozostałych rozwiązań zawartych w ustawie, przedłużenie terminu nastąpi do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni.

Obywatele państw UE, Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA), Konfederacji Szwajcarskiej i przebywający z nimi członkowie rodzin 

Wprowadzenie w Polsce stanu zagrożenia epidemicznego, a następnie stanu epidemii, nie wpływa w żaden sposób na prawa pobytowe obywateli państw członkowskich Unii Europejskiej, Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA), Konfederacji Szwajcarskiej i przebywających z nimi członków rodzin. Uprawnienia te nie są bowiem uzależnione od posiadania jakichkolwiek zezwoleń czy dokumentów.

Savills Investment Management kupił za 71 mln euro centrum logistyczne Leroy Merlin pod Łodzią

  • Wartość transakcji nabycia centrum logistycznego o powierzchni ponad 123 000 mkw. wyniosła 71 mln EUR.
  • Centrum dystrybucyjne Leroy Merlin w miejscowości Piątek pod Łodzią jest największym
    w Polsce jednokondygnacyjnym obiektem magazynowym, zrealizowanym w formule BTS (build-to-suit).

Savills Investment Management (Savills IM), międzynarodowy menedżer inwestycyjny działający na rynku nieruchomości komercyjnych, nabył za 71 mln EUR centrum logistyczne Leroy Merlin w miejscowości Piątek pod Łodzią. Nieruchomość została zakupiona przez Savills IM od Invesco Real Estate w imieniu koreańskich inwestorów instytucjonalnych, zarządzanych przez Vestas Investment Management („Vestas”).

Centrum magazynowe położone jest ok. 40 km na północ od Łodzi, stanowiącej centralny punkt na logistycznej mapie Polski. Lokalizacja nieruchomości w miejscowości Piątek, zaledwie 2 km od węzła A1 „Piątek” – Stryków i 30 km od skrzyżowania autostrad A1 i A2, gwarantuje dogodny dostęp do kluczowych korytarzy transportowych. Podpisując umowę najmu na okres 10 lat, Leroy Merlin skonsolidował w obiekcie wszystkie swoje operacje logistyczne w Polsce. W październiku 2019 r., Panattoni Europe poinformowało, iż jest to dotychczas największy na polskim rynku jednokondygnacyjny obiekt magazynowy, zrealizowany w formule BTS (build-to-suit).

Transakcja nabycia centrum logistycznego o łącznej powierzchni ponad 123 000 mkw. została przeprowadzona przez Savills IM w formule „forward commitment to purchase”. Sfinalizowano ją po oddaniu do użytkowania drugiej fazy projektu i przekazaniu przestrzeni najemcy. Wartość inwestycji wyniosła 71 mln EUR i dzięki tej transakcji, łączna wartość portfela aktywów nieruchomościowych zarządzanych przez Savills IM w Polsce, wzrosła do około
1,4 mld EUR.

Równocześnie, nabycie centrum dystrybucyjnego pod Łodzią sprawiło, że wartość aktywów logistycznych Vestas Investment Management w Europie wzrosła do około 1 mld EUR,
z czego aż 470 mln EUR przypada na inwestycje zrealizowane w partnerstwie z Savills IM.

Podczas transakcji Savills IM doradzały firmy Savills i Dentons, natomiast Invesco Real Estate reprezentował Greenberg Traurig.

Alistair Ennever, Director in the Strategic Partnerships team w Savills Investment Management, powiedział:

Cieszymy się, że mogliśmy doradzać firmie Vestas oraz jej inwestorom przy zakupie centrum magazynowego Leroy Merlin w Piątku pod Łodzią. Obiekt jest bardzo dobrze zlokalizowany, a jego istotną zaletę stanowi również długoterminowe zobowiązanie ze strony najemcy. Jest to kolejna wysokiej jakości inwestycja wybudowana przez Panattoni. Z przyjemnością zawarliśmy tę transakcję wspólnie z Invesco Real Estate, właścicielem i inwestorem całego projektu. Jesteśmy bardzo zadowoleni z realizacji kolejnej transakcji z naszymi partnerami
z Vestas i z niecierpliwością czekamy na możliwość dalszych działań w przyszłości
.”

John Palmer, Head of Industrial Investment w Savills Polska, skomentował:

Transakcja potwierdza atrakcyjność regionu magazynowego Polski Centralnej, zarówno dla inwestorów instytucjonalnych, jak i dla najemców, w tym zwłaszcza dla sieci handlowych, firm produkcyjnych i operatorów logistycznych, którzy lokują w nim swoje centra dystrybucyjne do obsługi krajowych i międzynarodowych klientów. Również z perspektywy rynku inwestycyjnego to bardzo pożądana lokalizacja, która cieszy się dużym zainteresowaniem funduszy.”

Petr Sramek, Director of CEE Transactions w Invesco Real Estate, dodał:

Jesteśmy zadowoleni, że realizując tę inwestycję magazynową w centralnej lokalizacji logistycznej w Polsce, napotkaliśmy na bardzo sprzyjające otoczenie rynkowe. Zakończona sukcesem transakcja, odzwierciedla obiecujące połączenie dobrej inwestycji ze stabilnym, godnym zaufania i długoterminowym najemcą oraz korzystną lokalizacją.

Jonathan Pierce, Senior Director – Fund Management w Invesco Real Estate, podsumował:

Nasza pan-europejska strategia zakłada dużą elastyczność w podejściu transakcyjnym. Stale skupiamy się na osiąganiu świetnych wyników poprzez realizację działań, których celem jest zwiększenie dochodu i /lub zwrotu kapitału z aktywów. Dzięki decyzji o sprzedaży centrum dystrybucyjnego w Piątku koło Łodzi, nasze założenia zrealizowaliśmy z nawiązką, uzyskując dobre wyniki dla naszych inwestorów.

Bolesne tygodnie przed nami

Nowy miesiąc, nowy kwartał, ale awersja do ryzyka znajoma. Prezydent USA przestrzega, że kolejne tygodnie będą „bolesne” dla gospodarki USA, co dla rynków oznacza materializację tego bólu już teraz. Morze czerwieni zalewa rynek akcji, a na FX mamy tradycyjną ucieczkę w dolara i jena. Zaplanowane odczyty danych będą tylko przypominać, jak fatalnie wygląda otoczenie finansowo-gospodarcze.

„Nasza siła zostanie przetestowana, nasza wytrzymałość zostanie wystawiona na próbę. Przechodzimy przez najgorszą rzecz, jaką ten kraj prawdopodobnie widział”, powiedział prezydent Trump i tym samym przypomniał, że zeszłotygodniowy rajd ryzykownych aktywów był tylko przerywnikiem w generalnie paskudnych warunkach. Pomimo stabilizacji sytuacji rynkowej (nie mamy spadków indeksów o prawie 10 proc.), wciąż nie możemy mówić o tym, że najgorsze minęło. Szok gospodarczy dopiero będzie uwidaczniał się w danych, a sytuacja nie poprawi się, dopóki nie zobaczymy minięcia punktu przegięcia w kryzysie zdrowotnym. USA pozostają na trajektorii wzrostowej dla nowych przypadków zachorowań z Nowym Jorkiem jako nowym epicentrum epidemii. Już 75 proc. Amerykanów ma nakazane pozostawać w domach. Mamy sygnały poprawy sytuacji we Włoszech i Hiszpanii, ale Azja jest ostrzegana przez WHO przed drugą falą zachorowań. Do tego dochodzą lawino rosnące przypadki w słabo przygotowanych krajach rozwijających się. Więcej bolesnych tygodni przed nami, a to oznacza, że nie ma mowy jeszcze o uklepywaniu dna na rynkach. Słuchając się Trumpa, wrócimy do tematu za dwa tygodnie.

Klimat jest ponury, ale są też jasne akcenty. Wczoraj Fed zrobił kolejny krok na rzecz zadbania o dostępność USD dla tych, którzy jej potrzebują poza granicami USA. Fed otwiera tymczasowy program operacji repo dla innych banków centralnych, gdzie zamierza dostarczać USD pod zastaw obligacji skarbowych rządu USA. Program ma służyć jako alternatywne źródło pozyskiwania dolarów bez konieczności generowania podaży papierów skarbowych. Jest to kolejne narzędzie obok swapów walutowych, które zostały udostępnione czternastu bankom centralnym. Pozwalają one na złagodzenie napięć na rynku przy poszukiwaniach USD przez zagraniczne podmioty, które np. potrzebują dolarów do uregulowania zapadającego zadłużenia. Z perspektywy rynku walutowego nowy program niewiele zmienia. Nie jest tak silny jak wcześniej wprowadzone swapy. Jego wykorzystanie zależy też od tego, czy zagraniczne banki centralne mają dostęp do papierów skarbowych USA. Jeśli bank nie ma obligacji w swoich rezerwach, nowy program mu nie pomoże. Chiny i Japonia są w posiadaniu największej ilości obligacji USA, przy czym BoJ już korzysta z linii swapowej, z której pobrał już 370 mld USD. Wygląda na to, że Fed otwiera drogę dla banku centralnego Chin, oferując alternatywę dla upłynniania rezerw LBCh na rynku. Zatem nowe narzędzie bardziej chroni rynek obligacji skarbowych USA, a niewiele robi w uchronieniu rynków przed kolejną eksplozją ryzyka kredytowego przy poszukiwaniu USD przez te podmioty, które nie mogą pozyskać dolarów od rodzimych banków centralnych.

Indeks PMI dla polskiego przemysłu spadł w marcu do 42,4 z 48,2, co oznacza, że sektor kurczy się w najszybszym tempie do kwietnia 2009 r., podczas gdy załamanie w sektorze przedłuża się do 17 miesięcy. Według raportu Markit produkcja i nowe zamówienia spadają w najszybszym tempie od grudnia 2008 r. Pogorszyły się prognozy dot. przyszłej produkcji. Rekordowy spadek odnotował subindeks zatrudnienia. EUR/PLN podchodzi pod 4,58, ale bardziej na fali globalnej awersji do ryzyka, gdyż słaby odczyt PMI był zdyskontowany po znanych już wskazaniach z Europy Zachodniej. Mimo to sytuacja w przemyśle nie daje punktu zaczepienia dla oczekiwań na szybki powrót złotego pod 4,50 za euro. Dziś 4,60 nie wydaje się odległym poziomem.

Raport ISM dla sektora przemysłowego USA będzie punktem odniesienia dla oceny, jak źle jest z aktywnością gospodarczą. W raporcie ADP spodziewany jest spadek zatrudnienia o 150 tys. i dane rzucą więcej światła, czego spodziewać się po NFP w piątek.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Koronawirus całkowicie sparaliżował działanie 30 proc. firm, ożywił 3 proc

Blisko połowa firm, w warunkach kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa, utrzyma stabilność finansową najwyżej 2-3 miesiące. Co siódma firma, jest w stanie wytrwać do 4 tygodni, a część już nie daje rady. Przytłoczeni sytuacją przedsiębiorcy oczekują pomocy Państwa, przede wszystkim chcieliby anulowania i odroczenia składek ZUS, przejęcia płatności zasiłków chorobowych od 1 dnia oraz preferencyjnych kredytów na 0 proc. – wynika z badań przeprowadzonych dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, przez Research&Grow.

Koronawirus całkowicie sparaliżował działanie 30 proc. firm, ożywił 3 proc
Źródło: BIG InfoMonitor

Statystyki pokazują, że biznes został skażony koronawirusem znacznie bardziej niż ludzie. Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, pandemia z dnia na dzień unieruchomiła niemal jedną trzecią mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. Te firmy znalazły się w najgorszej sytuacji. Połowie firm pandemia ograniczyła produkcję i obsługę klientów. Powodów nie brakuje, drastyczny spadek zamówień wynikający z paraliżu gospodarki, administracyjny zakaz realizacji określonych usług oraz niedostępność pracownikówW warunkach siejącego lęk wirusa, na razie pracuje bez zmian co czwarta firma. Są też biznesy, które zyskały, ale jest ich niewiele. Tylko trzy firmy na 100 przyznają, że właśnie przeżywają boom.

– Paraliż gospodarki wywołany pandemią z dnia na dzień odebrał wielu firmom dochody, pozostawiając jednak koszty. Oszczędności? To przede wszystkim zwolnienia, a tego nikt dziś nie chce, ani biznes, któremu zależy na zachowaniu pracowników, bo gdy sytuacja się uspokoi trudno będzie bez ludzi szybko rozpocząć działalność, ani Państwo, a tym bardziej pracownicy. Stąd oczekiwanie szybkiego i kompleksowego wsparcia ze strony Państwa, w tym głównie zniesienia konieczności płacenia składek ZUS. Firmy są w różnej kondycji i jak widać w naszym badaniu, co czwartej wystarczyłoby przełożenie na później płatności ZUS-u, ale zdecydowana większość aby przetrwać kryzys i czas po kryzysie potrzebuje ich zniesienia – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Przedsiębiorcy rozpaczliwe wypatrują pomocy. Na pytanie, jakie trzy rozwiązania byłyby najbardziej pomocne w przetrwaniu kryzysu dla Twojej firmy? Większość mikro, małych i średnich wskazuje anulowanie składek na ZUS przez kilka miesięcy. Potrzebuje tego dwie trzecie badanych (67 proc.). Dla nieco mniej niż połowy przedsiębiorstw (44 proc.) bardzo ważne są też dopłaty do wynagrodzeń. Około jednej czwartej wskazań zyskało przejęcie przez ZUS zasiłku chorobowego już od 1. dnia choroby pracownika oraz odroczenie wymagalności składek ZUS-u. Dla jednej piątej firm istotnym wsparciem będzie odroczenie spłaty kredytów. W podobny stopniu pożądane byłyby również preferencyjne nieoprocentowane kredyty.

Koronawirus całkowicie sparaliżował działanie 30 proc. firm, ożywił 3 proc 2
Źródło: BIG InfoMonitor
Koronawirus całkowicie sparaliżował działanie 30 proc. firm, ożywił 3 proc 3
Źródło: BIG InfoMonitor

– Powszechne oczekiwanie szeroko zakrojonej pomocy ze strony Państwa łatwiej zrozumieć, gdy spojrzy się na przewidywania przedsiębiorców, ile potrwa paraliż gospodarczy spowodowany pandemią. Większość ankietowanych firm spodziewa się, że sytuacja kryzysowa związana z koronawirusem przeciągnie się co najmniej do początku lipca. A co trzecie mikro, małe i średnie przedsiębiorstwo obawia się, że może to trwać jeszcze dłużej – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Tymczasem już 7 proc. przedstawicieli firm twierdzi, że ich biznes stracił stabilność finansową, 14 proc. mówi, że jest w stanie przetrwać co najwyżej miesiąc, 19 proc. daje sobie dwa miesiące, a 27 proc. trzy miesiące. 8 proc. nie potrafi przewidzieć jak będzie. Nieco więcej komfortu ma 16 proc. ankietowanych uważają, że zachowają stabilność finansową do pół roku, a niektórzy dłużej. 10 proc. deklaruje, że w kryzysowej sytuacji ich stabilność nie jest zagrożona.

Koronawirus całkowicie sparaliżował działanie 30 proc. firm, ożywił 3 proc 4
Źródło: BIG InfoMonitor

Co radzą sobie nawzajem przedsiębiorcy w tak niespodziewanej sytuacji?

Przede wszystkim by zachować spokój i wykazać się cierpliwością. Przedsiębiorcy są też zdania, że należy się dostosować i kontynuować działalność, korzystać z pomocy Państwa i troszczyć o zdrowie pracowników.

W przyjętym przez Parlament pakiecie pomocy Tarczy Antykryzysowej  znalazły się m.in. takie rozwiązania jak:

  • zwolnienie mikrofirm do 9 osób ze składek do ZUS na 3 miesiące (marzec–maj) – zwolnienie dotyczy składek za przedsiębiorcę i pracujące dla niego osoby; skorzystać mogą także samozatrudnieni z przychodem do 3-krotności przeciętnego wynagrodzenia, którzy opłacają składki tylko za siebie (15 681 zł);
  • świadczenie postojowe w kwocie do ok. 2 tys. zł – dla zleceniobiorców (umowa zlecenia, agencyjna, o dzieło) i samozatrudnionych o przychodzie poniżej 3-krotności przeciętnego wynagrodzenia przez dwa miesiące;
  • dofinansowanie wynagrodzeń pracowników – do wysokości 40% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia i uelastycznienie czasu pracy – dla firm w kłopotach.

A także:

  • czasowe zniesienie opłaty prolongacyjnej przy odraczaniu lub rozkładaniu na raty należności skarbowych i składkowych (ZUS);
  • umożliwienie odliczenia od dochodu (przychodu) darowizn przekazanych na przeciwdziałanie COVID-19;
  • korzystniejsze zasady rozliczania straty;
  • wsparcie firm transportowych przez ARP w refinansowaniu umów leasingowych;
  • ułatwienia dla branży turystycznej;
  • umożliwienie sklepom – w niedziele objętym zakazem handlu – przyjmowania towaru, rozładowywania go oraz wykładania na półki;
  • obniżenie o 90 proc. czynszów najemców lokali i tzw. wysp w galeriach handlowych, dopóki obiekty te mają zakaz normalnego funkcjonowania;
  • przedłużenie legalnego pobytu i zezwoleń na pracę dla obcokrajowców;
  • zwalnianie z naliczania kar umownych za – związane z epidemią – opóźnienia przy realizacji przetargów;
  • umożliwienie gminom odstąpienia od pobierania podatku od nieruchomości od firm, które przez epidemię koronawirusa utraciły płynność finansową;
  • przedłużenie bankowych kredytów obrotowych, w oparciu o dane finansowe na koniec 2019;
  • gwarancje de minimis z BGK;
  • dopłaty BGK do odsetek;
  • fundusze płynnościowe BGK, PFR i KUKE, w tym możliwość uzyskania – przez średnie i duże firmy – z funduszu PFR Inwestycje podwyższenia kapitału lub finansowania w postaci obligacji – łącznie o wartości 6 mld zł.

Badanie przeprowadzone przez Research&Grow techniką CATI na próbie małych i średnich firm – do 250 pracowników,  N=251, 16-18 marca 2020 r.

Tarcza antykryzysowa – omówienie przyjętych zapisów

Projekty ustaw, składające się na tzw. tarczę antykryzysową, zostały ostatecznie przyjęte przez sejm. Ekspert kancelarii Chałas i Wspólnicy omawia kluczowe zapisy dla przedsiębiorców i wyjaśnia, jak z nich skorzystać.

Ochrona miejsc pracy i dofinansowanie do wynagrodzeń

Dla pracodawców, których obroty gospodarcze w następstwie wystąpienia COVID-19 spadły, przewidziane zostało świadczenie na rzecz ochrony miejsc pracy oraz wypłata z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych świadczeń na dofinansowanie wynagrodzenia pracowników.

Za spadek obrotów gospodarczych uznaje się spadek sprzedaży towarów lub usług, w ujęciu ilościowym lub wartościowym:

  • nie mniej niż o 15%, obliczony jako stosunek łącznych obrotów w ciągu 2 kolejnych miesięcy w okresie po 01.01.2020 r., do łącznych obrotów z analogicznych 2 miesięcy z roku ubiegłego w następstwie wystąpienia COVID 19, lub
  • nie mniej niż o 25 %, obliczony jako stosunek łącznych obrotów w ciągu dowolnie wskazanego miesiąca w okresie po 01.01.2020 r., w porównaniu do obrotów z miesiąca poprzedniego.

Przewidziane zostały w tym przypadku dwa świadczenia dla pracodawców.

Po pierwsze, w przypadku objęcia pracownika przestojem ekonomicznym z powodu spadku obrotu gospodarczego w następstwie wystąpienia COVID-19 pracodawca wypłaca wynagrodzenia obniżone:nie więcej niż o 50% ale nie niższe niż w wysokości minimalnego wynagrodzenia z uwzględnieniem wymiaru czasu pracy

– mówi Adam Ziębicki, associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Obniżone wynagrodzenie pracownika jest dofinansowywane ze środków FGŚP w wysokości 50% minimalnego wynagrodzenia z uwzględnieniem wymiaru czasu pracy. Dofinansowanie to nie przysługuje wobec pracowników, których wynagrodzenie w miesiącu poprzedzającym złożenie wniosku przez przedsiębiorcę było wyższe niż 300% przeciętnego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału ogłoszonego przez Prezesa GUS

– dodaje Ziębicki.

Po drugie, pracodawca, który obniżył wymiar czasu pracy w związku ze spadkiem obrotów gospodarczych w następstwie wystąpienia koronawirusa, może obniżyć wymiar czasu pracy pracownika o 20%, nie więcej niż do 0,5 etatu, z zastrzeżeniem, że wynagrodzenie nie może być niższe niż minimalne wynagrodzenie za pracę, z uwzględnieniem wymiaru czasu pracy. Przy tak obniżonym wymiarze czasu, FGŚP dofinansuje maksymalnie do 40% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału.

Oba świadczenia przysługują przez łączny okres 3 miesięcy od dnia złożenia wniosku o wypłatę świadczeń.

Skrócenie wymiaru wypoczynku dla pracowników

Dla pracodawców, którzy nie zalegają w regulowaniu zobowiązań podatkowych oraz składek na ubezpieczenia społeczne została przewidziana również możliwość skrócenia:
dobowego czasu nieprzerwanego odpoczynku dla pracownika z 11 do 8 godzin (z gwarancją oddania pracownikowi równoważnego odpoczynku w okresie 8 tygodni)
tygodniowego czasu odpoczynku z 35 do 32 godzin.
Pracodawca w porozumieniu ze związkami zawodowymi lub przedstawicielami pracowników będzie mógł także wydłużyć dobowy wymiar czasu pracy do 12 godzin oraz okres rozliczeniowy do maksymalnie 12 miesięcy.

Dopłaty do składek ZUS

Pracodawcy, w przypadku spadku obrotów gospodarczych w następstwie COVID-19, może zostać przyznane dofinansowanie części kosztów wynagrodzeń pracowników oraz należnych od tych wynagrodzeń składek na ubezpieczenia społeczne.

Przez spadek obrotów gospodarczych rozumie się zmniejszenie sprzedaży towarów lub usług w ujęciu ilościowym lub wartościowym obliczone jako stosunek łącznych obrotów w ciągu dowolnie wskazanych 2 kolejnych miesięcy kalendarzowych, przypadających w okresie po dniu 1 stycznia 2020 r. do dnia poprzedzającego dzień złożenia wniosku o przyznanie dofinansowania, w porównaniu do łącznych obrotów z analogicznych 2 kolejnych miesięcy kalendarzowych roku poprzedniego. Za miesiąc uważa się także 30 kolejno po sobie następujących dni kalendarzowych, w przypadku gdy dwumiesięczny okres porównawczy rozpoczyna się w trakcie miesiąca kalendarzowego, to jest w dniu innym niż pierwszy dzień danego miesiąca kalendarzowego.

Dofinansowanie, w przypadku spadku obrotów o:

  • co najmniej 30% może być przyznane w wysokości nieprzekraczającej kwoty sumy 50% wynagrodzeń poszczególnych pracowników objętych wnioskiem o dofinansowanie i 50% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę;
  • co najmniej 50% może być przyznane w wysokości nieprzekraczającej kwoty sumy 70% wynagrodzeń poszczególnych pracowników objętych wnioskiem o dofinansowanie i 70% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę;
  • co najmniej 80% może być przyznane w wysokości nieprzekraczającej kwoty sumy 90% wynagrodzeń poszczególnych pracowników objętych wnioskiem o dofinansowanie i 90% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę.

Dofinasowanie to może być przyznane na okres nie dłuższy niż 3 miesiące. Pracodawca jest zobowiązany do utrzymania w zatrudnieniu pracowników objętych umową przez okres dofinansowania oraz po zakończeniu okresu dofinansowania, przez okres równy temu okresowi.

Powyższe rozwiązania stosuje się analogicznie dla przedsiębiorców będących osobami fizycznymi niezatrudniającymi pracowników, w celu dofinansowania części kosztów prowadzenia działalności gospodarczej

– wyjaśnia Adam Ziębicki, associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Zwolnienie ze składek dla mikrofirm

Dla mikrofirm zatrudniających do 9 osób przewidziane zostało zwolnione ze składek ZUS przez 3 miesiące tj. od 1 marca 2020 r. do 31 maja 2020 r. Zwolnienie dotyczy składek za przedsiębiorcę i pracujących dla niego osób. Zwolnienie dotyczy składek na ubezpieczenia społeczne, ubezpieczenie zdrowotne, Fundusz Pracy, Fundusz Solidarnościowy, FGŚP, FEP. Przedsiębiorca oraz pracujący na jego rzecz pracownicy zachowują prawo od świadczeń zdrowotnych i ubezpieczeń społecznych za okres zwolnienia ze składek.

Pożyczki dla mikroprzedsiębiorców

Dla mikroprzedsiębiorców została przewidziana pożyczka w wysokości do 5.000,00 zł przez okres 6 miesięcy. Pożyczka jest jednorazowa, wypłacana ze środków Funduszu Pracy na pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności gospodarczej. Pożyczka jest oprocentowana w wysokości 0,05%, zaś okres jej spłaty nie może być dłuższy niż 12 miesięcy. W obecnie proponowanym rozwiązaniu przewiduje się, że pożyczka wraz z odsetkami ulega umorzeniu, pod warunkiem, że przedsiębiorca przez okres 3 miesięcy od dnia jej udzielenia nie zmniejszy stanu zatrudnienia na dzień 29 lutego 2020 r. w przeliczeniu na pełny wymiar czasu pracy.

Dla przedsiębiorców, którzy ponoszą negatywne konsekwencje COVID-19 przewidziane zostało prawo odliczenia straty poniesionej w 2020 r. od dochodu z działalności uzyskanego w 2019 r. Warunkiem jest osiągnięcie w 2020 r. w porównaniu do 2019 r. przychodów niższych o co najmniej 50%. Obniżenie jest jednorazowe, nie więcej niż o kwotę 5.000.000,00 zł. Tarcza odroczyła także niektóre terminy wykonania obowiązków spoczywających na przedsiębiorcach.

Koronawirus ogranicza emisje CO2. Kryzys po pandemii może jednak zepchnąć ochronę klimatu na drugi plan

Okazuje się, że pandemia koronawirusa ma pozytywny wpływ na stan środowiska – wskazują ekolodzy. Zamykanie fabryk, ograniczenia w transporcie czy spowolnienie aktywności gospodarczej już przyczyniły się do poprawy jakości powietrza, widocznej nawet na zdjęciach satelitarnych NASA i ESA. Jak podkreśla ekspert SGGW, prof. Zbigniew Karaczun, ta poprawa jest jednak krótkotrwała i nie oznacza systemowej zmiany na lepsze. Z kolei recesja, która nastąpi po okresie pandemii, może skłonić rządy wielu państw do wspierania gospodarki kosztem polityki środowiskowej i cięcia wydatków na inwestycje proekologiczne.

– Wpływ pandemii koronawirusa na stan środowiska można uznać za pozytywny. Zmniejszenie aktywności gospodarczej, transportu lotniczego i samochodowego znacząco zmniejszyło presję działalności człowieka na środowisko przyrodnicze. Świetnie widać to np. na zdjęciach satelitarnych znad Chin porównywanych w grudniu i w lutym. Rzeczywiście Chiny były wtedy w zasadzie czystym państwem, co jest dla nich bardzo rzadkie. Wszędzie tam, gdzie rządy ogłaszają kwarantannę czy ograniczenia dla działalności ludzi, zmniejsza się wielkość emisji do środowiska, poprawia się stan jakości powietrza i wody. Jednak musimy mieć świadomość, że to jest wpływ krótkotrwały – mówi agencji Newseria Biznes prof. Zbigniew Karaczun z Katedry Ochrony Środowiska SGGW, ekspert Koalicji Klimatycznej.

Spadek zanieczyszczenia powietrza został po raz pierwszy zaobserwowany na zdjęciach satelitarnych NASA w chińskiej prowincji Hubei, gdzie wybuchła epidemia. Naukowcy z Uniwersytetu Stanforda wyliczyli, że w Chinach emisje CO2 spadły w sumie o 1/4, co mogło uratować życie 4 tys. dzieci poniżej piątego roku życia i 73 tys. osób starszych, powyżej 70 lat. To z kolei oznacza, że liczba ludzi uratowanych w ten sposób może wielokrotnie przewyższać liczbę zgonów spowodowanych pandemią koronawirusa w samych Chinach.

Dane z satelity Copernicus Sentinel-5P, który jest obecnie najdokładniejszym przyrządem do pomiaru zanieczyszczenia powietrza z kosmosu, pokazują jego spadek – zwłaszcza emisji dwutlenku azotu, również we Włoszech – podała Europejska Agencja Kosmiczna. Redukcja jest szczególnie widoczna w północnych Włoszech, co zbiega się z ogólnokrajową blokadą, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się koronawirusa.

Ekspert podkreśla jednak, że ta poprawa jakości środowiska naturalnego jest tylko krótkotrwała i nie oznacza systemowej zmiany na lepsze.

– Obawiamy się, że kiedy skończy się panika związana z pandemią i wrócimy do normalnej rzeczywistości po kwarantannie, wtedy być może rządy będą starały się wspierać działalność gospodarczą nawet kosztem środowiska przyrodniczego. Może się okazać, że w nadchodzących miesiącach, latach czy tygodniach będziemy emitować do atmosfery znacznie więcej – mówi prof. Zbigniew Karaczun.

Zdaniem ekspertów ograniczenia wprowadzone z powodu pandemii mogą przełożyć się na długotrwałe korzyści, gdyż wiele osób zrezygnuje z niepotrzebnych podróży, wzrośnie też znaczenie zdrowia publicznego. Z drugiej strony spodziewana recesja może skłonić rządy wielu państw do wspierania gospodarki kosztem polityki środowiskowej i cięcia wydatków związanych z inwestycjami proekologicznymi.

– To, że dziś wszyscy zajmujemy się pandemią, nie oznacza, że powinniśmy zapomnieć o zmianach klimatu. One są równie wielkim niebezpieczeństwem, które nie zniknie, kiedy ją zwalczymy. Potrzebne są równie stanowcze działania w odniesieniu do ochrony klimatu – mówi ekspert Koalicji Klimatycznej.

Jak podkreśla, pandemia koronawirusa pokazuje, że możliwa jest globalna mobilizacja polityczna i społeczna na rzecz wspólnego celu. Taka sama mobilizacja i koalicja wszystkich państw będzie też potrzebna po uporaniu się z SARS-CoV-2.

– Mam nadzieję, że ta nauczka, którą daje nam pandemia, zostanie też odniesiona do ochrony klimatu, pokaże nam, że możemy zmienić gospodarkę, dostosować ją do wymogów ochrony środowiska – mówi prof. Zbigniew Karaczun. – W Polsce, Europie i na całym świecie o 180 stopni zmieniliśmy swoje życie, dostosowaliśmy się do wyzwań, jakie stawia przed nami pandemia. To pokazuje, że zmiana jest możliwa. To powinna być nauczka dla nas wszystkich, zwłaszcza polityków, że takie działania w zakresie ochrony klimatu i środowiska są możliwe. Jeżeli na jednej szali jest nasze bezpieczeństwo, wynikające z konieczności zachowania systemu przyrodniczego, a z drugiej – krótkoterminowe korzyści finansowe, to podobnie jak w przypadku tej pandemii powinniśmy postawić na to bezpieczeństwo.

Według danych Europejskiej Agencji Środowiska  (EEA) zmniejszony ruch w miastach i ograniczenia w transporcie przekładają się na spadek zanieczyszczenia powietrza. W Mediolanie stężenie emitowanego głównie przez transport dwutlenku azotu (NO₂) spadło o 21 proc. w stosunku do analogicznego okresu rok wcześniej, w Barcelonie – o 55 proc., Madrycie – 41 proc., a Lizbonie – 51 proc.

Mimo to w Warszawie i wielu innych polskich miastach w ostatnich dniach utrzymywał się smog, a normy stężenia pyłów PM2,5 i PM10 były wielokrotnie przekroczone, o czym informowały m.in. Warszawski Alarm Smogowy i stowarzyszenie Miasto Jest Nasze. Według ekspertów taka sytuacja wynika m.in. z faktu, że nocą utrzymywały się niskie temperatury, więc mieszkańcy zaczęli grzać w swoich domach i palić w kominkach. Za smog w głównej mierze odpowiada więc ogrzewanie z tzw. kopciuchów i kominków. To sytuacja niekorzystna o tyle, że – jak zauważa stowarzyszenie Miasto Jest Nasze – pyły zawieszone stanowią podłoże, które umożliwia koronawirusowi pozostawanie w powietrzu w odpowiednich warunkach przez określony czas, od kilku godzin do nawet kilku dni.

Premier Mateusz Morawiecki: Zakładamy scenariusz, że polska gospodarka będzie zamknięta przez dłuższy czas. Dopóki nie ma szczepionki, wszystko zależy od przestrzegania nałożonych ograniczeń

Premier Mateusz Morawiecki: Zakładamy scenariusz, że polska gospodarka będzie zamknięta przez dłuższy czas. Dopóki nie ma szczepionki, wszystko zależy od przestrzegania nałożonych ograniczeń 2

We wtorek rząd ogłosił dodatkowe obostrzenia w celu ochrony przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Im dłużej potrwa pandemia, tym poważniej jej skutkami będą dotknięte gospodarki Polski i jej partnerów z Unii Europejskiej. Pierwsze skutki już widać: prognozy 10-proc. spadku PKB, wnioski o wakacje kredytowe i zmianę harmonogramu spłat, obniżki wynagrodzeń i zwolnienia. W obliczu braku szczepionki i lekarstwa jedynym sposobem na ograniczenie choroby i wywołanej przez nią recesji jest higiena i izolacja.

Budujemy różne scenariusze i wśród wielu zakładamy również ten, w którym polska gospodarka będzie zamknięta czas dłuższy, pewnie podobny jak gospodarka europejska. Życzyłbym sobie i wszystkim tego, żeby ten czas zamknięcia był jak najkrótszy, i cały czas mam poważne nadzieje, oparte również na analizach, że być może on będzie krótszy niż w Europie Zachodniej we Francji, Włoszech czy w Hiszpanii – podkreślił podczas konferencji premier Mateusz Morawiecki w odpowiedzi na pytanie agencji Newseria. – Ale czy tak się ostatecznie stanie, zależy od tego, czy będziemy przestrzegać tych rygorów, które dzisiaj nakładamy. Bezwzględna izolacja osób starszych i oczywiście, jeżeli przemieszczają się, utrzymywanie odpowiedniego dystansu i dezynfekowanie rąk.

Kolejne ograniczenia dotkną sklepy. Naraz będzie mogło w nich przebywać tylko tylu klientów, ile wynosi trzykrotność kas. Będą musieli robić zakupy w rękawiczkach, które powinien zapewnić sklep. Przed południem, w godzinach 10–12 w sklepach spożywczych i aptekach będą mogły przebywać tylko osoby po 65. roku życia, by nie narażać ich na kontakt z młodszymi potencjalnymi nosicielami. W weekendy nieczynne będą sklepy budowlane. Wychodzić można na krótko i w konkretnym celu oraz trzeba utrzymywać odległość minimum 2 metrów. Nieletnim musi towarzyszyć osoba dorosła. Wszystkie te ograniczenia mają zatrzymać rozwój pandemii, skrócić czas jej trwania i tym samym czas powrotu gospodarek do pełnego funkcjonowania. W każdym wypadku jednak straty dla gospodarki będą bolesne.

– Wpływ pandemii na gospodarkę światową, europejską i polską będzie ogromny. Bardzo wielu przywódców już dzisiaj mówi, że jest to kryzys największy od czasów II wojny światowej. Wiele osób w Stanach Zjednoczonych mówi, że jest to kryzys większy niż wszystko, co spotkało ten kraj od czasów wielkiej depresji w latach 1929–1933, a niektórzy już mówią, że będzie od niej gorszy – mówił prezes Rady Ministrów. – Już pojawiają się prognozy bezrobocia w USA na poziomie 30 proc., a podczas wielkiej depresji to było mniej więcej 25 proc. Dla nas bardzo ważne jest, jak szybko wyjdzie z tych tarapatów gospodarka europejska. Na cotygodniowych naradach Rady Europejskiej przedstawiam nasz plan, nasz punkt widzenia, wiele naszych porad jest przyjmowanych, przekazujemy sobie najlepsze praktyki. To nie jest czas na to, żeby się ścigać na to, kto ma lepsze rozwiązania.

W Stanach Zjednoczonych w tygodniu zakończonym 21 marca liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wyniosła 3,283 mln, co oznacza wzrost o 3 mln. Jest to największy odczyt tego wskaźnika w historii USA. Jeśli to tempo się utrzyma, w ciągu kilku tygodni bezrobocie w tym kraju może osiągnąć wartość dwucyfrową.

W Polsce, jak poinformował Związek Banków Polskich, wpłynęło już 200 tys. wniosków o wakacje kredytowe od osób prywatnych i ponad 10,5 tys. wniosków o zmianę zasad finansowania od przedsiębiorstw. Zdaniem prezesa Polskiego Funduszu Rozwoju Pawła Borysa w II kwartale roku należy liczyć się z recesją rzędu 5–10 proc., a do wzrostu gospodarka powróci dopiero na przełomie 2020 i 2021 roku. Zdaniem ekonomistów Banku Millennium w całym roku polska gospodarka może spaść o 3 proc. – a miała o ponad 3 proc. wzrosnąć.

– Naszych włoskich przyjaciół doświadczył los straszliwy. Dzisiaj liczba zgonów, ale też w szczególności te mechanizmy segregacji mówią nam: nakładajcie nowe obostrzenia, budujcie nowe izolatoria, nowe miejsca kwarantanny, nowe miejsca szpitalne. I to robimy. Dzisiaj dla osób z koronawirusem jest dostępnych już około 8–9 tys. miejsc, za chwilę będzie powyżej 10 tys. Wykorzystanych łóżek jest około 1,5 tys. – mówił Mateusz Morawiecki. –  Jeżeli będzie za chwilę 2–3 tys., cały czas te miejsca są, ale wiemy, że ten przyrost może być gwałtowny. Podchodzimy do tej sytuacji z bardzo dużą pokorą, ale jestem przekonany, że wspólnym wysiłkiem, jeżeli rzeczywiście w solidarny sposób będziemy przestrzegali tych zasad, to ograniczymy zasięg rozprzestrzeniania się koronawirusa.

Koronawirus stał się pożywką dla oszustów i internetowych trolli. Rusza kampania NASK piętnująca fake newsy

Internet zalewa w ostatnich tygodniach lawina fake newsów, tzw. łańcuszków i niesprawdzonych informacji dotyczących koronawirusa. SARS-CoV-2 stał się pożywką zarówno dla internetowych trolli, jak i cyberprzestępców, którzy próbują wykorzystać sytuację, aby wyłudzić pieniądze, hasła do logowania w banku czy social mediach. W związku z tym NASK startuje właśnie ze specjalną kampanią, która ma skłonić internautów do aktywnego oznaczania oraz zgłaszania fake newsów i cyberoszustw. Fałszywą informację można skomentować, dodając hasztag HASHOznaczDezinfo, natomiast próbę wyłudzenia, fałszywe strony internetowe czy bramki do płatności należy zgłosić do CERT Polska. 

 Radzenie sobie z dezinformacją ma wiele wspólnego z przeciwdziałaniem wirusowi. Musimy ograniczyć przekazywanie fałszywych informacji, aby nie „zarażać” innych użytkowników – podkreśla Krzysztof Silicki, dyrektor ds. cyberbezpieczeństwa w NASK.

Koronawirus i dezinformacja mają jeden wspólny mianownik: błyskawicznie się rozprzestrzeniają. Można to zjawisko nazwać infodemią, czyli dezinformacją w czasie pandemii. Kiedy w mediach pojawiły się doniesienia o tym groźnym wirusie, nie trzeba było też długo czekać na fake newsy. Internauci trafiają w ostatnich tygodniach na wiele fałszywych informacji i wprawdzie wiarygodnie wyglądających, ale nieprawdziwych nagłówków (np. o tym, że Polska nie zgodziła się na przelot rosyjskiego samolotu, który leciał z pomocą medyczną do Włoch).

W sieci rozprzestrzeniają się też tzw. łańcuszki. Jednym z najpopularniejszych jest ten, w którym „czeski lekarz” przekazuje znajomym rzekomo prawdziwe informacje dotyczące koronawirusa: „Tajwańscy eksperci zapewniają prosty autotest, który możemy wykonywać każdego ranka. Weź głęboki oddech i wstrzymaj oddech na dłużej niż 10 sekund. Jeśli pomyślnie zakończysz badanie bez kaszlu, bez dyskomfortu, zatłoczenia, napięcia itp., udowodnione jest, że w płucach nie ma mukowiscydozy, co w zasadzie oznacza brak infekcji”. Wiadomość ta wciąż krąży w internecie, mimo że zawarte w niej informacje są szkodliwe i kompletnie nieprawdziwe (mukowiscydoza jest ciężką chorobą genetyczną). Tylko do połowy marca portal EUvsDisinfo odnotował ponad 160 takich fałszywych informacji, z kolei agencja prasowa AFP – aż 1,9 tys.

– Dezinformacja może mieć np. charakter polityczny, jednak jest również wykorzystywana przez cyberprzestępców, aby zdobyć nasze wrażliwe dane – wskazuje Krzysztof Silicki.

Jak podkreśla, dezinformację wyróżnia szkodliwa intencja, umyślne wprowadzanie odbiorcy w błąd. Jej celem może być wywołanie chaosu i nieufności albo – jak w większości przypadków – chęć wyłudzenia pieniędzy i danych, np. haseł do logowania w banku czy social mediach.

Oprócz lawiny fake newsów koronawirus stał się dobrą pożywką dla internetowych trolli i cyberprzestępców, którzy rozsyłają m.in. podstawione strony internetowe, bramki do płatności czy złośliwe aplikacje. Popularną metodą kradzieży są fałszywe SMS-y i wiadomości e-mail zawierające linki do logowania, np. o tym, że środki z prywatnych kont zostaną przekazane do rezerw krajowych NBP, a żeby odzyskać 1 tys. zł, należy kliknąć w podany link. Eksperci NASK apelują, żeby za każdym razem sprawdzać m.in. adres i wygląd strony, która wymaga pozostawienia wrażliwych danych (logowania czy karty płatniczej).

Jednak źródłem fake newsów i dezinformacji często są również sami internauci, którzy w mediach społecznościowych udostępniają plotki, pogłoski i sensacyjne wiadomości dotyczące m.in. zamknięcia miast, sklepów czy wprowadzenia wojska na ulice.

Z tych powodów NASK startuje właśnie ze specjalną kampanią HASHOznaczDezinfo, która zachęca internautów do aktywnego oznaczania i zgłaszania fake newsów. Samo jej hasło stanowi jednocześnie akronim, którego rozwinięcie przybiera formę poradnika dla internautów (O – Odpowiedzialnie udostępniaj, Z – Zrozum cel, N – Nie wierz krzykliwym nagłówkom, A – Analizuj treść, C – Czekaj, aż opadną emocje, Z – Zgłaszaj dezinformację).

– Powinniśmy zachować emocjonalny dystans do tego, co czytamy, przestrzegać zasad cyberhigieny oraz wspierać tych, którzy nie są świadomi dezinformacji np. w mediach społecznościowych – podkreśla Krzysztof Silicki.

Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa NASK apelują, żeby wyciszyć emocje i włączyć myślenie przed udostępnieniem niesprawdzonej informacji albo skomentowaniem postu lub artykułu. Radzą, aby dokładnie analizować ich treść, zwracać uwagę na krzykliwe nagłówki i tytuły, sensacyjne hasła – to tzw. clickbaity, które mają na celu przykuć uwagę. Należy też sprawdzić wiarygodność źródeł i portalu, który udostępnia daną informację, oraz to, czy został podany jej autor.

Fałszywą informację można skomentować, dodając hasztag HASHOznaczDezinfo, i zgłosić do moderatorów danego serwisu oraz organizacji fact-checkingowych (np. Stowarzyszenie Demagog, Konkret24 albo Demaskator24.pl). Z kolei próbę wyłudzenia, fałszywe strony internetowe czy bramki do płatności, które mają na celu m.in. wyłudzenie pieniędzy albo danych logowania, można zgłosić do CERT Polska pod adresem incydent.cert.pl. NASK prowadzi również listę ostrzeżeń przed przestępczymi domenami, które każdy może zgłosić do CERT Polska.

NASK apeluje, aby czerpać informacje dotyczące koronawirusa z oficjalnych, rządowych źródeł, np. portalu GOV.pl, stron internetowych i profili Ministerstwa Zdrowia, Kancelarii Premiera czy Głównego Inspektoratu Sanitarnego, a także z komunikatów podawanych w aplikacji mObywatel.

Sztuczna inteligencja w centrum zainteresowania polskiego sektora technologicznego. W jej rozwoju pomogą centra badawcze oraz programy inwestycji strategicznych

Systemy sztucznej inteligencji są przyszłością rynku technologicznego. Polskie start-upy oraz ośrodki naukowe coraz chętniej eksperymentują z systemami autonomicznymi, wsparcie płynie także ze strony przedstawicieli władz. Prowadzone są rozmowy na temat wdrożenia państwowych programów wsparcia dla rozwoju innowacyjnych technologii inteligentnych, które pozwolą polskim firmom na równi rywalizować z międzynarodowymi korporacjami specjalizującymi się w systemach SI.

– Polska jest w przedbiegu inwestycji w sztuczną inteligencję. Mam nadzieję, że uniwersytety również będą coraz więcej kształcić w tym zakresie, nawet na poziomach juniorskich. Firm, które wykorzystują SI, jest naprawdę niewiele. Muszą one posiadać ogromne ilości danych, żeby te modele w odpowiedni sposób wytrenować i żeby one były potem skuteczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jarosław Królewski, prezes Synerise. – Ta dziedzina wiedzy jest strategiczna nie tylko z punktu widzenia gospodarki, ale również kraju, jego bezpieczeństwa, stabilności czy możliwości rozwoju konkurencji na rynkach.

O konieczności wdrożenia programów inwestycyjnych dla projektów z branży SI przekonuje Ministerstwo Rozwoju, które planuje rozwijać w Polsce centra sztucznej inteligencji. Jednostki te miałyby pełnić rolę hubów naukowo-biznesowych, które zrzeszałyby inżynierów pracujących nad innowacyjnymi technologiami z zakresu automatyzacji, algorytmów inteligentnych oraz uczenia maszynowego. Ułatwiłyby także polskim wynalazkom zaistnienie na arenie międzynarodowej.

Według ministerstwa huby SI mogłyby funkcjonować w ramach unijnego programu Horyzont Europa. Dzięki temu polskie ośrodki mogłyby ubiegać się o dofinansowanie w ramach klastra „Technologie cyfrowe, przemysł i przestrzeń kosmiczna”, na który Komisja Europejska przeznaczy 15 mld euro, z czego znaczna część środków posłuży do wsparcia projektów związanych z rozwojem inteligentnych algorytmów.

– Kluczowe technologie, jeśli chodzi o własność intelektualną, nie powstają w Polsce. Jesteśmy jedną z firm, która chce rywalizować na twarde technologie: budujemy własne systemy baz danych, własne algorytmy. Ale tych firm jest za mało, za bardzo wierzymy w to, że innowacja ma tylko cele sprzedażowe – przekonuje ekspert.

Potencjał technologii sztucznej inteligencji docenili m.in. projektanci robota edukacyjnego Photon. Według nich transformację polskiego rynku nowych technologii należy rozpocząć od podstaw, czyli od wdrożenia innowacyjnych programów nauczania, które przygotują młode pokolenie do pracy z algorytmami SI. Photona opracowano w ramach Podlaskiego Akceleratora Innowacji, a jego zadaniem jest przybliżenie podstaw programowania oraz sposobów funkcjonowania sztucznej inteligencji za pośrednictwem nieinwazyjnych narzędzi edukacyjnych. Dzieci uczą się nowych, przyszłościowych umiejętności poprzez zabawę, programując i konfigurując robota.

Na polskim rynku eksperymenty edukacyjne z zastosowaniem sztucznej inteligencji realizuje również Synerise. Firma we współpracy z Microsoftem oraz Bankiem Pekao prowadzi projekt AI Schools & Academy. W jego ramach edukatorzy będą uczyć dzieci innowacyjnych rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji, zaś przedsiębiorców zachęcać do wykorzystywania narzędzi automatyzujących pracę w swoich firmach.

W rozwój umiejętności związanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji w biznesie inwestuje także Ośrodek Przetwarzania Informacji przy Państwowym Instytucie Badawczym. Kursy prowadzone przez tę jednostkę nie są jednak skierowane do przyszłych informatyków i programistów, tylko mają zwiększyć świadomość szerokiego grona pracowników na temat systemów automatycznych, które mogą w przyszłości napotkać na swojej drodze biznesowej.

– Powinniśmy skupić się na tym, żeby dostarczać odpowiednią technologię z bardzo dużą marżą i sprzedawać ją przez partnerów. Takie dyscypliny wiedzy jak Big Data i sztuczna inteligencja pokazują, że nawet kilka umysłów jest w stanie dostarczać rozwiązania, które potem będą patentowalne i będą decydować o tym, jak kształtuje się świat technologii – twierdzi Jarosław Królewski.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku sztucznej inteligencji do 2025 roku wzrośnie do przeszło 190 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 36,6 proc.

Rynki osiągną dno, dopiero gdy znajdzie się rozwiązanie na skuteczne unicestwienie koronawirusa

Po tak burzliwym miesiącu trudno ocenić, na ile dokonały się już rozliczenia pod porządkowanie portfeli na koniec kwartału. Pierwsze od czterech tygodni wzrosty na poniedziałkowej sesji na Wall Street mogą być właśnie skutkiem równoważenia pozycji niż dowodem poprawy klimatu na rynkach. Podobnie nie należy wyciągać pochopnych wniosków z imponującego odbicia indeksów PMI z Chin.

Chiny są jeden miesiąc do przodu w walce z wirusem, co oznacza, że główne uderzenie w gospodarkę nastąpiło w lutym, a marzec przynosi stopniowy restart aktywności gospodarczej. Oba wskaźniki PMI – dla sektorów przemysłowego i usługowego – wróciły do strefy sygnalizującej ekspansję, sugerując, że gospodarka najgorsze ma za sobą. Jednak prosta analiza odbicia z 35,7 i 29,6 do 52,0 i 52,3 może być myląca. Ankiety PMI mierzą saldo netto w odpowiedziach firm dotyczących poprawy lub pogorszenia sytuacji. Jest oczywistym, że po fatalnym lutym większość firm będzie widzieć swój biznes lepiej. Jednak same rozróżnienie lepiej/gorzej nic nie mówi o ogólnym poziomie produkcji. Z takiego punktu widzenia martwić powinno, że ledwo połowa firm widzi poprawę sytuacji. Globalne rozprzestrzenianie się wirusa skutkuje lockdownem na szeroką skalę, który paraliżuje rynki zbytu dla chińskiego eksportu. W samych Chinach wzrasta ryzyko importowania zakażonych, co hamuje aktywność w głównych miastach raju. Powrót indeksów powyżej 50 nie może być wprost intepretowane, że wszystko wróciło do normy.

Źródłem zaburzenia obrazu rynku jest też istota końca miesiąca/kwartału. Fundusze zobligowane do utrzymywania odpowiedniego współczynnika alokacji w akcjach i obligacjach muszą teraz odbudować zachwiane proporcje. Sugeruje to kupowanie akcji, których wartość drastycznie stopniała. Dla inwestorów zagranicznych działających na Wall Street oznacza to też mniejsze zapotrzebowane na zabezpieczenia przed ryzykiem kursowym, co powinno wspierać USD. Naturalnie nie wszyscy czekają na porządki do ostatniej chwili i część równoważenia mogło się dokonać w ubiegłym tygodniu. Przy obecnej zmienności trudno jednak oszacować, jak dużo tego procesu już za nami i jeszcze dziś może dojść do niespodziewanych wahań. Wniosek jest jednak taki, że nie należy dać się ponieść przekonaniu, że rynek akcji sygnalizuje trwałe odbicie od dołka. Świat musi zażegnać kryzys zdrowotny i rynki osiągną dno, dopiero gdy znajdzie się medyczne rozwiązanie.

Bank Anglii zrobił co miał do zrobienia, Sekretarz Skarbu także nie powinien dostarczać nowych wiadomości. Funt w najbliższym czasie pozostanie walutą zależną od rynkowego sentymentu. Relatywnie słaba jak na jedną z głównych walut sytuacja w bilansie płatniczym czyni funta bardzo podatnego na wyprzedaże w momentach braku dostępu do finansowania w dolarze. Obserwowaliśmy to już ostatnio, gdy notowania runęły najniżej od 1985 roku. Płynność została przywrócona przez banki centralne w sposób bardzo zdecydowany, ale spodziewamy się zdecydowanie mniej chaotycznego, ale jednak mniej sprzyjającemu ryzyku środowiska inwestycyjnego. W nim funt również będzie radził sobie gorzej niż dolar, ale także euro. Istnieje zatem wysokie ryzyko ostrego wymazania części wystrzału z 1,15 w okolice 1,25 i zniżki w kierunku 1,20. Kurs najpierw przestrzelił wartość godziwą w dół, teraz w górę. Notowania nie powinny podlegać już tak dramatycznemu spadkowi. Po pierwsze, należy przywołać wspomniany już mniejszy problem z płynnością. Po drugie, funt jako jedyna z głównych walut miał w momencie wybuchu pandemii zbudowaną długą pozycję spekulacyjną. Jej gwałtowne upłynnianie spotęgowało skalę ruchu i napędzało chaos.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rynek biurowy w obliczu koronawirusa. Kto zyska, a kto straci?

Większość rynków biurowych w regionie EMEA powinna przetrwać krótki wstrząs lub nawet dłuższe spowolnienie gospodarcze – uważają eksperci Colliers International. Sytuacja wywołana przez pandemię może okazać się korzystna w perspektywie długoterminowej dla operatorów biur elastycznych.

Według portalu Colliers’ COVID-19 Insights, około 60% rynków EMEA, w tym także Polska, na początku 2020 r. bardziej sprzyjało deweloperom i właścicielom nieruchomości, z których większość liczyła na wzrost stawek czynszowych. Oczekiwanie to opierało się przede wszystkim na niskim poziomie pustostanów i niewielkiej dostępności biur. Sytuacja wywołana przez rozprzestrzenianie się koronawirusa spowodowała spowolnienie dynamiki popytowej. Można spodziewać się, że będzie miało to wpływ na warunki najmu.

– Obecna sytuacja jest nowa dla nas wszystkich, dlatego nie możemy na tym etapie wyciągać konkretnych wniosków czy snuć prognoz dotyczących funkcjonowania rynku nieruchomości biurowych. Zaobserwować możemy natomiast faktyczny wpływ sytuacji na wydłużenie się pewnych procesów, jak również ponowne sporządzanie analiz zapotrzebowania najemców na powierzchnię biurową. Mimo nietypowych okoliczności, z którymi się mierzymy, część transakcji nie została wstrzymana i praca nad nimi nadal się toczy. Można przypuszczać, że obecna sytuacja przyczyni się do zmiany trendów na rynku – w kolejnych latach będziemy mogli zaobserwować większy udział renegocjacji umów. Moim zdaniem również mobilizacja firm do pracy zdalnej może mieć przełożenie na liczbę wynajmowanych metrów w przyszłości – mówi Paweł Skałba, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Biurowych w Colliers International.

Podaż wciąż niewielka

Niedawny wzrost liczby umów typu pre-let na rynkach biurowych w regionie EMEA może zostać tymczasowo zahamowany, ale biorąc pod uwagę, że podaż nowoczesnych powierzchni biurowych prawdopodobnie osłabnie przez niższą aktywność budowlaną – ze względu na blokady w łańcuchach dostaw materiałów budowlanych – firmy  będą się trzymać  swoich planów dotyczących najmu powierzchni. Wobec tego na rynku nadal będzie odczuwalny niedobór dostępnych nowoczesnych i zrównoważonych przestrzeni biurowych.

Flex office może zyskać

Na rynku elastycznych powierzchni biurowych pojawiają się obawy operatorów uzależnionych od sektora MŚP, który wydaje się być najbardziej narażony na zmniejszenie przepływów pieniężnych.

– W krótkim okresie czasu, elastyczne biura mogą ucierpieć tracąc najemców, ponieważ to właśnie na elastycznym modelu najmu zbudowany jest ich model biznesowy. To największa zaleta tego produktu, że stosunkowo łatwo i szybko można z nich zrezygnować. Ewentualne straty uzależnione są od czasu, jaki będzie trwać obecna sytuacja – mówi Renata Hartle, manager ds. strategii flex office i rozwiązań technologicznych w Colliers International.

Jeśli jednak operatorzy przetrwają kryzys wywołany koronawirusem, ich pozycja rynkowa może wzrosnąć.

– Do tej pory większość firm w ramach zabezpieczenia kontynuacji biznesu pod kątem nieruchomości ograniczała się tylko do swoich tradycyjnych biur. Natomiast to, co się teraz dzieje, otwiera nam oczy na wiele różnych przypadków – np. co gdy nie będziemy mieli do naszego biura dostępu? Albo zostanie odcięte od prądu czy sieci? Co gdy nagle będziemy musieli ograniczyć zasoby ludzkie? Wtedy potrzebujemy alternatywnego miejsca pracy. Powierzchnie elastyczne gwarantują nam to, że w szybki sposób można mieć do nich dostęp nawet w sytuacji, gdy tradycyjne firmowe biuro jest już zamknięte czy wręcz zablokowane. A nasze mieszkania, choć są pewną alternatywą, to jednak nie na długi czas i nie na biznesowe spotkania. Myślę, że coraz więcej najemców będzie myślało o włączeniu powierzchni flex do swojej strategii business resilience, tak aby odpowiednio zarządzać ryzykiem i kosztami, np. planując jedynie 70% powierzchni w tradycyjnym układzie, a pozostałe 30% w biurach elastycznych, które dopasują się do bieżących potrzeb – dodaje Renata Hartle.

Dane z GUS-u: Dodatni przyrost naturalny notowany tylko w 3 województwach. Reszta na minusie

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w Polsce wciąż mamy więcej zgonów niż urodzeń. W pierwszej połowie ubiegłego roku przyrost naturalny wyniósł -1,4 na 1000 ludności. Najlepiej pod tym względem było w województwie pomorskim – 0,9 na 1000 osób. Na plusie znalazły się jeszcze małopolskie i wielkopolskie. W latach 2015-2017 wzrastała liczba urodzeń. 3 lata temu osiągnęła blisko 402 tysięcy, a następnie spadła. Zdaniem ekspertów, w najbliższym czasie dodatni przyrost naturalny jest nierealny. Grupa kobiet w wieku reprodukcyjnym będzie się kurczyć.

W Polsce w pierwszej połowie 2019 roku przyrost naturalny był ujemny. Według danych GUS-u, wyniósł -1,4 na 1000 ludności. Żywych urodzeń przypadło 9,5 na 1000 ludności, a zgonów ¬– 10,9. Populacja liczyła ponad 38,3 mln osób, w tym przeszło 19,8 mln kobiet.

– Jako demograf patrzę przede wszystkim na tzw. współczynnik dzietności. Jeśli on wynosi około 2,1, to zapewnia tzw. zastępowalność pokoleń. Kobieta rodzi dwoje dzieci, które są w stanie zastąpić ją i jej partnera. Jeżeli jest poniżej 2, to prędzej czy później widzimy ujemny przyrost naturalny. I taką sytuację mamy w Polsce od dłuższego czasu. Współczynnik oscyluje pomiędzy 1,25 a 1,4 i jest jednym z najniższych w Europie – komentuje dr hab. Anna Matysiak z Katedry Ekonomii Ludności i Demografii Uniwersytetu Warszawskiego.

Jak podkreśla dr Anita Abramowska-Kmon, kierownik Zakładu Demografii SGH w Warszawie, populacja Polski będzie maleć. Dodatni przyrost naturalny jest nierealny. Ludność Polski starzeje się, rośnie liczba i udział osób starszych, co oznacza, że w przyszłości należy oczekiwać dalszego wzrostu liczby zgonów. Ekspert przywołuje wyniki projekcji ludnościowej Eurostatu z 2018 roku. Według przewidywań, w 2040 roku zgonów będzie prawie 460 tysięcy, czyli ponad 10% więcej niż obecnie.

– Wydaje mi się, że dodatni przyrost naturalny nie jest realny w najbliższym czasie, zwłaszcza że mamy koronawirusa. Ale nawet abstrahując od tej sytuacji, nie widzę możliwości, żeby liczba urodzeń rosła, ponieważ raczej nie wzrośnie współczynnik dzietności. On ostatnio lekko spadł, a teraz zapowiada się spowolnienie gospodarcze, więc też raczej nie pójdzie w górę. Ponadto liczba kobiet w wieku rozrodczym maleje, co wynika ze spadku dzietności w ubiegłych trzech dekadach – mówi dr hab. Anna Matysiak.

Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, w pierwszej połowie ub.r. dodatni przyrost naturalny był w trzech województwach. To pomorskie (0,9 na 1000 osób), małopolskie (0,7) oraz wielkopolskie (0,5). Natomiast najgorsze wyniki pod tym względem zanotowały woj. łódzkie (-4,1), świętokrzyskie (-3,9) oraz śląskie (-3,1).

– Procesy demograficzne zawsze były zróżnicowane regionalnie. Dla przykładu, województwo łódzkie od lat charakteryzuje się niską dzietnością i jedną z najniższych wartości oczekiwanego trwania życia. To sprawia, że jest prekursorem, jeśli chodzi o spadek liczby ludności i jej starzenia się. Generalnie w województwach z dodatnim przyrostem naturalnym odnotowuje się największe wartości współczynnika dzietności, a także wyższe oczekiwane trwanie życia noworodka – zaznacza dr Anita Abramowska-Kmon.

GUS informuje, że w 2015 roku było 369 308 żywych urodzeń. W kolejnym roku – 382 257, a w 2017 roku – 401 982. Natomiast 2 lata temu liczba ta spadła do 388 178. Ze wstępnych szacunków wynika, że w 2019 roku zarejestrowano 375 tys. urodzeń żywych. Jak stwierdza dr hab. Anna Matysiak, wzrost w latach 2015-2017 wynikał przede wszystkim z dobrej sytuacji ekonomicznej w regionie. Mógł też być skutkiem wprowadzenia świadczeń społecznych, choć nie mamy na ten temat odpowiednich badań. Te dwa czynniki mogły sprawić, że młodzi ludzie przyspieszyli swoje decyzje o posiadaniu dzieci. Nie jest jednak pewne czy rodziny rzeczywiście chcą mieć więcej dzieci czy też po prostu zdecydowali się mieć je wcześniej. Spadek liczby urodzeń w 2017 wskazuje raczej na to drugie wyjaśnienie, choć jeszcze jest za wcześnie, abyśmy mogli wiedzieć to na pewno.

– Demografowie wskazywali, iż zmiany polityki rodzinnej od 2013 roku, w tym także wprowadzenie Programu Rodzina 500+, mogą zachęcić Polaków do decyzji o dziecku. Jednak podkreślali, że jeśli nawet wystąpi wzrost liczby urodzeń, to będzie krótkotrwały. Jest bowiem coraz mniej kobiet, które mogą urodzić dziecko. Obserwowany w latach 2015-2017 wzrost wynikał ze zmiany tzw. kalendarza urodzeń, czyli przyśpieszenia decyzji o urodzeniu kolejnego dziecka. W ogólnej liczbie zwiększył się udział dzieci drugiej i trzeciej kolejności – informuje kierownik Zakładu Demografii SGH w Warszawie.

Według dr hab. Anny Matysiak, wzrost dzietności był bardzo słaby w porównaniu do wzrostu w regionie. Ekspert podkreśla, że w Polsce ciągle jest trudno połączyć aktywność zawodową z posiadaniem dzieci, z rodziną. Są już teraz różne rozwiązania, np. płatne urlopy dostępne dla obojga rodziców, które gwarantują ciągłość dochodów rodzinom w ciągu roku po urodzeniu dziecka. Jednak mężczyźni rzadziej niż w wielu krajach europejskich decydują się na ten wariant. Korzystają z niego głównie kobiety, co potem uderza w nie na rynku pracy. Nie bez znaczenia jest również bardzo słabo rozwinięta opieka instytucjonalna, tj. żłobków i przedszkoli.

– Liczba urodzeń na poziomie około 400 tysięcy rocznie nie będzie wystarczająca, by zrównoważyć  rosnącą liczbę zgonów i ustabilizować przyrost naturalny na poziomie 0. Projekcja ludnościowa Eurostatu dla Polski przewiduje zmniejszenie liczby urodzeń, mimo zakładanego wzrostu tzw. współczynnika dzietności całkowitej do prawie 1,6 dziecka na kobietę w 2040 roku. Za 20 lat prognozowana liczba urodzeń ma wynieść nieco ponad 305 tysięcy – wyjaśnia dr Anita Abramowska-Kmon.

Na liczbę ludności wielu państw, w tym Polski, wpływają także migracje. Jak wskazuje dr hab. Anna Matysiak, np. kraje Europy Północnej i Zachodniej mają duży napływ imigrantów i mały odpływ miejscowych. U nas do tej pory to saldo migracyjne było ujemne, choć ostatnio przybywa coraz więcej obcokrajowców. Ponadto, po 2004 roku wyjechało sporo osób, ale nie wiemy dokładnie ile. A w tej grupie było dużo ludzi w wieku rozrodczym. To też sprawia, że urodzeń jest mniej.

– W kolejnych latach należy oczekiwać dalszego spadku. Kobiet w wieku reprodukcyjnym, tj. 15-49 lat, będzie systematycznie ubywać w przyszłości. Ponadto zmaleje liczba kobiet w młodszych grupach wieku, czyli do 34. roku życia. Podobnie będzie z paniami charakteryzującymi się największą płodnością i natężeniem urodzeń, czyli w wieku 25-34 lata. Natomiast będzie rosła liczba kobiet w wieku 40-49 lat, odznaczających się niską płodnością – podsumowuje kierownik Zakładu Demografii SGH w Warszawie.

Praca z domu? Nie zapominaj o bezpieczeństwie firmowych danych

Dla wielu przedsiębiorstw i instytucji konieczność nagłego umożliwienia pracy zdalnej jest dużym wyzwaniem. Część z nich, które wcześniej nie podejmowały takiej praktyki, nie jest na to przygotowanych pod kątem zabezpieczenia firmowych danych. Warto więc przyjrzeć się wskazówkom, jak zachować bezpieczeństwo podczas pracy z domu.

Zgodnie z obowiązującym prawem pracodawca może zlecić pracownikowi przejście na pracę zdalną, a odmowa ze strony zatrudnionego może wiązać się z karą pieniężną. Przedsiębiorcy są jednak zobowiązani zapewnić pracownikom odpowiedni sprzęt. Ale przeniesienie personelu administracyjnego, zespołów wsparcia technicznego, działów HR, marketingu i innych pracowników (wraz z dostępem do ich danych i zasobów sieciowych), którzy na co dzień pracują z biura, jest bardzo dużym wyzwaniem dla wszystkich firm. Szczególnie administratorzy nie mogą zapominać, że cyberprzestępcy zawsze są gotowi do wykorzystania luk bezpieczeństwa, które często pojawiają się w takich sytuacjach. Eksperci Fortinet radzą, jak w kilku krokach zadbać o bezpieczeństwo danych podczas pracy zdalnej.

Bezpieczne połączenie z siecią Wi-Fi

Osoby wykonujące zdalnie swoją pracę korzystają najczęściej z domowej sieci Wi-Fi, która może nie być odpowiednio zabezpieczona. Ułatwia to cyberprzestępcom np. przechwycenie danych przesyłanych między komputerem lub telefonem a firmowym systemem. Ważne jest zatem, aby pracownik upewnił się, czy wszystkie służbowe urządzenia łączą się z zaufaną siecią w bezpieczny sposób. Coraz powszechniejsze korzystanie z urządzeń Internetu rzeczy sprawia, że weryfikacja, które z nich ma w danym momencie dostęp do globalnej sieci, nie jest łatwa. Dlatego warto rozważyć skonfigurowanie domowego routera w taki sposób, aby wydzielona została specjalna podsieć (segmentacja), z którą będą łączyć się tylko urządzenia firmowe. Istotną, a często pomijaną czynnością jest aktualizacja oprogramowania routera i sprawdzanie jego ustawień pod kątem bezpieczeństwa, w tym zmiana domyślnego hasła.

Zabezpieczenie dostępu do konta

Uwierzytelnianie wieloskładnikowe pomaga zapobiegać wykorzystywaniu skradzionych haseł dostępu do zasobów sieciowych przez niepowołane osoby. Aby umożliwić bezpieczny wgląd do danych, użytkownik ma do dyspozycji kilka opcji. Jedną z nich jest token, czyli urządzenie fizyczne lub oprogramowanie (np. aplikacja mobilna), służące do generowania jednorazowych kodów wykorzystywanych przy procesie autoryzacji dostępu do konta. Często stosowanym rozwiązaniem jest weryfikacja poprzez wiadomość SMS wysyłaną na numer użytkownika.

Uwierzytelnianie wieloskładnikowe jest szczególnie ważne ze względu na coraz większą liczbę oszustw i ataków cyberprzestępców. Takie działanie może zapobiec przechwyceniu danych lub wyłudzeniu haseł, dlatego warto wdrożyć je jako jeden z elementów ochrony przed cyberatakami. Powinno się z niego korzystać wszędzie, gdzie tylko możliwe. Jeżeli dostaniemy powiadomienie za pomocą wiadomości SMS czy aplikacji mobilnej o próbie zalogowania na nasze konto, powinniśmy natychmiast wylogować się z usługi na wszystkich urządzeniach oraz zmienić hasło. Należy także, jeżeli dotyczy to aplikacji firmowych, powiadomić ich administratora – komentuje Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce.

Potrzebna jest cyberświadomość

Technologia zabezpieczająca przed działaniem cyberprzestępców jest bardzo ważna, jednak nie wyręczy ona pracowników we wszystkim. Powinni oni zwracać szczególną uwagę na zabiegi socjotechniczne, takie jak ataki phishingowe, rozumieć czym jest ransomware oraz unikać klikania w podejrzane linki i odwiedzania ryzykownych stron internetowych.

Bardzo ważne jest, aby pracodawcy kładli nacisk na edukację pracowników. Mogą to robić poprzez przeprowadzanie szkoleń z cyberhigieny i bezpieczeństwa w sieci, jak też tworzenie procedur, które będą dodatkową instrukcją dla użytkowników podczas codziennej pracy, również w nagłych przypadkach cyberzagrożenia – podsumowuje Jolanta Malak.

Koronawirus a reklama programmatic

Obecna sytuacja rynkowa związana ze światową pandemią koronawirusa, odciśnie znaczące piętno na rynku reklamy on-line i programmatic. Ciężko w tym momencie prognozować, jak dokładnie będzie wyglądał rynek za kilka miesięcy, kiedy życie Polaków wróci do normalności, jednak pewne jest, że zmieni on swoje oblicze. Poniżej znajduje się krótkie podsumowanie obecnej sytuacji na rynku reklamy oraz przemyślenia dotyczące programmatic.

Media i reklama w obliczu lockdown

Jeśli prześledzimy najważniejsze krajowe serwisy piszące o marketingu i reklamie to szybko dostrzeżemy, że niemal wszystkie segmenty szeroko pojętej reklamy i mediów w jakimś stopniu dotyka obecna sytuacja.

W czasie epidemii cierpi m.in. prasa drukowana, reklama OOH czy branża eventowa. Ta ostatnia spodziewa się fali zwolnień i upadłości. Firmy przesuwają kampanie reklamowe i zmieniają media plany.

Zwierciadłem obecnej sytuacji są również wyniki wyszukiwania Google. Jak podaje na swoim profilu na Facebooku Damian Sałkowski, CEO Senuto, dla 131 serwisów, które przeanalizowali pod kątem wyświetleń w organicznych wynikach wyszukiwania, aż 112 z nich zanotowało spadek, z czego 90 z nich spadło powyżej 10%. Jak wskazuje Sałkowski kategorie, które ucierpiały najbardziej to turystyka: -49%, biżuteria i dodatki: -48%, Eventy: -43%. Pozytywną informację, jest wzrost zainteresowania o około 20% usług takim jak domeny, hosting.

Programmatic w czasach zarazy

Jak wygląda sytuacja od strony reklamy programmatic i wydawców internetowych? Które branże odnotowują spadki, a gdzie tlą się promyki nadziei?

Podobnie jak w przypadku innych gałęzi reklamy, tak i w programmatic ciężko wyciągnąć jednoznaczne wnioski, gdyż sytuacja bardzo dynamicznie się zmienia.

Przeanalizowaliśmy kategorie reklamodawców, u których widać największe różnice w licytowaniu reklam programmatic w tygodniu 23-27.03 vs okres przed pandemią.

Wybraliśmy TOP5 spadków i wzrostów dla żądań reklamowych, czyli próby kupienia powierzchni przez reklamodawcę z danej kategorii. Wzrosty żądań, które prezentujemy poniżej, nie nadrabiają straty spowodowanej spadkami  (budżety np. na kategorie Travel czy Automotive są na ogół zdecydowanie wyższe niż na pozostałe kategorie).

TOP5 spadki :

  1. Podróże i turystyka (Travel & Tourism): -65,18%
  2. Samochody/pojazdy (Autos & Vehicles): -48,99%
  3. Jedzenie i życie nocne (Dining & Nightlife): -44,03%
  4. Żywność i artykuły spożywcze (Food & Groceries): -26,90%
  5. Nieruchomości (Real Estate): -21,38%

Top 5 spadki

TOP5 wzrosty:

  1. Uroda i pielęgnacja (Beauty & Personal Care): +91,79%m
  2. Społeczność (Family & Community): +83,08%
  3. Odzież (Apparel): +76,73%
  4. Prawo i rząd (Law & Government): +70,82%
  5. Wiadomości, Książki i Publikacje (News, Books & Publications): +70,36%

Top 5 wzrosty

Jak widzimy w obecnej sytuacji największe spadki, również w przypadku kampanii programmatic, notuje branża turystyczna. Spadki w kategorii żywności i artykułów spożywczych, które jeszcze przed tygodniem odnotowywały wzrosty, mogą być związane z celowym zwolnieniem działań marketingowych przez tę branżę. W obecnym okresie zdecydowanie rosną żądania reklamowe dla kategorii związanymi z dbaniem o urodę i wygląd. Wraz z potrzebą pozyskiwania informacji nt. epidemii wyraźne wzrosty odnotowują również takie kategorie jak wiadomości czy publikacje.

Karolina Szmidt nową Prezes Zarządu Henkel Polska

Karolina Szmidt obejmie z dniem 31 marca 2020 stanowisko Prezesa Zarządu Henkel Polska. Jest pierwszą w historii polskiego oddziału firmy Polką, która stanie na jej czele. Będzie łączyła rolę Prezes Zarządu ze swoją dotychczasową funkcją dyrektor działu HR w Polsce i w regionie North-East Europe. Na stanowisku Prezesa Zarządu zastąpiła Janusza Gołębiowskiego, który zajmował je od 2006 r.

Nowa Prezes Zarządu Henkel Polska ma za sobą dwudziestoletnie doświadczenie pracy
w międzynarodowych organizacjach, z czego większość na stanowiskach kierowniczych, między innymi w firmach SC Johnson, Royal Unibrew Polska i Skanska. Z Henklem związana jest od 2015 r., kiedy to objęła stanowisko dyrektor działu HR w Polsce i regionie North-East.

Nominacja na stanowisko Prezes Zarządu jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Jestem gotowa i w pełni zdeterminowana, by sprostać temu wyzwaniu. We współpracy z pozostałymi członkami zarządu będę chciała w dalszym ciągu umacniać pozycję i reputację Henkla na polskim rynku. Zależy mi także na dobrej międzydziałowej współpracy i wzmacnianiu kultury organizacyjnej wspólnej dla wszystkich działów i lokacji Henkla w Polsce – powiedziała Karolina Szmidt.

Karolina Szmidt będzie łączyła stanowisko Prezes Zarządu ze swoją dotychczasową funkcją dyrektor działu HR. W tej roli odpowiada za rozwijanie i wdrażanie strategii firmy w obszarze zarządzania zasobami ludzkimi w Polsce, Estonii, Litwie i Łotwie.

Dotychczasowy Prezes Zarządu Henkel Polska, Janusz Gołębiowski z dniem 31 marca, po 25 latach pracy w firmie przechodzi na emeryturę. Janusz Gołębiowski rozpoczął karierę w Henklu na stanowisku Dyrektora Finansów i Administracji. Od 2006 roku łączył tę funkcję ze stanowiskiem Prezesa Zarządu Henkel Polska. Do jego najważniejszych sukcesów trzeba zaliczyć konsolidację działających na polskim rynku ośmiu spółek Henkla pod wspólnym parasolem Henkel Polska, a także ostatnio koordynację programu One!GSC, czyli zmiany struktury organizacyjnej firmy w regionie North-East. Janusz Gołębiowski odgrywał także kluczową rolę w wielu projektach M&A i Divestments.

Koronawirus: co z pracownikami sezonowymi? Nowe wytyczne Komisji Europejskiej

Pandemia koronawirusa zmusiła państwa członkowskie UE do przywrócenia kontroli na granicach wewnętrznych krajów. Zbliżają się zbiory, a by zapobiec niedoborom siły roboczej m. in. pracowników z Ukrainy w sektorze warzywno – owocowym w Polsce, zgodnie z najnowszymi wytycznymi, państwa członkowskie powinny zezwalać i ułatwiać im przekraczanie granic.

– Pracownicy sezonowi pełnią kluczową rolę podczas nadchodzącego sezonu i zbliżających się zbiorów. Niedobór siły roboczej podczas zbiorów i brak pracowników m. in. z Ukrainy wpłynie na funkcjonowanie polskiego sektora warzyw i owoców. Podobnie będzie z pracownikami, którzy przygotowują dla konsumentów zebraną już żywność. Jeśli w odpowiedni sposób nie zadbamy o to, by pracownicy sezonowi mogli wykonywać swoją pracę, zostanie zaburzana cała sieć współpracy. Wtedy ucierpi na tym cały sektor podkreśla Paulina Kopeć, Sekretarz Generalna Unii Owocowej.

Według najnowszych wytycznych Komisji Europejskiej, pracownicy sezonowi pracujący w rolnictwie lub sadownictwie powinni być traktowani jak osoby wykonujące zawód krytyczny (razem z m. in. pracownikami medycznymi, inżynierami, pilotami, kierowcami czy operatorzy maszyn do produkcji żywności). Państwa członkowskie powinny zezwolić pracownikom na przekraczanie granic w celu podjęcia pracy, jeśli praca w danym sektorze jest nadal dozwolona w przyjmującym pracownika państwie członkowskim. Pracodawcy powinni również zostać poinformowani o konieczności zapewnienia bezpieczeństwa oraz odpowiedniej ochrony zdrowia pracowników sezonowych.

– Tysiące ciężko pracujących kobiet i mężczyzn, które zapewniają nam bezpieczeństwo, zdrowie i jedzenie na stole, musi przekroczyć granice UE, aby iść do pracy. Naszym wspólnym obowiązkiem jest dopilnowanie, aby nie utrudniały im one przemieszczania się, jednocześnie podejmując wszelkie środki ostrożności, aby uniknąć dalszego rozprzestrzeniania się pandemiipodkreśla Nicolas Schmit, Komisarz Europejski ds. Zatrudnienia i Praw Socjalnych. 

W tym momencie najważniejsza jest komunikacja między krajami, która zapewni pracownikom sezonowym szybkie i bezpieczne przekroczenie granicy i rozpoczęcie pracy m. in. podczas nadchodzących zbiorów  truskawek. Komisja wzywa państwa członkowskie do ustanowienia specjalnych, nieobciążających i szybkich procedur przekraczania granic z regularnym przepływem pracowników przygranicznych i delegowanych, aby zapewnić im płynne przejście. Można tego dokonać na przykład za pomocą specjalnych pasów granicznych dla takich pracowników lub za pomocą specjalnych naklejek uznanych przez sąsiadujące państwa członkowskie, w celu ułatwienia im dostępu do terytorium państwa członkowskiego zatrudnienia.

W przypadku zapewnienia bezpieczeństwa i ochrony zdrowia pracowników sezonowych, państwa członkowskie, w tym Polska, powinny przeprowadzać badania lekarskie tylko po jednej stronie granicy, aby uniknąć czasu oczekiwania i nakładania się przeprowadzanych badań. Kontrole i badania stanu zdrowia nie powinny zmuszać pracowników do opuszczenia pojazdów i powinny opierać się na elektronicznym pomiarze temperatury ciaładodaje Paulina Kopeć.

Kontrole temperatury pracowników zwykle nie powinny być przeprowadzane więcej niż trzy razy w ciągu tego samego dnia. W przypadku, gdy pracownik ma gorączkę, a organy graniczne uznają, że nie powinien on kontynuować podróży, pracownik powinien mieć dostęp do odpowiedniej opieki zdrowotnej na takich samych warunkach jak obywatele państwa członkowskiego zatrudnienia.

Jak informuje Unia Owocowa, Komisja wzywa również państwa członkowskie do ustanowienia specjalnych procedur w celu zapewnienia płynnego przejścia dla takich pracowników, a także wykorzysta Komitet Techniczny ds. Swobodnego Przepływu Pracowników w celu określenia najlepszych praktyk, które można rozszerzyć na wszystkie państwa członkowskie, aby umożliwić pracownikom wykonywanie swoich zawodów.

Pełen przewodnik wraz z procedurami znajduje się pod linkiem: https://ec.europa.eu/commission/presscorner/detail/en/ip_20_545

Perspektywy na przyszłość. Czy grozi nam inflacja? Co z rynkiem pracy?

Koniec miesiąca skłania do pewnych przemyśleń. Patrząc jednak na sytuację nie wiadomo, co będzie dalej, wiemy tylko, że przyszło nam żyć w ciekawych czasach.

Czy grozi nam inflacja?

Coraz więcej się mówi o groźbie wybuchu inflacji. Obawy te budowane są na podstawie tego, co widzimy w sklepach, gdzie ludzie boją się wzrostów cen (szczególnie jedzenia) w związku z ograniczonym dostępem. Warto jednak pamiętać, że w trudnych czasach niektóre rzeczy drożeją, a wartość innych idzie w dół. W takim momencie należy spojrzeć na konstrukcję koszyka inflacyjnego. Wzrost cen żywności może być zrównoważony chociażby spadkiem kosztów najmu, o czym już teraz się mocno mówi, a to bardzo porównywalny udział w koszyku. Nie wiadomo też, jak zadziałają w tym wypadku ceny niektórych dóbr, których będziemy konsumować mniej. No i na koniec, by uspokoić warto przypomnieć o cenach ropy a zatem generalnie transportu.

Przedsmak złych danych

W nocy poznaliśmy dane z Japonii. Produkcja przemysłowa spadła o 4,7% w ujęciu rocznym. Warto zwrócić uwagę, że dane z Azji za luty zawierają już przedsmak tego, co będziemy mieć w Europie. Nie jest to oczywiście pełne spektrum problemu, ale szybciej zobaczymy tam jego skalę, bo epidemia szybciej doprowadziła tam do zamknięcia części gospodarki. Spadek o niemal 5% nie jest czymś nadzwyczajnym w przypadku japońskiego przemysłu, ale z pewnością nie są to dane, które powinny przejść bez echa.

Co z rynkiem pracy

Dzisiaj ostatni dzień miesiąca. Niestety rząd nie zdążył z ogłoszeniem tarczy pomocowej i przegłosowaniem jej. W nocy pojawiały się kolejne poprawki Senatu. Ograniczą one wyzysk kredytobiorców przez firmy pożyczkowe. Nie rozwiążą jednak problemu osób, które dzisiaj dostaną wypowiedzenia od spanikowanych przedsiębiorców niewiedzących, co się będzie działo. Skalę tego zjawiska zobaczymy dopiero z opóźnieniem. Niemniej można zakładać, że na jakiś czas możemy zapomnieć o kolejnych historycznych minimach bezrobocia w Polsce.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

3,3 miliony wniosków o zasiłek w USA – smutny rekord w ponad 50 letniej historii danych

Liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w Stanach Zjednoczonych, złożonych między 16 a 20 marca, wyniosła 3 miliony 283 tysięcy, po wzroście tydzień wcześniej na poziomie 281 tysiecy. Tak dramatyczny wzrost osób bezrobotnych nie dokonał się nigdy w ponad 50 letniej historii danych. Powyższe dane utwierdzają wcześniejsze prognozy, że recesja z powodu pandemii koronawirusa w USA będzie głębsza niż podczas kryzysu po upadku Lehman Brothers. Dla łagodzenia skutków gospodarczych amerykańskie władze zamierzają wprowadzić największy w historii USA program symulacyjny warty 2 biliony USD.

Rząd Rzeczpospolitej Polskiej uchwalił ogłoszony w ubiegłym tygodniu projekt „Tarczy Antykryzysowej” opracowanej w związku z ostrym hamowaniem gospodarki dotkniętej epidemią koronawirusa. Ustawa przewiduje rozwiązania wspierające zachowanie miejsc pracy, zapewnia finansowanie przedsiębiorstw i przewiduje środki na wsparcie gospodarki poprzez program inwestycji publicznych. Efekt budżetowy tych rozwiązań ma sięgnąć 70 miliardów złotych.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała osłabienie. Indeks szerokiego rynku WIG stracił na wartości 0,65%. Notowania największych spółek (tworzących indeks WIG20) zaliczyły nieco mocniejszy spadek – o 0,84%. Z kolei indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień: z prawie nie widocznym spadkiem o 0,01% dla sWIG80 oraz ze spadkiem o 0,39% dla mWIG40. Funduszami, które wypracowują pozytywne stopy zwrotu w tych trudnych czasach, są fundusze oparte o rynek złota, w tym szczególnie SFIO GoldFuture (+12% od początku roku). Złoto po okresie chwilowej przeceny (poszukiwanie przez inwestorów płynności) znowu powraca do łask i szykuje się do testowania poziomu 1800 dolarów za uncje.

Mimo tego, że uwaga inwestorów pozostanie skupiona na wiadomościach o rozwoju pandemii, niektóre dane makroekonomiczne jednak mogą poważnie wpłynąć na rynki. W środę (01.04.2020) poznamy odczyt indeksów PMI dla przemysły zarówno w Polsce, Strefie Euro, a także w USA. W czwartek (02.04.2020) uwaga inwestorów będzie skupiona na danych o nowych wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych w USA. Z kolei w piątek (03.04.2020) będą opublikowane dane o zmianie zatrudnienia w sektorze pozarolniczym.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Miesiąc, w którym zatrzymał się świat. Polacy zostali w domach, ale w Europie są lepsi! Nowy raport mobilności

Pół miliona przypadków zakażenia i tylko jeden skuteczny sposób, który pomaga ograniczyć ekspansję choroby. WHO ostrzega: zostań w domu, a powstrzymamy koronawirusa. Jak wobec tego radzi sobie Europa? Indeks mobilności przygotowany przez warszawską spółkę Big Data, Cloud Technologies, pokazuje, że mogłoby być lepiej. Niestety nie wszyscy wzięli sobie ostrzeżenia organizacji do serca, równie mocno, co Polacy.

Cloud Technologies, warszawska spółka Big Data, specjalizująca się w analityce danych i marketingu cyfrowym, przygotowała kolejny raport mobilności. Firma ponownie wzięła na warsztat sumienność, z jaką obywatele Europy poddają się autokwarantannie i tym samym ograniczają swoją mobilność. Oprócz Polaków, eksperci od danych prześledzili również zachowanie obywateli: Francji, Hiszpanii, Niemiec, Włoch i Wielkiej Brytanii.

Europa zostaje w domu

200 obszarów, pół miliona zakażonych osób i ponad 20 tys. ofiar śmiertelnych – cały świat drży, słysząc hasło koronawirus. Statystyki WHO są przygnębiające, jednak jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia, istnieje jeden skuteczny sposób na ograniczenie ekspansji i pokonanie choroby. Wystarczy, że poddamy się dobrowolnej autokwarantannie i pozostaniemy w domach. Jak prezentują się ograniczenia w mobilności na terenie Europy, przedstawia poglądowa mapa przygotowana przez analitykówZzZ. Intensywność koloru określa jak restrykcyjnie podeszły poszczególne narody do kwestii ograniczenia mobilności.Nowy raport mobilności od Cloud Technologies

Miesiąc, w którym zatrzymał się świat

Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies S.A.
Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies S.A.

Przygotowana przez Cloud Technologies analiza obejmuje dane, które zostały zebrane z sieci pomiędzy 25 lutego, a 29 marca. Wykresy wykorzystane w opracowaniu pokazują jak na przestrzeni czasu zmieniała odległość jaką przemierzali średnio mieszkańcy poszczególnych państw. Do tego celu użyto anonimowych danych z urządzeń mobilnych, w tym przede wszystkim telefonów komórkowych, podłączonych do Internetu. Aby zapewnić odpowiednią precyzję, geolokalizacja została określona na podstawie systemu GPS. – Takie same metody wykorzystujemy w naszej codziennej pracy, pomagając firmom z całego świata w precyzyjnym dotarciu do odbiorcy. Przez lata technologia marketingowa ewoluowała, dziś to główne centrum innowacji. Big data i algorytmy sztucznej inteligencji to nasza codzienność. – mówi Piotr Prajsnar, CEO, Cloud Technologies.

Wartość 100% określa średnią dzienną odległość, jaką przebywali obywatele w okresie przed badaniem, zaś kolorowa linia to aktualny pomiar, który przedstawia średni dystans, jaki mieszkańcy danego kraju przebyli w ciągu każdego dnia. Dzięki temu łatwo możemy porównać stopień aktywności sprzed i w trakcie trwania badania.Indeks-mobilności-Cloud Technologies

Wykres obrazowo przedstawia, jak zmienia się mobilność poszczególnych nacji w okresie trwania badania, czyli pomiędzy 25 lutego, a 29 marca. – Indeks mobilności praktycznie we wszystkich analizowanych obszarach w perspektywie całego badania wykazuje tendencję spadkową, jednak możemy zauważyć dużą nieregularność trendu i skokowe zmiany. – mówi prezes Cloud Technologies i dodaje: – Wydarzenia polityczne, społeczne i gospodarcze, mocno wpływają na naszą mobilność, dlatego sytuację każdego z krajów musimy interpretować indywidualnie i z uwzględnieniem pewnych kluczowych zagadnień i dat.

Europo – zostań w domu

Mieszkańcy Francji, Hiszpanii, Polski i Włoch ograniczyli swoją mobilność zdecydowanie bardziej, niż zrobili to Niemcy czy Brytyjczycy. Warto zauważyć, że wyraźny spadek poruszania się we Francji, Hiszpanii i Polsce nastąpił od ogłoszenia stanu pandemii przez WHO. W przypadku tych państw bez znaczenia wydaje się być wcześniejszy rozwój zachorowań.

We Francji i Hiszpanii pierwsze przypadki zachorowań miały miejsce w styczniu, natomiast w Polsce pierwszy potwierdzony przypadek koronawirusa został odnotowany na początku marca. Szczególnie znamienna wydaje się sytuacja we Włoszech, gdzie mimo szybkiego wzrostu zachorowań i trudnej sytuacji w służbie zdrowia, współczynnik mobilności utrzymywał się na wysokim poziomie aż do 7 marca, czyli wprowadzenia istotnych ograniczeń w poruszaniu się. Może świadczyć to o dość swobodnym podejściu Włochów do rekomendacji WHO.

Podsumowując, spośród badanych państw to Francja najbardziej zredukowała średnią odległość przebytą w ciągu jednego dnia, natomiast na zdecydowaną reakcję i powzięcie działań potrzebowali dużo czasu. Włosi i Hiszpanie ograniczyli mobilność dopiero w momencie, w którym liczba potwierdzonych przypadków zachorowań była naprawdę niepokojąco duża. Wielka Brytania natomiast najpóźniej wprowadziła ograniczenia przemieszczania się ludności i dopiero od niedawna możemy zaobserwować tam ograniczenie ruchu.

Egzamin dojrzałości

Mimo, że globalna pandemia wciąż trwa to już na tym etapie możemy pokusić się o wstępną weryfikację tego, jak sprawnie zareagowały rządy i społeczeństwa poszczególnych krajów. Oczywiście na finalną ocenę przyjdzie jeszcze czas, w momencie gdy sytuacja epidemiologiczna się ustabilizuje i wrócimy do normalności. Wówczas będziemy mogli ocenić, kto egzamin dojrzałości z biologii zdał wzorowo, a kto zaniedbał swoje obowiązki.

Najskuteczniejszą bronią, jaka została oddana w ręce ludzkości do walki z COVID-19 jest dystansowanie społeczne. To jednocześnie kluczowe wyzwanie, jakiemu musi sprostać każdy obywatel, niezależnie od miejsca rezydencji, jeżeli chcemy pokonać pandemię. – Ta metoda zwalczania wirusa odnosi się do sposobu tworzenia bariery dystansu fizycznego między dwiema lub więcej osobami, aby zapobiec lub zatrzymać transmisję wirusa – mówi Arindam Basu, profesor epidemiologii i zdrowia środowiskowego na Uniwersytecie Canterbury w Nowej Zelandii i dodaje: – W tej chwili nie wiemy o bezpiecznej i skutecznej szczepionce, ani nie wiemy, czy bezpieczny i skuteczny lek będzie działał już po wystąpieniu objawów COVID-19. Dlatego też, najlepsze na co możemy dziś postawić to czynności zapobiegawcze rozprzestrzenianiu. Niech słowa naukowca będą przestrogą dla obywateli całego świata, bo tylko działając solidarnie, mamy szansę na wygraną w walce z niebezpiecznym wirusem.

Metodologia

Przedstawione analizy zostały wykonane na podstawie anonimowych danych, jakie pozyskano z urządzeń mobilnych, w tym przede wszystkim telefonów komórkowych podłączonych do Internetu. Aby zapewnić odpowiednią precyzję, geolokalizacja została określona w oparciu o system GPS.

W ramach opracowanej analizy odległości zostały znormalizowane, tak aby możliwe było porównanie między różnymi krajami. Potrzeba normalizacji wynika z tego, że średnie odległości w poszczególnych krajach znacząco się różnią (wpływ na to może mieć średnia odległość między miejscem zamieszkania a miejscem pracy, czy chociażby klimat i pogoda).

Aktualnie na rynkach Francji, Hiszpanii, Niemiec, Polski, Wielkiej Brytanii i Włoch w sumie analizowanych jest 824 milionów urządzeń podłączonych do sieci Internet. Wykorzystane dane były zbierane między 25 lutego a 29 marca tego roku i poddane zostały normalizacji w celu umożliwienia porównania poszczególnych rynków.

W kryzysie milczenie nie jest złotem. Spójna i wiarygodna komunikacja może przesądzić o przyszłości wielu firm

0

W kryzysie milczenie nie jest złotem. Spójna i wiarygodna komunikacja może przesądzić o przyszłości wielu firm 3

Pandemia koronawirusa wpłynęła nie tylko na sytuację finansową firm, lecz także na ich komunikację. Duża część zrezygnowała z niej całkowicie, w ten sposób wysyłając w świat komunikat: nie wiadomo, co się u nas dzieje. Tymczasem właściwe zarządzanie informacją jest kluczowe właśnie teraz – może pomóc firmom w przezwyciężeniu kryzysu i opłaci się po zakończeniu pandemii, kiedy wszyscy będą chcieli wrócić do normalności. – Prędzej czy później obecny kryzys dobiegnie końca i może się okazać, że te podmioty, które potrafiły odpowiednio zarządzić nim od strony komunikacyjnej, znajdą się dwie długości przed resztą rynku – mówi prezes agencji informacyjnej Newseria, Artur Woliński.

Skutki pandemii koronawirusa jako jedna z pierwszych odczuła branża targowo-wystawiennicza. Większość konferencji i targów została odwołana, wskutek czego firmy straciły na razie możliwość zaprezentowania się, pokazania swoich nowości produktowych i nawiązania kontaktu z potencjalnymi klientami. Jedną z pierwszych tego typu imprez był Mobile World Congress w Barcelonie. Z kolei po odwołaniu salonu Geneva International Motor Show, na którym rokrocznie odbywa się nawet ok. 150 motoryzacyjnych premier, część marek postanowiła przenieść je do internetu. Na dogodniejszy termin w celu zaprezentowania światu nowego iPhone’a 9/SE 2 czeka też Apple, który odwołał planowaną na koniec marca konferencję premierową w Cupertino.

Problem ma również część spółek giełdowych, które niedługo będą publicznie prezentować swoje wyniki finansowe po I kwartale br., i wiadomo już, że raczej nie zorganizują tradycyjnych konferencji prasowych dla dziennikarzy. Z kolei część marek w ogóle zrezygnowała z komunikacji albo ograniczyła ją do minimum, skupiając się tylko na działaniach i przekazach związanych z koronawirusem.

– Rezygnacja z komunikacji w czasie kryzysu to błąd. Oczywiście sprzedaż spada, ponieważ koronawirus wpłynął na ograniczenie popytu i Polacy z oczywistych względów kupują mniej albo odkładają te zakupy w czasie. Jednak obecny czas jest najlepszy do tego, aby wzmocnić pozycję i zaufanie do marki, a także pokazać, jakie wartości za nią stoją. Innymi słowy: zbudować długofalową świadomość marki w percepcji konsumentów – mówi Artur Woliński, prezes agencji informacyjnej Newseria.

Jak podkreśla, właściwe zarządzanie informacją jest teraz dla firm kluczowe w przezwyciężeniu kryzysu i może się opłacić po zakończeniu pandemii, kiedy rynek zacznie się stabilizować. Po tygodniach siedzenia w domach konsumenci będą chcieli wrócić do normalności, spotykać się, nadrobić odkładane zakupy i „odbić” sobie stracony czas.

– Większość Polaków robi w tej chwili zakupy przez internet. Dlatego marki powinny skoncentrować teraz swoją komunikację wokół kanałów online i wideo. Poza oczywistymi beneficjentami tej sytuacji, czyli np. producentami artykułów higienicznych i branżą IT, w której rośnie zapotrzebowanie na sprzęt do pracy zdalnej, skorzystają na tym kryzysie ci, którzy będą umieli właściwie zareagować na nową sytuację, wykorzystać ją do zbudowania zaufania swoich klientów i interesariuszy – mówi Artur Woliński.

Prezes agencji Newseria podkreśla, że obecny kryzys jest dla firm złym momentem na rezygnację z komunikacji i zamiast panikować, marki powinny teraz opracować nową strategię i panować nad swoim przekazem. Chociażby dlatego, że koronawirus stał się dobrą pożywką dla lawiny fake newsów i jeżeli firma padnie ich ofiarą, ciężko jej będzie zapobiec wizerunkowym stratom. Z tego powodu trzeba zawczasu komunikować swoje działania i pokazać, że firma odpowiedzialnie radzi sobie z pandemią.

 Część z nich obawia się podejmować teraz działania w zakresie nagrań wideo, dlatego że nie chcą narażać swoich pracowników na ryzyko zakażenia. Newseria działa w pełni bezpiecznie: przeszkoliliśmy pracowników i ekipy reporterskie, wdrożyliśmy wszystkie procedury bezpieczeństwa, w odpowiedzi na sytuację wprowadziliśmy też depesze informacyjne bez wideo. Realizujemy również akcje niestandardowe wspólnie z partnerami i klientami. Prędzej czy później obecny kryzys dobiegnie końca i może się okazać, że te podmioty, które potrafiły odpowiednio zarządzić nim od strony komunikacyjnej, znajdą się dwie długości przed resztą rynku – mówi Artur Woliński.

Aby zapewnić bezpieczeństwo ekspertom i ekipom reporterskim podczas nagrań, Newseria wdrożyła szereg procedur, m.in. rozdzielny mikrofon dla reportera i mikrofon na statywie dla rozmówcy, dzięki czemu możliwe jest zachowanie odpowiedniej odległości. Sprzęt i samochody, którymi poruszają się ekipy, są regularnie dezynfekowane, a reporterzy są wyposażeni w rękawiczki i maseczki. Przy zachowaniu maksimum bezpieczeństwa agencja nie przestaje realizować nagrań i wywiadów wideo. Jednak w odpowiedzi na bieżącą sytuację wprowadziła także depesze tekstowe bez wideo. Nowy typ materiałów ma umożliwić ciągłość komunikacji nawet bez kontaktu z ekspertami, którzy obecnie nie chcą bądź nie mogą wziąć udziału w nagraniu przed kamerą.

Andrzej Rzońca: Polsce grozi pierwsza od trzech dekad recesja. W tłustych latach rząd nie przygotował kraju na kryzys

0

Andrzej Rzońca: Polsce grozi pierwsza od trzech dekad recesja. W tłustych latach rząd nie przygotował kraju na kryzys 4

Według marcowej projekcji inflacji NBP, opublikowanej kilka dni po wykryciu pierwszego w Polsce przypadku zachorowania na koronawirusa, polska gospodarka miałaby wzrosnąć w 2020 roku o 3,2 proc. Niecały miesiąc później prognozy te są nieaktualne. Zdaniem byłego członka RPP, dr. hab. Andrzeja Rzońcy pandemia obniży wzrost gospodarczy nawet do 3 pkt proc., co spowoduje, że możemy się otrzeć o recesję. I choć jego zdaniem proponowana tarcza antykryzysowa pomoże niewielu, to Polska jest w nie najgorszej sytuacji w porównaniu z innymi krajami.

Istnieje bardzo duża niepewność co do długości trwania pandemii i okresu zamrożenia gospodarki. W tej sytuacji najlepsze, co można zrobić, to odwołać się do doświadczeń. Epidemia hiszpanki kosztowała kraje nią objęte spadkiem PKB przeciętnie o 6 proc. Jeśli z kolei bazować na doświadczeniach Tajwanu z okresu epidemii SARS w 2003 roku, to należałoby oczekiwać obniżenia wzrostu o 1–3 pkt proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria dr hab. Andrzej Rzońca, profesor SGH, członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich. – Ten koszt trzeba jednak powiększyć o skutki ewentualnej globalnej recesji, która staje się coraz bardziej prawdopodobna. Dla nas oznaczałaby ona dodatkowe obniżenie wzrostu o 1–3 pkt proc. 

4 marca odnotowano pierwszy przypadek zachorowania na koronawirusa na terenie Polski. Pięć dni później Narodowy Bank Polski opublikował cykliczny raport o inflacji, w którym zakładał wzrost polskiej gospodarki w 2020 roku o 3,2 proc. Jeszcze w listopadzie 2019 roku prognozowano 3,6 proc. W lipcowej projekcji było to 4,0 proc. Prognozy i w normalnych warunkach były więc stopniowo obniżane. Choć spodziewano się, że wzrosty będą niższe niż w 2018 i 2019 roku, to w obliczu pandemii dane te stały się nieaktualne. Teraz mowa jest nawet o recesji.

– Przed wybuchem pandemii prognozy wzrostu dla Polski mieściły się w przedziale od 2 do 3 proc. To oznacza, że recesja w Polsce jest coraz bardziej prawdopodobnym scenariuszem. Byłby to pierwszy spadek PKB w naszym kraju od 29 lat – zaznacza były członek Rady Polityki Pieniężnej. – Niemniej w mojej ocenie Polska powinna lepiej poradzić sobie z pandemią niż większość krajów nią objętych przynajmniej z trzech powodów. Po pierwsze, jesteśmy silnie gospodarczo powiązani z Niemcami, które mają duże zasoby, a jednocześnie powiększyli je w tłustych latach, co daje im bardzo duże pole manewru. Sprawne państwo gwarantuje, że zostanie ono wykorzystane.

W piątek 27 marca wyższa izba niemieckiego parlamentu, Bundesrat, zaakceptowała pakiet pomocowy dla niemieckiej gospodarki. Opiewa on na łącznie 750 mld euro.

Po drugie, jesteśmy bardziej elastyczni niż inne kraje Europy, wiele ludzi jeszcze pamięta czasy schyłku socjalizmu, który był permanentnym kryzysem – mówi dr hab. Andrzej Rzońca. – Po trzecie, mam nadzieję, że skutki zdrowotne pandemii w naszym kraju będą mniejsze niż gdzie indziej w Europie. Choć szybko się starzejemy, to wciąż jesteśmy relatywnie młodym społeczeństwem. Jesteśmy też słabiej zurbanizowani, mniej geograficznie mobilni, a liczba podróży samolotem w naszym kraju jest mniejsza niż nawet w małych krajach Europy Zachodniej, jak np. Austria.

Jak podkreśla, przetrwać w trudnych czasach firmom pomoże również świadomość, że muszą sobie poradzić z tym same. O tym – zdaniem ekonomisty – świadczą zaproponowane środki ochronne.  

Polska tarcza antykryzysowa to 212 mld zł, czyli niecałe 50 mld euro. Sami przedsiębiorcy i eksperci twierdzą, że planowane rozwiązania wcale nie pomogą firmom, gdyż bardzo ograniczają zakres osób, które mogą z nich skorzystać. Uzależniają np. zakres pomocy od przychodów uzyskanych w lutym, gdy w kilku najbardziej aktywnych pod względem przedsiębiorczości województwach trwały ferie zimowe.

 Tarcza antykryzysowa przede wszystkim pokazuje, że rząd jest świadomy, że nie przygotował kraju na kryzys, choć skrzętnie to ukrywał. Skonstruował ją w taki sposób, żeby możliwie mało pracowników i firm skorzystało z pomocy państwa oraz żeby ta pomoc dotarła do nich możliwie późno i w możliwie małej skali. Beztrosko konsumując w tłustych latach, teraz usiłuje oszczędzać, ale nie na tym, na czym powinien – ocenia Andrzej Rzońca. – Takie głupie oszczędzanie będzie budżet drogo kosztowało, bo zwiększy liczbę upadłości firm i zwolnień w przedsiębiorstwach. Państwo powinno skalibrować pomoc w taki sposób, żeby nie załamały się finanse publiczne, ale żeby je chronić, trzeba też chronić firmy przed masowymi upadłościami.

Dodatkowym aspektem jest fakt, że rząd nie radzi sobie z wydolnością służby zdrowia mimo poświęcenia lekarzy i pielęgniarek. Jednak zdaniem eksperta dla firm najlepsze byłoby wprowadzenie odciążeń fiskalnych. W ten sposób te przedsiębiorstwa, które z takim rodzajem pomocy dadzą sobie radę, nie będą musiały sięgać po państwowe wsparcie.

Prezes UOKiK: Nieuczciwi przedsiębiorcy próbują w tym czasie drenować portfele konsumentów. Grozić im będzie kara nawet do 5 mln zł

0

Prezes UOKiK: Nieuczciwi przedsiębiorcy próbują w tym czasie drenować portfele konsumentów. Grozić im będzie kara nawet do 5 mln zł 5

Możliwość wprowadzenia maksymalnych cen i marż na towary i usługi, które mają istotne znaczenie dla ochrony zdrowia oraz kosztów utrzymania gospodarstw domowych, a także kary finansowe nawet do 5 mln zł dla nieuczciwych przedsiębiorców zawyżających ceny – takie zapisy wprowadza przyjęta z piątku na sobotę przez Sejm tarcza antykryzysowa. Prezes UOKiK podkreśla, że w ostatnim czasie na rynku pojawiło się wiele niedozwolonych praktyk. Zdarzają się nieuczciwe firmy, które próbują wykorzystać czas pandemii, żeby dodatkowo zarobić. Nowe przepisy mają uchronić konsumentów przed wydrenowaniem portfeli.

– Widzimy rażące wzrosty cen środków ochrony indywidualnej w sklepach stacjonarnych i internetowych, które są różnie uzasadniane. Różnie kształtują się też ceny artykułów spożywczych. O ile w poprzednim tygodniu ceny drobiu i innych gatunków mięs, niektórych warzyw i pieczywa diametralnie wzrosły w krótkim czasie, o tyle w ostatnim tygodniu zaczęły spadać. Jest to związane m.in. z faktem, że narastają problemy z eksportem, w tym do Chin. Coraz większa jest też świadomość przedsiębiorców, że te działania ukierunkowane na radykalne podnoszenie cen mogą skutkować sankcjami z naszej strony oraz zmianą preferencji nabywców – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Chróstny, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Jak podkreśla, na początku pandemii koronawirusa konsumenci borykali się z problemami dotyczącymi odwołanych lotów, wycieczek i imprez masowych, a obecnie są one związane głównie ze wzrostem cen. UOKiK odbiera wiele skarg i pytań dotyczących produktów w zawyżonych cenach czy fałszywych ofert sprzedaży.

– Gros ofert w internecie to oferty wprowadzające konsumenta w błąd, z diametralnie zmienionymi, wysokimi cenami, które godzą w zasady współżycia społecznego. Wynikają one z chęci zarobienia na czasie pandemii – mówi Tomasz Chróstny. – Spotykamy się z różnymi mechanizmami. Wracają praktyki, które przez długi czas były marginesem, jak np. zdejmowanie cen z towarów, zwłaszcza w mniejszych sklepach i na bazarach. Cena nie jest widoczna, a sprzedający może różnicować ofertę cenową w zależności od tego, jaki klient przychodzi.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Inspekcja Handlowa już w połowie marca powołały specjalne zespoły, które od dwóch tygodni monitorują wysokość cen w sklepach stacjonarnych i internetowych, wyłapując nadużycia. UOKiK na swojej stronie internetowej uruchomił też dodatkową zakładkę, gdzie konsumenci mogą znaleźć odpowiedzi na najczęściej pojawiające się pytania w kilku kategoriach (m.in. hotele, transport, usługi, sprzedaż).

– Prowadzimy działania, które mają na celu usunięcie tych ofert, produktów czy usług, które wprowadzają konsumentów w błąd, mają zawyżone ceny i godzą w zasady współżycia społecznego. Nie godzimy się na to, żeby nieuczciwi przedsiębiorcy próbowali wykorzystać ten czas, by wydrenować portfele konsumentów. To jest czas solidarności i do tego nawołujemy – mówi prezes UOKiK.

Podkreśla też, że diametralne wzrosty cen, które miały miejsce w ostatnim czasie, są niczym nieuzasadnione, ponieważ na polskim rynku żywności nie brakuje, a bieżący kryzys dla wielu spekulantów stał się okazją do zarobku. W związku z tym urząd skierował do rządu wniosek o zawarcie w projekcie ustawy o tzw. tarczy antykryzysowej przepisów umożliwiających ustalanie maksymalnych cen oraz marż w sklepach i hurtowniach.

– Jesteśmy jednym z największych producentów żywności w Unii Europejskiej i jednym z trzech największych eksporterów netto. Rocznie eksportujemy żywność za ok. 32 mld zł, a importujemy za ok. 21 mld zł. Żywności w Polsce nie brakuje – mówi Tomasz Chróstny. – Zaproponowaliśmy dodatkowy mechanizm regulujący ceny i wskazujący, które instytucje będą mogły kontrolować różne kategorie produktów i nakładać sankcje finansowe.

Tak zwaną tarczę antykryzysową, czyli ustawę wspierającą firmy i gospodarkę w zwalczaniu efektów koronawirusa, Sejm przyjął w nocy z piątku na sobotę. Nowymi przepisami teraz zajmie się Senat. Zakładają one wprowadzenie zaproponowanych przez UOKiK mechanizmów chroniących konsumentów przed nadmiernym wzrostem cen i nieuczciwymi praktykami.

– Zaproponowaliśmy wprowadzenie ustawowo cen i marż maksymalnych, wraz z przypisaniem instytucji za to odpowiedzialnych oraz mechanizmem sankcyjnym. Jeżeli nieuczciwi przedsiębiorcy nie zatrzymają swoich praktyk, będą dalej dążyli do tego, żeby wykorzystać ten czas do maksymalizowania zysków, wówczas będzie można wprowadzić ceny regulowane na niektóre kategorie produktowe – tylko tam, gdzie będzie to niezbędne – mówi prezes UOKiK.

Zgodnie z przyjętą przez Sejm specustawą maksymalne ceny i marże może wprowadzić w drodze rozporządzenia minister zdrowia w porozumieniu z ministrem rozwoju oraz ministrem rolnictwa i rozwoju wsi. Objęte nimi mogą zostać te towary i usługi, które mają istotne znaczenie dla ochrony zdrowia czy kosztów utrzymania gospodarstw domowych. Dla nieuczciwych przedsiębiorców nowe przepisy przewidują sankcje finansowe od 5 tys. zł do nawet 5 mln zł.

– Jeżeli będziemy mieli do czynienia z recydywą, wówczas prezes UOKiK będzie mógł nałożyć na takiego nieuczciwego przedsiębiorcę karę sięgającą do 10 proc. jego rocznego obrotu. Dlatego mamy nadzieję, że przedsiębiorcy będą postępowali odpowiedzialnie, uczciwie i nie będzie potrzeby stosowania tego typu mechanizmów – podkreśla Tomasz Chróstny.

Koronawirus zmieni rynek pracy. Branża IT może dać szansę na zatrudnienie

W dobie postępującej informatyzacji i automatyzacji zatrudnienie może stracić nawet 800 mln ludzi. Sytuacji nie polepsza także pandemia koronawirusa. 70 proc. firm już planuje zwolnienia z jego powodu. Branża IT może dać szansę tym osobom na powrót na rynek pracy. Szacuje się, że w ciągu najbliższych dwóch lat w tym sektorze gospodarki zatrudnienie znajdzie przeszło 130 mln specjalistów, a już dziś co szósta oferta pracy skierowana jest do osób z branży IT. Początkujący programiści mogą liczyć na wysokie zarobki, a firmy szkoleniowe oferują szereg kursów ułatwiających przebranżowienie się do pracy w sektorze informatycznym.  

– Najnowsze technologie, takie jak internet rzeczy, smart home czy machine learning, na razie jeszcze nie będą zmieniać rynku pracy. Wynika to z tego, że są jeszcze na dość wczesnym etapie, chociaż wszystkie są bardzo obiecujące i być może w przyszłości będziemy je bardziej wykorzystywać. Jednak na tym etapie rynek pracy nadal odpowiada na wyzwania czysto biznesowe w tradycyjnych systemach. Oczywiście to się coraz bardziej zmienia, w miarę jak IoT czy machine learning zdobywają popularność – mówi agencji Newseria Innowacje Adam Kukołowicz, współzałożyciel Bulldogjob.

Najnowsze analizy Konfederacji Lewiatan wskazują, że nawet 70 proc. małych firm już planuje zwolnienia ze względu na pandemię koronawirusa i szereg ograniczeń, które wprowadził polski rząd. To może całkowicie odmienić rynek pracy, który do tej pory uznawany był za „rynek pracownika”, tj. to firmy musiały starać się o znalezienie dobrego pracownika, a nie pracownik o znalezienie pracy.

Rozwiązaniem może być branża IT, której specyfika pozwala na nieprzerwane działanie nawet w dobie pandemii. Kształt rynku IT w przyszłości mogą ustalać specjaliści zajmujący się nowymi technologiami informatycznymi, w tym m.in. rozwojem systemów sztucznej inteligencji. Ministerstwo Cyfryzacji szacuje, że do 2025 roku w Polsce powstanie co najmniej 200 tys. stanowisk skupionych wokół rozwiązań z branży IT.

Analitycy z McKinsey Global Institute twierdzą, że dynamiczna sytuacja na rynku doprowadzi do zniknięcia sporej części stanowisk pracy, gdyż zostaną one zautomatyzowane przez roboty oraz sztuczną inteligencję. Szacuje się, że do 2030 roku aż 800 mln pracowników będzie musiało się przebranżowić, aby nie wypaść z rynku pracy. Część z nich może znaleźć zatrudnienie w branży informatycznej.

– Nowe technologie mogą na pewnym etapie zagrozić niektórym pozycjom w społeczności IT, ponieważ już widzimy np. takie inicjatywy jak stworzenie samokonfigurującej się bazy danych, która działa poprzez maszynowe uczenie się. I to może zagrozić np. pracy administratora baz danych. Wszędzie tam, gdzie jest dużo powtarzalnych czynności, prawdopodobnie będziemy je coraz bardziej automatyzować. Jednak finalnie nie będzie tak, że ludzie stracą pracę, tylko po prostu przejdą do nowych zadań – przekonuje ekspert.

Według analiz World Economic Forum zawody informatyczne nadal będą zyskiwały na popularności. Szacuje się, że tylko w ciągu najbliższych dwóch lat dzięki rozwojowi nowych technologii na rynku pojawi się 133 mln nowych miejsc pracy w zawodach m.in. programistów czy analityków danych.

Z analizy ofert pracy opublikowanych w 2019 roku na łamach portalu Pracuj.pl wynika, że aż 15 proc. spośród wszystkich ofert skierowanych było do specjalistów IT. Co trzecie ogłoszenie z tego sektora dotyczyło oferty na stanowisku programisty, a pracownicy z dużym doświadczeniem mogli liczyć na dwu–trzykrotnie wyższe wynagrodzenie niż juniorzy.

– Na najwyższe zarobki w IT mogą liczyć oczywiście programiści – w przypadku seniorów, czyli tych najbardziej doświadczonych, to kwota około 12,5 tys. zł do kieszeni. Podobne zarobki mają też project managerowie, project ownerowie, konsultanci i integratorzy systemów SAP. Z kolei najwyższe zarobki będą mieli architekci IT – nawet 14,5 tys. zł na stanowiskach seniorskich. Juniorzy, w zasadzie niezależnie od stanowiska, będą zarabiać około 4 tys. zł – mówi Adam Kukołowicz.

Aspekt finansowy jest jednym z kluczowych czynników, który wpływa na zainteresowanie pracą w tym sektorze gospodarki. W dobie pandemii koronawirusa może to być także możliwość pracy zdalnej. Raport „Badanie społeczności IT 2020” opracowany przez Bulldogjob wskazuje, że 52 proc. osób rozpoczynających karierę na rynku pracy korzysta ze szkoleń online. Z kolei 37 proc. osób planujących przebranżowienie się wybiera płatne kursy programowania jako metodę na zmianę branży zatrudnienia.

Według firmy badawczej 360 Market Updates wartość globalnego rynku IT do 2023 roku wzrośnie do 13,92 mld dol.

Wózki widłowe – poznaj ich zastosowanie

Wózki widłowe w ciągu ostatnich lat uległy ogromnej przemianie. Niegdyś widywane były jedynie w hurtowniach czy pojedynczych hipermarketach, dzisiaj zaś możemy je spotkać w wielu miejscach pracy. Zmieniły się nie tylko w kwestii technologicznej, ale zakres ich zastosowania również bardzo się rozszerzył. Dowiedz się, jakie są najpopularniejsze modele wózków widłowych i do czego są stosowane. Zapraszamy do lektury!

Wózki widłowe – spalinowe i elektryczne

Wózki widłowe dzielą się ze względu na napęd na wózki spalinowe oraz wózki elektryczne. Te pierwsze dodatkowo można podzielić, biorąc pod uwagę rodzaj stosowanego paliwa. I tak wyróżnia się wózki na benzynę, olej napędowy oraz LPG. Można więc śmiało porównać ich działanie do pracy samochodu, a za najbardziej ekonomiczną wersję uznać wózki widłowe na LPG. Wózki spalinowe najlepiej sprawdzają się na placach budowy, ponieważ są odporne na obciążenia i mają dużą moc. Doskonale radzą sobie w trudnych warunkach.

Drugie zaś, czyli wózki elektryczne, jak sama nazwa wskazuje, napędzane są silnikami elektrycznymi, które są zasilane z pakietów akumulatorów. Z roku na rok stają się one coraz szybsze, sprawniejsze i ogólnie – efektywniejsze. Są także zwrotniejsze ze względu na swój mniejszy rozmiar oraz tańsze w eksploatacji. Wózki widłowe elektryczne mogą być napędzane na prąd zmienny, jak również stały. Stosowane są zwykle w pomieszczeniach zamkniętych, np. w magazynach spożywczych. Zaletą tego rodzaju wózków jest możliwość pracy na niewielkich przestrzeniach, ich precyzja oraz brak emitowanych spalin. Chcesz dowiedzieć się więcej o wózkach spalinowych i elektrycznych? Odwiedź stronę https://wdx.pl/.Wozki wid_owe _ poznaj ich zastosowanie (2)

Rodzaje wózków widłowych a ich zastosowanie

Wśród wózków widłowych można wyróżnić bardzo wiele rodzajów urządzeń. Jeden z najpopularniejszych to wózek widłowy wielokierunkowy, który idealnie radzi sobie w ciasnych miejscach, wąskich korytarzach, a także w halach, gdzie regały są ustawione blisko siebie. Wyróżnia się tym, że potrafi bez problemu skręcić każdą parę kół osobno, dzięki czemu za jego pomocą można jeździć w jednym kierunku bez skręcania i zawracania.

Innym modelem wózków widłowych, o którym warto wspomnieć jest wózek widłowy systemowy. Jest to rozwiązanie, które najlepiej sprawdzi się w magazynach wysokiego składowania, jak również w działach kompletacji. Są skonstruowane tak, by pobierać palety obustronnie oraz poruszać się w wąskich korytarzach.

Kolejny rodzaj to wózek widłowy boczny. Ten model stworzony jest specjalnie w celu układania palet na regałach bez konieczności obracania się w korytarzach regałowych. Ma on dużą przeciwwagę oraz boczne ułożenie wideł, co sprawia, że można nim przewozić nie tylko ciężkie, ale i długie przedmioty.

Te i wiele innych wózków widłowych znajdziesz tutaj: https://wdx.pl/oferta/wozki-widlowe/. Zajrzyj i sprawdź ofertę WDX!

Psychologia przywództwa – jak kierować firmą w czasach kryzysu

Wielu przedsiębiorców stoi dzisiaj przed poważnym zadaniem – jak być w czasach niepewności dobrym liderem dla swojego zespołu. Jak kierować grupą i firmą, gdy przyszłość stoi pod znakiem zapytania – a życie codzienne pracowników przeszły transformację? Psychologowie podpowiadają, że dobry lider nie zmieni całkowicie swojego podejścia ani zachowania. Niepewne czasy – jak żadne inne – wymagają struktury, jasnych celów, znajomej atmosfery i kontynuacji działań. Wtedy, gdy sytuacja na froncie walki z epidemią zmienia się z dnia na dzień, dobry lider utrzymuje znajomy porządek i zapewnia swoim pracownikom strukturę. Jednocześnie jednak jest przygotowany na elastyczność, gdy sytuacja tego wymaga. Na przykład wykorzystując nowe narzędzia pracy.

– Pracując zdalnie, korzystając z automatyzacji i innych technologii dobry lider pokazuje, że wciąż jest z ludźmi, że dostrzega ich troski i potencjał. Jednocześnie nimi zarządza – pokazuje, w jaki sposób szukać informacji. Parametrami naszej pracy są czułość i odpowiedzialność. Widzę wasze problemy, chcę wam pomóc, ale równocześnie wymagam – powiedział serwisowi eNewsroom Jacek Santorski, twórca Akademii Psychologii Przywództwa w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej. – Ta forma pracy zakłada łączenie delegowania odpowiedzialności z nadawaniem jej struktury. Lider dzieli się swoją władzą i pozycją, dzięki czemu w zespole pojawia się element osobistej odpowiedzialności i kreatywności. Jednak nie zrzuca z siebie odpowiedzialności za błędy. W czasach kryzysu lider powinien łączyć ze sobą te dwie umiejętności. Tak, jak w siłach specjalnych – kapitan prowadzący zespół komandosów z jednej strony deleguje na nich mnóstwo uprawnień, ale z drugiej strony bierze na siebie odpowiedzialność za trudności i porażki – wskazuje Santorski.

Bierzmy przykład ze Szwecji, bo koszt źle wykutej tarczy będzie wysoki

Trudno wyobrazić sobie większą próbę dla relacji państwo-przedsiębiorcy niż obecna pandemia koronawirusa. Polskie państwo narzuciło na przedsiębiorstwa ograniczenia w świadczeniu działalności i na konsumentów w nabywaniu usług. Jak dotąd, nie zabezpieczyło jednak skutecznie firm przed skutkami swoich decyzji.

Pierwszy przypadek COVID-19 potwierdzono u nas 4 marca, ponad miesiąc po tym, jak pierwsze przypadki zidentyfikowano w innych krajach Europy. Można było przyjąć wtedy za pewnik, że i do nas wirus dotrze. I potraktować ten czas jako kupiony na zabezpieczenie gospodarki.

O tym, jak można szybko interweniować niech posłuży przykład Szwecji. Ten kraj nie zdecydował się na powszechny lockdown. Ale na przestrzeni tygodnia 13-20 marca wprowadził:

1. krótkookresowy urlop przestojowy przez 3 kwartały, w połowie finansowany przez państwo – także dla samozatrudnionych;
2. zobowiązanie państwa do płatności zwolnienia lekarskiego przez 2 miesiące;
3. zwiększenie wydatków na zasiłki opiekuńcze;
4. narzędzie opóźniające płatności VAT ze skutkiem wstecznym;
5. dodatkowe wsparcie służby zdrowia, przede wszystkim wynagrodzeń, sprzętu i leków;
6. kompensację wyższych kosztów opieki zdrowotnej samorządom;
7. gwarancje dla linii lotniczych;
8. wsparcie finansowe dla usług kulturalnych i sportowych;
a także szerokie spektrum działań banku centralnego na rzecz zwiększenia płynności i dostępności kredytów:
9. instrument zwiększający akcję kredytową dla firm;
10. zmniejszenie buforów kapitałowych dla banków;
11. rozluźnienie zasad kredytowania banków przez bank centralny;
12. zwiększenie skali zakupu papierów wartościowych przez bank centralny (skup aktywów);
13. zwiększenie gwarancji kredytowych oraz dokapitalizowania narzędzi temu służących;
14. nieograniczoną wartość pożyczek dla banków pod zastaw papierów wartościowych;
15. obniżenie stopy lombardowej.

Regulacje wchodzą w życie najpóźniej w pierwszych dniach kwietnia. Skala tego impulsu jest znaczna – nawet jak na szwedzkie warunki.

W oczekiwaniu na polską tarczę antykryzysową, należałoby więc przypomnieć, że zakres i wielkość wsparcia powinny być dostosowane do potrzeb firm, bo to im mają pomóc. W przeciwnym razie środki budżetowe zostaną nietknięte, ale skonsumują je wydatki na zasiłki dla bezrobotnych, pomoc społeczną czy większe niż spodziewane skurczenie bazy podatkowej. Z najnowszych badań Konfederacji Lewiatan, wynika, że 69% przedsiębiorstw planuje zwolnienia. A zatem ewentualny koszt źle wykutej tarczy będzie wysoki.

Komentarz dr Sonii Buchholtz, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Epidemia koronawirusa – specjalne rozwiązania dla cudzoziemców

W związku z obecną sytuacją epidemiologiczną Sejm RP uchwalił ustawę przewidującą m.in. szczególne rozwiązania dla cudzoziemców w Polsce. Przepisy umożliwią legalne pozostanie w kraju osobom, które chcą realizować dotychczasowy cel pobytu lub nie mogą opuścić Polski w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2. Ustawa została przekazana do Senatu RP, który rozpatrzy ją na dzisiejszym posiedzeniu. Aktualny tekst ustawy dostępny jest na stronie www.sejm.gov.pl – druk sejmowy nr 299.

Do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni (stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii) przedłużeniu ulegnie:

  • legalny pobyt cudzoziemców na podstawie wiz krajowych oraz zezwoleń na pobyt czasowy, który skończyłby się w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii,
  • termin na składanie wniosków o legalizację pobytu,
  • ważność już wydanych zezwoleń na pracę, zezwoleń na pracę sezonową oraz oświadczeń o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi.

Ponadto przesunięte zostaną terminy:

  • na opuszczenie przez cudzoziemców terytorium Polski,
  • dobrowolnego powrotu określone w decyzjach o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu.

Przedłużenie legalnego pobytu obywateli państw trzecich 

Przedłużenie legalnego pobytu cudzoziemca przebywającego w Polsce na podstawie wizy krajowej i zezwolenia na pobyt czasowy będzie dotyczyło sytuacji, w których ostatni dzień legalnego pobytu przypadnie na czas obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Będzie to zatem okres od 14 marca 2020 r., kiedy ogłoszono stan zagrożenia epidemicznego. Wówczas okres legalnego pobytu w Polsce będzie ulegał przedłużeniu z mocy prawa do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego stanu, który obowiązywał jako ostatni.

Przedłużenie legalności pobytu nie będzie wiązało się z umieszczeniem w dokumencie podróży cudzoziemca nowej naklejki wizowej lub wydaniem nowej karty pobytu. Cudzoziemiec nie będzie mógł na podstawie tak przedłużonego pobytu podróżować po terytorium innych państw obszaru Schengen. Będzie miał jednak możliwość realizowania dotychczasowego celu pobytu w Polsce np. wykonywania pracy. Przedłużone zostaną bowiem zezwolenia na pracę i na pracę sezonową oraz dozwolony okres pracy na podstawie oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi. Będzie mógł również opuścić Polskę bez ryzyka wejścia w nielegalny pobyt.

Przedłużenie terminów na składanie wniosków 

Ustawa przewiduje wydłużenie terminów składania wniosków o udzielenie zezwoleń pobytowych, przedłużenie wiz oraz przedłużenie pobytu w ramach ruchu bezwizowego, jeżeli termin ten wypadłby w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Jak dotychczas, wnioski te będzie można złożyć w urzędach wojewódzkich do 30-go dnia następującego po dniu odwołania stanu, który obowiązywać będzie jako ostatni. Pobyt cudzoziemca w Polsce w tym okresie będzie uważany za legalny pod warunkiem, że złoży on wniosek o legalizację pobytu w przedłużonym terminie.

Powyższe rozwiązanie będzie dotyczyło cudzoziemców, którzy chcieliby się ubiegać o:

  • udzielenie zezwolenia na pobyt czasowy, stały lub rezydenta długoterminowego UE,
  • przedłużenie wizy krajowej (symbol D) lub wizy Schengen (symbol C),
  • przedłużenie okresu pobytu w ramach ruchu bezwizowego – dotyczy to tylko obywateli Brazylii, Argentyny, Chile, Hondurasu, Kostaryki, Nikaragui, Singapuru i Urugwaju, ponieważ umowy o zniesieniu obowiązku wizowego tylko z tymi krajami przewidują taką możliwość.

Przedłużenie terminów opuszczenia terytorium Polski 

Ustawa zawiera rozwiązanie stanowiące podstawę przedłużenia z mocy prawa terminów opuszczenia terytorium Polski wynikające z art. 299 ust. 6 ustawy o cudzoziemcach (np. w związku z doręczeniem ostatecznej decyzji o odmowie udzielenia zezwolenia na pobyt czasowy), jeżeli wypadałyby one w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Ich przedłużenie nastąpi do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni.

Przedłużenie terminów dobrowolnego powrotu określonych w decyzjach o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu 

Zakładane jest przedłużenie z mocy prawa terminu dobrowolnego powrotu określonego w decyzji o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu, którego koniec wypadałby w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Jak w przypadku pozostałych rozwiązań zawartych w ustawie, przedłużenie terminu nastąpi do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni.

Obywatele państw UE, Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA), Konfederacji Szwajcarskiej i przebywający z nimi członkowie rodzin 

Wprowadzenie w Polsce stanu zagrożenia epidemicznego, a następnie stanu epidemii, nie wpływa w żaden sposób na prawa pobytowe obywateli państw członkowskich Unii Europejskiej, Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA), Konfederacji Szwajcarskiej i przebywających z nimi członków rodzin. Uprawnienia te nie są bowiem uzależnione od posiadania jakichkolwiek zezwoleń czy dokumentów.

Wpływ epidemii Covid-19 na gospodarkę – komentarz Grzegorza Maliszewskiego

W tym tygodniu publikowane będą kolejne dane z gospodarek rozwiniętych, wskazujących na skalę załamania koniunktury w następstwie epidemii koronawirusa. W tym kontekście istotne będą wskaźniki koniunktury w USA i strefie euro. Oczekiwać można dalszego pogorszenia nastrojów w przemyśle i usługach (indeksy PMI w USA i strefie euro oraz indeks ISM dla USA), a w ślad za znacznym pogorszeniem perspektyw rynku pracy, także nastrojów konsumentów (w USA będą podane wskaźniki Conference Board).

Ważne też będą kolejne dane z amerykańskiego rynku pracy, które już w ubiegłym tygodniu wskazały na znaczny wzrost bezrobocia. W tym tygodniu podane będą kolejne odczyty wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, raport ADP, a także liczba nowych miejsc pracy, która zapewne spadnie po raz pierwszy od września 2010. Ciekawe będą także dane z Chin, gdzie podany będzie indeks PMI dla przemysłu, co pozwoli ocenić skalę odbicia koniunktury po opanowaniu epidemii.

Jak polski przemysł zareagował na wybuch epidemii?

W środę o godz. 09:00 poznamy pierwsze dane PMI dla polskiego przemysłu znajdujące się już pod silnym wpływem epidemii COVID-19. Według oczekiwań Banku Millennium indeks ten obniży się do 45,9 pkt z 48,2 pkt w lutym. Sytuacja w przemyśle będzie jednak gorsza niż wskazania indeksu, gdyż w marcu, podobnie jak w lutym zostanie on sztucznie zawyżony przez składową opóźnień dostaw, wynikających z zaburzeń w związku z pandemią koronawirusa.

Epidemia w Polsce nasila się, choć w mniejszej skali niż w krajach Europy Zachodniej Skala epidemii w Polsce nasila się, choć jej zakres jest mniejszy niż w innych krajach na podobnym etapie rozwoju epidemii. Według stanu na poniedziałek rano, to osiemnasty dzień, kiedy liczba zainfekowanych przekroczyła 50, liczba stwierdzonych zachorowań wynosi w Polsce 1905, natomiast liczba zmarłych 26. Na tym samym etapie rozwoju epidemii liczba stwierdzonych przypadków w Niemczech wynosiła ponad 7 tys., a we Włoszech ponad 10 tys. Radykalne działania podjęte prze rząd w celu powstrzymania rozwoju epidemii mogą więc przynieść mniejszą skalę pandemii i wypłaszczenie krzywej zachorowań.

Epidemia Covid-19 ma negatywny wpływ na funkcjonowanie całej gospodarki, w tym także sektora bankowego. Kanałów oddziaływania jest wiele, a główne wiążą się ze spadkiem popytu na usługi bankowe, pogorszeniem sytuacji finansowej klientów i ryzykiem pogorszenia jakości portfela kredytowego, spadkiem stóp procentowych i wiążącym się z tym spadkiem dochodów, osłabieniem złotego i wzrostem potrzeb płynnościowych. To wszystko powoduje ryzyko znacznego pogorszenia wyników sektora, a przez to też możliwości kreacji przez banki kredytu. Sektor bankowy jest jednocześnie niezbędny do wsparcia gospodarki w obecnych zawirowaniach, zapewniając finansowanie firm, których sytuacja finansowa uległa załamaniu. Z tego względu konieczne są działania wzmacniające sektor bankowy, aby mógł podtrzymać, a nawet wzmocnić skalę finansowania gospodarki, przy wyższym ryzyku kredytowym firm. Część podjętych do tej pory działań korzystnie działa na banki, szczególnie obniżenie stopy rezerw obowiązkowych, podwyższenie oprocentowania rezerw obowiązkowych, zniesienie bufora ryzyka systemowego, złagodzenie części regulacji nadzorczych. W podjętych działaniach brakuje, w mojej ocenie, zniesienia lub przynajmniej modyfikacji podatku bankowego, który może ograniczać skalę finansowania firm, na korzyść kupna obligacji skarbowych, które są wyłączone z opodatkowania. Negatywnie na możliwości wsparcia gospodarki przez banki może działać dalsze obniżanie stóp procentowych, ze względu n negatywny wpływ na kondycję finansową banków. Aby więc sektor bankowy mógł efektywnie wspierać gospodarkę w pokonaniu kryzysu konieczne są działania zwiększające przestrzeń do kreacji kredytu, którego będą potrzebowały firmy dotknięte skutkami koronawirusa. To m.in. od dostępności finansowania zależeć będzie, czy restart gospodarki po epidemii będzie szybki, czy zastój gospodarczy będzie utrzymywał się przez dłuższy czas – mówi Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

Skutki ekonomiczne epidemii będą znaczne

Nawet jeśli przebieg epidemii będzie łagodniejszy niż w krajach Europy Zachodniej to skutki ekonomiczne będą znaczne. Szczególnie, że możliwe jest wprowadzenie dodatkowych ograniczeń. W ubiegłym tygodniu rząd wprowadził zakaz przemieszczania się, poza sytuacjami niezbędnymi (zakupy żywności i leków, tylko konieczne dojazdy do pracy) i zgromadzeń powyżej dwóch osób. Wprowadzono także ograniczenia liczby osób w transporcie publicznym. Poza nowymi zakazami przedłużono do 13 kwietnia kontrolę na granicach. Minister Emilewicz wskazała na możliwość wprowadzenia dodatkowych działań w tym tygodniu, które mogą wiązać się z nowymi obostrzeniami w sklepach i zakładach pracy.

Wzrost gospodarczy – głęboka recesja w 2Q i stopniowe odbicie w drugiej połowie roku

Dane z polskiej gospodarki za styczeń i luty były lepsze od oczekiwań, co wskazało na dobrą kondycję gospodarki w okresie bezpośrednio poprzedzającym wybuch epidemii. Wzrost gospodarczy w 1Q może wynieść ok. 2,5% r/r, czemu pomogą wzmożone zakupy przezornościowe przed wybuchem epidemii. Drugi kwartał będzie jednak silnym uderzeniem dla gospodarki, a PKB może spaść o nawet 10% r/r, przy założeniu, że szczyt epidemii będzie w kwietniu, a na przełomie maja i czerwca zaczną rozluźniać się restrykcje, a aktywność ekonomiczna będzie odradzać się. Najsilniej skutki obecnego kryzysu odczują firmy usługowe (szczególnie turystyka, gastronomia, kultura, rozrywka, transport, szczególnie pasażerski), które mierzą się z załamaniem dochodów na skutek wprowadzonej izolacji społecznej. Załamanie nastrojów w sektorze usług wskazały wstępne indeksy PMI w krajach strefy euro.

W drugiej połowie roku spodziewamy się odbudowy wzrostu, jednak w naszej ocenie odczyt dynamiki PKB w całym roku będzie ujemny i wyniesie ok. -3,0% r/r. W dalszym ciągu prognozy obarczone są dużym ryzykiem, uzależnionym od przebiegu epidemii w Polsce i w Europie. Napływające dotychczas dane, szczególnie z Europy, a także możliwe dalsze restrykcje w przemieszczaniu się, nie dają podstaw do optymizmu, stąd ryzyka dla wzrostu gospodarczego skierowane są w dół. Przebieg restartu gospodarki w Chinach, gdzie aktywność ekonomiczna odbudowuje się po ustabilizowaniu sytuacji epidemiologicznej, wskazuje na stopniowe jej tempo. Wskaźnik aktywności ekonomicznej w Chinach po załamaniu się na przełomie stycznia i lutego, kiedy zamknięto Wuhan, wzrósł o ok. 20% w stosunku do dołka z połowy lutego, jednak wciąż jest o ok. 30% niższy niż na początku roku. Wciąż utrzymywana jest część restrykcji, szczególnie we współpracy z otoczeniem zewnętrznym. Przykładowo, każdy obcokrajowiec przybywający do Pekinu musi odbyć obowiązkową 2-tygodniową kwarantannę. Oznacza to, że nawet po ustabilizowaniu sytuacji epidemiologicznej działalność w niektórych branżach nie wróci szybko do poziomu sprzed epidemii. Skalę i tempo odbicia gospodarki po ustabilizowaniu epidemii w Polsce będą ograniczały także restrykcje utrzymywane w innych krajach UE, znacznie bardziej dotkniętych przez epidemię. Skutki gospodarcze epidemii w krajach Europy Zachodniej będą znaczne, strefa euro doświadczy głębokiej recesji, przez co popyt zagraniczny nie będzie wspierał odbudowy wzrostu w Polsce. Powyższe czynniki wskazują, że przebieg odbicia wzrostu może mieć bardziej kształt litery U niż V.

Bezrobocie – wzrost do ok. 7% to optymistyczne założenie

Załamanie wzrostu gospodarczego i ograniczenia w działalności gospodarczej będą miały negatywny wpływ na rynek pracy. Szukając analogii w kryzysie lat 2008-2009, kiedy w rok od upadku Lehman Brother liczba bezrobotnych w Polsce wzrosła o ok. 400 tys, to w obecnych uwarunkowaniach oznaczałoby to wzrost stopy bezrobocia do ok. 8%. Biorąc jednak pod uwagę znacznie bardziej dynamiczny charakter obecnego kryzysu i wstrzymanie działalności lub radykalne ograniczenia skali działania znacznej części firm, skala wzrostu bezrobocia mogłaby być większa i bardziej gwałtowna. Zakładamy jednak, że podjęte w ramach Tarczy Antykryzysowej działania osłonowe polskich firm, szczególnie małych i średnich zmniejszą skalę zwolnień i stopa bezrobocia w tym roku nie przekroczy 7%. Na chwilę obecną to dość optymistyczny scenariusz, biorąc pod uwagę relatywnie ograniczoną, w porównaniu z innymi krajami, skalę wsparcia firm, pomijanie dużych firm w niektórych rozwiązaniach Tarczy, a także opóźniające się tempo prac parlamentarnych.

Inflacja wyhamuje, choć ceny żywności mogą złagodzić dezinflacyjne skutki recesji

Presja inflacyjna spadnie, w ślad za spadkiem wzrostu gospodarczego, szczególnie inflacja bazowa przestanie narastać. Dodatkowo, w kierunku niższej inflacji będzie działać spadek cen paliw na stacjach benzynowych. Niemniej jednak, w drugiej połowie roku działanie tego czynnika może wygasnąć, ponieważ w naszej ocenie utrzymanie cen ropy naftowej na obecnych poziomach w długim terminie będzie trudne, szczególnie jeśli w drugiej połowie roku nastąpi odbicie koniunktury. Dodatkowo, czynnikiem niepewności pozostają ceny żywności. W okresie epidemii widoczny był pewien wzrost cen żywności, kupowanej w celach przezornościach. Biorąc pod uwagę warunki pogodowe i suszę, która może utrzymać się także w miesiącach wiosenno-letnich, miesiące wiosenne mogą przynieść mniejszy sezonowy spadek cen żywności. W rezultacie inflacja cen żywności może obniżać się tylko nieznacznie w stosunku do bieżących poziomów. W naszej ocenie inflacja mierzona wskaźnikiem CPI powróci do pasma dopuszczalnych odchyleń inflacji od celu i średnio w roku wyniesie 3,2% r/r, choć ryzyka dla naszej prognozy skierowane są w górę.

Stopy procentowe – obniżki niewykluczone, choć mało efektywne we wsparciu gospodarki

W zakresie polityki pieniężnej uważamy, że optymalnym scenariuszem byłaby stabilizacja stóp procentowych, gdyż dalsze cięcia stóp procentowych mogłyby być nieefektywnym narzędziem wsparcia gospodarki w obecnych uwarunkowaniach, szczególnie, że inflacja może spadać w powolnym tempie. Rynek FRA wycenia cięcie stóp o 50 pbs w perspektywie najbliższych 6 miesięcy. W naszej ocenie tak radykalny spadek stóp procentowych może mieć negatywny wpływ na warunki funkcjonowania sektora bankowego, ponieważ przez pogorszenie jego kondycji finansowej i kapitałowej, zmniejszy się możliwość kreacji kredytu przez polskie banki. To byłoby niepożądane w obecnym kryzysie, ponieważ polskie firmy będą potrzebowały finansowania na odbudowę działalności po tym, jak sytuacja epidemiologiczna ustabilizuje się. Tym bardziej, że utrzymany zostaje podatek bankowy, który nie zachęca do wzrostu akcji kredytowej. W takich uwarunkowaniach liczyć się można z ograniczeniem skali finansowania, szczególnie w warunkach podwyższonego ryzyka kredytowego. Dlatego też szczególnie pożądane są działania władz monetarnych i nadzorczych ukierunkowane na wsparcie akcji kredytowej, w tym także poprzez łagodzenie wpływu podwyższonego ryzyka kredytowego (przede wszystkim firm –małych i dużych) na bilanse banków. Pobudzenie kredytu jest priorytetem Narodowego Banku Węgier, który utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie, a ściął stopę rezerw obowiązkowych do zera i modyfikuje program finansowania wzrostu gospodarczego. Głównym beneficjantem ewentualnej obniżki stóp proc. w Polsce byłby niewątpliwie resort finansów, który w tym roku mierzyć się będzie ze znacznym wzrostem potrzeb pożyczkowych, sięgających 100 mld PLN. Niższe stopy procentowe powstrzymają nadmierny wzrost rentowności papierów skarbowych i kosztów finansowania długu. W tym samym kierunku działa rozpoczęty skup przez Narodowy Bank Polski obligacji skarbowych na rynku wtórnym.

Pandemia COVID-19 nieustannie eskaluje

Pandemia COVID-19 nieustannie eskaluje. Liczba potwierdzonych zarażeń na świecie przekroczyła już 720 tys., co oznacza, że w ciągu tygodnia wzrosła ponad dwukrotnie. Nadal notowane są dynamiczne przyrosty w Europie, zwłaszcza w Hiszpanii i w Niemczech, gdzie nowych przypadków przybywa już silniej niż we Włoszech (tam pojawiają się sygnały pewnej stabilizacji liczby nowych zachorowań). Obecnie najmocniej epidemia rozprzestrzenia się w Stanach Zjednoczonych, w których codziennie potwierdza się kilkanaście tysięcy nowych przypadków. Skala rozwoju epidemii oraz wynikające z niej samoizolacja mieszkańców i ograniczające działania władz na świecie nie pozwalają wierzyć w szybkie odbicie globalnej koniunktury, tj. w przebieg cyklu w kształcie litery „V”. Oznacza to, że okres recesji w największych gospodarkach rozwiniętych wydłuży się co najmniej do kilku kwartałów. Bezprecedensowe w skali i tempie przeprowadzenia działania władz na świecie w zakresie polityki gospodarczej pozwalają jednak mieć nadzieję, że uda się uniknąć najbardziej negatywnego scenariusza, tj. aktywności gospodarczej przybierającą postać litery „L” oznaczającej błyskawiczne załamanie koniunktury, a następnie przedłużającego się okresu stagnacji gospodarczej. W szczególności uwagę zwraca największa w historii skala stymulacji monetarnej i fiskalnej w USA, która w 2020 r. sięgnąć może łącznie 4 bln USD. O ile jeszcze kraje rozwinięte są w stanie próbować łagodzić wpływ epidemii gospodarczej w oparciu o własne środki to kraje rozwijające się będą potrzebować międzynarodowej pomocy. Według szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego kraje te będą potrzebować 2,5 bln USD finansowania zewnętrznego.

Najsilniejsze od co najmniej 50 lat załamanie rynku pracy w USA

Epidemia koronawirusa dramatycznie odbija się na sytuacji na amerykańskim rynku pracy. Liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA złożonych między 16 a 20 marca wyniosła 3,3 mln, po wzroście tydzień wcześniej na poziomie 281 tys. Tak dramatyczny wzrost liczby osób bezrobotnych nie dokonał się nigdy w ponad 50 letniej historii danych. Dla odzwierciedlenia skali obecnego załamania, należy wspomnieć, że w szczycie redukcji zatrudnienia w 2008 r., tj. podczas globalnego kryzysu finansowego taka sama liczba nowych wniosków o zasiłek była złożona w ciągu 6 tygodni. Do tak ogromnych zmian przyczynia się zwłaszcza załamanie zatrudniającego ok 80% pracowników USA sektora usług. Odzwierciedla to opublikowany w ub. tygodniu wskaźnik PMI dla tych branż w USA, który spadając do 39,1 pkt w marcu z 49,4 pkt w lutym dobił do nienotowanego dotąd dna. Dane te utwierdzają prognozy, że recesja z powodu pandemii w USA będzie głębsza niż podczas kryzysu po upadku Lehman Brothers (prezes Fed J.Powell powiedział, że gospodarka może w niej już być). Dla łagodzenia skutków gospodarczych amerykańskie władze wprowadzają największy w dziejach USA program stymulacji fiskalnej i monetarnej.

QE w USA bez limitów

W ub. tygodniu Fed kolejny raz złagodził politykę pieniężną w USA m.in. znosząc wcześniejsze ograniczenia skali skupu aktywów. Ponadto Rezerwa Federalna ogłosiła nowe programy o łącznej wartości 300 mld USD, które mają wesprzeć akcję kredytową w gospodarce. Pierwsze dwa z nich: Primary Market Corporate Credit Facility (PMCCF) dla nowo emitowanych obligacji korporacyjnych i Secondary Market Corporate Credit Facility (SMCCF) pozwolą Fed na zakup długu przedsiebiorstw. Konstrukcja tych programów częściowo wspartych z budżetu federalnego pozwoli obejść zakaz bezpośredniego nabywania przez Fed korporacyjnych papierów dłużnych. Trzeci program Term Asset-Backed Securities Loan Facility (TALF) ma zapewnić dostęp do kredytu dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. W komunikacie Fed uprzedza ponadto o uruchomieniu wkrótce programu Main Street Business Lending Program, którego celem będzie wsparcie akcji kredytowej dla małych i średnich przedsiębiorstw. Informacje te wskazują, że bank centralny USA skupując papiery korporacyjne oraz planując bezpośrednie kredytowanie niektórych przedsiębiorstw wchodzi w dziedziny gospodarcze, w których nigdy do tej pory nie był obecny. Wobec wstrząsu gospodarczego, jakim jest epidemia SARS-CoV-2 Fed reaguje szybko, aby zapewnić tanie finansowanie dla różnych podmiotów gospodarczych i poszerzenia dostępu do kredytów. Działania Fed, mogą wpłynąć na łagodniejszy przebieg zaburzenia związanego z epidemią i szybszy powrót do fazy ożywienia, tak jak po wielkim kryzysie finansowym 10 lat temu, gdy gospodarka amerykańska wydźwignęła się z marazmu wcześniej niż inne kraje rozwinięte. Stymulacji monetarnej towarzyszą największy w historii program fiskalny.

Największy w historii program fiskalny w USA

W ub. tygodniu amerykański Kongres zaaprobował największy w historii USA program publicznego wsparcia gospodarki. Ostateczna jego wersja przewiduje m.in. 500 mld USD na pomoc dla branż w trudnej sytuacji, 350 mld USD na pożyczki dla małych firm i 250 mld USD na wsparcie osób bezrobotnych. Program zawiera zapisy zgodnie, z którymi dla każdego dorosłego obywatela zarabiającego mniej niż 75 tys. USD rocznie zostanie przeznaczone 1200 USD i dodatkowe 500 USD na każde dziecko.

Recesja w strefie euro inna niż poprzednie

Według wstępnych obliczeń indeksy PMI dla usług w Niemczech i w strefie euro załamały się w marcu do najniższych poziomów w historii badania. Wyniosły one 34,5 pkt wobec 52,5 pkt w lutym dla Niemiec oraz 28,4 pkt wobec 52,6 pkt przed miesiącem dla Eurolandu. Skala spadku jest bezprecedensowa. Sektor usług, zwłaszcza transport, turystyka i gastronomia znajduje się w dramatycznej sytuacji w związku z epidemią koronawirusa, która wymusiła wstrzymanie świadczenia usług lub załamanie popytu na skutek ograniczenia możliwości przemieszczania się i innych regulacji administracyjnych. Obecnie strefa euro jest jednym z epicentrów pandemii, a w większości jej krajów liczba nowych zachorowań nadal eskaluje. Badanie PMI wskazuje także na bezprecedensowy spadek subindeksu zatrudnienia, co jest najgorszą informacją, gdyż oznacza zanik ostatniego bezpiecznika koniunktury oraz budzi obawy o szybką obudowę gospodarki. Indeksy PMI dla przemysłu spadły natomiast do 45,7 pkt dla Niemiec i do 44,8 pkt dla Eurolandu, choć sytuacja w tym sektorze jest gorsza niż wskazują poziomy indeksów, gdyż są one sztucznie podbijane przez komponent czasu dostaw. Dane PMI za marzec wskazują, że PKB w strefie euro spadnie w 1Q, ale najgorsze jeszcze przed nią, gdyż zanosi się na nienotowane w ostatnich dziesięcioleciach załamanie gospodarki w 2Q, a recesja będzie miała inny charakter niż w przeszłości. Do tej pory bowiem sektor usług wygładzał przebieg cyklu koniunkturalnego. Obecnie sektor ten, o zdecydowanie największym zatrudnieniu w strefie euro cierpi najmocniej, a spadek aktywności gospodarczej najpewniej będzie dużo silniejszy niż podczas globalnego kryzysu finansowego w latach 2008-2009, a także kryzysu zadłużeniowego 2011—2012. Z tych względów należy oczekiwać, podobnie jak w przypadku USA, że koniunktura w strefie euro nie poprawi się szybko. Dane wskazują że rosną ryzyka dla dłuższej dekoniunktury, co nie pozwoli polskiemu eksportowi łagodzić spadku popytu wewnętrznego w kraju. Optymistyczną informacją jest jednak ogromna skala działań rządu Niemiec, największej gospodarki strefy euro.

Niemcy wesprą gospodarkę kwotą 750 mld EUR

W ub. tygodniu niemiecki parlament przyjął pakiet stymulacyjny w wysokości 750 mld EUR. Największa część (600 mld EUR) tej kwoty stanowi Fundusz Stabilności Gospodarczej dla dużych (zatrudniających ponad 250 pracowników) przedsiębiorstw, którego środki będą przeznaczone na gwarancje kredytów poprawiających płynność, a także dokapitalizowanie spółek. Niemiecki rząd wprowadza także możliwość odroczenia składek podatkowych oraz zamierza współfinansować do 60% wynagrodzenia zatrudnionych, których praca nie jest wykorzystana.. Z kolei na pożyczki i dotacje dla samozatrudnionych oraz mikroprzedsiębiorstw przeznaczono 50 mld EUR. Przewidziano także wsparcie służby zdrowia oraz dodatkowe zasiłki rodzinne. Realizacja tego programu spowoduje zwiększenie deficytu finansów publicznych o 156 mld USD, co może wiązać się z czasowym zniesieniem konstytucyjnych limitów zadłużenia Wartość programu stanowi ponad 20% niemieckiego PKB, co dwukrotnie przewyższa skalę programu w Polsce. Rozwiązania te pozwalają mieć nadzieję, na odbudowę w perspektywie kilku kwartałów gospodarki po szoku związanym z nadal eskalującą w Niemczech epidemią COVID-19.

Miniony tydzień wśród walut emerging markets był okresem uspokojenia notowań po wcześniejszym okresie burzliwej przeceny. Co więcej, niejednokrotnie – jak w przypadku rumuńskiego leja, czeskiej korony oraz złotego – walutom CEE udało się odrobić część poniesionych strat w relacji do euro. W przypadku kursu EUR/PLN oznaczało to spadek notowań do 4,50 z poziomu 4,63 wskazywanego przez nas we wcześniejszych raportach jako możliwy kres osłabienia polskiej waluty. Na przeciwnym biegunie był natomiast południowoafrykański rand, który był najtańszy w historii po decyzji agencji Moody’s o obniżeniu ratingu RPA do poziomu śmieciowego. Na rynkach globalnych omawiany okres zdecydowanie należał do euro, które umacniało się w relacji do dolara. Zwyżka kursu EUR/USD o ponad 4,5% była najsilniejsza od grudnia 2008 roku, co jest kolejną rynkową analogią do czasów ostatniego kryzysu.

Poprawa globalnego sentymentu ściągnęła w dół kurs dolara

Ubiegły tydzień w końcu przyniósł poprawę na rynkach finansowych. Jak może rozwinąć się sytuacja? Na jakie informacje warto zwrócić uwagę w najbliższych dniach?

Na rynkach finansowych cały czas panuje stan podwyższonej zmienności, aczkolwiek ostatnie dni były lepsze niż większość czasu od momentu gwałtownego rozprzestrzeniania się epidemii koronawirusa poza Chiny. W poprzednim tygodniu obserwowaliśmy ruchy aktywów ryzykownych zarówno w górę, jak i w dół. Tydzień wcześniej notowaliśmy w większości ich głębokie spadki. Rynki akcji oraz instrumentów dłużnych z całego świata reagowały pozytywnie na spektakularne w swych rozmiarach programy bodźców fiskalnych i monetarnych ogłoszone przez decydentów po obu stronach Atlantyku. Dolar natomiast, jako waluta safe haven, reagował negatywnie, tracąc w stosunku do wszystkich walut grupy G10, a także osłabiając się względem większości walut gospodarek rozwijających się.

W tym tygodniu zmiany na rynkach będą kształtowane przez trzy podstawowe czynniki. Pierwszym z nich będzie oczywiście dalszy postęp epidemii koronawirusa w poszczególnych krajach, w szczególności w Stanach Zjednoczonych, gdzie przyrost nowych zakażeń wyraźnie przyspiesza. Drugim ważnym czynnikiem będzie szacowana skala szkód ekonomicznych, którą przybliżą odczyty wiodących wskaźników ekonomicznych. W końcu, inwestorzy będą wypatrywać szczegółów dotyczących wsparcia, jakie poszczególne kraje dotknięte epidemią koronawirusa zaoferują firmom i gospodarstwom domowym. Podsumowując, widzimy w tym momencie szanse na dalszą aprecjację euro w relacji do dolara amerykańskiego. Wieści ze Stanów Zjednoczonych stają się coraz bardziej ponure, podczas gdy z Europy docierają pierwsze sygnały świadczące o tym, że liczba nowych zakażeń przestaje rosnąć w sposób wykładniczy.

PLN

W ubiegłym tygodniu obserwowaliśmy istotną poprawę sentymentu, co sprzyjało też polskiemu złotemu. Waluta, w relacji do euro, zakończyła tydzień na poziomie bliskim temu, na którym go rozpoczęła. Poza utrzymaniem oceny ratingowej ze strony agencji Fitch, ostatni tydzień nie przyniósł ważnych – a przede wszystkim aktualnych – informacji z Polski. W tym tygodniu poznamy odczyt indeksu PMI dla przemysłu w marcu, gdzie zobaczymy efekt lockdownu związanego z koronawirusem. Przy czym w kolejnych dniach złoty będzie najpewniej reagował głównie na zmiany globalnego sentymentu, a nie na informacje z Polski.

GBP

W zeszłym tygodniu funt brytyjski był jedną z najlepiej radzących sobie głównych walut. Co więcej, pewnym zaskoczeniem jest to, że łącznie na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni szterling zdołał umocnić się również w stosunku do dolara amerykańskiego. Częściowo jest to skutek ogólnej sytuacji na rynkach, ale walucie sprzyjało też stosunkowo ciepłe przyjęcie przez rynki rządowego programu wsparcia dla małych i średnich przedsiębiorstw oraz działań Banku Anglii mających na celu wsparcie również największych firm.

W tym tygodniu nie poznamy wielu informacji, które pozwoliłyby określić wpływ obecnego kryzysu na sytuację gospodarczą Wielkiej Brytanii. Niemniej, istotne osłabienie waluty sprzed dwóch tygodni wyeliminowało z rynku większość długich pozycji spekulacyjnych na walucie, stąd spodziewamy się, że w najbliższych tygodniach funt brytyjski pozostanie względnie odporny na globalną sytuację.

EUR

Ostatnie umocnienie wspólnej europejskiej waluty w relacji do dolara amerykańskiego było związane przede wszystkim z ogólną zmianą sentymentu do ryzyka, a nie z wieściami ze Starego Kontynentu. Dane ekonomiczne ze strefy euro, które poznaliśmy w ostatnich dniach były wręcz tragiczne – kluczowy, zbiorczy indeks PMI spadł w marcu do najniższego poziomu w historii. W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych dane również pokazały rekordowo niskie poziomy, jednak z tej grupy strefa euro wydaje się obecnie najbardziej narażona na kryzys.

Zbiorcze indeksy PMI dla USA, strefy euro i Wielkiej Brytanii (2017 – 2020)

Zbiorcze indeksy PMI dla USA, strefy euro i Wielkiej Brytanii
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 30/03/20

W tym tygodniu opublikowany zostanie odczyt, który w tym momencie nie przyciąga jeszcze dużej uwagi. Mowa o danych o inflacji w marcu, które pokażą wpływ obecnego kryzysu na sytuację gospodarczą w bloku walutowym. Odczyt pozwoli odpowiedzieć między innymi na pytanie, czy większy wpływ na ceny miał spadek popytu, czy ogólne ograniczenie podaży w związku z lockdownami. Będziemy również wypatrywać wszelkich informacji o szczegółach programów wsparcia dla osób fizycznych, jak i małych i średnich przedsiębiorstw. Działania te będą kluczowe w kontekście procesu wydostawania się strefy euro z recesji, z którą będzie musiała zmierzyć się jej gospodarka.

USD

Epidemia koronawirusa uderzyła w Stany Zjednoczone z pełnym impetem. Mimo nadal ograniczonej skali przeprowadzanych testów, USA już teraz notują największą wśród wszystkich krajów liczbę dziennych zakażeń. Chaotyczna odpowiedź władz na szczeblu federalnym i stanowym z pewnością nie pomaga opanować pandemii. Co więcej, ta zdążyła już wywrzeć wpływ na gospodarkę. Wprowadzone środki mające ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa odbiły się na rynku pracy. Cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych po raz pierwszy wnoszących o zasiłek, które poznaliśmy w zeszłym tygodniu, pokazały największy wzrost liczby wniosków w historii (od przeszło 50 lat od kiedy zbierane są dane). Warto też dodać, że liczba nowych deklaracji, która dobiła do ponad 3 milionów, kilkakrotnie przekroczyła poprzednie maksima. Jeszcze dwa tygodnie wcześniej liczba nowych wniosków była bliska 200 tys.

W tym tygodniu poznamy kolejne, niechybnie szokujące dane w postaci piątkowego kluczowego raportu z amerykańskiego rynku pracy, który pokaże jak dużo osób straciło pracę w marcu. Jest spora szansa, że pogorszenie kryzysu zdrowotnego w USA w porównaniu z względną stabilizacją epidemii w Europie (w danych dotyczących nowych zakażeń) będzie w tym tygodniu niekorzystnie oddziaływać na USD.

Autor: Enrique Díaz-Alvarez, Ebury

HackYeah Online – hackaton pro bono przeciwko COVID-19

Rusza HackYeah Online powered by GovTech – wirtualna edycja największego stacjonarnego hackathonu w Europie, który organizowany jest pro publico bono i będzie miał na celu wypracowanie rozwiązań, które pomogą w walce ze skutkami epidemii koronawirusa. Pula nagród ufundowanych przez GovTech Polska wynosi 100 000 PLN netto, a uczestnicy będą pracowali nad rozwiązaniami w pięciu kategoriach.

Idea organizacji hackathonów mających na celu zmierzenie się ze skutkami epidemii COVID-19 została w Polsce zapoczątkowana przez DO OK sp. z o.o. – firmę, która we współpracy z działającym w Kancelarii Premiera Zespołem GovTech Polska w minionym tygodniu zorganizowała Hack the Crisis: Tech for Good, w którym wzięło udział niemal 2000 programistów rywalizujących w trzech kategoriach. HackYeah Online powered by GovTech Polska jest kontynuacją tej misji. Celem wydarzenia jest przede wszystkim walka z następstwami trwającej epidemii za pomocą rozwiązań technologicznych i wdrażanie innowacyjnych projektów. Choć rejestracja trwa od poniedziałku, uczestnicy hackathonu, będą mieli czas pomiędzy 3 a 5 kwietnia na opracowanie możliwych do wdrożenia rozwiązań. Organizatorzy poszukują projektów, które odpowiedzą na 5 kluczowych wyzwań:

  • Bezpieczeństwo w czasie epidemii – projekty zgłoszone w tej kategorii będą miały na celu pomoc z zapewnieniem bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w czasie e-learningu i intensywniejszego korzystania z Internetu, walkę z internetowymi oszustwami etc. W tę kategorię wpisują się również rozwiązania ułatwiające funkcjonowanie osobom starszym i zagrożonym w czasie i po pandemii, oraz walczące z wykluczeniem cyfrowym.
  • Biznes, nauka i technologia w czasie kryzysu – projekty zgłoszone w tej kategorii powinny wspierać i przyspieszać współpracę naukowców z biznesem poprzez użycie nowych technologii. Będą również zastanawiać się jak przyśpieszyć powrót do pełnej aktywności ekonomicznej oraz ograniczyć negatywne skutki kryzysu dla polskiej gospodarki.
  • E-commerce i logistyka – w tej kategorii szukamy pomysłów usprawniających bezkontaktowe dostawy, zarządzanie i organizację procesów produkcji oraz łańcuchów dostaw. Chcemy również skoncentrować się na długotrwałych zmianach w tej części gospodarki oraz znaleźć rozwiązania na dalsze funkcjonowanie i rozwój dla nowoczesnych kanałów zakupu i dystrybucji.
  • Edukacja i czas wolny – jak usprawnić procesy e-learningu? W jaki sposób twórczo i kreatywnie zająć uczniom czas podczas kwarantanny poza zajęciami szkolnymi? I wreszcie czy i jak obecnie używane technologie zostaną z nami na dłużej. Pomysły odpowiadające na te wyzwania będą zgłaszane w tej kategorii.
  • Freestyle – w tej kategorii znajdą się pomysły niepasujące do żadnej z powyższych kategorii, ale mające zastosowanie w walce ze skutkami pandemii.

Spotykajmy się wirtualnie na Festiwalu Programowania Online!

Głównym celem HackYeah Online powered by GovTech jest pomoc w walce ze skutkami koronawirusa. Dodatkową zachętą dla uczestników jest możliwość wygrania łącznie 100 000 PLN w nagrodach oraz szansa dalszego rozwoju swojego pomysłu i wdrożenia go w życie. HackYeah Online to również okazja do wzięcia udziału w licznych webinariach tematycznych, wirtualnej rozmowy z setkami mentorów i uczestników oraz na produktywne spędzenie weekendu. Organizatorzy HackYeah zadbają o utrzymanie festiwalowej atmosfery znanej z trzech edycji hackathonu, tym razem przeniesionego do świata wirtualnego. Możecie spodziewać się rozgrywek online, wspólnej playlisty przebojów zebranych specjalnie na weekend 3-5 kwietnia i wielu innych atrakcji, dzięki którym miło spędzicie czas.

Do inicjatywy dołączyło też wielu publicznych i prywatnych instytucji, zarówno polskich jak i międzynarodowych, które dostarczają wiedzę i mentorów dla pomocy uczestnikom.

  • Zagrożenia są czasem, w którym potrafimy się jednoczyć ponad podziałami i granicami – państwowymi i pokoleniowymi – by działać na rzecz wspólnego dobra. Zapraszam wszystkich deweloperów, ekspertów i pasjonatów technologii by z wirusem walczyli także w cyberprzestrzeni.

Mateusz Morawiecki, Prezes Rady Ministrów

  • Pierwszy hackathon pokazał, że programiści z całej Europy są w stanie przyłożyć rękę do walki z wirusem, a najbliższe dni udowodnią, że są też w stanie wyciągnąć pomocną dłoń do tych najbardziej dotkniętych epidemią. Choć hackathon to z natury rywalizacja, wszyscy jesteśmy dziś w jednej drużynie, do dołączenia do której zachęcam wszystkich miłośników nowych technologii.

Justyna Orłowska, Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów do spraw GovTech

  • Organizowany przez nas HackYeah już kilkukrotnie udowodnił, że w uczestnikach drzemie ogromny potencjał innowacyjnych pomysłów, który teraz, w czasie kryzysu, jest ogromnie potrzebny. Organizując HackYeah pro publico bono chcemy umożliwić włączenie się w wypracowanie rozwiązań przeciwko skutkom COVID-19 wszystkim tym, którzy mają na tego typu rozwiązania pomysły i chcą wykorzystać swój czas, by stworzyć wartościowe narzędzia.

Jakub Kozioł, prezes PROIDEA sp. z o.o.

Kto i w jaki sposób może dołączyć?

 Rejestracja otwarta jest już dziś, ale wydarzenie odbędzie się w dniach 3-5 kwietnia 2020. HackYeah Online powered by GovTech jest darmowym wydarzeniem kierowanym do wszystkich, którzy mają pomysły na rozwiązania wspomagające walkę ze skutkami pandemii koronawirusa i chcących wykorzystać wolny czas na stworzenie projektów, które realnie mogą zmienić nasze życie na lepsze. Projekty biorące udział w konkursie mogą być zgłaszane indywidualnie, lub w zespołach złożonych z maksymalnie 6 osób. Komunikacja pomiędzy uczestnikami, organizatorami, mentorami i jurorami odbywać się będzie na kanale Discord, na który zapraszamy już dzisiaj: https://discord.gg/fa83ryF. Aby zarejestrować zespół i walczyć o nagrody, wystarczy zarejestrować się pod adresem: https://app.evenea.pl/event/hackyeah2020online/

Organizatorem wydarzenia jest PROIDEA– firma od lat organizująca wydarzenia kierowane do branży IT, pomysłodawca i producent HackYeah. Partnerem głównym wydarzenia jest GovTech Polska– program funkcjonujący w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów mający na celu angażowanie społeczności we wprowadzanie innowacji do sektora publicznego. Współpracuje z firmami technologicznymi, oraz obywatelami, aby wspólnie unowocześnić administrację publiczną oraz znaleźć sposoby na użycie technologii w realizacji zadań podejmowanych przez Państwo.

Zapraszamy do współpracy media, firmy i organizacje, które mają pomysły na to, jak technologia może usprawnić życie, biznes, naukę, edukację oraz czas wolny w trakcie oraz po pandemii.