HAWE TELEKOM wprowadza ofertę z zakresu Smart City. Spółka liczy na wzrost przychodów

HAWE TELEKOM wprowadza na rynek ofertę z zakresu rozwiązań Smart City. Spółka zbudowała w tym celu dedykowane centrum kompetencyjne. W opinii Zarządu HAWE TELEKOM nowa oferta handlowa pozwoli na zwiększenie przychodów i rozwój kompetencji.  Spółka bazując na posiadanej sieci światłowodowej, zaproponuje swoim klientom i partnerom, także lokalnym, nowe usługi bazujące na rozwiązaniach Smart City. Szefem nowego centrum kompetencyjnego został Jarosław Staręga, który od wielu lat realizuje projekty z zakresu Smart City, a także posiada wykształcenie i wiedzę zdobytą przy realizacji projektów telekomunikacyjnych. HAWE TELEKOM planuje pozyskanie pierwszych kontraktów w perspektywie 6 miesięcy.

HAWE TELEKOM kieruje swoją ofertę zarówno do jednostek samorządowych jak i instytucji publicznych oraz sektora prywatnego.  Spółka planuje brać udział w projektach dotyczących między innymi  budowy sieci szerokopasmowych dla obszarów miejskich obejmujących wykorzystanie łączy światłowodowych a także punktów dostępowych publicznego WiFi, IoT, które docelowo będą wykorzystane w budowie sieci 5G w Polsce. Oferta obejmuje także projektowanie, dostawę oraz instalację nowoczesnych systemów nadzoru wizyjnego w obszarach miejskich, dużych terenach gospodarczych np. galeriach handlowych, dostarczanie systemów inteligentnego oświetlenia miejskiego, systemów sterowania ruchem drogowym oraz  zarządzania transportem publicznym.

Dominik Drozdowski, wiceprezes zarządu HAWE Telekom Sp. z o.o.
Dominik Drozdowski, wiceprezes zarządu HAWE Telekom

Smart City jest obecnie jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się rynków rozwiązań i usług. W dobie zanieczyszczenia środowiska, zwiększającego się ciągle ruchu pojazdów oraz zwiększania się liczby ludności zamieszkującej w miastach, nowoczesne technologie będą nieodzownym elementem mającym na celu poprawę jakości życia w miastach. Wprowadzenie oferty Smart City to z jednej strony sposób na zwiększenie przychodów spółki, a z drugiej – na dynamiczny rozwój technologiczny. Bazując na naszej sieci światłowodowej możemy zaproponować naszym klientom i partnerom, także tym lokalnym, nowe usługi. Jednym z wielu  atutów naszej propozycji jest długoletnie doświadczenie i unikalne kompetencje osób tworzących ten dział (Projekty ITS Lublin, ITS Legnica, utrzymanie ITS Tristar w Trójmieście i inne). Planujemy pozyskanie pierwszych kontraktów w perspektywie 6 najbliższych miesięcy.”- komentuje Dominik Drozdowski, wiceprezes HAWE TELEKOM.

Dlaczego HAWE TELEKOM i Smart City ? Odpowiedź jest prosta, ponieważ Smart City nie może funkcjonować bez sieci, komunikacji, telekomunikacji. Wszystkie systemy, które będą przez nas tworzone w większym lub mniejszym stopniu potrzebują sieci do komunikacji, wymiany informacji, przesyłania danych między sobą lub systemem nadrzędnym/centralnym.

Dodatkowo doświadczenie w branży telekomunikacyjnej jakie niewątpliwie posiada HAWE TELEKOM, będzie wartością dodaną przy tworzeniu systemów Smart City na płaszczyźnie komunikacyjnej. Na początku będziemy występować jako lider w tych postępowaniach wspierających rozwój Smart City, w których spółka się specjalizuje, czyli: sieci oraz telekomunikacja. Projekty, które nie są domeną firmy w danym momencie, bądź firma nie posiada referencji, będą wspierane przez partnerów konsorcjum lub podwykonawców. Planujemy także wprowadzenie na polski rynek nowych technologicznych dostawców.” – dodaje Jarosław Staręga, dyr. działu Smart City HAWE TELEKOM

Oferta HAWE TELEKOM z zakresu Smart City obejmuje profesjonalne doradztwo techniczne, wykonywanie projektów technicznych, dostawę sprzętu renomowanych firm, wdrożenie kompletnych systemów „pod klucz”, szkolenia a także serwis gwarancyjny i pogwarancyjny.

Jednym z pierwszych projektów, nad którymi spółka pracuje, będzie dostarczenie systemów  inteligentnego monitoringu wizyjnego dla kilku miast w Polsce oraz przygotowanie oferty na sprzedaż i uruchomienie zarządzanego, w pełni inteligentnego systemu nadzoru dla systemów oświetlenia ulicznego LED.

Mimo, że dłużnik uznał swój dług, sąd musiał oddalić wniesione przeciw niemu powództwo

Po upływie terminu przedawnienia dłużnik może uchylić się od zaspokojenia roszczenia, pod warunkiem, że podniesie zarzut przedawnienia. 9 lipca 2018 r. wszedł w życie przepis, który wymóg ten zdjął z dłużników będących konsumentami. W wyroku z 8 maja 2019 r. sąd uwzględnił upływ terminu przedawnienia i oddalił powództwo wobec dłużnika, mimo że ten zarzutu przedawnienia nie podniósł (sygn. akt I C 138/19 upr.).

U podstaw nowelizacji reguł dochodzenia roszczeń od konsumentów leżało dążenie do ich ochrony przed opieszałymi przedsiębiorcami, którzy nie realizowali swych uprawnień w terminie dochodzenia, jak również przed firmami windykacyjnymi, które, skupując wierzytelności, latami dochodziły ich zaspokojenia, niejednokrotnie od podmiotów całkowicie nieznających swych praw.

Jak zawarto w uzasadnieniu nowelizacji: „W projekcie proponuje się, aby w przypadku roszczeń przysługujących przeciwko konsumentowi już z chwilą upływu terminu przedawnienia następowało przekształcenie roszczenia w zobowiązanie niezupełne (naturalne), a zatem powstaje niemożność jego przymusowej realizacji. Za przyjęciem takiego rozwiązania (…) przemawia potrzeba zapewnienia konsumentowi, jako słabszej stronie stosunku prawnego, niezbędnej ochrony” (Uzasadnienie projektu ustawy o zmianie ustawy – Kodeks cywilny oraz niektórych innych ustaw, druk sejmowy 2216).

Umowa cyklicznej cesji wierzytelności

W lutym 2015 r. pozwany zawarł z operatorem sieci komórkowej umowę o świadczenie usług telekomunikacyjnych na okres 24 miesięcy. Po upływie 6 miesięcy operator wystawił pozwanemu notę obciążeniową za przedterminowe rozwiązanie umowy wskutek nieutrzymania aktywnej karty SIM, a następnie domagał się uiszczenia zaległych płatności.

Od czerwca 2015 r. operatora związała z powodem – Niestandaryzowanym Sekurytyzacyjnym Funduszem Inwestycyjnym Zamkniętym – umowa cyklicznej cesji wierzytelności, na mocy której powód nabył wierzytelność przysługującą przeciw pozwanemu z tytułu przedwczesnego rozwiązania umowy.

Pozwany uznał roszczenie

Fundusz sekurytyzacyjny wniósł przeciw konsumentowi pozew o zapłatę. Pozwany uznał roszczenie, przyznając, że zawarł umowę o świadczenie usług telekomunikacyjnych, a także potwierdził odebranie wezwań do zapłaty. Nie odnosił się nawet do wysokości kwoty dochodzonego przez powoda roszczenia. Mimo takiej postawy pozwanego, Sąd Rejonowy w Człuchowie I Wydział Cywilny wyrokiem z 8 maja 2019 r. oddalił powództwo.

Sąd wskazał, że wskutek uznania powództwa przez pozwanego, przewodniczący składu orzekającego zamyka rozprawę i wydaje wyrok, uwzględniając powództwo w zakresie uznanym przez pozwanego. Jednakże „…mimo że Sąd jest związany uznaniem powództwa, to obowiązany jest jednak dokonać oceny, czy czynność ta nie jest sprzeczna z prawem lub zasadami współżycia społecznego albo zmierza do obejścia prawa” (sygn. akt I C 138/19 upr.).

Choć pozwany nie podniósł zarzutu przedawnienia, sąd uwzględnił go z urzędu

Sąd ustalił, że roszczenie powoda przysługujące wcześniej jego poprzednikowi prawnemu związane było w obu przypadkach z prowadzoną przez te podmioty działalnością gospodarczą. Stało się wymagalne w połowie 2015 r., natomiast pozew został wniesiony przez powoda 8 stycznia 2019 r., a więc po upływie terminu przedawnienia. Zgodnie bowiem z treścią przepisu art. 118 Kodeksu cywilnego: „…termin przedawnienia wynosi lat dziesięć, a dla roszczeń o świadczenia okresowe oraz roszczeń związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej – trzy lata” (Dz.U. 1964 nr 16, poz. 93, ze zm.).

Sąd wskazał na powołaną do życia 9 lipca 2018 r. regulację art. 117 § 2¹ Kodeksu cywilnego, zgodnie z którą: „Po upływie terminu przedawnienia nie można domagać się zaspokojenia roszczenia przysługującego przeciwko konsumentowi” (Ustawa z dnia 13 kwietnia 2018 roku o zmianie ustawy Kodeks cywilny oraz niektórych innych ustaw,. Dz.U. z 2018 r. poz. 1104). Dlatego też, choć pozwany nie podniósł zarzutu przedawnienia, sąd zobligowany był uwzględnić go z urzędu.

„…art. 117 § 2¹ kc, który stanowi, że po upływie terminu przedawnienia nie można domagać się zaspokojenia roszczenia przysługującego przeciwko konsumentowi. (…) jeśli wierzyciel będący przedsiębiorcą występuje z pozwem przeciwko konsumentowi, sąd ma obowiązek z urzędu – czyli bez zarzutu, czy wniosku ze strony konsumenta – zbadać, czy dług jest przedawniony i jeśli doszło do przedawnienia – powództwo co do zasady oddalić” (sygn. akt I C 138/19 upr.).

Sąd stwierdził również, że w przepisach brak jest informacji, by stosowanie powyższej regulacji zostało ograniczone tylko do spraw wszczętych po 9 lipca 2018 r.

Audyt prawny zawartych przez przedsiębiorców umów z konsumentami

Wyrok człuchowskiego sądu jest niezwykle istotny. Wskazuje na zbieżność kierunku orzecznictwa z zamierzeniami ustawodawcy, powołującego do życia instytucję art. 117 § 2¹ K.c. Reprezentowane przez profesjonalnych pełnomocników firmy skupujące wierzytelności będą musiały zrewidować swoje kierunki działalności, a już na pewno przeprowadzić audyt stosowanych procedur. Ww. przepis wszedł bowiem w życie aż na 7 miesięcy przed złożeniem pozwu. Stąd był czas na zapoznanie się z jego treścią, a niewnoszenie pozwu przeciw tak chronionemu konsumentowi zaoszczędziłoby zapewne firmie sekurytyzacyjnej „syzyfowych” kosztów postępowania sądowego i ewentualnie także kosztów zastępstwa procesowego.

Wydźwięk niniejszego wyroku jest taki, że wszyscy przedsiębiorcy, którzy zawarli lub zamierzają zawierać umowy z konsumentami, muszą dokonać przeglądu struktur stosowanych procesów windykacyjnych, tak, by skutecznej windykacji dokonać przed upływem 3-letniego terminu na dochodzenie roszczeń. Po jego upływie konsumenta-dłużnika do spłaty długu nie będzie już można przymusić.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Agnieszka Hryniewicz-Bieniek globalnym dyrektorem Google for Startups

Warszawa, Tokio, Tel Awiw, Sao Paulo, Madryt, Londyn, Seul – to siedem miast w których Google zlokalizował Campusy, czyli swoje ośrodki wspierania rozwoju startupów. Od zeszłego roku wszystkie funkcjonują w ramach programu Google for Startups, który pomaga startupom na całym świecie w rozwoju biznesu i ekspansji międzynarodowej. Z dniem 1 lipca br. stanowisko globalnej dyrektor Google for Startups objęła Agnieszka Hryniewicz-Bieniek, dotychczasowa szefowa polskiego oddziału Google.

Agnieszka Hryniewicz-Bieniek
Agnieszka Hryniewicz-Bieniek

Google for Startups to globalny dział firmy, który zajmuje się wspieraniem rozwoju startupów, dostarcza im wiedzy o technologiach Google, a także prowadzi programy akceleracyjne i współpracuje z mentorami, inwestorami i społecznościami przedsiębiorców. Inicjatywy Google for Startups prowadzone są w ponad 125 krajach i obejmują wspólne działania z ponad 50 inkubatorami, akceleratorami i przestrzeniami co-workingowymi. W ramach tej sieci Google do tej pory otworzył 7 Campusów, w różnych częściach świata, jeden z nich w Warszawie, by wspierać rozwój przedsiębiorczości technologicznej.

Teraz na czele Google for Startups stanie Polka – Agnieszka Hryniewicz-Bieniek, która od 2013 roku była dyrektorem biznesowym Google Polska. Działalnością Google for Startups zarządzać będzie z warszawskiego Campusu Google – tym samym Warszawa staje się centralnym punktem wszystkich światowych programów wsparcia jakie Google oferuje startupom.

To wyróżnienie dla roli jaką już teraz pełni Warszawa – stolicy, która może inspirować inne miejsca na świecie i w której powstają startupy o przełomowym potencjale. Jednak to także nowe możliwości dla lokalnego ekosystemu startupowego – rosnąć będzie nasz “know-how”, globalna sieć powiązań i udział w światowej gospodarce cyfrowej. Dla mnie osobiście zarządzanie tak wielokulturowym zespołem rozlokowanym na kilku kontynentach to unikatowa okazja do rozwoju swoich własnych kompetencji oraz powód do satysfakcji, że ta różnorodna grupa ludzi wspierająca startupy w ponad 125 krajach na świecie będzie mogła jeszcze lepiej poznać Polskę, naszą przedsiębiorczość i kreatywność – komentuje Hryniewicz-Bieniek.

Rolę globalnej dyrektor Google for Startups Agnieszka Hryniewicz-Bieniek objęła z dniem 1 lipca. Na stanowisku szefa oddziału Google w Polsce zastąpił ją Artur Waliszewski, jednocześnie pełniący funkcję dyrektora biznesowego w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Google wspiera startupy nad Wisłą

W listopadzie 2015 r., z myślą o dynamicznie rozwijającym się polskim ekosystemie startupowym, Google otworzył na warszawskiej Pradze Campus dla startupów. Tylko w 2018 roku obyło się tam 615 wydarzeń dla polskiej społeczności startupowej. Ale Campus to nie tylko miejsce wymiany doświadczeń, spotkań z mentorami i inwestorami. To przede wszystkim przestrzeń, gdzie można zakładać i rozwijać własne firmy. Startupy zrzeszone w warszawskim Campusie utworzyły do tej pory ponad 2300 nowych miejsc pracy i zebrały prawie 70 milionów złotych finansowania. Co roku Campus uruchamia dla przedsiębiorców darmowe programy wsparcia typu equity-free. W tym roku Google postawił na sektor mobile gaming i przyjął 12 startupów z 4 krajów do programu intensywnego rozwoju Google for Startups Residency.

Ailleron wybrał krakowski Podium Park

Firma technologiczna Ailleron S.A. wynajęła 8,6 tys. mkw. w krakowskim kompleksie biurowym Podium Park, jednym z najnowocześniejszych i najbardziej ekologicznych projektów w Polsce. To jedna z największych transakcji na małopolskim rynku biurowym w 2019 roku. Najemcę reprezentowała międzynarodowa firma doradcza Colliers International. 

Podium_ParkPodium Park to zespół trzech połączonych ze sobą 11-kondygnacyjnych budynków o łącznej powierzchni najmu ponad 50 tys. m.kw. Obiekt jako jeden z nielicznych w Polsce posiada certyfikaty BREEAM na najwyższym możliwym poziomie Outstanding. Kompleks powstaje w Krakowie przy zbiegu al. Jana Pawła II i ul. Izydora Stella-Sawickiego. Jego inwestorem jest  firma Podium Investment. Projekt powstaje dzięki wsparciu finansowemu Alior Bank S.A.

Firma Ailleron zajmie 8,6 tys. mkw. powierzchni biurowej w budynku B kompleksu, który jest obecnie  w budowie.

— Stolica Małopolski to niezmiennie drugi największy ośrodek biurowy w Polsce, a zarazem jedna z najlepszych lokalizacji dla sektora usług biznesowych w naszej części Europy, zwłaszcza z branży IT. Znacząco rośnie udział ekspansji i relokacji w wolumenie transakcji najmu. To znak, że firmy działające w Krakowie potrzebują coraz większej i lepszej jakości przestrzeni biurowej — mówi Anna Galicka-Bieda, partner, dyrektor regionalny Colliers International w Krakowie.

— Cieszymy się, że Podium Park zyskuje uznanie kolejnego, prestiżowego najemcy. Lokalizacja naszego projektu, standard wykończenia wraz z wyposażeniem, jakość wykonania, a także szereg udogodnień dla najemców, potwierdzają, że nasz budynek spełnia  oczekiwania bardzo wymagających klientów. Podium Park powstaje z troską o środowisko naturalne i komfort pracowników, którego najemcy będą mieli do użytku liczne nowoczesne rozwiązania. Nasz projekt będzie najbardziej elektromobilnym kompleksem biurowym w Polsce. Pomiędzy budynkami realizowane są zielone dziedzińce, stanowiące przestrzenie wspólne wraz z zadaszonymi parkingami rowerowymi, a także wyjątkową strefę Urban farming, dedykowaną do użytku najemców. Najwyższy poziom komfortu termicznego zapewni natomiast zewnętrzna elewacja budynku, która została zaprojektowana zgodnie z warunkami technicznymi i normami obowiązującymi od 2021 r. —  mówi  Adam Iwański, leasing manager w Podium Investment.

Ailleron S.A. specjalizuje się w budowaniu i dostarczaniu innowacyjnych rozwiązań technologicznych dla największych podmiotów z branży finansowej, telekomunikacyjnej i hotelarskiej, a także w outsourcingu najwyższej jakości usług informatycznych w kraju i za granicą. Firma zatrudnia ponad 600 specjalistów, docierając na co dzień do ponad 300 milionów klientów w 31 krajach. Biura spółki znajdują się w Europie, Stanach Zjednoczonych, Singapurze i Australii. W Polsce firma jest obecna w czterech miastach, a jej główna siedziba mieści się w Krakowie.

Kurs euro po spotkaniu EBC – prognoza długoterminowa

Eksperci Ebury podtrzymują prognozę zakładającą stopniową aprecjację euro w parze z dolarem amerykańskim. Jakich poziomów można się spodziewać w przypadku EUR/USD i EUR/PLN? O tym w najnowszym raporcie Ebury.

Pod koniec czerwca kurs EUR/USD zaczął ponownie wykazywać trend spadkowy obserwowany od początku 2019 roku. Co prawda rynki coraz mocniej wyceniają cięcia stóp procentowych ze strony Rezerwy Federalnej, niemniej zauważają też, że Europejski Bank Centralny również zaczął przyjmować „gołębią” retorykę. Przewodniczący EBC, Mario Draghi, zasugerował, że istnieje możliwość ponownego uruchomienia programu luzowania ilościowego w nadchodzących miesiącach 2019 roku.

mario draghi Unia Europejska EuroZaskakujące przemówienie Draghiego

„Gołębi” EBC oraz szereg niezbyt dobrych danych ekonomicznych doprowadziły w lipcu do spadku kursu EUR/USD poniżej poziomu 1,12.

Kurs EUR/USD & EUR/PLN (lipiec ’18-lipiec ’19)

Euro umocni się w relacji z dolaremŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 23/07/2019

Wypowiedź przewodniczącego EBC, podczas konferencji w portugalskiej Sintrze, dnia 17 czerwca, stanowiła spore zaskoczenie dla rynków finansowych. Draghi stwierdził, że „przewlekłe” utrzymywanie się czynników ryzyka dla gospodarek strefy euro coraz wyraźniej uzasadnia potrzebę działania ze strony Europejskiego Banku Centralnego. Co istotne, Draghi stwierdził, że jeżeli perspektywy gospodarcze strefy euro nie ulegną poprawie, „potrzebna będzie dodatkowa stymulacja”.

Działanie ze strony EBC w tym kontekście można rozumieć jako obniżki stóp procentowych, jak i ponowne uruchomienie programu luzowania ilościowego (QE). Według Draghiego EBC ma możliwość kontynuacji programu QE, a „wśród instrumentów dostępnych dla EBC nadal pozostają kolejne obniżki stóp procentowych oraz środki mające ograniczyć jakiekolwiek skutki uboczne” nowej polityki EBC.

Wypowiedź Draghiego stanowiła zdecydowanie „gołębi” zwrot w dotychczasowej retoryce banku centralnego, co sugeruje, że EBC jest coraz bardziej zaniepokojony sytuacją w globalnym handlu. Jeszcze podczas czerwcowego spotkania Europejskiego Banku Centralnego decydenci raczej nie sugerowali możliwości dodatkowej stymulacji strefy euro. Sam Draghi stwierdził, że jedynie „kilku” członków Rady Prezesów wspomniało o możliwości cięć stóp procentowych i ponownego uruchomienia programu QE. Co więcej, decydenci kierując się oczekiwaniami, wskazali, że następna zmiana stóp procentowych najpewniej będzie oznaczała zwrot w stronę zacieśniania. Aczkolwiek jednocześnie EBC odsunęło plan wspomnianych podwyżek w czasie z końca 2019 roku na drugą połowę 2020 roku. Draghi uzasadniał taką zmianę ryzykiem wynikającym z protekcjonizmu.

Projekcje EBC dotyczące wzrostu PKB (% r/r) (czerwiec ‘19 vs. marzec ‘19)

Projekcje EBC dotyczące wzrostu PKBŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 18/07/2019

Po czerwcowym spotkaniu banku centralnego poznaliśmy więcej szczegółów na temat zaproponowanej przez EBC nowej rundy programu ukierunkowanych długookresowych operacji refinansujących (TLTRO), czyli tanich pożyczek dla europejskich banków. We wrześniu EBC udzieli europejskim bankom pożyczek o stopie oprocentowania równej stopie depozytowej EBC powiększonej o 10 punktów bazowych. Program okazał się zatem nieco mniej „hojnym” niż oczekiwaliśmy po jego ogłoszeniu w marcu.

Skąd zmiana podejścia?

Zmiana retoryki EBC na bardziej gołębią była poprzedzona przez szereg słabszych odczytów makroekonomicznych ze strefy euro. Już od dłuższego czasu powtarzamy, że EBC będzie utrzymywać dotychczasową, luźną politykę monetarną, dopóki inflacja w strefie euro będzie znajdowała się wyraźnie poniżej celu inflacyjnego EBC, czyli poziomu „w okolicy, ale nieprzekraczającego 2%”. Wskaźniki dynamiki cen w istocie nie zbliżają się do owego celu. Dynamika cen w strefie euro w czerwcu wyniosła 1,3% w ujęciu rocznym, wzrastając od czasu odczytu z maja (który pokazał najniższe tempo wzrostu cen od ponad roku). Do celu EBC nie zbliża się tym bardziej inflacja bazowa, czyli kluczowy dla decydentów wskaźnik. W czerwcu inflacja bazowa w strefie euro wyniosła zaledwie 1,1% w ujęciu rocznym, przez ostatnie pięć lat nieprzerwanie wahając się wokół poziomu 1%. Inflacja bazowa nie wykazuje przy tym żadnego trendu wzrostowego. Dobra sytuacja na europejskim rynku pracy być może zacznie stopniowo przekładać się na wyższą dynamikę cen, aczkolwiek mało prawdopodobnym wydaje się, żeby wskaźnik ten miał w najbliższym czasie znaleźć się w okolicy celu inflacyjnego EBC.

Obok niskiej inflacji, decydenci Europejskiego Banku Centralnego mają być może jeszcze istotniejszy powód, z uwagi na który mogą być skłonni rozważać rozluźnienie polityki monetarnej. Chodzi o ostatnią słabość gospodarek strefy euro. W pierwszym kwartale 2019 roku wzrost PKB strefy euro wyniósł 0,4% w ujęciu kwartalnym, co było lepszym odczytem od notowanych w poprzednich dwóch kwartałach, niemniej takie tempo nadal odbiega od poziomu, który zadowoliłby EBC.

Indeksy aktywności biznesowej PMI w strefie euro (2016-2019)

Indeksy aktywności biznesowej PMI w strefie euroŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 24/07/2019

Aktywność w gospodarkach strefy euro w drugim kwartale tego roku najpewniej również pozostawała niska. Z ostatnich odczytów wskaźników aktywności biznesowej PMI wyłania się słabość. Ważony wskaźnik PMI dla strefy euro co prawda podniósł się z najniższego poziomu od pięciu lat, aczkolwiek wzrost wskaźnika był spowodowany wyłącznie nieco wyższą aktywnością w usługach. Od początku 2018 roku wskaźnik PMI dla sektora przemysłu kieruje się w dół. Od sześciu miesięcy indeks ten utrzymuje się poniżej wartości 50, co oznacza, że zgodnie ze wskazaniami indeksu, europejski sektor przemysłu kurczy się. Sama dynamika produkcji przemysłowej również martwi. Od września 2018 roku z dodatnim wzrostem w ujęciu miesięcznym mieliśmy do czynienia zaledwie dwukrotnie, jednak należy wspomnieć, że wzrost w maju wyniósł aż 0,9% w ujęciu miesięcznym.

Po wystąpieniu prezesa EBC w Sintrze rynki finansowe zaczęły wyceniać prawdopodobieństwo cięcia stóp procentowych Europejskiego Banku Centralnego do końca 2019 roku na ponad 80% (obecnie wynosi ono ok. 90%). To bardzo gwałtowny wzrost. Jeszcze w połowie maja rynki wyceniały jedynie 20-procentowe prawdopodobieństwo obniżki stóp. Decydenci z Rady Prezesów są wyraźnie zaniepokojeni zarówno ryzykiem dla perspektyw, jak i brakiem wyraźnej presji inflacyjnej w gospodarkach wspólnego bloku walutowego.

Zważając na powyższe, zwracamy uwagę, że istnieje przyzwoita szansa na cięcie stóp procentowych ze strony EBC, który tym samym podążałby ścieżką wytyczoną przez banki centralne Nowej Zelandii i Australii (oraz bardzo możliwe, że niedługo również przez Rezerwę Federalną). Sądzimy jednocześnie, że w zakresie dalszego luzowania polityki monetarnej Europejski Bank Centralny ma dość ograniczone możliwości. Sugestie wzywające do podjęcia działań już podczas spotkania w lipcu są naszym zdaniem przedwczesne. Oczekujemy, że w najbliższych miesiącach EBC utrzyma dotychczasową politykę monetarną, pozostawiając sobie jednocześnie otwartą furtkę do obcięcia stóp procentowych albo przywrócenia programu skupu aktywów w przypadku, gdyby warunki gospodarcze miały się pogorszyć.

Prognoza kursu euro analityków Ebury

Naszym zdaniem próg, którego przekroczenie oznaczałoby cięcia stóp procentowych w USA znajduje się dużo niżej niż w przypadku strefy euro. W naszej opinii jest to wystarczający argument sugerujący, że wspólna europejska waluta na przestrzeni 2019 roku powinna otrzymać wsparcie. W związku z tym podtrzymujemy naszą dotychczasową prognozę zakładającą stopniową aprecjację euro w parze z dolarem amerykańskim, a do końca 2020 roku oczekujemy, że kurs EUR/USD wzrośnie do poziomu 1,18. Jednocześnie, uwzględniając dobre fundamenty, jak i perspektywy polskiej gospodarki oraz oczekiwane przez nas zacieśnienie polityki monetarnej ze strony Rady Polityki Pieniężnej w 2020 roku liczymy na umocnienie polskiego w relacji do wspólnej europejskiej waluty.

EUR/USD EUR/GBP EUR/PLN
Q3-2019 1,15 0,91 4,27
E-2019 1,15 0,87 4,25
Q1-2020 1,16 0,86 4,23

 

Autorzy: Analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Sprzedaż kredytów w Polsce w czerwcu 2019 r.

W czerwcu 2019 r., w porównaniu do czerwca 2018 r. w ujęciu wartościowym, banki i SKOK-i udzieliły kredytów na wyższą kwotę w dwóch grupach produktowych. Najwyższy wzrost odnotowano w przypadku kredytów mieszkaniowych: wzrost o (+9,5%), dodatnia dynamika dotyczyła również limitów przyznawanych na kartach kredytowych (+7,4%). Kredyty konsumpcyjne w ujęciu wartościowym spadły o (-0,1%), a limity kredytowe o (-2,9%). W ujęciu liczbowym, w stosunku do czerwca 2018 r. odnotowano wzrost sprzedaży tylko kart kredytowych (+10,9%). Kredytów mieszkaniowych w czerwcu 2019 r udzielono tyle samo co w czerwcu 2018 r. W przypadku kredytów konsumpcyjnych i limitów kredytowych dynamiki są ujemne: odpowiednio (-7,2%) oraz (-11,1%).

W czerwcu 2019 r. banki i SKOK-i udzieliły kredytów konsumpcyjnych na kwotę 7,416 mld zł, zaś mieszkaniowych na kwotę 5,424 mld zł. W porównaniu do maja 2019 r. wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych spadła o (-7,4%), zaś kredytów konsumpcyjnych o (-5,4%).

W pierwszym półroczu 2019 r. banki udzieliły o (-1,3%) mniej kredytów mieszkaniowych niż w analogicznym okresie zeszłego roku, w ujęciu wartościowym natomiast o (+10,9%) więcej niż w pierwszym półroczu 2018 r. W przypadku kredytów konsumpcyjnych spadek liczby udzielonych kredytów w okresie styczeń – czerwiec 2019 r. do analogicznego okresu 2018 r. wyniósł (-2,1%), jednak w ujęciu wartościowym zanotowano wzrost (+6,8%). Wysoką dodatnią dynamikę zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym w pierwszym półroczu 2019 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2018 r. odnotowały karty kredytowe: odpowiednio (+21,1%) oraz (+23,8%).

Kredyty konsumpcyjne (kredyty gotówkowe i ratalne)

W czerwcu 2019 r. banki i SKOK-i udzieliły łącznie 596,7 tys. kredytów konsumpcyjnych na łączną kwotę 7,42 mld zł. Stanowi to spadek odpowiednio o 7,2% w ujęciu liczbowym i o 0,1% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do czerwca 2018 r. W stosunku do maja 2019 r. liczba udzielonych kredytów spadła o 4,1% a wartość o 5,4%.

prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej
prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej

– W pierwszym półroczu 2019 r. dodatnie dynamiki liczby udzielonych kredytów konsumpcyjnych dotyczyły jedynie kredytów średnio i wysokokwotowych. W przypadku kredytów konsumpcyjnych do 3,5 tys. zł dynamika jest ujemna. I co ciekawe, najwyższa ujemna dynamika występuje w kredytach konsumpcyjnych do 1 tys. zł (-15% wartościowo i ilościowo). Natomiast najwyższa dodatnia dynamika wzrostu dotyczyła kredytów wysokokwotowych powyżej 20 tys. zł (8,5%) w ujęciu liczbowym i (9,6%) w wartościowym. Obecnie (styczeń – czerwiec 2019 r.) 35% udzielanych przez banki kredytów konsumpcyjnych stanowią kredyty średniokwotowe (7 – 20 tys. zł) oraz wysokokwotowe (powyżej 20 tys. zł). W ujęciu wartościowym stanowią one już 86,5% wartości wszystkich udzielanych kredytów konsumpcyjnych. Dzięki wydłużaniu okresu kredytowania, przy niskim, stabilnym poziomie stóp procentowych i rosnących dochodach gospodarstw domowych banki mogą udzielać kredytów na wyższe kwoty. Dotyczy to głównie kredytów gotówkowych. Dynamika kredytów gotówkowych wysokokwotowych (powyżej 30 tys. zł) udzielonych w I półroczu 2019 roku zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym wynosi ok 10,5%. Kumulacja tych trzech zjawisk powoduje wzrost średniej wartości udzielanych kredytów konsumpcyjnych. Średnia wartość udzielonego kredytu konsumpcyjnego w czerwcu 2019 r. wyniosła 12 429 zł i była wyższa już o 7,7% od średniej wartości udzielonego kredytu konsumpcyjnego w czerwcu zeszłego roku. Dla kredytów gotówkowych średnia wartość udzielonego kredytu to 18 414  zł – wzrost tylko o 1%. Średnia wartość kredytu ratalnego wynosi 4215 zł i jest ona wyższa niż rok temu o 11%. Kredyty ratalne udzielone w czerwcu 2019 r. stanowią ok 15 % udzielonych w tym okresie kredytów konsumpcyjnych – stwierdza prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych jest przez BIK co miesiąc monitorowany w oparciu o Indeks jakości, który pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela dla kredytów konsumpcyjnych już od kilku lat utrzymuje się na niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu Jakości portfela kredytów konsumpcyjnych. Jego bieżący (czerwcowy) odczyt wynosi 5,47%.

– W porównaniu do czerwca 2018 r. wartość indeksu poprawiła się o 0,57 pkt proc. Należy zaznaczyć, że  ryzyko związane z kredytami konsumpcyjnymi, w szczególności gotówkowymi, determinowane jest przez kredyty wysokokwotowe, które są obarczone wyższym ryzykiem kredytowym od kredytów niskokwotowych. Obecnie 61,7% sprzedaży kredytów gotówkowych stanowią zobowiązania powyżej 30 tys. zł, których banki w pierwszym półroczu 2019 r. udzieliły na kwotę 23,5 mld zł – mówi analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe

W czerwcu 2019 r. banki udzieliły łącznie 19,7 tys. kredytów mieszkaniowych na łączną wartość 5,42 mld zł. Stanowi to wzrost o 9,5% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do czerwca 2018 r. W ujęciu liczbowym w czerwcu 2019 r. w porównaniu z czerwcem 2018 r. banki udzieliły bardzo zbliżoną liczbę kredytów mieszkaniowych.

– W czerwcu br. na rynku kredytów mieszkaniowych mieliśmy dodatnią dynamikę wartości udzielonych kredytów przy zbliżonej liczbie udzielonych kredytów jak rok temu. Dodatnia dynamika wartościowa wynika głównie ze struktury udzielanych kredytów, w okresie styczeń – czerwiec 2019 już ponad 67% wartości udzielonych kredytów dotyczyło przedziału kwotowego powyżej 250 tys. zł. Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego nadal obserwujemy odmienne tendencje. Dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych zarówno w ujęciu ilościowym, jak i wartościowym dotyczą jedynie kredytów powyżej 250 tys. zł, w tym w szczególności kredytów powyżej 350 tys. zł, których w okresie styczeń – czerwiec 2019 r. w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego w ujęciu liczbowym udzielono więcej o 36,0% a wartościowym o 36,5%. Czerwiec zatem jest już kolejnym miesiącem pokazującym wyraźne zróżnicowanie sytuacji na rynku kredytów mieszkaniowych. Hossa w najlepsze trwa na rynku kredytów wysokokwotowych. Natomiast spadki obejmują kredyty poniżej 250 tys. zł. Ujemne dynamiki dotyczyły zarówno liczby, jak i wartości udzielanych kredytów. Kredytów do 100 tys. zł banki udzieliły o 27,9% mniej, a w przedziale 100 – 150 tys. zł mniej o 22,2% niż w pierwszym półroczu 2018 r. Ujemna dynamika liczby udzielonych kredytów mieszkaniowych w pierwszym półroczu 2019 r. w porównaniu do pierwszego półrocza 2018 r. na poziomie -1,3% jest zbliżona do dynamiki sprzedaży na rynku pierwotnym przez deweloperów notowanych na rynku kapitałowym, która wyniosła -3%. Można więc spadek liczby udzielonych kredytów mieszkaniowych w okresie styczeń – czerwiec 2019 r. (- 116,50 tys.) kredytów wobec 117,95 tys. w analogicznym okresie 2018 r., wiązać z niższą sprzedażą deweloperów, która jest spowodowana bardzo wysokimi cenami gruntów budowlanych wynikającymi z ograniczonej ich dostępności, co w konsekwencji ogranicza liczbę budowanych mieszkań. Ponadto deweloperzy coraz częściej przyjmują strategię maksymalizacji marży, co w warunkach ograniczonej podaży prowadzi do wzrostu cen nieruchomości. To z kolei przekłada się na wyższy kredyt. Dodatnia dynamika wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych odpowiada bowiem wysokości zmian cen nieruchomości. Rosnące dochody przy rekordowo niskich stopach procentowych pozwalają na uzyskanie zdolności kredytowej do zaciągania coraz wyższej wartości kredytu. Barierą może być jednak konieczność posiadania wkładu własnego, który przy rosnących cenach nieruchomości i stałym poziomie 20%, rośnie kwotowo. Coraz więcej osób planujących zakup nieruchomości z częściowym wykorzystaniem kredytu bankowego może mieć problemy ze zgromadzeniem wkładu na wymaganym poziomie.

Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną anomalię występującą obecnie na rynku. Czynsz za wynajem mieszkania jest powyżej wysokości raty kredytu na takie samo mieszkanie. W takim przypadku dostosowanie musi wystąpić albo po stronie wzrostu raty kredytowej, na co się nie zanosi w najbliższej przyszłości, albo spadku ceny najmu, co w mojej opinii jest bardziej prawdopodobne – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski z BIK.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w czerwcu 2019 r. wyniósł 0,72%, co potwierdza wieloletnią już stałą obserwację dotyczącą niskiego poziomu ryzyka kredytowego związanego z udzielaniem kredytów mieszkaniowych. Kredyty mieszkaniowe charakteryzują się najniższą szkodowością wśród wszystkich typów  produktów kredytowych. W ostatnich 12 miesiącach (czerwiec 2019 r. do czerwca 2018 r. ) jakość portfela poprawiła się, o czym świadczy lekki spadek Indeksu o (-0,06).

– Obecnie nie widać istotnych zagrożeń, które w krótkim horyzoncie czasowym mogłyby znacząco wpłynąć na wzrost poziomu szkodowości tych kredytów, a tym samym na wzrost poziomu ryzyka kredytowego. Zjawiskiem, które w 2019 r. musimy szczególnie uważnie obserwować, jest koniec dopłat do oprocentowania około 50 tys. kredytów mieszkaniowych, udzielonych w ramach programu Rodzina na Swoim (poprzednika MdM), które mogą wygenerować dodatkowe ryzyko dla portfela kredytów mieszkaniowych. Obecnie nie obserwujemy negatywnych sygnałów związanych z tym zjawiskiem. Dobrej jakości kredytów mieszkaniowych, jak i pozostałych produktów kredytowych, sprzyjają rekordowo niskie stopy procentowe i rosnące dochody gospodarstw domowych, które powodują, że obciążenie budżetów domowych ratami kredytów spada. Kredytom walutowym, w tym frankowym, sprzyja ponadto stabilny kurs CHF do PLN – zaznacza prof. Rogowski.

Karty kredytowe

W czerwcu 2019 r. banki wydały 103,8 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 565 mln zł. Stanowi to wzrost o 10,9% w ujęciu liczbowym i o 7,4% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do czerwca 2018 r.

– W czerwcu 2019 r., podobnie jak w poprzednich miesiącach, obserwujemy wzrost wartości przyznanych limitów na kartach kredytowych w stosunku do  analogicznego okresu 2018 r. Najwyższą dodatnią dynamikę w pierwszym półroczu 2019 r. w porównaniu do pierwszych sześciu miesięcy 2018 r. zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowały karty o limitach w przedziale 1-2 tys. zł, odpowiednio: 50,7% oraz 46,2% oraz 2 do 3,5 tys. zł – 31,8% oraz 29,8%. Dodatnie dynamiki w ujęciu liczbowym i wartościowym dotyczyły wszystkich przedziałów kwotowych. Potwierdza to tezę, że na rynek kart kredytowych weszły osoby o niższych dochodach (co może być konsekwencją wzrostu ich dochodów wynikających zarówno ze wzrostu wynagrodzeń, jak i z transferów socjalnych), które wcześniej nie korzystały z kart kredytowych, ponieważ niższe dochody w przeszłości uniemożliwiały im korzystanie z tego produktu kredytowego. Jeżeli porównamy wzrosty na kartach kredytowych niskokwotowych z ujemnymi dynamikami kredytów gotówkowych w przedziale do 2 tys. zł (-7,2%) liczbowo i (-6,5%)wartościowo, to można postawić tezę, że część osób jako substytut kredytu gotówkowego wykorzystuje limit w karcie kredytowej, której oprocentowanie jest o połowę niższe niż ma to miejsce w przypadku kredytu gotówkowego. Część banków również proponuje kartę kredytową jako alternatywę dla kredytu ratalnego, szczególnie przy zakupach w kanale e-commerce  – mówi prof. Rogowski z BIK.

Limity kredytowe w kontach osobistych

W czerwcu 2019 r. banki przyznały łącznie 51,8 tys. limitów kredytowych w kontach osobistych na łączną kwotę 248 mln zł. Stanowi to spadek o 11,1% w ujęciu liczbowym i o 2,9% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do czerwca 2018 r. Co ciekawe w przypadku limitów w kontach nie obserwujemy typowego zjawiska związanego z rosnącą sprzedażą w obu skrajnych przedziałach kwotowych: nisko i wysokokwotowych. W przypadku limitów dodatnią dynamikę w ujęciu liczbowym odnotowaliśmy jedynie dla trzech przedziałów środkowych tj. 0,5 – 1 tys. zł, 1-2 tys. zł oraz 2-4 tys. zł. Odpowiednio: 2,2% i 11,3% oraz 5,2% liczbowo. W ujęciu wartościowym ujemną dynamiką – 14,7% charakteryzowały się jedynie przedziały limitów średniokwotowych (4 – 7 tys. zł) – zauważa prof. Rogowski z BIK. – Analizując sprzedaż limitów kredytowych w pierwszym półroczu 2019 r. obserwujemy wolumeny o 2,9% niższe niż w okresie styczeń – czerwiec 2018 r. i bardzo zbliżoną wartość udzielonych limitów.

Rola sztucznej inteligencji w reklamie programatycznej

Wykorzystanie sztucznej inteligencji w reklamie programatycznej jest niezbędne dla marketingu cyfrowego. Dzięki niej reklamodawcy mogą z większą dokładnością określić preferencje swoich odbiorców, a tym samym precyzyjniej kierować przekaz.

Mariusz Maksymiuk
Mariusz Maksymiuk, CEO Adexon

Reklama w modelu programmatic to nic innego jak zautomatyzowany proces zakupu i sprzedaży przestrzeni reklamowej za pośrednictwem giełd łączących reklamodawców i wydawców. Proces ten polega na tym, że reklamodawcy kierują oferty w czasie rzeczywistym, aby uzyskać przestrzeń reklamową oraz móc wysłać komunikaty do odpowiednio sprofilowanych odbiorców. Jaka jest więc rola sztucznej inteligencji w modelu programmatic? Chcąc uzyskać odpowiedź na to pytanie należy wyróżnić dwa słowa kluczowe: licytacja i profil docelowy – to właśnie tam AI odgrywa kluczową rolę.

Od psychologii do marketingu

Termin sztuczna inteligencja został pierwotnie utworzony w XX wieku, jako proces psychologiczny pozwalający zrozumieć i naśladować, jak działa umysł. W ciągu ostatnich 60 lat, wraz z gwałtownym wzrostem sektora technologii, AI jest kojarzone przede wszystkim z branżą technologiczną – inteligencją maszyn. W kontekście marketingu, sztuczna inteligencja jest szeroko wykorzystywana do uczenia się i przewidywania zachowań konsumentów. Dzięki niej marketerzy mogą oszacować prawdopodobieństwo, że konsumenci odpowiedzą na ich reklamy. AI może być również wykorzystywana do tworzenia modeli, które pozwalają znaleźć potencjalnych klientów i przygotowywać przekazy zgodnie z ich preferencjami.

Real-Time Bidding

Na przestrzeni ostatnich lat również reklama programowa wytworzyła różne modele zakupów mediów online. Jednym z nich jest licytowanie w czasie rzeczywistym. Real-Time Bidding umożliwia reklamodawcom kupowanie miejsca reklamowego na podstawie wyświetleń na aukcjach. Oznacza to, że każdy reklamodawca może licytować i kupować przestrzeń reklamową w witrynie wydawcy. Proces ten polega na tym, że firmy lub agencje reklamowe przygotowują kampanie na platformie DSP (Demand Side Platform), która połączona jest z inwentaryzacją sieci reklamowych i SSP (Supply Side Platform). Za każdym razem, gdy przestrzeń reklamowa w witrynie wydawcy jest dostępna, wydawca SSP wysyła oferty. Giełda reklam prowadzi następnie aukcję między różnymi DSP, w których licytuje wyświetlenia z sieci reklamowej lub SSP. Gdy DSP wygrywa ofertę, reklamy są przekazywane do wydawcy i wyświetlane użytkownikom.

Przekaz oparty na danych

Gdzie zatem rozpoczyna się rola sztucznej inteligencji w reklamie programowej? Jak wspomniano powyżej, sztuczna inteligencja odgrywa rolę w kierowaniu reklam oraz ich profilowaniu. Model programmatic dzięki sztucznej inteligencji zyskał nowy wymiar kierowania reklam do konsumentów, a wszystko to za sprawą danych, których dostarcza AI. Bowiem każdy internauta zostawia ze sobą cenne dane. Począwszy od tego kiedy korzysta z sieci, czego szuka, jakie witryny odwiedza oraz jakie treści udostępnia w mediach społecznościowych. Im więcej danych można zebrać o tej osobie, tym dokładniejszy będzie jej profil. Dane mogą pochodzić od samego marketera, z plików cookie przeglądarki lub od zewnętrznych dostawców. AI może je grupować, aby utworzyć dokładne profile użytkowników oraz pozwala wykryć wzorce, które łączą je w sposób, który ludzie mogą przegapić. Dzięki tym możliwościom sztuczna inteligencja umożliwia wejść na aukcję RTB z niezwykłą precyzją. Dodatkowo jest ona wykorzystywana do analizy i szybkiego działania na Real-Time Bidding, a także  może pomóc marketerom w przewidywaniu zachowań konsumentów i podejmowaniu decyzji w milisekundach.

Przyszłe możliwości

AI wciąż ma ogromne możliwości w świecie marketingu. Poza tym, że może pomóc w tworzeniu bardziej spersonalizowanych wiadomości i wdrażaniu efektywnych kampanii, niesie wiele korzyści związanych z zakupem i sprzedażą. Według prognoz, już w najbliższej przyszłości, dzięki sztucznej inteligencji marketerzy będą mogli poznać nastrój docelowego klienta, a co za tym idzie, jeszcze skuteczniej dostosować wiadomości i materiały reklamowe do odbiorców. Dzięki umiejętności poznania nastrojów klientów, reklamodawcy będą wiedzieć między innymi, czy dana osoba jest w nastroju do zakupu czy też nie.

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcioletnich obligacji skarbowych Grecji (2,004 proc.) i Polski (2,044 proc.) jest niższa niż analogicznych papierów amerykańskich (2,046 proc.). To oznacza, że Grecja i Polska mogą na światowym rynku długu pozyskiwać finansowanie taniej, niż największa i formalnie charakteryzująca się najwyższą wiarygodnością kredytową oraz dysponująca najsilniejszą walutą „wielka Ameryka” Donalda Trumpa.

Gdyby prezydent USA ten fakt dostrzegł, z pewnością wyraziłby swoje niezadowolenie z takiego stanu rzeczy na Twitterze, z właściwą sobie ekspresją, prawdopodobnie po raz kolejny kierując ostrze krytyki na szefa Fed Jerome Powella, za prowadzoną przez niego politykę pieniężną, szkodzącą – jego zdaniem – amerykańskiej gospodarce.

Pomijając niestosowność tego typu „wycieczek” prezydenta wobec niezależnego banku centralnego, to jednak właśnie polityka pieniężna jest głównym powodem licznych anomalii obserwowanych na światowym rynku długu. Trudno bowiem inaczej określić sytuację, w której rentowność obligacji trzech krajów o tak zróżnicowanej kondycji gospodarczej i wiarygodności kredytowej, jest niemal identyczna, z lekką przewagą Grecji. A to przecież właśnie Grecja zaledwie kilka lat temu wymagała intensywnej reanimacji przy zaangażowaniu całej strefy euro i międzynarodowych instytucji finansowych. Z kolei w przypadku Polski, oceny agencji ratingowych są o kilka poziomów poniżej pozycji Stanów Zjednoczonych. Grecja korzysta z obecności w strefie euro, w której oficjalne stopy procentowe wynoszą zero, a wiele wskazuje na to, że Europejski Bank Centralny wkrótce obniży je jeszcze bardziej. W tym kontekście na drugi plan w wycenie greckich obligacji schodzi fatalny wciąż stan gospodarki i gigantyczne, niespłacalne w praktyce zadłużenie. Spadek rentowności obligacji amerykańskich, która jeszcze kilka miesięcy temu sięgała niemal 3,24 proc., to wynik złagodzenia stanowiska Fed, który zadeklarował nie tylko zakończenie cyklu podwyżek stóp procentowych, ale także przejście do łagodzenia polityki pieniężnej. Proces ten rozpocznie się najpewniej już za kilka dni, w trakcie lipcowego posiedzenia komitetu otwartego rynku. Polska z kolei „zasługuje” na niską rentowność obligacji zarówno z powodu rekordowo niskich oficjalnych stóp procentowych i deklaracji ich utrzymania przez Radę Polityki Pieniężnej jeszcze przez dłuższy czas, jak i kondycji gospodarki oraz finansów państwa. Ale w rzeczywistości polskie obligacje korzystają z tendencji dominującej na światowym rynku długu.

Roman Przasnyski, Analityk rynków finansowych

Wymiana wadliwego pojazdu na nowy obowiązuje tylko w określonych przypadkach

Różne przepisy mają zastosowanie do transakcji przeprowadzanych na rynku motoryzacyjnym. Odpowiedzialność sprzedającego jest wskazana przede wszystkim w kodeksie cywilnym. Jeśli kupcem jest konsument, to przysługują mu dodatkowe prawa. Ważne jest jednak to, żeby ich nie utracił. Niekorzystne propozycje bywają np. w komisach. Nabywca wadliwego pojazdu może wystąpić z roszczeniami na podstawie rękojmi. Niekiedy dodatkową opcję dla niego stanowi gwarancja udzielona np. przez producenta czy importera. Jednak z praktyki wynika, że sprzedający nie zawsze akceptuje żądania, co prowadzi do sporów sądowych. Ale z podjęciem działań nie należy zwlekać, żeby nie przekroczyć ustalonych terminów.

Ochrona konsumenta

Przepisy dotyczące odpowiedzialności sprzedającego są od grudnia 2014 roku regulowane przede wszystkim w kodeksie cywilnym. Wcześniej istniała ustawa z 2002 roku o szczególnych rodzajach sprzedaży konsumenckiej, ale 5 lat temu została uchylona. Stronami transakcji mogą być osoby fizyczne i/lub przedsiębiorcy. Istnieją więc różne normy prawa i związane z nimi uprawnienia.

– Konsument oczywiście ma dodatkowe prawa. Jednak trzeba zaznaczyć, że jest to tylko taki kupujący, który nabywa coś, np. samochód, od przedsiębiorcy. W transakcjach pomiędzy osobami fizycznymi nie mają zastosowania przepisy o ich szczególnej ochronie. Analogiczna sytuacja jest przy transakcjach pomiędzy przedsiębiorcami, a także gdy sprzedaje osoba fizyczna, a kupuje od niej właściciel firmy – informuje radca prawny Andrzej Siwek, partner zarządzający w Kancelarii Siwek Gaczyński & Partners.

Ważne dla kupującego jest to, aby nie tracić przymiotu konsumenta, a tym samym przysługujących mu praw. A często komis proponuje do podpisania umowę bezpośrednio z osobą, która oddała auto do sprzedaży. W efekcie do nabycia pojazdu nie dochodzi od przedsiębiorcy, tylko od osoby fizycznej. A to wówczas komplikuje sprawę. Kupujący traci prawa konsumenta, a firma nie ponosi żadnej odpowiedzialności, gdyż auta nie sprzedała.

Gwarancja i rękojmia

– W sytuacji, kiedy mamy sprzedaż pojazdu nowego na rzecz przedsiębiorcy lub konsumenta, bardzo często występuje gwarancja. To zobowiązanie dobrowolne, udzielane przez producenta. Jeśli więc w trakcie okresu ochronnego wystąpi określona wada auta, to nieodpłatnie powinno nastąpić jej usunięcie, ewentualnie dostarczenie elementów zamiennych. W ten sposób koncerny zachęcają do zakupu określonych samochodów – opisuje adwokat Paweł Wróblewski z Kancelarii Adwokackiej Wróblewski LL.M.

Z kolei radca prawny Andrzej Siwek zwraca uwagę na transakcje na linii przedsiębiorca – konsument. Kupujący ma prawo uważać, że samochód posiada też cechy, o których publicznie informuje sam producent. Przykładowo, jeden z koncernów zapewnia o siedmioletniej gwarancji. Nabywając więc  trzyletnie auto tej marki, można sądzić, że jest ono jeszcze objęte ww. ochroną, nawet jeśli oferta sprzedającego o tym milczy. Brak gwarancji będzie więc tutaj wadą auta.

– Czym innym jest rękojmia, ustawowo uregulowana w kodeksie cywilnym. Jeżeli strony transakcji jej nie poruszają, to ona i tak obowiązuje. Wiek pojazdu nie ma tutaj żadnego znaczenia. Załóżmy, że Kowalski sprzedał stary samochód, zużyty w jakiejś mierze. Po pewnym czasie okazuje się, że auto ma wady. Wówczas Nowak, jako nabywca, przychodzi z określonymi roszczeniami. Ludzie nie wiedzą, że rzeczywiście takie żądania mają podstawy, pomimo że oni żadnych regulacji w tym zakresie nie stosowali – dodaje adwokat Paweł Wróblewski.

Jak przekonuje radca prawny Andrzej Siwek, z tytułu rękojmi są do wyboru dwa roszczenia. Pierwsze polega na żądaniu obniżenia ceny albo na odstąpieniu od umowy, a drugie – na oczekiwaniu wymiany rzeczy na nową albo wymaganiu usunięcia wykrytej wady. Ekspert podkreśla, że nabywca może mieć jednocześnie gwarancję i rękojmię. Tylko od niego zależy, z których uprawnień skorzysta. Przeważnie wybiera się to pierwsze, gdyż dokument wystawia podmiot zazwyczaj najbardziej wiarygodny, tj. producent czy importer. Są też komisy, które udzielają gwarancji na auta nabywane u nich.

Zgoda czy sąd?

– Jeśli sprzedający milczy przez 14 dni w sprawie wskazanego roszczenia, np. wymiany auta na nowe, to uważa się żądanie za uznane. Powinno więc zostać spełnione przez przedsiębiorcę. To uprawnienie przysługuje jedynie konsumentowi. Tylko jemu przysługuje też inne prawo. Może wybrać, czy w razie wady chce wymiany auta na nowe, przy czym nie dotyczy to pojazdów używanych, czy naprawienia. W  transakcjach bez konsumenta decyduje o tym sprzedający – tłumaczy radca prawny Andrzej Siwek.

Z kolei adwokat Paweł Wróblewski zaznacza, że jeśli kupujący złoży oświadczenie o odstąpieniu od umowy, a sprzedający nie uzna tego, to wówczas mamy spór sądowy. Od tego momentu nabywca nie powinien już użytkować wadliwego pojazdu, aż do wydania wyroku. Biorąc pod uwagę przeciążenie sądów, jest to spora niedogodność. Warto więc rozważyć, czy pomimo określonego dyskomfortu, nie będzie korzystniej złożyć oświadczenia o obniżeniu ceny. Jeżeli nie zostanie zaakceptowane, to ma prawo naprawić samochód, a proces sądowy będzie szedł swoim trybem. Prędzej czy później dobiegnie do końca i pieniądze wpłyną na konto klienta.

– Łatwo można popełnić błędy, ponieważ przepisy nie są intuicyjne. Mam często do czynienia z sytuacją, w której kupujący naprawił wady i chce odzyskać poniesione wydatki. Jest to możliwe, ale na podstawie przepisów mniej korzystnych niż rękojmia. W ramach tej ostatniej, najpierw trzeba wysłać tzw. obniżenie ceny, a dopiero później naprawiać pojazd. Rozwiązanie takie jest na pierwszy rzut oka mało rozsądne, ale najkorzystniejsze od strony prawnej – podkreśla Oskar Możdżyń, prawnik z Fundacji Autotesto.

Pora na działanie

Prawo jasno wskazuje czas na wykrycie wady. Niestety, terminy są dość skomplikowane, ale najkorzystniejsze dla konsumentów, o czym informuje Oskar Możdżyń. Ekspert zaznacza, że co do zasady każdy z nas ma 2 lata na stwierdzenie wady od dnia zakupu. Następnie od tego momentu mamy rok na złożenie oświadczenia z tytułu rękojmi. Jednak od powyższych zasad jest kilka istotnych wyjątków.

– Przy transakcji pomiędzy przedsiębiorcami wymagany jest wyższy stopień staranności. Tu mamy termin niedookreślony, a kupujący może stracić uprawnienia z tytułu rękojmi. Musi więc niezwłocznie poinformować sprzedającego o wykrytej wadzie. To pierwsze zawiadomienie nawet nie wymaga skorzystania z określonych uprawnień z tytułu rękojmi. Trzeba powiadomić, że zostało dostrzeżone, np. zbyt duże spalanie oleju i wada ta jest niniejszym zgłaszana – zaznacza adwokat Paweł Wróblewski.

Jak podsumowuje radca prawny Andrzej Siwek, tutaj istotne jest domniemanie. Jeśli wada została stwierdzona przed upływem roku od przejęcia auta przez konsumenta, to uważa się, że istniała w momencie, kiedy przedsiębiorca wydawał pojazd. Kupujący nie ma wówczas obowiązku udowadniać, że wada była od dnia nabycia. To sprzedający, jeśli chce zarzut ten odeprzeć, musi wykazać, że problem pojawił się dopiero w trakcie użytkowania auta.

Marek Wojnowski nowym Dyrektorem Generalnym sieci Intermarché w Polsce

Marek Wojnowski został nowym Dyrektorem Generalnym sieci Intermarché w Polsce. Od początku lipca br. odpowiada za skuteczne wdrożenie nowej strategii szyldu zarówno w centrali, jak i sklepach oraz za dalszą ekspansję Intermarché w Polsce.

Marc Dherment
Marc Dherment

– Cieszymy się, że Marek Wojnowski ze swoim ponad 20-letnim doświadczeniem w branży spożywczej dołączył do naszego zespołu. Wsparcie Marka będzie kluczowe, aby wraz z Zarządem Dyrekcji Handlowej Intermarché, właścicielami sklepów i pracownikami centrali, prowadzić dalsze zmiany w zarządzaniu Intermarché, na kluczowym dla sieci etapie transformacji i w ramach planów jej dalszego rozwojumówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów i dodaje Polski rynek stawia przed nami mnóstwo wyzwań, szczególnie w obliczu ograniczenia handlu w wybrane niedziele. Niemniej jednak dzięki pracy i zaangażowaniu naszych zespołów oraz właścicieli sklepów wierzymy, że będziemy w stanie przekuwać wyzwania w nowe możliwości.

Marek Wojnowski z wykształcenia jest ekonomistą oraz absolwentem studiów MBA. Posiada wieloletnie doświadczenie w handlu. W przeszłości piastował kluczowe stanowiska w Zarządach takich sieci jak Lidl, Plus Discount, Polomarket, EKO czy Chata Polska. Prowadził także szereg projektów z zakresu transformacji i wzrostu efektywności biznesu.

– Intermarché to bez wątpienia jeden z liderów handlu spożywczego w Polsce. Sieć wyróżnia się atrakcyjną formą współpracy dla niezależnych przedsiębiorców szukających drogi rozwoju. Cieszę się, że dołączyłem do Grupy Muszkieterów i wraz z Zespołem pokieruję dalszym rozwojem sieci. Jestem przekonany, że wspólnie możemy zbudować jeszcze silniejszy biznes podsumowuje Marek Wojnowski, Dyrektor Generalny Intermarché.

KAS wdraża Program Ostrzegania Przedsiębiorców

W ostatnim czasie Krajowa Administracja Skarbowa przedstawiła propozycję wdrożenia Programu Ostrzegania Przedsiębiorców. Jego celem jest informowanie podatników w zakresie ewentualnych nieprawidłowości, jakie mogły wystąpić we wczesnych etapach transakcji podczas rozliczania podatku VAT. Propozycja Resortu Finansów i KAS odpowiada na postulaty przedsiębiorców.

– Postulaty te dotyczą zapewnienia bezpieczeństwa obrotu finansowego i uniknięcia uwikłania się w proceder karuzeli podatkowej – powiedział serwisowi eNewsroom Mariusz Korzeb, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Według opinii FPP działania Krajowej Administracji Skarbowej w ramach programu POP powinny być zdecydowane. Należy wdrożyć go w kompleksowy sposób – tak, aby obejmował wszystkich podatników biorących udział w transakcjach, które potencjalnie mogłyby mieć na celu wyłudzanie podatku VAT. Taka aktywność ze strony KAS powinna być szybka, a informacje i ostrzeżenia niezwłocznie przekazywane przedsiębiorcom. Umożliwiłoby to ewentualne podejmowanie przez nich działań weryfikacyjnych wobec partnerów biznesowych – wskazał Korzeb.

Europejski Bank Centralny jest gotowy poluzować politykę pieniężną

Wreszcie dotarliśmy do tego, na co wszyscy na rynkach finansowych czekają. Nikt nie ma wątpliwości, że prezes EBC Mario Draghi i jego koledzy złagodzą swoje nastawienie, ale wcale to nie oznacza, że już dziś trzeba otworzyć salwę ze wszystkich dział. Widzimy ryzyko w tym, że rynek zapędził się w oczekiwaniach i może być rozczarowany dzisiejszymi postanowieniami.

Europejska gospodarka złapała mocną zadyszkę i od miesięcy nie może się z niej wyrwać. Przemysł znalazł się wręcz w zapaści, co było widać choćby we wczorajszym raporcie PMI. Inflacja bazowa pozostaje anemiczna a oczekiwania inflacyjne obniżają się. Europejski Bank Centralny ponownie znalazł się w sytuacji bez wyjścia i będzie zmuszony poluzować politykę. W ostatnich wystąpieniach publicznych m.in. prezes EBC Mario Draghi główny ekonomista banku Phillip Lane sugerowali gotowość do sięgnięcia po szeroki pakiet instrumentów luzujących politykę w przypadku braku poprawy sytuacji gospodarczej. Również protokół z ostatniego posiedzenia potwierdza, że w Radzie Prezesów jest zgoda co do potrzeby dodatkowego wsparcia gospodarki z wykorzystaniem wszystkich dostępnych instrumentów. Jednocześnie jednak na rynek docierały przecieki od źródeł zbliżonych w EBC, że bank nie zamierza pochopnie podejmować decyzji i zdaje sobie sprawę z konieczności przygotowania rynków na zmiany w polityce. Przejrzystość komunikacji, a przede wszystkim przekaz, że ekspansja monetarna ma pełne poparcie w Radzie Prezesów powinna przeważyć na rzecz odroczenia decyzji do września.

Dziś jednak nie zostaniemy z niczym. Dla prezesa Draghiego konferencja prasowa może być swoistą próbą generalną przed wrześniowym spektaklem. Rynek będzie chciał dowiedzieć się, po które instrumenty zamierzają sięgnąć władze monetarne. Po pierwsze najpewniej forward guidance zostanie zmodyfikowane do zobowiązania o utrzymaniu stóp na bieżącym „lub niższym” poziomie. Otworzy to drogę, by we wrześniu dokonać obniżki stopy depozytowej o 10 pb, ale prawdopodobnie towarzyszyć temu będzie system różnicowania stóp procentowych dla różnych grup instytucji – zmusić banki do rozkręcenia akcji kredytowej tylko tam, gdzie to potrzeba (np. Włochy), ale nie karać banków, które już to robią, a i tak mają nadwyżki kapitałowe (Niemcy).

Naszym scenariuszem bazowym na razie nie jest natomiast wznowienie skupu aktywów, ale widzimy duże prawdopodobieństwo sięgnięcia również po ten instrument. Gdyby zdecydowano się na taki krok, to tutaj też potrzebne byłyby modyfikacje. Przybrałyby one postać podniesienia limitu maksymalnego zaangażowania EBC w papiery z poszczególnych emisji (prawdopodobnie z 33 do 49 proc.). To duży i kontrowersyjny krok, dla którego EBC potrzebuje silnego podparcia w danych lub w pesymistycznych prognozach (które Rady Prezesów otrzyma we wrześniu).

Oczekiwania rynku przed dzisiejszą decyzją są bardzo wyśrubowane, co widać nawet w ostatnim spadku EUR/USD w kierunku dwuletnich minimów. Rynek pieniężny wycenia 40-proc. prawdopodobieństwo obniżki stóp o 10 pb już dziś. Spadek rentowności obligacji pokazuje, że rynek długu szykuje się na ogłoszenie skupu aktywów. Nie ulega wątpliwości, że EBC zaprezentuje łagodne oblicze i będzie próbować przygotować rynek na luzowanie we wrześniu, ale naszym zdaniem Draghiemu trudno będzie sprostać wysoko postawionej poprzeczce oczekiwań bez przedstawienia konkretów, których jednak dziś się nie spodziewamy. Rozczarowanie otworzy drogę do korekcyjnego odbicia EUR/USD wymazującego spadki z tego tygodnia.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Chcesz założyć firmę za granicą? Wybierz Anglię!

tax angels firma w ukŚwiadczenie swoich usług zdalnie to świetna sprawa, bo czujesz się wolnym człowiekiem. Jest jednak „ale”. Jeżeli jednak szukasz klientów poprzez popularne portale wiesz dobrze, że pośrednicy biorą sporą prowizję za możliwość rozliczeń z klientami, no i jest problem, gdy zachorujesz. Jest to rozwiązanie zatem, tymczasowe.

Nie masz jednak odwagi na własną działalność, nie zarabiasz na tyle dużo, by po wszystkich opłatach, żyć na sensownym poziomie. Gdzieś może słyszałeś określenie „podwójne podatki” i wymogi związane z możliwością założenia firmy za granicą, ale w natłoku pracy, nie zagłębiałeś się w temat. Może pora najwyższa przeczytać o możliwościach jakie niesie za sobą założenie spółki LTD.

prowadzenie firmy w angliiSpółka LTD nie dla każdego

Lepiej od razu wspomnieć, że nie każdy może założyć firmę na zasadzie spółki LTD, czyli  spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (Limited Company).

Rozważać rejestrację spółki Ltd mogą osoby, które:

  • na terenie kraju, gdzie fizycznie prowadzona jest działalność, jej właściciel nie posiada żadnego zakładu, lokalu usługowego, gabinetu, sklepu, czy biura. Wyjątkiem może być jedynie magazyn wysyłkowy,
  • prowadzona działalność nie wymaga zezwoleń ani wpisu do działalności rejestrowych (co jest wymogiem np. dla lekarzy),
  • na terenie Polski nie są zatrudnieni pracownicy na umowę o pracę ani umowę zlecenie. Dozwolona jest natomiast forma rozliczania się z pracownikami na podstawie faktury, czy umowy o dzieło. Pracownika można zatrudnić również jako dyrektora spółki, który mimo zamieszkania na terenie Polski, również uniknie podwójnego opodatkowania i rozliczy się na atrakcyjniejszych warunkach z brytyjskim fiskusem.

Skoro chcesz pracować w domu, przy laptopie i telefonie a Twoją kawalerkę trudno nazwać „siedzibą firmy”, „biurem”, czy „lokalem użytkowym”, możesz czytać dalej.

To naprawdę ekscytujące

Właściwie więc, każdy zawód, który nie wymaga posiadania stałego zakładu na terenie Polski, może podlegać tylko rozliczeniu podatkowemu w Wielkiej Brytanii, a tym samym posiadać formę prawną spółki LTD. Nie ma też znaczenia, kim jest odbiorca usług czy oferowanych produktów. Nie ma żadnych ograniczeń logistycznych, a to oznacza, że odbiorca usług czy oferowanych produktów może mieszkać w dowolnej części świata.

Założenie firmy w Anglii to kwestia około 24 – 48 godzin, od momentu złożenia wniosku, do powstania spółki. Nie musisz być rezydentem United Kingdom. Wystarczy, że masz ukończone 16 lat, bo taki jest minimalny wiek dyrektora spółki LTD. Wszystkie formalności można wypełnić samodzielnie i przez Internet, jeśli jednak będzie to Twoja pierwsza spółka, lepiej skorzystać z pomocy specjalistów. „TaxAngels” oferuje zakładanie firmy na terenie UK.

Kapitał założycielski

Jest potrzebny. Aczkolwiek w Wielkiej Brytanii mamy do czynienia z kapitałem deklarowanym, czyli udziałowcy zakładając spółkę zobowiązują się do wpłaty kapitału w momencie, kiedy spółka nie byłaby w stanie pokryć swoich zobowiązań wobec wierzycieli z bieżącego majątku.

Teraz jednak uwaga! Minimalny kapitał zakładowy spółki LTD to 1 funt.

Korzyści wynikające z prowadzenia Spółki LTD

W Wielkiej Brytanii kwota wolna od jakiegokolwiek podatku to około 62 500 zł rocznie. Po zwiększeniu pensji ponad ten próg dochodzą opłaty na ubezpieczenie, które w Wielkiej Brytanii zależne są od wysokości Twoich dochodów – nie ma tam konieczności opłacania co miesiąc stałej kwoty jak na ZUS w Polsce.

Prowadząc Spółkę LTD w Wielkiej Brytanii nie tracisz godzin, czy nawet pełnych dni w miesiącu na zbędną biurokrację. Po tym jak firma zostanie zarejestrowana, jej prowadzenie będzie sprowadzało się z Twojej strony do gromadzenia i przesyłania faktur wystawionych i otrzymanych przez Twoją firmę.

Osobom, które nie są brytyjskimi rezydentami, spółka LTD umożliwia otrzymywanie emerytury z UK, która wynosi ok. 1 000 złotych miesięcznie już po 10 latach pracy i wzrasta z każdym kolejnym rokiem aż do niemal 3 200 złotych miesięcznie bez wpłacania jakichkolwiek składek. Więcej o korzyściach spółki LTD przeczytasz w serii artykułów na blogu.

firma w angliiFirma w Anglii, a Brexit

Brytyjskie wyjście z Unii Europejskiej nie zmieni wiele w podejściu do przedsiębiorców. Proste i przejrzyste prawo to jedna z najczęściej wymienianych przez przedsiębiorców zalet brytyjskiego systemu prawnego. Opuszczenie Unii Europejskiej zwiastuje jeszcze mniej biurokracji i rezygnację z uciążliwych procedur. Uwolnienie biznesu od przytłaczającego unijnego prawa powinno skutkować jeszcze szybszym rozwojem przedsiębiorczości na Wyspach.

Brytyjski rząd opublikował  tzw. “Białą księgę Brexitu”. Zawarte są w niej główne zagadnienia Brexitu i przyszłych relacji z Unią Europejską. Gospodarka zajmuje w niej bardzo ważne miejsce. Brytyjski rząd proponuje Umowę o Wolnym Handlu z Unią Europejską, która zakłada minimalizację negatywnych skutków wynikających z opuszczenia Unii oraz możliwie maksymalne uproszczenia i ułatwienia dla wolnego handlu.

Artykuł przygotowała kancelaria Tax Angels.

Susza rolnicza w 15 województwach i we wszystkich uprawach. Ocieplenie klimatu to problem nie tylko dla rolników

Susza rolnicza w 15 województwach i we wszystkich uprawach. Ocieplenie klimatu to problem nie tylko dla rolników 1

Według najnowszego raportu Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa Państwowego Instytutu Badawczego obejmującego okres od 21 maja do 20 lipca, susza rolnicza występuje we wszystkich województwach poza Małopolską. Dotyka ona wszystkich 14 monitorowanych upraw. Eksperci oceniają, że takie problemy mogą się powtarzać co roku, za co odpowiada globalny wzrost średniej temperatury na świecie. Na półkuli północnej wynosi on blisko 2 st. C wobec połowy XIX wieku. Zmiany klimatyczne wypływają także na kondycję lasów i zdrowie ludzi – ocenia Anna Sierpińska z portalu Nauka o klimacie.

Raport Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) wylicza, że obecnie średnia globalna temperatura jest o 1 st. C wyższa od poziomu przedindustrialnego. Jest to jednak średnia wartość dla półkuli południowej i północnej. Tymczasem na półkuli północnej wzrost jest większy.

– Szacuje się, że w Europie średnia temperatura od połowy XIX wieku wzrosła mniej więcej o 2 st. C Jeszcze wyższy mamy wzrost średniej temperatury dla zimy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Sierpińska z portalu Nauka o klimacie. – Możemy zauważyć, że mamy cieplejsze zimy. Jeżeli ktoś się z tego cieszy, to należy pamiętać, że brak pokrywy śnieżnej przekłada się na problemy rolnictwa. Tradycyjnie topiąca się pokrywa śnieżna wiosną dostarczała wód roztopowych i wilgoci glebie. Latem za to wydłużają się okresy bardzo gorącej pogody, a temperatury są wyższe.

Raport HEAL i Koalicji Klimatycznej „Wpływ zmiany klimatu na zdrowie” wskazuje, że zmiany klimatu już spowodowały znacznie większą częstotliwość susz. O ile jeszcze w latach 1951–1981 susze o znacznych rozmiarach występowały w naszym kraju co 5 lat, o tyle od połowy lat 90. XX wieku występują średnio co dwa lata. Od końca tej dekady mamy w Polsce do czynienia z permanentną suszą letnią. Przykładowo, z danych FreeMeteo.pl wynika, że w kwietniu w Polsce spadło 1,7 mm deszczu (zazwyczaj to średnio 33,9 mm). To tyle, ile zazwyczaj pada na obszarach pustynnych.

– Duża część upraw w Polsce jest nawadniana opadami. Jeżeli susze się przedłużają i są bardziej uciążliwe, to rolnicy mają problem, bo w ograniczonym stopniu mogą podlewać uprawy. Jeżeli ktoś ma kilkadziesiąt hektarów upraw, to nawet z punktu widzenia ekonomicznego jest to trudne – wskazuje ekspertka. – Zmiana klimatu ma także wpływ na lasy, skład gatunkowy, zdrowie drzew. W Polsce coraz gorsze warunki ma świerk, który jest dosyć ważnym drzewem z punktu widzenia gospodarczego. On prawdopodobnie będzie po prostu wymierać, bo będzie za sucho i za gorąco.

Zmiany klimatu powodują też częstsze nagłe zjawiska atmosferyczne – huragany, trąby powietrzne. Zmieniła się także struktura opadów – zamiast lekkiego deszczu przez kilka dni, pojawiają się nagłe i intensywne ulewy.

– Nie zdarzają się właściwie takie kilkudniowe drobne opady, kiedy spada niewielka ilość deszczu, ale sumarycznie pozwalająca nawadniać pola czy generalnie dostarczająca wilgoci środowisku. Natomiast mamy długie okresy suche, a później nawałnice, które powodują tzw. powodzie błyskawiczne, kiedy w miastach zalewa ulice i nie można nimi przejechać. Ten trend jest bardzo wyraźny. To już się dzieje i na pewno będzie miało miejsce w przyszłości – ocenia Anna Sierpińska.

Ocieplenie klimatu sprawia, że w Europie pojawiają się choroby znane dotychczas z cieplejszych regionów. Tylko w ciągu 10 lat trzykrotnie wzrosła liczba zachorowań na boreliozę przenoszoną przez kleszcze, ponieważ ze względu na wyższe temperatury zwiększa się populacja i terytorium ich występowania. Do 2100 roku w niektórych regionach wzrost zachorowań może sięgnąć niemal 100 proc.

– Jeszcze 20 lat temu było poniżej tysiąca przypadków boreliozy rocznie, a w zeszłym roku ponad 20 tys. Im jest cieplej, nie ma długich chłodnych zim, nie mówiąc o mroźnych, tym dłużej żerują kleszcze – tłumaczy Anna Sierpińska.

Zmiany klimatu można jeszcze zatrzymać. Konieczna jest jednak współpraca na kilku płaszczyznach. W skali globalnej eksperci postulują odejście od energetyki opartej na węglu na rzecz odnawialnych źródeł energii i ograniczenie emisji  dwutlenku węgla. Jednak wiele do zrobienia jest również wśród społeczeństwa – większe zaangażowanie w ekologię, sortowanie odpadów czy rezygnacja z plastiku.

– Z rzeczy, które możemy na co dzień robić, to ograniczenie marnotrawstwa żywności i energii. Jeżeli ktoś ma zwyczaj zostawiać na cały dzień włączony komputer, powinien go zmienić. Z korzyścią dla naszego zdrowia powinniśmy ograniczać spożycie produktów odzwierzęcych, głównie czerwonego mięsa. To też się przekłada na działania korzystne dla środowiska naturalnego – wymienia Anna Sierpińska.

Trwają rozmowy o wyborze komisarzy europejskich. Wiele priorytetów nowej szefowej KE jest spójnych z polityką polskiego rządu

Trwają rozmowy o wyborze komisarzy europejskich. Wiele priorytetów nowej szefowej KE jest spójnych z polityką polskiego rządu 2

Nowa szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen prowadzi rozmowy na temat wyboru komisarzy z poszczególnych krajów. Jak zapowiedział premier Mateusz Morawiecki, polski rząd będzie się starał o tekę gospodarczą w nowej KE. Ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Melchior Szczepanik ocenia, że polskiemu rządowi podoba się m.in. strategia von der Leyen dotycząca niwelowania podziałów w ramach Unii Europejskiej czy jej wizja polityki obronności. Kontrowersyjnym dla Polski elementem agendy nowej przewodniczącej KE może być natomiast wspólny rynek i kwestia praworządności.

Polski rząd poparł kandydaturę Ursuli von der Leyen na przewodniczącą Komisji Europejskiej, głosowała za nią także większość polskich posłów w PE – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Melchior Szczepanik, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. – Dla polskiego rządu ważne są jej ambicje zredukowania pewnych różnic w ramach Unii Europejskiej. Jak wspomniała, obecnie widać w UE dość silne podziały na linii północ-południe i wschód-zachód, duże różnice zdań między państwami członkowskimi w kluczowych kwestiach. Jej ambicją będzie osłabienie tych podziałów. Nie deklarowała się jako zwolenniczka tzw. Unii dwóch prędkości, zależy jej raczej na tym, żeby UE zachowała jedność.

Nowa szefowa Komisji Europejskiej prowadzi obecnie z państwami członkowskimi rozmowy dotyczące przyszłego składu KE.. Warszawa jest drugą po Paryżu stolicą, którą odwiedzi po wyborze na przewodniczącą Komisję.

Premier Morawiecki zapowiedział, że polski rząd będzie się starał o tekę gospodarczą w Komisji Europejskiej. To mogą być różne teki, bo wiele stanowisk łączy się z obowiązkami z zakresu gospodarki, przykładowo polityka konkurencyjności czy wspólny rynek, czyli funkcja sprawowana do tej pory przez polską komisarz [Elżbietę Bieńkowską – red.]. Można też zastanawiać się nad polityką regionalną lub teką związaną ze wspólną polityką rolną – mówi Melchior Szczepanik.

Dotychczasowa minister obrony Niemiec Ursula von der Leyen została wybrana nową szefową Komisji Europejskiej na początku ubiegłego tygodnia. Jej kandydaturę poparło 383 europosłów, przeciwko zagłosowało 327 deputowanych. Premier Mateusz Morawiecki ocenił, że jej wygrana daje nadzieję na nowe otwarcie w UE. Alternatywą na stanowisku szefa KE był kandydat centrolewicy, Holender Frans Timmermans. W ramach Rady Europejskiej von der Leyen dostała poparcie polskiego rządu i – jak stwierdzili politycy PiS – wygrała w dużej mierze dzięki głosom polskiej delegacji w Parlamencie Europejskim.

W trakcie wystąpienia w Parlamencie Europejskim Ursula von der Leyen przedstawiła swoje priorytety i można powiedzieć, że one sygnalizują kontynuację działań poprzedniej KE, kierowanej przez Jeana-Claude’a Junckera. Wciąż pozostaje wiele kwestii, które nie zostały przez Junckera rozwiązane i nie udało się w nich znaleźć kompromisu między krajami członkowskimi – ocenia Melchior Szczepanik.

Jak podkreśla, wśród priorytetów nowej szefowej KE są przede wszystkim kwestie związane z ochroną klimatu. Von der Leyen przedstawiła ambitny plan przestawienia UE na zeroemisyjną gospodarkę do 2050 roku i znacznego obniżenia emisji gazów cieplarnianych do 2030 roku. Ekspert PISM ocenia, że nowa szefowa KE będzie chciała zmierzyć się też z reformą polityki migracyjnej.

Tutaj chodzi o wzmocnienie ochrony granic Unii Europejskiej, ale też stworzenie wewnętrznej polityki migracyjnej, czyli m.in. decyzję, co dalej będzie działo się z uchodźcami, którzy występują o azyl w UE, jak państwa będą się nimi dzielić – mówi Melchior Szczepanik. – Priorytety Ursuli von der Leyen dotyczą też rynku wewnętrznego. Ona postuluje w tym zakresie pewną harmonizację, wspomniała m.in. o wprowadzeniu płacy minimalnej we wszystkich państwach Unii Europejskiej.

W trakcie wystąpienia na forum PE Ursula von der Leyen wspomniała też, że chce, aby Unia Europejska odgrywała znaczną rolę w polityce międzynarodowej, co oznacza, że chciałaby zmobilizować państwa członkowskie do większej aktywności na arenie międzynarodowej.

Temu ma służyć zastąpienie jednomyślności głosowaniem większościowym w tych kwestiach. Idea jest taka, żeby to głosowanie umożliwiło państwom członkowskim szybsze reagowanie na wydarzenia międzynarodowe – mówi Melchior Szczepanik. – Von der Leyen proponuje też wprowadzenie głosowania w kwestiach dotyczących polityki podatkowej, co z kolei ma ułatwić wprowadzenie tzw. podatku cyfrowego, czyli opodatkowania wielkich korporacji działających w sektorze cyfrowym.

Ekspert PISM zauważa, że jeszcze jako minister Ursula von der Leyen podkreślała też konieczność reformy i wzmocnienia europejskiej polityki obronnej oraz zwiększenia nakładów na przemysł zbrojeniowy. Jest to element, na który nacisk kładzie również polski rząd.

– Warto przy tym zaznaczyć, że – jak podkreśliła von der Leyen – ten europejski wymiar polityki obronnej powinien być zgodny ze strategią i z działaniami NATO – mówi Melchior Szczepanik.

Jak ocenia ekspert PISM, kontrowersyjnym dla Polski elementem agendy von der Leyen może być m.in. wspólny rynek. Nowa szefowa KE zaznaczyła, że zależy jej przede wszystkim na harmonizacji zasad, które rządzą funkcjonowaniem jednolitego rynku Unii Europejskiej. Natomiast zarówno polski rząd, jak i Grupa Wyszehradzka kładą nacisk bardziej na redukowanie barier dla wolnej konkurencji niż harmonizację reguł.

– Problemem, który na pewno będzie dyskutowany w czasie jej kadencji, jest kwestia zaangażowania Komisji Europejskiej w mechanizm ochrony praworządności w państwach członkowskich i zakres kompetencji KE – zarówno jeżeli chodzi o ocenę stanu praworządności w państwach członkowskich, jak i ewentualne nakładanie sankcji za naruszenia praworządności – podkreśla analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Ustawa antyzatorowa czeka na podpis prezydenta. Nierzetelni kontrahenci będą od przyszłego roku karani

Ustawa antyzatorowa czeka na podpis prezydenta. Nierzetelni kontrahenci będą od przyszłego roku karani 3

Nieterminowość w rozliczaniu płatności zaburza płynność finansową firm i hamuje ich rozwój. Z problemem boryka się 80–90 proc. przedsiębiorstw – wynika z szacunków Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii. Rozwiązaniem ma być ustawa o przeciwdziałaniu zatorom płatniczym, która czeka już tylko na podpis prezydenta. Przepisy mają wejść w życie 1 stycznia 2020 roku. – Prawdopodobnie problem zatorów nie zostanie zupełnie zlikwidowany – podkreślają eksperci Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. – Mamy kilka pomysłów, które mogłyby zostać uwzględnione w nowelizacji ustawy.

Zatory w płatnościach trawią sektor małych i średnich przedsiębiorstw. Z analizy ZPP wynika, że 2/3 przedsiębiorców otrzymuje płatności opóźnione o 30 dni względem terminu określonego w umowie, a co druga firma w Polsce deklaruje problem z opóźnionymi płatnościami o co najmniej 60 dni.

W piątek 19 lipca Sejm przegłosował senackie poprawki do ustawy ograniczającej zatory płatnicze. Teraz ruch prezydenta. Jeśli podpisze ustawę, od przyszłego roku kontrahenci, którzy nie opłacają faktur w terminie, będą musieli liczyć się z konsekwencjami.

 W ustawie znajduje się szereg rozwiązań, które mają na celu ograniczenie zatorów płatniczych w Polsce. Chodzi tu m.in. o wprowadzanie bezwzględnego terminu płatności 60 dni w relacjach asymetrycznych, tzn. między dużymi podmiotami, które są dłużnikami, a firmami z sektora MŚP, które są wierzycielami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Bińkowski, sekretarz Departamentu Prawa i Legislacji w Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Istotną zmianą jest skrócenie do maksymalnie 30 dni od dnia doręczenia faktury terminów zapłaty w transakcjach, których dłużnikiem jest podmiot publiczny, z wyjątkiem podmiotów leczniczych. Ustawa wprowadza również wyższe odsetki ustawowe za opóźnienia w płatnościach do 11,5 proc. Tylko w przypadku podmiotów leczniczych odsetki pozostają na tym samym poziomie i wyniosą 9,5 proc.

Ustawa wprowadza również tzw. ulgę na złe długi w podatkach PIT i CIT dla wierzyciela. Firma będzie mogła pomniejszyć podstawę opodatkowania o nieuregulowaną w terminie kwotę, a dłużnik będzie zmuszony podstawę opodatkowania o tę kwotę podnieść. Przepisy zobowiązują także największe firmy, których dochód przekracza rocznie 50 mln euro do corocznego składania raportu do Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii o stosowanych przez siebie terminach zapłaty. Raporty mają być ogólnodostępne.

– Główna część rozwiązań dedykowana jest relacjom asymetrycznym, w których podmiot z sektora MŚP jest wierzycielem, czyli świadczy jakąś usługę, dostarcza towar podmiotowi dużemu. Tutaj jest największe ryzyko występowania nadużyć – mówi Jakub Bińkowski. – Podmiot duży ma silniejszą pozycję negocjacyjną względem podmiotu małego, w związku z tym może wymusić niesprzyjające małemu podmiotowi zapisy w umowie, a także może pozwolić sobie na nierespektowanie jej niektórych zapisów. Zdaje sobie sprawę z tego, że dla małego podmiotu może być jedynym kontrahentem albo kontrahentem odpowiadającym za dużą część przychodów i jest raczej mało prawdopodobne, żeby w takiej sytuacji wszedł z nim w spór na ścieżce sądowej.

Przyjęta ustawa nadaje też nowe kompetencje Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów w zakresie kontroli terminów zapłaty faktur. Będzie mógł m.in. wszcząć postępowanie w sprawie opóźnień w płatnościach, przeprowadzić niezapowiedzianą kontrolę i nałożyć karę. Urząd będzie reagował, gdy zaległości w płatnościach w ciągu 3 miesięcy przekroczą 5 mln zł do 2021 roku i 2 mln zł w kolejnych latach.

 Cały czas istnieje kilka pomysłów, które – mamy nadzieję – kiedyś znajdą się w następnej ustawie dotyczącej ograniczenia zatorów, ponieważ prawdopodobnie ten problem nie zostanie zlikwidowany. Chodzi tu m.in. o zastrzeżenie własności towaru do momentu uiszczenia zapłaty za niego, czy też obowiązek doliczania kwoty odsetek do kwoty wynikającej z faktury bądź rachunku, obowiązek ciążący na dużym podmiocie, który jest dłużnikiem podmiotu z sektora MŚP – wymienia ekspert ZPP.

Blisko 4,3 mln osób w Polsce żegluje. Wraz ze wzrostem popularności tego sportu rośnie też prestiż organizowanych regat

0

Blisko 4,3 mln osób w Polsce żegluje. Wraz ze wzrostem popularności tego sportu rośnie też prestiż organizowanych regat 4

Z badań Polskiego Związku Żeglarskiego wynika, że 70 proc. Polaków miało kiedykolwiek styczność z żeglarstwem, a liczbę żeglarzy szacuje się na 4,3 mln osób, z czego ponad 0,5 mln to profesjonaliści, uczestniczący w zawodach. Rosnące zainteresowanie tym sportem widać także po organizowanych w Polsce regatach, które mają coraz większy prestiż. W poniedziałek w Gdyni rozpoczął się jeden z największych wyścigów w Europie – Volvo Gdynia Sailing Days. W jubileuszowej, 20. edycji imprezy, ponad 1,5 tys. zawodników będzie rywalizować w 19 klasach regatowych.

– Żeglarstwo to nie tylko sport wyczynowy, lecz także forma aktywności ruchowej, turystycznej, oderwanie się od codziennej rzeczywistości, styczność z naturą. Zarówno dzieci, jak i ich rodzice i starsze pokolenia, a nawet osoby z niepełnosprawnościami znajdą tu coś dla siebie. To także jeden z tych sportów, od których oczekuje się, że będziemy przywozili medale mistrzostw świata i Europy, medale igrzysk olimpijskich – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Chamera, prezes Polskiego Związku Żeglarskiego.

Z raportu „Polski rynek żeglarski” wynika, że blisko 5 mln Polaków brało kiedyś udział w rejsie, a 3,4 mln uczestniczyło w nim aktywnie. Większość z nich szuka w pływaniu relaksu (56 proc.) i kontaktu z przyrodą (41 proc.). Ponad pół miliona osób związanych jest z żeglarstwem w sposób sportowy, zawodowy. Łącznie liczbę żeglarzy w Polsce szacuje się na 4,3 mln.

– Standardowo w Polsce sportem numer jeden jest piłka nożna, a w Gdyni sportem numer dwa jest właśnie żeglarstwo. U nas funkcjonują od wielu lat z bardzo dużą historią kluby żeglarskie, szkolące dzieci i młodzież, które zdobywają największe laury na mistrzostwach Polski, Europy i świata w swoich kategoriach wiekowych – wskazuje Rafał Klajnert, dyrektor Gdyńskiego Centrum Sportu.

Żeglarstwo stało się popularne wraz z pierwszym złotym medalem Igrzysk Olimpijskich w żeglarstwie, który w 1996 roku w Atlancie zdobył Mateusz Kusznierewicz w klasie Finn. Od tego czasu nie tylko rośnie liczba osób uprawiających ten sport, lecz także organizowanych w kraju wydarzeń. Volvo Gdynia Sailing Days to najbardziej prestiżowy cykl regat w Polsce.

– Największym wydarzeniem, swego rodzaju benchmarkiem, do którego dążymy, jest Tydzień Kiloński, który ma ponad 100-letnią tradycję. Nasza impreza Volvo Gdynia Sailing Days ma 20-letnią tradycję, a w tej chwili stała się największą imprezą żeglarską nie tylko w Polsce, lecz także w basenie Morza Bałtyckiego i nie tylko. Jest to jedno z największych wydarzeń żeglarskich w Europie, śmiało powiem, że i na świecie – podkreśla Tomasz Chamera.

– Naszym atutem jest to, że marina znajduje się w centrum miasta i żeglarze, przyszli mistrzowie olimpijscy, są dostępni dla turystów i mieszkańców. Można z nimi porozmawiać o tym, jak im poszło, oraz o tym, jak wygląda to żeglarstwo od strony wody – mówi Rafał Klajnert.

Organizatorzy spodziewają się nawet 1,5 tys. zawodników. Drugie tyle to ich trenerzy i kibice, którzy tłumnie zjeżdżają do Gdyni. W jubileuszowej edycji, zawodnicy będą rywalizować w 19 klasach regatowych. Najważniejszymi regatami całej imprezy będą mistrzostwa świata w klasie 29er. Odbędą się też mistrzostwa Europy w olimpijskich klasach 49er, 49er FX i Nacra 17, a także mistrzostwa świata juniorów do lat 21 w klasie Laser.

– Tegoroczne regaty to całe spektrum żeglarstwa, od projektu Kinder+Sport z firmą Ferrero, poprzez katamarany, kiteboarding, windsurfing, łącznie z mistrzostwami Polski w konkurencji olimpijskiej, poprzez jachty balastowe. Najważniejszą imprezą będą mistrzostwa świata klasy 49er, 2-osobowych skiffów, gdzie spodziewamy się blisko 160 uczestniczących załóg – wymienia Tomasz Chamera.

Volvo Gdynia Sailing Days jest organizowane już od 20 lat. Po raz ósmy sponsorem tytularnym regat jest firma Volvo Car Poland.

– To największa impreza żeglarska w Polsce, jednocześnie kuźnia przyszłych talentów. Wszyscy chcielibyśmy kiedyś oglądać naszych olimpijczyków na podiach. W Gdyni jest rozgrywanych aż 5 dyscyplin w klasach olimpijskich. Mamy nadzieję, że z tych młodych ludzi, których oglądamy tutaj, w przyszłości będziemy wszyscy dumni – mówi Stanisław Dojs, PR Manager Volvo Car Poland.

Przypomina, że historia zaangażowania marki w żeglarstwo rozpoczęła się już wcześniej – w latach 2001–2018 firma sponsorowała Volvo Ocean Race. W ramach tej imprezy angażowała się również w oczyszczanie mórz i oceanów z plastiku.

– W regatach 2017–2018 mieliśmy specjalną drużynę, która nazywała się Turn the Tide on Plastic. To był jacht, który pływając przez oceany, pobierał próbki z różnych akwenów, które pozwalają zidentyfikować, ile cząsteczek plastiku tam się znajduje. Szczególnie na Pacyfiku problem jest poważny. Wyspa śmieci na tym oceanie ma powierzchnię pięciokrotnie większą niż Polska – mówi Stanisław Dojs.

Volvo łączy ideę oczyszczania wód z plastiku z żeglarstwem, ponieważ jest to wyjątkowo czysty sport. I takie podejście ma też promować gdyńska impreza. Dodatkowo – jak zapewnia Dojs – marka podjęła konkretne działania dotyczące plastiku także poza sferą żeglarstwa.

– Od 2025 roku 1/4 wszystkich tworzyw sztucznych w nowo produkowanych samochodach będzie pochodziły z recyklingu. Usunęliśmy plastik z naszych biur i kantyn: kubeczki, butelki, sztućce. W samochodzie V90 Cross Country w edycji Volvo Ocean Race nawet dywaniki podłogowe zostały wykonane ze starych przerobionych sieci rybackich – podkreśla Stanisław Dojs.

Ochrona danych kluczowa z punktu widzenia rozwoju kolejnych technologii. To duże wyzwanie dla firm

Ochrona danych kluczowa z punktu widzenia rozwoju kolejnych technologii. To duże wyzwanie dla firm 5

Prawie 100 proc. firm w Polsce gromadzi dane, a 2/3 wykorzystuje je w analityce biznesowej – wynika z badań Intela i OVH. Ekspert Urzędu Ochrony Danych Osobowych Piotr Drobek podkreśla, że ochrona danych osobowych w kontekście coraz szybszego rozwoju technologicznego to dziś jedno z największych wyzwań dla firm. Z jednej strony wdrożenie 5G i rozwój internetu rzeczy pogłębia problem, z drugiej zaś znacznie przyspieszą możliwość przesyłu i przetwarzania danych. Kolejnym dużym wyzwaniem jest zastosowanie w praktyce przepisów dotyczących ochrony danych osobowych, które obejmują nie tylko RODO, ale i cały szereg innych norm prawnych, często ze sobą sprzecznych.

W coraz większym stopniu dochodzi do automatyzacji przetwarzania danych, wykorzystywania środowiska big data, analityki danych czy sztucznej inteligencji w działalności biznesowej. Tego typu rozwiązania wiążą się z zupełnie nowymi czynnikami ryzyka. Administrator danych i każdy przedsiębiorca, który korzysta z takich narzędzi, powinien być w stanie zidentyfikować te ryzyka dla praw osób, których dane dotyczą i być w stanie je zminimalizować. To jest wyzwanie. Technologia i modele biznesowe zmieniają się bardzo szybko i musimy być gotowi w związku z tym aktywnie chronić dane osobowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Drobek, dyrektor Zespołu Analiz i Strategii w Urzędzie Ochrony Danych Osobowych.

Jak wynika z tegorocznego badania Intela i OVH, prawie 100 proc. firm w Polsce przyznaje, że gromadzi dane, natomiast 60 proc. deklaruje ich wykorzystanie w analityce biznesowej. Ochrona danych będzie kluczowa również z punktu widzenia rozwoju kolejnych technologii: sieci 5G i internetu rzeczy, a także coraz większej liczby ataków hakerskich, których efektem często jest nie tylko wyciek informacji o spółce, ale też danych osobowych kontrahentów czy klientów. Tymczasem RODO zobowiązuje firmy zarówno do zapewniania odpowiednich środków bezpieczeństwa, jak i każdorazowego zgłaszania takich incydentów UODO.

Zakładamy, że sieć 5G – która wiąże się z internetem rzeczy – przyspieszy szybkość przesyłu i przetwarzania danych. To oznacza, że będą jeszcze większe możliwości wykorzystywania istniejących narzędzi i rozwijania tych, które były dotąd wdrażane. W tym sensie na pewno 5G przyczyni się do tego, że będzie niewątpliwie więcej czynników ryzyka dla ochrony danych – mówi Piotr Drobek.

Ekspert UODO ocenia, że ochrona danych w kontekście szybkiego rozwoju technologicznego to w tej chwili jedno z największych wyzwań dla firm i instytucji. Drugim jest zastosowanie w praktyce przepisów dotyczących ochrony danych osobowych, które obejmują nie tylko RODO, ale i cały szereg innych norm prawnych, często ze sobą sprzecznych.

Ja się bardzo boję takiego myślenia, że kiedy zmieniają się okoliczności, od razu powinniśmy wprowadzać nowe regulacje. Tym bardziej że jesteśmy właśnie po zakończeniu dosyć kompleksowego procesu przyjmowania przepisów prawa. RODO jest tylko jednym z elementów systemu ochrony danych osobowych. Mamy do czynienia z całym systemem, na który składa się RODO, przepisy ustawy o ochronie danych osobowych oraz przepisy sektorowe – i to zarówno na poziomie unijnym, jak i krajowym. Ich zrozumienie i właściwe stosowanie będzie w najbliższym czasie jednym z największych wyzwań. Chodzi o to, że one nie zawsze są ze sobą spójne i to może rodzić pewną trudność – mówi Piotr Drobek.

Jak podkreśla, przepisami RODO związane są również firmy z tzw. państw trzecich, czyli spoza obszaru UE, ale świadczące usługi konsumentom europejskim. W efekcie obowiązywania nowych przepisów wiele przedsiębiorstw formalnie przeniosło działalność na teren Unii, żeby móc sprawnie dostosować się do wymogów rozporządzenia.

Widzimy pozytywne efekty tych przepisów, mianowicie ci najwięksi gracze przenoszą – przynajmniej formalnie – swoją działalność na teren UE po to, żeby było im łatwiej zrealizować wymogi wynikające z przepisów RODO wypełnić obowiązki, które na nich ciążą. Z drugiej strony RODO w dużo szerszym zakresie zapewnia różne narzędzia, które mogą być wykorzystywane do przekazywania danych do państw trzecich, czyli poza Europejski Obszar Gospodarczy – mówi Piotr Drobek.

Przewidziane w RODO narzędzia, które umożliwiają sprawną wymianę danych z tzw. państwami trzecimi, to m.in. standardowe klauzule umowne czy wiążące reguły korporacyjne. Komisja Europejska prowadzi też prace nad tym, żeby kolejne państwa trzecie traktować jako bezpieczne. Potencjalnym problemem będzie jednak twardy Brexit, po którym Wielka Brytania także zyskałaby status państwa trzeciego, co znacznie utrudniłoby wymianę danych z UE.

Jeżeli dojdzie do twardego brexitu, wówczas Wielką Brytanię traktowalibyśmy tak samo jak Federację Rosyjską czy Stany Zjednoczone, co w praktyce mogło być jednak kłopotliwe i do tego należałoby się wcześniej przygotować. Ale mam nadzieję, że nie będziemy zaskoczeni scenariuszem, który przyniosą nam najbliższe miesiące – mówi Piotr Drobek.

Rozwój infrastruktury 5G przyspieszy cyfryzację społeczeństwa i wprowadzenie przemysłu 4.0. Eksperci przekonują: tempo zmian w najbliższych latach będzie ogromne

Rozwój infrastruktury 5G przyspieszy cyfryzację społeczeństwa i wprowadzenie przemysłu 4.0. Eksperci przekonują: tempo zmian w najbliższych latach będzie ogromne 6

Nowa era cyfryzacji społeczeństwa odmieni sposób jego funkcjonowania. Upowszechnienie się sieci 5G, a co za tym idzie – pojawienie się rozwiązań z zakresu Przemysłu 4.0, internetu rzeczy i sztucznej inteligencji, zautomatyzuje nasze życie. Znikną zawody skupione na wykonywaniu powtarzalnych czynności, te zadania zostaną zlecone do wykonania maszynom. Rozwój infrastruktury 5G będzie motorem napędowym tych zmian, to dzięki niej możliwe będzie błyskawiczne przesyłanie dużych pakietów danych i zdalne kontrolowanie maszyn przy minimalnych opóźnieniach.

– Przemysł 4.0, sieci 5G to są hasła, które można nazwać medialnymi, marketingowymi. Ale one oznaczają zupełnie nowy sposób pracy, produkcji i komunikowania się. Zmieni się wszystko, zmieni sposób pracy, prawdopodobnie nie będziemy zobligowani zegarkiem tak jak dzisiaj. Prawdopodobnie w ciągu 30 lat przestaniemy wykonywać jakiekolwiek nużące, wymagające wysiłku fizycznego prace. To sobie dzisiaj trudno wyobrazić, ale tempo zmian jest ogromne i to powinniśmy uwzględnić już w systemach edukacji – mówi agencji Newseria Innowacje Jarosław Tworek, wiceprezes Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji.

Jednym z motorów napędowych zmian, których jesteśmy dziś świadkami, są dyrektywy Unii Europejskiej poświęcone przyszłościowym technologiom informatycznym. Zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej do 2020 roku każde państwo członkowskie powinno stworzyć infrastrukturę 5G co najmniej w jednym dużym mieście. W Polsce elementem realizacji tych założeń jest wdrożenie megaustawy komunikacyjnej, która wprowadzi m.in. niższe opłaty związane z rozbudową infrastruktury 5G.

To pierwszy krok na drodze do napędzenia rynku nowych technologii. Parlament Europejski opracował także Konwencję o udzielaniu patentów europejskich, która ma umożliwić patentowanie rozwiązań informatycznych. Nowe wytyczne, realizowane za pośrednictwem zrewidowanej przez rząd ustawy o Prawie własności przemysłowej, ułatwi polskim firmom ochronę własności intelektualnej związanej z rozwiązaniami chmurowymi, systemami autonomicznymi czy sztuczną inteligencją. Zwiększy także ich konkurencyjność na rynku europejskim.

– Sieć 5G jest punktem startu. Tak jak punktem powszechnego uprzemysłowienia i produkcji masowej, takim punktem startu było wynalezienie elektryczności i możliwość prowadzenia dość powszechnej masowej automatyzacji w produkcji, tak w przypadku sieci 5G będzie taka podstawa infrastrukturalna rozwoju społeczeństwa opartego na informacji. Będzie to podstawa funkcjonowania wszystkich wynalazków wyposażonych w element inteligentny – twierdzi ekspert.

Działania realizowane przez Krajową Izbę Gospodarczą Elektroniki i Telekomunikacji mogą się z kolei okazać kluczowe dla przeprowadzenia sprawnej transformacji cyfrowej przemysłu i społeczeństwa. Z badania „W drodze ku Gospodarce 4.0” opracowane przez wydawnictwo IDG oraz koncern ABB wynika, że jedynie 14 proc. przedsiębiorstw przygotowuje się na nadejście Przemysłu 4.0, a niemal połowa respondentów przyznała, że nie zajmuje się obecnie problematyką cyfryzacji przedsiębiorstwa.

Aby unaocznić potencjał technologii realizującej założenia projektu Przemysłu 4.0, w ramach Krakowskiego Parku Technologicznego powołano do życia akcelerator KPT ScaleUP. Jego nadrzędnym zadaniem jest zapewnienie wsparcia merytorycznego dla firm oraz usługodawców opierających swój biznes o założenia Przemysłu 4.0, w tym m.in. chmury obliczeniowe, systemy automatyzujące, rozwiązania z zakresu internetu rzeczy czy sztucznej inteligencji.

– Sztuczna inteligencja już jest obecna, to już się dzieje. W komputerze, przy którym siadam, smartfonie, który biorę do ręki, w komunikatach prasowych, w zachowaniach giełdowych, dosłownie we wszystkim. To, że my tego nie widzimy, nie oznacza, że się nie dzieje. Moduły inteligentne znajdują się w każdym oprogramowanym, bardziej skomplikowanym urządzeniu i będą ulegać dalszej komplikacji, będą miały coraz więcej cech, które my nazywamy inteligentnymi – przewiduje Jarosław Tworek.

Według analityków z firmy Allied Market Research wartość globalnego rynku Przemysłu 4.0 w 2017 roku wyniosła blisko 8 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie ona do niemal 11 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 4 proc.

Polska dołączyła do kosmicznego wyścigu. Nasze teleskopy należą do najdokładniejszych w Europie

Polska dołączyła do kosmicznego wyścigu. Nasze teleskopy należą do najdokładniejszych w Europie 7

Już niedługo może powstać największy teleskop kosmiczny w historii. NASA wybiera właśnie ten, który przez najbliższe lata będzie nadawał ton w eksploracji kosmosu. W lipcu tego roku naukowcy opracowali „Deep-CEE”, nową technikę głębokiego uczenia maszynowego, aby przyspieszyć proces odnajdywania nowych galaktyk. Polska, już kilka lat po dołączeniu do Europejskiej Agencji Kosmicznej, może zaś pochwalić się jednym z najdokładniejszych teleskopów w środkowej Europie. SkyLab w Poznaniu może zaobserwować trzymilimetrowy obiekt z odległości kilometra.

– Polska pod względem pomiaru teleskopów jest absolutnie w czołówce europejskiej. Trudno się nam porównywać z takimi potentatami w dziedzinie badań kosmicznych jak Stany Zjednoczone, które dysponują olbrzymimi środkami finansowymi. Jesteśmy jednak w stanie zaproponować konkurencyjną cenę do urządzeń z USA, które są jednym z potentatów na rynku teleskopów astronomicznych – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje prof. dr hab. inż. Krzysztof Kozłowski z Instytutu Automatyki i Robotyki Politechniki Poznańskiej.

Teleskopy kosmiczne są coraz nowocześniejsze i dokładniejsze. Powstają też nowe technologie, bazujące na sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym, które pozwalają na szybsze odnalezienie ciał niebieskich. W tym kosmicznym wyścigu Polska nie ma się czego wstydzić. W naszej części Europy jesteśmy jednym z potentatów. SkyLab w Poznaniu to jedyne takie laboratorium i obserwatorium na uczelni technicznej w kraju. Służy do obserwacji satelitów i kosmicznych śmieci. Jest przy tym bardzo czuły – z odległości kilometra pozwala śledzić główkę od szpilki przemieszczającą się z prędkością 100 km na godzinę.

To tylko jeden z przykładów, który najlepiej pokazuje, że Polska, która do kosmicznego wyścigu dołączyła stosunkowo niedawno, już liczy się wśród największych. Choć pod pewnymi względami nie możemy rywalizować z potentatami na rynku, którzy na eksplorację kosmosu przeznaczają miliardy dolarów, to w produkcji podzespołów czy części satelitów już zaliczamy się do czołówki. To właśnie u nas są teleskopy, które włączone do międzynarodowej sieci teleskopów SST (Space Surveillance and Tracking), tworzą okno na świat.

– Jest bardzo dużo w Polsce ambitnych firm różnej wielkości, które produkują różne podzespoły do Europejskiej Agencji Kosmicznej. Polska zaczyna się liczyć w tym zakresie, ponieważ ma bardzo zdolnych inżynierów, technologia jest dostępna, z wyjątkiem technologii wojskowej. To wydawało się na początku takie humorystyczne, że Polska przystąpi do ESA, ale po kilku latach, po bardzo krótkiej zresztą historii, okazuje się, że zaczynamy stawiać coraz śmielsze kroki w tym zakresie – mówi prof. Krzysztof Kozłowski.

Polska przystąpiła do Europejskiej Agencji Kosmicznej w 2012 roku. Wcześniej rodzimy przemysł kosmiczny praktycznie nie istniał. Obecnie istnieje już ponad 300 firm działających w przemyśle kosmicznym, przy czym część specjalizuje się w produkcji części do teleskopów i pod tym względem plasujemy się w światowej czołówce.

– Amerykanie, Japończycy i Chińczycy próbują wejść na rynek teleskopów, w Europie jest kilka firm, które działają w zakresie budowy urządzeń teleskopowych. Polska wspina się coraz wyżej, mamy dobrą prognozę tego rozwoju na najbliższe lata – ocenia ekspert.

O tym, że Polska ma już określoną pozycję w Europie i na świecie może świadczyć fakt, że to właśnie w naszym kraju będzie rozwijana istotna część teleskopu orbitalnego ARIEL. Misja kosmiczna ARIEL (Atmospheric Remote-sensing Infrared Exoplanet Large-survey) znalazła się na liście zaakceptowanych wypraw badawczych ESA. Obserwatorium egzoplanet (jedno z czterech obserwatoriów) ma ruszyć w 2028 roku, w ciągu minimum 4 lat będzie miało do zbadania ok. tysiąca wytypowanych planet.

Polscy naukowcy mają tu kluczową rolę: opracowanie i skonstruowanie elementów układu precyzyjnego nakierowania, wykonanie części optomechanicznej i elektroniki sterującej, Polacy mają też nadzorować prace instytucji współtworzących teleskop. To zaś jest możliwe dzięki wykwalifikowanej kadrze.

– To kadra inżynierów automatyków, elektroników i informatyków, którzy tu się tym zajmują i Polska w tym zakresie kształci. Nasze uczelnie techniczne kształcą inżynierów, którzy będą tego typu zadania wykonywać. Zrobimy badania rynkowe i spróbujemy oszacować, jakie byłoby zapotrzebowanie i w jakim zakresie moglibyśmy to zrobić – zapowiada prof. Krzysztof Kozłowski.

Kibic na stadionie czy przed telewizorem? Kluby sportowe muszą walczyć o obecność widzów na trybunach

Aby zdobyć i utrzymać fanów operatorzy stadionów muszą nie tylko zaspokajać ich podstawowe potrzeby i oczekiwania, ale także oferować unikalne doświadczenia, dla których kibice zrezygnują z oglądania meczów przed telewizorem. Z raportu firmy doradczej Deloitte „The stadium experience keeping sports fans engaged and loyal” wynika, że najważniejszą kwestią dla fanów sportu jest identyfikacja z zespołem. I choć to starsi kibice, którzy dorastali jeszcze przed erą Internetu, przywiązują do niej o około 30 proc. większą wagę niż Millenialsi, to jednak osoby urodzone w 80. i 90. latach XX wieku mają większe szanse, by wejść do grupy najbardziej zagorzałych i najwierniejszych fanów.

Deloitte przeprowadził ankietę wśród ponad 15 tys. kibiców sportu w Stanach Zjednoczonych w siedmiu największych ligach: MLB, MLS, NASCAR, NBA, NFL, NHL i WNBA. W badaniu firma wyróżniła zwykłych fanów, którzy okazjonalnie oglądają mecze i tych najbardziej zafascynowanych daną konkurencją i drużyną, której kibicują.

Gra o kibica

Stadiony zmagają się z coraz większą konkurencją ze strony kibicowania w domowym zaciszu, czyli coraz lepszych opcji oglądania rozgrywek sportowych w domu, wykorzystujących doskonałej jakości obraz i dźwięk oraz możliwości rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości. Jednocześnie wizyty na stadionie oznaczają wysokie koszty i wymagają poświęcenia czasu. W rezultacie, podczas gdy za sprawą wysokich cen biletów przychody zespołów stale rosną, frekwencja na stadionach nie wzrasta, a w przypadku niektórych lig, jest coraz niższa.

W badaniu Deloitte widoczne są cztery podstawowe i niezmienne kategorie potrzeb kibiców, niezależne od poziomu ich zaangażowania w grę. Oczekują oni, że stadion będzie bezpieczny, wygodny i czysty. Zależy im także na tym, aby widok z trybun odpowiadał ich oczekiwaniom. Istotna jest również jakościowa gry i ekscytująca atmosfera. Te podstawowe oczekiwania są o 50 proc. ważniejsze niż każde inne stadionowe doświadczenie, jak na przykład łatwość dotarcia na miejsce czy poruszania się po nim.

Z tych czterech oczekiwań zdecydowanie najważniejszy dla kibiców, zarówno tych mniej zaangażowanych jak i najzagorzalszych, jest jakość odbioru meczu z zajmowanego miejsca na stadionie. W większości kibice są zadowoleni z poziomu realizacji ich potrzeb przez zarządców stadionów, to co daje największą satysfakcję to unikatowa atmosfera podczas meczu. Tego zdania jest aż 86 proc. najbardziej zagorzałych kibiców i aż 78 proc. zwykłych fanów sportu. Warto też zauważyć, że ogólny poziom satysfakcji jest niższy w grupie zwykłych kibiców, to pokazuje że jest jeszcze potencjał na zwiększanie lojalności i zaangażowania tej grupy – mówi Jan Kisielewski, Dyrektor w zespole Brand Strategy & Consumer Research w Deloitte.

Na szczególną uwagę zasługuje stosunek cen na stadionach do jakości oferowanych na nich produktów. To częsty powód skarg kibiców i jednocześnie źródło najmniejszej satysfakcji. Ceny na stadionie są zdecydowanie najważniejsze dla ich stałych bywalców. Poziom satysfakcji w ich przypadku wynosi 46 proc., podczas gdy jedynie 35 proc. w przypadku okazjonalnych kibiców sportu.

Zespół to my

Eksperci Deloitte wyróżnili także potrzeby typowe dla współczesnych kibiców, z których najważniejsza okazuje się być identyfikacja z zespołem. Różni się ona w zależności od grupy wiekowej. Kibice powyżej 55 roku życia, którzy dorastali w erze bez Internetu, przywiązują o około 30 proc. większą wagę do identyfikowania się ze swoją drużyną niż Millenialsi. To pokazuje, że aby zwiększyć frekwencję na stadionach w przyszłości, już dziś należy wziąć pod uwagę przyszłe pokolenia, przewidując ich potrzeby i oczekiwania. Millenialsi mają o 7 proc. większe szanse niż kolejne pokolenie na zostanie najbardziej zaangażowanymi kibicami w przyszłości dla których istotne jest przeżywanie unikalnych doświadczeń na stadionie, najlepiej takich, które odpowiadają ich osobistym zainteresowaniom. Doceniają także możliwość rozrywki na żywo przed, w trakcie i po meczu, oraz przebywanie na trybunach z kibicami tej samej drużyny.

Operatorzy nowoczesnych stadionów muszą odpowiadać na te potrzeby, nie zapominając jednocześnie o lojalności wobec starszego pokolenia. Z naszych badań przeprowadzonych w USA wynika, że wysiłki na rzecz dostarczenia oczekiwanych przez kibiców usług i produktów w związku z wizyta na stadionie wciąż nie są wystarczające, a przeciętne zadowolenie z tych elementów wynosi około 55 proc. – mówi Przemysław Zawadzki, Partner Associate, Lider Sports Business Group, Deloitte.

Lista rzeczy do zrobienia

Na listach potrzeb kibiców wyróżnia się niska pozycja możliwości korzystania z telefonów komórkowych i aplikacji, dostęp do Wi-Fi i spersonalizowana uwaga członków personelu stadionu. Jednocześnie zadowolenie z realizacji tych oczekiwań należało do najniższych w ankiecie i wynosiło około 40 proc. To połączenie niskiej ważności i małej satysfakcji sugeruje, że doświadczenie mobilne nie zostało jeszcze właściwie dostosowane do oczekiwań fanów sportu, ale tym samym stwarza pole do działań. Zespoły i ligi mają okazję wprowadzać innowacje i propozycje dla tych fanów, którzy sami jeszcze nie wiedzą dokładnie czego oczekują, a także przyciągnąć uwagę kibiców między rozgrywkami czy podczas przerw w grze.

Kluczem pozostanie bezproblemowa integracja wszystkich możliwych doświadczeń na stadionie. Bardzo lubię przykład San Francisco 49ers. Ten zespół futbolu amerykańskiego wprowadził niedawno aplikację mobilną, która pomaga kibicom już w drodze na stadion. Łączy ze sobą dostęp do parkingu, bilet na stadion, wskazówki jak dotrzeć na zarezerwowane miejsce, a także informacje o kluczowych punktach na stadionie. Co więcej , za jej pomocą kibic może zamówić na swoje miejsce siedzące przekąski czy napój. Aplikacja doprowadziła do wzrostu przychodów zespołu o 2 mln dolarów – mówi Jan Kisielewski.

Potencjał do wykorzystania

Doświadczenia polskiego kibica są odmienne w stosunku do fanów sportu w USA. Ligi zawodowe w Europie i Stanach Zjednoczonych charakteryzują się innymi modelami biznesowymi, dlatego porównując doświadczenia odbiorców widowisk sportowych należy zwrócić szczególna uwagę na uwarunkowania rynkowe i kulturowe.

Powinniśmy czerpać raczej ze wzorców lepszych sportowo lig zachodniej Europy, gdzie kultura kibicowania jest bardziej zbliżona do tego, co widzimy na polskich stadionach. W ostatnich latach jakość widowisk sportowych oglądanych bezpośrednio na stadionach w Polsce jest coraz wyższa, jednak aby utrzymać pozytywny trend kluby powinny aktywizować kibica w jeszcze większym stopniu – mówi Paweł Jakóbik, ekspert Sports Business Group Deloitte.

W ostatniej dekadzie w Polsce powstało kilkanaście nowoczesnych obiektów sportowych, co oznacza, że coraz więcej klubów posiada narzędzie do wysokiej jakości obsługi fanów na stadionie. Kluby, jak i organizacje zarządzające rozgrywkami podejmują coraz więcej działań w obszarze technologii w celu zwiększenia atrakcyjności wydarzeń sportowych. Na rynku dostępna jest na przykład oficjalna aplikacja mobilna piłkarskiej Ekstraklasy, która pozwala komentować przebieg meczów w czasie rzeczywistym. Wykorzystanie nowych technologii w połączeniu z nowoczesnymi obiektami powinno zachęcić istniejących oraz nowych fanów sportu do przyjścia na stadion, kosztem transmisji telewizyjnych.

Jak zmiana na fotelu premiera Wielkiej Brytanii wpłynie na rynki finansowe

Boris Johnson zastąpił Theresę May w fotelu premiera Wielkiej Brytanii. Czy wybór na to stanowisko zwolennika twardego wyjścia z Unii Europejskiej będzie oznaczał rozwód bez umowy?

Theresa May próbowała zadowolić wszystkich, czyli z jednej strony zwolenników mocnego brexitu, z drugiej strony tych członków Partii Konserwatywnej, którym zależało wyjściu zapewniającym ciągłość współpracy z Unią Europejską. To się nie udało.

Boris Johnson jest zwolennikiem tzw. „twardego brexitu”. W kampanii, w której starał się o poparcie kandydatury na urząd premiera prezentował stanowisko, że Wielka Brytania jest gotowa odejść z Unii, jeśli nie uda się osiągnąć porozumienia satysfakcjonującego Partię Konserwatywną.

Johnson podkreśla publicznie, że zamierza używać strategii zastraszania, żeby uzyskać dodatkowe ustępstwa ze strony Brukseli. Jednak zastosowanie tej strategii może nie przynieść Johnsonowi oczekiwanych korzyści. – Unia Europejska od początku negocjacji z Wielką Brytanią podkreśla, że to nie ona chciała takiego rozwiązania tylko Brytyjczycy i to oni muszą ponieść teraz konsekwencje tej decyzji. Johnsonowi trudno więc będzie zmodyfikować stanowisko Unii Europejskiej – mówi Przemysław Kwiecień z XTB w rozmowie z MarketNews24.

Nowy premier Wielkiej Brytanii ma czas do końca października, żeby ustalić warunki rozwodu ze Wspólnotą. Jeśli jednak Johnson nie zacznie przedstawiać Unii konkretów i nie złagodzi tonu, brexit bez porozumienia może stać się faktem, a taki scenariusz mógłby okazać się szokiem nie tylko dla brytyjskiej, ale też dla wspólnotowej gospodarki.

Ryzyko rozwodu bez umowy pod wodzą nowego premiera oznacza przedłużanie okresu słabości brytyjskiej waluty. Funt jest obecnie najsłabszy od dłuższego czasu i nic nie wskazuje, żeby miało się to zmienić w najbliższym czasie.

Upadłości i restrukturyzacje w I połowie 2019 r. – barometr gospodarczy pokazuje, że będzie źle

Udział budownictwa w ogólnej liczbie upadłości i restrukturyzacji zmniejszył się do
13,1 proc., to wynik prawie o połowę niższy w porównaniu z rekordowym 2012 r., gdy co czwarte postanowienie sądowe dotyczyło firmy budowlanej.

Upadłości w branżach odzwierciedlają sytuację obserwowaną na rynku. Skok o 71 proc. zanotował transport (w ciągu dwóch lat o 177 proc.) oraz o 16 proc. handel (w ciągu dwóch lat o blisko 40 proc.). Więcej o 10 proc. było postanowień w rolnictwie. W pierwszej połowie 2019 r. łączna liczba upadłości i restrukturyzacji firm w Polsce wyniosła 467, czyli dokładnie tyle samo ile w analogicznym okresie 2018 r.

Jak wynika z raportu Coface pt. Upadłości i restrukturyzacje firm w Polsce w I półroczu 2019 r., poprawę zanotowała produkcja (- 11 proc.), budownictwo (- 16 proc.) oraz pozostałe branże, głównie usługi (- 30 proc.). Produkcja straciła też pozycję lidera w ogólnej liczbie upadłości i restrukturyzacji na rzecz handlu. Upadłości i restrukturyzacje firm handlowych stanowią 29 proc. wszystkich postanowień.

– Upadłości i restrukturyzacje w budownictwie w I półroczu dotyczyły 61 firm i jest to poziom podobny do tego, z jakim mieliśmy do czynienia w 2011 r., czyli jeszcze przed boomem związanym z EURO 2012 – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Polsce. – Jednak nasza opinia o tym sektorze nie jest pozytywna ze względu na opóźnienia w płatnościach, które sięgają prawie 140 dni, gdy średnia dla wszystkich branż w Polsce wynosi 60 dni.

W dużo gorszej sytuacji jest branża transportowa, w której liczba upadłości i restrukturyzacji w wzrosła o 71 proc. – Jest to bardzo niepokojące, bo branża ta jest traktowana jako barometr gospodarki, jako pierwsza odczuwa pogorszenie bądź poprawę w otoczeniu makroekonomicznym, w popycie na rynku wewnętrznym jak i na rynkach zagranicznych – wyjaśnia Grzegorz Sielewicz z Coface.

Przed EBC: próba generalna przed wielkim finałem

Europejska gospodarka złapała mocną zadyszkę i od miesięcy nie może się z niej wyrwać. Przemysł znalazł się wręcz w zapaści. Inflacja bazowa pozostaje anemiczna, a oczekiwania inflacyjne obniżają się. Europejski Bank Centralny ponownie znalazł się w sytuacji bez wyjścia i będzie zmuszony poluzować politykę. Sytuacja gospodarcza i perspektywy polityki EBC mocno ciążą euro. EUR/USD spadł w środę pod 1,1150. Notowania w miesiąc obniżyły się 2,5 proc., a kurs zbliżył się do swoich dwuletnich minimów.

Bartosz Sawicki, Dyrektor Departamentu Analiz w Domu Maklerskim TMS Brokers
Bartosz Sawicki, Dyrektor Departamentu Analiz w Domu Maklerskim TMS Brokers

Lipcowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, które odbędzie się 25 lipca nie przyniesie jednak naszym zdaniem wiążących decyzji. Uważamy, że Mario Draghi, którego kadencja wygasa na jesieni, wielki finał szykuje na wrzesień. Jutrzejsze posiedzenie będzie zatem swoistą próbą generalną. Rynek będzie chciał dowiedzieć się, po które instrumenty zamierzają sięgnąć władze monetarne. Ich dobór będzie rodzić znaczna zmienność w notowaniach i wpływać na perspektywy EUR/USD.

Gospodarka potrzebuje wsparcia

Jeśli Rada Prezesów Europejskiego Banku Centralnego liczyła na szybką poprawę sytuacji makroekonomicznej, to nadzieje te należy jednoznacznie ocenić jako niespełnione. Dobitnie dowodzą tego środowe indeksy PMI. Wskaźnik dla przemysłu Eurolandu spadł na siedmioletnie minima i rysuje zdecydowanie pesymistyczny obraz perspektyw gospodarki.

Inflacja bazowa pozostaje bliska 1 proc. a jej profil jest bardzo chimeryczny – nie widać trendu nasilenia się presji cenowej, wahania wskaźnika mają charakter fluktuacji pod wpływem czynników jednorazowych i efektów kalendarzowych. Różne miary oczekiwań inflacyjnych nie wskazują, żeby w tym zakresie sytuacja miała się zmienić. Widać to nie tylko po spadających miarach rynkowych, ale także po obniżającej się medianie rynkowych prognoz. Przed rokiem spodziewano się, że inflacja konsumencka na koniec 2020 roku osiągnie zbieżną z celem inflacyjnym dynamikę 1,8 proc. rok do roku. Dziś konsensus wynosi zaledwie 1,4 proc. rok do roku i w ostatnich miesiącach tylko się obniżał.

Jest potrzeba, nie ma pożaru

W ostatnich wystąpieniach publicznych Mario Draghi, Prezes EBC oraz Phillip Lane, Główny Ekonomista sugerowali gotowość do sięgnięcia po szeroki pakiet instrumentów luzujących politykę w przypadku braku poprawy sytuacji gospodarczej. Również protokół z ostatniego posiedzenia potwierdza, że w Radzie Prezesów jest zgoda co do potrzeby dodatkowego wsparcia gospodarki z wykorzystaniem wszystkich dostępnych instrumentów. Seria ostatnich, jednoznacznie słabych danych bez wątpienia dostarcza argumentów zwolennikom luzowania. Jednocześnie, sytuacja makroekonomiczna nie jest na tyle alarmująca by decydować się na luzowanie już w lipcu. Przede wszystkim mocny pozostaje rynek pracy.

Stopa bezrobocia w strefie euro obniżyła się do 7,5 proc., co oznacza zbliżenie się do przedkryzysowych minimów. Wspiera to ocenę licznych członków rady Prezesów, że z czasem rosnące wynagrodzenia będą windować inflację. Nie wolno też zapominać, że w Eurolandzie mamy do czynienia z hamującym i chimerycznym, ale jednak wzrostem gospodarczym. Według aktualnych szacunków Komisji Europejskiej, Międzynarodowego Funduszu Walutowego, czy samego Europejskiego Banku Centralnego w tym roku dynamika PKB wyniesienie 1,2-1,3 proc. Warto zauważyć, że za grą na czas przemawia czerwcowe przyśpieszenie inflacji bazowej z 0,8 do 1,1 proc. Nie zmienia ono za wiele w szerszej ocenie trendów w procesach cenowych, ale jest argumentem by nie luzować bez przygotowania na to rynków.

Poza sygnałami z gospodarki za odroczeniem decyzji do września przemawiają również:

• konieczność znalezienia pełnego porozumienia w Radzie Prezesów odnośnie do wykorzystanego instrumentarium;
• dążenie do prowadzenia możliwie najbardziej przejrzystej polityki komunikacji;
• decyzja Chin i USA o wznowieniu negocjacji ws. relacji handlowych, która zapadła na ostatnim szczycie G-20;
• fakt, że we wrześniu EBC dysponować będzie nowymi projekcjami makroekonomicznymi – w erze Draghiego ostateczne decyzje – jeśli nie było palącej potrzeby luzowania – zapadały po publikacji prognoz;
• nowa runda luzowania będzie wymagać modyfikacji znanych narzędzi; dopracowanie zmian wymaga więcej czasu.

Proste środki już się wyczerpały

Istnieje zatem bezsprzeczna potrzeba luzowania, ale nie jest ona paląca. Dla rynku EUR/USD kluczowe będą instrumenty, po które bank będzie sięgać. Wśród dostępnych narzędzi trudno szukać rozwiązań zupełnie nowych. Łagodzenie polityki przez EBC jest posunięte do takiego ekstremum, że konieczne są modyfikacje znanych narzędzi. Spodziewamy się, że we wrześniu zostanie obniżona stopa depozytowa o 10 pb, ale prawdopodobnie towarzyszyć temu będzie system różnicowania stóp procentowych dla różnych grup instytucji. To dość skomplikowany i budzący kontrowersje pomysł, który lansuje Członek Zarządu EBC, Coeure. Argumentuje on m.in., że istnieją systemy bankowe, które cierpią ze względu na ujemne stopy i charakteryzowane są przez nadpłynność sektora. W innych państwach, na peryferiach strefy euro wymagane byłoby dalsze luzowanie parametrów polityki. Tzw. tiering mógłby teoretycznie pogodzić dbałość o kondycję sektora bankowego z dążeniem do wsparcia kredytu tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne.

Przy redukcji oczywistym krokiem jest przedłużenie zobowiązania do utrzymywania stóp na bieżącym poziomie o kolejne kwartały. Forward guidance zostanie zmodyfikowane nawet mocniej i przybierze kształt obietnicy, że stopy będą na obecnym lub niższym poziomie. Ta zmiana zostanie wprowadzona już na lipcowym posiedzeniu.

Naszym scenariuszem bazowym na razie nie jest natomiast wznowienie skupu aktywów, ale widzimy duże prawdopodobieństwo sięgnięcia również po ten instrument. Gdyby zdecydowano się na taki krok, to tutaj też potrzebne byłyby modyfikacje. Przybrałyby one postać podniesienia limitu maksymalnego zaangażowania EBC w papiery z poszczególnych emisji (prawdopodobnie z 33 do 49 proc.). Wprawdzie w wyniku prowadzonej przez EBC polityki bilans banku przekracza 40 proc. PKB Eurolandu, ale wielu przedstawicieli władz monetarnych widzi w ilościowym luzowaniu najskuteczniejsze narzędzie wspierania inflacji. Potwierdzają to ostatnie badania ekonomistów EBC, w myśl których ze wszystkich stosowanych w ostatnich latach narzędzi, skup aktywów najsilniej oddziaływał na inflację.

Podsumowanie: szansa na wytchnienie dla przecenionego euro

Nie spodziewamy się, że EBC jest gotowy by luzować politykę na lipcowym posiedzeniu. Zakładamy, że kolejna runda luzowania zostanie ogłoszona we wrześniu – będzie to wielki finał kadencji Draghiego. Oczekiwania rynku są bardzo wyśrubowane, co widać nawet w ostatnim spadku EUR/USD w kierunku dwuletnich minimów. Rynek pieniężny wycenia 40 – proc. prawdopodobieństwo obniżki stóp o 10 pb już 25 lipca. Spadek rentowności obligacji pokazuje, że rynek obligacji szykuje się na ogłoszenie skupu aktywów.

Przychylamy się do zdania, że Mario Draghiemu trudno będzie sprostać wysoko postawionej poprzeczce oczekiwań. Nie ulega wątpliwości, że EBC zaprezentuje łagodne oblicze i będzie próbować przygotować rynek na luzowanie we wrześniu. Jednak jeśli zabraknie konkretów, to zostanie otwarta droga do korekcyjnego odbicia EUR/USD. Nie spodziewamy się jednak by możliwe było wyjście ponad 1,1280.

Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz w Domu Maklerskim TMS Brokers

Europejski Bank Centralny włączy “drukarki pieniędzy”?

Bez wątpienia wydarzeniem tego tygodnia jest czwartkowe posiedzenie EBC. Prawdopodobnie właśnie z tego powodu wczoraj zobaczyliśmy istotne przegrupowanie sił na głównej parze walutowej świata. Jest to typowe dyskontowanie przyszłych, możliwych wydarzeń, czyli zwyczajowa próba wizjonerstwa ze strony analityków, która realnie nie jest poparta choćby wypowiedziami członków banku centralnego.

EBC musi działać, pytanie czy już teraz?

Patrząc wczoraj na zachowanie EUR/USD i istotny spadek europejskiej waluty, możemy stwierdzić, że inwestorzy liczą na wprowadzenie programu QE (luzowania ilościowego) w strefie euro już w czwartek. Coraz bardziej prawdopodobna staje się także obniżka stóp procentowych przez EBC. Jeszcze kilka dni temu wyceniano mocno jedynie zaanonsowanie takich działań na wrzesień. W efekcie główna para walutowa zanurkowała w okolice 1,1130. Wydaje się jednak, że poziom wsparcia w postaci 1,11 powinien się utrzymać. Naszym scenariuszem bazowym jest brak działań jeszcze w tym momencie, a jedynie zakomunikowanie ruchów obniżkowych na wrześniowym posiedzeniu, lecz bez ujawniania żadnych konkretów.

Dolar jednak na hamulcu

Wydaje się, że ruch spadkowy na EUR/USD nie ma dalszej racji bytu. Możemy wysnuć taki wniosek, ponieważ na dolarze niebawem powinna się pojawić presja sprzedażowa. Praktycznie już wszyscy oczekują, że na przyszłotygodniowym posiedzeniu Fed zetnie stopy minimum o 25 pkt bazowych. W takiej sytuacji pojawia się nowe, zasadnicze pytanie: w jaki sposób zakomunikuje kolejne kroki w nadchodzących miesiącach? Taka niepewność powinna  wyhamować dalsze umacnianie się dolara amerykańskiego na szerokim rynku.

Nowy bezkompromisowy premier

Z kolei z Wysp napłynęły wiadomości o wyborze nowego szefa torysów, którym został Boris Johnson. Już dziś ma on objąć fotel premiera, oficjalnie zastępując Theresę May. Z jednej strony za pozytywny fakt można uznać, że partia rządząca ma nowego lidera i zakończyła sagę wewnętrznej elekcji. Jednak druga strona medalu to wypowiedzi Johnsona z ostatnich miesięcy, w których jasno wykłada swoje podejście i brak chęci kompromisu z UE. Dlatego bez wątpienia wzrosło prawdopodobieństwo wyjścia Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty bez żadnej umowy. Rośnie też szansa na wcześniejsze wybory parlamentarne, gdyż Partia Konserwatywna nie ma większości w Izbie Gmin, co utrudnia i zawęża możliwości forsowania własnych pomysłów. Wszystkie te okoliczności zebrane razem tworzą niekorzystny klimat dla funta.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Internetowykantor.pl

Kolejne sygnały z europejskich gospodarek nie nastrajają pozytywnie

Poranna publikacja wstępnych lipcowych danych PMI dla Francji wyraźnie rozczarowała, pokazując spadek indeksów tak dla przemysłu, jak i usług w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Niedługo później nadeszły słabe dane dla Niemiec, gdzie zaobserwowaliśmy kolejny drastyczny spadek aktywności w przemyśle, mocno rozmijający się z oczekiwaniami (43,1 wobec 45,1). Z tak niskim odczytem, który sugeruje wyraźne kurczenie się sektora w największej gospodarce strefy euro, ostatnim razem mieliśmy do czynienia niemal 7 lat temu.

Uwzględniając spore wagi wskazań dla Niemiec i Francji w indeksach dla strefy euro, nikogo nie zaskoczyło, że po słabych publikacjach dla tych gospodarek, nadeszły słabe dane dla wspólnego bloku. W ich przypadku, podobnie jak w przypadku informacji dla Niemiec, rozczarował jednak jedynie przemysł. Indeks dla usług znalazł się na poziomie niższym niż miesiąc wcześniej, aczkolwiek jego spadek był oczekiwany.

Indeksy PMI dla strefy euro (2016-2019)

Kolejne sygnały z europejskich gospodarek nie nastrajają pozytywnie
Źródło: Bloomberg Data: 24/07/19
Legenda:
Kolor turkusowy – indeks dla usług
Kolor granatowy – indeks dla przemysłu
Kolor szary – indeks zbiorczy

Rynek na dzisiejsze dane zareagował negatywnie, kontynuując wyprzedaż wspólnej europejskiej waluty z poprzedniego dnia. Jest to związane nie tylko z tym, że obrazują one pogorszenie sytuacji w europejskich gospodarkach, ale również dlatego, że mogą sugerować większą potrzebę działania ze strony EBC, nakładając większą presję na bank centralny.

W konsekwencji porannej publikacji wzrosła wycena rynkowego prawdopodobieństwa cięcia stóp procentowych w strefie euro. Inwestorzy obecnie podzieleni są mniej więcej po połowie w kwestii tego, czy EBC podejmie decyzję o cięciach już jutro, czy jednak wstrzyma się (proporcja: 45-55). Większa część rynku sądzi, że bank centralny obetnie stopy procentowe podczas spotkania we wrześniu. Obecnie rynek szacuje prawdopodobieństwo zrealizowania się takiego scenariusza na około 75%, wobec około 63% notowanych dzień wcześniej.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek wzrósł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,24-4,26. W relacji do głównych walut, euro doświadczyło jednak wyprzedaży. Dzisiejsze dane PMI napływające ze strefy euro dołożyły presji na wspólną europejską walutę. Naszym zdaniem jednak oczekiwania rynku względem luzowania ze strony Europejskiego Banku Centralnego są przesadzone. Sytuacja makroekonomiczna strefy euro nie jest przesadnie zła: słabość widać szczególnie w sektorze przemysłu, sektor usług radzi sobie jednak względnie dobrze. Sytuacja na rynku pracy ulega poprawie, co powinno nadal wspierać konsumpcję i wzrost gospodarczy w krajach wspólnego bloku.

Uwzględniając ograniczone możliwości banku centralnego do działania, liczymy na to, że EBC przed podjęciem ewentualnej decyzji o wspieraniu europejskich gospodarek na szerszą skalę będzie wolał – co najmniej – zaczekać na kolejne odczyty z gospodarek, aby ocenić, czy sytuacja tego wymaga.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek wzrósł o 0,4%, wahając się w widełkach 4,72-4,75. Rynki przyjęły wczorajszą informację o wyborze Borisa Johnsona na lidera Partii Konserwatywnej i – w konsekwencji – na nowego premiera dość spokojnie. Funt nawet zyskiwał, zarówno niedługo przed ogłoszeniem wyników, jak i już po. Nie jest to zaskoczeniem, biorąc pod uwagę, że zwycięstwo Johnsona było niemal pewne przed ogłoszeniem wyników. Rynek na perspektywę jego wyboru na lidera Torysów reagował wcześniej.

W obecnej sytuacji warto obserwować dalsze kroki Johnsona, szczególnie to, czy zdecyduje się na przeprowadzenie przyspieszonych wyborów powszechnych, które mogą być niezbędne do rozwiązania impasu w Izbie Gmin, która dotychczas trzykrotnie odrzuciła porozumienie z UE w kwestii Brexitu wynegocjowane przez premier May.

W kontekście minionego dnia warto wspomnieć o przemówieniu głównego ekonomisty Banku Anglii, Andy’ego Haldane’a, który stwierdził, iż jest „bardzo ostrożny” w kwestii potencjalnych obniżek stóp procentowych i będzie sprzeciwiał się takiemu ruchowi, chyba, że dojdzie do ostrego spowolnienia w gospodarce. Jego stanowisko kontrastuje z wypowiedziami reprezentantów pozostałych kluczowych banków centralnych jednak wydaje się uzasadnione – jeśli nie dojdzie do Brexitu bez porozumienia naszym zdaniem może dojść nawet do podwyżki stóp procentowych w Wielkiej Brytanii.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek wzrósł o 0,7%, wahając się w widełkach 3,79-3,82. Amerykańska waluta zyskiwała również w relacji do głównych walut, mimo, że wczorajsze dane z USA rozczarowały. Dziś USD kontynuuje wzrost, w czym pomaga słabość wspólnej europejskiej waluty po publikacji rozczarowujących danych PMI. Analogiczne odczyty dla USA zostaną opublikowane w drugiej części środy. Uwaga im poświęcona będzie jednak najpewniej mniejsza niż w przypadku odczytów ze strefy euro. Dlatego, że po pierwsze, ostatnie odczyty PMI dla Stanów Zjednoczonych wskazywały na utrzymującą się ekspansję w przemyśle, którego kondycja stanowi największą bolączkę strefy euro. Po drugie, w perspektywie mamy istotniejszą publikację, a mianowicie piątkowy odczyt dynamiki PKB USA w drugim kwartale br., który skupi na sobie uwagę rynku i decydentów w banku centralnym.

KLUCZOWE WYDARZENIA

  • 15:45 – wstępny odczyt indeksów PMI dla USA w lipcu
  • 16:00 – dane o sprzedaży nowych nieruchomości w USA w czerwcu
  • 17:00 – zaprzysiężenie Borisa Johnsona na premiera przez królową Elżbietę II

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Raport koszyka cenowego czerwiec 2019 r. – gdzie najtaniej?

  • Krystalizuje się powtarzalna kolejność na podium najdroższych sieci supermarketów. Po raz kolejny są to Frisco.pl, Makro i Selgros.
  • Średnia wartość wszystkich koszyków zakupowych w czerwcu wyniosła dokładnie tyle samo co, przed miesiącem i była wyższa o 3 proc. w stosunku do kwietnia.
  • Czerwiec zamyka Q2 2019 i jest okazją do spojrzenia na wyniki badania także z kwartalnej perspektywy.

Zespół ASM Sales Force Agency już po raz czwarty odwiedził 50 sklepów stacjonarnych w 12 największych polskich miastach oraz jeden online, aby przeprowadzić badanie cen 40 popularnych produktów tj.: parówki, szampon, serek homogenizowany, mleko, płyn do mycia naczyć czy margaryna. Najwyższa średnia wartość koszyka cenowego w czerwcu przypadła sklepowi Frisco.pl (248,78 zł), będąc jednocześnie wyższą o prawie 7% od średniej wartości wszystkich sklepów (231,85 zł) oraz o ponad 11% względem najtańszych sieci Auchan i Biedronka (220,92 zł). Jest to najniższa wartość zanotowana od początku badania koszyka cenowego ASM SFA (maj i kwiecień – 16 %, marzec – 17%). Z kolei już niemal tradycyjnie, produkty w sklepach Lidla uplasowały się najbliżej poziomu średnich cen (232,40 zł).

Koszyk cenowy ASM SFA_Czerwiec_2019

Patryk Górczyński, dyrektor zarządzający ASM Sales Force Agency
Patryk Górczyński, dyrektor zarządzający ASM Sales Force Agency

W czerwcu zaszło ciekawe zjawisko. Najniższa wartość koszyka zakupowego zwiększyła się o ponad 2% w stosunku do poprzedniego miesiąca, a najwyższa zmniejszyła o ponad 3%. Pomimo dynamicznej sytuacji w rankingu średnich wartości koszyka zakupowego i licznych przetasowaniach, średnia suma koszyka pozostała taka sama jak przed miesiącem, czyli 231,85 zł. – podkreśla Patryk Górczyński, dyrektor zarządzający ASM Sales Force Agency, spółki należącej do grupy kapitałowej ASM Group.

Czerwiec był pierwszym miesiącem, gdy suma najniższych cen wszystkich produktów nie przekroczyła połowy sumy najwyższych cen (odpowiednio: 165,21 zł vs. 325,55 zł). W poprzednich miesiącach robiąc zakupy w hipermarketach z najniższymi cenami produktów można było wydać nawet o połowę mniej niż kupując te same produkty w sklepach z najwyższymi cenami. Analizując z kolei średnie wartości koszyków w podziale na kategorie puntków sprzedaży widać utrzymującą się tendencję. Sklepy cash & carry znowu okazały się być droższe od dwóch pozostałych kategorii – o 4,8% od dyskontów (239,40 zł vs. 228,24 zł) oraz 5,3% od kanały tradycyjnego (239,40 zł vs. 226,66 zł).

Koszyk cenowy ASM SFA_Czerwiec_2019_2

To także dobry moment do spojrzenia na średnie ceny koszyków zakupowych Polaków z długoterminowej perspektywy. Analizując średnie wyniki w drugim kwartale 2019 roku jedno pozostaje bez zmian – pozycja online’owego sklepu Frisco.pl. Kwota 254,94 zł gwarantuje mu pierwsze miejsce. Sieć sklepów typu cash and carry Selgros odnotowała kwotę prawie 8% niższą od Frisco.pl – 234,79 zł, zajmując drugie miejsce. Z kolei sieć Auchan, gdzie Polacy w ostatnim kwartale mogli kupić średnio najtańsze produkty, dzieli od Frisco.pl ponad 14%. (217,87 zł).

Koszyk cenowy ASM SFA_Czerwiec_2019

Dzięki comiesięcznej analizie koszyka cenowego ASM SFA możliwe jest także zbadanie indeksu i weryfikacja zmian uśrednionej wartości koszyków w danym miesiącu. W czerwcu wyniosła ona 231,85 zł, czyli dokładnie tyle samo co, przed miesiącem, a zatem była wyższa o 3% w stosunku do kwietnia i o 0,5% niższa od marca.

Badanie koszyka cenowego jest przeprowadzane cyklicznie. Pierwszym miesiącem publikacji był marzec 2019 r. Do badania wytypowano 10 najpopularniejszych sieci branży FMCG z kanału tradycyjnego (Auchan, Biedronka, Carrefour, E.Leclerc, Intermarché, Kaufland, Lidl, Makro, Selgros Cash & Carry, Tesco) oraz jedną sieć reprezentującą kanał e-commerce (Frisco.pl). Z każdej z sieci wybrano po 5 placówek – łącznie zbadano 50 punktów sprzedażowych w 12 miastach (Białystok, Bydgoszcz, Gdańsk, Jelenia Góra, Lublin, Łódź, Katowice, Kraków, Opole, Poznań, Warszawa, Szczecin). Raport koszyka cenowego analizuje ceny 40 wybranych produktów, skategoryzowanych w 10 podstawowych kategoriach takich jak chemia domowa, mięso, mrożonki, nabiał, napoje, produkty tłuszczowe, słodycze czy używki i alkohol.

Raport został przygotowany przez ekspertów ASM Sales Force Agency, spółki specjalizującej się w świadczeniu kompleksowych usług wsparcia sprzedaży i outsourcingu.

Karty podarunkowe dla pracowników a rozliczenie podatkowe

W ramach prowadzonej działalności gospodarczej zdarzają się sytuacje, kiedy przedsiębiorcy wręczają pracownikom bony towarowe oraz vouchery. Najczęściej związane jest to ze specjalnymi okazjami. Tego typu działania mają na celu podkreślenie wagi wydarzenia, zmotywowanie pracowników, czy zaznaczenie pozycji firmy na rynku.

Koszty uzyskania przychodu

W orzecznictwie przyjmuje się pewne warunki, jakie muszą zostać spełnione, aby wydatek poniesiony przez podatnika stanowił dla niego koszt uzyskania przychodu. W pierwszej kolejności wydatek musi zostać poniesiony przez podatnika, tj. w ostatecznym rozrachunku musi on zostać pokryty z zasobów majątkowych podatnika. Wydatek musi mieć charakter definitywny oraz pozostawać w związku z prowadzoną przez podatnika działalnością gospodarczą. W końcu zgodnie z definicją wydatek musi zostać poniesiony w celu uzyskania, zachowania lub zabezpieczenia przychodów lub może mieć wpływ na wielkość osiągniętych przychodów. Dodatkowo powinien on zostać odpowiednio udokumentowany.

Warto także dodać, że wydatek nie może znajdować się w grupie wydatków, których z ustawy nie uważa się za koszty uzyskania przychodów. Jednym z nich, zgodnie z przepisami ustaw o podatkach dochodowych PIT i CIT, są darowizny i ofiary wszelkiego rodzaju. Należy zwrócić uwagę, że chodzi w tym przypadku o wydawane przez podatnika darowizny. Zatem kosztem podatkowym nie mogą być koszty wytworzenia tych darowizn oraz koszty ich nabycia.

Jubileuszowe prezenty

W interpretacji z 14 marca 2019 r., nr 0111-KDIB2-1.4010.8.2019.3.JK, Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej wypowiedział się na temat zaliczenia jubileuszowych prezentów dla pracowników do kosztów uzyskania przychodów. Wnioskodawca z okazji jubileuszu 30-lecia działalności zamierzał obdarować pracowników kartami podarunkowymi, uprawniającymi do dokonania zakupów w określonych punktach handlowych. Głównym celem przyznania Karty było uczczenie jubileuszu Spółki oraz podkreślenie roli pracowników w całokształcie działalności Wnioskodawcy. Przekazanie Kart miało odbywać się niezależnie od wynagrodzenia wynikającego z wiążącego stosunku pracy, w drodze darowizny.

W związku z powyższym zapytał on fiskusa, czy planowane wydatki na nabycie Kart będą kosztami podatkowymi jako koszty pozostające w związku przyczynowo-skutkowym z przychodami (art. 15 ust. 1 ustawy z 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych).

Dyrektor KIS w interpretacji stwierdził, że tego rodzaju wydatki pracodawcy, uprawniające pracowników do zakupów w określonych punktach handlowych, nie stanowią kosztów uzyskania przychodów. Organ podatkowy uznał, iż planowana darowizna kart podarunkowych nie będzie mogła zostać zaliczona do kosztów uzyskania przychodów z uwagi na treść art. 16 ust. 1 pkt 14 u.p.d.o.p., który to przepis wyłącza z kosztów uzyskania przychodów m.in. darowizny poniesione na rzecz osób fizycznych. W podanym stanie faktycznym argumentacja wnioskodawcy opierała się na fakcie uznania nagród jubileuszowych za darowizny. Nie została uwypuklona funkcja motywacyjna tych wydatków. Dodatkowo, wskazując na to, iż takie przekazanie będzie uznane za darowiznę, nie będą miały zastosowania przepisy ustawy o PIT, lecz przepisy ustawy o spadkach i darowiznach, co wiąże się z dodatkowymi wymaganiami ze strony pracodawcy.

Odmienne stanowisko fiskusa

W podobnym stanie faktycznym fiskus wydawał już rozstrzygnięcia, w których uznawał za koszty uzyskania przychodu wydatki na zakup nagród jubileuszowych dla pracowników. Przykładowo w interpretacji z 5 grudnia 2018 r., nr 0111-KDIB2-1.4010.406.2018.1.AR, spółka chciała przekazać jako nagrody jubileuszowe zegarki, co miało wzmocnić więź pracowników z firmą oraz podkreślić jej pozycję. Fiskus zgodził się w 100% z argumentacją wnioskodawcy, że obchodzenie tego rodzaju ważnych uroczystości (w formie imprez dla pracowników, wręczania drobnych upominków itp.) przyczynia się do wzmocnienia więzi z pracownikami, ma efekt motywacyjny, a tym samym pośrednio wpływa na poziom osiąganych przychodów i w konsekwencji takie wydatki mogą stanowić koszty uzyskania przychodu.

W innej interpretacji z 24 stycznia 2018 r., nr 0111-KDIB1-3.4010.15.2018.1.BM, Dyrektor KIS stwierdził z kolei, że uczczenie jubileuszu istnienia Zakładu poprzez wręczenie swoim pracownikom upominków z wygrawerowanym logiem Spółki ma pozytywny wpływ na ogólną działalność spółki (wzmocni więź spółki z pracownikami, podkreśli, iż należą oni do liczącej się, stabilnej finansowo organizacji, co może być dla nich bodźcem do dalszej efektywnej pracy) i w konsekwencji takie wydatki stanowią koszty uzyskania przychodu.

Co robić?

Powyższe przykładowe interpretacje pokazują, jak istotne jest umiejętne przygotowanie opisu stanu faktycznego oraz uzasadnienia we wniosku o wydanie interpretacji indywidualnej. Pomimo tego, że co do zasady w obu stanach faktycznych chodzi o to samo tj. przekazanie nagród jubileuszowych pracownikom, to w jednym przypadku jest to zaliczane do kosztów uzyskania przychodu, a w innym już nie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Małe rachunki, duże problemy

Z badania opinii przeprowadzonego na zlecenie KPF wynika, że tylko 41 proc. Polaków zdaje sobie sprawę, że niski rachunek (np. za telefon w kwocie 33 zł), którego konsument nie uregulował w terminie może być powodem rozpoczęcia procesu windykacyjnego. Aż 36,2 proc. rodaków jest przeciwnego zdania, a 22,4 proc. przyznaje, że nie ma wiedzy w tej kwestii.[1] Rachunek telefoniczny to tylko jeden z przykładów tzw. niskiego rachunku, który bywa traktowany jako „błahy”. Dlaczego wydaje nam się, że niepłacenie niskiego rachunku jest nieszkodliwe? Jakie mogą być tego konsekwencje? 

Ponad 90 proc. Polaków ma telefon komórkowy[2]. Z najnowszych danych BIG InfoMonitor wynika, że zaległości za rachunki telekomunikacyjne, które nie zostały uregulowane w terminie przekraczają już 1,3 mld złotych. Liczba dłużników, którzy mają przeterminowane płatności wobec telekomów osiągnęła 372 tys. Wśród nich przodują klienci indywidualni (337 tys.), którzy mają blisko 995 mln zł długu. Firmy (34 tys.) są winne 339 mln zł.[3]

– Większość z nas posługuje się telefonem na co dzień, a duża część nie wyobraża sobie życia, zarówno prywatnego, jak i zawodowego, bez komórki. Mimo to liczba nieopłaconych rachunków wciąż rośnie, a osoby korzystające z usług firm telekomunikacyjnych ryzykują nadwerężenie dobrych relacji m.in. z powodu spóźnialstwa, czy roztargnienia. Jest mnóstwo badań, z których wynika, że Polacy w pierwszej kolejności starają się uregulować opłaty za czynsz, raty kredytu mieszkaniowego czy raty leasingowe za samochód. Niższe rachunki często idą w zapomnienie, a nie powinny, gdyż od uzyskania należności od nas i jak pokazują aktualne dane, wielu tysięcy innych osób, zachowujących się podobnie, zależy sytuacja finansowa podmiotu, z którym podpisaliśmy umowę i zgodziliśmy się na przedstawione warunki– mówi Andrzej Roter, Prezes Zarządu Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych, która wraz ze zrzeszonymi w organizacji firmami windykacyjnymi prowadzi kampanię edukacyjną „Windykacja? Jasna Sprawa!”.

Warto pamiętać, że rachunek telefoniczny to tylko jeden z przykładów. Takich „niższych” rachunków jest mnóstwo – chociażby nieopłacone mandaty, opłaty za Internet i inne zobowiązania, które wydają nam się „błahe” i o których uregulowaniu często zapominamy.

Ziarnko do ziarnka, aż zbierze się…

Jeden z rekordzistów ma zaległości względem telekomów w wysokości 189 tys. zł. Na łączną kwotę zadłużenia, która widnieje w jednym z rejestrów dłużników, składa się bowiem 12 informacji gospodarczych z różnych telekomów.[4]

Konsekwencji niepłacenia rachunków za telefon może być wiele. Firma telekomunikacyjna ma prawo naliczyć karne opłaty za opóźnienie lub dodać do powstałego już zadłużenia udzielone wcześniej rabaty na oferowaną taryfę lub model telefonu. Może też zaliczyć na poczet zaległości wszystkie płatności, które klient powinien uregulować do końca trwania swojej umowy. Jeżeli kwota zadłużenia przekracza 200 zł, a zwłoka trwa więcej niż 30 dni – telekom może wpisać osobę zadłużoną do jednego z rejestru dłużników. Do takich baz zaglądają nie tylko banki i firmy pożyczkowe, ale też leasingowe czy operatorzy telewizji kablowych. Słowem – te podmioty, w których osoba zadłużona może chcieć zaciągnąć nowe zobowiązania w przyszłości.

– W Polsce działa kilka rejestrów dłużników, a ich celem jest udostępnianie informacji o firmach lub osobach indywidualnych, które nie wywiązują się z terminów płatności. Warto tu podkreślić, że każdemu może zdarzyć się zgubienie rachunku lub spóźnienie z opłatą z powodu wyjazdu, wakacji, choroby. Powodów może być mnóstwo. Jeżeli jednak ktoś nie płaci w terminie, a później przez dłuższy czas unika kontaktu z wierzycielem, może spodziewać się, że skieruje on sprawę do sądu – przypomina Andrzej Roter z KPF.

Co robić, gdy mamy kłopoty ze spłatą?

Jeżeli powodem problemów z opłaceniem rachunków są kłopoty finansowe, warto postawić na szczerą rozmowę z wierzycielem pierwotnym lub – jeżeli nasz dług już tam trafił – z firmą windykacyjną. Po pierwsze – warto zapytać o czasowe odroczenie płatności. Zdarza się, że za takie „wakacje w spłacie” wierzyciel będzie chciał pobrać dodatkowe opłaty. Można też negocjować rozłożenie zadłużenia na raty. Jeśli pokażemy dobrą wolę – możemy liczyć na ugodę. Gdy nasze kłopoty finansowe są spowodowane chorobą lub problemami w pracy, warto przedłożyć np. wypis ze szpitala lub wypowiedzenie z pracy – wtedy wierzyciel również spojrzy na nas przychylniej.

Andrzej Roter
Andrzej Roter, Prezes Zarządu, Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce

– Ludzie obawiają się rozmowy z windykatorem, ale otwarta komunikacja jest szansą na dogadanie się i rozwiązanie problemu – dlatego jest po prostu wskazana. Firmy windykacyjne kierują sprawy do sądu tylko w ostateczności, czyli wtedy, gdy ktoś uchyla się od spłacania długu lub unika kontaktu z taką instytucją. Zazwyczaj jednak chcą negocjować warunki spłaty i porozumieć się z osobą zadłużoną. Warto przeanalizować swój miesięczny budżet i otwarcie powiedzieć, jaką kwotę można przeznaczyć na spłatę. Najważniejsze, by pokazać, że dług nie jest nam obojętny – podsumowuje Andrzej Roter, Prezes KPF.

Pamiętaj, że…

  • Nawet niski rachunek, który nie został opłacony w terminie (np. za telefon), może być powodem do rozpoczęcia procesu windykacyjnego
  • Jeżeli dzwoni do ciebie firma windykacyjna, a ty nic nie wiesz o zadłużeniu, może okazać się, że rachunki są dostarczane pod zły adres (np. twojego poprzedniego miejsca zamieszkania) lub zapomniałeś o uregulowaniu jakiejś należności przez niefrasobliwość. W takiej sytuacji najlepiej od razu wyjaśnić sprawę
  • Jeśli Twoje zadłużenie rośnie, a nieopłaconych rachunków jest kilka/kilkanaście nie unikaj kontaktu z windykatorem. Powiedz otwarcie o swoich problemach finansowych lub zdrowotnych, poproś o odroczenie płatności lub rozłożenie na raty. Przeanalizuj, jaką kwotę z domowego budżetu możesz przeznaczyć na spłatę i powiedz o tym wierzycielowi.

[1] Badanie opinii przeprowadzone przez SW Research na zlecenie KPF w dn. 28.06-1.07.2019. Próba = 1000.

[2] Dane UKE

[3] https://media.bik.pl/informacje-prasowe/439205/1-mld-zl-od-konsumentow-i-ponad-300-mln-zl-od-firm-telekomy-czekaja-na

[4] Tamże

Polak na zakupach spożywczych – na co zwraca uwagę, gdzie kupuje?

Handel rozwija się bardzo dynamicznie, a wraz z nim zmienia się też sposób, w jaki robimy zakupy. Zapytaliśmy o to Polaków. Chcemy poznać ich upodobania i zwyczaje: do jakich sklepów najczęściej chodzą? Jak często? Ile wydają pieniędzy? Odpowiedzi na te pytania znalazły się w wynikach najnowszego badania PAYBACK Opinion Poll.

Często i szybko

Wyniki badania wskazują, że wielu z nas produkty spożywcze  kupuje niemal codziennie. Taki zwyczaj  zadeklarowało 29% badanych, a ponad połowa zakupy spożywcze robi kilka razy w tygodniu. W przeciwieństwie do wielu zachodnich społeczeństw nie robimy więc  dużych, cotygodniowych zakupów. Niewątpliwie wpływ na to ma ogromny rozwój dyskontów i sieci sklepów spożywczych, które dostępne są na wyciągnięcie ręki.

Zakupy robimy często, ale nie poświęcamy na nie bardzo dużo czasu – 79% osób wszystkie potrzebne rzeczy kupuje w niespełna godzinę. Ile wydajemy na nie tygodniowo? Budżet musi być pod kontrolą. Blisko połowa badanych deklaruje, że od 100 do 200 zł, a jedna trzecia od 200 do 500 zł. Tylko 3% badanych przekracza granicę 500 zł.

(Prawie) wszystko w jednym miejscu

GDZIE NAJCZĘŚCIEJ ROBIMY
*Pytanie wielkrotnego wyboru

Dokąd najczęściej udajemy się na zakupy?

Czasy, w których zaopatrywaliśmy się głównie w sklepikach osiedlowych minęły już dawno. Są one teraz pierwszym wyborem  dla co trzeciego kupującego. Obecnie wolimy większe punkty handlowe, w których możemy zakupić nie tylko artykuły spożywcze, ale też przy okazji – wszystkie inne potrzebne rzeczy. Ankietowani wskazali, że najczęściej korzystają z super i hipermarketów – aż 80%, a w dalszej kolejności z dyskontów – 45%. Oprócz żywności kupujemy tam między innymi produkty chemiczne i kosmetyki, artykuły gospodarstwa domowego, odzież, artykuły papiernicze oraz sprzęt RTV i AGD.

Co ciekawe, pewna grupa klientów unika zakupu określonych produktów w sieciach handlowych. Dotyczy to szczególnie takich rzeczy, które staramy się indywidualnie dobierać do naszego stylu i gustu, jak na przykład ubrania. Podobnie wygląda sytuacja z niektórymi produktami spożywczymi, w przypadku których liczy się przede wszystkim sprawdzony, lokalny dostawca i świeżość. Taką kategorią produktów bez wątpienia  jest pieczywo, które wciąż bardzo kusi w tradycyjnych piekarniach, regularnie odwiedzanych przez 28% badanych.

Cena w centrum uwagi

Na co zwracamy największą uwagę podczas robienia zakupów? Przede wszystkim na cenę – to ona jest w centrum zainteresowania aż dla trzech czwartych z nas. Jednocześnie bardzo widoczny jest trend smart shoppingu –poszukujemy okazji zakupowych i niemal połowa ankietowanych przyznaje, że chętnie korzysta z promocji. Cenimy też wysoką jakość produktów spożywczych i lubimy mieć szeroki wybór. 14% badanych szczególną wagę przywiązuje do dostępności polskich produktów.

NA CO ZWRACAMY UWAGĘ PODCZAS ZAKUPÓW
*Pytanie wielokrotnego wyboru

Duży wybór i dostępność hiper- i supermarketów, dyskontów czy sklepów osiedlowych sprawia, że zachowania zakupowe Polaków i ich oczekiwania nieustannie się zmieniają. W porównaniu z krajami zachodnimi, ­Polacy zdecydowanie częściej robią zakupy, zwłaszcza te spożywcze. Cieszymy się, że przy okazji codziennych zakupów uczestnicy multipartnerskiego Programu PAYBACK mogą zbierać punkty, wymieniać je na nagrody lub zmniejszać swoje wydatki. Wystarczy karta lub aplikacja w telefonie – mówi Tomasz Głos, Partner Management Director w PAYBACK Polska.

PAYBACK Opinion Poll

Powyższe badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 3-9 kwietnia 2019 r. metodą ankiety online na grupie 512 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Facility & Property Managemnet – 28 sierpnia 2019 r. Warszawa

Polski Instytut Rozwoju Biznesu ma zaszczyt zaprosić do udziału w XII edycji konferencji: „Facility & Property Managemnet – bezpieczna i oszczędna nieruchomość” która odbędzie się 28 sierpnia 2019 w Warszawie. Udział bezpłatny, w konferencji jest bezpłatny, wymagana jest rejestracja ->>

Zarządzanie nieruchomością, to proces trudny i złożony. Wymaga on dużego zaangażowania i przyjęcia na siebie ogromnej odpowiedzialności. Omówimy najnowsze trendy w obszarze nieruchomości. Przekonamy się, jak rozwija się branża nieruchomości w Polsce.

Partnerzy1

Prelekcje poprowadzą m.in.:

  • Joanna Cembrowicz: Dyrektor ds. Nieruchomości w Volvo Polska Sp. z o.o.
    „Nowe wyzwania stojące przed zarządcami powierzchni biurowych na podstawie projektu „C4C” zrealizowanego w Volvo Polska Sp. z o.o.”
  • Anna Muszyńska-Gniado – Dyrektor Marketingu w dziale Property Management, BNP Paribas Real Estate Poland
    „Projektowanie unikalnych doświadczeń użytkowników budynku – innowacyjne rozwiązania w efektywnym zarządzaniu nieruchomościami”
  • Leszek Radomski – Menedżer ds. projektów automatyki budynkowej, WAGO
    „Automatyka budynkowa oraz system BMS na straży zużycia mediów”
  • Paweł Soboń – Regionalny Kierownik Sprzedaży w Belimo Siłowniki S.A.
    „Nowoczesne rozwiązania do modernizacji istniejących instalacji HVAC”
  • Karina Kreja – International Concept Manager and Workplace Expert, Kinnarps Group
    „Style pracy w biurze. Jak stworzyć przestrzeń odpowiednią do potrzeb organizacji?”
  • Michał Reszka – „Mercor” S.A.
    „Jak dbałość o instalacje przeciwpożarowe w budynkach wpływa na bezpieczeństwo użytkownika – istota prawidłowego serwisowania urządzeń służących ochronie przed pożarem”
  • Roman Marszycki – Pełnomocnik Zarządu, Dyrektor ds. Klientów Kluczowych, Securitas Polska
    „Jak zwiększając bezpieczeństwo, zmniejszyć koszty ochrony ..”
  • Waldemar Wawszczak – Kierownik Działu Budownictwa, Dekra
    „Przeglądy okresowe – wymierne korzyści czy tylko spełnienie obowiązku?”
  • Przedstawiciel Mostostal Warszawa
    „Europejski projekt badawczy “HIT2GAP” – Highly Innovative building control Tools Tackling the energy performance GAP.”

Spotkanie dedykujemy właścicielom obiektów (biur, centrów handlowych, magazynów, hipermarketów, sieci sklepów), Facility Menedżerom, Property Menedżerom, Dyrektorom ds. Zarządzania Nieruchomościami, Dyrektorom administracyjnym, Dyrektorom technicznym, Zarządcom nieruchomości komercyjnych, Deweloperom, Architektom.

facility&property ManagementLokalizacja: Centrum Bankowo-Finansowe „Nowy Świat” S.A., ul. Nowy Świat 6/12, 00-400 Warszawa

Czas trwania: 08.30 – 15:30

Uczestnikom zapewniamy: materiały konferencyjne, przerwy kawowe, możliwość konsultacji z Ekspertami.

Firmy zainteresowane udziałem w konferencji prosimy o kontakt.

Kontakt z organizatorem:

Martyna Mystkowska-Gibowicz
Młodszy specjalista ds. organizacji konferencji
mobile: +48/786 146 013

Dlaczego rząd do tej pory nie zmienił szkodliwego art. 9 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych?

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) zwracają uwagę, że uchylenie art. 9 i pełne oskładkowanie umów zleceń przełożyłoby się na chęć polskich pracowników na przedłużenie swojej aktywności zawodowej. Do pozostania na rynku pracy zachęciłby realny wpływ stażu na wysokość przyznawanej emerytury. Największe korzyści z tym związane uzyskałyby osoby młodsze, którym do osiągnięcia wieku emerytalnego pozostał jeszcze dłuższy okres. Elementami restytucji mającymi największy potencjalny wpływ na decyzje pracowników w sprawie dalszej aktywności zawodowej byłoby  zaewidencjonowanie składek za przeszłe okresy zatrudnienia i zabezpieczenie okresów ubezpieczeniowych.

Jedną z konsekwencji funkcjonowania art. 9 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych jest istnienie furtki pozwalającej na zatrudnianie „tańszych” pracowników. Furtka ta ma szczególne znaczenie w przetargach i postępowaniach o udzielenie zamówienia publicznego w sytuacji, gdy jednym z kryteriów jest cena. Jest to bez wątpienia jeden z powodów, dla którego umowy zlecenia są tak często proponowane i zawierane na rynku pracy w Polsce – następstwem popularności tego rozwiązania jest coraz większa liczba pracowników, która pozostaje poza ochroną ubezpieczeniową.

W przypadku uchylenia art. 9 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, osoby których wynagrodzenie do tej pory było oskładkowane do poziomu płacy minimalnej, płaciłyby składki od pełnej wysokości swoich zarobków.

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich
Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich

„Do tej pory podstawa wymiaru składek w przypadku pracownika, który osiąga wiek emerytalny i zarabia z tytułu wszystkich umów dwukrotność obowiązującej w 2019 r. płacy minimalnej wynosiła 2250 zł miesięcznie. Jeśli uchylono by art. 9 ustawy o SUS podstawa urosłaby do 4500 zł. Oznacza to, że na poczet swojej emerytury pracownik odkładałby w ciągu roku dwukrotnie większe środki. Zakładając, że jego kapitał emerytalny jest waloryzowany o 9% – co mniej więcej odpowiada aktualnym warunkom – oraz przyjmując obowiązujące w 2018 r. tablice trwania życia, każdy dodatkowy rok pracy kontynuowanej po osiągnięciu wieku emerytalnego przekłada się na wyższą emeryturę o 15% przy dotychczasowym stanie prawnym oraz o 16,5% wyższą, gdyby nastąpiło pełne oskładkowanie” – mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, ekspert Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Należy pamiętać, że restytucja ubezpieczeń społecznych zakłada – poza pełnym oskładkowaniem – również zaewidencjonowanie i zapisanie nieodprowadzonych składek w okresach przeszłych. Przyjmując, że pracownik posiadał kapitał początkowy w wysokości 150 tys. zł i przez ostatnie 5 lat był zatrudniony na nieoskładkowanych umowach zlecenia, na skutek wprowadzenia restytucji jego emerytura byłaby wyższa o ok. 30%.

Federacja Przedsiębiorców Polskich szacuje, że, w 2020 r. liczba osób otrzymujących świadczenie niższe od minimalnego osiągnie poziom ok. 315 tys. W 2025 r. problem będzie dotyczył już 0,5 mln emerytów, a w 2030 r. liczba pozbawionych prawa do najniższego świadczenia może sięgać 650 tysięcy! Konieczne jest pilne wdrożenie restytucji w systemie ubezpieczeń społecznych i zabezpieczenie okresów ubezpieczeniowych osobom, które dotychczas świadczyły pracę na podstawie nieoskładkowanych umów zleceń. Należy również zlikwidować szkodliwy art. 9 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych.

Wartość nieruchomości = stały dochód roczny z nieruchomości / stopa kapitalizacji

Zgodnie z ustawą o gospodarce nieruchomościami istnieją cztery podejścia do wyceny nieruchomości. Na inwestycyjnym rynku handlowym, biurowym i magazynowym powszechne jest wykorzystanie podejścia dochodowego – jest to metoda inwestycyjna z techniką kapitalizacji prostej. Wynika to z natury tych nieruchomości – generują one dochód, który można prognozować.

Aleksandra Sierocińska, Konsultant w dziale Rynków Kapitałowych, Cushman & Wakefield
Aleksandra Sierocińska, Konsultant w dziale Rynków Kapitałowych, Cushman & Wakefield

Do wyceny przyszłych stałych dochodów, a więc de facto wartości nieruchomości, wykorzystywany jest poniższy wzór:

Wartość nieruchomości = stały dochód roczny z nieruchomości / stopa kapitalizacji

Na inwestycyjnym rynku nieruchomości komercyjnych stopę kapitalizacji z angielskiego nazywa się yield. W związku z tym, że dochód generowany przez dany obiekt jest względnie stały, to właśnie yield ma największy wpływ na ostateczną cenę nieruchomości. Można powiedzieć, że inwestor kupujący nieruchomość, de facto kupuje dochód, jaki ona generuje. Dla inwestora dokonującego zakupy yield to nic innego jak oczekiwana stopa zwrotu brutto z inwestycji w nieruchomość.

To czy yield jest wysoki czy niski, a więc czy kupowany dochód jest odpowiednio „tani” czy „drogi”, uwarunkowane jest ryzykiem inwestycyjnym związanym z daną nieruchomością, ale również sytuacją na rynku inwestycyjnym (miedzy innymi rentownością inwestycji alternatywnych). Zastosowanie ma tutaj więc zasada premii za ryzyko jak i prawo popytu i podaży.

Najlepsze nieruchomości na rynku, takie jak wysokiej klasy wieżowce biurowe w centrum Warszawy, innowacyjne galerie handlowe dominujące w największych polskich miastach, czy nowoczesne parki magazynowe w najlepszych lokalizacjach, cechują się niskim ryzykiem inwestycyjnym, a więc również niskimi stopami zwrotu. Dochód generowany przez te nieruchomości jest niejako „droższy”, ponieważ ryzyko polegające na tym, że będzie on niższy w następnych latach, jest niskie. Będzie to atrakcyjny produkt na przykład dla towarzystw ubezpieczeniowych, które unikają ryzyka.

Natomiast przestarzałe budynki biurowe zlokalizowane na obrzeżach miast, mało odwiedzane galerie handlowe czy parki logistyczne nieprzystosowane do wymagań najemców, charakteryzują się wysokimi stopami kapitalizacji. Inwestor, który zdecyduje się na ich zakup, przedstawi niższą cenę, aby zrekompensować sobie wysokie ryzyko inwestycji – na przykład problem ze znalezieniem najemców, co ma bezpośredni wpływ na obniżenie rocznego dochodu generowanego przez taką nieruchomość.

Przykładowo, pewien wysokiej klasy biurowiec generuje roczny dochód wynoszący 10 milionów euro. Inwestor zainteresowany zakupem tej nieruchomości ocenia ryzyko związane z tą inwestycją i składa ofertę na poziomie stopy kapitalizacji 5%. Oznacza to, że zapłaci za ten biurowiec 200 milionów euro (EUR 10 mln / 5% = EUR 200 mln). Jeżeli jego oferta zostanie zaakceptowana, to nieruchomość ta co roku będzie generowała dochód równy 5% zapłaconej przez niego ceny i po 20 latach wygenerowany dochód zrówna się z ceną zakupu, a więc nominalnie inwestycja zwróci się w dwadzieścia lat.

Poniższy wykres przedstawia zmiany stóp zwrotu dla najlepszych nieruchomości w Polsce na przestrzeni ostatnich 15 lat. Od 2003 roku nieprzerwanie obserwujemy spadek stóp kapitalizacji, co uwarunkowane jest dojrzewaniem rynku, ponieważ inwestorzy oceniają polskie nieruchomości jako coraz mniej ryzykowne inwestycje, oraz luzowaniem ilościowym (z ang. quantitative easing). Mimo to stopy kapitalizacji w Polsce nadal są wyższe od tych obserwowanych na zachodzie Europy (przykładowo, zgodnie z raportem Cushman & Wakefield „Global Investment Atlas 2019”, stopy kapitalizacji na rynku biurowym w Niemczech wynoszą 2,50%, we Francji 3,00%, a w Hiszpanii 3,50%), co przekłada się na rekordowe wyniki wolumenów inwestycyjnych obserwowanych na polskim rynku nieruchomości komercyjnych.stopy zwrotu z najlepszych nieruchomości w polsce

ING Bank Śląski finalizuje zakup 45% akcji NN Investment Partners TFI

Komisja Nadzoru Finansowego na posiedzeniu 23 lipca 2019 roku zgodziła się na zakup 45% akcji NN Investment Partners International Holdings B.V. przez ING Investment Holding (Polska), podmiot z Grupy Kapitałowej ING Banku Śląskiego. Decyzja KNF była kluczowym warunkiem zakończenia tej transakcji.

Wstępna umowa nabycia znacznej części akcji NN Investment Partners International Holdings B.V.  za 177,2 mln zł została podpisana 18 grudnia 2018 roku.

Brunon Bartkiewicz prezes ING Banku Śląskiego
Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego

Ta współpraca pozwali nam zoptymalizować ofertę produktową. Obecnie NN Investment Partners TFI to dla naszych Klientów sprawdzony i pewny dostawca rozwiązań inwestycyjnych. Partnerstwo z bankiem umożliwi NN Investment Partners TFI dostęp do szerokiej sieci dystrybucji. Natomiast dla banku posiadanie pakietu 45% akcji pozwala w istotny sposób partycypować we wzroście wartości spółki. Nasza współpraca przyczyni się do dalszego rozwoju, przyniesie korzyści dla akcjonariuszy oraz klientów obu instytucji – powiedział Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego.

Mamy wieloletnie doświadczenie w tworzeniu produktów dla klientów ING Banku Śląskiego. Bliska współpraca pozwoli nam uruchomić kolejne innowacyjne rozwiązania, które będą odpowiedzią na potrzeby klientów – mówi Małgorzata Barska, prezes NN Investment Partners TFI. Na coraz bardziej wymagającym rynku funduszy inwestycyjnych współpraca z ING Bankiem Śląskim zapewni nam stabilny rozwój. Uczestnicy naszych funduszy dostaną bardziej efektywne, skrojone na miarę strategie inwestycyjne – dodała Małgorzata Barska.

Zgodnie z zawartą wstępną umową cena zakupu w wysokości 177,2 mln zł zostanie powiększona o 2,5% w skali roku za okres od 1 stycznia 2018 roku do dnia zamknięcia transakcji.

ING Bank Śląski będzie uprawniony do otrzymania dywidend począwszy od dywidendy wypłaconej z zysku netto za 2018 roku.

Poza umową zakupu ING Bank Śląski i NN Investment Partners  TFI  zawarły Umowę Akcjonariuszy, która określa zasady współpracy oraz realizacji wspólnych przedsięwzięć.

NN Investment Partners  TFI na koniec czerwca 2019 roku zarządzało aktywami o ogólnej wartości 18,7 mld PLN. Obecny udział spółki w rynku funduszy niededykowanych wynosi ok. 9,8%. NN Investment Partners  TFI zajmuje 4 pozycję pod względem wartości aktywów. TFI zarządza 40 funduszami otwartymi oraz zamkniętymi o różnych klasach ryzyka (akcji, absolutnego zwrotu, mieszane, obligacyjne oraz krótkoterminowe dłużne).

Silniejszy dolar, bojaźliwe euro i niepewny funt

Silniejszy dolar, bojaźliwe euro i niepewny funt – to słychać na rynku głównych walut. Na krajowym podwórku złoty realizuje senne wyczekiwanie na rozstrzygnięcia w pierwszej lidze. Perspektywa zakrojonej na szeroką skalę ekspansji monetarnej pomaga zagłuszyć obawy o hamowanie globalnego ożywienia, choć napięcia na Bliskim Wschodzie, znaki zapytania wokół relacji USA-Chiny i brexit nie dają odetchnąć z ulgą.

Wszyscy obawiają się, że z globalnym wzrostem gospodarczym będzie gorzej, jeśli banki centralne ponownie go nie wesprą. Świat finansów liczy na hojność polityki EBC i Fed, ale też nie ma pewności, czy ich działania będą lekiem na całe zło oraz jaką formę ten lek przyjmie. Mix obaw i nadziei przynosi stan zawieszenia dla rynków finansowych z wyczekiwaniem na impulsy z jutrzejszego posiedzenia EBC oraz przyszłotygodniowej decyzji FOMC. Mimo to osuwanie EUR/USD z ostatnich godzin sugeruje, że część inwestorów z wyprzedzeniem zamierza „ustawić” się pod decyzje banków centralnych. Rynek oczekuje złagodzenia nastawienia EBC i utorowania drogi pod wrześniową obniżkę stóp procentowych i może coś więcej – restart QE. Osobiście wątpię w tą drugą część i zakładam, że tegoroczne minima EUR/USD przy 1,11 się obronią. Dodatkowa presja bierze się jednak ze strony dolarowej i słabnących oczekiwań, że Fed w tym miesiącu pokusi się o głębsze cięcie stóp procentowych niż 25 proc. Otwartą jednak kwestią pozostaje, co Fed zamierza zrobić w kolejnych miesiącach i podtrzymanie nadziei na kolejne obniżki nie pozwoli USD latać wysoko.

W Wielkiej Brytanii Boris Johnson został wybrany na nowego przywódcę Partii Konserwatywnej i za kilka godzin zostanie zaprzysiężony na premiera, jednak wcale nie oznacza to, aby przyszłość kraju i jego relacji z UE stała się bardziej przejrzysta. Johnson będzie przewodził rządowi z mniejszościowym poparciem w parlamencie, a w negocjacjach z Brukselą zdaje się nie chcieć iść na polubowne rozwiązania. Jego deklaracje w trakcie kampanii były śmiałe i ciężko będzie się z nich szybko wycofać, co implikuje eskalację napięć wokół procesu brexitu, podtrzymując presję na funcie. Bezumowny brexit lub rozpisanie nowych wyborów parlamentarnych to dwa najbardziej realne scenariusze – oba niekorzystne dla gospodarki Wielkiej Brytanii.

Na krajowym rynku złoty pozostaje widzem wydarzeń na rynkach głównych i od początku lipca utrzymuje stabilną konsolidację względem euro. Przy generalnym spokoju na rynkach zewnętrznych jest łatwiej o popyt na złotego umieszczający go bliżej 4,24 niż np. 4,27 (jak to miało miejsce dwa tygodnie temu). Jednak bez wyraźnego wzrostu apetytu na ryzyko na rynkach wydaje się mało realne pociągniecie polskiej waluty pod 4,24 i niżej. Sygnały luzowania polityki EBC i Fed w dłuższym horyzoncie będą pozytywne dla segmentu rynków wschodzących, ale na razie jest to jeszcze za słaby argument dla wywołania wyraźniejszej aprecjacji złotego, a przy ryzykach dla globalnego ożywienia w tle obstajemy za stabilizacją EUR/PLN w obecnej konsolidacji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dokąd zmierza sektor finansowy – czy przyszłość bankowości jest w pełni cyfrowa?

Dzięki technologiom cyfrowym, w których klienci decydują, kiedy i w jaki sposób chcą obsługiwać swoje produkty finansowe, klasyczne środowisko bankowe stało się dynamicznym ekosystemem. Dotyczy to głównie kanałów internetowych. Klienci coraz częściej oczekują możliwości wyboru platformy, z której korzystają oraz chcą otrzymywać spersonalizowane oferty z indywidualnym doświadczeniem cyfrowym. Ale czy oznacza to, że za 10 lat fizyczne biura nie będą już istniały lub nie będą miały takiego znaczenia jak obecnie?

„Wiele badań potwierdza, że największą bazę danych klientów w sektorze bankowym stanowią Ci, którzy urodzili się w latach 1979-1995 (pokolenie Y). Ta baza klientów może być poszerzona o członków pokolenia Z urodzonych po 2000 roku, dla których świat online jest tak samo realny jak świat fizyczny. Wolą robić wszystko online, zazwyczaj ze smartfonów i aplikacji. Obejmuje to również czynności związane z finansami. Wiodący analitycy Juniper Research na początku 2018 r. wskazywali, że do końca 2018 r. już 2 miliardy ludzi korzystało ze swoich telefonów do celów bankowości cyfrowej – czyli prawie 40% dorosłej populacji świata. W ciągu ostatnich 2 lat liczba użytkowników bankowości mobilnej w samej Europie wzrosła z 28% wszystkich klientów do 47%. Coraz większe zapotrzebowanie na możliwość wykonywania różnych zadań online, z pewnością oznacza, że klasyczny system bankowy stoi przed bardzo ważną transformacją. Niektórzy przewidują, że wraz z rozwojem pokolenia Z, fizyczna bankowość powoli przestanie istnieć, ale nie jest to jeszcze przesądzone. Bardziej prawdopodobne jest, że zmienią się tylko role.” – mówi Zsolt Balogh, dyrektor zarządzający Liferay Hungary.

– Historycznie usługi bankowe realizowane były w oddziałach. W ciągu ostatnich kilku lat banki starają się skierować istniejącą infrastrukturę na bardziej zwinne platformy. Następne 5 lat będzie poświęcone ewolucji. Rozwój usług cyfrowych oraz mobilna podróż staje się coraz bardziej płynna i sprawna. Oddział banku nadal pozostanie istotnym dla wielu klientów. Przewiduję jednak, że zmieni się jego rola. Oddział stanie się raczej ośrodkiem docelowym dla poważniejszych rozmów z zakresu doradztwa finansowego, a nie miejscem transakcji gotówkowych. Możemy się spodziewać, że granice między różnymi kanałami zatrą się. Nie chodzi już o sklep kontra internet, bo to to samo. Chodzi o organizowanie ścieżek klientów pomiędzy różnymi kanałami.

Obecnie to właśnie największe firmy technologiczne wyznaczają standardy tego, czego oczekujemy od podróży online, nawet w przypadku banków. Ludzie korzystają z tych środowisk codziennie dlatego też mogą stawiać wymagania swoim bankom. Jeśli banki nie są w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań, kontakty z nimi stają się frustrujące, może skończyć się to rezygnacją z ich usług. Prostota i intuicyjność jest kluczem do budowania lojalności klientów. Według badania przeprowadzonego przez Deloitte, przy wyborze głównego banku zaspokajającego większość naszych potrzeb, siedmiu na dziesięciu respondentów stwierdziło, że spójne doświadczenie we wszystkich kanałach, w tym mobilnym i internetowym, jest dla nich niezwykle ważne lub bardzo ważne.

Banki, które nie są wystarczająco szybkie, mają wiele do stracenia. Musz pamiętać, że firmy fintech stale atakują segmenty niszowe i oferują świetne usługi (np. Apple Pay, Revolut). Najlepiej, gdyby skupiły się na kliencie i jego doświadczeniu, a nie wyłącznie na podziale na kanał cyfrowy i nie-cyfrowy. Odpowiednio zaplanowana komunikacja jest trudna, ale wykonalna.

Wyjście z typowego wyścigu szczurów

W przypadku korzystania z usług finansowych nie liczy się siła marki, ale cechy produktu lub usługi, na przykład termin zapadalności pożyczki i wysokość odsetek. Aby pozostać w grze i utrzymać klienta trzeba być w stanie zaoferować coś wyjątkowego. Podróże kontekstualizowane zastępują stary model „jednego rozmiaru dla wszystkich”. Jest miejsce i potrzeba klienta, aby być wyjątkowym i mieć słyszalny głos. Firmy, które chcą pozostać w czołówce gry, muszą przygotować swoją infrastrukturę, aby za pomocą różnych kanałów opartych na danych klientów komunikować im spersonalizowane oferty.

Revolut uruchamia darmowe konto dla przedsiębiorców

  • Revolut wprowadza darmową wersję konta dla firm, bez miesięcznej opłaty abonamentowej
  • Fintech odnawia ofertę kont firmowych równo 2 lata po starcie usługi Revolut for Business  
  • Nowe konta są dostępne zarówno dla obecnych jak i dla przyszłych klientów biznesowych 
  • Ponad 100 tysięcy firm w Wielkiej Brytanii i Europie oszczędza dzięki Revolut for Business

Revolut, jeden z najszybciej rosnących fintechów w Europie, dołączył dziś do oferty dwa bezpłatne konta biznesowe bez miesięcznej opłaty abonamentowej. Nowy element oferty dla firm powstał z myślą o nowym pokoleniu startupów, które podejmują kroki w kierunku ekspansji na rynki zagraniczne.

Nowa odsłona oferty dla firm nawiązuje do misji Revolut, by demokratyzować dostęp do innowacji finansowych. Elastyczna oferta ma pomóc przedsiębiorcom zwiększać skalę działania z lokalnej ku globalnej i oszczędzić im zarówno czasu, jak i kosztów związanych z wymianą walut czy obsługą przelewów międzynarodowych.

Zmiany w ofercie Revolut dla firm to również nowy cennik i zakres usług, dostosowany do różnego typu potrzeb i wielkości przedsiębiorstwa. Klienci biznesowi będą mogli przechodzić na wyższy lub na niższy plan taryfowy, w dowolnym momencie, w zależności od bieżącej koniunktury, sytuacji w firmie i własnego uznania.

Z własnego doświadczenia wiemy, jak frustrujące może być dla ambitnego przedsiębiorcy poszukiwanie dobrze dopasowanych do potrzeb firmy usług. Bez nich jednak trudno jest rozwinąć skrzydła. Z myślą o tym, zaprojektowaliśmy nowe darmowe konta dla firm, które zaoszczędzą przedsiębiorcom czas, pieniądze i dadzą im większą kontrolę nad kosztami i elastyczność niezbędną w skalowaniu biznesu. Prywatne firmy to puls gospodarki, a my chcemy mieć swój udział w ich rozwoju” – mówi James Gibson, Product Owner, Revolut for Business.

Dla wielu młodych, prężnych firm wymiana handlowa lub sprzedaż usług na rynkach zagranicznych to warunek konieczny by mogły szybko się rozwijać. Elastyczność i możliwość zmieniania zakresu usługi zależnie od potrzeb to elementy, które ułatwiają firmom nawigowanie na zmiennym rynku międzynarodowym w dobie niepewności.

W ciągu zaledwie dwóch lat Revolut zbudował i wprowadził na rynek ofertę dla firm, która może być alternatywą lub uzupełnieniem usług tradycyjnych instytucji finansowych. Obecnie umożliwia ona:

  • Tworzenie firmowych kont wielowalutowych
  • Generowanie wirtualnych i fizycznych kart firmowych
  • Wysyłanie i przyjmowanie przelewów w 28 walutach, co pozwala płacić pracownikom lub dostawcom bez narażania się na niekorzystne kursy przewalutowań
  • Udostępnianie kont nowym członkom zespołu lub księgowym
  • Konfigurowanie dostępu i uprawnień pozwalających na realizację płatności
  • Integrację z popularnymi aplikacjami biznesowymi takimi jak Slack, Xero, FreeAgent, Zapier
  • Ustawianie zbiorczych lub predefiniowanych płatności oraz ich automatyzacja dzięki otwartemu API
  • Dostęp do supportu dla firm 24/7

Katowice, Trójmiasto, Warszawa, Kraków, w ostatnich dniach odbywamy podczas RevRallies wiele spotkań i rozmów, również o tym jak powinno wyglądać idealne konto firmowe. Mamy świadomość, że jeszcze wiele pracy przed nami, ale wierzę, że z nowymi, darmowymi planami Revolut Business dla firm oraz freelancerów, wiele osób zdecyduje się wypróbować naszą ofertę skierowaną dla biznesu” – Marat Azatjan, Business Development, Revolut w Polsce.

Revolut pracuje nad wdrożeniem kolejnych produktów i usług dla firm do swojej oferty, w tym funkcjonalności do zarządzania wydatkami firmowymi, a także kompleksowej usługi akceptacji i rozliczeń płatności.

Firmy mogą testować darmowe konto w Revolut aplikując wcześniej poprzez stronę: www.revolut.com/business.

Pierwsza połowa 2019 r. na polskim rynku nieruchomości handlowych

  • W pierwszej połowie 2019 r. nowoczesne zasoby powierzchni handlowej powiększyły się o ponad 230 000 m kw.
  • Otwarcie Galerii Młociny o powierzchni 78 500 m kw. w Warszawie – najważniejsze wydarzenie na rynku w pierwszej połowie 2019 r.
  • Pięć nowych międzynarodowych marek na polskim rynku i kilka kolejnych w trakcie przygotowania do otwarcia.
  • Focus na mniejsze miasta – 40% nowej podaży w 2019 r. zostanie dostarczona na rynki miast o liczbie mieszkańców nieprzekraczającej 200 000.
  • Zakupy na smartfonie są coraz popularniejsze wśród polskich internautów – wg badań Mastercard co dziesiąty internauta biorący udział w badaniu robi zakupy internetowe wyłącznie w ten sposób, natomiast co piąty kupuje mobilnie częściej niż raz w tygodniu i jest to najwyższy wynik w Europie.
Małgorzata Dziubińska
Małgorzata Dziubińska, Associate Director w dziale Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield

W pierwszej połowie 2019 r. nowoczesne zasoby powierzchni handlowej we wszystkich formatach powiększyły się o ponad 230 000 mkw., z czego połowę stanowiły otwarcia nowych i rozbudowy istniejących już centrów handlowych. Najważniejszym wydarzeniem z pewnością było otwarcie w Warszawie Galerii Młociny o powierzchni 78 500 mkw. W chwili obecnej żaden inny obiekt o tak dużej powierzchni handlowej nie znajduje się w fazie budowy. Rynek w głównych aglomeracjach nasyca się, wciąż jednak jest miejsce na mniejsze, komplementarne obiekty handlowe zarówno w dużych miastach, jak też w mniejszych miejscowościach. Nasycenie powierzchnią handlową dla ośmiu największych aglomeracji zbliża się do poziomu 850 mkw. na 1 000 mieszkańców, podczas gdy dla miast o populacji poniżej 100 000 mieszkańców wskaźnik ten nie przekracza 500.

Przy okazji otwarcia Galerii Młociny na rynek weszło lub w najbliższym czasie zostanie otwartych kilka nowych marek, takich jak włoska Gagliardi oferująca modę męską, niemiecka bieliźniarska marka Sloggi z pierwszym monobrandowym sklepem w Polsce, czy ukraiński koncept rodzinnej restauracji Pesto Cafe. Nadal wyczekiwany przez rynek jest również debiut w Polsce irlandzkiej sieci Primark. W pierwszej połowie roku swoje pierwsze w Polsce lokale otworzyły również: park rozrywki TEPfactor w Blue City, odzieżowa marka Boxeur des Rues w Factory Poznań, czy MyShoes, nowa marka sieci Deichmann, której sklepy otwarto jednocześnie w Galerii Mokotów, Galerii Katowickiej i Galerii Echo w Kielcach.

Czynsze prime w najlepszych centrach handlowych pozostają stabilne, jednak obserwujemy coraz większą presję na obniżenie czynszów w drugorzędnych i gorzej funkcjonujących centrach handlowych.

Na drugą połowę 2019 r. planowane jest otwarcie kolejnych 200 000 mkw. powierzchni handlowej, a wysokość nowej podaży na koniec bieżącego roku będzie zbliżona do ubiegłorocznej. W kolejnych latach tempo wzrostu rynku powierzchni handlowej będzie już niższe, głównie w wyniku braku planowanych dużych i bardzo dużych projektów. Wiele będzie się jednak działo na mniejszych rynkach, a także w segmencie średnich i małych centrów handlowych oraz parków handlowych. Ponad 40% nowej podaży w tym roku zostanie dostarczona na rynki miast o liczbie mieszkańców nieprzekraczającej 200 000.

Autor: Małgorzata Dziubińska, Associate Director w dziale Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield 

Polacy coraz bardziej zamożni. Pieniędzmi dysponują bardzo konserwatywnie, preferując bezpieczeństwo i łatwy dostęp do gotówki

Wzrost podaży i popytu na asortyment BIO. Sklepy szerzej promują towary przyjazne zdrowiu i środowisku

W porównaniu do ub. roku liczba modułów produktów BIO w regularnie pojawiających się gazetkach wzrosła aż o ponad 220%. Jednocześnie sieci handlowe wyraźnie ograniczyły wydawanie publikacji prezentujących wyłącznie tego typu artykuły – i tutaj wystąpił spadek o blisko 40%. Całkowicie zrezygnowały z nich hurtownie. Supermarkety też mocno zmniejszyły ich udział, tj. o prawie 67%. Tylko hipermarkety zwiększyły nakład gazetek o tej tematyce i to o 50%. Sklepy publikujące takie materiały podniosły liczbę ich stron o 55%. Postarały się o to zarówno hipermarkety – wzrost o 55%, jak i supermarkety – 18%. Natomiast sieci convenience skróciły te oferty o prawie 64%.

Zmiana frontu

W opinii prof. dr hab. Ewy Rembiałkowskiej ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, wzrost podaży i popytu na asortyment BIO sprawia, że tego typu oferty coraz częściej pojawiają się w regularnie wydawanych publikacjach promocyjnych. Prawa ekonomiczne zadecydowały o tym, że liczba modułów produktów zwiększyła się w gazetkach aż o 222,50% na przestrzeni roku. Zmiana przepływu komunikatów świadczy też o dynamicznie rozwijającym się rynku. Sieci dopasowują się do istniejących trendów poprzez przekierowanie strumienia informacji.

– Klienci są coraz bardziej świadomi jakości oferowanych im towarów i chcą wiedzieć więcej o ich pochodzeniu. Podążając za trendami konsumenckimi, sieci handlowe zwiększają liczbę modułów z tymi artykułami w swoich gazetkach. Taka strategia wspiera wizerunek każdego sklepu jako dynamicznie rozwijającego się i nastawionego prozdrowotnie. Faktem jest też to, że przez ostatni rok rynek organicznych produktów bardzo się powiększył. Dlatego ich udział w publikacjach tak mocno wzrósł – zauważa Marcin Lenkiewicz, ekspert z aplikacji Zdrowe Zakupy.

Sieci ograniczyły też wydawanie odrębnych publikacji o tematyce BIO, obniżając ich liczbę o 37,50%. Katarzyna Grochowska z Hiper-Com Poland, wyjaśnia, że w ten sposób przeniesiono promowanie zdrowych produktów do regularnych gazetek. Taki asortyment nie jest już kierowany wyłącznie do wąskiej grupy świadomych i zamożnych klientów. Przestał być traktowany jako segment premium i teraz może dotrzeć do każdego konsumenta. Z marketingowego punktu widzenia to świetne zagranie i uzupełnienie kampanii społecznych.

– Retailerzy przekonują shopperów do tego, aby na co dzień kupowali najlepszej jakości artykuły spożywcze i kosmetyczne. Umieszczając produkty BIO w regularnych gazetkach, docierają do konsumentów, którzy wcześniej byli niezainteresowani tematycznymi publikacjami. Teraz szersze grono Polaków może zmienić swoje postrzeganie tej kategorii, np. w kontekście jej ceny czy dostępności – dodaje Marcin Lenkiewicz.

Spektakularny spadek liczby publikacji dedykowanych tego typu produktom zanotowały hurtownie, tj. o 100%. Supermarkety zmniejszyły ich udział o 66,67%, co również jest wyraźną różnicą. Zdaniem eksperta z Hiper-Com Poland, ogromny wzrost popularności ww. artykułów sprawił, że sieci przestały widzieć potrzebę publikowania odrębnych ofert i wolą prezentować tego typu asortyment w regularnych gazetkach. Towary przyjazne zdrowiu i środowisku wypierają produkty gorszej jakości. Z czasem będzie to widoczne także w innych formatach.

– Tylko hipermarkety podniosły nakład gazetek stricte z artykułami BIO. Wydają ich o połowę więcej niż przed rokiem. Z moich obserwacji wynika, że Polacy coraz chętniej kupują tego typu produkty w wielkopowierzchniowych placówkach. Na zakupy w takich sklepach przeznaczają zwykle więcej czasu i dokładnie czytają interesujące ich etykiety. Sieci inwestują w tego typu publikacje, bo one przyciągają klientów – komentuje prof. Ewa Rembiałkowska.

Liczba stron

Gazetek dedykowanych artykułom BIO ubywa, ale zwiększono liczbę ich stron aż o 55%. Według eksperta z aplikacji Zdrowe Zakupy, jest to związane z tym, że tego typu asortyment rośnie w niesamowitym tempie i obejmuje coraz więcej kategorii produktowych. Sklepy komunikują, że nie jest to już nisza rynkowa. Z kolei Katarzyna Grochowska zaznacza, że sieci poszerzają swoje oferty systematycznie i dlatego mogą wydawać coraz obszerniejsze publikacje tematyczne.

– Liczba stron w gazetkach tematycznych wzrosła w hipermarketach o 55%, a w supermarketach o 18,18%. W mojej ocenie, spory udział miał w tym Carrefour, który zdecydował się na upowszechnienie produktów BIO wśród swoich klientów. Zaoferował również tego typu asortyment w najniższych cenach na rynku. Konkurencyjność mocno podkreśla w swoich ofertach promocyjnych – zwraca uwagę Marcin Lenkiewicz.

Carrefour Polska informuje, że sieć chce przełamywać bariery, które ograniczają kupowanie produktów ekologicznych. Chodzi głównie o cenę i o brak znajomości korzyści płynących z ich spożywania. W celu dotarcia do jak najszerszej grupy odbiorców pojawiły się tematyczne gazetki zarówno w hipermarketach, jak i supermarketach. Firma rozpowszechnia w nich nie tylko oferty produktowe, ale także informacje merytoryczne dotyczące wartości odżywczych tego typu żywności.

– Nie licząc hurtowni, które całkowicie zrezygnowały z gazetek tematycznych, najbardziej zmniejszyły liczbę stron w takich publikacjach sieci convenience – 63,64%. Ten format jest nastawiony na szybkie i łatwe zaspokajanie potrzeb zakupowych konsumentów. W ostatnim roku tego typu sklepy mogły bardziej skoncentrować się na promowaniu innych, popularnych wśród klientów, artykułów. To oczywiście nie oznacza, że ograniczyły sprzedaż ekologicznych produktów – analizuje Marcin Lenkiewicz.

Jak przewiduje Katarzyna Grochowska, z czasem wszystkie formaty zaczną ograniczać liczbę stron w gazetkach tematycznych. W końcu zupełnie z nich zrezygnują, jak uczyniły to hurtownie. Po prostu takie materiały promocyjne przestaną być potrzebne. Regularnie wydawane publikacje będą przedstawiały coraz więcej produktów BIO i EKO. To będzie konsekwencją presji wywieranej na producentach i sprzedawcach w związku z degradacją środowiska, postępującą otyłością społeczeństwa i rosnącą liczbą zachorowań m.in. na nowotwory.

Zespół analityków z Hiper-Com Poland dokonał analizy gazetek ogólnych i tych stricte z produktami BIO. Wziął pod uwagę wszystkie dostępne na rynku hipermarkety, supermarkety, sieci convenience, hurtownie, dyskonty oraz sieci cash&carry. Stwierdził również, że dwa ostatnie formaty nie wydawały publikacji dedykowanych ww. artykułom. Materiał porównawczy został zebrany za okres pierwszych pięciu miesięcy ubiegłego i tego roku.