Branża leasingowa z dobrym początkiem 2026 roku – dwucyfrowy wzrost w I kwartale

  • Rynek leasingu wzrósł o 10,8 proc. r/r, osiągając wartość 29,2 mld zł w I kwartale 2026 r., co potwierdza stabilny trend wzrostowy branży
  • Segment pojazdów pozostaje głównym motorem rynku – szczególnie silny wzrost odnotowano w finansowaniu pojazdów ciężkich (19 proc. r/r)
  • Maszyny i urządzenia rosną umiarkowanie (8,8 proc. r/r) przy wyraźnym zróżnicowaniu sektorowym – dynamiczne wzrosty w części kategorii kontrastują ze spadkami m.in. w rolnictwie

Branża leasingowa w Polsce utrzymuje pozytywną dynamikę rozwoju. W pierwszym kwartale 2026 r. firmy leasingowe sfinansowały inwestycje przedsiębiorstw o łącznej wartości 29,2 mld zł, co oznacza wzrost o 10,8 proc. r/r.

Zdecydowanie szybciej niż leasing rosło finansowanie pożyczką leasingową. Wartość tej ostatniej wzrosła o 29 proc., do 4,6 mld zł. Leasing jest jednak dominującą formą finansowania – wartość sfinansowanych w ten sposób aktywów wyniosła 24,6 mld zł, co oznacza wzrost o 7,9 proc. r/r.

Pierwszy kwartał 2026 roku potwierdza stabilny rozwój branży leasingowej i jej istotną rolę w finansowaniu inwestycji przedsiębiorstw. Szczególnie pozytywnie wyróżnia się segment transportu ciężkiego, który jest silnie powiązany z aktywnością gospodarczą i handlem – komentuje Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu.

Struktura finansowa I Q 2026

Lekkie na plusie

Największy udział w strukturze rynku niezmiennie mają pojazdy, które odpowiadają za trzy czwarte sfinansowanych inwestycji firm w Polsce przez firmy leasingowe. Wartość tego segmentu wyniosła 22,1 mld zł, co oznacza wzrost o 12,1 proc. r/r. W ramach tej kategorii finansowanie pojazdów lekkich (samochody osobowe i dostawcze do 3,5 t) osiągnęło wartość 16,5 mld zł, rosnąc o 10,1 proc. r/r i odpowiadając za 56,5 proc. całego rynku leasingu.

Rok 2026 rozpoczął się od umiarkowanego wzrostu finansowania samochodów osobowych i dostawczych leasingiem, przy jednoczesnym wyraźnym odbiciu w segmencie pożyczki. Widzimy przyspieszenie dynamiki w kolejnych miesiącach – w marcu była ona istotnie wyższa niż w styczniu i lutym, a także przekroczyła tempo obserwowane pod koniec 2025 roku. Podobnie jak w poprzednich kwartałach, szybciej rośnie finansowanie samochodów osobowych niż lekkich pojazdów dostawczych. Zakładamy, że utrzymująca się wysoka dynamika wydatków gospodarstw domowych w 2026 roku będzie nadal wspierać popyt na pojazdy lekkie w Polsce – mówi Marcin Nieplowicz, główny ekonomista EFL i ZPL.

Ciężkie przyspieszają

Segment pojazdów ciężkich rozwijał się szybciej i widać tu wyraźne ożywienie – jego wartość wyniosła 5,4 mld zł, co oznacza wzrost o 19 proc. r/r. To już drugi miesiąc z rzędu solidnych wzrostów – po 18,6% r/r w lutym, w marcu dynamika przyspieszyła do 32,0% r/r, po znacznie słabszym początku roku i końcówce 2025 roku. Na szczególną uwagę zasługują ciągniki siodłowe, które kolejny miesiąc utrzymują bardzo wysoką dynamikę. Częściowo wynika to z efektu niskiej bazy, ale widoczny jest również pozytywny wpływ stabilizacji sytuacji gospodarczej w strefie euro. Jednocześnie obserwujemy spadki w finansowaniu naczep przy silnym wzroście w segmencie ciężarówek powyżej 3,5 tony, co wskazuje na większą rolę popytu krajowego. Jak podkreśla Marcin Nieplowicz, w  kolejnych miesiącach wyniki segmentu będą w dużej mierze uzależnione od sytuacji geopolitycznej, w szczególności rozwoju wydarzeń na Bliskim Wschodzie.

Maszyny odbijają

Drugim co do wielkości segmentem po pojazdach pozostają maszyny i urządzenia, których finansowanie osiągnęło wartość 6,4 mld zł (22,3 proc. udziału w rynku), przy wzroście o 8,8 proc. r/r. Segment ten odnotował wyraźne ożywienie w marcu 2026 roku, z istotnym wzrostem rok do roku, po wcześniejszych spadkach obserwowanych na początku roku oraz umiarkowanej dynamice w końcówce 2025.

Do lutego widoczne były wyraźne spadki w finansowaniu sprzętu budowlanego i maszyn rolniczych, natomiast marzec przyniósł odwrócenie tego trendu – dodatnie wyniki w segmencie agro oraz bardzo silne wzrosty w obszarze maszyn budowlanych i pozostałych maszyn. Wzrosty te były w dużej mierze napędzane finansowaniem pożyczką, przy bardziej umiarkowanej dynamice leasingu. Spadki w finansowaniu maszyn rolniczych w ujęciu kwartalnym są efektem pogorszenia koniunktury wśród gospodarstw rolniczych, w szczególności niższych ocen dochodowości działalności, a także wysokiej bazy z ubiegłego roku – komentuje Marcin Nieplowicz.

Finansowanie w podziale na aktywa:

  • Pojazdy – 22,1 mld zł (wzrost o 12,1 proc. r/r), w tym:
  • pojazdy lekkie – 16,5 mld zł (wzrost o 10,1 proc. r/r)
  • pojazdy ciężkie – 5,4 mld zł (wzrost o 19,0 proc. r/r)
  • inne pojazdy – 0,2 mld zł (wzrost o 5,9 proc. r/r)
  • Maszyny i urządzenia – 6,4 mld zł (wzrost o 8,8 proc. r/r)
  • Pozostałe ruchomości – 0,7 mld zł (wzrost o 9,1 proc. r/r)
  • Nieruchomości – 0,01 mld zł (spadek o 91,9 proc. r/r/)

Prognozy 2026

Związek Polskiego Leasingu szacuje, że w 2026 roku wartość inwestycji sfinansowanych przez branżę leasingową może osiągnąć poziom 129,7 mld zł, co oznaczałoby wzrost o około 9% rok do roku. Prognoza zakłada utrzymanie stabilnej aktywności inwestycyjnej przedsiębiorstw oraz dalszą istotną rolę leasingu jako narzędzia finansowania rozwoju polskiej gospodarki. Według ZPL, 2026 rok powinien być okresem wzmożonych inwestycji, czemu sprzyjać będzie kumulacja pieniędzy unijnych z Krajowego Planu Odbudowy oraz perspektywy finansowej na lata 2021–2027. Szacuje się, że wydatki inwestycyjne finansowane z funduszy UE mogą wynieść około 182 mld zł, wobec około 63 mld zł w 2025 roku. Tak znaczący wzrost ma stanowić silny impuls dla inwestycji prywatnych, w tym sektora MŚP, co w konsekwencji powinno pozytywnie wpłynąć na rozwój rynku leasingu.

Po umiarkowanych wynikach na początku 2026 roku, w marcu obserwowaliśmy wyraźne przyspieszenie dynamiki. To częściowo efekt odreagowania po słabszych miesiącach, na które wpływ miały m.in. warunki pogodowe oraz układ kalendarza, ale także sygnał rosnącego popytu inwestycyjnego, szczególnie wśród większych przedsiębiorstw. W kolejnych kwartałach oczekujemy, że silny popyt konsumpcyjny, uruchamianie pieniędzy unijnych oraz stopniowa poprawa eksportu będą wspierały wyraźniejszy wzrost finansowania inwestycji firm przez branżę leasingową w 2026 roku – komentuje Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu.Wartość finansowania lata

Co polityczna zmiana w Budapeszcie może oznaczać dla Polski i regionu?

Minęły dwa tygodnie od wyborów parlamentarnych na Węgrzech, które zakończyły 16-letnie rządy Viktora Orbána. Opozycyjna partia TISZA nie tylko wygrała, ale po ostatecznym przeliczeniu głosów utrzymała silny mandat do rządzenia. Dla rynków finansowych był to sygnał, że zmiana polityczna może przełożyć się na realny zwrot gospodarczy. Najbardziej widoczna reakcja nastąpiła na rynku walutowym. Forint utrzymał znaczną część powyborczego umocnienia, a inwestorzy zaczęli ograniczać premię za ryzyko przypisywaną wcześniej Węgrom. Poprawiły się również nastroje wokół węgierskich obligacji i spółek notowanych w Budapeszcie.

Rynki nie reagują dziś już wyłącznie na sam wynik wyborów, ale na oczekiwanie konkretnych działań: poprawy relacji z Unią Europejską, napływu kapitału i większej przewidywalności gospodarczej. To klasyczny przykład, jak polityka wpływa na wycenę waluty i koszt finansowania państwa. Po dwóch tygodniach inwestorzy zaczynają jednak oczekiwać nie deklaracji, lecz pierwszych decyzji rządu Pétera Magyara – komentuje Jacek Jurczyński, prezes Akcenta CZ.

Bruksela w centrum uwagi inwestorów

Najważniejszym tematem po wyborach pozostają relacje Węgier z UE. Inwestorzy zakładają, że nowy rząd będzie dążył do szybkiego odblokowania funduszy unijnych wstrzymywanych wcześniej z powodu sporów instytucjonalnych. W grze pozostają środki liczone w miliardach euro, które mogłyby istotnie pobudzić inwestycje i wzrost gospodarczy. Dodatkowym impulsem dla rynku są rozmowy nowego premiera Pétera Magyara z przedstawicielami Komisji Europejskiej. Dla inwestorów to pierwszy test skuteczności nowego gabinetu i sygnał, czy polityczna zmiana rzeczywiście przełoży się na poprawę warunków finansowych kraju.

Odblokowanie funduszy unijnych oznaczałoby mniejsze potrzeby pożyczkowe państwa, silniejszy impuls inwestycyjny i większą stabilność finansową całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. W praktyce rynki zaczęły traktować Węgry nie jako źródło politycznego ryzyka w UE, lecz potencjalny rynek odbicia gospodarczegoocenia Jurczyński.

Węgry wracają do gry o kapitał

Coraz częściej pojawiają się sygnały, że inwestorzy zagraniczni patrzą dziś na Węgry nie tylko przez pryzmat kosztów pracy czy ulg podatkowych, ale przede wszystkim stabilności regulacyjnej, przewidywalności decyzji gospodarczych i jakości otoczenia biznesowego. To zmiana istotna dla całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej.

Jeśli nowy rząd skutecznie poprawi relacje z Brukselą i uruchomi napływ środków unijnych, Węgry mogą szybko wrócić do gry o nowe projekty przemysłowe, centra logistyczne oraz inwestycje produkcyjne. Oznaczałoby to większą konkurencję o kapitał w regionie, również dla Polski.

Ostatnie lata pokazały, że inwestorzy coraz rzadziej wybierają wyłącznie najniższe koszty działalności. Dziś równie ważne są przewidywalne regulacje, stabilna waluta i możliwość planowania przepływów finansowych. Jeśli Węgry odzyskają wiarygodność gospodarczą, mogą szybko stać się jednym z aktywniejszych rynków regionu wskazuje prezes Akcenta CZ.

Nowy układ sił w regionie. Co to oznacza dla Polski?

Zmiana na Węgrzech może mieć znaczenie również dla Polski. Przez ostatnie lata Warszawa i Budapeszt często znajdowały się po tej samej stronie sporów europejskich. Nowe otwarcie w Budapeszcie może osłabić dawny układ polityczny i przesunąć środek ciężkości regionu w stronę bardziej pragmatycznej współpracy gospodarczej z Brukselą.

Dodatkowym sygnałem jest zapowiedź Pétera Magyara, że swoją pierwszą oficjalną wizytę zagraniczną jako premiera chce złożyć w Warszawie. Może to oznaczać próbę budowy nowego formatu relacji Polska–Węgry, opartego bardziej na gospodarce, handlu i inwestycjach niż na dotychczasowej symbolice politycznej.

Inwestorzy coraz częściej patrzą na region jako całość. Jeśli Węgry wracają do gry, Polska również może korzystać na poprawie postrzegania Europy Środkowej. Jednocześnie rośnie konkurencja o kapitał, szczególnie w sektorach produkcyjnych i logistycznych. Dla Polski oznacza to zarówno szansę, jak i wyzwanie mówi prezes Akcenta CZ.

Co dalej z forintem, złotym i firmami?

Po silnym ruchu forinta możliwa jest krótkoterminowa korekta, ale kierunek średnioterminowy będzie zależeć od pierwszych decyzji nowego rządu. Rynek będzie obserwował tempo rozmów z Brukselą, skład gabinetu oraz sygnały dotyczące polityki fiskalnej i stóp procentowych. Dla polskich firm handlujących z Węgrami lub szerzej w regionie oznacza to jedno: większą zmienność kursów walut w najbliższych miesiącach. Dotyczy to nie tylko forinta, ale pośrednio także złotego i korony czeskiej.

Dwa tygodnie po wyborach widzimy, że zmiana polityczna może błyskawicznie przełożyć się na kursy walut. Dla firm to przypomnienie, że ryzyko walutowe nie jest teorią, lecz realnym elementem marży i planowania finansowego. W takich momentach szczególnego znaczenia nabiera zarządzanie ekspozycją walutową podsumowuje Jurczyński.   

Region wraca na radar inwestorów

Eksperci Akcenta CZ wskazują, że inwestorzy coraz częściej patrzą na Polskę, Czechy, Węgry i Rumunię jako wspólny koszyk regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Jeśli polityczne ryzyko na Węgrzech będzie spadać, korzystać mogą również inne waluty regionu, w tym złoty i korona czeska. Zdaniem ekspertów Akcenta CZ najbardziej prawdopodobny scenariusz to stopniowe umacnianie pozycji Węgier w regionie, przy jednoczesnym utrzymaniu podwyższonej zmienności walut. Jeśli nowy rząd szybko poprawi relacje z UE, Budapeszt może stać się jednym z ciekawszych rynków Europy Środkowej w drugiej połowie 2026 roku.

Kruche zawieszenie broni bez porozumienia. Geopolityka nadal dyktuje rytm rynkom

Choć kruche zawieszenie broni w Iranie na razie się utrzymuje, cieśnina Ormuz jest wciąż niemal całkowicie zablokowana przez obie strony i niewiele wskazuje, by rozmowy pokojowe posuwały się do przodu – lub w ogóle się odbywały. Gorszy sentyment do ryzyka odbił się na kursie EUR/PLN, który wrócił do okolic 4,25.

Kluczowe punkty:

  • Dane z Polski zaskakują.
  • Gospodarka strefy euro zwalnia przez skok cen energii.
  • Fed powinien utrzymać stopy procentowe w oczekiwaniu na nadejście Warsha.
  • EBC powinien wstrzymać się od ruchu, choć Lagarde może robić aluzje do podwyżki stóp latem.
  • Świetne wskaźniki PMI w Wlk. Brytanii przed posiedzeniem BoE.

Na rynku walutowym nie widać żadnych wyraźnych trendów – bezterminowe zawieszenie broni sugeruje zakończenie działań zbrojnych, nie wymusza jednak pośpiechu w zawarciu porozumienia pokojowego. Amerykańskie akcje osiągnęły jednak nowe maksima, zaś niepokojące sygnały płynące z gospodarki strefy euro ograniczają zyski europejskich aktywów ryzykownych. Trend „sell America” został wstrzymany na nieokreślony czas, rynki spodziewają się bowiem, że wojna będzie miała na USA stosunkowo mały wpływ.

Ten tydzień zapowiada się jako niezwykle istotny. Do nagłówków dotyczących wojny dołączą decyzje najważniejszych banków centralnych, w tym Rezerwy Federalnej (środa 29.04) oraz Banku Anglii i Europejskiego Banku Centralnego (czwartek 30.04). Choć nie oczekuje się, by któryś z nich zmienił wysokość stóp procentowych, decydenci przekazywali rynkowi stosunkowo niewiele informacji na temat tego, jak oceniają wpływ wojny na ceny oraz wzrost gospodarczy i który z tych aspektów będzie priorytetowy dla ich reakcji. Intensywny tydzień na rynkach dopełnią dane o inflacji HICP w strefie euro i PCE w USA (czwartek 30.04).

PLN

Pogorszenie sentymentu do ryzyka w obliczu rozczarowujących nagłówków dotyczących perspektyw porozumienia na Bliskim Wschodzie przerwało dobrą passę złotego. Kurs EUR/PLN powrócił do okolic 4,25, zmienność nie jest jednak zbyt duża. Wieści z kraju były w zeszłym tygodniu wyjątkowo dobre – po rozczarowującym początku roku w marcu dane zaskoczyły pozytywnie na całej linii, wzmacniając przekonanie, że aktywność gospodarcza będzie w tym roku silna.

Realna sprzedaż detaliczna i produkcja przemysłowa w ujęciu rocznym rosły najmocniej od 2022 r. – odpowiednio o 8,7% i 9,4%. Mocniejsza od oczekiwań była również dynamika płac, która podbiła do 6,6%. Choć złoty nadal powinien reagować przede wszystkim na sygnały z zewnątrz, warto będzie zwrócić uwagę na kwietniowy odczyt inflacji (czwartek 30.04), który może pokazać lekki spadek względem marca.

EUR

Ubiegłotygodniowe dane ankietowe ze strefy euro były jednoznacznie negatywne. Mimo odporności europejskich rynków indeks nastrojów gospodarczych ZEW spadł do najniższego poziomu od trzech lat. Bardziej niepokojące są wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej w kwietniu, które spadły poniżej i tak już pesymistycznych oczekiwań do poziomów spójnych z wyraźnym kurczeniem się gospodarki. Przekonamy się, czy te miękkie dane są nadmiernie silną reakcją na niepokój związany z wojną, a twarde będą radzić sobie lepiej, wydaje się jednak, że jakiekolwiek szanse na podwyżkę stóp EBC w tym tygodniu (czwartek 30.04) zostały przekreślone.

Czwartek przyniesie również wstępne odczyty PKB w I kwartale i inflacji w kwietniu. Dzięki nim i komunikatom EBC przed końcem tygodnia zyskamy znacznie wyraźniejszy obraz wpływu wojny na gospodarkę i reakcji banku centralnego. Ostatnie wypowiedzi decydentów sugerują, że nie spieszno im do podwyżki stóp procentowych, spodziewamy się jednak, że prezeska Christine Lagarde pozostawi otwartą furtkę dla takiego ruchu latem w razie, gdyby pojawiły się obawy dotyczące odkotwiczenia oczekiwań inflacyjnych.

USD

Amerykańskie dane makro w dalszym ciągu cechuje odporność na wojnę. Sprzedaż detaliczna w marcu była na bardzo dobrym poziomie, co potwierdza rozbieżność między niskim zaufaniem konsumentów a rzeczywistymi wydatkami gospodarstw domowych. Wskaźniki PMI również się umocniły, a kluczowy, dla usług, wrócił w kwietniu do obszaru oznaczającego ekspansję sektora.

Jakby nie patrzeć, powszechnie oczekiwane utrzymanie poziomu stóp procentowych Fedu w środę (29.04) jest prawdopodobnie uzasadnione. Nie będzie publikacji nowego dot plotu ani rewizji projekcji ekonomicznych, spodziewamy się jednak, że prezes Jerome Powell przyjmie podczas swojej konferencji prasowej ostrożnie jastrzębi ton. Zapewne wspomni o ryzyku inflacyjnym wynikającym z wojny, nie podkreślając go jednak na tyle, by rynki zaczęły wyceniać podwyżki stóp procentowych w dalszej części roku. Biorąc jednak pod uwagę ogólny brak klarowności spowodowany konfliktem i dodatkową niepewność w związku z nadchodzącą zmianą prezesa na Kevina Warsha, prawdopodobnie gołębiego nominata Donalda Trumpa, kolejnym ruchem może być równie dobrze podwyżka, jak i cięcie.

GBP

Opublikowane w ubiegłym tygodniu odczyty ekonomiczne uzasadniły i wsparły niewielką aprecjację funta od początku wojny w Iranie. Zarówno płace, jak i bezrobocie pozytywnie zaskoczyły, niemniej dane dotyczą lutego, więc czasu sprzed wybuchu wojny. Inflacja zgodnie z oczekiwaniami wzrosła, prawdziwie optymistyczne wieści przyniosły zaś kwietniowe wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej, które mimo ponurych nagłówków dotyczących wojny i skoków cen energii wzrosły.

Posiedzenie Banku Anglii (czwartek 30.04) niemal na pewno nie zaowocuje zmianą wysokości stóp procentowych. Zamiast tego będziemy wyczekiwać podziału głosów i towarzyszących decyzji komunikatów, by przekonać się, czy rynkowe oczekiwania dwóch podwyżek po 25 pb. w 2026 r. pokrywają się z przekonaniami Komitetu. Choć uważamy, że obecna wycena wysokości stóp procentowych jest zbyt agresywna, nie spodziewamy się, by prezes Andrew Bailey odsuwał silnie te oczekiwania, biorąc pod uwagę, że potrzeba trochę czasu, nim decydenci poznają rzeczywisty wpływ wojny w Iranie na gospodarkę.

Wall Street utrzymuje historyczne poziomy. Wyniki Apple, Microsoftu i Amazona mogą zmienić sentyment

Inwestorzy dość sceptycznie reagują na informacje ze strony irańskiej o nowej propozycji zakończenia wojny. Mimo napięcia w geopolityce, Wall Street utrzymuje się na historycznych maksimach – czy wyniki technologicznych gigantów coś zmienią? Skrócony tydzień m.in. w Polsce upływa pod znakiem posiedzeń bankierów centralnych na czele z Fed. 

Ograniczony risk on

Tydzień zaczynamy od doniesień ze strony irańskiej na temat nowej propozycji zakończenia konfliktu. Szef dyplomacji Teheranu ponownie chce otwarcia Cieśniny Ormuz, aby zakończyć wojnę. Najbardziej wrażliwą kwestię, czyli posiadanie broni nuklearnej, proponuje jednak omawiać w późniejszym terminie. Negocjacje utknęły w martwym punkcie, a strona irańska twardo stawia warunki i wykorzystuje blokadę Cieśniny Ormuz jako straszak. Inwestorzy dość sceptycznie podeszli do tej nowej propozycji. I trudno się im dziwić, bo oczekiwania USA są znane: zawieszenie programu wzbogacania uranu na co najmniej 10 lat i wywiezienie z Iranu „gotowego” surowca do produkcji broni atomowej. Mamy więc bardzo duży rozstrzał oczekiwań, co może skutkować tym, że strona amerykańska propozycji Teheranu nawet nie rozważy. EUR/USD powrócił ponad poziom 1,1750, niemniej jednak widać dużą ostrożność inwestorów. Już niejednokrotnie pojawiały się sygnały o deeskalacji, które w kolejnych godzinach były dementowane przez obie strony.

Sezon wyników

W centrum uwagi rynków pozostają negocjacje między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, ale na Wall Street jeszcze ważniejszą kwestią będzie sezon wyników amerykańskich gigantów technologicznych. Giełdy amerykańskie, mimo wojny na Bliskim Wschodzie, utrzymują się na historycznych poziomach. W tym tygodniu odbędzie się swoisty sprawdzian ich kondycji, czyli publikacja sprawozdań finansowych. W środę i w czwartek pojawią się raporty technologicznych gigantów. Decydującą kwestią pozostaje zwrot olbrzymich kosztów wydatkowanych na sztuczną inteligencję i to, jak ten czynnik przełoży się na wyniki finansowe. Wyniki Apple, Microsoftu czy Amazona potrafią decydować o sentymencie na wszystkich indeksach giełdowych. Do tej pory sezon wynikowy przebiegał pod hasłem „pozytywnych zaskoczeń”. Jeśli ten tydzień potwierdzi zwyżkowy trend, będziemy mogli znów spoglądać na historyczne poziomy.

Będzie się działo

Ostatni tydzień kwietnia w niektórych krajach Europy pozostaje nieco krótszy, również w Polsce 1 maja będzie dniem wolnym. Nie oznacza to, że nic nie będzie się działo, bo zarówno środa, jak i czwartek zapowiadają się na rynkach ekscytująco. Poza wspomnianymi wynikami spółek, mamy posiedzenia bankierów centralnych z USA, strefy euro, Wielkiej Brytanii czy Japonii. Nie zanosi się, że dojdzie do zmian stóp procentowych, niemniej jednak uwaga inwestorów skupi się na komunikatach po posiedzeniach. Drastyczne wzrosty cen energii, ropy naftowej czy gazu ziemnego, muszą wywrzeć wpływ na dynamikę inflacji w najbliższych miesiącach. Pytanie tylko, który bank pierwszy wyjdzie przed szereg i zacznie sygnalizować możliwe podwyżki stóp w związku z tym faktem. Spora uwaga powinna się też skupić na czwartkowym odczycie inflacji PCE core, czyli tej wykorzystywanej przez Fed do oceny perspektyw polityki monetarnej. Prognozy mówią o poziomie 3,1% r/r w marcu. Każdy wyższy wynik może przyczynić się do wzrostu rentowności obligacji USA i wpłynąć na plus na notowania dolara.

Regulacje najmu krótkoterminowego uderzą w turystykę? „Mocno spadnie podaż przy rekordowym popycie”

– Regulacje zwiększają transparentność rynku, ale jednocześnie faworyzują profesjonalne zajmujące się tematem najmu firmy – mówi Łukasz Szykuć, prezes zachodniopomorskiego oddziału Polskiego Związku Firm Deweloperskich. Trwa dyskusja, jak powinny wyglądać zmiany w najmie krótkoterminowym, by pogodzić oczekiwania społeczne i gospodarcze. – Zmiany są konieczne, ale mamy obawy związane ze spadkiem dostępności obiektów na wynajem w dużych miastach i kurortach turystycznych. Dla Pomorza Zachodniego ten temat jest bardzo ważny – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Dobre rozwiązania pomieszane z kontrowersyjnymi”

Rozporządzenie unijne wprowadza obowiązkową rejestrację lokali w Centralnym Wykazie Obiektów Noclegowych z unikalnymi numerami ewidencyjnymi. Trwające prace sejmowe nad krajowymi regulacjami – w tym między innymi zgoda wspólnot mieszkaniowych, limity dni najmu do 120 rocznie w strefach gminnych oraz możliwość wprowadzania stref zakazu przez samorządy – zapowiadają dalsze zaostrzenie zasad. W opinii przedsiębiorców zmiany ograniczą swobodę inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych, dotychczas napędzających segment mieszkań głównie pod platformy rezerwacyjne.

– Najem krótkoterminowy powinien być uregulowany. Jesteśmy świadomi tego, jak mocno zmieniła się skala prowadzenia tego rodzaju działalności. Należy wprowadzić ewidencję mieszkań na wynajem krótkoterminowy, a podmioty zajmujące się tym komercyjnie powinny uiszczać z tego tytułu wszelkie należności oraz działać tak, by nie naruszać zasad współżycia społecznego. Najem powinien być prowadzony tak, by złe incydenty nie wpływały na wizerunek działania w sposób horyzontalny. Należy jednak zauważyć, że często przedsiębiorcy nie mają wpływu na to, kto wynajmuje mieszkanie w ramach najmu krótkoterminowego – przyznaje Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Ustawa powinna być rozwiązaniem porządkującym, ale w duchu idei deregulacyjnych uznajemy także racje przedsiębiorców zajmujących się najmem krótkoterminowym, którzy zwracają uwagę, że np. obowiązek wyrażania zgody przez wspólnoty mieszkaniowe i właścicieli budynków na możliwość działania komercyjnego poprzez wynajem mieszkań, mogłoby doprowadzić do zniknięcia z rynku setek mieszkań z dużych miast i kurortów turystycznych. To spowodowałoby radykalny wzrost cen, także cen w hotelach, a to miałoby duży wpływ na turystykę – mówi Hanna Mojsiuk.

„Wzrost cen w obiektach turystycznych i hotelach niemal pewny”

Regulacje zwiększają transparentność rynku najmu, w szczególności dla organów podatkowych. W opinii przedsiębiorców dobre rozwiązania pomieszane są z takimi, które mogą generować negatywne konsekwencje np. dla turystyki.

 – Projekt ustawy o najmie krótkoterminowym zapewne jest potrzebny, aby zniwelować uciążliwości dla lokatorów, którzy w tej samej lokalizacji zamieszkują na stałe. Nie możemy jednak zapominać, że najem krótkoterminowy to często jedyna sensowna cenowo alternatywa dla polskich rodzin, które zamierzają spędzić wakacje w Polsce. Budownictwo to koło zamachowe naszej gospodarki, jak również, bezpośrednio i pośrednio, miejsce pracy dla milionów osób. Musimy działać w przemyślany i logiczny sposób, aby nie zdusić tego segmentu budownictwa i nie zmusić tym samym rodzimych inwestorów do kupowania nieruchomości na wynajem za granicą. To między innymi ze względu na trudność w przewidywaniu regulacji dotyczących nieruchomości wielu z nich już dzisiaj decyduje się na zainwestowanie kapitału na rynkach innych krajów – mówi Łukasz Szykuć, prezes zachodniopomorskiego oddziału Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

– Nie mam wątpliwości, że wprowadzenie ograniczeń będzie powodować wzrost cen w obiektach turystycznych w tym w hotelach. Popyt na turystykę nadmorską, a także turystykę w dużych miastach takich jak Wrocław czy Kraków jest ogromny, a podaż mieszkań na wynajem może się znacząco zmniejszyć – mówi ekspert rynku nieruchomości Mirosław Król.

– Szukajmy dobrych rozwiązań, które będą wpływać na poprawę komfortu życia stałych lokatorów obiektów w których prowadzony jest najem krótkoterminowy, ale nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Wyobrażam sobie, że wprowadzenie takich regulacji spowoduje, że wiele mieszkań z rynku wtórnego może wrócić na rynek, jako lokale na sprzedaż – mówi Mirosław Król.

ORLEN i Wojska Obrony Terytorialnej będą współpracować przy ochronie infrastruktury krytycznej

ORLEN oraz Wojska Obrony Terytorialnej podpisały porozumienie dotyczące współpracy w zakresie wzmacniania bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej spółki. Partnerstwo ma obejmować szkolenia, ćwiczenia, inicjatywy edukacyjne oraz wymianę doświadczeń między koncernem energetycznym a formacją wojskową.

Nowe porozumienie ma zwiększyć gotowość ORLENU i Wojsk Obrony Terytorialnej do działania w wymagających warunkach operacyjnych. Współpraca będzie koncentrować się przede wszystkim na efektywnej ochronie aktywów produkcyjnych, które mają kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. Jak podkreślają strony, ochrona infrastruktury krytycznej wymaga nie tylko odpowiednich procedur, ale również praktycznych kompetencji, stałego przygotowania i sprawnego współdziałania różnych instytucji.

ORLEN wskazuje, że bezpieczeństwo energetyczne jest jednym z fundamentów odporności państwa. Dotyczy to zarówno ciągłości dostaw paliw i energii, jak również zdolności reagowania na sytuacje kryzysowe, awarie, zagrożenia hybrydowe czy inne zdarzenia mogące wpływać na funkcjonowanie strategicznych obiektów. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera przygotowanie pracowników koncernu do współpracy ze służbami i wojskiem.

– Bezpieczeństwo Polski i stabilne dostawy energii są ze sobą nierozerwalnie związane. Bierzemy odpowiedzialność nie tylko za rozwój biznesu, ale także za wzmacnianie odporności kraju. Ważną rolę odgrywają w tym nasi pracownicy – ich wiedza, zaangażowanie i gotowość do działania. Współpraca z Wojskami Obrony Terytorialnej pozwoli rozwijać ich kompetencje i przekładać je na konkretne efekty, realnie zwiększając bezpieczeństwo naszej infrastruktury – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

WOT będzie szkolić się w warunkach zbliżonych do rzeczywistych

Porozumienie zakłada rozwój współpracy szkoleniowej oraz przygotowanie zarówno pracowników ORLENU, jak i żołnierzy WOT-u do wspólnego działania w różnych sytuacjach operacyjnych. W praktyce oznacza to organizację wspólnych szkoleń i ćwiczeń, w tym zajęć z przysposobienia wojskowego dla pracowników koncernu. Elementem współpracy będzie także udostępnienie wybranych instalacji ORLENU na potrzeby warsztatów i zajęć praktycznych.

Dla Wojsk Obrony Terytorialnej możliwość prowadzenia ćwiczeń w środowisku rzeczywistych obiektów infrastrukturalnych ma znaczenie operacyjne. Pozwala lepiej rozumieć specyfikę strategicznych instalacji przemysłowych, ich organizację, ograniczenia techniczne oraz procedury bezpieczeństwa. Takie działania mogą wzmacniać zdolność formacji do współpracy z podmiotami odpowiedzialnymi za kluczowe elementy gospodarki i systemu bezpieczeństwa państwa.

– Ochrona infrastruktury krytycznej jest jednym z kluczowych elementów systemu bezpieczeństwa państwa. Współpraca z ORLENEM umożliwia Wojskom Obrony Terytorialnej doskonalenie zdolności operacyjnych w środowisku rzeczywistych obiektów infrastrukturalnych oraz budowanie efektywnego modelu współdziałania z partnerem strategicznym sektora energetycznego – podkreślił gen. dyw. dr Krzysztof Stańczyk, Dowódca Wojsk Obrony Terytorialnej.

Szkolenia, edukacja i wymiana doświadczeń

Współpraca ORLENU i WOT-u nie ograniczy się wyłącznie do ćwiczeń praktycznych. Porozumienie obejmuje również wymianę wiedzy, wsparcie kompetencyjne oraz inicjatywy edukacyjne. Strony zapowiadają działania, które mają zwiększać świadomość społeczną w obszarze bezpieczeństwa, odpowiedzialności obywatelskiej i roli infrastruktury krytycznej w funkcjonowaniu państwa.

ORLEN umożliwi także prowadzenie działań informacyjnych i rekrutacyjnych WOT-u wśród swoich pracowników. Ma to wspierać rozwój formacji oraz zwiększać zaangażowanie społeczne osób zatrudnionych w koncernie. Z punktu widzenia spółki istotne jest również wzmacnianie kompetencji własnej kadry, szczególnie w zakresie reagowania na sytuacje nadzwyczajne i współpracy z instytucjami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo.

Porozumienie ma charakter systemowy i wpisuje się w szersze podejście do budowy odporności państwa. Zakłada ono współdziałanie administracji publicznej, sił zbrojnych, sektora gospodarczego oraz społeczeństwa obywatelskiego. W przypadku ORLENU szczególne znaczenie ma fakt, że spółka zarządza aktywami o strategicznym znaczeniu dla krajowego bezpieczeństwa energetycznego.

Wzmocnienie ochrony kluczowych obiektów

Zawarte partnerstwo ma stworzyć trwałe ramy współdziałania pomiędzy potencjałem obronnym Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej a zasobami, infrastrukturą i kompetencjami strategicznego podmiotu sektora energetycznego. Współpraca ma pozwolić na efektywne wykorzystanie uzupełniających się zdolności obu stron. Chodzi zarówno o lepsze przygotowanie do ochrony kluczowych obiektów, jak i o zwiększenie zdolności reagowania w przypadku sytuacji kryzysowych.

Istotnym elementem porozumienia będą również wydarzenia i inicjatywy skierowane do społeczności lokalnych. Ich celem ma być zwiększanie świadomości dotyczącej bezpieczeństwa oraz pokazanie, że ochrona infrastruktury krytycznej nie jest wyłącznie zadaniem wyspecjalizowanych służb. To także obszar wymagający odpowiedzialności, wiedzy i współpracy wielu środowisk.

Kuehne+Nagel pod presją geopolityki i słabego dolara. Wyniki za I kwartał 2026 roku

Wyniki Kuehne+Nagel za pierwszy kwartał 2026 r. 

Q1 2026 Q1 2025 Δ Δ*
Obrót netto 5,603 6,330 -12% -5%
Zysk brutto 2,110 2,237 -6% -%
EBITDA 562 627 -10% -4%
EBIT 343 402 -15% -8%
Cykliczny EBIT** 308 402 -23% -17%
Zyski 248 303 -18% -12%
Wolne przepływy pieniężne 194 173 12%  

*po uwzględnieniu wpływu kursów walutowych

**po uwzględnieniu jednorazowego zysku z transakcji sprzedaży i leasingu zwrotnego

W pierwszym kwartale 2026 r. Grupa Kuehne+Nagel osiągnęła obroty netto w wysokości 5,6 mld CHF. Wskaźnik EBIT wyniósł 343 mln CHF, a zysk 248 mln CHF. Wskaźnik konwersji Grupy wyniósł 16%.

Ogłoszone w październiku 2025 r. działania mające na celu redukcję kosztów miały istotny wpływ na wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2026 r. W rezultacie udało się obniżyć koszty na jednostkę.

Stefan Paul, Dyrektor Zarządzający Kuehne+Nagel International AG:

„Dzięki konsekwentnemu zarządzaniu kosztami firma Kuehne+Nagel rozpoczęła rok od dobrych wyników w segmentach transportu lotniczego, drogowego i logistyki kontraktowej. Jednostka logistyki morskiej krótkotrwale odczuła skutki zakłóceń na Bliskim Wschodzie. Uważnie obserwujemy sytuację, zwłaszcza w kontekście rosnących cen energii i możliwego wpływu na popyt konsumencki.

Ponieważ rynki nadal charakteryzują się zmiennością, nasz dostęp do globalnej sieci oraz ścisła współpraca z klientami pozwalają nam szybko i elastycznie reagować na zmieniające się warunki. Ta siła, w połączeniu z obecną dynamiką rynku i naszym konsekwentnym zarządzaniem kosztami, daje nam pewność co do wyników w drugim kwartale 2026 r.”

Biorąc pod uwagę wyniki z pierwszego kwartału, firma Kuehne+Nagel oczekuje obecnie, że cykliczny EBIT Grupy w 2026 r. wyniesie od 1,25 do 1,40 mld CHF.

Logistyka morska

CHF mill. Q1 2026 Q1 2025 Δ Δ*
Obrót netto 1,886 2,499 -25% -19%
Zysk brutto 449 577 -22% -16%
EBIT 113 210 -46% -42%

*po uwzględnieniu wpływu kursów walutowych

W pierwszym kwartale 2026 roku dział logistyki morskiej osiągnął obroty netto w wysokości 1,9 mld CHF oraz EBIT na poziomie 113 mln CHF. Wskaźnik konwersji wyniósł 25%. Na koniec marca 2026 r. wolumeny wyniosły 1 mln TEU.

Sytuacja na Bliskim Wschodzie spowodowała wzrost intensywności usług w pierwszym kwartale 2026 r. Wolumeny w analogicznym okresie poprzedniego roku (I kwartał 2025 r.) były wyjątkowo wysokie ze względu na efekt przyspieszenia zamówień przez klientów w związku z „Liberation Day”.

Logistyka lotnicza

CHF mill. Q1 2026 Q1 2025 Δ Δ*
Obrót netto 1,627 1,782 -9% -%
Zysk brutto 407 439 -7% 1%
EBIT 111 116 -4% 7%

*po uwzględnieniu wpływu kursów walutowych

Segment logistyki lotniczej osiągnął w pierwszym kwartale 2026 r. obroty netto w wysokości 1,6 mld CHF, a EBIT wyniósł 111 mln CHF. Wskaźnik konwersji wyniósł 27%. Na koniec marca 2026 r. wolumen przewozów lotniczych osiągnął 516 000 ton, co oznacza nieznaczny wzrost w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego.

Wydarzenia na Bliskim Wschodzie doprowadziły do krótkotrwałego ograniczenia zdolności przewozowych w transporcie lotniczym, co spowodowało wzrost popytu na rozwiązania czarterowe.

Logistyka drogowa

CHF mill. Q1 2026 Q1 2025 Δ Δ*
Obrót netto 908 871 4% 9%
Zysk brutto 339 331 2% 7%
EBIT 25 19 32% 42%

*po uwzględnieniu wpływu kursów walutowych

W pierwszym kwartale 2026 roku jednostka logistyki drogowej osiągnęła obroty netto w wysokości 908 mln CHF oraz EBIT w wysokości 25 mln CHF.

Segment ten zwiększył swój udział w rynku we wszystkich regionach. Od wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie firma Kuehne+Nagel przyczynia się również do zabezpieczenia regionalnych łańcuchów dostaw poprzez tworzenie korytarzy lądowych, na przykład w ramach usług transportu ciężarowego z Arabii Saudyjskiej do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Logistyka kontraktowa

CHF mill. Q1 2026 Q1 2025 Δ Δ*
Obrót netto 1,182 1,178 -% 5%
Zysk brutto 915 890 3% 8%
EBIT 94 57 65% 72%
Cykliczny EBIT* 59 57 4% 11%

*po uwzględnieniu wpływu kursów walutowych

W pierwszym kwartale 2026 r. segment logistyki kontraktowej osiągnął obroty netto w wysokości 1,2 mld CHF, a EBIT wyniósł 94 mln CHF. Odnotowano jednorazowy wynik dodatni w wysokości 35 mln CHF z tytułu sprzedaży nieruchomości w Niemczech.

Firma Kuehne+Nagel otworzyła nowe centra dystrybucyjne w Ameryce Północnej i Południowej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz w Singapurze.

Kto szuka pracy, a kogo szukają firmy? Polski rynek IT w I kwartale 2026 roku

W sektorze IT hybrydowy model pracy (41 proc. ogłoszeń) po raz pierwszy wyprzedził pracę zdalną, wymienianą obecnie w 38,5 proc ogłoszeń. W 1. kwartale roku branża notuje też 23-procentowe odbicie w liczbie ogłoszeń kwartał do kwartału, chociaż nadal dominują oferty kierowane do seniorów i midów (łącznie ponad 90 proc. ogłoszeń z sektora). Wśród najlepiej opłacanych specjalizacji nastąpiło przetasowanie – dominująca od 3 lat kategoria Architecture została zdetronizowana przez ERP. Kolejne miejsca zajmują Security oraz DevOps. 

Ponownie przybywa ofert pracy w branży IT. W 1. kwartale 2026 r. ich liczba zwiększyła się o 23 proc. w porównaniu do ostatniego kwartału 2025 r., jak wynika z najnowszej analizy ogłoszeń opublikowanych na No Fluff Jobs, największego polskiego portalu z widełkami w ogłoszeniach o pracy. Nie zmienia się jednak zapotrzebowanie na specjalistów o konkretnym poziomie doświadczenia. Blisko 60 proc. ofert kierowanych jest do seniorów, nieco ponad ⅓ do midów, a tylko ok. 5 proc. do juniorów. Ogólne mediany widełek wynagrodzeń również pozostają na stałym poziomie, chociaż widać zmiany w przypadku poszczególnych specjalizacji. 

Wzrost liczby ogłoszeń pokazuje, że rynek dalej potrzebuje specjalistów i specjalistek, nawet w dobie coraz powszechnego AI. Jako No Fluff Jobs, portal z obowiązkowymi widełkami płacowymi, liczymy też, że coraz częściej na rynku będą pojawiać się transparentne oferty pracy komentuje Paulina Król, Chief People and Operations Officer w No Fluff Jobs. – Wprowadzona w grudniu ustawa „Jasne zarobki”, jakkolwiek nieidealna, oraz nadchodząca dyrektywa unijna o równym wynagradzaniu wymuszają na firmach budowę siatek płac i uporządkowanie poziomów pensji wewnątrz. Tym samym część organizacji staje się gotowa też na publiczne pokazywanie widełek, bo tak obecni, jak i przyszli pracownicy będą dokładnie wiedzieć, w jakim przedziale wynagrodzenia mogą się poruszać.

Zmiana na 1. miejscu najlepiej opłacanych specjalizacji

W pierwszych trzech miesiącach 2026 r. najbardziej spadły wynagrodzenia w kategoriach Mobile – aż do 21 proc. w dolnych widełkach na etacie – oraz UX – do 17 proc. w dolnych widełkach na etacie. Spadek odnotowano również w najlepiej od trzech lat opłacanej kategorii Architecture, nawet do 17,5 proc. w górnych widełkach na umowie o pracę. W wielu specjalizacjach nastąpiły też jednak wzrosty oferowanych zarobków. 

Obecnie najlepiej opłacane specjalizacje IT to:

  • ERP (Enterprise Resource Planning): 28,5-33,5 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B i 18-24,8 tys. zł na umowie o pracę;
  • Architecture IT: 27-32 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B i 18-22 tys. zł na umowie o pracę;
  • Security: 25-30 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B i 18-24,8 tys. zł na umowie o pracę;
  • DevOps: 23,5-28,5 zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B i 17-24 tys. zł na umowie o pracę.

Wynagrodzenia w IT w 1. kwartale 2026 r.

Kategoria B2B UoP
Mediana dolnych widełek wynagrodzenia Mediana górnych widełek wynagrodzenia Zmiana w dolnych widełkach Q1 26 vs Q4 25 Zmiana w górnych widełkach Q1 26 vs Q4 25 Mediana dolnych widełek wynagrodzenia Mediana górnych widełek wynagrodzenia Zmiana w dolnych widełkach Q1 26 vs Q4 25 Zmiana w górnych widełkach Q1 26 vs Q4 25
Agile/Scrum Master 20 000 25 200 -8.9% -6.3% 17 500 24 000 +2.9% +20%
Architecture IT 26 880 31 920 0% -5.0% 18 000 22 000 -7.7% -17.5%
AI/ML 21 840 28 000 +4% 0% 18 000 24 000 -2.7% -14.3%
Backend 21 840 26 040 +4% -1.3% 17 000 23 400 0% +1.7%
Business Analyst 21 000 24 765 +5% +5.3% 13 500 17 500 -1.8% +1.2%
Data & Bi 21 840 27 000 -3.4% -5.5% 18 500 24 800 +8.8% +5.5%
DevOps 23 520 28 560 +1.8% 0% 17 000 23 950 0% +0.2%
Embedded 20 080 23 520 +8.7% -3.4% 17 000 19 000 +9.7% -2.6%
ERP 28 560 33 600 +6.3% +5.3% 18 000 24 800 +38.5% +18.1%
Frontend 19 905 25 000 +0.4% +6.3% 16 000 21 100 +6.7% +5.5%
Fullstack 23 520 28 350 +1.8% +2.3% 19 500 24 000 +14.7% +4.3%
Mobile 20 000 25 200 -0.8% 0% 15 000 21 200 -21.1% -12.6%
Product Management 20 160 25 200 -7.7% -3.2% 20 000 25 000 +8.1% +4.2%
Project Manager 20 160 25 000 0% +4.2% 16 000 20 700 +6.7% +8.9%
Security 25 200 30 240 +9.6% +4.3% 20 000 25 000 +11.1% +2.4%
Support 13 440 18 000 0% +4.5% 9 000 12 500 -7.2% 0%
SysAdministrator 20 160 25 000 +18.6% +6.3% 10 500 15 500 -12.5% -8.8%
Testing 16 800 21 840 0% +8.3% 13 750 18 000 +14.6% +12.5%
UX 15 000 18 690 -10.7% -9.2% 12 400 17 250 -17.3% -6.3%

 

Dominuje praca hybrydowa

Najpopularniejszą formą zatrudnienia w branży IT niezmiennie pozostaje kontrakt B2B, wymieniany w 71 proc. ofert pracy. Możliwość zatrudnienia na etat pojawia się w 37 proc. ogłoszeń (wartości nie sumują się do 100%, bo pracodawcy mogą podać kilka proponowanych umów w ogłoszeniu – red.). Proporcje te różnią się jednak w zależności od poziomu doświadczenia. W ogłoszeniach adresowanych do juniorów częściej oferowany jest etat (52 proc. ogłoszeń, a B2B pojawia się w 42 proc.). W ofertach pracy kierowanych do midów kontrakt B2B pojawia się już w 72 proc., a umowa o pracę w 38 proc. W przypadku ofert dla seniorów kontrakt B2B pojawia się w 74,5 proc. ogłoszeń, a etat – w 24 proc. 

W 1. kwartale 2026 r. po raz pierwszy od lat w ogłoszeniach o pracy dominował tryb hybrydowy, wymieniany w 41 proc. ofert. Najpopularniejszy dotychczas tryb zdalny pojawił się w 38,5 proc. ofert, a praca z biura – w 20,5 proc. 

To potwierdzenie trendu, który w IT obserwujemy od kilku lat. W trakcie pandemii praca zdalna „wystrzeliła” jako bardzo powszechny tryb pracy, jednak po unormowaniu sytuacji pracodawcy coraz częściej zaczynają zapraszać pracowników do biura. Ponieważ opór w sektorze technologicznym wobec pracy w całości stacjonarnej byłby duży, firmy zwykle decydują się na tryb hybrydowy jako opcję „pośrednią”, która na długim dystansie ma zadowolić obie stronytłumaczy Paulina Król, Chief People and Operations Officer w No Fluff Jobs.

Accor zwiększył przychody w I kw. 2026 r. mimo wpływu konfliktu na Bliskim Wschodzie

Grupa hotelowa Accor odnotowała w pierwszym kwartale 2026 roku przychody w wysokości 1 313 mln €, co oznacza wzrost o 2,3% przy stałych kursach walut. Przychody z zarządzania i franczyzy wzrosły o 8,3% do poziomu 332 mln €, a wzrost sieci netto wyniósł 3,8% w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

– „W pierwszym kwartale 2026 roku Grupa ponownie odnotowała stabilny wzrost. Silna dynamika z początku roku zrównoważyła skutki konfliktu na Bliskim Wschodzie. Nasze zespoły sprawnie dostosowują operacje do potrzeb właścicieli hoteli i gości. Wdrożyliśmy środki ochrony, które ograniczają wpływ obecnej sytuacji na nasze wyniki. Dzięki temu przygotowujemy się na ożywienie rynku i wykorzystujemy wzrost w regionach o dużym popycie, takich jak Europa i Azja Południowo-Wschodnia. Nasza szeroka obecność geograficzna, wyjątkowe portfolio marek oraz zdolność do adaptacji dają nam pewność, że w 2026 roku dostarczymy jeszcze lepsze efekty” – komentuje Sébastien Bazin, Chairman and CEO Accor.

W pierwszym kwartale bieżącego roku Accor odnotował przychody w wysokości 1 313 mln €, co stanowi wzrost o 2,3% przy stałych kursach walut w porównaniu z pierwszym kwartałem 2025 roku. Wynik ten obejmuje wzrost o 4,6% w dywizji Premium, Midscale and Economy (PM&E). Przychody w dywizji Luxury & Lifestyle (L&L) spadły o 0,7%, co wynika głównie z planowanej sprzedaży części aktywów (wpływ na poziomie 6,2%).

Kluczowy wskaźnik RevPAR (przychód na dostępny pokój) wzrósł o 5,1% w porównaniu z pierwszym kwartałem 2025 roku. Na ten wynik wpłynął wzrost o 4,5% w dywizji PM&E oraz o 6,0% w dywizji Luxury & Lifestyle.

W pierwszym kwartale 2026 roku Accor otworzył 48 hoteli (ponad 6 700 pokoi). Pod koniec marca 2026 roku Grupa dysponowała portfolio 5 815 hoteli (879 676 pokoi). Obecnie sieć planowanych otwarć obejmuje 1 545 nowych inwestycji (260 000 pokoi) w przygotowaniu.

Dziewięć zmian prawnych i podatkowych, które wpłyną na firmy w 2026 roku

Cyfrowa rewolucja w fakturowaniu, przełomowy wyrok unijny w sprawie VAT i nowa europejska spółka, a jednocześnie droższe firmowe auta, nowe uprawnienia inspektorów pracy i koniec wojennych uproszczeń w zatrudnianiu cudzoziemców. Te zmiany wpłyną na prowadzenie biznesu w Polsce w 2026 roku wynika z Polskiego Barometru TMF Group za pierwszy kwartał 2026 roku.

Polski Barometr TMF Group to cykliczne opracowanie ekspertów TMF Poland, pracujących na co dzień w biurach w Katowicach i Warszawie. Raport koncentruje się na zmianach administracyjnych, podatkowych, księgowych i pracowniczych mających realny wpływ na bezpieczeństwo, koszty i przewidywalność prowadzenia działalności gospodarczej. Pierwszy kwartał 2026 roku obfitował w zmiany zarówno korzystne dla firm, jak i takie, które wymagają szybkiego dostosowania procesów.

Wśród zmian ocenianych jako korzystne lub neutralne dla przedsiębiorców autorzy Barometru wyróżniają przede wszystkim wyrok Sądu Unii Europejskiej z 11 lutego 2026 roku, który podważa jeden z najbardziej uciążliwych mechanizmów polskiego systemu VAT – przymusowe odsuwanie prawa do odliczenia podatku naliczonego tylko dlatego, że faktura dotarła z opóźnieniem. Sąd orzekł, że podatnik może odliczyć VAT naliczony w deklaracji za okres, w którym doszło do transakcji, nawet jeśli faktura wpłynęła w kolejnym miesiącu – o ile dokument jest w jego rękach przed złożeniem deklaracji. Sprawa nie została jednak ostatecznie zamknięta – złożono wniosek o szczególną kontrolę orzeczenia i to TSUE ma rozstrzygnąć ją definitywnie.

„To orzeczenie należy traktować jako jedno z ważniejszych rozstrzygnięć podatkowych ostatnich lat – nie tylko z perspektywy techniczno-prawnej, ale przede wszystkim ekonomicznej. Sztuczne opóźnianie prawa do odliczenia VAT o cały miesiąc rozliczeniowy generuje dla firm realne koszty. Czas pokaże, jak ta sprawa się zakończy i jaki finalnie będzie miała wpływ na polskich podatników”. – komentuje Mikołaj Ślusarek, ekspert TMF Group.

Równie istotną zmianą, na którą uwagę zwracają autorzy Barometru, jest przedstawiona 18 marca 2026 roku przez Komisję Europejską propozycja rozporządzenia EU Inc. Dotyczącego nowej formy spółek.

Spółka europejska EU Inc. byłaby automatycznie uznawana we wszystkich państwach członkowskich, a jej rejestracja odbywałaby się w pełni cyfrowo w nie więcej niż 48 godzin, za nie więcej niż 100 euro. Miałaby funkcjonować równolegle do 27 krajowych systemów prawnych jako tzw. „28. reżim”.

Jako dopełnienie projekt zakłada też utworzenie cyfrowego Europejskiego Portfela Biznesowego umożliwiającego składanie zeznań podatkowych i wniosków online o pozwolenia związane z prowadzoną działalnością, unijny model opcji na akcje dla pracowników (EU-ESO) z opodatkowaniem dopiero w momencie sprzedaży akcji oraz uproszczone postępowania upadłościowe dla startupów.

„Inicjatywa EU Inc. to bezpośrednia odpowiedź na jeden z najbardziej palących problemów europejskiej konkurencyjności. Europejskie startupy od lat przenosiły się do Delaware, Londynu czy Singapuru w poszukiwaniu prostszego otoczenia prawnego. Kluczowe znaczenie ma forma prawna instrumentu: rozporządzenie, a nie dyrektywa. Komisja chce w ten sposób wyeliminować ryzyko fragmentacji, które często niwelowało efekty unijnych reform”. – wskazuje Mikołaj Ślusarek, ekspert TMF Group.

Przełomowym momentem dla polskich przedsiębiorców był też 1 kwietnia 2026 roku, kiedy wdrożony został drugi i największy etap Krajowego Systemu e-Faktur – od tej daty niemal każdy przedsiębiorca wystawiający faktury w Polsce objęty jest obowiązkiem korzystania z KSeF. Ostatnia grupa, czyli mikroprzedsiębiorcy ze sprzedażą do 10 tys. zł miesięcznie, dołączy do systemu od 1 stycznia 2027 roku. Ministerstwo Finansów pracuje równolegle nad nowym mechanizmem identyfikacji tzw. faktur scamowych (czyli fałszywych faktur kosztowych), które od 1 lutego 2026 roku można zgłaszać przez formularz w aplikacji KSeF 2.0.

„To historyczny moment dla cyfryzacji systemu podatkowego w Polsce, ale też realny test operacyjny na niespotykaną dotąd skalę: setki tysięcy podmiotów w jednym systemie jednocześnie. Przedsiębiorcy wchodzą teraz w najtrudniejszy etap – nietechniczny, lecz procesowy. KSeF zmienia nie tylko narzędzie do wystawiania faktur, ale cały cykl obiegu dokumentów w firmie. Rok 2026 jest okresem przejściowym z formalnym brakiem sankcji – ale wyrobione obecnie nawyki i procedury zdecydują o bezpieczeństwie podatkowym firm od 2027 roku”. – podkreśla Mikołaj Ślusarek, ekspert TMF Group.

Za wyraźnie pozytywną zmianę eksperci TMF Group uznają też nowelizację ustawy o rachunkowości podpisaną przez Prezydenta Karola Nawrockiego 11 marca 2026 roku, która pozwala tysiącom polskich firm legalnie zrezygnować z kosztownych raportów ESG za lata 2025 i 2026. Ze zwolnienia skorzystają podmioty, które nie przekroczyły progu 1000 pracowników lub 1 900 mln zł przychodów netto ze sprzedaży w roku obrotowym i roku poprzedzającym. Nowelizacja wdraża opcję przewidzianą w unijnej dyrektywie 2026/470 (pakiet Omnibus I), która od 2027 roku zawęzi obowiązek raportowania ESG wyłącznie do firm jednocześnie przekraczających próg 1000 pracowników i 450 mln euro przychodów.

„To jedna z tych zmian, które firmy odczują realnie – nie tylko w portfelu, ale też w harmonogramie pracy działów finansowych i ESG. Koszt przygotowania pełnego raportu zrównoważonego rozwoju zgodnego z europejskimi standardami ESRS może wynosić od kilkuset tysięcy do nawet kilku milionów złotych rocznie, wliczając audyt, systemy zbierania danych i zasoby ludzkie”. – komentuje Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

Przedsiębiorcy powinni też odnotować nową funkcjonalność aplikacji mObywatel, która na mocy ustawy z 9 stycznia 2026 roku zostanie zintegrowana z Krajowym Rejestrem Sądowym – pełna funkcjonalność uruchomiona zostanie 31 maja 2026 roku. Wspólnicy, członkowie zarządów i prokurenci będą otrzymywać automatyczne powiadomienia push o zmianach rejestrowych dla maksymalnie 50 podmiotów w każdym kanale komunikacji. Równolegle od 31 marca elektroniczne dokumenty generowane z ksiąg wieczystych uzyskały pełną moc dokumentów sądowych.

„Dla przedsiębiorców powiązanych z wieloma podmiotami nowe narzędzie to realna oszczędność czasu i podniesienie standardu kontroli korporacyjnej bez żadnych dodatkowych kosztów. Warto jednak pamiętać o ograniczeniu do 50 podmiotów per kanał”. – mówi Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

Autorzy Barometru pozytywnie oceniają również modernizację zasad korzystania ze zwolnień lekarskich – reforma wdrażana jest etapami od stycznia, z kluczowymi przepisami obowiązującymi od 13 kwietnia 2026 roku. Najważniejszą zmianą jest nowe podejście do aktywności podczas zwolnienia: kluczowym kryterium staje się wyłącznie wpływ danej aktywności na proces leczenia, a incydentalny kontakt z zakładem pracy – odebranie telefonu czy odpowiedź na e-mail – nie skutkuje już automatyczną utratą zasiłku.

„Reforma systemu zwolnień lekarskich to jedna z tych zmian, które były potrzebne od lat. Nowe kryterium – wpływ aktywności na leczenie – jest znacznie bardziej racjonalne i proporcjonalne. Dla firm to sygnał, że system zaczyna nadążać za rynkiem. Równocześnie wzmocnienie kontroli ZUS to właściwy kierunek: sprawne egzekwowanie przepisów chroni tych, którzy korzystają ze zwolnień rzetelnie, i eliminuje patologie obciążające cały system”. – ocenia Anna Jendo, ekspert TMF Group.

Siódmą i zarazem ostatnią zmianą, którą eksperci TMF Group zaliczają do pozytywnych, jest reforma zasad zatrudniania cudzoziemców z 5 marca 2026 roku, porządkująca wieloletni chaos prawny narosły wokół tej kwestii. Nowe przepisy z jednej strony zachowują ochronę czasową dla Ukraińców posiadających numer PESEL UKR, z drugiej nakładają na pracodawców obowiązek zgłoszenia cudzoziemca do powiatowego urzędu pracy w ciągu 7 dni od zatrudnienia i dają firmom 3-letni okres przejściowy na pełne dostosowanie się do nowych wymagań.

„Szczególnie istotne jest zachowanie ochrony czasowej dla Ukraińców z numerem PESEL UKR – dowód na to, że ustawodawca nie działa mechanicznie i nie cofa nabytych praw. Ujednolicenie procedur dla pozostałych grup to natomiast krok w stronę równego i przewidywalnego rynku”. – ocenia Anna Jendo, ekspert TMF Group.

Pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł jednak również zmiany stanowiące poważne wyzwanie dla polskich przedsiębiorców. Wśród nich autorzy Barometru wymieniają przede wszystkim obniżenie od 1 stycznia 2026 roku limitu kosztów podatkowych dla samochodów spalinowych i większości hybryd – ze 150 000 zł do 100 000 zł. Nowy system limitów uzależniony jest od emisji CO2, 225 000 zł dla aut elektrycznych i napędzanych wodorem, 150 000 zł dla pojazdów o emisji poniżej 50 g/km oraz 100 000 zł dla wszystkich samochodów spalinowych i większości hybryd. Limity obejmują nie tylko odpisy amortyzacyjne, ale też raty leasingowe i opłaty dzierżawne – a więc najczęściej wybierane przez przedsiębiorców formy finansowania.

„To zmiana, która uderza tam, gdzie boli najbardziej – w codzienną kalkulację kosztów prowadzenia działalności. Limit 100 000 zł jest realnie oderwany od rynkowych cen: od 2019 roku ceny nowych samochodów wzrosły o 50 – 100 proc., a dziś przeciętny samochód klasy średniej kosztuje 150 – 200 tys. zł, co oznacza, że połowa lub więcej jego wartości jest wykluczona z kosztów podatkowych”.  – wyjaśnia Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

Poważnym wyzwaniem pozostaje też reforma Państwowej Inspekcji Pracy, przyznająca okręgowemu inspektorowi pracy prawo do samodzielnego wydania decyzji administracyjnej stwierdzającej istnienie stosunku pracy – bez wyroku sądu – skutkującej natychmiastową reklasyfikacją umowy. Choć reforma wymierzona jest w fikcyjne kontrakty B2B, tysiące specjalistów – programistów, grafików, konsultantów – świadomie i dobrowolnie prowadzi działalność w tej formie, ceniąc jej elastyczność. Dla nich, jak wskazują eksperci TMF Group, nowe przepisy rodzą ryzyko błędnych ocen ze strony inspektorów, które mogą uderzyć w legalnie działające firmy.

„Reforma PIP może przynieść dobre efekty w walce z patologiami rynku pracy, ale źle wdrożona – bez precyzyjnych kryteriów i rzetelnej kontroli uznaniowości inspektorów – stanie się narzędziem, które uderzy również w legalnie działające firmy i świadomych freelancerów”. – ostrzega Anna Jendo, ekspert TMF Group.

Autorzy Barometru zwracają wreszcie uwagę na negatywne konsekwencje wspomnianej wcześniej reformy zasad zatrudniania cudzoziemców, która dla sektorów budowlanego, logistycznego i produkcyjnego oznacza realne zagrożenie dla płynności operacyjnej. Nowe procedury wydłużają rekrutację pracowników zagranicznych, a 7-dniowy termin zgłoszeniowy dla tysięcy małych i średnich firm to dodatkowy koszt operacyjny i ryzyko sankcji za błędy. Kolejnym ryzykiem jest sytuacja pracowników bez potwierdzonego numeru PESEL UKR – ich ewentualne wypadnięcie z legalnego rynku pracy oznaczałoby realną lukę kadrową, której zapełnienia nikt dziś nie potrafi zaplanować.

„Zmiany najbardziej odczują pracodawcy zatrudniający Ukraińców bez numeru PESEL UKR – to właśnie dla tych pracowników droga do legalnej pracy staje się bardziej formalna i zbliżona do standardów obowiązujących obywateli innych państw”. – wskazuje Anna Jendo, ekspert TMF Group.

Nowe zasady obliczania stażu pracy od 1 maja. Co trzeba zrobić, by z nich skorzystać?

1 maja 2026 roku w sektorze prywatnym zaczną obowiązywać zmiany w Kodeksie pracy, które poszerzają sposób obliczania stażu pracy. Będą wliczane do niego m.in. okresy prowadzenia działalności gospodarczej oraz wykonywania pracy na podstawie umów zlecenia. Do tej pory rozwiązania te obejmowały wyłącznie pracowników sektora publicznego.  Dla wielu osób przełoży się to na dłuższy staż pracy, a w konsekwencji – większy wymiar urlopu oraz dostęp do dodatków stażowych.

Pracownicy będą musieli udokumentować wcześniejsze okresy prowadzenia działalności gospodarczej, wykonywania umów zlecenia czy innych form aktywności zawodowej, aby pracodawca mógł uwzględnić je przy ustalaniu stażu pracy. Sama nowelizacja Kodeksu pracy z 26 września 2025 r. nie oznacza więc automatycznego przeliczenia tego stażu.

Nowe zasady liczenia stażu pracy od 2026 roku

Od 1 stycznia nowe zasady obliczania stażu pracy obowiązują w sektorze publicznym (m.in. w urzędach, szkołach publicznych, samorządowych instytucjach kultury, SP ZOZ-ach).

Nowelizacja Kodeksu nie opiera sposobu obliczania stażu pracy wyłącznie na stosunku pracy. Zamiast tego wprowadza szerokie podejście obejmujące różne formy aktywności zawodowej, w tym działalność gospodarczą oraz wybrane umowy cywilnoprawne, o ile spełnione są warunki ustawowe. Do tej pory uwzględniano głównie zatrudnienie na etacie oraz wybrane formy służby. Inne aktywności zawodowe nie miały wpływu na uprawnienia pracownicze. Zmiany w tym obszarze prowadzą do wyrównania sytuacji osób samozatrudnionych i pracujących na zleceniach z pracownikami etatowymi – wyjaśnia Joanna Łuksza, kierownik Zespołu Ekspertów Księgowych w IFIRMA.PL.

Zgodnie z nowymi przepisami do stażu pracy będą wliczane również m. in..:

  • okresy prowadzenia działalności gospodarczej, w których przedsiębiorca faktycznie wykonywał działalność i podlegał ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym albo miał obowiązek ich opłacania (w tym na podstawie wpisu do CEIDG i zgłoszenia do ZUS);
  • okresy zawieszenia działalności gospodarczej w związku z opieką nad dzieckiem, o ile w tym czasie opłacane były składki na ubezpieczenia społeczne;
  • okresy wykonywania umów cywilnoprawnych, w tym umów zlecenia, agencyjnych oraz innych umów o świadczenie usług;
  • okresy współpracy z przedsiębiorcą, w szczególności w ramach rodzinnego zaangażowania w działalność gospodarczą (np. współpraca z małżonkiem);
  • okresy członkostwa w rolniczych spółdzielniach produkcyjnych oraz spółdzielniach kółek rolniczych;
  • udokumentowane okresy pracy za granicą, niezależnie od tego, czy były wykonywane w ramach stosunku pracy.

Co istotne, art. 302(1) § 4 Kodeksu pracy rozszerza ten katalog jeszcze dalej i wprost obejmuje również:

  • okres tzw. „ulgi na start” z art. 18 ust. 1 ustawy Prawa przedsiębiorców, czyli czas, w którym osoba rozpoczynająca działalność gospodarczą nie podlega obowiązkowym ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym;
  • okres współpracy z osobą korzystającą z „ulgi na start”, jeżeli odprowadzane były składki na ubezpieczenia społeczne (emerytalne, rentowe lub wypadkowe).

Jak udokumentować staż pracy?

Krok 1: Ustalenie, jakie okresy można do niego wliczyć

Na początek warto dokładnie przeanalizować swoją historię zawodową pod kątem aktywności, które moga zostać wliczone do stażu pracy. Należy pamiętać, że okresy te muszą być powiązane z ubezpieczeniami społecznymi. W praktyce oznacza to, że były odprowadzane składki emerytalne i rentowe albo istniał obowiązek ich opłacania.

Krok 2: Złóżenie wniosku o zaświadczenie z ZUS

Podstawą potwierdzenia stażu nie są umowy ani wpisy w rejestrach, ale zaświadczenie z ZUS.

Aby je uzyskać:

  • zaloguj się do swojego konta na PUE ZUS (eZUS),
  • złóż wniosek o wydanie zaświadczenia o okresach podlegania ubezpieczeniom, realizując poszczególne kroki:
  • w prawym górnym rogu wybierz zakładkę ,,Ubezpieczony”,
  • wejdź w menu znajdujące się po lewej stronie i kliknij w zakładkę ,,Dokumenty i wiadomości”,
  • wybierz z listy ,,Dokumenty robocze”, a następnie ,,Utwórz nowy”,
  • po otwarciu listy wniosków wyszukaj ,,Wniosek USP” i kliknij ,,Utwórz dokument”,
  • wypełnij formularz, który pojawi się w nowym oknie, wybierając okresy ubezpieczeń, których dotyczy wniosek,
  • po wypełnieniu formularza kliknij ,,Sprawdź”, jeśli weryfikacja przebiegła pomyślnie, wybierz ,,Zapisz”, a następnie ,,Zamknij”,
  • czas zautoryzować usługę, wybierając jeden ze sposobów – profil PEU, profil zaufany ePUAP, kwalifikowany podpis elektroniczny. Po podpisaniu wniosek zostanie przekazany do ZUS.
  • zaświadczenie zostanie umieszczone w profilu ubezpieczonego (PUE/eZUS),
  • ZUS powiadomi Cię o dostępności dokumentu (SMS, e-mail, aplikacja).

To właśnie ten dokument będzie kluczowy dla pracodawcy przy przeliczaniu stażu pracy.

Krok 3: Weryfikacja danych w zaświadczeniu

Po otrzymaniu dokumentu nie warto od razu przekazywać go dalej. Najpierw sprawdź:

  • czy uwzględnia wszystkie okresy aktywności,
  • czy daty się zgadzają,
  • czy nie ma przerw lub brakujących informacji.

Krok 4: Uzupełnienie ewentualnych braków

Jeśli okaże się, że ZUS nie posiada pełnych danych, konieczne będzie ich uzupełnienie. W tym celu możesz przedstawić:

  • umowy zlecenia lub inne umowy cywilnoprawne,
  • faktury lub rachunki,
  • potwierdzenia opłacania składek,
  • dokumenty z CEIDG lub urzędu skarbowego.

Na tej podstawie ZUS może uzupełnić Twoją historię ubezpieczeniową i wydać poprawione zaświadczenie.

Krok 5. Przekazanie dokumentów pracodawcy

Dopiero po uzyskaniu kompletnego zaświadczenia należy przekazać je pracodawcy (np. do działu HR) wraz z wnioskiem o przeliczenie stażu pracy.

Na tej podstawie pracodawca:

  • uwzględni dodatkowe okresy w stażu,
  • przeliczy uprawnienia pracownicze (np. wymiar urlopu),
  • zaktualizuje dokumentację kadrową.

Krok 6: Dopilnowanie terminów

Choć przepisy działają wstecz, nie oznacza to pełnej dowolności czasowej.

Pracownicy mają 24 miesiące na dostarczenie dokumentów od momentu wejścia przepisów w życie dla ich pracodawcy (w sektorze prywatnym od 1 maja 2026 r.).

Po tym czasie pracodawca nie będzie zobowiązany do uwzględnienia dodatkowych okresów.

Na co szczególnie uważać?

Kluczowym kryterium pozostaje podleganie ubezpieczeniom społecznym lub możliwość ich udokumentowania, co oznacza, że sama formalna aktywność nie zawsze będzie wystarczająca do zaliczenia okresu do stażu pracy

Niestety wiele osób błędnie zakłada, że, aby skorzystać z nowych zasad, wystarczą same umowy lub wpis do CEIDG. Tymczasem bez zaświadczenia z ZUS pracodawca nie ma podstaw do przeliczenia stażu. Tym samym skorzystanie z dodatkowych uprawnień wymaga złożenia w ZUS „Wniosku o wydanie zaświadczenia o ubezpieczeniu dla celów doliczenia okresów do stażu pracy”. Można to zrobić wyłącznie online, korzystając ze swojego konta na platformie eZUS – komentuje Joanna Łuksza z IFIRMA.PL.

Ważne zagadnienie stanowi tu także działalność nierejestrowana. W kontekście nowych regulacji nie jest ona traktowana jako działalność gospodarcza, a jej ewentualne uwzględnienie w stażu pracy nie wynika z automatycznego przypisania do kategorii przedsiębiorców, lecz wymagałoby odrębnej podstawy prawnej jako „inna praca zarobkowa” w rozumieniu art. 302(1) Kodeks pracy.

Na tym etapie warto również podkreślić ryzyko jakie niesie za sobą odkładanie tego tematu „na później”. Mimo że przepisy działają wstecz, nie działają automatycznie. Jeśli nie złożysz dokumentów w określonym czasie, Twój staż formalnie się nie zmieni.

Dodatkowo należy pamiętać, że wliczanie nowych okresów nie będzie wpływało wstecz na długość wypowiedzenia umowy o pracę ani na toczące się już nabory, w których wymagany był określony staż pracy.

Kupujący mieszkania za gotówkę i na kredyt grają na różnych rynkach. Otodom pokazuje skalę zjawiska

Rynek mieszkaniowy nie dzieli się wyłącznie na tanie i drogie nieruchomości. Pomiędzy nimi znajduje się wyraźny segment mieszkań umiarkowanych cenowo. O ile najtańsze i najdroższe lokale kupowane są najczęściej za gotówkę, o tyle „w środku” dominują klienci finansujący zakup przede wszystkim kredytem hipotecznym — i to właśnie oni stanowią statystycznie najliczniejszą grupę. Ekspert Otodom wyjaśnia, czym jest górka kredytowa i jak duża jest skala tego zjawiska w Polsce.

Jak zauważa Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań i analiz w Otodom, na polskim rynku mieszkaniowym przyjęło się analizować popyt przez pryzmat wieku kupującego lub poziomu cen. Tymczasem warto też przyjrzeć się strukturze finansowania nabywanej nieruchomości.

Z badania Otodom przeprowadzonego wśród użytkowników serwisu wynika, że w segmentach cenowych do 400 tys. zł większość transakcji realizowana jest za gotówkę. Wraz ze wzrostem ceny rośnie jednak znaczenie finansowania kredytowego. Już w przedziale 250–400 tys. zł udział hipoteki zbliża się do jednej trzeciej wszystkich transakcji, a w segmencie 400–700 tys. zł przekracza 40%. To właśnie ten przedział cenowy jest najczęściej i najmocniej wspierany kredytem, a jednocześnie odpowiada za zdecydowaną większość popytu.

Wykres na podstawie danych z badania przeprowadzonego przez Otodom

„Powyżej tego poziomu zależność od kredytu zaczyna słabnąć. Choć w segmencie cenowym 850 tys.-1 mln zł jego udział pozostaje jeszcze względnie wysoki, to im wyższa cena za nieruchomość, tym  finansowanie kredytowe systematycznie maleje. W przypadku najdroższych nieruchomości, powyżej 1,4 mln zł, niemal siedem na dziesięć zakupów realizowanych jest już za gotówke, a znaczenie kredytu spada do poziomu marginalnego. Jest to grupa klientów zamożnych, zainteresowanych inwestycjami premium lub finansujących zakup nowego, drogiego mieszkania lub domu środkami ze sprzedaży innej nieruchomości”, wyjaśnia Paweł Jarząbek z Otodom.

Pompowanie górki kredytowej, czyli makroekonomia w tle

Obecnie zjawisko tzw. górki kredytowej jest dodatkowo wzmocnione przez niespotykany od lat popyt na kredyty mieszkaniowe. Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej, w pierwszym kwartale 2026 r. o taki sposób finansowania wnioskowało 144 tys. osób (+47% r/r i +83% wobec 2024 r.). Sam marzec 2026 r. przyniósł 63,3 tys. wniosków. Warto podkreślić także, że średnia kwota wnioskowanego kredytu pobiła rekord, osiągając 506 tys. zł. Zgodnie z danymi BIK w okresie styczeń-luty banki udzieliły 44,9 tys. kredytów o łącznej wartości 20,4 mld zł, co stanowi wzrost o 41,8% w ujęciu liczbowym oraz 53% wartościowo rok do roku. Kredyty mieszkaniowe udzielane w Polsce finansują zarówno zakup nieruchomości na rynku pierwotnym i wtórnym, jak również refinansowanie już istniejących kredytów, w styczniu i lutym br. tych ostatnich mogło być około 30% liczbowo. Nie zmienia to jednak faktu, że Polacy ruszyli po finansowanie nieruchomości do banków i na podstawie dynamiki zapytań z lutego, można przewidywać, że w całym pierwszym kwartale 2026 r. liczba udzielonych kredytów wyniesie ok. 70 tys., a ich wartość ok. 31 mld zł. Prognozy na drugi kwartał br. są pozytywne. Zatem popyt ze strony grupy klientów kredytowych nie będzie słabnąć w kolejnych miesiącach 2026 roku. Jak zatem będzie wyglądać aktywność klientów na rynkach mieszkaniowych w poszczególnych miastach?

W tych miastach kredytobiorca może mieć pod górkę

„W każdym z siedmiu największych miast w Polsce można wskazać odrębne ryzyka i szanse, ponieważ rynek nie jest jednorodny, a to, czy klient wchodzi na niego z gotówką czy z kredytem, stawia go w całkowicie innej pozycji w zależności od aglomeracji”, zauważa ekspert Otodom.Wykres na podstawie danych z badania przeprowadzonego przez Otodom 2

„Są miasta, w których klient z gotówką dyktuje warunki, a jego budżet znacząco przewyższa możliwości osób posiłkujących się kredytem. Takimi lokalizacjami są na przykład Warszawa i Trójmiasto. Natomiast w Poznaniu, Krakowie i Wrocławiu sytuacja wygląda odwrotnie – kredytobiorcy mają statystycznie wyższe budżety. W Łodzi i Katowicach występuje względna równowaga, jeśli idzie o budżety osób kredytujących się i tych bardziej gotówkowych”, dodaje Paweł Jarząbek.

Dwugłos miast – Warszawa i Trójmiasto

Na rynku warszawskim odsetek transakcji gotówkowych (43%) i kredytowych (39%) jest bardzo zbliżony. Jednak klienci, kupujący w większości za środki własne, dysponują średnim budżetem o 138 tys. zł wyższym niż kredytobiorcy (830 tys. do 692 tys. zł). Wysoki udział finansowania zakupu nieruchomości z własnych środków zauważalny jest także w Trójmieście (52%) przy jednoczesnym niższym odsetku kredytów (32%). Na rynku trójmiejskim mamy do czynienia z wyższymi o 67 tys. zł budżetami klientów gotówkowych (607 tys. zł do 540 tys. zł).

Wielka trójca równych – Poznań, Wrocław i Kraków

W tej grupie rynków tzw. górka kredytowa jest wyraźna, ale osoby, biorące kredyt, dysponują równym lub nawet większym budżetem niż inwestorzy gotówkowi. W Poznaniu króluje zakup z kapitału własnego (54% wszystkich transakcji), jednak to kredytobiorcy dominują w wyższych segmentach cenowych. Ich średni budżet to 585 tys. zł, czyli o 100 tys. zł więcej niż u kupujących za oszczędności. Podobną sytuację obserwujemy we Wrocławiu. Z kolei w Krakowie panuje największa równowaga. Udział obu form płatności jest zbliżony (42% gotówka, 38% kredyt), a różnica w średnim budżecie to około 15 tys. zł na korzyść kredytobiorców.

Tańsze rynki inwestycyjne – Łódź i Katowice

W tych aglomeracjach ceny nieruchomości są na tyle niskie, że zaciąganie kredytu jest stosunkowo niewielkie. Na przykład w Katowicach aż 57% wszystkich nieruchomości kupuje się za gotówkę. Wynika to z bardzo niskich progów wejścia na rynek, ponieważ średnie budżety całkowite wynoszą tu około 400 tys. zł zarówno dla gotówki, jak i kredytu. W Łodzi blisko połowa transakcji na rynku mieszkaniowym jest finansowana oszczędnościami (49%). Udział kredytów to zaledwie 30% transakcji. Budżety łódzkich nabywców kredytowych i gotówkowych są niemal identyczne i wynoszą 418-428 tys. zł.

Wtórny czy pierwotny – oto jest pytanie?

„Biorąc pod uwagę, że 45% udzielanych dziś kredytów celuje w rynek wtórny, a rywalizacja na nim toczy się na warunkach dyktowanych przez gotówkę, dla indywidualnych sprzedających nieruchomości z drugiej ręki klient, dysponujący gotówką jest bezpieczniejszy. Kredyt to zawsze czas i ryzyko decyzji bankowej. Dla kredytobiorców, którzy mają budżet podobny do gotówkowiczów bardziej łaskawy może być rynek deweloperski, odpowiadający za 40% kredytów. Deweloperzy mają własne wypracowane procedury i zazwyczaj chętniej czekają na dopełnienie formalności bankowych, podsumowuje Paweł Jarząbek, ekspert rynku mieszkaniowego, Otodom.

Stabilny popyt przy rekordowo niskiej powierzchni w budowie na warszawskiej mapie biurowej

Warszawski rynek biurowy mierzy się z dalszym spowolnieniem po stronie przyszłej podaży. Jak wynika z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield, wolumen powierzchni w budowie spadł do zaledwie 118 000 mkw. – poziomu nienotowanego od 30 lat. Aktywność najemców w pierwszym kwartale utrzymała się na relatywnie stabilnym poziomie, osiągając niecałe 134 tys. mkw., choć pozytywnie wyróżniły się nowe umowy, które odpowiadały za 51% całkowitego popytu. Najemcy poszukujący małych i średnich powierzchni pozostają aktywni na rynku relokacji.

PODAŻ: NAJMNIEJ POWIERZCHNI W BUDOWIE OD 30 LAT

W pierwszym kwartale 2026 roku całkowite zasoby powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły 6,28 mln mkw. W analizowanym okresie do użytku oddano trzy budynki biurowe o łącznej powierzchni blisko 43 000 mkw.: nowo wybudowane Studio A (24 000 mkw. – Skanska) oraz Vena (15 400 mkw. – PHN), a także budynek po renowacji – Przemysłowa 26a (3 500 mkw. – Powiśle Nieruchomości).

Wraz z oddawaniem do użytkowania kolejnych projektów, obserwowany jest dalszy spadek wolumenu powierzchni biurowej w budowie. Na koniec pierwszego kwartału 2026 roku wynosił on zaledwie 118 000 mkw., co stanowi nowe minimum w Warszawie na przestrzeni ostatnich 30 lat.

Obecnie wśród największych inwestycji realizowanych w Warszawie znajdują się m.in. wieża biurowa Skyliner II (Karimpol), flagowy projekt Strabag Real Estate – Upper One oraz biurowiec Afi Tower (AFI / Echo Investment). Najbliższe przyszłe inwestycje obejmują rozpoczęcie przez Ghelamco prac nad drugim etapem kompleksu VIBE, a także proces wyburzania starszego biurowca przy ul. Prostej 69, na którego miejscu inwestor – spółka CPI – planuje realizację nowego projektu biurowego LightOn”, tłumaczy Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

POPYT: SPOKOJNY PIERWSZY KWARTAŁ

Aktywność najemców w pierwszym kwartale 2026 roku wyniosła 133 800 mkw., co oznacza spadek o około 9% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego, jednocześnie pozostając na poziomie zbliżonym do roku 2024.
W analizowanym okresie zawarto ponad 180 transakcji, z czego 34 dotyczyły powierzchni przekraczających 1000 mkw. W strukturze transakcji w okresie styczeń-marzec dominowały nowe umowy, które odpowiadały za 51% całkowitego wolumenu. Renegocjacje stanowiły 39%, ekspansje 9%, natomiast powierzchnie zajęte przez właściciela około 1%.
Wśród największych transakcji zawartych w analizowanym okresie znalazły się m.in. renegocjacja umowy najmu przez firmę P4 (Play) w budynku Neopark B na ponad 8850 mkw., renegocjacja firmy Baxter w Nordic Park na około 4700 mkw., a także umowa przednajmu podpisana przez Mindspace w budynku Skyliner II na blisko 4400 mkw.

Z naszych obserwacji wynika, że utrzymujące się zainteresowanie powierzchniami biurowymi w Warszawie jest w dużej mierze wspierane przez dynamiczny rozwój centrów usług wspólnych. Jednocześnie sektorami o potencjale wzrostu, poza usługami dla biznesu, pozostają firmy z branży IT, bankowości, sektora publicznego oraz farmaceutycznego. Oprócz wysokiego zainteresowania strefą centralną obserwowany jest również stabilny popyt poza centrum, w szczególności w strefach Służewiec oraz Korytarz Jerozolimskich. Dodatkową opcją dla najemców pozostają także niszowe strefy biurowe, takie jak strefa Wschód, Północ czy korytarz Puławskiej. Lokalizacje te stanowią atrakcyjną i kosztowo konkurencyjną alternatywę – zarówno dla dużych firm, dążących do utrzymania części działów w mniej centralnych lokalizacjach, jak i dla mniejszych podmiotów, działających w ograniczonej skali lub dopiero wchodzących na rynek”, mówi Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research Poland, Cushman & Wakefield.

Cushman & Wakefield prognozuje utrzymanie aktywności najemców na warszawskim rynku biurowym w najbliższych kwartałach na poziomie zbliżonym do lat 2023–2024. Jednocześnie tempo rozwoju rynku może ulegać zmianom w zależności od ogólnego klimatu gospodarczego oraz strategii firm międzynarodowych w zakresie redukcji kosztów lub ekspansji.

WSKAŹNIK PUSTOSTANÓW: LEKKA KOREKTA DOSTĘPNOŚCI, PRZY UTRZYMUJĄCYM SIĘ TRENDZIE SPADKOWYM

Na koniec marca 2026 roku wskaźnik powierzchni niewynajętej w Warszawie wyniósł 9,5%, co oznacza wzrost o 0,4 pp. w ujęciu kwartalnym, przy jednoczesnym spadku o 1,0 pp. w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku.

Obecny, nieznaczny wzrost dostępności wynika przede wszystkim z oddania na rynek nowych budynków biurowych. Jednocześnie obserwowany jest stabilny, dodatni poziom absorpcji, przejawiający się wyższym wolumenem najmu w porównaniu do powierzchni zwalnianych. W perspektywie ograniczonej nowej podaży w latach 2026-2028 oczekiwany jest dalszy spadek wskaźnika powierzchni niewynajętej. Struktura pustostanów pozostaje nadal wyraźnie zróżnicowana lokalizacyjnie. Obecnie wyższy poziom niewynajętej powierzchni utrzymuje się w strefach niecentralnych (12,2%), podczas gdy w strefie centralnej dostępność na koniec I kwartału 2026 roku kształtowała się na niskim poziomie 6,5%”, dodaje Paweł Kłosiński, Senior Office Leasing Manager, Cushman & Wakefield.

Trwająca kompresja dostępnej powierzchni biurowej w centralnych lokalizacjach może nadal prowadzić do wzrostu stawek czynszowych w Centrum. W połączeniu z ograniczoną liczbą nowych inwestycji sytuacja ta może sprzyjać zarówno poprawie pozycji konkurencyjnej starszych projektów centralnych, jak i wzrostowi zainteresowania wybranymi lokalizacjami poza centrum. Trend ten może również zachęcać właścicieli starszych budynków do przeprowadzania modernizacji, umożliwiających skuteczniejsze konkurowanie o utrzymanie obecnych, a także pozyskanie nowych najemców.

STAWKI CZYNSZÓW: DALSZY WZROST PRZEDE WSZYSTKIM W CENTRUM, NIEZNACZNIE POZA CENTRUM

W marcu 2026 roku stawki „premium” za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły przeciętnie 24,00-29,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 15,00-19,00 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach niecentralnych. Wzrosty czynszu obserwowaliśmy przede wszystkim w budynkach w Centrum (zarówno w trakcie budowy, jak i w istniejących). Czynsze w budynkach poza centrum również doświadczyły wzrostów, choć o niższej skali – zbliżonej lub nieznacznie wyższej względem wskaźnika inflacji.

Cushman & Wakefield przewiduje, że w kolejnych kwartałach, presja na wzrost stawek czynszu będzie widoczna nadal przede wszystkim w projektach w budowie oraz w najbardziej atrakcyjnych obiektach zlokalizowanych w Centrum czy wybranych strefach przycentralnych. Podczas gdy w większości obiektów w lokalizacjach niecentralnych wzrost czynszów będzie ograniczony ze względu na większą konkurencję i relatywnie wyższy poziom wakatu.

UOKiK ukarał Travelplanet.pl. Chodzi o nieaktualne i niepełne ceny wycieczek

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny nałożył na Travelplanet.pl karę w wysokości 647 tys. zł za praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów. Według UOKiK spółka prezentowała na stronie internetowej nieaktualne lub niepełne ceny wycieczek, przez co konsumenci mogli być wprowadzani w błąd już na etapie wyszukiwania ofert. Decyzja dotyczy sposobu prezentowania cen imprez turystycznych w serwisie internetowym Travelplanet.pl, w którym użytkownicy mogą porównywać wyjazdy według kierunku, terminu i ceny. Decyzja nie jest prawomocna, a przedsiębiorcy przysługuje od niej odwołanie do sądu.

Cena w wynikach wyszukiwania różniła się od ceny w szczegółach oferty

Travelplanet.pl działa jako agent turystyczny i sprzedaje wycieczki organizatorów turystyki, m.in. za pośrednictwem własnego serwisu internetowego. Konsumenci korzystający ze strony mogą wyszukiwać wyjazdy według określonych kryteriów, takich jak kierunek podróży, termin czy przedział cenowy. Mogą również sortować oferty od najtańszej do najdroższej lub odwrotnie. Zdaniem UOKiK właśnie na tym etapie dochodziło do problemu, ponieważ cena widoczna w wynikach wyszukiwania nie zawsze odpowiadała cenie prezentowanej po wejściu w szczegóły konkretnej wycieczki.

Urząd wskazał, że w jednym z badanych okresów, trwającym trzy tygodnie, na 100 sprawdzonych wycieczek w 47 przypadkach cena w szczegółach oferty była wyższa niż cena pokazana wcześniej w wynikach wyszukiwania. Średnia różnica wynosiła 329 zł za osobę. Największa rozbieżność dotyczyła wyjazdu do Dubaju, gdzie cena prezentowana w wynikach wyszukiwania wynosiła 4293 zł za osobę, natomiast po wejściu w szczegóły oferty wzrastała do 9023 zł. Różnica wyniosła więc 4730 zł za osobę.

UOKiK: konsumenci mogli mieć problem z rzetelnym porównaniem ofert

Według UOKiK takie działanie mogło utrudniać konsumentom rzeczywistą ocenę atrakcyjności ofert. Osoba planująca wyjazd mogła wybrać konkretną propozycję, kierując się ceną widoczną w wynikach wyszukiwania, a dopiero po kliknięciu dowiadywała się, że koszt imprezy turystycznej jest inny. W praktyce mogło to zaburzać porównywanie ofert i prowadzić do sytuacji, w której konsumenci poświęcali czas na analizę propozycji niespełniających ich faktycznych oczekiwań cenowych. Problem był szczególnie istotny w przypadku narzędzi sortowania i filtrowania po cenie, które powinny pomagać użytkownikowi w szybkim znalezieniu właściwej oferty.

UOKiK zwrócił również uwagę, że w niektórych przypadkach ceny nie zawierały obowiązkowych składek na turystyczny fundusz gwarancyjny. Tego rodzaju opłaty powinny być uwzględnione w cenie, ponieważ są elementem obowiązkowego kosztu wyjazdu. Jak wynika z informacji urzędu, Travelplanet.pl zmienił tę praktykę w toku postępowania i obecnie prezentowane ceny uwzględniają składki.

Prezes UOKiK: cena musi być aktualna i kompletna

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreślił, że cena jest jedną z najważniejszych informacji, którymi konsumenci kierują się przy wyborze towarów i usług. Dotyczy to również imprez turystycznych, gdzie różnice cenowe mogą mieć kluczowe znaczenie dla decyzji zakupowej. Z perspektywy konsumenta cena widoczna w wyszukiwarce ofert powinna być aktualna, pełna i możliwa do zweryfikowania bez konieczności przechodzenia przez kolejne etapy rezerwacji. Zdaniem UOKiK przedsiębiorca ma obowiązek tak prezentować ceny, aby klient nie musiał samodzielnie sprawdzać, czy kwota pokazana w wynikach wyszukiwania odpowiada rzeczywistemu kosztowi wyjazdu.

Urząd ocenił, że praktyki Travelplanet.pl naruszały zbiorowe interesy konsumentów. W konsekwencji Prezes UOKiK nałożył na spółkę karę w wysokości 647 tys. zł oraz nakazał zmianę zakwestionowanej praktyki. Travelplanet.pl będzie musiał także poinformować o decyzji na swojej stronie internetowej oraz w profilach w mediach społecznościowych. Decyzja nie kończy jednak sprawy definitywnie, ponieważ spółka może odwołać się do sądu.

To kolejna decyzja UOKiK dotycząca cen wycieczek online

Sprawa Travelplanet.pl wpisuje się w szersze działania UOKiK dotyczące sposobu prezentowania cen usług turystycznych w internecie. Urząd przypomniał, że nie jest to pierwsza decyzja dotycząca zamieszczania nieprawdziwych cen imprez turystycznych na stronach internetowych. W grudniu 2023 roku Prezes UOKiK nałożył ponad milion złotych kary na właściciela portalu wakacje.pl za podobną praktykę.

Oświadczenie Travelplanet.pl S.A. w związku z decyzją UOKiK:

Postępowanie prowadzone przez Prezesa UOKiK rozpoczęło się przed zmianą właścicielską Travelplanet.pl, więc aktualny właściciel nie był stroną zdarzeń, których ono dotyczy.

Zgodnie z warunkami transakcji, wszelkie zobowiązania oraz ewentualne konsekwencje prawne związane ze sprawami wszczętymi przed finalizacją przejęcia pozostają po stronie poprzedniego właściciela.

Travelplanet.pl nie zgadza się z decyzją UOKiK. Spółka będzie się od niej odwoływać i podejmować dalsze kroki prawne. Jednocześnie zaznacza, że Travelplanet.pl, jako agent turystyczny, prezentuje zawsze takie ceny, jakie zostały mu przesłane przez biura podróży, i na żadnym etapie nie wpływa na ich poziom. Tym samym ceny na stronie Travelplanet.pl są takie same jak na stronach biur podróży.

Aktorzy i lektorzy przeciwko kradzieży głosu przez AI. Rusza akcja „Mój głos. Moja własność”

Bezprawne wykorzystywanie wizerunku, a także dóbr osobistych takich jak głos, przez nowe technologie i ich użytkowników, musi mieć swoje konsekwencje. Największe organizacje: Związek Artystów Scen Polskich (ZASP), Związek Zawodowy Twórców Dubbingu (ZZTD) oraz Związek Zawodowy Aktorów Polskich (ZZAP), zawiązały koalicję w obronie praw aktorów głosowych, dubbingowych oraz lektorów. Domagamy się prawnej i finansowej ochrony dla twórców, a nasze postulaty, w ramach akcji „Mój głos. Moja własność”, kierujemy do instytucji władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej.

Koalicja w obronie ludzi, których pracą jest głos

Rozwój narzędzi opartych na sztucznej inteligencji stwarza nowe możliwości technologiczne, ale rodzi też poważne zagrożenia dla artystów-twórców. Coraz częściej obserwujemy zastępowanie pracy i wkładu aktorów w produkcjach audiowizualnych oraz audialnych całkowicie nowymi wytworami generatywnej AI, tworzonymi bez jakiegokolwiek udziału wykonawców pierwotnych. Prawa twórców są naruszane m.in. w procesie tworzenia syntetycznych kopii głosu bez wiedzy i zgody wykonawców.

Brak odpowiednich regulacji prowadzi do bezprawnego kopiowania głosu oraz pozbawiania twórców należnego im wynagrodzenia. Celem Koalicji z udziałem ZASP, ZZTD i ZZAP jest ochrona praw aktorów głosowych, lektorów i dubbingowców w obliczu dynamicznego rozwoju generatywnej sztucznej inteligencji. Wspólne stanowisko w tej sprawie, pt. „Mój głos. Moja własność”, kierujemy do instytucji władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej.

Głos to nie plik danych. To element tożsamości i pracy zawodowej lektora

Głos, podobnie jak wizerunek zewnętrzny artysty, stanowi sceniczny element tożsamości i rozpoznawalności danego twórcy, jego podstawowe narzędzie pracy oraz dorobek zawodowy, na który pracuje latami. Powinien on podlegać ochronie na równi z dobrami osobistymi oraz prawami pokrewnymi.

Rozumiemy, że technologia rozwija się szybciej niż przepisy, ale państwo nie może pozostawać bierne wobec nadużyć. Potrzebne są jasne regulacje, które zagwarantują twórcom prawo do decydowania o wykorzystaniu ich głosu, adekwatne wynagrodzenie oraz skuteczną ochronę przed bezprawnym kopiowaniem. W ramach Koalicji „Mój głos. Moja własność” – z udziałem ZASP, ZZTD oraz ZZAP – apelujemy do władz o pilne działania regulacyjne w tym obszarze – mówi Jan Tomaszewicz, Prezes Zarządu Głównego Związku Artystów Scen Polskich (ZASP).

Lektor filmowy usłyszał swój głos w reklamie… której nigdy nie nagrał

Szczególnie niepokojące są przypadki wykorzystywania artystycznych wykonań, wizerunku oraz głosu aktorów, a także ich próbek, do tworzenia nowych produkcji – bez ich udziału albo przy użyciu wcześniej istniejących nagrań. Dotyczy to trenowania modeli sztucznej inteligencji, zarówno bez zapłaty, jak i za wynagrodzeniem rażąco nieadekwatnym do wartości pracy twórczej oraz stawek obowiązujących przy standardowym cenniku usług wykonawców.

Jednym z symboli tego procederu jest m.in. proces z udziałem poszkodowanego lektora Jarosława Łukomskiego, przed Sądem Okręgowym w Warszawie. To pierwsza w Polsce bezprecedensowa sprawa dotycząca bezprawnego wykorzystania w reklamie cyfrowego modelu głosu lektora, bez jego wiedzy i zgody, przez podmiot z branży wodno-kanalizacyjnej (producenta m.in. szamb). Orzeczenie to może mieć istotne znaczenie dla przyszłej ochrony prawa do głosu w dobie technologii deepfake oraz wyznaczać standardy odpowiedzialności za podobne naruszenia.

Sprawa ta pokazuje, że kradzież głosu jest realna – i to na dużą skalę komercyjną. Dlatego tym bardziej nie akceptujemy użycia wygenerowanych głosów, np. w reklamach czy kampaniach prosprzedażowych bez wiedzy, zgody oraz odpowiedniego wynagrodzenia dla twórców. Sprzeciwiamy się również generowanym m.in. audiobookom, często korzystającym nie tylko z rozpoznawalnych głosów poszczególnych artystów, ale też z indywidualnych interpretacji artystycznych tych twórców, wynikających z ich wieloletniego warsztatu.

Brak systemowego wsparcia uderza w całe środowisko

Jako Koalicja organizacji zrzeszonych w obronie aktorów głosowych, dubbingowych oraz lektorów zwracamy uwagę, że problem nie dotyczy wyłącznie pojedynczych przypadków poszczególnych twórców. Jest to zagrożenie systemowe. Bez odpowiednich rozwiązań i zabezpieczeń prawnych oraz rynkowych, skutki będą odczuwalne przez całe środowisko artystyczne, nie tylko przez tych, którzy zawodowo użyczają swojego głosu.

Jeżeli państwo polskie nie zagwarantuje skutecznych mechanizmów ochrony, będziemy obserwować wypieranie profesjonalnych wykonawców, spadek jakości produkcji, ciągłą presję na zaniżanie stawek artystom oraz ograniczanie miejsc pracy na rzecz technologii.

„Mój głos. Moja własność”

W ramach akcji „Mój głos. Moja własność” postulujemy wprowadzenie obowiązku uzyskania zgody na każde wykorzystanie głosu przez narzędzia AI, pełnej transparentności źródeł danych treningowych oraz wyraźnego oznaczania, że w danej produkcji użyto AI, a także prawa do usunięcia danych głosowych z systemów AI. We wspólnym stanowisku kierowanym do decydentów – władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej – apelujemy o pełną ochronę twórców głosowych oraz realną odpowiedzialność firm za nadużycia technologiczne. Domagamy się także rozwiązań promujących producentów, którzy korzystają z pracy aktorów zamiast narzędzi AI, poprzez system dotacji, dofinansowań lub odpowiednie instrumenty podatkowe. Liczymy też na wsparcie ze strony środowiska dziennikarskiego, które w równym stopniu narażone jest na zagrożenia generowane przez AI.

Rozwój sztucznej inteligencji musi odbywać się z poszanowaniem zasad etyki, prawa oraz uczciwej współpracy z twórcami. Chcemy, by nasz głos został usłyszany. Dlatego domagamy się od decydentów zagwarantowania ochrony wykonawców przed zagrożeniami ze strony  generatywnej AI.

Greenwashing, dark patterns i promocje. Regulatorzy coraz częściej analizują całe modele biznesowe

Coraz częściej te same działania przedsiębiorców podlegają jednocześnie ocenie z perspektywy prawa konkurencji i ochrony konsumentów. Praktyka organów regulacyjnych w Polsce i Europie pokazuje wyraźnie: komunikacja marketingowa, polityka cenowa czy modele sprzedaży przestają być wyłącznie kwestią relacji z klientem — stają się elementem wpływającym na warunki konkurencji na rynku.

Trend ten potwierdzają m.in. ostatnie działania UOKiK, który rozwija narzędzia do wykrywania tzw. dark patterns, interweniuje w sprawach komunikacji dotyczącej promocji i prowadzi postępowania związane z tzw. greenwashingiem.

W praktyce oznacza to, że jedna decyzja biznesowa może dziś generować ryzyka w kilku reżimach prawnych jednocześnie. Firmy często tego nie dostrzegają, dopóki nie pojawi się regulator. Równolegle organy antymonopolowe w Europie – jak w sprawie Ryanair we Włoszech – pokazują, że praktyki ograniczające dostęp do rynku mogą bezpośrednio przekładać się na wybór i sytuację konsumentów”, mówi Karolina Olszewska, Senior Associate w kancelarii GESSEL.

Na poziomie prawnym ten obszar opiera się przede wszystkim na unijnej dyrektywie o nieuczciwych praktykach handlowych 2005/29/WE, którą w zakresie green claims wzmacnia dyrektywa 2024/825. W Polsce kluczowe znaczenie ma art. 24 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, który definiuje praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów, obejmujące m.in. działania wprowadzające w błąd oraz posługiwanie się nierzetelną, nieprawdziwą lub niepełną informacją. W obszarze nadużyć pozycji dominującej znaczenie ma także art. 102 TFUE, a w przypadku zatorów płatniczych – ustawa o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych.

Kary są nakładane także na firmy naruszające prawa konsumentów – np. 105 mln zł dla jednej z firm, za przekaz reklamowy wprowadzający konsumentów w błąd.

Jeden problem, dwa reżimy

Dobrym przykładem przenikania się tych obszarów jest greenwashing. Z jednej strony może on oznaczać wprowadzanie konsumentów w błąd co do cech produktu lub jego wpływu na środowisko. Z drugiej — daje przewagę rynkową firmom, które nie ponoszą realnych kosztów działań ESG, a mimo to komunikują je w sposób atrakcyjny marketingowo.

W sprawach greenwashingu nie chodzi już tylko o prawdziwość komunikatu, ale o jego wpływ na rynek. Jeżeli firma buduje przewagę na deklaracjach, których nie jest w stanie udowodnić, to jest to problem nie tylko konsumencki, ale też konkurencyjny”, podkreśla Karolina Olszewska.

W efekcie przedsiębiorcy faktycznie inwestujący w zrównoważony rozwój, mogą przegrywać konkurencję z podmiotami „tańszymi, ale bardziej komunikacyjnymi”, co prowadzi do zakłócenia mechanizmu konkurencji opartego na jakości i innowacyjności.

Podobne zjawisko widać w obszarze dark patterns oraz komunikacji promocyjnej — nieczytelne rabaty, presja czasowa czy manipulacyjne interfejsy mogą jednocześnie wpływać na decyzje konsumentów i zmieniać realne warunki rywalizacji rynkowej.

Praktyka: kary i postępowania

To podejście ma już bardzo konkretne przełożenie na działania regulatorów. We Włoszech organ antymonopolowy nałożył na Ryanair i jego spółkę-matkę karę ponad 255 mln euro za nadużycie pozycji dominującej wobec biur podróży, wskazując, że działania firmy ograniczały dostęp do oferty i zaburzały konkurencję.

W Polsce UOKiK w styczniu 2026 r. nałożył niemal 37 mln zł kar na Zalando i Temu za nieprawidłowe prezentowanie promocji i wprowadzające w błąd informacje o obniżkach. Równolegle prowadzone są postępowania dotyczące greenwashingu wobec Allegro, DHL, DPD i InPost — w tych sprawach potencjalne kary mogą sięgać do 10% obrotu. Urząd rozwija także narzędzia do identyfikowania dark patterns, co sygnalizuje wyraźne przesunięcie w stronę bardziej systemowego podejścia do kontroli praktyk cyfrowych.

Widzimy wyraźnie, że organy nadzorcze przestają reagować wyłącznie na pojedyncze naruszenia, a zaczynają analizować całe modele biznesowe i sposób projektowania doświadczenia użytkownika”,  wskazuje Karolina Olszewska.

Istotne znaczenie ma również orzecznictwo. Trybunał Sprawiedliwości UE w sprawie C-330/23 (Aldi Süd) potwierdził, (co ma kluczowe znaczenie dla interpretacji przepisów unijnej dyrektywy Omnibus), że informowanie o obniżkach cen musi odnosić się do najniższej ceny z 30 dni przed promocją, co ma przeciwdziałać sztucznemu zawyżaniu atrakcyjności ofert.

W szczególności rosnące znaczenie mają dziś trzy obszary: greenwashing, dark patterns, komunikacja promocyjna. Te czynniki najczęściej analizowane są w kontekście ochrony konsumentów, ale coraz częściej mają także wymiar konkurencyjny — wpływają nie tylko na decyzje zakupowe, lecz także na równość warunków działania na rynku.

Wnioski dla przedsiębiorców

Dla firm oznacza to konieczność szerszego spojrzenia na ryzyka regulacyjne. Praktyki marketingowe, sposób prezentacji cen, komunikacja ESG czy nawet zarządzanie płatnościami nie powinny być analizowane wyłącznie w jednym obszarze prawa.

„Obecnie problemem nie jest już tylko to, czy komunikat jest atrakcyjny marketingowo, ale czy jest prawdziwy, porównywalny i mieści się w granicach wyznaczonych przez prawa konsumenta, konkurencji i czyni zadość wymogom nakładanym przez regulatora” – podsumowuje Karolina Olszewska.

Zdaniem ekspertów, granice między prawem konkurencji a ochroną konsumentów będą się dalej zacierać, a regulatorzy coraz częściej będą analizować praktyki rynkowe w sposób całościowy. Dla przedsiębiorców oznacza to konieczność budowania spójnego podejścia do compliance, które uwzględnia jednocześnie oba obszary.

Redukcje zatrudnienia w przemyśle. Pracodawcy sprawdzają nie tylko kompetencje, ale też absencję

Tysiące likwidowanych miejsc pracy w przemyśle i rosnąca presja na efektywność sprawiają, że firmy coraz częściej podejmują decyzje kadrowe w oparciu o dane. W samej branży AGD w latach 2024-2025 pracę straciło ok. 6 tys. osób, natomiast w branży meblarskiej ponad 22 tys. osób. Jednym z kluczowych analizowanych wskaźników staje się absencja chorobowa, zwłaszcza krótkie, powtarzalne L4 wśród pracowników. To efekt m.in. rosnącej skali nadużyć. Z danych Barometru Absencji Chorobowej 2025 wynika, że około 1/3 skontrolowanych zwolnień lekarskich w kraju była wykorzystywana niezgodnie z przeznaczeniem.

Redukcje zatrudnienia przybierają na sile

Z najnowszych informacji wynika, że procesy redukcji zatrudnienia obejmują kolejne zakłady produkcyjne. W fabryce IKEA Industry w Goleniowie rozpoczęła się restrukturyzacja, w ramach której pracę może stracić ok. 160 osób z załogi liczącej około 580 pracowników. Z kolei spółka Black Red White zdecydowała o wygaszeniu produkcji w zakładzie w Zamościu, do końca czerwca ubędzie tam ponad 160 miejsc pracy.

Ostatnie miesiące przynoszą także informacje o ograniczaniu zatrudnienia w dużych zakładach przemysłowych. Zgodnie z informacjami medialnymi Electrolux zapowiedział redukcję etatów, która może objąć około 200 osób. W całej branży AGD skala zwolnień w ostatnich latach pozostaje bardzo wysoka.

Zmiany widoczne są również w sektorze motoryzacyjnym. Fabryka Stellantis w Tychach przechodzi z systemu trzyzmianowego na dwuzmianowy, co wiąże się ze zwolnieniami obejmującymi, według oficjalnych informacji, około 320 osób.

W obliczu takich decyzji działy HR coraz częściej sięgają po analitykę, aby ograniczyć ryzyko destabilizacji pracy zakładu po redukcjach.

Krótkie L4 na celowniku pracodawców

Eksperci rynku pracy wskazują, że to nie długie zwolnienia, ale krótkie, powtarzalne absencje chorobowe są dziś największym wyzwaniem operacyjnym, szczególnie w środowiskach produkcyjnych gdzie nawet krótkie nieobecności mają bezpośredni wpływ na ciągłość pracy.

Z danych Barometru Absencji Chorobowej Conperio 2025 wynika, że ponad 44 proc. jednodniowych zwolnień lekarskich przypada na poniedziałki i piątki. Taki schemat jest coraz bardziej widoczny i, jak podkreślają eksperci, nie pozostaje bez znaczenia przy analizie stabilności pracy pracowników.

– W czasie redukcji zatrudnienia firmy patrzą nie tylko na kompetencje, ale również na przewidywalność i ciągłość pracy. Powtarzalne, krótkie absencje są dziś czytelnym sygnałem dla organizacji, bo można je zmierzyć i porównać w skali całego zespołu – mówi Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy i prezes Conperio, polskiej firmy doradczej specjalizującej się w problematyce absencji chorobowych.

Jak podkreśla, w środowiskach produkcyjnych nawet jednodniowa nieobecność może wywołać efekt domina.

– W fabryce jedna osoba na L4 to często konieczność natychmiastowej reorganizacji pracy całej zmiany. To generuje nadgodziny, spadki wydajności i napięcia w zespołach. Dlatego firmy coraz częściej analizują, które obszary działalności są najbardziej narażone na tego typu zakłócenia – dodaje.

Ekspert zaznacza przy tym, że absencja chorobowa jest jednym z wielu elementów oceny pracownika, obok kompetencji, doświadczenia czy wyników pracy.

HR przechodzi na zarządzanie oparte na danych

Zmiany na rynku pracy zbiegają się z rosnącą dostępnością narzędzi analitycznych, które pozwalają firmom precyzyjnie monitorować absencję chorobową, zarówno na poziomie pojedynczych pracowników, jak i całych zespołów.

Na rynku dostępne są już rozwiązania wspierające analizę absencji chorobowej w organizacjach. W Polsce powstał Pulpit Absencji – dedykowana działom HR aplikacja webowa, która umożliwia bieżące monitorowanie wskaźników absencji oraz identyfikację powtarzalnych schematów nieobecności.

Dzięki temu zarządzanie absencją chorobową przestaje być działaniem reaktywnym, a staje się elementem strategii biznesowej. W realiach rosnących kosztów i presji na efektywność to właśnie stabilność zespołu zaczyna odgrywać kluczową rolę w decyzjach kadrowych.

– Firmy coraz częściej podejmują decyzje w oparciu o dane operacyjne, a nie wyłącznie intuicję. Absencja chorobowa staje się jednym z najbardziej czułych wskaźników pokazujących, jak funkcjonuje organizacja i gdzie pojawiają się ryzyka – podsumowuje Mikołaj Zając.

Absencja chorobowa nad Wisłą z pewnością nie jest zjawiskiem marginalnym. Według danych ZUS w 2025 roku wystawiono 27,5 mln zwolnień lekarskich, obejmujących łącznie 290,5 mln dni absencji. To właśnie ta skala sprawia, że analiza absencji staje się dziś koniecznością w zarządzaniu organizacją.

Balkon przestał być dodatkiem. Dziś decyduje o wartości i atrakcyjności mieszkania

Jeszcze kilkanaście lat temu balkon bywał dodatkiem. Niewielki, często symboliczny, traktowany bardziej jako miejsce na suszarkę niż realną przestrzeń do życia. Z danych portalu RynekPierwotny.pl wynika, że dziś w największych polskich miastach zdecydowana większość nowych mieszkań – często ponad 80–90 proc. oferty – posiada balkon, loggię lub taras.

Trudno wyobrazić sobie mieszkanie na rynku pierwotnym bez dostępu do prywatnej przestrzeni na zewnątrz. Balkon, loggia czy taras stały się jednym z kluczowych elementów wpływających na decyzje zakupowe – i to nie tylko w segmencie premium.

Ile kosztuje balkon – i dlaczego „zawyża” cenę metra?

To jedno z częstszych pytań kupujących – choć odpowiedź nie jest oczywista.

W praktyce balkon nie jest sprzedawany jako osobna przestrzeń, ale jego wartość jest uwzględniona w cenie mieszkania. Przyjmuje się, że 1 mkw. balkonu wyceniany jest na około 25–50 proc. ceny metra lokalu, a w przypadku loggii udział ten bywa jeszcze wyższy. W praktyce oznacza to, że balkon o powierzchni 5 mkw. w dużym mieście może „kosztować” od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Mimo to większość kupujących nie traktuje tego jako zbędnego dodatku – raczej jako inwestycję w komfort życia.

Jest jednak jeden istotny szczegół, który dla wielu kupujących bywa zaskoczeniem: zgodnie z obowiązującą normą PN-ISO 9836 balkon nie wlicza się do powierzchni użytkowej mieszkania, co oznacza, że choć podnosi wartość nieruchomości, nie zwiększa jej oficjalnego metrażu. W efekcie im większy balkon, tym wyższa może być cena 1 mkw. mieszkania liczona formalnie.

W praktyce kupujący płaci więc za dodatkową przestrzeń, która poprawia komfort życia i wartość nieruchomości, ale formalnie nie jest częścią powierzchni mieszkalnej.

Balkon standardem, loggia coraz częściej wyborem

Z danych portalu RynekPierwotny.pl wynika, że dziś w największych polskich miastach zdecydowana większość nowych mieszkań – często ponad 80–90 proc. oferty – posiada balkon, loggię lub taras. Lokale pozbawione takiej przestrzeni należą do rzadkości i pojawiają się głównie w specyficznych projektach, takich jak adaptacje starszych budynków.

To efekt wyraźnej zmiany preferencji kupujących. Dla wielu osób dostęp do prywatnej przestrzeni na zewnątrz stał się jednym z podstawowych kryteriów wyboru mieszkania, a nie jedynie dodatkowym atutem.

Najczęściej spotykanym rozwiązaniem pozostaje klasyczny balkon – wysunięty poza bryłę budynku, lżejszy konstrukcyjnie i tańszy w realizacji.

Coraz częściej jednak w ofertach deweloperskich pojawiają się loggie, czyli balkony „wcięte” w bryłę budynku. Dają one większe poczucie prywatności, lepszą ochronę przed wiatrem i hałasem oraz możliwość korzystania z przestrzeni przez większą część roku.

– W projektach miejskich loggie zyskują na popularności, bo lepiej odpowiadają na potrzebę komfortu i prywatności – na co zwracają uwagę projektanci. – Balkon jest bardziej otwarty, loggia bardziej „pokojowa”.

Po pandemii balkon stał się koniecznością

Momentem przełomowym był okres pandemii. Wtedy nawet kilka metrów kwadratowych na zewnątrz zaczęło mieć zupełnie inne znaczenie niż wcześniej.

Deweloperzy szybko to zauważyli. W nowych inwestycjach:

– zwiększyła się średnia powierzchnia balkonów,

– częściej projektuje się loggie zamiast klasycznych balkonów,

– większy nacisk kładzie się na funkcjonalność (miejsce na stół, rośliny, wypoczynek).

Dziś balkon coraz rzadziej jest „dodatkiem”, za to coraz częściej jest jednym z warunków zakupu. Z badań preferencji kupujących wynika, że dla ponad połowy klientów balkon lub loggia to dziś element konieczny, a nie dodatkowy atut.

Balkon, loggia czy taras – czym się różnią i ile są warte?

Różnice między tymi rozwiązaniami przestają być wyłącznie architektoniczne, a zaczynają mieć znaczenie użytkowe – i cenowe.

Klasyczny balkon jest najprostszym i najtańszym rozwiązaniem. Loggia, „wcięta” w bryłę budynku, daje większą prywatność i ochronę przed warunkami atmosferycznymi, dlatego często bywa wyżej wyceniana.

Jeszcze wyżej w tej hierarchii znajduje się taras. W praktyce jest on traktowany jako pełnoprawna przestrzeń użytkowa – często większa, bardziej funkcjonalna i projektowana z myślą o realnym spędzaniu czasu.

W inwestycjach premium tarasy potrafią mieć kilkadziesiąt metrów kwadratowych i stają się jednym z głównych atutów nieruchomości. Ich wycena bywa indywidualna i znacząco wpływa na cenę całego mieszkania.

Można więc powiedzieć, że taras jest dziś czymś więcej niż „większym balkonem” – to osobna kategoria przestrzeni, która coraz częściej pełni funkcję dodatkowego pokoju na świeżym powietrzu.

W praktyce wybór między balkonem, loggią a tarasem coraz rzadziej jest kwestią estetyki – a coraz częściej realnego stylu życia i budżetu.

Kto odpowiada za balkon? Przepisy się zmieniają

Kwestia odpowiedzialności za balkony od lat budziła w Polsce wątpliwości – i często kończyła się sporami między właścicielami mieszkań a wspólnotami. Problem polegał na tym, że balkon formalnie bywał traktowany jednocześnie jako część prywatna i element konstrukcyjny budynku.

To właśnie dlatego rząd pracuje obecnie nad nowelizacją przepisów, która ma jednoznacznie uporządkować tę kwestię. Zgodnie z założeniami zmian elementy konstrukcyjne balkonów – takie jak płyta czy balustrady – mają zostać uznane za część wspólną nieruchomości.

W praktyce oznaczałoby to, że za ich stan techniczny oraz remonty odpowiadać będą wspólnoty mieszkaniowe, a nie indywidualni właściciele lokali. Po stronie właścicieli pozostaną natomiast elementy wykończeniowe – takie jak płytki, zabudowa czy wyposażenie balkonu.

Nowe przepisy mają zakończyć wieloletnią niejednoznaczność, która często prowadziła do sporów sądowych. Jednocześnie mogą mieć wymierne konsekwencje finansowe.

Koszty remontów balkonów byłyby pokrywane z funduszu remontowego, co w wielu przypadkach może oznaczać wzrost opłat dla mieszkańców. Już dziś jego wysokość waha się zazwyczaj od około 1 do 5 zł za metr kwadratowy mieszkania – a w starszych budynkach, wymagających większych nakładów, może być wyższa.

Dla właścicieli mieszkań oznacza to jedno: balkon pozostanie przestrzenią prywatną w codziennym użytkowaniu, ale jego konstrukcja stanie się elementem wspólnej odpowiedzialności.

Balkon jako „dodatkowy pokój”

Zmieniło się także to, jak korzystamy z tej przestrzeni.

Jeszcze niedawno balkon pełnił funkcję pomocniczą. Dziś coraz częściej staje się realnym przedłużeniem mieszkania:

  • miejscem pracy w cieplejszych miesiącach,
  • przestrzenią do odpoczynku,
  • mini-ogrodem w środku miasta.

W odpowiedzi na to deweloperzy projektują balkony o większej głębokości i lepszych proporcjach. Coraz częściej uwzględniają też rozwiązania, które ułatwiają ich aranżację – odpowiednie odwodnienie, oświetlenie czy dostęp do prądu.

Czy można jeszcze kupić mieszkanie bez balkonu?

Tak – ale coraz rzadziej.

Mieszkania bez balkonów wciąż pojawiają się w ofercie, głównie w niższych segmentach cenowych lub w specyficznych układach (np. partery z ogródkami zamiast balkonów).

Jednak w większości nowych inwestycji dostęp do przestrzeni zewnętrznej stał się standardem. W praktyce oznacza to, że mieszkanie bez balkonu jest dziś trudniejsze do sprzedaży i mniej atrakcyjne dla kupujących.

Rynek jasno pokazuje kierunek

Zmiana podejścia do balkonów i loggii to nie chwilowy trend, ale efekt głębszej zmiany stylu życia.

Więcej czasu spędzanego w domu, praca zdalna, potrzeba kontaktu z przestrzenią zewnętrzną – wszystko to sprawia, że nawet kilka metrów kwadratowych na zewnątrz ma dziś realną wartość.

Dlatego balkon przestał być dodatkiem.

Stał się jednym z najważniejszych elementów mieszkania – takim, który nie tylko decyduje o wyborze konkretnego lokalu i podnosi jego wartość rynkową, ale przede wszystkim jakość codziennego życia.

Dun & Bradstreet: 86 proc. płatności firm w Polsce realizowanych jest w terminie

Prawie 86 proc. kwoty z faktur jest przez firmy w Polsce płacone w terminie. Najlepszymi płatnikami są przedsiębiorstwa z branży opakowań. Najgorzej wygląda sytuacja w produkcji i sprzedaży opon samochodowych.

Analiza Dun & Bradstreet Poland ponad 2.7 mln płatności o wartości ponad 176 mld złotych pokazuje, że blisko 86 proc. zobowiązań zostało uregulowane w uzgodnionym przez strony terminie. W porównaniu z dwoma ostatnimi latami sytuacja nie uległa zasadniczej zmianie. Niepokojące jest to, że niemal 30 proc. zaległości płatniczych jest przeterminowana o co najmniej 90 dni – mówi Tomasz Starzyk z Dun & Bradstreet Poland.

W ujęciu procentowym największy udział mają przeterminowane płatności w szeroko pojętym sektorze produkcji i sprzedaży opon samochodowych (40.8 proc.) i tworzyw sztucznych (23.2 proc.). Niewiele lepiej jest w budowlance (20 proc.) i spedycji (17.3 proc.). Najlepszymi płatnikami są firmy z branży opakowań, gdzie 95.3 proc. płatności regulowanych jest w czasie, producenci i sprzedawcy RTV i AGD – 92.5 proc. i branża papiernicza z 87.5 proc. płatności dokonywanych w terminie.

Pomimo pozytywnych sygnałów płynących z rynku oraz wyraźnej poprawy moralności płatniczej polskich przedsiębiorstw, nadal istotnym problemem pozostają tzw. złe długi, sięgające opóźnień rzędu 90, a nawet 120 dni. Jest to szczególnie niepokojące, ponieważ znaczna część tak przeterminowanych należności w praktyce okazuje się nieściągalna. Problem przeterminowanych płatności powyżej czterech miesięcy najbardziej dotyka branżę produkcji i sprzedaży opon samochodowych (52.8 proc.). Nieznacznie lepiej jest w branży sanitarnej, gdzie odsetek przeterminowanych płatności powyżej 120 dni sięga 45 proc. i branży papierniczej – blisko 40 proc.

Poprawa dyscypliny płatniczej polskich firm wiąże się z ogólną poprawą ich kondycji finansowej. Nadal jednak, analiza wiekowania monitorowanych na rynku należności pokazuje, że około 15 proc. faktur nie jest regulowana w terminie. W kwocie bezwzględnej długi firm sięgają kilkunastu mld w skali roku, które w bezpośredni sposób negatywnie wpływają na płynność finansową tysięcy firm. Dla wielu z nich, zwłaszcza tych z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, nawet niewielkie opóźnienia mogą pociągać za sobą nie tylko utratę rentowności, ale uruchomiają tzw. cały łańcuch zatorów płatniczych i opóźnienia własnych zobowiązań. W praktyce opóźnione płatności stanowią najtańsze źródło bieżącego kredytowania działalności firmy z zerowym oprocentowaniem. Na poziomie operacyjnym, nierzetelni płatnicy własne koszty przenoszą na podwykonawców i kontrahentów.

Zatory płatnicze są poważną barierą dla rozwoju polskich firm. Niezależnie od branży czy wielkości, firmy w swoją strategię powinny mieć wpisany plan przeciwdziałania nieuczciwym praktykom i zatorom płatniczym. Na bieżąco sprawdzać i monitorować kontrahentów. Nieopłacone w terminie faktury mogą przełożyć się na utratę płynności finansowej firmy, a w skrajnych przypadkach doprowadzić do upadłości.

Influencerzy pokazali, jak zmienia się pomaganie w Polsce

30 kwietnia mija termin na zadeklarowanie, której organizacji pożytku publicznego przekażemy 1,5% naszego podatku. To dlatego w ostatnim czasie wiele NGO’sów zintensyfikowało swoje działania, namawiając nie tylko do udzielenia im wsparcia finansowego, ale także do zmiany postaw czy nawyków – w zgodzie z deklarowaną misją. Czy Polacy oceniają te działania pozytywnie? Czy decydują się na podjęcie konkretnych działań pod ich wpływem? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, choć spektakularny sukces zbiórki Łatwogang na rzecz Cancer Fighters pokazuje, że pod wpływem influencerów i komunikacji w social mediach Polacy są gotowi otworzyć nie tylko serca, ale i portfele. 

Kampanie spoleczne oczami Polakow infografika

Gdy piszemy te słowa (27 kwietnia 2026 r., godz. 9:30) skarbonka https://www.siepomaga.pl/latwogang na rzecz Fundacji Cancer Fighters, założonej przez młodego influencera Piotra z Łatwogang, napędzana przez jego livestream z udziałem czołowych influencerów i celebrytów, osiągnęła 213 mln złotych, zbliżając się do kwoty 289 mln złotych zebranych podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy z roku 2025 roku, a nie jest to jedyny kanał, przez który zbierane są pieniądze.  – To wydarzenie, którego nie da się pominąć i nadaje nowy kontekst zrealizowanym przez nas i SW Research nieco wcześniej badaniom dotyczącym efektywności kampanii społecznych, które dziś mieliśmy upublicznić – komentuje Joanna Niemiec, Vice Chairman Strategy & Communication w LoveBrands Group.

Kryzys wiarygodności kampanii społecznych

Choć niemal co drugi Polak (46%) deklaruje pozytywny stosunek do kampanii społecznych, branża mierzy się z wyzwaniem wiarygodności, bo prawie co piąty respondent (17%) poddaje w wątpliwość ich autentyczność. – Z badania wynika, że Polacy wierzą w celowość kampanii społecznych, ale nie zawsze ufają ich nadawcom. Większość badanych przyznaje, że kampanie poruszają ważne tematy (53%) i są po prostu potrzebne (52%), ale zaledwie 41% badanych uznaje je za wiarygodne. Taki sam odsetek respondentów (41%) nie widzi różnicy między kampanią społeczną a komercyjną reklamą. Warto zatem zadać sobie pytanie, czy to oznacza koniec tradycyjnego podejścia do prowadzenia kampanii społecznych, czy może jednak włączenie się telewizji do akcji, którą ankietowani wskazują, jako pierwsze źródło wiedzy o kampaniach społecznych, wpłynęło na to, że zbiórka nabrała nowej trajektorii i objęła grupy demograficzne i biznes, które nie są tak aktywne na social mediach zaznacza Piotr Zimolzak, wiceprezes zarządu SW Research.

Dlaczego akcja Łatwogang x Cancer Fighters okazała się skuteczna? – Przede wszystkim dlatego, że u jej źródła jest prawdziwa historia wsparta jedynie przez influencerów – podkreśla Joanna Niemiec.  Jej początkiem była nagrana przez rapera Bedoesa 2115 i 11-letnią Maję Mecan — podopieczną Fundacji Cancer Fighters – piosenka. Mamy tu zatem prawdziwą historię, a nie jedynie znanego influencera – dodaje.

Badania pokazują także, że 31% ankietowanych uważa, że tematy poruszane w kampaniach społecznych ich nie dotyczą, a co trzeci jest zdania (34%), że problemy w nich przedstawiane są wyolbrzymiane. Co gorsza, tylko 23% Polaków, którzy w ostatnim czasie mieli styczność z jakąś kampanią społeczną przyznaje, że pod jej wpływem podjęło konkretne działanie.

Jednak, choć nie każdy z nas ma osobiste doświadczenia z nowotworami, to zaangażowanie się influencerów w działania na rzecz fundacji wspierającej chorych na tę chorobę przyniosło skutki i to naprawdę budujące.

Czy zatem prowadzenie tradycyjnych kampanii społecznych ma swoje uzasadnienie?

– Zdecydowanie tak – uważa Joanna Niemiec. – Optymizmem napawa to, że zapytani o konkrety, Polacy wskazują na to, że pod wpływem adresowanych do nich działań komunikacyjnych zwiększyli swoją ostrożność w sieci (38%), 33% zadeklarowało, że zdecydowało się zaszczepić, a 31% wybrało się na badania profilaktyczne. Dla nas to powód do satysfakcji, ponieważ w zeszłym roku prowadziliśmy zarówno kampanie na temat cyberbezpieczeństwa (dla Banku Pocztowego pod hasłem „Cyberdojrzali”), jak również w zakresie promocji badań profilaktycznych (z ramienia Ministerstwa Zdrowia i w ramach projektu „Moje Zdrowie”). Warto jednak pamiętać o tym, że influencerzy powinni stać się elementem każdej takiej kampanii, zwłaszcza jeśli chcemy docierać do wszystkich grup społecznych, zwłaszcza tych aktywnych w mediach społecznościowych. Influencerzy ci muszą jednak być wiarygodni dla poruszanego tematu.

Warto także zauważyć, że niestety kampanie społeczne na rzecz ograniczania używek plasują się na końcu pod kątem skuteczności. Zaledwie 14% Polaków, którzy zdecydowali się na jakiś krok na skutek kampanii, zadeklarowało, że pod ich wpływem zdecydowało się rzucić lub ograniczyć picie alkoholu lub też palenie papierosów – w skali całej populacji to mniej niż 3%.

Kampanie 1,5% mają sens

Z badań płynie także inny ciekawy wniosek. Polacy, choć nie zawsze gotowi są na zmianę postaw lub też na zaangażowanie się osobiste w działania wolontariackie (tylko 26% zdecydowała się na to pod wpływem kampanii społecznej), są gotowi sięgnąć do kieszeni i wesprzeć wybrany cel społeczny. Dowodem na to jest deklaracja 49% ankietowanych, że pod wpływem kampanii społecznej dokonało wpłaty na zbiórkę lub fundację i to, czego świadkiem właśnie jesteśmy – spektakularny sukces zbiórki na rzecz Fundacji Cancer Fighters.

Oczekiwania wobec kampanii społecznych zależne od płci

Bez względu na płeć największym oczekiwaniem Polaków wobec kampanii społecznych pozostaje to, aby informowały one o skali problemu (41% respondentów). Jednak różnice w wielu postawach ze względu na płeć są zauważalne. Kobiety bardziej przekonane są co do tego, że głównym celem kampanii społecznych powinna być edukacja i zwiększanie świadomości problemu (42% kobiety vs 31% mężczyźni) lub też skłanianie do konkretnych działań, np. wsparcia finansowego lub udział w akcjach (27% kobiety vs 18% mężczyźni). Z kolei mężczyźni częściej oczekują od kampanii społecznych tego, by wpływały na decyzje konkretnych instytucji lub też wprost na decyzje polityczne (23% mężczyźni vs 16% kobiety), np. podpisanie petycji.

Telewizja wciąż na topie

Badania SW Research i LoveBrands Group pokazują, że głównym źródłem kontaktu z kampaniami społecznymi dla Polaków pozostaje telewizja (62%), a następnie internet (42%) i media społecznościowe (39%). Co ciekawe, dla mężczyzn istotniejszym kanałem, poprzez który konsumują treści o przekazie społecznym, jest radio (25% mężczyźni vs 19% kobiety).

Eksperci od trudnych tematów

Temat badań podjęty przez SW Research zainicjowała agencja LoveBrands Group, która od lat specjalizuje się w tego typu kampaniach. Oprócz wspomnianych kampanii na rzecz cyberbezpieczeństwa, w ostatnim czasie realizowała bowiem także kampanię #OkresNoStres dla marki Bella wspierającą dobrostan psychiczny dziewcząt wchodzących w świat menstruacji, a także autorską kampanię na rzecz zdrowia psychicznego „Nasza w tym Głowa”. Agencja wspiera także kampanię społeczną na rzecz czytelnictwa realizowaną przez Fundację Powszechnego Czytania.

Kampanie społeczne są katalizatorem zmian i siłą napędową przekształcania postaw społecznych, kwestionowania przestarzałych przekonań, zachęcania do krytycznego myślenia, a także zastępowania biernej świadomości w aktywne zaangażowanie. W powoływaniu do życia nowych inicjatyw społecznych kluczowe jest umiejętne inspirowanie, angażowanie i skłanianie odbiorców do refleksji. Niezależnie od tego, czy chodzi o kwestie zdrowotne, zmiany klimatyczne, czy nierówności społeczne, kampanie muszą opierać się na danych i celnych insightach, które znajdą podatny grunt i będą rezonować z konkretnie sprecyzowaną grupą docelową. Co jeszcze uwiarygadnia takie projekty? Włączenie do narracji historii osób, których dotyczy dany temat, co wzbudza empatię i ułatwia zrozumienie niejednokrotnie skomplikowanych kwestii. Prowadzenie kampanii przez kilka lat pozwala zbadać realnie zmiany w świadomości odbiorców i porównać wynik końcowy z wyjściowym. Obserwowanie tego, jak zmienia się ta percepcja, zgodnie z pożądanym efektem, daje ogromną satysfakcję – komentuje Katarzyna Puchacz, Health Care & Medical Director w LoveBrands Group.

Jeden z obszarów, w których rola kampanii społecznych jest dziś szczególnie istotna, to cyberbezpieczeństwo. Edukacja społeczna na ten temat jest dziś realną potrzebą. Cyberprzestępcy stale modyfikują swoje metody, wykorzystując nowe technologie i bieżące wydarzenia do tworzenia coraz bardziej wiarygodnych oszustw. Dlatego kampanie społeczne dotyczące bezpieczeństwa w sieci muszą nadążać za tymi zmianami i w przystępny, dla różnych grup docelowych, sposób odpowiadać na aktualne zagrożenia. W LoveBrands Group wspieramy program Banku Pocztowego, „Cyberdojrzali. Bądź mądrzejszy od oszusta”, prowadząc komunikację w mediach społecznościowych i przekładając temat cyberzagrożeń na praktyczne, przystępne treści edukacyjne. Naszym celem jest nie tylko informowanie o ryzykach, ale przede wszystkim budowanie nawyków cyfrowego bezpieczeństwa – dodaje Weronika Szmaja, Project Manager w LoveBrands Group.

Badanie zostało zrealizowane przez agencję SW Research w dniach 31.03-2.04.2026 r. techniką wywiadów online (CAWI) na reprezentatywnej próbie 1002 Polaków w wieku 16+ na panelu badawczym swpanel.pl.

Producent regałów czy pośrednik? Jak porównać oferty, żeby nie przepłacić

Przy zakupie regałów magazynowych wiele firm porównuje oferty przede wszystkim po cenie. To naturalne, ale często prowadzi do mylnego wniosku, że najtańsza propozycja jest najkorzystniejsza. W praktyce dwie wyceny o podobnym zakresie mogą oznaczać zupełnie inną odpowiedzialność za projekt, inny standard wykonania, inny poziom dopasowania do obiektu i inne ryzyko kosztów po wdrożeniu.

Najwięcej problemów nie wynika z samego zakupu konstrukcji, ale z braków w zakresie: pomiarów, projektu, montażu, dopasowania do procesu pracy i późniejszego wsparcia. Dlatego decyzję warto podejmować nie tylko na podstawie ceny jednostkowej, lecz także w oparciu o realny zakres usługi i przewidywalność całej realizacji.

Co realnie porównywać w ofertach

Pierwsza kwestia to zakres. Czy oferta obejmuje analizę przestrzeni, dopasowanie do rodzaju towaru, projekt układu, montaż i wskazanie zasad eksploatacji? Czy obejmuje rozwiązanie problemów takich jak słupy, wnęki, niestandardowa wysokość, strefy kompletacji lub sezonowe skoki wzrostu towarów w magazynie? Bez tych informacji porównanie cen jest tylko pozorne. Druga kwestia to stopień dopasowania. W wielu firmach przewagę daje produkcja regałów na wymiar, bo pozwala wykorzystać przestrzeń zgodnie z realnym układem hali i procesem pracy. Jeżeli oferta opiera się wyłącznie na katalogowych modułach bez analizy obiektu, oszczędność na starcie może oznaczać straty operacyjne później.

Dlaczego najtańsza oferta bywa najdroższa

Różnice kosztowe bardzo często pojawiają się dopiero po podpisaniu zamówienia. Dodatkowe elementy, korekty projektu, dopłaty za montaż, konieczność przebudowy układu lub niedoszacowanie liczby miejsc składowania powodują, że początkowo atrakcyjna cena przestaje być przewagą. Z perspektywy zarządczej oznacza to nie tylko wyższy koszt, ale też większe ryzyko opóźnień i zakłóceń pracy magazynu. Dlatego dobra oferta powinna jasno pokazywać, za co klient płaci: czy obejmuje dopasowanie do obiektu, jakie są założenia obciążeniowe, jak wygląda montaż, co dzieje się po wdrożeniu i kto odpowiada za zgodność rozwiązania z ustalonym zakresem.

Co powinna zawierać dobra wycena

Przed podjęciem decyzji warto sprawdzić, czy wycena regałów obejmuje nie tylko same elementy konstrukcyjne, ale też informacje o konfiguracji układu, przewidywanym sposobie użytkowania, montażu i ewentualnych zabezpieczeniach. Im bardziej przejrzysta oferta, tym mniejsze ryzyko nieporozumień na etapie realizacji. W praktyce dobrze przygotowana wycena pomaga też szybciej porównać kilka propozycji. Zamiast koncentrować się wyłącznie na cenie końcowej, można zestawić realny zakres, poziom dopasowania i odpowiedzialność wykonawcy.

Dlaczego warto patrzeć dalej niż do momentu montażu

Zakup regałów nie kończy się na odbiorze konstrukcji. Liczy się również późniejsza eksploatacja, bezpieczeństwo pracy i możliwość dalszego rozwoju magazynu. Jeżeli system ma być elementem procesu na lata, warto zwrócić uwagę na to, czy wykonawca zapewnia wsparcie także po uruchomieniu. Jednym z ważnych obszarów są przeglądy regałów po wdrożeniu, które pomagają utrzymać system w dobrym stanie i szybciej reagować na uszkodzenia lub przeciążenia. Z punktu widzenia firmy oznacza to większą przewidywalność kosztów, lepszą kontrolę ryzyka i mniejsze prawdopodobieństwo, że po kilku miesiącach trzeba będzie naprawiać skutki pośpiesznej decyzji zakupowej.

Podsumowanie

Różnica między producentem a pośrednikiem nie sprowadza się wyłącznie do źródła zakupu. Najważniejsze jest to, kto bierze odpowiedzialność za dopasowanie rozwiązania do obiektu, procesu pracy i przyszłych potrzeb firmy. Dopiero w takim ujęciu można uczciwie porównać oferty i ocenić, która z nich naprawdę ogranicza ryzyko kosztów po wdrożeniu. Jeżeli chcesz porównać warianty nie tylko cenowo, ale też pod kątem zakresu, dopasowania i bezpieczeństwa eksploatacji, skontaktuj się z REMA: [email protected], +48 533 555 071.

Ropa, dolar i FED w centrum uwagi inwestorów. Na rynkach widać ostrożny optymizm

Po raz kolejny w notowaniach surowców widać powiew optymizmu. Nie są to jednak przełomowe zmiany, lecz raczej pewna stabilizacja związana z rosnącymi szansami. W tle wygląda na to, że nominacja nowego szefa FED pokonała znaczący problem.

Rynek uwierzył w przełom

Patrząc na zmiany cen ropy, inwestorzy z jakiegoś powodu wierzą w przełom. W piątek mieliśmy bowiem odmianę Brent po 105 USD za baryłkę, a dzisiaj nad ranem jest 4 USD tańsza. Poziom 101 USD to oczywiście nie są pułapy, które wskazywałyby na wiarę inwestorów w rychły pokój. Wygląda to raczej na wzrost szans choćby na częściowe udrożnienie drogi wodnej przez Cieśninę Ormuz. Warto zaznaczyć, że jeszcze w piątek ropa amerykańska była 11 USD tańsza, a dzisiaj ta różnica wynosi zaledwie 5 USD. Pokazuje to, że rynek się wyrównuje. Wyraźnie droższa ropa Brent wynika bowiem z tego, że jest to gatunek będący punktem odniesienia dla cen światowych. Znacznie bardziej zatem na niego wpływa konflikt na Bliskim Wschodzie, niż na surowiec wydobywany w USA i tam wyceniany. Warto natomiast pamiętać, że rozmowy cały czas trwają, a obecne ruchy wynikają ze zmiany oczekiwań inwestorów, a nie realnych przełomów w negocjacjach.

Waluty też wierzą

Wraz ze spadkiem cen ropy Brent mamy również drugi sygnał świadczący o oczekiwaniach inwestorów na przyciszenie konfliktu. Jest nim odwrót od dolara. Ten ruch jest jednak znacznie mniej imponujący niż zmiany na ropie naftowej. Rynki walutowe, podobnie jak kruszce, nie reagują już tak silnie na kolejne oczekiwania przełomu. Prawdopodobnie dlatego, że większość analityków najbardziej wierzy obecnie w scenariusz stopniowego udrażniania Cieśniny Ormuz i wygaszania walk bez formalnego podpisania pokoju. Obie strony muszą bowiem móc ogłosić sukces. Warto zwrócić uwagę, że w negocjacjach panuje impas. Kluczowym tematem ma być kwestia tego, czy najpierw ma dojść do zaprzestania ataków i dopiero później do rozmów o programie nuklearnym, czy odwrotnie. Amerykanie chcą najpierw rozmawiać, a Iran chce najpierw przestać być bombardowany.

Nowy szef FED coraz bliżej

Kevin Warsh został nominowany na szefa FED przed Donalda Trumpa, ale procedura nie idzie zbyt płynnie. W ostatnich dniach nastąpił jednak przełom. Jeden z republikańskich senatorów blokował bowiem jego kandydaturę do czasu zakończenia śledztwa przeciwko obecnemu szefowi FED. Dotyczyło ono domniemanych nieprawidłowości przy remoncie siedziby banku. Obecnie wraz z zamknięciem tego postępowania, pojawiła się zapowiedź poparcia wniosku. Jeżeli Komisja Bankowa Senatu zaakceptuje Kevina Warsha, kolejnym krokiem jest głosowanie w pełnym składzie Senatu. To wydarzenie poprzedzone jest jednak kolejną serią pytań do kandydata. Trzeba pamiętać, że w Senacie potrzebna jest zwykła większość 51 głosów. Obecnie Republikanie mają 53 głosy, więc jeśli nie wyłamie się przynajmniej 3 republikańskich senatorów, przy pełnym sprzeciwie demokratów i dwóch powiązanych z nimi kandydatów niezależnych nie powinno być niespodzianek.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Zmiana w zarządzie Banku Millennium. Hugo Resende zastąpi António Pinto

Z dniem 24 kwietnia 2026 roku Rada Nadzorcza Banku Millennium powołała Hugo Resende na stanowisko Członka Zarządu Banku Millennium S.A. Zastąpi on António Pinto, który po ośmiu latach kończy pełnienie funkcji w Polsce, aby kontynuować pracę zawodową w innym podmiocie Grupy Kapitałowej Millennium bcp w Portugalii.

Hugo Resende posiada 19-letnie doświadczenie w sektorze bankowym. Karierę zawodową rozpoczął w Millennium bcp w Portugalii, gdzie pełnił funkcje menedżerskie obejmujące strategię, marketing, zarządzanie siecią sprzedaży detalicznej, doświadczenie klienta oraz rozwój kultury wysokiej efektywności organizacyjnej. Ostatnio pracował na stanowisku Dyrektora Generalnego Kierującego Marketingiem i Wsparciem Sieci Sprzedaży Detalicznej w Millennium bcp. Był stałym członkiem kluczowych komitetów banku.

Hugo Resende ukończył studia w zakresie ekonomii oraz posiada tytuł magistra ekonomii finansowej i monetarnej Lisbon School of Economics & Management. Ukończył także program menedżerski AESE Business School w Lizbonie.

– W imieniu Rady Nadzorczej gratuluję Hugo Resende objęcia stanowiska członka Zarządu Banku Millennium i życzę powodzenia w realizacji stojących przed nim ambitnych celów zapisanych w strategii Banku „Wartość i Wzrost’28”. Jednocześnie dziękuję António Pinto za ogromne zaangażowanie i znaczący, wieloletni wkład w rozwój Banku oraz życzę sukcesów w dalszej karierze zawodowej w Grupie Millennium bcp – powiedziała Olga Grygier-Siddons, Przewodnicząca Rady Nadzorczej Banku Millennium.

António Pinto jest związany z Grupą Millennium od początku lat 90. Od kwietnia 2018 roku był Członkiem Zarządu Banku Millennium S.A. w Polsce, a wcześniej pełnił szereg kluczowych funkcji menedżerskich w Grupie Millennium w Polsce i Portugalii.

Karierę zawodową rozpoczął w Banco Português do Atlântico (1990), od 1994 roku wchodzącym w skład Grupy Millennium bcp, zdobywając doświadczenie w bankowości detalicznej i przedsiębiorstw dzięki zajmowaniu stanowisk kierowniczych w obszarach marketingu i wsparcia sprzedaży. W latach 2001 – 2011 pracował w Banku Millennium S.A., jako kierujący departamentami odpowiedzialnymi za marketing, jakość, procesy i operacje, a od kwietnia 2010 roku jako Członek Zarządu. W ciągu kolejnych 7 lat zajmował stanowisko kierującego Departamentem Marketingu Bankowości Detalicznej w Millennium bcp w Portugalii, a w okresie lipiec 2016 – maj 2018 roku także niewykonawczego członka Zarządu ActivoBank.

Antonio Pinto złożył rezygnację, ze skutkiem na dzień 24 kwietnia 2026 r., z funkcji Członka Zarządu Banku, w związku z zamiarem kontynuacji swojej ścieżki zawodowej w innym podmiocie Grupy Kapitałowej Millennium bcp.

– W imieniu wszystkich członków Zarządu chciałbym wyrazić ogromne podziękowania António za osiem ważnych lat pracy w Zarządzie Banku. Dziękuję w szczególności za udział w kreowaniu ambitnych strategii Banku oraz wdrażaniu ich w życie i osiąganiu świetnych rezultatów; za dbałość o ofertę produktów i usług Banku, rozwój kanałów cyfrowych, a także nieustanną pracę nad jakością naszej obsługi we wszystkich kanałach Banku, za co jesteśmy doceniani przez klientów i sektor bankowy. Szczególnie dziękuję także za niezwykłą umiejętność współpracy, troskę o zespoły i bankowe talenty oraz za ludzką, dobrą, pozytywną energię, którą dzielił się z nami każdego dnia. Witam w Polsce i w zespole Millennium Hugo Resende. Jestem przekonany, że multidyscyplinarne doświadczenie Hugo będzie świetnie wykorzystane w dalszym ambitnym rozwoju Banku Millennium w sektorze bankowym – powiedział João Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium.

AI w bankowości – jak sztuczna inteligencja zmienia sektor finansowy?

Sztuczna inteligencja pozwala bankom szybciej rozpoznawać potrzeby użytkownika i porządkować obsługę w tle.. Zmiana nie polega tylko na wdrożeniu technologii AI, ale na przebudowie sposobu świadczenia usług finansowych. Z korzyścią dla klientów.

Inteligentna obsługa zamiast reakcji po fakcie

Nowoczesny bank nie ogranicza AI do czatu czy automatycznej odpowiedzi. Systemy uczące się analizują historię korzystania z usług, wychwytują powtarzalne zachowania i na tej podstawie wspierają kontakt z klientem w odpowiednim momencie. Mogą przypominać o zobowiązaniach, porządkować wydatki, podpowiadać działania w aplikacji i kierować sprawę do właściwego procesu bez zbędnego udziału klienta. Dobrze wdrożone AI w bankowościoznacza spersonalizowaną obsługę, ale bez chaosu informacyjnego. Klient nie dostaje przypadkowych komunikatów, tylko wsparcie powiązane z realnym kontekstem jego aktywności.

Szybsze decyzje i lepsza ocena ryzyka dzięki AI

Jednym z najważniejszych skutków wdrażania sztucznej inteligencji jest przyspieszenie procesów, które wcześniej wymagały wielu ręcznych działań. Dotyczy to zwłaszcza analizy wniosków, weryfikacji danych, segmentacji klientów i oceny zdolności do korzystania z określonych produktów. Algorytmy potrafią szybciej łączyć informacje z różnych systemów, wychwytywać zależności i wskazywać przypadki wymagające dodatkowej kontroli. To nie eliminuje nadzoru człowieka, ale porządkuje pracę i ogranicza liczbę błędów operacyjnych. Z perspektywy klienta oznacza to krótszą ścieżkę obsługi, większą przewidywalność procesu i mniejsze ryzyko, że sprawa utknie na etapie technicznej weryfikacji.

Większe bezpieczeństwo w kanałach cyfrowych

Sektor finansowy wykorzystuje sztuczną inteligencję również tam, gdzie najważniejsza jest ochrona pieniędzy i danych. Mechanizmy analizujące zachowanie użytkownika potrafią rozpoznać nietypową aktywność, wyłapać próbę przejęcia dostępu albo zatrzymać podejrzaną operację, zanim szkoda stanie się realna. W połączeniu z biometrią, silnym uwierzytelnianiem, szyfrowaniem i integracją przez API AI wzmacnia bezpieczeństwo bez nadmiernego komplikowania obsługi. Ma znaczenie także w otwartej bankowości, gdzie usługi finansowe są obecne nie tylko w systemie banku, ale również w innych środowiskach cyfrowych. Klient korzysta więc z wygody nowych rozwiązań, a bank może lepiej łączyćinnowację z kontrolą ryzyka i wymogami regulacyjnymi.

Sztuczna inteligencja zmienia sektor finansowy przede wszystkim dlatego, że łączy szybkość działania z lepszą analizą i automatyzacją. Dla klienta banku oznacza to wygodniejszą obsługę, bardziej dopasowane usługi oraz wyższy poziom bezpieczeństwa w codziennym korzystaniu z bankowych produktów. Należy jednak podkreślić, że dobrze wdrożona AI nie zastępuje relacji z klientem, lecz czyni ją sprawniejszą, trafniejszą i bardziej przewidywalną.

 

Kompap podsumowuje 2025 rok i zapowiada dywidendę

Giełdowy Kompap, jeden z największych graczy w branży poligraficznej w Polsce, po raz siódmy z rzędu planuje podzielić się zyskiem z akcjonariuszami. W tym roku zarząd zamierza rekomendować wypłatę dywidendy w wysokości 70 gr na akcję ze skumulowanego zysku netto. W 2025 r. Grupa Kompap wypracowała skonsolidowane przychody w wysokości 101,53  mln zł (108,05 mln zł rok wcześniej), osiągając zysk EBITDA o wartości 9,84 mln zł i 0,61 mln zł zysk netto (odpowiednio 11,83 mln zł i 2,36 mln zł w 2024 r.).

– Sytuacja na rynku poligraficznym jest niezwykle wymagająca wobec bardzo niskich cen stosowanych przez konkurencyjne drukarnie, które w ten sposób nierzadko walczą o przetrwanie. Dbając o kondycję finansową grupy i bazując na wypracowanej przez lata renomie, w naszych zakładach konsekwentnie realizujemy wyłącznie zamówienia o odpowiedniej marży. W efekcie, utrzymaliśmy wskaźnik rentowności na sprzedaży na zbliżonym poziomie co rok wcześniej i w 2025 roku wyniósł on 14,89%. Niezależnie, stale poszukujemy oszczędności w skali grupy, które pozwolą nam oferować wysokiej jakości produkt w poszukiwanej przez klientów atrakcyjnej cenie. Dążenie do ograniczenia kosztów dotyczy różnych aspektów naszej działalności, w tym organizacji procesów na poziomie grupy i poszczególnych zakładów oraz realizowanych inwestycji – komentuje Waldemar Lipka, prezes zarządu Kompap SA.

W grupie Kompap jako spółki zależne działają dwie uznane drukarnie dziełowe – OZGraf i BZGraf oraz Komunikacja Masowa, świadcząca usługi outsourcingu w zakresie masowej komunikacji elektronicznej i tradycyjnej. W bieżącym roku zarząd Kompapu zamierza przedstawić akcjonariuszom podczas WZA propozycję zmian w strukturze grupy, zakładającą połączenie OZGraf i BZGraf ze spółką-matką w jeden podmiot prawny przy zachowaniu funkcjonowania drukarni w Olsztynie i Białymstoku w formie zintegrowanych oddziałów: Kompap OZGRAF Olsztyn oraz Kompap BZGRAF Białystok.

 – Szacujemy, że połączenie naszych spółek w Olsztynie i Białymstoku z Kompapem powoli nam wygenerować oszczędności sięgające 1 mln zł w skali roku. Będziemy mogli wyeliminować dublujące się funkcje w grupie na poziomie zarządów i kadry menedżerskiej, stworzyć centrum usług wspólnych m.in. w obszarach finansów, HR czy IT, co pozwoli także na usprawnienie procesu raportowania finansowego. Planowane połączenie stworzy też możliwości efektywniejszego zarządzania stanami magazynowymi i obniżenia kosztów logistyki międzyzakładowej, zwłaszcza że Kompap ma także drukarnię offsetową rolową w Laskowicach. Dzięki usprawnieniu procesów produkcyjnych zmniejszymy koszt jednostkowy druku i zyskamy jeszcze większą siłę negocjacyjną u dostawców. Redukcja liczby podmiotów prawnych w grupie pozwoli też ograniczyć koszty usług obcych – wyjaśnia Waldemar Lipka.

Dążenie do obniżenia kosztów ma na celu zwiększenie rentowności Grupy. W 2025 r. Kompap zanotował zmniejszenie skonsolidowanych przychodów o 6% r/r, co było bezpośrednim efektem spadku cen papieru o 10%. Mimo utrzymania rentowności sprzedaży wyniki zostały obciążone kosztami związanymi z serią odejść na emeryturę wieloletnich pracowników drukarni. Ten trwający dwa lata proces zakończył się w minionym roku i nie będzie oddziaływać na wyniki kolejnych okresów. Kompap sfinalizował też projekt rozwijania uniwersalnych kwalifikacji wśród pracowników. Odchodzenie od wąskich specjalizacji ma zwiększać elastyczność produkcji w Grupie.

– Drukarnie w Olsztynie i Białystoku obsługują wydawców z całej Europy. Nasz eksport wzrósł o ok. 5% w minionym roku i stanowi ponad 20% przychodów grupy. Wobec dużej konkurencji cenowej z Chin, wydawcy zagraniczni najczęściej korzystają z naszych usług w przypadku szybkich zleceń czy mniejszych nakładów lub też zawirowań na rynkach globalnych, wpływających na proces dostaw z Azji. Tym bardziej zależy nam na jak największej elastyczności procesów produkcyjnych. Obok zwiększania wszechstronnych kompetencji wśród pracowników rozwijamy usługę druku cyfrowego, bo pozwala nam to realizować mniejsze nakłady w dobrych cenach, zgodnie z oczekiwaniami klientów. W minionym roku zakupiliśmy do naszej białostockiej drukarni nową maszynę do druku cyfrowych okładek za ok. 450 tys. zł. Okazyjnie kupiliśmy też maszyny do druku cyfrowego do Laskowic. Tworzymy tam ośrodek zapasowy na potrzeby klientów Komunikacji Masowej, wśród których znajdują się największe firmy z branży finansowej czy telekomunikacyjnej w Polsce. Ma on zabezpieczyć ciągłość usług na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń – wyjaśnia prezes Lipka.

Inwestycje realizowane przez Kompap w minionym roku wyniosły ok. 2 mln zł. W tym roku planowana jest dla rozbudowa parku maszynowego, m. in. sprowadzane są obecnie dwie maszyny z Chin od sprawdzonego producenta: specjalistyczna gilotyna do cięcia papieru i maszyna do lakierowania 3D. Również w tym roku Kompap planuje budowę instalacji fotowoltaicznej w Laskowicach.

– Nieco dłużej niż zakładaliśmy zajęło nam uzgodnienie wymaganych kwestii formalnych, mamy już jednak pozwolenie na budowę i inwestycja fotowoltaiczna zostanie zrealizowana jeszcze w tym roku. Już w kolejnym około 30% zapotrzebowania na energię w Laskowicach będzie obsługiwane przez odnawialne źródła energii, co pozwoli nam na obniżenie kosztów. Zakładamy, że inwestycja ta zwróci nam się do 5 lat – mówi Waldemar Lipka.

Kompap jest w ocenie zarządu w bardzo dobrej sytuacji finansowej. W związku z konfliktami zbrojnymi na świecie w Grupie spłacono większość kredytów i Kompap wciąż dysponuje środkami ze skumulowanego zysku, który zarząd chce wypłacić akcjonariuszom w formie dywidendy w wysokości 70 gr na akcję. Decyzję w tej sprawie podejmie Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy.

Dębica poprawia marże, ale rynek opon pozostaje wymagający

Firma Oponiarska Dębica S.A. (FO Dębica), producent opon do samochodów osobowych i ciężarowych, wypracowała w 2025 roku ponad 2,9 mld zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza wzrost rdr o 15,7%. Wynik operacyjny sięgnął w tym okresie 128,7 mln zł (+120,8% rdr), a zysk netto ukształtował się na poziomie 125,0 mln zł (+60,7% rdr).

Marża brutto na sprzedaży w 2025 r. wyniosła 5,5% wobec 1,5% w 2024 r. Spółka poprawiła także poziom marży EBIT, który wzrósł względem roku poprzedniego do 4,4% z 2,3%.

Wyniki osiągnięte w 2025 r. są efektem wyższych cen w rozliczeniach z podmiotami powiązanymi oraz odtworzenia mocy produkcyjnych po pożarze z sierpnia 2023 r.

„Jesteśmy zadowoleni z rezultatów osiągniętych w 2025 roku – udało nam się wypracować zarówno wzrost przychodów, jak i wyników na wszystkich poziomach. Utrzymujemy stabilną kondycję finansową i operacyjną, a nasza sytuacja płynnościowa jest bezpieczna” – mówi Ireneusz Maksymiuk, Prezes FO Dębica S.A.

Sytuacja na rynku oponiarskim pozostaje jednak wymagająca. Firma wciąż mierzy się z niepewnością w otoczeniu gospodarczym, spowolnieniem inwestycji oraz osłabieniem wzrostu w sektorze transportowym. Wyzwaniem jest rosnący import opon z Azji, który zwiększa presję w segmencie budżetowym. Dodatkową niepewność przyniósł konflikt na Bliskim Wschodzie, skutkujący wzrostem cen ropy naftowej – głównego surowca do produkcji materiałów wykorzystywanych w wyrobie opon.

„Rynek surowców cechuje się wysoką zmiennością, co sprawia, że nie jest możliwe precyzyjne przewidywanie kierunku ani skali przyszłych zmian cen materiałów pochodzenia petrochemicznego. W tej sytuacji Spółka koncentruje się na bieżącym monitorowaniu otoczenia rynkowego i elastycznym dostosowywaniu swoich działań do aktualnych warunków. Naszą przewagą pozostaje doświadczony zespół, konsekwentna modernizacja oraz oferta odpowiadająca potrzebom rynku. Dzięki temu jesteśmy w stanie szybko reagować na zmiany rynkowe oraz budować trwałą wartość w długim horyzoncie” mówi Prezes FO Dębica S.A.

Przychody FO Dębica ze sprzedaży do podmiotów niepowiązanych w 2025 r. wyniosły 215,9 mln zł, co oznacza spadek o 16,1% w porównaniu do 2024 roku. Natomiast przychody ze sprzedaży do podmiotów powiązanych wzrosły rdr o 19,3%, osiągając poziom prawie 2,7 mld zł.

Szczegóły dotyczące wyników przedstawia tabela poniżej:

w mln PLN 4Q 2025 4Q 2024 Zmiana FY2025 FY2024 Zmiana
Przychody ze sprzedaży 665,0 689,0 -3,5% 2 914,8 2 518,8 +15,7%
Marża brutto 14,0 12,0 +16,7% 160,7 37,0 +334,3%
Wynik operacyjny (EBIT) -2,9 3,0 -196,7% 128,7 58,3 +120,8%
Wynik netto 1,8 9,9 -81,8% 125,0 77,8 +60,7%

 

Mocne odczyty z krajowej gospodarki, słabsze PMI w Europie i niepewność wokół dolara

Mimo pesymistycznych nastrojów konsumenckich, dostaliśmy dziś mocne dane z krajowej gospodarki. Odczyty PMI z Europy z mieszanym wydźwiękiem. Zbyt wiele niewiadomych sprawia, że inwestorom trudno zdecydować, czy postawić na umocnienie dolara amerykańskiego, czy na jego osłabienie. 

Dane znacznie powyżej prognoz

Dane makroekonomiczne za marzec powinny już pokazywać wpływ wojny na Bliskim Wschodzie. Trzeba przyznać, że w tym kontekście krajowa gospodarka mocno zaskakuje – i to pozytywnie. Wzrost produkcji przemysłowej w marcu to aż 9,4% r/r, przy prognozach na poziomie raptem 4,2%. Wcześniej poznaliśmy też publikację dotyczącą nastrojów konsumenckich, które spadły mocniej niż wskazywały prognozy analityków. I gdy wydawało się, że pesymistycznie nastawiony konsument ograniczy zakupy, dziś dostaliśmy odczyt sprzedaży detalicznej, który całkowicie przełamał ten sposób myślenia. Wynik 9,8% za marzec niemal dwukrotnie przebił prognozę, co tylko podkreśla, że Polacy chętnie sięgają do portfela. Mamy więc sporą różnicę pomiędzy tym, co konsument wpisuje w ankietach, a tym, jak się później faktycznie zachowuje na zakupach. To daje bardzo solidny obraz polskiej gospodarki, a przynajmniej na ten moment obawy o duży, negatywny wpływ wojny na Bliskim Wschodzie wydają się przesadzone. Dla RPP to też jasny sygnał, że utrzymywanie stóp procentowych na obecnym poziomie ma silne podstawy.

Usługi rozczarowują

Dzisiaj w kalendarium dominowały odczyty PMI zarówno z sektora przemysłu, jak i usług. Obraz jaki przedstawiają dane ze strefy euro wskazały na pogorszenie nastrojów wśród konsumentów. Taka sytuacja nie jest niczym nowym. Mamy tutaj prosty ciąg zdarzeń: wyższe ceny ropy naftowej przekładają się na wyższe ceny paliw na stacjach niemal natychmiast i powodują, że w sektorze usług nastroje się pogarszają. Dla całej strefy euro odczyt spadł poniżej wartości 50 pkt – do poziomu 47,4 pkt. Znalazł się więc w paśmie uważanym za recesyjne. Identyczna sytuacja ma miejsce w poszczególnych krajach. PMI dla usług spadało choćby w Niemczech czy Francji. Co ciekawe, dramatu nie ma w przypadku przemysłu, gdzie spadki wartości PMI owszem wystąpiły (w Niemczech z 52,2 pkt w marcu do 51,2 pkt w kwietniu), ale nie dość, że nie są duże, to jeszcze udało się utrzymać wartości ponad granicą 50 pkt. Niemniej jednak takie odczyty wpłynęły dzisiaj na osłabienie wspólnotowej waluty, choć trzeba przyznać, że zmiany nie są duże.

„Edek” na wsparciu

Patrząc na szerszy obraz na rynku walutowym, widzimy brak zdecydowania co do kierunku ruchu na głównej parze walutowej świata. Ciągle mamy sporo niewiadomych w kontekście wojny na Bliskim Wschodzie, a blokada Cieśniny Ormuz nie tylko ze strony irańskiej, ale i amerykańskiej tylko pogłębia stan niepewności. Dzisiaj kurs popularnego „edka” wraca w okolice widziane w pierwszej połowie kwietnia i schodzi do poziomu wsparcia na 1,17. Brak eskalacji konfliktu powinien wpływać na odbicie głównej pary walutowej, z drugiej strony brak perspektyw na szybkie zakończenie wojny nie będzie argumentem za osłabieniem USD. Spora niepewność wokół zielonego ma też związek z nowym szefem Fed, którym ma zostać Kevin Warsh. Jak sam twierdzi, jest za niezależnością banku centralnego. Chce też redukować bilans Fed, ale też znajduje argumenty za możliwymi obniżkami stóp w USA, co przynajmniej na ten moment budzi wątpliwości (przy rosnącej inflacji spowodowanej wzrostem cen ropy naftowej). Mamy więc argumenty za tym, by dolar się osłabił, ale i rósł w siłę, co może oznaczać, że najbardziej prawdopodobny scenariusz to konsolidacja w najbliższym czasie z przeplatanymi ruchami w górę i w dół.

Biura odzyskują atrakcyjność. Inwestorzy wracają na rynek

I kwartał 2026 roku przyniósł wyraźne ożywienie na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce. Wzrost wartości transakcji odnotowały wszystkie sektory, w tym segment biurowy. Nie słabnie też popyt na biura, co wskazuje na stopniową odbudowę potencjału rynku.

Pozytywne sygnały napływają w tym roku z rynku inwestycyjnego. W I kwartale 2026 wartość inwestycji w nieruchomości komercyjne w Polsce przekroczyła 1 mld euro – to wynik o ponad 40 proc. wyższy r/r i najlepszy dla tego okresu od kilku lat. Choć liczba transakcji spadła, ich wartość wzrosła (635 mln euro w I kw. 2025).

W sektorze biurowym zawarto transakcje o wartości 245 mln euro (+40 proc. r/r). Realizowano je zarówno w Warszawie, jak i w regionach, które odpowiadały za większość akwizycji, ale tylko jedną czwartą wolumenu transakcyjnego.

W ostatnim czasie sfinalizowane zostały m.in. takie transakcje typu prime, jak zakup Lixa D przez szwajcarski fundusz rodzinny i kompleksu Royal Wilanów za 100 mln euro przez czeski fundusz Wood & Company od Grupy Capital Park. Brain Park A w Krakowie kupiła natomiast francuska firma Arkea Real Estate.

Dla porównania, w I kw. 2025 roku wartość transakcji biurowych wyniosła 176 mln euro (+60 proc. r/r), a największą transakcją było przejęcie Wronia 31 przez Uniqa Real Estate. Dominowały wtedy aktywa value-add i oportunistyczne.

– Wartość transakcji inwestycyjnych zarejestrowanych w tym roku wskazuje na ożywienie na rynku. Oczekujemy kontynuacji tego trendu i wzrostu aktywności inwestycyjnej, wspieranej, zarówno przez rosnące zaangażowanie kapitału krajowego, jak i stopniowy powrót kapitału typu core i transakcji prim – mówi Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner, CEO w Walter Herz. – Inwestorzy są jednak selektywni, wybierają budynki, które wyróżniają się jakością i długoterminową stabilnością. Poszukują bezpieczeństwa, celując w prestiżowe lokalizacje oraz aktywa cechujące się dużą odpornością operacyjną i bezpieczeństwem energetycznym. Część kupujących szuka też okazji do generowania wyższych zwrotów poprzez inwestycje w aktywa z potencjałem do wzrostu rentowności – dodaje Bartłomiej Zagrodnik.

I przyznaje, że z jednej strony obecna sytuacja geopolityczna może wpłynąć negatywnie na ten proces, spowalniając dalsze obniżki stóp procentowych, co ograniczy możliwość redukcji kosztów kapitału. Z drugiej strony, konflikt na Bliskim Wschodzie może paradoksalnie skierować część kapitału do Europy, w tym do Polski.

Rynek biurowy wchodzi w fazę ożywienia

Już w 2023 roku, po kilku latach spowolnienia, widoczne było ożywienie aktywności inwestorów w Polsce. W 2024 roku całkowity wolumen transakcji dwukrotnie przebił wynik z 2023 roku. Wzrost utrzymał się także w 2025 roku, choć całkowity wolumen inwestycyjny – 4,5 mld euro – był niższy niż w 2024 roku (5 mld euro).

W 2025 roku sektor biurowy był liderem, odpowiadając za niemal 40 proc. wolumenu transakcyjnego na rynku. Wartość transakcji biurowych osiągnęła 1,8 mld euro, wobec 1,6 mld euro rok wcześniej.

Do największych sfinalizowanych transakcji należał zakup 50 proc. udziałów w Mennica Legacy Tower przez Mennicę Polską, sprzedaż Wola Center do Trigea Real Estate Fund  CPI, co było największą transakcją w sektorze, odpowiadającą za ponad jedną czwartą jego rocznego wyniku. Właściciela zmieniły także budynki Senator i Vibe w Warszawie, High Five I & II w Krakowie oraz Centrum Południe 3 we Wrocławiu.

Wśród innych istotnych akwizycji znalazła się m.in. sprzedaż przez LaSalle Investment Management budynku Wronia 31 do UNIQA Real Estate, zbycie etapów D, E i F inwestycji Bohema przez Okam Capital oraz sprzedaż Mazovia Plaza przez Martley Capital polskiemu inwestorowi.

W 2024 roku sektor biurowy odpowiadał za jedną trzecią całkowitego wolumenu inwestycyjnego, zarejestrowanego na rynku nieruchomości. Największą akwizycją był zakup Warsaw UNIT przez Eastnine AB. Była to największa transakcja pojedynczym aktywem biurowym w Europie. Zrealizowano także sprzedaż 49 proc. udziałów w portfelu biurowym CPI oraz transakcje dotyczące budynków P180, Studio B i Lakeside.

Sektor biurowy kusi kapitał krajowy

W 2023 roku inwestorzy koncentrowali się głównie na starszych budynkach typu value-add i aktywach oportunistycznych. W kolejnych latach wzrosło zainteresowanie aktywami typu core i core+, szczególnie w Warszawie. To efekt dostosowania cen ofertowych do realiów rynkowych.

Starsze nieruchomości nadal przyciągają uwagę, szczególnie te z potencjałem zmiany funkcji, z przeznaczeniem do modernizacji lub wykorzystania na potrzeby własne. Takie aktywa często wybierają inwestorzy krajowi, którzy w 2024 roku odpowiadali za 40 proc. liczby transakcji w sektorze.

W 2025 roku wzrost aktywności polskich inwestorów był szczególnie widoczny. Rodzime podmioty wygenerowały około 20 proc. całkowitej wartości transakcji inwestycyjnych w Polsce. W sektorze biurowym ich udział był jeszcze wyższy. Polski kapitał odpowiadał za 30 proc. wolumenu sektora biurowego i połowę liczby transakcji. Po latach dominacji inwestorów zagranicznych pojawiła się silna grupa krajowych nabywców – prywatnych przedsiębiorców, family offices i instytucji publicznych.

W 2026 roku dominującą rolę odgrywają inwestorzy ze Stanów Zjednoczonych oraz regionu CEE. Polscy inwestorzy pozostają aktywni, koncentrując się głównie na mniejszych transakcjach.

Podaż i popyt na biura

– Zainteresowanie wynajmem biur jest nadal duże. Zmienia się jednak podejście najemców do wyboru biur. Liczy się nie tylko wielkość i jakość powierzchni, ale także bezpieczeństwo operacyjne. W warunkach niepewności firmy oczekują elastycznych warunków najmu oraz środowiska pracy dopasowanego do ich potrzeb. Coraz większe znaczenie zyskuje doświadczenie użytkowników biur oraz udogodnienia dostępne na miejscu i bezpośredni dostęp do usług, takich jak siłownie, opieka medyczna, gastronomia czy handel – mówi Emilia Legierska, Transaction Director w Walter Herz.

W I kwartale 2026 roku wynajęto w Warszawie ponad 130 tys. mkw. biur. Rok wcześniej było to ponad 160 tys. mkw., o 15 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2024 roku. Oznacza to, że popyt na stołeczne biura utrzymuje się na stabilnym, wysokim poziomie od kilku lat.

W całym 2025 roku wolumen najmu biur w Polsce przekroczył 1,56 mln mkw., z czego około połowę stanowiły renegocjacje. W regionach wynajęto ponad 770 tys. mkw. powierzchni, nieco więcej niż rok wcześniej.

W Warszawie do najemców trafiło w minionym roku blisko 800 tys. mkw., a w IV kwartale odnotowany został rekordowy wynik – zakontraktowano 310 tys. mkw. biur. W warunkach ograniczonej dostępności powierzchni w centrum miasta wzrosło znaczenie Służewca, który odpowiadał za ponad 20 proc. wolumenu najmu.

Subtelna nowa podaż powierzchni biurowych w Polsce

Na rynek trafia obecnie znacznie mniej nowych biur niż w latach boomu. W I kwartale 2026 roku w Warszawie oddano do użytku zaledwie  43 tys. mkw. nowoczesnych powierzchni biurowych, m.in. w budynkach Studio A i Vena.

W całym 2025 roku na polski rynek trafiło tylko 110 tys. mkw., biur z czego ponad 20 tys. mkw. powierzchni w regionach. W Warszawie było to niespełna 90 tys. mkw., dostarczone głównie przez projekty The Bridge oraz AFI Office House.

Aktywność deweloperów pozostaje ograniczona. Nowe inwestycje są rozpoczynane głównie po zabezpieczeniu umów przednajmu. Jak podaje Walter Herz, w Warszawie w budowie znajduje się obecnie około 200 tys. mkw. powierzchni biurowych, w tym projekty Skyliner II, Upper One i Afi Tower. Na rynkach regionalnych realizowanych jest około 220 tys. mkw., z czego około 95 tys. mkw. powierzchni ma zostać oddane w 2026 roku.

Bumech porządkuje aktywa i wydziela segment obronny do Capital Partners

Bumech reorganizuje działalność związaną z sektorem obronnym i przenosi ją do spółki giełdowej Capital Partners. To właśnie tam będą rozwijane projekty związane z produkcją i obrotem sprzętem oraz technologiami o przeznaczeniu wojskowym, w ramach wyodrębnionej struktury biznesowej.

Capital Partners stanie się docelowym centrum aktywności obronnych grupy. Spółka była wcześniej przygotowywana jako platforma dla aktywów energetycznych, jednak zmieniono jej przeznaczenie, dostosowując ją do rozwoju segmentu defense, nad którym Bumech pracuje od 2025 roku. Zmiana koncepcji wykorzystania Capital Partners wynika z oceny perspektyw poszczególnych segmentów działalności. Spółka uznała, że sektor obronny lepiej odpowiada obecnym uwarunkowaniom rynkowym i wymaga struktury umożliwiającej jego niezależny rozwój.

Wydzielenie segmentu defense i uporządkowanie struktury

W ramach przyjętego modelu Bumech przenosi do Capital Partners spółkę Bumech Defense – podmiot posiadający koncesję na obrót sprzętem wojskowym i technologiami o przeznaczeniu obronnym. Kolejnym krokiem będzie wniesienie zorganizowanej części przedsiębiorstwa obejmującej zaplecze produkcyjne w Szopienicach, zespół pracowników oraz kompetencje operacyjne. Docelowo działalność ta zostanie zintegrowana z Capital Partners i będzie funkcjonować jako wyodrębniony segment w ramach spółki publicznej.

Segment obronny jest przenoszony do spółki publicznej, aby funkcjonował w czytelnej strukturze operacyjnej i sprawozdawczej. Z punktu widzenia właścicielskiego pozostaje on w obrębie grupy, Capital Partners jest spółką kontrolowaną przez Bumech, co zapewnia ciągłość zarządzania – mówi Jonasz Drabek. Jak wyjaśnia Prezes Zarządu Bumechu, celem działań jest uporządkowanie struktury biznesowej grupy oraz lepsze dopasowanie jej do charakteru poszczególnych obszarów działalności. – Rozdzielamy działalności o znacząco odmiennych profilach – energetycznym i górniczym od obronnego – tak, aby każda z nich mogła być zarządzana i wyceniana adekwatnie do swojej specyfiki – dodaje.

Zmiana kierunku i wykorzystanie spółki publicznej

Capital Partners była pierwotnie przygotowywana pod przejęcie aktywów energetycznych Grupy Bumech. Uznaliśmy jednak, że bardziej racjonalne jest wykorzystanie jej jako platformy dla segmentu obronnego i jego rozwoju w formule spółki publicznej – wskazuje Jonasz Drabek. W efekcie powstaje model, w którym działalność defense funkcjonuje w ramach spółki giełdowej z własną strukturą aktywów, finansowania i raportowania, przy jednoczesnym zachowaniu powiązań właścicielskich z Bumech.

Na okres przejściowy przygotowano mechanizmy zapewniające stabilność operacyjną. Do czasu uruchomienia produkcji dla sektora obronnego Bumech będzie dostarczał zlecenia z obszaru przemysłu wydobywczego, natomiast Capital Partners zapewni finansowanie w formie linii pożyczkowej. Rozwiązanie to umożliwia dostosowanie zakładu produkcyjnego do wymogów branży i stopniowe budowanie zdolności operacyjnych bez zakłóceń płynności.

Kolejny etap dywersyfikacji działalności

Wydzielenie segmentu obronnego wpisuje się w szerszy proces dywersyfikacji działalności Bumechu realizowany w ostatnich latach. Obejmuje on m.in. stopniową restrukturyzację aktywów górniczych, w tym kopalni węgla kamiennego Silesia oraz rozwój projektów zagranicznych, szczególnie na rynku afrykańskim. Przed kilkoma tygodniami Bumech przejął kontrolę nad kopalnią cynku, miedzi i metali towarzyszących w RPA. 

Celem tych działań jest budowa bardziej zdywersyfikowanego modelu biznesowego, opartego na kilku niezależnych źródłach przychodów oraz lepszym dopasowaniu struktur organizacyjnych do specyfiki poszczególnych segmentów. Wydzielenie działalności defense do odrębnej spółki publicznej stanowi kolejny krok w tym kierunku.

Ceny ubezpieczeń na świecie spadły o 5% w pierwszym kwartale 2026 roku, jest to siódmy kwartał spadkowy z rzędu

0

Według najnowszego Global Insurance Market Index (GIMI) opublikowanego przez Marsh (NYSE: MRSH), światowego lidera w dziedzinie ryzyka, reasekuracji, kapitału, zasobów ludzkich, inwestycji oraz doradztwa zarządczego, globalne stawki ubezpieczeń spadły średnio o 5% w pierwszym kwartale 2026 roku, po spadku o 4% w czwartym kwartale 2025 roku.

Pierwszy kwartał 2026 roku jest siódmym z rzędu kwartałem z obniżkami na poziomie globalnym. Spadek stawek w pierwszym kwartale był nadal napędzany wzrostem dostępności rynku oraz rosnącą konkurencją wśród ubezpieczycieli w większości kluczowych linii produktowych.

Wszystkie regiony świata odnotowały roczne spadki wskaźników składek w pierwszym kwartale 2026 roku. Największe spadki odnotowano w regionach Pacyfiku oraz Indii, Bliskiego Wschodu i Afryki (IMEA) – odpowiednio o 12% i 10%. W Ameryce Łacińskiej i na Karaibach (LAC) oraz w Wielkiej Brytanii stawki spadły o 8%. W Kanadzie stawki obniżyły się o 6%, a w Europie i Azji o 5%. Ogólny wskaźnik stawek w USA, który w czwartym kwartale 2025 pozostał bez zmian, spadł o 1% w pierwszym kwartale 2026.

Kluczowe wnioski:

  • Stawki ubezpieczeń majątkowych spadły globalnie o 9%, powtarzając trend z Q4 2025 r. Dwucyfrowe spadki odnotowano w pięciu regionach: PAC (14%), LAC (12%) oraz po 10% w USA, Wielkiej Brytanii i IMEA. Spadki stawek odnotowano także w Europie (8%), Kanadzie (6) i Azji (5%).
  • Stawki ubezpieczeń odpowiedzialności cywilnej wzrosły o 3% na poziomie globalnym (w porównaniu do 4% wzrostu w Q4). Wzrost w tym kwartale był efektem drugiego z rzędu, 9‑procentowego wzrostu w USA, gdzie podwyżki stawek wciąż napędza utrzymująca się wysoka szkodowość. W Q1 stawki OC spadły we wszystkich pozostałych regionach, szczególnie dla firm nieprowadzących działalności w USA.
  • Stawki ubezpieczeń finansowych i profesjonalnych spadły o 5% na poziomie globalnym w Q1, w porównaniu do 4% spadku w Q4. Obniżki odnotowano we wszystkich regionach – od 8% w Wielkiej Brytanii i 7% w regionach Pacyfiku i Azji, po 2% spadek w USA.
  • Stawki ubezpieczeń cybernetycznych spadły o 5% na poziomie globalnym, po 7% spadku w Q4. Największy spadek odnotowano w regionie IMEA (14%), dalej obserwowano obniżki w przedziale od 11% w LAC do 2% w USA.

 

Komentując raport, John Donnelly, prezes Global Placement w Marsh Risk, powiedział: „Choć konflikt na Bliskim Wschodzie jest bacznie obserwowany pod kątem ewentualnego wpływu na rynki ubezpieczeniowe, oczekuje się, że obecne warunki konkurencyjne utrzymają się, ponieważ rentowność ubezpieczycieli pozostaje wysoka. Dotyczy to w szczególności linii takich jak ubezpieczenia majątkowe, wspieranych korzystnymi warunkami reasekuracji i znaczną dostępnością rynku. W obliczu szerokiej niepewności gospodarczej i presji inflacyjnej, klienci mają możliwość optymalizacji struktur programów, zwiększenia limitów lub dostosowania udziałów własnych, aby w nadchodzącym roku zwiększyć stabilność swoich programów”.

Marcin Zimowski, Dyrektor w Pionie Klientów Strategicznych w Marsh, podsumowuje: „Spadki cen wydają się być już dobrze zadomowione również na polskim rynku ubezpieczeń majątkowych. W przypadku podmiotów o dobrym przebiegu szkodowym i dużej otwartości na współprace w zakresie poprawy jakości ryzyka, spadki stawek mogą osiągać nawet wyższe wartości, niż średni dla Europy spadek rzędu 8%. Brak bardzo dużych, masowych szkód na rynku powoduje, że zasadniczo próżno obecnie szukać linii ubezpieczeniowych, które nie są dotknięte spadkami. Coraz częściej też ubezpieczyciele decydują się przedstawić ofertę na ryzyka, którymi do tej pory zdawali się nie być zainteresowani. To dodatkowo wzmaga, pozytywną dla naszych klientów, konkurencję”.

Małgorzata Splett-Kulik, Szef Praktyki FINPRO i Cyber w Regionie CEE, Marsh dodaje: „W liniach ubezpieczeń finansowych i cyber polscy klienci wciąż mogą korzystać z konkurencyjnych warunków rynkowych we współpracy z lokalnymi i zagranicznymi rynkami. Wyjątek stanowią indywidualni klienci lub sektory, gdzie odnotowaliśmy zdarzenia szkodowe – zwykle zapłacą oni za ochronę więcej niż rok temu. Dla linii D&O będą to np. niektóre spółki Skarbu Państwa, a dla linii cyber klienci, którzy odnotowali zdarzenia cybernetyczne lub tacy, których dojrzałość cybernetyczna nie jest na wystarczającym poziomie (m.in. brane jest tu pod uwagę tzw. 12 metod kontroli ryzyka). Abstrahując od cen, spodziewam się wzrostu popularności dwóch produktów z linii finansowych – mam na myśli ubezpieczenie od ryzyk sprzeniewierzeń dla klientów komercyjnych (commercial crime) i tzw. ubezpieczenie Employment Practices Liability (z tytułu naruszenia praw pracowniczych). Dla pierwszego rozwiązania motorem wzrostu powinny być bardzo znaczące szkody, które zdarzyły się ostatnio w Europie oraz zwiększone ryzyko e-crime i social engineering, które jedynie częściowo możemy objąć ochroną w polisach cyber. Uszczelnienie programów klientów w zakresie ryzyka EPL związane jest z przygotowaniem polskich firm na drugą fazę implementacji dyrektywy UE o przejrzystości wynagrodzeń. Może ono odbywać się poprzez wprowadzenie dodatkowego zakresu do ochrony D&O (roszczenia do spółki) lub poprzez uplasowanie oddzielnej polisy EPL. Apetyt na przedmiotowe ryzyko wyraził już jeden z czołowych polskich ubezpieczyciel financial lines, który swoją ofertę w zakresie EPL wprowadził w kwietniu br.”

Marcin Olczak, Dyrektor Departamentu Ryzyk Kredytowych, Marsh Polska: „Zarówno na rynku globalnym, jak i lokalnym obserwujemy agresywne kwotacje ubezpieczycieli — spadki stawek sięgające nawet ponad 20% — przy jednoczesnym wzroście liczby niewypłacalności. Trend ten utrzymuje się od kilku kwartałów i jak dotąd nie widać zmiany w podejściu ubezpieczycieli. Nasze obserwacje i analiza portfela przeczą jednocześnie danym zaprezentowanym przez PIU. Według danych za 2025 rok średni poziom stawek rok do roku pozostaje praktycznie bez zmian, przy jednoczesnym spadku wartości odszkodowań. Jak widać, realia biznesowe odbiegają od tabelek i raportów.”

Proacta z mocnym początkiem 2026 roku. Przychody wzrosły o 450 proc.

Notowana na rynku NewConnect spółka bioinformatyczna Proacta S.A. szacuje, że w I kwartale 2026 roku osiągnęła ponad 6,1 mln zł przychodów netto ze sprzedaży, co oznacza wzrost o 450 proc. r/r. Na poprawę wyników w największym stopniu wpłynął dynamiczny rozwój segmentu usług specjalistycznych, obejmujących zaawansowane projekty z zakresu bioinformatyki oraz IT dla sektora publicznego i ochrony zdrowia. Spółka konsekwentnie zwiększa skalę działalności, jednocześnie koncentrując się na dalszym rozwoju kompetencji oraz własnych produktów, z których część znajduje się już na etapie komercjalizacji. Równolegle Proacta prowadzi prace nad kolejnymi rozwiązaniami z obszaru technologii medycznych, koncentrując się na budowie skalowalnego portfolio produktów opartych na analizie danych i sztucznej inteligencji.

–  Konsekwentnie rozwijamy model biznesowy oparty na usługach specjalistycznych oraz autorskich produktach. Usługi już dziś generują istotną część przychodów, a dzięki połączeniu kompetencji w obszarze bioinformatyki, klinicznego AI/ML i compliance regulacyjnego budujemy naszą przewagę rynkową. Jednocześnie oceniamy, że w długoterminowej perspektywie kluczową wartość stanowić będą nasze produkty własne. Dysponujemy szerokim portfolio rozwiązań na różnych etapach rozwoju i komercjalizacji, prowadzimy pilotaże oraz obserwujemy rosnące zainteresowanie ze strony dużych partnerów instytucjonalnych i biznesowych – podkreśla Paweł Ciesielka, Prezes Zarządu Proacta S.A.

Segment usług Proacty obejmuje realizację wysoko wyspecjalizowanych projektów, łączących analizę danych medycznych, rozwój algorytmów predykcyjnych oraz wdrożenia systemów IT zgodnych z rygorystycznymi wymaganiami regulacyjnymi (m.in. MDR, AI Act, ISO 13485). Spółka dostarcza kompleksowe rozwiązania dla instytucji publicznych i ośrodków naukowych, integrując kompetencje bioinformatyczne, kliniczne AI/ML oraz software development w ramach jednej oferty, co pozwala na budowanie silnej pozycji w najbardziej wymagających projektach związanych z danymi medycznymi i cyfryzacją ochrony zdrowia.

Równolegle spółka rozwija segment produktów własnych, który stanowi drugi kluczowy silnik wzrostu. Strategicznym projektem Proacty jest platforma Dbam o siebie Smart Lab, która jest certyfikowanym wyrobem medycznym, przetwarzającym dane z badań laboratoryjnych oraz urządzeń telemedycznych przy wykorzystaniu certyfikowanych algorytmów. Rozwiązanie wpisuje się w dynamicznie rosnący globalny trend medycyny predykcyjnej i longevity. Dotychczas w ramach prowadzonych projektów i pilotaży spółka przeanalizowała ponad 6 tys. kompletów danych laboratoryjnych oraz ponad 2 mln rekordów danych medycznych, co stanowi istotny zasób do dalszego rozwoju algorytmów i budowy przewagi technologicznej.

W kwietniu 2026 r. Proacta S.A. zawarła umowę na dostawę, wdrożenie i uruchomienie systemu Digital Breast Cancer Unit (DBCU) dla Opolskiego Centrum Onkologii im. prof. Tadeusza Koszarowskiego. Projekt obejmuje implementację rozwiązania wspierającego i optymalizującego proces diagnostyki oraz leczenia raka piersi wraz z integracją z infrastrukturą IT szpitala. Jest to pierwsze komercyjne wdrożenie platformy DBCU, stanowiące kluczowy moment w rozwoju produktu i potwierdzenie gotowości rynkowej, a także ważny krok w kierunku skalowania rozwiązań własnych spółki.

Maciej Grzywacki, Wiceprezes Zarządu Proacta S.A.
Maciej Grzywacki, Wiceprezes Zarządu Proacta S.A.

Rosnące przychody z segmentu usług zapewniają nam stabilną bazę finansową, która pozwala konsekwentnie rozwijać i komercjalizować produkty własne. To model, który z jednej strony wspiera bieżący wzrost skali działalności, a z drugiej umożliwia budowę długoterminowej wartości spółki w oparciu o skalowalne rozwiązania medyczne. Pierwsza umowa związana z Digital Breast Cancer Unit potwierdza potencjał rynkowy tej platformy i otwiera drogę do dalszego rozwoju współprac oraz rozszerzania jej funkcjonalności. Bardzo wysoko oceniamy również potencjał platformy Dbam o siebie Smart Lab, której możliwości zostały potwierdzone zarówno w pilotażach, jak i w rozmowach z potencjalnymi partnerami strategicznymi. Równolegle pracujemy nad kolejnymi rozwiązaniami, które w przyszłości mogą stać się istotnym źródłem przychodów dla Proacta – podsumowuje Maciej Grzywacki, Wiceprezes Zarządu Proacta S.A.

Wyniki Tesli lepsze od prognoz, ale nastroje psują wysokie nakłady inwestycyjne

Wyniki Tesli za pierwszy kwartał okazały się lepsze od oczekiwań. Przychody sięgnęły 22,39 mld dolarów, skorygowany zysk na akcję wyniósł 0,41 dolara, a marże się poprawiły. Rynek bardziej niż na same liczby patrzy jednak na rosnącą skalę wydatków, ponieważ zapowiedź nakładów inwestycyjnych przekraczających 25 mld dolarów w 2026 roku oraz ujemnych wolnych przepływów pieniężnych pogorszyła nastroje w handlu posesyjnym. Jednocześnie coraz wyraźniej widać, że Tesla przestaje być postrzegana wyłącznie jako producent samochodów i zaczyna funkcjonować jako firma rozwijająca sztuczną inteligencję oraz robotykę. Za jakiś czas polskie ulice mogą zapełnić się setkami, jeśli nie tysiącami Edwardów Warchockich, tym razem nie chińskiej, ale amerykańskiej produkcji.

Warto przyglądać się temu co dzieje się w Tesli poza samym bilansem. Chodzi o elementy które dotychczas generują głównie koszty, ale mogą w najbliższej przyszłości zmienić się w istotne źródła dochodów.  Flota robo taksówek działa już bez kierowców bezpieczeństwa w Austin, Dallas i Houston. To ważna zmiana. Przez lata autonomiczna jazda była raczej obietnicą niż biznesem. Pokazywała możliwości technologii, ale nie dawała jeszcze efektu skali. Teraz staje się prawdziwą usługą, dostępną w trzech dużych amerykańskich miastach.

Równocześnie zatwierdzenie systemu FSD w Holandii otwiera Tesli nowy rynek w Europie. FSD, czyli Full Self-Driving, to system wspomagania jazdy, który ma z czasem prowadzić samochód samodzielnie. Dla Tesli to ważne nie tylko technologicznie, ale też biznesowo, bo oznacza możliwość sprzedaży abonamentu na tę usługę. Ambitnym celem firmy jest otrzymanie ogólnego pozwolenia na używanie systemu w całej UE jeszcze latem tego roku. Oznaczałby bowiem, że po zgodzie w jednym kraju łatwiej byłoby wejść do kolejnych dużych rynków, takich jak Niemcy, Francja czy Polska. Bez potrzeby przechodzenia długiego, osobnego procesu w każdym państwie. Coraz bliżej rozpoczęcia produkcji jeszcze w tym roku są też Cybercab i Tesla Semi. Pierwszy to futurystyczna taksówka bez kierowcy, a drugi to elektryczna ciężarówka.

Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja robota Optimus. Humanoidalny robot, czyli maszyna przypominająca człowieka, wychodzi z fazy prototypu i może trafić do produkcji na przełomie lipca i sierpnia tego roku. Oznacza to, że wkrótce Polskie ulice mogą zapełnić się setkami, jeśli nie tysiącami Edwardów Warchockich, tym razem nie chińskiej, ale amerykańskiej produkcji.

Na razie sam Optimus wciąż pozostaje dość tajemniczy. To kontrast wobec chińskich konkurentów, którzy chętnie pokazują swoje roboty w mediach społecznościowych. Połowa świata widziała bowiem jak robot Unitree G1 goni dziki po Warszawie. Tymczasem Elon Musk tłumaczy, że Tesla celowo ograniczyła liczbę publicznych prezentacji swojego rozwiązania. Jego zdaniem konkurenci analizowali nagrania klatka po klatce i kopiowali zachowania robota. Dlatego pokaz wersji produkcyjnej ma nastąpić dopiero bliżej momentu uruchomienia produkcji.

Blokada Cieśniny Ormuz i związany z nią kryzys paliwowy okazały się dla Tesli korzystne. Wspomogło to popyt na samochody elektryczne w regionie EMEA, czyli w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Mechanizm jest dość prosty. Gdy rosną obawy o ceny paliw, część klientów chętniej patrzy na auta elektryczne. Pytanie tylko, czy ten efekt utrzyma się dłużej, czy zgaśnie wraz ze spadkiem cen ropy. Na razie daje on podstawowemu biznesowi firmy dodatkowe wsparcie.

Wszystkie nowe projekty firmy nie przełożą się od razu na znaczące przychody. Elon Musk potwierdził, że robotaxi nie będzie istotnym źródłem wpływów przynajmniej do 2027 roku. Jednak Tesla od dawna nie jest wyceniana jak zwykły producent samochodów. Inwestorzy płacą za nią tak, jakby kupowali firmę przyszłości – z obietnicą robotów, autonomii i sztucznej inteligencji. Dlatego najważniejsze pytanie brzmi dziś nie to, czy Tesla ma ambitną wizję, ale czy obecne postępy w produkcji wystarczą, by podtrzymać wiarę rynku do czasu, gdy za tą wizją pojawią się istotne przychody.

Tym samym wracamy do tematu wyników finansowych. Skorygowany zysk na akcję wyniósł 0,41 dolara, wobec oczekiwanych 0,34 dolara. Przychody sięgnęły 22,39 mld dolarów. Wolne przepływy pieniężne, czyli gotówka pozostająca firmie po wydatkach operacyjnych i inwestycyjnych, wyniosły dodatnie 1,44 mld dolarów. To szczególnie ważne, bo rynek spodziewał się niemal 1,9 mld dolarów odpływu gotówki. Marża brutto wzrosła do 21,1 proc. z 16,3 proc. rok wcześniej. Była też wyraźnie lepsza od prognoz analityków, którzy liczyli na 17,7 proc. Trzeba jednak dodać, że część tej poprawy wynikała z jednorazowych korzyści taryfowych. Mówiąc prościej, nie wszystko w tej poprawie da się łatwo powtórzyć w kolejnych kwartałach. Dlatego inwestorzy nie powinni zakładać automatycznie, że taki poziom marż stanie się nową normą.

Spółka podniosła też prognozę nakładów inwestycyjnych do ponad 25 mld dolarów w tym roku. To kwota, która może budzić niepokój, bo oznacza dalsze duże wydatki. Co zresztą znalazło odzwierciedlenie w spadkach cen akcji w handlu pozasesyjnym. Z drugiej strony dobrze pasuje do obrazu firmy, która przestaje tylko mówić o przyszłości, a zaczyna budować pod nią realne moce produkcyjne.

To o tyle ważne, że Tesla pozostaje jedną z najważniejszych spółek w portfelach inwestorów indywidualnych. Jest drugą najczęściej posiadaną akcją przez globalnych inwestorów i czwartą wśród inwestorów w Polsce na platformie eToro. Po raz pierwszy od dłuższego czasu Elon Musk daje rynkowi coś bardziej konkretnego. Nie tylko wielką opowieść o przyszłości, ale też dokładne terminy kolejnych etapów produkcji. A ponieważ wskazane terminy nie są bardzo odległe, inwestorzy wkrótce będą mogli rozliczać management Tesli ze składanych dziś obietnic. To będzie miało kluczowe znaczenie dla wyceny firmy w najbliższych kwartałach. A na horyzoncie znajduje się jeszcze możliwy debiut giełdowy SpaceX.

Grupa Selena zwiększyła zysk netto o 36 proc. i poprawiła marże

Grupa Selena notuje wzrost wyników finansowych oraz poprawę rentowności w ujęciu rocznym, pomimo utrzymujących się wyzwań makroekonomicznych i geopolitycznych. W 2025 roku Selena zwiększyła rentowność sprzedaży brutto do poziomu ponad 35 proc., wypracowując zysk netto z działalności kontynuowanej na poziomie 27,3 mln euro. To wzrost o 36 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Liczby potwierdzają stabilną kondycję Spółki oraz trafnie postawione cele zarządcze, ukierunkowane na wzrost efektywności operacyjnej i koncentrację na najbardziej rentownych segmentach działalności.

Rok 2025 upłynął pod znakiem wymagającego otoczenia dla branży budowlanej, zarówno w Polsce, jak i na kluczowych rynkach zagranicznych. Utrzymująca się presja kosztowa, wysokie ceny energii oraz brak ożywienia na rynku kredytów wpływały na dynamikę i skalę inwestycji. Dodatkowo sektor mierzył się ze spadkiem liczby nowych projektów mieszkaniowych oraz zmienną dynamiką produkcji budowlano-montażowej, co bezpośrednio przekładało się na popyt na produkty chemii budowlanej.

W ujęciu globalnym istotnym czynnikiem ryzyka pozostawała także niestabilność otoczenia regulacyjnego i handlowego, w tym niepewność dotycząca polityki celnej oraz napięcia geopolityczne wpływające na łańcuchy dostaw i koszty operacyjne.

Wzrost, efektywność i dywersyfikacja

W minionym roku Grupa Selena kontynuowała realizację kluczowych celów zarządczych, koncentrując się na wzroście wartości biznesu oraz poprawie efektywności operacyjnej. Osią wyznaczonych celów w 2025 roku była szeroko pojęta dywersyfikacja, budowana głównie poprzez nowe przejęcia, służące zwiększeniu skali działalności, marży, ugruntowaniu pozycji lidera na wybranych rynkach, a tym samym poszerzeniu obecności na rynkach światowych i poprawie konkurencyjności Seleny.

Wśród kluczowych, zeszłorocznych inwestycji Grupy Selena warto wymienić transakcję nabycia 100% udziałów w Przedsiębiorstwie Handlowo-Produkcyjnym TES Sp. z o.o. oraz pakietu większościowego akcji spółki Izolacja-Jarocin S.A., co znacząco umocniło pozycję Grupy w sektorze hydroizolacji. Z kolei w ramach rozszerzania obecności spółki zagranicą, szczególnie w Europie Zachodniej, zakupiono firmę ACDIS France – renomowanego dystrybutora materiałów budowlanych oraz podpisano warunkową umowę nabycia 100% udziałów portugalskiego holdingu Grupo IGM – lidera w produkcji i dystrybucji wysokiej jakości płyt warstwowych.

Globalna dywersyfikacja działalności pozostaje jednym z kluczowych czynników zwiększających odporność biznesu na lokalne spowolnienia gospodarcze – mówi Sławomir Majchrowski, Prezes Zarządu Grupy Selena. – Ekspansja międzynarodowa oraz działania akwizycyjne stanowiły w 2025 roku istotny element rozwoju Seleny, która wzmacniała obecność nie tylko w Europie Zachodniej, ale rozwijała działalność również na rynkach pozaeuropejskich – dodaje CEO Grupy Selena.

Spółka zwiększała także portfolio produktowe w kluczowych segmentach (m.in. piany, kleje, silikony, rozwiązania hybrydowe) i zdecydowanie stawiała na poszerzenie oferty. Ważnym kierunkiem było umocnienie pozycji w obszarze termoizolacji, postrzeganym przez Spółkę jako wyjątkowo perspektywiczny segment nie tylko polskiego, ale i globalnego rynku budownictwa.

Dzięki przyjętym kierunkom Grupa Selena konsekwentnie poprawiała kluczowe wskaźniki efektywności:

  • wzrost zysku operacyjnego i zysku netto rok do roku,
  • utrzymanie stabilnych przychodów przy jednoczesnej poprawie rentowności,
  • dalsza optymalizacja kosztów produkcji i wykorzystania mocy wytwórczych,
  • poprawa marż dzięki zarządzaniu portfelem produktów i polityką cenową.

Zysk netto z działalności kontynuowanej Grupy Selena w 2025 roku wyniósł ponad 27,2 mln euro, co w porównaniu z 20 mln euro osiągniętymi w 2024 roku, oznacza wzrost o 36 proc. Z kolei, zysk operacyjny (EBIT) Grupy Selena w 2025 roku wyniósł niemal 44 mln euro, co stanowi ponad 30-procentowy wzrost r/r. Wyniki te potwierdzają skuteczność przyjętych kierunków zarządczych oraz zdolność organizacji do adaptacji w zmiennym otoczeniu rynkowym.

Perspektywa geopolityczna i jej wpływ na działalność

Obecność Grupy Selena na wielu światowych rynkach eskaluje jej ekspozycję na czynniki geopolityczne, w szczególności zmienność polityki handlowej, napięcia międzynarodowe oraz różnice w tempie ożywienia gospodarczego.

Momenty przesileń gospodarczych są zawsze okazją, by szczególnie bacznie przyjrzeć się rynkowi – zidentyfikować obszary niedoszacowane, zlokalizować spółki poszukujące inwestora, nisze produktowe czy rynki geograficzne, które mogą zyskiwać na znaczeniu – mówi CFO Grupy Selena Aleksander Solski.

W odpowiedzi na te wyzwania Selena rozwija podejście zarządcze oparte na zwiększaniu elastyczności łańcucha dostaw oraz doborze lokalizacji miejsc produkcji bliżej rynków docelowych.

– Rozproszenie geograficzne oraz portfolio produktów oparte na rozwiązaniach o wyższej wartości dodanej i większej odporności na wahania cykliczne, to kierunek rozwoju spółki – komentuje Sławomir Majchrowski, Prezes Zarządu Grupy Selena. – Decyzja ta wynika nie tylko z potrzeby stabilizowania wyników, ale także z rosnącej zmienności otoczenia geopolitycznego. Szerokie portfolio produktowe pozwala nam nie tylko właściwie odpowiadać na zidentyfikowane potrzeby profesjonalnych wykonawców budowlanych, ale też elastycznie reagować na zmiany popytu w różnych regionach, optymalizować marże oraz ograniczać ryzyko koncentracji na wybranych segmentach rynku. To podejście wzmacnia odporność naszego biznesu i umożliwia bardziej stabilny rozwój w nieprzewidywalnym otoczeniu.

W kolejnych latach firma będzie koncentrować się na dalszym rozwoju portfolio produktowego w kierunku rozwiązań innowacyjnych, wysokomarżowych i odpowiadających na kluczowe potrzeby profesjonalnych wykonawców oraz dystrybutorów oraz kontynuując działania w obszarze M&A. Skupiamy się także na integracji dotychczasowych zakupionych podmiotów, czego efektem ma być umacnianie pozycji i wzrost udziałów rynkowych Grupy. Spółka przygotowuje się ponadto do budowy drugiego zakładu produkcyjnego zapraw suchych w Kazachstanie.

Mercator Medical z 138 mln zł przychodów w IV kwartale i 3,5 mln zł zysku netto

Grupa Mercator Medical, producent rękawic jednorazowych i dystrybutor materiałów medycznych, według szacunkowych danych za IV kwartał 2025 roku wypracowała stabilny poziom skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży na poziomie 138 mln zł. Dobra sprzedaż w IV kwartale przełożyła się na 13,7 mln zł wyniku EBITDA Grupy oraz 3,5 mln zł skonsolidowanego zysku netto.

W czwartym kwartale 2025 roku osiągnęliśmy satysfakcjonujący poziom przychodów. Mimo utrzymujących się wymagających warunków rynkowych, sprzedaż Grupy pozostała stabilna. Na poziomie EBITDA Grupy odnotowaliśmy poprawę względem poprzedniego kwartału. Konsekwentnie realizowane działania operacyjne i finansowe pozwoliły nam utrzymać solidną rentowność oraz zachować stabilne fundamenty finansowe na koniec roku. Skupiamy się na dalszym wzmacnianiu konkurencyjności Mercatora i rozwijaniu działalności w sposób zrównoważony i długoterminowy – mówi Monika Żyznowska, Prezes Zarządu Mercator Medical S.A.

Znaczące różnice w zysku netto oraz wyniku EBITDA Grupy Mercator Medical pomiędzy IV kwartałem 2025 r. i analogicznym okresem w 2024 r. wynikają przede wszystkim z rozwiązania w IV kwartale 2024 r. części odpisów aktualizujących wartość majątku spółki produkcyjnej w Tajlandii w łącznej kwocie 56,9 mln zł. Dodatkowym czynnikiem wpływającym na poziom zysku netto była zmiana w zakresie podatku odroczonego, związana z ujęciem różnic kursowych.

Grupa Mercator Medical ma stabilną sytuację finansową. Na koniec IV kwartału 2025 r. Grupa dysponowała około 199,7 mln zł gotówki netto oraz innych aktywów finansowych, co pozwala na realizację przyjętych celów oraz kluczowych projektów inwestycyjnych.

Prezentowane wielkości mają charakter wstępny i szacunkowy. Skonsolidowane i jednostkowe  sprawozdanie finansowe za rok 2025 są w trakcie przygotowywania.

PINK: rynek biurowy w regionach rośnie, lecz najem wyhamował w I kwartale

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała dane dotyczące rynku powierzchni biurowych na ośmiu głównych rynkach regionalnych w Polsce (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin) za I kwartał 2026 roku. Źródłem informacji są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (Avison Young, Axi Immo, BNP Paribas Real Estate Poland, CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark, Savills),
a podsumowanie dotyczy istniejących zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych obiektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec I kwartału 2026 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych wyniosły 6 760 600 mkw. Największymi rynkami biurowymi w Polsce (po Warszawie) pozostawały Kraków (1 851 100 mkw.), Wrocław (1 361 800 mkw.) oraz Trójmiasto
(1 075 000 mkw.).

W I kwartale 2026 roku do użytku oddano pięć obiektów biurowych o łącznej powierzchni 47 200 mkw. (dla porównaniaw całym 2025 roku nowa podaż wyniosła łącznie 20 500 mkw.).

Na koniec marca 2026 roku na ośmiu głównych rynkach regionalnych do wynajęcia od zaraz było oferowane około 1 178 300 mkw. powierzchni biurowej, co odpowiada współczynnikowi pustostanów na poziomie 17,4% (wzrost o 0,5 p.p. względem poprzedniego kwartału i spadek o 0,1 p.p. wobec analogicznego okresu 2025 roku). Najwyższy wskaźnik niewynajętej powierzchni odnotowano w Katowicach – 22,1%, a najniższy w Szczecinie – 7,9% (Kraków – 18.4%, Wrocław – 22%, Trójmiasto – 10.8%, Łódź – 19.6%, Poznań – 13.8%, Lublin – 10.5%)

Całkowity wolumen transakcji najmu zarejestrowanych w I kwartale 2026 roku wyniósł 121 500 mkw., o 51% mniej względem ubiegłego kwartału oraz o 30% mniej względem analogicznego okresu 2025 roku. Najwięcej powierzchni biurowej zostało wynajęte w Trójmieście (49 500 mkw.), we Wrocławiu (25 500 mkw.) oraz w Krakowie (16 700 mkw.).

W I kwartale 2026 roku nowe umowy najmu odnotowały największy udział w wolumenie transakcji, który wyniósł 51%. Renegocjacje stanowiły 37%, ekspansje 11%, natomiast powierzchnie użytkowane na potrzeby właścicieli budynków stanowiły 1% całkowitej aktywności najemców.

Wśród największych transakcji odnotowanych w I kwartale 2026 roku znalazły się m.in. przedłużenie umowy najmu na 13 000 mkw. przez poufnego najemcę z sektora usług dla biznesu w dwóch budynkach kompleksu Business Garden we Wrocławiu oraz przedłużenie umowy najmu na 6 800 mkw. przez Adtran w Tensor Y w Gdyni.

ZBP po wyroku TSUE: nie ma podstaw do masowego stosowania SKD

To sądy krajowe, na podstawie wytycznych Trybunału Sprawiedliwości UE, będą decydować o rozstrzygnięciu sprawy pomiędzy konsumentem a bankiem. Wprawdzie Trybunał przyznał, że bank nie może naliczać odsetek bezpośrednio od kredytowanych kosztów, to jednak wprost przesądził prawo banku do rekompensaty tych kosztów poprzez proporcjonalnie wyższe oprocentowanie wypłaconej kwoty kredytu.

Trybunał orzekł, że nie można naliczać odsetek od kredytowanych kosztów, ale nie potwierdził, że pobieranie odsetek prowadzi do zastosowania sankcji kredytu darmowego.

Wyrok ten oznacza, że stosowanie sankcji kredytu darmowego przez sądy krajowe i jako takie podlegać będzie każdorazowo indywidualnej ocenie.

Zastosowanie sankcji kredytu darmowego będzie wymagało oceny indywidualnych okoliczności sprawy z uwzględnieniem wcześniejszych wskazówek i orzeczeń TSUE – mówi prezes Związku Banków Polskich Tadeusz Białek.

ZBP wskazuje jednocześnie, że dzisiejsze orzeczenie nie otwiera drogi do masowego, automatycznego stosowania SKD i podważania umów z bankami. Naliczenie odsetek od kosztów kredytu nie stanowi naruszenia obowiązków informacyjnych, a zatem nie ma podstaw do zastosowania Sankcji Kredytu Darmowego. Co bardzo istotne, zgodnie z polskimi przepisami zastosowanie sankcji możliwe jest jedynie wtedy, gdy naruszone są ściśle określone obowiązki informacyjne.

AI pod nadzorem. UODO apeluje o wzmocnienie swojej roli

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski przekazał do Kancelarii Sejmu uwagi do projektu ustawy o systemach sztucznej inteligencji. W piśmie skierowanym do zastępcy Szefa Kancelarii Sejmu Dariusza Salamończyka organ nadzorczy wskazał, że projekt powinien precyzyjniej określić zasady współpracy między Prezesem UODO a Komisją Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji.

UODO pozytywnie ocenił jedną z wprowadzonych już zmian w projekcie. Chodzi o uwzględnienie wyłącznej kompetencji organu nadzorczego w zakresie nadzoru rynku nad wykorzystaniem systemów AI do celów ścigania przestępstw, kontroli oraz w obszarze wymiaru sprawiedliwości. W ocenie urzędu to istotne doprecyzowanie kompetencji w szczególnie wrażliwych obszarach stosowania sztucznej inteligencji.

Jednocześnie Prezes UODO zwrócił uwagę, że projekt ustawy nadal nie reguluje szczegółowo zasad współpracy z Komisją Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji. Zastrzeżenia dotyczą zwłaszcza nadzoru nad przetwarzaniem danych osobowych oraz funkcjonowaniem tzw. piaskownic regulacyjnych. Według urzędu samo powtórzenie ogólnego obowiązku współpracy, wynikającego już z unijnego Aktu w sprawie sztucznej inteligencji, nie jest wystarczające.

Organ nadzorczy podkreśla, że konieczne jest ustawowe określenie zasad, charakteru i trybów wymiany informacji pomiędzy instytucjami. Bez takich zapisów współpraca może okazać się nieprecyzyjna, co w praktyce utrudni skuteczny nadzór nad obszarami, w których systemy AI wiążą się z przetwarzaniem danych osobowych i ochroną praw podstawowych.

W przekazanych uwagach UODO odniósł się także do swojej pozycji w projektowanym modelu instytucjonalnym. Zgodnie z projektem Prezes UODO miałby możliwość uczestniczenia w posiedzeniach Komisji, ale bez prawa głosu. Zdaniem urzędu taka formuła jest niewystarczająca, biorąc pod uwagę jego rolę jako organu stojącego na straży ochrony danych osobowych i praw podstawowych.

Prezes UODO postuluje więc wyraźne ustawowe umocowanie tej roli. W ocenie urzędu organ nadzorczy powinien mieć prawo przedstawiania stanowisk dotyczących przetwarzania danych osobowych w sprawach rozpatrywanych przez Komisję. Co więcej, stanowiska te powinny być przez Komisję brane pod uwagę przy wydawaniu decyzji administracyjnych rozstrzygających sprawy co do ich istoty.

Jak wskazuje urząd, takie rozwiązanie byłoby zgodne z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W praktyce oznaczałoby to silniejsze włączenie organu ochrony danych osobowych w system nadzoru nad sztuczną inteligencją, zwłaszcza tam, gdzie stosowanie nowych technologii może wpływać na prawa obywateli.

Uwagi Prezesa UODO wpisują się w szerszą debatę nad kształtem krajowych przepisów wdrażających unijne regulacje dotyczące sztucznej inteligencji. Jednym z kluczowych wyzwań pozostaje bowiem nie tylko podział kompetencji między instytucjami, ale także stworzenie jasnych zasad współpracy pomiędzy organami odpowiedzialnymi za rozwój, bezpieczeństwo i zgodność systemów AI z prawem.

Sygnatura sprawy: DOL.401.354.2024

Zielony amoniak ważny dla Polski. Senackie komisje pracują nad rekomendacjami

21 kwietnia 2026 r. Komisja Gospodarki Narodowej i Innowacyjności (przewodniczy sen. Waldemar Pawlak) oraz Komisja Klimatu i Środowiska (przewodniczy sen. Stanisław Gawłowski) odbyły wspólne posiedzenie poświęcone zielonemu wodorowi i amoniakowi w polskiej transformacji energetycznej. Tydzień wcześniej premier Donald Tusk i premier Japonii Sanae Takaichi zawarli w Tokio wszechstronne partnerstwo strategiczne z technologiami wodorowymi i amoniakowymi jako jednymi z jego filarów, a Stowarzyszenie Hydrogen Poland podpisało porozumienie o współpracy z Hungarian Hydrogen Technology Association. Senat debatuje w momencie, gdy Polska musi podjąć konkretne decyzje regulacyjne.

Eksperci zaproszeni przez komisje – dr hab. inż. Magdalena Dudek z Centrum Energetyki AGH oraz Aleksander Naumann, członek zarządu Hydrogen Poland – przedstawili stan globalnego rynku amoniaku, możliwości produkcyjne Polski oraz propozycje regulacyjne dla rządu. Efektem prac komisji ma być pakiet rekomendacji skierowanych do rządu, obejmujący zarówno ramy systemu wsparcia dla krajowego rynku wodoru, jak i propozycje konkretnych mechanizmów finansowych.

Polska dysponuje solidnym punktem wyjścia. Krajowe moce produkcyjne amoniaku wynoszą ok. 2,8 mln ton rocznie na 17,8 mln ton łącznych mocy UE, a doświadczenie w jego produkcji, transporcie i wykorzystaniu sięga ponad stu lat. Globalny rynek produkuje ok. 180–185 mln ton amoniaku rocznie, a do lutego 2026 r. ogłoszono na świecie ponad 500 projektów niskoemisyjnego amoniaku o łącznych planowanych mocach ok. 404 mln ton. Rynek rośnie gwałtownie, a Polska, z rozwiniętą bazą tzw. wielkiej syntezy chemicznej i wieloletnim doświadczeniem eksploatacyjnym, może być jego pełnoprawnym uczestnikiem.

Zielony amoniak, produkowany z wykorzystaniem wodoru wytworzonego ze źródeł odnawialnych, ma szeroki wachlarz zastosowań przemysłowych. Jego pierwszym zastosowaniem będzie przemysł nawozowy i wielka chemia – sektor odpowiadający globalnie za ok. 85 proc. zużycia amoniaku. Zastąpienie szarego amoniaku, produkowanego z gazu ziemnego, jego zielonym odpowiednikiem pozwoli polskim zakładom chemicznym uniknąć rosnących kosztów produkcji konwencjonalnej, wynikającej z rosnącego obciążenia systemem ETS i utrzymać konkurencyjność na rynku unijnym.

Drugi kluczowy obszar w polskim kontekście to współspalanie amoniaku z węglem – technologia już testowana komercyjnie przez japońską JERA na bloku klasy 1000 MW w Hekinan, porównywalnym z polskimi instalacjami w Jaworznie i Kozienicach. Udział amoniaku na poziomie 40–45 proc. obniża emisyjność bloku poniżej unijnego limitu 550g CO₂/kWh, co może pozwolić na pracę polskich bloków węglowych w systemie po roku 2028 r. (gdy kończy się derogacja dla najbardziej emisyjnych polskich jednostek).

Amoniak może również służyć jako paliwo w transporcie morskim i kolejowym oraz jako nośnik wodoru w handlu międzynarodowym – łatwiejszy w magazynowaniu i transporcie niż sam wodór.

Presja regulacyjna UE nadaje tym decyzjom charakter pilny. Elektrownie emitujące powyżej 550 g CO₂/kWh stracą dostęp do Rynku Mocy po 1 stycznia 2028 r. – w pesymistycznym scenariuszu zagrożonych jest nawet 8,2 GW mocy. Jednocześnie mechanizm CBAM nakłada opłaty emisyjne na importowane nawozy i produkty energochłonne, wymuszając dekarbonizację całego łańcucha produkcji stali, aluminium, cementu czy właśnie nawozów azotowych

Kluczowym wnioskiem z obrad jest konieczność stworzenia mechanizmu wsparcia. Projekty wytwarzania zielonego amoniaku wymagają długoterminowych kontraktów – od 10 do 15 lat – których rynek nie jest w stanie samodzielnie zapewnić, dziś opiera się na krótkoterminowym rynku kontraktów gazowych. Eksperci rekomendowali instrument łączący wsparcie po stronie producenta i odbiorcy jednocześnie, wzorowany na niemieckim programie aukcji dwustronnej (H2 Global). Szacunkowy koszt polskiego programu to ok. 2 mld zł w perspektywie 10 lat – przy rosnących cenach uprawnień ETS inwestycja, która może zwrócić się z nadwyżką.

„Polska ma wszystko, czego potrzeba, żeby stać się liderem zielonego amoniaku w Europie Środkowej – wieloletnie doświadczenie w syntezie chemicznej, gotową infrastrukturę i ogromną bazę przemysłową, która gwarantuje popyt. Brakuje jednego: mechanizmu wsparcia, który połączy gotowość rynku produkcji zielonego amoniaku z pewnością inwestycyjną, czyli długotrwałą gwarancją odbioru po stronie popytowej. Dokładnie tak, jak wydarzyło się to na rynku energii odnawialnej w ciągu ostatnich 20 lat.” – mówi Aleksander Naumann.

KONTEKST GEOPOLITYCZNY

15 kwietnia 2026 r. premier Donald Tusk i premier Japonii Sanae Takaichi podpisali w Tokio deklarację o wszechstronnym partnerstwie strategicznym, najwyższym możliwym szczeblu relacji dyplomatycznych. Wśród współdziałających sektorów wprost wymieniono wykorzystanie wodoru i amoniaku w energetyce. Japonia zmaga się z głębokim kryzysem energetycznym: od marca 2026 r. Cieśnina Ormuz jest de facto zamknięta, a 94,2% japońskiego importu ropy pochodziło z Bliskiego Wschodu. Tokio uwolniło co prawda największe w historii rezerwy strategiczne, ale było to działanie doraźnie ograniczające skutki kryzysu – a nie rozwiązanie problemu. Strukturalna odpowiedź wymaga zmiany nośnika energii i geografii jego pochodzenia. Zielony amoniak – produkowany wszędzie tam, gdzie istnieją dogodne warunki do generacji OZE i dostęp do wody – może być na to odpowiedzią, a Japonia posiada technologie, które mogą tę zmianę przyspieszyć: od palników i kotłów na amoniak po dojrzałe modele logistyki morskiej i długoterminowego kontraktowania. Polska – z potencjałem produkcyjnym, doświadczeniem chemicznym i położeniem w centrum Europy – to dla Japonii naturalny partner w tej części świata.

Porozumienie Hydrogen Poland z HHTA ustanawia ramy współpracy regulacyjnej dla środkowoeuropejskiego łańcucha dostaw zielonego amoniaku, obejmujące doprecyzowanie regulacji RFNBO oraz warunki powołania Regionalnego Banku Wodoru. Budując ten regionalny blok, Polska i Węgry stają się dla Japonii i innych globalnych graczy jeszcze bardziej atrakcyjnym partnerem.

CO DALEJ

Rekomendacje wypracowane przez obie komisje senackie zostaną przekazane rządowi. Ich trzon stanowią propozycje dotyczące kształtu polskiego mechanizmu wsparcia dla rynku zielonego amoniaku, w tym struktury instrumentów finansowych redukujących ryzyko cenowe i wolumenowe po obu stronach rynku (podaży i popytu), modelu kontraktowania długoterminowego oraz warunków uruchomienia podobnego jak niemiecki program H2 Global.

O Hydrogen Poland

Hydrogen Poland to polskie stowarzyszenie branżowe założone w 2021 r. Zrzesza przedsiębiorców z sektora gospodarki wodorowej, reprezentuje ich interesy w kraju i za granicą oraz wspiera rozwój wodoru jako elementu transformacji energetycznej. Stowarzyszenie jest inicjatorem 3 Seas Hydrogen Council – platformy łączącej organizacje wodorowe z krajów Europy Środkowej i Wschodniej.

W kwietniu stabilizacja nastrojów w gospodarce, mocne odbicie w hotelarstwie i gastronomii

W kwietniu 2026 r. wskaźniki koniunktury w większości sektorów polskiej gospodarki wskazywały na stabilizację lub poprawę nastrojów przedsiębiorców. Największą poprawę odnotowano w zakwaterowaniu i gastronomii, natomiast wyraźne pogorszenie nastąpiło w transporcie i gospodarce magazynowej – wynika z najnowszego badania Głównego Urzędu Statystycznego.

W przetwórstwie przemysłowym wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury wzrósł w kwietniu do minus 4,4 pkt z minus 5,2 pkt miesiąc wcześniej. Poprawa, choć umiarkowana, sugeruje nieco lepszą ocenę sytuacji bieżącej przez przedsiębiorstwa. W budownictwie wskaźnik również poprawił się, osiągając poziom minus 2,4 pkt wobec minus 2,8 pkt w marcu.

Mniej optymistyczny obraz wyłania się z handlu. W handlu hurtowym wskaźnik obniżył się z plus 2,5 pkt do plus 1,7 pkt, co nadal oznacza dodatnią ocenę koniunktury, ale słabszą niż miesiąc wcześniej. Handel detaliczny utrzymał się z kolei na niezmienionym poziomie minus 1,3 pkt, co wskazuje raczej na stagnację niż na wyraźne odbicie.

Największe pogorszenie koniunktury objęło sektor transportu i gospodarki magazynowej. Wskaźnik spadł tam do minus 5,6 pkt z minus 3,4 pkt w marcu, a firmy z tej branży formułowały najbardziej pesymistyczne oceny spośród wszystkich badanych sektorów. Szczególnie słabo wypadły prognozy, których wartość obniżyła się do minus 9,8 pkt.

Na drugim biegunie znalazły się zakwaterowanie i gastronomia. W tym sektorze wskaźnik wzrósł aż do plus 10,2 pkt z plus 3,7 pkt miesiąc wcześniej. To najsilniejsza poprawa w całym zestawieniu, co może świadczyć o sezonowym ożywieniu oraz poprawie ocen dotyczących najbliższych miesięcy. Składowa prognostyczna dla tej branży wzrosła do plus 18,2 pkt.

Dobrą sytuację nadal notowały także firmy z obszaru informacji i komunikacji oraz finansów i ubezpieczeń. W pierwszym z tych sektorów wskaźnik wyniósł w kwietniu plus 9,6 pkt, wobec plus 10,7 pkt w marcu, co oznacza lekkie pogorszenie, ale nadal relatywnie korzystne nastroje. Z kolei działalność finansowa i ubezpieczeniowa pozostaje liderem całego badania – wskaźnik poprawił się do plus 29,3 pkt z plus 26,8 pkt miesiąc wcześniej i utrzymał się powyżej średniej długookresowej.

Z badania wynika też, że w większości sektorów firmy częściej sygnalizowały stabilizację lub poprawę w zakresie bieżącej sytuacji niż w przypadku oczekiwań na kolejne miesiące. W prognozach częściej pojawiały się sygnały stabilizacji albo pogorszenia. Oznacza to, że przedsiębiorcy nieco lepiej oceniają obecną sytuację niż perspektywy na najbliższy kwartał.

Raport pokazuje również, że wojna w Ukrainie pozostaje czynnikiem ryzyka dla działalności firm, choć dla większości jej skutki są określane jako brak negatywnego wpływu lub wpływ nieznaczny. Najbardziej narażony pozostaje transport i gospodarka magazynowa, gdzie ponad 12 proc. respondentów mówiło o poważnych skutkach lub zagrożeniu stabilności firmy. W handlu hurtowym taki odsetek był zbliżony. Najczęściej wskazywanym efektem wojny pozostaje wzrost kosztów, a dopiero potem spadek sprzedaży lub zakłócenia w łańcuchach dostaw.

Presja kosztowa nadal pozostaje jednym z głównych problemów przedsiębiorstw. W większości analizowanych branż firmy spodziewają się dalszego wzrostu cen usług, materiałów i surowców, zarówno w krótkim, jak i w dłuższym okresie. Za czynnik najmocniej wpływający na koszty działalności w najbliższym kwartale przedsiębiorcy uznają przede wszystkim ceny energii i paliw. W wielu sektorach wskazywało na to ponad 90 proc. respondentów, szczególnie w transporcie, budownictwie oraz handlu hurtowym. Ważnymi czynnikami pozostają też koszty zatrudnienia, ceny komponentów i usług oraz koszty najmu.

Firmy ostrożnie patrzą również na warunki finansowania działalności. Część przedsiębiorstw zakłada, że w perspektywie 12 miesięcy obecne i przewidywane zmiany w dostępności kredytów czy kosztach finansowania mogą prowadzić do odkładania decyzji inwestycyjnych, a także ograniczania zatrudnienia lub produkcji. Jednocześnie w większości odpowiedzi dominowała ostrożność i brak jednoznacznego stanowiska, co pokazuje dużą niepewność co do dalszego otoczenia gospodarczego.

Źródło danych GUS.

Kryzys na Bliskim Wschodzie zmienia mapę lotów. Europejskie huby widzą szansę

Zakłócenia na Bliskim Wschodzie przekształcają mapę międzynarodowych połączeń lotniczych i stawiają przemysł w trudnym dylemacie. Huby w Dubaju i Katarze obsługiwały miliony operacji rocznie. Miesięcznie lotnisko w Dubaju 420 tysięcy operacji, a Katar 280 tysięcy, nagła redukcja ich aktywności tworzy próżnię, którą mogą próbować wypełnić europejskie porty takie jak Frankfurt, Monachium, Paryż czy Londyn. Nie bez znaczenia są też potencjalne korzyści dla Warszawy, Lotnisko Chopina i narodowy przewoźnik zanotowały już zwiększenie operacji i gotowość do przyjmowania części ruchu tranzytowego. Realna szansa na przejęcie ruchu z Bliskiego Wschodu napotyka na istotne ograniczenia. Kryzys paliwowy, gwałtowny wzrost cen nawet o ponad 100% w krótkim czasie znacząco podnosi koszty operacyjne linii lotniczych. Wyższe ceny paliwa osłabiają ekonomikę długodystansowych połączeń i redukują marże, przez co przewoźnicy europejscy nie zawsze będą mogli zaoferować częstotliwości czy taryfy na poziomie, który przyciągnąłby pasażerów i cargo dotąd obsługiwanych przez huby bliskowschodnie.

– Inny wymiar to bezpieczeństwo lotów. Przywracanie ruchu nad obszarami objętymi konfliktem wymaga specjalnych procedur, tworzenia korytarzy lotniczych, wzmocnionej ochrony przeciwlotniczej oraz czasami eskorty wojskowej w newralgicznych fazach operacji. Choć władze lotnicze regionu podejmują działania minimalizujące ryzyko, operacje odbywające się w warunkach podwyższonego zagrożenia nigdy nie osiągają standardów „normalnego” ruchu – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Janusz Janiszewski, ekspert lotniczy ds. bezpieczeństwa, Forum Ekspertów Ad Rem. – Decyzje o zmianach lotów, ich odwołaniu czy przeniesieniu na alternatywne huby muszą być podejmowane dynamicznie, w odpowiedzi na rozwój sytuacji. Jest bezpiecznie, procedury są zmienione, natomiast sytuacja jest nieprzewidywalna, bo mówimy tutaj o skalowalnym, aktywnym konflikcie wojennym. Dzisiaj możemy się spodziewać wszystkiego i władze lotnicze, zarządzający portami lotniczymi, jak również zarządzający przestrzenią powietrzną muszą być gotowi na dynamiczne reagowanie – podsumował Janusz Janiszewski.