Czy Apple ogranicza konkurencję? UOKiK stawia zarzuty

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął postępowanie antymonopolowe przeciwko trzem spółkom należącym do grupy Apple. Urząd sprawdza, czy sposób wdrożenia polityki prywatności w systemach iOS i iPadOS — znanej jako App Tracking Transparency (ATT) — mógł naruszać zasady konkurencji i faworyzować usługi reklamowe samego Apple kosztem zewnętrznych wydawców aplikacji.


ATT – ochrona prywatności czy przewaga konkurencyjna?

W 2021 r. Apple wprowadził w swoich systemach operacyjnych mechaniczną politykę pytań o zgodę na „śledzenie”, przedstawianą użytkownikom w celu zwiększenia przejrzystości przetwarzania danych. Jednak według UOKiK zasady działania ATT mogą budzić wątpliwości, szczególnie w kontekście tego, w jaki sposób wpływają na konkurentów Apple na rynku reklamy mobilnej.

Podejrzewamy, że implementacja polityki ATT mogła prowadzić do nieuczciwego ograniczania konkurencji, dlatego wszcząłem postępowanie i postawiłem zarzuty trzem spółkom koncernu – powiedział prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Postępowanie zostało wszczęte przeciwko:
✔ Apple
✔ Apple Operations International
✔ Apple Distribution International


Regulator i konkurent jednocześnie

Apple działa w swoim ekosystemie na dwóch płaszczyznach:

  1. Produkuje sprzęt i rozwija systemy operacyjne, które tworzą zamknięte środowisko dla aplikacji.
  2. Udostępnia własne aplikacje oraz prowadzi działalność reklamową, zbierając dane użytkowników w celu wyświetlania im spersonalizowanych treści.

UOKiK zwraca uwagę, że Apple ustala reguły funkcjonowania App Store i zarządza dostępem do danych, będąc jednocześnie konkurentem podmiotów, które w tym ekosystemie działają. W takiej sytuacji — według urzędu — istnieje ryzyko nadużyć.


„Śledzenie” u innych, „reklama spersonalizowana” u Apple

Kluczowym zarzutem wobec ATT jest sposób przedstawiania użytkownikom informacji o wykorzystaniu ich danych:

🔹 W komunikatach aplikacji zewnętrznych pojawia się prośba o zgodę na „śledzenie”, słowo z silnym negatywnym wydźwiękiem.
🔹 W aplikacjach Apple identyczne działania określane są jako „reklama spersonalizowana”, co jest odbierane łagodniej.

Dodatkowo komunikaty różnią się wyglądem, kolejnością przycisków oraz ich treścią. UOKiK uważa, że takie rozwiązanie może zwiększać odsetek zgód udzielanych Apple, a obniżać — aplikacjom konkurencyjnym.

Efekt jest ten sam: zarówno Apple, jak i inni wydawcy profilują użytkowników, by wyświetlać im reklamy dopasowane do zachowań i zainteresowań – zaznacza prezes UOKiK.

Regulacja nie wynika również z przepisów o ochronie danych osobowych — potwierdził to Prezes UODO, poproszony o opinię.


Jak mogło wyglądać to w praktyce?

UOKiK posługuje się przykładowym scenariuszem:

  1. Użytkowniczka kupuje nowy iPad.
  2. Aktywując urządzenie, udziela zgody na personalizację reklam w aplikacjach Apple — jedna zgoda obowiązuje w całym ekosystemie Apple.
  3. Pobiera aplikacje innych firm, które proszą ją o zgodę na „śledzenie”, na co nie wyraża zgody.
  4. W rezultacie Apple może gromadzić dane i wyświetlać spersonalizowane reklamy, podczas gdy inni wydawcy takich możliwości nie mają — choć technicznie chodzi o ten sam typ działań.

Możliwe skutki dla rynku

UOKiK wskazuje, że zróżnicowanie sposobu pozyskiwania zgody może wpływać na:

  • ograniczenie dostępu zewnętrznych wydawców do danych o użytkownikach,
  • zmniejszenie skuteczności reklam spersonalizowanych u firm konkurencyjnych,
  • obniżenie wartości powierzchni reklamowej w ich aplikacjach,
  • osłabienie pozycji negocjacyjnej twórców aplikacji wobec reklamodawców.

Takie praktyki mogłyby umacniać pozycję Apple na rynku reklamy mobilnej i stanowić nadużycie dominacji. Zgodnie z prawem urząd może nałożyć karę do 10% globalnego obrotu.


Apple pod lupą także za granicą

Nie tylko polski regulator przygląda się polityce ATT. Podobne postępowania prowadzą organy antymonopolowe:

  • w Niemczech,
  • we Włoszech,
  • w Rumunii.

W marcu 2025 r. francuski regulator nałożył na Apple karę 150 mln euro za praktyki uznane za naruszające zasady konkurencji.

Rynek najmu wyhamowuje — właściciele coraz częściej obniżają ceny

Rynek najmu ma już za sobą najintensywniejszy okres związany z początkiem roku akademickiego. Do lutego popyt będzie stopniowo malał, podobnie jak liczba dostępnych mieszkań. Eksperci portalu GetHome.pl wskazują, że prawdopodobnie będą również spadały oczekiwania części właścicieli. Już w październiku mediana czynszów w Warszawie, Krakowie, Gdańsku i Wrocławiu poszła w dół.

W sierpniu i wrześniu na rynek trafiło więcej mieszkań niż znalazło najemców, co ustabilizowało czynsze, a w Gdańsku i Łodzi doprowadziło nawet do ich spadku. Trend ten wyraźnie pogłębił się w październiku. Jak wynika z danych portalu GetHome.pl, mediana czynszu, która jest bardziej zbliżona do „typowej” stawki czynszu niż średnia,  spadła o 6% w Gdańsku (do ok. 3 tys. zł), o 3% w Krakowie (do ok. 3 tys. zł) i Wrocławiu (do ok. 2,8 tys. zł) oraz o 2% w Warszawie (do ok. 4,4 tys. zł). W Poznaniu (ok. 2,6 tys. zł), Katowicach (ok. 2,1 tys. zł) i Łodzi (ok. 2 tys. zł) stawki pozostały bez zmian.Rynek najmu-październik 2025-mediana czynszu

Wprawdzie w październiku podaż mieszkań wyraźnie się skurczyła, jednak nie potwierdziły się obawy, że po wrześniowym szczycie wzrośnie udział drogich lokali i podbije medianę czynszów. Jak widać, właściciele spuścili z tonu — komentuje Marek Wielgo, ekspert GetHome.pl.

Ekspert zaznacza również, że w żadnej z największych metropolii mediana czynszów nie jest dziś wyższa niż rok temu. Taniej niż przed rokiem jest m.in. w Warszawie (-2%), Krakowie (-6%), Wrocławiu (-7%) oraz Łodzi (-5%)

Październik przyniósł mocny spadek liczby dostępnych mieszkań. Dane przeszukiwarki nieruchomości Adradar pokazują, że oferta zmniejszyła się w największych miastach nawet dwucyfrowo: o 18% w Łodzi (do ok. 2,8 tys. lokali), 14% w Poznaniu (do ok. 3,1 tys.), 13% w Katowicach (do ok. 2,1 tys.), 9% we Wrocławiu (do ok. 5,3 tys.), 7% w Warszawie (do ok. 14,8 tys.), 6% w Krakowie (do ok. 6,4 tys.) i 5% w Gdańsku (4,2 tys.). Mimo tego w Katowicach, Poznaniu i Wrocławiu mieszkań na wynajem wciąż jest więcej niż rok wcześniej.Rynek najmu-październik 2025-oferta-miasta

W skali całego kraju w październiku pojawiło się ok. 46,5 tys. nowych, unikalnych ofert, czyli aż o jedną czwartą mniej niż miesiąc wcześniej. Liczba ogłoszeń wycofanych (w domyśle – wynajętych) spadła o 6%, do ok. 54 tys. W efekcie całkowita dostępna oferta skurczyła się z 81 tys. do 73,5 tys. mieszkań, czyli o 9%.

Jak podkreśla Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl, sezonowy spadek aktywności to naturalny etap cyklu na rynku najmu. Zwykle październik oznacza koniec wysokiego sezonu i okres wyhamowania, który trwa do lutego. W tym roku jednak obserwacje są bardziej niepokojące: liczba zawartych umów była o 11% mniejsza niż przed rokiem.

I prawdopodobnie to właśnie kurczący się popyt na rynku najmu skłonił wielu właścicieli mieszkań do obniżenia swoich oczekiwań. W kalkulacjach muszą oni uwzględnić możliwości finansowe najemców. A te maleją m.in. wskutek rosnących kosztów utrzymania mieszkań – uważa Marek Wielgo.Rynek najmu-październik 2025-popyt-podaż-oferta-kraj

Według GUS w październiku opłaty związane z mieszkaniem — w tym media — były o 4,2% wyższe niż rok wcześniej. To znacznie więcej niż ogólny poziom inflacji, który wyniósł 2,8%. Najbardziej podrożały: wywóz śmieci (+12,1%), energia elektryczna (+8,1%) oraz woda (+6%). Dla wielu najemców oznacza to realne ograniczenie budżetów i mniejszą skłonność do akceptowania wyższych stawek czynszowych.

Convenience nadal liderem wizyt, ale dyskonty szybko zmniejszają dystans

W trzecim kwartale br. ruch w sklepach spożywczych wzrósł rdr. w dwóch formatach – w dyskontach i supermarketach – odpowiednio o 11,2% i 5%. Tak wynika z najnowszej analizy rynkowej. Z kolei spadł rdr. o 0,4% w hipermarketach i o 0,3% w sklepach typu convenience. Wciąż jednak to te ostatnie mają zdecydowaną przewagę, jeśli chodzi o ogólny udział w liczbie wizyt konsumentów w sklepach spożywczych, wyprzedzając nawet dyskonty. Eksperci komentujący powyższe dane wskazują na ostrą walkę w handlu, choćby na modernizowanie sklepów i rozwijanie oferty, by przyciągnąć uwagę klientów.

Jak wynika z niedawno opublikowanego raportu firmy technologicznej Proxi.cloud, w trzecim kwartale 2025 r. wzrósł rdr. ruch w dwóch formatach – w dyskontach o 11,2%, a także w supermarketach – o 5%. Z kolei nieznaczne spadki rdr. widać w przypadku hipermarketów – o 0,4%, jak również sklepów convenience – o 0,3% rdr. Mateusz Chołuj z Proxi.cloud zwraca uwagę na wyraźne różnicowanie się dynamiki ruchu między formatami sklepów. I dodaje, że dyskonty mocno inwestują w modernizację placówek oraz działania marketingowe. To może przekładać się na większą częstotliwość wizyt klientów. Supermarkety też odnotowały wzrost, ale ten format często pełni funkcję uzupełniającą względem dyskontów, oferując większą różnorodność produktów lub specjalistyczne działy.

– Znakomity wynik dyskontów to w pewnej mierze pochodna konkurencji cenowej, wspartej kampaniami reklamowymi. Warto pamiętać także o coraz wyższej dostępności tego formatu. Może jeszcze dyskont nie jest na każdym rogu, ale najwięksi gracze w tym segmencie rozwijają się w tempie kilkudziesięciu nowych punktów rocznie. To powoduje, że dla coraz większej grupy nabywców stają się właśnie – przynajmniej w odniesieniu do lokalizacji – tzw. sklepem na rogu – podkreśla dr Marek Szymański z Uniwersytetu WSB Merito.

Z kolei dr Michał Pienias z Uczelni Łazarskiego zauważa, że w warunkach presji cenowej klienci częściej preferują dyskonty jako „bezpieczny wybór cenowy”. Tego typu sklepy oferują uproszczoną, dobrze rotującą ofertę i niższe koszty operacyjne, co pozwala im reagować agresywniej cenowo. – Spadki w kanale convenience i hipermarketach nie są istotne. Raczej sygnalizują lekką korektę. W segmencie convenience ruch może być bardziej wrażliwy na ograniczenia mobilności i zmianę zwyczajów. Hipermarkety zaś mogą tracić klientów, którzy rewidują wielkie, planowane zakupy i przenoszą ich część do formatów mniejszych – uzupełnia ekspert.

Z raportu wynika również, że w przypadku tzw. unique shoppers w poszczególnych formatach widać, że w III kw. br. wzrost rdr. nastąpił w convenience – o 0,1%, a także w dyskontach – o 0,1%. Natomiast spadki rdr. dotyczą hipermarketów – o 3,4%, jak również supermarketów – o 1,5%. Zmiany są jednak stosunkowo niewielkie na tle całego rynku.

– Wyniki zdają się potwierdzać rosnące kłopoty największych sklepów. Rzadsze korzystanie z oferty samo w sobie nie musiałoby oznaczać poważniejszych problemów, jednak spadek wskaźnika unique shoppers o 3,4% jest istotny. Na pocieszenie w portfelu hipermarketów pozostali najintensywniejsi nabywcy, bo klientów ubyło mniej niż wizyt. Podobnie sprawa wygląda z supermarketami – analizuje dr Marek Szymański.

Do tego Mateusz Nowak z Proxi.cloud wskazuje, że spadek liczby klientów w przypadku hipermarketów może być tłumaczony przede wszystkim ich położeniem. Często lokowane są poza centrami miast, przez co dojazd do nich jest trudniejszy niż choćby do dyskontów. Wraz z popularyzacją usług e-commerce konsumenci rezygnują z wizyt w tym formacie, zamawiając mniej popularne produkty, często taniej, przez Internet.

– Zmiany w liczbie unikalnych klientów są w tym roku stosunkowo niewielkie. Wzrosty w convenience i dyskontach na poziomie 0,1% wskazują, że te formaty wciąż przyciągają nowych klientów, ale nie są to już duże skoki. To raczej efekt stopniowego przesuwania się preferencji zakupowych niż gwałtownych zmian zachowań. Potwierdza to też stabilizację zachowań zakupowych po okresach dużych wahań związanych m.in. z pandemią czy ze zmianami makroekonomicznymi – ocenia Mateusz Chołuj.

Raport wykazał również, że w trzecim kwartale br. zmienił się udział poszczególnych formatów sklepów w łącznej liczbie wizyt w badanych POS. Zestawienie otwiera kanał convenience – 44% (rok wcześniej – 46%). Dalej są dyskonty – 31,9% (rok wcześniej – 29,9%), supermarkety – 18,9% (18,7%), a także hipermarkety – 5,2% (5,5%). Autorzy raportu wskazują, że o ponad 4 p.p. zmniejszył się dystans między dwoma czołowymi formatami.

– Sieci convenience generują najwięcej wizyt ze względu na bliską lokalizację, nawet jeśli wartość zakupów jest niska. Dyskonty stają się coraz częstszym wyborem dla zakupów podstawowych, co pozwala im zyskiwać na udziale wizyt. Zmniejszenie dystansu między convenience a dyskontami o ponad 4 p.p. świadczy o tym, że strategia wzrostu dyskontów trafia w sedno – uważa dr Michał Pienias.

Z zebranych danych wynika też, że w trzecim kwartale br. częstotliwość zakupów wzrosła rdr. w trzech formatach, tj. w dyskontach (III kw. br. średnio 7,8 na miesiąc, III kw. ub.r. – 7,1), supermarketach (odpowiednio 5,6 i 5,2) oraz hipermarketach (3,1 i 3). Z kolei w segmencie convenience pozostała bez zmian (III kw. br. i III kw. ub.r. – 10,4).

– Najwyższy wzrost zaobserwowano w dyskontach, co znowu bezpośrednio związane jest ze wzrostem ruchu w tym formacie, przy względnie stałej liczbie unikalnych klientów. Również może to być powiązane z ekspansją niektórych sieci, ofertą oraz popularyzacją programów lojalnościowych. W przypadku pozostałych formatów zmiany są niewielkie i nie powinny być odczuwalne dla sklepów – podsumowuje Mateusz Nowak.

Wyniki sprzedaży Black Friday mogą przesądzić o dalszych ruchach inwestorów

Tegoroczny Black Week może okazać się w Polsce rekordowy. Już teraz dane pokazują wyraźny wzrost sprzedaży detalicznej, handlowcy nie czekają z promocjami na sam piątek, a okres zakupowego szczytu rozciąga się na cały tydzień, a nawet miesiąc. Coraz częściej mówi się nie o Black Friday, lecz nawet o Black Month. Choć promocje przyciągają tłumy klientów, to jednocześnie mamy do czynienia z poważnym testem dla konsumentów i całej gospodarki. Polska notuje silny impuls popytowy, ale z uwagą będziemy śledzić dane z USA, Chin i strefy euro. Gdyż Black Friday to dziś nie tylko zakupowe święto, lecz także istotny wskaźnik nastrojów konsumenckich, wpływu inflacji i realnej siły nabywczej.

Black Friday w 2024 roku przyniósł rekordowe wyniki sprzedaży. Na całym świecie wydano łącznie 74,4 miliarda dolarów, czyli o 5 proc. więcej niż rok wcześniej i ponad dwa razy więcej niż w 2017 roku. To kwota jedenastokrotnie przewyższająca kapitalizację giełdową Zalando – pokazuje to skalę ekonomicznej siły tego dnia.

Tylko w USA sprzedaż online sięgnęła 10,8 miliarda dolarów co oznacza wzrost o 10,2 proc. Między godziną 10 a 14 tego dnia Amerykanie wydawali średnio 11,3 miliona dolarów na minutę. Warto też zwrócić uwagę na rosnącą popularność opcji „kup teraz, zapłać później”. Łączna wartość takich płatności wzrosła o 8,8 proc., do 686 milionów dolarów. To sygnał, że coraz więcej osób nie chce lub nie może płacić od razu, a na znaczeniu zyskują elastyczne modele finansowania.

Choć Black Friday ma dziś globalny zasięg, nastroje konsumenckie wyraźnie różnią się w zależności od regionu. W USA konsumenci są wciąż w zakupowym nastroju. Od początku roku sprzedaż detaliczna utrzymuje się na wysokim poziomie i w sierpniu była o 5 proc. wyższa niż rok wcześniej. Jeszcze lepsze wyniki zanotowaliśmy w Polsce, gdzie sprzedaż detaliczna wzrosła o 6,6 proc. w ujęciu rocznym. To sugeruje, że w naszym kraju wydatki konsumentów z okazji Black Friday mogą być rekordowe.

Inaczej wygląda sytuacja w Strefie Euro i Chinach. Obie gospodarki przeżywają stagnację konsumpcyjną. Wzrost sprzedaży detalicznej systematycznie spowalnia. W strefie euro we wrześniu wyniósł zaledwie 1 proc., a w Chinach nieco lepiej – 2,9 proc. Tegoroczny sezon świąteczny będzie więc poważnym testem nastrojów. Ale żeby doszło do przełomu, potrzebna byłaby wyraźna zmiana, sama okazja do zakupów może nie wystarczyć, by pobudzić konsumpcję w Europie.

Black Friday już od lat przeniósł się głównie do internetu. Najwięcej zyskują ci, którzy mają silną pozycję platformową lub infrastrukturę. Liderami pozostają Amazon, Alibaba, Shopify, eBay i Etsy. Tradycyjni detaliści wykorzystują ten dzień, by opróżnić magazyny i walczyć o udział w rynku.  Ale cichymi wygranymi są firmy działające w tle – z sektora logistyki i płatności. Więcej zamówień to więcej paczek oraz prowizji od transakcji. UPS, PayPal, Visa i Mastercard to spółki, które warto mieć na radarze. W listopadzie rosną też wydatki reklamowe, bo każdy chce zwiększyć swoje zasięgi i widoczność. To z kolei działa na korzyść takich firm jak Meta, Alphabet, Snap czy Pinterest.

Black Friday zadomowił się również w segmencie mody i dóbr luksusowych. Nike, Adidas, H&M, LPP czy Inditex stawiają na promocje, ale część marek premium świadomie ich unika, by nie osłabiać swojego wizerunku. Dla wielu firm to także moment, by wyprzedać stare kolekcje i przygotować miejsce na nowe.

Choć liczby robią wrażenie, to jeszcze ważniejsze jest to, czy konsumpcja utrzyma się w kolejnych miesiącach. Inwestorzy powinni patrzeć na dane szerzej i nie dać się ponieść chwilowym tendencjom. Liczy się nie tylko sprzedaż tego jednego dnia, ale długoterminowe trendy. Silny Black Friday może wzmocnić zaufanie do spółek z sektorów konsumenckiego, technologicznego i płatniczego. Gorsze dane będą z kolei sygnałem dla inwestorów, by repozycjonować swoje portfele w stronę bardziej defensywnych aktywów, czyli firm oferujących stabilne przepływy pieniężne i większe bezpieczeństwo.

Szybkie uruchomienie biura z perspektywy zarządczej: mniej ryzyka, krótszy time-to-productivity, lepszy TCO

W projektach otwarcia nowej lokalizacji najcenniejszą walutą jest czas. Każdy dodatkowy dzień to koszt i utracona szansa. Dlatego warto zaprojektować przedsięwzięcie jak wdrożenie produktu: z właścicielem, harmonogramem i wskaźnikami. Największą dźwignią okazuje się logistyka — konsolidacja zamówień i przesyłki paletowe we współpracy z partnerem takim jak Patron Service skracają drogę od podpisania umowy najmu do realnej pracy zespołu.

Co naprawdę liczy się dla decydentów

Dla zarządu liczą się trzy rzeczy: przewidywalność, tempo i jakość egzekucji. Każdy dzień opóźnienia to koszt utraconych szans — od przesuniętych spotkań z klientami, przez opóźniony onboarding, po sprzedaż, która nie rusza wtedy, kiedy mogłaby. Dlatego projekt otwarcia biura planuj tak, jak planujesz wdrożenie produktu: z właścicielem, harmonogramem, zidentyfikowanymi ryzykami i jasnymi KPI (OTD dostaw, procent uszkodzeń, lead time do gotowości stanowisk, koszt na stanowisko).

Decyzje technologiczne i zakupowe: rama minimalnych standardów

Po stronie technologii ustal minimum: stabilne łącze z opisanym SLA, backupy i aktualizacje, podstawowe procedury bezpieczeństwa. Po stronie zakupów — inwestuj w to, co bezpośrednio wpływa na produktywność (ergonomia, światło, porządek), a oszczędzaj tam, gdzie łatwo wymienić element lub go dołożyć. Taka rama ogranicza liczbę niespodzianek i pozwala skupić się na tym, co naprawdę dźwiga projekt.

Logistyka jako dźwignia ROI: postaw na przesyłki paletowe

Największa dźwignia jest w logistyce, bo to ona spina koszty i terminy w jedną historię. Konsolidacja zamówień i przesyłki paletowe redukują liczbę „ruchomych części”: masz jedno okno rozładunku, jeden kontakt po stronie przewoźnika, jeden moment, w którym ekipa montażowa może wykonać całość bez czekania na spóźnione kartony. Maleje losowość, rośnie przewidywalność, a wraz z nią — szansa, że projekt zamknie się w dniach, a nie tygodniach. Z perspektywy TCO liczy się nie tylko stawka za transport, ale koszt organizacji, czasu ludzi i opóźnień. Im prostszy proces, tym tańszy i mniej ryzykowny.

Egzekucja i harmonogram: współpraca z partnerem, który dowozi

W praktyce działa to tak: zespół projektowy tworzy listę zakupów i plan konsolidacji, a partner logistyczny — np. Patron Service — pomaga zgrać odbiory i doradza, jak przygotować ładunek pod specyfikę miejsca rozładunku. Jeśli budynek nie ma rampy, wjeżdża auto z windą; jeśli w planie są dwa etapy, dostawy ustawiasz „just-in-sequence”, tak by montaż szedł gładko. Mniej telefonów, mniej punktów styku, mniej przypadków, w których dwie kluczowe rzeczy przyjadą osobno i zablokują postęp.

Efekt biznesowy: krótszy time-to-productivity i lepszy wizerunek

Szybszy montaż i sprawny rozładunek oznaczają krótszy czas do pełnej produktywności zespołu, a to przekłada się na przychód wcześniej, niż zakładałeś. Z perspektywy employer brandingu i relacji z klientami wygrywasz już w pierwszym tygodniu: przestrzeń działa, ludzie mają warunki do pracy, a spotkania odbywają się w miejscu, które wygląda jak przemyślana siedziba, nie jak plac budowy.

Konkluzja dla zarządu

Jeśli chcesz zredukować ryzyko operacyjne i skrócić time-to-productivity, oprzyj projekt na przesyłkach paletowych i współpracy z doświadczonym przewoźnikiem, takim jak Patron Service. Jedna decyzja porządkuje cały harmonogram, a Ty szybciej widzisz zwrot z inwestycji — bez niepotrzebnej dramaturgii po drodze.

Rynek mieszkaniowy odbija, ale nierówno. Mieszkania oddane +13%, budowy –13%, pozwolenia –12%

Październikowe dane GUS pokazały wyraźne ożywienie, ale tylko w jednej kategorii. Liczba mieszkań oddanych do użytku wzrosła aż o 13% r/r. Pozostałe wyniki są mniej optymistyczne. Liczba rozpoczynanych budów była w październiku o 13,1% niższa niż rok temu, a pula uzyskanych pozwoleń na budowę od początku roku skurczyła się o 12,1%. Deweloperzy finiszują z inwestycjami, ale wstrzymują nowe projekty – ich roczna aktywność w tym zakresie spadła o 15%.

Opublikowane przez GUS październikowe dane o skali nowego budownictwa mieszkaniowego w Polsce wzmocniły delikatny optymizm, który pojawił się po  statystykach z września. Dwie największe grupy inwestorów budujących w Polsce lokale mieszkalne: gospodarstwa domowe i firmy deweloperskie odnotowały w niemal wszystkich kategoriach wyniki lepsze niż miesiąc wcześniej. Październikowe dane GUS potwierdziły że wrześniowa poprawa aktywności nie była pojedynczym pozytywnym incydentem. Warto jednak podkreślić, że dotychczasowe efekty budownictwa mieszkaniowego w Polsce w 2025 roku są porównywalne z wynikami z 2024 roku tylko w kategorii mieszkań i domów oddawanych do użytkowania. W pozostałych kategoriach rejestrowanych przez GUS (pozwolenia i rozpoczynane budowy) wyniki są wyraźnie gorsze niż w 2024 roku z powodu wyraźnego ograniczenia aktywności firm deweloperskich. Tego niepokojącego stanu nie są w stanie zmienić optymistyczne sygnały świadczące o ożywieniu w budownictwie komunalnym i społeczno-czynszowym (TBS-y, SIM-y), ponieważ ich skala działalności pozostaje wciąż niewielka.

Z najnowszych danych GUS wynika, że liczba mieszkań i domów oddanych do użytku w Polsce w październiku była o 4% większa w porównaniu do wyników z września. Z kolei w stosunku do października 2024 roku wzrost w tej kategorii był wyraźnie większy i sięgnął 13%. Wyniki z dziesięciu miesięcy bieżącego roku wskazują, że tendencja spadkowa w budownictwie mieszkaniowym, która rysowała się w pierwszej połowie roku, wygasła. Liczba mieszkań i domów oddanych do użytkowania w październiku i wrześniu pozytywnie zaskoczyła. W efekcie wiele wskazuje na to, że rok 2025 w budownictwie mieszkaniowym okaże się lepszy od 2024 r. (najsłabszego od 2018 r.). Od stycznia do października 2025 roku w całej Polsce do użytku oddanych zostało 164,2 tys. mieszkań i domów, co jest wynikiem o 1% lepszym od odnotowanego w 2024 roku. A to oznacza, że po trzech słabych kwartałach roku, na początku ostatniego kwartału na rynku mieszkaniowym delikatnie powiało optymizmem.

W październiku wszystkie grupy inwestorów oddały łącznie 19,9 tys. lokali. W tej puli firmy deweloperskie odpowiadały za budowę ponad 13,2 tys. mieszkań, co oznacza wzrost zarówno w porównaniu do września o 9%, jak i w porównaniu do października ubiegłego roku o 25,7%. Warto zaznaczyć, że ten kilkuprocentowy wzrost miesiąc do miesiąca nastąpił po dobrym wyniku z września i oznacza najlepszy miesięczny wynik lokali oddanych do użytkowania przez firmy deweloperskie w 2025 roku. Jednak wiele wskazuje na to, że cały rok nie będzie należał do najlepszych w budownictwie mieszkaniowym. Na tle wyników z lat 2020-2023, kiedy do użytku oddawanych było ponad 220 tys. lokali rocznie, wynik z 2025 roku, który zapewne nie przekroczy 205 tys., to jedynie solidna średnia.

Firmy deweloperskie odpowiadają za 66% wszystkich lokali mieszkalnych oddanych do użytku w październiku. Wyniki inwestorów indywidualnych są ze swej natury bardziej stabilne niż efekty działalności deweloperów. W trzech pierwszych kwartałach 2025 roku ich udział w całości budownictwa mieszkaniowego w Polsce wahał się od 30% do 38% ogólnej liczby oddawanych lokali. W październiku w porównaniu z wrześniem , gospodarstwa domowe (w terminologii GUS to inwestorzy indywidualni) zakończyły budowę o 8,5% większej liczby domów/mieszkań, ale w stosunku do października 2024 roku ich wynik był o 1% gorszy. Wzrost w stosunku do września  był jednak niewystarczający, by zahamować spadek znaczenia budownictwa indywidualnego w budownictwie ogółem, które obserwujemy od początku 2025 roku. W efekcie w październiku udział tej grupy inwestorów w budownictwie ogółem w Polsce wyniósł zaledwie 31%.

W obu największych grupach tzw. inwestorów na rynku mieszkaniowym (firmy deweloperskie i gospodarstwa domowe) październikowy kilkuprocentowy wzrost liczby lokali oddawanych do użytku w ujęciu miesiąc do miesiąca pozwolił, by wyniki z dziesięciu miesięcy bieżącego roku zbliżyły się do wyników sprzed roku. Od stycznia do października 2025 roku firmy deweloperskie przekazały do użytkowania o 4% więcej, a gospodarstwa domowe o 4% mniej  mieszkań i domów niż w analogicznym okresie 2024 roku.

Starania różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę w październiku przyniosły lepsze efekty niż we wrześniu. Warto zaznaczyć, że wrześniowe wyniki w tej kategorii były jednymi z lepszych miesięcznych wyników w 2025 roku.

Łączna liczba pozwoleń uzyskanych przez wszystkie grupy tzw. inwestorów w październiku 2025 roku wyniosła 24,4 tys. lokali. Z tego 16 tys. pozwoleń uzyskali deweloperzy, a 8 tys. inwestorzy indywidualni. W efekcie suma uzyskanych w październiku pozwoleń była wyższa o 3% w porównaniu do września tego roku, ale w stosunku do października 2024 roku o 1,3 % mniejsza.

Liczba lokali mieszkalnych, na budowę których wszystkie grupy inwestorów uzyskały pozwolenie od stycznia do października 2025 roku, wyniosła zaledwie 215,4 tys. lokali i jest wyraźnie niższa niż rok temu (-12,1%). Sytuacja w poszczególnych grupach inwestorów podobnie jak miesiąc temu pozostaje bardzo zróżnicowana. W analizowanym okresie bieżącego roku deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę łącznie 136,2 tys. mieszkań i domów (o 20,8% mniej r/r), a inwestorzy indywidualni 72,8 tys. (o 7,6% więcej).

Efekt silnego popytu i tańszego finansowania – październik wzmacnia odbicie w deweloperce

Październik był jednym z najmocniejszych miesięcy w tym roku: deweloperzy rozpoczęli budowę niemal 12,8 tys. mieszkań, uzyskali 16 tys. pozwoleń i oddali do użytkowania prawie 13,2 tys. lokali.

Ostatnie dane GUS potwierdzają realizację prognoz Polskiego Związku Firm Deweloperskich na 2025 rok.

Rozpoczęte budowy

W październiku w branży deweloperskiej rozpoczęto budowę 12 793 mieszkań, co stanowi drugi najlepszy miesięczny wynik od początku bieżącego roku. Obserwujemy przy tym tendencję silnego października, gdyż w dwóch poprzednich latach właśnie w tym miesiącu inwestorzy rozpoczynali najwięcej inwestycji.

Od początku roku deweloperzy zainicjowali budowę 112 906 lokali, o 15 proc. mniej niż w bardzo dobrym pod tym względem ubiegłym roku. Utrzymanie podobnej miesięcznej dynamiki, przy uwzględnieniu historycznie słabszych wyników w grudniu, na koniec roku powinno przynieść rezultat oscylujący wokół 132 tys. lokali.

Byłoby to zgodne, a nawet odbiegające o ok. 5 proc. in plus od naszych projekcji z początku roku, w których podkreślaliśmy, że 2025 rok powinien przynieść stabilizację w kontekście nowych inwestycji. Szczególnie, że przez ostatnie lata obserwowaliśmy sinusoidę, bowiem po rekordowym dla rynku 2021 roku, nastąpiły fatalne lata 2022-23, w których widoczny był efekt inffacji i podwyżki stóp procentowych. 2024 rok to z kolei bardzo mocne odbicie, napędzane euforią po wejściu w życie Bezpiecznego Kredytu 2 proc. – komentuje Patryk Kozierkiewicz, radca prawny w Polskim związku Firm Deweloperskich.rozpoczęte budowy

Pozwolenia na budowę

W zakresie pozwoleń, w październiku podtrzymany został solidny wynik branży z ostatniego miesiąca, a deweloperzy otrzymali zgodę na budowę niemal 16 tys. nowych lokali. Porównując jednak skumulowane wyniki za pierwsze 10 miesięcy, obserwujemy znaczny spadek wydawanych pozwoleń, bo aż o 20,8 proc. względem ubiegłego roku. Od początku roku inwestorzy uzyskali pozwolenia na budowę 136,1 tys. nowych mieszkań.

Obserwowana obniżka jest najprawdopodobniej wypadkową spadających, choć wciąż nietanich kosztów finansowania oraz wysokiej oferty na rynku, co ogranicza impulsy do przygotowywania nowych projektów, szczególnie u graczy rynkowych działających w mniejszej skali – zwraca uwagę Patryk Kozierkiewicz.

W minionym miesiącu deweloperzy oddali do użytkowania 13 166 nowych lokali. Wynik pierwszych 10 miesięcy jest tylko o 3,7 proc. wyższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Co ciekawe, gdy ograniczymy nasze porównanie do wyniku za październik 2025 vs. 2024, wówczas zaobserwować możemy ponad 25 proc. wzrost. Ta pozytywna tendencja będzie się utrzymywać również w 202C roku. Wynika to z faktu, że po upływie około 2-letniego okresu budowy, do użytkowania oddawane będą lokale z okresu podwyższonej aktywności inwestycyjnej obserwowanej w końcówce 2023 i pierwszym półroczu 2024 roku – podkreśla radca prawny PZFD.

Ropa lekko tanieje, dolar drożeje. PLN traci na tle regionu. Chaotyczne wieści o „planie pokojowym” studzą apetyt na ryzyko

Chaotyczne doniesienia odnośnie do amerykańskiego „planu pokojowego” doprowadziły do niewielkiego spadku cen ropy naftowej oraz skromnych zysków walut CEE. Złoty tydzień zakończył jednak niewielkim osłabieniem, co wiążemy z siłą dolara oraz wzrostem globalnych obaw odnośnie do rynku akcji i kryptowalut.

Kluczowe punkty:

  • PLN nieco słabszy w obliczu silnego dolara.
  • Wracają dane z USA.
  • Amerykański rynek pracy całkowicie nie stanął.
  • Odczyty ze strefy euro sugerują gospodarczo niezły koniec roku.
  • GBP czeka na budżet.

Amerykańska waluta wydaje się odzyskiwać miano aktywa safe haven – korzystając z pogorszenia sentymentu względem ryzyka, umocniła się w minionym tygodniu zauważalnie względem każdej z głównych walut oraz złotego. Przed nami „Dzień Dziękczynienia”, co oznacza krótszy tydzień handlu za Oceanem oraz mniej obfity kalendarz makro. W takim otoczeniu szczególne zainteresowanie budzić będą środowe ogłoszenia dot. brytyjskiego budżetu.

Choć zarówno funt, jak i rentowności brytyjskich obligacji doświadczały w ostatnim czasie nieco mniejszej zmienności, niż w ostatnich tygodniach, margines tolerancji dla wszelkiego rodzaju potknięć kanclerz Reeves będzie bardzo niewielki. Plan, który zaprezentuje, będzie musiał nie tylko przekonać inwestorów, że księgi zostaną trwale zbilansowane, ale i dać nadzieje na pewnego rodzaju ożywienie gospodarcze. Doniesienia informujące nas o tym, że luka budżetowa nie jest tak duża, jak uprzednio sądzono przyjmujemy z pewną dawką optymizmu, jesteśmy jednak przekonani, że dalsze podwyżki podatków będą nieuniknione. Oszacowanie, co dokładnie będą obejmować, to wyjątkowo trudne zadanie.

PLN

W pewnym momencie rynkowe nadzieje, że pokój w Ukrainie może być bliżej, pomogły sentymentowi względem regionu, ale ostatecznie para EUR/PLN zakończyła tydzień wyżej w obliczu rajdu dolara. Chaotyczne wieści z USA i to, że 28-punktowy „plan pokojowy” mocno pokrywa się z maksymalistycznymi żądaniami Kremla nie napawają optymizmem co do tego, że konflikt zostanie rozwiązany w sposób ograniczający ryzyko przyszłej rosyjskiej agresji. Niemniej powrót do tematu przybliża perspektywę zawieszenia broni, przynajmniej tak wynika z reakcji rynku. Ceny ukraińskich dolarowych obligacji skierowały się w górę, a implikowane prawdopodobieństwo zawieszenia broni w 2026 r. na Polymarket wzrosło o ok. 10 p.p. i obecnie wynosi ok. 50/50.

Wieści z kraju potwierdzają ostatnie trendy. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na to, że inflacja bazowa pozostaje w ryzach, w październiku spadła do 3%, najniższego poziomu od końcówki 2019 r. Dalszy spadek dynamiki płac do istotnie niższych od oczekiwań 6,6% wspiera argument że presja cenowa nie powinna być większym problemem ani w najbliższym, ani średnim okresie. Mocniejsze spadki cen producentów również nie szkodą tej argumentacji. Nie mamy większych wątpliwości, że RPP w początkach 2026 r. będzie kontynuować obniżki stóp procentowych.

EUR

Listopadowe dane PMI opisujące aktywność biznesową nie przyniosły niespodzianek. Gospodarka nadal rośnie, choć utrzymuje się dychotomia między doświadczającym stagnacji sektorem przemysłowym a bardziej odpornymi usługami. Choć są nieco opóźnione, dane o zatrudnieniu potwierdzają, że w strefie euro rosło przynajmniej jeszcze w trzecim kwartale, nawet jeśli tempo kreacji nowych miejsc pracy spada. To dobrze wróży, wzmacniając nadzieje względem dość solidnego zakończenia roku w strefie euro.

Oczekujemy, że sektor usług, wsparty przez nadal zdrowy rynek pracy, będzie w nadchodzących miesiącach nadal wspierał umiarkowany wzrost w strefie euro i wspólną walutę. W międzyczasie inwestorzy będą mieli do przeanalizowania kilka wystąpień oficjeli EBC, w tym prezeski Lagarde (w czwartek 27.11). Biorąc jednak pod uwagę wysoko ustawioną poprzeczkę dla dalszych obniżek stóp procentowych, nie spodziewamy się fajerwerków.

USD

Opóźniony wrześniowy raport z rynku pracy pozytywnie zaskoczył, wskazując, że jeszcze przynajmniej dwa miesiące temu rynek pracy całkowicie nie stanął. Utworzonych zostało 119 tys. miejsc pracy netto, choć badanie gospodarstw domowych wykazało nieznaczny wzrost stopy bezrobocia, w dużej mierze powodowany wyższą stopą uczestnictwa w rynku pracy. Być może wystarczy to, żeby Fed pozostawił stopy na niezmienionym poziomie w grudniu, choć kontrakty futures wyceniają obecnie nieco większą szanse na cięcie aniżeli pauzę.

Napływ świeżych danych po wznowieniu pracy rządu pozostaje czynnikiem wspierającym dolara. Uważamy, że obawy o wpływ spadków na giełdzie na nastroje konsumentów i wydatki są przesadzone. Amerykańskie akcje są obecnie mniej więcej tam gdzie były sześć tygodni temu i o 12% droższe niż na początku roku. Dalszy ruch w dół mógłby zmienić tę ocenę, ale uważamy, że musielibyśmy zobaczyć dość mocny spadek.

GBP

Z Wielkiej Brytanii przed kluczowym ogłoszeniem budżetu napłynął dość ponury zestaw danych gospodarczych. Opublikowany w zeszłym tygodniu raport CPI przyniósł wprawdzie dobrą wiadomość o złagodzeniu presji cenowej, ale główna miara inflacji nadal była bliższa 4% niż 3%. Sprzedaż detaliczna w październiku rozczarowała, a indeksy PMI opisujące aktywność biznesową ugrzęzły w martwym punkcie, gwałtownie pogorszyły się bowiem nastroje w usługach – częściowo z powodu niepewności związanej z budżetem.

Teraz wszystkie oczy zwrócone są na środowe ogłoszenie samego budżetu. Nie jest jasne, czy będzie wystarczająco miejsca na podwyżki podatków w stopniu pozwalającym wypełnić wymagane 25-30 mld funtów deficytu – rząd podobno wykluczył podwyżki stawek podatku dochodowego i najwyraźniej nie jest w stanie ciąć wydatków budżetowych. Spodziewamy się raczej mozaiki rozmaitych, ukierunkowanych podwyżek podatków, ale diabeł tkwi w szczegółach. Jeśli kanclerz skarbu Rachel Reeves nie zdoła przekonać rynków, że ma wiarygodny długoterminowy plan zapewnienia zrównoważenia finansów publicznych, funt może w środę znaleźć się w trudnym położeniu. Przygotowujemy się na podwyższoną zmienność brytyjskiej waluty w tym tygodniu.

AGH i Wojska Obrony Cyberprzestrzeni łączą siły. Rusza ogólnopolski program Cyber Legion

W poniedziałek, 24 listopada br. w Akademii Górniczo-Hutniczej
w Krakowie odbyła się inauguracja Programu Cyber Legion – ogólnopolskiej inicjatywy łączącej środowisko wojskowe, akademickie i cywilne na rzecz wzmocnienia cyberbezpieczeństwa państwa. W wydarzeniu wziął udział Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier – minister obrony narodowej, który podkreślił strategiczne znaczenie rozwoju kompetencji w obszarze cyberbezpieczeństwa dla bezpieczeństwa narodowego.

Podczas uroczystości na Wydziale Informatyki AGH podpisane zostało porozumienie o współpracy pomiędzy Akademią Górniczo-Hutniczą a Dowództwem Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni. Dokument sygnowali: gen. dyw. Karol Molenda, Dowódca Komponentu WOC oraz prof. Jerzy Lis, Rektor AGH w Krakowie.

Porozumienie stanowi kluczowy krok w dalszym rozwoju programu Cyber Legion, którego celem jest budowa silnego ekosystemu cyberbezpieczeństwa, obejmującego uczelnie techniczne, wojsko oraz sektor cywilny. Program stawia na wzmocnienie cyberbezpieczeństwa kraju i zacieśnianie relacji pomiędzy środowiskiem akademickim, a Wojskiem Polskim. Porozumienie zostało zawarte podczas dwudniowej konferencji organizowanej na Wydziale Informatyki AGH, podczas której uczestnicy dyskutują m.in. o cyberodporności przemysłu krytycznego w świetle bieżących zagrożeń, roli sektora cywilnego we wspieraniu budowy cyberodporności państwa oraz wyzwaniach stojących przed kluczowymi sektorami infrastruktury krytycznej.

Znaczenie współpracy dla bezpieczeństwa państwa

W inauguracji uczestniczył wicepremier – minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, podkreślając że w obecnej sytuacji geopolitycznej inwestowanie w cyberbezpieczeństwo jest jednym z najważniejszych elementów wzmacniania pozycji Polski.

Będziemy rozwijać Cyber Legion, będziemy w niego inwestować. Możecie liczyć na wszelkiego typu szkolenia, kursy i jak najwięcej z was chciałbym zaprosić do Wojska Polskiego – mówił do uczestników programu szef MON.AGH i Dowództwo Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni wspólnie na rzecz cyberbezpieczeństwa (4)

– Jestem bardzo dumny, że Ministerstwo Obrony Narodowej, Dowództwo Komponentu Wojsk Cyberprzestrzeni oraz Akademia Górniczo-Hutnicza wspólnie łączą największych specjalistów w dziedzinie informatyki i w dziedzinie cyber. Bądźcie otwarci na wiedzę, na te innowacje. Wiem, że tacy jesteście, a my z chęcią będziemy z tego korzystać. Dziękuję jeszcze raz za zaangażowanie się w jego obronę i dbanie o bezpieczeństwo w przestrzeni cyber – mówił Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier – minister obrony narodowej.

Cyber LEGION – łączy ekspertów cywilnych i wojskowych

Program Cyber Legion został uruchomiony przez Wojska Obrony Cyberprzestrzeni jako inicjatywa mająca na celu konsolidację specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa, IT wokół Sił Zbrojnych RP. Jego założeniem jest ścisła współpraca środowiska wojskowego z uczelniami wyższymi oraz ekspertami z sektora IT, nauki i technologii.

– Decyzja o przyłączeniu się do Cyber Legionu nie jest łatwa — to misja, której stawką jest bezpieczeństwo naszego kraju. Dzięki osobom zaangażowanym w ten projekt bez wątpienia zbudujemy tarczę, której nie da się przełamać. Aby jednak ją zbudować, potrzebna jest kuźnia. Dziękuję Panu Rektorowi Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie za dołączenie uczelni do nas i wspieranie naszych działań — za bycie tą kuźnią talentów, które zasilą Cyber Legion, a także zapewnią nam stały rozwój i podnoszenie umiejętności. Cyberprzestrzeń zmienia się każdego dnia, dlatego również my musimy nieustannie rozwijać nasze zdolności i uzupełniać kompetencje. Cóż jednak może dawać większą satysfakcję niż świadomość, że to, co robimy, wpływa na bezpieczeństwo naszego państwa – mówił Dowódca Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni, gen. dyw. Karol Molenda.

– AGH dołącza tym samym do grona kluczowych ośrodków akademickich, które będą odgrywać znaczącą rolę w rozwoju kompetencji związanych z ochroną cyberprzestrzeni państwa – podkreślił prof. Jerzy Lis, rektor AGH w Krakowie. – Bezpieczeństwo narodowe w coraz większym stopniu zależy od wiedzy i kompetencji technicznych. AGH od lat rozwija badania i kształcenie w obszarach kluczowych dla cyberbezpieczeństwa, dlatego cieszę się, że możemy współpracować z Dowództwem Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni
w ramach programu Cyber Legion. Jestem przekonany, że połączenie potencjału naukowego AGH z doświadczeniem i misją Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni przyniesie wymierne korzyści dla państwa i rozwoju nowoczesnych technologii
dodał prof. Jerzy Lis.

Cele programu Cyber Legion obejmują stworzenie możliwości dla specjalistów cywilnych – w tym ekspertów IT, cyberbezpieczeństwa, automatyki, sztucznej inteligencji czy robotyki – do aktywnego wspierania działań na rzecz bezpieczeństwa państwa bez konieczności rezygnacji z pracy zawodowej. Program zapewnia elastyczne ścieżki zaangażowania i formy współpracy dostosowane do różnych grup uczestników, takich jak studenci czy doświadczeni eksperci. Inicjatywa zakłada również połączenie potencjału akademickiego, technologicznego i wojskowego w celu wzmacniania odporności na współczesne cyberzagrożenia oraz umożliwia udział w szkoleniach, warsztatach i ćwiczeniach, m.in. symulacjach incydentów czy testach systemów.

AGH, jako jedna z czołowych polskich uczelni technicznych, dysponuje unikalnymi kompetencjami w obszarach informatyki, cyberbezpieczeństwa, automatyki, robotyki i sztucznej inteligencji, dlatego współpraca z DKWOC otwiera nowe możliwości dla studentów, doktorantów i pracowników naukowych. Obejmują one udział w projektach i ćwiczeniach realizowanych z udziałem Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni, realizację wspólnych projektów badawczych i wdrożeniowych, możliwość pozyskiwania grantów i prowadzenia prac naukowych w obszarze zaawansowanych technologii, a także organizację wydarzeń, takich jak konferencje, hackathony czy specjalistyczne warsztaty.

Ze strony uczelni w realizację porozumienia zaangażowane będą: Centrum Cyberbezpieczeństwa, Centrum Doskonałości Sztucznej Inteligencji oraz Wydział Informatyki.

Scanway SA pozyska 15,3 mln zł na realizację nowej strategii – całość oferty nabyło TFI PZU SA

Zarząd Scanway rozpoczął 21 listopada br., proces pozyskania dodatkowego finansowania, które zostanie przeznaczone na realizację strategii rozwoju Spółki na lata 2026–2028. Oferta akcji Scanway została skierowana do wybranego inwestora instytucjonalnego – funduszy zarządzanych przez TFI PZU SA. Inwestor nabył pakiet 100 000 szt. akcji, stanowiących 6,45% kapitału zakładowego Spółki, po cenie 153,00 zł szt., czyli o łącznej wartości 15,3 mln zł brutto. Oznacza to dyskonto na poziomie 9,1% względem średniej ważonej wolumenem obrotu dla kursu z okresu 30 dni przed raportem bieżącym informującym o rozpoczęciu procesu pozyskania dodatkowego finansowania oraz ponad dwukrotnie wyższą cenę niż w poprzedniej rundzie finansowania przeprowadzonej przez Spółkę w czerwcu br. Zabezpieczenie na tym etapie dodatkowych środków sprawia, że przeniesieniu notowań akcji Scanway z NewConnect na Główny Rynek GPW, nie będzie towarzyszyć kolejna emisja akcji.

Spółka, we współpracy z istotnym akcjonariuszem – Jędrzej Kowalewski Fundacja Rodzinna – przeprowadziła proces pozyskania dodatkowego finansowania i transakcję w taki sposób, aby umożliwić wybranemu inwestorowi instytucjonalnemu nabycie istniejących akcji Spółki, wprowadzonych już do obrotu zorganizowanego w Alternatywnym Systemie Obrotu (ASO) na rynku NewConnect. W ramach tej transakcji, istotny akcjonariusz Spółki – Jędrzej Kowalewski Fundacja Rodzinna, sprzedała 100 000 istniejących akcji zwykłych na okaziciela Spółki o wartości nominalnej 0,10 zł każda, wprowadzonych do obrotu w ASO, stanowiących 6,45% kapitału zakładowego Spółki, uprawniających do 100 000 głosów na Walnym Zgromadzeniu Spółki (Akcje Sprzedawane). Cena sprzedaży jednej Akcji Sprzedawanej wyniosła 153,00 zł, tj. łącznie 15,3 mln zł.

Jednocześnię w celu umożliwienia realizacji transakcji sprzedaży akcji Spółki, Jędrzej Kowalewski Fundacja Rodzinna i Spółka zawarli z Domem Maklerskim Navigator S.A. porozumienie, w którym wyraził on zgodę na sprzedaż Akcji Sprzedawanych, przy jednoczesnym objęciu zobowiązaniem lock-up wszystkich nowych akcji na okaziciela serii H (Akcji Nowej Emisji), jakie zostaną objęte przez Akcjonariusza, ze skutkiem od ich zapisania na rachunku papierów wartościowych Akcjonariusza. Okres lock-up dla wszystkich akcji posiadanych przez Akcjonariusza będzie upływał w dniu 31 grudnia 2025 r.

W dalszych krokach Zarząd Spółki podejmie uchwałę w sprawie podwyższenia kapitału zakładowego w drodze emisji 100 000 Akcji Nowej Emisji, na podstawie upoważnienia udzielonego Zarządowi w Statucie Spółki, tj. w granicach kapitału docelowego, a Jędrzej Kowalewski Fundacja Rodzinna obejmie wszystkie te akcje za jednostkową cenę emisyjną równą cenie sprzedaży Akcji Sprzedawanych.

Po dwóch latach obecności na rynku NewConnect akcjonariusze Scanway mogą cieszyć się z kilkukrotnego wzrostu swojej inwestycji, a obroty na akcjach Spółki należą do najwyższych spośród ponad 350 podmiotów notowanych na małym parkiecie. Cieszymy się, że do grona inwestorów, których przekonał nasz model biznesowy oraz perspektywy rozwoju, dołącza długoterminowy i renomowany inwestor instytucjonalny – TFI PZU SA – obejmujący akcje stanowiące 6,45% kapitału zakładowego Spółki po cenie 153,00 zł szt. Cena akcji na takim poziomie stanowi potwierdzenie wysokiej oceny naszych fundamentów. Ponadto stajemy się jedną z dziesięciu spółek z całej polskiej giełdy, w której TFI PZU S.A. ujawnił się z inwestycją powyżej progu 5,00%. Dziękujemy za okazane zaufaniekomentuje Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.

Pozyskane środki, o wartości 15,3 mln zł brutto, zostaną przeznaczone na realizację strategii rozwoju naszej Spółki na lata 2026–2028, której głównym celem jest osiągnięcie przez Scanway pozycji jednego z największych integratorów ładunków optycznych w Europie. Zabezpieczenie na tym etapie dodatkowych środków oznacza, że przeniesieniu notowań akcji Scanway z NewConnect na Główny Rynek GPW, nie będzie towarzyszyć kolejna emisja akcji dodaje Jędrzej Kowalewski.

Cena akcji w ofercie Scanway została ustalona na 153,00 zł, czyli poziomie ponad dwukrotnie wyższym niż w poprzedniej rundzie finansowania przeprowadzonej przez Spółkę w czerwcu br. W ostatnich miesiącach Scanway podpisał m.in. kontrakt o rekordowej wartości 9,0 mln euro na dostarczenie serii wysokorozdzielczych instrumentów optycznych do obserwacji Ziemi dla budowanej przez klienta z Azji konstelacji satelitarnej, a także zawarł umowę wykonawczą o wartości ok. 3,55 mln euro w ramach projektu CAMILA – największej cywilnej konstelacji satelitarnej w historii Polski, w ramach której Scanway dostarczy teleskopy do co najmniej dwóch satelitów optycznych.

Polska pozostaje jednym z gospodarczych liderów Europy, jednak utrzymanie takiego tempa wzrostu w długim terminie wymaga większego nacisku na innowacyjność i rozwijanie nowych technologii przez krajowe firmy. W TFI PZU stale poszukujemy innowacyjnych branż i spółek z potencjałem, ponieważ inwestycje w nie mogą przynieść wymierne korzyści uczestnikom naszych funduszy, wspierając jednocześnie rozwój polskich spółek, rynku kapitałowego i całej gospodarki. Sektor technologii kosmicznych oceniamy jako jedną z najbardziej perspektywicznych branż, szczególnie w otoczeniu rozwoju europejskich systemów bezpieczeństwa komentuje Jarosław Leśniczak, Wiceprezes Zarządu TFI PZU SA.

Cieszymy się z dołączenia do grona akcjonariuszy Scanway S.A. Jesteśmy pod wrażeniem dotychczasowego rozwoju spółki, skuteczności w pozyskiwaniu nowych kontraktów i dynamicznego wzrostu portfela zamówień. Podobają nam się kierunki rozwoju wskazane w strategii na lata 2026–28, zakładające budowę czołowego europejskiego integratora ładunków optycznych dodaje Jarosław Leśniczak.

Przychody ogółem Scanway – liczone jako suma przychodów netto ze sprzedaży produktów, towarów i materiałów oraz uzyskanych dotacji – po III kwartałach 2025 roku wyniosły 16,0 mln zł i były wyższe o 89% w relacji r/r. Rentowność Spółki w tym okresie na poziomie EBITDA wyniosła 3,1 mln zł, a zysk netto osiągnął wartość 0,2 mln zł. Backlog, czyli podpisane i realizowane kontrakty do rozliczenia w przyszłych okresach, stanowił na dzień 14 listopada 2025 roku 58,3 mln zł, rosnąc ponad trzykrotnie, o 254% w relacji r/r. Poziom środków pieniężnych Spółki na 30 września 2025 roku wynosił 14,7 mln zł.

W procesie pozyskania dodatkowego finansowania Spółkę wspiera Dom Maklerski Navigator S.A., doradca prawny LLW Lewczuk Łyszczarek Szymczyk oraz cc group – Doradca IR i Autoryzowany Doradca Spółki na NewConnect.

Nowa polityka dywidendowa Mex Polska S.A. od 2025 roku

Rada Nadzorcza Mex Polska S.A., notowanej na GPW spółki holdingowej działającej w segmencie gastronomicznym, podjęła uchwałę o przyjęciu polityki dywidendowej. Zgodnie z nią, Zarząd, po uzyskaniu zgody Rady Nadzorczej, będzie corocznie wnioskować do Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia o wypłatę dywidendy w wysokości nie mniejszej niż 30% zysku netto za dany rok obrotowy.

Przyjęcie polityki dywidendowej to wyraz naszej dojrzałości biznesowej oraz zaufania do solidnych fundamentów Mex Polska S.A. Chcemy budować przewidywalną i długoterminową wartość dla akcjonariuszy, jednocześnie utrzymując elastyczność finansową pozwalającą na dalszy rozwój Grupy. – powiedział Paweł Kowalewski, prezes zarządu Mex Polska S.A.

Spółka od lat regularnie przeznaczała część zysku na wypłatę dywidendy dla akcjonariuszy. Wprowadzenie formalnej polityki dywidendowej gwarantuje większą przewidywalność i transparentność w zakresie przyszłych wypłat oraz daje inwestorom jasny sygnał o stabilności finansowej i długoterminowej strategii spółki.

Zgodnie z przyjętą polityką, Zarząd, po uzyskaniu zgody Rady Nadzorczej, będzie corocznie wnioskować do Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia o wypłatę dywidendy w wysokości nie mniejszej niż 30% zysku netto za dany rok obrotowy. Nowe zasady będą obowiązywać począwszy od rekomendacji dotyczącej podziału zysku za rok 2025.

Wprowadzenie formalnej polityki dywidendowej ma na celu zwiększenie transparentności wobec inwestorów oraz zapewnienie przewidywalności w zakresie przyszłych wypłat. Jednocześnie spółka zastrzega, że w przypadku wystąpienia nadzwyczajnych okoliczności powodujących istotne trudności ekonomiczno-finansowe, Zarząd przeprowadzi szczegółową analizę wszystkich istotnych aspektów i podejmie decyzję dotyczącą odpowiednich wysokości wypłat.

Zarząd Mex Polska SA przedstawi zagadnienia dotyczące polityki dywidendowej oraz omówi wyniki finansowe za III kwartał podczas najbliższej konferencji prasowo-inwestorskiej, zaplanowanej na 27 listopada 2025 r. o godz. 11:00 przy ul. Nowogrodzkiej 27 w Warszawie. W trakcie wydarzenia spółka zaprezentuje również wnioski z najnowszego, niezależnego raportu analitycznego przygotowanego przez jeden z wiodących domów maklerskich.

Bumech poprawia wyniki dzięki restrukturyzacji PG Silesia i dywersyfikacji biznesu

Grupa Bumech, po III kwartałach 2025 r. zaraportowała 26,3 mln zł zysku operacyjnego w porównaniu do 104,2 mln zł straty w analogicznym okresie 2024 r. Z kolei EBITDA Grupy wyniosła blisko 46 mln zł, a zysk netto 2,6 mln zł (76,6 mln zł straty netto w okresie styczeńwrzesień 2024 r.). Grupa osiągnęła bardzo dobre wyniki operacyjne, zważywszy na zmniejszenie przychodów do wysokości 263,7 mln zł. To dodatkowo podkreśla, że sanacja spółki zależnej – PG Silesia – przynosi efekty. Grupa Bumech dynamicznie przyspiesza proces dywersyfikacji działalności, równolegle rozwijając projekty energetyczne, multi-utility, produkcję biomasy oraz działalność w sektorze obronnym.

– Po III kwartałach 2025 r. Grupa Bumech osiągnęła znaczną poprawę wyników finansowych – wypracowaliśmy 26,2 mln zł zysku operacyjnego, przy EBITDA na poziomie blisko 46 mln zł. To efekt konsekwentnych działań restrukturyzacyjnych w PG Silesia, radykalnej optymalizacji kosztów oraz dywersyfikacji działalności Grupy. Pokazuje to, że przyjęta strategia przynosi realne efekty i pozwala nam budować stabilny, odporny na wahania rynkowe model biznesowy – powiedział Andrzej Bukowczyk, Wiceprezes Zarządu Bumech S.A.

W toku postępowania sanacyjnego PG Silesia wdrożyła szereg działań poprawiających efektywność operacyjną i stabilność finansową. Przełożyło się to na znaczącą poprawę przepływów pieniężnych – Grupa wypracowała 12,6 mln zł dodatnich przepływów operacyjnych (wobec 3 mln zł ujemnych po III kwartałach 2024 r.) oraz 4,6 mln zł przepływów netto ogółem (w porównaniu do -51,7 mln zł rok wcześniej), co potwierdza utrzymujący się pozytywny trend mimo trudnych warunków rynkowych.

PG Silesia – mimo trwającej sanacji – kontynuuje wydobycie, wykorzystując przewagę w postaci wysokiej jakości węgla, a obecna eksploatacja odpowiada zapotrzebowaniu rentownego rynku opałowego.

Na początku czerwca 2025 r. PG Silesia przedstawiła plan restrukturyzacyjny zakładający poprawę rentowności, dalszy rozwój oraz pełną zdolność regulowania zobowiązań. Strategia na lata 2025–2030 obejmuje utrzymanie wydobycia w systemie jednościanowym, przygotowanie kolejnych ścian oraz ograniczenie przestojów związanych z przezbrajaniem.

Dywersyfikacja działalności Grupy Bumech

Grupa Bumech konsekwentnie dywersyfikuje działalność w celu stabilizacji przychodów i uodpornienia się na wahania rynkowe. Nowe obszary działalności mają wykorzystać aktywa i kompetencje z dotychczasowej działalności.

Dywersyfikacja działalności Grupy Bumech nie jest dodatkiem do strategii – jest jej fundamentem. Systematycznie rozwijamy nowe obszary biznesowe po to, aby budować stabilne, odporne na zmienność rynku źródła przychodów. Chcemy stworzyć wielosektorowy model biznesowy, który zapewni nam długoterminową przewagę konkurencyjną. Inwestujemy jednocześnie w produkcję dla wojska, energetykę, paliwa alternatywne. Nowe obszary będą rozwijane w ramach posiadanych aktywów okołogórniczych i pokopalnianych. Synergia kompetencji, rozbudowa zaplecza energetycznego i ekspansja w branżach o wysokim potencjale wzrostu pozwalają nam uniezależniać się od wahań koniunktury i wzmacniać stabilność finansową całej Grupy. To właśnie dlatego realizujemy równolegle projekty magazynów energii, rozwój działalności multi-utility, inwestycje w produkcję biomasy oraz wejście w sektor obronny – wszystkie te działania tworzą spójną i długofalową strategię umacniania naszej pozycji rynkowej. Z kolei udostępniona Grupie linia pożyczkowa do kwoty 25 mln zł pozwoli zwiększyć elastyczność finansową i wesprzeć realizację działań inwestycyjnych – powiedział Andrzej Bukowczyk, Wiceprezes Zarządu Bumech.

We wrześniu br. Spółka zawarła umowę z OTT Technologies dotyczącą rozwoju i montażu pojazdów opancerzonych na rynek europejski. Projekt zakłada europeizację komponentów, stopniowe zwiększanie udziału części z UE do co najmniej 70% oraz rozszerzanie oferty o pojazdy wojskowe, moduły opancerzone i systemy antydronowe. Obecnie trwają przygotowania do uruchomienia montażu.

Pod koniec października tego roku Spółka pozyskała do 25 mln zł finansowania od głównego akcjonariusza Marcina Sutkowskiego, m.in. na wejście w sektor biomasy. Kontrakt na dostawy 200 tys. ton biomasy o wartości do 160 mln zł oraz inwestycja w produkcję pelletu potwierdzają strategiczny kierunek rozwoju. Bumech planuje osiągnąć moce produkcyjne 300 tys. ton rocznie w ciągu dwóch lat, budując stabilne źródła przychodów i zwiększając odporność na wahania koniunktury. Linia pożyczkowa do 2027 r. dodatkowo wzmacnia elastyczność finansową.

Z kolei w listopadzie br. spółka zależna MSE rozpoczęła realizację projektu magazynu energii o mocy 50 MW i pojemności 100 MWh, obejmującego przygotowanie pełnej dokumentacji oraz uzyskanie wymaganych decyzji administracyjnych. Inwestycja, zlokalizowana przy kopalni SILESIA, wzmacnia rozwój segmentu energetycznego i wspiera transformację terenów pokopalnianych. W tym samym czasie, Bumech złożył ofertę przejęcia 50% udziałów Capital Partners S.A., planując połączenie jej z MSE i utworzenie podmiotu multi-utility, który będzie rozwijał projekty energetyczne, wodne i OZE, tworząc regionalny hub w Czechowicach-Dziedzicach.

Polski sektor opakowań traci marże, ale wzmacnia pozycję w UE

Polska branża opakowaniowa zdołała zwiększyć udział w eksporcie państw unijnych, choć odczuła negatywny wpływ dekoniunktury w kraju i całej UE po 2022 roku. Ceną utrzymania konkurencyjności w warunkach słabszego popytu i silnej presji kosztowej było jednak pogorszenie marż i wyników finansowych. O tym w najnowszym raporcie sektorowym Banku Pekao S.A.

Polski przemysł opakowaniowy odczuł skutki dekoniunktury z lat 2022-24, choć jednocześnie umocnił swoją pozycję jako dostawcy na rynki europejskie

Wartość produkcji sprzedanej polskiego przemysłu opakowaniowego zmniejszyła się w latach 2022-24 o 14 proc. Niekorzystne trendy odnotowano we wszystkich segmentach. Najmocniej – bo o 40 proc. – spadła produkcja wyrobów z drewna, jednak dwa największe segmenty branży, tzn. produkcja opakowań z papieru oraz z tworzyw sztucznych, również odnotowały głębokie zniżki (odpowiednio o 14 proc. i 10 proc.). Symptomy poprawy popytu przyniosło dopiero drugie półrocze 2024 r. i pierwsza połowa 2025 r., jednak odbicie jest powolne – przychody branży rosły o około 2–3 proc. r/r.

Z drugiej strony, stosunkowo płytki był spadek wartości polskiego eksportu opakowań. W latach 2022-24 wyniósł on tylko 2 proc. (wobec zniżki o 6 proc. w całej Unii Europejskiej), przy czym w kluczowych segmentach wyrobów z papieru i tworzyw sztucznych eksport nawet lekko wzrósł. Dzięki temu Polska zwiększyła udział w unijnym eksporcie opakowań, zwłaszcza w wymianie wewnątrzunijnej, gdzie wzrósł on z 11,7 proc. do 12,2 proc. (najmocniej, bo o 2 punkty procentowe, w segmencie opakowań z papieru).

Cały unijny przemysł opakowaniowy po 2022 roku odczuł osłabienie popytu. W Polsce wpłynęło na niego przede wszystkim przejściowe osłabienie krajowego popytu konsumpcyjnego oraz spadek eksportu gałęzi polskiego przetwórstwa generujących najsilniejsze zapotrzebowanie na opakowania. Wzrost udziału Polski w unijnym eksporcie samych opakowań jest jednak pozytywnym trendem. Potwierdza on utrzymującą się konkurencyjność sektora, który umacnia pozycję w UE nawet w słabszym otoczeniu popytowym – komentuje Krzysztof Mrówczyński, menedżer ds. analiz sektorowych Banku Pekao S.A.

Ceną umacniania pozycji w UE w warunkach słabego popytu i presji kosztowej było jednak pogorszenie marż

Łączny wynik finansowy branży w 2024 roku był o 25 proc. niższy niż w roku 2022, a  w pierwszym półroczu 2025 r. pogorszył się o 34 proc. r/r, do najniższego poziomu (dla pierwszego półrocza) od 2018 roku. Rentowność netto spadła do 4,9 proc., najniżej od ponad dekady. W samym pierwszym półroczu 2025 r. spadek r/r wyniku netto i wskaźników rentowności oraz ogólne pogorszenie sytuacji finansowej odnotowała większość segmentów. Skala i natężenie tych trendów była jednak zróżnicowana. Nieźle z wyzwaniami kosztowymi radził sobie segment wyrobów z tworzyw sztucznych, którego wynik netto był podobny jak przed rokiem. Słabiej wypadł za to drugi wiodący segment branży – produkcja opakowań z papieru, gdzie wynik netto spadł o 37 proc. r/r.

Utrzymywanie wysokiej konkurencyjności produktów w warunkach osłabionego popytu ograniczało elastyczność branży w zakresie kształtowania polityki cenowej. To z kolei, wobec silnej presji kosztowej, odbijało się negatywnie na marżach. Wprawdzie od drugiego półrocza 2024 r. branża zdołała osiągnąć dodatnią dynamikę przychodów rok do roku, na razie nie wystarcza to jednak do zneutralizowania wzrostu kosztów, generowanego przede wszystkim przez płace oraz powracające do tendencji zwyżkowej koszty materiałowe – mówi Paweł Kowalski, analityk sektorowy Banku Pekao S.A.

Otoczenie popytowe w kraju będzie poprawiać się, koszty pozostaną jednak wyzwaniem także w najbliższych kwartałach, podobnie jak wymagające otoczenie regulacyjne

Prognozy dla polskiej gospodarki są optymistyczne – obserwujemy ożywienie, które powinno przyspieszyć w 2026 roku i utrzymywać się w kolejnych latach. Wzrost popytu krajowego napędzać będą konsumpcja i inwestycje. Z kolei eksport poprawi się wraz z powrotem krajów strefy euro (w tym Niemiec) na ścieżkę solidniejszego wzrostu, wspierany niższymi stopami procentowymi i działaniami fiskalnymi. Wyzwaniem dla branży na najbliższe kwartały pozostanie za to presja kosztowa. Dynamika płac hamuje wprawdzie wraz z inflacją, pozostaje jednak wysoka, a obciążenie kosztami pracy jest znacznie wyższe niż na początku dekady. Ożywienie popytu i trendy na niektórych rynkach surowcowych (np. drewno) może skutkować powrotem do trendu wzrostowego cen materiałów. Do tego ceny energii dla firm pozostają wysokie, bez widocznych perspektyw na głębszy spadek w przewidywalnej przyszłości.

Źródłem wyzwań na najbliższe lata będzie też wymagające i silnie zmienne otoczenie regulacyjne. – Po wieloletnich przygotowaniach system kaucyjny zaczął funkcjonować, jednak obecnie znajduje się on nadal w fazie operacyjnego rozruchu. Oznacza to, że realną efektywność, poziomy zwrotu oraz wpływ na rynek surowców i koszty przedsiębiorstw, będzie można rzetelnie ocenić dopiero po kilku kwartałach stabilnego działania. Jeszcze większym wyzwaniem dla branży może okazać się pełna implementacja unijnego rozporządzenia PPWR, które znacząco podnosi wymogi w zakresie recyklatu, projektowania opakowań oraz ograniczania odpadów. Nowy ekosystem regulacyjny zaostrza warunki podaży w branży opakowaniowej – wymuszając inwestycje w technologie sortowania i recyklingu, dostosowanie procesów produkcyjnych oraz zmianę portfela opakowań. Dla firm oznacza to równocześnie wyzwania organizacyjne, technologiczne i kosztowe. W efekcie rośnie poziom niepewności i potrzeba ciągłego dostosowywania modeli biznesowych do szybko zmieniających się regulacji – ocenia Ewa Kurek, analityk ESG Banku Pekao S.A.

Poprawa otoczenia popytowego powinna wspierać wzrost sprzedaży i zwiększać elastyczność cenową w 2026 roku, co może częściowo zneutralizować presję kosztową i sprzyjać, odwróceniu negatywnych trendów w zakresie wyników finansowych. Z drugiej strony, kumulacja czynników kosztowych ogranicza przestrzeń do poprawy marż, której można spodziewać się tylko w umiarkowanym stopniu. Jednocześnie, wciąż wysoka konkurencyjność powinna zapewniać branży potencjał do dalszego wzmacniania pozycji na rynku unijnym. Jego wykorzystanie będzie jednak w dużym stopniu uzależnione od dostosowania produktów do wymogów regulacyjnych, umożliwiającego zajęcie mocnej pozycji w segmencie opakowań zrównoważonych, który w kolejnych latach będzie rozwijać się dynamicznie zarówno w Europie, jak i w skali globalnej.

Raport „Utrzymanie przewag kosztem marż. Polski sektor opakowań wobec spowolnienia w Europie i wyzwań rynku pracy” został przygotowany przez zespół analityków z Departamentu Analiz Makroekonomicznych w Banku Pekao S.A.: Pawła Kowalskiego, Krzysztofa Mrówczyńskiego i Ewę Kurek.

ORLEN Kolej zamawia 40 nowych lokomotyw za ponad 800 mln zł. Największy kontrakt taborowy w historii spółki

0

Drugi największy przewoźnik cargo w Polsce – ORLEN Kolej – podpisał wartą ponad 800 mln zł umowę na dostawę 40 nowych lokomotyw. Kontrakt otrzymali polscy producenci: firmy PESA i Newag. Łącznie dostarczą spółce z Grupy ORLEN 40 nowoczesnych lokomotyw, które rocznie będą przejeżdżać 5,5 mln kilometrów.

– Obiecaliśmy największy program inwestycyjny w historii. Właśnie go realizujemy. Przez trzy pierwsze kwartały 2025 r. wydaliśmy na inwestycje najwięcej w historii koncernu – 21 mld zł. Dziś dokładamy kolejny miliard. To rekordowe zamówienie. Kupujemy 40 lokomotyw od dwóch polskich producentów. Bo dla nas współpraca z polskimi przedsiębiorcami to nie tylko morska energetyka wiatrowa, ale wszystkie obszary naszej działalności. Ten zakup z jednej strony zwiększy możliwości naszej spółki ORLEN Kolej, a z drugiej przyczyni się do jeszcze szybszego rozwoju gospodarczego Polski – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Zamówione przez ORLEN Kolej lokomotywy zostaną dostarczone w latach 2027-2028. W zakładach gdzie powstaną, zatrudnienie znajduje ponad 5,5 tys. osób. Kontrakty zakładają pozyskanie:

  • 20 lokomotyw 304E Gama produkowanych przez spółkę PESA
  • 20 lokomotyw E6ACTadnb Dragon 2 produkowanych przez Newag

Obie konstrukcje to zaawansowane technologicznie jednostki wyposażone w silniki o mocy odpowiednio 5,6 MW i 5 MW, które zużywają o ok. 30 proc. mniej energii niż starsze typy lokomotyw w przeliczeniu na przewiezione ładunki wyrażone w tonach. To realne oszczędności dla spółki i zysk dla klimatu.

Lokomotywy posiadają także moduły dojazdowe, umożliwiające pracę na niezelektryfikowanych odcinkach, co zapewni większą elastyczność oraz niezależność operacyjną spółki. Lokomotywy wyposażone są w nowoczesne systemy bezpieczeństwa, zaawansowaną diagnostykę pokładową, a także rozwiązania zwiększające komfort i bezpieczeństwo pracy załogi.

– Z ogromną satysfakcją kontynuujemy współpracę z ORLEN Kolej, która od lat stawia na nowoczesne, niezawodne i ekonomiczne rozwiązania. Wcześniej realizowaliśmy dla przewoźnika modernizacje lokomotyw spalinowych, a dzisiejszy kontrakt potwierdza zaufanie, jakim obdarza nas jeden z kluczowych graczy na rynku przewozów towarowych. Dostarczone w 2028 roku lokomotywy Dragon 2 wyposażone w moduł ‘last mile’ znacząco zwiększą efektywność operacyjną ORLEN Kolej i będą realnym wsparciem w dalszym rozwoju – podkreśla Zbigniew Konieczek, Prezes Zarządu NEWAG S.A.

Nowe lokomotywy będą w stanie przewieźć 7,2 mln ton produktów rocznie, pokonując 5,5 mln kilometrów.

– Podpisanie tej umowy to potwierdzenie konsekwentnego zaufania, jakim ORLEN darzy nasze rozwiązania. Gama 3.0 to lokomotywa, która otwiera nowy rozdział w historii PESA – łączy doświadczenie z innowacją i wyznacza kierunek rozwoju transportu kolejowego w Polsce i Europie. Cieszymy się, że ORLEN Kolej ponownie wybiera nasze technologie i razem możemy budować bardziej efektywną i ekologiczną kolej – podkreślił Krzysztof Zdziarski, Prezes Zarządu PESA Bydgoszcz.

Kontrakty na pozyskanie nowych pojazdów warte są łącznie ponad 800 mln zł. Projekt finansowany jest w formule leasingu operacyjnego przez PKO Leasing.

– To z wielu powodów wyjątkowa transakcja – dla PKO Leasing, branży leasingowej i polskiej gospodarki. Jesteśmy dumni z rekordowej wartości finansowania – na polskim rynku dotychczas nie było transakcji o takiej wielkości. To dla nas źródło satysfakcji i dowód naszych możliwości. Cieszymy się też z zaufania tak renomowanego partnera, jak ORLEN Kolej, a także z udziału w projekcie ze strategicznie istotnego dla kraju sektora kolejowego. Umowa o wartości ponad 800 mln PLN pokazuje, że sektor leasingowy powinien być uwzględniany jako istotne źródło finansowania dla projektów o olbrzymiej skali – mówi Tomasz Bogus, Prezes Zarządu PKO Leasing.

Realizacja zamówienia jest odpowiedzią na rosnące potrzeby logistyczne Grupy ORLEN oraz kluczowym elementem programu modernizacji infrastruktury przewozowej. Zgodnie z jego założeniami, nowoczesne składy elektryczne, spełniające wymagania najnowszych systemów bezpieczeństwa (GSM-R, ETCS) będą systematycznie zastępować tabor spalinowy. Jednostki będą wykorzystywane głównie na rynku krajowym. Nowy tabor umożliwi ORLEN Kolej pełną zdolność do obsługi przewozów za pośrednictwem własnych zasobów, co istotnie ograniczy koszty operacyjne, wynikające z wynajmu lokomotyw.

– Jesteśmy dumni, że w procesie zakupowym, w którym uczestniczyć mogli wszyscy producenci i dostawcy, nie tylko polscy, to właśnie polskie firmy złożyły ofertę, proponując nowoczesny tabor, spełniający wszystkie nasze oczekiwania i potrzeby. Zakup nowoczesnych lokomotyw elektrycznych z modułem spalinowym znacząco usprawni operacyjnie obsługę Grupy ORLEN w zakresie realizowanych przewozów, będących efektem dynamicznego rozwoju Grupy ORLEN. Skupiamy się na wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań, które znacząco wpływają na niezawodność transportu, zwiększają poziom bezpieczeństwa oraz pozwalają nam działać samodzielnie. To istotny krok na drodze do stworzenia silnej i nowoczesnej spółki kolejowej, gotowej do konkurowania na rynku – podkreśla Krzysztof Duszczyk, Prezes Zarządu ORLEN Kolej.

ORLEN Kolej jest drugim największym kolejowym przewoźnikiem towarowym w Polsce. Spółka specjalizuje się w przewozach produktów paliwowych i petrochemicznych, świadcząc kompleksowe usługi logistyczne w kraju i za granicą, zarówno na potrzeby Grupy ORLEN, jak i klientów zewnętrznych. ORLEN Kolej działa samodzielnie na terenie Polski i Niemiec, a dzięki współpracy z partnerami realizuje przewozy na terenie całej Europy.

New Bond Street najdroższą ulicą handlową świata. Nowy Świat na 35. miejscu

  • W 35. edycji raportu New Bond Street z czynszami na poziomie 2231 USD/st. kw./rok wyprzedziła mediolańską via Montenapoleone i nowojorską Górną Piątą Aleję, awansując na szczyt globalnego rankingu
  • 58% analizowanych ulic handlowych odnotowało wzrost stawek czynszu, co oznacza, że popyt wyraźnie przewyższa dostępność powierzchni
  • Flagowy raport firmy Cushman & Wakefield „Main Streets Across The World” powstał na podstawie analiz wysokości czynszów bazowych w najbardziej prestiżowych lokalizacjach – często związanych z sektorem marek luksusowych

Z informacji przedstawionych w 35. edycji flagowego raportu firmy „Main Streets Across the World” wynika, że New Bond Street wyprzedziła mediolańską via Montenapoleone (2179 USD/st. kw./rok), która w ubiegłym roku jako pierwsza europejska ulica wspięła się na szczyt globalnego rankingu, a także ikoniczną nowojorską Górną Piątą Aleję (2000 USD/st. kw./rok).

Raport firmy Cushman & Wakefield, bazujący na danych własnych, przedstawia analizę czynszów bazowych w 141 najbardziej prestiżowych lokalizacjach – często związanych z sektorem marek luksusowych – oraz zestawienie najdroższych ulic handlowych na poszczególnych rynkach.

Wzrost czynszów przy ulicy New Bond Street wynika z silnego popytu, ograniczonej podaży i kolejnych inwestycji w poprawę jakości przestrzeni publicznej, co pozwoliło jej umocnić swoją pozycję globalnej destynacji handlowej. Jedną ze światowych lokalizacji, o które toczy się najbardziej zacięta rywalizacja, jest obecnie odcinek New Bond Street z ekskluzywnymi sklepami jubilerskimi pomiędzy Clifford Street i Burlington Gardens. To sprawia, że wielu najemców decyduje się na umowy długoterminowe z wysokimi stawkami czynszu, aby zapewnić sobie obecność w tym niezwykle pożądanym miejscu – mówi Duncan Gillard, dyrektor działu nieruchomości handlowych w centrum Londynu, Cushman & Wakefield.

Najdroższe ulice handlowe świata w 2025 r. Źródło: Cushman & Wakefield

Ranking globalny

w 2025 r.

Ranking globalny

w 2024  r.

Lokalizacja Czynsz (USD/st. kw./rok) Czynsz (EUR/st. kw./rok) R/R (w walucie lokalnej)
1 3 New Bond Street, Londyn 2231 20 482 22%
2 1 Via Montenapoleone, Mediolan 2179 20 000 0%
3 2 Górna Piąta Aleja (ulice od 49. do 60.), Nowy Jork 2000 18 359 0%
4 4 Tsim Sha Tsui (sklepy przy głównych ulicach), Hongkong 1515 13 907 -6%
5 5 Pola Elizejskie, Paryż 1364 12 519 0%
6 6 Ginza, Tokio 1257 11 538 10%
7 7 Bahnhofstrasse, Zurych 1051 9644 0%
8 8 Pitt Street Mall, Sydney 795 7294 4%
9 9 Myeongdong, Seul 653 5997 1%
10 10 Kohlmarkt,  Wiedeń 601 5520 2%

Niesłabnąca atrakcyjność najważniejszych ulic handlowych świata wynika z ich unikalnego połączenia dziedzictwa, rozpoznawalności i prestiżu kulturowego. Te ikoniczne ulice to nie tylko lokalizacje handlowe – stanowią globalną arenę umożliwiającą storytelling marki, ekspresję architektoniczną i angażowanie klientów. Wynajęcie powierzchni w tych miejscach jest niezwykle trudne i wymaga niestandardowej strategii, która utorowałaby drogę do nowych możliwości – dodaje Robert Travers, dyrektor działu nieruchomości handlowych w regionie EMEA w Cushman & Wakefield.

W skali całego globu czynsze wzrosły średnio o 4,2%, a wzrosty dotyczyły 58% monitorowanych rynków. Najbardziej, bo aż o 7,9%, podrożały lokale handlowe w regionie obydwu Ameryk, na co wpłynęły zmiany kursów walut w Ameryce Południowej. Z kolei w Europie wzrost cen w ujęciu rocznym sięgnął 4%, przy czym najwyższą dynamikę odnotowano w Budapeszcie i Londynie. Jednocześnie, pomimo szybko rosnących cen najmu w Indiach i Japonii, tempo wzrostu stawek czynszu w całym regionie Azji i Pacyfiku spowolniło do 2,1%, głównie za sprawą trudności gospodarczych obserwowanych w Chinach i krajach Azji Południowo-Wschodniej.

Nowy Świat ze stabilną pozycją

Po raz kolejny jedyną polską ulicą handlową, która zakwalifikowała się do zestawienia, jest Nowy Świat, który zanotował wzrost czynszów o 7% r/r. Stawka w tej stołecznej lokalizacji wynosi 1104 EUR/mkw./rok (120 USD/st. kw./rok), co plasuje Nowy Świat na 35. miejscu wśród najdroższych ulic na świecie. W ubiegłym roku Nowy Świat po raz drugi z rzędu zajął 35. pozycję w rankingu. Jednak historyczne dane w najnowszym raporcie zostały zaktualizowane o Zjednoczone Emiraty Arabskie, które nie były uwzględnione w publikacji Main Streets Around the World 2024. W efekcie Dubaj zajął 11. miejsce w tegorocznym zestawieniu. Włączenie nowego rynku wymusiło również przeliczenie rankingu za 2024 rok, co oznacza, że wszystkie lokalizacje sklasyfikowane poniżej Dubaju spadły o jedno miejsce, by uwzględnić jego obecność.

– 35. pozycja w globalnym rankingu najdroższych ulic handlowych świata potwierdza stabilną, przewidywalną sytuację przy warszawskim Nowym Świecie. w Warszawie. Jednocześnie stanowi to jasny sygnał, że potencjał tej części miasta nie został jeszcze w pełni wykorzystany. Skala ruchu pieszego i turystycznego – zgodnie z naszymi danymi, liczba odwiedzających Warszawę w ubiegłym roku przekroczyła poziomy sprzed pandemii – wzmacnia argument za potrzebą dalszego rozwoju i dywersyfikacji funkcji handlowych i usługowych przy Nowym Świecie – komentuje Michał Masztakowski, Head of Retail Agency Poland, Cushman & Wakefield.

Z punktu widzenia efektywnego planowania miejskiego i atrakcyjności komercyjnej kluczowe jest właściwe zbalansowanie funkcji w obrębie ulicy. Lokale frontowe powinny być przeznaczone przede wszystkim na handel detaliczny, natomiast przestrzenie w bramach i głębi kamienic – na gastronomię oraz usługi towarzyszące, które tworzą bardziej kameralne i sprzyjające relaksowi otoczenie.

– Taki układ wspiera naturalny sposób korzystania z przestrzeni przez konsumentów – zakupy poprzedzają zwykle chwilę odpoczynku przy kawie lub posiłku – co przekłada się na wydłużenie czasu spędzanego w danej lokalizacji. Ten model funkcjonuje już z powodzeniem na ulicy Chmielnej i powinien być konsekwentnie rozwijany także na Nowym Świecie. Miasta w Europie coraz częściej działają jak zarządcy centrów handlowych – aktywnie kształtując ofertę ulic handlowych, wspierając dobór najemców i inwestując w atrakcyjność przestrzeni. Warszawa powinna pójść tą samą drogą dodaje Michał Masztakowski.

Obecna sytuacja pokazuje, że najbardziej prestiżowa ulica Warszawy wymaga spójnej strategii komercjalizacji – z wyraźnie zdefiniowaną wizją, strukturą najemców i dążeniem do przyciągania ciekawych konceptów, w tym marek premium i luksusowych. To nie tylko zwiększy atrakcyjność tej części miasta, ale też podniesie wartość nieruchomości i stopy zwrotu z najmu – także dla właścicieli publicznych, w tym miasta.

– Warszawa potrzebuje ulicy handlowej, która stanie się benchmarkiem dla innych perspektywicznych lokalizacji handlowych w mieście. Mamy w stolicy dobre przykłady – Mokotowska, Plac Trzech Krzyży – ale to właśnie Nowy Świat, ze swoją rozpoznawalnością i symbolicznym znaczeniem, powinien wyznaczać standard dla innych – komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Sytuacja w poszczególnych regionach

Europa

Liderem wzrostów w Europie był Londyn, gdzie dwucyfrowe wzrosty odnotowano przy New Bond Street (+22%), Oxford Street i Regent Street. Na tle całego regionu wyróżnia się budapeszteńska ulica Fashion Street ze wzrostem o 33%, co pozwoliło jej zająć miejsce Váci utca jako najpopularniejszej lokalizacji handlowej w mieście. Mediolan i Paryż zachowały swój globalny status z czynszami na stabilnym poziomie przy via Montenapoleone (2179 USD/st. kw./rok) i Polach Elizejskich (1364 USD/st. kw./rok).

Ameryka Północna i Południowa

Najwyższy wzrost czynszów w skali regionalnej zaobserwowano w krajach Ameryki Północnej i Południowej – średnio o 7,9%. Stawki czynszu przy Oscar Freire Jardins w São Paulo w Brazylii wzrosły aż o 65%, dzięki czemu lokalizacja ta awansowała w globalnym zestawieniu o siedem pozycji. Z kolei w Ameryce Północnej wzrost czynszów był bardziej umiarkowany – w Stanach Zjednoczonych wyniósł średnio 2,5%. Ceny najmu powierzchni handlowej przy Górnej Piątej Alei w Nowym Jorku pozostały na stabilnym poziomie, natomiast sąsiednia Madison Avenue i dzielnica SoHo odnotowały wzrost o ponad 8%, oferując atrakcyjne lokale przy czynszach niższych o ok. 30-50%. Warto również zwrócić uwagę na odwrócenie trendu w Kanadzie, gdzie czynsze przy Robson Street w Vancouver wzrosły w 2025 roku o 20% po ubiegłorocznym spadku o 25%.

Azja i Pacyfik

Tempo wzrostu czynszów w regionie spowolniło z 2,8% w ubiegłym roku do 2,1% w 2025 r., aczkolwiek przy dużym zróżnicowaniu dynamiki pomiędzy poszczególnymi rynkami. Za wzrost cen odpowiadały największe miasta w Indiach – i tak na przykład przy Galleria Market w Gurgaon wzrosły one o 25%, przy Connaught Place w New Delhi o 14% a przy Kemps Corner w Mumbaju o 10%. Z kolei Ginza i Omotesando w Tokio odnotowały wzrost czynszów odpowiednio o 10% i 13%, natomiast koszt najmu powierzchni handlowej w hongkońskiej dzielnicy Tsim Sha Tsui spadł o 6% do 1515 USD/st. kw./rok. Z kolei czynsze przy Pitt Street Mall w Sydney wzrosły o zaledwie 4% do 795 USD/st. kw./rok, co świadczy o powrocie na ścieżkę wzrostową po latach stagnacji.

Prognozy

Najbardziej prestiżowe lokalizacji handlowe nadal radzą sobie lepiej niż rynek jako całość, wykazując się odpornością w obliczu niepewnej sytuacji gospodarczej i zmieniających się zachowań konsumentów. Stopy procentowe utrzymują się na wysokim poziomie, ale presja inflacyjna się zmniejsza, a banki centralne mają przestrzeń do kolejnych obniżek. Czynniki te – w połączeniu ze stabilizacją nastrojów konsumenckich, realnym wzrostem wynagrodzeń i ożywieniem światowego ruchu turystycznego – będą pozytywnie wpływać na kondycję sektora handlowego w przyszłym roku.

Topowe lokalizacje handlowe zyskują na połączeniu szeregu czynników, w tym prężnego wzrostu gospodarczego, spowolnienia wzrostu kosztów życia i powrotu zainteresowania zakupami niezwiązanymi z artykułami pierwszej potrzeby. Tempo wzrostu czynszów będzie się różnić w zależności od rynku, ale siła oddziaływania lokalizacji flagowych jest niezaprzeczalna. Niektóre miasta odnotowały wyjątkowe, dwucyfrowe wzrosty, podczas gdy inne stoją w obliczu presji. Handel stacjonarny nadal odgrywa istotną rolę – zwłaszcza w kontekście budowania głębokiej i znaczącej interakcji z markami w miejscach, w których konsumenci chcą przebywać – co przekłada się na rosnącą atrakcyjność najważniejszych ulic handlowych świata. Przewidujemy, że ten trend przybierze na sile wraz z poprawą koniunktury gospodarczej na świecie – podsumowuje – dr Dominic Brown, dyrektor działu badań międzynarodowych w Cushman & Wakefield, autor raportu.

Płace rosną wolniej. Dynamika wynagrodzeń w październiku 2025 wyraźnie spadła

W październiku 2025 roku przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 6,60 proc., co okazało się wynikiem wyraźnie niższym od rynkowych oczekiwań na poziomie 7,30 proc. Średnia płaca brutto w firmach zatrudniających co najmniej 10 osób, z wyłączeniem jednostek sektora publicznego (administracja, edukacja, ochrona zdrowia, pomoc społeczna), wyniosła 8 865,12 zł.

Od początku 2024 roku obserwujemy systematyczne hamowanie dynamiki wynagrodzeń. Wzmożony wzrost przeciętnych wynagrodzeń postrzegany jest jako jeden z kluczowych czynników utrzymującego się, podwyższonego wzrostu cen usług – w październiku sięgającego 5,60 proc. rok do roku.

Część członków RPP podkreśla, że roczne tempo wzrostu płac w okolicach 6 proc. powinno wyraźnie ograniczać presję proinflacyjną, co w dłuższej perspektywie będzie sprzyjać stabilizacji cen w gospodarce.

Koniec technologicznych gadżetów, czas na odpowiedzialne Smart City

Rok 2026 przyniesie polskim jednostkom samorządu terytorialnego konieczność wdrażania dojrzałych, odpowiedzialnych i zgodnych z prawem rozwiązań Smart City. Wnioski z tegorocznych Smart City Expo World Congress w Barcelonie oraz Smart City Forum w Warszawie jasno wskazują, że era widowiskowych gadżetów technologicznych dobiegła końca. Przed JST stoją realne wyzwania regulacyjne, zakupowe, organizacyjne i cyberbezpieczeństwa, które zadecydują o powodzeniu miejskich inwestycji na najbliższe lata. To moment, w którym technologia przestaje być głównym problemem — stają się nim zasady jej wyboru, wdrożenia i nadzoru.

  1. AI w administracji publicznej: governance ponad automatyzacją

Miasta coraz śmielej korzystają z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji — od inteligentnej obsługi mieszkańców i automatyzacji wniosków, przez systemy sterowania ruchem, po predykcyjne analizy energetyczne. Jednak zgodnie z globalnym trendem „AI for Cities, not AI in Cities” najważniejsze stają się zasady transparentności i odpowiedzialności. Administracja musi wiedzieć, jakie dane wykorzystuje algorytm, jakie decyzje podejmuje i jakie ryzyka stwarza dla praw mieszkańców.

– Wdrażanie AI bez jasnych polityk i audytów to proszenie się o problemy. Musimy wiedzieć nie tylko, co algorytm robi, ale też na jakiej podstawie – podkreśla mec. Bartłomiej Tkaczyk, partner w kancelarii LEGALLY.SMART. – Ryzyko dyskryminacji algorytmicznej to jedno z największych wyzwań nadchodzących lat, zwłaszcza tam, gdzie AI wpływa na dostęp do usług publicznych – dodaje.

  1. Zamówienia publiczne „future-proof”: koniec kosztownej zależności od dostawców

Rosnąca liczba samorządów mierzy się z bolesnym skutkiem zakupów technologii sprzed kilku lat: systemami, których nie da się rozbudować ani zintegrować bez pełnej zależności od jednego dostawcy. W 2026 roku coraz więcej miast stawia na modułowe zamówienia, zapisując interoperacyjność i neutralność technologiczną jako warunek konieczny.

Największym ryzykiem w zamówieniach Smart City jest kupowanie rozwiązań zamkniętych. System musi być wymienialny, aktualizowalny i integrowalny, inaczej JST mogą utknąć w kosztownej pułapce. Uzależnienie od dostawcy to nie tylko problem techniczny. To poważne ryzyko finansowe i prawne, które może sparaliżować miasto na latazauważa mec. Michał Liżewski, partner w LEGALLY.SMART.

  1. Dane miejskie jako strategiczny zasób: od czujników IoT do miejskich platform danych

Rok 2026 będzie momentem przejścia od pojedynczych czujników i aplikacji do zintegrowanych platform danych miejskich. Digital twins — cyfrowe modele miast — stają się narzędziem nie tylko dla urbanistów, ale również dla zarządców infrastruktury, energetyki czy transportu.

Wraz z tym rośnie znaczenie kwestii prawnych: własności danych generowanych przez prywatnych partnerów, zasad ich udostępniania oraz odpowiedzialności za ich jakość. Podczas tegorocznego kongresu w Barcelonie podkreślano wprost: miasto, które nie kontroluje swoich danych, nie może budować ani sensownie wykorzystywać cyfrowych modeli.

– W Barcelonie mocno wybrzmiało, że dane miejskie stają się fundamentem zarządzania. Samorządy muszą mieć jasność, kto jest ich właścicielem i na jakich zasadach mogą je integrowaćwskazuje mec. Tkaczyk.

  1. Cyberbezpieczeństwo: miasta nie pytają już „czy”, ale „kiedy”

Transport, wodociągi, energetyka, monitorowanie ruchu, miejskie platformy danych — to jedne z najczęstszych celów cyberataków. Eksperci zgodnie wskazują, że w nadchodzących latach kluczowe będzie nie tylko reagowanie, ale przede wszystkim prewencja: aktualizacja miejskich strategii bezpieczeństwa, wprowadzanie testów penetracyjnych i egzekwowanie odpowiedzialności dostawców za bezpieczeństwo obsługiwanych systemów.

– Brak procedur, nieaktualna polityka bezpieczeństwa czy niewłaściwy nadzór nad wykonawcą może prowadzić do odpowiedzialności odszkodowawczej JST. Cyberbezpieczeństwo staje się jednym z filarów Smart City, a nie technologicznym dodatkiem podkreśla mec. Liżewski.

  1. Inkluzja cyfrowa i partycypacja 4.0: miasto inteligentne jest miastem dla wszystkich

Zarówno podczas Smart City Expo w Barcelonie, jak i na polskim Smart City Forum wybrzmiało jedno: inteligentne miasto musi być inkluzywne. Wiele usług cyfrowych — choć efektywnych — może nieświadomie wykluczać osoby starsze, mieszkańców o ograniczonym dostępie do technologii czy osoby z niepełnosprawnościami.

Dlatego w 2026 roku standardem będzie projektowanie usług dostępnych, zrozumiałych i oferujących alternatywy analogowe. Tylko w ten sposób miasta unikną inwestycji, które generują opór społeczny lub prowadzą do sporów prawnych.

– Inwestycje Smart City najczęściej upadają nie przez technologię, ale przez nieuwzględnienie potrzeb mieszkańców. Partycypacja 4.0 to mechanizm prewencyjny, który chroni miasta przed konfliktami i nieudanymi projektami – zaznacza mec. Tkaczyk.

Smart City 2026 to strategiczne decyzje, odpowiedzialne zakupy i zarządzanie ryzykiem

Jak podsumowują eksperci z kancelarii LEGALLY.SMART technologia przestaje być wyzwaniem — wyzwaniem staje się jej odpowiedzialne zastosowanie. Transformacja cyfrowa miast wymaga dziś nie tyle sprawniejszych narzędzi, ile mądrego podejścia do ich wdrażania. Odpowiedzialne zarządzanie danymi, przemyślane zamówienia publiczne, polityki AI, cyberbezpieczeństwo i inkluzja cyfrowa staną się w 2026 roku fundamentem nowoczesnych, bezpiecznych i odpornych miast.

Prezes UODO upomina posła Kazimierza Smolińskiego. Naruszył RODO, ujawniając dane osobowe podczas kontroli poselskiej

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski wydał upomnienie wobec posła Kazimierza Smolińskiego za niezgodne z prawem przetwarzanie danych osobowych. UODO uznał, że parlamentarzysta naruszył art. 6 ust. 1 RODO, ujawniając w trakcie interwencji poselskiej dane osób prywatnych w obecności mediów. Decyzja jasno wskazuje, że mandat poselski nie zwalnia z odpowiedzialności za legalne przetwarzanie danych.

Kontrola poselska zakończyła się naruszeniem danych osobowych

Do zdarzenia doszło 19 maja 2025 r. w Sopocie, podczas kampanii prezydenckiej. Posłowie Dorota Arciszewska-Mielewczyk i Kazimierz Smoliński przeprowadzali interwencję poselską w Urzędzie Miasta w związku z jednym z mieszkań komunalnych. W wydarzeniu uczestniczyła stacja telewizyjna wPolsce24, która transmitowała całość na żywo.

W trakcie składania zapytania parlamentarzyści podali przed kamerami dokładny adres mieszkania oraz numer księgi wieczystej. Następnie przed budynkiem urzędu poseł Smoliński, już wprost do mediów, ujawnił informacje o domniemanej eksmisji z tego lokalu oraz o osobie, która miała być niegdyś tam zameldowana — premierze Donaldzie Tusku.

UODO: poseł jest administratorem danych i podlega RODO

Prezes UODO przypomniał, że poseł wykonujący mandat jest administratorem danych, które przetwarza w trakcie interwencji. Oznacza to obowiązek stosowania RODO w pełnym zakresie, także w kontaktach z mediami.

Poseł mógł wykonać swój mandat w sposób nienarażający prywatności osoby, której dane dotyczą. Nie można uznać, że ujawnienie tych danych było niezbędne – podkreślił Mirosław Wróblewski.

Przepisy RODO wymagają, by administrator wykazał legalną podstawę przetwarzania oraz „niezbędność” ujawnienia danych dla celu, jakiemu ma ono służyć. W ocenie UODO poseł Smoliński nie spełnił tych kryteriów.

CEIDG i jawność ksiąg wieczystych nie usprawiedliwiają ujawnienia danych

W wyjaśnieniach dla UODO poseł argumentował, że dane znalazł w rejestrze CEIDG i nie wiedział, że kontrola jest transmitowana na żywo. Dodał też, że Urząd Miasta Sopot nie zapewnił odpowiednich warunków do prowadzenia interwencji.

UODO odrzucił te argumenty:

  • CEIDG służy przejrzystości obrotu gospodarczego, a jej dane nie mogą być wykorzystywane poza zakresem celu rejestru.
  • Numer księgi wieczystej, choć dotyczy jawnego rejestru, sam w sobie nie jest informacją ogólnodostępną — jego pozyskanie wymaga wykazania interesu prawnego.
  • Obecność kamer wymagała od posła szczególnej ostrożności i podjęcia działań minimalizujących ryzyko ujawnienia danych.

UODO zauważył również, że folia prywatyzująca na ekranie telefonu — przywołana przez posła jako środek ochrony — nie ma żadnego znaczenia, gdy dane są głośno odczytywane przed osobami postronnymi.

ETPCz: osoby publiczne też mają prawo do prywatności

W decyzji UODO powołano się na orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (m.in. sprawy Hannover v. Germany), które potwierdza, że nawet osoby publiczne mają prawo do ograniczonej, ale realnej sfery prywatności. Oznacza to, że nawet wskazanie danych związanych z osobą pełniącą funkcję publiczną musi być uzasadnione interesem publicznym — a nie ciekawością mediów czy kontekstem politycznym.

Decyzja: upomnienie i obszerna analiza naruszenia

UODO stwierdził, że poseł nie próbował wykazać, iż ujawnienie danych spełniało przesłanki legalności przetwarzania z art. 6 RODO. Nie wykazał również, że działanie było niezbędne do realizacji konstytucyjnego mandatu poselskiego.

W związku z tym nałożono na parlamentarzystę upomnienie — środek przewidziany dla naruszeń o charakterze nieumyślnym, ale wymagających formalnej reakcji. Decyzji towarzyszy obszerne uzasadnienie, mające pomóc parlamentarzyście w zrozumieniu naruszenia i zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości.

Hurt kartonów – inteligentna inwestycja w logistykę, oszczędności i skalowanie działalności

Jak płynność dostaw zmienia codzienne funkcjonowanie magazynu?

Poleganie na detalicznych zakupach materiałów to chodzenie po linie bez zabezpieczenia, gdzie jedno opóźnienie u dostawcy potrafi sparaliżować wysyłki na wiele dni. Profesjonalna oferta hurtowa sprawia, że twoje stanowisko do pakowania nigdy nie stoi w miejscu, niezależnie od nagłych skoków zamówień w sezonie świątecznym. Duże stany magazynowe dają nieoceniony komfort psychiczny i pozwalają skupić się na strategiach sprzedaży, zamiast na nerwowym odświeżaniu statusów przesyłki. Posiadanie fizycznego zapasu surowca daje menedżerom swobodę planowania agresywnych akcji promocyjnych bez obawy, że sukces marketingowy zostanie zaprzepaszczony przez prozaiczny brak kartonów na zapleczu.

Jak płynność dostaw zmienia codzienne funkcjonowanie magazynu?

Czy większe zamówienie zawsze oznacza zamrożenie gotówki?

Wielu przedsiębiorców obawia się, że zakup całej palety tektury wymaga ogromnego kapitału, który można by spożytkować w innym miejscu. Sprawdzona hurtownia opakowań kartonowych pozwala drastycznie obniżyć marżę traconą na pakowaniu, co w e-commerce bywa niewidocznym pożeraczem budżetu. Różnica w cenie jednostkowej przy zamówieniu kilku tysięcy sztuk potrafi w skali roku wygenerować oszczędności, które sfinansują wdrożenie nowego systemu sprzedaży lub pokryją koszty dodatkowego pracownika, czyni ten wydatek niezwykle opłacalnym.

Redukcja częstotliwości faktur oszczędza również cenny czas twoich pracowników, którzy nie muszą ciągle procesować nowych dokumentów. Optymalizacja procesów w tym obszarze przynosi wymierne zyski, które rosną wprost proporcjonalnie do skali twojej działalności.

Jak płynność dostaw zmienia codzienne funkcjonowanie magazynu?

Dlaczego relacja z dostawcą wpływa na rozwój twojej marki?

Jako producent i dystrybutor opakowań kartonowych, taki kontrahent może zaoferować rozwiązania idealnie dopasowane do niestandardowych gabarytów twoich produktów. Znalezienie partnera rozumiejącego specyfikę twojej branży jest ważniejsze niż znalezienie najtańszego produktu dostępnego na rynku. Oto wymierne korzyści płynące z długofalowej współpracy handlowej:

  • gwarancja stabilności ceny zakupu nawet podczas gwałtownych wahań na rynku,
  • priorytetowa realizacja zamówień w najbardziej gorących okresach roku,
  • dostęp do fachowego doradztwa technologicznego w zakresie doboru gramatury,
  • możliwość elastycznego magazynowania części towaru w przestrzeni dostawcy.

Traktowanie opakowań jako zasobu strategicznego, a nie przykrego kosztu, pozwala patrzeć w przyszłość firmy z o wiele większą pewnością siebie. Ostatecznie to właśnie ta stabilność operacyjna pozwala na śmiałe planowanie i sięganie po cele sprzedażowe, które wcześniej wydawały się poza zasięgiem.

Będą wysokie rekompensaty dla klientów Pekao S.A.

0

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny wydał decyzję zobowiązującą wobec Banku Pekao S.A., nakazując instytucji usunięcie skutków wieloletnich naruszeń dotyczących rozpatrywania reklamacji. Klienci, którzy miesiącami czekali na odpowiedź z banku, otrzymają rekompensaty finansowe. Pekao zarezerwował na ten cel niemal 100 mln zł.

Systemowe opóźnienia potwierdzone przez UOKiK

Postępowanie Urzędu wykazało, że w latach 2021–2023 bank masowo przekraczał ustawowe terminy na odpowiedź na reklamacje, a opóźnienia sięgały nawet kilkunastu miesięcy. Nie były to pojedyncze przypadki, lecz problem o charakterze systemowym. W wielu sytuacjach klienci pozostawali w niepewności, a ich sytuacja finansowa realnie się pogarszała.

Prezes UOKiK podkreślił, że tak długie oczekiwanie na rozpatrzenie spraw dotyczących pieniędzy jest niedopuszczalne i godzi w zaufanie do sektora bankowego. Przedłużające się procedury mogły też naruszać prawa konsumentów. W ocenie Tomasza Chróstnego takie praktyki podważają wiarygodność instytucji finansowych.

Szablonowe odpowiedzi zamiast wyjaśnień

Bank w korespondencji z klientami stosował standardowe formułki o „skomplikowanym charakterze sprawy”, nie podając rzeczywistych powodów opóźnień. Konsumenci nie otrzymywali żadnych merytorycznych informacji o stanie postępowania. W praktyce sprowadzało się to do formalnego wypełnienia obowiązku poinformowania o przedłużeniu terminu – bez faktycznego wyjaśnienia sytuacji.

Opisy klientów wskazywały, że niektóre reklamacje przeciągały się z miesiąca na miesiąc, mimo zapewnień infolinii, że sprawa ma „priorytet”. W skrajnych przypadkach na rozstrzygnięcie trzeba było czekać ponad rok. Wielu konsumentów wielokrotnie zgłaszało ponaglenia, które nie przynosiły efektu.

Rekompensaty do 2500 zł – kto skorzysta?

Świadczenia trafią do osób, które w latach 2019–2023 nie otrzymały od banku odpowiedzi na reklamacje w terminie 30 dni. Wysokość rekompensaty zależy od sposobu rozpatrzenia reklamacji i długości opóźnienia. Przy reklamacjach pozytywnie rozpatrzonych będzie to 300 lub 600 zł, a przy negatywnie rozpatrzonych – 1500 lub 2500 zł.

Jeśli konsument miał kilka reklamacji, otrzyma jedną rekompensatę, ale w najwyższej należnej kwocie. Przykładowo osoba, której jedna reklamacja została uznana z 45-dniowym opóźnieniem, a dwie inne – odrzucone po 75 dniach, otrzyma 2500 zł. Bank przewiduje, że łączna kwota wypłat może sięgnąć 100 mln zł.

Jak otrzymać pieniądze?

Procedura wystartuje po uprawomocnieniu się decyzji UOKiK. Bank będzie miał trzy miesiące na powiadomienie uprawnionych klientów o przysługującej im rekompensacie, a informacja dotrze trzy różne razy – elektronicznie lub listownie. Byli klienci otrzymają list na ostatni znany adres korespondencyjny.

Każdy klient będzie musiał potwierdzić chęć odbioru rekompensaty i przekazać dane podatkowe, aby bank mógł wystawić PIT-11. Dopiero po ich otrzymaniu Pekao będzie mógł przelać środki. Byli klienci będą musieli dodatkowo wskazać numer konta.

Możliwość ponownego rozpatrzenia reklamacji

Decyzja UOKiK przewiduje także możliwość ponownego rozpoznania reklamacji, które w przeszłości zostały odrzucone. Konsumenci mogą z tego skorzystać niezależnie od otrzymanej rekompensaty. Jednocześnie decyzja nie pozbawia ich prawa do dochodzenia roszczeń na drodze sądowej lub polubownej.

Przemysł drzewny apeluje do Premiera o wstrzymanie wyznaczania starolasów

Przemysł drzewny apeluje do Premiera o wstrzymanie procedury wyznaczania starolasów. Organizacje branżowe wskazują na liczne błędy, ryzyka i brak zgodności z wytycznymi Komisji Europejskiej.

Organizacje reprezentujące kluczowe sektory polskiego przemysłu drzewnego – Stowarzyszenie Producentów Płyt Drewnopochodnych w Polsce, Stowarzyszenie Papierników Polskich oraz Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli – wystosowały 20 listopada wspólny list do Premiera Donalda Tuska, wyrażając głębokie zaniepokojenie i sprzeciw wobec procedury tzw. „społecznego wyznaczania starolasów”, uruchomionej przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska.

Sygnatariusze – działający w ramach Koalicji na Rzecz Polskiego Drewna, która reprezentuje przemysły odpowiadające łącznie za ok. 5% polskiego PKB i zatrudniające setki tysięcy pracowników – apelują o natychmiastowe wstrzymanie procesu do czasu opracowania standardów zgodnych z prawem, wiedzą naukową oraz wytycznymi Komisji Europejskiej.

Brak definicji, kryteriów i profesjonalnej weryfikacji

Organizacje wskazują, że obecna procedura opiera się wyłącznie na internetowym formularzu i kilku amatorskich zdjęciach, które może przesłać dowolna osoba – bez wymogu wiedzy fachowej czy oceny eksperckiej. W piśmie do Premiera podkreślono, że proces całkowicie pomija:

  • weryfikację zgodności zgłoszeń z definicją starolasów Komisji Europejskiej,
  • badania terenowe i analizę historii użytkowania lasu,
  • udział specjalistów z zakresu leśnictwa, ekologii lasu czy gospodarki przestrzennej.

W efekcie – jak ostrzegają organizacje – zgłaszane mogą być obszary, które nie spełniają naukowych kryteriów starolasów, ponieważ większość lasów w Polsce to lasy gospodarcze, gdzie działalność człowieka w oczywisty sposób kształtowała strukturę drzewostanów.

Ryzyko dla gospodarki i bezpieczeństwa surowcowego państwa

Zdaniem branży wdrożona procedura rodzi poważne ryzyko niegospodarnego zarządzania majątkiem publicznym. Chaotyczne zgłoszenia – bez merytorycznej selekcji i analizy skutków – mogą prowadzić do:

  • nieuzasadnionego wyłączania obszarów z użytkowania,
  • pogłębienia deficytu surowca drzewnego,
  • dalszego wzrostu cen drewna,
  • destabilizacji rynku oraz utraty miejsc pracy w powiązanych branżach.

Branża zwraca uwagę, że przy jednoczesnym planie objęcia ochroną 1% lasów w 2026 r. i 2% w 2027 r., skala negatywnych skutków może być ogromna, jeśli procedura nadal będzie oparta na zgłoszeniach społecznych bez nadzoru ekspertów.

Pominięcie wiedzy specjalistycznej i obowiązujących procedur

Sygnatariusze listu alarmują, że zgłoszenia obejmują również obszary zupełnie niekwalifikujące się do statusu starolasów – młodniki, lasy gospodarcze, a nawet tereny po zniszczeniach huraganowych. Brak systemu eksperckiej oceny sprawia, że proces ten może stworzyć równoległy, pozaprawny obieg decyzyjny, omijający obowiązujące procedury planistyczne i konsultacyjne.

W liście podkreślono także, że w dobie dynamicznych zmian klimatycznych obszary mające zostać objęte ochroną powinny spełniać precyzyjne, naukowe kryteria zdrowotności i zgodności siedliskowej – których oceny nie da się dokonać na podstawie zdjęcia przesłanego przez anonimowego internautę.

Pominięte kwestie bezpieczeństwa – ryzyko pożarowe

Jednym z najbardziej alarmujących zastrzeżeń jest całkowite pominięcie w procedurze oceny zwiększonego ryzyka pożarowego. Stare drzewostany zawierają większą ilość martwej biomasy i specyficzne struktury, które mogą sprzyjać rozprzestrzenianiu się ognia.

W piśmie zaznaczono jednoznacznie: „Ochrona przyrody nie może odbywać się kosztem bezpieczeństwa publicznego.” Branża oczekuje, że ocena zagrożenia pożarowego stanie się elementem obligatoryjnym w procesie wyznaczania starolasów.

Postulat: wstrzymać procedurę i opracować profesjonalne standardy

Koalicja apeluje do Prezesa Rady Ministrów o:

  • zawieszenie obecnej procedury wyznaczania starolasów,
  • zobowiązanie Ministerstwa Klimatu i Środowiska do stworzenia transparentnych,
    eksperckich, opartych na dowodach naukowych kryteriów,
  • zapewnienie, aby proces był zgodny z prawem, wytycznymi KE i zasadami zrównoważonej gospodarki leśnej,
  • przywrócenie całemu przedsięwzięciu rangi i wiarygodności, której wymaga ochrona zasobów przyrodniczych państwa.

Organizacje zwracają również uwagę na wątpliwości dotyczące gospodarności i efektywności wydatkowania środków publicznych, a także ryzyka wprowadzania społeczeństwa w błąd poprzez uproszczone, nieprofesjonalne zaangażowanie obywateli w procesy decyzyjne.

Sygnatariusze listu

List podpisali przedstawiciele Koalicji na Rzecz Polskiego Drewna:

Jędrzej Kasprzak, Prezydent Stowarzyszenia Producentów Płyt Drewnopochodnych w Polsce

Jerzy Majewski, Pełnomocnik Stowarzyszenia Papierników Polskich

Jan Szynaka, Prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli

Sprzedaż opon w Q3 2025 – dane PZPO

Po trzech kwartałach 2025 roku sprzedaż opon na rynek do dystrybutorów utrzymała wzrosty: ogółem zwiększyła się o +5%, w największym segmencie opon do samochodów osobowych o +3%, a do SUV aż o +19%. Większą sprzedaż notowano również w segmencie opon dostawczych +6%, rolniczych +9% i motocyklowych +18%. Natomiast spadki nadal widoczne są w segmencie opon przemysłowych -15% oraz ciężarowych -13%.

W trzecim kwartale 2025 zanotowano sprzedaż opon ogółem wzrosła o +7%, opon do samochodów osobowych o +6%, do SUV aż o +17%, dostawczych +0,4%, a motocyklowych aż o +30%. Opony do maszyn rolniczych notowały sezonowy spadek o -9%, zmalała sprzedaż w segmencie opon przemysłowych o -26% i ciężarowych o -10%.

Z perspektywy rynku europejskiego zanotowano spadki sprzedaży w segmencie opon do samochodów ciężarowych i autobusów.PZPO SPRZEDAŻ OPON POLSKA Q3 2025 PZPO SPRZEDAŻ OPON POLSKA Q1-Q3 2025

– Po trzech kwartałach bieżącego roku obserwujemy utrzymanie pozytywnego trendu wzrostowego w największym segmencie rynku opon – czyli opon do samochodów osobowych. Szczególnie dynamicznie rozwijają się także kategorie SUV oraz motocykle, które w ostatnich latach zyskują na popularności. Te dane potwierdzają, że kierowcy coraz częściej wybierają produkty wysokiej jakości, świadomie dopasowując ogumienie do rodzaju pojazdu oraz warunków użytkowania. Z drugiej strony, z niepokojem obserwujemy utrzymujące się spadki w segmentach użytkowych – przede wszystkim w oponach przemysłowych oraz ciężarowych. To obszary, w których jakość sprzętu, a więc również jakość opon, ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa, efektywności pracy i całkowitych kosztów eksploatacji. W przypadku pojazdów użytkowych czy maszyn przemysłowych ogumienie nie jest jedynie elementem eksploatacyjnym – stanowi realny czynnik wpływający na ekonomię działania całego przedsiębiorstwa. Dlatego tak ważne jest, by zarządzający flotami czy parkami maszynowymi przywiązywali większą wagę do doboru odpowiednich opon. Porządne, właściwie dobrane i regularnie serwisowane ogumienie może przynieść wymierne oszczędności – od mniejszego zużycia paliwa, przez dłuższą żywotność opon, aż po ograniczenie liczby przestojów w pracy. To inwestycja, która zwraca się nie tylko finansowo, ale też operacyjnie – wskazał Rafał Spirydon, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

Członkowie PZPO to najwięksi w Polsce i na świecie producenci opon. Codziennie z ich fabryk w naszym kraju wyjeżdża ponad 140 tys. opon z napisem „made in Poland” do samochodów osobowych, ciężarowych, autobusów czy maszyn rolniczych i przemysłowych.

– Cieszy nas, że w ostatnich latach świadomość polskich kierowców w zakresie znaczenia odpowiedniego ogumienia wyraźnie wzrosła. Coraz więcej osób rozumie, że opony to nie tylko element wyposażenia samochodu, ale kluczowy czynnik wpływający na bezpieczeństwo, komfort jazdy i efektywność paliwową. Dane sprzedażowe w segmencie konsumenckim jednoznacznie pokazują, że Polacy coraz częściej wybierają produkty wysokiej jakości – dopasowane do warunków atmosferycznych i specyfiki użytkowania pojazdu. To bardzo pozytywny trend, który obserwujemy z dużą satysfakcją. Wciąż jednak dostrzegamy znaczną przestrzeń do rozwoju w obszarze zastosowań profesjonalnych, zwłaszcza w segmencie flotowym. W przypadku dużych flot samochodowych wybór opon często traktowany jest jako koszt konieczny, a nie inwestycja w długoterminową efektywność. Tymczasem odpowiedni dobór ogumienia, właściwa eksploatacja i regularna kontrola jego stanu mają ogromny wpływ nie tylko na bezpieczeństwo kierowców, lecz także na całkowite koszty utrzymania pojazdów – od zużycia paliwa, przez trwałość opon, aż po wydajność pracy floty. Dlatego już w najbliższym czasie planujemy publikację specjalnego poradnika dla zarządzających flotami. Zawarte w nim praktyczne wskazówki i rekomendacje pomogą menedżerom flot w podejmowaniu trafnych decyzji dotyczących ogumienia. Chcemy w przystępny sposób pokazać, jak duże znaczenie ma odpowiednie planowanie polityki oponiarskiej w firmie – zarówno z punktu widzenia bezpieczeństwa kierowców, jak i optymalizacji kosztów operacyjnych. Jesteśmy przekonani, że świadome zarządzanie ogumieniem może przynieść wymierne oszczędności i realnie wpłynąć na efektywność całego przedsiębiorstwa. Naszym celem jest wspieranie profesjonalistów w budowaniu zrównoważonych, bezpiecznych i rentownych flot, w których jakość i odpowiedzialność idą w parze z ekonomią i troską o środowisko dodał Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO.

Europejski rynek opon

Europejski runek opon w trzecim kwartale 2025 roku był generalnie stabilny, chociaż popyt w segmencie opon do samochodów ciężarowych i autobusów pozostał słaby. Dane za pierwsze trzy kwartały pokazują, że wolumeny opon są niższe niż w tym samym okresie w 2024 roku.SPRZEDAŻ OPON EUROPA SEZONOWE Q3 2025 SPRZEDAŻ OPON EUROPA Q3 2025 SPRZEDAŻ OPON EUROPA Q1-Q3 SEZONOWE 2025 SPRZEDAŻ OPON EUROPA Q1-Q3 2025

W segmencie konsumenckim sprzedaż w trzecim kwartale nie zmieniła się, a od początku roku nieznacznie spadła. Popyt na opony samochodowe wyraźnie przesuwa się z opon letnich na produkty całoroczne i zimowe.

– Spadki odnotowane w segmencie opon do samochodów ciężarowych i autobusów w drugim kwartale były kontynuowane w trzecim kwartale. Sprzedaż od początku roku nieznacznie spadła, co odzwierciedla słabą aktywność gospodarczą w całym regionie i wzrost importu opon. W kategorii opon rolniczych wolumeny są niższe niż przed pandemią, chociaż w kwartale były stabilne – powiedział Adam McCarthy, sekretarz generalny Tyres Europe.

Wymiana opon jest silnie związana z łącznym przebiegiem pojazdu. W 2025 r. w całej Europie liczba kilometrów pokonywanych przez lekkie pojazdy (samochody osobowe i samochody dostawcze) wreszcie przekroczyła poziom sprzed pandemii. Podczas gdy liczba przejechanych kilometrów przez lekkie pojazdy użytkowe (LCV) jest już znacznie wyższa niż przed pandemią, do końca 2025 roku ruch samochodowy będzie niewiele wyższy niż w 2019 r. Różnice regionalne utrzymują się, a w Europie Zachodniej liczba kilometrów przejechanych samochodem osobowym ma się w pełni odbudować w 2026 r. – na niektórych rynkach ten kamień milowy zostanie osiągnięty dopiero w 2027 lub 2028 r.

Tyres Europe jest stowarzyszeniem reprezentującym przemysł produkcyjny w Europie, promującym bezpieczną, inteligentną i zrównoważoną mobilność. Tyres Europe reprezentuje 13 członków korporacyjnych, których globalna sprzedaż stanowi 70% światowego rynku opon, w tym 8 z 10 największych liderów branży. Łącznie producenci ci utrzymują silną pozycję w Unii Europejskiej (UE) i krajach kandydujących, posiadając ponad 70 zakładów produkcyjnych i ponad 20 centrów badawczo-rozwojowych. W sumie sektor oponiarski zapewnia prawie 500 000 miejsc pracy w całej UE.

Sektor publiczny modernizuje nieruchomości. Konsolidacja biur staje się standardem

0

Coraz więcej urzędów planuje konsolidację powierzchni biurowej. Za tymi działaniami stoi już nie tylko chęć cięcia kosztów, ale również potrzeba zwiększenia efektywności oraz stworzenia nowoczesnego i bezpiecznego środowiska pracy – mówi Marcin Kowal, Associate Director w dziale powierzchni biurowych w Newmark Polska.

Połączenie kilku lokalizacji w jedną lub dwie nowoczesne siedziby pozwala znacząco ograniczyć koszty funkcjonowania urzędu. Mimo że przeprowadzka zwykle oznacza wybór nowego, lepiej wyposażonego budynku, z wyższym czynszem za metr kwadratowy, to mniejsze zapotrzebowanie na przestrzeń rekompensuje te wydatki. Instytucje korzystają ze wspólnego zaplecza obejmującego jedną recepcję, wspólne sale konferencyjne, pomieszczenia gospodarcze oraz przestrzeń do obsługi interesantów.

Jak zaznacza ekspert Newmark Polska, konsolidacja powierzchni biurowych coraz częściej postrzegana jest nie tylko jako narzędzie oszczędności. – To proces, który pozwala instytucjom działać sprawniej, poprawiać komunikację wewnętrzną, obieg dokumentów, wymianę informacji, a w efekcie także obsługę interesantów. Zamiast kilku rozproszonych lokalizacji jednego urzędu, które generują koszty i utrudniają współpracę, powstają nowoczesne siedziby łączące różne departamenty w jednym miejscu – podkreśla Kowal.

Efektywność i prestiż – dwa filary konsolidacji

Procesy konsolidacyjne coraz częściej mają charakter strategiczny, a nie tylko doraźny. – Dla instytucji użyteczności publicznej priorytetem jest dobra lokalizacja oraz dogodny dojazd komunikacją miejską – dotyczy to zarówno pracowników, jak i mieszkańców załatwiających sprawy w urzędzie. Centralne umiejscowienie budynków administracji przekłada się na komfort pracy urzędników, dostępność usług dla obywateli oraz pozytywny wizerunek instytucji – wyjaśnia ekspert. – Poza wygodą i prestiżem coraz większe znaczenie mają kwestie bezpieczeństwa – od spełnienia wymogów BHP po zgodność z tzw. ustawą schronową, która nakłada obowiązek przygotowania budynków użyteczności publicznej na sytuacje kryzysowe. Nowe siedziby urzędów muszą być również w pełni dostępne dla osób z niepełnosprawnościami i spełniać wymogi ESG, które stają się dziś standardem planowania inwestycji – podkreśla.

Przeprowadzka do nowego biura często idzie w parze z wdrożeniem nowoczesnych rozwiązań organizacyjnych i technologicznych. W trakcie pandemii wiele instytucji wprowadziło model pracy hybrydowej oraz cyfrowy obieg dokumentów. – Biura dla urzędników to nadal w większości układ gabinetowy z większą niż kiedyś liczbą tzw. przestrzeni projektowych dla 4-10 osób. Jednym z ważniejszych elementów, które należy uwzględnić przy wyborze lokalizacji, są rozbudowane serwerownie w instytucjach wymagających dodatkowych pomieszczeń o określonych parametrach technicznych – mówi dyrektor w Newmark Polska.

Wynajem czy zakup? Trudny wybór przed urzędnikami

Jednym z kluczowych dylematów administracji publicznej pozostaje decyzja o tym, czy nieruchomość lepiej kupić, czy wynająć. Wybór zależy przede wszystkim od planowanego czasu użytkowania budynku, stabilności finansowej instytucji oraz wymogów bezpieczeństwa. Wiele urzędów chciałoby posiadać własny obiekt, jednak nie zawsze jest to łatwe, a nawet możliwe. Instytucje publiczne zwykle nie mają w swoich strukturach specjalistów, którzy mogliby taką transakcję odpowiednio przygotować i przeprowadzić. Nie mniejszym wyzwaniem są wysokie koszty zakupu nieruchomości.

– Upraszczając, wynajem jest najbardziej korzystną opcją w krótkim i średnim okresie, gdy potrzeby są tymczasowe lub zmienne, np. w czasie reorganizacji instytucji. To rozwiązanie bardziej elastyczne i wymagające mniejszych nakładów finansowych na początku. Z kolei zakup sprawdza się przy planach długofalowych oraz konieczności wdrożenia specjalistycznych funkcji w budynku, takich jak archiwa, serwerownie, czy zaawansowane systemy zabezpieczeń. Warto też pamiętać, że w przypadku wynajmu bieżącym utrzymaniem i zarządzaniem biurowcem zajmuje się właściciel, natomiast we własnej nieruchomości instytucja musi zatroszczyć się o to sama – wyjaśnia Kowal.

Przykładem instytucji, która niedawno sfinalizowała zakup biurowca na własne potrzeby jest Urząd Marszałkowski Województwa Łódzkiego. Biurowiec Brama Miasta II o powierzchni ponad 14 tys. mkw. znajduje się w Łodzi przy ul. Kilińskiego 66, a przeprowadzka urzędu planowana jest na koniec 2026 roku. Innymi przykładami są zakup biurowca przy ul. Jana Kazimierza na Woli przez Wojewódzki Sąd Administracyjny, jak również przez Instytut Ochrony Środowiska przy ul. Słowiczej w Warszawie.

Jedną z opcji jest partnerstwo

Wiele instytucji publicznych dysponuje atrakcyjnymi działkami, które mogłyby posłużyć pod budowę nowoczesnych biurowców. Problemem pozostaje jednak brak wyspecjalizowanych zespołów zdolnych do samodzielnej realizacji takich projektów. Alternatywą w podobnych sytuacjach może być współpraca na zasadach partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP). Zakłada ono, że prywatny inwestor buduje obiekt na gruncie należącym do instytucji publicznej, zgodnie z jej wymaganiami. Następnie przez określony czas urząd korzysta z budynku, ponosząc opłatę, która częściowo stanowi zwrot kosztów inwestycji. Zwykle po 20-30 latach umowa wygasa, a budynek (czasami wiąże się to z dodatkowym rozliczeniem) staje się własnością instytucji.

Formuła partnerstwa publiczno-prywatnego, popularna na Zachodzie, w Polsce wciąż stosowana jest sporadycznie. – PPP to ciekawe rozwiązanie, które może realnie łączyć interes publiczny i prywatny. Barierą wdrożenia partnerstwa są najczęściej skomplikowane procedury, długotrwałe negocjacje oraz brak doświadczenia po stronie administracji. Przykład budowy Sądu Rejonowego w Nowym Sączu pokazuje jednak, że takie przedsięwzięcia są możliwe – obiekt powstał w formule PPP i przez 20 lat będzie zarządzany przez prywatną spółkę, po czym przejdzie na własność Sądu – wskazuje Marcin Kowal.

Innym modelem, choć w Polsce stosowanym wyjątkowo rzadko, jest sale & leaseback. Polega na sprzedaży budynku z zasobów instytucji państwowej oraz jednoczesnym podpisaniu w tym budynku przez urząd długoterminowej umowy najmu. – To rozwiązanie stosowane raczej w wyjątkowych sytuacjach, gdy potrzebny jest szybki dopływ kapitału, a nieruchomość nie ma znaczenia strategicznego. Pozwala instytucji na szybkie pozyskanie środków oraz przekazanie obowiązków związanych z zarządzaniem obiektem, jego utrzymaniem i remontami – wyjaśnia ekspert.

Wiele korzyści, ale i wyzwania

Konsolidacja biur w instytucjach publicznych to proces wymagający ścisłej koordynacji i starannego planowania. Przeniesienie wielu departamentów do jednej lokalizacji oznacza konieczność utrzymania ciągłości pracy oraz zapewnienia bezpieczeństwa danych. – Największym wyzwaniem jest logistyka całego przedsięwzięcia: przeprowadzki, integracja systemów IT, ujednolicenie standardów pracy oraz nadzór nad przetargami na wyposażenie. Wszystko musi odbywać się bez zakłócania codziennego funkcjonowania urzędu – mówi Marcin Kowal. Dodaje również, że dla jednostek publicznych coraz większym wyzwaniem stają się wymogi ESG. Od 2027 roku wszystkie urzędy będą musiały raportować klasy energetyczne budynków, co wymusi modernizację starszych obiektów lub przenosiny do bardziej efektywnych energetycznie siedzib.

Ciekawym przykładem konsolidacji jest plan przeniesienia do jednej siedziby oddziałów Banku Gospodarstwa Krajowego, które obecnie działają w dwóch lokalizacjach. Trwa gruntowna modernizacja zabytkowego budynku przy Alejach Jerozolimskich w Warszawie, do którego instytucja planuje powrócić w pierwszej połowie 2028 roku.

Model na XXI wiek

Konsolidacja powierzchni w administracji publicznej to trend, który – mimo trudności – przynosi realne i długofalowe korzyści. Eksperci są zgodni: sektor publiczny dostosowuje się do wymogów XXI wieku nie tylko dzięki cyfryzacji, lecz także poprzez świadome zarządzanie zasobami nieruchomościowymi. – Nowoczesne biuro może generować wyższy koszt za metr kwadratowy, jednak w ujęciu całościowym pozwala zmniejszyć zajmowaną powierzchnię i uniknąć dublowania wydatków. Zyskuje na tym również wizerunek instytucji – nowoczesnej, otwartej i efektywnej. To przykład strategicznego podejścia do nieruchomości, które pozwala planować rozwój administracji z myślą o kolejnych dekadach – podsumowuje ekspert z Newmark Polska.

Reforma PIP może zdestabilizować polski sektor IT. SoDA apeluje o pilne korekty projektu

Polska branża technologiczna alarmuje: projekt reformy Państwowej Inspekcji Pracy, zakładający administracyjną i natychmiast wykonalną możliwość ustalania istnienia stosunku pracy przez inspektorów PIP, może doprowadzić do poważnych zakłóceń w funkcjonowaniu firm technologicznych i osłabić konkurencyjność całej polskiej gospodarki cyfrowej. SoDA – Organizacja Pracodawców Usług IT, zrzeszająca blisko 120 firm i ponad 30 tysięcy specjalistów – przedstawia stanowisko, które szczegółowo analizuje skutki zmian i wskazuje, że projekt w obecnym kształcie stoi w sprzeczności z realiami rynkowymi oraz wieloletnią polityką państwa.

Reforma przewiduje, że inspektorzy PIP mogliby jednostronnie, wbrew zgodnej woli stron, przekształcać umowy cywilnoprawne – w tym kontrakty B2B – w umowy o pracę, nadając swoim decyzjom rygor natychmiastowej wykonalności. Zdaniem SoDA byłby to krok o znaczeniu systemowym, który diametralnie zmieniłby sposób funkcjonowania przedsiębiorstw opartych na wiedzy, zwłaszcza w branży usług programistycznych. Organizacja wskazuje, że tak daleko idąca uznaniowość organu administracji publicznej nie tylko wykracza poza cel nowelizacji, ale przede wszystkim stwarza ryzyko gwałtownego wzrostu kosztów pracy, odpływu talentów oraz destabilizacji tysięcy firm. Co więcej, proponowane rozwiązania stoją w sprzeczności z wieloletnią strategią państwa, które przez ponad dekadę aktywnie promowało samozatrudnienie, działalność gospodarczą, ulgi prorozwojowe takie jak B+R czy IP Box oraz preferencyjne formy opodatkowania dla usług IT.

Znaczenie sektora ICT dla polskiej gospodarki

Sektor IT/ICT, jak przypomina SoDA, jest jednym z filarów nowoczesnej polskiej gospodarki. To branża generująca 3,5% PKB, napędzająca eksport usług cyfrowych, odpowiadająca za ponad 16% polskiego eksportu usług, o wartości przekraczającej 16,8 mld USD rocznie. Branża od lat rośnie dwucyfrowo, a według najnowszych danych w sektorze pracuje niemal pół miliona osób. Te liczby nie oddają jednak pełnego znaczenia sektora – polscy specjaliści IT są kluczowym zasobem dla globalnych firm, które coraz częściej lokują w Polsce zespoły, centra kompetencyjne czy projekty badawczo-rozwojowe. Utrzymanie tej pozycji wymaga przewidywalności i elastyczności, ponieważ firmy w Polsce nie są w stanie konkurować z globalnymi korporacjami wynagrodzeniami, ale mogą konkurować właśnie modelem organizacji pracy.

Zgodnie z analizą SoDA aż 97% rynku stanowią firmy z sektora MŚP, w których 70–90% wydatków to koszty pracy. W takich realiach każda zmiana obciążeń publicznoprawnych natychmiast wpływa na rentowność. Od miesięcy obserwowane jest również narastanie presji kosztowej – rosną wynagrodzenia, koszty pozyskiwania talentów, koszty wdrażania nowych technologii, a ponad połowa firm nie przewiduje możliwości podniesienia marż. SoDA przedstawia także przykład średniej wielkości firmy IT, w której obowiązkowa zamiana 30 współprac B2B na etaty oznaczałaby roczny dodatkowy koszt rzędu 1,8 mln złotych, co radykalnie zmieniłoby jej wynik finansowy z zysku 840 tys. zł na stratę blisko miliona. To ilustracja skali problemu, z którym mierzyłyby się setki firm w Polsce.

“Kwestią sporną pozostaje również nadanie Państwowej Inspekcji Pracy reklasyfikacji wstecznej umów zawartych dużo wcześniej. Takie działania, wprowadzane z dnia na dzień mogą doprowadzić wiele przedsiębiorstw do bankructwa.“- podkreśla Tomasz Szymański, CEO SoftwareMill, firmy zrzeszonej w SoDA.

Największy kryzys w historii

Reforma uderzałaby jednak nie tylko w przedsiębiorców, ale również w samych specjalistów. Branża od lat funkcjonuje w warunkach „rynku programisty” – niedobór kadr jest stały, a polscy eksperci mogą pracować dla globalnych firm z dowolnego miejsca na świecie. Model B2B jest dla wielu z nich świadomym wyborem, zapewniającym elastyczność, możliwość współpracy z wieloma klientami, a także realny wpływ na własny rozwój. Narzucenie etatów oznaczałoby utratę preferencji podatkowych, ograniczenie niezależności, a dla wielu – decyzję o porzuceniu współpracy z polskimi firmami na rzecz międzynarodowych podmiotów niezwiązanych polskim prawem. To z kolei mogłoby doprowadzić do znacznego odpływu talentów, spadku wpływów podatkowych i osłabienia potencjału innowacyjnego kraju.

„Projekt reformy PIP w obecnym kształcie może doprowadzić do jednego z największych kryzysów w historii polskiej branży IT. Polska przez lata budowała swój ekosystem technologiczny w oparciu o elastyczność, innowacje i zaufanie do stabilności prawa. Dziś ten model jest zagrożony. Apelujemy o dialog, rzetelną ocenę skutków i stworzenie rozwiązań, które będą chronić zarówno pracowników, jak i konkurencyjność całej gospodarki cyfrowej” – podkreśla przedstawiciel Marta Kępa, Wiceprezeska SoDA.

Branża proponuje

Organizacja wskazuje, że fundamentem stabilnego rynku pracy w IT są przejrzyste zasady, a więc jasne kryteria odróżnienia B2B od stosunku pracy, ujednolicone procedury kontrolne oraz przewidywalność działań organów administracji. Proponuje więc opracowanie oficjalnej checklisty dla przedsiębiorców, pilotaż nowych rozwiązań przed ich pełnym wdrożeniem, wprowadzenie okresu naprawczego umożliwiającego dostosowanie warunków współpracy przed ewentualną decyzją oraz stworzenie mechanizmu „safe harbour”, w ramach którego umowy spełniające kryteria zgodności nie mogłyby być następnie kwestionowane. SoDA zaznacza również, że reforma nie może działać wstecz – retroaktywne stosowanie sankcji wobec firm i specjalistów byłoby, jak wskazuje organizacja, naruszeniem zasady zaufania do państwa i de facto karaniem za działania zgodne z dotychczasowym prawem.

W swoim stanowisku SoDA podkreśla również konieczność szerzej zakrojonej modernizacji Kodeksu pracy, który – zdaniem organizacji – nie odpowiada współczesnym realiom pracy projektowej, zdalnej, zadaniowej i hybrydowej. “Jesteśmy gotowi do udziału w pracach legislacyjnych, a jako reprezentacja blisko 120 firm IT możemy zaoferować ekspercką wiedzę, dostęp do analiz i najlepszych praktyki z rynków globalnych.” – zaznacza Paweł Pustelnik, Wiceprezes SoDA i COO Future Processing.

SoDA apeluje do rządu o pełną ocenę skutków regulacji, uwzględniającą oddziaływanie zmian na sektor IT, oraz o przedstawienie konsekwencji planowanej reformy najwyższym organom państwa. Organizacja podkreśla, że branża IT to nie tylko statystyki – to strategiczny zasób gospodarki opartej na wiedzy, wpływający na innowacje, cyberbezpieczeństwo, transformację cyfrową przedsiębiorstw i administracji. W obliczu globalnej konkurencji i szybkiego rozwoju nowych technologii stabilność przepisów nie jest dla sektora komfortem, lecz warunkiem przetrwania.

SoDA deklaruje pełną gotowość do dalszego dialogu z rządem, parlamentem i instytucjami publicznymi, wskazując, że wspólne wypracowanie rozwiązań pozwoli ograniczyć nadużycia na rynku pracy, jednocześnie chroniąc elastyczność i przewagi konkurencyjne polskich firm IT.

PTWP przejmuje większościowy pakiet Gremi Media, wydawcy „Rzeczpospolitej” i „Parkietu”

0

Spółka PTWP S.A. poinformowała o zawarciu umowy z Pluralis B.V., misyjnym funduszem inwestującym w niezależne media, posiadającym udziały w spółce będącej wydawcą „Rzeczpospolitej” i „Parkietu”. W wyniku transakcji oraz po podjęciu odpowiednich uchwał przez Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie, zaplanowane na 18 grudnia 2025 r., PTWP S.A. obejmie większościowy pakiet w spółce wydającej „Rzeczpospolitą” i „Parkiet” (56,82% akcji). Docelowo zmieni się też struktura akcjonariatu Grupy PTWP, fundusz Pluralis przejmie 23% akcji PTWP S.A. Partnerstwo między holenderskim funduszem a polską grupą medialno-eventową otwiera nowy rozdział na rynku mediów tworząc kompleksowy ekosystem informacji, wiedzy i relacji dla gospodarki.

21 listopada br. Grupa PTWP zawarła umowę inwestycyjną z funduszem Pluralis B.V., strategicznym inwestorem medialnym z siedzibą w Amsterdamie, który posiada udziały w Gremi Media S.A., wydawcy tytułów „Rzeczpospolita” i „Parkiet”. W wyniku zawartej umowy Grupa PTWP zobowiązuje się do emisji akcji Serii C, które mają zostać objęte w trybie subskrypcji prywatnej przez Pluralis B.V. w zamian za wkład niepieniężny w postaci akcji Gremi Media S.A. W wyniku realizacji ww. transakcji PTWP S.A. obejmie większościowy pakiet w spółce wydającej „Rzeczpospolitą” i „Parkiet” Gremi Media S.A. (56,82% akcji). W dalszej kolejności zmieni się też struktura akcjonariatu PTWP, fundusz Pluralis przejmie 23% akcji PTWP S.A., a udziały Wojciecha Kuśpika będą stanowiły 55,14% wszystkich akcji.

Akcje serii C zostaną zaoferowane i objęte przez Pluralis B.V. z siedzibą w Amsterdamie w zamian za wkład niepieniężny (aport) w postaci 413 254 akcji imiennych serii A uprzywilejowanych co do głosu oraz 603 861 akcji na okaziciela wprowadzonych do obrotu w alternatywnym systemie obrotu NewConnect w spółce Gremi Media o łącznej wartości 45 251 446,35 zł. Zawarcie przez PTWP S.A. z Pluralis umowy objęcia akcji serii C nastąpi w terminie do 18 grudnia 2025 r. Akcje serii C będą akcjami zwykłymi na okaziciela i będą uczestniczyć w dywidendzie równocześnie z dotychczasowymi akcjami. Cena emisyjną akcji serii C została ustalona w wysokości 122,43 zł za każdą akcję serii C, tj. łącznie 45 248 903,70 zł za wszystkie akcje serii C łącznie.

Opierając się o aktywa Grupy PTWP (serwisy internetowe, wydarzenia i obiekty) i tytuły takie jak: „Rzeczpospolita”, „Parkiet”, rp.pl czy format e-kiosk.pl, powstanie największy w Polsce ośrodek wiedzy, analiz i wydarzeń dla sektora biznesu, finansów i administracji publicznej – łącząc media, konferencje, rankingi i raporty branżowe – utworzy się kompleksowy ekosystem informacji i relacji dla gospodarki. Sfinalizowanie umowy pozwoli na dalszy, konsekwentny rozwój Grupy PTWP, jak i wykorzystanie efektu synergii i wzmocnienie potencjału tytułów zarządzanych przez obie strony transakcji.

– Rozwój Grupy PTWP i 20-procentowy, organiczny wzrost rok do roku to efekt naszej konsekwencji oraz determinacji w zarządzaniu. Jednocześnie mam pełną świadomość, że dalsze skalowanie działalności będzie możliwe przede wszystkim dzięki akwizycjom – a jedna z kluczowych właśnie się dokonuje. „Rzeczpospolita” to najbardziej opiniotwórczy tytuł w Polsce, jeden z filarów krajowego rynku wydawniczego, który wraz z pozostałymi tytułami generuje ponad 100 milionów złotych przychodów rocznie. Dostrzegam ogromną synergię i potencjał wspólnego rozwoju. Naszym wspólnym mianownikiem jest docieranie z przekazem do przedstawicieli biznesu, specjalistów i decydentów. Jestem przekonany, że razem stworzymy wyjątkowo silny i potrzebny podmiot na rynku medialnym, dla którego kluczowe będzie utrzymanie najwyższego poziomu wiarygodności i jakości redakcyjnej – mówi Wojciech Kuśpik, prezes i założyciel Grupy PTWP.

– PTWP jest wiodącą grupą medialną z imponującymi osiągnięciami w zakresie odpowiedzialnego, wysokiej jakości dziennikarstwa biznesowego oraz organizacji wydarzeń tworzonych w oparciu o najwyższe standardy merytoryczne, w tym flagowego Europejskiego Kongresu Gospodarczego, wydarzenia które konsekwentnie rozwija się pod swoim znakomitym kierownictwem – powiedział Harlan Mandel, CEO Media Development Investment Fund zarządzającego funduszem Pluralis. – PTWP i Gremi doskonale do siebie pasują strategicznie, widzimy tu wyraźnie możliwości synergii i współpracy. Finalizując tę wymianę akcji i stając się akcjonariuszem PTWP, pomagamy budować wiodącą platformę dla odbiorców poszukujących rzetelnych, wnikliwych treści biznesowych – dodaje.

– Tempo rozwoju PTWP, bliska współpraca, zbieżne wartości oraz wspólny cel pozwolą nam przyspieszyć i nadać impuls bardzo pozytywnym zmianom. Cieszymy się z pozyskania długoterminowego partnera — takiego, który rozumie nasz biznes i będzie silnie wspierać rozwój wszystkiego, co tworzymy na co dzień – mówi Maciej Maciejowski, prezes zarządu Gremi Media.

Ponadto, Grupa PTWP zakomunikowała uruchomienie programu motywacyjnego na lata 2026-2027 zakładającego emisję do 5% akcji – jako dodatkowego systemu wynagradzania i premiowania pracowników i współpracowników spółki oraz jej spółek zależnych.

ORLEN dostarczy Ukrainie 300 mln m³ gazu z USA w I kwartale 2026 r. – nowy etap współpracy z Naftogazem

0

ORLEN podpisał z ukraińskim partnerem umowę na dostawę 300 mln metrów sześciennych gazu ziemnego z USA w I kwartale 2026 roku. To efekt porozumienia zawartego przez spółki w trakcie szczytu współpracy transatlantyckiej (P-TEC), który odbył się na początku listopada 2025 r. w Atenach.

– Między podpisaniem listu intencyjnego przez ORLEN i Naftogaz w sprawie umowy a jej faktycznym zawarciem minęło zaledwie kilkanaście dni. W tym czasie doprecyzowaliśmy wszystkie szczegóły i uzyskaliśmy niezbędne zgody korporacyjne. Nie byłoby to możliwe bez wzajemnego zaufania i dobrego zrozumienia potrzeb i celów drugiej strony. Współpraca między naszymi spółkami buduje bezpieczeństwo energetyczne regionu a jednocześnie zapewnia każdej z nich warunki do dalszego rozwoju biznesu i wzmocnienia pozycji rynkowej – powiedział Robert Soszyński, Wiceprezes Zarządu ORLEN ds. Operacyjnych.

– Dzięki współpracy z ORLENEM, tylko w tym roku, Ukraina otrzyma 600 milionów metrów sześciennych skroplonego gazu ziemnego ze Stanów Zjednoczonych. Przewidujemy, że w 2026 roku import LNG z USA osiągnie łącznie poziom 1 miliarda metrów sześciennych. Rozszerzamy możliwości importowe oraz kierunki dostaw, aby zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne Ukrainy. Dziękuję za zaufanie, jakim obdarzyli nas polscy partnerzy – podkreślił Sergii Koretskyi, Prezes Naftogazu Ukrainy.

Kontrakt ORLEN i Naftogaz zakłada, że w pierwszym kwartale 2026 roku polska spółka dostarczy ukraińskiemu partnerowi gaz pochodzący z trzech dostaw amerykańskiego LNG. Transakcja zawarta jest na warunkach rynkowych. Za sprowadzenie surowca będzie odpowiadał ORLEN, który dzięki własnej flocie gazowców oraz rezerwacji mocy w infrastrukturze odbiorczej LNG, ma aspiracje stać się znaczącym graczem na międzynarodowym rynku skroplonego gazu ziemnego. ORLEN, bazując na zdywersyfikowanym i elastycznym portfelu pozyskania gazu, konsekwentnie zwiększa swoją obecność w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

W ramach rozpoczętej w 2025 roku stałej współpracy handlowej z Naftogazem, ORLEN sprzedał na Ukrainę już 600 mln m sześc. gazu. Zawarty właśnie kontrakt zacieśnia relacje obu spółek i może stanowić punkt wyjścia do kolejnych umów.

Silny dolar, słaba Europa, dramat na krypto

Ostatnie dni na rynkach nie należą do nudnych. Z jednej strony kolejne mocne dni dolara, który jak nie zyskuje przez politykę monetarną, to przez dane makroekonomiczne. Z drugiej strony inwestorzy uciekają w panice z inwestycji alternatywnych, co powoduje silne spadki.

Dane z rynku pracy

Wczoraj wróciły lubiane przez wielu analityków dane z rynku pracy. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych została opublikowana po 7 tygodniach przerwy. W tym czasie zmiana wyniosła 2 tys. Był to wzrost z 218 na 220 tys. Na wykresie wygląda to tak, jakby nic po drodze się nie wydarzyło, a mieliśmy jednak najdłuższy government shutdown w historii USA. Wczoraj poznaliśmy również zaległe dane z rynku pracy, które pod kątem miejsc pracy okazały się lepsze od oczekiwań. Wzrosła za to stopa bezrobocia. Rynki przyjęły te dane pozytywnie. USD wczoraj pierwszy raz od początku lipca atakował poziom dolara i 15 centów za jedno euro. Silniejszy dolar przekładał się również na zasysanie kapitału do USA. A to z kolei wpływało m. in. na słabość złotego i innych walut naszego regionu.

Koniunktura wspiera odwrót od euro

Po wczorajszych lepszych danych z USA przyszedł czas na kolejny cios. Dane z indeksów koniunktury ze strefy euro nie sprostały oczekiwaniom. Lepiej wypadły usługi, ale słabiej przemysł. Po raz kolejny okazuje się, że to przemysł jest ważniejszym z dwóch indeksów. Choć wynik 49,7 pkt – na tle tego, co w ostatnich latach pokazywała strefa euro – wcale nie jest taki zły. Jest on jednak o 0,4 pkt niższy od oczekiwań i niższy od poziomu 50 pkt, co oznacza przewagę odpowiedzi negatywnych nad pozytywnymi. Dane te najbardziej uderzyły jednak w waluty państw naszego regionu. Od rana kurs euro poszedł w górę o ponad 1,5 grosza. Podobnie tracą na wartości korona czeska oraz węgierski forint.

Kryptowaluty – czy mamy już kryzys?

Dzisiaj nad ranem cena bitcoina spadła na moment poniżej 83 000 dolarów. Tym samym mamy już utratę ponad ⅓ wartości od szczytów z października. Co powoduje tak silne spadki? Przy tak znaczących ruchach odpowiedź jest często jedna – strach. Dopiero potem warto się zastanowić, dlaczego inwestorzy się boją. Tutaj pojawia się kilka powodów. Po pierwsze w USA cykl obniżek stóp procentowych jednak ma wyraźnie spowolnić. Jak zwracają uwagę komentatorzy, tak długo śmiano się z prognoz Powella, aż okazało się, że jednak miał on rację. W rezultacie wysechł strumień pieniędzy, które napływały na rynki w poszukiwaniu wyższych stóp zwrotu. Jak brakuje kupujących, a nie brakuje sprzedających, to ceny spadają. Jeśli dodamy do tego relatywną płytkość rynku i dużą liczbę inwestorów podatnych na emocje, 30% przeceny nie powinno dziwić. Z drugiej strony na tak niskim poziomie ostatni raz byliśmy w kwietniu, ale warto też przypomnieć, że tak wysoko bitcoin nie był nigdy przed grudniem 2024 roku. Biorąc to pod uwagę, trudno mówić jeszcze o poważnym kryzysie, ale tempo zmian na pewno budzi niepokój.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – sprzedaż detaliczna,

15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu.

Comperia.pl rośnie o 18,8% r/r – segment e-commerce +113%, reklama efektywnościowa +45%

Notowana na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych Grupa Comperia.pl SA (CPL), to działający od 2007 roku fintech, którego misją jest dostarczanie dopasowanych rozwiązań finansowych i ubezpieczeniowych.

Po trzech kwartałach 2025 roku Grupa utrzymuje pozytywną dynamikę rozwoju, osiągając dodatnie wyniki EBITDA zarówno na poziomie skonsolidowanym, jak i jednostkowym. Spółka zrealizowała założone cele w segmencie reklamy efektywnościowej, utrzymała rentowność w segmencie ubezpieczeń, a segment e-commerce kontynuował intensywny wzrost skali.

Skonsolidowane przychody Grupy w okresie styczeń-wrzesień 2025 wyniosły 51,5 mln zł (wzrost o 18,8% r/r), z czego przychody segmentu reklamy efektywnościowej wzrosły o 45,7%, segmentu dystrybucji ubezpieczeń o 5,5% a segmentu e-commerce o 113,4%.

Po wyłączeniu wpływu jednorazowej transakcji sprzedaży Telepolis.pl w 2024 roku, wzrost skonsolidowanych przychodów wyniósł 37,4%. Wynik EBITDA Grupy był niższy o 49,0% r/r, przy czym jest to przede wszystkim konsekwencja wspomnianego zdarzenia jednorazowego z 2024 roku.

Technologia i efektywność napędzają wzrost

W segmencie reklamy efektywnościowej Grupa osiągnęła imponujące wzrosty. Przychody zwiększyły się o 45,7% – do 32,7 mln, a wynik EBITDA wzrósł o 397%. To rezultat lepszego dopasowania oferty do oczekiwań instytucji finansowych, które dziś koncentrują się nie tylko na pozyskiwaniu klientów kredytowych, ale również na zwiększaniu liczby aktywnych użytkowników usług bankowych. Ważnymi czynnikami wzrostu było zwiększenie sprzedaży kont osobistych czy optymalizacja działań na kredytach gotówkowych. Ponad zakładany plan rozwinął się także segment współpracy z pośrednikami współpracującymi w ramach ComperiaRaty.pl.

– Cieszymy się z rosnącej efektywności naszego segmentu reklamowego. To pokazuje, że nasz model – oparty na danych, technologiach i silnych partnerstwach – sprawdza się nawet w trudniejszym otoczeniu rynkowym. Idziemy zgodnie z planem i mamy solidne podstawy do dalszego wzrostu – komentuje Szymon Fiecek, prezes zarządu Grupy Comperia.pl SA.

Równolegle dynamicznie rośnie segment e-commerce, który w analizowanym okresie zwiększył przychody do 5,9 mln (wzrost o 113,4% r/r). Kluczowym wydarzeniem było tu wdrożenie aplikacji Comfino na terminalach płatniczych PeP – rozwiązania umożliwiającego realizację płatności ratalnych i odroczonych w sklepach stacjonarnych w modelu selfservice – przy minimalnym zaangażowaniu sprzedawcy. To pierwsze tego typu wdrożenie w Polsce i jedno z pierwszych w Europie.

W 2025 r. rozwiązanie płatnicze Comfino podpisało ponad 1300 nowych umów z podmiotów z branży retail i e-commerce. Stale poszerza się również grono partnerów – obecnie finansowanie zakupów przez Comfino zapewniają największe banki w Polsce m.in. Santander Consumer Bank, Bank Pekao, Alior Bank, Inbank oraz nowoczesne oraz fintechy: PayPo, Twisto, Blik, PragmaGO i Smartney.

– Mocno inwestujemy w realne innowacje, które zmieniają sposób, w jaki konsumenci finansują zakupy. Comfino przeszło ogromną drogę – od bramki do płatności odroczonych i ratalnych, do kompleksowego narzędzia, z którego korzystają dziś sklepy i punkty usługowe zarówno online, jak i offline. To efekt konsekwentnego rozwoju i dobrej współpracy z partnerami. Już teraz współpracujemy z setkami merchantów i największymi instytucjami finansowymi, a w kolejnych kwartałach skupimy się na dalszym skalowaniu – po stronie sprzedawców, partnerów technologicznych z branży e-commerce oraz dostawców finansowania – dodaje Szymon Fiecek, prezes zarządu Grupy Comperia.pl SA.

Stabilny kurs i skalowanie

Grupa podtrzymuje dobre perspektywy finansowe i operacyjne. Koncentruje się na dalszym skalowaniu rozwiązania Comfino, zwiększaniu efektywności w kanałach reklamowych oraz powiększeniu sieci sprzedaży wraz z rozbudową oferty produktowej w segmencie ubezpieczeń.

Europa w wyścigu o sztuczną inteligencję. Koszty budowy centrów danych rosną dwa razy szybciej niż w USA

  • W ramach swojego cyfrowego omnibusu Komisja Europejska zaproponowała przyznanie głównym twórcom sztucznej inteligencji większej swobody w wykorzystywaniu niektórych kategorii danych osobowych do szkolenia modeli, jednocześnie odkładając wdrożenie przełomowej ustawy o sztucznej inteligencji.
  • Europa, pozostająca daleko w tyle za Stanami Zjednoczonymi, które odpowiadają za około dwie trzecie obecnych i przewidywanych mocy obliczeniowych centrów danych, zmaga się z rosnącą konkurencją ze strony azjatyckich graczy w wyścigu o sztuczną inteligencję, w szczególności Chin, których obecne moce operacyjne (4,5 GW) są obecnie równoważne łącznym mocom głównych rynków europejskich, borykających się z wysokimi kosztami budowy oraz ograniczeniami regulacyjnymi i energetycznymi.
  • Europa posiada tysiące centrów danych, ale tylko nieliczne z nich dysponują dużą mocą obliczeniową wymaganą do zaspokojenia potrzeb sztucznej inteligencji. Allianz Trade przypomina, że Europa ma tylko dwa obszary o mocy obliczeniowej centrów danych powyżej 1 GW, podczas gdy w Azji są cztery (z czego dwa w Chinach), a w Stanach Zjednoczonych siedem.
  • Równolegle UE rozpoczęła właśnie nowe dochodzenie w sprawie amerykańskich gigantów chmury obliczeniowej w związku z rosnącymi obawami dotyczącymi ochrony danych europejskich konsumentów – nawet jeśli jest ona uzależniona od amerykańskich hiperskalerów, aby wypełnić lukę technologiczną.
  • Oprócz ogłoszonej w zeszłym roku mapy drogowej o wartości 200 mld EUR, potrzeba wg,. obliczeń Allianz Trade dodatkowe 100 mld EUR, aby zbudować nową pojemność i osiągnąć oficjalny cel potrojenia pojemności europejskich centrów danych w ciągu najbliższych 5-7 lat.

Europa jest rozdarta między przyspieszeniem rozwoju technologii a ochroną konsumentów. UE znajduje się w coraz bardziej ambiwalentnej sytuacji, przedstawiając swój cyfrowy omnibus, kompleksowy pakiet mający na celu usprawnienie przepisów i wzmocnienie konkurencyjności krajowych MŚP w obliczu przyspieszającej cyfryzacji i rosnącej integracji sztucznej inteligencji z rutynowymi operacjami. Wniosek Komisji przyznaje głównym twórcom sztucznej inteligencji większą swobodę w wykorzystywaniu niektórych kategorii danych osobowych do szkolenia modeli, co ma pomóc europejskim firmom dotrzymać kroku globalnym konkurentom, jednocześnie odraczając o 16 miesięcy wdrożenie kilku wymogów wprowadzonych przez ustawę o sztucznej inteligencji. Równolegle UE nadal bacznie obserwuje dominację amerykańskich gigantów chmury obliczeniowej. W obliczu częstych awarii cyfrowych, najnowsze dochodzenie wszczęte w tym tygodniu przeciwko dużym amerykańskim dostawcom podkreśla rosnące obawy dotyczące ich zdolności do ochrony danych europejskich konsumentów. W ramach tego dochodzenia w opinii Allianz Trade urzędnicy mogą zaostrzyć obowiązkowe wymogi dla zagranicznych dostawców usług w chmurze, którzy wcześniej korzystali z łagodnego stosowania ustawy o rynku cyfrowym (DMA), zwiększając interoperacyjność z lokalnymi firmami produkującymi oprogramowanie oraz przenoszalność danych z konsumentami.

Mimo że Bruksela stara się ściślej regulować ich wpływ, Europa jest uzależniona od amerykańskich hiper-skalerów, aby wypełnić lukę technologiczną. Europejski rynek usług w chmurze wzrósł ośmiokrotnie od 2017 r., ale rosnący popyt jest w większości absorbowany przez amerykańskich hiper-skalerów: trzej najwięksi dostawcy mają 70% udziału w rynku. Tymczasem udział lokalnych dostawców w rynku zmniejszył się o połowę, ponieważ mają oni trudności z dorównaniem swoim amerykańskim konkurentom pod względem wdrażania technologii i możliwości inwestycyjnych. Ta dynamika pogłębia zależność Europy od zagranicznych firm i budzi obawy nie tylko o suwerenność cyfrową , ale także o bezpieczeństwo, zwłaszcza że kontrola nad europejskimi danymi staje się strategicznym atutem dla przedsiębiorstw. Pomimo inicjatyw takich jak GAIA-X lub krajowych programów dotyczących suwerennej chmury, własne moce obliczeniowe Europy w chmurze pozostają niewystarczające, aby zaspokoić gwałtownie rosnące zapotrzebowanie na infrastrukturę obliczeniową i sztuczną inteligencję. Europa posiada tysiące centrów danych, ale tylko nieliczne z nich dysponują dużą mocą obliczeniową wymaganą do zaspokojenia wykładniczych potrzeb energochłonnych technologii opartych na sztucznej inteligencji. Europa ma tylko dwa obszary o mocy obliczeniowej centrów danych powyżej 1 GW, podczas gdy w Azji są cztery (z czego dwa w Chinach), a w Stanach Zjednoczonych siedem. Tymczasem w ocenie Allianz Trade pozycja Europy w globalnym wyścigu AI jest coraz bardziej ograniczana przez jej strukturalną słabość w zakresie operacyjnych mocy obliczeniowych, gdzie pozostaje daleko w tyle za Stanami Zjednoczonymi (około trzy razy mniej), a jednocześnie musi zmierzyć się z rosnącą konkurencją ze strony regionu Azji i Pacyfiku, napędzaną głównie przez szybką ekspansję Chin. Moce obliczeniowe w samej Europie są nierównomiernie rozłożone, a tylko pięć krajów odpowiada za około połowę całkowitej mocy regionu, co ogranicza korzyści skali i integracji. Chociaż obecne plany sugerują około 13 GW dodatkowej mocy w perspektywie średnioterminowej, pozostaje to prawie 30% poniżej ambicji UE, aby potroić moc centrów danych w ciągu najbliższych pięciu do siedmiu lat. Pomimo planu UE o wartości 200 mld EUR, mającego na celu budowę nowych mocy i zniwelowanie luki w rozwoju sztucznej inteligencji w stosunku do konkurentów, państwa członkowskie nadal zabiegają o inwestycje zagraniczne, czego przykładem są kontrakty o wartości 15 mld EUR podpisane w tym miesiącu z dużymi amerykańskimi dostawcami usług w chmurze.

Wykres 1: 20 największych regionów pod względem zgłoszonej mocy obliczeniowej centrów danych (w GW, stan na I półrocze 2025 r.)

Wykres 1: 20 największych regionów pod względem zgłoszonej mocy obliczeniowej centrów danych (w GW, stan na I półrocze 2025 r.)

Źródła: Cushman & Wakefield (aktualizacja z pierwszej połowy 2025 r.), Datacentermap.com, Allianz Research

Wykres 2: Podział regionalny mocy obliczeniowej centrów danych (obecnej i planowanej) / Przychody europejskiego rynku usług w chmurze i udział lokalnych dostawców w rynku 

Podział regionalny mocy obliczeniowej centrów danych (obecnej i planowanejPrzychody europejskiego rynku usług w chmurze i udział lokalnych dostawców w rynku

Źródła: Cushman & Wakefield (aktualizacja z pierwszej połowy 2025 r.), Datacentermap.com, Allianz Trade Research

Wysokie koszty budowy oraz ograniczenia regulacyjne i energetyczne spowalniają realizację projektów, a rosnące koszty hamują ekspansję centrów danych w Europie. Koszty budowy centrów danych w Europie należą do najwyższych na świecie i rosną znacznie szybciej niż w konkurencyjnych regionach – ponad dwukrotnie szybciej niż na głównych rynkach amerykańskich w ciągu ostatnich trzech lat – co wynika z wyższych kosztów gruntów, energii i pracy. Po drugie, utrudnienia administracyjne i rozbudowane procedury wydawania pozwoleń wydłużają harmonogramy realizacji projektów: w wielu przypadkach średni czas potrzebny na uzyskanie pozwoleń wynosi około 18 miesięcy, ale w niektórych złożonych przypadkach wydłuża się on nawet do 48 miesięcy, co stanowi w przybliżeniu średni czas trwania procesu budowy. Po trzecie, w Europie brakuje zharmonizowanych ram cenowych energii elektrycznej, co naraża operatorów na dużą zmienność cen i utrudnia długoterminowe planowanie. Po czwarte, duża koncentracja klastrów centrów danych spowodowała przeciążenie sieci, spowalniając nowe inwestycje w takich ośrodkach jak Amsterdam i Dublin, ale także powodując wzrost kosztów operacyjnych. Koszty związane z przeciążeniem sieci przekroczyły 4 mld EUR w 2024 r. Podobne problemy pojawiają się w Hiszpanii i Finlandii, gdzie zapotrzebowanie centrów danych może osiągnąć lub przekroczyć 10% mocy sieci w okresach szczytowego obciążenia. Wreszcie, ambicja Europy, aby stworzyć ekosystem centrów danych wolny od emisji dwutlenku węgla – już teraz zasilany w 94% z odnawialnych źródeł energii – stwarza dodatkowe wyzwania związane ze stabilnością sieci. Jest to zdecydowanie główna kwestia wskazywana przez deweloperów centrów danych w Europie, ponieważ trudności z podłączeniem nowych centrów danych do istniejącej sieci energetycznej lub zapewnieniem stałego źródła zasilania w okresach szczytowego zapotrzebowania negatywnie wpływają na ogólną wydajność, a także utrudniają realizację planów inwestycyjnych. Wszystkie te ograniczenia mają ogromny wpływ na zdolność kontynentu do rozbudowy infrastruktury cyfrowej w tempie wymaganym przez rosnący popyt.

Wykres 3: Koszt budowy centrum danych w podziale regionalnym / Pięć największych wyzwań dla funkcjonowania centrów danych w Europie w ciągu najbliższych trzech lat

Koszt budowy centrum danych w podziale regionalnym / Pięć największych wyzwań dla funkcjonowania centrów danych w Europie w ciągu najbliższych trzech lat

*Jedne dane dla Chin. Źródła: Turner & Townsend,  Stan europejskich centrów danych w 2025 r. (raport EUDCA), Allianz Trade  Research

W tej sytuacji Europa musi na nowo zdefiniować swoje priorytety, aby osiągnąć ambitny cel. Europa stoi przed trudnym wyborem strategicznym, próbując pogodzić ambitne cele w zakresie rozwoju sztucznej inteligencji i chmury obliczeniowej z realiami obecnego krajobrazu inwestycyjnego. Plan działania UE o wartości 200 mld EUR prawie na pewno już jest niewystarczający, aby osiągnąć cel potrojenia mocy obliczeniowej centrów danych do 2030 r. Według naszych szacunków, aby wypełnić lukę w zakresie mocy infrastruktury, potrzeba 280–300 mld EUR.

Niezbędne będą m.in. dalsze inwestycje w modernizację sieci energetycznej i harmonizację cen energii elektrycznej w Europie, aby zwiększyć zarówno wydajność, jak i funkcjonalność. Biorąc pod uwagę tę lukę, nieuniknione będzie wsparcie zewnętrzne – czy to w postaci bezpośrednich inwestycji zagranicznych, czy też umów o świadczenie usług z dostawcami spoza Europy, którzy są w stanie zrównoważyć pojawiające się presje podaży i popytu. Jednak ograniczona pula lokalnych opcji w Europie i stosunkowo mniej dynamiczny rynek kapitału wysokiego ryzyka ograniczają jej zdolność do skalowania przy zachowaniu pełnej kontroli nad nową infrastrukturą cyfrową. Potwierdza to niedawna zapowiedź inwestycji o wartości 15 mld euro ze strony amerykańskich hiper-skalerów w rozwój centrów danych w Niemczech i Portugalii. Zaostrzenie regulacji dotyczących dużych amerykańskich firm technologicznych z pewnością pomogłoby zmniejszyć ryzyko systemowe, ale mogłoby również pociągać za sobą niepożądane skutki uboczne, takie jak zniechęcenie inwestorów zagranicznych, którzy mieliby kluczowe znaczenie dla wzmocnienia bazy obliczeniowej Europy. W rezultacie decydenci polityczni stoją przed trudnym wyzwaniem: szybkiego zwiększenia mocy obliczeniowych przy jednoczesnym zachowaniu strategicznej kontroli. Osiągnięcie obu tych celów jednocześnie będzie trudne i konieczne będzie poczynienie pewnych ustępstw w zakresie suwerenności w przypadku braku alternatywnych rozwiązań krajowych, choć nie powinno to odbywać się kosztem ochrony konsumentów.

Wykres 4: Całkowity koszt budowy niezbędny do potrojenia mocy obliczeniowej centrów danych w Europie w ciągu najbliższych pięciu (scenariusz optymistyczny) do siedmiu lat (scenariusz pesymistyczny)Całkowity koszt budowy niezbędny do potrojenia mocy obliczeniowej centrów danych w Europie w ciągu najbliższych pięciu

Źródło: Allianz Research

Wdrożenie NIS 2 w Polsce. Projekt ustawy o cyberbezpieczeństwie na etapie I czytania

W dobie rosnącej automatyzacji, cyfryzacji procesów i wykorzystania sztucznej inteligencji przedsiębiorstwa rozwijają się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Jednak wraz z postępem technologicznym, właściciele firm rzadko zdają sobie sprawę z zagrożeń, które za tym idą.

W styczniu 2023 roku, weszła w życie Dyrektywa NIS 2, której celem jest podniesienie poziomu cyberbezpieczeństwa w krajach członkowskich Unii Europejskiej. Na wdrożenie jej w życie do prawa krajowego, kraje członkowskie UE mają 21 miesięcy, więc Polska jest już ponad rok po terminie. 4 listopada pojawił się jednak ostateczny tekst projektu ustawy o zmianie ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa oraz niektórych innych ustaw (UC32), a 17 listopada skierowany został do I czytania w Sejmie.

Firmy mogą już teraz śmiało rozpocząć wdrażanie nowych procedur – tłumaczy Karolina Praszek-Gołębiewska, specjalistka ds. bezpieczeństwa informacji. – Czas między publikacją a wejściem ustawy w życie wynosi zaledwie jeden miesiąc, co oznacza, że przedsiębiorstwa będą miały tylko 30 dni na wprowadzenie wymaganych zmian.

Rosnące zagrożenie w sieci – dlaczego NIS 2 jest potrzebna?

W ostatnich latach coraz częściej słyszymy o cyberatakach paraliżujących działalność firm i instytucji. Phishing, ransomware czy skimming to tylko niektóre z pojęć, które niestety na stałe weszły do słownika współczesnego biznesu. Im większa i bardziej strategiczna dla gospodarki jest firma, tym atrakcyjniejszym celem staje się dla cyberprzestępców.

Dyrektywa NIS 2 nie zapewni całkowitego wyeliminowania ataków hackerskich – wyjaśnia Karolina Praszek-Gołębiewska, specjalistka ds. bezpieczeństwa informacji. – Jej zadaniem jest danie narzędzi, które pozwolą firmom szybko podnieść się po incydencie, bez dużych przestojów i strat finansowych. NIS 2 ma przede wszystkim zapewnić ciągłość działania i stabilność funkcjonowania firm.

Nie tylko wielkie korporacje – NIS 2 dotyczy większości firm

Dyrektywa NIS 2 obejmie szeroki zakres przedsiębiorstw, które zostały podzielone na trzy grupy: podmioty kluczowe, podmioty ważne oraz inne organizacje spełniające określone kryteria dotyczące wielkości lub obrotu. Wszystkie te jednostki są uznawane za istotne z punktu widzenia stabilnego funkcjonowania państwa.

Podmiotami kluczowymi są organizacje, których działalność ma strategiczne znaczenie i których ewentualne wyłączenie mogłoby zagrozić bezpieczeństwu kraju – na przykład instytucje medyczne, wojskowe czy bankowe. Podmioty ważne to te, których działalność jest również istotna, ale państwo jest w stanie funkcjonować bez nich przez krótki okres. Z kolei trzecią kategorię stanowią przedsiębiorstwa zatrudniające ponad 50 pracowników i osiągające roczny obrót przekraczający przynajmniej 10 milionów euro.

Dyrektywa obejmie także firmy świadczące usługi dla wymienionych wcześniej podmiotów lub działające w ich łańcuchach dostaw. Ma to kluczowe znaczenie – przedsiębiorstwa będą zobowiązane do wyboru kontrahentów posiadających podobny poziom zabezpieczeń i procedur bezpieczeństwa, co one same. Szacuje się, że w efekcie NIS 2 obejmie aż 80-90% podmiotów funkcjonujących na polskim rynku – mówi Karolina Praszek-Gołębiewska, specjalistka ds. bezpieczeństwa informacji.

Kary i terminy

Dyrektywa NIS 2 określa maksymalne poziomy sankcji za naruszenia zasad cyberbezpieczeństwa i to właśnie z niej wynikają progi:

  • do 10 mln euro lub 2% rocznego obrotu za poprzedni rok – dla podmiotów kluczowych
  • do 7 mln euro lub 1,4% rocznego obrotu za poprzedni rok – dla podmiotów ważnych

Polski projekt ustawy, wdrażając dyrektywę NIS 2, przewiduje jednak dodatkowo jeszcze wyższy próg sankcji, który może zostać zastosowany wobec podmiotów kluczowych i ważnych. Zgodnie z projektem nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, w przypadku poważnych naruszeń, które powodują bezpośrednie i istotne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa, życia lub zdrowia ludzi, albo grożą poważnymi stratami finansowymi lub zakłóceniem świadczenia usług, możliwe będzie nałożenie kary sięgającej nawet 100 mln zł.

Projekt przewiduje ponadto wprowadzenie kar okresowych, czyli sankcji nakładanych za każdy dzień zwłoki w wykonaniu decyzji organu właściwego ds. cyberbezpieczeństwa. Takie opłaty mają wynosić od 500 zł do 100 tys. zł za każdy dzień opóźnienia. Mogą zostać nałożone m.in. w sytuacji, gdy organizacja nie zastosuje się do nakazu dotyczącego obsługi incydentu, nie zaprzestanie naruszenia przepisów ustawy, czy nie zrealizuje obowiązkowych działań lub zaniedba obowiązek przeprowadzenia szkoleń z zakresu cyberhigieny.

Utrudnieniem może być to, że zadaniem każdej firmy będzie sprawdzenie, czy w ogóle podlega nowym przepisom. Nie jest to łatwe, bo zarówno dyrektywa, jak i projekt ustawy posługują się wieloma nieprecyzyjnymi definicjami. Każda organizacja musi ocenić to samodzielnie. Jeśli firma zostanie zakwalifikowana jako podmiot kluczowy lub ważny, ma:

  • 3 miesiące na złożenie wniosku o wpis do rejestru,
  • 6 miesięcy na wdrożenie wszystkich wymaganych środków cyberbezpieczeństwa.

Dla dużych organizacji może to być ogromne wyzwanie. Dyrektywa NIS 2 obowiązuje bezpośrednio już od października 2024 roku, dlatego nie warto czekać na ostatnią chwilę z dostosowaniem się do przepisów. To właśnie moment, by rzetelnie ocenić poziom przygotowania swojej organizacji i już teraz rozpocząć prace nad wprowadzeniem odpowiednich procedur bezpieczeństwa, ponieważ ustawa jest gotowa i czeka jedynie na zielone światło.

Odpowiedzialność zarządu za cyberbezpieczeństwo

Ważnym elementem wdrożenia dyrektywy NIS 2 w Polsce będzie wprowadzenie osobistej odpowiedzialności członków zarządu za zapewnienie odpowiedniego poziomu ochrony informacji w firmie. To pierwsza tak jednoznaczna regulacja, która pokazuje, że kierownictwo przedsiębiorstwa nie będzie mogło unikać konsekwencji zaniedbań w obszarze bezpieczeństwa. W praktyce oznacza to, że członkowie zarządu mogą ponosić odpowiedzialność majątkową – w skrajnych przypadkach obejmującą prywatny majątek, taki jak dom, samochód czy rachunek bankowy.

To wyraźny sygnał, że nadzór nad bezpieczeństwem staje się realnym obowiązkiem strategicznym, a nie tylko formalnością. Zarząd osobiście nie ucieknie ani nie ogłosi upadłości, żeby uniknąć odpowiedzialności. To dodatkowy aspekt, który ma skłonić firmy do podjęcia działań wcześniej, zanim dojdzie do incydentu – podkreśla Karolina Praszek-Gołębiewska. – Nie jestem zwolennikiem tego, żeby wszystkie ustawy związane z bezpieczeństwem informacji, regulować tylko w celu spełnienia wymogów ustawowychSzukamy najlepszych szkół dla naszych dzieci, wyposażamy domy w najlepszej jakości, materiały, monitoringi, jeździmy na cudowne wakacje, tylko zapominamy o tym, że na to wszystko pracują nasze firmy i to z nich mamy środki finansowe na to, żeby korzystać z życia, więc powinniśmy zabezpieczyć swój portfel w pierwszej kolejności.

Nie ma uniwersalnych rozwiązań. Każda firma musi dostosować się indywidualnie

Nawet najbardziej precyzyjne przepisy nie są w stanie stworzyć uniwersalnej listy zadań czy narzędzi do wdrożenia. Każde przedsiębiorstwo wymaga indywidualnego podejścia uwzględniającego jego strukturę, wielkość, liczbę pracowników, obrót czy sposób przetwarzania danych. Dyrektywa NIS 2 wprowadza wytyczne dotyczące analizy ryzyka oraz wdrażania odpowiednich środków technicznych. Na podstawie profesjonalnej analizy przeprowadzonej przez audytora lub specjalistę ds. ochrony danych jesteśmy w stanie dobrać rozwiązania najlepiej dopasowane do specyfiki firmy – tak, aby zbudować solidny fundament jej bezpieczeństwa i stabilnego funkcjonowania.

Cały proces opiera się na rzetelnej analizie ryzyka, identyfikacji potencjalnych zagrożeń oraz wdrożeniu adekwatnych środków technicznych, prawnych i organizacyjnych. Unia Europejska kładzie nacisk na to, by przedsiębiorstwa aktywnie dbały o swoje cyberbezpieczeństwo – między innymi poprzez opracowanie jasnych procedur zgłaszania incydentów. Ten obowiązek nie jest całkowicie nowy – wcześniej regulowało go np. RODO – jednak NIS 2 rozszerza jego zakres i wymaga większej spójności w działaniach organizacji.

Kontrola przeprowadzana przez inspektora bezpieczeństwa informacji ma na celu kompleksową ocenę stanu zabezpieczeń w firmie. Specjalista analizuje, czym dokładnie zajmuje się organizacja, jakie środki ostrożności już wdrożono oraz co można jeszcze poprawić. Sprawdza cały proces ochrony informacji. Audyt nie tylko poprawia poziom cyberbezpieczeństwa, ale też wspiera procesy biznesowe. Pozwala zidentyfikować miejsca, w których może dochodzić do niekontrolowanego przepływu danych, np. w działach sprzedaży czy marketingu, co bezpośrednio przekłada się na ryzyko finansowych strat.

Sprawdzamy w jaki sposób dana firma podchodzi do przechowywania danych, czy to jest na zasadzie wydrukowania dokumentów i włożeniu ich do segregatora, czego stanowczo nie polecam, czy też na profesjonalnym podejściu- analizie ryzyka, audycie i wdrożeniu odpowiednich zabezpieczeń. Dzięki temu poznajemy obszary najbardziej narażone na zagrożenia i możemy skupić się na ich ochronie – tłumaczy ekspertka ds. bezpieczeństwa informacji Karolina Praszek-Gołębiewska.

Bezpieczeństwo warunkiem współpracy. Firmy powinny weryfikować swoich partnerów

Dyrektywa NIS 2 wprowadza również obowiązek weryfikacji kontrahentów przed nawiązaniem współpracy. Firmy będą musiały sprawdzać, na jakich systemach informatycznych pracują ich partnerzy, jakie stosują zabezpieczenia, czy znajdują się pod opieką inspektora ochrony danych oraz w jaki sposób chronią się przed cyberatakami.

– Chodzi o to, żeby w momencie, kiedy dopuścimy inne firmy do naszej infrastruktury albo damy im nasze dane, one były tak samo bezpieczne, jak my – tłumaczy Karolina Praszek-Gołębiewska. – Weryfikacja kontrahenta najczęściej rozpoczyna się od ankiet i deklaracji bezpieczeństwa, które pozwalają wstępnie ocenić poziom zabezpieczeń. Kolejnym krokiem są audyty bezpieczeństwa, szczególnie popularne w sektorze finansowym, gdzie instytucje dokładnie sprawdzają, jak ich podwykonawcy postępują z danymi i czy spełniają wymogi ochrony informacji. Utrzymanie spójnego i bezpiecznego łańcucha dostaw możliwe jest tylko wtedy, gdy mamy zgodność poziomu zabezpieczeń.

Konfiskata aut po alkoholu: 13 tys. zajętych pojazdów w półtora roku

W ciągu ponad półtora roku polscy policjanci tymczasowo zajęli blisko 13 tys. pojazdów mechanicznych. To efekt wprowadzenia 14 marca 2024 roku środka karnego wobec kierowców będących pod wpływem alkoholu lub środków odurzających. Z danych KGP wynika, że w analizowanym okresie odstąpiono od zajęcia mienia prawie 34 tys. takich osób. Karą w tego typu sytuacjach jest przepadek równowartości pojazdu bądź nawiązka. W czasie dziewięciu miesięcy br. ujawniono ponad 72 tys. nietrzeźwych kierujących, a przeprowadzono przeszło 13,3 mln badań na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu. Eksperci uważają, że mimo wprowadzenia ww. restrykcji, problem jest wciąż poważny i wymaga pogłębionych działań.

Przepadek pojazdu

Jak wynika z danych Komendy Głównej Policji, od 14 marca 2024 roku do 5 listopada 2025 roku jednostki organizacyjne Policji tymczasowo zajęły 12,9 tys. pojazdów mechanicznych. W okresie do 3 stycznia br. było 6,4 tys. takich przypadków, a od 4 stycznia br. – 6,5 tys. To efekt zmian wdrożonych ponad półtora roku temu. Wówczas do polskiego porządku prawnego dodano środek karny w postaci przepadku pojazdu mechanicznego prowadzonego przez sprawcę przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu w ruchu lądowym.

– Skala tymczasowo zajętych pojazdów w tym okresie jest bardzo duża i niepokojąco wysoka. Dane te jednoznacznie wskazują, że problem prowadzenia po spożyciu alkoholu lub pod wpływem środków odurzających w Polsce ma charakter masowy. Każdy z tych pojazdów reprezentował realne i śmiertelne zagrożenie na drodze, które zostało w porę zneutralizowane. To dane dotyczące jedynie najpoważniejszych przypadków, gdzie zastosowano ten środek. Prawdziwa skala zjawiska jest zatem jeszcze większa, co potwierdza ogromną wagę i potrzebę stosowania tego typu sankcji – komentuje Rafał Ziółkowski, przewodniczący Komisji BRD Zarządu Okręgowego Polskiego Związku Motorowego w Gdańsku.

Z kolie w opinii Leszka Wieciecha, wiceprezesa Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego, przyjęte rozwiązania z pewnością mają pozytywny wpływ na bezpieczeństwo na drogach. Poprzez zajęcie pojazdu i inne konsekwencje skutecznie eliminują z ruchu kierowców prowadzących pod wpływem alkoholu i środków odurzających. W opinii eksperta, w działaniach policji i mediów publicznych brakuje jednak większego nagłośnienia sytuacji, w których dochodzi do konfiskaty pojazdów. Często słyszymy wypowiedzi dotyczące liczby wypadków i kolizji na drogach. Może warto do tych komunikatów dodać informację o zajętych pojazdach. Bez odpowiedniego nagłośnienia danych z tego zakresu, efekt prewencyjny nie zostanie osiągnięty.

– Głównym celem regulacji miała być poprawa bezpieczeństwa. Biorąc pod uwagę to, że w Polsce zarejestrowanych jest około 20,1 mln samochodów osobowych, liczba ta nie wydaje się szczególnie wysoka. Jednak uwzględniając fakt, że mówimy o liczbie rażących naruszeń przepisów ruchu drogowego, to podana liczba jest bardzo duża. Z pewnością nie jest możliwe wykrycie 100% kierowców prowadzących pod wpływem alkoholu czy środków odurzających, więc trudno wskazać, jak wygląda ten problem w rzeczywistości. Niemiej jednak jest poważny – podkreśla prawnik Alicja Woźniak z kancelarii Ars Aequi.

Przejażdżka po kieszeni

Od 14 marca 2024 roku do 5 listopada 2025 roku funkcjonariusze Policji odstąpili od zajęcia mienia w postaci pojazdu mechanicznego 33,8 tys. nietrzeźwym kierującym pojazdami. W okresie od 14 marca ub.r. do 3 stycznia br. było 15,8 tys. takich przypadków, a w okresie od 4 stycznia do 5 listopada – 18 tys. To są sytuacje, w których karę stanowi przepadek równowartości pojazdu bądź nawiązka.

– To bardzo wysoka liczba, biorąc pod uwagę, że dotyczy osób prowadzących pojazdy niebędące ich wyłączną własnością, bo tylko w takich przypadkach policja może odstąpić od zajęcia auta. Jeśli wielu kierowców popełnia tego rodzaju czyny, to znaczy, że mamy poważny problem społeczny. Z tych statystyk wynika również, że część osób całkowicie nie przejmuje się konsekwencjami i nie dostrzega stwarzanego zagrożenia – stwierdza mec. Alicja Woźniak.

Jak przekonuje Rafał Ziółkowski, bezpośrednia, fizyczna utrata pojazdu działa silniej na wyobraźnię i stanowi natychmiastową, namacalną konsekwencję. Dla części kierowców jednorazowa opłata, nawet wysoka, może być mniej bolesna niż utrata konkretnego samochodu, z którym są emocjonalnie lub zawodowo związani. Oni narażają się przy tym na poważne konsekwencje pozaprawne. Mowa tu m.in. o utracie źródła dochodu, gdy pojazd jest niezbędny do pracy. Może też dojść do wypowiedzenia umowy leasingowej przez firmę finansującą, co pociąga za sobą dalsze problemy finansowe.

– Zarówno przepadek pojazdu, jak i sankcje finansowe mogą działać odstraszająco, ale ich skuteczność zależy od indywidualnej sytuacji sprawcy, zwłaszcza jego możliwości finansowych. Dla jednej osoby kara finansowa w wysokości 5 tys. zł może oznaczać poważne obciążenie, a dla innej – niekoniecznie. Z pewnością kara musi być nie tylko sprawiedliwa, ale też realnie i jednostkowo odczuwalna. Dlatego ważne jest, by system sankcji uwzględniał różne scenariusze i nie pozwalał na unikanie odpowiedzialności. Każdy nietrzeźwy kierowca to potencjalna tragedia, a żadna kara nie cofnie skutków wypadku – podkreśla Anna Meres, rzeczniczka Fundacji Trzeźwość im. Krzysztofa Gmyrka.

Na podwójnym gazie

Od 1 stycznia do 30 września 2025 roku policjanci ujawnili 72,1 tys. nietrzeźwych kierujących, a od 1 stycznia do 31 grudnia 2024 roku – 92,3 tys. Leszek Wieciech stwierdza, że dane nie napawają optymizmem. Według eksperta, wydaje się, że stopniowe ograniczanie dostępności alkoholu m.in. poprzez wprowadzoną w wielu miastach tzw. nocną prohibicję, może w dłuższej perspektywie przyczynić się do poprawy sytuacji. Konieczne jest też mniej konwencjonalne podejście policji do identyfikowania kierowców będących pod wpływem alkoholu lub środków odurzających, na przykład poprzez akcje kontroli przy wyjeździe z MOP-ów przy autostradach i drogach ekspresowych czy intensyfikację działań w godzinach nocnych.

– Niestety, wciąż ujawnianych jest kilkadziesiąt tysięcy nietrzeźwych kierowców rocznie. W 2024 roku średnio każdego dnia zatrzymywano około 252 osoby prowadzące pod wpływem alkoholu. Najwięcej takich przypadków ma miejsce w weekendy oraz w okresach świątecznych i tuż po nich. To wskazuje na konieczność wzmożonych kontroli właśnie w tych dniach – zaznacza Anna Meres.

Od 1 stycznia do 30 września 2025 roku policjanci przeprowadzili 13,3 mln tego typu badań. Według Rafała Ziółkowskiego, tegoroczna liczba jest absolutnie ogromna w skali Europy i świadczy o niezwykle aktywnej postawie Policji. Pomimo tej gigantycznej skali kontroli, stosunek liczby ujawnionych nietrzeźwych kierowców do liczby przeprowadzonych badań jest stosunkowo niski. Może to sugerować, że policyjne działania prewencyjne i wizerunek powszechnej kontroli wpływają na pewne odstraszenie kierowców. Jednak bezwzględna liczba ponad 92 tys. nietrzeźwych kierowców ujawnionych w 2024 roku dowodzi, że problem nadal jest poważny i głęboko zakorzeniony.

– Za każdą statystyką kryje się konkretna osoba – kierowca, rowerzysta, pasażer czy pieszy. Dlatego nie możemy poprzestać tylko na liczbach. Widać potrzebę edukacji oraz zmiany społecznych postaw, a przede wszystkim nie wolno tolerować jazdy po alkoholu. Każdy z nas ma wpływ na to, czy nasze drogi będą bezpieczne – podsumowuje rzeczniczka Fundacji Trzeźwość im. Krzysztofa Gmyrka.

Czy deweloperzy nadal dają rabaty? Black Friday w erze przejrzystości cen

Okres Black Friday tradycyjnie sprzyja różnego rodzaju promocjom i akcjom rabatowym, również w sektorze mieszkaniowym. Eksperci podkreślają jednak, że w erze jawnych cen deweloperzy coraz ostrożniej podchodzą do spektakularnych obniżek, stawiając przede wszystkim na przejrzystość ofert i profesjonalne doradztwo.

Wprowadzenie obowiązku publikowania cen mieszkań nie wywróciło rynku do góry nogami, ale wymusiło na deweloperach dostosowanie strategii sprzedażowych. Rabaty nadal istnieją, jednak zmienił się sposób ich komunikowania i pozycjonowania ofert.

Jawność cen zwiększyła też świadomość klientów i znaczenie profesjonalnej obsługi w biurach sprzedaży – wskazują eksperci Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Dwie strategie

Zdaniem Roberta Chojnackiego, wiceprezesa zarządu Tabelaofert.pl, deweloperzy w różny sposób dostosowali się do nowej sytuacji, ale sam mechanizm rabatowania pozostał istotnym elementem rynku.

– Strategia rabatowa jest prowadzona w zasadzie w podobny sposób jak wcześniej, z tym że teraz ceny są jawne. Prawie każda cena ofertowa zawiera dziś jakieś pole do negocjacji – tłumaczy Chojnacki. – Część firm pozycjonuje ceny ofertowe wyżej i udziela dużych rabatów, nawet do 10 proc., przyciągając klientów atrakcyjną promocją. Inni deweloperzy pokazują niższą, realistyczną cenę i zostawiają mniejszy margines negocjacyjny, rzędu 2–3 proc. Obie strategie są na rynku równie popularne – dodaje.

Ekspert zaznacza, że jawność cen wymusiła większą transparentność i ograniczyła możliwość manipulowania wysokością rabatów.

– Klient widzi dziś historię zmian cen. Nie przejdzie już „numer”, że podnosimy cenę o 5 proc. i dajemy 5 proc. rabatu. To pozytywna zmiana, bo zwiększa zaufanie i motywuje klientów do szybszych decyzji, gdy widzą, że ceny w danej inwestycji rosną – mówi Robert Chojnacki.

Mniej rabatów, więcej doradztwa

Z kolei Marcin Krasoń, ekspert Otodom, zwraca uwagę, że era jawnych cen zmieniła nie tylko sposób komunikacji, ale też podejście do klienta.

  • Deweloperzy muszą dziś bardziej wsłuchiwać się w potrzeby kupujących. Przez ostatnie lata mieszkania sprzedawały się same, teraz – przy rekordowo wysokiej ofercie – trzeba się postarać. Klient przychodzi do biura nie po to, by poznać cenę, bo ma ją na stronie, ale by porozmawiać o swoich planach i możliwościach mówi Krasoń.
  • Sprzedawcy powinni umieć doradzić i zrozumieć potrzeby klienta. To duża zmiana jakościowa, bo w wielu biurach handlowcy pierwszy raz muszą działać w trudniejszych warunkach rynkowych – dodaje.

Ekspert przypomina, że w statystykach rynkowych zmiany cen nie zawsze oddają realny obraz rynku.

  • To, że dany deweloper przestaje udzielać rabatów i obniża ceny ofertowe, nie oznacza automatycznie, że mieszkania w danym mieście tanieją. Trzeba znać kontekst. Statystyka bywa myląca – podkreśla Krasoń.

Jego zdaniem w sytuacji rekordowej podaży mieszkań i rosnącej konkurencji w kluczowych lokalizacjach, rabaty pozostaną jednym z narzędzi walki o klienta – obok korzystnych harmonogramów płatności czy promocyjnych cen miejsc garażowych.

Jawność cen urealniła rynek

Według Janusza Millera, dyrektora ds. sprzedaży i marketingu w Home Invest, nowe przepisy wpłynęły na realne dostosowanie cen do sytuacji rynkowej.

Na rynkach, gdzie wcześniej panowało większe rabatowanie, część deweloperów zdecydowała się teraz wprowadzić oferty z cenami już po korekcie.

Czasem produkt z 2-procentowym rabatem może być tańszy niż inny z rabatem 15 Warto porównywać konkretne mieszkania, bo nie ma dwóch yjaśnia – Dzięki temu klient od razu widzi rzeczywistą, końcową cenę mieszkania, bez konieczności większej negocjacji. Przykładem miasta, w którym ceny ofertowe spadły z uwagi na jawność cen i uwzględnienie rabatów już w ofercie jest Łódź – zaznacza.

Ekspert dodaje, że jawność cen ogólnie urealniła poziom ofert. – W dobie jawności cen średnie ceny ofertowe w większości zostały obniżone lub pozostały na niemienionym poziomie. Deweloperzy w lokalizacjach, gdzie jest duża konkurencja, starają się walczyć ofertowo lub rabatowo. Dziś rabaty są raczej kilkuprocentowe, a nie – jak jeszcze niedawno – kilkunastoprocentowe. Rynek stał się bardziej przejrzysty – wskazuje Miller.

Przejrzystość sprzyja racjonalnym decyzjom

Eksperci podkreślają, że z punktu widzenia nabywców najważniejsza jest cena całkowita, a nie wysokość rabatu.

Czasem produkt z 2-procentowym rabatem może być tańszy niż inny z rabatem 15 Warto porównywać konkretne mieszkania, bo nie ma dwóch identycznych – przypomina Robert Chojnacki. – To nie kilogram cukru, który można kupić w najtańszym sklepie.

W okresie Black Friday można spodziewać się zwiększonej liczby akcji rabatowych, jednak – jak podkreślają eksperci – to przejrzyste, stabilne ceny i profesjonalne podejście do klienta stają się dziś najważniejszym elementem decyzji zakupowych.

Rynek mieszkaniowy w Polsce w III kwartale 2025 r.

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield opublikowała najnowszą analizę rynku mieszkaniowego w Polsce, z której wynika, że trzeci kwartał 2025 roku przyniósł wyraźne ożywienie popytu, napędzane przez poprawę warunków makroekonomicznych i wzrost zaufania konsumentów. Wartość zapytań kredytowych poszybowała we wrześniu o ponad 42% rok do roku, co zaczyna także przekładać się na większą liczbę sprzedanych mieszkań kupowanych przez nabywców posiłkujących się kredytem.

Fundamenty ożywienia: stabilna makroekonomia i wciąż dobra sytuacja na rynku pracy

Polski rynek mieszkaniowy w III kwartale 2025 roku ugruntował swoją pozycję na solidnych podstawach gospodarczych:

  • Wzrost gospodarczy przyspieszył do 3,7% r/r (dane wstępne GUS), co jest najlepszym wynikiem od IV kwartału 2022 roku.
  • Inflacja we wrześniu utrzymywała się w celu NBP (poniżej 3%), umożliwiając Radzie Polityki Pieniężnej obniżenie głównej stopy referencyjnej do 4,75%.
  • Stabilny rynek pracy, ze wzrostem średniego miesięcznego wynagrodzenia brutto o 7,5% r/r (do 8 769 PLN), znacząco poprawił zdolność kredytową Polaków.

Konsekwencją tych czynników jest ożywienie także na rynku hipotecznym. We wrześniu 2025 roku odnotowano wzrost wartości zapytań kredytowych o 42,2% r/r, a łączna liczba złożonych wniosków hipotecznych wyniosła niemal 40 tys. – jest to najlepszy wynik od ponad dwóch lat.

Powrót kredytobiorców na rynek był kwestią czasu, a stabilizacja makroekonomiczna stała się katalizatorem tego procesu. Obniżki stóp procentowych i wzrost płac skutecznie przełożyły się na realną poprawę zdolności kredytowej. Choć w skali kwartalnej ceny ofertowe na rynku pierwotnym pozostają stabilne, lokalne rynki, takie jak Gdańsk, Poznań i Łódź), odnotowują systematyczne wzrosty. W najbliższej perspektywie, z uwagi na utrzymujący się wysoki popyt i strukturalne ograniczenia w podaży, przewidujemy dalszą presję na wzrost cen średnich, zwłaszcza w obliczu nadchodzącej reformy planowania przestrzennego,” komentuje Tadeusz Bellaby, Junior Research Analyst, Cushman & Wakefield.

Podaż i wyzwania planistyczne

Na siedmiu największych rynkach podaż nowych mieszkań oferowana przez deweloperów do sprzedaży pozostaje wysoka i wynosi około 62 tys. lokali. Co przekłada się na wprowadzenia do oferty kolejnych – w pierwszych trzech kwartałach 2025 roku liczba mieszkań, których budowy rozpoczęto, spadła o 14% r/r, a liczba pozwoleń na budowę zmniejszyła się o około 23% w porównaniu do rekordowego 2024 roku. Natomiast nadal i tak liczba pozwoleń jest bardzo wysoka, co wynika z obaw przed reformą planowania, która może negatywnie wpłynąć na możliwość pozyskania pozwoleń w przyszłości, a także samą dostępność i koszty gruntów inwestycyjnych po czerwcu 2026 roku.

Dynamika czynszów i konsolidacja w sektorze PRS

Europejski rynek najmu mieszkań odnotował w ostatnich pięciu latach znaczne wzrosty czynszów, z regionem CEE dotkniętym najwyższą dynamiką. Średni pięcioletni wzrost czynszów w Polsce wyniósł w II kwartale 2025 roku 61%, plasując nasz kraj tuż za Węgrami (które odnotowały wzrost o ponad 100%), ale wyraźnie powyżej europejskiej średniej (ok. 19%). Mimo wysokiej dynamiki pięcioletniej, w ostatnich dwóch latach wzrost czynszów w Polsce uległ stabilizacji, podążając za inflacją. Najdroższym miastem w segmencie najmu pozostaje Warszawa, gdzie mediana za mieszkanie typu studio wynosi 2 700 PLN, a mediana za 3-pokojowe mieszkanie wynosi 7 000 PLN (bez opłat eksploatacyjnych i mediów).

Sektor najmu instytucjonalnego (PRS) w Polsce kontynuuje rozwój, osiągając zasób ponad 23 tys. lokali i wchodząc w fazę konsolidacji. Największym wydarzeniem III kwartału 2025 roku była historyczna transakcja (wciąż czekamy na zgodę UOKiK) sprzedaży 5 322 mieszkań Resi4Rent na rzecz TAG Immobilien za ok. 565 mln EUR. Po jej sfinalizowaniu, Vantage Rent (TAG Immobilien) będzie odpowiadać za 38% zasobu PRS w Polsce.

Liderem pozostaje Warszawa, koncentrująca 38% wszystkich działających mieszkań PRS. Co istotne, 54% zasobu PRS jest obecnie w najmie, podczas gdy 46% znajduje się w budowie lub na etapie planowania, co potwierdza silny pipeline inwestycyjny.

Konsolidacje na rynku PRS, w tym transakcja Resi4Rent i TAG Immobilien, będzie dowodem na dojrzałość i atrakcyjność tego segmentu dla dużego, długoterminowego kapitału. Inwestorzy doceniają perspektywy stabilnego wzrostu czynszów, które w Polsce, pomimo wyhamowania gwałtownej dynamiki, utrzymują się na poziomie podążającym za inflacją. Rozwój instancjonalnego rynku najmu wzmacnia stabilność rynku mieszkaniowego i poczucie bezpieczeństwa dla najemców i dywersyfikuje ofertę. Równocześnie, rosnący popyt na kredyty hipoteczne, widoczny w wynikach zapytań BIK, potwierdza fundamentalne znaczenie sektora mieszkaniowego dla polskiej gospodarki i jest pozytywnym sygnałem dla całego rynku nieruchomości,” podsumowuje Karolina Furmańska, Associate, Living Sector, Cushman & Wakefield.

Develia z 306,5 mln zł zysku netto po trzech kwartałach 2025 r.

0
  • W pierwszych trzech kwartałach 2025 r. przychody ze sprzedaży grupy Develia wyniosły 1315,7 mln zł w porównaniu do 1037,6 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli 27% więcej.
  • Zysk netto grupy wyniósł 306,5 mln zł wobec 215,6 mln zł zysku netto w pierwszych dziewięciu miesiącach 2024 r., co oznacza wzrost o 42%.
  • W okresie styczeń-wrzesień 2025 r. Develia sprzedała 2500 lokali wobec 2700 w analogicznym okresie 2024 r. W samym III kwartale sprzedaż wyniosła 801 mieszkań i była 7% większa r/r.
  • W pierwszych trzech kwartałach 2025 r. grupa przekazała 1963 lokali, czyli 9% więcej w porównaniu do 1797 rok wcześniej.
  • Na koniec września br. Develia posiadała 587,2 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych wobec 840,6 mln zł na koniec 2024 r.
  • W lipcu br. Develia sfinalizowała przejęcie Bouygues Immobilier Polska, oddziału Bouygues Immobilier, francuskiego dewelopera, za 65,9 mln euro.

– Trzeci kwartał rozpoczęliśmy mocnym akcentem – przejęciem Bouygues Immobilier Polska. To dla nas transakcja o znaczeniu strategicznym, której efekty będą widoczne w wynikach sprzedaży od 2026 r. W minionych miesiącach koncentrowaliśmy się na procesach integracyjnych i obecnie konsekwentnie je kontynuujemy – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Jesteśmy bardzo zadowoleni z rekordowych wyników po trzech kwartałach. Od września na rynku obserwujemy ożywienie, którego głównym impulsem jest spadek stóp procentowych, co przekłada się również na większą aktywność klientów kredytowych. Po III kwartale widzimy także, że dynamika sprzedaży rok do roku poprawia się. Spodziewamy się kontynuacji tego trendu w kolejnych okresach oraz dalszego stopniowego wzrostu sprzedaży – dodaje Andrzej Oślizło.

Działalność deweloperska

Develia sprzedała 2500 lokali w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2025 r. na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych w porównaniu do 2700 w analogicznym okresie ubiegłego roku. W okresie od początku roku do końca października Develia sprzedała 2744 mieszkania, zbliżając się do realizacji rocznego celu, którego dolny poziom wynosi 3100 lokali.

W pierwszych trzech kwartałach 2025 r. grupa przekazała 1963 lokali, czyli 9% więcej w porównaniu do 1797 lokali rok wcześniej. W okresie od stycznia do końca października deweloper przekazał 2296 mieszkań.

Jednocześnie w ciągu pierwszych trzech kwartałów Develia wprowadziła do oferty i rozpoczęła budowę 2213 lokali.

W III kwartale 2025 r. deweloper sprzedał 801 lokali, wobec 751 w analogicznym okresie ubiegłego roku. Najwięcej mieszkań znalazło nabywców w projektach Aleje Praskie i Bemowo Vita w Warszawie, City Vibe i Centralna Vita w Krakowie, Orawska Vita we Wrocławiu oraz Ceglana Park w Katowicach. W okresie lipiec – wrzesień 2025 r. Develia przekazała 770 lokali wobec 740 rok wcześniej.

W lipcu Develia sfinalizowała umowę dotyczącą nabycia 100% udziałów Bouygues Immobilier Polska, oddziału Bouygues Immobilier, francuskiego dewelopera, za 65,9 mln euro. Develia sfinansowała transakcję ze środków własnych z opcją refinansowania kredytem bankowym. Na koniec III kwartału br. w realizacji i przekazaniach znajdowało się ponad 700 mieszkań przejętych dzięki akwizycji, a w gruntach zabezpieczonych umowami przedwstępnymi znajdowało się ok 2,2 tys. lokali. Większość z nich zlokalizowanych jest w Warszawie, kluczowym rynku z perspektywy biznesowej, a pozostałe we Wrocławiu i w Poznaniu. To kolejne w ciągu ostatnich dwóch lat przejęcie dokonane przez Develię w sektorze nieruchomości mieszkaniowych po transakcji nabycia polskich spółek Nexity.

Develia systematycznie wspiera swój rozwój także współpracami joint venture. Na początku października br. spółka zawarła tego typu umowę z PFI Global, firmą inwestycyjną działającą m.in. na rynku nieruchomości, której celem jest realizacja wieloetapowej inwestycji mieszkaniowej we Wrocławiu. W ramach trzech etapów projektu powstanie łącznie 556 lokali. Inwestycja obejmie nie tylko zabudowę mieszkaniową, ale także rozbudowę zespołu szkolno-przedszkolnego, parku oraz infrastruktury drogowej i infrastruktury rowerowej.

Na początku października Develia zawarła także umowę partnerstwa publiczno-prywatnego „Nowy Port 2030+” z Gminą Gdańsk. W jej ramach zrealizuje szereg inwestycji w dzielnicy Nowy Port, w tym budowę obiektów użyteczności publicznej oraz inwestycji mieszkaniowych, w których powstanie ponad 1000 mieszkań i lokali usługowych. Całkowity koszt przedsięwzięcia wyniesie 1,1 mld zł netto, z czego na cele publiczne Develia przeznaczy 187,6 mln zł netto.

Wyniki finansowe

Dane finansowe (tys. zł) 1-3Q 2025 1-3Q 2024 Zmiana
Przychody 1 315 658 1 037 594 26,80%
Zysk brutto ze sprzedaży 497 299 336 431 47,82%
Zysk brutto ze sprzedaży segment deweloperski 493 054 337 263 46,19%
EBITDA 357 349 252 973 41,26%
EBITDA bez przeszacowań nieruchomości 363 490 221 090 64,41%
Zysk netto 306 531 215 557 42,20%
Skorygowany zysk netto* 311 496 189 258 64,58%
ROE 17,2% 14,0% +3,2pp.

(*) – skorygowany zysk netto, liczony według wzoru: skorygowany zysk netto = zysk netto – zysk/(strata) z nieruchomości inwestycyjnych – przychody/koszty finansowe z tytułu wycen zobowiązań finansowych w EUR – podatek odroczony utworzony od korygowanych pozycji

Przychody grupy za I-III kwartał 2025 r. wyniosły 1315,7 mln zł wobec 1037,6 mln zł rok wcześniej. Zysk netto wyniósł 306,5 mln zł wobec 215,6 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Zysk brutto ze sprzedaży z działalności deweloperskiej za pierwsze dziewięć miesięcy 2025 r. wyniósł 493,1 mln zł przy przychodach 1309,8 mln zł.

Mamy za sobą mocne trzy kwartały i istotną poprawę wyników finansowych w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego, rekordowego roku. Na lepszy rezultat wpłynęła większa liczba zrealizowanych przekazań mieszkań, ale także wyższa średnia wartość i marżowość przekazanych lokali. Pomimo zakupu Bouygues Immobilier Polska utrzymujemy silną pozycję finansową. Zachowujemy efektywny stosunek liczby sprzedanych mieszkań do poziomu oferty, dzięki czemu mamy środki finansowe na kolejne inwestycje, w tym rozbudowę banku gruntów mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes Develii. W ostatnich miesiącach roku skupiamy się przede wszystkim na osiągnięciu celu przekazań na poziomie 2900-3100 lokali, których kumulacja przypada na ten kwartał – dodaje Paweł Ruszczak.

Na koniec września 2025 r. Develia posiadała 587,2 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych wobec 840,6 mln zł na koniec 2024 r. Na koniec III kwartału 2025 r. zobowiązania finansowe wyniosły 911,6 mln zł w porównaniu z 915 mln zł na koniec 2024 r.

Adam Niesterok nowym Dyrektorem Sprzedaży w Kraft Heinz Polska

Z początkiem listopada 2025 roku Adam Niesterok objął stanowisko Dyrektora Sprzedaży w Kraft Heinz Polska, właściciela marek Heinz i Pudliszki. W swojej nowej roli Niesterok będzie odpowiedzialny między innymi za tworzenie oraz wdrażanie strategii sprzedaży, optymalizację procesów dystrybucji i wzmocnienie relacji z kluczowymi partnerami.

Adam Niesterok wnosi do Kraft Heinz Polska ponad 25 lat doświadczenia zdobytego w firmach FMCG. Jego ścieżka zawodowa obejmowała różnorodne role, w których zdobył wszechstronną wiedzę i umiejętności w zakresie przywództwa, zarządzania zespołem oraz rozwiązywania złożonych problemów biznesowych. W trakcie swojej kariery Niesterok pracował między innymi dla Coca-Cola HBC, CEDC International, JUUL LABS czy Polskiej Grupy Farmaceutycznej. Do Kraft Heinz przyszedł z FoodWell, gdzie również pełnił funkcję Dyrektora Sprzedaży.

Cieszę się, że Adam dołączył do Kraft Heinz Polska. Jako doświadczony ekspert z sektora FMCG, wnosi ze sobą ogromną wiedzę i umiejętności, które będą niezwykle cennym wsparciem w realizacji naszych celów. Jestem pewien, że dzięki jego perspektywie, będziemy mogli szybciej i efektywniej reagować na wyzwania rynkowe – powiedział Adam Imielski, Dyrektor Zarządzający Kraft Heinz Polska.

W swojej nowej roli Adam Niesterok zamierza koncentrować się na rozwijaniu potencjału pracowników oraz budowaniu zespołów, które jak sam mówi – „nie boją się celować powyżej oczekiwań”. Niesterok podkreśla także, że jego osobista filozofia, zgodnie z którą wiele rzeczy jest możliwych dzięki determinacji, znajdzie odzwierciedlenie w realizacji celów biznesowych Kraft Heinz.

Produkty Kraft Heinz towarzyszyły mi od dzieciństwa, dlatego z ogromną energią i dumą dołączam do tej organizacji, podejmując nowe, ekscytujące wyzwanie zawodowe. Dla mnie to przede wszystkim możliwość współtworzenia przyszłości kultowych marek, jakimi są Heinz i Pudliszki. Wierzę, że razem z zespołem możemy osiągnąć ambitne cele i wspólnie umacniać naszą pozycję na polskim rynku – powiedział Adam Niesterok, nowy Dyrektor Sprzedaży w Kraft Heinz Polska.

Zespół Kraft Heinz Polska wita Adama w organizacji i życzy mu sukcesów oraz osobistego spełnienia w nowej roli.

Mondelēz inwestuje 620 milionów złotych w fabrykę ciastek w Płońsku. Produkcja wzrośnie o 30%

0

Mondelēz International zainwestuje 620 milionów złotych w płońską fabrykę ciastek, gdzie od prawie pięciu dekad powstają kultowe w Polsce Delicje Szampańskie. Dzisiaj fabryka produkuje także inne marki słodkich wypieków m.in. ciastka Milka czy Lubisie. Dzięki inwestycji, zakład w Płońsku stanie się największą fabryką Mondelez w naszym kraju, zwiększając przy tym zatrudnienie o 180 osób. Dodatkowo, modernizacja zwiększy możliwości produkcyjne o 30%. Zakończenie prac przewidziane jest na 2026 rok.

Działalność fabryki w Płońsku rozpoczęła się w 1976 roku na trzech liniach produkcyjnych. Obecnie zakład zatrudnia około 700 pracowników i jest strategiczną fabryką ciastek dla Mondelēz w Europie. Odpowiada między innymi za 60% europejskiej produkcji marki Barni, znanej w Polsce jako Lubisie. To właśnie z myślą o niej powstanie nowa linia produkcyjna. Dodatkowo, producent zaplanował także uruchomienie drugiej linii dla ciastek Milka, budowę magazynu surowców oraz nowoczesnej infrastruktury, która zwiększy komfort zatrudnionych osób. Inwestycja podniesie efektywność zakładu o 30%, a także wzmocni standardy bezpieczeństwa produkcji.

Polska w globalnej strategii Mondelēz International

Dzięki strategicznemu położeniu, Polska odgrywa dziś kluczową rolę w łańcuchu dostaw Mondelēz International, a płońska inwestycja jest wyrazem ambicji do bycia liderem na rynku przekąsek. Dzięki niej otwierają się nowe perspektywy dla lokalnej społeczności, a także do dalszego rozwoju gospodarczego regionu. Wierzymy, że te działania przyczynią się do długofalowego rozwoju zarówno naszej firmy, jak i miasta Płońsk – powiedział Adam Kamiński, dyrektor fabryk ciastek w Polsce.

W Polsce znajduje się dziś siedem fabryk globalnego lidera przekąsek oraz nowoczesne Centrum Badawczo-Rozwojowe w Bielanach Wrocławskich z własną linią produkcyjną. Inwestycja w Płońsku jest częścią długoterminowej strategii firmy, mającej na celu przyspieszenie wzrostu i utrzymanie pozycji lidera w branży. Po jej zakończeniu, fabryka w Płońsku będzie największym zakładem Mondelez w Polsce i jednym z najważniejszych i największych centrów produkcyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Wsparcie lokalnej społeczności

Fabryka jest jednym z największych pracodawców w regionie, a nowa inwestycja stworzy dodatkowe 180 miejsc pracy. Jest ona także ważną częścią lokalnej społeczności, angażując się w szereg lokalnych inicjatyw i akcji charytatywnych, takich jak: zbiórki na schroniska dla zwierząt czy wsparcie wydarzeń sportowych. Firma również inwestuje w edukację poprzez partnerstwo z Zespołem Szkół nr 1 im. Stanisława Staszica oraz Centrum Kształcenia Zawodowego w Płońsku, patronując klasie technikum o profilu mechatronicznym. Dzięki temu uczniowie mają szansę na zdobycie praktycznego doświadczenia w realnym środowisku pracy, poznanie innowacyjnych technologii oraz bezpośredni kontakt ze specjalistami.

Zielony kierunek produkcji w Płońsku

Modernizacja zakładu to nie tylko zwiększenie zatrudnienia i możliwości produkcyjnych, ale także rozwiązania mające pozytywny wpływ na środowisko. Dzięki planowanej inwestycji będzie możliwa automatyzacja linii i zastąpienie plastikowych tacek papierowymi odpowiednikami dla części ciastek produkowanych w Płońsku, takich jak Milka, Pieguski i Granola. Fabryka na co dzień dąży do redukcji emisji CO2 oraz wdraża rozwiązania mające na celu oszczędność wody i energii, jak i redukcji odpadów. Produkcja w płońskim zakładzie opiera się na surowcach dostarczanych m.in. przez polskich rolników uczestniczących w programie Harmony, który promuje zrównoważoną uprawę pszenicy. Dzięki tej inicjatywie producent nie tylko wspiera lokalne rolnictwo, ale również aktywnie promuje ochronę środowiska naturalnego.

Alphabet dołącza do największych pozycji Berkshire przed zmianą sterów

  • Udział Berkshire w Alphabet sygnalizuje odwrócenie dawnego „błędu” z pominięciem Google i pokazuje przekonanie, że przyszłe zyski z AI będą koncentrować się w silnych, gotówkowych platformach technologicznych.
  • Mocne tempo wzrostu usług chmurowych, wysokie nakłady na centra danych i układy scalone oraz szerokie strumienie przychodów pozycjonują Alphabet jako stabilną ekspozycję na infrastrukturę AI.
  • Ograniczenie udziałów w Apple przy jednoczesnym zwiększeniu udziałów w Alphabet sugeruje preferencję dla AI wbudowanej w chmurę, wyszukiwarki i ekosystemy oprogramowania, a nie powiązanej z cyklami sprzętowymi.

Ruben Dalfovo, Strateg ds. inwestycji w Saxo pisze w analizie, że przez lata historia Warrena Buffetta z Google była przestrogą. Otwarcie przyznawał, że niekupienie ich akcji było poważnym błędem, choć widział, jak firma zamienia wyszukiwanie w internecie w narzędzie do zarabiania na reklamach. Teraz, na kilka miesięcy przed przekazaniem sterów Gregowi Abelowi, Berkshire Hathaway po cichu kupiło pakiet akcji wart miliardy dolarów w spółce matce Google, czyli w Alphabecie.

Akcje Alphabetu klasy C zamknęły sesję 17 listopada na poziomie 285,60 USD, co oznacza wzrost o 3,11% w ciągu dnia, po tym, jak doniesienia o nowym pakiecie pomogły wypchnąć kurs na rekordowe poziomy. Od początku 2025 r. notowania wzrosły o około 50% i są w tym roku najlepsze w gronie tzw. Wspaniałej Siódemki. Kiedy inwestor znany z unikania kierowania się modnymi trendami kupuje akcje lidera rynku, którego kurs zbliża się do historycznego maksimum, nasuwa się oczywiste pytanie: co on widzi, czego reszta z nas może nie dostrzegać?

Od Apple’a do Alphabetu

Berkshire już od dwunastu kwartałów z rzędu, w tym także w ostatnim, jest sprzedawcą netto akcji. W tym czasie sprzedał ok. 12,5 mld USD papierów, kupując jednocześnie akcje za ok. 6,4 mld USD, a jednocześnie pozwoliło, by zasoby gotówkowe urosły do rekordowych 381,7 mld USD. Nie jest to zachowanie człowieka, który uważa, że wszystko jest tanie. Jednak w ramach tej ogólnej redukcji zaszło jednak poważne przetasowanie.

W minionym kwartale Berkshire zmniejszyło swoje udziały w Apple o około 15% i swoją pozycję w Bank of America o około 6%. Natomiast Alphabet pojawia się jako nowy gracz w klubie dziesięciu największych. Z dokumentów regulacyjnych i zestawień portfela wynika, że pakiet zajmuje teraz mniej więcej dziesiąte miejsce w portfelu akcji Berkshire, za takimi klasykami jak American Express, Coca‑Cola czy Chevron. Jest to rzadka sytuacja w branży technologicznej dla konglomeratu, który przez dziesięciolecia posiadał akcje kolei, ubezpieczycieli i spółek z segmentu dóbr podstawowych, a nie szybko rosnących gigantów oprogramowania.

Zmieniły się jednak nie tyle zasady Buffetta, ile same spółki. Apple, które zawsze określał jako markę konsumencką, działa dziś w świecie, w którym modernizacja sprzętu w dużej mierze zależy od funkcji opartych na AI. Jednocześnie Alphabet coraz mniej przypomina spekulacyjną spółkę technologiczną, a coraz bardziej rozległą infrastrukturę dla gospodarki cyfrowej, z przychodami z reklam i z chmury, które są zaskakująco stabilne jak na coś zbudowanego z linijek kodu.

Alphabet jako infrastruktura AI, a nie opowieść o gadżetach

Alphabet znajduje się w miejscu, gdzie ambicje związane ze sztuczną inteligencją spotykają się z tradycyjnym generowaniem gotówki. W trzecim kwartale 2025 r. spółka odnotowała ok. 102 mld USD przychodów, powyżej prognoz, a zyski również przebiły oczekiwania. Głównym motorem wzrostu był Google Cloud, który z „miłego dodatku” przeobraził się w motor biznesu, gdyż firmy rozwijające AI wynajmują jego moc obliczeniową.

Ponadto modele Gemini i wyszukiwarka wzbogacona o AI docierają dziś do setek milionów użytkowników. Te narzędzia działają na globalnej sieci centrów danych, autorskich chipów i światłowodów, której rozbudowa w tym roku pochłonie łącznie ponad 90 mld USD nakładów inwestycyjnych. Mówiąc prościej: Alphabet chce dostarczać „łopaty i kilofy” na potrzeby gorączki złota wokół AI.

Partnerstwo z Anthropic dodaje kolejny wymiar. Google zainwestował w ten startup miliardy i zawarł dużą umowę na dostawy chipów oraz usługi chmurowe, co powinno kierować przyszłe obciążenia obliczeniowe do Google Cloud. Pakiet Berkshire daje spółce pośrednią ekspozycję na ten ekosystem: każde zapytanie Anthropic uruchomione w infrastrukturze Google wzmacnia pozycję Alphabetu jako infrastruktury AI.

Kluczowe jest to, że ta ekspansja opiera się na silnym bilansie. Alphabet jest wyceniany na ok. 25‑krotność oczekiwanych zysków, czyli taniej niż część innych megacapów, i nadal generuje solidne wolne przepływy pieniężne z wyszukiwarki i z YouTube. Środki te mogą sfinansować centra danych i nadal wspierać wykup akcji, co odpowiada inwestorom preferującym „wspaniałe spółki po uczciwych cenach”.

Co naprawdę oznacza „głos zaufania” od Buffetta?

Zakup Alphabetu przez Buffetta to coś więcej niż prosta pieczęć aprobaty. To konkretna teza o tym, gdzie będą się koncentrować zyski z AI. Alphabet zarabia na reklamach w wyszukiwarce, na YouTube, w mapach, w sklepie z aplikacjami i w chmurze. AI nie jest tu osobnym produktem. To ulepszenie, które może zwiększać zaangażowanie użytkowników i możliwości monetyzacji w istniejących biznesach.

To także wyraźny zwrot w stronę infrastruktury, a nie urządzeń. Apple stawia na inteligencję działającą na urządzeniu, ale dopiero dopracowuje model biznesowy AI. Alphabet już dziś zarabia na AI poprzez kontrakty chmurowe, narzędzia reklamowe i oprogramowanie biurowe. Ograniczenie pozycji w Apple’u przy jednoczesnym zwiększeniu udziału w Alphabecie sugeruje, że Berkshire widzi więcej przyszłej wartości AI w centrach danych i platformach niż w cyklach wymiany telefonów.

Wreszcie, należy pamiętać, że „technologia” nie jest jedną kategorią. Alphabet może dzielić indeks z szybko rozwijającymi się start-upami zajmującymi się sztuczną inteligencją, ale jego przewaga konkurencyjna, zdolność do generowania gotówki i zdywersyfikowane przychody lokują go bliżej spółek, które przez lata konsekwentnie pomnażają kapitał, dokładnie takich, jakie Buffett zawsze faworyzował.

Ryzyka, których nawet Berkshire nie może zignorować

Ryzyka są realne. Alphabet może przeinwestować w moce obliczeniowe AI, jeśli klienci spowolnią realizację projektów albo konkurenci zgarną duże kontrakty. Warto śledzić tempo wzrostu Google Cloud, marże oraz wytyczne dotyczące długoterminowych inwestycji. Drugim zagrożeniem pozostają regulacje. Surowsze przepisy antymonopolowe lub dotyczące prywatności w USA i w Europie mogą uderzyć w rentowność wyszukiwarki i reklam albo wymusić zmiany w sposobie wykorzystywania danych.

Kluczowa będzie również realizacja strategii w obszarze AI. Alphabet potknął się na starcie wyścigu o generatywną AI i wciąż nadrabia, próbując odzyskać inicjatywę dzięki Gemini i innym modelom. Jeśli użytkownicy lub klienci korporacyjni będą woleli narzędzia konkurencji, wszystkie te wydatki na chipy i centra danych mogą przynieść stopy zwrotu niższe od oczekiwanych, nawet mimo obecności Buffetta w akcjonariacie.

Domykając klamrę: czego naprawdę uczy zakład Buffetta dotyczący Alphabetu

Buffett przez lata powtarzał, że niekupienie akcji Google było jednym z jego dużych błędów. Alphabet był na wyciągnięcie ręki, z zyskami z wyszukiwarki i solidnymi przepływami gotówki, podczas gdy on pozostawał z boku. Kupując akcje, teraz gdy szykuje się do przekazania funkcji prezesa, robi coś więcej niż tylko „zgrabny finałowy ruch”. To dyskretny sygnał, jak jego zdaniem będzie wyglądać trwała wartość w sztucznej inteligencji.

Dla zwykłych inwestorów wniosek nie brzmi: „kupuj to, co kupuje Buffett”. Chodzi o to, że nawet najbardziej tradycyjny inwestor wartościowy chętnie posiada ekspozycję na AI – o ile jest ona wbudowana w zdywersyfikowaną platformę generującą duże przepływy gotówki, którą można zrozumieć i racjonalnie uzasadnić. Rynek będzie się dalej spierał, czy cena Alphabetu jest za wysoka, za niska czy w sam raz. Lepsze pytanie jest takie, które Buffett zadaje od siedmiu dekad: jakie spółki można trzymać w dobrych i złych czasach, bo rozumiesz, jak zarabiają i dlaczego potrafią przetrwać?

– Sztuczna inteligencja pozostaje jednym z najszybciej rozwijających się segmentów rynku, jednocześnie wyróżniając się wysoką zmiennością, ryzykiem przegrzania oraz silną konkurencją. Sektor ten często reaguje gwałtownymi ruchami wycen, a dynamika innowacji sprawia, że pozycje rynkowe liderów mogą szybko się zmieniać. Inwestycje w stabilne aktywa spoza sektora AI pomagają utrzymać równowagę portfela, nawet gdy nastroje wobec innowacji spadają. Dlatego w perspektywie długoterminowej ważne jest, by zadbać o dywersyfikację portfela, np. poprzez łączenie odważnego podejście do nowych technologii z rozsądnym i zdyscyplinowanym zarządzaniem ryzykiem – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Wyniki za III kwartał: USA z mocnym wzrostem, Europa zaskakuje odpornością mimo spadku przychodów

Przy czym widoczna jest istotna rozbieżność po obydwu stronach Atlantyku: w USA wyniki były bardzo dobre, w Europie – niezłe, biorąc pod uwagę okoliczności. Co więcej, w Europie wynik ratował sektor finansowy, bowiem w sektorach dóbr konsumpcyjnych wrażliwych na cykliczne wahania (jak odzież, wyposażenie mieszkań, samochody czy turystyka) notowane były ujemne wyniki finansowe (-11,2% r/r).

  • Pomimo rosnących ceł i spadku popytu w Europie, firmy wykazały się niezwykłą odpornością w sezonie wyników finansowych za III kwartał. Wspólne po obu stronach Atlantyku: najlepsze wyniki osiągnął sektor finansowy, wyraźnie wyprzedzając przemysł. Banki skorzystały na nadal wysokich stopach procentowych, które zwiększyły marże odsetkowe netto i podniosły zyski. Przemysł zyskiwał na wzroście wydatków obronnych i w lotnictwie. Zawiódł za to na obydwu kontynentach sektor konsumpcyjny.
  • Amerykańskie firmy wyróżniały się jako wyraźni liderzy – dzięki frontloadingowi (zbudowaniu zapasów przed wejściem w życie ceł) i obniżkom cen przez firmy zagraniczne, a aż 82% z nich przekroczyło prognozy wyników (przychody: +8,1% r/r i EPS: +16,8% r/r). a inwestycyjne wzrosły do 100 mld USD, napędzane boomem na sztuczną inteligencję, która z niszowego tematu stała się głównym punktem zainteresowania podczas konferencji dotyczących wyników finansowych w różnych branżach.
  • Świetne wyniki amerykańskich (dużych) firm miały także swoje cienie, m.in. spadek przychodów w ujęciu rok do roku odnotowały w szczególności sektor papierniczy i drzewny (-8,7%), transport morski (-1,3%) oraz sektory dóbr trwałych i odzieży (-0,7%). Na wynik (a zwłaszcza istotny wzrost zysku na akcję EPS) wpływ miał nie tylko lepszy od prognoz popyt , ale też poprawa efektywności operacyjnej odzwierciedlająca powszechną poprawę marż
  • Tymczasem europejskie przedsiębiorstwa pozostawały w tyle, ale jak wynika z analiz Allianz Trade osiągnęły wyniki lepsze od dosyć umiarkowanych oczekiwań, a zysk na akcję wzrósł o +6,2% r/r pomimo spadku przychodów o -1,2% r/r. Wzrost średnich zysków w Europe był głównie zasługą sektora finansowego (+11,4% r/r), który pomógł zrównoważyć spadek o -11,2% r/r w sektorze dóbr konsumpcyjnych cyklicznych.
  • W IV kwartale silniejsze euro, ograniczone wydatki dyskrecjonalne i niekorzystne czynniki sektorowe będą prawdopodobnie nadal hamować wzrost (-1,8% r/r) i zyski (-2,7% r/r), Jednak perspektywy dla kluczowych branż w regionie stają się coraz bardziej optymistyczne, a prognozy wzrostu EPS na 2026 r. dla indeksu Stoxx-600 zostały skorygowane w górę z +12,6% r/r do +12,9% r/r.
  • Zawodzi (swoimi wynikami) sektor istotny dla polskiego eksportu: sektor dóbr konsumpcyjnych cyklicznych (obejmujący odzież, produkty konsumenckie – w tym meble/AGD/RTV, samochody oraz podróże i wypoczynek), odnotowując najsłabsze wyniki finansowe w indeksie, a zysk na akcję w sektorze spadł o 11,2% r/r, co stanowi negatywną niespodziankę na poziomie niższym o -5,6% wzgl. oczekiwań

Pomimo tarć handlowych i rosnących ceł, a także słabnącego popytu w Europie, firmy wykazały się niezwykłą odpornością w sezonie wyników finansowych za III kwartał. Jak dotąd około 80% firm ogłosiło wyniki za III kwartał, a ponad połowa z nich przekroczyła oczekiwania zarówno pod względem sprzedaży, jak i zysków, przy czym wyraźną przewagę miały firmy amerykańskie. Dyscyplina w zakresie kontroli kosztów i elastyczność strategiczna pozwoliły zabezpieczyć marże i utrzymać wzrost w obliczu utrzymującej się niepewności politycznej. Nastroje kadry zarządzającej były również znacznie bardziej optymistyczne niż w 2024 r., zbliżając się do najwyższych poziomów odnotowanych pod koniec 2021 r. (wykres 3), co sugeruje, że wyzwania związane z łańcuchem dostaw w dużej mierze ustąpiły, a obawy związane z cłami ograniczały się do pierwszej połowy roku.

USA: boom technologiczny wpływa na cały rynek; dodatkowo – poprawa efektywności operacyjnej oraz wpływ inwestycji

W Stanach Zjednoczonych przedsiębiorstwa odnotowały solidny, dwucyfrowy wzrost zysków, znacznie przewyższający prognozy a napędzany boomem na technologie sztucznej inteligencji o ogromnej kapitalizacji. W III kwartale 2025 r. wzrost zysków indeksu S&P 500 przyspieszył do +16,8% r/r, kontynuując pozytywną dynamikę z II kwartału, kiedy to wyniósł +13,8% r/r (patrz wykres 1). Dzięki czterem kolejnym kwartałom dwucyfrowego wzrostu zysków indeks S&P 500 powrócił do rekordowego poziomu zysków i jest na dobrej drodze do osiągnięcia dwucyfrowego wzrostu zysku na akcję (EPS) w całym roku. Po zakończeniu okresu sprawozdawczego łączny wzrost EPS indeksu znacznie przekroczył oczekiwany na koniec kwartału poziom ~+8,8% r/r, ponieważ 82% spółek przekroczyło prognozy zysków — znacznie powyżej średniej pięcioletniej wynoszącej ~75% — co stanowi jeden z najsilniejszych kwartałów w ostatnich latach i potwierdza, że akcje amerykańskie mogą osiągać dobre wyniki również w warunkach spowolnienia wzrostu gospodarczego. Sektor technologiczny jak wynika z analiz Allianz Trade pozostaje najszybciej rozwijającym się sektorem w indeksie S&P 500, ale wzrost był powszechny: sektory finansowy, przemysłowy, nieruchomości i surowcowy odnotowały wzrost EPS (zysk na akcję) powyżej +20%. Solidne były również wyniki finansowe e: przychody w USA w III kwartale wzrosły o 8,1% r/r, znacznie powyżej oczekiwanego na początku sezonu 5,7%, a wynik powyżej oczekiwań miało 78% firm. W ramach indeksu wszystkie sektory odnotowały dodatni wzrost przychodów w III kwartale, przy czym sektor energetyczny pozostawał w tyle z niewielkim wzrostem o 1,1% r/r, ponieważ niższe ceny miały negatywny wpływ na wyniki finansowe. Jednak biorąc pod uwagę całość spółek notowanych na giełdzie, inne sektory odnotowały spadek przychodów w ujęciu rok do roku, w szczególności sektor papierniczy i drzewny (-8,7%), transport morski (-1,3%) oraz sektory dóbr trwałych i odzieży (-0,7%). Ogólna duża różnica między wzrostem przychodów a wzrostem EPS sugeruje, że amerykańskie przedsiębiorstwa korzystają nie tylko ze zdrowego popytu na produkty i usługę oraz utrzymującej się siły cenowej, ale także z poprawy efektywności operacyjnej, odzwierciedlającej powszechną poprawę marż. Największy wzrost marż odnotowano w sektorach finansowym, przemysłowym i nieruchomości, natomiast w sektorach opieki zdrowotnej, dóbr podstawowych i energetycznym nastąpiło pewne zmniejszenie marż.

Wykres 1: Wskaźniki wzrostu przychodów i zysku na akcję indeksu S&P 500 (% r/r)

Wykres 1: Wskaźniki wzrostu przychodów i zysku na akcję indeksu S&P 500 (% r/r)

Źródła: LSEG IBES, Allianz Research

Ciągły wzrost inwestycji i popytu napędzanego sztuczną inteligencją pozostaje w centrum uwagi, motywując duże firmy technologiczne do osiągania wyjątkowych wyników. Sektor technologiczny odnotował największy wzrost sprzedaży (+16,1% r/r) i zysków (+28,5%) w ramach indeksu S&P 500, wspierany przez solidne wydatki przedsiębiorstw na usługi w chmurze i infrastrukturę sztucznej inteligencji. Nakłady inwestycyjne wzrosły do 100 mld USD z około 60 mld USD w III kwartale 2024 r. (w ujęciu rocznym 400 mld USD), co podkreśla agresywny cykl inwestycyjny sektora, równolegle do utrzymującej się rentowności. Boom na sztuczną inteligencję jest jednak widoczny również poza branżą technologiczną, ewoluując od niszowego tematu do głównego punktu zainteresowania podczas spotkań inwestorów i telekonferencji dotyczących wyników finansowych przedsiębiorstw z różnych branż. Wykres 2 pokazuje, że liczba wzmianek o sztucznej inteligencji podczas telekonferencji dotyczących wyników finansowych osiągnęła w ostatnim kwartale rekordowy poziom, odzwierciedlając jej rosnące znaczenie dla strategii kadry kierowniczej i dyskusji inwestorów. Chociaż firmy technologiczne nadal są najbardziej aktywne w tej kwestii, sektory takie jak finanse, dobra konsumpcyjne i energia coraz bardziej podkreślają rolę sztucznej inteligencji w zwiększaniu wydajności, automatyzacji i zarządzaniu ryzykiem. Tak szerokie zastosowanie podkreśla transformację sztucznej inteligencji w kluczowy czynnik wpływający na produktywność, rentowność i długoterminową konkurencyjność w miarę przygotowań firm do 2026 r. Niemniej jednak ryzyko koncentracji związane ze sztuczną inteligencją rośnie, co sprawia, że inwestorzy zachowują czujność, a niespełnienie oczekiwań ma poważne konsekwencje. Ogólnie rzecz biorąc, chociaż oczekiwania dotyczące IV kwartału pozostają umiarkowane (prognozowany wzrost zysków na poziomie +8%), a konsensus szacunków na cały rok 2026 został nieznacznie obniżony (z +14,1% do +13,8%), amerykańskie przedsiębiorstwa pozostają na dobrej drodze do osiągnięcia kolejnego roku solidnego, dwucyfrowego wzrostu zysków.

Wykres 2: Wzmianki o sztucznej inteligencji w raportach finansowych przedsiębiorstw i indeks nastrojów kadry zarządzającej

Wykres 2: Wzmianki o sztucznej inteligencji w raportach finansowych przedsiębiorstw i indeks nastrojów kadry zarządzającej

Źródła: Bloomberg, Allianz Research

Europa: wyniki wyraźnie niższe niż w USA, ale i tak cieszą – zysk lepszy od oczekiwań o +4,6%! W dół wynik sektorów konsumenckich – dóbr trwałych, odzieży, wydatków na turystykę

Europejskie przedsiębiorstwa osiągnęły gorsze wyniki niż ich amerykańskie odpowiedniki, ale i tak były one lepsze od oczekiwań. Wyższe cła i silniejsze euro miały negatywny wpływ na sprzedaż międzynarodową, w wyniku czego przychody indeksu Stoxx-600 spadły po raz drugi w tym roku (-1,2% r/r w III kwartale) – wykres 3. Największe spadki odnotowano w transporcie morskim (-15,1% r/r), energetyce (-7,2%) i surowcach podstawowych (-5,9%), co wynikało z niższych cen transportu i surowców oraz słabszego popytu przemysłowego, który dotknął w szczególności sektory chemiczny, celulozowo-papierniczy oraz metalowy i wydobywczy (wykres 4). Niemniej jednak strategiczne zarządzanie, jak wynika z analiz Allianz Trade pomogło utrzymać stabilność zysków. Z wynikiem +4,6% powyżej oczekiwań, zyski całego grona spółek giełdowych utrzymały się w III kwartale na poziomie dodatnim (+0,3% r/r). W przypadku indeksu Stoxx-600 wynik był jeszcze lepszy. Na podstawie raportów 73% spółek wzrósł EPS, początkowo prognozowany na nieznacznie ujemny, wzrósł do +6,2% r/r (patrz wykres 3), nieznacznie przewyższając wynik +4,0% z II kwartału, ponieważ więcej spółek przekroczyło swoje oczekiwane wyniki. Liderami sektorowymi są finanse (71% powyżej oczekiwań), spółki technologiczne (52%) i przemysł (52%). Sektor finansowy odnotował najsilniejszy wzrost zysków w regionie, wynoszący +11,4% r/r, a banki skorzystały na nadal wysokich stopach procentowych, które zwiększyły marże odsetkowe netto i podniosły zyski. Sektor przemysłowy skorzystał natomiast na wzroście wydatków w sektorze lotniczym i obronnym. Natomiast sektor dóbr konsumpcyjnych cyklicznych (obejmujący odzież, produkty konsumenckie, samochody oraz podróże i wypoczynek) odnotował najsłabsze wyniki finansowe w indeksie, a zysk na akcję spadł o 11,2% r/r, co stanowi negatywną niespodziankę na poziomie -5,6% i odzwierciedla utrzymującą się słabość zaufania konsumentów, która nadal ogranicza wydatki dyskrecjonalne. Detaliści i firmy z branży rekreacyjnej odnotowały spadek wydatków konsumentów w Europie, podczas gdy producenci samochodów borykali się ze słabym popytem i rosnącą konkurencją ze strony Chin.

Wykres 3: Wskaźniki wzrostu przychodów i zysku na akcję STOXX-600 (% r/r)

Wykres 3: Wskaźniki wzrostu przychodów i zysku na akcję STOXX-600 (% r/r)

Źródła: LSEG IBES, Allianz Research

Wykres 4: Stopa wzrostu EPS (oś X) i przychodów (oś Y) r/r w III kwartale 2025 r., Europa

Wykres 4: Stopa wzrostu EPS (oś X) i przychodów (oś Y) r/r w III kwartale 2025 r., Europa

Źródła: LSEG Refinitiv (średnia według sektorów na dzień 13 listopada, przy czym 77% europejskich spółek opublikowało już wyniki), Allianz Research

Kontekst makroekonomiczny (zwłaszcza napięcia handlowe), silniejsze euro, słabe wydatki dyskrecjonalne i presja na sektory wrażliwe na zmiany stóp procentowych powinny nadal negatywnie wpływać na europejskie zyski w IV kwartale i później. Konsensus rynkowy wskazuje na umiarkowany wzrost gospodarczy w pierwszym kwartale 2026 r., a następnie takie samo ożywienie sprzedaży i zysków. Pozytywnym aspektem jest to, że prognozy śródokresowe stały się nieco bardziej optymistyczne — obecnie oczekuje się, że wzrost zysków w całym 2025 r. wyniesie -2,0% r/r w porównaniu z -2,9% na początku sezonu, a wzrost w 2026 r. został skorygowany w górę do +12,9% r/r z +12,6%. Co najważniejsze, prognozy na lata 2026-27 również stają się optymistyczne dla kluczowych branż w regionie, takich jak motoryzacja, energetyka i surowce podstawowe, których pogorszenie sytuacji w ciągu ostatnich trzech lat spowodowało spadek ich łącznego udziału w zyskach Stoxx-600 do zaledwie 12,6% (w porównaniu z 32% w 2022 r.). Jak widać na wykresie 5, oczekuje się, że rok 2025 będzie najgorszym dla tych sektorów, a w latach 2026 i 2027 nastąpi znaczna poprawa wskaźnika EPS.

Wykres 5: Historyczne i szacunkowe EPS (EUR na akcję) dla wybranych sektorów w Europie

Wykres 5: Historyczne i szacunkowe EPS (EUR na akcję) dla wybranych sektorów w Europie

Źródła: Bloomberg, Allianz Research

Nie należy jednak zapominać o ewolucji kursu euro. Prawdopodobnie będzie ona nadal stanowić obciążenie dla europejskiego rynku akcji zorientowanego na eksport, choć pojawiają się oznaki, że ta niekorzystna sytuacja wkrótce się skończy (wykres 6). Jeśli euro nie będzie dalej umacniać się, europejskie przedsiębiorstwa będą mogły w 2026 r. konkurować z amerykańskimi na równych zasadach – przynajmniej z punktu widzenia kursu walutowego.

Wykres 6: Relatywne korekty zysków w Europie i Stanach Zjednoczonych oraz kurs wymiany EURUSD

Wykres 6: Relatywne korekty zysków w Europie i Stanach Zjednoczonych oraz kurs wymiany EURUSD

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Tylko 26% firm raportuje wpływ na środowisko zgodnie z TNFD – raport EY

0
  • Tylko 26% firm na świecie ujawniło swój wpływ na środowisko naturalne zgodnie ze standardami Taskforce on Nature Related Financial Disclosure.Zaledwie 13% publikowało raporty dotyczące środowiska naturalnego.
  • Prymusem okazał się region EMEIA – aż 94% badanych organizacji ujawniło informacje dotyczące wpływu na środowisko.

Według Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) połowa globalnego PKB jest w umiarkowanym lub wysokim stopniu uzależniona od środowiska naturalnego. Opracowany przez EY Barometr działań na rzecz ochrony środowiska (EY Global Nature Action Barometer) pokazał, że większość globalnych organizacji nie uwzględniła w swoich bilansach znaczenia środowiska naturalnego, mimo że znacząco wpływa ono na ich wyniki finansowe.

Sprawozdawczość dotycząca zrównoważonego rozwoju oraz środowiska naturalnego jest często podstawą decyzji podejmowanych przez inwestorów. Dlatego wprowadzono dobrowolne standardy raportowania, opracowane przez grupę zadaniową ds. ujawniania informacji finansowych związanych ze środowiskiem (ang. Taskforce on Nature-related Financial Disclosures, TNFD). To globalna inicjatywa, która w 2023 roku opublikowała zestaw 14 zaleceń oraz wytycznych dla przedsiębiorstw dotyczących ujawniania informacji o wpływie na środowisko naturalne. Dotychczas zobowiązało się do tego 620 organizacji z ponad 50 krajów. Wytyczne TNFD to kolejne – po wytycznych TCFD – wytyczne dotyczące zarządzania i ujawniania zależności pomiędzy środowiskiem a kwestiami finansowymi. Obecnie trwają również prace nad wytycznymi związanymi z obszarem społecznym (TISFD).

EY zbadał czy w rocznych raportach organizacje zamieszczały jakiekolwiek informacje związane z zaleceniami TNFD oraz na ile były zgodne z rekomendowaną przez tą grupę zadaniową standardami . Barometr EY pokazał, że większość firm ujawnia przynajmniej część informacji na temat swojego wpływu na środowisko naturalne, ale bardzo mało sporządza szczegółowe raporty zgodne z wytycznymi TNFD. Tylko 13% publikuje samodzielny raport TNFD lub indeks TNFD jako część rocznego sprawozdania albo raportu dotyczącego zrównoważonego rozwoju. Spośród badanych firm zdecydowana większość (33 na 55) firm, które spełniały normy raportowania pochodziła z regionu EMEIA (Europa, Bliski Wschód, Indie oraz Afryka).

– „Włączenie środowiska naturalnego do procesu podejmowania decyzji już nie jest opcjonalne; to strategiczna konieczność. Badanie pokazuje jednak, że duża grupa firm, chociaż mówi o ochronie środowiska naturalnego, nie informuje o podejmowanych działaniach. Brak dokładnego raportowania sprawia, że przedsiębiorstwa czekają większe wyzwania w uzyskaniu finansowania czy utrzymania wysokiego poziomu zaufania konsumentów” – mówi Tomasz Michalak, Partner w Zespole ds. Raportowania i Atestacji ESG w EY Polska.

Filar 1. Zarządzanie

Zarówno pod względem zakresu, jak i zgodności z zaleceniami zarządzanie było filarem o najwyższym, średnim wyniku (87% sprawozdań zawierało jakieś informacje, a 31% było zgodne z zaleceniami). Prawie ¼ firm w regionie EMEIA (24%) podawała informacje zgodne z TNFD w zakresie zarządzania, 21% w regionie Azji i Pacyfiku oraz 16% firm w Ameryce Północnej i Południowej. W analizowanych informacjach firmy zaznaczały, że ustaliły role i obowiązki w zakresie zarządzania ryzykiem związanym ze środowiskiem, a także wdrożyły procesy informowania o nim zarządu.

Filar 2. Strategia

Kwestia strategii pojawiła się w 72% sprawozdań, a w 23% była w pełni zgodna z TNFD. Tylko 16% przedsiębiorstw w regionie EMEA, 9% w obu Amerykach i 6% w regionie Azji i Pacyfiku przedstawiło jakościowe opisy wpływu ryzyka i szans związanych ze środowiskiem na działalność organizacji, łańcuch wartości, strategię i planowanie finansowe.

Filar 3. Zarządzanie ryzykiem i wpływem

Zarządzanie ryzykiem środowiskowym i wpływem było filarem, który uzyskał drugi najwyższy wynik pod względem zakresu i zgodności (odpowiednio 76% dla ryzyka i 27% dla wpływu). Trzydzieści sześć firm w regionie EMEIA, 9 w regionie Azji i Pacyfiku oraz 5 w Ameryce Północnej i Południowej zidentyfikowało priorytetowe lokalizacje, w których aktywa i działalność wpływają na środowisko. Region EMEIA był liderem w przypadku uwzględniania ryzyka – informacje ujawniło 21 spośród wszystkich badanych organizacji, zaledwie 9 w regionie Azji i Pacyfiku oraz 7 w obu Amerykach.

Filar 4. Wskaźniki i cele

W tym filarze firmy uzyskały najniższe wyniki w zakresie dostosowania się do zaleceń TNFD. Informacje na ten temat znalazły się tylko w 22% sprawozdań. Osiem przedsiębiorstw w obu Amerykach, 6 w regionie Azji i Pacyfiku oraz 19 w regionie EMEIA ustaliło realistyczne i wymierne cele. Publikowane wskaźniki dotyczyły głównie zużycia wody, zalesiania lub wylesiania oraz obszarów o wysokiej wartości bioróżnorodności.

– „Chociaż TNFD przygotowało strukturę podstawowych i dodatkowych wskaźników, niektóre firmy mają trudności z identyfikacją odpowiednich standardów dla swojej działalności. Szczególnym wyzwaniem jest określenie wskaźników służących do pomiaru stopnia, w jakim środowisko naturalne ma znaczenie finansowe dla działalności” – dodaje Tomasz Michalak.

W regionie EMEIA stosowanie zaleceń TNFD było najszersze – 94% analizowanych firm raportowało jakieś kwestie związane ze środowiskiem. Powodem była przede wszystkim unijna dyrektywa CSRD, która nakłada na duże przedsiębiorstwa działające w Unii Europejskiej obowiązek ujawniania istotnych skutków, rodzajów ryzyka i możliwości związanych ze środowiskiem naturalnym, w tym klimatem

Chociaż zakres dostosowania się do zaleceń TNFD jest w tej części świata duży, to inne badanie EY – Barometr EY dotyczący dyrektywy CSRD pokazał, że publikowane raporty zrównoważonego rozwoju wydają się spełniać wymogi zgodności, ale nie przekazują istotnych informacji na temat strategii, podejmowanych działań i pożądanego wpływu na środowisko.

Sektory gospodarki

Trzy sektory, których sprawozdania są najbardziej zgodne z zaleceniami TNFD, to dobra konsumpcyjne (33%), wydobycie i przetwórstwo minerałów (32%) oraz produkcja i przetwórstwo żywności (28%). Za to najmniej dostosowane były sprawozdania przedsiębiorstw z ochrony zdrowia (23%), transportu (20%) i branży finansowej (23%).

– „Zielona transformacja nie jest możliwa bez odpowiedniego, wysokiego poziomu raportowania działań przez przedsiębiorstwa. Brak pełnej transparentności utrudnia bankom podejmowanie decyzji o finansowaniu działań firm na rzecz zrównoważonego rozwoju. W efekcie znacznie trudniejsze będzie osiągnięcie zakładanych celów ochrony środowiska naturalnego i zatrzymania zmian klimatycznych” – mówi Dariusz Kryczka, Partner w Kancelarii EY Law, Lider Centrum Kompetencyjnego Europejskiego Zielonego Ładu EY.

Zdaniem ekspertów EY przedsiębiorstwa powinny stosować 5 zasad, dzięki którym staną się bardziej zrównoważone. Są to: wystarczalność, gospodarka obiegu zamkniętego, myślenie systemowe, nowa definicja wartości oraz równość i sprawiedliwość.

– „Każde poważne wyzwanie geopolityczne, gospodarcze, środowiskowe i społeczne, przed którym dzisiaj stoimy, wiąże się ze środowiskiem naturalnym. Każde przedsiębiorstwo ma wpływ na srodowisko i korzysta z zasobów naturalnych. Czasem w większym stopniu dzieje się to w łańcuchu wartości niż w samej organizacji, ale dzieje się. Dlatego już teraz przedsiębiorstwa muszą w sprawozdaniach zapewnić przejrzystość swoich strategii dotyczących zarówno zarządzania wpływem na środowisko, jak też uwzględniania wpływu czynników środowiskowych na stabilność prowadzenia biznesu” – podsumowuje Aleksandra Stanek–Kowalczyk, Partnerka EY Polska, Consulting Sustainability Leader.

O badaniu
W ramach badania EY Global Nature Action Barometer przeanalizowano informacje dotyczące środowiska naturalnego opublikowane przez 435 firm, w tym z grupy 100 największych, światowych przedsiębiorstw. Łączna kapitalizacja rynkowa organizacji wynosiła ponad 50 bln USD.

Analizowane przedsiębiorstwa reprezentowały dobra konsumpcyjne, wydobycie i przetwórstwo minerałów, finanse, produkcję i przetwórstwo żywności, ochronę zdrowia, infrastrukturę, przetwórstwo surowców naturalnych oraz usługi.

Nvidia podnosi prognozy i rośnie w post-markecie. Inwestorzy reagują euforycznie

Sezon wyników w USA dobiega końca, a Nvidia zamyka go najmocniejszym akcentem. Opublikowane w środę wieczorem dane wyraźnie przebiły oczekiwania rynku i po raz kolejny pokazały, jak silna technologicznie pozostaje spółka. W handlu pozasesyjnym jej akcje rosną o około 7 proc., co świadczy o bardzo pozytywnym odbiorze wyników przez inwestorów. A mimo to pytania o bańkę i wysoką wycenę nie znikają.

Nvidia po raz kolejny pobiła własne rekordy. Przychody w trzecim kwartale sięgnęły 57 mld dolarów, to o 62 proc. więcej niż rok temu i aż o 10 mld więcej niż w poprzednim kwartale. Segment centrów danych, czyli główny motor napędowy rozwoju sztucznej inteligencji, odpowiada już za ponad 51 mld dolarów sprzedaży. To o 66 proc. więcej niż rok wcześniej.

Spółka nie tylko przebiła konsensus, ale również podniosła prognozy na kolejny kwartał do poziomu 65 mld dolarów przychodu. To kolejny raz więcej niż oczekiwali analitycy. Potwierdza to opinię, że popyt na chipy AI ma charakter strukturalny, a nie chwilowy. Prezes Jensen Huang wprost odrzucił sugestie o pękającej bańce AI, podkreślając, że popyt na chipy pozostaje silny i ma charakter strukturalny.

Wzrost Nvidii pokazuje nie tylko siłę firmy, ale i skalę transformacji, jaka zachodzi w sektorze technologicznym. W ciągu zaledwie trzech miesięcy przychody spółki wzrosły o 22 proc. To tempo niespotykane u firm o takiej kapitalizacji. I to w sytuacji zakazu eksportu części produktów firmy do Chin. Przychody z tego rynku nie zostały ujęte w prognozach na kolejny kwartał. Firma jasno wskazuje, że skupi się na innych regionach.

Reakcja rynku na wyniki okazała się bardzo pozytywna. W handlu pozasesyjnym, jeszcze w nocy ze środy na czwartek, akcje Nvidii rosły o około 7 proc. O poranku w czwartek widać poprawę nastrojów również w Azji, gdzie indeksy otworzyły się wyżej, a inwestorzy chętnie sięgają po spółki związane z AI.

A jednak nie brakuje głosów sceptycznych. Forward P/E spółki oscyluje w okolicach 32,5, więc wciąż znacznie powyżej średniej rynkowej. Do tego rosnące zapasy (wzrost o 32 proc. kwartał do kwartału) mogą budzić pytania o przyszłą płynność sprzedaży. Jeszcze mocniej wzrosły zobowiązania dotyczące dostaw – aż o 63 proc. w ciągu kwartału.

Niepokój budzi też wzrost kosztów, choć marże brutto utrzymują się na rekordowych poziomach (ponad 73 proc. w ujęciu non-GAAP), rosnące ceny energii i ograniczenia w dostępności mocy obliczeniowej mogą w dłuższej perspektywie wpływać na rentowność.

Popyt na chipy AI rośnie szybciej niż są w stanie za nim nadążyć producenci. Nvidia rozbudowuje współpracę z największymi firmami, w tym z AWS i HUMAIN, w ramach której planuje wdrożyć nawet 150 tys. akceleratorów AI.

Równocześnie coraz wyraźniej widać, że rysuje się nowe ograniczenie – energetyczne. Wzrost zapotrzebowania na moc obliczeniową sprawia, że to nie chipy, a dostęp do energii może stać się wąskim gardłem rewolucji AI. Nvidia raportuje, że obserwuje ten problem u swoich klientów, a centra danych często nie mogą powstawać z powodu braku odpowiedniego zasilania.

Opublikowane wyniki pokazują jedno: AI to dziś realna siła napędowa globalnej gospodarki, z konkretnymi liczbami, przychodami i inwestycjami. Nvidia znów ustawiła poprzeczkę bardzo wysoko. Ale jednocześnie pokazała, że ten wyścig dopiero się zaczyna. Dobre wyniki Nvidia pozytywnie wpływają na cały rynek wzmacniając zaufanie do całego amerykańskiego sektora technologicznego i mogą dodać nowego paliwa do rajdu końcówki roku.