Konsultacje bez projektu ustawy o PIP to fikcja. BCC ostro krytykuje działania resortu pracy

Pracodawcy krytycznie o konsultacjach nad projektem nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy – brak udostępnienia dokumentu przed konsultacjami narusza zasady dialogu społecznego,

Podczas dzisiejszego spotkania z przedstawicielami Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej strona pracodawców – w tym Business Centre Club – wyraziła stanowczy sprzeciw wobec prowadzenia konsultacji społecznych nad trzecim projektem ustawy, którego treści nie otrzymała.

Ministerstwo poinformowało, że w najnowszej wersji projektu ograniczono okres, za jaki może zostać wydana decyzja stwierdzająca ustalenie stosunku pracy, do trzech lat wstecz. Wskazano także, że rygor natychmiastowej wykonalności decyzji będzie mógł zostać uchylony przez Głównego Inspektora Pracy lub sąd. Resort zapowiedział również wprowadzenie możliwości odpowiedzialności odszkodowawczej za błędne decyzje.

Pracodawcy podkreślają, że nie mogą odnieść się do zmian bez zapoznania się z ich treścią. Wskazują, że brak udostępnienia projektu ustawy przed spotkaniem stanowi naruszenie podstawowych zasad dialogu społecznego.

– „Zapraszanie pracodawców na spotkanie w celu odbycia konsultacji nad projektem, którego nie otrzymali, jest naruszeniem elementarnych zasad dialogu społecznego, na które BCC się nie godzi” – podkreśla obecna na spotkaniu Joanna Torbé, ekspertka Business Centre Club ds. prawa pracy i ubezpieczeń społecznych

Nie będziemy uczestniczyć w konsultacjach prowadzonych w takich warunkach. – podsumowuje Łukasz Bernatowicz, prezez ZP BCC.

Rynek najmu hamuje: mniej ofert, mniej najemców i stabilne ceny. Kredyty znów mieszają na rynku

Mniej nowych ofert, mniejsze zainteresowanie najemców i stabilne ceny – jak wskazują dane Otodom tak wyglądał październik 2025 r. na rynku najmu. W porównaniu do września liczba dodanych ogłoszeń spadła aż o 20%, a odpowiedzi na nie o 31%. Z kolei  średnia cena najmu utrzymała się na poziomie 3,6 tys. zł. Co istotne, w tle coraz wyraźniej rysuje się wpływ rosnącej dostępności kredytów hipotecznych, a część dotychczasowych najemców kieruje się w stronę zakupu własnego M.

Po letnim szczycie rynek najmu wyhamowuje. Jesień to tradycyjnie spokojniejszy okres, a IV kwartał roku zwykle przynosi stabilizację po intensywnych miesiącach wakacyjnych. Tym razem jednak sytuacja może być mniej przewidywalna. Wszystko za sprawą serii obniżek stóp procentowych oraz poprawiającej się dostępności kredytów hipotecznych, których efekty zaczynają oddziaływać także na sektor najmu.

Mniej nowych ofert po sezonie

Jak wskazują dane Otodom, na koniec października liczba dostępnych ogłoszeń najmu wyniosła 26,9 tys. i była o 2,3% wyższa niż we wrześniu. Jednak w trakcie miesiąca dodano aż o 20% mniej nowych ofert niż miesiąc wcześniej. Mimo spadku bieżącej aktywności ze strony właścicieli nieruchomości na wynajem, warto zaznaczyć, że całkowita baza ogłoszeń była o 11% większa niż w październiku 2024 roku.

Okres od lipca do września to tradycyjnie czas największego ożywienia na rynku najmu. Napływ studentów oraz młodych dorosłych, którzy przeprowadzają się do największych miast w związku z rozpoczęciem nauki lub pracy, sprawia, że to właśnie oni są w trzecim kwartale najbardziej aktywną grupą poszukującą mieszkań. Właściciele często dostosowują do nich swoją ofertę. Natomiast jesienią na rynek trafiają lokale przeznaczone dla nieco innych najemców – komentuje Agata Stachowiak, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Wzrost liczby dostępnych mieszkań zanotowano zaledwie w 6 z 18 monitorowanych miast. Dwucyfrowy przyrost widoczny był jedynie w Gdańsku (+11%), choć nie dorównywał on temu z września (+31% m/m) czy sierpnia (+58%m/m). Jak tłumaczą eksperci, to naturalny efekt sezonowości i stopniowego powrotu mieszkań z najmu wakacyjnego do oferty długoterminowej.

W wielu miastach sezon turystyczny nie kończy się wraz z końcem wakacji. Coraz częściej obserwujemy, że najemcy krótkoterminowi pozostają aktywni do końca września, a nawet początku października. Dopiero wtedy właściciele decydują się udostępnić mieszkania w formule wynajmu długoterminowego – dodaje Agata Stachowiak.

Po wrześniowym boomie czas selekcji

Wraz z końcem intensywnego sezonu najmu wyraźnie osłabło także zainteresowanie ze strony potencjalnych najemców. W porównaniu do września liczba odpowiedzi na ogłoszenia spadła aż o 31%. Za tą zmianą stoi odpływ kluczowej grupy popytowej, czyli studentów i młodych dorosłych, którzy w okresie letnim intensywnie poszukiwali mieszkań na nowy rok akademicki lub zawodowy.

Wrzesień był momentem największego ruchu. Decyzje podejmowano błyskawicznie, a mieszkania na wynajem znikały z rynku w szybkim tempie. Październik przyniósł natomiast bardziej selektywne podejście najemców do poszukiwań, często połączone z oczekiwaniem na uzupełnienie oferty – zaznacza Agata Stachowiak.

Mimo niższej aktywności, preferencje użytkowników pozostały bez zmian. Od miesięcy największym zainteresowaniem cieszą się mieszkania dwupokojowe, które w październiku odpowiadały za połowę wszystkich wyszukiwań lokali na wynajem w serwisie Otodom. Wśród nich najchętniej wybierano te o powierzchni przekraczającej 40 mkw.

Rynek najmu reaguje na zmiany

Średnie stawki najmu pozostają stabilne. Według danych Otodom w październiku przeciętna cena ofertowa wyniosła ok. 3,6 tys. zł, co daje średnio 71 zł za mkw. W porównaniu z wrześniem poziom czynszów praktycznie się nie zmienił, a w ujęciu rocznym odnotowano jedynie symboliczny wzrost o 1%.

Najwyższe stawki nadal obowiązują w Warszawie, gdzie koszt wynajmu mieszkania przekroczył 4,9 tys. zł. Wysoko uplasowały się również Kraków (ok. 3,3 tys. zł) i Trójmiasto (3,2 tys. zł). Czynsze na poziomie około 3 tys. zł utrzymywały się we Wrocławiu i Szczecinie, natomiast w Poznaniu, Lublinie, Rzeszowie i Opolu dominował przedział ok. 2,5–2,6 tys. zł. Z kolei najniższe stawki odnotowano w Kielcach i Białymstoku, gdzie średni koszt najmu wynosił ok. 2 tys. zł miesięcznie.

Czy w najbliższych miesiącach najem stanie się tańszy czy droższy? Jednym z czynników, który może wpłynąć na kierunek zmian, są decyzje Narodowego Banku Polskiego. Spadające stopy procentowe oraz lepszy dostęp do kredytów hipotecznych sprawiają, że coraz więcej osób postrzega zakup własnego mieszkania jako alternatywę dla wynajmu. Dotyczy to szczególnie lokali o powierzchni 30–40 mkw., popularnych wśród młodych par i rodzin rozpoczynających samodzielne życie. To właśnie ta grupa najmocniej reaguje na poprawę warunków kredytowych i coraz częściej decyduje się na własność zamiast dalszego wynajmowania.

W obecnej sytuacji właściciele mieszkań na wynajem mogą być zmuszeni do większej elastyczności cenowej, zwłaszcza w segmencie lokali konkurujących bezpośrednio z ofertą sprzedaży. Może to sprzyjać najemcom. Mniejsza presja popytowa i rosnąca liczba mieszkań wracających na rynek z rąk osób, które zdecydowały się na zakup, otwierają przestrzeń do negocjacji. Długoterminowo rynek najmu będzie musiał dostosować się do nowej rzeczywistości kredytowej. Najprawdopodobniej oznacza to dalszą stabilizację cen, a w niektórych miastach nawet korekty stawek – podsumowuje Agata Stachowiak.

Rynek kredytów korporacyjnych wchodzi na ścieżkę dwucyfrowych wzrostów

Bankowość korporacyjna w Polsce wchodzi w nową fazę dynamicznego rozwoju. Po latach ograniczonego popytu na kredyt ze strony firm, rynek stoi dziś u progu istotnej zmiany. Inwestycyjne odbicie nabiera tempa, a skala publicznego wsparcia dla strategicznych projektów gospodarczych jest bezprecedensowa. W połączeniu z presją demograficzną, rosnącymi kosztami pracy oraz postępującą cyfryzacją i automatyzacją, tworzy to warunki do trwałego ożywienia w segmencie finansowania przedsiębiorstw. W najnowszym raporcie specjalnym ekonomiści Banku Pekao S.A. prognozują, że w najbliższych latach rynek kredytów korporacyjnych będzie rósł w tempie przekraczającym 9 proc. rocznie.

Analitycy bankowi często koncentrują się przede wszystkim na kwestiach podażowych — takich jak dostępność kapitału, struktura bilansów czy polityka stóp procentowych — pomijając przy tym równie istotne czynniki popytowe, które w wielu przypadkach decydują o dynamice rynku.

– Sektor bankowy zapewnia podaż kredytów w gospodarce. Dlatego też w bankowych analizach segmentu kredytowego łatwo o przesadne wyeksponowanie kwestii podażowych: poziomu stóp proc. czy warunków kredytowania. Tymczasem Polska stoi obecnie u progu swoistego przełomu: pierwszy raz od dawna to umocnienie popytu na kredyt będzie decydującym czynnikiem kształtującym akcję kredytową. W naszym raporcie mocno to podkreślamy – zauważa Sebastian A. Roy, ekonomista Banku Pekao S.A. i współautor raportu.Rzecz jasna, w makroekonomii „do tanga trzeba dwojga” i przyspieszenie akcji kredytowej nie obejdzie się ani bez silnego popytu, ani mocnej podaży. W przyszłym roku jednocześnie wystąpi jednak splot korzystnych czynników popytowych (inwestycje) i podażowych (luzowanie polityki pieniężnej). W efekcie zobaczymy dalsze przyspieszenie wzrostów portfela kredytów korporacyjnych bez istotniejszych korekt na marżach kredytowych.

Analitycy banku prognozują, że dynamika wolumenu należności banków od przedsiębiorstw niefinansowych przyspieszy z ok. 8 proc. r/r w 2025 r. do 9,4 proc. r/r w 2026 r. i 9,2 proc. r/r w 2027 r.

Pierwsza połowa roku była rozczarowaniem, jeśli chodzi o inwestycje. Początków ożywienia inwestycyjnego należy upatrywać dopiero w drugim półroczu 2025

– To nie tak, że inwestycji w Polsce nie będzie. Po prostu przygotowanie dużych procesów inwestycyjnych i rozliczenie środków z KPO wymagało nieco więcej czasu – uspokaja Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista Banku Pekao S.A., jeden z autorów raportu.Dynamika inwestycji w Polsce jest ściśle związana z cyklem funduszy europejskich, a te złapały ostatnio zadyszkę. Wystarczy powiedzieć, że w cztery lata po rozpoczęciu unijnej perspektywy finansowej powinniśmy wydać już 20-25 proc. dostępnych środków, podczas gdy wydaliśmy zaledwie 10 proc.. Obecnie wchodzimy już jednak w fazę ożywienia. W efekcie w przyszłym roku inwestycje w cenach stałych wzrosną o niemal 9 proc. r/r i dołożą 1,5 p. proc. do wzrostu gospodarczego.

Zgodnie z prognozami autorów raportu, wzrostowi inwestycji o 11,1 proc. r/r w przyszłym roku będzie towarzyszył wzrost portfela kredytów inwestycyjnych o 8,8 proc. r/r. Kredyty inwestycyjne będą odpowiadać za ponad połowę wszystkich należności firm względem sektora bankowego.

Zmiany w wynikach finansowych firm będą czynnikiem wspierającym akcję kredytową

– W ubiegłym roku polskie przedsiębiorstwa znacząco się oddłużyły, ale jednocześnie utrzymująca się presja kosztowa i płacowa przyczyniła się do obniżenia rentowności kapitałów własnych – odnotowuje Krzysztof Mrówczyński, menedżer ds. Analiz Sektorowych w Banku Pekao S.A. i współautor raportu.Polscy przedsiębiorcy ostrożnie podchodzą do instrumentów finansowych oferowanych przez banki, ale zeszłoroczny spadek zadłużenia wyraźnie pokazuje, że w sektorze przedsiębiorstw jest obecnie przestrzeń na wykorzystanie silniejszej dźwigni finansowej i optymalizację struktury kapitałowej.

Zgodnie z danymi prezentowanymi w raporcie, w latach 2023-24 wartość zobowiązań firm w stosunku do ich aktywów spadła o 3 p. proc. do 53 proc. Wskaźnik ROE spadł natomiast do 9,3 proc. wobec ok. 14 proc. w latach 2021-22.

Szczegółowe procesy gospodarcze, takie jak postępy w cyfryzacji czy wymiana floty transportowej, będą przyczyniać się do umocnienia akcji kredytowej

– Spoglądając na koniunkturę w bankowości przedsiębiorstw powinniśmy jednocześnie widzieć szczegóły i trendy ogólne, cały las i poszczególne drzewamówi Paweł Kowalski, ekspert ds. Analiz Sektorowych w Banku Pekao S.A. i współautor raportu.Popyt na finansowanie będzie w najbliższych latach napędzany przez szereg procesów gospodarczych i potrzeb inwestycyjnych sektora przedsiębiorstw. Można tu wymienić m.in. cykliczne ożywienie zakupów pojazdów związane z amortyzacją floty, inwestycje związane z postępującą cyfryzacją gospodarki czy konieczność dostosowania procesów przemysłowych do polityki środowiskowej i klimatycznej UE. Wygeneruje to zwiększone zapotrzebowanie na kredyt inwestycyjny, lecz także inne produkty, takie jak leasing, project finance, obsługa emisji obligacji, „zielone” instrumenty finansowe czy nowoczesne usługi transakcyjne i płatnicze.

Wielkie inwestycje, wielkie szanse, wielkie niewiadome

 – Boom inwestycyjny w latach 2026-27 będzie absolutnie kluczowym czynnikiem umocnienia popytu firm na kredyt w Polsce. Będzie to jednak cykl inwestycyjny inny niż wszystkie. Dlaczego? Bo będzie skupiony na bardzo kosztownych, dużych projektach transformacyjnych skupionych  w nielicznych branżach (wytwarzanie i transport energii, infrastruktura, ciepłownictwo, wydajność cieplna budynków). Mówimy o wartych miliardy złotych projektach, takich jak budowy nowych elektrowni, tuneli czy nowoczesnych sieci elektroenergetycznych. Takie projekty są bardzo ryzykowne i nie wszystkim bankom wystarczy apetytu na ryzyko, aby w nich partycypować – twierdzi Ernest Pytlarczyk. – Oczekujemy jednak, że wykorzystanie środków publicznych (w tym pożyczek i dotacji z KPO) „ubankowi” niektóre spośród tych projektów.

W efekcie, część inwestycji o najwyższym poziomie ryzyka może zostać sfinansowana dzięki mechanizmom mieszanym, łączącym kapitał publiczny z komercyjnym. To z kolei oznacza, że rola banków w finansowaniu transformacji gospodarczej nie zostanie ograniczona, lecz przekształcona — z bezpośredniego kredytowania na bardziej selektywne, partnerskie uczestnictwo w projektach. W krótkim okresie może pojawić się efekt wypychania kredytu komercyjnego przez preferencyjne pożyczki, jednak w dłuższej perspektywie inwestycje uruchomione z udziałem środków publicznych będą generować dodatkowy popyt na finansowanie obrotowe i rozwojowe w kolejnych ogniwach łańcucha wartości.

Raport „Bankowość na fali inwestycji” powstał pod redakcją Sebastiana A. Roya w Departamencie Analiz Makroekonomicznych Banku Pekao S.A. Współautorami raportu są Ernest Pytlarczyk, Krzysztof Mrówczyński i Paweł Kowalski. Raport można pobrać w całości w Serwisie Ekonomicznym Pekao.

Guardia di Finanza zajmuje akcje Campari warte 1,29 mld euro. Spór o exit tax sięga 5,3 mld euro zysków kapitałowych

Wieczorem 31 października 2025 r., tuż po zamknięciu giełdy w Mediolanie, funkcjonariusze Guardia di Finanza wykonali postanowienie o zajęciu akcji Davide Campari Milano o wartości przekraczającej 1,29 miliarda euro. Akcje te, będące własnością luksemburskiej spółki holdingowej Lagfin SCA, zostały objęte zabezpieczeniem w ramach śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę w Monzy pod nadzorem prokuratora Claudio Gittardiego. Sprawa dotyczy zarzutu „fałszywej deklaracji podatkowej przy użyciu innych środków” (dichiarazione fraudolenta tramite altri artifici) i koncentruje się wokół niepłacenia podatku od wyjścia (exit tax) przy transakcji korporacyjnej z 2019 roku.

Największe zajęcie w historii włoskiego prawa podatkowego

Skala finansowa sprawy robi wrażenie. Śledczy ustalili, że przy fuzji spółek z 2019 r. nie zadeklarowano zysków kapitałowych podlegających exit tax w wysokości przekraczającej 5,3 miliarda euro. Oszacowana wartość nieopłaconego podatku wynosi około 1,29 miliarda euro, co czyni to postępowanie jednym z największych przypadków domniemanego uchylania się od opodatkowania w historii włoskiego wymiaru sprawiedliwości. Przedmiotowa sprawa wykracza jednak poza wymiar czysto fiskalny – stanowi ona test dla europejskich ram prawnych dotyczących opodatkowania mobilności kapitału oraz dla praktycznej skuteczności mechanizmów antyabuzywnych przewidzianych w dyrektywie ATAD.

Niniejszy artykuł ma na celu przeprowadzenie kompleksowej analizy prawnej sprawy Lagfin-Campari w kontekście ewolucji instytucji exit tax w prawie europejskim i włoskim, ze szczególnym uwzględnieniem problemów dowodowych i kwalifikacyjnych charakterystycznych dla transgranicznych struktur korporacyjnych.

Konceptualne podstawy exit tax: ratio legis i mechanizm działania

Exit tax jest szczególnym rodzajem podatku – pobieranym od niezrealizowanych zysków kapitałowych, który znajduje zastosowanie w momencie, gdy aktywa lub podmiot opuszczają jurysdykcję podatkową danego państwa. Instytucja ta opiera się na założeniu, że państwo, w którym nastąpił przyrost wartości aktywów, posiada legitymację do opodatkowania tego przyrostu, nawet jeśli zysk nie został jeszcze zrealizowany poprzez faktyczną sprzedaż lub zbyt. Bez takiego mechanizmu doszłoby do trwałej utraty prawa do opodatkowania – po przeniesieniu aktywów do innej jurysdykcji ich późniejsza sprzedaż podlegałaby już opodatkowaniu w państwie docelowym, a nie w państwie, w którym faktycznie nastąpiło narastanie wartości.

W kontekście restrukturyzacji korporacyjnych exit tax służy zapobieganiu sytuacjom, w których podatnicy wykorzystują mobilność struktur prawnych do arbitrażu podatkowego. Klasycznym scenariuszem jest sytuacja, gdy spółka posiadająca aktywa o znacznej wartości rynkowej przewyższającej wartość księgową dokonuje reorganizacji polegającej na przeniesieniu tych aktywów do podmiotu zlokalizowanego w jurysdykcji o korzystniejszym reżimie podatkowym, a następnie realizuje zyski kapitałowe już w tej nowej jurysdykcji. Exit tax niejako „zamraża” moment podatkowy, wymuszając rozliczenie z państwem pierwotnej rezydencji przed dokonaniem transferu.

Mechanizm ten został uregulowany na poziomie Unii Europejskiej w dyrektywie Rady (UE) 2016/1164 z dnia 12 lipca 2016 roku ustanawiającej przepisy mające na celu przeciwdziałanie praktykom unikania opodatkowania, która bezpośrednio wpływa na wewnętrzny rynek – tzw. dyrektywa ATAD (Anti-Tax Avoidance Directive). Artykuł 5 tej dyrektywy zobowiązuje państwa członkowskie do wprowadzenia przepisów o exit tax w przypadkach, gdy podatnik przenosi aktywa z jurysdykcji jednego państwa członkowskiego do innego, przenosi swoją rezydencję podatkową lub dokonuje transferu działalności gospodarczej poprzez zagraniczny zakład. Dyrektywa przewiduje jednak istotne zabezpieczenia proceduralne, w szczególności możliwość rozłożenia płatności podatku na raty oraz odroczenie obowiązku zapłaty w przypadku transferów wewnątrz UE, o ile nie dochodzi do ostatecznego transferu aktywów poza Unię.

Włoskie prawo podatkowe implementowało mechanizm exit tax jeszcze przed przyjęciem dyrektywy ATAD, jednak sam zakres zastosowania i szczegółowe rozwiązania proceduralne były przedmiotem kolejnych nowelizacji mających na celu dostosowanie prawa krajowego do wymogów unijnych oraz orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. We włoskim systemie prawnym exit tax znajduje zastosowanie zarówno do osób fizycznych, jak i podmiotów korporacyjnych, przy czym w odniesieniu do tych ostatnich szczególnie istotne znaczenie ma opodatkowanie tzw. plusvalenze – zysków kapitałowych powstających przy zbyciu udziałów lub aktywów.

Stan faktyczny sprawy Lagfin-Campari: anatomia transakcji

Aby w pełni zrozumieć istotę zarzutów stawianych Lagfin, konieczne jest dokładne prześledzenie struktury korporacyjnej grupy Campari oraz sekwencji zdarzeń, które doprowadziły do zajęcia aktywów w październiku 2025 roku. Grupa Campari, której historia sięga 1860 roku, kiedy Gaspare Campari stworzył swój autorski likier gorzki w mediolańskim barze, jest dziś jednym z największych globalnych producentów alkoholi premium. W portfolio grupy znajdują się tak znane marki jak Aperol, Grand Marnier, Courvoisier, Wild Turkey czy Espolòn. Wartość rynkowa spółki na mediolańskiej giełdzie wynosi około 7 miliardów euro.

Struktura właścicielska grupy opiera się na luksemburskiej spółce holdingowej Lagfin SCA, utworzonej w 1995 roku i kontrolowanej przez rodzinę Garavoglia. Luca Garavoglia, który odziedziczył kontrolę nad firmą po zmarłej matce, sprawuje funkcję przewodniczącego rady Campari Group. Lagfin posiada ponad 50 procent akcji Davide Campari Milano oraz dysponuje 80 procentami praw głosu, co czyni tę spółkę dominującym akcjonariuszem kontrolnym. Ta koncentracja kontroli korporacyjnej ma istotne znaczenie dla oceny charakteru prowadzonej restrukturyzacji.

W 2019 roku doszło do kluczowej dla niniejszej sprawy transakcji – fuzji, w której włoski oddział Lagfin wchłonął spółkę Alicros. Alicros był poprzednią strukturą holdingową rodziny Garavoglia i pełnił funkcję głównego akcjonariusza Davide Campari Milano. Transakcja ta miała charakter wewnątrzgrupowej reorganizacji, której celem – według oficjalnych komunikatów – była optymalizacja struktury korporacyjnej oraz uproszczenie łańcucha właścicielskiego. Z punktu widzenia prawa handlowego operacja ta była standardową fuzją przez przejęcie, w której podmiot przejmujący (włoski oddział Lagfin) nabywał na zasadzie sukcesji uniwersalnej wszystkie aktywa i pasywa podmiotu przejmowanego (Alicros), który w konsekwencji przestawał istnieć jako odrębny podmiot prawny.

Śledczy ustalili jednak, że przy tej fuzji włoski oddział Lagfin nie zadeklarował zysków kapitałowych z tytułu exit tax w wysokości przekraczającej 5,3 miliarda euro. Zyski te miały wynikać z różnicy między wartością rynkową przejmowanych aktywów (w szczególności pakietu kontrolnego akcji Campari) a ich wartością księgową. Kluczowe znaczenie ma tu ustalenie prokuratora Michele Trianniego, który koordynuje śledztwo, że grupa korporacyjna poprzez szereg złożonych transakcji dokonała jedynie formalnego transferu aktywów posiadanych przez spółkę z siedzibą we Włoszech do nowo utworzonego oddziału krajowego, podczas gdy faktyczne zarządzanie majątkiem finansowym było wykonywane na poziomie zagranicznej spółki dominującej.

To ostatnie stwierdzenie ma fundamentalne znaczenie dla kwalifikacji prawnej czynu. Zgodnie z włoskimi przepisami podatkowymi exit tax znajduje zastosowanie nie tylko w przypadku fizycznego transferu aktywów poza terytorium Włoch, ale również w sytuacji, gdy dochodzi do przeniesienia rezydencji podatkowej lub gdy aktywa przestają być efektywnie związane z włoską bazą podatkową. Jeśli śledczy udowodnią, że rzeczywiste decyzje dotyczące zarządzania aktywami były podejmowane w Luksemburgu, a włoski oddział pełnił jedynie funkcję fasadową, wówczas można argumentować, że nastąpił faktyczny transfer ekonomiczny podlegający exit tax, niezależnie od formalnego utrzymania oddziału we Włoszech.

Podstawa prawna zarzutów: dichiarazione fraudolenta tramite altri artifici

Lagfin oraz jej przedstawiciele prawni zostali objęci postępowaniem karno-skarbowym na podstawie zarzutu „fałszywej deklaracji podatkowej przy użyciu innych środków” (dichiarazione fraudolenta tramite altri artifici), który stanowi jedno z najpoważniejszych przestępstw podatkowych w prawie włoskim. Zarzut ten różni się istotnie od prostego niewykazania dochodów czy błędnego zastosowania przepisów podatkowych – wymaga on wykazania, że podatnik celowo wykorzystał sztuczne środki, fikcyjne transakcje lub inne manipulacje w celu ukrycia prawdziwego charakteru operacji gospodarczej i w konsekwencji uniknięcia opodatkowania.

Konstrukcja tego przestępstwa zakłada istnienie trzech kumulatywnych przesłanek. Po pierwsze, musi dojść do złożenia deklaracji podatkowej, która jest obiektywnie nieprawdziwa w tym sensie, że nie odzwierciedla rzeczywistego stanu faktycznego lub prawnego mającego znaczenie dla określenia wysokości zobowiązania podatkowego. Po drugie, ta nieprawdziwość musi być rezultatem zastosowania „innych środków” oszukańczych – pojęcie to obejmuje wszelkie działania zmierzające do ukrycia lub zniekształcenia rzeczywistości gospodarczej, które wykraczają poza zwykłe pominięcie informacji czy błędną interpretację przepisów. Po trzecie, po stronie podmiotowej musi istnieć umyślność, rozumiana jako świadomość nieprawdziwości składanej deklaracji oraz wola osiągnięcia korzyści podatkowej w sposób sprzeczny z prawem.

W kontekście sprawy Lagfin organ ścigania musi wykazać, że struktura transakcyjna z 2019 roku została zaprojektowana w sposób, który celowo unikał powstania obowiązku podatkowego z tytułu exit tax, pomimo że substancjalnie nastąpił transfer wartości ekonomicznej poza włoską jurysdykcję podatkową. Kluczowym elementem dowodowym będzie tu analiza rzeczywistego rozmieszczenia funkcji zarządczych i kontrolnych w ramach grupy kapitałowej. Jeśli prokuratura udowodni, że pomimo formalnego istnienia włoskiego oddziału Lagfin, faktyczne decyzje dotyczące strategii inwestycyjnej, dysponowania aktywami czy realizacji praw korporacyjnych związanych z pakietem akcji Campari były podejmowane przez organy spółki luksemburskiej, można argumentować, że włoski oddział pełnił jedynie funkcję instrumentalną, a realna kontrola ekonomiczna była wykonywana z Luksemburga.

Tego rodzaju argumentacja znajduje oparcie w rozwiniętej przez włoskie orzecznictwo koncepcji „sostanza economica” – ekonomicznej substancji transakcji. Zgodnie z tą koncepcją, prawo podatkowe nie może być stosowane w oderwaniu od rzeczywistego charakteru gospodarczego operacji, a sam fakt zachowania wymogów formalnych prawa handlowego nie wyłącza możliwości zakwalifikowania transakcji jako abuzywnej, jeśli jej głównym lub wyłącznym celem było osiągnięcie korzyści podatkowej. W praktyce oznacza to, że sądy mogą „przebić” formę prawną konstrukcji korporacyjnej i ocenić ją przez pryzmat faktycznego przepływu wartości ekonomicznej oraz rozmieszczenia ryzyk i funkcji gospodarczych.

Dodatkowym elementem sprawy jest objęcie postępowaniem samej Lagfin SCA jako podmiotu zbiorowego na podstawie włoskich przepisów o odpowiedzialności administracyjnej osób prawnych za przestępstwa (decreto legislativo 8 giugno 2001, n. 231). System ten, wprowadzony w odpowiedzi na międzynarodowe konwencje antykorupcyjne, przewiduje możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności podmiotów prawnych za przestępstwa popełnione przez ich organy lub przedstawicieli, jeśli podmiot ten odniósł z nich korzyść i nie wdrożył adekwatnych modeli organizacyjnych i kontrolnych mających zapobiegać tego rodzaju naruszeniom. Odpowiedzialność ta ma charakter quasi-karny i może skutkować sankcjami administracyjnymi o charakterze pieniężnym, a także tzw. sankcjami interdykcyjnymi, takimi jak zakaz prowadzenia działalności gospodarczej czy wykluczenie z postępowań o udzielenie zamówień publicznych.

Kwestie proceduralne: sekwestr prewencyjny jako zabezpieczenie

Zajęcie akcji Campari o wartości €1.291.758.703,34 zostało dokonane na podstawie postanowienia sędziego śledczego (Giudice per le Indagini Preliminari) w Monzy w trybie sekwestru prewencyjnego (sequestro preventivo). Instytucja ta, uregulowana w włoskim kodeksie postępowania karnego, pozwala na zabezpieczenie mienia podejrzanego lub osób trzecich już na etapie postępowania przygotowawczego, przed wniesieniem aktu oskarżenia, jeśli istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa oraz realne ryzyko, że przedmiot związany z przestępstwem lub stanowiący jego pożytek może zostać ukryty, zniszczony lub roztrwoniony.

W sprawach dotyczących przestępstw podatkowych sekwestr prewencyjny znajduje szczególne zastosowanie jako zabezpieczenie przyszłego egzekwowania należności publicznoprawnych. Włoskie prawo przewiduje możliwość orzeczenia przepadku równowartości korzyści uzyskanej z przestępstwa (confisca per equivalente), co oznacza, że nawet jeśli konkretne aktywa bezpośrednio związane z przestępstwem nie są już dostępne, sąd może orzec zajęcie innych aktywów o równoważnej wartości. W przypadku Lagfin sekwestr został nałożony na akcje Campari, które są płynnym i łatwo wycenialnym aktywem, stanowiącym główny składnik majątkowy spółki luksemburskiej.

Z perspektywy procesowej istotne jest, że sekwestr prewencyjny nie przesądza o winie oskarżonego – jest to środek tymczasowy, który może zostać uchylony w każdym momencie postępowania, jeśli ustaną przesłanki jego zastosowania lub gdy oskarżony złoży stosowne zabezpieczenie majątkowe. W praktyce jednak, biorąc pod uwagę skalę kwoty objętej sekwestrem (blisko 1,3 miliarda euro), możliwość złożenia alternatywnego zabezpieczenia przez Lagfin wydaje się ograniczona, gdyż wymagałoby to praktycznie zadysponowania całym majątkiem spółki.

Lagfin w swoim oświadczeniu prasowym z 1 listopada 2025 roku podkreśliła, że sekwestr nie wpływa na jej pozycję jako akcjonariusza kontrolującego Campari Group, gdyż pomimo zajęcia akcji nadal dysponuje 80 procentami praw głosu. To stwierdzenie jest prawdziwe z punktu widzenia formalnego – sekwestr nie pozbawia właściciela prawa głosu wynikającego z zajętych akcji, a jedynie uniemożliwia ich zbycie lub obciążenie. W praktyce jednak sytuacja ta stwarza poważne ryzyko operacyjne dla grupy kapitałowej, gdyż w przypadku niekorzystnego dla Lagfin rozstrzygnięcia sprawy akcje te mogą podlegać przepadkowi na rzecz Skarbu Państwa, co oznaczałoby faktyczną utratę kontroli nad Campari przez rodzinę Garavoglia.

Postępowanie prowadzone jest przez Prokuraturę w Monzy, co wymaga wyjaśnienia z perspektywy właściwości miejscowej. Sprawa pierwotnie była badana przez prokuraturę w Mediolanie, gdzie znajduje się siedziba operacyjna grupy Campari oraz gdzie Guardia di Finanza przeprowadziła kontrolę podatkową w latach 2023-2024. Z nieujawnionych w źródłach prasowych przyczyn śledztwo zostało przekazane do Monzy, miasta położonego na północny wschód od Mediolanu. Takie transfery kompetencji między prokuraturami mogą wynikać z przyczyn proceduralnych, takich jak konflikt właściwości, zbieg spraw prowadzonych przez różne jednostki, czy też szczególna specjalizacja danej prokuratury w określonych kategoriach przestępstw gospodarczych.

Linia obrony Lagfin: spór o wykładnię czy kwestionowanie faktów?

W oficjalnym stanowisku przekazanym mediom 1 listopada 2025 roku Lagfin SCA kategorycznie zaprzeczyła zarzutom, stwierdzając że „zawsze działała w najściślejszym poszanowaniu wszelkich obowiązujących przepisów i regulacji, w tym włoskich przepisów podatkowych”. Spółka scharakteryzowała sprawę jako „spór podatkowy, który powstał blisko dwa lata temu i nigdy nie dotyczył Campari Group w jakikolwiek sposób”. Co więcej, Lagfin zapowiedziała, że „będzie energicznie bronić się” w tej sprawie.

Ta retoryka ujawnia zasadniczą linię obrony, która koncentruje się na dwóch elementach. Po pierwsze, Lagfin sygnalizuje, że jej interpretacja przepisów o exit tax była uzasadniona i zgodna z literą prawa, co wskazuje na strategię polegającą na kwestionowaniu samej wykładni norm podatkowych zastosowanej przez organy skarbowe i prokuraturę. Po drugie, podkreślenie, że sprawa nie dotyczy Campari Group, ma na celu odizolowanie operacyjnej działalności grupy od problemów prawnych spółki holdingowej, co jest istotne z perspektywy ochrony wartości rynkowej i reputacji biznesowej koncernu.

Z perspektywy prawnej kluczowe będzie pytanie, czy obrona będzie kwestionować samą konstrukcję prawną exit tax w zastosowaniu do danego typu transakcji, czy też będzie argumentować, że faktycznie nie doszło do transferu ekonomicznego podlegającego opodatkowaniu. Pierwsza strategia wymagałaby wykazania, że przepisy włoskie o exit tax – w interpretacji przyjętej przez prokuraturę – są niezgodne z prawem unijnym, w szczególności ze swobodą przedsiębiorczości i swobodą przepływu kapitału zagwarantowanymi przez Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Orzecznictwo TSUE konsekwentnie wskazuje, że przepisy krajowe ustanawiające exit tax muszą być proporcjonalne do realizowanego celu fiskalnego i nie mogą stanowić nieuzasadnionej przeszkody dla mobilności kapitału. Włoska implementacja dyrektywy ATAD musiałaby być badana pod kątem tych wymogów.

Druga strategia obrony koncentrowałaby się na faktach, argumentując że struktura transakcji z 2019 roku nie spełniała przesłanek zastosowania exit tax, gdyż nie doszło do rzeczywistego przeniesienia aktywów poza włoską bazę podatkową. Lagfin mogłaby tu powoływać się na istnienie włoskiego oddziału, prowadzenie przez niego pełnej księgowości, przestrzeganie wymogów sprawozdawczości oraz faktyczne wykonywanie pewnych funkcji gospodarczych na terytorium Włoch. Sukces tej linii obrony zależałby od zdolności do wykazania, że oddział włoski nie był pustą konstrukcją formalną, ale posiadał realną substancję ekonomiczną w postaci odpowiedniego personelu, lokali, infrastruktury technologicznej oraz rzeczywistego podejmowania decyzji gospodarczych.

Niemniej w dokumentach procesowych przywołanych przez agencję Reuters ujawniono, że śledztwo dotyczy również zarzutu składania fałszywych deklaracji podatkowych, co wykracza poza prosty spór interpretacyjny. Jeśli prokuratura dysponuje dowodami na to, że przedstawiciele Lagfin świadomie zaniżyli wartość aktywów podlegających opodatkowaniu, przedstawili nieprawdziwe informacje o charakterze transakcji lub celowo zatajali istotne okoliczności mające wpływ na powstanie obowiązku podatkowego, wówczas sprawa przestaje być kwestią różnic w wykładni prawa, a staje się sprawą o oszustwo podatkowe, gdzie element umyślności jest kluczowy dla odpowiedzialności karnej.

Implikacje dla międzynarodowego planowania podatkowego

Sprawa Lagfin-Campari ma daleko idące konsekwencje wykraczające poza jednostkowy przypadek włoskiego koncernu alkoholowego. Stanowi ona sygnał dla wszystkich międzynarodowych grup kapitałowych wykorzystujących struktury holdingowe w Luksemburgu, Holandii, Irlandii czy innych jurysdykcjach o korzystnym reżimie podatkowym, że organy skarbowe państw członkowskich coraz bardziej agresywnie egzekwują przepisy antyabuzywne i nie akceptują konstrukcji formalnych pozbawionych substancji ekonomicznej.

Skala finansowa sprawy – zajęcie ponad 1,2 miliarda euro – pokazuje determinację włoskich władz fiskalnych w dochodzeniu należności podatkowych, nawet jeśli wymaga to konfrontacji z potężnymi grupami kapitałowymi i kwestionowania transakcji przeprowadzonych kilka lat wcześniej. Jest to zgodne z szerszą tendencją obserwowaną w całej Europie, gdzie w następstwie inicjatyw OECD w zakresie BEPS (Base Erosion and Profit Shifting) oraz implementacji dyrektywy ATAD, państwa członkowskie otrzymały silniejsze narzędzia prawne do zwalczania agresywnych struktur optymalizacyjnych.

Z perspektywy doradztwa podatkowego sprawa ta potwierdza konieczność przeprowadzania dokładnej analizy substancji ekonomicznej każdej transakcji transgranicznej, w szczególności gdy wiąże się ona z transferem wartościowych aktywów lub reorganizacją struktury właścicielskiej. Sama zgodność z wymogami formalnymi prawa handlowego i rejestrowego nie wystarcza – konieczne jest wykazanie, że podmiot pośredniczący w strukturze (taki jak holdingowa spółka w Luksemburgu) wykonuje rzeczywiste funkcje gospodarcze, ponosi istotne ryzyko ekonomiczne oraz posiada odpowiednie zasoby ludzkie i techniczne do realizacji deklarowanych celów biznesowych.

W kontekście polskim sprawa Lagfin powinna być przestrogą dla grup kapitałowych wykorzystujących struktury holdingowe w innych państwach UE do kontroli polskich spółek operacyjnych. Polskie organy skarbowe, dysponując już przepisami o klauzuli ogólnej przeciwko unikaniu opodatkowania (art. 119a Ordynacji podatkowej) oraz szczegółowymi regulacjami dotyczącymi beneficjenta rzeczywistego w kontekście dywidend i odsetek, mają możliwość kwestionowania transakcji pozbawionych uzasadnienia gospodarczego. Dodatkowo, w kontekście exit tax, każde przeniesienie wartościowych aktywów z Polski do zagranicznych podmiotów powiązanych powinno być poprzedzone dokładną analizą konsekwencji podatkowych, w tym potencjalnego obowiązku rozpoznania niezrealizowanych zysków kapitałowych.

Wnioski i prognozy co do dalszego przebiegu postępowania

Postępowanie prowadzone przez Prokuraturę w Monzy przeciwko Lagfin SCA znajduje się wciąż na stosunkowo wczesnym etapie. Zajęcie akcji Campari ma charakter zabezpieczający i nie przesądza o ostatecznym rozstrzygnięciu sprawy. W najbliższych miesiącach należy spodziewać się intensywnej walki prawnej, w której strony będą przedstawiać szczegółowe ekspertyzy dotyczące charakteru transakcji z 2019 roku, rzeczywistego rozmieszczenia funkcji gospodarczych w grupie kapitałowej oraz interpretacji włoskich przepisów o exit tax w świetle prawa unijnego.

Z perspektywy procesowej kluczowe będzie, czy prokuratura zdoła zgromadzić przekonujące dowody na umyślne działanie przedstawicieli Lagfin zmierzające do ukrycia obowiązku podatkowego. W sprawach gospodarczych tej skali dowód zamiaru oszustwa jest często najtrudniejszym elementem, gdyż wymaga wykazania nie tylko obiektywnej nieprawidłowości konstrukcji prawnej, ale również subiektywnej świadomości oskarżonych co do bezprawnego charakteru ich działań. Obrona z pewnością będzie argumentować, że transakcja była oparta na uzasadnionej interpretacji przepisów, wspieranej opiniami profesjonalnych doradców podatkowych, co mogłoby wykluczać umyślność w postaci zamiaru bezpośredniego.

Nie można również wykluczyć, że sprawa zakończy się ugodowym rozstrzygnięciem. Włoskie prawo podatkowe przewiduje możliwość zawierania tzw. accordi con l’Agenzia delle Entrate – porozumień z organami skarbowymi, które pozwalają na rozwiązanie sporów podatkowych poprzez negocjację wysokości zobowiązania i warunków jego spłaty. W przypadku Lagfin, biorąc pod uwagę skalę kwoty oraz ryzyko utraty kontroli nad Campari, możliwość negocjacyjnego załatwienia sprawy poprzez zapłatę określonej części dochodzonej należności oraz odstąpienie od ścigania karnego mogłaby być atrakcyjną opcją dla obu stron.

Z punktu widzenia szerszego kontekstu prawnego sprawa Lagfin-Campari stanowi test dla europejskich mechanizmów antyabuzywnych wprowadzonych przez dyrektywę ATAD. Jeśli włoskie sądy potwierdzą stanowisko prokuratury i uznają, że transakcja z 2019 roku stanowiła obchodzenie przepisów o exit tax, będzie to sygnał, że państwa członkowskie są gotowe i zdolne do skutecznego egzekwowania tych przepisów nawet wobec największych korporacji. Z drugiej strony, gdyby obrona skutecznie podważyła zarzuty poprzez wykazanie niezgodności włoskich przepisów z prawem unijnym lub wykazanie faktycznej substancji ekonomicznej transakcji, mogłoby to osłabić zdolność organów skarbowych do kwestionowania podobnych struktur w przyszłości.

Niezależnie od ostatecznego rozstrzygnięcia, sprawa ta już teraz stanowi istotny case study dla praktyków prawa podatkowego i korporacyjnego, pokazując jak cienka jest granica między legalną optymalizacją podatkową a strukturami uznawanymi za abuzywne. W erze wzmożonej współpracy międzynarodowej organów skarbowych, automatycznej wymiany informacji podatkowych oraz rosnącej presji społecznej na sprawiedliwe opodatkowanie międzynarodowych korporacji, przestrzeń dla agresywnych strategii podatkowych systematycznie się zwęża. Sprawa Lagfin-Campari może być początkiem nowej fali zainteresowania organów fiskalnych poborem exit tax, która zmusi międzynarodowe grupy kapitałowe do rewizji swoich struktur holdingowych oraz większej transparentności w zakresie rzeczywistego rozmieszczenia funkcji gospodarczych i podejmowania decyzji strategicznych.

PKP Intercity i Alstom podpisują kontrakt na 42 pociągi Coradia Max. Produkcja w Polsce, wartość 6,9 mld zł

PKP Intercity oraz firma Alstom podpisały umowę na dostawę 42 piętrowych elektrycznych zespołów trakcyjnych Coradia Max wraz z 30-letnią kompleksową obsługą serwisową. Wartość kontraktu wynosi 6,9 mld zł (około 1,6 mld euro), a porozumienie obejmuje również opcję zakupu 30 dodatkowych składów. Nowe pociągi mają wyznaczyć nowe standardy w zakresie komfortu, trwałości i zrównoważonej mobilności na najbardziej obciążonych trasach w kraju.

Uroczystość podpisania odbyła się w zakładzie Alstom w Chorzowie, jednej z największych i najbardziej zaawansowanych fabryk koncernu. Składy Coradia Max powstaną właśnie tam, natomiast wózki — kluczowy element konstrukcyjny — zostaną wyprodukowane w zakładzie Alstom w Nadarzynie pod Warszawą.Alstom PKP Intercity

„Tak jak niegdyś Pendolino odmieniły polską kolej, tak pociągi Coradia Max zrewolucjonizują kursy dalekobieżne. To doskonała wiadomość dla milionów naszych pasażerów, których dosłownie z miesiąca na miesiąc przybywa w rekordowym tempie. Nowy tabor poprawi jakość i komfort podróżowania i skokowo zwiększy przepustowość” – powiedział Janusz Malinowski, prezes PKP Intercity.

Produkcja w Polsce i zaangażowanie krajowych zespołów inżynieryjnych

Nowa flota będzie projektowana przy istotnym udziale polskich zespołów inżynieryjnych i montowana w kraju. Prezes Alstom Europe, Andrew DeLeone, podkreślił rolę Polski w strategii firmy:

„Polska znajduje się w centrum globalnej strategii innowacji Alstomu. Nasze zespoły tworzą tu technologie i rozwiązania, które służą pasażerom w całej Europie i poza nią. Dzięki Coradia Max ponownie podnosimy poprzeczkę w zakresie zrównoważonej mobilności — pociągi te są projektowane i budowane w Polsce, z myślą o polskich pasażerach. Dekadę po tym, jak Pendolino zrewolucjonizowało podróże między miastami, wspólnie z PKP Intercity wykonujemy kolejny krok naprzód, dostarczając flotę szybszą, bardziej ekologiczną i wygodniejszą niż kiedykolwiek wcześniej.”

Składy osiągną prędkość do 200 km/h i będą miały układ czterech wagonów piętrowych oraz dwóch jednopoziomowych, oferując ponad 550 miejsc siedzących. Będzie je można łączyć w trakcji podwójnej.

„Pociągi piętrowe InterCity będą nową jakością na polskich torach – szybkie, przestronne, nowoczesne i komfortowe, a jednocześnie dostępne w kategorii ekonomicznej. Skorzystają z nich pasażerowie m.in. z Warszawy, Gdańska, Łodzi, Olsztyna, Wrocławia, Krakowa, Białegostoku i Terespola. Chcemy, aby pierwsze składy wyruszyły w trasę za około trzy i pół roku” – zaznaczył prezes Malinowski.

Alstom Coradia Max train for PKP Intercity

30 lat utrzymania i pełna diagnostyka cyfrowa

Alstom będzie odpowiadał za utrzymanie całej floty przez 30 lat. Zakres obejmuje przeglądy planowe, naprawy, modernizacje oraz czyszczenie pociągów. Wsparcie zapewnią Centrum Wsparcia Floty oraz platforma HealthHub, wykorzystująca narzędzia diagnostyki predykcyjnej.

System pozwoli wykrywać potencjalne usterki z wyprzedzeniem, co ma zagwarantować wysoką dostępność taboru i minimalizację przestojów przez cały okres eksploatacji.

Wyposażenie i funkcje dostępne dla pasażerów

Pociągi Coradia Max zostaną wyposażone m.in. w:

  • klimatyzację, bezpłatne Wi-Fi, gniazda i oświetlenie indywidualne,
  • duże przestrzenie bagażowe, miejsca na rowery i wózki,
  • strefy ciszy, przedziały rodzinne oraz bistro,
  • szerokie drzwi i układ przyspieszający wymianę pasażerów.

Dostępność dla osób z niepełnosprawnościami będzie zapewniona dzięki bezprogowej konstrukcji dla peronów 760 mm oraz automatycznym podnośnikom przy innych wysokościach peronów.

Pociągi będą dwusystemowe (3 kV / 25 kV), co umożliwi obsługę również tras międzynarodowych, m.in. w Czechach.

Kontynuacja wieloletniej współpracy

Podpisana umowa wzmacnia kooperację PKP Intercity i Alstom. Ponad dekadę temu producent dostarczył 20 składów Pendolino, które podniosły standard podróży w Polsce. Podobnie jak Pendolino, także Coradia Max objęta jest 30-letnim kontraktem serwisowym.

Beata Rusinowicz, dyrektor zarządzająca Alstom w Polsce, podkreśliła znaczenie zamówienia dla krajowego rynku:

„Jesteśmy dumni, że PKP Intercity wybrało pociągi piętrowe produkowane w Polsce i że będą one powstawały w naszym zakładzie, wyznaczając nowe standardy podróży regionalnych i międzyregionalnych na kolejne dekady. To powrót do korzeni zakładu w Chorzowie, który przez lata dostarczał tramwaje dla polskich miast oraz wagony dla warszawskiego metra. Cały nasz zespół z zaangażowaniem podejmuje to wyzwanie dla PKP Intercity i dla polskich pasażerów.”

Realizacja kontraktu obejmie współpracę z blisko 800 polskimi przedsiębiorstwami i podwykonawcami.

AI traci impet, inwestorzy przebudowują portfele: gdzie kieruje się kapitał w końcówce 2025 roku?

  • Inwestorzy nie uciekają od sztucznej inteligencji, raczej ją równoważą. Obawiając się nadmiernej ekspozycji na motyw AI, rotują w kierunku sektorów o stabilniejszych zyskach (ochrona zdrowia, materiały, finanse, energia) i dodają pozycje w tradycyjnych branżach jako stabilizatory portfela.
  • Coraz większe znaczenie ma sama konstrukcja portfela: Indeksy o równych wagach, nacisk na jakość, ekspozycja na czynnik niskiej zmienności oraz proste strategie opcyjne pomagają zmniejszyć zależność od największych spółek związanych z AI.
  • Inwestorzy łączą rotację w części akcyjnej z alternatywnymi zabezpieczeniami: Zmiany w alokacji akcyjnej ograniczają ryzyko nadmiernej koncentracji, a jednocześnie wielu z nich dodaje metale szlachetne i spółki wydobywcze, aby zbudować szerszy bufor na wypadek wzrostu rynkowej zmienności.

Sztuczna inteligencja była wiodącym motywem rynkowym ostatnich dwóch lat, ale nawet najsilniejsze trendy potrafią wykazywać oznaki spowolnienia.

W tym miesiącu segment technologiczny najmocniej powiązany z AI lekko osłabł, podczas gdy ochrona zdrowia, materiały, finanse i energia prowadzą w S&P 500. Wielu inwestorów zastanawia się więc, jak długoterminowo inwestować w AI, nie narażając się zbytnio na krótkoterminowe wahania.

Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo wyjaśnia, jakie kroki podejmują dziś inwestorzy, dlaczego te podejścia zyskują na popularności oraz o jakich ryzykach warto pamiętać.

  1. Rotacja w kierunku stabilności i liderów starej gospodarki

Przy spadku Nasdaq 100 o 1,3% w ujęciu miesięcznym i wzroście Dow o około 2%, inwestorzy coraz częściej przenoszą kapitał do segmentów rynku cechujących się stabilniejszymi zyskami i mniejszą wrażliwością na nastroje związane ze sztuczną inteligencją.

Dokąd płyną środki?

W tym miesiącu najlepsze wyniki osiągają:

  • Opieka zdrowotna (+5,9%)
  • Materiały (+3,3%)
  • Spółki finansowe (+2,5%)
  • Sektor energetyczny (+2,3%)
  • Dobra podstawowe i nieruchomości (oba segmenty na plusie)
  • Przedsiębiorstwa użyteczności publicznej (nieznacznie dodatnie)

Inwestorzy nie uciekają od sztucznej inteligencji, raczej ją równoważą

Źródło: Bloomberg

Dlaczego te sektory przyciągają kapitał

Te sektory zwykle oferują:

  • Stabilne zyski, odporne na cykle koniunkturalne i przepływy gotówkowe.
  • Niższe wyceny w porównaniu z segmentem technologicznym silnie związanym z AI.
  • Większą przewidywalność wyników.
  • Mniejszą zależność od sentymentu rynkowego.
  • Niższą zmienność, dzięki czemu pełnią rolę stabilizatorów portfela, gdy liderzy AI doświadczają podwyższonej zmienności.

O co chodzi w tej rotacji

Zamiast wycofywać się z technologii, inwestorzy równoważą portfele silnie oparte na AI, dodając ekspozycję na sektory o wyraźniejszych czynnikach popytu, bardziej przewidywalnych fundamentach i niewygórowanych wycenach. Dzięki temu mogą utrzymać długoterminową ekspozycję na AI, a jednocześnie ograniczyć ryzyko krótkoterminowej zmienności.MTD Performance

Ryzyka, o których warto pamiętać

  • Sektory defensywne i starej gospodarki mogą wyraźnie pozostawać w tyle, jeśli segment technologiczny gwałtownie odbije.
  • Globalne spowolnienie wzrostu może zaszkodzić sektorom przemysłowym, materiałowym i bankom.
  • Sektory energetyczne i materiałowe są narażone na zmienność wynikającą z cykliczności cen surowców.
  • Nadmierna rotacja zmniejsza ekspozycję na długoterminowy wzrost strukturalny oparty na sztucznej inteligencji.
  1. Korekty na poziomie portfela w celu zmniejszenia ryzyka koncentracji

Niektórzy inwestorzy zabezpieczają ekspozycję na sztuczną inteligencję poprzez samą konstrukcję portfela, a nie wyłącznie poprzez dobór pojedynczych aktywów. Najczęściej wykorzystywane podejścia to:

  • Indeksy o równych wagach: ograniczają koncentrację w największych spółkach.
  • Zwrot ku jakości: faworyzują spółki ze stabilnymi zyskami i mocnymi bilansami.
  • Ograniczanie zmienności: wygładza zmiany w portfelu w okresach podwyższonej zmienności.

MTD Performance 2

 Ryzyka

  • Mogą pozostawać w tyle na silnych rynkach wzrostowych napędzanych technologią.
  • Ceny aktywów o niskiej zmienności mogą wzrosnąć, w miarę jak coraz większa liczba inwestorów unika zmienności.
  1. Rotacja w stronę technologii z lepszym wsparciem wycen

Nie wszystkie spółki technologiczne doświadczają takiej samej presji na wycenę. Inwestorzy raczej selektywnie rotują w obrębie technologii niż z niej rezygnują.

Inwestorzy zwracają się ku obszarom o wyraźniejszych zyskach i mniejszym szumie związanym ze sztuczną inteligencją, takim jak:

  • Dostawcy infrastruktury i rozwiązań przemysłowych napędzających rozbudowę centrów danych.
  • Sektor energetyczny i usługi użyteczności publicznej korzystające z rosnącego popytu na prąd.
  • Azjatyckie technologie i półprzewodniki, często o bardziej rozsądnych wycenach.
  • Japońska automatyka i robotyka, wspierane przez trendy w zakresie nakładów inwestycyjnych i reshoringu.

Segmenty te pozwalają pozostać blisko trendów strukturalnych – cyfryzacji, cyklów nakładów inwestycyjnych, innowacji w opiece zdrowotnej i popytu na energię – bez ryzyka związanego z wyceną kilku gigantów z branży sztucznej inteligencji.

Ryzyka

  • Rotacja sektorów może pozostawać w tyle podczas rajdu napędzanego technologią.
  • Sektory wrażliwe na wzrost mogą osłabnąć, jeśli amerykańska gospodarka spowolni.
  • Chiny i Azja stoją w obliczu ryzyka związanego z regulacjami i nastrojami oraz mogą być bardziej wrażliwe na cykle eksportowe.
  • Wahania kursów walut mogą mieć wpływ na zwroty dla inwestorów globalnych.
  • Rotacja w obrębie technologii nadal pozostawia ekspozycję na szerszy cykl technologiczny.
  1. Dodanie złota, srebra i spółek wydobywczych jako zabezpieczenia defensywnego

Złoto i srebro pozostają popularnymi zabezpieczeniami w przypadku zawirowań w sektorach o wysokiej wycenie.

Dlaczego są używane

  • Często dywersyfikują portfel podczas spadków na rynku akcji.
  • Spółki wydobywcze mogą oferować lewarowaną ekspozycję na wzrost cen metali.
  • Srebro może korzystać zarówno na popycie przemysłowym (w tym fotowoltaice), jak i na roli „bezpiecznej przystani”.

Ryzyka

  • Ceny metali są wrażliwe na zmiany kursów walut i oczekiwań dotyczących stóp procentowych.
  • Spółki wydobywcze niosą ryzyka operacyjne i kosztowe.
  • Zabezpieczenie nie zawsze działa zgodnie z oczekiwaniami w krótkim horyzoncie.
  1. Proste strategie opcyjne dla większej stabilności

  • Ochronne opcje sprzedaży: Podstawowe zabezpieczenie na wypadek dużych spadków na rynku.
  • Opcje kupna z pokryciem: Generują dodatkowy dochód z istniejących aktywów, który amortyzuje łagodniejsze korekty.
  • Spready opcji sprzedaży: Bardziej efektywne kosztowo zabezpieczenie dzięki połączeniu dwóch opcji put.

Strategie te pomagają zarządzać zmiennością, jednocześnie pozwalając na utrzymanie inwestycji w długoterminowe tematy.

Ryzyka

  • Opcje put kosztują i mogą obniżyć stopę zwrotu portfela.
  • Covered calls ograniczają potencjał wzrostu.
  • Zabezpieczenie opcyjne słabnie w przypadku spadku zmienności.

Polska celem numer 1 na liście ataków hakerskich w regionie Europy Centralnej

Polskie instytucje rządowe były w ostatnim miesiącu atakowane na niespotykaną dotychczas skalę. W październiku doszło do ponad 2540 ataków tygodniowo na sektor rządowy – ujawniają analizy firmy Check Point Research. To więcej od pozostałych krajów Europy Środkowej – np. np. Czech (2079) czy Austrii (2174). Szczególnie narażonym jest również rodzimy sektor wytwórzy z 1862 atakami oraz energetyczny i użyteczności publicznej, doświadczający 1791 ataków w skali tygodnia.          

– Ze względu na rosnące zagrożenie ze strony Rosji, prowadzącej wobec państw Zachodu działania o charakterze wojny hybrydowej, Polska – jako aktywny uczestnik europejskiej polityki wspierania Ukrainy – staje się jednym z kluczowych celów wrogich operacji cybernetycznych i dezinformacyjnych. Szczególnie narażone są instytucje rządowe, które muszą być przygotowane na coraz bardziej zaawansowane i skoordynowane ataki. W obecnej sytuacji geopolitycznej nie możemy traktować cyberzagrożeń jako odrębnego problemu technicznego; to element szerszej strategii destabilizacji państwa i osłabiania jego odporności – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Podczas gdy średnia europejska wynosi 1616 ataków tygodniowo (dane Check Point Research) to w Polsce średnia liczba ataków na organizację wyniosła w październiku 1772 (wzrost o 14% r/r). Aż 84% złośliwych plików dostarczano drogą mailową, co potwierdza rolę poczty elektronicznej jako dominującego wektora infekcji. Co więcej, w naszym kraju najczęstszym typem podatności są wycieki informacji (information disclosure), mające wpływ na 81% organizacji w kraju. To znacznie więcej niż na świecie (70%). Coraz częściej obserwuje się również infekcje infostealerami (złośliwym oprogramowaniem kradnącym dane uwierzytelniające, ciasteczka i tokeny dostępowe) a także ataki wykorzystujące urządzenia brzegowe, takie jak routery, bramy VPN i zapory sieciowe. 

Firmy powinny bać się ransomware oraz… sztucznej inteligencji

Według ekspertów Check Point Research głównymi zagrożeniami dla firm na całym świecie są obecnie ataki dla okupu (ransomware) oraz wycieki danych spowodowane coraz częstszym wykorzystywaniem generatywnej sztucznej inteligencji. Aż 87% organizacji korzystających z GenAI doświadczyło ekspozycji poufnych informacji. Korzystanie z takich narzędzi wiąże się z wysokim ryzykiem naruszenia bezpieczeństwa. Średnio w jednym środowisku korporacyjnym używanych jest 11 różnych narzędzi AI, a ich dzienne wykorzystanie rośnie w tempie 8% m/m!

Ryzyko ujawnienia danych poprzez narzędzia generatywnej sztucznej inteligencji i inne kanały może dostarczyć cyberprzestępcom nowych narzędzi do przeprowadzania przyszłych ataków. Ta ewolucja stawia przed obrońcami zupełnie nowe wyzwania. Jedynym skutecznym podejściem pozostaje strategia prevention-first, oparta na działaniu w czasie rzeczywistym, sztucznej inteligencji i proaktywnym wykorzystaniu informacji o zagrożeniach, aby blokować ataki zanim wyrządzą szkody – uważa Omer Dembinsky, Data Research Manager w Check Point Research.

W światowej klasyfikacji branż najbardziej narażonych na cyberataki niezmiennie dominują edukacja i badania – 4 470 ataków tygodniowo na organizację (+5% r/r), telekomunikacja – 2 583 ataki (+2% r/r) oraz administracja publiczna – 2 550 ataków (–2% r/r). Na szczególną uwagę zasługuje sektor hospitality, gdzie liczba incydentów wzrosła aż o 40% r/r, co wskazuje na przenoszenie się cyberprzestępczości w kierunku usług turystycznych i hotelarskich.Polska celem numer 1 na liście ataków hakerskich w regionie Europy Centralnej  Polska celem numer 1 na liście ataków hakerskich w regionie Europy Centralnej

TRIBE uruchamia projekt edukacyjny dla studentów ASP we Wrocławiu

Marka hotelowa TRIBE, rozwijająca się na rynkach europejskich i niedawno wprowadzona do Polski, rozpoczęła współpracę z Akademią Sztuk Pięknych we Wrocławiu oraz wrocławskim studiem projektowym MIXD. W ramach wspólnej inicjatywy „Exploring TRIBE” studenci będą mogli zdobyć praktyczne doświadczenia związane z projektowaniem wnętrz hotelowych.

TRIBE funkcjonuje na rynku od 2017 roku, tworząc obiekty, w których nacisk kładzie się na funkcjonalność, przejrzystość rozwiązań i spójność estetyczną. Marka ma obecnie 25 otwartych hoteli na świecie, a kolejnych 30 jest w przygotowaniu. W ostatnich miesiącach rozwija działalność w Europie Środkowej, m.in. w Budapeszcie i Krakowie – tam powstał hotel TRIBE Krakow Old Town, który będzie jednym z miejsc zajęć dla uczestników programu.

Współpraca z ASP wpisuje się w założenia marki dotyczące kształtowania przestrzeni poprzez świadome projektowanie, oparte na czytelnych formach, wzorach i wykorzystaniu sztuki. Projekt ma umożliwić studentom poznanie specyfiki branży hotelarskiej, w której – jak podkreśla kierownictwo TRIBE – projekty muszą łączyć walory użytkowe z dostosowaniem do charakteru lokalizacji.

Semestralny program „Exploring TRIBE”, realizowany w roku akademickim 2025/26, obejmie zajęcia teoretyczne, warsztaty oraz wizyty studyjne. Studenci kierunków związanych z projektowaniem wnętrz i mebla będą pracować w interdyscyplinarnych zespołach nad koncepcjami pokoi hotelowych. Efekty ich pracy zostaną ocenione przez przedstawicieli TRIBE, ASP oraz MIXD, a autor najlepszego projektu otrzyma szansę odbycia dwumiesięcznego stażu w studiu projektowym oraz pobytu w jednym z hoteli TRIBE.

Jak wyjaśnia dr hab. Szymon Hanczar z ASP we Wrocławiu, projekt pozwoli studentom zetknąć się z obszarem projektowania, który nie jest obecny w ich dotychczasowym programie praktyk. Z kolei MIXD, które współtworzy koncepcje wnętrz dla wielu marek hotelowych w Europie i poza nią, ma w ramach projektu poprowadzić studentów przez proces projektowy – od etapu wstępnej koncepcji do końcowej prezentacji.

Według Piotra Kalinowskiego, dyrektora kreatywnego MIXD, inicjatywa jest sposobem na zbliżenie studentów do realiów pracy projektanta w sektorze hotelowym oraz na wymianę doświadczeń między środowiskiem akademickim i praktyką zawodową.

Projekt „Exploring TRIBE” ma stanowić przykład współpracy między uczelnią, biznesem a praktykami projektowania, której celem jest zwiększenie kompetencji młodych twórców i umożliwienie im zdobycia doświadczeń przy projektach odpowiadających rzeczywistym wymaganiom branżowym. Jak zaznacza Agata Wojtyła-Młynarczyk z ASP, inicjatywa podkreśla znaczenie pracy zespołowej i interdyscyplinarnego podejścia, które coraz częściej jest standardem w profesjonalnych zespołach projektowych.

DSV: Niemiecka gospodarka przyspiesza, a popyt na transport drogowy z Polski rośnie dwukrotnie

Najnowsze informacje z Niemiec dają nadzieję na przyspieszenie dynamiki tamtejszej gospodarki. Prognozowany wzrost PKB zachodniego sąsiada Polski ma wynieść 1,3 proc. w 2026 roku. Dane DSV – Global Transport and Logistics wskazują, że prognozy te już dzisiaj realizują się w realnej wymianie handlowej, a zapotrzebowanie na usługi transportu drogowego do Niemiec wyraźnie wzrosło w trzecim kwartale. Ten nagły wzrost popytu pociąga za sobą istotne konsekwencje dla polskich firm.

Sektor transportu spedycji i logistyki stanowi krwiobieg współczesnej gospodarki.
Jego rolą jest zapewnienie, że odpowiednie towary, komponenty czy surowce, znajdą się w odpowiednich miejscach, w odpowiednim czasie – od fabryk, przez porty,
po hipermarkety. To, co dzieje się w łańcuchach dostaw, może stanowić jeden
z prognostyków koniunktury.

Od września obserwujemy znaczny wzrost liczby zamówień na usługi transportu drogowego. Porównując obecną sytuację do analogicznego okresu w 2024 roku, w przypadku DSV mówimy o wyraźnym, około dwukrotnym wzroście zainteresowania. W mojej ocenie nie jest to zwykły szczyt sezonowy, związany ze zwiększeniem zapasów przed okresem świątecznym. – wskazuje Aristoteleis Liadis, dyrektor ds. drogowego transportu międzynarodowego klastra BENELUKIE&DACH, DSV  – Global Transport and Logistics – Być może doświadczamy właśnie pierwszych oznak nowego, pozytywnego trendu w realnej gospodarce. Kluczowe pytanie pozostaje na ten moment bez odpowiedzi: czy to jedynie chwilowe odbicie, czy wprost przeciwnie.

Wzrost popytu pokrywa się z przedstawionymi przez rząd Niemiec prognozami gospodarczymi. 8 października ogłoszono podwyższenie prognozy wzrostu PKB, szacując go na 0,3 proc. w 2025 roku i 1,3 proc. w 2026 roku. Liczby te znajdują potwierdzenie w tym, co dzieje się na drogach łączących Polskę z zachodnim sąsiadem.

Ciemne strony boomu

Wydawać by się mogło, że obecna sytuacja powinna stanowić powód do zadowolenia
dla polskiej branży TSL, która bardzo długo wyczekiwała na ożywienie
w handlu międzynarodowym.  Jednak skala i gwałtowność wzrostu postawiła przed sektorem istotne wyzwania. W ostatnich latach wiele firm transportowych przeszło przyspieszoną restrukturyzację. W obliczu rosnących kosztów pracy, paliw oraz spadku liczby wykwalifikowanych kierowców gotowych do podjęcia pracy – przy jednoczesnym spadku rentowności – część z nich zadecydowała o redukcji swojej floty pojazdów nawet o 50 proc., a w niektórych przypadkach – o zakończeniu działalności. W rezultacie rynek doświadcza niedostosowania popytu do podaży, co przekłada się na istotny wzrost stawek.

Jako operator logistyczny, w DSV zawsze priorytetyzowaliśmy zawieranie długoterminowych warunków współpracy  z partnerami flotowymi, właśnie ze względu na przewidywalność, jaką ten model daje naszym klientom oraz partnerom flotowym. Dzięki temu możemy, w takiej sytuacji jak obecnie, zagwarantować naszym partnerom biznesowym dostępność powierzchni ładunkowej oraz odpowiednią jakość usług. – wskazuje Aristoteleis Liadis – W zdecydowanie trudniejszej sytuacji znajdują się przedsiębiorstwa, które transporty zlecają ad hoc lub nie korzystały dotąd z długoterminowych form współpracy czy z operatorem, czy bezpośrednio z firmą przewozową. Stawki spotowe wzrosły od wakacji 2025 roku o kilkadziesiąt procent, znacząco zwiększając koszty logistyki dla biznesu.

Ograniczenia rynku spowodowały, że oprócz kosztów, wydłużeniu uległ również przewidywany czas realizacji dostaw – o ile eksporter w ogóle znajdzie partnera chętnego do podjęcia punktowej współpracy. W ocenie eksperta DSV napięta sytuacja na rynku utrzyma się przynajmniej do końca 2025 roku.

Stabilizacja może jednak okazać się wyłącznie przejściowa. Strukturalnym problemem zarówno w Polsce, jak i innych krajach Europy, pozostaje demografia. Coraz większa część kierowców zbliża się do wieku emerytalnego, a młodsze pokolenia nie są zainteresowane tą ścieżką kariery, w szczególności pracą na trasach międzynarodowych. Bez podjęcia kroków na rzecz jej uatrakcyjnienia ze strony wszystkich uczestników rynku, odwrócenie negatywnych trendów, a tym samym zapobieżenie zbyt gwałtownemu wzrostowi kosztów logistyki drogowej, będzie niemożliwe.

DSV odpowiada na potrzeby kierowców zawodowych inwestując w rozwiązania wspierające ich work-life balance. Wśród tego rodzaju projektów znajdują się m.in. cyfryzacja i optymalizacja procesów załadunków i wyładunków, rozbudowa sieci drogowych połączeń drobnicowych oraz wzmocnienie infrastruktury socjalnej, którą operator udostępnia kierowcom w zarządzanych przez siebie obiektach.

Polski eksport w Europie

Mimo wyzwań, istnieją przesłanki do tego aby postawić tezę, że po latach stagnacji europejska gospodarka wchodzi w fazę pewnego ożywienia, z czego korzystają polskie firmy. Transport drogowy, jako barometr wymiany handlowej dóbr fizycznych, jest tego świadectwem. Dane DSV wskazują, że duże ożywienie dotyczy branży chemicznej, kosmetycznej, farmaceutycznej oraz wyposażenia wnętrz. Co więcej, pracowity okres w II połowie 2025 roku nie dotyczy wyłącznie operacji na kierunku niemieckim. Choć odznacza się on szczególną aktywnością, to wzrost liczby transportów odnotowano także na trasach do krajów Beneluksu, Francji, czy Włoch.

Shutdown w USA zakończony. Mocne dane z Polski, słabe z Wielkiej Brytanii

Wyraźna ulga dla rynków – paraliż administracji USA dobiegł końca, finansowanie zapewnione do końca stycznia 2026 roku. Wstępne szacunki PKB za III kwartał podkreślają siłę rodzimej gospodarki. Słabe dane z brytyjskiej gospodarki bez wpływu na funta. 

Do końca stycznia spokój

Ostatnim etapem zakończenia shutdownu w USA był podpis pod ustawą prezydenta. Po 43 dniach wraca więc normalne funkcjonowanie administracji rządowej w Stanach, co jest dużą ulgą dla inwestorów. W końcu poznamy pełen obraz amerykańskiej gospodarki, który przez brak publikacji danych był w ostatnich tygodniach mocno rozmazany. Każda kolejna publikacja danych z rynku pracy czy wskaźników inflacji będzie jeszcze baczniej obserwowana i interpretowana pod kątem odzyskiwania wigoru przez amerykańską gospodarkę po tym „kryzysie” administracyjnym. To temat ważny także dla przyszłych decyzji Fed i ułatwi odpowiedź na pytanie: czy decydenci będą skłonni obniżać stopy procentowe czy powstrzymają się od dalszych ruchów? USD traci dzisiaj, choćby do EUR, i może to mieć związek z tym, że shutdown wpłynie niekorzystnie na wzrost gospodarczy (szacunki mówią o nawet -1,5% w tym kwartale), co skłoni Fed do cięć stóp. Jednak z drugiej strony zakończenie tego chaosu jest pewnym powiewem ulgi, co nie sprzyja popytowi na bezpieczne aktywa takie jak USD.

Mamy się czym chwalić

Teraz coś, o czym zdecydowanie należy mówić: polska gospodarka według wstępnych szacunków w III kwartale rozwijała się w tempie 3,7% w relacji r/r. To zdecydowanie wyróżnia nas w skali nie tylko europejskiej i jest to najwyższa wartość od trzech lat. Dla przypomnienia warto wskazać, że w I kwartale był to wynik 3,2%, a w drugim 3,3%. Według ekonomistów to jednak nie koniec mocnego trendu, a w kolejnych kwartałach oczekuje się jeszcze wyższych wyników. Nie znamy jeszcze struktury tak wysokiego wyniku, ale można się domyślić, że znów motorem napędowym jest konsumpcja prywatna i usługi. Za cały rok polski PKB powinien więc oscylować tuż pod granicą 4% (w okolicach 3,7%). Kolejny 2026 ma również imponować wysokimi wartościami, a bazą ma być odblokowany popyt u naszych największych partnerów handlowych, takich jak choćby Niemcy. PLN zareagował pozytywnie na dane, a EUR/PLN zszedł poniżej granicy 4,23, co jest zgodne z naszą prognozą i ruchem w okolice 4,20.

Brytyjczycy nieco mniej

Z pewnością zazdrościć wyniku PKB mogą nam Brytyjczycy. Według wstępnych szacunków, PKB na Wyspach w III kwartale wyniósł 1,3%, przy nieco wyższych oczekiwaniach (1,4%). Patrząc przez pryzmat miesiąca września, widzimy nawet ujemne wartości 0,1% w relacji m/m. Pierwszy powakacyjny miesiąc wypadł też blado pod kątem produkcji przemysłowej, która w relacji r/r wyniosła -2,5%. Dla Banku Anglii takie dane to pewien problem. Z jednej strony brytyjska gospodarka zalicza właśnie najsłabszy kwartał w tym roku pod względem wzrostu gospodarczego (w I było to 1,8%, w II 1,4%), a więc warto by obniżać stopy, by pobudzić PKB. Z drugiej strony ciągle wysoka inflacja wskazuje na stanowisko ostrożnościowe i tym samym brak działań. GBP, mimo słabszych danych, zyskuje do EUR, USD i JPY.

Kto tworzy najlepsze miejsca pracy na świecie? Ranking Great Place To Work 2025

Hilton, DHL Express i Cisco otwierają tegoroczną listę Najlepszych Miejsc Pracy™ na świecie. 25 laureatów światowej listy zostało wyłonionych przez Great Place To Work® w oparciu o analizę ponad 9 milionów ankiet pracowniczych, które reprezentują opinie i doświadczenia 25 milionów pracowników w krajach na całym świecie. Organizacje są oceniane pod kątem działań na rzecz tworzenia świetnych miejsc pracy oraz pozytywnego wpływu na ludzi i społeczności.

Trudna droga na szczyt

Aby zakwalifikować się na listę World’s Best Workplaces™, firma musi zatrudniać co najmniej 5 tysięcy pracowników na całym świecie i znaleźć się na co najmniej pięciu listach Najlepszych Miejsc Pracy™ w Azji, Europie, Ameryce Łacińskiej, Afryce, Ameryce Północnej lub Australii w roku 2024 lub na początku 2025 roku.

O miejscu na liście Great Place To Work decydują przede wszystkim opinie pracowników. Autorskie badanie ankietowe Trust Index™ składa się z 60 stwierdzeń i pozwala członkom zespołów podzielić się poufnymi informacjami dotyczącymi kultury ich organizacji. Pracownicy informują w nich, czy liderzy są dostępni, czy komunikują się w sposób szczery i jasny oraz czy ich działania są zgodne z tym, co deklarują. Mówią, czy czują się szanowani jako jednostki, czy dostają szkolenia, spotykają się z uznaniem, otrzymują wsparcie dla ich dobrego samopoczucia oraz mają możliwość wniesienia swojego wkładu. Dzielą się opinią, czy uważają, że ich firma jest sprawiedliwa pod względem wynagrodzeń, zysków, awansów, uznania, faworyzowania i możliwości rozwoju. Deklarują, czy są dumni ze swojej pracy, swojego zespołu i swojej firmy, czy czują, że coś zmieniają, a ich praca ma sens. Mówią także, czy lubią ludzi, z którymi pracują, czy czują się doceniani i czy mogą być sobą.

Badania muszą spełniać rygorystyczne wymagania dotyczące sposobu dystrybucji ankiet oraz odsetka pracowników, którzy na nie odpowiedzieli, aby mieć pewność, że uzyskane wyniki rzetelnie odzwierciedlają opinie wszystkich pracowników w firmie.

W przypadku listy Najlepszych Miejsc Pracy™ na świecie Great Place To Work bierze dodatkowo pod uwagę wdrożone przez firmy programy i strategie dotyczące miejsca pracy. Firmy odpowiadają na sześć pytań opisowych, które pozwalają lepiej zrozumieć ich autentyczne zaangażowanie w zaspokajanie potrzeb pracowników w miejscu pracy i poza nim. Odpowiedzi są rygorystycznie oceniane i weryfikowane krzyżowo zgodnie z kryteriami badawczymi Great Place To Work, umożliwiając identyfikację organizacji, których programy są najbardziej hojne, pełne troski o ludzi, skierowane do wszystkich oraz innowacyjne. Odpowiedzi firm na pytania opisowe stanowią ważny kontekst dla rankingu, ale tylko dane ankietowe mogą być podstawą do umieszczenia na liście.

Roszady wśród światowych liderów

Lista światowa to ścisła czołówka najlepszych miejsc pracy. Konkurencja jest tu zacięta. Laureaci poprzednich edycji rankingu skutecznie bronią swoich pozycji, wsłuchując się i reagując na potrzeby zgłaszane przez pracowników. Tu nikt nie może stać w miejscu, licząc, że dotychczasowe sukcesy zapewnią miejsce na kolejnej liście. W tym roku nastąpiła zamiana na dwóch pierwszych miejscach na liście. Tegoroczny zwycięzca – firma Hilton – wyprzedziła zeszłorocznego lidera, DHL Express. Warty zauważenia jest Marriott, który awansował z 18. miejsca na 5., natomiast firma Hilti, reprezentująca branżę budowlaną, spadła z 5. pozycji na miejsce 24. Na szczególną uwagę zasługuje także firma Accenture. Jej awans z 6. miejsca w zeszłym roku na 4. nie wydaje się spektakularny, jeśli nie uwzględni się faktu, że firma jest w fazie głębokich transformacji, których celem jest efektywna implementacja rozwiązań, jakie oferuje sztuczna inteligencja. Te zmiany obejmują zarówno strategię działania, jak i model przywództwa, co jest wyzwaniem dla wszystkich pracowników niezależnie od ich stanowiska. Accenture postawił na ludzi i podnoszenie ich kwalifikacji – inwestycje w szkolenia sięgają miliarda dolarów rocznie. Wejście do pierwszej piątki Najlepszych Miejsc Pracy™ na świecie świadczy o tym, że firma nadal cieszy się ogromnym zaufaniem pracowników.

W porównaniu z zeszłym rokiem tylko trzem firmom udało się powrócić na listę lub na niej zadebiutować. Są to: Adobe, Crowdstrike i Viatris.

  Firma Branża Wyróżnienia na listach krajowych – liczba krajów Siedziba główna
1 Hilton Hotele i restauracje 41

w tym Polska

USA
2 DHL Express Transport 57

w tym Polska

Niemcy
3 Cisco Technologie informatyczne 28

w tym Polska

USA
4 Accenture Usługi profesjonalne 12 Irlandia
5 Marriott International Hotele i restauracje 22 USA
6 Abbvie Biotechnologia i farmaceutyki 28 USA
7 TP Usługi profesjonalne 13 France
8 Stryker Produkcja 19

w tym Polska

USA
9 Salesforce Technologie informatyczne 22 USA
10 MetLife Usługi finansowe i ubezpieczenia 14

w tym Polska

USA
11 ServiceNow Technologie informatyczne 12 USA
12 Specservers Handel 10 Wielka Brytania
13 Siemens Healthineers Ochrona zdrowia 9

w tym Polska

Niemcy
14 Experian Technologie informatyczne 12 Irlandia
15 Nvidia Technologie informatyczne 8

w tym Polska

USA
16 Cadence Technologie informatyczne 11

w tym Polska

USA
17 Allianz Usługi finansowe i ubezpieczenia 15 Niemcy
18 Dow Produkcja 8 USA
19 Viatris Biotechnologia i farmaceutyki 7 USA
20 Adobe Technologie informatyczne 11 USA
21 Crowdstrike Technologie informatyczne 8 USA
22 SC Johnson Produkcja 14 USA
23 Trek Bicycle Handel 6 USA
24 Hilti Budownictwo 14 Liechtenstein
25 Admiral Group Usługi finansowe i ubezpieczenia 6 Wielka Brytania

 

Polska reprezentacja w rankingu światowym

Laureaci zestawienia światowego to firmy międzynarodowe, z oddziałami w wielu krajach. Zgodnie z metodologią zanim trafią na listę najlepszych na świecie muszą wykazać się sukcesami na przynajmniej 5 listach krajowych. W tym roku 8 polskich oddziałów – laureatów listy Najlepszych Miejsc Pracy w Polsce – miało swój wkład w końcowy wynik firmy. Są to: Hilton (1. miejsce), DHL Express (2. miejsce), Cisco (3. Miejsce), Stryker (8. miejsce), MetLife (10. miejsce), Siemens Healthineers (13. miejsce), Nvidia (15. miejsce) i Cadence (16. miejsce).

Jest jeszcze kolejnych 7 polskich oddziałów, które mają powody do dumy. To Accenture, Marrriott, AbbVie, TP, Allianz, Viatris i SC Johnson – mimo że nie trafiły wcześniej na listę krajową, dzięki doskonałym wynikom uzyskanym w badaniu otrzymały Certyfikację Great Place To Work™. To wyróżnienie jest dodatkowo premiowane przy ustalaniu finalnego rankingu.

Składając gratulacje wszystkim laureatom, Michael C. Bush, dyrektor generalny Great Place To Work, podsumował tegoroczną listę: „Ogromny wpływ tych wielkich firm na naszą planetę to święte powiernictwo. Spośród ponad 9 milionów ankietowanych pracowników więcej osób zatrudnionych w tych niezwykłych organizacjach twierdzi, że ich pracodawca im ufa i chce, aby rozwijali się jako ludzie i profesjonaliści. Te potęgi gospodarcze wzmacniają również społeczności, w których działają, i pozostawiają po sobie świat lepszy niż ten, który odziedziczyły”.

O liście World’s Best Workplaces™

Great Place To Work wyłoniło listę World’s Best Workplaces™ na podstawie ponad 9 milionów poufnych odpowiedzi ankietowych, reprezentujących doświadczenia ponad 25 milionów pracowników na całym świecie. Organizacje są oceniane na podstawie ich wysiłków na rzecz tworzenia świetnych miejsc pracy i wywierania pozytywnego wpływu na ludzi i społeczności w wielu krajach na całym świecie. Aby zostały wzięte pod uwagę, firmy muszą być najpierw wyróżnione na co najmniej pięciu listach Najlepszych Miejsc Pracy w Azji, Europie, Ameryce Łacińskiej, Afryce, Ameryce Północnej lub Australii w roku 2024 lub na początku 2025 roku. Ponadto muszą zatrudniać co najmniej 5000 pracowników na całym świecie.

Tańszy pieniądz, trudniejsze decyzje: przedsiębiorstwa muszą na nowo poukładać finanse

Listopadowa decyzja Rady Polityki Pieniężnej o obniżeniu stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego o 25 punktów bazowych była zgodna z oczekiwaniami rynku i analityków. Główna stopa referencyjna spadła do 4,25%, co wpisuje się w trwający od kilku miesięcy cykl łagodzenia polityki pieniężnej. Jak wskazuje Biuro Maklerskie BNP Paribas, obniżka jest konsekwencją spadku inflacji konsumenckiej i bazowej, a także korzystnych prognoz dotyczących jej dalszego kształtowania się. Inflacja CPI ma w tym roku wynieść średnio 3,7%, w 2026 roku spaść do 3,0%, a w 2027 roku do 2,6%. Jednocześnie w perspektywie najbliższych lat przewidywany jest szybszy wzrost gospodarczy, co powinno sprzyjać przedsiębiorcom. Jednak w praktyce decyzje RPP i kierunek polityki monetarnej stawiają przed biznesem nowe wyzwania związane z planowaniem finansowym, dostępem do kapitału oraz zarządzaniem ryzykiem płynności.

Dla wielu firm niższe stopy procentowe oznaczają ulgę w obsłudze kredytów i zobowiązań finansowych. Spadające koszty finansowania poprawiają wyniki przedsiębiorstw, szczególnie tych, które w ostatnich dwóch latach mierzyły się z wysokim kosztem pieniądza po serii gwałtownych podwyżek stóp. Z drugiej strony, dla firm dysponujących nadwyżkami gotówkowymi, obniżka stóp może oznaczać mniejszą opłacalność lokowania środków w instrumentach o niskim ryzyku. W rezultacie część przedsiębiorców będzie musiała ponownie przemyśleć swoje strategie zarządzania płynnością i zrównoważenia między inwestycjami a bezpieczeństwem finansowym.

Utrzymanie równowagi

Cykl łagodzenia polityki pieniężnej zwiększa również niepewność co do przyszłych warunków kredytowych. Choć prezes NBP nie wykluczył kolejnej obniżki stóp już w grudniu, retoryka banku centralnego wskazuje, że przestrzeń do dalszego luzowania jest ograniczona. Rynek coraz wyraźniej dostrzega, że po okresie dynamicznego spadku inflacji kolejnym wyzwaniem może być utrzymanie równowagi pomiędzy wzrostem gospodarczym a stabilnością cen. Dla biznesu oznacza to konieczność przygotowania się na scenariusz, w którym dostęp do taniego pieniądza będzie tylko czasowy, a tempo zmian kosztu kapitału może znów przyspieszyć w reakcji na czynniki zewnętrzne – takie jak decyzje Europejskiego Banku Centralnego czy sytuacja gospodarcza w strefie euro.

W tym kontekście rośnie znaczenie długofalowego planowania finansowego oraz elastycznego podejścia do zarządzania należnościami i zobowiązaniami. Firmy zwracają uwagę nie tylko na wysokość stóp procentowych, lecz także na zdolność utrzymania płynności operacyjnej w zmiennym otoczeniu rynkowym. Spowolnienie wzrostu gospodarczego, które zgodnie z prognozami może pojawić się w 2027 roku, będzie testem dla stabilności finansowej wielu przedsiębiorstw. Warto więc już teraz budować odporność poprzez dywersyfikację źródeł finansowania i optymalizację cyklu kapitału obrotowego.

W najbliższych miesiącach firmy będą musiały działać w środowisku, które sprzyja inwestycjom, ale jednocześnie wymaga ostrożności. Spadająca inflacja poprawia nastroje konsumentów i może zwiększyć popyt, jednak marże przedsiębiorstw wciąż pozostają pod presją rosnących kosztów pracy i niepewności geopolitycznej. Niższe stopy procentowe mogą więc paradoksalnie zwiększyć konkurencję o finansowanie, zwłaszcza w sektorze MŚP, który w ostatnich latach odczuł zaostrzenie polityki kredytowej banków. Dla tych firm dostęp do alternatywnych form finansowania może stać się istotnym elementem stabilizacji płynności i ochrony przed zatorami płatniczymi.

Ostatecznie kierunek zmian w polityce pieniężnej będzie sprzyjał aktywizacji inwestycji i ożywieniu gospodarczemu, jednak dla biznesu kluczowe będzie umiejętne wykorzystanie tego okresu. Utrzymanie równowagi między korzystaniem z tańszego kapitału a zachowaniem zdolności do szybkiego reagowania na zmieniające się warunki rynkowe stanie się jednym z głównych wyzwań nadchodzącego roku. Obniżki stóp procentowych mogą otworzyć nowe możliwości, ale tylko dla tych, którzy potrafią połączyć optymizm inwestycyjny z dyscypliną finansową i ostrożnym planowaniem przyszłych przepływów pieniężnych.

Strateg, big data analityk, specjalista AI – kim jest marketer przyszłości?

0

Sztuczna inteligencja wchodzi do marketingu z pełną mocą, zmieniając nie tylko narzędzia, ale i samą rolę marketera. W świecie, gdzie dane coraz mocniej wspierają intuicję, a algorytmy przewidują potrzeby klientów, to człowiek musi na nowo zdefiniować swoją wartość i granice zaufania do maszyn.

Sztuczna inteligencja coraz mocniej wnika w każdy zakątek marketingu, a profil marketera ulega znaczącej transformacji – nie tyle w kierunku zastąpienia go przez maszynę, ile w stronę partnerstwa człowieka z technologią, z nowymi kompetencjami, nowymi wyzwaniami i nową etyką pracy. Technologie generatywne automatyzują rutynowe zadania, od kreacji obrazów i wideo po analizy danych, co pozwala przygotowywać „prawie gotowy produkt” na prezentację dla klienta, ze znacząco zmniejszonym marginesem kreatywnej improwizacji.

W tej rzeczywistości marketer staje się bardziej zarządcą inteligencji i relacji. Wybiera, które zadania powierzyć algorytmowi, a które pozostawić człowiekowi; monitoruje jakość i etykę generowanych treści; dba o autentyczność komunikacji, zwłaszcza gdy konsumenci coraz szybciej odczuwają dystans do kampanii całkowicie wygenerowanych przez maszyny.  Co więcej, profil klienta-użytkownika również się zmienia: oczekuje nie tylko szybkiego, spersonalizowanego przekazu, ale także transparentności, sensu i kontaktu z człowiekiem „za maszyną”. W erze, gdy pytania coraz częściej trafiają nie do wyszukiwarki, ale do chatbota, marketer musi przejść z roli „twórcy komunikatów” do „projektanta doświadczeń w relacji człowiek-maszyna” – mówi Emilia Krzysztofiak, Customer Intelligence Advisor, SAS.

AI na pełnych obrotach

Z raportu SAS „Marketers and AI: Navigating new depths” wynika, że aż 93% dyrektorów marketingu (CMO) dostrzega realne korzyści biznesowe z zastosowania generatywnej AI („GenAI”), a 80% specjalistów marketingu deklaruje wymierny zwrot z inwestycji w tę technologię. Jednocześnie raport wskazuje, że 85% zespołów marketingowych już aktywnie korzysta z GenAI w codziennej pracy. Ta dynamika pokazuje wyraźnie, że GenAI przestała być eksperymentem – stała się narzędziem operacyjnym. Stajemy przed momentem, gdy technologie takie jak Gen AI oraz Agentic AI wkraczają na scenę z pełną mocą, redefiniując sposób, w jaki marki rozmawiają z rynkiem, analizują zachowania klientów i podejmują decyzje. Niemniej też agenty AI – czyli systemy zdolne do autonomicznego uczenia się, analizowania danych i podejmowania decyzji w czasie rzeczywistym – dopiero wkraczają w marketingową codzienność: 51% liderów marketingu planuje inwestycje w Agentic AI w ciągu najbliższego roku, jednak tylko 21% testuje ją w środowisku operacyjnym.

To z jednej strony olbrzymi potencjał, z drugiej jednak wyzwanie. Wiele organizacji nie nadąża z ramami nadzoru, governance, zaufaniem do autonomicznych systemów (np. tylko 5% firm całkowicie ufa decyzjom w pełni autonomicznym) i integracją z istniejącymi procesami. W praktyce oznacza to, że marketerzy muszą dziś zarządzać nie tylko kreatywnością, treścią i doświadczeniem klienta, ale również modelem danych, algorytmicznymi ramami, a także etyką i transparentnością tych systemów. Gdy AI analizuje i działa w czasie rzeczywistym, klient staje się coraz bardziej wymagający: oczekuje spersonalizowanych ofert, które są szybkie, trafne i … ludzkie. Dlatego właśnie dynamiczny rozwój danych i AI w marketingu niesie ze sobą nie tylko obietnicę „więcej, szybciej, lepiej”, ale również konieczność redefinicji kompetencji: marketer musi być dziś zarządzającym platformą inteligencji, kuratorem i strażnikiem jakości, a nie tylko kreatorem kampanii – podkreśla Joanna Aziewicz-Langer, Senior Account Executive, Customer Intelligence, SAS.

Zaufać, to tak łatwo powiedzieć

W badaniu przeprowadzonym przez HBR we współpracy z SAS „Optimizing the use of marketing technology to build custorem trust” 91% respondentów potwierdza, że zaufanie klientów jest bardzo ważne dla sukcesu ich organizacji. Jednocześnie według 81% odpowiadających wpływ na zdolność do budowania zaufania będą miały technologie marketingowe.

Jednym z największych trendów w marketingu jest hiperpersonalizacja. Badania Forbesa[1] pokazały, że aż 81% klientów chętniej kupuje od firm oferujących spersonalizowane usługi. Jednocześnie według Ping Indentity[2] aż 75% osób stwierdziło, że jest „co najmniej trochę bardziej zaniepokojonych” bezpieczeństwem swoich danych niż 5 lat temu. Tworzy to nam dysonans pomiędzy chęcią opowiedzenia o sobie a obawą przed nadużyciem tych informacji.

Prywatność danych jest jedną z największych obaw XXI wieku. Potwierdzają to wprowadzane regulacje, które coraz bardziej wpływają na sposób funkcjonowania firm i instytucji na całym świecie. Mimo to, dalej jesteśmy w stanie dużo oddać w zamian za ofertę szytą na miarę. Widać to choćby po sukcesie proponowanych playlist na Spotify, propozycjach filmów na Netfliksie czy włączanych powiadomieniach w aplikacjach z przecenami, np. Zalando. Chcemy być na bieżąco z rzeczami, które się nam podobają – dodaje Joanna Aziewicz-Langer.

W badaniu HBR i SAS marketerzy przyznają, że balans pomiędzy coraz większą personalizacją a ochroną danych wychodzi przeciętnie. Aż 51% zaznaczyło „mniej więcej skutecznie” (eng. somehowe effective), podczas gdy niemal co dziesiąta odpowiedź brzmiała „nie wiem”. Tylko 28% jest zadowolonych z działań swojej organizacji. Jednocześnie, zaledwie 11% odpowiadających uważa, że brak jasnych polityk dotyczących wykorzystania personalnych danych może być zagrożeniem dla zaufania klientów.

Zawód marketera ewoluował w ostatnich latach, jednak dalej nie są to doświadczeni pracownicy IT wyspecjalizowani w zarządzaniu danymi. Część z nich nie wie co się dzieje z informacjami po ich analizie, większość pewnie nie ma na to nawet wpływu. Dlatego tworząc platformę SAS Customer Intelligence 360 za cel postawiliśmy sobie umożliwienie budowania płynnych ścieżek klientów, danie marketerom stałego podglądu i możliwość natychmiastowej reakcji oraz korekty działań. Wbudowana analityka i AI rozbija silosy danych, a przy tym dba o prywatność klientów. Należy pamiętać, że zdobycie zaufania jest trudne, a odzyskanie niemal niemożliwe – podsumowuje Emilia Krzysztofiak.

Rozmowy o przyszłości marketingu

O szerokim spektrum wyzwań, które czekają na marketerów rozmawiano podczas konferencji SAS Inspiration Day Customer Intelligence. Grono ekspertów z różnych branż debatowało m.in. nad tym, jak w dobie malejącej lojalności klientów i rosnących oczekiwań wobec komunikacji skutecznie łączyć szeroki zasięg z wysoką personalizacją, jakie narzędzia AI – od analityki predykcyjnej po automatyzacje marketingowe – realnie wspierają te procesy oraz w jaki sposób budować strategie oparte na danych i zaufaniu, kiedy obecne są jeszcze silne bariery technologiczne, organizacyjne i etyczne. Partnerami wydarzenia były firmy AWS, Conversion i questus. Temat przyszłych trendów MarTech poruszają również specjaliści w podcaście „Dane czy intuicja. Marketing w erze AI”, oferując merytoryczne spojrzenie na nadchodzące zmiany.

[1] https://www.forbes.com/sites/shephyken/2024/04/14/the-personalized-customer-experience-customers-want-you-to-know-them/

[2] https://www.pingidentity.com/content/dam/picr/lp/2025-consumer-survey/2025%20Ping%20Identity%20Consumer%20Survey.pdf?utm_source=chatgpt.com

NIS2 zmieni reguły gry. Nowe obowiązki, kontrole i odpowiedzialność osobista zarządów

W Polsce trwają prace nad wdrożeniem przepisów dostosowujących krajowe prawo do unijnej dyrektywy NIS 2, której celem jest podniesienie poziomu cyberbezpieczeństwa w państwach członkowskich UE. Choć termin na przyjęcie ustawodawstwa minął 17 października 2024 r., Polska nie zdążyła go dotrzymać, ale gotowy jest już ostateczny projekt ustawy i nowe regulacje mogą wkrótce zacząć obowiązywać – wprowadzając bardziej rygorystyczne wymogi w zakresie ochrony danych, systemów informatycznych i reagowania na incydenty cyfrowe.

W dobie rosnącej automatyzacji, cyfryzacji procesów i wykorzystania sztucznej inteligencji przedsiębiorstwa rozwijają się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Jednak wraz z postępem technologicznym, właściciele firm rzadko zdają sobie sprawę z zagrożeń, które za tym idą.

W styczniu 2023 roku, weszła w życie Dyrektywa NIS 2, której celem jest podniesienie poziomu cyberbezpieczeństwa w krajach członkowskich Unii Europejskiej. Na wdrożenie jej w życie do prawa krajowego, kraje członkowskie UE mają 21 miesięcy, więc Polska jest już ponad rok po terminie. 4 listopada pojawił się jednak ostateczny tekst projektu ustawy o zmianie ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa oraz niektórych innych ustaw (UC32), więc możliwe jest głosowanie nad nią jeszcze przed 30 listopada, by w życie mogła wejść od nowego roku.

Firmy mogą już teraz śmiało rozpocząć wdrażanie nowych procedur – tłumaczy Karolina Praszek-Gołębiewska, specjalistka ds. bezpieczeństwa informacji. – Czas między publikacją a wejściem ustawy w życie wynosi zaledwie jeden miesiąc, co oznacza, że przedsiębiorstwa będą miały tylko 30 dni na wprowadzenie wszystkich wymaganych zmian. Dla dużych organizacji może to być ogromne wyzwanie. Dyrektywa NIS 2 obowiązuje bezpośrednio już od października 2024 roku, dlatego nie warto czekać na ostatnią chwilę z dostosowaniem się do nowych przepisów – ten czas na wdrożenie w praktyce już trwa. To właśnie moment, by rzetelnie ocenić poziom przygotowania swojej organizacji, ponieważ później te 30 dni mogą okazać się zbyt krótkim terminem. Warto już teraz rozpocząć prace nad wprowadzeniem odpowiednich procedur bezpieczeństwa, ponieważ ustawa jest gotowa i czeka jedynie na zielone światło.

Rosnące zagrożenie w sieci – dlaczego NIS 2 jest potrzebna?

W ostatnich latach coraz częściej słyszymy o cyberatakach paraliżujących działalność firm i instytucji. Phishing, ransomware czy skimming to tylko niektóre z pojęć, które niestety na stałe weszły do słownika współczesnego biznesu. Im większa i bardziej strategiczna dla gospodarki jest firma, tym atrakcyjniejszym celem staje się dla cyberprzestępców.

Dyrektywa NIS 2 nie zapewni całkowitego wyeliminowania ataków hackerskich – wyjaśnia Karolina Praszek-Gołębiewska, specjalistka ds. bezpieczeństwa informacji. – Jej zadaniem jest danie narzędzi, które pozwolą firmom szybko podnieść się po incydencie, bez dużych przestojów i strat finansowych. NIS 2 ma przede wszystkim zapewnić ciągłość działania i stabilność funkcjonowania firm.

Nie tylko wielkie korporacje – NIS 2 dotyczy większości firm

Dyrektywa NIS 2 obejmie szeroki zakres przedsiębiorstw, które zostały podzielone na trzy grupy: podmioty kluczowe, podmioty ważne oraz inne organizacje spełniające określone kryteria dotyczące wielkości lub obrotu. Wszystkie te jednostki są uznawane za istotne z punktu widzenia stabilnego funkcjonowania państwa.

Podmiotami kluczowymi są organizacje, których działalność ma strategiczne znaczenie i których ewentualne wyłączenie mogłoby zagrozić bezpieczeństwu kraju – na przykład instytucje medyczne, wojskowe czy bankowe.

Podmioty ważne to te, których działalność jest również istotna, ale państwo jest w stanie funkcjonować bez nich przez krótki okres.

Z kolei trzecią kategorię stanowią przedsiębiorstwa zatrudniające ponad 50 pracowników i osiągające roczny obrót przekraczający przynajmniej 10 milionów euro.

Dyrektywa obejmie także firmy świadczące usługi dla wymienionych wcześniej podmiotów lub działające w ich łańcuchach dostaw. Ma to kluczowe znaczenie – przedsiębiorstwa będą zobowiązane do wyboru kontrahentów posiadających podobny poziom zabezpieczeń i procedur bezpieczeństwa, co one same. Szacuje się, że w efekcie NIS 2 obejmie aż 80-90% podmiotów funkcjonujących na polskim rynku – mówi Karolina Praszek-Gołębiewska, specjalistka ds. bezpieczeństwa informacji.

Nie ma uniwersalnych rozwiązań. Każda firma musi dostosować się indywidualnie

Nawet najbardziej precyzyjne przepisy nie są w stanie stworzyć uniwersalnej listy zadań czy narzędzi do wdrożenia. Każde przedsiębiorstwo wymaga indywidualnego podejścia uwzględniającego jego strukturę, wielkość, liczbę pracowników, obrót czy sposób przetwarzania danych. Dyrektywa NIS 2 wprowadza wytyczne dotyczące analizy ryzyka oraz wdrażania odpowiednich środków technicznych. Na podstawie profesjonalnej analizy przeprowadzonej przez audytora lub specjalistę ds. ochrony danych jesteśmy w stanie dobrać rozwiązania najlepiej dopasowane do specyfiki firmy – tak, aby zbudować solidny fundament jej bezpieczeństwa i stabilnego funkcjonowania.

Cały proces opiera się na rzetelnej analizie ryzyka, identyfikacji potencjalnych zagrożeń oraz wdrożeniu adekwatnych środków technicznych, prawnych i organizacyjnych. Unia Europejska kładzie nacisk na to, by przedsiębiorstwa aktywnie dbały o swoje cyberbezpieczeństwo – między innymi poprzez opracowanie jasnych procedur zgłaszania incydentów. Ten obowiązek nie jest całkowicie nowy – wcześniej regulowało go np. RODO – jednak NIS 2 rozszerza jego zakres i wymaga większej spójności w działaniach organizacji.

Kontrola przeprowadzana przez inspektora bezpieczeństwa informacji ma na celu kompleksową ocenę stanu zabezpieczeń w firmie. Specjalista analizuje, czym dokładnie zajmuje się organizacja, jakie środki ostrożności już wdrożono oraz co można jeszcze poprawić. Sprawdza cały proces ochrony informacji. Audyt nie tylko poprawia poziom cyberbezpieczeństwa, ale też wspiera procesy biznesowe. Pozwala zidentyfikować miejsca, w których może dochodzić do niekontrolowanego przepływu danych – np. w działach sprzedaży czy marketingu – co bezpośrednio przekłada się na ryzyko finansowych strat.

Sprawdzamy w jaki sposób dana firma podchodzi do przechowywania danych, czy to jest na zasadzie wydrukowania dokumentów i włożeniu ich do segregatora, czego stanowczo nie polecam, czy też na profesjonalnym podejściu- analizie ryzyka, audycie i wdrożeniu odpowiednich zabezpieczeń. Dzięki temu poznajemy obszary najbardziej narażone na zagrożenia i możemy skupić się na ich ochronie – tłumaczy ekspertka ds. bezpieczeństwa informacji Karolina Praszek-Gołębiewska.

Bezpieczeństwo warunkiem współpracy. Firmy powinny weryfikować swoich partnerów

Dyrektywa NIS 2 wprowadza również obowiązek weryfikacji kontrahentów przed nawiązaniem współpracy. Firmy będą musiały sprawdzać, na jakich systemach informatycznych pracują ich partnerzy, jakie stosują zabezpieczenia, czy znajdują się pod opieką inspektora ochrony danych oraz w jaki sposób chronią się przed cyberatakami.

– Chodzi o to, żeby w momencie, kiedy dopuścimy inne firmy do naszej infrastruktury albo damy im nasze dane, one były tak samo bezpieczne, jak my – tłumaczy Karolina Praszek-Gołębiewska. – Weryfikacja kontrahenta najczęściej rozpoczyna się od ankiet i deklaracji bezpieczeństwa, które pozwalają wstępnie ocenić poziom zabezpieczeń. Kolejnym krokiem są audyty bezpieczeństwa, szczególnie popularne w sektorze finansowym, gdzie instytucje dokładnie sprawdzają, jak ich podwykonawcy postępują z danymi i czy spełniają wymogi ochrony informacji. Utrzymanie spójnego i bezpiecznego łańcucha dostaw możliwe jest tylko wtedy, gdy mamy zgodność poziomu zabezpieczeń.

 

Odpowiedzialność zarządu za cyberbezpieczeństwo

Ważnym elementem wdrożenia dyrektywy NIS 2 w Polsce będzie wprowadzenie osobistej odpowiedzialności członków zarządu za zapewnienie odpowiedniego poziomu ochrony informacji w firmie. To pierwsza tak jednoznaczna regulacja, która pokazuje, że kierownictwo przedsiębiorstwa nie będzie mogło unikać konsekwencji zaniedbań w obszarze bezpieczeństwa. W praktyce oznacza to, że członkowie zarządu mogą ponosić odpowiedzialność majątkową – w skrajnych przypadkach obejmującą prywatny majątek, taki jak dom, samochód czy rachunek bankowy.

To wyraźny sygnał, że nadzór nad bezpieczeństwem staje się realnym obowiązkiem strategicznym, a nie tylko formalnością. Zarząd osobiście nie ucieknie ani nie ogłosi upadłości, żeby uniknąć odpowiedzialności. To dodatkowy aspekt, który ma skłonić firmy do podjęcia działań wcześniej, zanim dojdzie do incydentu – podkreśla Karolina Praszek-Gołębiewska. – Nie jestem zwolennikiem tego, żeby wszystkie ustawy związane z bezpieczeństwem informacji, regulować tylko w celu spełnienia wymogów ustawowych. – Szukamy najlepszych szkół dla naszych dzieci, wyposażamy domy w najlepszej jakości, materiały, monitoringi, jeździmy na cudowne wakacje, tylko zapominamy o tym, że na to wszystko pracują nasze firmy i to z nich mamy środki finansowe na to, żeby korzystać z życia. Więc powinniśmy zabezpieczyć swój portfel w pierwszej kolejności.

Kontrakty terminowe sygnalizują zwrot w polityce FED. Złoto znów bije rekordy

Patrząc na kontrakty terminowe widać, że Amerykanie oczekują chwilowego opóźnienia tempa obniżania stóp procentowych. W tle w górę wyraźnie idzie złoto, a rumuńska gospodarka dławi się wysokimi kosztami kredytów i inflacją.

Grudniowa decyzja FED

Okazuje się, że coś, co wcześniej było pewne, dzisiaj już takie nie jest. Równo miesiąc temu szanse na obniżkę na grudniowym posiedzeniu wynosiły 99,5%. Były one liczone na podstawie cen kontraktów terminowych na stopę funduszy federalnych. Dzisiaj te szanse wynoszą już tylko 57,9%. To nadal nie zamyka drogi do grudniowego cięcia. Powoduje tylko, że nie jest ono aż tak oczywiste, jak wydawało się wcześniej. Wygląda na to, że czeka nas ciekawa końcówka roku. Część analityków obawia się wpływu otwarcia rządu na inflację. Obecna sytuacja gwałtownego obcięcia wydatków powoduje, że spadła konsumpcja, a to również działa na wskaźnik cen. Teoretycznie powinno to się łączyć z umocnieniem dolara, ponieważ stopy będą wyższe, niż oczekiwano. Mamy jednak sytuację, gdzie rynek właśnie odchodzi od amerykańskiej waluty na rzecz bardziej ryzykownych aktywów. Powodem zwiększenia apetytu na ryzyko jest czasowe porozumienie budżetowe w USA.

Złoto nie traci tempa

W ciągu ostatniej doby złoto poszło w górę kolejne 100 USD za uncję. Na moment pisania tego tekstu jesteśmy w okolicach 4240 USD. Tegoroczny rekord cenowy wynosi niecałe 4400 USD. Jesteśmy zatem około 4% od szczytów. Przy czym to nie 4% w przypadku walut (będące przepaścią), a na aktywie, który teraz ma nadal 60% zysku od początku roku, a miało 64%. Dlaczego złoto znów idzie w górę? Pomimo spadku szans na szybkie cięcia w USA, długofalowe prognozy są realnie takie same. W długim okresie rynek spodziewa się obniżania rynkowych stawek. W rezultacie kapitał przepływa do inwestycji niezależnych od poziomu stopy procentowej. Ze względu na pewną niepewność co do kondycji gospodarki, w tym momencie złoto jest chętniej wybierane niż giełdy.

Rumunia utrzymuje wysokie stopy

Wczoraj poznaliśmy decyzję banku Rumunii w sprawie polityki monetarnej. Główna stopa procentowa pozostała na brutalnym dla kredytobiorców poziomie 6,5%. Dlaczego wciąż jest tak wysoko, pomimo tego, że w wielu krajach dochodzi do licznych obniżek? Powodem jest poziom wzrostu cen. Co prawda, w październiku mieliśmy spadek, ale tylko o 0,1% i to do wartości 9,8%. Już trzeci miesiąc z rzędu wszyscy zapierali dech, zastanawiając się, czy wraca dwucyfrowa inflacja. Nie można oczywiście zapominać, że po uwolnieniu cen energii, rośnie ona o ponad 60% w ujęciu rocznym. Biorąc pod uwagę wzrost stawki VAT, by zapewnić wpływy do budżetu na odpowiednim poziomie oraz kilkuprocentowe osłabienie rumuńskiej lei, obecny poziom inflacji wcale nie jest taki wysoki. Po majowych perturbacjach politycznych w Rumunii nowym poziomem równowagi dla waluty nie jest już 4,98 RON za 1 EUR, a okolice 5,08. Zmienność rumuńskiej waluty względem euro w ostatnich tygodniach znów jest jeszcze mniejsza niż złotego do euro.

Ransomware zmienia oblicze, sektor publiczny głównym celem

0

III kwartał 2025 roku przyniósł znaczącą zmianę w krajobrazie cyberzagrożeń. Według danych Cisco Talos ponad 60% incydentów rozpoczęło się od wykorzystania luk w aplikacjach publicznych, a sektor publiczny po raz pierwszy znalazł się na szczycie listy celów cyberprzestępców.

Zgodnie z najnowszymi danymi Cisco Talos, w Q3 2025 roku cyberincydenty z wykorzystaniem ransomware stanowiły około 20% wszystkich przypadków, podczas gdy w Q2 odsetek ten sięgał 50%. Choć oznacza to wyraźny spadek, eksperci podkreślają, że nie jest to trwały trend, ransomware nadal pozostaje jednym z najpoważniejszych i najbardziej uporczywych zagrożeń dla organizacji.

Administracja publiczna głównym celem ataków

Po raz pierwszy od rozpoczęcia analiz w 2021 roku, organizacje rządowe i samorządowe stały się najczęstszym celem cyberataków. Najbardziej narażone okazały się samorządy lokalne, które odpowiadają za kluczowe usługi publiczne. Celem stały się m.in. szkoły czy szpitale, które jednocześnie często zmagają się z ograniczonymi budżetami i przestarzałą infrastrukturą IT.

W III kwartale 2025 roku zarówno grupy cyberprzestępcze nastawione na zysk, jak i grupy APT (Advanced Persistent Threat) powiązane z Rosją, prowadziły skoordynowane kampanie wymierzone głównie w instytucje sektora publicznego.

Wykorzystywanie luk w aplikacjach publicznych

Ponad 60% wszystkich incydentów w III kwartale rozpoczęło się od wykorzystania luk w aplikacjach publicznie dostępnych, co stanowi gwałtowny wzrost w porównaniu z mniej niż 10% w poprzednim kwartale. Główną przyczyną tego skoku była fala ataków wymierzonych w serwery Microsoft SharePoint zainstalowane lokalnie, w których wykorzystano łańcuch ataku ToolShell.

Aktywność ToolShell w tym kwartale podkreśla znaczenie prawidłowej segmentacji sieci i szybkiego wdrażania poprawek. „Atakujący pokazali, jak szybko mogą poruszać się w źle odseparowanych środowiskach. W jednym z przypadków, po włamaniu z użyciem ToolShell, ransomware uruchomiono już po kilku tygodniach. To dobitnie pokazuje, jak ważna jest właściwa segmentacja sieci”podkreśla Lexi DiScola, analityczka bezpieczeństwa informacji z Cisco Talos.

Fala ataków z wykorzystaniem ToolShell pokazuje, jak błyskawicznie cyberprzestępcy reagują na ujawnienie luk typu zero-day. Pierwsze przypadki ich wykorzystania odnotowano już dzień przed publikacją ostrzeżenia Microsoftu, a większość incydentów analizowanych przez Talos wystąpiła w ciągu zaledwie dziesięciu kolejnych dni.

„Cyberprzestępcy automatycznie skanują sieć w poszukiwaniu podatnych hostów, podczas gdy zespoły bezpieczeństwa walczą o czas, by przetestować i wdrożyć poprawki. W tym kwartale ok. 15% incydentów dotyczyło infrastruktury pozbawionej aktualnych poprawek. Szybkie aktualizacje i właściwa segmentacja to dziś jedne z kluczowych elementów skutecznej obrony”dodaje Lexi DiScola.

Nowe techniki ataków

W analizowanym okresie Talos zidentyfikował trzy nowe odmiany ransomware: Warlock, Babuk i Kraken, obok dobrze znanych rodzin, takich jak Qilin i LockBit. Qilin, który pojawił się na początku roku, znacząco zwiększył skalę ataków i prawdopodobnie pozostanie jednym z kluczowych zagrożeń do końca 2025 roku. W jednym z przypadków cyberprzestępcy uruchomili ransomware już dwa dni po pierwotnym włamaniu. Aktywny pozostawał również LockBit, jedna z najbardziej znanych grup ransomware na świecie.

Wśród analizowanych incydentów Cisco Talos przypisał jeden z ataków grupie Storm-2603, działającej prawdopodobnie z terytorium Chin. Co istotne, grupa ta po raz pierwszy w historii kampanii ransomware wykorzystała legalne narzędzie bezpieczeństwa Velociraptor, przeznaczone do monitorowania i analizy systemów. Pozwoliło to atakującym na zbieranie danych, obserwację aktywności i utrzymanie kontroli nad zainfekowanymi systemami.

Nadużycia uwierzytelniania wieloskładnikowego (MFA)

Prawie jedna trzecia incydentów w III kwartale wiązała się z obejściem lub nadużyciem mechanizmów MFA. Cyberprzestępcy coraz częściej wykorzystują techniki takie jak „MFA bombing” (zalewanie użytkowników powtarzającymi się żądaniami logowania) lub luki w konfiguracji systemów uwierzytelniania. Wyniki te pokazują, że samo wdrożenie MFA nie wystarcza. Organizacje muszą aktywnie monitorować podejrzaną aktywność logowania i dbać o właściwe ustawienia swoich polityk bezpieczeństwa.

Nowa inwestycja czeskiego Jet Industrial Lease (Jet Investment) w obiekty przemysłowe w Gdańsku

Jet Industrial Lease (JIL), fundusz real estate należący do czeskiej firmy inwestycyjnej Jet Investment, sfinalizował zakup projektu budowy dwóch nowoczesnych hal przemysłowych w Gdańsku o łącznej powierzchni najmu 66 tys. mkw. Obiekty powstaną na 15-hektarowym gruncie w południowej części miasta. To druga umowa ogłoszona przez fundusz w ciągu ostatniego miesiąca i siódma inwestycja w nieruchomości przemysłowe w Polsce.

Rozpoczęcie budowy planowane jest na wiosnę 2026 roku, a zakończenie obu hal przewidziano na połowę 2027 roku. Projekt, który uzyskał już pozwolenie na budowę, będzie realizowany w oparciu o najwyższe standardy ekologiczne, zgodnie z wymogami certyfikatu BREEAM. JIL współpracuje przy tym projekcie z wiodącym polskim deweloperem specjalizującym się w inwestycjach przemysłowych i logistycznych. Fundusz zrealizuje ją poprzez spółkę zależną Logistics Park Będzieszyn Sp. z o.o.

– To nasza siódma inwestycja w Polsce, która tym samym potwierdza potencjał lokalnego rynku nieruchomości przemysłowych. Gdańsk doskonale wpisuje się w naszą strategię inwestowania w strategicznych lokalizacjach Europy. Naszym celem jest stworzenie kompleksu przemysłowego, który połączy nowoczesne rozwiązania z najwyższymi standardami zrównoważonego budownictwa – mówi Pavel Drabina, Dyrektor Zarządzający Jet Industrial Lease.

Nowoczesny kompleks przemysłowy powstanie w bezpośrednim sąsiedztwie Baltic Hub – najważniejszego portu kontenerowego na Bałtyku. Teren inwestycji znajduje się w pobliżu autostrady A1, a bliskość aglomeracji trójmiejskiej gwarantuje dostęp do infrastruktury morskiej, drogowej i kolejowej oraz do wykwalifikowanej kadry pracowniczej.

– Gdańsk jest jednym z najszybciej rozwijających się regionów logistycznych w Polsce i stanowi konkurencyjną alternatywę dla przeciążonych portów Morza Północnego. Dzięki dalszym inwestycjom infrastrukturalnym oraz rozbudowie portu Baltic Hub spodziewamy się, że miasto utrzyma swoją pozycję wśród kluczowych lokalizacji dla najemców z sektora logistyki i e-commerce – mówi Jan Kos, Dyrektor ds. Akwizycji Nieruchomości w funduszu Jet Industrial Lease.

Inwestycja w Gdańsku to kolejny projekt obok niedawno ogłoszonej budowy kompleksu przemysłowego w Rzeszowie, realizowanego przez fundusz we współpracy z liderem rynku nieruchomości przemysłowych – Panattoni. Jest to dwunasta inwestycja w portfelu Jet Industrial Lease SICAV od momentu jego powstania w 2020 roku.

– Jet Industrial Lease to portfel atrakcyjnych nieruchomości przemysłowych, które pozostają bardziej odporne na rynkowe zawirowania niż obiekty komercyjne, oferując inwestorom stabilny i przewidywalny dochód – mówi Joanna Stec-Gamracy, Dyrektor Sprzedaży Jet Investment w Polsce. – Siedem na dwanaście inwestycji JIL zlokalizowanych jest w Polsce, co potwierdza potencjał naszego rynku, który ma szansę wygenerować atrakcyjne zwroty dla inwestorów.

Podatek Belki? Nie musisz go płacić. Naprawdę

Większość Polaków inwestuje w klasyczny sposób i traci część zysków na podatkach. Tymczasem IKE i IKZE to dwa narzędzia, które pozwalają legalnie inwestować bez podatku Belki, a nawet odzyskać część pieniędzy w rocznym PIT. 

Pan Jan ma 36 lat i od kilku lat odkłada część pensji na inwestycje. Co miesiąc przelewa 1000 zł na zwykłe konto maklerskie i kupuje obligacje, fundusze ETF oraz akcje spółek dywidendowych. W ubiegłym roku zarobił na inwestycjach 12 000 zł. Po rozliczeniu PIT zostało mu 9720 zł.

Gdyby te same środki ulokował na koncie IKE, zachowałby pełne 12 000 zł. 2 280 zł podatku Belki mogło zostać w jego kieszeni.

Większość Polaków inwestuje w podobny sposób – z przekonaniem, że podatków nie da się uniknąć. Tymczasem istnieją rozwiązania, które pozwalają nie tylko zachować zyski, ale także co roku otrzymywać zwrot w PIT. Mowa o Indywidualnym Koncie Emerytalnym (IKE) i Indywidualnym Koncie Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE).

Nie tylko emerytura. IKE i IKZE to parasol podatkowy dla inwestora

Choć nazwy tych kont brzmią „emerytalnie”, w praktyce to pełnoprawne rachunki inwestycyjne. Można na nich inwestować w te same instrumenty, co na klasycznym koncie maklerskim – akcje, obligacje, fundusze inwestycyjne, ETF-y. IKE i IKZE można założyć od 16. roku życia, absolutnie nie muszą być wykorzystywane tylko jako zabezpieczenie emerytalne, mogą również stanowić narzędzie do gromadzenia majątku czy przekazywania go kolejnym pokoleniom dzięki możliwości wskazania osób uposażonych.

Różnica polega na jednym szczególe: zyski z inwestycji w ramach IKE i IKZE są zwolnione z podatku od dochodów kapitałowych (tzw. podatku Belki), o ile wypłata nastąpi zgodnie z zasadami – po ukończeniu 60. roku życia w przypadku IKE lub 65 roku życia w przypadku IKZE.

W przypadku IKZE dodatkową korzyścią jest możliwość odliczenia wpłat od dochodu w rocznym zeznaniu PIT. Oznacza to, że inwestor może co roku odzyskać spore kwoty (w 2025 roku nawet do 3 330,43 zł) w zależności od zarobków i progu podatkowego.

Według danych KNF liczba rachunków IKE i IKZE rośnie z roku na rok o kilkanaście procent (w 2025 roku przekroczyliśmy milion). Coraz więcej Polaków dostrzega, że nie są to „produkty dla seniorów”, ale efektywne podatkowo narzędzia inwestycyjne.

IKE i IKZE kontra klasyczne inwestowanie – twarde liczby

Cecha Zwykłe konto inwestycyjne IKE IKZE
Forma opodatkowania Podatek belki 19 proc. od zysków 0 proc. po 60 roku życia 10 proc. zryczałtowany podatek dochodowy po 65. roku życia
Ulga w PIT brak brak Tak (nawet do 3 330,43 zł rocznie)
Roczny limit wpłat (2025 r.) brak 26 019 zł 10 407,60 zł

Lub 15 611,40 zł

(dla os. Prowadzących JDG)

Wypłata środków Dowolna, z podatkiem Dowolna, z utratą ulgi podatkowej Dowolna, z utratą ulgi podatkowej, wypłata stanowi przychód do opodatkowania
Dostępne instrumenty Takie same Takie same Takie same

 

Ryzyko inwestycyjne pozostaje identyczne, ale IKE i IKZE oferują trwałą przewagę podatkową, która w długim terminie może decydować o setkach tysięcy złotych różnicy w zyskach.

Nic nie ulega zamrożeniu

Wielu inwestorów uważa, że środki wpłacone na IKE lub IKZE są „zamrożone do emerytury”. To mit. Pieniądze można wypłacić w dowolnym momencie – po prostu wtedy traci się ulgi podatkowe, a w przypadku IKZE wypłata stanowi przychód podlegający opodatkowaniu. To mechanizm premiujący długoterminowe inwestowanie.

Dodatkowym atutem jest elastyczność – można mieć po jednym rachunku IKE i IKZE, natomiast rachunki można przenosić między instytucjami finansowymi, zmieniać strategię inwestycyjną. IKE i IKZE działają jak „parasol podatkowy”, który chroni zyski niezależnie od tego, gdzie i w co inwestujemy.

Ile naprawdę można zyskać?

Załóżmy, że inwestor wpłaca 850 zł miesięcznie przez 20 lat, osiągając średnią stopę zwrotu na poziomie 8 proc. rocznie.

Typ konta Wartość końcowa Uwzględnione podatki Efekt końcowy
Zwykłe konto maklerskie 420 767,40 zł 19 proc. podatku od zysków  
IKE 504 113,80 zł 0 proc. podatku +83 346,40 zł więcej
IKZE 453 702,40 zł
oraz 70 502,40 zł (zwrotu PIT przy 32 proc. stawce)
10 proc. zryczałtowanego podatku dochodowego +103 437,40 zł więcej

 

Różnica wynika wyłącznie z podatków – nie z lepszej strategii, ryzyka czy kosztów. To czysty efekt tarczy podatkowej, który kumuluje się z każdym rokiem inwestowania.

IKE i IKZE: skuteczny sposób na inwestowanie

Zarówno IKE, jak i IKZE mają roczne limity wpłat, które nie przechodzą na kolejne lata. Oznacza to, że jeśli dziś nie skorzystamy z przysługującego limitu, ta kwota przepada bezpowrotnie. Dlatego nawet niewielkie, regularne wpłaty mają sens – pozwalają wykorzystać limit i zbudować „emeryturę z podatkową tarczą”.

W praktyce każdy rok bez IKE i IKZE to utracone korzyści, które trudno nadrobić w przyszłości. W długim terminie ta decyzja może oznaczać nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych mniej w portfelu.

IKE i IKZE to najbardziej efektywne podatkowo formy inwestowania dostępne w naszym systemie prawnym. Dają swobodę w wyborze instrumentów, pozwalają uniknąć podatku Belki, a w przypadku IKZE – także obniżyć coroczny PIT. Nie są przeznaczone wyłącznie dla zamożnych inwestorów ani dla osób zbliżających się do emerytury. To narzędzia dla każdego, kto chce inwestować. W świecie, w którym każda złotówka zysku ma znaczenie, IKE i IKZE stają się nie tylko formą oszczędzania, ale strategicznym wyborem finansowym.

Polityczna niepewność winduje ceny srebra

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump podpisał ustawę kończącą 43-dniowy przestój rządu federalnego – najdłuższy w historii kraju. Nowe przepisy zapewniają finansowanie większości instytucji publicznych jedynie do 30 stycznia 2026 roku, co zwiastuje potencjalny powrót sporów budżetowych już na początku przyszłego roku. Pracownicy administracji federalnej mają wrócić do pracy w czwartek, jednak pełne przywrócenie funkcjonowania urzędów może potrwać od kilku dni do nawet kilku tygodni.

Przestój miał znaczący wpływ na gospodarkę. Biuro Budżetowe Kongresu (CBO) oszacowało, że sześciotygodniowe zawieszenie działalności instytucji rządowych obniży wzrost realnego PKB w bieżącym kwartale o 1,5 punktu procentowego. Choć część strat ma zostać zrekompensowana w przyszłym roku dzięki wznowieniu działania programów publicznych, skutki były już odczuwalne – zawieszono wypłaty zasiłków żywnościowych (SNAP) dla milionów gospodarstw domowych, odwołano tysiące lotów oraz wstrzymano publikację kluczowych danych makroekonomicznych, takich jak raporty o zatrudnieniu i inflacji za październik.

Problemy budżetowe dotknęły także sektor prywatny i gospodarstwa domowe. Linie lotnicze, w tym Delta Air Lines, ostrzegły przed wpływem przestoju na swoje wyniki finansowe. Wypłata zasiłków żywnościowych może się opóźnić nawet o tydzień z uwagi na ograniczenia techniczne, a pracownicy federalni mają otrzymać zaległe wynagrodzenia dopiero w najbliższą sobotę.

Polityczny wymiar sytuacji również pozostaje napięty. Ustawa została przyjęta w Izbie Reprezentantów stosunkiem głosów 222 do 209. Większość Demokratów opowiedziała się przeciw, ponieważ ustawa nie przewidywała przedłużenia dopłat do ubezpieczeń zdrowotnych w ramach ACA. Donald Trump ogłosił zakończenie przestoju jako zwycięstwo Republikanów, jednak trudno jednoznacznie ocenić, jaki wpływ będzie miało to wydarzenie na wybory parlamentarne w 2026 roku. Dodatkowo decyzje centrystycznych Demokratów w sprawie opieki zdrowotnej spotkały się z krytyką, co pogłębia podziały wewnątrz opozycji.

W atmosferze niepewności polityczno-gospodarczej inwestorzy zwrócili uwagę na metale szlachetne, a szczególnie na srebro, którego cena w czwartek przekroczyła poziom 54 USD za uncję, notując wzrost o ponad 1,5% i zbliżając się do historycznego maksimum z poprzedniego miesiąca (54.485 USD). W ciągu tygodnia srebro zyskało około 12%, stając się jednym z najsilniejszych aktywów ostatnich dni.

Na wzrost cen wpłynęła nie tylko globalna niepewność, lecz także oczekiwania rynku na obniżki stóp procentowych przez Rezerwę Federalną w reakcji na sygnały osłabienia rynku pracy. Popyt na srebro dodatkowo wspiera rozpoczęcie sezonu ślubnego w Indiach oraz spekulacje o ewentualnym nałożeniu przez USA ceł na ten metal, analogicznych do wcześniejszych działań wobec miedzi. Znaczenie srebra na rynku wzrosło również po decyzji Departamentu Spraw Wewnętrznych USA o wpisaniu go, wraz z miedzią i węglem metalurgicznym, na listę „minerałów krytycznych”. Oznacza to, że srebro uznano za istotne dla gospodarki i bezpieczeństwa narodowego, co może stanowić podstawę do zastosowania przepisów handlowych używanych wcześniej w odniesieniu do miedzi.

Odmowa Prezydenta powołania 46 sędziów bez uzasadnienia narusza konstytucję?

Do Ministerstwa Sprawiedliwości wpłynęło postanowienie Prezydenta RP Karola Nawrockiego o odmowie powołania 46 kandydatów na stanowiska sędziowskie. Jak poinformował resort, wraz z decyzją nie przekazano żadnego uzasadnienia, co – zdaniem Ministerstwa – rodzi poważne zastrzeżenia co do jej zgodności z zasadami konstytucyjnymi oraz przejrzystości procesu nominacyjnego.

Konstytucyjny model powoływania sędziów

Zgodnie z Konstytucją RP proces powoływania sędziów przebiega dwuetapowo i wymaga współdziałania dwóch organów:

  • Krajowej Rady Sądownictwa, która ogłasza konkurs i rekomenduje kandydatów,
  • Prezydenta RP, którego rola polega na wręczeniu nominacji.

Ministerstwo podkreśla, że akt powołania sędziego jest czynnością o charakterze uroczystym i formalnym, a nie merytorycznym. Dlatego – jak zaznacza minister – Prezydent nie może dokonywać oceny kandydatów na podstawie ich poglądów, działalności orzeczniczej czy przekonań.

Brak uzasadnienia odmowy uniemożliwia ustalenie, czy decyzja Prezydenta mieści się w konstytucyjnych granicach kompetencji.

Decyzja bez uzasadnienia i jej konsekwencje

Minister Sprawiedliwości Waldemar Żurek wskazuje, że odmowa powołania bez wyjaśnienia przesłanek budzi obawy co do jej legalności i transparentności:

„Akt powołania sędziego przez Prezydenta ma charakter formalny i uroczysty. Próba samodzielnej oceny sędziów przez głowę państwa byłaby uzurpowaniem kompetencji, których Prezydent nie posiada” – podkreślił minister.

Jak dodał, wypowiedzi przedstawicieli Kancelarii Prezydenta sugerują pozamerytoryczne motywy decyzji, co w ocenie resortu narusza konstytucyjne zasady niezależności sądów (art. 173) oraz podziału władz (art. 10).

Tło decyzji: listy sprzeciwu z lat 2020–2021

Większość z 46 sędziów, którym odmówiono nominacji, podpisała listy otwarte publikowane w latach 2020 i 2021:

  • list do OBWE w sprawie planowanych wyborów korespondencyjnych w 2020 r.,
  • list do rządu, w którym apelowano o wykonanie wyroków TSUE dotyczących Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

Sędziowie pełniący funkcje komisarzy wyborczych oceniali wtedy, że tzw. „wybory kopertowe” mogą naruszać prawo, a Izbę Dyscyplinarną uznawano za niezgodną ze standardami niezależności sądów.

Minister Żurek, odnosząc się do tej kwestii, stwierdził:

„To nauka dla sędziów: brońmy praworządności, ale bądźmy konsekwentni. Nie powinni startować w procedurze, która jest nielegalna, bo inaczej stają się zakładnikami polityków”.

Niedopuszczalne pozamerytoryczne kryteria

Minister podkreślił, że odmowa nominacji sędziowskiej z powodu poglądów, listów sprzeciwu czy konkretnych orzeczeń nie mieści się w kompetencjach prezydenckich i stanowi naruszenie konstytucji:

„Wszystko wskazuje na pozamerytoryczne przesłanki odmowy. To narusza konstytucyjny porządek prawny”.

Żurek ostrzegł także przed niebezpiecznymi precedensami:

„Wyobraźmy sobie, że Prezydent odmówi nominacji sędziom orzekającym w sprawach frankowych tylko dlatego, że stosują orzeczenia TSUE. Byłaby to sytuacja całkowicie anormalna i nieakceptowalna”.

Resort przypomniał, że polscy konsumenci wielokrotnie korzystali z ochrony wynikającej z prawa unijnego, a wyroki TSUE były kluczowe dla walki z niedozwolonymi klauzulami w umowach kredytowych.

Głos ekspertów: konstytucjonaliści przeciwko odmowie

Decyzja Prezydenta spotkała się z reakcją przedstawicieli doktryny prawa konstytucyjnego.

Prof. Andrzej Zoll – były prezes Trybunału Konstytucyjnego:

„To jest prerogatywa Prezydenta, ale o charakterze formalnym i uroczystym. Nie ma tu miejsca na swobodną, merytoryczną ocenę kandydatów”.

Prof. Marcin Matczak – specjalista w zakresie prawa konstytucyjnego:

Odmowa z przyczyn, o których mówi Kancelaria Prezydenta, narusza art. 10 Konstytucji (podział władz) oraz art. 173 (niezależność sądów).

Prof. Krystian Markiewicz – prezes Iustitii:

„Prezydent nie ma kompetencji do wydawania decyzji odmownej. Konstytucja nie daje mu takiego uprawnienia”.

KUPS: wyższy podatek cukrowy nie poprawi zdrowia publicznego, a pogorszy sytuację rolników

Stowarzyszenie Krajowa Unia Producentów Soków (KUPS) zwraca się do parlamentarzystów z pilnym apelem: nie podnoście stawek opłaty cukrowej na napoje z wysokim udziałem soku z owoców i warzyw. Zaproponowane zmiany nie wspierają zdrowia publicznego – przeciwnie, grożą wzrostem cen wartościowych dla diety produktów, osłabieniem krajowego skupu owoców, głównie jabłek, i zwiększeniem kosztów prowadzenia działalności gospodarczej przez sadowników oraz producentów napojów.

Najwyższy podatek cukrowy w Europie

Planowane podwyżki – m.in. opłata za kofeinę i taurynę do poziomu +1000 proc., zmienna opłata cukrowa +100 proc., maksymalna stawka +50 proc., opłata stała +40 proc. – należą do najwyższych w Europie. W Polsce, gdzie siła nabywcza jest średnio o ponad 30 proc. niższa niż w pozostałych państwach UE, takie podwyżki oznaczają realny wzrost cen: napoje niegazowane podrożeją o 11,4 proc., napoje gazowane o 19,8 proc., wody smakowe o 9 proc. Propozycja nowelizacji tzw. ustawy cukrowej nie ma w istocie charakteru prozdrowotnego, a fiskalny.

Uderzenie w polskie sady i przetwórstwo owocowo-warzywne

Branża napojowa w Polsce opiera się w dużej mierze na krajowych surowcach. W 2024 r. użyto około 220 tys. ton owoców i warzyw do produkcji nektarów i napojów objętych podatkiem cukrowym, z czego ponad 200 tys. ton stanowiły jabłka. Jeśli planowane podwyżki wejdą w życie, spadek popytu może przełożyć się na znaczące straty przychodów gospodarstw sadowniczych i w krajowym przemyśle napojowym. Wysoki podatek uderzy zarówno w rolników, w pracowników i rynek pracy, jak i w przedsiębiorców, ograniczając inwestycje, np. w rozwój nowych receptur.

Zgodnie z założeniami, opłata cukrowa miała finansować działania profilaktyczne i edukacyjne związane z nadwagą i otyłością. W praktyce jednak środki z niej pochodzące – około 4,5 mld zł przekazane do NFZ w latach 2021–2023 – zostały wykorzystane na ogólne finansowanie świadczeń zdrowotnych, a nie na cele wskazane w ustawie. Co więcej, wpływy podatkowe już dziś wykazują tendencję ujemną: z 1,63 mld zł w 2021 r. do 1,49 mld zł w 2024 r., przy prognozowanym dalszym spadku do poziomu 1,3 mld zł.

Apel do parlamentarzystów: nie niszczcie polskiego łańcucha wartości

KUPS wzywa posłów i senatorów do:

  • Wycofania zapisów podwyższających stawki opłaty cukrowej na napoje z wysoką ≥ 20 proc. zawartością soku.
  • Zwolnienia napojów zawierających naturalny sok z owoców i warzyw z podatku cukrowego.
  • Inwestowania w działania edukacyjne i reformulację produktów, zamiast podwyżek podatkowych, które przerzucają koszty na konsumentów i rodzimą produkcję sadowniczą i napojów z owoców i warzyw.

Od sadu do napoju

Krajowa produkcja napojów na bazie soku z owoców i warzyw oraz przetwórstwo owocowo-warzywne to istotne obszary polskiej gospodarki. Zamiast ograniczać ich rozwój, należy wspierać je poprzez sprawiedliwą politykę fiskalną i regulacyjną, sprzyjającą producentom oraz zdrowym wyborom konsumenckim. W przeciwnym razie Polska straci nie tylko możliwość zagospodarowania swoich zbiorów i potencjał produkcyjny, ale także możliwość oferowania nabywcom wartościowych, naturalnych napojów w przystępnej cenie.

Sener Polska dołącza do misji Envision ESA – pierwszej kompleksowej misji badawczej Wenus

Sener Polska został wybrany do udziału w misji Envision Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). Misja ma dostarczyć odpowiedzi na jedno z najbardziej intrygujących pytań nauk planetarnych: dlaczego Wenus i Ziemia, bliźniacze planety o podobnej wielkości i składzie, rozwinęły się w tak diametralnie różnych kierunkach? Polski zespół będzie odpowiedzialny za zaawansowaną inżynierię kosmiczną z dziedziny mechaniki obejmującą procesy produkcyjne, integrację, analizy i testy mechanizmów, które przez cztery lata będą badać planetę od jej jądra po górne warstwy atmosfery.

Start sondy zaplanowano na listopad 2031 roku. Po osiągnięciu orbity rozpocznie się czteroletni okres operacji naukowych, podczas którego EnVision zbada atmosferę, powierzchnię i wnętrze Wenus oraz relacje między tymi warstwami. Wyniki pomogą wyjaśnić jak planeta o początkowych warunkach podobnych do ziemskich przekształciła się w miejsce o temperaturze powierzchni sięgającej 470 stopni Celsjusza i gęstej toksycznej atmosferze.

Inżynierowie Sener Polska przeprowadzą zaawansowane analizy metodą elementów skończonych w celu weryfikacji wytrzymałości i zachowania mechanizmów w ekstremalnych warunkach panujących wokół Wenus. Polski zespół będzie również nadzorował produkcję komponentów, prace montażowe i integracyjne oraz testy. Projekt realizowany jest przez ESA we współpracy z NASA, przy udziale państw członkowskich ESA oraz konsorcjum firm europejskich.

Envision to pierwsza misja badawcza Wenus, która oprócz atmosfery zbada też powierzchnię i wnętrze planety. Może pomóc odkryć, co decyduje o powstaniu życia – mówi Beata Wiertel, Project Manager w Sener Polska. – Taki zakres pracy sondy stawia przed nami wysokie wymagania inżynieryjne, ale tym bardziej cieszymy się, że doceniono nasze kompetencje i możemy mieć swój wkład w misję.

Sener jest odpowiedzialny za projekt i rozwój 16-metrowej anteny dipolowej, składającej się z dwóch wysięgników, dla radaru podpowierzchniowego SRS (ang. Subsurface Radar Sounder), opracowywanego przez Thales Alenia. SRS jest radarem emitującym niskoczęstotliwościowe fale radiowe zdolne do penetracji pod powierzchnię planety i pozwalające tworzyć profile georadarowe, ujawniające ukryte struktury geologiczne. Urządzenie pomoże scharakteryzować pionowe struktury grzbietów i kanałów lawowych, zidentyfikować pogrzebane kratery i warstwy oraz określić granice między jednostkami geologicznymi.

Żabka wybiera SPIE Building Solutions jako partnera serwisowego dla 3000 sklepów

SPIE Building Solutions sp. z o.o., polska spółka Grupy SPIE, rozpoczyna współpracę z siecią sklepów Żabka. Umowa obejmuje kompleksowe wsparcie techniczne i usługi serwisowe dla ponad 3000 sklepów spożywczych w trzech województwach.

Specjalistyczne zespoły techników i inżynierów serwisowych SPIE Building Solutions będą odpowiedzialne za obsługę zgłoszeń serwisowych, przeprowadzanie napraw oraz konserwację techniczną urządzeń i obiektów sklepowych. Działania, prowadzone na terenie województw mazowieckiego, łódzkiego i świętokrzyskiego, mają na celu zapewnienie płynnego i nieprzerwanego funkcjonowania ponad 3000 sklepów. W ramach projektu wyspecjalizowane zespoły będą korzystać z floty pojazdów w barwach SPIE i Żabki z charakterystycznym co-brandingiem, symbolizującym partnerstwo i wspólny cel.

Umowa została podpisana na czas nieokreślony, zapewniając fundament długofalowej współpracy.

„Z dumą ogłaszamy nawiązanie współpracy z jednym z największych graczy rynku retail, którym jest Żabka Polska. Możliwość wspierania codziennej działalności ponad 3 tys. sklepów poprzez zapewnienie obsługi technicznej jest wyrazem zaufania do nas i jakości świadczonych przez nas usług. Odzwierciedla to również jedną z podstawowych wartości SPIE, bycie blisko potrzeb naszych klientów. Skala projektu i długoterminowy charakter współpracy pozwalają nam wdrażać rozwiązania łączące wydajność i niezawodność. Jako partner techniczny i serwisowy sieci o tak silnej pozycji na rynku detalicznym łączymy precyzję, elastyczność i gotowość do szybkiego reagowania. Jest to dla nas kolejny krok w umacnianiu naszej pozycji lidera w zarządzaniu obiektami w Polsce, a także źródło ogromnej satysfakcji z zaufania, jakim obdarzyła nas firma Żabka Polska” – mówi Paweł Markiewicz, Project Manager w SPIE Building Solutions.

 „Płynne działanie techniczne i konserwacyjne sklepów zapewnia komfort zarówno franczyzobiorcom, jak i ich klientom. Dlatego współpraca z partnerem, który może nas wspierać zespołami wykwalifikowanych techników, szeroką gamą usług i doświadczeniem w zakresie szybkiej i sprawnej obsługi, miała dla nas kluczowe znaczenie. Priorytetowo traktujemy jakość, elastyczność, dostępność i cieszymy się, że możemy współpracować z partnerem, który również podziela te wartości” – mówi Wojciech Słowik, Dyrektor Działu Utrzymania Sieci Żabka Polska.

W Polsce już ponad 400 tys. operatorów dronów. Nowe przepisy wprowadzają obowiązkowe OC

W Polsce rośnie liczba operatorów dronów, a wraz z nią – potrzeba odpowiedzialnego latania. Według danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego, na koniec września 2025 roku zarejestrowanych było już 403 221 operatorów systemów bezzałogowych statków powietrznych, co oznacza wzrost aż o 30 proc. w zaledwie osiem miesięcy.

Nowe przepisy lotnicze, które weszły w życie 24 stycznia 2025 roku, wprowadzają obowiązek posiadania ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej (OC) przez operatorów dronów o masie startowej od 0,25 kg do 20 kg. Warta, jako wiodący ubezpieczyciel lotniczy z bogatą historią w zakresie obsługi lotnictwa, w odpowiedzi na te zmiany uruchamia nowy produkt – obowiązkowe ubezpieczenie OC operatora systemu bezzałogowego statku powietrznego.

Większe bezpieczeństwo w przestrzeni powietrznej

Jeszcze pod koniec 2024 roku Sejm uchwalił nowelizację ustawy Prawo lotnicze, dostosowując krajowe regulacje do standardów unijnych. Celem zmian było zwiększenie bezpieczeństwa i odpowiedzialności wśród operatorów bezzałogowców. Dotychczas obowiązek posiadania polisy OC dotyczył jedynie dronów o masie startowej powyżej 20 kg. Przepisy, obowiązujące od stycznia, obejmują wszystkie urządzenia o masie startowej od 0,25 kg wzwyż, co w praktyce oznacza większość sprzętu wykorzystywanego zarówno do celów prywatnych, jak i komercyjnych. Zgodnie z rozporządzeniem minimalna suma ubezpieczenia musi wynosić równowartość 50 000 SDR (około 270 000 zł według bieżącego kursu).

Praktyczne znaczenie posiadania polisy OC dobrze obrazuje przykład szkody, w której dron z powodu utraty łączności wylądował na masce samochodu. Takie lądowanie, choć z pozoru niegroźne, jest jednak bardzo kosztowne. Uszkodzenie maski pojazdu w wyniku upadku drona za sprawą utraty łączności z aparaturą sterującą, spowodowaną działaniem deszczu i wiatru, kosztowało jeden z rodzimych zakładów ubezpieczeń prawie 1 000 zł.

Wraz z dynamicznym rozwojem rynku bezzałogowych statków powietrznych rośnie też potrzeba uporządkowania regulacji prawnych. Jest to jeden z najszybciej rozwijających się segmentów związanych z lotnictwem cywilnym, a co za tym idzie – z coraz większą liczbą potencjalnych szkód i rosnącym zapotrzebowaniem na ochronę ubezpieczeniową. Nowe przepisy i nasz produkt to naturalny krok w kierunku bezpieczniejszego i bardziej profesjonalnego wykorzystania tej technologii – mówi Monika Michalska-Niedzielska, ekspertka Warty.

Czy administracja zdąży do 2028 roku? EZD RP wymaga gigantycznych przygotowań

Według wstępnych założeń od 1 stycznia 2028 roku podmioty realizujące zadania publiczne będą zobowiązane do korzystania z EZD RP. Wdrożenie platformy do elektronicznego zarządzania dokumentacją ma na celu ograniczenie ilości dokumentacji papierowej i obniżenie kosztów funkcjonowania administracji publicznej. Spełni również oczekiwania interesariuszy – Eurobarometr 2025 wskazuje bowiem, że w opinii 78 proc. Polaków cyfryzacja publicznych i prywatnych usług byłaby sporym ułatwieniem[1]. Dane Ministerstwa Cyfryzacji z lipca 2025 roku wskazują, że z EZD RP korzysta już ponad 1300 jednostek, a do połowy przyszłego roku liczba ta zwiększy się dwukrotnie[2]. Jednym z głównych wyzwań, z którymi mierzą się organizacje, jest przygotowanie środowiska uruchomieniowego przed instalacją systemu.

Ponad 3 miliony obsłużonych spraw w EZD RP

Choć jeszcze nie ma obowiązku wdrożenia EZD RP, na krok ten decyduje się coraz więcej instytucji publicznych. Do podmiotów, które mają ten etap za sobą, wkrótce dojdą kolejne – ponad 1200 jednostek znajduje się w oficjalnym procesie dołączania. Według danych Ministerstwa Cyfryzacji z systemu korzysta aktualnie ponad 47 tys. aktywnych użytkowników, a liczba zarejestrowanych i obsłużonych spraw przekroczyła 3,3 mln[3].

Wdrożenie EZD RP pozwoli na ujednolicenie standardów zarządzania dokumentacją we wszystkich jednostkach administracji publicznej, ale także w szkołach, szpitalach, przychodniach lekarskich czy spółkach Skarbu Państwa. Ponadto przyspieszy realizację wielu procesów, które ze względu na papierową biurokrację i ograniczone zasoby są aktualnie czasochłonne. W praktyce oznacza to, że sprawy administracyjne będą załatwiane szybciej i sprawniej. Platforma pozwoli również na redukcję kosztów licencyjnych i tych związanych z archiwizacją dokumentów czy obsługą użytkowników. Jak podkreśla Dariusz Świąder, Prezes Linux Polska, realizacja tych celów jest jednym z kroków na drodze do transformacji cyfrowej Polski.

Implementacja EZD RP przez wszystkie podmioty publiczne oraz możliwość realizacji prowadzonych przez nie spraw na drodze elektronicznej są jednymi z najważniejszych celów Strategii Cyfryzacji Polski do 2035 roku. O ich ważności świadczy fakt, że pojawiają się na liście tuż obok takich aspektów jak zwiększenie poziomu kompetencji cyfrowych obywateli, wzrost liczby firm korzystających z narzędzi AI czy osiągnięcie progu co najmniej 1,5 mln specjalistów ICT. W procesie zmian nie chodzi jednak wyłącznie o modernizację procesów. Działania te wpisują się w szerszą strategię unijną dotyczącą suwerenności technologicznej całego kontynentu. Zmiana podejścia jednostek publicznych do digitalizacji, zwłaszcza przy wykorzystaniu technologii open source, zdecydowanie przybliża ten cel – mówi Dariusz Świąder, Prezes Linux Polska.

Pierwszy krok? Przygotowanie infrastruktury do EZD RP

Jednostki zobowiązane do korzystania z EZD RP będą musiały zdecydować się na jeden z dwóch modeli wdrożenia: on-premise lub Software as a Service (SaaS). Pierwszy z nich polega na instalacji platformy we własnej infrastrukturze. Podmioty, które zdecydują się na tę opcję, będą odpowiedzialne za bezpieczeństwo sieci i danych oraz ochronę przed cyberzagrożeniami. W przypadku drugiego modelu infrastruktura jest dostarczana przez zewnętrznego dostawcę, co oznacza, że również i on będzie ponosił częściową odpowiedzialność za bezpieczeństwo. Jak wyjaśnia Radosław Klewin, Senior Solutions Architect w Linux Polska, wdrożenie każdego z tych modeli wymaga wiedzy i umiejętności, a sporym wyzwaniem dla jednostek administracji publicznej jest także odpowiednie przygotowanie środowiska uruchomieniowego przed instalacją EZD RP.

Proces ten wiąże się z koniecznością wdrożenia klastrów Kubernetes, niezależnie od modelu wdrożenia, oraz skonfigurowaniem narzędzi służących do zarządzania i monitorowania klastrów. Na tym jednak nie koniec – kompetencji technicznych wymaga także integracja z istniejącymi systemami, konfiguracja mechanizmów bezpieczeństwa oraz przeprowadzenie testów. Od jakości realizacji tych i innych zadań podczas uruchomienia infrastruktury systemowej dla EZD RP zależy efektywność działania systemu, wykorzystania dostępnych zasobów, a także możliwość ich skalowania w zależności od potrzeb biznesowych instytucji dodaje Radosław Klewin, Senior Solutions Architect w Linux Polska.

Zwiększenie bezpieczeństwa poprzez cyfryzację

System EZD RP posiada szeroki zakres funkcjonalności dotyczących bezpieczeństwa. Chroni między innymi przed nieautoryzowanym dostępem do informacji poprzez możliwość przypisania ról i uprawnień poszczególnym użytkownikom. Wdrożenie  w modelu on-premise oznaczają że za kwestie security odpowiada sam klient. W przypadku usług chmurowych dostawcy SaaS EZD RP muszą spełnić wymogi w zakresie bezpieczeństwa i potwierdzić je określonymi certyfikatami, np. w zakresie zarządzania ciągłością działania czy bezpieczeństwem informacji. Dariusz Świąder, Prezes Linux Polska, wyjaśnia jednak, że zabezpieczenia systemu i wsparcie dostawców ograniczają ryzyko jedynie w pewnym stopniu. Wiele zależy również od podejścia instytucji do kwestii bezpieczeństwa.

Podstawą jest zestaw polityk bezpieczeństwa, które regulują kwestie dotyczące identyfikacji zasobów organizacji i dostępu do informacji. Praktyka pokazuje, że nie zawsze są one w pełni uregulowane. Po drugie, ważnym zadaniem stojącym przed instytucjami jest edukacja pracowników w zakresie cyberbezpieczeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem przetwarzania danych. Wreszcie mamy trzecią kwestię – zabezpieczenia technologiczne. Bez względu na to, który model wdrożenia EZD RP wybierze podmiot, konieczne jest zapewnienie ochrony przed zagrożeniami. O bezpieczeństwo przetwarzanych danych należy zadbać już na etapie przygotowania środowiska uruchomieniowego, poprzez właściwą konfigurację połączeń sieciowych. Z kolei po wdrożeniu EZD RP organizacje muszą mieć na uwadze między innymi kontrolę dostępu do miejsc, w których znajduje się sprzęt oraz monitorowanie sieci pod kątem potencjalnych podatności i cyberataków – podsumowuje Dariusz Świąder, Prezes Linux Polska.

EZD RP to ważny krok na drodze do nowoczesnej, zdigitalizowanej i bezpiecznej administracji publicznej. Czy plan wdrożenia platformy do końca 2027 roku we wszystkich podmiotach realizujących zadania publiczne jest realny? Wszystko zależy od tempa zmian w najbliższym czasie. Aktualnie w formalnym procesie dołączenia do systemu jest ponad 1,2 tys. podmiotów[4].

[1] Digital Decade 2025 – Special Eurobarometer, Poland,

[2] EZD RP – nadchodzi era bez papieru w administracji publicznej

[3] Jw.

[4] Jw.

Cyberobrona państwa w krytycznym momencie. NIS2 może nie wystarczyć

Instytucje publiczne i operatorzy infrastruktury krytycznej zgłosili w zeszłym roku aż 1600 cyberincydentów, jak wynika z najnowszych danych CSIRT GOV[1]. Czy byłoby inaczej, gdyby już rok temu skutecznie wdrożono nowe dyrektywy unijne? Specjaliści z Palo Alto Networks potwierdzają, że najsilniej regulowane branże wykazują największą dojrzałość i odporność na cyberataki, jednak spełnienie wymogów prawnych to dopiero pierwszy krok do pełnego bezpieczeństwa. Wymaga ono strategicznego zarządzania ryzykiem, a także umiejętności wykrywania i reagowania na zagrożenia ewoluujące szybciej niż przepisy prawne.

Europejskie regulacje, takie jak RODO, NIS2, DORA czy AI Act, powstały, aby wspierać cyfryzację i ograniczać związane z nią ryzyka. Te cztery dyrektywy pokazują również jak dynamiczne, a czasem trudne do implementacji jest nowe prawo. Polska nie jest odosobnionym przypadkiem, ponieważ podobne opóźnienia miały miejsce również w Niemczech i kilkunastu innych państwach.

Wszystko wskazuje na to, że w najbliższych latach Polska dalej będzie w czołówce najczęściej atakowanych krajów. Choć sektor prywatny znajduje się na szczycie listy celów zorganizowanych grup przestępczych, to coraz częściej ich celem są również tajemnice wojskowe, informacje o infrastrukturze krytycznej czy dane medyczne pacjentów szpitali. Dlaczego? Takie podejście to jedna z metod dywersyfikacji działalności przestępczej.

Przykładowo polskie szpitale gromadzą w przestarzałych i niezabezpieczonych systemach niezliczone ilości wrażliwych danych o pacjentach, co dla zorganizowanej grupy cyberprzestępczej stanowi prawdziwą gratkę. Z podobnymi problemami mierzą się dziesiątki tysięcy małych i średnich firm oraz instytucji państwowych już na szczeblu samorządowym. To łatwy łup, obok którego przestępcy rzadko przechodzą obojętnie. Nowe regulacje unijne mają  pomóc uszczelnić i zabezpieczyć najbardziej wrażliwe obszary. Wciąż toczy się jednak debata nad ich ostatecznym kształtem w ramach prawa krajowego.

„Znaczna grupa decydentów i przedsiębiorców jest sceptyczna wobec zakresu obowiązków, które wprowadza dyrektywa NIS2. Do nas również docierają opinie, że panuje obawa przed potencjalnym przeregulowaniem rynku lub przeciwnie – że kolejne regulacje są najlepszym zabezpieczeniem przed cyberatakami. Nasze doświadczenie zdobyte w ponad 150 krajach wskazuje, że ani same regulacje, ani tylko oprogramowanie ochronne nie są w stanie samodzielnie zapewnić organizacji pełnego bezpieczeństwa. Ustawa jest pewnego rodzaju fundamentem. Jednakże zbudowanie szczelnego muru zależy od tego, jak firmy będą wdrażać wytyczne oraz z jakimi dostawcami rozwiązań ochronnych będą współpracować” – tłumaczy Wojciech Gołębiowski, wiceprezes i dyrektor zarządzający Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej.

Opublikowany wiosną tego roku raport ENISA[2] wskazuje na istnienie dużych różnic w dojrzałości cyfrowej pomiędzy firmami, zarówno ze względu na branże, jak i wielkość organizacji. Ponadto do grona sektorów objętych już istniejącymi przepisami (np. sektor bankowy, energetyczny czy telekomunikacyjny), dołączy ogromna liczba podmiotów, które nigdy dotąd nie musiały spełniać sformalizowanych wymogów w zakresie cyberbezpieczeństwa[3]. ENISA sygnalizuje, że m.in. z tego powodu na gruncie poszczególnych państw nadzór nad przestrzeganiem założeń dyrektywy NIS2 może być utrudniony. Firmy, które nigdy nie podlegały restrykcyjnym wymogom formalnym mogą mieć kłopot z zaadaptowaniem się do nowej sytuacji. Z kolei urzędnicy otrzymają zadanie kontrolowania branż, których nie zdążyli jeszcze poznać[4].

Analitycy z Palo Alto Networks wskazują, że poczucie przytłoczenia ilością wymogów formalnych może powodować u przedsiębiorców obawy, a nawet opór przed dostosowaniem się nie tylko do dyrektywy NIS2, ale także do innych rozwiązań prawnych w przyszłości.

Czy zatem NIS2 było błędem? Przeciwnie. NIS2 pokazuje zmiany w obrazie ryzyk, z którymi muszą radzić sobie organizacje i wskazuje na konieczność dostosowywania zabezpieczeń do nowych zagrożeń. Podkreśla także konieczność traktowania systemów bezpieczeństwa jako integralnego elementu działalności organizacji wpływającego również na bezpieczeństwo otoczenia, w którym działa firma, a nawet całe państwo. Z drugiej strony ten przypadek udowadnia tylko, że nagromadzenie przepisów może przytłoczyć decydentów, a nawet zablokować cały proces naprawy systemu. To pokazuje również, jaki rozdźwięk panuje między założeniami formalnej zgodności a rzeczywistym cyberbezpieczeństwem. To sytuacja, na którą nie można sobie pozwolić ani w Polsce, ani w innych krajach objętych ryzykiem geopolitycznym.

„Utrzymanie formalnej zgodności z przepisami wymaga ciągłego śledzenia zmian prawnych, jak również dostosowywania rozwiązań cyberbezpieczeństwa do nowych wymogów. To oczywiste, że większość instytucji publicznych, a także małych i średnich firm nie ma zasobów, aby się tym samodzielnie zajmować. Obawa przed tymi kosztownymi obowiązkami może utwierdzać decydentów w przekonaniu, że należy jak najdłużej wstrzymywać wdrożenie NIS2. Z kolei każdy miesiąc opóźnienia procesu legislacyjnego może prowadzić do tego, że ustawa zaraz po uchwaleniu będzie wymagała nowelizacji uwzględniającej pojawiające się w międzyczasie procedury reagowania na zupełnie nowe cyberzagrożenia. Proszę pamiętać, że żyjemy w przededniu ery kwantowej. Charakter cyberataków za chwilę znowu się zmieni, a zarówno dostawcy oprogramowania ochronnego, jak i decydenci muszą być na to gotowi z wyprzedzeniem” – podkreśla Wojciech Gołębiowski.

Specjaliści z Palo Alto Networks podkreślają, że podstawowa zgodność instytucjonalna nie jest tożsama ze skuteczną ochroną przed cyberzagrożeniami. Ponadto pewnych rozwiązań nie da się wyegzekwować w ramach żadnych regulacji. Przykładowo cyberprzestępcy coraz śmielej i coraz skuteczniej wykorzystują zwykłą ludzką podatność na manipulację. Dlatego do zmian w zakresie cyberbezpieczeństwa należałoby podchodzić w sposób systemowy. W realiach gwałtownie zmieniającego się środowiska cyfrowego jedną z kluczowych kompetencji jest brak zaufania do zewnętrznego otoczenia, czyli nauka stosowania zasady „zero trust”. Dopóki nie zostanie wypracowany konsensus co do regulacji prawnych obejmujących wszystkie wrażliwe podmioty, jedyną szansą dla wielu branż jest wiedza, jak nie dać się zmanipulować w świecie cyfrowym i jak rozpoznawać potencjalne cyberzagrożenia.

[1] Raport o stanie bezpieczeństwa cyberprzestrzeni RP w 2024 roku – Raporty o stanie bezpieczeństwa cyberprzestrzeni RP CSIRT GOV, s. 14

[2] enisa nis360 2024, s.8-9

[3] enisa nis360 2024, s.8-9

[4] enisa nis360 2024, s.8-9

UOKiK sprawdza Posnet. Podejrzenie zmowy cenowej przy sprzedaży kas fiskalnych

0

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzi postępowanie wyjaśniające w sprawie możliwej zmowy cenowej dotyczącej kas fiskalnych i innych urządzeń sprzedawanych przez firmę Posnet Polska. Jak poinformował Prezes UOKiK Tomasz Chróstny, pracownicy Urzędu — za zgodą sądu i przy asyście Policji — przeszukali siedziby producenta oraz trzech dystrybutorów.

Podejrzenie niedozwolonego ustalania cen

Do UOKiK napłynęły informacje sugerujące, że Posnet Polska — jeden z największych producentów kas fiskalnych w kraju — mógł ustalać ceny swoich produktów wspólnie z partnerami handlowymi. Chodzi m.in. o kasy fiskalne, terminale płatnicze i skanery kodów kreskowych.

Analiza wstępnych danych wykazała, że ceny urządzeń fiskalnych w wielu sklepach internetowych były identyczne lub niemal identyczne, co mogło sugerować ograniczenie konkurencji cenowej.

Zmowa cenowa oznaczałaby, że przedsiębiorcy nie mogli kupić urządzeń fiskalnych znanej marki taniej niż w ustalonych odgórnie cenach – podkreśla Prezes UOKiK Tomasz Chróstny. – Analizujemy obecnie materiał dowodowy zebrany w trakcie przeszukań.

Przeszukania w czterech firmach

W toku postępowania pracownicy UOKiK przeszukali:

  • siedzibę Posnet Polska (producenta),
  • ESC w Krakowie,
  • Segal w Opolu,
  • Dotkom w Tychach.

Czynności zostały przeprowadzone po uzyskaniu zgody sądu i przy wsparciu Policji.

Na razie postępowanie „w sprawie”, nie „przeciwko”

Postępowanie wyjaśniające prowadzone jest w sprawie, a więc na tym etapie nie postawiono zarzutów żadnemu konkretnemu przedsiębiorcy. Jeżeli zebrane dowody potwierdzą podejrzenia o niedozwolone ustalanie cen, UOKiK rozpocznie pełne postępowanie antymonopolowe i postawi zarzuty wskazanym podmiotom.

Rynek magazynowy zwalnia po stronie podaży, ale najemcy przyspieszają – dane za III kwartał 2025 roku

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała zagregowane dane dotyczące rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce za III kwartał 2025 roku. Źródłem informacji są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (Axi Immo, BNP Paribas Real Estate Poland, CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska oraz Savills). Informacje dotyczą zasobów istniejącej nowoczesnej powierzchni, wolumenu nowej podaży, powierzchni w budowie, wielkości transakcji wynajmu oraz powierzchni niewynajętej. 

Na koniec września 2025 roku rynek nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej osiągnął poziom 36,4 mln mkw. Trzy województwa z największymi zasobami to podobnie jak w II kwartale 2025 roku mazowieckie (7,28 mln mkw.), śląskie (6,17 mln mkw.) i dolnośląskie (5,30 mln mkw.).

W III kwartale 2025 roku na rynek dostarczono 398,4 tys. mkw. nowej powierzchni (o 12% mniej w porównaniu r/r). Najwięcej nowej powierzchni w tym okresie dostarczono w województwach łódzkim (144,6 tys. mkw.), mazowieckim (87,8 tys. mkw.) i lubelskim (57,5 tys. mkw.).

Na koniec września 2025 roku całej Polsce w budowie znajdowało się 1,56 mln mkw. (o 20% mniej w ujęciu r/r). Wśród regionów największy udział powierzchni w realizacji przypadł na województwa mazowieckie (34% budowanej powierzchni), pomorskie (14%) i śląskie (12%).

Na koniec III kwartału 2025 roku wskaźnik pustostanów osiągnął 8,2% (ta sama wartość w porównaniu z poprzednim kwartałem i wzrost o 0,1 p.p. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2024 roku). Najwyższą wartość wskaźnika odnotowano w województwie lubuskim oraz świętokrzyskim (po 17,2%), lubelskim (13,2%) oraz dolnośląskim (10,7%). Najniższy poziom wskaźnika pustostanów odnotowano w województwie opolskim oraz podlaskim (po 0%), zachodniopomorskim (2,1%) i warmińsko-mazurskim (2,3%).

W okresie lipiec-wrzesień 2025 roku popyt brutto na nowoczesne powierzchnie magazynowo-przemysłowe osiągnął 1,59 mln mkw. (wzrost o 42% w porównaniu r/r). Największym zainteresowaniem najemców cieszyły się województwa: mazowieckie (470 tys. mkw.), dolnośląskie (280 tys. mkw.) oraz łódzkie (253 tys. mkw.).

Najwyższy udział w strukturze popytu w III kwartale 2025 roku odnotowały przedłużenia umów (47%), a nowe umowy (w tym projekty typu BTS) i ekspansje objęły odpowiednio 44% i 9% całkowitego popytu.

Silversi z zagranicy chcą pracować, ale rynek ich nie dopuszcza

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego oraz Zakładu Ubezpieczeń Społecznych na koniec 2024 roku w Polsce pracował ponad 1 mln cudzoziemców. W populacji tej osoby powyżej 55. roku życia (tzw. silversi) stanowili jednak mniejszość – szacunkowo ok. 8 proc. Oznacza to, że migranci zarobkowi w Polsce są na ogół młodsi, a seniorzy stanowią wśród nich relatywnie niewielką grupę. Tymczasem to właśnie oni mogą stać się ważnym, choć wciąż niedocenianym źródłem wiedzy i doświadczenia. Eksperci Smart Solutions HR podkreślają, że większe otwarcie się firm na cudzoziemców-seniorów może stać się jednym z kluczowych sposobów na utrzymanie równowagi na rynku pracy w najbliższych latach.

Charakterystyka imigrantów 55+ na polskim rynku pracy

Najliczniejszą grupę wśród cudzoziemców 55+ stanowią obywatele Ukrainy i Białorusi, ale spotkać można też pracowników z Gruzji, Indii czy Wietnamu.  Najczęściej podejmują zatrudnienie w branżach, w których cenione jest doświadczenie, skrupulatność i odpowiedzialność m.in. w transporcie, przetwórstwie przemysłowym, usługach porządkowych, opiece nad osobami starszymi i dziećmi, a także w rolnictwie. W sektorze transportowym wielu doświadczonych kierowców z Ukrainy i Białorusi ma ponad 50 lat. Z kolei w usługach porządkowych oraz opiekuńczych przeważają kobiety – Ukrainki i Białorusinki – które często pełnią rolę gospodyń domowych, sprzątaczek czy opiekunek. W przemyśle i budownictwie starsi cudzoziemcy pracują głównie na stanowiskach technicznych, jako spawacze, elektrycy, operatorzy maszyn lub fachowcy z długoletnim stażem.

Choć nie widzimy ich na co dzień, cudzoziemcy seniorzy są obecni na polskim rynku pracy. Zazwyczaj spotykamy ich w konkretnych branżach, które potrafią docenić i wykorzystać ich potencjał. Na przykład w opiece nad dziećmi, gdzie wiek stanowi atut, ponieważ budzi zaufanie i poczucie bezpieczeństwa, czy w sektorach technicznych i rzemieślniczych, gdzie doświadczenie i solidność bywają bardziej cenione niż tempo pracy i sprawność fizyczna –  mówi Natalia Myskova, Prezes Zarządu Smart Solutions HR. – Z drugiej strony, wciąż są obszary, gdzie osoby po 55. roku życia, nawet z dużym doświadczeniem, pozostają praktycznie niewidoczne. W branżach takich jak produkcja, magazyny, handel, logistyka czy budownictwo, pojawiają się nieformalne preferencje wiekowe, ograniczające dostęp do pracy osobom starszym ze względów BHP, czy stereotypy dotyczące wydajności. W takich miejscach starsze osoby nie są nawet zapraszane na rozmowy rekrutacyjne – nie z powodu kompetencji, a daty urodzenia.

Bariery i wymagania

Mimo ich gotowości do pracy, starszym cudzoziemcom często trudniej znaleźć zatrudnienie, szczególnie adekwatne do ich kwalifikacji. Powodem są tutaj dwa czynniki. Pierwszy dotyczy ogółu seniorów na rynku pracy i jest związany z ageizmem, czyli dyskryminacją ze względu na wiek. Wnioski z raportu „Pracujący emeryci i osoby w wieku okołoemerytalnym” opracowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości sygnalizują, że na polskim rynku pracy istnieje wyraźna preferencja pracodawców dla zatrudniania młodszych kandydatów. Sugeruje to, że obecnie gotowość do zatrudniania seniorów może być ograniczona. Ta niechęć stanowi ogólną barierę strukturalną, która dotyka także cudzoziemców. Do tego dochodzi drugi czynnik, specyficzny dla imigrantów, czyli bariery językowe i systemowe, które dla starszych osób mogą być jeszcze trudniejsze do pokonania.

Najczęstszymi powodami wykluczenia są nieznajomość języka polskiego oraz nieuznawanie zagranicznych kwalifikacji i uprawnień. Warto wspomnieć także o barierach kulturowych i psychospołecznych. Imigranci-seniorzy zdecydowanie częściej doświadczają konsekwencji związanych z obowiązującym stereotypem obcego – mogą spotkać się z nieufnością, a także obawami, czy poradzą sobie w zespole, zaakceptują nowe otoczenie i będą w stanie się zintegrować – mówi Myskova.

Obszary rynku pracy, w których cudzoziemców – zwłaszcza starszych – praktycznie się nie spotyka, to przede wszystkim administracja publiczna i służby państwowe, edukacja i szkolnictwo oraz ochrona zdrowia – czyli branże, gdzie częstym wymogiem, a co za tym idzie barierą, jest znajomość języka polskiego czy nostryfikacja dyplomów medycznych i kwalifikacje nauczycielskie.

Innymi branżami o znikomym udziale obcokrajowców są górnictwo i energetyka oraz sektor finansowy czy administracja biurowa w firmach – tu barierą bywa język, konieczność znajomości lokalnych przepisów oraz częsty brak otwartości pracodawców na starszych kandydatów z zagranicy.

W rezultacie cudzoziemcy-seniorzy skupiają się na wybranych niszach rynku – głównie w zawodach niewymagających formalnie wysokich kwalifikacji w Polsce, za to pozwalających wykorzystać ich ogólne doświadczenie zawodowe lub chęć do pracy, której nie podejmują rodzimi pracownicy. Spośród sektorów, z którymi współpracujemy i gdzie to wykluczenie jest najbardziej zauważalne, możemy wymienić branżę rybną i mięsną. Tam wymaga się doświadczenia, sprawności fizycznej i lojalności, a narzuca się szybkie tempo pracy i konieczność osiągania norm. Wydaje się, że są to wymogi, których seniorzy, ze względu na wiek, z pozoru nie są w stanie spełnić, zatem są oni z automatu wykluczani. Współpracujemy jednak z firmami z branży rybnej, którzy mimo tych ograniczeń, dali szansę imigrantom silversom. I zauważamy, że w zakładach, gdzie są zatrudniani cudzoziemcy 55+, rotacja jest znacznie mniejsza, a lojalność pracowników wyższa. Ponadto rekrutacja do takich miejsc przebiega o wiele szybciej, a sam projekt zyskuje lepszą reputację niż konkurencyjne przedsiębiorstwa z tej samej branży – wskazuje Myskova.

Niewykorzystany, a cenny potencjał

Pomimo wymienionych barier, cudzoziemcy 55+ mogą stanowić duży potencjał dla polskiego rynku pracy. Wielu z nich ma bogate doświadczenie zawodowe, specjalistyczne umiejętności oraz etos pracy, który może przynieść wymierne korzyści pracodawcom. W dobie niedoboru rąk do pracy i starzenia się polskiego społeczeństwa, aktywizacja tej grupy nabiera szczególnego znaczenia. Według danych GUS, już ponad 25 proc. Polaków ma więcej niż 60 lat, a liczba osób w wieku produkcyjnym spada w tempie przekraczającym 100 tys. rocznie. Większe otwarcie się polskich pracodawców na imigrantów silversów może być jedną z odpowiedzi na problemy demograficzne i niedobór pracowników.

Cudzoziemcy po 55. roku życia mogą stać się kluczowym wsparciem w sektorach, które wymagają odpowiedzialności, stabilności i lojalności. Już dziś doskonale sprawdzają się w opiece i usługach społecznych, transporcie czy rolnictwie – to obszary, w których ich doświadczenie i dojrzałość zawodowa stanowią ogromną wartość. Warto jednak, by swoje drzwi otworzyły dla nich również inne branże, zwłaszcza edukacja, szkolnictwo zawodowe i mentoring. Imigranci-seniorzy, dysponujący bogatym doświadczeniem, mogliby z powodzeniem przekazywać wiedzę młodszym pracownikom w zawodach technicznych, rzemieślniczych czy produkcyjnych. Dobrym kierunkiem są także stanowiska w administracji, archiwizacji, recepcji czy obsłudze biurowej – tam, gdzie liczy się dokładność, kultura osobista i komunikatywność, a nie siła fizyczna. Nasze doświadczenia pokazują, że imigranci silversi to nie tylko uzupełnienie braków kadrowych, ale realna wartość dodana – dla firm, zespołów i całej gospodarki – mówi Myskova.

Aby tę wartość wykorzystać, potrzebne są działania integracyjne i antydyskryminacyjne. Kluczowe jest znoszenie barier systemowych – szybsze uznawanie kwalifikacji zagranicznych, oferowanie kursów języka polskiego dostosowanych do osób w starszym wieku, a także promowanie zatrudniania osób powyżej 55 r.ż. wśród pracodawców. Zwiększenie ich udziału w rynku pracy wymaga empatii połączonej z racjonalnymi działaniami polityki rynku pracy – dostrzeżenia zarówno indywidualnych potrzeb starszych migrantów (np. ochrona przed dyskryminacją, pomoc w przekwalifikowaniu), jak i usunięcia barier systemowych, które dotychczas ograniczały ich aktywność. Przełamanie negatywnych tendencji na polskim rynku pracy – poprzez pełniejsze włączenie silversów z zagranicy – mogłoby przynieść obopólne korzyści: imigranci 55+ dostaliby szansę na pracę zgodną z ich możliwościami, zaś polska gospodarka zyskałaby doświadczonych pracowników tam, gdzie są najbardziej potrzebni.

Silversi wyróżniają się tym, czego coraz częściej brakuje na rynku pracy – lojalnością, stabilnością i zaangażowaniem. Wśród pracowników po 55. roku życia obserwujemy dużą odpowiedzialność i przywiązanie do miejsca pracy. Często wynika to z trudności w znalezieniu nowego zatrudnienia, ale w praktyce przekłada się na wyjątkową rzetelność i chęć utrzymania dobrej pozycji w firmie. To właśnie ta grupa może skutecznie wypełnić luki w zawodach wymagających dojrzałości, cierpliwości i doświadczenia życiowego – cech, których nie da się zastąpić szkoleniem czy technologią. Jeśli nie zaczniemy aktywnie włączać ich do rynku pracy, wkrótce zabraknie nam osób do zastąpienia odchodzących pracowników. Starzejące się społeczeństwo to nie tylko wyzwanie, to również szansa na redefinicję tego, co naprawdę znaczy „pracownik wartościowy” – podsumowuje Myskova.

Źródła: dane własne Smart Solutions HR, dane GUS, dane ZUS, raport „Pracujący emeryci i osoby w wieku okołoemerytalnym” Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (2024).

Wymeldować można bez jednomyślności współwłaścicieli. Postępowanie meldunkowe a spory o lokal. Co mówi orzecznictwo?

Wymeldowanie z domu lub mieszkania to czynność czysto administracyjna (o czym wciąż zapominamy). Warto sprawdzić, czy wymaga ona zgody współwłaścicieli.

Zameldowanie oraz wymeldowanie z domu lub mieszkania to temat, który w Polsce jest bardzo specyficzny. Pamiętajmy bowiem, że wielu rodaków lekceważy obowiązek meldunkowy, co skutkuje między innymi zaniżoną oficjalną liczbą ludności dużych miast. Mimo opisywanej sytuacji, nie ma mowy o przywróceniu sankcji za niedopełnienie obowiązku meldunkowego. Nie ma również mowy o tym, żeby zameldowanie potwierdzało prawa jakiejś osoby do mieszkania lub wpływało na eksmisję – wbrew temu, co wciąż sądzi wielu Polaków. Zameldowanie oraz wymeldowanie to czynności jedynie typowo administracyjne, choć niepozbawione pewnego znaczenia. W nawiązaniu do ciekawego wyroku sądowego warto sprawdzić, czy wszyscy współwłaściciele lokum muszą się podpisać na wniosku o wymeldowanie danej osoby.

Artykuł w dużym skrócie:

  • Niedawny wyrok wojewódzkiego sądu administracyjnego potwierdza, że do złożenia wniosku o wymeldowanie nie są potrzebne podpisy wszystkich współwłaścicieli lokum.
  • Organ administracji powinien samodzielnie ustalić, czy doszło do trwałego i dobrowolnego opuszczenia lokum przez daną osobę.
  • Warto jeszcze raz przypomnieć, że samo zameldowanie lub wymeldowanie nie potwierdza ani też nie kwestionuje praw danej osoby do lokum. Celem systemu meldunków jest m.in. dostarczanie informacji o aktualnej liczbie ludności.

W artykule rozwijamy powyższe wnioski i analizujemy również inne ciekawe aspekty związane z zameldowaniem i wymeldowaniem.

Wyrok: do wymeldowania nie trzeba podpisu współwłaściciela …

Wspomniane już wcześniej, ciekawe orzeczenie sądowe dotyczące wymeldowania zapadło w Gorzowie Wielkopolskim. „Konkretniej rzecz ujmując, chodzi o Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gorzowie Wielkopolskim z dnia 13 lutego 2025 r. (sygnatura akt: II SA/Go 564/24)” – informuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

W wyroku gorzowskiego sądu czytamy między innymi, że: „Wniosek o wymeldowanie nie musi być złożony przez wszystkich współwłaścicieli. Z treści art. 35 ustawy o ewidencji ludności wynika, że decyzję w sprawie wymeldowania wydaje organ gminy z urzędu lub na wniosek właściciela. Nadto należy uznać, że złożenie wniosku o wymeldowanie nie przekracza czynności zwykłego zarządu (zobacz: art. 199 KC oraz art. 201 KC)”.

W nawiązaniu do czynności zwykłego zarządu warto przypomnieć, że do ich wykonania (zgodnie z artykułem 201 kodeksu cywilnego) potrzebna jest zgoda większości współwłaścicieli rzeczy ruchomej lub nieruchomej. W przypadku braku takiej zgody, każdy ze współwłaścicieli może żądać upoważnienia sądowego do dokonania czynności. „O kwestiach związanych ze sporem sądowym będzie jeszcze mowa w niniejszym artykule” – dodaje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Urząd przed wymeldowaniem powinien dobrze ocenić sytuację

Trzeba również zwrócić uwagę na artykuł 35 ustawy o ewidencji ludności. Zgodnie z tym przepisem, organ gminy z urzędu lub na wniosek właściciela lokum wydaje decyzję w sprawie wymeldowania obywatela polskiego, który opuścił miejsce pobytu stałego albo opuścił miejsce pobytu czasowego przed upływem deklarowanego okresu pobytu i dodatkowo nie dopełnił obowiązku wymeldowania. „Organ administracji powinien ustalić, czy dana osoba faktycznie nie przebywa w domu lub lokalu i czy miało miejsce opuszczenie lokum w sposób trwały oraz dobrowolny” – zwraca uwagę Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Sąd w wyroku z 13 lutego 2025 r. przypomniał, że opuszczenie miejsca pobytu musi być związane zarówno ze stałym nieprzebywaniem w mieszkaniu, jak i dobrowolnością zmiany miejsca pobytu. Organ administracji publicznej nie może ograniczyć się do bezkrytycznego przyjęcia oświadczenia/uzasadnienia osoby składającej wniosek o wymeldowanie, co niestety czasem ma miejsce i prowadzi do sporów przed sądami administracyjnymi. „Wynika to również z presji wywieranej na urzędnikach przez wnioskodawców, którzy błędnie sądzą, że wymeldowanie przekreśla jakiekolwiek prawa innej osoby do przebywania w ich domu lub lokalu” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

A co wtedy, gdy w tle toczy się spór sądowy o zamieszkiwanie?

Sytuacja staje się z pewnością bardziej skomplikowana, jeśli temat meldunku jest powiązany ze sporem sądowym dotyczącym zamieszkania w danym lokum. Ciekawy w tym kontekście wydaje się na przykład Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie z dnia 6 września 2012 r. (sygnatura akt: III SA/Lu 189/12). „To orzeczenie wskazuje bowiem, że sprawa sądowa dotycząca wstąpienia w stosunek najmu spornego lokalu, nie jest zagadnieniem wstępnym, które dawałoby podstawę do zawieszenia postępowania administracyjnego w sprawie o wymeldowanie (zgodnie z art. 97 § 1 pkt 4 KPA)” – podaje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Zagadnieniem wstępnym nie jest także tocząca się sprawa o przywrócenie posiadania lokalu, ale urząd powinien wziąć ten fakt pod uwagę przy wydawaniu decyzji o wymeldowaniu. Mówi o tym Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 12 lipca 2011 r. (sygn. akt: II OSK 1181/10). „Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gorzowie Wielkopolskim z dnia 24 października 2012 r. (II SA/Go 561/12) wskazuje natomiast, iż ewentualny sprzeciw współwłaściciela lokalu nie wywoła skutku w postaci odmowy zameldowania, jeżeli dana osoba faktycznie pod danym adresem przebywa” – podkreśla Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Zameldowanie i wymeldowanie nie rozstrzyga o prawie do lokum

Obydwa wspomniane wyroki gorzowskiego sądu administracyjnego (II SA/Go 561/12 oraz II SA/Go 564/24) przypominają o zasadzie, która jest wciąż aktualna. „Otóż, zarówno zameldowanie, jak i wymeldowanie nie rozstrzyga o tytule prawnym do lokalu, czy też o uprawnieniu do przebywania w nim” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Polacy coraz więcej wydają na gastronomię. Ulice handlowe ewoluują w kierunku miejsc spotkań

0

Kiedyś ulice handlowe kojarzyły się głównie z zakupami. Dziś coraz częściej stają się miejscem spotkań i spędzania wolnego czasu. W miejskim krajobrazie zaczyna dominować gastronomia. Jak podaje CBRE, aż dwie trzecie najemców przy warszawskim Nowym Świecie to lokale gastronomiczne. Widać to także w najnowszych danych GUS, z których wynika, że wydatki Polaków na restauracje rosną. Dopełnieniem przemiany ulic handlowych w miejsca spędzania czasu są wydarzenia kulturalne, kluby fitness, sklepy lokalnych twórców czy butiki z modą vintage. To elementy, które budują nowe oblicze polskiego handlu.

W ostatnich latach polski rynek handlowy przeszedł istotne zmiany. Rozwój sektora gastronomicznego na ulicach handlowych jest jednym z najbardziej zauważalnych trendów. Najnowsze dane GUS wskazują, że w minionym roku wydatki Polaków na restauracje zwiększyły się o niemal jedną piątą w ujęciu rocznym. I faktycznie, obserwujemy rosnącą popularność różnorodnych konceptów gastronomicznych, w tym restauracji fine dining oraz nowoczesnych miejsc, takich jak sky bary. Właściciele lokali wprowadzają nowatorskie pomysły, często inspirując się zagranicznymi trendami, co znacząco wzbogaca ofertę. Sukces często zależy jednak od lokalizacji, ekspozycji oraz dostępności ogródków gastronomicznych, które zawsze były istotnym elementem mającym wpływ na dodatkowy obrót w okresie letnim. Powszechnym wyzwaniem jest znalezienie odpowiedniego lokalu, ponieważ ich podaż jest ograniczonamówi Karolina Kunciak, dyrektorka odpowiedzialna za ulice handlowe w CBRE.   

Udział lokali gastronomicznych na warszawskim Nowym Świecie, jednej z najpopularniejszych ulic handlowych, sięga już 64 proc., wynika z danych CBRE. Handel zajmuje 27 proc., a 9 proc. stanowią punkty usługowe.

Rozrywka łączy się z handlem

Kolejnym trendem po gastronomii, który definiuje rozwój ulic handlowych, są koncepty rozrywkowe. Przestrzenie handlowe stają się miejscem, w którym klienci mogą nie tylko robić zakupy, ale także spędzać czas w atrakcyjny sposób. Wprowadzanie elementów interaktywnych, takich jak strefy zabaw dla dzieci, mniejsze sale gier czy różnego rodzaju wydarzenia tematyczne, przyciąga klientów i zwiększa ich zaangażowanie. Zmiany te są wspierane przez rozwój interaktywnych muzeów oraz różnych form rozrywki, które angażują zarówno dzieci, jak i dorosłych. Pojawiają się także wydarzenia kulturalne, takie jak muzyka na żywo, wystawy sztuki i przedstawienia teatralne.

Zakupy na sportowo

Rośnie popularność siłowni i salonów sportowych na ulicach handlowych. Takie punkty stają się coraz bardziej oblegane. Oprócz dużych sieci, pojawia się coraz więcej małych, prywatnych miejsc oferujących wyspecjalizowane rodzaje aktywności, takie jak pilates na reformerach, treningi personalne, spinning, sporty walki oraz taniec.

Niebanalne koncepty poszukiwane

Dziś konsumenci nie tylko oczekują możliwości zakupowych, ale szukają także unikalnych doświadczeń. Wirtualny i rzeczywisty świat są nasycone handlem i rozrywką, więc klienci pragną być traktowani indywidualnie i oczekują spersonalizowanych usług. Wyjątkowość okolicy może być tworzona przez np.: sklepy rzemieślnicze oraz lokalne marki, które nie są dostępne nigdzie indziej, oryginalne restauracje, bary o nietypowych wnętrzach, sklepy pop-up, sklepy z luksusowymi markami z drugiej ręki, miejsca rozrywkowe, wystawy sztuki na świeżym powietrzu, czy lokalne wydarzenia, takie jak rynki śniadaniowe czy świąteczne.

Klienci stają się coraz bardziej świadomi wpływu swoich wyborów na środowisko, co prowadzi do rosnącej popularności konceptów takich jak zero waste oraz sklepów oferujących odzież vintage, meble z recyklingu czy produkty ekologiczne – mówi Karolina Kunciak, CBRE.

Więcej luksusu

Luksusowe marki widzą w Polsce coraz większy potencjał, co może wpłynąć na rozwój rynku. W ostatnich latach Warszawa stała się ważnym punktem na mapie luksusowych zakupów, przyciągając uwagę renomowanych marek z całego świata. Otwarcie butiku Dior w centrum handlowym Vitkac oraz salonu Chanel w Westfield Arkadia jest dowodem na to, że międzynarodowe domy mody zauważają rosnącą siłę nabywczą polskich konsumentów oraz ich zainteresowanie modą premium. Debiuty takich marek, jak Bvlgari czy Santoni, które zdecydowały się na lokalizacje w sercu stolicy, nie tylko zwiększają dostępność luksusowych produktów, ale także podnoszą prestiż Warszawy jako miejsca zakupów. W miarę jak rynek luksusowy w Polsce rozwija się, możemy oczekiwać dalszego wzrostu konkurencji oraz innowacyjnych doświadczeń zakupowych.

Plantatorzy chmielu apelują o wycofanie restrykcyjnych przepisów uderzających w branżę piwną

Związek Polskich Plantatorów Chmielu w odpowiedzi na konsultacje publiczne dotyczące projektu ustawy o zmianie ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi oraz ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych zwraca się z pilnym apelem o wycofanie się z nadmiernie restrykcyjnych regulacji, które mogą doprowadzić do zachwiania się całej branży piwowarskiej i jej łańcucha wartości, w tym gospodarstw zajmujących się uprawą chmielu.

Dramatyczna sytuacja branży

Spadki na rynku piwa są widoczne nie tylko w danych GUS, ale są również bezpośrednio odczuwalne na plantacjach i w skupie chmielu. Od 2019 roku rynek piwa zmniejszył się o 6 milionów hektolitrów – co odpowiada rocznej produkcji około 10 browarów wielkości browaru Namysłów, który właśnie zakończył produkcję piwa, podobnie jak wcześniej zakład w Leżajsku. Sytuacja w 2025 roku również jest dramatyczna – browary ograniczają produkcję, gdyż nawet w miesiącach letnich rynek spadł o ponad 10%.

Nieproporcjonalne obciążenie sektora piwowarskiego

Projekt ustawy w sposób rażąco niesprawiedliwy uderza w sektory piwny – mimo że spożycie piwa od kilku lat spada najszybciej spośród wszystkich alkoholi. Jednocześnie projekt pomija istotne problemy, takie jak tzw. „małpki”, które stanowią realny problem w kontekście patologii związanych ze spożyciem alkoholu. Browary nie powinny ponosić odpowiedzialności za alkotubki ani brak wprowadzenia nocnej prohibicji w Warszawie.

Absurdalna krytyka piw bezalkoholowych

Szczególnie niepokojąca jest krytyka i regulacje dotyczące piw bezalkoholowych. Projekt nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości, zamiast koncentrować się na ograniczeniu dostępności „małpek” czy na zakazie sprzedaży nocnej, utrudni rozwój segmentu piw bezalkoholowych, które stanowią realną i wartościową alternatywę dla osób ceniących smak piwa, ale rezygnujących z alkoholu. Piwa bezalkoholowe zawierają te same składniki, co tradycyjne piwa, takie jak chmiel, a ich rosnąca popularność stanowi istotne wsparcie dla branży, która mierzy się z wieloma wyzwaniami i systematycznym spadkiem sprzedaży. Piwa bezalkoholowe są również ratunkiem na branży chmielarskiej, gdyż pozwala nieco zmniejszyć spadek popytu na chmiel.

To paradoks. Zamiast wspierać produkty, które pomagają ograniczyć spożycie alkoholu, projekt ustawy utrudnia ich rozwój. Tymczasem piwa bezalkoholowe są dowodem, że branża potrafi sama się zmieniać w kierunku odpowiedzialnej konsumpcji. Warto się zastanowić, komu zależy na tym, żeby jeszcze bardziej zachwiać sektorem piwowarskim, a tym samym pogrążyć naszą branżę. – komentuje Rajmund Szulc, Prezes Zarządu Związku Polskich Plantatorów Chmielu.

Zagrożenie dla rodzin rolniczych

Restrykcyjne regulacje zaproponowane w rządowym projekcie ustawy mogą doprowadzić do upadku nie tylko browarów, ale także plantatorów i producentów chmielu. W Polsce chmiel uprawia około 700 plantatorów, głównie w małych gospodarstwach rodzinnych, których średnia powierzchnia wynosi około 2 hektary. Dla tych rodzin uprawa chmielu jest często jedynym źródłem utrzymania. Chmiel jest uprawą wieloletnią o żywotności plantacji wynoszącej 15-20 lat. Oznacza to, że plantatorzy nie mogą szybko zmienić profilu produkcji ani dostosować się do nagłych zmian rynkowych. Inwestycje w chmielarstwo są długoterminowe, a ich zwrot rozłożony na wiele lat. Nagłe wprowadzenie restrykcyjnych przepisów uderza w wieloletnie plany gospodarcze rodzin rolniczych, które nie mają alternatywnych źródeł dochodu.

Chmiel to źródło utrzymania dla setek rodzin. Jeśli browary jeszcze bardziej ograniczą produkcję, wiele naszych gospodarstw przestanie istnieć. Te regulacje to dla nas kwestia przetrwania. – mówi Rajmund Szulc, Prezes Zarządu Związku Polskich Plantatorów Chmielu.

Kumulacja regulacji prowadzi do katastrofy

Należy pamiętać, że nie jest to jedyna ustawa dotycząca branży piwnej, która aktualnie jest rozważana – w Sejmie trwają również prace nad podniesieniem akcyzy, VAT oraz wprowadzeniem opłaty cukrowej. Tworzenie tak rygorystycznych przepisów prawnych może sprzyjać gwałtownemu rozwojowi szarej strefy oraz przejęciu rynku przez alkohole mocne. Zamiast rozwiązać problem nadużywania alkoholu, projektowane regulacje przyczynią się do jego przeniesienia do szarej strefy i zmiany struktury spożycia na korzyść innych, często mocniejszych alkoholi.

Apel o rozsądek i odstąpienie od nadregulacji

Związek Polskich Plantatorów Chmielu apeluje o odstąpienie od szkodliwych nadregulacji i skupienie się na działaniach faktycznie ograniczających problem nadużywania alkoholu, a także zwiększających świadomość społeczną jego skutków. To nie jest spór o przepisy – to walka o przetrwanie rodzinnych gospodarstw, które od pokoleń budują tradycję polskiego piwa. Związek wzywa do dialogu, rozsądku i tworzenia prawa, które chroni, a nie karze tych, którzy uczciwie pracują.

Związek Polskich Plantatorów Chmielu skierował oficjalne stanowisko do Ministerstwa Zdrowia oraz Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi w ramach konsultacji publicznych dotyczących rządowego projektu ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałania alkoholizmowi (UD147).

BASEIG rusza z nowym projektem, który przenosi AI-commerce do branży nieruchomości

BASEIG S.A. – notowana na rynku NewConnect spółka technologiczna rozwijająca rozwiązania z obszaru AI-commerce – rozszerza działalność i wkracza do branży deweloperskiej. Spółka podpisała umowę z Sawa Apartments Sp. z o.o., w ramach której będzie odpowiadać za kompleksowe wsparcie kampanii sprzedażowych z wykorzystaniem własnego systemu sztucznej inteligencji BASEIG AI. To pierwszy klient spoza sektora influencerskiego oraz jeden z pierwszych projektów, który realizowany będzie w oparciu o nowy system BASEIG AI. Kampania wystartuje w I kwartale 2026 r.

Na mocy zawartej umowy BASEIG będzie świadczyć na rzecz Sawa Apartments usługi związane ze wsparciem kampanii sprzedażowych. Współpraca obejmuje pełne wykorzystanie technologii spółki – od analizy danych, przez automatyczne rekomendacje działań marketingowych, po bieżące zarządzanie budżetami reklamowymi.

– To dla nas ważny krok w dywersyfikacji działalności. Dotychczas skupialiśmy się na e-commerce i współpracy z influencerami. Teraz pokazujemy, że nasze technologie AI sprawdzają się również w marketingu nieruchomości, wspierając sprzedaż mieszkań i zwiększając efektywność kampanii – mówi Kamil Stanek, prezes BASEIG S.A.

System BASEIG AI to autorskie rozwiązanie oparte na wieloagentowej architekturze sztucznej inteligencji, które analizuje dane w czasie rzeczywistym i automatycznie dostarcza rekomendacje marketingowe. Platforma integruje dane m.in. z Google Ads, Meta Ads, systemów CRM oraz narzędzi analitycznych, aby umożliwić pełną automatyzację działań promocyjnych. Jej celem jest nie tylko zwiększenie skuteczności kampanii, lecz także redukcja kosztów oraz skrócenie czasu potrzebnego na podejmowanie decyzji marketingowych. System został zaprojektowany z myślą o bezpieczeństwie danych – korzysta wyłącznie z danych first-party, przetwarzanych w chmurze, i jest w pełni zgodny z zasadami RODO.

Współpraca z Sawa Apartments pokazuje, że nasz system jest uniwersalny i może skutecznie wspierać sprzedaż nie tylko w e-commerce, ale również w innych sektorach gospodarki, takich jak rynek nieruchomości – dodaje Kamil Stanek.

Jeszcze w listopadzie BASEIG S.A. zaprezentuje publicznie pierwszą wersję platformy BASEIG AI, pokazując, jak autorski system wspiera firmy w planowaniu i prowadzeniu działań marketingowych. Pełne wdrożenie rozwiązania i rozpoczęcie sprzedaży platformy zaplanowano na pierwsza połowę 2026 roku.

East Value Research podnosi cenę docelową Medicalgorithmics do 48,60 zł (+45% vs. cena rynkowa). Rekomendacja: KUPUJ

Medicalgorithmics rośnie szybciej, niż zakładano. Nowy kontrakt w UK i wyższa prognoza przychodów. Analitycy podnoszą cenę docelową do 48,60 zł.

Medicalgorithmics opublikował wyniki za trzeci kwartał i trzy kwartały 2025 roku, które znacząco przebiły oczekiwania analityków. Spółka zanotowała dwucyfrowy wzrost przychodów, dynamiczny wzrost liczby raportów EKG oraz pozyskała nowych klientów w USA, Kanadzie, Turcji i Europie. Na tej podstawie East Value Research podniosło 12-miesięczną cenę docelową akcji do 48,60 zł i utrzymało rekomendację KUPUJ.

Rekordowa liczba badań i szybki wzrost segmentu usług

W okresie styczeń–wrzesień 2025 r. Medicalgorithmics zwiększył przychody o 15,4% rdr do 20,9 mln zł, przy czym sam trzeci kwartał przyniósł wzrost o 38% rdr do 7,2 mln zł. Napędzał go przede wszystkim segment usług, obejmujący licencjonowanie platformy DeepRhythm Platform (DRP) i algorytmów DeepRhythmAI.

W ciągu dziewięciu miesięcy spółka obsłużyła 284 933 sesje EKG, więcej niż przez cały 2024 rok. W samym Q3 liczba sesji wyniosła 96 627, co oznacza wzrost o 33,5% rdr.

Największym rynkiem ponownie okazały się Stany Zjednoczone, gdzie sprzedaż wzrosła o 74,2% rdr do 6,7 mln zł.

19 nowych klientów w 2025 roku, w tym czołowy ośrodek diagnostyczny w USA

Do końca października spółka pozyskała już 19 nowych partnerów, w tym piąty największy Independent Diagnostic Testing Facility (IDTF) w Stanach Zjednoczonych. Jego wpływ na wyniki rośnie szybciej, niż zakładano — już we wrześniu przekroczył kontraktowe minimum 60,8 tys. USD miesięcznie.

Według zarządu, miesięczne przychody z tego kontrahenta wzrosną do 300 tys. USD (1,09 mln zł) w listopadzie i grudniu.

Na początku listopada Medicalgorithmics podpisał też kontrakt z jednym z największych IDTF w Wielkiej Brytanii i Irlandii, który rocznie generuje ponad 100 tys. raportów EKG.

Podniesiona prognoza przychodów na 2025 rok

Wzrost liczby badań, szybsza monetyzacja klientów w USA oraz nowy kontrakt w Wielkiej Brytanii spowodowały podniesienie prognozy przychodów na 2025 rok o 3,4% — z wcześniejszych 29,04 mln zł do 30,02 mln zł.

Analitycy zakładają, że liczba sesji EKG w 2025 wyniesie 383 tys., choć sam zarząd spółki wskazuje na ambitny cel 500 tys. badań.

Strata operacyjna maleje, gotówka z działalności rośnie

W 9M/2025 Medicalgorithmics zanotował:

  • EBIT: –9,4 mln zł (rok wcześniej –11,4 mln zł)
  • netto: –10,8 mln zł (rok wcześniej –11,5 mln zł)
  • cash flow operacyjny: –3,6 mln zł (z –11,6 mln zł rok wcześniej)

Spółka nadal inwestuje w rozwój technologii — CAPEX w 9M/2025 wyniósł 9,6 mln zł, więcej niż zakładano.

Zadłużenie netto wzrosło kwartał do kwartału do 16,8 mln zł, m.in. dzięki dodatkowym środkom z Biofund.

Zarząd podtrzymuje wcześniejszą deklarację osiągnięcia operacyjnego break-even w Q4 2025 lub na początku Q1 2026.

VCAST – nowa platforma 3D wchodzi do testów u klientów

Równolegle Medicalgorithmics rozwija platformę VCAST do trójwymiarowej analizy tętnic wieńcowych na podstawie danych z tomografii komputerowej. Technologia ma umożliwiać identyfikację zwężeń i blaszek miażdżycowych bezinwazyjnie, z wykorzystaniem algorytmów AI.

Spółka rozpoczęła integrację rozwiązania u pierwszych trzech klientów w Szwecji, Arabii Saudyjskiej i Turcji. Pierwsze przychody z tego segmentu spodziewane są w drugiej połowie 2026 roku — i mogą być nawet 10 razy wyższe niż średnia cena raportu w obecnej platformie DRP.

Nowa wycena: 48,60 zł za akcję i rekomendacja KUPUJ

Po uwzględnieniu:

  • wyższych prognoz przychodów,
  • większego CAPEX,
  • niższego WACC (11,7% wobec 12,5%),
  • wzrostu segmentu usług i rosnącego udziału rynku USA,

analitycy East Value Research wycenili Medicalgorithmics na 48,60 zł w perspektywie 12 miesięcy, co oznacza 45,1% potencjalnego wzrostu wobec ceny rynkowej 33,50 zł na dzień publikacji raportu (13 listopada 2025 r.).

Dynamika podwyżek cen w sklepach słabnie trzeci miesiąc z rzędu

0

Z analizy ponad 101 tys. cen detalicznych z blisko 48 tys. sklepów wynika, że drożyzna coraz bardziej ustępuje. W październiku br. codzienne zakupy Polaków, obejmujące m.in. produkty spożywcze, chemię gospodarczą czy art. dla dzieci, podrożały średnio o 4,1% rdr. We wrześniu wzrost wyniósł 4,9%, z kolei w sierpniu – 5,1% rdr. Sama żywność też coraz mniej drożeje, a do tego słabiej niż wszystkie analizowane kategorie. W październiku jej ceny poszły w górę o 3,6% rdr. We wrześniu zwiększyły się rdr. o 4,1%, a w sierpniu – o 4,3% rdr. Do tego widać, że ostatnio na 17 analizowanych kategorii 4 były na minusie. We wrześniu dotyczyło to 3 grup towarów, a w sierpniu – 4. Jednak ceny najczęściej kupowanych produktów wciąż trzymają się na większym plusie niż sama inflacja. Do tego autorzy raportu przewidują ponowne zwiększenie dynamiki podwyżek cen w sklepach w kolejnych miesiącach.

Z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito wynika, że w październiku br. codzienne zakupy Polaków zdrożały średnio o 4,1% rdr. Dotyczyło to żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych, a także pozostałego asortymentu, np. chemii gospodarczej i art. dla dzieci. Łącznie przenalizowano 17 kategorii. We wrześniu wzrost rdr. (wyliczony wg tej samej metodologii) wyniósł 4,9%, natomiast w sierpniu – 5,1%. Zatem jak widać po ww. danych, dynamika podwyżek cen w sklepach rdr. słabnie.

– Obserwowany trend jest wynikiem przede wszystkim tańszej ropy na rynkach światowych oraz mocnego kursu złotówki wobec wiodących walut. Co prawda, w stosunku do września, ceny paliw i ropy lekko się zwiększyły, ale w porównaniu do października 2024 roku są znacznie niższe, a to wpływa na ogólnie obserwowany poziom cen. Poza tym bardzo dobre warunki pogodowe przyczyniły się do zwiększonych zbiorów, a one powodują, że produkty na sklepowych półkach nie drożeją w takim tempie, jak rok temu – komentuje dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW we Wrocławiu.

Natomiast dr Agnieszka Gawlik z Uniwersytetu WSB Merito przewiduje ponowne zwiększenie dynamiki podwyżek cen w sklepach w kolejnych miesiącach. Zdaniem ekspertki, nastąpi to nie tylko ze względu na sezonowy wzrost popytu świąteczno-noworocznego, ale także z powodu rosnących kosztów stałych po stronie producentów i handlu. Podobnego zdania są analitycy z UCE RESEARCH. – Wzrost cen energii elektrycznej podniesie koszty produkcji towarów. Planowane zwiększenie akcyzy na alkohol przełoży się na ceny napojów wysokoprocentowych. Podwyżka podatku cukrowego zwiększy koszty napojów słodzonych i części produktów spożywczych. Do tego wyższe składki ZUS i składka zdrowotna dla przedsiębiorców mogą skutkować przerzuceniem części kosztów na klientów detalicznych. Presja na wzrost cen utrzyma się zatem także na początku 2026 roku – mówi dr Agnieszka Gawlik.

W październiku ceny samej żywności poszły w górę o 3,6% rdr. We wrześniu zwiększyły się rdr. o 4,1%, a w sierpniu – o 4,3% rdr. Zatem tu też widać spadek dynamiki podwyżek. Wzrost cen żywności jest niższy od ogólnego, obejmującego wszystkie kategorie, a różnica systematycznie się zmniejsza. – Żywność przestaje być głównym motorem podwyżek, co stanowi pozytywny sygnał dla konsumentów. Ceny art. spożywczych są silnie uzależnione od szeregu czynników zewnętrznych, takich jak m.in. koszty energii, paliw, transportu i opakowań. Do tego należy dodać warunki pogodowe, a także wynagrodzenia w sektorze rolnym i przetwórczym. Ponadto żywność, jako dobro podstawowe, charakteryzuje się stosunkowo niską elastycznością popytu. W efekcie, choć dynamika wzrostu cen słabnie, kategoria ta pozostaje wrażliwa na zmiany kosztów produkcji i dystrybucji – wyjaśnia dr Agnieszka Gawlik.

Jak zauważa dr inż. Anna Motylska-Kuźma, na ceny żywności w dalszym ciągu wpływają utrzymujące się wysokie koszty produkcji, które nie motywują do obniżek cen na półkach. – Obserwowana pozorna równowaga powinna doprowadzić do tego, że wzrosty cen w listopadzie i grudniu będą dalej wyhamowywać, choć nie oznacza to, że koszty zakupów będą niższe. Będą po prostu wzrastać w tempie, które jest zdrowe dla gospodarki, a więc zgodnie z założonym celem inflacyjnym NBP – 2,5% – prognozuje ekspertka z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW we Wrocławiu.

Do tego analitycy z UCE RESEARCH zwracają uwagę na to, że ceny najczęściej kupowanych produktów wciąż trzymają się na większym plusie niż sama inflacja. Jak wyjaśnia dr inż. Anna Motylska-Kuźma, wskaźnik inflacji zawiera w sobie, poza kosztami codziennych zakupów, ceny innych towarów i usług, które ostatnio nie odczuwają wysokiej presji inflacyjnej. Chodzi tu m.in. o transport, użytkowanie mieszkania, odzież, obuwie czy sprzęt telekomunikacyjny. Sama cena paliw w ostatnim czasie jest pod mocnym wpływem słabego dolara, ale również sytuacji geopolitycznej. Wskaźnik wzrostu rdr. pokazuje spadek tych cen, widziany na stacjach benzynowych.

– Handel detaliczny często reaguje z opóźnieniem na zmiany w otoczeniu gospodarczym. Dodatkowo, część producentów i detalistów nadal przenosi na konsumentów skutki wcześniejszych podwyżek cen surowców i usług logistycznych. Zjawisko to jest widoczne m.in. w utrzymywaniu wysokich marż, a także w praktykach takich jak zmniejszanie gramatury produktów przy zachowaniu ich dotychczasowej ceny. Warto też podkreślić, że mimo spadku inflacji ogólnej, poziom cen wielu towarów pozostaje wysoki. Oznacza to, że w krótkim okresie nie należy oczekiwać powrotu do wcześniejszych, niższych poziomów cen. Proces dezinflacji nie oznacza bowiem spadku cen, lecz wolniejsze tempo ich wzrostu – podkreśla dr Agnieszka Gawlik.

Z zebranych danych wiadomo również, że w październiku na 17 analizowanych kategorii 4 były na minusie, a pozostałe – na plusie. We wrześniu 3 grupy towarów zanotowały spadki rdr. W sierpniu było ich 4. – Widać, że presja rynkowa na wzrost cen jest coraz mniejsza, co w efekcie przekłada się na powrót inflacji do poziomów uznawanych za zdrowe dla gospodarki. Zagrożeniem może być tu grudniowy okres świąteczny, w którym wzmożona konsumpcja napędza zwykle wzrosty cen w wielu obszarach – ostrzega dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Jak podsumowuje dr Agnieszka Gawlik, taki trend może zwiastować, że w kolejnych miesiącach ceny w sklepach będą coraz bardziej się różnicować między kategoriami. Część produktów nadal będzie drożeć (np. importowane używki i napoje), ale coraz więcej segmentów może wejść w fazę cenowej stabilizacji lub nawet spadków, szczególnie w branżach z silną konkurencją i dużym udziałem marek własnych.

Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 8 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetu WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z października 2025 r. i analogicznego okresu z 2024 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą ponad 101,4 tys. cen detalicznych z blisko 48 tys. sklepów należących do 60 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Polacy nadal kupują samochody – mimo spadku nastrojów motoryzacja utrzymuje wysoki poziom sprzedaży

0
  • Sektor motoryzacyjny pozostaje jednym z liderów sprzedaży – mimo jesiennego schłodzenia nastrojów, konsumenci nadal wykazują stabilny popyt na auta.
  • Rejestracje na najwyższym poziomie w roku – w październiku zarejestrowano ponad 385 tys. aut, z lekkim wzrostem miesiąc do miesiąca.
  • Rynek wtórny w fazie stabilizacji – po dynamicznych miesiącach widać spokojniejsze tempo i większą selektywność kupujących.
  • Nowe auta wracają do gry – rekordowe wskaźniki popytowe i wyprzedaże rocznikowe sprawiają, że coraz więcej kierowców rozważa zakup nowego pojazdu, w tym marek chińskich.
  • Motocykle w fazie wygaszania sezonu – aktywność miesiąc do miesiąca jest niższa, ale rok do roku kategoria wciąż trzyma się mocno.
  • Maszyny ciężkie z mniejszą podażą, ale bardziej zdecydowanymi kupującymi – ruch jest wartościowy, a decyzje zapadają szybciej.

Październik utrzymał solidny kurs rynku motoryzacyjnego, choć w danych widać większą rozwagę po stronie konsumentów. Z jednej strony wzrost sprzedaży detalicznej z września potwierdza dobrą kondycję popytu na dobra trwałe, z drugiej – spadek wskaźników nastrojów i rekordowy odsetek osób deklarujących, że to dobry czas na oszczędzanie, schładzają plany zakupowe. Na OTOMOTO rośnie sezonowo podaż aut używanych, lecz wydłuża się czas sprzedaży. Segment nowych aut utrzymuje historycznie wysoką aktywność kupujących – widoczny efekt konkurencyjnych cen i wyprzedaży rocznikowych. Motocykle naturalnie zwalniają po letnim szczycie, a w maszynach ciężkich niższa podaż spotyka się z wysoką gotowością do zakupu.

Motoryzacja wciąż jednym z filarów sprzedaży detalicznej

Wrzesień przyniósł mocne odbicie w sprzedaży – dane GUS pokazują, że polscy konsumenci wciąż są aktywni. Sprzedaż detaliczna wzrosła o 6,4% r/r, a segment motoryzacyjny zanotował imponujące +15%. Dwucyfrowe wzrosty widać też w innych kategoriach dóbr trwałych, takich jak meble, RTV/AGD czy tekstylia, co potwierdza, że jesień zaczęła się dla handlu w dobrym rytmie.

Październik jednak przyniósł lekkie ochłodzenie nastrojów. Wskaźniki koniunktury konsumenckiej spadły – bieżący do −10,9 pkt., a wyprzedzający do −6,6 pkt. Coraz więcej osób deklaruje, że to dobry moment, by odkładać pieniądze (7,34% – najwyższy wynik od lat), a mniej planuje duże wydatki, w tym zakup samochodu (6,17% – najniżej od 2023 roku). Choć inflacja stabilizuje się na poziomie 2,8%, a realne dochody rosną, widać, że entuzjazm zakupowy ustępuje miejsca większej rozwadze i planowaniu.

CEPiK: rejestracje i struktura rynku

W październiku 2025 roku zarejestrowano 385 495 samochodów – o 5% więcej niż we wrześniu, choć o 1% mniej niż rok wcześniej. 67% stanowiły przerejestrowania aut używanych, 20% to pierwsze rejestracje pojazdów importowanych, a 13% – samochody nowe.

Warto zauważyć, że październik w br., podobnie jak w 2024 roku, był miesiącem z najwyższą liczbą rejestracji w całym roku, co potwierdza jego sezonowy charakter. Na szczególną uwagę zasługuje segment aut nowych, który w ujęciu styczeń–październik urósł o 7%, utrzymując wyraźny trend wzrostowy mimo zmiennej dynamiki pozostałych segmentów rynku.

Samochody używane – więcej ostrożności, dłuższy czas sprzedaży

Na rynku aut używanych widać lekkie ożywienie – w październiku liczba ogłoszeń wzrosła o 2% w porównaniu z wrześniem. W ujęciu rocznym podaż jednak pozostaje niższa (−4% r/r), co pokazuje, że rynek wciąż działa ostrożniej niż przed rokiem. Kurczy się „środek” cenowy – samochodów w przedziale 30–50 tys. zł jest średnio o ok. 2,5 tys. mniej niż jesienią 2024 roku. To właśnie w tej kategorii widać dziś największy brak równowagi między popytem a podażą.

Maleje też rola diesli – liczba takich ofert spadła średnio o ok. 9 tys. dziennie r/r, podczas gdy ogłoszenia hybryd i aut benzynowych utrzymują się na stabilnym poziomie. Czas sprzedaży wydłużył się do 45 dni zarówno w ofertach prywatnych, jak i firmowych, co potwierdza bardziej rozważne decyzje kupujących i większą wstrzemięźliwość w wydatkach. Rynek wtórny pozostaje aktywny, ale coraz wyraźniej widać, że kierowcy liczą budżet.

Samochody nowe – rekordy aktywności mimo korekty podaży

Średnia dzienna liczba ogłoszeń nowych aut wzrosła o 2% w stosunku do września, ale spadła o 5% rok do roku, co wskazuje na utrzymującą się korektę w podaży. Jednocześnie popyt pozostaje historycznie wysoki: wskaźnik kupujących sięgnął 142% wartości bazowej, a użytkowników 136%. To efekt niższych cen wejścia w wielu modelach (w tym marek chińskich), wyprzedaży rocznikowych i intensywnych działań promocyjnych dealerów. W rezultacie nowe coraz częściej stają się realną alternatywą dla rynku wtórnego, zwłaszcza w popularnych segmentach.

Motocykle – po szczycie sezonu, ale rok do roku wciąż mocno

Po wyjątkowo aktywnym lecie rynek motocykli stopniowo zwalnia. W październiku liczba ogłoszeń spadła względem września, podobnie jak aktywność kupujących i użytkowników. To naturalny efekt kończącego się sezonu, który co roku przynosi spokojniejsze tempo na rynku jednośladów.

W ujęciu rok do roku segment nadal jednak utrzymuje solidny wzrost. Liczba ofert była wyższa o 8%, a wskaźniki kupujących i użytkowników wzrosły odpowiednio o 18 i 17 punktów procentowych. Październik można więc uznać za moment przejściowy – po rekordowych wakacjach rynek wyhamowuje, ale utrzymuje wyraźnie wyższy poziom aktywności niż przed rokiem.

Ceny aut używanych – lekki wzrost mediany i rozbieżności regionalne

Ceny aut używanych pozostają stabilne, z lekkim trendem wzrostowym. Mediana w październiku wzrosła o 801 zł do 45 800 zł. W ofertach prywatnych ceny rosną już czwarty miesiąc z rzędu (+1,42% m/m), natomiast w ogłoszeniach biznesowych widać jesienną korektę (−2,7% m/m).

Regionalnie najmocniej drożały auta w województwach: opolskim (+2 900 zł), śląskim (+1 500 zł) i zachodniopomorskim (+1 400 zł), a jedynie w podlaskim i podkarpackim odnotowano spadki. Większość regionów utrzymuje stabilny poziom cen, co potwierdza równowagę na rynku wtórnym.

Maszyny ciężkie – mało ofert, duża gotowość do zakupu

Średnia liczba aktywnych ogłoszeń spadła do ok. 32,6 tys. (−1,9% m/m; −9% r/r) – to najniższy poziom w horyzoncie 2024–2025. Jednocześnie wskaźnik kupujących utrzymał bardzo wysoki poziom 116% (+1 p.p. m/m; +21 p.p. r/r), a ruch użytkowników, choć niższy miesiąc do miesiąca (97,9%), jest zdecydowanie wyższy niż rok temu. Ograniczona podaż przy podwyższonej skłonności do zakupu skraca ścieżkę decyzyjną i zwiększa wartościowy popyt.

Ruch na OTOMOTO – więcej użytkowników i dłuższe wizyty

W październiku OTOMOTO odwiedziło 13,3 mln użytkowników (+3,3% m/m). Średni czas wizyty wydłużył się do 16 minut i 7 sekund (+5,7% m/m), przy nieznacznym spadku liczby odsłon na wizytę do 11,4 (−0,8%). W strukturze demograficznej rośnie udział użytkowników 35–44 lata (+0,6 p.p.) i 55–64 lata (+1,2 p.p.), spada 65+ (−1,7 p.p.). Najczęściej używane pozostają filtry marki (85%) i modelu (74%).

Mimo lekkiego ochłodzenia nastrojów, poziom zaangażowania jest sezonowo wysoki – wskaźnik liczby wizyt osiągnął 119%, a dzienna aktywność użytkowników 126%, najwyżej w 2025 r.

Aktualizowany co miesiąc raport OTOMOTO Insights powstaje w oparciu o dane własne OTOMOTO oraz informacje z CEPiK, GUS i NBP. Cały raport można przeglądać online na stronie: otomotoinsights.pl.

Hossa technologiczna trwa już trzy lata, ale coraz więcej sygnałów wskazuje na nadchodzące spowolnienie

Trudno mówić o klasycznej bańce spekulacyjnej, ponieważ wskaźniki wycen większości gigantów technologicznych wcale nie są oderwane od zysków. Pojawiają się jednak pierwsze pęknięcia.

Technologiczna hossa w USA, trwająca już blisko trzy lata, napędzana jest głównie przez rewolucję sztucznej inteligencji oraz potężne inwestycje w rozwój AI. Od października 2022 r. indeks S&P 500 wzrósł o około 70%, a głównym motorem wzrostu jest grupa siedmiu gigantów technologicznych, tzw. MAG7 (Amazon, Alphabet, Apple, Meta, Microsoft, Nvidia i Tesla). Hossa ta w 2025 r. przybrała na sile dzięki oczekiwanym cięciom stóp Fed oraz nadal solidnym wynikom finansowym spółek.

– Ogłaszanie wyników przez MAG7, to kulminacja sezonu, ponieważ wszyscy inwestorzy skupiają swą uwagę na ich wynikach kwartalnych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mikołaj Sobierajski, analityk rynku akcji w XTB. – To wydarzenie makroekonomiczne, na które wszyscy czekają co kwartał, a można je porównać do decyzji banków centralnych o obniżkach bądź podwyżkach stóp procentowych.

Dominujące przedsiębiorstwa technologiczne korzystają z globalnej skali, wysokich marż i przewagi konkurencyjnej wynikającej z własności intelektualnej. Indeksy, które mają ambicję odzwierciedlać kondycję gospodarki jako całości, coraz bardziej stają się barometrem nastrojów wobec kilku gigantów, a nie szerokiego rynku.

Wskaźniki wycen większości gigantów technologicznych wcale nie są oderwane od zysków, jak mogłoby się to wydawać, dlatego do niedawna trudno było mówić o klasycznej bańce spekulacyjnej. Na ścianie wzrostów pojawiają się jednak pierwsze pęknięcia. Część dużych spółek ma wyraźny problem z monetyzacją rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, wolne przepływy pieniężne zaczynają topnieć, a nakłady inwestycyjne rosną tak, jakby same w sobie były celem.

Przy okazji publikacji wyników kwartalnych przez siedmiu gigantów pojawia się pytanie, co tak naprawdę wycenia rynek. Czy chodzi jeszcze o stopniową poprawę efektywności dzięki wdrożeniu dużych modeli językowych w obecnym kształcie, czy też w coraz większym stopniu dyskontowana jest wizja AGI, czyli scenariusza bliższego literaturze fantastycznonaukowej niż aktualnym możliwościom technologicznym.

Wśród MAG7 po jednej stronie są spółki, które potrafią przełożyć przewagę techniczną na wyższe wykorzystanie infrastruktury i opłaty za dostęp do mocy obliczeniowej, a także na lepszą skuteczność reklam czy nowe usługi w wyszukiwaniu i komunikacji. Tam przyrost przychodów jest skorelowany z wdrożeniami u klientów, a rozliczenia oparte na rzeczywistym użyciu sprzyjają skalowaniu. W tym segmencie zdecydowanie znajduje się obecnie Google, Nvida, Meta. Po drugiej stronie są podmioty, które zderzają się z ryzykiem kanibalizacji dotychczasowych usług lub nie przedstawiają klarownej ścieżki do wzrostu zysków. Wielkie inwestycje w infrastrukturę bez równoległej przemiany modeli sprzedaży prowadzą do pytania o zwrot z kapitału. Do tego grona można natomiast zaliczyć Amazon, Microsoft i Apple. Rynek będzie coraz uważniej porównywał tempo realnych wdrożeń i zdolność do monetyzacji między producentami układów, dostawcami wyszukiwania i reklam a spółkami, które akcentują badania, lecz nie pokazują odpowiedniej dynamiki przychodu. Nie oznacza to rażących przecen na cenach tych spółek, jednak o ile nie pokażą one przełomowych zmian, ich wzrosty mogą zacząć wyraźnie pozostawać w tyle za konkurencją.

Apple i Amazon są na dobrej drodze, by osiągnąć nowe, historyczne rekordy. Amazon od kilku kwartałów postrzegany był przez rynek jako maruder, czemu sprzyjała narracja wolniejszego od konkurencyjnych Google Cloud i Microsoft Azure wzrostu przychodów z Amazon Web Services oraz wrażliwość na ostrożniejszego konsumenta w USA. Firma oczekuje poprawy dynamiki sprzedaży w chmurze do 22% r/r i poinformowała, że widzi pozytywne efekty inwestycji w sztuczną inteligencję. Kapitalizacja rynkowa Amazon wzrosła o prawie 240 mld USD po raporcie za III kw. w odpowiedzi na 36% wzrost r/r zysku na akcję i 13% r/r wzrost przychodów. Akcje spółki powędrowały w handlu po zamknięciu rynku niemal 10% wyżej.

W przypadku Apple pozytywne sygnały zostały zrównoważone negatywnymi. Sprzedaż w obu Amerykach zawiodła oczekiwania. Zysk na akcję giganta z Cupertino wyniósł 1,85 USD wobec 1,77 USD prognoz, a przychody 102,47 mld USD wobec 102,19 mld USD oczekiwanych. Przychody z iPhone wzrosły o 6,1% r/r do 49 mld USD. Przychody z iPad nieznacznie zawiodły oczekiwania, ale sprzedaż Mac pobiła szacunki.

Meta Platforms zanotowała znaczący spadek zysku netto, głównie z powodu jednorazowych obciążeń podatkowych i rosnących kosztów inwestycji w AI. Microsoft, mimo solidnych wyników w segmencie chmurowym, odnotował spadek notowań z uwagi na wysokie nakłady na rozwój partnerstwa z OpenAI, choć jego przychody wzrosły o 18%.

Alphabet opublikował wyniki lepsze od oczekiwań, jego zysk netto w III kw. wyniósł blisko 35 mld USD, a przychody przekroczyły 100 mld USD. Akcje wzrosły w 2025 r. o ponad 45%, osiągając nowe historyczne maksima po publikacji wyników. Alphabet udowodnił, że wyścig o AI nie musi oznaczać kanibalizacji tradycyjnego biznesu. Po raz pierwszy przychody kwartalne przekroczyły 100 mld USD, a wszystkie główne segmenty zanotowały dwucyfrowy wzrost. Gwiazdą okazał się Google Cloud, nie tylko zwiększył przychody o 34%, do 15,2 mld USD, a dochód operacyjny segmentu wzrósł o 85%.

Znaleźliśmy się w momencie kulminacyjnym trwającej od prawie trzech lat technologicznej hossy, napędzanej głównie przez siedem największych spółek technologicznych. Ich dominacja, szczególnie w sektorze sztucznej inteligencji, oraz rekordowe wyceny, takie jak przekroczenie przez Nvidię kapitalizacji 5 bln USD, wyznaczają nowe standardy i kierunki rozwoju rynku.

Tesla odnotowała rekordowe przychody i wolne przepływy (FCFF) dzięki rosnącej liczbie sprzedanych pojazdów i rosnącemu wdrożeniu magazynów energii. Spółce nadal udało się wygenerować znaczną nadwyżkę gotówki. Zarząd pozostaje optymistyczny podkreślając, że obecna produkcja służy jako podstawa do monetyzacji oferty usługowej opartej o AI. Po ogłoszeniu wyników kwartalnych akcje Tesli straciły 1,30% (do 433 USD za akcję) w handlu po zamknięciu sesji kasowej w USA.

– Siedmiu wspaniałych czyli MAG7 odpowiada już za 35-40% kapitalizacji S&P500 – komentuje M.Sobierajski z XTB. – To pokazuje skalę zainteresowania inwestorów w te konkretne spółki. – Wokół tych spółek nadal jest bardzo duży optymizm, co staje się też zagrożeniem, bo coraz trudniej będzie im dowieźć wyniki oczekiwane przez inwestorów. Jeszcze większe zagrożenie związane jest z tym, że inwestorzy mogą poczuć się przestraszeni tym, iż hossa technologiczna kończy się. Tym bardziej będziemy czekać na kolejne wyniki kwartalne.

Złoty i złoto zyskują na słabości dolara. Funt najtańszy od 2020 roku

Słabość dolara przekłada się na siłę – zarówno złota, jak i złotego. Funt traci po gorszych danych z rynku pracy. W USA powoli dążymy do otwarcia rządu.

Funt znów w odwrocie

Waluta Wielkiej Brytanii ma za sobą bardzo trudny okres. W ciągu ostatnich trzech miesięcy funt zanurkował od swoich szczytów aż 2,5%. Nie są to oczywiście wahania, które przy zmianach giełdowych będą robiły wrażenie, ale na rynku walutowym to już dużo. Co teraz zaszkodziło walucie Brytyjczyków? 11 listopada był wolny w Polsce, ale większość rynków działała normalnie. We wtorek poznaliśmy dane z brytyjskiego rynku pracy. Wynagrodzenia rosną wolniej od oczekiwań, stopa bezrobocia wzrosła bardziej niż sądzono, a liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych rośnie, co może sugerować, że kolejny miesiąc też będzie trudny. Wczorajsze dane kosztowały funta dwa grosze na wartości. W rezultacie kurs testuje obecnie poziom 4,80 zł. Ostatni raz tak tani GBP był na rynku w 2020 roku.

USA powoli otwiera rząd

Za oceanem rządzący są na dobrej drodze, by zakończyć rekordowo długi impas budżetowy skutkujący zamknięciem rządu. Musimy jednak pamiętać, że obecne porozumienie mówi tylko o 30 stycznia. W rezultacie po niemal 1,5 miesiąca zamknięcia rządu będziemy mieć 1,5 miesiąca okresu przejściowego z możliwością powtórki. Trzeba jednak pamiętać, że po tej dacie nie wszystkie programy zostaną wyłączone, bo niektóre (np. wsparcie żywnościowe) mają zapewnione dłuższe finansowanie. Jak reagują rynki? Skoro podczas zamknięcia rządu dolar zyskiwał, to nie można się dziwić, że teraz traci. Trzeba pamiętać, że ta waluta ma specyficzną pozycję na rynku. Wielu inwestorów traktuje ją jako bezpieczną przystań na trudne czasy. Również z tego powodu dolar kupowany był podczas całego impasu w USA. Teraz gdy sytuacja się uspokaja, kapitał szuka wyższych stóp zwrotu i płynie na rynki bardziej ryzykowne, czego dobrym dowodem jest chociażby umocnienie złotego.

Co zmienia słabnący dolar?

Wraz z osłabieniem się dolara często w górę idę towary w nim wyrażane. Teoretycznie powinno to powodować ich większą bezwładność w cenach lokalnych. Teoretycznie, bowiem dolar od dołka w zeszłym tygodniu odbił w górę o raptem 1%. Z kolei złoto tylko wczoraj zyskało około 4%. Tym samym uncja złota znów kosztuje 4 150 USD. Tutaj jednak mamy sytuację gdzie od kilku dni rynek czekał na sygnał, by iść w górę lub w dół, więc po przebiciu ostatnich szczytów nagle przyłączyło się wielu kupujących. Słabnący dolar to również napływ kapitału do Europy. Widać to chociażby po umocnieniu polskiej waluty, która zwyczajowo jest beneficjentem takich sytuacji. To m.in. dlatego płacimy za euro poniżej 4,23 zł.

Złoty mocny wobec dolara i funta, traci jedynie do franka

Wizja otwarcia rządu Stanów Zjednoczonych niekoniecznie umacnia dolara. Ostrzeżeniem dla inwestorów były wczorajsze dane z amerykańskiego rynku pracy opublikowane przez prywatną instytucję. W tym otoczeniu dobrze radzi sobie złoty, który szczególnie dobrze wypada względem słabego funta. Frank umacnia się na forex dzięki perspektywie porozumienia handlowego między Szwajcarią a USA.

Wtorkowe osłabienie dolara

Informacje o zakończeniu najdłuższego w historii Stanów Zjednoczonych zamknięcia rządu wcale nie umacniają amerykańskiej waluty. Tylko wczoraj osłabienie „zielonego” doprowadziło kurs głównej pary walutowej świata do 1,16 USD. Przypomnę, że jeszcze tydzień temu za jedno euro mogliśmy otrzymać 1,147 dolara. Dlaczego zatem, mimo nadziei na otwarcie rządu USA, waluta zza oceanu traci? Wczorajszy gwałtowny wystrzał miał związek ze słabymi danymi z raportu ADP. Mimo miesięcznego wzrostu zatrudnienia (w sektorze prywatnym poza rolnictwem) o 42 tys., jednocześnie wykazano redukcję miejsc pracy o 11 tysięcy w ujęciu tygodniowym. Inwestorzy tej drugiej danej nadali większą wagę, podkreślając osłabienie sytuacji w obszarze zatrudnienia pod koniec ubiegłego miesiąca. Dodatkowo dostrzegli kolejną obawę. Jeżeli okaże się, że dojdzie do otwarcia rządu, to w kolejnych tygodniach rynek otrzyma dane makroekonomiczne z instytucji publicznych. Kiedy te potwierdzą słabą kondycję gospodarki USA, będzie to argument dla FOMC do obniżania stóp procentowych, co w teorii powinno ciążyć walucie zza oceanu.

Odreagowanie niestraszne złotemu

Po wtorkowym osłabieniu waluty zza oceanu, przyszedł czas na ostudzenie emocji. W środę o poranku kurs EUR/USD wrócił do poziomów sprzed publikacji raportu ADP i o godzinie 13:00 znów oscyluje przy ważnym poziomie 1,158 USD. Do tego czasu poznaliśmy finalne dane inflacyjne zza naszej zachodniej granicy. W Niemczech dynamika cen konsumenckich to 2,3% r/r i 0,3% m/m. Odczyty były zgodne z oczekiwaniami, dlatego nie miały tak istotnego wpływu na notowania głównej pary walutowej świata jak wczorajsze dane ze Stanów. Lokalne osłabienie dolara sprzyja krajowej walucie, która pozostaje silna na forex. W momencie pisania tekstu kurs EUR/PLN to 4,23 PLN, a kurs USD/PLN to 3,65 PLN. Oznacza to, że złoty dobrze znosi dzisiejsze odreagowanie notowań głównej pary walutowej świata.

Funt w tarapatach, za to frank w świetnej formie

Jeszcze lepiej krajowa waluta wypada na wykresie GBP/PLN. Od wczoraj notowania zniżkują, sprowadzając kurs poniżej 4,80 PLN. Powodem ruchu w kierunku południowym nie jest jedynie siła złotego. W tym zestawieniu jednocześnie słabość wykazuje waluta brytyjska, którą dobiły wtorkowe publikacje makroekonomiczne. Na Wyspach wzrosło bezrobocie i to więcej, niż się spodziewano. Aktualny poziom to 5%, a prognozowano wzrost z 4,8% do 4,9%. Ostatni raz tak źle było w maju 2021 roku. Zbiega się to z gwałtownym wzrostem składanych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Oczekiwano skoku z 0,4 tys. do 20,3 tys. Okazało się jednak, że w październiku złożono ich aż 29 tys. Zła kondycja rynku pracy stwarza presję na obniżki stóp procentowych przez Bank Anglii. Problemem jest jednak uciążliwa inflacja konsumencka, która w drugiej połowie 2025 roku nie chce spadać i utrzymuje się na poziomie 3,8% r/r. Jest to powyżej celu inflacyjnego BoA (2% r/r). Połączenie wysokich cen ze słabym stanem gospodarki ciąży brytyjskiej walucie, która pozostaje słaba na rynku walutowym.

W środę złoty traci jedynie do szwajcarskiego franka. Kurs CHF/PLN wzrósł powyżej 4,57 PLN. Siła franka wynika z pogłosek o możliwym porozumieniu Helwetów z Amerykanami w sprawie ceł. Mowa to u możliwości obniżenia taryf do 15% z aktualnie obowiązujących 39%. Informacja wspiera franka nie tylko do złotego, ale na całym forex.

Michał Kobosko: Europa powinna wzmacniać NATO, nie budować konkurencyjnej armii

Nie ma sensu tworzenie „armii europejskiej” ani budowanie struktur równoległych czy konkurencyjnych wobec Sojuszu Północnoatlantyckiego. NATO jest naturalnym miejscem, by w ramach jego europejskiego filaru funkcjonowały siły szybkiego reagowania przeznaczone do działań kryzysowych, czy to w odpowiedzi na zewnętrzną agresję, czy na nagłe katastrofy naturalne wymagające błyskawicznej obecności wojskowej na terenie kilku państw. Potrzebujemy elastycznych formacji zdolnych do szybkiego działania, lecz to NATO powinno być podstawowym mechanizmem takiej reakcji.

– Pytanie, które stawiam wojskowym, brzmi: czy warto rozwijać te zdolności w ramach NATO jako europejski filar? Wydaje mi się, że to najbardziej uzasadnione podejście, zwłaszcza wobec rosnącej niepewności co do trwałości amerykańskiego zaangażowania – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Michał Kobosko, poseł do Parlamentu Europejskiego. – Pentagon dokonuje obecnie przeglądu globalnej obecności sił USA i jest prawdopodobne, że decyzje zapadłe w jego efekcie doprowadzą do redukcji liczby żołnierzy w Europie. Priorytety Waszyngtonu mogą się przesunąć w stronę teatru azjatyckiego, który jest dziś postrzegany jako główne pole rywalizacji o interesy Stanów Zjednoczonych. W praktyce oznacza to, że nie możemy polegać wyłącznie na stałej, dużej obecności amerykańskiej. Nawet deklaracje polityczne, choć ważne, nie zawsze gwarantują długotrwałe rozwiązania. Interesy strategiczne i oceny wojskowe często kształtują realne decyzje o alokacji sił. W tej sytuacji rozsądne jest wzmacnianie europejskich zdolności reagowania w ramach NATO, a nie budowanie alternatywnej, odrębnej struktury. Koncepcja „armii europejskiej” jako konkurenta NATO wydaje mi się niepraktyczna: brakuje na nią środków, zasobów ludzkich i sprzętowych, a tworzenie równoległych struktur mogłoby osłabić, zamiast wzmocnić, naszą obronę. Skuteczniejsze będzie rozwijanie interoperacyjności, współpracy i zdolności szybkiego reagowania państw europejskich w ramach sojuszniczych mechanizmów – podsumował Michał Kobosko.