System wczesnego ostrzegania – czyli jak nie zostać „podgrzewaną żabą”

0

Firma, która nie śledzi i nie ocenia zmian w otoczeniu jest jak „podgrzewana żaba”. Ignorowanie trendów może w końcu doprowadzić do utraty pozycji konkurencyjnej nawet przez najsilniejszych graczy – podkreśla dr Adam Kowalik z Katedry Zarządzania Uniwersytetu SWPS

Dla każdej firmy, która uważnie i systematycznie obserwuje i analizuje swoje otoczenie konkurencyjne i rynkowe, emergencja[2] może być szansą, ponieważ odpowiednio wczesne wykrycie symptomów zmian daje możliwość odpowiedniej reakcji strategicznej. W przeciwnym wypadku, gdy firma nie śledzi otoczenia, emergencja stanowi zagrożenie. Niedostrzegane zmiany zachodzące w otoczeniu mogą doprowadzić do upadku nawet największych graczy. Podobnie jak w znanej historii o żabie w garnku z bardzo powoli podgrzewającą się wodą, która nie jest w stanie wyczuć małych wzrostów temperatury i wyskoczyć, kiedy jeszcze ma siłę.

System wczesnego ostrzegania

Mechanizmem wspierającym dostrzeganie istotnych zmian w otoczeniu jest system wczesnego ostrzegania (ang. Early Warning System, EWS), który polega na identyfikowaniu tzw. słabych sygnałów zmian. Wymusza on przewidywanie pewnych scenariuszy rozwoju sytuacji oraz zwiększa wiedzę o otoczeniu, jego elementach i interesariuszach. EWS nie jest oprogramowaniem informatycznym, tylko zestawem metod zarządzania służącym śledzeniu i krytycznemu analizowaniu zmian w otoczeniu oraz podejmowaniu na tej podstawie odpowiednich decyzji w zakresie posunięć strategicznych firmy. Ruchy te mają adresować zmiany zachodzące w otoczeniu, tak aby odpowiednio pozycjonować strategicznie firmę i utrzymać jej rynkową adekwatność.

Historie upadków

Ignorowanie dynamicznie zmieniającego się środowiska może mieć dla firmy wręcz katastrofalne skutki. „Rafy” pojawiające się w otoczeniu potrafią „zatopić” dużych graczy uznawanych  za niezatapialnych. Niektóre zmiany mogą modyfikować zasady gry w danej branży. Zachowujące równowagę robo-psy, autonomiczne pojazdy, dostawy towarów za pomocą dronów, oprogramowanie wykrywające depresję, „smartfonizacja” życia towarzyskiego, rozwój i popularyzacja gier, druk trójwymiarowy, ekonomia dzielenia się, tabletki komunikujące się z lekarzem – to tylko przykłady pewnych zdarzeń i zjawisk zachodzących w otoczeniu. Mogą one być istotnymi zakłóceniami (ang. disruptor) także w wielu pokrewnych branżach. Przykładowo, dynamiczny rozwój gier – przejawiający się choćby liczbą graczy na świecie szacowaną na ponad miliard osób – zmienia nie tylko samą branżę gier, ale wpływa także na marketing, dla którego gry stają się istotnym nośnikiem reklamowym.

Czytaj również:  Trwa hossa na rynku magazynów. W niektórych regionach Polski brakuje wolnych powierzchni do wynajęcia