Jeszcze NFP i już święta

Apetyt na ryzyko pozostaje solidny po rozpoczęciu nowego kwartału z nowymi rekordami na Wall Street i cofnięciem się dolara. Przy małej ilości istotnych wydarzeń, inwestorzy uczepiają się tego, co jest dostępne. Aktualnie obawy o trzecią falę zachorowań przykrywane są optymizmem wokół propozycji nowego pakietu fiskalnego USA. Dziś w centrum uwagi znajdzie się raport z rynku pracy USA.

Nie będę się kolejny dzień rozpisywał o planach inwestycji infrastrukturalnych i innych wydatków fiskalnych zaproponowanych przez prezydenta Bidena i podsumuję tylko, że pod dużym znakiem zapytania stoi to, ile uda się faktycznie zrealizować. Na razie jednak rynki są w trybie odbudowy optymizmu po burzliwym zamknięciu kwartału i każdy pretekst do reaktywacji hossy jest dobry. Na pewno łatwiej jest indeksom na Wall Street piąć się wyżej, gdyż z pakietem czy bez realizowane już przyspieszenie ożywienia i otwieranie gospodarki przemawia za kupowaniem akcji. Mniej jestem przekonany do ścigania proryzykownych ruchów na FX, głównie sprzedawania dolara. Bardziej skłaniam się ku opinii, że o zmianach cen wciąż decydują przepływy domykające pozycje po ostatniej fali awersji do ryzyka, a przed świątecznym długim weekendem. Przed nami obchody chrześcijańskiego święta z uczestnictwem w nabożeństwach i rodzinnymi zgromadzeniami. Pozwolę sobie na zachowanie sceptycyzmu wobec tezy, że problemy trzeciej fali już nie wrócą.

W Wielki Piątek co niektóre rynki są już zamknięte, toteż płynność systematycznie się obniża, a jeszcze przyjdzie się zmierzyć z raportem z rynku pracy USA. Konsensus rynkowy zakłada wyraźny wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w marcu – o 660 tys. nowych miejsc po 379 tys. w lutym. Stopa bezrobocia ma spaść do 6 proc. – najniżej od czasu pandemii. Marzec ma zapoczątkować okres systematycznej odbudowy miejsc pracy wraz z otwieraniem gospodarki po ostatniej fali zachorowań i przy wsparciu polityki fiskalnej. Aktywność gospodarcza jest silna, co wczoraj potwierdził indeks ISM dla przemysłu wzrastając do 64,7 (prog. 61,5, poprz. 60,8). Co istotne subindeks zatrudnienia na 59,6 znalazł się najwyżej od 2018 r. Nawet jeśli wczorajsze dane o nowych wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych za poprzedni tydzień rozczarowały (wzrost do 719 tys., prog. 675 tys.), to ten tydzień nie był brany pod uwagę przy kalkulowaniu raportu NFP. Oczekiwania przed dzisiejszym odczytem są ustawione wysoko, co automatycznie zwiększa wrażliwość na słaby odczyt. Paradoksalnie duże odchylenia niezależnie w którą stronę powinny być pozytywne dla USD. Albo dane wyraźnie rozczarują i awersja do ryzyka spowoduje wycofane kapitału w stronę bezpiecznego dolara. Albo dane będą wyraźnie mocne, podkreślając wyjątkowość ożywienia w USA i skok rentowności obligacji da wsparcie walucie. Pozostaje wąski zakres dla odczytów zbliżonych do prognoz lub nieco wyższych, który dla FX okaże się neutralny i pozwoli na podtrzymanie umiarkowanego optymizmu, z jakim wchodzimy w dzisiejszą sesję.

Wycena złotego „normalnieje” i dziś rano EUR/PLN schodzi pod 4,58. Pomagają czynniki wymienione w pierwszej części komentarza. Innymi słowy wątpię, aby nagle diametralnie odmieniło się postrzeganie złotego, czy innych walut rynków wschodzących. Wystarczy dodać, że wczoraj Ministerstwo Zdrowia poinformowało o nowym rekordzie w liczbie potwierdzonych zachorowań (35 251). Pozostaję przy zdaniu, że poziomy EUR/PLN powyżej 4,60 nie powinny być nowym, trwałym porządkiem, a są przejściową anomalią wynikłą z nagromadzenia negatywnych czynników. Niestety te czynniki (trzecia fala, wyrok SN w sprawie ustawy frankowej) jeszcze o sobie przypomną w najbliższych dniach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Powstał Indeks Łukasiewicza INNOVATOR

  • Nowy indeks na warszawskiej giełdzie jest wspólnym przedsięwzięciem promocyjnym Sieci Badawczej Łukasiewicz oraz Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW)
  • Prezentuje i promuje spółki giełdowe, które rozwijają swój potencjał
    we współpracy z polskim sektorem naukowym, reprezentowanym przez Łukasiewicza
  • Notowania wg ustalonego modelu będą publikowane codziennie od 12 kwietnia 2021r.

Koncepcję Indeksu Łukasiewicza INNOVATOR zaprezentowali Piotr Dardziński, Prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz i Marek Dietl, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) w grudniu 2020 roku podczas „Debiutu Łukasiewicza”. Dziś, 1 kwietnia 2021 r., w drugą rocznicę powstania Łukasiewicza została opublikowana lista uczestników indeksu oraz szczegółowe informacje na temat jego metodyki.

– Nastał czas, aby silniej niż kiedykolwiek wspierać i promować podmioty, które korzystają z wiedzy i kompetencji polskich naukowców. Spółki giełdowe kooperujące z Łukasiewiczem wiedzą już, że działamy nadzwyczaj sprawnie i elastycznie, bo nasz unikalny system Wyzwań Łukasiewicza pozwala w nie więcej niż 15 dni roboczych przygotować dla przedsiębiorcy propozycję opracowania skutecznego rozwiązania wdrożeniowego. Promując współpracę z polską nauką chcemy wzmocnić gen nowoczesności i innowacyjności w spółkach notowanych na giełdzie. Mamy nieosiągalny dla innych podmiotów na polskim rynku B+R zespół ponad 4500 kreatywnych ludzi (naukowców i inżynierów), którzy tworzą z pasją rozwiązania dla biznesu poszukującego innowacji. Indeks Łukasiewicza INNOVATOR już dziś skupia podmioty różnej wielkości i z różnych branż. Jednocześnie  ma potencjał do bycia znacznie szerszym, bo 4 kierunki badawcze Łukasiewicza: zdrowie, inteligentna mobilność, transformacja cyfrowa oraz zrównoważona gospodarka i energia mogą pracować na powodzenie wielu przedsięwzięć biznesowych – mówi Piotr Dardziński, Prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz.

– W ostatnich latach kompleksowo został przebudowany system wsparcia innowacyjności w Polsce. Efekty widać w liczbach – nakłady krajowe brutto na badania i rozwój wzrosły z 0,94% PKB w 2016 roku do poziomu 1,32% w roku 2019 i wyniosły 30,3 mld zł, co z kolei jest wzrostem w stosunku do 2018 roku o 18,1%. Ambitny plan na zwiększenie nakładów na badania i rozwój do 1,7% PKB w 2020 roku wydaje się więc, jak najbardziej możliwy do zrealizowania. Wiele spółek giełdowych opiera swoje strategie konkurowania na rozwijaniu innowacyjnych produktów i usług. Chcemy te spółki pokazać inwestorom poprzez umieszczenie ich w nowym indeksie INNOVATOR tworzonym z Siecią Badawczą Łukasiewicz – podkreśla Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Portfel Indeksu obejmuje spółki notowane na Głównym Rynku GPW oraz na rynku NewConnect, które współpracują z Łukasiewiczem. Wagi wszystkich spółek uczestniczących w Indeksie są równe na dzień okresowego przeglądu. Aktualizacja listy uczestników indeksu będzie przeprowadzana cztery razy do roku: po ostatniej sesji marca, czerwca, września oraz grudnia.

Indeks Łukasiewicza INNOVATOR jest kalkulowany w trybie jednolitym. Wartości Indeksu Łukasiewicza INNOVATOR będą udostępniane przez GPW Benchmark autoryzowanym agencjom informacyjnym, tak samo jak inne indeksy giełdowe.

Pierwszy portfel indeksu obejmuje 14 spółek giełdowych:Indeks Łukasiewicza INNOVATOR

Sieć bezprzewodowa w przedsiębiorstwach i jej zalety

Każda nowoczesna, rozwijająca się firma powinna obecnie działać szybko i terminowo. Jednym z czynników, które usprawniają funkcjonowanie przedsiębiorstwa jest sień bezprzewodowa WLAN. To system, która umożliwia podłączenie wielu urządzeń bez konieczności dodatkowego okablowania. Dzięki temu każdy pracownik może swobodnie przesyłać i mieć dostęp do danych z dowolnego miejsca w budynku. Jakie są zalety sieci WLAN i jak ją wdrożyć?

Sieć bezprzewodowa WLAN to obecnie standard w większości firm, ale warto mieć na uwadze fakt, że nie sama sieć jest istotna, ale prawidłowe zaplanowanie i wdrożenie. Tylko poprawnie działająca i zabezpieczona przyniesie w firmie pożądane efekty. W jaki sposób zła praca sieci bezprzewodowej wpływa na funkcjonowanie firmy?

  • znaczne spowolnienie działania firmy – brak dostępu do danych i urządzeń sprawia, że praca się opóźnia, wymaga przemieszczania się, kontaktowania z kilkoma osobami,
  • spadek wydajności pracowników – konieczność stałego przemieszczania się, przywiązania do konkretnego miejsca, w którym jest okablowanie, wpływa na stratę czasu, który mógłby być wykorzystany na kolejne działania,
  • opóźnienia w funkcjonowaniu firmy – przestoje w wysyłce faktur, zamówień, nieskończone projekty, powolne przekazywanie informacji wpływają na ogólne opóźnienia, a tym samym utratę klientów i przychodów,
  • straty finansowe – każde opóźnienie, niedotrzymanie terminu, nieprzesłanie faktury to realne straty w przychodach.

Zalety sieci bezprzewodowej WLAN w firmie

Brak prawidłowo skonfigurowanej i rozplanowanej sieci WLAN to realne straty poniesione przez firmę. Jednocześnie sieć WLAN to szereg zalet, usprawniających działanie przedsiębiorstwa, pracowników i kadry zarządzającej. W jaki sposób sieć wspomaga funkcjonowanie firmy?

  • gwarantuje szybką wymianę danych, informacji i dokumentów,
  • wygodne i komfortowe współdzielenie zasobów pomiędzy komputerami, serwerami i dodatkowymi urządzeniami, takimi jak drukarka, skaner czy fax,
  • komfortowe korzystanie z komputerów stacjonarnych i wszelkich urządzeń mobilnych (telefonów, tabletów) oraz pozostałych sprzętów, które zostały podłączone do sieci,
  • bezproblemowy dostęp do technologii z każdego miejsca w firmie, np. podczas spotkania lub w kryzysowej sytuacji,
  • sprawne działanie monitoringu z możliwością przesyłania obrazu i zdalnego zarządzania systemem,
  • swobodny dostęp do poczty mailowej, kalendarza spotkań oraz wspólnych folderów z danymi i dokumentami,
  • znaczne przyspieszenie i usprawnienie pracy pracowników, obsługi klientów i kontrahentów,
  • możliwość korzystania z nowoczesnych technologii, np. czytnika kodów QR na produkcji lub w magazynie.

Jak zabezpieczyć sieć WLAN – kontrola dostępu do sieci NAC

Wraz z planowaniem sieci dostawca IT powinien uwzględnić rozwiązania, zapewniające jej bezpieczeństwo i kontrolę dostępu. Wiąże się to nie tylko z zapewnieniem ochrony danych oraz dokumentów, ale także ewentualnymi atakami zewnętrznymi, zainfekowaniem sieci lub kradzieżą informacji. Za cyberbezpieczeństwo odpowiada m.in. kontrola dostępu do sieci NAC. System Network Access Control (NAC) łączy kilka różnych technik zabezpieczeń, dzięki czemu zapewnia kontrolę nad dostępem do sieci bezprzewodowej. Firmowe urządzenia (firmowe laptopy lub telefony komórkowe są często wyposażone w oprogramowanie antywirusowe, a ich użytkownicy, chcąc uzyskać dostęp do krytycznych zasobów, poddawani są procesowi uwierzytelniania. NAC pozwala na zastosowanie dwuetapowej weryfikacji (np. za pomocą e-maila lub SMS-ów) oraz wykorzystanie najnowszych metod szyfrowania Wi-Fi Protected Access 2 i standardów WPA3. W ten sposób możliwe jest ograniczenie dostępności zasobów sieciowych tylko do użytkowników uwierzytelnionych. Weryfikuje także nowe urządzenia, które chcą się połączyć z sieci poprzez sprawdzenie, czy spełniają postawione wymagania (najnowsze oprogramowanie antywirusowe lub brak luk).

Obecnie sieć bezprzewodowa WLAN w firmie to standard. Warto jednak pamiętać, aby stale weryfikować jej stan i bezpieczeństwo. Dzięki temu będzie ona spełniała wymagania rozwijającego się przedsiębiorstwa i działała zgodnie z jego aktualnymi potrzebami.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – marzec 2021 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 39,5% rdr do 35,8 mld zł
  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect o 30,8% do 831,0 mln zł
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 13,6% rdr do poziomu 1,5 mln szt.
  • Wzrost łącznego obrotu obligacjami na TBSP o 108,6% rdr do 42,5 mld zł
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 37,5% do poziomu 18,4 TWh
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 32,6% rdr do 10,0 TWh
  • Wzrost obrotu Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE o 133,6% rdr, do wolumenu 4,8 TWh

W marcu 2021 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 40,9 mld zł, czyli o 57,2% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła o 39,5% rdr do poziomu 35,8 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1 556,5 mln zł, o 33,5% więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec marca wyniosła 58 081,50 pkt i była o 39,5% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w marcu odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 31,6% rdr do poziomu 837,7 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect wzrosła o 30,8% rdr i wyniosła 831,0 mln zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w marcu wyniósł 1,5 mln szt., czyli o 13,6% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy spadł o 43,0% rdr do poziomu 654,1 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje spadł o 11,4% rdr do 246,7 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 107,4% rdr do 606,1 tys. szt., a wolumen obrotu opcjami spadł o 53,4% rdr do 26,3 tys. szt.

W marcu zanotowano spadek wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 23,8% rdr do poziomu 282,2 mln zł oraz spadek obrotów ETF-ami o 51,7% rdr do 70,4 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec marca 102,8 mld zł, wobec 95,6 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła o 18,2% rdr do poziomu 216,6 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 42,5 mld zł wobec 20,4 mld zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 108,6% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł 18,4 TWh, co oznacza spadek o 37,5% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 9,5% rdr do poziomu 3,2 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 42,7% rdr do poziomu 15,2 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym spadł o 32,6% rdr do 10,0 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 2,2% do poziomu 3,2 TWh. Na rynku terminowym odnotowano spadek o 42,1% rdr do poziomu 6,8 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 3,0 TWh, co oznacza wzrost o 33,5% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 25,0% rdr do poziomu 11,3 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 133,6% rdr, do wolumenu 4,8 TWh.

Kapitalizacja 382 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w marcu wyniosła 568,7 mld zł (122,0 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 433 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 135,1 mld zł (243,6 mld EUR).

Na rynku NewConnect w marcu 2021 r. zadebiutowały akcje spółki Genomtec S.A. (wartość oferty: 8,0 mln zł).

Na rynku Catalyst w marcu br. zadebiutowały obligacje miasta Puławy (wartość oferty: 24 mln zł), miasta Tarnobrzeg (wartość oferty: 27,2 mln zł) oraz miasta Konin ( wartość oferty: 26,2 mln zł).

W marcu 2021 r. na GPW odbyły się 23 sesje giełdowe, w porównaniu do 22 sesji rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Rząd zmienia programy antysmogowe. Eksperci apelują o wyższe nakłady na ten cel oraz większe wsparcie dla najuboższych

Wciąż 2,7 mln domów jednorodzinnych ogrzewanych jest za pomocą urządzeń, które nie spełniają wymogów uchwał antysmogowych – wynika z raportu Polskiego Alarmu Smogowego. Sytuację mają poprawić rządowe programy – Czyste Powietrze skierowane do właścicieli domów oraz Stop Smog dla gmin położonych na obszarze, gdzie obowiązuje uchwała antysmogowa. Oba programy zostały uproszczone, skrócono czas oczekiwania na wsparcie i wprowadzono dodatkowe zachęty, ale zdaniem ekspertów cały proces wymaga przyspieszenia i dalszych zmian. Powinny one dotyczyć m.in. zwiększenia nakładów oraz wsparcia dla najuboższych.

 Domów, które należałoby ocieplić, wyposażyć w fotowoltaikę i pompy ciepła, jest jeszcze blisko 3 mln. Dopiero wówczas można byłoby rozwiązać problem do końca – mówi agencji Newseria Biznes dr Andrzej Kassenberg, ekspert Instytutu na rzecz Ekorozwoju i Koalicji Klimatycznej.

Polskie miasta mają jedne z najgorszych wskaźników jakości powietrza i regularnie pojawiają się w rankingu Air Quality Index. 26 marca wśród siedmiu miast z największym zanieczyszczeniem powietrza znalazły się trzy polskie – Kraków, Warszawa i Wrocław (odpowiednio 3., 6. i 7. miejsce). Jedną z głównych przyczyn smogu są kopciuchy, czyli przestarzałe piece węglowe. Z raportu Polskiego Alarmu Smogowego „Domy jednorodzinne w Polsce” wynika, że od 2014 roku liczba używanych w domach jednorodzinnych w Polsce kopciuchów spadła o około 850 tys., wciąż jednak wykorzystywane są w 2,7 mln domów.

Sytuację miały zmienić rządowe programy. Czyste Powietrze, przeznaczony dla właścicieli domów jednorodzinnych, przewiduje dotacje na wymianę źródeł ciepła i termomodernizację w wysokości 30–37 tys. zł. Stop Smog skierowany jest zaś do gmin położonych na obszarze, gdzie obowiązuje tzw. uchwała antysmogowa, na wsparcie likwidacji lub wymiany źródeł ciepła na niskoemisyjne oraz termomodernizacji w budynkach osób najmniej zamożnych. Oba programy przeszły restart – uproszczono procedury, skrócono też czas oczekiwania na wsparcie.

– Jest część zmian, które należy uznać za dobre w programie Czyste Powietrze. Przede wszystkim jest to zachęcenie gmin do tego, żeby się tym zajęły. Każda gmina, która się zgłosi, a zgłosiło się już 1,2 tys., będzie dostawać 30 tys. zł rocznie na to, by tworzyć stanowiska specjalne temu poświęcone, aby ludzie z gospodarstw domowych mogli łatwiej wypełnić wszystkie formularze – wskazuje dr Andrzej Kassenberg.

W ramach nowego systemu zachęt dla gmin rząd przewidział nie tylko środki na uruchomienie punktów konsultacyjno-informacyjnych, lecz również wyższą refundację kosztów za złożone wnioski oraz premie dla gmin, z których wpłynie najwięcej wniosków. Łączny budżet na ten cel to 100 mln zł. Nowością jest także dołączenie banków do programu Czyste Powietrze. Wkrótce osiem instytucji finansowych wprowadzi ścieżkę kredytową. Dzięki gwarancjom Banku Gospodarstwa Krajowego banki będą mogły zaproponować lepsze warunki finansowania ekologicznych inwestycji, m.in. przez rezygnację z wymogu posiadania dodatkowych zabezpieczeń przez kredytobiorców. Zdaniem eksperta Koalicji Klimatycznej wprowadzane zmiany są jednak niewystarczające.

– Dla najbardziej ubogich jest to program nie do przyjęcia. Jeżeli chcemy coś zrobić i dostać tę dotację, to najpierw trzeba wydać te 30 tys. zł na termomodernizację albo zamianę starego pieca na nowy. A te rodziny po prostu nie mają zapasów gotówki – wskazuje.

Z końcem marca wystartowała z kolei druga odsłona programu Stop Smog. Wnioskodawcy (gmina, związek międzygminny, powiat) mogą uzyskać do 70 proc. dofinansowania kosztów ekologicznej inwestycji, a same muszą dołożyć 30 proc. Dzięki temu mieszkańcy tych obszarów mogą otrzymać w formie bezzwrotnej dotacji 100 proc. kosztów likwidacji lub wymiany źródeł ciepła na niskoemisyjne oraz termomodernizacji w budynkach mieszkalnych jednorodzinnych. Beneficjentem tego wsparcia mają być osoby, których nie stać na taką inwestycję.

Problemem jednak, jak zauważa ekspert, jest fakt, że nie zaproponowano zatrzymania wsparcia dla nowych kotłów spalających węgiel. Kontynuacja takiego finansowania jest niezgodna z celami polityki energetycznej państwa, która zakłada odejście od spalania węgla w gospodarstwach domowych w miastach do 2030 roku.

– Teraz wydamy pieniądze, a za dwa lata powiemy: panie, likwiduj pan, bo już nie wolno. Ponadto z punktu widzenia zmiany klimatu i ograniczenia emisji gazów cieplarnianych absolutnie nie powinno się zamieniać gorszych kotłów węglowych na lepsze kotły węglowe. Także dyskusyjna jest sprawa gazu, ale tu musimy wyważyć między zdrowiem a zmianą klimatu. Jest też problem związany z pelletem, którego też jest nie tak dużo, jak by się chciało, a ponadto jest drogi – wymienia dr Andrzej Kassenberg.

Polski Alarm Smogowy podkreśla także, że wsparcie przeznaczone na ocieplenie domów i walkę ze smogiem są niewystarczające. Eksperci wiązali duże nadzieje na zmianę tej sytuacji z Krajowym Planem Odbudowy, jednak przewidziana w nim kwota też nie jest satysfakcjonująca. KPO zakłada bowiem 3,2 mld euro na termomodernizację i wymianę kotłów w domach jednorodzinnych i wielorodzinnych, podczas gdy – zdaniem PAS – powinno to być 10 mld euro.

– Aby uzyskać znacznie wyższe tempo wymiany pieców, należałoby uprościć całą procedurę w jeszcze większym stopniu, pomóc rodzinom najuboższym tak, ażeby one były w stanie zrealizować to przedsięwzięcie. Ponadto trzeba przeznaczyć na to więcej środków – ocenia ekspert Instytutu na rzecz Ekorozwoju i Koalicji Klimatycznej. – Uważam też, że należy w większym stopniu wiązać to z fotowoltaiką i pompami ciepła niż tylko samą wymianą kotłów.

Przygotowanie stoków narciarskich do reżimu sanitarnego kosztowało 600 tys. zł. Przez zamknięty sezon przychody branży spadły o 60–80 proc.

Zamknięcie stoków w okresie świątecznym i na czas ferii zimowych znacznie ograniczyło działalność stacji narciarskich. Wiele z nich pracowało tylko przez połowę sezonu, a część stacji wykorzystało zaledwie 30 proc. zimowych dni. Przedsiębiorcy są rozgoryczeni i zapewniają, że ryzyko zarażenia koronawirusem podczas korzystania z wyciągów i jazdy na nartach było znikome. – Stworzyliśmy skuteczne zasady reżimu sanitarnego i nie znam przypadku potwierdzonego zakażenia na terenie ośrodka narciarskiego – zaznacza Piotr Rzetelski, wiceprezes stowarzyszenia Polskie Stacje Narciarskie i Turystyczne. Teraz branża apeluje o wsparcie do kolejnego sezonu zimowego.

Przedstawiciele branży informują, że skrócenie sezonu mocno wpłynęło na przychody stacji narciarskich – spadły średnio o ok. 60–80 proc., co postawiło cały sektor w dramatycznej sytuacji. Dodatkowo każdy dzień zamknięcia stoków kosztował w sumie 5 mln zł. Rozgoryczenie przedsiębiorców z branży narciarskiej pogłębia fakt, że ryzyko zarażenia podczas korzystania z wyciągów i stoków było znikome.

W wielu krajach na świecie przeprowadzono badania, w których sprawdzono możliwość zarażania się w ośrodku narciarskim. Okazało się, że przy zastosowaniu reżimu sanitarnego przebywanie na terenie otwartym powoduje bardzo małe, a wręcz znikome ryzyko zakażenia się koronawirusem – zauważa w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Rzetelski.

W kolejkach gondolowych i na wyciągach wprowadzono ograniczenie do 50 proc. zajętych miejsc, a dodatkowo w wagonikach były otwarte okna. Z kolei badania przeprowadzone latem 2020 roku w miejscowościach turystycznych w Karkonoszach i Górach Izerskich pokazały, że nie ma korelacji między zwyżką zakażeń na COVID-19 a turystyką. Przedsiębiorców dziwią decyzje rządu o zamknięciu stoków, szczególnie w kluczowym momencie dla całej branży, czyli w szczycie sezonu zimowego na przełomie grudnia i stycznia. Także w styczniu i lutym ruch turystyczny jest o wiele wyższy niż średnia z pozostałych miesięcy.

Przebywanie na świeżym powietrzu buduje odporność i jest jak najbardziej wskazane, oczywiście z zachowaniem reżimu sanitarnego – podkreśla wiceprezes stowarzyszenia Polskie Stacje Narciarskie i Turystyczne.

Przy udziale PSNiT powstały zasady reżimu sanitarnego dla stacji narciarskich, które następnie zostały pozytywnie zaopiniowane przez sanepid. Samo przygotowanie do sezonu pochłonęło 32 mln zł, a koszty uruchomienia ośrodków narciarskich w reżimie sanitarnym to kolejne 600 tys. zł.

– Przez całe ubiegłe lato zbieraliśmy informacje o doświadczeniach ze stacji narciarskich w całej Europie. Bazowaliśmy na tym, jak inni przygotowują się do zimy i sezonu narciarskiego w różnych częściach świata. Zaproponowaliśmy m.in. dobrowolnie ograniczenie liczby turystów – jeden klient na 100 mkw. powierzchni ośrodka – oraz inne środki ochronne – maseczki, dezynfekcję w każdym możliwym miejscu oraz 50 proc. przepustowości na krzesełkach czy w gondolach. Do tego większość stacji wprowadziła automaty do bezobsługowej i bezgotówkowej sprzedaży oraz zwrotu karnetów. Stworzyliśmy izolatki dla ewentualnych zarażonych oraz wydzielone tunele prowadzące do wyciągów, aby w kolejkach został zachowany dystans społeczny – wymienia Piotr Rzetelski.

O zachowaniu zasad reżimu sanitarnego systematycznie przypominały komunikaty z głośników oraz pracownicy stacji, którzy w razie uchybień zwracali uwagę narciarzom. Niektóre stacje narciarskie przed rozpoczęciem działalności zwracały się do Inspekcji Sanitarnej o wsparcie w działaniach, aby reżim sanitarny został odpowiednio zaplanowany i egzekwowany. Sanepid odwiedzał stacje i kontrolował zachowanie zasad.

Kontrole sanepidu w moim obiekcie odbywały się codziennie, ale nie traktowałem ich jako formy nacisku, ale wsparcia w zachowaniu reżimu. Z każdej kontroli powstał protokół i w żadnym z nich nie pojawiły się uwagi lub zastrzeżenia. Wszystko zostało opisane i sfotografowane, a więc posiadamy dokumentację potwierdzającą, że nasze działania były właściwe. Nigdy nie było nawet podejrzenia, że u nas mogło dojść do zarażenia koronawirusem – zapewnia wiceprezes PSNiT.

Właściciele stacji narciarskich postulują do rządu o przygotowanie instrumentu wsparcia finansowego skierowanego do branży – wnioskują o rekompensatę do 60 proc. przychodów wyliczonych ze średniej z poprzednich sezonów. Chcą również, aby wachlarz PKD kwalifikujących się do wsparcia nie był ograniczony jak w tarczy PFR 2.0. Na liście postulatów są także: ulgi lub zwolnienia z podatku od nieruchomości i podatku od budowli na rok 2021 w drodze ustawy, dofinansowanie do wynagrodzeń pracowników, umorzenia ZUS, postojowe do następnego sezonu narciarskiego oraz preferencyjne stawki kredytów pozwalające na pokrycie zobowiązań leasingowych i kredytowych gwarantowane przez Skarb Państwa.

Już wkrótce szczepienia na COVID-19 będą mogły odbywać się w aptekach. Farmaceuci gotowi na nowe obowiązki

– Duża część aptek i farmaceutów w Polsce jest przygotowana do procesu szczepień – podkreślają przedstawiciele Związku Zawodowego Pracowników Farmacji. Dzięki podpisanej właśnie przez prezydenta ustawie będzie to możliwe już w II kwartale. Kilka tysięcy farmaceutów rozpoczęło szkolenia w Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego potrzebne do tego, żeby wykonywać szczepienia. Rozszerzenie listy zawodów, które mogą to robić, ma przyspieszyć proces wyszczepiania społeczeństwa. Dodatkowe szczepionki Pfizera, który dotarły do Polski pół roku przed terminem, będą więc mogły zostać szybko wykorzystane.

Bez pomocy farmaceutów oraz pozostałych grup nie jesteśmy w stanie tak szybko zaszczepić populacji, jak byśmy tego chcieli. Jednym z liderów w zakresie szczepień na świecie jest Wielka Brytania, gdzie farmaceuci się chwalą i szczycą, że tak naprawdę dzięki nim jest tak wysoka wyszczepialność, nie tylko na COVID-19, ale i na grypę – mówi agencji informacyjnej dr n. farm. Piotr Merks, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Farmacji, sekretarz generalny Europejskich Związków Zawodowych Pracowników Zatrudnionych w Aptekach. – Gospodarka jest w fatalnym stanie i jedyną szansą ratunku w tej całej sytuacji jest to, żeby jak najwięcej ośrodków mogło pacjentów szczepić.

1 kwietnia prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, która daje prawo do kierowania pacjentów na szczepienia zdecydowanie szerszej grupie zawodów medycznych niż tylko lekarze, którzy do tej pory mogli to robić jako jedyni. W gronie tym mają się znaleźć m.in. farmaceuci, dentyści, pielęgniarki, położne czy ratownicy medyczni. Szczegółowa lista zawodów ma być opublikowana w rozporządzeniu ministra zdrowia. Farmaceuci po przejściu dwuetapowego szkolenia także będą mogli wykonywać szczepienia. Kilka tysięcy z nich przechodzi już szkolenia, które kończyć się będą egzaminem. Zmiany w Narodowym Programie Szczepień zakładają także, że szczepienia będą również odbywać się w aptekach.

– Apteki są przygotowane do prowadzenia szczepień. Bardzo duża część aptek w Polsce posiada już specjalnie przygotowane pokoje konsultacji, bo my o tym projekcie właściwie mówimy od kilku lat, a pandemia była tylko kropką nad i – podkreśla Piotr Merks. – Nasze trzy projekty badawcze już dawno wykazały, że farmaceuci, zwłaszcza ci, którzy zostali przeszkoleni, są gotowi do szczepień, a trening spowoduje, że przełamią swoje obiekcje.

Włączenie farmaceutów i aptek do NPS pozwoli zwiększyć przepustowość szczepień w obliczu zakupienia przez Polskę dodatkowej puli szczepionek Pfizera, która miała dotrzeć jesienią – to niemal milion dodatkowych dawek. Odpowiedzialny za NPS minister Michał Dworczyk zadeklarował, że na koniec marca wolnych było niemal 2,3 mln terminów.

Trzeba zebrać potrzebne materiały: igły, strzykawki, przeprowadzić odpowiedni trening, co już trwa. Obecnie 1,5 tys. farmaceutów jest po części teoretycznej szkolenia, oczekujemy na część praktyczną, w której uzyskamy certyfikaty do tego, żeby wesprzeć ośrodki, w których się szczepi na COVID-19 – mówi przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Farmacji. – Z uwagi na to, że szczepionki są dobrze poznane, jest to wiedza bardzo udoskonalona przez wiele lat, dochodząca do perfekcji, to nie jest coś bardzo skomplikowanego w podaniu. Ryzyko z nimi związane, np. wstrząsu anafilaktycznego czy działań niepożądanych, jest dosyć niskie.

W Polsce do 1 kwietnia podanych zostało ponad 6,2 mln dawek szczepienia, co nie jest równoznaczne z liczbą osób zaszczepionych (wysoką odporność dają dopiero dwie dawki). Tego dnia został również pobity rekord zakażeń i zgonów – w ciągu doby przybyło 35 251 nowych chorych oraz 621 zmarłych.

W Europie ze szczepieniami najlepiej radzi sobie Wielka Brytania, która rozpoczęła szczepienia wcześniej niż Unia Europejska i postawiła na podanie pierwszej dawki jak największej liczbie osób. Dzięki temu już około połowy liczącego ok. 67 mln ludzi kraju ma przeciwciała na COVID-19; częściowo w wyniku przejścia choroby, ale w większości w efekcie zaszczepienia. We Wspólnocie najlepiej radzi sobie obecnie Malta, a najsłabiej – Bułgaria.

– Nie można porównywać przychodni do aptek czy innych miejsc, gdzie takie szczepienia są realizowane. Tu nie chodzi o współzawodnictwo, tylko o zwiększenie dostępności dla pacjentów. Na świecie obecnie nawet personel pomocniczy w aptekach czy przychodniach już zaczął podawać szczepionki – informuje sekretarz generalny Europejskich Związków Zawodowych Pracowników Zatrudnionych w Aptekach. – Na przykładzie Irlandii i Wielkiej Brytanii widać, że duże znaczenie ma edukacja i zachęcenie pacjentów przez farmaceutę w aptece do tego, żeby się zaszczepili. Jak pacjent nie chce tego zrobić w aptece, zawsze może pójść do przychodni, ale tam pewnie dłużej poczeka. Natomiast aptekę każdy ma w promieniu 5 minut od miejsca zamieszkania.

Pandemia przyspieszyła przejście na płatności cyfrowe. Transakcje w czasie rzeczywistym wzrosły w 2020 roku o ponad 40 proc.

Pod koniec 2019 roku 40 krajów miało już rozwiązania do przetwarzania płatności w czasie rzeczywistym, a kilka kolejnych ogłosiło swoje plany uruchomienia takiej usługi przed 2023 rokiem. Pandemia koronawirusa przyspieszyła te działania. W 2020 roku przetworzono ponad 70,3 mld transakcji płatności w czasie rzeczywistym, co oznacza wzrost o 41 proc. względem 2019 roku – wynika z raportu ACI Worldwide i GlobalData. – Kraje z rozbudowaną infrastrukturą płatności cyfrowych radziły sobie lepiej z ograniczaniem negatywnych skutków ekonomicznych pandemii niż te, które jej nie mają – przekonuje Jeremy Wilmot z ACI Worldwide.

Jak wskazuje Deloitte, płatności w czasie rzeczywistym zyskiwały na znaczeniu w latach poprzedzających wybuch pandemii. Na koniec 2019 roku 40 krajów miało rozwiązania do przetwarzania płatności w czasie rzeczywistym, a kilka kolejnych ogłosiło swoje plany uruchomienia przed 2023 rokiem.

Podczas pandemii dostęp do natychmiastowych funduszy stał się nadrzędny dla konsumentów i przedsiębiorstw z punktu widzenia utrzymania płynności finansowej. Terminowość wypłat świadczeń, takich jak ubezpieczenie społeczne, zasiłki dla bezrobotnych, pomoc rządowa i inna pomoc finansowa, stała się głównym problemem. Wybuch koronawirusa skłonił również konsumentów i przedsiębiorstwa do ograniczenia gotówki i zwiększenia wykorzystania płatności zbliżeniowych.

– Pandemia zwróciła szczególną uwagę na znaczenie płatności cyfrowych i infrastruktury płatniczej. Innowacje, które normalnie pojawiłyby się w trakcie całej dekady, zostały wdrożone w ciągu jednego roku. Zmieniły się także potrzeby konsumenta, które już nie wrócą do stanu sprzed pandemii, nawet po wyjściu z kryzysu – przekonuje Jeremy Wilmot, dyrektor ds. produktu w ACI Worldwide.

Z najnowszego raportu ACI Worldwide i GlobalData wynika, że w 2020 roku przetworzono ponad 70,3 mld transakcji płatności w czasie rzeczywistym, co oznacza wzrost o 41 proc. r/r. Z 25,5 mld transakcji płatności w czasie rzeczywistym niekwestionowanym liderem są Indie. Podium uzupełniają Chiny (15,7 mld transakcji) i Korea Południowa (6 mld). W czołówce znajdują się też Tajlandia (5,2 mld), Wielka Brytania (2,8 mld), Nigeria (1,9 mld) i Japonia (1,7 mld). Szybko rośnie liczba transakcji w czasie rzeczywistym w Brazylii (1,3 mld i wzrost o 58 proc. r/r)

Do krajów najszybciej rozwijających się w zakresie płatności w czasie rzeczywistym zalicza się Chorwację z oczekiwaną roczną stopą wzrostu na poziomie 374,4 proc. w latach 2020–2025, Kolumbię (112,7 proc.), Malezję (83,9 proc.), Peru (74,4 proc.) i Finlandię (71,4 proc.)

Regionem o najwyższym wzroście (CAGR 2020–2025) będzie Ameryka Północna (36,5 proc.), ponieważ zarówno Kanada, jak i Stany Zjednoczone modernizują systemy czasu rzeczywistego (RTR i FedNow).

– Kraje posiadające już rozbudowaną infrastrukturę płatności cyfrowych radziły sobie lepiej z ograniczaniem negatywnych skutków ekonomicznych pandemii niż te, które jej nie mają. Płatności w czasie rzeczywistym umożliwiły rządom i instytucjom finansowym przyspieszenie bardzo potrzebnych i oczekiwanych dopłat oraz wypłat środków z tytułu tarcz pomocowych dla obywateli. Umożliwiły również zachowanie płynności finansowej firmom, które musiały dostosować się do zakłóconych łańcuchów dostaw – wskazuje Jeremy Wilmot.

Ponieważ miliony ludzi na całym świecie zmieniły sposób, w jaki pracują, robią zakupy i płacą, adaptacja portfela mobilnego wzrosła do historycznego poziomu 46 proc. w 2020 roku. Dla porównania w 2019 roku było to 40,6 proc. i 18,9 proc. w 2018 roku.

– Płatności w czasie rzeczywistym globalnie wciąż znajdują się w początkowej fazie rozwoju. W wielu krajach koncentrują się głównie na oczywistym przypadku użycia płatności P2P – wskazuje Samuel Murrant, główny analityk ds. płatności w GlobalData. – Pandemia dała możliwość przyspieszenia ścieżki wzrostu dla tych instrumentów.

Udział w czasie rzeczywistym globalnych transakcji elektronicznych w 2020 roku wyniósł 9,8 proc., przy 7,6 proc. w 2019 roku. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie do 17,4 proc.

Znacząco wzrosła również wartość transakcji w czasie rzeczywistym – z 69 bln dol. do 92 bln dol. w ciągu roku (wzrost o 32,8 proc. od 2019 roku). Do 2025 roku średnioroczny wzrost wyniesie 12 proc.

– Gdy konsumenci przyzwyczają się do szybkości rozliczania płatności P2P w czasie rzeczywistym, w naturalny sposób przejdą do korzystania z nich w handlu elektronicznym, porzucając stosunkowo wolniejszy i mniej wygodny proces korzystania z kart płatniczych. Stąd już tylko krok do przejścia do szybkich płatności w sklepach – wskazuje Samuel Murrant.

Stanowisko PRCH ws. ustawowej regulacji czynszów w centrach handlowych

Jesteśmy zaskoczeni i oburzeni ogłoszonymi dzisiaj przez rząd, niekonsultowanymi uprzednio z branżą, kolejnymi planami wsparcia najemców kosztem wynajmujących. Ogłoszone zmiany dotyczące ustawowego regulowania sposobu kształtowania umów najmu między dwoma niezależnymi podmiotami są zaskakującym rozwiązaniem niezgodnym z prawem. Pogłębiają nierówność stron i antagonizują uczestników rynku. Ustawodawca proponuje kolejne już, po abolicji czynszowej – art. 15ze ustawy covidowej – nieadekwatne i niedopasowane do indywidualnych sytuacji uczestników wolnego rynku – ustawowe rozwiązanie.

Przypominamy, że wynajmujący powierzchnie handlowe zostali w ciągu ostatniego roku pozbawieni około połowy swoich rocznych przychodów – 5,5 mld zł – którymi sfinansowali pomoc najemcom, ponosząc koszty abolicji czynszowej i koszty dobrowolnych, czasowych upustów w czynszach. Obecnie , również ze względu na realizowane w stosunku do podmiotów zewnętrznych swoje zobowiązania finansowe, nie mają już środków na finansowanie pomocy najemcom. Nieruchomości handlowe są finansowane w 70-80 proc. z kredytów bankowych, a umowy najmu są zabezpieczeniem spłacanych kredytów. Obniżenie łącznej wartości umów najmu, nawet o 10- 20 proc. powoduje niewypłacalność wynajmującego. W propozycji rządu pojawiają się obniżki rzędu 80 proc. podczas lockdownu oraz 50 proc. przez kolejne trzy miesiące po nim, przy całkowitym braku rekompensaty, czy wskazania możliwych źródeł wsparcia wynajmujących, czy to ze strony tarcz rządowych, czy PFR.

Rząd po raz kolejny przerzuca koszty wprowadzanych lockdownów na właścicieli i zarządców centrów handlowych, jednocześnie nie proponując im żadnej pomocy. Wynajmujący  zostali wyłączeni z jakiejkolwiek pomocy państwa. Natomiast najemcy otrzymali tę pomoc na trzech poziomach – w postaci abolicji czynszowej (art. 15ze), upustów sfinansowanych przez wynajmujących oraz od rządu w ramach tarcz pomocowych.

Wprowadzenie z jednej strony znaczących obniżek czynszów, a z drugiej możliwości decydowania przez wynajmującego o wysokości opłaty w zależności od sytuacji najemcy, nie rozwiązuje problemu, gdyż najemcy będą wybierać niezależnie od swojej sytuacji finansowej, najkorzystniejsze dla siebie rozwiązanie. Wyniki, które osiągają w centrach handlowych są często zaburzone przez wykorzystanie infrastruktury obiektów handlowych, nie tylko do handlu offline, ale również  do obsługi handlu internetowego, w postaci na przykład zwrotów towaru, które obniżają całkowity wynik obrotowy sklepu.

Żądamy od rządu wycofania się z przedstawionej propozycji lub uruchomienia adekwatnej, do narzuconych przez ustawodawcę obciążeń, pomocy skierowanej do wynajmujących, która pozwoli udzielić najemcom ogłoszonych rabatów. Stoimy również na stanowisku, że najkorzystniejszym rozwiązaniem jest uruchomienie dopłat do kosztów stałych obejmujących czynsze dla najemców, tak jak ma to miejsce w demokratycznych państwach. Zwracamy się również do sektora bankowego, który jest najważniejszym elementem funkcjonowania branży centrów handlowych, o wsparcie naszych postulatów oraz wdrożenie programu pomocy dla właścicieli centrów handlowych uwzględniającego stałe zwolnienie z części kosztów obsługi długu bankowego.

Brak symetrycznego i adekwatnego wsparcia branży centrów handlowych oraz wdrożenie rozwiązań ogłoszonych podczas konferencji prasowej KPRM będzie skutkować negatywnymi konsekwencjami dla sektora bankowego, finansującego branżę centrów handlowych oraz procesami sądowymi wobec skarbu państwa.

ATAL zakontraktował 848 lokali w Q1 2021 roku

ATAL, ogólnopolski deweloper, w pierwszym kwartale 2021 roku zakontraktował 848 mieszkań, czyli o 14,28 proc. więcej niż przed rokiem. W analogicznym okresie roku poprzedniego sprzedaż plasowała się na poziomie 742 lokali. W marcu podpisano 400 umów deweloperskich – to rekordowy miesięczny wynik w historii spółki. Spółka zakłada, że kontraktacja w 2021 roku wyniesie co najmniej 3 200 lokali.

W poszczególnych miesiącach I kwartału 2021 roku spółka zakontraktowała następującą liczbę aktywnych umów deweloperskich i przedwstępnych: styczeń – 212, luty – 236 oraz marzec – 400.

 Na koniec zeszłego roku w ofercie mieliśmy ponad 4 tys. lokali. W pierwszym kwartale zakontraktowaliśmy 848 lokali mieszkalnych, usługowych i inwestycyjnych. Ponadto w marcu sprzedając 400 lokali osiągnęliśmy historycznie najwyższy wynik sprzedaży. W kolejnych miesiącach przewidujemy utrzymanie się tendencji sprzedażowych odnotowanych w pierwszym kwartale roku. Czynnikiem wspierającym ten stan rzeczy jest naturalnie wysoki popyt, ale także atrakcyjność naszych nieruchomości na rynku inwestycyjnym – mówi Zbigniew Juroszek, prezes zarządu  ATAL S.A.  

ATAL w 2020 roku przekazał klientom 3 002 lokale mieszkaniowe i usługowe. To rekordowy wynik w historii spółki i jednocześnie wzrost o 70 proc. w stosunku do poziomu wydań wypracowanego w 2019 roku (1 769). Najwięcej lokali zostało wydanych w Warszawie (685), Łodzi (598), Krakowie (479) oraz we Wrocławiu (438).

W 2020 roku ATAL zakontraktował 2 896 lokali. To wynik zgodny z założeniami dewelopera, które uwzględniły korektę związaną z nadzwyczajną pandemiczną sytuacją. W samym tylko czwartym kwartale minionego roku nabywców znalazły 824 lokale.

W 2020 roku ATAL pozyskał 9 nowych gruntów inwestycyjnych w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Trójmieście oraz w Katowicach. Łączny koszt zakup nowych działek to ok. 51 mln zł, w przeliczeniu na 1 mkw. PUM to niespełna 600 złotych, co potwierdza realizację racjonalnej polityki zakupu działek pod inwestycje. Tereny pozwolą na realizację 86 tys. mkw. PUM. Obecny bank ziemi w posiadaniu spółki w pełni zabezpiecza plany inwestycyjne spółki na najbliższe lata.

Creepy Jar zadebiutuje na parkiecie głównym GPW już 8 kwietnia

GPW wyznaczyła datę pierwszego notowania Creepy Jar na parkiecie głównym warszawskiej giełdy na dzień 8 kwietnia 2021. Niezależny producent gier z gatunku survival simulation, o kapitalizacji wartej ponad 670 milionów złotych, będzie 16. spółką w sektorze gaming.

Creepy Jar jest wiodącym producentem gier, wyspecjalizowanym w gatunku premium indie survival simulation. Spółka jest obecnie szacowana na ok. 670 mln zł i posiada drugą najwyższą wycenę (po Columbus Energy) na rynku NewConnect i pierwszą w sektorze gamingowym. W ubiegłym roku spółka mogła pochwalić się przychodami na poziomie 18,6 mln złotych netto. Debiutowi Creepy Jar na GPW nie będzie towarzyszyła emisja ani split akcji.

Przejście na GPW jest przede wszystkim dowodem, że należymy do najważniejszych polskich spółek z sektora gamedev. Finansowanie działalności mamy już zapewnione, a celem przejścia jest utrzymanie tempa rozwoju Creepy Jar – komentuje Krzysztof Kwiatek, prezes spółki

Creepy Jar dalej rozwija swój flagowy produkt, Green Hell, poprzez aktualizacje, darmowe dodatki rozbudowujące zawartość gry oraz porty na pozostałe platformy. W 2020 roku Green Hell zadebiutował na Nintendo Switch, natomiast już w czerwcu premierę będzie miała wersja gry przystosowana do konsol poprzedniej generacji – PlayStation 4 oraz Xbox One.

– W najbliższych miesiącach naszym priorytetem jest czerwcowa premiera Green Hell na konsole. Później skupimy się nad wersjami na PlayStation 5 oraz Xbox Series X oraz kolejnymi częściami dodatku Spirits of Amazonia. Mimo, iż SoA jest darmowa dla użytkowników posiadających już grę, to nowe treści, wraz z odpowiednim modelem sprzedaży sprawiły, że blisko 2 lata od premiery, Green Hell ciągle zyskuje nowych użytkowników – komentuje prezes.

W produkcji jest również gra o kodowej nazwie Chimera, która będzie symulatorem tworzenia bazy z elementami survivalu.

Za oceanem znowu lepiej

Kolejny pakiet danych pokazuje lepsze odczyty po drugiej stronie Atlantyku. Nowe miejsca pracy w USA i lepsze dane z Kanady, a po drugiej stronie słabszy odczyt z Niemiec zachęcają inwestorów, by przenosić swoje zaangażowanie właśnie tam.

Nowe miejsca pracy w USA

Wczoraj poznaliśmy dane na temat nowych miejsc pracy w USA. Analitycy spodziewali się bardzo dużej liczby 550 tysięcy nowych miejsc pracy. Dane wskazały na 33 tysiące mniej, aczkolwiek pamiętajmy, że nadal jest to bardzo wysoki wynik. W rok poprzedzający pandemię w żadnym miesiącu wskaźnik ten nie osiągnął nawet 300 tysięcy. Dane te zostały korzystnie odebrane przez rynki, co wsparło notowania dolara. Warto pamiętać, że przybyło miejsc pracy odpowiadających za ponad 0,3% pracujących, co sugeruje, że kolejne dane o bezrobociu mogą być istotnie lepsze.

Gospodarka Kanady przyspiesza

Gospodarka Kanady, zgodnie z wczorajszymi danymi, rosła w styczniu o 0,7% w ujęciu miesięcznym. Analitycy spodziewali się wyniku o 0,2% niższego. Ostatnimi czasy gospodarka Kanady zyskuje wraz z poprawą sytuacji jej głównego partnera handlowego na południu. Rynki przyjęły ten odczyt optymistycznie i dolar kanadyjski umacniał się, względem dolara amerykańskiego, po publikacji.

Słabsze dane z Unii Europejskiej

Dzisiaj nad ranem poznaliśmy odczyt sprzedaży detalicznej w Niemczech. W ujęciu rocznym jest to imponujące 9% spadku wobec oczekiwanego 6,3%. Jest to kolejne potwierdzenie, że główna lokomotywa napędowa strefy euro ma pewne problemy obecnie. Rynki nie reagowały zbytnio na ten odczyt, gdyż w dalszej części dnia publikowane będą dane o indeksach PMI, które powinny mieć znacznie większy wpływ na rynki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu,
16:00 – USA – indeks ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Inflacja w strefie euro przyśpiesza

W tym tygodniu zostały opublikowane wyniki inflacji HICP za marzec w strefie euro. Wg danych inflacja przyśpieszyła z 0,9% r/r do 1,3% r/r. Przede wszystkim ma na to wpływ wzrost cen ropy, która pomimo wyższych cen paliw, sprzyjała wzrostowi cen w różnych sektorach gospodarki. Kraje strefy euro również w najbliższych miesiącach spodziewają się stopniowego przyśpieszenia inflacji, chociaż najprawdopodobniej nie doczekamy się 2%, które zakłada EBC. Szacuje się, że wzrost inflacji nie będzie miał wpływu na politykę pieniężną. Inflacja nadal znajduje się poniżej poziomu docelowego. Niskie stopy procentowe mają również wspierać gospodarki, które dotkliwie doświadczyły koronakryzysu i odciążyć państwa w spłacaniu, w wielu przypadkach, dużych długów.

W tym tygodniu warto również wspomnieć o wynikach z rynku pracy w USA, które są ważnym wyznacznikiem ożywienia gospodarczego. Amerykański rynek pracy jest o wiele bardziej elastyczny niż rynek pracy w Europie, a jego wyniki mają często większe znaczenie. Warto wspomnieć o Krajowym Raporcie Zatrudnienia ADP, według którego w marcu pojawiło się 517 tys. nowych miejsc pracy, co potwierdza, że gospodarka USA zaczyna odżywać.

Ten tydzień złoty rozpoczął osłabieniem. Straty nadrobił w czwartek rano i jego kurs wyniósł 4,63 PLN/EUR. W tym czasie eurodolar był na poziomie 1,173 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Maciej Kornacki nowym prezesem home.pl

Od 1 kwietnia home.pl ma nowego sternika. Jest nim Maciej Kornacki, menadżer z ponad 25-letnim doświadczeniem na rynkach europejskich, amerykańskich i azjatyckich. home.pl patrzy w przyszłość i chce tworzyć dla swoich klientów warunki, w których po pandemii nie tylko odzyskają stabilność, ale także otrzymają perspektywy dalszego rozwoju.

Maciej Kornacki to ekspert w dziedzinie strategii biznesowych, Internetu, big data i analityki. Pracował między innymi w SAS Institute – firmie, która jest największym prywatnym producentem oprogramowania analitycznego na świecie. W jej ramach odpowiadał za rynki telekomunikacyjne w Europie i Azji, a następnie za rynek globalny. Współpracując z Sharp Corp., stał na czele innowacyjnego programu monetyzacji danych. Był też jednym z liderów transformacji cyfrowej w ProSiebenSat.1 Media, największym koncernie telewizyjnym w Niemczech, w okresie bezpośrednio poprzedzającym przyjęcie firmy do DAX (top 30 niemieckich spółek giełdowych).

home.pl to największy w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej dostawca usług internetowych. To zobowiązuje. Nowoczesna technologia, jakość, niezawodność oraz innowacja były i pozostają naszymi priorytetami. Jednak wiele usług internetowych stało się elementami codzienności i tym samym nie zapewnia już przewagi konkurencyjnej. Czas dzisiaj na nowe sposoby myślenia o roli Internetu w biznesie i ewolucję naszej oferty. Zamierzamy również przyspieszyć ekspansję międzynarodową – mówi Maciej Kornacki.

Nowy prezes home.pl podkreśla też wpływ pandemii na kształtowanie trendów na rynku usług internetowych: – Na naszych oczach COVID-19 zmienia reguły gry. W nowych realiach home.pl ma bardzo jasną i niesłychanie ważną misję do spełnienia – inspirowanie oraz współtworzenie nowej rzeczywistości i nowych szans, również w obszarach edukacji czy ochrony zdrowia. Oczywiście pozostajemy kluczowym partnerem biznesowym dla MŚP w czasach postpandemicznych. Nie tylko będziemy pomagać naszym klientom przetrwać czas burzy, ale także umożliwiać im odnoszenie sukcesów w Polsce i na świecie w dobie ulegających przeobrażeniu uwarunkowań prowadzenia biznesu. To z jednej strony możliwość rozwoju dla nas, z drugiej – ogromne wyzwanie i odpowiedzialność. Jesteśmy gotowi wziąć ją na siebie – dodaje Kornacki.

home.pl to największy w Polsce dostawca usług internetowych. Jest członkiem grupy United Internet i partnerem marki 1&1 IONOS, pod której szyldem sprzedaje usługi w Czechach, Rumunii, Bułgarii, na Węgrzech i Słowacji. Firma specjalizuje się w rejestracji domen internetowych, udostępnianiu hostingu dla serwisów WWW i utrzymywaniu kont poczty e-mail. Dostarcza też gotowe oprogramowanie w postaci sklepów online i sprzedaje aplikacje oraz programy poprzez swój marketplace. Do grona użytkowników usług oferowanych przez home.pl należą przede wszystkim firmy z sektora MŚP, ale nie brakuje wśród nich dużych międzynarodowych przedsiębiorstw, a także klientów indywidualnych, którzy realizują w sieci swoje własne pomysły.

Amazon i ABB łączą siły, by wspierać rozwój elektromobilności w biznesie

Firma ABB i Amazon Web Services (AWS), spółka zależna Amazon.com, Inc., rozpoczęły wspólne prace nad rozwiązaniem chmurowym do zarządzania flotami pojazdów elektrycznych. Nowa technologia ma przyspieszyć elektryfikację flot i pomóc firmom, które decydują się na ten krok, w zachowaniu ciągłości biznesowej.

Rozwiązanie, które ma zostać uruchomione w II połowie 2021 roku, będzie opierać się na jednolitej, dostosowanej do wymogów konkretnego użytkownika, platformie. Ma ona usprawnić zarządzanie flotą i zwiększyć niezawodność na każdym etapie – od punktu ładowania aż po jakość danych w panelu użytkownika. Projekt został zainaugurowany w Berlinie.

Obecnie wielu operatorów flotowych korzysta z oprogramowania charakteryzującego się ograniczoną funkcjonalnością i stosunkowo niewielką elastycznością – problem pojawia się, gdy trzeba dostosować system do wielu modeli pojazdów elektrycznych i infrastruktury różnego typy. Technologia ładowania rozwija się bardzo szybko i konieczność dostosowania własnych systemów do tych zmian może być kosztowna. W związku z tym operatorzy flotowi, również polscy, poszukują rozwiązań, które są skalowane, bezpieczne i łatwe w adaptacji. Jednocześnie rośnie zapotrzebowanie na proste w obsłudze urządzenia do ładowania typu „plug and go”.

Efektem współpracy ABB i Amazon Web Services (AWS) ma być system do zarządzania kompatybilny ze wszystkimi modelami pojazdów i urządzeń do ładowania. Przy wykorzystaniu technologii uczenia maszynowego i zaawansowanej analityki danych, narzędzie ma posiadać takie funkcjonalności jak planowanie ładowania, monitoring w czasie rzeczywistym łącznie z zaleceniami odnośnie serwisowania, oraz wytyczanie optymalnych tras w oparciu o porę dnia, pogodę i sposób użytkowania pojazdu.

– Nowe rozwiązanie zrewolucjonizuje elektryczną mobilność integrując oprogramowanie i urządzenia w jednolity, przyjazny użytkownikowi ekosystem – mówi Frank Muehlon, dyrektor biznesu elektromobilności w Grupie ABB. – Razem z AWS możemy dać operatorom koronny argument za transformacją w stronę elektryfikacji floty.

Obecnie sektor transportu odpowiada za 23 proc. globalnej emisji CO2 związanej z energią.[1] Elektryfikacja może znacząco obniżyć poziom tej emisji. Swoją rolę w tej redukcji mają do odegrania operatorzy flot – na drogach całego świata jeździ blisko 400 tys. elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarówek[2]. Z drugiej strony wiele flot może borykać się tymi samymi wyzwaniami: dostęp do informacji o zasobach w czasie rzeczywistym, utrzymanie i serwisowanie oraz zarządzanie infrastrukturą do ładowania.

– Branże intensyfikują działania w kierunku elektryfikacji flot. Użytkownicy potrzebują niezawodnych i intuicyjnych usług, które pomogą im dostosować się do nowych modeli operacyjnych i korzystać ze swoich zasobów w sposób optymalny – powiedział Jon Allen, dyrektor w Professional Services, Automotive AWS. – ABB i AWS zagwarantują to, co jest w stanie zagwarantować chmura: dostęp do odpowiednich danych, skalę i płynność. To pomoże naszym klientom w procesie zeroemisyjnej transformacji.

[1] Making electric transport the new normal by 2030 | The Climate Group

[2] Electric Vehicle Outlook 2020, BloombergNEF

PIU: Wyniki rynku ubezpieczeniowego w 2020 r.

W 2020 r. Polacy otrzymali 39,7 mld zł odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych. Mimo pandemii, klienci nie rezygnują z ochrony ubezpieczeniowej.

W 2020 r. Polacy przeznaczyli na ubezpieczenia około 63,5 mld zł, czyli prawie tyle samo co rok wcześniej. Zachowanie przez klientów ochrony jest kluczowe, bo pandemia nie oznacza, że zwykłych, codziennych szkód zdarza się mniej – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU).

­ Przykłady prawdziwych szkód ubezpieczeniowych z 2020 r.:

Rodzaj polisy Składka Zdarzenie Pomoc dla poszkodowanych
Na życie 75 zł miesięcznie Śmierć w wyniku nieszczęśliwego wypadku podczas remontu (wybuch butli z acetylenem). Ubezpieczyciel wypłacił rodzinie zmarłego 211 tys. zł
Na wypadek nowotworu 92 zł miesięcznie Nowotwór piersi. Ubezpieczyciel wypłacił poszkodowanej 200 tys. zł

 

Moto Assistance (najszerszy zakres) 494 zł rocznie Czteroosobowa rodzina wybrała się autem na wakacje do północnych Włoch. Awaria sprawiła, że konieczne było holowanie auta do Polski. Ubezpieczyciel  zorganizował też transport lotniczy do kraju dla całej rodziny. Łączny koszt pomocy dla poszkodowanych to 20 tys. zł

 

Turystyczna 200 zł (tygodniowy wyjazd) Zakażenie SARS-CoV-2 podczas pobytu w USA. Konieczność transportu poszkodowanego ambulansem na ostry dyżur. Pięciodniowy pobyt w szpitalu. Łączny koszt pomocy dla poszkodowanego: 140 tys. zł
Turystyczna 300 zł (dwutygodniowy wyjazd) Podczas pobytu w Niemczech ubezpieczony zaczął skarżyć się na dokuczliwy kaszel i gorączkę. Konieczna była hospitalizacja. Lekarze rozpoznali zakażenie SARS-CoV-2. Łączny koszt pomocy dla poszkodowanego (hospitalizacja, badania, tlenoterapia, antybiotyki) wyniósł 15,5 tys. zł
OC komunikacyjne 1000 zł rocznie Kierowca samochodu potrącił pieszego. Pieszy doznał wielu poważnych obrażeń i urazów. Łączny koszt pomocy dla poszkodowanego wyniósł 100 tys. zł
OC w życiu prywatnym 30 zł rocznie Rowerzysta doprowadził do kolizji z samochodem osobowym. W aucie zostało zniszczone lusterko, maska i przednia szyba. Łączny koszt naprawy auta, za który zapłacił ubezpieczyciel, wyniósł 35 tys. zł
Mieszkaniowa 195 zł rocznie Zalanie mieszkania podczas nieobecności domowników. Zniszczone podłogi, zabudowa kuchenna, posadzki i drzwi z futrynami. Konieczne profesjonalne sprzątanie, dezynfekcja i osuszenie. Łączny koszt pomocy dla poszkodowanych wyniósł 31 tys. zł
Ubezpieczenie firmy 4200 zł rocznie Pożar hali serwisowo-magazynowej.

 

Odszkodowanie dla poszkodowanego przedsiębiorcy: 3 mln zł

 

 

W 2020 r. ubezpieczyciele wypłacili łącznie prawie tyle samo odszkodowań i świadczeń, co rok wcześniej. Różnica nie przekracza 3,5%. Wartość wypłat związanych z ubezpieczeniami komunikacyjnymi była bardzo podobna do tej z 2019 r., mimo mniejszego ruchu pojazdów. O ile średnia składka za ubezpieczenie OC ppm spadła z 523 zł do 500 zł, to wartość średniej szkody wzrosła z 7,8 tys. zł do 8,2 tys. zł – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

– Jeśli chodzi o ubezpieczenia na życie, wyniki odzwierciedlają niestety zwiększoną śmiertelność w Polsce w 2020 r. Wartość świadczeń z ochronnych ubezpieczeń na życie wzrosła rok do roku o ponad 10% – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Najważniejsze dane w 2020 r.:

  • 39,7 mld zł dla poszkodowanych, w tym:
    • 17,4 mld zł z ubezpieczeń na życie (w tym o 10% wyższe wypłaty z ubezpieczeń ochronnych)
    • 14,5 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC)
    • Około 7,8 mld zł z pozostałych ubezpieczeń
  • Ponad 87 mld zł aktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne
  • Prawie 17 mld zł aktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu

Silna pozycja kapitałowa ubezpieczycieli

Polscy ubezpieczyciele wypracowali 6 mld zł zysku netto, czyli o 15,6% mniej niż przed rokiem. Do budżetu państwa odprowadzili ponad 1,4 mld zł podatku dochodowego. – Ubezpieczyciele pełnią w gospodarce szczególną funkcję, łagodząc cykle koniunkturalne i będąc długoterminowym inwestorem. Ubezpieczają obroty handlowe o wartości 575 mld zł, co pozwala sprawnie funkcjonować przedsiębiorstwom w czasie pandemii. Ubezpieczyciele mają także bardzo silną pozycję kapitałową, która pozwala im prowadzić bezpieczną działalność, pomimo wahań koniunktury – podsumowuje Jan Grzegorz Prądzyński.

Ubezpieczyciele wspierają walkę z pandemią

W 2020 r. branża ubezpieczeniowa mocno zaangażowała się w pomoc w walce z pandemią.

W kwietniu PIU opracowała 14 rekomendacji dla klientów w trudnej sytuacji finansowej. Obejmowały one posiadaczy pojazdów, kredytobiorców oraz posiadaczy polis oszczędnościowych i inwestycyjnych, ponad 4 tys. touroperatorów, kilkanaście tysięcy podmiotów gospodarczych, biorących udział w likwidacji szkód oraz lekarzy i ratowników medycznych.

W listopadzie 2020 r., 18 firm ubezpieczeniowych podjęło decyzję o sfinansowaniu dodatkowego call center dla Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Dzięki temu, przez pół roku 100 dodatkowych konsultantów jest do dyspozycji osób poszukujących informacji związanych z pandemią i zakażeniem koronawirusem. W przedsięwzięciu wzięli udział: Allianz, Aviva, Axa, Compensa, Credit Agricole Ubezpieczenia, Ergo Hestia, Generali, Interrisk, MetLife, PKO Ubezpieczenia, Grupa PZU, Saltus, TUW TUW, Uniqa, Unum, Vienna Life, Warta i Wiener. – Naszą społeczną rolą jest niesienie pomocy w najtrudniejszych sytuacjach życiowych – podkreśla Jan Grzegorz Prądzyński.

9% CIT dla spółki komandytowej

Popularność spółek komandytowych wynika z ograniczonej odpowiedzialności komandytariuszy do sumy komandytowej. Jednocześnie odpowiedzialność komplementariusza jest nieograniczona, dlatego w praktyce tę funkcję często pełnią spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Podatnicy mogli więc korzystać z braku podwójnego opodatkowania (jak w przypadku spółki z ograniczoną odpowiedzialnością czy akcyjnej), przy jednoczesnym ograniczeniu odpowiedzialności prowadzonej działalności gospodarczej. Ministerstwo zauważyło powyższą zależność i postanowiło objąć spółki komandytowe podatkiem CIT od 1 stycznia 2021 r., co w praktyce oznacza podwójne opodatkowanie spółki oraz wypłat zysku dla wspólników. W związku z powyższym pojawił się szereg pytań i wątpliwości odnośnie do tego, czy spółki komandytowe będą mogły skorzystać z preferencji w postaci obniżonej stawki opodatkowania do 9%.

Warunki skorzystania ze stawki 9%

Podatnicy podatku dochodowego od osób prawnych mogą skorzystać z preferencji w postaci 9% stawki podatku dochodowego. Stawka 9% ma zastosowanie do przychodów innych niż z zysków kapitałowych, po spełnieniu określonych warunków. Zastosowanie obniżonej stawki jest preferencją podatkową, dlatego urzędy skarbowe przykładają dużą wagę do kwestii wypełnienia warunków formalnych.

Głównym warunkiem skorzystania z ulgi jest odpowiednia wysokość rocznych przychodów ubiegłorocznych oraz bieżących. Podatnicy mogą skorzystać z ulgi w przypadku, gdy przychody osiągnięte w roku podatkowym nie przekraczają kwoty wyrażonej w złotych odpowiadającej równowartości 2 mln euro, przeliczonej po średnim kursie euro na pierwszy dzień roboczy roku podatkowego. Limit ten został podniesiony od 1 stycznia 2021 r. z 1,2 mln euro, które obowiązywało w latach poprzednich.

Ponadto spółka powinna posiadać status małego podatnika. Zgodnie ze słowniczkiem wskazanym w art. 4a pkt 10 ustawy o CIT małym podatnikiem są podatnicy, których przychody ze sprzedaży (wraz z podatkiem VAT) nie przekroczyły w poprzednim roku podatkowym równowartości 2 mln euro, przeliczonej wg średniego kursu euro ogłaszanego przez NBP na pierwszy dzień października poprzedniego roku podatkowego.

Dodatkowo ustawodawca wprowadził ograniczenie uniemożliwiające przekształcenie działalności gospodarczej, tak aby móc skorzystać z tej formy opodatkowania. Dlatego stawki 9% nie stosuje się w roku podatkowym powstania oraz w kolejnym roku w stosunku do podmiotu, który powstał wskutek:

  • połączenia, podziału, przekształcenia (poza przekształceniem jednej spółki w inną);
  • przekształcenia przedsiębiorcy, osoby fizycznej lub spółki niebędącej osobą prawną;
  • wniesienia na poczet kapitału uprzednio prowadzonego przedsiębiorstwa albo składników majątkowych tego przedsiębiorstwa o wartości przekraczającej 10 tys. euro;
  • wniesienia na majątek składników uzyskanych w wyniku likwidacji innego podmiotu.

Ustawodawca chciał więc zapobiec sztucznym transakcjom, których jedynym uzasadnieniem jest możliwość skorzystania z obniżonej stawki CIT. Oznacza to, że podatnicy będący spółkami komandytowymi nie mogą dokonać odpowiednich przekształceń działalności, aby już od pierwszego okresu skorzystać z obniżonej stawki.

9% podatku a spółka komandytowa

Do 31 grudnia 2020 r. niższy CIT mogły płacić spółki akcyjne, spółki z ograniczoną odpowiedzialnością oraz komandytowo-akcyjne. Od 1 stycznia 2021 r. spółki komandytowe stały się podatnikiem podatku dochodowego od osób prawnych. Ministerstwo Finansów wyjaśniło, że pomimo iż spółki komandytowe prowadzące działalność zostały dopiero podatnikami CIT, to Ministerstwo nie traktuje takich spółek jako rozpoczynających działalność ani jako małych podatników, chyba że przychody brutto ze sprzedaży (łącznie z VAT) w 2020 r. nie przekroczą limitu 9,031 mln zł. Spółki komandytowe będą więc kontynuatorami wcześniejszej działalności, tj. prowadzonej przed 1 stycznia 2021 r. Spółka komandytowa zmieni jedynie swój status podatkowy.

Powyższe oznacza, że spółki komandytowe co do zasady będą mogły skorzystać z obniżonej stawki opodatkowania w wysokości 9% w przypadku spełnienia określonych powyżej kryteriów przychodowych. Stosunkowo późne objęcie spółek komandytowych podatkiem CIT uniemożliwiło wielu podatnikom skorzystanie z tej preferencji z uwagi na brak czasu na dostosowanie swojej działalności do kryteriów przychodowych, w szczególności do przychodów brutto z poprzedniego roku podatkowego. Należy zaznaczyć, że na potrzeby kalkulacji przychodów pod uwagę brane są różne kategorie wypłat i w konsekwencji spółki komandytowe chcące skorzystać z preferencji powinny dokonać dogłębnej analizy osiąganych przychodów brutto. Przykładowo przepisy przejściowe wskazują, że wypłata zysków wygenerowanych z działalności spółki komandytowej powinna być wliczana do przychodów.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

BADANIE: Jedna czwarta firm z sektora MŚP boi się utraty płynności finansowej i nierzetelnych kontrahentów

Jak wynika z badania „Sektor MŚP w czasie pandemii – edycja III”, zrealizowanego przez UCE RESEARCH dla Grupy Kapitałowej DGA, obecnie przedsiębiorcy najczęściej obawiają się utraty płynności finansowej – 25%. Boją się również nierzetelnych kontrahentów – 18%, a także rosnących kosztów prowadzenia działalności – 16%. Z kolei najrzadziej powodem niepokoju bywa biurokracja sprawozdawcza, konkurencja i ryzyko podejmowania złych decyzji biznesowych – po 1%.

Wyniki badania pokazują, że przedsiębiorcy z sektora MŚP obecnie najbardziej boją się utraty płynności finansowej – 25%. Jak stwierdza ekonomista Marek Zuber, ta kwestia znalazła się na pierwszym miejscu ewidentnie z powodu pandemii. Już wcześniej była podnoszona przez przedsiębiorców jako jedna z głównych obaw, ale ostatnio nabrała na znaczeniu.

– Przedsiębiorcy słusznie obawiają się utraty płynności, która może zagrozić ich istnieniu. Obecna sytuacja gospodarcza nieustannie budzi niepokój z uwagi na kolejne z rzędu tzw. zamrażanie gospodarki. Do tego wiele przedsiębiorstw nie ma odpowiednich rezerw finansowych. I tutaj tego typu obawy zaczynają nabierać bardzo realnego kształtu – komentuje Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

W drugiej kolejności ankietowani boją się nierzetelnych kontrahentów – 18%. Jak zauważa Marek Zuber, istnieje mała różnica procentowa między tą i największą obawą. Gdyby nie pandemia, byłaby ona na pierwszym miejscu, bo w Polsce faktycznie taki problem istnieje. Co więcej, jest mocno zakorzeniony, bo sięga czasów PRL-u, gdy oszukiwanie było przejawem zaradności życiowej i przedsiębiorczości.

– Przed pandemią rzeczywiście ten czynnik otwierał nasze zestawienia. Od 2019 r. zwiększyła się ilość sektorów, których on dotyczy. W związku z tym przedsiębiorcy zaczęli ostrożniej zawierać nowe kontrakty i dokładniej sprawdzać przyszłych partnerów. Szybciej też reagują na zaległości finansowe – mówi Joanna Juszczyszyn-Klimek, Dyrektor z Grupy Kapitałowej DGA.

Na trzecim miejscu znalazły się rosnące koszty prowadzenia działalności – 16%. Adrian Parol uważa, że jest to jak najbardziej uzasadniona obawa. Mamy przecież coraz wyższą inflację. Ekspert przewiduje, że ten problem wkrótce będzie jeszcze mocniej odczuwany.

– Rosną też ceny produktów. Do tego firmy muszą gwarantować bezpieczeństwo sanitarne pracownikom i klientom, co ma związek z dodatkowymi zakupami. W mojej ocenie, jednak ww. obawa wiąże się nie tyle z rosnącymi kosztami prowadzenia działalności, co z ryzykiem niezachowania właściwych proporcji między stałymi wydatkami a możliwymi i osiąganymi dochodami – dodaje Joanna Juszczyszyn-Klimek.

Spowolnienie gospodarcze znalazło się na czwartym miejscu – 12%. Zdaniem Adriana Parola, jest ono tylko jednym z kilku elementów wpływających na pogarszanie się sytuacji finansowej firm. Dlatego znajduje się poza pierwszą trójką. Według eksperta, przedsiębiorcy mają w tej kwestii większą swobodę działania, bo zawsze mogą szukać nowych rynków zbytu swoich usług lub towarów.

– Całe badanie jasno wskazuje, że właściciele firm najbardziej obawiają się tego, na co mają wpływ. Wtedy mogą być czujni i zapobiegać pewnym sytuacjom. Spowolnienie gospodarcze nie zależy natomiast od decyzji pojedynczego przedsiębiorcy – wyjaśnia Anna Szymańska, Wiceprezes Zarządu w Grupie Kapitałowej DGA.

Ponadto z badania wynika, że przedsiębiorcy boją się braku zamówień i klientów – 9%, jak również niedoboru odpowiednich pracowników – 7%. Podają też niestabilność polityczną – 7%, podnoszenie składek ZUS-owskich i podatków – po 6%, a także kontrolę ZUS-u – 5%.

Te obawy znalazły się w środku rankingu z uwagi na sytuację epidemiczną, która spowodowała głębokie i wielowymiarowe zmiany. Dlatego firmy zadecydowanie bardziej boją się utraty płynności niż np. braku odpowiednich pracowników, na których ogólnie spadło zapotrzebowanie – zaznacza mec. Parol.

Ranking zamykają takie kwestie, jak biurokracja sprawozdawcza, złe decyzje biznesowe, a także konkurencja – po 1%. Wcześniej ankietowani wymieniają zmiany w przepisach, kontakty z bankami lub firmami leasingowymi i kontrole skarbowe – po 3%. Jak podsumowuje Anna Szymańska, w większości są to czynniki, na które przedsiębiorcy nie mają realnego wpływu. Trudno więc uznać je za strategiczne dla prowadzonej działalności.

Badanie zostało wykonane przez UCE RESEARCH na zlecenie Grupy Kapitałowej DGA S.A. Analizą objęto firmy z sektora MŚP, które w dniu badania zatrudniały do 50 osób. Ankieta była prowadzona w dniach 23.02-19.03.2021 r. Wzięły w niej udział 734 podmioty. Odpowiedzi uzyskano za pomocą wywiadów telefonicznych, wspomaganych komputerowo.

Ile obecnie trwa wpis hipoteki do księgi wieczystej?

Bank, który pożycza pieniądze na zakup nieruchomości, zabezpiecza swoje interesy hipoteką. Jednak to nie bank, a kredytobiorca jest zobowiązany do złożenia wniosku o ustanowienie hipoteki w księdze wieczystej. Jak długo trzeba czekać na realizację wniosku przez sąd? Jakie są konsekwencje przekroczenia wyznaczonego przez bank terminu?

Finalizacja procedury kredytowej polega na wpisaniu hipoteki do IV rozdziału księgi wieczystej. Wniosek o wpis hipoteki składa się do sądu rejonowego właściwego ze względu na położenie nieruchomości. Konkretnie do tego, który prowadzi księgę wieczystą nieruchomości. Opłata za złożenie wniosku jest stała i wynosi 200 zł. Wniosek można złożyć samodzielnie lub przez notariusza, który jednak pobiera za to dodatkowe wynagrodzenie.

Oczekiwanie na wpis hipoteki jest uzależnione od obłożenia sprawami poszczególnych sądów. W jednych zajmuje to kilka tygodni, ale są i takie, gdzie trzeba poczekać aż kilka miesięcy. Jednym z najistotniejszych warunków decydujących o terminie, jest ilość i kolejność wpływów wniosków do sądów rejonowych.

W przypadku wpisów hipotek na rynku pierwotnym sprawa nieco się komplikuje. Należy mieć na uwadze, że wpis prawa własności lokalu i wpis hipoteki to dwie odrębne sprawy. To oznacza, że aby dokonać wpisu hipoteki, należy najpierw założyć księgę wieczystą dla lokalu i dokonać wpisu prawa własności.

W takich przypadkach zazwyczaj wszystkie sprawy dotyczące lokali wyodrębnianych z jednego budynku są dekretowane do referatu jednego referendarza i dokonywane przez niego według kolejności wpływu. Jeżeli w bloku mieszkalnym jest przykładowo 200 lokali, to czas oczekiwania na wpis hipoteki będzie dłuższy niż w bloku, w którym jest 20 lokali.

Ustanowienie hipoteki jest jednym z warunków realizacji umowy kredytowej. Jeżeli wpis nie zostanie dokonany w wyznaczonym terminie, bank musi zabezpieczyć się w inny sposób. Wtedy stosuje się tak zwane ubezpieczenia pomostowe. Niestety, wiąże się to z dodatkowym kosztem dla kredytobiorcy. Opłaty są różne i zależą od oferty, jaką zaproponuje bank. Zazwyczaj jest to od 5 do 100 zł miesięcznie, ale może to być znacznie więcej. Nie dziwi więc fakt, że kredytobiorcom zależy na tym, aby jak najszybciej ustanowić hipotekę na rzecz banku.

Aby usprawnić procedurę, można złożyć wniosek o przyśpieszenie rozpoznania sprawy poza kolejnością, co pozwala skrócić czas oczekiwania. Okazuje się, że kredytobiorcy wiedzą o takiej możliwości i często z niej korzystają, a wręcz nadużywają. W Sądzie Rejonowym w Łodzi takie wnioski stanowią aż 90% wszystkich. Dlatego w trybie przyspieszonym realizowane są wnioski tylko po wykazaniu wyjątkowych przesłanek.

Niektóre sądy rejonowe doskonale wiedzą o dodatkowych kosztach ponoszonych przez kredytobiorców, dlatego wnioski o wpis hipotek na zabezpieczenie kredytów są traktowane priorytetowo. W Sądzie Rejonowym Kraków-Podgórze, wnioski zawierające żądanie wpisu hipoteki bankowej mogą być kierowane na tak zwany dyżur hipoteczny i wówczas czas oczekiwania na jego rozpoznanie wynosi do 14 dni – o ile nie ma przeszkód do dokonania wpisu. W większość sądów nie ma wyjątków i wpisy są dokonywane w kolejności składania wniosków.

Czas oczekiwania na wpis hipoteki w księgę wieczystą zależy od obłożenia konkretnego sądu. Główną przyczyną takiej sytuacji jest oczywiście pandemia i związania z nią niepełna obsada kadrowa, w wyniku której wielu orzeczników i urzędników przebywa na zasiłkach opiekuńczych, na izolacji lub na kwarantannie. Wydłużony okres wynika również z organizacji pracy we wzmożonym reżimie sanitarnym.

Kolejnym powodem wydłużenia czasu rozpoznawania wniosków jest ciągły wzrost liczby składanych wniosków, spowodowany wpływem spraw wynikających z ustawy z dnia 20 lipca 2018 r. o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności gruntów.

Na przykład w Sądzie Rejonowym w Gdańsku-Północ, w roku 2017 Wydział III Ksiąg Wieczystych prowadził 76 646 spraw, w roku 2018 było to 81 223 spraw, zaś w roku 2019 aż 144 054 spraw. To oznacza wzrost aż o 77% prowadzonych spraw w roku 2019 w porównaniu do poprzedniego roku. Podobnie wygląda sytuacja w innych sądach, na przykład w Sądzie Rejonowym w Łodzi. Tu liczba wniosków w porównaniu do lat poprzednich wzrosła ponad dwukrotnie.

Tak długie okresy oczekiwania na wpis hipoteki są znane z przeszłości. Na przykład w latach 2003-2004 w Sądzie Rejonowym w Bydgoszczy, okres wpisu hipoteki wynosił ponad rok, gdy obecnie jest to od 4 do 9 miesięcy. Były też „lepsze lata” 2012-2013, gdy wpisanie hipoteki maksymalnie trwało 2 tygodnie.

Przy analizie trzeba wziąć pod uwagę fakt, że sądy nie prowadzą oddzielnych statystyk w zakresie ilości złożonych i rozpoznanych wniosków o wpis hipoteki, ponieważ system obsługi wydziałów ksiąg wieczystych nie pozwala na wygenerowanie takich informacji. Dlatego analiza dotyczy zarówno wniosków o wpis hipoteki, jak i wniosków o zmianę lub wykreślenie hipoteki. Jaki jest czas oczekiwania na realizację wniosków w wybranych sądach?Ile obecnie trwa wpis hipoteki do księgi wieczystej

Wnioskodawcy najszybciej uzyskają wpis hipoteki do księgi wieczystej w Opolu. Tam czas oczekiwania wynosi tylko miesiąc. Podobnie sytuacja przedstawia się w Sądzie Rejonowym w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie rozpatrzenie wniosku trwa od 1 do 2 miesięcy. Natomiast w Sądzie Rejonowym w Białymstoku, czas oczekiwania wynosi zaledwie 2 miesiące.

Najdłużej czeka się na realizację wniosku w największych miastach – Warszawie, Krakowie czy Gdańsku. Czas oczekiwania jest również uzależniony od poszczególnych wydziałów. Na przykład w Warszawie, w VI Wydziale Ksiąg Wieczystych na wpis oczekuje się 8 miesięcy, ale już w X Wydziale Ksiąg Wieczystych, czas oczekiwania na wpis wydłuża się do 11,5 miesiąca.

Autor: Marta Kubacka, ekspert portalu GetHome.pl

Bank Pekao S.A. sfinalizował transakcję z Tpay

Po zeszłotygodniowej decyzji Komisji KNF, która jednogłośnie stwierdziła brak podstaw do zgłoszenia sprzeciwu wobec planowanego bezpośredniego nabycia 38,33 proc. akcji Krajowego Integratora Płatności S.A., operatora systemu Tpay.com przez Bank Pekao, strony 31 marca br. sfinalizowały transakcję. W ten sposób powstało strategiczne partnerstwo na rynku e-commerce. Dzięki transakcji, Pekao zaoferuje swoim klientom biznesowym w pełni kompleksową ofertę akceptacji płatności, uzupełnioną o produkty dla dynamicznie rosnącego sektora sprzedaży internetowej. Zakup przez Pekao pakietu akcji KIP jest istotnym krokiem wspierającym realizację celów strategicznych banku w horyzoncie 2024 r., i przede wszystkim osiągnięcie pozycji jednego z liderów płatności e-commerce.

W grudniu 2020 roku Bank Pekao podpisał przedwstępną umowę nabycia pakietu 38,33 proc. akcji Krajowego Integratora Płatności – operatora płatności Tpay. Finalizacja transakcji była uzależniona od braku sprzeciwu KNF co do nabycia przez Pekao akcji Tpay. Po jego uzyskaniu, 31 marca br. strony zawarły umowę przyrzeczoną. Połączenie doświadczenia i zakresu oferowanych usług obu instytucji zaowocuje udostępnieniu klientom narzędzi i produktów potrzebnych do rozwoju biznesu online.

Pekao ma bogate doświadczenie w obszarze akceptacji płatności kartami i konsekwentnie wzbogaca ofertę o innowacyjne rozwiązania digital i mobile oraz obsługuje około 270 tysięcy klientów firmowych w segmencie mikroprzedsiębiorstw, SME i klientów korporacyjnych. Poprzez współpracę z Tpay, Bank będzie mógł wykorzystać potencjał wzrostowy sektora e-commerce, wzbogacając swoją ofertę akceptacji o płatności online tak, aby umożliwić w jednym miejscu szeroką ofertę, zawierającą bramkę płatniczą online, terminale płatnicze i usługi bankowe.

Bank Pekao wraz z przedstawieniem nowej strategii na lata 2021-24 rozpoczyna kolejny etap wzrostu, który będzie determinować działalność banku. Chcemy umocnić swoją obecność na rynku e-commerce, dlatego udostępnimy płatności odroczone oraz uruchomimy ofertę pożyczek gotówkowych dla klientów realizujących zakupy online. Zaoferujemy też usługi dla e-sklepów i platform online, umożliwiające sprzedaż na raty. Wraz z operatorem systemu Tpay wdrożymy bramkę płatniczą dla klientów e-commerce. Strategiczne partnerstwo Pekao i Tpay jest pierwszą współpracą tego typu w historii polskiego rynku. Z naszymi partnerami chcemy wyznaczać kierunek dalszego rozwoju płatności cyfrowych – mówi Leszek Skiba, prezes zarządu Banku Pekao S.A.

– Nawiązana bezprecedensowa na polskim rynku współpraca to połączenie doświadczenia i wiedzy banku, który jest częścią największej grupy finansowej w Europie Środkowo-Wschodniej, z doświadczeniem w obszarze e-commerce jednego z wiodących fintechów w Polsce. Bardzo mnie cieszy, że zapewnimy klientom długoterminowe wsparcie stabilnego i zaufanego partnera. Dzięki tej współpracy wprowadzimy kolejne zaawansowane i kompleksowe rozwiązania płatnicze. Zapewnią one wysokiej jakości usługi w obszarze akceptacji płatności i wyjdą naprzeciw aktualnym potrzebom partnerów biznesowych oraz klientów końcowych – mówi Paweł Działak, prezes i współzałożyciel Tpay.

Transakcja

Umowa dotyczy zakupu przez Pekao strategicznego pakietu 38,33 proc. akcji KIP. Podpisane partnerstwo umożliwia bankowi wejście na rynek e-commerce jeszcze w tym roku. Doradcami Pekao w procesie zakupu akcji KIP byli: Rymarz-Zdort (doradztwo prawne), Deloitte (podatkowe i finansowe due diligence), PwC Polska (doradztwo transakcyjne).

Synergie

Działalność Pekao w obszarze e-commerce będzie obejmować oferowanie usługi płatności dotychczasowym i nowym klientom biznesowym banku, cross-selling usług acquiringu w zakresie terminali płatniczych, a także ofertę płatności odroczonych i pożyczek gotówkowych dla klientów indywidualnych, realizujących płatności online oraz ofertę usług bankowych dla dotychczasowych i nowych klientów Tpay.

Partnerstwo, wsparte zaawansowaną technologią i dostępem do zintegrowanych kanałów płatności Tpay oraz do innowacyjnych rozwiązań w mobile i digital Pekao, pozwoli na zbudowanie ekosystemu usług płatniczo-finansowych.

Rusza Narodowy Spis Powszechny – jak bezpiecznie przekazać swoje dane

1 kwietnia startuje Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań przeprowadzany przez Główny Urząd Statystyczny. Jednym ze sposobów wypełniania ankiet będzie telefoniczna rozmowa z rachmistrzem, podczas której zapyta on m.in. o  imię, nazwisko, datę urodzenia, numer PESEL oraz o dokładny adres zamieszkania. Ekspert serwisu ChronPESEL.pl radzi, jak bezpiecznie przekazać swoje dane.

Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań odbywa się raz na 10 lat i udział w nim jest obowiązkowy. Spisać muszą się wszyscy mieszkańcy naszego kraju, w tym również cudzoziemcy oraz żyjące w Polsce osoby, które w trakcie spisu przebywać będą za granicą. Wszystko do końca września 2021 r.

Wziąć udział w spisie będzie można na kilka sposobów. Jak podaje GUS, formą obowiązkową będzie spis za pośrednictwem specjalnego formularza, który należy wypełnić na stronie https://spis.gov.pl. Jednak doświadczenia z przeprowadzonego niedawno spisu rolnego, kiedy z takiej możliwości skorzystało tylko około 20 proc. respondentów, pokazują, że nie musi to być najpopularniejsze rozwiązanie. Dlatego do osób, które nie zrobią tego same, po 15 kwietnia zadzwoni rachmistrz spisowy, który na podstawie zadanych pytań wypełni odpowiednią ankietę. Ze względu na panującą epidemię koronawirusa nie będzie wizyt rachmistrzów w domach. Możliwe za to będzie wypełnienie spisu w siedzibie  urzędu gminy. Żeby to zrobić trzeba się będzie wcześniej umówić telefonicznie. Wówczas na miejscu przygotowane zostanie specjalnie zabezpieczone stanowisko.

Zachowaj czujność i sprawdź rachmistrza

60 proc. Polaków boi się, że w czasie pandemii ich dane osobowe trafią w niepowołane ręce. Aktywni od początku epidemii koronawirusa oszuści mogą w tym wypadku próbować wyłudzić nasze dane. Jak wynika z badań przeprowadzonych pod koniec 2020 r. przez serwis ChronPESEL.pl i Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej, w czasie pandemii 18 proc. Polaków doświadczyło próby oszustwa poprzez otrzymanie podejrzanego telefonu, SMS lub wiadomości e-mail. Dodatkowo 12 proc. respondentów przyznało, że nie ma pewności, czy w czasie rozmowy nie mieli do czynienia z oszustem.

W tej sytuacji, rekomendowany przez GUS, samospis internetowy wydaje się najbezpieczniejszym rozwiązaniem. Nie wszyscy jednak skorzystają z tej formy ankiety. Na co zwrócić uwagę?

Przede wszystkim warto wiedzieć, że mamy prawo zweryfikować rachmistrza, z którym będziemy rozmawiać. Każdy uczestnik spisu może sprawdzić tożsamość swojego rozmówcy. Wystarczy poprosić o jego imię, nazwisko i numer legitymacji. Możemy je sprawdzić na stronie spisu w zakładce „Sprawdź rachmistrza” lub dzwoniąc na infolinię spisową na numer 22 279 99 99. Warto to zrobić, zanim odpowiemy na pytania. Dlatego, gdy otrzymamy telefon, weźmy potrzebne do weryfikacji dane od naszego rozmówcy i umówmy się z nim na inny termin. Wcześniej sprawdźmy, czy rzeczywiście jest tym za kogo się podaje. Możemy również sami zadzwonić na infolinię i umówić się na konkretny dzień na rozmowę – mówi Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl, partnera Krajowego Rejestru Długów.

Jeśli w późniejszym czasie spotkania bezpośrednie z rachmistrzami, w tym wizyty domowe, zostaną przywrócone, wówczas każdego odwiedzającego nas gościa powinniśmy wylegitymować. Oprócz odpowiedniego dokumentu, osoby odpowiedzialne za spis będą miały ze sobą również specjalne urządzenie spisowe.

Dlatego zwłaszcza w obecnej fazie pandemii zwróćmy  uwagę na to, że rachmistrz spisowy będzie się z nami kontaktował wyłącznie telefonicznie. W związku z tym wszystkie SMS-y lub e-maile zachęcające do kliknięcia w link lub wykonania połączenia powinniśmy potraktować jako próbę oszustwa. W ten sam sposób powinniśmy podejść również do wszystkich telefonów od rzekomych rachmistrzów w pierwszej połowie kwietnia. Śledźmy na bieżąco informacje na stronie spisu, żeby wiedzieć, kiedy przywrócone zostaną spotkania bezpośrednie. W przypadku wątpliwości zawsze możemy również zadzwonić na infolinię – dodaje Bartłomiej Drozd.

Pomóżmy seniorom

Jak informuje GUS, po zakończonym spisie, niezależnie od tego, czy zrobimy to sami, czy z pomocą rachmistrza, nikt więcej nie powinien się już z nami kontaktować.

W związku z tym nie reagujmy, jeśli po wypełnieniu spisu, ktoś będzie się chciał z nami umówić na uzupełnienie ankiety lub ponowne jej wypełnienie. Uczulmy na to również naszych bliskich i zadbajmy o to, by starsi członkowie naszej rodziny wiedzieli, jak postępować, a najlepiej sami pomóżmy im wypełnić formularz. Uważajmy też na wizyty domowe. Te w związku z panującą pandemią nie powinny mieć miejsca – mówi Bartłomiej Drozd.

Jak zapewnia GUS, wszystkie dane osobowe przetwarzane w ramach prac spisowych są poufne i podlegają szczególnej ochronie. Od momentu ich zebrania stają się danymi statycznymi i objęte zostają tajemnicą statystyczną, która ma charakter absolutny – jest wieczysta, obejmuje wszystkie dane osobowe i nie przewiduje żadnych wyjątków umożliwiających jej uchylenie. Za złamanie tajemnicy i udostępnienie tych informacji w celach innych niż przewidziane przez spis grozi odpowiedzialność karna.

Czego potrzebują innowacyjne firmy by odnieść sukces w post-pandemicznej rzeczywistości?

Druga edycja badania o innowacyjności w biznesie, przygotowana przez Mastercard i Harvard Business Review Analytic Services, pokazuje, na jakie obszary firmy powinny zwrócić uwagę, jeśli chcą odnieść sukces w post-pandemicznej rzeczywistości.

Wzrost zapotrzebowania na cyfrowe rozwiązania i spersonalizowaną obsługę klienta, jaki miał miejsce w minionym roku, sprawił, że firmy położyły jeszcze większy nacisk na innowacyjność. Jak wynika z drugiej edycji raportu Become Index, przygotowanego przez Mastercard i Harvard Business Review Analytic Services, 53% dyrektorów wyższego szczebla umieszcza innowacje na wysokim miejscu w swojej hierarchii priorytetów, zaś prawie połowa (42%) ankietowanych przedsiębiorstw zwiększyła swoje budżety na ten cel. Firmy opracowały także nowe metody zapewniania bezpieczeństwa pracownikom oraz wprowadziły nowe elementy oferty i obsługi klientów, aby lepiej chronić ich zdrowie i dbać o ich poczucie bezpieczeństwa.

Become Index to doroczne badanie, którego partnerem jest Mastercard, bazujące na Indeksie Innowatorów Biznesu opracowanym przez Harvard Business Review Analytic Services. Ankiety wśród największych na świecie firm oraz ich klientów są podstawą rekomendacji dla menedżerów, którzy chcą pobudzić innowacyjność w swoich organizacjach. W drugiej edycji badania przeprowadzono wywiady z ponad 1,8 tys. liderów biznesu i przeszło 10 tys. konsumentów z całego świata.

Najnowszy raport pokazuje, że pandemia zmieniła konsumentów i ich podejście do innowacji. Ankietowani Europejczycy mniej chętnie niż przed pandemią przyjmują zmiany w ulubionych aplikacjach i stronach internetowych – tylko 22% konsumentów uznało, że poprawione doświadczenie użytkownika jest lepsze niż poprzednie. Najważniejsze są dla nich kwestie bezpieczeństwa – 55% klientów szuka firm i marek oferujących bezpieczniejsze zakupy w pandemii. Co ciekawe, mimo rozkwitu sektora e‑commerce, Europejczycy tęsknią za relacjami osobistymi, także tymi doświadczanymi w trakcie robienia zakupów.

Raport z drugiej edycji badania wskazuje na cechy charakterystyczne innowacyjnych firm, które najlepiej odpowiadają na nowe warunki rynkowe. Są to:

  • Cyfrowa zwinność: nadążanie za coraz szybszą cyfryzacją i reagowanie na wymagania klientów w czasie rzeczywistym, co w szczególności dotyczy ich zdalnej obsługi;
  • Kompleksowa analiza danych: decyzje biznesowe podejmowane w oparciu o dane jako kluczowy element funkcjonowania organizacji;
  • „Pancerna” ochrona danych, w szczególności danych klientów;
  • Inwestycje strategiczne: świadome podejmowanie ryzyka i akceptowanie porażek jako części procesu;
  • Bliskie relacje z klientami: utrzymywanie bliskich kontaktów z klientami i wykorzystywanie ich opinii podczas tworzenia innowacji.

„Świat zaczyna wychodzić z długiego cienia pandemii. Innowacje, które przyspieszyły w tym trudnym okresie, stworzyły nowe możliwości, ale też wyzwania. Wiele przedsiębiorstw udowodniło, że potrafi działać szybko i sprawnie oraz stawić czoła niepewnej przyszłości. Istnieją jednak rozbieżności między priorytetami firm a potrzebami ich klientów w trakcie pandemii i po jej zakończeniu. Uważam, że świat biznesu i społeczeństwo muszą znaleźć nową definicję innowacyjności, a firmy zastanowić się, czy mogą nadal wprowadzać zmiany w tak szybkim tempie” – mówi Alex Clemente, dyrektor zarządzający Harvard Business Review Analytic Services.

Jak wynika z raportu Become Index, firmy, które chcą osiągać sukcesy również w przyszłości, powinny ocenić obecne czynniki ryzyka i wymagania klientów, skupiając się na pięciu głównych obszarach:

  • Odbudowa z myślą o człowieku. Z badania wynika, że 71% konsumentów chętniej kupuje produkty marek, które odzwierciedlają ich wartości oraz wyróżniają się dbałością o klientów i pracowników.
  • Przełamywanie barier zdalnej współpracy. Ponad jedna trzecia (38%) dyrektorów uważa, że praca zdalna może być przeszkodą dla dalszego rozwoju ich organizacji i wprowadzania innowacji. Rozproszenie zespołu nie tylko utrudnia współpracę (zwłaszcza tę nieformalną, która może się zawiązać spontanicznie podczas przypadkowych spotkań), lecz także oddala pracowników od narzędzi i zasobów niezbędnych do tworzenia innowacji.
  • Określanie priorytetów dla inwestycji w innowacje. Mimo postępów w szczepieniach i leczeniu chorych do najczęściej wymienianych barier dla innowacyjności należą niepewna przyszłość gospodarcza (63%) i potencjalna utrata przychodów (46%). Utrudnia to firmom podejmowanie decyzji, które innowacje wprowadzić, a z których zrezygnować.
  • Dbałość o bezpieczeństwo i ochronę danych. Zaufanie i „spokój ducha” to dziś najważniejsze potrzeby konsumentów, obok zdrowia i bezpieczeństwa oraz wygody. Mimo to zaledwie 37% firm niedawno zainwestowało lub zamierza wkrótce zainwestować w ochronę danych i cyberbezpieczeństwo. Podobnie mało, bo zaledwie 35%, deklaruje, że ich niedawne inwestycje w tym obszarze miały związek z pandemią.
  • Personalizacja relacji z klientami. Ponad jedna trzecia (36%) konsumentów jest gotowa udostępniać więcej danych na swój temat, jeśli oznaczałoby to szybszą i bardziej spersonalizowaną obsługę. Aby być blisko klienta i dobrze poznać jego potrzeby, warto zainwestować w predykcyjne, zasilane danymi i działające w czasie rzeczywistym narzędzia cyfrowe.

Wybuch pandemii zmienił świat, zmienił też potrzeby konsumentów. Nasz najnowszy raport pokazuje, że dziś oczekują oni realnych działań. Wiele biznesów nie nadąża za tymi zmieniającymi się oczekiwaniami i musi dołożyć więcej starań, żeby sprostać nowej normalności” – podsumowuje Michael Miebach, prezes i dyrektor generalny Mastercard.

Pełne wyniki badania Become Index są dostępne w dwóch osobnych raportach, pt. „Wartość doświadczenia: Potrzeby klientów motorem innowacji” oraz „Z perspektywy prezesa: droga innowacji od kryzysu do odbudowy”. Oba są dostępne (w wersji anglojęzycznej) na stronach BecomeIndex.com oraz HBR.org.

HUB4Fintech S.A. połączy się z MINUTOR Energia Sp. z o.o.

Hub4Fintech S.A. (poprzednio CWA S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect, podpisała z Minutor Energia Sp. z o.o. Plan Połączenia spółek. Po fuzji Emitent zmieni nazwę na Minutor Energia S.A. i będzie prowadził działalność przede wszystkim w branży odnawialnych źródeł energii.

Hub4Fintech S.A. podpisała w dniu 31.03.2021 r. z Minutor Energia Sp. z o.o. Plan Połączenia. Uzgodniono w nim, że planowane połączenie nastąpi poprzez przeniesienie całego majątku Minutor Energia Sp. z o.o. na Hub4Fintech S.A. w zamian za nowo emitowane Akcje Emisji Połączeniowej. Wartość obu podmiotów została ustalona przez niezależnego biegłego rewidenta i zgodnie z otrzymanymi wycenami została oszacowana na kwotę 33.735.000,00 zł dla Minutor Energia Sp. z o.o. oraz na kwotę 5.265.000,00 zł dla Hub4Fintech S.A. W wyniku połączenia spółek Emitent dokona podwyższenia kapitału zakładowego o kwotę 8.650.000,00 zł w drodze emisji 86.500.000 sztuk akcji zwykłych na okaziciela serii C po cenie emisyjnej wynoszącej 0,39 zł za 1 akcję. Zarząd Hub4Fintech S.A. jest przekonany, że połączenie spółek pozwoli wykorzystać uzupełniające się kompetencje oraz status spółki publicznej do rozwoju nowej działalności w branży OZE.

„Jestem niezwykle zadowolony, że udało nam się podpisać Plan Połączenia spółek. Fuzja z Minutor Energia otworzy nowy rozdział w naszej historii i umożliwi nam rozwój w bardzo perspektywicznej branży odnawialnych źródeł energii. Bardzo podoba nam się filozofia prowadzenia biznesu przez Minutor Energia, a także ich ambitne plany ekspansji rynkowej i wiążemy ogromne nadzieje z połączeniem naszych potencjałów. Rynek NewConnect to obecnie jedno z najlepszych miejsc do rozwijania działalności w segmencie OZE, dlatego nasza fuzja powinna przynieść korzyści Akcjonariuszom.” – ocenia Tomasz Wielgo, Prezes Zarządu Spółki Hub4Fintech S.A.

„Stanie się spółką publiczną to ogromne wyzwanie i duża odpowiedzialność, ale jesteśmy dynamicznie rosnącą organizacją, więc ten kierunek był dla nas od początku głównym celem. Cieszymy się, że proces odwrotnego połączenia możemy przeprowadzać właśnie z Hub4Fintech. Rynek OZE będzie z pewnością dynamicznie rósł w naszym kraju w kolejnych latach i chcemy wykorzystać ten dobry trend oraz osiągnąć w tej branży jak najlepszą pozycję rynkową. Mamy nadzieję, że połączenie zostanie zakończone w najbliższych miesiącach i będziemy mogli pokazać rynkowi nową strategię rozwoju oraz komunikować pozytywne zdarzenia.” – zakończył Zbisław Lasek, Prezes Zarządu Spółki MINUTOR Energia Sp. z o.o.

Jeden dzień zwrotu to za mało

Apetyt na ryzyko poprawiał się w środę na zamknięcie kwartału, ale nie ma co się dać zwieść, że złe nastroje zostały rozwiane na dobre. Ogłoszony lockdown we Francji i kanadyjskiej prowincji Ontario przypomina o ryzykach dla globalnego ożywienia. Nowy plan Bidena nie spotyka się z energiczną reakcją.

Szczegóły nowego planu fiskalnego Bidena w większości potwierdziły wcześniejsze doniesienia prasowe. W ciągu ośmiu lat kwota 2,3 bln USD ma zostać wydana na budowę dróg i mostów, wzmocnienie sektora wytwórczego i inne inwestycje. Uwaga (i krytyka) skupia się wokół finansowania wydatków, które ma odbyć się poprzez podwyżkę podatków przez kolejne 15 lat. Dodatkowe 1 bln USD szykowany też jest na edukację i ochronę zdrowia. Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA pozostają powyżej 1,70 proc., argumentując za siłą USD. Poza tym inne informacje ostatnich 24 godzin nie były nadzwyczaj optymistyczne, biorąc pod uwagę zarządzony we Francji jednomiesięczny lockdown i podobne restrykcje w kanadyjskiej prowincji Ontario. Stąd wczorajsze zastopowanie awersji do ryzyka i odbicie walut ryzykownych względem dolara nie powinno być odbierane jako punkt zwrotny. Jesteśmy w niewygodnym dla analizy zachowania cen czasie, kiedy zamknięcie kwartału nakłada się na przygotowania na świąteczny długi weekend. Niech nikogo nie zwiedzie jeden dzień realizacji zysków z pozycji, którego w kolejnych dniach mogą ponownie zarabiać.

Szczególnie, że wyjątkowość USA dalej może być solidnym argumentem zachęcającym do kupna dolara. Wspomniane wyżej rentowności to jedno, ale też napływające dane dowodzą, jak godne uznania tempo szczepień przeciw COVID-19 ułatwia otwieranie gospodarki. Dziś raport o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych ma pokazać podtrzymanie spadkowego trendu sugerującego wznowienie procesu zatrudnienia, co prawdopodobnie znajdzie też potwierdzenie w jutrzejszym raporcie NFP. Wczoraj dobrym zwiastunem był raport ADP, który wskazał na wzrost miejsc pracy w sektorze prywatnym o 517 tys. Podobnie optymistycznie powinien wybrzmieć indeks ISM dla przemysłu, kiedy popyt na dobra przemysłowe pozostaje silny i większym problemem sektora hamującym produkcję są trudności z dostawami komponentów.
W strefie euro finalny odczyt PMI dla przemysłu prawdopodobnie potwierdzi silne tempo aktywności, ale to za mało, by zneutralizować obawy o rozwój trzeciej fali zachorowań. Z taką kotwicą będzie trudno o prędkie odbicie EUR/USD i kurs może przeczekać święta blisko 1,17.

Za nami już odczyt PMI dla polskiego przemysłu i kolejny wzrost (do 54,3 z 53,4) powinien cieszyć, nawet jeśli wynik jest nieco niższy od oczekiwań (55,5). Polski przemysł korzysta na wzmocnieniu popytu w Europie, jednak przeszkodą dla rozwoju produkcji są zatory w łańcuchu dostaw. Wpływa to też na najszybszy od początku wprowadzenia badań w 1998 r. wzrost kosztów i cen wyrobów gotowych. W skrócie, dane dowodzą, że sytuacja gospodarcza nie odbiega od tendencji globalnych, a przynajmniej nie uzasadnia skali deprecjacji złotego. Powody słabości waluty leżą gdzie indziej (trzecia fala, wyrok ws. franków), ale są to czynniki przejściowe. Zatem i słabość złotego będzie przejściowa, nawet jeśli kwiecień zapowiada się na burzliwy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

70 proc. Polaków woli kupować jaja z wolnego wybiegu. Na preferencje konsumentów odpowiadają największe firmy z sektora spożywczego, w tym Lubella

Ponad 70 proc. konsumentów w Polsce zwraca uwagę na warunki hodowli kur przy wyborze jajek w sklepie – wynika z badań przeprowadzonych dla Stowarzyszenia Otwarte Klatki. Dotyczy to także żywności, do której przygotowania wykorzystywane są jajka, np. makaronów. Co istotne, w ciągu ostatnich lat świadomość w tej kwestii wśród polskich konsumentów radykalnie wzrosła. Coraz więcej producentów żywności rezygnuje więc ze stosowania jaj pochodzących z chowu klatkowego. Wśród nich jest także Lubella – największy w Polsce producent makaronów. 

Nasza decyzja o rezygnacji przez Lubellę z wykorzystania jaj z chowu klatkowego podyktowana jest potrzebami Polaków poszukujących żywności wytworzonej z naturalnych składników, najwyższej jakości, która nawiązuje do tradycyjnych smaków z dzieciństwa. Ta zmiana to również element naszych działań w zakresie społecznej odpowiedzialności biznesu – mówi Dorota Liszka, manager ds. komunikacji korporacyjnej.

Według przytaczanych przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki badań CBOS w 2018 roku sposób chowu kur był najważniejszym kryterium podczas kupowania jaj dla 35 proc. Polaków. To aż trzykrotny wzrost względem 2006 roku. W tym samym czasie o ponad połowę spadło też znaczenie ceny jako głównego kryterium zakupowego (z 27 proc. w 2006 do 11 proc. w 2018 roku).

Ubiegłoroczne badanie Biostatu dla stowarzyszenia pokazuje z kolei, że warunki hodowli kur są istotnym czynnikiem przy wyborze rodzaju jajek już dla blisko 71 proc. polskich konsumentów. Niemal tyle samo deklaruje, że jest gotowych zapłacić nawet więcej za jajka lub produkty zawierające jajka, które pochodzą z ferm zapewniających kurom lepsze warunki niż hodowla klatkowa.

– Wolny wybieg to – obok chowu ściółkowego i ekologicznego – jedna z alternatyw wobec chowu klatkowego. Każda z nich jest lepsza dla dobrostanu kur niosek. W chowie na wolnym wybiegu, z którego pochodzą jaja tzw. jedynki, kury mają w ciągu dnia dostęp do pokrytego roślinnością wybiegu, mogą przebywać na świeżym powietrzu i swobodnie się poruszać. Mają też możliwość realizacji swoich naturalnych, gatunkowych zachowań jak grzebanie w ziemi, grzędowanie i aktywne poszukiwanie pożywienia – tłumaczy Maria Madej ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki.

Oczekiwania i większa świadomość konsumentów powoli zmieniają cały polski rynek. Co prawda wciąż dominuje na nim chów klatkowy kur niosek, ale struktura systemu utrzymania kur stopniowo się zmienia.

Na ten moment ponad 140 firm działających w Polsce – w tym przedsiębiorstwa z branży spożywczej – wydało oficjalne zobowiązanie do wycofania jaj z chowu klatkowego z łańcucha produkcji lub swojej oferty najpóźniej do 2025 roku, kierując się właśnie oczekiwaniami konsumentów i troską o dobrostan zwierząt – mówi Maria Madej. – Rezygnacja z jaj klatkowych stała się niezbędnym elementem polityki CSR. Każde odpowiedzialne społecznie przedsiębiorstwo, chcąc pozostać konkurencyjne na rynku, powinno uwzględniać w swojej strategii kwestię dobrostanu zwierząt.

W gronie firm, które już zrezygnowały z jaj pochodzących z chowu klatkowego, są zarówno małe, lokalne, jak i bardzo duże polskie firmy. Dołączyła do nich także Lubella, czyli największy w Polsce producent makaronów. Marka zdecydowała się wprowadzić zmianę w recepturze, wybierając do produkcji swoich makaronów cztero- i pięciojajecznych jajka pochodzące od kur z wolnego wybiegu.

– Lubella już dwa lata temu zobowiązała się, że do 2025 roku całkowicie zrezygnuje z jaj z chowu klatkowego, ale udało nam się wyprzedzić tę deklarację. W efekcie już teraz w makaronie cztero- i pięciojajecznym wykorzystujemy jaja z wolnego wybiegu, natomiast w pozostałych produktach – z chowu ściółkowego – uściśla Dorota Liszka.

Lubella obecnie zakończyła proces wycofywania jajek pochodzenia klatkowego. Już teraz w produktach firmy znajdują się wyłącznie jajka z chowu bezklatkowego. Ten ważny krok marki popiera Stowarzyszenie Otwarte Klatki, które od 2016 roku prowadzi kampanię Jak One To Znoszą?, w ramach której podkreśla, że troska o dobrostan zwierząt jest niezbędnym elementem odpowiedzialności społecznej biznesu. Wprowadzone przez Lubellę zmiany pozytywnie wpłyną na kształtowanie świadomości konsumenckiej i promocję dobrych praktyk w biznesie, co jest wspólnym celem marki i Stowarzyszenia Otwarte Klatki.

Nord Stream 2 na ukończeniu mimo sankcji. Polska bez realnego, bezpośredniego wpływu na postępy projektu

Wciąż nie wiadomo, czy administracja Joe Bidena zdecyduje się rozszerzyć sankcje wobec projektu Nord Stream 2. Nieoficjalnie mówi się, że taka decyzja może zapaść w połowie maja. W tej chwili budowę gazociągu kontynuuje rosyjska barka Fortuna, a niedługo ma do niej dołączyć także Akademik Czerski, który ułoży na dnie morza brakujący odcinek w wyłącznej strefie ekonomicznej Danii. Gazprom informował już, że stopień gotowości projektu przekracza 90 proc. – Strona polska de facto nie ma dzisiaj możliwości oddziaływania na przyszłość Nord Stream 2 – mówi ekspert ds. rynków energetycznych Mateusz Kubiak. Jak podkreśla, jego ukończenie będzie mieć daleko idące konsekwencje gospodarcze, ale i polityczne dla całego regionu.

– Ewentualny sukces Nord Stream 2 będzie oznaczał, że Ukraina straci swoje znaczenie tranzytowe. Można domniemywać, że przez to z biegiem lat zainteresowanie sprawą ukraińską na zachodzie Europy będzie malało. Ponadto budowa Nord Stream 2 wpływa na relacje transatlantyckie oraz wewnątrz samej Unii Europejskiej. To jest sprawa głęboko dzieląca sojuszników i taką pozostanie. Z kolei jeżeli dojdzie do fiaska tego projektu, może to doprowadzić do dodatkowych zatargów pomiędzy sojusznikami po obu stronach Atlantyku. Zresztą sporów między państwami możemy się spodziewać, nawet jeśli projekt odniesie sukces – mówi agencji Newseria Biznes Mateusz Kubiak, ekspert ds. rynków energetycznych w Esperis Consulting.

Dwunitkowy gazociąg Nord Stream 2, o przepustowości 55 mld m3 rocznie, ma transportować rosyjski gaz do Niemiec po dnie Morza Bałtyckiego z pominięciem Ukrainy. Będzie przebiegać przez wody terytorialne lub wyłączne strefy ekonomiczne Finlandii, Szwecji i Danii. Wart 10 mld euro projekt infrastrukturalny na ponad rok wstrzymały amerykańskie sankcje, ponieważ USA – podobnie jak m.in. Polska, Ukraina, Łotwa i Litwa – są przeciwne inwestycji, wskazując na jej polityczny charakter. Może ona bowiem zwiększyć zależność od rosyjskiego gazu, a przy okazji zwiększyć wpływ Kremla w Europie i naruszyć jej bezpieczeństwo energetyczne.

– W przypadku oddania do użytku Nord Stream 2 zmianie ulegnie cała architektura przepływów gazu w regionie. Przesył przez Ukrainę i Słowację zostanie ograniczony, a w zamian rosyjski gaz będzie płynął na zachód od Polski i niejako oplatał Europę Środkowo-Wschodnią. Skutkiem będzie też zacementowanie roli Rosjan jako dominującego dostawcy gazu w regionie. Zyskają oni dodatkową elastyczność i będą mogli w większym stopniu oddziaływać na regionalny rynek – wymienia ekspert Esperis Consulting.

Rosja jest zdeterminowana, żeby przy poparciu Niemiec i Austrii dokończyć budowę gazociągu, którą w lutym tego roku, po ponad rocznej przerwie, wznowiła własnymi siłami. Ze względu na sankcje i naciski amerykańskiej administracji Rosjanie nie mają bowiem możliwości współpracy z zagranicznymi wykonawcami i spółkami inżynieryjnymi.

W tej chwili rosyjska barka Fortuna kontynuuje prace na jednej z dwóch nitek gazociągu (linia B). Do ułożenia pozostaje jeszcze odcinek w wyłącznej strefie ekonomicznej Danii. Do prac na linii A ma wkrótce dołączyć rosyjska układarka Akademik Czerski. Zgodnie z harmonogramem budowa obu nitek gazociągu ma potrwać do końca III kwartału br., więc magistrala powinna być gotowa pod koniec września. Gazprom informował już, że stopień gotowości projektu przekracza 90 proc.

Sekretarz stanu USA Antony Blinken poinformował w wywiadzie dla CNN, że prezydent Joe Biden uważa projekt Nord Stream 2 za „zły pomysł”, który podkopuje europejskie bezpieczeństwo energetyczne i narusza interesy Ukrainy czy Polski. Blinken przekazał tę informację również szefowi niemieckiego MSZ Heiko Maasowi, ostrzegając przy tym, że zaangażowanie w budowę gazociągu jest zagrożone amerykańskimi sankcjami. Wciąż jednak nie wiadomo, czy nowa administracja zdecyduje się je rozszerzyć.

Jak dotąd spory wokół Nord Stream 2 nie zdołały na dobre zatrzymać budowy gazociągu, ale nawet jeśli Rosji uda się go ukończyć, problematyczna pozostaje kwestia jego certyfikacji, zatwierdzenia zgodności z projektem technicznym i oddania do użytku. W tej chwili takie usługi podpadają pod amerykańskie sankcje. Kolejny problem stanowi też zgodność z regulacjami UE i znowelizowaną dyrektywą gazową, zgodnie z którą część przepustowości nowego gazociągu będzie musiała zostać udostępniona podmiotom trzecim z terenu UE, a rosyjski koncern energetyczny Gazprom nie będzie mógł m.in. sam zarządzać gazociągiem, który jednocześnie zaopatruje w surowiec.

– Na razie nie wiemy, w jakim trybie gazociąg Nord Stream 2 miałby zostać uruchomiony, ze względu na wątpliwości dotyczące unijnych regulacji. Nie wiemy też, ile tego gazu będzie przesyłane i przez kogo – mówi Mateusz Kubiak.

W październiku ubiegłego roku UOKiK nałożył ponad 29 mld zł kary na rosyjski koncern energetyczny Gazprom oraz ponad 234 mln zł na pięć pozostałych spółek uczestniczących w projekcie Nord Stream 2 (francuski Engie Energy, niemiecki Uniper, austriacki OMV, holendersko-brytyjski Shell oraz niemiecki Wintershall) i nakazał rozwiązać umowy zawarte na finansowanie budowy gazociągu. Rosjanie zaskarżyli tę decyzję, ale – jak ocenia ekspert – toczące się postępowanie też nie będzie miało większego wpływu na postępującą realizację tego projektu.

– Ta decyzja w żaden sposób nie przełożyła się na jakiekolwiek wiążące decyzje inwestorów w odniesieniu do samego projektu. Decyzja UOKiK została zaskarżona przez Rosjan i inne spółki europejskie, które współfinansują gazociąg, a sprawa zapewne będzie toczyła się latami przed poszczególnymi instancjami. Mimo to nie wpływa ona na fizycznie postępującą budowę – mówi ekspert.

Jak ocenia, na dziś Polska de facto nie ma większych możliwości oddziaływania na postępy tego projektu.

– Głównym obszarem, w którym Polska mogłaby w jakiś sposób oddziaływać na tę inwestycję, byłoby dołączenie do rozmów pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Niemcami, o których się teraz spekuluje. W świetle zapewnień amerykańskiej administracji – jako istotny sojusznik Stanów Zjednoczonych – my także powinniśmy uczestniczyć w tych konsultacjach. Natomiast to są rozmowy prowadzone zakulisowo, nie wiemy, do jakiego stopnia i czy w ogóle Polska jest przy nich obecna. Ale to nasz jedyny, pośredni sposób oddziaływania na projekt Nord Stream 2 – ocenia Mateusz Kubiak.

W ubiegłym tygodniu wiceminister infrastruktury Grzegorz Witkowski poinformował, że przy budowie Nord Stream 2 współpracują dwa statki, które są własnością niemieckiego armatora, ale pływają pod polską banderą i zostały zarejestrowane w Izbie Morskiej w Gdańsku. Obie jednostki zostały już zakwalifikowane jako łamiące sankcje i wszczęto wobec nich procedurę wyrejestrowania ich spod polskiej bandery. Jak poinformował wiceminister, w przypadku pojawienia się na polskich wodach jednostki zostaną zatrzymane w celu przeprowadzenia inspekcji.

Kolejne instytucje obniżają prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski. Pomimo dużej niepewności nie grozi nam jednak spadek PKB

Zamknięcie gospodarki wiosną 2020 roku przełożyło się na pierwszy od 30 lat spadek produktu krajowego brutto wobec poprzedniego roku. Na obecny rok instytucje krajowe i międzynarodowe przewidują wyraźne odbicie, jednak wraz z kolejnymi tygodniami lockdownu rewidują one swoje prognozy w dół. Zdaniem dra Bohdana Wyżnikiewicza nawet w czarnym scenariuszu nie grozi nam jednak kolejny rok recesji, a PKB powinien być lekko wyższy niż w 2019 roku. Wsparciem dla gospodarki będą przemysł i eksport oraz fakt, że przedsiębiorcy nauczyli się już funkcjonować w warunkach obostrzeń.

Prognozy gospodarcze na rok 2021 są raczej dobre. Nikt nie prognozuje spadku PKB w stosunku do roku 2020, kiedy mieliśmy niecałe 3 proc. obniżenia wartości PKB, czyli nastąpi odbicie. Konsensus prognoz wynosi w granicach 3–4 proc. wzrostu PKB, aczkolwiek kolejny lockdown i niepewność w związku z jego konsekwencjami spowoduje prawdopodobnie obniżanie przez ośrodki prognostyczne prognoz na ten rok. Myślę, że ten optymizm będzie trochę mniejszy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Bohdan Wyżnikiewicz, prezes Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych.

Ostatni dzień marca i I kwartału 2021 roku okazał się dniem obniżania kolejnych prognoz gospodarczych dla Polski. Najpierw Bank Światowy ściął ją z 3,5 proc. do 3,3 proc., potem agencja ratingowa Standard & Poor’s zmniejszyła swoje przewidywania z 3,8 proc. do 3,4 proc. Nawet analitycy PKO BP – choć generalnie prognozują poziomy dużo wyższe niż międzynarodowe instytucje – również obniżyły oczekiwania z 5,1 proc. do 4,7 proc. Pierwszy kwartał br. ma być według największego polskiego banku ostatnim – i czwartym z rzędu – na minusie w ujęciu rocznym. Tu też jednak nastąpiła obniżka z -0,5 proc. do -1,5 proc. Z drugiej strony zarówno Bank Światowy, jak i agencja S&P podwyższyły prognozy na 2022 rok, odpowiednio z 3,4 proc. do 4,2 proc. oraz z 4,2 proc. do 4,4 proc.

Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że o ile w roku 2020 lockdown był nowością i kraj trwał w bezruchu, o tyle dzięki tym doświadczeniom przedsiębiorcy nauczyli się działać w warunkach ograniczeń. To szczególnie jest widoczne w przypadku przemysłu, który co prawda eksportuje trochę mniej, ale nie dramatycznie mniej – podkreśla dr Bohdan Wyżnikiewicz. – To dostosowanie się do warunków pandemicznych pomoże polskiej gospodarce stosunkowo dobrze zachować się w roku 2021, chociaż jest jeszcze za wcześnie, żeby prognozy były łatwo sprawdzalne. W dalszym ciągu mamy duże wątpliwości i niepewność, ale myślę, że rok będzie lepszy niż poprzedni, ale tylko niewiele uda nam się przekroczyć poziom rozwoju gospodarczego czy produkcji z roku 2019.

W 2019 roku wartość polskiego PKB wzrosła o 4,5 proc. względem 2018 roku i wyniosła niespełna 2,3 bln zł. W 2020 roku według wstępnych szacunków GUS-u kwota ta zmniejszyła się o 2,8 proc. Najgorszy był II kwartał, gdy gospodarka skurczyła się o 8 proc. rok do roku. Wiele krajów, zwłaszcza południa Europy, miało jednak znacznie większe spadki – Hiszpania o ponad 20 proc., Francja i Włochy – o niemal 20 proc

– Za granicą również są lockdowny, nawet bardziej dotkliwe niż w Polsce, u naszych zachodnich sąsiadów, w Danii, Holandii czy Wielkiej Brytanii, z którą już mniej handlujemy, ale w dalszym ciągu to jest dla nas partner handlowy – mówi prezes Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych. – Tutaj mogą skorzystać nasi eksporterzy, tak jak w ubiegłym roku to miało miejsce, i uzupełniać braki na tamtejszych rynkach. Ta szansa wynika z tych lockdownów i z tego, że nasze produkty cieszą się dobrą renomą i nie są specjalnie drogie.

Nastroje w przemyśle, mierzone nastawieniem menedżerów odpowiedzialnych za zakupy w firmach producenckich, z miesiąca na miesiąc się dotychczas poprawiały. W lutym PMI wzrósł ze styczniowego poziomu 51,9 do 53,4, a to trzeci wzrost z rzędu oraz najbardziej znacząca poprawa w polskim sektorze wytwórczym od czerwca 2018 roku. Obecny trend zwyżkowy utrzymuje się w sektorze od ośmiu miesięcy. Nasilenie popytu sprawiło, że poziom nowych zamówień podniósł się w najszybszym tempie od lipca i jest to druga najwyższa wartość od dwóch i pół roku. Wzmożony napływ nowych zleceń opierał się na eksporcie, który wzrósł w największym stopniu od września 2017 roku – komentuje Markit Economics. 1 kwietnia poznamy dane za marzec – prognoza przewiduje kolejny wzrost, tym razem do poziomu 55,6.

Jeżeli lockdown zostanie przesunięty na kolejne miesiące, to myślę, że wtedy będzie potrzebna bardziej zdecydowana pomoc ze strony państwa i również trzeba liczyć na to, że będziemy mieli na ten cel odpowiednie fundusze z Unii Europejskiej w programie odbudowy – przewiduje dr Bohdan Wyżnikiewicz. – Będziemy musieli bardzo uważnie obserwować doniesienia z gospodarki. Myślę, że nigdy to nie było takie znaczące. Przy tej niepewności jednak należy wyrazić opinię, że nie zanotujemy spadku produktu krajowego brutto w porównaniu z rokiem ubiegłym. Przy czarnym scenariuszu mniej więcej utrzymamy się na zbliżonym poziomie, bo gospodarka się dostosowuje do tych trudnych warunków.

Organizacja masowych szczepień dużym wyzwaniem dla pracodawców. Pilnie potrzebne jest rozszerzenie listy zawodów kwalifikujących do szczepienia

Organizacja szczepień w zakładach pracy może znacząco przyspieszyć cały proces, ale będzie to duże wyzwanie dla pracodawców. – Nie uda się go zrealizować bez dodatkowych zasobów ludzkich, czyli szerszych uprawnień dla grup medycznych do kwalifikacji i wykonywania szczepień – mówi Monika Tomaszewska, ekspert ds. zdrowia Pracodawców RP. Według zasad proponowanych przez rząd kwalifikację do szczepień, oprócz lekarza, ratownika medycznego czy pielęgniarki, mógłby przeprowadzać diagnosta laboratoryjny, farmaceuta, fizjoterapeuta oraz student ostatniego roku medycyny.

Do końca II kwartału, zgodnie z planem rządu, zaszczepionych zostanie 20 mln osób, a do końca sierpnia – wszyscy chętni. Przyspieszenie procesu szczepień będzie możliwe dzięki rozszerzeniu miejsc, gdzie będzie można zgłosić się po szczepionkę. Narodowy Program Szczepień przewiduje uruchomienie punktów szczepień przeciwko COVID-19 w zakładach pracy, w których będzie co najmniej 500 osób chętnych na szczepienie.

Dla części pracodawców będzie to zadanie mniej kłopotliwe, bo posiadają już gabinety lekarsko-zabiegowe, więc dostosowanie ich do potrzeb realizacji szczepień będzie zdecydowanie mniejszym wyzwaniem. Co innego w przypadku zakładów pracy, które takich gabinetów nie posiadają – mówi agencji Newseria Biznes Monika Tomaszewska.

Zorganizowanie punktu szczepień w firmie to przede wszystkim koszty oraz spore wyzwanie logistyczne dla pracodawców. Będą oni zobowiązani m.in. zorganizować miejsce do przechowywania szczepionek, ponieważ wymagają one właściwych temperatur i ich stałego monitorowania.

– Druga istotna kwestia to system zamawiania szczepionek, co też będzie po stronie pracodawcy. Nie mówię o tak przyziemnych rzeczach jak dostęp do aplikacji Centrum e-Zdrowia, ale już same szkolenia i przygotowanie do składania zamówień będą dużym wyzwaniem. Bez wsparcia podmiotu leczniczego pracodawcom będzie bardzo trudno uruchomić punkt szczepień – ocenia ekspertka Pracodawców RP.

Do tego potrzebnych jest jednak szereg zmian w prawie, chociażby dotyczących tego, kto może kwalifikować do szczepienia i kto je może wykonać.

– Nie ma innej możliwości, żeby zrealizować tak masowe szczepienia bez dodatkowych zasobów ludzkich, czyli dodatkowych uprawnień dla innych grup medycznych – podkreśla Monika Tomaszewska.

Według zapowiedzi rządu w najbliższym czasie zmienią się zasady kwalifikacji do szczepień. Będzie mógł je prowadzić lekarz, stomatolog, felczer, pielęgniarka, położna, ratownik medyczny, diagnosta laboratoryjny, farmaceuta, fizjoterapeuta i student ostatniego roku studiów medycznych. Minister Michał Dworczyk zapowiedział także, że w II kwartale rząd wprowadzi możliwość szczepienia przez pojedynczych ratowników medycznych czy pielęgniarki – do tej pory szczepić mogły wyłącznie podmioty prowadzące działalność leczniczą.

Rozwiązania wprowadzane w Polsce mają bazować na tym, co jest w Stanach Zjednoczonych. Kwalifikacja do szczepienia odbywa się poprzez wypełnienie ankiety i jeśli pacjent nie ma przeciwwskazań, to jest kwalifikowany automatycznie. Trudno nam dziś zrozumieć ten mechanizm, bo w przypadku szczepień populacyjnych konieczne jest badanie kwalifikacyjne w Gabinet.gov.pl. Kolejna wątpliwość pojawia się w przypadku odpowiedzi na „tak” w badaniu, np. na pytanie o alergie. Istnieje prawdopodobieństwo, że jeśli padną takie odpowiedzi, będzie potrzebna kwalifikacja lekarza. To wymaga wyjaśnienia. Zakładam, że zostanie to doprecyzowane w przepisach – dodaje ekspertka.

Pomimo rozszerzenia kwalifikacji zorganizowanie zespołu szczepień i kadry do niego może być poważnym wyzwaniem w obecnej sytuacji epidemiologicznej.

Nie wszyscy medycy są jeszcze zaszczepieni. Z drugiej strony duża grupa osób pracuje w szpitalach covidowych poza stałym miejscem pracy, a model opieki ambulatoryjnej, POZ-y czy gabinety prywatne są też bardzo dociążone wizytami pacjentów – mówi  Monika Tomaszewska.

Pracodawcy RP wystosowali list otwarty do Michała Dworczyka i ministra zdrowia Adama Niedzielskiego z apelem o organizację szczepień w dwóch wariantach: u świadczeniodawców w ramach uzgodnionych z pracodawcą grafików (podobnie jak w modelu szczepień nauczycieli) oraz  na terenie danych zakładów pracy. Proponują także, aby przedsiębiorcy mogli ujmować w koszty nakłady poniesione na zorganizowanie punktu lub akcji szczepień.

Trwają prace nad stworzeniem jednego, obowiązującego na całym świecie paszportu szczepionkowego. Pomóc może m.in. technologia blockchain

Nadchodzi era paszportów szczepionkowych. Wszystko wskazuje na to, że by móc swobodnie podróżować i odwiedzać miejsca rozrywki, konieczne będzie przedstawienie zaświadczenia o zaszczepieniu przeciwko SARS-CoV-2. Grupa firm z sektora opieki zdrowotnej łączy siły, aby stworzyć cyfrowe karty identyfikacyjne szczepionek, które weryfikują status szczepień przeciwko koronawirusowi. Tak zwane szczepionkowe paszporty można przechowywać na smartfonach i innych urządzeniach cyfrowych. Pierwsze pilotaże z takimi aplikacjami już trwają – korzystają z nich pasażerowie Air France i mieszkańcy Nowego Jorku. Własne rozwiązania opracowują też agencja lotnicza IATA, Chiny czy Islandia.

Już wkrótce, żeby przyjść np. na koncert, trzeba będzie okazać nie tylko bilet gotowy do zeskanowania, lecz także dowód przyjęcia szczepionki. Grupa firm z sektora opieki zdrowotnej łączy siły, aby stworzyć cyfrowe karty identyfikacyjne, które weryfikują status szczepień na COVID-19. Vaccination Credential Initiative planuje stworzyć dostępny i bezpieczny sposób jego udowodnienia. Karty zdrowia będą zaszyfrowanymi danymi dotyczącymi szczepionek, które można przechowywać w dowolnym portfelu cyfrowym.

– W miarę gdy zwiększa się liczba zaszczepionych osób, niektórzy mogą wymagać posiadania dowodu, że są zaszczepieni. Sektor prywatny i koalicje non-profit już zaczynają nad tym pracować. Naszą rolą jest dopilnowanie, aby wszelkie rozwiązania w tej dziedzinie były proste, bezpłatne, otwarte, dostępne dla ludzi zarówno w wersji cyfrowej, jak i papierowej, i od początku zaprojektowane tak, aby chronić prywatność ludzi – podkreśla Jeffrey Zients, doradca prezydenta USA, koordynator ds. reagowania na koronawirusa w Białym Domu.

W przyszłości karty, które można przechowywać na smartfonach i innych urządzeniach cyfrowych, mogą być wymagane, aby uzyskać dostęp do restauracji, barów, szkół i samolotów. To krok, który może być konieczny, aby jak najszybciej ponownie otworzyć światową gospodarkę.

– Celem Vaccination Credential Initiative jest zapewnienie osobom fizycznym cyfrowego dostępu do ich danych o szczepieniach, tak aby mogły używać narzędzi takich jak CommonPass do bezpiecznych podróży czy powrotu do pracy, szkoły i życia, przy jednoczesnej ochronie prywatności danych – tłumaczy Paul Meyer, dyrektor generalny The Commons Project Foundation.

Obecnie już co najmniej 17 grup pracuje nad własnymi wersjami paszportów szczepionkowych. Nie tylko koalicja Vaccination Credential Initiative (VCI), lecz także Światowa Organizacja Zdrowia i Międzynarodowe Stowarzyszenie Transportu Lotniczego przygotowują własne aplikacje. Stan Nowy Jork zaczął już korzystać z przepustki cyfrowej opracowanej przez IBM. Może pokazywać status szczepień lub wyniki testu COVID-19, a część miejsc publicznych, jak Madison Square Garden, już zapowiedziała, że wykorzystają takie szczepionkowe paszporty jako przepustkę.

Nad swoim pomysłem pracują też Chiny. Potwierdzenia szczepienia elektroniczną aplikacją wprowadziła już Islandia, a w Izraelu obowiązuje karta Green Pass. Obecnie trwa pilotaż, w ramach którego pasażerowie linii Air France mogą skorzystać z aplikacji na smartfony potwierdzającej szczepienie lub nabycie odporności przeciw koronawirusowi. Unia Europejska zapowiedziała z kolei, że swój paszport szczepionkowy chce wprowadzić jeszcze w czerwcu tego roku.

Jeśli jednak system paszportów potwierdzających szczepienia lub nabycie odporności ma się sprawdzić, konieczne jest stworzenie jednego systemu integrującego różne rozwiązania. Tylko to pomoże zapewnić bezpieczeństwo danych.

– Standardy opracowywane przez Vaccination Credential Initiative, w połączeniu z dostępnością niedrogich, szybkich testów na smartfony, które FDA zaczyna autoryzować do użytku domowego, umożliwią twórcom aplikacji tworzenie rozwiązań do weryfikacji stanu zdrowia z zachowaniem prywatności, które można bezproblemowo zintegrować w istniejących systemach biletowych – wskazuje Ken Mayer, założyciel i dyrektor generalny Safe Health.

Programy poświadczające będą musiały mieć solidną ochronę prywatności i być odporne na włamania i fałszerstwa. Zwłaszcza że w dark necie już teraz można kupić nie tylko dawki szczepionek, ale też sfałszowane negatywne wyniki testów na koronawirusa czy właśnie podrobione paszporty szczepionek. Pomóc mogłoby wprowadzenie znaku wodnego do paszportu, nadanie unikalnego kodu QR lub wykorzystanie technologii blockchain.

– Safe Health pracuje obecnie z firmą Hedera nad opracowaniem rozwiązania zapewniającego bezpieczeństwo dla tłumu z wykorzystaniem technologii blockchain. Wykorzystujemy przy tym standardy VCI, które mają pomóc ponownie otworzyć koncerty i wydarzenia sportowe – zapowiada Ken Mayer.

Pandemia przeorała polską służbę zdrowia. FPP proponuje dofinansowanie z wyższych składek, a nie parapodatków

Pandemia koronawirusa przetestowała wszystkie instytucje, działające w państwach na całym świecie. Jedną z nich – która wszędzie przyjęła mocne uderzenie i często pod tym uderzeniem się załamała – jest służba zdrowia. Polski NFZ nie jest wyjątkiem. Tak, jak w wielu krajach na całym świecie, pandemia zweryfikowała moce przerobowe, mechanizmy i systemy, działające w naszej opiece zdrowotnej. Pokazała, że są one niewydolne – a przepustowość i możliwości szpitali oraz innych placówek zdrowotnych nie są w stanie sprostać sytuacji pandemicznej. Bardzo możliwe jest również, że środki przeznaczone na polską służbę zdrowia nie wystarczą, by podnieść ją na nogi po zakończeniu pandemii. Federacja Przedsiębiorców Polskich zaapelowała w tej sprawie do polskiego sejmu.

– Mamy świadomość tego, że obecne zasoby polskiej służby zdrowia są niewystarczające. Nie pokryją wszystkich wydatków – zarówno tych, jakie do tej pory zostały wygenerowane, jak również przyszłych. Dlatego dwa tygodnie temu wystąpiliśmy do partii politycznych z apelem o podniesienie składki zdrowotnej o 0,25 punktu procentowego w ciągu 4 lat – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Takie rozwiązanie nie obciąży pracodawców i przedsiębiorców w sposób bardzo gwałtowny, a systemowo pozwoli rozwiązać problemy służby zdrowia. Uważamy, że jest to jedyny kierunek, jaki w obecnej sytuacji można przyjąć. Wówczas system będzie czytelny. Nie będzie podnoszenia podatków cukrowych, reklamowych, czy innych, które miałyby wspierać służbę zdrowia. Lepiej jest to oprzeć o bardzo jasne i czytelne przesłanki – jaką jest podniesienie składki zdrowotnej o 0,25 punktu procentowego – apeluje Kowalski.

Aż 40 proc. Polaków zamierza sięgnąć po oszczędności, by sfinansować świąteczne i wiosenne wydatki

Tegoroczne zakupy wielkanocne będą oszczędne – deklarują Polacy. Mimo to aż 40 proc. z nas zamierza sięgnąć po oszczędności, by sfinansować świąteczne i wiosenne wydatki. Co piąty Polak chciałby odroczyć płatność za wielkanocne wydatki na po świętach,  gdyby było to możliwe bez dodatkowych kosztów – wynika z badania IBRIS przeprowadzonego na zlecenie Twisto. Z płatności odroczonych najchętniej korzystają osoby lepiej zarabiające.

Tegoroczne święta wielkanocne ponownie będą przebiegać pod znakiem pandemii. Dla wielu osób jest to sygnał, by oszczędzać i ograniczać wydatki. Ponad połowa respondentów biorących udział w badaniu przeprowadzonym przez IBRIS na zlecenie Twisto, planuje przeznaczyć na organizację Wielkanocy podobną kwotę jak w ubiegłym roku (52 proc.), a 21 proc. zamierza wydać mniej. Jedynie 8 proc. ankietowanych chce wydać na tegoroczne  święta wielkanocne więcej niż w ubiegłym roku. Żadnych dodatkowych wydatków na święta nie planuje 11 proc. Polaków.

Z badania wynika, że blisko 23 proc. ankietowanych planuje na wiosnę remonty i porządki w ogrodach. W tej grupie dominują przede wszystkim trzydziestolatkowie (40 proc. wskazań). 7 proc. badanych planuje remont lub naprawę auta po zimie. Jednak aż 58 proc. respondentów nie chce ponosić wiosną dodatkowych wydatków.

Święta teraz, wydatki później

Polacy deklarują, że wiosenne wydatki sfinansują w dużej mierze z oszczędności (40 proc.) lub z bieżącej pensji (46 proc.). Po zewnętrzne źródło finansowania, np. pożyczkę lub kartę kredytową, sięgnie jedynie 11 proc. Polaków. Jednocześnie aż 20 proc. Polaków deklaruje, że chętnie odroczyłoby wydatki związane ze świętami na później, gdyby nie wiązało się to z dodatkowym kosztem.

  • Płatności odroczone większości osób kojarzą się przede wszystkim z wydatkami na odzież. Wynika to z faktu, że tę formę płatności najczęściej oferują sklepy odzieżowe, które starają się przenieść doświadczenie ze sklepu tradycyjnego do internetowego. Płatności odroczone dają kupującemu możliwość przymierzenia odzieży przed opłaceniem zamówienia. Obserwujemy jednak rosnące zainteresowanie płatnościami odroczonymi wśród e-sklepów spożywczych i branży food delivery. Na wdrożenie Twisto zdecydowała się jedna z największych sieci supermarketów w Polsce POLOmarket, cieszymy się, że udało się to zrobić przed Świętami. To dobry sposób, aby zaoszczędzić. Dodatkowo oferujemy cashback na wydatki spożywcze, który sięga aż 5 proc. To dobry sposób, by ograniczyć koszty przygotowania Świąt Wielkiej Nocy Już wkrótce Twisto pojawi się u innych popularnych merchantów z tej branży – mówi Adam Miziołek, country manager Twisto w Polsce.

Odraczają zamożniejsi

Polacy coraz więcej kupują online i coraz lepiej orientują się w nowoczesnych formach finansowania zakupów. Jak wynika z badania zleconego przez Twisto aż 60 proc. ankietowanych słyszało o płatnościach odroczonych. Ta forma płatności jest dobrze znana przede wszystkim w grupie trzydziesto i czterdziestolatków, zwłaszcza lepiej zarabiających. W przedziale wiekowym 30-39 lat o płatnościach odroczonych słyszało 65 proc. badanych, z kolei w przedziale 40-49 lat – aż 74 proc. respondentów. W przedziale zarobków od 3000 do 3999 zł netto miesięcznie, znajomość płatności odroczonych wskazało 76 proc. badanych, przy zarobkach od 4000 do 4999 zł – 68 proc., a przy zarobkach powyżej 5 tys. zł – aż 78 proc. respondentów.

Kto chciałby skorzystać z płatności odroczonych? Wykorzystaniem tego rozwiązania do sfinansowania świątecznych wydatków zainteresowanych jest 26 proc. osób w wieku 30-39 lat, 24 proc. w wieku 40-49 lat. Najczęściej skłonność do skorzystania z płatności odroczonych wykazywały osoby o wyższych dochodach. Z tego rozwiązania byłoby skłonne skorzystać 27 proc. zarabiających powyżej 5 tys. zł. 14 proc. osób o dochodach powyżej 5 tys. zł deklaruje, że zdarzyło im się już odroczyć płatność.

  • Na podstawie badań możemy powiedzieć, że typowy profil klienta, który wybiera płatności odroczone jako metodę zapłaty to osoby powyżej 30 roku życia, które zamieszkują duże miasta oraz zarabiają powyżej średniej krajowej. Podobnie wygląda profil klienta Twisto. Nie powinno to dziwić – są to osoby z grupy early adopters, które chętnie poznają nowe rozwiązania, ale też świadomie zarządzają swoimi finansami. Cieszy nas jednak upowszechnienie rozwiązania Buy Now Pay Later także wśród innych grup demograficznych – mówi Adam Miziołek, country manager Twisto w Polsce.

Badanie zrealizowane przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS na zlecenie Twisto Polska, metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI) na reprezentatywnej próbie N=1100 osób w dniach 19-20.03.2021 r.

Trendy w usługach FM

  • Zdaniem ekspertów CBRE GWS jednym z trendów branży FM spowodowanym pandemią będzie konsolidacja rynku.
  • W obliczu negatywnych skutków pandemii małe i średnie podmioty mogą szukać stabilnych partnerów o różnorodnych portfelach klientów.
  • Pierwszy kwartał 2021 roku potwierdza zeszłoroczne trendy w FM: digitalizację obsługi kontraktów, działanie w modelu on demand, spadek rotacji wśród pracowników i wzrost znaczenia kompleksowości usług.

Pandemia koronawirusa może zdynamizować procesy konsolidacyjne na polskim rynku FM. Aby się rozwijać, a w skrajnych przypadkach przetrwać, małe i średnie podmioty z branży potrzebują finansowej i operacyjnej stabilności. Przeważnie nie osiągną jej samodzielnie. Dla wielu z nich jedynym rozwiązaniem jest znalezienie większego partnera.

Myślę, że kryzysowy 2020 rok z całą mocą ujawnił, a I kwartał tego roku potwierdził, jak ważne w branży FM są: stabilność finansowa, „silny” cashflow i zdywersyfikowany portfel klientów. Wąska specjalizacja w dotkniętych kryzysem segmentach rynku nieruchomości, a także brak korporacyjnego zaplecza okazały się dla wielu mniejszych podmiotów zabójcze. Inne jakoś sobie w pandemicznej sytuacji radzą, choć konieczność przetrwania kolejnych trudnych miesięcy to dla nich ekstremalne zadanie. Dlatego uważam, że naturalną konsekwencją kryzysu w niektórych sektorach branży nieruchomości jest konsolidacja rynku FM. W CBRE GWS jesteśmy jak najbardziej gotowi na ten trend– mówi Rafał Baranowski, Country Manager w CBRE Global WorkPlace Solutions.

Ekspert podkreśla, że firma nie odczuła negatywnych skutków pandemii, choć rok temu w marcu korekta zakładanego przychodu wydawała się konieczna.

Przynależność do międzynarodowego koncernu sprawia, że nie musimy bać się o płynność finansową. Nawet jeśli klienci mieliby trudności finansowe, nie wstrzymalibyśmy prac. Poza tym lepszą sytuację mają firmy, które bazują na międzynarodowych kontraktach, tak jak jest to u nas – 80% umów realizujemy dla globalnych koncernów, stabilnych w kryzysie. Dodatkowym atutem jest też różnorodność branż. Jesteśmy obecni w sektorach: biurowym, produkcyjnym, magazynowym czy bankowym – dodaje Rafał Baranowski.

Na podstawie dotychczasowych doświadczeń z okresu pandemii CBRE GWS prognozuje, że poza konsolidacją na rynku FM panować będą 3 główne trendy.

Rozwój technologii wspierającej zdalną obsługę kontraktów

Branża FM digitalizuje się od lat, ale w pandemii stosowanie technologii nabrało dodatkowego znaczenia. Z jednej strony ważny stał się dostęp do innowacji, takich jak kamery termowizyjne do badania temperatury na wejściu do budynku. Z drugiej kluczowe stały się systemy wspomagające realizację kontraktów w zakresie: kontaktu z klientem, dokumentacji i analityki, która pozwala na bieżąco monitorować funkcjonowanie obiektu.

To bardzo ważne, bo klienci ze względów bezpieczeństwa coraz częściej rezygnują ze stałej obecności naszego zespołu w obiekcie. W zamian oczekują zdalnej kontroli budynku i błyskawicznej reakcji w modelu on demand, czyli na żądanie, gdy konieczna jest interwencja. Taki tryb działania dla pewnej grupy klientów nabierze znaczenia w tym roku. Część firm świadomych tego trendu może, z powodu niechęci do inwestycji w niepewnym obecnie czasie, odłożyć digitalizację na czas „po pandemii”. Od tego kierunku nie ma jednak odwrotu – zauważa Rafał Baranowski.

Mniejsza rotacja pracowników

Przed rozpoczęciem pandemii rotacja w branży FM na stanowisku techników była bardzo duża. W 2020 roku pracownicy stali się mniej skłonni do zmiany miejsca zatrudnienia, co stanowi problem dla mniejszych firm. Technicy oczekują od pracodawcy stabilnego zatrudnienia i ciągłości działania biznesu pomimo trwającej pandemii. Ważne jest dla nich również podejście do kwestii bezpieczeństwa, m.in. minimalizacja ryzyka zakażenia się Covid-19 poprzez właściwe zabezpieczenie środków ochrony osobistej.

Wzrost znaczenia usług związanych z czystością i dezynfekcją

W zeszłym roku znaczenia nabrały też zintegrowane usługi FM. Przed pandemią część podmiotów skupiała się na świadczeniu wyłącznie usług technicznych, rezygnując z takich elementów oferty jak ochrona, recepcja czy sprzątanie. Zdaniem CBRE GWS zwłaszcza usługi czystościowe nabrały w pandemii kolosalnego znaczenia i z pozycji dodatku do obsługi technicznej stały się integralnym elementem każdej oferty. Oznacza to, że firmy muszą stawiać na kompleksowy zakres swoich usług, zwłaszcza że nie cena jest dla klientów istotna, a standard m.in. w zakresie jonizacji czy dezynfekcji.

Niepewność dotycząca czasu trwania i intensywności pandemii sprawia, że prognozowanie sytuacji w dalszej części 2021 roku obarczone jest sporym ryzykiem błędu. Jednak nasze obserwacje pozwalają o powyższych trendach mówić z przekonaniem. Wiele innych, ważnych kwestii pozostaje oczywiście otwartych. To m.in. termin i zakres powrotu pracowników do biur. Największe firmy są zgodne, że nie należy spodziewać się tego wcześniej, niż w II połowie bieżącego roku. Część już teraz wie, że w pełnym wymiarze pracy to nie będzie możliwe przed 2022 rokiem. Póki co trudno wypowiadać się na ten temat precyzyjniepodsumowuje Rafał Baranowski z CBRE Global WorkPlace Solutions.

Źródło: CBRE GWS

Koniec 2020 r. na polskich drogach był tragiczny

Główny Urząd Statystyczny opublikował niedawno dokładne dane na temat bezpieczeństwa drogowego w 2020 r. Jak pandemia wpłynęła na sytuację na drogach w Polsce?

Dotychczas dysponowaliśmy jedynie ogólnymi informacjami na temat bezpieczeństwa ruchu drogowego w 2020 roku. Niedawno Główny Urząd Statystyczny opublikował jednak bardziej szczegółowe dane, które uwzględniają zmiany w poszczególnych kwartałach.

Eksperci porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl przyjrzeli się tym statystykom, sprawdzając między innymi, czy wiosenny lockdown faktycznie skutkował wzrostem bezpieczeństwa na drogach.

Wypadki drogowe częste w III kw. 2020 roku

Ogólne dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że w minionym roku liczba wypadków drogowych, czyli stłuczek skutkujących szkodami osobowymi wyniosła 23 540. Oznacza to spadek o 22% względem wyniku z 2019 r.

Udział poszczególnych kwartałów w łącznej liczbie wypadków przedstawiał się natomiast następująco:

  • I kw. 2020 r.: 22%
  • II kw. 2020 r.: 22%
  • III kw. 2020 r.: 33%
  • IV kw. 2020 r.: 23%

W świetle powyższych informacji trzeci kwartał minionego roku okazuje się szczególnie niebezpiecznym na krajowych drogach.

„Miało to prawdopodobnie związek m.in. z tłumnymi wyjazdami na urlopy w obrębie Polski” – przypuszcza Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Czy kolizje drogowe były częste w 2020 r.?

Jeżeli zaś chodzi o kolizje drogowe, to ich liczba w minionym roku spadła o 16% (do 382 046). Roczny spadek mógłby być większy, gdyby nie pogorszenie sytuacji na drogach w III kw. 2020 r.

„Ta negatywna zmiana jest bardzo dobrze widoczna w poniższym zestawieniu” – dodaje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

bezpieczenstwo drogowe

Najbardziej tragiczna była jednak końcówka 2020 r.

Zestawienie przygotowane przez ekspertów Ubea.pl uwzględnia także liczbę osób zabitych i rannych na drogach (odpowiednio: 2491 oraz 26 463 w całym 2020 r.).

Pod względem takich statystyk dotyczących ofiar wypadków również mieliśmy do czynienia z rocznym spadkiem (zabici – 14%, ranni – 25%). Jeżeli natomiast chodzi o wyniki z poszczególnych kwartałów, to wyglądały one następująco:

  • I kw. 2020 r.: 23% liczby zabitych / 22% liczby rannych
  • II kw. 2020 r.: 21% / 22%
  • III kw. 2020 r.: 27% / 33%
  • IV kw. 2020 r.: 29% / 23%

Powyższe statystyki wskazują, że III kw. 2020 r. był, zgodnie z przypuszczeniami, najbardziej tragiczny pod względem liczby osób rannych na drogach. Okazuje się jednak, że roczny rekord dotyczący ofiar śmiertelnych wypadków odnotowano od października do grudnia 2020 r.

„Wzrost śmiertelności wypadków aż o jedną czwartą w IV kw. 2020 r. (względem rocznej średniej na 100 wypadków) mógł się wiązać np. z niesprzyjającą aurą” – podsumowuje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Ceny OC wciąż spadają, kto płacił najwięcej? – raport za I kw. 2021

W pierwszym kwartale 2021 roku średnia cena OC wyniosła 617 zł i była niższa o 3,7% niż we wcześniejszym kwartale. Porównując jednak ten wynik, do analogicznego okresu 2020 roku spadek wyniósł 10,2%. Tak dużego spadku cen nie obserwowano od 2017 roku.

Ostatni raz cena OC była na tak niskim poziomie w 2016 roku. W raporcie RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych eksperci porównywarki rankomat.pl przeanalizowali, jak kształtowały się średnie składki obowiązkowych polis w minionym kwartale i sprawdzają, w których regionach Polski kierowcy mogli liczyć na najkorzystniejsze oferty ubezpieczycieli.

Jaka była średnia cena OC w I kwartale 2021 roku?

Średnia cena OC w pierwszym kwartale 2021 roku była niższa o 24 zł w stosunku do ostatniego kwartału 2020 roku. Jednak biorąc pod uwagę średnią cenę polisy w I kwartale zeszłego roku, obniżka wyniosła aż 70 zł.Średnia cena ubezpieczenia OC

W 2020 roku ceny OC utrzymywały się na względnie stałym poziomie, a roczny spadek wysokości składki nie przekroczył 6%. Po I kwartale 2021 r. odnotowaliśmy kolejną nieznaczną obniżkę. Średnia składka OC wyniosła 617 złotych i była niższa niż w ostatnim kwartale ubiegłego roku o 3,7%. To także najniższa odnotowana średnia cena polisy od 2016 roku, co z pewnością jest dobrą informacja dla kierowców, którzy w ostatnim czasie odczuli negatywny wpływ koronawirusa na finanse swoich gospodarstw domowych – mówi Tomasz Masajło, prezes zarządu rankomat.pl.Zmiany średnich cen OC

Najdrożej na Pomorzu i Dolnym Śląsku

Najwięcej za ubezpieczenie OC płacili kierowcy z województw: pomorskiego (706 zł), dolnośląskiego (670 zł) i mazowieckiego (668 zł). Na najniższe składki mogli natomiast liczyć kierowcy z województw: opolskiego (513 zł), podkarpackiego (521 zł) i świętokrzyskiego (541 zł).

Ceny ubezpieczenia OC były niższe niż przed rokiem we wszystkich województwach. Obniżki w poszczególnych regionach wyniosły od -8% (woj. podkarpackie, lubuskie i świętokrzyskie) do -12,1% (woj. dolnośląskie). Największe odchylenie od średniej krajowej ceny OC w I kwartale 2021 r. odnotowano dla województw, których mieszkańcy otrzymywali najtańsze propozycje obowiązkowego ubezpieczenia: opolskiego (-16,9%) i podkarpackiego (-15,6%).

Najwięcej za OC płacili natomiast kierowcy z woj. pomorskiego. Odchylenie od przeciętnej składki OC w całym kraju wyniosło w ich przypadku +14,4.Gdzie płaciliśmy najwięcej za OC

Kto płacił najwięcej?

Najdroższym miastem wojewódzkim był Wrocław. Tutaj za polisę kierowcy płacili średnio 841 zł. Na drugim biegunie znalazło się Opole, gdzie płacono 552 zł. W dalszym ciągu za OC najwięcej płacą najmłodsi kierowcy – 19-latkowie płacili średnio 2174 zł. Największe obniżki otrzymują zaś 63-latkowie (492 zł). Najtańsze w ubezpieczeniu były samochody marki Toyota (555 zł), najdroższe BMW (759 zł). Panny i kawalerowie płacili 885 zł, natomiast małżeństwa 541 zł.Najwyższe i najniższe ceny OC w 2021 r.

Analiza powstała w ramach raportu RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych. Jego pełna treść jest dostępna pod adresem:

https://rankomat.pl/files/raport-ranking-i-kwarta-2021.pdf

Raport jest podsumowaniem trendów kształtujących średnie składki obowiązkowych polis w minionym roku. RanKING opiera się na największej bazie kalkulacji cen OC w Polsce. Dzięki temu może analizować zmiany z największą dokładnością ze wszystkich porównywarek ubezpieczeń. To jedyna tego typu publikacja w Polsce.

Polskie fundacje rodzinne od 2022 r. – na jakich zasadach?

Trwają konsultacje dotyczące ustawy o fundacjach rodzinnych, która ma wejść w życie od stycznia 2022 r. Największym mankamentem projektu są rozwiązania dotyczące zachowku, mogą doprowadzić do tego, że firma nie przetrwa okresu przeprowadzania sukcesji.

Rozwiązanie, jakim jest fundacja rodzinna, nie było dotąd dostępne na mocy polskiego prawa. Największym plusem proponowanej ustawy jest to, że się pojawiła, pomimo, że jej niektóre zapisy powodują zbędne ryzyko, w różnych obszarach.

– Jak dotąd sukcesję w polskich firmach rodzinnych trzeba było planować z wykorzystaniem prawa spadkowego, prawa cywilnego bądź Kodeksu spółek handlowych, alternatywą było korzystanie z prawnych rozwiązań zagranicznych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Katarzyna Karpiuk, radca prawny, ekspertka ds. sukcesji, Kancelaria Ożóg Tomczykowski.

Wprowadzenie fundacji rodzinnej zapewnia możliwość funkcjonowania przedsiębiorstwa przez kolejne pokolenia, bez ryzyka podziału w związku z postępowaniami spadkowymi. Wyeliminuje ryzyko sprzedaży firmy zewnętrznym inwestorom, także zagranicznym.

Pozytywem jest też, że krąg potencjalnych beneficjentów fundacji nie został zawężony do grona najbliższej rodziny. Beneficjentem może zostać osoba fizyczna, niezależnie od stopnia pokrewieństwa z fundatorem bądź też organizacja pożytku publicznego.

– Beneficjentem może być też partnerka czy partner pozostający w związku nieformalnym – wyjaśnia K.Karpiuk. – Co więcej, może to być przyjaciel rodziny lub zaufany pracownik.

Gdy przedsiębiorstwo prowadzone jest np. przez rodzeństwo, także z udziałem dodatkowych pracowników, możliwe byłoby ustanowienie fundacji przez kilku fundatorów.

Według założeń ustawy fundację rodzinną można ustanowić także poprzez testament, wówczas fundacja zakładana jest przez jednego fundatora.

– Z dziedziczeniem wiąże się jednak największe ryzyko i rozczarowanie dotyczące aktualnego projektu – dodaje K.Karpiuk z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Związane jest z uprawnieniami do zachowku, ponieważ spadkobierca fundatora będzie miał prawo ubiegać się o roszczenie zachowkowe odnoszące się do fundacji.

Wprawdzie zostanie to ograniczone, bo każda wypłacona kwota będzie pomniejszała następne świadczenia takiego beneficjenta, to jednak w sytuacji, gdy głównym składnikiem dziedziczenia jest przedsiębiorstwo, niejednokrotnie o bardzo dużej wartości, ciężko będzie – bez ryzyka uszczerbku finansowego dla fundacji – wypłacić roszczenie zachowkowe.

Jednak fundacja będzie mogła żądać obniżenia zachowku bądź odroczenia jego płatności lub rozłożenia na raty (na okres 5 lat, z możliwością jego wydłużenia przez sąd). Taka konstrukcja prawna jest już znana w przypadku dziedziczenia gospodarstw rolnych.

Rozczarowaniem dla firm rodzinnych jest także sposób potraktowania darowizny (także wniesienia majątku) dla fundacji. Są one w propozycji ustawy traktowane w taki sam sposób jak wszystkie darowizny na rzecz przyszłych spadkobierców i mających prawo do zachowku. To oznacza, że cały majątek zostanie przy dziedziczeniu uwzględniony w masie spadkowej. Nie ma więc ustalonego okresu czasowego i niezależnie od tego, jaki okres upłynie od czasu utworzenia fundacji do śmierci fundatora majątek wniesiony do fundacji każdorazowo w całości zostanie zaliczony do masy spadkowej. Na etapie prac nad ustawą firmy rodzinne postulowały, aby wzorem rozwiązań zagranicznych okres ten został ograniczony do 2-3 lat. Takie rozwiązanie zachęcałoby polskich przedsiębiorców do zaplanowania sukcesji z rozsądnym wyprzedzeniem.

Jak będą wyglądały tegoroczne wakacje? Plany wyjazdowe Polaków na 2021 rok

Sezon letni zbliża się wielkimi krokami. Coraz częściej myślimy o wakacjach i planujemy urlopy. Gdzie w 2021 roku wyjadą Polacy? Na jak długo? By dowiedzieć się więcej na temat planów wyjazdowych Polaków w 2021 roku, Nocowanie.pl zleciło badania wśród użytkowników portalu Wirtualna Polska. Co z nich wynika? Jakie informacje udało się uzyskać? Wiemy już gdzie polscy turyści planują spędzić letni urlop oraz jak długo będzie on trwał.

Jak będą wyglądały tegoroczne wakacje? Jakie plany wyjazdowe mają Polacy?

Turyści zazwyczaj już na początku roku planują swój urlop. Obecna sytuacja sprawia, że wszystko przesuwa się w czasie. Niektórzy zwlekają z dokonywaniem rezerwacji, jednak ci turyści, którzy są zdecydowani na konkretną miejscowość i termin, czasem nawet na konkretny obiekt noclegowy – ślą zapytania i rezerwują.

Z przeprowadzonych na zlecenie Nocowanie.pl badań, jasno wynika, że blisko 50% Polaków ma plany wyjazdowe na 2021 rok. Dokładnie 57% badanych planuje wypoczynek w Polsce. Z badań dowiadujemy się też, że wyjazdy indywidualne cieszą się większym powodzeniem (70%) niż te zorganizowane (20%).

Jak długie wyjazdy w 2021 roku planują Polacy?

Według zebranych przez nas informacji aż 42% Polaków planuje wyjechać na 7-10 dni. Na dłuższej niż 10 dni wyjedzie 32%, natomiast tylko 11% planuje wypoczynek dłuższy niż 2 tygodnie. – mówi Kamila Miciuła z portalu Nocowanie.pl.

Lato 2021. Jakie obiekty noclegowe cieszą się największą popularnością?

Zapytań i rezerwacji na wakacje 2021 wciąż przybywa. Turyści są nadal ostrożni, jednak zdają sobie sprawę z tego, że z tygodnia na tydzień obiektów noclegowych wolnych w szczycie sezonu letniego będzie coraz mniej. Dlatego mimo tej niepewności ciągle pojawiają się nowe zapytania o dostępność i rezerwacje.

– Z naszych danych jasno wynika, że najchętniej rezerwowane są domki, apartamenty oraz kwatery i pokoje.- dodaje przedstawicielka Nocowanie.pl.

Wakacje 2021. Jakie kierunki są najbardziej popularne wśród polskich turystów?

Polscy turyści już teraz zaczynają planować letni wypoczynek. Codziennie pojawiają się nowe zapytania i rezerwacje. Gdzie Polacy spędzą wakacje? Zdecydowana większość w Polsce! W obecnej sytuacji związanej z trwającą epidemią, podróże zagraniczne stały się jeszcze bardziej niepewne niż te krajowe. Spore znaczenie ma też na pewno bezpieczeństwo – bezpieczniej czujemy się jednak w Polsce.

Wśród najchętniej wybieranych miejscowości na lato znalazły się m.in. Łeba, Sarbinowo, Władysławowo, Pobierowo, Ustronie Morskie, Rewal, Ustka czy Jastarnia. Dominuje tradycyjnie morze. Jednak nie brakuje też zapytań o polskie góry: Zakopane, Polańczyk czy Karpacz – te kurorty również cieszą się sporym zainteresowaniem wśród turystów. I to właśnie te dwa kierunki podróży: morze i góry, będą najbardziej oblegane w najbliższe wakacje.

Autor: Katarzyna Stępień

Co dalej z kursem dolara?

Analitycy, którzy wieszczyli osłabienie USD, srogo się pomylili. Dolar umacniał się nie tylko w stosunku do złotego, ale też do euro.

Ostatni raz dolar kosztował 4 zł w czasie pierwszego lockdownu wiosną 2020 r. Teraz znów zbliżył się do tej psychologicznej bariery, co wskazuje na obawy inwestorów o kondycję polskiej inflacji, przy utrzymywanych niskich stopach procentowych. Ale to problem również dla konsumentów, bo w dolarach notowana jest ropa naftowa, a mocny dolar przekłada się na wyższą inflację z powodu droższej benzyny.

Nie potwierdziły się wyobrażenia inwestorów, że dolar będzie coraz słabszy.

– Zadziwiające było, że pomiędzy trzecim i czwartym kwartałem 2020 r. większość analiz i rekomendacji była tak jednokierunkowa – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią. – Dolar miał być wyprzedawany, euro miało rosnąć w siłę.

Największy kapitał spekulacyjny jest jednak ulokowany w dolarach. W USA są spółki, które są najciekawsze dla inwestorów. I to już wówczas Stany Zjednoczone miały być liderem wśród krajów wychodzących z pandemii. Dolara nie osłabiają też czynniki takie jak inflacja w USA, „drukowanie pieniędzy” rozdawanych Amerykanom w postaci tzw. czeków Bidena czy „gołębia” postawa Fed. Podobne zjawiska widać bowiem w innych częściach świata.

Wzmacnianie się euro wobec dolara nie trwało długo. Para EUR/USD jest na poziomie 1,17. W ciągu miesiąca euro osłabiło się o 3 proc. – Do dzisiaj wszystko sprzyjało dolarowi amerykańskiemu. Naturalnie większa awersja sprzyja USD, ale mamy hossę na niemieckim Daxie i nowe szczyty wielu akcji w USA, a dolar jest coraz mocniejszy – komentuje ekspert CMC Markets.

Jeśli chodzi o kurs USD/PLN, to przebił trend spadkowy, który budował się od szczytu paniki wiosną zeszłego roku, a następnie wzrosty kursu dolara przyspieszyły. – Dziś ceny dolara biją kolejne rekordy. Widać to w szczególności w relacji do zniżkującego złotego, którego słabość wobec euro jest największa od wielu lat. Jeśli ta tendencja się utrzyma, za parę miesięcy USD/PLN może być o wiele wyżej niż dziś – prognozuje Łukasz Wardyn.

Jeżeli byki chcą przynajmniej krótkoterminowo odwrócić złą passe złotego, to teraz jest na to najlepszy i może ostatni moment. W okolicach 3,97 jest kluczowy średnioterminowy poziom oporu. Podobnie sytuacja wygląda na koszyku złotego, dodaje Ł.Wardyn.

Rada Przedsiębiorczości broni tarcz finansowych Polskiego Funduszu Rozwoju

Polski Fundusz Rozwoju, obok Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, od wielu miesięcy aktywnie wspiera polskich przedsiębiorców. Jest instytucją, która w czasie pandemii Covid-19 najszybciej i najlepiej zareagowała na dramatyczną potrzebę pomocy dla firm i ich pracowników. Sprawnie wypłaca pieniądze z kolejnych tarcz finansowych dla przedsiębiorstw dotkniętych skutkami obostrzeń.

Jednocześnie odpowiada też za wiele innych, ważnych dla rządu i biznesu projektów. Zautomatyzowany system wsparcia biznesu stosowany przez PFR, oparty jest na jasnych, transparentnych kryteriach oraz na deklaracjach przedsiębiorców, co jest najlepszym rozwiązaniem w sytuacji potrzeby szybkiego udzielenia pomocy tysiącom zagrożonych firm. Przedsiębiorcy ubiegający się o wsparcie z Tarczy PFR każdorazowo potwierdzają, iż wszystkie przedstawione przez nich informacje są zgodne ze stanem faktycznym, pod groźbą odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych oświadczeń. Kontrola prawidłowości tych danych musi mieć charakter następczy – w przeciwnym razie firmy pozbawione źródeł przychodów musiałaby przez wiele miesięcy oczekiwać na otrzymanie wsparcia.

Oczywiście, mogło się zdarzyć, że sporadycznie pomoc trafiła do firm, których sytuacja nie była aż tak dramatyczna, a w skrajnych przypadkach doszło nawet do nadużyć, które dopiero dzisiaj wychodzą na światło dzienne. Takie przypadki powinny być bezwzględnie wykrywane i surowo karane. To zadanie dla odpowiednich organów. Nie można jednak na podstawie pojedynczych przypadków rzeczywiście ewidentnych nadużyć oskarżać PFR o słabą ochronę przed wyłudzaniem pieniędzy z tarcz finansowych.

Rada Przedsiębiorczości podtrzymuje swoją wysoką ocenę organizacji przyznawania i wypłat środków z dotychczasowych tarcz finansowych PFR. Jednocześnie chce stanowczo podkreślić, że podważanie publicznego zaufania do tej instytucji w czasie trzeciej fali pandemii i kolejnego lockdownu, który wymaga szybkiej i sprawnej organizacji nowych programów pomocowych, jest postępowaniem skrajnie nieodpowiedzialnym i wymierzonym przeciwko przedsiębiorcom.

Za rozdawane pieniądze trzeba będzie zapłacić. Inflacja i nowe podatki są nieuniknione

Rząd wydaje pieniądze, a bank centralny skupuje rządowe obligacje. Ta polityka jest nie do utrzymania. Płacimy za nią wyższą inflacją, ale to nie wystarczy. W USA trwa już dyskusja o wyższych podatkach, u nas też będzie nieunikniona.

Były wypłaty Trumpa, są czeki Bidena. Dług publiczny USA przekracza 120 proc. PKB. Gdy Trump obejmował władzę, było to 105 proc. Na ponad pół roku przed wygranymi przez siebie wyborami, w rozmowie z „The Washington Post” Trump zapowiedział, że w ciągu ośmiu lat spłaci amerykański dług publiczny (dzięki renegocjacji umów handlowych i pobudzeniu wzrostu gospodarczego).

Już przed pandemią nie było dobrze. Dane OECD wskazują, że łączny dług kredytowy Amerykanów w 2018/2019 r. stanowił 105% ich dochodu dyspozycyjnego netto. Warto porównać ten wynik z informacjami dotyczącymi np. Polski (63%), Niemiec (96%), Japonii (107%), Francji (122%), Wielkiej Brytanii (142%), Szwecji (188%), Australii (210%), Szwajcarii (221%), Holandii (236%), Norwegii (239%) oraz Danii (257%).

Pandemia koronawirusa wymusiła bezprecedensowe działania rządów. Gospodarce światowej to pomogło, ale dzieje się to na kredyt, którego data spłacania nie została wyznaczona. Zadłużenie państw szacuje się już na rekordowe 78 bilionów dolarów.

– Fed i inne banki centralne sugerują, że mogliśmy sobie na to pozwolić, bo te pieniądze można dowolnie kreować, ale tak nie jest bo pojawia się ukryty podatek w postaci inflacji – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – I to jest także poważny transfer majątku pomiędzy różnymi klasami społecznymi.

Za długi trzeba będzie zapłacić. W USA trwa dyskusja o podwyżce podatku dochodowego, obniżonego przez Trumpa. Możliwe, że wyższy będzie podatek od zysków kapitałowych.

W takich krajach strefy euro, jak Włochy, Hiszpania czy Portugalia obecny stan finansów publicznych byłby nie do utrzymania, gdyby nie polityka EBC.

– To jest pułapka, a pozostaje pytanie w jakim stopniu deficyty budżetowe będą finansowane ukrytym podatkiem przez politykę monetarną, a na ile poprzez oficjalne podniesienie podatków – komentuje ekspert XTB. – W USA jest przynajmniej świadomość tego, że jeżeli wzrośnie inflacja, to Fed nie będzie miał mandatu, aby nadal na taka skalę skupować obligacje rządowe.

Europa jest w innej, gorszej sytuacji. Tutaj koniunktura gospodarcza może nie ulec poprawie na tyle, aby inflacja zmusiła EBC do wycofywania się ze skupu obligacji. Ta polityka EBC jest nastawiona tak, aby rządy mogły coraz łatwiej się zadłużać.

Polska nie jest w strefie euro, ale zachowuje się podobnie. Mamy swoje problemy ze wzrostem cen. Inflacja w marcu br. wyniosła 3,2% r/r oraz 1% m/m, wobec 2,4% w ujęciu rocznym w lutym. To bardzo duży skok cen po ostatnich wartościach zbliżonych do celu inflacyjnego.

– Rządy nadal wydają pieniądze tak, jakby ważne było tylko to, co dzieje się dziś i nigdy nie byłoby jutra – dodaje P.Kwiecień.

Cyfrowa Polska z Centrum GovTech będą współpracować przy projektach podnoszących kompetencje cyfrowe

Związek Cyfrowa Polska podpisał z Centrum GovTech Polska list intencyjny dotyczący współpracy przy projektach realizowanych w łódzkim Centrum Kreatywności Fabryka, które będą miały na celu podnoszenie kompetencji sektora publicznego dotyczących innowacyjności oraz popularyzacji dobrych praktyk.

Współpraca będzie skupiała się na rozwoju pracowników polskiej administracji, a także startup-ów poprzez organizację warsztatów, konferencji, konkursów oraz wszelkiej działalności związanej z podnoszeniem kompetencji cyfrowych. Zgodnie z podpisaną w środę umową, Centrum Kreatywności Fabryka w Łodzi, prowadzone przez Cyfrową Polskę, będzie funkcjonować pod patronatem honorowym Centrum GovTech. – Będziemy wspólnie podejmowali wszelkie inicjatywy, które związane będą m.in. z udoskonalaniem, poszerzaniem oraz nabywaniem nowych umiejętności cyfrowych. Chcemy pokazywać, jak wykorzystując nowoczesne narzędzia można stworzyć nową jakość usług cyfrowych – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik.

­– Centrum GovTech to przede wszystkim innowacyjne podejście do administracji. Współpraca z podmiotami takimi jak Związek Cyfrowa Polska pozwala nam czerpać wiedzę i doświadczenie od ekspertów w tej dziedzinie. Dzięki temu nasze inicjatywy mają szansę być przygotowane w najlepszy możliwy sposób. Mam nadzieję, że już niebawem będziemy mogli zaprosić na wspólnie organizowane wydarzenia – dodaje Justyna Orłowska, Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów do spraw GovTech.

Fabryka pomaga w aktywizowaniu polskiej przedsiębiorczości

Centrum Kreatywności Fabryka to projekt Związku Cyfrowa Polska, który powstał przy współpracy z Łódzką Specjalną Strefą Ekonomiczną. Miejsce istnieje na mapie Łodzi od stycznia 2019 r. Mieści się na terenie Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej w zabytkowym budynku Hydroforni, który został odpowiednio zrewitalizowany, odnowiony i dostosowany do kreatywnej pracy. CK Fabryka to pierwsze miejsce w Polsce, które ma na celu aktywizowanie, inspirowanie oraz edukowanie przedsiębiorczych ludzi do podejmowania nowych działalność i inicjatyw z wykorzystaniem technologii cyfrowych.