Nowoczesne bramki płatności ratalnych. Czy są bezpieczne?

Z różnych metod płatności konsumenci mają możliwość korzystania już od dłuższego czasu. Przedsiębiorcy coraz chętniej eksploatują technologiczne nowości, a firmy, które jeszcze nie zdecydowały się na implementacje np. bramek płatności ratalnych najczęściej zastanawiają się, czy są one zwyczajnie bezpieczne. Dobrze przygotowany i skonfigurowany system płatności ratalnych jest gwarancją bezpieczeństwa. Do tej pory bramki były używane przez większość witryn e-commerce, zarówno dużych, jak i małych, ale nowe rozwiązania oferują integrację już w prawie każdym kanale sprzedaży.

Co to są bramki płatności ratalnych?

Bramki takie jak LoanByLink – proste raty są w dużym uproszczeniu pośrednikiem między sprzedawcą (sklep internetowy, sklep stacjonarny, media społecznościowe), a konsumentami. Bramka ułatwia dokonanie transakcji (w tym przypadku finansowania zakupów na raty), ale zapewnia też szyfrowanie transakcji, czyli najwyższy poziom bezpieczeństwa.

Czy warto integrować się z bramką płatności ratalnych?

Bez wątpienia dużą zaletą jest ich dostępność (24h/7 dni w tygodniu). Szczególnie w sklepach e-commerce czy mediach społecznościowych ważny jest proces udzielania finansowania, czyli czy wniosek jest intuicyjny, czy proces jest całkowicie on-line i oczywiście czy decyzja dotycząca finansowania zakupów jest wydawana sprawnie. Dla przykładu bramka płatności LoanByLink wszystkie procesy oferuje on-line, nawet w sklepie stacjonarnym. Sztuczna inteligencja zastosowana w tej bramce pozwala na przetwarzanie ponad 20 000 wniosków jednocześnie i często cały proces trwa jedynie 4 minuty. Zdecydowanie ogromną zaletą bramek takich jak LoanByLink jest wielokanałowość, czyli decydujemy się na zawarcie umowy z jednym partnerem, w zamian z panelu dostępu generujemy odpowiednią wtyczkę dla strony internetowej bez funkcji sklepu, sklepu internetowego, czy ustawiamy koszyk dla generatora linku płatności, który wysyłamy/wstawimy w media społecznościowe (świetne rozwiązanie w social selling). Bramki płatności wiążą się także z mniejszą liczbą formalności, panel partnera jest wyposażony w raporty, które dostarczają aktualizacji stanu płatności wraz z historią wszystkich transakcji (udzielone finansowania ratalne lub też nie). Jest to w związku z tym bardziej wydajna i sprawniejsza metoda rozliczania płatności.

Bezpieczeństwo na pierwszym miejscu

Każdy system musi zapewnić najwyższy poziom bezpieczeństwa. Zabezpieczenie transakcji nie powinno kończyć się na ich szyfrowaniu. Bramki płatności ratalnych również stosują podwójne standardy często uzupełniając wymogi formalno-prawne, know-how danej spółki, czyli dodatkowe systemy scoringowe, monitorowanie lokalizacji, identyfikacja konsumenta np. usługą Idenfy. To tylko niektóre przykłady możliwych zabezpieczeń. Cyfrowe podpisy, dynamiczne adresy IP to dzisiaj podstawowe narzędzia, które w bramkach płatności ratalnych muszą być wykorzystywane.

Autor: Małgorzata Szulik, Business Project Manager w Provema.

Google przeanalizował polskie strony mobilne. Zaledwie 27% z nich jest na tyle szybka, aby zapewnić użytkownikom optymalne doświadczenie

Komu z nas nie zdarzyło się zrezygnować z odwiedzenia strony internetowej, gdy za długo ładowała się na naszym smartfonie? Kto przypadkiem trafił na niewłaściwą stronę, gdy link raptem się przesunął podczas jej ładowania? Google postanowiło przeanalizować najpopularniejsze witryny wśród polskich internautów pod kątem szybkości ich ładowania, interaktywności oraz stabilności wizualnej i wskazać te, które, pomimo rozbudowanej formy, są najbardziej przyjazne dla użytkowników.

Pierwszego wrażenia marka wcale nie robi atrakcyjną wizualnie mobilną stroną główną, lecz… czasem jej ładowania. Podczas badania Google oraz Civic Research aż 54% użytkowników twierdziło, że im wolniejsza strona, tym większa jest ich frustracja. Znaczenie mają milisekundy, które decydują o tym, czy porzucimy stronę, zanim zdąży się załadować.

Mobilna galeria sław

Google postanowiło zbadać wiodące witryny mobilne w branży e-commerce oraz finansowej. Wyniki rankingu najszybszych stron w tych kategoriach, opracowane przez Google we współpracy z IAB Europe i MMA Europe, wskazują serwisy z najlepszymi wynikami Core Web Vitals, czyli które zarówno błyskawicznie się ładują, jak i szybko reagują na akcje użytkownika oraz zapewniają mu optymalne doświadczenie. W galerii mobilnych sław w kategorii e-commerce znalazły się Allegro, Ceneo czy Apart, zaś w branży finansowej m.in. Bank Spółdzielczy Brodnica, Credit Agricole lub Ergo Hestia.

‒ Fakt znalezienia się w tym zestawieniu daje nam wielką satysfakcję i jest potwierdzeniem słuszności wysiłków, które wkładamy w to, aby doświadczenia internautów korzystających z Ceneo.pl były jak najlepsze. To efekt pracy nad wieloma technicznymi i biznesowymi metrykami witryny, między innymi Core Web Vitals, których optymalizacja pozwala nam podnosić zadowolenie naszych użytkowników ‒ mówi Paweł Kowalski, dyrektor IT w  Ceneo.pl.

‒ Praca nad szybkością stron Allegro to nieustanny proces. Każdego dnia staramy się znaleźć nowe sposoby na poprawienie doświadczeń naszych użytkowników, szczególnie tych odwiedzających nas na urządzeniach mobilnych. Dla osiągnięcia dobrej wydajności strony monitorujemy wiele miar. Chcemy mieć pewność, że strona ładuje się szybko a interfejs reaguje płynnie na działania użytkownika ‒ mówi Tomasz Gospodarczyk, lider zespołu Webperf  w Allegro. ‒ Z grupy entuzjastów rozrzuconych po różnych zespołach powstał zespół odpowiedzialny za monitorowanie, optymalizowanie oraz szkolenie developerów i ludzi biznesu. Dbanie o wydajność stało się allegrową codziennością i powstało to, do czego dążyliśmy od samego początku – kultura web performance. Nasze wyniki są tak naprawdę sukcesem wszystkich naszych inżynierów.

Infografika_Google_Mobile Hall of Fame

Nie tylko prędkość

Szybkość witryny mobilnej jest również powiązana z jej użytecznością. Dlatego Google wprowadziło w 2020 roku trzy nowe metryki, które oceniają szybkość ładowania oraz działania witryny mobilnej pod kątem optymalnego doświadczenia użytkownika. Do zbudowanie powyższego zestawienia posłużyły tzw.  Podstawowe Wskaźniki Internetowe (ang. Core Web Vitals), które obejmują:

  • LCP (Largest Contentful Paint), mierząca czas do pojawienia się największego widocznego elementu

LCP wskazuje czas, w jakim ładuje się największy obiekt na stronie (np. zdjęcie produktu). Witryna ma dobre LCP, jeśli ładowanie takiego elementu nie zajmuje więcej niż 2,5 sekundy.

  • FID (First Input Delay), mierząca czas reakcji witryny na akcje użytkownika

FID określa jak szybko elementy, takie jak linki lub przyciski, reagują na akcje użytkownika, takie jak np. dotknięcie ich palcem. Determinuje więc czas, po jakim użytkownik jest w stanie rozpocząć sensowne korzystanie ze strony. Jeśli FID wyniesie poniżej 100 ms, możemy stwierdzić, że strona jest zoptymalizowana w tym zakresie.

  • CLS (Cumulative Layout Shift), mierząca stabilność wizualną elementów strony

CLS informuje nas o tym, jak duże są przesunięcia elementów podczas podczas ładowania się strony. Określa więc jak bardzo może zmienić się wygląd strony i pomaga wyeliminować sytuacje, w których np. przyciski zmieniają pozycję w momencie, gdy chcemy je dotknąć palcem. Jeśli CLS nie jest wyższe niż 0,1 strona jest poprawnie skonstruowana.

Jedynie 27% polskich witryn internetowych osiąga dobre wyniki w zakresie Podstawowych Wskaźników Internetowych. Chociaż stawia to polskie strony w lepszej pozycji niż  konkurentów z USA czy Francji, nadal jednak wynik ten można poprawić, gdyż ponad dwie trzecie witryn mobilnych wymaga optymalizacji pod kątem łatwości obsługi.

‒ Z danych zebranych dla polskiego rynku wynika, że aż dwa Podstawowe Wskaźniki Internetowe wymagają poprawy. Są to LCP (czas do pojawienia się największego widocznego elementu) oraz CLS (stabilność wizualną elementów strony w trakcie ładowania). Jeżeli musimy długo czekać, aż załaduje się zdjęcie produktu, albo w trakcie zakupu ucieknie nam spod palca przycisk “Złóż zamówienie” i zamiast niego usuniemy sobie produkt z koszyka, wzrasta niestety szansa na to, że klient porzuci całkowicie proces zakupu i skorzysta z oferty konkurencyjnej firmy ‒ komentuje polskie zestawienie Piotr Kowalski, Senior Analytical Consultant, ekspert Google w zakresie rozwiązań mobilnych dla biznesu. ‒ Warto także wspomnieć, że od maja 2021 roku powyższe metryki będą również uwzględniane w kalkulacji rankingu przez algorytm wyszukiwarki Google ‒ przypomina Piotr Kowalski. 

Czy więc czas to pieniądz?

Okazuje się jednak, że fakt, iż strona ładuje się szybko to współcześnie jednak wciąż za mało. Równie ważne jest doświadczenie użytkownika z korzystania ze strony. 70% klientów stron mobilnych rezygnuje z zakupu, jeśli wydaje się to dla nich zbyt trudne lub denerwujące.[1]Ponadto, jeżeli chodzi o postrzeganie marki, doświadczenie użytkownika ma takie samo znaczenie jak przedstawiona na stronie oferta. 83% osób, które robi zakupu przy pomocy smartfona, przywiązuje taką samą wagę do doświadczenia na stronie internetowej, jak do produktów lub usług firmy.[2]  Ekran smartfona jest mniej więcej 6 razy mniejszy niż przeciętny monitor komputera, dlatego niezwykle istotne jest dobre zaprojektowanie serwisu mobilnego w taki sposób, aby zapewnić jak najlepszą użyteczność podczas jego przeglądania na małym ekranie smartfona. Odpowiednia prezentacja zdjęć produktu, jego opisu czy też formularzy pozwala na przekonanie klienta do zakupu oraz na uniknięcie błędów przy podawaniu np. adresu dostawy.

Co zrobić, żeby strona mobilna była szybsza?

  1. Badanie: Sprawdź, czy Twoja witryna spełnia kryteria jakości Podstawowych Wskaźników  Internetowych na stronie na stronie https://web.dev/vitals/  i ilu odwiedzających nie ma jeszcze wystarczająco dobrych doświadczeń użytkownika.
  2. Optymalizuj i mierz wydajność swojej sieci w sposób ciągły. Jeżeli możesz, zbuduj zespół, który będzie monitorować Podstawowe Wskaźniki Internetowe i dbać o to, aby strona była na bieżąco pod te wskaźniki optymalizowana.
  3. Podczas optymalizacji zwróć szczególną uwagę na czas ładowania najważniejszych elementów witryny, interaktywność elementów klikalnych oraz stabilność wizualną strony – zoptymalizuj kod JavaScript, który potrafi bardzo obciążyć mobilną przeglądarkę.

Metodologia badania Mobile Hall of Fame:

Na podstawie danych SimilarWeb (grudzień 2020 r., Mobile Web Traffic) zidentyfikowano 50 najczęściej odwiedzanych witryn mobilnych w wybranych branżach (e-commerce i finanse) w Polsce. Bazując na danych Chrome User Experience Report (CrUX) (grudzień 2020 r.) dla Polski, strony te zostały ocenione (przy korzystaniu z połączenia internetowego 3G/ 4G). CrUX mapuje anonimowe i zagregowane doświadczenia użytkowników Chrome w popularnych domenach. Badanie The Core Web Vitals Hall of Fame wykorzystuje trzy zorientowane na doświadczenie użytkownika metryki: LCP (czas do pojawienia się największego widocznego elementu, FID (czas reakcji witryny na akcje użytkownika) oraz CLS (mierząca stabilność wizualną elementów strony). Witryny, które osiągają dobre wyniki we wszystkich trzech wskaźnikach, w 75 percentyla mierzonego czasu, są wymieniane w zestawieniu Mobile Hall of Fame.

Strony internetowe są uporządkowane na grafikach alfabetycznie. Należy zauważyć, że porównania z innymi zestawami danych, metrykami lub narzędziami, takimi jak Lighthouse lub TestMySite, prowadzą do różnych wyników ze względu na różne środowiska testowe, okresy lub konfiguracje testów.

[1] Google/Deloitte/55, Milliseconds Make Millions, 2020

[2] Google/Deloitte/55, Milliseconds Make Millions, 2020

30 milionów osób na całym świecie zdobywa umiejętności cyfrowe podczas pandemii COVID-19

Microsoft i LinkedIn uruchamiają kolejny etap inicjatywy pomagającej osobom poszukującym pracy oraz pracodawcom przejść do gospodarki zorientowanej na umiejętności

Microsoft pomógł ponad 30 milionom ludzi w 249 krajach uzyskać dostęp do umiejętności cyfrowych. Firma przekroczyła swój początkowy cel z czerwca zeszłego roku, zakładający objęcie inicjatywą 25 milionów osób. Dodatkowo, w 2021 roku Microsoft zobowiązuje się wesprzeć 250 000 firm w obsadzaniu miejsc pracy na podstawie umiejętności kandydatów.

Od zwolnionych pracowników fabryk po sprzedawców detalicznych i kierowców ciężarówek – miliony osób skorzystały w czasie pandemii z kursów online od GitHub, LinkedIn i Microsoft, przygotowujących do ubiegania się o najbardziej poszukiwane stanowiska, w tym obsługę klienta, zarządzanie projektami i analizę danych.

Szczegółowy plan działań jest kontynuacją globalnej inicjatywy na rzecz rozwoju kompetencji cyfrowych. Zakłada on przedłużenie na cały rok 2021 cyklu bezpłatnych kursów LinkedIn Learning i Microsoft Learn oraz przystępnej cenowo certyfikacji umiejętności, pożądanych w 10 zawodach, na które jest największe zapotrzebowanie. Kolejny etap projektu wyznacza nowe sposoby realizacji gospodarki opartej na wiedzy, oddając w ręce kandydatów i pracodawców zestaw narzędzi oraz platform, które pomogą im się połączyć.

“Przez ostatni rok, obserwowaliśmy, że najwyższe koszty pandemii ponoszą ci, których najmniej na nie stać” – mówi Brad Smith, Prezes Microsoft. „Wspólnie z LinkedIn podwajamy wysiłki, aby wspierać rynek pracy zorientowany na umiejętności, który nie wyklucza, stwarza więcej możliwości i jest elastyczny. Otwieramy kolejne ścieżki nauczania, prowadzące do nowych miejsc pracy”.

LinkedIn planuje w tym roku pomóc 250 000 firm w zatrudnianiu na podstawie umiejętności, wykorzystując nowe lub istniejące projekty rekrutacyjne. Firma zapewni zarówno rozwiązania dla osób poszukujących pracy, służące lepszej prezentacji profilu zawodowego, jak i narzędzia, z których mogą skorzystać pracodawcy, by połączyć się z kandydatami o określonych umiejętnościach. Wśród nich znajdą się:

Pilotażowy program LinkedIn SkillsPath, nowy sposób na pomoc firmom w zatrudnianiu pod kątem umiejętności. Skills Path łączy kursy LinkedIn Learning z ocenami umiejętności, aby pomóc rekruterom w pozyskiwaniu kandydatów na równych zasadach, w oparciu o ich udokumentowane umiejętności. W pilotażu LinkedIn wezmą udział różne firmy, w tym BlackRock, Gap Inc. i TaskRabbit, które chcą rozszerzyć swoje praktyki rekrutacyjne, aby lepiej uwzględniały kandydatów z różnorodnym doświadczeniem.

Nowe ekspresyjne, inkluzywne i indywidualne funkcje profilu LinkedInpomogą użytkownikom dzielić się większą ilością informacji o sobie, karierze i celach. Film „Cover Story” umożliwi osobom poszukującym pracy pokazanie ich miękkich umiejętności przed rekruterami. 75% osób zatrudniających pracowników uważa, że standardowy życiorys jest niewystarczający w ocenie umiejętności miękkich kandydata, a prawie 80% twierdzi, że nagranie wideo stało się ważniejsze w przypadku weryfikacji kandydatów.

Rozszerzony dostęp do narzędzia SkillsGraph pomoże stworzyć wspólny język umiejętności dla osób prywatnych, pracodawców, instytucji edukacyjnych i agencji rządowych, aby ulepszyć planowanie zatrudnienia, zatrudnianie oraz programy rozwojowe.
Microsoft łączy wysiłki, aby uzupełnić działania LinkedIn w celu promowania możliwości w zakresie umiejętności cyfrowych, m.in. z pomocą Career Coach, aplikacji edukacyjnej w Microsoft Teams, współdziałającej z LinkedIn, dostarczającej spersonalizowanych wskazówek dla studentów szkół wyższych, by ułatwić im nawigację po ścieżce kariery. Career Coach oferuje instytucjom edukacyjnym ujednolicone rozwiązanie do planowania kariery dla studentów. Pomaga ono odkryć cele, zainteresowania i umiejętności za pomocą opartego na sztucznej inteligencji identyfikatora umiejętności oraz integracji z serwisem LinkedIn. Pozwala on dostosować profil studenta do trendów na rynku pracy, a także pomaga rozwijać umiejętności oraz nawiązywać kontakty z mentorami i rówieśnikami – wszystko to w jednym miejscu.

“Przez długi czas sposób, w jaki ludzie byli zatrudniani, opierał się wyłącznie na pracy, którą wykonywali, dyplomie, który zdobyli lub ludziach, których znali. Obecnie zaczyna się to zmieniać. Pracownicy lepiej rozumieją i komunikują umiejętności, jakie posiadają oraz jakich potrzebują. Firmy zwracają uwagę nie tylko na tradycyjnie postrzegane kwalifikacje, ale również na umiejętności, dzięki którym pracownicy z często pomijanych społeczności mogą coś osiągnąć. Chcemy przyspieszyć tę zmianę” – powiedział Ryan Roslansky, dyrektor generalny LinkedIn. “Od czerwca ubiegłego roku Microsoft i LinkedIn pomogły ponad 30 milionom ludzi na całym świecie uzyskać dostęp do umiejętności cyfrowych, a dziś rozszerzamy nasze zaangażowanie, wspierając 250 000 firm w tym, by w 2021 roku zatrudniały pracowników na podstawie ich umiejętności”.

W ramach inicjatywy Microsoft ściśle współpracował ze swoimi partnerami non-profit, aby zapewnić kompleksowe wsparcie w postaci coachingu, mentoringu i networkingu prawie 6 milionom osób zainteresowanych rozwojem swojej ścieżki edukacyjnej. Microsoft planuje wykorzystać to doświadczenie szerzej w ramach nowej usługi internetowej Career Connector, która ma w ciągu najbliższych trzech lat pomóc w obsadzeniu 50 000 stanowisk technicznych osobami poszukującymi pracy. Skupi się ona na uczniach, którzy zdobyli umiejętności dzięki partnerom Microsoftu z sektora non-profit i nauki. Usługa uwzględnia w szczególności potrzeby kobiet i mniejszości niedostatecznie reprezentowanych w branży technologicznej.

*Metodologia badania: Censuswide przeprowadził badania online w imieniu LinkedIn, w okresie 25 lutego – 2 marca 2021 r., wśród 1 009 menedżerów ds. zatrudnienia i 2 101 osób poszukujących pracy, w wieku od 18 do 69 lat w Stanach Zjednoczonych.

Stanowisko ZPP ws. projektu Krajowego Planu Odbudowy

Przedstawiony do konsultacji projekt Krajowego Planu Odbudowy dzieli większość klasycznych cech polskich dokumentów programowych – zawiera w dużej mierze trafne (choć niekiedy martwiące) diagnozy, ma logiczną strukturę i wyznacza ambitne cele. Zdecydowanie pozytywnie należy ocenić widoczną w dokumencie koncentrację (nieco wymuszoną przez strukturę krajowych planów odbudowy opisaną w stosownym rozporządzeniu PE i Rady) na kwestiach związanych z cyfryzacją. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców od początku pandemii podkreślał, że powinien być to absolutnie priorytetowy kierunek polityki w ciągu najbliższych lat.

Problematyczne wydają się zawarte w KPO propozycje reform, spośród których znaczną część należy ocenić pozytywnie, lecz w przypadku innych uwagę zwraca nadmierna ogólność, brak strategicznej spójności i bezpośredniego powiązania z zakładanymi celami. ZPP dostrzega walory przedstawionego do konsultacji dokumentu, przedstawiając równolegle szereg krytycznych komentarzy dot. jego zawartości, bliżej opisanych w następujących akapitach.

Tytułem uwagi porządkowej należy wskazać, że KPO jest dokumentem umożliwiającym ubieganie się o wsparcie w europejskiego Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększenia Odporności, a jego struktura i założenia oparte są w dużej mierze na treści rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2021/241z dn. 12 lutego 2021 r. ustanawiającego rzeczony Instrument. Wydaje się, że skala wpływu postanowień zawartych w tym rozporządzeniu na kształt KPO jest w debacie publicznej niedoceniana, zwłaszcza w kontekście pojawiających się w niektórych stanowiskach uwag dot. horyzontu czasowego KPO (koniec sierpnia 2026 roku jako punkt graniczny), który wynika wszakże wprost z art. 18 ust. 4 lit. i rozporządzenia. Rozporządzenie określa również zakres stosowania Instrumentu, wskazując na sześć filarów, które powinny zostać uwzględnione we wszystkich planach odbudowy:

i) zielona transformacja;

ii) transformacja cyfrowa;

iii) inteligentny, zrównoważony wzrost gospodarczy sprzyjający włączeniu społecznemu, w tym spójność gospodarcza, miejsca pracy, produktywność, konkurencyjność, badania naukowe, rozwój i innowacje, a także dobrze funkcjonujący rynek wewnętrzny z silnymi MŚP;

iv) spójność społeczna i terytorialna;

v) opieka zdrowotna oraz odporność gospodarcza, społeczna i instytucjonalna, w celu m.in. zwiększenia gotowości na sytuacje kryzysowe i zdolności reagowania kryzysowego;

vi) polityki na rzecz następnego pokolenia, dzieci i młodzieży, takie jak edukacja i umiejętności.

Wprost z rozporządzenia wynika zatem zarówno horyzont czasowy proponowanych reform, jak i obszary tematyczne, których powinny one dotyczyć. Co więcej, w ramach wspomnianych obszarów, rozporządzenie w jasny sposób wskazuje priorytety, poprzez określenie, że co najmniej 37% alokacji środków w ramach planu odbudowy i zwiększania odporności ma być przeznaczone na działania przyczyniające się do zielonej transformacji, a 20% – na działania służące transformacji cyfrowej. Postanowienia aktu prawnego ustanawiającego europejski Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększenia Odporności wytyczyły zatem generalny kierunek prac nad poszczególnymi planami krajowymi.

Punktem wyjścia dla projektu KPO jest diagnoza wskazująca na gospodarcze skutki pandemii COVID-19 oraz kluczowe wyzwania rozwojowe dla Polski. Jak zaznaczono w pierwszym akapicie niniejszego stanowiska, diagnozę tę należy generalnie podzielić, choć da się zauważyć w jej ramach przestrzeń do pewnych uzupełnień. Całkowicie słusznie wskazano na gigantyczne wyzwanie związane z wciąż niską innowacyjnością polskiej gospodarki, zagrożeniami środowiskowymi, czy też pewną degenerację miast średnich.

Pominięto jednak (lub w niewystarczającym stopniu wskazano), jak się wydaje, dalece problematyczną sytuację demograficzną, czy znane powszechnie słabości instytucji publicznych, wyjątkowo zdawkowo odniesiono się również do kwestii przewidywalności i jakości regulacji.

Ten ostatni fragment jest ponadto zaskakujący, ponieważ wskazuje, że od momentu, w którym Komisja po raz pierwszy powiązała pewność prawa, zaufanie do jakości i przewidywalności regulacji z klimatem inwestycyjnym, do czasu kryzysu zw. z COVID-19, Polska odnotowała kilkuletni wzrost inwestycji. Należy w tym kontekście zaznaczyć jednak, że problem braku przewidywalności i stabilności otoczenia regulacyjnego pozostawał w okresie „przedpandemicznym” aktualny i ZPP jednoznacznie wskazywał, że może być on jedną z przyczyn niezadowalającej wysokości inwestycji w Polsce (mimo ich nominalnego wzrostu, stopa inwestycji w relacji do PKB wciąż pozostaje daleko od zakładanego w Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju poziomu 25 proc.).

W trakcie lektury generalnych założeń KPO trudno nie zwrócić również uwagi na pewien recykling wątków i koncepcji poruszanych m.in. na łamach Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, liczne odniesienia do innego rodzaju dokumentów strategicznych (takich jak powstająca Nowa Polityka Przemysłowa Polski), czy też uwzględnianie w ramach opisów reform zawartych w KPO już procedowanych projektów legislacyjnych.

Oczywiście, spójność z dotychczas realizowanymi inicjatywami jest jedną z obowiązkowych cech planu, jednak wydaje się, że przynajmniej w niektórych aspektach wykorzystanie KPO do stosunkowo prostego przedłużenia koncepcji już opisanych w SOR może budzić pewien niedosyt. Zwłaszcza wziąwszy pod uwagę to, jak powszechnie podkreśla się wyjątkowość czasu epidemicznego i potencjalną skalę przemian gospodarczych, których jesteśmy i będziemy świadkami. Pewien duch gospodarczej zmiany niewątpliwie obecny w przestrzeni publicznej od co najmniej roku, w połączeniu z gigantycznymi dodatkowymi środkami, które będziemy mieli do dyspozycji, mogłyby stanowić nowy impuls dla myślenia strategicznego o gospodarczej roli Polski w regionie i na świecie oraz o pojawiających się na horyzoncie szansach.

Kluczowe propozycje reform gospodarczych opisane są w komponencie A KPO, zatytułowanym „Odporność i konkurencyjność gospodarki”. Pierwsza z zaplanowanych w jego ramach reform nazwana została obiecująco: „Stabilne warunki do inwestowania”. Trudno nie zgodzić się z jej generalnym celem, tj. wypracowaniem nowego modelu planowania przestrzennego w celu zwiększenia transparentności zasad dotyczących możliwości przeznaczania gruntów pod prowadzenie określonych rodzajów działalności gospodarczych. Oczywiście obecna czasochłonność i poziom skomplikowania procedur w tym zakresie stanowią istotną barierę inwestycyjną, wydaje się jednak że autorzy KPO w niewystarczającym stopniu uzasadnili, dlaczego akurat ten aspekt został uznany za kluczowy z punktu widzenia zapewnienia stabilnych warunków do inwestowania.

Abstrahując od kwestii przyjętych priorytetów i przejrzystości przesłanek, na podstawie których je wybrano, uwagę zwraca bardzo długi czas realizacji reformy – prace nad regulacją miałyby zostać zakończone dopiero w I kwartale 2023 roku, czyli w ciągu najbliższych dwóch lat, przy czym w dokumencie wyraźnie zaznaczono, że istnieje ryzyko przedłużania się prac legislacyjnych. Mając na uwadze fakt, że projekty o analogicznym poziomie skomplikowania i wymagające co najmniej podobnego nakładu pracy powstawały niejednokrotnie w znacznie szybszym tempie, za wskazane należałoby uznać skrócenie tego terminu i przyjęcie za deadline I kwartału 2022 roku.

Uwagę przykuwa również Inwestycja A1.1.1., tj. „Wsparcie inwestycji w przedsiębiorstwach”. Autorzy proponują przeznaczyć na nią 300 mln euro, a zamierzonym celem miałaby być zmiana bądź rozszerzenie profilu działalności podmiotów gospodarczych (szczególnie tych z sektorów najbardziej poszkodowanych przez pandemię COVID-19) przez inwestycje w bazę produkcyjną i kwalifikacje pracowników. Wydaje się, że zarówno działanie, jak i jego adresaci zostali opisani słusznie, wątpliwości budzi jedynie zakres oferowanego wsparcia. Dywersyfikacja prowadzonej działalności, czy też przebranżowienie, nie muszą być jedynymi ścieżkami zwiększenia odporności przedsiębiorstw na kolejne kryzysy. Być może zasadne byłoby przeznaczenie środków również na inwestycje w optymalizację prowadzonej działalności i skalowanie jej, tak by możliwe stało się zbudowanie odpowiedniego zaplecza kapitałowego umożliwiającego firmom przetrwanie mimo przejściowych trudności.

Bardzo konkretna inwestycja A1.1.3., tj. skracanie łańcucha dostaw w przetwórstwie rolno-spożywczym, została opisana solidnie i na tyle szczegółowo, na ile pozwala przekrojowy charakter dokumentu. Zwracamy jedynie uwagę na fakt, iż ograniczenie wsparcia w jej zakresie wyłącznie do firm z sektora MŚP może doprowadzić do niezrealizowania jej podstawowych celów (choćby w zakresie wsparcia inwestycyjnego wykorzystania surowców białkowych niemodyfikowanych genetycznie do produkcji pasz). Tym samym, należałoby poszerzyć katalog potencjalnych beneficjentów o duże podmioty, zwłaszcza że byłoby to podejście spójne z rekomendacjami Komitetu Monitorującego PROW. W zakresie przemysłu spożywczego zresztą wydaje się, że wartością dodaną byłoby uwzględnienie w KPO wątków dotyczących lokalnej, jakościowej produkcji żywności – od kwestii związanych z promocją rodzimego mięsa, po odniesienie do lokalnych tradycji masarskich, piekarskich, czy cukierniczych.

O ile za zasadne należy uznać uwzględnione w innych fragmentach tego komponentu cele związane m.in. ze zwiększeniem nakładów na badania i rozwój, czy też z rynkiem pracy, o tyle logika proponowanych w tym zakresie rozwiązań budzi wątpliwości. Model stymulowania innowacyjności przez szereg ulg podatkowych został już w Polsce w ostatnim czasie przetestowany i wydaje się, że – mimo faktycznie obserwowalnego zwiększenia nakładów na badania i rozwój – nie doprowadził do przełomu. Z dorobku ekonomii behawioralnej wynika, że ludzie generalnie preferują unikanie strat ponad obietnicę zysku. Prosta konkluzja jest taka, że w celu zwiększenia nakładów na inwestycje i innowacje, należy skupić się na minimalizowaniu ryzyka strat z przyczyn pozarynkowych (przede wszystkim regulacyjnych), a nie na projektowaniu preferencji fiskalnych. Podejście takie wydają się potwierdzać badania, w których przedsiębiorcy niestabilność otoczenia prawnego wskazują jako kluczową barierę dla prowadzenia biznesu i realizowania inwestycji.

Jeśli chodzi o rynek pracy zaś, w obszarze kadr dla nowoczesnej gospodarki zaproponowano dużo rozwiązań miękkich, o charakterze ogólnym (związanych np. z promocją doradztwa zawodowego, czy organizacją konkursów) – wydaje się, że to narzędzia o zbyt niesprecyzowanym stopniu oddziaływania, by uznać że wyczerpują one możliwe drogi odpowiedzi na wyzwania związane z zapotrzebowaniem na wysoko wykwalifikowanych pracowników. Jeśli chodzi o instytucje zatrudnienia, kierunek cyfryzacji i upraszczania procedur zasługuje na pełne wsparcie. Brakuje jednak pogłębionej refleksji nad strukturą tych instytucji – punktem wyjścia powinien być ich przegląd, prawdopodobnie redukcja ich liczby, a następnie określenie na nowo ich funkcji i zakresu działalności.

W zakresie energetyki należy zaznaczyć, że uwzględnione w dokumencie założenia są generalnie zbieżne z celami Komisji Europejskiej. Trzonem inwestycji w tym obszarze powinny być lądowe oraz morskie farmy wiatrowe, wraz z wielkoskalową energetyką solarną. Mające istotne znaczenie w dokumencie (choć opisane zostały zbyt przekrojowo i za mało konkretnie, np. bez uwzględnienia potencjału sektora przemysłowego) technologie wodorowe pełne zastosowanie znajdą w stosunkowo odległej przyszłości, zaś inwestycje biogazowe nie zapewnią całkowitego zbilansowania energetyki odnawialnej (powinny być zaś wspierane w ramach programu rozwoju energetyki rozproszonej). Skutecznym uzupełnieniem źródeł odnawialnych mogłaby być (przynajmniej przejściowo) energetyka gazowa, nie oznaczać to powinno jednak rezygnacji z energetyki jądrowej. W tym kontekście kluczowe będzie podjęcie trafnych decyzji w zakresie wyboru partnera inwestycyjnego.

KPO wydaje się nie uwzględniać potencjału lokalnych, opartych na OZE obszarów energetycznych skupionych wokół zakładów przemysłowych. Jest to o tyle niekorzystne, że modele takie mogą ułatwić osiągnięcie celów redukcyjnych sektora energetycznego i dekarbonizację przemysłu. W tym zakresie potrzebne byłyby zmiany prawne umożliwiające rozwój m.in. instalacji OZE położonych na terenie zakładów, czy elastycznych rozwiązań sieciowych.

Odnosząc się do wątku energetycznego, nie sposób nie wspomnieć o górnictwie. Wspomniana w dokumencie komplementarność KPO z mechanizmem sprawiedliwej transformacji powinna (w kontekście negatywnych skutków społecznych „zielonej transformacji”) bezpośrednio odnosić się do funkcjonowania tegoż mechanizmu również w regionach sąsiadujących z regionami z dużym udziałem energetyki zawodowej i przemysłu wydobywczego. Regiony te mogą samodzielnie nie być w stanie wygenerować liczby miejsc pracy wynikającej ze skali zatrudnienia w kopalniach.

Ostatecznie, za wskazane uznać należałoby zwiększenie alokacji środków na poprawę efektywności energetycznej przedsiębiorstw. Skromna alokacja może znacznie ograniczyć wymierne efekty w tym zakresie.

Komponent dotyczący transformacji cyfrowej wydaje się być skonstruowany przejrzyście i uwzględniać rozmaite aspekty tejże transformacji. Autorzy odnoszą się nie tylko do kwestii infrastrukturalnych i sprzętowych, lecz również do rozwoju kompetencji cyfrowych, które wydają się być absolutnie kluczowe z punktu widzenia budowania społeczeństwa informacyjnego i rozwijania e-usług publicznych. Dzięki temu udało się stosunkowo kompleksowo opisać wyzwania związane z procesem cyfryzacji poszczególnych aspektów funkcjonowania państwa i obywateli. Dla jasności planu cyfryzacji przydatne byłoby jedynie choćby kierunkowe wskazanie projektów realizowanych w ramach rozwoju e-usług w administracji publicznej.

W obszarze zdrowia z pewnością cieszy wysoki priorytet e-zdrowia, jako że ostatnie wdrożenia w zakresie cyfryzacji opieki zdrowotnej można z pewnością uznać za sukcesy. Kierunkowo, wydaje się że należałoby pójść znacznie dalej niż wprowadzenie e-recepty i e-skierowania, i stworzyć spójny model przepływu informacji medycznym, który z jednej strony zapewniłby pacjentom dostęp do własnych informacji w czasie rzeczywistym, a z drugiej zagwarantowałby służbom medycznym odpowiedni czas na reakcję. Naturalnie, w tym zakresie istotną rolę odgrywać powinien również rozwój telemedycyny , zdalnych aplikacji i urządzeń typu POCT (point of care testing), czyli diagnostyki w miejscu świadczenia usług. Naturalnie priorytet należy nadać również kwestii rozwoju kadr w systemie opieki zdrowotnej. Wydaje się, że zasadnym kierunkiem byłoby również włączenie prywatnych świadczeniodawców do systemu realizacji inwestycji w infrastrukturę publiczną, na bazie planów regionalnych i map potrzeb zdrowotnych. Zastanawiająca i niepokojąca w kontekście doniesień o planowanej centralizacji szpitali jest z kolei zawarta w KPO krytyczna uwaga odnosząca się do rozproszonego zarządzania w ochronie zdrowia. Nieco anachroniczne wydaje się być również postrzeganie rynku medycznego przez pryzmat fizycznych placówek publicznych (budynków).

W obszarze zdrowia naturalnie odnieść należy się również do kwestii produkcji leków i wyrobów medycznych. W pierwszej kolejności wydaje się, że zasadne byłoby zwiększenie alokacji środków finansowych na komponent „Stworzenie sprzyjających warunków dla rozwoju sektora leków i wyrobów medycznych”. Planowana w tej chwili kwota 193 mln euro pozwoliłaby na wprowadzenie 3 – 4 nowych technologicznie rozwiązań produkcyjnych, podczas gdy zarówno ambicje decydentów (dotyczące stworzenia silnego rodzimego przemysłu farmaceutycznego), jak i potencjał sektora, sugerują znacznie większe zapotrzebowanie z jednej strony – i możliwości z drugiej.

Zwracamy w tym miejscu również uwagę na fakt, iż wykorzystywanie standardowych mechanizmów ujętych w rozporządzeniu Komisji (UE) 651/2014 na potrzeby osiągnięcia kluczowego celu KPO, tj. odbudowy i stworzenia odporności społeczno-gospodarczej po kryzysie wywołanym pandemią COVID-19, wydaje się być nieefektywne. Być może potrzebny byłby w tym zakresie osobny, elastyczny mechanizm regulujący zasady przekazywania pomocy publicznej – w przeciwnym wypadku możliwe będzie, że potencjalne wsparcie nie będzie wystarczającą zachętą dla tworzenia infrastruktury rozwijającej potencjał produkcyjny substancji czynnych.

Tytułem uwagi szczegółowej – należałoby zastanowić się również nad opisanym na str. 188 dokumentu ograniczeniem możliwości uzyskania środków przez producentów na projekty B+R wyłącznie do obszaru i produkcji API. Być może zasadne byłoby poszerzenie go również o projekty badawczo-rozwojowe w zakresie rozwoju generycznych produktów leczniczych i leków biopodobnych, z uwagi choćby na możliwość wprowadzenia określonych innowacji procesowych pozwalających optymalizować produkcję.

W przekrojowym obszarze infrastrukturalnym zwracamy uwagę na negatywne zjawisko wyłączenia możliwości dofinansowania dla większych ośrodków miejskich (m.in. w zakresie zazieleniania miast). Wydaje się to być niespójne z kluczowym założeniem KPO, jako że duże miasta zostały w szczególny sposób dotknięte negatywnymi skutkami epidemii COVID-19. Analogicznie wątpliwości budzi wyłączenie z zakresu dofinansowania takich środków transportu publicznego, jak tramwaje, czy metro. Uwagę zwraca przy tym fakt, że dokument – mimo powoływania się na szereg funkcjonujących już (bądź projektowanych) programów i strategii – całkowicie pomija wieloletni Program Inwestycyjny Centralny Port Komunikacyjny, którego generalne cele wydają się zbieżne z deklarowanymi celami KPO (zwłaszcza w zakresie przeniesienia akcentu z inwestycji drogowych na inwestycje kolejowe). Transport kolejowy można byłoby również szerzej uwzględnić w projektach niejako międzykomponentowych, związanych m.in. z rozwojem technologii wodorowych, czy transformacją energetyczną.

W odniesieniu do elektromobilności i neutralności technologicznej w transporcie, nie podważając oczywiście tych celów, należy zwrócić uwagę na czasochłonność i charakter tego procesu. Wydaje się, że wspierać należy rozmaite rozwiązania zmierzające do redukcji emisji. Komplementarnie należałoby również odnieść się do zwiększenia bezpieczeństwa łańcucha dostaw w branży motoryzacyjnej (w tym zakresie kryzys COVID-19 uwydatnił istotne niedobory).

Reasumując, przedstawiony projekt KPO to dokument zawierający trafne diagnozy i szereg słusznych instrumentów, jednak wymagający – jeśli ma spełnić swoje podstawowe założenia – pewnych korekt. Należy je jednak oczywiście wprowadzić możliwie najszybciej – tak by równie szybko dostępne stały się środki z unijnego Instrumentu.

Odpowiedzialność solidarna osoby trzeciej za odsetki za opóźnienie w zapłacie VAT

Regulacje z zakresu opodatkowania VAT przewidują solidarną odpowiedzialność za zapłatę tego podatku przez przedsiębiorców uczestniczących w transakcji, a nawet solidarną odpowiedzialność osób trzecich. W wydanej 14 stycznia 2021 r. opinii Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości UE odniósł się do granic możliwości obarczenia osoby trzeciej taką odpowiedzialnością za odsetki powstałe w wyniku opóźnienia w zapłacie VAT.

Art. 205 Dyrektywy Rady 2006/112/WE z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz.Urz. UE L 347/1 z 11 grudnia 2006 r.) stanowi, że w niektórych przypadkach państwa członkowskie mogą postanowić, że osoba inna niż osoba zobowiązana do zapłaty VAT będzie solidarnie odpowiedzialna za zapłatę VAT.

Sprzedawca wykazał VAT, pobrał go od nabywcy, ale do skarbówki go nie odprowadził

Jedna z bułgarskich spółek z o.o. (zwana dalej „przedsiębiorcą”) w kwietniu i maju 2014 r. nabyła od innej spółki pojazdy i maszyny rolnicze. Sprzedający wystawił przedsiębiorcy faktury z odrębnie wykazanym VAT, a przedsiębiorca dokonał należnej zapłaty i skorzystał z prawa do odliczenia VAT naliczonego. Sprzedający (również spółka z Bułgarii) sam nabył przedmiotowe towary od firmy z Wielkiej Brytanii. Wskutek przeprowadzonej u niego kontroli podatkowej w czerwcu 2016 r. organy skarbowe stwierdziły, że choć sprzedający wykazał swoje zobowiązanie w VAT, to podatek w większości nie został odprowadzony. Organy wydały decyzję, mocą której domagały się zapłaty VAT wraz z odsetkami za opóźnienie, liczonymi od kwietnia 2014 r.

Fiskus zażądał pokrycia VAT przez kontrahenta nierzetelnego podatnika łącznie z odsetkami

W związku z zaistniałą sytuacją kontrolę podatkową zarządzono również u przedsiębiorcy, jako nabywcy towaru. W lutym 2018 r. organy zażądały od niego, jako dłużnika solidarnego, realizacji zobowiązania w VAT, niespełnionego przez sprzedawcę. Oprócz wykazanego przez sprzedającego na fakturze VAT, którego nie zapłacił, fiskus domagał się od przedsiębiorcy także odsetek za opóźnienie w jego zapłacie.

Co z tymi odsetkami?

Zaskarżenia przez przedsiębiorcę tej decyzji nie uwzględnił organ II instancji ani sąd administracyjny. Dlatego spółka z o.o. wniosła skargę kasacyjną do Varhoven – najwyższego sądu administracyjnego w Bułgarii. Dopiero ten sąd wystąpił do Trybunału Sprawiedliwości UE z pytaniem prejudycjalnym, czy art. 205 unijnej dyrektywy VAT oraz zasadę neutralności tego podatku należy interpretować w ten sposób, że solidarna odpowiedzialność odbiorcy dostawy za niezapłacony przez dostawcę VAT obejmuje również odsetki za opóźnienie w jego zapłacie?

Nieproporcjonalne, podwójne obarczanie przedsiębiorcy zobowiązaniem w VAT

Odpowiedź – a w zasadzie opinię – w tej sprawie 14 stycznia 2021 r. wydała Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej Juliane Kokott. Stwierdziła w niej, że odbiorca świadczenia, którym w rozpoznawanej sprawie jest przedsiębiorca/spółka z o.o., poniósł już koszt należnego podatku VAT, płacąc go w cenie nabycia towaru. Obarczenie go dalszą, dodatkową odpowiedzialnością za ten podatek wymaga więc szczególnego usprawiedliwienia, zwłaszcza w świetle fundamentalnej zasady proporcjonalności VAT. Bo przepisy państwa członkowskiego, które nakładają na podatnika bezwzględną odpowiedzialność solidarną za zobowiązania w VAT, szczególnie w sytuacji, gdy uregulował on już VAT osobie zobowiązanej do jego zapłaty, wykraczają poza to, co jest konieczne dla ochrony interesu Skarbu Państwa.

W opinii Rzecznik brak umożliwienia takiemu podatnikowi zrzucenia z siebie ciężaru tej odpowiedzialności poprzez wykazanie, że nie można mu przypisać związku z niewłaściwym działaniem osoby zobowiązanej do zapłaty podatku stoi w sprzeczności z regułą proporcjonalności VAT. Bowiem przypisywanie takiemu podatnikowi wyłącznej winy i odpowiedzialności za utratę przez Skarb Państwa dochodów podatkowych w sytuacji, gdy winę tę ponoszą osoby trzecie, a na ich zachowanie nie miał wpływu podatnik, byłoby jawnie nieproporcjonalne.

Odsetki za opóźnienie realizacji zobowiązań VAT przez osobę trzecią nie mogą zwiększać zakresu odpowiedzialności solidarnej

Mając na uwadze powyższe, Rzecznik Trybunału Sprawiedliwości UE stwierdziła: „Artykuł 205 dyrektywy 2006/112/WE w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej należy interpretować w ten sposób, że stoi on na przeszkodzie włączeniu do zakresu odpowiedzialności solidarnej osoby trzeciej odsetek za opóźnienie należnych od osoby zobowiązanej do zapłaty VAT z tytułu opóźnienia w zapłacie VAT” (sprawa C‑4/20 „ALTI” OOD przeciwko Direktor na Direktsia „Obzhalvane i danachno-osiguritelna praktika” – Plovdiv pri Tsentralno upravlenie na Natsionalnata agentsia za prihodite).

Podsumowanie

Wydana przez Rzecznika Generalnego TSUE opinia to bodziec do zrewidowania przez firmy rozstrzygnięć wydanych wobec nich przez polskie organy podatkowe, jako wobec dłużników solidarnie zobowiązanych za należności VAT w ramach transakcji dokonanych z kontrahentami, którzy sami tych należności nie uregulowali. Jak wynika z przywołanej opinii TSUE, organy mogły się bowiem domagać tylko solidarnego pokrycia samej kwoty należnego VAT, bez odsetek za opóźnienie w jego zapłacie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Inflacja w Polsce przyspiesza

Pomimo trudnej sytuacji gospodarczej ceny w dalszym ciągu idą w górę. Obecny poziom ma jeszcze zapas względem górnego limitu celu inflacyjnego, ale jesteśmy coraz bliżej tej bariery.

Inflacja znów przyspiesza

Po trzech miesiącach, kiedy inflacja znajdowała się niemal dokładnie w środku celu inflacyjnego, doszło do wybicia w górę. Dzisiejszy odczyt 3,2% nie przekracza celu, ale znajduje się blisko górnej granicy wynoszącej 3,5%. Jeżeli inflacja będzie dalej rosła, to wzrastać będzie również presja na podwyżkę stóp procentowych. To z kolei będzie tworzyć presję na umacnianie się złotego. Gdy rosną stopy procentowe, waluta zyskuje na wartości, bo atrakcyjniejsze stają się inwestycje oparte o stopę procentową.

Lepsze dane z Wysp

Dzisiaj nad ranem poznaliśmy dane na temat wzrostu PKB w czwartym kwartale. O ile w ujęciu kwartalnym mamy wzrost, o tyle w ujęciu rocznym jest to spadek o 7,3% wobec oczekiwań o 0,5% gorszych. Jest to zatem kolejny sygnał płynący z Wysp Brytyjskich, który pomimo brexitu wypada znacznie lepiej, niż przewidywano. To właśnie dlatego funt brytyjski po opuszczeniu Unii Europejskiej ma bardzo dobrą passę. Dzieje się tak mimo tego, że wyjście ze struktur unijnych jest raczej negatywnym bodźcem dla brytyjskiej gospodarki, a co za tym idzie funta.

Korekta na dolarze

Dzisiaj od rana wraz z kolejnymi szczytami na europejskich głównych parkietach widzimy powrót inwestorów z USA do Europy. Główny indeks Niemiecki DAX osiągnął wczoraj po raz pierwszy w historii poziom 15 000 punktów, uzyskując kolejne historyczne maksimum dla tego instrumentu. Dzisiejsze otwarcie nie rozpoczęło się korektą, co spowodowało optymizm na rynku walutowym. W rezultacie, od rana euro umacnia się względem złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:15 – USA – raport ADP,
14:30 – Kanada – miesięczne PKB,
15:45 – USA – indeks Chicago PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

PKN ORLEN sfinalizował przejęcie spółki OTP

PKN ORLEN nabył 100 proc. udziałów spółki transportowej OTP, największego przewoźnika drogowego paliw płynnych w Polsce. Transakcja umożliwi dynamiczny rozwój i optymalizację procesów logistycznych. Odbudowa własnych mocy transportowych w strukturach Koncernu oraz planowana centralizacja zarządzania logistyką drogową korzystnie przełożą się również na wyniki Grupy Kapitałowej ORLEN. W ten sposób Koncern zdecydowanie umocni swoją pozycję na rynku przewozów drogowych. 

Przejęcie doświadczonego podmiotu z wysokimi kompetencjami w obszarze przewozów drogowych poprzedziła wnikliwa analiza branży transportowej i zachodzących w niej zmian w ostatnich latach. Spółka OTP powstała na bazie aktywów ORLEN Transport, o którego sprzedaży do Grupy Trans Polonia zdecydowano w 2015 roku.

 

– Inwestujemy w rozwój obszarów, które wzmocnią pozycję Grupy ORLEN i przełożą się na wzrost zysków w długiej perspektywie. Zakup spółki OTP oraz centralizacja kompetencji transportowych pozwoli na osiągnięcie oszczędności na poziomie nawet 25 milionów zł rocznie. Dlatego zdecydowaliśmy się na odzyskanie perspektywicznych aktywów transportowych, co do których decyzja o sprzedaży zapadła w 2015 r. Przyjęty kierunek rozwoju stwarza również przestrzeń do współpracy z polską branżą transportową. Centralne zarządzanie logistyką drogową wymaga bowiem dodatkowo zbudowania silnego i stabilnego portfolio firm zewnętrznych, które w sposób niezawodny i optymalny kosztowo będą uzupełniały przewozy dla Grupy ORLEN – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.​​

Obecnie wolumen przewozów drogowych w Grupie ORLEN wynosi ok. 12 mln ton rocznie. Docelowy model procesów logistycznych w Grupie ORLEN zakłada dywersyfikację mocy transportowych i osiągnięcie optymalnego poziomu struktury floty własnej w stosunku do floty zewnętrznej. Zgodnie z przyjętą strategią, przewozy ok. 7 mln ton produktów, w tym benzyny, diesla, paliw JET i LPG będą realizowane z wykorzystaniem własnych zasobów. Pozostałe 5 mln ton będzie obsługiwane przez przewoźników zewnętrznych. Będą to głównie przewozy produktów chemicznych i petrochemicznych, zarówno krajowe, jak i międzynarodowe. Transport tych produktów ma inną specyfikę niż transport paliw, dlatego w tym segmencie, PKN ORLEN będzie współpracował z podmiotami zewnętrznymi.

Rozbudowa własnych zasobów transportowych pozwoli na zachowanie pełnej kontroli nad produktem w całym łańcuchu logistycznym. Pozwoli też uzyskać wysoką elastyczność operacyjną w zależności od sytuacji podażowo-popytowej na rynku. Uzyskany efekt skali umożliwi zwiększenie synergii w segmencie transportu drogowego pomiędzy spółkami z Grupy ORLEN. Ograniczone zostaną także koszty transportu poprzez wzrost utylizacji floty, a marża na przewozach drogowych zatrzymana zostanie w grupie.

Własne kompetencje transportowe w Grupie ORLEN umożliwią również elastyczną reakcję na zmiany zachodzące na rynku paliw, w tym rozwój paliw alternatywnych – wodoru, LNG, czy CNG. Zabezpieczenie zasobów i struktur transportowych ułatwi szybkie wejście na rynek przewozu tych produktów.

Budowa własnych kompetencji przewozowych ułatwi też politykę kadrową w tym obszarze. Obecnie branża transportowa napotyka trudności związane z deficytem kierowców autocystern na rynku pracy. Aż 40 proc. kierowców jest w wieku przedemerytalnym.

Dodatkowym potencjałem dla rozwoju transportu drogowego w koncernie są procesy akwizycyjne, szczególnie przejęcie Grupy Lotos oraz nowe wolumeny związane z projektami rozwojowymi PKN ORLEN. Połączona baza logistyczna w przypadku realizacji procesu będzie wymagała dużo większej elastyczności po stronie Grupy ORLEN, którą może zapewnić właśnie własna flota. Docelowo PKN ORLEN planuje konsolidację transportu drogowego w ramach jednego wyspecjalizowanego podmiotu.

Przejecie spółki OTP, jest pierwszym elementem długoterminowej strategii dla logistyki drogowej Grupy Kapitałowej ORLEN. Kolejnym krokiem będzie centralizacja procesów logistycznych w ramach Koncernu, która rozpocznie się w czerwcu 2021 r. i w pierwszym etapie obejmie paliwa tradycyjne, a później produkty chemiczne i petrochemiczne. Cały proces powinien zakończyć się do 2023 r.

Posiadanie własnej floty oraz centralizacja procesów logistycznych, oprócz optymalizacji kosztów, znacznie ułatwi realizację strategii GK ORLEN w zakresie digitalizacji procesów. PKN ORLEN zakłada rozwój narzędzi IT oraz systemów związanych z obsługą procesów transportowych – digitalizację komunikacji poprzez wprowadzenie komputerów pokładowych, zabezpieczenie ładunków systemem elektronicznego plombowania oraz systemem wideo monitoringu. System digitalizacji pozwoli także na zwiększenie kontroli nad procesami i ich automatyzację, co przełoży się na ograniczenie udziału pracowników stacji paliw w procesie dostaw.

OTP (dotychczas w Grupie Trans Polonia) jest jednym z największych w Polsce dostawców usług transportu drogowego. W 2019 r. spółka przewiozła prawie 6 mln m3 paliw, paliw lotniczych oraz LPG. Dysponuje nowoczesną flotą ponad 200 zestawów do przewozu towarów niebezpiecznych ADR klasy II i III. Zatrudnia blisko 700 pracowników, w tym ponad 550 kierowców. Przychody spółki w 2019 r. wyniosły 160,6 mln zł, EBITDA 36,1 mln zł, a zysk netto 13,3 mln zł. Przychody OTP generowane są głównie w oparciu o długoterminowe umowy z Grupą ORLEN i innymi koncernami paliwowymi. Spółka OTP od czasu wejścia do Grupy Trans Polonia była intensywnie rozwijana, zdobywając większe doświadczenie i rozszerzając kompetencje w obszarze transportu drogowego.

Podatek handlowy dla e-sklepów byłby bardzo szkodliwy dla gospodarki i samych konsumentów

W przestrzeni publicznej pojawił się ostatnio pomysł objęcia e-handlu dodatkowym podatkiem, który płacą już tradycyjne duże sklepy. Jednak eksperci mają sporo obaw co do słuszności tego rozwiązania. Jak relacjonują, wprowadzenie tej koncepcji w życie mogłoby zaszkodzić nie tylko samej branży, ale też całej gospodarce. Przede wszystkim wypadłyby z rynku małe i średnie e-sklepy. Dodatkowe obciążenie z pewnością zepsułoby też rynek pracy i zniechęciłoby dużą część firm do prowadzenia działalności w Polsce. Ci, którzy by zostali, byliby zmuszeni podnieść ceny, na czym z kolei straciliby konsumenci.

Ostatnio w mediach głośna stała się koncepcja szefa handlowej „Solidarności”, który stwierdził, że podatek od sprzedaży detalicznej, jakim są już obłożone duże tradycyjne sklepy, powinien obejmować również handel w Internecie.

– Cały handel, w tym internetowy, płaci już wiele podatków, często w mało sprawiedliwy sposób. To nie pomaga branży ani gospodarce. Wprowadzenie jeszcze dodatkowego obciążenia mogłoby dosłownie zabić sporą część e-sklepów, szczególnie tych średnich i najmniejszych – komentuje Maciej Tygielski, wieloletni ekspert rynku e-commerce, Dyrektor Generalny spółki Modern Commerce.

Można wnioskować, że propagatorowi objęcia nową daniną e-handlu właśnie zależy na wyrównywaniu szans konkurencyjnych pomiędzy wielkimi sieciami i małymi sklepami. Jak zauważył w jednym z komunikatów, w czasie pandemii wielkie sieci rozbudowały swoje kanały handlu w Internecie i nie ma powodu, aby ten segment był wyłączony z podatku handlowego. Jednak inni eksperci twierdzą, że efekt może być wprost odwrotny do założonego.

– Niektórzy zapewne uważają, że nowy podatek powinny płacić sklepy internetowe z sektora dużego handlu, tj. dyskonty czy hipermarkety. Jednak to odbiłoby się na całym e-commerce. Nie można przecież dzielić podmiotów w obrocie na lepsze i gorsze, tylko dlatego, że należą do większego rynkowego organizmu. Dla wszystkich musi obowiązywać to samo prawo – podkreśla ekspert z Modern Commerce.

Trzeba też dodać, że e-handel, który w ub.r. odnotował wiele historycznych wzrostów, obecnie mierzy się z nowymi wyzwaniami. Sklepy mocno ze sobą rywalizują o utrzymanie klientów. Według ekspertów, niektóre podmioty przeznaczają już nawet połowę marży na podnoszenie sprzedaży. Do tego prognozuje się, że jeszcze w tym roku wydatki na reklamę i promocję mogą wzrosnąć o blisko 25%.

– Wiele podmiotów musi teraz mocno zredukować swoje plany sprzedażowe. Z całej ubiegłorocznej nadwyżki tylko 30% może mieć trwałą wartość. Dopiero 3-4 kwartały po zakończeniu pandemii okaże się, kto w branży faktycznie osiągnął długoterminowy sukces. Po ewentualnym wprowadzeniu nowego podatku znaczna część graczy na rynku nie wytrzymałaby tego – ostrzega Maciej Tygielski.

Należy również pamiętać o tym, że e-sprzedaż głównie opiera się na dość niskich marżach. Dodatkowa danina zmniejszałaby jeszcze bardziej ograniczone już zyski. Nałożenie jej postawiłoby gospodarkę w niezwykle trudnej sytuacji, bo z rynku zaczęłyby znikać e-sklepy.

– Należałoby raczej iść w drugą stronę, czyli zachęcać Polaków do zakładania nowych e-biznesów, np. poprzez redukcję podatków i wielu niepotrzebnych obowiązków, którymi objęci są przedsiębiorcy. Wówczas cyfrowa gospodarka dynamiczniej rosłaby w siłę. Przecież pandemia dobitnie pokazała, że słaba e-gospodarka musi być poważniej rozwijana – zwraca uwagę ekspert.

Warto też dodać, że wprowadzenie proponowanego podatku mogłoby negatywnie wpłynąć na rynek pracy i zahamować przedsiębiorczość w Polsce. Już dziś wielu młodych właścicieli biznesów rozważa ich zamknięcie z uwagi na niepewną atmosferę, nie tylko związaną z pandemią. Osoby rozpoczynające działalność boją się zmian w przepisach, podatków i nowych zobowiązań. Dodatkowe obciążenia mogą jeszcze bardziej spotęgować ich lęki.

– Wątpliwości budzi też kwestia samego technicznego opodatkowania, np. zagranicznych sklepów. Przecież niektóre podmioty mogłyby być rejestrowane w innym kraju. Dla klientów nie byłoby to żadnym problemem, ale państwo sporo by na tym traciło. Oczywiście podatek od sprzedaży detalicznej można pobierać od działających w Polsce firm kurierskich, ale byłoby to dość trudnym zadaniem, angażującym kolejną branżę, zresztą zupełnie niepotrzebnie – analizuje ekspert z Modern Commerce.

Mogłoby dojść także do tego, że wielu przedsiębiorców ograniczyłoby swoją obecność w naszym kraju. Zapewne niektóre podmioty i tak pozostałyby na rynku, nawet w przypadku nałożenia nowej daniny, ale byłyby zmuszone do podniesienia cen. Z okrojonej marży nie byłyby przecież w stanie się utrzymać, a tym bardziej rozwijać. Oczywiście finalnie uderzyłoby to w samych konsumentów. I jak podsumowuje Maciej Tygielski, nic dobrego by z tego nie wyszło dla branży, konsumentów i samego państwa.

Czy rząd stymuluje inflację?

tymulowanie inflacji przez państwo może podwyższyć wpływy do budżetu. Wraz ze wzrostem cen produktów i usług zwiększa się dochód państwa z podatku VAT i akcyzy, które są naliczane procentowo. Nie oznacza to jednak, że ten większy dochód jest czystym zyskiem skarbu państwa. Wiele elementów budżetu – czyli wydatków państwa – jest waloryzowane do aktualnej inflacji. Czyli może i więcej wpływa do skarbu, ale też więcej z niego wypływa. Eksperci nie spodziewają się więc tego, że rząd zdecyduje się stymulować inflację w celu zwiększeniu wpływów budżetowych. To dobra wiadomość – bo w ostatnim roku ceny bardzo wzrosły, szczególnie w sektorze usług. Wynika to niestety również z działań państwa, które chcąc nie chcąc tę inflację stymuluje.

– Faktycznie państwo w kilku dosyć istotnych miejscach napędza inflację. Dotyczy to kwestii parapodatkowych – czyli dodatkowych kosztów wytwarzania czy konsumpcji. Koszty są też napędzane przez taką a nie inną politykę dotyczącą płacy minimalnej. Jeżeli na początku roku 2020 płaca minimalna wzrosła o 16%, przy wzroście średniej płacy o niecałe 7%, był to na pewno istotny element w procesie wzrostu cen – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Bardzo duża część pracy, opłacana stawką zbliżoną do minimalnej, to jest praca w usługach. Jeżeli popatrzymy na strukturę cen w ubiegłym roku, to przeciętna inflacja wynosiła około 3,4%. Ale ceny towarów prawie wcale nie wzrosły. Natomiast usługi zdrożały aż o 7%. Widać, że to rozwarstwienie cen jest napędzane między innymi takimi decyzjami. Płaca minimalna na początku 2021 roku znowu istotnie wzrosła – mimo, że jesteśmy w tym roku mocno poobijani po kryzysie. Jest to duży kłopot, który utrudnia wykonywanie działań dla sektora usług i handlu. W wyniku tego będzie również rosnąć inflacja – wyjaśnia Soroczyński.

W 2022 roku 46% wszystkich produktów i usług sprzedawanych przez przedsiębiorstwa na świecie będzie cyfrowych lub dostarczanych cyfrowo

Wiele polskich firm wciąż boryka się z wpływem pandemii COVID-19, jednocześnie wdrażają nowe technologie, by ich operacje mogły być bardziej elastyczne i przygotowane na potencjalny wzrost.

Equinix, Inc. (Nasdaq: EQIX), globalny dostawca infrastruktury cyfrowej™ ogłosił wyniki raportu zleconego firmie IDC, który przewiduje, że w 2022 roku 46% wszystkich produktów i usług sprzedawanych przez przedsiębiorstwa na całym świecie będzie cyfrowych lub dostarczanych cyfrowo. Jest to możliwe dzięki ciągłej transformacji cyfrowej (DX) organizacji komercyjnych i publicznych we wszystkich branżach i segmentach.

Raport „Cyfrowy biznes wymaga cyfrowej platformy” bada trendy cyfryzacyjne w Polsce i zwraca uwagę na rozwiązania, które powinny przyjąć firmy, żeby dostosować swój proces transformacji cyfrowej i infrastrukturę do nowych wyzwań w świetle pandemii COVID-19.

Pandemia spowodowała opóźnienia w wydatkach w obszarze IT, a wiele polskich firm musiało dostosować swoje strategie, aby osiągnąć cele biznesowe. Z poprzednich badań IDC z listopada 2020 roku wynika, że prawie 69% polskich firm mocno wierzy we wdrażanie zaawansowanych technologii i zmian cyfrowych. Wskazuje to, że firmy w Polsce są bardziej optymistycznie nastawione do rozwiązań cyfrowych niż wskazywałaby na to średnia europejska, która wyniosła 62%.

Jak wspomniano w raporcie, firmy w Polsce są otwarte na różne modele dostarczania przy tworzeniu nowych platform cyfrowych. Obejmuje to dedykowane zasoby w zewnętrznych centrach danych i chmurze publicznej w różnych lokalizacjach, od rdzenia po brzeg sieci (ang. edge). Pomimo ekonomicznych wyzwań związanych z pandemią większość firm planuje utrzymać lub nawet zwiększyć budżety IT przeznaczone na chmurę publiczną lub prywatną, usługi zarządzane i usługi centrów danych.

Dane z badania Equinix „The Global Interconnection Index (GXI) Volume 4″ wskazują na to, że przedsiębiorstwa posiadające infrastrukturę cyfrową zwiększą swoją przewagę konkurencyjną i będą nadal szybko się rozwijać. Raport GXI vol. 4 pokazuje również, że przedsiębiorstwa, które nie dysponują taką infrastrukturą cyfrową, będą się zmagać z problemami i będą uzależnione od dostawców usług, jeśli chodzi o transformację swoich modeli biznesowych.

Innymi czynnikami napędzającymi potrzebę nowej infrastruktury cyfrowej wymienionymi w raporcie IDC „Cyfrowy biznes wymaga cyfrowej platfromy” jest szybko rosnąca ilość danych gromadzonych przez organizacje, coraz większa złożoność przepisów prawnych oraz rosnąca częstotliwość i złożoność cyberataków. Aby odpowiedzieć na te wyzwania, organizacje powinny przyjąć najskuteczniejsze strategie dotyczące cyfrowego rdzenia, brzegu sieci i wymiany danych.

 

Ponadto, raport identyfikuje sześć kluczowych czynników wpływających na adopcję chmury w Polsce, takich jak: potrzeba innowacji, elastyczność i odporność, luki kompetencyjne, brak odpowiedniej wiedzy, aktualne inwestycje, obawy przed podatnościami i utratą kontroli danych.

Więcej informacji w raporcie IDC: „Cyfrowy biznes wymaga cyfrowej platfromy” zleconym przez firmę Equinix.

Cytaty:

  • Robert Busz, Managing Director, Poland, Equinix:

„Raport IDC podkreśla, jak szybko pandemia zmieniła priorytety polskiego biznesu. I chociaż wiele polskich firm już wcześniej było zaangażowanych w prace nad przyspieszeniem cyfrowej transformacji swoich organizacji, nadal stoją przed poważnym wyzwaniem dostosowania infrastruktury IT do nowych realiów biznesowych. Jak pokazuje raport, ponad dwie trzecie polskich firm mocno wierzy we wdrażanie zaawansowanych technologii, co stanowi wyższy wynik niż średnia dla Europy. To obrazuje rosnącą presję, z jaką zmagają się polskie zespoły IT w obliczu wysokich oczekiwań do wyników, pomimo wyzwań związanych z pandemią COVID-19. Nasz rozwój na rynku polskim, w tym otwarcie centrum danych WA3 w Warszawie w zeszłym roku, sprawia, że Equinix jeszcze lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, pomaga klientom i wspiera ich w realizacji inicjatyw cyfrowych, szybko, bezpiecznie i na dużą skalę, nawet w trudnych okolicznościach.” 

  • Ewa Zborowska, Research Director, IDC:

“Procesy cyfrowej transformacji wymagają głębokich zmian organizacyjnych i technologicznych, których efektem powinno być stworzenie platformy cyfrowej wspierającej nowe modele biznesowe. Polscy CIO i ich zespoły IT stoją w obliczu rosnącej presji i oczekiwań dotyczących ich pracy. Platformy cyfrowe to nowe podejście do architektury IT, która ma przyśpieszać transformację. Celem jest stworzenie elastycznej, hybrydowej platformy sprzętowej, która efektywnie wspiera potrzeby biznesowe i lokalizuje aplikacje w najlepiej dopasowanych środowiskach, od rdzenia, zwykle zlokalizowanego w środowiskach on-prem, przez zewnętrzne centra danych, po chmurę i „edge”. Takie podejście musi również umożliwiać wybór preferowanych płatności, od tradycyjnych opartych o CAPEX, poprzez subskrypcje, aż po płatności oparte na wynikach, a także modeli własności: dedykowany vs współdzielony. Istotnym elementem jest integracja z szerokim ekosystemem partnerów biznesowych i technologicznych.”

Możliwość szczepienia pracowników w firmach powinna być jeszcze bardziej dostępna. Izba apeluje o zmniejszenie liczby chętnych z 500 do 200 osób

We wtorek Michał Dworczyk, Pełnomocnik Rządu ds. Szczepień zaprezentował imponujący program przyspieszenia programu szczepień w II kwartale roku 2020. Z punktu widzenia przedsiębiorców daje on nadzieje na szybszy powrót do normalności oraz na to, że niebawem niektóre branże będą mogły powrócić do płynnej i nieprzerywanej lockdownami działalności.  – Przyznam szczerze, że byliśmy delikatnie niespokojni o proces szczepień w Polsce. Pierwsze miesiące roku 2021 były w tym zakresie mało dynamiczne. Zapowiedź szczepienia powszechnego oraz możliwości organizowania punktów szczepień w zakładach pracy to doskonała wiadomość. Jako Północna Izba Gospodarcza postulujemy, by zapowiedziany przez Ministra Dworczyka program poszerzyć – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk. – Uważamy, że sektor MŚP również powinien mieć możliwość organizowania punktów szczepień. Zdajemy sobie sprawę, że logistyka nakazuje rozsądek, ale dlaczego nie pozwolić na szczepienia w miejscach pracy, gdzie 200 osób zadeklarowało chęć zaszczepienia się? – dodaje Prezes Hanna Mojsiuk.

Nie 500, a 200 osób zgłoszonych do szczepienia – Izba chce poszerzenia możliwości organizowania punktów szczepień w zakładach pracy

Plan zezwolenia na prowadzenie szczepień w zakładach pracy, gdzie chęć szczepienia zadeklarowało powyżej 500 osób ogłosił we wtorek minister Michał Dworczyk.  Całość odpowiedzialności za organizację szczepień będzie spoczywała na pracodawcy, będzie musiał on podpisać umowę z chętnymi osobami, zorganizować i zabezpieczyć miejsce oraz złożyć zamówienie na dostarczenie szczepionek w Agencji Rezerw Strategicznych. Koncepcja przyspieszenia procesu szczepień została przyjęta przez przedsiębiorców bardzo pozytywnie. Termin zaszczepienia wszystkich chętnych do końca sierpnia wydaje się być przesadnie optymistyczny, ale fakt przyspieszenia należy docenić i odpowiedzieć na apel Rządu o to, by promować ideę szczepień. Północna Izba Gospodarcza stoi na stanowisku, że należy zrobić wszystko, by powrót do normalności był możliwy jak najszybciej.

– Apelujemy do Premiera Mateusza Morawieckiego i Rządu RP, by obniżyć limit osób deklarujących chęć zaszczepienia jako wyznacznik do tego, by możliwe było zorganizowanie punktu szczepień w zakładzie pracy. Uważamy, że jeżeli w danej firmie chętnych będzie nawet 200 osób, a pracodawca będzie chciał zorganizować taki punkt i wziąć za niego odpowiedzialność, to powinno mu się to umożliwić – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk. – Sektor MŚP nie chce być pomijany w uproszczonej procedurze dostępu do szczepień. Chcemy wracać do normalności. Przedsiębiorcy pokładają w szczepieniach wielkie nadzieje. Uważam, że proces szczepienia powinien być tak mocno zdynamizowany jak tylko jest to możliwe. Deklarujemy chęć pomocy – dodaje Prezes Mojsiuk.

Zachodniopomorscy przedsiębiorcy ambasadorami szczepień? „Należy uwiarygodnić szczepienia wśród pracowników”

Północna Izba Gospodarcza stoi na stanowisku, że szczepienia powinny być możliwie szeroko promowane wśród pracowników przez przedsiębiorców. Takie kampanie powinny odbywać się jak najszybciej, bo gdy proces szczepień ruszy to może zabraknąć czasu na przekonywanie nieprzekonanych.

– Naszym obowiązkiem jest zachęcanie pracodawców do promowania idei szczepień, a obowiązkiem pracodawców jest przekonywanie pracowników, by wierzyli w naukę, a nie w teorie spiskowe. Nie ma lepszego narzędzia walki z koronawirusem niż szczepionka, a jej skuteczność jest niepodważalna. Po 13 miesiącach walki z pandemią, po fali bankructw w wielu sektorach gospodarki i po mocnym uderzeniu w światową gospodarkę, musimy wszyscy zdać sobie sprawę, że szybki powrót do normalności jest w interesie wszystkich ludzi – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Mamy w planach przygotowanie kampanii zachęcającej przedsiębiorców z regionu do promocji szczepień. Chcemy zaprosić rozpoznawalne twarze zachodniopomorskiej gospodarki do tego, by stały się ambasadorami szczepień i by uwiarygodniły je przed swoimi pracownikami. Jestem przekonany, że przedsiębiorcy dadzą się namówić do takiej akcji bez problemu – mówi dr Piotr Wolny.

W Polsce tymczasem trwa trzeci lockdown – póki co do 9 kwietnia. To również powinno być argumentem za tym, by szczepienia postępowały możliwie szybko.

Program szczepień i unijny Fundusz Odbudowy pomogą polskiej gospodarce dojść do pocovidowej równowagi

– Gdy na początku marca ubiegłego roku, opublikowaliśmy Deloitte Economic Statement dot. nadciągającego nowego wirusa SARS-CoV-2, zastanawialiśmy się, czy będziemy mieć do czynienia z szybko przemijającą infekcją, czy może jednak z chorobą przewlekłą. Dzisiaj już wiemy, że wirus nie odpuszcza, a to zmusza nas do zastosowania specjalnych środków, pozwalających na dostosowanie się do nowej rzeczywistości.

Przez rok pandemii byliśmy świadkami wielu, jak dotąd niespotykanych wcześniej sytuacji. W kwietniu 2020 r. cena ropy naftowej spadła poniżej zera. Z wielu miast na długie tygodnie zniknęły korki. Samoloty przestały latać, a w weneckich kanałach pojawiły się delfiny. Równocześnie w czasie krótszym niż 12 miesięcy wynaleziono kilka szczepionek, które przeszły pełen proces oceny wniosków na poziomie Europejskiej Agencji Leków, przy jednoczesnym zapewnieniu wymaganych opinii naukowych i spełnieniu wszystkich kryteriów w zakresie jakości, bezpieczeństwa i skuteczności.

Prognozy gospodarcze na kolejne kwartały zmieniały się z tygodnia na tydzień. W zasadzie jakiekolwiek planowanie było obarczone tak dużym ryzykiem błędu, że równie dobrze można było wróżyć z fusów. Kryzys zdrowotny bezpośrednio odzwierciedlał sytuację gospodarczą, a przewidywanie dalszego rozwoju pandemii na dalej niż kilka tygodni w przód, było wręcz niemożliwe. Na przełomie I i II kwartału oraz na początku III kwartału 2020 r. nastąpiło wyraźne obniżenie projekcji PKB spowodowane pogarszaniem się sytuacji epidemicznej oraz zamrożeniem wielu gałęzi gospodarki. Od połowy II kwartału 2020 r. widoczny był wzrost optymizmu związany ze znoszeniem restrykcji. Pesymistyczne nastroje powróciły w połowie lata w związku z doniesieniami o początkach drugiej fali pandemii na świecie. Pod koniec roku, pomimo pogorszenia się sytuacji epidemicznej, prognozy PKB ustabilizowały się na poziomie ok. -3,5 proc. r/r.

Polska gospodarka, pomimo wielu ograniczeń administracyjnych całkiem dobrze, w porównaniu do innych europejskich krajów, zakończyła 2020 rok. Spadek PKB o 2,8 proc. r/r, przy prognozach dochodzących w najbardziej krytycznych momentach do nawet -5,7 proc. r/r wydaje się być znów zjawiskiem zielonej wyspy. Pomogła niewątpliwie struktura rodzimej gospodarki oparta w dużej części na przemyśle oraz eksport, który pomimo pandemii wzrósł o około 1 punkt procentowy. Ponadto duch przedsiębiorczości i konieczność szybkiego dostosowywania się ujawniły się jako pozytywne cechy Polaków. Przesunięte kanały sprzedaży, zmienione mechanizmy konsumpcji, ale także hojne programy osłonowe pozwoliły na osiągnięcie, mimo wszystko, całkiem dobrego wyniku.

Obecny rok, choć wciąż pandemiczny, wydaje się być rokiem przejściowym, zmierzającym w kierunku normalności. Z jednej strony w dużej mierze przedsiębiorstwa i konsumenci dostosowali się do nowych warunków, z drugiej program szczepień przy ograniczonych dostawach szczepionek funkcjonuje w miarę sprawnie. Dodatkowo zapowiedź 100 mld złotych z instrumentu Next Generation EU daje nadzieję na inwestycje, których w ostatnich latach było w kraju zbyt mało. Ważne jednak, abyśmy mądrze zagospodarowali te środki.

Julia Patorska, liderka zespołu ds. analiz ekonomicznych, Sustainability & Economics, Deloitte.

Ekspert: Zaskakujące dane z niemieckiej gospodarki przełożą się na większy popyt na pracowników zagranicznych w Polsce

Marcowy odczyt indeksu PMI dla niemieckiego przemysłu jest najlepszy od kilku dekad, ożywienie jest także obserwowane w branży usługowej Niemiec. Jak podaje portal Money.pl, informacje te należy traktować jako zapowiedź zbliżającego się przebudzenia największego europejskiego rynku.

Dane te są nie bez znaczenia dla polskich przedsiębiorców oraz pracowników tymczasowych ze Wschodu, gdyż sytuacja na rynku niemieckim ma duży wpływ na polską gospodarkę. Odczytujemy je jako zapowiedź ożywienia także na rynku polskim oraz nadchodzącego zapotrzebowania na pracowników, w tym zagranicznych – uważa Michał Wierzchowski, dyrektor sprzedaży EWL Group.

“Z dużą nadzieją i optymizmem odbieramy informacje napływające z rynku niemieckiego, a także francuskiego – podkreśla ekspert.  – Spodziewamy się, że gdy w Niemczech oraz całej Europie pandemia zwolni, pojawią się rekordowe zamówienia w polskich zakładach, które będą musiały nadrobić zmniejszone zamówienia z pierwszego kwartału roku. Co z kolei będzie oznaczało dalszy wzrost zapotrzebowania na pracowników zagranicznych”.

Przypomnijmy, że w marcu odczyt indeksu PMI dla niemieckiego przemysłu, pokazującego aktualną sytuację w gospodarce, przewyższył średnie oczekiwania ekonomistów o prawie 6 pkt. Okazał się on być najlepszym od połowy lat 90-ch, osiągając wynik 66,6 pkt. Zdaniem analityków mBanku, jest to “prawdziwa eksplozja”. Ekonomistów zaskoczył również wskaźnik PMI dla usług w Niemczech, który w lutym osiągnął się powyżej 50 pkt., co oznacza wzrost aktywności.

Jak powstrzymać rosnący deficyt kierowców?

Jeśli deficyt kierowców w Polsce już dziś jest sześciocyfrowy, a najbliższe lata nie zwiastują odbicia trendu, to nie jest dobrze. Wręcz przeciwnie – wszystko wskazuje na to, że jedynkę z przodu mogą zastąpić kolejne cyfry: najpierw dwójka, a potem trójka. Złożoność i trudność sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, wymaga podjęcia skoordynowanych i zaawansowanych działań, zwłaszcza tych systemowych.

Według danych Międzynarodowej Unii Transportu (IRA) w 2019 roku deficyt kierowców zawodowych w Polsce wynosił 22 proc. W raporcie, opublikowanym w marcu 2020 roku, wysnuto prognozę, zgodnie z którą deficyt wzrośnie aż o 15 punktów procentowych, w związku z czym już blisko 40 proc. miejsc pracy dla kierowców będą stanowić wakaty. Prognozy są nieubłagane – według PwC deficyt już w 2022 roku sięgnie 200 tysięcy, a wspomniana już IRA szacuje, że w 2025 roku niedobór kierowców dotrze do pułapu 300 tysięcy.

Ciężka praca i trudne warunki

Warto zacząć od kwestii podstawowej i skonstatować rzecz oczywistą: praca kierowcy zawodowego jest ciężka, stresująca, niezwykle wymagająca i zdecydowanie nie dla każdego. Ma też swoje ograniczenia. To często konieczność wielodniowej albo i wielotygodniowej rozłąki z rodziną i specyficzny tryb pracy, w którym nie każdy się odnajdzie.

Jest jeszcze jedno: choć to branża, w której pracują setki tysięcy osób, to – paradoksalnie – jest to środowisko niesamowicie hermetyczne. Kierowcy są doskonale zorientowani w realiach branży, znają obowiązujące stawki i nie boją się o nich rozmawiać z innymi kierowcami, którzy są przecież potencjalnymi konkurentami na rynku. W konsekwencji takich rozmów może więc pojawić się frustracja, wynikająca z niezadowalającej stawki, a to sprzyja rotacjom i odejściom kolejnych pracowników.

Kolejnym czynnikiem, który dodatkowo skomplikował sytuację przewoźników, jest wejście w życie Pakietu Mobilności. Dla wielu polskich przedsiębiorców transportowych utrzymanie kierowców podróżujących trasach międzynarodowych stało się nisko opłacalne, a wielu z nich zaczęło szukać pracy u zagranicznych przewoźników – tam, gdzie mogli liczyć na lepsze warunki finansowe.

Oczywiście można szukać winnych i obarczać odpowiedzialnością za obecny stan rzeczy przedsiębiorców, to ustawodawcę, to unijnych urzędników, a to jeszcze samych kierowców, ale sytuacja jest zbyt poważna i złożona, by szukać uproszczonych wyjaśnień i wyciągać pochopne wnioski. Zdecydowanie lepiej jest zadać sobie pytanie: co zrobić, by deficyt malał, a nie rósł?

Zaktywizujmy młodszych kierowców i kobiety

Każdy kandydat musi ukończyć 21 lat, by wyrobić sobie uprawnienia kierowcy zawodowego i wyjechać w pierwszą trasę. Co z tymi, którzy ukończyli 18, 19 i 20 lat i dlaczego nie powinni uzyskiwać uprawnień wcześniej? Obawa o potencjalne niebezpieczeństwo na drodze jest oparta na krzywdzącym stereotypie, a deregulacja mogłaby spowolnić niekorzystny trend. Nawet gdyby istniała uzasadniona obawa o bezpieczeństwo i doświadczenie takich kierowców, nie można załamywać rąk. Można ich przecież objąć dodatkowymi szkoleniami, które niejako zniwelowałyby potencjalne ryzyko dla najmniej doświadczonych – i duża w tym rola ustawodawcy. Z drugiej strony warto zachęcić przedsiębiorców, którzy niezbyt chętnie zapatrują się na zatrudnianie młodych, niedoświadczonych kierowców, na przykład poprzez programy dofinansowania. Nie bez znaczenia jest też zmiana podejścia pracodawców, uprzedzonych do pracowników bez stażu. To oczywiste, że każdy chciałby zatrudniać doświadczonych kierowców, ale w warunkach, jakie mamy, nie możemy sobie pozwolić na kapryśność.

Dokładnie w ten sposób można zagospodarować „niszę”, jaką stanowią kobiety. W tym wypadku nie chodzi jednak o deregulację czy zmianę przepisów. Warto jednak spróbować zaktywizować je zawodowo, zachęcając do przebranżowienia się i premiując ich zatrudnienie. Cytowana już IRA wykazała w raporcie, że zaledwie 2 proc. wszystkich kierowców zawodowych w Polsce stanowią kobiety. Wobec odsetka ok. 20 proc. kobiet pracujących w całej branży TSL w Polsce, wspomniane 2 proc. to zdecydowanie za mało. I tu znów pojawia się krzywdzący stereotyp, zgodnie z którym kobieta nie nadaje się do pracy kierowcy, bo to ciężka i wymagająca profesja. I tylko dlatego kobieta miałaby sobie nie poradzić? Wystarczy na przykład…

… poprawić warunki pracy

Żaden przewoźnik nie przyciągnie i nie utrzyma kierowcy bez godnych i konkurencyjnych warunków pracy. To bardzo pojemne określenie, pod którym kryje się wiele istotnych elementów: wynagrodzenie i jego regularność, stan techniczny pojazdu czy wreszcie – wsparcie po stronie pracodawcy, stały kontakt i dobre relacje. To absolutne podstawy, które definiują wartość pracodawcy. Sprawiają, że nie tylko staje się on pożądanym partnerem do współpracy, ale również o wiele łatwiej identyfikować się z przedsiębiorstwem, które nie tylko podąża za dobrymi standardami w branży, ale sama je dyktuje i kreuje.

Autonomiczne auta?

Na horyzoncie jest jeszcze jedno rozwiązanie problemu deficytu kierowców: autonomiczne samochody ciężarowe. Jednym z najczęściej wymienianych terminów ich wyjechania na drogi jest 2025 rok, ale trudno oczekiwać, by nastąpiło to inaczej niż powoli, stopniowo, na niewielkiej skali działania, w wybranych krajach Unii Europejskiej i wreszcie – z maksymalną ostrożnością. Do tego czasu warto szukać innych, konwencjonalnych rozwiązań, które mogą stanowić próbę powstrzymania wzrostu deficytu.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

Boom na fotowoltaikę – aż 67% właścicieli domów jednorodzinnych planuje inwestycje w energię słoneczną w ciągu najbliższych 3 lat

Badanie zrealizowane przez ASM – Centrum Badań i Analiz Rynku dla Sunday Polska jasno wskazuje wysokie zainteresowanie technologią fotowoltaiczną wśród właścicieli domów jednorodzinnych w Polsce. 60% z nich motywuje decyzję inwestycyjną przyszłymi oszczędnościami finansowymi, a jedna czwarta względami ekologicznymi. Odbiór fotowoltaiki jest w Polsce bardzo pozytywny, 77% posiadaczy dobrze lub bardzo dobrze ocenia działanie domowej elektrowni słonecznej.

Kluczowe dane

Badania wykazały, że:

  • 67% właścicieli domów jednorodzinnych, nie posiadających fotowoltaiki, planuje inwestycje w domową elektrownię słoneczną w ciągu najbliższych trzech lat
  • 60% przyszłych inwestorów, argumentuje swoje plany spodziewanymi oszczędnościami finansowymi
  • 57% właścicieli domów jednorodzinnych, przy wyborze dostawcy technologii fotowoltaicznej, kieruje się jakością komponentów
  • Dla 54,4% przyszłych posiadaczy fotowoltaiki, poważne wyzwanie stanowią koszty inwestycji
  • 77% posiadaczy paneli fotowoltaicznych dobrze lub bardzo dobrze ocenia funkcjonowanie własnej elektrowni słonecznej;
  • Według badanych, dzięki fotowoltaice wysokość rachunków za energię elektryczną spadła średnio aż o 65%

Boom na fotowoltaikę infografika67% właścicieli domów jednorodzinnych planuje inwestycję w fotowoltaikę

Niemal 7 na 10 zapytanych w badaniu Sunday Polska właścicieli domów jednorodzinnych, którzy nie posiadają instalacji fotowoltaicznej, zadeklarowało chęć zamontowania paneli fotowoltaicznych w okresie do trzech lat. Tylko niespełna 9% badanych nie planuje takiej inwestycji, są to głównie osoby do 29 roku życia.

Główną motywacją, przyszłych właścicieli instalacji fotowoltaicznej, są oszczędności finansowe – dla 60% z nich – to kluczowy czynnik, zachęcający do zainwestowania w energię słoneczną. Pozytywny wpływ fotowoltaiki na domowe finanse potwierdzają rachunki za prąd.  Według ankietowanych, posiadających instalacje fotowoltaiczne, koszty energii elektrycznej spadają średnio o 65%. Nie dziwi zatem, wysoki współczynnik zadowolenia z inwestycji, kształtujący się na poziomie 77%.

Czym kierują się Polacy przy wyborze dostawcy technologii?

W badaniu Sunday Polska zapytaliśmy respondentów o czynniki determinujące wybór dostawcy paneli fotowoltaicznych. Zdecydowana większość, bo aż 57% badanych, wskazała jakość jako najważniejsze kryterium doboru dostawcy technologii.

Innymi ważnymi czynnikami wyboru firmy instalującej fotowoltaikę były między innymi: dobre opinie o firmie – ważne dla 49% ankietowanych, wsparcie w uzyskaniu dofinansowania –   istotne dla 46% respondentów oraz czas realizacji zlecenia – czynnik wskazany przez 45% badanych. Co ciekawe, tylko 1 na 5 przyszłych inwestorów, przy wyborze dostawcy technologii PV,  kieruje się długością okresu gwarancyjnego.

Wybór firmy dostarczającej instalację fotowoltaiczną jest kluczowym elementem budowy domowej elektrowni słonecznej. Jest to decyzja na lata, dlatego nie jesteśmy zdziwieni, że to właśnie jakość odgrywa tutaj kluczową rolę. Jako renomowany dostawca zarówno usług, jak i  technologii skupiamy się przede wszystkim na jakości naszej oferty, wspieramy cały proces inwestycyjny, od początku do końca. Naszym atutem jest pomoc w uzyskaniu dofinansowania oraz szybka realizacja zleceń. Dzięki temu spełniamy oczekiwania naszych klientów – Lidia Kłosowska, Dyrektor Komunikacji, Marketingu i Wsparcia Sprzedaży w Sunday Polska

Koszty instalacji największym wyzwaniem dla inwestorów

Przyszli inwestorzy w zieloną energię dość jednoznacznie – 54% ankietowanych – wskazali, że to właśnie koszty są dla nich największym wyzwaniem, a zarazem barierą powstrzymującą ich przed instalacją paneli fotowoltaicznych. Jednakże warto zauważyć, że dla niemal połowy ankietowanych – 45,1% – istotną zachętę stanowią ulgi i dotacje.

– Odpowiedzi badanych właścicieli domów jednorodzinnych jasno pokazują trwający obecnie boom na fotowoltaikę. Dwóch na trzech właścicieli domów jednorodzinnych deklaruje gotowość do inwestycji w ciągu najbliższych trzech lat. Jest to dla nas bardzo dobry prognostyk, świadczący o potencjale i dynamicznym rozwoju rynku słonecznej energii w Polsce. Jestem przekonana, że szereg programów wsparcia i dofinansowania rozwoju domowych elektrowni jest w stanie zniwelować barierę, jaką są koszty inwestycji w fotowoltaikę. Tym bardziej, że  w drugiej połowie roku rusza trzecia edycja Programu „Mój Prąd” –  dodaje Lidia Kłosowska.

Szczegóły badania:

Badanie zostało zrealizowane przez ASM – Centrum Badań i Analiz Rynku Sp. z o.o. dla Sunday Polska w terminie 1-12 luty 2021 na próbie N = 1 044 dorosłych Polaków remontujących własne domy jednorodzinne. Badanie miało zasięg ogólnopolski i zostało przeprowadzone techniką CAWI (ankieta internetowa).

Miniony rok był rekordowy na rynku działek budowlanych

Wbrew pozorom, ubiegły rok nie przebiegał pod znakiem kryzysu na rynku działek budowlanych. Potwierdzają to dane resortu sprawiedliwości mówiące o rekordach.

Pesymistyczne prognozy sprzed około roku ostrzegały, że rodzima „mieszkaniówka” bardzo mocno ucierpi na skutek pandemii. Okazało się jednak, że liczba zawartych umów deweloperskich spadła tylko o 9% względem 2019 r. Co więcej, prywatni inwestorzy budujący domy wcale nie ograniczyli swojej aktywności. Wg ekspertów portalu RynekPierwotny.pl wiele wskazuje, że to właśnie plany budowy nowych domów skutkowały pobiciem rekordu dotyczącego liczby sprzedanych działek budowlanych. Informacje o wspomnianym rekordzie wynikają z danych Ministerstwa Sprawiedliwości.

Wstępne statystyki, które wzięli pod uwagę analitycy portalu RynekPierwotny.pl, dotyczą liczby aktów notarialnych dokumentujących sprzedaż działek budowlanych przez inne podmioty niż Skarb Państwa i samorządy. Liczba takich aktów przez ostatnie lata zmieniała się następująco:

Tab.1 Sprzedaż działek budowlanych

Powyższe wyniki można powiększyć o liczbę działek pod inwestycje budowlane, które nabywcy kupili od Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego. Liczba aktów notarialnych dokumentujących takie transakcje wyglądała następująco:Tab.2 Działki pod inwestycje budowlane

Jak nietrudno zauważyć, ubiegłoroczny rekord był widoczny również w przypadku gruntowych transakcji z udziałem samorządów i Skarbu Państwa. Warto pamiętać, że wszystkie powyższe wyniki dotyczą nie tylko zakupów gruntu pod inwestycje mieszkaniowe. Wydaje się jednak, że aktywność inwestorów mieszkaniowych (zwłaszcza prywatnych) miała duże znaczenie w kontekście ostrożnych planów inwestycyjnych krajowych firm.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Dolar się umacnia, złoty pozostaje słaby

Inwestorzy wyczekują prezentacji kolejnego planu fiskalnego prezydenta Bidena i w tym klimacie rosną rentowności obligacji skarbowych USA, a w ślad za nimi umacnia się dolar. USD/JPY podchodzi do 111 i jest najwyżej od roku, cena złota została zepchnięta pod 1700 USD za uncję. EUR jest pod presją z powodu obaw o tempo szczepień w Europie.

Oczekiwania dodatkowego wsparcia ożywienia gospodarczego w USA ze strony polityki fiskalnej ciągną w górę rentowności obligacji USA, co pomaga dolarowi. Administracja Bidena ma przejść do kolejnego etapu naprawy gospodarki i szykuje kolejny bilionowy pakiet fiskalny. Tym razem zamiast bezpośredniej pomocy finansowej poszkodowanym przez pandemię, celem mają być głównie inwestycje infrastrukturalne, ale też wydatki socjalne czy związane z ochroną klimatu. Według ostatnich doniesień prasowych suma wydatków opiewa na 2,25 bln USD, czyli nieco mniej od wcześniej sugerowanych 3 bln USD. Jednak wielkość programu nie jest tu najważniejsza, ale sposób finansowania wydatków, a tutaj dominują podwyżki podatków. Biorąc pod uwagę pokryzysowy stan gospodarki, to na wydatkach najpierw skupi się realizacja nowego pakietu, a dopiero później zwiększeniu ulegną obciążenia podatkowe. Ta druga część spotka się z największym oporem Republikanów, ale też co bardziej konserwatywnych kongresmenów Partii Demokratycznej. Jeśli próby przegłosowania w Kongresie podwyżek podatków zakończą się porażką, USD grozi przyspieszenie wzrostu zadłużenia. Ostatni wzrost rentowności obligacji skarbowych (10-latki na 1,77 proc.) może częściowo odzwierciedlać rosnące ryzyka fiskalne. Taki powód dla wyższych rentowności nie jest pozytywny dla USD. Na razie jednak inwestorzy patrzą na sytuację przez pryzmat dodatkowego wsparcia dla gospodarki, umacniając wyjątkowość ożywienia USA. Sytuacja ta jednak może się łatwo odmienić, jeśli narracja obróci się w kierunku obaw o rosnące zadłużenie.

Nie ma aktualnie dobrej prasy wokół strefy euro, na czym cierpi unijna waluta. EUR/USD w nocy zbliżył się do 1,17, a presja bierze się z oporów wobec wykorzystania szczepionki na COVID-19 od AstraZeneca. Wczoraj kanclerz Niemiec Angela Merkel poinformowała, że Niemcy wstrzymają użycie szczepionki od AZ dla osób poniżej 60 roku życia w reakcji na nowe przypadki zakrzepicy zatok żylnych u zaszczepionych osób. Pomimo tego, że Europejska Agencja Leków uznała szczepionkę za bezpieczną, decyzja Niemiec prawdopodobnie obniży zaufanie do szczepionki na całym kontynencie i może spowolnić proces szczepień. Łącząc wątpliwości wokół szczepień, rozwój trzeciej fali zachorowań w Europie oraz wzrost rentowności obligacji USA, w krótkim terminie ryzyka wokół EUR/USD przeważają na korzyść spadków. W dalszym horyzoncie jestem bardziej optymistycznie nastawiony dla odbicia, zakładając przejściowy charakter obaw covidowych i pozytywną reakcję EUR/USD na odbicie globalnego ożywienia doganiającego tempo wzrostu USA.

Na krajowym podwórku bez zmian i złoty jest słaby tak, jak był (EUR/PLN 4,66). Dziś GUS poda dane o inflacji CPI za marzec. My i konsensus spodziewamy się przyspieszenia inflacji do 2,8 proc. r/r z 2,4 proc. w lutym. Tym samym inflacja wróci powyżej celu inflacyjnego NBP, choć jeszcze pozostaje w granicach dopuszczalnych odchyleń (1,5-3,5 proc.). Jeszcze, gdyż w kolejnych miesiącach jest bardzo prawdopodobne, że górna granica odchyleń zostanie naruszona z powodu wpływu czynników związanych z pandemią. Przyspieszenie inflacji będzie nasilać oczekiwania na jastrzębi zwrot w polityce monetarnej NBP, do czego jednak prawdopodobnie nie dojdzie, biorąc pod uwagę siłę obozu gołębi w Radzie Polityki Pieniężnej. W efekcie zaskoczenia wyższym odczytem inflacji mogą mieć negatywne odbicie w złotym, gdyż będą przypominać o głęboko ujemnych realnych stopach procentowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rekordowy marzec 2021. Dobry I kw. na rynku biurowym

Analitycy REDD, największej bazy danych o rynku biurowym w Polsce, informują, że w Polsce w marcu 2021 odnotowano 601 nowych umów najmu powierzchni biurowej. Umowy obejmują w sumie prawie 170 tys. m kw. Marzec okazał się najlepszym jak dotąd miesiącem 2021 roku.

W marcu zarejestrowaliśmy 601 transakcji — jest to najwyższy wynik zanotowany w 2021 roku. Dane REDD wskazują, że z początkiem 2021 widzimy formowanie stabilnego trendu wzrostowego, jeśli chodzi o zawieranie nowych umów najmu na polskim rynku nieruchomości biurowych – wylicza Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Dla porównania, w lutym 2021 podpisano 562 umowy najmu, w sumie na 155 tys. m kw.REDD2 REDD3

Polska: Dostępne moduły biurowe. Koniec I kwartału 2021

Według danych REDD, w ofercie wynajmu jest obecnie ponad 5598 modułów biurowych, które oczekują na nowych najemców.

Od początku 2021 roku notowaliśmy trend wzrostowy względem liczby dostępnych modułów biurowych. Jednak jak wynika z danych REDD przedstawionych poniżej, z początkiem marca 2021 doszło do krótkoterminowego spadku dotychczasowego trendu wzrostowego  – wylicza Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD. REDD1

easyCALL.pl S.A. podpisał Term Sheet z SatRevolution S.A.

easyCALL.pl S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2011 r., podpisała Term Sheet z SatRevolution S.A. dotyczący planowanej transakcji przejęcia SatRevolution S.A. (SatRev) przez Spółkę. Celem transakcji jest powstanie Grupy Kapitałowej działającej w branży kosmicznej ze Spółką jako podmiotem dominującym.

Zgodnie z podpisanym przez Spółki porozumieniem o podstawowych warunkach transakcji (Term Sheet) rozważane są dwa sposoby przeprowadzenia transakcji. Pierwszym z nich jest wymiana akcji pomiędzy akcjonariuszami SatRev i easyCALL.pl S.A. – aport akcji SatRev na podwyższony kapitał zakładowy Spółki oraz dalsze przejęcie od SatRev komercyjnej części jej działalności (w szczególności realizacji zawartych umów na sprzedaż danych pozyskanych z nanosatelitów SatRev), a także nabycie przez Spółkę od SatRev akcji SatRevolution Global S.A. z siedzibą we Wrocławiu oraz udziałów SatRevolution LTD będących spółkami zależnymi SatRev. Drugim ze sposobów jest połączenie Spółki przez przejęcie z SatRev Global, która uprzednio stanie się spółką dominującą wobec SatRev i SatRev LTD oraz przejmie komercyjną część działalności SatRev. Spółki ustaliły, że w terminie nie dłuższym niż 30 dni od zawarcia Term Sheet rozpoczęty zostanie proces due diligence, który zakończy się oświadczeniem SatRev o przystąpieniu do realizacji zamierzonych działań albo o odstąpieniu od nich. Następnie Strony dokonają wyboru optymalnego sposobu na realizację Transakcji. W przypadku wyboru drugiego wariantu spółki ustaliły, że plan połączenia zostanie uzgodniony i podpisany do dnia 30 września 2021 roku, a Transakcja powinna w całości zostać przeprowadzona do dnia 31 grudnia 2021 roku. Zarząd easyCALL.pl szacuje, że przejęcie SatRevolution S.A. i rozpoczęcie budowy Grupy Kapitałowej w segmencie kosmicznym przyczyni się do wzrostu wartości Spółki.

„Udało nam się wypracować wspólnie dwa warianty potencjalnego przejęcia SatRevolution S.A. Rozpoczynamy teraz prace nad wyborem optymalnego wariantu, który będzie realizowany. Naszym głównym celem jest zbudowanie Grupy Kapitałowej działającej w branży kosmicznej ze Spółką jako podmiotem dominującym. Rozwój jej działalności będzie prowadzony przede wszystkim poprzez budowę na orbitach okołoziemskich własnej konstelacji nanosatelitów obserwacyjnych zbierających dane optyczne w celu komercyjnego wykorzystania pozyskiwanych danych oraz poprzez współpracę z międzynarodowymi partnerami przy projektach kosmicznych. Ma to pozwolić na osiągnięcie pozycji międzynarodowego lidera w tworzeniu nanosatelitów oraz pozyskiwaniu za ich pomocą danych.” wyjaśnia Łukasz Górski, Prezes Zarządu Spółki easyCALL.pl S.A.

„Aby skutecznie konkurować na globalnym rynku usług kosmicznych, SatRevolution potrzebuje stać się częścią silnej grupy kapitałowej. Negocjowana opcja przejęcia lub połączenia SatRevolution z easyCALL.pl jest konsekwencją realizowanej strategii rozwoju przedsiębiorstwa, która nastawiona jest na dużą dynamikę wzrostu. W zeszłym roku nasza firma zrobiła znaczący postęp technologiczny, osiągając najwyższy poziom gotowości technologicznej TRL9 wg NASA. Równocześnie dostosowaliśmy swój model biznesowy do potrzeb klientów, oferując im produkt platformy satelitarnej, usługę organizacji misji orbitalnej oraz rozwiązania oparte na danych satelitarnych. Obecnie realizowane przez SatRevolution projekty i inwestycje pozwolą nam skutecznie skalować nasz model i konkurować o rynek obserwacji Ziemi, który już dziś według szacunków wynosi nawet 15 miliardów USD, a w przeciągu 5 lat może urosnąć nawet czterokrotnie.” – dodaje Grzegorz Zwoliński, Prezes Zarządu Spółki SatRevolution S.A.

W tym roku ceny żywności będą rosły w podobnym tempie jak wynagrodzenia. Wielkanocny koszyk nie będzie jednak znacząco droższy niż przed rokiem

Przerwane łańcuchy dostaw przed rokiem i zakupy „na zapas” spowodowały chwilowy brak niektórych produktów, a w niektórych wypadkach wzrost ich cen. Nie jest to jednak znacząca skala podwyżek. Przykładowo wielkanocny koszyk będzie kosztował mniej więcej tyle samo co w ubiegłym roku. Choć niektóre czynniki, takie jak ceny nawozów czy energii elektrycznej, mogą w kolejnych tygodniach podbijać ceny żywności, to dosyć mroźna w porównaniu z ostatnimi latami zima powinna działać na nie hamująco. Także wzrost wynagrodzeń będzie rekompensował zwyżki cen.

 Święta Wielkanocne zawsze są, jeżeli mogę tak określić, świętami drugiego wyboru, jednak początkują rok i powodują wzrost koniunktury – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Chołost, general manager w Food Research Institute. – W tamtym roku nasz koszyk wydatków wahał się od 200 do 500 zł. W tym roku wydamy tyle samo, a wręcz może i mniej, ponieważ przy obecnym lockdownie zmniejszy się liczba osób kupujących w sklepie, ale będziemy kupować jednorazowo więcej.

Według przewidywań banku BNP Paribas w tym roku ceny żywności będą wyższe o ok. 1,5 proc. niż przed rokiem. W ubiegłym roku Wielkanoc była o prawie 8 proc. droższa niż w 2019 roku. Tym razem tańsze będą jaja, wieprzowina i drób. Wędliny powinny pozostać na cenowym poziomie sprzed roku, droższe będą twarogi i sery (o ok. 2,5 proc.), a także mleko (o ok. 3,5 proc.). Mocno potanieją ziemniaki i cebula – odpowiednio o ok. 35 proc. i 19 proc., droższe natomiast będą marchew (o 3 proc.), jabłka (0,5 proc.) oraz owoce cytrusowe (ok. 3,5 proc.). Wyraźnie więcej będzie trzeba płacić za pieczywo (nawet o 7 proc.). Wypieki i owoce były najmocniej drożejącymi produktami już w ubiegłym roku.

W czasie pandemii był moment, kiedy łańcuchy dostaw żywności się zatrzymały, ale obecnie możemy mówić o stabilizacji. Oczywiście są też czynniki chwilowe na rynku, które częściowo wpływają na wzrost żywności, ale nie o 50 czy 60 proc. – mówi Dariusz Chołost. – Ceny w sklepach czy na targowiskach zawsze wzrastały o 2–3 proc. Było to uzależnione również od pogody.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w lutym 2021 roku produkty żywnościowe i napoje bezalkoholowe były droższe niż rok wcześniej o 0,6 proc., zaś samej żywności – o 0,1 proc. To niewiele, zważywszy na to, że jeszcze w pierwszej połowie 2020 roku żywność drożała zdecydowanie mocniej niż średnie ceny towarów i usług. Obecnie tempo to jest wyraźnie niższe: inflacja ogółem wyniosła w lutym 2021 roku 2,4 proc. Najmocniej podrożały wody mineralne i źródlane (o 7,6 proc.) oraz ryż (o 7,0 proc.). Wyraźnie widać także wzrost cen pieczywa (5,8 proc.) oraz mąki (4,5 proc.). Tańsze było natomiast mięso wieprzowe (o 12,4 proc.), drobiowe (o 0,5 proc.) czy warzywa ogółem (o 3,0 proc.).

Myślę, że w tym roku ceny żywności nie będą rosły, mieliśmy mroźną zimę, co jest też dosyć ważne pod względem rolnictwa, czyli producentów. Z pogodą mamy różnie, na pewno nas zaskoczy susza, ale wydaje mi się, że mroźna zima też wpłynie na to, że te ceny nie będą miały pretekstu do wzrostów. Rosną ceny zboża, co jest dosyć ciekawe, co może się odbić na branży spożywczej, ale nie możemy mówić o tym, że wszędzie będą podwyżki. Jeżeli ceny będą rosły, to będzie to na poziomie wzrostu naszych wynagrodzeń – podkreśla ekspert Food Research Institute.

Warto zaznaczyć, że przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 10 osób (to około jednej trzeciej wszystkich zatrudnionych w Polsce) było w lutym 2021 roku wyższe o 4,5 proc. niż w ostatnim przedpandemicznym miesiącu – lutym 2020 roku i wyniosło 5568,82 złotych brutto.

Jak wynika z badania Food Research Institute, w ciągu ostatnich 12 miesięcy dziewięć na 10 firm spożywczych odnotowało wzrost kosztów. W większości był on wyraźny lub bardzo wyraźny. Wynikał on przede wszystkim z ogólnego wzrostu kosztów produkcji w przemyśle, ale też kosztów dostosowania branży do reżimu sanitarnego.

Rolnictwo jest już coraz bardziej zorganizowane, koszty produkcji są mniej odczuwalne wśród rolników, a bardziej wśród przetwórców, ponieważ oni potrzebują najwięcej energii elektrycznej do przetworzenia produktów. Ale wydaje mi się, że jesteśmy też na etapie marketingu ekologicznego i firmy, które przetwarzają produkty, coraz bardziej komunikują już nie same produkty, ale to, że są coraz bardziej ekologiczne w produkcji czy opakowaniach – przekonuje Dariusz Chołost.

Z badania firm wynika także, że więcej niż co trzecia odnotowała wzrost przychodów w ujęciu rocznym. 21 proc. menedżerów wskazało na niższe przychody. Opłacalność produkcji poprawiła się w 37 proc. przedsiębiorstw.

Polska projektantka Dorota Goldpoint chce podbić arabski rynek mody. Jej kolekcja wkrótce trafi do sklepów w Zjednoczonych Emiratach Arabskich

0

Polska projektantka Dorota Goldpoint ponownie zachwyciła gości zgromadzonych podczas International Fashion Week w Dubaju. Tym razem zaproponowała specjalną kolekcję bogato zdobionych sukni wieczorowych zaprojektowanych w komplecie z abajami. Tym samym chciała pokazać, jak wygląda świat arabskiej mody widziany oczami Polki. Projektantka zdobyła prestiżową nagrodę i szybko posypały się propozycje współpracy. Niewykluczone, że wkrótce jej ubrania trafią do sprzedaży w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Podczas poprzedniej, 10. edycji International Fashion Week w Dubaju Dorota Goldpoint zaprezentowała kolekcję złotych kreacji wieczorowych, która spotkała się z dużym uznaniem krytyków i klientek. Kreatywność i oryginalność projektantki zostały uhonorowane wyróżnieniem Best Ready to Wear Designer 2020. Tym razem, podczas 11. edycji International Fashion Week, Polka zaprezentowała kolejne modowe perełki, które zostały uszyte w zgodzie z kulturą arabską i jej zdaniem są wręcz stworzone dla mieszkanek tamtej części świata.

International Fashion Week w Dubaju jest wyjściową platformą do tego, żeby zacząć rozpoznawać rynek i pokazać się na nim potencjalnym partnerom. Było to więc dla mnie ważne wydarzenie i możliwość pokazania czegoś zupełnie nowego, oryginalnego na rynku, który jest mi bardzo bliski. Wszystkie kolekcje, które prezentuję, są idealne na Dubaj. Naturalne tkaniny, piękne wzory i printy, zwiewne suknie to jest to, co Arabki kochają – mówi agencji Newseria Dorota Goldpoint, projektantka mody.

Z Dubaju wróciła z bardzo prestiżową nagrodą. Projektantka nie kryje satysfakcji z tego, że jej kreatywność została doceniona.

– Dostałam nagrodę za najlepsze europejskie abaje pokazane w Dubaju od głównego patrona tego wydarzenia. Był zachwycony moimi abajami i jednocześnie zdziwiony, skąd czerpałam wiedzę o tym, jak je szyć. To prestiżowe wyróżnienie, szczególnie że pochodzi właśnie od lokalnego mieszkańca i ważnej postaci na tamtejszym rynku – mówi Dorota Goldpoint.

Jak podkreśla, wraz z całym swoim zespołem włożyła dużo trudu w przygotowanie tej kolekcji. Wszystko było wykonane z największą starannością i dopracowane w każdym detalu.

To jest duża satysfakcja dla całej mojej firmy i pań, które wkładały całe serce w uszycie tych strojów. Przez ostatnie dwa miesiące pracowałyśmy bardzo intensywnie, żeby tę całą kolekcję przygotować. Ona wymagała bardzo dużych nakładów pracy i zaangażowania. To jest nagroda dla nas wszystkich za ten trud i ogrom pracy, ale też za odwagę, żeby stworzyć taką kolekcję – mówi projektantka.

Dorota Goldpoint planuje dalszy podbój Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Obecność na targach w Dubaju przyniosła kilka ciekawych propozycji współpracy. Na razie projektantka nie chce mówić o szczegółach, ale niewykluczone, że już wkrótce jej prace trafią na tamtejszy rynek.

Na ten moment mogę powiedzieć tylko tyle, że mam kilka bardzo konkretnych propozycji i będę je rozważała. Byłam nawet zdziwiona tym, że aż tyle różnych firm się zgłosiło z propozycją współpracy i to w bardzo różnym zakresie. Niebawem będę na stałe sprzedawać tam swoją kolekcję. Na razie trwają rozmowy i jesteśmy w trakcie różnych ustaleń, domawiania szczegółów, więc nie do końca wiem, z którym partnerem tę współpracę ostatecznie nawiążę. Chciałabym bardziej znacząco zaistnieć na tym rynku niż tylko z kolekcją w butiku multibrandowym – mówi.

Efektem wizyty projektantki w Dubaju jest również nietypowe zamówienie, które jest właśnie w fazie realizacji.

Podpisałam kontrakt na pewną kolekcję, ale właściciel marki prosił, żeby jeszcze nie mówić o szczegółach. Odszyliśmy już próbną kolekcję, która bardzo się podobała, i w tej chwili ją poszerzamy. Będziemy szyć jeszcze więcej modeli i wzorów. Ze względu na tajemnicę handlową mogę tylko powiedzieć, że jest to sportowa kolekcja i dotyczy dyscypliny, która jest tam uwielbiana. Bardzo się cieszę, bo będą to naprawdę ciekawe realizacje – mówi Dorota Goldpoint.

Projektantka nie ukrywa, że chciałaby w szczególny sposób zaznaczyć obecność polskiej marki na rynkach międzynarodowych. Chętnie uczestniczy więc w tygodniach mody w różnych krajach, bo to okazja do nawiązania i budowania relacji biznesowych.

Jest to okazja do spotkania mnóstwa ciekawych ludzi, których w normalnym życiu właściwie nie miałabym możliwości spotkać. Na przykład poznałam człowieka, który zarządza całą siecią Buddha Bar. Poznałam też wiele osób z dużego biznesu, którzy zajmują się naprawdę olbrzymimi projektami. Przede wszystkim przywiozłam z Dubaju ogrom dobrej energii od ludzi, którzy chcą mi pomóc wejść na tamtejszy rynek i ze mną współpracować – podkreśla.

Zakupy firmowe wciąż mało zdigitalizowane. To może się zmienić przez pandemię

Ponad połowa firm prowadzących sprzedaż B2B, czyli do klienta biznesowego, nie ma opracowanej strategii transformacji cyfrowej – wynika z raportu Unity Group. Co prawda pandemia i lockdown również w tym obszarze przyspieszyły rozwój handlu online, ale nie na taką skalę jak w segmencie B2C, czyli do klienta indywidualnego. Różnica w digitalizacji obu tych obszarów to mniej więcej dwa lata – oceniają eksperci Unity Group. 80 proc. badanych firm prowadzi sprzedaż w internecie, ale wciąż ok. 70 proc. za kluczowe kanały sprzedaży uznaje przedstawicieli handlowych, partnerów i oddziały terenowe.

Pandemia spowodowała większy udział internetu w handlu, ale jest to zróżnicowane w segmentach B2C i B2B. W sprzedaży konsumenckiej dużo łatwiej wprowadzić zmiany. W tym segmencie działa wiele firm zagranicznych, wykorzystujących w Polsce te same rozwiązania, co na swoich rodzimych rynkach. W związku z tym poziom konkurencji jest wyższy i wszyscy się do niego dostosowują. W segmencie B2C nie odbiegamy od Europy, a nawet są takie obszary, w których polskie firmy są liderami, np. systemy płatności lub dystrybucji – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Rudno-Rudziński, partner zarządzający Unity Group.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w bardziej zamkniętym segmencie B2B. Firmy działające w tym obszarze uważają, że w prowadzeniu biznesu wciąż istotny, wręcz krytyczny, jest kontakt osobisty. To podejście zmienia pandemia COVID-19, przez którą wiele firm rozpoczęło już inwestycje w technologię. Jak wynika z badania Unity Group „Polski rynek B2B vs. Cyfrowy Megatrend. Sytuacja branży post COVID-19”, ponad połowa firm odnotowuje wpływ pandemii na digitalizację sprzedaży. Dla firm o obrotach powyżej 50 mln zł odsetek ten wynosi ponad 60 proc., a wśród firm z obrotami do 50 mln zł jest on mniejszy – zbliżony do 40 proc.

– Z badań, które zostały wykonane w 2020 roku na nasze zlecenie na próbie 500 firm handlujących B2B, wynika, że o ile w internecie obecnie sprzedaje już 82 proc. firm, o tyle jednocześnie aż 79 proc. respondentów deklaruje, że ich obrót realizowany w e-commerce wynosi poniżej 10 proc. Więc raczej są to próby rozpoznania nowego kanału albo nie do końca zrealizowane pomysły, a zmiana na wielu poziomach dopiero następuje – ocenia Grzegorz Rudno-Rudziński.

Z badań wynika, że 54 proc. firm nie ma strategii transformacji. Z pozostałej grupy tylko 19 proc. zadeklarowało w sposób zdecydowany, że taką strategię posiada, a 18 proc. – że prowadzi transformację cyfrową. Pomimo trudnych warunków pandemii blisko 40 proc. respondentów nie planuje inwestycji w e-commerce oraz business intelligence. To jednak będzie musiało się zmienić pod wpływem zjawiska konsumeryzacji B2B. Oznacza ono, że klienci przyzwyczajeni do handlu internetowego w segmencie B2C będą oczekiwali takich samych standardów również w obszarze zakupów biznesowych. Tym bardziej że coraz częściej w firmach będą za niego odpowiadać przedstawiciele młodszych pokoleń.

 Według wyników badań przedstawiciele młodszych pokoleń, które od zawsze kupują w internecie, mają mniejszą potrzebę kontaktu osobistego. A ci uczący się zdalnie w dobie COVID-19, pewnie nawet nie będą mieli tej potrzeby i umiejętności – zaznacza partner zarządzający Unity Group.

Jego zdaniem segment B2B czeka teraz wiele pracy i zmian. Pierwszym krokiem powinno być określenie strategii cyfrowej i kultury firmy, bo wiele podmiotów z tej branży to przedsiębiorstwa rodzinne działające od lat 90. ubiegłego wieku.

To jest olbrzymie wyzwanie dla tych właścicieli, menedżerów. Tym cięższe, że to czasami jest inwestycja wieloletnia, a w pierwszym czy drugim roku są tylko koszty, a dopiero potem zwiększone przychody powodują, że mamy przekroczony break even point i to się nam zaczyna opłacać. To olbrzymie wyzwanie mentalne, dotrzymać do momentu, gdy są korzyści – podkreśla Grzegorz Rudno-Rudziński.

Drugi krok to pozyskanie ekspertów z obszaru e-commerce, a także przekonanie do zmian strategii dotychczasowych pracowników. Wielu z nich obawia się, że technologie pozbawią ich miejsc pracy, więc są niechętni transformacji cyfrowej.

Jeżeli nie będziemy mieli ludzi, którzy wierzą w tę transformację, to ten proces się nie uda. To ludzie, którzy są nieraz z firmą od lat, mają olbrzymią wartość, bo rozumieją firmę i jej klientów, więc nauczenie ich nowych kompetencji jest kluczowe dla rozwoju. A za tym idzie to, co my robimy na co dzień, czyli automatyzacja, zbudowanie infrastruktury i dobieranie rozwiązań IT adekwatnych do strategii klienta – mówi partner zarządzający Unity Group.

Jak podkreśla, wzrost znaczenia obszaru online spowoduje też większą konkurencję na rynku sprzedaży B2B.

Obecnie wiele firm produkcyjnych rozważa przejście na model D2C, czyli direct-to-consumer. Polega to na stworzeniu systemów, w których zostaną pominięci tradycyjni dystrybutorzy, a klienci będą mogli zamówić towar bezpośrednio na produkcji – mówi Grzegorz Rudno-Rudziński. – To może być game changerem w handlu B2B w kolejnych latach.

Na całym świecie liczba pośredników w procesie sprzedaży maleje wraz z digitalizacją i globalizacją. Analitycy Unity Group przewidują, że nowe modele biznesowe takie jak np. D2C zmienią radykalnie oblicze wielu branż. Jeśli producenci będą wykorzystywali kanały cyfrowe nie tylko w komunikacji, ale też w transakcjach i procesach posprzedażowych, to dystrybutorzy przestaną być potrzebni. A jeśli dystrybutor nie stworzy kanałów cyfrowej sprzedaży i nie zwiąże swoich obecnych klientów usługami cyfrowymi, budując silne relacje partnerskie, to nie wykorzysta potencjału logistycznego do dostarczania usług konsolidacji i serwisów posprzedażnych na poziomie wyższym niż producent. Producenci, którzy samodzielnie zaczną przeprowadzać transformację cyfrową, będą wypierać pośredników (firmy handlowe B2B) z rynku.

Na świecie operacje wykonuje już niemal 6 tys. robotów chirurgicznych. W Polsce do dyspozycji jest tylko 14, jednak z roku na rok ich przybywa

– W Polsce jest zainstalowanych 14 robotów chirurgicznych, które pracują i czynnie wykonują operacje – mówi dr Joanna Bubak-Dawidziuk z warszawskiego Szpitala Medicover. Statystyki pokazują, że to wciąż o wiele mniej niż europejska średnia, jednak takich urządzeń w polskich szpitalach i placówkach medycznych przybywa z każdym rokiem. Także lekarze korzystają z nich coraz chętniej, m.in. ze względu na większe bezpieczeństwo, precyzję i mniejsze ryzyko powikłań pooperacyjnych. Lista zastosowań robotów da Vinci jest bardzo szeroka szczególnie w ginekologii, a w ostatnich latach zyskują one dużą popularność zwłaszcza w leczeniu endometriozy, która dotyka szacunkowo nawet co dziesiątą kobietę.

– Najwięcej robotów chirurgicznych pracuje w Stanach Zjednoczonych, gdzie jest ich ok. 4 tys. W Europie mamy około tysiąca robotów, które przeprowadzają operacje. W Polsce jest ich 14 i do Niemiec, które mają ich ok. 140, wciąż trochę nam brakuje. Natomiast rynek robotyki cały czas się rozwija i z każdym rokiem będzie podłączanych coraz więcej robotów, w asyście których można będzie przeprowadzać coraz bardziej skomplikowane operacje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Joanna Bubak-Dawidziuk, lekarz ginekolog i certyfikowany operator robota da Vinci w warszawskim Szpitalu Medicover.

Robot chirurgiczny da Vinci jest w tej chwili najbardziej rozpowszechnionym urządzeniem tego typu. Jest wykorzystywany przede wszystkim w chirurgii ogólnej, urologii i ginekologii, choć lista jego zastosowań jest dłuższa (może być wykorzystywany w ok. 170 typach zabiegów). Jak wynika z szacunków amerykańskiego producenta Intuitive Surgical, statystycznie na świecie średnio co 26 sekund jest przeprowadzany zabieg z wykorzystaniem robota da Vinci.

– Pierwsze operacje robot da Vinci wykonywał już 20 lat temu, po zatwierdzeniu przez amerykańską FDA [Agencja Żywności i Leków – red.]. Od tego czasu lista jego zastosowań rozszerza się o coraz liczniejsze specjalizacje. Obecnie zarówno urolodzy, jak i chirurdzy, ginekolodzy, kardiolodzy czy laryngolodzy wykonują coraz więcej operacji w jego asyście. Szacuje się, że tylko w dziedzinie ginekologii jest ponad 20 typów takich operacji – wskazuje lekarz ginekolog.

Jak wynika z raportu „Rynek robotyki chirurgicznej w Polsce 2020” PMR i Upper Finance, do tej pory na całym świecie zainstalowano około 5,7 tys. robotów da Vinci, za pomocą których wykonano ponad 7,2 mln operacji. Najwięcej w Stanach Zjednoczonych, gdzie jeden taki aparat przypada na około 90 tys. mieszkańców. W Europie jeden przypada na 749 tys. osób, natomiast w Polsce – na 3,4 mln. To jednak i tak duży wzrost względem 2019 roku, bo liczba takich urządzeń w polskich szpitalach i placówkach medycznych rośnie z każdym rokiem.

– Jednym z tych miejsc, gdzie możemy wykonywać bardzo złożone operacje w asyście robota da Vinci, jest Szpital Medicover. Dzięki niemu mamy możliwość nowoczesnego, szybkiego leczenia pacjentek z problemami ginekologicznymi i urologicznymi – wskazuje dr Joanna Bubak-Dawidziuk.

Jak podkreśla, zabiegi przeprowadzane w asyście robota chirurgicznego wiążą się z całym szeregiem korzyści zarówno po stronie lekarzy, jak i pacjentek. Takie operacje są krótsze i bezpieczniejsze, a pacjent traci mniej krwi i jest w mniejszym stopniu narażony na powikłania.

– W ginekologii są to zabiegi mało inwazyjne, które wykonujemy przez niewielkie otwory w obrębie jamy brzusznej. To są około jednocentymetrowe nacięcia w powłokach, a więc mamy mały uraz tkanek i mniejsze blizny pooperacyjne. Pacjentka dużo szybciej może wrócić do normalnego funkcjonowania po operacji. Poza tym obserwujemy niewielkie śródoperacyjne utraty krwi, a tym samym szybsze gojenie związane z mniejszym poziomem niedokrwistości. Takie zabiegi są na dodatek bardzo precyzyjne, bo dzięki 10-krotnemu powiększeniu możemy bardzo dokładnie oglądać i preparować struktury. Mówimy tu już nawet o mikrochirurgii – podkreśla lekarz ginekolog z warszawskiego Szpitala Medicover.

W ginekologii lista zastosowań robotów chirurgicznych da Vinci jest bardzo szeroka. W ich asyście można przeprowadzać zarówno mało inwazyjne zabiegi w łagodnych schorzeniach, jak również w poważniejszych chorobach nowotworowych.

– W szpitalu operujemy m.in. mięśniaki macicy, możemy wyłuszczać torbiele, wycinać macicę – czyli przeprowadzić histerektomię. Da Vinci jest pomocny także w przypadku chorób onkologicznych, np. jeżeli chcemy leczyć raka trzonu macicy. Korzyści jego wykorzystania obserwowane są szczególnie przy zabiegach u pacjentek z dużym BMI, nawet ze skrajną otyłością, które również szybko wracają do zdrowia – mówi dr Joanna Bubak-Dawidziuk.

W ostatnich latach roboty da Vinci zyskują też dużą popularność w leczeniu endometriozy, która szacunkowo dotyka nawet co 10. kobietę. To choroba bardzo bolesna, która przysparza kobietom bólu głównie przed miesiączkami i w ich trakcie. Wśród pacjentek leczonych z powodu niepłodności w około 50–60 proc. przypadków diagnozuje się właśnie endometriozę.

 Endometrioza to choroba, która wiąże się z obecnością błony śluzowej macicy poza nią. Najczęściej ta błona osiada w jamie brzusznej i tam te komórki endometrium zaczynają rosnąć i powodować problemy, głównie bólowe, zlokalizowane np. w okolicy nerwów więzadeł krzyżowych. Z czasem choroba zaczyna się rozwijać. W zaawansowanych przypadkach narządy wewnątrz jamy brzusznej wyglądają tak, jakby w jej środku wszystko zaczęło się ze sobą sklejać. Dlatego tak liczne są dolegliwości zgłaszane przez pacjentki – począwszy od narządu rodnego po przewód pokarmowy, gdzie mogą być np. zrośnięte pętle jelita, które powodują niedrożność – wyjaśnia lekarz ginekolog.

Robot da Vinci, m.in. dzięki wysokiej precyzji i kamerze 3D o wysokiej rozdzielczości, pozwala bardzo dokładnie zobaczyć i zoperować chore narządy, usuwając ogniska endometriozy przy zachowaniu pełnego bezpieczeństwa pacjentki. Umożliwia operowanie w 10-krotnym powiększeniu, podczas gdy klasyczna laparoskopia oferuje czterokrotne.

 Dzięki dużemu powiększeniu możemy obserwować zmiany endometrialne z bardzo dużą dokładnością i mamy lepszą możliwość ich usunięcia. Robot, działając bardzo precyzyjnie, pozwala nam rozdzielić drobne zrosty. Jeżeli mamy np. zrośnięte pętle jelitowe, bardzo ważne jest oddzielenie w granicach zdrowych tkanek bez uszkodzenia sąsiadujących narządów – mówi certyfikowany operator robota da Vinci w warszawskim Szpitalu Medicover. – Bardzo precyzyjnie możemy również uwalniać nerwy miednicy mniejszej od choroby, co pozwala nam uwolnić pacjentkę od bólu. 

Nowe badania amerykańskiej agencji rządowej potwierdzają skuteczność szczepionek mRNA w realnym użyciu. Nawet 80 proc. ochrony już po pierwszej dawce

Szczepionki mRNA zapewniają 90-proc. ochronę przed zakażeniem koronawirusem po przyjęciu dwóch dawek i 80-proc. ochronę po przyjęciu tylko jednej dawki – wynika z badań przeprowadzonych na personelu medycznym przez amerykańską agencję Centers for Disease Control and Prevention. Ochrona rozpoczyna się dwa tygodnie po otrzymaniu zastrzyku.  – Autoryzowane szczepionki są kluczowym narzędziem, które pomoże zakończyć tę niszczycielską pandemię – podkreśla dr Rochelle P. Walensky, dyrektor CDC.

W badaniu przeprowadzonym przez amerykańską agencję rządową, wchodzącą w skład Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej, wzięło udział 3950 osób szczepionych preparatami Pfizer i Moderna. Okres obserwacyjny obejmował 13 tygodni w okresie od 14 grudnia 2020 roku do 13 marca 2021 roku. Wyniki wskazują na to, że po drugiej dawce szczepionki ryzyko zakażenia zmniejszyło się o 90 proc. co najmniej dwa tygodnie od jej przyjęcia. Po podaniu pojedynczej dawki ryzyko zakażenia SARS-CoV-2 przez uczestników zmniejszyło się w tym okresie o 80 proc. Po podaniu każdej dawki szczepionki organizm potrzebował około dwóch tygodni, aby wytworzyć przeciwciała chroniące przed infekcją.

– Nasze badanie pokazuje, że podejmowane wysiłki w zakresie szczepień przynoszą efekty. Autoryzowane szczepionki mRNA przeciwko COVID-19 zapewniły rzeczywistą ochronę przed infekcją personelu medycznego, ratowników i innych podstawowych pracowników pierwszej linii walczących z koronawirusem – podkreśla dr Rochelle P. Walensky, dyrektor amerykańskiej agencji rządowej Centers for Disease Control and Prevention (CDC).

Ustalenia CDC stanowią potwierdzenie wyników badań klinicznych III fazy, które zostały przeprowadzone na szczepionkach, jeszcze zanim otrzymały zezwolenie na użycie od amerykańskiej FDA. Warto zauważyć, że badania kliniczne oceniały skuteczność szczepionki przeciwko chorobie COVID-19. Badanie przeprowadzone przez CDC dało odpowiedź na pytanie o skuteczność szczepionki przeciwko infekcjom koronawirusem, również takim, które przebiegały bezobjawowo. Uczestnicy co tydzień samodzielnie pobierali wymazy do testów laboratoryjnych RT-PCR. Bezobjawowe zakażenie SARS-CoV-2 zostało stwierdzone u 10,7 proc. obserwowanych.

– Potwierdzenie skuteczności szczepionek w realnych warunkach powinno dać nadzieję milionom ludzi, którzy każdego dnia otrzymują szczepionki przeciwko COVID-19. Powinno też dodać otuchy tym, którzy będą mieli okazję zaszczepić się w nadchodzących tygodniach. Autoryzowane szczepionki są kluczowym narzędziem, które pomoże zakończyć tę niszczycielską pandemię – twierdzi dr Rochelle P. Walensky.

Według danych opublikowanych przez Our World in Data w Stanach Zjednoczonych podano dotychczas 146 mln dawek szczepionki przeciw SARS-CoV-2. Pełne szczepienie przeszło 52,6 mln ludzi, co stanowi 16 proc. populacji tego kraju.

W Polsce pełnemu szczepieniu poddanych zostało dotąd 2 mln ludzi, czyli 5,25 proc. populacji. To wynik zbliżony do poziomu wyszczepienia Brytyjczyków, Hiszpanów i Włochów.

W ciągu tygodnia do organizmu człowieka przedostaje się nawet 21 gramów mikroplastiku. Wykryto go już nawet w powietrzu czy butelkowanej wodzie

Morski Instytut Rybacki podaje, że ok. 10 proc. odpadów przemysłowych i komunalnych trafia bezpośrednio do ekosystemów morskich. Obecnie ocenia się, że jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla środowiska są mikroplastiki produkowane jako dodatek do kosmetyków i środków czystości czy powstające w efekcie destrukcji i rozdrobnienia tworzyw sztucznych. Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że mikroplastik został wykryty w wodzie morskiej, słodkiej, ściekach, żywności, powietrzu czy butelkowanej wodzie pitnej, a to nie pozostaje bez konsekwencji na zdrowie człowieka.

– Szacuje się, że do 2017 roku wyprodukowaliśmy około 8,3 mld ton plastiku, a w ciągu ostatnich 40 lat jego produkcja wzrosła 40-krotnie i nic nie wskazuje na to, żeby miało się to zmienić. Nie pozostaje to bez wpływu na środowisko naturalne, a w konsekwencji również  człowieka. Liczne raporty naukowców z całego świata potwierdzają powszechną obecność niewielkich fragmentów plastiku, tzw. mikroplastiku, przede wszystkim w ekosystemach morskich. Przyczyną tego stanu rzeczy jest m.in. niewłaściwe zagospodarowanie odpadów – rocznie aż 6,5 mln ton tworzyw sztucznych wyrzuca się ze statków do mórz i oceanów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr inż. Krystian Szczepański, dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego.

Nie bez znaczenia dla naszego zdrowia jest również mikroplastik pochodzący z gospodarstw domowych, którego źródłem są produkty chemii gospodarczej i kosmetyki. Pozostałości kosmetyków są spłukiwane wodą, następnie trafiają do wód ściekowych, a stamtąd do systemów oczyszczania ścieków. Jeżeli system oczyszczania nie jest w stanie ich wyłapać, system uzdatniania wody też nie zapewnia pełnej filtracji tego typu mikrocząstek, przez co trafia również do naszych kranów. Jednak mikroplastik pochodzący z kosmetyków stanowi jedynie 2 proc.

– Mikroplastiki stanowią poważne zagrożenie, ponieważ ich niewielkie rozmiary czynią je dostępnymi dla wielu organizmów, począwszy od drobnych jak plankton, przez małże, ryby, a skończywszy na wodnych ssakach. Dlatego jedząc ryby, owoce morza, sól morską, lecz także miód, a nawet pijąc wodę butelkowaną, dostarczamy mikroplastiki do swojego organizmu – mówi Krystian Szczepański

Do innych istotnych źródeł mikroplastiku należy także pranie syntetycznych ubrań (35 proc.), ścieranie opon samochodowych podczas jazdy (28 proc.) oraz pył miejski (24 proc.). Ostatnie badania IOŚ-PIB pokazują, że mikroplastiki są obecne nie tylko w ekosystemach morskich, lecz także w znacznych ilościach w powietrzu. Każdego roku wdychamy nawet dziesiątki tysięcy maleńkich kawałków tworzyw sztucznych. Według badania World Wildlife Fund ludzie konsumują około 5 g plastiku tygodniowo, z kolei według badań niemieckiego oddziału WWF w Hamburgu z 2019 roku w ciągu tygodnia do organizmu człowieka przedostaje się go ok. 21 g.

– W IOŚ-PIB prowadziliśmy analizę filtrów z poborników określających zanieczyszczenie powietrza oraz kolektory opadu. Na podstawie zebranego materiału  zidentyfikowano szereg cząstek, które sklasyfikowano jako syntetyczny polimer. Musimy pamiętać, że to wszystko jest ze sobą  powiązane. To, że zmyjemy to w naszych kranach, nie znaczy, że to gdzieś znika. Wszystko krąży w środowisku i potem znowu wraca do nas, do naszych organizmów i staje się bardzo dużym zagrożeniem dla naszego zdrowia – tłumaczy dyrektor IOŚ-PIB.

O tym, że mikroplastik unosi się w powietrzu, może świadczyć fakt, że naukowcy odkryli go w próbkach śniegu z Arktyki. Żeby tam trafić, musiał być przenoszony w powietrzu. W 2019 roku krakowscy naukowcy w specjalnych pojemnikach na dachu Uniwersytetu Pedagogicznego umieścili szklane naczynia, w których osiadały zanieczyszczenia powietrza. Podczas analizy okazało się, że pośród zanieczyszczeń dużo było również mikrowłókien plastiku.

ONZ już kilka lat temu ostrzegała, że wkrótce w oceanach może być więcej plastiku niż ryb. W 2016 roku Morski Instytut Rybacki zbadał próbki osadów piasku polskiego Wybrzeża. Okazało się, że średnio w piasku znajdowało się 55 drobin/50 cm3 osadu. Największą liczbę mikrocząstek odnotowano w klasie wielkości 200-500 µm. Zidentyfikowane w próbkach piasku plaż drobiny mikroplastików można zaliczyć przede wszystkim do wtórnej grupy, powstałej w wyniku degradacji zdecydowanie większych obiektów.

Tymczasem mikroplastik ma niekorzystny wpływ na nasze zdrowie.

– Im mniejsze substancje, tym łatwiej dostają się poprzez nasz układ pokarmowy czy oddechowy do naszych organizmów. Mikroplastik ulega akumulacji w organach człowieka i wchodzi do krwiobiegu. Należy tu także wspomnieć o roli mikroplastiku jako nośnika zanieczyszczeń. Efekt toksyczny może, ale nie musi wynikać z działania samych cząstek mikroplastików, lecz właśnie z obecności na jego powierzchni zanieczyszczeń, które wykazują właściwości genotoksyczne oraz kancerogenne – wskazuje ekspert.

Aby zmniejszyć ilość plastiku krążącą w środowisku, Unia Europejska zakazała m.in. obrotu jednorazowymi produktami, czyli talerzami, sztućcami czy słomkami. Dyrektywa plastikowa zakłada też, że od 2025 roku producenci muszą zrezygnować z plastikowych słomek przytwierdzonych do kartonowych pojemników, z rynku mają zniknąć plastikowe butelki z nakrętkami luzem. Dodatkowo plastikowe butelki będą musiały być wykonane w minimum 25 proc. z materiału pochodzącego z recyklingu (od 2030 roku w 30 proc.).

–  Unia Europejska w zakresie klimatu i odpadów jest pewnego rodzaju liderem i pokazuje, w jaki sposób tego typu problemy wynikające z egzystencji człowieka powinny być rozwiązywane. Jednak musimy myśleć także o tym, jak inne części świata powinny radzić sobie z tego typu wyzwaniami. Nawet jeśli w całej UE ograniczymy wyroby z tworzyw sztucznych i emisje mikroplastików do środowiska, ale pozostałe kraje nie zmienią swojej polityki w tym zakresie, to mikroplastik obecny chociażby w ekosystemach morskich będzie dla nas zagrożeniem – twierdzi dr inż. Krystian Szczepański.

Szacuje się, że tylko niespełna 10 proc. światowego plastiku podlega recyklingowi. Ponad 30 proc. jest składowana, a około jedna trzecia trafia do oceanów. Z kolei według danych Eurostatu w krajach członkowskich Unii Europejskiej zbierane odpady z tworzyw sztucznych podlegają w 39 proc. spalaniu, w 31 proc. składowaniu, zaś w 30 proc. recyklingowi. Jednak popyt na tworzywa sztuczne pochodzące z recyklingu stanowi zaledwie 6 proc. zapotrzebowania na tworzywa sztuczne w Europie, co powoduje, że połowę tworzyw sztucznych zebranych w celu recyklingu wywozi się do innych krajów spoza UE.

Digitalizacja na tak, przed chmurą wciąż obawy

Nowa rzeczywistość podkreśliła potrzebę cyfrowej transformacji, choć w wielu przypadkach wdrożenie i skalowanie usług chmurowych pozostaje wyzwaniem. Jak wskazuje Iron Mountain, pandemia w początkowym etapie przyspieszyła wdrażanie rozwiązań cyfrowych, lecz dzisiaj zainteresowanie pozostaje na stałym, choć nierosnącym poziomie. Firmy, bardziej niż pełnego przejścia do chmury, szukają rozwiązań cyfrowych gwarantujących bezpieczeństwo danych.

Jak wynika z badania EY Digital Investment Index, 79% przedsiębiorców uznaje, że ich działania cyfryzacyjne zatrzymują się w początkowej fazie, a przyczyny tej sytuacji są mnogie: od braku pracowników, budżetu czy dostępu do danych[1]. Wzmożone zainteresowanie digitalizacją w ubiegłym roku wiązało się z koniecznością organizacji zdalnego funkcjonowania wielu firm. Dzisiaj większość z nich wypracowała własne procedury, procesy i mechanizmy operacyjne. Z tego względu większym zainteresowaniem cieszą się dzisiaj usługi pomocnicze bądź dające dodatkowe zabezpieczenie dla posiadanych zasobów.

W nowej rzeczywistości, gdy większość nas funkcjonuje zdalnie bezpieczeństwo dokumentów i danych jeszcze mocniej rośnie na znaczeniu. Potwierdzają to sytuacje takie, jak pożar archiwum z 20 tys. metrów bieżących dokumentów urzędu miasta w Krakowie. Dokumentacja nie została zdigitalizowana, wskutek czego większość danych przepadło, wśród których znajdowały się także informacje siedmiu publicznych zakładów opieki zdrowotnej.

Pandemia bez wątpienia pokazała znaczenie cyfryzacji dokumentów, co zauważyliśmy w wysokim popycie na wszelkie usługi związane z digitalizacją, szczególnie na początku ubiegłego roku. Dzięki przetwarzaniu dokumentów do wersji cyfrowej, firmy mogą korzystać z nich w sposób umożliwiający wszystkim symultaniczny dostęp, przydatny w pracy zdalnej – zauważa Marcin Mandryk, Sales Operations Executive CEE & Product Manager Iron Mountain Polska. – Sam dokument dzisiaj nie jest potrzebny, liczą się informacje, które są w nim zawarte.

Jak podkreśla Iron Mountain, zainteresowanie digitalizacją wciąż jest wysokie, zarówno w Polsce, jak i zagranicą, gdzie firmy zależnie od wielkości i sektora widzą szanse i korzyści z cyfryzacji dokumentów. Jednak dzisiaj znaczna część zapytań wiąże się z rozwiązaniami i usługami, które oferują zabezpieczenie dokumentacji i danych na wypadek wypadków losowych, takich jak choćby w Krakowie. Duży wzrost notują zapytania o uporządkowanie dokumentacji zgodnie z obowiązującymi przepisami RODO –  szczególnie w Polsce o około 30% i na Węgrzech – 10%.

Digitalizacja dokumentów pozwala na rejestrację podstawowych informacji umożliwiających identyfikację przy zachowaniu minimalizacji przetwarzania danych osobowych. Kierowanie się indeksem wiodących pozwala przeprowadzać operacje na dokumentach bez powiązywania ich bezpośrednio z osobą. Dodatkowo w przypadku pracy zdalnej pozwala na jej ciągłość i bezpieczny dostęp do informacji. Firmy, które funkcjonują zdalnie w nowej rzeczywistości obecnie udoskonalają wdrożone procedury i szukają rozwiązań, które je usprawnią. Jednak, jak dostrzega Iron Mountain, pomimo otwarcia na digitalizację, zainteresowanie rozwiązaniami wyłącznie chmurowymi jest wciąż niewielkie w całym regionie Centralnej i Wschodniej Europy.

Brak dużego zainteresowania chmurą pokazuje wciąż obecny brak zaufania do technologii i odpowiednich regulacji prawnych na poziomie ogólnym, a także dopasowanym do każdego sektora. Cały czas widoczne są bariery na poziomie świadomości digitalizacji i płynących z niej korzyści, szczególnie wśród mniejszych firm, które wciąż są przywiązane do papieru i korzystają z obu wersji dokumentów jednocześnie. Przez to rozwój chmury będzie postępował w nieco wolniejszym tempie – dodaje Mandryk.

Częściej korzyści z digitalizacji i rozwiązań chmurowych dostrzegają dzisiaj klienci instytucjonalni, przede wszystkim w krajach bałtyckich, gdzie przoduje Estonia. Z kolei w Polsce podejście różni się w zależności od sektora – banki i firmy ubezpieczeniowe są bardziej otwarte i chętne na wdrożenia. Coraz częściej pojawia się też digitalizacja rozwiązań dla osób indywidualnych w zakresie usług retailowych, dostawców prądu, gazu czy wodociągów. Choć zmiany w funkcjonowaniu biznesu na całym świecie przyspieszyły cyfrową transformację, wciąż w wielu krajach i sektorach ten proces przebiega w jednostajnym i długofalowym tempie.

[1] https://www.ey.com/pl_pl/news/2020/12/67-procent-firm-z-caleg-swiata-zamierza-inwestowac-w-internet

Globalne centrum wsparcia w Indiach? To już przeszłość W dobie pandemii Europa wraca do łask

Sprawne działanie globalnej organizacji to priorytet nie tylko w czasach zawirowań gospodarczych. W ostatnich latach – ze względów finansowych – zarówno wewnętrzne jak i zewnętrzne centra wsparcia przenoszone były z Europy czy Ameryki Północnej do państw, gdzie koszty pracy są znacznie niższe. Pandemia koronawirusa spowodowała odwrócenie trendu. Dowodzą tego m.in. działania Luxoft dla jednego z globalnych banków inwestycyjnych. Potencjał tkwiący w branży jest spory – jak dowodzą badania rynkowe, działania IT typu user support/service desk w 2020 roku stanowiły 38 proc. procesów  wspieranych przez centra usług biznesowych w Polsce[1].

Pandemia koronawirusa postawiła przed setkami tysięcy przedsiębiorstw na całym świecie nowe wyzwania. Jednym z nich okazało się szybkie i efektywne wdrożenie modelu pracy zdalnej lub hybrydowej. O ile w przypadku państw unijnych powszechna dostępność do elektryczności czy szybkiego łącza internetowego jest oczywistością, o tyle w krajach rozwijających się może ona stanowić znaczną barierę.

W jednej z czołowych instytucji finansowych ryzyko z tego tytułu było znaczące – wielu użytkowników wewnętrznego systemu mogło zostać bez adekwatnej pomocy. Zapadła szybka decyzja – niezbędne jest przeniesienie części działań z Indii do nowej lokalizacji. Wybór padł na Wrocław, a o pomoc poproszono Luxoft Poland – lidera w branży IT. Dzięki współdziałaniu z firmą, w niezwykle krótkim czasie udało się zbudować kilkudziesięcioosobowy team wsparcia dla użytkowników anglojęzycznych. Kooperacja między bankiem a firmą IT rozpoczęła się jednak jeszcze w 2018 roku, kiedy bank chciał rozwinąć możliwości swojego centrum wsparcia technicznego przy pomocy zewnętrznych dostawców, i objęła szeroki zakres usług – od etapu budowy infrastruktury, po obsługę działań dla użytkownika końcowego, w tym m.in. zarządzanie incydentami.

– Wiele firm korzystało z możliwości organizowania wsparcia technicznego w Indiach z uwagi na niskie koszty pracy. Okazało się jednak, że nie tylko cena odgrywa tutaj sporą rolę, ale także ryzyko związane z takim outsourcingiem. Pandemia zmusiła przedsiębiorstwa do spojrzenia na temat z innej strony. Praca zdalna, ograniczenia w przemieszczaniu się czy podróżach międzynarodowych – wszystko to spowodowało, że organizowanie zespołów w odległych państwach stało się po prostu ryzykowne. W tym kontekście europejskie lokalizacje w wielu przypadkach stały się na powrót atrakcyjne – podkreśla Artur Górecki, Delivery Director w Luxoft Poland, firmie będącej światowym liderem w branży IT.

Pomoc całą dobę, siedem dni w tygodniu

Działanie 24/7, w trybie „follow the sun”, sprawia, że użytkownicy oczekują całodobowego wsparcia w zakresie obsługi infrastruktury technicznej. Luxoft na przestrzeni ostatnich trzech lat zbudował od zera niemal studwudziestoosobowy team, który zapewnia globalne wsparcie on-shore i off-shore, zintegrowane ze wszystkimi procesami wspierającymi w firmie klienta – a znaczna część specjalistów pracuje w Polsce – we Wrocławiu i Krakowie.

– Należy podkreślić, że bank chciał rozwinąć usługi z sektora, który nie był dziedziną tradycyjnej specjalizacji Luxoftu. Luxoft zajmuje się oprogramowaniem, nie zaś dostarczaniem wsparcia dla użytkownika końcowego. A to właśnie interesowało naszego klienta. Zdecydowaliśmy jednak podjąć się wdrożenia wieloaspektowej strategii w celu rozwinięcia nowych możliwości w banku. Usprawniliśmy procesy. Członków zespołu świadczącego usługi przeszkoliliśmy i certyfikowaliśmy w zakresie ITIL4 (najnowszej wersji najlepszych praktyk zarządzania usługami IT). Te i inne konsekwentnie prowadzone działania umożliwiły nam zbudowanie dedykowanego zespołu w obszarze wsparcia klienta końcowego (w jęz. angielskim i niemieckim) na poziomie L1/L2 we Wrocławiu, a następnie także rozszerzenie go na inne lokalizacje w Polsce – wyjaśnia Artur Górecki z Luxoft Poland.

Sprawne wsparcie użytkownika końcowego w banku jest kluczowe z punktu widzenia jakości i komfortu pracy. W przypadku jakichkolwiek problemów oferowana jest natychmiastowa pomoc na poziomie 1 i 2, dzięki której można rozwiązać podstawowe i nieco bardziej skomplikowane usterki zgłaszane przez użytkowników w zakresie środowiska pracy. W takim service desku, oprócz konsultantów, pracują również managerowie zarządzający kolejką zgłoszeń czy zasobami. Jest to więc, wbrew pozorom, zaawansowana organizacja.

W przypadku poważniejszych przypadków, które wymagają przywrócenia całego systemu do pełnej funkcjonalności, wymagana jest koordynacja działań wielu specjalistów z różnych działów – zarówno z wewnątrz, jak i na zewnątrz, którzy dodatkowo rezydują w różnych, oddalonych od siebie geograficznie lokalizacjach.

Inne obszary supportowe, w których zaangażowani są eksperci Luxoft, to wsparcie w zakresie użytkowania i administrowania rozmaitych aplikacji biznesowych wdrożonych banku, a także zaawansowane projekty rozwojowe czy migracyjne, związane z modyfikacjami platform systemowych.

– Luxoft nie spoczywa na laurach i szuka nowych sposobów na wdrożenie nowo zdobytych możliwości. Tylko w ciągu ostatniego miesiąca odbyły się trzy sesje case study z menedżerami Luxoft, którzy kontaktowali się z potencjalnymi klientami zainteresowanymi nowymi usługami z zakresu wsparcia technicznego – podsumowuje Artur Górecki.

[1] https://absl.pl/storage/app/uploads/public/5ee/887/8d5/5ee8878d59858995982318.pdf

Firmy rodzinne na GPW

  • Już co trzecia spółka notowana na warszawskiej giełdzie to firma rodzinna.
  • Inwestorzy je lubią, bo dawały im w pandemii wyższą rentowność i mniejszą zmienność kursów.
  • Wyzwaniem będzie jednak zmiana pokoleniowa właścicieli tych spółek – wynika z raportu Grant Thornton przygotowanego pod patronatem Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW).

Przez ostatnie dekady systematycznie rośnie znaczenie firm rodzinnych w polskiej gospodarce. Już dawno przestały być one dla największych międzynarodowych podmiotów obecnych na polskim rynku jedynie drobnym lokalnym biznesem, z niewielkimi udziałami w rynku, a stały się dla nich silną konkurencją. Nic więc dziwnego, że polski prywatny, rodzinny biznes jest w coraz większym stopniu obecny na polskim rynku kapitałowym.

Jak pokazuje raport firmy audytorsko-doradczej Grant Thornton „Firmy Rodzinne na GPW”, na Głównym Rynku GPW notowanych jest obecnie 139 spółek rodzinnych, czyli 32 proc. wszystkich podmiotów tego parkietu. Tylko w latach 2011-2020 na GPW zadebiutowały 64 spółki definiowane na potrzeby raportu jako rodzinne. Najwięcej firm rodzinnych na GPW ma swoje siedziby w województwie mazowieckim (41), dolnośląskim (17) i wielkopolskim (15).

W zarządzaniu firmami rodzinnymi dostrzec można perspektywę długoterminową. Dzięki temu lepiej niż inne spółki radzą sobie one w okresach rynkowych turbulencji. Może to również wynikać z większej skłonności do kumulowania i reinwestowania kapitału, co wiąże się z mniejszą skłonnością do wypłaty dywidendy dla inwestorów. Spółki rodzinne powinny być zatem atrakcyjną alternatywą dla inwestorów poszukujących bezpiecznych długoterminowych inwestycji – komentuje Dariusz Bednarski, wiceprezes Grant Thornton, partner zarządzający Departamentem Doradztwa.

Choć dla firm o charakterze rodzinnym ważniejszym celem niż bieżący wynik finansowy jest długoterminowy, bezpieczny rozwój, to przedsiębiorstwa te w wielu przypadkach – zwłaszcza w okresach rynkowych zawirowań jak pandemia – wykazują wyższą rentowność niż spółki nierodzinne. Rentowność EBITDA w ostatnich zaraportowanych 12 miesiącach (IVQ’19-IIIQ’20) dla spółek rodzinnych wynosiła 12,3%, tymczasem dla pozostałych 10,8%. Zysk netto w tym okresie wyniósł w spółkach rodzinnych 2,7%, a dla pozostałych spółek odnotowano stratę na poziomie 1,5%. Jeszcze większe różnice widać na rentowności kapitału własnego (ROE), który wyniósł odpowiednio 5,1% i -2,2%.

Wykres 1. Wyniki finansowe spółek notowanych na GPW

Wyniki finansowe spółek notowanych na GPW
Źródło: raport firmy Grant Thornton „Firmy rodzinne na GPW”, 2021 r.

O tym, że inwestorzy dużym zaufaniem, zwłaszcza w trudnych czasach, np. pandemii, obdarzają spółki zarządzane przez prywatnych właścicieli, świadczy też opracowany przez Grant Thornton indeks GT Rodzinne, obrazujący zachowanie akcji 20 największych spółek rodzinnych na GPW, według metodologii analogicznej do tworzenia indeksu WIG20. W okresie styczeń 2015 – luty 2021 indeks GT Rodzinne wzrósł o około 40%, natomiast spółki z WIG20 straciły w tym samym okresie na wartości około 16%. Ciekawa jest również analiza kształtowania się stopy zwrotu w pandemicznym okresie luty 2020 r. – luty 2021 r. Spółki z GT Rodzinne zyskały 57%, a WIG20 stracił 5%.

Biznesy rodzinne odpowiadają za około 2/3 polskiego PKB, stymulując wzrost gospodarczy i wzmacniając krajową przedsiębiorczość. W najnowszym indeksie Niemieckiej Fundacji Firm Rodzinnych Polska plasuje się na 12. miejscu wśród 21 analizowanych krajów pod względem warunków prowadzenia działalności gospodarczej, wyprzedzając takie państwa, jak Belgia, Niemcy czy Japonia – zaznacza Marek Dietl, prezes zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Polscy przedsiębiorcy są emocjonalnie związani ze swoimi biznesami, które tworzyli od podstaw przez 30 lat wolnej gospodarki. Miedzy innymi dlatego biznesy rodzinne coraz chętniej wybierają drogę przez giełdę, która umożliwia pozyskiwanie kapitału na rozwój przy jednoczesnym zachowaniu kontroli właścicielskiej – dodaje.

Niepokojący dla inwestorów może być natomiast fakt, że wśród notowanych na GPW firm rodzinnych nadal niewiele jest takich, które mają uporządkowaną kwestię sukcesji pokoleniowej. Widać to na przykład po akcjonariacie analizowanych przedsiębiorstw. Choć wielu twórców i głównych akcjonariuszy spółek rodzinnych zbliża się obecnie do wieku emerytalnego i z problemem sukcesji wkrótce będą musieli się zmierzyć, to tylko w przypadku 17 proc. tych spółek akcje są już w rękach przynajmniej jednego sukcesora.

Sukcesorzy relatywnie rzadko są też obecni w najważniejszych organach spółek. Obecnie jedynie w co szóstej (16%) spółce rodzinnej przedstawiciel pokolenia sukcesorów zasiada w zarządzie, a w co piątej (22%) w radzie nadzorczej. Tymczasem aż połowa firm w zarządach i radach nadzorczych jako jedynego przedstawiciela rodziny posiada nestora (odpowiednio 55% i 48%).

Wykres 2. Odsetek spółek rodzinnych, w których organach zasiadają sukcesorzy i nestorzy

Odsetek spółek rodzinnych, w których organach zasiadają sukcesorzy i nestorzy
Źródło: raport firmy Grant Thornton „Firmy rodzinne na GPW”, 2021 r.

Czas na agrowoltaikę

Technologia produkcji energii ze źródeł odnawialnych wciąż się rozwija. Jednym z nowszych trendów na rynku OZE jest agrowoltaika – czyli połączenie rolnictwa i hodowli zwierząt z produkcją energii ze słońca. Rozwiązanie to powoli wchodzi na rynki europejskie, a tym samym do Polski. Agrowoltaika to bardzo kuszące rozwiązanie dla właścicieli ziem, którzy chcą nadal wykorzystywać je pod uprawę roślin lub hodowlę zwierząt. Zainstalowane na większej wysokości panele fotowoltaiczne są ustawione pod odpowiednim kątem i z zachowaniem przestrzeni – pozwalają więc na wykorzystanie ziemi, która znajduje się pod nimi. Dzięki temu rolnik może zarabiać na dwa sposoby – sprzedając owoce swojej pracy, a także produkując prąd dla siebie lub na sprzedaż.

– Dotychczas stawiano panele fotowoltaiczne w tradycyjny sposób, wyłączając grunty z produkcji rolnej. Agrowoltaika zakłada, że wciąż można wykorzystywać grunty pod uprawę roślin lub hodowlę zwierząt. Czyli z tego samego hektara otrzymujemy symultanicznie produkcję energii ze źródeł odnawialnych i uprawę rolną – powiedział serwisowi eNewsroom Roman Karbowy, przewodniczący grupy roboczej ds. agrowoltaiki, Polskie Stowarzyszenie Fotowoltaiki. – Agrowoltaika ma też inne zalety. Przede wszystkim chroni grunty przed nadmierną perspiracją, czyli przesuszaniem. To szczególnie ważne, ponieważ ze względu na zmiany klimatyczne susze będą się zdarzać coraz częściej. Wysokie konstrukcje fotowoltaiczne potrafią również chronić uprawy przed gwałtownymi zmianami pogody – takimi jak grad czy deszcz nawalny. Agrowoltaika jest zatem dodatkową szansą dla rolnika. Zapewnia zabezpieczenie jego tradycyjnego źródła zarobkowania – w postaci hodowli lub uprawy rolnej – i daje mu możliwość dodatkowego źródła dochodów w postaci fotowoltaiki. W ten sposób uniezależnia go od zmian na rynkach rolnych i daje większe bezpieczeństwo finansowe – wskazuje Karbowy.

Zmiany nawyków pracy w czasie pandemii. Co drugi pracownik ocenia je pozytywnie

Rok po wybuchu pandemii warto przeanalizować zmiany, jakie zaszły w trybie i nawykach pracy pracowników. Wielu z nich już od ponad dwunastu miesięcy nieprzerwanie pracuje z domu, często łącząc zobowiązania zawodowe i rodzicielskie. W konsekwencji zmianie uległo nie tylko miejsce, z którego wykonują swoje obowiązki, ale też dotychczasowe przyzwyczajenia. Chociaż na przestrzeni roku sposób, w jaki pracujemy, niezaprzeczalnie uległ transformacji, to zdaniem pracowników objętych badaniem Hays Poland najczęściej są to zmiany na lepsze.

Co drugi pracownik w okresie pandemii zmienił swoje nawyki pracy. Takie wnioski płyną z sondażu internetowego przeprowadzonego przez Hays Poland w marcu 2021 roku na grupie ponad 1,5 tys. specjalistów i menedżerów. W badaniu nawyki zostały zidentyfikowane jako sposób i organizacja pracy w czasie pandemii, a także wszelkie aspekty z nią związane. Zmiany w tym zakresie zaobserwowało 55 proc. respondentów.

Praca na nowo

Zmiany najczęściej dotyczyły trybu wykonywania pracy, np. zastąpienia tradycyjnej pracy w biurze modelem zdalnym lub hybrydowym, na co wskazało 81 proc. respondentów. Kolejne 48 proc. zadeklarowało pracę w godzinach innych niż przed pandemią.

Zmiana godzin pracy w części przypadków była zapewne podyktowana odmiennymi potrzebami biznesowymi firmy i odgórnymi ustaleniami. Jednak pewniejszym wydaje się stwierdzenie, iż zmiana nawyków wynika głównie z wdrożenia pracy zdalnej. Z jednej strony wiąże się to dla pracowników z oszczędnością czasu, dającą możliwość wcześniejszego rozpoczęcia pracy. Beneficjentami są zarówno osoby pracujące w modelu home office, jak również te dojeżdżające do biura, które w wyniku mniejszego natężenia ruchu nie tracą czasu w korkach. Z drugiej strony rozmycie granic pomiędzy sferą prywatną i zawodową oraz konieczność jednoczesnego łączenia różnych obowiązków, częściej wymaga pracy poza standardowymi godzinami, np. późnym wieczorem, gdy dzieci już śpią – zaznacza Agnieszka Kolenda, Executive Director w Hays Poland.

Znajduje to odzwierciedlenie w odpowiedziach respondentów badania. Wśród osób, które zadeklarowały zmianę nawyków pracy, 31 proc. wskazało na inny rozkład dnia, np. dłuższe przerwy, które idą w parze ze zmianą godzin rozpoczęcia i zakończenia pracy. Kolejnych 16 proc. respondentów zadeklarowało zmianę dni, w których zazwyczaj pracują. Może to oznaczać zarówno otwarcie się na wykonywanie obowiązków zawodowych w dni standardowo wolne od pracy, jak i skrócenie tygodnia pracy.

Zmiany nawyków obejmują również takie aspekty jak dress code (50 proc. wskazań) oraz posiłki w czasie pracy (28 proc.). Okres pandemii zmienił standardy ubioru obowiązujące w sferze biznesowej. Formalny strój występuje rzadziej zarówno podczas wideo konferencji, jak i w biurach, gdzie obecnie przebywa mniej współpracowników oraz klientów. Kwestia nawyków żywieniowych wymagałaby głębszej analizy. Z pewnością istnieje grupa pracowników, która w wyniku pracy zdalnej poprawiła swoje nawyki i odżywia się lepiej, samodzielne przygotowując posiłki. Obok zapewne funkcjonują jednak osoby, którym w warunkach home office trudno jest oderwać się od komputera i wygospodarować czas na posiłek.

Które nawyki pracy uległy zmianie w czasie pandemii?

81% Tryb pracy (np. zdalny lub hybrydowy)
50% Dress code
48% Godziny pracy
31% Rozkład dnia pracy
28% Przerwy na posiłki
16% Dni pracy

Źródło: badanie Hays Poland, marzec 2021.

Brak granic

Zmiana trybu życia wywołana przez pandemię oraz popularyzacja pracy zdalnej sprawiły, że pracodawcy i pracownicy bardziej elastycznie postrzegają czas pracy. Po ponad roku od wybuchu pandemii w Polsce, firmy wiedzą, jakie rozwiązania i strategie zdają egzamin. Ufają swoim zespołom oraz wykazują się większym zrozumieniem wobec indywidualnych potrzeb.

Część pracodawców otwiera się również na ewentualność skrócenia tygodnia pracy, jeśli pracownik wykazuje się wysoką wydajnością i jest w stanie wykonać wszystkie swoje obowiązki w krótszym czasie. Jest to rozwiązanie, które w Polsce wciąż nie cieszy się dużą popularnością, natomiast organizacje coraz częściej rozliczają pracowników z rzeczywistych efektów ich pracy, a nie czasu spędzonego przed komputerem. Istnieje zatem przestrzeń do testowania tego typu rozwiązań w niedalekiej przyszłości.

Jednocześnie w wyniku pracy zdalnej zatrudnieni mniej stanowczo stawiają granice pomiędzy czasem pracy i czasem wolnym.

– Pracownicy czasem zajmują się prywatnymi sprawami w ciągu dnia pracy, ale też włączają komputer w weekend, chociaż przed pandemią im się to nie zdarzało. Profesjonaliści cenią sobie elastyczność i większą niezależność, natomiast należy uważnie przyglądać się również potencjalnym zagrożeniom. Każdy pracownik powinien mieć możliwość i nawyk całkowitego odcinania się od pracy, bez względu na okoliczności i model, w którym realizuje swoje obowiązki. Tylko wtedy możliwy jest prawdziwy odpoczynek i regeneracja sił, tak istotne w obecnych, wciąż trudnych dla wielu osób czasach – komentuje Agnieszka Kolenda.

Zmiany na lepsze

Zachodzące w okresie pandemii zmiany nawyków pracy przez profesjonalistów najczęściej są oceniane pozytywnie. Takiej odpowiedzi udzieliło 54% respondentów sondażu Hays, a kolejnych 17 proc. nie potrafiło udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

Jak oceniasz zmiany nawyków pracy, które zaszły w Twoim życiu zawodowym w czasie pandemii?

54% Pozytywnie
17% Nie mam zdania
29% Negatywnie

Źródło: badanie Hays Poland, marzec 2021.

Co to oznacza dla pracodawców? Zdaniem Agnieszki Kolendy z Hays Poland, przede wszystkim zadanie uwzględnienia tych nowych nawyków w modelu pracy obowiązującym po zakończeniu pandemii. – Pracownicy będą oczekiwać dostępu do pracy zdalnej, większej elastyczności w zakresie decydowania o czasie pracy, rozliczania za efekty pracy oraz możliwości łączenia obowiązków zawodowych i prywatnych, gdy wystąpi taka potrzeba. Oczywiście obie strony zdają sobie sprawę, że obecny czas jest okresem przejściowym, a przez to wyjątkowym. Jednak całkowity powrót do standardów sprzed pandemii wydaje się być mało prawdopodobny – dodaje.

Dostęp do pracy zdalnej, a także większa niezależność w decydowaniu o kształcie dnia i godzinach pracy, umożliwiły pracownikom dopasowanie tych aspektów do własnych preferencji. Zmiany nawyków pozwoliły m.in. zaoszczędzić czas przeznaczany na dojazd do biura, wydłużyć sen czy poświęcać więcej uwagi bliskim. To wszystko może istotnie wpływać na odczuwaną satysfakcję oraz skuteczność w pracy.

Łodź – nowy kierunek rozwoju projektów magazynowych

Region Polski Centralnej, położony na skrzyżowaniu dwóch kluczowych autostrad kraju, to jeden z największych rynków powierzchni magazynowych w Polsce. Tutejsze lokalizacje logistyczne posiadają dużo zalet, a sam region – pomimo swojej wielkości – nadal posiada potencjał na rozwój – mówi Katarzyna Misztal, Junior Negotiator, Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych w Cushman & Wakefield.

Region Polski Centralnej obejmuje między innymi miasto Łódź wraz z lokalizacjami okalającymi, tj. Konstantynowem Łódzkim, Pabianicami, gminą Nowosolna, Strykowem oraz Piotrkowem Trybunalskim. Jest niezwykle dynamicznie rozwijającym się regionem. Tylko w okresie ostatnich 5 lat jego zasoby, zwiększyły się o ponad 2 miliony mkw., w tym około 730 tys. mkw. samej Łodzi i okolicach, co oznacza trzykrotny wzrost wielkości tego rynku!

Zalety magazynów w Polsce Centralnej

Niewątpliwym atutem regionu Polski Centralnej jest jego centralne położenie geograficzne oraz bardzo dobra infrastruktura drogowa. Mamy tutaj dostęp do dwóch autostrad – A1 oraz A2 – a także do drogi ekspresowej S8, łączącej aglomeracje: wrocławską, łódzką, warszawską i białostocką.

Główne ośrodki i dzielnice przemysłowo-magazynowe w Łodzi i okolicach skierowane są głównie w pobliskiej odległości do tras szybkiego ruchu, okalających Łódź. Przez wiele lat największym skupiskiem magazynów był Stryków, głównie ze względu na krzyżujące się tu autostrady A1 i A2 ale również region łódzkiego Widzewa. W przypadku tej dzielnicy potencjał do budowy nowych magazynowych gwarantowała nie tylko bliskość i dojazd do węzła A1, lecz również duża liczba wolnych terenów inwestycyjnych oraz otwartość miasta na współpracę z deweloperami, poprzez planistykę ukierunkowaną na przemysł oraz odpowiednią komunikację miejską.

Lokalizacje hal magazynowych w Łodzi

Dziś główne ośrodki nowoczesnych magazynów na łódzkim Widzewie skumulowane są w rejonie ul. Ofiar Terroryzmu 11 Września, ul Tomaszowskiej / Jędrzejowskiej, ul. Niciarnianej, ul. Zakładowej oraz ul.Transmisyjnej. Swoje parki magazynowe zdecydowali się ulokować tu tacy deweloperzy jak m.in. Panattoni, Prologis, Segro, MLP, 7R, Logicor czy City Link.

Patrząc jednak na mapę dostępnych i planowanych terenów inwestycyjnych w aglomeracji łódzkiej, trzeba zwrócić na pewno uwagę na coraz mocniej rozwijający się obszar zachodnio-południowy, czyli okolice Konstantynowa Łódzkiego czy Ksawerowa.

Potencjał rozwoju rynku magazynowego w Łodzi

Potencjał rozwoju regionu Polski Centralnej wzrasta wraz z budową drogi ekspresowej S14, czyli tzw. zachodniej obwodnicy Łodzi, oraz obwodnicy Pabianic. W przyszłości trasa połączy autostradę A2 (węzeł Emilianów) z drogą ekspresową S8 (węzeł Róża), biegnąc na południe po zachodniej stronie Łodzi, Zgierza i Pabianic. Łączna długość tej trasy to ok. 41 km. W całości przebiegać będzie w województwie łódzkim, na obszarze gmin Zgierz, Aleksandrów, Konstantynów i Pabianice oraz trzech dzielnic Łodzi (Górnej, Polesia i Bałut). Nowy fragment drogi ekspresowej S14, którego zakończenie budowy planowane jest na 2023 rok, domknie tzw. ring dróg szybkiego ruchu wokół Łodzi.

W związku z inwestycjami drogowymi, rośnie zainteresowanie inwestorów zakupem i realizacją projektów magazynowych w tej okolicy. To właśnie w rejonie Ksawerowa czy w pobliżu Konstantynowa Łódzkiego przygotowane zostały tereny inwestycyjne o łącznej wielkości ok. 400 ha. Widzimy również dużą aktywność deweloperów, powstają nowe projekty magazynowe np. Panattoni Park Łodź West w miejscowości Niesięcin czy 7R Park Łódź West II zlokalizowany przy ulicy Maratońskiej w Łodzi. Zachodnio-południowa strona aglomeracji łódzkiej staje się zatem świetną alternatywą, odciążającą tym samym mocno eksploatowany obecnie Widzew.

Autor: Katarzyna Misztal, Junior Negotiator, Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych Cushman & Wakefield

Kredyt czy pożyczka? Gdzie pożyczyć pieniądze?

Kupno samochodu, wyjazd na wakacje, ważne, duże uroczystości rodzinne, leczenie nierefundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia… To tylko niektóre przykłady wydatków, które bywają zbyt wysokie jak na możliwości budżetu większości z nas. Problem jednak w tym, że wiele z nich jest absolutnie niezbędnych – zwłaszcza, jeśli chodzi o wizyty u lekarza czy zakup lub naprawę ważnych sprzętów domowych.

Co zrobić w podobnej sytuacji? Najlepszym – i często jedynym – rozwiązaniem okazuje się wówczas pożyczenie pieniędzy. Do wyboru mamy wtedy tradycyjne kredyty bądź ofertę sektora pozabankowego (porównaj pożyczki online na FinansowySupermarket.pl). Która z tych opcji będzie lepsza? Na jakie czynniki powinniśmy zwrócić szczególną uwagę przy podejmowaniu decyzji? Jakie są najważniejsze różnice między oboma rodzajami produktów finansowych? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w kolejnej części tekstu.

Kredyt czy pożyczka – porównanie. Która opcja będzie lepsza w danym przypadku?

Kredyty bankowe są wybierane przede wszystkim przez klientów ceniących sobie tradycyjne, sprawdzone rozwiązania. Sprzyja temu też nie do końca dobra opinia, która wciąż – mimo zdecydowanej poprawy w całej branży – ciągnie się za sektorem pozabankowym. Za ich wyborem przemawia też niższe oprocentowanie, które jest wynikiem mniejszego ryzyka ponoszonego przez kredytodawcę (w związku z bardziej restrykcyjną oceną zdolności kredytowej klientów). Więcej na temat: kredyt gotówkowy – dowiedz się więcej na FinansowySupermartket.pl.

Pożyczki pozabankowe są wprawdzie nieco droższe od kredytów, jednak nie oznacza to, że nie mają żadnych zalet. Mniej rygorystyczna ocena zdolności sprawia, że o tego typu finansowanie mogą ubiegać się również osoby, które z różnych względów nie mogłyby otrzymać kredytu bankowego. To też dobre rozwiązania dla klientów ceniących sobie skrócone do minimum formalności oraz niedługi czas rozpatrywania wniosku – w niektórych przypadkach, aby pieniądze znalazły się na naszym koncie potrzebny jest tylko kwadrans.

Kredyt w banku czy firmie pożyczkowej? Najważniejsze parametry produktu

Niezależnie od tego, na którą z powyższych opcji się zdecydujemy, przed wyborem konkretnej oferty warto ją dokładnie przeanalizować i upewnić się, że rzeczywiście wybieramy tę, która będzie najkorzystniejsza i najlepiej dopasowana do naszych potrzeb. Tu największe znaczenie mają następujące parametry:

  • RRSO – czyli roczna rzeczywista stopa oprocentowania. Ten wskaźnik mówi nam, jaki jest stosunek wszystkich kosztów (prowizji, oprocentowania i ubezpieczenia) do pożyczonej kwoty;
  • okres kredytowania – im będzie on dłuższy, tym niższa okaże się miesięczna rata. Należy jednak pamiętać, że w takim przypadku wzrosną ogólne koszty w całościowym ujęciu;
  • dodatkowe opłaty – ważne przede wszystkim dla klientów wybierających ofertę banków, które przyznanie finansowania uzależniają często od wykupienia ubezpieczenia lub założenia konta – nierzadko płatnego;
  • wymagania pożyczko/kredytodawcy – jeśli nie jesteśmy zatrudnieni na umowę o pracę na czas nieokreślony lub mamy niekorzystną historię kredytową, musimy liczyć się z odmową w banku i części firm pożyczkowych.

Tradycyjny kredyt czy pożyczka pozabankowa? Jak znaleźć najkorzystniejsze oferty?

Wybór zarówno kredytu, jak i pożyczki może sprawiać pewne problemy. Części z nich unikniemy, zestawiając ze sobą jak najwięcej ofert i porównując je pod kątem kosztów, dostępnych kwot oraz okresu kredytowania. W tym zadaniu pomogą nam internetowe porównywarki i rankingi.

Zakupy na Wielkanoc 2021 zrobimy online – 8 na 10 osób użyje do tego smartfona

Według najnowszego badania Easter Holiday Survey Europe przeprowadzonego przez AdColony aż 60 proc. osób uznaje obecnie bezpieczeństwo za kluczowy powód, dla którego robi zakupy online a nie stacjonarnie. Zdecydowanie ważniejszy od takich czynników, jak atrakcyjna cena czy wygoda korzystania z ofert. Dlatego też ponad 60 proc. badanych Europejczyków przyznało, że zakupy na Wielkanoc zrobi przez Internet, aż 8 na 10 użyje do tego smartfona. Kto najczęściej kupuje online – Zetki czy Silversi? I co kupimy w tym roku na przysłowiowego „zajączka”?

To już drugie Święta Wielkanocne, które będziemy obchodzić w cieniu pandemii i obostrzeń. Kolejny lockdown przyniósł jeszcze większe ograniczenia, także w kontekście zakupowym. Nie zmieniło to jednak zamiarów konsumentów, którzy planują wydać na Wielkanoc 2021 aż 2 razy więcej niż w 2020 roku, z czego znaczną część wydadzą przez Internet.[1]

Zakupy na Wielkanoc 2021: zadecyduje bezpieczeństwo, cena i wygoda

Najczęstszym powodem robienia zakupów online jest bezpieczeństwo – na ten czynnik wskazało niemal dwukrotnie więcej osób niż na cenę, która znalazła się na drugim miejscu. 36 proc. ankietowanych wybiera zakupy bezpośrednio z aplikacji bądź strony sklepu z powodu atrakcyjnych promocji, 26 proc. ze względu na szerszy asortyment, a pozostali wskazywali również na wygodę.

Według raportu E-commerce w Polsce w 2020 roku to właśnie kwestie finansowe jak: atrakcyjna cena towaru, niskie koszty dostawy oraz wcześniejsze pozytywne doświadczenia kupującego wpływały na selekcję konkretnego miejsca, gdzie internauci dokonują zakupów.[2] Z kolei jak pokazuje badanie AdColony, dziś to bezpieczeństwo jest kluczowym powodem, na który wskazało 60 proc. osób. Konsumenci stają się bardziej świadomi swoich wyborów i wygody związanej z procesem zakupowym online i chętniej korzystają z aplikacji mobilnych na telefon. Cieszą się one dużym zainteresowaniem nie tylko u młodego pokolenia, ale także stale rosnącej grupy wiekowej 45+ komentuje – Michał Giera, Prezes Zarządu, Mobiem Polska.

Pokolenie Zet i pokolenie Silvers robią zakupny online najczęściej

Nikogo nie dziwi fakt, że to młodzi najczęściej sięgają po telefon, by zrobić zakupy przez Internet. Według badania AdColony stanowili oni 1/3 respondentów, którzy pozytywnie reagowali na tę formę zakupów. W zestawieniu najczęściej kupowanych produktów przez pokolenie Z są ubrania, kosmetyki, obuwie oraz książki.

Za pokolenie Silvers uznaje się osoby po 55 roku życia, czyli około 9 mln Polaków[3]. To osoby, które w coraz mniejszym stopniu są wykluczone cyfrowo. Już kilka lat temu 45 proc. konsumentów z tej grupy wiekowej korzystało z internetu[4]. Zwolennicy zakupów online w tym przedziale wiekowym zwracają szczególną uwagę na poczucie bezpieczeństwa, wygodę, na łatwe poruszanie się po stronie sklepu, dostępności promocji oraz sposoby dostawy. Częściej też dokonują zakupów w przy użyciu komputera niż smartfona.

Ponad 6 na 10 osób zakupy woli robić w aplikacji mobilnej

Ten wysoki odsetek to zapewne rezultat braku ograniczeń godzinowych przy zamówieniach online, wygody i braku konieczności wychodzenia z domu czy w końcu intuicyjności, jaką dają serwisy internetowe. Podstawą projektowania sklepów i stron www jest obecnie responsywność względem urządzeń mobilnych i zapewnienie coraz to nowych form płatności jak Apple Pay, PayPal czy Blik oraz e-portfele, które cieszą się dużym zainteresowaniem i zaufaniem wśród świadomych konsumentów.

Reklamy na Wielkanoc – chętnie oglądamy i kupujemy

Aż 7 na 10 pytanych dokonało zakupów bezpośrednio przez kliknięcie reklamy na telefonie jak wynika z danych AdColony. Tyle samo badanych przyznało, że kupiłoby produkt i uznałoby go za atrakcyjny, gdyby był on dostosowany do ich potrzeb. Co więcej, ponad połowa respondentów potwierdziła także, że kliknęła w reklamę na smartfonie podczas robienia zakupów.

Konsumenci podczas nałożonych obostrzeń w dużej mierze spędzają czas w domu na swoich urządzeniach mobilnych, zwłaszcza smarfonach korzystając z social mediów, aplikacji i gier. Jest to ogromna szansa dla reklamodawców, którzy za pomocą reklamy mobilnej mają możliwość dotrzeć do swojej grupy docelowej. W czasie świąt wielkanocnych konsumenci zwracają na nie szczególną uwagę i są bardziej podatni na wszelkiego rodzaju promocje, oferty specjalne i kupony rabatowe. Jak wynika z badań aż 71 proc. konsumentów byłoby w stanie kupić produkt lub usługę, gdyby ta była dostosowana do ich potrzeb i oczekiwań.Michał Giera, Mobiem Polska.

Święta wielkanocne 2021: Jakie produkty będziemy kupować?

Mimo obecnej sytuacji Polacy nie rezygnują z zakupów świątecznych oraz tradycyjnego kupowania prezentów na „zajączka”, które w wielu rodzinnych domach jest nieodłącznym elementem świąt. Co dokładnie znajdzie się na liście zakupów na święta? Będą to zazwyczaj drobne upominki jak słodycze, ubrania, kosmetyki, rzadziej obuwie i sprzęty AGD. W tym roku 61 proc. osób chce zamówić wybrany prezent ze strony sklepu do domu, aby potem wręczyć go bliskiej osobie, 24 proc. respondentów zadeklarowało, że wykona bezpośrednią wysyłkę do domu odbiorcy, a pozostała część chce zamówić go do siebie, aby potem na własną rękę móc go wysłać pod wskazany adres.

Po pandemii nie zrezygnujemy z zakupów online

Branża e-commerce z roku na rok rozwija się i dostosowuje biznes pod nowe warunki. Pewne jest, że nawyki związane z zakupami online przez konsumentów przełożą się na stały trend w przyszłości. Kryzys wywołany pandemią niesie za sobą także pozytywne skutki jakimi są chociażby oszczędzanie i zwiększona świadomość konsumentów, 75 proc[5]. z nich twierdzi, że od czasu pierwszego lockdownu kupuje tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Polacy po zniesieniu obostrzeń i otwarciu wszystkich sklepów nie zrezygnują z zakupów online. Jak wynika z raportu ECPR 58 proc. respondentów przyznaje, że nadal będzie dokonywało zakupów właśnie w ten sposób.

– Skutki wywołane pandemią, która zaskoczyła nie tylko przedsiębiorców, ale także konsumentów, w dalszym ciągu odbijają się sytuacji finansowej obu grup. Mimo wszystko sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy ma również paradoksalnie swoje pozytywy w postaci zwiększenia świadomości kupujących w temacie finansów osobistych i potrzeby oszczędzania na tzw. czarną godzinę. Powinniśmy nauczyć się planować nasze wydatki z większą rozwagą, w perspektywie dalszych zmian. Wśród ekspertów nie brakuje bowiem głosów, że „prawdziwy” kryzys ekonomiczny związany z pandemią Covid-19 dopiero niestety nas czeka – zauważa Agnieszka Surowiec, ekspert Intrum.

[1] UCE RESEARCH dla grupy Blix

[2] E-commerce w Polsce 2020

[3] GUS

[4] Research Mix, „Polski konsument 50+”

[5] European Consumer Payment Raport 2020

GPW wprowadza „Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW 2021″

  • Rada Giełdy przyjęła nowy zbiór zasad ładu korporacyjnego dla spółek notowanych na GPW
  • „Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW 2021” wejdą w życie 1 lipca 2021 r.

29 marca 2021 r. Rada Giełdy podjęła uchwałę w sprawie przyjęcia „Dobrych Praktyk Spółek Notowanych na GPW 2021” (DPSN 2021). Jest to kolejna wersja zbioru zasad ładu korporacyjnego, którym od 2002 roku podlegają spółki notowane na Głównym Rynku GPW.

– Dokument przygotowany przez Giełdę wspólnie z Komitetem ds. Ładu Korporacyjnego działającym przy GPW odzwierciedla aktualne trendy i europejskie regulacje w obszarze corporate governance. Przejrzysta struktura nowego dokumentu, jego krótka forma i przystępny język powinny przyczynić się do lepszego zrozumienia tematyki ujętej w Dobrych Praktykach i dzięki temu zwiększyć nią zainteresowanie spółek i akcjonariuszy – powiedział Jakub Modrzejewski, Wiceprezes Rady Giełdy, przewodniczący Komitetu
ds. Regulacji i Ładu Korporacyjnego.

Przyjęty zbiór Dobrych Praktyk 2021 jest wynikiem pracy ekspertów reprezentujących różne grupy uczestników rynku kapitałowego, wchodzących w skład Komitetu Konsultacyjnego GPW ds. Ładu Korporacyjnego. Projekt Dobrych Praktyk został poddany publicznym konsultacjom, w których wzięli udział m.in. przedstawiciele emitentów i inwestorów giełdowych, a także instytucje i stowarzyszenia obecne
na rynku kapitałowym.

Celem DPSN 2021 jest podniesienie jakości i zwiększenie przejrzystości polskiego rynku kapitałowego. To bardzo istotne i cenne, że Dobre Praktyki są tworzone przez uczestników rynku. Giełda jest depozytariuszem tego zbioru zasad,  natomiast dzięki dużemu zaangażowaniu Komitetu ds. Ładu Korporacyjnego działającego przy GPW, jak i szerokim konsultacjom społecznym,  Dobre Praktyki zostały w istocie stworzone przez rynek i dla rynku. Mamy nadzieję, że uczestnicy polskiego rynku kapitałowego będą aktywnie wspierać Dobre Praktyki i zaangażują się również w monitorowanie ich stosowania
przez spółki giełdowe
– podkreślił Piotr Borowski, Członek Zarządu GPW.

W porównaniu do wersji Dobrych Praktyk obowiązującej od 2016 roku zmieniono strukturę dokumentu. Zrezygnowano z dotychczasowego podziału na rekomendacje i zasady. Każdy z rozdziałów składa się z zasad ogólnych, wskazujących cele, do których powinna dążyć spółka w danym obszarze, a także z zasad szczegółowych podlegających obowiązkowi raportowania. W dalszym ciągu istotną rolę w prawidłowej interpretacji Dobrych Praktyk odgrywają zasady proporcjonalności i adekwatności, przez pryzmat których spółki i akcjonariusze powinni oceniać sposób stosowania poszczególnych zasad.

Zgodnie z oczekiwaniami rynku w nowych Dobrych Praktykach znalazły się zagadnienia ESG, m. in. kwestie ochrony klimatu, zrównoważonego rozwoju, różnorodności w składzie organów spółek i równości wynagrodzeń. W nowe zasady ujęto także takie tematy jak sposób podziału zysku, emisja akcji z wyłączeniem prawa poboru, czy też skup akcji własnych. W lepszym zrozumieniu syntetycznie ujętych zasad pomogą Wskazówki Komitetu ds. Ładu Korporacyjnego, na które złożą się przede wszystkim odpowiedzi na pytania i uwagi zgłaszane Giełdzie przez odbiorców Dobrych Praktyk. Wskazówki zostaną opublikowane jeszcze przed wejściem w życie Dobrych Praktyk 2021.

Niektóre zasady Dobrych Praktyk 2021 odnoszą się do rady nadzorczej lub jej członków, bądź też do walnego zgromadzenia lub wprost do akcjonariuszy. Z tego też względu wszystkie organy spółki powinny podjąć działania, które w efekcie umożliwią stosowanie zasad w jak najszerszym zakresie przez wszystkich ich adresatów. Jeżeli stosowanie zasady wymaga przygotowania regulacji wewnętrznych lub dokonania zmian w obowiązujących już dokumentach korporacyjnych, bądź też podjęcia określonych decyzji przez odpowiednie organy, warto jak najszybciej rozpocząć prace w tym zakresie.

Wraz z wejściem w życie Dobrych Praktyk 2021 Giełda będzie monitorować sposób wypełniania przez emitentów regulacji dotyczących zasad ładu korporacyjnego, przywiązując szczególną wagę do weryfikacji jakości wyjaśnień publikowanych przez spółki w oparciu o zasadę comply or explain. Bezpośredni wpływ na skuteczność tych działań będzie jednak mieć niewątpliwie zaangażowanie bezpośrednio zainteresowanych, w tym inwestorów, analityków, ekspertów.

– Do aktywności w zakresie weryfikacji jakości ładu korporacyjnego w spółkach giełdowych mają zachęcić nowe rozwiązania w zakresie lepszej wizualizacji publikowanych przez spółki informacji na temat stosowania zasad. Liczymy na to, że umożliwienie inwestorom i analitykom przeglądania oświadczeń w różnych zestawieniach i wariantach, porównywanie spółek np. pod względem stosowania przez nie zasad, zwiększy zainteresowanie tematyką ładu korporacyjnego i bardziej zaangażuje akcjonariuszy. Nowe narzędzie wizualizacyjne zostanie przez Giełdę udostępnione na stronie internetowej GPW wraz z wejściem w życie nowych Dobrych Praktyk – poinformowała Agnieszka Gontarek, dyrektor Działu Emitentów GPW, przewodnicząca Komitetu ds. Ładu Korporacyjnego działającego przy GPW.

Nowe zasady wejdą w życie 1 lipca 2021 r. Pierwsze informacje dotyczące stosowania Dobrych Praktyk 2021 spółki będą zobowiązane opublikować w terminie do 31 lipca 2021 roku.

Barometr Rynku Pracy XV – wzrasta lęk przed utratą pracy z powodu automatyzacji

28% pracujących Polaków lęka się utraty pracy z powodu automatyzacji, 20% więcej niż w lipcu 2020 roku. Tymczasem wdraża ją obecnie już ponad 37% firm, a 65,4% wyraża nią zainteresowanie. Robotyzacja jest antidotum na brak specjalistów w określonych dziedzinach oraz luki kompetencyjne. Znacząco wpływa na wydajność i konkurencyjność, wynika z XV „Barometru Rynku Pracy” przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Work Service.

 

– Rozwój automatyzacji produkcji, internet rzeczy, uczenie się maszynowe, automatyzacja obsługi klienta coraz bardziej wpływają na rynek pracy, zmieniając strukturę zawodów i oczekiwania firm dotyczące kompetencji pracowników. OECD szacuje, że w Polsce w ciągu najbliższych 15-20 lat 19,8% miejsc pracy zostanie zautomatyzowanych, 30,6% powinna się liczyć ze znacznym ryzykiem zmiany. Za tym procesem kryją się zmiany w zapotrzebowaniu firm na nowe zawody i kompletnie nowe umiejętności. Konsekwencją są obawy pracowników. Pewność zatrudnienia będzie coraz bardziej związana z koniecznością podnoszenia kwalifikacji, często też wręcz zmianą zawodu – komentuje Iwona Szmitkowska, Prezes Zarządu Work Service.

Obawy przed automatyzacją

Polacy coraz bardziej zauważają wpływ postępujących zmian technologicznych na perspektywy zatrudnienia. Wiele powtarzalnych, prostych, ale też niebezpiecznych i skomplikowanych czynności jest już wykonywana przy użyciu robotów lub wyłącznie przez nie.

Jednocześnie odsetek pracujących Polaków obawiających się automatyzacji (częściowego lub całkowitego zastąpienia wykonywanej przez ludzi pracy fizycznej i umysłowej pracą maszyn) wzrósł na przestrzeni roku aż trzykrotnie. Podczas gdy w lutym i lipcu 2020 roku lękało się jej ok. 10% badanych, pod koniec roku było to już 28%. Z około 90% w lutym i lipcu 2020 roku do 62% w grudniu zmalało grono spokojnych o miejsce pracy. Jednocześnie wzrosła liczba niezdecydowanych.Barometr Rynku Pracy XV 2 Barometr Rynku Pracy XV

W gronie niepewnych o swoją zawodową przyszłość z powodu robotyzacji są przed wszystkim pracownicy sektora produkcji i handlu, najmłodsi pracownicy, młodsi specjaliści, pracownicy fizyczni, najmniej zarabiający, a także osoby pracujące na podstawie umowy o dzieło lub na niepełny etat. Najrzadziej niepokoją się osoby piastujące stanowiska kierownicze i pracownicy sektora publicznego, wynika z najnowszego „XV Barometru Rynku Pracy”.

Zmiany w strukturze zawodów

Postępujący rozwój technologii nieodwołalnie zmienia rynek pracy, sprawiając, że część zawodów znika, pojawiają się nowe, znacząco wpływa na zmiany oczekiwań kompetencyjnych pracodawców wobec kandydatów oraz zatrudnionych pracowników. Wymaga to zmiany podejścia pracowników i ich otwartości na zdobywanie nowych umiejętności. Obecnie przekwalifikowanie się bierze pod uwagę ponad 65% osób rozważających zmianę pracy lub obawiających się zwolnienia. Odsetek ten jest obecnie znacznie, gdyż o 20%, wyższy niż we wcześniejszych falach badania.

– Chęć zmiany z pewnością wynika z obecnego poczucia niepewności powodowanej ekonomicznymi i społecznymi konsekwencjami pandemii – 34,6% pracujących Polaków obawia się utraty pracy w ciągu najbliższych dwóch lat. Automatyzacja także odgrywa tu niebagatelną rolę  – komentuje Iwona Szmitkowska, Prezes Zarządu Work Service.Barometr Rynku Pracy XV 3 Barometr Rynku Pracy XV 4

Automatyzacja rozwiązaniem problemów kadrowych?

Jak wynika z badania, firmy wdrażają automatyzację przede wszystkim po to, by ograniczyć braki kadrowe (30,3%). Umożliwia im ona także podejmowanie lepszych decyzji biznesowych (28,4%), zmniejszenie kosztów (25,7%), podwyższenie jakości, wydajności i konkurencyjności (21,3%). Istotnym czynnikiem jest zwiększenie bezpieczeństwa i komfortu pracy – na początku ubiegłego roku był on na pierwszym miejscu obok komfortu pracy oraz redukcji kosztów.

– Mimo rosnącego bezrobocia nie zwiększa się dostępność pracowników o oczekiwanych kompetencjach. Odsetek przedsiębiorstw, które odczuwają bariery w prowadzeniu działalności wynikające z niedoboru pracowników w różnych branżach, rośnie w ostatnich miesiącach. Może to oznaczać – obserwowany w badaniach międzynarodowych, m.in. OECD – wzrost dynamiki oczekiwań kompetencyjnych pracodawców, związany ze zmianą treści pracy będącej wynikiem digitalizacji – komentuje dr hab. Łukasz Sienkiewicz, prof. Politechniki Gdańskiej, Prezes Zarządu Instytutu Analiz Rynku Pracy.Barometr Rynku Pracy XV 5

37% firm już się automatyzujeBarometr Rynku Pracy XV 6 Barometr Rynku Pracy XV 7

W porównaniu z lutym 2020 roku niemal dwukrotnie wzrosła liczba firm, które wdrażają automatyzację lub ją planuje w najbliższym czasie, w szczególności dotyczy to małych i średnich firm. Obecnie to 37% przedsiębiorstw podczas gdy na początku 2020 roku było to 19%. Aż 63% przedsiębiorstw jest nią zainteresowanych, 17% więcej rok do roku. W największym stopniu są to duże przedsiębiorstwa – blisko połowa z nich ją wdraża lub to planuje. To przede wszystkim firmy branży przemysłowej – ponad 87% z nich, z czego aż 60,8% ją wdraża lub to planuje. W porównaniu z początkiem 2020 roku liczba przedsiębiorstw, które już wprowadziły automatyzację wzrosła dwukrotnie w branży handlowej, przemyśle i sektorze publicznym, aż trzykrotnie w przypadku usług.Barometr Rynku Pracy XV 8Barometr Rynku Pracy XV 9

Wraz z rozwojem technologii wyzwaniem staje się zarządzenie procesem adaptacji firm i pracowników do nowych uwarunkowań związanych z robotyzacją.

– Automatyzacja jest jednym z rozwiązań dla rosnącego problemu niedoboru rąk do pracy, chociaż wykorzystanie jej potencjału wymaga równoczesnego inwestowania w rozwój kadr, które będą uczestniczyć w tych procesach. Mogłoby jednocześnie zmniejszyć skalę obaw pracowników przed negatywnymi skutkami automatyzacji dla zatrudnienia. W dłuższej perspektywie ważne jest myślenie o rozwoju pracowników i dbaniu o to, aby wdrażanie nowych rozwiązań technologicznych było połączone z przygotowaniem kadr – komentuje dr hab. Agnieszka Chłoń-Domińczak, prof. SGH.

Euro za 4,67!

Brak ważnych danych makroekonomicznych i strach związany z pandemią coraz mocniej ciążą złotemu. Wielu inwestorów szykuje się z pewnością na realizację zysków, dlatego można spodziewać się silnej korekty, pytanie: kiedy.

Gdzie jest granica ruchu na złotym względem … ?

Wielu analityków zadaje sobie od kilku dni to pytanie. Po wyraźnym przebiciu poziomu 4,60 zł kolejne poziomy pękają bardzo łatwo. Wczorajszy dzień doprowadził nas powyżej 4,67 zł za jedno euro. W rezultacie, w górę idą też inne waluty. Trudne chwile przeżywają kredytobiorcy frankowi, którzy znów widzą poziomy powyżej 4,20 zł. Wczoraj było to nawet 4,23 zł. To jednak nie tak źle, jak niemal 4,35 zł z października. Dolar już nie pamięta czasów z grudnia, kiedy spadł poniżej 3,70 zł. Dzisiaj jest to już 3,96 zł. Funt z kolei sięgnął 5,45 zł, dla przypomnienia pod koniec 2020 roku oscylował w okolicach 5 zł.

Dalszy odwrót od liry tureckiej

Po zdymisjonowaniu szefa Banku Centralnego Turcji jeszcze nie opadł kurz na rynku, a turecka waluta znów jest wyraźnie w odwrocie. Patrząc na skalę ruchu, zmiany nie wydają się zbyt duże, ale to tylko kwestia perspektywy. Wczoraj za jedno euro płacono 9,55 liry, dzisiaj jest już to 9,8 liry. To prawie 3% różnicy w niewiele ponad jeden dzień. Rynki nie tylko boją się rozwoju pandemii i wycofują środki z ryzykownych destynacji, ale również po prostu obawiają się dalszego rozwoju sytuacji. Dodatkowym ryzykiem jest to, że nie wiadomo, jak nisko spadną stopy procentowe, bo to, że spadną, jest niemalże pewne, skoro obecnego szefa banku zwolniono za ich podniesienie.

Ropa próbuje forsować 65 dolarów za baryłkę

Ostatni spadek cen ropy spowodowany był przez rozwój sytuacji pandemicznej. Na to nałożył się kilkudniowy przestój ruchu handlowego w kanale sueskim. Wydarzenie to z jednej strony powinno windować ceny czarnego złota, bo ograniczają dostawy na rynki. Z drugiej strony trasą to pływa istotna część światowego handlu morskiego i to, że został on wstrzymany, odbije się z pewnością na wynikach wzrostu gospodarczego. To z kolei będzie ograniczać wzrost cen ropy. Obecnie inwestorzy nie są pewni co do dalszego rozwoju sytuacji, dlatego surowiec zatrzymał się w okolicach 65 dolarów za baryłkę w ostatnich dwóch tygodniach w tych rejonach odbijał się wielokrotnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Fiskus nie może odmawiać grupie kapitałowej prawa do obniżenia CIT tylko dlatego, że dokonujące transakcji spółki mają siedziby w innych państwach UE

Międzynarodową grupę kapitałową tworzyło sześć spółek. Jedna z zależnych spółek ze Szwecji zapłaciła innej, z siedzibą we Francji, odsetki od zaciągniętej pożyczki na zakup akcji w kolejnej spółce z grupy. Chciała zaliczyć wydatki poniesione na spłatę tych odsetek do kosztów uzyskania przychodu, ale nie zgodził się na to organ podatkowy. Stwierdził, że spółki dokonały między sobą transakcji wyłącznie w celu uzyskania znacznej korzyści podatkowej. W styczniu 2021 r. korzystny dla przedsiębiorcy wyrok wydał Trybunał Sprawiedliwości UE, orzekając, że prawo Unii Europejskiej sprzeciwia się takim uregulowaniom krajowym, które odbierają spółce prawo do odliczenia odsetek zapłaconych spółce należącej do tej samej grupy kapitałowej, ale mającej siedzibę w innym państwie UE, „podczas gdy istnienia takiej korzyści podatkowej nie stwierdzono by, gdyby obie spółki miały siedzibę w tym pierwszym państwie członkowskim” (sprawa C‑484/19 Lexel AB przeciwko Skatteverket).

Jak stanowi treść art. 49 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej: „Ograniczenia swobody przedsiębiorczości obywateli jednego Państwa Członkowskiego na terytorium innego Państwa Członkowskiego są zakazane w ramach poniższych postanowień. Zakaz ten obejmuje również ograniczenia w tworzeniu agencji, oddziałów lub filii przez obywateli danego Państwa Członkowskiego, ustanowionych na terytorium innego Państwa Członkowskiego. (…) swoboda przedsiębiorczości obejmuje podejmowanie i wykonywanie działalności prowadzonej na własny rachunek, jak również zakładanie i zarządzanie przedsiębiorstwami, a zwłaszcza spółkami (…) na warunkach określonych przez ustawodawstwo Państwa przyjmującego dla własnych obywateli” (Wersja skonsolidowana Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, Dz.Urz. UE C 326, 26/10/2012).

Spłata odsetek od pożyczki na wykup akcji w ramach jednej grupy podatkowej

Lexel to szwedzka spółka, która w 2011 r. nabyła 15% akcji w SESI (Schneider Electric Services International SPRL z siedzibą w Belgi) należącej do SEE (Schneider Electric España SA z siedzibą w Hiszpanii), zaciągając na ten cel pożyczkę w wewnętrznym banku grupy kapitałowej Schneider Electric pod nazwą Bossière Finances SNC (dalej: BF). Schneider Electric (dalej: SE) to spółka dominująca z siedzibą we Francji. Tam też siedzibę ma BF. Lexel, BF, SESI i SEE są – bezpośrednio lub pośrednio – spółkami zależnymi Schneider Electric Industries (dalej: SAS). Następnie Lexel zapłacił BF odsetki od przedmiotowej pożyczki w łącznej kwocie ponad 11 mln euro. SEE oświadczyła, że sprzedała swoje udziały w SESI, bo potrzebowała środków na spłatę swoich pożyczek, zaciągniętych na zakup spółki spoza grupy Schneider Electric. Bossière Finances SNC natomiast pokrył z wpłaty odsetek straty powstałe w ramach działalności spółek we Francji, a pokrywając straty, brak było obciążenia podatkiem od odsetek.

Znaczna korzyść podatkowa

Szwedzki organ podatkowy uznał, że Lexel nie będzie mógł odliczyć kosztów zapłaconych odsetek, powołując się na przepis paragrafu 10d ust. 3 rozdziału 24 szwedzkiej ustawy o podatku dochodowym, który stanowi, że koszty z tytułu odsetek nie podlegają odliczeniu, jeśli głównym powodem zaciągnięcia przez przedsiębiorstwa powiązane zobowiązania jest uzyskanie przez nie znacznej korzyści podatkowej. A według tamtejszego fiskusa dokonane w ramach grupy kapitałowej transakcje miały jedynie na celu umożliwienie odliczenia kosztów z tytułu odsetek związanych z nabyciem akcji w SESI w Szwecji zamiast w Hiszpanii oraz zostały dokonane z zamiarem uzyskania znacznej korzyści podatkowej.

Uzasadnione w oczach organów ograniczenie swobody przedsiębiorczości

Rozpoznający skargę spółki Lexel sąd administracyjny w Sztokholmie stanął po stronie organów podatkowych. Jednocześnie zaznaczył, że ów przepis nie miałby zastosowania, gdyby BF również, tak jak Lexel, miał siedzibę w Szwecji. Obie spółki miałyby wówczas możliwość dokonywania wewnątrzgrupowych transferów finansowych zgodnie z regulacjami rozdziału 35 tej ustawy, a transakcje te nie byłyby wówczas traktowane jako dążące jedynie do uzyskania znacznej korzyści podatkowej.

Spółka przegrała również przed apelacyjnym sądem administracyjnym w Szwecji, który obstając za wcześniejszym stanowiskiem organów (także tym, że choć w tej sprawie zastosowanie przedmiotowego przepisu art. 10d ust. 2 rozdziału 24 powoduje ograniczenie swobody przedsiębiorczości wyrażonej w art. 49 Traktatu o Funkcjonowaniu UE), orzekł, że ograniczenie to może jednak być uzasadnione zwalczaniem unikania opodatkowania i koniecznością utrzymania zrównoważonego podziału władztwa podatkowego pomiędzy państwami członkowskimi.

Nie można różnicować sytuacji prawnej spółek tylko ze względu na położenie ich siedzib

Lexel się nie poddała i wniosła skargę kasacyjną. Najwyższy sąd administracyjny w Szwecji powziął wątpliwości, czy aby to ostatnie stwierdzenie sądu apelacyjnego, wyrażanego również przez sąd i organy podatkowe na wcześniejszych etapach sprawy, jest słuszne. Dlatego też wystąpił do TSUE z pytaniem prejudycjalnym, czy odebranie spółce prawa do odliczenia odsetek na tej podstawie, że celem ich powstania było dążenie do uzyskania przez grupę kapitałową znacznej korzyści majątkowej, podczas gdy korzyści takiej by się nie dopatrywano, gdyby obie spółki: dłużnik i wierzyciel były spółkami szwedzkimi, nie stoi jednak w sprzeczności z regułą swobody przedsiębiorczości wyrażoną w art. 49 TFUE. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wydanym 20 stycznia 2021 r. wyroku orzekł:

„Artykuł 49 TFUE należy interpretować w ten sposób, że stoi on na przeszkodzie uregulowaniu krajowemu (…), zgodnie z którym spółka z siedzibą w danym państwie członkowskim nie jest uprawniona do odliczenia odsetek zapłaconych należącej do tej samej grupy spółce z siedzibą w innym państwie członkowskim, na tej podstawie, że łączące je zobowiązanie zaciągnięto prawdopodobnie głównie w celu uzyskania znacznej korzyści podatkowej, podczas gdy istnienia takiej korzyści podatkowej nie stwierdzono by, gdyby obie spółki miały siedzibę w tym pierwszym państwie członkowskim, ponieważ w takim przypadku znajdowałyby do nich zastosowanie przepisy dotyczące wewnątrzgrupowych transferów finansowych” (Wyrok w sprawie C‑484/19 Lexel AB przeciwko Skatteverket z 20 stycznia 2021 r.).

Podsumowanie

W oparciu o powyższe orzeczenie Trybunału przedsiębiorcy, grupy kapitałowe, którym organy podatkowe odmówiły określonych praw, wskazując na wewnątrzgrupowe powiązania i zarzucając transakcjom jedynie nakierowanie na dążenie do uzyskania korzyści podatkowej, mogą zrewidować podjęte przez te organy w ich sprawach rozstrzygnięcia. Być może także w ich przypadku fiskus dopuścił się naruszenia unijnej zasady swobody przedsiębiorczości.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

ID Logistics podsumowuje 2020: dobre wyniki i szybki rozwój na rynkach międzynarodowych

  • Poprawa wszystkich wskaźników finansowych w 2020 roku
  • Przychody: + 7,1 proc. do ponad 1,642 mld EUR, bazowy dochód operacyjny: + 12 proc. do 60,5 mln EUR
  • Przepływy pieniężne z operacji: + 27 proc. do 154,2 mln EUR

Grupa ID Logistics, jeden z europejskich liderów specjalizujących się w zarządzaniu projektami logistycznymi w ramach kompleksowych łańcuchów dostaw, podsumowała wyniki finansowe za 2020 rok. W ciągu 12 miesięcy ub.r.  jej przychody wzrosły o 7,1 proc. do ponad 1 642 mld EUR, dochód z działalności operacyjnej wyniósł 60,5 mln EUR i zwiększył się o 12 proc.

Eric Hémar, prezes i dyrektor generalny Grupy ID Logistics, skomentował: „Osiągnęliśmy trzy cele, które wyznaczyliśmy sobie na początku kryzysu pandemicznego. Ochroniliśmy nasze zespoły i żadna z 340 lokalizacji ID Logistics nie została zamknięta z powodu pandemii.  Udało się nam wspierać klientów i w rekordowo krótkim czasie wdrażać rozwiązania e-commerce. Wreszcie, dzięki restrykcyjnemu zarządzaniu przepływami finansowymi, wyszliśmy z tego kryzysu silniejsi niż wcześniej i teraz możemy kontynuować realizację ambitnej strategii rozwoju. Chciałbym jeszcze raz podziękować wszystkim naszym zespołom za niezawodne zaangażowanie a klientom za ich zaufanie i lojalność”.

Zrównoważony wzrost przychodów

W 2020 r. przychody Grupy ID Logistics wyniosły ponad 1 642 mld EUR i wzrosły o 7,1 proc. (4,9 proc. like-for-like). We Francji, rynku macierzystym Grupy, sprzedaż osiągnęła poziom 721 mln EUR i zwiększyła się o 0,9 proc. Przejściowy spadek w II kwartale (-5,9 proc.) w warunkach twardego lockdownu, został zrównoważony ożywieniem w drugiej połowie roku (+ 3,1 proc.). Przychody z działalności ID Logistics na rynkach międzynarodowych wzrosły o 12,5 proc. do 921,8 mln EUR. Wynik ten uwzględnia niekorzystny wpływ kursów wymiany walut, szczególnie odczuwany w Ameryce Łacińskiej oraz zmiany w zakresie konsolidacji biznesu (zakończenie działalności w RPA w sierpniu 2019 oraz w Chinach w czerwcu 2020, przyłączenie amerykańskiej firmy Jagged Peak od grudnia 2019). Po uwzględnieniu tych czynników, wzrost przychodów wyniósł 8,7 proc.

E-commerce silny jak nigdy dotąd

W ub.r. po raz kolejny najszybciej rozwijającym się obszarem działalności ID Logistics był e-commerce. Grupa potwierdziła swoje kompetencje w obsłudze tego sektora usług, stanowiącego obecnie 25 proc. jej przychodów.

Bazowy dochód operacyjny wzrasta o 12 proc.

W 2020 r., mimo kryzysu COVID-19 i kosztów uruchomienia 18 nowych lokalizacji, poprawiła się rentowność operacyjna Grupy. Bazowy dochód operacyjny wzrósł o 12 proc. do 60,5 mln EUR z 54 mln EUR w 2019, natomiast stała marża operacyjna zwiększyła się o 20 punktów bazowych do 3,7 proc.

We Francji bazowy dochód operacyjny spadł do 26,6 mln EUR, czyli 3,7 proc. przychodów, w porównaniu z 29 mln EUR i 4,1 proc. w 2019. Wzrost produktywności nowych projektów częściowo zrównoważył dodatkowe koszty związane z COVID-19 (maski, żele antybakteryjne, zachowanie dystansu, spadek produktywności).

Na rynkach międzynarodowych bazowy dochód operacyjny wzrósł do 33,9 mln EUR, co stanowi marżę 3,7 proc. w porównaniu z 25 mln EUR i 3,1 proc. w 2019 r. Na poprawę rentowności wpłynęła dobra kontrola nad uruchamianiem nowych magazynów i podjęcie konkretnych działań wobec najmniej rentownych operacji. W znacznym stopniu zrównoważyły one niekorzystne skutki kryzysu COVID-19, który dotknął wszystkie kraje Grupy.

Dochód netto wzrasta o 67 proc.

W ub.r. skonsolidowany dochód netto Grupy ID Logistics wzrósł o 67 proc. do 28,2 mln EUR (16,9 mln EUR rok wcześniej). Obejmuje on jednorazowe koszty 3,4 mln EUR (związane m.in. z zakończeniem działalności w Chinach i restrukturyzacją w Hiszpanii). Dla porównania rok wcześniej było to 7,3 mln EUR (koniec działalności w RPA i przejęcie Jagged Peak w USA).

Zarządzanie środkami pieniężnymi i zdolność inwestycyjna

W 2020 r. ID Logistics wykazał się dobrym zarządzaniem kapitałem obrotowym, przy jednoczesnym utrzymaniu stałego tempa inwestycji operacyjnych wspierających rozwój klientów. Przepływy pieniężne z działalności operacyjnej wzrosły o 27 proc. do 154,2 mln EUR.

Perspektywy rozwoju biznesu

Dzięki dobrym wynikom za 2020 rok oraz umocnieniu pozycji w obsłudze sektora e-commerce, ID Logistics zamierza kontynuować dynamiczny rozwój, przy jednoczesnym zachowaniu ostrożności wobec kryzysu związanego z COVID-19. Pandemia pokazała jak decydujące znaczenie mogą mieć organizacje logistyczne klientów, gdy są dobrze zorganizowane, elastyczne i globalne. ID Logistics odgrywa aktywną rolę we wprowadzanych zmianach, już teraz wdrażanych na coraz większą skalę. Jednocześnie ID Logistics realizuje ambitne cele w ramach CSR, zarówno w odpowiedzi na oczekiwania klientów jak i w wymiarze społecznym na rzecz Grupy. Jednocześnie firma nadal rozważa możliwości rozwoju zewnętrznego, w szczególności w Europie Płn. i USA.

OANDA sfinalizowała przejęcie TMS Brokers

Grupa OANDA Global Corporation sfinalizowała przejęcie Domu Maklerskiego TMS Brokers SA (TMS) – jednego z największych brokerów w Polsce. W zeszłym tygodniu Komisja Nadzoru Finansowego nie wyraziła sprzeciwu wobec transakcji nabycia akcji TMS.

Gavin Bambury, prezes OANDA, powiedział: „Przejęcie TMS to początek nowego, ekscytującego etapu rozwoju dla OANDA. Dzięki transakcji nie tylko zwiększymy skalę działalności na polskim rynku, ale również będziemy mogli poszerzyć zasięg geograficzny w regionie bałtyckim i Europy Wschodniej. Nabycie polskiej spółki to dla nas również szansa na wzmocnienie kompleksowej oferty, na czym skorzystają klienci na całym świecie. Bardzo cieszymy się na dołączenie zespołu TMS do naszych szeregów”.

„Bazując na światowej marce i doświadczeniu, OANDA od wielu lat łączy innowacyjność z przełomową technologią, aby dostarczać najwyższej klasy obsługę i produkty do inwestowania online dla klientów na całym świecie. Jesteśmy zachwyceni, że stajemy się częścią rodziny OANDA w tak ciekawym momencie w 25-letniej historii firmy” – powiedział Marcin Niewiadomski, CEO TMS.

Oferta TMS, najstarszego w Polsce domu maklerskiego oferującego usługi obrotu walutami, obejmuje tysiące produktów inwestycyjnych dostępnych na globalnych rynkach finansowych, w tym waluty, indeksy, towary, akcje, kryptowaluty i fundusze ETF z największych na świecie giełd. Firma zapewnia ponadto dostęp do usług doświadczonych doradców, sprawdzonych rozwiązań edukacyjnych i innowacyjnych narzędzi giełdowych. Na przestrzeni lat za swoją działalność została utytułowana szeregiem prestiżowych nagród.

OANDA z kolei łączy najnowocześniejszą technologię tradingową z wysokiej jakości egzekucją zleceń, oferując szeroki wachlarz instrumentów finansowych, w tym usługi obrotu indeksami na światowych rynkach, towarami, obligacjami skarbowymi, metalami szlachetnymi i walutami, za pośrednictwem jednej z najszybszych platform giełdowych na rynku. Jednym z celów firmy jest pomaganie klientom w zdobywaniu wiedzy pozwalającej im z powodzeniem inwestować samodzielnie – m.in. poprzez nagradzany program edukacyjny, bieżące komentarze rynkowe i całą paletę zaawansowanych aplikacji do tworzenia wykresów i narzędzi inwestycyjnych.

„Jestem przekonany, że TMS dzięki swojej silnej pozycji w Polsce oraz bogatej ofercie doskonale wpasuje się w globalną, technologiczną Grupę OANDA. Życzę kierownictwu OANDA i TMS wszystkiego najlepszego w ich wspólnej drodze rozwoju” – powiedział Artur Haze, Partner Zarządzający ForeVest Capital.

Przejęcie TMS to już druga inwestycja, jakiej OANDA dokonała w Polsce w ostatnim roku. W 2020 r. firma otworzyła w Krakowie centrum usług wspólnych, które aktualnie zatrudnia prawie 100 osób.

Bambury dodał: „Transakcja obejmująca TMS wpisuje się w ambitny plan rozwoju, stanowiąc pierwsze z szeregu strategicznych przejęć, których zamierzamy dokonać w nadchodzących latach w ramach wzmacniania naszej reputacji jako jednej z najbardziej zaufanych na świecie firm oferujących usługi dla inwestorów detalicznych”.

Zmiany w INTERSPORT Polska S.A.: Kaczmarek u steru firmy

Z końcem marca br. Marek Kaczmarek objął stanowisko Prezesa Zarządu Spółki INTERSPORT Polska S.A., zastępując dotychczas pełniącego tę funkcję Artura Mikołajko. Jest to kolejny etap w rozwoju firmy. Nowy Prezes stawia m.in. na podniesienie wartość akcji Spółki poprzez poprawę modelu biznesowego wpisującego się w światowe trendy omnichanelowego handlu detalicznego.

INTERSPORT Polska S.A., będąca wyłącznym partnerem biznesowym Grupy INTERSPORT w naszym kraju, to sieć specjalistycznych sklepów sportowych z markową odzieżą, obuwiem i sprzętem. Znaczącą część oferty firmy stanowi asortyment największych światowych marek, takich jak: Nike, Adidas, Under Armour, Reebok, Salomon, The North Face, Viking, Uvex, 4F. Kolekcja wzbogacana jest markami uzupełniającymi oraz markami własnymi INTERSPORT. Firma obecnie prowadzi sprzedaż w 35 sklepach zlokalizowanych w wiodących centrach handlowych największych miast Polski oraz znacznie podnosi udział sprzedaży w kanale e-commerce. Grupa INTERSPORT posiada łącznie 5.421 punktów sprzedaży w 57 krajach na pięciu kontynentach.

Od 29 marca 2021 roku za działania INTERSPORT Polska S.A., pełniąc funkcję Prezesa Zarządu Spółki, będzie odpowiadał Marek Kaczmarek, związany z firmą od 01 stycznia 2020 r. Wcześniej obejmował stanowisko Wiceprezesa Zarządu, co umożliwiło mu zapoznanie się ze wszystkimi procesami operacyjnymi oraz specyfiką prowadzonego biznesu.

Pandemia jest dla naszej branży ciężkim czasem, ale również dzięki niej i lockdownowi mogliśmy uświadomić sobie czego tak naprawdę potrzebują nasi Klienci, i co w związku z tym musimy zmienić. Naszym głównym celem będzie m.in. poprawa modelu biznesowego, który wpisze się w światowy trend omnichanelowego handlu detalicznego. Wiąże się to nierozerwalnie z m.in. wprowadzeniem dynamicznego rozwoju kanału e-commerce, wymianą środowisk IT oraz digitalizacją sieci – wskazuje Marek Kaczmarek Prezes Zarządu Spółki firmy INTERSPORT Polska S.A. Co więcej, dołożę wszelkich starań, aby odbudować DNA zespołu w kontekście misji, która wpisuje się w hasło przewodnie THE HEART OF SPORT, a także sprawię, aby żywy organizm, jakim jest zespół INTERSPORT, żył sportem, dzielił te same emocje i inspirował naszych klientów. Udowadniał, że w sporcie jest miejsce dla wszystkich – dodaje.

W najbliższym czasie firma ma zamiar wdrożyć działania usprawniające. Obejmą one wszystkie obszary funkcjonowania INTERSPORT Polska. Należeć do nich będzie m.in. optymalne wykorzystanie pomocy finansowej ze strony Skarbu Państwa, restrukturyzacja kosztowa i dyscyplina budżetowa. Spółka planuje wdrożyć również udoskonalenie modelu biznesowego i strategię komunikacji marketingowej.

Już na stanowisku Wiceprezesa Zarządu Marek Kaczmarek proponował liczne usprawnienia, które są obecnie systematycznie wdrażane w sieci INTERSPORT. Udało mu się m.in. przeprowadzić transformację nowego konceptu sklepu formatu 2.0 w wybranych salonach i stworzyć nowe standardy logistyczne dla kanałów e-commerce. Nowy Prezes wsparł również proces pozyskania finasowania (pożyczka płynnościowa) z PFR, a także usprawnił działania handlowe, które doprowadziły do znacznego wzrostu zysku ze sprzedaży w obu kanałach produktów w 1Q 2021. Przykładowo w lutym br. był on większy o ponad 22% w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku.

Co więcej, do 01 kwietnia 2021 r. nowym Członkiem Rady Nadzorczej zostaje Wojciech Mikulski.