Flota samochodów osobowych co jakiś czas wymaga wymiany. Systematyczne odnawianie floty niesie ze sobą wiele korzyści. Zazwyczaj przedsiębiorcy są tego świadomi i regularnie odmładzają park pojazdów firmowych. Dlaczego warto regularnie odnawiać flotę?
Większość firm posiada floty pojazdów. Są one wykorzystywane w ramach działalności danego przedsiębiorstwa. Mianem floty określamy także kompleksowy ekosystem zapewniający mobilność i efektywne działanie przedsiębiorstwa. Co jakiś czas flota wymaga jednak odświeżenia.
Jakie samochody najczęściej tworzą floty?
Według danych Samaru od stycznia do lipca 2024 roku zarejestrowano w Polsce 320 091 nowych samochodów osobowych, czyli o 16,37 proc. więcej niż w tym samym okresie 2023 roku. Z tej liczby aż 68,87 proc. pojazdów zarejestrowały firmy (220 452 szt.)[1]. Najwięcej przedsiębiorców sięga po Toyotę Corollę (13 210 szt., wzrost o 22,43 proc. rok do roku), Skodę Octavię (10 256 szt., więcej o 28,55 proc. r./r.), Toyotę Yaris (5346 szt., mniej o 12,62 proc.), Toyotę RAV4 (5083 szt., wzrost o 66,98 proc.) oraz Hyundaia Tucsona (4953 szt., wzrost o 40,55 proc.)[2].
Jakie plany dotyczące flot mają firmy w Polsce?
Z “Barometru Flotowego 2024” przeprowadzonego przez Arval wynika, że blisko 30 proc. badanych firm w Polsce planuje powiększenie floty w perspektywie trzech najbliższych lat. 25 proc. firm w Polsce wykorzystuje w swojej flocie samochody używane. W badaniu wzięło udział łącznie 300 firm działających w Polsce (158 z nich zatrudnia od 1 do 99 pracowników, a 142 powyżej 100 pracowników).
Warto dodać, że aż 70 proc. firm w Polsce chce korzystać ze zelektryfikowanych aut osobowych (napędy hybrydowe i elektryczne). 48 proc. z nich jako główny powód elektryfikacji floty wskazuje na oszczędności na paliwie.
Jak finansowane są floty w firmach?
Największy odsetek firm (35 proc.) finansuje floty ze środków własnych. 33 proc. firm stawia na leasing, natomiast 23 proc. na wynajem długoterminowy. Najmniej popularny jest zakup samochodu na kredyt, na który decyduje się tylko 6 proc. firm[3].
W pierwszym półroczu 2024 roku leasing operacyjny był najchętniej wybieraną formą finansowania samochodów przez naszych klientów. Nie powinno to być dla nikogo zaskoczeniem, ponieważ ta forma finansowania pozwala przedsiębiorcą w wygodny sposób rozliczać koszty z nią związane. Z pewnością z perspektywy przedsiębiorców istotny jest również szybki czas decyzji o jej przyznaniu, nawet w ciągu godziny od momentu złożenia wniosku. Dodatkowym atutem tej formy finansowania jest również fakt, że jest ona zazwyczaj przyznawana w oparciu o uproszczoną procedurę, co oznacza, że przedsiębiorca nie musi dokumentować wyników finansowych – komentuje Przemysław Kiciński, Dyrektor Działu Wynajmu Długoterminowego i Leasingu w Superauto.pl.
Korzyści z systematycznego odnawiania floty
Systematyczne odnawianie floty daje wiele korzyści naszej firmie. Oto najważniejsze z nich:
minimalizacja ryzyka przestojów i napraw – odświeżając flotę zapewniamy większą przewidywalność kosztów, a co za tym idzie poprawiamy efektywność działań naszej firmy,
niższe zużycie paliwa i obniżenie kosztów eksploatacji – nowe auta są zazwyczaj oszczędniejsze od starszych konstrukcji, zwłaszcza, gdy zdecydujemy się na elektryfikację floty,
bogatsze wyposażenie z zakresu komfortu i bezpieczeństwa – nowe samochody są bardziej komfortowe i bezpieczniejsze z racji na poprawioną konstrukcję i większą liczbę systemów bezpieczeństwa,
obniżenie średniej emisji spalin we flocie – wpływa to korzystnie na postrzeganie naszej firmy jako przyjaznej środowisku,
świadectwo innowacyjności, dobrej kondycji i rzetelności firmy – nowoczesna flota świadczy o tym, że firma jest innowacyjna, jej kondycja jest dobra, a jakość świadczonych przez nią usług wysoka,
korzystne warunki finansowania w formie leasingu i wynajmu długoterminowego – wiele firm udzielających finansowania oferuje atrakcyjne warunki finansowania nowych samochodów, co pozwala na odświeżenie floty bez angażowania dużych środków na zakup pojazdów,
wyższa wartość rezydualna – nowe samochody mają wyższą wartość rezydualną niż starsze konstrukcje, a zatem ich późniejsza odsprzedaż będzie dla firmy bardziej opłacalna.
Leasing i wynajem długoterminowy na Superauto.pl – przykładowa kalkulacja
Przykładowo, w Superauto.pl przedsiębiorcy najczęściej decydują się na leasing na okres 48 miesięcy, a w przypadku wynajmu długoterminowego jest to 36 miesięcy.
Jak wygląda przykładowa kalkulacja leasingu dla Toyoty Corolli sedan 1.5 Comfort na okres 48 miesięcy? Przedstawiamy poniżej w oparciu o ofertę Superauto.pl:
Cena katalogowa: 121 400 zł
Cena Superauto.pl po rabacie: 109 400 zł.
Czas trwania umowy leasingowej: 48 miesięcy
Wpłata własna 20% (22 000 zł)
Wartość wykupu 30% (33 000 zł)
Rata netto: 1451 zł
Toyota Corolla 2024 w leasingu – korzyści podatkowe
Ten samochód po uwzględnieniu korzyści podatkowych kosztuje jedynie:
w przypadku użytkowania wyłącznie do celów służbowych: 92 635 zł
w przypadku użytkowania do celów mieszanych: 103 288 zł
Element
Dla użytkowania wyłącznie do celów służbowych
Dla użytkowania do celów mieszanych
Brutto pojazd
109 400 zł
109 400 zł
VAT
20 457 zł
20 457 zł
50% VAT
–
10 229 zł
Netto
88 944 zł
88 944 zł
Koszt brutto leasingu
140 667 zł
140 667 zł
VAT leasingu
26 304 zł
26 304 zł
50% VAT leasingu
–
13 152 zł
Netto leasingu
114 364 zł
114 364 zł
Koszt uzyskania przychodu
114 364 zł
127 516 zł
Cena brutto leasingu
140 667 zł
140 667 zł
Korzyści podatkowe
-48 032 zł
-37 379 zł
50% VAT możliwe odliczenie
26 304 zł
13 152 zł
PIT19/CIT19
21 730 zł
24 228 zł
Cena po uwzględnieniu korzyści podatkowych
92 635 zł
103 288 zł
Dla porównania rata wynajmu długoterminowego na podobną Corollę 1.5 Comfort o wartości katalogowej 123 400 zł wynosi 1912 zł netto, przy założeniu zerowego wkładu własnego, okresu najmu wynoszącego 36 miesięcy i rocznego limitu 20 000 km.
Podsumowanie
Podsumowując, systematyczne odnawianie floty niesie ze sobą wiele korzyści, począwszy od aspektów czysto ekonomicznych, przez poprawę komfortu i jakości świadczonych usług, względy finansowe, aż po kwestie wizerunkowe. Potwierdzają to zresztą regularne wzrosty sprzedaży nowych samochodów wśród firm. Wyniki “Barometru Flotowego” potwierdzają, że firmy są coraz bardziej świadome zalet wynikających z regularnego odświeżania floty i coraz bardziej skłonne do elektryfikacji swoich flot, w czym upatrują korzyści ekonomiczne. Istotną rolę odgrywają też preferencyjne warunki finansowania, dzięki którym odnawianie floty nie musi wiązać się ze sporymi nakładami finansowymi.
[1] Rejestracje samochodów osobowych w Polsce w lipcu 2024 roku, https://www.samar.pl/__/3/3.a/121280/3.sc/11/Rejestracje-samochod%C3%B3w-osobowych-i-dostawczych-w-lipcu-2024-roku.html?locale=pl_PL
[2] Rejestracje samochodów osobowych w Polsce w lipcu 2024 roku, https://www.samar.pl/__/3/3.a/121280/3.sc/11/Rejestracje-samochod%C3%B3w-osobowych-i-dostawczych-w-lipcu-2024-roku.html?locale=pl_PL
Według najnowszego raportu Savills „Warehouse and Industrial Market in Poland”
w pierwszej połowie 2024 roku oddano do użytkowania ok. 1,64 mln m kw. nowej powierzchni przemysłowo-logistycznej, w efekcie czego wielkość zasobów magazynowych w całej Polsce osiągnęła 33,5 mln m kw.
Autorzy raportu zwracają uwagę, że 1/5 łącznej powierzchni znajduje się w Warszawie i okolicach, a kolejne 53% w głównych hubach logistycznych – na Górnym Śląsku, w Polsce Centralnej, we Wrocławiu i Poznaniu. Najszybciej, bo aż o 18% w ciągu ostatnich 12 miesięcy wzrosła wielkość zasobów magazynowych w Polsce Zachodniej, osiągając 2,34 mln m kw., a kolejne cztery rozwijające się rynki: Trójmiasta, Szczecina, Krakowa i Polski Wschodniej posiadają ponad 1 mln. m kw.
Ożywienie na rynku, deweloperzy wciąż aktywni
Choć podaż w pierwszej połowie roku była o 37% niższa niż w analogicznym okresie poprzedniego roku, deweloperzy są nadal aktywni, a poziom wynajęcia w nowo otwartych obiektach wynosi 54% i jest porównywalny ze stanem z poprzednich lat.
Najwięcej nowej powierzchni dostarczyli Panattoni, CTP (ok. 186 800 m kw.), 7R (ok. 143 600 m kw.), GLP (ok. 142 500 m kw.) i Hillwood (ok. 107 600 m kw.).
Do największych projektów oddanych do użytku w pierwszej połowie 2024 r. należą:
CTPark Gdańsk Port (119 400 m kw.)
Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub (90 000 m )
GLP Wrocław V Logistics Centre (86 200 m )
CTPark Warsaw South (67 400 m kw.)
Znaczący wzrost popytu na powierzchnie magazynowe
Drugi kwartał roku przyniósł wyraźne ożywienie na rynku magazynowym czego potwierdzeniem jest rosnące zainteresowanie ze strony najemców. W rezultacie, w okresie od stycznia do końca czerwca popyt brutto wyniósł 2,64 mln m kw., co oznacza wzrost o 19% r/r. Popyt netto, obejmujący nowe umowy najmu i ekspansje, osiągnął poziom 1,61 mln m kw. i wzrósł o 18% w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku.
Autorzy raportu „Warehouse and Industrial Market in Poland” podkreślają, że Polska jest jednym z liderów w branży magazynowej w Europie. W pierwszej połowie 2024 r. posiadając 12% udziału w popycie europejskim, zajęła trzecią pozycję, tuż po Niderlandach (18%), Niemczech (16%), a przed Wielką Brytanią (11%) i Francją (10%).
– Obecnie ponad połowę popytu generują firmy z branż 3 PL (25%), retail (15%) i e-commerce (11%), a większość obiektów jest zlokalizowanych na pięciu głównych rynkach – w Warszawie i okolicach, na Górnym Śląsku, w Polsce Centralnej, Wrocławiu i Poznaniu. Zmieniające się trendy biznesowe, zwiększające się zapotrzebowanie na zieloną energię, produkcję aut elektrycznych, czy półprzewodniki, będą powodowały rozwój nowych sektorów i dalsze ożywienie w przemyśle. To z kolei wpłynie na powstawanie nowej generacji obiektów dostosowanych do zróżnicowanych wymagań konkretnych klientów, a także ekspansję na nowe rynki i przekierowanie popytu z tradycyjnie popularnych obszarów logistycznych z niedużą ilością pustostanów w kierunku regionów uznawanych do tej pory za drugorzędne lokalizacje. Rosnący popyt na nowe technologie, sztuczna inteligencja, konieczność przechowywania danych powodują wzrost zainteresowania obiektami korzystającymi z nowoczesnych rozwiązań, uwzględniających założenia ESG. Obserwując rozwój rynku, przewiduję, że stabilna sytuacja ekonomiczna i mocna pozycja Polski na arenie międzynarodowej, przyciągnie w ciągu najbliższych miesięcy nowych graczy zarówno wśród najemców, jak i deweloperów i inwestorów – komentuje Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Head of Industrial Services Hub, Savills.
Rynek w kierunku równowagi
W analizowanym okresie ok. 40% wszystkich zawartych umów stanowiły przedłużenia, co pokazuje, że najemcy chętnie decydują się na dalsze korzystanie z już zajmowanej powierzchni. Wskaźnik pustostanów, znajdujący się obecnie na poziomie 8,1%, choć wzrósł o 1,6 pkt. proc. to w II kwartale ustabilizował się, co sugeruje, że rynek zaczyna odzyskiwać równowagę. Polska Zachodnia i Warszawa II pozostają nadal obszarami z największymi wolumenami powierzchni niewynajętej.
Pięć kluczowych rynków przyciągnęło 80% popytu, w tym Wrocław ok. 19%, Warszawa kolejne 19% i Polska Centralna ok. 16%. Wśród największych transakcji najmu powierzchni w I poł. 2024 roku warto wymienić umowę na 126 000 m kw. globalnej platformy e-commerce w Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub, nowy kontrakt na 104 000 m kw. w Centrum Logistycznym Bydgoszcz Białe Błota podpisany przez polską sieć odzieżową (LPP) oraz umowę odnowienia i ekspansji powierzchni na 98 000 m kw. przez LX Pantos w Prime Logistics Wrocław.
Czynsze stabilne
Czynsze, po dynamicznych wzrostach w 2022 i 2023 roku, zaczęły się stabilizować, a niewielkie korekty w górę mają zastosowanie tylko w najbardziej pożądanych lokalizacjach z niską dostępnością powierzchni. Standardowe obiekty typu big-box w Polsce wyceniane są na 3,50–6,50 EUR za m kw. miesięcznie. Najwyższe stawki obowiązują w Warszawie osiągając do 6,50 EUR za m kw. miesięcznie za standardową powierzchnię, następnie, z uwagi na ograniczoną podaż: w Krakowie – do 5,80 EUR za m kw. miesięcznie i Trójmieście – do 5,50 EUR za m kw. miesięcznie. Czynsze efektywne za standardową powierzchnię, uwzględniające zniżki dla najemców są jednak znacznie niższe i oscylują między 3,00–5,75 EUR za m kw. miesięcznie.
Indie przez trzecią kadencje pod rządami premiera Narendry Modi utrzymują zarówno wysoki wzrost gospodarczy (+6,4% w 2024 r. i +6,5% w 2025 r., po +7,7% w 2023 r.), jak i tempo reform. Duży potencjał demograficzny na następne dziesięciolecia (populacja w wieku produkcyjnym powyżej 1 mld do 2075r.), inwestycje w dostępność logistyczną, przyciąganie rekordowych inwestycji zagranicznych do i tak już imponującego potencjału produkcyjnego to krajobraz więcej niż zachęcający dla polskich firm.
Na co zwrócić uwagę? Warto nadać polsko-indyjskiej współpracy ramy (i warunki) podobne do innych umów dwustronnych zawieranych przez Indie. Polscy przedsiębiorcy mogą inwestować zwłaszcza w eksport/produkcję na miejscu towarów konsumpcyjnych, ale w sposób świadomy – pamiętając o słabościach regulacyjnych i zabezpieczeń indyjskiego sektora bankowego.
Indie do 2030r. staną się drugą co do wielkości gospodarką w regionie Azji i Pacyfiku oraz trzecią co do wielkości gospodarką na świecie.
Stabilność i ciągłość mają kluczowe znaczenie – Narendra Modi już trzecią kadencję sprawuje urząd premiera w największej demokracji na świecie (około 970 milionów uprawnionych wyborców, co stanowi ponad 10% światowej populacji), co zapewnia ciągłość reform. Koncentrować się będą one na regulacjach, infrastrukturze, rynku pracy i sektorze produkcyjnym, aby utrzymać szybkie tempo wzrostu i pozycjonować Indie jako główne miejsce docelowe dla inwestycji zagranicznych.
Indie sukcesywnie inwestują w infrastrukturę i logistykę handlu – awansowały z 44 na 38 miejsce w światowym rankingu dostępności logistycznej i nie przestają, mając ambicje być w czołowej 25 krajów najbardziej dostępnych pod względem logistyki.
Indie czempionem inwestycji zagranicznych – zwiększanie bazy produkcyjnej w kluczowych sektorach elektroniki, pojazdów elektrycznych, technologii informacyjnych, energii odnawialnej i farmacji to nie tylko wzrost zatrudnienia ogółem, ale też stabilnej klasy średniej.
Dane demograficzne wspierają długoterminowe perspektywy gospodarcze Indii – oczekuje się, że populacja w wieku produkcyjnym (od 15 do 64 lat) przekroczy próg 1 mld w 2026 r. i poziom ten utrzyma się do 2075 r.
Indie wykorzystują szanse w postępującej dywersyfikacji dotychczasowego łańcucha dostaw – w tym celu szybko otwierają swoja gospodarkę, znosząc wysokie bariery (dotychczas średnio dwukrotnie wyższe cła w porównaniu do innych w regionie gospodarek rozwijających się) dostępu głównie w formie umów dwustronnych – otwarte jest pytanie, czy jest szansa na takie regulacje i otwarcie rynku we współpracy z Polską
Zagrożenia? Mimo poprawy stabilności system bankowy nadal ma liczne słabości – gwałtowny wzrost kredytów (zwłaszcza niezabezpieczonych) w połączeniu z nieodpowiednim nadzorem regulacyjnym oznacza, że konieczne jest dalsze ścisłe monitorowanie przepływów finansowych. Strukturalnych reform wymaga także indyjski rynek kapitałowy oraz wymienialność walut.
Indie – wzrost zauważalny w regionie jak i w skali globalnej wskazówką dla polskich firm
Według prognoz do 2030 r. Indie staną się drugą co do wielkości gospodarką w regionie Azji i Pacyfiku oraz trzecią co do wielkości gospodarką na świecie. Allianz Trade oczekuje, że roczny wzrost gospodarczy Indii wyniesie średnio około +6,6% w latach 2026-2030. Indie udowodniły odporność swojej gospodarki zarówno na rynku wewnętrznym, jak i na arenie międzynarodowej nawet w obliczu społeczno-ekonomicznych przeciwności ostatnich lat. Wzrost Indii jest wieloaspektowy, przy czym warto wymienić korzystne warunki demograficzne i status kraju jako potęgi produkcyjnej. Wzrost gospodarczy Indii wspierają nie tylko silne fundamenty makroekonomiczne i poprawiające się otoczenie biznesowe, ale też solidne inwestycje i wydatki konsumenckie. Rosnące znaczenie Indii na arenie światowej jest dodatkowo potwierdzone przez głośne wydarzenia, takie jak prezydencja G20, udane misje księżycowe i wizyta państwowa premiera Modiego w USA. Wydarzenia te pomagają Indiom stać się wyrazistym i wpływowym głosem, łączącym kraje Zachodu i globalnego Południa.
Wraz z rosnącą populacją, poprawą standardów życia i rosnącą klasą średnią, demografia może odgrywać znaczącą rolę w kontynuacji indyjskiego wzrostu gospodarczego. Oprócz tego, wskaźniki zatrudnienia rosną wraz z pojawieniem się startupów i firm fintech w całym kraju. Oznacza to większą siłę nabywczą konsumentów i wzrost konsumpcji.
Indie są również jednych z największych na świecie producentów szerokiego spektrum towarów, od farmaceutyków i elektroniki po tekstylia i samochody – warto zauważyć, że obecnie tylko 3% dóbr konsumpcyjnych w Indiach pochodzi z importu. Wraz ze wspomnianym wzrostem zatrudnienia i zwiększaniem się klasy średniej rośnie popyt na towary konsumpcyjne, podczas gdy dotychczas zagraniczne inwestycje wzmacniają głównie indyjski potencjał eksportowy.
Kontynuacja tempa reform w kontekście szybkiego wzrostu sprawi, że Indie pozostaną atrakcyjne dla inwestycji zagranicznych. Najnowsze dane podkreślają wiodącą pozycję Indii wśród gospodarek rozwijających się pod względem projektów inwestycyjnych typu greenfield, z 1 008 projektami ogłoszonymi w 2022 r. o wartości 78 mld USD – co odpowiada 2,3% indyjskiego PKB (patrz wykres 1). Podczas gdy ogólna restrykcyjność przepisów dotyczących bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) w Indiach jest zbliżona do wielu innych krajów Azji i Pacyfiku, istnieje pole do poprawy szczegółów i jakości regulacji, które pozostają w tyle za głównymi gospodarkami ASEAN. Zwiększenie przejrzystości przepisów rynkowych i przewidywalności w egzekwowaniu prawa, takich jak kontrole podatkowe i grzywny, mogłoby dodatkowo zwiększyć zaufanie inwestorów. W sektorze ubezpieczeniowym polityka „Ubezpieczenia dla wszystkich do 2047 r.”, uruchomiona w 2022 r., ma na celu zapewnienie każdemu obywatelowi odpowiedniej ochrony ubezpieczeniowej, wsparcie każdej firmy odpowiednimi rozwiązaniami ubezpieczeniowymi oraz uczynienie indyjskiego sektora ubezpieczeniowego atrakcyjnym w skali globalnej. Ponadto indyjski rząd wg. zapowiedzi skupi się na poprawie funkcjonowania wciąż słabo rozwiniętego w kraju rynku kapitałowego, na którym inwestorzy zagraniczni wciąż odgrywają niewielką rolę. Krytyczne obszary gospodarki wymagające dalszych reform obejmują zwiększenie płynności rynku, zwłaszcza na rynku obligacji, poprawę wymienialność walut, uproszczenie skomplikowanych regulacji (w tym podatków i przepisów dotyczących inwestycji transgranicznych) oraz zapobieganie nieuporządkowanemu wzrostowi rynków, który mógłby prowadzić do baniek finansowych (i nieruchomościowych) lub podważać zaufanie inwestorów zagranicznych.
Wykres 1: Ogłoszone projekty bezpośrednich inwestycji zagranicznych typu greenfield (łączna liczba i wartość), gospodarki rozwijające się, stan na 2022 r., o ile nie wskazano inaczej
Źródła: UNCTAD, Allianz Research
Celem rządu Indii jest podniesienie poziomu indyjskiej infrastruktury i logistyki handlowej, tak aby do 2030 r. Indie znalazły się wśród 25 najlepszych pod tym względem krajów na świecie. Według wskaźnika wydajności logistycznej Banku Światowego, Indie poprawiły się z 54 w 2014 r. do 44 w 2018 r. i do 38 w 2023 r. Postęp ten można w dużej mierze przypisać ważnym inicjatywom, takim jak projekt Bharatmala, który koncentruje się na rozwoju dróg krajowych i autostrad, oraz projekt Sagarmala mający na celu budowę infrastruktury portowej. Oba projekty zostały zainicjowane w 2015 roku. Pomimo tych ulepszeń, indyjska infrastruktura logistyczna i transportowa nadal nie dorównuje wielu regionalnym konkurentom.
Wykres 2: Ranking oparty na wskaźniku wydajności logistycznej Banku Światowego, główne gospodarki Azji i Pacyfiku (oś x przecina się na 38 miejscu , co odpowiada miejscu Indii w 2023 r.)
Źródła: Bank Światowy, Allianz Research
W najbliższej przyszłości uruchomionych zostanie kilka innych dużych projektów infrastrukturalnych, w tym drogi ekspresowe Delhi-Mumbai i Bengaluru-Chennai, lotniska Navi Mumbai i Noida oraz projekt drogi przybrzeżnej w Bombaju. Ponadto Krajowa Polityka Logistyczna, ogłoszona w 2022 r., ma na celu wspieranie wydajności logistycznej Indii poprzez rozwój systemów cyfrowych. Wydajne krajowe sieci transportowe i logistyka portowa poprawiłyby produktywność Indii i uczyniły ten kraj jeszcze bardziej atrakcyjnym dla inwestorów zagranicznych.
Indie korzystają z dynamicznej i rosnącej siły roboczej, mając przy tym perspektywy dalszego zwiększenia tego potencjału
Dane demograficzne wspierają długoterminowe perspektywy gospodarcze Indii – oczekuje się, że populacja w wieku produkcyjnym (od 15 do 64 lat) przekroczy próg 1 mld w 2026 r. i poziom ten utrzyma się do 2075 r., osiągając szczyt na poziomie 1,1 mld w 2048 roku. Mimo to, przed indyjską dywidendą demograficzną stoi kilka wyzwań. Obejmują one wysokie bezrobocie wśród młodzieży (około 23% w 2022 r.), niski wskaźnik aktywności zawodowej kobiet (30% w 2022 r., najniższy wśród głównych gospodarek azjatyckich) i poziom wykształcenia, gdzie tylko 50% populacji w wieku 25 lat i starszej ukończyło edukację na poziomie szkoły średniej I stopnia w 2022 r. Reformy rynku pracy są często kontrowersyjne. Jednak rząd z silną większością może wdrożyć istotne środki w celu uwolnienia potencjału siły roboczej. Mogą one obejmować: zmniejszenie biurokracji, złagodzenie ograniczeń dotyczących nadgodzin, wspieranie większej aktywności zawodowej kobiet i zmniejszenie udziału nieformalnych miejsc pracy. To ostatnie jest szczególnie istotne w sektorze rolnictwa, a wspieranie sektora produkcyjnego mogłoby znacząco zwiększyć udział formalnego zatrudnienia.
Wzmocnienie sektora produkcyjnego: wykorzystanie możliwości oferowanych przez globalną dywersyfikację łańcucha dostaw. Rząd Indii dąży do zwiększenia udziału produkcji w gospodarce do 25% do 2025 r., w porównaniu z 13% w 2022 roku. Pozwoliłoby to Indiom zbliżyć się do regionalnych konkurentów, takich jak Chiny (28%), Wietnam (25%) i Indonezja (18%). Kluczowe sektory produkcyjne obejmują elektronikę, pojazdy elektryczne, technologie informacyjne, energię odnawialną i farmaceutyki. Chociaż cel na 2025 r. jest prawdopodobnie zbyt ambitny, służy on jako katalizator dla zwiększonego wsparcia politycznego. Aby osiągnąć ten cel, konieczne są niezbędne zmiany na szczeblu krajowym, takie jak inwestycje w infrastrukturę, reformy rynku pracy i podnoszenie kwalifikacji siły roboczej. Ponadto istotnym obszarem działań rządu jest polityka handlowa. Indie pozostają jedną z najbardziej protekcjonistycznych gospodarek wschodzących, ze średnimi cłami na import ponad dwukrotnie wyższymi niż w innych krajach. Wysiłki zmierzające do skorygowania tego stanu rzeczy były widoczne w ostatnich latach, a Indie aktywnie negocjowały dwustronne umowy o wolnym handlu poza swoimi tradycyjnymi partnerami azjatyckimi. Od 2021 r. Indie zawarły więcej umów o wolnym handlu niż ich rówieśnicy z ASEAN i Meksyku, co wskazuje na chęć wykorzystania zmian geopolitycznych, ponieważ międzynarodowe firmy szukają alternatywy dla Chin.
Oczekujemy, że indyjska gospodarka wzrośnie o +6,4% w 2024 r. i +6,5% w 2025 r., po +7,7% w 2023 r. (lata kalendarzowe). Prognozy te plasują Indie jako najszybciej rozwijającą się dużą gospodarkę na świecie. Wzrost ten jest napędzany przez solidną konsumpcję gospodarstw domowych, inwestycje wspierane przez wydatki rządowe i poprawę zaufania w miarę wzrostu stóp procentowych. Przewidujemy, że Bank Rezerw Indii (RBI) zacznie obniżać swoją stopę procentową w drugiej połowie 2024 r. (po podwyżkach wynoszących +250 pb w okresie od maja 2022 r. do lutego 2023 r.), gdy inflacja powróci do celu RBI (prognozujemy 4,6% w 2024 i 2025 r., po 5,7% w 2023 r.). Dynamiczny wzrost Indii jest szczególnie godny uwagi w kontekście ponownych obaw o chińską gospodarkę od 2023 r., pozycjonując Indie jako kolejny jasny punkt wśród rynków wschodzących. W rezultacie indyjskie rynki kapitałowe radziły sobie dobrze i mogą być gotowe do dalszych wzrostów. Włączenie indyjskich obligacji państwowych do globalnych indeksów w 2024 r. powinno przyciągnąć dalsze napływy i wesprzeć walutę. Podczas gdy na krótkoterminowe wyniki waluty mogą wpływać czynniki zewnętrzne, takie jak oczekiwania dotyczące polityki pieniężnej USA, w perspektywie średnioterminowej prawdopodobna jest dalsza łagodna deprecjacja ze względu na utrzymujące się deficyty na rachunku obrotów bieżących.
Wykres 3: Nominalny PKB, mld USD
Źródła: MFW, Allianz Research
Rafy – co może pójść nie tak we współpracy gospodarczej z Indiami?
Chociaż istnieje wiele powodów do optymizmu co do indyjskiej gospodarki w perspektywie krótko- i długoterminowej, ważne jest, aby zachować czujność wobec kluczowych zagrożeń, które mogą zagrozić jej ścieżce wzrostu.
Powrót wojny handlowej. W perspektywie krótkoterminowej czynnikiem zewnętrznym jest potencjalne ryzyko wznowienia wojny handlowej pod rządami kolejnej administracji prezydenta Trumpa . W scenariuszu, w którym Stany Zjednoczone podniosłyby cła na niekrytyczne towary zależne do 60% na Chiny i 10% na resztę świata, a partnerzy handlowi odpowiedzieliby tym samym, ucierpiałyby gospodarki na całym świecie. Nasze szacunki wskazują na potencjalny wpływ takiego scenariusza na wzrost indyjskiej gospodarki o -0,2pp w drugim roku i -0,3pp w trzecim roku takiego konfliktu handlowego..
Słabe punkty sektora bankowego. Pomimo poprawy w sektorze bankowym wyrażanej przez spadek wskaźnika kredytów zagrożonych (z 6,9% w III kwartale 2021 r. do 3,2% na koniec III kwartału 2023 r.) i trwających reform, sektor bankowy ma obszary wymagające czujnego nadzoru. Gwałtowny wzrost kredytów (zwłaszcza niezabezpieczonych) w połączeniu z nieodpowiednim nadzorem regulacyjnym oznacza, że konieczne jest dalsze ścisłe monitorowanie przepływów finansowych.
Dynamika reform. Utrzymanie tempa reform ma kluczowe znaczenie dla odblokowania potencjału wzrostu Indii i utrzymania zaufania inwestorów, jak opisano wcześniej w niniejszej nocie.
Wpływ zmian klimatycznych. Zmiany klimatu stanowią istotne zagrożenie dla subkontynentu indyjskiego, potencjalnie ograniczając wzrost gospodarczy poprzez spadek wydajności pracy i wzrost inflacji (żywnościowej). Do 2050 r. spadek wydajności pracy spowodowany zmianami klimatycznymi może obniżyć PKB Indii średnio o -7%. Szacuje się, że aby ograniczyć globalny wzrost temperatury do 1,5°C, Indie będą musiały zainwestować 143 mld USD do 2030 roku.
Koszt modernizacji europejskich sieci energetycznych do 2030 roku może wynieść nawet 584 mld euro, według danych Komisji Europejskiej. Będzie ona wymagała też wiele czasu, którego mamy coraz mniej. Już teraz zielona energia nie zawsze może być w pełni wykorzystana, ponieważ infrastruktura sieciowa w Polsce nie radzi sobie z jej nadwyżką. Jak wskazują eksperci firmy Eaton, dopóki infrastruktura nie zostanie zmodernizowana, w stabilizowaniu sieci mogą pomóc magazyny energii i UPS-y. Aby takie urządzenia mogły być wykorzystywane na szeroką skalę, pilnie potrzebne są jednak regulacje prawne.
Według raportu Instytuty Energetyki Odnawialnej „Rynek fotowoltaiki w Polsce 2024” polska fotowoltaika na koniec pierwszego kwartału 2024 r. osiągnęła moc 17,73 GW. Liczba ta może napawać optymizmem w kontekście osiągania celów zeroemisyjności, jednak zielona energia destabilizuje sieć energetyczną i wpływa na jej częstotliwość. Gdy energii w sieci jest więcej, niż wymaga zapotrzebowanie, częstotliwość rośnie, natomiast gdy popyt na nią jest wyższy niż podaż, częstotliwość maleje. Takie wahania mają negatywny wpływ na sieć, która powinna być utrzymywana na stałym poziomie częstotliwości 50 Hz.
Metodą, która stosują operatorzy sieci dystrybucyjnej w celu bilansowania systemu energetycznego, są wyłączenia odbioru energii z OZE. Jak wskazuje Polskie Stowarzyszenie Fotowoltaiki ich skala gwałtownie wzrosła z 40 GWh w 2023 r. do 350 GWh do połowy maja br.
– Obecnie sieć elektroenergetyczna często nie wykazuje się wystarczającą elastycznością. Coraz częściej zdarzają się momenty, w których produkcja energii z OZE jest wyjątkowo wysoka i może dojść do przeciążenia sieci ze względu na jej niewystarczającą przepustowość. Tania zielona energia zostaje wyłączona, aby w systemie zostawić miejsce dla źródeł konwencjonalnych, których nie można tak szybko wyłączyć – wskazuje Jacek Misiejuk, prezes firmy Enel X działającej w obszarze dostaw energii i usług zarządzania energią. – Operatorzy systemów przesyłowych i dystrybucyjnych potrzebują dodatkowych metod do równoważenia generacji i zapotrzebowania na energię, unikania przeciążeń sieci oraz utrzymania rezerw mocy. Aby poradzić sobie z nadmiarem energii w sieci, stosujemy programy Demand Side Response (DSR), które zapewniają rezerwy mocy po stronie odbiorców i pozwalają na zwiększenie udziału źródeł odnawialnych w systemie energetycznym – dodaje Jacek Misiejuk.
Jak nie marnować nadwyżek energii?
Wraz z przechodzeniem na OZE kluczowe staje się ustabilizowanie sieci bez tracenia wygenerowanej z wiatru czy słońca mocy. Niezbędnym krokiem w poprawianiu wydajności sieci jest jej gruntowna modernizacja – bez tego rynek energetyczny nie osiągnie celu zeroemisyjności. To przedsięwzięcie kosztownei czasochłonne. Już teraz można jednak wykorzystywać rozwiązania, które będą pomocne w stabilizowaniu sieci: zasilacze awaryjne (UPS-y) oraz magazyny energii.
UPS-y są wykorzystywane do podtrzymania pracy i ochrony urządzeń w przypadku zaniku podstawowego zasilania lub pojawienia się zakłóceń w sieci. Regulowanie częstotliwości mocy przez te urządzenia jest krótkotrwałe (od kilku do kilkudziesięciu minut), jednak reakcja na zakłócenia sieci jest natychmiastowa. Niektóre z takich zasilaczy mogą współpracować z siecią elektroenergetyczną i umożliwiać dwukierunkowy przepływ energii (zarówno przyjmować, jak i oddawać energię do sieci). Dzięki temu obiekty, w których wykorzystuje się dużo UPS-ów, jak np. centra danych mogłyby wspierać operatorów sieci w jej stabilizacji.
Magazyny energii i centra danych wspomogą sieć
Magazyny energii są urządzeniami do akumulacji nadwyżki energii elektrycznej np. pochodzącej z OZE, w celu wykorzystania jej później. Mogą one przez dłuższy czas oddawać energię do sieci – w zależności od mocy i pojemności nawet do kilkudziesięciu godzin.
– UPS-y z dwukierunkowym przepływem energii z powodzeniem stosowane są już np. w centrach danych w Irlandii. Niestety, w Polsce brakuje regulacji, które pozwalałyby na wykorzystanie tych urządzeń do stabilizowania częstotliwości sieci elektroenergetycznej i oddawania mocy z powrotem do sieci. Coraz więcej dyskusji skupia się również na konieczności wykorzystania potencjału magazynów energii. Rozmowy te powinny zostać jak najszybciej przekute w czyny, czyli odpowiednie przepisy umożliwiające pełne wykorzystanie możliwości urządzeń do bilansowania rynku energii. Pozwoli to stabilizować sieć również w trakcie jej modernizowania – podsumowuje Władysław Szewczuk, product manager z firmy Eaton.
Źródła:
Dane Komisji Europejskiej: https://ec.europa.eu/commission/presscorner/detail/en/ip_23_6044
Raport Instytutu Energetyki Odnawialnej „Rynek fotowoltaiki w Polsce 2024”
Raport Polskiego Stowarzyszenia Fotowoltaiki: „Nierynkowe redysponowanie fotowoltaiki w Polsce”
Polski rząd zapowiada prace nad nowymi regulacjami, które mają ułatwić lokalizowanie elektrowni wiatrowych na lądzie. Proponowane zmiany obejmują zniesienie zasady 10H, ustalenie minimalnych odległości od obszarów chronionych oraz usprawnienie planowania inwestycji. Choć te kroki mogą przyspieszyć rozwój energetyki wiatrowej, pojawiają się poważne obawy, że pomijane są problem związany z magazynowaniem energii z odnawialnych źródeł (OZE).
Z jednej strony, nowe przepisy mogą oznaczać niższe rachunki za prąd dzięki tańszej energii odnawialnej. Z drugiej strony, jeśli rząd nie zajmie się problemem magazynowania energii, Polacy mogą mieć problemy z niestabilnymi dostawami energii, co może wpłynąć na ich codzienne życie, np. przerwy w dostawie prądu czy wahania jego cen. Dodatkowo, planowane inwestycje mogą wpłynąć na wartość nieruchomości ulokowanych blisko turbin wiatrowych.
Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) ostrzega, że bez odpowiednich rozwiązań w zakresie magazynowania energii, szybki rozwój OZE może prowadzić do problemów z jej efektywnym wykorzystaniem. Problem magazynowania nadwyżek energii staje się coraz bardziej palący, zarówno w Polsce, jak i w całej Europie.
– Nowe przepisy mogą przyczynić się do dynamicznego wzrostu liczby instalacji wiatrowych, ale pytanie, gdzie będziemy magazynować wyprodukowaną energię, pozostaje bez odpowiedzi. W projektowanych regulacjach brakuje rozwiązań wspierających rozwój infrastruktury do magazynowania energii z OZE, a technologie takie jak elektrownie szczytowo pompowe to sprawdzone rozwiązania znane od ponad 100 lat, które mogą świetnie uzupełnić plany rządu – podkreśla Marek Kowalski, Przewodniczący FPP.
Warto podkreślić, że w kontekście Niebieskiego Ładu (BLUE DEAL), który z budżetem bliskim 400 miliardów euro przewiduje znaczne inwestycje w infrastrukturę wodną a skuteczne magazynowanie energii będzie kluczowe dla realizacji europejskich celów klimatycznych. Energetyka wodna stanowi bowiem główne źródło energii odnawialnej w globalnej produkcji energii elektrycznej, dostarczając ponad 70% zasobów.
Jednym z obiecujących rozwiązań są nowoczesne elektrownie szczytowo-pompowe (ESP), które mogą działać nawet w trudnych warunkach geograficznych, dzięki wykorzystaniu zbiorników wypełnionych płynem o gęstości 2,5 razy większej niż woda. Taka technologia umożliwia efektywne magazynowanie energii nawet na niskich wzniesieniach, co znacząco zwiększa potencjał ESP w Polsce.
W Polsce planowane są inwestycje związane z budową nowych elektrowni szczytowo-pompowych o łącznej mocy 2,5 GW, które mają wzmocnić krajowy system energetyczny. Na uwagę zasługują takie projekty jak Elektrownia Tolkmicko, Elektrownia Młoty oraz Elektrownia Rożnów II, które stanowią trzon nowych inwestycji w tym obszarze. Pomimo ogromnej skali tych przedsięwzięć, warto zauważyć, że dzięki nowoczesnej technologii możliwe jest także budowanie mniejszych jednostek ESP, które doskonale sprawdzają się w lokalnych warunkach.
Tomasz Wojtczak, Dyrektor Zarządzający Amiblu w Polsce, zaznacza: – Polska dysponuje odpowiednimi lokalizacjami do budowy elektrowni szczytowo-pompowych, szczególnie w rejonach górskich, jak Sudety czy Karpaty. Rozważmy również wykorzystanie różnicy wysokości w zamkniętych kopalniach węgla kamiennego. Wyrobiska pokopalniane mogą nie tylko służyć jako zbiorniki ESP, ale także wspierać rekultywację terenów i tworzyć nowe miejsca pracy.
Rządowa ustawa z kwietnia 2023 r., która upraszcza procedury inwestycyjne dla elektrowni szczytowo-pompowych, spotyka się z krytyką. Choć ma przyspieszyć realizację takich projektów, niesie ze sobą ryzyko społecznych i środowiskowych konfliktów, ponieważ upraszcza wywłaszczenia i przyznaje inwestycjom status celu publicznego. Brak odpowiednich przepisów w zakresie magazynowania energii może sprawić, że te inwestycje nie będą dochodziły do skutku.
Marek Kowalski, Przewodniczący FPP, podkreśla: – W Wielkiej Brytanii i Irlandii realizowanych jest obecnie aż 165 projektów ESP. Rząd Szkocji niedawno zatwierdził budowę podziemnej elektrowni szczytowo-pompowej o mocy 600 MW i wartości 500 milionów funtów. Polska powinna podążać tym śladem, aby skutecznie konkurować na rynku energii i zapewnić przyszłość naszego systemu energetycznego.
W całej Europie trwa intensywna dyskusja na temat skutecznych metod magazynowania energii, szczególnie w kontekście unijnych regulacji dotyczących OZE w ramach zaktualizowanej dyrektywy o odnawialnych źródłach energii (Renewable Energy Directive, RED). Nowe przepisy, które weszły w życie w listopadzie 2023 roku, mają na celu zwiększenie udziału OZE w całkowitym zużyciu energii do co najmniej 42,5% do 2030 roku, z celem osiągnięcia nawet 45% w tym samym czasie. W ramach tych regulacji, kraje członkowskie będą musiały ustanowić krajowe limity oraz promować rozwój infrastruktury do produkcji i magazynowania energii odnawialne.
To kluczowy moment, aby Polska skupiła się na nowoczesnych technologiach magazynowania energii, które mogą zapewnić stabilność dostaw i efektywność energetyczną. Federacja apeluje do rządu o kompleksowe podejście do problematyki energetycznej. Bez jasnych regulacji dotyczących magazynowania energii z OZE, Polska może napotkać trudności w osiągnięciu celów klimatycznych i energetycznych, pozostając w tyle za innymi krajami, które już wdrażają zaawansowane rozwiązania w tej dziedzinie.
Powyższe kwestie zostaną omówione 24 września 2024 roku w hotelu Sheraton w Warszawie podczas Blue Deal Congress. W trakcie Kongresu kluczowi decydenci z Europy, przedstawiciele świata biznesu i osoby działające w NGO pochylą się także nad najskuteczniejszymi metodami działania i rozwiązaniami w zakresie zarządzania wodą. Gośćmi kongresu będą m.in.: Minister Infrastruktury Dariusz Klimczak oraz przedstawiciel Ministerstwa Klimatu i Środowiska Miłosz Motyka.
Posiedzenie Banku Szwecji obyło się bez niespodzianek. Miało spaść o 0,25% i spadło. Inflacja w Kanadzie również nie zaskoczyła, ale kierunek zmian cieszy. Turcy pomimo sukcesów w walce z inflacją utrzymują wysokie stopy procentowe.
Szwedzi obniżają stopy procentowe
Zgodnie z oczekiwaniami analityków doszło wczoraj w Szwecji do obniżek stóp procentowych. Główna stopa wynosi obecnie 3,5% i jest to spadek o 0,25% względem poprzedniego miesiąca. Rynki oczekiwały takiej decyzji, stąd po jej ogłoszeniu brak osłabienia kursu korony szwedzkiej. Warto zwrócić uwagę, że stopa procentowa w Sztokholmie jest obecnie już o 0,75% niższa niż w strefie euro. W rezultacie można oczekiwać, że kolejne obniżki odbędą się, dopiero gdy EBC wróci do obniżek. Tym bardziej że inflacja w Szwecji wciąż wynosi 2,6%, czyli powyżej poziomów docelowych.
Inflacja w Kanadzie zgodnie z oczekiwaniami
Ceny w Kanadzie nie zaskoczyły analityków. Roczna stawka miała spaść z 2,7% na 2,5% i właśnie tak spadła. Na uwagę zasługuje jednak inflacja bazowa, która jest wyraźnie niższa od inflacji konsumenckiej. Pokazuje nam to, że to ceny żywności i energii powodują, że roczny wynik jest tak wysoki. W rezultacie, jeżeli nie dojdzie do eskalacji na Bliskim Wschodzie, a patrząc na ceny ropy, rynek zaczyna pod to grać, można oczekiwać dalszych spadków tempa wzrostu cen. To z kolei powinno przełożyć się na zwiększone szanse na obniżki stóp procentowych.
Turcja nie zmienia stóp procentowych
Nad Bosforem mieliśmy ostatnio duże sukcesy w walce z inflacją. Roczny wskaźnik wzrostu cen był bowiem najniższy od października zeszłego roku. Jest też druga strona tej informacji. Wynosił on mianowicie 61,78%. Przy takich wynikach jest z czego spadać. Swoją drogą jest to mocno dziwne, że kraj, który ma inflację o dobry rząd wielkości wyższą niż kraje UE, podaje ją z dwucyfrową dokładnością, podczas gdy w UE standardem jest jedno miejsce po przecinku. Pomimo jednak tego sukcesu w walce z inflacją tamtejszy bank centralny nie zdecydował się na obniżki stóp procentowych. Rynek pomimo utrzymania stóp procentowych zareagował przeceną liry tureckiej.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl
Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w lipcu 2024 r. wzrosło o 10,6 proc. r/r. Odczyt okazał się niższy niż prognozy (10,8 proc.).
Pomimo nieco słabszego odczytu, nominalna dynamika wynagrodzeń nadal pozostaje dwucyfrowa. Należy wskazać, że spadek lipcowej dynamiki wynagrodzeń wynika w dużej mierze z niższych premii w górnictwie, w pozostałych sektorach dynamika pozostaje istotnie wyższa.
Wydaje się, że takie dane jeszcze przez jakiś czas mogą być dla RPP argumentem w kwestii utrzymywania restrykcyjnej polityki monetarnej.
Realna dynamika wynagrodzeń jednak z miesiąca na miesiąc spada. Działają tutaj dwa przeciwstawne trendy. Z jednej strony roczna dynamika płac powoli hamuje, z drugiej inflacja wzrasta.
Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski
Z dniem 21 sierpnia 2024 r. Marcin Żuchowski, były dyrektor ds. ryzyka kredytowego Provident Polska, powraca z kierowania Provident Czechy na stanowisko Country Managera Provident Polska. Jednocześnie z organizacji odchodzi Agnieszka Klos-Siddiqui.
Dzięki 25-letniemu doświadczeniu w sektorze finansowym, Marcin Żuchowski wnosi ze sobą bogate doświadczenie z Polski i zagranicy.
– Cieszę się, że mogę wrócić do Polski do wspaniałego zespołu i budować pomyślną przyszłość dla Provident Polska, jego klientów i pracowników. Jako wiodący gracz w sektorze pożyczek pozabankowych, mamy wielką szansę i odpowiedzialność, aby włączyć więcej klientów do regulowanego świata finansów – mówi Marcin Żuchowski.
Pracując na różnych stanowiskach w bankach Raiffeisen i KBC, dołączył do Provident w 2005 roku i pracował jako dyrektor ds. ryzyka kredytowego w Polsce, a następnie w regionie europejskim. Zanim został Country Managerem Provident Polska, z powodzeniem zarządzał czeskim biznesem Grupy.
W obliczu ostatniego słabego raporty NFP, najbliższa roczna rewizja danych z amerykańskiego rynku pracy, którą dokona BLS, wydaje się być szczególnie interesująca. Być może okaże się, że jest on jeszcze słabszy co może budzić obawy, że Fed zbyt długo utrzymuje poziom stóp procentowych na wysokim poziomie i może doprowadzić przez to do zbyt dużego ochłodzenia lub nawet załamania. Wczoraj na Wall Street dominowały spadki ale były one w umiarkowanej skali. Dow Jones oraz SP500 spadły o 0,2 proc. a Nasdaq stracił 0,3 proc. Dziś poznamy minutki FOMC a w piątek przemawiać w Jackson Hole będzie Jerome Powell. Kurs EURUSD przekroczył poziom 1,11.
Zazwyczaj rewizja statystyk danych makro niewiele interesuje uczestników rynku. Tym razem może być jednak inaczej, ponieważ będzie ona dotyczyć rynku pracy, który wykazał się ostatnio dość dużą słabością. W tej sytuacji coroczna rewizja danych o zatrudnieniu w USA może wywołać spore poruszenie i prawdopodobnie pokaże ona znacznie słabszy wzrost zatrudnienia w ubiegłym roku. Rynek z reguły przechodził obok takiego wydarzenia neutralnie, a często nawet nie było to komentowane. Sytuacja, w której obecnie się znajdujemy jest jednak wyjątkowa. Jeśli otrzymamy mocną rewizję w dół, wówczas okaże się, że rynek pracy nie był tak rewelacyjnie mocny, jak pokazywały dane w miesiącach do marca 2024 roku. Z pewnością będzie to brane pod uwagę przez Fed. Rynek ponownie może zacząć mocniej spekulować o redukcji kosztu pieniądza o 50 punktów bazowych we wrześniu, co może oznaczać kontynuację osłabienia USD. Jednocześnie w takim wariancie na Wall Street może ponownie zawitać obawa i strach o kondycję gospodarki USA i ponownie wówczas zaczną pojawiać się głosy, że Fed przesadził z długością okresu utrzymywania polityki monetarnej na restrykcyjnym poziomie.
Dolar jest wciąż słaby a notowania EURUSD osiągnęły poziom najwyższy od końca ubiegłego roku. Oporem w tym momencie jest poziom 1,1130-1,1140 a jego przełamanie otworzy drogę w kierunku szczytu z lipca 2023 roku zlokalizowanego przy 1,1250.
Silny do tej pory złoty stracił wczoraj na skutek słów Adama Glapińskiego, który wydał „gołębi” komunikat. Przyznał, że istniej szansa na dyskusję na temat obniżek kosztu pieniądza przed 2026 rokiem, ale to zależy od rozwoju sytuacji gospodarczej w naszym kraju. Uzależnił to od prognoz inflacyjnych oraz napływających danych na temat dynamiki wzrostu cen a także tych opisujących aktywność gospodarczą. Dziś rano EUR/PLN rośnie do 4,2880 a USD/PLN do 3,8580.
Zgodnie z danymi Agritrac lipiec był pierwszym miesiącem w 2024 roku, w którym ilość zarejestrowanych nowych ciągników rolniczych była wyższa w porównaniu do roku 2023. Minimalnie, bo mówimy o wzroście na poziomie 2,2 proc., ale w zestawieniu ze spadkami w poprzednich miesiącach wynoszącymi kilkanaście lub kilkadziesiąt procent, to spora zmiana. To jednak nadal dużo mniej niż w roku 2022, kiedy w lipcu liczba zarejestrowanych nowych ciągników wyniosła 1.180 szt., czyli o 66 proc. więcej w porównaniu z lipcem 2024 r. Narastająco, po siedmiu miesiącach, liczba rejestracji nowych ciągników spadła w porównaniu do roku 2023 o 18,5 proc. Patrząc na rejestracje tylko na osoby fizyczne, czyli w praktyce przede wszystkim indywidualne gospodarstwa rolne, spadek jest jeszcze większy i wynosi 27,3 proc. W tym momencie można zadać pytanie, czy wyniki lipca to przełamanie trendu i w kolejnych miesiącach możemy się spodziewać dalszych wzrostów?
Patrząc na sytuację rynkową, szczególnie plony z tegorocznych żniw oraz ceny skupu, które nie spełniają oczekiwań rolników, możemy się spodziewać, że nastroje rolników raczej pozostaną na niskim poziomie. Czyli niewiele może się zmienić. Ostatnie badania koniunktury gospodarstw rolnych realizowane w drugim kwartale 2024 r. przez Szkołę Główną Handlową (SGH) w Warszawie wskazywały na utrzymujący się niski poziom koniunktury w gospodarstwach rolnych. Taki poziom wskaźnika koniunktury w ostatnim kwartale wynika ze znacznego obniżenia nastrojów po kilku okresach wzrostów. Jeżeli ten poziom będzie się utrzymywał to trudno spodziewać się trwałej zmiany trendu w inwestycjach rolników, przynajmniej jeżeli chodzi o maszyny i urządzenia. A na rynku nie widać na tyle mocnych sygnałów, aby wyraźnie poprawić nastroje rolników. Niezmiennie dobrze radzą sobie ciągniki używane. Zgodnie z danymi Agritrac ilość zarejestrowanych używanych ciągników rolniczych po 7 miesiącach wynosi ponad 15 tys. i jest wyższa o 6,8 proc. r/r. Można zatem powiedzieć, że w trudniejszych czasach rolnicy przerzucili się z ciągników nowych na używane. Z ekonomicznego punktu widzenia wydaje się to jak najbardziej uzasadnione.
Ale inwestycje rolników to nie tylko ciągniki. Żniwa to także okres wzmożonych zakupów nowych przyczep rolniczych. O ile sam lipiec, podobnie jak w przypadku ciągników, był lepszy w porównaniu do ubiegłego roku, o tyle cały rok po siedmiu miesiącach notuje spadek na poziomie 17 proc. Tak wynika z danych opublikowanych przez Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego. A jak wygląda sytuacja w przypadku pozostałych maszyn i urządzeń? Tutaj niestety brakuje już danych rynkowych, ale możemy to ocenić na podstawie wyników Santander Leasing, który jest jednym z liderów finansowania maszyn rolniczych, osiągając po drugim kwartale br. udział w rynku na poziomie blisko 19 proc. Patrząc na nasze wyniki widzimy, że rolnicy realizują sporo zakupów w maszyny do siewu i sadzenia oraz nawożenia, czyli przede wszystkim siewniki i rozsiewacze nawozów. Druga pod względem liczebności grupę stanowią kosiarki, a zaraz za nimi wszystkie maszyny uprawowe. Na kolejnym miejscu są wszystkie maszyny do zbioru ziemiopłodów, czyli kombajny, ale także szeroka grupa maszyn zielonkowych. W sumie można powiedzieć, że zaskoczenia nie ma, mamy tutaj cały przegląd maszyn i urządzeń wykorzystywanych w gospodarstwach rolnych. Analizując rodzaj finansowanych maszyn widać, że powoli rośnie popularność maszyn i urządzeń, które pozwalają realizować praktyki wskazane w zielonym ładzie, czyli np. maszyny do rolnictwa precyzyjnego. Wspólną częścią dla wszystkich maszyn i urządzeń jest fakt, że w większości przypadków rośnie średnia wartość. Szczególnie jest to widoczne w przypadku ciągników rolniczych, gdzie cały czas obserwujemy umacnianie pozycji ciągników o dużej mocy. Można zatem powiedzieć, że ilościowo rynek ma duży spadek, ale wolumenowo już nie. Potwierdzają to wyniki publikowane przez Związek Polskiego Leasingu. Po 6 miesiącach 2024 r. wartość sfinansowanych maszyn rolniczych wyniosła 2.894 mln zł, co oznacza spadek w porównaniu do ubiegłego roku o 3,74 proc. Jest to zatem znacznie mniejszy spadek w zestawieniu z dynamiką sprzedaży nowych ciągników, czy też przyczep.
Inwestycje gospodarstw rolnych obejmują także budynki i budowle. Tutaj jednak odsetek rolników dokujących inwestycji jest mniejszy niż w przypadku maszyn i urządzeń. Zgodnie z badaniami koniunktury gospodarstw rolnych prowadzonymi przez SGH w IIQ 15 proc. rolników zrealizowało inwestycje w budynki, gdzie dla maszyn i urządzeń ten wskaźnik wynosi 25,3 proc. Jest to naturalna konsekwencja dwóch czynników. Po pierwsze są to trudniejsze inwestycje wymagające znacznie większych nakładów i czasu na realizację. Po drugie jest to pochodna struktury produkcji w Polsce, gdzie przeważają gospodarstwa z produkcją roślinną. I to są te inwestycje, które są finansowane przez banki.
Na co jeszcze rolnicy wydają pieniądze? Oczywiście na bieżącą działalność, czyli m.in. nawozy i środki ochrony roślin. A jak te zakupy są finansowane? Z własnych środków, ze środków pochodzących z dopłat bezpośrednich lub kredytem na bieżącą działalność. Spora część kredytów bankowych dotyczy właśnie finansowania bieżącej działalności. Czy ta część finansowania związana z bieżącymi potrzebami jest zarezerwowana tylko dla banków? Na pewno nie. Najlepszym dowodem na to jest nowa oferta pożyczek dostępna w Santander Leasing. Od lipca nasi klienci mogą korzystać z finansowania na dowolny cel związany z gospodarstwem rolnym wybierając pożyczkę ekspresową lub pożyczkę hipoteczną. Rozszerzyliśmy także nasze finansowanie gruntów o grunty zabudowane. W ten sposób staliśmy się spółką leasingową z najszerszą ofertą finansowania dostępną dla klientów prowadzących gospodarstwa rolne. Po pierwszych tygodniach sprzedaży widzimy bardzo pozytywny odzew ze strony naszych klientów, co tylko potwierdza, że był to krok w dobrym kierunku, jeżeli chodzi o rozwój oferty dla sektora rolnego.
Analiza rynkowa Piotra Domagały, dyrektora ds. rynku rolnego w Santander Leasing.
Wtorkowy handel na foreksie szuka stabilizacji po otwarciu tygodnia, które potwierdziło trwający trend osłabienia USD na szerokim rynku. Kalendarz makro w dalszym ciągu nie rozpieszcza, co nie pomaga inwestorom w poszukiwaniu impulsów. Dziś swoje decyzje monetarne ogłosiły banki centralne Chin i Turcji.
USD szuka chwili spokoju
Sierpień nie rozpieszcza amerykańskiego dolara. Wystarczy powiedzieć, że w tym miesiącu kurs USD/PLN stracił już 14 groszy. Dolar za 3,85 zł ostatni raz był widziany 3 lata temu. Oczywiście tak mocny ruch na tej parze nie byłby możliwy bez wyraźnie północnego kierunku na EUR/USD, który w trzy tygodnie zyskał 3 centy. Zbliżając się do 1,11 $, śrubuje tegoroczne maksimum i ma coraz większe chęci do spróbowania się z grudniowymi szczytami. Czy będzie możliwy atak na zeszłoroczny pik przy 1,125 $? Może to nie być wcale tak proste przy już rozpalonych rynkowych oczekiwaniach wobec obniżek stóp procentowych w USA. Tym bardziej gdy bankierzy centralni poczują zbyt dużą presję i raz jeszcze będą musieli schłodzić głowy inwestorów. Najbliższa okazja to oczywiście konferencja w Jackson Hole, na czele z piątkowym wystąpieniem szefa Fed. Oczekiwanie korekty przed końcem tygodnia może ostatecznie być myśleniem życzeniowym, a dzisiejszy płaski handel tylko przystankiem przed dalszym osłabieniem USD.
PLN szuka miejsca, a złoto się nie zatrzymuje
Polski złoty szuka uspokojenia nie tylko na parze z dolarem. Kurs euro od piątku nie oddala się od 4,26 zł, natomiast kurs funta już po raz trzeci odbił się od 4,99 zł i wrócił powyżej psychologicznych okrągłych 5 zł. Mocniejsza kontra widoczna jest jedynie na kursie CHF/PLN, który wraca do 4,48 zł. Warto jednak w tym miejscu zaznaczyć, że jest to aż 17 groszy mniej niż jeszcze 3 tygodnie temu. Dobrego dnia nie ma dziś polska giełda, ale WIG20 oddający 0,8% nie jest aż tak straszny po wczorajszej sesji, która zamknęła lukę wywołaną stratą po potężnym tąpnięciu z początku sierpnia (w tej chwili 200 pkt powyżej dołka). Ropa naftowa po dotarciu do 2-tygodniowych minimów odbija, a za baryłkę Brent trzeba zapłacić prawie 78 $. Kapitał w dalszym ciągu szerokim strumieniem płynie do złota, które śrubuje historyczne rekordy, obecnie uncja kosztuje już powyżej 2520 $.
Bankierzy bez niespodzianek
Tym razem Ludowy Bank Chin nie zrobił niespodzianki i pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie (3,85% dla 5-letniej stopy). Zaskakująca obniżka sprzed miesiąca o 10 pb nie pociągnęła za sobą dalszych ruchów, chociaż sytuacja na chińskim rynku kredytowym pozostaje napięta. Druga gospodarka świata ma coraz większe problemy i prawdopodobnie będzie potrzebowała dalszego pobudzenia także ze strony banku centralnego. Chiński juan w pierwszej reakcji się osłabił, ale jego pozycja szybko się ustabilizowała. Bez niespodzianek także nad Bosforem, gdzie Bank Turcji nie zdecydował się na zmianę kosztu kredytu. Tym samym główna stopa to wciąż 50%, co może zaskakiwać, ale tylko pod warunkiem, że nie weźmiemy pod uwagę ponad 70% inflacji. Równocześnie TRY zachowuje się stabilnie, czyli kontynuuje szybkie osłabienie. Już niedługo za jedną lirę zapłacimy tylko 11 groszy.
Tempo przyrostu nowej podaży biurowej w Trójmieście widocznie zwolniło. W pierwszym półroczu na rynek trafił zaledwie jeden obiekt o powierzchni 5 000 m kw. Przyszłość w tym względzie nie wygląda lepiej, ponieważ realizowana powierzchnia jest najmniejsza od dwóch dekad.
Na koniec II kwartału 2024 roku całkowite zasoby biurowe w Trójmieście szacowane były na 1,05 mln m kw. Zdecydowana większość (76%) zlokalizowana jest w Gdańsku, głównie wzdłuż Alei Grunwaldzkiej oraz wokół historycznego centrum miasta. Około 21% trójmiejskiej powierzchni znajduje się w Gdyni, a pozostałe 3% w Sopocie.
„Od 2021 roku notujemy systematyczny spadek aktywności deweloperów. W I połowie roku oddano do użytku zaledwie jeden obiekt biurowy o powierzchni 5 000 m kw., który powstał jako siedziba firmy LPP. Na etapie realizacji znajduje się rekordowo niska liczba powierzchni biurowej – jedynie 29 000 m kw. Jeżeli deweloperzy dotrzymają założonych harmonogramów, to 17 000 m kw. zostanie ukończona do końca tego roku,” – wyjaśnia Dorota Lachowska, head of research, Knight Frank.
Aktywność trójmiejskich najemców, po rekordowym 2023 roku, w pierwszej połowie 2024 roku również zanotowała spadek.
„Podpisane przez najemców umowy na niemal 56 000 m kw. oznaczały 19% spadek względem analogicznego okresu w roku ubiegłym. Firmy najchętniej decydowały się na biura w Gdańsku, gdzie wynajęto niemal 47 000 m kw. Sektorem, który wygenerował największy popyt był niezmiennie IT. W pierwszych sześciu miesiącach odpowiadał za 32% całkowitych zasobów wynajętej powierzchni,” – dodaje Joanna Gomułkiewicz, associate director, Knight Frank.
W strukturze umów najmu zwiększył się udział nowych umów, które odpowiadały za 44% wolumenu. W analogicznym okresie 2023 roku udział ten wynosił 36%. Niewiele mniej, bo 42% stanowiły renegocjacje. W dalszym ciągu niewielu najemców decyduje się na ekspansję, której udział wyniósł 3%. Pozostała część stanowił wynajem na własne potrzeby.
Ograniczona nowa podaż spowodowała spadek współczynnika pustostanów, który na koniec czerwca 2024 roku wynosił 12,5% (na koniec I kwartału był na poziomie 13,4%). To trzeci najniższy wynik wśród miast regionalnych, a Trójmiasto wyprzedają jedynie Szczecin i Lublin.
Czynsze wywoławcze w Trójmieście na koniec I połowy 2024 roku pozostały stabilne i zazwyczaj wahały się od 11,00 do 15,50 EUR/m kw./miesiąc. Jednak, ze względu m.in. na wysokie koszty budowy oraz utrzymujące się wysokie koszty obsługi kredytów budowalnych, czynsze za najlepsze powierzchnie w nowopowstających budynkach mogą przekraczać ten poziom. Stawki opłat eksploatacyjnych ustabilizowały się natomiast na poziomie wynoszącym zwykle od 17,00 do 30,00 PLN/m kw./miesiąc.
Nieważne, jaki jest powód, mamy obecnie najtańsze dolary od niemal 3 lat. Prawda, jak to często bywa, jest gdzieś pomiędzy, bo to zarówno zasługa dolara, jak i złotego. Chiny nie ruszają stóp procentowych, za to złoto znów bije rekordy.
Dolar najsłabszy od dawna
Słaba passa amerykańskiej waluty wciąż trwa. W rezultacie kurs dolara względem euro jest najsłabszy od stycznia. Względem polskiego złotego amerykańska waluta jest najtańsza od września 2021 roku, to niemal 3 lata. Powodem tej niespodziewanej siły polskiej waluty względem dolara jest oczywiście w dużej mierze słabość tzw. zielonego. Jeżeli jednak porównamy amerykańską walutę względem innych walut naszego regionu, to widzimy, że w porównaniu do czeskiej korony, czy węgierskiego forinta nie jest on aż tak słaby. Polski złoty wyraźnie zyskuje na utrzymywaniu nieproporcjonalnie wysokich, względem innych państw, stóp procentowych.
Chiny nie zmieniają stóp procentowych
Pekin nie podłączył się do niebezpiecznej dla ekonomii zabawy w wysoką inflację. Kraj ten nie zalał szokowo gospodarki na początku pandemii pieniędzmi w sposób mało kontrolowany. W rezultacie nie walczy od wielu kwartałów ze wzrostem cen. Obyło się tam też bez gwałtownych wzrostów i teraz bez spadku stóp procentowych. Stopy procentowe są co prawda w trendzie spadkowym, ale od około 6 lat. Kraj ten wraz z rozwojem gospodarki obniża powoli główną stopę procentową. Na dzisiejszym posiedzeniu zgodnie z oczekiwaniami nie doszło do zmian stóp procentowych. Stopa pożyczkowa pięcioletnia pozostała na niezmienionym poziomie 3,85%, za to jednoroczna pozostaje na 3,35%.
Złoto z kolejnym rekordem
Ledwie wczoraj pisaliśmy o piątkowych wzrostach cen złota i wyznaczeniu kolejnych rekordów. Szybko jednak okazało się, że poniedziałek nie przyniósł nam korekty tak typowej po silnych wzrostach. Dzisiaj od rana trwa jednak kolejny wzrost. W rezultacie mamy nowe rekordy wszech czasów. Co jest powodem? Wczorajsze uspokojenie było spowodowane zgodą Izraela na zawieszenie broni. Zgodził się również Hamas. Niby dobrze? Problem w tym, że obie strony zgodziły się na innych warunkach. Jakkolwiek kuriozalnie to brzmi, pomimo tego, że obie strony zgodziły się na jakieś zawieszenie broni, niewiele to daje. W rezultacie inwestorzy, bojąc się eskalacji, dokupują złoto, a ceny rosną.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – Kanada – inflacja konsumencka.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl
Rachunek zysków i strat (ang. Income Statement lub Profit and Loss Statement) to jedno z kluczowych narzędzi finansowych, które dostarcza informacji o wynikach działalności przedsiębiorstwa w określonym okresie, najczęściej kwartale lub roku. Jest to dokument, który w sposób usystematyzowany przedstawia przychody, koszty oraz wynik finansowy jednostki gospodarczej, czyli zysk lub stratę. Poniżej przybliżymy, czym jest rachunek zysków i strat, z jakich elementów się składa oraz jak prawidłowo go czytać.
Czym jest rachunek zysków i strat?
Rachunek zysków i strat to jedno z trzech podstawowych sprawozdań finansowych, obok bilansu oraz rachunku przepływów pieniężnych. Jego głównym zadaniem jest przedstawienie informacji na temat dochodów i kosztów przedsiębiorstwa w danym okresie oraz finalnego wyniku finansowego, czyli zysku lub straty.
Przedsiębiorstwa, niezależnie od wielkości, są zobowiązane do regularnego sporządzania rachunku zysków i strat. W Polsce obowiązek ten reguluje Ustawa o rachunkowości. Dokument ten jest nie tylko narzędziem kontrolnym dla zarządu firmy, ale również ważnym źródłem informacji dla inwestorów, kredytodawców oraz innych interesariuszy, którzy na jego podstawie oceniają kondycję finansową przedsiębiorstwa.
Struktura rachunku zysków i strat
Rachunek zysków i strat składa się z kilku podstawowych elementów, które przedstawiają kolejne etapy tworzenia wyniku finansowego. Główne sekcje rachunku zysków i strat to:
Przychody ze sprzedaży – to kwoty uzyskane ze sprzedaży produktów, towarów oraz usług, będące głównym źródłem dochodów dla większości przedsiębiorstw. Przychody te są prezentowane w pierwszej sekcji rachunku zysków i strat.
Koszty działalności operacyjnej – to wszystkie koszty związane z podstawową działalnością przedsiębiorstwa, takie jak koszty produkcji, wynagrodzenia, koszty administracyjne oraz sprzedażowe.
Zysk brutto ze sprzedaży – jest to różnica między przychodami ze sprzedaży a kosztami działalności operacyjnej. Wskaźnik ten pozwala na ocenę, w jakim stopniu przedsiębiorstwo generuje zysk z podstawowej działalności.
Koszty operacyjne – do tej kategorii zaliczają się koszty, które nie są bezpośrednio związane z produkcją, ale są niezbędne do funkcjonowania firmy, np. koszty administracyjne, marketingowe czy ogólne koszty działalności.
Zysk operacyjny (EBIT) – zysk przed odsetkami i opodatkowaniem, który oblicza się jako różnicę między zyskiem brutto ze sprzedaży a kosztami operacyjnymi. Jest to wskaźnik mówiący o efektywności operacyjnej przedsiębiorstwa.
Koszty i przychody finansowe – w tej sekcji ujmuje się odsetki od zaciągniętych kredytów, przychody z inwestycji finansowych, kursy walut oraz inne operacje finansowe.
Zysk brutto – zysk operacyjny pomniejszony o koszty finansowe i powiększony o przychody finansowe. Jest to wskaźnik, który ukazuje wynik finansowy przed opodatkowaniem.
Podatek dochodowy – kwota podatku, jaką przedsiębiorstwo jest zobowiązane zapłacić od wypracowanego zysku brutto.
Zysk netto – ostateczny wynik finansowy przedsiębiorstwa, który pozostaje po odliczeniu wszystkich kosztów, w tym podatku dochodowego. Jest to zysk, który przedsiębiorstwo może przeznaczyć na inwestycje, dywidendy dla akcjonariuszy lub zatrzymać na własne potrzeby.
Jak czytać rachunek zysków i strat?
Zrozumienie rachunku zysków i strat wymaga umiejętności analizy poszczególnych jego elementów oraz interpretacji zależności między nimi. Poniżej przedstawiam kilka kroków, które mogą pomóc w prawidłowym odczytywaniu tego dokumentu.
Analiza przychodów ze sprzedaży – Przychody ze sprzedaży to punkt wyjściowy analizy rachunku zysków i strat. Wzrost przychodów może świadczyć o rosnącym popycie na produkty lub usługi przedsiębiorstwa, podczas gdy spadek może sugerować problemy rynkowe lub konkurencyjne.
Ocena kosztów działalności operacyjnej – Ważne jest, aby zwrócić uwagę na strukturę kosztów i ich zmiany w czasie. Wzrost kosztów, który nie jest proporcjonalny do wzrostu przychodów, może sygnalizować spadek efektywności operacyjnej.
Zysk brutto ze sprzedaży – Ten wskaźnik pozwala ocenić, w jakim stopniu przedsiębiorstwo jest w stanie generować zysk z podstawowej działalności. Im wyższy zysk brutto ze sprzedaży, tym lepsza sytuacja firmy.
Analiza kosztów operacyjnych – Koszty te powinny być kontrolowane, aby nie rosły szybciej niż przychody. Wysokie koszty operacyjne mogą negatywnie wpływać na rentowność przedsiębiorstwa.
Zysk operacyjny (EBIT) – To kluczowy wskaźnik, który pokazuje efektywność operacyjną przedsiębiorstwa. Zysk operacyjny powinien rosnąć w miarę wzrostu skali działalności.
Zysk netto – Jest to najważniejszy wskaźnik dla akcjonariuszy, ponieważ pokazuje, ile zysku pozostaje po pokryciu wszystkich kosztów i zobowiązań. Wysoki zysk netto świadczy o dobrej kondycji finansowej firmy.
Porównanie z poprzednimi okresami – Rachunek zysków i strat powinien być analizowany w kontekście historycznym, aby zidentyfikować trendy i zrozumieć, czy przedsiębiorstwo poprawia swoją sytuację finansową.
Analiza wskaźników finansowych – Na podstawie rachunku zysków i strat można obliczyć wiele wskaźników, takich jak marża zysku brutto, marża operacyjna czy rentowność netto, które pomagają w dogłębnej analizie finansowej przedsiębiorstwa.
Rachunek zysków i strat to informacja publiczna
Nie wszyscy wiedzą, że sprawozdania finansowe, włącznie z rachunkiem zysków i strat, są dostępne poprzez system eKRS dla wszystkich spółek kapitałowych. Chociaż standardowy format tych dokumentów jest trudny do przeczytania, istnieją narzędzia które przedstawiają te dane w bardziej przystępny sposób. Jednym z takich narzędzi jest BizRaport, który prezentuje dane ze sprawozdań finansowych w wizualny sposób.
Podsumowanie
Rachunek zysków i strat to kluczowe narzędzie do analizy wyników finansowych przedsiębiorstwa, obejmujące przychody, koszty oraz zysk lub stratę osiągniętą w danym okresie. Zrozumienie i umiejętność interpretacji tego dokumentu są niezbędne dla skutecznego monitorowania kondycji finansowej firmy i podejmowania właściwych decyzji strategicznych. Warto także pamiętać, że sprawozdania finansowe, w tym rachunek zysków i strat, są dostępne publicznie. Dzięki narzędziom takim jak BizRaport, dane te można analizować w bardziej przystępny i wizualny sposób, co ułatwia interpretację skomplikowanych dokumentów finansowych.
Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield w oparciu o zbierane przez siebie dane szacuje wartość transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych w pierwszym półroczu 2024 roku na 1,76 mld EUR. To aż blisko 80% wzrost w stosunku do pierwszej połowy 2023 roku. Na rynku widać ożywienie wśród funduszy, w tym inwestorów z polskim kapitałem, a według prognoz Cushman & Wakefield, ten rok ma szansę zamknąć się wolumenem inwestycyjnym o wartości 4 mld EUR.
Pierwsze półrocze to wyraźne odbicie sektora nieruchomości komercyjnych, a ponad 1,7 mld EUR w transakcjach inwestycyjnych oznacza blisko 80% wzrost r/r i ponad 50% wzrost w porównaniu do analogicznego okresu 2022 roku. Dobry wynik na rynku kapitałowym to rezultat obniżających się stóp procentowych i lepszych nastrojów gospodarczych, co dodatkowo motywuje kupujących do inwestowania w nieruchomości. Warto przy tym podkreślić, że wachlarz aktywnych na rynku funduszy jest coraz szerszy, a sektor obserwuje transakcje również z udziałem polskiego kapitału. Polscy inwestorzy wypełniają niszę przy mniejszych umowach sprzedaży, już nie tylko inwestując w projekty deweloperskie, ale także w gotowe projekty komercyjne. Liczymy, że te pozytywne trendy się utrzymają, komentuje Krzysztof Misiak, Dyrektor Zarządzający Cushman & Wakefield w Polsce.
Pierwsza połowa 2024 roku przyniosła duże zaangażowanie kapitału z Wielkiej Brytanii, który odpowiadał za 35% wolumenu (przede wszystkim w ramach jednej dużej transakcji). Na rynku widać też nadal silną pozycję inwestorów z Czech (19%), a także rosnący udział wcześniej wspomnianego rodzimego kapitału i graczy ze Skandynawii – obie te grupy inwestorów odpowiadały za ok. 9% sfinalizowanych transakcji. Przykładem aktywności polskiego kapitału jest między innymi transakcja, w której doradcą był Cushman & Wakefield, dotycząca zakupu biurowca Rzymowskiego 34 w Warszawie przez A&A Holding czy też nabycie Warta Tower przez Cornerstone IM.
Mijający rok jest nadal zdominowany przez transakcje typu value-add, na rynku natomiast widać pierwsze umowy typu core+, a zwiększeniu ich udziału będzie sprzyjać większa stabilizacja stóp procentowych, co ponownie przyciągnie największych międzynarodowych graczy. Póki co prognozujemy, że tegoroczny wolumen inwestycyjny osiągnie 4 mld EUR, osiągając tym samym prawie dwukrotny wzrost względem 2023 oraz 75% 5-letniej średniej, dodaje Paweł Partyka, Head of Capital Markets Poland, Cushman & Wakefield.
Rynek biurowy wolumenowym liderem
Według szacunków Cushman & Wakefield wolumen inwestycyjny na rynku biurowym osiągnął z końcem czerwca wartość przewyższającą 800 mln EUR.
Umowy dotyczące aktywów biurowych zanotowały tym samym aż czterokrotny wzrost r/r, a największa aktywność kupujących przypadła na II kwartał. Za dobry prognostyk możemy też uznać wzrost liczby perspektywicznych, konkretnych negocjacji pomiędzy sprzedającymi i kupującymi. Potwierdza to mocne fundamenty polskiego rynku biurowego, który pozostaje liderem CEE pod względem skali, jakości i dywersyfikacji produktów z tego segmentu. Kolejne miesiące powinny przynieść wzrost liczby transakcji w tym sektorze, tym bardziej, że stopy procentowe i yieldy ustabilizowały się zgodnie z przewidywaniami spadków. To ostatni dzwonek, aby zawalczyć o najlepsze produkty zanim na rynek wrócą najwięksi inwestorzy, mówi Marcin Kocerba, Partner w Dziale Capital Markets w Cushman & Wakefield w Polsce.
W Warszawie pierwszą transakcją typu prime/core od 2022 roku była sprzedaż Studio B przez SKANSKA do Stena Real Estate AB. Uwagę kupujących w minionym półroczu przyciągnęły też regiony. Dla przykładu, SKANSKA sprzedała Nowy Rynek E w Poznaniu do Eastnine AB. Z kolei w Gdańsku Greenstone AM kupił od Torus większość udziałów w biurowcu FORMAT, a w Szczecinie sprzedał Lastadia Office do francuskiego funduszu zależnego od Arkéa.
Nieruchomości handlowe ponownie w cenie
Zgodnie z danymi Cushman & Wakefield wolumen inwestycyjnym w sektorze handlowym osiągnął wartość prawie pół miliarda EUR.
Pierwsze półrocze 2024 roku na rynku handlowym wolumenowo wyprzedziło już cały ubiegły rok, a wydaje się, że najlepsze jest cały czas przed nami. Z naszych obserwacji wynika, że sektor handlowy ma dużą szansę zdominować tegoroczny wynik na równi z biurami. Duże zainteresowanie aktywami handlowymi obserwujemy w całej Europie, co pozwala twierdzić, że handel na dobre wrócił na należne mu miejsce i coraz częściej jest alternatywą dla nieruchomości magazynowych czy biurowych w strategiach funduszy inwestycyjnych, komentuje Paweł Partyka.
Stabilizacja na rynku magazynów
Wartość transakcji z udziałem obiektów magazynowych osiągnęły w pierwszej połowie 2024 roku 294 milionów EUR, notując tym samym spadek o 33% r/r. Co ciekawe, jak zauważają eksperci Cushman & Wakefield, to zwłaszcza w tym segmencie widoczny jest napływ inwestorów powracających, jak i całkiem nowych graczy poszukujących okazji inwestycyjnych.
Duże zainteresowanie magazynami, czego na razie nie pokazują wyniki po stronie transakcji, jest świetnym prognostykiem na szybkie powrócenie do wysokich wolumenów już w 2025 roku. Najbliższe miesiące natomiast będą stały pod znakiem umów z kupującymi, których na polskim rynku nie widzieliśmy od dłuższego czasu lub dla których będzie to pierwsza transakcja na naszym rynku. Jednym z głównych czynników wpływających na zainteresowanie polskimi magazynami jest ich jakość. Według prognoz Cushman & Wakefield, całkowite zasoby rynku zbliżają się do poziomu 35 mln mkw., z czego aż 40% stanowić będą projekty ukończone pomiędzy 2021 a 2024 rokiem. Oznacza to że nasz rynek składa się głownie z nowoczesnych, zgodnych ze standardami zrównoważonego rozwoju produktów, które są szczególnie pożądane przez inwestorów, tłumaczy Paweł Partyka.
Rynek czeka na REIT-y
Rozwiązaniem, które dodatkowo zaktywizowałoby rynek nieruchomości komercyjnych i zwiększyłoby obecność polskiego kapitału, byłoby wprowadzenie struktur dywidendowych typu REIT (Real Estate Investment Trust), bardzo popularnych na rynkach dojrzałych, np. w USA, Kanadzie, Wielkiej. Brytanii, Francji czy Hiszpanii. Fundusze dywidendowe stanowią tam jeden z głównych elementów inwestowania w nieruchomości, a ich kapitalizacja sięga ponad 600 mld USD w USA, 57 mld EUR w Wlk. Brytanii czy też prawie 50 mld EUR we Francji.
Dotychczas o REIT-ach mówiło się głównie w kontekście transakcji na rynku mieszkaniowym. A tej, jak wynika z danych Cushman & Wakefield, osiągały w pierwszym półroczu 2024 wartość 130 mln EUR, czyli więcej niż w całym ubiegłym roku. Jak jednak zauważa Mira Kantor Pikus, REIT-y powinny być instrumentem zdywersyfikowanym, który będzie umożliwiał inwestowanie w różne typy aktywów. Na szczęście podobnie myśli ustawodawca.
W obecnie przygotowywanym projekcie polskiego REIT ustawodawca wprowadza wehikuł inwestycyjny w postaci spółki akcyjnej SINN „Spółka Inwestowania w Najem Nieruchomości”, która musi być notowana na giełdzie, a przedmiotem inwestycji mają być budynki z mieszkaniami na wynajem, domy studenckie, opieki, budynki biurowe, magazynowe i handlowe. Spółka taka będzie podlegać zwolnieniu z podatku dochodowego z najmu nieruchomości i zbycia nieruchomości przy jednokrotnym preferencyjnym opodatkowaniu w wysokości 10% od wypłaconej dywidendy. Warunek uzyskania statusu takiej spółki to generowanie 90% przychodów z najmu lub sprzedaży nieruchomości wynajmowanej co najmniej przez 12 miesięcy, tłumaczy Mira Kantor-Pikus, MRICS, EMBA, Dyrektor Doradztwa Kapitałowego, Dłużnego i Alternatywnych Inwestycji.
Zdaniem ekspertki Cushman & Wakefield, REIT-y pozwolą stworzyć alternatywny sposób długoterminowego oszczędzania i inwestowania dla inwestorów indywidualnych w porównaniu z lokatami, obligacjami skarbowymi i własnymi małymi inwestycjami mieszkaniowymi, a także stworzy interesujący instrument dla funduszy emerytalnych i ubezpieczycieli. Kluczowymi czynnikami sukcesu projektów REIT będzie uczestnictwo w nich doświadczonych graczy rynku inwestycyjnego – funduszy, deweloperów oraz doradców nieruchomościowych, a także stworzenie wynagrodzenia dla zarządzających uzależnionego od efektu istotnego dla akcjonariuszy, czyli od wypracowanego dochodu.
Globalne zakłócenia i zmiany, zapoczątkowane przez pandemię Covid-19, wymuszają budowę odporności łańcuchów dostaw na nowe ryzyka. Jak wynika z badania EY, znaczącym wsparciem w tej misji okazuje się generatywna sztuczna inteligencja – planuje ją wdrożyć 73% dyrektorów operacyjnych i menedżerów ds. łańcucha dostaw. Z drugiej strony tylko 7% z nich zakończyło implementację z sukcesem. A gra jest warta świeczki, gdyż organizacje znajdujące się na dalszych etapach drogi do pełnego wdrożenia autonomicznego łańcucha dostaw mają 5,2 razy większe szanse na odniesienie sukcesu dzięki GenAI. Co więcej, zdaniem 69% respondentów brak integracji tej technologii z łańcuchami dostaw osłabi pozycję rynkową ich firmy.
Ankietowani przez EY eksperci ds. logistyki i operacji postrzegają GenAI jako kluczowe rozwiązanie pomagające utrzymać konkurencyjność w przyszłości. Niemal trzy czwarte z nich (73%) planuje wdrożyć tę technologię w swoich łańcuchach dostaw, a 80% uważa, że może ona odmienić ten obszar i dlatego nadaje jej wysoki priorytet. Liderzy we wdrażaniu generatywnej sztucznej inteligencji wykorzystują ją do poprawy prognozowania popytu i wydajności operacyjnej. Co ważne, 69% ankietowanych uważa, że brak integracji GenAI z łańcuchami dostaw narazi ich organizację na utratę silnej pozycji rynkowej.
– Elementy wspierane przez sztuczną inteligencję są wykorzystywana w obszarze łańcucha dostawa od lat. Ale dopiero połączenie z GenAI jest przełomem w budowaniu bezosobowych łańcuchów dostaw. AI służy nie tylko do analizowania i interpretowania ogromnych ilości danych, ale także do tworzenia nowych scenariuszy, generowania innowacyjnych rozwiązań i usuwania tarć w czasie rzeczywistym. Z kolei GenAI może projektować nowe procesy, prognozować przyszłe wymagania z większą dokładnością, aby złagodzić zewnętrzne wstrząsy i płynnie identyfikować najbardziej opłacalne trasy w przypadku zakłóceń. Ma to kluczowe znaczenie dla rozwoju łańcuchów dostaw, które mogą dynamicznie dostosowywać się do zmieniających się warunków rynkowych i działać przy ograniczonej interwencji człowieka – tłumaczy Marta Cicholska, Partnerka EY Polska, Liderka Zespołu Supply Chain & Operations.
Wykres. Plany firm dotyczące wdrożenia GenAI w łańcuchu dostaw
Wdrożenie nie takie proste
Badanie EY wskazuje, że aż 90% ekspertów wdrożyło w jakiejś formie GenAI w swoich łańcuchach dostaw. Natomiast w ciągu ostatnich 12 miesięcy 62% respondentów poddało ewaluacji swoje inicjatywy w tym obszarze, ale tylko 7% przeszło do pełnej implementacji. Jako dwa główne powody takiego stanu rzeczy można wskazać obawy i brak zrozumienia zagrożeń stwarzanych przez GenAI oraz wyzwania związane z wdrażaniem tej złożonej technologii. Z pogłębionych wywiadów z dyrektorami ds. łańcucha dostaw i operacji wynika, że wykonanie technicznego skoku od weryfikacji koncepcji do wdrożenia GenAI na dużą skalę było trudniejsze niż oczekiwano.
Również osiągnięcie pełnej autonomii logistycznej pozostaje dużym wyzwaniem. Tylko 28% firm, które zaczęły przygotowywać się do implementacji GenAI, stworzyło łańcuchy dostaw o niskim udziale człowieka. Czynnikiem sukcesu organizacji znajdujących się na wyższym poziomie zaawansowania są silne fundamenty cyfrowe, które umożliwiają im szybkie przyjęcie i wykorzystanie GenAI. Liderzy wykazują również większe postępy we wdrażaniu zarówno AI, jak i GenAI w obszarze logistyki. Prawdopodobieństwo, że osiągnęli znacznie wyższy niż oczekiwany sukces, jest 3,5 razy większe w przypadku AI, a w odniesieniu do GenAI – 5,2 razy większe.
– W ciągu najbliższych dwóch lat spodziewamy się znacznego wzrostu w zakresie implementacji generatywnej sztucznej inteligencji. W efekcie doprowadzi to do powiększenia luki cyfrowej między organizacjami przodującymi w wykorzystaniu nowych technologii, a tymi, które są dopiero na wczesnych etapach adopcji. Jednak warto podkreślić, że dostęp do AI coraz bardziej się demokratyzuje. Do niedawna jej stosowanie wymagało trenowania modeli, a co za tym idzie było ograniczone przez konieczność posiadania w organizacji wysoko wykwalifikowanych ekspertów oraz odpowiedniej infrastruktury . To generowało dodatkowe koszty i podnosiło barierę wejścia. W dobie GenAI, gdy duże pretrenowane modele stają się dostępne przez kluczowe platformy technologiczne, wysiłek przenosi się na właściwe wykorzystanie ich w ramach organizacji, jej danych oraz procesów i wymagań. Technologia jako taka staje się bardziej dostępna, natomiast wyzwaniem pozostaje odpowiednie jej wdrożenie , z zastosowaniem wszystkich elementów związanych z wymogami regulacyjnymi oraz cyberbezpieczeństwem – dodaje Ewa Nowakowska, Partnerka EY Polska, Liderka EY AI Lab.
Poznanie wyzwań i czynników sukcesu
Niekompletność danych i braki w umiejętnościach zostały wskazane przez respondentów jako główne wyzwania w procesie wdrażania AI w łańcuchach dostaw. Czynnik ludzki będzie decydować o szybkości implementacji, dlatego organizacje powinny opracować solidne plany podnoszenia kwalifikacji obecnych pracowników oraz dobrze przemyśleć przyszłe rekrutacje. Połowa liderów wdrażania GenAI w łańcuchach dostaw oddaje zarządzanie tą technologią w ręce swoich zespołów – 51% wobec 33% w firmach na początku tej drogi. Taka wewnętrzna aktywizacja jest o tyle ważna, że zgodnie z wynikami badania EY – Work Reimagined Survey – 49% pracowników już korzysta lub spodziewa się korzystać z GenAI w ciągu najbliższych 12 miesięcy.
Zdaniem ekspertów ds. operacji i łańcucha dostaw o sukcesie we wdrożeniu GenAI decyduje wsparcie ze strony kierownictwa (67%), zbudowanie wsparcia ze strony osób trzecich (65%) oraz dostępność talentów technicznych (64%). Generatywna sztuczna inteligencja jest nową technologią, w związku z czym zdaniem 40% respondentów ich organizacja nie rozumie w pełni zagrożeń i wyzwań z nią związanych. W ich opinii najważniejszymi zadaniami w tym obszarze są utrzymanie jakości danych (38%) oraz dostęp do nich (33%). Dotyczy to zwłaszcza łańcuchów dostaw, w których dane są rozproszone w różnych systemach w organizacji i wśród podmiotów zewnętrznych.
O badaniu
Badanie ankietowe zostało przeprowadzone przez EY we współpracy z HFS Research w lutym i marcu 2024 roku wśród 460 ekspertów ds. łańcucha dostaw i operacji, którzy odgrywają znaczącą rolę w inicjatywach swoich organizacji w tym obszarze. Odpowiedzi zebrano w 19 krajach obejmujących obie Ameryki, Azję i Pacyfik (APAC) oraz Europę, Bliski Wschód, Indie i Afrykę (EMEIA). Pod uwagę wzięto firmy działające w branży konsumenckiej, nauk o zdrowiu i wellness, energii i zasobów, technologii, telekomunikacji i produkcji. Respondenci reprezentowali organizacje o rocznych przychodach przekraczających 1 mld USD, które były przynajmniej na etapie planowania wdrożenia GenAI w swoim łańcuchu dostaw. Ponadto przeprowadzono pogłębione wywiady jakościowe z kierownikami ds. łańcucha dostaw i operacji.
Czwarta edycja globalnego badania EY – Work Reimagined Survey – została przeprowadzona w okresie czerwiec – sierpień 2023 r. na grupie 17 050 pracowników i 1 575 firm. Reprezentowali oni 25 sektorów rynku i 20 obszarów geograficznych z obu Ameryk, Azji-Pacyfiku, Europy, Bliskiego Wschodu, Indii oraz Afryki.
W ostatnich miesiącach złoto zyskuje na wartości, osiągając nowe rekordowe poziomy. W piątek cena złota sięgnęła 2510 dolarów za uncję i przez większość czasu utrzymuje się powyżej 2500 dolarów. Od początku roku, cena tego kruszcu wzrosła o ponad 21 proc., co stawia je na dobrej drodze do osiągnięcia najlepszego wyniku od 2020 roku, a być może nawet od 14 lat. Wzrost ten napędzany jest przez szereg czynników makroekonomicznych i geopolitycznych, sprzyjających inwestycjom w bezpieczne aktywa.
Najważniejszym powodem wzrostu ceny złota jest perspektywa wrześniowej obniżki stóp procentowych w USA, co przyczynia się do osłabienia dolara i spadku rentowności amerykańskich obligacji. Jednocześnie, inflacja CPI w USA spadła z 3,0 proc. do 2,9 proc., co dodatkowo wzmacnia pozycję złota jako atrakcyjnej inwestycji. Dodatkowo, trwające napięcia geopolityczne, takie jak konflikt na Bliskim Wschodzie i wojna w Ukrainie, zwiększają popyt na złoto.
Niepewność polityczna związana z nadchodzącymi wyborami w USA i rywalizacja Trump-Harris również przyczynia się do wzrostu zainteresowania złotem. Rynki obawiają się potencjalnych zawirowań politycznych i gospodarczych, co skłania inwestorów do lokowania kapitału w stabilnych aktywach. Dodatkowo, na podniesione ceny złota może wpływać perspektywa zwycięstwa Donalda Trumpa, choć rynki są lepiej przygotowane na taką ewentualność niż w 2016 roku. To może skutkować mniejszą zmiennością. Polityka imigracyjna Trumpa, ryzykowne strategie taryfowe, nadchodzące wojny handlowe z Chinami oraz powtarzające się groźby wycofania się z NATO pozostają istotnymi zagrożeniami.
Silne powiązanie między stopami procentowymi a rentownością obligacji podkreśla znaczenie złota: spadające stopy procentowe lub perspektywa ich obniżek wywierają presję na rentowność obligacji i zwiększają atrakcyjność złota jako bezpiecznej przystani. Od końca kwietnia, rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji skarbowych spadła z 4,7 proc. do 3,9 proc. To osłabia dolara, czyniąc złoto tańszym. Kurs EUR/USD wzrósł od maja o 3,4 proc., przekraczając poziom 1,10. Rynki spodziewają się, że stopy procentowe spadną o 2 punkty procentowe do połowy 2025 roku, co utrzyma atrakcyjność złota w ujęciu średniookresowym.
Złoto wyraźnie wyprzedziło w tym roku Wall Street i jest na dobrej drodze do osiągnięcia najlepszych wyników od 2020 roku. W zeszłym tygodniu, osiągnęło rekordowy poziom 2510 dolarów i od tego czasu utrzymuje się powyżej psychologicznej granicy 2500 dolarów. Od początku roku, cena złota rośnie o 21,3 proc., podczas gdy w tym samym czasie indeks S&P500 wzrósł o 18 proc. Co więcej, narzędzia analizy technicznej wskazują na dalsze możliwe wzrosty ceny złota. Jeśli rajd utrzyma się do końca roku, to 2024 może być najbardziej udanym rokiem dla złota od 14 lat. Warunkiem jest przebicie wyniku z 2020 roku, w którym cena złota wzrosła 24,2 proc.
Warto również zwrócić uwagę na rolę banków centralnych, które w ostatnich latach znacząco zwiększyły swoje rezerwy złota. W 2022 i 2023 roku banki centralne, w tym Chiny i Polska, kupowały ponad 1000 ton złota rocznie. Choć w drugim kwartale 2023 roku tempo tych zakupów nieco spadło, to jednak banki centralne nadal stanowią istotny czynnik wspierający ceny złota.
Podsumowując, jeśli obecna hossa na rynku złota utrzyma się do końca roku, 2024 może okazać się najlepszym rokiem dla tego kruszcu od ponad dekady. Jednakże, inwestując w złoto, zawsze powinniśmy być świadomi ryzyka i być przygotowani na możliwą zmianę trendu.
W lipcu 2024 r., w porównaniu do lipca 2023 r., banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom mniej kredytów (-5,8%) i na niższą wartość (-4,2%).
Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych
Banki udzieliły w lipcu br. mniej wszystkich rodzajów kredytów: inwestycyjnych (-35,4%), w rachunku bieżącym (-14,2%) oraz obrotowych (-7,3%). W ujęciu wartościowym ujemną dynamikę roczną odnotowały dwa rodzaje kredytów: w rachunku bieżącym (-15,1%) oraz kredyty obrotowe (-13,8%). Natomiast wysoką dodatnią dynamiką charakteryzują się kredyty inwestycyjne (+21,6%).
W pierwszych siedmiu miesiącach 2024 r. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, banki udzieliły mniej kredytów dla mikroprzedsiębiorców (-0,3%), ale na wyższą kwotę (+3,3%). Dodatnią dynamikę w tym okresie zarówno w ujęciu liczbowym (+0,8%), jak i wartościowym (+1,5%) odnotowały jedynie kredyty obrotowe. Kredyty inwestycyjne i w rachunku bieżącym odnotowały ujemną dynamikę w ujęciu liczbowym: odpowiednio (-25,9%) oraz (-10,6%). A kredyty inwestycyjne odnotowały dodatnią dynamikę (+18,7%) w ujęciu wartościowym. Podobnie jak w ujęciu liczbowym, także w wartościowym ujemną dynamiką charakteryzowały się kredyty w rachunku bieżącym (-8,9%).
Jakość Portfeli Kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych
Lipcowy odczyt BIK Indeksu Jakości kredytów dla mikroprzedsiębiorców wyniósł 5,47% w ujęciu wartościowym. Nadal jest on więc na bezpiecznym, akceptowalnym poziomie. Produktowe Indeksy jakości w lipcu 2024 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty inwestycyjne 2,69%, kredyty w rachunku bieżącym 4,75% oraz kredyty obrotowe 8,85%.
W lipcu 2024 r. w porównaniu do czerwca 2024 r. ogólny Indeks jakości polepszył się (spadł) o (-0,41). W okresie 12 miesięcy, czyli w porównaniu do lipca 2023 r., ogólny Indeks Jakości również się polepszył (spadł) o (-1,11).
W okresie 12-miesięcznym najbardziej polepszył się (spadł) Indeks kredytów obrotowych (-3,00). Polepszył się również Indeks kredytów w rachunku bieżącym (-0,27) oraz Indeks kredytów inwestycyjnych (-0,15).
Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż
Na 12,1 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w lipcu br., 6,1 tys. zaciągnęły firmy usługowe (50,7%) i 2,6 tys. handlowe (21,9%). Łącznie 72,6% udzielonych w lipcu 2024 r. kredytów przypada na te dwa sektory.
Z całkowitej kwoty 1,793 mld zł, banki udzieliły 687 mln zł (38,3%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność usługową oraz 432 mln zł (24,1%) kredytów firmom z sektora handlu. Finansowanie tych dwóch sektorów w lipcu 2024 r. to 62,4% łącznej wartości kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom.
W lipcu 2024 r. ujemna dynamika r/r liczby udzielonych kredytów dotyczyła finansowania wszystkich czterech branż: handlu (-12,0%), budownictwa (-9,0%), produkcji (-7,4%) oraz usług (-1,8%). W ujęciu wartościowym dodatnia dynamika dotyczyła kredytów dla firm z dwóch branż: produkcyjnej (+4,9%) i budowlanej (+1,9%). Ujemną dynamikę odnotowały kredyty udzielone firmom handlowym (-19,1%) oraz usługowym (-1,8%).
W siedmiu pierwszych miesiącach br. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku dodatnia dynamika liczby udzielonych kredytów wystąpiła tylko w przypadku branży usługowej (+2,4%). W pozostałych branżach dynamika była ujemna – najwyższa w handlu (-3,9%). Na tym tle bardzo dobrze wypadła dynamika w ujęciu wartościowym – we wszystkich branżach była dodatnia, a najwyższa w usługach (+9,3%).
Jakość Portfeli Kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż
Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w lipcu 2024 r. spłacane były kredyty przez firmy produkcyjne – wartość 7,08% oraz budownictwo 6,07%. Najlepszy (najniższy) odczyt w lipcu br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora usługowego i wyniósł on 5,04%.
W porównaniu do lipca 2023 r. Indeks poprawił się (spadł) w trzech branżach: najbardziej w usługach (-1,94) oraz w handlu (-1,31). Wzrósł (pogorszył się) o (+1,24) w branży produkcyjnej.
W sklepach jest coraz drożej i nadchodzą kolejne podwyżki. Sytuacja najbardziej uderzy w konsumentów jesienią, a potem kolejny raz – przed Bożym Narodzeniem. Po lipcowym skoku cen rdr. o niespełna 4%, konsumenci powinni być przygotowani na powakacyjny wzrost o ok. 5% rdr. I to jest raczej optymistyczny scenariusz, który zrealizuje się, jeżeli nic nowego nie wstrząśnie rynkiem. Z kolei rok może skończyć się podniesieniem cen nawet o 6-7% rdr. Powodów obecnych i prognozowanych podwyżek jest oczywiście wiele. Wśród nich można wymienić m.in. wzrost inflacji, cen gazu, energii elektrycznej oraz wynagrodzeń, a także poprawę nastrojów konsumenckich. Wojna cenowa między sieciami handlowymi wprawdzie wciąż skutecznie „ucina” ceny, ale to już raczej niedługo potrwa. Prawdopodobnie tuż po wakacjach retailerzy będą chcieli sobie odbić ponoszone koszty, a wtedy klientów czeka dodatkowy szok cenowy.
Obserwując bieżące działania retailerów i znając wyniki analiz i obserwacji rynkowych, można stwierdzić, że dynamika wzrostu cen od co najmniej czterech miesięcy cały czas sukcesywnie idzie w górę. Jak wynika z ostatniego raportu pt. „Indeks Cen w Sklepach Detalicznych”, w lipcu br. codzienne zakupy były droższe niż rok wcześniej o niecałe 4%. Dla porównania, w czerwcu podwyżka w relacji rocznej wyniosła nieco ponad 3%, w maju – niespełna 3%, a w kwietniu – ponad 2%. Podobnie widzi to GUS, tylko bierze pod uwagę nieco węższy asortyment, tj. żywność i napoje bezalkoholowe. Z kolei autorzy pierwszego raportu uwzględniają również m.in. chemię gospodarczą, art. dla dzieci czy karmy dla zwierząt. Dlatego wyniki mogą nieco się od siebie różnić. Ale wniosek można wysnuć ten sam – w sklepach jest coraz drożej.
Powyższe podwyżki są oczywiście powiązane z ogólnym wzrostem inflacji, notowanym w ostatnich miesiącach. Na rynku dodatkowo mówi się o tym, że wzrost cen jest konsekwencją odmrożenia VAT-u. Jest to prawdą, ale w tym miejscu trzeba zwrócić uwagę na to, że ww. podatek właściwie został przywrócony w kwietniu, czyli już kilka miesięcy temu. Zatem teraz powinniśmy mówić o kolejnych czynnikach, kształtujących ceny na sklepowych półkach. Uważam, że do ważniejszych przyczyn należy też poprawa nastrojów konsumenckich. Do tego trzeba wymienić dalszy wzrost cen gazu, energii elektrycznej oraz wynagrodzeń.
Natomiast zagłębiając się bardziej w przyczyny wzrostu cen w sklepach, należy wskazać, że dużą rolę w tej kwestii odgrywają producenci – szczególnie ci mali i średni, bo to oni na pierwszej linii zderzają się z dodatkowymi kosztami. A skoro problem zaczyna się prawie na początku łańcucha dostaw, to dalej jest tylko gorzej, bo każdy gracz na rynku po kolei dokłada swoją podwyżkę, żeby przypadkiem nie stracić. I tak oto rośnie nam drożyzna w sklepach.
Można również zauważyć, że Polacy dosłownie zawdzięczają dotychczasowe ceny w sklepach wojnie toczącej się pomiędzy największymi dyskontami na rynku. Bez niej byłoby jeszcze drożej. Obecnie do tej walki dołączają też hipermarkety, które próbują odbudować swoją pozycję na rynku. Ponadto zaczynają w niej uczestniczyć sieci convenience, chcące odebrać dyskontom tzw. spontanicznego klienta. Same dyskonty raczej nie wchodzą w ostrą narrację z nowymi konkurentami. Robią to w stonowany sposób, co oczywiście stopuje podwyżki cen w sklepach.
Walka między dyskontami nie tylko wyhamowała wzrost cen, ale też doprowadziła do tego, że próbują ugrać na niej również inne ww. formaty. Konsumenci mogą się z tego cieszyć, ale ta sytuacja już nie potrwa długo. Tuż po wakacjach – szczególnie we wrześniu i w październiku – sieci handlowe będą próbowały finalnie przerzucić na konsumentów ponoszone przez dłuższy czas dodatkowe koszty. Nie będą w nieskończoność ciąć marż i oszczędzać na tym aspekcie. I taki stan rzeczy nie powinien w ogóle nikogo dziwić, bo retailerzy nie działają przecież charytatywnie. Muszą wszystko sobie kalkulować i odpowiednio szybko reagować na sytuację. I to będzie czynnik kolejnego wzrostu cen w sklepach.
Patrząc na ten temat zupełnie z boku, można mieć wrażenie, że wkrótce aktualna wojna między dyskontami powinna się wykruszyć, bo zwyczajnie działania te straciły swoją świeżość i dynamikę. Poza tym do gry wchodzi też czysta ekonomia. Obniżanie marż na dłuższą metę nie ma przecież większego sensu dla biznesu. A każda tego typu wojna kosztuje i przynosi określone straty. Zresztą chyba można to zauważyć po ostatnich wynikach finansowych jednego z głównych dyskontów w Polsce.
Widać również, że konsumenci są już zmęczeni oglądaniem tych samych reklam, pokazujących, jak to jedna sieć jest tańsza od drugiej. Z pewnością retailerzy podejmą nowe działania, bo walka na ceny – w takiej czy innej formie – musi jakoś się toczyć na rynku. Tylko nie będzie przynosić konsumentom tyle oszczędności co teraz i przez to produkty w sklepach znowu zdrożeją. W powiązaniu z rosnącą inflacją to będzie podwójne uderzenie w portfele Polaków.
Jesienią ceny w sklepach mogą poszybować w graniach ok. 5% rdr. Oprócz naszych krajowych czynników, wiele złego może też przynieść sytuacja na świecie. Jeżeli np. zaostrzy się konflikt w Ukrainie albo coś wydarzy się na Bliskim Wschodzie, to u nas też skomplikuje się sytuacja. I do ww. wartości niestety, ale trzeba będzie doliczyć kilka dodatkowych procent. Podwyżki cen nie będą oczywiście takie, jak w szczycie zeszłorocznej inflacji, ale z pewnością konsumenci je odczują. To będzie widać, zwłaszcza gdy zacznie się zbliżać Boże Narodzenie. Element przedświątecznych zakupów dołoży przysłowiowe pięć groszy do wzrostów cen.
Trzeba też brać pod uwagę kolejny czynnik. Jeśli konsumpcja będzie rosła wraz z nastrojami zakupowymi Polaków, to wówczas sieci handlowe dodatkowo podkręcą ceny. Będą chciały przy okazji zarobić, ale też odbić sobie poprzednie słabsze okresy. Wobec tego ceny w sklepach na pewno pójdą w górę. I w grudniu może się to skończyć wzrostem cen na sklepowych półkach nawet o 6-7% rdr. Nie można też wykluczyć tego, że to będzie jeszcze większy skok.
Do powyższego trzeba też dodać, że w kolejnych miesiącach będzie można zauważyć rotację dynamiki wzrostu cen na różnych kategoriach. To będzie powodowało krótkoterminowe i bardziej oddalone w czasie podwyżki cen. Będzie wyraźnie widać utrzymujący się trend wzrostowy w większości grup produktów. Producenci, ale też same sieci handlowe nie będą myśleć o obniżkach, tylko o podnoszeniu cen, ale w taki sposób, żeby nie były to zbyt widoczne działania dla konsumenta. I będzie to rozłożone raczej w dłuższej – kilkumiesięcznej perspektywie, o ile oczywiście na rynku nie wydarzy się nic gwałtownego, co mogłoby tę sytuację jeszcze bardziej zaostrzyć.
Autorem komentarza: jest Robert Biegaj, ekspert rynku retailowego z Grupy Offerista
Przychody ze sprzedaży Grupy Komputronik wyniosły w okresie 1 kwietnia do 30 czerwca 2024 r. 383 453 tys. zł (wzrost o 2,3%). Grupa wypracowała w FQ1 2024 r. zysk ze sprzedaży w wysokości 46,2 mln zł (wzrost o 1,4%). Dzięki nieznacznie obniżonym kosztom sprzedaży i ogólnego zarządu, Grupa wygenerowała 2,1 mln zysku EBITDA. Zarząd Grupy Komputronik ocenia sytuację jako stabilną, mając nadzieję na jeszcze lepsze wyniki finansowe w kolejnych miesiącach.
W ocenie Zarządu obecna sytuacja i perspektywy Grupy Komputronik są stabilne, wskazując na utrzymanie zdolności do generowania zysków przez Grupę w najbliższej przyszłości. Na perspektywę poprawy sytuacji rynkowej wpływa mocna polska waluta oraz odbudowujący się popyt – zarówno ze strony konsumentów indywidualnych, jak i instytucji.
Grupa Komputronik ocenia swoją sytuację finansową jako stabilną
Mimo wzrostów kosztów jednostkowych (m.in. wzrostu płacy minimalnej w styczniu 2024 roku o blisko 20 proc.), podejmowane przez Zarząd działania sprawiły, że Grupa Komputronik osiągnęła przychody ze sprzedaży wyższe o 2,3 proc. względem ubiegłego roku, a koszty sprzedaży i ogólnego zarządu były o 0,6 proc. niższe niż rok temu.
– Wzrost dynamiki PKB i dobre perspektywy rozwoju gospodarczego Polski, napływ środków z KPO, wzrost roli społecznej odpowiedzialności biznesu, rozwój technologii, a także sztucznej inteligencji powinny pozytywnie wpłynąć na poprawę koniunktury na rynku elektroniki oraz usług dodatkowych – komentuje Wojciech Buczkowski, Prezes Zarządu Komputronik S.A.
Wzrost dynamiki PKB i dobre perspektywy rozwoju gospodarczego
Dynamika polskiego PKB mocno pozytywnie zaskoczyła, przyśpieszając w II kwartale 2024 r. do 3,2 proc. rok do roku z 2 proc. w I kwartale. To wynik sporo powyżej prognoz.
– Nastroje konsumenckie się poprawiają. Powoduje to, że firmy także zwiększają inwestycje w sprzęt, specjalistyczne oprogramowanie i usługi IT. W związku z wykorzystywaniem funduszy unijnych pojawia się popyt ze strony sektora publicznego. Zwiększa się też tempo wzrostu PKB. Dodatkowo nadal mamy stosunkowo niskie, w porównaniu z pozostałymi krajami UE, nasycenie sprzętem komputerowym gospodarstw domowych. Te wszystko czynniki powinny pozytywnie wpłynąć na sprzedaż w tym roku – tłumaczy Wojciech Buczkowski. Istotnym elementem jest upowszechnienie rozwiązań i programów wykorzystujących sztuczną inteligencję, które ze względu na wysokie wymagania sprzętowe napędzają wymianę starszych urządzeń na nowe, umożliwiające pracę z AI.
Największy udział w sprzedaży Grupy Komputronik w pierwszym kwartale obrotowym 2024 r. stanowiły laptopy, smartfony oraz komputery PC.
Znaczącymi grupami produktowymi były także peryferia (drukarki, monitory, projektory), komponenty służące do unowocześniania i samodzielnego montowania komputerów oraz akcesoria komputerowe i biurowe (tusze i tonery). W segmencie biznesowym rośnie z kolei znaczenie kompleksowych usług – outsourcingu IT, outsourcingu druku, projekty związane z bezpieczeństwem i wdrażaniem oprogramowania, a także dostawy produktów serwerowych i rozwiązań do przechowywania szybko rosnących ilości przechowywanych danych.
– W dalszym ciągu koncentrujemy się na strategicznych kategoriach produktowych, takich jak laptopy i komputery PC, urządzenia mobilne (smartfony, tablety, zegarki), komponenty, peryferia, sprzęt sieciowy oraz rozwiązania smart home, oprogramowanie oraz sprzęt RTV i AGD. Do naszych klientów indywidualnych oraz firm kierujemy spersonalizowane kampanie promocyjne, programy rabatowe a całość oferty ubieramy w zestaw komplementarnych usług. Wszystkie działania poparte są zaawansowaną analityką mediową oraz systematycznym monitoringiem wyników sprzedażowych – wyjaśnia Wojciech Buczkowski Prezes Zarządu Komputronik S.A.
Sprzedaż komputerów gamingowych i laptopów dla nauczycieli
– Wyższy popyt widzimy u klientów indywidualnych szczególnie w: segmencie komputerów PC – w tym tych gamingowych, urządzeń do budowy inteligentnego domu i biura oraz w segmencie usług outsourcingu IT w przypadku usług Komputronik Biznes. Mamy też nadzieję na dalszą realizację przez nauczycieli programu “bon dla nauczyciela”, który wygasa 31 grudnia 2025 roku a dziesiątki tysięcy bonów pozostają jeszcze niezrealizowanych w rękach nauczycieli – dodaje Buczkowski.
Komputronik liczy na dalszy wzrost sprzedaży komputerów PC. W ostatnich latach konsumenci stawiali głównie na urządzenia przenośne, jednak po mocnych, pandemicznych latach 2020 i 2021, nastąpiło wypłaszczenie liczby sprzedawanych w Polsce laptopów. Wzrosty spowodowane nagłą potrzebą przejścia na pracę zdalną dobiegły końca. W segmencie desktopów PC jest inaczej. Z jednej strony były one traktowane do niedawna głównie jako komputery gamingowe, tymczasem są one także zdecydowanie lepszymi, wydajniejszymi i wygodniejszymi urządzeniami do codziennej pracy, w porównaniu do komputerów przenośnych czy tabletów z małymi ekranami. Dodatkowo, ze względu na wysoką wydajność, mogą być wykorzystywane do płynnej pracy ze sztuczną inteligencją.
– W ostatnim czasie polski rynek wchłonął ponad 1,5 miliona sztuk komputerów przenośnych, a to o 100 tys. mniej niż rok wcześniej. Sytuacja wygląda optymistyczniej na rynku komputerów stacjonarnych. Szacujemy, że liczba dostarczonych urządzeń będzie oscylować wokół 380 tysięcy sztuk, a to niemal o 30 proc. więcej niż rok wcześniej. W Komputronik oferujemy modele niemal wszystkich czołowych światowych marek. Ponadto, rozwijamy także markę własną, która jest bardzo atrakcyjnie wyceniona, oferując przy okazji najbardziej wydajne maszyny. Od lat jesteśmy czołowym lokalnym producentem komputerów stacjonarnych, z ponad 25 letnim doświadczeniem w projektowaniu i produkcji – mówi Wojciech Buczkowski.
Dalszy rozwój omnichannel
– Firma od lat pracuje w modelu omnichannel. Patrząc z perspektywy klienta, udostępniamy mu różne kanały sprzedaży, zapewniając jednolite doświadczenie oraz maksymalne korzyści i doradztwo, głęboko osadzone w DNA firmy. Sukcesywnie rośniemy w siłę i rozwijamy stronę Komputronik.pl, wdrażamy nowe narzędzia ułatwiające klientom wybór i zakupy oraz inwestujemy w budowę ośrodków doradztwa online. Sytuacja sklepów stacjonarnych także jest stabilna, a liczba odwiedzin jest kilka procent większa od tych, z którymi mieliśmy do czynienia w zeszłym roku. Przy poprawie skuteczności i crosssellingu produktowo-usługowego pozwala to Grupie na generowanie stabilnych wzrostów sprzedażowych – informuje Wojciech Buczkowski.
Najmłodsi pracownicy zwykle wnoszą wiele nowej energii do zespołów, jednak pracodawcy zauważają także wyzwania w związku z zatrudnieniem talentów rozpoczynających karierę. Jak pokazuje raport ManpowerGroup „Rynek pracy w erze AI”, największym z nich jest sprostanie oczekiwaniom finansowym, a najskuteczniejszym działaniem podnoszącym poziom zaangażowania i produktywności młodych talentów jest zwiększenie wykorzystania nowych technologii w firmie.
W ramach badania do raportu ManpowerGroup „Rynek pracy w erze AI” polscy pracodawcy zostali zapytani o to, jakie działania najskuteczniej zwiększają zaangażowanie i produktywność młodych pracowników z maksymalnie 10letnim doświadczeniem zawodowym. Respondencie wskazali, że najlepsze efekty przyniosło zwiększenie wykorzystania technologii w pracy (77%), zwiększenie wynagrodzenia (76%), a także nacisk na wellbeing (75%). Pozytywny wpływ na zaangażowanie i produktywność młodych talentów mają także polepszenie procesu onboardingu (74%), elastyczność w zakresie doboru godzin pracy (73%), a także większa przejrzystość w zakresie wewnętrznych możliwości rozwoju kariery (72%).
– Dostosowanie współczesnego środowiska pracy do oczekiwań przedstawicieli różnych pokoleń jest wręcz kluczowe dla funkcjonowania firm. Aktualnie na rynku mamy przedstawicieli kilku grup pokoleniowych mających różne oczekiwania i czasami zupełnie odmienne podejście do życia czy pracy – mówi Justyna Mazur, ekspertka rynku pracy IT, liderka w Experis. – Grupę mającą nie więcej niż 10 lat doświadczenia zawodowego stanowią głównie Millenialsi i Zetki. Dla takich pracowników istotna jest elastyczność, równowaga między pracą a życiem prywatnym, ale także rozwój osobisty oraz znaczenie pracy, która jest zgodna z ich wartościami. To talenty, które sprawnie poruszają się w świecie najnowszych technologii. Korzystają z bankowości mobilnej, robią zakupy online, są widzami platform streamingowych, komunikują się w dużej mierze za pośrednictwem social mediów i różnych komunikatorów. Oczekują, oni że technologia będzie dostępna, pomocna również w trakcie wypełniania obowiązków zawodowych, zależy im na nowoczesnych oraz efektywnych narzędziach pracy. Chcą korzystać ze znanych sobie rozwiązań, rozwijać umiejętności, wykonywać powierzone im zadania w sposób szybki i efektywny, czerpią z tego satysfakcję, motywację, co przekłada się na ich zaangażowanie w wykonywane zadania. Z punktu widzenia pracodawcy inwestowanie w nowoczesne technologie jest więc nie tylko konieczne w kontekście wsparcia efektywności operacyjnej firm, ale także pomaga skutecznie przyciągać talenty, a także może wspierać zmniejszanie rotacji wśród pracowników – podkreśla ekspertka.
– Wraz z rozwojem technologii pojawiają się nowe wyzwania związane z zarządzaniem talentami. Pracodawcy coraz częściej muszą mierzyć się z rosnącymi oczekiwaniami finansowymi młodych pracowników oraz ich malejącym zaangażowaniem czy motywacją. W erze, gdy pracownicy poszukują nie tylko dobrych zarobków, ale także sensu wykonywanej pracy, możliwości rozwoju, organizacje muszą znaleźć sposób na to, aby przyciągnąć i utrzymać najlepsze talenty. Kluczowym elementem jest tworzenie kultury organizacyjnej, która będzie odpowiadała na potrzeby i wartości pracowników, oferując im możliwość realizacji celów osobistych i zawodowych – dodaje Marta Szymańska, ekspertka rynku pracy, liderka specjalizacji w Manpower.
Jakie wyzwania zauważają firmy w przypadku nowych talentów na rynku pracy?
Według analizy, największym wyzwaniem dla pracodawców są oczekiwania finansowe (42%) oraz zaangażowanie i motywacja pracowników (39%). Wysoko uplasowała się rekrutacja oraz utrzymanie talentów w firmie (32%), ale też oczekiwania pracowników dotyczące rozwoju (31%). Listę top 5 wyzwań zamyka brak umiejętności niezbędnych na danym stanowisku (30%).
Jak dodaje Justyna Mazur, młodzi pracownicy mają wysokie aspiracje i oczekiwania dotyczące pensji, jest to efekt świadomości swoich kwalifikacji, ale też rosnących kosztów życia oraz edukacji, a znalezienie kompromisu pomiędzy wysokimi oczekiwaniami młodych pracowników, a możliwościami budżetu firmowego jest sztuką w obecnych czasach. – Nie oznacza to jednak końca wyzwań, bowiem dobrze wynagradzany pracownik, nie zawsze pozostaje zaangażowany i zmotywowany. Młodsi pracownicy nieustannie szukają nie tylko możliwości rozwoju, ale i sensu w wykonywanej pracy. Brak tych elementów w życiu zawodowym prowadzi do spadku ich zaangażowania, a finalnie rozstania z firmą. Tym samym nawet najlepiej opłacani pracownicy mogą nie spełnić pokładanych w nich nadziei, dlatego tak ważne jest nie tylko zrekrutowanie właściwych osób, ale także utrzymanie ich w organizacji przez długie lata. Pracownicy chcą mieć opcje rozwoju swojej kariery, określoną ścieżkę, ale także dostęp do programów i budżetów szkoleniowych. Dynamicznie zmieniające się otoczenie biznesowe, szybkie tempo zmian technologicznych wymuszają na pracodawcach tworzenie planów reskillingu. W ten sposób pracodawcy niwelują kolejne wyzwanie, jakim jest brak umiejętności na danym stanowisku. Firmy muszą mierzyć się ze zdefiniowanymi wyzwaniami w sposób kompleksowy. Ci którzy sprostają sytuacji zyskają przewagę konkurencyjną opartą o zaangażowane oraz lojalne i zadowolone ze swojej pracy zespoły – podsumowuje ekspertka Experis.
Początek tygodnia ponownie pokazał, że na rynkach akcyjnych dominuje popyt. Indeksy SP500 oraz Nasdaq Composite osiągnęły dodatni wynik na poniedziałkowej sesji. Był to ósmy z rzędu wzrostowy dzień, co stanowi najdłuższą passę w tym roku. Z kolei ubiegły cały tydzień był najlepszym okresem dla amerykańskich akcji od listopada 2023 roku. Ostatnie dane makro z USA – inflacja oraz sprzedaż detaliczna – wzmocniły nadzieje, na „miękkie lądowanie” gospodarki Stanów Zjednoczonych. Dolar ponownie uległ deprecjacji a kurs EUR/USD urósł w okolice 1,1080 i znalazł się tym samym na najwyższym poziomie od końca grudnia 2023 roku.
Już za kilka dni rozpocznie się sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole położonym w Górach Skalistych w stanie Wyoming. W przeszłości przewodniczący Rezerwy Federalnej okazjonalnie wykorzystywali to wydarzenie do tego, aby ogłaszać kluczowe zmiany w polityce monetarnej. W tym momencie wiadomo, że Fed jest o krok od pierwszej obniżki stóp. Wszyscy jednak zastanawiają się w jakim tempie będzie postępował ten proces, szczególnie po ostatnim słabym raporcie NFP. Wydarzenie w Jackson Hole wydaje się być w tym momencie szczególnie istotne.
W centrum zainteresowania będzie opinia Powella na temat ostatniego słabego raportu z rynku pracy. Inwestorzy będą oceniać, jak mocno Fed jest zaniepokojony ostatnim wzrostem stopy bezrobocia oraz dużo niższą liczbą nowych etatów w sektorze pozarolniczym. Pytanie, na które rynek chce znać odpowiedz brzmi: w jaki sposób bank centralny radzi sobie z konfliktem między inflacją a pojawiającym się ryzykiem gospodarczym?
Rynek po ostatnich danych NFP zaczął zakładać, że ruch o 50 punktów bazowych jest wysoce prawdopodobny. Potem emocje zaczęły opadać. Na chłodno ponownie zaczęto analizować dane makro. Inflacja pokazały dalszy spadek. Szczególnie mocno spadły ceny producenckie a konsumenckie znalazły się w obrębie szerokiego konsensusu. Wciąż w USA siła konsumenta jest duża o czym świadczyły ostatnie liczby na temat sprzedaży detalicznej. Nastroje konsumentów poprawiają się. Wskaźniki aktywności dla przemysłu pogorszyły się w ostatnich tygodniach. Z kolei dla sektora usług wskazują na rozwój. Szeroki obraz koniunktury nie jest katastrofalny, widać spowolnienie, ale wygląda na to, że jest ono w pełni kontrolowane przez Fed i wywołane celowo, żeby zdusić inflację, która jeszcze niedawno była problemem numer jeden.
Wczoraj nastąpiła mocna przecena na ropie naftowej. Odmiana brent spadła o 2,5 proc. do 77,6 USD co było pokłosiem pojawienia się perspektywy udanych rozmów pokojowych na Bliskim Wschodzie oraz słabszym popytem ze strony Chin. Z kolei złoto straciło nieznacznie bo jedyne 0,2 proc. ale wciąż utrzymuje się powyżej psychologicznego poziomu 2500 USD za uncję trojańską.
Na rynku walutowym obserwowaliśmy kontynuacje osłabienia dolara amerykańskiego co przyczyniło się do zbliżenia się pary walutowej do pułapu 1,11. Kurs znalazł się najwyżej od końca grudnia 2023 roku. Dynamiczna przecena USD rozpoczęła się po ostatnim raporcie NFP, który rozczarował i podsycił spekulacje, że Fed zacznie zdecydowanie mocniej łagodzić parametry polityki monetarnej. Słabość dolara powoduje, że para USD/PLN zniżkowała do 3,85 i znalazła się najniżej od 2021 roku. Złoty w relacji do euro zachowywał się stabilnie i obecnie notowania EUR/PLN wskazują 4,2675.
Cyfrowa rewolucja oparta o rozwiązania sztucznej inteligencji dynamicznie postępuje i organizacje chętnie po nie sięgają. Według najnowszego badania Capgemini, 80% firm w ciągu ostatniego roku zwiększyło swoje inwestycje w AI, a żadna nie zadeklarowała zmniejszenia nakładów. Tak duży entuzjazm wynika z zauważalnych zysków – prawie 3 na 4 organizacje zadeklarowały, że generatywna sztuczna inteligencja pomogła zwiększyć ich przychody.
Nikt nie chce zostać w tyle
Mimo tego, że technologie związane ze sztuczną inteligencją wciąż traktowane są jako nowinki i ich rozwój jest bardzo dynamiczny, firmy chętnie podejmują ryzyko i adaptują je w swoich środowiskach. W skali rok do roku, aż trzykrotnie wzrosła liczba organizacji, które wdrożyły rozwiązania AI przynajmniej do części swoich operacji – z 6% w 2023 do 18% w 2024 roku. Pojawiła się także nowa kategoria organizacji – takie, które zaadoptowały rozwiązania generatywnej sztucznej inteligencji w większości swoich operacji. Takich firm jest obecnie już 6%.
– Przewaga konkurencyjna, jaką daje wykorzystywanie sztucznej inteligencji to fakt, dlatego firmy nie mogą sobie pozwolić na lekceważenie jej potencjału. Mało tego, skala możliwości, które dają poszczególne narzędzia jest tak szeroka, że rynek obecnie wręcz wymusza korzystanie z AI. W przypadku braku adaptacji tej technologii, firmie grozi spadek konkurencyjności, który wynika z poziomu wydajności pracy i innowacyjności. Nasz raport pokazał, że w tej kwestii panuje pełna świadomość – aż 80% firm planuje zwiększyć swoje inwestycje w obszarze AI. Pracownicy również zachęcani są do eksplorowania tego tematu – jedynie 3% firm całkowicie zabroniło korzystania z narzędzi sztucznej inteligencji w pracy. To najlepszy dowód na to, jak duże nadzieje pokładane są w tej technologii – komentuje Kaja Robaszyńska, Transformation and Automation Manager w Capgemini.
Wydajność, innowacyjność, zysk
Branżą, która na największą skalę zaadaptowała rozwiązania AI jest handel detaliczny. Obecnie, już 40% firm z tego obszaru zadeklarowało, że wykorzystuje generatywną sztuczną inteligencję do części lub większości operacji. Rok wcześniej było to zaledwie 18%. Skąd tak duża skala wdrożeń? Wynika to z obecnego poziomu zaawansowania dostępnych rozwiązań np. w postaci chatbotów czy wirtualnych asystentów. Już 27% firm zajmujących się handlem detalicznym postawiło na optymalizację obsługi klienta w czasie rzeczywistym za pomocą chatbotów. Rok temu było to 7%.
Badane organizacje ze wszystkich branż, wdrażając rozwiązania sztucznej inteligencji deklarowały w ciągu ostatniego roku realne zyski w kilku najważniejszych obszarach:
Wzrost produktywności
Zwiększenie zaangażowania i satysfakcji klientów
Zwiększenie wydajności operacyjnej
Wzrosty w sprzedaży
Mniejsze koszty
Argumenty finansowe najlepiej działają na wyobraźnię, a osiągnięte zyski zwiększają zaufanie do technologii opartych na generatywnej sztucznej inteligencji. Obecnie już blisko ¾ firm zgadza się ze stwierdzeniem, że wdrożenie AI prowadzi do zwiększenia zysków i innowacyjności firmy.
Kolejny krok
Następnym etapem rozwoju technologii generatywnej sztucznej inteligencji jest przekształcenie obecnie funkcjonujących rozwiązań w kompleksowe, autonomiczne narzędzia funkcjonujące w dużej skali. W zamyśle, ingerencja człowieka w ich działanie ma być ograniczona do minimum. W tego typu technologii organizacje pokładają największe nadzieje i widzą potencjał do dalszego wzrostu produktywności poprzez wejście na nowy poziom automatyzacji prostych zadań. Cel to większe skupienie na bardziej istotnych z punktu widzenia biznesu operacjach.
Ubiegły tydzień był wyjątkowo udany dla złotego. Z kolei początek obecnego, przez brak wyraźnych impulsów, zwiększa szansę na korektę. W nadchodzących dniach w centrum uwagi pozostanie bez wątpienia sympozjum w Jackson Hole.
Złamane wsparcie
W poprzednich dniach po raz kolejny w tym roku złoty sprowadził kursy głównych walut do istotnych dolnych ograniczeń na wykresach. Na parze EURPLN już czwarty raz testujemy pułap 4,25 zł, który jest szczególnie istotny ze względu na przebiegającą w jego okolicach linię długoterminowego trendu wzrostowego. Przełamanie tego pułapu byłoby kluczowe dla przyszłych wycen złotego. Do tego jednak jeszcze nie doszło. Co innego względem dolara, gdzie w piątek udało się w końcu wyłamać tegoroczną konsolidację między 3,90 zł a 4,10 zł. Co więcej, dzisiaj dostajemy potwierdzenie tego ruchu, nad ranem udało się nawet zejść do poziomu 3,857 zł, co oznacza najtańszego dolara od 2021 roku. Kolejne sensowne wsparcie znajduje się naście groszy niżej, co może sugerować, że obecny ruch ma jeszcze sporo miejsca, by się rozwijać. Pewne odreagowanie obserwujemy za to na franku szwajcarskim. Ten w ciągu ostatnich dwóch tygodni stracił blisko 20 groszy, dlatego korekta jest już mocno wyczekiwana. Dziś kurs CHFPLN rośnie o blisko 1,5 grosza do 4,475 zł.
Kalendarz na jałowym biegu
Potencjalnej korekcie pomaga leniwy poniedziałek, bez żadnych sensownych impulsów. Dodatkowo w weekend nie doszło do przełomu wokół głównych ryzyk geopolitycznych, co też pomaga studzić emocje. Sytuacja ta nie potrwa jednak zbyt długo. Już jutro zaczniemy się powoli rozkręcać. Decyzja Banku Ludowego Chin w sprawie stóp procentowych może stać się kolejnym pretekstem do troski o tamtejszą gospodarkę, którą ostatnio ciężko uznać za siłę napędową globalnej ekonomii. Do tego dojdą też decyzje trochę mniej znaczących banków centralnych w Turcji czy Szwecji. W środę na tapet weźmiemy naszą gospodarkę, z odczytami na temat cen produkcji, produkcji przemysłowej i przeciętnego wynagrodzenia. Ten ostatni wskaźnik zapowiada się wyjątkowo ciekawie, zwłaszcza że analitycy wciąż spodziewają się utrzymania dwucyfrowego tempa wzrostu. Czwartek z kolei to dzień z odczytami PMI, które od czasu do czasu lubią zakręcić rynkiem. W piątek na pewno warto zwrócić uwagę na inflację z Japonii, gdzie spodziewane jest kolejne podbicie w górę.
Welcome to Jackson Hole
Od czwartku jednak większość uwagi inwestorów będzie się ogniskować na amerykańskim Jackson Hole, gdzie odbędzie się coroczne sympozjum bankierów centralnych. Jak za każdym razem, tak i teraz wszyscy wiele sobie obiecują. Choć liczba spodziewanych prelegentów może robić wrażenie, to i tak pozostaną oni w cieniu Jerome Powella i jego piątkowego wystąpienia. Analitycy spodziewają się jasnych deklaracji co do przyszłej polityki pieniężnej. Patrząc jednak na wcześniejsze wystąpienia oraz ogólny sposób komunikowania się szefa FEDu, wydaje się, że te oczekiwania, delikatnie mówiąc, ocierają się o naiwność. Myślę, że faktycznie dostaniemy wskazówki co do wrześniowego posiedzenia FOMC z sugestiami, że podwójne cięcie jest mało prawdopodobne. Spodziewam się jednak rozwodnienia założeń co do zakresu obniżek stóp do końca roku. Obecnie rynek zakłada poczwórne cięcie stóp. Podejrzewam za to, że Powell może być bardziej otwarty w komunikacji na temat potencjalnego lądowania amerykańskiej gospodarki, co już samo w sobie da paliwo do wielu spekulacji na rynku walutowym.
Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl
Piątek przyniósł nam kolejną ucieczkę kapitału zza oceanu, którą wykorzystał złoty. Zyskało również złoto, które ustanowiło kolejny rekord cenowy wszechczasów.
Inflacja bazowa powyżej oczekiwań
W piątek poznaliśmy dane na temat inflacji bazowej w Polsce. Ceny, po odjęciu wartości żywności i energii, bo tak działa inflacja bazowa, rosną o 3,8% w skali roku. To oczywiście mniej niż inflacja konsumencka, ale nie ma w tym nic zadziwiającego. Ostatni wzrost inflacji konsumenckiej był przecież w dużej części wywołany zwiększeniem kosztów energii. Niepokojące jest natomiast to, że inflacja bazowa wzrosła w lipcu mocniej niż sądzili analitycy. Co prawda nadal NBP deklaruje brak szans na obniżki stóp procentowych w tym roku, ale rozwój sytuacji zarówno w kraju, jak i za granicą coraz bardziej uwiarygadnia ten scenariusz. W rezultacie rosnąca inflacja jest czynnikiem umacniającym złotego względem głównych walut. To właśnie świadkami tego ruchu byliśmy w piątkowy wieczór.
Dolar znów traci
Piątkowe odczyty zaczęły się słabo dla amerykańskiej waluty. Najpierw dane z rynku nieruchomości okazały się wyraźnie niższe od oczekiwań, szczególnie w ramach rozpoczętych budów domów. Potem jednak lepiej od prognoz wypadł Indeks Uniwersytetu Michigan, ale rynek już był w nastroju do odwrotu. Na koniec dnia mieliśmy kolejny spadek liczby wież wiertniczych w USA. Z jednej strony jest to typowy odczyt dla rynku ropy, ale warto zwrócić uwagę, że spadająca liczba odwiertów to jednak zapowiedź mniejszego zapotrzebowania na surowiec. Jest to zatem sygnał oczekiwanej recesji, a to uzasadnia przecenę amerykańskiej waluty.
Rekord wszechczasów cen złota
W piątek ceny złota znów wystrzeliły w górę. Cena złotego kruszcu osiągnęła 2548 dolarów za uncję. Jest to wynik o ponad 25 dolarów lepszy od poprzedniego rekordu. Powody wzrostów są jasne, tylko analitycy bardziej w nie uwierzyli. Z jednej strony jest to cięcie stóp procentowych w USA, a w rezultacie niższe stopy zwrotów z inwestycji opartych o stopę procentową lub zależnych od niej. Z drugiej strony mamy jeszcze napięcia na Bliskim Wschodzie, czyli temat aktualny od wielu miesięcy. Jednakże ostatnie zagęszczenie wydarzeń – możliwe włączenie się Iranu i dalsze działania Izraela w Strefie Gazy, które nawet jego zwolennikom trudno jest uzasadniać – powodują, że inwestorzy coraz chętniej patrzą na złoto.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Na Wall Street w piątek dominowała konsolidacja głównych indeksów giełdowych. Nasdaq Composite, Sp500 oraz Dow Jones urosły o 0,2 proc.. Kurs EUR/USD zdołał ponownie wyjść powyżej poziom 1,10 i osiągnął pułap 1,1050 – najwyższy od początku roku. Historyczne rekordy wyznacza złoto przebijając okrągły pułap 2500 USD za uncję trojańską. W piątek otrzymaliśmy mieszane dane z amerykańskiej gospodarki. Złoty względem USD jest najsilniejszy od września 2021 roku.
Wszystkie trzy główne amerykańskie indeksy nieznacznie wzrosły (o 0,2 proc.), a akcje z USA odnotowały najlepszy tydzień od listopada 2023 roku. Nastąpiło to po spadkach na giełdzie na początku tego miesiąca, które były spowodowane słabszymi niż oczekiwano danymi o zatrudnieniu w USA i wzbudziły obawy, że Fed zbyt długo czekał z rozpoczęciem obniżania stóp procentowych co mogłoby skutkować mocniejszym spowolnieniem gospodarczym. Zeszłotygodniowe dane pokazały niższą inflację i wyższą niż oczekiwano sprzedaż detaliczną, co rozbudziło nadzieje, że Rezerwa Federalna będzie w stanie osiągnąć „miękkie lądowanie”. Rentowności amerykańskich obligacji skarbowych i dolar amerykański spadły w ubiegły piątek i w całym tygodniu.
Przed weekendem inwestorzy otrzymali komentarze od prezesa Fed z Chicago. Austan Goolsbee przyznał, że gospodarka USA nie wykazuje oznak przegrzania, a decydenci amerykańskiego banku centralnego powinni wykazać się dużą ostrożnością z utrzymywaniem polityki monetarnej na restrykcyjnym poziomie. Wcześniej z ust tego bankier padło stwierdzenie o jego coraz większych obawach związanych z rynkiem pracy, które dominują nad tymi dotyczącymi inflacji.
W tym tygodniu rynkowa uwaga skupi się na sympozjum w Jackson Hole, które zaplanowane jest na okres od 22 do 24 sierpnia. Kluczowe będzie wystąpienie przewodniczącego Fed w piątkowy poranek. Inwestorzy oczekują zaktualizowanej oceny amerykańskiej gospodarki oraz najnowszych perspektyw dla polityki pieniężnej przed wrześniowym posiedzeniem FOMC.
W ostatnim czasie wycena rynkowa dotycząca obniżki stóp procentowych w USA w przyszłym miesiącu o 50 punktów bazowych zmniejszyła się i obecnie prawdopodobieństwo takiego ruchu jest na poziomie ok 30 proc. Rynek w pełni wycenił już ruch o połowę mniejszy. Przypomnijmy, że po ostatnim słabym raporcie NFP oraz mocnej przecenie w „czarny poniedziałek” 5 sierpnia, kontrakty futures wskazywały, że jest niemalże pewne, że Fed dokona głębszego cięcia. Teraz rynek już w to zaczyna powątpiewać.
Piątkowe dane z USA pokazały wzrost indeksu nastrojów konsumentów Uniwersytetu Michigan do poziomu 67,8 pkt. z 66,4 poprzednio. Oczekiwania inflacyjne zarówno te krótkoterminowe jak i długoterminowe okazały się takie same jak w lipcu. Z kolei dane z rynku nieruchomości rozczarowały. Liczba rozpoczętych budów domów w lipcu spadła o 6,8 proc. m/m do 1,24 mln a pozwolenia na budowę w lipcu zostały zredukowane o 4 proc. m/m do 1,40 mln.
Właściciele mieszkań na własnej skórze odczuli wyhamowanie popytu na rynku. Wydłużenie czasu sprzedaży w 2024 r. potwierdziła większość obsługujących ich pośredników, którzy wzięli udział w badaniu Nieruchomosci-online.pl. W przypadku mieszkań większych niż kawalerki takie doświadczenia miało 69 proc. ankietowanych.
Jak zmienił się czas życia oferty mieszkania na sprzedaż w 2024 r. w porównaniu z 2023 r.? Takie pytanie zadał pośrednikom z całej Polski portal Nieruchomosci-online.pl.
W przypadku kawalerek najwięcej respondentów odpowiedziało, że znalezienie kupca trwa obecnie dłużej – takiego zdania jest 45 proc. ankietowanych. 38 proc. z nich twierdzi z kolei, że nie zaszła tu większa zmiana. Wydłużenie czasu sprzedaży częściej odczuwalne jest jednak w przypadku większych mieszkań – takie doświadczenia ma 69 proc. pośredników. 20 proc. nie widzi natomiast różnicy. Grono agentów, którzy odczuli, że oferty kawalerek czy większych mieszkań znikają teraz z oferty szybciej niż w ubiegłym roku, jest niewielkie.
Z badania przeprowadzonego przez Nieruchomosci-online.pl wynika, że kawalerki najczęściej sprzedają się w czasie od 1 do 3 miesięcy (tak mówi 49 proc. ankietowanych pośredników) oraz od 3 do 6 miesięcy (26 proc.). Większe mieszkania natomiast w czasie od 3 do 6 miesięcy (50 proc.). W tym przypadku rzadziej wskazywano na czas transakcji wynoszący od 1 do 3 miesięcy (31 proc.).
Nie ma programu wsparcia, nie ma tłumu chętnych
– Osoby planujące sprzedaż mieszkania powinny liczyć się z tym, że może to być bardziej czasochłonne niż w 2023 r. W ubiegłym roku wiele nieruchomości schodziło na pniu, oferty potrafiły znikać dosłownie w kilka dni od publikacji, a powodem tego był m.in. popyt nakręcony przez Bezpieczny Kredyt 2 proc. – mówi Rafał Bieńkowski z Nieruchomosci-online.pl.
– Z perspektywy sprzedającego 2023 r. był bardzo dobrym czasem, ale z perspektywy kupującego już nie. Osoba poszukująca, przy wąskiej ofercie, nie miała czasu na zastanowienie się: albo kupowała niemal od razu, albo nie. W konsekwencji wielu ludzi nabywało mieszkania niespełniające do końca ich potrzeb. W 2024 r. sytuacja się odwróciła, m.in. dlatego, że nie ma sterydu w postaci rządowego programu wsparcia. W konsekwencji sprzedający muszą bardziej walczyć o klienta, a kupujący zyskali więcej czasu na dokonanie trafnego wyboru – dodaje Bieńkowski.
Brak programu wsparcia połączony z utrzymującymi się wysokimi cenami mieszkań i coraz większą konkurencją ofert (liczba ogłoszeń systematycznie rośnie od początku roku) sprawiły, że popyt na mieszkania wyhamował. Potwierdzają to też informacje płynące z rynku kredytowego.
Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej, w lipcu 2024 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 30,6 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 43,4 tys. rok wcześniej. Tak jak się spodziewano, popyt na kredyty spadł po zakończeniu przyjmowania wniosków w ramach BK2%. – Pomimo obaw zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi nie spadło jednak do poziomu sprzed uruchomienia programu i obecnie jest ono o około 1/3 niższe niż w lipcu zeszłego roku – informuje BIK.
Sprzedaż domu często zajmuje nawet rok
W przypadku domów jednorodzinnych najwięcej agentów nieruchomości odpowiedziało, że znalezienie nabywcy trwa dłużej niż w 2023 r. – takiego zdania jest 57 proc. ankietowanych. 32 proc. uważa, że nie zaszła tu zmiana, a 11 proc., że ogłoszenia znikają z oferty nawet szybciej.
Z badania nastrojów Nieruchomosci-online.pl wynika, że domy najczęściej sprzedają się w czasie od 6 miesięcy do 1 roku (tak potwierdza 45 proc. ankietowanych) oraz od 3 do 6 miesięcy (27 proc.). Transakcje powyżej roku wskazało z kolei 20 proc. pośredników.
W kategorii działek budowlanych też przeważały opinie o wydłużeniu się czasu sprzedaży, ale już nie tak wyraźnie: 48 proc. osób odczuło wydłużenie czasu, 40 proc. utrzymanie czasu, a 12 proc. jego skrócenie. Sprzedaż gruntu zajmuje najczęściej od 6 miesięcy do 1 roku (42 proc. ankietowanych) oraz od 3 do 6 miesięcy (32 proc.).
Podczas kompletowania wrześniowej wyprawki, polscy rodzice coraz częściej biorą pod uwagę gust dziecka – deklaruje tak ponad 64 proc. osób przepytanych w ramach cyklicznego badania Barometr Providenta. Cena jest dla nich równie ważna, co odzwierciedla przeciętna kwota przeznaczana na wyprawkę dla jednej pociechy – o 146 zł niższa niż w ubiegłym roku.
W związku z powrotem dzieci do szkoły, w tym roku po raz pierwszy zapytaliśmy także o zjawisko hejtu – ponad 85 proc. osób zgadza się ze stwierdzeniem, że hejt jest poważnym problemem w polskich szkołach.
Wyniki Barometru Providenta pokazują, że aż dwóch na trzech Polaków pokryje koszty wyprawki szkolnej z bieżących dochodów. Ten sposób finansowania nieznacznie częściej deklarują mężczyźni (69,7 proc. vs. 64,7 proc. kobiet). Niecałe 40 proc. skorzysta z dostępnych programów socjalnych, a więcej niż co piąty badany (22,6 proc.) sięgnie do oszczędności. W tym roku niemal całkowicie rezygnujemy natomiast z pożyczania – zaledwie 1,1 proc. skorzysta z oferty instytucji finansowej, a 0,2 proc. z pomocy rodziny.
– Jak wynika z nowej edycji Barometru Providenta, ponad połowa wszystkich rodziców, a także aż dwie trzecie opiekunów w wieku od 25 do 34 lat, kompletuje wyprawkę systematycznie przez całe wakacje, co umożliwia rozłożenie kosztów tego wydatku na kilka miesięcy – to rozsądne podejście, które mniej obciąża nasze domowe budżety – mówi Karolina Łuczak, Rzeczniczka Prasowa Provident Polska. – Niecałe 38 proc. wszystkich badanych poświęca w tym celu kilka ostatnich dni wakacji. W tej kategorii wyróżniają się najmłodsi – 80,4 proc. z nich czeka z zakupami do ostatniej chwili. Zaledwie 2 proc. robi to ostatniego dnia przed rozpoczęciem roku szkolnego, a 6 proc. kompletuje wyprawkę jeszcze podczas pierwszych dni szkoły – dodaje.
Na wyprawkę wydamy mniej niż w zeszłym roku
Powrót jednego ucznia do szkoły będzie kosztował rodziców średnio 656,62 zł. Najwyższe wydatki deklarują mieszkańcy województwa warmińsko-mazurskiego – 1269,97 zł, a także łódzkiego – 918,85 zł. Z kolei najniższe odnotowano w zachodniopomorskim – 457,28 zł oraz świętokrzyskim – 495,90 zł.
– Można powiedzieć, że koszty wyprawki się stabilizują – w zeszłorocznym badaniu odnotowaliśmy rekordowe 802 zł, jednak w latach 2020-2022 suma ta oscylowała w granicach 330-350 zł. Obecnie, ze względu na rosnące koszty życia, taki budżet jest trudniejszy do zachowania – tylko co piąty ankietowany wyda maksymalnie 300 zł – zauważa Karolina Łuczak. – W tym roku, 40 proc. Polaków kompletujących wyprawkę szkolną chce zmieścić się w kwocie między 301 a 500 zł, a 27,3 proc. przeznaczy od 501 do 1000 zł. Jedynie 1 na 10 osób planuje wydatek powyżej 1000 zł – mówi Rzeczniczka Provident Polska.
Niezmiennie, największym obciążeniem finansowym dla rodziców są podręczniki – tą odpowiedź wskazało 37,9 proc. wszystkich badanych i ponad połowa osób w wieku 45-54 lat. Dla co czwartego ankietowanego najbardziej kosztowne są natomiast nowe ubrania dla dzieci, a dla niecałych 20 proc. sprzęt elektroniczny. Plecak to główny wydatek dla co dziesiątej osoby.
Wyprawka pachnąca nowością
Według tegorocznego Barometru Providenta, zaledwie 4,3 proc. rodziców decyduje się na zakup tak wielu używanych elementów wyprawki jak to możliwe. Wybór aż 64,1 proc. opiekunów pada wyłącznie na nowe produkty, a 31,6 proc. kupuje rzeczy częściowo nowe i używane. Mężczyźni zdecydowanie preferują nowe przedmioty (70,4 proc. vs. 59,4 proc. kobiet), a kobiety częściej stawiają na równowagę nowych i używanych przyborów szkolnych (35,4 proc. vs. 26,5 proc. mężczyzn).
Podczas kompletowania szkolnej wyprawki, dla rodziców najważniejszy jest gust dziecka – wyszczególniło tak 64,4 proc. z nich. Cena, wskazana przez 63,4 proc. badanych, ma tylko niewiele mniejsze znaczenie. Funkcjonalność to główne kryterium dla 56,5 proc. osób, a 31 proc. najbardziej zależy na walorach edukacyjnych wyprawki. Moda liczy się dla 9 proc. ankietowanych.
Przy okazji powrotu do szkoły warto rozmawiać o edukacji finansowej
– Powrót do szkoły to idealny moment, żeby poruszyć temat edukacji finansowej, która wprowadzona już na wczesnym etapie kształcenia, mogłaby znacząco przyczynić się do zwiększenia świadomości Polaków podczas korzystania z usług finansowych, a także pomóc w zarządzaniu domowym budżetem i planowaniu większych wydatków, takich jak wrześniowa wyprawka – zauważa Karolina Łuczak.
Jak wynika z badania Financial Wellbeing, wykonanego przez Kantar na zlecenie IPF Group, właściciela Provident Polska, większość Polaków uważa, że zagadnienia związane z finansami powinny być poruszane już w szkole. Niemal 60 proc. respondentów jest zdania, że nauka na temat finansów powinna być obowiązkowa nawet w podstawówce, a o wprowadzeniu edukacji finansowej do szkół ponadpodstawowych pozytywnie wypowiada się niemal 75 proc. badanych.
Świadomość hejtu w szkole
Aż 85,7 proc. osób przepytanych w ramach najnowszej edycji Barometru Providenta zgadza się ze stwierdzeniem, że zjawisko hejtu jest poważnym problemem w polskich szkołach, a ponad połowa w sposób zdecydowany. Jedynie 2,7 proc. Polaków nie zauważyło tego problemu.
– W tym roku po raz pierwszy zapytaliśmy w naszym cyklicznym Barometrze o zjawisko hejtu. Wyniki dają do myślenia – dziecko co piątego rodzica doświadczyło hejtu w szkole, a nawet 15 proc. opiekunów nie wie, czy taka sytuacja miała miejsce – mówi Karolina Łuczak, Rzecznika Prasowa Provident Polska.
O badaniu Barometr Providenta:
Barometr Providenta to cykliczne badanie Polaków, które pozwala na lepsze rozumienie zachowań i decyzji finansowych konsumentów. Badanie zostało zrealizowane przez Danae sp. z o.o. metodą CAWI na próbie N=1000 dorosłych Polaków, w lipcu 2024 r.
24 proc. Ukraińców pracujących i mieszkających w Polsce razem z dziećmi w wieku objętym obowiązkiem szkolnym (7-17 lat) deklaruje, że nie wysyła ich do Polskiej szkoły, wynika z badania przeprowadzonego przez Grupę Progres. Większość – 76 proc. – przyznaje, że korzysta z polskiego systemu edukacji, ale co trzeci rodzic (33 proc.) rozważa jedynie naukę zdalną w placówce w Ukrainie. Zresztą wielu już tak robi, 34 proc. rodziców przyznaje, że ich dzieci uczą się równolegle – uczęszczają do polskiej szkoły, a jednocześnie na zajęcia online prowadzone przez ukraińskie placówki. Dla 67 proc. badanych utrata świdczeń w momencie, gdy ich dziecko nie będzie uczyło się w polskiej szkole, jest istotnym argumentem za korzystaniem z polskiego systemu edukacji, a nie nauki zdalnej w ukraińskiej szkole.
Od 1 września zmieniają się przepisy dotyczące prawa do świadczeń rodzinnych dla ukraińskich rodziców. Aby je otrzymać, dziecko będzie musiało uczęszczać do polskiej szkoły. Wcześniej krajowe władze pozwalały na wybór – uczniowie mogli kontynuować naukę jedynie w ukraińskim systemie edukacyjnym, uczestnicząc w zajęciach zdalnych, bez utraty świadczeń. Nowelizacja prawa zmusza jednak rodziców do zapisania dzieci do polskich placówek edukacyjnych, jeśli chcą nadal korzystać z finansowego wsparcia oferowanego przez polski rząd. Dla sporej części rodziców z Ukrainy pracujących w Polsce (67 proc. badanych) utrata świadczeń to ważny powód, który motywuje ich do posyłania swoich dzieci do placówek oświatowych nad Wisłą. Szczególnie, że dotychczas wielu z nich korzystało z różnych form wsparcia oferowanych przez Polskę. Na koniec listopada ubiegłego roku uchodźcy pobierali świadczenia 500+ na 328 tys. dzieci. Na 12 tys. dzieci pobrano świadczenia w ramach Rodzinnego Kapitału Opiekuńczego, a na 141 tys. dzieci – świadczenie 300+. Z kolei na 35 tys. dzieci pobierane były zasiłki rodzinne, a ponad milion osób otrzymało również specjalne świadczenie 300 zł na start.
– Polska stała się schronieniem dla tysięcy ukraińskich rodzin, które uciekły przed konfliktem zbrojnym. Część zaczęła prowadzić tu „normalne” życie – rodzicie podjęli pracę, a ich dzieci uczęszczają do szkół nad Wisłą. Jednak ich edukacja nie jest prosta i rodzi wiele dylematów, szczególnie przed zbliżającym się początkiem roku szkolnego – mówi Andrzej Vilk, kierownik działu legalizacji zatrudnienia w Grupie Progres.
Jak wynika z badania Grupy Progres, co czwarty rodzic (24 proc.) przyznaje, że jego rodzina nie korzysta z krajowej oświaty, mimo że jej najmłodsi członkowie są w wieku objętym obowiązkiem szkolnym (7-17 lat). Najczęściej (73 proc. badanych) do polskich placówek nie chodzą dzieci rodziców, którzy nie planują wiązać się z naszym krajem na dłużej i w przyszłości chcą z niego wyjechać lub nie wiedzą jeszcze, co zrobią (12 proc. badanych). Jedynie 15 proc. nieposyłających młodych osób do polskich szkół to rodzice, którzy chcą mieszkać w naszym kraju.
Rodzice z Ukrainy mają też podzielone zdania na temat naszego systemu edukacji. 41 proc. uważa, że polskie szkoły są dobrze dostosowane do potrzeb ich dzieci, 23 proc. jest przeciwnego zdania, a 36 proc. nie ma wyrobionej opinii. W grupie niezadowolonych są najczęściej rodzicie dzieci uczęszczających do szkół podstawowych (28 proc. twierdzi, że polski system edukacji nie jest dostosowany do nauki młodych osób z Ukrainy), 59 proc. jest zadowolonych z poziomu i programu kształcenia, a 13 proc. nie ma zdania.
W przypadku rodziców przedszkolaków 20 proc. z nich mówi o nieprzystosowaniu placówek w Polsce, 48 proc. twierdzi, że są one dobrze przygotowane na przyjęcie uczniów ze Wschodu, a aż 32 proc. odpowiada, że nie wie, jak jest. Najlpszą opinię o polskim systemie edukacji mają rodzice młodzieży ze szkół średnich – 71 proc. z nich uważa, że ich dzieci są dobrze kształcone w krajowych placówkach.
– Z naszego badania wynika, że obecnie 34 proc. rodziców z Ukrainy pracujących w Polsce przyznaje, że posyła swoje dzieci do polskiej placówki i dba o to, by równolegle uczyły się one zdalnie w ukraińskiej szkole. To dość duże wyzwanie dla najmłodszych i z czasem rodzice zaczną wybierać jeden tok nauczania swoich dzieci – mówi Andrzej Vilk, kierownik działu legalizacji zatrudnienia w Grupie Progres. – Decyzja, czy będzie to polska, czy ukraińska szkoła, zostanie uzależniona od planów życiowych danej rodziny, ale też od świadczeń, które może ona stracić, jeśli zrezygnuje z krajowego systemu oświaty. Dla wielu Ukraińców to istotny argument za tym, by jednak tego nie robić – dodaje.
Badani sygnalizowali też, że dużym problemem dla ich dzieci jest szybkie przestawienie się na język polski. Ułatwiają to dodatkowe zajęcia dla obcokrajowców dające dużą szansę na sprawną integrację dzieci uchodźców z ich nowymi kolegami. Trudności stanowi też różnica w programach nauczania ukraińskich szkół z ich polskimi odpowiednikami. Na szczęście obecnie dużo prościej jest wspomniane różnice pogodzić. Brakuje im również wsparcia integracyjnego. Choć niektóre szkoły oferują programy integracyjne, rodzice uważają, że wsparcie nie zawsze jest wystarczające. Dzieci z Ukrainy często czują się wyobcowane, co może negatywnie wpływać na ich zdolność do nauki i ogólne samopoczucie w szkole. W niektórych przypadkach brakuje też nauczycieli i specjalistów np. psychologów, którzy mogliby skutecznie pomagać uczniom z trudnościami adaptacyjnymi.
***
Badanie Grupy Progres „Ukriańcy o życiu w Polsce” zostało zrealizowane w dniach 22 lipca – 4 sierpnia 2024 r. na reprezentatywnej grupie N=1000. Respondentami byli pełnoletni Ukraińcy (kobiety i mężczyźni) aktywni zawodowo i mieszkający w Polsce razem ze swoimi dziećmi. W ramach badania ilościowego posłużono się ankietą internetową (CAWI) oraz badaniem DAR.
Łukasz Robert Włodarczyk – współzałożyciel spółki Silk Road Games, europejskiego dystrybutora gier na licencjonowanym rynku chińskim, objął stanowisko członka zarządu w Big Cheese Studio. Na początku sierpnia SRG nabyła ponad 41 proc. akcji łódzkiego studia, które odpowiada za sukces sprzedażowego hitu – Cooking Simulator. W dalszych krokach planowane są zmiany w radzie nadzorczej oraz zarządzie BCS.
W trakcie swojej kariery zawodowej Łukasz Robert Włodarczyk zdobył szerokie doświadczenie związane z rynkiem finansowym. Pracował m.in. przy transakcjach private equity w Advent International (2010-2011) oraz Mid Europa Partners (2011-2017). Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej (SGH) w Warszawie.
– Dostrzegam duży potencjał w Big Cheese Studio. Jestem przekonany, że przed tą spółką wiele sukcesów i cieszę się, że będę mógł ją wspierać w dążeniu do ich realizacji. Wierzę, że nasza współpraca z zespołem i moje doświadczenie przyczynią się do dalszego wzmacniania pozycji firmy na konkurencyjnym rynku gamedev – mówi Łukasz Robert Włodarczyk, członek zarządu w Big Cheese Studio i współzałożyciel Silk Road Games. – Po uporządkowaniu procesów w spółce, ułożeniu niektórych z nich na nowo, planujemy zmiany w radzie nadzorczej, w której pojawi się wiele znanych nazwisk z branży growej. Widzimy sporo szans dla BCS i chcemy je maksymalnie wykorzystać – dodaje Łukasz Robert Włodarczyk.
Łukasz Robert Włodarczyk doświadczenie związane z rynkiem gamedev zdobył m.in. jako współzałożyciel Silk Road Games. Model biznesowy spółki polega na wprowadzaniu wysokiej jakości gier na rynek chiński poprzez przeprowadzenie procedury dostosowania tytułu do wymagań regulatora chińskiego. Jako członek zarządu w Big Cheese Studio Łukasz Robert Włodarczyk zajmie się zarządzaniem finansami firmy oraz sprawowaniem nadzoru nad jej strategią, w tym potencjalnie projektami M&A.
– Mamy pomysł na rozwój gry Cooking Simulator i jej komercjalizację na dobrych warunkach. Planujemy DLC oraz udostępnienie tytułu w wersji mobilnej. Duże nadzieje wiążemy też ze wznowieniem prac nad drugą odsłoną gry. A to dopiero początek – dodaje Łukasz Robert Włodarczyk.
Od 2015 roku Łukasz Robert Włodarczyk jest aktywnym inwestorem (m.in. w Clochee – jedna z wiodących polskich marek w segmencie kosmetyków naturalnych i w Stella Nutrition – producent suplementów diety i wyrobów medycznych). Od 2017 roku jest aktywny w obszarze niezależnego doradztwa M&A. Na koncie ma kilka transakcji zakończonych sukcesem w tym m.in. sprzedaż SolidBrain (outsourcing IT) do IT Kontrakt czy sprzedaż MML (klinika laryngologiczna) do Medicover.
Polski sektor medyczny przeżywa obecnie dynamiczny rozwój, a jednym z najbardziej obiecujących graczy na rynku jest Advanced Medical Equipment S.A. (AME). Start-up ten, z siedzibą w Polsce, jest twórcą rewolucyjnego urządzenia Diabetomat, które ma szansę stać się przełomem w diagnostyce cukrzycy. Już niedługo AME planuje debiut na rynku NewConnect, co może być kluczowym krokiem w jego globalnej ekspansji.
Cukrzyca, nazywana „epidemią XXI wieku”, dotyka miliony ludzi na całym świecie, a obecne metody monitorowania poziomu glukozy we krwi są nie tylko inwazyjne, ale również uciążliwe dla pacjentów. Diabetomat, opracowany przez AME, ma zmienić tę sytuację. Urządzenie, które swoim wyglądem przypomina telefon komórkowy, pozwala na bezinwazyjne badanie poziomu cukru we krwi, co stanowi ogromny krok naprzód w opiece nad diabetykami.
Diabetomat
Wprowadzenie Diabetomatu na rynek może znacząco podnieść jakość życia pacjentów, zwłaszcza dzieci i osób starszych, które często mają trudności z codziennym stosowaniem tradycyjnych metod pomiaru. Urządzenie ma potencjał, by stać się standardem nie tylko w domach, ale także w szpitalach, szkołach i domach opieki.
Strategia finansowania i plan debiutu
Advanced Medical Equipment S.A. z powodzeniem przeprowadziło trzy rundy finansowania, które przyniosły spółce ponad 3 miliony złotych. Dzięki temu firma jest już wyceniana na ponad 42 miliony złotych, co stanowi solidną podstawę do dalszego rozwoju. Uzyskane środki zostaną przeznaczone na certyfikację medyczną Diabetomatu oraz przygotowanie do produkcji seryjnej.
Debiut na rynku NewConnect, planowany na wrzesień 2024 roku, ma umożliwić firmie pozyskanie kolejnych funduszy i zwiększenie rozpoznawalności na rynku kapitałowym. Prof. Artur Rydosz, prezes AME, podkreśla, że zainteresowanie inwestorów projektem jest duże, co wróży spółce świetlaną przyszłość na giełdzie.
Konkurencja i potencjał rynku
Rynek glukometrów, na którym działa AME, jest jednym z najszybciej rozwijających się sektorów medycznych. Szacuje się, że globalna wartość tego rynku przekroczy 15 miliardów dolarów w ciągu najbliższych pięciu lat. W obliczu rosnącej liczby zachorowań na cukrzycę, potrzeba innowacyjnych rozwiązań staje się coraz bardziej paląca.
Choć na rynku działa już kilka firm opracowujących podobne urządzenia, takich jak niemiecki DiaMonTech czy duński RSP Systems, Diabetomat ma wyróżniać się na tle konkurencji swoją łatwością obsługi i przystępnością cenową. Kluczową przewagą AME może okazać się również unikatowe oprogramowanie, które sprawi, że Diabetomat stanie się powszechnie dostępnym narzędziem diagnostycznym.
Mimo ogromnego potencjału, przed AME stoją liczne wyzwania. Certyfikacja medyczna, produkcja na dużą skalę oraz walka o pozycję na globalnym rynku wymagają nie tylko znacznych nakładów finansowych, ale także czasu i determinacji. Jednak, jeśli spółce uda się zrealizować swoje ambitne plany, Diabetomat może stać się jednym z najbardziej innowacyjnych produktów medycznych XXI wieku.
Advanced Medical Equipment S.A. znajduje się na rozdrożu – z jednej strony ma szansę na globalny sukces, z drugiej musi stawić czoła silnej konkurencji i skomplikowanemu procesowi certyfikacji. Jednak z odpowiednim wsparciem inwestorów i dalszym rozwojem technologii, AME może stać się liderem na rynku medycznym, a Diabetomat produktem, który zmieni życie milionów ludzi na całym świecie.
Diabetomat: Klucz do zmiany globalnej
Cukrzyca dotyka obecnie ponad 400 milionów ludzi na całym świecie, a liczba ta będzie systematycznie rosnąć. Koszty leczenia tej choroby stanowią już dziś 9% wszystkich wydatków zdrowotnych na świecie. Diabetomat, jako narzędzie do szybkiego i bezinwazyjnego monitorowania poziomu glukozy, może stać się kluczem do zmniejszenia tych kosztów i poprawy jakości życia chorych.
Debiut na NewConnect to dla Advanced Medical Equipment S.A. nie tylko szansa na dalszy rozwój, ale także możliwość zmiany globalnej sytuacji zdrowotnej. Jeśli firma zdoła wprowadzić Diabetomat na światowe rynki, może stać się symbolem polskiej innowacyjności i technologicznego przełomu w walce z cukrzycą.
Polacy świętują, rynki giełdowe odrabiają straty. Jak niewiele trzeba, by przejść od widma recesji do miękkiego lądowania. Lokomotywa gospodarcza naszego kontynentu nieco zardzewiała.
Rynki w górę
W naszym kraju trwa długi weekend, więc handel i tym samym płynność jest niemal „martwa”. Nie można tego powiedzieć o rynkach światowych, gdzie trwa w najlepsze odrabianie strat z wyprzedaży z początkowych dni sierpnia. Niemiecki DAX zyskał niemal 1%, a jeszcze bardziej okazale wypadły wyniki na amerykańskim parkiecie, gdzie odnotowano ponad 1,5% wzrosty. Dzisiaj ta świetna passa jest kontynuowana, a na giełdach dominuje kolor zielony. Warto podkreślić, że praktycznie wymazaliśmy spadki z sierpnia. Niewykluczone, że turbulencje, które nawiedziły parkiety za sprawą fatalnego raportu z rynku pracy, idą już w zapomnienie. Tym samym kolejny miesiąc wakacyjny możemy zakończyć na plusie.
Inwestorzy znów w różowych okularach
A teraz przejdźmy do sedna całej tej sytuacji. Tak jak spadki były mocno związane z pojawieniem się widma recesji (w związku z gorszymi wskaźnikami dotyczącymi amerykańskiego rynku pracy), tak i teraz wzrosty są konsekwencją oddalenia się tego scenariusza. Na bazowy rozwój wydarzeń wysuwa się teraz miękkie lądowanie gospodarki USA. Wystarczyło tak naprawdę niewiele, można powiedzieć, że do wyciągnięcia tego wniosku wykorzystano dwie pozycje makro. W relacji m/m mocno wzrosła sprzedaż detaliczna w Stanach. Wynik 1% zaskoczył mocno analityków, którzy oczekiwali poziomu 0,4%. Drugim pozytywem okazała się liczba nowych zasiłków dla bezrobotnych, dużo niższa od prognoz – 227 tys. vs 235 tys. Inwestorzy szybko więc doszli do wniosku, że wizja recesji była przesadzona, a w gospodarce nie jest wcale tak źle, jak mogło się wydawać. Patrząc na rynek FX, a szczególnie parę EUR/USD, większego wpływu ostatnich wydarzeń nie widać, jednak na parkietach giełdowych powiew optymizmu jest mocno widoczny.
Kiepska informacja dla Polski
Choć można mówić o tym, jak to dobrze wygląda sytuacja w USA, to – jeśli spojrzymy na lokomotywę gospodarczą Europy, bądź co bądź największą gospodarkę tego kontynentu – zauważymy spore problemy. Analitycy cały czas obniżają perspektywy wzrostu. Na ten rok mowa jest już o raptem 0,1%, w przyszłym roku ma być lepiej (1,1%). Można powiedzieć, że z taką „przerdzewiałą lokomotywą” strefa euro daleko nie zajedzie. Na szczęście, choć można być tym faktem nieco zaskoczonym, motorami napędowymi stały się niemal już zwyczajowo mające problemy kraje południa. To włoska gospodarka ma się rozwijać w tempie 0,8%, a jeszcze okazalej wyglądać ma hiszpańska z wynikiem 2,6%. Tak kiepskie informacje od naszych zachodnich sąsiadów nie są dobre dla Polski, gdyż Niemcy nadal są naszym głównym partnerem handlowym. Póki co EUR/PLN schodzi poniżej 4,2750.
Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl
15 sierpnia był w Polsce oraz kilku innych europejskich państwach dniem wolnym. Jednak rynki działały. W USA dostaliśmy w środę i czwartek pakiet bardzo ważnych danych – od inflacji, przez sprzedaż detaliczną, aż po produkcję przemysłową. Ważne odczyty pokazali też Brytyjczycy.
Inflacja w USA
Dane o inflacji zaskoczyły rynki. Odczyt wyniósł symboliczne 0,1% poniżej oczekiwań, więc nie jest to powalająca różnica (prognozy 3%, odczyt 2,9%). Jeżeli dołożymy do tego fakt, że dzień wcześniej inflacja producencka spadła o 0,1%, to te dane nie powinny wcale zaskakiwać. Nie powinny, a zaskoczyły. Doszło do przeceny dolara względem euro do najniższych poziomów od przełomu grudnia i stycznia. Osłabieniu dolara towarzyszyła oczywiście zwiększająca się szansa na obniżki stóp procentowych we wrześniu o 0,5%, a nie o 0,25%, co jeszcze niedawno było dominującym scenariuszem.
Czwartkowe dane z USA
Po słabszych danych w środę przyszedł dużo lepszy czwartek. Dzień wolny 15 sierpnia to domena kilku krajów europejskich, a nie USA. Tam rynek działał i zobaczyliśmy potężny pakiet danych. Sprzedaż detaliczna rosła w lipcu o 0,4%, a nie o 0,1%, jak oczekiwano. Do tego niższe od prognoz okazały się wyniki wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, przywracając sceptykom wiarę w amerykański rynek pracy. Neutralnie dane z indeksów koniunktury przeszły bez większego echa. Później w ciągu dnia zobaczyliśmy co prawda słabszą od oczekiwań produkcję przemysłową, ale pierwszy pakiet danych okazał się wystarczający do tego, abyśmy zobaczyli korektę na dolarze. W rezultacie znów jesteśmy poniżej ważnej bariery dolara i dziesięciu centów za jedno euro. Wracamy również do oczekiwań pojedynczej obniżki stóp na wrześniowym posiedzeniu.
Dane z Wysp
Czwartek pokazał nam również dwa ważne odczyty z Wielkiej Brytanii. Z jednej strony zobaczyliśmy wyniki produkcji przemysłowej. Co prawda spada ona w skali roku o 1,4%, co pozornie jest złym wynikiem, ale analitycy spodziewali się spadku o 2,2%, więc to jednak dobry sygnał. Do tego poznaliśmy PKB. Tutaj wynik był mniej więcej neutralny i zgodny z oczekiwaniami. Mniej więcej, bo w wyniku zaokrągleń większość danych odpowiadało przewidywaniom, ale roczne PKB po zaokrągleniu w dół znalazło się o 0,1% poniżej oczekiwań. Po tych danych kurs funta szedł jednak wyraźnie w górę. Jak widać, przy odpowiednio niskich oczekiwaniach, nawet takie dane mogą być pozytywne.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Polska – inflacja bazowa,
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
W pierwszym półroczu 2024 roku ROBYG z Grupy TAG Immobilien zanotował przychody ze sprzedaży na poziomie 705 mln zł, podczas gdy marża brutto ze sprzedaży przekroczyła 158 mln zł. EBIT wyniósł około 114 mln zł, a wynik netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 107 mln zł.W 2024 roku Grupa TAG planuje sprzedaż na poziomie 2700 mieszkań oraz zwiększenie portfela lokali na wynajem o 1000 nowych mieszkań. Ponadto Grupa rozbudowuje bank ziemi, który obejmuje potencjał budowy około 25.000 lokali w całej Polsce i szuka możliwości inwestycyjnych w nowe grunty.
W H1 2024 ROBYG podpisał 1249 umów przedwstępnych i deweloperskich oraz dodatkowo 409 umów rezerwacyjnych, które zostaną sfinalizowane jako deweloperskie wkrótce. Grupa TAG podpisała łącznie 1497 umów przedwstępnych i deweloperskich oraz 409 umów rezerwacyjnych. ROBYG zrealizował i rozpoznał w przychodach 1100 lokali, Grupa TAG zrealizowała i przekazała 1540 lokali, z czego 1330 lokali zostało przekazanych klientom, a 212 lokali wprowadzono na wynajem. Łącznie w H1 2024 roku Grupa TAG w Polsce miała w budowie około 4100 mieszkań i lokali komercyjnych. Portfolio mieszkań na wynajem Grupy wyniosło ok. 2600 lokali na koniec H1 2024.
„Wyniki pierwszego półrocza potwierdzają, że nasze cele założone na cały 2024 rok są jak najbardziej realne. Niezależnie od programów rządowych popyt na mieszkania w Polsce będzie utrzymywał się przez kolejne lata. Mamy w budowie około 3900 mieszkań, planujemy też nowe projekty i etapy na ok. 5000 mieszkań. Cały czas powiększamy bank ziemi – w czerwcu zainwestowaliśmy w duże grunty w Warszawie i Gdańsku, obecnie nasz bank ziemi jest jednym z największych wśród deweloperów działających na polskim rynku i obejmuje potencjał budowy ponad 25.000 lokali. Wprowadzamy cały czas nowe inwestycje do sprzedaży i chcemy zwiększać udziały rynkowe – umacniając pozycję jednego z liderów wśród deweloperów mieszkaniowych w Polsce. Na rynku widzimy pozytywne trendy – niższa inflacja, środki płynące z UE oraz ustabilizowana gospodarka pozwalają zakładać, że popyt na mieszkania będzie rosnąć. Niestety nadal podaż jest niska – brakuje mieszkań, zwłaszcza w Warszawie, gdzie zainteresowanie zakupem jest największe. To wynik zbyt wolnych procedur administracyjnych – które trzeba zdecydowanie przyspieszyć” – wskazał Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG i Vantage.
W czerwcu 2024 roku Grupa TAG Immobilien – do której należy ROBYG i Vantage – zainwestowała 390 mln zł w bank ziemi w całej Polsce. W pierwszym półroczu 2024 roku Grupa TAG w Polsce miała w budowie około 3900 mieszkań i lokali komercyjnych.
„Mamy mocną, stabilną pozycję w Polsce – jesteśmy jednym z najbardziej uznanych i wiarygodnych inwestorów. Cały czas zwiększamy swój obszar działania i szukamy kolejnych gruntów w aglomeracjach, w których działamy: Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi i Trójmieście. W tym roku zainwestowaliśmy ponad 400 mln zł w bank ziemi rozszerzając nasz potencjał budowlany do ponad 25.000 mieszkań i planujemy kolejne zakupy gruntów. Chcemy intensywnie rozwinąć naszą działalność w Łodzi – gdzie widzimy ogromny potencjał rynku nieruchomości mieszkaniowych, ponadto analizujemy możliwości w każdym większym mieście w Polsce. Naszym celem jest zbudowanie mocnego, dużego portfela gruntów – już dziś mamy jeden z największych banków ziemi wśród deweloperów w Polsce, ze świetnymi lokalizacjami. W wielu miastach widzimy ogromny potencjał dla zagospodarowania przestrzeni miejskich i dostarczania ciekawej oferty mieszkaniowej przez deweloperów” – powiedział Eyal Keltsh, prezes zarządu ROBYG i Vantage.
W 2023 roku Grupa ROBYG zanotowała przychody ze sprzedaży na poziomie 1,8 mld zł, podczas gdy marża brutto ze sprzedaży przekroczyła 460 mln zł. EBIT wyniósł około 460 mln zł, a wynik netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 370 mln zł. W 2023 roku Grupa ROBYG podpisała 2800 umów przedwstępnych i deweloperskich oraz dodatkowo 680 umów rezerwacyjnych, a także przekazała około 3360 lokali. Łącznie Grupa TAG w Polsce sprzedała 3600 lokali mieszkalnych i komercyjnych, zrealizowała i przekazała 4300 lokali, z czego 3800 lokali zostało przekazanych klientom, a 500 wprowadzono na wynajem.
Creotech Instruments, notowany na GPW wiodący producent satelitów i systemów satelitarnych, ogłosił oficjalną datę startu misji EagleEye. Największy polski satelita zostanie wystrzelony już 16 sierpnia, około godz. 20:19 polskiego czasu. Termin ten został wyznaczony przez firmę SpaceX, dostawcę usługi wystrzelenia. EagleEye zostanie wyniesiony na orbitę okołoziemską na rakiecie Falcon- 9 z bazy Vandenberg w Kalifornii, w ramach misji Transporter-11. Separacja polskiego satelity planowana jest na godz. 21.38 naszego czasu.
Grzegorz Brona, prezes Creotech Instruments
– Po wielu latach pracy nad systemem satelitarnym HyperSat, na którym bazuje pierwszy polski duży satelita, nadchodzi kluczowy moment. Rakieta Falcon 9 umieści EagleEye w przestrzeni kosmicznej.Jest to moment, na który czekaliśmy od dawna wraz z całą polską branża kosmiczną. Start rakiety odbędzie się z bazy Vanderberg w Kalifornii i będzie można go oglądać w przygotowywanej transmisji online. Dla mnie osobiście będzie to wydarzenie bardzo specjalne. 12 lat temu, gdy powstawał Creotech Instruments S.A. zapowiedzieliśmy, że firma za cel obrała sobie uzyskanie zdolności do projektowania i produkcji w pełni polskich satelitów. Wtedy nikt w to nie wierzył. A teraz, po wybudowaniu laboratoriów, zaplecza produkcyjnego, a przede wszystkim przyciągnięciu do Creotech doskonałych ludzi, na których barkach spoczęła misja budowy EagleEye, jesteśmy gotowi. – mówi Grzegorz Brona, prezes zarządu Creotech Instruments SA.
EagleEye to największy i zarazem najbardziej zaawansowany w historii naszego kraju mikrosatelita, zbudowany przez Creotech Instruments, przy zaangażowaniu rodzimych firm. Jego waga wynosi ok. 55 kg, co odpowiada łącznej masie wszystkich polskich satelitów, które powstały od początku naszego udziału w eksploracji kosmosu. To przełomowy projekt dla całego polskiego sektora kosmicznego i równocześnie istotny krok w rozwoju narodowych kompetencji w zakresie projektowania, budowy, integracji oraz wynoszenia małych satelitów.
EagleEye jest oparty na autorskiej platformie HyperSat, która już teraz stanowi kluczowy element szeregu projektów na szczeblu krajowym i europejskim. Satelita został wyposażony w teleskop optyczny polskiej firmy Scanway, który umożliwia wykonywanie zdjęć powierzchni Ziemi w pasmach widzialnym (VIS) i bliskiej podczerwieni (NIR) oraz komputer instrumentu opracowany przez Centrum Badań Kosmicznych PAN.
Misja rozpocznie się od umieszczenia EagleEye na orbicie ok. 510 km, skąd nastąpi manewr zejścia satelity na bardzo niską orbitę (VLEO – ang. Very Low Earth Orbit) o wysokości ok. 350 km z wykorzystaniem silnika jonowego. Tam też nastąpi sprawdzenie możliwości jego operowania i obrazowania Ziemi. Inżynierowie Creotech Instruments będą nadzorować całą misję z Mission Operations Center, które mieści się w siedzibie Spółki w Warszawie.
Wystrzelenie największego i najbardziej zaawansowanego polskiego satelity odbędzie się z bazy Vandenberg Space Force Base w Kalifornii. Nastąpi to za pośrednictwem rakiety Falcon 9 należącej do firmy SpaceX Elona Muska.
Falcon 9, SpaceX
Creotech do tej pory zrealizował ponad 50 projektów kosmicznych, natomiast spółka na bieżąco stara się dywersyfikować działalność poprzez udział w szeregu różnych przedsięwzięciach. Do najbliższych zaliczyć można projekt PIAST, który przewiduje na 2025 r. gotowość do wystrzelenia konstelacji trzech satelitów o rozdzielczości rzędu 5 metrów. Wartość projektu opiewa na ok. 15 mln EUR. Niedawno zakończono przegląd CDR i tym samym ukończono II jego etap. Pod koniec lipca br. Europejska Agencja Kosmiczna wybrała Creotech do zaprojektowania sześciu sond kosmicznych odpornych na radiację, które będą częścią misji naukowej „Plasma Observatory”. Jest to pierwsza misja naukowa klasy M, w której polska firma pełni rolę dostawcy całych sond kosmicznych.
Inflacja CPI w USA w lipcu wyniosła 2,9 proc. r/r. Wskaźnik w ujęciu rocznym po raz pierwszy od marca 2021 r. spadł poniżej 3 proc. Konsensus rynkowy wynosił właśnie 3 proc. r/r. W ujęciu miesięcznym ceny wzrosły o 0,2 proc. Inflacja bazowa z kolei wyniosła 3,2 proc. r/r.
Inflacja zmierza do celu wyznaczonego przez FED. Obserwujemy także oznaki przesilenia na amerykańskim rynku pracy, gdzie stopa bezrobocia niespodziewanie wzrosła do 4,3 proc. Połączenie pierwszych oznak problemów na rynku pracy i względnie niskiej inflacji staje się solidnym argumentem dla rozpoczęcia cyklu obniżek.
Wrześniowa obniżka jest już praktycznie przesądzona. Pytaniem pozostaje nie to, czy obniżki się rozpoczną, tylko w jakiej skali. Scenariuszem bazowym jest obniżka o 25 pb, jednak nie wykluczamy również ruchu o 50 pb.
Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski
Wydarzeniem dnia, jak i całego tygodnia, miał być odczyt amerykańskiej inflacji. Poza tym dostaliśmy serię odczytów o PKB z europejskich gospodarek. Złoty znów na kluczowych poziomach.
Pękła przeklęta trójka
Dane o inflacji w Stanach – mimo że wyczekiwane równie mocno, jak reakcja Iranu na poczynania Izraela – ostatecznie nie zawładnęły sercami inwestorów. Główny odczyt okazał się niższy od oczekiwań analityków i wreszcie udało się złamać tę przeklętą trójkę z przodu (wyniosła 2,9%). Reakcje na wykresach pokazują jednak, że inwestorzy, zwłaszcza po wczorajszych PPI, mieli chrapkę na znacznie więcej niż dostali. Na eurodolarze obserwowaliśmy bujnięcie w jedną stronę, bujnięcie w drugą, by ostatecznie wrócić do punktu wyjścia. Po tym, jak opadł kurz, kurs raczej myśli o zejściu w dół, co potwierdza tezę o lekkim zawodzie. Jest to też ten słabszy scenariusz dla złotego, który po tym, jak kolejny raz doszedł do ważnych poziomów, prawdopodobnie przejdzie do defensywy.
Szału nie ma
Dodatkowo dzisiaj Eurostat zebrał wszystkie opublikowane do tej pory odczyty dotyczące dynamiki PKB w drugim kwartale tego roku. To, co od razu rzuca się w oczy, to ewidentny wyścig żółwi. Zaledwie pięciu gospodarkom udało się osiągnąć pułap co najmniej 2%, z czego ledwie dwie z nich są w strefie euro. To dokładnie tyle samo ile osiągnęło ujemny wynik, przy czym w tym gronie we wszystkich państwach płaci się wspólną walutą. Z dużych gospodarek strefy tylko Hiszpanie mają powód do zadowolenia, udało im się wykręcić wzrost na poziomie 2,9%. Na drugim biegunie są oczywiście Niemcy, którzy znowu są pod kreską. Wyniki zbiorcze wynoszą 0,6% rdr dla krajów z euro oraz 0,8% dla całej Unii. Dla nas pozytywem niewątpliwie jest fakt, że stoimy na czele tego marnego konkursu z wynikiem 4%. A przecież jeszcze kilka dni temu premier Tusk narzekał, że bez pomocy RPP nie uda się nam „realizacja ambitnego zadania, jakim jest jeden z największych wzrostów w Europie”.
Skąd ten wynik?
Te 4% to wynik po tak zwanym odsezonowaniu, rezultat bez oczyszczenia to 3,2%. I ta miara wydaje się dzisiaj szczególnie ciekawa. Analitycy spodziewali się, że gospodarka wzrośnie o 2,8%, a to oznacza błąd na poziomie 0,4 p.p. To dużo, rzadko się zdarza, by analitycy mylili się aż tak bardzo. Ten błąd bierze się przede wszystkim ze zmian, jakie wprowadzają ośrodki statystyczne w metodologii liczenia. Ich efektem jest rewizja wyników z ostatnich 9 kwartałów.
W tej beczce miodu jest jednak łyżka dziegciu. Głównymi siłami napędowymi naszej gospodarki okazały się podwyżki płac oraz impuls fiskalny. Pierwszy czynnik w dłuższym terminie będzie raczej kotwicą niż paliwem. A drugi to pójście na skróty, przy czym jest nie do utrzymania w perspektywie procedury nadmiernego deficytu. Dlatego nie jest tak źle, jak jeszcze niedawno wszyscy myśleli, ale z hurraoptymizmem też radziłbym uważać.
Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl
Nadchodzące, dzisiejsze dane dotyczące inflacji konsumenckiej w USA absorbują uwagę inwestorów. Widać to wyraźnie po braku większych reakcji na inne istotne odczyty. Zarówno wyraźnie lepsze PKB z Polski, jak i kolejne słabsze dane z Niemiec przeszły niemal bez echa. W tle spadek stóp procentowych w Nowej Zelandii osłabia tamtejszego dolara.
Lepsze dane z Polski
Poznaliśmy dzisiaj dane na temat wzrostu produktu krajowego brutto. W ujęciu rocznym PKB wzrosło o 3,2%. Jest to solidny wynik, tym bardziej, że oczekiwania mówiły o 2,8%. Poprawę najlepiej widać w danych kwartalnych: w ciągu trzech miesięcy PKB wzrosło o imponujące 1,5%. Rynek walutowy przyjął to na razie dość spokojnie. Niby możemy zauważyć umocnienie złotego względem dolara, ale problem w tym, że nie widać go w stosunku do euro. Jest to zatem najprawdopodobniej wynik zmian na rynkach globalnych. Wczoraj wieczorem i dzisiaj rano byliśmy świadkami silnego osłabienia dolara względem euro. To właśnie ten ruch tłumaczy 6 groszową przecenę dolara od początku tygodnia, podczas gdy euro staniało w tym czasie zaledwie o 2 grosze.
Niemcy znów pokazują słabe dane
Jeżeli na czymś w ostatnich miesiącach na rynkach można polegać, to są to słabsze dane z niemieckiej gospodarki. Wczoraj zobaczyliśmy odczyt Indeksu Instytutu ZEW. Jeszcze miesiąc temu wynosił on 41,8 pkt. Rynki spodziewały się spadku za lipiec, aczkolwiek oczekiwały 31 pkt, a nie otrzymanych 19,2 pkt. Tak słaby wynik pokazuje, że pesymizm co do kondycji gospodarki za Odrą jest wciąż silny. Rynki początkowo zareagowały osłabieniem euro, po chwili jednak rynek zawrócił i inwestorzy wyraźnie zaczęli kupować euro za dolara. Zdaniem obserwatorów może być to efekt oczekiwania na dzisiejsze dane o inflacji. Powinny one potwierdzić, czego należy się spodziewać na wrześniowym posiedzeniu Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Osłabienie dolara może wskazywać na popularyzację scenariusza obniżki o 0,5%, a nie dotychczas dominującego 0,25%. Oczekiwania te potwierdza niższy od oczekiwań odczyt inflacji producenckiej za oceanem.
Niespodzianka w Nowej Zelandii
Dzisiaj o 4:00 w nocy poznaliśmy decyzję Banku Rezerwy Nowej Zelandii. Był to niespodziewany spadek z poziomu 5,5% na 5,25%. Na komentarz trzeba było zwyczajowo czekać godzinę od decyzji. Warto zwrócić uwagę, że prognozy co do wysokości stóp procentowych w Nowej Zelandii są mocno rozbieżne. Bank centralny prognozuje 3,85% na koniec 2025 roku. Z kolei rynek mówi o zaledwie 3%. To właśnie oczekiwanie dalszych obniżek powoduje, że dolar nowozelandzki jest wyraźnie w odwrocie dzisiaj od wczesnego rana. Cena spadła z 2,37 zł na 2,34 zł.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – inflacja konsumencka.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Przychody ze sprzedaży Grupy wzrosły organicznie o 2,9 procent w pierwszej połowie roku do około 10,8 miliarda euro (o -1,0 procent w ujęciu nominalnym) – wzrost w obu sektorach biznesowych
Zysk operacyjny (EBIT)wzrósł do 1,610 milionów euro (+28,4 procent)
Marża EBIT* również znacznie się poprawiła, osiągając 14,9 procent (+340 punktów bazowych)
Zysk na akcję uprzywilejowaną (EPS)* wzrósł o około jedną trzecią do 2,78 euro, +32,9 procent przy stałych kursach walut
Rachunek przepływów pieniężnych wyniósł około 800 milionów euro
Dalszy postęp w realizacji strategicznego planu rozwoju
Podniesienie prognozy wyników na rok obrotowy 2024 w połowie lipca:
Organiczny wzrost sprzedaży: 2,5 do 4,5 procent (bez zmian)
Skorygowany zwrot ze sprzedaży: 13,5 do 14,5 procent (wcześniej: 13,0 do 14,0 procent)
Skorygowany zysk na akcję uprzywilejowaną (EPS): wzrost w zakresie od +20,0 do +30,0 procent przy stałych kursach walut (wcześniej: +15,0 do +25,0 procent)
Ambicje finansowe średnio- i długoterminowe zostaną osiągnięte już w połowie okresu
Carsten Knobel, prezes zarządu Henkel
W pierwszej połowie 2024 roku Henkel odnotował dobrą organiczną dynamikę sprzedaży oraz bardzo silny wzrost zysków w nadal wymagającym środowisku ekonomicznym. Firma kontynuowała zatem z powodzeniem swoją ścieżkę rentownego wzrostu. – Osiągnęliśmy bardzo dobre wyniki biznesowe w pierwszej połowie roku. To pokazuje, że nasza strategia jest skuteczna, a nasze działania skoncentrowane na rentownym wzroście przynoszą wymierne sukcesy – powiedział Carsten Knobel, prezes zarządu Henkel
– W pierwszej połowie roku wzrost organicznej sprzedaży oraz poprawa zysków były napędzane przez oba sektory biznesowe. Fuzja naszych działalności konsumenckich zakończyła się sukcesem, a wdrożenie naszych strategicznych działań i inicjatyw miało bardzo pozytywny wpływ na rozwój sprzedaży, marży brutto i zysków. Również w naszej działalności w obszarze klejów, gdzie jeszcze bardziej dostosowaliśmy strukturę organizacyjną do potrzeb klientów, wprowadzone zmiany znacząco przyczyniają się do pozytywnego rozwoju Henkla. Nasz rachunek przepływów pieniężnych był również silny, przewyższając już wysoki poziom z pierwszej połowy 2023 roku. Wszystko to pozwala nam na dalsze, celowe inwestycje w nasz biznes i naszą przyszłość: w marki, technologie i innowacje. Ponadto realizujemy ważne inicjatywy w obszarach zrównoważonego rozwoju i cyfryzacji, aby dalej wzmacniać naszą przewagę konkurencyjną – dodał Carsten Knobel.
– Po dobrych wynikach biznesowych w pierwszej połowie roku jesteśmy pewni, że druga część roku będzie również udana, dlatego w połowie lipca podnieśliśmy naszą prognozę zysków na rok 2024. Realizujemy to, co sobie postawiliśmy za cel i jesteśmy na dobrej drodze do dalszego rentownego wzrostu. To również znajduje odzwierciedlenie w korekcie naszych ambicji finansowych średnio- i długoterminowych: jesteśmy pewni, że osiągniemy cele sprzedaży i zysków już w połowie okresu.
Prognoza wyników Grupy Henkel
17 lipca 2024 r. Henkel podwyższył prognozę wyników na rok obrotowy 2024 w stosunku do prognozy opublikowanej 3 maja 2024 r. Jest to głównie spowodowane wyższymi oczekiwaniami dotyczącymi zysków w sektorze biznesowym Consumer Brands (marki konsumenckie), przy jednoczesnym zwiększeniu inwestycji w marketing w celu wspierania innowacji. Prognoza nadal uwzględnia oczekiwania dotyczące wyższych cen materiałów bezpośrednich w drugiej połowie roku. Henkel spodziewa się teraz następującego rozwoju sprzedaży i zysków na rok obrotowy 2024:
Na poziomie Grupy Henkel nadal spodziewa się organicznego wzrostu sprzedaży w zakresie 2,5 do 4,5 procent w roku obrotowym 2024. W przypadku sektora biznesowego Adhesive Technologies (kleje budowlane i konsumenckie oraz kleje i technologie dla przemysłu) nadal oczekuje się organicznego wzrostu sprzedaży w zakresie 2,0 do 4,0 procent, a w przypadku sektora biznesowego Consumer Brands (marki konsumenckie) między 3,0 a 5,0 procent. Według zaktualizowanej prognozyskorygowany zwrot ze sprzedaży (marża EBIT) Grupy Henkel ukształtuje się w przedziale od 13,5 do 14,5 procent (wcześniej: 13,0 do 14,0 procent). Dla sektora biznesowego Adhesive Technologies (kleje budowlane i konsumenckie oraz kleje i technologie dla przemysłu) nadal oczekuje się skorygowanego zwrotu ze sprzedaży w zakresie od 16,0 do 17,0 procent. Dla sektora biznesowego Consumer Brands (marki konsumenckie) obecnie przewiduje się, że skorygowany zwrot ze sprzedaży wyniesie od 13,0 do 14,0 procent (wcześniej: 12,0 do 13,0 procent). W przypadku rozwoju skorygowanego zysku na akcję uprzywilejowaną (EPS) przy stałych kursach walut Henkel spodziewa się teraz wzrostu w zakresie od +20,0 do +30,0 procent (wcześniej: +15,0 do +25,0 procent).
Rozwój sprzedaży i zysków w pierwszej połowie 2024 roku
W trudnym i wymagającym otoczeniu rynkowym, przychody ze sprzedaży Grupy wyniosły10 813 milionów euro w pierwszej połowie 2024 roku. W ujęciu nominalnym nieznacznie spadły o -1,0 procenta. Po tym, jak na wcześniejsze wyniki negatywnie wpływała sprzedaż działalności w Rosji, Henkel zdołał znowu osiągnąć wzrost nominalnej sprzedaży w drugim kwartale 2024 roku (Q2: 5,496 milionów euro, +3,4 procent). Efekty kursów walutowych obniżyły sprzedaż o -1,9 procenta (Q2: +0,2 procenta). Negatywny wpływ na to miało zbycie działalności w Rosji, a pozytywny niedawno sfinalizowane przejęcia w obu sektorach biznesowych – Seal for Life i Vidal Sassoon. W ujęciu organicznym – czyli skorygowanym o efekty kursowe i przejęcia/zbycia – Henkel osiągnął dobrą dynamikę sprzedaży na poziomie 2,9 procent (Q2: +2,8 procent).
Sektor biznesowy Adhesive Technologies(kleje budowlane i konsumenckie oraz kleje i technologie dla przemysłu) wygenerował dobrą organiczną dynamikę sprzedaży na poziomie 2,0 procent w pierwszej połowie 2024 roku, napędzaną przez obszary Mobility & Electronics (produkty dla branży mobilności i branży elektronicznej) oraz Craftsmen, Construction & Professional (produkty dla branży rzemieślniczej, budowlanej i klientów profesjonalnych) (Q2: +2,6 procent). Sektor biznesowy Consumer Brands(marki konsumenckie) osiągnął bardzo silny organiczny wzrost sprzedaży na poziomie 4,3 procent, do którego przyczyniły się wszystkie obszary działalności (Q2: +3,3 procent). Wzrost sprzedaży w obu sektorach biznesowych był napędzany pozytywnym rozwojem cen. Na poziomie Grupy rozwój wolumenu, który nadal jest pod wpływem zmian w portfolio w Henkel Consumer Brands (marki konsumenckie), wykazał lekko pozytywny trend – zarówno w porównaniu z pierwszą połową 2023 roku, jak i sekwencyjną poprawę w porównaniu z pierwszym kwartałem 2024 roku.
W pierwszej połowie roku organiczny wzrost sprzedaży w regionie Europy wyniósł 1,8 procent (Q2: +1,2 procent). W regionie IMEA Henkel osiągnął znaczący dwucyfrowy organiczny wzrost sprzedaży na poziomie 21,0 procent (Q2: +13,7 procent). Region Ameryki Północnej odnotował organiczny spadek sprzedaży o -1,6 procent (Q2: -0,2 procent). Region Ameryki Łacińskiej odnotował płaski rozwój sprzedaży na poziomie 0,0 procent (Q2: +2,7 procent). Region Azji i Pacyfiku osiągnął organiczny wzrost sprzedaży na poziomie 5,5 procent (Q2: +7,5 procent).
Skorygowany zysk operacyjny (skorygowany EBIT) wzrósł znacząco z 1,254 milionów euro w pierwszej połowie 2023 roku o 28,4 procent do 1,610 milionów euro, głównie w wyniku silnego wzrostu marży brutto.
Skorygowany zwrot ze sprzedaży (skorygowana marża EBIT) Grupy Henkel odnotował bardzo silny wzrost o 340 punktów bazowych z 11,5 procent do 14,9 procent.
Zysk na akcję uprzywilejowaną wzrósł znacząco do 2,46 euro (poprzedni rok: 1,35 euro). Skorygowany zysk na akcję uprzywilejowaną wzrósł o 30,5 procent do 2,78 euro w porównaniu do 2,13 euro w analogicznym okresie poprzedniego roku. Ten znaczny wzrost był głównie spowodowany wzrostem skorygowanego zysku operacyjnego. Przy stałych kursach walut, skorygowany zysk na akcję uprzywilejowaną wzrósł o 32,9 procent.
Wskaźnik kapitału obrotowego netto zmniejszył się o 0,9 punktu procentowego w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku, z 6,1 procent do 5,2 procent.
Wolne przepływy pieniężne osiągnęły 772 miliony euro, co jest wyższym wynikiem niż w pierwszej połowie 2023 roku (749 milionów euro). Jest to głównie związane z wyższym przepływem pieniężnym z działalności operacyjnej.
Na dzień 30 czerwca 2024 roku, pozycja finansowa netto wyniosła -1,440 milionów euro (31 grudnia 2023 roku: 12 milionów euro).
Wyniki sektorów biznesowych w pierwszej połowie 2024 roku
Sektor biznesowy Adhesive Technologies (kleje budowlane i konsumenckie oraz kleje i technologie dla przemysłu) wygenerował przychody ze sprzedaży na poziomie 5,475 milionów euro w pierwszej połowie 2024 roku, co nominalnie jest na tym samym poziomie co w analogicznym okresie poprzedniego roku (Q2: 2,798 milionów euro). W ujęciu organicznym, sprzedaż wzrosła o 2,0 procent (Q2: 2,6 procent). Ten rozwój był napędzany przez komponent cenowy na poziomie +0,2 procent oraz wzrost wolumenu o 1,8 procent. W ten sposób ten sektor biznesowy wykazał poprawę w rozwoju wolumenu w drugim kwartale.
Obszar biznesowy Mobility & Electronics(produkty dla branży mobilności i branży elektronicznej) osiągnął bardzo silny organiczny wzrost sprzedaży na poziomie 5,3 procent (Q2: +6,8 procent). Ten wzrost był wspierany przez wszystkie segmenty działalności, a w szczególności przez działalność w zakresie elektroniki, która odnotowała dwucyfrowy organiczny wzrost sprzedaży w porównaniu do słabego okresu z roku poprzedniego. Obszar biznesowy Packaging & Consumer Goods(produkty dla branży opakowań i towarów konsumpcyjnych) odnotował organiczny spadek sprzedaży na poziomie -0,6 procent (Q2: -1,0 procent). W obszarze Packaging (opakowania) wzrost wolumenu zrekompensował negatywny rozwój cen. Ogólnie rzecz biorąc, działalność Consumer Goods (towary konsumpcyjne) odnotowała lekki spadek w porównaniu do silnego okresu z roku poprzedniego. Obszar biznesowy Craftsmen, Construction & Professional(produkty dla branży rzemieślniczej, budowlanej i klientów profesjonalnych) wygenerował organiczny wzrost sprzedaży na poziomie 1,0 procent (Q2: +1,7 procent), do którego przyczyniły się działalności Construction (produkty dla branży budowlanej) oraz Consumers & Craftsmen (produkty dla konsumentów, branży rzemieślniczej). Działalność General Manufacturing & Maintenance (produkcja ogólna i utrzymanie), z drugiej strony, odnotowała lekki spadek w wyniku słabszego popytu.
Skorygowany zysk operacyjny wzrósł o 21,8 procent do 933 milionów euro w pierwszej połowie 2024 roku w porównaniu do 766 milionów euro w analogicznym okresie poprzedniego roku. Skorygowana rentowność sprzedaży wzrosła znacząco o 310 punktów bazowych do 17,0 procent. Niższe koszty surowców, pozytywne efekty miksu oraz efektywność łańcucha dostaw miały szczególnie pozytywny wpływ na marżę brutto.
Sektor biznesowy Consumer Brands (marki konsumenckie) wygenerował przychody ze sprzedaży na poziomie 5,266 milionów euro w pierwszych sześciu miesiącach 2024 roku (Q2: 2,662 milionów euro), czyli w ujęciu nominalnym niższe o -1,8 procenta niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Tempo wzrostu sprzedaży w ujęciu organicznym wzrosło o 4,3 procent (Q2: +3,3 procent). Ten rozwój był napędzany przez komponent cenowy na poziomie +5,1 procent. Głównie w wyniku trwających działań optymalizacyjnych w portfelu, wolumeny spadły lekko o -0,9 procent. Jednak rozwój wolumenu wykazał sekwencyjną poprawę w drugim kwartale w porównaniu do pierwszego kwartału 2024 roku.
Obszar biznesowy Laundry & Home Care(środki piorące i środki czystości) osiągnął silny organiczny wzrost sprzedaży na poziomie 3,1 procent (Q2: +1,5 procent). Działalność w zakresie Laundry Care (środki piorące) osiągnęła pozytywny organiczny wzrost sprzedaży, głównie napędzany przez dwucyfrowy wzrost kategorii Fabric Care (środki do pielęgnacji tkanin) oraz dobry wzrost sprzedaży w kategorii Fabric Cleaning (środki do prania tkanin). Znaczący wzrost w działalności Home Care (środki czystości) był głównie napędzany przez dwucyfrowy wzrost sprzedaży w kategoriach Dishwashing (środki do zmywania naczyń) i Toilet Care (artykuły sanitarne do toalet). Obszar działalności Hair(produkty do pielęgnacji włosów) osiągnął znaczący organiczny wzrost sprzedaży na poziomie 7,3 procent w pierwszych sześciu miesiącach roku (Q2: +7,7 procent). Segment konsumencki odnotował dwucyfrowy wzrost, głównie napędzany przez kategorię Hair Styling (produkty do stylizacji włosów), która również odnotowała dwucyfrowy organiczny wzrost sprzedaży w tym samym okresie roku poprzedniego. Działalność profesjonalna osiągnęła silny organiczny wzrost sprzedaży. Pozostałe Obszary Biznesowe Consumer Brands (marki konsumenckie) odnotowały dobry organiczny wzrost sprzedaży na poziomie 2,3 procent (Q2: +0,7 procent).
Skorygowany zysk operacyjny wyniósł 753 miliony euro, co stanowi wzrost o 34,8 procent w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. Ten wzrost był napędzany przez rozwój cen sprzedaży oraz oszczędności wynikające z utworzenia zintegrowanego sektora biznesowego Consumer Brands (marki konsumenckie), a także działania optymalizacyjne i waloryzacyjne portfela. Skorygowana rentowność sprzedaży wzrosła znacząco o 390 punktów bazowych do 14,3 procent.
Postęp w realizacji priorytetów strategicznych
W pierwszej połowie 2024 roku Henkel kontynuował konsekwentne wdrażanie strategicznych priorytetów swojej agendy celowego wzrostu i osiągnął dobre postępy we wszystkich obszarach.
Fuzja dawnej działalności Laundry & Home Care (środki piorące i środki czystości) oraz Beauty Care (kosmetyki) w sektor biznesowy Consumer Brands (marki konsumenckie), realizowana jest w dwóch etapach i pomyślnie kontynuowana była w pierwszej połowie 2024 roku. Henkel osiągnął kolejne oszczędności w tym procesie. Firma Henkel dąży do uzyskania oszczędności na poziomie 525 milionów euro z obu etapów integracji. Te oszczędności mają zostać w pełni zrealizowane do końca 2026 roku.
W ramach drugiej fazy integracji, która koncentruje się na udoskonaleniu łańcucha dostaw w segmencie biznesowym Consumer Brands (marki konsumenckie), wprowadzono tzw. zasadę 1-1-1 w blisko 30 krajach. Polega ona na lepszej integracji i uproszczeniu procesów logistycznych, zgodnie z zasadą „jedna twarz dla klienta”. Oznacza to: jedno zamówienie, jedna dostawa, jedna faktura. Dodatkowo, sieć produkcji i logistyki została dalej zoptymalizowana i skonsolidowana, na przykład w USA i krajach Europy Wschodniej w dziale Laundry & Home Care (środki piorące i środki czystości). Ogólnie rzecz biorąc, te działania już doprowadziły do ogólnego zmniejszenia złożoności o około 16 procent.
Henkel również bardziej skoncentrował swoje portfolio Consumer Brands (marki konsumenckie). Ostatnio uwaga była skierowana na segment Laundry & Home Care (środki piorące i środki czystości) w Ameryce Północnej.
Aby jeszcze bardziej wzmocnić swoją konkurencyjność, Henkel koncentruje się na silnych innowacjach w atrakcyjnych obszarach biznesowych. Te ponownie przyczyniły się do wzrostu w obu jednostkach biznesowych w pierwszej połowie 2024 roku. W Adhesive Technologies (kleje budowlane i konsumenckie oraz kleje i technologie dla przemysłu) Henkel odpowiada na trend w kierunku bardziej zintegrowanych komponentów motoryzacyjnych, co zwiększa zapotrzebowanie na innowacyjne rozwiązania klejące. Przykładem jest integracja komponentów elektronicznych, które przynoszą duże korzyści dla samochodów, niezależnie od rodzaju napędu. Jednocześnie jest to bardzo złożona dziedzina z bardzo specyficznymi wymaganiami dotyczącymi zarządzania termicznego stosowanych klejów. Henkel jest jednym z nielicznych graczy, którzy wcześnie dostrzegli ten trend i współpracowali z wiodącymi producentami OEM oraz kluczowymi dostawcami w tworzeniu innowacyjnych rozwiązań. Oczekuje się, że rynek tych zintegrowanych komponentów będzie rósł o ponad 20 procent w ciągu najbliższych kilku lat. W jednostce biznesowej Consumer Brands (marki konsumenckie), bardzo silny organiczny wzrost sprzedaży o ponad 7 procent w segmencie Hair (produkty do pielęgnacji włosów) był napędzany w szczególności przez markę Schwarzkopf – zarówno w segmencie konsumenckim, jak i profesjonalnym. Ten obszar biznesowy odnotował już cztery kolejne kwartały pozytywnego rozwoju wolumenu. Jednocześnie udział w rynku wzrósł o 40 punktów bazowych zarówno w segmencie stylizacji włosów, jak i koloryzacji. Ponadto, ponowne wprowadzenie marki Gliss z nowymi formułami dla 100% mocniejszych włosów zaowocowało dwucyfrowym organicznym wzrostem sprzedaży tej marki w pierwszej połowie roku.
– Jesteśmy bardzo zadowoleni z osiągniętych wyników biznesowych Henkla w pierwszej połowie roku i dumni z postępów, jakie poczyniliśmy w realizacji naszego strategicznego planu rozwoju – powiedział Carsten Knobel. – Dostarczamy to, do czego się zobowiązaliśmy i co zapowiedzieliśmy. I robimy wymierne postępy: w naszych biznesach, w sprzedaży i w wynikach. Zmieniamy firmę Henkel poprzez odważne decyzje na rzecz sukcesu w przyszłości. I dzięki jasnej strategii, jesteśmy na właściwej drodze do dalszego zyskownego wzrostu.
Według szybkiego szacunku PKB w II kwartale 2024 r. zwiększył realnie się o 3,2 proc. r/r wobec spadku o 0,6 proc. w analogicznym okresie 2023 r. Odczyt okazał się pozytywnym zaskoczeniem.
Konsensus rynkowy na II kw. wynosił 2,8 proc. r/r. W II kwartale 2024 r. realny PKB zwiększył się o 1,5 proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem.
Dane pokazują, że gospodarka przyspiesza i sukcesywnie się odbudowuje. Wstępny odczyt nie pokazuje jeszcze struktury wzrostu, ale wydaje się, że jest to zasługa konsumpcji, która jest stymulowana przez mocny realny wzrost wynagrodzeń.
Dane ze światowych gospodarek pokazują jednak pewne zagrożenia dla kontynuacji wzrostu gospodarczego. Odczyty PMI w Europie są rozczarowujące, szczególnie słabą kondycję wykazuje gospodarka Niemiec. Obserwujemy także oznaki przesilenia na amerykańskim rynku pracy.
Spowolnienie w największych światowych gospodarkach może negatywnie odbić się na wzroście w Polsce. Wstępne dane pokazują jednak, że jak na razie gospodarka utrzymuje wzrost w niesprzyjającym otoczeniu, a na tle krajów Unii Europejskiej pozostaje on wysoki. W całym 2024 roku oczekujemy wzrostu w okolicach 3 proc.
Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski