Branża logistyczna czeka na odbicie w II połowie roku

W pierwszej połowie 2024 r. operatorzy logistyczni wciąż mierzyli się z długoterminowymi skutkami dwucyfrowej inflacji i gwałtownego wzrostu kosztów. Aktualnie do długiej listy wyzwań stojących przed branżą dochodzi utrzymująca się silna presja na płacowa, ograniczająca rentowność usług i przekładająca się na spadek konkurencyjności firm. Sektor widzi jednak światełko w tunelu. Są nim konsekwentnie rosnąca konsumpcja oraz rosnąca rola Polski w globalnym łańcuchu dostaw.

Wzrost przychodów do 734,3 mln EUR na koniec I kw. 2024 r. (+17,6 proc.) uwzględnia m.in. wynik wypracowany przez polską spółkę Spedimex, przejętą przez ID Logistics i konsolidowaną od 1 czerwca 2023 r. Wśród pozostałych czynników, które istotnie wpłynęły na ten rezultat, znalazły się również:

Według najnowszych danych GUS wskaźnik cen towarów i usług wyniósł w czerwcu br. 2,6 proc. i choć był wyraźnie niższy w porównaniu z rokiem ubiegłym, za nami kolejny miesiąc, w którym odnotowano jego wzrost. To jednak nie jedyne zmartwienie przedsiębiorców. Wraz ze skokowym podniesieniem płacy minimalnej wzrósł również poziom wynagrodzeń.
I choć dane makroekonomiczne wskazują na odbicie w konsumpcji, szczególnie w sektorach FMCG oraz retail, branża logistyczna nie odczuła jeszcze korzyści wynikających z tego trendu.

Rekordowa inflacja do dziś wpływa na branżę

Przedsiębiorstwa z branży logistycznej wciąż borykają się ze wzrostem kosztów operacyjnych, co stale zmusza je do zwiększania swojej efektywności. Aby pozostać konkurencyjne i utrzymać klientów – przy jednoczesnym zachowaniu dotychczasowej rentowności – firmy muszą jeszcze mocniej niż dotychczas optymalizować procesy i rozwijać innowacje.

Efektywność staje się absolutnie kluczowym czynnikiem w logistyce. Tylko w ten sposób zarówno my, jak i nasi klienci, możemy zachować odpowiednią konkurencyjność na rynku. Dlatego nieustannie wprowadzamy kolejne innowacje dotyczące zarówno zastosowania nowoczesnych technologii, jak i metod zarządzania. W tym celu rozwiązań poszukujemy nie tylko na zewnątrz organizacji, ale również w całej Grupie. Aby napędzić ten proces co roku organizujemy wewnętrzny, międzynarodowy konkurs, który wyłania najlepsze innowacyjne pomysły. W przypadku dużych klientów niektóre rozwiązania pozwalają co roku generować nawet kilkumilionowe oszczędnościkomentuje Yann Belgy, dyrektor zarządzający ID Logistics Polska.

Polska mocniej rozpycha się na rynku

Pozytywnym trendem dla sektora TSL, widocznym w pierwszej połowie 2024 roku jest zmieniająca się rola Polski na logistycznej mapie Europy. Coraz częściej międzynarodowe marki decydują się na zlokalizowanie swoich hubów logistycznych dla regionu CEE, a nawet całej Europy, właśnie w naszym kraju. Duży wpływ na taki wybór klientów branży TSL ma zarówno coraz lepsza infrastruktura, jak i bardzo dobry dostęp do kompetentnej kadry, którego często brakuje na Zachodzie. Potwierdzeniem rosnącej roli naszego kraju są m.in. dane firmy EY opublikowane w kwietniu br. Wynika z nich, że w 2023 r. w Polsce samych inwestycji zagranicznych było nieco mniej niż przed rokiem (spadek o 3 proc. rdr), jednak ich skala okazała się znacznie większa. W efekcie liczba planowanych miejsc pracy wzrosła aż o 21 proc. rdr. To przeciwny trend dla europejskiej średniej, gdzie liczba planowanych etatów w relacji rdr. spadła. Kolejny przykład to tegoroczny ranking FDI Confidence Index, który uwzględnia 25 rynków ocenianych przez inwestorów jako najbardziej atrakcyjne z punktu widzenia przyszłego przepływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Polska znalazła się w nim po raz pierwszy – na 23. miejscu. Wśród rynków wschodzących zajęliśmy 7. miejsce. – Dostrzegamy realny wzrost zainteresowania ze strony dużych, międzynarodowych inwestorów. W ciągu ostatnich miesięcy ID Logistics uruchomiło dla swoich klientów w Polsce aż 5 nowych centrów dystrybucji zajmujących się obsługą regionu CEE lub całej Europy – tłumaczy Yann Belgy i dodaje, że sprzyjają temu również plany inwestycyjne dotyczące rozbudowy infrastruktury ze środków pozyskanych z KPO. – To ważny moment. Polska przestaje być wyłącznie jednym z przystanków w globalnym łańcuchu dostaw i również dzięki swojemu położeniu urasta do rangi istotnego hubu logistycznegozaznacza Belgy.

Logistyka oczekuje na odroczony efekt rosnącej konsumpcji

W perspektywie drugiej połowy 2024 roku branża logistyczna spodziewa się także, że wzrost konsumpcji w innych sektorach (takich jak FMCG czy retail) wkrótce przełoży się również na sektor TSL, napędzając lokalny rynek usług logistycznych. Swój optymizm logistycy opierają m.in. na danych pochodzących z Barometru Nastrojów Konsumenckich publikowanego co miesiąc przez firmę badawczą GfK an NIQ Company. Wynika z niego, że wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich od początku roku utrzymuje się na plusie. To pierwsza taka sytuacja od wybuchu pandemii w marcu 2020 roku i absolutne przełamanie dotychczasowego, negatywnego trendu. Według analityków GfK an NIQ Company nic obecnie nie wskazuje na to, by w drugiej połowie roku konsumpcja miała wyhamować. Wręcz przeciwnie – eksperci spodziewają się utrzymania dodatniej dynamiki.

Czynniki ekonomiczne na czele największych obaw oraz lęków wśród młodych Polaków

Ekonomia rządzi strachem. Młodzi Polacy obecnie najbardziej boją się braku pieniędzy, wzrostu kosztów życia i utraty pracy.

Najnowszy raport pokazuje, czego obecnie najbardziej boją się Polacy w wieku 18-35 lat. Wśród blisko 40 potencjalnych czynników najczęściej pojawia się obawa o brak pieniędzy – 47,4%. Przede wszystkim dotyczy to mieszkańców wsi i miejscowości liczących do 5 tys. ludności oraz osób zarabiających 1000-2999 zł netto miesięcznie. Warto też podkreślić, że w TOP5 ww. obaw znalazły się wyłącznie lęki ze sfery finansowej. Wśród nich widać obawy o wzrost kosztów życia – 27%, utratę pracy lub możliwości zarobkowania – 24%, rosnące ceny w sklepach – 23,9%, a także wysokie podatki – 23,6%. Z kolei najmniej niepokojące okazały się takie kwestie, jak ewentualne kontakty z urzędami – 0,4%, hejt w Internecie – 0,9%, a także brak awansu zawodowego – 1%.

Obecnie tylko 1,5% rodaków w wieku 18-35 lat niczego się nie obawia. Z kolei 2,5% ankietowanych nie wie, czy coś budzi ich niepokój. Natomiast 2,6% respondentów boi się czegoś innego, co nie zostało uwzględnione na liście blisko 40, specjalnie dobranych obaw. Takie wnioski płyną z najnowszego raportu UCE RESEARCH i RISIFY.pl pt. „Czego boją się młodzi Polacy?”, opartego na ogólnopolskim badaniu sondażowym, wykonanym na próbie ponad ośmiuset Polaków w wieku 18-35 lat.

– Fakt, że tylko 1,5% ankietowanych zupełnie niczego się nie boi, wskazuje na powszechną obecność lęków w codziennym życiu młodych ludzi. Wynik badania nie jest zaskakujący, ale jednocześnie pokazuje, jak bardzo młodzi ludzie potrzebują wsparcia w radzeniu sobie z ich obawami – mówi Patryk Rzepka, psycholog, jeden ze współautorów raportu z platformy psychoterapii RISIFY.pl.

Biorąc pod uwagę ww. listę, najwięcej osób w wieku 18-35 lat obawia się braku pieniędzy – 47,4%. – W mojej ocenie, jest to wynikiem zarówno wysokiej inflacji, jak i innych czynników, takich jak niskie zarobki na początku kariery zawodowej i presja konsumpcyjna. Młodzi Polacy potrzebują możliwości zwiększenia dochodów, aby mogli lepiej planować swoją przyszłość i zmniejszyć stres związany z finansami – komentuje Patryk Rzepka.

Lęk o brak pieniędzy częściej wskazują kobiety niż mężczyźni (49,3% vs. 45,3%). Mówią o nim głównie osoby ze wsi i z miejscowości liczących do 5 tys. mieszkańców (54,4%). Przeważnie dotyczy to Polaków z miesięcznym dochodem netto w wysokości 1000-2999 zł (54,9%) i ze średnim wykształceniem średnim (51,6%).

– Powyższa obawa jest powszechniejsza wśród kobiet, osób z niższymi dochodami, wykształceniem średnim oraz mieszkańców wsi i małych miejscowości ze względu na ich większą wrażliwość na zmiany ekonomiczne i mniejszą elastyczność finansową. Do tego dochodzą ograniczone możliwości zarobkowe. To wskazuje na potrzebę wsparcia tych grup w zakresie edukacji finansowej i możliwości zwiększenia dochodów – przekonuje jeden ze współautorów badania.

Na drugim miejscu w zestawieniu jest lęk o wzrost kosztów życia – 27%. W TOP5 znajdują się również obawy o utratę pracy lub możliwości zarobkowania – 24%, rosnące ceny w sklepach – 23,9%, a także wysokie podatki – 23,6%.

– Te wszystkie obawy odzwierciedlają trudną sytuację ekonomiczną młodych ludzi. Wskazują na niestabilność finansową i niepewność na rynku pracy, z którą muszą się mierzyć. Młodzi ludzie często dopiero rozpoczynają swoją karierę zawodową, co wiąże się z niższymi zarobkami i mniejszymi możliwościami oszczędzania. Wysoka inflacja, rosnące koszty życia i podatki dodatkowo obciążają ich budżety. Trzeba też wyraźnie powiedzieć, że młode osoby coraz częściej odczuwają duży stres związany z finansami, co może wpływać na ich decyzje życiowe, w tym związki i rozwody – zauważa ekspert z platformy RISIFY.pl.

Na dalszych pozycjach w rankingu znajdują się obawy przed popadnięciem w długi – 20,9%, napływem imigrantów – 19,6%, śmiercią bliskiej osoby – 16,7%, byciem ofiarą oszustwa – 14,7%, a także powrotem wysokiej inflacji – 14,4%.

– Obawianie się długów może być związane z trudnościami w zarządzaniu finansami i obciążeniami kredytowymi, ale nie tylko. Strach przed oszustwami jest uzasadniony w erze cyfrowej, w której występują różnorodne zagrożenia, takie jak phishing czy kradzież tożsamości. Lęki te podkreślają potrzebę edukacji finansowej i zwiększania świadomości na temat zabezpieczeń w sferze online. Obawa przed napływem imigrantów może wynikać z niepewności co do wpływu na rynek pracy i społeczeństwo. Nie jest to zaskoczeniem w kontekście obecnych debat publicznych na ten temat – analizuje Patryk Rzepka.

Ranking zamyka lęk przed kontaktami z urzędami – 0,4%. Przed nim widać wskazania dotyczące hejtu w Internecie – 0,9%, braku awansu zawodowego – 1%, macierzyństwa bądź ojcostwa – 1,1%, zazdrości innych ludzi – 1,1%, a także małżeństwa – 1,1%.

– Najrzadziej wybierane obawy mogą wskazywać na to, że młode osoby mogą czuć się coraz pewniej w sytuacjach związanych z formalnościami i zawodowym rozwojem. Mogą również rzadko kontaktować się z urzędami lub czuć się pewnie w takich sytuacjach dzięki coraz lepszej cyfryzacji i uproszczonym procedurom administracyjnym. Widać też, że w kwestiach zawodowych coraz lepiej się czują, stąd strach przed tego typu rzeczami jest stosunkowo niewielki – podsumowuje Patryk Rzepka.

Opis metody badawczej

Raport pt. „Czego boją się młodzi Polacy? Edycja I 2024” powstał na podstawie badania sondażowego, przeprowadzonego metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) na próbie 808 Polaków w wieku 18-35 lat. Autorami raportu są eksperci z platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH i platformy psychoterapii RISIFY.pl.

Niewielki wzrost kredytów dla mikroprzedsiębiorstw w pierwszym półroczu 2024

W pierwszej połowie 2024 roku banki przyznały mikroprzedsiębiorstwom tylko o pół procenta więcej kredytów na wartość wyższą o 3,8% niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Jedynie w segmencie kredytów obrotowych wzrosła zarówno liczba (+1,9%), jak i wartość (+3,1%) udzielonych kredytów. Z perspektywy branż w minionym półroczu wyróżniają się firmy usługowe, których finansowanie wzrosło w ujęciu liczbowym o 3,1%, a w wartościowym nawet o 10,6%.

W pierwszym półroczu 2024 r. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, banki udzieliły tylko 0,5% więcej kredytów dla mikroprzedsiębiorców na kwotę o 3,8% wyższą. Niewielką, choć dodatnią dynamiką sprzedaży w tym okresie zarówno pod względem liczby (1,9%), jak i wartości (3,1%) charakteryzowały się jedynie kredyty obrotowe. Zwraca uwagę ponad 10% spadek zainteresowania kredytami w rachunku bieżącym, których wartość zmalała o prawie 8%. O ponad jedną czwartą niższa (25,3%) liczba udzielonych kredytów inwestycyjnych, kontrastuje ze znaczącym, ponad 15% wzrostem ich wartości.

– Analizując krótkoterminowe trendy, w czerwcu tego roku w porównaniu do czerwca 2023 r., banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom o 25,3% mniej kredytów inwestycyjnych, choć w ujęciu wartościowym dynamika była dodatnia i wyniosła 49,3%. To samo zjawisko wystąpiło w całym pierwszym półroczu, co pozwala wnioskować, że mikroprzedsiębiorcy nadal nie są zainteresowani inwestycjami i finansowaniem ich kredytem bankowym. Natomiast ci przedsiębiorcy, którzy korzystają z kredytów bankowych, zaciągają je na coraz wyższe kwoty – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

– Przedsiębiorcy nadal wspierają swój biznes kredytami obrotowymi, choć, jak pokazują statystyki z ostatniego półrocza, są to decyzje wyważone w czasie. Natomiast 10 proc. spadek zainteresowania kredytami w rachunku bieżącym spowodowany był przede wszystkim odwróceniem trendu odnośnie zapasów. Jeszcze w zeszłym roku, z uwagi na wysoką inflację, a także ryzyko braku dostępności surowców i produktów, część mikroprzedsiębiorców budowała bufor bezpieczeństwa poprzez inwestowanie w zapasy, które w skali całej gospodarki rosły. W ostatnim okresie zapasy spadają, co w konsekwencji powoduje niższe zainteresowanie ich finasowania za pomocą kredytu bankowego – tłumaczy Rogowski.

Po pierwszym półroczu 2024 r.: tylko branża usługowa chętnie wspierała się kredytem

W pierwszym półroczu bieżącego roku, w porównaniu z analogicznym okresem 2023 roku, wzrost liczby udzielonych kredytów odnotowano jedynie w branży usługowej (+3,1%), a wartość tych kredytów wzrosła o 10,6%.

W pozostałych branżach zainteresowanie kredytami spadło, pod względem liczbowym – najbardziej w handlu (-2,8%), a wartościowym (-4,1%) w budownictwie.

– W ciągu ostatnich sześciu miesięcy bieżącego roku mikroprzedsiębiorcy z branży usługowej wyróżnili się na tle mikroprzedsiębiorców z innych branż pod kątem wzrostu liczby i znaczącej wartości zaciągniętych kredytów. Można przypuszczać, że przyczyną tego ożywienia mogły być korzystne warunki gospodarcze oraz rosnące zapotrzebowanie w gospodarce na usługi. Warto także dodać, że w samym czerwcu br. banki udzieliły 735 mln zł mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność usługową, co stanowi 36,5% łącznej wartości kredytów dla tzw. małego biznesu – dodaje główny analityk Grupy BIK.

Kolejna awaria Microsoftu: tym razem to cyberatak

Jak donosi BBC, kolejna awaria Microsoftu była efektem cyberataku typu DDoS (Distributed Denial-of-Service). Tym razem tysiące użytkowników przez prawie 10 godzin miały trudności z korzystaniem m.in. z Outlooka i Minecrafta.

Zdarzenie to miało miejsce niecałe dwa tygodnie po poważnej globalnej awarii, która spowodowała, że około 8,5 miliona komputerów z systemami Microsoftu przestało prawidłowo działać. Awaria miała wpływ m.in. na sektor opieki zdrowotnej i branżę turystyczną, a jej przyczyną była wadliwa aktualizacja oprogramowania przeprowadzona przez firmę CrowdStrike, specjalizującą się w cyberbezpieczeństwie.

Komentuje Kamil Sadkowski, analityk laboratorium antywirusowego ESET: 

W ostatnich tygodniach nauczyliśmy się, że teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej musimy spodziewać się niespodziewanego. Dwie poważne awarie w tak krótkim czasie są bezprecedensowe i być może nie całkowicie niezależne od siebie. Cyberprzestępcy wyraźnie testują kolejne granice i pokazują nam, że nieustannie rozwijają swoje umiejętności.

Atak DDoS  polega na zalewaniu serwera lub sieci ogromną ilością fałszywych żądań z wielu źródeł, co prowadzi do przeciążenia i uniemożliwia normalnym użytkownikom dostęp do zasobów firmy. Celem takiego ataku jest wywołanie awarii systemu lub znaczne obniżenie jego wydajności.

Tego typu ataki nie należą do najgroźniejszych, jednak są bardzo widowiskowe. Cyberprzestępcy są w stanie wywołać chaos i skierować na siebie uwagę bardzo wielu osób. Można traktować je jako pewnego rodzaju pokaz siły. Nie należy jednak obawiać się, że w wyniku tych wydarzeń zagrożone są np. nasz dane.

Frankowicze chwilowo tracą impet. W I półroczu br. do sądów wpłynęło tylko o 1,4 proc. r/r więcej pozwów

Od stycznia do czerwca br. liczba spraw frankowych złożonych w sądach okręgowych była o 1,4% większa niż w analogicznym okresie ub.r. Natomiast w I kwartale skok był na poziomie blisko 24% rdr. W ocenie niektórych ekspertów, może to wskazywać na osłabienie dynamiki wzrostu. W kolejnych miesiącach będzie to jeszcze bardziej widoczne. Mogą też na to wpływać coraz lepsze warunki ugód oferowane przez banki. Niemniej eksperci uważają, że zainteresowanie pozywaniem banków wciąż utrzymuje się na dość wysokim poziomie, na co wpływają kolejne korzystne wyroki dla frankowiczów. Natomiast na najbliższe miesiące znawcy tematu przedstawiają różne prognozy.

Z danych udostępnionych przez 47 sądów okręgowych wynika, że w I połowie br. wpłynęło do nich ok. 39,4 tys. spraw frankowych. To o 1,4% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich ok. 38,9 tys. Różnica rdr. jest niewielka, co podkreśla Piotr Kuczyński, główny analityk z DI Xelion. Ekspert zaznacza, że zainteresowanie pozywaniem kredytodawców przez zadłużonych we frankach Polaków utrzymuje się na stałym i dość wysokim poziomie. Jednak w opinii eksperta, wzrost nie jest większy, bo banki nasiliły program ugód z kredytobiorcami, poprawiając warunki tych umów.

– Pomimo relatywnie małego wzrostu, liczba nowych spraw jest znacząca. To wskazuje na to, że frankowicze wciąż widzą sens w dochodzeniu swoich praw w sądach. Zainteresowanie to może wynikać z rosnącej liczby korzystnych wyroków, które dają nadzieję na pozytywne rozstrzygnięcia. Dodatkowo medialne nagłaśnianie sukcesów innych kredytobiorców może zachęcać kolejne osoby do podejmowania działań. Taka liczba pozwów może świadczyć o rosnącej pewności frankowiczów w sporach z bankami – komentuje radca prawny Adrian Goska z Kancelarii SubiGo.

Jak zaznacza adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal, w przypadku niektórych banków widać zmianę i poprawę warunków ugód po uchwale Sądu Najwyższego z 25 kwietnia br. Jednak nie jest to jeszcze zjawisko powszechne. Jednocześnie banki wzywają klientów do zwrotu kapitału kredytu, także spłaconego. Same też składają pozwy. Dla osób, które są już 2 czy 3 lata w procesie, ugoda musi być naprawdę atrakcyjna, żeby zdecydowały się na jej przyjęcie. Jeśli klient nie jest w trudnej sytuacji, to może poczekać jeszcze rok czy dwa lata, żeby odzyskać kilkadziesiąt bądź nawet kilkaset tysięcy złotych więcej. Porozumienie z bankiem może także skutkować koniecznością zapłaty podatku.

– Ugody zawierane są na takich warunkach, żeby zniechęcić frankowiczów do wchodzenia na drogę sądową. Trzeba pamiętać o tym, że pozwanie banku wiąże się z płaceniem niemałego wynagrodzenia kancelariom prawnym. Ponadto, od złożenia pozwu do prawomocnego wyroku sądu mogą upłynąć nawet 3-4 lata. Nie każdy ma chęć tyle czekać. Trzeba też pamiętać, że pieniądz otrzymany teraz jest więcej wart niż ta sama kwota wypłacona za 4 lata – dodaje Piotr Kuczyński.

Analizując dane z poszczególnych sądów okręgowych, widać, że w I połowie br. najwięcej spraw frankowych wpłynęło do SO w Warszawie – 6 612 (rok wcześniej – 10 381, spadek rdr. – o 36,3%). Dalej widzimy SO w Gdańsku – 3 468 (poprzednio – 3 089, +12,3% rdr.), jak również Warszawa-Praga w Warszawie – 3 442 (poprzednio 2 902, +18,6%). Kolejne pozycje w tym zestawieniu należą do SO w Poznaniu – 3 383 (2 822, +19,9%), we Wrocławiu – 2 348 (1 545, +52%), a także w Krakowie – 1 966 (wcześniej było to 1 694, +16,1%).

– Te zmiany są efektem nowelizacji k.p.c. obowiązującej od połowy kwietnia ub.r. Wówczas została wprowadzona wyłączna właściwość sądu miejsca zamieszkania powoda. Dzięki temu, sprawy mogły zostać bardziej równomiernie rozłożone po całym kraju. Zmiany te mogą również wpłynąć na przyszłe decyzje kredytobiorców dotyczące składania pozwów – analizuje mec. Adrian Goska.

W ocenie mec. Jakuba Bartosiaka, sytuacja związana z SO w Warszawie wynika z nowelizacji k.p.c. Jak prognozuje ekspert, liczba postępowań w tym sądzie będzie stopniowo maleć, co odciąży tzw. specjalny wydział frankowy i pozwoli na szybsze prowadzenie spraw. Z kolei inne sądy powinny przygotować się na wzrost liczby składanych pozwów, a także odpowiednio dostosować strukturę, administrację i infrastrukturę. Jak przekonuje adwokat z MBM Legal, wzrost liczby spraw, nie tylko frankowych, o 50% czy 100% jest wyzwaniem dla każdej organizacji.

– Nie widzę powodu, dla którego miałoby dojść do zmiany liczby składanych pozwów w II połowie tego roku. Może będzie przybywać spłaconych kredytów, zawartych ugód oraz prawomocnych wyroków. To zmniejszy liczbę pozostałych kredytów, a stopniowo będzie też ograniczać liczbę pozwów – stwierdza ekspert z DI Xelion.

Natomiast w opinii Adriana Goski, w II połowie br. liczba pozwów może pozostać na podobnym poziomie jak w I połowie br. lub nieznacznie zmaleć. Według eksperta, kluczowe czynniki to rozwój sytuacji prawnej, podejście banków do negocjacji ugodowych oraz ewentualne zmiany w regulacjach prawnych. Kredytobiorcy mogą nadal czuć się pewni w swoich działaniach, widząc kolejne korzystne wyroki sądowe. Ekspert z SubiGo dodaje, że nowelizacja k.p.c. mogła wpłynąć na szybkość rozpatrywania spraw w stołecznym sądzie, co może być dodatkowym motywatorem dla kredytobiorców.

– W II połowie tego roku spodziewam się nieco większego wpływu nowych spraw niż ostatnio, m.in. z powodu kwietniowej uchwały Sądu Najwyższego. Ponadto, mamy wakacje, czyli okres, w którym klienci znajdują czas na zajęcie się odkładanymi tematami. Wzrasta też świadomość naruszonych praw, także w zakresie kredytów już spłaconych lub powiązanych z euro czy dolarami – twierdzi adwokat Jakub Bartosiak.

Z kolei niektórzy rynkowi eksperci, podsumowując najnowsze dane, wskazują, że wcześniej z raportów tych samych 47 sądów okręgowych wynikało, że w I kwartale 2024 roku wpłynęło do nich w sumie ok. 23 tys. tego typu spraw. Czyli o prawie 24% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Może to zatem wskazywać na sytuację, że dynamika wzrostu tego typu spraw wyraźnie się osłabia i w kolejnych miesiącach będzie to bardziej widoczne.

Grupa Cichy-Zasada nawiązuje współpracę z marką BYD

Podtrzymując swój dynamiczny rozwój Grupa Cichy-Zasada nawiązuje współpracę z marką BYD w ramach prowadzenia autoryzowanej działalności dealerskiej i serwisowej tej marki w strukturach powołanej do tego celu nowej spółki. Pierwsze salony BYD należące do nowej spółki otwarte będą dla klientów już latem bieżącego roku w dwóch lokalizacjach w Warszawie i w Poznaniu.

Wizjonerskie podejście

Grupa Cichy-Zasada kontynuuje tym samym swoje ambicje jako lidera branży dealerskiej w Polsce. Oprócz stałego rozwoju portfolio salonów marek z grupy VW zdecydowała się na wprowadzenie marki spoza obecnego portfela marek GCZ.

,,Nasz sukces zawdzięczamy ciągłemu rozwojowi i ludziom tworzącym Grupę Cichy-Zasada, którzy swoim zaangażowaniem i ciężką pracą ten rozwój umożliwiają. Marka BYD jest jedną z najciekawszych propozycji na globalnym rynku motoryzacyjnym ostatnich lat, dlatego uważam, że decyzja o rozpoczęciu sprzedaży aut tej marki jest dobrą alternatywą dla naszej Grupy” – powiedział Mirosław Cichy.

,,Mamy bogate doświadczenie w rozwoju rynku motoryzacyjnego w Polsce i chcemy kontynuować tę ścieżkę. Praktycznie każdego roku podejmujemy nowe wyzwania tworząc kolejne punkty kontaktu klienta z motoryzacją. Nawiązanie współpracy z nową marką, spoza Europy jest dla nas zupełnie nowym doświadczeniem. Wierzymy, że połączenie naszych ugruntowanych sił i doświadczenia z rozwiązaniami panującym w marce BYD spotka się z absolutnym zadowoleniem i uznaniem wśród Klientów.” – powiedział Karol Obiegły.

Grupa Cichy-Zasada i BYD – lata doświadczeń i rozwoju

Grupa Cichy-Zasada to obecnie największa grupa dealerska w Polsce (TOP 50 miesięcznik Dealer), posiadająca 29 salonów sprzedaży w 9 polskich miastach. Grupa w swoim portfelu posiada marki Volkswagen, Skoda, Seat, Cupra oraz Audi. To jednocześnie jedna z czołowych sieci sprzedaży certyfikowanych samochodów używanych. Ponadto, Grupa oferuje usługi finansowe, ubezpieczeniowe, serwisowe oraz blacharsko-lakiernicze. W 2023 roku w prestiżowym rankingu TOP50, organizowanym przez Miesięcznik Dealer, Grupa Cichy-Zasada wspólnie z Sobiesław Zasada Automotive otrzymała tytuł Lidera sprzedaży nowych aut na polskim rynku motoryzacyjnym. Firma została również laureatem I edycji konkursu „Best Managed Companies Poland 2022” organizowanego przez jedną z największych światowych firm consultingowych Deloitte. Nagroda przyznawana jest najlepiej zarządzanym spółkom prywatnym w Polsce. Grupa Cichy-Zasada zatrudnia ponad 1800 pracowników i jest jedna z najbardziej dynamicznie rozwijających się grup dealerskich w Polsce – tylko w tym roku otworzy blisko 10 nowych obiektów samochodowych dla marek VW, SKODA, CUPRA, Audi, Porsche i BYD.Grupa Cichy-Zasada nawiązuje współpracę z marką BYD

BYD

Założona w lutym 1995 roku firma BYD, po ponad 27 latach szybkiego wzrostu stała się globalną firmą, która utworzyła ponad 30 parków przemysłowych na 6 kontynentach i odegrała znaczącą rolę w branżach związanych z elektroniką, motoryzacją, energią odnawialną i transportem kolejowym. Koncentrując się na pozyskiwaniu, magazynowaniu i zastosowaniu energii stała się zaawansowanym technologicznie światowym producentem baterii do elektroniki i samochodów. Jest obecnie największym graczem motoryzacyjnym w Chinach i znaczącym na całym świecie – BYD sprzedało w 2023 roku blisko 3 mln samochodów na całym świecie, z czego połowę stanowią samochody z napędem BEV, natomiast druga połowa to samochody z napędem PHEV.

W 2020 roku marka BYD rozpoczęła działania zmierzające do sprzedaży swoich aut w Europie. Jest już obecna na wszystkich znaczących rynkach europejskich, poprzez partnerstwo z największymi grupami dealerskimi. Jest oficjalnym sponsorem EURO 2024 i planuje budowę własnej fabryki samochodów w Europie na Węgrzech, wykazując w ten sposób swoją determinację rozwoju na rynku europejskim. W najbliższym okresie planuje również otworzyć własne przedstawicielstwo (struktury importerskie) na terenie Polski.

Dane pomagają dolarowi

Wczorajszy pakiet danych z Europy pokazuje, że brak negatywnych niespodzianek zawdzięczamy głównie niskim oczekiwaniom. Za oceanem wyniki (podobnie jak sytuacja na walutach) wyglądają jednak lepiej.

Inflacja w Niemczech jednak w górę

Wczorajsze dane pokazują, że wbrew oczekiwaniom nie udało się Niemcom utrzymać inflacji na poziomie 2,2%. Wynik 2,3% nie jest teoretycznie bardzo zły, ale biorąc pod uwagę ostatnie wątpliwości co do dalszych decyzji EBC, należy się zastanowić czy przypadkiem nawet taki detal może nie przesunąć kolejnej obniżki stóp procentowych o posiedzenie. Gdyby tak się stało, byłby to sygnał umacniający euro względem dolara. Patrząc na słabszą passę europejskiej waluty względem dolara w ostatnich tygodniach, można oczekiwać, że inwestorzy zaraz zaczną szukać powodów by zrealizować zyski i znów wrócić z dolarów do euro. Z drugiej strony należy pamiętać, że Niemcy mimo bycia zdecydowanie najsilniejszą gospodarką strefy euro nie są jedyni. W Hiszpanii np. inflacja wypadła niżej niż oczekiwania.

Wstępne odczyty PKB

Wczoraj poznaliśmy pakiet danych o PKB. Zaczęło się od Węgier, gdzie w drugim kwartale PKB wzrosło nie o 2% – jak oczekiwano – a o 1,5%. Kosztowało to forinta ponad półprocentowy spadek wartości względem pozostałych walut. W Czechach w miarę stabilnie, co prawda nie osiągnięto wyniku 0,5%, aczkolwiek 0,4% może być efektem zaokrągleń. Warto też wskazać, że to i tak najlepszy wynik roczny Pragi od ponad roku. Hiszpania do wspomnianych już dobrych danych o PKB dorzuciła wyższy od oczekiwań wzrost PKB. Włochy spełniły oczekiwania, podobnie jak Niemcy i kraje te pokazały odpowiednio 0,9% i 0,3% wzrostu. Nie są to wyniki obiektywnie dobre, aczkolwiek zgodne z oczekiwaniami. Cała strefa euro pokazała natomiast w drugim kwartale wynik symbolicznie powyżej oczekiwań, wynoszący 0,6%. Niby jest lepiej, ale to nie jest tempo, na które liczy Unia Europejska.

Zaufanie za oceanem

Amerykanie pokazali wczoraj dwa wskaźniki. Z jednej strony liczbę otwartych ofert pracy, wynoszącą 8,18 mln etatów. To więcej niż oczekiwali analitycy, ale trzeba też zwrócić uwagę, że tamtejszy rynek pracy przeżywa pewne problemy. Jeszcze dwa lata temu szukano 2 mln etatów więcej niż obecnie. Lepiej od oczekiwań wypadł też indeks zaufania konsumentów – Conference Board. Indeks pozostał powyżej poziomu 100 pkt pomimo pesymistycznych oczekiwań. Lepsze dane po raz kolejny pozwoliły dolarowi zaatakować poziom 1,08 względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,
15:45 – USA – indeks Chicago PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Inflacja CPI w Polsce na zakręcie

Według wstępnego szacunku inflacja CPI w lipcu wyniosła 4,2 proc. r/r. Miesiąc wcześniej wskaźnik wyniósł 2,6 proc. W ujęciu miesięcznym odnotowano wzrost o 1,4 proc. m/m. Główną przyczyną wzrostu inflacji jest wycofanie tarczy antyinflacyjnej. Jest to zatem wzrost cen energii, gazu i ciepła.

Podwyższona inflacja w okolicach 5 proc. pozostanie z nami prawdopodobnie do końca roku. Już teraz patrzymy na pierwszy kwartał 2025 r. kiedy to czeka nas kolejny skok inflacji przy założeniu całkowitego wygaszenia działań osłonowych.

Oczekiwany termin potencjalnych ruchów stóp procentowych sukcesywnie się przesuwa. Jeszcze jakiś czas temu rozpoczęcie obniżek w 2024 r. było bardzo prawdopodobne. Teraz ten scenariusz stał się nierealny. Wydaje się, że przestrzeń na pierwsze obniżki stóp procentowych pojawi się najwcześniej w połowie 2025 r. – w momencie, gdy inflacja zacznie ponownie spadać.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

FOMC pozostawi stopy bez zmian, ale zasygnalizuje możliwe cięcia we wrześniu

Jest w zasadzie jasne, że FOMC nie zmieni w tym tygodniu stóp procentowych. Uczestnicy rynku będą jednak uważnie śledzić komunikaty Fedu, wypatrując wszelkich wskazówek, że do ich cięcia może dojść we wrześniu. My spodziewamy się w tym roku dwóch cięć o 25 pb.: we wrześniu i w grudniu.

Kluczowe punkty:

  • FOMC ma utrzymać stopy procentowe, szansa na ich cięcie jest mała.
  • Nie będzie publikacji dot plotu ani projekcji makroekonomicznych.
  • Spodziewamy się, że Powell podkreśli postępy na froncie inflacyjnym.
  • Powell ma zostawić otwarte drzwi do cięcia stóp we wrześniu.
  • W kontraktach futures wyceniane są ok. 2,5 obniżki w tym roku.
  • Spodziewamy się dwóch cięć stóp procentowych Fedu w 2024 r.

Inflacja w USA znów cieszy oko

Po przedłużającym się okresie braku postępów na froncie inflacyjnym miary dynamiki cen w USA w końcu powróciły do trendu spadkowego. W czerwcu inflacja była niższa od oczekiwań – jej główna miara spadła do najniższego od roku poziomu 3%, bazowa zaś do najniższego od kwietnia 2021 r. poziomu 3,3%. Preferowana przez nas trzymiesięczna zanualizowana miara bazowa, która niweluje zmienność widoczną w miesięcznych dynamikach, spadła w tym czasie do 2,1%, jest więc obecnie tuż powyżej 2-procentowego celu Rezerwy Federalnej.

Wykres 1: Inflacja CPI w USA (2014 – 2024)Wykres 1: Inflacja CPI w USA (2014 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 27.07.2024

Postępy w zakresie preferowanej przez Fed miary inflacji (PCE) były w ostatnich miesiącach podobnie ośmielające – jej trzymiesięczna zanualizowana miara bazowa spadła z 4,8% w marcu do 2,3% w czerwcu. Przekonanie Fedu co do osiągnięcia mandatu cenowego powinno zostać wsparte także przez rozluźnienie warunków na rynku pracy. Średni miesięczny przyrost miejsc pracy zwolnił z 267 tys. w pierwszym kwartale do 177 tys. w drugim. Stopa bezrobocia osiągnęła najwyższy od niemal trzech lat poziom 4,1%, liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wzrosła, zaś liczba nowych miejsc pracy i dynamika zarobków spadły.

Wykres 2: 4-tygodniowa średnia ruchoma nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych (lipiec 2023 – lipiec 2024)Wykres 2: 4-tygodniowa średnia ruchoma nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych (lipiec 2023 – lipiec 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 27.07.2024

Fed zaczeka z decyzją o zmianie stóp do nowych projekcji

Wymienione zjawiska powinny zwiększyć pewność członków FOMC, że aktywność gospodarcza i dynamika cen są bliżej równowagi, a obniżenie stóp procentowych będzie wkrótce uzasadnione. Zaobserwowaliśmy już gołębi zwrot prezesa Fedu Jerome’a Powella, który wskazał w tym miesiącu, że poczyniono „istotne postępy” w walce z inflacją. Wzmacnia to przekonanie inwestorów, że cięcia stóp procentowych Fedu rzeczywiście zbliżają się wielkimi krokami – w kontraktach futures w pełni wyceniane są w tym roku dwa cięcia, a trzecie mniej więcej w połowie.

Wykres 3: Wyceniana liczba zmian stóp procentowych w USA w kontraktach fed funds futures (na dzień 24.07.24)Wykres 3: Wyceniana liczba zmian stóp procentowych w USA w kontraktach fed funds futures (na dzień 24.07.24)

Źródło: Bloomberg Data: 27.07.2024

Jesteśmy niemal pewni, że posiedzenie w tym tygodniu nie przyniesie zmian stóp procentowych. Argumentujemy to po części tym, że kolejne kwartalne projekcje gospodarcze i dotyczące stóp procentowych, które towarzyszą zwykle wprowadzaniu istotnych zmian polityki monetarnej Fedu, zostaną opublikowane we wrześniu. FOMC zasugeruje jednak prawdopodobnie w swoich komunikatach, że niższe stopy procentowe są blisko.

W czerwcu bank stwierdził, że poczyniono „umiarkowane dalsze postępy” w walce z inflacją – tym razem spodziewamy się zamiast tego oceny, że od tamtego czasu sytuacja uległa większej poprawie. Powell prawdopodobnie wzmocni ten przekaz podczas swojej konferencji prasowej i doda, że polityka monetarna w USA jest restrykcyjna.

Nie wierzymy jednak, że prezes Fedu przekaże w tym tygodniu klarowne forward guidance dotyczące stóp procentowych, a jedynie że zostawi otwarte drzwi do ich obniżki we wrześniu. Między najbliższym i kolejnym, wrześniowym posiedzeniem opublikowane zostaną liczne istotne odczyty, Fed będzie się więc wzbraniał przed deklaracjami, póki nie zyska pewności, że dane są zgodne z jego oczekiwaniami. Zamiast tego decydenci będą zapewne podkreślać postępy w walce z inflacją i to, że decyzje podejmowane są z posiedzenia na posiedzenie.

Dane wciąż przemawiają za pierwszym cięciem we wrześniu

Wszelkie gołębie komentarze Powella dotyczące inflacji powinny być wystarczające, by scementować przekonanie rynku o ruchu w dół we wrześniu. W kontraktach futures wyceniane jest obecnie więcej niż standardowa obniżka (28 pb.) Uważamy, że nie pojawiło się dotąd dość argumentów uzasadniających opóźnienie cięć stóp procentowych Fedu. Odczyt dynamiki PKB w II kwartale opublikowany w zeszłym tygodniu zaskoczył w górę, pokazując wzrost o 2,8% w ujęciu zanualizowanym względem konsensusu 2,0%. Uważamy, że nie wystarczy to, by zmienić plany Fedu, szczególnie biorąc pod uwagę przestarzałość tych danych i niedawne oznaki ochłodzenia na rynku pracy, które może zwiastować słabszą aktywność gospodarczą.

Utrzymujemy nasz pogląd, że stopy procentowe w USA zostaną obniżone w tym roku dwukrotnie: we wrześniu i grudniu, kiedy publikowane będą nowe projekcje FOMC. W kontraktach futures wyceniane jest bardziej agresywne tempo rozluźniania polityki monetarnej (68 pb. do końca roku). Zapewnia to przestrzeń do aprecjacji dolara w krótkim terminie, szczególnie jeśli ton komunikatów Powella będzie sugerował, że w nadchodzących kwartałach Fed przyjmie ostrożne podejście wobec cięć stóp procentowych.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (31.07) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

System kontroli dostępu – klucz do bezpieczeństwa firmy

System kontroli dostępu to fundament bezpieczeństwa każdej firmy. Dzięki nowoczesnym technologiom, takim jak karty zbliżeniowe, czytniki linii papilarnych, czy rozpoznawanie twarzy, przedsiębiorstwa mogą skutecznie chronić swoje zasoby i informacje przed nieuprawnionym dostępem. Gdzie szukać takich rozwiązań?

Troska o bezpieczeństwo firmy z EDPS

EDPS to działająca od 1994 roku firma, która specjalizuje się w dostarczaniu rozwiązań z zakresu nie tylko kontroli dostępu, ale także rejestracji procesów produkcyjnych czy rejestracji czasu pracy. Dzięki takim technologiom tylko upoważnione osoby zyskują dostęp do poszczególnych stref czy danych w przedsiębiorstwie.

Innowacyjne systemy pozwalają dokładnie monitorować, kto i kiedy wchodzi do poszczególnych pomieszczeń. Automatyzacja kontroli dostępu eliminuje potrzebę ręcznego zarządzania kluczami, co przekłada się na oszczędność czasu i zasobów. EDPS proponuje najnowocześniejsze systemy dopasowane precyzyjnie do indywidualnych potrzeb klienta.

Wszelkie informacje dotyczące oferty można sprawdzić na stronie https://edps.com.pl/. Firma oferuje gotowe rozwiązania, które nie tylko usprawniają funkcjonowanie organizacji, ale także zwiększają jej bezpieczeństwo.

Technologie oferowane przez EDPS

EDPS proponuje takie opcje kontroli dostępu jak:

  • bramki i kołowroty;
  • czytniki i kontrolery;
  • integracja z SAP HCM;
  • personalizacja kart plastikowych;
  • zintegrowany system bezpieczeństwa.

To kompleksowe rozwiązania korzystające m.in. z identyfikacji biometrycznej pracowników. Warto zainteresować się także systemami rejestracji czasu pracy, ponieważ:

  • zwiększają rzetelność rozliczeń;
  • ułatwiają pracę osób odpowiedzialnych za ewidencję;
  • ograniczają pracochłonność procesu rozliczania pracowników z czasu wykonywania obowiązków.

Wprowadzenie systemów EDPS pozwala także prowadzić analizy, które umożliwiają optymalizację procesów i zwiększenie efektywności pracy. To doskonałe rozwiązanie szczególnie dla średnich i dużych przedsiębiorstw, w których liczba pracowników utrudnia personalne doglądanie wszelkich spóźnień czy nadgodzin.

EDPS dysponuje zespołem doświadczonych specjalistów, którzy do każdego zlecenia podchodzą indywidualnie. Mechanizmy są dopasowywane do potrzeb, możliwości oraz wielkości firmy. Ochrona dostępu pozwala uniknąć wielu problemów, w tym wycieku danych, kradzieży czy zagrożeń związanych z cyberbezpieczeństwem. Warto zadbać o działalność zgodną z wszelkimi przepisami i standardami branżowymi.

Spowolnienie na rynku mieszkań, boom na domy – analiza rynku nieruchomości w II kwartale 2024 r.

Drugi kwartał bieżącego roku był okresem wyczekiwania na rynku mieszkań. Kupujący, spodziewając się nowego programu dopłat do kredytów, wstrzymywali się z decyzjami zakupowymi. W rezultacie popyt osłabł, a ceny lokali wzrosły jedynie o 1,8% kw/kw. Na rynku domów jednorodzinnych sytuacja wyglądała jednak inaczej. Kupujący nabyli aż o jedną trzecią więcej domów niż rok wcześniej, a podwyżki sięgały średnio 10% r/r. – wynika z najnowszego Kwartalnika Mieszkaniowego Otodom i Polityki Insight.

W II kwartale br. na rynku mieszkań widoczne było spowolnienie i dalsze wyhamowanie wzrostów cen.  Średnie stawki podniosły się o 1,8% kw/kw, podczas gdy w I kwartale br. było to 3,2% kw/kw, a w ostatnich miesiącach 2023 roku ponad 5% kw/kw. Równocześnie liczba aktywnych ofert sprzedaży mieszkań w całym kwartale po raz pierwszy od dwóch lat przekroczyła poziom 300 tys. To efekt nowych wprowadzeń deweloperskich oraz większej liczby lokali wystawianych do sprzedaży przez prywatnych właścicieli.

I chociaż potencjalni kupujący mają z czego wybierać, to wyraźnie widać, że zwlekają z decyzją o zakupie własnego M. Potwierdzają to dane Otodom Analytics, z których wynika, że sprzedaż na rynku pierwotnym spadła w czerwcu do poziomu nienotowanego od połowy 2022 r.tempo obrotu mieszkaniami

– Na rynku widać wyczekiwanie. Wielu kupujących odkłada decyzję o zakupie mieszkania, czekając na stanowisko rządu w sprawie nowego programu dopłat do kredytów hipotecznych. Ogłoszenie ostatecznego kształtu i terminów „Mieszkania na start” umożliwi zainteresowanym przeanalizowanie, czy będą mogli skorzystać z dopłat do kredytów i czy będzie to dla nich korzystne. Dopiero na tej podstawie podejmą decyzję, czy finalizować transakcję jeszcze w tym roku, poczekać na uruchomienie programu czy w ogóle odłożą zakup na później – zaznacza dr hab. Adam Czerniak, prof. SGH, główny ekonomista Polityki Insight.

Co ciekawe, podobnej niepewności nie widać w przypadku nabywców domów jednorodzinnych.

Nabywcy domów nie zwlekają z zakupem

Osoby planujące zakup domu jednorodzinnego także mają obecnie do wyboru rekordowo szeroką ofertę. W II kwartale bieżącego roku liczba takich nieruchomości na sprzedaż osiągnęła najwyższy poziom od trzech lat. Na koniec czerwca na 7 rynkach głównych (Katowice, Kraków, Łódź, Poznań, Trójmiasto, Warszawa i Wrocław) i otaczających je miejscowościach deweloperzy oferowali na sprzedaż ponad 6 tys. domów jednorodzinnych, czyli aż 20% więcej niż rok wcześniej.

W przeciwieństwie do planujących zakup mieszkania potencjalni nabywcy domów nie zwlekają jednak z realizacją swoich planów. Z danych Otodom Analytics wynika, że od maja do czerwca na siedmiu głównych rynkach i w ich okolicach  sprzedano prawie 1,7 tys. domów deweloperskich. To o 5% więcej niż w pierwszym kwartale roku i aż o jedną trzecią więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku.

Coraz częściej decyzję o kupnie domu poprzedza nie tylko analiza walorów lokalizacji z dala od zgiełku i pośpiechu, ale również ocena skutków wyprowadzki poza miasto dla poszczególnych członków rodziny. W efekcie decyzje o zakupie domu pod miastem podejmują przeważnie bądź rodziny z małymi dziećmi, bądź dojrzali 50-ciolatkowie, których  dzieci prowadzą już odrębne od  rodziców gospodarstwa domowe.- podkreśla Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku, Otodom Analytics.

Analizując jednak dane w poszczególnych segmentach rynku domów, można zauważyć, że te położone na największych działkach i dalej od granic miasta drożeją wolniej. Jednocześnie tempo przyrostu aktywnych ofert w tych lokalizacjach jest szybsze niż bliżej głównych ośrodków. To pozwala wnioskować, że choć chcemy mieszkać w domach z ogrodami, to jednak niezbyt daleko od głównych ośrodków miejskich.

Ale czy zakup domu jednorodzinnego musi oznaczać wyprowadzkę za miasto? Niekoniecznie. Okazuje się bowiem, że sporo takich ofert zlokalizowanych jest w granicach miast. W Łodzi aż 60% dostępnych domów na sprzedaż znajduje się w samym mieście, a w Krakowie i we Wrocławiu to 40%.

Marzenia o własnym domu kosztują

Wyniki raportu Otodom “Szczęśliwy dom. Mieszkanie na osi czasu” pokazują, że ponad 70% mieszkańców Polski marzy o własnym domu. To marzenie kosztuje jednak coraz więcej. W II kw. br. segmenty podrożały o blisko 13% r/r, nieruchomości jednorodzinne usytuowane na małych działkach o 10 %, a te na terenie powyżej 500 mkw o ok. 9%.  To największe podwyżki cen domów od dwóch lat.

q2 2024 domy jednorodzinne

Ile trzeba zapłacić za przyjemność mieszkania we własnym domu od dewelopera? Najwięcej, bo ok. 11,4 tys./mkw. Warszawie i w Krakowie. W Poznaniu nabywcy muszą liczyć się z wydatkiem rzędu 9,7 tys. zł/mkw. Z kolei najtaniej nowe domy jednorodzinne można kupić w Katowicach (ok. 6,9 tys. zł/mkw.) i w Łodzi (ok. 8,2 tys. zł/mkw.)

Co ciekawe, chociaż w większości miast ceny domów z drugiej ręki są niższe niż te od deweloperów, to w stolicy Polski są wyższe o ok. 100 zł/mkw. W czerwcu w Warszawie prywatni właściciele życzyli sobie 11,5 tys./mkw., czyli 8% więcej niż rok temu. Powyżej 10 tys. zł/mkw. musieli przygotować także nabywcy z Krakowa. Niewiele mniej kosztowały domy na rynku wtórnym we Wrocławiu i w Gdańsku.

Analiza średnich cen za metr kwadratowy domów jednorodzinnych oferowanych przez firmy deweloperskie prowadzi do prostego choć błędnego wniosku, że zakup tego typu nieruchomości jest każdorazowo atrakcyjną okazją. A to dlatego, że  różnice w przeciętnych cenach za mkw. domów i mieszkań w podobnych lokalizacjach sięgają kilkudziesięciu procent. Błędność takich analiz wynika z faktu pomijania w nich wyraźnie większej – niż w przypadku mieszkań – powierzchni domów. W efekcie cena całkowita, z którą musi się zmierzyć nabywca domu bywa o kilkanaście procent wyższa niż cena dużo mniejszego mieszkania. Ponieważ grupa nabywców domów powinna w najbliższych kilku latach co najmniej pozostawać na obserwowanym obecnie poziomie, wzrost cen za metr kwadratowy domu przy jednoczesnym, stopniowym zmniejszaniu się powierzchni oferowanych przez firmy deweloperskie nieruchomości  jest nieuchronnypodsumowuje Katarzyna Kuniewicz.

W I pół. 2024 r. zlikwidowano prawie 100 tys. jednoosobowych firm. Ponad 179 tys. zawieszono

Od stycznia do czerwca br. liczba wniosków dotyczących zamknięcia jednoosobowej działalności gospodarczej spadła o ponad 3% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Znawcy tematu podkreślają, że początek 2023 roku był okresem szczególnie trudnym dla przedsiębiorców. Z kolei liczba wniosków o zawieszenie JDG wzrosła rdr. o przeszło 3%. Eksperci uważają, że tej zmiany nie należy traktować z niepokojem. Mówimy bowiem o elastycznym rozwiązaniu, a wznowienie działalności jest proste. Nie brakuje też opinii, że wpływ na przyszłe statystyki dotyczące likwidacji ww. firm mogą mieć planowane zmiany w zasadach ustalania składki zdrowotnej.

Zamknięcia lekko w dół

Jak wynika z danych udostępnionych przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii, w I połowie 2024 roku do rejestru CEIDG wpłynęło 99,6 tys. wniosków dotyczących zakończenia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 3,4% mniej niż w analogicznym okresie 2023 roku, kiedy takich przypadków było 103,1 tys. W opinii Łukasza Goszczyńskiego, radcy prawnego i doradcy restrukturyzacyjnego z kancelarii GKPG, dla samej gospodarki i szeroko pojętego rynku ten spadek niewiele oznacza. Przy okazji trzeba też zaznaczyć, że obecnie przedsiębiorcy są w lepszej kondycji niż rok temu. I dlatego w tej kwestii sytuacja się poprawia. W podobnym tonie wypowiadają się też inni eksperci.

– Początek 2023 roku był szczególnie trudny dla przedsiębiorców. Wówczas mieliśmy do czynienia z okresem kulminacji presji kosztowej, związanej w szczególności z wysokimi cenami energii, przy jednoczesnej słabości popytu wewnętrznego. Polska gospodarka znajdowała się w recesji, w I kw. 2023 roku PKB zmalał o 0,4% rdr. W II kw. 2023 roku zmniejszył się o 0,6% rdr. Od tej pory koniunktura w gospodarce uległa zauważalnej poprawie. Skutkiem tego może być również lepsza zdolność JDG do utrzymywania się na rynku – komentuje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Jak stwierdza Dawid Sułkowski z Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE), warunki prowadzenia działalności gospodarczej pozostają stabilne, lecz nieco pogorszyły się w porównaniu z zeszłym rokiem. Choć spadek inflacji cieszy konsumentów, to dla firm często oznacza niższy wzrost przychodów. Według eksperta, dane o wyrejestrowaniu firm nie oddają w pełni aktualnej sytuacji. Przedsiębiorcy prędzej decydują się na zawieszenie JDG niż na jej zamknięcie. Do tego mec. Goszczyński dodaje, że przedsiębiorcy, którym warunki prowadzenia biznesu się tylko pogorszyły, często zawieszają działalność, żeby przeczekać cięższy okres.

– Przyczyny zamykania się JDG są złożone i nie mogą być sprowadzone do jednego, prostego czynnika. Najwięcej likwidowanych działalności można zaobserwować w sektorach budownictwa, handlu i transportu. Ma to związek zarówno z szeregiem barier napotykanych w tych gałęziach gospodarki, jak również z faktem, iż funkcjonuje w nich znaczna liczba firm – dodaje główny ekonomista FPP.

Zawieszenia idą w górę

Według danych resortu, w I połowie 2024 roku do rejestru CEIDG wpłynęło 179,1 tys. wniosków o zawieszenie JDG. To o 3,3% więcej niż w analogicznym okresie 2023 roku, kiedy takich przypadków było 173,5 tys. W opinii mec. Łukasza Goszczyńskiego, ten wzrost nie jest niepokojący. Jest to raczej naturalna kolej rzeczy w kwestii wymiany firm na rynku. Do tego dla gospodarki nie ma to większego znaczenia, bo z reguły w miejsce zamkniętej firmy wchodzą do gry nowi przedsiębiorcy.

– Moim zdaniem, tych danych nie należy traktować z niepokojem. Instytucja zawieszenia JDG w obecnym stanie prawnym jest narzędziem bardzo elastycznym, które może być często i na bieżąco stosowane. Przedsiębiorcy decydują się na to rozwiązanie, aby nie ponosić obciążeń m.in. z tytułu obowiązkowych składek w czasie, kiedy ze względu np. na przestój sezonowy dana działalność nie jest wykonywana. Natomiast wznowienie JDG jest równie proste, jak jej zawieszenie – wyjaśnia Łukasz Kozłowski.

Ponadto Dawid Sułkowski nie postrzega bieżącej skali zawieszeń JDG jako niepokojącej. Dane z tego zakresu są bardzo zmienne, a nie każdy taki przypadek wynika z sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstwa. Jak zauważa ekspert z PIE, część przedsiębiorców, zamiast wznowienia JDG, decyduje się na zarejestrowanie nowej firmy. Zdarza się też, że zawieszony biznes nigdy nie zostaje odwieszony. W praktyce ma to równoznaczny skutek z wyrejestrowaniem firmy, lecz nie widzimy tego w statystykach dotyczących zakończenia działalności.

– Przy zawieszonej działalności przedsiębiorca może starać się np. o odzyskanie swoich należności i ściągnięcie ich. Przepisy pozwalają na takie czynności, które mieszczą się w ramach prowadzonej wcześniej firmy, choć biznes nie jest aktywny. W ten sposób właściciel JDG unika kosztów, przede wszystkim związanych z ubezpieczeniem społecznym. Taka postawa może wynikać z konieczności przeprowadzenia restrukturyzacji faktycznej, nie prawnej. Przedsiębiorcy oczekują na dalszy bieg sytuacji i w przypadku jej poprawy zdecydują się na wznowienie działalności – tłumaczy Adrian Parol, radca prawny i doradca restukturyzacyjny.

Ma być lepiej, ale…

W ocenie Łukasza Kozłowskiego, liczba wniosków o zamknięcie JDG będzie się zmniejszać w umiarkowanym tempie, o 2-4% rok do roku. Jak przekonuje ekspert FPP, w dalszym ciągu czynnikiem kluczowym będą warunki popytowe na rynku. Istotny wpływ będą miały również przyszłe regulacje w zakresie obciążeń publicznoprawnych, zwłaszcza że JDG często jest formą samozatrudnienia. W tym kontekście szczególnie ważne mogą być przyszłe zmiany w zasadach ustalania składki zdrowotnej. Jeśli będą one korzystne dla małych firm, liczba rejestrowanych JDG może szybciej rosnąć, a skala ich likwidacji – maleć.

– W mojej ocenie, będzie mniej zamknięć i zawieszeń działalności gospodarczych niż ostatnio. Na pewno przyczyni się do tego poprawa sytuacji gospodarczej w kraju. Do tego już teraz widoczna jest zmiana nastrojów konsumenckich na rynku – dodaje mec. Adrian Parol.

Podobnego zdania jest mec. Łukasz Goszczyński, który twierdzi, że w drugiej połowie roku sytuacja w kwestii zamykania i zawieszania jednoosobowej działalności gospodarczej powinna się poprawić. Jednak by tak się stało, w gospodarce i w polityce nie może wydarzyć się nic niepojącego. Wówczas różnie dalej może być.

– Istotną kwestią, często też trochę pomijaną w kontekście JDG, oprócz powyżej przywołanych przykładów, będzie sytuacja dot. składki zdrowotnej. Tego typu przedsiębiorcy naprawdę mocno czekają na nowe rozwiązania i często warunkują odwieszenie działalności tym, że jak ww. problem zniknie, to oni wznowią działalność. Co prawda, obecny rząd zapowiada zmiany w tej kwestii, ale wciąż to nie następuje, a wielu przedsiębiorców nie może sobie pozwolić na tak długie oczekiwanie – podsumowuje Adrian Parol, radca prawny i doradca restukturyzacyjny.

Tomasz Dąbkowski nowym szefem grupy aktuarialnej w KPMG

Do zespołu doradców Działu Usług Finansowych na stanowisko Partner Associate, jako Szef Grupy Aktuarialnej w KPMG w Polsce, dołączył Tomasz Dąbkowski. Będzie realizować i wspierać doradczo projekty związane z sektorem ubezpieczeń oraz budować interdyscyplinarne zespoły kompetencyjne na styku aktuariatu, ubezpieczeń i technologii ubezpieczeniowych.

Zespół aktuarialny KPMG w Polsce składa się z doświadczonych specjalistów, którzy łączą wiedzę ekspercką z wieloletnią praktyką w branży ubezpieczeniowej oraz doradztwie. KPMG oferuje wsparcie firmom ubezpieczeniowym w budowaniu przewagi konkurencyjnej poprzez dostarczanie rozwiązań wymagających technicznej wiedzy i doświadczenia z zakresu finansów, matematyki, analityki danych, metod predyktywnych oraz zarządzania ryzykiem.

Tomasz Dąbkowski ma ponad 20-letnie doświadczenie w zakresie usług aktuarialnych, rozwoju nowego biznesu, strategii sprzedaży i usług konsultingowych w branży ubezpieczeniowej i dla sektora usług finansowych. W KPMG wzmocni zespół świadczący kompleksowe usługi dla firm działających w sektorze ubezpieczeniowym. Specjalizuje się w procesach aktuarialnych i wdrażaniu centrów usług wspólnych w zakresie modelowania i raportowania aktuarialnego oraz finansowego. Realizował strategiczne projekty dla czołowych firm ubezpieczeniowych na europejskim rynku. Zajmował się rozwojem biznesu i sprzedażą usług doradczych dla branży ubezpieczeniowej w Polsce, Europie i USA. Jest absolwentem wydziału Zarządzania i Administracji na Uniwersytecie Warszawskim.

W dzisiejszym dynamicznym środowisku biznesowym, aktuarialne analizy i prognozy stanowią fundament pewności finansowej i strategicznej, pozwalając firmom podejmować świadome decyzje i skutecznie zarządzać ryzykiem. Nasz zespół doświadczonych aktuariuszy i konsultantów, korzystając z najnowszych technologii i analiz danych, dostarcza interdyscyplinarne rozwiązania dla sektora ubezpieczeniowego. Bogate doświadczenie Tomasza i jego wiedza w zakresie aktuariatu i doradztwa dla sektora ubezpieczeniowego będą niezwykle cenne dla naszych klientów – mówi Iwona Galbierz-Sztrauch, Partner, Szef Działu Usług Finansowych w KPMG w Polsce.

Wierzę, że moje dotychczasowe doświadczenie zawodowe, połączone z kapitałem ekspertyzy KPMG, będzie kreować wartość dla naszych klientów reprezentujących sektor ubezpieczeniowy i ogólnie finansowy – w szczególności w tworzeniu i wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań technologicznych dla aktuariatu oraz rozwoju nowych linii produktowych i usługowych dla branży ubezpieczeniowej. Dodatkowo wraz z Zespołem skupię się na pozyskiwaniu klientów z sektora ubezpieczeniowego z zagranicy, w celu budowy dla nich centrów usług wsparcia biznesu w Polsce – mówi Tomasz Dąbkowski, Partner Associate w Dziale Usług Finansowych, Szef Grupy Aktuarialnej w KPMG w Polsce.

KPMG oferuje kompleksowe usługi doradcze dla sektora ubezpieczeniowego, obejmujące audyt, zarządzanie ryzykiem, doradztwo podatkowe oraz zarządzanie ryzykiem informatycznym i gospodarczym. Dzięki dostępowi do międzynarodowej sieci ekspertów KPMG, firma może łączyć znajomość rynku lokalnego z wiedzą na temat wiodących praktyk i doświadczeń rynków wysokorozwiniętych. KPMG w Polsce jest również członkiem KPMG European Pricing Group.

Sytuacja na rynku pracy wydłuża procesy rekrutacyjne

46 proc. profesjonalistów przyznaje, że rekrutacje są obecnie dłuższe niż przed rokiem. Decyzje pracodawców są ostrożniejsze, a procesy bardziej złożone.

Niejednoznaczna sytuacja na rynku pracy nie wstrzymała aktywności firm, lecz spowodowała wydłużenie procesów rekrutacyjnych. Jak wynika z lipcowego raportu Hays „Rynek pracy 2024. Półroczny przegląd trendów”, rekrutować w najbliższym czasie planuje 84 proc. organizacji, a więc zaledwie o 3 pkt proc. mniej niż przed rokiem. Większa różnica jest natomiast dostrzegalna w długości i złożoności procesów rekrutacyjnych. Aż 46 proc. specjalistów i menedżerów twierdzi bowiem, że obecnie są one bardziej czasochłonne.

W ostatnim czasie aktywność na polskim rynku pracy zmalała. Mimo że ofert jest mniej niż w szczycie ożywienia rekrutacyjnego, to pracodawcy nie planują w pełni rezygnować z zatrudniania, a kandydaci – z poszukiwania nowych, atrakcyjniejszych możliwości zawodowych. Obie strony natomiast ostrożniej patrzą w przyszłość. To powoduje, że zmiana pracy jest projektem bardziej wymagającym, który często zajmuje więcej czasu niż jeszcze rok temu.

Potrzeba więcej czasu, aby zmienić pracę

Pomimo że w drugim półroczu 2024 roku większość specjalistów i menedżerów nie planuje zmieniać pracy, to wielu deklaruje otwartość na pojawiające się atrakcyjne propozycje zawodowe. Nie brakuje też osób, które na przestrzeni najbliższych 6 miesięcy planują zmienić miejsce zatrudnienia – jest to blisko 1/4 respondentów badania Hays „Rynek pracy 2024. Półroczny przegląd trendów’”. Wynika to nie tylko z chęci uzyskiwania większego wynagrodzenia czy lepszych możliwości rozwoju, ale i redukcji etatów, a także niepewności pracowników wobec ich przyszłości w obecnym miejscu pracy.

Warunki towarzyszące zmianie miejsca zatrudnienia są obecnie mniej sprzyjające niż w analogicznym okresie 2023 roku. Potwierdzają to wyniki najnowszego badania Hays Poland, przeprowadzonego w lipcu wśród ponad 800 specjalistów i menedżerów. Prawie połowa, bo 46 proc. respondentów uważa, że procesy rekrutacyjne są obecnie dłuższe niż przed rokiem. 19 proc. nie zgadza się z tą opinią, a 35 proc. nie jest w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie.

Wyniki te odzwierciedlają niepewność, z jaką zmaga się obecnie rynek pracy. – Wydłużenie procesów rekrutacyjnych jest zjawiskiem, które aktualnie dotyka niemal każdej branży. Głównymi przyczynami takiego stanu rzeczy są wciąż obowiązująca w wielu firmach dyscyplina kosztowa oraz niejednoznaczne otoczenie biznesowe. Pracodawcy prowadzący rekrutacje chcą mieć pewność, że dokonują najlepszego możliwego wyboru, a ryzyko związane z zatrudnieniem nowej osoby będzie ograniczone do minimum. W efekcie procesy decyzyjne mogą się przedłużać, a kandydaci – niegdyś otrzymujący propozycję współpracy często w tym samym dniu, a nawet w trakcie pierwszej rozmowy rekrutacyjnej – obecnie muszą uzbroić się w większą cierpliwość – zauważa Karolina Szyndler, Senior Director w Hays Poland.

Nie ma przestrzeni na nieprzemyślane decyzje

Fakt, że procesy rekrutacyjne są obecnie dłuższe niż przed rokiem, nie wynika ze złej woli pracodawców. Wręcz przeciwnie – organizacje mają świadomość, że zbyt długie poszukiwania kandydatów są mniej skuteczne. Obecnie działają jednak w bardziej wymagających warunkach biznesowych, które bezpośrednio wpływają na przebieg rekrutacji.

W wielu organizacjach wciąż panuje dyscyplina kosztowa i niektóre decyzje, związane np. z zatrudnianiem nowych osób, wymagają dodatkowych zgód i analiz. Zauważają to profesjonaliści, którzy jako główny powód wydłużenia rekrutacji, wskazują wolniej podejmowane decyzje po stronie rekrutującej firmy (44 proc.).

– Ograniczone budżety utrudniają firmom elastyczne podejście do kwestii finansowych. Przystanie na wysokie oczekiwania kandydatów jest problematyczne, a czasem wręcz niemożliwe. To powoduje, że wewnętrzne rozmowy i negocjacje prowadzone po stronie pracodawcy bywają dłuższe niż przywykli do tego kandydaci – tłumaczy Karolina Szyndler.

Co wpływa na to, że rekrutacje są obecnie dłuższe niż przed rokiem?*

Decyzje są podejmowane wolniej 44%
Rekrutacje mają więcej etapów 39%
Jest więcej kandydatów 33%
Negocjacje są trudniejsze 23%
Jest więcej testów i zadań 12%
Inne 6%

* Wyłącznie osoby, które uważają, że rekrutacje są obecnie dłuższe niż przed rokiem. Możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi. Źródło: badanie Hays Poland, lipiec 2024

Duża grupa respondentów zauważa także, że przyczyną wydłużonych rekrutacji są nie tyle czasochłonne decyzje, co zwiększona liczba etapów (39 proc.). Przeszło co dziesiąta osoba biorąca udział w ankiecie zwróciła uwagę na większą liczbę zadań i testów w procesie (12 proc.).

Podkreśla to kolejną bolączkę firm. Choć osób aktywnie poszukujących pracy jest obecnie więcej niż przed rokiem, na co także wskazują sami profesjonaliści (33 proc. respondentów), to jakość nadsyłanych aplikacji często nie spełnia oczekiwań pracodawców. Organizacje bardzo często chcą też zyskać pewność, że zatrudniają właściwą osobę. – Część firm decyduje się na rozbudowanie procesu o kolejne, praktyczne etapy, które wyłonią osobę o największym potencjale. Pracodawcy chcą mieć bowiem pewność, że dany kandydat poradzi sobie w organizacji i osiągnie cele przewidziane na tym stanowisku – podkreśla ekspertka Hays.

Obie strony bywają nieustępliwe

Jak pokazują badania Hays, najczęstszym powodem zmiany pracy jest poziom wynagrodzenia. Profesjonaliści otrzymujący nową propozycję zawodową chcą, aby potencjalne ryzyko, które wiąże się z jej przyjęciem, było wynagrodzone atrakcyjniejszymi zarobkami. Tymczasem oferty pracodawców nierzadko nie spełniają tego warunku, a o negocjacje jest obecnie trudniej niż przed rokiem, co zauważa prawie 1/4 respondentów badania.

– Wiele firm nie jest w stanie odpowiedzieć na oczekiwania finansowe kandydatów i zdarza się, że pracodawca komunikuje to już na początkowym etapie rekrutacji. Jeśli jednak umiejętności eksperta są niszowe i swoimi kwalifikacjami znacznie wyróżnia się spośród innych aplikujących, to pole do rozmów jest nieco większe. Jest to wynikiem luki kompetencji, która wciąż zmusza pracodawców do większej elastyczności. Nie zmienia to jednak faktu, że takie negocjacje są obecnie bardzo ostrożne i poprzedzone uzyskaniem dodatkowych zgód po stronie organizacji. Kwestia finansowa jest obszarem, w którym obu stronom najtrudniej jest dojść do porozumienia – dodaje Karolina Szyndler.

Obecna sytuacja i nastroje panujące na rynku wskazują na to, że w nadchodzących miesiącach procesy rekrutacyjne prawdopodobnie będą równie przemyślane i kompleksowe. Chociaż dla kandydatów aktywnie dążących do zmiany pracy może to być frustrujące, to oferta pracy poprzedzona wnikliwą analizą po stronie pracodawcy może działać na ich korzyść – zwiększać prawdopodobieństwo stabilnej oraz udanej współpracy.

PIAP Space opracuje technologię tankowania satelitów na orbicie

Warszawska spółka technologiczna PIAP Space poinformowała o rozpoczęciu projektu INORT (In-Orbit Refuelling Technology for Unprepared and Prepared Satellites). Ma on na celu opracowanie mapy drogowej technologii do tankowania satelitów na orbicie, w tym wydłużenie czasu utrzymania satelitów na obicie oraz redukcji kosztów ich zastępowania. Projekt jest finansowany z polskiej składki do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) i realizowany wraz z dwoma centrami Sieci Badawczej Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa.

Projekt In-Orbit Refuelling Technology for Unprepared and Prepared Satellites zakłada analizę i opracowanie rozwiązań wydłużających czas operacyjny satelitów poprzez opracowanie technologii ich tankowania na orbicie. Technologia ta rozwiąże problem wycofywania satelitów z eksploatacji z powodu braku paliwa, podczas, gdy są one nadal w pełni funkcjonalne.

Ponieważ obecnie nie istnieje europejski standard tankowania nowych satelitów, a także nie zaprezentowano jeszcze komercyjnych rozwiązań w tym zakresie, projekt zakłada stworzenie kompleksowej mapy drogowej dla usługi tankowania na orbicie. Obejmuje on opracowanie wszystkich niezbędnych technologii i komponentów, takich jak operacje zbliżeniowe, dokowanie (także opracowane przez PIAP Space), operacje serwisowe oraz odłączenie i bezpiecznie oddalenie się od obiektu. Dlatego w ramach projektu opracowane zostaną systemy dokowania z obiektami nieodpowiadającymi, chwytaki serwisowe, a także systemy sterowania ramionami robotycznymi, umożliwiające precyzyjne operacje na orbicie. Dodatkowo rozwijane będą technologie transferu paliwa na orbicie, co znacząco zwiększy efektywność misji serwisowych w przestrzeni kosmicznej.

„Cieszymy się, że w ramach projektu INORT możemy zadbać o zrównoważone tworzenie technologii. To przedsięwzięcie nie tylko zwiększa nasze zaangażowanie w świadomą eksploatację operacji kosmicznych, ale również aktywnie wprowadza innowacje, w dziedzinie technologii satelitarnej. W ten sposób oferujemy rozwiązania, które nie tylko odpowiadają obecnym potrzebom, ale również kształtują przyszłość technologii kosmicznych” – mówi Marcin Dobrowolski, Prezes Zarządu PIAP Space.

Projekt INORT realizowany jest we współpracy z dwoma centrami Sieci Badawczej Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa. Pierwsze z nich – Centrum Technologii Kosmicznych odpowiada w projekcie za opracowanie technologii ponownego tankowania, w tym mechanicznych przyłączy oraz procedur i możliwości transferu materiału pędnego. Z kolei Centrum Technologii Bezzałogowych, w ramach projektu opracowuje tematy związane z aspektami energetycznymi misji serwisowej, czujnikami optoelektronicznymi potrzebnymi do lokalizacji satelity klienta oraz manewrami kosmicznymi podczas dokowania i kontroli położenia po dokowaniu.

„Możliwość tankowania na orbicie jest niezwykle ważna pod kątem przyszłej eksploracji kosmosu. Z jednej strony może przełożyć się to na znaczące oszczędności, wynikające ze zmniejszenia kosztów związanych z koniecznością zastępowania satelitów nowymi. Z drugiej, może doprowadzić do redukcji liczby deorbitowanych satelitów. Technologia ta będzie mogła być zastosowana zarówno w obecnych modelach, jak również w satelitach nowej generacji” – mówi Paweł Surmacz, kierownik Sekcji Napędów Satelitarnych w Łukasiewicz – Instytucie Lotnictwa.

PIAP Space rozwija rozwiązania robotyczne dla branży kosmicznej od 2017 roku. Między innymi w 2022 roku, w ramach wspólnego projektu NASA i ESA, inżynierowie firmy zbudowali prototyp podwozia dla Sample Fetch Rover (SFR) w ramach misji Mars Sample Return, ukierunkowanej na dostarczenie skał z Czerwonej Planety. SFR został zaprojektowany do zbierania i transportowania próbek skał i marsjańskiej gleby do zasobnika rakiety powrotnej. Firma jest także głównym wykonawcą (prime contractor) dla Europejskiej Agencji Kosmicznej w projekcie zaawansowanego ramienia robotycznego TITAN, dedykowanego precyzyjnym operacjom orbitalnym. W styczniu 2024 roku spółka ogłosiła, że jej prototypowy model ramienia robota (breadboard) jest testowany na potrzeby wdrożenia w projekt lądowników ESA ARGONAUT, gdzie będzie odpowiadał za bezpieczny transport ładunku z lądownika na powierzchnię Księżyca. Umożliwi to ESA realizację zadań, takich jak misje załogowe, transport aparatury i materiałów wraz z wyładunkiem oraz autonomiczną eksplorację Księżyca. Z kolei niedawno poinformowała o zakończeniu projektu ORBITA, którego celem jest zwiększenie użyteczności i efektywności obsługi satelitów poprzez wprowadzenie chwytaków przeznaczonych do użycia na manipulatorach robotycznych na orbicie.

Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa jest jedną z największych instytucji naukowo-badawczych w Europie i największą w branży lotniczej w Polsce. W Instytucie badania w zakresie technologii lotniczych i kosmicznych prowadzone są już blisko od 100 lat. Z kompetencji i doświadczeń inżynierów korzystają najwięksi na świecie, w tym europejscy integratorzy satelitów, jak i podmioty rozwijające oraz produkujące rakiety wynoszące satelity na orbitę. W Łukasiewicz – Instytucie Lotnictwa opracowanych zostało wiele przełomowych rozwiązań i technologii kosmicznych. Na przełomie czerwca i lipca inżynierowie z Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa zrealizowali zagraniczną kampanię startową, której celem było przygotowanie polskiej rakiety suborbitalnej ILR-33 BURSZTYN 2K do lotu w warunkach kosmicznych. Jej przeprowadzone 3 lipca 2024 roku o testy zakończyły się sukcesem. Rakieta, wystrzelona z Andøya Space Sub-Orbital w Norwegii, osiągnęła pułap 101 km.

Zadowoleni pracownicy to długoterminowa inwestycja dla firm

Polski rynek pracy stoi przed szeregiem wyzwań makroekonomicznych, które kształtują jego przyszłość. Obciążenia podatkowe oraz transformacja energetyczna wymagają znacznych inwestycji, które wpłyną na stabilność i rozwój przedsiębiorstw. Dodatkowo, spadająca liczba osób w wieku produkcyjnym jest główną przyczyną niedoboru pracowników, co jest tematem wymagającym dogłębnej analizy.

Znaczący spadek liczby osób w wieku produkcyjnym w Polsce stanowi poważne wyzwanie, które może prowadzić do niedoboru pracowników. Eksperci przewidują, że sytuacja na rynku pracy nie ulegnie poprawie w najbliższym czasie. Pracownicy będą szukać większego bezpieczeństwa zatrudnienia, wybierając stabilne firmy oferujące pewność i mniejsze ryzyko gwałtownych zmian. Badania PageGroup 2023 potwierdzają, że dla większości (71%) badanych pracowników w Polsce zdrowie psychiczne i równowaga między karierą a życiem prywatnym są najważniejszym kryterium oceny pracy.

Kluczowe Znaczenie Rekrutacji i Kultury Zarządzania

Wyzwaniem nie jest jedynie zmniejszająca się liczba pracowników, ale także efektywność procesu rekrutacji i kultura zarządzania w firmach. Zatrudnienie odpowiednich osób na odpowiednie stanowiska, wyznających właściwe wartości i posiadających niezbędne umiejętności, jest kluczowe. Kompetencje zarządcze i umiejętności komunikacyjne menedżerów odgrywają tu fundamentalną rolę.

Mimo wyzwań, na rynku pracy zawsze istnieją szanse. W każdym cyklu koniunktury można dostrzec możliwości. Obecnie pracownicy są mniej skłonni do zmiany pracy, co stwarza szansę dla pracodawców na budowanie trwałych relacji z zatrudnionymi – uważa Dorota Pałysiewicz, dyrektor HR w firmie Brown-Forman Polska.

W ocenie ekspertów, jasne wyrażanie wzajemnych  oczekiwań przez pracodawców i  pracowników oraz transparentna komunikacja są kluczowe. Pracownicy chcą wiedzieć, czego mogą oczekiwać od swoich pracodawców, jakie są cele i wymagania. Problemy pojawiają się, gdy brakuje informacji lub zarządzanie jest nieefektywne. Dlatego tak ważne ważne jest inspirowanie i angażowanie pracowników do współpracy w realizacji wspólnych celów oraz wzajemność. Motywujący system wynagrodzeń i benefitów, który promuje proaktywność, sprawczość  i  skuteczność oraz doceniający przełożony, pomogą stworzyć zdrowe, satysfakcjonujące środowisko pracy.

Employer Branding – edukacja kluczem do sukcesu

Employer Branding, czyli rzeczywista komunikacja między firmą a jej obecnymi, potencjalnymi oraz byłymi pracownikami, odgrywa tu znaczącą rolę. Pokazanie, kim jesteśmy jako firma, jakie wartości promujemy i jak wygląda nasza kultura organizacyjna, buduje autentyczny wizerunek pracodawcy. Równość wynagrodzeń oraz zrównoważona reprezentacja wśród menedżerów to przykłady podejścia do równości i etyki w biznesie, które przyciągają wartościowych kandydatów.

Employer branding to również aspekt edukacyjny. Komunikacja o nagrodach i osiągnięciach firmy nie służy jedynie chwale, ale podkreśla znaczenie zaangażowania i zachęca do podobnych działań innych. Budowanie lepszego społeczeństwa, w którym zadowolenie pracowników przekłada się na ogólną jakość życia, jest celem długoterminowym.

Wprowadzenie przejrzystego systemu oceny pracownika jest niezbędne dla zdrowego funkcjonowania firmy. W polskich firmach poziom przekazywania informacji zwrotnej często pozostawia wiele do życzenia. Tymczasem – jak twierdzi Dorota Pałysiewicz z Brown-Forman Polska – system ten powinien być postrzegany nie jako krytyka, ale jako okazja do rozwoju i docenienia dobrze wykonanej pracy. Tworzy on kulturę, w której pracownicy czują się zauważeni, docenieni i mają jasno nakreśloną ścieżkę rozwoju.

Polski rynek pracy stoi przed wieloma wyzwaniami, ale jednocześnie otwiera się na nowe możliwości. Kluczowym elementem będzie odpowiednie zarządzanie zasobami ludzkimi, transparentna komunikacja oraz budowanie autentycznego wizerunku pracodawcy. W tych niepewnych czasach, firmy, które są elastyczne, potrafią dostosować się do zmieniających się warunków, mają szansę nie tylko przetrwać, ale i rozwijać się. Według danych Pew Center Research ponad 60% amerykańskich pracowników, którzy w ubiegłym roku zrezygnowali z pracy, podało, że głównym powodem odejścia był brak możliwości rozwoju kariery. Badania przeprowadzone przez naukowców z MIT Sloan School of Management, New York University’s Stern School of Business oraz Revelio Labs wykazały, że rozwój kariery jest ponad dwukrotnie ważniejszy w utrzymaniu pracowników niż wynagrodzenie.

Bio Planet w czerwcu ponownie ze wzrostem sprzedaży

Bio Planet kontynuuje dobrą passę i odnotowuje kolejny wzrost sprzedaży. Lider polskiego rynku żywności ekologicznej od dłuższego czasu poprawia wyniki sprzedaży, potwierdzając tym samym swoją dominującą na rynku pozycję. W czerwcu 2024 roku Spółka osiągnęła przychód na poziomie 20,8 mln złotych. Wartość ta jest wyższa o 9 % od sprzedaży w czerwcu 2023 roku, która wynosiła wówczas 19 mln złotych. Sprzedaż narastająco po 6 miesiącach 2024 roku osiągnęła pułap 140,4 mln złotych.

„Czerwiec jest kolejnym miesiącem, w którym odnotowaliśmy wzrost sprzedaży. Jest to trend, który obserwujemy już od dłuższego czasu. Wynika on zarówno z konsolidacji rynku,
jak i regularnego poszerzania naszej oferty.
W stosunku r/r poprawiliśmy sprzedaż o 9 % osiągając poziom 20,8 mln złotych. W kolejnych miesiącach planujemy skupić się na dalszym rozwoju, szczególnie w obszarach: zwiększenia efektywności pracy w magazynie, udoskonaleniu naszych usług dropshippingowych i zwiększeniu eksportu. Wierzymy, że zarówno eksport, jak i sprzedaż internetowa to ważne kierunki dla dalszego stabilnego rozwoju Bio Planet.” – mówi Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Sprzedaż w całym drugim kwartale osiągnęła 63,4 mln złotych, co oznacza wzrost o 3%
w stosunku do sprzedaży w czerwcu 2023 roku. W pierwszych 6 miesiącach 2024 roku wyniosła z kolei 140,4 mln złotych osiągając tym samym wzrost o 8 % w stosunku do sprzedaży w analogicznym okresie roku ubiegłego, kiedy wyniosła 130,5 mln złotych.

Columbus zrealizuje część przetargu na fotowoltaikę w Brnie

Czeska spółka Columbus Energy a.s. zrealizuje pierwszą część projektu dla miasta Brna. Spółka zaopatrzy w fotowoltaikę dachy 40 budynków użyteczności publicznej.

Czeska spółka z Grupy Columbus Energy została jedynym wykonawcą pierwszej części przetargu dla miasta Brna, o którym informowaliśmy na początku bieżącego roku. Na podstawie podpisanej dziś umowy z SAKO Brno Solar a.s. (spółką będącą członkiem koncernu Statutowego Miasta Brna), Columbus Energy a.s. zajmie się kompleksową realizacją, czyli dostawą, montażem i uruchomieniem instalacji fotowoltaicznych na dachach szkół i przedszkoli w Brnie. Łączna wartość tego zlecenia wynosi 5 mln zł, a termin jego realizacji został ustalony na 120 dni.

– To wielki sukces dla naszej czeskiej Spółki, bo została wykonawcą pierwszej realizacji zleconej przez miasto Brno w tym projekcie. Będziemy mieli okazję potwierdzić nasze kompetencje wykonując montaże na budynkach użyteczności publicznej, co jest oczywiście dużym wyróżnieniem i jednocześnie zobowiązaniem. Mając na pokładzie najlepsze zespoły instalatorów i najwyższej jakości produkty, jesteśmy spokojni o jakość tego zlecenia, które – mam nadzieję – jest początkiem realizacji tego dużego i atrakcyjnego projektu – komentuje Michał Gondek, wiceprezes Columbus Energy S.A. oraz prezes czeskiej spółki Columbus Energy a.s.

Przypomnijmy, że na początku bieżącego roku Columbus Energy a.s. wygrał przetarg na dostawę i montaż instalacji fotowoltaicznych na dachach budynków należących do miasta Brna. Czeska Spółka znalazła się wśród trzech podmiotów, które zostały wyłonione przez władze miasta w ramach ogłoszonego przetargu. Cały projekt dotyczy zaopatrzenia w instalacje fotowoltaiczne ok. 675 budynków użyteczności publicznej Brna.

Scanway pozyskał od ESA 3,2 mln EUR, dostarczy teleskop o rozdzielczości poniżej 1 metra do satelity o wadze ok. 100 kg

Scanway, wiodący podmiot z branży technologii obserwacyjnej z kosmosu, zrealizuje wspólnie z Marble Imaging projekt SEMOViS, finansowany przez Europejską Agencją Kosmiczną ESA w ramach programu InCubed. Scanway opracuje i dostarczy do mikrosatelity demonstracyjnego dwa teleskopy, w tym jeden w paśmie widzialnym z rozdzielczością poniżej 1 metra na piksel, dla przyszłej konstelacji do obserwacji Ziemi o bardzo wysokiej rozdzielczości (VHR) rozwijanej przez partnera, niemiecką firmę Marble Imaging, z którą Spółka zawarła porozumienie o współpracy w listopadzie ubiegłego roku. Wyniesienie demonstracyjnego satelity na niską orbitę Ziemi jest planowane na przełomie 2025 i 2026 roku. Całkowita kwota finansowania projektu z ESA wynosi 3,94 mln EUR, z czego 3,2 mln EUR alokowane jest dla Scanway, a 0,74 mln EUR dla Marble Imaging. Platformę satelitarną dostarczy Reflex Aerospace, a za wyniesienie satelity odpowiadać będzie firma Exolaunch, gwarantując darmowy slot w konsekwencji wygranego w listopadzie 2023 roku przez Marble Imaging i Scanway prestiżowego konkursu w ramach „Small Satellite Initiative” zorganizowanego przez DLR – Niemiecką Agencję Kosmiczną.

Program InCubed jest jednym z programów opcjonalnych ESA, zasubskrybowanym przez Polskę w 2023 roku w ramach zwiększenia polskiej kontrybucji do ESA. Łączna pula polskiej subskrypcji do programów opcjonalnych ESA na lata 2023-2025 wynosi 200 mln PLN. Scanway, poza InCubed 2, jest wymieniony jako potencjalny dostawca ładunków użytecznych jeszcze w co najmniej 4 programach o łącznej wartości kilkudziesięciu mln PLN.

Podpisana umowa na docelową kwotę 3,2 mln EUR to rekordowy w historii Scanway kontrakt przeznaczony na realizację najambitniejszego z naszych dotychczasowych projektów. Wspólnie z Marble Imaging zamierzamy opracować pierwszą w Europie konstelację satelitów dostarczających multispektralne dane Ziemi o bardzo wysokiej rozdzielczości – Very High Resolution (VHR). W segmencie New Space dotąd tylko jedna europejska firma jest zdolna dostarczać tego rodzaju rozwiązania, dzięki czemu możemy znacząco poszerzyć grono naszych potencjalnych klientów. Dane VHR rejestrują więcej informacji i szczegółów, będąc pożądanym źródłem informacji dla kwestii związanych m.in. z bezpieczeństwem narodowym, strategiom związanym z adaptacją do zmian klimatu czy szybkim reagowaniem i łagodzeniem skutków katastrof. Dane tego rodzaju są często pozyskiwane od przedsiębiorstw spoza Europy, co stwarza szereg ryzyk związanych z łańcuchem dostaw i dostępnością na żądanie. Wspólnie z Marble Imaging budujemy rozwiązanie zapewniające niezależność i autonomię Europy poprzez łatwy i nieprzerwany dostęp do danych VHR. Satelita demonstracyjny będzie pierwszym, bardzo ważnym krokiem na drodze do tego celu komentuje Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.

Zawarta przez Scanway umowa obowiązuje przez 2 lata od dnia podpisania i jest rozliczana na podstawie początkowej płatności oraz płatności za realizację poszczególnych etapów tzw. milestones. Spodziewany przez Scanway wpływ środków z tytułu realizacji umowy wynosi około 1,6 mln EUR w 2024 roku i około 1,6 mln EUR w latach 2025 i 2026.

Satelita demonstracyjny będzie wyposażony w teleskop o rozdzielczości (GSD) poniżej 1 metra na piksel w paśmie widzialnym (VIS), możliwe jest również doposażenie o instrument w paśmie podczerwonym (SWIR) z rozdzielczością poniżej 10 metrów na piksel. Cały satelita będzie ważył około 100 kg. Przetwarzanie danych będzie wykonywane za pomocą opracowanych przez Marble Imaging i Scanway algorytmów. Uzyskane w ten sposób dane i analizy będą stanowić cenne źródło informacji dla wielu klientów w UE i na całym świecie. Współpraca między firmami ma na celu wzmocnienie europejskiego przemysłu Earth Observation.

– W ramach realizowanego dla ESA projektu, Scanway po raz pierwszy dostarczy teleskop o rozdzielczości rzędu poniżej 1 metra z orbity około 500 km. To coraz częściej pożądany przez globalnych odbiorców ładunków użytecznych aspekt techniczny i kolejny ważny wyróżnik Scanway na tle konkurencji. Waga satelity wynosząca około 100 kg wskazuje też strategiczny dla nas kierunek możliwości dostarczania większych, cięższych i bardziej marżowych ładunków, co bardzo dobrze wpisuje się w rynkowe trendy, gdzie zarówno nasi krajowi, jak i zagraniczni dostawcy platform satelitarnych, mają w planach dalsze ich skalowanie celem obsługi coraz większych mikrosatelitów. Teleskop jaki dostarczymy do satelity demonstracyjnego będzie około 2x większy od teleskopu jaki zastosowaliśmy w projekcie EagleEye, czyli największym dotąd satelicie w historii rozwoju polskiego sektora kosmicznego. Cieszy nas także zaufanie ESA oraz partnerów, dzięki którym możemy realizować tak zaawansowane technologicznie projekty jeszcze przed wyniesieniem i przetestowaniem EagleEye, tego rodzaju potwierdzenie kompetencji i referencja jest dla nas nieoceniona komentuje Mikołaj Podgórski, COO i współzałożyciel Scanway.

Platformę satelitarną zapewni firma Reflex Aerospace, a za wyniesienie satelity demonstracyjnego odpowiadać będzie Exolaunch. Firma z siedzibą w Berlinie była odpowiedzialna za ponad 80% niemieckich wyniesień małych satelitów w ciągu ostatnich 10 lat i przeprowadziła kilka misji wspieranych przez DLR – Niemiecką Agencję Kosmiczną. Obecny kontrakt DLR z Exolaunch, w ramach konkursu „Small Satellite Initiative”, obejmuje zagwarantowanie zwycięskim podmiotom slotów na małych rakietach nośnych, a także koordynację kampanii startowych oraz przekazanie odpowiednich wytycznych technicznych i urządzeń peryferyjnych dla producentów satelitów i ładunków użytecznych. Ponadto Exolaunch będzie nadzorować testy kwalifikacyjne, analizy kompatybilności i działania produkcyjne.

Sukces misji satelity demonstracyjnego będzie wstępem do planowanej budowy konstelacji, w ramach której Scanway mógłby potencjalnie dostarczyć teleskopy obrazujące o szacowanej cenie jednostkowej około 1,1 mln EUR za instrument obrazujący.

Scanway rozwija i komercjalizuje dwie linie biznesowe: produkty dla sektora kosmicznego (instrumenty optyczne do obserwacji Ziemi i autodiagnostyki satelitów) oraz dla przemysłu (systemy wizyjne). Dzięki misji STAR VIBE i wystrzeleniu na początku 2023 roku satelity wyposażonego w system wizyjny oraz teleskop optyczny opracowany i wyprodukowany w laboratoriach firmy, Scanway uzyskał tzw. flight heritage – potwierdził niezawodność oraz funkcjonalność swoich rozwiązań w warunkach kosmicznych. Polski satelita regularnie dokonuje nowych zobrazowań Ziemi, a Spółka otrzymuje najlepsze uzyskane dotąd przez polskie instrumenty badawcze zdjęcia z kosmosu.

Kapitał ucieka z Europy. Osłabienie złotego i korekta na rynku kryptowalut

Ucieczka kapitału za ocean spowodowała osłabienie rodzimej waluty. W tle tego ruchu wyraźna przecena na rynku kryptowalut oraz niespodziewane umocnienie funta pomimo naprawdę słabych danych.

Złoty traci po ruchach na rynkach światowych

Poniedziałek nie był dobrym dniem dla polskiej waluty. Niby prawie pusty kalendarz danych makroekonomicznych powinien zwiastować relatywnie spokojny dzień. Niby, bo jak się okazuje, doszło wczoraj do kolejnego umocnienia dolara względem euro. Po raz pierwszy od ponad 2 tygodni na głównej parze walutowej zbliżyliśmy się do poziomu 1,08. Tak duża ucieczka kapitału za ocean okazała się kosztować złotego ponad dwa grosze wyceny względem euro i cztery względem dolara. Za tym, że ruch ten był wywołany przez zewnętrzne czynniki, przemawia dodatkowo fakt, że podobnie reagował węgierski forint oraz korona czeska, co pozwala wykluczyć, że słabość złotego wynika z czynników wewnętrznych.

Korekta na kryptowalutach

Jeszcze wczoraj bitcoin atakował poziomy 70 000 dolarów. Co ciekawe, w kampanii wyborczej Donald Trump zaczął się wypowiadać znacznie bardziej przychylnie na temat kryptowalut niż wcześniej. W rezultacie trochę zaczyna się malować obraz Republikanów, sprzyjających środowisku kryptowalutowemu oraz Demokratów po drugiej stronie. Część komentatorów stara się nawet łączyć wczorajszy spadek z niemal 70 000 do 67 000 właśnie z odrabianiem przez Kamalę Harris strat w sondażach. Z drugiej strony pojawia się kwestia upłynnienia części bitcoinów posiadanych przez USA. Z portfeli zajętych po giełdzie Silk Road wczoraj wytransferowano równowartość prawie 2 mld USD. Tak duży jednorazowy pakiet trafiający na rynek, mógłby doprowadzić do znacznie głębszej korekty niż obecne 3 000 dolarów. Być może właśnie tego bali się posiadacze bitcoinów i postanowili je sprzedać.

Dane swoje, rynek swoje

Wczoraj zobaczyliśmy pakiet danych z Wielkiej Brytanii. Zaczęło się od mniej istotnych: podaży pieniądza, która wzrosła o 0,5% oraz od zaakceptowanych wniosków o kredyt hipoteczny, których było jednak delikatnie mniej od oczekiwań. Teoretycznie najważniejsza powinna być sprzedaż detaliczna wg CBI, czyli Konfederacji Brytyjskiego Przemysłu. Dane okazały się wyraźnie słabsze od oczekiwań. Sprzedaż po raz kolejny zanurkowała, patrząc na wyniki ankiet. Patrząc jednak na reakcję rynków, można odnieść wrażenie, że inwestorzy widzieli inne dane. Niby funt chwilę tracił na wartości po publikacji, ale po chwili odbił się od szczytów z okolic 10 lipca i zaczął spadać. Finalnie funt pomimo słabych danych zakończył dzień wyraźnie mocniejszy względem pozostałych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów – Conference Board.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Warszawski rynek biurowy w liczbach: podsumowanie I półrocza 2024 roku

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w Warszawie, 1 połowa 2024 r.”, warszawski rynek biurowy wszedł w okres stabilizacji. Aktywność deweloperów utrzymuje się na umiarkowanym, lecz stabilnym poziomie. Z kolei współczynnik pustostanów w drugim kwartale bieżącego roku tylko nieznacznie się obniżył w porównaniu z poprzednim kwartałem, a najemcy coraz częściej decydowali się na renegocjowanie umów najmu. Wzrost zainteresowania najemców zrównoważonymi i technologicznie zaawansowanymi biurami przekłada się na rosnącą liczbę modernizacji starszych budynków biurowych lub zmianę ich funkcji.

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wynoszą obecnie prawie 6,26 mln mkw. W pierwszej połowie 2024 roku stołeczny rynek powiększył się o pięć nowych budynków biurowych o łącznej powierzchni 63 700 mkw., w tym Vibe A (15 000 mkw.), który został oddany do użytku w podstrefie Zachodnie Centrum w drugim kwartale.

– Łącznie w całym 2024 roku nowa podaż może nieznacznie przekroczyć 100 000 mkw., ale już w przyszłym roku może być dwukrotnie wyższa. Co ciekawe, prawie 30% tej powierzchni powróci na rynek w zmodernizowanych budynkach takich jak V-Tower czy G5 Prime Offices – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Aktywność deweloperów na warszawskim rynku od kilku kwartałów utrzymuje się na dość umiarkowanym, ale stabilnym poziomie. Na koniec czerwca 2024 roku w budowie pozostawało niewiele ponad 280 000 mkw., czyli mniej więcej tyle samo, co w poprzednim kwartale, z czego prawie 60 000 mkw. znajdowało się w biurowcach przechodzących gruntowną modernizację. Ponad 80% realizowanych obecnie inwestycji zlokalizowanych jest w centralnych lokalizacjach, głównie w okolicach ronda Daszyńskiego.

W pierwszej połowie 2024 roku najemcy wynajęli łącznie prawie 316 400 mkw., z czego niewiele ponad 56% (178 400 mkw.) w drugim kwartale. Popyt na warszawskim rynku biurowym w drugim kwartale br. wzrósł w porównaniu z pierwszym kwartałem o ponad 29%, ale w całym pierwszym półroczu był niższy o niecałe 2% od odnotowanego w analogicznym okresie ubiegłego roku.

– W drugim kwartale 2024 roku na stołecznym rynku odnotowano dwie umowy najmu na ponad 10 000 mkw. Jednocześnie większość transakcji w tym czasie zostało zawartych w lokalizacjach poza centrum, których udział w całkowitym wolumenie popytu od początku roku przekroczył już 60% (190 100 mkw.). Z kolei w strefach centralnych podpisano umowy najmu na łącznie 126 300 mkw. – mówi Anna Szymańska, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych w Newmark Polska.

W pierwszym półroczu w strukturze popytu największy udział miały renegocjacje i odnowienia (51%) oraz nowe umowy (37%). Na pozostałe 12% złożyły się ekspansje (7%), transakcje na potrzeby własne (4%) oraz przednajmy (1%). W drugim kwartale odsetek renegocjacji i odnowień umów najmu wzrósł do rekordowego poziomu 63%, przy czym najwyższe wskaźniki odnotowano w strefach poza centrum: Służewiec (prawie 83% całkowitego popytu w strefie), Żwirki Wigury (83%) i Jerozolimskie (70%). Najbardziej aktywnymi najemcami na warszawskim rynku biurowym w minionym półroczu były firmy z sektora finansowego (17,4%), produkcyjnego (12,5%), usług dla biznesu (12,1%) oraz IT (10,2%).

Na koniec czerwca 2024 roku współczynnik pustostanów w Warszawie wyniósł 10,9%, co oznacza nieznaczny spadek w porównaniu z poprzednim kwartałem (o 0,1 p.p.) oraz w ujęciu rok do roku (o 0,5 p.p.). W tym czasie najemcy mieli do dyspozycji łącznie prawie 680 450 mkw. wolnej nowoczesnej powierzchni biurowej. W kolejnych kwartałach możemy spodziewać się nieznacznego spadku poziomu pustostanów, zwłaszcza w strefach poza centrum, m.in. na Służewcu, gdzie wyburzane są starsze budynki biurowe z myślą o realizacji nowych inwestycji. Dobrym przykładem tego trendu jest zakup kolejnych trzech biurowców (Sirius, Orion i Saturn) dawnego kompleksu biurowego Empark Business Park przez dewelopera Archicom, który planuje przeznaczyć zakupiony teren pod rozbudowę osiedla mieszkaniowego Modern Mokotów.

– Na koniec drugiego kwartału 2024 roku miesięczne stawki czynszu w najlepszych biurowcach pozostały na zbliżonym poziomie w porównaniu z poprzednim kwartałem i wynosiły 22-27 euro za mkw. w centrum oraz 16-18 euro za mkw. w lokalizacjach poza centrum. Najwyższe czynsze niezmiennie obserwujemy w budynkach oferujących biura, które spełniają wysokie standardy techniczne i środowiskowe oraz umożliwiają najemcom dbanie o pracowników, ich potrzeby i dobrostan. Jednocześnie coraz bardziej pogłębiają się różnice w wysokości stawek czynszu pomiędzy najlepszymi i mniej atrakcyjnymi lokalizacjami – dodaje Urszula Sobczyk, Dyrektor Działu Wycen firmy Newmark Polska.

Decyzja Fed już jutro. Czego oczekuje rynek?

Ceny amerykańskich akcji na początku tego tygodnia konsolidują się. SP500 oraz Nasdaq Composite urosły o symboliczne 0,1 proc. natomiast Dow Jones stracił podobną wartość. W Europie Dax zamknął dzień niżej o 0,5 proc. a WIG20 zyskał blisko 0,3 proc. Dolar zyskał na wartości co zostało zobrazowane spadkiem eurodolara z 1,0870 do poziomu bliskiego 1,0800. Rynek czeka na jutrzejszy Fed. Dziś po sesji poznamy wyniki Microsoft a z danych makro uwagę może przykuć ankieta JOLTS.

Na lipcowym posiedzeniu FOMC nie powinniśmy oczekiwać zmian parametrów polityki monetarnej. Stopa procentowa pozostanie najprawdopodobniej na niezmienionym poziomie 5,25-5,5 proc. Uwaga inwestorów będzie skupiona na tym w jaki sposób Powell na konferencji prasowej odniesie się do kolejnej, wrześniowej decyzji.

W Fed zmieniła się ocena ryzyka. Przez ostatnich kilka lat walka z wysoką inflacją była głównym zadaniem polityki monetarnej w USA. Teraz nastąpiła zmiana. Przypomnijmy, że podczas ostatniego zeznania Powella przed Kongresem jasno zostało stwierdzone, że wysoka dynamika wzrostu cen nie jest aktualnie jedynym problemem. W tym momencie wg oceny Fed rynek pracy na tyle się „ochłodził”, że nie generuje już tak dużej presji inflacyjnej.

Można uznać, że ocena ryzyka przez Rezerwę Federalną stała się dużo bardziej zrównoważona. W tym momencie pełne zatrudnienie jak i stabilizacja inflacji stały się porównywalnymi pod kątem wagi celami. Stopa inflacji bazowej oparta na deflatorze wydatków na konsumpcję osobistą wyniosła w czerwcu 2,6 proc. Jednocześnie stopa bezrobocia nieznacznie wzrosła w ostatnich miesiącach. W poprzednim miesiącu wyniosła ona 4,1 proc. i była niemal dokładnie na poziomie, który Fed uważa za długoterminową stopę równowagi.

Rynek na ten moment zdecydowanie oczekuje obniżki we wrześniu. Fed będzie chciał zatem przygotować uczestników rynku na taki krok, aby nie wywoływać większych zaskoczeń. Zatem możemy spodziewać się wysyłanych komunikatów podczas konferencji oraz sugestii zawartych w oficjalnym komunikacie FOMC.

Jednocześnie rynek zakłada, że całkiem realna jest obniżka w listopadzie a kolejna w grudniu. Moim zdaniem listopad jest jednak mało realny. Będzie to termin chwilę po wyborach prezydenckich, więc Fed prawdopodobnie będzie chciał pozostać na „uboczu”.

Jeśli stopy w USA ostaną obniżone wg prognoz we wrześniu, wówczas będzie to oznaczać, że okres podwyższonego poziomu kosztu pieniądza będzie utrzymany przez 15 miesięcy. Jest to stosunkowo długi okres w porównaniu z cyklami od końca lat 80-tych. Jedynie między czerwcem 2006 r. a wrześniem 2007 r. utrzymywały się one na szczytowym poziomie przez podobny czas, w pozostałych okresach jedynie od 4 do 8 miesięcy.

Jeśli nie padną żadne sugestie dotyczące września, wówczas rynek zacznie powątpiewać w zakładany od dłuższego czasu scenariusz. W takich okolicznościach dolar może umocnić się a przecena na Wall Street być może nabierze jeszcze większej dynamiki.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Niemieckie PKB przyniosło kolejne rozczarowanie

Według pierwszego szacunku niemiecka gospodarka w drugim kwartale ponownie się skurczyła. Odczyt PKB w 2Q k/k wyniósł -0,1 proc. W pierwszym kwartale był to wzrost o 0,2 proc.

Prognozy wskazywały, że i tym razem niemiecka gospodarka uniknie ujemnego odczytu (+0,1 proc.), tak się jednak nie stało. Korekta odczytu za 2Q jest nadal możliwa w kolejnych miesiącach, teraz bazuje on częściowo na modelach. W skali roku PKB spadł o 0,1 proc.

Odczyt pokazuje, że niemiecka gospodarka nadal boryka się z istotnymi problemami. Odbicie zapoczątkowane w 1Q okazało się chwilowe, w 2Q gospodarka ponownie rozczarowała, a odczyty wskaźników wyprzedzających PMI nie dają dobrych perspektyw dla 3Q.

Szczególnie odczyt z przemysłu wskazuje na to, że sektor wpadł w kolejny dołek – a niemiecka gospodarka jest stosunkowo mocno zależna od przemysłu. Odczyt PMI w lipcu wyniósł zaledwie 42,6. Do tego sektor usług pomimo wciąż rosnącej aktywności wykazuje pewne oznaki spowolnienia. PMI dla tego sektora w lipcu wyniósł 52 wobec 53,1 w poprzednim miesiącu. Odbicie w drugiej połowie roku jest więc nadal możliwe, jednak prawdopodobnie nie będzie ono mocne.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

84% polskich firm stawia na cyfryzację. Mają jednak problem z osiąganiem celów

Badanie EY – Cyfrowa Transformacja 2024 – wskazuje, że wśród polskich firm rośnie znaczenie cyfrowej transformacji. W przeciągu czterech lat odsetek przedsiębiorstw wskazujących ten aspekt jako swój wysoki priorytet wzrósł aż o 46 pkt. proc. – z 38% do 84%. Podejmowane działania są przede wszystkim motywowane chęcią rozwoju (49%), a swoją uwagę organizacje skupiają przede wszystkim na obsłudze klienta (47%) i sprzedaży (43%). Głównym wyzwaniem pozostaje jednak osiąganie zakładanych celów w zakresie wzrostu przychodów i spadków kosztów. W stopniu większym niż 50 procent swoje założenia w pierwszym obszarze zrealizowała mniej niż co piąta (18%) firma, a w drugim jedynie co dziesiąta (11%).

Wyniki badania EY – Cyfrowa Transformacja 2024 – pokazują jak znacząco pandemia zmieniła podejście firm w Polsce w przechodzeniu ze świata analogowego do cyfrowego. Jeszcze 4 lata temu odsetek firm wskazujących, że programy transformacyjne posiadają w ich organizacji wysoki priorytet wynosił 38%. Obecnie wzrósł o 46 pkt. procentowych, do poziomu 84%. Co więcej, jedynie 1% przedsiębiorstw wskazało na niski priorytet, w porównaniu do 24% w 2020 roku.

Przekłada się to bezpośrednio na sposób, w jaki firmy postrzegają swoje zaawansowanie w obszarze cyfrowej transformacji. Wysoki lub bardzo wysoki poziom wskazuje 64% przebadanych firm. Najlepiej pod tym kątem wypadają organizacje z sektora logistycznego (84%), a najmniej produkcyjnego (55%). Co ciekawe, branża finansowa postrzegana jako zaawansowany technologicznie sektor prezentuje poziom identyczny jak średnia rynkowa.

Należy zaznaczyć, że o cyfrowej transformacji przedsiębiorstwa w Polsce myślą długofalowo. Wprowadzanie zmian zgodnie z ustaloną wcześniej strategią cyfryzacji poszczególnych zasobów (39%) lub całej struktury firmy (36%) zdecydowanie górują nad działaniami mającymi stanowić odpowiedź na bieżące problemy (15%) lub zainspirowanymi ciekawymi rozwiązaniami pojawiającymi się na rynku (6%).

Wykres 1. Jak wygląda wprowadzanie rozwiązań transformacji cyfrowej w Państwa firmie
Wykres 1 Jak wygląda wprowadzanie rozwiązań transformacji cyfrowej w Państwa firmie– Okres pierwszych, masowych implementacji cyfrowych narzędzi już minął. W programach transformacyjnych osoby zarządzające firmami w Polsce nie zadają już pytania czy, ale w jaki sposób. Na pierwszy plan wychodzi analiza potrzeb, dobór odpowiednich narzędzi oraz mierzenie efektywności. W przeszłość odeszły też wdrożenia pod wpływem chwili. Firmy z wyprzedzeniem planują swoje działania, tak aby w jak największym stopniu odpowiadały na ich realne wyzwania. Doskonale obrazuje to proces implementacji narzędzi opartych o sztuczną inteligencję. Chociaż firmy podchodzą do tych rozwiązań z entuzjazmem, to towarzyszy mu również ostrożność i konieczność wpisania tych działań w szerszy, biznesowy kontekst – mówi Mateusz Mazur, Partner EY, Lider obszaru inżynierii cyfrowej.

Jak firmy definiują cyfrową transformację

Przedsiębiorstwa w Polsce postrzegają cyfrową transformację przez pryzmat zwiększania efektywności (47%), inwestycji w technologię (44%) i szukaniem możliwości rozwoju (41%). Dopiero na czwartym miejscu uplasowało się zmniejszenie kosztów (35%), chociaż dla branży finansowej ma ono kluczowe znaczenie (50%).

Wyniki pokazują, że przedsiębiorstwa z rezerwą podchodzą do nowych rozwiązań technologicznych jako elementu mającego zastąpić pracowników. Jedynie 7% organizacji wskazało brak ludzi, a po 15% zmianę pokoleniową lub rosnące koszty osobowe. Głównymi motywatorami – pozostają podobnie jak cztery lata wcześniej – rozwój firmy (49%), oczekiwania klientów (38%) oraz działania podejmowane przez konkurencję (29%).

Pomimo rosnącej cyfryzacji przedsiębiorstw priorytety pozostają w większości niezmienione. W 2024 roku na czele znalazły się obsługa klienta (47%), sprzedaż (43%) i IT/OT (38%). W porównaniu do okresu sprzed 48 miesięcy oznacza to zmianę na pozycji lidera. W 2020 r. zajęła ją księgowość, która zanotowała spadek o 28 pkt. proc (z 54% do 26%). Jej pierwotnej, wysokiej lokaty, należy upatrywać w zupełnie innemu niż przed pandemią upowszechnieniu roli cyfrowych narzędzi w działaniach firm.

Wykres 2. Priorytetowe obszary cyfrowej transformacji

Wykres 2 Priorytetowe obszary cyfrowej transformacjiGłównymi efektami cyfrowej transformacji dostrzeganymi przez przedsiębiorstwa są automatyzacja wewnętrznych procesów (49%) i poprawa jakości obsługi klienta (48%). Wysoki odsetek odpowiedzi uzyskały również wprowadzenie nowych produktów (39%) lub nowe kanały sprzedaży (36%).

– Do procesu cyfrowej transformacji organizacje podchodzą w sposób holistyczny. Z jednej strony w większej digitalizacji widzą korzyści strukturalne dla organizacji, umożliwiające usprawnienie wielu procesów wewnętrznych. Z drugiej dostrzegają walory biznesowe, polegające nie tylko na opracowywaniu nowych usług i produktów, ale również stworzeniu nowych kanałów dotarcia oraz polepszeniu doświadczeń klienta z firmą. – dodaje Andrzej Parylak, Senior Manager w zespole Technology Consulting, EY Polska.

Problem z osiąganiem redukcji kosztów głównym wyzwaniem dla biznesu
Proces cyfrowej transformacji wiąże się z szeregiem korzyści, ale obszar wyzwań nie pozostaje pustą kartką. Wśród najważniejszych barier firmy wymieniają wysokie koszty (33%), zadowolenie z obecnej sytuacji (24%) oraz odkładanie decyzji przez zarząd na później (23%).

Aspektem, który może najbardziej niepokoić jest jednak poziom realizacji założonych celów z obszaru redukcji kosztów. Jedynie co dziesiąta firma (11%) zrealizowała w tym zakresie swoje założenia w stopniu większym niż 50 procent. Co więcej największa grupa, przeszło jedna trzecia badanych firm (34%), osiągnęła jedynie do 10 procent założeń. Niewiele lepiej sytuacja wygląda w przypadku przychodów. Jedynie co piąta organizacja (18%) osiągnęła w tym obszarze swoje założenia w stopniu przekraczającym 50 procent. Największy odsetek (37%) oscylował w przedziale 11-35 procent. Wpływ na to może mieć wysoki udział procesów realizowanych w większości (67%) samodzielnie lub z niewielkim zewnętrznym wsparciem.

Wykres 3. W jakim stopniu zrealizowane zostały dotychczasowe założenia transformacji cyfrowej w zakresie spodziewanego spadku kosztów? Wykres 3 W jakim stopniu zrealizowane zostały dotychczasowe założenia transformacji cyfrowej– Firmy w Polsce znajdują się na tym etapie cyfrowej transformacji, w której znaczącą rolę odgrywa ewaluacja dotychczasowych działań. Pozwala to zweryfikować słuszność poprzednich decyzji i dobrać najbardziej efektywne narzędzia do dalszych procesów. Jednym z kluczowych czynników jest oszacowanie założeń w zakresie spodziewanych kosztów. Przedsiębiorstwa napotykają w tym obszarze znaczącą barierę. Pokazuje to jak kluczowe znaczenie ma etap planowania i selekcji optymalnych technologii. W tym procesie warto spojrzeć w kierunku zewnętrznych doradców, którzy dysponują nie tylko odpowiednim doświadczeniem, ale również świeżym spojrzeniem. Musi to być jednak współpraca z precyzyjnie określonymi zasadami, podziałem odpowiedzialności i mierzalnymi celami. – konkluduje Radosław Frańczak, Partner EY Polska, Lider obszaru Technology Consulting.

O badaniu
Badanie EY – Cyfrowa Transformacja 2024 – zostało wykonane przez CubeResearch na zlecenie EY metodą CATI i CAWI w pierwszym kwartale 2024 roku na próbie 494 średnich i dużych przedsiębiorstw w Polsce. Reprezentowały one cztery branże: produkcja, logistyka, finanse oraz handel. Respondenci odpowiadają w firmach za obszar cyfrowej transformacji, IT, finansów lub są właścicielami / członkami zarządu.

SUNEX kupuje udziały w austriackiej spółce

  • SUNEX dokonał zakupu 7,9 proc. udziałów w austriackiej spółce SA-Energietechnik, wzmacniając swoją obecność na rynkach niemieckojęzycznych
  • Wartość podpisanej umowy wynosi 150 tys. EUR
  • Spółka zamierza nabyć pozostałą część udziałów w trzech etapach, realizowanych w latach 2025-2027. Szacunkowa kwota całej transakcji wyniesie 1,9 mln EUR

– Zainicjowana akwizycja jest kolejnym krokiem w stronę wzmocnienia obecności na strategicznych dla nas rynkach Austrii i Niemiec. Dojrzałość i zaawansowanie tamtejszych gospodarek w zakresie zielonej transformacji sprawia, że uważamy je za perspektywiczne – mówi Romuald Kalyciok, prezes SUNEX.

SA-Energietechnik to firma zajmująca się instalacją i handlem pompami ciepła, systemami grzewczymi opartymi o OZE oraz systemami fotowoltaicznymi. SUNEX zapowiadał akwizycję spółki w liście intencyjnym podpisanym w kwietniu 2024 r. Przejmowana spółka docelowo ma uzupełniać działalność Krobath, innej austriackiej spółki zależnej od SUNEX.

Transakcja zakupu austriackiej spółki będzie przebiegała etapami, zwiększając udziały SUNEX kolejno o 43,10%, 25% i 24%, odpowiednio w latach 2025, 2026 i 2027.

Niemcy i Austria to kluczowe rynki eksportowe dla SUNEX. Spółka jest na nich obecna również poprzez akwizycje. Poza przejęciem przez SUNEX austriackiej spółki Krobath w styczniu 2023 roku, w kwietniu 2024 r. prezes SUNEX Romuald Kalyciok dokonał zakupu 100 proc. udziałów w niemieckiej spółce instalacyjnej Drolsbach. Spółka będzie wniesiona aportem do SUNEX w kolejnych miesiącach.

Rośnie znaczenie ESG due diligence w transakcjach M&A w Polsce

Aż 80% inwestorów deklaruje, że ESG stanowi istotny element w ramach transakcji M&A, zaś ponad połowa planuje przeprowadzać badanie ESG due diligence w odniesieniu do większości planowanych transakcji w ciągu najbliższych 24 miesięcy. Najbardziej zauważalną korzyścią z analizy ESG, zdaniem inwestorów, jest lepsza identyfikacja ryzyk i szans na wczesnym etapie transakcyjnym – wynika z raportu KPMG pt. „Global ESG Due Diligence+ study 2024”.

ESG due diligence staje się nieodzownym elementem współczesnych procesów transakcyjnych na polskim rynku. Pozwala nie tylko identyfikować ryzyka środowiskowe, społeczne i związane z ładem korporacyjnym, ale także przyczynia się do budowania wartości dodanej poprzez optymalizację kosztów, zwiększenie efektywności operacyjnej i poprawę reputacji przedsiębiorstwa. Inwestorzy coraz częściej zwracają uwagę na kwestie ESG przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Podmioty, które nie przykładają wagi do tych zagadnień, mogą być postrzegane jako mniej atrakcyjne i być obciążone większym ryzykiem.

Wyniki badania przeprowadzonego przez KPMG wskazują, że aż 80% inwestorów deklaruje, że ESG stanowi istotny element w ramach transakcji M&A, co podkreśla rosnącą świadomość i znaczenie analizy ESG w kontekście oceny wartości i ryzyka podmiotu. Ponad połowa badanych inwestorów planuje przeprowadzać badanie ESG due diligence w odniesieniu do większości planowanych transakcji w ciągu najbliższych 24 miesięcy. 79% doświadczonych inwestorów wykorzystuje wyniki badania ESG due diligence do opracowywania planów działania po zamknięciu transakcji, co potwierdza integralność analizy ESG w długoterminowej strategii inwestycyjnej. Ponadto 45% ankietowanych inwestorów doświadczyło istotnego wpływu wniosków płynących z analizy ESG due diligence na przeprowadzane transakcje (z czego ponad połowa potencjalnie mogła stanowić tzw. „deal breakers”, czyli czynniki wpływające na decyzję o wstrzymaniu/zaniechaniu transakcji).

Obserwujemy na polskim rynku coraz większą liczbę transakcji, w których, oprócz standardowego badania zagadnień finansowych, podatkowych czy prawnych, przeprowadza się pogłębione analizy kwestii środowiskowych, społecznych czy związanych z ładem korporacyjnym. Wyniki z przeprowadzonego badania dotyczącego kwestii ESG dostarczają inwestorom konkretnych informacji, które pomagają im przygotować plany działania w celu wdrożenia po zakończeniu transakcji. Dzięki temu założone strategie mogą być szybciej wdrożone, co skutkuje przyspieszeniem osiągnięcia oczekiwanych rezultatów. ESG due diligence jest odpowiedzią na rosnące potrzeby instytucji finansujących czy ubezpieczających transakcje M&A – podkreśla Iwona Sprycha, Partner w Dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Doświadczeni inwestorzy na rynku transakcyjnym zdają sobie sprawę, iż proces due diligence to nie tylko identyfikacja ryzyka, ale także poszukiwanie wartości dodanej. Tę wartość można osiągnąć poprzez realizację celów strategicznych w kontekście ESG. Analiza ESG due diligence pozwala na lepsze zrozumienie potencjału firmy oraz identyfikację obszarów, w ramach których można wdrożyć innowacyjne praktyki, co w dłuższej perspektywie przyczynia się do zwiększenia wartości przedmiotu transakcji i budowania zaufania wśród interesariuszy – zaznacza Katarzyna Wołczkiewicz, Associate Director w Dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Inwestorzy dostrzegają dwie główne korzyści wynikające z przeprowadzenia badania ESG due diligence. Są to, po pierwsze, aspekty finansowe związane z identyfikacją ryzyka lub szans na wczesnym etapie transakcyjnym, z czym zgodziło się 58% respondentów, a także możliwość skuteczniejszego reagowania na wymogi regulacyjne – na takie stwierdzenie wskazało 44% badanych.

O RAPORCIE:

Raport KPMG „Global ESG Due Diligence+ study 2024″ jest wynikiem globalnej ankiety przeprowadzonej online z udziałem ponad 600 inwestorów aktywnych na rynku fuzji i przejęć w 35 krajach, serii wywiadów pogłębionych z 50 respondentami i obserwacji rynkowych ekspertów KPMG w dziedzinie ESG. Publikacja skupia się na wyzwaniach i trendach związanych z ESG due diligence na rynkach fuzji i przejęć.

Sklepy zamknęły I półrocze br. na ponad 5-proc. plusie rdr. Ruch urósł najbardziej w hipermarketach i convenience

Obserwacja zachowań ponad 1,5 mln konsumentów w przeszło 38 tys. placówek spożywczych sieci handlowych wykazała, że w I półroczu br. ogółem ruch wzrósł w nich o 5,5% rdr. Najbardziej zwiększył się w hipermarketach, bo o 10,4%. Sieci convenience rdr. zyskały 9,2%, dyskonty – 4%, a supermarkety – 0,3%. Do tego liczba unikalnych klientów urosła o 0,9% rdr. Wzrosty odnotowały sklepy convenience – o 2,7%, supermarkety – o 1,6%, a także hipermarkety – 0,3%. Ponadto zwiększyła się średnia liczba wizyt przypadająca na jednego klienta. Jak twierdzą autorzy raportu ww. wzrosty to w dużej części zasługa Euro 2024. Z kolei patrząc na dane historyczne, można przytoczyć poprzedni raport. Zgodnie z nim, cały ub.r. pod względem ruchu był na minusie. Było też mniej kupujących.

Jak wynika z raportu firmy technologicznej Proxi.cloud, w pierwszej połowie br. ruch (footfall) w sklepach spożywczych wzrósł ogółem o 5,5% rdr. – W dużym stopniu wpłynęły na to wyniki hipermarketów i sklepów convenience. Skoki w tych segmentach mogły być m.in. związane z Euro 2024 i chęcią zaopatrywania się przez domowych kibiców w większe zapasy żywności. Niemniej warto zwrócić uwagę na to, że łączny czas spędzony na zakupach nieznacznie się skrócił. Wielowymiarowa analiza sugeruje, że konsumenci mimo wszystko robią zakupy podobnie, jak miało to miejsce w roku poprzedzającym – mówi Miłosz Sojka, jeden ze współautorów raportu z Proxi.cloud.

Biorąc pod uwagę poszczególne formaty, ruch najbardziej zwiększył się rdr. w hipermarketach, bo o 10,4%. Dalej w zestawieniu są sieci convenience ze wzrostem rdr. o 9,2%, dyskonty – o 4%, a także supermarkety – o 0,3%. – Widzimy lekkie odbicie po zeszłorocznym „dołku”. Na pewno ma na to duży wpływ polepszenie nastroju polskich konsumentów w porównaniu do poprzedniego roku, które – wg GfK – ostatni raz były tak dobre we wrześniu 2019 roku. Kolejnym czynnikiem mogło być tegoroczne Euro. Oczywiście rozpatrujemy tutaj perspektywę półroczną. Nie można więc całego wzrostu wytłumaczyć turniejem piłkarskim, ale miał on zapewne wpływ na końcowe wyniki – komentuje Mateusz Chołuj, drugi ze współautorów raportu z Proxi.cloud.

Raport wykazał też, że w pierwszej połowie br. liczba unikalnych klientów (unique shoppers) w sklepach spożywczych wzrosła o 0,9% w porównaniu z analogicznym okresem 2023 roku. W trzech formatach rdr. nastąpiły wzrosty, tj. w convenience – o 2,7%, w supermarketach – o 1,6%, a także w hipermarketach – 0,3%. Z kolei w dyskontach odnotowano spadek rdr. o 0,3%. – Zmiany w poszczególnych segmentach są tak małe, że dla branży pozostają bez znaczenia. Większe wzrosty i spadki mogą występować w poszczególnych miesiącach, ale koniec końców, w dłuższej, półrocznej perspektywie przekładają się na niskie wartości – zaznacza Miłosz Sojka.

Warto przypomnieć, że 2023 rok przyniósł niewielki spadek ruchu oraz mniejszą liczbę kupujących w sklepach spożywczo-przemysłowych. – Wtedy w zasadzie wszystkie formaty straciły klientów, ale największy odpływ zanotowały hipermarkety. Ruch tylko lekko wzrósł w dyskontach. Najwięcej wizyt wygenerowały wówczas sklepy convenience i również dyskonty – zaznacza Miłosz Sojka.

Z analizy wynika również, że w pierwszej połowie br. nieznacznie zmienił się udział poszczególnych formatów w łącznej liczbie wizyt w badanych punktach sprzedaży (POS). Zestawienie otwiera segment convenience z najwyższym wynikiem – 37,7% (w I półroczu ub.r. – 36,4%). Dalej są dyskonty – 35,8% (poprzednio – 36,2%), supermarkety – 20,2% (wcześniej – 21,4%), a na końcu – hipermarkety – 6,2% (przed rokiem – 6%).

– Wzrost różnicy między sklepami convenience a dyskontami nie jest zaskakujący. Zmiana liczby wizyt w sklepach w tym pierwszym formacie była większa niż w drugim, co naturalnie ma odzwierciedlenie w ww. wynikach. Mimo wszystko poziomy udziałów poszczególnych segmentów możemy uznać za stabilne, a ich wielkość wynikać może z czynników takich, jak liczba sklepów danego formatu w bliskiej okolicy konsumenta, oferta konkretnych sieci oraz względne tempo ekspansji sieci wymienionych formatów. Do sklepów convenience chodzi się często, ale spędza się w nich mało czasu i co do zasady nie robi się tam zakupów na cały tydzień – wyjaśnia Mateusz Chołuj.

Według analizy, w I połowie br. zwiększyła się średnia liczba wizyt w POS przypadająca na jednego klienta. Ostatnio dla wszystkich sklepów wyniosła 128,49, a wcześniej – 121,61. – Powyższy wzrost może świadczyć o tym, że klienci czasem wybierają uzupełnianie półek domowych świeżymi produktami, zamiast robienie za każdym razem większych zapasów. Skok sam w sobie nie powinien być odczuwalny dla handlu, bo jak widzimy na podstawie innej statystyki, klienci wcale nie spędzają przez to łącznie więcej czasu na zakupach – stwierdza Miłosz Sojka.

Ponadto raport pokazuje, że rdr. minimalnie skróceniu uległa przeciętna wizyta klienta w sklepie (I poł. br. – 13 minut i 14 sekund, poprzednio – 13 min. i 15 sek.). Zmniejszył się też średni łączny czas spędzony na zakupach, przypadający na jednego shoppera (I poł. br. – 13 godzin i 30 minut, wcześniej – 13 godz. i 34 min.). – Zmiana średniego czasu wizyty jest na tyle marginalna, że praktycznie nie pozostawia pola do dyskusji. Średni łączny czas spędzany na zakupach może z kolei wynikać z większej automatyzacji placówek, czyli np. z liczby kas samoobsługowych i bardziej dogodnego dla klienta rozłożenia towarów w sklepie – przekonuje Chołuj.

Zdaniem Miłosza Sojki, w kolejnych miesiącach tego roku należy spodziewać się niezmienności statystyk dotyczących liczby klientów i czasu trwania ich wizyt w sklepach. Różnice prawdopodobnie będą dotyczyły ruchu i częstotliwości zakupów. W tych obszarach współautor raportu przewiduje, że zmiany rdr. będą bliższe zeru. Na wyższe wyniki w minionym półroczu br. wpłynęło Euro 2024. W opinii eksperta, obecne igrzyska olimpijskie nie przełożą się w tak dużym stopniu na wizyty konsumentów w sklepach.

Badanie zostało przeprowadzone przez firmę technologiczną Proxi.cloud w oparciu o dane z pierwszego półrocza 2024 roku z odniesieniem do analogicznego okresu w poprzednim roku, z wykluczeniem świąt oraz niedziel niehandlowych. Analiza objęła zachowania konsumentów odwiedzających dyskonty spożywcze, supermarkety, hipermarkety i sieci typu convenience.

Wielkość próby wyniosła ponad 1,5 mln konsumentów. Wejście badanej osoby w geofence było zarejestrowane jako wizyta klienta w sklepie, gdy trwała ona co najmniej 2 minuty i nie więcej niż 2 godziny. W przypadku formatu convenience musiała być nie krótsza niż 30 sekund i nie dłuższa niż 30 minut. Zbadano ruch w ponad 38 tys. placówek, których lokalizacje zostały pozyskane ze stron internetowych sieci handlowych oraz z Google Maps.

Dane zostały zgromadzone poprzez sieć aplikacji mobilnych wykorzystujących autorską technologię, opartą o geofencing metodę identyfikacji wejść i wyjść z wyznaczonych stref, wykorzystującą usługi lokalizacji urządzeń mobilnych. Rozwiązanie pozwala zbierać dane pasywnie oraz cechuje się dużą dokładnością lokalizowania użytkownika (dokładność od 2 do 20 metrów zależna jest od metody ustalania pozycji przez urządzenie mobilne). Technologia ta zapewnia pełną kontrolę nad dokładnością lokalizacji, a promień każdego geofencingu dostosowany jest do wielkości poszczególnych budynków. Ponadto, znany jest również czas przebywania użytkowników w danej lokalizacji, co stanowi dodatkowy poziom ochrony przed zliczaniem okolicznego ruchu pieszego czy ruchu pracowników badanych punktów.

Bank Anglii może już zdecydować się na cięcie, Fed zaczeka

W tym tygodniu czekamy na posiedzenia dwóch z trzech najważniejszych banków centralnych: Fedu i Banku Anglii. Spodziewamy się, że BoE zdecyduje się na cięcie stóp procentowych ze względu na postępy w sprowadzaniu inflacji do celu. Z kolei Fed pierwszy ruch wykona prawdopodobnie we wrześniu. Potwierdzenie tego przez prezesa Powella może otworzyć drogę do osłabienia dolara, którego wysoką wycenę wspierały w ciągu ostatnich dwóch lat m.in. podniesione stopy procentowe.

Kluczowe punkty:

  • Odwrót od carry trade wspiera waluty o niskiej rentowności.
  • FOMC zapewne utrzyma stopy procentowe, zasugeruje jednak ich cięcie we wrześniu.
  • Słabe wskaźniki PMI rysują niepewne perspektywy dla gospodarki strefy euro.
  • Spodziewamy się cięcia stóp procentowych Banku Anglii po głosowaniu 5:4.
  • Chiny ponownie tną stopy procentowe, by wesprzeć gospodarkę.

W centrum uwagi znalazł się odwrót od carry trade – strategii, w której środki pożyczone w walucie o niskiej stopie procentowej lokowane są w „wyżej oprocentowanych” instrumentach w innej walucie. Dla walut G10 oznacza to, że wielka trójka (dolar amerykański, euro i funt brytyjski) pozostała na niemal niezmienionych poziomach, podczas gdy jen japoński i frank szwajcarski doświadczyły aprecjacji. Jednocześnie ucierpiały waluty surowcowe (dolary australijski i nowozelandzki oraz korona norweska), a waluty Ameryki Łacińskiej o wysokiej rentowności radziły sobie ogólnie słabo.

W tym tygodniu dużo będzie się działo po obu stronach Atlantyku, co może wywołać pewną zmienność przed wkroczeniem w przeważnie spokojny na rynku walutowym sierpień. Ze strefy euro opublikowane zostaną pierwszy odczyt dynamiki PKB w II kwartale (wtorek 30.07) i wstępne szacunki inflacji w lipcu (środa 31.07), z USA zaś raport NFP (non-farm payrolls) za lipiec (piątek 02.08). Dodatkowo odbędą się posiedzenia największych banków centralnych – w środę (31.07) Rezerwy Federalnej, w czwartek (01.08) Banku Anglii. Szczególnie to drugie zapowiada się interesująco, może bowiem przynieść pierwszą w obecnym cyklu obniżkę stóp procentowych, głosowanie najpewniej będzie jednak bardzo wyrównane.

PLN

Złoty, który umocnił się nieznacznie względem euro, radził sobie w ubiegłym tygodniu lepiej niż pozostałe waluty regionu. Naszym zdaniem to niewiele ponad odchylenie wahadła w drugą stronę po kiepskich wynikach waluty tydzień wcześniej. Warunki zewnętrzne pozostają raczej niekorzystne, a wzrost kursu EUR/PLN powyżej 4,30 w trakcie ubiegłego tygodnia tylko to potwierdza.

Mnogość czynników politycznych i geopolitycznych może wzmagać uważność inwestorów, a dla będącego wrażliwą na ryzyko i wysoce płynną walutą złotego – wiązać się z dodatkową zmiennością w typowo spokojnym letnim okresie. Krajowe odczyty nie są obecnie przesadnie istotne, warto jednak wspomnieć, że wciąż nie jest dobrze – ubiegłotygodniowe dane dotyczące budownictwa i sprzedaży detalicznej były zdecydowanie rozczarowujące. Te drugie sugerują dodatkowo, że wzrost konsumpcji jest ograniczony i na solidne ożywienie gospodarcze trzeba będzie jeszcze poczekać.

W tym tygodniu uwaga skupi się na wstępnym odczycie inflacji CPI w lipcu (środa 31.07). Oczekuje się, że w związku ze wzrostem cen energii spowodowanym częściowym wycofaniem tarczy energetycznej inflacja istotnie podbije. Spodziewany jest odczyt na poziomie 4,5%, poza widełkami celu banku – może to dać RPP paliwo do utrzymania jej jastrzębiej retoryki.

EUR

Wstępny odczyt lipcowej inflacji w strefie euro wystawi na próbę nasze i rynkowe oczekiwania jeszcze dwóch cięć stóp procentowych EBC w tym roku. Naszym zdaniem jedynie istotne zaskoczenie w górę mogłoby przekreślić ten scenariusz – ekonomiści spodziewają się dalszego spadku zarówno głównej, jak i bazowej miary dynamiki cen.

Opublikowane w ubiegłym tygodniu wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej nie były dobre – pokazały kolejny zaskakujący spadek i sugerują, że budzący nadzieję wzrost popytu obserwowany dotychczas w 2024 r. mógł się zatrzymać. Indeks zbiorczy jest obecnie tylko minimalnie powyżej granicznego poziomu 50 pkt (50,1 w lipcu). Wstępny odczyt dynamiki PKB w II kwartale (wtorek 30.07) przyniesie opóźniony, bardziej jednak precyzyjny obraz europejskiej gospodarki. Spodziewamy się tempa wzrostu nieco niższego niż w I kwartale, wciąż jednak dodatniego.

USD

W Stanach dwa tygodnie poprzedzające nadchodzące posiedzenie Fedu (środa 31.07) zarysowały obraz odpornej gospodarki, przeczący narracji o gwałtownym spowolnieniu. Dotyczy to również ubiegłotygodniowego imponującego raportu o dynamice PKB w II kwartale, który pokazał wzrost o niemal 3% w ujęciu zanualizowanym – dwukrotnie większy niż w I kwartale.

Niemniej, ostatnie raporty inflacyjne były dość zbieżne z celem Fedu, co tworzy przestrzeń do rozpoczęcia we wrześniu cięć stóp procentowych – spodziewamy się, że Powell potwierdzi to nie wprost podczas swojej konferencji prasowej. Może to otworzyć drogę do osłabienia dolara, którego wysoką wycenę wspierały w ciągu ostatnich dwóch lat m.in. podniesione stopy procentowe.

GBP

Wszystkie oczy są teraz zwrócone ku posiedzeniu Banku Anglii (czwartek 01.08). Jak to zwykle bywało z decyzjami Komitetu Polityki Monetarnej w ostatnich latach, również tej nie można być pewnym. Rynek wycenia prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych na dokładnie 50%, ekonomiści zaś nieco wyżej. Inflacja w Wielkiej Brytanii jest obecnie zgodna z celem banku centralnego, dynamika cen w sektorze usługowym i wzrost płac pozostają jednak wysokie, co może wpłynąć na ostrożną postawę Komitetu.

Spodziewamy się, że decyzja nie będzie jednomyślna – podział 5 do 4 głosów może ukształtować się w dowolnym kierunku. Uważamy jednak, że postęp w zakresie inflacji jest wystarczający, by członkowie, którzy w czerwcu byli bliscy głosowania za cięciem, tym razem rzeczywiście to zrobili. Tym samym Bank Anglii zdecyduje się w naszej opinii na obniżkę i uprawomocni rynkowe oczekiwania dwóch ruchów w dół w 2024 r. Brak komunikatów członków Komitetu w ostatnim czasie sprawia, że niepewność jest wysoka – należy spodziewać się wyjątkowo dużej zmienności funta bez względu na podjętą przez Bank Anglii decyzję.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Złoty pod presją, Fed i BoE pod lupą

Uwaga inwestorów w tym tygodniu skupiona na posiedzeniu Fed. Problem decydentów z Wysp, wysoka inflacja w usługach i niski wzrost gospodarczy. Krajowa waluta na minusie otwiera handel w ostatnich dniach lipca. Safe haven w cenie.

Czekając na Fed

Tydzień rozpoczyna się brakiem ważnych pozycji w kalendarzu makro. Nieco mocniejsze w poniedziałek na rynku FX są waluty uznawane za bezpieczne, na czele z USD, JPY i CHF. Zapewne jest to pokłosie wczorajszego ataku libańskiego Hezbollahu na cele w Izraelu. To najbardziej krwawy atak od ubiegłego roku, który może skutkować zdecydowaną odpowiedzią Izraela. Wydarzeniem tygodnia będzie posiedzenie Fed. Choć decyzja odnośnie stóp procentowych (brak zmian) na tym wakacyjnym posiedzeniu jest niemal znana (96% prawdopodobieństwa takiego scenariusza), to inwestorzy bacznie będą się przyglądać komunikacji władz monetarnych z USA. Tym bardziej, że rynek widzi już 87% szans na to, że we wrześniu koszt pieniądza spadnie o 25 pkt bazowych. EUR/USD dzisiaj spada o 0,2%, więc nie jest to duża zmiana, niemniej jednak wraz ze zbliżaniem się środowego posiedzenia Fed możemy oczekiwać większych ruchów.

Trudna decyzja Banku Anglii

Jeśli już jesteśmy przy bankach centralnych, to o wiele trudniejsze zadanie niż Fed ma BoE. Bank Anglii ma problem w postaci ciągle dużej inflacji w usługach, co jest argumentem za brakiem rozpoczęcia luzowania monetarnego. Z drugiej strony wzrost gospodarczy nie powala, a wręcz są sygnały pogorszenia sytuacji, co wskazywałoby na to, że cięcie stóp byłoby czymś pożądanym. I właśnie taką sytuację 50/50 (patrząc na kontrakty na stopę procentową) między utrzymaniem stóp a luzowaniem o 25 pkt mamy w oczekiwaniach na czwartkowe posiedzenie. Trudno więc wskazać ewentualny scenariusz, a skoro tak, to zmienność na parach funtowych powinna być w tym tygodniu znacząca. Jeśli nastąpi decyzja odnośnie cięcia stóp, GBP znajdzie się pod presją.

Duży skok inflacji

Wspominaliśmy, że początek tygodnia to czas rosnącego apetytu na waluty bezpieczne, więc nie dziwi fakt, że nieco pod presją znalazł się złoty. EUR/PLN jest blisko poziomu 4,29, z kolei USD/PLN zbliża się do granicy 3,96. Wydarzeniem tygodnia dla PLN będzie publikacja odczytu inflacji CPI za lipiec. Szacunki mówią o wzroście z poziomu 2,6% do aż 4,4%, co jest konsekwencją wzrostu cen energii, zarówno prądu, jak i gazu od 1 lipca. Dla krajowej waluty taki wzrost może być niekorzystny, a to dlatego, że zaczną spadać realnie dodatnie stopy procentowe, co przekładać się będzie na mniejszą atrakcyjność odsetkową. Tym bardziej, że oczekiwania są takie, że wzrost poziomu cen w naszym kraju na początku 2025 roku może osiągnąć wartość nawet 6%.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Jak zarządzać opiniami w sieci i dlaczego to ważne dla biznesu?

Komentarze i gwiazdki mogą w znaczący sposób wpłynąć na reputację Twojej firmy, a co za tym idzie – na jej wyniki finansowe. W tym artykule przedstawimy praktyczne wskazówki i narzędzia, które pomogą Ci efektywnie monitorować i reagować na opinie w Internecie.

Czym są opinie i dlaczego są ważne?

Powodzenie przedsiębiorcy w dużym stopniu zależy od jego zdolności słuchania i reagowania na potrzeby klientów. Żaden biznes nie może istnieć w oderwaniu od informacji, co na temat produktów czy usług myślą klienci, oraz na ile faktycznie oferta spełnia ich oczekiwania. Tym bardziej, że to, czego nie ma Twoja firma, może oferować konkurencja.

Opinie klientów powinny więc odgrywać kluczową rolę w tworzeniu oferty, strategii biznesowych i budowaniu wizerunku marki.

Zacznijmy od tego, czym właściwie są opinie. Opinie klientów to nic innego jak oceny i komentarze, które klienci wystawiają po zakupie produktu lub skorzystaniu z usługi.

Sprawdź, jak wypromować firmę na lokalnym rynku >>>

Mogą dotyczyć różnych elementów – jakości, ceny, przebiegu transakcji, dostawy czy obsługi klienta. Według badania Moz.com aż 95% użytkowników czyta recenzje i opinie w Internecie, a głównymi ich źródłami są strony internetowe sklepów, portale z recenzjami (np. Ceneo, Opineo), wizytówki Google, media społecznościowe, serwisy aukcyjne, sprzedażowe i ogłoszeniowe (Allegro, OLX) czy fora internetowe. Wszystkie one składają się na obraz produktu czy usługi w oczach konsumentów.

„Przedsiębiorcy, którzy nie biorą pod uwagę głosu rynku – najzwyczajniej na tym stracą, w krótszej lub dłuższej perspektywie. Dzisiaj konsument jest przede wszystkim w Internecie. Aż 86% konsumentów twierdzi, że recenzje są jednym z ważnych czynników wyboru oferty danej firmy, szczególnie pomocnym dla niezdecydowanych. Każdy świadomy przedsiębiorca powinien mieć to w centralnym punkcie swoich działań – mówi Katarzyna Kurdyś, Product Manager w Grupie WeNet.

Więcej o tym, jaki jest wpływ opinii nie tylko na postrzeganie firmy, lecz także na jej widoczność w Google – napiszemy poniżej.

Jaką funkcję pełnią opinie w biznesie?

  1. 1. Budują wiarygodność i zaufanie

Opinie klientów są czym w rodzaju społecznego dowodu słuszności. Skoro inni kupili, a co więcej – oceniają zakup dobrze, to znaczy, że warto. Pozytywne opinie mogą więc znacząco zwiększyć zaufanie do firmy, podczas gdy negatywne recenzje odwrotnie – raczej zniechęcą potencjalnych klientów.

  1. Wskazują mocne i słabe strony

Rzetelne recenzje są też źródłem informacji na temat tego, co działa dobrze w biznesie, a co wymaga poprawy. Dzięki analizie komentarzy firmy mogą lepiej zrozumieć, jakie aspekty ich oferty są dobrze oceniane przez klientów, a które wymagają usprawnienia. W efekcie firma może dbać o ciągłe doskonalenie produktów i usług, a to przekłada się na większe zadowolenie klientów.

  1. Zwiększają zaangażowanie klientów

Według Podium.com około 60% klientów jest skłonnych wystawić rekomendację, jeśli zostaną o to poproszeni przez firmę.

Przedsiębiorca może to zrobić na wiele sposobów. W przypadku Profilu Firmy w Google przesyłasz do klienta link „Podziel się opinią”. W ten sposób konsument może wprowadzić swoją recenzję bezpośrednio do Twojej firmowej wizytówki.

Weź pod uwagę, że aż 62% komentujących oczekuje szybkiej odpowiedzi na umieszczoną opinię, co jest z jednej strony podziękowaniem, a z drugiej potwierdzeniem, że firma przykłada dużą wagę do opinii odbiorców.

Klienci, którzy czują, że ich opinie są brane pod uwagę, są bardziej skłonni do ponownego skorzystania z oferty firmy. Oznacza to bowiem, że firma ceni sobie ich zdanie i jest gotowa do wprowadzania ewentualnych zmian na podstawie uwag. To zwiększa zaangażowanie klientów i buduje lojalność wobec marki.

  1. Wpływają na decyzje biznesowe

Komentarze klientów mogą dostarczyć Ci cennych wskazówek dotyczących przyszłych działań biznesowych. Przykładowo, jeśli wielu klientów wyraża zapotrzebowanie na konkretną funkcjonalność produktu, firma może rozważyć jej wprowadzenie, bo posiada ku temu konkretne przesłanki. Uważne czytanie opinii pozwala na podejmowanie świadomych decyzji, które są lepiej dopasowane do oczekiwań Twoich odbiorców.

  1. Budują wizerunek marki

Nie jest tajemnicą, że to, jakie opinie o firmie czy marce krążą w sieci przekłada się na jej wizerunek.

Blisko 89% konsumentów bardziej ufa opiniom wystawionym przez inne osoby niż informacjom publikowanym przez firmy. Zadbaj więc, aby jakość Twojej oferty była potwierdzana w poleceniach klientów. Bardzo ważne jest monitorowanie tych opinii oraz świadome i rozsądne reagowanie na nie. Więcej na ten temat, piszemy poniżej.

  1. Poprawiają widoczność w sieci

Nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, ale recenzje mają również wpływ na widoczność strony internetowej firmy w wyszukiwarkach.

Algorytmy wyszukiwarek, takich jak Google, biorą pod uwagę opinie klientów przy ocenianiu wiarygodności danej witryny. Firmy z większą liczbą pozytywnych ocen mają większe szanse na wyższe pozycje w wynikach wyszukiwania, co z kolei prowadzi do lepszej widoczności i skutecznego dotarcia do nowych klientów.

Dzięki dużej liczbie opinii w wizytówce Google możesz poprawić widoczność strony w lokalnych wynikach wyszukiwania, a tym samym zwiększyć ruch na swojej stronie. Wiele rzetelnych i prawdziwych opinii jest bowiem dla algorytmów wyznacznikiem popularności witryny i uznania wśród użytkowników.

Chcesz sprawić, jakie opinie ma Twoja firma w różnych miejscach w sieci? Włącz Netskaner i przeanalizuj swoją obecność online – błyskawicznie!

Jak mądrze zarządzać opiniami?

Wiesz już, czym są opinie, gdzie najczęściej są gromadzone oraz jaka jest ich rola.

Przyjrzyjmy się teraz opiniom klientów w wizytówkach Google, bo to czy i w jaki sposób (umiejętny bądź nie) firma nimi zarządza, ma bardzo duży wpływ na zachowania konsumentów, a finalnie – na postrzeganie firmy.

Jak mądrze zarządzać opiniami?

Wizytówki Google – dlaczego biznes musi reagować na opinie?

Zacznijmy od tego, że opinie nie powinny sobie tak po prostu biernie istnieć. Zawsze powinny pociągać za sobą jakieś działanie czy reakcje właściciela firmy lub osób do tego wyznaczonych. Bardzo ważna jest szybkość reakcji i odpowiadanie na komentarze – szczególnie te negatywne.

62% konsumentów oczekuje odpowiedzi na ich recenzję w ciągu 2 dni lub krócej, a wiele sytuacji czy problemów udaje się bardzo szybko rozwiązać, gdy firma odpowiada na trudne pytania, czy rozwiewa wątpliwości klientów, odpowiadając w komentarzach.

Nie bez znaczenia jest także to, w jaki sposób firma zajmuje swoje stanowisko w komentarzu. Aż 97% klientów czytając odpowiedź na negatywny komentarz, oczekuje, że firma użyje słowa „przepraszam”.

Komunikacja z klientami w trudnych kwestiach, świadczy o tym, że firma jest profesjonalna, godna zaufania, traktuje swoich klientów poważnie, dba o jakość ich obsługi oraz jest gotowa zmierzyć się problemem. 89% klientów będzie unikać biznesu, który w odpowiedziach na opinie zarzuca kłamstwo, unika szczerej odpowiedzi oraz wchodzi w niepotrzebne dyskusje.

Coś dla zabieganych – automatyczne odpowiedzi na opinie

Jak reagować na opinie, kiedy nie ma na to czasu? To na pewno bolączka niejednego przedsiębiorcy.

Z pomocą przychodzi nowe rozwiązanie w ofercie Grupy WeNet – automatyczna odpowiedź na opinie. Pełni ona co najmniej dwie funkcje – z jednej strony pomaga okazać klientowi wdzięczność za pozostawioną opinię, a z drugiej analizuje przesłaną treść.

„Szybkość i skuteczność – na tym opiera się głównie dzisiejszy biznes. To właśnie chcieliśmy zapewnić naszym klientom, projektując rozwiązanie automatycznej odpowiedzi na opinie. Pozwala ono na oszczędność czasu oraz szybkie nawiązanie kontaktu z klientem, dzięki czemu ma on poczucie, że jego sprawa już trafiła we właściwe ręce, a dodatkowo nasze rozwiązanie analizuje tę opinię”  – mówi Marcin Karwowski, Product Manager GMB i Web w Grupie WeNet.

Automatyczne odpowiedzi – co na to Google?

Google mierzy liczbę odpowiedzi, jakich firmy udzielają swoim klientom. Służy do tego specjalny wskaźnik odpowiedzi. Firmy, które są aktywne i zaangażowane w komunikację, udzielają odpowiedzi na pytania i reagują na opinie – są w oczach Google godne zaufania i otrzymują wyższą ocenę.

Znaczenie opinii w biznesie – podsumowanie

Opinie są nieocenionym narzędziem dla każdego biznesu. Budują wizerunek firmy oraz są odbiciem tego, co o ofercie firmy myślą klienci. Opinie pomagają w budowaniu wiarygodności, zaangażowania klientów i lojalności – pod warunkiem że firma świadomie nimi zarządza oraz wchodzi w konstruktywny dialog z klientami. Bez wątpienia słuchanie odbiorców i reagowanie na ich potrzeby to klucz do sukcesu w dzisiejszym konkurencyjnym świecie biznesu online.

Amerykanie wydają więcej, ropa tanieje, a bezrobocie w Hiszpanii spada

Dane o wydatkach Amerykanów to coś, co może niepokoić, ale rynkom chodzi o wzrost wydatków, nie bilansowanie budżetów. Ropa brent znów testuje poziom 80 dolarów za baryłkę, a rynek pracy w Hiszpanii ma się coraz lepiej.

Dochody i wydatki Amerykanów

W piątek poznaliśmy pakiet danych na temat tego, ile zarabiają i wydają Amerykanie. Rynek oczekiwał wzrostu dochodów o 0,4%, a otrzymał zaledwie 0,2% wzrostu. Z kolei w wydatkach oczekiwano wzrostu o 0,3% i tyle właśnie było. Sytuacja, gdzie wydatki rosną szybciej od dochodów, teoretycznie powinna budzić zaniepokojenie. Teoretycznie, bo to, że Amerykanie żyją na kredyt, nikogo nie dziwi. Nie inaczej było teraz. Utrzymanie się wydatków na zakładanym poziomie uspokoiło rynki, a kurs dolara po raz kolejny atakował swoje maksima ostatnich tygodni względem euro.

Ropa ponownie szuka dna

Na rynku ropy naftowej po raz kolejny w ostatnich dniach testowany jest poziom 80 dolarów za baryłkę ropy naftowej brent. Ostatni raz taniej było na początku czerwca. Co jest powodem, że cena znów spada? Analitycy wskazują po raz kolejny wątpliwości co do spadku popytu na surowiec z Państwa Środka. Wpływ tego jest tak silny, że równoważy napięcia, które pojawiły się na Bliskim Wschodzie po ataku rakietowym na Wzgórzach Golan. Z drugiej strony, gdyby nie ten atak, część rynków zaczynała już wierzyć w możliwe zawieszenie broni. Gdyby jednak doszło do eskalacji, której nie można wykluczyć po tych wydarzeniach, to można oczekiwać odbicia w górę cen ropy. Na razie surowiec jest wciąż tańszy niż przed rokiem, zatem nie wpływa negatywnie na inflację.

Bezrobocie w Hiszpanii

W piątek poznaliśmy dane z Hiszpanii. Kraj ten, jako członek wspólnej strefy walutowej, ma oczywiście z racji wielkości gospodarki ograniczony wpływ na euro. Warto jednak odnotować wynik bezrobocia za 2 kwartał. 11,27% to coś, co z perspektywy Polski, pokazującej ponad dwukrotnie niższy rezultat nie robi wrażenia. Wrażenie robi natomiast fakt, że ostatni raz niższy wynik Hiszpanie mieli w trzecim kwartale, ale 2008 roku. Jest to zatem najniższy rezultat od ponad 15 lat. Jest to bardzo dobra wiadomość dla Hiszpanii, ale nie dość dobra, by przełamać słabszą ostatnio passę europejskiej waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Ekspansja na rynek azjatycki: kluczowe aspekty zgłaszania znaków towarowych

Skuteczne wejście ze swoją marką na rynek azjatycki, zwłaszcza tak wymagający jak Chiny, stanowi ogromną szansę dla zagranicznych firm, ale jednocześnie nie pozostaje wolne od licznych ryzyk i wyzwań. Jednym z kluczowych aspektów udanej ekspansji za Wielki Mur jest odpowiednie zabezpieczenie własności intelektualnej, w tym znaków towarowych. Sprawdź, jak zapewnić skuteczną ochronę marki w Chinach.

Rejestracja znaku towarowego w Chinach a skuteczna ekspansja na rynek azjatycki

Rejestracja znaku towarowego w chińskim urzędzie to pierwsze zadanie, które stoi przed każdą firmą planującą ekspansję na ten gigantyczny rynek. W Chinach obowiązuje bowiem zasada pierwszeństwa oznaczająca w praktycznym zastosowaniu, że prawo do znaku towarowego otrzymuje podmiot, który zarejestruje go jako pierwszy.

Michał Bielewicz, ekspert ds. znaków towarowych na rynkach azjatyckich, podkreśla znaczenie tego aspektu, przestrzegając:

Niewielu zagranicznych przedsiębiorców zdaje sobie sprawę, że w Chinach bez rejestracji znaku towarowego produkt nie zostanie przyjęty do sprzedaży na największych platformach e-commerce. Producent na poważnie myślący o sukcesie handlowym w Chinach nie może pominąć tego kanału sprzedaży, bo umożliwia sprzedaż w całych Chinach, bez konieczności pozyskiwania importerów prowincja po prowincji, miasto po mieście.

To dowodzi, jak istotna jest szybka i skuteczna rejestracja znaku towarowego dla firm chcących zaistnieć na chińskim rynku. W tym kontekście platformy, takie jak Trademark Partners – platforma do rejestracji znaków towarowych w Azji, okazują się nieocenionym narzędziem w usprawnieniu tego procesu.

Zastrzeżenie znaku towarowego w chińskim urzędzie – krok po kroku

Chińskie świadectwo rejestracji znaku towarowego to – jak podkreśla Michał Bielewicz – jeden z kluczy do rynku chińskiego. Sama procedura rejestracyjna wymaga pośrednictwa profesjonalnego pełnomocnika, który pomoże ustalić prawidłowe klasy i podklasy produktów lub usług zgłaszanych do ochrony, a także sporządzi stosowny wniosek. Warto zdawać sobie bowiem sprawę, że Chiny nie dopuszczają możliwości przedłożenia ów wniosku samodzielnie.

Kolejne kroki rejestracji znaku towarowego w Chinach można przedstawić następująco:

  • w ciągu ok. 4 tygodni od złożenia wniosku w urzędzie sprawa otrzymuje specjalny numer rejestru;
  • po upływie kolejnych 3-4 miesięcy urząd wydaje wstępną decyzję w sprawie rejestracji znaku. Wówczas możliwe są dwa scenariusze: wstępna akceptacja wniosku i opublikowanie stosownej informacji w ogólnodostępnym newsletterze bądź odmowa, wobec której przedsiębiorca może próbować się odwołać;
  • po 3 miesiącach od daty publikacji decyzji, w sytuacji braku skutecznego sprzeciwu, urząd wydaje postanowienie rejestracji znaku towarowego w Chinach, a w ciągu kolejnych 4 tygodni zostaje również wydane świadectwo rejestracji marki.

Ile trwa i kosztuje zastrzeżenie znaku towarowego w Chinach?

Rejestracja znaku towarowego w Chinach jest przyznawana na 10 lat, po upływie których istnieje możliwość przedłużenia praw ochronnych na kolejną dekadę. Wniosek w tej sprawie musi zostać jednak przedłożony co najmniej 6 miesięcy przed upływem ważności certyfikatu rejestracji. Koszt całej procedury jest natomiast uzależniony od liczby klas, w których dany znak został zgłoszony. Wybór klas to kolejny aspekt wymagający staranności i strategicznego podejścia, do czego warto zasięgnąć merytorycznego wsparcia ze strony doświadczonych specjalistów.

Rozwój innowacyjnych technologii na rynku surowców wtórnych. NCBR ogłasza konkurs KPO GOZ

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło konkurs KPO GOZ, który ma ułatwić przedsiębiorstwom transformację w kierunku gospodarki o obiegu zamkniętym. Na ten cel instytucja przeznaczy 346 mln zł. Działanie realizowane jest ze środków Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności, a podmiotem odpowiedzialnym za realizację inwestycji jest Ministerstwo Rozwoju i Technologii. Nabór wniosków NCBR rozpoczyna już 8 sierpnia.

Konkurs jest odpowiedzią na wyzwanie związane z wdrożeniem zasad gospodarki w obiegu zamkniętym (GOZ), w szczególności w opracowaniu technologii wykorzystania odpadów jako surowców wtórnych z myślą o stworzeniu bardziej wydajnej gospodarki. W efekcie realizacji przedsięwzięć zyska zarówno środowisko naturalne, do którego będzie przedostawać się mniej zanieczyszczeń, jak i całe społeczeństwo.

Założeniem gospodarki cyrkularnej jest minimalizacja zużycia surowców i powstawania opadów oraz tworzenie zamkniętych cykli, w których odpady traktowane są jak cenne surowce. W konkursie KPO GOZ chcemy dofinansować przedsięwzięcia badawczo-rozwojowe, w których opracowane technologie przyczynią się do tworzenia rynku wykorzystania surowców wtórnych – tłumaczy prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.  

Każdy dofinansowany projekt musi zakładać opracowanie minimum jednej innowacyjnej technologii co najmniej w skali kraju, a wyniki projektu muszą zostać wdrożone na rynek. Przykładowe działania to m.in. zwiększenie ilości surowców możliwych do ponownego wykorzystania, zmniejszenie ilości surowców pierwotnych wykorzystywanych w procesach produkcyjnych, a także zmniejszenie ilości odpadów przechowywanych na składowiskach.

Dofinansowanie na projekty B+R

Nabór przeznaczony jest dla dużych przedsiębiorstw samodzielnie realizujących przedsięwzięcie albo konsorcjów, składających się z co najmniej jednego dużego przedsiębiorstwa i co najmniej jednej organizacji badawczej. W skład konsorcjum mogą wchodzić maksymalnie 3 podmioty, przy czym liderem musi być przedsiębiorstwo. MŚP mogą wziąć udział w przedsięwzięciu jako członkowie konsorcjum.

Dofinansowanie można uzyskać na prace badawczo-rozwojowe (B+R) dotyczące technologii przyczyniających się do tworzenia rynku surowców wtórnych; prace przedwdrożeniowe i wdrożeniowe związane z wprowadzeniem na rynek rozwiązań opracowanych w ramach przedsięwzięcia oraz zakup infrastruktury B+R na potrzeby opracowania technologii przyczyniających się do tworzenia rynku surowców wtórnych. Wdrożenie wyników prac B+R może być sfinansowane w ramach przedsięwzięcia albo ze środków własnych przedsiębiorstwa.

Minimalna wartość dofinansowania przedsięwzięcia wynosi 10 mln zł, a maksymalna – 69,2 mln zł. Nabór wniosków o dofinansowanie będzie prowadzony od 8 sierpnia do 31 października 2024 r.

Nabór realizowany jest w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO) w ramach Reformy: A2.2. Stworzenie warunków do przejścia na model gospodarki o obiegu zamkniętym GOZ – Inwestycja: A2.2.1. Inwestycje we wdrażanie technologii i innowacji środowiskowych, w tym związanych z gospodarką o obiegu zamkniętym.

Jak utrzymać płynność finansową w firmie?

Utrzymanie płynności finansowej jest kluczowym elementem zarządzania każdą firmą. Brak płynności może prowadzić do problemów z regulowaniem zobowiązań, a nawet do bankructwa. W tym artykule przedstawimy, jak firmy mogą poprawić swoją płynność finansową, w tym poprzez korzystanie z usług faktoringu i pożyczek ratalnych. Oferujemy przegląd skutecznych strategii i narzędzi, które mogą pomóc w utrzymaniu stabilności finansowej przedsiębiorstwa.

Sposoby poprawy płynności finansowej dla firm

Firmy mogą poprawić swoją płynność finansową na kilka sposobów. Przede wszystkim, efektywne zarządzanie należnościami i zobowiązaniami jest kluczowe. Optymalizacja procesów fakturowania oraz skracanie terminów płatności to podstawowe kroki. Ponadto, negocjowanie korzystnych warunków z dostawcami może również pomóc w lepszym zarządzaniu przepływami pieniężnymi. Kolejnym rozwiązaniem jest korzystanie z usług faktoringu dla firm, które pozwalają na szybszy dostęp do środków finansowych.

Co to factoring? Faktoring to usługa finansowa, która polega na finansowaniu faktur sprzedażowych z długim terminem płatności. Dzięki temu przedsiębiorstwo otrzymuje natychmiastowy dostęp do środków finansowych, które normalnie byłyby zamrożone do momentu spłaty faktur przez klientów. Faktoring dla firm jest szczególnie przydatny w sytuacjach, gdy konieczne jest szybkie pozyskanie gotówki – w SMEO środki mogą być przelane na konto klienta nawet w 24 godziny. Firma SMEO ofertuje faktoring jawny, którego zaletą przede wszystkim są niższe koszty finansowania faktur.

Zalety faktoringu

Faktoring dla firm oferuje wiele zalet. Po pierwsze, poprawia płynność finansową poprzez szybkie pozyskiwanie środków z wystawionych faktur. Dodatkowo, usługi faktoringowe mogą być dostosowane do indywidualnych potrzeb firmy, co zapewnia elastyczność i wygodę.

Pożyczka ratalna dla firmy

Kolejną możliwością poprawy płynności finansowej jest skorzystanie z pożyczki ratalnej. Tego typu finansowanie pozwala firmom na rozłożenie spłaty zobowiązań na dogodne raty, co ułatwia zarządzanie budżetem. Produkty takie oferuje SMEO, firma specjalizująca się w dostarczaniu elastycznych rozwiązań finansowych dla przedsiębiorstw. Dzięki pożyczkom ratalnym, firmy skorzystać z korzystnego finansowania na kwotę już od 5 tysięcy do nawet 200 tysięcy złotych.

Skorzystaj z usług faktoringu i pożyczek ratalnych

Jeśli chcesz poprawić płynność finansową swojej firmy, rozważ skorzystanie z faktoringu oraz pożyczek ratalnych oferowanych przez SMEO. Odwiedź stronę internetową, aby dowiedzieć się więcej o tym, co to faktoring oraz jakie korzyści może przynieść Twojemu przedsiębiorstwu. Wejdź na SMEO.PL już dziś i zapewnij swojej firmie stabilność finansową.  

Dlaczego na rynku najmu stawki wzrosły nawet o 40% w ciągu 2 lat?

Chociaż wzrost średnich stawek najmu wyhamował, to dane Otodom wskazują, że najemcy muszą liczyć się z kwotami nawet 30-40% wyższymi niż jeszcze 2 lata temu. Jaka jest tego przyczyna? Okazuje, że napływ imigrantów z Ukrainy w 2022 roku przełożył się na wzrost cen najmu na polskim rynku zaledwie o kilka procent. Dużo większy wpływ miały natomiast wysoka inflacja, podwyżki stóp procentowych i odłożony w czasie efekt wzrostu wartości nieruchomości.

Obserwowany co roku w okresie sierpnia i września szczyt na rynku najmu zbliża się wielkimi krokami. Studenci przygotowują się do powrotu do ośrodków akademickich, a duża część najemców zachęcona szeroką ofertą lokali na wynajem rozgląda się za nowym miejscem zamieszkania. W większości miast wojewódzkich nie muszą się oni liczyć z dużo wyższymi stawkami niż rok temu. Jak wskazują dane Otodom w czerwcu najwyższe podwyżki w ujęciu rocznym odnotowano w Kielcach (+7% r/r) oraz w Lublinie (+6% r/r). Z kolei największe obniżki kosztów czynszu widoczne były w Łodzi (-5% r/r).

Na rynku najmu jest jednak zdecydowanie drożej niż 2 lata temu. W 2023 roku największe podwyżki czynszów r/r sięgające 29% dotknęły najemców w średnich miastach liczących od 50 do 100 tys. mieszkańców oraz w największych metropoliach (+27% r/r). Wzrost średnich stawek najmu często łączono z gwałtownym skokiem popytu wywołanym migracją z ogarniętej wojną Ukrainą. Jednak opublikowane w „Roczniku z rynku najmu” Otodom badania przeprowadzone przez Politykę Insight* wskazują, że za podwyżki odpowiadają zupełnie inne czynniki.

Dlaczego ceny na rynku najmu poszybowały?

Wybuch wojny za naszą wschodnią granicą nastąpił w momencie szczególnego rozchwiania rynku mieszkaniowego nie tylko w Polsce, ale także w innych krajach europejskich. W 2022 roku kończyła się ekspansywna faza cyklu w sektorze nieruchomości. Jak podkreślają eksperci – wzrosty były tak szybkie, że przypominały te w okresie występowania baniek cenowych.

Poluzowanie polityki pieniężnej jako jeden z elementów walki ze skutkami pandemii COVID-19 zwiększyło dostępność kredytów mieszkaniowych i popyt na mieszkania. W połączeniu z ograniczoną podażą spowodowało to wzrost cen nieruchomości. Od 2021 roku w Polsce rozpoczęto zaostrzanie polityki makroostrożnościowej, aby powstrzymać inflację i zmniejszyć ryzyko związane z podwyżkami stóp procentowych. A to ograniczyło dostępność mieszkań, czyniąc zakup własnego M finansowo nieosiągalnym dla osób o dochodach nieprzekraczających średniej krajowej. W rezultacie wiele osób zmuszonych było wybrać rynek najmu – tłumaczy dr hab. Adam Czerniak, prof. SGH, główny ekonomista Polityki Insight.

Ponad to, koniec 2021 roku był czasem popandemicznego odbicia na rynku najmu. Po okresach obostrzeń i pracy zdalnej część pracowników wracała do biur, a studenci do zajęć stacjonarnych na uczelniach. W momencie wybuchu wojny w lutym 2022 roku szukali oni więc ponownie lokali na wynajem dla siebie.

– Do gwałtownego wzrostu cen najmu w tamtym okresie przyczyniły się także strukturalne problemy rodzimego rynku. Polski sektor mieszkaniowy jest rozdrobniony i charakteryzuje się wysokim udziałem własności prywatnej, niskim udziałem rynku najmu, niewielką liczbą lokali komunalnych. A to sprawia, że dostępność mieszkań na wynajem jest niska – zaznacza dr hab. Adam Czerniak.

Migracja a stawki najmu

Nie dziwi fakt, że w takim otoczeniu makroekonomicznym w 2022 roku sektor najmu szybko zareagował na napływ uchodźców z Ukrainy. Z rynku błyskawicznie znikały najtańsze oferty, a nowo wprowadzane były już dużo droższe. A w związku z ich niedoborem w kolejnych miesiącach – ceny nadal rosły i dopiero pod koniec 2022 roku ustabilizowały się na poziomie o 20–35 proc. wyższym niż przed wybuchem wojny.

Jednak jak wskazują badania ilościowe wpływ uchodźców wojennych z Ukrainy na ceny najmu w całej Europie był mniejszy, niż powszechnie zakładano. W Polsce ich napływ odpowiadający 1% rodzimej populacji przełożyła się na wzrost cen najmu zaledwie o 0,2-0,3%.

Większość wzrostu rzeczywistych cen wynajmu w Polsce i w całej Europie, w tym zwłaszcza po lutym 2022 r., można wyjaśnić oddziaływaniem czynników innych niż migracja: wzrostem inflacji, wzrostem cen nieruchomości i podwyżkami oprocentowania kredytów mieszkaniowych – podkreśla dr hab. Adam Czerniak.

Co dalej z czynszami?

Obecnie na rynku najmu możemy mówić o względnej stabilizacji. W większości miast baza dostępnych ofert na wynajem się odbudowała, a poziom popytu się unormował. Natomiast tempo wzrostu średnich stawek czynszów wyraźnie wyhamowało. Czy to oznacza, że ceny najmu przestaną znacząco rosnąć? Niekoniecznie.

Sektor najmu i zakupu mieszkań są ze sobą ściśle powiązane. Rosnące koszty zakupu nieruchomości przy stabilnych stawkach czynszów mogą wkrótce zniechęcić inwestorów, zwłaszcza tych korzystających z kredytów hipotecznych. W rezultacie, zakupione mieszkania mogą pozostać puste, oczekując na wzrost wartości. A to w dłużej perspektywie może ograniczyć podaż mieszkań na wynajem i spowodować kolejne wzrosty stawek czynszów – zaznacza Agata Stachowiak, ekspertka rynku mieszkaniowego, Otodom. 

*Aby zbadać wpływ migracji z Ukrainy do innych państw europejskich po rosyjskiej agresji militarnej z lutego 2022 r., w drugiej połowie 2023 r. Polityka Insight przeprowadziła badania jakościowe i ilościowe. Polegały one na estymacji modeli regresji panelowej, w których zmienną objaśnianą były średnie ceny najmu w 27 krajach europejskich w okresie I kw. 2017 – I kw. 2023 roku.

Co przyniesie nowy tydzień na rynkach? Przegląd najważniejszych wydarzeń

W piątek na Wall Street obserwowaliśmy odreagowanie. Główne indeksy giełdowe zyskały i odrobiły część strat poniesionych w poprzednich dniach. Odbicie nastąpiło po publikacji inflacji PCE, która okazała się nieco niższa niż miesiąc wcześniej. Rentowności amerykańskich obligacji spadły na całej krzywej po danych o deflatorze PCE a dolar lekko stracił. Kluczowymi wydarzeniami w tym tygodniu będą decyzja Fed w środę i dane o zatrudnieniu poza rolnictwem (NFP) w piątek.

W ciągu tygodnia Dow Jones zyskał, podczas gdy S&P500 i Nasdaq Composite spadły. Indeks Russell 2000 również wzrósł w ubiegły piątek o 1,7proc. i zyskał 3,5 proc. w ciągu ostatnich 5 sesji, co stanowi trzeci z rzędu tygodniowy wzrost. Od końca czerwca 2024 r. Russell 2000 wzrósł o 10,4 proc., Dow Jones o 3,8 proc., S&P500 pozostał bez zmian, a Nasdaq Composite stracił o 2,1 proc.. Podkreśla to rotację od akcji spółek technologicznych do spółek o małej kapitalizacji.

Ciekawa pod kątem technicznym jest sytuacja na benchmarku Nasdaq100. Aktualna korekta spadkowa jest podobnej wielkości do tej z wakacji ubiegłego roku. Notowania w czwartek dotarły do wsparcia horyzontalnego a także zbliżyły się do dolnej bandy przyspieszonego kanału trendu wzrostowego. Odreagowanie jest jak na razie bardzo niewielkie i wciąż istnieje ryzyko, że spadki przybiorą większe rozmiary. Dużo będzie zależeć od tego co powie Powell w środę, jak wypadną dane w piątek (NFP) oraz co zaprezentują w tym tygodniu spółki technologiczne: Microsoft (wtorek), Meta Platforms (środa), Apple (czwartek). Ostatnie publikacje wyników Tesli oraz Alphabet były pretekstem do wyprzedaży akcji.

W piątek brakowało kluczowych danych ze strefy euro oraz z Polski. Złoty korzystał z poprawy nastrojów na rynkach. W Europie DAX urósł o 0,7 proc. a na Wall Street indeksy zamknęły dzień wyżej o ponad 1 proc. Gorzej radził sobie WIG20, który spadł o 0,35 proc. Spadły także rentowności krajowych obligacji podobnie jak rentowności amerykańskich “papierów” rządowych. Dzisiejsza poranna, dość spora deprecjacja może być pokłosiem eskalacji napięć na Bliskim Wchodzie, do której doszło w weekend.

Złoty był również silniejszy względem USD. Para USD/PLN spadła na przestrzeni czwartku oraz piątku z poziomu lekko powyżej 3,97 i ustanowiła lokalny dołek tuż pod 3,93. Główna para walutowa wciąż się konsoliduje (1,0860-1,0830). W piątek poznaliśmy preferowaną przez Fed miarę inflacji PCE. Główny deflator za czerwiec był nieco niższy niż w poprzednim miesiącu i wyniósł 2,5 proc. r/r wobec 2,6 proc. poprzednio, a bazowy wskaźnik PCE nie zmienił się w porównaniu z poprzednim miesiącem i wyniósł 2,6 proc. r/r. Rentowności amerykańskich obligacji spadły na całej krzywej po danych.

Rynek na ten moment nie oczekuje, że Fed w tym tygodniu zmieni poziom stóp procentowych ale w pełni wycenia obniżkę na wrześniowym posiedzeniu. Jednocześnie inwestorzy będą oczekiwać konkretnych wskazówek, że właśnie po wakacjach parametry polityki pieniężnej zostaną złagodzone. Jeśli takie wskazówki nie padną rynek może zacząć powątpiewać w zakładany scenariusz, co może przyczynić się do umocnienia USD i większych spadków na Wall Street.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Logistyka kontraktowa podąża za PKB. Nowe prognozy na 2024 rok

Dobre wiadomości dla logistyki kontraktowej przynoszą bieżące analizy sektorowe oraz najnowsze prognozy dla światowej gospodarki i e-commerce. Rynek kontraktowy przyspieszy w tym roku do 4,2%, ale świat, a zwłaszcza Azja odjeżdża Europie. Dystans powiększa się na polu wzrostu PKB, przychodów z sektora kontraktowego i rozwoju e-handlu. Standardowo nie brakuje wyzwań, a na szczególną uwagę obok Chin, zasługują także Indie.

Globalny rynek logistyki kontraktowej w 2023 r. urósł realnie o 3,5%, czyli powyżej oczekiwań prognozowanych jeszcze w grudniu 2023 r., kiedy zapowiadano wzrost o 2,4%. Dane brytyjskiego centrum analitycznego Transport Intelligence (Ti) zrewidowane pod koniec maja 2024 r. przyniosły ostatecznie wartość zeszłorocznego rynku na poziomie 293,98 mld euro. To o blisko 12% więcej niż przychody całego sektora przed pandemią. Analitycy z Ti podkreślają jednak, że miniony rok był trudny dla rynku, m.in. ze względu na politykę banków centralnych nakierowaną na walkę z inflacją, która ciążyła na kondycji gospodarki. Rozwojowi branży nie sprzyjały również napięcia geopolityczne, niedobory kadrowe, zakłócenia w przewozach na kluczowych szlakach transportowych oraz inne czynniki zewnętrzne hamujące dynamikę wzrostową.

W tym roku będziemy obserwować delikatną poprawę, a wzrost globalnego rynku kontraktowego ma osiągnąć 4,2%, wykazując przy tym bardziej znormalizowaną dynamikę, zbliżoną do tej obserwowanej przed pandemią. Bieżąca prognoza jest jednocześnie o 0,5 pp. lepsza niż szacunki zaprezentowane w grudniu, kiedy tegoroczny przewidywano wzrost na poziomie 3,7%. Ostatecznie przychody światowej logistyki kontraktowej na koniec bieżącego roku mogą osiągnąć nieco ponad 296,03 mld euro, jednak kondycja rynku będzie uzależniona od ogólnego wzrostu gospodarczego na świecie.

Spośród trzech najbardziej podstawowych segmentów krajobrazu kontraktowego, tj. dystrybucji, magazynowania oraz usług towarzyszących, czyli np. fulfilmentu, konfekcjonowania lub obsługi zwrotów e-commerce, to do dystrybucji będzie w tym roku należał największy kawałek tortu w postaci 55% wartości rynku. Przełoży się to na ponad 162,8 mld euro przychodu. Udział pozostałych elementów nie ulegnie większej zmianie względem historycznych danych. Magazynowanie nie przekroczy 40%, a usługom towarzyszącym przypadnie reszta kontraktowej puli.GLOBALNY RYNEK LOGISTYKI KONTRAKTOWEJ 2023 - 2028

– W odniesieniu do zeszłorocznej kondycji sektora już pierwszy kwartał bieżącego roku przyniósł poprawę na rynku kontraktowym, który stabilizacje się po licznych zawirowaniach, zarówno na polu globalnej polityki fiskalnej, jak i napięć geopolitycznych. Nie jest to jeszcze optymalny scenariusz, ale poprawa jest zauważalna. Ze względu na słabe wyniki największych gospodarek Starego Kontynentu w 2023 r. obserwowaliśmy wyraźne spowolnienie na europejskim rynku kontraktowym, mimo to na poziomie grupy udało nam się wypracować dwucyfrowy wzrost przychodów wynoszący 10,7%, z czego rynek Ameryki Płn. zanotowała najlepszą dynamikę, sięgającą 34,3%, ale dodatnią dynamikę odnotowaliśmy we wszystkich regionach świata, w których działamy. Jeśli zaś chodzi o rok bieżący, to zarówno pierwszy, jak i drugi przyniosły lepsze wyniki niż analogiczne okresy w 2023 r. Z pewnością cała branża w Europie odczuwa lepsze warunki prowadzenia biznesu i stabilne prognozy wzrostu gospodarczego w tym i kolejnym roku. Nam z do tej pory pomagała chociażby korzystna sytuacja na rynku walutowym i uruchamianie nowych projektów, które wyprzedają już harmonogram przyjęty na ten rok. Po pierwszym półroczu zaowocowało to wzrostem globalnych przychodów o 18,7% względem tego samego okresu w 2023 r., z czego 14,3% wypracowaliśmy w ujęciu like-for-like, czyli bez przejęć, akwizycji i wliczania nowych projektów. Jeśli do końca roku nad europejską i światową gospodarką nie zbiorą się czarne chmury, będzie to dobry rok zarówno na nas, jak i innych operatorów świadczących usługi kontraktowe – mówi Carlos Tavares, Dyrektor Finansowy w spółce ID Logistics Polska, świadczącej kompleksowe rozwiązania logistyczne i transportowe, obsługę e-commerce oraz zarządzanie łańcuchem dostaw.

Prognozy na 2028 r. i regionalni liderzy wzrostu

W 2028 r. globalny rynek logistyki kontraktowej ma być wart ponad 347,9 mld euro i będzie rozwijał się w średniorocznym tempie 4,1%. To lepszy wynik niż ten zapowiadany w grudniu 2023 r., kiedy średnioroczny wzrost w latach 2022-2027 szacowano na 3,8%. Zarówno w zeszłym, jak w tym roku liderami wzrostu będą rynki wchodzące i gospodarki rozwijające się, zwłaszcza te zlokalizowane w Azji.

To właśnie region azjatycki był motorem napędowym sektora w 2023 r. osiągając realny wzrost na poziomie 7,5%, co zaowocowało przychodami na poziomie 107,7 mld euro. O ogromnym potencjale lokalnych operatorów świadczy chociażby fakt, że osiągnęli oni wyraźnie leszy wynik niż w 2022 r., kiedy tamtejszy rynek urósł o 4,3 r. do ponad 100,2 mld euro. Takich wyników mogą pozazdrościć pozostali rezydenci kontraktowego podium, czyli Europa, która zwiększyła przychody o zaledwie 0,2% oraz Ameryka Płn., która w zeszłym roku urosła o 1,6%.

Nic nie wskazuje na to, aby tegoroczny układ na podium uległ zmianie, a już na pewno nie na pozycji lidera. Realny wzrost wartości rynku kontraktowego w regionie Azji i Pacyfiku ma bowiem wynieść 7,1% przy globalnej średniej 4,2%. Stanie się tak głównie za sprawą Chin i Indii, których rynki kontraktowe urosły w zeszłym roku o imponujące 12,1% i 12,3%.

Serce rynku kontraktowego bije w Azji, tuż obok globalnego silnika PKB

Nie jest zaskoczeniem, że kondycja poszczególnych rynków kontraktowych znajduje swoje odzwierciedlenie w sytuacji gospodarczej poszczególnych regionów, a cały sektor jest zależny od wzrostu światowego PKB i handlu. Widać to dobrze w zaktualizowanych danych o PKB opublikowanych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowego (MFW) w połowie lipca br. Fundusz podtrzymał kwietniowe szacunki dotyczące globalnego PKB w 2024 r. i wciąż zakładają one wzrost na poziomie 3,2%. Nieco bardziej optymistycznie wyglądają za to nowe założenia na kolejny rok, prognoza podskoczyła o 0,1 pp. i wedle nowych danych wzrost w przyszłym roku (2025) osiągnie 3,3%.

Tak jak w przypadku logistyki kontraktowej, sytuacja najlepiej prezentuje się na rynkach wschodzących i w gospodarkach rozwijających się, głównie w Azji. W tym roku azjatyckie gospodarki osiągną wzrost na poziomie 5,4%, a w przyszłym 5,1%. W analogicznym czasie strefa euro urośnie o odpowiednio 0,9% i 1,5%, a gospodarka USA o 2,6% i 1,9%. Wzrost gospodarek azjatyckich to przede wszystkim zasługa Chin i Indii, a więc identycznie jak w przypadku rynku kontraktowego. Za sprawą dobrych wyników konsumpcji i eksportu w I kw. prognozy dla Chin podniesiono o 0,4 pp. do 5% w roku bieżącym. W 2025 r. gospodarka Państwa Środka ma urosnąć o 4,5%, co także stanowi skok o 0,5 pp. PKB Indii zrewidowano w górę o 0,2 pp., do 7% w 2024 r. W 2025 r. wyniesie ono 6,5%.

Poprawę widać nie tylko w Azji, ale również w strefie euro. Znikomy tegoroczny wzrost o 0,9% to i tak awans o 0,1 pp. względem kwietniowej prognoz MFW. Stało się tak za sprawą handlu usługami oraz lepszej od oczekiwań kondycji eksportu w pierwszej połowie roku. Za przewidywany wzrost w 2025 r. będzie z kolei odpowiadała silniejsza konsumpcja, wzrost wynagrodzeń i większe inwestycje.

Obniżkę wzrostu PKB zanotował za to trzeci największy rynek logistyki kontraktowej na świecie, czyli USA. MFW od kwietniowej prognozy odjął 0,1 pp. i tegoroczny wynosi obecnie 2,6%.

Na globalne PKB łaskawszym okiem patrzy nie tylko Międzynarodowy Fundusz Walutowy, ale również Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Zadaniem OECD globalne PKB wzrośnie w tym roku o 3,1% i zyska dodatkowy 0,1 pp. w 2025 r., osiągając 3,2%. Wzrost ma być wspierany przez podwyżkę realnych dochodów i niższe stopy procentowe.

Dobre wieści dla rynku kontraktowego ma również handel

Według nowych danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego w latach 2024-2025 światowy handel towarami i usługami ma rosnąć w średnim tempie ok. 3,25% rocznie i zrównać się z globalnym tempem PKB. W tym roku szacunki mówią o wzroście 3,1%, a za rok o 3,4%. W obu przypadkach są to wyniki lepsze o 0,1 pp. Kolejny raz prognozy, zarówno dane dotyczące wzrostu gospodarczego, jak i handlu współgrają z przewidywaniami dla logistyki kontraktowej. Handel będzie rósł szybciej na rynkach wchodzących i w gospodarkach rozwijających się, w których tempo sięgnie 4,2% w 2024 r. i 4,5% w 2025 r. Wśród gospodarek rozwiniętych handel będzie rósł o odpowiednio 2,5% w tym i 2,8% w przyszłym roku.

Garść prezentów dla sektora logistycznego ma także WTO. Światowy handel towarowy wrośnie o 2,6% w tym roku i 3,3% w przyszłym. Napędzać go będzie wzrost realnych dochodów i większe zdolności nabywcze dóbr. Sytuacja będzie nieco inna w latach 2022 i 2023, kiedy za większość spadków w globalnym handlu towarowym odpowiadała Europa, która odjęła 1,7 pp. z globalnego wzrostu importu, zmniejszając jednocześnie wzrost globalnego eksportu o 1 pp. W tym roku Stary Kontynent przestanie spowalniać światowy handel i wszystkie regiony świata będą miały swój udział zarówno we wzroście eksportu, jak i importu. Bez zaskoczenia na czele peletonu znajdzie się Azja, która doda ok. 1,3 pp. do wzrostu globalnego eksportu i 1,9 pp. do wzrostu importu. Dynamika tamtejszego eksportu wyniesie 3,4% w tym i kolejnym roku, z kolei import zyska odpowiednio 5,6% i 4,7%.

Słabiej wypadnie Ameryka Płn., której zwrot eksportu oszacowano na 3,6% i 3,7%, natomiast importu na 1% i 3,3%. Spośród głównych rynków kluczowych dla logistyki kontraktowej najgorzej pod względem wymiany handlowej wypadnie Europa, gdzie eksport w latach 2024 i 2025 zyska odpowiednio 1,7% i 2,8%, natomiast import 0,1% oraz 3,1%.

Spodziewanym wzrostom towarzyszą zagrożenia

Tak jak inne organizacje międzynarodowe, także WTO zwraca uwagę, że prognozom wciąż zagrażają liczne czynniki hamujące, z regionalnymi konfliktami, tarciami geopolitycznymi i wojnami handlowymi włącznie. Mogą one zniweczyć walkę z inflacją, powodując dalszy wzrost cen żywności i energii. Jako przykład WTO podaje utrudnienia w Kanale Sueskim, które udało się nieco złagodzić, ale niektóre sektory, zwłaszcza detaliczny, nawozów i automotive bardzo mocno odczuły opóźnienia i wzrost stawek transportowych.

To samo dotyczy rosnącego napięcia pomiędzy USA i Chinami, które doprowadziło do obniżenia wzrostu dwustronnej wymiany handlowej aż o 30% w porównywaniu do handlu tych państw z resztą świata począwszy od 2018 r.

Nastrojów w tym kontekście nie poprawia lipcowy raport UBS Group AG, który przewiduje, że wprowadzenie przez USA cła w wysokości 60% na chiński import doprowadziłoby do obniżenia tamtejszego PKB z prognozowanych 5% do 2,5%. PKB wyhamowałby także w latach 2025 i 2026, a wojna handlowa spowolniłaby chińską gospodarkę z 4,6% i 4,2% do ok. 3 %.

Logistyka kontraktowa wciąż może liczyć na e-commerce

Być może jeszcze nie kluczową, ale z pewności nieodłączną i ważną częścią globalnego potencjału rynku logistyki kontraktowej będzie w tym roku sektor handlu internetowego, który od lat w znaczący sposób przyczynia się do rozwoju branży.

– Próżno w 2024 r. szukać liczących się graczy na globalnym rynku kontraktowym, którzy w swoich strategiach rozwojowych nie uwzględniają potencjału sektora e-commerce. Obsługa handlu internetowego stała się już nieodłącznym elementem krajobrazu logistycznego w każdej jego postaci, od transportu, przez magazynowanie po usługi uzupełniające. W naszym przypadku e-handel stanowił w 2023 r. aż 25% globalnych przychodów i obok FMCG oraz rynku mody znajduje się wśród trzech głównych obszarów, które jeszcze w 2022 r. zidentyfikowaliśmy jako wykazujące największy potencjał wzrostu. E-commerce jest jednak silnie uzależniony od kondycji domowych budżetów, dlatego z tym większym zadowoleniem przyjęliśmy najnowsze prognozy międzynarodowych instytucji dotyczące spodziewanego wzrostu realnych wynagrodzeń, konsumpcji i spadku inflacji. Bardzo dobrze wyglądają także dotychczasowe wyniki finansowe największych platform sprzedażowych, spodziewamy się więc, że również w tym roku e-commerce będzie miał istotny wkład w rozwój sektora logistyki kontraktowej, zarówno w ujęciu globalnym, jak i regionalnym – dodaje Rafał Lewandowski, Contract Management Director z ID Logistics Polska.GLOBALNY RYNEK E-COMMERCE (B2C) 2023 - 2029

Szereg publikowanych ostatnio prognoz potwierdza, że e-commerce utrzyma w najbliższych latach dodatnią dynamikę wzrostu, choć oczywiście nie będzie to wzrost obserwowany w pandemii.

Według kalkulacji Statista Market Insights z maja br. przychody pochodzące ze sprzedaży internetowej fizycznych dóbr oferowanych klientom indywidulnym przez firmy (B2C) wzrosną w tym roku o 14,6%, osiągając wartość ponad 4,12 bln dol. Do 2029 r. średnioroczny wzrost wyniesie 9,49%, a wartość rynku osiągnie poziom blisko 6,48 bln dol. Największy udział w globalnym e‑handlu, zarówno w tym, jak i w 2029 r. przypadnie Chinom, gdzie e-commerce w modelu B2C będzie wart odpowiednio 1,47 bln i 2,36 bln dol. W tegorocznej TOP10 znajdą się także USA, Japonia, UK, Niemcy, Korea Płd., Francja, Kanada, Włochy, a stawkę z przychodami 58,97 mld dol. będą zamykać Indie, które w ostatnim czasie zaczęły wspinać się w najważniejszych globalnych rankingach.

Także Departament Handlu USA przewiduje, że globalny e-commerce B2C będzie rozwijał się w dobrym tempie. Tegoroczne szacunki zakładają średnioroczny wzrost na poziomie 11,16% w latach 2023-2027 i wartość sektora na koniec prognozy w okolicach 5,5 bln dol. Amerykańscy analitycy zwracają szczególną uwagę na rynek indyjski, który z wynikiem 14,11% znalazł się na 1. miejscu, jeśli chodzi średnioroczne tempo wzrostu do 2027 r. Chiny ze średnią dynamiką 12,17% znalazły się na siódmej pozycji, a spośród krajów Unii Europejskiej do TOP10 weszły tylko Włochy, które uzyskały wynik 11,59%.

Krzysztof Oflakowski

Koniec małych sklepów? Franczyza podbija polski rynek FMCG

W 2023 roku liczba sklepów detalicznych sprzedających produkty FMCG w Polsce zmniejszyła się o 2 proc. rdr. Oznacza to, że z rynku zniknęło ponad 2300 placówek. Zgodnie z danymi firmy CPS GfK zawartymi w „Raporcie Strategicznym” największą redukcję odnotowano wśród niesieciowych sklepów małoformatowych, drogerii oraz kiosków. Na przekór trendom podąża franczyza, która konsekwentnie umacnia swoją pozycję w branży.

Coraz więcej niezależnych sklepów oferujących produkty FMCG w Polsce decyduje się na dołączenie do sieci franczyzowych. W 2023 roku na rynku funkcjonowało prawie 55 000 sklepów spożywczych, co oznacza spadek o 2 proc. w porównaniu do roku poprzedniego. Składa się na to wzrost liczby sklepów sieciowych o 5 punktów procentowych (40 300 sklepów) oraz spadek liczby sklepów niesieciowych o 18 punktów procentowych (14 450 sklepów).

– Franczyza staje się atrakcyjnym rozwiązaniem, oferującym nie tylko wsparcie marketingowe, ale także lepsze warunki handlowe. Wzrost liczby sklepów takich jak Żabka, która działa w modelu franczyzowym, jest tego doskonałym przykładem. W ubiegłym roku Żabka, będąca jedną z największych sieci franczyzowych w Polsce, znacząco przyczyniła się do wzrostu liczby sklepów sieciowych małoformatowych – komentuje Michał Maksymiec, dyrektor ds. współpracy z sieciami detalicznymi w Consumer Panel Services GfK.

Franczyza wygrywa w niepewnych czasach

Przyłączenie się do franczyzy i przynależność do sieci są jednoznacznie oceniane jako korzystne przez operatorów małych formatów handlowych. Według danych CPS GfK, aż 98 proc. operatorów sieci w małym formacie dostrzega wyraźne korzyści płynące z tego modelu biznesowego. Najczęściej wymieniane zalety to atrakcyjna oferta produktów (32 proc.), wykorzystanie rozpoznawalności sieci jako magnesu przyciągającego klientów (31 proc.) oraz redukcja kosztów związanych z wyposażeniem sklepu (31 proc.).

Jednocześnie, operatorzy formułują konkretne oczekiwania, które pokrywają się z oferowanymi korzyściami: dostęp do niższych cen, lepsze dopasowanie asortymentu oraz odświeżenie wyglądu lokalu. Wszystkie te elementy sprzyjają wzrostowi liczby sklepów franczyzowych.

– W niepewnych czasach związanych z inflacją, właściciele sklepów działających w modelu franczyzowym podkreślają dodatkowe korzyści związane z finansami i poczuciem bezpieczeństwa. 23 proc. z nich zwraca uwagę na korzystniejsze terminy płatności, 22 proc. ponosi niższe koszty związane z zaopatrzeniem, a 21 proc. uważa, że będąc w sieci łatwiej przetrwać sytuacje kryzysowe na rynku. Te elementy dodatkowo wzmacniają przekonanie przedsiębiorców o wartości przynależności do sieci franczyzowych w dynamicznie zmieniającym się środowisku rynkowym – dodaje Michał Maksymiec.

Sklepy specjalistyczne nie mają powodów do zmartwień

Interesującym zjawiskiem na rynku FMCG w Polsce jest stabilny poziom liczby sklepów specjalistycznych. Zgodnie z „Raportem Strategicznym”, w 2023 roku było 22 860 sklepów specjalistycznych, takich jak sklepy rybne, piekarnie, mięsne oraz warzywno-owocowe. – Mimo że Polacy coraz częściej poszukują produktów w atrakcyjnych cenach, to w przypadku tych formatów i segmentów FMCG postrzegana jakość oraz świeżość produktu jest kluczowym czynnikiem decydującym o wyborze miejsca zakupu kategorii świeżych. Wielu konsumentów jest więc bardzo przywiązanych do sklepów specjalistycznych działających w pobliżu domu, w których mogą zapytać o radę sprzedawcę, którego często dobrze znają – podsumowuje ekspert CPS GfK.

Bilans zmian dla polskich przedsiębiorców: Co się zmieniło w II kwartale?

Istotne dla prowadzenia biznesu w Polsce zmiany administracyjne, księgowe i podatkowe. 13 ważnych zmian regulacyjnych dla prowadzenia biznesu w Polsce, w tym siedem korzystnych. To bilans drugiego kwartału bieżącego roku ujęty w Polskim Barometrze TMF Group.

Polski Barometr TMF Group, to opracowanie polskiego zespołu firmy, zawierające istotne dla prowadzenia biznesu w Polsce zmiany księgowe i podatkowe oraz administracyjne. W opracowaniu podsumowującym drugi kwartał br. eksperci zestawili zmiany i propozycje zmian korzystne dla prowadzenia firm oraz te zwiększające kompleksowość w tym zakresie.

W najnowszym Polskim Barometrze TMF Group przeważają nieznacznie (siedem z 13) zmiany pozytywne dla firm. W tej kategorii eksperci wskazują m.in. na plan podwyższenia kwoty wolnej od podatku do kwoty równej dwunastokrotności minimalnego wynagrodzenia za pracę, ale nie mniejszej niż 60 tys. złotych, który w drugim kwartale 2024 zaczął nabierać realnego kształtu, bo w formie projektu zmieniającego ustawę o podatku dochodowym od osób fizycznych skierowany został do sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Z perspektywy osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą to korzyść w formie dodatkowego, nieopodatkowanego, a więc realnie wyższego przychodu.

Podobnym udogodnieniem dla powyższej grupy przedsiębiorców są jednomiesięczne wakacje składkowe, które mają zacząć obowiązywać od 1 listopada tego roku. Zmiana dotyczy mikro przedsiębiorców, którzy ubezpieczają do 10 osób, a ich roczny obrót nie przekracza dwa mln euro.

Jako pozytyw dla przedsiębiorców eksperci TMF Group wskazują również prowadzone przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej prace, zgodnie z którymi wynagrodzenie chorobowe od pierwszego dnia choroby pracownika ma płacić ZUS, wypłacając je w wysokości 90, a nawet 100 proc.

„Pracodawca wypłaca obecnie pracownikowi świadczenie chorobowe przez pierwsze 33 dni choroby, od 34 dnia świadczenie przejmuje ZUS. W związku z tym pracodawca musi wypłacać 80 proc. pensji chorującemu w okresie pierwszych 33 dni choroby, a ponadto dysponować zastępstwem na jego miejsce. To istotne obciążenie dla biznesu, a zmiana w tym zakresie byłaby pozytywnym impulsem dla wszystkich przedsiębiorców.” – tłumaczy Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group, jedna z autorek Polskiego Barometru TMF Group.

Na liście pozytywnych zmian dla biznesu znalazł się też ogłoszony w kwietniu rządowy projekt nowej koncepcji kwalifikacji firm ze względu na ich wielkość. W projekcie zaproponowano podniesienie o 25 proc. progów definiujących poszczególne kategorie jednostek. Chodzi o podział na mikro, małe, średnie i duże firmy. Dzięki wyższym progom część firm nie będzie musiała być poddawana badaniu sprawozdania finansowego i będzie zwolniona ze sporządzania skonsolidowanego sprawozdania finansowego.

„Proponowane zmiany w ustawie o rachunkowości to odpowiedź na wysoką inflację w UE w ostatnich latach. Celem jest uniknięcie nadmiernych wymogów sprawozdawczych zwłaszcza jednostek mikro i małych. To rozsądne i pozytywne zmiany dla biznesu, bo zdejmujące nadmierny ciężar sprawozdawczy, tam, gdzie to nie jest uzasadnione.” – tłumaczy Magdalena Grzegorczyk.

Na liście pozytywów dla biznesu – tym razem dla firm zagranicznych z obszaru Unii Europejskiej, które chcą prowadzić lub prowadzą działalność w Polsce znalazł się projekt zwolnienia podmiotowego VAT. W myśl planowanej zmiany, która ma wejść w życie od 1 stycznia 2025 roku, wspomniane firmy, podobnie jak obecnie polscy przedsiębiorcy, byłyby zwolnione z opłacania podatku VAT w przypadku, gdy wartość ich sprzedaży nie przekroczyła łącznie w poprzednim roku podatkowym kwoty 200 tys. zł.

Eksperci wskazują również na planowane ułatwienia w zakresie zatrudniania seniorów (dofinansowania dla pracodawców) czy planowane, pozytywne zmiany dla firm rodzinnych, którym Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej planuje otworzyć dotychczas zamknięte drzwi do korzystania z instrumentów wsparcia w przypadku zatrudniania członków swojej rodziny.

W Polskim Barometrze TMF Group znalazł się również program ICAP (ang. International Compliance Assurance Program), który jest dobrowolną formą oceny ryzyka działalności podatnika i procesu zapewnienia zgodności w obszarze podatków we współpracy z organami podatkowymi w danym kraju. Jak wskazują autorzy opracowania to rozwiązanie korzystne dla biznesu, ale jednocześnie z wieloma ograniczeniami.

„Z jednej strony program jest pozytywny dla biznesu, bo organiczna ryzyko podatkowe.  Z drugiej strony słabością tego rozwiązania jest zawężenie jego dostępności do międzynarodowych grup mających strategię podatkową i określoną politykę podatkową. Jesteśmy przekonani, że z programu chętnie skorzystaliby pozostali podatnicy, którzy próbują odnaleźć się w gąszczu przepisów podatkowo – księgowych.” – mówi Magdalena Grzegorczyk.

Wśród zmian utrudniających prowadzenie biznesu w Polsce eksperci wskazali na przyjętą ustawę o ochronie sygnalistów oraz rządowy projekt ustawy zmieniającej ustawę o rachunkowości

w zakresie sprawozdawczości zrównoważonego rozwoju. Jak argumentują autorzy barometru z biznesowego punktu widzenia te regulacje wymuszają na firmach wdrożenie rozbudowanych procedur, dostosowanie systemów i oddelegowanie w niektórych przypadkach całych zespołów do nowych zadań.

Na liście zmian wymagających poprawy znalazły się również dodatkowe wymagania dotyczące pracodawców zatrudniających obywateli Ukrainy. Skrócono okresy informowania organów o zatrudnieniu pracownika z Ukrainy oraz dodano m.in. obowiązek informowania o zmianach w rodzaju umowy i wysokości wynagrodzenia.

Uwagę autorów opracowania zwrócił również opublikowany w czerwcu br. przez Ministerstwo Finansów projekt zmian w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych, które mają zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2025 roku. Nowe regulacje zawierają autonomiczną – niezależną od prawa budowlanego – definicję budynków i budowli.

„Istnieje ryzyko poszerzenia zakresu opodatkowania o obiekty, które nie były dotąd kwalifikowane jako budowle, zawężono też zakres zwolnień podatkowych. Ponadto nowe regulacje mogą stanowić podstawę do podwyższenia podstawy opodatkowania o wartość dodatkowych elementów, które były dotychczas poza zakresem podatku od nieruchomości. To zdecydowanie niekorzystna zmiana dla przedstawicieli biznesu.” – tłumaczy Magdalena Grzegorczyk.

Z kolei z majowej interpretacji ogólnej Ministra Finansów nie będą zadowoleni wykładowcy uczelni prowadzący własną działalność gospodarczą i wystawiający faktury za prowadzone wykłady. Interpretacja ministra, w której wyklucza on stosowanie zwolnień dla usług edukacyjnych przez zewnętrznych wykładowców budzi wątpliwości. Wprawdzie wykładowcy nie muszą się stosować do wydanej interpretacji ogólnej, ale wtedy ryzykują sporem z organami podatkowymi.

„Barometr za drugi kwartał br. wypada nieznacznie na korzyść przedsiębiorców. Większa część wprowadzonych i proponowanych zmian sprzyja uproszczeniu prowadzenia biznesu, co w praktyce może przekładać się na niższe koszty prowadzenia działalności operacyjnej. To niewelki progres w porównaniu z pierwszym kwartałem tego roku.” – podsumowuje Joanna Romańczuk, dyrektor TMF Group na obszar Europy Środkowej i Wschodniej.

POZYTYWNE I NEUTRALNE DLA PROWADZĄCYCH BIZNES W POLSCE – ZMIANY LUB ZAPOWIEDZI ZMIAN

PLAN PODWYŻSZENIA KWOTY WOLNEJ OD PODATKU

9 maja br. projekt zmieniający ustawę o podatku dochodowym od osób fizycznych skierowany został do sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Projekt ma na celu zmniejszenie obciążeń podatkowych obywateli poprzez podwyższenie kwoty wolnej od podatku dla wszystkich do wysokości równej dwunastokrotności minimalnego wynagrodzenia za pracę, ale nie mniejszej niż 60 tys. złotych. Zmiana miałaby wejść w życie od 2025 roku.

„Jak wspominaliśmy w poprzednim barometrze zmiana ta była jedną z głównych obietnic wyborczych w ramach 100 konkretów na 100 dni obecnego rządu. Brak jej wprowadzenia oceniliśmy wtedy negatywnie. Skierowanie projektu do Komisji Finansów Publicznych pokazuje, że od przyszłego roku na zmianie skorzystają zarówno zatrudnieni na etacie, jak również osoby prowadzące działalność gospodarczą, rozliczające się na zasadach ogólnych (skala podatkowa).”  – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group

L4 PŁATNE NAWET W 100 PROC. PRZEZ ZUS

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej poinformowało, że prowadzi prace zgodnie z którymi wynagrodzenie chorobowe od pierwszego dnia choroby pracownika ma płacić ZUS, wypłacając je w wysokości 90, a nawet 100 proc. wysokości wynagrodzenia, a nie jak dotychczas miało to miejsce w 80 proc. Nowe przepisy, w przypadku ich przyjęcia, miałyby wejść w życie najwcześniej w 2025 roku.

„Pracodawca wypłaca obecnie pracownikowi świadczenie chorobowe przez pierwsze 33 dni choroby, od 34 dnia świadczenie przejmuje ZUS. W związku z tym pracodawca musi zarówno wypłacać 80 proc. pensji chorującemu, a ponadto dysponować zastępstwem na jego miejsce. To istotne obciążenie dla biznesu, a zmiana w tym zakresie byłaby pozytywnym impulsem dla wszystkich przedsiębiorców.” – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group

WAKACJE SKŁADKOWE DLA PRZEDSIĘBIORCÓW

W czerwcu br. została opublikowana nowelizacja ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw. Ustawa wprowadza tzw. wakacje składkowe, które mają zacząć obowiązywać od 1 listopada tego roku. Zmiana dotyczy mikro przedsiębiorców, wpisanych do CEiDG, którzy ubezpieczają do 10 osób, a ich roczny obrót nie przekracza dwa mln euro.

Wakacje składkowe mają dotyczyć zwolnienia z opłacania składek w jednym z wybranych przez przedsiębiorcę miesiącu w roku kalendarzowym. To rozwiązanie dobrowolne obejmujące zwolnienie ze składek na ubezpieczenie społeczne, Fundusz Pracy i Fundusz Solidarnościowy.

Zwolnienie ma stanowić pomoc publiczną realizowaną w formule de minimis.

Wniosek o wakacje składkowe ma być składany elektronicznie na portalu ZUS w miesiącu poprzedzającym miesiąc, który ma być objęty ulgą. Obowiązek złożenia deklaracji rozliczeniowych w miesiącu korzystania z ulgi pozostaje bez zmian.

Co ważne skorzystanie przez mikro przedsiębiorcę z ulgi nie wpłynie na wysokość świadczeń emerytalno-rentowych mikro przedsiębiorcy (koszt składek w tym przypadku pokrywany jest z budżetu państwa, ale w najniższej obowiązującej danego ubezpieczonego podstawie wymiaru składek).

„Zmniejszenie obciążeń dla najmniejszych firm może pomóc im przetrwać na rynku, a także być kolejną zachętą do zakładania własnej działalności. Cieszy też fakt prostej procedury ubiegania się o ulgę i nieskomplikowanie przepisów w tym zakresie”. – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

NOWA KONCEPCJA KWALIFIKACJI DO DANEJ KATEGORII SPÓŁEK

W kwietniu br. pojawił się rządowy projekt ustawy zmieniającej ustawę o rachunkowości w związku z wdrożeniem przepisów prawa UE.

W projekcie pojawiła się nowa koncepcja kwalifikacji do danej kategorii jednostek (mikro, mała, średnia, duża), mianowicie zaproponowano podniesienie o 25 proc. progów definiujących poszczególne kategorie jednostek, progów określających obowiązek poddania badaniu sprawozdania finansowego i progów regulujących zwolnienie ze sporządzania skonsolidowanego sprawozdania finansowego.

Do najważniejszych proponowanych zmian, prócz nowych progów definiujących poszczególne kategorie jednostek, należą w tym przypadku bardziej czytelne zdefiniowanie pojęć jednostki mikro, małej, średniej i dużej oraz określenie warunków uzyskiwania i utraty statusu takich jednostek.

„Proponowane zmiany w ustawie o rachunkowości to odpowiedź na wysoką inflację w UE w ostatnich latach. Celem jest uniknięcie nadmiernych wymogów sprawozdawczych zwłaszcza jednostek mikro i małych. To rozsądne i pozytywne zmiany dla biznesu, bo zdejmujące nadmierny ciężar sprawozdawczy, tam, gdzie to nie jest uzasadnione.” – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group

ICAP – FORMA OGRANICZENIA RYZYKA PODATKOWEGO

ICAP (ang. International Compliance Assurance Program) jest dobrowolną formą oceny ryzyka działalności podatnika i procesu zapewnienia zgodności w obszarze podatków we współpracy z organami podatkowymi w danym kraju. Program działa w ramach OECD. ICAP wykorzystuje m.in. raporty CbC (raporty, w których podatnik przekazuje władzom skarbowym informacje o grupie przedsiębiorstw, w ramach której prowadzi działalność). Trwający obecnie nabór do programu dla firm działających w Polsce zakończy się 30 września br.

„Inicjatywa organiczna ryzyko podatkowe, choć należy pamiętać, że nie eliminuje go całkowicie. Program to duże ułatwienie dla międzynarodowych grup, działających na wielu rynkach i mierzących się z dostosowaniem do różnych w danych krajach przepisów podatkowych. Podobna inicjatywa była nieoceniona dla wszystkich podmiotów prowadzących działalność w określonym kraju.” – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

ZWOLNIENIE PODMIOTOWE VAT DLA PODATNIKÓW Z UNII EUROPEJSKIEJ

W czerwcu br. na stronie Rządowego Centrum Legislacji został opublikowany projekt ustawy dotyczącej zmian w ustawie o podatku od towarów i usług. W projekcie zostały zaproponowane zmiany w odniesieniu do małych przedsiębiorstw. Podatnicy posiadający siedzibę działalności gospodarczej w państwach członkowskich innych niż Rzeczpospolita Polska, będą mogli skorzystać ze zwolnienia podmiotowego w Polsce po spełnieniu określonych w ustawie o VAT warunków.

Jednocześnie podatnicy posiadający siedzibę działalności gospodarczej na terytorium Polski, również po spełnieniu określonych warunków, będą mogli skorzystać ze zwolnienia podmiotowego w innym państwie członkowskim, na warunkach określonych przez to państwo.

Z uzasadnienia do projektu wynika, że przedsiębiorstwa będą uprawnione do skorzystania ze zwolnienia w momencie, gdy roczny obrót nie przekroczy wyznaczonego progu w kraju, w którym VAT jest należny.  Warto zaznaczyć, że zwolnienie nie może przekroczyć 85 tys. euro albo równowartości kwoty w walucie konkretnego kraju, czyli górnego limitu zapisanego w dyrektywie VAT. Konkretne kwoty mniejsze lub równe temu limitowi wskażą poszczególne kraje.

Ustawa o VAT obecnie daje możliwość stosowania zwolnienia podmiotowego podatnikom posiadającym siedzibę działalności gospodarczej na terytorium Polski, u których wartość sprzedaży nie przekroczyła łącznie w poprzednim roku podatkowym kwoty 200 tys. zł.

Projektowana ustawa ma wprowadzić również nowe zasady określania miejsca świadczenia usług – takich jak usługi wstępu na imprezy kulturalne, artystyczne, sportowe, naukowe, edukacyjne, rozrywkowe, w przypadku, gdy obecność ostatecznego odbiorcy takich usług jest wirtualna.

Chodzi o usługi transmitowane bądź też udostępniane w inny wirtualny sposób. Projektowana ustawa miałaby wejść w życie od 1 stycznia 2025 r.

„Planowana zmiana w naszym przekonaniu jest pozytywna dla biznesu. Procedura będzie stanowić uproszczenie zasad związanych z VAT, ponieważ zmniejsza ona znacznie obowiązki administracyjne małych przedsiębiorców, którzy nie posiadają siedziby działalności gospodarczej na terytorium państwa członkowskiego, w którym prowadzona jest działalność gospodarcza.” – Daria Cyrek, ekspert TMF Group.

NOWE INSTRUMENTY WSPARCIA RYNKU PRACY

Na koniec marca br. został opublikowany projekt ustawy o rynku pracy i służbach zatrudnienia.

Planowane do wdrożenia w trzecim kwartale br. zmiany w odniesieniu do przedsiębiorców mają zachęcić i ułatwić rozbudowywanie ich zespołów o seniorów, a także zatrudnianie członków rodziny przez firmy rodzinne.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej planuje dofinansowania dla firm, które zdecydują się zatrudnić seniorów (mężczyzn powyżej 65. roku życia i kobiety powyżej 60. roku życia). Wsparcie ma wynosić do 50 proc. wysokości minimalnego wynagrodzenia i być udzielane do 24 miesięcy, ale przy obowiązku dalszego zatrudnienia seniora przez okres minimum 12 miesięcy.

Resort planuje również ułatwić zatrudnianie członków rodziny w firmach rodzinnych, poprzez umożliwienie możliwości skorzystania z pomocy udzielanej przez urzędy pracy. Wcześniej pokrewieństwo pracodawcy i osoby zarejestrowanej w PUP przekreślało taką możliwość.

„Wszelkie instrumentu wsparcia oddawane przedsiębiorcom odbieramy pozytywnie. Proponowane zmiany rozszerzają możliwości rozwoju firm rodzinnych. Dają też szansę rozbudowy zespołów o doświadczonych seniorów na preferencyjnych warunkach.” – Dorota Zajas, ekspert TMF Group 

WYMAGAJĄCE DLA PROWADZĄCYCH BIZNES W POLSCE – ZMIANY LUB ZAPOWIEDZI ZMIAN

SPRAWOZDAWCZOŚĆ W ZAKRESIE ZRÓWNOWAŻONEGO ROZWOJU

W kwietniu br. pojawił się rządowy projekt ustawy zmieniającej ustawę o rachunkowości w związku z wdrożeniem przepisów prawa UE – tej samej, którą wspominamy w kontekście zmian pozytywnych dla biznesu dotyczących nowej koncepcji kwalifikacji do danej kategorii spółek.

Niniejszy projekt ustawy zawiera również zmiany w zakresie sprawozdawczości zrównoważonego rozwoju wynikające z dyrektywy CSRD.

Zgodnie ze zmianami sprawozdawczość zrównoważonego rozwoju powinna być przedstawiona w wyodrębnionej części sprawozdania z działalności jednostki i ujawniać informacje niezbędne do zrozumienia wpływu jednostki na kwestie zrównoważonego rozwoju oraz w drugą stronę wpływu zrównoważonego rozwoju na rozwój, wyniki i sytuację spółki.

Raportowanie z założenia będzie implementowane stopniowo:

  1. Duże spółki interesu publicznego zatrudniające powyżej 500 osób, objęte już dyrektywą CSRD po raz pierwszy będą raportować w 2025 roku za 2024 rok.
  2. Duże przedsiębiorstwa, które nie podlegają dyrektywie CSRD i które spełniają dwa z trzech kryteriów: zatrudniają powyżej 250 osób i/lub mają 40 mln euro obrotów i/lub 20 mln euro całkowitych aktywów – po raz pierwszy będą raportować za 2025 rok w roku 2026.
  3. Małe i średnie przedsiębiorstwa, a także inne przedsiębiorstwa notowane na giełdzie, które spełniają dwa z trzech kryteriów: zatrudniają powyżej 10 pracowników, o obrocie 700 tys. euro i sumie aktywów 350 tys. euro., po raz pierwszy będą zobligowane do sprawozdawczości w zakresie zrównoważonego rozwoju w 2027 roku, za rok poprzedni.

„Sprawozdawczość w zakresie zrównoważonego rozwoju wprowadza szereg obowiązków raportowych wymuszających duże nakłady pracy w jednostkach objętych tym obowiązkiem. To z kolei generuje i będzie generowało w kolejnych latach znaczne nakłady finansowe i pracownicze. Pamiętając o celu nadrzędnym wprowadzenia tych wymogów, jakim jest ocena wpływu działalności przedsiębiorstwa na ludzi i środowisko, z perspektywy stricte kosztowej i organizacyjnej postrzegamy wprowadzane obowiązki jako negatywne dla biznesu.” – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

USTAWA O OCHRONIE SYGNALISTÓW

W maju br. Sejm przyjął ustawę o sygnalistach, która wejdzie w życie 25 września br. Jej celem jest ochrona osób zgłaszających naruszenie prawa niezależnie od podstawy i formy świadczenia pracy lub pełnienia służby przez te osoby. Ustawa zakłada dokonywanie zgłoszeń w wielu dziedzinach, jak np. korupcja, zamówienia publiczne, ochrona konkurencji, RODO, a także interesy finansowe Państwa Polskiego czy zasad rynku wewnętrznego UE. Natomiast nie zostały w ustawie zawarte naruszenia związane z prawem pracy.

Podmiotami obowiązanymi do przyjmowania zgłoszeń są m.in.: organy administracji, Rzecznik Praw Obywatelskich, a także pracodawcy zatrudniający powyżej 50 osób.

Pracodawca będzie zobligowany do wdrożenia procedury dokonywania zgłoszeń wewnętrznych zgodnych z wymogami ustawowymi.

„Ustawa z organizacyjnego punktu widzenia nakłada na przedstawicieli biznesu zbudowanie całego systemu procedur i przepływu informacji oraz konieczność zarządzania nim, co technicznie stanowi pakiet nowych, dodatkowych obowiązków przedsiębiorstwa i związane z nim nakłady organizacyjne i finansowe.” – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

NOWA DEFINICJA BUDYNKU I BUDOWLI

Ministerstwo Finansów opublikowało 11 czerwca 2024r. projekt zmian w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych, które mają zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2025 roku. Nowe regulacje zawierają autonomiczną – niezależną od prawa budowlanego – definicję budynków i budowli.

Proponowana zmiana polega, co do zasady na stworzeniu załącznika do ustawy o podatkach i opłatach lokalnych zawierającego listę obiektów traktowanych jako budowle.

Wstępne analizy wskazują, że nowe brzmienie przepisów może w praktyce prowadzić do licznych wątpliwości. Z proponowanej definicji wynikać może potencjalnie poszerzenie zakresu opodatkowania w stosunku do urządzeń technicznych powiązanych z budowlami, obecnie niepodlegających opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości.

„Istnieje ryzyko poszerzenia zakresu opodatkowania o obiekty, które nie były dotąd kwalifikowane jako budowle, zawężono też zakres zwolnień podatkowych. Ponadto nowe regulacje mogą stanowić podstawę do podwyższenia podstawy opodatkowania o wartość dodatkowych elementów, które były dotychczas poza zakresem podatku od nieruchomości. To zdecydowanie niekorzystna zmiana dla przedstawicieli biznesu.” – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

ICAP- FORMA OGRANICZENIA RYZYKA PODATKOWEGO NIE DLA WSZYSTKICH

O ICAP jako regulacji pozytywnej dla biznesu piszemy w pierwszej części barometru. Warto jednak zwrócić uwagę, że ten międzynarodowy program zapewniania zgodności dedykowany jest jedynie przedsiębiorstwom międzynarodowym.

„Z jednej strony program jest pozytywny dla biznesu, bo organiczna, choć jak pisaliśmy we wcześniejszym uzasadnieniu, nie eliminuje całkowicie ryzyko podatkowe.  Z drugiej strony słabością tego rozwiązania jest ograniczenie jego dostępności dla międzynarodowych grup, mających strategię podatkową i określoną politykę podatkową. Jesteśmy przekonani, że z programu chętnie skorzystaliby pozostali podatnicy, którzy próbują odnaleźć się w gąszczu przepisów podatkowo – księgowych.” – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

WYKŁADOWCY UCZELNI POWINNI DOLICZYĆ VAT DO SWOICH FAKTUR

20 maja br. Minister Finansów wydał interpretację ogólną dotyczącą opodatkowania VAT świadczeń polegających na przekazywaniu wiedzy w ramach procesu kształcenia, przez osoby fizyczne będące podatnikami VAT, na podstawie umów zawieranych z uczelniami.

Minister Finansów wyjaśnił, że podatnik VAT, który świadczy usługi kształcenia na podstawie umów z uczelniami, nie ma prawa do zwolnienia z tego podatku.

„Interpretacja Ministra Finansów, w której wyklucza on stosowanie zwolnień dla usług edukacyjnych przez zewnętrznych wykładowców budzi wątpliwości. Wprawdzie wykładowcy nie muszą się stosować do wydanej interpretacji ogólnej, ale wtedy ryzykują sporem z organami podatkowymi. Podatnik z brakiem prawa do zwolnienia będzie zobligowany do składania deklaracji VAT, co może skutkować większymi nakładami finansowymi w prowadzonej przez niego działalności. Dodajmy, że wykładowcy, którzy są podatnikami VAT, nie skorzystają ze zwolnienia przedmiotowego, przez co będą zobligowani doliczyć VAT, chyba, że skorzystają ze zwolnienia podmiotowego z VAT (limit do 200 tys. zł netto obrotu rocznie.”  – Daria Cyrek, ekspert TMF Group.

DODATKOWE WYMAGANIA DLA ZATRUDNIAJĄCYCH OBYWATELI UKRAINY

W drugim kwartale br. przeprocedowano zmiany w ustawie specjalnej o pomocy dla obywateli Ukrainy. Z punktu widzenia pracodawców, którzy zatrudniają w Polsce obecnie 755 tys. obywateli tego kraju istotne są zmiany związane z obowiązkiem powiadomienia o zatrudnieniu tych pracowników. Chodzi m.in. o krótszy, bo 7-dniowy termin powiadomienia przez pracodawcę o zatrudnienia obywatela Ukrainy, obowiązkowe powiadomienie w przypadku zmiany rodzaju umowy, stanowiska lub rodzaju wykonywanej przez niego pracy, a także zmiany wymiaru czasu pracy lub wynagrodzenia. Pracodawcy zatrudniający obywateli Ukrainy będą zobowiązani zawrzeć w powiadomieniu o zatrudnieniu wysokość minimalnej stawki godzinowej lub minimalnego wynagrodzenia.

„Wprowadzane zmiany, choć istotne w obliczu nadużyć w zakresie zatrudniania obywateli Ukrainy, nakładają jednak dodatkowe obowiązki formalne na przedsiębiorców. Jak każda tego typu zmiana i ta pociąga za sobą konieczność poniesienia dodatkowych nakładów na wdrożenie procedur związanych z nowymi przepisami oraz wygospodarowania i opłacenia dodatkowego czasu, poświęconego na wykonanie tych czynności.” – Dorota Zajas, ekspert TMF Group

AFI Europe wzmacnia kadrę kierowniczą w Polsce

AFI Europe Poland realizuje swoje długofalowe plany rozwoju i rozbudowy portfela zarządzanych nieruchomości. Od kilku miesięcy międzynarodowy inwestor i deweloper rozbudowuje kadrę kierowniczą, zatrudniając doświadczonych menedżerów na kluczowe dla działalności organizacji stanowiska.

W planach większościowego inwestora Towarowej 22 – wielofunkcyjnego projektu w centrum Warszawy, jest uruchomienie do końca 2024 roku trzech nowych projektów: AFI Home Metro Szwedzka w Warszawie, AFI Home Czyżewskiego w Krakowie oraz AFI Home Długa we Wrocławiu. Na początku kolejnego roku uruchomiony zostanie również kolejny warszawski projekt – AFI Home Metro Zachód.

Dołączenie do zespołu AFI Europe Poland utalentowanych i wykwalifikowanych ekspertów potwierdza naszą silną pozycję na rynku. Wniesione przez nich doświadczenie i wiedza są bezcenne dla dalszego rozwoju naszej firmy w Polsce. Wierzę, że ich zaangażowanie i profesjonalizm przyniosą wiele korzyści zarówno naszej firmie, jak i naszym klientommówi Sebastian Kieć, CEO AFI Europe Poland.

Jarosław Szerfenberg, Chief Engineer w AFI Europe Poland
Jarosław Szerfenberg, Chief Engineer w AFI Europe Poland

Stanowisko Chief Engineer w AFI Europe Poland objął Jarosław Szerfenberg. Posiada on 25 lat doświadczenia w rozwoju projektów nieruchomości komercyjnych i mieszkaniowych. Z powodzeniem zarządzał wielomilionowymi projektami. Przed dołączeniem do AFI, zajmował się budową nowych i modernizacjami istniejących centrów handlowych należących do portfolio G-City Europe. Jarosław jest absolwentem Politechniki Poznańskiej oraz programu MBA w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej.

Grzegorz Jamroziak, AFI Europe Poland
Grzegorz Jamroziak, AFI Europe Poland

Grzegorz Jamroziak wzmocnił zespół AFI Europe Poland jako Head of Commercial Asset Management. Posiada on ponad 20 lat doświadczenia w zarządzaniu i wynajmie nieruchomości komercyjnych i mieszkaniowych. Zajmował stanowiska kierownicze w międzynarodowych firmach i z powodzeniem wdrażał szereg strategii komercyjnych, operacyjnych i finansowych dla portfeli nieruchomości. Przed dołączeniem do AFI, był związany z firmą G-City Europe, gdzie zajmował się zarządzaniem portfelem aktywów, wprowadzaniem na rynek nowych inwestycji i rozwojem strategii ESG.

Jarosław Prawicki, AFI Europe Poland
Jarosław Prawicki, AFI Europe Poland

Jarosław Prawicki objął stanowisko Head of Office Leasing w AFI Europe Poland, w ramach którego będzie odpowiadał za wynajmem powierzchni biurowych w polskim portfolio firmy. Przez ponad 20 lat zdobywał doświadczenie w pracy zarówno dla deweloperów (GE Capital Golub, HB Reavis, UBM, Immobel, Karimpol), jak i doradców w zakresie nieruchomości komercyjnych (Cushman & Wakefield, CBRE). Przed dołączeniem do AFI, pełnił funkcję Executive Director w Karimpol Polska. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej na kierunku Marketing i Zarządzanie.

Joanna Barska, AFI Europe Poland
Joanna Barska, AFI Europe Poland

Jednocześnie, w strukturach organizacji na stanowisko Head of Retail Leasing awansowała Joanna Barska, która z sukcesem zrealizowała znaczące transakcje najmu przestrzeni handlowych zapewniających liczne udogodnienia dla społeczności najemców budynków AFI Home w Polsce. Joanna ma wieloletnie doświadczenie w wynajmie powierzchni komercyjnych przy głównych ulicach handlowych oraz w budynkach mieszkalnych. Przed dołączeniem do AFI, zajmowała stanowiska kierownicze w firmach CBRE, Liebrecht & Wood oraz White Star Real Estate.

AFI Europe Poland rozwija swoją ofertę aktywów w trzech segmentach rynku nieruchomości komercyjnych: profesjonalnego najmu mieszkań (PRS), biurowym i mixed-use, czego najlepszymi przykładami są dwa projekty: Towarowa 22 oraz AFI Home Metro Szwedzka, na który składa się siedem budynków jednego z największych projektów wielofunkcyjnych prawobrzeżnej Warszawy.