O 31,7% r/r spadła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w lipcu 2024 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wartość Indeksu oznacza, że w lipcu 2024 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 31,7% w porównaniu do lipca 2023 r.
W lipcu 2024 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 30,63 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 43,44 tys. rok wcześniej, co przekłada się na spadek r/r prawie o 30%. W porównaniu do czerwca 2024 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy jednak wzrosła o 11,6%.
Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego wyniosła w lipcu 2024 r. 435,88 tys. zł i była wyższa o 6,2% niż w lipcu 2023 r. W porównaniu do czerwca 2024 r. jednak nieznacznie spadła o 1,6%.
– Zgodnie z przewidywaniami, popyt na kredyty mieszkaniowe wyhamował po zakończeniu przyjmowania wniosków w ramach ubiegłorocznego Programu Bezpieczny Kredyt 2 proc. Pomimo obaw, zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi nie spadło jednak do poziomu sprzed uruchomienia Programu i obecnie jest ono o około 1/3 niższe niż w lipcu zeszłego roku. Natomiast w relacji m/m, tj. porównaniu do czerwca br., liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy wzrosła o ok. 11%. I jest to informacja pozytywna. Być może jest to „efekt zniecierpliwienia” potencjalnych beneficjentów zapowiadanego nowego programu wsparcia kredytobiorców. Osoby te złożyły wnioski o kredyt na warunkach rynkowych – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.
Przyczyny ujemnego odczytu BIK Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe w lipcu br.
– W lipcu 2023 r., mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem skumulowanego popytu na kredyty mieszkaniowe z pierwszego półrocza ub. roku, związanym ze wstrzymywaniem się kredytobiorców z wnioskami o kredyt, w oczekiwaniu na uruchomienie Programu Bezpieczny Kredyt 2 proc. Obecnie rozpoczyna się więc okres wysokiej bazy od lipca zeszłego roku. To główna przyczyna niskiego odczytu BIK Indeksu Popytu na hipoteki w lipcu tego roku. Mamy więc efekt odwrotny od tego, jaki występował w pierwszym półroczu bieżącego roku, gdy porównywaliśmy poziom popytu do niskiej bazy pierwszego półrocza zeszłego roku. Teraz będziemy świadkami odwrotnego efektu, tzn. efektu wysokiej bazy drugiego półrocza 2023 r. Przyczyni się to do spadku wartości Indeksu w kolejnych miesiącach bieżącego roku – tłumaczy Rogowski i dodaje kolejny istotny aspekt:
– Drugim ważnym czynnikiem, częściowo kompensującym spadek lipcowej wartości Indeksu br. wywołanym niższą liczbą wnioskodawców, jest wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu do wartości 435,88 tys. zł. Jest to kwota o 6,2% wyższa niż w lipcu ubiegłego roku. Wnioskowaniu o coraz wyższe kwoty kredytów sprzyja wzrost zdolności kredytowej w wyniku realnego wzrostu wynagrodzeń przy stabilnym poziomie stóp procentowych.
Przedsiębiorstwo z Warszawy, działające w branży nieruchomości, ustanowiło rekord w zadłużeniu. Ma ono 20,5 mln zł zaległości wobec firmy doradczo-finansowej udzielającej pożyczek na inwestycje, co jest najwyższą kwotą odnotowaną w bazie danych Krajowego Rejestru Długów. Widnieje tam aż 727 firm, które obarcza co najmniej milion złotych nieuregulowanych zobowiązań. Z tak dużych obciążeń trudno wyjść na prostą. Rykoszetem dostają kontrahenci, którzy nie otrzymują pieniędzy za dostarczone towary bądź wykonane usługi.
Według najnowszej analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego na koniec czerwca tego roku 30 proc. firm miało spadającą wartość sprzedaży, a co 4. malejącą liczbę nowych zamówień w stosunku do maja br. Szybującą wartością sprzedaży może się cieszyć zaledwie 18 proc. firm, a zwiększoną liczbą nowych zamówień – 15 proc. Oznacza to, że od ponad dwóch lat udział firm ze spadkiem wartości sprzedaży i liczby nowych kontraktów przeważa nad firmami notującymi ich wzrost. Najgorsza była sytuacja firm z branży TSL (transport, spedycja, logistyka), w których przewaga ta wynosiła 20 pkt. proc. W opinii ekspertów problemy finansowe w polskich firmach są związane ze zmniejszającym się popytem zagranicznym. Wynika to ze słabej koniunktury w państwach strefy euro i nadal niestabilnej sytuacji w europejskim sektorze przemysłowym.
Ale to niejedyny powód do zmartwień dla polskich przedsiębiorców. Na rynku funkcjonują bowiem firmy, które mają na koncie rekordowe zadłużenie, co pogłębia problemy finansowe ich kontrahentów. Partnerzy muszą więc uzbroić się w cierpliwość, aby otrzymać zapłatę. Jednak bierne czekanie nierzadko skutkuje brakiem pieniędzy na regulowanie bieżących zobowiązań czy zakup materiałów do realizacji zakontraktowanych zamówień. Problemy dłużników-milionerów przekładają się więc na całą gospodarkę, która tworzy system naczyń połączonych.
– Na tle wszystkich zadłużonych przedsiębiorstw wyróżniają się rekordziści, a więc firmy mające na koncie przynajmniej milion złotych zaległości. Dla tych, które wykazują duże obroty rzędu kilkuset milionów złotych rocznie, taka kwota nie stanowi wielkiego problemu, choć obiektywnie jest ogromna. Jednak dla ich mniejszych dostawców i podwykonawców oznacza wyzwanie, bo muszą szukać pieniędzy na sfinansowanie swojej działalności, zamiast operować tymi, które przecież zarobili. W małych podmiotach brak zapłaty za jedną lub dwie faktury nawet na kilkanaście tysięcy złotych powoduje mocną „zadyszkę” finansową. Według naszych danych 30 procent dłużników-milionerów ma jednego wierzyciela, ale pozostali już dwóch lub więcej. Rekordzista zalega z uregulowaniem zobowiązań wobec aż czterdziestu kontrahentów – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
„Milionerzy” znad Wisły
Rekordowe zadłużenie przedsiębiorstwa z Warszawy, wynoszące 20,5 mln zł, to nie odosobniony przypadek. Skala problemu jest bardzo duża, bo w KRD widnieje ponad 700 firm, które mają do oddania minimum milion złotych. Dla porównania przeciętne zadłużenie notowane w KRD, przypadające na jedno przedsiębiorstwo, wynosi 38,4 tys. zł.
Najwięcej „milionerów” działa w województwie mazowieckim, które pod tym względem wyraźnie wyprzedza inne regiony. Znajdziemy tam 202 firmy, które mają przynajmniej milion złotych zaległości. Łącznie zgromadziły one 450,2 mln zł nieuregulowanych zobowiązań. Natomiast na Śląsku funkcjonuje 92 takich dłużników, którzy muszą oddać 186,7 mln zł. Trzecie w tym gronie są podmioty z Wielkopolski – tam 74 przedsiębiorstwa nie zapłaciły kontrahentom 142,6 mln zł.
Duże miasta – duże długi
Patrząc przez pryzmat wielkości miejscowości, w których działają rekordziści, prym wiodą miasta o wielkości 300-500 tys. mieszkańców. Wierzyciele ulokowanych tam firm czekają na zwrot 620,7 mln zł, a na dług składają się niezapłacone zobowiązania 267 firm. Ale także w najmniejszych miejscowościach o liczebności 5-10 tys. mieszkańców znajdziemy „milionerów”. Funkcjonuje tam 28 takich przedsiębiorstw, które łącznie muszą spłacić 53,1 mln zł.
Najmocniej obarczona wysokimi długami jest branża handlowa. Tam „milionerzy” zgromadzili 333,6 mln zł zaległości. Niemała suma 280,6 mln zł obciąża przedsiębiorstwa przemysłowe, zaś 242 mln zł firmy budowlane. Niebagatelne długi mają również rekordziści z branży transportowej i magazynowej, tj. 205,7 mln zł, oraz podmioty działające na rynku nieruchomości – 90,2 mln zł.
Wśród rekordowo zadłużonych podmiotów dominują, co zrozumiałe, te największe, czyli spółki prawa handlowego.
Z pustego i „milioner” nie naleje
Zaległe płatności rekordzistów rozkładają się na wierzycieli z różnych branż. Najwięcej, bo 520,6 mln zł, muszą oni zapłacić bankom, firmom leasingowym i faktoringowym. Z kolei 286,6 mln zł to dług wobec funduszy sekurytyzacyjnych i firm windykacyjnych. Na zwrot 150,2 mln zł czekają przedsiębiorstwa handlowe, na 120,3 mln zł dostawcy energii, a na 101,7 mln zł firmy z sektora budowlanego. Ponadto rekordziści ją winni 72 mln zł podmiotom z branży przemysłowej i 70,2 mln zł sprzedawcom paliwa. Natomiast 46,1 mln zł to zaległości za abonament telefoniczny, Internet i telewizję.
– Istotna jest nie tylko kondycja finansowa zadłużonego przedsiębiorstwa, ale i skala jego działalności. Im większa, tym wyegzekwowanie pieniędzy przez kontrahentów bardziej realne. Firmy zadłużone na bardzo duże kwoty nie są rzadkością na rynku. Przykłady z branży handlowej i przemysłowej, które zgromadziły najwyższe kwoty milionowych zaległości, pokazują, jak ważny z punktu widzenia kontrahentów jest stały monitoring płatności. Umożliwia on pełną kontrolę nad terminowością spłat dokonywanych przez kontrahentów, co w rezultacie pomaga zapobiec eskalacji problemu, jakim są rosnące zatory w regulowaniu należności przez partnerów biznesowych – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.
Jednym z najważniejszych elementów monitoringu należności jest przypominanie kontrahentom o zbliżających się okresach płatności. Regularne powiadomienia i przypomnienia przyspieszają proces spłat i utrzymują terminowość wpłat. Dodatkowo, bieżąca aktualizacja salda dłużnika pozwala na natychmiastowe zamykanie spraw, gdy zobowiązania zostaną uregulowane.
Pomocne w ograniczaniu ryzyka biznesowego jest także monitorowanie sytuacji finansowej kontrahentów. Sprawdzanie w biurach informacji gospodarczej, czy nie zostali dopisani jako dłużnicy, umożliwia reagowanie na zmieniającą się sytuację płatniczą. Można wówczas np. zmodyfikować warunki umowy, zmienić termin lub formę płatności z niepewnym klientem, aby zabezpieczyć swoje finanse.
Dane z rynku pracy z USA obnażyły słabość amerykańskiej gospodarki. Totalna wyprzedaż na rynkach, czerwono na giełdach, tanieje ropa naftowa. Złoty twardo „stoi na nogach” na bazie utrzymywania się głównej pary walutowej świata powyżej 1,09.
Potężne ruchy
Końcówka poprzedniego tygodnia przyniosła niesamowite reperkusje na rynkach finansowych. Wszystko za sprawą prezentacji fatalnych danych z amerykańskiego rynku pracy, które momentalnie otworzyły drzwi do dyskusji odnośnie recesji. W lipcu liczba nowych miejsc pracy poza rolnictwem wzrosła o jedyne 114 tys., przy oczekiwaniach na poziomie 175 tys. Zawiodła również stopa bezrobocia, która wzrosła do poziomu 4,3%, czyli najwyższego od jesieni 2021 roku. Tak kiepski raport, zresztą najgorszy od niemal 9 lat, przyczynił się do dyskusji, której wnioski można by streścić słowami: luzowanie w amerykańskiej polityce monetarnej staje się koniecznością. Część analityków wskazała nawet potrzebę cięcia od razu o 50 pkt bazowych. Widać to na notowaniach EUR/USD, gdzie szybko kurs wyskoczył ponad granicę 1,09. Jeszcze większy ruch odnotowaliśmy na parze USD/JPY, która nurkuje w kierunku poziomu 140. Tylko dzisiaj kurs spada o niesamowite 2,76%, co jak na rynek FX jest wyjątkowym ruchem.
Widmo recesji odżyło
Ryzyko recesji w USA uderza też mocno w rynki giełdowe, na których od piątku notujemy kilkuprocentowe spadki. Trzeba też dodać, że pod znakiem zapytania stanęła hossa napędzana sztuczną inteligencją, co widać doskonale po indeksie Nasdaq, który stracił w piątek 2,5%, a kontrakty na dzisiejsze otwarcie wskazują ponad -4,5%. Cierpią nie tylko parkiety za oceanem, bo również spore straty notuje niemiecki DAX tracący dzisiaj 2,7%. Wyprzedaż nie ominęła również rodzimego parkietu, gdzie WIG20 nurkuje o ponad 4%. Skoro mówimy o możliwej recesji w USA, to nie może dziwić fakt spadku popytu na surowce. Ropa naftowa tanieje dzisiaj o blisko 2%, a notowania WTI zbliżają się do poziomu 70 USD za baryłkę. Risk off uderza też w kryptowaluty, Bitcoin osuwa się dzisiaj o 12,5%.
To nie czas na ryzyko
Widać więc, że aktywa rynków wschodzących mają aktualnie mocno pod górkę, a popyt jest przede wszystkim na te bezpieczne, takie jak JPY czy CHF. W tym trudnym położeniu całkiem nieźle radzi sobie PLN, który póki co utrzymuje się w relacji do euro na poziomie bliskim 4,30. Trwałe złamanie tego poziomu może jednak wywindować kurs na kolejny opór w rejonie 4,33. Jeśli i tutaj wyprzedaż się nie zatrzyma, to kolejny jest dopiero w okolicach 4,40. Poza fatalnym raportem z rynku pracy w USA, trzeba też wspomnieć o niesprzyjających informacjach geopolitycznych. W Bangladeszu krwawo stłumiono protesty mieszkańców, w wyniku czego rezygnację złożyła pani premier. Ciągle wisi w powietrzu eskalacja konfliktu na linii Izrael-Iran, ze względu na możliwy odwet za zabicie ważnych członków Hamasu czy Hezbollahu. Takie nagromadzenie niepokojących czynników nie pomaga, inwestorzy unikają ryzyka, co może się wiązać z silną presją na PLN. Póki co wysokie poziomy EUR/USD pomagają złotemu uchronić się przed silniejszą wyprzedażą.
Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl
Słaby raport z amerykańskiego rynku pracy potwierdził obawy, że gospodarka USA zwalnia szybciej, niż spodziewała się lub życzyłaby sobie tego Rezerwa Federalna. Rynkowy strach, idący w parze z odwrotem od carry trade, zwiększył zyski jena japońskiego, który w parze z dolarem amerykańskim zyskał 5%.
Kluczowe punkty:
USD traci po słabym raporcie NFP za lipiec.
W obliczu ryzyka recesji wyceniane są agresywne cięcia stóp procentowych Fedu w 2024 r.
BoE obniża stopy o 25 pb. i sygnalizuje stopniowe rozluźnianie polityki monetarnej.
JPY silnie zyskuje na malejących różnicach wycen stóp procentowych w Japonii oraz USA.
PLN pod presją, radzi sobie jednak lepiej niż wiele innych walut EM.
Rynki zaczęły wyceniać bardziej agresywny cykl obniżek stóp procentowych Fedu, spodziewając się, że część cięć do końca roku może przewyższać standardowe (o 25 pb.). Znacznie straciły aktywa ryzykowne, bezpieczne waluty doświadczyły zaś aprecjacji. Ponownie świetnie radził sobie jen japoński, który po podniesieniu stóp procentowych Banku Japonii i w otoczeniu trwającego odwrotu inwestorów od transakcji carry trade umocnił się w skali tygodnia o 5% względem dolara amerykańskiego. Dla walut rynków wschodzących ostatnie dni były trudne. Wyjątek stanowią waluty azjatyckie, które korzystają na sile jena i juana, jako że rynki w dalszym ciągu wycofują się z zakładów przeciwko nim. W tym niełatwym otoczeniu odporność wykazuje złoty.
W ciągu zaledwie dwóch tygodni rynkowe oczekiwania dotyczące działań banków centralnych uległy istotnej zmianie. Wyceny cięć Rezerwy Federalnej do końca roku wzrosły z ledwie dwóch do odpowiadających ponad pięciu ruchom po 25 pb. W przypadku Europejskiego Banku Centralnego i Banku Anglii zmiany nie są aż tak duże, jednak również znaczące. Na skutek tych wydarzeń traci dolar, dzięki statusowi waluty safe haven jego wyprzedaż jest jednak dotąd dość ograniczona.
Pod kątem informacyjnym ten tydzień może być jednym z najspokojniejszych w tym roku – nie będzie bowiem istotnych raportów ekonomicznych ani posiedzeń banków centralnych. Jest prawdopodobne, że reakcja rynków na ubiegłotygodniowy słaby raport z amerykańskiego rynku pracy była nadmierna, a najbliższe dni mogą przynieść częściowe odwrócenie tych trendów.
PLN
Związana z obawami o recesję globalna presja na aktywa ryzykowne i odwrót od carry trade nie oszczędziły złotego. Jest on jednak póki co stosunkowo odporny, szczególnie w porównaniu z walutami Ameryki Łacińskiej. Presję na złotego może ograniczać wzrost pary EUR/USD.
Globalne obawy są zwiększone, a zmienność wysoka, trudno więc oczekiwać, że w krótkim terminie kurs EUR/PLN, oscylujący obecnie wokół poziomu 4,30, wróci do niedawnych minimów. Ryzyka wzrosły, a ruchy na rynku bywają nieprzewidywalne. Tym razem lato nie jest spokojne. Jeśli chodzi o sytuację w kraju, ostatni odczyt inflacji CPI pokazał, że wzrosła ona w lipcu do 4,2% (z 2,6%), powyżej celu NBP (2,5% ± 1 pp.), co nastąpiło w kontekście częściowego wycofania tarczy energetycznej. Mimo że wzrost ten był słabszy, niż oczekiwano, powinien wspierać jastrzębią postawę banku centralnego.
Na fali globalnych trendów rynki zaczęły wyceniać znacznie bardziej agresywne tempo rozluźniania polityki monetarnej i przewidują spadek stóp procentowych w Polsce z 5,75% obecnie do ok. 4% na koniec przyszłego roku. W ciągu kilku dni zmieniły wycenę mniej więcej o ekwiwalent trzech cięć po 25 pb., co nawet jak na zwykle zmienne wyceny jest ruchem ogromnym. Podkreśla to dodatkowo, jak duży wpływ na lokalne aktywa ma sytuacja zewnętrzna. W nadchodzących dniach handel złotym powinien w dalszym ciągu zależeć od globalnej sytuacji, szczególnie że nie będzie wielu odczytów z kraju. Wciąż jesteśmy pozytywnie nastawieni wobec perspektyw złotego, ryzyka dla waluty są jednak coraz wyraźniej zarysowane.
EUR
Słabe dane z amerykańskiego rynku pracy spowodowały duży rozstrzał między wycenami cięć stóp procentowych po obu stronach Atlantyku – oczekiwania wobec EBC zmieniły się w znacznie mniejszym stopniu niż wobec Fedu. Wsparło to euro w ciągu kilku ostatnich sesji handlowych, a dziś rano kurs EUR/USD wzrósł do najwyższego od marca poziomu 1,095.
Inflacja w lipcu i PKB w II kwartale w strefie euro okazały się wyższe, niż oczekiwano. Dodatkowo utrzymało to w ryzach zmiany wycen cięć stóp procentowych EBC i wsparło wspólną walutę w okresie letniego handlu charakteryzującego się mniejszą aktywnością. Ten tydzień będzie wyjątkowo cichy pod względem danych z bloku, spodziewamy się więc, że handel euro będzie zależał w dużej mierze od oczekiwań dotyczących cięć stóp procentowych Rezerwy Federalnej.
USD
Lipcowy raport NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy był słaby – przyrost miejsc pracy był niski (114 tys. względem oczekiwanych 175 tys.), stopa bezrobocia sięgnęła najwyższego od października 2021 r. poziomu 4,3%, wzrost płac był zaś ograniczony (3,6%). Rezerwa Federalna po środowym posiedzeniu silnie sugerowała, że we wrześniu dojdzie do cięcia stóp procentowych, nie było jednak sygnałów dotyczących większej ich skali, wydaje się więc, że powyższe dane ją zaskoczyły.
Uważamy, że zmiany rynkowych wycen obniżek – obecnie ponad pięć o 25 pb. w pozostałej części 2024 r., co implikuje dwie o 50 pb. – są zbyt silną reakcją na pierwszy w tym roku tak słaby raport z rynku pracy. Wydaje się jasne, że w obliczu braku pierwszorzędowych danych ze Stanów w tym tygodniu dolar może mieć trudności.
GBP
Bank Anglii obniżył w ubiegłym tygodniu stopy procentowe o 25 pb., czego spodziewaliśmy się zarówno my, jak i większość ekonomistów, podział głosów 5:4 był jednak bardzo wyrównany. Ruch ten jest postrzegany jako „jastrzębie cięcie”, ponieważ Rada nie zdecydowała się zobowiązać do dalszych ruchów w dół ani nie zapewniła żadnego forward guidance, zastrzegła jednak przy tym, że nie zamierza obniżać stóp procentowych zbyt szybko ani zbyt silnie. Uważamy, że jest to spójne z cięciami na co drugim posiedzeniu, a do najbliższego ruchu w dół może dojść w listopadzie.
Funt radził sobie całkiem nieźle w obliczu rynkowej zmienności i globalnej ucieczki do bezpiecznych aktywów i zakończył tydzień spadkiem o mniej niż 0,5% względem dolara oraz nieco większym względem euro. W tym tygodniu nie poznamy żadnych istotnych danych z Wysp, wciąż jednak uważamy, że odporny popyt, stosunkowo wysokie stopy procentowe i perspektywy lepszych relacji z Unią Europejską dobrze wróżą brytyjskiej walucie.
JPY
W ubiegłym tygodniu jen japoński ponownie doświadczył silnej aprecjacji. Spowodowały ją reakcje rynku na jastrzębie oświadczenie Banku Japonii (BoJ) i piątkowa publikacja raportu NFP z amerykańskiego rynku pracy, która napędziła skup bezpiecznego jena w obliczu rosnących obaw dotyczących recesji w USA. Przewidywany bardziej agresywny cykl cięć stóp procentowych Fedu i bardziej zdecydowane zacieśnienie polityki przez BoJ zwiększa szanse na znacznie szybsze zmniejszenie różnicy między stopami procentowymi w USA i Japonii, co jest zdecydowanie korzystne dla jena.
Dla uczestników rynków istotne będą dane dotyczące wzrostu płac (wtorek 06.08), które mogą być decydujące dla polityki BoJ. Jako że kurs USD/JPY wrócił do poziomu ok. 142, presja na Bank Japonii, by w dalszym ciągu podnosił stopy procentowe, będzie znacznie mniejsza. Obecnie rynki spodziewają się, że do końca roku stopy pozostaną na niezmienionym poziomie.
Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury
Jeżeli ktoś liczył na spokojne zakończenie tygodnia w piątek, to mocniej nie mógł się pomylić. Piątkowe dane z USA rozpoczęły reakcję łańcuchową na rynkach. Należy jednak pamiętać, że nie tylko one są powodem aktualnej sytuacji.
Amerykanie dali sygnał
W piątek dane z amerykańskiego rynku pracy zanosiły się na bardzo interesujące. Po słabszych odczytach cząstkowych pojawiły się spekulacje o możliwym słabszym odczycie za lipiec. Rynek był przygotowany na niewiele, ale otrzymał jeszcze mniej. Spodziewano się niewielkiej liczby w zmianie zatrudnienia, ale otrzymano około ⅔ oczekiwań. Do tego wzrost bezrobocia z 4,1% od razu na 4,3%. I jeszcze na deser słabsze odczyty zamówień – 6,7% spadku zamówień na dobra trwałego użytku w ujęciu miesięcznym w czerwcu. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Inwestorzy bardzo szybko rozpoczęli ucieczkę od dolara. W czwartek dolar był najsilniejszy względem euro w ciągu ostatniego miesiąca, dzisiaj rano jest już najsłabszy od marca. Warto pamiętać, że cały czas trwa też masowa ucieczka kapitału z USA do Japonii na spłatę tanich kredytów w jenie, które po ostatnich zmianach kursów przestają być aż tak tanie. Wygląda na to, że ostatnie dane tylko przyspieszyły ten ruch.
Szybka zmiana oczekiwań
Jeszcze tydzień temu mówiliśmy o tym, że we wrześniu obniżka stóp procentowych o 0,25% jest niemal pewna. Dzisiaj rynek przewiduje już zdecydowanie 0,5% w dół. Jeszcze miesiąc temu analitycy spodziewali się drugiej obniżki w grudniu i łącznego spadku stóp procentowych do końca roku o 0,5%. Dzisiaj oczekiwania uległy gwałtownej zmianie. Oczekuje się spadku o 1,25%. Powodem jest głównie rynek pracy. Rezerwa federalna nie chce mieć na koncie wywołania fali bezrobocia w ramach walki z inflacją. Inwestorzy szybko zatem doszli do wniosku, że Fed będzie starał się tańszym kredytem bronić miejsc pracy, nawet kosztem utrzymania dłużej podwyższonego wzrostu inflacji. W rezultacie historia opowiadana na ostatniej konferencji prasowej po decyzji Fed już się zdezaktualizowała. Jeszcze w środowy wieczór słuchaliśmy o tym, że do obniżek konieczne jest zmierzanie inflacji do celu. Półtorej dnia później historia ta już niemal nie istnieje.
Przeceny idą dalej
Wstrząsy po tych danych na rynkach to nie tylko para EURUSD. Na obligacjach widać gwałtowny spadek rentowności, a to przecież z nich liczy się szanse na dalsze zmiany stóp procentowych. Giełdy również gwałtownie spadają. Główne indeksy europejskie otwierały się dzisiaj z przeceną 2-3%. Podobnymi spadkami zamykały się w piątek indeksy amerykańskie. Z kolei Japonia zaliczyła dzisiaj ponad 12% spadku. To nie jest tak, że rynek lubi próżnię. Pieniądze, oprócz obligacji, gdzie doprowadziły do dużego spadku rentowności, trafiły również na rynek złota. Ten kruszec w piątek po raz kolejny w tym roku pobił nominalny rekord wartości. Spadki nie ominęły też rynku ropy.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy wprowadził dużo paniki. Rosną spekulacje, że Fed przegapił moment startu cyklu obniżek stóp procentowych i teraz będzie musiał nadrabiać zaległości. Wg rynkowej wyceny wrześniowa obniżka jest już przesądzona, teraz dyskusje dotyczą skali redukcji. Pojawiają się głosy za ruchem w dół o 50 punktów bazowych. Indeksy w Azji mocno tracą, japoński Nikkei spadł o blisko 12,5 proc. 3-dniowa przecena (-21 proc.) to największy spadek od kilkudziesięciu lat. Na fali umocnienia znajduje się japoński jen. Spadają rentowności obligacji rządowych (amerykańskich, japońskich). Indeks strachu wzrósł do poziomu najwyższego od 2020 roku. Obserwujemy globalną awersję do ryzyka. Napięcia na Bliskim Wschodzie jedynie pogarszają nastroje.
Publikacja piątkowego raport NFP wprowadziła dużo zamętu. Rynek przede wszystkim zmienił swoje oczekiwania dotyczące obniżek stóp procentowych w USA. Teraz dyskusje o wrześniu nie dotyczącą tego czy nastąpi start luzowania, tematem jest skala działań Fed-u. W praktyce rynek skłania się obecnie ku dwóm obniżkom stóp po 50 punktów bazowych we wrześniu i listopadzie. Swoje prognozy zmieniają duże instytucje finansowe. Na rynku mówiło się nawet o awaryjnym cięciu przed wrześniowym posiedzeniem. Ten tydzień pod kątem makro wydaje się być dość nudny. Dziś poznamy jeszcze raport ISM dla amerykańskich usług. Rynek będzie miał czas na spokojną i chłodną ocenę bieżącej sytuacji.
Negatywne nastroje starają się studzić poszczególni przedstawiciele Fed. Austan Goolsbee z oddziału Chicago podkreślił, że bank nie zareaguje przesadnie na ostatni raport NFP. Starał się uspokajać inwestorów pokazując, że to dopiero pojedyncza publikacja a przed kolejnym posiedzeniem Fed otrzyma wiele innych danych, które rozjaśnią sytuację. Thomas Barkin z Richmond Fed stwierdził , że jeśli chodzi o rynek pracy to „wracamy do normalności”. Widać, że celem Rezerwy Federalnej jest tonowanie nastrojów i działania mające na celu zredukowanie rynkowej zmienności. Jak na razie to się nie udaje.
Sytuacja na amerykańskim rynku pracy pogorszyła się ostatnio i to nie ulega wątpliwości. Ale liczby nie pokazują załamania a jedynie mocniejsze spowolnienie, czego tak naprawdę oczekiwał Fed. Rynek szukał pretekstu do wyprzedaży i go znalazł. Moim zdaniem reakcja może być przesadzona. Jeszcze jakiś czas temu złe dane były dobrymi danymi dla rynku akcji, bowiem inwestorzy interpretowali taką sytuację w ten sposób, że Fed po prostu szybciej zacznie obniżać stopy procentowe. Po ostatnim posiedzeniu FOMC interpretacja się zmieniła. Wygląda na to, że redukcja kosztu pieniądza została w pełni wyceniona a rynek zaczął bardzie obawiać się o wzrost gospodarczy niż o inflację, która w ostatnim czasie pozytywnie zaskakiwała niższymi wartościami. Teraz złe dane makro są po prostu odbierane jako coś negatywnego.
Nerwowość obrazuje wystrzał indeksu VIX w okolice 40 pkt – to najwyższy poziom od 2020 roku. Pokazuje on implikowaną zmienność na opcjach opartych o SP500. Wyższe jego wartości to dowód, że na rynku dzieje się źle. Beneficjentem ostatnich wydarzeń jest japoński jen. Spadek USD/JPY jest szczególnie dynamiczny. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę, że notowania „powędrowały” bardzo wysoko w ostatnich miesiącach co daje dużą przestrzeń do korekty. Japońska waluta zyskuje z kilku powodów. Wzrost awersji do ryzyka powoduje, że kapitał płynie do jena tradycyjnie uznawanego za „bezpieczną przystań”. Dodatkowo wzmacniają się globalne transakcje „carry trade”. Do tego wszystkiego dochodzi decyzja Banku Japonii: druga podwyżka stóp i zapowiedz kolejnych.
Pomimo wzrostu awersji do ryzyka relatywnie silny pozostaje złoty. PLN jest mocny względem USD a także GBP. Lekko traci w relacji do EUR. W defensywie są waluty surowcowe (AUD,NZD). Na głównej parze walutowej obserwujemy podwyższoną zmienność. W dwa dni (dziś i w piątek) notowania zredukowały w pełni spadki trwające od połowy lipca. Kurs opuścił górą dużą formację trójkąta (która tworzyła się od roku) i tym samym teoretycznie otworzyła się droga na wyższe poziomy, przynajmniej do 1,1130.
Grupa Muszkieterów osiągnęła w pierwszym półroczu 2024 r. łączny obrót w wysokości blisko 5,2 mld zł w ramach zrzeszonych sieci Intermarché i Bricomarché, odnotowując niemal 7 proc. wzrost rok do roku. W ciągu sześciu miesięcy obie marki konsekwentnie realizowały obraną strategię rozwoju, co przełożyło się zarówno na otwarcia nowych placówek, jak i nowe udogodnienia oraz programy dla klientów. Tym samym Grupa Muszkieterów potwierdza założone cele i zakłada, iż mimo dynamicznej sytuacji rynkowej powinna osiągnąć pułap 11 mld zł obrotu na koniec 2024 roku.
Intermarché z nowymi sklepami i wzrostem obrotów
Dla sieci Intermarché pierwsze półrocze minęło pod znakiem rozwoju. Od stycznia do czerwca obroty szyldu, wraz ze stacjami paliw wyniosły 3,1 mld zł. To wynik, który przełożył się na wzrost sprzedaży o 2,9 proc. like-for-like bez udziału paliw. Marka uruchomiła w tym czasie 3 supermarkety o łącznej powierzchni 4,6 tys. mkw., a w następnych dwóch kwartałach planuje kolejne otwarcia.
Kluczowe w minionym półroczu było oświadczenie Intermarché o planach zawarcia sojuszu zakupowego z marką Auchan Polska. W maju br. sieci poinformowały o nawiązaniu współpracy partnerskiej, której celem jest utworzenie długoterminowego sojuszu zakupowego – unikatowej formy współpracy na polskim rynku. Sieci handlowe złożyły dwa wnioski do Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o zgodę na koncentrację.
Intermarché aktywnie uruchamiało kolejne inicjatywy i akcje promocyjne dla klientów – od stycznia do czerwca włącznie marka przeprowadziła w sumie ponad 20 tys. promocji. Wśród nich były m.in. obniżki cen regularnych kilkuset produktów, kampania „Ceny WOW” oraz szereg specjalnych limitowanych ofert dla członków programu „Moje Intermarché”. Program lojalnościowy sieci cieszy się coraz większym zainteresowaniem klientów, jego grono wzrosło w I półroczu o ponad 150 tys. użytkowników, a w sumie liczy on aż 770 tys. zarejestrowanych członków. Jak wskazuje sieć, aż 23 proc. transakcji zrealizowanych od stycznia do czerwca, zostało przeprowadzonych z udziałem karty „Moje Intermarché”, co wskazuje na wzrost okazywalności o 13 p.p. rok do roku. W minionym półroczu sieć zrealizowała również drugą edycję popularnej akcji „Interpunkty”, w ramach której wydała ponad 60 tys. kuponów zniżkowych. Pod koniec lutego Intermarché uruchomiło również kampanię z marką MasterChef, która obejmowała program lojalnościowy dla klientów oraz sponsoring programu MasterChef Junior.
Sieć zapowiada kolejne działania w zakresie aktywizacji klientów również w drugiej połowie roku. Już 1 sierpnia rusza nowa odsłona programu lojalnościowego „Moje Intermarché”, która wprowadzi serię nowych możliwości i promocji dla stałych klientów sieci.
Marka stale wdraża ekologiczne rozwiązania w swoich sklepach – już w 30 proc. placówek zainstalowano panele fotowoltaiczne, a w aż 70 proc. sklepów wymieniono oświetlenie na ekologicznie wydajne.
W trakcie minionego półrocza sieć pozyskała 3 nowych przedsiębiorców, 4 rozpoczęło, a 3 kolejnych zakończyło szkolenia uprawniające do uruchomienia swojego sklepu pod marką Intermarché.
W omawianym okresie sieć Intermarché uruchomiła dwie kolejne przymarketowe stacje paliw. Łącznie pod szyldem sieci funkcjonuje aktualnie 70 stacji, a w planach są kolejne otwarcia. W raportowanym okresie litraż sprzedanego paliwa wzrósł o blisko 11% like-for-like. Tym samym Intermarché umacnia swoją pozycję lidera sektora paliwowego wśród sieci handlowych.
Bricomarché utrzymuje dwucyfrowy wzrost obrotów
Zgodnie z obraną strategią rozwoju, pierwsze półrocze br. było dla sieci Bricomarché okresem dynamicznej ekspansji – w ciągu sześciu miesięcy marka otworzyła 18 sklepów z 25. planowanych na cały rok. Nowe placówki są zlokalizowane w 9 województwach. W sumie sieć Bricomarché zakończyła czerwiec z liczbą 210. sklepów na terenie całej Polski. Sprzedaż wszystkich punktów sprzedaży wyniosła 2,1 mld złotych, co przełożyło się na 13,8 proc. wzrost rok do roku.
Sieć realizuje również rozwój w przestrzeni technologicznej. Bricomarché wdrożyło nowoczesny system ERP SAP S/4HANA w centrali zakupowej oraz składach budowlanych. Kolejnym etapem będzie rozszerzenie zakresu funkcjonowania o wszystkie punkty sprzedaży prowadzone przez niezależnych przedsiębiorców. To, jak do tej pory, największe i najbardziej kompleksowe wdrożenie technologiczno-biznesowe w historii marki.
Równocześnie sieć stale doskonali oferowane rozwiązania e-commerce. Od czerwca br. wszyscy użytkownicy aplikacji zyskali możliwość dokonywania zakupów przez Internet, a już wkrótce marka udostępni w aplikacji opcję dostępu do historii paragonów. Równocześnie liczba uczestników programu lojalnościowego Moje Bricomarché dynamicznie rośnie – od początku roku wzrosła aż o 23 proc., a liczba transakcji dokonanych przez członków programu wzrosła o 170 proc. rok do roku. Co więcej, w najbardziej aktywnych sklepach transakcje te stanowią 30 proc. wszystkich dokonanych zakupów.
Bricomarché kontynuowało wspieranie lokalnych społeczności, cel wpisujący się w kluczowe wartości sieci. W marcu br. marka powróciła do programu „Nasz Nowy Dom” jako główny sponsor wspierając kolejne polskie rodziny potrzebujące jak najszybszej poprawy warunków mieszkaniowych. Bricomarché rozpoczęło także współpracę z Bartoszem Ostałowskim, jedynym na świecie profesjonalnym kierowcą sportowym prowadzącym samochód wyłącznie stopami. Marka pomaga Bartoszowi w remoncie starej stolarni, która będzie siedzibą jego zespołu, dostarczając materiały budowlane i wykończeniowe.
Bricomarché także wdraża ekologiczne rozwiązania w swoich supermarketach – już ponad 50 proc. placówek ma zainstalowane panele fotowoltaiczne, a w aż 80 proc. sklepów wymieniono oświetlenie na ekologicznie wydajne.
Sieć pozyskała w czasie od stycznia do czerwca aż 10 nowych przedsiębiorców, podczas gdy 5 kolejnych ukończyło szkolenia uprawniające do uruchomienia swojego sklepu pod marką Bricomarché, a 8 innych kandydatów jest w trakcie szkolenia.
Plany Muszkieterów na następne miesiące
– Sieć Intermarché podjęła nowatorskie działanie, jakim była decyzja o nawiązaniu sojuszu zakupowego i z takim właśnie zapałem i ambicją chce podchodzić do rozwoju przez pozostałą część roku. Niezmiennie celem Intermarché jest stać się ulubionym supermarketem Polaków, więc zgodnie z tym założeniem sieć prężnie wdraża kolejne udogodnienia i prowadzi akcje, które poprawiają doświadczenia zakupowe klientów. Z kolei Bricomarché dalej podąża ścieżką dynamicznego rozwoju, który chce kontynuować w nadchodzących miesiącach. Sieć nieustannie dąży do tego, aby zająć trzecią pozycję na polskim rynku DIY, a wszystkie podejmowane działania ją do tego zbliżają. Jako Grupa, w najbliższych tygodniach, przekroczymy pułap 400 supermarketów w Polsce, a naszą ambicją jest osiągnięcie 11 mld zł obrotów na koniec bieżącego roku. To kolejny kluczowy etap, przed dalszymi kamieniami milowymi na drodze rozwoju Grupy Muszkieterów w Polsce, do którego wspólnie dążymy – mówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce.
Sektor usług biznesowych ewoluuje w kierunku zorientowanym na szersze zastosowanie technologii, w tym automatyzacji, co wymaga skupienia się na dostarczaniu innowacyjnych rozwiązań oraz rozwijaniu kompetencji cyfrowych. Potencjał innowacyjności branży osiągnął 74,4 proc. w I kwartale 2024 r., dzięki czemu sektor umocnił pozycję wśród liderów innowacji polskiej gospodarki. Wysoki wskaźnik automatyzacji wynika z postępującej specjalizacji sektora i odchodzenia od prostych procesów transakcyjnych.
Dane Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) potwierdzają, że sektor nowoczesnych usług biznesowych przechodzi przyspieszoną transformację. Rosnące zaawansowanie usług świadczonych przez centra w Polsce doprowadziło do zmiany najważniejszych wskaźników rozwoju sektora. Oprócz wzrostu udziału sektora w polskim PKB i eksporcie, do najważniejszych trendów należą potencjał innowacyjności i poziom automatyzacji.
Liderzy innowacyjności
Według raportu ABSL „Sektor Nowoczesnych Usług Biznesowych 2024”, 74,4 proc. firm zadeklarowało, że w ciągu ostatnich trzech lat wprowadziło innowacje rozumiane jako zintegrowane produkty lub usługi, co stawia ich w gronie innowatorów. Po raz kolejny był to wynik znacznie wyższy niż średnia dla całej gospodarki. Według Głównego Urzędu Statystycznego w latach 2020-2022 działalność innowacyjną wykazało 36,1 proc. przedsiębiorstw przemysłowych i 34,2 proc. przedsiębiorstw usługowych (poprzednio 22,2 proc.). W firmach usługowych zatrudniających 250 i więcej pracowników udział firm, które wprowadziły innowacje produktowe wyniósł 23,8 proc., a innowacje w procesach biznesowych 59,9 proc.
Zwiększenie innowacyjności jest częścią strategii transformacyjnych. Sektor w Polsce ewoluuje w kierunku odchodzenia od prostych usług transakcyjnych w kierunku procesów mid-office – ich udział w sektorze po raz pierwszy przekroczył 50 proc. w I kwartale 2024 r. Polska nie jest już uznawana za lokalizację niskich kosztów w ujęciu globalnym, ale jest postrzegana przez pryzmat wysokiego poziomu innowacyjności oraz jako lokalizacja dostarczającą dobrą jakość przy rozsądnej cenie, co zadeklarowało 61 proc. respondentów ankietowanych przez ABSL. Wprowadzanie innowacji przy rozsądnych kosztach jest jedną z głównych przewag Polski nad krajami zachodnimi.
Rewolucyjny wpływ Gen AI
Rosnąca rola generatywnej sztucznej inteligencji jest jednym z najważniejszych czynników przyspieszających transformację w sektorze nowoczesnych usług biznesowych. 85,6 proc. respondentów raportu ABSL postrzega rozwój tej technologii jako szansę lub znaczącą szansę na rozwój. Gen AI zaczyna mieć wpływ na wszystkie branże tworzące sektor, znajdując zastosowanie w zautomatyzowanej realizacji prostych i powtarzalnych procesów, jak również w zwiększaniu wydajności i wykonywaniu zaawansowanych zadań. Zmiana ta jest niezbędna, aby przyciągać i zatrzymywać wykwalifikowanych pracowników, wspierać innowacje oraz utrzymać znaczenie na szybko zmieniającym się rynku. Generatywna sztuczna inteligencja wymusza adaptację firm poprzez wspieranie środowiska, w którym priorytetem są szybka reakcja, kreatywność i strategiczny rozwój.
Agnieszka Belowska-Gosławska, wiceprezeska ABSL ds. Digital & Technology zaznacza: „GenAI już jest w przedsiębiorstwach, pozostanie w nich i stanowić będzie nowy przełom. Można ją uznać i wdrożyć, lub szybko znaleźć się w tyle za konkurencją. Musimy jednak pamiętać, żeby wprowadzać te rozwiązania tam, gdzie są rzeczywiście potrzebne. Mamy tendencję do zachłyśnięcia się nowymi technologiami i dążenia do implementacji ich w każdym procesie. Wprowadzanie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji musi być zbieżne z jasno określonym celem biznesowym – wprowadzanie technologii dla technologii jest jedynie generowaniem niepotrzebnych kosztów”.
Automatyzacja w toku
Średni bieżący wskaźnik automatyzacji procesów w centrach usług biznesowych w Polsce wyniósł w I kwartale 2024 r. 21,2 proc – oznacza to wzrost o 1,8 pkt. proc. rok do roku. Analitycy ABSL prognozują, że wskaźnik ten wyniesie za pięć lat 38,7 proc.
Rozwój automatyzacji jest jednym z głównych trendów światowej ekonomii. W I kwartale 2024 r. 65,2 proc. firm wdrożyło inteligentną automatyzację procesów (IPA), a kolejne 24,1 proc. planuje to zrobić w najbliższych latach. Wśród głównych celów wprowadzania IPA znajdują się: automatyzacja kosztów (61 proc.), szybkość świadczonych usług (17 proc.) oraz poprawę jakości świadczonych usług (16 proc.).
Podobnie jak w ubiegłym roku, najczęściej wykorzystywane technologie inteligentnej automatyzacji procesów obejmują zrobotyzowaną automatyzację procesów i stanowiska pracy, interfejs programowania aplikacji, technologie zwykłego i inteligentnego optycznego rozpoznawania znaków oraz chatboty (wykorzystywane przez ponad połowę respondentów). Na tym etapie najmniej popularne są boty głosowe i wizja komputerowa. Na znaczeniu w nadchodzących latach prawdopodobnie zyskają technologie eksploracji procesów i zadań, a także BPMS (system zarządzania procesami biznesowymi).
Na tym polu wyróżnia się platforma Openkoda, która umożliwia szybsze budowanie wewnętrznych aplikacji automatyzujących procesy w firmach. Dzięki elastycznym opcjom dostosowania systemu do specyficznych potrzeb każdego biznesu firmy mogą swobodnie tworzyć aplikacje, bez obawy o vendor lock-in i jakiekolwiek inne ograniczenia. Openkoda to platforma open-source, która korzysta ze standardowych języków programowania, co pozwala na łatwą integrację i dalszy rozwój. Platforma oferuje gotowe szablony aplikacji, które mają wbudowany szereg gotowych funkcji. Na tej podstawie można nie tylko zbudować własną aplikację dużo szybciej, ale także rozszerzać ją i dopasowywać do unikalnych wymagań firmy w każdym momencie rozwoju. To rozwiązanie znacznie przyspiesza proces wdrożenia automatyzacji.
Wpływ technologii na zatrudnienie
„Inwestorzy lokują w Polsce coraz bardziej zaawansowane procesy i wyspecjalizowane projekty tworzące produkty i usługi wymagające odpowiednich kompetencji w obszarach związanych z cyfryzacją jak i kompetencji miękkich. Jedną z cech charakterystycznych centrów usług opartych na wiedzy jest zarówno wyższa produktywność, jak i innowacyjność oferowanych rozwiązań. Dane z raportów ABSL potwierdzają, że co do zasady takie jednostki cechuje wyższy współczynnik innowacyjności niż tradycyjne firmy produkcyjne, wyższe nakłady na szkolenia pracowników, innowacje oraz badania i rozwój”, informuje Dariusz Kubacki, wiceprezes ABSL ds. analiz biznesowych.
Ponieważ firmy szybko wdrażają sztuczną inteligencję i inne zaawansowane technologie w swej działalności, rośnie zapotrzebowanie na wykwalifikowanych specjalistów z dziedziny analizy danych, sztucznej inteligencji i zarządzania chmurą. Unormowanie statusu pracy zdalnej pozostałe po pandemii COVID-19 pozwala firmom w Polsce na konkurencję o talenty na globalnym rynku pracy. Pandemia udowodniła, że wirtualne zespoły mogą stanowić realną alternatywę dla fizycznych przestrzeni biurowych, pozwalając na bardziej elastyczne podejście do składu zespołu i rekrutacji talentów.
W II kwartale 2024 roku popyt na nowe mieszkania w stolicy spadł. Sprzedane zostały 2623 lokale, o 40,7 proc. mniej niż w pierwszych trzech miesiącach roku – wynika z nowego raportu CBRE i redNet Property Group. To przede wszystkim efekt wygaszenia rządowego programu „Bezpieczny Kredyt 2%” i przedłużającego się oczekiwania na kolejny. Mimo to ofertowe ceny mieszkań dalej rosną. Przeciętny koszt lokalu z rynku pierwotnego na koniec II kwartału br. wyniósł 17 806 zł/mkw., o ponad 16 proc. więcej niż rok temu. W najbliższych miesiącach prawdopodobny jest dalszy wzrost cen, ale jego tempo będzie niższe.
– Niższy popyt na mieszkania w Warszawie widoczny był już w I kwartale 2024 roku, a w II kwartale obserwowaliśmy kontynuację tego trendu. To głównie konsekwencja zakończenia rządowego programu „Bezpieczny Kredyt 2%”, oferującego subsydiowane kredyty mieszkaniowe. Wprawdzie nowy rząd zapowiedział jeszcze w styczniu 2024 roku kolejną inicjatywę wspierającą zakupy nowych mieszkań, ale termin jej wprowadzenia opóźnia się i aktualnie jest zapowiadana na styczeń 2025 roku. Poprzedni program przyspieszył decyzje zakupowe konsumentów, a oczekiwanie na kolejny obecnie odsuwa je w czasie. W związku z tym mamy teraz do czynienia z niższą sprzedażą – wyjaśnia Agnieszka Mikulska, ekspertka rynku mieszkaniowego w CBRE.
W II kwartale br. w stolicy swoich właścicieli znalazły 2623 mieszkania, a więc o 40,7 proc. mniej niż w pierwszych trzech miesiącach roku. W drugiej części roku popyt może pozostać na podobnym, a nawet niższym poziomie, chyba że pojawią się nowe czynniki stymulujące sprzedaż.
Większy wybór na rynku
W sprzedaży jest obecnie 13 tys. lokali, czyli o ok. 15 proc. więcej niż w marcu 2024 roku. W II kwartale 2024 roku deweloperzy wprowadzili na rynek 4380 mieszkań, a więc podobną liczbę jak w poprzednich trzech miesiącach. W związku z tym, że popyt był niższy, potencjalni nabywcy mieszkań mogą teraz wybierać z szerszej oferty. To dobra wiadomość dla kupujących, ale deweloperzy muszą liczyć się z wydłużonym czasem sprzedaży.
Mieszkania drożały
Przeciętna cena ofertowa nowego mieszkania na koniec II kwartału 2024 roku wyniosła 17 806 zł/mkw. W skali roku to wzrost o 16,4 proc., przy inflacji równej 2,6 proc. w czerwcu 2024 roku. Z kolei średni koszt mieszkań po raz pierwszy wprowadzonych do sprzedaży osiągnął rekordową wysokość 17 971 zł/mkw. Jednocześnie zwiększa się różnica pomiędzy cenami lokali pozostających w ofercie a sprzedanych. Za mieszkania, które zostały kupione w II kwartale bieżącego roku nabywcy płacili przeciętnie 16 269 zł/mkw. Może to oznaczać, że coraz wyższe poziomy cen ofertowych przestają być osiągalne dla typowego klienta.
– W najbliższych miesiącach wysoce prawdopodobny jest jeszcze wzrost cen wynikający między innymi z wyprzedaży tańszych mieszkań, choć jego tempo będzie niższe. Możliwa jest również dalsza odbudowa oferty, ale niska sprzedaż może wpłynąć na opóźnienie decyzji o uruchamianiu nowych projektów. Dla rynku ważne będą również zmiany legislacyjne, nie tylko stymulujące popyt, jak zapowiadany program subsydiów, ale także te oddziałujące na podaż. Na przykład wchodząca stopniowo w życie reforma planistyczna czy nowe warunki techniczne dla budynków, w przypadku których wniosek o pozwolenie na budowę zostanie złożony od 1 sierpnia 2024 roku – dodaje Agnieszka Mikulska, CBRE.
Inwestorzy instytucjonalni w stolicy
Warszawa jest największym rynkiem mieszkaniowym w Polsce zarówno dla klientów indywidualnych, jak i dla inwestorów instytucjonalnych lokujących środki w mieszkania. Obecnie wynajmowanych na rynku PRS (Private Rented Sector) jest w stolicy blisko 8,4 tys. lokali, a plany inwestycyjne dotyczą kolejnych 5,8 tys. Aktywność inwestorów PRS opiera się głównie o współpracę z deweloperami, którzy przenoszą na nich własność nowych budynków oddawanych do użytku. W II kwartale 2024 roku w stolicy sfinalizowane zostały dwie takie transakcje.
Rekordowy poziom skonsolidowanych przychodów: 938,1 mln zł (+12,9 % r/r)
Skonsolidowany zysk netto wzrósł do 463,0 mln zł (+10,0% r/r) pomimo zwiększonych wydatków marketingowych i rosnących kosztów zatrudnienia
Wzrost liczby nowych klientów o 232,3 tys. (+38,9% r/r) przy jednoczesnym skokowym wzroście liczby aktywnych klientów do 462,7 tys. (+50,5% r/r) na koniec pierwszego półrocza 2024
Wysoka zmienność na rynkach finansowych i obserwowane w II kwartale korekty trendów, przełożyły się na większą aktywność transakcyjną klientów. Liczba zawartych kontraktów CFD w lotach wzrosła o 8,7% r/r do 3,93 mln lotów przy rentowności na lota sięgającej 239 zł (+3,9% r/r)
XTB kontynuuje transformację z brokera CFD w uniwersalną aplikację inwestycyjną, która docelowo stanie się głównym wyborem klientów w Europie
Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, XTB pracuje nad wzbogaceniem swojej oferty o obligacje, konta IKE oraz wirtualny portfel z kartą wielowalutową, które pojawią się jeszcze w tym roku
W ramach działań marketingowych, których celem jest wzmocnienie rozpoznawalności marki na świecie, XTB podpisała umowę z nowym ambasadorem, a spoty z jego udziałem pojawią się jeszcze w tym roku
W I półroczu 2024 roku XTB wypracowało rekordowe przychody z działalności operacyjnej na poziomie938,1 mln zł (I półrocze 2023 r.: 830,7 mln zł). Zysk netto wyniósł 463,0 mln zł wobec 421,0 mln zł rok wcześniej. Oznacza to, że spółka jest w stanie generować powtarzalny, rosnący wynik netto pomimo rosnących kosztów, które w pierwszym półroczu wzrosły o 68,8 mln zł do 410,4 mln zł. Wzrost związany jest z dynamicznym rozwojem firmy i wynika głównie ze zwiększonych wydatków marketingowych, wzrostu kosztów pracowniczych oraz prowizji zapłaconych dostawcom usług płatniczych za pośrednictwem których klienci deponują swoje środki na rachunkach transakcyjnych.
Analizując przychody XTB pod kątem klas instrumentów odpowiedzialnych za ich powstanie, można stwierdzić, że najbardziej dochodową klasą aktywów były CFD oparte na towarach – stanowiły 48,2% w strukturze przychodów (vs. 38,5% w I półroczu 2023 r.). Jest to konsekwencja m.in. dużej dochodowości na instrumentach CFD opartych na notowaniach ceny złota, gazu ziemnego oraz kakao. Drugą najbardziej dochodową klasą aktywów były instrumenty CFD oparte na indeksach, któych udział w strukturze przychodów sięgnął 37,2% wobec 51,8% rok wcześniej. To konsekwencja dużej dochodowości na instrumentach CFD opartych o amerykański indeks US 100, niemiecki indeks akcji DAX (DE40) czy też amerykański indeks US 500. Przychody na instrumentach CFD opartych o waluty stanowiły 10,3% wszystkich przychodów, wobec 7,7% rok wcześniej. Najbardziej dochodowymi instrumentami finansowymi w tej klasie były instrumenty CFD oparte o kryptowalutę bitcoin, o parę walutową USDJPY oraz o kryptowalutę ethereum.
– Pierwsze półrocze jest rekordowe pod wieloma względami. W 6 miesięcy tego roku wypracowaliśmy przychody większe niż w całym 2020 czy 2021 roku, co pokauje skalę wzrostu XTB w ostatnich latach. Jest to dowód na to, że nasz model biznesowy działa jak dobrze naoliwiona maszyna, pozwalając Spółce generować powtarzalne, rosnące wyniki. Szczególnie cieszy nas 50-procenowy wzrost liczby aktywnych klientów – jest to dowód na to, że zainteresowanie inwestowaniem, czy to pasywnym czy to aktywnym, stale rośnie. To dla nas dobry prognostyk w kontekście planowanego uruchomienia produktów emerytalnych pod koniec roku – komentuje Paweł Szejko, Dyrektor Finansowy i Członek Zarządu XTB.
Skokowy wzrost liczby klientów i ich aktywności inwestycyjnej
W pierwszym półroczu 2024 roku, XTB pozyskało 232,3 tys. nowych klientów, czyli znacząco powyżej kwartalnego celu zakładającego przyrost o 65-90 tys. klientów. Na koniec czerwca, z platformy inwestycyjnej i aplikacji mobilnej XTB korzystało łącznie 1,11 mln klientów w porównaniu z 762,6 tys. na 30 czerwca poprzedniego roku. Z kolei w lipcu 2024 r. do grona klientów XTB dołączyło kolejne 36,2 tys. nowych inwestorów.
Skokowo wzrosła również liczba aktywnych klientów – w I półroczu wyniosła ona 462,7 tys. w porównaniu z 307,5 tys. na koniec pierwszego półrocza 2023 roku. Przełożyło się to na zwiększenie wolumenu obrotu klientów na instrumentach CFD wyrażonego w lotach – w I półroczu 2024 r. wzrósł on do 3,93 mln transakcji wobec 3,61 mln w analogicznym okresie 2023 roku (wzrost o 8,7%). Rentowność na lota w I półroczu 2024 roku wzrosła o 3,9% i wyniosła 239 zł.
Transformacja w uniwersalną aplikację inwestycyjną
XTB kontynuuje transformację z brokera CFD w uniwersalną aplikację inwestycyjną, która docelowo stanie się głównym wyborem klientów w Europie oferując wydajne sposoby zawierania transakcji, inwesowania i oszczędzania, a jednocześnie natychmiastowy dostęp do pieniędzy. Transformacja jest widoczna w preferencjach nowych klientów, którzy już niemal w 80% zaczynają inwestowanie od zakupu akcji, ETFów czy stworzenia własnych Planów Inwestycyjnych.
Po zaoferowaniu przez XTB swoim klientom oprocentowania ich wolnych środków, wartość depozytów netto wzrosła o 111% i osiągnęła 3,80 mld zł na koniec pierwszego półrocza 2024 w porównaniu z 1,80 mld zł rok wcześniej.
Plany produktowe i ekspansja zagraniczna
Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, XTB intensywnie pracuje nad wzbogaceniem swojej oferty produktowej, co pozwoli na dotarcie do większej liczby potencjalnych klientów. Pod koniec września, inwestorzy pasywni zyskają możliwość inwestowania w obligacje skarbowe i korporacyjne, których emitentami są kraje takie jak Polska, USA czy Niemcy oraz renomowane, globalne przedsiębiorstwa o relatywnie stabilnym ratingu (od AAA do BBB-). Zakup obligacji będzie możliwy już od małych kwot, dzięki zastosowaniu mechanizmu inwestowania ułamkowego.
Przełom III i IV kwartału 2024 roku to planowany debiut produktu długo wyczekiwanego przez polskich inwestorów – konta IKE. W związku z rosnącym zainteresowaniem inwestowaniem długoterminowym, oferta produktów emerytalnych będzie rozwijana także na innych rynkach, w tym w Wielkiej Brytanii, gdzie XTB uzyskała już licencję ISA Manager.
Końcówka roku będzie szczególnie intensywna pod względem nowości produktowych – w ofercie pojawi się wirtualny portfel wraz z multiwalutową kartą, który umożliwi klientom korzystającym z aplikacji mobilnej XTB dokonywanie płatności i przelewów, transakcji kartowych czy wymianę walut.
W 2025 roku i w kolejnych latach, XTB planuje dalsze wzbogacanie swojej oferty produktowej.
XTB intensywnie pracuje również nad uzyskaniem niezbędnych licencji i zezwoleń oraz przygotowaniu infrastruktury technologicznej do rozpoczecia działalności w Brazylii oraz Indonezji. Zgodnie z założeniami, na początku 2025 roku możliwe będzie rozpoczęcie działalności XTB w Indonezji. Spółka jest obecnie w trakcie pozyskiwania licencji w Brazylii. Zgodnie z oczekiwaniami, proces też może potrwać do 2025 roku.
Mijający tydzień przyniósł wzrost napięć geopolitycznych na co zareagowała w końcu ropa naftowa niwelując ostatnią serię strat. Brent potaniała do 78 USD po czym odbiła do 81,5 USD. Wzrost jednak jest jak na razie chwilowy, bo cena dzień po wydarzeniach na Bliskim Wschodzie spadła poniżej pułapu 80 USD. Na Wall Street dominują spadki. SP500 zdołał zniżkować poniżej lokalnych dołków i indeks znalazł się najniżej od 14 czerwca. Dow Jones „wyrysował” formację podwójnego szczytu. W odwrocie jest również technologiczny Nasdaq100. Jesteśmy po kwartalnych wynikach medialnych spółek wchodzących w skład „Wspaniałej Siódemki”. Ceny większości z nich wciąż jednak znajdują się w korekcie technicznej. W Japonii bank centralny podniósł po raz drugi poziom stóp procentowych, Bank Anglii obniżył je a Fed przygotował grunt pod wrześniową redukcję kosztu pieniądza. Mocno spadły rentowności amerykańskich obligacji. 2 letnie papiery znalazły się najniżej od maja 2023 roku. Rynek po ostatnim posiedzeniu FOMC w pełni zaczął wyceniać aż trzy ruchy Rezerwy Federalnej w tym roku (wrzesień, listopad, grudzień). Eurodolar spadł na moment poniżej 1,08. po czym odbił zdecydowanie po słabym raporcie NFP. Złoto kieruje się w stronę historycznych rekordów.
Trochę nerwowości na rynku ropy naftowej wprowadziła informacja o zabójstwie przywódcy Hamasu w Teheranie, a tak naprawdę doniesienia o planowanym odwecie ze strony Iranu. Rynek w pewnym stopniu zaczął obawiać się, że konflikt rozszerzy się na sąsiednie kraje. Obawy dotyczą też cieśniny Ormuz i jej ewentualnej blokady. Przez nią przechodzi od 15 do 20 proc. globalnej podaży surowca. Jednodniowy wzrost ceny ropy naftowej był imponujący (środa). Koniec tygodnia przyniósł jednak ponowną dominację sprzedających. Fundamentalnie widać wzrost popytu ze strony USA (ostatnie dane wskazały na mocny spadek zapasów ropy ale również benzyny). To efekt wakacyjnych podróży. Z drugiej strony rozczarowujący raport ISM dla amerykańskiego przemysłu wlał obawy o zapotrzebowanie w kolejnych miesiącach.
Wspomniane dane przyczyniły się również do wzrostu obaw o kondycję gospodarki USA. Indeks ISM spadł do najniższego poziomu od lutego. Można powiedzieć, że ten sektor globalnie znajduje się w dekoniunkturze. W Europie wskaźniki PMI cały czas utrzymują się poniżej granicznego poziomu 50 pkt. Chińskie odpowiedniki także wskazują na regres.
Rynek pracy pokazał ponownie oznaki spowolnienia. Tym razem są one mocne. Zmiana w sektorze pozarolniczym wyniosła jedynie 114 tys. Szacunki wskazywały wyższy poziom (175 tys.). Poprzedni odczyt uległ rewizji w dół co też jest złą informacją. Negatywnie zaskoczył wzrost stopy bezrobocia do 4,3 proc. (prognozowano stabilizację na poziomie 4,1 proc.). Dolar w pierwszej reakcji osłabił się a 2-latki amerykańskie (ich rentowności spadły w okolice 3,9 proc.
Powell przyznał, że teraz nie tylko ryzyko inflacji jest kluczowe. Fed coraz mocniej zwraca uwagę na rynek pracy i podkreśla, że pomału następuje zrównoważenie podwójnego mandatu. Oznacza to jedno, teraz Fed nie tylko koncentruje się na danych CPI oraz PCE ale także z uwagą śledzi sytuację zatrudnienia. Można uznać, że Fed dostrzega, że w gospodarce zapaliła się żółta, ostrzegawcza lampka. Instytucja nie chce mocniejszego spowolnienia, dlatego też wrzesień w ocenie decydentów jest realnym terminem luzowania warunków monetarnych (ale nie zostało to wprost zakomunikowane). Dowiedzieliśmy się również że lipcowe posiedzenie przyniosło dyskusję na ten temat. Pierwszy raz powiedziano o tym otwarcie.
Wall Street powinna zyskiwać, ponieważ teoretycznie zapowiedź obniżek jest dobrą informacją dla rynku akcyjnego. Prawdopodobnie zostały one jednak w dużej mierze już wycenione i otrzymujemy przeciwną reakcję. Zaczynają dominować obawy o spowolnienie gospodarki USA. Rynek widzi, że Fed na to zwraca uwagę i zaczyna to podkreślać coraz mocniej. Nerwowość rynkowa jest zobrazowana wzrostem indeksu VIX powyżej 20 pkt. Przedstawia on implikowaną zmienność na opcjach opartych o indeks SP500. VIX znalazł się najwyżej od kwietnia, kiedy wiosną awersja do ryzyka była wywołana geopolityką.
Alphabet oraz Tesla rozczarowały wynikami (te informacje otrzymaliśmy w tygodniu 19-23 lipca). Akcje producenta samochodów doświadczyły przeceny o ponad 12 proc. To największy jednodniowy spadek od 2020 roku. Microsoft zawiódł przychodami z inteligentnej „chmury” Azure. Firma Meta Platforms wprowadziła nieco optymizmu z racji lepszych od założeń liczb za drugi kwartał co dało odbicie ceny na otwarciu czwartkowego handlu. Akcje Apple również zyskały w handlu posesyjnym co jest pokłosiem lepszych przychodów – wzrost o 5 proc. rok do roku. Gorzej radziły sobie po wynikach „papiery” Amazon.com co można było tłumaczyć słabszym przychodem w ostatnim kwartalnym okresie. Zawiodły też prognozy na najbliższe miesiące. Raport głównego przedstawiciela AI, spółki Nvidia, poznamy dopiero pod koniec sierpnia. Notowania akcji wszystkich wymienionych firm znajdują się w korekcie technicznej. Do historycznych rekordów najdalej ma firma Elona Muska a najbliżej przedsiębiorstwo Zuckerberga. Ogólnie widać, że napompowane powietrze z popularnych spółek uchodzi. Inwestorzy widzą, że nakłady inwestycyjne na infrastrukturę związaną ze sztuczną inteligencją są coraz większe a na przychody z niej będziemy musieli trochę poczekać. Widać, że biznes związany z oprogramowaniem lekko spowalnia a zyskuje sektor producentów chipów, czego dowodem jest (chwilowy) „wystrzał” akcji AMD.
Dzisiejsze dane z amerykańskiego rynku pracy dosłownie zatrzęsły kursami waluty zza oceanu. Szwajcarzy kontrolują poziom inflacji konsumenckiej. Czesi po raz szósty obniżają koszt pieniądza.
Dane vs technika
Niezwykle ciekawa sytuacja rozgrywa się na „edku”, gdzie technicznie od dwóch tygodni pozostawaliśmy w trendzie spadkowym. Wczoraj opór w postaci linii trendu zniżkowego po raz kolejny stał się hamulcem deprecjacji dolara względem euro. Miało to miejsce po recesyjnych odczytach PMI i ISM dla przemysłu.
Dziś jednak, po danych z amerykańskiego rynku pracy, opór nie wytrzymał. Niższa od oczekiwanej zmiana zatrudnienia zarówno w sektorze pozarolnicznym, jak i prywatnym, w połączeniu ze wzrostem bezrobocia z 4,1% do 4,3%, gwałtownie osłabiła dolara. Powyższe są poważnymi argumentami dla FED na obniżkę kosztu pieniądza, o której w środę wspominał Jerome Powell. Wskazuje na to chociażby zmiana o 190 stopni prognoz co do cięć stóp procentowych w USA. Zgodnie z narzędziem FedWatch Tool prawdopodobieństwo na wrześniową obniżkę o 50 p.b. to 66%. Przypomnę, że jeszcze wczoraj na stole była jedna obniżka. Ciekawie wyglądają także rentowności amerykańskich obligacji, gdzie dwu- i dziesięciolatki spadły poniżej 4%. W momencie pisania tekstu rentowności obligacji 10-letnich to 3,82%. Kurs EUR/USD o godzinie 15:00 dochodzi do 1,09 USD (rano było to 1,079 USD).
Jak w szwajcarskim zegarku!
Helweci od ponad roku utrzymują inflację w celu Szwajcarskiego Banku Narodowego, który jest przedziałem od 0 do 2%. Dzisiejsze odczyty dynamiki cen konsumenckich były dokładnie takie, jak zakładano. W ujęciu rocznym ceny rosły o 1,3%, natomiast w stosunku do poprzedniego miesiąca odnotowano spadek o 0,2%. Dane zgodne z rynkowym konsensusem nie doprowadziły do zmienności na wykresach franka, który – jako tzw. bezpieczna przystań – ostatnio umacnia się na szerokim rynku. Jest to oczywiście związane z eskalacją napięć na Bliskim Wschodzie. W piątek do południa kurs CHF/PLN pozostawał powyżej wsparcia 4,54 PLN, dochodząc momentami do lokalnego maksimum przy 4,57 PLN.
Umocnienie CZK mimo cięcia stóp
Czesi kontynuują cykl obniżek stóp procentowych. Wczoraj za naszą południową granicą koszt pieniądza spadł z 4,75% do 4,50%. Ruch był zgodny z oczekiwaniami i wyniósł 25 punktów bazowych. Dla rynków okazało się to bardzo istotne. Dlaczego? Po pierwsze, poprzednie cztery obniżki były dwukrotnie większe (50 p.b.). Po drugie, pamiętamy jak miesiąc temu eksperci spodziewali się pojedynczego ruchu (o 25 p.b.), a Narodowy Bank Czech zaskoczył ruchem podwójnym. O tym, że inwestorzy docenili lipcowy „brak niespodzianki” świadczy zachowanie korony czeskiej, która pomimo cięcia stóp umocniła się do euro, dolara czy złotego. Kurs CZK.PLN dotarł do poziomu 0,17 PLN. W piątek obserwujemy delikatne odreagowanie wczorajszego ruchu.
Deweloperzy wytracili impet? Poziom sprzedaży wrócił do stanu z 2022 roku. Podsumowanie lipca na rynku deweloperskim.
Deweloperzy działający na 7 głównych rynkach nie mogą się poszczycić najlepszymi wynikami w lipcu. W pierwszym miesiącu wakacji sprzedali niespełna 3 tys. mieszkań. To o 3% mniej niż w maju i o 40% mniej niż rok wcześniej. I chociaż wprowadzili mniej nowych lokali niż w czerwcu, to w największych ośrodkach miejskich oferta mieszkań deweloperskich sięga łącznie już niemal 51,5 tys., czyli najwięcej od drugiej połowy 2017 roku. W takiej sytuacji kupujący mogą liczyć na stabilizację cen, a nawet niewielkie promocje.
Deweloperzy nie przekuli nieco lepszej sprzedaży z czerwca w stosunku do maja na dobre wyniki w pierwszym miesiącu wakacji. 3 tys. sprzedanych lokali na 7 rynkach głównych to wynik potencjalnie najniższy od stycznia 2023 roku.
Tendencje, które obserwujemy na 7 największych rynkach od początku 2024 r., wyniki lipcowego monitoringu rynku Otodom Analytics tylko potwierdziły. Oferta mieszkań deweloperskich dynamicznie rośnie, sprzedaż spada, przeciętne ceny mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie delikatnie rosną – zaznacza Katarzyna Kuniewicz, Head of research Otodom Analytics.
Warszawa i Kraków napędzają sprzedaż
Zdecydowanym liderem pod względem sprzedaży w lipcu okazała się Warszawa. Stołeczni deweloperzy sprzedali ponad 1,1 tys. mieszkań, czyli o jedną czwartą więcej niż w czerwcu. Tym samym odpowiadali za aż 38% łącznej sprzedaży na siedmiu rynkach głównych. Drugie miejsce należało do Krakowa, w którym kupujący zdecydowali się na zakup 443 mieszkań – o 15% więcej niż miesiąc wcześniej.
W pozostałych największych ośrodkach miejskich widoczne były spadki – od 14% w Trójmieście, przez 20% w Łodzi i 30% w Poznaniu. Na samym końcu stawki uplasowały się Katowice sprzedażą na poziomie 100 lokali, czyli wynikiem o 50% niższym niż w czerwcu. W ujęciu rocznym również widać utrzymującą się tendencję spadkową. Deweloperzy w Katowicach, Łodzi i Warszawie sprzedali o ok. 30% mniej mieszkań niż w lipcu 2023 roku, we Wrocławiu i w Poznaniu o 30%-40% mniej, a w Krakowie i Trójmieście ponad 50% mniej.
Zaskakująca podaż w Krakowie
Czy w obliczu spadków sprzedaży deweloperzy wstrzymują się z uruchamianiem nowych inwestycji? To zależy gdzie. Mniejsza liczba mieszkań względem czerwca została wprowadzona na trzech rynkach: warszawskim, wrocławskim i trójmiejskim. Natomiast w granicach okolicach Krakowa, Łodzi, Poznania i Katowic pojawiło się więcej lokali niż miesiąc wcześniej. Łącznie w lipcu deweloperzy wprowadzili na rynek o 10% mniej nowych mieszkań m/m, ale o 4 % więcej w stosunku do ubiegłego roku.
Mimo że wolumen nowej podaży na siedmiu głównych rynkach jest mniejszy niż w poprzednim miesiącu jest to wynik, który z powodu dużego zróżnicowania sytuacji na poszczególnych rynkach wymyka się jednoznacznej ocenie. A na szczególną uwagę zasługuje Kraków, który pod względem nowej podaży otarł się w lipcu o rekord – podkreśla Katarzyna Kuniewicz.
Z jakiego powodu sytuacja w stolicy Małopolski przykuwa uwagę ekspertów? W pierwszym miesiącu wakacji działające tam firmy deweloperskie uruchomiły sprzedaż ponad 1,4 tys. mieszkań, przebijając tym samym wynik Warszawy. Wyższą miesięczna podaż w Krakowie monitoring Otodom Analytics odnotował dotychczas tylko w kwietniu 2021 roku.
Warto przypomnieć, że także czerwiec zakończył się w Krakowie wysoką liczbą wyprowadzeń (prawie 1,2 tys. lokali), co spowodowało że w ciągu dwóch ostatnich miesięcy tamtejsza oferta mieszkań deweloperskich wzrosła o 36%, do poziomu 7,4 tys. lokali. – dodaje ekspertka Otodom Analytics.
Należy zwrócić uwagę, że widoczna przewaga nowych mieszkań trafiających na rynek nad poziomem sprzedaży spowodowała we wszystkich miastach wzrost wskaźnika czasu wyprzedaży (parametru liczonego na podstawie wysokości oferty i aktualnej sprzedaży, pokazującego, czy na danym rynku nie występuje nadpodaż bądź niedobór mieszkań). Póki co w Krakowie kształtuje się on na poziomie 6 kwartałów, a więc sytuacja w tym mieście może być uznana za dobrą. Podobnie – w Warszawie i Trójmieście, gdzie czas wyprzedaży mieści się w przedziale 4 – 4,5 kw. Z kolei nadpodaż i wskaźnik wyprzedaży przekraczający 7,5 kwartału widoczna jest w Łodzi, Katowicach i Poznaniu.
Dalsza stabilizacja cen
Ceny mieszkań deweloperskich są na w miarę stabilnym poziomie. W lipcu lekkie wzrosty widoczne były w Katowicach, Łodzi i Trójmieście. Za to największą obniżkę, sięgającą 1,3% odnotowano w Poznaniu, gdzie koszt mkw. spadł do ok. 12,5 tys. zł.
Ile trzeba było zapłacić za nowe mieszkanie w lipcu? Niezmiennie najwięcej, bo 17, 4 tys. zł/mkw. w Warszawie. Nabywcy w Krakowie musieli się liczyć z wydatkiem rzędu 15,6 tys.zł/mkw., a w Trójmieście ok. 14,8 tys. zł/mkw. Miastem z najtańszą ofertą wciąż pozostaje Łódź, w której za mkw. mieszkania przyjdzie zapłacić ok. 11,3 tys.zł. Mimo uspokojenia cen, eksperci zwracają uwagę, że to ich rekordowy poziom może być jedną z przyczyn wakacyjnego uspokojenia na rynku deweloperskim.
Dla części kupujących wysokie ceny nieruchomości mogą być dużą przeszkodą. Dlatego wstrzymują się z decyzją o zakupie własnego M do czasu ogłoszenia szczegółów nowego programu dopłat do kredytów hipotecznych, który ułatwi im zakup wymarzonego mieszkania. Jednak w ostatnich miesiącach widać, że deweloperzy zmienili trochę podejście – pojawiły się czasowe promocje, a skłonność do negocjacji cenowych wzrosła – podsumowuje Marcin Krasoń, ekspert rynku mieszkaniowego, Otodom Analytics.
W czwartek zarówno Bank Anglii, jak i Czeski Narodowy Bank podjęły decyzję o obniżkach stóp procentowych. Decyzje zgodne z oczekiwaniami, a jednak patrząc na notowania walut, budzące pewne emocje. W tle rosną szanse na serię obniżek stóp w USA jeszcze w tym roku.
Wielka Brytania obniża stopy procentowe
Zgodnie z oczekiwaniami doszło wczoraj do obniżki stóp procentowych na Wyspach Brytyjskich. Nowy poziom stopy procentowej to 5% i jest to spadek o 0,25%. Trzeba pamiętać, że Bank Anglii jako jedyny z głównych banków centralnych publikuje wyniki głosowania od razu po decyzji. Za obniżką głosowało 5 członków gremium decyzyjnego, za utrzymaniem 4. Wygląda zatem na to, że całość odbyła się jednym głosem, co pokazuje brak jednomyślności. Rynki oczekiwały takiego rozkładu głosów. Zatem nie dziwi, że część inwestorów liczyła na to, iż jedna osoba z piątki zmieni zdanie i do obniżki nie dojdzie. Dlatego też po samej decyzji rozpoczął się ruch przeceniający funta, który trwa zresztą do dzisiaj rana, kiedy to pisany jest ten tekst.
Czesi zgodnie z oczekiwaniami
Czesi kontynuują cykl obniżek stóp procentowych. Na wczorajszym posiedzeniu obyło się bez niespodzianek i główna stopa procentowa spadła z 4,75% na 4,5%. Jest to 6 decyzja o obniżce z rzędu. W ramach tych 6 ruchów stopa procentowa spadła z poziomu 7% na 4,5%. Warto zaznaczyć, że Czechy zaczęły obniżki stóp, gdy Polska obniżyła już z 6,75% na 5,75%. Jednak od tego czasu stopa procentowa w Polsce pozostaje na niezmienionym poziomie, a w Czechach sukcesywnie spada. Obecnie stawka czeska jest zaledwie 0,25% powyżej tej dla strefy euro. Można zatem oczekiwać, że tempo obniżek nie zostanie utrzymane. Wczoraj po decyzji byliśmy świadkami silnego umocnienia korony czeskiej. Część inwestorów liczyła na silniejszą obniżkę.
Słabsze dane z USA
Wczoraj zobaczyliśmy kolejny słabszy odczyt z amerykańskiego rynku pracy. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych osiągnęła 249 tysięcy i pozostaje w tendencji wyraźnie wzrostowej. Rosnąca liczba wniosków sugeruje, że możemy spodziewać się wkrótce wzrostu stopy bezrobocia. Słabsza kondycja rynku pracy powoduje z kolei, że mamy kolejny sygnał potencjalnie przyspieszający obniżki stóp procentowych za oceanem. Jeżeli rynek pracy ma się słabo, Rezerwa Federalna tym chętniej będzie obniżać stopy procentowe, by nikt nie przypisał jej odpowiedzialności za falę bezrobocia, wywołaną wysokim kosztem pieniądza. Widać to w kwotowaniach kontraktów terminowych na stopę procentową, gdzie rosną szanse na kolejne obniżki po wrześniu. Obecnie dominuje scenariusz jeszcze 3 obniżek w tym roku, po jednej na posiedzenie.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl
Lipiec okazał się dobrym miesiącem dla lidera polskiego rynku żywności ekologicznej.Bio Planet po raz kolejny odnotowuje wzrost sprzedaży i potwierdza swoją pozycję na rynku. Wlipcu 2024 rokuSpółka osiągnęła sprzedaż na poziomie20,6 mln złotych, oznacza to wzrost o 27% w stosunku do sprzedaży w lipcu 2023 roku, która wyniosła 16,2 mln złotych. Po 7 miesiącach sprzedaż jest wyższa o 10% w porównaniu do tego samego okresu w 2023 roku. Spółka nie osiada na laurach i zapowiada rozwój kolejnych obszarów.
„Lipiec okazał się dla Spółki bardzo dobrym miesiącem, jeśli chodzi o sprzedaż. Kontynuujemy dobrą passę potwierdzając tym samym naszą pozycję lidera. W stosunku r/r poprawiliśmy sprzedaż o 27% osiągając poziom 20,6 mln złotych. Dobre wyniki motywują nas do dalszego rozwoju, poszerzania oferty i zdobywania kolejnych rynków. W najbliższych miesiącach chcemy skupić się między innymi na zwiększeniu eksportu, Katar jest naszym przykładowym odbiorcą poza Unią Europejską, liczymy, że w najbliższym czasie będziemy mogli powiedzieć o kolejnych partnerach. Drugim ważnym dla nas obszarem jest dalszy rozwój usługdropshippingowych. Jesteśmy przekonani, że równoległy rozwój tych dwóch obszarów zapewni spółce stabilność i możliwość dalszych wzrostów” – mówi Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.
Sprzedaż narastająco po 7 miesiącach osiągnęła 161,0 mln złotych i jest wyższa o 10 % w stosunku do sprzedaży po 7 pierwszych miesiącach 2023 r., która wyniosła 146,7 mln zł.
Giełdy spadają. Nasdaq Composite stracił wczoraj 2,3 proc., SP500 1,4 proc. a Dow Jones 1,2 proc. Źle pod kątem technicznym wygląda sytuacja na niemieckim DAX-ie. Jego przecena wyniosła podczas czwartkowego handlu -2,3 proc. Dominacja niedźwiedzi była widoczna również na GPW. Na FX złoty stracił względem dolara oraz euro ale zyskał w relacji do GBP, co było pokłosiem decyzji BoE o obniżce stóp procentowych. Nastroje pogorszyły się po rozczarowującym raporcie ISM dla amerykańskiego przemysłu, który okazał się najgorszy od lutego tego roku.
Wczoraj otrzymaliśmy paczkę gorszych danych z amerykańskiej gospodarki. Wall Street zareagowała na nie w negatywny sposób. Odbicie indeksów ostatniego dnia lipca okazało się chwilowe na ten moment. Wczorajsza sesja w pełni zniosła środowy ruch wzrostowy. Na wykresie Dow Jones widoczny jest układ podwójnego szczytu. Przecena na Nasdaq100 jest już w tym momencie większa od tej z wakacji ubiegłego roku. Wykres niemieckiego DAX-a wyrysował potencjalną formację RGR i teoretyczna linia szyi została naruszona. Francuski CAC40 wyrównuje minima ustanowione w okolicy połowy stycznia tego roku a aktualne spadki są już największe w całym impulsie wzrostowym, który rozpoczął się w październiku 2022 roku.
Nastroje pogorszyły się po publikacji raportu ISM dla amerykańskiego przemysłu. Indeks osiągnał wartość (46,8 pkt.) najniższą od lutego 2024 roku. Szczegóły raportu ISM wskazywały na słabość nowych zamówień i znaczny spadek zatrudnienia. Rentowności amerykańskich obligacji spadły na całej krzywej dochodowości. Kontrakty Fed Funds Futures w pełni wyceniają trzy obniżki stóp procentowych o 25 pb w tym roku. Para USD/PLN dotarła wczoraj do horyzontalnego oporu technicznego (3,99) (dołki z lipca oraz czerwca tego roku). Dziś poznamy raport z amerykańskiego rynku pracy. Oczekuje się kolejnych danych wskazujących na jego schłodzenie. Stopa bezrobocia ma ustabilizować się na poziomie 4,1 proc. a zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym wg prognoz spadła w lipcu do 175 tys. z 206 tys. w czerwcu. Widać, że na słabe dane dolar reaguje w ostatnim czasie aprecjacją a giełdy spadkami, dlatego też podobnej reakcji możemy oczekiwać dziś.
Gorzej wypadła również liczba osób starających się o zasiłek dla bezrobotnych. Poziom 245 tys. oznacza wzrost do pułapu najwyższego od prawie roku. W środę rozczarował raport ADP a subindeks zatrudnienia ISM spadł zdecydowanie z 49,3 pkt. do 43,4 pkt. Te składowe sugerują, że całkiem realne jest to, że dzisiejsze rządowe dane z rynku pracy w USA również dadzą negatywną niespodziankę. Oceniany również będzie wzrost płac. Raport NFP nabrał w tym momencie jeszcze większego znaczenia (choć zawsze był istotny) po tym, jak prezes Fed podkreślił w środę, że rynek pracy jest teraz w centrum uwagi.
Funt szterling znajduje się pod presją spadkową co jest pokłosiem decyzji BoE. Co prawda obniżka stóp procentowych z poziomu 5,25 proc. do 5,00 proc. była oczekiwana, ale rynek przed decyzją wyceniał taki ruch na poziomie ok 60 proc. prawdopodobieństwa. Głosowanie było dość wyrównane a obniżkę przeważyła decyzja Andrew Bailey-a. Komitet podkreślił, że nie ma z góry ustalonej ścieżki dalszych obniżek stóp procentowych a kolejne decyzje będą podejmowane z posiedzenia na posiedzenie. Ogólne wrażenie było zatem takie, że była to bardziej „jastrzębia” obniżka stóp, choć funt stracił w ostatecznym rozrachunku (chwilę po decyzji umacniał się). Kilkukrotnie zwrócono uwagę również, że inflacja pozostaje uparta, zwłaszcza w odniesieniu do usług, i że pod koniec roku powinniśmy ponownie zobaczyć wyższe dynamiki wzrostu cen rok do roku ze względu na efekty bazowe. W tym momencie prawdopodobne jest to, że w tym roku BoE dokona jeszcze jednej redukcji i będzie preferował ostrożne podejście.
Będą nowe opłaty dla sektora transportowego. Przedsiębiorcy: „Zapaść sektora transportowego”.
Sektor transportowy szeroko komentuje plany rządu dotyczące objęcia opłatami przejazdu przez drogi ekspresowe i drogi szybkiego ruchu samochodów o tonażu powyżej 3,5 tony. Plan zakłada objęcie opłatami nowych dróg, co znacząco wpłynie na koszty transportu krajowego i spowoduje dodatkowe obciążenia dla przewoźników drogowych. Projekt ustawy przygotowany przez Ministerstw Infrastruktury nie został dobrze przyjęty przez przedsiębiorców.
Coraz większe problemy z płynnością finansową sektora TSL
Północna Izba Gospodarcza wspólnie z Zachodniopomorskim Stowarzyszeniem Przewoźników Drogowych od miesięcy alarmują: sytuacja przewoźników drogowych w Polsce jest dramatyczna. Odbywają się protesty, a nasza instytucja zaangażowana jest w bieżący dialog z Ministerstwem Infrastruktury oraz Ministerstwem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
Plany nałożenia opłat na przewoźników drogowych w sytuacji przemieszczania się po nowych autostradach i drogach ekspresowych uważamy za kolejny cios w zmagającą się z kryzysem branżę. – Propozycja rządu dla niektórych przedsiębiorców sektora TSL była dość zaskakująca. Spodziewaliśmy się, że rządzący zrozumieją, że to nie jest czas na dodatkowe podatki i zobowiązania dla branży, która walczy o utrzymanie się na powierzchni. Przyjmujemy propozycje Ministerstwa Infrastruktury z dużym zaniepokojeniem – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
– Mamy do czynienia z poważnym kryzysem, a jak twierdzi wielu przedstawicieli tej gałęzi transportu, wręcz z jego zapaścią. Potwierdzeniem tego jest zgłaszanie restrukturyzacji przez kolejne przedsiębiorstwa transportu drogowego. Nie znamy jednak skali tego zjawiska, ponieważ nie wiemy ilu z drobnych przewoźników – a takich jest większość (posiadających 5 do 7 pojazdów) ma problemy z płynnością finansową i wobec braku ciągłości zleceń odstawiło pojazdy „pod płot”. Praprzyczyną tego stanu rzeczy jest dekoniunktura i stagnacja gospodarcza w Europie. Dlatego jestem krytykiem wprowadzania nowych obciążeń dla przewoźników właśnie teraz. Uważam, że rząd powinien poczekać na poprawę koniunktury na przewozy; wówczas nowe obciążenia mogłyby zostać przeniesione na klientów – mówi Jerzy Gębski, ekspert sektora logistycznego, Enterprise Logistics.
Sektor transportowy staje się jednym z liderów branż, w których prowadzonych jest najwięcej windykacji.
– Sprawa jest bardzo poważna. W I półroczu 2024 roku przeprowadziliśmy dwukrotnie więcej windykacji wobec sektora transportowego oraz firm logistycznych niż w całym roku 2023. Najpoważniejszy kryzys jest w mniejszych firmach, które dotychczas zajmowały się głównie kursami o mniejszej masie gabarytów oraz transportem na trasach Polska-Niemcy. Kryzys jest poważny i wiele firm zawiesza działalność – mówi windykator Grupy AVERTO Małgorzata Marczulewska.
Cios w transport krajowy
Przedstawiciele sektora TSL przyznają, że wejście w życie płat za korzystanie z autostrad i dróg ekspresowych dla samochodów o dużym tonażu będzie wiązać się z kosztami dla przewoźników drogowych.
– To jest cios przede wszystkim w transport krajowy i na pewno te zmiany będą wpływać na kondycję przedsiębiorców. Ciężko jeszcze wyliczać jak te zmiany wpłyną na frachty. Teoretycznie powinny wzrosnąć, ale przy obecnej sytuacji uważam, że to mało prawdopodobne i przedsiębiorcy będą musieli „przełknąć” podwyżkę bez przerzucania jej na klientów. Ładunków nie jest wiele, szczególnie w rozpoczętym właśnie kwartale. Obawiam się, że to będzie kolejny cios, który będzie uderzać w sektor TSL – mówi Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.
Sektorowi TSL coraz trudniej ukryć irytację trudną sytuacją, a ta niestety pogarsza się z kwartału na kwartał o czym Północna Izba Gospodarcza informuje regularnie.
– Założenia, że dodatkowe obciążenia dla firm zajmujących się przewozem drogowym, może wpłynąć na „większą równowagę” między spedycją lądową, a kolejową, brzmi trochę jak próba szukania usprawiedliwienia dla rozszerzenia przestrzeni płatnej w sektorze transportu lądowego. Jako Grupa CSL jesteśmy zwolennikami jak najszerszej promocji transportu kolejowego i intermodalnego. Ostatnie lata nie przynoszą jednak w naszym kraju rewolucji w tym zakresie – nie ma wielu inwestycji, które sprawiałyby, że transport kolejowy stanie się atrakcyjną alternatywą dla transportu drogowego – dodaje Przemysław Hołowacz, ekspert sektora TSL, dyrektor ds. rozwoju biznesu Grupy CSL.
Dopiero pod koniec tego roku miliony właścicieli domów i mieszkań dostanie pismo z gminy informujące o wysokości podatku od nieruchomości w 2025 r. Jednak już teraz wiadomo, czego mogą się oni spodziewać. Minister finansów podał bowiem maksymalne stawki, które mogą być o ok. 3% większe od tegorocznych. W niektórych gminach podwyżki mogą być jeszcze wyższe.
W Monitorze Polskim ukazało się właśnie obwieszczenie ministra finansów „w sprawie górnych granic stawek kwotowych podatków i opłat lokalnych na rok 2025”. Np. w przypadku budynków mieszkalnych maksymalna stawka podatku od nieruchomości wzrośnie z 1,15 zł do 1,19 zł, natomiast dla gruntów pod takimi budynkami – z 0,71 zł do 0,73 zł za m kw.
To raczej symboliczna podwyżka w porównaniu z tegoroczną, która – przypomnijmy – sięga aż 15-16%. Jest to efekt wysokiej inflacji, ponieważ w tym roku jest ona znacznie niższa, więc dopuszczalna „waloryzacja” podatku od nieruchomości wyniesie „tylko” ok. 3%. Dla właściciela 200-metrowego domu położonego na działce o powierzchni tysiąca metrów kwadratowych może to oznaczać konieczność zapłacenia gminie podatku od nieruchomości w wysokości 968 zł, czyli o 28 zł więcej niż w tym roku.
– Ale mamy też dobrą wiadomość. Dużo niższy podatek od nieruchomości zapłaci w przyszłym roku część posiadaczy miejsc garażowych – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.
I wyjaśnia, że obecnie wysokość stawki podatku zależy od statusu prawnego miejsca garażowego. Jeżeli jest ono przedmiotem odrębnej własności, wówczas podlega opodatkowaniu stawką właściwą dla budynków „pozostałych” – w 2024 r. nie przekracza ona 11,17 zł za m kw. Jeśli natomiast miejsce postojowe w garażu stanowi przynależność mieszkania, wówczas jest opodatkowane taką samą jak ono stawką. Tak więc w tym pierwszym przypadku stawka podatku może być dziesięciokrotnie wyższa.
– W przyszłym roku taką samą stawką podatku jak od mieszkania, czyli 1,19 zł za m kw., będą objęte wszystkie miejsca garażowe, niezależnie od ich statusu prawnego – informuje Marek Wielgo. Dodaje, że jest to efektem ubiegłorocznego werdyktu Trybunału Konstytucyjnego. Zakwestionował on stosowanie zróżnicowanych stawek podatku od nieruchomości, który muszą płacić posiadacze miejsc garażowych w budynkach wielorodzinnych. Jednak w trosce od stabilność finansów gmin, Trybunał odroczył o rok wejście w życie powyższej zasady. Oznacza to, że dopiero w 2025 r. posiadacze miejsc garażowych z wyodrębnioną własnością zapłacą stawkę „mieszkaniową”. Co ciekawe, radni Rzeszowa wprowadzili już od tego roku identyczne stawki podatku od miejsc garażowych. Ponadto stawki niższe od maksymalnej zastosowano w Opolu, Kielcach, Gorzowie Wielkopolskim i Zielonej Górze.
Ekspert portalu GetHome.pl podkreśla, że podatek od nieruchomości jest jednym z tzw. podatków lokalnych, co oznacza, że stanowi źródło dochodów gmin, a nie budżetu państwa. To gminy mają więc ostatnie słowo w sprawie wysokości stawek. Nie wolno im tylko stosować wyższych od tych, które ogłasza minister finansów. Większość gmin podnosi je jednak do maksymalnego pułapu.
Problem w tym, że dokręcaniu śruby fiskalnej towarzyszą rosnące wydatki związane z utrzymaniem mieszkania lub domu. I najpewniej to właśnie dlatego radni niektórych miast – m.in. Opola, Kielc, Rzeszowa, Gorzowa Wielkopolskiego, Torunia i Zielonej Góry – zdecydowali, że ich mieszkańcy zapłacą w tym roku niższy podatek. Władze Kielc i Opola w ogóle zrezygnowały z podwyżki.
Czy podobnie będzie w 2025 r.? W najbliższych miesiącach radni będą podejmowali uchwały w sprawie wysokości stawek. Nie można wykluczyć, że w miastach, w których są one obecnie niższe od maksymalnych, podwyżki będą wyższe od zakładanych 3%. Np. w Kielcach czysto teoretycznie może wynieść nawet 44%.
– Gminy potrzebują coraz więcej pieniędzy na zaspokojenie rosnących potrzeb. Prostym sposobem na łatanie dziury w finansach jest podniesienie podatku – przyznaje ekspert portalu GetHome.pl.
Fiskus wciąż może sztucznie wszczynać postępowania karne skarbowe wobec obywateli tylko po to, aby zawieszać bieg przedawnienia ich zobowiązań podatkowych. Ograniczona jest również możliwość weryfikowania ostatecznych decyzji fiskusa i dostęp do akt zawierających tajemnicę skarbową. Przedsiębiorcom szukającym ochrony przed takimi działaniami skarbówki pozostaje walka w sądzie.
Podatnik wiecznym dłużnikiem fiskusa
Jeżeli organy podatkowe w okresie biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego nie podjęły wobec podatnika żadnych czynności, których celem byłoby skontrolowanie prawidłowości jego rozliczeń, ewentualnie wyegzekwowanie stwierdzonych należności, to upływający czas może wzmacniać przekonanie podatnika co do prawidłowości poczynionych rozliczeń. Długi termin przedawnienia, w którym organy skarbowe mają czas na sprawdzenie podatnika, ma tę wadę, że im dłużej organy z kontrolą zwlekają, tym trudniej o jej rzetelność. Z upływem lat trudniej bowiem podatnikowi np. wykazać pochodzenie majątku. Takie przeciąganie postępowania staje się wiec swoistą pułapką także na uczciwych podatników – orzekł już w 2012 r. Trybunał Konstytucyjny. TK dodał, że choć dopuszczanie się nieprawidłowości podatkowych należy ocenić bardzo negatywnie, to nie jest to wystarczającą przesłanką do egzekwowania zobowiązań podatkowych przez dziesięciolecia (wyrok z 19 czerwca 2012 r., sygn. akt P 41/10). Podatnik nie może być wiecznym dłużnikiem Skarbu Państwa, zaskakiwanym działaniami organów skarbowych – orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie (wyrok z 22 sierpnia 2018 r., sygn. akt I SA/Sz 378/18).
Dlaczego tak się dzieje?
Stosowanie do art. 70 § 1 Ordynacji podatkowej, zobowiązanie podatkowe przedawnia się z upływem 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku. Ale fiskus ma do dyspozycji narzędzie, dzięki któremu może latami sztucznie wydłużać termin przedawnienia zobowiązań podatników. To § 6 ust. 1 tegoż artykułu, zgodnie z którym, bieg terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu, z dniem wszczęcia postępowania w sprawie o przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe, o którym podatnik został zawiadomiony, jeżeli podejrzenie popełnienia przestępstwa lub wykroczenia wiąże się z niewykonaniem tego zobowiązania.
Wystarczy więc, że nawet na dzień przed upływem ww. pięcioletniego terminu organy wydadzą postanowienie o wszczęciu postępowania karnego skarbowego wobec podatnika i mu je w tym terminie doręczą. Da to organom kolejne miesiące i lata na prowadzenie weryfikacji podatnika.
Przepis sprzeczny z Konstytucją RP
Skarbówka ma jeszcze jeden bat na podatników. To art. 70 § 8 O.p., który stanowi, że nie ulegają przedawnieniu zobowiązania podatkowe zabezpieczone hipoteką lub zastawem skarbowym, z tym że po upływie terminu przedawnienia zobowiązania te mogą być egzekwowane tylko z przedmiotu hipoteki lub zastawu. Do końca 2002 r. przepis ten, niemal w identycznym brzmieniu, nosił jednostkę redakcyjną „art. 70 § 6”. W 2013 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że jest on niezgodny z Konstytucją RP – a dokładnie z art. 64 ust. 2, czyli z zasadą równej dla wszystkich ochrony praw. Całkowicie wyłącza bowiem przedawnienie niektórych rodzajów należności podatkowych na podstawie nieuzasadnionego i arbitralnego kryterium w postaci formy zabezpieczenia tych należności podatkowych (sygn. akt SK 40/12). Choć obecnie przepis ten obowiązuje w nieco zmienionym brzmieniu jako art. 70 § 8, to jak ocenił Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 4 sierpnia 2021 r. (sygn. akt III FSK 3865/21), ww. wyrok TK należy odnosić również do tego przepisu i uznać go za niegodnego z art. 64 ust. 2 Konstytucji RP.
Ograniczony dostęp do akt sprawy
W kwestii obu tych kontrowersyjnych przepisów interweniował Rzecznik Praw Obywatelskich. Zwrócił dodatkowo uwagę, że w obecnym stanie prawnym RPO ma możliwość uzyskania dostępu do akt danej sprawy postępowania podatkowego dopiero po formalnym zgłoszeniu swojego udziału w postępowaniu przed sądem administracyjnym. RPO nie może bez tego zapoznać się z aktami, bowiem organy powołują się na tajemnicę skarbową. A to utrudnia realizację ustawowych zadań Rzecznika Praw Obywatelskich w obszarze podatkowym.
Problem jest znany, ale
RPO informował o swojej interwencji w tej sprawie w ministerstwie finansów już w 2022 roku. Jak podnosił Rzecznik, sztuczne wszczynanie przez organy postępowań karnych skarbowych jedynie w celu przerwania biegu przedawnienia zobowiązań podatkowych to praktyki stosowane przez te organy od wielu lat. Już blisko 10 lat w Trybunale Konstytucyjnym leży wniosek Rzecznika o zbadanie podstaw prawnych tych praktyk. Kolejnym problemem jest przepis art. 70 § 8 O.p. Apele RPO kolejnych kadencji o usunięcie art. 70 § 6 pkt 1 z Ordynacji podatkowej nie odnoszą skutku.
Ówczesna minister finansów zadeklarowała, że problem instrumentalnego wszczynania postępowań karnych skarbowych jedynie celem wydłużania terminu przedawnienia zobowiązań podatników jest ministerstwu znany i ma zostać rozwiązany poprzez nowelizację przepisów. Jednak zmiany zaproponowane w projekcie z 13 czerwca 2023 r. nie tylko nie naprawiły sytuacji, a wręcz ich celem było dalsze rozbudowanie i rozszerzanie instytucji przedawnienia zobowiązań podatkowych.
Są deklaracje zmian
W komunikacie z 1 lutego 2024 r. Rzecznik Praw Obywatelskich poinformował o piśmie przekazanym do nowego ministra finansów z prośbą o interwencję w tej sprawie. I tu pojawiło się światełko w tunelu. Na początku marca 2024 r. RPO otrzymał odpowiedź, w której podsekretarz stanu w MF Jarosław Neneman oświadczył, że przychyla się do postulatów Rzecznika: wyeliminowania nieprzedawnialności zobowiązań podatkowych zabezpieczonych hipoteką lub zastawem skarbowym oraz rozszerzenia zakresu dostępu RPO do akt podatkowych. Zadeklarował, że pod rozwagę zostanie wzięta również kwestia likwidacji przesłanki zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego w związku z wszczęciem postępowania w sprawie o przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe. Postulaty Rzecznika mają zostać uwzględnione przy najbliższej nowelizacji Ordynacji podatkowej.
Podsumowanie
Do czasu uwzględnienia i wypełnienia postulatów Rzecznika droga może być niestety jeszcze daleka. Podatnikom pozostaje więc nadal szukanie ochrony w sądach, które od wielu lat w takich sprawach stają na szczęście po stronie przedsiębiorców. Oczywiście tych przedsiębiorców, którzy zdecydują się na walkę z fiskusem w sądzie. A zapewne nie wszyscy się na to odważą.
Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców
Wraz z finalizacją transakcji przejęcia VeloBanku przez EBOR, IFC i Cerberus, powołana została nowa Rada Nadzorcza, której przewodniczącym został Jakub Papierski. Dodatkowo, do zarządu banku dołączył Tomasz Kubiak, który objął funkcję CFO.
Skład nowej Rady Nadzorczej VeloBanku działającej od 1 sierpnia 2024 roku to:
Jakub Papierski, Przewodniczący Rady Nadzorczej,
Sarah Clark, Członkini Rady Nadzorczej,
Lidia Luba, Członkini Rady Nadzorczej,
Roberto Nicastro, Członek Rady Nadzorczej,
Roeland Brokking, Członek Rady Nadzorczej,
Will Newton, Członek Rady Nadzorczej.
– Naszym priorytetem jest zdrowy wzrost banku i wykorzystanie dostępnych szans. Wierzę, że dzięki naszemu doświadczeniu i zaangażowaniu, jesteśmy w stanie kontynuować dynamiczny rozwój i wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań, które przyniosą korzyści naszym klientom i nowym udziałowcom. Powołany nowy CFO wnosi do VeloBanku bogate doświadczenie w zarządzaniu finansami, co pozwoli na skuteczne realizowanie strategii oraz dalsze wzmocnienie pozycji banku na rynku. Kompetencje Tomasza będą kluczowe w efektywnym zarządzaniu finansami i realizacji ambitnych celów – powiedział Jakub Papierski, Przewodniczący Rady Nadzorczej VeloBanku.
Nowa Rada Nadzorcza, złożona z profesjonalistów o bogatym doświadczeniu, odgrywa kluczową rolę
w strategicznym rozwoju oraz wzmocnieniu konkurencyjności VeloBanku na globalnym rynku finansowym. Rada będzie wspierać zarząd Banku w podejmowaniu decyzji mających na celu optymalizację operacyjną, innowacyjność produktową oraz długoterminową stabilność finansową. Doświadczenie jej członków we wdrażaniu najnowszych trendów i technologii finansowych oraz w budowaniu efektywnych struktur zarządzania ryzykiem sprawi, że VeloBank będzie w stanie skutecznie reagować na zmieniające się warunki rynkowe i umacniać pozycję fintechowego lidera w sektorze bankowym.
Tomasz Kubiak Nowym CFO VeloBanku
Oprócz nowej Rady Nadzorczej zmienił się także skład Zarządu Banku. Na stanowisko członka zarządu odpowiedzialnego za Pion Finansów został powołany Tomasz Kubiak, zastępujący tym samym Mirosława Bodę, który złożył swoją rezygnację.
Adam Marciniak, Prezes VeloBanku
– Jako VeloBank będziemy kontynuować realizację naszej strategii rozwoju, opartej na innowacyjności, digitalizacji i atrakcyjnej komunikacji. Jesteśmy przekonani, że dzięki silnej pozycji na rynku, wysokiej jakości usług i zmotywowanemu zespołowi, sprostamy wyzwaniom, które czekają na nas w przyszłości. Szerokie doświadczenie Tomka zarówno z sektora bankowego jak i e-commerce będzie dla nas świetnym wsparciem i pomoże w umacnianiu pozycji rynkowej banku, a także rozwijaniu naszego podejścia „beyond banking” – powiedział Adam Marciniak, Prezes Zarządu VeloBanku.
BIOGRAMY
Jakub Papierski, Przewodniczący Rady Nadzorczej
Jakub Papierski, bankowiec, menedżer i konsultant z 30-letnim doświadczeniem zawodowym w krajowych i zagranicznych instytucjach finansowych. W trakcie swojej kariery brał udział w licznych debiutach giełdowych największych polskich emitentów oraz największych transakcjach kredytowych i kapitałowych na polskim rynku. Absolwent Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz posiadacz tytułu CFA. Odznaczony również Nagrodą Fundacji Lesława Pagi. W latach 2010-2021 był wiceprezesem zarządu PKO Banku Polskiego, gdzie nadzorował obszar bankowości korporacyjnej i inwestycyjnej, skarb oraz finansowanie banku na rynkach finansowych, Dom Maklerski oraz transakcje kapitałowe banku. Członek Komitetu Kredytowego oraz Komitetu Zarządzania Aktywami i Pasywami. Przewodniczył również Radom Nadzorczym PKO Asset Management, PKO Powszechnego Towarzystwa Emerytalnego, PKO Leasing, PKO Banku Hipotecznego oraz Kredobanku na Ukrainie. W latach 2011-2019 pełnił funkcję dyrektora w radzie nadzorczej Marguerite, europejskiego funduszu rozwoju infrastruktury, wspólnego projektu Europejskiego Banku Inwestycyjnego, PKO Banku Polskiego oraz 4 państwowych banków rozwoju z Niemiec (KfW), Włoch (CDP), Hiszpanii (ICO) i Francji (CDC). W trakcie swojej kariery zawodowej pracował również dla Creditanstalt Investment Bank oraz Deutsche Morgan Grenfell/Deutsche Bank Research, zajmując się sektorem bankowym w Europie Środkowej i Wschodniej. W latach 2001-2003 pełnił funkcję CFO/dyrektora wykonawczego Pionu Finansowego w Banku Pekao (Unicredit). Był także prezesem zarządu Allianz Bank, CDM Securities, największego niebankowego dystrybutora funduszy inwestycyjnych w Polsce oraz pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Rady Nadzorczej Pioneer Pekao Asset Management.
Sarah Clark, Członkini Rady Nadzorczej
Sarah ma szerokie doświadczenie na poziomie wykonawczym w różnych branżach, takich usługi finansowe, turystyka, handel detaliczny, FinTech oraz e-commerce, działając na rynkach Europy, USA, Bliskiego Wschodu i Afryki. Pełniła funkcję Dyrektora Generalnego na Europę w Clearco, firmie finansowej zasilanej kapitałem SoftBank. Wcześniej zajmowała stanowisko Dyrektora Generalnego na Europę Środkowo-Wschodnią, Bliski Wschód i Afrykę w PayPal, największym globalnym dostawcy płatności online. Pracowała m.in. dla Barclays Bank, Virgin Group, Sainsbury’s oraz British Airways. Obecnie jest Niezależnym Dyrektorem i Przewodniczącą Komitetu Inwestycyjnego w Mobeus Income & Growth VCT, notowanym na London Stock Exchange. Sarah jest absolwentką Uniwersytetu McGill (BA), London School of Economics (MSc) oraz Harvard Business School (MBA).
Lidia Luba, Członkini Rady Nadzorczej
Posiada ponad 30 lat doświadczenia w instytucjach finansowych. Kierowała zmianą w departamentach, wydziałach i całych organizacjach w Polsce i innych krajach europejskich, opierając się na poznaniu kultury korporacyjnej, rozwoju ludzi / zespołów i zrozumieniu dynamiki zaangażowania. Członek zarządów oraz rad nadzorczych w bankach, firmach ubezpieczeniowych, leasingowych, biurach maklerskich. Pełniła m.in. funkcje Wiceprezesa Zarządu oraz CRO mBank SA, Starszego Dyrektora Generalnego Grupy KBC w Brukseli, Wiceprezesa Zarządu Kredyt Banku oraz Doradcy Prezesa Warta S.A. i TUnŻ Warta S.A. jako CFRO, Członka Zarządu CitiHandlowy oraz CFO. Była Wiceprezes Schroder Salomon Smith Barney Poland, a także Manager w Price Waterhouse. Absolwentka Instytutu Matematyki na Uniwersytecie Gdańskim. Ukończyła również Vlerick Management School (2012) London Business School (2013), IESE- Advanced Management Program (2018/2019), IESE / Harvard Business School – Value Creation through Effective Boards (2021) oraz Cambridge University – Business Sustainability Management (2022). Wdrażała narzędzia Lean Management (w tym Agile, Scrum, Dual Organization) w instytucjach usługowych. Aktywny mentor zarówno młodych kobiet na początku ich drogi zawodowej (twórca Projektu Busola) jak i bardzo doświadczonych managerów i członków zarządów.
Roberto Nicastro, Członek Rady Nadzorczej
Bankier i inwestor w sektorze fintech, starszy doradca Cerberus Capital i prezes AideXa, banku typu challenger specjalizującego się w obsłudze małych firm. Wcześniej był prezesem „dobrych banków” z ramienia Banku Włoch i dyrektorem generalnym Grupy Unicredit; w przeszłości pracował w McKinsey & Co i Salomon Brothers. Angażuje się w działalność charytatywną i doradztwo w zakresie kształcenia podyplomowego. Obecnie pełni funkcję doradcy Cerberus Capital na Europę, jest prezesem niewykonawczym Officine CST (włoskiej spółki kontrolowanej przez Cerberus) i aktywnie działa w obszarze fintech i startupów, gdzie wraz z żoną posiada lub posiadał mniejszościowe udziały w wielu firmach, w tym DoveVivo, Yapily, Deus Technology, Talent Garden, Bandyer, Work Invoice, Mia Platform. Zasiada w radzie doradczej Confartigianato oraz w zarządzie Fondazione Archè, organizacji charytatywnej z siedzibą w Mediolanie; udziela się także w Comitato Amici di Claudio Dematté z siedzibą Trydencie. Zasiadał w radzie doradczej SDA Bocconi School of Management w Mediolanie oraz w międzynarodowej radzie doradczej Bologna Business School i The Johns Hopkins University SAIS Bologna Center.
Roeland Brokking, Członek Rady Nadzorczej
Roeland Brokking dołączył do Cerberus w 2014 roku. Przed rozpoczęciem pracy w Cerberus, Roeland Brokking pracował w bankowości i na rynku private equity w Holandii i innych krajach w latach 1977-2014. Przez ostatnie 20 lat był aktywnym partnerem współzarządzającym Parcom Capital B.V., prywatnego ramienia kapitałowego ING Group N.V. Od połowy lat 80. zajmował stanowiska w radach nadzorczych różnych spółek i był członkiem wielu komitetów inwestycyjnych funduszy. W latach 1999-2006 był członkiem zarządu NVP (holenderskiego stowarzyszenia private equity i venture capital). Roeland Brokking jest absolwentem Uniwersytetu Erazma w Rotterdamie.
Will Newton, Członek Rady Nadzorczej
Menedżer wyższego szczebla z 37 letnim doświadczeniem w dziedzinie ryzyka kredytowego, restrukturyzacji korporacyjnej, zarządzania portfelem, bankowości komercyjnej i doradztwa finansowego w Wielkiej Brytanii, Europie Zachodniej, Europie Środkowo-Wschodniej, na Bliskim Wschodzie i w Azji. Obecnie jest niezależnym konsultantem specjalizującym się w doradztwie w dziedzinie kredytów i ryzyka oraz dyrektorem niewykonawczym i przewodniczącym Komitetu Ryzyka dużego portugalskiego banku Novobanco SA. Wcześniej był starszym partnerem w Deloitte, gdzie kierował doradztwem strategicznym dla działu Global Portfolio Lead Advisory, był szefem działu usług restrukturyzacyjnych dla instytucji finansowych, globalnym szefem działu usług AQR oraz członkiem zespołu kierowniczego brytyjskiej firmy odpowiedzialnym za jej jednostki Centre for Credit Excellence i Banking Union Centre we Frankfurcie. Kierował współpracą w obszarze regulacyjnym z EBC, EUNB i Komisją Europejską dla firm członkowskich z regionu EMEA we wszystkich kwestiach związanych z kredytami zagrożonymi i finansowaniem lewarowanym. Przed podjęciem pracy w Deloitte był szefem działu ryzyka korporacyjnego i instytucjonalnego w dużym banku austriackim BAWAG PSK. Wcześniej kierował działem restrukturyzacji korporacyjnej w EBOR, odpowiadając za prowadzenie wszystkich postępowań prawnych dotyczących zadłużenia, kapitału i klientów w 29 krajach działania banku w Europie Środkowo-Wschodniej, Rosji i byłej WNP oraz na Bałkanach. Spędził 6 lat w Azji, gdzie pracował dla Big 4 i innych firm doradzających instytucjom finansowym w kwestiach zarządzania portfelem i ryzykiem. Następnie przez 4 lata pracował jako starszy doradca w departamencie upadłości i windykacji należności dużego polskiego banku państwowego. Karierę zawodową rozpoczynał w Wielkiej Brytanii w NatWest Bank, gdzie przez 9 lat zajmował się bankowością korporacyjną, dużymi projektami korporacyjnymi i finansowaniem lewarowanym.
Tomasz Kubiak, Chief Financial Officer
Tomasz Kubiak jest absolwentem Politechniki Warszawskiej, Wydziału Fizyki Technicznej i Matematyki Stosowanej. Posiada certyfikaty CFA, PRM (Profesional Risk Manager), został także uhonorowany Award of Merit przez międzynarodową organizację PRMIA, zrzeszającą osoby zarządzające ryzykiem. W latach 2001-2021 związany zawodowo z Bankiem Pekao S.A. gdzie pracował w obszarach kontrolingu, ryzyka, zarządzania kapitałem oraz aktywami i pasywami, a w latach 2017-2021 sprawował funkcję Wiceprezesa Zarządu odwiedzanego na Pion Finansowy. Pełnił również rolę członka rad nadzorczych licznych spółek Grupy Pekao. W latach 2022-2024 pełnił funkcję Prezesa Zarządu Systemu Ochrony Banków Komercyjnych oraz Wiceprezesa Zarządu jednego z największych polskich sklepów internetowych – Frisco.pl. Pracował również jako doradca Zarządu w mBanku.
Dowiedz się więcej o strategiach price action trading, używanych narzędziach i o tym, jak inwestorzy podejmują decyzje na podstawie ostatnich ruchów cen. Odkryj korzyści i ograniczenia tego elastycznego podejścia do handlu.
Price action trading obejmuje analizę ruchów cen papierów wartościowych w celu podejmowania decyzji handlowych. W przeciwieństwie do innych strategii, które w dużej mierze opierają się na wskaźnikach technicznych lub analizie fundamentalnej, handel price action koncentruje się na rzeczywistych ruchach cen i wzorcach w ostatnim okresie.
Metoda ta pozwala inwestorom czytać rynek i podejmować subiektywne decyzje w oparciu o niedawną aktywność cenową, zamiast polegać wyłącznie na wstępnie ustawionych wskaźnikach lub danych historycznych.
Czym jest Price Action Trading?
Price Action Trading to metoda polegająca na analizie zmian cen papierów wartościowych w czasie. Inwestorzy stosujący tę metodę zwracają szczególną uwagę na zmiany cen w niedawnej przeszłości. W ten sposób starają się przewidzieć przyszłe ruchy cen. Nie koncentrują się na fundamentalnych czynnikach, które mogą wpływać na cenę, takich jak zyski spółki lub ogólna gospodarka. Zamiast tego polegają na wzorcach i trendach, które pojawiają się na wykresach cenowych.
Dodatkowo, integracja dobrze zorganizowanej strategii handlu forex może jeszcze bardziej zwiększyć skuteczność handlu price action, zapewniając kompleksowe podejście do analizy rynku i realizacji transakcji.
Jakie narzędzia są używane w Price Action Trading?
Ponieważ handel price action opiera się na historycznych ruchach cen, wykorzystuje on różne narzędzia analizy technicznej. Narzędzia te pomagają inwestorom identyfikować wzorce i podejmować decyzje handlowe. Niektóre z popularnych narzędzi i wskaźników obejmują
Linie trendu: Linie narysowane na wykresach w celu połączenia znaczących szczytów lub dołków, pomagające zidentyfikować kierunek trendu.
Wstęgi cenowe: Wstęgi wykreślone powyżej i poniżej ceny, zazwyczaj przy użyciu średnich kroczących, w celu wskazania wysokich i niskich poziomów.
Poziomy wsparcia i oporu: Ceny, przy których papier wartościowy ma tendencję do zatrzymywania się i odwracania, identyfikowane przez szczyty (opór) i dołki (wsparcie).
Pivot Points: Obliczone poziomy cen wykorzystywane do określania ogólnych trendów rynkowych w różnych ramach czasowych.
Formacje świecowe: Określone formacje na wykresach świecowych, które wskazują potencjalne przyszłe ruchy cen.
Traderzy mogą korzystać z tych narzędzi indywidualnie lub łączyć je w celu opracowania bardziej złożonych strategii. Na przykład, mogą używać formacji świecowych wraz z liniami trendu, aby uzyskać jaśniejszy obraz potencjalnych ruchów cen.
Kto korzysta z Price Action Trading?
Handel price action jest popularny wśród różnych typów traderów, w tym traderów detalicznych, spekulantów, arbitrażystów i traderów instytucjonalnych. Może być stosowany do różnych papierów wartościowych, takich jak akcje, obligacje, forex, towary i instrumenty pochodne. Elastyczność i zdolność do adaptacji price action trading sprawiają, że jest to ulubiona metoda wielu uczestników rynku.
Jakie są etapy handlu price action?
Skuteczny handel price action często obejmuje dwuetapowy proces:
Identyfikacja scenariusza: Inwestorzy najpierw identyfikują scenariusz rynkowy, taki jak byczy lub niedźwiedzi trend.
Identyfikacja okazji handlowych: W ramach zidentyfikowanego scenariusza, inwestorzy szukają konkretnych okazji do wejścia lub wyjścia z transakcji. Na przykład, jeśli para walutowa znajduje się w fazie hossy, inwestor może szukać oznak, że cena będzie nadal rosnąć lub że może się wycofać.
Popularność i korzyści płynące z Price Action Trading
Handel price action jest dobrze przystosowany do transakcji krótko- i średnioterminowych, często przynosząc szybkie zyski. Opiera się na przekonaniu, że rynki podążają za wzorcami, które można wykryć i na których można działać. Koncentrując się na najnowszej historii cen i korzystając z narzędzi technicznych, inwestorzy mogą podejmować świadome decyzje w oparciu o swoje interpretacje.
Niektóre z kluczowych zalet handlu price action obejmują:
Elastyczność: Inwestorzy mogą dostosowywać swoje strategie w oparciu o warunki rynkowe.
Zastosowanie: Odpowiedni dla różnych klas aktywów, w tym akcji, forex i towarów.
Łatwość użycia: Kompatybilny z większością platform transakcyjnych i oprogramowania.
Backtesting: Inwestorzy mogą z łatwością testować swoje strategie na danych historycznych.
Upodmiotowienie tradera: Umożliwia traderom podejmowanie decyzji w oparciu o ich analizę, a nie przestrzeganie sztywnych zasad.
Wnioski
Handel price action oferuje elastyczny i intuicyjny sposób na zaangażowanie się w rynki. Podczas gdy wiele teorii i strategii obiecuje wysokie wskaźniki sukcesu, traderzy muszą być ostrożni wobec tendencyjności przetrwania – historie sukcesu są bardziej prawdopodobne do nagłośnienia.
Ostatecznie inwestorzy powinni dokładnie zrozumieć, przetestować i udoskonalić swoje strategie, aby zmaksymalizować swój potencjał zysku i osiągnąć swoje cele handlowe.
5 sierpnia br. polski astronauta projektowy Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) dr Sławosz Uznański rozpoczyna praktyczną część szkolenia przygotowującego do polskiej misji na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ISS. Misja planowana jest na 2025 r.
W pierwszym etapie szkolenie odbywać się będzie w zlokalizowanych w Stanach Zjednoczonych ośrodkach Axiom Space, NASA i SpaceX. Poza Polakiem w skład załogi misji AX-4 wejdą przedstawiciele Węgier I Indii.
Członkowie załogi muszą otrzymać jeszcze zatwierdzenie międzynarodowego komitetu odpowiedzialnego za Międzynarodową Stację Kosmiczną (International Space Station – ISS) – Multilateral Crew Operations Panel (MCOP), w którego skład wchodzą przedstawiciele wszystkich pięciu międzynarodowych partnerów ISS: NASA, ESA, Roskosmos, JAXA i Kanadyjskiej Agencji Kosmicznej.
Start misji planowany jest na przyszły rok z należącego do NASA Kennedy Space Center na Florydzie. Lot na ISS zostanie zrealizowany rakietą Falcon 9 firmy SpaceX, która wyniesie na orbitę kapsułę załogową Dragon. Astronauci spędzą na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ok. 14 dni.
Ax-4 będzie kolejną komercyjną załogową misją Axiom Space. Udział Polaka w tej misji to wynik podpisanej pomiędzy Ministerstwem Rozwoju i Technologii a ESA umowy na przygotowanie i przeprowadzenie polskiej misji technologicznej na ISS. Po stronie Polski w przygotowanie misji zaangażowana jest również Polska Agencja Kosmiczna (POLSA), jako agencja wykonawcza MRiT. Program misji będzie przede wszystkim skupiony wokół eksperymentów opracowanych przez przedstawicieli polskiego sektora kosmicznego, pod kierunkiem ESA.
Polacy w pół roku złożyli w sądach prawie 40 tys. pozwów rozwodowych. Wzrost rdr. wynosi ponad 4 procent.
Jak wynika najnowszych danych pozyskanych ze wszystkich sądów okręgowych w Polsce, w I połowie 2024 roku wpłynęło do nich 39,7 tys. pozwów rozwodowych. To o 4,2% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich dokładnie 38,1 tys. Po danych widać też, że najwięcej tego typu pozwów złożono w SO Poznaniu, bo 2,6 tys. W SO w Warszawie odnotowano ich 2,3 tys. Na trzecim miejscu jest SO w Krakowie – 2,1 tys. Dalej w zestawieniu jest SO Warszawa-Praga w Warszawie – 1,7 tys. W pierwszej piątce widać też SO w Łodzi – 1,5 tys. Zdaniem komentujących te dane ekspertów, tendencja wzrostowa jest ewidentna i raczej nic nie zapowiada zmiany w najbliższej przyszłości. Znawcy tematu mówią wprost, że rozwodów będzie przybywać, bo jest to coraz szerszy problem społeczny.
Jak wynika z danych udostępnionych przez 47 sądów okręgowych, czyli ze wszystkich tego typu jednostek w kraju, w I połowie 2024 roku wpłynęło do nich 39,7 tys. pozwów rozwodowych. To o 4,2% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 38,1 tys.
– Tendencja faktycznie jest wzrostowa i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie miało się to zmienić. Może to wynikać z efektu kuli śniegowej – skoro ktoś, kogo znamy, był w nieszczęśliwym związku i udało mu się z niego wyjść. Coraz większa liczba rozwodów to też skutek bogacenia się społeczeństwa. Dzisiaj już nie naprawia się zepsutych urządzeń – wymienia się je na nowe. Podobnie jest z małżeństwami – mówi adwokat Michał Dziedzic, specjalizujący się m.in. w sprawach rodzinnych.
Ekspert wskazuje też, że kiedyś rozwody wydawały się niedostępne, bo były drogie i skomplikowane. Dzisiaj przestał być to „towar luksusowy”, a zwiększenie ich liczby widać właściwie w każdej warstwie społecznej. Dlatego nie zaskakuje wzrost liczby pozwów i należy się spodziewać raczej utrzymania tego trendu w kolejnych miesiącach.
– Ludzie rozwodzą się w każdym wieku. Znam pary ze stażem 35 lat oraz takie, dla których pozew pisałem już osiem miesięcy po ślubie. Decyzja o rozwodzie jest zbyt wielowarstwowa i wieloaspektowa, żeby dało się ją dostosować tylko do stażu małżeńskiego. I w blisko 100% przypadków to nie jest wynik impulsu, czyli decyzji wskutek jednostkowego zdarzenia – komentuje radca prawny Paweł Budrewicz z Kancelarii Budrewicz.
Ze szczegółowych danych wynika również, że w I połowie br. najwięcej takich pozwów wpłynęło do sądów okręgowych w dużych miastach. 2,6 tys. tego typu spraw otrzymał SO w Poznaniu, 2,3 tys. – SO w Warszawie, a 2,1 tys. – SO w Krakowie. Kolejne 1,7 tys. wpłynęło do następnego stołecznego sądu, czyli do SO Warszawa-Praga. W Łodzi odnotowano 1,5 tys. tego typu przypadków. Do tego widać, że w poszczególnych sądach okręgowych liczba pozwów rdr. zmieniła się nieznacznie.
– Wysoka liczba pozwów rozwodowych w dużych miastach to wynik wyższej liczby ludności oraz większej anonimowości życia. Pary mogą łatwiej podjąć taką decyzję ze względu na lepszy dostęp do porad prawnych, mediacji oraz wsparcia psychologicznego – ocenia Kamil Jura, prawnik i wieloletni mediator rozwodowy z Kancelarii Rozwodowej Nowy-Etap.pl.
Kamil Jura podkreśla także, że zmiany rok do roku w liczbie pozwów w poszczególnych sądach są zazwyczaj niewielkie, co sugeruje stabilność społeczną i prawną w tych regionach. Fluktuacje mogą wynikać z lokalnych uwarunkowań, takich jak zmiany demograficzne, ekonomiczne czy kulturalne, ale ogólnie liczby te pozostają dość stałe, odzwierciedlając trwałe tendencje w społeczeństwie.
– W ostatnim czasie da się zauważyć wzrost rozwodów u małżeństw z bardzo krótkim stażem – nawet kilkumiesięcznym. Najczęściej dotyczy to obecnych dwudziestolatków i trzydziestokilkulatków. Zaraz po pojawieniu się pierwszych małżeńskich przeszkód decydują się na rozwód, często przed pojawieniem się potomka – zauważa mec. Michał Dziedzic.
Natomiast mec. Paweł Budrewicz podkreśla, że na tempo orzekania w sprawach rozwodowych kluczowy wpływ ma stopień skomplikowania i złożoność sprawy. Rozwód bez winy i bez dzieci może się skończyć w 3-4 miesiące, w zasadzie na półgodzinnej rozprawie. Natomiast rozwód z walką o winę i dzieci może oznaczać perspektywę nawet kilku lat. Czas oczekiwania na rozprawę w dużej mierze zależy od sędziego.
– W Warszawie na rozwód czeka się od trzech do piętnastu miesięcy. Ale są też takie sądy, w których pierwsza rozprawa odbędzie się po trzech latach od złożenia pozwu. Problemem może być też ewentualna apelacja. Wskutek zalewu spraw frankowych Sąd Apelacyjny w Warszawie dosłownie się zatkał. Rozpoznanie apelacji od wyroku rozwodowego trwa obecnie około dwa lata. I ten termin tylko się wydłuża – twierdzi ekspert z Kancelarii Budrewicz.
Do tego Kamil Jura wskazuje, że liczba nowych pozwów rozwodowych może stanowić problem dla sądów okręgowych, wpływając na tempo orzekania nie tylko w sprawach rozwodowych, ale także w innych sprawach cywilnych. Wzrost liczby spraw rozwodowych zwiększa obciążenie sądów, co może prowadzić do opóźnień w rozpatrywaniu innych pozwów. Chcąc temu zaradzić, warto rozważyć wprowadzenie usprawnień, takich jak zwiększenie liczby sędziów specjalizujących się w sprawach rodzinnych.
– Sposobem byłoby też lepsze wykorzystanie mediacji przedprocesowej oraz rozwój elektronicznych systemów zarządzania sprawami sądowymi. Dzięki temu można zmniejszyć obciążenie sądów i przyspieszyć procesy orzecznicze. Interesującym rozwiązaniem, które przyspieszy cały proces, może być również wprowadzenie przeprowadzania polubownych rozwodów przez notariuszy, nad czym obecnie pracuje Ministerstwo Sprawiedliwości – wskazuje ekspert z Kancelarii Rozwodowej Nowy-Etap.pl.
Ponadto adwokat Michał Dziedzic zauważa, że co roku widać wzrost spraw rozwodowych na przełomie października i listopada. Może to być związane z kilkoma czynnikami. Okres wakacyjny to często czas tzw. ostatniej szansy. Małżonkowie wierzą, że beztroska wakacji pozwoli im uratować związek. Niestety, przebywanie razem przez dłuższy okres często tylko wzmaga kryzys, ale go nie łagodzi.
– Ogólnie po każdej dużej przerwie w pracy, takiej jak święta, długie weekendy, ferie i wakacje, obserwuję zwiększone zainteresowanie rozwodami. Zaplanowanie rozstania na jesień może też być związane z rozpoczęciem roku szkolnego, kiedy małżonkowie chcą uporządkować kwestie opieki nad dzieckiem –wyjaśnia mec. Dziedzic.
Z kolei Kamil Jura uważa, że wzrost liczby pozwów rozwodowych może być uznany za niepokojący, zwłaszcza w kontekście powszechnej opinii o dużej liczbie pozwów. Może on sugerować pewne problemy w społeczeństwie, takie jak narastające konflikty w małżeństwach, trudności ekonomiczne czy zmieniające się normy społeczne. Jednak jako mediator rozwodowy, ekspert zauważa również pozytywną stronę tego zjawiska.
– Wzrost liczby pozwów rozwodowych może oznaczać, że pary, które nie widzą możliwości naprawy swojego związku, wybierają formalne rozwiązanie małżeństwa zamiast pozostawać w toksycznych relacjach. Mediacje rozwodowe odgrywają tutaj kluczową rolę, pomagając parom w polubownym i konstruktywnym zakończeniu małżeństwa, co minimalizuje negatywne skutki rozwodu, zwłaszcza dla ich dzieci – podsumowuje Kamil Jura z Kancelarii Rozwodowej Nowy-Etap.pl.
Należąca do Grupy ORLEN spółka ORLEN Wind 3 podpisała z firmą EDP Renewables Polska przedwstępną umowę nabycia dwóch farm fotowoltaicznych zlokalizowanych w woj. lubuskim i wielkopolskim o łącznej mocy 280 MWp oraz farmy wiatrowej o mocy 26 MW, która znajduje się w woj. łódzkim. Wartość umowy wynosi ok. 1,15 mld zł. To jedna z największych transakcji na krajowym rynku OZE w ostatnich latach pod względem zainstalowanych mocy. Po sfinalizowaniu zakupu, moce wytwórcze Grupy ORLEN, pochodzące z odnawialnych źródeł, powiększą się niemal o 30 proc. Nabywane przez koncern farmy są jednymi z najnowocześniejszych jednostek i będą produkować rocznie ok. 400 GWh energii, czyli tyle, ile zużywa blisko 182 tys. gospodarstw domowych.
– Zadeklarowaliśmy przyspieszenie i dotrzymujemy słowa. Umowa, którą podpisaliśmy, pozwoli na zwiększenie naszego portfolio w OZE łącznie o ponad 300 MW. Nowe moce stanowią aż 1/3 tego, co ORLEN zbudował w energetyce odnawialnej w ciągu ostatnich kilku lat. Jednak nie tylko skala jest dla nas ważna, ale też rachunek ekonomiczny, który w przypadku tej transakcji jest dla nas korzystny i pozwala realnie budować wartość koncernu. Chcemy być kluczowym graczem transformacji energetycznej w Europie Środkowo-Wschodniej, dlatego nie zatrzymujemy się i uważnie analizujemy kolejne atrakcyjne projekty pojawiąjące się na rynku OZE, by w pełni wykorzystać wszystkie biznesowe szanse – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.
Zawarta umowa obejmuje zakup dwóch farm fotowoltaicznych. Pierwsza z nich znajduje się w miejscowości Chotków, w powiecie żagańskim, w woj. lubuskim. Została uruchomiona w styczniu tego roku. Na powierzchni 45 hektarów zamontowano ponad 61 tys. paneli fotowoltaicznych, których łączna moc wynosi 40 MWp. Instalacja jest zaprojektowana w ten sposób, żeby redukować oddziaływanie na środowisko. Podniesienie ogrodzenia farmy na odpowiednią wysokość umożliwia swobodne przemieszczanie się małych zwierząt, nie przeszkadzając im w naturalnych szlakach migracyjnych.
Druga farma zlokalizowana jest na zrekultywowanym terenie dawnej odkrywkowej kopalni węgla brunatnego w gminie Przykona, w woj. wielopolskim. W jej pobliżu Grupa ORLEN posiada już instalacje fotowoltaiczne i wiatrowe o łącznej mocy ok. 57 MW, a kolejne, których moc wyniesie ok. 68 MW, są w budowie. Przejmowana farma fotowoltaiczna ma moc 200 MWp i obecnie trwa jej rozbudowa o kolejne 40 MWp. Zakończenie prac jest planowane na koniec tego roku. Po oddaniu do użytku dodatkowych mocy będzie to największa farma fotowoltaiczna w Polsce, a Grupa ORLEN zostanie jej jedynym właścicielem.
W ramach podpisanej umowy koncern przejmuje także lądową farmę wiatrową „Warta”, która powstała w maju zeszłego roku w woj. łódzkim, na zachód od Sieradza. Moc farmy wynosi 26 MW i składa się na nią 13 turbin. Teren, na którym znajduje się farma, charakteryzuje się dużą intensywnością wiatru, gwarantującą wysoki stopień wykorzystania zainstalowanych mocy.
– Ta transakcja jest już drugą, którą przeprowadziliśmy z ORLEN. Podkreśla ona jakość naszych aktywów oraz trwałość strategii ich rotacji. Będziemy kontynuować nasze zaangażowanie w dalsze działania w Polsce. Jako jeden z największych inwestorów zagranicznych w kraju, z ponad 1 GW mocy już rozwiniętych i zainstalowanych, które w kolejnych miesiącach będziemy zwiększać, w tym z pierwszym w kraju hybrydowym parkiem wiatrowo-słonecznym, nadal postrzegamy Polskę jako kluczowy rynek dla EDP – podkreśla Duarte Bello, dyrektor operacyjny EDP Renewables na Europę.
Do końca 2030 roku Grupa ORLEN chce osiągnąć poziom 9 GW mocy zainstalowanej w odnawialnych źródłach energii. Oprócz lądowych farm wiatrowych i fotowoltaicznych, koncern aktywnie rozwija także morską energetykę wiatrową. W ramach ostatnich przygotowań do prac instalacyjnych na morzu, planowanych na koniec tego roku, produkowane są kluczowe komponenty inwestycji Baltic Power. Na Pomorzu powstają między innymi stacje elektroenergetyczne, które pozwolą odebrać energię z turbin i przesłać ją na ląd. Inne ważne elementy inwestycji powstają również w fabrykach zlokalizowanych m.in. w Szczecinie, Kluczborku i Żarach. Inwestycja realizowana przez Grupę ORLEN wspólnie z kanadyjskim Northland Power włączy w 2026 roku do krajowego systemu energetycznego moc blisko 1,2 GW. Popłynie z niego zeroemisyjna energia, która będzie w stanie zasilić ponad 1,5 mln gospodarstw domowych.
Podmiot powiązany spółki Cerberus Capital Management, L.P. („Cerberus”), Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju („EBOR”) oraz Międzynarodowa Korporacja Finansowa („IFC”, organizacja należąca do Grupy Banku Światowego) ogłosiły dziś pomyślną realizację transakcji nabycia 100% akcji VeloBanku od Bankowego Funduszu Gwarancyjnego po uzyskaniu wszystkich niezbędnych zgód od właściwych organów nadzoru. Transakcja kończy otwarty, przejrzysty, niedyskryminujący i konkurencyjny proces sprzedaży prowadzony od 2023 roku przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny.
Podpisanie umowy otwiera przed VeloBankiem nowe możliwości rozwoju we wszystkich liniach biznesowych, dzięki dokapitalizowaniu go przez nowych właścicieli kwotą 687 mln zł oraz zniesieniu statusu banku pomostowego i związanych z tym ograniczeń nałożonych przez Komisję Europejską.
Sprzedaż Banku w żaden sposób nie wpłynie na sytuację klientów ani ich obsługę. Środki zgromadzone w VeloBanku będą w dalszym ciągu pod ochroną Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, na takich samych zasadach jak środki zdeponowane w innych bankach, objętych obowiązującym w Polsce systemem gwarantowania depozytów pieniężnych.
– Bardzo się cieszymy, że możemy zainwestować w VeloBank i wesprzeć jego udział w dynamicznie rozwijającym się polskim rynku bankowym – skomentował Charles Dunlap, Starszy Dyrektor Zarządzający Cerberusa. – Jesteśmy niezwykle dumni z banku i jego utalentowanych pracowników, zwłaszcza z ich dążenia do wprowadzania innowacyjnych rozwiązań cyfrowych i produktów finansowych zorientowanych na klienta. Żywimy przekonanie, że VeloBank ma wszelkie zadatki, by wykorzystać swoje dotychczasowe sukcesy i zająć pozycję czołowego banku obsługującego społeczność polskich klientów detalicznych i biznesowych.
W ramach procesu przejmowania kontroli nad bankiem, 1 sierpnia 2024 r. została powołana nowa Rada Nadzorcza. W jej skład weszli eksperci dysponujący wieloletnim doświadczeniem w branży finansowej.
– Mam ten przywilej, że mogę uczestniczyć w najciekawszym projekcie bankowym na polskim rynku. Unikalne kompetencje funduszu Cerberus jako podmiotu specjalizującego się w instytucjach finansowych wraz z zaangażowaniem i siłą EBOR oraz IFC, oznaczają bezprecedensowe wsparcie dla przyszłości VeloBanku. Jestem przekonany, że nowa Rada Nadzorcza będzie dobrym partnerem dla VeloTeamu, dostarczając inspiracji i wsparcia w przyszłym wzroście i rozwoju banku – stwierdził Jakub Papierski, Przewodniczący Rady Nadzorczej VeloBanku.
W wyniku transakcji nastąpi wzmocnienie finansowych i operacyjnych fundamentów VeloBanku, co umożliwi jego dynamiczny rozwój w najbliższych latach w oparciu o dotychczasowe wyniki wypracowane we wszystkich liniach biznesowych. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat podjęte zostało wiele strategicznych inicjatyw mających na celu zaoferowanie klientom efektywnych cyfrowych procesów obsługi, poszerzenie oferty produktowej oraz zmianę procedur udzielania kredytów. Od początku istnienia VeloBanku pozyskał on blisko 300 tys. nowych klientów, a od początku 2023 r. salda depozytów wzrosły o 16 mld zł. Od października 2022 r. sprzedaż kredytów osobom fizycznym wzrosła czterokrotnie. W tym samym okresie z powodzeniem wznowiona została sprzedaż kredytów hipotecznych oraz nastąpił dynamiczny rozwój oferty bancassurance, co przełożyło się na istotny stabilny wzrost przychodów z prowizji. Bank odbudował także ofertę dla przedsiębiorstw oraz w obszarze bankowości prywatnej.
Adam Marciniak, Prezes VeloBanku
– Zespół VeloBanku z powodzeniem zakończył jeden z najtrudniejszych procesów przymusowej restrukturyzacji w historii europejskiej bankowości, który został przeprowadzony z zachowaniem najwyższych standardów oraz w zgodzie z literą prawa unijnego. Sprzedaż VeloBanku była warunkiem koniecznym i niezbędnym do zakończenia procedury przymusowej restrukturyzacji, przyjętej, by zapewnić stabilność całego sektora bankowego. Jednocześnie transakcja ta wysłała pozytywny sygnał świadczący o bezpieczeństwie polskiego sektora finansowego – zaznaczył Adam Marciniak, Prezes Zarządu VeloBanku, dodając: – Jako VeloBank dążymy do systematycznego budowania coraz silniejszej pozycji na polskim rynku. Poprzez ambitne wdrożenia nowych rozwiązań będziemy wspierać rozwój zarówno naszych klientów indywidualnych, jak i korporacyjnych. Będziemy również dążyć do zwiększania innowacyjności nie tylko w sektorze finansowym, ale w całej polskiej gospodarce.
Francis Malige, dyrektor zarządzający EBOR ds. instytucji finansowych, powiedział: – Jesteśmy bardzo zadowoleni z pomyślnego zamknięcia procesu inwestycji w VeloBank. Inwestycja ta wyznacza nowy początek, a zarazem wieńczy długą i złożoną procedurę przymusowej restrukturyzacji. Z niecierpliwością wypatrujemy teraz nowego etapu w rozwoju VeloBanku i cieszymy się na myśl o współpracy z naszymi współinwestorami i partnerami, która przełoży się na dalszy wzrost banku i rozwój akcji kredytowej na rzecz gospodarki w Polsce.
– Cieszymy się, że możemy wnieść kapitał oraz globalną wiedzę IFC do tej ważnej transakcji, znakomicie wpisującej się w nasz strategiczny cel dywersyfikacji opcji finansowania dla polskiej gospodarki – stwierdził Ary Naïm, Kierownik Krajowy ds. Polski Grupy Banku Światowego i Kierownik IFC na Europę Środkową i Południową. – Z niecierpliwością wyczekujemy możliwości współdziałania z naszymi partnerami i kierownictwem VeloBanku, by osiągnąć ten cel, skupiając się przy tym na finansowaniu projektów cyfrowych i proekologicznych.
O VeloBanku
VeloBank jest bankiem uniwersalnym, oferującym nowoczesne rozwiązania finansowe dla klientów indywidualnych, obszaru private banking, MŚP, dużych przedsiębiorstw i korporacji, a także instytucji sektora publicznego. Należy on do grona dziesięciu największych banków w Polsce. Strategia VeloBanku oparta jest na korzystaniu z nowoczesnych technologii, w tym rozwiązań z dziedziny generatywnej sztucznej inteligencji, w celu zwiększenia wygody zarówno klientów, jak i pracowników banku. Kompleksowe usługi świadczone są w ponad 160 oddziałach w całej Polsce, a także za pośrednictwem zaawansowanych platform bankowości internetowej i mobilnej. Oferta banku obejmuje rachunki bieżące, kredyty, produkty oszczędnościowe i inwestycyjne, ubezpieczenia oraz liczne usługi pozabankowe. Grupa kapitałowa banku uruchomiła także VeloMarket – platformę zakupową oferującą produkty korzystne dla zdrowia i przyszłości planety, wpisującą się w przyjętą przez bank strategię wspierania inicjatyw proekologicznych.
O Cerberusie
Utworzona w 1992 r. spółka Cerberus jest światowym liderem w dziedzinie inwestycji alternatywnych, dysponującym aktywami o wartości około 65 mld USD w ramach uzupełniających się nawzajem strategii kredytowych, z obszaru private equity i nieruchomości. Firma inwestuje we wszystkie elementy swojej struktury kapitałowej, której zintegrowane platformy inwestycyjne i własne możliwości operacyjne dają jej przewagę, która przekłada się na poprawę wyników i zwiększanie wartości w długim okresie. Zespoły wytrawnych pracowników Cerberusa dysponują rozległym doświadczeniem we współpracy w zakresie różnych klas aktywów, sektorów i regionów geograficznych pod kątem zapewniania inwestorom wysokich stóp zwrotu skorygowanych o ryzyko. Cerberus posiada bogate doświadczenie w inwestowaniu w instytucje finansowe na całym świecie, w tym w Europie – np. CCF i My Money Bank we Francji, Hamburg Commercial Bank w Niemczech i BAWAG w Austrii.
Kancelaria Linklaters pełniła rolę doradcy prawnego Cerberusa.
O Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju
EBOR, utworzony w celu wspierania sektora prywatnego po upadku komunizmu w Europie Wschodniej, prowadzi działalność w 38 krajach – od Europy Środkowej po Azję Środkową, Bałkany Zachodnie, południowy i wschodni region Morza Śródziemnego oraz Liban. Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju jest największym inwestorem w wielu z tych krajów, a ponadto przyciąga duże bezpośrednie inwestycje zagraniczne. Inwestuje głównie w przedsiębiorstwa prywatne. W Polsce EBOR zainwestował dotychczas ponad 14,5 mld euro w 532 projekty.
O Międzynarodowej Korporacji Finansowej
IFC – organizacja należąca do Grupy Banku Światowego – jest największą instytucją rozwojową o zasięgu globalnym skupioną na rozwoju sektora prywatnego na rynkach wschodzących. IFC prowadzi działalność w ponad 100 krajach, wykorzystując swój kapitał, wiedzę i wpływy do rozwijania rynków i kreowania możliwości gospodarczych w krajach rozwijających się. W roku obrotowym 2023 IFC przeznaczyła rekordową kwotę 43,7 mld dolarów dla prywatnych firm i instytucji finansowych w krajach rozwijających się, wykorzystując siłę sektora prywatnego, by położyć kres skrajnemu ubóstwu i zwiększyć wspólny dobrobyt w okresie, gdy gospodarki poszczególnych krajów zmagają się ze skutkami kryzysów o zasięgu globalnym.
Przepisy o przeciwdziałaniu tzw. „patodeweloperce”, czyli nowelizacja rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 12 kwietnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie weszły w życie w dniu 1 sierpnia 2024 r. Jakie zmiany wprowadzają i jaki wpływ mogą mieć na budownictwo wielorodzinne?
Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 12 kwietnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, jest aktem wykonawczym do ustawy Prawo budowlane. Zgodnie m.in. z przepisami wspomnianego rozporządzenia powinny być prowadzone inwestycje budowlane, w tym inwestycje deweloperskie. Minister Rozwoju i Technologii w dniu 27 października 2023 r. wydał rozporządzenie wprowadzające zmiany w dotychczasowym rozporządzeniu w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Pierwotnie zmiany miały wejść w życie z dniem 1 kwietnia 2024 r., jednak ostatecznie zaczęły obowiązywać od dnia 1 sierpnia 2024 r.
Zmiany odległości usytuowania budynków
W kontekście inwestycji deweloperskich pierwszą istotną zmianą jest doprecyzowanie dopuszczalnych odległości budynków od granicy działki, na której są położone. Obecnie obowiązujące przepisy nadal nakładać będą obowiązek sytuowania budynków w odległości 4 m od granicy działki, jeśli budynek był zwrócony ścianą z oknami lub drzwiami w stronę tej granicy oraz 3 m w przypadku budynku zwróconego ścianą bez okien i drzwi.
Jednak od dnia 1 sierpnia 2024 r. wprowadzono nowy, dodatkowy wymóg zachowania odległości 5 m od granicy działki dla budynku mieszkalnego wielorodzinnego o wysokości ponad 4 kondygnacji nadziemnych, niezależnie od tego, czy ściana jest zwrócona oknami lub drzwiami w stronę tej granicy czy też nie. Wyjątkowo, prawodawca dopuszcza możliwość sytuowania takich budynków w mniejszej odległości 1,5 m od granicy działki, jeżeli przepisy miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego przewidują taką możliwość.
Komplementarnie z powyższą zmianą, wprowadzono wymóg zachowania minimalnej odległości 3 m od granicy działki dla balkonów w budynkach wielorodzinnych o wysokości ponad 4 kondygnacji. Odległość ta dotyczy budynków wielorodzinnych zwróconych zarówno ścianą z oknami lub drzwiami jak i bez nich w stronę granicy, co ma na celu poprawę komfortu mieszkańców sąsiednich budynków.
Od dnia 1 sierpnia 2024 r. z obowiązku zachowania wymogów minimalnych odległości budynków od granicy działki będą wyłączone nie tylko przypadki, gdy sąsiednia działka jest działką drogową, ale również gdy mowa jest o publicznie dostępnym placu, za który zgodnie z definicją uznaje się „ogólnodostępny teren służący rekreacji, komunikacji, pełniący także funkcję reprezentacyjną […]”. Dodatkowo, publicznie dostępne place o powierzchni powyżej 1000 m2 będą musiały spełniać wymóg urządzenia terenu biologicznie czynnego na poziomie przynajmniej 20 % ich powierzchni.
Określenie minimalnej powierzchni lokalu użytkowego
Nowe przepisy określają minimalną powierzchnię lokali użytkowych. Jak czytamy w uzasadnieniu do projektu nowej regulacji, ma to przeciwdziałać sytuacjom „w których budynek został wybudowany jako budynek np. użyteczności publicznej, wyodrębniono w nim tzw. „lokale użytkowe”, które następnie zostają sprzedawane jako „lokale inwestycyjne”, a są użytkowane jak lokale mieszkalne (są małe i nie spełniają odpowiednich wymagań dla mieszkania).” (uzasadnienie do proj. MRiT zmieniającego rozporządzenie w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, nr w wykazie prac legislacyjnych RM – 100).
Zgodnie z nowym § 56a rozporządzenia, lokal użytkowy nie może mieć mniejszej powierzchni użytkowej niż 25 m2. Wprowadzone ograniczenie nie dotyczy jednak lokali użytkowych położonych na pierwszej lub drugiej kondygnacji nadziemnej, do których dostęp jest możliwy bezpośrednio z zewnątrz bloku. W odniesieniu do budynków wielorodzinnych, warunek minimalnej powierzchni użytkowej lokalu użytkowego nie będzie dotyczyć budynków, dla których wydano decyzję o pozwoleniu na budowę przed dniem 1 sierpnia 2024 r.
Obowiązek stosowania przegród balkonowych oraz zapewnienia wózkarni i rowerowni
Od dnia 1 sierpnia 2024 r. wprowadzono obowiązek stosowania przegród balkonowych, gdy na jednej płycie balkonowej położone są dwa balkony dla sąsiadujących lokali, co już często jest stosowane w praktyce. Nowe przepisy (§ 95a) rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, określają techniczne warunki, jakim powinny odpowiadać te przegrody.
Kolejnym nowym wymogiem jest obowiązek zapewnienia w blokach wózkarni i rowerowni o powierzchni co najmniej 15 m2. Takie pomieszczenia mogą znajdować się przy wejściu lub na kondygnacji podziemnej budynku, albo w budynku gospodarczym, wiacie lub altanie.
Nowe rozporządzenie wprowadza również dodatkowe wymogi techniczne w odniesieniu do placów zabaw dla dzieci i doprecyzowuje przepisy dotyczące miejsc postojowych dla samochodów, z których korzystają osoby z niepełnosprawnościami.
Podsumowanie
Zmiany w przepisach techniczno-budowlanych z pewnością należy ocenić pozytywnie, jednak trudno określić je mianem przełomowych. W wielu przypadkach stanowią one usankcjonowanie praktyk, które są już stosowane przez deweloperów. Realna ocena wpływu nowej regulacji na ład przestrzenny i poprawę komfortu nabywców lokali będzie możliwa będzie możliwa dopiero po kilkunastu miesiącach od jej wdrożenia w nowych inwestycjach.
Autor: Prawnik Mateusz Groszyk, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy
Lipcowa decyzja FOMC w sprawie kosztu pieniądza nie była zaskoczeniem dla rynków. Po raz kolejny ważniejszy okazał się komunikat przewodniczącego FED, jednak i ten (przynajmniej po części) był spodziewany. Do obniżki kosztu pieniądza doszło w Anglii, gdzie o ostatecznym rezultacie zadecydował jeden głos.
Stany nie zmieniają stóp
Wczorajsza decyzja w sprawie kosztu pieniądza w USA była zgodna z oczekiwaniami. Stopy procentowe w USA pozostały w przedziale 5,25-5,50%. Kolejnym istotnym wydarzeniem było wystąpienie przewodniczącego FED, które miało miejsce tuż po decyzji. Tym razem Jerome Powell nie nabrał wody w usta. Rynki w końcu usłyszały bardziej konkretną wypowiedź (w porównaniu do poprzednich) w sprawie polityki monetarnej na drugie półrocze 2024 roku. Jeżeli dane makroekonomiczne nie będą odbiegać od zamierzonego kierunku (stabilny rynek pracy, inflacja zmierzająca do 2%) to tzw. „pivotu” możemy spodziewać się nawet na najbliższym posiedzeniu, czyli we wrześniu. Po tej informacji dolar tylko delikatnie osłabił się do euro (z poziomu 1,08 USD do 1,083 USD) co oznacza, że wrześniowy ruch FED był już wliczony w cenę eurodolara. Patrząc pierwszego dnia sierpnia na prawdopodobieństwo obniżki na kolejnym posiedzeniu FOMC, widzimy jednoznaczne 100%. 86,5% rynku ostawia obniżkę o 25 punktów bazowych. Pozostałe 13,5% spodziewa się podwójnego ruchu.
Umocnienie dolara
W czwartek po południu na kursie EUR/USD nie ma już śladu po środowej decyzji FED i wieczornym osłabieniu amerykańskiej waluty. Dziś do południa notowania „edka” zeszły z wcześniej wspomnianych 1,083 USD do 1,078 USD. Umocnienie „zielonego” o pół centa to drugi fakt pokazujący, że inwestorzy już dawno „przetrawili” rychłe obniżki stóp w Stanach Zjednoczonych. Nawet wspominanie ich przez szefa FED nie robi na nich aż tak dużego wrażenia. Być może większa skala obniżek skłoniłaby inwestorów do wyprzedaży dolara, jednak, póki co, jednoznacznych przesłanek do takiego posunięcia brakuje. Inflacja co prawda nadal nie zeszła do celu, jednak ustabilizowała się przy ok. 3%, co nawet przy zapowiadanej obniżce stóp wciąż daje dodatnie realne stopy procentowe. Drugim aspektem jest rynek pracy. Tu jednak ostatnio otrzymujemy mieszane dane. Dzisiejszy Raport Challengera (planowana liczba zwolnień) wskazał wartość o prawie połowę niższą od poprzedniej (25,8 tys. względem 48,8 tys. poprzednio). Z drugiej strony zauważamy wzrost złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Ten wskaźnik wzbudza obawy, jednak nie jest jednoznacznym sygnałem mocnego pogorszenia sytuacji na amerykańskim rynku pracy.
Decyzja z Wysp
Po siedmiu pauzach, czyli braku zmian wysokości stóp procentowych, w Wielkiej Brytanii, dziś doszło do obniżki. Oznacza to, że Brytyjczycy, podobnie jak Europejski Bank Centralny i Szwajcarski Bank Narodowy, z decyzją wyprzedzili amerykański FED. Głosowanie na Wyspach nie było jednak jednogłośne. 5 osób opowiedziało się za obniżką. Pozostałe 4 domagały się ósmej pauzy. Oznacza to, że koszt pieniądza został obniżony z 5,25% do równych 5%, co było zgodne z prognozami. Ruch ten wydaje się być logiczny w aktualnej sytuacji Wielkiej Brytanii, gdzie inflacja konsumencka w ujęciu rocznym zeszła do 2% r/r, bezrobocie wzrosło do 4,4%, a wzrost gospodarczy jest praktycznie znikomy (ostatni odczyt PKB na poziomie 0,3% r/r). Niższy koszt pieniądza powinien poprawić koniunkturę, jednak na efekty obniżek stóp procentowych należy poczekać do kilku kwartałów. Dzisiejsza decyzja, mimo że gołębia, dobrze wpłynęła na notowania funta, który godzinę po publikacji umacnia się do euro, dolara i franka. Kurs GBP/PLN o godzinie 14:00 wynosi 5.09 PLN.
„Grupa Volkswagen w pierwszej połowie roku zanotowała solidne wyniki. Mimo trudnego otoczenia rok 2024 będzie rokiem największej ofensywy produktowej Grupy, a jednocześnie kompleksowej reorganizacji i restrukturyzacji wielu obszarów biznesowych. Osiągnięte wyniki to wspólny wysiłek wszystkich marek. Pod względem strategicznym trzymamy się wyznaczonego kursu. Programy TOP 10 czynią znaczne postępy. Przyspieszamy naszą globalną strategię tworzenia oprogramowania z międzynarodowymi partnerami. Całkowicie zreorganizowaliśmy nasze pozycjonowanie w Chinach. Programy zwiększające wydajność nabierają tempa w całej Grupie, a nowe produkty zbierają pozytywne recenzje. To dobre podstawy. Niemniej dużo pracy jeszcze przed nami” – powiedział Oliver Blume, CEO Grupy Volkswagen
„Nasza marża w drugim kwartale, przed uwzględnieniem kosztów restrukturyzacji i innych czynników pozaoperacyjnych, jest nieco wyższa od spodziewanej. Ostatecznie liczy się jednak raportowany wynik. Zwrot na poziomie 6,3% po sześciu miesiącach jest poniżej naszych oczekiwań i możliwości, biorąc pod uwagę paletę świetnych pojazdów, nasze marki i naszą globalną pozycję. Biorąc pod uwagę premiery nowych produktów i solidny portfel zamówień, potwierdzamy naszą prognozę na cały rok. Będziemy jednak musieli podjąć znaczne wysiłki, by zmniejszyć koszty w drugiej połowie roku i później, aby osiągnąć nasze cele” – powiedział Arno Antlitz, dyrektor finansowy i operacyjny Grupy Volkswagen.
Przychody ze sprzedaży w pierwszym półroczu 2024 r. na poziomie 158,8 mld euro; (H1 2023 r.: 156,3 mld euro) – przychody ze sprzedaży Grupy Volkswagen wzrosły dzięki dobrym wynikom usług finansowych. Przychody ze sprzedaży w Dywizji Automotive były stabilne, z niewielkim spadkiem sprzedaży pojazdów na świecie.
Wynik operacyjny w I półroczu 2024 r. na poziomie 10,1 mld EUR, 11% poniżej wyniku z I półrocza 2023 r. (11,3 mld EUR); rentowność operacyjna sprzedaży na poziomie 6,3% – spadek zysku operacyjnego spowodowany był różnymi czynnikami pozaoperacyjnymi, w szczególności nieplanowanymi rezerwami na program odpraw; negatywny wpływ na rentowność sprzedaży miały także większe koszty stałe, wydatki związane z dekonsolidacją VW Bank Russia oraz zamknięciem części działalności związanej z turbinami gazowymi w MAN Energy Solutions.
Solidny wynik w pierwszej połowie 2024 r., zwiększenie marży w drugim kwartale – po skorygowaniu o czynniki nieoperacyjne i przed uwzględnieniem wartości godziwej instrumentów pochodnych poza rachunkowością zabezpieczeń, marża operacyjna w I półroczu 2024 r. wyniosła 7,1%; poprawa marży bazowej o 7,6% w II kwartale 2024 r. w porównaniu do 6,6% marży bazowej w I kwartale 2024 r.
Przepływy pieniężne netto w Dywizji Automotive spadły w pierwszej połowie 2024 r. o 0,1 mld euro (2,5 mld euro) – na przepływy pieniężne netto w Dywizji Automotive miał wpływ wzrostu kapitału obrotowego związanego z wprowadzeniem nowych modeli na rynek i ograniczeniami w dostawach; wysokie przepływy pieniężne netto w drugim kwartale w wysokości 2,9 mld euro, niemal rekompensujące odpływ 3,0 mld euro w pierwszym kwartale 2024 r.
W pierwszej połowie 2024 r. sprzedano 4,3 mln pojazdów; (H1 2023 r.: 4,4 mln) – wzrost w Ameryce Północnej (+8%) i Ameryce Południowej (+15%) niemal zrównoważył spadki w innych regionach, zwłaszcza w Chinach w drugim kwartale.
Nieznaczny wzrost zamówień w Europie Zachodniej w pierwszej połowie 2024 r. – ogólna liczba zamówień w tym regionie wzrosła o 2% i była napędzana głównie przez pojazdy elektryczne (+124%). Portfel zamówień sięga czwartego kwartału.
Prognoza na 2024 rok potwierdzona
Grupa Volkswagen spodziewa się, że przychody ze sprzedaży przekroczą wyniki z poprzedniego roku o maksymalnie 5%. Oczekuje się, że rentowność operacyjna sprzedaży dla Grupy i obszaru biznesowego samochodów osobowych wyniesie od 6,5 do 7%.
W Dywizji Automotive spółka oczekuje, że wskaźnik nakładów inwestycyjnych w 2024 r. wyniesie od 13,5 do 14,5%. Oczekuje się, że przepływy pieniężne netto w 2024 r. wyniosą od 2,5 do 4,5 mld euro. Obejmuje to w szczególności przyszłe inwestycje i wypływy środków pieniężnych z fuzji i przejęć, które stanowią ważny filar transformacji Grupy Volkswagen. Oczekuje się, że płynność netto w Dywizji Automotive wyniesie w 2024 roku od 37 do 39 mld euro. Celem Grupy pozostaje kontynuacja solidnej polityki finansowania i płynności.
Lipiec przyniósł w większości największych miast spadek sprzedaży nowych mieszkań. A ponieważ z rynku znikały w pierwszej kolejności najtańsze, więc tam, gdzie deweloperzy nie dostarczyli odpowiedniej puli lokali w segmencie popularnym, średnia cena metra kwadratowego poszybowała w górę. Takie zjawisko miało miejsce w Warszawie i Wrocławiu. Pozytywnym zaskoczeniem jest sytuacja w Krakowie, gdzie wzrosła oferta mieszkań, a ich średnia cena metra kwadratowego nie drgnęła już drugi miesiąc z rzędu – wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl.
– Potencjalni nabywcy mieszkań najwyraźniej przyjęli pozycję wyczekującą. Ci, którzy mają gotówkę lub wystarczającą zdolność kredytową czekają aż sprzedający zaczną obniżać ceny. Z kolei ci, którzy nie mogą sobie obecnie pozwolić na kredyt z powodu zbyt wysokiego oprocentowania, czekają na korzystniejsze warunki kredytowe. W tej grupie jest z pewnością wielu takich, którzy liczą na nowy rządowy program wsparcia kredytobiorców „Kredyt mieszkaniowy #naStart” – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.
Jak na spadek popytu zareagowali deweloperzy? W większości największych miast po prostu wprowadzili na rynek mniej mieszkań. Wyjątkami wydają się być Kraków i Wrocław. Ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w stolicy Małopolski deweloperzy wprowadzili do sprzedaży dużą pulę mieszkań w segmencie popularnym. Świadczy o tym ich średnia cena metra kwadratowego. Także wrocławscy deweloperzy zwiększyli w lipcu nową podaż mieszkań, ale zaadresowali ją głównie do zamożnych klientów. W efekcie w Krakowie cena mieszkań w przeliczeniu na metr kwadratowy ustabilizowała się, zaś we Wrocławiu wzrosła aż o 2%. Warto w tym miejscu dodać, że tak wysoki wzrost wynika też z tego, że w lipcu z oferty wrocławskich deweloperów zniknęło dużo stosunkowo tanich mieszkań.
A jak było w pozostałych metropoliach? W Warszawie, Trójmieście i Łodzi średnia cena metra kwadratowego wzrosła w lipcu o 1%. Przy czym w stolicy, podobnie jak we Wrocławiu, powodem był najpewniej dopływ na rynek głównie drogich mieszkań. Natomiast w pozostałych dwóch metropoliach większy wpływ na średnią miała wyprzedaż najtańszych lokali. Na przykład w Łodzi udział mieszkań z ceną poniżej 10 tys. zł za metr kwadratowy skurczył się w ciągu zaledwie jednego miesiąca z 32% do 29%. Wzrósł za to – z 28% do 30% – odsetek lokali w przedziale cenowym 12-15 tys. zł za metr.
Także w Trójmieście zmniejszyła się oferta najtańszych mieszkań. Nie oznacza to jednak, że w każdym z największych miast zwlekanie z decyzją zakupową wiąże się z coraz większym wydatkiem. Na przykład we Wrocławiu, gdzie średnia cena metra kwadratowego wzrosła w lipcu najbardziej, nie skurczył się ani odsetek lokali do 10 tys. zł, ani w przedziale 10-12 tys. zł za metr. Zmniejszyła się natomiast oferta mieszkań z ceną metra kwadratowego między 12 tys. a 15 tys. zł. Większy wybór mieszkań mieli zaś ci, którzy są skłonni zapłacić więcej.
– Lepszą wiadomość mamy dla potencjalnych nabywców nowych mieszkań w Poznaniu i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Tamtejsi deweloperzy zaczęli wprowadzać na rynek więcej lokali w segmencie popularnym, co np. w stolicy Wielkopolski zatrzymało wzrost średniej ceny metra kwadratowego już trzeci miesiąc z rzędu. A co ważniejsze, w obu tych metropoliach wzrósł odsetek lokali z ceną poniżej 10 tys. zł za metr – komentuje ekspert portalu RynekPierwotny.pl.
W Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii średnia cena metra kwadratowego wzrosła w tym roku o 2%, czyli najmniej wśród największych metropolii. W wyścigu o miano tegorocznego lidera podwyżek prowadzi wciąż Łódź, ale ex aequo z Wrocławiem. Od początku roku średnia cena metra kwadratowego wzrosła w tych miastach aż o 9%. Poznań i Warszawa zajmują kolejne miejsce ze wzrostem średniej o 6%. Z kolei w Krakowie i Trójmieście ceny podskoczyły w ciągu siedmiu miesięcy o 4%.
Warto zwrócić uwagę, że deweloperzy raczej sporadycznie decydują się na podwyżki lub obniżki cen ofertowych. Zaostrzająca się konkurencja zmusiła jednak niektóre firmy deweloperskie do „ukrytych” obniżek cen, np. w postaci kilkuprocentowych rabatów czy gratisów typu komórka lokatorska lub miejsce w garażu.
I poł. 2024 r. na warszawskim rynku biurowym w Warszawie upłynęła pod znakiem ewolucyjnego rozwoju rynku po stronie popytu i podaży. Aktywność deweloperska powoli wraca do poziomów sprzed pandemii, na koniec czerwca br. w budowie było 280 000 mkw. Po stronie popytu obserwujemy kontynuację trendu renegocjacji. Łącznie popyt wyniósł 320 000 mkw., co jest rezultatem porównywalnym do I poł. 2023 r. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych prezentuje raport „Rynek biurowy w Warszawie w I połowie 2024 r.”.
W I poł. 2024 r. na warszawski rynek biurowy trafiło ponad 60 000 mkw. nowej powierzchni biurowej. W całym bieżącym roku powinno zostać dostarczone na rynek od. 110 000 mkw. W I kwartale 2024 roku Yareal ukończył budowę obiektów Lixa D (9 300 mkw.) i Lixa E (16 900 mkw.), a po modernizacji na rynek powrócił Saski Crescent (15 500 mkw.) z portfela CA Immo, natomiast Makro Cash and Carry wybudował budynek przy Al. Jerozolimskich na własne potrzeby (6 900 mkw.). W II kwartale 2024 roku Ghelamco ukończył budowę pierwszej fazy kompleksu Vibe (15 000 mkw.). Oddania nowych inwestycji jednak nieznacznie, zaledwie o 0,03%, zwiększyło całkowite zasoby biurowe na rynku. Na koniec czerwca były one szacowane na 6,26 mln mkw. z racji zmiany funkcji wybranych, istniejących projektów.
Natomiast w kolejnych latach możemy oczekiwać wzrostu nowej podaży. Na koniec czerwca br. w budowie było 280 000 mkw. Wśród największych projektów w budowie możemy wymienić: The Bridge (47 000 mkw., Ghelamco), Upper One (35 900 mkw., Strabag), modernizowaną V Tower (33 700 mkw., Cornerstone) czy Skyliner II (24 000 mkw., Karimpol).
Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Analiz i Badań Rynkowych, AXI IMMO, mówi: „Deweloperzy w swoich strategiach inwestycyjnych dostosowują się do oczekiwań najemców i ich pracowników. Dlatego ponad 80% biurowców w budowie to projekty zlokalizowane w centralnych strefach biurowych. Znacząca ich część zostanie oddana do użytku w 2025 r., ok. 160 000 mkw. Warto też dodać, że rozpoczęte w tym roku inwestycje w większości skoncentrowane są w centrum Warszawy”.
Na koniec I poł. 2024 roku średni wskaźnik pustostanów w Warszawie wyniósł 10,9%, co oznacza stabilizację w porównaniu z poprzednim kwartałem (-0,1 p.p.) ze spadkiem w ujęciu rocznym (-0,5 p.p.). Wskaźnik powierzchni niewynajętych w strefach centralnych pozostaje w trendzie spadkowym, na koniec I poł. 2024 roku wynosząc 9,1%. Największy udział wolnych powierzchni aktualnie znajduje się w strefach Służewiec (19,6%) oraz Żwirki i Wigury (13,5%).
Jakub Potocki, Associate Director, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, komentuje: „Zmiany pokoleniowe, nowy styl pracy wpływają na decyzje najemców w kwestii organizacji przestrzeni biurowych. Z jednej strony najemcy są w stanie zapłacić więcej za metr kwadratowy biura wybierając lokalizacje centralne, dobrze skomunikowane. Z drugiej strony priorytetem staje się optymalizacja i efektywne wykorzystanie przestrzeni. Coraz ważniejsze staje się również spełnianie norm środowiskowych przez potencjalne biuro, tym bardziej chętnie wybierane są nowe projekty, legitymizujące się certyfikatami na poziomie nawet „Excellence” i wyżej”.
W I poł. 2024 r. po stronie popytu dominowały przedłużenia umów najmu (51%) względem nowych kontraktów (38%) i ekspansji (7%). W porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym popyt netto (aktywność najemców z wyłączeniem renegocjacji) zmalał o 26%. Łączna aktywność najemców wyniosła 320 000 mkw. i była o 2% niższa rok do roku. Strefą biurową z największym udziałem przedłużeń był Służewiec (66%). Pod względem branż największą aktywność odnotowaliśmy wśród najemców z następujących sektorów: bankowość, produkcja, usługi dla biznesu i IT. Największe transakcje w I poł. 2024 roku w przedziale pomiędzy 13 000 a 14 000 mkw. to przedłużenia kontraktów.
Bartosz Oleksak, Associate Director, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, komentuje: „Przez wzgląd na powszechność hybrydowej organizacji pracy obserwujemy dominację na rynku transakcji średnich i małych. Średnia wielkość transakcji na rynku biurowym od stycznia do czerwca 2024 roku wyniosła niespełna 1 000 mkw. Największa nowa umowa najmu miała niespełna 4 000 mkw. To odwrotność do obserwowanego przed kilkoma laty trendu związanego z konsolidacją powierzchni, w której prym wiódł sektor bankowy”.
W I poł. 2024 r. stawki ofertowe utrzymywały się na stabilnym poziomie w przedziale od 19,50 / mkw./ mies. do 26,50 EUR/ mkw./ mies. w najbardziej prestiżowych budynkach biurowych w centralnych lokalizacjach Warszawy. W strefach pozacentralnych czynsze ofertowe zaczynają się od ok. 10,00 EUR/ mkw./ mies. Do końca roku w większości inwestycji stawki powinny pozostać stabilne. W czerwcu 2024 roku opłaty eksploatacyjne w większości nowoczesnych budynków biurowych w Warszawie wahały się od 17,00 PLN/ mkw./ mies. do 43,50 PLN/ mkw./ mies. w zależności od standardu powierzchni i lokalizacji. Stawki opłat eksploatacyjnych pozostają w trendzie wzrostowym.
Oczekiwania, że za oceanem komunikat będzie ważniejszy od decyzji, po raz kolejny okazały się słuszne. Inwestorzy mają teraz dużo do przemyślenia przed wrześniowym posiedzeniem. W tle ceny w Polsce nie wzrosły aż tak dramatycznie.
Decyzja FOMC nie zaskoczyła rynków
Wczorajsze posiedzenie FED trzeba podzielić na dwie części. W pierwszej niespodzianek nie było. Zgodnie z oczekiwaniami pozostawiono stopy procentowe na niezmienionym poziomie. W drugiej części pojawiło się zaskakujące stwierdzenie, że nie byłoby właściwe obniżać stóp procentowych, aż nie uzyska się pewności, że inflacja trwale przesuwa się w kierunku 2%. Obecnie mamy jednak 3% i zdecydowanie boczny trend. Na rynku obecnie mamy konsternację. Z jednej strony kontrakty terminowe nadal mówią o spadku stóp procentowych we wrześniu. Z drugiej strony inwestorzy zaczęli kupować dolara, jakby obniżki stóp procentowych miały się oddalać. Najwyraźniej inwestorzy grają pod scenariusz, że do końca roku zobaczymy jedną, maksymalnie dwie obniżki stóp procentowych o 0,25%, a nie jak dotychczas sądzono trzy. Tąpnięcie było też widać na giełdach, gdzie koniec dnia był wyraźną przeceną. Wyższe stopy procentowe to bowiem gorsze wyniki spółek.
Pozostałe dane z USA
Środa to nie tylko posiedzenie FOMC. Wszyscy na nie czekali, ale wcześniej zobaczyliśmy jeszcze pakiet istotnych danych. Zaczęło się od słabszego raportu ADP, który wypadł wyraźnie słabiej od oczekiwań. Odrobinę lepiej wypadł z kolei indeks Chicago PMI. Dodatkowo słabsze dane z rynku pracy amortyzował lepszy od oczekiwań indeks podpisanych umów kupna domów. Ze względu na posiedzenie Rezerwy Federalnej na koniec dnia inwestorzy czekali z reakcjami, stąd pomimo tego, że słabsze dane z rynku pracy powinny doprowadzić do przeceny dolara, ruch był relatywnie niewielki.
Inflacja w Polsce wystrzeliła
Niby wszyscy wiedzieliśmy, że urealnienie cen energii nie odbędzie się bezboleśnie. Wiedzieliśmy, ale jednak się łudziliśmy. Wynik 4,2% może wyglądać dramatycznie, ale trzeba pamiętać, że rynki oczekiwały 4,4%. Większość tej zmiany względem poprzedniego miesiąca, kiedy inflacja wynosiła 2,6%, przypada właśnie na koszty energii. Jest to w sumie dobra wiadomość, bo pokazuje, że strukturalnie ten problem nie jest taki duży. Z drugiej strony skoro w lipcu wzrosły ceny prądu, to jest szansa, że będziemy mieć wstrząsy wtórne na innych rynkach, bo nie wszędzie ceny pójdą w górę od razu. Co to oznacza dla złotego? Niższa inflacja przyspiesza teoretycznie obniżki stóp. W Polsce jednak są one tak daleko, że nie ma to wpływu na walutę.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:00 – Wielka Brytania – decyzja Banku Anglii w sprawie stóp procentowych,
14:30 – Czechy – decyzja Czeskiego Narodowego Banku w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl
Spółka bioinformatyczna Proacta sukcesywnie rozwija swoje produkty i usługi dla podmiotów z branży medycznej. Dowodem tego jest podpisanie przez spółkę zależną Ve Space Sp. z o.o. trzyletniej umowy z Centrum Edukacji Medycznej na udostępnienie platformy do organizacji wydarzeń online w oparciu o autorskie rozwiązanie „Ve Space”. Wartość umowy wynosi ponad 1,6 mln zł, nie wliczając usług dodatkowych, które mogą być zamawiane w trakcie realizacji umowy.
Platforma „Ve Space” umożliwia realizację różnego rodzaju wydarzeń online, takich jak wirtualne targi, kongresy czy konferencje. W ramach umowy z Centrum Edukacji Medycznej funkcjonalności „Ve Space” zostaną dostosowane do organizowania i przeprowadzania konferencji i szkoleń w formie on-line dla kadry medycznej.
Maciej Grzywacki, wiceprezes Proacta S.A.
– Stopniowo zwiększamy nasze zaangażowanie i rozwijamy kolejne usługi w kierunku branży medycznej. Oprócz innowacyjnych narzędzi analitycznych dla lekarzy oraz pacjentów posiadamy również rozwiązania, które można wykorzystać w szerszym spektrum. Przykładem jest platforma Ve Space do organizacji wirtualnych i hybrydowych wydarzeń, która tym razem zostanie dostosowana do potrzeb konferencji i szkoleń online dla pracowników ochrony zdrowia. Jesteśmy świadomi tego, jak wysoką wartość merytoryczną prezentują wydarzenia organizowane przez Centrum Edukacji Medycznej, dlatego naszym celem będzie dostarczenie najlepszej technologii, która umożliwi efektywną wymianę wiedzy – mówi Maciej Grzywacki, wiceprezes Proacta S.A.
Centrum Edukacji Medycznej to spółka prowadząca specjalistyczne szkolenia w celu podnoszenia kompetencji i praktycznych kwalifikacji lekarzy, pielęgniarek, fizjoterapeutów, ratowników medycznych oraz innych pracowników ochrony zdrowia.
Proacta na przestrzeni lat wypracowała własne w pełni gotowe rozwiązania dedykowane różnym branżom. Oprócz „Ve Space” spółka posiada również wielofunkcyjną platformę analiz predykcyjnych „DataBION”, służącą do gromadzenia i przetwarzania na własnych serwerach danych medycznych i genetycznych.
Zwiększenie zaangażowania w segmencie bioinformatyki zaowocowało powstaniem kolejnych narzędzi dla branży medycznej. Z początkiem lipca Proacta uruchomiła platformę „Dbam o siebie Smart LAB”, która dzięki dedykowanym raportom, wspiera pacjentów w analizie wyników badań laboratoryjnych krwi i pomaga zatroszczyć się o swoje zdrowie. Proacta rozwija również „Portal Pacjenta”, który służy do monitorowania stanu zdrowia, zarządzania danymi medycznymi i wspierania procesu leczenia. Kolejnym autorskim rozwiązaniem jest „Digital Breast Cancer Unit” – innowacyjna platforma wykorzystująca zaawansowane technologie do optymalizacji procesu leczenia raka piersi.
– Nasze rozwiązania technologiczne są odpowiedzią na realne potrzeby pacjentów oraz specjalistów z branży medycznej. W lipcu uruchomiliśmy platformę „Dbam o siebie Smart LAB” dla szerokiego grona użytkowników indywidualnych i jesteśmy na etapie negocjacji z jednostkami medycznymi w celu dalszej komercjalizacji. W kolejnych etapach chcemy ruszyć z ofertą kolejnych naszych produktów. W celu realizacji naszych planów rozwoju i zwiększonych potrzeb kapitałowych prowadzimy również rozmowy z inwestorami w ramach trwającej oferty publicznej – informuje Paweł Ciesielka, prezes zarządu Proacta S.A.
Proacta w ramach przeprowadzanej oferty publicznej akcji serii N z zachowaniem prawa poboru przystąpiła do tzw. Transzy Zarządu, czyli zaproszeń do oferty kierowanych przez zarząd Proacta. W terminie od 23 lipca do 6 sierpnia inwestorzy za pośrednictwem Domu Maklerskiego INC mogą składać zapisy na akcje serii N nieobjęte w wykonaniu prawa poboru po cenie emisyjnej 0,50 zł za akcję. Proacta planuje pozyskać do 2,02 mln zł na dalszy rozwój i promocję produktów własnych.
Podczas gdy najświeższe, innowacyjne narzędzia AI zdominowały nagłówki w mediach, firmy są bardziej zainteresowane tym, jak obniżyć koszty związane ze sztuczną inteligencją. Korzystanie z AI wymaga drogiego sprzętu, a koszty szkoleń gwałtownie rosną. To z kolei prowadzi do kolejnego wyzwania: jak zmonetyzować sztuczną inteligencję, aby odzyskać te koszty?
Według raportu AI Index Report 2024, opracowanego przez Uniwersytet Stanford, koszty szkolenia najnowocześniejszych modeli sztucznej inteligencji osiągnęły nowe szczyty: na przykład GPT-4 firmy OpenAI wykorzystał szacunkową wartość 78 milionów dolarów w ramach szkolenia, podczas gdy Gemini Ultra firmy Google kosztował 191 milionów dolarów. Aby trenować i uruchamiać największe modele, setki tysięcy dedykowanych procesorów AI muszą być montowane w farmach serwerów w chmurze. Tylko najwięksi gracze technologiczni, Google, Amazon, Microsoft, Meta, Apple i Nvidia, mają wymaganą infrastrukturę chmurową i moc obliczeniową, wystarczającą by zaspokoić potrzeby szkoleniowe największych modeli sztucznej inteligencji. Meta podobno opracowuje najnowocześniejszy system AI, którego koszty, z 350 000 procesorów Nvidia H100 12 (każdym za około 30 000 dolarów), szacuje się na ponad 10 miliardów dolarów.
Powodem tej inwestycji ze strony Meta jest ulepszenie modelu sztucznej inteligencji Llama. Najnowszy model Llama 3.1 ma zintegrować chatbota AI „Meta AI” z aplikacjami takimi jak Instagram i WhatsApp. Ta integracja może uczynić Meta AI jednym z najczęściej używanych chatbotów na świecie, z około trzema miliardami ludzi korzystających z komunikatora. Narzędzia AI mogą jeszcze bardziej wydłużyć czas spędzany w mediach społecznościowych, zwiększając przychody z reklam. Płatne opcje aktualizacji AI stanowią dodatkowy potencjał przychodów. Podejście open-source umożliwia zewnętrznym deweloperom wykorzystanie modelu do własnych aplikacji AI.
Apple pracuje nad włączeniem AI – Apple Intelligence do swoich produktów w celu zwiększenia funkcjonalności i satysfakcji użytkowników. Ten krok może zwiększyć lojalność klientów i potencjalnie dać firmie znaczny impuls wzrostowy. Zwłaszcza aktualizacja asystenta głosowego Siri może zwiększyć sprzedaż i umocnić przewagę konkurencyjną Apple na rynku smartfonów; iPhone’y mają 17,3 proc. udziału w globalnym rynku. Apple generuje około połowy swoich przychodów z iPhone’ów. Dąży do napędzania cyklu aktualizacji, ponieważ użytkownicy trzymają swoje smartfony dłużej niż wcześniej. Jednak otwarcie swojego ekosystemu dla zewnętrznych dostawców, takich jak OpenAI, wiąże się z poważnym ryzykiem. Staranne zarządzanie prywatnością danych i kwestiami bezpieczeństwa jest niezbędne, aby uniknąć potencjalnych luk w zabezpieczeniach.
Open AI ogłosiło, że rozwija Search GPT, biorąc zamach na dominujące wśród wyszukiwarek Google. Jest to szybki sposób na lepsze zarabianie na możliwościach Chatu GPT i jest to wypróbowany i przetestowany model. Microsoft reklamuje swój pakiet 365 z Copilotem jako ulepszonym narzędziem zwiększającym produktywność. Z drugiej strony, podczas gdy uwaga inwestorów koncentruje się na bardziej widocznych graczach AI, według dyrektora generalnego Arvinda Krishny, księga biznesowa IBM w zakresie sztucznej inteligencji generatywnej, wynosi obecnie ponad 2 miliardy dolarów. W kwietniu liczba ta wynosiła ponad 1 miliard dolarów. Rok temu, IBM wprowadził na rynek Watson X i swoją strategię generatywnej sztucznej inteligencji. Obecnie firma wykorzystuje sztuczną inteligencję w swojej ofercie produktów i usług. W kolejnym okresie IBM pozostaje przekonany o pozytywnych perspektywach makro dla wydatków na technologie.
Jednak według amerykańskiego BofA (Bank of America), ta perspektywa makroekonomiczna zaczyna się zmieniać. Instytucja twierdzi, że czasy hype’u AI dobiegły końca, a trend zmieni dynamikę. Widzieliśmy już, że firmy ostrożnie inwestują pieniądze w produkty AI, nie mając pewności, jak zintegrować je ze swoimi starszymi systemami. Niektóre z nich obawiają się również, że ich inwestycja może zostać bardzo szybko zdezaktualizowana przez szybki postęp w dziedzinie sztucznej inteligencji. Inwestorzy również nie są w pełni przekonani do AI. Jak wynika z najnowszego badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego, 31 proc. polskich inwestorów posiada w swoich portfelach akcje związane ze sztuczną inteligencją, z kolei 47 proc. zadeklarowało, że zamierza zainwestować w nie w przyszłości. Rozgrywka o sztuczną inteligencję trwa, ale uwaga coraz bardziej koncentruje się wokół jej opłacalności.
Można uznać, że Powell uformował pewnego rodzaju grunt pod wrześniową obniżkę stóp procentowych. Na rynku nie widać jednak ekstremalnej euforii bo tak naprawdę ta powakacyjna redukcja kosztu pieniądza jest już w dużym stopniu wyceniona. Giełda na Wall Street rosła wczoraj przez cały dzień co zaowocowało zwyżką indeksu Nasdaq Composite o 2,6 proc. oraz SP500 o 1,6 proc. Gorzej radził sobie przemysłowy Dow Jones kończąc dzień z kosmetycznie dodatnim wynikiem na poziomie 0,2 proc. Dolar stracił, choć w notowaniach EUR/USD ciężko dostrzec tę deprecjację. Zdecydowanie natomiast spadły rentowności amerykańskich obligacji rządowych na całej krzywej dochodowości.
Rezerwa Federalna utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie (5,25-5,5 proc.). Jerome Powell zasygnalizował możliwą obniżkę już we wrześniu. Komitet zwrócił uwagę na ryzyko dla obu stron swojego podwójnego mandatu. Zauważono, że w ostatnich miesiącach poczyniono dalsze postępy w kierunku osiągnięcia 2 proc. celu inflacyjnego. Oceniono, że ryzyko dla osiągnięcia celów w zakresie zatrudnienia i inflacji nadal dąży do lepszej równowagi. W efekcie rynek jeszcze mocniej upewnił się w przekonaniu, że wrzesień będzie startem cyklu luzowania warunków monetarnych.
Powell podkreślił potrzebę zrównoważenia podwójnego mandatu Fed: inflacji i zatrudnienia. Powiedział, że ryzyko nieoczekiwanego wzrostu cen spadło, podczas gdy ryzyko pogorszenia sytuacji na rynku pracy jest teraz realne. Najnowsze dane o zatrudnieniu za lipiec poznamy już jutro i w tym kontekście stają się one jeszcze bardziej istotne. Prognozy wskazują na kolejne schłodzenie sytuacji co sugeruje konsensus zmiany zatrudnienia w sektorze pozarolniczym na poziomie poniżej 200 tys. Wczorajszy raport ADP wpisał się w tendencję słabnięcia rynku pracy w USA. Odczyt 122 tys. był gorszy od prognozy, która oscylowała wokół 155 tys. Wczoraj poznaliśmy także indeks kosztów zatrudnienia, który wzrósł o 0,9 proc. kw/kw co dało niższą dynamikę od poprzedniej a wynik był słabszy od zakładanego. Dziś poznamy ISM dla przemysłu a także tygodniową liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.
Wracając do samej konferencji prasowej, Powell przyznał, że obniżka stóp była omawiana na lipcowym posiedzeniu. To ewidentna zmiana bo wcześniej tłumaczono, że jest jeszcze na to za wcześnie. Zapytany o możliwość ruchu w dół o 50 punktów bazowych we wrześniu odpowiedział, że tak duża zmiana nie jest obecnie realistyczna. Między wierszami można zakładać, że wrzesień jest niemalże pewny, ale przewodniczący nie chciał wprost tego stwierdzić odpowiadając nieco wymijająco, że kolejna decyzja będzie w dużej mierze zależna od całości danych a nie od jednego czy dwóch pojedynczych odczytów.
Unia Europejska przygotowuje regulacje, które mogą stanowić poważne wyzwanie dla polskiego sektora baterii, wartego aż 38 mld zł. Nowe przepisy, o których wprowadzenie intensywnie zabiega Francja, znacznie ograniczą konkurencyjność polskich firm. – Przyjęcie tych regulacji w obecnie proponowanej formie stwarza realne zagrożenie dla krajowej gospodarki – podkreśla PSNM.
Komisja Europejska prowadzi właśnie intensywne prace nad 40 aktami wykonawczymi do tzw. Rozporządzenia Bateryjnego. Jedna z konsultowanych regulacji, dotycząca obliczania śladu węglowego baterii produkowanych do pojazdów elektrycznych, może w najgorszym scenariuszu doprowadzić do zamknięcia szeregu zakładów bateryjnych w Polsce. To olbrzymie ryzyko dla polskiej gospodarki. W pierwszym kwartale b.r. wartość eksportu baterii z Polski przekroczyła 12 mld zł.
– Proponowana metodologia obliczania śladu węglowego baterii ma uwzględniać emisje CO2 w miksie energetycznym danego kraju. W oczywisty sposób faworyzuje to producentów z państw członkowskich, które już dziś korzystają głównie z odnawialnych źródeł energii lub energii jądrowej, zamykając tym samym drogę do nowych inwestycji w Polsce i innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej z mniej ekologicznym miksem energetycznym, wciąż opartym przede wszystkim na paliwach kopalnych. I o ile dążenie do dekarbonizacji łańcuchów dostaw jest koniecznością i kierunkiem, z którym oczywiście się zgadzamy, o tyle osiągnięcie tego celu powinno nastąpić w sposób sprawiedliwy względem państw, które ze względów politycznych i ekonomicznych mogły rozpocząć transformację energetyczną znacznie później niż kraje Europy Zachodniej – mówi Aleksander Rajch, członek zarządu PSNM.
Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/1542 w sprawie baterii i zużytych baterii przyjęto 12 lipca 2023 r. To potencjalnie przełomowy akt prawny, mający na celu stworzenie w państwach członkowskich bateryjnej gospodarki o biegu zamkniętym i zwiększenie potencjału przemysłowego Unii w dziedzinie zrównoważonego transportu. Nowe przepisy wykonawcze miały służyć poprawie funkcjonowania rynku wewnętrznego UE i zapewnieniu uczciwej konkurencji, m.in. poprzez ustalenie jednolitych reguł dla wszystkich państw członkowskich czy etykietowanie baterii. Tymczasem efekt końcowy może być odwrotny od zamierzonego.
– Działania promujące konkurencyjność jedynie tych krajów, które już teraz mają w swoim miksie energetycznym większość odnawialnych źródeł energii lub energii jądrowej, mogą zabrać równe szanse krajom regionu CEE, które dopiero rozpoczęły proces dekarbonizacji i transformacji energetycznej, a jest to proces długotrwały – mówi Bartek Kras, VP Impact Clean Power Technology.
Gra toczy się o bardzo wysoką stawkę, zarówno w wymiarze politycznym, jak i gospodarczym. Polska jest obecnie jednym z największych na świecie producentów baterii. W naszym kraju funkcjonuje największa w Europie fabryka ogniw litowo-jonowych do samochodów elektrycznych. Zakład LG Energy Solution Wrocław Sp. z o.o. w Biskupicach Podgórnych zatrudnia ponad 7 tys. osób i dostarcza akumulatory li-ion do pojazdów zeroemisyjnych takich firm jak np. Audi, Ford, Porsche, Renault i Volkswagen. Jego roczna wydajność to aż 70 GWh. Lokalizacja fabryki LG Energy Solution Wrocław Sp. z o.o. w Polsce spowodowała napływ całego szeregu innych, powiązanych inwestycji sektora bateryjnego. Ponadto, w naszym kraju funkcjonują również fabryki niezwiązane z zakładem koreańskiego koncernu.
– Wśród przedsiębiorstw prowadzących w Polsce działalność w obszarze bateryjnym można wymienić wielu światowych i europejskich liderów. Obok ogniw litowo-jonowych, polskie zakłady dostarczają m.in. elektrolit, separatory, katody, folię miedzianą, czy też moduły bateryjne i gotowe akumulatory trakcyjne do pojazdów elektrycznych. W rezultacie nasz kraj stanowi ważne i mocne ogniwo w europejskim łańcuchu dostaw. W Polsce prowadzą działalność zarówno producenci surowców, wytwórcy baterii i całego szeregu komponentów, jak i firmy zajmujące się recyklingiem – mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.
PSNM zaznacza, że o ile obecnie udział branży bateryjnej w Polskiej gospodarce i eksporcie jest już bardzo znaczący, o tyle w kolejnych latach ten sektor zyska strategiczne znaczenie. W 2023 r. globalna produkcja akumulatorów zwiększyła się o 42%. Według prognoz, do roku 2030 globalny popyt na baterie li-ion wzrośnie jedenastokrotnie, osiągając poziom dwóch terawatogodzin.
PSNM podkreśla, że Polska dostrzega potrzebę rozwoju gospodarki bateryjnej w obiegu zamkniętym i aktywnie uczestniczy w tworzeniu zrównoważonego łańcucha wartości sektora bateryjnego. Uregulowanie tych kwestii na poziomie unijnym to krok w dobrym kierunku, jednak projektowana obecnie przez Komisję Europejską metodologia obliczania śladu węglowego, oprócz uwzględniania średniego miksu energetycznego danego państwa, potencjalnie mogłaby także brać pod uwagę możliwość zawierania Umów Zakupu Energii (PPA) oraz korzystania z systemu gwarancji pochodzenia (GoOs), zgodnie z Dyrektywą 2018/2001 w sprawie odnawialnych źródeł energii.
– Zobowiązanie do osiągnięcia neutralności klimatycznej to jedno z największych wyzwań cywilizacyjnych. Aby osiągnąć cel neutralności klimatycznej UE już w 2050 r., wszyscy musimy podejmować konkretne działania rozłożone w czasie na wiele lat. Jednakże propozycja obliczania śladu węglowego w oparciu o średni krajowy miks energetyczny nie uwzględnia realiów rynku i może mieć negatywny wpływ na produkcję baterii litowo-jonowych na terenie Unii. Tym bardziej, że cały czas jesteśmy w trakcie budowania konkurencyjnej oraz nowoczesnej infrastruktury produkcyjnej dla branży bateryjnej w Europie. Przyjęcie proponowanej metodologii obliczania śladu węglowego baterii spowoduje utratę konkurencyjności większości europejskich firm – mówi Yong Girl Lee, dyrektor Departamentu External Relations z LG Energy Solution Wrocław Sp. z o.o.
W kontekście przygotowywanych przepisów, rola – choćby przejściowa – umów PPA, które przedsiębiorstwa wykorzystują do dekarbonizacji energii, zostaje jednak podważona. W rezultacie wprowadzenie nowych regulacji dotyczących obliczania śladu węglowego baterii może uniemożliwić Polsce i innym krajom opartym na paliwach kopalnych napływ kolejnych, zielonych inwestycji. To doprowadzi do dalszego pogłębienia różnic pomiędzy państwami Europy Zachodniej a regionem CEE.
– Na dziś nie ulega wątpliwości, że lit staje się ekwiwalentem paliw kopalnych, a baterie litowo-jonowe będą wszechobecne.Branża bateryjna już niebawem może pełnić zbliżoną funkcję, jaką obecnie pełni przemysł rafineryjny. Dlatego strategicznym interesem Polski powinno być skupienie w kraju jak najwyższego potencjału i jak największych mocy produkcyjnych. Dzisiejsza obecność licznych zakładów sektora bateryjnego zapewnia solidne podstawy pod dalszy rozwój, kreowanie kolejnych miejsc pracy, wzrost wpływów do budżetu i przede wszystkim utrzymanie konkurencyjności polskiego przemysłu w świetle postępującej transformacji w kierunku zeroemisyjnym. Jednak obecnie projektowane przez Komisję Europejską regulacje, nieuwzględniające różnic pomiędzy poszczególnymi państwami członkowskimi, mogą w praktyce doprowadzić do zamknięcia wielu zakładów. Dotyczy to nie tylko Polski, ale również innych krajów regionu CEE. Komisja Europejska powinna mieć świadomość, że osłabienie mocy wytwórczych na tak wczesnym etapie przyniesienie bardzo negatywne konsekwencje dla dążenia do niezależności całego unijnego przemysłu motoryzacyjnego. Stawia również pod znakiem zapytania możliwość realizacji celów klimatycznych w obszarze transportu. Dlatego zamierzamy czynnie zaangażować się w dialog dotyczący zmiany projektowanych przepisów. Powyższe kwestie będą m.in. przedmiotem dyskusji kluczowych interesariuszy podczas Kongresu Nowej Mobilności 2024 – podsumowuje Filip Gabryelewicz z Wamtechnik, Przewodniczący Komitetu Bateryjnego PSNM.
Z ostatnich raportów Ośrodka Przetwarzania Informacji (OPI) wynika, że w Polsce zatrudnionych było 94,6 tys. nauczycieli akademickich. Udział kobiet w tej grupie wyniósł 48,4%, co przekłada się na 45,8 tys. etatów. Występują jednak znaczące różnice pomiędzy dziedzinami nauki i samymi kierunkami. Dysproporcje w udziałach kobiet i mężczyzn są zauważalne również biorąc pod uwagę cechy uczelni (np. uczelnie publiczne i niepubliczne) oraz cechy nauczycieli akademickich (np. stopień lub tytuł naukowy i stanowisko). Udział kobiet maleje wraz z kolejnymi stanowiskami oraz stopniami i tytułami naukowymi. Zróżnicowanie płci wśród wykładowców wpływa korzystnie na innowacyjność i jakość badań, dzięki różnorodnym podejściom i metodologiom. Tematyka ta jest niezwykle istotna dla rozwoju nauki, dlatego OPI na zlecenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW) przygotował nową sekcję – Kobiety w nauce na portalu RAD-on. Zawiera ona interaktywne raporty, które umożliwiają wyszukiwanie informacji dostosowanych do indywidualnych potrzeb użytkownika.
Równowaga płci na uczelniach
Promowanie równowagi płci na uczelniach jest zgodne z zasadami sprawiedliwości społecznej i równości, co jest fundamentem nowoczesnych instytucji edukacyjnych. Obecność kobiet na stanowiskach akademickich przyczynia się do przełamywania stereotypów płciowych i wzmacnia równość szans zawodowych. Równowaga płciowa sprzyja również tworzeniu bardziej inkluzywnego i wspierającego środowiska pracy, co może poprawić zadowolenie i efektywność kadry.
– Tematyka obecności kobiet wśród kadry akademickiej na różnych poziomach jest niezwykle istotna i promowana przez Unię Europejską, a w Polsce przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Resort nauki dostrzega potrzebę zbierania i udostępniania danych o udziale kobiet w sferze badań i rozwoju. Dzięki temu m.in. na portalu RAD-on każdy może śledzić postępy w równouprawnieniu płci, lepiej rozumieć skalę problemu, a także identyfikować obszary, w których konieczne są działania naprawcze – mówi dr hab. inż. Jarosław Protasiewicz, dyrektor Ośrodka Przetwarzania Informacji. – Doceniając wagę tematyki, na zlecenie MNiSW, postanowiliśmy dodać nową sekcję na portalu RAD- on, która w całości poświęcona jest kobietom w nauce. Znajdują się w niej ostatnie raporty OPI, które dotyczą kobiet zatrudnionych jako nauczycielki akademickie na uczelniach w Polsce. Dane w nich zawarte pokazują, jak przedstawia się ścieżka karier kobiet oraz dają odpowiedź na pytanie, czy nauczycielki akademickie napotykają na szklany sufit – dodaje dyrektor OPI.
Tytuł profesora ma płeć męską?
Równowaga płci wśród nauczycieli akademickich jest kluczowa dla zapewnienia różnorodności perspektyw, co wzbogaca proces edukacyjny i badania naukowe. Uczelnie, które promują równowagę płci, mogą lepiej odzwierciedlać strukturę społeczeństwa i inspirować wszystkie grupy studentów. Udział kobiet maleje wraz z kolejnymi stanowiskami oraz stopniami i tytułami naukowymi.
– Pomimo tego, że udział kobiet wśród osób ze stopniem doktora w 2022 roku przekraczał 50%, to wśród profesorów kobiety stanowiły już tylko 28%. Jest to zjawisko charakterystyczne dla polskiej nauki, które obserwujemy już od wielu lat – mówi dr Aldona Tomczyńska, adiunktka i liderka Zespołu Data Science w OPI. – Należy jednak wziąć pod uwagę, że mniejsza reprezentacja kobiet wśród profesorów jest związana z ich mniejszym udziałem w starszych grupach wiekowych nauczycieli akademickich. Ponieważ wiek jest skorelowany ze stopniem naukowym, być może zachodzące zmiany pokoleniowe zwiększą w przyszłości równowagę płci na wyższych szczeblach kariery naukowej – dodaje doktor Tomczyńska.
Zjawisko przewagi liczebnej mężczyzn wśród nauczycieli akademickich z tytułem profesora potwierdza indeks szklanego sufitu (Glass Ceiling Index, GCI). Na większości polskich uczelni widoczne jest zjawisko tzw. szklanego sufitu. GCI w 2022 r. w przypadku większości uczelni mieścił się w przedziale między 1 a 3. W podziale na obszary nauki, obszar STEM (science, technology, engineering, mathematics) cechuje się najwyższym GCI (1,83). Oznacza to prawie dwa razy mniejsze szanse kobiet w porównaniu z mężczyznami na osiągnięcie najwyższego tytułu naukowego. Natomiast w przypadku nauk z obszaru SSH (social sciences and humanities) dany indeks wynosi 1,69.
Mało inżynierek na uczelniach
– Zauważalne są znaczne różnice w udziale kobiet wśród nauczycieli akademickich pomiędzy obszarami. Najniższym udziałem kobiet wśród kadry akademickiej (33%) charakteryzuje się obszar STEM. Natomiast w obszarze SSH udział kobiet jest znacznie większy, wynosi on 50% – mówi dr Anna Knapińska, adiunktka w Laboratorium Baz Danych i Systemów Analityki Biznesowej OPI. – Chociaż kobiety stanowią większość w niektórych dziedzinach nauki wśród kadry akademickiej, warto zauważyć, że nierównowaga płciowa jest tam mniejsza niż w dziedzinach zdominowanych przez mężczyzn. Mężczyźni stanowią ponad 40% w naukach medycznych, podczas gdy kobiety stanowią jedynie około 27% w inżynierii i technologii – dodaje doktor Knapińska.
Z pewnością warto intensyfikować działania mające na celu zwiększenie liczby kobiet wykładających na kierunkach inżynierskich. Większa obecność kobiet na tych kierunkach może inspirować i motywować studentki do podejmowania studiów i kariery w dziedzinach STEM, przełamując tradycyjne bariery i zwalczając stereotypy płciowe.
Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację na warszawskim rynku biurowym w pierwszej połowie 2024 roku. Stołeczny sektor biur nadal doświadcza stagnacji w zakresie uruchamiania nowych projektów deweloperskich, co tworzy potencjał do spadku dostępnej powierzchni. Popyt pozostaje zbliżony do pierwszego półrocza 2023 roku.
PODAŻ: stagnacja potrwa nawet do 2026 roku
Po II kwartale 2024 roku całkowite zasoby powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły 6,26 mln mkw.
Według szacunków Cushman & Wakefield warszawski rynek biurowy powiększy się w tym roku o ok. 98 000 mkw. w ramach siedmiu budynków biurowych. Warto jednak podkreślić, że moment największej aktywności w finalizowaniu projektów biurowych mamy w tym roku za sobą – 65%, czyli 63 700 mkw. nowej podaży zostało bowiem oddane do użytku w pierwszym półroczu. Obecnie w budowie znajduje się ok. 215 000 mkw. w ośmiu inwestycjach, co jest znacząco niższą wartością od średniej wielkości podaży w przygotowaniu w latach 2012-2023, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.
Niższa aktywność deweloperów jest podyktowana wysokimi kosztami pozyskania finansowania oraz relatywnie niską płynnością na rynku inwestycyjnym. Według prognoz Cushman & Wakefield stagnacja może potrwać nawet do końca 2026 roku, a większość projektów, których realizacja może rozpocząć się w najbliższych 12-24 miesiącach, będzie zlokalizowana w najbardziej atrakcyjnych miejscach umożliwiających deweloperom maksymalizację zwrotu z inwestycji.
POPYT: liczba zawieranych transakcji pozostaje na wysokim poziomie, wielkość popytu – bez znaczących zmian.
Popyt na stołecznym rynku biurowym w pierwszym półroczu 2024 roku wyniósł 316 400 mkw. i był nieznacznie, bo o 2% niższy względem analogicznego okresu w 2023 roku. Zbliżona względem ubiegłego okresu aktywność na rynku najmu to dowód na stopniową stabilizację sektora biurowego i rezultat widocznego trendu optymalizacji zajmowanej przez najemców powierzchni. Podobna do pierwszego półrocza 2023 była też liczba podpisanych umów – pomiędzy styczniem a czerwcem najemcy sfinalizowali 362 transakcje. Utrzymująca się relatywnie wysoka liczba umów świadczy o wysokiej płynności biurowego rynku najmu, a ograniczanie zajmowanej powierzchni jest szerszą strategią dostosowywania się najemców do wyzwań nowego modelu pracy, komentuje Jan Szulborski, Business Development & Insight Manager, Cushman & Wakefield.
Do największych transakcji zawartych w tym okresie możemy zaliczyć renegocjację umowy przez Bank Gospodarstwa Krajowego w budynku Varso II (13 600 mkw.), renegocjację umowy przez spółkę z branży finansowej w budynku T-Mobile Office Park (13 100 mkw.) oraz renegocjację umowy przez spółkę Mercer w budynku Nimbus (7300 mkw.).
W pierwszej połowie 2024 roku w Warszawie w strukturze popytu przeważały renegocjacje, które stanowiły ok. 51% wszystkich zawartych umów. Udział nowych umów wynosił 42%, a ekspansje około 7%.
Według naszych prognoz najbliższe kwartały na biurowym rynku Warszawy staną pod znakiem stabilnej aktywności najemców, jednak na ostateczne tempo rozwoju rynku wpływ będzie miał ogólny klimat gospodarczy, a także strategia międzynarodowych najemców firm dotycząca ewentualnej redukcji kosztów i ekspansji, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.
WSKAŹNIK PUSTOSTANÓW: stopniowe ograniczenie poziomu dostępnej powierzchni biurowej
Wskaźnik powierzchni niewynajętej po pierwszej połowie 2024 roku w Warszawie wyniósł 10,9% i był o 0,1 pp. niższy w porównaniu do pierwszego kwartału 2024 roku i o 0,4 pp. niższy niż w analogicznym okresie 2023 roku. Przekłada się to na dostępność powierzchni na poziomie 680 400 mkw. i oznacza spadek o 9 400 mkw. względem I kwartału 2024 roku i o 26 000 mkw. względem pierwszej połowy 2023 roku.
Wraz ze spodziewanym ograniczeniem nowej podaży w latach 2024-2026 będziemy obserwować dalszą kompresję wskaźnika powierzchni niewynajętej, co pozwoli warszawskiemu rynkowi na wchłonięcie nadwyżki dostępnej powierzchni biurowej w istniejącym zasobie. Dodatkowo, struktura pustostanów różni się w zależności od lokalizacji, tłumaczy Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.
Obecnie najwyższy wakat utrzymuje się w strefach niecentralnych (12,3%) i pozostaje na zbliżonym poziomie jak w latach 2021-2023. Z kolei w strefie Centralnej, dostępność powierzchni w czerwcu 2024 roku wyniosła 9,1% i jest o 3,8 pp. niższa względem końca 2021 roku.
STAWKI CZYNSZÓW: w cenie lokalizacja i jakość budynku
Odczuwalna przez ostatnie 24 miesiące presja na wzrost stawek czynszu na szerokim rynku była napędzana przez rekordowo wysoką waloryzację umów najmu o wskaźnik cen towarów i usług (HICP w 2022 roku dla strefy euro wyniosło 8,4% r/r i 6,2% r/r w 2023 roku).
W II kwartale 2024 roku stawki za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły 22,00-26,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 13,50-16,50 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach poza centralnych i nie uległy zmianie względem końca 2023 roku.
Łączna powierzchnia nowoczesnych obiektów handlowych oddanych do użytku w I połowie 2024 roku w Polsce wyniosła 175 tys. mkw. – wynika z danych Colliers. W efekcie całkowite zasoby w kraju przekroczyły 13 mln mkw. Znaczna większość nowej podaży, bo ponad 90%, zrealizowana została w formie parków handlowych. W budowie znajduje się obecnie 380 tys. mkw., z czego aż 78% zaplanowane jest do oddania jeszcze w tym roku.
Parki handlowe zdominowały podaż
W pierwszym półroczu 2024 oddano do użytku 175 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej, co oznacza wzrost o blisko 30 tys. mkw. w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim. Nowa podaż zdominowana była przez parki handlowe – 13 nowych projektów odpowiadało za 160 tys. mkw. nowej powierzchni.
Największym obiektem, oddanym do użytku w marcu 2024 roku, był OTO Park Koszalin oferujący 38 tys. mkw. Jedynym tradycyjnym centrum handlowym otwartym w tym okresie była powierzchni Galeria Starówka w Lesznie (15,2 tys. mkw.)
Istotny wpływ na nową podaż miały także przebudowy obiektów już istniejących. W pierwszym półroczu do użytku oddano powstały w miejscu dawnego Tesco park handlowy S1 Bytom. Jego powierzchnia po przebudowie wynosi 14 tys. mkw. Rozbudowy doczekała się także m.in. grójecka Dekada, sochaczewski Multishop czy zlokalizowany w Białej Podlaskiej park handlowy Karuzela.
– Dynamiczny rozwój parków handlowych, nowe centra wyprzedażowe oraz rosnące znaczenie konceptów typu food hall potwierdzają, że rynek nieruchomości handlowych w Polsce jest w fazie intensywnej transformacji, dostosowując się do zmieniających się potrzeb konsumentów – mówi Wojciech Wojtowicz, Starszy Analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers. –Pod względem lokalizacji dużym zainteresowaniem deweloperów cieszą się mniejsze ośrodki, a także przedmieścia największych aglomeracji – dodaje Wojciech Wojtowicz.
Nasycenie powierzchnią centrów handlowych w Polsce na koniec pierwszego półrocza 2024 roku wyniosło 343 mkw. na 1 000 mieszkańców. Dla porównania, w analogicznym okresie ubiegłego roku współczynnik ten był o 13 mkw. niższy.
Nowe obiekty i optymalizacja powierzchni
W pierwszej połowie 2024 roku popyt na powierzchnie handlowe w Polsce był niezmiennie zdominowany przez sieci handlowe z branży ekonomicznej, dyskonty oraz sklepy off-price. Szczególną aktywność wykazywały także sieci sklepów z elektroniką, które nie tylko otwierały nowe placówki, ale również optymalizowały powierzchnię tych już istniejących. Znaczący ruch w sektorze elektronicznym wiązał się z restrukturyzacją sieci NEONET, która zrezygnowała z wybranych lokalizacji. W efekcie konkurencyjne marki zdecydowały się na przejęcie niektórych z istniejących obiektów, np. w Milanówku i Suwałkach.
Ambitną strategię rozwoju realizowały także sieci DIY. W ramach kompleksu handlowego przy ulicy Wojska Polskiego w Pile nową halę otworzyła Castorama, a w Białej Podlaskiej powstał nowy wolnostojący obiekt tej sieci. W Grójcu, w projekcie Dekada, otwarto placówkę Castoramy w koncepcie Smart. Leroy Merlin, w miejscu dawnego hipermarketu Tesco, otworzył nowy sklep w Poznaniu, a w Białej Podlaskiej nowy obiekt tej sieci dołączył do parku handlowego Karuzela. Dynamiczny rozwój kontynuowały też sieci spożywcze, a zwłaszcza dyskontowe.
Wzmożoną aktywność wykazywał także sektor gastronomiczny. W maju w krakowskim projekcie Atut Ruczaj otwarto koncept Hala Maki z sześcioma lokalami gastronomicznymi. Po kilku miesiącach przerwy ponownie otwarto food hall w zabytkowej hali targowej w Bydgoszczy, który teraz działa pod nazwą Gwar. W Warszawie, Hala Gwardii przeszła w ręce zarządcy CBR Events i jest obecnie w remoncie. W Gdańsku firma Apsys planuje przebudowę Hali Targowej na food hall, a podobne projekty zapowiedziano również w Sopocie, Toruniu i Poznaniu.
– Obecnie obserwujemy powrót aktywności najemców gastronomicznych do poziomów sprzed pandemii. Szczególnie widoczne jest to w przypadku sieci fastfoodowych i „dużych” restauratorów, którzy mają kapitał i apetyt na rozwój – tłumaczy Paweł Paciorek, Senior Associate, Dział Powierzchni Handlowych, Colliers. – Również zagraniczne podmioty dostrzegają potencjał polskiego rynku, czego potwierdzeniem jest zainteresowanie naszym krajem marek takich, jak Popeyes czy Wendy’s. W polu zainteresowań najemców gastronomicznych niezmiennie pozostają lokale na ulicach handlowych w centrach dużych miast, choć ich miejsce coraz częściej zajmują też przestrzenie w projektach wielofunkcyjnych i food hallach, a także lokalizacje w nowoczesnej zabudowie mieszkaniowej – dodaje Paweł Paciorek.
Pomimo intensywnego rozwoju, na polskim rynku powierzchni handlowych odnotowano także znaczące zamknięcia. W I półroczu 2024 swoją działalność zakończył ostatni sklep delikatesów Alma, a także sklepy marki Hunkemoller. Sieć drogerii Kontigo ogłosiła plan likwidacji wszystkich placówek stacjonarnych w Polsce na rzecz rozwoju kanału sprzedaży internetowej.
Średni współczynnik pustostanów dla centrów handlowych w I połowie 2024 roku wyniósł średnio 3,6%.
Trendy na rynku e-commerce
W pierwszej połowie 2024 roku udział sprzedaży e-commerce w handlu detalicznym według danych GUS wahał się od 8% w marcu do 8,8% w styczniu i kwietniu. Mimo, że wyniki te nie różnią się w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku, przez te kilka miesięcy rynek e-commerce doświadczył wielu istotnych wydarzeń i zmian, które znacząco wpłynęły na jego dynamikę.
Lider polskiego rynku sklepów convenience, Grupa Żabka zdecydowała się połączyć usługi Delio oraz Jush w ramach jednej aplikacji (Żabka Jush), a dostawca usług kurierskich Wolt rozszerzył swoją działalność o kolejne miasta, takie jak Toruń, Olsztyn, Częstochowa, Chorzów, Sosnowiec oraz Piaseczno.
Marka Hesburger zadebiutowała na platformie Bolt Food, rozpoczynając swoją działalność w Polsce od sprzedaży z dowozem. Natomiast największy detalista spożywczy w Polsce, Biedronka, uruchomiła e-sklep, jednak na ten moment obsługuje on tylko wybrane części Warszawy. Plany rozszerzenia działalności e-commerce przedstawił także Kaufland, który zamierza jeszcze w tym roku uruchomić platformę do zamawiania zakupów z dostawą pod nazwą Kaufland Marketplace.
Sieć HalfPrice zdecydowała się natomiast na odwrotny ruch, pod koniec I kwartału 2024 roku zamykając swój sklep online.
Nowe inwestycje i perspektywy rozwoju
Na koniec czerwca 2024 roku w budowie znajdowało się około 380 tys. mkw. powierzchni handlowej, z czego blisko 300 tys. mkw. planowane jest do oddania jeszcze w tym roku. Dominującym formatem pozostają parki handlowe – stanowią one około 290 tys. mkw., co odpowiada za 75% budowanej powierzchni.
Największym obiektem handlowym w przebudowie jest centrum handlowo-rozrywkowe Nowa Sukcesja w Łodzi o powierzchni 35 tys. mkw. Wśród największych realizowanych parków handlowych wyróżniają się BIG Ostróda (27 tys. mkw.), Silwana w Gorzowie Wielkopolskim (25 tys. mkw.), Vendo Park Szczecin (ponad 20 tys. mkw.) oraz San Park Mysiadło (18,5 tys. mkw.) w aglomeracji warszawskiej.
W centralnym punkcie Warszawy, przy Rondzie Dmowskiego, powstaje natomiast flagowy salon sieci Empik o powierzchni 1 300 mkw., który ma przywrócić historyczny wygląd pawilonu Cepelii. Warszawa staje się coraz atrakcyjniejsza także dla luksusowych marek. Na Placu Trzech Krzyży otwarty zostanie salon Bulgari, a w projekcie Vitkac pojawi się butik Dior.
Spodziewana jest również duża aktywność inwestorów i najemców związanych z konceptami typu food hall. Zapowiedzi realizacji takich projektów dotyczą m.in. zabytkowej hali targowej w Gdańsku, Hali Gwardii w Warszawie, Krzywego Domku w Sopocie oraz inwestycji w Poznaniu i Toruniu.
Ekologiczne wymogi
Do końca roku branża spożywcza będzie musiała dostosować się też do nowych wymogów związanych z wprowadzeniem systemu kaucyjnego. Równocześnie wzrośnie liczba podmiotów zobowiązanych do raportowania w ramach ESG. W odpowiedzi na te wyzwania, centra handlowe i sklepy będą inwestować w rozwiązania mające na celu m.in. ograniczenie zużycia energii.
Piotr Iwo Chmielewski w drodze sukcesji rodzinnej objął funkcję Prezesa Zarządu Rohlig SUUS Logistics, największego polskiego operatora logistycznego. Zastąpił na stanowisku swojego ojca, Tadeusza Chmielewskiego, który przechodzi do Rady Nadzorczej. Zmiana ta jest częścią długoterminowego planu sukcesji, który ma na celu zapewnienie ciągłości działania i dalszego rozwoju firmy.
Piotr Iwo Chmielewski jest związany z SUUSem od 2017 roku. Od 4 lat zasiada w zarządzie firmy, gdzie dotychczas odpowiadał za obszary strategii, zrównoważonego rozwoju, technologii i cyfryzacji, a także sprzedaży, marketingu i komunikacji. Był zaangażowany w pracę nad strategią biznesową firmy, proces ekspansji międzynarodowej oraz rozwój i wdrożenie innowacyjnych rozwiązań technologicznych powiązanych z obszarem łańcucha dostaw. Nadzorował również przygotowanie i wdrażanie pierwszej strategii ESG polskiego operatora. Przed dołączeniem do SUUSa przez kilka lat zdobywał doświadczenie w consultingu. Doradzał wielu spółkom w Europie w zakresie strategii, sprzedaży i inwestycji marketingowych w branżach FMCG, retail, finansów, energetyki i private equity.
Piotr Iwo Chmielewski, Prezes Zarządu Rohlig SUUS Logistics
– SUUS jest ze mną od urodzenia, de facto jesteśmy równolatkami. Przez całe życie z dumą mogłem patrzeć, jak dynamicznie firma się rozwija – najpierw oczami dziecka, później nastolatka, aż wreszcie osoby dorosłej. Cieszę się, że od siedmiu lat, z czego przez ostatnie cztery jako Członek Zarządu, mogę być częścią tej organizacji, a dziś mam zaszczyt i przyjemność w drodze sukcesji rodzinnej objąć funkcję Prezesa Zarządu. To wielkie wyzwanie zastąpić mojego mentora oraz ojca, dlatego cieszę się, że będę mógł nadal korzystać z jego wiedzy i doświadczenia jako Przewodniczącego Rady Nadzorczej – mówi Piotr Iwo Chmielewski, Prezes Zarządu Rohlig SUUS Logistics.
– Finalizacji sukcesji towarzyszy także start pracnad nową strategią biznesową. Chcemy być liderem w całym regionie i dzięki temu być wyborem numer jeden dla naszych pracowników, klientów i partnerów transportowych. Warunki geopolityczne i ekonomiczne, w których funkcjonuje obecnie branża logistyczna, wymagają aktualizacji podejścia. Dlatego w ujęciu strategicznym stawiamy na efektywność biznesową i zrównoważony rozwój. Podstawa działania naszej organizacji – nasza kultura i wartości – pozostaje niezmienna. Nadal będziemy One Step Ahead w naszych aktywnościach. Nieustannie będziemy budować firmę, która świeci przykładem nie tylko jako kompleksowy operator logistyczny, ale także jako wzór wysokich standardów zarządzania opartych na człowieku, technologii i szacunku do świata zewnętrznego – wskazuje Piotr Iwo Chmielewski.
– Nasza firma obecna jest na rynku od 1990 roku. W tym czasie przebyliśmy długą i niesamowitą drogę. Urośliśmy z niedużego przedsiębiorstwa do roli istotnego gracza w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Nasza branża zmaga się ciągle z nowymi wyzwaniami – technologicznymi, geopolitycznymi, związanymi ze zrównoważonym rozwojem. Mimo bardzo turbulentnych ostatnich lat nieustannie rozwijamy się, zdobywając nowe rynki, doskonaląc kompetencje i inwestując w ekspansję geograficzną. Mój najstarszy syn, Piotr, jest z nami od 7 lat. Po 4 latach w zarządzie naszej spółki nadszedł moment, w którym chciałbym przekazać mu obowiązki Prezesa Zarządu. Od około dwóch lat już w dużej mierze pełni tę rolę, a decyzja ta jest tylko zwieńczeniem długotrwałego procesu. Jestem przekonany, że Piotr posiada niezbędne kompetencje, aby przeprowadzić organizację do następnego, już zapoczątkowanego etapu rozwoju regionalnego – mówi Tadeusz Chmielewski, założyciel i dotychczasowy Prezes Zarządu Rohlig SUUS Logistics.
Tadeusz Chmielewski nadal będzie wspierał działanie firmy. Przeszedł do Rady Nadzorczej, gdzie objął funkcję Przewodniczącego. Będzie koncentrował się na wspieraniu sprzedaży i ekspansji międzynarodowej operatora, a także na rozwoju innych podmiotów wchodzących w skład Grupy Kapitałowej SUUS.
Ponad trzy dekady sukcesów
Prawie 35 lat na rynku to dynamiczny rozwój SUUSa. Polski operator w tym czasie zbudował sieć ponad 30 oddziałów w Europie Środkowo-Wschodniej, a także Azji Centralnej, w których zatrudnia ponad 2500 osób. Firma posiada zagraniczne spółki w Czechach, Słowenii, Rumunii, na Węgrzech, Słowacji oraz w Kazachstanie. W tym czasie operator rozwinął także kompleksową ofertę logistyczną dla swoich klientów. Zapewnia spedycję drogową, morską, lotniczą, kolejową i transport intermodalny, logistykę kontraktową, usługi celne, Project Cargo, a także Supply Chain Solutions – usługi doradcze i projektowanie łańcuchów dostaw dostosowane do konkretnych potrzeb klientów. Obecnie SUUS zarządza ponad 350 tys. mkw. powierzchni magazynowej. Firma ma za sobą także pierwsze akwizycje. W Polsce przejęła spółkę EXPERT, specjalizującą się w dostawie towarów ponadgabarytowych na ostatniej mili, takich jak meble czy sprzęt RTV i AGD oraz usługach dodanych, a w Czechach firmę Joppa Logistics, zapewniającą usługi magazynowe i drobnicowy transport drogowy.
Logistyka to nie jedyna branża, w której Grupa SUUS się rozwija. To również inwestycje w nieruchomości przemysłowe, a także podmioty z tzw. obszaru pleasure & leisure, w tym Wine Avenue, dystrybutor wina i alkoholi mocnych m.in. dla sektora HoReCa i sklepów specjalistycznych, czy Karma House – hotel i restauracja, zlokalizowane w Gościeńczycach, w województwie mazowieckim.
Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłasza III konkurs w ramach programu Hydrostrateg. To rządowy program strategiczny, którego budżet jest przeznaczony na rozwiązania dla gospodarki wodnej i żeglugi śródlądowej. W obecnym konkursie na najlepsze zgłoszenia od konsorcjów NCBR przeznaczy do 100 mln zł.
Program Hydrostrateg powstał w odpowiedzi na problem niedostatecznej lub zbyt dużej ilości wody, a także jej bardzo złej jakości. Głównym celem Programu jest wdrożenie nowych rozwiązań poprawiających efektywność użytkowania i zarządzania zasobami wody w Polsce.
Ogłoszony właśnie kolejny konkurs Hydrostrateg skupia się na tematach: „Woda w środowisku: bioróżnorodność i bioproduktywność” oraz „Woda w mieście”. W ramach pierwszego tematu NCBR czeka na propozycje systemów ograniczających ilość zanieczyszczeń w wodach powierzchniowych wraz z systemami monitorowania parametrów jakości środowiska wodnego wywołanych wzrostem retencji. „Woda w mieście” z kolei to obszar, w którym instytucja poszukuje rozwiązań dotyczących retencji w systemach kanalizacji ogólnospławnej oraz w sieciach kanalizacji deszczowej.
Nabór wniosków będzie trwał od 2 września do 13 grudnia 2024 r. (do godziny 16:00).
NCBR do konkursu zaprasza zarówno biznes, jak i naukowców. Zgłoszenia mogą bowiem nadsyłać konsorcja, w skład których wchodzi co najmniej jedno przedsiębiorstwo i co najmniej jedna jednostka naukowa. Organizator nie narzuca, który z tych podmiotów będzie liderem konsorcjum. W skład całego konsorcjum może wchodzić maksymalnie 5 podmiotów.
Każdy projekt spełniający kryteria w konkursie ma szansę na dofinansowanie w wysokości co najmniej 3 mln zł, a maksymalnie 25 mln zł. Pula pieniędzy przeznaczonych na zrealizowanie konkursu wynosi 100 mln zł. Są to środki z budżetu krajowego.
– Liczymy na to, że przedsiębiorstwa i ośrodki naukowe, współpracując ze sobą w ramach konsorcjów, są w stanie wypracować najbardziej efektywne pomysły na rzecz gospodarki wodnej. To trudny obszar do zarządzania, zwłaszcza w tych warunkach klimatycznych, w jakich znajduje się Polska i nasza część Europy. Choć nie będzie chyba przesadą, jeśli powiem, że to wyzwanie dla decydentów na całym świecie. Dlatego nie ustajemy w poszukiwaniu dobrych rozwiązań i uruchamiamy trzeci już konkurs Hydrostrateg. Jego założenia przygotowaliśmy na podstawie analizy obligujących nas dokumentów krajowych i europejskich oraz we współpracy ze specjalistami z wielu ośrodków, którzy od lat przyglądają się sytuacji hydrologicznej – mówi prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.
Poprzednie konkursy obejmowały, poza wspomnianymi już obszarami, także rozwiązania z zakresu usprawnienia żeglugi śródlądowej. Za projekty zgłoszone w zakończonych naborach odpowiadają uczelnie oraz instytuty naukowe z całego kraju, m.in. Politechnika Warszawska, Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy, Akademia Górniczo-Hutnicza im. St. Staszica, Politechnika Łódzka, Europejskie Regionalne Centrum Ekohydrologii Polskiej Akademii Nauk. Z kolei ze strony biznesu angażują się takie firmy, jak np.: Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej, VIGO Photonics, PM Ecology, ConnectedLife.
Te i inne podmioty opracowują obecnie szereg rozwiązań, w tym m.in.: „Inteligentny System wyznaczania drogi wodnej dla żeglugi śródlądowej, zwiększający bezpieczeństwo nawigacji, uzupełniony o możliwość dynamicznego pozyskiwania danych hydrologicznych i fizykochemicznych”, „ConnectedFlow – adaptowalny i inteligentny system monitorowania jakości wód powierzchniowych zgodny z analizą presji i oddziaływań antropogenicznych”, „Kompleksowy system monitorowania jakości wód powierzchniowych oraz terenów przybrzeżnych przy pomocy wieloczujnikowego systemu z wykorzystaniem kamer hiperspektralnych”.
– Trwa gorące lato w Polsce i tym więcej w debacie publicznej mówi się na temat wyzwań związanych ze zmianami klimatycznymi, chociażby w kontekście retencji wody w miastach. Dlatego cieszymy się z już realizowanych pomysłów i nawiązanych w ich ramach współprac.Oczekiwany sukces projektów badawczo-rozwojowych w Hydrostrategu to dla nas szansa, że pożyteczne systemy będą funkcjonować już w niedalekiej przyszłości, przyczyniając się do tego, żeby wody nie marnować i żeby nigdy nam jej nie zabrakło – dodaje prof. Jerzy Małachowski, dyrektor NCBR.