W tym roku rolnictwo może mieć problem z Ukraińcami do pracy

0

Ogrodnictwo i sadownictwo w sezonie zbiorów nie może się obejść bez siły roboczej. Mechanizacja jest niemal niemożliwa. Tylko zbiór ręczny gwarantuje wysoką jakość owoców i warzyw. Ale Polacy już od dawna nie chcą tego robić. Dotąd zastępowali ich Ukraińcy. I jeśli ich zabraknie, to branżę czekają poważne problemy. Jej przedstawiciele podkreślają, że sąsiedzi zza wschodniej granicy wciąż będą podejmować okresowe prace rolne. Jednak wraz ze wzrostem płac w innych sektorach w Polsce rosną także oczekiwania pracowników sezonowych. Są one trudne do spełnienia, ponieważ na rynku koszty produkcji nie mają znaczenia. Liczy się wyłącznie podaż i popyt. Może się też okazać, że jedyną szansą na przetrwanie producentów będą przybysze z takich krajów jak Wietnam, Nepal czy Bangladesz.

Ukraińcy niezbędni

Uprawy sadownicze, borówki, truskawki, maliny, a także pieczarki, pomidory czy ogórki ciągle wymagają dużej liczby pracowników do pielęgnacji, a głównie do zbiorów. Producenci owoców i warzyw od lat korzystają z pracy pomocników, tj. pracowników sezonowych oraz osób zatrudnianych na dłuższe okresy. Witold Boguta, prezes Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw (KZGPOiW), podkreśla, że najczęściej są to Ukraińcy, a ręczny zbiór jest niezbędny, by zapewnić wysoką jakość produktów.

– Polacy nie są taką pracą zainteresowani ze względu na jej specyfikę, głównie sezonowość. Ale z tego samego powodu odpowiada ona właśnie wschodnim sąsiadom, co oznacza, że trend na pewno się utrzyma. Ci pracownicy są bezwzględnie potrzebni – komentuje Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP i poseł na Sejm z PSL.

Natomiast Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych (KRIR), podkreśla, że w okresie prac sezonowych powszechne jest zjawisko zwiększonego zapotrzebowania na siłę roboczą. Dodaje, że brakuje wówczas rąk do pracy i polscy producenci muszą wspierać się pomocą obcokrajowców, przede wszystkim tych zza wschodniej granicy. Są oni niezbędni, ponieważ polskich robotników jest zbyt mało, a do tego wolą podejmować pracę w dużych miastach.

Jednak rosnące płace w wielu innych branżach w Polsce, także dla obcokrajowców, mogą utrudnić zatrudnianie pracowników sezonowych ze względu na wciąż niskie stawki w tym sektorze. Mirosław Maliszewski uważa, że w branży wszystko zależy od cen uzyskiwanych za owoce. Jeśli pozostaną na obecnym poziomie, części sadowników nie będzie stać na zewnętrzną siłę roboczą. Jego zdaniem, wszystko zależy od sytuacji dochodowej plantatorów, którzy konkurują z innymi dziedzinami gospodarki, na przykład z budownictwem, które może płacić więcej.

– Wzrost płac będzie powodował napływ obcokrajowców chętnych do podjęcia pracy przy zbiorach sezonowych. Zmiana ustawy o ubezpieczeniu społecznym rolników wprowadziła dla pracowników sezonowych stawkę w wysokości 184 zł miesięcznie, tj. składka zdrowotna 142 zł i wypadkowa 42 zł. Maksymalne płace za pracę określi natomiast sam rynek. O opłacalności produkcji nie decydują jedynie koszty pracy. Główną rolę odgrywa prawo popytu i podaży. Jeśli będzie możliwość sprzedaży produktów i w Polsce i za granicą, to produkcja będzie opłacalna – uważa Wiktor Szmulewicz.

Z kolei Witold Boguta podkreśla, że płace są jednym z najważniejszych składników kosztów produkcji i przygotowania do sprzedaży. Ich wzrost przyczynia się do niwelowania ważnej dotychczas przewagi konkurencyjnej. Większości prac wykonywanych przez pracowników nie da się zmechanizować, produkcja będzie się zmagać z coraz wyższymi kosztami i poszukiwaniem oszczędności w innych obszarach.

Czytaj również:  Rozwój travel-tech w Polsce

Niedobór rąk do pracy

– Mamy rynek pracownika i jeśli potrzeba rąk do pracy, to trzeba zapłacić takie stawki, aby praca została wykonana. Polscy producenci nie będą w stanie sami poradzić sobie z pracami sezonowymi. Brakuje ludzi. Ostatnie lata pokazały, że wciąż są obcokrajowcy chętni do podjęcia tego typu pracy. I raczej nic nie wskazuje na to, aby ten rok miał być inny – przekonuje prezes KRIR.

Mirosław Maliszewski twierdzi, że już widać odpływ pracowników z Ukrainy do innych sektorów gospodarki czy do sąsiednich krajów. Metodą na poradzenie sobie z brakami siły roboczej zza wschodniej granicy jest zatrudnianie osób z innych krajów, np. azjatyckich, jak m.in. Indie, Wietnam, Nepal czy Bangladesz. Do tego Witold Boguta dodaje, że polityka polskiego rządu, podobnie zresztą jak innych państw, jest tutaj kluczowa. Ważne będzie stworzenie odpowiednich warunków do przyjazdu i zatrudniania w Polsce pracowników z bardziej odległych krajów.

– Działania mające na celu zapobieżenie niedoborowi rąk do pracy już zostały podjęte. Dzięki nowelizacji ustawy o ubezpieczeniu społecznym rolników w zeszłym roku, wprowadzona została kategoria pomocnika. I dlatego możemy dziś tym pracownikom zaproponować lepsze warunki. Poza stawkami za pracę, zachętę stanowią ubezpieczenia zdrowotne, wypadkowe i macierzyńskie, a to jest bardzo ważne. Dzięki temu mamy szansę przekonać takich pracowników do przyjazdu do Polski i ich skutecznie zatrzymać – twierdzi Wiktor Szmulewicz.

Szef Związku Sadowników RP dodaje, że rolnikom i plantatorom pomogłoby rozszerzenie listy krajów z uproszczonymi procedurami i wprowadzeniem ułatwień formalnych w porównaniu do obecnego systemu pozyskiwania i przyjmowania do pracy cudzoziemców. Sądzi on, że biurokracja jest dzisiaj zbyt uciążliwa i przeszkadza wielu sadownikom w racjonalnym zatrudnianiu jednocześnie podnosząc jego koszty.

– Na razie widać zainteresowanie Ukraińców pracą w ogrodnictwie. By ten stan utrzymać konieczne jest gwarantowanie odpowiedniego poziomu płac i innych świadczeń. Producent nie ma wiele do powiedzenia, jeśli chodzi o uzyskiwane ceny za wytwarzane przez siebie produkty rolne. O tym decydują odbiorcy, jeśli więc ceny na produkty będą utrzymywane przez nich na niskim poziomie, część ogrodników będzie musiała zaprzestać produkcji – dodaje Witold Boguta.

Prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych konstatuje, że praca w Polsce staje się konkurencyjna wobec pracy na zachodzie Europy, a nasz kraj stał się atrakcyjny dla obcokrajowców. Jednak już nie wystarczy im zapewnić wyżywienia i zakwaterowania. Dlatego np. wprowadzenie ubezpieczenia przy tego rodzaju pracach jest bardzo istotne. Mirosław Maliszewski podsumowując przypomina, że ceny produktów nie są kształtowane jedynie przez koszty wytwarzania i np. zbioru. A nadmierne dodatkowe koszty, generowane przez skup, przetwórstwo i dystrybutorów, mogą spowodować bankructwa wielu gospodarstw, mniejszą podaż krajowych owoców i wzrost importu, co będzie niekorzystne dla konsumentów i całej gospodarki.