W. Wojciechowski (Plus Bank): Dla dalszych losów notowań na warszawskiej giełdzie najważniejsze będą rozstrzygnięcia ws. OFE

0

Warszawska giełda ma za sobą lekko wzrostowy rok i kilka wyraźnie wzrostowych tygodni, określanych jako „rajd św. Mikołaja”. Mimo tych dobrych nastrojów daleko jej do rekordowych poziomów sprzed kryzysu, podczas gdy najważniejsze światowe indeksy są blisko swoich szczytów. Zdaniem Wiktora Wojciechowskiego z Plus Banku inwestorzy czekają na rozstrzygnięcia dalszych losów OFE i to od ich przyszłości uzależniony będzie ich apetyt na kupowanie akcji.

– Jeśli porównamy notowania, poziom indeksów w Polsce i koniunkturę na warszawskim parkiecie z tym, co się dzieje za granicą, to właściwie można powiedzieć, że są to dwa inne światy – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku. – O ile w przypadku Stanów Zjednoczonych czy giełd nawet zachodnioeuropejskich niskie stopy procentowe sprzyjały wysokim notowaniom cen akcji, o tyle w Polsce mieliśmy dokładnie odwrotną sytuację, można powiedzieć, że trochę taką niepodręcznikową.

Nawet mimo ostatnich wzrostów z grudnia i początku stycznia ani WIG, ani WIG20 nie powróciły jeszcze do poziomów z maja 2015 roku, gdy rozpoczęły się spadki. Od rekordów z października 2007 roku są odległe odpowiednio o niemal 20 proc. i ponad 40 proc. Tymczasem amerykański S&P 500 krąży wokół szczytów i już w tym roku pobił kolejny rekord zamknięcia, podobnie jak brytyjski FTSE, zaś niemieckiemu DAX-owi brakuje już tylko 7 proc. do rekordu sprzed niespełna dwóch lat. Zdaniem ekonomisty problemy GPW zaczęły się od demontażu OFE i właśnie niepewność związana z ich dalszymi losami powoduje, że trudno o trwałe i solidne odbicie.

– Pierwszym czynnikiem, który zdecydował o takim tąpnięciu strukturalnym na giełdzie, jest kwestia związana z otwartymi funduszami emerytalnymi. Nie tyle to, że zabrano im tę część obligacyjną, ale przykręcono kurek z pieniędzmi, za które one nabywały nie tylko obligacje, lecz także akcje – przypomina Wojciechowski.

Reforma OFE rozpoczęła się w maju 2011 roku, gdy rząd zdecydował o ograniczeniu przekazywanej do OFE składki z dotychczasowych 7,3 proc. wynagrodzenia do 2,3 proc. (w kolejnych latach stawka mała lekko rosnąć). Następnie w 2014 roku zarządzono przekazanie części obligacyjnej do ZUS-u oraz przeniesienie III filara na specjalne subkonta w ZUS, o ile ktoś nie zgłosi woli pozostania w OFE. Z możliwości tej skorzystało 2,5 mln ubezpieczonych z przeszło 16 mln. W efekcie strumień pieniędzy napływających do OFE znacząco się skurczył. O ile jeszcze w I kw. 2011 roku (ostatnim przed pierwszą fazą zmian) ZUS przekazał do OFE wraz z odsetkami 6,5 mld zł (z czego w akcje fundusze mogły zainwestować maksymalnie 2,6 mld zł), o tyle w III kw. tego samego roku – pierwszym pełnym po zmianach – już tylko 2,2 mld zł, zaś w III kw. 2016 roku zaledwie 780 mln zł (dane KNF). Co więcej, wszystko wskazuje na to, że OFE w ogóle znikną z rynku.

Czytaj również:  Przedsiębiorcy chcą dobrowolnych składek ZUS

– Drugim czynnikiem, który trzyma te wyceny akcji na niskim poziomie, jest to, że cały czas nie wiemy, co się z drugą częścią OFE stanie. Wicepremier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że 1/4 tego portfela, który pozostał w OFE, będzie przeniesiona do Funduszu Rezerwy Demograficznej, co oznacza tak naprawdę zapowiedź dużej podaży akcji na giełdzie i to oczywiście zniechęca inwestorów do tego, aby inwestować w akcje – mówi główny ekonomista Plus Banku.

Na koniec grudnia aktywa OFE wynosiły nieco ponad 153 mld zł. Zgodnie z zapowiedziami rządu jedna czwarta tej kwoty ma zostać przekazana do Funduszu Rezerwy Demograficznej. Reszta ma trafić do nowych funduszy inwestycyjnych, które będą nimi zamiast OFE. Te z kolei mają zniknąć od przyszłego roku. Dokładny kształt reformy dopiero powstaje i dopóki rynek nie pozna szczegółów, dopóty inwestorzy mogą zachowywać ostrożność mimo wciąż dobrych fundamentów polskiej gospodarki.

– Słabość giełdy wcale nie odzwierciedla jakichś bardzo złych perspektyw krótkoterminowych dla polskiej gospodarki. Bo pomimo tego, że od III kw. notujemy silne wyhamowanie tempa wzrostu, które jeszcze może się przeciągnąć nawet do połowy 2017 roku, to jednak przynajmniej te fundamenty gospodarcze wciąż są silne – uważa Wiktor Wojciechowski. – I jeżeli środki unijne rzeczywiście zaczną już płynąć do gospodarki, to nastąpi odbicie inwestycji i przyspieszenie tempa wzrostu. natomiast tak długo, jak utrzyma się niepewność odnośnie do tego, co stanie się z akcyjną częścią OFE, tak długo oczekuję, że tutaj nie będzie jakichś istotnych ruchów w wycenie akcji na warszawskiej giełdzie.