121 proc. na rocznym depozycie

0

Są kraje, gdzie oprocentowanie depozytów jest dwucyfrowe. Największe odsetki na świecie płacą banki w Argentynie. Jednak deponenci wcale nie mają się z czego cieszyć. Cena drogich depozytów jest bowiem wysoka.

Do niedawna najwyższe odsetki od depozytów płaciły banki w Zimbabwe. Jak podaje Bank Światowy, w 2016 r. oprocentowanie przekraczało 120 proc. w skali roku. Na drugim miejscu w tym rankingu jest Argentyna, gdzie przychód z lokaty po roku od wpłaty do banku wynosi obecnie ponad 20 proc. Dalej na liście jest Madagaskar z 15-procentowym oprocentowaniem. Wysoko kwotują też banki w Indonezji, Iranie i Uzbekistanie – w granicach 14 proc. W krajach geograficznie nam bliższych drogie są depozyty na Ukrainie. Stopa procentowa w bankach przekracza tam 14 proc. W Turcji, czasem porównywanej z Polską, odłożone pieniądze po roku oszczędzania dają 9,9 proc. zwrotu. Nieco mniej płacą banki w Rosji – 8,7 proc.

Inflacja zjada zyski

Liczby te robią wrażenie na klientach polskich banków, którzy mogą liczyć średnio na 1,7-2 proc. odsetek w skali roku. Nie ma jednak czego zazdrościć deponentom w innych krajach. Wysokie oprocentowanie świadczy o tym, że w gospodarce danego państwa nie dzieje się najlepiej, banki dużo płacą za oszczędności, bo koszt pieniądza jest wysoki, a to zazwyczaj jest pochodną bardzo wysokiej inflacji. Skrajnym przykładem jest Zimbabwe, gdzie horrendalnie wysokie odsetki są oznaką faktycznego rozkładu państwa. Od ubiegłego roku rząd w Harare wprowadził górny limit oprocentowania depozytów i kredytów bankowych.

W liberalnych gospodarkach, takich jak Argentyna, wysokie oprocentowanie nie jest w stanie nadążyć za wzrostem cen. Władze kraju od lat próbują zdusić inflację, która w ubiegłym roku wyniosła aż 40 proc. Efektywna stopa procentowa, po uwzględnieniu inflacji, wynosi w Argentynie aż -20 proc. Niekorzystna jest również sytuacja osób oszczędzających w funcie egipskim. Przy nominalnie wysokich stawkach depozytowych, wynoszących 10 proc. dla lokat 12-miesięcznych, wysoka inflacja – 23 proc. w styczniu – zjada nie tylko zysk, ale i kapitał początkowy.

Czytaj również:  Przed ECB: polityka małych kroków

Na granicy zyskowności są lokaty w Brazylii. Średnia cena depozytu jest wysoka i wynosi 12 proc., a inflacja w lutym spadła poniżej 5 proc. Teoretycznie można wypracować niemały zysk. Pytanie tylko, dlaczego banki tak wysoko kwotują, skoro ceny spadają? Sporo o sytuacji na lokalnym rynku mówi stopa procentowa w banku centralnym, która od 2006 r. utrzymywana jest na bardzo wysokim poziomie 14 proc. ze względu na stały problem z utrafieniem w cel inflacyjny, który i tak jest zawieszony wysoko, bo wynosi ponad 6 proc.

Na lokatach nie są też w stanie zarobić Turcy, gdyż stopa inflacji o 2 punkty procentowe przewyższa najlepsze oferty depozytowe banków, oprocentowane w granicach 10 proc.

W innych krajach, jak Rosja, Gruzja, czy Ukraina, oprocentowanie lokat jest wyższe od inflacji. Świadczy to o tym, że banki licytują bardzo wysoko, żeby skłonić mieszkańców do lokowania oszczędności w lokalnej walucie.

Ryzykowna gra

W Polsce mamy i niską inflację – poziom cen ustabilizował się w lutym – i niewielkie zyski z depozytów – na średnim poziomie 1,5 proc. Aktualne oprocentowanie nie satysfakcjonuje deponentów, szczególnie, że świeżo mają w pamięci czasy, gdy na rocznej lokacie można było dostać 6 proc.