USA i Chiny zaostrzają wojnę celną. Rynki reagują nerwowo, ropa w trendzie spadkowym

Wiadomością dnia jest wymiana ciosów pomiędzy USA a Chinami w ramach kolejnych odpowiedzi w wojnie handlowej. W tle mamy gigantyczne przeceny ropy naftowej, a Nowa Zelandia obniża stopy procentowe.

Chiny z dodatkowymi cłami

Pekin jako pierwszy zdecydował się odpowiedzieć na amerykańskie cła. Amerykanie zgodnie z zapowiedziami nie pozostali dłużni w zamian za taryfy odwetowe. Wczoraj ogłosili zatem dodatkową stawkę celną. Oznacza to, że łączne cła na chińskie produkty wynoszą już 104%, a nowe stawki weszły w życie zgodnie z planem, dokładnie 9 kwietnia. Reakcja rynków była pewnym zaskoczeniem. Giełdy azjatyckie otworzyły się spadkami. W dalszej części dnia jednak rynki w Japonii czy Korei kontynuowały obniżki. Z kolei chińskie indeksy, które powinny ucierpieć najbardziej, okazuje się, że dzisiaj rosną. Generalnie chiński parkiet zachowuje się w tym roku dużo lepiej od japońskiego, który ma naprawdę słabą passę. Z drugiej strony rynek walutowy nie był już tak łaskawy. W szczytowym momencie juan osłabiał się w nocy o niemal 2% względem złotego.

Co z ropą naftową?

W ciągu ostatnich pięciu dni cena baryłki ropy naftowej obniżyła się o niemal 20%. Powód jest prosty – skoro pojawiają się cła, to rynek spodziewa się załamania globalnego handlu. Nie bez znaczenia jest też oczekiwane zmniejszenie aktywności gospodarczej. Głośno się mówi o tym, że przy tak dużym spadku należy się spodziewać interwencji rynkowych. Wielu analityków wskazuje, że nadzwyczajne ruchy ze strony państw OPEC są realnie nieuniknione. Ceny hurtowe paliw w Polsce, które mają przełożenie na ceny na stacjach, spadają dużo wolniej. Trzeba jednak pamiętać, że ropa, która jest dzisiaj w rafineriach, została kupiona znacznie drożej.

Nowa Zelandia tnie stopy procentowe

W nocy Bank Rezerwy Nowej Zelandii zgodnie z oczekiwaniami analityków podjął decyzję o obniżeniu stóp procentowych o 0,25%. Wskaźnik wynosi aktualnie 3,5%. Powodem cięcia jest utrzymywanie się inflacji już drugi kwartał z rzędu na poziomie 2,2%. Kraj ten jest w o tyle dobrej sytuacji, że w ramach wojny celnej nie doczekał się żadnych dodatkowych ceł ze strony USA, tylko standardową stawkę 10%. Nowa Zelandia nie odczuje jednak przesadnie tych taryf, gdyż słabnący ostatnio dolar nowozelandzki spowoduje, że eksport będzie bardziej konkurencyjny.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

USA na kursie kolizyjnym z Chinami i Europą. Czy Trump ugnie się pod presją rynków?

Po wprowadzeniu ceł rynki finansowe zareagowały bardzo negatywnie, zwiększając obawy recesyjne. Obecnie obserwujemy pewną odwilż, ale rodzi się pytanie, wobec kogo Trump ugnie się w najbliższym czasie. Czy będzie to reakcja na obawy recesyjne, które odzwierciedla korekta na rynkach, czy też wyniki negocjacji z innymi krajami? Trump zdaje się być świadomy tej sytuacji i dąży do utrzymania nałożonych ceł, aby wynegocjować korzystne warunki, unikając jednocześnie recesji i załamania na giełdach.

To bardzo trudne do zrealizowania i najbliższe miesiące mogą przynieść duże zmiany, niepewność oraz strach na rynkach finansowych. Inwestorzy będą starali się przewidzieć moment, w którym Trump ugnie się pod presją recesji, jednocześnie Trump będzie musiał komunikować, że trzyma się swojej strategii, mając na uwadze oczekiwania rządów negocjujących z nim. – Jeżeli cła pozostaną na tak wysokim poziomie, jak pierwotnie nałożone, szanse na recesję w Ameryce szacuję na 40-50% – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Konsumenci i firmy wstrzymają wydatki oraz inwestycje, obawiając się działań odwetowych ze strony innych krajów. Gospodarstwa domowe mają obawy związane z inflacją oraz możliwością zwolnień, co przekłada się na mniejsze wydatki. W rezultacie, mogą wystąpić poważne trudności w amerykańskiej gospodarce. Prognozy wzrostu dla USA zmieniają się z 2,5% zakładanych jeszcze miesiąc temu do około 1% lub mniej dzisiaj. Spowolnienie w Ameryce wpłynie także na gospodarki europejskie, azjatyckie, a również polską, chociaż w nierównym stopniu. Jest większa szansa na osiągnięcie kompromisu z Europą, ponieważ deficyt handlowy USA z Europą jest kompensowany przez nadwyżkę usług cyfrowych, co może ułatwić negocjacje. Natomiast cła nałożone na Chiny są wyższe od oczekiwań i ta linia konfliktu eskaluje. Chiny nałożyły cła odwetowe, a Trump zapowiedział dalsze kroki, jeśli Chiny nie ustąpią. Można się spodziewać intensywniejszego starcia na linii USA-Chiny niż na linii USA-Europa, co wpłynie na handel międzynarodowy i problemy z łańcuchami dostaw, co z kolei może zagrażać spowolnieniu w Europie i Polsce. Czekamy, jak rozwiną się negocjacje i jak długo Trump wytrwa pod presją rynków finansowych. Pierwsza reakcja rynków to przecena giełd oraz walut, ale najgorszy moment może jeszcze nadejść. Jeżeli inwestorzy zaczną wycofywać swoje pieniądze z funduszy inwestycyjnych, zacznie to wywoływać panikę, co doprowadzi do sprzedaży aktywów, nawet amerykańskich obligacji. Pierwsze sygnały tej paniki pojawiły się na przełomie poniedziałku i wtorku, ale na razie się zatrzymały. Jeśli sytuacja się pogorszy, może to prowadzić do głębszej recesji w Ameryce oraz spowolnienia w Europie, a bez wsparcia ze strony FED-u nie ma szans na szybkie wyjście z kryzysu – podsumowuje Benecki.

Nie panikują, kupują. Amerykańscy i polscy inwestorzy wierzą w odbicie

Analityk eToro w USA, Bret Kenwell podkreśla, że pomimo ogromnej zmienności oraz silnej presji podażowej, inwestorzy indywidualni w Stanach Zjednoczonych postrzegają obecną wyprzedaż jako okazję inwestycyjną. Chociaż w pierwszym kwartale odnotowano ponadprzeciętne straty w kluczowych sektorach, m.in. w obszarze technologii i dóbr konsumpcyjnych, pozostają one jednymi z ulubionych segmentów portfeli inwestorów. Łącznie rynek technologii i dóbr luksusowych odpowiada za ponad 40 proc. udziału w indeksie S&P 500.

Oba te sektory zanotowały gorsze wyniki niż szeroki rynek (S&P 500) od początku roku i są jedynymi, które pozostają w tyle za benchmarkiem. Pomimo zaistniałej sytuacji to właśnie w ramach tych przecenionych sektorów inwestorzy kupują “dołki”. 3 kwietnia — podczas pierwszej sesji po tzw. „Dniu Wyzwolenia” ogłoszonym przez prezydenta Trumpa — akcje takie jak Nvidia, Amazon i Nike znalazły się wśród najczęściej kupowanych na świecie przez użytkowników platformy eToro.

Liczba otwieranych pozycji długich była o 51 proc. wyższa niż średnia dzienna z marca. W szczególności więcej inwestorów otworzyło pozycje na takich spółkach jak Nvidia, Amazon, Apple, Meta, Nike, AMD i Alphabet, niż je zamknęło. Odwrotna sytuacja miała miejsce w przypadku Microsoftu i Tesli.

Biorąc pod uwagę kontynuację wyprzedaży w kolejnych dniach, mogłoby się wydawać, że inwestorzy weszli na rynek zbyt wcześnie. Jednakże precyzyjne wyznaczenie momentu zwrotu jest niezwykle trudne, a dane historyczne przemawiają na korzyść długoterminowych stóp zwrotu po gwałtownych i bolesnych spadkach.

Paweł Majtkowski: Warto pamiętać o horyzoncie długoterminowym

Paweł Majtkowski, polski analityk eToro zauważa, że historia pokazuje, że rynki przechodzą przez cykle – wzrosty i spadki są naturalnym elementem ich funkcjonowania. Niektórzy inwestorzy w takich okresach decydują się przeczekać trudniejszy czas, inni – stają się bardziej selektywni i skupiają się na firmach odpornych na nowe regulacje. Warto zauważyć, że aż 35 proc. Polaków objętych najnowszą edycją badania Pulsu Inwestora Indywidualnego w obliczu niepewności, z jaką my do czynienia obecnie, chce dokonać zmian w swoich portfelach. Jednak równie duża grupa polskich inwestorów indywidualnych (31 proc.) planuje trzymać się swojej dotychczasowej strategii inwestycyjnej w okresach zmienności rynku i nie uwzględnia w niej znaczących zmian. Technologia pozostaje wciąż najchętniej wybieranym przez Polaków obszarem inwestycyjnym, decyduje się na nią 16 proc. badanych. Polacy coraz częściej inwestują także w nieruchomości i usługi finansowe (wzrost o 3 proc. w obu przypadkach). Wzrost można zaobserwować także dla dóbr konsumpcyjnych (+5 proc.).

Przy długim horyzoncie czasowym – np. 10 czy 15 lat – spadku są już wliczone w nasza inwestcyjną strategię. I warto pamiętać, że w długiej perspektywie akcje przyniosą nam założone zyski. Nawet jeśli uważamy, że obecna sytuacja jest czymś bez precedensu, to warto przyglądać się danym z przeszłości, które pokazują, że rynek zdoła się odbudować. Jak wynika z badania eToro, w Polsce inwestorzy indywidualni przyjmują raczej długoterminową perspektywę inwestycyjną. Prawie połowa (47 proc.) uczestników badania trzyma swoje pozycje przez lata, a kolejne 5 proc. przez dekady. Jednak nadal dość znaczna liczba inwestorów przyjmuje krótszy horyzont inwestycyjny: 34 proc. trzyma aktywa przez miesiące, 8 proc. przez kilka tygodni, a 2 proc. przez kilka dni.

W każdej sytuacji powinniśmy działać zgodnie z naszą wcześniejszą strategią. Jeśli inwestujemy długoterminowo prawdopodobnie nie powinniśmy zmieniać składu naszego portfela. Chodzi o to żeby przyniósł nam założone dochodowy w okresie, na jaki został zaplanowany. Cześć inwestorów, szczególnie tych którzy wpłacają regularnie pieniądze na swoje inwestycje, może wykorzystać ten moment, by wpłacić więcej – w sytuacji w której akcje stały się na rynku tańsze. Obecna sytuacja to dobry moment by postawić na dywersyfikacją, czyli większe zrównoważenie naszego portfela. Widzimy bowiem, że różne rynki w różnym stopniu reagują na taryfy celne i obecną sytuację. Jeśli mamy większość naszych środków zainwestowanych w Polsce, jest to okazja by poszerzyć swój portfel o akcje amerykańskie i europejskie.

GOZ w branży detalicznej i konsumenckiej. Gdzie jesteśmy, dokąd zmierzamy?

Przejście na gospodarkę o obiegu zamkniętym (GOZ) jest kluczowym wyzwaniem dla firm z sektora dóbr konsumpcyjnych i handlu detalicznego. Choć coraz częściej deklarują one ambicje w tym obszarze, realizacja konkretnych działań napotyka na szereg barier – od braku mierzalnych celów po ograniczenia technologiczne i operacyjne. Pozytywnie wyróżniają się jednak niektóre podsektory, takie jak branża elektroniki użytkowej, dóbr luksusowych czy sektor modowy, które coraz intensywniej wdrażają rozwiązania zgodne z zasadami cyrkularności. Raport KPMG International pt. „From talk to action. Paving the way for a circular economy in the consumer goods and retail industry” prezentuje poziom gotowości firm do transformacji cyrkularnej i wskazuje liderów zmian.

Branża elektroniki użytkowej liderem w rankingu cyrkularności

Raport KPMG analizuje stopień realizacji założeń GOZ w poszczególnych podsektorach. Na czele zestawienia znalazła się branża elektroniki użytkowej (średni wynik: 6,75 pkt w 10-punktowej skali), która skupia się na efektywności materiałowej, recyklingu elektrośmieci oraz redukcji odpadów. Kolejne miejsca zajęły branża dóbr luksusowych (5,88 pkt) oraz modowa (5,82 pkt), które deklarują dążenie do zwiększania udziału materiałów pochodzących z recyklingu i wydłużania cyklu życia produktów. Sektor spożywczy (5,73 pkt) wyróżnia się kompleksowym podejściem do cyrkularności w całym łańcuchu wartości, obejmującym zrównoważone pozyskiwanie surowców oraz rozwiązania dotyczące opakowań.

Wyniki globalnego badania wskazują na interesującą zależność – podczas gdy najlepsze wyniki uzyskiwane są w deklaracjach dotyczących ambicji i strategii firm, to bardziej konkretne, mierzalne działania, takie jak przyjęcie celów cyrkularności czy zmapowanie wykorzystywanych surowców, wypadły najsłabiej spośród sześciu analizowanych zagadnień. Proces przejścia od ogólnych deklaracji do konkretnych zmian wymaga od firm poszerzania kompetencji, a także zbierania i analizowania danych, między innymi dotyczących przepływów materiałowych czy cyklu życia produktów. Warto dodać, że tematyka gospodarki o obiegu zamkniętym pojawia się także w legislacji dotyczącej zrównoważonego rozwoju, na przykład w Taksonomii UE czy w raportowaniu zgodnym z dyrektywą CSRD. Stawka jest wysoka – przejście na model GOZ pozwala na redukcję emisji gazów cieplarnianych oraz kosztów związanych z zarządzaniem odpadami, co zmniejsza zależność od surowców pierwotnych i paliw kopalnych. Model ten łagodzi także ryzyko zakłóceń w łańcuchu dostaw, podnosząc odporność operacyjną firm – dodaje Justyna Wysocka-Golec, Partnerka, Liderka Zespołu ESG, Dekarbonizacji i Bioróżnorodności w KPMG w Polsce.

Transformacja w kierunku gospodarki o obiegu zamkniętym wymaga nie tylko zmian operacyjnych, ale także strategicznych decyzji opartych na rzetelnych analizach i długofalowym podejściu. Kluczowe jest wykorzystanie danych do monitorowania postępów i identyfikacji obszarów wymagających optymalizacji. Widać wyraźny trend, w którym liderzy rynku decydują się na kompleksowe audyty i wdrażanie innowacyjnych rozwiązań technologicznych wspierających GOZ. Firmy, które zintegrowały cyrkularność ze swoją strategią biznesową, nie tylko minimalizują straty surowców, ale także budują przewagę konkurencyjną poprzez zwiększenie efektywności operacyjnej oraz spełnianie rosnących oczekiwań regulacyjnych i konsumenckich. Jednak wyzwaniem pozostaje skuteczna implementacja – bez jasno określonych celów i ścisłego monitorowania wyników ryzyko pozostania na etapie deklaracji jest wysokie – komentuje Piotr Grauer, Partner Associate w Zespole Fuzji i Przejęć w Dziale Deal Advisory, Lider doradztwa dla sektora dóbr konsumpcyjnych w KPMG w Polsce.

Analiza wskazuje, że choć większość firm deklaruje strategię cyrkularną, to w wielu przypadkach brakuje konkretnych planów działania i jasno zdefiniowanych celów. W szczególności podsektor handlu detalicznego (5,25 pkt) oraz mebli (5,13 pkt) uzyskały stosunkowo niskie wyniki w zakresie realnych wdrożeń. Firmy z branży meblarskiej borykają się z wyzwaniami związanymi z recyklingiem surowców oraz standaryzacją procesów odzysku. Z kolei handel detaliczny, mimo coraz większej liczby inicjatyw związanych z GOZ, nadal zmaga się z barierami logistycznymi i ekonomicznymi w zakresie recyklingu opakowań oraz ponownego wykorzystania produktów.

O raporcie:
Raport KPMG dotyczący gotowości sektora dóbr konsumpcyjnych i handlu detalicznego do transformacji w kierunku gospodarki o obiegu zamkniętym opiera się na autorskiej metodologii oceny. Analiza obejmuje sześć kluczowych obszarów: strategię i ambicje, cele i wskaźniki, zasoby i wiedzę, przepływy surowców, zarządzanie odpadami oraz czynniki wspierające cyrkularność. Badanie bazuje na analizie ponad 100 raportów, artykułów i publikacji poświęconych gospodarce cyrkularnej, przeglądzie najlepszych praktyk rynkowych oraz wywiadach z ekspertami branżowymi. Ocenie poddano pięć do ośmiu wiodących firm w każdym podsektorze, biorąc pod uwagę ich strategie, inicjatywy oraz podejście do wdrażania modelu cyrkularnego. Każda z firm została sklasyfikowana na podstawie systemu punktowego (0–10), co pozwoliło na porównanie poziomu zaawansowania wdrożonych działań.

Polska przekracza 20-procentowy próg rezerw złota

0

Narodowy Bank Polski kontynuuje dynamiczne zakupy kruszcu, zwiększając rezerwy do niemal 497 ton. To nie tylko historyczny rekord, ale i strategiczny ruch w niestabilnych czasach. Marcowy zakup 16,5 tony kruszcu sprawił, że złoto stanowi już blisko 21% wszystkich aktywów rezerwowych. Tym samym Polska przekroczyła deklarowany przez NBP próg 20% i po raz kolejny umocniła pozycję wśród krajów o największych rezerwach na świecie. Czy okaże się, że marcowe zakupy będą jednymi z ostatnich?

Z najnowszych danych opublikowanych przez Narodowy Bank Polski wynika, że w marcu 2025 roku instytucja ta dokonała zakupu kolejnych 16,5 tony złota. Tym samym całkowite zasoby kruszcu zgromadzone przez NBP wzrosły do imponującego poziomu blisko 497 ton. Ich szacunkowa wartość przekracza obecnie 192 miliardy złotych, co oznacza, że złoto stanowi już niemal 21% wszystkich aktywów rezerwowych banku centralnego. To więcej niż zakładany przez prezesa NBP docelowy udział na poziomie 20%. W świetle tych danych nie można wykluczyć, że marcowa transakcja była jedną z ostatnich, tak dużych operacji zakupu kruszcu– przynajmniej w krótkim terminie.

Polska zdecydowanie śmiało podchodzi do inwestycji w złoto. Według danych Światowej Rady Złota na koniec zeszłego kwartału (Q4 2024) byliśmy dziesiątym krajem, co do wielkości posiadanych rezerw. Przed nami plasowały się kolejno: Stany Zjednoczone Ameryki, Niemcy, Włochy, Francja, Chiny, Szwajcaria, Indie, Japonia oraz Holandia.

Jednak wraz z imponującym wzrostem zasobów pojawiają się także pytania o ich bezpieczeństwo. Ze sprawozdania finansowego NBP za 2023 rok wynika, że jedynie 105 ton złota przechowywane jest w Polsce. Reszta zdeponowana jest w Banku Anglii oraz w nowojorskim oddziale Rezerwy Federalnej. Oznacza to, że blisko 80% zasobów podlega ryzyku strony trzeciej – komentuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex. Te obawy nie są bezpodstawne – ostatnie miesiące przyniosły znaczną intensyfikację transferów złota do USA, co doprowadziło do wydłużenia czasu realizacji zwrotów z Banku Anglii nawet do dwóch miesięcy. Dodatkowo, nowa polityka administracji USA skłoniła m.in. Niemcy do rozważenia repatriacji własnych zasobów (około 1200 ton) przechowywanych w USA – dodaje.

Złoto od zawsze postrzegane jest jako jedna z najbezpieczniejszych form lokowania kapitału. Historia pokazuje, że jego wartość rośnie w długim terminie, szczególnie w okresach niepewności geopolitycznej, kryzysów finansowych czy globalnych napięć. Postawienie złota jako fundamentu strategii rezerwowej NBP to z pewnością przemyślana decyzja.

Piotr Krysztopa dołącza do zespołu doradców technicznych Avison Young w Polsce

Do zespołu doradców technicznych Avison Young w Polsce dołącza Piotr Krysztopa.

Piotr ma 7-letnie doświadczenie w prowadzeniu projektów związanych z nieruchomościami komercyjnymi, ze szczególnym uwzględnieniem nowoczesnych technologii, instalacji budynkowych oraz automatyki. Zakres prowadzonych przez niego projektów koncentruje się na obszarach takich jak efektywność energetyczna, analiza danych budynkowych oraz zagadnienia ESG. Piotr posiada również doświadczenie związane z audytami technicznymi budynków.

Przed dołączeniem do Avison Young pracował w Go4Energy i Zonifero.

„Wraz z dołączeniem do naszego zespołu eksperta automatyki budynkowej, wzbogacamy naszą ofertę świadczenia usług o pogłębioną analizę w tym zakresie. – komentuje Tomasz Daniecki, Director, Head of Technical Advisory – Wychodzimy z założenia, że poświęcenie czasu na dokładną analizę danych płynących z systemów budynkowych i podjęcie na tej podstawie dalszych działań pozwala w sposób racjonalny i zauważalny zwiększyć efektywność funkcjonowania budynku, co przekłada się na realny zysk naszych klientów.“

Przemysław Orchowicz nowym Country Managerem Heimstaden w Czechach

1 czerwca 2025 roku Przemysław Orchowicz obejmie stanowisko Country Managera Heimstaden w Czechach. Heimstaden jest największym operatorem najmu instytucjonalnego (PRS) na czeskim rynku.

Przemysław Orchowicz odpowiada obecnie za rozwój Heimstaden w Polsce, Finlandii i Wielkiej Brytanii. Wcześniej przez niemal 20 lat pracował na kierowniczych stanowiskach w Grupie Accor. Do Heimstaden dołączył w 2021 roku – początkowo jako Head of Operations w Polsce. W 2023 roku objął stanowisko Country Managera w Polsce oraz Group Directora na nowe rynki – Polskę, Finlandię i Wielką Brytanię.

– Serdecznie witamy Przemka w Heimstaden w Czechach. Przemek odegrał kluczową rolę w osiągnięciu doskonałych wyników operacyjnych na naszych trzech rozwijających się rynkach. Jego energia i wieloletnie doświadczenie operacyjne będą nieocenione w dalszej rozbudowie naszego czeskiego portfolio – podkreśla Helge Krogsbøl, Co-CEO Heimstaden Bostad.

Zmiana stanowiska i zakresu odpowiedzialności Przemysława Orchowicza w ramach grupy nie wpłynie na działalność Heimstaden na polskim rynku. Na stanowisku Head of Operations w Polsce pozostaje Paweł Romańczuk, którego zakres odpowiedzialności zostanie poszerzony.

– Nie mogę się doczekać objęcia stanowiska Country Managera w Czechach, które są jednym z kluczowych dla Heimstaden rynków. W nadchodzących latach będziemy kontynuować rozwój portfolio i wdrażanie zrównoważonych rozwiązań, szczególnie w obszarze zwiększania efektywności energetycznej i modernizacji budynków – komentuje Przemysław Orchowicz.

Dotychczasowy Country Manager Heimstaden w Czechach, Jan Rafaj, opuści spółkę z końcem maja po ośmiu latach pełnienia funkcji. W tym czasie z sukcesem zarządzał Heimstaden na czeskim rynku, zwiększając portfolio do ponad 41 tys. mieszkań na wynajem w regionie morawsko-śląskim oraz w stołecznej Pradze.

– W Heimstaden zostawiam fantastyczny zespół, współpracę z którym niezwykle ceniłem. Razem osiągnęliśmy znakomite wyniki, m.in. wzmacniając satysfakcję najemców i rozwijając cyfrową rewolucję w branży nieruchomości – dodaje Jan Rafaj.

Cła 104% na Chiny. Dolar spada, inwestorzy uciekają w złoto

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ogłosił rekordowe, najwyższe od stu lat cła handlowe, co wywołało gwałtowne reakcje na światowych rynkach finansowych i nasiliło obawy przed dalszą eskalacją konfliktów gospodarczych. Najbardziej dotknięte nowymi taryfami zostały Chiny, na które nałożono łączne cła w wysokości aż 104%, a także Wietnam (46%) i Unia Europejska (20%). Trump uzasadnił te działania koniecznością „rekonstrukcji globalnego handlu” i ochroną interesów gospodarczych USA, zapowiadając kolejne kroki, w tym cła na leki, drewno i półprzewodniki.

Rynki finansowe zareagowały silnym pesymizmem. Rentowności amerykańskich obligacji długoterminowych znacząco wzrosły, co świadczy o ich masowej wyprzedaży. Spread między rentownością obligacji 30-letnich a 2-letnich wynosi obecnie 114 punktów bazowych. Dolar osłabił się względem jena, który – podobnie jak złoto – zyskał na wartości jako tzw. bezpieczna przystań. Indeks giełdowy Nikkei zanotował spadek o ponad 4.4%, a cena ropy WTI spadła o 1.34%, schodząc poniżej poziomu 58 USD za baryłkę.

Chiny, mimo że nie ogłosiły jeszcze formalnych działań odwetowych, zdecydowały się na celowe osłabienie juana, próbując w ten sposób ograniczyć skutki gospodarcze amerykańskich taryf. Premier Li Qiang zapewnił, że kraj dysponuje odpowiednimi narzędziami do neutralizacji zewnętrznych szoków gospodarczych i jest gotowy „walczyć do końca”.

W odpowiedzi na działania USA, inne państwa również podejmują stanowcze kroki. Kanada wprowadziła 25-procentowe cła odwetowe na samochody, podczas gdy Francja i Niemcy naciskają na Unię Europejską, by przyjęła bardziej zdecydowaną postawę. Korea Południowa ogłosiła pakiet wsparcia dla gospodarki, a Japonia zapowiedziała zwołanie specjalnego spotkania władz finansowych w celu opanowania narastających wahań rynkowych.

Polityka Trumpa spotyka się z rosnącą krytyką również w samych Stanach Zjednoczonych. Liderzy sektora finansowego, tacy jak Jamie Dimon z JP Morgan, ostrzegają przed groźbą rozpadu globalnych sojuszy gospodarczych, a inwestor Bill Ackman wezwał do przesunięcia terminu wejścia ceł w życie. Mimo tych głosów sprzeciwu, prezydent pozostaje nieugięty, twierdząc, że jego działania doprowadzą do gospodarczego boomu oraz zwycięstwa Republikanów w nadchodzących wyborach. Cała sytuacja odzwierciedla skalę narastających napięć międzynarodowych oraz powagę ekonomicznych konsekwencji, jakie niesie za sobą agresywna polityka handlowa Stanów Zjednoczonych.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Wydatki służbowe a odpowiedzialność zarządu – aspekty prawne i praktyczne

Spór na szczycie: jak zabezpieczyć interesy spółki wobec konfliktu między spółką a byłymi członkami zarządu dotyczącymi wydatków służbowych.

Bezprawne wydatki, konflikty na szczycie i rozmyta odpowiedzialność to często przyczyna strat biznesowych i wizerunkowych spółek. Głośna sprawa z końca ubiegłego roku pokazała jak z pozoru błahe sytuacje mogą doprowadzić do poważnych sporów na szczycie władz spółki. W tym artykule wyjaśniam, jak prawnie można zminimalizować ryzyko nieporozumień oraz jak skuteczniej chronić interesy spółki.

Pod koniec ubiegłego roku media w Polsce obiegła informacja, że nowy Zarząd Orlenu, powołany w 2024 roku, złożył do sądu pierwszy z kilku planowanych pozwów przeciwko byłym członkom zarządu spółki – Danielowi Obajtkowi i Michałowi Rogowi. Jak wynika z doniesień, koncern dochodzi od nich odszkodowania za wydatkowanie środków spółki w sposób niedozwolony, poprzez m. in. pobyty w luksusowych hotelach, drogie kolacje czy też kupno drogich upominków.

Obaj pozwani bronią się twierdząc, że wszelkie wydatki ponoszone były w związku z działaniami biznesowymi podejmowanymi w imieniu Orlenu, którego status na rynku, a tym samym status potencjalnych kontrahentów, wymagał często ponoszenia kosztów „luksusowych” w celu prowadzenia rozmów i działań biznesowych.

Ogólne granice wydatków członków zarządu

Ocena powyższych kwestii zostanie teraz przeprowadzona przez sąd. Jednak bazując na tej sprawie wiele firm może, a wręcz powinno się zastanowić, w jaki sposób można zabezpieczyć się przed podobnego rodzaju sytuacjami, ograniczając ryzyko potencjalnych konfliktów lub przygotowując się do ich odpowiedniego prowadzenia.

Zarząd spółki jest ustawowo uprawniony do jej reprezentacji, w tym przede wszystkim do prowadzenia spraw spółki. (art. 201 § 1 k.s.h.). Członkom zarządu zależy przy tym najczęściej, aby mieli oni jak najszersze możliwości samodzielnego działania, co pozwala na usprawnienie podejmowania procesów decyzyjnych. Jednocześnie właściciele spółki chcą mieć pewność, że działania członków zarządu będą podejmowane w racjonalnych ramach, a ich wolność w podejmowaniu decyzji nie będzie wykorzystywana przeciwko spółce. Jest to niejednokrotnie niezwykle trudna relacja, która z jednej strony wymaga dużej porcji wzajemnego zaufania i zrozumienia, a z drugiej nieodłącznie wisi nad nią widmo wzajemnych rozliczeń i odpowiedzialności w przypadku niepowodzenia współpracy. I choć ryzyka tego nie da się wyeliminować, gdyż jest ono nieodłącznym elementem biznesu, można przy użyciu odpowiednich narzędzi je zminimalizować bądź odpowiednio przygotować na jego zmaterializowanie.

Zakres wydatków, które może realizować członek zarządu na koszt spółki, nie jest w żaden precyzyjny sposób ustalony w obowiązującym prawie. Jest to jak najbardziej zrozumiałe, biorąc pod uwagę ilość branż, w których mogą działać spółki, oraz ilość ról i sytuacji, w jakich mogą działać w imieniu spółek członkowie zarządu. Najlepszym punktem zaczepienia przy ocenie tego typu kosztów wydaje się ustawa o podatku dochodowym od osób prawnych i zawarte tam pojęcie kosztów uzyskania przychodu przez spółkę (przede wszystkim art. 15 tej ustawy). Innymi słowy – jeśli poniesiony przez członka zarządu koszt można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu przez spółkę, można wstępnie założyć, że jest on kosztem zasadnym z punktu widzenia wydatkowania środków spółki przez członka zarządu. Potwierdzenie takiego podejścia możemy znaleźć chociażby w orzeczeniach sądowych (m. in. wyrok Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z 19.11.2020 r., sygn. akt I AGa 67/20).

Jednak ustalenie w takim przypadku, jakie ogólne kategorie kosztów mogą wchodzić w zakres kosztów, do których poniesienia zobligowana może być spółka, jest zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. W poszczególnych kategoriach mogą się bowiem mieścić wszelkie możliwe rozmiary tych kosztów, zależne od chociażby jakości nabywanych przez członków zarządu na koszt spółki rzeczy bądź usług. Ostatecznie więc ocena zawsze zależeć będzie w największej mierze od stanu faktycznego konkretnej sprawy. A ten spółka może kształtować już na długo przed rozpoczęciem potencjalnego sporu.

Czy firmy mogą się zabezpieczyć? Konfliktu nie da się uniknąć, ale można nim zarządzać

Kluczowym aspektem z punktu widzenia ewentualnego postępowania sądowego będzie bowiem ustalenie „modelowej” sytuacji w danym, konkretnym stanie faktycznym. Najprościej mówiąc, strony będą musiały przekonać sąd, jakie koszty i wydatki w danej sprawie można uznać za racjonalne z punktu widzenia prowadzonej przez spółkę działalności – jej profilu, skali, itd. Racjonalność taka może być ustalana na podstawie abstrakcyjnych, obiektywnych czynników, ale na jej kształt mogą również wpływać aspekty w pełni od samej spółki zależne.

Z pomocą mogą oczywiście przyjść przede wszystkim bezpośrednie ustalenia pomiędzy spółką a członkiem zarządu na etapie negocjacji przed powołaniem członka zarządu do pełnienia funkcji i podpisaniem przez niego odpowiedniej umowy. Strony mogą ustalić rodzaj i skalę wydatków, które spółka wprost zgodzi się ponosić w przypadku czynności podejmowanych w jej imieniu i na jej rzecz  przez członka zarządu, jak również sposób rozliczania wszelkich ponoszonych przez członka zarządu kosztów.

Sama spółka również może podjąć działania wewnętrzne, które pozwolą jej lepiej zabezpieczyć swoje interesy, np. poprzez wprowadzenie wewnętrznych regulaminów oraz instrukcji dotyczących wszelkiego rodzaju kwestii odnoszących się do wydatków członków zarządu, od kwestii czysto technicznych, tj. np. sposobu ponoszenia i rozliczania tych kosztów, do aspektów dużo bardziej szczegółowych, tj. np.  standardu hoteli, z których korzystać mogą członkowie zarządu podczas podróży służbowych czy też rodzaju wydatków, które co do zasady wymagają wcześniejszego potwierdzenia przez odpowiednie osoby w spółce. Należy jednak pamiętać, że w przypadku niektórych dokumentów, takich jak np. regulamin zarządu, aby mogły być przygotowane przez wspólników, możliwość taka musi zostać wprost wskazana w umowie spółki. W innym wypadku, na mocy przepisów k.s.h., regulamin zarządu będzie mógł być uchwalany przez sam zarząd.

Mądry przedsiębiorca myśli o konflikcie, zanim on wybuchnie

Tego typu ustalenia pozwolą na dużo prostsze stworzenie punktu odniesienia przy późniejszej ocenie poszczególnych, potencjalnie spornych wydatków. Umiejętne wprowadzenie tego rodzaju postanowień i regulacji zarówno do bezpośredniej relacji pomiędzy spółką a członkiem zarządu, jak i wewnętrznego ładu korporacyjnego spółki pozwoli na zbudowanie jasnej i klarownej linii argumentacji w odwołaniu do konkretnych przykładów, co pomoże w osiągnięciu silniejszej pozycji negocjacyjnej i procesowej już na samym początku konfliktu. Stanowić będzie też znaczącą przewagę w sytuacji, gdy sporu sądowego nie uda się ostatecznie uniknąć. Powyższe kwestie w jasny sposób pokazują, jak istotne jest odpowiednie i profesjonalne podejście do spraw spółki na każdym etapie jej funkcjonowania.

Autor:

Adam Zakrzewski - adwokat w kancelarii prawnej Chałas i Wspólnicy
Adam Zakrzewski – adwokat w kancelarii prawnej Chałas i Wspólnicy

Adam Zakrzewski – adwokat w kancelarii prawnej Chałas i Wspólnicy w Warszawie. W swojej pracy zajmuje się m.in. doradztwem na rzecz podmiotów z branży budowlanej i nieruchomościowej. Pomaga klientom unikać oraz minimalizować ryzyka na etapie realizacji inwestycji, a także reprezentuje klientów w sporach zarówno na drodze negocjacji i mediacji, jak i ostatecznie również na etapie postępowań sądowych.

Czy egzamin praktyczny na prawo jazdy kategorii A można zdawać w zimie?

Zima nieodzownie kojarzy się z mrozem, śniegiem i ograniczoną widocznością na drogach. Dla wielu przyszłych motocyklistów rodzi się wówczas pytanie — czy prawo jazdy kat a można zdobyć także w chłodniejszych miesiącach? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Choć zimą bez przeszkód przejdziesz kurs teoretyczny i zdasz egzamin pisemny, kwestie bezpieczeństwa sprawiają, że egzamin praktyczny odradza się w tym okresie.

Poniżej opisujemy, jak efektywnie wykorzystać zimowe miesiące na naukę, a także, dlaczego wiosna to najlepszy czas, by bezpiecznie udowodnić swoje umiejętności za kierownicą motocykla. Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z dalszą częścią wpisu!

Teoria zimą? Jak najbardziej!

Zimowe miesiące to idealny moment, by skupić się na solidnym przygotowaniu teoretycznym. Bez względu na aurę możesz zapisać się na kurs na prawo jazdy kat a, który obejmuje między innymi: 1. Podstawy przepisów ruchu drogowego. 2. Zasady prawidłowej eksploatacji motocykla. 3. Elementy pierwszej pomocy. Zajęcia teoretyczne mogą odbywać się stacjonarnie w sali wykładowej lub w formie e-learningu. Taki elastyczny tryb pozwala na naukę bez narażania się na niekorzystne warunki pogodowe.

Dlaczego egzamin praktyczny lepiej zdać wiosną?

Choć teoretycznie prawo jazdy kategorii a można próbować zdobyć przez cały rok, realia są takie, że zimowa pogoda bywa skrajnie nieprzewidywalna. Niskie temperatury, oblodzona nawierzchnia i śnieg stwarzają dodatkowe zagrożenia zarówno na placu manewrowym, jak i w ruchu drogowym. Wielu instruktorów zaleca więc, by prawo jazdy na motocykl w zakresie praktycznym zdobywać w cieplejszym sezonie. Wiosna i wczesne lato to:

● Stabilniejsze warunki atmosferyczne — wyższe temperatury i lepsza przyczepność kół.

● Lepsza widoczność — dłuższe dni i mniejsza częstotliwość występowania mgieł czy opadów śniegu.

● Wyższy komfort kursanta — nie musisz inwestować w specjalną, ogrzewaną odzież motocyklową, co zmniejsza koszty startowe. Pamiętaj, że na egzaminie praktycznym egzaminator ocenia płynność Twoich manewrów, umiejętność utrzymania równowagi i szybkiego reagowania na bodźce z otoczenia. Zima znacznie utrudnia spełnienie tych wymagań, co może wpłynąć na wynik całego egzaminu.

Jak efektywnie przygotować się zimą do praktyki?

Zimowy czas możesz doskonale spożytkować na szlifowanie teorii oraz rozwijanie pewności siebie, zanim wsiądziesz na motocykl:

● regularne powtórki z przepisów — zaopatrz się w aktualne testy, oglądaj porady, np. na YouTube,

● planowanie terminu praktyki — umów się na jazdy próbne i egzamin w okresie, gdy ryzyko skrajnie niekorzystnych warunków będzie mniejsze. Serdecznie zapraszamy na szkolenia do nas!

Oferujemy w szkolaexpert.pl

● Prawo jazdy kat. AM,

● Prawo jazdy kat. A1,

● Prawo jazdy kat. A2,

● Prawo jazdy kat. A.

Czy można całkowicie wykluczyć jazdy zimą?

Niektóre szkoły umożliwiają trening nawet w chłodniejszych miesiącach, szczególnie gdy zima nie jest surowa. Jednak większość kursantów i instruktorów preferuje nauka jazdy przy stabilniejszej aurze. Jeśli mimo wszystko zdecydujesz się na jazdy w zimie, zadbaj o porządne wyposażenie: odzież z warstwami chroniącymi przed zimnem, rękawice z odpowiednią izolacją i kask przystosowany do niższych temperatur. Pamiętaj też, że prawojazdy kat a zdobyte zimą nie odbiega w żaden sposób od tego uzyskanego w słoneczne dni. Wszystko zależy od Twojej determinacji i umiejętności przystosowania się do trudnych warunków.

Złoto, obligacje, kryptowaluty, akcje – gdzie szukać zysków w czasach niepewności?

Sytuacja na rynku pozostaje skrajnie niestabilna, ruchy na giełdzie oparte są na strzępach informacji. W takim otoczeniu spekulacyjne ruchy i emocje przejmują stery.

Silne ruchy, spadkowe, jak i wzrostowe. mogą pojawić się bez znacznego oparcia w realnie zmienionej polityce. W niepewnych czasach rośnie ilość scenariuszy, które mogą się zrealizować. Jakie strategie i klasy aktywów mogą okazać się skuteczne w czasach niepewności?

Złoto uznawane jest za bezpieczną przystań, choć zwiększenie korelacji z rynkiem akcji w pewnym momencie spowodowało niechęć inwestorów do tego rynku. Taką sytuację obserwowaliśmy w 2022 r., kiedy złoto poruszało się w trendzie bocznym, wraz ze wzrostem stóp procentowych na świecie. Choć o złocie mówi się, że chroni przed inflacją, to właśnie wtedy w okresie jej najwyższych od lat poziomów, inwestorzy zdecydowali się na realizację zysków.

– W czasach podwyższonej niepewności inwestorzy sięgają po aktywa, które w ich ocenie są bezpieczną przystanią i wiadomo, że takim aktywem jest złoto, ale co ciekawe, tym razem bije na głowę indeksy giełdowe, stwarzając dla inwestorów problem, ponieważ złoto powinno stanowić jedynie uzupełnienie ich portfela – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tymoteusz Turski, analityk rynku akcji w XTB. – Złoto w portfelu inwestora powinno znaleźć się po to, aby stabilizować portfel.

Od wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie wraz z kontynuacją wojny w Ukrainie ceny złota poszybowały, reagując na globalną niepewność. W marcu kruszec osiągnęło historyczne szczyty, blisko poziomu 3 100 USD za uncję, napędzany dodatkowo spekulacjami wokół polityki gospodarczej Trumpa.

Do tego dochodzi kryzys zadłużenia USA, który burzy obraz stabilności świata. Mówi się o potencjalnej rewaluacji złota jako aktywa rezerwowego w USA, co mogłoby doprowadzić do jeszcze większego popytu ze strony banków centralnych. Rok 2025 najprawdopodobniej nie będzie inny. Warto pamiętać, że ilość złota na świecie jest ograniczona. Choć jego podaż z roku na rok rośnie o ok. 2%. To zdecydowanie mniej, niż wynosi wzrost podaży pieniądza. Złoto pełni funkcję aktywa pierwszego ‘tezauryzacyjnego’ wyboru, a fundusze ETF ułatwiają uzyskanie na nie ekspozycji.

Rynek akcji, w szczególności w USA pozostawał mocno rozgrzany wraz z pojawieniem się nowego trendu – sztucznej inteligencji. Akcje największych spółek technologicznych na świecie rozgrzewały nadzieje inwestorów na szybszy rozwój w przyszłości i możliwość jeszcze większych zarobków. W końcu przyszła jednak weryfikacja i wyniki spółek nie były w stanie sprostać oczekiwaniom inwestorów.

– Na rynkach akcji obserwujemy wyraźny trend: transfer kapitału w kierunku tzw. defensive stocks – komentuje T.Turski. Wyniki finansowe spółek defensywnych, związanych są z sektorami: energetyka, sektor zdrowotny czy podstawowe produkty konsumenckie, są mniej wrażliwe na wahania koniunktury. W Europie szczególną uwagę przyciągają natomiast spółki związane z przemysłem zbrojeniowym.

Obligacje, lub fundusze ETF dające na nie pośrednią ekspozycję stanowią istotny element każdego zrównoważonego portfela inwestycyjnego, szczególnie w okresach stabilności rynkowej. Zapewniają one regularny, przewidywalny strumień dochodów w postaci odsetek, co pozwala na lepsze planowanie finansowe. Obligacje skutecznie stabilizują portfele poprzez dywersyfikację ryzyka – zazwyczaj poruszają się w trendzie odmiennym do akcji, redukując ogólną zmienność i wrażliwość portfela.

Stopy procentowe mają kluczowy wpływ na ceny obligacji, działając w sposób odwrotnie proporcjonalny: gdy stopy rosną, ceny obligacji spadają, a gdy stopy maleją, ceny rosną. W stabilnym środowisku ta relacja jest bardziej przewidywalna, co ułatwia zarządzanie ryzykiem.

Dłuższe terminy zapadalności oznaczają większą wrażliwość obligacji na zmiany stóp procentowych i większe ryzyko pożyczkodawcy (nabywającego obligacje). Wybór odpowiedniego terminu zapadalności pomaga zrównoważyć ryzyko i zysk.

– Inwestorzy najchętniej kupowali 10-letnie obligacje amerykańskie, które jednak mogą teraz znaleźć się po szczególną presją – wyjaśnia ekspert XTB. – W tym roku rentowności tych obligacji istotnie spadły, choć w pierwszych miesiącach Fed nie zmienił swojej narracji. Obecnie obligacje o krótszej zapadalności są atrakcyjniejszym zabezpieczeniem.

Fundusze ETF stanowią coraz częściej wybierane narzędzie inwestycyjne, które również może wspomóc inwestorów w czasach niepewności. Dzięki oferowaniu ekspozycji na całe indeksy, zamiast na poszczególne spółki, inwestorzy zyskują zmniejszenie ryzyka specyficznego wynikającego z sytuacji pojedynczej spółki. W czasach niepewności szczególnie atrakcyjne są ETF-y sektorowe skierowane na tzw. sektory defensywne.

W czasach, gdy przewidywalność rynków finansowych drastycznie spada, kontrakty terminowe powracają na radar inwestorów. Są one wykorzystywane jako narzędzie do ochrony kapitału, jak i aktywnego zarządzania ryzykiem. Instrumenty te umożliwiają objęcie pozycji zarówno na spadki jak i wzrosty praktycznie każdego rodzaju aktywa – od indeksów giełdowych, przez surowce, po obligacje i waluty – dając dostęp do ekspozycji rynkowej bez fizycznego posiadania instrumentu bazowego.

Wybierając w szerokiej ofercie kontraktów terminowych inwestor może zabezpieczyć się przed skokiem zmienności na rynku amerykańskich akcji otwierając pozycję na indeksie VIX (tzw. indeks strachu). Europejskim odpowiednikiem VIX jest EURO STOXX 50 Volatility i analogicznie może zabezpieczyć portfel przed spadkami na europejskim rynku akcji.

Rynek walutowy (forex, FX) to arena, na której niepewność przejawia się najszybciej. W okresach kryzysu czy podwyższonej niepewności inwestorzy kierują się ku walutom postrzeganym jako “bezpieczne przystanie” (ang. safe havens), tj. dolar amerykański (USD), japoński jen (JPY) czy frank szwajcarski (CHF). Należy jednak pamiętać, że forex to dynamiczny i pełen zmienności rynek, gdzie każda publikacja danych makroekonomicznych czy wypowiedź bankierów centralnych ma znaczenie.

Bywają okresy w których bitcoin radzi sobie zdecydowanie lepiej od rynków akcji, czy samego złota burząc korelacje z tradycyjnym rynkiem. Dlatego też w niewielkiej ilości może być ciekawym uzupełnieniem strategicznego portfela. Zgodnie z dotychczas funkcjonującymi cyklami, cena Bitcoina może być podatna na ekstremalną zmienność w ramach 4-letnich cykli halvingowych. Jako aktywa nieskorelowane z tradycyjnym rynkiem fundusze ETP na Bitcoin (m.in. ETC czy ETN) mogą służyć inwestorom za strategiczną składową dywersyfikacji majątku, rozszerzając nieco jego profil zmienności, w zamian za potencjał wzrostu.

– Ważne jest, że wybór aktywów do portfela powinien być uzależniony od tego czy chcemy być inwestorem aktywnym czy pasywnym – komentuje T.Turski z XTB. – Inwestorzy pasywni, którzy podeszli do swych strategii z długim horyzontem mogą teraz bardzo łatwo wpaść w pułapkę krótkoterminowej zmienności, bo trudno jest nadal inwestować pasywnie jeśli na rynku widzimy wokół spadki na rynkach akcji. I dzieje się to po bardzo pieszczotliwym dla inwestorów pasywnych 2024 roku.

Praca wykańcza nas psychicznie. Stresuje się nią ponad połowa Polaków

W 2025 roku, podobnie jak rok wcześniej, dobrostan pracowników będzie największym wyzwaniem dla polskich i europejskich pracodawców. Kolejne miejsca na podium trosk przedsiębiorców zajmują: utrzymanie pracowników w firmie (25 proc.) oraz pozyskiwanie nowych talentów (24 proc.). Pierwszą piątkę kluczowych wyzwań zamykają malejące zaangażowanie pracowników (23 proc.) oraz firmowy system wynagrodzeń i świadczeń (22 proc.). To wnioski płynące z najnowszego międzynarodowego badania przeprowadzonego przez SD Worx.

Dobrostan pracowników już kolejny rok jest na liście priorytetowych i problematycznych kwestii, którymi mają zamiar zajmować się pracodawcy. Wskazało na niego aż 28 proc. ankietowanych. To najwyższy wynik w tegorocznym badaniu SD Worx, choć jednak w porównaniu do minionego roku widać wyraźny spadek – w 2024 roku dobrostan zatrudnionych był wyzwaniem dla aż 37 proc. pracodawców w całej Europie. Największym dla tych, którzy działają w Chorwacji, Norwegii i Słowenii. Na drugim miejscu plasuje się utrzymanie pracowników w firmie (25 proc.), co stanowi spadek w porównaniu wobec 33 proc. w 2024 roku. Może to wskazywać na zmniejszenie się migracji pracowników, zwłaszcza jeśli wynik ten zestawimy z kolejną pozycją z badania, czyli „pozyskiwaniem nowych talentów”. W ubiegłym roku było to najważniejsze wyzwanie aż dla 34 proc. europejskich pracodawców – w tym już tylko dla 24 proc. Rekrutacja nowych pracowników jest wciąż – według wskazań w badaniu – dużym problemem dla firm w Belgii, Francji i Holandii. Na czwartym miejscu znajduje się „doświadczenie i zaangażowanie pracowników” – to wyzwanie również jest mniejsze niż rok temu, kiedy wymieniało je 27 proc. europejskich firm. Dziś to problem w 23 proc. z nich. Nowością w pierwszej piątce wyzwań kadrowo-płacowych w przedsiębiorstwach jest „system wynagrodzeń i świadczeń”, który wyparł z listy problematycznych kwestii upskilling i reskilling pracowników. To jedyny obszar wśród pięciu największych wyzwań, który odnotował wzrost – z 21 proc. w 2024 roku do 22 proc. w 2025 roku.

Wyniki naszego najnowszego badania dowodzą, że wyzwania, z którymi mierzą się pracodawcy są co roku bardzo podobne. Zmienia się jednak ich waga, bo i rynek pracy zmienia się dynamicznie, a pracodawcy i managerowie HR wykonują bardzo solidną pracę, aby niwelować problemy, z którymi mierzą się firmy i ich pracownicy. Nie dziwi znaczny udział w wynikach problemu troski i dbałości o dobrostan oraz zdrowie psychiczne pracowników. Wiele osób czuje się przytłoczonych sytuacją na świecie, najpierw pandemią, potem inflacją i widmem kryzysu gospodarczego oraz konfliktów zbrojnych na terenie Europy. To przekłada się na ich codzienne funkcjonowanie, także w pracy. Zadaniem firm i działów HR jest poszukiwanie i wdrażanie rozwiązań, które pomogą im wesprzeć zdrowie psychiczne i dobrostan zatrudnionych – mówi Daniel Idźkowski, Dyrektor Zarządzający w SD Worx Poland.

Niektóre obszary zarządzania HR w firmie obecnie stały się bardziej wymagające niż w 2024 roku. Przykładowo, zgodność z przepisami prawa pracy jest dziś kluczowym wyzwaniem dla 17 proc. europejskich pracodawców, w porównaniu do 14 proc. w 2024 roku. Również optymalizacja procesów płacowych zyskuje na znaczeniu – w 2025 roku wskazuje na nią 14 proc. pracodawców, podczas gdy w 2024 roku tylko 11 proc. Podobny wzrost odnotowano w obszarze mobilności wewnętrznej i zarządzania ścieżkami kariery – ten aspekt stanowi wyzwanie dla 13 proc. pracodawców (11 proc. rok wcześniej). Te trendy pokazują, że firmy w Europie coraz większą uwagę przykładają do zgodności regulacyjnej, efektywności procesów HR oraz rozwoju własnych pracowników.

Młodzi ludzie odczuwają mniej stresu, ale częściej pozostają w domu z powodu problemów ze zdrowiem psychicznym

Wiele organizacji boryka się z wyzwaniami związanymi ze zdrowiem psychicznym swoich pracowników. Aż czterech na dziesięciu (39 proc.) europejskich pracodawców uważa to za istotne wyzwanie, z którym będą mierzyć się w najbliższym roku. Potwierdzają to odpowiedzi ankietowanych w badaniu SD Worx pracowników – aż 38 proc. Europejczyków i ponad 46 proc. Polaków twierdzi, że nie czuje się zdrowo ani w pełni sił podczas wykonywania pracy. Dodatkowo ponad 53 proc. Polaków postrzega swoją pracę jako psychicznie męczącą i stresującą. Co więcej, w skali całej Europy poziom stresu rośnie wraz z wiekiem – doświadcza go 46 proc. osób poniżej 25. roku życia, ale już 57 proc. pracowników w wieku powyżej 25 lat.

Problemy ze zdrowiem psychicznym coraz częściej prowadzą do absencji w pracy – 18 proc. Europejczyków w ubiegłym roku przebywało na zwolnieniu z tego powodu. Zjawisko to jest szczególnie widoczne wśród młodszych pracowników – aż 25 proc. osób poniżej 35. roku życia korzystało ze zwolnienia lekarskiego z powodu nadwątlonego zdrowia psychicznego. Starsi pracownicy rzadziej zgłaszają tego typu problemy – w grupie wiekowej 35-49 lat w minionym roku zrobiło to tylko 18 proc., a wśród osób w wieku 50-64 lat jedynie 11 proc. ankietowanych pracowników. Te dane wskazują na pilną potrzebę działań wspierających zdrowie psychiczne zatrudnionych, szczególnie tych z młodszych pokoleń.

Ponad jeden na dziesięciu pracowników aktywnie szuka nowej pracy

Choć utrzymanie pracowników jest dla pracodawców drugim największym wyzwaniem, wiele talentów pozostaje lojalnych wobec swojej firmy. Tylko 14,6 proc. Polaków i 13 proc. Europejczyków deklaruje, że aktywnie poszukuje nowej pracy, a kolejne 15,5 proc. Polaków i 13 proc. Europejczyków chce zmienić stanowisko, ale w ramach tej samej firmy.

Zarówno pracownicy, jak i pracodawcy dostrzegają jednak niedobór zatrudnionych, który utrudnia realizację codziennych obowiązków. Aż 44 proc. europejskich pracowników zauważa braki kadrowe w swoich zespołach, a 45 proc. przewiduje, że sytuacja ta pogorszy się w najbliższych latach. Wśród pracodawców ten odsetek jest jeszcze wyższy – 46 proc. dostrzega niedobór pracowników już teraz, a 53 proc. spodziewa się jego dalszego wzrostu.

Te dane pokazują, że organizacje muszą skupić się nie tylko na retencji pracowników, ale także na efektywnej rekrutacji i rozwoju wewnętrznych talentów, aby sprostać rosnącym wyzwaniom na rynku pracy.

O międzynarodowym badaniu pracowników

Badanie zostało przeprowadzone w lutym 2025 roku w 16 krajach europejskich, obejmując Belgię, Chorwację, Finlandię, Francję, Niemcy, Irlandię, Włochy, Niderlandy, Norwegię, Polskę, Rumunię, Serbię, Słowenię, Hiszpanię, Szwecję oraz Wielką Brytanię.

W badaniu wzięło udział 5 625 pracodawców i 16 000 pracowników, co pozwoliło uzyskać reprezentatywny obraz rynku pracy w każdym z badanych krajów.

Gotowych mieszkań jest mniej, ale oferta deweloperów rośnie

W niektórych miastach spadł udział gotowych mieszkań od deweloperów. Warto jednak pamiętać, że powiększyła się cała oferta.

Druga połowa minionego roku nie była w wykonaniu deweloperów już tak aktywna jak pierwsza pod względem rozpoczynanych inwestycji. Warto zatem sprawdzić, czy mocno zmienił się udział oddanych do użytkowania mieszkań deweloperskich na sprzedaż. Nawet spadek tego odsetka (np. w Krakowie) nie powinien mocno martwić osób szukających gotowego „M”. Znacząco urosła bowiem łączna oferta deweloperów.

Na podstawie danych BIG DATA RynekPierwotny.pl można łatwo sprawdzić, jak pod koniec lutego 2025 roku wyglądał udział oddanych do użytkowania nowych mieszkań na sprzedaż (tzn. lokali mieszkalnych bez uwzględnienia domów). Taka statystyka z największych miast wyglądała następująco:

  • Bydgoszcz – 33% w lutym 2025 r. (rok wcześniej – 34%)
  • GZM (miasta Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii) – 18% (21%)
  • Kraków – 13% (25%)
  • Lublin – 18% (31%)
  • Łódź – 19% (13%)
  • Poznań – 14% (8%)
  • Szczecin – 27% (20%)
  • Trójmiasto – 15% (22%)
  • Warszawa – 10% (9%)
  • Wrocław – 14% (17%)

Powyższe informacje potwierdzają, że udział gotowych mieszkań deweloperskich w ofercie zmieniał się rozmaicie. Warto chociażby porównać zmiany dotyczące Krakowa (duży spadek przez rok) oraz Szczecina, Łodzi i Poznania (wyraźne wzrosty).

Duży spadek odsetka gotowych mieszkań z takich miast jak Kraków oraz Lublin nie powinien mocno martwić osób szukających ukończonego i nowego „M”. Bardzo wyraźny rozrost łącznej oferty sprawił bowiem, że w Krakowie jest dostępnych nawet nieco więcej gotowych lokali deweloperskich niż rok wcześniej. Klienci deweloperów z Lublina też nie mogą zbytnio narzekać na wybór gotowych mieszkań.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Inflacja na Węgrzech niższa od prognoz. Czy MNB zdecyduje się na kolejne cięcie stóp?

0

Inflacja na Węgrzech wyniosła w marcu 4,70 proc. r/r i była niższa od prognoz na poziomie 5,00 proc. Miesiąc do miesiąca ceny pozostały bez zmian, a inflacja bazowa wyniosła 5,70 proc.

Odczyt inflacyjny poniżej prognoz może być wodą na młyn dla węgierskiego banku centralnego, który już od września zeszłego roku pozostawia stopy procentowe bez zmian na poziomie 6,50 proc.

Choć w tym miejscu trzeba oczywiście pamiętać, że rozpoczęty w październiku 2023 cykl obniżek przyjął praktycznie kształt pionowej ściany spadków z poziomu 13,00 proc.

Obawa o potencjalne cła i ich wpływ na węgierską gospodarkę, połączona z pozytywnym inflacyjnym zaskoczeniem (wcześniej 3 negatywne zaskoczenia z rzędu), z pewnością mogą wpłynąć na decyzje węgierskiego banku centralnego. Jego najbliższe posiedzenie odbędzie się 29 kwietnia.

Szymon Gil, Doradca inwestycyjny, CIIA, Dyrektor ds. klientów strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Rynki odreagowują, ale napięcie nie znika. Wojna handlowa USA–Chiny dzieli światową gospodarkę

We wtorek rynki finansowe na całym świecie odnotowały lekkie odbicie, co inwestorzy potraktowali jako okazję do zakupów po wcześniejszych silnych spadkach. W Europie indeks Stoxx 600 zyskał 0.8%, a kontrakty terminowe na amerykański S&P 500 wzrosły o 1.4%. Rynki azjatyckie, reprezentowane przez indeks MSCI Asia Pacific, poszły w górę o 2.4%, wspierane przez działania banków centralnych i funduszy państwowych. Mimo tych optymistycznych sygnałów, nastroje pozostają napięte, a zmienność utrzymuje się na wysokim poziomie ze względu na obawy przed dalszą eskalacją wojny handlowej między Stanami Zjednoczonymi a Chinami.

Tłem tej sytuacji są agresywne działania handlowe administracji Donalda Trumpa. Wysokie cła, sięgające nawet 50%, ogłoszone w ubiegłym tygodniu, przyczyniły się do globalnych spadków na rynkach akcji. Trump dąży do przebudowy globalnego systemu handlowego, forsując politykę protekcjonistyczną, której celem jest ochrona krajowego przemysłu, nawet kosztem zakłóceń w łańcuchach dostaw i wyższych cen dla konsumentów. Administracja przedstawia to jako niezbędny krok do odbudowy amerykańskiej gospodarki.

Chiny zareagowały stanowczo, grożąc działaniami odwetowymi oraz zapowiadając wsparcie dla lokalnych rynków, w tym interwencje banku centralnego. Jednocześnie Pekin stara się budować wizerunek stabilnego i przewidywalnego partnera handlowego, kontynuując ekspansję eksportową i promując zaawansowane technologie, w tym produkcję pojazdów elektrycznych i baterii. Chiny przyjmują rolę przeciwwagi dla amerykańskiej dominacji, podkreślając swoje przywiązanie do otwartego handlu i międzynarodowej współpracy.

Konsekwencje tych napięć są widoczne również na rynkach obligacji i walut. Rentowność dziesięcioletnich amerykańskich obligacji skarbowych spadła do poziomu 4.14%, co świadczy o rosnącym popycie na bezpieczne aktywa. Dolar osłabił się względem głównych walut, co przełożyło się na umocnienie euro i funta. Z kolei chiński juan nieznacznie się osłabił, w wyniku działań wspierających krajowy eksport.

Na rynku surowcowym złoto, postrzegane jako bezpieczna przystań, zdrożało o 0.8%, osiągając poziom 3007.53 USD za uncję. Cena ropy Brent spadła o 0.6%, do 63.83 USD za baryłkę. Na rynku kryptowalut bitcoin zyskał symboliczne 0.2%, osiągając wartość 79 100 USD.

Obecna sytuacja ma dalekosiężne konsekwencje dla globalnych graczy gospodarczych. Międzynarodowe korporacje, takie jak Apple czy Nike, borykają się z rosnącymi kosztami operacyjnymi i zakłóceniami w dostawach, a kraje rozwijające się – jak Wietnam i Indie – mogą tracić dostęp do rynku amerykańskiego, jednocześnie stając się celem dla rosnącego eksportu tanich produktów z Chin. Europa znajduje się w trudnym położeniu, rozważając potencjalne działania odwetowe wobec USA, a zarazem stając się adresatem chińskiej ekspansji handlowej.

Prognozy wskazują na możliwość trwałego podziału światowej gospodarki na dwa bloki – kraje wspierające politykę USA i te, które będą starały się jej przeciwstawiać. Według analiz Bloomberg Economics eksport Chin do USA może do 2030 roku spaść nawet o 85%. Również inne gospodarki rozwinięte, w tym Unia Europejska, Japonia czy Korea Południowa, mogą odczuć znaczne ograniczenia eksportowe. Jednocześnie wzrost chińskiego eksportu do innych krajów będzie raczej symboliczny, co ograniczy możliwości rekompensaty strat.

W tych okolicznościach Chiny intensyfikują działania dyplomatyczne, by wzmocnić swoją pozycję w handlu międzynarodowym. Prezydent Xi Jinping planuje serię wizyt w krajach Azji Południowo-Wschodniej, takich jak Wietnam i Malezja, w celu zacieśnienia współpracy gospodarczej i politycznej w regionie dotkniętym skutkami amerykańskiego protekcjonizmu. Długoterminowe skutki obecnego konfliktu zależeć będą od dalszych działań Stanów Zjednoczonych oraz zdolności Chin do elastycznej adaptacji swojego modelu gospodarczego. Nawet jeśli część ceł zostanie zniesiona, szkody wyrządzone zaufaniu rynków i przedsiębiorstw mogą okazać się trwałe, prowadząc do głębokich zmian w globalnym układzie handlowym.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

REIT-y ożywią polski rynek najmu? Deweloperzy komentują możliwe zmiany

W jakim stopniu REIT-y (Real Estate Investment Trusts) podbiją aktywność w sektorze PRS (Private Rented Sector) w Polsce? Czy ta forma inwestowania sprawdzi się na naszym rynku? Jak szybko może wzrosnąć oferta mieszkań na wynajem? Czy deweloperzy planują zwiększyć swój udział w sektorze PRS? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Tomasz Kaleta, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży i marketingu w Develii

Fundusze typu REIT to rozwiązanie, które od lat z powodzeniem funkcjonuje w wielu krajach, umożliwiając inwestorom indywidualnym czerpanie korzyści z finansowania projektów, które wcześniej, ze względu na swoją skalę, dostępne były tylko dla dużych graczy. W kontekście Polski, jeśli nowa ustawa stworzy sprzyjające warunki dla REIT-ów mieszkaniowych, możemy spodziewać się zwiększenia aktywności inwestorów, co przełoży się na wzrost liczby budowanych mieszkań na wynajem w sektorze PRS.

W 2025 roku, oprócz rozbudowy portfela projektów firmy w największych miastach Polski, zarówno w segmencie popularnym, jak i o podwyższonym standardzie oraz premium, planujemy realizację co najmniej dwóch inwestycji w sektorze living (PRS oraz prywatnych akademików). W styczniu br. zakupiliśmy grunt w centrum Wrocławia pod budowę akademika na około 600 pokoi.

Witold Kikolski, członek zarządu MS Waryński Development S.A.

Wprowadzenie REIT-ów w Polsce z pewnością wpłynie na sektor mieszkaniowy, zwiększając dostępność kapitału i aktywność w segmencie PRS. Dzięki tej formie inwestowania można spodziewać się wzrostu liczby mieszkań na wynajem, szczególnie w dużych miastach, co wpłynie nie tylko na poprawę dostępności lokali, ale także na ich jakość. REIT-y sprzyjają także rozwojowi nowych inwestycji mieszkaniowych.

Nasza firma, biorąc pod uwagę rosnący potencjał rynku wynajmu instytucjonalnego, nie wyklucza w przyszłości zwiększenie zaangażowania w tym segmencie, widząc w nim interesującą szansę na długoterminowy rozwój.

Andrzej Biedronka-Tetla, członek zarządu Atal, dyrektor finansowy

Biorąc pod uwagę popularność sektora mieszkaniowego wśród inwestorów, REIT-y mogłyby być ciekawą alternatywą do generowania stabilnego przychodu w dłuższej perspektywie. Jest to w Polsce niedostępna w tej chwili formuła inwestycyjna. Zmiany legislacyjne mogłyby ją spopularyzować, choć wydaje się, że jeszcze długo będzie ona mieć marginalne znaczenie w portfelach oszczędnościowych Polaków. Chętniej inwestujemy bowiem we własność jako taką, niż jednostki partycypacji w niej. Z pewnością przykłady nietrafionych inwestycji, np. w condohotele czy inne prywatne przedsięwzięcia na rynku nieruchomości, pogorszyły postrzeganie tej i podobnych form lokowania kapitału.

Sektor PRS odgrywa w działalności nszej firmy znikomą rolę. Nigdy nie byliśmy optymistami, co do jego przyszłości w Polsce, ze względu na otoczenie rynkowe i przyzwyczajenia Polaków. Samo wprowadzenie REIT-ów nie spowoduje natychmiast wielkiego boomu inwestycyjnego w sektorze mieszkaniowym. Mimo to rynkowy udział tego modelu biznesowego ma potencjał wzrostowy. Wiele zależy od szczegółowych regulacji, które ewentualnie zostaną wdrożone. To nie pierwsza inicjatywa ustawodawcza w tym zakresie. Niestety może się okazać, że nie ostatnia, jeśli nie zakończy się powodzeniem lub przyjęte rozwiązania będą nieatrakcyjne dla inwestorów.

Mariusz Gajżewski, Head of Sales, Marketing and Communication BPI Real Estate Poland

Wprowadzenie REIT-ów może znacząco wpłynąć na rynek mieszkaniowy, zwłaszcza na rozwój najmu instytucjonalnego. Jeśli regulacje będą sprzyjające, zwiększy się dostępność kapitału na inwestycje, w mieszkania na wynajem, co z kolei może przełożyć się na większą podaż lokali. To mogłoby także zwiększyć płynność rynku i przyciągnąć nowych inwestorów. Od dłuższego czasu uważnie monitorowaliśmy sektor PRS i poszukiwaliśmy partnera do realizacji takiego projektu. Ostatecznie, po przeanalizowaniu wszystkich opcji, w ubiegłym roku sprzedaliśmy działkę z zatwierdzonym projektem przy ulicy Obrzeżnej w Warszawie firmie Speedwell.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Przy obecnych stopach zwrotu nie przewidujemy, aby wprowadzenie REITów w najbliższym czasie w znaczący sposób wpłynęło na rynek. Takie narzędzie pozwoli na ściągnięcie większej ilość kapitału na rynek jednak nie zmieni to faktu, że zasadniczym problemem mieszkalnictwa w Polsce jest brak polityki mieszkaniowej i dostępności gruntów pod budownictwo mieszkaniowe.

Renata McCabe Kudła, Country Manager, Grupo Lar Polska

Mamy dużą nadzieję, że projekt wprowadzenia REIT-ów ziści się w 2025 roku. W Hiszpanii Grupo Lar jest zarządzającym REITu o nazwie Lar Espana, który ma już ponad 10-letnią historię związaną z centrami handlowymi. Jeśli chodzi o możliwość stworzenia REITów, które zainwestowałyby w nieruchomości mieszkalne w celu najmu wierzymy, że mogłoby to zwiększyć aktywność polskich inwestorów na rodzimym rynku. Byłaby to możliwość dla inwestorów indywidualnych do zainwestowania w rynek najmu w sposób bardziej ustrukturyzowany i różnorodny, niż jest to obecnie możliwe.

Jeśli chodzi o udział Grupo Lar w Polsce w segmencie PRS, jest to rynek, który obserwujemy i w którym planujemy być obecni. Czekamy na obniżki stóp procentowych, które na dziś nas hamują w tej dziedzinie.

Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży Ronson Development

Wprowadzenie REIT-ów w sektorze mieszkaniowym będzie miało przede wszystkim stabilizujący wpływ na rynek, zwłaszcza w pierwszym okresie. Choć efekt początkowo może być niewielki, w ciągu roku, dwóch lat powinien się on nasilić szczególnie na rynku najmu.

Uważamy, że REIT-y będą stanowiły formę inwestowania, która może przyciągnąć klientów i stanowić atrakcyjną alternatywę oszczędnościową. Fakt, że ludzie będą gromadzili w ten sposób swoje oszczędności, powinien spowodować wzrost dostępnego kapitału, co przyczyni się do większego doinwestowania rynku. Stworzy to szansę na rozwój większej liczby projektów, a to z kolei może wpłynąć na poziom cen i sprzedaży na rynku deweloperskim. Silny rynek najmu stanie się przeciwwagą dla agresywnego rynku deweloperskiego. Nasza firma obecnie otwiera się na rynek PRS.

Damian Tomasik, prezes zarządu Alter Investment

Wprowadzenie REIT-ów na polski rynek może być jednym z kluczowych impulsów do rozwoju sektora mieszkań na wynajem i stanowić fundament pod dalsze zmiany w strukturze rynku nieruchomości. W krajach rozwiniętych, takich jak USA czy Niemcy, tego typu fundusze są istotnym elementem stabilizującym rynek mieszkaniowy, umożliwiając inwestowanie w nieruchomości szerokiemu gronu inwestorów, a jednocześnie zwiększając dostępność mieszkań na wynajem długoterminowy.

Obecnie w Polsce sektor PRS (Private Rented Sector) rozwija się dynamicznie, ale nadal jest w fazie wzrostu i stanowi niewielki procent całego rynku mieszkaniowego. Upowszechnienie REIT-ów może znacząco zwiększyć skalę tego segmentu, przyciągając kapitał instytucjonalny i zachęcając do budowy nowych mieszkań przeznaczonych wyłącznie na wynajem. To odpowiedź na zmieniające się potrzeby rynku. Coraz więcej osób, szczególnie wśród młodszego pokolenia, traktuje wynajem jako wygodniejszą i bardziej elastyczną alternatywę wobec zakupu nieruchomości na kredyt, zwłaszcza w warunkach wysokich stóp procentowych i ograniczonej zdolności kredytowej.

REIT-y mogą zatem nie tylko zwiększyć podaż mieszkań, ale także poprawić jakość oferty najmu, wprowadzając na rynek profesjonalnie zarządzane budynki z długoterminowym podejściem do utrzymania nieruchomości. Obecnie w samym Gdańsku posiadamy trzy projekty w przygotowaniu oraz kilkanaście zrealizowanych inwestycji w różnych częściach kraju. Wprowadzenie REIT-ów na polski rynek z pewnością wpłynie na zwiększenie naszego zaangażowania w ten segment.

Marcin Michalec, dyrektor zarządzający, Okam Capital

REIT-y pozwalają na pozyskanie kapitału od inwestorów indywidualnych i instytucji, udostępniając ten rynek mniejszym inwestorom, którzy nie muszą posiadać dużego kapitału na zakup nieruchomości. Umożliwiają i znacznie zwiększają atrakcyjność inwestowania w rynek mieszkaniowy.

Pozyskanie przez deweloperów niedostępnego wcześniej kapitału może wspierać finansowanie budowy nowych projektów mieszkaniowych, a w praktyce zwiększać podaż mieszkań na wynajem, zwłaszcza w segmencie najmu instytucjonalnego. Szczególnie w dużych miastach może być to odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie na rynku.

Wzrost płynności kapitału w sektorze PRS może też przyciągnąć na polski rynek nowych graczy, w tym fundusze zagraniczne. REIT-y mogą więc stanowić ważny element strategii rozwoju firm deweloperskich, które działają lub planują działalność w segmencie PRS. Ale ostateczny ich sukces w Polsce będzie zależał od szczegółów legislacyjnych, takich jak opodatkowanie, regulacje dotyczące dystrybucji zysków oraz kwestie związane z zarządzaniem aktywami.

Eyal Keltsh, prezes zarządu Robyg i Vantage

Wprowadzenie REIT-ów (Real Estate Investment Trusts) w Polsce, jeśli zostanie odpowiednio wdrożone, może mieć istotny wpływ na sektor mieszkaniowy, w tym na dostępność mieszkań oraz aktywność w segmencie PRS (Private Rental Sector).

REIT-y mają potencjał, aby zwiększyć dostępność finansowania w sektorze mieszkaniowym, ponieważ umożliwiają inwestorom indywidualnym oraz instytucjonalnym lokowanie kapitału w nieruchomości. Wprowadzenie REIT-ów, zwłaszcza w kontekście sektora PRS, może zachęcić do większych inwestycji w budowę nowych mieszkań, szczególnie w dużych miastach, gdzie popyt na wynajem jest duży.

Jeśli deweloperzy będą mogli pozyskiwać kapitał z rynku za pomocą REIT-ów, może to spowodować wzrost liczby inwestycji w budownictwo mieszkaniowe, umożliwiając inwestorom mniejszym (indywidualnym) uczestniczenie w rynku nieruchomości, nawet przy stosunkowo niskim kapitale początkowym. Przesunięcie aktywności na wynajem, a nie sprzedaż, może być także odpowiedzią na zmieniające się preferencje społeczne, gdzie coraz więcej osób decyduje się na wynajem zamiast kupowania nieruchomości.

Ceny paliw stabilne, ale ropa tanieje. Powód? Wojna celna i decyzje OPEC+

W ostatnich dniach ceny benzyny 95-oktanowej oraz oleju napędowego wykazywały stabilizację. Benzyna potaniała symbolicznie — o zaledwie 1 grosz na litrze — natomiast diesel utrzymał swoją wcześniejszą cenę.

Na rynku ropy doszło jednak do wyraźniejszych zmian. Notowania ropy Brent na giełdzie w Rotterdamie spadły o 6 dolarów na baryłce, osiągając poziom 65,6 USD. Największe obniżki miały miejsce w czwartek i piątek, kiedy to cena spadła aż o 9 dolarów.
Za główną przyczynę tej sytuacji uznaje się ogłoszenie nowych ceł przez administrację Stanów Zjednoczonych. 2 kwietnia prezydent Donald Trump zapowiedział nałożenie 10-procentowego cła na cały import do USA, a niektóre kraje mają zostać objęte jeszcze wyższymi stawkami. Chiny odpowiedziały błyskawicznie, zapowiadając od 10 kwietnia wprowadzenie 34-procentowych ceł na towary ze Stanów. Te działania wywołały globalny niepokój związany z możliwą recesją i zmniejszeniem zapotrzebowania na surowce energetyczne.

Dodatkowo grupa OPEC+ zapowiedziała nieoczekiwany wzrost wydobycia – o 411 tysięcy baryłek dziennie od maja. W ślad za tym Arabia Saudyjska obniżyła ceny swojej ropy dla klientów w Azji do najniższego poziomu od czterech miesięcy.

Prognozy na najbliższy tydzień wskazują, że ceny paliw na stacjach raczej nie ulegną większym zmianom.

Komentarz przygotował Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce.

Imperatyw sztucznej inteligencji: 5 kroków do transformacji usług sektora publicznego

Sztuczna inteligencja przestała być wizją przyszłości – już dziś rewolucjonizuje sektor publiczny na całym świecie. Sama implementacja technologii nie jest jednak wystarczająca, aby w pełni wykorzystać jej potencjał. Rządy powinny podejść do tego procesu strategicznie, uwzględnić kwestie etyczne, bezpieczeństwo danych oraz przygotować na zmiany swoich pracowników.

Poniżej przedstawiam opracowanie pięciu kluczowych kroków, które pomogą rządom skutecznie wdrożyć AI, usprawniając zarządzanie i podnosząc jakość usług publicznych.

  1. Jasna wizja integracji AI

Skuteczna transformacja zaczyna się od przemyślanej strategii. Rządy mają obowiązek patrzeć szerzej niż na pojedyncze projekty – kluczowe jest podejście systemowe, które łączy inicjatywy AI z priorytetami państwa, takimi jak poprawa jakości opieki zdrowotnej, optymalizacja usług administracyjnych czy wzmocnienie gospodarki.

AI może usprawnić procesy związane z podatkami czy administracją zdrowotną, redukując błędy i poprawiając doświadczenia obywateli. Sukces nie sprowadza się jednak jedynie do większej efektywności – liczy się realny wpływ. Rządy powinny określić konkretne, mierzalne cele, takie jak skrócenie czasu oczekiwania na usługi czy wzrost zadowolenia obywateli.

Niezbędna jest również ścisła współpraca między instytucjami – AI powinna działać w sposób zintegrowany, a nie w odizolowanych silosach. Jasna wizja i konsekwentne działania budują zaufanie publiczne i pokazują, że sztuczna inteligencja ma wspierać obywateli, a nie ich zastępować.

  1. Etyczne ramy dla AI

Zaufanie do AI zależy od tego, jak jest zaprojektowana i wdrażana. Aby zapewnić jej transparentność, rządy powinny:

  • Minimalizować stronniczość – AI powinna być trenowana na zróżnicowanych, reprezentatywnych zbiorach danych, aby uniknąć dyskryminacji.
  • Zagwarantować przejrzystość – Obywatele muszą wiedzieć, na jakiej podstawie AI podejmuje decyzje, zwłaszcza w obszarach takich jak opieka zdrowotna, wymiar sprawiedliwości czy świadczenia społeczne.
  • Wzmocnić nadzór – AI powinna działać zgodnie z regulacjami dotyczącymi prywatności oraz wartościami demokratycznymi, na wzór rozwiązań przyjętych np. w unijnej ustawie o AI (AI Act).

Etyczna sztuczna inteligencja to nie tylko kwestia regulacji, ale przede wszystkim budowania społecznego zaufania. Obywatele muszą mieć pewność, że decyzje podejmowane przez AI są uczciwe i służą ich interesom.

  1. Bezpieczeństwo danych i infrastruktura gotowa na AI

AI bazuje na danych – a dane te muszą być chronione. W przeciwnym razie rządy narażają się na cyberataki, utratę wrażliwych informacji oraz zagrożenie suwerenności cyfrowej.

Kluczowe działania w tym obszarze to:

  • Inwestycja w infrastrukturę gotową na AI – wysokowydajne systemy obliczeniowe (HPC), chmury obliczeniowe i rozwiązania brzegowe powinny być rozwijane lokalnie.
  • Priorytet dla suwerenności danych – rządy powinny ograniczać zależność od zagranicznych dostawców technologii i rozwijać własne rozwiązania, jak np. system mObywatel, oferujący dostęp do cyfrowych usług urzędowych oraz elektronicznych dokumentów.
  • Jasne zasady zarządzania danymi – niezbędne są przejrzyste regulacje określające, jak dane są gromadzone, przetwarzane i wykorzystywane.

Zabezpieczona infrastruktura to fundament bezpiecznego wdrażania sztucznej inteligencji, która znacząco zwiększa bezpieczeństwo danych obywateli.

  1. Przygotowanie pracowników sektora publicznego

Transformacja sztucznej inteligencji wymaga nie tylko technologii, ale w równej mierze odpowiednich kompetencji. Aby urzędnicy efektywnie korzystali z nowych narzędzi, rządy powinny:

  • Zainwestować w szkolenia i przekwalifikowanie – AI powinna wspierać pracowników, a nie ich zastępować. Nowe kompetencje pozwolą im skutecznie wykorzystywać inteligentne systemy.
  • Rekrutować specjalistów AI – potrzebni są eksperci, tacy jak analitycy danych czy inżynierowie uczenia maszynowego, którzy będą nadzorować rozwój technologii.
  • Promować kulturę innowacji – zachęcanie urzędników do testowania nowych rozwiązań może znacząco przyspieszyć transformację.

Według raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Stosunek Polaków do wykorzystania sztucznej inteligencji w administracji publicznej 2024”, 60,4 proc. ankietowanych uważa, że państwo powinno wykorzystać sztuczną inteligencję przy tworzeniu cyfrowych usług publicznych. Rządy, które priorytetowo potraktują rozwój kompetencji, będą liderami cyfrowej transformacji.

  1. Współpraca publiczno-prywatna jako fundament suwerennego ekosystemu AI

AI rozwija się najskuteczniej tam, gdzie biznes, administracja i środowiska akademickie działają wspólnie. Rządy mogą przyspieszyć innowacje poprzez:

  • Wspieranie lokalnych startupów AI – inwestycje w badania i rozwój umożliwią tworzenie rozwiązań dopasowanych do lokalnych potrzeb.
  • Regulacyjne piaskownice – testowanie nowych technologii w kontrolowanych warunkach pozwoli na ich bezpieczne wdrażanie.
  • Dzielenie się wiedzą – partnerstwa publiczno-prywatne mogą przełamywać silosy informacyjne i przyspieszać postęp. Dialog z zaufanymi partnerami technologicznymi, ale także ze środowiskiem naukowym pozwala poszerzyć wiedzę i spojrzeć na wyzwania z różnych perspektyw.

Budowanie krajowych kompetencji w zakresie sztucznej inteligencji ograniczy zależność od zagranicznych technologii, zwiększy bezpieczeństwo i stworzy samowystarczalne ekosystemy innowacji.

Kształtowanie przyszłości AI: wspólna odpowiedzialność

AI w sektorze publicznym to nie tylko technologia – to zobowiązanie do budowania zrównoważonych, etycznych i bezpiecznych rozwiązań. Wdrażając odpowiednie strategie, rządy mogą wykorzystać AI do realnej poprawy jakości życia obywateli i stworzenia sprawniejszej, bardziej przejrzystej administracji.

Mohammed Amin, Starszy Wiceprezes, CEEMETA, Dell Technologies

Wysokie ceny energii zabijają konkurencyjność polskiego przemysłu. Potrzebujemy realnej transformacji, nie politycznych półśrodków

Koszty transformacji energetycznej przerzucono w Polsce na przemysł, inaczej niż w UE, gdzie gospodarstwa domowe ponoszą większe koszty opłat przesyłowych i podatków. Żaden polski rząd w ostatnich dwóch dekadach nie prowadził eksperckiej dyskusji w sprawie cen energii i transformacji energetycznej.

Polski model gospodarczy nieźle funkcjonował przez 35 lat. Nasze firmy znalazły sobie solidne miejsce w łańcuchu tworzenia wartości dodanej dużych firm międzynarodowych i globalnych. Wprawdzie była to dolna część tego łańcucha, ale robiliśmy to na tyle dobrze, że zapewniło to Polakom bezprzykładny wzrost zamożności, a Polska szybko nadrabiała dystans dzielący ją od najbogatszych krajów Europy Zachodniej.

Ważnym elementem naszego modelu był relatywnie wysoki udział przemysłu w wartości dodanej całej gospodarki. Jeszcze w 2022 r. wynosił on w Polsce 22,6 proc. wobec średniej dla UE na poziomie 20 proc, a dla Niemiec i Czech 25 proc. Żeby ten poziom utrzymać, jeśli nie zwiększyć, musimy zachować konkurencyjną strukturę kosztów produkcji.

Jednym z elementów konkurencyjności kraju jest poziom cen energii. Jeszcze 10 lat temu miały one niewielki wpływ na konkurencyjność sektora przemysłowego w Polsce. W 2014 r. średni udział energii w kosztach przedsiębiorstw przemysłowych wynosił 2,2 proc., a tylko dla 10 proc. przemysłu przekraczał 5 proc. (dane Forum Energii).

Szybki rozwój naszej gospodarki po 1989 r. był bezsprzecznie związany z procesem budowy nowoczesnego przemysłu. Wejście Polski do UE w 2004 r. spowodowało głęboką integrację gospodarki z rynkiem unijnym, co dało naszemu przemysłowi silny bodziec rozwojowy. Mimo wzrostu w latach 2003-2013 cen energii o ponad 80 proc., wartość dodana przemysłu przetwórczego wzrosła w tym okresie o 115 proc., a produktywność o 97 proc.

Polscy przedsiębiorcy nie musieli się – jak widać – martwić cenami energii. Podobnie zresztą jak politycy. Wstępując do UE wyraziliśmy zgodę na unijny system handlu certyfikatami CO2, znany jako ETS. Wszyscy zatem byliśmy świadomi, że istnieje w UE system, który w długim okresie będzie penalizował producentów wysokoemisyjnej energii, a mimo to kolejne rządy podejmowały decyzje o budowie nowych elektrowni węglowych. W międzyczasie cena certyfikatów ETS znacznie wzrosła, co od 2004 r. było dla wszystkich oczywiste. Na początku kwietnia 2025 r. kształtowała się ona na poziomie poniżej 70 euro za tonę CO2, ale w lutym 2025 r. jej poziom przekraczał 80 euro, a wcześniej nawet 100 euro.

Na sprzedaży uprawnień do emisji CO2 Polska zarobiła w latach 2013-2024 prawie 110 mld zł. Te pieniądze trafiły do budżetu państwa, ale tylko w niewielkim zakresie (poniżej 10 proc.) zostały wydane na działania związane z transformacją energetyczną. Według Banku Pekao, koszty emisji CO2 stanowią od 59 proc. (stare bloki na węgiel kamienny) do 68 proc. (bloki na węgiel brunatny) kosztów wytwarzania energii elektrycznej. W przypadku bloków gazowych to tylko 25 proc., lecz koszt gazu jest o ok. 80 proc. wyższy niż węgla.

Dyskusja o cenach energii jest trudna i skomplikowana; w Polsce dodatkowo jest źle prowadzona, a nasi politycy jej bynajmniej nie ułatwiają. Generalnie najtańszym źródłem jest energia z OZE, której koszty krańcowe są praktycznie nieistotne, skoro za słońce, wiatr czy wodę nie musimy płacić.

Sam koszt wytworzenia energii stanowi w przypadku Polski zaledwie 1/3 wysokości rachunków, które otrzymujemy od jej dostawców. Resztę stanowią różne pozycje, których mało kto jest w stanie zrozumieć, ukryte są w nich podatki, opłaty przesyłowe, opłaty jakościowe, koszty utrzymania elektrowni węglowych wynikające z rynku mocy, etc. System przesyłu energii przy dużym udziale OZE musi być bardziej elastyczny, gdyż w przeciwieństwie do źródeł stabilnych (węgiel, gaz, niskoemisyjny atom), czyli dyspozycyjnych, OZE pracują inaczej, a system integracji energii ze źródeł odnawialnych musi być inaczej skonstruowany. Jego istotnym elementem muszą być np. magazyny energii, które dopiero teraz zaczynają być u nas budowane.

Przyjrzyjmy się, jak wygląda struktura kosztów energii z różnych źródeł. Najniższy jest koszt energii z nowych, najbardziej sprawnych i relatywnie niskoemisyjnych (ale nadal istotnie przekraczających emisyjność na poziomie 550 g/kWh) elektrowni węglowych, który wynosi 358 zł/MWh (z czego sam koszt produkcji to 133 zł, a reszta to zakup uprawnień do emisji CO2). Dalej są elektrownie gazowe z kosztem produkcji na poziomie 405 zł/MWh, z czego tylko 77 zł to koszt ETS, a większa część to zakup gazu. Cena energii generowanej przez elektrownie na węgiel brunatny to 479 zł, z czego koszt certyfikatów CO2 to aż 326 zł (węgiel brunatny jest najbardziej emisyjny). Ale najdroższa jest produkcja ze starych bloków węglowych (tzw. 200 MW), gdzie koszt emisji CO2 to 286 zł. Dla porównania, gwarantowana cena dla instalacji OZE w ramach kontraktów aukcyjnych to 316 zł (są one zatem zdecydowanie najtańsze), a dla morskich farm wiatrowych (powstaną za kilka lat) w kontrakcie różnicowym to 444 zł.

To są same koszty produkcji, ale w przypadku systemu elektroenergetycznego dochodzą jeszcze takie koszty jak opłata dystrybucyjna czy mocowa. Moc stała się „produktem” oddzielonym od samej produkcji energii. Stabilne elektrownie: gazowe, węglowe czy w przyszłości jądrowe, dostarczą odpowiednią moc wtedy, kiedy tej brakuje, gdy uzależnione od pogody OZE nie produkują energii bądź produkują jej zbyt mało. Dlatego w Polsce docelowo potrzebujemy zarówno najtańszych, choć niestabilnych OZE, jak również źródeł stabilnych.

Ceny prądu w Polsce drastycznie wzrosły w 2022 r. Miały na to wpływ zarówno czynniki globalne (wojna na Ukrainie, która zakłóciła dostawy surowców energetycznych, głównie gazu, i podbiła ceny na rynkach europejskich), jak i lokalne. Dodatkowo nastąpił nie nieoczekiwany wzrost cen uprawnień do emisji CO2. Swoje tez zrobiły skutki pandemii Covid-19, która zakłóciła globalne łańcuchy dostaw i dodatkowo wpłynęła na koszty energii.

Hurtowe ceny energii w Polsce należą obecnie do najwyższych w Europie. To skutek tego, że przespaliśmy kilka dziesięcioleci, kiedy Zachód realizował transformację energetyczną swoich gospodarek. Teraz musimy nadgonić wieloletnie opóźnienia.

W krajach takich jak Szwecja czy Finlandia rachunki za energię elektryczną są znacznie niższe: w 2023 r. wynosiły ok. 20 euro/MWh. Niskie ceny prądu są tam możliwe dzięki dużemu udziałowi energii wodnej i jądrowej, które są mniej podatne na wahania cen surowców i nie są obciążone opłatą za emisję CO2. We Francji ceny energii też są stosunkowo niskie (65 euro/MWh w 2023 r.), głównie dzięki rozbudowanej energetyce jądrowej, której koszty krańcowe nie są duże. Natomiast w krajach Południa, takich jak Hiszpania i Portugalia, ceny są wyższe (ok. 95 euro/kWh), co jest wynikiem dużych kosztów związanych z importem gazu oraz inwestycji w OZE.

Odnawialne źródła wywołują w Polsce spadek cen na rynku hurtowym, ale nie przekłada się on na wysokość rachunków za energię. Dla przemysłu w Polsce ceny energii są najwyższe w UE, ale w przypadku gospodarstw domowych już tak nie jest. To efekt decyzji politycznej: koszty transformacji energetycznej przerzucono w Polsce na przemysł, inaczej niż w UE, gdzie gospodarstwa domowe ponoszą większe koszty opłat przesyłowych i podatków. Żaden polski rząd w ostatnich dwóch dekadach nie prowadził eksperckiej dyskusji w sprawie cen energii i transformacji energetycznej.

Mrożenie cen energii dla gospodarstw domowych jest decyzją stricte polityczną. Tylko w ostatnim roku kosztowała ona budżet 5,5 mld. zł, a w ostatnich latach – ponad 100 mld zł. Opłaty za energię stanowią tylko 4 proc. kosztów gospodarstw domowych. Realnym problemem jest natomiast koszt ogrzewania mieszkań (to już 8 proc. budżetów gospodarstw domowych).

Koszty energii elektrycznej są problemem tylko dla najuboższej części społeczeństwa polskiego (10-15 proc.), co oznacza, że mrożenie cen miało sens wyłącznie w jej przypadku i powinno stanowić element polityki socjalnej państwa. Piszę o tym, by uzmysłowić czytelnikom, że ceny energii w Polsce powinny wprawdzie spadać (ze względu na niższy koszt wiatraków na lądzie i paneli fotowoltaicznych), ale ze względu na politykę państwa trudno zakładać, że tak się stanie. Dodatkowo dopłaty do węgla kosztują polski budżet kilkanaście miliardów złotych rocznie.

Model transformacji polskiej nie jest bynajmniej kontrowersyjny nie tylko dla fachowców, ale wszystkich racjonalnie myślących osób zajmujących się gospodarką, trudno zatem zrozumieć, dlaczego politycy mają z jego wdrożeniem takie kłopoty? Zastanawia ekstremalnie długi okres uchwalania ustawy wiatrakowej, która miała być DNA polityki energetycznej nowego rządu.

Dzisiaj nie można wyobrazić sobie systemu, który całkowicie zrezygnuje z energetyki konwencjonalnej, bo takie jednostki pełnią konieczną funkcję stabilizacyjną. Muszą być uruchamiane, gdy nie świeci słońce i nie wieje wiatr, a podaż najtańszej dostępnej energii (o najniższych kosztach krańcowych) jest niewystarczająca. Jednostki konwencjonalne zapewniają wprawdzie bezpieczeństwo energetyczne, ale nie mogą funkcjonować wyłącznie w oparciu o sprzedaż energii, gdyż są zbyt drogie.

Część starych elektrowni węglowych klasy 200 MW będzie mogła działać tylko do 2028 r., korzystając ze wsparcia z rynku mocy. Istnieje możliwość wydłużenia działania tego rynku, ale tylko wtedy, gdy te bloki zostaną skonwertowane na paliwo inne niż węgiel (np. gaz czy biomasę), co obniży ich emisyjność. Takie projekty są obecnie rozważane.

Specjaliści zakładają, że w dłuższej perspektywie system energetyczny w Polsce będzie stabilizowany przez dwie lub trzy duże elektrownie jądrowe (jeden projekt w oparciu o technologię amerykańskiego Westinghouse jest już realizowany, niestety trudno dzisiaj określić koszt energii z te elektrowni jądrowej, ze względu na nieprofesjonalnie podpisaną umowę z partnerem amerykańskim), SMR-y (czyli małe modułowe projekty jądrowe, które już dzisiaj realizowane są w Polsce przez konsorcjum Orlenu i prywatnego Synthosu w technologii amerykańskiego GE Hitachi), biogazownie, czy gazowe „peakery”, które będą włączane w czasie szczytowego zapotrzebowania na energię (dlatego ze względu na koszty też będą potrzebowały wsparcia w postaci rynku mocy) oraz wspomniane magazyny energii.

Wraz ze wzrostem udziału OZE w systemie należy spodziewać się spadku kosztów energii elektrycznej, ale aby tak się stało, polityka energetyczna państwa powinna być spójna, a prawo energetyczne napisane praktycznie od nowa. Do sektora musi wrócić konkurencja, tymczasem wszystkie największe spółki energetyczne zostały znacjonalizowane i niestety nie słychać, by to się miało zmienić.

Krytycznym czynnikiem transformacji i niższych cen energii jest też optymalne łączenie profilu produkcji z profilem konsumpcji energii. Takie bilansowanie może być regulowane na kilka sposobów, np. poprzez taryfy dynamiczne, czy usługę DSR (w razie zagrożenia niedoboru mocy, odbiorcy energii dobrowolnie na pewien czas obniżają zapotrzebowanie na energię). Ważne, by OZE były zintegrowane w spójny model z magazynami energii, zarówno wielkoskalowymi, które już buduje PGE (zapowiadają to też inni), jak i rozproszonymi. Ceny energii będą się różnić w zależności od pory dnia i roku, co spowoduje opłacalność nawet małych magazynów energii.

Polski model gospodarczy musi zakładać wzrost zużycia energii elektrycznej (innowacyjne technologie o największej wartości dodanej, np. centra danych czy sztuczna inteligencja, są bardzo energochłonne), dlatego popyt na energię ze strony naszego przemysłu będzie rósł w kolejnych dekadach, pomimo poprawy efektywności energetycznej.

Krytycznym elementem transformacji naszej energetyki będzie cena energii. Dlatego potrzebujemy otwartej dyskusji publicznej o mechanizmach wsparcia najbardziej innowacyjnych projektów inwestycyjnych, by cena energii nie była zabetonowana na wysokim poziomie na wiele lat. Polska ma potencjał, by stać się liderem OZE w Europie. Kompletna transformacja energetyczna z pewnością okaże się rozwiązaniem problemu wysokich cen energii w Polsce, ale konieczne będzie tu podejście wieloaspektowe. Zamiana drogiego i nieekonomicznego węgla na czyste źródła energii, takie jak wiatr i fotowoltaika jest jedynym wyjściem. Inwestycje w instalacje odnawialne oraz rozwinięcie infrastruktury elektroenergetycznej pomogą zrównoważyć Krajowy System Elektroenergetyczny, obniżyć koszty produkcji energii i zwiększyć konkurencyjność polskiego przemysłu, a wręcz umożliwić mu przetrwanie.

Maciej Stańczuk
Autor jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich i BCC.

Firmy z sektora zdrowie najbardziej zainteresowane sztuczną inteligencją. 74% planuje wzrost inwestycji w AI

Z branżowego Barometru AI przygotowanego przez EFL na pierwsze półrocze 2025 roku wynika, że przedstawiciele zdrowia i opieki społecznej najbardziej optymistycznie podchodzą do rozwoju rozwiązań AI w swoich firmach. Subindeks dla zdrowia wyniósł 71,8 pkt. Na drugim miejscu znalazł się handel – 68,6 pkt., a podium domykają finanse i ubezpieczenia – 68,3 pkt. W szczególności, wzrost inwestycji w rozwiązania AI w najbliższych miesiącach planuje najwięcej firm z sektora zdrowie (74%), a 13% z nich zwiększy zatrudnienie w celu realizacji tych inwestycji. Co ciekawe, firmy oferujące usługi i produkty zdrowotne najgorzej wśród badanych sektorów oceniają swój poziom przygotowania do wykorzystania rozwiązań AI. Aż 48% ocenia go jako niski. Natomiast najczęściej na wzrost sprzedaży w I półroczu br. w wyniku wdrożenia projektów AI liczą przedstawiciele HoReCa (32%).

Główny odczyt Barometru AI na pierwsze półrocze 2025 roku wynosi 66,8 pkt., co oznacza, że MŚP widzą bardzo dobre perspektywy rozwoju projektów wykorzystujących sztuczną inteligencję w ich strukturach. Barometr AI, przygotowany przez EFL, przyjmuje wartości od 0 do 100 pkt., gdzie poziomem neutralnym jest 50 pkt. Wynik powyżej tej wartości oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju AI w MŚP, natomiast wynik niższy wskazuje na niekorzystne warunki.

– To jest nasz pierwszy pomiar skłonności polskich firm do wdrażania rozwiązań opartych o sztuczną inteligencji. Przebadaliśmy aż osiem branż i już widać pewne tendencje. Z jednej strony mamy podmioty z sektora zdrowie i opieka społeczna, które najbardziej optymistycznie podchodzą do zagadnienia AI, ale najsłabiej oceniają swoją znajomość tego obszaru. Warto zdawać sobie sprawę, że w przypadku medycyny poziom zaawansowania rozwiązań AI i ich koszt jest bardzo wysoki, co stanowi sporą barierę wejścia. Stąd duży entuzjazm, ale i jeszcze większa ilość pracy do wykonania. Z drugiej strony rozwiązania AI już od wielu lat są niemal standardem w pracy marketerów czy firm technologicznych, co powoduje, że ten temat nie wywołuje wśród nich już tak wielkiego entuzjazmu. Warto jednak podkreślić, że gros firm w każdym segmencie zdaje sobie sprawę z wagi rozwiązań AI i planuje coraz więcej w nie inwestować. W większości branż taki plan ma ponad połowa firm – mówi Paweł Bojko, wiceprezes zarządu EFL.

Sektor zdrowia będzie mocno inwestować w AI

Branżowa analiza pokazuje, że wartość wskaźnika Barometru AI jest zróżnicowana w zależności od branży. Rozwiązania AI mają najlepsze perspektywy w sektorze zdrowia i opieki społecznej, gdzie wartość subindeksy wyniosła 71,8 pkt. Na taki wynik wpływ miały przede wszystkim optymistyczne prognozy dotyczące inwestycji. Niemal 3 na 4 firmy oferujące produkty lub usługi zdrowotne planuje więcej inwestować w I półroczu tego roku w sztuczną inteligencję (74% wskazań, najwięcej wśród 8 badanych branż). Ponadto, 13% firm planuje zwiększyć zatrudnienie na potrzeby realizacji zaplanowanych działań AI, co również jest najwyższym wynikiem branżowym (ex aequo z produkcją).

Co ciekawe, przedstawiciele zdrowia najgorzej ze wszystkich branż oceniają poziom przygotowania swoich biznesów do wykorzystania AI. Niemal połowa firm (48%) ocenia go jako niski, a tylko 9% jako wysoki. Pewnie dlatego, tylko 17% liczy na szybki zwrot z inwestycji w AI w postaci wzrostu sprzedaży usług lub produktów. To najniższy wynik wśród badanych branż (ex aequo z handlem).

Produkcja zwiększy zatrudnienie specjalistów ds. AI

13% firm przemysłowych i wydobywczych planuje w I pólroczu 2025 roku więcej rekrutacji specjalistów, którzy pomogą we wdrożeniu i rozwoju rozwiązań AI w firmie. To najwyższy wynik branżowy (ex aequo ze zdrowiem). Ponad połowa przedstawicieli branży wskazuje na wzrost inwestycji w AI (57%), a 30% liczy że wszystkie działania podejmowane w obszarze AI przełożą się na wzrost sprzedaży. Z Barometru AI wynika również, że produkcja jest już dość dobrze oswojona ze sztuczną inteligencją – 33% ocenia swój poziom przygotowania do wykorzystania AI jako wysoki, a 51% umiarkowany. Tylko 16% wskazuje na poziom niski.

Sektor kreatywny i ICT mają najmniejsze braki

8% firm marketingowych i kreatywnych oraz 11% firm ICT ocenia swój poziom przygotowania do wdrożenia rozwiązań AI jako niski. To najniższe wyniki wśród badanych branż. Odpowiednio 35% i 34% firm uważa się za dobrze przygotowanych do współpracy z AI. Co ciekawe, subindeksy dla tych dwóch sektorów są najniższe wśród badanych branż i wynoszą 67 pkt. dla marketingu i 63,2 pkt. dla ICT.

– W związku z tym, że AI jest już obecne w tych sektorach od dłuższego czasu i nierzadko jest już standardem w pracy, nakłady na te rozwiązania nie są już tak duże, jak w przypadku innych branż. Tylko 43% firm technologicznych planuje zwiększyć inwestycje w AI, najmniej wśród badanych branż. I tylko 4% firm kreatywnych myśli o wzroście zatrudnienia na potrzeby rozwoju AI, również najmniej wśród badanych – mówi Paweł Bojko z EFL.

Subindeks Barometru AI dla firm handlowych wyniósł 68,6 pkt., dla finansowych i ubezpieczeniowych 68,3 pkt., dla HoReCa 68,2 pkt., dla produkcji 67,8 pkt., dla TSL 67,3 pkt.

Barometr AI to nowe narzędzie analityczne przygotowane przez EFL. Jego głównym celem jest cykliczne (raz na pół roku) monitorowanie kondycji przedsiębiorstw z sektora MŚP pod kątem wdrażania przez nie rozwiązań związanych ze sztuczną inteligencją. EFL analizuje przede wszystkim informacje dotyczące czterech obszarów takich: jak poziom inwestycji w rozwiązania AI, poziom zatrudnienia na potrzeby realizacji inwestycji AI, poziom zatrudnienia w wyniku podjętych inwestycji AI oraz poziom sprzedaży w związku
z inwestycjami AI.

***

Barometr AI jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wdrażania rozwiązań opartych o wykorzystanie sztucznej inteligencji (AI). Analizie poddawane są przede wszystkim informacje dotyczące czterech obszarów: poziom inwestycji przeznaczanych na rozwiązania AI, poziom zatrudnienia na potrzeby wdrożenia rozwiązań AI, plany dotyczące zatrudnienia w wyniku podjętych inwestycji AI, poziom sprzedaży w związku z inwestycjami opartymi o AI. Badaniu podlegają przedsiębiorstwa, które zadeklarowały, że w najbliższym półroczu będą wykorzystywać rozwiązania oparte o AI.Podstawową miarą analityczną jest algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców. Przyjmuje on wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 punktów oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju AI w ramach MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne.Badanie jest przygotowywane przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego S.A., a jego wyniki są publikowane co pół roku. Uczestnicy badania to mikro, małe i średnie firmy z całej Polski – łącznie 455 podmiotów. Wywiady są prowadzone z osobami decyzyjnymi w firmach, np. z właścicielem lub współwłaścicielem, prezesem lub innym członkiem zarządu, dyrektorem. Technika badawcza: badanie ilościowe z wykorzystaniem techniki wywiadów telefonicznych wspomaganych komputerowo (CATI). Pierwsza edycja badania odbyła się od 15 stycznia do 14 lutego 2025 roku.

Rynek AGD w Polsce pod presją: wzrost zadłużenia, spadek produkcji, rosnący import

Rynek sprzętu AGD w Polsce stoi przed wieloma wyzwaniami takimi jak spadek produkcji czy narastający import. Do tego dochodzą widoczne wahania w sprzedaży detalicznej i wyhamowanie popytu na rynku nieruchomości. Już na początku tego roku Polacy zapowiadali, że będą ograniczać wydatki, w tym przede wszystkim na nowy sprzęt i technologie. W efekcie w ciągu ostatnich 2 lat problemy z nieterminowymi rozliczeniami sprzedawców AGD urosły o 300 proc. do ponad 122 mln zł. Trudna sytuacja nie omija również producentów urządzeń elektrycznych – wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK. Jakie szanse i zagrożenia czekają ten rynek?

Choć jeszcze na początku tego roku 38 proc. Polaków deklarowało, że będzie ograniczać przede wszystkim wydatki na sprzęt i inne nowinki technologiczne, kolejne miesiące pokazały wyższą skłonność do konsumpcji w tej kategorii zakupowej.[1] Według danych GUS, sprzedaż detaliczna w lutym spadła o 0,5 proc. rok do roku, ale z bardziej szczegółowych danych wynika jednak, że wzrost rok do roku odnotowano kilka kategorii w tym między innymi w sprzedaży mebli i sprzętu RTV/AGD (+5,8 proc.). Jednak ten fakt nie niesie ze sobą jeszcze żadnych pozytywnych trendów, które mogłyby wskazywać na stałą poprawę sytuacji finansowej branży.

– Początek roku jest takim momentem, w którym zazwyczaj staramy się racjonalniej planować nasze wydatki, tym bardziej po okresie wzmożonych zakupów i wyprzedaży z końcówki roku. Dane o koniunkturze konsumenckiej wykazują jednak najwyższą od ponad trzech lat ocenę, że obecnie jest dobry czas na ważne zakupy w tym sprzętu elektrycznego, czy elektrotechnicznego. Gospodarstwa domowe odchodzą też powoli od widocznego jeszcze w ubiegłym roku trendu nastawionego na odbudowę oszczędności, na rzecz wyższej konsumpcji. Sprzedaż detaliczna jest jednak nadal bardzo zmienna i drobne ożywienie w handlu AGD jeszcze tu o niczym nie świadczy, bo z drugiej strony rynek AGD kształtuje też sytuacja na rynku kredytowym, a tu obserwujemy wyraźny spadek popytu na kredyty mieszkaniowe. Do tego dochodzi również widmo wojny handlowej, której efektem będzie wzrost inflacji i perturbacje w największych gospodarkach – wskazuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor (Grupa BIK).

Rynek AGD kształtuje sytuacja na rynku kredytowym

Wg danych BIK w lutym 2025 r., w porównaniu do lutego ub. roku, banki i SKOK-i odnotowały wzrost jedynie w kredytach gotówkowych, których udzieliły więcej o 22,5 proc. i na wartość wyższą o 33,4 proc. W przypadku kredytów mieszkaniowych wystąpił spadek liczbowy o 31,9 proc. i wartościowy o 32 proc. Przyznano też o 29,3 proc. mniej kredytów ratalnych na kwotę niższą o 11,3 proc.

W okresie styczeń-luty 2025 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2024 r. banki i SKOK-i udzieliły więcej tylko kredytów gotówkowych (+24,9 proc.). Pozostałe trzy produkty kredytowe odnotowały ujemne dynamiki, odpowiednio: kredyty mieszkaniowe (-33,4 proc.), kredyty ratalne (-27,3 proc.). W ujęciu wartościowym spadki odnotowały kredyty mieszkaniowe (-32,5 proc.) oraz kredyty ratalne (-11,4 proc.).

Szanse i zagrożenia

Zarówno produkcja, jak i sprzedaż elektroniki i sprzętu AGD zaliczyły w ostatnim roku spory wzrost przeterminowanego zadłużenia. Powiększenie zaległości niewątpliwie związane jest z jednej strony ze wzrostem kosztów prowadzenia działalności gospodarczej, w tym kosztów energii, a z drugiej ze zmienną wartością sprzedaży detalicznej. – Wśród wskazywanych zagrożeń jest też niepewne otoczenie związane m.in. z niedoborem kadr w fabrykach, niestabilnym popytem i nieuczciwym importem. Wg naszych badań za główne wyzwania w tym roku zarówno przedsiębiorcy z branży produkcyjnej jak i handlowej wymieniali kolejno: wysokie koszty materiałów oraz energii, spadek sprzedaży, szukanie nowych rynków i utrzymanie płynności finansowej firmy. Ostatnio doszła jeszcze kwestia ceł – zaznacza dr hab. Waldemar Rogowski.

Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK przeterminowane zadłużenie podmiotów prowadzących detaliczną sprzedaż elektrycznego sprzętu gospodarstwa domowego (PKD 4754Z) w ciągu roku wzrosła o 25,2 mln zł (26 proc.), ale już w ujęciu dwuletnim o blisko 300 proc. i na koniec lutego 2025 roku przekroczyły 122 mln zł. Problem z regulowaniem zobowiązań wobec dostawców i instytucji finansowych mają 194 aktywne, zawieszone i zamknięte firmy. Szczególnie trudny był okres między lutym 2023 a lutym 2024 roku, kiedy to zaległe zobowiązania sprzedawców AGD zwiększyły się o ponad 66 mln zł (216 proc.). Na tym tle trochę lepiej wypadają producenci urządzeń elektrycznych, wśród których są m.in. wytwórcy RTV i AGD. Zwiększyli oni w bieżącym roku swoje nieregulowane w terminie zobowiązania wobec banków i dostawców o niemalże połowę – z niecałych 48 do blisko 83 mln zł. W tym przypadku w analogicznym poprzedzającym okresie widać tu było delikatną poprawę – spadek zaległości o 7,2 mln zł (13 proc.). Obecnie problemy finansowe ma 336 producentów z tej branży i ich liczba rośnie.

Wg APPLiA Polska – związku pracodawców AGD, w ubiegłym roku wyprodukowano w Polsce 26 mln urządzeń AGD, w tym ponad 23 mln szt. dużego AGD. Są to wartości niemalże identyczne jak 2023 roku i wg ekspertów z branży trudno znaleźć przesłanki wskazujące na przełamanie tego negatywnego trendu. Dodatkowo zgodnie z zapowiedziami do końca roku 2025 liczba fabryk w Polsce zmniejszy się z 35 do 32.

Pomimo tych mało optymistycznych danych Polska nadal utrzymuje pozycję europejskiego lidera produkcji AGD – dostarcza ok. 36 proc. urządzeń dużego AGD wyprodukowanych w całej Unii Europejskiej. Produkcja w całej UE jednak spada i jest zastępowana przez import, bo ok. 49 proc. sprzętu dużego AGD w UE pochodzi spoza UE. Polska nadal pozostaje drugim eksporterem dużego AGD na świecie.

Ponad połowę produkcji stanową pralki, zmywarki oraz suszarki do ubrań. Około 90 proc. polskiej produkcji trafia na eksport – najwięcej na rynek niemiecki, francuski oraz brytyjski. W podziale na produkty dużego AGD, Polska jest największym na świecie eksporterem suszarek do ubrań (31 proc.) oraz zmywarek do naczyń (19 proc.).

Branża potrzebuje zmian. Dlatego wśród postulatów jej przedstawicieli, zawartych w rekomendacjach dla polskiej prezydencji w Radzie UE, znalazły się m.in. takie zagadnienia jak: poszerzenie zakresu mechanizmu CBAM, czyli opodatkowania śladu węglowego o urządzenia AGD produkowane w Polsce, likwidacja nieuczciwego importu sprzętu poprzez platformy internetowe, usprawnienia otoczenia regulacyjnego czy wzmocnienia jednolitego rynku. Wskazano również, że istotna jest też kwestia ułatwienia zatrudniania pracowników zagranicznych.[2]

Energooszczędny sprzęt lekarstwem na kryzys?

Modernizacja powszechnego sprzętu RTV i AGD oraz wymiana oświetlenia z żarówek tradycyjnych na LED obniżyłaby zużycie energii przez gospodarstwa domowe.

– Kto z nas nie chce ograniczyć comiesięcznych wydatków na prąd czy ogrzewanie, zwłaszcza w dobie inflacji nadal ponad celem, kryzysu energetycznego oraz klimatycznego? Dlatego czynności, takie jak chociażby wymiana sprzętu czy żarówek na energooszczędne czy odłączanie nieużywanych sprzętów z gniazd elektrycznych, pomaga zmniejszyć zużycie prądu a tym samym wysokość płaconych rachunków i poziom emisyjności. Kryzys energetyczny wyjątkowo skutecznie zachęca wszystkich do poszukiwania oszczędności w różnych obszarach. Warto jednak pamiętać, że nasze drobne działania pomnożone przez liczbę gospodarstw domowych oprócz najbardziej wymiernych efektów w postaci obniżenia zużycia, przyczynią się do mniejszego obciążenia środowiska naturalnego i redukcji zużycia zasobów naturalnych, a na tym wszystkim powinno nam bardzo zależeć – przypomina dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor (Grupa BIK).

[1] Badanie „Noworoczne plany finansowe Polaków” zrealizowane metodą CAWI przez Quality Watch na zlecenie BIG InfoMonitor, na próbie 1061 Polaków w wieku 18+, grudzień 2024 r.

[2] https://biznes.newseria.pl/news/branza-agd-podnosi-sie,p2132980234

Kupujący czekają, deweloperzy tracą nadzieję – rynek mieszkań w fazie zawieszenia

Rynek mieszkaniowy wciąż pozostaje w fazie zawieszenia. Deweloperzy szykują się na dłuższy maraton, a kupujący odkładają decyzje, licząc na lepszy moment. Powód? Nie tylko różnice w oczekiwaniach cenowych, ale także rosnąca niepewność gospodarcza i obawy o przyszłość.

Portal TabelaOfert.pl po raz kolejny zbadał nastroje zarówno wśród deweloperów, jak i osób poszukujących nowych mieszkań. I ponownie okazało się, że obraz przyszłości rynku znacząco różni się w zależności od tego, kto na niego patrzy.

Sprzedaż: mniej wiary w odbicie

Czy sprzedaż mieszkań przyspieszy w najbliższych miesiącach? Coraz więcej deweloperów zaczyna w to wątpić.indeks zmiany tempa_marzec 2025

– Trudno się dziwić. Niepewna sytuacja geopolityczna, wysokie stopy procentowe, najdroższy w Unii Europejskiej kredyt mieszkaniowy, brak programu wsparcia – to nie są czynniki, które napawałyby optymizmem – mówi Robert Chojnacki, założyciel portalu TabelaOfert.pl.

– Mieszkania sprzedają się opornie. W niektórych regionach kraju, zwłaszcza na wschodzie, pojawiło się zjawisko odstępowania od podpisanych już umów przedwstępnych. Ludzie po prostu boją się inwestować, nie wiedząc, co wydarzy się w kraju – dodaje.

Jeszcze w styczniu 2025 roku deweloperzy patrzyli na rynek z dużą nadzieją – Indeks Zmiany Tempa Sprzedaży skoczył z 0,01 do 0,27. Luty i marzec pokazały jednak, że był to raczej chwilowy zryw niż początek nowego trendu. W marcu wskaźnik spadł do 0,21, a optymizm zaczął stopniowo się ulatniać.

Mniejsza aktywność w sieci

Blisko 60% deweloperów spodziewa się stabilizacji sprzedaży.zmiany tempa sprzedaży _marzec 2025

– Rynek wyraźnie wytraca impet. Coraz mniej firm liczy na poprawę wyników – w marcu było to 32%, podczas gdy jeszcze w lutym 37%. Spadku sprzedaży obawia się natomiast 10% ankietowanych, czyli nieco mniej niż miesiąc wcześniej – komentuje Ewa Palus, główny analityk Tabelaofert.pl

O schłodzeniu nastrojów świadczy także zauważalny spadek aktywności użytkowników w internecie.

– W marcu przez kilka dni zaobserwowaliśmy wyraźne ograniczenie liczby zapytań dotyczących zakupu mieszkań. Zainteresowanie nowymi inwestycjami chwilami niemal całkowicie zanikło – komentuje Robert Chojnacki.

– Tymczasem wybór jest rekordowy. Tak dużej liczby dostępnych mieszkań w ofercie deweloperskiej nie notowaliśmy od początku prowadzenia naszych pomiarów, czyli od 20 lat – dodaje.

Zakupy – ale kiedy?

Co będzie się dziać z cenami?

Indeks Zmiany Cen Mieszkań już siódmy miesiąc z rzędu pozostaje na ujemnym poziomie, co oznacza, że więcej deweloperów spodziewa się spadków niż wzrostów cen. W marcu 2025 wskaźnik wyniósł -0,07 – dokładnie tyle samo co w styczniu.ineks zmiany cen mieszkań_marzec

Blisko 80% deweloperów zakłada, że ceny pozostaną stabilne w najbliższych miesiącach. Wzrostów spodziewa się zaledwie 8% firm (w lutym było to jeszcze 12%), a spadków – około 15%.zmiany cen mieszkań _marzec 2025

Jeszcze ciekawsze są dane z drugiej strony – od osób planujących zakup mieszkania. Ich oczekiwania wyraźnie rozmijają się z przewidywaniami deweloperów:

  • 62% kupujących spodziewa się spadku cen,
  • 15% – stabilizacji,
  • 10% – wzrostów.

wskaźnik oczekiwan klientów_marzec 2025Dla wielu nabywców czekanie staje się bezpieczniejszą strategią niż podejmowanie decyzji tu i teraz.

– Nie chodzi już tylko o nadzieję na jeszcze większe rabaty, czy promocje. W tle coraz silniej działają czynniki zewnętrzne: zaostrzenie polityki celnej USA, rosnące napięcia gospodarcze i obawy o recesję. Po sygnałach z rynków międzynarodowych inwestorzy i konsumenci zaczęli zachowywać większą ostrożność. W takich warunkach duże decyzje – jak zakup mieszkania – są naturalnie odkładane – mówi Robert Chojnacki.

Nowa era protekcjonizmu: skutki amerykańskich ceł dla Chin, UE i światowego handlu

9 kwietnia amerykańska stawka cła importowego osiągnie najwyższy poziom od lat 90-tych XIX wieku i wyniesie 20,6%. Niektóre kraje podjęły działania odwetowe, inne negocjują. Środowisko międzynarodowego handlu pozostaje płynne, niepewność zwiększa jego koszty. Uniwersalna minimalna taryfa celna w wysokości 10% i rekordowe stawki celne dla 50 krajów ogłoszone 2 kwietnia przekroczyły oczekiwania analityków.

  • Chińskie towary są obecnie objęte 59-procentową taryfą celną, podczas gdy Wietnam, Tajlandia, Indonezja, Tajwan i Indie muszą stawić czoło cłom potencjalnie (gdyż niektóre z nich negocjują) rosnącym od 18,5 do 40,4 punktów procentowych. Tymczasem Wielka Brytania, Singapur, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabia Saudyjska odczują umiarkowane ich podwyżki (między +3,4 do 5,6 punktu procentowego).
  • UE stoi w obliczu wzrostu ceł o 20 punktów procentowych (średnia taryfa skoczy do 13,3% po uwzględnieniu wyłączeń sektorowych). Obowiązujące umowy dwustronne mogą skutecznie obniżyć ten poziom do 11,8% od IV kwartału 2025r. Wzajemny odwet ze strony UE na cały import z USA z wyłączeniem LNG może spowodować roczną stratę w eksporcie USA w wysokości 26 mld USD.
  • Chiny ogłosiły podwyżkę ceł do 34 punktów procentowych na cały import z USA: może to spowodować straty w (amerykańskim) eksporcie w wysokości 64 mld USD.
  • Izrael, Wietnam, Indie, Tajlandia i Wietnam wybrały (odpowiednio) obniżenie ceł, dążenie do porozumienia handlowego lub zwiększenie importu.
  • Podobnie jak w przypadku mgły wojny, nie jest jasne, jak będzie wyglądał ostateczny krajobraz taryfowy, ale koszt niepewności jest wysoki, ponieważ arbitraż taryfowy jest teraz poza zasięgiem większości firm – dopóki kurz nie opadnie

Wymiana handlowa Globalny wzrost PKB spowolni do zaledwie +1,9%, najniższego poziomu od 2008r.; globalny handel towarami wejdzie w recesję (-0,5% wolumenu). Ponieważ inflacja w Stanach Zjednoczonych do lata osiągnie szczytowy poziom 4,3%, banki centralne są w trudnej sytuacji.

  • Amerykańskie przedsiębiorstwa zgromadziły zapasy wystarczające na zaspokojenie całkowitego popytu konsumpcyjnego przez okres około sześciu miesięcy.
  • Jednak dwie trzecie wzrostu kosztów importu zostanie przeniesione na konsumentów. W efekcie oczekiwać można, że inflacja w USA do lata osiągnie szczytowy poziom 4,3%, wiążąc Fedowi ręce do października (stopa na poziomie 4% do końca 2025 r. i 2,75% do połowy 2026 r.).
  • USA: zakładamy, iż recesja pozostanie łagodna (skumulowany spadek o -0,5% w okresie I-III kw), ze słabym wzrostem o +0,8% w całym 2025 roku.
  • Europa: pomimo niemieckiego bodźca fiskalnego i wyższych wydatków na obronę nie uniknie spowolnienia wzrostu ze względu na wyższe ograniczenia handlowe i słabszą gospodarkę USA. Allianz Trade obniża prognozy strefy Euro do +0,8% w 2025 roku i +1,5% w 2026 roku. EBC prawdopodobnie obniży stopy procentowe do 1,5%, -50 pb więcej niż można było wcześniej oczekiwać.
  • Chiny zamierzają wzmocnić wsparcie polityczne za pomocą co najmniej 800 mld RMB dodatkowych bodźców fiskalnych (tj. 0,6% PKB), co powinno utrzymać wzrost na powierzchni (+4,6% w 2025 r., +4,2% w 2026 r.).

Rynki finansowe W obliczu zbliżającej się recesji w Stanach Zjednoczonych rentowności obligacji skarbowych i rynki akcji zareagowały silnie i będą nadal spadać.

  • Rynki kapitałowe zaczęły wyceniać recesję, a światowe indeksy giełdowe spadły o około 2-6% pierwszego dnia – nawet jeśli rzeczywista recesja spowodowałaby spadek akcji o co najmniej 10 punktów procentowych więcej, a spready kredytowe musiałyby się jeszcze bardziej rozszerzyć.
  • USD spadł o 1,8% stosunku do EUR i większości innych walut pierwszego dnia, co w połączeniu z reakcją rynku akcji pokazuje, że rynki oczekują, że amerykańskie firmy najbardziej ucierpią z powodu Dnia Wyzwolenia.
  • Rentowności obligacji skarbowych również spadły, ponieważ obawy o recesję przeważyły nad ryzykiem inflacyjnym. Biorąc pod uwagę, że recesja w USA jest obecnie naszym scenariuszem bazowym, a końcowe stopy procentowe EBC i Fed są niższe niż obecne wyceny rynkowe, rentowności obligacji skarbowych i indeksy giełdowe mogą dalej spadać.
  • Trudno jednak przewidzieć dokładny scenariusz spadków w czasie, ponieważ zmienność pozostaje wysoka w związku z nadchodzącymi umowami handlowymi i kontr-taryfami.

Dzień Wyzwolenia to tymczasowa pełnoprawna wojna handlowa?  

2 kwietnia prezydent USA Donald Trump ogłosił „wzajemne” cła, które przekroczyły oczekiwania, a produkty importowane z Chin mają zostać opodatkowane w oszałamiającej wysokości 59%. Zapowiedzi z okazji Dnia Wyzwolenia obejmowały uniwersalną minimalną taryfę w wysokości 10%, która weszła w życie 5 kwietnia o godzinie 12:01 czasu EDT.1  Prezydent Trump zdecydował się również na nałożenie zindywidualizowanej wzajemnej wyższej taryfy celnej na ponad 50 krajów, z którymi USA mają największe deficyty handlowe2 i które odpowiadają 98% deficytu handlowego USA w zakresie towarów (wykres 1).

Wykres 1: Amerykańska globalna taryfa importowa (średnia ważona wg. obrotów handlowych)

Amerykańska globalna taryfa importowa

Źródło: Allianz Research (Dział Analiz Ekonomicznych Allianz Trade)

UE będzie musiała stawić czoła dodatkowym taryfom w wysokości 20 punktów procentowych, co spowoduje, że łączna średnia amerykańska taryfa celna na towary importowane z UE wyniesie 13,3% (wykres 2) po uwzględnieniu wyłączeń sektorowych (np. półprzewodniki, farmaceutyki, miedź, minerały). Pięć najbardziej na chwilę obecną dotkniętych nowymi taryfami krajów to Wietnam (+40,4 punktu procentowego do 44,5%), Tajlandia (+29,4 punktu procentowego do 30,2%), Indonezja (+28,1 punktu procentowego do 33,3%), Tajwan (+26,4 punktu procentowego do 28,3%) i Chiny (+26,3 punktu procentowego do 59,3%). Najmniejszy ich wpływ odczuje Ekwador (+5,6 punktu procentowego do 6,2%), Wielka Brytania (+5,6 punktu procentowego do 9,3%), Singapur (+4,9 punktu procentowego do 5,4%), Zjednoczone Emiraty Arabskie (+4,9 punktu procentowego do 7,2%) i Arabia Saudyjska (+3,4 punktu procentowego do 4%).  Wszystkie te podwyżki ceł spowodują, że globalna stawka ceł importowych USA wyniesie 20,6% (wykres 1). W naszym scenariuszu bazowym zakładamy, że może ona spaść do 11,8% do IV kwartału 2025 r., biorąc pod uwagę dwustronne umowy, które częściowo zmniejszyłyby podwyżki ceł z Dnia Wyzwolenia, podczas gdy sektory niektórych z krajów będą jeszcze objęte podwyżkami ceł, które jak na razie zostały wyłączone w Dniu Wyzwolenia (np. farmaceutyki z Chin i Indii itp.)

Wykres 2: Zmiana taryfy celnej dla największych gospodarek eksportujących do USA

Zmiana taryfy celnej dla największych gospodarek eksportujących do USA

Źródło: Allianz Research (Dział Analiz Ekonomicznych Allianz Trade)

Posunięcia te podniosą efektywną stawkę celną ważoną wg. wartości importu do 20,6%, poziomu ostatnio obserwowanego w latach 90-tych XIX wieku (w porównaniu do 9% wcześniej) i mogą popchnąć światowy handel w strefę recesji. Szacujemy, że globalne straty w eksporcie osiągną 440 mld USD w 2025 r. i 354 mld USD w 2026 r. Oczekiwana jest recesji w globalnym handlu towarami w ujęciu ilościowym (-0,5% w 2025 r.), podczas gdy całkowity handel towarami i usługami powinien wzrosnąć o +1% w 2025 r. (-1,4 pp) i +1,3% w 2026 r. (-1,1 pp), w ujęciu ilościowym, w porównaniu z blisko +3% oczekiwanego wzrostu jeszcze w IV kwartale 2024 r.

Chiny jako główny dostawca do USA narażone są w 2025 r. na straty eksportowe w wysokości 164 mld USD co odpowiada  0,8% całkowitego PKB. Największe straty spodziewane są w sektorze komputerów i telekomunikacji (25 mld USD), a następnie maszyn i urządzeń (22,6 mld USD) oraz sprzętu AGD (20,1 mld USD). Inne istotne zagrożone chińskie sektory to tekstylia, odzież, obuwie (15,6 mld USD), elektronika (10,8 mld USD) oraz chemikalia, tworzywa sztuczne i guma (9,8 mld USD).

Następna w kolejce jest UE, ze stratami eksportowymi szacowanymi na 62 mld USD, a w ramach bloku najbardziej narażone są Niemcy, z potencjalnymi stratami w eksporcie wynoszącymi 17 mld USD. Nie jest zaskoczeniem, że straty w eksporcie koncentrowałyby się na dostawcach maszyn i innego sprzętu (3,1 mld USD) oraz producentach samochodów (2,6 mld USD).

Drugim krajem najbardziej narażonym po Chinach na skutki ceł jest Wietnam. W Wietnamie sektory, które mogą ponieść największe straty, to tekstylia, odzież i obuwie (6,5 mld USD), a następnie komputery i telekomunikacja (5,7 mld USD) oraz maszyny i urządzenia (3,8 mld USD). Tajwan, Korea Południowa i Japonia są następne w kolejce, każde z potencjalnymi maksymalnymi stratami eksportowymi w wysokości 22 mld USD. W przypadku Tajwanu sam sektor komputerów i telekomunikacji odpowiada za 5,8 mld USD potencjalnych strat, podczas gdy elektronika (z wyłączeniem półprzewodników) odpowiada za 2,5 mld USD, a maszyny i urządzenia dodają 2 mld USD. Główne straty eksportowe Korei Południowej dotyczą przede wszystkim produkcji samochodów (5,8 mld USD), maszyn i urządzeń (2,8 mld USD) oraz elektroniki (1,6 mld USD). Straty eksportowe Japonii będą odczuwalne głównie przez producentów motoryzacyjnych (6,9 mld USD), maszyn i urządzeń (5,1 mld USD) oraz dostawców części samochodowych (1,2 mld USD).

Ogólnie rzecz biorąc, Allianz Trade spodziewa się, że kontynuowane będzie zjawisko przekierowywania eksportu i prawdopodobne jest pojawienie się nowych centrów handlowych, zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej i na Bliskim Wschodzie. Azja Południowo-Wschodnia w dłuższej perspektywie pozostanie atrakcyjna, jeśli kraje regionu zdołają zawrzeć umowy z USA i zdeprecjonować swoje waluty, aby zrekompensować część podwyżek ceł. Allianz Trade spodziewa się, że do końca roku zostaną podpisane pewne dwustronne umowy, dzięki którym średnia amerykańska taryfa importowa spadłaby do 11,8% w IV kwartale 2025 r., choć nadal byłby to najwyższy poziom od lat 40. ubiegłego wieku.

Wykres 3: 50 największych importów/eksportów USA według kraju/sektora (z wyłączeniem produktów farmaceutycznych i półprzewodników w przypadku importu)

 

Kraj

 

Sektor

Eksport do/z USA w mld USD Maksymalne straty eksportowe w scenariuszu bazowym
Chiny Komputery i telekomunikacja 70.2 25.0
Chiny Maszyny i urządzenia 63.5 22.6
Chiny Sprzęt gospodarstwa domowego – urządzenia domowe 56.6 20.1
Chiny Tekstylia – odzież i obuwie 43.8 15.6
Chiny Elektronika 30.3 10.8
Chiny Chemikalia – Tworzywa sztuczne i guma 27.4 9.8
USA Agrifood – Rolnictwo i hodowla 22.3 8.8
Kanada Energia – Działalność związana z wydobyciem ropy naftowej i gazu 126.6 8.1
USA Energia – Ropa i gaz 19.3 7.6
Japonia Producenci samochodów 47.4 6.9
Chiny Tekstylia – Tekstylia 18.8 6.7
Wietnam Tekstylia – odzież i obuwie 24.8 6.5
USA Farmaceutyki 15.6 6.1
Tajwan Komputery i telekomunikacja 31.9 5.8
Chiny Sprzęt gospodarstwa domowego – Inne 16.3 5.8
Republika Korei Producenci samochodów 34.8 5.8
Wietnam Komputery i telekomunikacja 21.5 5.7
USA Maszyny i urządzenia 14.1 5.6
Chiny Dostawcy motoryzacyjni 14.6 5.2
Chiny Metale – obróbka metali i inżynieria 14.4 5.1
Japonia Maszyny i urządzenia 34.7 5.1
Chiny Budownictwo – Materiały budowlane 11.1 3.9
Chiny Producenci samochodów 10.9 3.9
Wietnam Maszyny i urządzenia 14.3 3.8
USA Elektronika 8.8 3.5
Wietnam Sprzęt gospodarstwa domowego – urządzenia domowe 12.9 3.4
USA Chemikalia – Tworzywa sztuczne i guma 8.5 3.4
Kanada Producenci samochodów 50.2 3.2
Niemcy Maszyny i urządzenia 35.5 3.1
USA Producenci samochodów 7.5 3.0
USA Chemikalia – przemysłowe i inne 7.4 2.9
Republika Korei Maszyny i urządzenia 16.8 2.8
USA Przemysł rolno-spożywczy – Produkcja żywności i napojów 6.7 2.7
Niemcy Producenci samochodów 29.7 2.6
Tajwan Elektronika 13.4 2.5
Kanada Metale – górnictwo, odlewnictwo i przetwórstwo 37.6 2.4
Meksyk Producenci samochodów 111.4 2.4
USA Metale – górnictwo, odlewnictwo i przetwórstwo 5.8 2.3
Kanada Przemysł rolno-spożywczy – Produkcja żywności i napojów 32.6 2.1
Tajwan Maszyny i urządzenia 11.2 2.0
Kanada Maszyny i urządzenia 26.4 1.7
Malezja Elektronika 12.9 1.5
USA Sprzęt gospodarstwa domowego – Inne 3.8 1.5
USA Budownictwo – Materiały budowlane 3.7 1.5
Kanada Chemikalia – Tworzywa sztuczne i guma 20.8 1.3
Włochy Maszyny i urządzenia 13.7 1.2
Meksyk Maszyny i urządzenia 51.5 1.1
USA Papier – produkcja 2.4 0.9
Kanada Budownictwo – Materiały budowlane 14.3 0.9
USA Komputery i telekomunikacja 2.3 0.9

 

Źródło: Allianz Research (Dział Analiz Ekonomicznych Allianz Trade)

Wykres 4: Maksymalne straty eksportowe w scenariuszu bazowym (mld USD), 20 największych krajów UE

Maksymalne straty eksportowe w scenariuszu bazowym

Źródło: Allianz Research (Dział Analiz Ekonomicznych Allianz Trade)

Na chwilę obecną Europa nie ogłosiła jeszcze żadnych dodatkowych środków odwetowych w stosunku do tych opublikowanych 11 marca[1] . Jednak odwet ze strony UE na cały amerykański import z wyłączeniem LNG oznaczałby dla USA straty w eksporcie szacowane na 26 mld USD. Najbardziej zagrożonym sektorem w USA jest sektor farmaceutyczny, z eksportem o wartości 61,4 mld USD i potencjalną maksymalną stratą eksportową w wysokości 7,54 mld USD. Maszyny i urządzenia, z eksportem o wartości 27,1 mld USD, są narażone na potencjalną stratę eksportową w wysokości 3,3 mld USD. Z eksportem o łącznej wartości 16 mld USD i potencjalną maksymalną stratą eksportową w wysokości 1,96 mld USD, sektor chemikaliów, tworzyw sztucznych i gumy byłby trzecim najbardziej dotkniętym przez działania odwetowe UE.

Zamiast tego Chiny ogłosiły +34pp dodatkowe cła na cały import z USA, obowiązujące od 10 kwietnia. Opłaty te spowodują roczne straty eksportowe w wysokości 64 mld USD, powodując spadek importu do USA o -0,2 pp rocznie. Oczekuje się, że wpływ ten będzie najbardziej znaczący dla amerykańskiego sektora rolnego, w szczególności dla eksporterów soi, pszenicy i kukurydzy, a także dla amerykańskiego przemysłu farmaceutycznego i energetycznego. Szacujemy, że sektor rolno-spożywczy może ponieść straty eksportowe w wysokości około 22,3 mld USD, a przemysł naftowo-gazowy do 19,3 mld USD, podczas gdy farmacja oraz maszyny i urządzenia mogą stracić odpowiednio 15,6 mld USD i 14,1 mld USD (patrz wykres 3). Oprócz podwyżki ceł, chińskie Ministerstwo Handlu ogłosiło również działania odwetowe w postaci środków pozataryfowych, w tym zakaz eksportu siedmiu minerałów ziem rzadkich wykorzystywanych w produktach zaawansowanych technologicznie. Działania odwetowe obejmują również dodanie 11 amerykańskich firm do listy „niewiarygodnych podmiotów”, w tym kilku producentów dronów, uniemożliwiając im prowadzenie działalności gospodarczej w Chinach. Wreszcie, ministerstwo ogłosiło również nowe dochodzenia w USA dotyczące sprzętu do obrazowania medycznego.

Większość krajów Azji Południowo-Wschodniej i Wschodniej nie podjęła jak dotąd działań odwetowych, zamiast tego ogłaszając gotowość do negocjacji i deklarując albo niższe taryfy, albo zwiększenie importu z USA. Niektóre kraje już wcześniej obniżyły cła na import z USA. Izrael należy do drugiej kategorii, obniżając cła na cały import z USA do zera zaledwie kilka dni wcześniej. Zgodnie z zapowiedziami z okazji Dnia Wyzwolenia, będzie on musiał stawić czoła wzrostowi ceł o +17 punktów procentowych. Wraz z Izraelem, Indie były najbardziej aktywne w oferowaniu Białemu Domowi porozumienia. Wcześniej w marcu Indie obniżyły już cła na niektóre towary importowane z USA, takie jak wysokiej klasy motocykle i bourbon, a także zrezygnowały z podatku od usług cyfrowych. Teraz, w obliczu taryfy +27%, Indie zasugerowały obniżenie ceł na inne towary o wartości 23 mld USD, chcąc osiągnąć porozumienie handlowe z USA do jesieni 2025 roku. Ministerstwo Handlu Tajlandii poinformowało o planach zwiększenia importu amerykańskich produktów, w tym towarów rolnych, takich jak kukurydza i soja, a także produktów energetycznych, takich jak ropa naftowa i gaz ziemny. Ponadto trwają dyskusje na temat obniżenia ceł na określone towary z USA, aby pomóc zrównoważyć stosunki handlowe. Wietnam aktywnie obniżył cła importowe na kilka amerykańskich produktów w dniu 26 marca, aby złagodzić potencjalne napięcia handlowe, w tym na skroplony gaz ziemny (LNG) i samochody. Ponadto Wietnam zatwierdził dostępność usługi Starlink, co ma na celu wzmocnienie więzi gospodarczych z USA.

Amerykańskie przedsiębiorstwa powinny poradzić sobie w ciągu najbliższych kilku miesięcy dzięki ogólnie solidnym bilansom i zapasom, wystarczającym na około sześć miesięcy popytu konsumpcyjnego. Allianz Trade spodziewa się jednak, że około dwie trzecie z nich przeniesie koszty zwiększonych ceł na konsumentów i klientów, choć będzie się to różnić w zależności od sektora. Firmy zastosowały już kilka strategii mających na celu złagodzenie skutków finansowych ceł, w tym import z wyprzedzeniem, badanie alternatywnych opcji zaopatrzenia i sprzedaż produktów bez niektórych komponentów lub z tańszymi materiałami w celu zmniejszenia wpływu ceł. Amerykańskie porty odnotowały gwałtowny wzrost wolumenu ładunków, a nasze szacunki sugerują, że przedsiębiorstwa zgromadziły w grudniu, styczniu i lutym zapasy wystarczające do zaspokojenia około sześciomiesięcznego popytu konsumpcyjnego (wykres 5). Co więcej, kilka firm ogłosiło już inwestycje o łącznej wartości blisko 1 bln USD w celu (re)lokalizacji produkcji w USA, aby złagodzić ekspozycję na cła, pomimo potencjalnych wyzwań, takich jak wyższe koszty pracy3. Niemniej jednak, około dwie trzecie firm prawdopodobnie przeniesie wyższe koszty wynikające z ceł na konsumentów. Firmy z silną rozpoznawalnością marki i pozycją rynkową, takie jak marki luksusowe lub niektóre firmy technologiczne, są lepiej przygotowane, aby to zrobić bez znaczącej utraty udziału w rynku, podczas gdy firmy z sektorów o niskich marżach, m.in. handlu detalicznego, nie będą miały wyboru.

Wykres 5: Import USA znacznie wyższy niż było to uzasadnione

Import USA znacznie wyższy niż było to uzasadnione

Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research

Aktualnie Allianz Trade spodziewa się, że gospodarka USA spadnie do III kwartału 2025r. doświadczy recesji, a w całym roku wzrostu PKB szacujemy na słabe o +0,8%. Oczekiwać można, że PKB skurczy się (nieznacznie) już w I kwartale 2025r., ale tłumaczy się to raczej ujemnym wkładem handlu netto niż słabnącym popytem krajowym. Allianz Trade prognozuje jednak, że PKB w II i III kwartale odnotuje ujemny wzrost w związku ze spadkiem wydatków konsumpcyjnych i inwestycyjnych. Szacujemy, że od I do III kwartału PKB spadnie łącznie o -0,5%. Zwiększone dotacje dla przemysłu i wydatki fiskalne – finansowane z nowych wpływów z ceł – powinny zapobiec głębszej recesji, choć negatywne skutki majątkowe i przedłużająca się wysoka niepewność mogą spotęgować spowolnienie. Czas, w którym nowe dotacje przemysłowe zostaną skutecznie wypłacone, jest niepewny. Prawdopodobnie pojawią się one w drugiej połowie 2025 roku, co oznacza, że będą wspierać aktywność w drugiej połowie roku i w 2026 roku. Aktywność w 2026 r. będzie dodatkowo wspierana przez obniżki podatków, poluzowanie polityki pieniężnej przez Fed i zniesienie niektórych ceł na partnerów zagranicznych. Zakładamy wzrost PKB USA o 2,3% w 2026 roku.

Ale Fed będzie musiał poczekać z udzieleniem wsparcie z powodu gwałtownie rosnącej inflacji do października. Wg. naszych wyliczeń inflacja w USA osiągnie do lata szczyt blisko +4,5%, napędzana przez ceny towarów i żywności. Inflacja powinna ostatecznie spaść, gdy słaby popyt zacznie obniżać ceny i wzrost płac. W ujęciu średniorocznym widzimy inflację CPI na poziomie 3,8% w 2025 r. i 1,8% w 2026 r. Fed przyjrzy się skokowi inflacji wywołanemu przez cła: zbyt szybkie poluzowanie groziłoby wywołaniem spirali płacowo-cenowej w środowisku już wysokiej inflacji i wczesnych oznak osłabienia oczekiwań inflacyjnych przez gospodarstwa domowe. Do października Fed zacznie ciąć i przyspieszać do 2026 roku. Widzimy stopę funduszy Fed (górna granica) na poziomie 4% pod koniec 2025 r. i 2,75% pod koniec 2026 r.

Europa ucierpi mniej, ale pomimo niemieckiego bodźca fiskalnego i wyższych wydatków na obronę nie uniknie spowolnienia wzrostu z powodu większych ograniczeń handlowych i słabości gospodarki USA. W 2024 r. strefa euro wyeksportowała do USA towary o wartości 531 mld euro, co odpowiada 3,5% PKB strefy euro, co czyni ją zdecydowanie najważniejszym partnerem handlowym. Ponieważ towary te staną się teraz znacznie droższe w USA z powodu ceł, popyt z pewnością spadnie, co negatywnie wpłynie na wzrost PKB w strefie euro. Bodziec fiskalny z Niemiec i wyższe wydatki na obronność w całej Europie mogą tylko częściowo to zrekompensować. Warto zauważyć, że Niemcy również najbardziej ucierpią z powodu amerykańskich ceł, ponieważ są największym krajem eksportowym w Europie. Biorąc pod uwagę wyższe niż oczekiwano cła, Allianz Trade obniżył prognozy wzrostu PKB dla strefy euro o -0,3 punktu procentowego do+ 0,8% w 2025 r. i o -0,1 punktu procentowego do+ 1,5% w 2026 roku. Ryzyko inflacyjne jest również przechylone w dół, ponieważ niższy popyt ze strony USA i globalne nadwyżki mocy produkcyjnych w pozostałej części świata, a także niższe ceny energii będą miały negatywny wpływ na ceny towarów krajowych i importowanych (z wyjątkiem USA, gdzie spodziewamy się kontr-taryf ze strony UE). W związku z tym Allianz Trade obniżył prognozę inflacji o -0,2pp i -0,1pp do 1,9% zarówno w 2025 jak i 2026 roku. Ponieważ produkcja gospodarcza pozostanie poniżej potencjału i pojawią się zagrożenia dla inflacji, spodziewamy się, że EBC obniży swoją stopę procentową poniżej poziomu neutralnego do 1,5% do końca 2025 r. (50 pb mniej niż w pierwotnej prognozie).

Chiny będą dalej zwiększać wsparcie polityczne (co najmniej 800 mld RMB dodatkowych bodźców fiskalnych), aby zrekompensować wyższe niż oczekiwano podwyżki ceł. Na razie Allianz Trade utrzymuje prognozy wzrostu PKB dla Chin na poziomie +4,6% w 2025 r. i +4,2% w 2026 r. w oparciu o: lepsze niż oczekiwano dane o aktywności gospodarczej w I kwartale, oczekiwania dalszego łagodzenia polityki i możliwość bardzo częściowego złagodzenia wyższych ceł słabszym CNY. Przed Dniem Wyzwolenia ryzyko dla naszej prognozy wzrostu PKB w 2025 r. było prawdopodobnie większe: pomimo wciąż słabych fundamentów, dane o aktywności gospodarczej zaskoczyły pozytywnie na przełomie roku, a impuls kredytowy odradzał się dzięki złagodzeniu polityki i oznakom wzrostu zaufania w sektorze prywatnym. Duży pakiet fiskalny (2,9 bln RMB) został już ogłoszony na początku marca, aby wesprzeć oficjalny cel wzrostu PKB utrzymany na poziomie „około 5%”, ale uważamy, że pozostawiono otwarte drzwi do dalszego zwiększania wsparcia politycznego, jeśli będą tego wymagać przeciwności gospodarcze. Szacujemy, że będzie prawdopodobnie potrzebne około 800 mld RMB w postaci dodatkowych bodźców fiskalnych, aby złagodzić wpływ wyższych stawek celnych ze strony USA na wzrost PKB (obecnie na poziomie prawie 60% i potencjalnie około 45% po zawarciu porozumienia, w porównaniu z 25% w naszym pierwotnym scenariuszu ograniczonej wojny handlowej). Wreszcie, innym możliwym narzędziem łagodzącym dla chińskich decydentów jest zezwolenie na deprecjację CNY. Dla Chin kontynentalnych lądzie został ustalony o 0,14% słabiej w stosunku do USD w dniu 3 kwietnia, co stanowi największą dzienną korektę od grudnia), nadal uważamy, że znaczące osłabienie CNY nie jest preferowaną opcją chińskich decydentów, ponieważ może to również osłabić zaufanie wewnętrzne.

W scenariuszu pesymistycznym, gdyby USA utrzymały średnią taryfę importową na poziomie 20,6% do końca 2026 r., recesja w USA przedłużyłaby się do początku 2026 roku. Przewidujemy, że w tym scenariuszu wzrost PKB USA znacznie spowolni do +0,4% w 2025 r. i +1,5% w 2026 r., w porównaniu z oczekiwaniami bazowymi wynoszącymi odpowiednio +0,8% i +2,3%. Spowolnienie to będzie spowodowane utrzymującymi się wysokimi cłami, które będą miały wpływ na wolumeny handlu i ekspansję gospodarczą. Szacujemy, że inflacja w USA wzrośnie jeszcze bardziej w scenariuszu pesymistycznym, osiągając 4,2% w 2025 r. i 2% w 2026 r., co sugeruje utrzymującą się presję cenową pomimo słabszego wzrostu. Wzrost PKB w Chinach spadłby tymczasem do 4,5% w 2025 r. i 3,8% w 2026 r., w porównaniu z prognozami bazowymi na poziomie odpowiednio +4,6% i +4,2%, ponieważ bodźce polityczne starałyby się zrekompensować przedłużający się wysoki poziom ceł. Inflacja wzrosłaby do 0,5% w 2025 r. i 0,8% w 2026 r. w związku z ostrożnym popytem konsumpcyjnym i presją zewnętrzną. W międzyczasie strefa euro odnotowałaby umiarkowane spowolnienie wzrostu, z prognozowanym wzrostem PKB na poziomie +0,7% w 2025 r. i +1,1% w 2026 r., nieco poniżej oczekiwań bazowych wynoszących odpowiednio +0,8% i +1,5%. Inflacja w str. Euro pozostanie względnie stabilna, z niewielkim spadkiem do 1,9% w 2025 r. i 1,7% w 2026 r., co wskazuje na ograniczoną presję pomimo niepewności gospodarczej.

Rynki oczekują, że najbardziej ucierpią Stany Zjednoczone

Rentowności obligacji skarbowych spadły w USA oraz na całym świecie, co oznacza większe ryzyko recesji niż inflacji. Amerykańskie 10-letnie stopy procentowe od czasu ogłoszenia ceł spadły o ponad 15 pb do poniżej 4%, a podobne ruchy na całym świecie (np. niemieckie 10-letnie spadły poniżej 2,6%) pokazują, że ryzyko recesji przeważa nad obawami o inflację, nawet w USA. Jest to szczególnie widoczne w przypadku obligacji powiązanych z inflacją, których casus pokazał, że niższe oczekiwania inflacyjne były głównym czynnikiem spadku ich nominalnych rentowności, podczas gdy realne rentowności również spadły. W międzyczasie rynki wyceniły dalsze luzowanie polityki pieniężnej przez banki centralne i obecnie oczekują czterech cięć stóp procentowych przez Fed i trzech cięć stóp procentowych przez EBC do końca roku. Ponieważ nasze zrewidowane prognozy dotyczące stóp końcowych Fed i EBC są obecnie nieco niższe niż wyceny rynkowe, widzimy również przestrzeń do dalszego spadku rentowności 10-letnich obligacji w stosunku do obecnych poziomów. Zmienność pozostanie nadal wysoka, ponieważ Allianz Trade spodziewa się wprowadzenia wielu doraźnych środków zaradczych i umów handlowych, które sprawią, że rynki będą zajęte wyceną nowych scenariuszy.

Wyprzedaż na ryzykownych rynkach była jeszcze bardziej wyraźna, a spadkom przewodziły Stany Zjednoczone. Silna reakcja rynków akcji na całym świecie była zaskakująca, ale ostatecznie wydaje się uzasadniona, ponieważ amerykańskie cła okazały się znacznie wyższe niż oczekiwano. Pierwszego dnia japoński indeks Topix stracił -3,1%, Hang Seng -1,5%, Euro Stoxx 50 -3,6%, a S&P 500 -4,8%.  Dodając do tego ruchy walutowe, przy największym osłabieniu dolara amerykańskiego na całym świecie, jest bardziej niż oczywiste, że rynki najbardziej karzą amerykańskie spółki (dolar stracił -1,8% w stosunku do euro i 1,6% w ujęciu ważonym handlem w stosunku do koszyka walut pierwszego dnia). Ponieważ obecnie w naszym scenariuszu bazowym przewidujemy recesję w Stanach Zjednoczonych, (amerykańskie) akcje mogą jeszcze bardziej stracić na wartości. Historyczna średnia spadkowa recesji dla indeksu S&P 500 wynosiła około 25% (z czego 8,6% pochodziło z zysków, a 16,4% z korekty wyceny wskaźnika PE). Uważamy, że inwestorzy do pewnego stopnia oswoją obecną niepewność, ale mimo to widzimy dodatkowe tymczasowe ryzyko spadku o około 9% dla S&P 500, zbliżając się do poziomu 5000. Do końca roku widzimy pole do rozsądnego wzrostu z obecnych poziomów w miarę rozpoczęcia negocjacji taryfowych, uniknięcia poważnej recesji zysków i ponownej normalizacji nastrojów (np. z VIX powyżej średniej 28).  W międzyczasie Dzień Wyzwolenia wpłynął również na rynki kredytowe, co było widoczne w spreadach CDS, które wzrosły o 7 pb (5 pb) dla ratingów inwestycyjnych w USA (w Europie) i 27 pb (19 pb) dla obligacji wysokomarżowych.

Spready na rynkach wschodzących wzrosły, szczególnie w Azji. Chociaż rozwijające się kraje azjatyckie poniosą wyższy ciężar wyższych niż oczekiwano ceł (20 z 56 wymienionych krajów), zwłaszcza Chiny i Wietnam, rynki wschodzące wykazały ogólnie większą odporność w porównaniu z amerykańskimi instrumentami finansowymi w okresie poprzedzającym ogłoszenie. Odporność tę odzwierciedla spread globalnego indeksu obligacji rynków wschodzących (EMBIG), który poszerzył się o 17 pb, podczas gdy spready amerykańskich przedsiębiorstw poszerzyły się o 30 pb po skorygowaniu o jakość kredytów. Wskazuje to, że rynki wschodzące zdołały utrzymać względnie stabilne perspektywy pomimo presji zewnętrznej.

Utrzymująca się niepewność prawdopodobnie ograniczy skalę wyjść z inwestycji na niepublicznym rynku kapitałowym (private equity) i zwiększy skrupulatność monitorowania prywatnego zadłużenia. Taryfy prawdopodobnie wpłyną na możliwość wyjścia z inwestycji private equity poprzez ograniczenie płynności rynku i osłabienie zaufania inwestorów, a także wprowadzenie dodatkowych kosztów i niepewności, co utrudni firmom osiągnięcie korzystnych wycen podczas wyjść z inwestycji (tj. IPO lub sprzedaż wtórna). Niepewność ta skutecznie ograniczy działalność związaną z wyjściem z inwestycji, ograniczając zdolność firm private equity do realizacji zwrotów z inwestycji. Oczekiwane przyspieszenie obniżek stóp procentowych przez Fed w drugiej połowie roku powinno jednak sprzyjać bardziej akomodacyjnym warunkom rynkowym, potencjalnie ożywiając nastroje inwestorów i tworząc bardziej sprzyjające środowisko dla wyjść z inwestycji na niepublicznym rynku kapitałowym. Trend ten nie będzie ograniczał się do Stanów Zjednoczonych; oczekujemy, że reakcja Europy na cła również wywoła niepewność na rynku, dodatkowo ograniczając aktywność w całym regionie. Dług prywatny również ucierpi, ponieważ potencjalna wycena recesji w USA w dalszej części roku prawdopodobnie doprowadzi do zwiększonej kontroli warunków udzielania pożyczek, gdyż pożyczkodawcy przygotowują się na możliwość wyższych wskaźników niewypłacalności, szczególnie w przypadku instrumentów o zmiennym oprocentowaniu. Jednak nawet w tym bardziej niedźwiedzim scenariuszu kredyty prywatne powinny zachować swoją względną atrakcyjność ze względu na strukturalnie niższe stopy strat i wysokie oczekiwane całkowite stopy zwrotu, które nadal stanowią przekonujący argument za utrzymaniem pozytywnego nastawienia do tej klasy aktywów. Niemniej jednak przewidujemy spowolnienie tempa (skłonności) zawierania transakcji, nawet jeśli ogólny apetyt rynku na kredyty prywatne pozostanie silny w tym niestabilnym cyklu.

[1] https://ec.europa.eu/commission/presscorner/detail/en/ip_25_740

AI, zdalna opieka i cyberbezpieczeństwo. Jak zmienia się globalna opieka zdrowotna?

W obliczu braku kadr, zmian demograficznych i potrzeby podniesienia jakości usług placówki medyczne coraz częściej planują wdrożyć innowacyjne rozwiązania – wynika z raportu pt. „2025 Global Health Care Outlook”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Podmioty ochrony zdrowia chcą za pomocą AI usprawnić m.in. administrację, co według modelu opracowanego przez Deloitte US Center for Health Solutions może przełożyć się na oszczędność czasu pielęgniarek rzędu 400 godzin rocznie. Wraz z postępującą cyfryzacją wzrasta jednak obawa przed cyberatakami, w rezultacie czterech na pięciu respondentów wskazuje na potrzebę dodatkowych regulacji w obszarze generatywnej sztucznej inteligencji.

Raport opracowany przez Deloitte przedstawia aktualny stan globalnej opieki zdrowotnej i kierunki jej przyszłych zmian. Głównym motorem obecnych i planowanych usprawnień jest postęp technologiczny, w tym w szczególności rozwój sztucznej inteligencji. Zdaniem autorów raportu, w narzędziu tym upatruje się szans na usprawnienie pracy personelu medycznego, m.in. dzięki automatyzacji rutynowych zadań. Respondenci badania wskazują natomiast, że transformacja branży nabierze rozpędu głównie z powodu zmian demograficznych i potrzeby świadczenia części usług w formie zdalnej.

Sztuczna inteligencja w ochronie zdrowia

Choć transformacja cyfrowa nabiera tempa w większości segmentów gospodarek światowych, to sektor opieki zdrowotnej pozostaje opóźniony o kilka lat w stosunku do innych branż. Wiele podmiotów świadczących usługi medyczne wciąż polega na faksach, ręcznych procesach i przestarzałych przepływach informacji. Skutkuje to nie tylko nadmiernym obciążeniem kadr, ale też obniżeniem jakości świadczonych usług. Wyzwania związane z rosnącymi oczekiwaniami rynkowymi i zmianami demograficznymi sprawiają jednak, że podmioty z sektora opieki zdrowotnej coraz częściej uwzględniają wdrażanie rozwiązań AI w planach dalszego rozwoju. Eksperci Deloitte wskazują, że w 2025 r. inwestowanie w cyfrową infrastrukturę będzie kluczowe dla 72 proc. organizacji, a dziewięć na dziesięć badanych podmiotów spodziewa się częstszego wykorzystania narzędzi bazujących na nowoczesnych technologiach, w tym AI.

Choć wiele organizacji medycznych wciąż podchodzi do AI z ostrożnością, to rośnie grono podmiotów, które dostrzegają w tych technologiach strategiczny potencjał – zarówno w kontekście poprawy efektywności operacyjnej, jak i wsparcia personelu medycznego. Kluczowe jest nie tylko wdrażanie pojedynczych rozwiązań, ale także umiejętne włączanie AI do długofalowych strategii rozwoju placówek, z myślą o optymalizacji procesów, zwiększeniu jakości opieki nad pacjentem oraz lepszym zarządzaniu zasobami. Zorganizowany przez nas „Hospital AI Challenge” uwidocznił, że polskie szpitale zaczynają dostrzegać możliwości, jakie daje automatyzacja procesów – od zamówień publicznych po codzienną organizację pracy. Wierzymy, że tego typu inicjatywy pomagają budować świadomość korzyści płynących z AI, wspierając transformację sektora medycznego w całej Polsce – mówi Władysław Mizia, lider konsultingu dla sektora opieki medycznej w Deloitte.

Część respondentów badania przeprowadzonego przez Deloitte jest także zdania, że AI, uczenie maszynowe i analiza predykcyjna to szansa nie tylko na wzrost produktywności, a także efektywności administracyjnej i klinicznej. Dla ankietowanych istotną kwestią jest też zwrot z inwestycji w cyfrowe narzędzia. Taką korzyść odnotowała już nieco ponad połowa podmiotów korzystających z generatywnej AI (55 proc.), a dla 37 proc. placówek jest zbyt wcześnie, by to ocenić.

AI jako odpowiedź na niedobór kadr

Eksperci zaznaczają także, że częściowa automatyzacja procesów w placówkach medycznych już wkrótce może stać się nie wyborem, ale koniecznością. Według przeprowadzonych prognoz, obserwowany dotychczas deficyt pracowników ochrony zdrowia prawdopodobnie utrzyma się w 2025 roku, zwłaszcza w krajach o niższych dochodach. Szacunki Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wykazały natomiast, że do 2030 roku na świecie może brakować łącznie 10 milionów specjalistów medycznych, co będzie szczególnie odczuwalne w regionach z rosnącym odsetkiem seniorów.

Większość ankietowanych liderów systemów opieki zdrowotnej (80 proc.) jest zdania, że już w 2025 r. branża odczuje negatywne skutki tego trendu i przewiduje niedobór wykwalifikowanej kadry. W odpowiedzi na te wyzwania siedem na dziesięć badanych organizacji planuje w tym roku inwestować w strategie zwiększające zaangażowanie i utrzymanie pracowników, a podobny odsetek (67 proc.) chce inicjować zmiany z myślą o zdrowiu fizycznym i psychicznym kadr.

Placówki medyczne stoją przed podwójnym wyzwaniem – nie tylko mierzą się z niedoborem personelu, ale też z nadmiernym obciążeniem. Szacuje się, że nawet 28 proc. czasu pielęgniarek pochłaniają rutynowe zadania administracyjne, podczas gdy lekarze na oddziałach intensywnej terapii spędzają z pacjentami nie więcej niż jedną trzecią dnia pracy. Technologia może znacząco odciążyć personel i przejąć część powtarzalnych zadań, które według modelu autorstwa Deloitte US Center for Health Solutions zajmują każdej z pielęgniarek nawet 400 godzin w skali roku. Pracownicy mogliby wykorzystać tak zaoszczędzony czas na bezpośrednią pracę z pacjentami, co zwiększyłoby jakość otrzymywanej przez nich opieki – mówi Krzysztof Wilk, partner, dział doradztwa podatkowego i prawnego, lider branży nauk biomedycznych i ochrony zdrowia, Deloitte.

Innym rozwiązaniem, w którym branża upatruje szans na wzrost skuteczności, jest zdalna opieka zdrowotna. Zdaniem trzech na czterech respondentów (76 proc.) jest to trend, który w bieżącym roku znacznie wpłynie na rozwój sektora, a 62 proc. badanych zamierza zainwestować w narzędzia do usług online. Eksperci Deloitte zauważają jednak, że ograniczony dostęp do kapitału i wyzwania związane z kontrolą nad zwrotem z inwestycji mogą spowalniać ich wdrożenie, pogłębiając nierówności w dostępie do usług medycznych. Jako potencjalne usprawnienie w tym obszarze wskazują oni analizę kosztów opieki stacjonarnej i zdalnej dla różnych grup pacjentów, co pozwoli zrozumieć korzyści finansowe z wprowadzanych zmian.

Wyzwaniem nie tylko cyberbezpieczeństwo

Autorzy raportu zwracają uwagę, że branża medyczna dostrzega nie tylko szanse wynikające z digitalizacji, ale również związane z nią ryzyka. Niemal dziewięć na dziesięć badanych podmiotów jest zdania, że jednym z głównych wyzwań w 2025 r. będzie dla nich rosnąca liczba cyberataków, a większość placówek (78 proc.) planuje w tym roku zwiększyć swoje cyberbezpieczeństwo. Czterech na pięciu przedstawicieli sektora medycznego (80 proc.) jest także zdania, że w związku z rozwojem generatywnej sztucznej inteligencji potrzebny jest jej większy nadzór regulacyjny, co może wynikać z potrzeby zapewnienia stabilności prowadzonych działań i procedur. Z kolei eksperci Deloitte zwracają uwagę, że rozwój AI w szpitalach wiąże się z koniecznością szczególnej uwagi na bezpieczeństwo wrażliwych danych osobowych pacjentów. Wskazują także, że z myślą o niwelowaniu potencjalnych ryzyk szpitale powinny inwestować w systemy ochrony danych, a także edukować personel w zakresie zarządzania informacjami wrażliwymi.

„Dzień wyzwolenia” Trumpa pogrąża rynki – złoty wśród największych przegranych

Trumpowski „dzień wyzwolenia” spowodował jedno z największych załamań aktywów ryzykownych na całym świecie w ostatnich latach. Złoty był jedną z ofiar globalnego pogorszenia sentymentu do ryzyka. Skalę jego wyprzedaży zwiększył wyraźny sygnał z NBP, że przed nami zdecydowane cięcia stóp procentowych.

Kluczowe punkty:

  • PLN radzi sobie gorzej od większości podobnych walut.
  • Trump szokuje rynki wysokimi cłami wzajemnymi.
  • Silne restrykcje nałożono na Azję, szczególnie na Chiny.
  • UE mierzy się z cłami 20%, Wlk. Brytania tylko 10%.
  • Aktywa ryzykowne doświadczają największych spadków od czasu pandemii.
  • CHF radzi sobie świetnie, USD traci na obawach o wzrost w USA.

Nie tylko cła Trumpa są znacznie ostrzejsze, niż oczekiwano, lecz także obawy w inwestorach wzbudza arbitralny i chaotyczny sposób ustalenia ich wysokości. W konsekwencji rynki akcji doświadczyły największych spadków od pierwszych dni pandemii COVID-19, spready kredytowe znacznie wzrosły i tylko safe haven zyskały. Początkowa reakcja rynku walutowego była sprzeczna z intuicją – inwestorzy odwrócili się od dolara. Przed końcem tygodnia odrobił on częściowo straty wobec pozostałych walut z wyjątkiem najbezpieczniejszych safe haven, franka szwajcarskiego i jena japońskiego, wciąż jednak zakończył tydzień niżej względem euro. Najsilniej ucierpiały waluty krajów eksportujących surowce, ponieważ ich ceny znacznie się obniżyły, a obawy ekonomistów o globalną recesję wzrosły.

Bazowe cła w wysokości 10% weszły w życie w weekend, a znacznie dotkliwsze i różnorodne stawki na poszczególne gospodarki mają obowiązywać od środy (09.04). Podczas weekendu administracja Trumpa zdawała się odrzucać pomysł, że negocjacje mogą pozwolić na odsunięcie w czasie lub uniknięcie tych ceł – trudno żeby to uspokoiło inwestorów. Sądzimy, że nagłówki dotyczące ceł, działań odwetowych partnerów handlowych USA i potencjalnych negocjacji będą nadal dominować, kształtując sytuację na rynkach, w tym na rynku walutowym. Typowe kwestie, takie jak kalendarz makroekonomiczny i decyzje banków centralnych, schodzą na dalszy plan. Uwagę inwestorów mogą jednak przyciągnąć dane o marcowej inflacji CPI w USA (czwartek 10.04), która może zacząć pokazywać początkowy wpływ pierwszych ceł na Chiny wdrożonych wcześniej w tym roku. Z tego samego powodu istotne będą oczekiwania dotyczące kształtowania się inflacji (piątek 11.04).

PLN

Złoty był w ubiegłym tygodniu najgorzej radzącą sobie walutą regionu. Ucierpiał z dwóch powodów: globalnego spadku sentymentu do ryzyka po ogłoszeniu ceł Trumpa oraz niespodziewanego silnego gołębiego zwrotu prezesa NBP Adama Glapińskiego podczas czwartkowej konferencji prasowej. Cła w wysokości 20% bez wątpienia uderzą w bardzo otwartą polską gospodarkę, a potencjalny odwet ze strony Unii Europejskiej sprawia, że ryzyko jest podwyższone.

Oczekiwania dotyczące cięć stóp procentowych w Polsce znacznie wzrosły – inwestorzy spodziewają się obecnie nawet 200 pb. obniżek w tym roku. Sprawia to wrażenie przesady, chyba że dojdzie do nieprzewidzianego kryzysu. Wydaje się jednak, że górna granica przedziału oczekiwanych przez nas wcześniej 50–100 pb. cięć powinna być teraz uznana za minimum na ten rok. Zgadzamy się z rynkami, które spodziewają się ruchu raczej w maju niż lipcu, i szykujemy się na cięcie o 50 pb., które zasugerował prezes Glapiński. Złoty poważnie oberwał przez szok spowodowany nieuchronnymi obniżkami stóp procentowych i cłami i mimo że kurs EUR/PLN sięgnął 4,30, wydaje się, że ryzyka w najbliższej przyszłości skierowane są w stronę jego dalszego wzrostu.

EUR

W ubiegłym tygodniu USA ogłosiły 20% cła na Unię Europejską. Biorąc pod uwagę niepewny stan gospodarki bloku, może to doprowadzić do recesji. Wpływ ogromnej stymulacji fiskalnej w Niemczech – i innych krajach, które prawdopodobnie pójdą w ich ślady – może jednak wystarczyć, by przynajmniej częściowo przeciwdziałać wpływowi restrykcji handlowych. Główna obawa dotyczy oczywiście tego, że cła będą miały niemal natychmiastowy wpływ na wzrost, podczas gdy stymulacja fiskalna dopiero z czasem wpłynie na gospodarkę i nie będzie mocno odczuwalna wcześniej niż w 2026 r.

Jasne jest, że mierzymy się z dużą niepewnością dotyczącą przyszłości zarówno gospodarki UE, jak i euro. Początkowo rynki potraktowały wspólną walutę niemal jak safe haven i umocniła się ona do najsilniejszej pozycji od października – odpływy z dolara musiały gdzieś się przenieść, a euro jest dla niego najbardziej płynną alternatywą. Pod koniec tygodnia różnica nieco się zmniejszyła, kurs EUR/USD jest jednak obecnie powyżej poziomu 1,10.

USD

Omawianie marcowego raportu NFP (non-farm payrolls) wydaje się po chaosie ostatnich dwóch dni handlu mało istotne, warto jednak zauważyć, że ostatnie ankiety dotyczące rynku pracy przeprowadzone przed szokiem z 2 kwietnia były lepsze, niż oczekiwano – nie wskazywały na problemy rynku pracy, kreacja miejsc pracy była stabilna, a wzrost płac umiarkowany. Dane te przyczyniły się do odbicia dolara po jego zaskakującej wyprzedaży po ogłoszeniu ceł – typowo rosnące obawy o globalny wzrost powinny być korzystne dla będącego safe haven dolara.

Komunikaty prezesa Rezerwy Federalnej Jerome’a Powella, że proinflacyjne oddziaływanie ceł będzie silniejsze od oczekiwanego i może utrudnić Fedowi cięcia stóp procentowych, również wsparły w piątek dolara. Rynki futures wyceniają obecnie, że obawy dotyczące recesji w USA zmuszą FOMC do obniżenia stóp procentowych nawet pięciokrotnie przed końcem roku, my jednak podchodzimy do tego bardzo sceptycznie, biorąc pod uwagę ryzyka wzrostowe dla inflacji. Raport dotyczący dynamiki cen może dać pierwsze wskazówki, jaki wpływ mają cła ogłoszone wcześniej w tym roku.

GBP

Funt bezpośrednio po ogłoszeniu ceł Trumpa radził sobie całkiem nieźle – Wielka Brytania ucierpiała stosunkowo lekko, nałożone na nią zostały tylko bazowe cła w wysokości 10%. W drugiej połowie tygodnia waluta znacznie jednak straciła, szczególnie względem innych walut europejskich, co jest zaskakujące, biorąc pod uwagę, że Wysp nie dotkną silne restrykcje handlowe. Sądzimy, że jest to związane głównie z wysoką betą funta i rynkowymi oczekiwaniami, że cła mogą spowodować znaczne spowolnienie wrażliwej już gospodarki, zmuszając Bank Anglii (BoE) do agresywniejszych cięć stóp procentowych w 2025 r.

Niemniej uważamy, że relatywnie niska ekspozycja brytyjskiej gospodarki na eksport towarów do USA, odporność widoczna w ostatnich wskaźnikach popytu i na rynku pracy oraz wciąż wysokie stopy procentowe BoE są dla funta wspierające. Sądzimy, że wyprzedaż pary GBP/EUR w ubiegłym tygodniu była nadmierna i brytyjska waluta jest w dobrej pozycji, by przejść przez burzę, doświadczając stosunkowo niewielkich turbulencji, szczególnie jeśli rządowi uda się wynegocjować porozumienie handlowe z USA.

CHF

Chaos związany z cłami Trumpa sprawił, że – poza kilkoma egzotycznymi walutami – będący safe haven frank szwajcarski był w zeszłym tygodniu najlepiej radzącą sobie walutą, a popyt na niego utrzymuje się również teraz. W ostatnich dniach umocnił się on o ponad 2% względem dolara, w czwartek odnotował również największy jednodniowy ruch w ujęciu procentowym od połowy 2022 r. Rentowności w Szwajcarii spadły (dla obligacji dwuletnich są ponownie ujemne), a kontrakty swap wyceniają kolejne cięcie, jako że frank nabiera siły, a perspektywy ekonomiczne pogarszają się przez cła. Co dość zaskakujące, USA nałożyły na alpejską gospodarkę cła w wysokości 31% – wyższe niż dla innych głównych europejskich krajów. Odpowiedź Szwajcarii była ugodowa, zasygnalizowała ona, że nie ma w planach natychmiastowego ogłoszenia środków odwetowych.

Mimo prawdopodobieństwa, że szok będzie miał znaczący wpływ na bardzo otwartą szwajcarską gospodarkę, będący safe haven frank pozostanie w krótkim terminie zapewne dobrze wspierany, jeśli obawy rynkowe się utrzymają. Ubiegły tydzień potwierdził niską inflację w Szwajcarii i zaskoczył słabymi danymi PMI za marzec. Krajowe dane są jednak niemal bez znaczenia, a uwaga skupia się na nagłówkach dotyczących globalnych relacji handlowych.

CNY

Azja była głównym celem wzajemnych ceł Trumpa. Na Chiny nałożono dodatkowe 34% poza 20% obowiązującymi od pierwszych tygodni rządów nowego prezydenta USA. Zamiast zareagować nieeskalacyjnie,  Chiny zdecydowały się postąpić zgodnie z zasadą oko za oko, ząb za ząb, ogłaszając nałożenie na USA ceł w wysokości 34% oraz dodatkowe działania. Trump skrytykował już tę agresywną odpowiedź, a obawy rynku o eskalację sporu handlowego przyspieszyły wyprzedaż aktywów ryzykownych pod koniec tygodnia.

Od „dnia wyzwolenia” Trumpa juan jest jedną z najgorzej radzących sobie walut. Skala jego wyprzedaży nie jest jednak dotąd ogromna, a władze starają się uspokajać rynki. Fixingi Ludowego Banku Chin dla pary USD/CNY były w ostatnich dniach wyższe, a poniedziałkowy był najwyższy od początku grudnia. Mimo wszystko dostosowania nie są szczególnie duże. Na razie niewiele wskazuje, by bank centralny zrezygnował z ochrony stabilności waluty, rynki będą jednak obserwować, jak bardzo będzie zdeterminowany, by zapobiec jej wyprzedaży. Poza tym istotne będą wszelkie informacje z Chin dotyczące dodatkowego wsparcia gospodarki. Zgodnie z poniedziałkowymi doniesieniami Bloomberga chińscy oficjele dyskutowali w ostatnich dniach o szybszym wprowadzeniu stymulacji. Podczas gdy zbliżają się terminy wprowadzenia ceł (09.04 wobec Chin i 10.04 wobec USA), uwaga skupia się na tym, jak rozwinie się relacja między dwoma największymi gospodarkami świata.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Partnerzy handlowi USA mogą wystawić Trumpa na próbę, proponując zniesienie ceł

Kraje utrzymujące intensywne relacje handlowe ze Stanami Zjednoczonymi mogą w praktyce zweryfikować retorykę Donalda Trumpa dotyczącą „wzajemnych” taryf, proponując całkowite zniesienie ceł na towary i usługi. Taka strategia pozwoliłaby ocenić, czy postulowana przez obecnego prezydenta gotowość do zawierania sprawiedliwych porozumień jest autentyczną propozycją negocjacyjną, czy jedynie elementem politycznego przekazu. Choć Trump wielokrotnie deklarował chęć podpisywania umów opartych na zasadzie wzajemności, w praktyce zastosował cła jako narzędzie protekcjonizmu, mające chronić amerykański przemysł przed konkurencją.

Ilustracją tej niespójności jest przykład Wietnamu – po nałożeniu przez administrację Trumpa 46-procentowych taryf na wietnamskie towary, sekretarz generalny To Lam zaproponował zniesienie wszelkich barier celnych. Trump uznał ten gest za pozytywny sygnał, co potencjalnie może stworzyć precedens dla innych państw dążących do deeskalacji napięć handlowych.

Różne kraje przyjęły odmienne podejścia wobec działań USA. Chiny odpowiedziały na protekcjonizm bezpośrednią eskalacją konfliktu, wprowadzając odwetowe taryfy, co dodatkowo zwiększyło napięcia geopolityczne i wywołało zamieszanie na globalnych rynkach finansowych. Inne państwa – szczególnie te, których gospodarki są silnie uzależnione od dostępu do amerykańskiego rynku – mogłyby zastosować alternatywną strategię, zakładającą jednostronne zniesienie ceł i rozpoczęcie negocjacji w duchu otwartości i współpracy. W warunkach coraz większych spadków indeksów giełdowych i spadającego poparcia społecznego w USA, taka propozycja mogłaby skłonić Trumpa do bardziej elastycznego podejścia.

Ostatnie działania prezydenta Trumpa mogą świadczyć o jego gotowości do ustępstw, mimo utrzymywania twardej retoryki. W ramach porozumienia USMCA zrezygnował on z wprowadzenia nowych ceł wobec Kanady i Meksyku, co może stanowić sygnał, że pragmatyzm bierze czasem górę nad ideologią. Podobne podejście mogłyby rozważyć Wielka Brytania lub Unia Europejska – zwłaszcza w kontekście publicznej sugestii Elona Muska dotyczącej stworzenia strefy wolnego handlu między UE a USA. Taki scenariusz wydaje się jednak trudny do realizacji w krótkim terminie, głównie ze względu na obawy o opłacalność produkcji w Europie, w momencie braku opłat za import amerykańskich produktów. Dodatkowo europejscy liderzy zapewne nie są zainteresowani “kapitulacją” wobec żądań Trumpa. Pogarszający się stan europejskiej gospodarki, mógłby wymusić zmianę ich zdania.

Tymczasem globalne rynki finansowe odczuwają skutki rosnącej niepewności. Azjatyckie i europejskie indeksy giełdowe kontynuują spadki, a ceny ropy naftowej osiągnęły najniższe poziomy od kwietnia 2021 roku. Od momentu ogłoszenia nowych taryf ropa WTI potaniała o ponad 15.9%, a indeks S&P 500 stracił 12.8%, co odzwierciedla rosnące obawy inwestorów o perspektywy globalnego wzrostu gospodarczego. W Stanach Zjednoczonych konsekwencje polityki celnej mają również wymiar społeczny – przez kraj przetoczyła się największa fala protestów od początku kadencji Trumpa, skierowanych zarówno przeciwko jego działaniom gospodarczym, jak i polityce migracyjnej.

Pomimo twardego stanowiska i porównań ceł do „lekarstwa”, które należy zastosować w celu uzdrowienia gospodarki, pogłębiające się napięcia gospodarcze i społeczne wskazują na konieczność złagodzenia obecnej strategii handlowej. Inwestorzy oczekują od Trumpa większej przewidywalności i sygnałów gotowości do kompromisów. Jak dotąd jednak brak jednoznacznych przesłanek świadczących o tym, że administracja prezydenta USA rzeczywiście rozważa zmianę kursu.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Ożywienie na rynku kredytowym. Marzec z najmocniejszym wynikiem od ponad roku

O 33,3% r/r wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w marcu 2025 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wartość Indeksu oznacza, że w marcu 2025 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 33,3% w porównaniu do marca 2024 r.

BIK Indeks Popytu na kredyty mieszkaniowe to wskaźnik, który mierzy zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi w Polsce. Indeks ten pokazuje, jak zmienia się wartość wniosków o kredyty mieszkaniowe składanych przez klientów indywidualnych w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Wskaźnik ten jest użyteczny dla analityków i instytucji finansowych, ponieważ pomaga ocenić trendy na rynku kredytów mieszkaniowych i pozwala prognozować poziom akcji kredytowej w kolejnych miesiącach.

W marcu 2025 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 36,94 tys. osób w porównaniu do 29,65 tys. rok wcześniej, co przekłada się na wzrost r/r o 24,6%. W marcu w porównaniu do lutego br. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy wzrosła o 11,6%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego wyniosła w marcu 2025 r. 460,1 tys. zł i była wyższa o 7,0% niż w marcu 2024 r. W porównaniu do lutego 2025 r. była wyższa o 2,4%.

– Na odczyt Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe trzeba patrzeć w kontekście konstrukcji samego wskaźnika. Obecny marcowy wzrost wartości o 33,3% porównujemy do analogicznego odczytu rok temu. Wówczas popyt na kredyty mieszkaniowe bardzo wyhamował w reakcji na zakończenie w grudniu 2023 r. Programu Bezpieczny Kredyt 2% i oczekiwania na kolejny Program wsparcia – tłumaczy dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

– O 11,6% wzrosła w marcu liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy w porównaniu do lutego br., a r/r wzrosła prawie o ¼. Liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy jest najwyższa od stycznia 2024 r. Popyt wydaje się budzić. W mojej opinii wpływ na to mają dwa czynniki. Po pierwsze, spadki cen widoczne zwłaszcza na rynku wtórnym, które zachęcają do zakupu nieruchomości oraz zniecierpliwienie w oczekiwaniu na uchwalenie nowego programu wsparcia kredytobiorców.

Trzeba też pamiętać, że jeżeli wniosek o kredyt składa więcej niż jedna osoba, to do BIK przesyłane jest zapytanie dotyczące każdej z tych osób. Częściowo wzrost liczby osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy w marcu może również wynikać z faktu, że obecnie o kredyt wnioskuje mniej singli.

Drugim czynnikiem wpływającym na wysokość wartości Indeksu jest średnia kwota wnioskowanego kredytu. I w tym aspekcie mamy ciekawą sytuację, bowiem w marcu br. padł historyczny rekord: średnia kwota wyniosła 460 tys. zł. Kredytowane są zatem zakupy droższych nieruchomości, co powoduje konieczność częstszego wnioskowania o kredyt dwóch i więcej potencjalnych kredytobiorców – zauważa prof. Rogowski i dodaje, że w kolejnych miesiącach 2025 r. należy spodziewać się wzrostu Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe.

Trójmiejski rynek biurowy: wysoki popyt, umiarkowana podaż

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w Trójmieście”, w 2024 roku popyt na powierzchnie biurowe w Trójmieście osiągnął drugi co do wielkości wynik w historii. Jednocześnie współczynnik pustostanów, który od czterech lat utrzymuje się powyżej 12%, pod koniec grudnia odnotował nieznaczny spadek. Pomimo stosunkowo umiarkowanej aktywności budowlanej w regionie deweloperzy uważnie monitorują trójmiejski rynek i są gotowi do rozpoczęcia nowych inwestycji biurowych w odpowiedzi na zapotrzebowanie zgłaszane przez najemców.

Na koniec 2024 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Trójmieście wyniosły niemal 1,07 mln mkw., co stanowi nieznaczny wzrost o 1,6% rok do roku. W ubiegłym roku na trójmiejski rynek trafiło niecałe 19 500 mkw. nowych biur – o 41% mniej niż rok wcześniej. Prawie 75% tego wolumenu (14 500 mkw.) przypadło na dwa budynki biurowe wybudowane w trzecim kwartale 2024 roku w ramach kompleksu Waterfront II. Natomiast w ostatnim kwartale deweloperzy nie oddali do użytku żadnej nowej inwestycji biurowej.

– Od końca 2021 roku obserwowany jest stopniowy spadek aktywności deweloperów w Trójmieście. W grudniu 2024 roku w trakcie realizacji znajdowały się zaledwie cztery inwestycje biurowe o łącznej powierzchni prawie 25 500 mkw., co oznacza spadek o 9% w stosunku do analogicznego okresu w 2023 roku i o ponad 64% w porównaniu ze średnim wolumenem powierzchni w budowie w ostatnich pięciu latach, wynoszącym 71 200 mkw. Wszystkie nowo powstające budynki biurowe znajdują się w Gdańsku. Łącznie prawie 80% powierzchni będącej obecnie w budowie już zostało zabezpieczone umowami przednajmu bądź powstaje na potrzeby własne firm – mówi Michał Rafałowicz, dyrektor regionalny w Newmark Polska.

Największym realizowanym obecnie obiektem jest biurowiec PUNKT w Gdańsku, który po ukończeniu zapewni najemcom 12 800 mkw. biur, z czego ok. 70% wynajęło Centrum Usług Wspólnych Arla Foods w ramach umowy przednajmu.

Według prognoz aktywność deweloperów w kolejnych kwartałach pozostanie na niskim poziomie, m.in. ze względu na znaczną dostępność powierzchni biurowych w istniejących obiektach oraz duży udział (50%) renegocjacji w całkowitym popycie. Ponadto coraz bardziej rygorystyczne przepisy dotyczące efektywności energetycznej budynków przyczyniają się do rewizji ogólnych kosztów budowy inwestycji biurowych, które i tak są wysokie.

– Zainteresowanie najemców regionem trójmiejskim utrzymuje się na wysokim poziomie, o czym świadczy średni roczny wolumen najmu z ostatnich pięciu lat, który przekracza 100 000 mkw. W całym 2024 roku najemcy wynajęli łącznie ponad 116 300 mkw., co stanowiło trzeci pod względem wielkości wolumen transakcji wśród rynków regionalnych w Polsce, zaraz za Krakowem (266 800 mkw.) i Wrocławiem (146 450 mkw.), a także drugi wynik w historii trójmiejskiego rynku po rekordowym 2023 roku (143 900 mkw.) – mówi Kaja Karbowska-Nowak, Associate w Newmark Polska.

W czwartym kwartale 2024 roku aktywność najemców w Trójmieście wyniosła 25 200 mkw., czyli o 37% mniej niż w poprzednim kwartale, ale o 50% więcej niż w analogicznym okresie w 2023 roku.

W okresie od stycznia do grudnia 2024 roku w strukturze popytu w Trójmieście dominowały renegocjacje, które stanowiły połowę całkowitego wolumenu transakcji. Udział nowych umów sięgnął 32%, a umowy przednajmu, na potrzeby własne i ekspansje odpowiadały odpowiednio za 9%, 6% i 3% sfinalizowanych transakcji. Najwięcej powierzchni biurowej, bo aż 95 800 mkw., wynajęto w Gdańsku, co stanowiło 82,4% wszystkich umów. Pozostałe 17,2% (20 000 mkw.) przypadło na Gdynię, a zaledwie 0,4% (500 mkw.) na Sopot. Oferując atrakcyjne warunki prowadzenia działalności biznesowej, Trójmiasto przyciąga zarówno startupy, jak i globalne korporacje. W 2024 roku największy udział w popycie miały firmy z sektora usług dla biznesu (21%), IT (19%) oraz bankowego (17%).

Wskaźnik pustostanów w Trójmieście w ostatnich czterech latach utrzymywał się na poziomie powyżej 12%. Na koniec grudnia 2024 roku wyniósł 12,5%, czyli 0,2 p.p. mniej niż w trzecim kwartale i 0,8 p.p. mniej niż rok wcześniej. Do końca 2025 roku współczynnik powierzchni niewynajętej pozostanie w trendzie spadkowym, głównie ze względu na ograniczoną aktywność deweloperów. Obecnie Trójmiasto oferuje ok. 133 500 mkw. powierzchni biurowej do wynajęcia od zaraz i niecałe 5500 mkw. w inwestycjach będących w trakcie realizacji.

Na koniec 2024 roku czynsze bazowe w Trójmieście pozostały na poziomie zbliżonym do odnotowanego rok wcześniej i wynosiły od 13,50 do 16,50 EUR/mkw./miesiąc. Natomiast opłaty eksploatacyjne wzrosły do ok. 20-25 PLN/mkw./miesiąc, przekraczając górną granicę w starszych, mniej nowoczesnych budynkach. Prognozy na rok 2025 wskazują, że stawki czynszu utrzymają się na stabilnym poziomie, a najemcy nadal będą preferowali wynajem powierzchni w budynkach oferujących zaawansowane rozwiązania z zakresu ESG, które pozwalają m.in. na redukcję kosztów eksploatacyjnych.

Najgorętszy tydzień na rynkach: wojna handlowa, wolta NBP i oczekiwania wobec FED

Powoli kończy się najgorętszy tydzień na rynkach finansowych w tym roku. I to zarówno globalnie, ze względu na rozpętanie totalnej wojny handlowej, jak i lokalnie, za sprawą niespodziewanej wolty rodzimego banku centralnego. Przed nami kluczowe dane z amerykańskiego rynku pracy.

Inny świat

Rynek od pewnego czasu zastanawiał się, czy zmiany koszykowe w inflacji w jakikolwiek sposób wpłyną na nastawienie prezesa Glapińskiego i całej Rady. Wydaje się, że jednak nikt nie zakładał aż tak diametralnej zmiany. Wczoraj szef NBP, nawiązując do legendarnego już hasła, stwierdził, że „stoi tutaj jako gołąb na czele gołębi”. Praktycznie cała konferencja prasowa była poświęcona wymienianiu kolejnych czynników wpływających na obniżenie prognoz inflacyjnych. Nowy koszyk, niższa dynamika PKB, zmiany w nastawieniu rządu do tarcz osłonowych… Konkluzja z tego może być tylko jedna: RPP jest gotowa rozpocząć cięcia stóp procentowych. I choć prezes Glapiński unikał rozmowy o cyklu, to jednak rynek odczytał to bardzo wyraźnie. Spekuluje się, że jeszcze w tym roku możemy być świadkami obniżenia stóp o cały procent, a do tego RPP ma dorzucić kolejną połówkę na początku przyszłego roku. Taka wolta nie mogła nie dotknąć naszego złotego. Kurs EURPLN tylko od wczoraj poszybował w górę o 8 groszy, dochodząc do poziomu 4,25 zł. Prezes Glapiński okazał się skuteczniejszy w osłabianiu własnej waluty nawet od Donalda Trumpa, przez co dolar odrobił straty wynikające z ogłoszenia ceł. Jeszcze wczoraj kurs USDPLN nurkował poniżej 3,77 zł, by dzisiaj momentami wynosić 10 groszy więcej.

Jest akcja, jest reakcja

Nie milkną echa nowych ceł ogłoszonych przez amerykańską administrację. Jeśli ktoś liczył, że uda się uniknąć wojny handlowej i kolejne państwa pójdą drogą Wielkiej Brytanii, która postawiła na deeskalację, to powoli może już porzucać nadzieję. Ostatnie godziny to kolejne zapowiedzi konkretnych odpowiedzi. Do tego chóru przystąpili już Kanadyjczycy, Francuzi, Australijczycy oraz ostatnio Chińczycy. I to ta ostatnia reakcja najmocniej zatrzęsła rynkami, doprowadzając do kolejnego osunięcia się indeksów giełdowych. Pekin ogłosił, że 10 kwietnia wprowadzone zostaną cła na wszystkie amerykańskie towary w wysokości 34%. Wiele wskazuje na to, że zanim strony zaczną siadać do stołów negocjacyjnych, najpierw nastąpi klasyczna wymiana ciosów. A to z kolei będzie oznaczało, że przed nami okres zdecydowanie podwyższonej zmienności na rynkach.

FED – bohater tragiczny

W międzyczasie rynki starają się przewidzieć, jak w tym całym chaosie odnajdzie się Rezerwa Federalna. Ta znalazła się w sytuacji, z której, jak się wydaje, nie ma dobrego wyjścia. Z jednej strony mamy inflację, która musi pójść w górę po rozpętaniu wojny celnej. Już teraz szacuje się, że dynamika cen może podskoczyć o dodatkowe 2 punkty procentowe, przy czym pojawia się coraz więcej głosów, że ta liczba jest mocno niedoszacowana. Z drugiej strony wojna handlowa równie pewnie uderzy w rynek pracy, który także jest ważny dla FED. A już teraz liczba przyszłych zwolnień niebezpiecznie zbliża się do poziomów widzianych ostatnio podczas covidowej pandemii. Amerykanom coraz mocniej w oczy zagląda stagflacja i FOMC będzie musiał coś poświęcić. Na ten moment inwestorzy obstawiają, że Rezerwa będzie jednak ratować amerykańskiego pracownika, kosztem amerykańskiego konsumenta. Od wczoraj dynamicznie rosną szansę na czwartą, a nawet na piątą obniżkę w tym roku. A przecież jeszcze miesiąc temu nie było konsensusu co do dwóch cięć. Jest to fundamentalna zmiana, która mocno wpłynie na kurs dolara w nadchodzących tygodniach.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Gdyby nie polityka… Kim byliby kandydaci na prezydenta według Polaków?

Gdyby kandydaci na prezydenta musieli porzucić politykę, Polacy mają już dla nich konkretne pomysły na alternatywne kariery. W przeprowadzonym przez SW Research sondażu zapytaliśmy wyborców, w jakich zawodach widzą polityków ubiegających się o najwyższy urząd w państwie. Lista profesji, z której mogli wybierać respondenci, została przygotowana na podstawie Rankingu Zawodów SW Research (https://swresearch.pl/ranking-zawodow), który od lat pokazuje społeczne postrzeganie prestiżu różnych profesji. Wyniki badania ujawniają nie tylko przewidywalne skojarzenia, ale także zaskakujące różnice między kobietami i mężczyznami oraz poszczególnymi grupami społecznymi.

Rafał Trzaskowski: kandydat na prezesa lub… influencer

Rafał Trzaskowski: kandydat na prezesa lub… influencerRespondenci najczęściej uznawali, że Rafał Trzaskowski najlepiej sprawdziłby się jako „Dyrektor dużego przedsiębiorstwa” (14 proc.) lub „Przedsiębiorca, właściciel dużej firmy”  (14 proc.). Najwyższy wynik dla zawodu dyrektora dużego przedsiębiorstwa odnotowano wśród mieszkańców miast liczących od 200 do 499 tys. mieszkańców — aż 25,2 proc. osób z tej grupy wskazało na taką rolę.

Wśród najmłodszych respondentów, w wieku do 24 lat, na drugim miejscu znalazł się zawód „Influencer”, który wskazało 12,2 proc. badanych. Wśród osób o dochodach powyżej 7 000 zł netto najczęściej wskazywaną odpowiedzią jest „Profesor uniwersytetu” (14,7 proc.).

Wizerunek przedsiębiorcy szczególnie silnie utrzymywał się wśród kobiet — aż 17,6 proc. wskazało Rafała Trzaskowskiego widzi go w takiej roli (16,6 proc. wskazań na dyrektora, właściciela dużej firmy). Wśród mężczyzn proporcje były odwrotne: najwięcej badanych (10,9 proc.) widzi obecnego prezydenta Warszawy w roli dyrektora dużego przedsiębiorstwa, a na drugim miejscu pojawił się przedsiębiorca (9,9 proc.).

Karol Nawrocki: naukowiec z powołania, urzędnik, a w dużych miastach pracownik sprzątający

Karol Nawrocki: naukowiec z powołania, urzędnik, a w dużych miastach pracownik sprzątającyNajczęściej Polacy kojarzyli Karola Nawrockiego z zawodem „Profesor uniwersytetu” (10,5 proc.) oraz „Referent w biurze, urzędnik” (8,9 proc.). Kobiety wskazywały zawód profesora niewiele częśćiej(10,8 proc.) niż mężczyźni (10,1 proc.). Mężczyźni natomiast na drugim miejscu widzieliby kandytata na prezydenta jako „Robotnika budowlanego niewykwalifikowanego” (9,9 proc.).

Najwięcej wskazań wśród mieszkańców miast liczących od 200 do 499 tys. – aż 17,9 proc. z tej grupy dostrzegało u Nawrockiego predyspozycje do bycia „Pracownikiem sprzątającym”. Profesja ta była również najczęściej wskazywana wśród respondentów o dochodach powyżej 5 000 zł netto(10,8 proc.).

W miastach średniej wielkości (100–199 tys. mieszkańców) najwyższy wynik uzyskał zawód „Referent w biurze, urzędnik” (12,6 proc.).

Sławomir Mentzen: właściciel dużej firmy według jednych, influencer według drugich

Sławomir Mentzen: właściciel dużej firmy według jednych, influencer według drugichPolacy najczęściej przypisywali Sławomirowi Mentzenowi zawód „Przedsiębiorca, właściciel dużej firmy” (13,9 proc.). Na drugim miejscu znalazł się „Influencer” (10 proc.).

Wśród kobiet przedsiębiorca uzyskał 14,2 proc. wskazań, a influencer był na drugim miejscu (11,6 proc.). Wśród mężczyzn kandydat Konfederacji był postrzegany przede wszystkim jako przedsiębiorca (13,5 proc.), a następnie „Youtuber” (9,9 proc.).

W grupie najmłodszych respondentów, w wieku do 24 lat, najwięcej wskazań zebrał zawód influencera (15,9 proc.). Wśród mieszkańców największych miast (powyżej 500 tys. mieszkańców) Mentzen był najczęściej postrzegany jako „Trener biznesu / coach” (10,7 proc.), a na drugim miejscu znalazł się „Makler giełdowy” (10,2 proc.). Wśród osób z zasadniczym wykształceniem zawodowym dominowało wskazanie na zawód „Dyrektor dużego przedsiębiorstwa” (14,8 proc.).

Szymon Hołownia: telewizyjna twarz a także potencjalny duchowny

Szymon Hołownia: telewizyjna twarz a także potencjalny duchownyNajczęściej Polacy wskazywali, że Szymon Hołownia mógłby ponownie odnaleźć się w zawodzie „Prezenter(ka) telewizyjny(a)” (21,1 proc.) lub „Dziennikarz” (17,3 proc.). Wśród kobiet aż 25,2 proc. respondentek widziało Hołownię jako prezentera, a 20,5 proc. jako dziennikarza. Wśród mężczyzn również oba te zawody znalazły się na dwóch pierwszych miejscach, choć z niższymi wynikami — odpowiednio 16,5 proc. i 13,5 proc.

Najwyższy odsetek wskazań na zawód prezentera telewizyjnego odnotowaliśmy wśród mieszkańców największych miast — aż 30,6 proc. ankietowanych z miast powyżej 500 tys. mieszkańców wskazało na taką profesję.

Wśród osób z zasadniczym wykształceniem zawodowym na drugim miejscu znalazł się zawód „Ksiądz/Osoba duchowna” (10,5 proc.). Ten sam zawód zajmował drugie miejsce wśród osób o dochodach powyżej 7 000 zł netto (16,2 proc.).

Magdalena Biejat: nauczycielka i sprzedawczyni w sklepie

Magdalena Biejat: nauczycielka i sprzedawczyni w sklepieJedyna kandydatka w naszym zestawieniu – Magdalena Biejat według Polek i Polaków mogłaby być „Nauczycielem” (12 proc.) lub „Sprzedawcą w sklepie” (8,4 proc.). Wśród kobiet zawód nauczycielki uzyskał 12,9 proc. wskazań, a na drugim miejscu znalazł się „Dziennikarz” (10 proc.). U mężczyzn najczęściej pojawiał się nauczyciel (11,1 proc.), a następnie sprzedawca w sklepie (9,7 proc.).

Szansę na inną ścieżkę zawodową widzą osoby z podstawowym lub gimnazjalnym wykształceniem. Aż 17,8 proc. respondentów z tej grupy wybrałoby dla Magdaleny Biejat karierę influencerki.

Wśród mieszkańców największych miast (powyżej 500 tys. mieszkańców) na pierwszym miejscu znalazł się zawód „Referent w biurze, urzędnik” (12,5 proc.), a na drugim „Prezenterka telewizyjna” (12,3 proc.).

Adrian Zandberg: nauczyciel, urzędnik lub… informatyk

Adrian Zandberg: nauczyciel, urzędnik lub… informatykNajwięcej osób widziało Adriana Zandberga w roli „Nauczyciela” (8,1 proc.) lub „Referenta w biurze, urzędnika” (7,7 proc.). Zawód nauczyciela częściej wskazywały kobiety (9,9 proc.), niż mężczyźni(6,3 proc.).

Wśród najmłodszych respondentów (do 24 lat) — aż 18,8 proc. badanych z tej grupy widzi Zandberga jako „Profesora uniwersytetu”. Osoby o dochodach powyżej 7 000 zł netto najczęściej wskazywały zawód „Informatyk, analityk systemów komputerowych” (9,9 proc.), a na drugim miejscu znalazł się „Referent w biurze, urzędnik” (9,6 proc.). W miastach średniej wielkości (100–199 tys. mieszkańców) kandydat na prezydenta był najczęściej wskazywany jako informatyk (9,6 proc.).

Metodologia:

Badanie zostało zrealizowane w dniach 25.03-28.03.2025 przez agencję SW Research metodą wywiadów on-line na panelu internetowym SW Panel. W ramach badania przeprowadzono 1031 wywiadów z reprezentatywną ze względu na łączny rozkład płci, wieku i wielkość miejscowości próbą Polek i Polaków powyżej 18 roku życia.

SOFTSWISS wspiera młodych przedsiębiorców w ramach GreenHouse for Social Innovators

28 marca w Warszawie odbyło się spotkanie społecznych startupów zorganizowane w ramach współfinansowanego przez Unię Europejską projektu GreenHouse for Social Innovators. Wśród przedsiębiorców biorących udział w wydarzeniu znalazł się Ivan Montik, założyciel marki SOFTSWISS, podkreślając rosnącą rolę odpowiedzialnego biznesu we wspieraniu innowacji społecznych.

Zastępca CTO SOFTSWISS uznany za najlepszego w regionie EMEA w ramach Oracle Excellence Awards 2025Spotkanie było uroczystym zwieńczeniem kilku miesięcy intensywnej pracy w ramach programu akceleracyjnego, dedykowanego młodzieżowym przedsiębiorstwom społecznym. Uczestnicy mieli okazję zaprezentować swoje projekty, nawiązać relacje z inwestorami oraz wziąć udział w inspirujących sesjach dyskusyjnych. Celem programu jest przede wszystkim wzmocnienie pozytywnej zmiany w lokalnych społecznościach, a także wsparcie rozwoju młodych, innowacyjnych przedsiębiorstw. Inicjatywa pokazała, że przedsiębiorstwa społeczne oferują realną wartość i pozytywną zmianę, nie konkurując przy tym o miejsca pracy – a wręcz przeciwnie, budując bardziej inkluzywną i zrównoważoną gospodarkę.

GreenHouse for Social Innovators to inicjatywa koordynowana przez IBB gGmbH, której celem jest wspieranie młodych przedsiębiorców z Białorusi, Ukrainy i Gruzji. ​​W Polsce jej głównym zadaniem jest wspieranie innowatorów z Białorusi rozwijających swoje lokalne firmy, wyposażając ich w narzędzia do budowania startupów, które odpowiadają na aktualne potrzeby społeczności.

W akceleratorze wzięło udział piętnaście startupów, ściśle współpracujących z mentorami w celu opracowania i udoskonalenia swoich modeli biznesowych. Wśród nich znalazło się centrum integracyjne w Warszawie dla dzieci ze specjalnymi potrzebami, przestrzeń kulturalna i edukacyjna, klub dla nastolatków skupiający się na integracji i adaptacji oraz inne lokalne projekty.

Międzynarodowa marka technologiczna SOFTSWISS aktywnie wspierała inicjatywę, badając możliwości wsparcia w zakresie doradztwa prawnego, finansowego i marketingowego, a nawet przyszłej współpracy z lokalnymi przedsiębiorstwami społecznymi.

Tylko w październiku 2023 roku polskie Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ogłosiło przyznanie funduszy w wysokości 22 mln zł na wsparcie ponad 780 podobnych podmiotów. To tylko jeden z wielu sposobów, w jaki samorząd lokalny wspiera takie inicjatywy. Niemniej jednak długoterminowy wpływ wymaga czegoś więcej niż tylko finansowania publicznego. Zaangażowanie biznesu, poprzez mentoring, wiedzę specjalistyczną i partnerstwo, odgrywa kluczową rolę w pomaganiu startupom społecznym w budowaniu zrównoważonych modeli.

W Polsce, gdzie znajdują się centra rozwoju naszych partnerów, z dużym zaangażowaniem wspieramy tego typu inicjatywy – wierzymy, że przyczyniają się one do budowy zdrowszego i bardziej zrównoważonego środowiska biznesowego oraz społecznego dla wszystkich” – mówi Ivan Montik, założyciel SOFTSWISS. „Startupy społeczne wnoszą świeże, innowacyjne odpowiedzi na realne wyzwania, a biznes – jako ważny uczestnik ekosystemu – powinien aktywnie wspierać ich rozwój i wzmacniać ich potencjał”.

TEP apeluje: mniej emocji, więcej refleksji w debacie o polskim sektorze bankowym

Podyktowane kalendarzem wyborczym doraźne podejście do zysków banków może mieć złe skutki nie tylko dla sektora bankowego, ale i dla całej polskiej gospodarki.

W ubiegłym roku banki w Polsce odnotowały zyski w wysokości 42 mld zł. To w znacznej mierze efekt wysokich stóp procentowych, których spodziewana obniżka przełoży się na spadek zysków sektora. Zyski spowodowały falę krytycznych wobec banków komentarzy. Pojawiły się propozycje dodatkowego opodatkowania. W większości komentarze były „jednowymiarowe”, odnosiły się do rekordowych zysków, ale pomijały dwa ważne aspekty.

Po pierwsze, w poprzednich latach wyniki sektora bankowego były znacznie niższe, a według danych Komisji Nadzoru Bankowego  w 2020 r. nawet osiągnęły wartość ujemną (strat w wysokości 0,3 mld zł). Sytuacja  uległa poprawie w kolejnych latach, ale jeszcze trzy lata później wynosiła ok. 10 mld zł, co w trzeba zestawić z  ponad 200 mld zł kapitałów własnych banków.  Zwrot z kapitału wyniósł wówczas ok. 5%, podczas gdy bezpieczny poziom odbudowy kapitałów określany jest na 10%. To kilkuletnie załamanie zysków miało wpływ na  rentowność sektora, bo im niższy zysk netto, tym niższe wskaźniki efektywnościowe: ROE, ROI, ROA. A one w przypadku banków nie mają znaczenia tylko statystycznego. Wpływają na stabilność danej instytucji finansowej, zarówno na jej bezpieczeństwo ekonomiczne (co szczególnie ważne dla deponentów), jak i w przypadku banków istotnych systemowo – na stabilność całego systemu gospodarczego.

Wskaźniki te są monitorowane przez nadzór finansowy i bank centralny. W skrajnych przypadkach powodują interwencje – od zalecenia programów naprawczych aż po tzw. resolution, czyli uporządkowaną likwidację banku. To wyraz większej niż w innych sektorach gospodarki ostrożności. Najkrócej mówiąc, chodzi o ochronę depozytów i stabilność systemu gospodarczego. Obie sfery są ze sobą powiązane. System gospodarczy może nie odczuć upadku jednego banku średniej wielkości, ale większego krachu nie wytrzyma. Świadczą o tym doświadczenia kryzysu finansowego z lat 2007-2008.

Odporność systemu bankowego na takie ryzyka budowana jest przez lata, a zaczyna się od silnej i regularnie wzmacnianej bazy kapitałowej banków. Owo wzmocnienie ma źródło albo w zastrzykach kapitałowych w postaci nowych emisji akcji, albo w relatywnie wysokiej rentowności i zyskach, z których przynajmniej część jest zatrzymywana w banku.

Proces wzmacniania kapitałów bankowych musi mieć charakter ciągły, chociaż może mieć zmienną dynamikę. Mają na nią wpływ dwa czynniki: tempo ekonomicznej deprecjacji kapitałów własnych i dynamika nowego biznesu, szczególnie wzrostu akcji kredytowej. To pierwsze pojawia się w warunkach inflacji: nominalnie rosną wszystkie wielkości ekonomiczne po stronie aktywów, co w przypadku braku adekwatnego wzrostu po stronie pasywów powoduje zmniejszanie się relacji kapitałów do aktywów ważonych ryzykiem, aż do osiągnięcia granicy bezpieczeństwa określonej w regulacjach. To zaś oznacza zastopowanie wzrostu finansowania biznesu i obniżenie stabilności instytucji bankowej.

Efekt ograniczenia finasowania nowych kredytów może pojawić się również bez zjawisk inflacyjnych. Może być spowodowany wyższym wzrostem gospodarczym, bez odpowiedniego równoległego wzrostu kapitałów bankowych. Wynikająca z niskich zysków dysproporcja pomiędzy wzrostem kapitałów własnych banku a rosnącym popytem na finansowanie gospodarki może spowodować ograniczenie dalszego wzrostu gospodarczego. Chyba że miałoby się to odbywać kosztem zmniejszenia współczynników bezpieczeństwa, czego nikt sobie nie życzy, szczególnie nadzór i deponenci.

Dlatego źródło wzrostu możliwości finasowania gospodarki, przy zachowaniu niezbędnego poziomu bezpieczeństwa, tkwi w akumulacji kapitałów własnych banków. A to nie jest przedsięwzięcie krótkookresowe. Nie wystarczy zasilenie w ciągu jednego roku, zwłaszcza że w ostatnich latach wiele negatywnych czynników wpływało na obniżenie adekwatności kapitałowej banków w Polsce. Była to pandemia i skutki trwającej za wschodnią granicą wojny, a także problemy związane z kredytami frankowymi. W takim szerszym kontekście należy rozpatrywać „nadmierny” zysk polskich banków w jednym roku.

Bardziej szczegółowych argumentów jest wiele. Oto niektóre z nich.

Pomimo wysokich zysków, pod wieloma względami realna pozycja sektora bankowego jest znacznie gorsza niż jeszcze 10 lat temu, sektor bankowy kurczy się. Jego aktywa stanowiły 91,7 proc. PKB w 2024 r. wobec 100,5 proc. w 2020 r.

Wyższe niż w poprzednich latach wyniki finansowe banków w 2024 roku, mają charakter przejściowy. Są wyłącznie efektem naturalnego cyklu gospodarczego i wynikają z utrzymujących się obecnie wysokich stóp procentowych.

Według Związku Banków Polskich, łączna zdolność kredytowa sektora bankowego w Polsce pozwala obecnie na współfinansowanie tylko pięciu największych inwestycji państwowych, i to pod warunkiem, że banki nie finansują w tym samym czasie innych obszarów, takich jak przedsiębiorstwa czy nieruchomości. Do tyych kluczowych inwestycji w kraju można zaliczyć budowę elektrowni atomowej o wartości 192 mld zł, Centralnego Portu Komunikacyjnego, który ma kosztować 131,7 mld zł, czy rozwój sieci energetycznej za 194 mld zł. W przypadku tych projektów maksymalny udział finansowania bankowego kształtuje się na poziomie 28 proc. dla elektrowni, 40 proc. dla CPK, 27 proc. w przypadku sieci energetycznej.

Konieczne jest wypracowanie rozwiązań, które wzmocnią możliwości finansowania inwestycji bez nadmiernego obciążania sektora bankowego, aby mógł nadal wspierać rozwój innych części gospodarki. Należy też umożliwić sektorowi niezakłócony wzrost i rozwój, dzięki czemu cała gospodarka będzie miała zapewnione szerokie finansowanie.

Pomimo rekordowych zysków rentowność aktywów banków notowanych na GPW wyniosła tylko 1,7 proc. i była niższa niż rentowność takich sektorów jak motoryzacja (5,54 proc.), odzież i kosmetyki (5,79 proc.), czy wierzytelności (6,73 proc.). Wskaźniki ROA i ROE polskiego sektora bankowego utrzymują się na umiarkowanym poziomie, co jest skutkiem najwyższego w Europie wskźnika kosztów będącego efektem wysokich obciążeń sektora bankowego.

Wbrew szeroko głoszonym w mediach opiniom, marże kredytowe w Polsce nie są najwyższe w Europie. Marża to tylko jeden z elementów oprocentowania kredytu. Pozostaje ono w ścisłej zależności ze stopą referencyjną, z którą skorelowany jest wskaźnik WIBOR. Pod koniec stycznia 2025 r. średnia marża dla kredytów mieszkaniowych w Polsce wynosiła 1,67 proc. (przy średnim oprocentowaniu 7,42 proc.), podczas gdy w Niemczech w III kw. 2024 r. sięgnęła 2,07 proc., a w Holandii 1,94 proc. (mimo niższego oprocentowania kredytów niż w Polsce).

Choć stopy procentowe utrzymują się na wysokim poziomie, to rentowność polskiego sektora bankowego pozostaje umiarkowana na tle innych państw europejskich, a w porównaniu z pozostałymi sektorami krajowej gospodarki jest wręcz niska. W ub.r. wskaźnik rentowności kapitału własnego w polskim sektorze bankowym wynosił 14,7 proc., podczas gdy w Chorwacji 14,8 proc., Estonii 15 proc., na Litwie 16,3 proc. czy Łotwie 17,3 proc.

Moje uwagi to spontaniczny przyczynek do wywołanej w gorączce wyborczej dyskusji o zyskach banków. Intencją było pokazanie złożoności tego tematu, którego nie można traktować jednowymiarowo i krótkookresowo. Doraźność podejścia do zysków banków może mieć złe skutki, nie tylko dla nich, ale dla całej polskiej gospodarki.

Autor: dr Mieczysław Groszek

Autor jest członkiem TEP, od roku 1990 jest menedżerem bankowym. 

Towarzystwo Ekonomistów Polskich (TEP) krzewi wiedzę ekonomiczną i wyjaśnia zjawiska gospodarcze współczesnego świata, propagując poszanowanie własności prywatnej, wolną konkurencję oraz wolność gospodarczą, jako warunki rozwoju Polski. Zrzesza praktyków biznesu i teoretyków różnych dziedzin nauk ekonomicznych.

Wartość aktywów IKZE rośnie, ale przyszłe emerytury nadal skromne

Na koniec 2023 roku wartość aktywów zgromadzonych w ramach kont IKZE wynosiła 9.189 mln złotych, natomiast na koniec 2024 roku wartość ta zwiększyła się do kwoty ponad 12.110 mln złotych. Jest to więcej o kwotę 2 921 mln zł, co stanowi zwiększenie wartości aktywów w ramach IKZE o prawie 32%. Na powyższy wzrost składają się zarówno nowe wpłaty, jak też zwiększenie wartości już zgromadzonych aktywów. W 2024 roku w Polsce produkt IKZE oferowało łącznie 47 podmiotów, pozwala stwierdzić, że jest to bardzo szeroka i zróżnicowana oferta produktowa.

Na koniec 2024 roku prowadzonych było 593 tysiące kont IKZE, z czego najwięcej, bo prawie 251 tysięcy, było prowadzonych przez fundusze inwestycyjne, a na drugim miejscu plasowały się IKZE prowadzone przez domy maklerskie z liczbą ponad 122 tysięcy. Natomiast najmniejszym zainteresowaniem cieszyły się IKZE prowadzone przez banki.

Tak zauważalna przewaga liczby kont IKZE o charakterze stricte kapitałowym, to jest opartych o inwestowanie w jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych lub papiery wartościowe takie jak akcje czy obligacje, jest zjawiskiem pożądanym, gdyż rozwiązania te powinny potencjalnie przynosić przyszłym emerytom większe stopy zwrotu niż produkty bankowe czy ubezpieczeniowe.

W ciągu całego 2024 roku środki z IKZE wycofało ponad 22 tysiące oszczędzających, z czego większość dokonała tego przed osiągnięciem ustawowego wieku lat 65 (oraz 5 lat stażu) uprawniającego do wypłaty środków, co stanowi niewiele ponad 3,7% liczby IKZE. Jednakże kwota środków wycofanych z IKZE przed osiągnięciem wieku emerytalnego (318 mln zł) to tylko 2,6% aktywów IZKE, co wskazuje, że osoby już przekonane do tego rozwiązania korzystają z niego dłużej i w większym stopniu. To dobry prognostyk.

Na koniec 2024 roku prowadzonych było 280 tys. IKZE dla kobiet i 313 tys. IKZE dla mężczyzn, co stanowi odpowiednio 47% oraz 53% liczby wszystkich IKZE. Mamy więc lekką nadreprezentację mężczyzn w IKZE w stosunku do populacji naszego kraju, gdzie proporcje są odwrotne, to jest 52% populacji stanowią kobiety, a tylko 48%mężczyźni.

Sytuacja jaką zidentyfikowano w 2024 roku w zakresie IKZE jest niestety niepokojąca. Fakt, że prawie 1/3 IKZE była kontami biernymi, na które nie dokonano żadnego zasilenia w ciągu całego roku, pokazuje, że niestety duża część osób, które z różnych powodów założyły wcześniej IKZE, w praktyce nie korzystają z tego rozwiązania. Jest to sytuacja niepożądana, gdyż z jednej strony generuje dodatkowe koszty –utrzymania infrastruktury IKZE przez usługodawców, a jednocześnie nie prowadzi do rozwoju instytucji IKZE, poza wzrostem organicznym aktywów na skutek zarządzania przez instytucje finansowe już zgromadzonymi środkami. W istocie bowiem mniejsza liczba aktywnie oszczędzających na IKZE oznacza mniejszą popularność tego rozwiązania.

Biorąc pod uwagę obecną średnią długość dalszego trwania życia zgodnie z obowiązującymi od 1 kwietnia 2025 roku tablicami w tym zakresie, która dla 65 latka wynosi obecnie 220 miesięcy, możliwa jest ocena znaczenia wielkości kapitału zgromadzonego na IKZE dla ewentualnego podwyższenia świadczenia na emeryturze. W dużym uproszczeniu, dzieląc średnie kwoty zgromadzone na IKZE przez 220 miesięcy otrzymamy efektywnie – odpowiednio kwotę 93 albo 138 zł miesięcznie. Nie wpłynie to niestety na poziom życia seniora. Dlatego trzeba sobie jasno powiedzieć, że na dziś, po 10 latach funkcjonowania IKZE, trudno mówić aby produkt ten w zauważalny sposób był w stanie zwiększyć poziom emerytur w naszym kraju. Jest tam po prostu za mało odłożonych środków.

dr Marcin Wojewódka, Instytut Emerytalny, Forum Ekspertów Ad Rem

NBP sygnalizuje luzowanie. Glapiński nie wyklucza cięcia stóp o 50 pb

Podczas wczorajszej konferencji prasowej prezes Narodowego Banku Polskiego, Adam Glapiński, ogłosił, że choć stopy procentowe pozostają na niezmienionym poziomie, Rada Polityki Pieniężnej przyjęła wyraźnie „gołębie” nastawienie. Oznacza to gotowość do złagodzenia polityki pieniężnej w najbliższych miesiącach. Glapiński, określając się jako „gołąb na czele gołębi”, jasno zasygnalizował otwartość na obniżki stóp procentowych, podkreślając, że decyzje będą zależały od napływających danych makroekonomicznych.

Zmiana podejścia RPP jest wynikiem wyraźnego spadku inflacji. Inflacja CPI obniżyła się szybciej, niż prognozowano, osiągając poziom 4.9% r/r, co było częściowo efektem rewizji wag w koszyku inflacyjnym. Równocześnie inflacja bazowa – kluczowa dla oceny trwałości presji cenowej – prawdopodobnie spadła w pierwszym kwartale 2025 roku do 3.5%, co odpowiada górnej granicy celu inflacyjnego NBP (2.5% ± 1 p.p). Jednocześnie wzrost wynagrodzeń wyraźnie wyhamował i pozostaje jednocyfrowy, a lutowe dane, takie jak sprzedaż detaliczna, okazały się słabsze od wcześniejszych prognoz.

Mimo poprawy wskaźników inflacyjnych, RPP pozostaje ostrożna. Potencjalnymi zagrożeniami dla trwałego spadku inflacji są m.in. ożywienie gospodarcze, rosnące płace, ekspansywna polityka fiskalna oraz utrzymująca się niepewność geopolityczna. Te czynniki mogą ograniczyć przestrzeń do szybkiego i zdecydowanego luzowania polityki pieniężnej.

Najbliższe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej, zaplanowane na 6–7 maja, może przynieść pierwszą obniżkę stóp procentowych. Warunkiem jej realizacji będą jednak dalsze pozytywne dane dotyczące inflacji i dynamiki wynagrodzeń. Prezes Glapiński nie wyklucza obniżki nawet o 50 punktów bazowych, szczególnie jeśli ceny energii nie będą rosły. Zaznaczył jednak, że ewentualna decyzja może być jednorazowa, a nie początkiem pełnego cyklu luzowania. Wszystko zależy od dalszego rozwoju sytuacji gospodarczej i napływu nowych danych.

W perspektywie średnioterminowej stopy procentowe mogą spaść do poziomu około 3.5% w 2026 roku, co oznaczałoby istotne złagodzenie warunków monetarnych w stosunku do obecnych poziomów.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Małopolska na magazynowej mapie Polski. Rynek z imponującym wzrostem i niskim poziomem pustostanów

Małopolska dynamicznie rozwija swój rynek magazynowy, notując 148% wzrost zasobów w ciągu ostatnich pięciu lat, stając się realną alternatywą dla głównych hubów logistycznych w Polsce. W 2024 roku popyt brutto przekroczył 180 tys. mkw., a poziom pustostanów utrzymał się na bardzo niskim poziomie 3%. AXI IMMO, najczęściej wybierany doradca w regionie, prezentuje analizę rynku powierzchni przemysłowo-logistycznych w Małopolsce.

W zaledwie pięć lat (2020-2024) całkowite zasoby powierzchni magazynowej w województwie małopolskim wzrosły o niemal 150%, aby na koniec 2024 r. osiągnąć wynik ok. 1,18 mln mkw. Oznacza to, że aktywność najemców skutecznie stymuluje rozwój nowych inwestycji. Na rynek wchodzą kolejni A-klasowi gracze, a dotychczas obecni jak 7R, Panattoni czy GLP przygotowują kolejne projekty, co świadczy o zaufaniu do lokalnego rynku. W 2024 roku do użytku oddano między innymi GLP Kraków III Logistics Centre o powierzchni ponad 56 tys. mkw. oraz kolejną fazę MDC2 Park Kraków South. Dziś około 10% zasobów znajduje się w granicach Krakowa, ale rozwój widać również w takich lokalizacjach jak Skawina, Nowa Huta, Modlniczka, Targowisko czy Brzesko.

Marta Nowik, Dyrektor w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO, mówi: „Kraków, jak i całe województwo małopolskie coraz śmielej zaznacza swoją obecność na magazynowej mapie Polski. Region, który jeszcze dekadę temu był rynkiem peryferyjnym, dziś nie tylko goni liderów, ale staje się realną alternatywą dla firm szukających nowoczesnej, dobrze skomunikowanej powierzchni magazynowej czy produkcyjnej w południowej Polsce. Na koniec 2023 r. Małopolska dołączyła do grona tzw. milionerów przekraczając próg miliona mkw. istniejącej nowoczesnej powierzchni przemysłowej i logistycznej. Jednak patrząc na samą aglomerację krakowską sam potencjał konsumpcji wewnętrznej wymusza dalszy rozwój bazy dystrybucyjnej. Dodatkowo region pozostaje atrakcyjny m.in. ze względu na szczególnie istotny w ostatnich latach zachodnio-wschodni przebieg autostrady A4, a także dostęp do południowych rynków takich jak Czechy, Słowacja czy Rumunia. Z logistycznego punktu widzenia to zatem strategiczny punkt przeładunkowy – zarówno dla dystrybucji krajowej, jak i transgranicznej. Porównując z dużymi hubami logistyczno-przemysłowymi w Polsce region Małopolski ma dużą przewagę jeśli chodzi o dostępność dobrze wykwalifikowanych pracowników –co mogą docenić szczególnie firmy produkcyjne”.

Na rynku magazynowym w Małopolsce rok 2024 był wyraźnie lepszy niż prognozowano. Popyt brutto wyniósł ponad 180 tys. mkw., z czego aż 104 000 mkw. przypadły na trzeci kwartał 2024 r. Największą transakcją był najem 20 tys. mkw. w City Logistics Kraków Airport II przez firmę z sektora FMCG. Warto wspomnieć również o umowie podpisanej przez firmę dystrybucyjną (7 000 mkw.) w 7R Park Kraków IV z doradztwem AXI IMMO. Rozwijają się w Krakowie zarówno podmioty międzynarodowe, jak i firmy lokalne.

Małopolska wyróżnia się na tle kraju wyjątkowo niskim poziomem pustostanów – 3,0% na koniec IV kw. 2024 r., co znacząco odbiega od średniej ogólnopolskiej wynoszącej 7,5%. Ograniczona dostępność powierzchni gotowej do wynajęcia może przełożyć się na wzrost aktywności deweloperów realizujących inwestycje spekulacyjne w nadchodzących kwartałach. Pod względem stawek czynszowych region należy do najdroższych w Polsce – wyższe wartości odnotowano jedynie w Warszawie – mieście. Na koniec 2024 r. stawki bazowe kształtowały się w przedziale 4,60–6,50 EUR/mkw./m-c.

Marta Nowik, wyjaśnia: „Mimo relatywnie niskiego wskaźnika pustostanów w wybranych mikrolokalizacjach zauważyliśmy w ostatnim okresie niewielki spadek czynszów efektywnych, co było efektem czasowego wzrostu dostępności powierzchni. Poziom zachęt może się różnić od sytuacji konkurencyjnej w danej lokalizacji, dlatego nieustannie analizujemy i raportujemy sytuację na lokalnym rynku do naszych Klientów”.

W regionie planowane są kolejne inwestycje deweloperskie: „W ostatnich sześciu miesiącach znacznie powiększył się potencjał banku ziemi pod nowe inwestycje deweloperskie. Również w lokalizacjach miejskich oraz takich, które dysponują infrastrukturą dla firm produkcyjnych. To doskonały moment, aby pomyśleć o lokacji zakładów produkcyjnych w samym sercu aglomeracji krakowskiej korzystając z doskonale przygotowanej kadry inżynierskiej krakowskich uczelni technicznych,” kontynuuje ekspertka.

Bazując na dotychczasowej historii rynek magazynowy w województwie małopolskim ma solidne fundamenty do dalszego rozwoju. Niski poziom pustostanów, rosnące zainteresowanie najemców oraz systematyczna aktywność deweloperów wskazują, że region wciąż nie osiągnął swojego maksimum. Ograniczona dostępność powierzchni dostępnej od ręki sprzyja wzrostowi inwestycji spekulacyjnych, a strategiczne położenie i dobra infrastruktura czynią Małopolskę atrakcyjną lokalizacją dla nowych projektów, co potwierdza, że potencjał wzrostowy tego rynku pozostaje wysoki.

Polscy inwestorzy coraz aktywniejsi na rynku nieruchomości komercyjnych

0

Poprawia się aktywność lokalnych inwestorów na polskim rynku inwestycji w nieruchomości komercyjne. Przez lata były to pojedyncze transakcje, których udział w skali rocznych obrotów na rynku sięgał ok. 2 proc. Zmieniło się to w 2024 roku, gdy wartość inwestycji polskich inwestorów sięgnęła 10 proc. – wynika z raportu CBRE „Poland Real Estate Market Outlook 2025”. Jak wskazują eksperci CBRE, to wciąż odsetek odległy od notowanego na innych rynkach europejskich, ale sytuacja zaczyna zmieniać się na lepszą. By wzrost był wyższy, kluczowe jest wprowadzenie nowych możliwości inwestowania dla Polaków, np. w postaci funduszy REIT.

– Wzrost wartości lokalnego kapitału na rynku inwestycji w nieruchomości komercyjne do 10 proc. jest znaczny, biorąc pod uwagę, że przez lata jego udział nie przekraczał 2 proc. Jednak wciąż jest to niewielki odsetek, bo zwykle na zdrowych rynkach sięga on nawet 30-50 proc. Dodatkowo wśród polskich inwestorów cały czas dominują ci, którzy poszukują wysokich zwrotów, czyli specyficznych budynków, na przykład takich przeznaczonych do modernizacji. Z pewnością lokalnego kapitału byłoby więcej, gdyby wprowadzono rozwiązania takie jak fundusze REIT. Umożliwiają mniejszym, rodzimym inwestorom lokowanie środków w aktywa, które ze względu na dużą kapitałochłonność są dla nich obecnie poza zasięgiem – mówi Przemysław Felicki, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w CBRE.

Od lat udział lokalnego kapitału w całym wolumenie inwestycji w nieruchomości komercyjne sięgał 1-2 proc. w skali roku. W 2024 roku było ich 41, o łącznej wartości niemal 500 mln euro. Stanowiło to 10 proc. całego wolumenu inwestycyjnego. Wciąż były to jednak relatywnie nieduże, pojedyncze transakcje.

Dominują inwestorzy z Europy

Kapitał ulokowany w polskie nieruchomości komercyjne w 2024 roku przekroczył 5 mld euro. Większość (51 proc.) z tej kwoty pochodziła od podmiotów z Europy, głównie z Wielkiej Brytanii, Czech czy krajów skandynawskich. Na drugim miejscu (19 proc.) znaleźli się inwestorzy z Afryki. Kapitał pochodzący z Polski stanowił 10 proc., a 9 proc. ulokowały firmy z Ameryki Północnej. Istotny (5 proc.) był również udział inwestorów z krajów Bliskiego Wschodu.

– Branża nieruchomości mocno popiera rozwiązania, które ułatwią lokalnym podmiotom lokowanie kapitału w nieruchomości komercyjne. Rynek wychodzi właśnie ze spowolnienia, a więc ciekawych okazji będzie coraz więcej. Polacy bardzo chętnie inwestują już w sektor mieszkaniowy, ale przy obecnych cenach sprzedaży i najmu nie zawsze jest to ekonomicznie uzasadnione i nie gwarantuje solidnych zwrotów. Dodatkowo, zarządzanie portfelem mieszkań jest absorbujące. Z pewnością jest spora grupa Polaków, którzy chętnie poszerzyliby obszar inwestycji o obiekty komercyjne, ale obecnie nie mają takiej możliwości – dodaje Przemysław Felicki, CBRE.

Firmy coraz mniej wierzą w neutralność klimatyczną do 2050 roku

Mimo rekordowych nakładów na zieloną energię wśród ekspertów rośnie sceptycyzm dotyczący tempa globalnej transformacji energetycznej. Według najnowszego badania Bain & Company aż 44% firm przewiduje, że neutralność klimatyczna zostanie osiągnięta dopiero po 2070 roku, co oznacza dalsze opóźnienie względem wcześniejszych założeń. Rok temu takich pesymistów było znacznie mniej – wówczas zakładano szybsze osiągnięcie celu. Obecne wyniki potwierdzają, że oczekiwania firm przesuwają się coraz bardziej w przyszłość, a realizacja globalnych celów klimatycznych wydaje się coraz mniej realna w przewidywalnej perspektywie.

Wyniki badania, przeprowadzonego wśród ponad 700 menedżerów z branży surowcowej, pokazują również spadek optymizmu dotyczącego osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku. Obecnie tylko 32% ankietowanych uważa, że cel ten zostanie zrealizowany w połowie wieku, podczas gdy wcześniej odsetek ten wynosił od 40 do nawet 50%.

Firmy mierzą się obecnie nie tylko z rosnącymi kosztami kapitałowymi, ale także coraz większymi trudnościami w zapewnieniu rentowności projektów dekarbonizacyjnych. Ponad trzy czwarte menedżerów potwierdza, że koszty realizacji inwestycji wzrosły w ostatnim roku, a co dziesiąty respondent wskazuje na podwyżki przekraczające 20%.

Liderzy sektora pozostają zaangażowani w transformację energetyczną, ale coraz bardziej realistycznie patrzą na stojące przed nimi wyzwania. Dekarbonizacja nie może odbywać się kosztem rentowności projektów – podkreśla Alessandro Cadei, Senior Partner i Head of Energy & Utilities EMEA w Bain & Company. – Obserwujemy zmianę równowagi w zakresie tzw. trylematu energetycznego: dekarbonizacji, przystępności cenowej i bezpieczeństwa. Kierunek pozostaje jasny i zdecydowany, ale tempo oraz narzędzia będą dostosowywane. Dodatkowo, firmy mierzą się ze zmieniającym się wsparciem ze strony akcjonariuszy, niepewnością regulacyjną oraz ograniczonym dostępem do finansowania – przy czym wszystkie te czynniki znacznie różnią się w zależności od technologii  – dodaje.

Badanie Bain & Company zwraca uwagę na rosnące zużycie energii generowane przez centra danych. Szacuje się, że do 2027 roku wzrośnie ono ponad dwukrotnie, osiągając aż 2,6% globalnej konsumpcji energii. Firmy użyteczności publicznej z ostrożnością podchodzą do tego zjawiska, analizując jego potencjalny wpływ na stabilność sieci energetycznych oraz możliwości zapewnienia ciągłości dostaw w przyszłości. Ten trend wymusza na dostawcach energii lepsze planowanie oraz rozważenie dodatkowych inwestycji infrastrukturalnych.

Choć optymizm dotyczący osiągnięcia zerowej emisji netto zmalał, liderzy sektora coraz wyraźniej dostrzegają potencjał biznesowy nowych technologii, zwłaszcza sztucznej inteligencji. Według badania Bain & Company aż 72% dyrektorów uważa, że wdrożenie AI przyniesie realne korzyści biznesowe w ciągu najbliższych 5–10 lat. W miarę jak firmy coraz śmielej inwestują w rozwiązania oparte na AI, gwałtownie wzrastają ich potrzeby energetyczne. Sektor energetyczny będzie musiał na to reagować, wdrażając nowe strategie zarządzania energią oraz inwestując w rozwiązania zwiększające efektywność – dodał Marcin Szczuka, partner w Bain & Company i lider praktyki Energii i Zasobów Naturalnych w Polsce.

W obliczu wyzwań związanych z rosnącym zapotrzebowaniem na energię oraz dążeniem do osiągnięcia celów dekarbonizacyjnych, organizacje coraz częściej zwracają uwagę na konieczność modernizacji swoich systemów zarządzania zasobami, a transformacja ERP (ang. Enterprise Resource Planning) staje się kluczowym krokiem w tym procesie, umożliwiając przedsiębiorstwom bardziej efektywne zarządzanie i integrację nowych technologii. Aż 60% kadry kierowniczej sektora energetycznego uznaje to za priorytet na najbliższe trzy lata. Zmiany te obejmują modernizację procesów biznesowych oraz zwiększenie efektywności działania firm dzięki nowym rozwiązaniom technologicznym. Jednocześnie liderzy sektora dostrzegają rosnącą rolę technologii związanych z magazynowaniem energii, gospodarką obiegu zamkniętego, odnawialnymi źródłami energii oraz wychwytywaniem i składowaniem CO₂, które stają się kluczowym elementem strategii rozwoju branży.

Donald Trump zaskakuje rynki: cła ogólne + odwetowe w jednym pakiecie

Donald Trump zapowiedział wczoraj wprowadzenie nowego pakietu ceł. Wprowadzono 10-procentową ogólną stawkę celną dla wszystkich krajów oraz dodatkowe cła wzajemne – dla Unii Europejskiej wyniosły one 20 proc., a dla Chin aż 34 proc. W przypadku Chin oznacza to, że stawka celna na produkty z tego kraju wzrośnie aż do 54 proc., ponieważ nowa taryfa sumuje się z wcześniej nałożonymi cłami.

To poziom zdecydowanie wyższy niż wcześniejsze zapowiedzi, a także oczekiwania analityków. Spodziewano się jednego typu ceł – albo ogólnej taryfy, albo ceł odwetowych. Tymczasem zastosowano oba rozwiązania jednocześnie. Tak wysokie stawki oznaczają zdecydowane odejście od paradygmatu wolnego handlu, który przez lata stanowił fundament globalnego wzrostu gospodarczego.

Zarówno wcześniejsze decyzje Donalda Trumpa, jak i pierwsze zapowiedzi – m.in. ze strony sekretarza handlu Scotta Bessenta – wskazują na otwartość USA na negocjacje. Sekretarz wezwał inne kraje, by nie podejmowały pochopnych decyzji i nie wprowadzały ceł odwetowych. Wobec skomplikowanej siatki globalnych relacji handlowych, właśnie takie bilateralne rozmowy mogą w dłuższej perspektywie doprowadzić do nowego porozumienia handlowego. Jak ono będzie wyglądać – tego dziś jeszcze nie wiemy.

Widzimy natomiast, jak wyliczono wysokość ceł. Co ciekawe, poziomy stawek oparto na dość prostym wzorze: stosunku nadwyżki handlowej danego kraju wobec USA do całości jego eksportu do Stanów Zjednoczonych. Wstępne zapowiedzi sugerowały szerszą analizę – miały obejmować kwestie walutowe, podatkowe oraz bariery pozataryfowe. Ostatecznie jednak zdecydowano się oprzeć wszystko na samym bilansie handlowym.

Przyjęto również arbitralny wskaźnik 50 proc. – ostateczna taryfa to połowa wyliczonej różnicy. To oznacza, że administracja Trumpa nie dostosowuje się do poziomu ceł innych krajów, jak wcześniej zapowiadano, lecz działa wyłącznie na podstawie deficytu handlowego. Może to wskazywać, że podstawowym celem ceł jest ograniczenie deficytu handlowego USA – a tym samym, że nowe stawki mogą mieć charakter tymczasowy.

Produkty z Unii Europejskiej – w tym z Polski – objęto cłami na poziomie 20 proc. Dla naszej gospodarki nie musi to być znaczący problem, jednak pośrednio możemy ucierpieć na zmniejszonym eksporcie Niemiec do USA. Niemcy eksportują tam towary o wartości 161 mld euro rocznie. Poszczególne polskie firmy eksportujące na rynek amerykański mogą zostać dotknięte tą decyzją. Warto pamiętać, że aż 20 proc. eksportu całej Unii Europejskiej trafia właśnie do Stanów Zjednoczonych. Nowe taryfy mogą doprowadzić do przetasowań w globalnym handlu. Przykładowo – Europa może skorzystać na tańszych produktach z Chin, które przestaną być eksportowane do USA z powodu wysokich ceł.

Cła prawdopodobnie wpłyną na poziom inflacji w Stanach Zjednoczonych – spodziewany jest efekt inflacyjny również w innych krajach, tam gdzie pojawią się cła odwetowe. W globalnych relacjach handlowych – podobnie jak w polityce międzynarodowej – zasada wzajemności ma duże znaczenie. Odstępstwa od niej są rzadkością. Skutkiem ceł będzie prawdopodobnie spowolnienie wzrostu gospodarczego – zarówno w USA, jak i na świecie. Może ucierpieć także Unia Europejska, a Polska – choć w mniejszym stopniu – również może odnotować niewielkie spowolnienie.

Rynkowa reakcja pozostaje umiarkowana. Amerykańskie indeksy w handlu pozasesyjnym spadły o około 3–4 proc. Większe spadki dotknęły poszczególne firmy – Tesla straciła około 8 proc., Apple 7 proc. Są to spółki, których łańcuchy dostaw opierają się na krajach takich jak Chiny, Indie czy Wietnam. Dużo straciły również firmy z branży obuwniczej i odzieżowej, mocno dotknięte 46-procentowym cłem na produkty importowane z Wietnamu. Akcje Nike zostały przecenione o 7 proc., a europejski Adidas stracił aż 10 proc. Spadły także akcje Nvidii – o około 6 proc.

Jest zdecydowanie za wcześnie, by ocenić pełny wpływ propozycji Donalda Trumpa. Do momentu wejścia ceł w życie, co ma nastąpić 5 i 9 kwietnia, mogą jeszcze trwać negocjacje. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że administracja USA potrafi zmienić zapowiedziane poziomy ceł w ostatniej chwili. Tym bardziej że zastosowany mechanizm opiera się wyłącznie na deficycie handlowym USA, a nie na rzeczywistych poziomach ceł pobieranych przez inne kraje.

Możliwe, że jesteśmy świadkami powstawania nowego modelu globalnych relacji handlowych. Skutki tych zmian mogą być dalekosiężne – zarówno dla poszczególnych krajów, jak i dla konkretnych firm. Wiele przedsiębiorstw już dziś analizuje swoje łańcuchy dostaw w kontekście wprowadzonych ceł.

Rynek będzie mógł ocenić skutki nowych taryf dopiero w dłuższym okresie, zwłaszcza pod kątem wpływu na konkretne firmy. Na plus należy zaliczyć fakt, że spadł poziom niepewności – wiadomo już mniej więcej, jak będą wyglądały zapowiadane wcześniej przez Donalda Trumpa cła. W najbliższym czasie inwestorzy powinni zachować spokój i unikać gwałtownych decyzji. Warto natomiast szukać firm, które mogą zyskać na takim, a nie innym układzie globalnego handlu.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Podaż mieszkań na rynku wtórnym rośnie, ceny nie

We wszystkich metropoliach marzec przyniósł wzrost podaży mieszkań z drugiej ręki, a w efekcie stabilizację średniej ceny metra kwadratowego. Z tego trendu wyłamała się jedynie Łódź, gdzie średnia poszła w górę o 2% – wynika z danych portalu GetHome.pl.

Łódź ze średnią ceną 8,7 tys. zł za metr kwadratowy jest wciąż jedną z najtańszych metropolii. Na rynku wtórnym wysoki udział mają tu mieszkania w PRL-owskich blokach i starych kamienicach. Wzrost średniej ceny metra kwadratowego może być w dużej mierze efektem rosnącego odsetka lokali wybudowanych po 1989 r. – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Tym bardziej, że – jak wynika z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar,  w Łodzi liczba unikalnych ofert sprzedaży mieszkań z drugiej ręki zwiększyła się od początku roku z 5,2 tys. do 6,8 tys., czyli aż o 31%. W pozostałych metropoliach sytuacja podażowa wyglądała podobnie.

Adradar podaje, że tylko w marcu br. liczba mieszkań na rynku wtórnym wzrosła o 14% w Warszawie (do 24 tys. lokali), o 10% w Trójmieście (10,3 tys.) i Łodzi, o 9% w Poznaniu (4,8 tys.), o 8% w Katowicach (2,7 tys.), o 6% w Krakowie (11,9 tys.) i o 4% we Wrocławiu (11,7 tys.).Wyk. 1 - Mieszkania w sprzedaży na rynku wtórnym

Tak duży wzrost liczby mieszkań w ofercie zadziałał stabilizująco na ich średnią cenę metra kwadratowego. We wszystkich metropoliach, z wyjątkiem Łodzi, utrzymała ona poziom z lutego. W Warszawie mieszkania z drugiej ręki kosztowały w marcu średnio w przeliczeniu na metr kwadratowy ok. 17,9 tys. zł, w Krakowie – 17,4 tys. zł, w Trójmieście – 15,9 tys. zł, we Wrocławiu – 14,5 tys. zł, w Poznaniu – 11,6 tys. zł, a w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, która jest najtańszym rynkiem w tym zestawieniu – 8,5 tys. zł za metr kwadratowy.Wyk. 2 - Średnie ceny mieszkań na rynku wtórnym w marcu
Ekspert portalu GetHome.pl zwraca uwagę, że w Warszawie i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii średnia cena metra kwadratowego jest już niższa niż przed rokiem o odpowiednio 2% i 1%. W Krakowie średnia utrzymuje poziom sprzed 12 miesięcy. W tym okresie najbardziej wzrosła ona we Wrocławiu (+6%), a najmniej w Poznaniu (+1%).Wyk. 3 - Średnie ceny mieszkań na rynku wtórnym rdr

65% firm w USA i Europie ogranicza zależność od Chin – reindustrializacja ważniejsza niż krótkoterminowy zysk

0

Jak wskazuje najnowszy raport Capgemini, duże firmy w Stanach Zjednoczonych i Europie coraz mocniej skupiają się na reindustrializacji. Chcą w ten sposób rozwiązać problemy związane z trudnościami w łańcuchach dostaw, rosnącymi cłami oraz sporami handlowymi.

Strategicznym priorytetem staje się obecnie przebudowa globalnych łańcuchów dostaw i zdolności produkcyjnych – w tym przenoszenie produkcji z powrotem do kraju (reshoring), bliżej lokalizacji docelowej (nearshoring) oraz dywersyfikacja źródeł dostaw – nawet kosztem krótkoterminowej rentowności. Aż 60% kadry zarządzającej dąży do kontynuowania tych działań mimo wyższych kosztów. Co więcej, większość organizacji (65%) zmniejsza swoją zależność od chińskich produktów, planując w ciągu najbliższych trzech lat zwiększyć inwestycje w tzw. „friendshoring” – czyli lokowanie produkcji w krajach sojuszniczych – w celu minimalizacji ryzyka w łańcuchach dostaw.

Raport komentuje Krzysztof Skowron, Managing Director, Head of Capgemini Engineering Poland:

Globalizacja przez lata wydawała się nie mieć alternatywy – produkcja masowo przenoszona do krajów o niższych kosztach pracy stała się standardem w strategiach dużych firm. Jednak pandemia COVID-19 i wojna w Ukrainie wyraźnie pokazały kruchość globalnych łańcuchów dostaw, zmuszając firmy do przemyślenia swojego podejścia. To wtedy zaczęto mówić o konieczności reindustrializacji – najpierw jako odpowiedzi na zerwane połączenia logistyczne i geopolityczne napięcia.

Dziś ten trend nabiera jeszcze większej dynamiki. Nowym impulsem stały się rosnące taryfy celne oraz nasilające się konflikty handlowe, które dodatkowo uwypukliły ryzyko uzależnienia od produkcji w Chinach i innych odległych regionach. Nic dziwnego, że niemal 95% kadry zarządzającej wskazuje presję na łańcuchy dostaw jako kluczowy problem, a 93% wyraża obawy o negatywne skutki rosnących ceł.

W tej sytuacji firmy zaczynają stawiać na stabilność i bezpieczeństwo dostaw, nawet kosztem krótkoterminowej rentowności. Na znaczeniu zyskuje nie tylko przenoszenie produkcji bliżej rynków zbytu (nearshoring), ale także do krajów sojuszniczych (friendshoring), co pozwala na dywersyfikację i zmniejszenie zależności od Chin. Aż 82% firm planuje zmniejszyć zależność od chińskich dostawców, przenosząc część produkcji do krajów i regionów takich jak Ameryka Północna, Wielka Brytania, Meksyk, Wietnam, Indie oraz Afryka Północna.

Równocześnie technologia staje się podstawą nowego modelu produkcji. Automatyzacja, sztuczna inteligencja, a także technologie takie jak blockchain czy digital twins, pozwalają firmom ograniczać koszty, zwiększać efektywność i podnosić odporność operacyjną. Ponad 60% organizacji zamierza w ciągu najbliższych trzech lat rozwijać krytyczne technologie, takie jak analiza danych oraz sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe, aby skutecznie wspierać procesy reindustrializacyjne. Inwestycje w innowacyjne rozwiązania produkcyjne są nie tylko odpowiedzią na wyzwania logistyczne, ale też drogą do bardziej zrównoważonego rozwoju.

Reindustrializacja to już nie tylko chwilowa reakcja na kryzys, ale długofalowa strategia budowania elastycznych i odpornych łańcuchów dostaw.