Co dalej z cenami ropy na świecie?


Co dalej z cenami ropy na świecie? 1


Cena ropy WTI wzrosła od dołka w styczniu br. o prawie 70%. Nie sprawdziły się prognozy niektórych światowych banków mówiące o tym, że za jedną baryłkę będziemy płacić poniżej 20 USD. W końcu ogromna podaż tego surowca zaczęła się zmniejszać, a popyt sukcesywnie idzie w górę.


Według agencji informacyjnej Bloomberg w 2015 roku liderem w wydobyciu ropy były Stany Zjednoczone. Drugie miejsce zajmuje Arabia Saudyjska, a trzecie nasz wschodni sąsiad Rosja. Jednak wydobycie ropy w Stanach Zjednoczonych sukcesywnie spada , osiągając obecnie poziom z początku 2014 roku. Przypomnijmy, że w połowie 2014 roku rozpoczął się silny trend spadkowy na tym surowcu.


Co dalej z cenami ropy na świecie? 2


Ponadto popyt na ten surowiec rośnie nieprzerwanie od 2009 roku. Problem w tym, że wciąż światowa produkcja przekracza zapotrzebowanie, choć w 2016 roku zaczęła spadać i rynek jest blisko osiągnięcia równowagi. Poniżej odpowiednio zapotrzebowanie oraz produkcja ropy na świecie w mln baryłek dziennie.


Co dalej z cenami ropy na świecie? 3


Co dalej z cenami ropy na świecie? 4


Możliwe scenariusze na rynku ropy?


Cena obecnie dotarła w okolice ważnej strefy wsparcia w pobliżu 43 – 45 USD. Obrona tego obszaru będzie oznaczać powrót do trendu wzrostowego. Najbliższy poziom oporu zlokalizowany jest w okolicach 50 USD, a kolejną ważną strefę tworzą szczyty z lutego 2015 roku w pobliżu 55 USD. Obecnie scenariusz wzrostowy jest najbardziej prawdopodobny.


Co dalej z cenami ropy na świecie? 5


Bartosz Zawadzki

Szef Działu Analiz

Popołudniowy komentarz walutowy z 12.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 12.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popyt na Kredyty Konsumpcyjne wyniósł -1,6% w czerwcu 2016 r.

Wartość BIK Indeks – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM), który informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych, wyniosła -6,6% w czerwcu 2016 r. Oznacza to, że w czerwcu 2016 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 6,6% w porównaniu z czerwcem 2015 r. Średnia wartość indeksu od początku 2016 r. nadal jest jednak dodatnia i wynosi +3,5%.

– Czerwiec był kolejnym, drugim po maju miesiącem w tym roku, w którym klienci zawnioskowali o mniejszą wartość kredytów mieszkaniowych niż rok wcześniej. Od stycznia do kwietnia wartości złożonych wniosków o kredyty mieszkaniowe były wyższe niż w analogicznych miesiącach roku ubiegłego. Majowy i czerwcowy wynik indeksu może już sygnalizować wygaszanie wyraźnego ożywienia w kredytach mieszkaniowych, które obserwowaliśmy w IV kw. 2015r. i I kw. 2016r. Łącznie w czerwcu o kredyt mieszkaniowy zawnioskowało 31,5 tys. osób w porównaniu do 30,9 tys. osób w maju i 37,0 tys. osób w kwietniu br. – mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk kredytowy Biura Informacji Kredytowej.

Wartość BIK Indeks – Popytu na Kredyty Konsumpcyjne (BIK Indeks – PKK), który informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów konsumpcyjnych, wyniosła -1,6% w czerwcu 2016 r. Oznacza to, że w czerwcu 2016 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty konsumpcyjne na kwotę niższą o 1,6% w porównaniu z czerwcem 2015 r. Średnia wartość indeksu od początku 2016 r. jest ujemna i wynosi -1,8%.

W czerwcu klienci zawnioskowali o 1,6% mniejszą wartość kredytów konsumpcyjnych niż rok wcześniej. Wynik czerwcowy jest zbliżony do średniej wartości indeksu od początku roku, która wynosi obecnie ‑1,8%. Zgodnie z prognozą BIK z początku roku, po wcześniejszych 2 rekordowych latach w aspekcie wartości udzielonych kredytów konsumpcyjnych, od kilku miesięcy obserwujemy stabilizację, a nawet lekki spadek udzielanych kredytów konsumpcyjnych w sektorze bankowym. Zmienia się również struktura udzielanych kredytów konsumpcyjnych. Nieco większym zainteresowaniem cieszą się kredyty na wyższe kwoty, udzielanych jest natomiast mniej kredytów na kwoty niskie, w szczególności poniżej 4 tys. zł. – dodaje Waldemar Rogowski z BIK.

Nowe prawo zamówień publicznych uruchomi wstrzymane przetargi

0

Podpisana 11 lipca br. przez prezydenta nowelizacja prawa zamówień publicznych zaimplementuje dyrektywy Unii Europejskiej, uruchamiając wydatkowanie środków pochodzących z funduszy strukturalnych. Odmrozi wstrzymane do tej pory przetargi. Nowe przepisy uwzględniają również szerokie stosowanie kryteriów pozacenowych oraz umów o pracę, kiedy charakter pracy tego wymaga – uważa Konfederacja Lewiatan.

Obligatoryjne klauzule społeczne pozytywnie przełożą się na rynek pracy w Polsce i podwyższą jakość zleceń wykonywanych na rzecz zamawiających. W ramach Rady Dialogu Społecznego – wszyscy partnerzy społeczni – uznali to za bardzo dobre rozwiązanie. Ustawa wejdzie w życie po 14 dniach od publikacji w Dzienniku Ustaw .

Nowelizacja PZP pozwoli wreszcie samorządom na uruchomienie projektów współfinansowanych przez środki pochodzące z budżetu Unii Europejskiej. Wszystkie przetargi w kraju były do tej pory wstrzymane ze względu na brak transpozycji dyrektyw 2014/24/UE oraz 2014/25/UE do polskiego porządku prawnego.

– Nowe przepisy o obligatoryjnych klauzulach społecznych oznaczają zmianę kosztów wykonywania zamówień związaną przede wszystkim z obligatoryjnym zatrudnianiem na podstawie umów o pracę. W związku z tym zamawiający i wykonawcy jak najszybciej powinni rozpocząć negocjacje, by jeszcze przed wejściem w życie nowelizacji zwaloryzować dotychczasowe kontrakty. Administracja samorządowa i publiczna musi się właściwie przygotować do nowych regulacji. Obowiązek stosowania umów o pracę, kiedy charakter pracy tego wymaga – to olbrzymi krok w kierunku naprawy rynku pracy w Polsce. To szansa na wyeliminowanie umów cywilnoprawnych, które do tej pory niejednokrotnie były nadużywane. Nowelizacja PZP jednak niesie za sobą także zmiany w zakresie usług in-house, które mogą negatywnie odbić się na wielu sektorach polskiej gospodarki. W ustawie nie zastosowano rekomendacji Rady Dialogu Społecznego w tym obszarze – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Zespołu ds. Zamówień Publicznych przy Radzie Dialogu Społecznego, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Nowelizacja zakłada również zmiany w zakresie usług in-house, co niestety może zdestabilizować istotną część rynku i negatywnie przełożyć się na zatrudnienie. Wnioski płynące z niedawnego raportu NIK zdają się potwierdzać to stanowisko.

Kontrola NIK objęła okres od roku 2009 do 2014. Jej celem była ocena „realizacji zadań publicznych przez spółki tworzone przez jednostki samorządu terytorialnego”. Kontrola wykazała, że wykonanie zadań publicznych jednostek samorządu terytorialnego za pośrednictwem tworzonych spółek obarczone było wieloma nieprawidłowościami i było mało efektywne.

Nieprawidłowości, zarówno przy tworzeniu spółek, jak i w gospodarowaniu przez nie majątkiem, a także w wykonaniu przez spółki poszczególnych zadań, wpłynęła na obniżenie skuteczności realizacji zadań samorządu. Ponadto, w toku kontroli stwierdzono przypadki braku podstawy prawnej do prowadzenia przez niektóre spółki działalności w poszczególnych obszarach.

Wszystkie te uwagi były w trakcie procedowania ustawy w Radzie Dialogu Społecznego wielokrotnie podnoszone przez partnerów społecznych, a raport NIK potwierdza tylko zgłaszane obawy.

Kluczowe wnioski raportu NIK:
• Blisko 40% przedsięwzięć podejmowanych przez spółki było nierzetelnie przygotowanych.
• Połowa przedsięwzięć była realizowana niezgodnie z przyjętymi założeniami.
• W przypadku 30% z nich, przekroczono wyznaczony termin oraz planowane koszty.
• Łączne koszty przedsięwzięć skontrolowanych przez NIK zostały zwiększone o 223,8 mln zł (o 7%) w stosunku do pierwotnych planów, a średnie opóźnienie realizacji wyniosło blisko 15 miesięcy.
• Przyczynami tego stanu było nierzetelne przygotowanie podejmowanych projektów, nieprawidłowości na etapie realizacji oraz niewystarczający nadzór ze strony organów jednostek samorządu terytorialnego.
• 29% spółek z udziałem JST, których faktyczny przedmiot działalności poddano analizie w toku kontroli, prowadziło działalność niedozwoloną w świetle obowiązujących przepisów, wykraczając poza określoną przepisami sferę użyteczności publicznej oraz podejmując działalność niezwiązaną z zadaniami samorządu terytorialnego.
• Nieprawidłowości w realizacji zadań spowodowały nieuzasadnione wydatkowanie przez JST oraz spółki kwoty 108 mln zł.
• W latach 2009-2013 nastąpił ponad 3-krotny spadek wyniku finansowego analizowanych spółek (o 5,0 mln zł, z łącznego zysku 2,4 mln zł na koniec 2008 r. do straty 2,6 mln zł na koniec 2013 r.), zatrudnienie w tym czasie wzrosło o blisko 10 tys. etatów. Poza obiektywnymi czynnikami uniemożliwiającymi osiągnięcie lepszych wyników (brak przychodów na etapie budowy obiektów infrastruktury publicznej, realizacja zadań z założenia nierentownych) powodem niekorzystnych wyników było złe zarządzanie, w tym brak działań obniżających koszty działalności.
• W większości skontrolowanych jednostek stwierdzono brak mechanizmów wymuszających na spółkach oszczędne i wydajne wykonywanie zadań oraz nieskuteczny nadzór zarówno nad wykorzystywaniem powierzonego majątku, jak i jakością i kosztami wykonywania przez nie zadań publicznych.

Więcej informacji na blogu kowalski.blog.onet.pl oraz twitter.com/MarekKowalski.

Konfederacja Lewiatan

 

15 lipca poznamy decyzję agencji ratingowej Fitch wobec Polski

15 lipca spodziewana jest decyzja agencji ratingowej Fitch na temat Polski. Ostatni komunikat mówił o zagrożeniach dla budżetu w Polsce jako potencjalnym powodzie ewentualnej obniżki. Ministerstwo Finansów planuje na ten rok deficyt na poziomie 2,6% co jest znacząco poniżej 3% PKB. Jest to maksymalna akceptowana wartość w Unii Europejskiej. Należy jednak zwrócić uwagę, że przy obecnej skali rozdawnictwa i pojawiających się pomysłach na rozpędzenie gospodarki można śmiało zakładać, że wartość ta może być zagrożona. Gdyby doszło do obniżki ratingu można się spodziewać osłabienia złotego. W takim przypadku ponownie zaczniemy witać się z euro po 4,50 zł. W górę powinny pójść również proporcjonalnie inne waluty. W przypadku braku decyzji o zmianach należy spodziewać się umocnienia

Komisja Europejska rozpoczyna procedurę nadmiernego deficytu wobec Hiszpanii i Portugalii. Kraje te były objęte tą procedurą po kryzysie z 2008 roku, jednakże przestały respektować jej porozumienia. W zeszłym roku doszło do poluzowania wydatków i deficyty wyniosły odpowiednio 5,1% i 4,2%. Było to głównie wynikiem zaprzestania oszczędności przed ustabilizowaniem budżetu. Kara w ramach tej procedury waha się od 0 do 0,2% PKB. Wątpliwe jest by kraje te zostały ukarane od razu. Nie zmienia to faktu, że patrząc na problemy Grecji, czy ostatnio Włoch, Unia Europejska nie jest zainteresowana kolejnymi państwami chcącymi sobie pożyć na koszt innych. Tym bardziej, że ze zrzutki wyłączyła się Wielka Brytania.

Ta sama KE zaprezentowała prognozy wpływu Brexitu na gospodarkę UE i Wielkiej Brytanii. Brytyjski PKB powinien stracić na tej operacji tylko w 2017 roku 1%-2,5% PKB. Z kolei
w analogicznym okresie unijny od 0,2%-0,5%. Wygranym całej tej sytuacji są Stany Zjednoczone i Azja, gdzie konsekwencje będą zdecydowanie mniejsze.

Wczorajsze dane na temat inflacji potwierdzają ostatnią tendencję. W ujęciu miesięcznym ceny rosną. W rocznym natomiast wciąż mamy 0,8% deflacji. Dane te były w pełni zgodne
z oczekiwaniami analityków dlatego nie wpłynęły na kursy walut.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Bezpieczeństwo imprez masowych

Kto, organizując imprezę masową, nie zachowuje wymogów i warunków bezpieczeństwa, podlega odpowiedzialności karnej. O czym powinien pamiętać organizator imprezy masowej, by jej uczestnicy bawili się zarówno bezpiecznie, jak i dobrze?

Infografika: imprezy masowe
Infografika: imprezy masowe

Wraz z początkiem lata rozpoczyna się sezon dużych, zwykle plenerowych wydarzeń – koncertów, festynów, festiwali i innych wielkich imprez tematycznych. Biorąc pod uwagę ogromną liczbę uczestników takich przedsięwzięć, na pierwszy plan wysuwa się zapewnienie bezpieczeństwa w trakcie wydarzenia. Co warto wiedzieć, o czym musi pamiętać organizator, jak powinni zachowywać się uczestnicy?

Kiedy impreza staje się masowa?

Czym jest impreza masowa? Ustawa z dnia 20 marca 2009 roku o bezpieczeństwie imprez masowych (Dz. U. 2009 Nr 62 poz. 504, z późniejszymi zmianami) wskazuje, że impreza masowa to wydarzenie o charakterze artystycznym, rozrywkowym lub sportowym.

„Masowość” definiowana jest w zależności  od liczby osób, do których skierowano przedsięwzięcie oraz miejsca, w którym jest ono organizowane. W przypadku wydarzeń artystyczno-rozrywkowych (np. koncertów, festynów, transmisji) odbywających się na stadionach, w obiektach niebędących budynkami lub na terenie umożliwiającym organizację takiego eventu, z imprezą masową mamy do czynienia przy minimum 1000 osobach. Natomiast, jeśli impreza odbywa się w hali sportowej lub w innym odpowiednio przystosowanym budynku, uznamy ją za masową, gdy organizator przewidział co najmniej 500 miejsc dla uczestników.

Nieco inaczej jest w odniesieniu do wydarzeń zakładających współzawodnictwo sportowe lub popularyzowanie kultury fizycznej, czyli imprez  o charakterze sportowym. Jeśli organizowane są na stadionach lub w innych obiektach niebędących budynkami – podobnie jak w przypadku imprez artystyczno-rozrywkowych – za masowe uznamy wydarzenie, które skupi co najmniej 1000 osób. Z kolei w przypadku imprez odbywających się w hali sportowej, czy innych przystosowanych do tego celu budynkach już tylko 300 osób czyni je masowymi. Mecz piłki nożnej, rozgrywany na stadionie lub w innym obiekcie sportowym, podczas którego organizator udostępnił co najmniej 1000 miejsc dla uczestników również jest uznawany za imprezę masową.

Szczególną uwagę należy zwrócić także na imprezy masowe podwyższonego ryzyka, czyli takie, w czasie których – zgodnie z informacją o przewidywanych zagrożeniach lub w odniesieniu do dotychczasowych doświadczeń dotyczących zachowania uczestników – istnieje obawa o wystąpienie aktów przemocy lub agresji.

Ustawa wymienia również te wydarzenia, których jako masowe zakwalifikować nie można. To przedsięwzięcia organizowane m.in. w teatrach, kinach, szkołach i placówkach oświatowych (przez zarządzających tymi jednostkami), a także np. imprezy współzawodnictwa sportowego dzieci i młodzieży czy sportowców niepełnosprawnych. Jako niemasowe uznajemy także ogólnodostępne i nieodpłatne imprezy sportu powszechnego o charakterze rekreacji ruchowej czy zamknięte wydarzenia organizowane przez pracodawców dla pracowników.

Dlaczego definicja jest ważna?

Świadomość tego, że wydarzenie ma charakter masowy jest niezwykle istotne, ponieważ nakłada na jego organizatorów dodatkowe obowiązki. Przede wszystkim w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa i porządku publicznego.

Niedopełnienie tych obowiązków może zaś doprowadzić do tragedii. Tak było w przypadku studenckich otrzęsin na Uniwersytecie Technologiczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy w listopadzie 2015 roku, w trakcie których – w wyniku wybuchu paniki – zmarły trzy osoby. Podstawowym zarzutem wobec organizatora było sprowadzenie niebezpieczeństwa dla zdrowia i życia wielu osób.

O czym musi pamiętać organizator?

Zezwolenie na przeprowadzenie imprezy masowej – wydawane przez właściwego ze względu na miejsce wydarzenia wójta, burmistrza lub prezydenta miasta – to dopiero początek formalności, o których musi pamiętać organizator.

Uczestnicy stawiają różne wyzwania przed realizatorami dużych eventów. Główne oczekiwania to z pewnością przyjazna atmosfera, odpowiednio przygotowany teren oraz – w zależności od rodzaju imprezy – wysoka jakość rozrywki, rywalizacji czy zaplecza merytorycznego przedsięwzięcia. Jednak podstawowym wymaganiem w odniesieniu do każdego wydarzenia jest bezpieczeństwo. Stanowi ono także fundament procesu organizacyjnego imprezy, co podkreśla ustawa.

Zgodnie z nią to właśnie organizatorzy odpowiadają „za bezpieczeństwo imprezy masowej w miejscu i czasie jej trwania”. W tym szerokim pojęciu mieści się przede wszystkim:

  • bezpieczeństwo uczestników wydarzenia,
  • ochrona porządku publicznego,
  • zabezpieczenie przedsięwzięcia pod względem medycznym,
  • zapewnienie odpowiedniego stanu technicznego obiektów, w których impreza się odbywa (szczególnie pod względem przeciwpożarowym i sanitarnym).

W konsekwencji organizator musi zadbać, by podczas całego wydarzenia były obecne służby porządkowe i informacyjne pod wodzą kompetentnego kierownika. Liczebność tych służb jest zależna od liczby osób biorących udział w imprezie. Na miejscu powinna być również pomoc medyczna oraz zaplecze higieniczno-sanitarne. Ponadto konieczne jest wyznaczenie dróg ewakuacyjnych oraz zapewnienie warunków do zorganizowania łączności między podmiotami, które imprezę zabezpieczają.

Na organizatorów imprez odpłatnych nałożony jest również obowiązek ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone osobom w niej uczestniczącym. Należy wziąć pod uwagę fakt, że za większość naruszeń bezpieczeństwa, które wystąpią w trakcie imprezy, do odpowiedzialności pociągnięty zostanie realizator przedsięwzięcia. To dlatego tak istotne jest wybranie odpowiedniej agencji ochrony, która zadba o bezpieczeństwo i porządek publiczny w czasie jej trwania.

 

Za co odpowiedzialne są służby zabezpieczające imprezę?

Służby zabezpieczające realizują ogół skoordynowanych przedsięwzięć w celu zapewnienia bezpieczeństwa i porządku publicznego podczas imprezy masowej.

Do uprawnień służb porządkowych zalicza się m.in. legitymowanie uczestników, przeglądanie zawartości ich bagaży i odzieży (pod kątem wnoszenia i posiadania na teren imprezy niedozwolonych przedmiotów i substancji), a także ujmowanie i przekazywanie Policji osób stwarzających bezpośrednie zagrożenie czy dopuszczających się zabronionych czynów. To ostatnie uprawnienie jest szczególnie istotne w kontekście danych zaprezentowanych w raporcie Komendy Głównej Policji „Bezpieczeństwo imprez masowych w 2015 roku”. Dla przykładu – w 2015 roku w związku z imprezami masowymi zatrzymano łącznie ponad tysiąc osób, ujawniono 996 przestępstw oraz 9 109 wykroczeń, z których większość popełniono w trakcie trwania wydarzenia.

Jedną z ważniejszych kompetencji służb porządkowych, mającą wymiar prewencyjny, jest odmowa wstępu na imprezę masową. Na teren wydarzenia nie mogą zostać wpuszczone m.in. osoby, wobec których zostało wydane orzeczenie zakazujące wstępu na imprezę masową czy posiadające tzw. zakaz zagraniczny lub klubowy (w przypadku meczów piłki nożnej). W trosce o bezpieczeństwo służby porządkowe nie mogą także wpuszczać osób pod widocznym wpływem alkoholu czy środków odurzających, posiadających broń lub inne niebezpieczne przedmioty oraz osób agresywnych. Ponadto uczestnicy zakłócający porządek lub łamiący reguły wydarzenia, muszą być przez służby usunięte.

Organizator imprezy staje więc przed kolejnym wyzwaniem: wynajęcia agencji ochrony, która ze swoich obowiązków wywiąże się bez żadnych zastrzeżeń, zapewniając tym samym bezpieczeństwo uczestnikom, a organizatorowi dając pewność, że wszystkie nakładane przez ustawę zadania zostały wypełnione.

Na co zwracać uwagę, wybierając agencję ochrony? – Przede wszystkim na doświadczenie agencji, związane z realizacją imprez masowych. Istotne jest, aby wybrana firma była zdolna realizować zadanie, czyli miała odpowiednie struktury, kadrę zarządzającą, odpowiednie zasoby pracowników, duży portfel zrealizowanych imprez, odpowiednie referencje potwierdzające realizację na wysokim poziomie, niezbędne wyposażenie, m.in. sprzęt łącznościowy, jednolite umundurowanie pracowników w standardzie oczekiwanym przez organizatora – podkreśla Dariusz Żakowski, Zastępca Dyrektora Oddziału ds. Operacyjnych Impel Security Polska.

Wybór sprawdzonej agencji ochrony pozwoli z jednej strony na eliminowanie i minimalizowanie ryzyka, które mogą wystąpić w trakcie imprezy. Z drugiej – na zapewnienie najwyższych standardów obsługi gości imprezy przez służby porządkowe i informacyjne, czyli tzw. stewardingu, stosowanego w całej Europie.

Jak powinni zachowywać się uczestnicy?

Obowiązki leżą nie tylko po stronie organizatorów wydarzenia, ale także jego uczestników – są oni zobowiązani „zachowywać się w sposób niezagrażający bezpieczeństwu innych osób” oraz przestrzegać regulaminów obiektu i imprezy.

Nie mogą również wnosić i posiadać broni czy innych niebezpiecznych przedmiotów (materiałów wybuchowych, wyrobów pirotechnicznych, materiałów pożarowo niebezpiecznych), napojów alkoholowych (prócz dopuszczonych do sprzedaży na terenie imprezy produktów zawierających maksymalnie 3,5% alkoholu), środków odurzających lub substancji psychotropowych.

Powinni zaś ze sobą zabrać zdrowy rozsądek, czujność oraz ograniczone zaufanie do innych osób biorących udział w imprezie. – Każdy uczestnik wydarzenia, który zauważy niebezpieczną sytuację, powinien bezzwłocznie powiadomić najbliższego członka służb porządkowych lub informacyjnych. Często od prędkości przekazania informacji zależy, jak szybko służby mogą podjąć działania – wskazuje Dariusz Żakowski.

I dodaje: w żadnym przypadku nie należy ulegać panice, nie należy jej też wzbudzać – konsekwencje takiego działania mogą być nieobliczalne. Uczestnik nie powinien także samodzielnie podejmować działań zmierzających do zażegnania sytuacji kryzysowej – należy to pozostawić wyspecjalizowanym i przygotowanym do tego służbom.

Co może, choć nie powinno, się wydarzyć?

Podstawowe zagrożenia, jakie mogą pojawić się podczas imprezy masowej, wynikają między innymi z niewłaściwego przygotowania obiektu lub terenu wydarzenia, czyli niedopełnienia obowiązków stawianych przez prawo budowlane. Dużym ryzykiem jest także dopuszczenie do uczestnictwa osób zachowujących się agresywnie czy prowokacyjnie. To pierwsze doprowadzić może do katastrof budowlanych lub np. stwarzających zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi uszkodzeń scen koncertów. Niewyznaczenie odpowiednich dróg ewakuacji może doprowadzić do wybuchu paniki, a to z kolei do awantur i bójek (np. na stadionach).

Część zagrożeń ma charakter zdrowotny – zaliczamy do nich wszelkie uszkodzenia ciała (które mogą wynikać np. ze zbyt intensywnej zabawy), omdlenia czy stany upojenia alkoholowego. Służby porządkowe i informacyjne muszą być czujne także w tym zakresie, pozostając w stałym kontakcie ze służbami medycznymi.

Imprezy masowe, szczególnie w ostatnim czasie, są traktowane jako potencjalne miejsce przeprowadzenia ataków terrorystycznych. Dlatego też w dobie zagrożeń terrorystycznych wszystkie profesjonalne firmy świadczące usługi ochrony imprez masowych powinny stale uświadamiać i szkolić swoich pracowników pod kątem tego typu zagrożeń. Do tego służą m.in. wspólne ćwiczenia pracowników ochrony z Policją czy Strażą Pożarną i medykami. Członkowie służb muszą „dużo widzieć” i odpowiednio szybko przeciwdziałać możliwościom wystąpienia zagrożenia, reagować bezzwłocznie na wszelkie podejrzane zachowania czy pozostawione rzeczy i przekazywać informacje dalej – podkreśla Dariusz Żakowski z Impel Security. Ważna jest też ścisła współpraca organizatora imprezy ze służbami odpowiedzialnymi za zapewnienie porządku publicznego.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Dzięki odpowiedniemu przygotowaniu każdej ze stron, począwszy od organizatora, przez służby porządkowe i informacyjne, a także uczestników imprezy, możliwe jest zapewnienie maksymalnego poziomu bezpieczeństwa wszystkim. A jak wiadomo, bezpieczeństwo to podstawa, szczególnie w przypadku dużych wydarzeń.

Andrzej Zieliński nowym Dyrektorem Handlowym Engave

Z początkiem lipca Andrzej Zieliński objął stanowisko Dyrektora Handlowego Engave – dostawcy kompleksowych rozwiązań z dziedziny bezpieczeństwa, przechowywania danych oraz wirtualizacji infrastruktury IT. To osoba z  ponad dwudziestopięcioletnim doświadczeniem w branży IT. Na nowym stanowisku będzie odpowiadał za współtworzenie i realizację strategii handlowej oraz celów biznesowych firmy. Do jego obowiązków będzie także należało bieżące nadzorowanie prac handlowców Engave.

„Dotychczasowe doświadczenie zawodowe Andrzeja Zielińskiego potwierdza, że posiada on ogromną praktyczną wiedzę na temat specyfiki rynku sprzedaży nowoczesnych usług informatycznych. Jestem przekonany, że wspólnie będziemy efektywnie realizować założenia związane z rozwijaniem oferty naszej firmy oraz budowaniem długotrwałych relacji biznesowych z naszymi partnerami” – powiedział Iwo Dominik Żochowski, prezes Engave.

Andrzej Zieliński od początku swojej kariery związany jest z branżą IT. Współpracował także z partnerami z branż telekomunikacji, mediów oraz bankowości. Zajmował się realizacją długoterminowych planów rozwoju biznesu. Bogate doświadczenie zawodowe zdobywał pracując dla takich firm jak: Gartner Polska, Asseco Soutch Eastern Europe, Fujitsu Siemens Computers, Talex S.A., czy SUN Microscytems Poland. Nabyte umiejętności potwierdza szeregiem certyfikatów, m.in. Value Selling Program, certyfikatami Pełnomocnika Zarządu i Audytora wewnętrznego zgodnymi z normami ISO 9001, ISO 20000-1, ISO 27001 oraz dyplomami Sandler Negotiations Skills oraz Selling Skills.

Od lat skutecznie buduje trwałe, pozytywne i wzajemne relacje z klientami. Jest profesjonalistą, który wykorzystuje swoją merytoryczną wiedzę w bezstronnym doradztwie dla Klientów na poziomie Zarządu oraz poziomach dyrektorskich w działach IT, strategii oraz R&D.

Będzie drożej? NBP prognozuje koniec deflacji

bedzie drozejWypowiedź: Jacek Kotłowski, zastępca dyrektora generalnego Instytutu Ekonomicznego NBP.

W sklepach zostawimy więcej pieniędzy – wynika z analiz Narodowego Banku Polskiego. NBP szacuje, że już na przełomie roku powinniśmy zobaczyć inflację. To oznacza, że więcej zapłacimy za towary i usługi.

– Spodziewamy się, że w najbliższych miesiącach będziemy mieli ujemną dynamikę wskaźnika cen. Natomiast na przełomie roku powinniśmy już zobaczyć inflację. Myślę, że stopniowo będą rosły ceny wszystkich towarów i usług – mówi newsrm.tv Jacek Kotłowski, zastępca dyrektora generalnego Instytutu Ekonomicznego NBP.

NBP prognozuje, że więcej zapłacimy m.in. za żywność i energię. Drożej za to nie powinno być na stacjach benzynowych: – Wzrosty na rynku spowodowały zwiększenie wydobycia w USA. To natomiast wskazuje, że ponownie znaleźliśmy się na poziomie, na którym wydobycie ropy staje się opłacalne – wyjaśnia Jacek Kotłowski i dodaje. – Oznacza to, że będziemy mieli większą podaż ropy i ceny prawdopodobnie mogą być niższe lub nie powinny drastycznie rosnąć.

Jak informuje NBP główną przyczyną ujemnej dynamiki cen w Polsce są czynniki zewnętrzne, w tym przede wszystkim wcześniejszy silny spadek cen surowców energetycznych na rynkach światowych, który obniża krajowe ceny energii. Niższe ceny energii przyczyniają się do obniżenia cen innych towarów i usług, a w konsekwencji – ujemnych wskaźników inflacji bazowej.

37 % pracodawców zapewnia pracownikom benefity związane z kulturą

Jak wynika z raportu opublikowanego w minionym roku przez Główny Urząd Statystyczny, przeciętny Polak przeznacza na kulturę zaledwie 2,7% całości swoich wydatków. Oszczędzamy szczególnie na wyjściach do teatrów i kin, wydając na bilety jedynie 24,60 zł rocznie. Jednocześnie wzrasta liczba firm oferujących pozapłacowe benefity związane z kulturą.

Nasza droga kultura

Według raportu TNS Polska z 2015 roku, zaledwie 16% respondentów powyżej 15 roku życia odwiedziło teatr przynajmniej raz w roku, natomiast jedynie 2% ankietowanych obejrzało więcej niż 3 przedstawienia. Okazuje się jednak, że istnieje również niemała grupa Polaków, którzy wykazują zainteresowanie dostępną na rynku ofertą teatralną – 3 na 10 ankietowanym zależy na częstszym oglądaniu aktorów na żywo. Co zatem zatrzymuje potencjalnych widzów w drodze do sal teatralnych? Dla prawie połowy respondentów, którzy deklarowali chęć częstszych wizyt w teatrze, największą przeszkodą jest wysoka cena biletów. Co trzeci uczestnik sondażu TNS Polska narzeka natomiast na zbyt małą ilość wolnego czasu, a nieco ponad ¼ wskazuje trudności z dojazdem jako czynnik przesądzający o braku uczestnictwa w sztukach teatralnych. A szkoda, bo jak udowodnili badacze, udział w wydarzeniach kulturalnych ma znakomity wpływ na nasze zdrowie – przeciwdziała depresji i sprawia, że ludzie są bardziej zadowoleni z życia.

Ludzie, biorąc udział w wydarzeniach kulturalnych integrują się ze sobą, a już wielokrotnie udowodniono, że ci, którzy są częścią bardziej ścisłej i licznej siatki społecznej radzą sobie lepiej niż samotnicy – tłumaczy Justyna Gmurek-Lewandowska, psychoterapeutka z poradni psychologicznej „Statek”.

Chętniej chodzimy do kina

Polacy zdecydowanie częściej niż w teatrze zażywają kultury w kinie. Jak podaje Millward Brown, w 2015 roku w Polsce sprzedano 45 mln biletów, co stanowi prawie 5-milionowy wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim. Spory wpływ na tę tendencję ma atrakcyjna oferta kin i organizowane przez nie akcje promocyjne, umożliwiające nabycie biletów po okazyjnej cenie. Jak podaje firma Mindshare, na decyzję o obejrzeniu filmu w kinie największy wpływ ma rozmiar ekranu, który dla 7 z 10 ankietowanych odgrywa decydujące znaczenie. Wielu respondentów docenia też klimat tego miejsca – dla 54% z nich wspólne oglądanie filmu to dobra okazja na spędzenie czasu z rodziną i znajomymi, a nieco ponad 1/3 biorących udział w sondażu zwraca uwagę na odstresowującą atmosferę, która panuje w kinie. Za główne przeszkody uznano natomiast zbyt wysoką cenę biletów (51% respondentów), brak czasu (40%) i mało interesujący repertuar (28%).

Młodzi lubią komedie

Z sondażu przeprowadzonego przez Millward Brown wynika, że aż 60% wszystkich bywalców kin stanowią osoby w wieku 15-30 lat, natomiast ośrodek badawczy IQS donosi, że w 2015 roku na widowni teatrów zasiadali przeważnie ludzie w przedziale wiekowym 25-39 lat z wykształceniem wyższym, mieszkający w miastach liczących powyżej 500 tyś mieszkańców. Zdecydowanie najpopularniejszymi gatunkami są komedia i groteska, które wybiera 75% ankietowanych. Kolejne miejsce zajmują dramaty, które ogląda 36% respondentów chodzących do teatru.

Komedie cieszą się ogromną popularnością wśród naszych widzów. Wizyta w teatrze to nie tylko ciekawa propozycja na spędzenie wieczoru w gronie przyjaciół lub rodziny, ale również doskonały sposób na zrelaksowanie się i odpoczynek po pracy – mówi Anna Gornostaj, Dyrektor warszawskiego Teatru Capitol.

Kulturalny pracownik jest lojalniejszy

Problemy natury finansowej oraz braku czasu, stanowiące dla wielu ludzi przeszkodę w obcowaniu z kulturą, coraz częściej zdają się dostrzegać pracodawcy. Raport „Drogowskaz motywacyjny 2016” przygotowany przez Sodexo Benefits and Rewards Services i Millward Brown informuje, że w zeszłym roku 37% polskich firm zapewniało swoim pracownikom różnego rodzaju benefity związane z kulturą, co oznacza 8-procentowy wzrost w porównaniu z rokiem 2014.

Rosnące zainteresowanie systemami motywacyjnymi związanymi z kulturą świadczy o coraz lepszym rozpoznawaniu przez firmy potrzeb pracowników. Dofinansowania biletów do kin i teatrów dają podwładnym dodatkowe możliwości spędzenia wolnego czasu, umożliwiają im rozwój osobisty i rozwijanie swoich pasji, a także skutecznie budują lojalność wobec firm. Wspólne wyjścia do kina czy teatru pozytywnie wpływają na relacje pomiędzy członkami zespołu i ułatwiają skrócenie dystansu. Benefity związane z kulturą są więc inwestycją w pracownika i narzędziem rozwijającym efektywną współpracę firmowej załogi – twierdzi Joanna Skoczeń, Prezes Zarządu firmy VanityStyle, która pod markami CinemaProfit i QlturaProfit oferuje programy motywacyjne z obszaru kultury.

Carney bez wpływu na funta

Carney bez wpływu na funta 6

Dzisiaj zeznawał gubernator Banku Anglii przed lokalnym parlamentem. Mark Carney odpierał zarzuty dotyczące nakłaniania przez bank centralny do głosowania za pozostaniem Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Jednak zeznania nie miały wpływu na funta szterlinga.

Od rana mocno zyskuje funt szterling po tym, jak w relacji do dolara spadł poniżej 30-letniego dołka. Dzisiejsze zeznania gubernatora Banku Anglii nie miały większego wpływu na wycenę brytyjskiej waluty. Mark Carney powtórzył, że bank zmniejszył wymogi kapitałowe dla banków w celu zwiększenia akcji kredytowej oraz odpierał zarzuty dotyczące nakłaniania Brytyjczyków do zagłosowania za pozostaniem UK we Wspólnocie. Gubernator nie uważa, że BOE straciła przez to wiarygodność, gdyż bank miał obowiązek ostrzegać przed skutkami Brexitu.

Dla funta ważniejsze będzie czwartkowe posiedzenie, na którym może dojść do obniżenia głównej stopy procentowej o 25 p.b. do poziomu 0,25%. Obecnie rynki na podstawie kontraktów terminowych wyceniają takie prawdopodobieństwo na aż 80%. Brak decyzji o obniżce może spowodować spora aprecjację szterlinga, gdyż rynki są mocno przekonane o takim ruchu.

Wczoraj poznaliśmy wskaźnik cen konsumpcyjnych w Polsce, a dzisiaj poziom inflacji bazowej. Oba wskaźniki były zgodne z konsensusem rynkowym i nie wpłynęły na wycenę polskiego złotego, który zyskuje w związku z poprawą nastrojów na rynkach finansowych, choć trzeba przyznać, że ruch jest niewielki i raczej na większe umocnienie w najbliższym czasie są małe szanse.

Obecnie najwięcej zyskują giełdy w Europie i w Stanach Zjednoczonych, które rosną w związku z oczekiwaniami na dalsze luzowanie polityki pieniężnej przez największe banki centralne. BOE już w czwartek może obniżyć stopę procentową na Wyspach, a wygrana Shinzo Abe w ostatnich wyborach gwarantuje kolejną ekspansję fiskalną i monetarną w Japonii. Z kolei Rezerwa Federalna z pewnością nie będzie się śpieszyć z zacieśnianej swojej polityki pieniężnej i w tym roku może nie dojść do podwyżki stopy fundusz federalnych.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

Rynek OTC w Polsce: Stabilny wzrost w latach 2016-2021

W 2015 r. rynek produktów OTC w Polsce (sprzedaż apteczna i pozaapteczna, leki OTC i suplementy diety) wzrósł zgodnie z naszymi oczekiwaniami z poprzedniej edycji raportu o około 6%. Motorem rynku była apteczna sprzedaż leków OTC (w związku z wysoką zachorowalnością na przeziębienie i grypę) oraz pozaapteczna sprzedaż suplementów diety (trend ogólnej popularności suplementów diety, a dynamika była jeszcze wyższa niż w segmencie aptecznym, w związku z mniejszymi ograniczeniami prawnymi). Na wzrost na rynku pozytywnie wpływały również wzrost wydatków reklamowych farmaceutyków i parafarmaceutyków, znacząca liczba switchów Rx-OTC, duża liczba wprowadzeń nowych produktów oraz wzrost liczby produktów OTC, które otrzymały pozwolenie na import równoległy do Polski.

Dane za pierwszy kwartał 2016 r. wskazują na przyśpieszenie dynamiki w segmencie aptecznym (co jest napędzane przez wciąż wysoką liczbę zachorowań), dlatego też nasze prognozy na 2016 r. zakładają wyższą dynamikę wzrostu niż rok wcześniej – na poziomie około 8%. W latach 2017-2021 dynamika rynku wynosić będzie 4-6% rocznie.

Jednocześnie, w pierwszej części prognozowanego okresu (2016-2017) wzrost gospodarczy ustabilizuje się na relatywnie wysokim poziomie (3,6-3,7%), napędzany głównie przez silną konsumpcję gospodarstw domowych i stabilnie rosnące inwestycje. Zwłaszcza wzrastająca konsumpcja, wspierana przez szybko rosnące płace i dobrą sytuację na rynku pracy (szybko spadająca stopa bezrobocia oraz wzrastająca liczba osób zatrudnionych) wraz z rosnącą inflacją (w 2019 roku powinna zbliżyć się do 2.2%), przyczynią się wydatnie do wzrostu wartości rynku produktów OTC w Polsce.dynamika rynku OTC w polsce

Produkty na przeziębienie jednym z liderów wzrostu na rynku aptecznym

Kategoria produktów na przeziębienie i grypę odnotowała w 2015 r. dynamikę wyższą niż cały rynek apteczny leków OTC i suplementów diety (spośród pięciu największych kategorii szybciej rozwijał się jedynie segment witamin i minerałów) Wzrostowi sprzyjała rekordowa liczba zachorowań na grypę – 3,8 mln (w porównaniu do 3,1-3,2 mln w latach 2013-2014) oraz niska baza z poprzedniego roku (kiedy to segment ten odnotował spadek o ponad 4%). Prognozujemy, że w 2016 r. dynamika może być jeszcze wyższa, co będzie wynikało przede wszystkim z wciąż bardzo wysokiej liczby zachorowań na grypę (w ciągu pierwszych czterech miesięcy 2016 r. było to 2,2 mln przypadków).

Rozwojowi segmentu nadal sprzyjać będzie jednak niski odsetek Polaków poddających się szczepieniom ochronnym przeciwko grypie sezonowej oraz ciągły wzrost dostępnej na rynku liczby produktów łagodzących objawy i wspomagających leczenie – chociaż liczba wprowadzeń jest znacznie niższa niż w rekordowych latach 2011-2012. Jednocześnie skala ewentualnej epidemii grypy w poszczególnych latach, a co za tym idzie, sprzedaż produktów w tej kategorii, jest trudna do przewidzenia, gdyż zależy od bardzo wielu czynników (uwzględniając pogodę i coroczne mutacje wirusa grypy).

Korzystnie na rozwój segmentu wpływa również duża liczba switch Rx-OTC produktów z tej kategorii (np. w ciągu pierwszym czterech miesięcy 2016 r. dokonane zostały zmiany kategorii dostępności dla produktów Dexatussin Junior i Levopront).

Dodatkowo, w przypadku przeziębienia i grypy pozycja samoleczenia jest mocna – według badania Payback Opinion Poll z 2014 r. w przypadku zachorowania na grypę połowa Polaków nie udaje się do lekarza, tylko stara się leczyć samodzielnie.

Czy rynek pozaapteczny czekają ograniczenia?

Sprzedaż leków poza aptekami w dużej mierze zależy od istniejącej legislacji. Ostatnia lista leków (substancji) dopuszczonych do obrotu poza aptekami została opublikowana w październiku 2010 r. i ograniczyła listę takich produktów w porównaniu do stanu wcześniejszego. Od tego czasu nie nastąpiły żadne zmiany. Dlatego też dynamika sprzedaży pozaaptecznej leków OTC jest blisko 0%, a to suplementy diety są motorem pozaaptecznego rynku produktów OTC (sprzedaż suplementów diety poza aptekami nie jest ograniczana przez przepisy prawa farmaceutycznego).

Dynamika sprzedaży pozaaptecznej leków OTC może się jeszcze zmniejszyć, jeśli zrealizowane zostaną plany legislacyjne Ministerstwa Zdrowia. Zgodnie z zapowiedziami z początku 2016 r., planowane jest ograniczenie sprzedaży pozaaptecznej leków OTC w Polsce. Zmniejszona ma zostać liczba produktów dostępnych poza aptekami oraz wielkość opakowań (dostępne będą małe opakowania, liczące kilka tabletek i służące do doraźnej farmakoterapii). Jednocześnie, z obrocie pozaaptecznym mogą pojawić się nowe pozycje asortymentowe, np. szybkodziałający lek przeciwbiegunkowy.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Rynek produktów OTC w Polsce 2016.

Autor raportu: Monika Stefańczyk

Firmy ubezpieczeniowe mogą mieć problemy z danymi świadczeniodawców

Zgodnie z projektowanymi przepisami zakłady ubezpieczeniowe będą mogły otrzymywać od NFZ dane o nazwach i adresach świadczeniodawców, którzy udzielili świadczeń opieki zdrowotnej w związku z wypadkiem lub zdarzeniem losowym. Zdaniem Konfederacji Lewiatan nie w każdym jednak przypadku zakład ubezpieczeń będzie w stanie wskazać wojewódzki oddział NFZ właściwy do udzielenia odpowiedzi. 

Jedną z przyczyn jest brak rejonizacji i prawo pacjenta do wyboru placówki, w której udzielane są świadczenia zdrowotne. Niejednokrotnie nawet pacjenci z wypadku zmieniają w trakcie leczenia placówkę, a tylko pełna wiedza o leczeniu umożliwia właściwą wycenę poniesionej szkody.

Projekt rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie informacji udzielanych zakładom ubezpieczeń przez podmioty wykonujące działalność leczniczą oraz Narodowy Fundusz Zdrowia przewiduje złożenie wniosku do wskazanego (określonego) oddziału wojewódzkiego NFZ. Dyrektor oddziału udzielać ma pisemnej odpowiedzi w terminie 30 dni od dnia otrzymania opłaconego wniosku.

Niezasadnym jest składanie wniosków do kilku oddziałów – kosztowne i niezgodne z zasadą ekonomiki postępowania administracyjnego. W praktyce może dochodzić do sytuacji, w których zakłady będą występowały najpierw do centrali NFZ w celu ustalenia oddziałów, które dane o leczeniu określonego pacjenta posiadają. A dopiero później do określonego oddziału.

Zdaniem Lewiatana właściwym jest raczej kierowanie wniosku do centrali NFZ, która może przekazywać zbiorczą informację o świadczeniodawcach do zakładu ubezpieczeń.

Ponadto w ocenie Konfederacji Lewiatan termin do udzielenia odpowiedzi jest zbyt długi i zupełnie nieuzasadniony w świetle ogłaszanych przez rząd zmian mających na celu uproszczenie i przyśpieszenie działań administracji publicznej. Dodatkowo z uwagi na wysoki stopień informatyzacji danych gromadzonych przez NFZ przygotowywanie dokumentacji w postaci nazwy i adresu świadczeniodawcy, który udzielił ubezpieczonemu świadczeń opieki zdrowotnej w związku z wypadkiem lub zdarzeniem losowym będącym podstawą ustalenia odpowiedzialności, jest nieuzasadnione. Wpłynie to bezpośrednio na opóźnienie procesu decyzyjnego w zakładzie ubezpieczeniowym.

Konfederacja Lewiatan

Jen najsłabszą walutą poranka

Jen najsłabszą walutą poranka 7

Japońska waluta kontynuuje swój rajd. Jest to najsłabsza waluta dzisiejszego dnia i raczej tak pozostanie. Dalsze spadki jena wspiera premier Abe oraz kiepskie dane z Japonii, które zachęcają do jeszcze większej stymulacji monetarnej.

W nocy zostały opublikowane ankiety przeprowadzone wśród japońskich gospodarstw. W ankiecie zapytano o oczekiwania inflacyjne oraz optymizm gospodarczy. Z badania wynika, że oczekiwania inflacyjne oraz optymizm wśród gospodarstw domowych spadły. Dodatkowo zapowiedź kolejnego, bardzo dużego pakietu stymulacji rynek finansowy wspiera giełdy oraz słabnącego jena japońskiego.

Na wykresie dziennym poziom 100 został obroniony bez najmniejszych problemów, aktualnym oporem jest strefa w okolicy poziomu 103. Bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja trendu wzrostowego i dotarcie notowań w okolicę 106 jenów za dolara amerykańśkiego.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Ropa WTI na wsparciu

Ropa WTI na wsparciu 8

Ropa WTI znalazła się na tygodniowym wsparciu. Tygodniowa strefa popytu ukształtowała się w przedziale wahań cenowym 43.50-45.20 USD za baryłkę. Dodatkowym czynnikiem wspierającym odbicie cen na rynku ropy naftowej jest oscylator stochastyczny, który powoli zmierza ku poziomu wyprzedania. Jeżeli doszłoby do faktycznego odbicia, to celem kupujących może być strefa oporu w okolicy 52 USD za baryłkę.

Ropa WTI na wsparciu 9

Ponad połowa ankietowanych analityków przez agencję informacyjną Bloomberg w drugim kwartale 2016 roku spodziewa się ceny ropy powyżej 50 USD za baryłkę. Notowania ropy powinny być wspierane przez spadek wydobycia w Stanach Zjednoczonych.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Bartosz Sawicki 12.07.2016

► https://nonstop.tms.pl/aktualnosci
► https://www.tms.pl
★ Subskrybuj kanał – bądź na bieżąco

Komentarz walutowy DM BZ WBK – 12.07.2016

Obejrzyj nasz materiał wideo pt. „Komentarz walutowy”. Znajdziesz w nim komentarz Marcina Działka dotyczący bieżącej sytuacji na rynkach walutowych.

S&P 500 na historycznych szczytach

Chart [SP500], W1, 2016.07.12 08:05 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

Nowe szczyty na indeksie amerykańskim S&P 500 zawdzięczamy głównie Brexitowi oraz bankom centralnym, które nie przegapiły okazji i wzięli się do roboty zapowiadając jeszcze większe luzowanie monetarne. Pierwszy był Bank Anglii, które zmniejszył wymogi kapitałowe rezerwy obowiązkowej dla banków komercyjnych. Ma to spowodować zwiększenie akcji kredytowej nawet o 150 miliardów funtów. Natomiast w tym tygodniu rynek oczekuje cięcia stóp procentowych.

Natomiast bankiem, który spowodował prawdziwy szał zakupów na rynku jest Bank Japonii. Po wygranych wyborach Premier Abe zapowiedział program stymulujący gospodarkę oraz rynki finansowe. Tym razem rynek spodziewa się czegoś o wiele większego, bowiem przyszła polityka monetarna prowadzona przez BOJ była dyskutowana z Bernanke, który wprowadził sławny program QE w Stanach Zjednoczonych.

Tym sposobem zobaczyliśmy nowe szczyty na S&P 500, opór oraz ostatnie maksimum 2137 zostało pokonane. Bazowym scenariuszem pozostanie zatem kontynuacja ruchu wzrostowego.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

A. Lis (Altus TFI): Inwestorzy nieco bardziej optymistyczni niż na początku roku

CEO Magazyn Polska

Rząd zapewnia, że deficyt budżetowy w 2017 roku nie przekroczy 3 proc. PKB, tempo rozwoju gospodarki przyspieszy do 3,9 proc., a ceny wzrosną o 1,3 proc. wobec roku 2016. Eksperci podkreślają, że realizacja takiego scenariusza w dużej mierze zależeć będzie od wielu czynników zewnętrznych, zwłaszcza od uszczelnienia systemu podatkowego i chęci firm do inwestowania.

– Jeśli chodzi o założenia budżetu, to dwa takie najważniejsze to wzrost PKB 3,9 proc. i inflacja 1,3, to są założenia zewnętrzne, niezależne od rządu, tylko od rynków – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Andrzej Lis z Altus TFI. – Pytanie tylko, jak rynki będą się układały, bo to niesie i szanse, i zagrożenia dla przyszłorocznego budżetu. Z drugiej strony przedstawiciele rządu zapewniają, że deficyt nie przekroczy 3 proc. PKB, co też jest istotne dla inwestorów, głównie zagranicznych.

Budżet na 2017 rok niepokoił wielu ekonomistów, bowiem wobec wprowadzenia kosztującego ponad 20 mld zł rocznie programu „Rodzina 500 plus”, wciąż niewprowadzonego jeszcze podatku od sprzedaży detalicznej oraz mniejszych wpływów z podatku bankowego istniało ryzyko przekroczeniem 3 proc. deficytu do PKB. Rząd zapewnia jednak, że tak się nie stanie. Zgodnie z opublikowanymi założeniami do ustawy budżetowej na 2017 rok PKB w przyszłym roku ma wzrosnąć do niemal 2 bln zł, czyli o 3,9 proc., zaś ceny podskoczyć mają o 1,3 proc., podczas gdy na bieżący rok założono średnioroczną deflację rzędu 0,4 proc. Nakłady brutto na środki trwałe mają wzrosnąć o 6,7 proc. wobec 4,7 proc. w 2016 roku (w 2015 tempo wyniosło 5,8 proc.).

– W stosunku do danych pierwotnych sprzed kilku miesięcy widać, że inwestorzy podchodzą nieco bardziej optymistycznie, tzn. przesunięcie wolnej kwoty na kolejne lata zmniejszy trochę wydatki, to po pierwsze – komentuje decyzję o niewprowadzaniu w 2017 roku wyższej kwoty wolnej od podatku Andrzej Lis. – Z drugiej strony widać, że bankowy podatek da trochę mniej, nie wiadomo, co się stanie z podatkiem detalicznym. Kolejna sprawa to niewiadoma, jeśli chodzi o uszczelnienie systemu podatkowego i większe wpływy z VAT. To wszystko są tak na razie życzenia, otwarte pozostaje pytanie, jak one się przełożą na rzeczywistość.

Początkowo zakładano, że tytułem podatku bankowego sektor finansowy odprowadzać będzie do budżetu państwa 5,5 mld zł rocznie. Ministerstwo Finansów ujawniło jednak w czerwcu, że prawdopodobna kwota, jak wpłynie w tym roku (podatek obowiązuje od 1 lutego), to 4 mld zł. W nowej wersji podatku od sprzedaży detalicznej, który wejdzie w życie najwcześniej w sierpniu, roczne wpływy mają sięgnąć 1,5 mld zł, a nie, jak planowano przy poprzednim projekcie, 2 mld zł. Uszczelnienie systemu podatkowego pomogłoby jednak zwiększyć wpływy z akcyzy czy VAT.

– Program „Rodzina 500 plus” konsumpcję oczywiście poprawi, już teraz widać pierwsze jaskółki większej konsumpcji. Z drugiej strony wydaje nam się, że wzrośnie też przez to import, czyli eksport netto się pogorszy, a to będzie miało ujemny wpływ na PKB – zapowiada Andrzej Lis. – Wszystko zależy od tego, jak chętnie Polacy będą kupowali produkty krajowe, a jak importowane.

Według założeń budżetowych eksport w tym i przyszłym roku będzie rósł wolniej niż import. Szacuje się, że wartość eksportu wzrośnie w tym roku o 6 proc., zaś w 2017 o 5,5 proc., natomiast import zwiększy się odpowiednio o 6,6 proc. oraz 6,4 proc.

DM Navigator: notowane na rynku Catalyst obligacje deweloperów o wartości 1,35 mld zł w ciągu dwóch lat powinny zostać zastąpione nowym długiem

CEO Magazyn Polska

Dobra passa deweloperów trwa także na rynku obligacji. Od 2012 roku na rynku Catalyst zadebiutowało dziewiętnaście podmiotów z branży deweloperskiej. Według Domu Maklerskiego Navigator nie należy się spodziewać całkowitej spłaty zobowiązań z tytuły wyemitowanych przez te podmioty obligacji. Bardziej prawdopodobne jest ich rolowanie, czyli zamiana na obligację nowej emisji.

– Spodziewamy się, że większość emisji obligacji deweloperów notowanych na rynku Catalyst zostanie zrolowana, czyli zastąpiona nowym długiem –prognozuje Mateusz Mucha, wiceprezes zarządu w spółce Navigator Debt Advisory. – Sytuacja na rynku nieruchomości cały czas jest dobra, więc spółki będą chciały kupować nowe grunty i dalej się rozwijać. W związku z tym rezygnacja z finansowania nie będzie w ich interesie.

Jak wynika z ostatniego raportu DM Navigator, branża deweloperska jest jedną z najlepiej reprezentowanych na rynku Catalyst. Od 2012 roku zadebiutowało na nim dziewiętnaście przedsiębiorstw z tego sektora. W grupie jedenastu deweloperów mieszkaniowych, których obligacje o łącznej wartości powyżej 40 mln zł notowane są na rynku, przychody z podstawowej działalności wzrosły w ubiegłym roku o 2,4 proc. W ciągu najbliższych osiemnastu miesięcy papiery o wartości 750 mln zł mają zostać wykupione. W 2018 roku będzie to ponad 600 mln zł.

– Deweloperzy chętnie finansują zakupy gruntów do swoich banków ziemi, posiłkując się środkami ze sprzedaży obligacji, bo prawie żaden bank nie udziela na to kredytów – tłumaczy Mateusz Mucha. – Dlatego zmienia się struktura zadłużenia takich przedsiębiorstw.

Zadłużenie z tytułu zarówno kredytów, jak i obligacji deweloperów netto sukcesywnie spada od 2012 roku i obecnie wynosi 2,6 mld zł, według raportu DM Navigator dzieje się tak za sprawą rosnącego salda gotówki, które jest utrzymywane po to, by spółki mogły szybko reagować na okazje inwestycyjne, kupując po korzystnej cenie grunty na kolejne inwestycje. Eksperci zaznaczają, że częściowo jest to również rezultat zdeponowania środków finansowych na rachunkach powierniczych.

– Deweloperzy coraz chętniej korzystają z obligacji, które są dla nich wygodniejsze, nie obwarowane tak przez banki, jak kredyt – wyjaśnia Mateusz Mucha. – Mają także możliwość wyemitowania nieco droższych, ale niezabezpieczonych nieruchomością papierów, z której chętnie korzystają.

Ostatnie dwa lata dla przedsiębiorstw deweloperskich były bardzo udane. Jak wynika z raportu DM Navigator, korzystne otoczenie rynkowe sprawiło, że w ubiegłym roku o 5,7 proc. wzrosła liczba lokali przekazanych do użytkowania. Poziom sprzedaży w pierwszym kwartale tego roku oraz zwiększenie liczby wydanych pozwoleń na budowę o jedną piątą (20 proc.) to sygnał, że w przyszłym roku wyniki finansowe deweloperów będą przynajmniej tak wysokie jak obecnie.

Resort infrastruktury: Poczta Polska odegra ważną rolę w budowaniu e-państwa. Ułatwi kontakt obywateli z urzędami

0

CEO Magazyn Polska

Poczta Polska jest przygotowana do odegrania jednej z głównych ról w cyfryzacji kraju – mówi Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury i budownictwa. Ma przede wszystkim wesprzeć budowę e-administracji i pośredniczyć w kontaktach obywatel–urząd. Posłuży do tego m.in. udostępniana w placówkach pocztowych sieć bezpłatnego WiFi, szczególnie w mniejszych miejscowościach, gdzie dostęp do internetu nie jest powszechny. Do końca przyszłego roku internet będzie dostępny we wszystkich 4,5 tys. placówek własnych.

Silne państwo to silny operator, a silny operator przygotowany w obszarze nowoczesnych technologii to jedno z głównych zadań, które ma do wypełnienia Poczta Polska w ramach budowania społeczeństwa informatycznego, w budowaniu e-państwa – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury i budownictwa.

Poczta Polska w zeszłym roku została wybrana narodowym operatorem pocztowym na kolejne 10 lat. Od marca dostarcza też sądową korespondencję.

Poczta Polska ma swoje miejsce w strategicznych planach rządu. Jej rolą są nie tylko nowoczesne technologie, lecz także zapewnienie bezpieczeństwa państwu, a przez wszystkie swoje funkcje – od tradycyjnych po nowoczesne – myślę, że będzie je wypełniała – mówi minister infrastruktury i budownictwa.

Poczta Polska stoi w tej chwili przed wielkim wyzwaniem przekształcenia się z tradycyjnego operatora pocztowego na nowoczesnego narodowego operatora cyfrowego. Naszym strategicznym celem jest zbudowanie kompleksowej oferty usług dla obywateli. Mam na myśli tzw. usługi e-government, czyli e-państwa. Chodzi o to, żeby każdy obywatel mógł zarówno online, jak i offline załatwić wszystkie sprawy urzędowe – wyjaśnia Grzegorz Kurdziel, członek zarządu Poczty Polskiej, odpowiadający za obszar sprzedaży i nadzorujący placówki pocztowe.

Poczta Polska to 7,5 tys. oddziałów. Dzięki zasięgowi w całej Polsce może także wspierać walkę z cyfrowym wykluczeniem społeczeństwa. Temu ma właśnie służyć obecnie udostępniana bezpłatnie sieć WiFi w blisko 850 placówkach w całym kraju. W szczególności operator skupia się na mniejszych ośrodkach, gdzie skala wykluczenia cyfrowego jest największa.

Przede wszystkim chcemy wspomóc społeczności w mniejszych miejscowościach, tzw. Polskę powiatową. Musimy pamiętać o tym, że ponad 20 proc. gospodarstw domowych w Polsce jest pozbawionych internetu. Ponieważ Poczta Polska jest operatorem pocztowym i swoje placówki ma w całej Polsce, to jesteśmy w stanie dostarczyć sieć tam, gdzie ten dostęp do internetu jest najsłabszy – wyjaśnia Grzegorz Kurdziel.

Poczta Polska w drugim etapie przedsięwzięcia może udostępnić darmową transmisję sygnału poprzez WiFi we wszystkich własnych placówkach pocztowych, włączając co kwartał do systemu 0,5 tys. lokalizacji. Docelowo, do końca 2017 roku, takie rozwiązanie ma zostać udostępnione we wszystkich placówkach.

Trzeba pamiętać o tym, że niecały obszar kraju jest zinformatyzowany, a w miejscach, gdzie są białe plamy, mieszkają osoby, które chcą korzystać z dostępu do internetu i chcą za pomocą nowoczesnych technologii cyfrowych realizować przesyłki pocztowe – mówi Andrzej Adamczyk. – Są też osoby, które nie chcą korzystać z nowoczesnych technologii, i tutaj Poczta Polska ma również swoją rolę do odegrania. Operator jest swoistym integratorem państwa i pragnąłbym, żeby tak właśnie zostało.

Poczta ma też gotowe rozwiązania niezbędne do dostarczenia bezpiecznej platformy do kontaktu obywateli z państwem. Takim narzędziem, poświadczonym wymaganymi certyfikatami bezpieczeństwa, jest platforma Envelo.

Została ona stworzona na bazie naszej spółki córki Poczta Polska Usługi Cyfrowe. To portal oferujący szeroki wachlarz usług cyfrowych i tym samym atrakcyjne rozwiązanie dla potrzeb Ministerstwa Cyfryzacji. W łatwy sposób możemy dopinać kolejne usługi cyfrowe. W bardzo szybkim okresie możemy też przyjąć wielu użytkowników, którzy mogliby korzystać z usług na naszej platformie – tłumaczy przedstawiciel Poczty Polskiej.

Wśród usług wprowadzonych przez Envelo są zarówno rozwiązania, które łączą rzeczywistość wirtualną z tradycyjnymi usługami pocztowymi (np. neoznaczek, neolist, neokartka), jak i produkty w pełni cyfrowe, m.in. neofaktura elektroniczna, neolist elektroniczny czy neorachunki. Ważnymi elementami innowacyjnej platformy komunikacyjnej są też Skrzynka Envelo, Konto Zaufane czy Cyfrowy Stempel Pocztowy. Za pośrednictwem Envelo swoje usługi realizuje kilkadziesiąt tysięcy firm.

– Z platformy można skorzystać jako anonimowy klient. To rozwiązanie stosowane często w sklepach internetowych. Natomiast rejestracja daje dodatkowe korzyści, nie trzeba przechodzić wszystkich operacji wypełniania pewnych formularzy – mówi Grzegorz Kurdziel.

Resort infrastruktury: Polska odegra ważną rolę w budowaniu e-państwa. Ułatwi kontakt obywateli z urzędami

CEO Magazyn Polska

Poczta Polska jest przygotowana do odegrania jednej z głównych ról w cyfryzacji kraju – mówi Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury i budownictwa. Ma przede wszystkim wesprzeć budowę e-administracji i pośredniczyć w kontaktach obywatel–urząd. Posłuży do tego m.in. udostępniana w placówkach pocztowych sieć bezpłatnego WiFi, szczególnie w mniejszych miejscowościach, gdzie dostęp do internetu nie jest powszechny. Do końca przyszłego roku internet będzie dostępny we wszystkich 4,5 tys. placówek własnych.

Silne państwo to silny operator, a silny operator przygotowany w obszarze nowoczesnych technologii to jedno z głównych zadań, które ma do wypełnienia Poczta Polska w ramach budowania społeczeństwa informatycznego, w budowaniu e-państwa – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury i budownictwa.

Poczta Polska w zeszłym roku została wybrana narodowym operatorem pocztowym na kolejne 10 lat. Od marca dostarcza też sądową korespondencję.

Poczta Polska ma swoje miejsce w strategicznych planach rządu. Jej rolą są nie tylko nowoczesne technologie, lecz także zapewnienie bezpieczeństwa państwu, a przez wszystkie swoje funkcje – od tradycyjnych po nowoczesne – myślę, że będzie je wypełniała – mówi minister infrastruktury i budownictwa.

Poczta Polska stoi w tej chwili przed wielkim wyzwaniem przekształcenia się z tradycyjnego operatora pocztowego na nowoczesnego narodowego operatora cyfrowego. Naszym strategicznym celem jest zbudowanie kompleksowej oferty usług dla obywateli. Mam na myśli tzw. usługi e-government, czyli e-państwa. Chodzi o to, żeby każdy obywatel mógł zarówno online, jak i offline załatwić wszystkie sprawy urzędowe – wyjaśnia Grzegorz Kurdziel, członek zarządu Poczty Polskiej, odpowiadający za obszar sprzedaży i nadzorujący placówki pocztowe.

Poczta Polska to 7,5 tys. oddziałów. Dzięki zasięgowi w całej Polsce może także wspierać walkę z cyfrowym wykluczeniem społeczeństwa. Temu ma właśnie służyć obecnie udostępniana bezpłatnie sieć WiFi w blisko 850 placówkach w całym kraju. W szczególności operator skupia się na mniejszych ośrodkach, gdzie skala wykluczenia cyfrowego jest największa.

Przede wszystkim chcemy wspomóc społeczności w mniejszych miejscowościach, tzw. Polskę powiatową. Musimy pamiętać o tym, że ponad 20 proc. gospodarstw domowych w Polsce jest pozbawionych internetu. Ponieważ Poczta Polska jest operatorem pocztowym i swoje placówki ma w całej Polsce, to jesteśmy w stanie dostarczyć sieć tam, gdzie ten dostęp do internetu jest najsłabszy – wyjaśnia Grzegorz Kurdziel.

Poczta Polska w drugim etapie przedsięwzięcia może udostępnić darmową transmisję sygnału poprzez WiFi we wszystkich własnych placówkach pocztowych, włączając co kwartał do systemu 0,5 tys. lokalizacji. Docelowo, do końca 2017 roku, takie rozwiązanie ma zostać udostępnione we wszystkich placówkach.

Trzeba pamiętać o tym, że niecały obszar kraju jest zinformatyzowany, a w miejscach, gdzie są białe plamy, mieszkają osoby, które chcą korzystać z dostępu do internetu i chcą za pomocą nowoczesnych technologii cyfrowych realizować przesyłki pocztowe – mówi Andrzej Adamczyk. – Są też osoby, które nie chcą korzystać z nowoczesnych technologii, i tutaj Poczta Polska ma również swoją rolę do odegrania. Operator jest swoistym integratorem państwa i pragnąłbym, żeby tak właśnie zostało.

Poczta ma też gotowe rozwiązania niezbędne do dostarczenia bezpiecznej platformy do kontaktu obywateli z państwem. Takim narzędziem, poświadczonym wymaganymi certyfikatami bezpieczeństwa, jest platforma Envelo.

Została ona stworzona na bazie naszej spółki córki Poczta Polska Usługi Cyfrowe. To portal oferujący szeroki wachlarz usług cyfrowych i tym samym atrakcyjne rozwiązanie dla potrzeb Ministerstwa Cyfryzacji. W łatwy sposób możemy dopinać kolejne usługi cyfrowe. W bardzo szybkim okresie możemy też przyjąć wielu użytkowników, którzy mogliby korzystać z usług na naszej platformie – tłumaczy przedstawiciel Poczty Polskiej.

Wśród usług wprowadzonych przez Envelo są zarówno rozwiązania, które łączą rzeczywistość wirtualną z tradycyjnymi usługami pocztowymi (np. neoznaczek, neolist, neokartka), jak i produkty w pełni cyfrowe, m.in. neofaktura elektroniczna, neolist elektroniczny czy neorachunki. Ważnymi elementami innowacyjnej platformy komunikacyjnej są też Skrzynka Envelo, Konto Zaufane czy Cyfrowy Stempel Pocztowy. Za pośrednictwem Envelo swoje usługi realizuje kilkadziesiąt tysięcy firm.

– Z platformy można skorzystać jako anonimowy klient. To rozwiązanie stosowane często w sklepach internetowych. Natomiast rejestracja daje dodatkowe korzyści, nie trzeba przechodzić wszystkich operacji wypełniania pewnych formularzy – mówi Grzegorz Kurdziel.

D. Sierakowska: przebicie poziomu 50 dol. za baryłkę ropy naftowej może być w najbliższych miesiącach bardzo trudne

CEO Magazyn Polska

Konsekwencje brexitu, słabnąca kondycja gospodarki Chin, coraz większe wydobycie w krajach OPEC i z odwiertów w Stanach Zjednoczonych powodują, że mimo systematycznie rosnącego popytu na świecie wciąż utrzymuje się znaczna nadpodaż ropy naftowej. Zdaniem Doroty Sierakowskiej z Domu Maklerskiego BOŚ przebicie granicy 50 dol. za baryłkę ropy WTI w najbliższych miesiącach może być bardzo trudne.

– W przypadku cen ropy naftowej wiele zależy od tego, jak będą kształtowały się warunki fundamentalne w globalnej gospodarce, z jakim popytem będziemy mieć do czynienia – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Dorota Sierakowska, analityk surowcowy w Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska. – Aczkolwiek prognozy nie są optymistyczne.

Jak zauważa Sierakowska, niepewność wciąż towarzyszy temu, co będzie się działo z Unią Europejską w kontekście głosowania w sprawie opuszczenia wspólnoty przez Wielką Brytanię. Wciąż jest także wiele znaków zapytania dotyczących kondycji gospodarek azjatyckich. W pierwszym kwartale tego roku największa z nich, chińska, urosła o zaledwie 1,1 proc. w stosunku do poprzednich trzech miesięcy i o 6,7 proc. w porównaniu do pierwszego kwartału 2015 roku. Było to najwolniejsze tempo wzrostu Chin od 2010 roku. Dane za drugi kwartał mają być podane w tym tygodniu.

– To wszystko składa się raczej na pesymistyczną wizję – ocenia Sierakowska. – Poziomy cenowe, które widzieliśmy w okolicach 50 dol. za baryłkę ropy naftowej, mogą się okazać bardzo trudne do przebicia w trakcie kolejnych kilku miesięcy.

Na giełdzie surowcowej Nymex w Stanach Zjednoczonych notowania ropy naftowej WTI od początku kwietnia tego roku wzrosły o blisko 24 proc., a od stycznia – o jedną trzecią (33,62 proc.). W ciągu roku spadek ceny tego surowca wyniósł jednak 16,95 proc., dwóch lat ­– 53,48, a trzech – 49,18 proc. W ubiegłym tygodniu baryłką surowca handlowano w cenie około 45 dol. W ostatnich dniach dodatkowo, głównie w wyniku ogłoszenia rezultatów referendum na temat opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej, bardzo umocnił się także dolar, w którym dokonywane są rozliczenia.

– Najważniejszym czynnikiem wpływającym na cenę ropy naftowej jest wciąż niepewność dotycząca brexitu, jego konsekwencji i wszystkiego, co jest związane z Unią Europejską – wskazuje Sierakowska. – Ona z kolei przyczynia się do pesymizmu na rynku ropy naftowej.

Ponadto, jak precyzuje Dorota Sierakowska, ważnym czynnikiem, który wpływa na ceny ropy, zwłaszcza amerykańskiej (WTI), jest wszystko, co dzieje się na tamtejszym rynku.

Kilka dni temu ogłoszono, że liczba czynnych, służących do wydobycia surowca, szybów w Stanach Zjednoczonych wzrosła do najwyższego poziomu od 15 kwietnia. W ostatnim uruchomiono dziesięć takich jednostek i obecnie pracuje ich już 351, ale produkcja surowca pozostaje na najniższym poziomie od maja 2014 roku. Przyczyniają się do tego największe od przeszło dekady zapasy.

– Ostatnio mamy wprawdzie do czynienia z ich spadkiem oraz relatywnie niską i spadającą produkcją, ale z drugiej strony widzimy, że amerykańskie firmy łupkowe zaczynają wracać na rynek, korzystając z niedawnego wzrostu cen i liczba wiertni zaczyna rosnąć – potwierdza Sierakowska. – Mamy więc dwa czynniki, które w pewnym stopniu wzajemnie się równoważą.

Dla cen ropy istotnym czynnikiem, jak przypomina Sierakowska, pozostaje sytuacja na Bliskim Wschodzie. Czerwcowe wydobycie surowca w krajach OPEC wzrosło do najwyższego poziomu od co najmniej 1997 r. i wyniosło średnio 32,82 mln baryłek dziennie wobec 32,57 mln w maju. Wzrost ten przy tym nastąpił w niemal wszystkich krajach kartelu, z wyjątkiem Iraku, gdzie produkcja i tak zwiększa się już od miesięcy w rezultacie zniesienia embarga na handel z tym krajem. Inwestorzy patrzą też na Daleki Wschód, a więc gospodarki azjatyckie takie jak Chin, Korei Południowej czy Japonii.

– To bardzo ważni importerzy ropy naftowej – ocenia Sierakowska. – Zwłaszcza w przypadku gospodarki chińskiej są duże wątpliwości co do tego, jak w tym kraju będzie się kształtować sytuacja. Wielu inwestorów bardzo obawia się spowolnienia tamtejszej gospodarki.

Globalny popyt na ropę naftową, jak twierdzi Sierakowska, wciąż się zwiększa. Dynamika jednak w ostatnich latach nieco spowolniła właśnie ze względu m.in. na kłopoty gospodarki Państwa Środka.

– W ciągu ostatnich lat mamy do czynienia z relatywnie systematycznym wzrostem światowego zapotrzebowania na ten surowiec – przekonuje analityczka surowcowa. – Dotychczas jednak popyt nie do końca zgrywał się z podażą, która w ostatnich latach zwiększała się dużo szybciej, czego skutkiem była nadwyżka, która z kolei przełożyła się na spadek cen w 2014 i ubiegłym roku.

Ceny na krajowych stacjach benzynowych, jak podkreśla Dorota Sierakowska, w dalszym ciągu najbardziej będą zależeć od dwóch podstawowych czynników: ceny rynkowej surowca oraz notowań amerykańskiej waluty, w której prowadzone są rozliczenia.

– Tutaj również mamy do czynienia z dwoma równoważnymi, znoszącymi się wzajemnie czynnikami – mówi Sierakowska. – Prawdopodobnie czeka nas spadek notowań ropy naftowej, być może pozostawanie jej na obecnych poziomach, oraz słaby złoty, który z kolei sprzyja wyższym cenom paliwa na stacjach benzynowych.

Polskie firmy logistyczne największym przewoźnikiem w Europie. Teraz muszą się skupić na wdrażaniu nowoczesnych rozwiązań

CEO Magazyn Polska

Krajowa flota składa się obecnie z blisko 200 tys. pojazdów kursujących po Europie. Polskie firmy są konkurencyjne, bo oferują najlepszy stosunek jakości do ceny usługi oraz są elastyczne. Aby utrzymać swoją pozycję w najbliższych latach, muszą jednak stawić czoła kilku wyzwaniom. Pierwszym jest dynamicznie rozwijający się sektor e-commerce, a drugim – wdrożenie innowacji technologicznych.

Logistyka zawsze stanowi koszt dla producenta, musi więc być poddana bardzo dużej dynamice zmian, innowacyjności, która umożliwia optymalizację kosztów – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Sukiennik, dyrektor generalny w spółce FM Logistic w Polsce. – Na koniec dnia usługa, którą świadczymy, musi być konkurencyjna. To nie jest trend jednoroczny, tylko ciągły. Skupiamy się więc na nieustannym unowocześnianiu technologicznym naszych usług.

Kondycja rynku logistycznego, jak wskazuje Piotr Sukiennik, jest ściśle związana z tempem rozwoju gospodarczego, który w Polsce jest stosunkowo wysoki. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, PKB w pierwszym kwartale roku ukształtował się na poziomie 3 proc. Był to wynik nieco niższy od oczekiwań analityków (3,5 proc.), ale i tak wysoki w skali Europy.

Krajowy rynek z tej perspektywy jest ciągle rosnący, 2–3 punkty procentowe PKB pokazują, że wciąż różnimy się od innych krajów unijnych – zauważa Piotr Sukiennik. – Myślę, że taka dynamika utrzyma się w najbliższych latach. Pamiętajmy, że Polska, jako konkurencyjny kosztowo kraj, daje możliwość zaproponowania lepszej ceny w stosunku do jakości niż kraje zachodnie. Zakładam, że tak będzie jeszcze przynajmniej w tej dekadzie.

Kluczowe sektory dla branży logistycznej, również dla FM Logistic, to FMCG, firmy farmaceutyczne oraz handel detaliczny. Jak dodaje Jacek Lipiński, dyrektor rozwoju biznesu FM Logistic Polska, na charakter wzrostu branży logistycznej w ostatnim czasie bardzo wpłynął sektor e-commerce poprzez m.in. dynamiczny rozwój wolumenów przesyłek kurierskich.

Jak szacuje zrzeszająca firmy i instytucje tzw. nowej gospodarki organizacja eCommerce Europe, udział handlu internetowego w europejskim PKB wynosi obecnie 2,2 proc., zaś do 2020 roku powinien wzrosnąć trzykrotnie. Według firmy doradczej PwC związany z tą cyfrową hossą krajowy rynek KEP (przesyłki kurierskie, ekspresowe i pocztowe) w tym roku wzrośnie o 14 proc., osiągając wartość 5,1 mld zł.

Sklepy internetowe bardzo szybko się rozwijają, powiększają swoją ofertę i zwiększają sprzedaż, w związku z tym potrzebują coraz większej powierzchni magazynowej u operatorów logistycznych – zauważa Jacek Lipiński. – W transporcie bardziej liczyć się będą zatem te przedsiębiorstwa, które sprostają nowym wymaganiom ze strony e-commerce.

Kolejnym obszarem, który obecnie staje się kluczowym dla przedsiębiorstw logistycznych, są aplikacje mobilne i internet, dzięki którym klienci mogą zarządzać przesyłką.

Odbiorca naszej usługi szybko się zmienia. Wyzwaniem dla nas na pewno z jednej strony będzie podążanie za nowymi technologiami, z drugiej –kreowanie innowacyjnych rozwiązań operacyjnych i logistycznych. Pojawi się również presja na coraz częstsze odbiory przesyłek w dniu zamówienia – wskazuje Jacek Lipiński.

Innowacje technologiczne są jednym z elementów zaktualizowanej strategii FM Logistic na kolejne trzy lata.

Innowacje związane są z robotyzacją i innego rodzaju nowościami, które będzie wymuszał na nas rynek – precyzuje Piotr Sukiennik. – Chcemy utrzymać pozycję lidera i nadal rozwijać się w tym kierunku.

Dynamika sprzedaży przedsiębiorstwa w najbliższym roku budżetowym, jak informuje Piotr Sukiennik, zakłada wynik na poziomie 12 proc.

Rynek rośnie i wciąż powinien się powiększać – prognozuje Piotr Sukiennik. – Istotne znaczenie będzie na nim miała relacja kosztów transportu do pozostałych. Polska nie tylko w przyszłym roku, lecz także w kolejnych latach może wciąż zachowywać w tej branży tendencję wzrostową.

Polscy przewoźnicy od lat są największą grupą w Unii Europejskiej i zajmują pierwsze miejsce pod względem liczby przewożonych towarów. Krajowa flota składa się obecnie z około 200 tys. pojazdów. W ubiegłym roku Główny Inspektorat Transportu Drogowego wydał 31,2 tys. licencji na międzynarodowy przewóz rzeczy. Tego rodzaju transportem zajmowało się 31 tys. przedsiębiorstw.

Zdaniem Jacka Oraczewskiego, dyrektora transportu międzynarodowego Grupy FM Logistic, główne przewagi krajowej branży transportowej to przede wszystkim duża elastyczność i konkurencyjność cenowa.

Pracodawcy coraz częściej korzystają z rekrutacji poprzez rekomendacje. W ten sposób zyskują sprawdzonych pracowników

CEO Magazyn Polska

Klasyczne portale z ofertami pracy stają się coraz mniej efektywne. Coraz chętniej wykorzystywanym rozwiązaniem w rekrutacji staje się metoda rekomendacji. Osoby zatrudnione z polecenia częściej niż w przypadku tradycyjnych rekrutacji spełniają oczekiwania firmy. Potencjał polecania ofert pracy w internecie jest wciąż nie w pełni wykorzystanym narzędziem.

Mamy obecnie duży problem z powodu braku możliwości znalezienia właściwych kandydatów poprzez działy HR i pracodawców. Obecnie specjaliści nie szukają pracy, to praca musi ich znaleźć – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Tomasz Szpikowski, współzałożyciel platformy rekrutacyjnej LepszaPraca.pl, skupiającej w jednym miejscu pracodawców, kandydatów i rekruterów.

Tradycyjne metody rekrutacji są wciąż często wykorzystywane, jednak mimo szerokiego zasięgu ogłoszeń taka forma rekrutacji nie zawsze przynosi satysfakcjonujące rezultaty. Selekcja aplikacji jest czaso- i pracochłonna. W przypadku pierwszej pracy lub stanowisk liniowych portale niekiedy się sprawdzają, gorzej wygląda sytuacja w przypadku wąskich specjalizacji. Rekrutacja oparta na poleceniu, jak przekonuje ekspert, może przynosić lepsze efekty.

To dzisiaj najlepsza metoda. Pracodawcy są zadowoleni. Jeśli ktoś zostanie zarekomendowany, ktoś za tę osobę zaręczy, a osoba, która przyjdzie, zwykle się sprawdza. Przyszłość rekrutacji znajduje się w sieci, w mediach społecznościowych, przy tym istotne są rekomendacje, czyli budowanie kapitału społecznego – wskazuje Szpikowski.

Jak wynika z najnowszego badania Sotrender i Combine wykonanego na zlecenie platformy rekrutacyjnej LepszaPraca.pl „Rekrutacja 4.0”, nawet 80 proc. poleceń pracy w social media odbywa się za pomocą portalu społecznościowego Facebook. Najczęściej poszukiwane są osoby na stanowiska o dużej rotacji, choć nie brakuje także ofert dla pracowników reklamy, programistów oraz pracowników z wąską specjalizacją. Pracę polecają najczęściej osoby prywatne (ok. 2/3 poleceń), nieco rzadziej publikują takie informacje firmy pod konkretnymi markami.

– Wiadomo, że nie będziemy rekomendować do pracy kogoś, za kogo będziemy się wstydzili. Będzie to raczej osoba, która da wartość dla pracodawcy, bo stanowi również naszą wizytówkę. Przy rekomendacji zastanowimy się, kogo chcielibyśmy rzeczywiście wysłać, kto jest wartościowy. Co istotne, buduje się przy tym kapitał społeczny, ludzie wzajemnie za siebie ręczą, współpracują – przekonuje współzałożyciel serwisu.

Na systemie polecenia zyskują osoby, które polecają pracowników. Stawki za polecenie zaczynają się w Polsce od 500 zł, jednak w zależności od branży mogą sięgać nawet 10 tys. zł. Niekiedy na wypłatę należy poczekać do zakończenia okresu próbnego zatrudnionej osoby, czasami wypłacana jest od ręki.

Liczymy na efekt kuli śnieżnej, dzięki któremu będziemy mogli powiedzieć, że jesteśmy największą agencją pracy. Jeśli kilka tysięcy osób będzie rekrutowało daną osobę, to ma się to nijak do agencji rekrutacyjnej czy portalu ogłoszeniowego, gdzie zazwyczaj zgłaszają się w pierwszej kolejności osoby, które są wyciągane przez jednego headhuntera – mówi Szpikowski.

Działy HR muszą sięgać po nowe formy rekrutacji, bo rynek pracy przechodzi wyraźne zmiany. Z rynku pracodawcy, gdzie przedsiębiorcy przebierali w aplikacjach, coraz wyraźniej staje się rynkiem pracownika. W szerszej grupie specjalizacji – IT, logistyce czy sprzedaży – firmy rywalizują między sobą o wykwalifikowaną kadrę.

Obecnie bezrobotnych jest znacznie mniej, musimy więc wyjść proaktywnie i poprzez system polecenia wyciągnąć tę osobę, która nie szuka pracy, która nie wie, że chce zmienić pracę. Musimy pokazać jej, że potencjał tej firmy jest świetny, ma dobre opinie w serwisie. Ta opinia o pracodawcy jest kluczowa – tłumaczy Szpikowski.

Łódź jednym z największych rynków handlowych w Polsce. Miasto będzie przyciągać nowych graczy

Z powierzchnią handlową przekraczającą 550 tys. mkw. i z nasyceniem 567 mkw. na tysiąc mieszkańców Łódź znajduje się w czołówce polskich miast. Lokalny rynek handlowy został zagospodarowany przez kilku dużych graczy. Na nowe centra handlowe jest miejsce, pod warunkiem że wzrośnie siła nabywcza łodzian. To zaś będzie możliwe tylko dzięki kolejnym inwestycjom w mieście i okolicy.

Łódź jest trzecim co do wielkości miastem w Polsce. W tym mieście obecne są wszystkie ważniejsze sieci handlowe. Łódzki rynek handlowy jest dość spójny. Podzielił się na kilku graczy. Najważniejszym jest Manufaktura, choć trudno o niej mówić jako wyłącznie o centrum handlowym. To obiekt bardziej rozrywkowy, który powstał 10 lat temu i przejął obecnie funkcje rynku, którego w Łodzi nie mamy – mówi agencji Newseria Biznes Emila Lange-Cichocka, dyrektor ds. marketingu w Centrum Handlowym Port Łódź.

Manufaktura, oddana do użytku w 2006 roku, o łącznej powierzchni 110 tys. mkw., jest największą galerią handlową w Łodzi. To przede wszystkim miejsce kulturalno-rozrywkowe, choć istotna jest również część sprzedażowa. W galerii działa 300 sklepów, przede wszystkim z sektora mody i usług. Pierwszym śródmiejskim centrum handlowym w mieście jest Galeria Łódź (45 tys. mkw.), oddana w 2002 roku. Jak jednak wskazuje Lange-Cichocka, pełni przede wszystkim rolę centrum fashion.

Trzecim ważnym graczem z wysoką świadomością marki, na poziomie 97 proc. w ciągu 6 lat, jest Port Łódź. Jedyne rodzinne centrum handlowe, którego ogromnym wyróżnikiem jest sklep IKEA i duży parking. 4,5 tys. miejsc parkingowych i przeogromna baza serwisowa dla rodzin z dziećmi powodują, że pełnimy rolę centrum rodzinnego, które zapewnia wygodne zakupy rodzinom nie tylko z Łodzi, lecz także z południowego regionu województwa, a po rozwoju dróg również ze wschodniej części – tłumaczy przedstawicielka Centrum Handlowego Port Łódź.

Pod koniec ubiegłego roku otwarto Sukcesję (46,3 tys. mkw.). Zasoby powierzchni handlowej w Łodzi przekroczyły tym samym 550 tys. mkw., a nasycenie powierzchnią handlową sięgnęło 567 mkw. na tysiąc mieszkańców.

Pod względem nasycenia łódzki rynek zajmuje piąte miejsce w kraju, ale biorąc pod uwagę siłę nabywczą, myślę, że w najbliższych czasach nie ma miejsca na kolejne centrum handlowe. Chyba że miasto rozwinie się w takim tempie, że przybędą do niego pieniądze, a w portfelach łodzian pojawi się ich dużo więcej. Obecnie istniejące centra są wystarczające na potrzeby łodzian – ocenia Lange-Cichocka.

Łódź ulega jednak dużym przeobrażeniom. Kluczowym czynnikiem wpływającym na ukierunkowanie rozwoju miasta i jego przemian jest wyznaczenie w Strategii Zintegrowanego Rozwoju Łodzi 2020+ priorytetowych branż przyciągających do Łodzi inwestorów. Dla miasta kluczowe są te branże, które tworzą wartość dodaną i oferują dobrej jakości miejsca pracy, czyli sektory BPO, SSC czy IT. W kolejnych miesiącach ma powstać 3,5 tys. nowych miejsc pracy. W perspektywie najbliższych 5 lat ma szansę dołączyć do najszybciej rozwijających się europejskich aglomeracji.

Łódź rozwija się w kierunku finansowo-kadrowym, ale wciąż pojawiają się u nas nowi inwestorzy zainteresowani rozwojem fabryk. Fabryki to przede wszystkim siła robocza, to nie są branże, które przyciągają ogromne biznesy do Łodzi, a co za tym idzie – ta siła nabywcza Łodzi wciąż odstaje od siły nabywczej innych miast tak jak Warszawa, Poznań czy Wrocław – przekonuje ekspertka.

Indeks siły nabywczej w Łodzi jednak stopniowo rośnie. Raport „Rynek centrów handlowych w polskich aglomeracjach” firmy Colliers International wskazuje, że w I połowie 2015 roku wyniósł on 116 proc. średniej krajowej.

Zmienia się również rola centrów handlowych w miastach. To już nie tylko miejsce zakupów, lecz także przestrzeń rozrywkowa i centra spotkań.

Obserwujemy, że w centrach handlowych pojawiają się galerie, kina, teatry, różnorodne działania eventowe, nie tylko w weekendy jak było to do niedawna, i dłuższe aktywności o charakterze edukacyjno-kulturalnym – podkreśla Emila Lange-Cichocka.

Linie lotnicze pod lupą internautów. Strajki i opóźnienia lotów szeroko komentowane w mediach społecznościowych

CEO Magazyn Polska

W II kwartale 2016 roku w internecie pojawiło się 30 tys. wzmianek o liniach lotniczych, większość w mediach społecznościowych – wynika z badania IMM. Najwięcej z nich dotyczyło Lufthansy, Air France i British Airways. Komentarze dotyczyły m.in.: strajków na lotniskach i związanych z nimi opóźnień lotów. Szybka reakcja linii lotniczych jest konieczna. Interakcja w mediach społecznościowych przekłada się na sympatię i pozytywne opinie.

– Przygotowaliśmy analizę medialną top 10 linii lotniczych w Europie w odniesieniu do rankingu przygotowanego przez Skytrax. W okresie od 1 kwietnia do 30 czerwca na temat hasła „linie lotnicze” we wszystkich mediach pojawiło się prawie 30 tys. informacji, z czego najwięcej w mediach społecznościowych. Na Facebooku było to około 50 proc. informacji oraz 30 proc. na forach internetowych – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Karolina Masalska, specjalistka ds. PR w Instytucie Monitorowania Mediów.

Najwięcej publikacji w badanym okresie dotyczyło Lufthansy (ponad 4,2 tys.), Air France (ponad 3,8 tys.) i British Airways (ponad 1 tys.). Podobnie wyglądała klasyfikacja pod kątem informacji o liniach w mediach społecznościowych. Te o Lufthansie wywołały ponad 23 tys. interakcji, najgorętsze dyskusje wzbudziła zaś Air France. Jest to związane z planami zmian ubiorów stewardess obsługujących loty na trasie Paryż–Teheran oraz zakładania hidżabu po opuszczeniu samolotu.

– Widzimy, że bardzo ważna jest analiza i kontrola tego, co dzieje się w mediach społecznościowych. Sytuacja z Air France wiązała się z błyskawiczną odpowiedzią przedstawiciela linii, dyrektora ds. zasobów ludzkich. Wydał on oświadczenie, w którym podkreślił, że obowiązek ten będzie jednak traktowany wybiórczo, w zależności od zgody danej osoby. W przypadku jej braku zostaną one przekierowane na loty do innych krajów – ocenia Masalska.

Wiele komentarzy wzbudziły informacje dotyczące strajków na lotniskach, które wiążą się z opóźnieniami lotów i wpływają na plany wakacyjne. W kwietniu strajki ostrzegawcze zorganizowane przez związek zawodowy pracowników sektora usług Verdi spowodowały, że Lufthansa odwołała 900 z 1,5 tys. lotów. W czerwcu najwięcej wpisów dotyczyło strajku pilotów linii Air France. Szacuje się, że odwołano 10 proc. lotów lokalnych i transkontynentalnych oraz 25 proc. lotów średniego zasięgu.

– Wszystkie informacje, które są związane z opóźnionymi lotami czy z dłuższą kolejką przy odbiorze bagażu, wiążą się z większą liczbą komentarzy w mediach społecznościowych. Stąd tak ważny jest monitoring mediów społecznościowych. Firmy powinny wykorzystywać media społecznościowe do tego, by wynajdywać takie uwagi i komentarze, które mogą pomóc w zmianie działania danej firmy i udoskonalić kwestie obsługi klienta – przekonuje specjalistka ds. PR w IMM.

Brak odpowiedzi na krytyczne komentarze w mediach społecznościowych może obniżyć przywiązanie klienta do danej marki o ponad 40 proc. Istotny jest również czas odpowiedzi. Ponad połowa osób oczekuje odpowiedzi w czasie krótszym niż godzina, obecnie większość firm odpowiada po 157 minutach (raport brandwatch.com). Taką sytuacje rozwiązały holenderskie linie KLM, które aktualizują czas, w jakim można się spodziewać odpowiedzi. Zaangażowanie się przewoźnika w działania w mediach społecznościowych przekłada się też na sympatię. W przypadku KLM stosunek wzmianek pozytywnych do negatywnych wyniósł 87 do 13 proc.

– Naprzeciw swoim pasażerom wyszedł holenderski przewoźnik (KLM), który postanowił spełnić ich najskrytsze marzenie i wprowadzić niepowtarzalny pomarańczowy samolot. Wprowadzenie takiej maszyny było odpowiedzią na zeszłoroczny wpis w mediach społecznościowych podczas Dnia Króla, kiedy to KLM zamieścił na stronie tak odmieniony model wraz z pytaniem „Czy powinniśmy mieć pomarańczowy samolot na przyszłe obchody Dnia Króla?”. Post zdobył ponad 30 tys. lajków. Przewoźnik, spełniając marzenia internautów, wprowadził takie samoloty do rutynowych lotów, a przy okazji również podczas tegorocznych igrzysk w Rio de Janeiro będzie nim przewożona kadra olimpijska – tłumaczy Karolina Masalska.

Długi polskich firm budowlanych

Ponad 221 mln zł winne są firmy budowlane różnego rodzaju dostawcom – wynika z danych BIG InfoMonitor. Kwota ta jeszcze wzrośnie, bo do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor niepłacących za towar zaczęła właśnie zgłaszać Sieć Budowlana, stowarzyszenie hurtowni materiałów budowlanych z rocznym obrotem 3,2 mld zł, stanowiącym blisko 9 proc. wartości rynku materiałów budowlanych w Polsce.

W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor wpisanych jest obecnie 22,2 tys. przedsiębiorstw budowlanych z łącznym długiem przekraczającym 221 mln zł. Najwyższa suma zaległości wynosi ponad  9,26 mln zł, a najniższa 1 zł, czyli została już niemal spłacona. Średnio jednemu wierzycielowi firma budowlana winna jest 9 962 zł.

Niemal 17 proc. należności opóźnionych jest ponad 60 dni

Na 510 tys. firm, widniejących w bazie BIG InfoMonitor, z zaległościami w płatnościach, zadłużone przedsiębiorstwa budowlane stanowią 4,3 proc. Nie do końca oddaje to skalę problemu zatorów płatniczych, występującego w branży budowalnej.

W porównaniu z innymi branżami to właśnie w budownictwie, mamy do czynienia z najwyższym odsetkiem przeterminowanych należności Na każde wystawione na fakturze 1000 zł, 169 zł trafia do kasy z ponad 60-dniowym opóźnieniem lub nie wpływa wcale  – zwraca uwagę Mariusz Hildebrand, wiceprezes BIG InfoMonitor. Wśród analizowanych firm zmagających się z zatorami płatniczymi, w usługach, udział przeterminowanych należności w całości należności,  szacowany jest na 13,9 proc., w produkcji na 11,9 proc., a w handlu na 10 proc. Przeciętna dla firm skarżących się na występowanie problemu zatorów płatniczych to 12,5 proc., czyli 125 zł opóźnionych na każde wystawione do zapłaty 1000 zł. Co gorsza, deklarowane przez firmy budowlane średnie sumy zaległości, od jesieni zeszłego roku, poszły w górę –  z 67,4 tys. zł do 71,6 tys. zł. W innych branżach w tym czasie doszło do spadków tych kwot  z ok. 40 tys. zł do 23-28 tys. zł.

W tej sytuacji nie dziwi, że budownictwo najczęściej postrzega nieterminowe regulowanie płatności przez kontrahentów jako zagrożenie dla prowadzenia działalności gospodarczej – 98 proc. W innych sektorach podobnego zdania jest około 80 proc. przedsiębiorców.

Rozdrobniony rynek pomaga oszustom

W Polsce rozdrobnienie rynku dystrybucji materiałów budowlanych sprzyja opóźnieniom w płatnościach. W krajach gdzie rynek ten jest skonsolidowany jak np. Francja czy Niemcy, nieuczciwe firmy nie miałyby szans na uzyskanie kredytów kupieckich w skali z jaką mamy do czynienia w naszym kraju – stwierdza Jarosław Paruzel, dyrektor generalny Rigips, członek zarządu Saint-Gobain Construction Products Polska*, produkującego m.in. płyty gipsowo-kartonowe. – W Polsce handel materiałami budowlanymi jest wciąż obciążony dużym ryzykiem na należnościach – dodaje przedstawiciel firmy, dlatego chcąc poprawić bezpieczeństwo obrotu swoimi produktami Rigips opłacił dla członków grupy zakupowej Sieć Budowlana, roczne usługi Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor. – Z czasem chcielibyśmy to rozwiązanie upowszechnić i być może objąć nim kolejnych dystrybutorów, poprzez których sprzedajemy nasze produkty – dodaje Jarosław Paruzel.

– Już samo powstawanie grupy zakupowej Sieć Budowlana siedem lat temu, do którego przystąpiło do tej pory 37 hurtowni materiałów budowlanych, obnażyło często stosowany przez oszustów mechanizm. Firmy, które z założenia nie zamierzają płacić za towar, po tym jak narobią długów w jednej hurtowni, zmieniają  miejsca zakupu i dostawy, aby latami krążyć po rynku narażając na straty kolejnych dostawców. Stowarzyszające się hurtownie szybko odkryły, że wiele z nich ma tych samych dłużników – mówi Tadeusz Pawlik, wiceprezes Sieci Budowlanej**.

Można domagać się zwrotu pieniędzy również od właściciela firmy

– Dalsze działanie takiego oszusta z powodzeniem może przerwać wpis do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz sprawdzanie bazy BIG przed udostępnieniem firmie towaru. Dobrze jest też jednocześnie zweryfikować wiarygodność finansową właściciela firmy (po nr PESEL). Niewykluczone, że wierzyciel posiadający taki wyrok zdecydował się już, ku przestrodze innych, wpisać niesolidnego przedsiębiorcę z imienia i nazwiska do bazy BIG – informuje Mariusz Hildebrand. Pozwoli to, nawet w po bankructwie firm, wciąż uważać na osoby, które wcześniej ryzykownie  prowadziły biznes.

–  W rękach właścicieli hurtowni stowarzyszonych w Sieci Budowlanej również są wyroki zasądzone wobec firm ze wskazaniem na konkretne osoby jako odpowiedzialne za dług. Będziemy teraz zgłaszać zarówno firmy jak i tych przedsiębiorców do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor – zapowiada Tadeusz Pawlik, wiceprezes Sieci Budowlanej, posiadających 150 hurtowni w całym kraju.

Rynek analityki danych jako usługi rośnie o blisko 61 proc. w skali roku

Złoto, ropa naftowa, Big Data. Oto hasłowa historia biznesu ostatnich lat. To właśnie wielkie zbiory danych stały się nową walutą dzisiejszej gospodarki. Sektor analityki Big Data przeżywa obecnie gigantyczny boom i wedle analiz IDC rozwija się w tempie sześciokrotnie szybszym, niż cała branża IT. Z Big Data as-a-Service (BDaaS), czyli analityki danych jako usługi, korzysta już coraz więcej firm: według raportu Sandler Research rynek ten rozwija się w tempie 60,9 proc. w skali roku. Żadna inna gałąź IT nie może pochwalić się takim wzrostem. Firmy informatyczne, chcąc wpisać się w ten trend, coraz częściej oferują swoje technologie w modelu usługowym (as-a-Service).

Dane jako usługa

Big Data as-a-Service (BDaaS) to rodzaj kompleksowej usług świadczonej w obszarze analityki danych, która odnosi się do przetwarzania w chmurze obliczeniowej coraz większej ilości informacji, wytwarzanych i przechowywanych w firmach oraz w Internecie, w celu ich biznesowego wykorzystania. Zajmują się tym wyspecjalizowane, zewnętrze wobec firm podmioty: platformy DMP (Data Management Platforms). Mają one dostęp do gigantycznej ilości często unikatowych danych o wysokiej rozdzielczości i potrafią te dane analizować. Następnie sprzedają przetworzone przez siebie informacje bezpośrednio do firm zainteresowanych rozbudową swoich systemów BI lub uzyskaniem aktualnych informacji o kliencie czy konkurencji.

BDaaS to kolejny dowód na to, że w biznesie powoli kończy się czas statycznych, stacjonarnych systemów BI, zamkniętych w ramach danych gromadzonych wyłącznie przez firmę. Nadprodukcja danych w Internecie sprawia, że coraz częściej przedsiębiorstwa nie są w stanie samemu podołać wyzwaniom, jakie niesie ze sobą cyfrowy boom.

Jego skutki mocno odczuwa dziś chociażby rynek e-commerce, który na bieżąco zmaga się z ogromną ilością nieustannie wytwarzanych i zmieniających się danych. Wcześniej firmy samodzielnie monitorowały ceny konkurencji na rynku, ponieważ w przypadku kilku wybranych produktów, takie porównania można było przeprowadzić „ręcznie”. Jednak przy kilkuset lub kilku tysiącach produktów podobna analiza zajęłaby już firmie kilka dni oraz wiązała się z zaangażowaniem całego sztabu analityków. Takie działanie byłoby po prostu czasochłonne i nieefektywne z uwagi na fakt, że dane szybko się dezaktualizują. A to poważny problem, z którym mierzy się obecnie wielu producentów, dystrybutorów czy sprzedawców działających w kanale online. Muszą oni nieustannie mieć oko na atrakcyjność cen ich produktów i usług względem tych oferowanych przez konkurencję. Nie dziwi więc fakt, że firmy poszukują dziś rozwiązań informatycznych pozwalających zautomatyzować proces data harvestingu, czyli gromadzenia i przetwarzania danych np. z największych porównywarek cenowych, sklepów internetowych czy portali aukcyjnych. Dzięki temu firmy mają dostęp do kluczowych informacji natychmiastowo, „tu i teraz”.

– Uzyskanie tych samych informacji bez posiłkowania się technologią byłoby praktycznie niemożliwe. Co z tego, że zatrudnilibyśmy zespół analityków, skoro nie byliby oni w stanie dostarczać informacji w czasie rzeczywistym? Ceny w Internecie zmieniają się przecież nieustannie – wyjaśnia Jakub Kot, CEO Dealavo, polskiej spółki dostarczającej inteligentne oprogramowanie do tzw. smart-pricingu, czyli analizy polityki cenowej oraz konkurencji online – Dzisiaj dane gromadzone są nie tyle przez zespoły ludzi, co inteligentne algorytmy, potrafiące wnioskować i dostarczające firmom insightów w czasie rzeczywistym. Jest to możliwe dzięki zastosowaniu systemów uczenia maszynowego oraz fuzzy matchingu, czyli algorytmu umożliwiającego automatyczne znalezienie i dopasowanie produktów, nawet pomimo różnić w ich nazwach, opisach czy kodach. Taki algorytm sugeruje, w których przypadkach ceny produktów są zaniżone lub zawyżone w stosunku do konkurencji, a w którym wystarczy je tylko nieznacznie zmodyfikować, aby móc przejąć pozycję cenowego lidera – dodaje Jakub Kot.

Big boom na Big Data

Ilość danych w Sieci rośnie w zawrotnym tempie: o ponad 40 proc. w skali roku. Oracle szacuje, że do końca 2016 roku Internet, po raz pierwszy w swojej historii, przekroczy próg 10 Zettabajtów danych. W kolejnych latach danych w Internecie będzie przybywać. IDC prognozuje, że do końca 2018 roku przepływ danych zewnętrznych w przedsiębiorstwach wzrośnie aż pięciokrotnie, zaś liderzy cyfrowej transformacji zwiększą ilość danych wychodzących co najmniej 500-krotnie. Z kolei Oracle podaje, że do 2020 roku globalna Sieć będzie liczyła już ponad 45 Zettabajtów danych. Na jednego internautę, jak przelicza IDC, przypadnie tym samym ponad 5 GB informacji.

– Klasyczne systemy klasy Business Intelligence w firmach już dzisiaj nie są w stanie sprostać wolumenowi cyfrowych informacji, jakie dostępne są w Sieci. W kolejnych latach ta sytuacja będzie się jeszcze pogłębiać. Rozwiązaniem jest wykorzystanie cloud computingu. Biznes będzie sięgał po dane z zewnętrznych hurtowni Big Data, przetwarzających dane w chmurze. Do końca tego roku z chmury jako repozytorium danych według IDC ma korzystać co drugie duże przedsiębiorstwo na świecie. Ponadto już teraz 70 proc. dużych firm korzysta z danych o użytkownikach gromadzonych i przetwarzanych przez takie podmioty, czyli uprawia Big Data as-a-Service. Do końca 2019 roku tym tropem mają pójść już wszystkie duże organizacje. Big Data jako usługa świadczona w chmurze to zatem kierunek ewolucji dzisiejszego biznesu. Wykorzystanie zewnętrznych danych  to przede wszystkim cenne źródło biznesowych insightów dla firmy, dlatego niekiedy BDaaS określa się również mianem „Insight as-a-Service”, czyli konkretnych, rzeczowych, praktycznych wskazówek, pozwalających firmom rozwijać się na rynku i budować przewagę konkurencyjną – tłumaczy Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, warszawskiej spółki specjalizującej się w Big Data, która jest właścicielem największej hurtowni danych o zachowaniach i zainteresowaniach internautów w tej części Europy.

Big Data as-a-Service to kolejny przykład usługi IT bazującej na wykorzystaniu chmury obliczeniowej (cloud-computing). Znajduje się on w tej samej grupie usług, co np. software as-a-service” (oprogramowanie-jako-usługa) czy „Infrastructure as-a-Service”. Wzmagające się zainteresowanie usługami świadczonymi w modelu XaaS (Everything as-a-Service) w sektorze biznesowym dostrzegają operatorzy centrów danych, które stanowią swoiste „magazyny” cyfrowych informacji.

– Rosnący popyt na rozwiązania oferowane jako usługa dał się zauważyć już w minionym roku, jednak to właśnie pierwszy kwartał 2016 rok był pod tym względem przełomowy. Liczba zapytań dotyczących tylko usługi IaaS, czyli dzierżawy sprzętu, infrastruktury sieciowej i chmury, zwiększyła się o około 75 proc. względem tego samego okresu ubiegłego roku. Powód? Jest to rozwiązanie dużo bardziej przystępne cenowo, znaczenie ma także dostęp do sprzętu najnowszej generacji i krótki czas uruchomienia infrastruktury dedykowanej firmie – tłumaczy Krystian Fydrych z Atmana, największego polskiego operatora centrum danych.

Analitycy IDC szacują, że do 2021 roku wydatki firm na usługi IT świadczone w modelu chmurowym, które dzisiaj stanowią około 15 proc. ich budżetu (około 17 mld dolarów w skali globalnej) wzrosną do około 35 proc. inwestycji w ten segment analityki danych. Oznacza to, że do tego czasu rynek BDaaS może osiągnąć wartość około 30 mld dolarów. Z kolei cały rynek danych typu Big Data do 2021 roku ma być wart około 88 mld dolarów.

Benefity z BDaaS

„Customer centricity”. To najczęściej deklarowany priorytet rozwojowy sektora biznesowego na najbliższe lata. Firmy chcą położyć większy nacisk na rozpoznanie potrzeb swoich klientów i lepsze dopasowanie ofert do ich wymagań. Radykalny zwrot w kierunku klienta oraz dopasowanie działań do konkretnego człowieka („customer centricity”), nie będzie jednak możliwe bez współudziału BDaaS. Jeśli przedsiębiorstwa faktycznie chcą postawić klienta w centrum swoich działań, to obowiązkowo napotkają na swojej drodze konieczność wdrożenia mechanizmów do analityki danych. Muszą przecież wiedzieć, kim ten klient faktycznie jest: czym się interesuje, jak myśli i jak działa. I właśnie tutaj z pomocą przychodzi analityka danych jako usługa, dzięki której firmy będą mogły uzyskać pełną, 360-stopniową ocenę profilu klienta.

Ciekawych informacji dostarcza badanie „Going beyond the data. Turning data from insights into value”, przeprowadzone przez firmę KPMG International. Wynika z niego, że blisko 97 proc. CIO oraz CTO (Chief Information Officer, Chief Technology Officer) w dużych firmach twierdzi, że wykorzystuje rozwiązania z zakresu analityki danych przynajmniej w niektórych obszarach działalności. Na podium znalazły się takie obszary jak: wykorzystanie danych do zarządzania ryzykiem w firmie (97 proc. wskazań), optymalizacja sprzedaży i marketingu (92 proc.), zarządzanie finansowe (87 proc.). 3 na 4 firmy (75 proc.) wykorzystują również dane do zarządzania zasobami ludzkimi bądź alokacją kapitału.

Najważniejszy jest jednak fakt, że aż 82 proc. respondentów przyznało, że wdrożenie zaawansowanych mechanizmów z zakresu analityki Big Data pozwoliło ich firmom na lepsze zrozumienie potrzeb i preferencji klientów oraz uzyskanie nowej perspektywy biznesowej, która pozwoliła im inaczej myśleć o ich biznesie. Ta zmiana optyki pozwoliła firmom lepiej odnaleźć się na rynku i łatwiej oraz szybciej osiągać profity.

Big Data jest kołem zamachowym dzisiejszego biznesu. Za sprawą analityki danych firma może działać efektywniej, uzyskując lepszą perspektywę dotyczącą zarówno rynku, jak i miejsca, jakie na nim zajmuje. Jak podaje firma analityczna Gartner do 2020 roku dzięki wykorzystaniu analityki Big Data aż 80 proc. procesów biznesowych w firmach zostanie zmodernizowanych. W ciągu najbliższych dwóch lat 7 na 10 przedsiębiorstw zamierza zwiększyć wydatki na analizę dużych zbiorów danych. Firmom nie chodzi dziś już wyłącznie o gromadzenie, przetwarzanie, segmentowanie i analizowanie danych, czyli wspomniany data harvesting, lecz przede wszystkim o ich monetyzację. Nie jest to jednak łatwe zadanie. Głównym problemem związanym z analityką biznesową jest ocena przydatności i wiarygodności danych, także z tych źródeł, których do tej pory w ogóle nie brano pod uwagę. Te problemy rozwiązują zewnętrzne hurtownie danych oraz platformy DMP (Data Management Platforms), które przetwarzają dane w chmurze obliczeniowej. I wylicza po kolei benefity, jakie firmy mogą czerpać z analityki danych jako usługi:

– Po pierwsze Big Data as-a-Service umożliwia rozpoznanie realnych i aktualnych potrzeb oraz zainteresowań klientów. Pozwala także rozszerzyć katalog odbiorców usług czy towarów firmy. Po drugie, dane można wykorzystać do lepszego dopasowania działań reklamowych w Sieci pod kątem konkretnego internauty. Po trzecie, analityka danych ułatwia proces monetyzacji zasobów cyfrowych posiadanych przez firmę i przekształcenia ich w kapitał rozwojowy czy strategiczny przedsiębiorstwa. Po czwarte, data enrichment, czyli wzbogacenie wewnętrznych systemów firmowych klasy BI (Business Intelligence), CRM (Customer Relationship Management), ERP (Enterprise Resource Planning) o zewnętrzne źródła danych. Dzięki data enrichment firmy mogą zweryfikować aktualność i przydatność zgromadzonych przez nie danych, integrując je z danymi od zewnętrznych dostawców – mówi Piotr Prajsnar – Big Data as-a-Service zdejmuje z firm konieczność żmudnego przeszukiwania własnych zasobów informacyjnych. Pokazuje przedsiębiorcy czarno na białym, gdzie tkwią główne źródła problemów w jego organizacji, a także jak im zaradzić i jakie działania podjąć, aby utrzymać się na rynku lub kształtować jego obraz.  Innymi słowy: dane jako usługa mogą pełnić funkcję mózgu przedsiębiorstwa, a także jego syreny alarmowej.  To właśnie dzięki Big Data as-a-Service ekonomia coraz śmielej wkracza na swoje cyfrowe tory – dodaje CEO Cloud Technologies.

Te benefity z Big Data As-a-Service zdają się przemawiać do polskich przedsiębiorców. Według badania zrealizowanego przez InsightExpress aż 8 na 10 polskich menedżerów IT sądzi, że Big Data stanowiło będzie trzon strategii biznesowej ich przedsiębiorstw w ciągu najbliższych pięciu lat. Z kolei w ciągu najbliższych dwóch lat 7 na 10 przedsiębiorstw planuje zwiększenie wydatków na analizę dużych zbiorów danych.

Jednak mimo optymistycznych deklaracji docierających z wielu środowisk – rzeczywistość skrzeczy. Zwłaszcza w sektorze marketingowym. Z badania autorstwa CMO Council, „Predicting Routes to Revenue” wynika, że w ostatnim kwartale ubiegłego roku jedynie 5 proc. spośród 150 marketerów w Europie i Ameryce Północnej wie, jak posługiwać się narzędziami analitycznymi. Z kolei w Polsce, według badań przeprowadzonych przez Intel zaledwie co piąta firma (18 proc.) analizuje informacje marketingowe o klientach. Jeśli jednak wierzyć zapewnieniom polskich i zagranicznych działów IT – ten krajobraz technologiczny zmieni się radykalnie w ciągu najbliższych lat.

Big Data jest bowiem w cenie. Computing Technology Industry Association (CompTIA) przebadało grupę ponad 400 specjalistów IT z całego świata, aż 72 proc. ankietowanych twierdzi, że efekty wdrożenia mechanizmów służących analityce Big Data w chmurze obliczeniowej nie tylko sprostały ich oczekiwaniom, ale nawet je przerosły. Z kolei 3 na 4 (75 proc.) ekspertów IT uważa, że ich biznes rozwijałby się lepiej, gdyby udało mu się w pełni wykorzystać potencjał cyfrowych danych. A 61 proc. ekspertów IT deklaruje, że ich firmy stały się bardziej ostrożne w kwestii prywatności oraz bezpieczeństwa danych. Z kolei z badania zrealizowanego przez Riverbed i Wakefield Research, przeprowadzonego na grupie 900 osób decyzyjnych z globalnych firm z 8 krajów. Korzystanie z aplikacji biznesowych opartych na chmurze obliczeniowej, potwierdziło aż 95 proc. ankietowanych. Wśród korzyści najczęściej wymieniano: możliwości pojemnościowe chmury (50 proc. wskazań), oszczędność kosztów (39 proc.), zapewnienie elastycznego modelu biznesowego (36 proc.) oraz wzrost współpracy wewnątrz organizacji (36 proc.).

Wideokonferencje zoptymalizują działania biznesowe nie tylko dużych firm

Wideokonferencje to nowoczesny i efektywny sposób komunikacji, coraz częściej wykorzystywany przez polskie przedsiębiorstwa – nie tylko te duże, ale również małe i średnie. Narzędzie umożliwia optymalizację działań biznesowych firm, w tym ograniczenie kosztów związanych z wyjazdami służbowymi. Jakie jeszcze możliwości daje przedsiębiorstwom wprowadzenie rozwiązań wideokonferencyjnych?

Wraz z rozwojem usług telekomunikacyjnych w Polsce, wzrasta również liczba firm wprowadzających nowoczesne systemy wideokonferencyjne, wykorzystywane m.in. w procesach rekrutacji, prowadzeniu szkoleń, rozmowach z klientami oraz współpracownikami. Dostawcy rozwiązań nie dyskryminują w tym przypadku małych i średnich przedsiębiorstw – oferty dostosowane są do aktualnych potrzeb firm bez względu na ich wielkość. Co zyskują przedsiębiorstwa wprowadzające rozwiązania wideokonferencyjne?

Oszczędność czasu oraz redukcja kosztów podróży

Obniżenie kosztów podróży to jedna z kluczowych zalet wprowadzenia rozwiązań wideokonferencyjnych w firmach. Dzięki nim, możliwe jest nie tylko ograniczenie wydatków związanych m.in. z rezerwacją hoteli, sal konferencyjnych, środków komunikacji, ale również zaoszczędzenie czasu na samych podróżach – zwłaszcza międzynarodowych. – Koszt wdrożenia systemu wideokonferencyjnego w firmie zwraca się w bardzo krótkim czasie – nawet w przeciągu 12 miesięcy. Natomiast mnogość modeli wdrożeń – chmura publiczna, chmura prywatna, rozwiązanie on-premise czy hybrydowe, jak również elastyczne formy zakupu – czasowe subskrypcje licencji czy leasing, sprawiają, że rozwiązania te cieszą się coraz większym zainteresowaniem nie tylko korporacji, ale także firm z sektora MŚP – mówi Piotr Pawlikowski, Product Manager w MCX Telecom.

Zwiększenie wydajności pracy

Odpowiednio dobrane narzędzia wpływają na jakość wykonywanej pracy, podnosząc tym samym osiągane przez zespół wyniki. Pracownicy firm, które wprowadzają rozwiązania wideokonferencyjne mogą kontaktować się ze sobą w dowolnym czasie i miejscu – również w obrębie jednej placówki, skracając czas realizacji wielu czynności, które wymagałyby konsultacji czy wsparcia innych osób. Wideokonferencja umożliwia połączenie 200 uczestników w czasie rzeczywistym, dzięki czemu realizacja projektów przebiega znacznie sprawniej i efektywniej.

Poprawa komunikacji w całym przedsiębiorstwie

Wideokonferencje nie tylko usprawniają współpracę między pracownikami, ale również stanowią doskonałe narzędzie komunikacji wewnątrz całej firmy. Z powodzeniem mogą zastąpić cykliczne spotkania zarządu czy komunikaty wydawane przez kadry wyższego szczebla. Usprawniają również komunikację firmy z osobami pracującymi poza biurem – dzięki temu pracownicy zdalni bardziej utożsamiają się ze swoją organizacją, co przekłada się również na ich lojalność względem pracodawcy.

Efektywna praca zespołowa

W dobie cyfryzacji i dynamicznego rozwoju korporacji, innowacyjne idee oraz zaawansowane technologicznie projekty powstają często w wyniku międzynarodowych konsultacji specjalistów z różnych dziedzin. Wprowadzenie rozwiązań wideokonferencyjnych w firmie pozwala na zgromadzenie i współpracę poszczególnych osób w tym samym czasie, bez względu na ich położenie geograficzne. Zapewnienie zespołom projektowym wysokiej jakości narzędzi komunikacji zwiększa efektywność ich pracy. Ponadto firma, która inwestuje w rozwiązania z zakresu nowych technologii jest postrzegana jako nowoczesny i otwarty na innowacje pracodawca, co nie tylko przyciąga najlepszych pracowników, ale wpływa też na motywację całego zespołu.

Ekologiczne rozwiązanie

Warto wspomnieć także o tym, że wideokonferencje to nie tylko nowoczesne, ale również ekologiczne rozwiązanie dla firm. – Większa liczba podróży oznacza częstsze wykorzystanie środków komunikacji, takich jak np. samochód czy samolot, które generują znaczną ilość CO2 do atmosfery. 30 km jazdy samochodem generuje 5 kg CO2  czyli tyle, ile duże drzewo pochłania przez cały rok. Zmniejszenie emisji dwutlenku węgla w dzisiejszych czasach to ogromnie ważny czynnik mający wpływ na powstrzymanie gwałtownych zmian klimatu. Dlatego spotkanie na wideo to spotkanie pro-ekologiczne – mówi Piotr Pawlikowski, Product Manager w MCX Telecom.

Rozliczenie samochodu osobowego wykupionego z leasingu

To, czy będziemy mogli wykupić samochód z leasingu po zakończeniu umowy, jest związane przede wszystkim z wyborem oferty leasingowej. Zazwyczaj możemy wybierać pomiędzy leasingiem operacyjnym i kapitałowym, zwanym także finansowym. W Polsce o wiele popularniejszy jest ten pierwszy rodzaj umowy leasingowej. Oba kontrakty zupełnie inaczej ujmują kwestię przechodzenia własności przedmiotu leasingu – w przypadku leasingu finansowego własność przedmiotu automatycznie przechodzi na korzystającego, jeśli natomiast chodzi o leasing operacyjny, korzystający może wykupić przedmiot leasingu po zakończeniu podstawowego okresu umowy zwykle na preferencyjnych warunkach.

Wykup samochodu osobowego z leasingu  a umowa leasingu operacyjnego

Leasing operacyjny jest niezwykle komfortowym rozwiązaniem dla przedsiębiorców  – w jego ramach mogą oni użytkować samochód do celów firmowych i nie muszą kupować własnego pojazdu. Jeżeli leasingowane auto się sprawdzi, przedsiębiorca może wykupić je w ramach prowadzonej działalności lub na cele prywatne.

Wykup samochodu osobowego z leasingu w ramach prowadzonej działalności gospodarczej

Przedsiębiorca, który nabył samochód z leasingu, powinien otrzymać fakturę VAT dokumentującą taką transakcję. Będzie to inny dokument niż faktury dotyczące rat leasingowych – leasing operacyjny na gruncie podatku od towarów i usług jest usługą, wykup samochodu osobowego z leasingu możemy natomiast zakwalifikować jako dostawę towaru.

Przedsiębiorca może ująć wykup samochodu osobowego z leasingu jako środek trwały. Za wartość początkową powinien przyjąć cenę nabycia, przez którą rozumie się kwotę należną zbywcy, powiększoną o koszty związane z zakupem naliczone do dnia przekazania środka trwałego do używania i pomniejszoną o podlegający odliczeniu VAT naliczony oraz skorygowaną o ewentualne różnice kursowe zgodnie z art. 22 pkt g ust. 3 i 5 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.

Gdy wykupu dokonuje czynny podatnik VAT prowadzący sprzedaż opodatkowaną, to podatek VAT można w takim wypadku odliczyć w dwóch wariantach:

  • 50% wartości podatku VAT,
  • 100% wartości podatku VAT.

Na odliczenie podatku będzie miał znaczny wpływ sposób, w jaki przedsiębiorca będzie korzystał z pojazdu. Stawka 50% będzie stosowana w odniesieniu do pojazdów osobowych o użytku mieszanym (dla których nie jest prowadzona kilometrówka dla celów VAT). Pozostała część podatku może natomiast zostać doliczona przez przedsiębiorcę do wartości początkowej samochodu podlegającej amortyzacji.

100% VAT przysługuje natomiast m.in. w odniesieniu do pojazdów, z których podatnik korzysta wyłącznie w celach związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej. Przedsiębiorca musi jednak złożyć w urzędzie skarbowym formularz VAT-26 i ma obowiązek prowadzenia ewidencji przebiegu pojazdu.

Prawo do odliczenia pełnej wartości podatku mają przedsiębiorcy, którzy udowodnią organowi podatkowemu, że samochód użytkowany jest wyłącznie w firmie. Wykupujący mogą tego dokonać za okres rozliczeniowy, w którym otrzymali fakturę lub za jeden z dwóch kolejnych okresów rozliczeniowych.

Wykup samochodu osobowego z leasingu do celów prywatnych

Przedsiębiorcy korzystający z samochodów leasingowanych w ramach umowy leasingu operacyjnego niekiedy mogą też wykupić je na cele prywatne. W takim przypadku nie mogą jednak odliczyć VAT-u wynikającego z faktury. Wydatków związanych z wykupem pojazdów też nie będą mogli zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów.

Sprzedaż prywatnego samochodu po upływie 6 miesięcy od nabycia nie powoduje powstania przychodu. Co ważne, jeżeli pojazd wykupiony z leasingu był użytkowany wcześniej w firmie, a wydatki związane z jego użytkowaniem stanowiły koszt podatkowy działalności,  w przypadku jego sprzedaży przed upływem 6 lat osiągnięty przychód może zostać uznany za przychód z prowadzonej działalności. Mimo że obecnie jednak organy skarbowe odchodzą od tego typu interpretacji, nie ma w praktyce jednolitego stanowiska podpartego prawem.

Przedsiębiorca może też zdecydować się na korzystanie z samochodu zarówno do celów prywatnych, jak i w działalności gospodarczej. W takim przypadku powinien on prowadzić ewidencję przebiegu pojazdu dla celów PIT – pozwoli to na zaliczenie wydatków, związanych z użytkowaniem tego pojazdu i określone na zasadach kilometrówki, do kosztów uzyskania przychodów.

78% Polaków planujących kupno auta używanego, zamierza sfinansować zakup ze środków Programu 500+

Według badania opinii przeprowadzonego wśród klientów AAA AUTO na temat czynników wpływających na decyzję zakupu, 78% osób odwiedzających AAA AUTO chce wykorzystać środki pochodzące z Programu 500+ na zakup samochodu. Większość osób (67%) planuje wykorzystać otrzymane pieniądze na spłatę miesięcznych rat kredytowych. Badanie zostało przeprowadzone wśród 2000 osób, we wszystkich oddziałach AAA AUTO w Polsce, w okresie maj- czerwiec 2016 roku.

“Dla wielu rodzin dodatkowe 500 zł może stanowić powazny zastrzyk gotówki. Pieniądze pochodzące z programu 500+ na pewno w części będą przeznaczane przez rodziny na bieżące wydatki domowe czy zakup ubrań dla dzieci. Jednak wyniki naszego badania dowodzą, że większość polskich rodzin zainteresowanych zakupem aut używanych, które będą korzystały z programu 500+, zamierza także przeznaczyć całość lub część tych dodatkowych pieniędzy na zakup samochodu. Spodziewamy się, że częściej będą poszukiwane najtańsze wersje popularnych aut rodzinnych, jak np. Ford Focus kombi, Volkswagen Passat czy KIA Ceed kombi” – powiedział Ken Scarratt, Dyrektor Generalny AAA AUTO w Polsce.

Za kwotę około 500 zł, rodzina może pozwolić sobie na zakup przedstawionych poniżej przykładowych samochodów używanych, które będą spełniały ich oczekiwania:

Model Silnik Rok produkcji
Ford Focus kombi 1.5 EcoBoost / Benzyna 2015
Škoda Yeti 1.4 TSI / Benzyna 2014
Kia Ceed kombi 1.0 T-GDI / Benzyna 2015
Opel Insignia 1.6 Turbo / Benzyna 2013
Volkswagen Passat 2.0 TDI / Diesel 2013
Volkswagen Tiguan 2.0 TSI / Benzyna 2010
Volkswagen Touran 2.0 TDI / Diesel 2011

* Szczegółowe informacje dotyczące warunków kredytu i kosztów na stronie www.aaaauto.pl

Najbardziej istotnymi cechami samochodu używanego dla rodziców i matek są bezpieczeństwo oraz praktyczność, którzy cenią dużo bardziej niż komfort, czy wygląd pojazdu. Kolejnymi, ważnymi dla nich kryteriami wyboru auta są także ekonomiczność silnika i pojemność bagażnika.

Popołudniowy komentarz walutowy z 11.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 11.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Prognozy gospodarcze NBP

Poznaliśmy prognozy gospodarcze NBP. Inflacja nie osiągnie celu inflacyjnego do końca 2018 roku. W takich momentach należy sobie zadać pytanie jaka jest idea posiadania takowego celu, do którego de facto się nie dąży.

Niepokój muszą budzić prognozy wzrostu PKB. Względem marcowych wzrost gospodarczy na koniec roku będzie wynosił o 0,6% mniej, czyli 3,8%. W 2017 roku będzie to 3,5% wobec prognozowanych wcześniej 3,8%. W 2018 strata do marcowej projekcji wyniesie zaledwie 0,1% i będzie to wynik 3,3%. Dane te pokazują, że o ile nie wydarzy się coś nadzwyczajnego, możemy zapomnieć o przeszło 4% wzroście i szybkim nadrabianiu dystansu do zachodu. Co gorsza, w symulacjach założono brak zmian stóp procentowych. Jeżeli RPP dokona podwyżki to zwiększony koszt kapitału może tylko zaszkodzić wzrostowi PKB. Jeżeli słabsze dane się potwierdzą, będzie to impuls do osłabiania złotego.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kontynuacja optymizmu na rynkach

Inwestorzy podtrzymali w piątek dobre nastroje, a większość światowych indeksów zakończyła dzień wzrostami. Niemiecki DAX zyskał na koniec dnia 2,24%, brytyjski FTSE100 wzrósł o 0,87%, a francuski CAC40 o 1,77%. Słabo na tym tle wyglądał nasz rodzimy WIG20, który piątkowe notowania zamknął ze stratą -0,47%. Zdecydowanie najważniejszymi informacjami były dane z amerykańskiego rynku pracy.

 

Tym razem, odwrotnie niż w maju, zaskoczenie było pozytywne. Zmiana zatrudnienia w przemyśle wyniosła 14 tys., a w sektorze pozarolniczym 287 tys. W maju, było to odpowiednio -16 tys. oraz 11 tys., więc zmiana jest bardzo znacząca. Inne informacje, które poznaliśmy, to stopa bezrobocia, która wyniosła 4,9% (wzrost z 4,7%) oraz wskaźnik efektywności zawodowej – wzrost z 62,6% do 62,7%. W weekend, miało miejsce jeszcze jedno bardzo ważne wydarzenie. Mianowicie, partia premiera Shinzo Abe bezspornie i zdecydowanie wygrała wybory w Japonii. Daje to Abe mandat do kontynuowania rządów oraz rozwinięcia pakietu stymulacyjnego. Szczegóły poznamy w ciągu kilku najbliższych dni.

 

Sesja w USA:

Rynek akcyjny w Stanach Zjednoczonych zakończył piątkowy handel wzrostami. W momencie zamknięcia, indeks Dow Jones Industrial Average wzrósł o 1,40%, S&P500 zyskał 1,53%, a Nasdaq Composite wzrósł o 1,64%.

 

Waluty:

Kurs EURUSD na koniec piątkowych notowań dotarł do poziomu 1,1055 i tym samym spadł o 0,43%. Para EURGBP straciła 0,43% i osiągnęła poziom 0,8532, natomiast EURJPY spadła o 0,31%, osiągając 111,15.

 

Polska waluta jest dziś rano wyceniana przez rynek następująco: 4,4112PLN wobec euro, 3,9917 PLN wobec dolara amerykańskiego, 4,0621 PLN wobec franka szwajcarskiego i 5,1675 PLN wobec funta szterlinga.

Surowce:

Notowania złota w piątek spadły o 0,26% do poziomu 1356,60 USD za uncję. Srebro zyskało natomiast 1,31% i było notowane po 20,058 USD za uncję.

Ropa naftowa, w przypadku odmiany WTI, zyskała 0,60%, docierając do poziomu 45,41 USD za baryłkę. Odmiana Brent wzrosła o 0,78% i była notowana po 46,76 USD za baryłkę.

 

Konrad Mikołajko

Head of Support

Patron FX

Robert Zaklika: z T-Mobile do ATM S.A.

Do Zarządu Spółki ATM S.A., największego polskiego operatora centrum danych, dołączył Robert Zaklika, który będzie odpowiadał za transformację, optymalizację kosztów i zarządzanie kapitałem ludzkim. To menadżer z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem zdobytym w największych spółkach z sektora telekomunikacyjnego, bankowego, ubezpieczeniowego i chemicznego.

Robert ZaklikaRobert Zaklika specjalizuje się w transformacji i wdrożeniach zmian w organizacji w zakresie redukcji kosztów operacyjnych i osiągnięcia wysokiej efektywności zarówno operacyjnej, jak i sprzedażowej. W ostatnim czasie był liderem transformacji kosztowej w T-Mobile Polska, gdzie rozpoczął skuteczny program transformacji, który jest obecnie kontynuowany. W 2015 roku z sukcesem odpowiadał w grupie Netia za proces restrukturyzacji i wdrożenia zmian operacyjnych, zajmując stanowisko Dyrektora ds. Operacji.

Robert Zaklika jest jednym ze stu menadżerów tworzących od podstaw Alior Bank S.A. Jako Dyrektor Departamentu Logistyki przez ponad siedem lat nadzorował budowę wszystkich placówek banku, procesów logistycznych i data center należących do Banku. Koordynował również wprowadzanie do struktur spółki nowoczesnych rozwiązań z zakresu BCM.

Z ramienia Banku był odpowiedzialny za restrukturyzację spółki Polbita (Drogerie Natura), a także zarządzał siecią sprzedaży Drogerii Natura. W swojej karierze zawodowej zajmował się również konsolidacją spółek transportowych grupy PKN Orlen na południu Polski. Ponadto zasiadał w kilku Radach Nadzorczych spółek z grupy Netia i PKN Orlen S.A.

Robert Zaklika jest absolwentem studiów Executive MBA IAE Aix-en-Provence Graduate School of Management, Uniwersytetu Gdańskiego i Gdańskiej Fundacji Kształcenia Menedżerów. Ukończył Wyższą Szkołę Menadżerską z tytułem magistra i Wyższą Szkołę Zarządzania w zakresie zarządzania nieruchomościami.

Startuje Fundusz Pożyczkowy Wspierania Innowacji. 106 mln zł dla startupów

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości ogłasza konkurs, którego celem jest finansowanie innowacyjnych projektów, znajdujących się na wczesnym etapie rozwoju. To druga odsłona tego instrumentu, który spotkał się w ubiegłych latach z pozytywnym przyjęciem przez rynek. Opracowany w procesie szerokich konsultacji mechanizm jest dźwignią finansową dla młodych spółek, która umożliwia przejście z fazy startowej do fazy wzrostu. Fundusz został skonstruowany jako źródło dłużnej formy finansowania dla innowacyjnych startupów, które pozyskały kapitał od inwestorów prywatnych, tj. anioła biznesu lub funduszu podwyższonego ryzyka typu venture capital. Przyjmowanie wniosków o udzielenie pożyczki rozpocznie się 18 lipca br.

Celem funkcjonowania Funduszu Pożyczkowego Wspierania Innowacji jest zniwelowanie występującej w gospodarce „luki finansowania”. Narzędzie oferowane przez PARP pozwala młodym przedsiębiorcom prowadzącym innowacyjną działalność na pozyskanie zewnętrznych źródeł finansowania oraz płynne przejście z etapu zalążkowego do fazy dynamicznego wzrostu. Większa dostępność finansowania dłużnego ze środków publicznych mobilizuje środki profesjonalnych inwestorów prywatnych, promując wśród nich wspieranie przedsięwzięć innowacyjnych

W ramach  dotychczasowej działalności kapitał Funduszu o wartości ponad 96 mln – zapewniony ze środków budżetu państwa oraz funduszy strukturalnych w ramach perspektywy finansowej na lata 2007-2013 – zł zasilił niemal 60 młodych firm. W toku realizacji, w związku z widocznym zapotrzebowaniem, kapitał funduszu był trzykrotnie podwyższany.

Przedsiębiorca będący spółką kapitałową może ubiegać się o udzielenie pożyczki
w kwocie od 200 tys. zł do 2 mln zł, a jej wysokość nie może przewyższać równowartości środków pozyskanych od inwestora  prywatnego w drodze emisji udziałów lub akcji. Każda złotówka zainwestowana przez fundusz podwyższonego ryzyka typu venture capital bądź anioła biznesu umożliwia zatem pozyskanie przez spółkę 1 zł kapitału pożyczkowego oferowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości.

Oferowane w ramach Funduszu Pożyczkowego Wspierania Innowacyjności pożyczki nie wymagają „twardych zabezpieczeń” w postaci np. hipoteki. Przedsiębiorca zobowiązany jest jedynie do  wystawienia weksla in blanco wraz z deklaracją wekslową oraz przedłożenia aktu notarialnego o dobrowolnym poddaniu się egzekucji, zabezpieczającym właściwe wydatkowanie środków. Dodatkowo, w przypadku gdy w ramach projektu wspartego pożyczką zostaną nabyte lub wytworzone rzeczy ruchome i zbywalne prawa majątkowe, których jednostkowa wartość przekracza 20 000 zł, pożyczkobiorca zobowiązany jest na nich ustanowić zastaw rejestrowy na rzecz Agencji.

Uwzględniając potrzeby grupy docelowej oraz specyfikę finansowanych przedsięwzięć, pożyczka udzielana jest na okres maksymalnie 8 lat w przypadku spółek w fazie startowej oraz 6 lat w przypadku firm zarejestrowanych nie wcześniej niż 55 miesięcy przed dniem złożenia wniosku o udzielenie pożyczki. Przedsiębiorca może skorzystać z karencji kapitału i odsetek – w przypadku przedsiębiorstwa w fazie uruchomienia działalności do 36 miesięcy, natomiast w przypadku przedsiębiorstwa, które rozwija swoją działalność – do 24 miesięcy.

Oprocentowanie pożyczki jest stałe i wynosi 5 proc. rocznie. Ocena aplikacji dokonywana jest przez PARP i niezależnych ekspertów z obszaru rynku kapitałowego i składa się z wstępnej oceny wewnętrznej oraz prezentacji przed Komitetem Inwestycyjnym, który to ostatecznie decyduje o przyznaniu pożyczki.

Konkurs jest prowadzony w ramach projektu  pilotażowego „Utworzenie i dokapitalizowanie Funduszu Finansowego Wsparcia Innowacji” w ramach III osi priorytetowej  „Kapitał dla innowacji” Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka 2007 – 2013. Kwota przeznaczona na dofinansowanie w tej edycji konkursu wynosi 106 mln zł.

Tomasz Galas Wiceprezesem Zarządu ATM S.A.

Tomasz Galas Wiceprezes Zarządu ATM S.A.
Tomasz Galas Wiceprezes Zarządu ATM S.A.

Tomasz Galas objął stanowisko Wiceprezesa Zarządu ATM S.A., operatora największego polskiego centrum danych. Będzie koordynował działania związane z kontrolą finansów, transformacją procesów biznesowych i modernizacją systemów informatycznych spółki. To menadżer z osiemnastoletnim doświadczeniem w zarządzaniu firmami z branży technologicznej.

Do niedawna Tomasz Galas był związany z grupą GTS Poland, gdzie jako Chief Financial Officer pełnił kluczową rolę w procesie zwiększenia wskaźników wydajności firmy, brał również udział we wcześniejszej konsolidacji spółek z grupy. Odpowiadał za strategię finansową i optymalizację kosztów operatora telekomunikacyjnego notującego 470 mln rocznego obrotu i zatrudniającego ponad 350 pracowników. Wcześniej na stanowisku Dyrektora Generalnego GTS Ukraine odpowiadał za rozwój biznesu telekomunikacyjnego i pozyskiwanie partnerów na rynku ukraińskim.

Swoją karierę menadżerską rozpoczął w 1996 roku, przyjmując funkcję Menadżera ds. Ekonomiczno-Finansowych w ZWUT Siemens Polska, gdzie zajmował się analityką kosztów, kontrolą inwestycji i nadzorem przepływów pieniężnych oraz odpowiadał za współpracę z klientami i negocjacje handlowe. Następnie piastował stanowisko Dyrektora Finansowego w firmie Telepage S.A., gdzie koordynował restrukturyzację spółki, będąc odpowiedzialnym za planowanie budżetu, analizę danych finansowych i kontakty z sektorem bankowym.

W 1999 roku dołączył do zarządu spółki Internet Partners, jednego z największych ówczesnych dostawców Internetu w Polsce, obejmując jednocześnie stanowisko Dyrektora Finansowego. Tam zajmował się planowaniem strategii biznesowej i operacji finansowych firmy osiągającej ponad 100 mln złotych rocznego przychodu. Dzięki podjętym przez niego działaniom kreującym wartość biznesu zysk EBIDTA przedsiębiorstwa w ciągu dwóch lat z poziomu -60% wzrósł do poziomu +8%.

Tomasz Galas jest absolwentem Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej, ponadto w Szkole Biznesu tejże uczelni, współpracującej z London Business School, uzyskał tytuł Master of Science in Business.

Przez obniżką stóp procentowych – GBP/USD

Przez obniżką stóp procentowych - GBP/USD 10

Para walutowa GBP/USD w dniu dzisiejszym zanotowała minimalne wzrosty, jednakże jest to tylko korekta przed dalszym ruchem spadkowym. Na interwale czterogodzinnym aktualne opór został utworzony przez przebicie ostatnich dołków. Zatem przebicie strefy 1.311-1.320 może okazać się zbyt trudne do osiągnięcia w najbliższym czasie.

Przez obniżką stóp procentowych - GBP/USD 11

Dodatkowo 14 lipca poznamy najnowsze stopy procentowe w Wielkiej Brytanii. Rynek na podstawie overnight index swap wycenia obniżkę stóp procentowych o 25 punktów bazowym z 78% prawdopodobieństwem. Jeżeliby do tego nie doszło, to moglibyśmy zaobserwować nagłe umocnienie brytyjskiej waluty względem amerykańskiej. Bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja trendu spadkowego.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

NFP wyżej od prognoz, ale stopa i płaca w dół

NFP wyżej od prognoz, ale stopa i płaca w dół 12

Dzisiaj poznaliśmy kolejne dane z amerykańskiego rynku pracy. Dane na pozór mogą się wydawać bardzo dobre. Zatrudnienie w sektorze poza rolnictwem wzrosło o 287 tys. miejsc vs 175 tys. prognoza rynkowa.

Niemniej jednak jak przeanalizujemy dokładniej cały raport dane nie wyglądają już tak dobrze. Dokonano rewizji zatrudnienia z poprzedniego miesiąca z 38 tys. do 11 tys. Poprzedni i tak był już bardzo słaby. Ponadto lekko wzrosła stopa bezrobocia z 4,7% do 4,9% oraz spadła godzinowa płaca z 0,2% do 0,1%. Prognozy szacowały pozostanie płacy godzinowej na niezmienionym poziomie.

Co to oznacza dla polityki pieniężnej Rezerwy Federalnej? Kolejny argument za odsunięciem w czasie podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, choć trzeba przyznać, że przed raportem z rynku pracy szanse na podwyżki w 2016 roku były niewielkie w związku z Brexitem. Fed obecnie ma bardzo dobry pretekst, żeby nie śpieszyć się z zacieśnianiem polityki monetarnej.

Jednak para EUR/USD nie musi wcale iść w górę z tego powodu. Wprawdzie Fed nie będzie podnosił stóp w najbliższym czasie, ale z drugiej strony mamy Europejski Bank Centralny, który może dalej luzować swoją politykę pieniężną w związku z zamieszaniem dotyczącym opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię. Wręcz przeciwnie dolar amerykański w zestawieniu z euro, czy funtem szterlingiem może zyskiwać.

Wczoraj mocno spadły ceny ropy WTI. Wprawdzie zapasany w Stanach Zjednoczonych w tym tygodniu spadły, ale odczyt był zbliżony do prognoz, a rynek oczekiwał dużo większego spadku po danych według API (American Petroleum Institute), które wyniosły -6,7 mln baryłek.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz