Szansą dla branży budowlanej jest eksport materiałów i usług. Wsparcie państwa ułatwiłoby firmom wchodzenie na dalekie rynki

CEO Magazyn Polska

Eksport usług budowlanych stanowi zaledwie nieco ponad 3 proc. wartości sprzedaży całego sektora. Polskie firmy mają potencjał, by zwiększać swój udział na zagranicznych rynkach. Pomocne byłoby wsparcie ze strony państwa. Bez tego trudno będzie z sukcesem działać na rynkach UE, które są mocno wspierane przez poszczególne rządy, czy na dalekich rynkach, które mają wysokie wymagania co do zaplecza finansowego i kadrowego.

Eksport usług i materiałów budowlanych za granicę jest doskonałą formą ściągania pieniędzy do polskich firm, tak aby zapewnić im możliwość ekspansji i stałego rozwoju, a finalnie zasilania budżetu państwa z podatków. Musimy jednak pamiętać o tym, że po pierwsze światowy rynek budowlany jest bardzo konkurencyjny, zwłaszcza w dużych państwach unijnych, które chronią swoje rynki przed dostępem wykonawców i producentów zagranicznych, a po drugie chętnie wspierają własne firmy w zagranicznej ekspansji – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jan Styliński, prezes zarządu Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Branża budowlana jest w dobrej kondycji, perspektywy na najbliższe lata są również optymistyczne. W 2015 roku wzrost zanotowano nie tylko w budownictwie mieszkaniowym, lecz także w segmencie inwestycji infrastrukturalnych drogowych i kolejowych.

Dobrą koniunkturę w branży należy jednak wykorzystać, a przyszłością firm z branży może być eksport usług budowlanych. Dziś, zgodnie z danymi GUS, stanowi on 3,6 proc. eksportu usług. W 2014 roku jego wartość wyniosła blisko 5,5 mld zł, podczas gdy sprzedaż usług budowlanych to ok. 170 mld zł. Głównymi odbiorcami są kraje UE (4,17 mld zł). W pierwszej dziesiątce są Niemcy, Belgia, Szwecja, Francja, Holandia, Dania i Włochy. Na czwartej pozycji rankingu znalazła się również Rosja, a na siódmej – Angola.

Jak wskazuje Styliński, zaistnienie na rynkach europejskich ze względu na słabą koniunkturę i dużą konkurencję może być trudne, więc przedsiębiorcy powinni się skupić na krajach byłego Związku Radzieckiego, a także afrykańskich i azjatyckich.

Nie są to łatwe rynki, ale takie już nie istnieją. W tych krajach jest jednak pewna przestrzeń i możliwość uzyskania kontraktów. Polskie firmy ze swoją relatywnie słabą kondycją finansową w porównaniu do firm zwłaszcza starej UE, bez wsparcia rządowego w formie pożyczek preferencyjnych, kredytów czy gwarancji eksportowych będą miały utrudnione możliwości działania – przekonuje prezes PZPB.

Choć polskie produkty i usługi pod względem jakości mogą konkurować z ofertą innych firm, rodzimym przedsiębiorstwom brakuje zaplecza kadrowego i przede wszystkim finansowego.

Zdaniem Stylińskiego takie braki uniemożliwią nam osiągnięcie sukcesu na dalekich rynkach, zwłaszcza że np. w krajach Zatoki Perskiej od wykonawcy oczekuje się kompleksowej realizacji zamówienia, czyli od dostawy materiałów po wykonanie.

Aby to zrobić, trzeba mieć linie gwarancyjne i w miarę silne zaplecze zarówno kadrowe, jak i finansowe. Z kadrami firmy muszą umieć poradzić sobie same, znaleźć osoby na tyle dobre merytorycznie, żeby można było z ich umiejętności skorzystać w obcych krajach. Niezbędnym wymogiem jest tu znajomość języków obcych. W zakresie finansowym pewna pomoc państwa będzie jednak wskazana – tłumaczy Jan Styliński.

Eksport jest jednym z filarów tzw. planu Morawieckiego, czyli rządowego Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Wicepremier i minister rozwoju zapowiada wsparcie nowych kierunków eksportowych oraz aktywną pomoc dla polskich firm za granicą poprzez dyplomację ekonomiczną.

Ale firmy biorą też sprawy we własne ręce. Na początku grudnia 2015 roku 16 spółek z krajowym kapitałem powołało Polski Klaster Eksporterów Budownictwa (PCCE). Twórcy tej inicjatywy podkreślają, że już teraz trzeba rozpocząć intensywne starania o zwiększenie eksportu, bo od 2020 roku zmniejszy się strumień pieniędzy płynących z UE na inwestycje infrastrukturalne. Dzięki temu porozumieniu firmy będą mogły wspólnie zaprezentować swoje możliwości wobec dużych zleceniodawców, wymieniać się doświadczeniami i informacjami.

Są firmy, które mimo trudnych warunków prowadzą działalność w Norwegii, na Białorusi, Ukrainie czy w Rosji. Tylko nieliczne jednak przerodziły się w przedsiębiorstwa, które traktują eksport usług i materiałów jako doskonałe źródło do rozwoju i budowy silnej pozycji. Potrzebna będzie pomoc zarówno organizacyjna państwa, jak i finansowa, czyli właśnie gwarancje, pożyczki i kredyty eksportowe – mówi Styliński.

„Gwiezdne Wojny: Przebudzenie mocy” najbardziej medialną premierą filmową 2015 r. Internet pękał w szwach od ogromnej liczby reklam i memów

CEO Magazyn Polska

Prawdziwe przebudzenie mocy nastąpiło w social mediach dzięki premierze ostatniego epizodu „Gwiezdnych Wojen”. Kolejny odcinek sagi był z niecierpliwością oczekiwany przez fanów na całym świecie. W social mediach i w internecie film cieszył się ogromnym zainteresowaniem jeszcze przed premierą. Na jego popularności postanowili także zarobić reklamodawcy.

Był to prawdziwy real time marketing. Marki mocno komunikowały się w październiku, listopadzie i grudniu, co więcej, celowały dokładnie w dni, w których były poszczególne premiery. Zarówno marki, jak i internauci byli bardzo aktywni dokładnie w godzinach emisji filmów w poszczególnych krajach – mówi agencji Newseria Biznes dr Albert Hupa, prezes agencji badawczo-analitycznej IRCenter.

„Gwiezdne Wojny: Przebudzenie mocy” należałoby chyba uznać za najbardziej medialną premierę zeszłego roku. Star Wars widoczne były wszędzie. Trudno było się nie natknąć w sieci na kampanie, memy, ubrania, zabawki, gry i przebrania nawiązujące do oczekiwanego filmu. Od początku stycznia do 22 grudnia 2015 r. w polskim internecie pojawiło się 174 012 publikacji o Gwiezdnych Wojnach.

Na fanpage’ach zamieszczano konkursy, pytania skierowane do fanów, przypominano o zbliżającej się premierze. Najwięcej działo się na Facebooku, który w Polsce wciąż dystansuje pozostałe serwisy społecznościowe.

Facebooka udało się zdecydowanie zdominować wszystkim markom FMCG, przede wszystkim producentom słodyczy, soków i jedzenia – podkreśla Hupa.

YouTube&HASH39;a z kolei najchętniej wybierali producenci elektroniki. Reklamowane były komputery, telewizory i konsole do gier. Reklamy produktów LG oraz HP odnotowały największą liczbę wyświetleń. Potencjał Google’a najlepiej wykorzystali producenci klocków, gier i zabaw. Szczególnie poszukiwaną marką było Lego. Ich zestawy stały się atrakcyjną nagrodą w konkursach, wywołując duże zaangażowanie w social media.

Internauci wyszukiwali w Google bardzo dużo informacji na temat Lego Star Wars nowej edycji. „Star Wars Battlefront”, czyli gra na konsole, też bardzo dobrze sobie poradziła. Wszystkie marki zdecydowały się zagrać na takim najciekawszym możliwym motywie, czyli wyborze strony mocy. Każdy fan „Gwiezdnych Wojen” chce się opowiedzieć po którejś ze stron, więc to wiązało się z największą liczbą lajków, komentarzy, share’ów – mówi dr Albert Hupa.

Ponad połowa internautów spotkała się z reklamą opartą na motywie gwiezdnej sagi. To dobry wynik, tym bardziej że niektóre marki tylko pośrednio do tego nawiązywały.

Internauci zdecydowanie zwrócili uwagę na te reklamy i co jest ważne, nie traktowali ich wcale jako inwazyjne. Nie odrzucali ich, nie było tutaj efektu banner blindness, który jest tak widoczny w polskim internecie – mówi Hupa. – Fani zdecydowanie pokazali nam, co to znaczy prawdziwe customer journey, czyli jak osoba zainteresowana porusza się od samego początku do końca, czyli do obejrzenia filmu, i jak dokumentuje to w internecie.

Internauci najbardziej aktywni byli w okolicach premiery, czyli o północy z 17 na 18 grudnia, oraz tuż po niej. Masowo dzielono się wrażeniami z filmu. Chwalono się uczestnictwem w wydarzeniu, pojawiło się mnóstwo fotografii i filmów.

Najciekawszą platformą był Instagram, gdzie fani nie tylko pokazywali zdjęcia swoich biletów przed premierą, lecz także robili sobie zdjęcia w trakcie, tuż przed i po emisji filmu. Przebierano się w stroje związane z „Gwiezdnymi Wojnami” w kinach – mówi Hupa.

Kolejne miesiące w Komputronik pod znakiem inwestycji i zmian

Komputronik S.A., czołowy dystrybutor branży IT i elektroniki w Polsce oraz operator najpopularniejszego w kraju sklepu internetowego z elektroniką www.komputronik.pl, w pierwszych trzech kwartałach roku obrotowego 2015/2016 odnotował skonsolidowane przychody ze sprzedaży na poziomie 1,65 mld zł. W okresie tym zrealizowano znaczące inwestycje, takie jak uruchomienie nowego magazynu centralnego, otwarcia nowych salonów, w tym flagowego Komputronik Megastore w Warszawie oraz drugiego salonu outlet.

W 9 miesiącach roku obrotowego, rozpoczętego 1 kwietnia 2015 roku, Komputronik osiągnął skonsolidowany zysk ze sprzedaży brutto na poziomie 128,7 mln zł, co w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku rozliczeniowego stanowi spadek o 3,56%. W układzie skonsolidowanym można mówić o ustabilizowaniu wyniku brutto na sprzedaży.

Łączna sprzedaż we wszystkich kanałach detalicznych, tj. w salonach i w sklepie internetowym, a także inicjowana w Internecie, wzrosła o 13%. Poza kanałem B2C, zmiany widoczne były także w sprzedaży eksportowej. Tutaj odnotowywano stabilny i zrównoważony wzrost oraz towarzyszącą mu dywersyfikację rynków, asortymentu oraz partnerów.

W przypadku spółek IT z Grupy również odnotowano wzrost przychodów o dynamice ponad 150% przy silnej presji na marże. W całym roku obrachunkowym 2015/2016, planowane przychody w spółkach Komputronik Biznes, Komputronik API i Movity mają osiągnąć poziom 220 mln zł.

Spółka wypracowała 20,4 mln zł EBITDA wobec 32 mln zł EBITDA rok wcześniej (spadek o 37,05%).

 Udział kosztów sprzedaży oraz ogólnego zarządu w przychodzie ze sprzedaży kształtował się na poziomie 7,1%, natomiast koszty działalności na poziomie skonsolidowanym wyniosły 117,2 mln zł, co w dynamice rocznej oznacza wzrost o 11,4%.

Ostatnie kwartały stanowiły okres istotnych zmian i inwestycji. Dużym przedsięwzięciem była zmiana lokalizacji magazynu centralnego oraz szereg inwestycji związanych z wdrożeniem i przeszkoleniem pracowników. Obecnie magazyn zapewnia nam już przygotowanie na większy obrót towarowy, co pozwoli na dalszy rozwój asortymentu. Dodatkowa przestrzeń magazynowa była warunkiem koniecznym do dalszej rozbudowy asortymentu RTV i AGD, a także tworzenia submarki Komputronik Home. Obecnie klienci sklepu internetowego mają już do dyspozycji kilkanaście tysięcy produktów z 9 nowych kategorii produktowych – komentuje Wojciech Buczkowski, Prezes Zarządu Komputronik S.A.

Poza inwestycją w nowy magazyn, do przyczyn wzrostu kosztów w ostatnich 3 kwartałach należy zaliczyć otwarcie centrum obsługi klientów, które z kolei pozwoli na zwiększenie penetracji rynku, a także rozbudowę zespołu pracowników odpowiedzialnych za nowe kategorie produktowe oraz inwestycje w obszarze spółek biznesowych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 19.02.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 19.02.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Program Rodzina 500+ ma szansę na sukces, ale…

W 2050 r. Polaków ma być o 6 mln mniej niż obecnie. W zahamowaniu niekorzystnych zmian demograficznych może pomóc program Rodzina 500+. Jego wprowadzenie niesie ze sobą wiele korzyści, ale również zagrożenia.

Po pierwsze program Rodzina 500+ otwiera w Polsce dyskusję na temat krajowej polityki rodzinnej, której dotychczas u nas nie było, a która z powodzeniem funkcjonuje we Francji, w Szwecji, Finlandii czy Niemczech. „Ważną zaletą programu jest też uniwersalność oferowanego świadczenia, kierowanego nie tylko do ubogich rodzin. Od drugiego dziecka będzie ono przyznawane wszystkim rodzinom, bez względu na dochód” – zaznacza w wywiadzie z serwisem infoWire.pl dr Arkadiusz Durasiewicz z Instytutu Innowacji Społecznych im. Janusza Korczaka. Ponadto dzięki programowi skończy się stygmatyzowanie rodzin wielodzietnych i traktowanie ich jako mniej zaradne czy nawet patologiczne.

Wśród możliwych negatywnych skutków wprowadzenia Rodziny 500+ wymienia się między innymi wzrost bezrobocia, bo część rodziców może zdecydować się na rezygnację z pracy zawodowej, oraz marnotrawienie pieniędzy. O ile w przypadku posiadania jednego dziecka obwiązuje kryterium dochodowe, więc urzędnicy socjalni będą mieli narzędzia do kontrolowania, czy otrzymane pieniądze są właściwie wykorzystywane, o tyle przy drugim i każdym kolejnym dziecku będzie to trudno sprawdzić. „Dobrze, aby powstało obserwatorium monitorujące wydatkowanie pieniędzy. Można byłoby też dzielić przekazywane kwoty na gotówkę i środki na karcie płatniczej lub takie, które zostałyby wypłacone po ukończeniu pełnoletności przez dziecko” – zaznacza ekspert. Problem widzi się także w zdolności organizacyjnej samorządów, które będą musiały poradzić sobie z udzielaniem świadczeń.

Rodzina 500+ to program w Polsce bezprecedensowy. Obecnie nikt nie jest w stanie ocenić, czy przyniesie on pozytywne skutki. Warto jednak, aby zawiązało się ponadpolityczne porozumienie, które będzie gwarantowało kontynuację programu przez co najmniej najbliższe 18 lat, tak jak to zrobiono w Irlandii w 1989 r.

Hubertus VI. Mieszkanie zrównoważone.

 Budowane na warszawskim Służewcu przez ECO-Classic osiedle Hubertus to inwestycja, realizowana w oparciu koncepcję „różnorodność w jedności”. W warstwie funkcjonalnej odpowiada na oczekiwania osób poszukujących nowoczesnych, zrównoważonych mieszkań z segmentu podwyższonego. Zielone dachy, atrakcyjnie pomyślana koncepcja aranżacji terenów rekreacyjnych oraz rozwiązania zgodne z zasadami odpowiedzialności środowiskowej stanowią odpowiedź na potrzeby rynku i przykład odpowiedzialnego łączenia dbałości o ochronę zasobów z tworzeniem dobrego do życia klimatu.

W ocenie ECO-Classic istotą zrównoważonego budownictwa jest takie projektowanie i realizacja inwestycji, dzięki którym późniejsze korzystanie z niej będzie efektywne zarówno z ekonomicznego, jak i środowiskowego punktu widzenia. W oparciu o tę koncepcję firma realizuje m.in. swoją największą warszawską inwestycję, powstające w sąsiedztwie Wyścigów osiedle Hubertus.

– Przy budowie osiedla Hubertus od samego początku patrzyliśmy na cele projektowe i proces realizacji przez pryzmat czasu i zapewnienia optymalnego kosztowo użytkowania inwestycji– mówi Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych ECO-Classic.- Odpowiedzialność środowiskowa i postawy proekologiczne, choć coraz częściej deklarowane przez mieszkańców jako istotny element stylu ich życia, muszą uwzględniać komfort użytkowania i przekładać się na realne oszczędności.

Postawę tę potwierdzają także wyniki przeprowadzonego w 2015 roku przez Millward Brown SMG/KRC badania  „Energooszczędność w moim domu”. Sondaż pokazał, że blisko połowa z ankietowanych postrzega zrównoważone budownictwo poprzez pryzmat oszczędności finansowych, uzyskanych dzięki zastosowaniu materiałów i urządzeń, które zmniejszają zużycie energii.

Przy realizacji każdego z etapów inwestycji Hubertus wykorzystywane były zawsze najefektywniejsze z dostępnych technologii i materiałów.  Rozwiązania ekologiczne i energooszczędne nie tylko mają stanowić odpowiedź na bieżące potrzeby mieszkańców, ale równocześnie minimalizując prawdopodobieństwo awarii i konieczności wykonywania kosztowych modernizacji,  zapewnić im wymierne korzyści w przyszłości.

W VI etapie inwestycji do realizacji ścian zewnętrznych i wewnętrznych wykorzystano materiały cechujące się wysokim współczynnikiem akumulacji ciepła oraz izolacyjności akustycznej. W mieszkaniach zostały zamontowane okna, których stolarka wykonana jest z litego drewna. Zastosowanie tego typu ram (elementy ramy okienno-drzwiowej wykonywane są z jednego kawałka drewna) gwarantuje nie tylko doskonałe parametry użytkowe (izolacyjność akustyczna i cieplna), ale również estetyczne – okna mają jednolitą strukturę, której naturalne piękno i elegancję podkreśla transparentny lakier. Ich wysokość (okna typu porte fenetre) zapewnia doskonałe doświetlenie światłem dziennym wnętrz mieszkalnych.

W częściach wspólnych zostało zaprojektowane i dobrane oświetlenie w technologii LED, które dzięki optymalnemu rozmieszczeniu zapewnia ekonomiczną jego eksploatację. Czujniki ruchu dodatkowo wspierają efektywność tego rozwiązania.

Automatyczne systemy nawadniania wpływają na optymalizację zużycia wody, przeznaczanej do pielęgnacji terenów zielonych. A tych w inwestycji nie brakuje. Osiedle Hubertus oferuje bowiem ponad 16.000m2 wspólnych, zazielenionych terenów rekreacyjnych z wygodnymi, spacerowymi alejkami, kameralnymi zaułkami, fontannami i elementami małej architektury. W VI etapie inwestycji, na budynku znajdującym się do strony ulicy Obrzeżnej zaprojektowane zostały ekstensywne zielone dachy, co dodatkowo poprawia mikroklimat inwestycji.

Korzystanie w częściach wspólnych z rozwiązań, takich jak energooszczędne oświetlenie, sensory ruchu czy technologie wodooszczędne przynosi oszczędności rzędu kilku procent rocznie mówi Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic.- Racjonalne gospodarowanie zasobami łączymy z dbałością o prawidłowe, racjonalne ekonomicznie zarządzanie naszymi inwestycjami. Zrównoważone wykorzystanie energii i gospodarka wodna, w połączeniu z wysoką jakością zastosowanych materiałów budowalnych i wykończeniowych, są atutami naszej inwestycji. Wszystkie materiały wybieramy tak, aby znacząco zwiększać bezpieczeństwo i bezawaryjność zaprojektowanych systemów. Dbamy nie tylko o to by nasze inwestycje pięknie wyglądały, ale również by to, czego nie widać było najwyższej jakości.

Zrównoważone budownictwo to korzystna alternatywa i dla domowego budżetu i środowiska. Aby jego rola rosła konieczna jest edukacja. Większa świadomość społeczna przełoży się na konkretne oczekiwania i świadomość wyboru rozwiązań dobrych do życia, inwestycji z dobrym klimatem wewnętrznym. Gdyż to właśnie triada tych czynników: dobry klimat wewnętrzny, energooszczędność i ochrona środowiska są najważniejszymi trendami kształtującymi rynek nowoczesnego, wielorodzinnego budownictwa mieszkaniowego.

Alior Bank na Mobile World Congress w Barcelonie

Alior Bank wystąpi na tegorocznym Mobile World Congress, największych na świecie targach i konferencji poświęconych technologiom mobilnym. Podczas wydarzenia zaprezentowane zostaną szczegóły dotyczące wspólnego projektu banku z firmą IBM.

W ramach Mobile World Congress, odbywającego się od 22 do 25 lutego b.r. w Barcelonie, światowi liderzy z branży nowych technologii zaprezentują najbardziej innowacyjne rozwiązania, które wyznaczają najnowsze trendy na rynku technologii mobilnych.

„Cieszę się, że będziemy mogli zaprezentować Alior Bank i pierwsze efekty naszej współpracy z IBM właśnie na Mobile World Congress. To również wyjątkowa okazja aby zapoznać się z najnowszymi rozwiązaniami na rynku oraz spotkać się i wymienić doświadczeniami z najważniejszymi firmami FinTech” – mówi Tomasz Motyl, Chief Innovation Officer Alior Banku.

Podczas kongresu Tomasz Motyl, CIO oraz szef  Innovation LAB Alior Banku, weźmie udział w dyskusji na temat przyszłości rozwiązań mobilnych w przedsiębiorstwach oraz w prezentacji najlepszych praktyk i produktów. W trakcie wydarzenia po raz pierwszy zaprezentowane zostaną funkcje aplikacji mobilnej IBM MobileFirst na iOS Trusted Advice, którą Alior Bank wdraża jako pierwszy bank w Polsce. W efekcie współpracy Alior Banku i IBM, doradcy private banking uzyskają nowoczesne narzędzie, które umożliwi bezpieczny wgląd w portfolio klientów i zarządzanie nim z dowolnego miejsca, dogodnego dla klienta. Ponadto aplikacja pozwoli doradcom jeszcze lepiej dopasowywać oferty i spersonalizować propozycje produktów bankowych.

„Nowe rozwiązania, które już wkrótce wdrożymy dzięki współpracy z IBM, pozwolą zapewnić naszym klientom private banking wyjątkowe usługi doradcze oraz jeszcze bardziej  zróżnicowaną ofertę, dopasowaną do indywidualnych preferencji i planów finansowych naszych klientów” – powiedział Andrzej Rosłaniec, Dyrektor Departamentu Private Banking w Alior Banku.

Każdego roku Mobile World Congress przyciąga innowacyjne firmy, dziennikarzy oraz wielbicieli nowych technologii z całego świata. W zeszłorocznej edycji wydarzenia wzięło udział  blisko 2200 firm, ponad 94 000 uczestników z 200 państw i 3 800 przedstawicieli mediów. W dedykowanych  pawilonach zaprezentowano między innymi najnowsze rozwiązania z obszarów takich jak: aplikacje mobilne, chmura obliczeniowa, zielone technologie, usługi finansowe i urządzenia typu wearables.

Ergonomiczne biuro – efektowne i efektywne

Według badań Fundacji Pro Progressio czynnik ludzki jest kluczowy dla 92% przedsiębiorców planujących inwestycje. Firmy konkurujące ze sobą o najlepszych specjalistów stają przed wyzwaniem zapewnienia im nie tylko atrakcyjnych warunków finansowych, ale także odpowiednio zaaranżowanej przestrzeni biurowej. Ponad 80% pracowników sektora BSS deklaruje, że przed podpisaniem umowy chciałoby zobaczyć swoje przyszłe środowisko pracy[1].

Rosnąca świadomość

Ergonomiczne biuro – efektowne i efektywneDlaczego otoczenie, w którym pracujemy jest dla nas tak istotne, a pracodawcy coraz częściej inwestują znaczące środki w projektowanie efektywnych i efektownych  przestrzeni biurowych? Jeszcze 20 lat temu polskim pracownikom wystarczało biurko, „przypadkowe” krzesło oraz szafa do przechowywania dokumentów. Rozwój technologiczny, globalizacja, zmiany demograficzne i prawdziwa rewolucja, jaka dokonała się w systemach pracy, spowodowały, że świadomość pracowników nieustannie rośnie. I słusznie, wyniki badań wskazują, że ergonomiczne meble biurowe mogą poprawić efektywność pracy aż o 12% – mówi Przemysław Różowicz z Nowy Styl Group.

Biurowa demografia

Jedną ze wspomnianych zmian demograficznych, która znacząco wpłynęła na wygląd nowoczesnych biur jest pojawienie się na rynku pracy pokolenia Y. Przedstawiciele tej generacji postrzegani są jako utalentowani i kreatywni, ale wymagający pracownicy, którzy świadomie stawiają warunki także w kwestii środowiska pracy i nie zadowolą się wspomnianym wyżej „przypadkowym” krzesłem. Wymusza to na zatrudniających uwzględnianie globalnych trendów, np.: elastycznych i mobilnych biur, rosnącej roli stref socjalnych i pracy wspólnej, wykorzystywania w aranżacji żywych elementów natury. Wśród innych trendów demograficznych wpływających na aranżację przestrzeni biurowej specjaliści wymieniają wielopokoleniowość w obrębie zespołów, co różnicuje ich potrzeby. Przedstawiciele pokolenia X chętnie pracują na stojąco z zastosowaniem biurek na elewatorach; to oni również najczęściej korzystają w biurze z mediów społecznościowych w celach prywatnych, a do tego zdarza im się ulegać rozproszeniu przez otrzymywanie niechcianych e-maili. Babyboomersi cechują się dość tradycyjnym podejściem do pracy i najlepiej pracuje im się we własnym pokoju biurowym w ciszy i spokoju – mówi Aleksandra Krawsz z firmy Kinnarps. Duży wpływ na zmiany w aranżacji nowoczesnych biur ma także coraz większa aktywność i rola kobiet w biznesie.

Na co najczęsciej narzekamy?

Ergonomiczne biuro – efektowne i efektywnePracujemy w dekadzie różnorodności. Dotyczy ona wielu obszarów – m.in. wspomnianej wcześniej demografii, ale także odmiennych potrzeb i preferencji dotyczących warunków fizycznych, w jakich przebywamy. Z badań wynika jednak, że od lat pracownikom biur doskwierają te same niedogodności. Co drugiemu przeszkadza hałas w miejscu pracy, 40% narzeka na klimatyzację a mniej więcej jedna trzecia źle ocenia oświetlenie, dostępność przestrzeni, a także brak możliwości wyboru miejsca pracy. Dodatkowo z badania przeprowadzonego na zlecenie Kinnarps wynika, że większość ankietowanych (58%) doświadcza dolegliwości fizycznych, które mogą mieć źródło w jakości ich obecnych bądź wcześniejszych stanowisk pracy. Ciężko jest uśrednić i ująć w normy potrzeby zróżnicowanych wewnętrznie zespołów. Coraz więcej firm decyduje się na rozwiązania umożliwiające bardzo precyzyjne dopasowanie stanowiska pracy do potrzeb poszczególnych pracowników: np. biurek z elektryczną regulacją, które umożliwiają zarówno pracę na siedząco, jak i na stojąco.

Oddaj głos pracownikom

Z naszych badań i doświadczeń wynika, że współcześni pracownicy biur nie tylko chcieliby zapoznać się przed podjęciem pracy z przyszłymi warunkami, lecz także mieć na nie wpływ – mówi Aleksandra Krawsz – Pracodawcy powinni w tej kwestii współpracować ze swoimi zespołami, przeanalizować potrzeby pracowników, dotyczące zarówno warunków fizycznych, jak i organizacji pracy z uwzględnieniem struktury, ścieżek komunikacyjnych wewnątrz działów i pomiędzy nimi, spojrzeć na to pod kątem celów biznesowych firmy, jej misji, wizji, strategii i kultury organizacyjnej i połączyć wszystkie wnioski w jednym spójnym projekcie aranżacyjnym.

Dobre praktyki w centrach usług

Ergonomiczne biuro – efektowne i efektywneNie wszyscy polscy przedsiębiorcy zdają sobie sprawę z korzyści, jakie niesie za sobą dbałość o ergonomię pracy biurowej. Propagatorem dobrych praktyk w tej kwestii jest niewątpliwie branża BPO/SSC. Wraz z lokowaniem w Polsce dużych centrów usług wspólnych, zagraniczni inwestorzy wprowadzają również wysokie standardy dotyczące wyposażenia i aranżacji przestrzeni biurowej. Warto również wspomnieć o branży Call Contact Center, która wbrew obiegowej opinii kładzie coraz większy nacisk na jakość warunków pracy. Stanowisko konsultanta telefonicznego to już nie ciasny boks i niewygodne krzesło, ale miejsce odpowiednio przystosowane do charakteru tej niełatwej pracy – mówi Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio.

[1] wg raportu JLL& Sknaska „BPO & Shared Service Centres: employees speak out on workplace”,  czerwiec  2015

Rozmowa o pracę: Chcesz wypaść profesjonalnie? Nie popełniaj tych błędów

Wiadomo – aplikację lepiej wysłać z adresu mailowego bez misiaczków i buziaczków w nazwie. Na rozmowę zawsze przychodzimy punktualnie. Ważne jest też przywitanie i kontakt wzrokowy podczas rozmowy. To minimum, które zna każda osoba poszukująca pracy, choć i tu zdarzają się potknięcia. Co sprawia, że jesteśmy odbierani jako eksperci? Jakie elementy i błędy w naszym zachowaniu powodują, że sprawiamy wrażenie nieprofesjonalnych? Zapytaliśmy o to Michała Środę – eksperta ds. rekrutacji firmy GoWork.pl.

Desperacja

Desperację widać! Nic tak nie szkodzi naszemu wizerunkowi. Taka postawa odbiera nam profesjonalizm. Oczywiście nie ma nic złego w tym, że zależy nam na pracy, ale jeżeli sprawimy wrażenie osoby, dla której zdobycie jej równa się być albo nie być, taka postawa raczej nie zostanie dobrze odebrana przez rekrutera. Nawet jeżeli rzeczywiście jesteśmy w podbramkowej sytuacji, nie okazujmy tego podczas rozmowy. – Zdarza się, że kandydat jest np. na okresie wypowiedzenia i jego priorytetem jest jak najszybsze znalezienie nowego pracodawcy. W takich sytuacjach trudno zachować spokój – mówi przedstawiciel GoWork.pl. – Zdradzanie emocji, zwłaszcza w takiej sytuacji nie działa jednak na jego korzyść. Po pierwsze, sprawia przez to wrażenie mniej profesjonalnego, po drugie, osłabia swoją pozycję negocjacyjną – wyjaśnia Michał Środa.

Skrywanie prawdziwego Ja

Kandydaci często ukrywają np. swoje zainteresowania – boją się, że zostaną przez to odebrani jako mało profesjonalni, dlatego korzystają z “bezpiecznych” opcji. Tymczasem firmy coraz częściej chcą zatrudniać “ludzi z pasją”, chociażby dlatego, że zainteresowania sprawiają iż są bardziej zadowoleni z życia, kreatywniejsi, rośnie też ich wydajność. Wyłamanie się ze schematu ma jeszcze jedną korzyść –  Poza tym, kandydat, który zajmuje się sportem ekstremalnym, albo który rapuje, ma przewagę jeszcze taka kandydatura zapada w pamięć, a jak to mówią – wyróżnij się albo zgiń.

Życie prywatne i zawodowe powinno być spójne. W końcu to nie jest tak, że po wyjściu z pracy zmienia nam się osobowość. Kandydaci często starają kreować się na kogoś innego, by wpasować się w oczekiwania przedstawiciela firmy. To przede wszystkim bardzo trudne – nie znając  drugiej osoby nie możemy tak naprawdę wiedzieć jak do niej dotrzeć. Na dłuższą metę udawanie kogoś innego się nie sprawdza – traci zarówno pracownik jak i firma.

Brak przygotowania

Warto odrobić tę pracę domową i przed rozmową pozyskać jak najwięcej informacji o potencjalnym pracodawcy.  – Prawdopodobieństwo, że rekruter zada pytanie dotyczące firmy jest niemal stuprocentowe. Brak odpowiedzi niestety negatywnie wpływa na to jak kandydat jest postrzegany – mówi specjalista GoWork.pl. Jeżeli chcemy być odbierani jako profesjonaliści, potrzebujemy informacji. Zapoznajmy się zarówno z treściami, które firma zamieściła na swojej stronie, jak i opiniami w internecie. Każda dodatkowa informacja pomoże nam zrozumieć strategię organizacji i wyciągnąć wnioski odnośnie procesów w niej zachodzących. Dzięki temu łatwiej zrozumieć czego firma oczekuje od kandydatów na danym stanowisku, a to z kolei znacznie ułatwia odpowiedź na pytania typu – „Dlaczego to właśnie Ciebie powinniśmy zatrudnić?”

Lekceważenie wizerunku w Social Media

Zanim wyślemy CV, warto zastanowić się, jakie wnioski na nasz temat mogą wyciągnąć odwiedzające nasz profil na portalach społecznościowych? – Warto wpisać w wyszukiwarce swoje imię i nazwisko i sprawdzić jakie informacje się pojawią – radzi Michał Środa. Jak podkreśla, rekruterzy coraz częściej sprawdzanie kandydata zaczynają właśnie od internetu. Niestety, to zdarza im się znaleźć często przechodzi ich oczekiwania. Każdy powinien być świadomy, że to co umieszcza w sieci jest publiczne. Zastanówmy się więc, czy chcielibyśmy aby ktoś oglądał nasze zdjęcia z szalonej imprezy lub czytał niewybredne komentarze.

Ile za najtańszą trójkę od dewelopera?

Jaką powierzchnię mają najmniejsze mieszkania trzypokojowe na rynku deweloperskim? Jak wycenione są najtańsze trójki? Przegląd propozycji rynkowych prezentuje portal nieruchomości Dompress.pl.

Ile za najtańszą trójkę od dewelopera?Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp

Powierzchnia mieszkań trzypokojowych, znajdujących się w naszej ofercie zaczyna się średnio od około 50-54 m kw., przy czym w niektórych projektach dostępne są mieszkania z trzema pokojami już o pow. 44-48 m kw. Takie lokale można kupić w cenie bardzo zbliżonej do mieszkań dwupokojowych. Ich cena zależy od lokalizacji i waha się od 4400 zł/m kw. w Osiedlu Przy Srebrnej w Gdańsku do 7400 zł/m kw. w Osiedlu Przy Promenadzie w Warszawie.

 Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord

W osiedlu 2 Potoki w Gdańsku najmniejsze trzypokojowe mieszkanie liczy 46 m kw. Nieco większe, 48-metrowe lokale dostępne są w stołecznym Śródmieściu Wilanów. 55-metrowe trójki można obecnie nabyć w inwestycji Neptun II w podwarszawskich Ząbkach oraz w osiedlu Ku Słońcu w Szczecinie, 57-metrowe natomiast w Tęczowym Lesie w Olsztynie.  Od 62 m kw. mają trzypokojowe mieszkania w warszawskim Brzozowym Zakątku oraz w łódzkim projekcie City Park. We wszystkich inwestycjach na klientów czekają ciekawe promocje. Przykładowo, w Olsztynie trzypokojowe mieszkania dostępne są w cenie od ponad 244 tys. zł, a zakup podobnego lokum w Ząbkach to wydatek zaledwie 271,9 tys. zł.

 Adrian Potoczek, dyrektor sprzedaży w Wawel Service

Spektrum lokali trzypokojowych, jakie oferujemy w naszych inwestycjach jest szeroki, ich metraż zaczyna się od niespełna 40 m kw., a kończy na prawie 80 m kw. Najmniejsze z nich, o powierzchni 38 m kw. mamy w sprzedaży w powstającej w Krakowie inwestycji Białoprądnicka w cenie ok. 6800 zł/m kw. Z kolei trzypokojowe mieszkanie w inwestycji Piasta Park można kupić w kwocie od 4400 zł za m kw.

W Warszawie najmniejsze trójki, o metrażu 49 m kw., w cenie 7600 zł/m kw. dostępne są w projekcie Przy Solipskiej. W Wizji Mokotów za metr kwadratowy w mieszkaniu trzypokojowym trzeba zapłacić 8100 zł/m kw.

Najtańsze mieszkania trzypokojowe mamy w małopolskiej inwestycji Pod Sekwojami, ich cena wynosi 3100 zł/m kw.

 Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Najmniejsze mieszkania trzypokojowe w inwestycji Kolska od nowa 🙂 w Warszawie  mają powierzchnię ok. 50 m kw. W osiedlu Księżycowa 60 na Bielanach dostępne są trójki o metrażu 57 m kw. w cenie 369 tys. zł.

 Marcin Liberski, dyrektor sprzedaży i marketingu w Atlas Estates

Niewielkie mieszkania trzypokojowe oferujemy w dwóch inwestycjach w Warszawie.

Duży wybór trójek mamy na Żoliborzu w 2. etapie osiedla Apartamenty Krasińskiego, które zostało zaprojektowane przez renomowaną pracownię Kuryłowicz & Associates. Właśnie rozpoczęło się wznoszenie budynku, w którym przed końcem 2017 roku powstanie 45 mieszkań trzypokojowych. Najmniejsza trójka ma metraż 46 m kw., a ceny takich mieszkań zaczynają się od 7900 zł za m kw.

W budynku ConceptHouse Mokotów mamy ostatnie trzypokojowe mieszkanie, które oferujemy z wykończeniem i częściowym umeblowaniem w cenie 10500 zł za m kw.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic

W warszawskiej inwestycji Hubertus mamy w sprzedaży kilka niedużych mieszkań trzypokojowych o powierzchni 56 m kw. Większość lokali z trzema pokojami w tym projekcie ma metraż 60 – 80 m kw. a nawet większy. W inwestycji Wolne Miasto w Gdańsku najmniejsze mieszkania trzypokojowe mają powierzchnię 53 m kw., a największe dostępne w tym osiedlu 73 m kw.

Andrzej Przybek, dyrektor sprzedaży Grupy Kapitałowej Euro Styl

Najmniejsze trzypokojowe mieszkania, jakie mamy aktualnie w ofercie w Osiedlu Brama Żuław w Pruszczu Gdańskim mają powierzchnię 63 m kw. Można je kupić w cenie od 4 370 zł/ m kw.

W inwestycji Impuls w gdańskiej Zaspie trójki o metrażu od 56 m kw. dostępne są w cenie od 6 170 zł/m kw. W osiedlu Idea, które zlokalizowane jest w centralnej części Trójmiasta trzy pokoje o powierzchni od 58 m kw. klienci mogą nabyć w cenie od 6395 zł/ m kw.

Osiedle Cytrusowe zlokalizowane w Gdańsku-Łostowicach/Kowalach oferuje 52-54 metrowe trójki w kwocie od 4 185 zł/m kw., a w Nowym Horyzoncie talie lokale można kupić w cenie od 3 878 zł/m kw.

W Gdyni trzypokojowe mieszkania o powierzchni od 66 m kw. w inwestycji Apartamenty Conrada są w sprzedaży od 5550 zł/m kw., a w osiedlu Nowe Morskie trzy pokoje o wielkości od  57 m kw. można nabyć w cenie od 5150 zł/m kw.

 

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

 

Aktualnie najmniejsze mieszkania trzypokojowe oferujemy w inwestycji Na Sokratesa na warszawskich Bielanach. Metraże tego typu lokali zaczynają się od 54 m kw. Najtańsza trójka, jaka znajduje się w ofercie kosztuje ponad 390 tys. zł brutto. Z kolei na Żoliborzu, w oddanym właśnie osiedlu Krasińskiego 58 można kupić mieszkanie trzypokojowe o powierzchni 59 m kw. za ponad 436 tys. zł.
W projekcie Monte Verdi w warszawskiej dzielnicy Włochy, w którym właśnie rozpoczęliśmy sprzedaż, mamy najmniejsze trójki o metrażu 53 m kw. w cenie od ponad 336 tys. zł.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

W ofercie J.W. Construction klienci znajdą m.in. trzypokojowe mieszkania w inwestycjach zlokalizowanych w warszawskiej Woli i Białołęce oraz w projektach, które prowadzimy w Katowicach, Łodzi, Poznaniu, czy Gdyni. Przykładowo, trzypokojowe mieszkanie o powierzchni do 50 m kw. w osiedlu Zielona Dolina w Warszawie kosztuje ok. 290  tys. zł, a w inwestycji Nowe Tysiąclecie w Katowicach ok. 280 tys. zł.

Maria Doerre, dyrektor sprzedaży i marketingu w Activ Investment

Najmniejsze trójki w naszej ofercie to mieszkania o metrażu  47 m kw. z aneksem kuchennym. Ceny są zróżnicowane w zależności od inwestycji, np. w osiedlu przy ulicy Banacha w Krakowie mieszkania trzypokojowe można kupić w cenie od 5200 zł / m kw.

 Katarzyna Pietrzak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Victoria Dom S.A.

Najmniejsze mieszkania trzypokojowe o metrażu od 46 m kw.w warszawskiej inwestycji Osiedle Classic mamy w sprzedaży w cenie od 281 tys. zł. Będzie w nich można zamieszkać w trzecim kwartale br. W Osiedlu Classic III zlokalizowanym przy ulicy Modlińskiej w Warszawie mieszkania z trzema pokojami oferujemy w cenie od 256 tys. zł.

W Osiedlu Viva Garden 2 trójki o powierzchni 42 m kw. można kupić w cenie od 228 tys. zł.

W ofercie warszawskiego osiedla Przy Parku można znaleźć trzypokojowe mieszkania, liczące od 42 m kw. od 292 tys. zł. Przykładowo 50 metrową trójkę z ogródkiem wielkości 89 m kw. można kupić w kwocie 346 tys. zł.

Aneta Zdulska, dyrektor ds. sprzedaży w WAN S.A.

W inwestycji Apartamenty Wielicka w Krakowie w pierwszym etapie projektu najmniejsze mieszkanie trzypokojowe ma 52 m kw., a w drugim 54 m kw. Ceny mieszkań z trzema pokojami zaczynają się od 322 tys. zł, a najtańsze w przeliczeniu za metr kosztuje 5045 zł.

Jarosław Jankowski, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

W projekcie Miasto Wola metraże mieszkań trzypokojowych zaczynają się od 52 m kw., a w Stacji Kazimierz najmniejsze trójki liczą 55 m kw. Ceny ofertowe metra kwadratowego w lokalach tej z kategorii w naszych inwestycjach rozpoczynają się od ok. 7 tys. zł/m kw.

 Piotr Wiak, wiceprezes zarządu ds. handlowych w Rafin

Najtańsze mieszkanie trzypokojowe oferujemy w Dobrym Osiedlu we Wrocławiu w cenie 4699 zł/m kw. z dwoma miejscami postojowymi gratis. W Kępie Mieszczańskiej najmniejsze mieszkania trzypokojowe mają powierzchnię 47 m kw. i są oferowane w kwocie od 5868 zł/m kw. W inwestycji Wybrzeże Reymonta najmniejszy metraż trójek to 47 m kw, a ich ceny zaczynają się od 5768 zł/m kw. Natomiast w inwestycji Złota Podkowa, która mieści się we wrocławskich Krzykach, trzypokojowe mieszkania można nabyć za 5199 zł/m kw.

Europejczycy stawiają na wygodę: liczba transakcji z użyciem kart zbliżeniowych przekroczyła 1 miliard

Polacy niezmiennie w technologicznej czołówce Europy: już 55% płatności kartami MasterCard to transakcje zbliżeniowe, ich wartość podwoiła się w ciągu roku

 W przededniu Mobile World Congress w Barcelonie, konferencji poświęconej technologiom mobilnym, w tym płatnościom bezgotówkowym, MasterCard opublikował dane dotyczące transakcji zbliżeniowych w Polsce i w Europie na koniec 2015 r. Dane te wskazują, że klienci, zarówno w Polsce, jak i w Europie, coraz chętniej dokonują płatności zbliżeniowych, ponieważ są one szybkie i wygodne oraz ułatwiają zakupy.
Z ich popularyzacji korzystają też przedsiębiorstwa handlowe i wystawcy kart płatniczych.

Patrząc tylko na rynek polski, warto zwrócić uwagę, że już 55% płatności kartami z logo MasterCard lub Maestro to transakcje zbliżeniowe. To oznacza wzrost o 4 p.p. w ciągu jednego kwartału. W ciągu ostatniego roku liczba przeprowadzonych transakcji zbliżeniowych kartami wzrosła o 84%, a ich wartość – aż o 100%. Średnia kwota transakcji zbliżeniowych dokonywanych przez Polaków w IV kw. 2015 r. wynosiła ok. 38 zł (9,64 USD). Liczba kart zbliżeniowych aktywnie używanych przez Polaków wzrosła z kolei o 34%.

Dane pokazują, że również Europejczycy coraz chętniej korzystają z płatności zbliżeniowych.

W całym 2015 r. łączna liczba transakcji z użyciem kart MasterCard i Maestro przekroczyła
1 miliard, co stanowi wzrost o 150% w stosunku do 2014 r. Jednocześnie w IV kw. 2015 r. średnio 13% przetworzonych przez MasterCard płatności w sklepach stanowiło transakcje zbliżeniowe. Nowe dane pokazują, że liczba kart, telefonów komórkowych i innych urządzeń obsługujących transakcje zbliżeniowe wzrosła o 121%, a łączna wartość transakcji dokonanych za pomocą kart zbliżeniowych MasterCard i Maestro wzrosła o 183% r/r. Ponadto, liczba kart i urządzeń zbliżeniowych wydanych klientom wzrosła w 2015 r. o 50%.

Porównanie danych o popularności płatności zbliżeniowych w Polsce i w innych krajach europejskich potwierdza, że Polacy są w technologicznej awangardzie. Chcemy wspierać ich w przejściu do ery cyfrowych płatności, ponieważ wierzymy, że życie bez portfela jest wygodniejsze i dzięki nowym technologiom pozwala zwiększyć poziom bezpieczeństwa. Wierzę, że w kolejnych latach otwartość Polaków na innowacje będzie coraz bardziej widoczna również w przypadku płatności mobilnych i online, które będą metodami płatniczymi przyszłości” – mówi Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny polskiego oddziału MasterCard Europe.

Dzięki zaawansowanym, wielowarstwowym zabezpieczeniom płatności zbliżeniowe to alternatywa bezpieczniejsza niż gotówka. W miarę wzrostu popularności płatności zbliżeniowych rośnie również przekonanie użytkowników o ich bezpieczeństwie. Ponad dwie trzecie klientów jest zdania, że transakcje zbliżeniowe są równie bezpieczne, co tradycyjne formy płatności, lub nawet bezpieczniejsze.

W samej Europie jest już ponad 10 krajów, z których w każdym jest w obiegu ponad 5 mln kart i urządzeń obsługujących płatności zbliżeniowe. Płatności zbliżeniowe są akceptowane w 74 krajach na całym świecie, w tym w Estonii i Islandii, które niedawno dołączyły do tego grona.

George Simon, prezes na obszar Europy Środkowo-Wschodniej w MasterCard Europe, powiedział: „Transakcje zbliżeniowe to szybki, bezpieczny i wygodny sposób na dokonywanie codziennych zakupów za pomocą dowolnego konta MasterCard lub Maestro. Doceniają to zwłaszcza Europejczycy, którzy częściej niż kiedykolwiek wcześniej płacą za swoje zakupy zbliżeniowo, co zwiększa przychody sprzedawców i wystawców kart. Świetnym przykładem są tu kraje Europy Środkowo-Wschodniej. W 2015 r. w Czechach 77% transakcji sklepowych przetworzonych przez MasterCard stanowiły transakcje zbliżeniowe. W Polsce wartość ta wyniosła 55%, na Węgrzech 40%, a na Słowacji 38%”.

Płatności zbliżeniowe przynoszą korzyści branży handlowej. Z ogólnoeuropejskich badań wynika, że wartość 48% codziennych płatności nie przekracza 25 EUR, co oznacza, że znaczna część tych transakcji nie wymaga wpisywania kodu PIN, dzięki czemu są one błyskawiczne i popularne wśród konsumentów. M.in. dlatego w 2015 r. znacznie wzrosła liczba punktów handlowych akceptujących płatności zbliżeniowe — o 72% w porównaniu z 2014 r. MasterCard szacuje, że z kart MasterCard lub Maestro, bądź też z urządzeń obsługujących płatności zbliżeniowe, można korzystać już w ponad 4 mln punktów handlowych na całym świecie.

Na coraz większej popularności płatności zbliżeniowych korzystają również wystawcy kart. Z analiz MasterCard wynika, że korzyści zapewniane przez karty zbliżeniowe czynią je preferowaną formą płatności, co zwiększa wartość dokonywanych transakcji. Na wzrost wydatków składają się nie tylko nowe transakcje, lecz również znaczący wzrost łącznej liczby wszystkich transakcji.

 

ACCIONA zobowiązuje się osiągnąć zerowy bilans emisji dwutlenku węgla

Spółka planuje przeznaczyć na dodatkową produkcję energii odnawialnej
2,5 mld USD do 2020 r. Wtedy właśnie ACCIONA będzie wytwarzała 10 500 czystej energii, co pozwoli uniknąć emisji ponad 20 milionów ton CO2 rocznie.

Spółka ACCIONA, zobowiązała się osiągnąć w 100% zerowy bilans emisji dwutlenku węgla we wszystkich swoich zakładach na świecie w 2016 r. Przewodniczący oraz Dyrektor Generalny ACCIONA, José Manuel Entrecanales ogłaszając to zobowiązanie podczas Szczytu Klimatycznego ONZ w Paryżu (COP 21), powiedział – Naszą ambicją jest być najbardziej zrównoważoną firmą na świecie. Widoczne to będzie w wyborze inwestycji, usługach, które świadczymy oraz codziennych operacjach biznesowych. Łagodzenie skutków zmian klimatycznych znajduje się wśród najważniejszych strategicznych celów spółki ACCIONA, a cel ten osiągamy poprzez inwestowanie w produkcję energii odnawialnej oraz budowanie elastycznej infrastruktury dla przedsiębiorstw XXI wieku.

Osiągnięcie zerowej emisji dwutlenku węgla lub pozostawianie zerowego śladu węglowego netto ma miejsce wtedy, kiedy dane przedsiębiorstwo jest w stanie zbilansować emisje CO2, kwotą równoważną, odzyskaną lub wyasygnowaną na tego typu wyrównanie lub kredytami węglowymi w wysokości wystarczającej do zrównoważenia tej różnicy.

Nowe zobowiązanie jest kolejnym krokiem, po pomyślnym zakończeniu przez ACCIONA pięcioletniego planu dotyczącego zrównoważonego rozwoju „Sustainability Master Plan”. Pozwolił on dzięki produkcji energii odnawialnej, zmniejszyć emisje CO2 w grupie o 46% w ciągu pięciu lat oraz umożliwił uniknięcie emisji o 68,5 mln ton.

Spółka ACCIONA, która niedawno została uznana przez Energy Intelligence za „najbardziej zieloną firmę na świecie”, jest największym światowym producentem energii odnawialnej, produkującym energię elektryczną o mocy 8 614 MW w instalacjach znajdujących się w 15 państwach.

José Manuel Entrecanales zadeklarował, iż w ciągu najbliższych pięciu lat spółka planuje zainwestować dalsze 2,5 mld USD w instalacje energii odnawialnej. Głównie w krajach rozwijających się, aby zwiększyć zdolność produkcyjną instalacji do 10 500 MW. W świetle obecnych tendencji, umożliwi to spółce ACCIONA uniknąć emitowania ponad 20 milionów ton CO2 rocznie, co będzie stanowiło odpowiednik rocznej emisji spalin przez więcej niż 4 mln pojazdów.

Z uwagi na to, iż ACCIONA rozpoczęła inwestowanie w energetykę odnawialną
25 lat temu, udało jej się uniknąć emisji CO2 w wysokości 125 mln ton. To tyle, ile w 2014 r. wytworzyły razem Dania, Norwegia i Szwecja.

Obok inwestycji w energię odnawialną, ACCIONA zajmie się również problemem zwiększających się niedoborów wody na świecie. Do 2020 r. wybuduje nowe zakłady zapewniające wodę pitną dla 5 milionów ludzi oraz oczyszczalnie uzdatniające wodę dla 8 milionów ludzi.

Założona przez spółkę fundacja ACCIONA’s Microenergy Foundation, będzie kontynuowała wnoszenie swojego wkładu do inicjatywy ONZ o nazwie “Zrównoważona energia dla wszystkich”. Dostarczy w ten sposób energię słoneczną dla instalacji domowych w daleko położonych wiejskich domostwach w Meksyku i Peru. Od 2009 r. 50 000 osób ma możliwość zastąpienia świec, lamp naftowych i latarek dzięki programowi Fundacji o nazwie „Luz en Casa” („Światło w domu”). Skala tego projektu jest imponująca.

Po raz czwarty z rzędu Goodyear uhonorowany tytułem Top Employer Europe

Goodyear Dunlop Tires Europe, jeden z wiodących europejskich producentów opon, po raz czwarty z rzędu otrzymał tytuł Top Employer Europe przyznawany przez Top Employers Institute. Ta niezależna organizacja certyfikuje firmy, które „tworzą doskonałe warunki pracy”.

Po raz czwarty z rzędu Goodyear uhonorowany tytułem Top Employer EuropeGoodyear otrzymał prestiżowy tytuł w dziesięciu krajach Europy: w Belgii, Francji, Niemczech, Włoszech, Luksemburgu, Holandii, Polsce, Słowenii, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Ponadto tytuł otrzymały trzy inne krajowe organizacje Goodyeara w regionie EMEA: Turcja, Republika Południowej Afryki i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Goodyear jest jedną z zaledwie 64 firm, które w tym roku otrzymały tytuł Top Employer Europe.

Obszar zainteresowań Instytutu jest w dużej mierze zbieżny z filozofią Top Talent and Team realizowaną przez Goodyeara oraz nadrzędnym celem działań firmy, jakim jest przyciąganie, motywowanie i zatrzymywanie pracowników o najwyższych kompetencjach. Audyt firm, które starają się o uzyskanie certyfikatu, obejmuje najważniejsze obszary polityki HR. Goodyear otrzymał szczególnie wysokie noty za strategię zarządzania talentami, zarządzanie jakością pracy, zarządzanie przebiegiem kariery i sukcesją na stanowiskach oraz za program szkoleń i rozwoju.

„Ponowne uzyskanie certyfikatu w kolejnych latach to powód do dumy. Z mojego punktu widzenia ta ocena potwierdza, że praktyki HR-owe stosowanie w Goodyearze są konkurencyjne w porównaniu do innych wiodących firm.” – powiedziała Emilia Szwaj, HR Biznes Partner na Polskę. „Cenne jest również to, że proces certyfikacji zwraca uwagę na aspekty, w których powinniśmy dalej rozwijać propozycje dla naszych pracowników. Wiemy, że w pewnych obszarach możemy poprawić nasze wyniki, dlatego w sposób ciągły rozwijamy najlepsze praktyki HR”.

Instytut, który swoją główną siedzibę ma w Holandii, przyznaje tytuł Top Employers firmom na całym świecie od 1991 roku. „Optymalne warunki dla pracowników gwarantują możliwość rozwoju osobistego i zawodowego. Przeprowadzone przez nas kompleksowe badanie wykazało, że Goodyear Europe tworzy wyjątkowe środowisko pracy i oferuje szeroki zakres kreatywnych inicjatyw, od pakietu świadczeń dodatkowych poprzez warunki pracy, po programy zarządzania wydajnością pracy, które są dobrze przemyślane i zgodne z kulturą firmy” – powiedział Dennis Utter, dyrektor ds. globalnego biznesu Top Employers Institute.

Negocjacje w sprawie Brexitu

To była pracowita noc dla unijnych polityków. Negocjacje w sprawie przyszłości Wielkiej Brytanii trwały do 5 rano. Gospodarka Brazylii istotnie się kurczy. Mazowsze pierwszym zbyt bogatym regionem Polski, by dostać środki unijne z programu spójności.

Wczoraj późno w nocy trwały jeszcze rozmowy na temat warunków pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Ewentualne opuszczenie, nazywane popularnie w mediach Brexit, miałoby nastąpić po odpowiednim wyniku tegorocznego referendum. Zdaniem wielu analityków cały ten proces nie ma na celu opuszczanie wspólnych struktur tylko poprawę warunków członkostwa. Obecnie największy nacisk położony jest na czasowe ograniczenie zasiłków socjalnych. Przedstawiciele Grupy Wyszehradzkiej są się skłonni zgodzić na nie więcej niż 5 lat, a Brytyjczycy negocjują 7 lat z dwoma opcjami na przedłużenie o 3 lata. Z ważnych tematów jest też brak preferencyjnego traktowania londyńskiego Citi względem innych ośrodków finansowych. Zdaniem komentatorów, pomimo różnic zdań rozmowy zmierzają do kompromisu i dzisiaj w godzinach popołudniowych należy spodziewać się wstępnych ustaleń. Niepewność co do dalszych losów Wielkiej Brytanii ciąży notowaniom funta, który od swoich maksimów stracił już względem złotego imponujące 40 groszy.

W 2015 roku wzrost gospodarczy Brazylii wyniósł -4%. Ostatni raz tak źle było w 1990 roku. Kraj ten przeżywa poważne problemy w związku z aferami finansowymi sięgającymi samych szczytów władzy. Realny jest impeachment prezydenta, której również grożą poważne zarzuty. Problemem kraju jest rosnąca inflacja, która wraz z ujemnym wzrostem gwałtownie pogarsza sytuację obywateli. Potwierdzeniem, że w kraju nie dzieje się dobrze jest sytuacja na rynku walutowym. Za jednego reala jeszcze rok temu płaciło się około 1,30 zł. Obecnie waluta Brazylii oscyluje w około poziomu 1 zł. Biorąc pod uwagę słaby rok, który miał polski złoty pokazuje z jak dużymi problemami boryka się real.

Unijne środki dla uboższych regionów trafiają tylko tam, gdzie dobrobyt znajduje się poniżej 75% średniej unijnej. Obecnie pierwsze województwo przekroczyło tą barierę. W kolejnych latach, jeżeli sytuacja się utrzyma, kolejne regiony będą dołączać. Mowa oczywiście o Mazowszu. W mediach pojawiła się nawet w związku z tym plotka o podziale województwa na dwa, by jedno z nich dalej otrzymywało dotacje, ale została ona zdementowana.

Wczoraj poznaliśmy kolejne dobre dane z USA. Liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych wyniosła zaledwie 262 tysiące, kiedy to oczekiwania analityków mówiły o 275 tysiącach. Gospodarka za oceanem znów ma się dobrze, aczkolwiek FED nie jest na razie skłonny by ryzykować ten stan podnosząc stopy procentowe.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

10:30 – Wielka Brytania – wyniki sprzedaży detalicznej,

14:30 – USA – inflacja.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 19.11.2015 do 19.02.2016Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 19.11.2015 do 19.02.2016

Kurs EUR/PLN powraca do wzrostów. Dla ruchu w górę oporem jest obecnie poziom 4,5100 zł, gdzie kurs dotarł po obniżce ratingu. W przypadku spadków wsparcie stanowić będą ostatnie minima lokalne na 4,3750.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 19.11.2015 do 19.02.2016Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 19.11.2015 do 19.02.2016

Kurs CHF/PLN również wybił się z trendu bocznego w górę. Najbliższym oporem są okolice 4,1150, gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem po przebiciu linii łącząca minima lokalne jest ważne minimum lokalne na poziomie 3,9300.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 19.11.2015 do 19.02.2016Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 19.11.2015 do 19.02.2016

Kursowi USD/PLN równie udało się wybić z trendu bocznego. Nowym oporem są maksima na 4,1350. Dla obecnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest ważne trzymiesięczne minimum lokalne na 3,8600.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 19.11.2015 do 19.02.2016Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 19.11.2015 do 19.02.2016

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym po czym zawrócił i przeszedł w trend spadkowy. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są ostanie maksima na poziomie 5,9100. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem jest minimum obecnego ruchu, czyli poziom 5,6200.

Słabość złotego może się utrzymywać co najmniej do czerwca

CEO Magazyn Polska

Mimo że dane z gospodarki powinny być w tym roku pozytywne, a budżet niezagrożony, to polska waluta może pozostać słaba przez całą pierwszą połowę roku. Szkodzą jej prawdopodobne podwyżki stóp procentowych w USA i związana z nimi moc dolara, także wobec euro. Frank powinien oscylować wokół 4 zł.

– Z jednej strony wydaje się, że powinniśmy mieć w 2016 roku z polskiej gospodarki całkiem niezłe dane wspierane przez konsumpcję – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Łukasz Rozbicki, analityk MM Prime TFI. – W tym roku jeszcze nie będzie problemu budżetowego, więc teoretycznie jest podstawa do tego, żeby sądzić, że złoty przy obecnych poziomach jest niedowartościowany.

W grudniu stopa bezrobocia wyniosła w Polsce 9,8 proc. i pozostaje na poziomie jednocyfrowym od pięciu miesięcy. Średnie wynagrodzenie wzrosło w ciągu roku (licząc od grudnia do grudnia) o 3 proc. przy spadających cenach (całoroczna deflacja wyniosła 0,9 proc.), a PKB wzrósł o 3,6 proc. Zdaniem eksperta dane te powinny napędzać konsumpcję, a więc i wpływy z VAT. Z kolei sprzedaż detaliczna w okresie styczeń–grudzień wzrosła o 3,7 proc. Jak tłumaczy Rozbicki, dodatkowo programy socjalne przygotowywane przez rząd wpłyną pozytywnie na zasobność gospodarstw domowych. Mimo tych korzystnych warunków makroekonomicznych polska waluta od początku roku nadal słabnie.

– Z drugiej strony złotemu mogą jeszcze ciążyć krótkoterminowe czynniki awersji do ryzyka, np. w postaci tego, że być może Moody&HASH39;s obniży nam perspektywę ratingu albo rating – przewiduje ekspert. – W I połowie roku lub w I kw. podwyższone kursy mogą się utrzymywać. Złoty raczej nie wróci do poziomów 4,20 za euro i znacząco poniżej 4 za dolara.

W styczniu agencja ratingowa Standard & Poor&HASH39;s, mimo dotychczasowej pozytywnej perspektywy obniżyła Polsce rating z A- do BBB+, a perspektywę zmieniła na negatywną, co może oznaczać dalsze cięcia. Pozostałe dwie agencje zapowiedziały, że będą bacznie przyglądać się Polsce, a np. analitycy Union Investment TFI zapowiedzieli, że spodziewają się cięcia przez Moody&HASH39;s (gdzie nasz kraj ma najwyższy rating) już w maju.

Kilka dni temu S&P obniżyła opinię na temat ryzyka sektora bankowego w Polsce do negatywnej ze stabilnej.

Dodatkowo złotego osłabiać może silny dolar, który według przewidywań będzie kontynuował swój marsz w górę, zarówno wobec złotego, jak i wobec euro.

– Dolar ze względu na Fed, który prawdopodobnie w tym roku będzie dalej podwyższał stopy procentowe, będzie się umacniał. Natomiast EBC prowadzi kompletnie inną politykę pieniężną. A to wspiera spadki euro–dolara w dłuższej perspektywie i tym samym dążenie do parytetu na tej parze. To z kolei przekłada się na umacnianie się dolara względem złotego.

Niestety, nie są to też dobre wieści dla spłacających kredytów we franku szwajcarskim, i to pomimo starań tamtejszego banku centralnego, by osłabić tę walutę.

– Słaby złoty to też mocny frank. Z drugiej strony pamiętajmy, że Narodowy Bank Szwajcarii cały czas prowadzi bardzo luźną politykę pieniężną, utrzymuje ujemne stopy procentowe. Być może jeszcze będzie obniżał stopy albo w jakiś inny sposób interweniował. Myślę, że poziomy znacząco poniżej 4 zł na franku nie powinny być trwałe.

W ciągu trzech lat ma powstać strategia surowcowa Polski

CEO Magazyn Polska

Polska potrzebuje polityki surowcowej – uważa prof. Maciej Kaliski z krakowskiej AGH. Chodzi m.in. o określenie listy złóż strategicznych dla kraju oraz wyznaczenie dla nich obszarów funkcjonalnych. Określenie planów państwa związanych z bogactwami naturalnymi, złożami gazu, węgla, rud metali przyczyni się do rozwoju gospodarczego. Zgodnie z zapowiedziami wiceministra środowiska taki dokument powinien powstać w ciągu najbliższych trzech lat.

Polska jest krajem bogatym w zasoby surowcowe  zasoby węgla kamiennego i brunatnego, miedzi, a także metali polimetalicznych, które są istotne również dla Unii Europejskiej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Maciej Kaliski z Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie.

Jak wynika z raportu „Polityka surowcowa Polski”, wydanego w 2015 roku przez Fundację Gospodarki i Administracji Publicznej, Polska obok zasobów węgla i gazu ma liczące się złoża cynku, ołowiu oraz metali rzadkich, takich jak np. ren. Zajmujemy szóste miejsce na świecie w produkcji miedzi i drugie w produkcji srebra. W bilansie zasobów zidentyfikowano blisko 12,5 tys. złóż, w tym nieco ponad 4,5 tys. jest zagospodarowanych.

Według stanu na koniec 2013 roku polskie zasoby węgla kamiennego oszacowano na ponad 51 mld ton, podczas gdy w eksploatacji znajdują się złoża zawierające niespełna 4 mld ton, a roczne wydobycie w 2013 roku nieznacznie przekraczało 76 mln ton. Polska ma też m.in. ponad 22 mld ton węgla brunatnego, którego rocznie wydobywa się 66 mln ton, 24 mln ton ropy naftowej przy wydobyciu niespełna 1 mln ton rocznie, 132 mln ton gazu ziemnego, przy wydobyciu 4,5 mln ton rocznie oraz 1,7 mld ton rud miedzi, przy rocznym wydobyciu ponad 30,5 mln ton. Wciąż nie mamy natomiast polityki surowcowej, czyli państwowego planu dotyczącego tego, jak w dłuższej perspektywie z tych zasobów korzystać.

Jak podkreśla prof. Kaliski, prace nad polityka surowcowa trwają już bardzo długo.

W grudniu 2011 roku przyjęto Koncepcję Zagospodarowania Przestrzennego Kraju 2030. Z tego dokumentu wynikały trzy zadania z zakresu polityki surowcowej. Po pierwsze, wyznaczenie obszarów funkcjonalnych dla złóż strategicznych. Po drugie, sporządzenie listy złóż strategicznych dla gospodarki Polski oraz przyjęcie planów ich eksploatacji. Częściowo pewne prace zostały zrealizowane, ale jesteśmy jeszcze daleko od sfinalizowania tejże polityki – mówi prof. Kaliski.

Obecny rząd deklaruje, że polityką surowcową zamierza się zająć. Wiceminister środowiska i główny geolog kraju Mariusz Orion Jędrysek zadeklarował ostatnio, że odpowiedni dokument powinien powstać w ciągu najbliższych trzech lat.

Prof. Maciej Kaliski uważa, że będzie to bardzo istotne dla naszej gospodarki, ponieważ rynek surowców energetycznych to ok. 70–80 proc. gospodarki.

Jeżeli będziemy wiedzieli, które złoża chronimy, jakie są obszary funkcjonalne, czyli które mamy chronić przed zabudową infrastrukturalną, to określi nam pewne możliwości innego działania i rozwoju w pewnych częściach kraju. Natomiast gospodarce da długofalowe perspektywy korzystania z tych skarbów, które mamy pod ziemią – podkreśla ekspert.

Określona polityka surowcowa da również poczucie stabilności inwestorom zainteresowanym polskim rynkiem.

Stworzenie polityki surowcowej m.in. powinno uporządkować prawnie zasady eksploatacji krajowych zasobów naturalnych, w tym rozstrzygnąć kwestie właścicielskie, przesądzić, czy mamy jednego właściciela, który gospodaruje w tym zakresie.

– Do tej pory to było rozbite pomiędzy różne ministerstwa, w tej chwili też jeszcze nie jest dokładnie sprecyzowane, kto tym zarządza – tłumaczy naukowiec z Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie. – To jest podstawa uregulowania tych spraw, które pozwolą nam i przyszłym pokoleniom w perspektywie lat czerpać korzyści z tego potencjału.

Polskie spółki mają jednak dostęp do surowców naturalnych nie tylko w kraju, lecz także za granicą. Należą do nich m.in. pola roponośne u wybrzeży Norwegii, w Kanadzie, na Litwie, Ukrainie, w Afryce, a także południowoamerykańskie złoża miedzi oraz fosforytów w Senegalu.

Ekspansja surowcowa polskich firm to bardzo ważne zagadnienie – uważa prof. Maciej Kaliski. – Nie możemy pozostawać tylko w kręgu złóż krajowych. Bardzo sobie cenię działalność polskich firm takich jak KGHM, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo czy Lotos Petrobaltic, które inwestują poza granicami kraju. To stwarza nam możliwość zwiększenia konkurencyjności polskich firm na rynku światowym.

Problemy GPW skłaniają spółki do szukania szans na zagranicznych parkietach. Możliwe kolejne debiuty na giełdzie w Londynie

Pierwsza polska spółka z warszawskiego parkietu zadebiutowała na giełdzie w Londynie. To wrocławska agencja doradztwa personalnego Work Service. Londyński kurs ma być powiązany z warszawskim, a debiutowi akcji nie towarzyszyła nowa emisja. Kancelaria, która pomagała w przygotowaniu debiutu, szykuje się do wprowadzenia na europejskie parkiety kolejnych firm z Polski. Zagraniczne giełdy mogą być szansą na zdobycie finansowania w trudnym okresie na GPW.

– Pozyskiwanie kapitału na giełdzie w Londynie daje dodatkowe możliwości spółce poprzez olbrzymią pulę inwestorów i fundusze, którymi się tam obraca. Giełda w Londynie jest znacznie większą giełdą kapitałową od warszawskiej – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Szymon Gałkowski z kancelarii Kochański, Zięba i Partnerzy, która uczestniczyła w przygotowaniach do debiutu Work Service. – Dodatkowo to, co dzieje się na giełdzie w Warszawie, coraz bardziej motywuje polskie spółki do patrzenia w kierunku giełd zagranicznych, gdzie płynność na rynku i kapitał są znacznie większe.

Warszawska giełda boryka się od miesięcy ze spadkiem zainteresowania inwestorów. Przyczyną jest zarówno zmniejszenie roli OFE na rynku kapitałowym, jak i niechęć zagranicznego kapitału do ryzykownych inwestycji, a za takie uważane są rynki wschodzące, do których należy również Polska. Na giełdzie w Londynie dzienne obroty na akcjach w styczniu przekraczały 5 mld funtów. W Warszawie było to średnio 700 mln zł.

– Dual listing jest nie tylko sposobem na otwarcie się na nowe rynki kapitałowe, pozyskanie nowego kapitału czy nowych inwestorów do spółki, lecz także możliwością wypromowania swojej spółki na rynkach międzynarodowych poprzez uzyskanie większej rozpoznawalności wśród kontrahentów zagranicznych – mówi Gałkowski.

Jednocześnie, jak podkreśla przedstawiciel kancelarii Kochański Zięba i Partnerzy, dual listing na zagranicznej giełdzie wiąże się z kosztami oraz koniecznością spełnienia wymogów kapitałowych. Nie wyklucza też, że polskie firmy będą sięgały po zagraniczny kapitał z pominięciem warszawskiego rynku.

– Trzeba pamiętać o tym, że jest wiele spółek, które chcą pozyskać nowy kapitał na giełdzie. Ze względu na obecną sytuację na GPW nie jest to jednak możliwe. Te spółki, które nie są jeszcze notowane na giełdzie w Warszawie, również mogą patrzeć i patrzą w kierunku zagranicznych giełd, żeby przeprowadzić tam swoje IPO. Szanse pozyskania nowego kapitału dużej wielkości są tam obecnie znacznie większe niż na giełdzie w Warszawie  – prognozuje Gałkowski. – Spodziewamy się, że liczba dual listingów polskich spółek będzie stale rosła.

Zaletą notowania na dużej giełdzie, takiej jak londyńska czy frankfurcka, jest nie tylko dostęp do kapitału (debiutowi Work Service nie towarzyszyła emisja nowych akcji), lecz także możliwość sprzedaży akcji czy wypromowania nazwy spółki. Zwłaszcza gdy zamierza ona działać na rynkach zagranicznych. Jak podkreśla ekspert, pojawienie się na jednej z największych giełd świata jest dla potencjalnych kontrahentów spółki swoistą rękojmią poświadczającą, że mają do czynienia z poważnym partnerem.

– Spółki, które wydają się najbardziej zainteresowane możliwością wejścia na giełdę w Londynie czy inną zagraniczną giełdę, to spółki, które przede wszystkim potrzebują nowego kapitału na rozwój swojej działalności, w szczególności w kontekście planów ekspansji na rynki zagraniczne – mówi Szymon Gałkowski. – Wejście na zagraniczną giełdę zwiększa rozpoznawalność marki na rynkach zagranicznych.

Jak przekonuje, polskim spółkom o wiele łatwiej jest zadebiutować na europejskich parkietach niż np. za oceanem ze względu na ujednolicone przepisy dotyczące obowiązków informacyjnych. Z tego względu przewiduje też, że celem polskich spółek będą giełdy w Londynie oraz we Frankfurcie.

– Mamy pewną unifikację przepisów i regulacji dotyczących wykonywania obowiązków informacyjnych. Wejście na giełdę w Unii Europejskiej jest dużo prostsze pod względem późniejszego wykonywania obowiązków giełdowych niż wejście na giełdy w Stanach Zjednoczonych – mówi ekspert.

Polska deleguje do pracy za granicą najwięcej pracowników w UE. Może to się zmienić w maju po wejściu w życie zmian

CEO Magazyn Polska

Trwają prace nad ustawą o delegowaniu pracowników. Z założenia nowe prawo ma lepiej chronić pracowników delegowanych do pracy za granicą, ale zarówno dyrektywa, jak i przedstawiony przez resort pracy projekt budzą wątpliwości pracodawców. Alarmują oni, że z powodu nowych regulacji utratą pracy zagrożonych jest kilkaset tysięcy osób co roku korzystających z tej formy zatrudnienia, a polski rynek może niemal całkowicie zniknąć.

Trwają prace nad ustawą w myśl dyrektywy 96/71/WE o delegowaniu pracowników, która ma wejść w życie w maju 2016 roku. Na dobrą sprawę będzie to oznaczać, że w Polsce praktycznie nie będzie się opłacało delegować pracowników – mówi agencji informacyjnej Newseria Jarosław Adamkiewicz, prezes zarządu Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia.

Dziś Polska jest europejskim liderem w zakresie delegowania pracowników. W 2014 roku ZUS wydał ponad 425 tys. poświadczeń ubezpieczenia społecznego dla delegowanych pracowników. Zatrudnienie na podstawie modelu pracy naprzemiennej w dwóch krajach jednocześnie systematycznie rośnie. Pracodawcom opłaca się zatrudniać pracowników częściowo w Polsce, częściowo w kraju docelowym ze względu na sposób odprowadzania składek – w myśl przepisów polskiego prawa.

Po wprowadzeniu tej dyrektywy będzie trzeba płacić jedną składkę w kraju, w którym się pracuje. Delegowanie przestanie być wtedy opłacalne na taką skalę jak do tej pory. Dlatego ten rynek albo spadnie do minimum, albo nikt nie będzie zainteresowany delegowaniem pracowników – wyjaśnia Adamkiewicz.

Jak podkreśla, w niektórych krajach europejskich coraz silniejsze są obawy przed napływem pracowników z zewnątrz i widać tendencję do ograniczania swobody świadczenia usług. Jest to widoczne zarówno we wspomnianej dyrektywie, jak i w rozporządzeniu o koordynacji ubezpieczeń społecznych. W II połowie roku Komisja Europejska ma przedstawić nowy pakiet dotyczący mobilności pracowników. Według zapowiedzi komisarz Thyssen KE chce dokonać przeglądu dyrektywy o pracownikach delegowanych, bo przyjęte przepisy wymagają ulepszeń.

Prezes SAZ dodaje, że w szczególnie trudnej sytuacji mogą znaleźć się np. opiekunki pracujące w Niemczech – jest to grupa ok. 200 tys. osób. Za sprawą nowej ustawy mogą się nie odnaleźć w nowych warunkach.

Większość osób ocenia, że to się powinno niejako przekierować na ich działalność tutaj w Polsce. Nie jest tak jednak do końca. Pewne zawody, inżynierowie czy specjaliści budowlani o wysokich kwalifikacjach, będą mieli problem ze znalezienia pracy w Polsce – zauważa prezes SAZ. – Pracowników delegują nie tylko agencje zatrudnienia, lecz także wiele firm, zwłaszcza dużych produkcyjnych. To są naprawdę duże przedsięwzięcia, np. budowa tam czy dróg, dlatego myślę, że tu też pojawi się bardzo duży znak zapytania, co dalej robić z tym tematem. Trudno mi powiedzieć, jak firmy sobie z tym poradzą.

Przedstawiciele Konfederacji Lewiatan podkreślają, że projekt ustawy zawiera mało precyzyjne definicje kluczowych pojęć: pracownik delegowany, pracodawca delegujący, tymczasowe skierowanie. zagraniczny oddział. Zastrzeżenia dotyczą także szerszych uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy w zakresie kontroli delegowanych pracowników, nadmiernych obowiązków informacyjnych pracodawców, a także kar nakładanych za ich niedopełnienie formalności.

Polski rynek ubezpieczeniowy jest bardzo innowacyjny. Wdrożenie nowych rozwiązań trwa u nas znacznie krócej niż na rynku niemieckim

CEO Magazyn Polska

Polskie firmy ubezpieczeniowe potrzebują od 6 do 9 miesięcy, by wdrożyć na rynek nowy produkt lub znaczącą zmianę biznesową. Takiego tempa niemieckie firmy mogą tylko zazdrościć. Polskie podmioty są bowiem bardzo zaawansowane w zakresie nowoczesnych rozwiązań IT. Przy szybkim i skutecznym wdrażaniu nowych projektów sprawdza się również metoda projektowa agile.

Planowe działanie we współczesnym świecie przestaje się sprawdzać. Zmiany następują tak szybko, że pracując nad nowymi projektami, trzeba systematycznie modyfikować ich założenia. Taką możliwość daje metodologia agile, czyli zwinna, która zastępuje tradycyjną metodę – waterfall, która przed każdym działaniem wymaga przygotowania planu i postępowania zgodnie z jego założeniami.

Kluczowe w agile jest to, że w bardzo szybko jesteśmy w stanie reagować na zmieniające się środowisko – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Pluta, partner zarządzający Sollers Consulting. – Nie planujemy szczegółów projektów na okresy bardzo długie, czyli rok czy dwa lata, jak kiedyś to się robiło. Jesteśmy w stanie co kilka miesięcy wdrożyć bardzo istotną zmianę, czy biznesową, czy informatyczną, a najczęściej jedną i drugą.

Istotną przewagą agile jest możliwość obserwowania pierwszych rezultatów zmian w bardzo krótkim czasie od wdrożenia. Przy zastosowaniu tradycyjnej metodyki kaskadowej długo trzeba czekać na efekty, co daje niewielkie możliwości udoskonalenia projektów.

W metodyce agile bardzo szybko się dowiadujemy, jak idzie dane przedsięwzięcie, czy powinniśmy coś dostosować, zmieniać, czy zespół działa wystarczająco efektywnie, czy pomysł na to, co chcemy zrobić, był dobry na początku, czy wymaga zmian – zwraca uwagę partner zarządzający Sollers Consulting.

Warunkiem powodzenia jest jednak zaangażowanie w dany projekt decydentów, którzy mogą na bieżąco podejmować ważne decyzje, przyczynające się do zwiększenia wartości biznesowej danego projektu.

Przykładem takiej realizacji może być projekt Everest PZU. Nowa platforma ma być wsparciem dla osób zajmujących się sprzedażą i obsługą klientów, ma służyć do rozliczeń, sprzedaży ubezpieczeń i obsługi płatności. Zastosowana metodyka agile polegała na równoległej pracy wielu zespołów w konkretnych obszarach, dzięki temu stawiane zespołom mniejsze cele mogły być na bieżąco monitorowane i dopasowywane do zmieniających się potrzeb. Kolejnym przykładem jest projekt Guliwer w firmie Warta, czyli wdrożenie systemu zarządzania szkód Guidewire ClaimCenter. Narzędzie to umożliwia ubezpieczycielowi lepszą kontrolę nad procesami likwidacji szkód i poprawia efektywności w obsłudze szkód. Metodyką agile posłużyli się również Proama oraz Generali przy wdrażaniu nowej wersji systemu centralnego INSIS.

Potencjał agile jest bardzo duży. W ciągu kilku lat stanie się jedyną dobrze funkcjonująca metodyka projektowa. Zarówno w branży ubezpieczeniowej czy finansowej, jak i w innych firmach, które muszą odnaleźć się w skomplikowanej sytuacji biznesowej, zmieniać się, dostosowywać się do tego, jak działa rynek, jak zmieniają się klienci czy konkurencja – mówi Marcin Pluta.

Eksperci Sollers Consulting podkreślają, że tylko 2 proc. światowej gospodarki jest ubezpieczone. To duża szansa dla ubezpieczycieli, ale muszą być do tego przygotowani – potrzebują elastyczności, którą mogą im dać tylko nowoczesne systemy.

FOMO chorobą cywilizacyjną naszych czasów. Co czwarty Polak jest uzależniony od informacji

CEO Magazyn Polska

2/3 Polaków w ostatnich latach odczuło przyśpieszenie tempa życia u siebie i swoich bliskich – wynika z badania przeprowadzonego na potrzeby kampanii „Odpuść FOMO”. Jednym ze skutków tej zmiany jest uzależnienie od informacji i przesyt nimi. Eksperci podkreślają, że korzystając intensywnie z internetu, a w szczególności z mediów społecznościowych, pisząc posty, wstawiając zdjęcia, komentując, sami przyczyniamy się do tworzenia natłoku komunikatów. Co więcej, nie potrafimy ich weryfikować pod kątem przydatności w życiu codziennym.

 

Wśród Polaków, którzy odczuwają przyspieszenie tempa życia, co czwarty twierdzi, że jest uzależniony od informacji oraz odczuwa ich nadmiar, a dodatkowo ma problem z wyborem istotnych treści.

FOMO [z ang. fear of missing out – red.] jest lękiem przed tym, że coś nas ominie, że ominą nas ważne wiadomości. Obawiamy się, że umkną nam ważne informacje dotyczące wydarzeń, w których możemy wziąć udział, czy innych okazji, które powinniśmy wykorzystać. Objawia się to przymusem ciągłego zerkania na smartfona, sprawdzania powiadomień, wchodzenia na portale społecznościowe czy portale informacyjne – mówi agencji informacyjnej Newseria Igor Rotberg, psycholog i psychoterapeuta.

Socjologowie podkreślają, że w XXI wieku najcenniejszym surowcem jest informacja. Zjawisko FOMO jest obserwowane od ponad dekady, ale w ostatnich latach znacznie się nasiliło. To skutek rozwoju cywilizacji, a konkretnie, coraz szybszego tempa życia oraz dynamicznego rozwoju technologii. Internet na stałe wrósł w codzienne funkcjonowanie, dlatego przeciążenie informacjami staje się coraz bardziej powszechne.

FOMO może dotykać wszystkich, aczkolwiek wzrost tego zjawiska obserwowany jest w największym stopniu wśród osób młodych. Jest to związane z rozwojem cywilizacyjnym i technologicznym. Z racji tego, że wszyscy żyjemy w tym świecie, gdzie następuje przyspieszenie tempa życia, możemy być narażeni na FOMO – mówi Igor Rotberg.

Problemu nie można bagatelizować i tłumaczyć, że dotyczy on wszystkich wokół tylko nie nas. Jest kilka symptomów, które mogą oznaczać, że to właśnie my cierpimy na FOMO.

Zabieramy telefon do łazienki, kiedy bierzemy prysznic, bo nawet 5 minut nie jesteśmy w stanie wytrzymać bez telefonu. Podczas spotkania ze znajomymi czy rodziną ciągle zerkamy na telefon, ponieważ przyszło powiadomienie. Bardzo charakterystyczną cechą jest także to, że ludzie, którzy doświadczają FOMO, nie są w stanie zignorować przychodzącego powiadomienia, muszą natychmiast odebrać i sprawdzić, kto i czego chce – tłumaczy Igor Rotberg.

Internet, komputery i urządzenia mobilne służą nam także do tego, aby usprawniać codzienne czynności. 43 proc. respondentów jako główny powód korzystania z internetu podaje właśnie chęć zaoszczędzenia czasu. Eksperci przekonują, że warto się na chwilę zatrzymać.

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, co z tym robić i w jaki sposób z tym walczyć. Każdy wypracowuje własne metody. Zalecam uważną i świadomą selekcję informacji i nauczenie się ich filtrowania. To nie tylko jest sprawa dotycząca tego, jakie informacje wybieramy, lecz także tego, jakie informacje powinniśmy zignorować, bo nie są nam do niczego potrzebne – mówi Igor Rotberg.

Celem ogólnopolskiej kampanii „Odpuść FOMO” jest zbudowanie świadomości na temat tego zjawiska oraz pokazanie sposobów na radzenie sobie z problemem nadmiernego i niewłaściwego korzystania z internetu, mediów społecznościowych oraz urządzeń mobilnych. Akcja adresowana jest głównie do osób w wieku 18–45 lat. Jej inicjatorem jest Wydawnictwo Albatros.

Ponownie 100 tys. zł od Biedronki dla autora najlepszego tekstu dla dzieci. Książka laureatek I edycji konkursu „Piórko” sprzedała się w 30 tys. egzemplarzy

CEO Magazyn Polska

Jeronimo Martins Polska, właściciel sieci Biedronka, chce promować czytelnictwo wśród najmłodszych. W drugiej edycji konkursu dla debiutujących twórców „Piórko 2016” ponownie nagrodzi autora najlepszego tekstu dla dzieci i osobę, która ten tekst zilustruje. Książka „Szary domek” autorstwa laureatki pierwszej edycji konkursu sprzedała się w nakładzie ponad 30 tys. egzemplarzy, a w maju ponownie trafi na sklepowe półki.

Konkurs literacki to nasz pomysł na dotarcie z ideą czytelnictwa do dużej grupy Polaków. Podczas pierwszej edycji udało nam się osiągnąć ten cel – zetknęło się z nią 20 mln Polaków, więc jest to naprawdę dobry wynik – mówi agencji Newseria Anetta Jaworska-Rutkowska, kierownik ds. relacji zewnętrznych i CSR w Jeronimo Martins Polska.

Konkurs „Piórko 2015” cieszył się bardzo dużym zainteresowaniem. Wpłynęło ponad 4 tys. tekstów i ponad 1 tys. prac graficznych.

Zachęciliśmy do kreatywnego działania ponad 5 tys. osób w Polsce. Poruszyliśmy różne środowiska, zaczęli się w to przedsięwzięcie włączać różni eksperci, wybitne postaci. Bardzo cieszymy się, że konkurs odbił się szerokim echem – podkreśla Jaworska-Rutkowska. – Dlatego firma Jeronimo Martins zdecydowała się na II edycję konkursu „Piórko 2016. Nagroda Biedronki za książkę dla dzieci”.

Książka, która została wybrana w pierwszej edycji konkursu, w ciągu zaledwie dwóch tygodni sprzedała się w nakładzie ponad 30 tys. egzemplarzy. Jak na książkę dla dzieci jest to bardzo dobry wynik.

Na prośbę czytelników i odbiorców książka jeszcze raz trafi na sklepowe półki, najprawdopodobniej 16 maja. Będziemy się starali, żeby tak samo przebiegało to podczas kolejnych edycji, czyli żeby dwa razy w roku możliwość i dostępność książki konkursowej była większa – mówi Anetta Jaworska-Rutkowska.

Druga edycja konkursu ruszyła pod hasłem „Przenieś dzieci do świata swojej opowieści”. Zgłaszane teksty powinny mieścić się w przedziale 20–60 tys. znaków i być kierowane do dzieci w wieku 4–10 lat. Zadaniem rysowników będzie przygotowanie projektu okładki i zestawu ilustracji do zwycięskiego tekstu.

Nagrodą dla najlepszego autora i ilustratora jest po 100 tys. zł i wydanie książki. Zgodnie z planem w listopadzie pojawi się ona w sklepach Biedronka.

Przez konkurs literacki sieć chce zachęcać najmłodszych do czytania. Jak podkreślają eksperci, książki mają ogromne wpływ na rozwoju dziecka.

W świecie multimediów książka jest niezastąpiona, bo pobudza wyobraźnię. W trakcie czytania zachodzi zarówno proces wizualizacji, czyli dziecko stykające się z tekstem spontanicznie tworzy w swojej psychice obrazy, które ten tekst ilustrują, jak i – z czego sobie znacznie rzadziej zdajemy sprawę – proces werbalizacji, wyobrażania sobie i tworzenia określeń słownych do obrazowanych treści. Zatem dziecko, które ma do czynienia z szeregiem rysunków tworzy do nich własną warstwę słowną – mówi dr Aleksandra Piotrowska, psycholog dziecięcy.

Jak podkreśla przedstawicielka JMP, konkurs „Piórko 2016” to również szansa na wsparcie początkujących twórców. Mogą wziąć w nim udział tylko amatorzy, czyli twórcy, którzy nigdy jeszcze nie publikowali ani tekstów, ani ilustracji. Nie jest jednak jedynym projektem sieci ukierunkowanym na wsparcie utalentowanych osób.

Mamy też inne projekty wspierające młodych twórców, ponieważ współpracujemy np. z Akademią Sztuk Pięknych w Łodzi im. Strzemińskiego. To jest współpraca polegająca na pobudzeniu do kreatywności młodych twórców, którzy przygotowują konkretne projekty do sprzedaży w sklepach Biedronka. A więc jest to zetknięcie młodej sztuki z tym, czego oczekuje klient i z tym, czego oczekuje komercyjny handel – wyjaśnia Anetta Jaworska-Rutkowska.

Popołudniowy komentarz walutowy z 18.02.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 18.02.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Grupa Jaguar S.A. z bardzo dobrymi perspektywami na 2016 r.

Grupa Jaguar S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się obrotem nieruchomościami gruntowymi, budową domów oraz rewitalizacją kamienic, z sukcesem realizuje projekt inwestycyjny budowy apartamentów w Gdyni. Emitent przeprowadzi także na przełomie lutego i marca 2016 r. emisję akcji serii D.

Realizowany przez Spółkę projekt inwestycyjny o nazwie „Kamienna Góra Lipowa” to kompleks 9-ciu ekskluzywnych apartamentów znajdujących się w dwóch kamienicach, które są położone w jednej z najdroższych dzielnic Gdyni oraz całego Trójmiasta. Łączna powierzchnia oferowanych mieszkań wynosiła ponad 710 m2. Grupa Jaguar S.A. podpisała już umowy sprzedaży na 70% oferowanej powierzchni mieszkaniowej. Planowany termin odbioru lokali został przewidziany na 2 kw. 2016 r. Emitent zamierza kontynuować realizowanie projektów w obszarze rewitalizacji kamienic, bowiem ten segment biznesowy pozwala osiągać satysfakcjonujące rentowności. Zakończenie inwestycji w Kamiennej Górze będzie miało istotny wpływ na wyniki finansowe Spółki w tym roku.

„Pomimo trwających jeszcze prac udało nam się sprzedać ponad 70% tej inwestycji. Znacząco wpłynie to na wynik finansowy Spółki w 2016 roku, ponieważ tych wpływów nie widać jeszcze w Rachunku Zysków i Strat z uwagi na fakt podpisywania jak dotąd tylko umów przedwstępnych. Specyfika tego projektu, w którym jedna budowa obejmuje dwie kamienice, a jest to często związane z pewną logiczną kolejnością prowadzenia prac, spowodowała, że termin oddania całej inwestycji nieznacznie nam się przesunie. Teraz już wiemy, że przy remoncie stanu zastanego zawsze napotyka się jakieś niespodzianki. Oba budynki położone są w strefie ochrony konserwatorskiej, co nieco komplikuje proces remontu, chociaż prawdę mówiąc współpraca z Miejskim Konserwatorem Zabytków w Gdyni przebiega wzorcowo. Spółka zamierza kontynuować ten segment biznesowy. Zgłaszają się do nas właściciele  kamienic przeznaczonych do rewitalizacji, a my obecnie prowadzimy intensywne rozmowy dotyczące zakupu budynków w kilku lokalizacjach.” – komentuje  Jacek Wieczorkowski, Członek Zarządu Spółki Grupa Jaguar S.A.

 Grupa Jaguar S.A. przeprowadza obecnie emisję akcji serii D, która jest realizowana zgodnie z postanowieniami Uchwał podjętych przez NWZA Spółki w dniu 27.10.2015 r. Jest to emisja z zachowaniem prawa poboru dla Akcjonariuszy Emitenta w stosunku 1:5, a cena emisyjna akcji wynosi 0,10 zł za szt. Dzień ustalenia prawa poboru przypadał na 23.11.2015 r. Zapisy na akcje serii D będą przyjmowane w dniach od 17 lutego do 8 marca 2016 r. Grupa Jaguar S.A. planuje tym samym podnieść kapitał zakładowy z dotychczasowej kwoty 121.382,30 zł do wysokości nie większej niż 728.293,80 zł.

 „Cel emisji to po pierwsze zasilenie kapitału obrotowego, który Spółka zamierza wykorzystać na zakup kolejnych kamienic przeznaczonych do remontu. Po drugie, ta emisja to ukłon w stronę inwestorów, którzy przy cenie emisyjnej równej nominalnej mogą znacząco poprawić sobie średnią cenę zakupu. Wczoraj rozpoczęły się zapisy na akcje i liczymy, że zakończą się one sukcesem. Zależy nam też na zwiększeniu ilości akcji, a kolejnym krokiem będzie praca nad wzrostem ich wartości. W mojej opinii, dzisiejsza cena akcji nie odzwierciedla wartości naszego majątku, nie mówiąc już o ich wycenie dyskontującej nasze know-how oraz plany rozwoju.” – zakończył Wieczorkowski.

ITMAGINATION: globalna ekspansja, dwukrotny wzrost przychodów i zatrudnienia

ITMAGINATION, jedna z najszybciej rozwijających się polskich firm IT, specjalizująca się w tworzeniu oprogramowania na zamówienie oraz dostarczaniu rozwiązań Data Management i Cloud, chce w tym roku niemal dwukrotnie zwiększyć przychody oraz zatrudnienie. Pomóc ma w tym m.in. ekspansja zagraniczna, rozwój kompetencji oraz współpraca z klientami z listy Fortune Global 500.   

Ubiegły rok był dla warszawskiej firmy wyjątkowo udany. Spółka ITMAGINATION zrealizowała ponad 370 projektów – głównie dla banków, instytucji finansowych oraz międzynarodowych firm z sektora FMCG, budowlanego i technologicznego. Przykładem może być strategiczny projekt Post Merger Integration – migracji centralnych systemów bankowych po fuzji dwóch banków, prowadzony w oparciu o autorskie rozwiązanie CLIO.

43,5 mln zł przychodu i 276-osobowy zespół

Firma zwiększyła również zatrudnienie o 57%: ze 176 do 276 osób i poszerzyła działalność. Otworzyła biura w Krakowie i Trójmieście a także w Stanach Zjednoczonych, gdzie pozyskała już pierwszego klienta. Efektem był niemal dwukrotny wzrost przychodów. Wyniosły one w 2015 r. 43,5 mln zł. To aż o 21,5 mln zł więcej niż rok wcześniej. Bardzo dobre wyniki finansowe sprawiły, że ITMAGINATION po raz czwarty została sklasyfikowana w rankingu Deloitte Fast 50 jako jedna z najszybciej rozwijających się spółek technologicznych w Europie Środkowo-Wschodniej. Zajęła 4. pozycję wśród polskich firm, dzięki imponującej dynamice wzrostu przychodów w latach 2011-2014, która wyniosła aż 530%. Spółka ma jednak apetyt na więcej.

Planujemy utrzymać dotychczasowe tempo wzrostu, w związku z tym zakładamy, że rok 2016 zakończymy podwojeniem dotychczasowych wyników firmy, zarówno w kontekście przychodów, jak i liczby pracowników – deklaruje Daniel Arak, Członek Zarządu ITMAGINATION.

Globalna ekspansja

Źródeł dalszego szybkiego rozwoju firma upatruje w dużej mierze w rozwoju za granicą. Obecnie już ponad 50% przychodów ITMAGINATION pochodzi z kontraktów międzynarodowych. W tym roku firma chce postawić na dostarczanie rozwiązań w regionie DACH: Niemiec, Austrii oraz Szwajcarii a także rozszerzyć działalność na rynku amerykańskim.  – Aktualnie rozwijamy oddział w Bostonie, aby zwiększyć naszą rozpoznawalność i skalę działania. Zatrudniliśmy General Managera odpowiedzialnego za rozwój firmy na tamtym rynku i pozyskaliśmy pierwszego klienta. W pierwszym roku chcemy zaangażować do naszych amerykańskich projektów ponad 100 osób. To bardzo chłonny rynek z którym wiążemy duże nadzieje – tłumaczy Daniel Arak. W drugiej połowie roku, spółka planuje otwarcie niemieckiego biura. Ma ono stać się bazą dla ekspansji spółki w krajach niemieckojęzycznych.

– Stajemy się centrum nearshoringu i offshoringu dla zachodnich korporacji. Biorąc pod uwagę odległość geograficzną i bliskość kulturową współpraca z Polakami jest znacznie łatwiejsza niż np. z Azjatami. To jeden z czynników, który decyduje o tym, że coraz więcej firm z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych szuka dostawców z Polski. – dodaje Daniel Arak.

Polska może uciec z pułapki średniego dochodu

Polska wpadła w pułapkę średniego dochodu. Co to oznacza? Czy możemy z niej wyjść? A jeśli tak – to w jaki sposób? Na te pytania starali się znaleźć odpowiedź autorzy raportu „Kierunki 2016. Polska w pułapce średniego dochodu” – Bank DNB Polska i firma doradcza Deloitte.

W pułapce średniego dochodu

raportJak wynika z raportu – Polska spełniła wszystkie warunki wejścia w pułapkę średniego dochodu. W praktyce oznacza to wyhamowanie wzrostu gospodarczego i trwałe „utknięcie” pomiędzy krajami wysokorozwiniętymi, a krajami o niskim poziomie rozwoju, które targane są cyklicznymi kryzysami finansowymi i gdzie PKB na mieszkańca nie przekracza 15 tys. USD rocznie, a w wielu przypadkach jest znacznie niższe.

– Z perspektywy 25 lat, jakie minęły od rozpoczęcia transformacji polskiej gospodarki, skumulowany wzrost gospodarczy Polski był największy wśród wszystkich krajów byłego „bloku wschodniego”. Jednak różnice w rozwoju są nadal znaczące, a Polska – z poziomem 40 proc. unijnej średniej PKB na mieszkańca w wyrażeniu nominalnym – plasuje się pośrodku krajów transformacji, gdzie z jednej strony Słowenia zbliżyła się już do 70 proc., a z drugiej Rumunia i Bułgaria znajdują się na poziomie 25 proc. unijnej średniej PKB na mieszkańca – mówi Rafał Antczak, Członek Zarządu Deloitte Consulting.

Zdaniem autorów raportu, problem tkwi w wyczerpywaniu się potencjału wzrostowego czynników produkcji i strukturze polskiej gospodarki.

– W sektorze przemysłowym, którego udział w tworzeniu wartości dodanej w Polsce jest zbliżony procentowo do Niemiec, polski pracownik wytwarza 19 tys. euro, a niemiecki 64 tys. euro rocznie, czyli przeszło trzy razy więcej i takie są też różnice w płacach netto. Gdy Polak zarabia rocznie średnio 7 tys. EUR, to Niemiec już niemal 27 tys. EUR. Wzrost w krajach rozwiniętych nie bierze się przy tym z pracy cięższej, ale „mądrzejszej”, co oznacza korzystanie z lepszych technologii i technik produkcji w celu wytwarzania większej wartości dodanej na pracownika – bez zwiększania zasobów pracy i kapitału, które z natury są ograniczone – mówi Artur Tomaszewski, Prezes Zarządu DNB Bank Polska.

W tym kontekście kluczowe staje się więc pytanie, czy Polska ma szansę wydostać się z pułapki średniego dochodu w perspektywie jednego pokolenia. Według autorów raportu, potrzebne są do tego odpowiednie zasoby pracy, kapitału i umiejętne ich wykorzystywanie – co wpłynie na poprawę efektywności wielu nieefektywnych dziś sektorów gospodarki, a co za tym idzie – szybszy wzrost gospodarczy.

Problem z demografią i kapitałem

Prognoza demograficzna GUS do 2050 r. wskazuje, że z polskiego rynku pracy będzie wychodzić coraz więcej osób, natomiast liczba osób wchodzących będzie coraz mniejsza. W efekcie istnieje ryzyko powstania ogromnego deficytu na rynku pracy. Zdaniem autorów raportu, brakujących zasobów siły roboczej należy szukać zarówno w kraju, jak i za granicą.

– Umiejętnie prowadzona przez polski rząd polityka imigracyjna, w połączeniu z efektywnym wykorzystaniem istniejących w Polsce zasobów siły roboczej, w tym przeniesieniem pracowników           z sektora publicznego do sektora prywatnego, a także podniesieniem jakości kształcenia może sprawić, że zasoby siły roboczej nie muszą stanowić krytycznej bariery dla długoterminowego rozwoju gospodarczego, choć niewątpliwie w najbliższych 15 – 20 latach istnieje ryzyko pozostania w pułapce średniego rozwoju z przyczyn demograficznych mówi Rafał Antczak.

Podobnie sytuacja wygląda, jeśli chodzi o zasoby kapitału. Przy realistycznych założeniach dotyczących możliwości podążania przez Polskę ścieżką analogiczną do Hiszpanii i osiągnięcia poziomu konwergencji 75 proc. PKB Niemiec na mieszkańca około 2050 r., średnie realne tempo wzrostu PKB musi wynieść w Polsce 2,4 proc., co implikuje średnią stopę inwestycji w polskiej gospodarce na poziomie około 22 proc. Przy średniej stopie oszczędności w latach 1995-2015 na poziomie 18 proc. oznaczałoby to lukę inwestycji i oszczędności na poziomie 4 proc. PKB rocznie. Jest to wciąż wysoki deficyt kapitału, który może zachwiać równowagę makroekonomiczną Polski. Sytuacja wymaga więc zwiększenia oszczędności po stronie sektora publicznego i prywatnego.

Według autorów raportu brakującego zasobu kapitału, podobnie jak w przypadku zasobu pracy, należy szukać zarówno w kraju, jak i za granicą.

– Wzrost oszczędności krajowych można osiągać po stronie sektora rządowego, jak i prywatnego. W pierwszym przypadku oznacza to konieczność permanentnego zmniejszania deficytu sektora publicznego. Cięcie o 1 proc. PKB dałoby rocznie 15 mld PLN oszczędności – jest to dokładnie tyle, ile przyniosłaby redukcja zatrudnienia w administracji centralnej i lokalnej łącznie o ok. 150 tys. pracowników mówi Rafał Antczak.

– W przypadku sektora prywatnego należałoby oczekiwać wzrostu średniej stopy oszczędności o 2 proc. PKB. Dla firm oznacza to konieczność zwiększenia zysków o około 1/3 z obecnego poziomu – w wyniku ekspansji na rynki krajów UE i przejmowania zachodnich firm, z których część produkcji byłaby przenoszona do Polski, a pozyskiwana technologia pozwalałaby podnosić efektywność i produktywność. Część polskich firm już prowadzi taką politykę, chodzi więc o to, aby trend ten wzmocnić i podtrzymać  w długim okresie – podkreśla Artur Tomaszewski.

Co z efektywnością sektorów i firm?

Spowolnienie wzrostu gospodarczego w Polsce wynika z coraz gorszej dynamiki produktywności czynników produkcji (ang. Total Factor Productivity – TFP), a taki trend zawsze jest wskaźnikiem fundamentalnych problemów gospodarczych. Autorzy raportu dokonali oceny efektywności 19 głównych sektorów polskiej gospodarki (wg. kodów PKD), a wyniki pogrupowali w cztery zbiory.

  • W pierwszym (najbardziej pożądanym) zbiorze znalazły się sektory, gdzie TFP rośnie i tendencja jest rosnąca. Do tej grupy należą takie branże jak zakwaterowanie i gastronomia, zdrowie, rolnictwo i tzw. usługi pozostałe. Niestety stanowią one łącznie tylko ok. 10 proc. wartości dodanej brutto w gospodarce.
  • Do drugiej grupy sektorów charakteryzujących się wzrostem TFP stabilnym ale z tendencją słabnącą należy przemysł przetwórczy, informacja i komunikacja, działalność finansowa i ubezpieczeniowa oraz administrowanie i działalność wspierająca – łącznie ponad 29 proc. wartości dodanej brutto.
  • Trzecią grupę tworzą: sektor wodny, budownictwo, transport i magazynowanie oraz obsługa rynku nieruchomości (łącznie ok. 20 proc. wartości dodanej brutto), w której w ostatnich latach wzrost produktywności jest bliski zeru.
  • Ostatnia, najgorsza i najliczniejsza grupa z udziałem w wartości dodanej brutto na poziomie aż 40 proc., to sektory z malejącym TFP i to w coraz większym tempie. Do grupy tej należy m.in. handel, edukacja, sektor energetyczny, sektor publiczny, w tym administracja publiczna.

– Wyniki naszej analizy na poziomie sektorów gospodarki jednoznacznie wskazują na silną dychotomię – część sektorów ciągnie polską gospodarkę w górę, a część – niestety zdecydowanie     w dół. Szczegółowy bilans kosztów i korzyści dla polskiej gospodarki sektorów charakteryzujących się niekorzystnymi wskaźnikami ekonomicznymi powinien być wstępem do rozsądnej strategii ich restrukturyzacji, która będzie kluczem do wyrwania się Polski z pułapki średniego dochodu. Tak właśnie postępowały kraje, którym to się udało podsumowują zgodnie Artur Tomaszewski i Rafał Antczak.

  • Polska gospodarka wpadła w pułapkę średniego dochodu na co wskazują dane makroekonomiczne i zachowanie TFP.
  • Zasoby pracy nie muszą być barierą dla rozwoju Polski, jeśli zostaną wykorzystane wszystkie rezerwy krajowe i będzie prowadzona rozsądna polityki imigracyjna, zwłaszcza wobec obywateli Ukrainy.
  • Zasoby kapitału krajowego są problemem dla rozwoju, który można rozwiązać poprzez oszczędności w sektorze publicznym i wzrost zysku i oszczędności w sektorze prywatnym – tego pierwszego nie próbowaliśmy, ale to drugie miało już miejsce.
  • Produktywność czynników produkcji jest silnie dychotomiczna po sektorach gospodarki i jest to największy problem dla rozwoju Polski.
  • Kluczem do podniesienia ogólnej dynamiki TFP w gospodarce i wyrwania się Polski z pułapki średniego dochodu jest usunięcie dychotomii w produktywności na poziomie sektorów. Tak właśnie postępowały kraje, którym to się udało.

Co ze wzrostem stóp w USA?

Wczorajszy komunikat FED-u ostudził nadzieje na rychły wzrost stóp procentowych za oceanem. Coraz więcej państw deklaruje niezwiększanie produkcji ropy.

Wczoraj poznaliśmy protokół z posiedzenia FOMC. Z pewnym uproszczeniem jest to amerykański odpowiednik naszej Rady Polityki Pieniężnej. Z komunikatu wynika, że oprócz danych makroekonomicznych uwaga skupiona jest na giełdzie. Zdaniem komentatorów stopy procentowe będą rosnąć pod warunkiem, że nie będzie to szkodzić giełdzie. Jest to kolejny sygnał z cyklu co jeszcze musi się wydarzyć, żeby stopy wzrosły. W rezultacie zapowiedź 4 podwyżek stóp procentowych w 2016 roku, która padła w komentarzu FED uchodzi za nierealną. Obecnie znacznie częściej mówi się o 1-2 podwyżkach w tym roku. Co ciekawe obecnie rynek kontraktów terminowych wskazuje, że szansa chociaż jednej podwyżki wynosi trochę poniżej 50%.

Jaki wpływ te zmiany nastrojów mają na rynki walutowe? Na podstawie oczekiwań istotnego wzrostu stóp w USA i pozostania ich bardzo niskich w Europie inwestorzy kupowali dolary sprzedając euro. W rezultacie kurs EUR/USD silnie spadał, a na rynku popularne były rozważanie o osiągnięciu parytetu wymiany 1:1 euro do dolara. W ramach tego ruchu kurs dotarł w okolice 1,05000. Od tego czasu jednak inwestorzy urealnili swoją pozycję przesuwając go 8 centów w górę. Dla porównania proporcjonalnie jest to odpowiednik 30 groszy ruchu na EUR/PLN.

Wysiłki producentów ropy powoli przynoszą skutki. Do państw, które zgodziły się zamrozić produkcję ropy dołączył Iran. Przez zamrożenie rozumiemy tutaj niepodnoszenie limitu wydobycia. W rezultacie na rynki wciąż będzie trafiać za dużo czarnego złota, ale państwa te nie będą zwiększać dostaw. W efekcie tych informacji ropa na giełdzie w Nowym Yorku odbiła się kolejne kilka procent w górę. Kryzys, który powodują niskie ceny ropy najlepiej widać w Wenezueli. To, że zdewaluowano walutę o 37% to jedno. Większy problem, że podstawowa benzyna (91-oktanowa) podrożała pierwszy raz od lat 90-tych. Po zwielokrotnieniu ceny kosztuje ona niewyobrażalne w tym kraju 0,1 dolara amerykańskiego za litr.

Według wypowiedzi Mateusza Morawieckiego tegoroczny deficyt budżetowy będzie niższy niż zakładano. Byłby to bardzo dobry sygnał. Problem polega na tym, że mamy na rynku obecnie bardzo dużo zmian i stwierdzenie tego, nie wiedząc jak zachowają się wprowadzane podatki bankowy i od supermarketów jest dużą odwagą. To co cieszy w wypowiedzi to ostrożność w ramach dalszego luzowania polityki budżetowej. Z wypowiedzi ministra wynika, że kwota wolna od podatku znacznie nie będzie mogła wzrosnąć.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:30 – strefa euro – protokół z posiedzenia EBC,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 18.11.2015 do 18.02.2016Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 18.11.2015 do 18.02.2016

Kurs EUR/PLN powraca do wzrostów. Dla ruchu w górę oporem jest obecnie poziom 4,5100 zł, gdzie kurs dotarł po obniżce ratingu. W przypadku spadków wsparcie stanowić będą ostatnie minima lokalne na 4,3850.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 18.11.2015 do 18.02.2016Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 18.11.2015 do 18.02.2016

Kurs CHF/PLN również wybił się z trendu bocznego w górę. Najbliższym oporem są okolice 4,1150, gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem po przebiciu linii łącząca minima lokalne jest ważne minimum lokalne na poziomie 3,9300.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 18.11.2015 do 18.02.2016Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 18.11.2015 do 18.02.2016

Kursowi USD/PLN równie udało się wybić z trendu bocznego. Nowym oporem są maksima na 4,1350. Dla obecnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest ważne trzymiesięczne minimum lokalne na 3,8600.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 18.11.2015 do 18.02.2016Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 18.11.2015 do 18.02.2016

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym po czym zawrócił i przeszedł w trend spadkowy. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są ostanie maksima na poziomie 5,9100. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem jest minimum obecnego ruchu, czyli poziom 5,6200.

Sfinks z zyskiem netto 8,02 mln zł po 11 miesiącach 2015 r.

Sfinks Polska – spółka zarządzająca sieciami restauracji Sphinx, Chłopskie Jadło i WOOK – w ramach roku obrachunkowego trwającego od 1 stycznia 2014 r. do 30 listopada 2015 r., zaraportowała wyniki zaudytowane po 11 miesiącach 2015 r. W tym okresie przychody ze sprzedaży osiągnęły wartość 160,15 mln zł, zysk spółki na działalności operacyjnej wyniósł 10,60 mln zł, zysk netto 8,02 mln zł, zaś jednostkowy wynik EBITDA osiągnął wartość 18,46 mln zł. Jednocześnie spółka przekazała, że cały rok 2015 zakończyła przychodami ze sprzedaży w wysokości 175,92 mln zł. Po 11 miesiącach 2015 spółka miała już dodatnie kapitały własne na poziomie 5,75 mln zł.

 – Mamy za sobą przełomowy rok, który przyniósł wiele ważnych zmian, mających istotny wpływ na rozwój Sfinksa w kolejnych latach. Dzięki pozyskaniu kredytu refinansującego w Banku Ochrony Środowiska, spłaciliśmy kredyt w PKO BP, a w tym miesiącu uregulujemy zobowiązanie w ING. Już ta zmiana i rozłożenie rat kredytu do 2022 roku zapewniała nam środki stabilne na finansowanie rozwoju sieci. W roku 2015 włożyliśmy wiele wysiłku, aby mimo braku finansowania zewnętrznego uruchomić kilkanaście nowych restauracji. Powtórzenie tego w kolejnych latach mogłoby nie być możliwe. Tymczasem, dzięki podwyższeniu kapitałów poprzez emisję akcji o wartości 12,95 mln zł, co było warunkiem zawarcia umowy kredytowej w BOŚ, spółka zyskała dodatkowe środki na rozwój. W rezultacie, na bazie nowych założeń strategii przekazanych w listopadzie 2015 r. do 2020 będziemy mogli ze środków własnych uruchomić blisko 100 restauracji. Tylko w 2016 zamierzamy otworzyć ich 16 – komentuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska SA.

Na koniec 2015 r. Sfinks zarządzał 117 restauracjami. W minionym roku powstało 14 nowych restauracji Sphinx i jeden lokal Chłopskie Jadło. Otwarcia miały miejsce m.in. w prestiżowych lokalizacjach jak Błękitny Wieżowiec w Warszawie czy Rynek Główny w Krakowie, ale też miejscowościach typowo turystycznych jak Jastarnia czy Malbork. Wszystkie restauracje tworzone są z założeniem osiągnięcia ROI na poziomie min. 30%. Jednocześnie spółka kontynuuje działania ukierunkowane na zwiększanie sprzedaży i rentowności sieci, m.in. poprzez nowości w menu, działania marketingowo-promocyjne, zmianę wystroju wnętrz istniejących restauracji czy też stały nadzór nad jakością dań i obsługi klienta.

 – Zgodnie z tym założeniem rozwój sieci ma przekładać się na systematyczny wzrost naszych wyników finansowych. Patrząc na poziom przychodów, jaki osiągnęliśmy po 12 miesiącach 2015 roku, nie mamy obaw co do wywiązania się z prognoz. Niezależnie od niepewności związanej z planowanymi przez rząd zmianami, jaka panuje na rynku, chcemy zrealizować założenia strategii i osiągnąć w roku 2016 znacznie lepszy wynik niż w roku ubiegłym. Wszystko to pokazuje, że Sfinks zakończył z sukcesem okres restrukturyzacji, jest przewidywalnie rozwijającą się spółką, stojącą na zdrowych fundamentach, a wzrost skali działania będzie tylko umacniał naszą pozycję na rynku – dodaje Sylwester Cacek.

Sfinks prognozuje, że w 2016 r. zwiększy jednostkowe przychody ze sprzedaży do poziomu 219,2 mln zł, zysk netto do 15 mln zł, zaś wynik EBITDA do 27,2 mln zł. Kapitały własne spółki na koniec roku mają wzrosnąć do poziomu 23,1 mln zł, zaś dług do EBITDA osiągnąć bezpieczny poziom 3. Strategia Sfinksa zakłada jednocześnie, że w 2020 roku spółka będzie generować przychody w wysokości 367,6 mln zł, przy jednostkowym zysku netto w wysokości 24,9 mln zł oraz EBITDA na poziomie 54,2 mln zł. Spółka ma mieć wówczas kapitały własne w wysokości 105 mln zł oraz wskaźnik długu do EBITDA 0,5. Jednocześnie, strategia nie wyklucza dodatkowych kierunków rozwoju Sfinksa poza rozwojem organicznym sieci Sphinx, m.in. poprzez akwizycje czy ekspansję zagraniczną. Działania takie nie są jednak uwzględnione w prognozach. Spółka przewiduje, że w przypadku ciekawych możliwości inwestycyjnych mogłaby zyskać dodatkowe 191 mln zł na inwestycje do 2020 r., zwiększając swoje zadłużenie przy zachowaniu bezpiecznego wskaźnika długu do EBITDA na poziomie 3,5.

Od dawna myślimy o akwizycjach i skutecznym wyjściu poza granice Polski. Ale w tym wypadku pośpiech nie jest wskazany. Jeżeli będziemy w pełni gotowi, rozpoczniemy rozwój sieci w innych krajach poprzez masterfranczyzę. Jak widać po wynikach, jesteśmy coraz bliżej tego momentu – mówi Sylwester Cacek.

Po 11 miesiącach 2015 r. grupa Sfinks Polska osiągnęła skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 163,49 mln zł, zysk na działalności operacyjnej w wysokości 9,80 mln zł i zysk netto na poziomie 7,29 mln zł. Skonsolidowany wynik EBITDA osiągnął w tym okresie wartość 17,78 mln zł.

Ronson rozpoczął sprzedaż osiedla Vitalia we Wrocławiu

Ronson Development rozpoczął sprzedaż osiedla Vitalia przy ul. Jutrzenki na wrocławskiej Klecinie. W I etapie powstaje 139 mieszkań o powierzchniach od 36 m2 do 123 m2. Inwestycję Ronsona będzie wyróżniać szeroki pakiet benefitów, z których będą mogli skorzystać mieszkańcy osiedla. Zakończenie budowy I etapu planowane jest na II kwartał 2017 r.

Vitalia_1 Dotychczas Ronson we Wrocławiu zrealizował dwa etapy dobrze przyjętego osiedla Impressio w dzielnicy Krzyki. Teraz do szerokiej sprzedaży włączamy Vitalię, którą wyróżnia pakiet wyjątkowych benefitów dla mieszkańców. Naszym celem jest, aby na osiedlach Ronsona nie tylko dobrze się mieszkało, ale również przyjemnie spędzało czasmówi Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Ronson Development.

 Osiedle Vitalia położone jest w kameralnej i zielonej części Kleciny przy ul. Jutrzenki. Vitalia to unikalny projekt architektoniczny, który wyróżnia przemyślany koncept z wieloma udogodnieniami dla mieszkańców. Tradycyjne, brukowane uliczki ustąpiły miejsca skwerowi, ścieżkom spacerowym i osiedlowym placom aktywnego wypoczynku. Obszerny plac zabaw, plac z fontannami, boisko, siłownia oraz stacja rowerowa położone pośród zieleni będą doskonałym miejscem do aktywności fizycznej dla rodzin przez cały rok.

Projekt osiedla Vitalia idealnie wpisuje się w niepowtarzalny klimat Wrocławia. Funkcjonalne i doświetlone mieszkania wypełnione naturalną energią są doskonałym rozwiązaniem dla wszystkich rodzin szukających własnego, spokojnego zakątka. Ponadto lokalizacja osiedla zapewnia dostęp do stale rozwijanej infrastruktury komunikacyjnej, edukacyjnej i rozrywkowej. Tylko kilka minut dzieli mieszkańców od przedszkola, szkoły, lokalnych sklepów, przystanków komunikacji miejskiej, kościoła czy apteki. Dodatkowo dojazd do centrum Wrocławia znacząco się skróci dzięki planowanej budowie mostu przez Ślężę na przedłużeniu ul. Racławickiej.

Docelowo osiedle Vitalia będzie liczyć ok. 300 mieszkań. Generalnym wykonawcą inwestycji jest Karmar, a projekt architektoniczny został przygotowany przez pracownię ABART.

Co drugi pracodawca pamięta o odrzuconych kandydatach

Połowa pracodawców deklaruje, że podtrzymuje relacje z kandydatami, którzy brali udział w procesie rekrutacyjnym, ale nie zostali zatrudnieni – wynika z 3. edycji badania „Candidate Experience” przeprowadzonego z inicjatywy eRecruiter i Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji. Najczęściej firmy zachowują CV kandydatów w bazie (47%) oraz informują ich o kolejnych rekrutacjach (33%). Ponadto, co drugi rekruter podaje przyczyny niezatrudnienia osobom, które uczestniczyły w rozmowie kwalifikacyjnej. Niestety aż jedna trzecia rekruterów nie dba o ten obszar w ogóle.

Odrzuceni kandydaci_InfografikaJak wskazują eksperci eRecruiter, podtrzymywanie relacji z wartościowymi kandydatami, którzy z określonych przyczyn nie zostali zatrudnieni, to bardzo ważny element candidate experience. Jednak  taką praktykę stosuje jedynie co drugi przedsiębiorca. – Rekrutacja to czasochłonny proces, w którym wszystkie działania mogące przyczynić się do skrócenia czasu jego trwania, są na wagę złota. Z pewnością takim dużym ułatwieniem jest prowadzenie tzw. bazy kandydatów odrzuconych. Zapraszając na spotkania osoby, które już wcześniej rekrutowaliśmy, oszczędzamy czas związany z przeglądaniem CV, ale również koszty, bo nie będziemy zmuszeni powtarzać początkowych elementów procesu rekrutacji – mówi Izabela Bartnicka, ekspert eRecruiter.

Dobra rekrutacja nigdy się nie kończy

Z badania „Candidate Experience” wynika, że prawie połowa pracodawców zachowuje CV niezatrudnionych kandydatów w bazie. Jednak nie wszyscy z niej korzystają. Aż co czwarty pracodawca zagląda do niej tylko wtedy, gdy otrzyma mało zgłoszeń na opublikowane ogłoszenie o pracę. – Wciąż wielu pracodawców nie docenia korzyści wynikających z prowadzenia bazy kandydatów odrzuconych. Może to wynikać z tego, że gromadzenie CV w odpowiedni sposób wydaje się czasochłonnym obowiązkiem. Wcale tak nie musi być, jeśli ma się do tego celu specjalną platformę, jak na przykład eRecruiter. Wówczas wszystkie życiorysy można gromadzić w jednym miejscu, opisywać, specjalnie oznaczać, żeby wiedzieć, do których kandydatów wracać w pierwszej kolejności – mówi Izabela Bartnicka.

Dobrym sposobem utrzymywania kontaktu z odrzuconym kandydatem jest również przesyłanie informacji o aktualnie trwających rekrutacjach – robi tak co trzeci pracodawca. Podobnie 1 na 3 rekruterów odsyła kandydatów do śledzenia firmowej zakładki „Kariera”. Warto podkreślić, że wszystkie te metody są skutecznymi sposobami nie tylko na ponowne zaproszenie kandydata do rekrutacji, ale również utrzymanie jego zainteresowania firmą. O tym, dlaczego jest to istotne, mówi Agata Błaszkiewicz, dyrektor ds. HR w Colliers International. – Nierzadko proces rekrutacji kończy się ofertą pracy dla jednego kandydata, ale w niedługim czasie pojawia się zapotrzebowanie na kolejnego pracownika z podobnym doświadczeniem. Wówczas warto skorzystać z puli kandydatów pozyskanych podczas pierwszej rekrutacji. Jednak należy pamiętać o ich odpowiednim traktowaniu. Jeżeli kandydat nie otrzymał informacji zwrotnej czy poczuł się niewłaściwie potraktowany podczas rekrutacji, wówczas może nie być skłonny do ponownego kontaktu z firmą – wskazuje Agata Błaszkiewicz.

Powód odrzucenia kandydata filarem candidate experience

Wiedza pracodawców na temat zasad dobrze prowadzonej rekrutacji oraz candidate experience z roku na rok jest coraz większa. Jednak specjalistom ds. HR zdarza się zapominać o kluczowym elemencie procesu rekrutacji. Aż 51% z nich o powodach odrzucenia informuje wyłącznie kandydatów, którzy uczestniczyli w rozmowach kwalifikacyjnych, a 33% nie robi tego w ogóle. Dobrymi praktykami w tym zakresie może pochwalić się jedynie 16% pracodawców. Jest to duży błąd, bo podanie powodu niezatrudnienia danej osoby to przykład sytuacji „win-win”. Z jednej strony, kandydat otrzymuje konkretną ocenę własnej aplikacji i wie, nad czym powinien popracować w przyszłości. Z drugiej strony, pracodawca wysyła kandydatom sygnał, że traktuje ich poważnie, dzięki czemu bez względu na wynik rekrutacji, zachowuje pozytywny wizerunek. Wsparciem dla pracodawców, którzy chcą pozyskiwać odpowiednich kandydatów oraz budować swój wizerunek, są platformy rekrutacyjne. Komunikację z kandydatami usprawnia na przykład eRecruiter, który pozwala jednym kliknięciem wysyłać zbiorowe wiadomości, jednocześnie dając kandydatowi poczucie indywidualnego traktowania. Co więcej, przypomni rekruterowi o konieczności podziękowania kandydatom np. po zakończeniu procesu, co jest szczególnie istotne. Z badania eRecruiter i Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji wynika, że aż 42% kandydatów nigdy nie otrzymało informacji o tym, dlaczego nie zostali zatrudnieni. Kolejne 46% otrzymało, ale tylko w przypadku części miejsc pracy, do których aplikowali. Natomiast osób, które otrzymywały taką odpowiedź zawsze, było tylko 4%.

Candidate experience to nie tylko sztuka dbania o relacje z kandydatami, ale umiejętność optymalizacji prowadzonych procesów rekrutacyjnych poprzez odpowiednie praktyki. Jeżeli dział HR umiejętnie przygotuje ogłoszenie o pracę i zadba o odpowiednio prowadzoną bazę kandydatów odrzuconych, z pewnością ułatwi sobie pracę. Natomiast wysyłając kandydatom informację zwrotną o powodach odrzucenia ich kandydatury zadba o dobry wizerunek firmy jako pracodawcy – podsumowuje Izabela Bartnicka.

Inwestorzy kupują lokale nad Bałtykiem

 Nadbałtyckie inwestycje mieszkaniowe przyciągają klientów gotówkowych, którzy chcą osiągać zyski większe niż na lokatach bankowych.

Inwestorzy kupują lokale nad BałtykiemDziś polski rynek nieruchomości jest bardzo rozgrzany. Spory – i zdaniem wielu znów rosnący  odsetek nowych mieszkań jest kupowany z myślą o ich najmie. – Inwestorzy koncentrują się nie tylko na warszawskich lokalach, lecz także szukają atrakcyjnych ofert w innych miastach regionalnych. Szczególnym powodzeniem cieszą się lokale w Trójmieście, kupowane zarówno z myślą o krótkoterminowym turystycznym najmie, jak i kontraktach z menedżerami firm – mówi Wioletta Kleniewska, dyrektor sprzedaży i marketingu w spółce deweloperskiej Polnord.

Nadbałtyckie kurorty z Trójmiastem na czele cieszą się dużą popularnością wśród turystów, nie tylko Polaków, lecz także Niemców, Norwegów i Szwedów. Co więcej, w tym regionie lokuje się coraz więcej firm z segmentu BPO czy SCC. A te przyciągają zarówno lokalnych pracowników, jak i osoby z innych miejscowości – według Głównego Urzędu Statystycznego w latach 2005-2014, wskaźnik salda migracji na pobyt stały dla osób w tzw. wieku produkcyjnym wyniósł w samym Gdańsku +9.

Dobra stopa zwrotu

Obecnie, jak podaje serwis Tabelaofert.pl, ofertowa mediana cen nowych „M” w Trójmieście oscyluje wokół 317 tys. zł, tym samym jest o 6 proc. wyższa niż rok wcześniej. Podwyżki na tym rynku pokazują również statystyki Narodowego Banku Polskiego (NBP), według których średnie wyjściowe stawki za lokale na gdańskim rynku pierwotnym w III kw. 2015 r. znajdowały się na poziomie 6,5 tys. zł za mkw., zaś transakcyjne sięgały 6,1 tys. zł/mkw. Dla porównania, rok wcześniej deweloperzy oferowali mieszkania za niecałe 6,1 tys. zł za mkw. a sprzedawali przeciętnie za 5,8 tys. zł za metr. Największa zaś pula lokali z pierwszej ręki w tym mieście kosztuje za 4-6 tys. zł za metr. Jednocześnie lekko rosną stawki najmu mieszkań. A obecnie stopa zwrotu z inwestycji w lokale na wynajem wynosi 5-7 proc. brutto. – Rentowność inwestycji mieszkaniowej jest wyższa niż w przypadku 10-letnich obligacji skarbowych czy lokaty bankowej oraz podobna do uzyskiwanej na rynku nieruchomości komercyjnych. Relacja kosztów obsługi kredytu mieszkaniowego do czynszu najmu nadal umożliwia finansowanie kosztów kredytu przychodami z najmu – zapewniają przedstawiciele NBP.

Co istotne, już 10. raz z kolei Rada Polityki Pieniężnej utrzymała stopy procentowe na najniższym w historii poziomie. Tym samym lokaty dalej będą nisko oprocentowane, a kredyty relatywnie tanie. I jak wynika z prognoz Lion’s Bank, taka sytuacja utrzymywać się będzie przez dwa lata. – Przed serią obniżek stóp procentowych, zapoczątkowaną pod koniec 2012 r., podstawowa stopa procentowa była na poziomie 4,75 proc. Dziś, dzięki decyzjom RPP, 30-letni kredyt mieszkaniowy stał się znacznie tańszy. Przeciętna rata stopniała bowiem z poziomu ok. 640 zł miesięcznie do 460 zł miesięcznie w przeliczeniu na każde pożyczone 100 tys. zł. Wynik ten uwzględnia już podwyżki marż związane z wprowadzeniem podatku bankowego – wylicza Bartosz Turek z Lion’s Bank.

Chętni na wynajem

Trójmiasto czerpie również wiele korzyści na fali ożywienia sektora nieruchomości komercyjnych. To świetne miejsce na mapie polskiego rynku outsourcingu usług (BPO/SCC), jak i doskonała lokalizacja dla najemców magazynów. Z raportu ABSL wynika, że w centrach usług z kapitałem zagranicznym w Europie Środkowo-Wschodniej pracuje ok. 335 tys. specjalistów, z czego najwięcej – ok. 150 tys. – jest zatrudnionych w naszym kraju. Przyciągamy inwestorów lokalizacją, zasobami kadrowymi i rozwiniętą infrastrukturą. Co więcej, jesteśmy najbardziej rozwiniętym rynkiem biurowym w Europie Środkowo-Wschodniej (z wyłączeniem Rosji). Prognozy przed Polską są więc jak najlepsze i popyt na biura jest wysoki. Według badań firmy doradczej JLL w ubiegłym roku najemcy w Trójmieście wynajęli o 61 proc. więcej powierzchni biurowej niż w 2014 r. Na Pomorzu zarejestrowano również jedną z bardziej spektakularnych transakcji – spółka State Street wynajęła aż 15 tys. mkw. w gdańskim biurowcu Alchemia II. Deweloperzy stawiają więc kolejne biurowce. Jak wyliczają doradcy z Cushman & Wakefield do końca przyszłego roku powstanie ok. 140 tys. mkw. nowych biur. Z kolei najemcy magazynowi, w ubiegłym roku wynajęli w okolicach Trójmiasta prawie 80 tys. mkw. hal.

Z dobrą infrastrukturą

Atrakcyjne ceny mieszkań, duży popyt na rynku najmu ze strony turystów jak i klientów biznesowych przyciągają do Trójmiasta inwestorów chcących ulokować kapitał w nieruchomości. Kupują za gotówkę najchętniej niewielkie kawalerki do 200 zł lub 2-3-pokojowe „M” do 400-450 tys. zł.

– Inwestorzy zwracają uwagę zarówno na jakość samego budynku, jak i jego otocznie – liczy się rozbudowana infrastruktura, czyli bliskie sąsiedztwo sklepów, punktów usługowych szkół itd. oraz dobra komunikacja drogowa – wylicza Wioletta Kleniewska. Dodaje, że „biznesowego najemcę”, a więc również i inwestora, interesują m.in. mieszkania w projekcie 2 Potoki, realizowanym przez Polnord w Gdańsku Rębowo, przy ul. Guderskiego, od którego do biur i siedzib głównych firm logistycznych, spedycyjnych i kurierskich działających na lokalnym rynku dzieli krótka podróż samochodem. Na tym osiedlu, złożonym z 14 nowoczesnych i kameralnych budynków w otoczeniu wzgórz i terenów rekreacyjnych do kupienia są lokale o bardzo popularnych metrażach, od 36 do 62 mkw. Kosztują od 3,9 tys. zł za mkw. Dwupokojowe „M” z balkonem lub ogródkiem można więc kupić za ok. 160 tys. zł. Są to jedne z najtańszych „dwójek” do kupienia na rynku pierwotnym w tej dzielnicy. – W tym projekcie szczególnym zainteresowaniem, również wśród inwestorów, cieszą się dwupokojowe „M”. Takie lokale są dziś bardzo chętnie wynajmowane – podkreśla Wioletta Kleniewska.

Inwestorzy rozważają również bardziej prestiżowe projekty. W tym przypadku dużą rolę, obok jak najwyższych standardów wykończenia, odgrywa dobry widok z okna i odpowiednia lokalizacja. – Gotówkowi klienci pytają również o lokale w naszej gdyńskiej inwestycji Brama Sopocka, która powstaje przy ul. Sopockiej w dzielnicy Mały Kack. Są to ekskluzywne dwupiętrowe wille z widokiem na malownicze lasy i rozległą panoramę miasta – mówi Wioletta Kleniewska. Deweloper w tym projekcie oferuje 2-4-pokojowe lokale, liczące od 50 do 95 mkw.

Południe Europy generuje problemy dla obligacji

Europejskie rynki finansowe wciąż zmagają się z awersją inwestorów do ryzykownych aktywów. Amplituda wahań rentowności obligacji sugeruje bardzo dużą nerwowość. Jak można ocenić obecną sytuację na rynku papierów dłużnych?

Dariusz Lasek
Dariusz Lasek, dyrektor inwestycyjny ds. papierów dłużnych Union Investment TFI

Od początku lutego widać wyraźnie narastające obawy inwestorów o sytuację na południu Europy – przede wszystkim w Portugalii i we Włoszech. Powodem do niepokoju jest m.in. kondycja sektora bankowego. Amplituda wahań rentowności (w przypadku papierów emitowanych przez portugalski rząd można mówić wręcz o kolosalnej zmienności) oraz skala niedawnej przeceny obligacji we wspomnianych krajach są przy tym adekwatne do stanu ich gospodarek i budżetów. Włochy mają całkiem niezłą sytuację fiskalną, a ich problemem jest kondycja banków, które borykają się rosnącym udziałem złych kredytów. Tego samego nie można jednak powiedzieć o Portugalii, gdzie żaden z kluczowych dla inwestorów obszarów nie wygląda korzystnie.

Zmienność obserwowana na rynkach obligacji krajów peryferyjnych strefy euro rozprzestrzeniła się na inne kraje europejskie. Czego obawiają się inwestorzy? Upadku dużego banku, globalnej recesji?

Trudno o wskazanie jednej konkretnej przyczyny tej zmienności i gwałtownych reakcji inwestorów – sytuacja jest bardzo złożona. Do obaw o wypłacalność banków i globalną recesję dochodzi też wątpliwość, czy Europejski Bank Centralny jest w stanie skutecznie odpowiedzieć na zaistniały kryzys. Zakładamy jednak, że po przeanalizowaniu wszystkich możliwości EBC wkroczy do akcji, a za cel postawi sobie ustabilizowanie sytuacji za wszelką cenę (Mario Draghi zapowiedział już, że niebawem bank dokona przeglądu dostępnych narzędzi). Liczymy na to, że – poza kontynuacją dodruku pieniądza – EBC zaprowadzi też porządek w sektorze bankowym. Na razie jednak należy się przygotować na podwyższoną zmienność na rynku obligacji w Europie. Jeśli mimo to inwestor będzie zainteresowany długiem europejskim, bezpieczniejszą przystanią dla kapitału mogą się okazać obligacje niemieckie lub brytyjskie.

Dlaczego właśnie one?

Ostatnio w kontekście Niemiec głośno komentuje się głównie ryzyko bankructwa Deutsche Banku i możliwej interwencji finansowej niemieckiego rządu w jego obronie. Mało natomiast mówi się o tym, że Niemcy, jako jeden z nielicznych krajów w strefie euro, mają nadwyżkę budżetową i od kilku lat sukcesywnie obniżają swoje zadłużenie. Nawet biorąc pod uwagę obniżane oczekiwania co do produkcji i wzrostu gospodarczego (chociażby z uwagi na kłopoty Chin, które mają duży udział w niemieckim eksporcie), równowaga makroekonomiczna Niemiec jest najlepsza w całej strefie euro. Sytuacja makroekonomiczna Wielkiej Brytanii także wygląda w miarę poprawnie – zwłaszcza w perspektywie obniżenia wydatków socjalnych.

Jak negatywny sentyment panujący w Europie przekłada się na polski rynek?

Najważniejsza konsekwencja gorszego sentymentu (przede wszystkim na południu Europy) to gorsze zachowanie polskich euroobligacji – zarówno skarbowych, jak i korporacyjnych. Obligacje w walutach obcych emitują duże instytucje o wysokiej wiarygodności kredytowej (np. banki). Obecnie zaś ani akcje, ani obligacje banków – także w Polsce – nie cieszą się zainteresowaniem inwestorów. To minie, ale trzeba poczekać. Pomimo braku problemów z wykonaniem budżetu w tym roku (co zawsze jest dobrze oceniane przez inwestorów) obecnie w segmencie polskich długoterminowych obligacji skarbowych (i w całej Europie) występują podwyższone wahania. Tak jak wspomniałem, w reakcji na sytuację w krajach peryferyjnych strefy euro oczekujemy zdecydowanych ruchów ze strony EBC. Dlatego za jakiś czas, po ustaniu fali wyprzedaży polskich papierów, na krajowym rynku powinno nastąpić uspokojenie.

Złoty nie powinien spaść poniżej 4,50 na euro czy 4,15 na dolarze

CEO Magazyn Polska

Nastroje inwestorów na światowych rynkach, decyzje banków centralnych i lokalnie wprowadzane nowe podatki będą mieć wpływ na notowania złotego w najbliższych miesiącach. Większość negatywnych czynników została już uwzględniona w cenach.

– Nie ma prostej odpowiedzi na pytanie, co dalej będzie z polskim złotym. Nasza krajowa waluta pozostaje głównie pod wpływem sytuacji na rynkach zagranicznych, która w ostatnim czasie jest bardzo zmienna – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Anna Wrzesińska, analityk walutowy Domu Maklerskiego Noble Securities. – Wszystko zależy od tego, jak Polskę postrzegają inwestorzy zagraniczni czy np. światowe agencje zajmujące się oceną wiarygodności kredytowej. Dobra kondycja polskiej gospodarki, która powinna być teraz uwzględniana w wycenie złotego, ma drugorzędne znaczenie.

W ciągu ostatniego roku euro umocniło się do złotego o niemal 5 proc., a tylko od początku br. o ponad 3 proc. Dolar w ciągu roku zyskał przeszło 7 proc. Stosunkowo stabilny był natomiast frank szwajcarski, który po skoku spowodowanym uwolnieniem szwajcarskiej waluty do euro 15 stycznia ub.r. pozostawał przez cały rok w przedziale 3,80-4,10 zł.

– O dalszych losach złotego będą decydować głównie nastroje na rynkach zagranicznych. Jeśli one się poprawią, wzrośnie apetyt na bardziej ryzykowne aktywa. Złoty ma wtedy szansę zyskać na wartości – mówi Wrzesińska. – W sytuacji utrzymania obaw o możliwe spowolnienie w gospodarkach wschodzących oraz utrzymania awersji do ryzyka, złoty może nadal pozostawać pod presją sprzedających.

Gospodarki krajów wschodzących nie miały ostatnio dobrej passy ze względu na lęk przed osłabieniem chińskiej gospodarki. W 2015 roku wzrosła ona o 6,9 proc., najwolniej od ćwierćwiecza. W dodatku Polska z powodu radykalnych działań rządu i spowodowanej nimi obniżki ratingu przez agencję Standard & Poor&HASH39;s do poziomu BBB+ powróciła do kategorii rynków wschodzących, choć wcześniej aspirowała do obecności w gronie krajów rozwiniętych.

– Wydaje się, że potencjał do osłabienia złotego pozostaje ograniczony. Wiele negatywnych czynników zostało już uwzględnionych w wycenie polskiej waluty. Myślę, że maksima lokalne, które zostały ukształtowane na parach z polskim złotym na początku tego roku będą stanowiły istotny opór. Mówię tutaj o poziomach np. 4,50 na euro-złotym, czy 4,15 na dolar-złotym – mówi Wrzesińska. – Sądzę, że te poziomy powinny być bronione.

Zasadnicze znaczenie będą miały działania głównych banków centralnych, stymulujące poprawę klimatu inwestycyjnego. Jak jednak podkreśla analityczka DM Noble Securities, nie należy lekceważyć czynników lokalnych, czyli przełożenia rządowych działań na ewentualny wzrost deficytu względem produktu krajowego brutto.

– Warto zwrócić uwagę na czynniki lokalne, np. poziom deficytu budżetowego, ostateczny kształt ustawy o podatku handlowym, czy też kondycję polskiego systemu bankowego w kontekście pomysłów na rozwiązanie problemów z kredytami frankowymi. Do tego dochodzi też kwestia poziomu cen. Jeżeli deflacja będzie się utrzymywała, mogą pojawić się bardziej gołębie sygnały ze strony Rady Polityki Pieniężnej – zastrzega Anna Wrzesińska.

Podatek bankowy oraz spowolnienie w globalnej gospodarce ciążą polskiej giełdzie. Rynek akcji pozostanie słaby przynajmniej do połowy 2016 roku

CEO Magazyn Polska

Przynajmniej do końca I półrocza 2016 roku polski rynek akcji pozostanie słaby – uważa Łukasz Tokarski z Superfund TFI. Głównym powodem jest wprowadzenie podatku bankowego oraz ryzyko wejścia w życie innych rozwiązań systemowych, które uderzą w wyniki poszczególnych spółek. Zagrożeniem są także czynniki zewnętrzne związane przede wszystkim ze spowolnieniem w światowej gospodarce. Z tego powodu w najbliższych kwartałach odczyty polskiego PKB mogą być niższe od oczekiwanych.

– Niestety, nie spodziewam się niczego dobrego, przynajmniej w I połowie roku. Sytuacja giełdy nie odzwierciedla w stu procentach kondycji gospodarki. Trzeba pamiętać o tym, że nie wszystkie spółki notowane są na giełdzie. Poza tym gospodarka może się rozwijać, a zyski firm wcale nie muszą rosnąć – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Łukasz Tokarski, doradca inwestycyjny Superfund TFI.

Ekspert przypomina, że z taką sytuacją mieliśmy ostatnio do czynienia w przypadku polskiej gospodarki. Według wstępnych szacunków Głównego Urzędu Statystycznego PKB naszego kraju wzrosło w 2015 roku o 3,6 procent. Korzystna koniunktura nie przełożyła się jednak na zachowanie indeksów giełdowych. W minionym roku WIG stracił na wartości blisko 10 procent. Jeszcze gorzej poradził sobie WIG20, który zakończył rok niemal 20 proc. pod kreską.

Podobna sytuacja miała miejsce również w przypadku gospodarki Chin.

– Przez długie lata mieliśmy do czynienia z 10-procentowym wzrostem gospodarki chińskiej. Mimo to tamtejsza giełda nie rosła. To nie przekłada się w stosunku jeden do jednego – tłumaczy Tokarski.

Tokarski zauważa, że poszczególne spółki notowane na warszawskim parkiecie znajdują się pod bardzo dużą presją. Wymienia tu przede wszystkim sektor bankowy, nad którym ciąży wprowadzony niedawno podatek od aktywów, a także ryzyko związane z obciążeniem ich kosztami konwersji kredytów frankowych.

W wyniku tych zmian indeks WIG-banki był w ostatnich miesiącach jednym z najsłabszych segmentów polskiej giełdy. W skali ostatnich 12 miesięcy jego wartość obniżyła się o blisko 25 procent.

– Obawiam się, że te czynniki będą się dalej uwidaczniać. Co więcej dochodzi problem globalnej gospodarki i globalnego spowolnienia, które najsilniej może oddziaływać na inwestycje. To jest jeden z najbardziej wrażliwych na koniunkturę składników PKB. Tu zatem mogą w najbliższych kwartałach pojawić się spore zaskoczenia – przewiduje doradca inwestycyjny Superfund TFI.

Zdaniem analityka obecny bilans czynników ryzyka jest negatywny, co może mieć przełożenie na niższy od oczekiwań wzrost PKB w najbliższych kwartałach.

– Sytuacja w globalnej gospodarce oraz duży niepokój, który pojawił się w biznesie m.in. po wprowadzeniu podatku bankowego i po niektórych zmianach, które się dokonują w spółkach, może mieć przełożenie na procesy inwestycyjne. Tutaj możemy oczekiwać w najbliższych kwartałach negatywnych zaskoczeń, jeżeli chodzi o PKB – podsumowuje Tokarski.

Według lutowych prognoz Komisji Europejskiej do końca 2017 roku dynamika wzrostu gospodarczego w naszym kraju powinna się utrzymać na poziomie 3,5 procent. W założeniach do tegorocznego budżetu przewidziano wzrost PKB o 3,8 proc.

Prof. J. Osiatyński (RPP): Do oceny programu M. Morawieckiego potrzeba dystansu. Powrót do polityki przemysłowej i zaangażowanie 1 bln zł to nie są złe pomysły

CEO Magazyn Polska

Reindustrializacja, rozwój innowacyjnych firm, wsparcie inwestycji i ekspansji zagranicznej oraz rozwój społeczny i regionalny to pięć filarów, na których opiera się program ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego. Zdaniem prof. Jerzego Osiatyńskiego, członka RPP, do pełnej oceny programu potrzeba czasu, ale jego podstawowe założenia są prawidłowe.

Niewątpliwie rozpoznanie słabości czy wyzwań polskiej gospodarki w perspektywie następnej dekady jest słuszne – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor prof. Jerzy Osiatyński, członek RPP. – Stale zwracano uwagę na pułapkę średniego rozwoju tych krajów, które mogą popaść w pułapkę produkcji o niskiej wartości dodanej, która nie tworzy nowych miejsc pracy i jest skazana na konkurencję przez niskie płace. To jest sytuacja dzisiejszej Polski.

Pierwszym filarem nowego planu rozwoju gospodarczego, proponowanym przez Mateusza Morawieckiego, jest wsparcie przemysłu. Ma ono dotyczyć m.in. produkcji dronów czy branży stoczniowej. Zdaniem profesora Osiatyńskiego jest to uzasadniony kierunek działania.

W wielu krajach taka polityka odniosła istotne sukcesy. Trzeba pamiętać o tym, że to nie jest polityka, która definiuje, kto ma być zwycięzcą w walce konkurencyjnej. Tylko poprzez dostarczanie informacji przedsiębiorcom pomaga im uniknąć znalezienia się w gronie przegranych – przekonuje prof. Osiatyński.

Jak podkreśla, w wielu krajach taki model wsparcia państwa się sprawdza.

Wielu krajów, nie tylko Dalekiego Wschodu, nie byłoby dzisiaj na świecie, gdyby nie duża interwencja państwa, pomoc w rozwoju produkcji, a następnie w marketingu i w znalezieniu rynków zbytu. To samo dotyczy wielu innych krajów, Pakistanu, Indii, gdzie ta nowa polityka przemysłowa przyniosła i przynosi całkiem wymierne efekty. Wydaje mi się, że warto iść w tym kierunku – podkreśla ekonomista.

Rząd stawia sobie za cel osiągnięcie do 2020 roku wzrostu inwestycji do poziomu ponad 25 proc. PKB, wzrostu udziału nakładów na badania i rozwój do poziomu 2 proc. PKB, wzrostu liczby średnich i dużych przedsiębiorstw do ponad 22 tys. Ponadto zakłada wzrost polskich bezpośrednich inwestycji zagranicznych o 70 proc., produkcji przemysłowej rosnącej szybciej niż PKB i osiągnięcie wzrostu gospodarczego per capita na poziomie 79 proc. unijnej średniej.

Plan wicepremiera i ministra rozwoju przewiduje łączne inwestycje rzędu 1 bln zł, czyli 250 mld zł rocznie. Złożą się na to dotacje unijne, środki prywatnych firm oraz spółek Skarbu Państwa.

Nie należy specjalnie krytycznie oceniać tego biliona złotych. Ma to doprowadzić do tego, że stopa inwestycji będzie wynosiła około 1/4 dochodu narodowego – mówi Osiatyński. – Wielkość dochodu narodowego za 2015 rok to 1,7 bln zł, z tego 1/4 to 450 mld zł. Większość tej kwoty stanowią inwestycje prywatnych przedsiębiorców. W tych dodatkowych 250 mld zł też pewną niedużą część będą stanowiły inwestycje prywatne. To nie jest nic specjalnie nowego. Przecież PPP, czyli publiczno-prywatne partnerstwo, nie zostało wymyślone przez ten rząd i tego wicepremiera. W ramach tego partnerstwa były i są realizowane duże projekty inwestycyjne.

Zdaniem prof. Jerzego Osiatyńskiego ocena programu ministra Morawieckiego wymaga czasu i weryfikacji po roku lub dwóch latach funkcjonowania, ale założenia ocenia pozytywnie.