Rekordowo dobry czas dla rynku nieruchomości przemysłowych. Tylko 6 proc. magazynów w Polsce jest dostępne

CEO Magazyn Polska

W 2015 roku wynajęto ponad 2,2 mln mkw. magazynów. Rekordowo wysoki popyt sprawił, że wskaźnik niewynajętej powierzchni spadł w ciągu roku z 10 proc. do nieco ponad 6 proc. Jednocześnie w szybkim tempie przybywa nowych nieruchomości – w budowie jest ok. 775 tys. mkw. Początek tego roku też jest bardzo mocny, więc ubiegłoroczne rekordy są możliwe do przebicia. Analitycy JLL prognozują, że dalsze spadki czynszów są mało prawdopodobne.

2015 rok pod względem wynajmu powierzchni magazynowych w Polsce był absolutnie rekordowy. Łącznie na całym rynku zostały zawarte umowy najmu na ponad 2,2 mln mkw., z czego prawie 1,5 mln mkw. dotyczyło tylko nowo zawartych umów. 700 tys. metrów to były odnowienia bądź rozszerzenia umów wcześniej zawartych. To rekord wszech czasów – mówi Tomasz Olszewski, dyrektor działu powierzchni magazynowo-przemysłowych w JLL.

Prognozy dotyczące popytu na ten rok też są bardzo optymistyczne. Wiele zależy od kondycji gospodarki oraz uwarunkowań międzynarodowych (np. koniunktura w Chinach, USA, sytuacja na Ukrainie), ale – jak podkreśla Olszewski – ubiegłoroczne rekordy mają szansę zostać co najmniej wyrównane, a nawet pobite.

Najwięcej powierzchni wynajęto w Polsce Centralnej, czyli Łodzi i okolicach (ponad 500 tys. mkw.), okolicach Warszawy (ponad 400 tys. mkw. ) i na Górnym Śląsku (360 tys. mkw.). Największe zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe odnotowano ze strony operatorów logistycznych – na nich przypadał co trzeci metr kwadratowy wynajętej w ubiegłym roku powierzchni. Duży popyt jest także ze strony sieci handlowych – ich udział w popycie brutto sięgnął 17,9 proc.

Jest to spowodowane z jednej strony wzrostem całego sektora e-commerce, czyli tego, że coraz więcej towarów jest sprzedawanych za pośrednictwem internetu bezpośrednio z magazynów. To powoduje, że sieci handlowe muszą coraz bardziej unowocześniać swoją sieć dystrybucji i wynajmować coraz więcej powierzchni magazynowych. Z drugiej strony wynika to ze sporej presji na marże w branży handlowej – mówi Tomasz Olszewski.

Wynajmowanie nowych, coraz bardziej wydajnych centrów magazynowych jest dobrą okazją do oszczędności w procesie dystrybucji.

To był bardzo pozytywny trend i mamy nadzieję na jego kontynuację – mówi dyrektor JLL. – Co również warte zauważenia, mieliśmy do czynienia ze sporym wzrostem popytu ze strony firm z branży stricte produkcyjnej, co bardzo cieszy. Wszystko wskazuje na to, że 2016 rok będzie porównywalnie dobry.

Na koniec ubiegłego roku w Polsce było blisko 10 mln mkw. powierzchni magazynowych, z czego 1 mln trafił do użytku w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Najwięcej nowej powierzchni pojawiło się na rynku poznańskim i górnośląskim. Te dwa regiony – po Warszawie i okolicach – są największymi rynkami pod względem podaży magazynów. Oferują odpowiednio 1,6 mln mkw. oraz 1,7 mln mkw., podczas gdy stolica – 2,9 mln mkw. Na kolejnych miejscach są Polska Centralna oraz Wrocław.

To jest 5 największych skupisk, gdzie generuje się zarówno popyt, jak i podaż – podkreśla Olszewski. – Co ciekawe, w 2015 roku widzieliśmy też wyraźny wzrost zainteresowania, a co za tym idzie – również podaży na mniejszych rynkach. Przede wszystkim Rzeszów, Toruń, Bydgoszcz, Lublin oraz Gdańsk i Kraków cieszyły się stabilnym zainteresowaniem.

W opinii analityków JLL mniejsze rynki będą w dalszym ciągu szybko się rozwijać wraz z rozbudową infrastruktury drogowej. Na znaczeniu zyskiwać mogą również nowe lokalizacje, np. Białystok i Kielce.

Szybkie tempo wzrostu popytu na nowe powierzchnie sprawiło, że wskaźnik pustostanów spadł do 6,2 proc. na koniec 2015 roku. 12 miesięcy wcześniej wynosił on 10 proc. W Polsce Centralnej spadek był jeszcze większy – z 15,8 proc. do 4,9 proc.

Dla dojrzałych rynków zdrowy poziom to zazwyczaj około 8–10 proc. Jeżeli poziom pustostanów wynosi 6 proc., oznacza to, że spora część najemców może mieć problemy z natychmiastową dostępnością budynków – mówi Olszewski.

To z kolei może zacząć się przekładać na lekki wzrost stawek czynszów. Zwłaszcza dla tych najemców, którzy nie mogą sobie pozwolić na dłuższy okres oczekiwania na oddanie magazynu do użytku. Jak podkreśla Olszewski, Polska i tak oferuje jedne z najniższych czynszów w Europie. Średnio kształtują się one w przedziale 2–2,5 euro za mkw.

Te poziomy są czasami jeszcze niższe dla największych transakcji. Najwięksi klienci, oczekujący budynków o wielkości kilkadziesiąt tysięcy metrów kwadratowych, zwłaszcza jeżeli są przygotowani na umowy najmu dłuższe niż 5 lat, mogą liczyć na dalsze rabaty, które sprowadzają czynsze wyraźnie poniżej poziomu 2 euro za mkw. – mówi Tomasz Olszewski.

Prognozuje się jednak, że dalszych obniżek czynszów nie będzie. Tym bardziej że stopy zwrotów z inwestycji w powierzchnie magazynowe są na niskim poziomie.

Mediacja jest 13 razy szybsza i 5-krotnie tańsza od postępowania sądowego. Nowe przepisy o mediacji pomagają odciążyć pracę sądów

0

CEO Magazyn Polska

W rankingu dotyczącym skuteczności systemu prawnego w rozwiązywaniu sporów Polska zajmuje dopiero 119. miejsce. Szansą na poprawę statystyk może być popularyzacja mediacji. Dziś, choć jest ona 13 razy szybsza i 5-krotnie tańsza od postępowania sądowego, decydują się na nią nieliczni. Nowe przepisy o mediacji sądowej mogą to zmienić. Zgodnie z nimi do mediacji mają nakłaniać sędziowie, można z niej skorzystać na każdym etapie postępowania sądowego, a koszty mediacji są zaliczane do kosztów sądowych. 

Do najważniejszych zmian, które weszły w życie od stycznia tego roku, w mediacji możemy zaliczyć obowiązek informowania w pozwie o podjęciu próby polubownego rozwiązania sporu przed skierowaniem sprawy do sądu. W przypadku, gdy nie podjęto takiej próby, powód powinien wyjaśnić przyczyny. Sędziowie muszą też nakłaniać do mediacji. Sprawę do mediacji można skierować na każdym etapie postępowania sądowego – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agnieszka Abramczyk, mediator sądowy i wykładowca w Wyższej Szkole Bankowej w Toruniu i w Bydgoszczy.

Nowe przepisy mają zachęcić do mediacji również ze względów finansowych. Od stycznia koszty mediacji wszczętej na skutek skierowania przez sąd, włączane są do kosztów sądowych. Umożliwia to zwolnienie z kosztów osób o niskich dochodach. Część opłat została zniesiona lub znacznie obniżona. Dodatkowo, jeśli do ugody dojdzie przed rozpoczęciem rozprawy, sąd zwraca stronom całość uiszczonej opłaty sądowej.

Tych zmian jest bardzo dużo i mam nadzieję, że będziemy z tego szerzej korzystać. Bardzo ważną zmianą jest też to, że to strony wybierają mediatora, i mają trzy miesiące na rozwiązanie problemu. Możemy prowadzić przedmediacyjne spotkania ze stronami, tzw. dyżury mediatorów – przekonuje ekspertka.

Przyjęte zmiany mają skrócić i usprawnić proces sądowy oraz obniżyć koszty sporów zarówno po stronie obywateli, jak i po stronie państwa. Obecnie, jak wynika z analizy „Mediacja szansą na usprawnienie wymiaru sprawiedliwości” przygotowanej przez Forum Obywatelskiego Rozwoju, mediacja w Polsce jest stosowana bardzo rzadko, choć jest znacznie tańsza (pięciokrotnie) i szybsza (trzynastokrotnie) niż postępowania sądowe. W rankingu dotyczącym skuteczności systemu prawnego w rozwiązywaniu sporów, przeprowadzonym przez World Economic Forum, Polska zajmuje 119. miejsce na 148 krajów. Nowe przepisy mogą pomóc to zmienić.

Mam nadzieję, że będą z tego korzystali przedsiębiorcy. Będzie im się po prostu opłacało polubownie rozwiązać konflikt. Uważam, że przyniesie to także korzyść dla mediacji rodzinnych, przy rozwodach, podziale majątku, opiece nad dziećmi i alimentami – ocenia mediator sądowy.

Jak wynika z danych Ministerstwa Sprawiedliwości, liczba mediacji systematycznie rośnie, wciąż jednak stanowi skromny procent wszystkich spraw. W ubiegłym roku przeprowadzono łącznie blisko 2 tys. mediacji. Dla porównania w 2014 było ich 1,2 tys., a w 2006 roku – 270. Na podstawie postanowień sądu do mediacji gospodarczej skierowano w ubiegłym roku 1,6 tys. spraw do sądów okręgowych i ponad 4,1 tys. do sądów rejonowych (w 2008 roku było to odpowiednio 77 i 133 sprawy).

Większe uaktywnienie instytucji mediacji w polskim społeczeństwie odciążałoby pracę sądów i przyczyniłoby się do efektywniejszego załatwiania postępowań.

Mediacje mogą wspierać wymiar sprawiedliwości, zwłaszcza kiedy strony zrozumieją, że to łatwiejsza droga. Sprawy w sądach będą trwały dużo krócej bądź wcale nie będą tam trafiały. W momencie, kiedy strony zawrą ugodę podczas mediacji i zostanie ona zatwierdzona przez sąd, będzie wywoływała takie same skutki prawne jak ugoda zawarta przed sądem – przekonuje Abramczyk.

Mediacje pozwalają oszczędzić czas i pieniądze. Zwłaszcza że jak wynika ze statystyk, są zazwyczaj bardzo skuteczne. Ugoda jest wspólnym porozumieniem stron, na którą mają one bezpośredni wpływ. Wyrok natomiast należy respektować, niezależnie od tego, jaki ma kształt.

Uzyskanie kredytu bankowego ma być prostsze i szybsze. Big data zmieni bankowość

CEO Magazyn Polska

Przyszłością bankowości są indywidualne oferty dopasowane do potrzeb i możliwości konkretnych klientów. Większość instytucji finansowych zamierza w kolejnych latach położyć na to nacisk. Za kilka lat sektor ma masowo korzystać z technologii big data, która pozwala przetwarzać ogromne zasoby informacji, również te dostępne w sieci. Dzięki temu oferty mają być bardziej atrakcyjne dla klientów, a korzystanie z usług bankowych – łatwiejsze i szybsze.

Banki często podkreślają zorientowanie na klienta. Według raportu „Bloomberg Businessweek” oraz SAP 86 proc. największych instytucji finansowych na świecie deklaruje, że będzie to dla nich priorytet w kolejnych latach. W ten sposób chcą wychodzić do klienta z ofertą lepiej dopasowaną do jego potrzeb. Z drugiej strony połowa banków przyznaje, że nie wdrożyła jeszcze technologii, które jej to umożliwią.

Bankowość jest jednym z sektorów, który ma styczność z dużymi ilościami danych, ale może czerpać korzyść także z tych zbiorów, które do tej pory były poza ich zasięgiem. Mam na myśli first-party data, czyli dane, które są generowane przede wszystkim w internecie. W momencie, kiedy będziemy w stanie umiejętnie połączyć te dwa zbiory danych, otworzą się nowe możliwości – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies, platformy Big Data i spółki zajmującej się analityką danych.

Wpłynie to przede wszystkim na wygodę korzystania z usług i produktów bankowych. Dla przykładu, dzięki gromadzonym danym bank ma możliwość oceny zdolności kredytowej klienta w ciągu kilku minut, co przyspiesza proces udzielania pożyczki, tym samym usprawnia pracę samego banku.

Prajsnar dodaje, że korzyści dla klientów i samych instytucji mogą być jeszcze większe, kiedy banki będą umiały wykorzystywać także źródła zewnętrzne do pozyskiwania informacji o klientach, np. pliki cookies czy media społecznościowe. Służą do tego m.in. systemy klasy DMP (Data Management Platform), gromadzące i przetwarzające dane o anonimowych internautach z różnych źródeł. Banki mogą w ten sposób dowiedzieć się np. o tym, że dany klient szuka mieszkania, mimo że nie zgłosił się w tej sprawie do banku, i zaproponować mu ofertę kredytu.

Będzie to na pewno bardzo istotny czynnik przewagi konkurencyjnej, czyli te banki, które zdecydują się na wejście w ten obszar jako pierwsze, na pewno zyskają przewagę na rynku – podkreśla prezes Cloud Technologies.

IDC szacuje, że rynek analityki danych rozwijał się w ubiegłym roku sześć razy szybciej niż sektor IT. Z analiz firmy badawczo-doradczej Gartner wynika, że Big Data będzie jednym z kluczowych czynników, które mogą przynieść prawdziwą rewolucję w biznesie.

Gartner mówi, że do 2020 roku 80 proc. procesów biznesowych będzie zoptymalizowanych za pomocą big data – mówi Prajsnar. – Jak duże będą to zmiany, dziś trudno jest nam ocenić jednoznacznie. Natomiast mówi się o tym, że w krajach UE segment big data będzie warty około 1 mld euro. To na pewno będzie miało duży wpływ na gospodarkę.

Jak wynika z przeprowadzonego w 183 bankach na świecie badania NGData, które przytacza Cloud Technologies, 71 proc. instytucji finansowych przyznało, że dzięki big data lepiej rozumieją potrzeby swoich klientów, co przyczyniło się do wzrostu zysków. Co drugi bank odpowiedział, że analiza danych stanowi kluczową przewagę konkurencyjną na rynku.

Coraz więcej miast inwestuje w nowoczesne systemy oświetlania ulic. Lampy LED-owe pozwalają na nawet 60-proc. oszczędności

CEO Magazyn Polska

W Polsce znajduje się ok. 3,3 mln lamp ulicznych, z czego większość to wciąż stare latarnie. Coraz więcej gmin decyduje się na zastąpienie ich energooszczędnymi lampami. Wymiana na oświetlenie LED wraz z zaawansowanym systemem sterowania pozwala oszczędzić energię nawet o 60 proc. Inteligentne oświetlenie wpisuje się w ideę smart city, którą w najbliższym czasie planuje rozwijać zdecydowana większość polskich miast.

Rynek prężnie się rozwija, tak naprawdę dopiero zaczęliśmy go eksplorować. W Polsce jest prawie 3,3 mln latarni. Jak duże są możliwości rynku, pokazuje fakt, że tylko kilkanaście tysięcy lamp zostało zautomatyzowanych. Planujemy wdrożenie nowych systemów, również w oparciu o internet rzeczy i smart city, gdyż integracja systemów oświetlenia ulicznego z pozostała infrastrukturą miejską w ramach inteligentnych miast jest kierunkiem, w jakim te systemy powinny się rozwijać – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Leszczyński, prezes zarządu firmy Apanet, która tworzy inteligentne systemy oświetlenia ulic.

Wedle danych Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, w Polsce znajduje się 3,3 mln lamp ulicznych. Zużywana przez nie energia elektryczna w ciągu roku osiąga wartość 1 500 GWh. Lampy sodowe stanowią nawet 60 proc. wszystkich źródeł światła. Stosowane obecnie źródła światła mają też stosunkową małą wydajność (ok. 40 proc.). Wysokie koszty utrzymania obecnego oświetlenia i coraz więcej możliwości poprawy jego jakości sprawiają, że kolejne gminy decydują się na wymianę opraw oświetleniowych.

Polska jest jednym z ciekawszych rynków w Europie. W ubiegłym roku ukończono wiele projektów, m.in. kilka zrealizowanych w ramach programu Sowa. Zakończyły się one sukcesem, pokazując, jak duże oszczędności można wygenerować, dlatego spodziewamy się kolejnych inwestycji. Obecnie NFOŚ przygotowuje kolejne programy wsparcia finansowego przy tego typu instalacjach – mówi Leszczyński.

W ramach programu Sowa dofinansowanie na wymianę lamp na LED-owe otrzymało ponad 30 gmin, które mogły liczyć nawet na 45-proc. dotację.

Jak podkreśla Leszczyński, lampy LED-owe powinny być coraz częściej stosowane także ze względu na oszczędności energii.

Modernizacja starego oświetlenia na oświetlenie LED-owe powinna być naturalnie uzupełniana przez instalacje systemów sterowania. Przy zainstalowaniu samych opraw LED-owych korzyści są ograniczone, natomiast doposażenie ich w systemy sterowania pozwala osiągnąć oszczędności ponad 50 proc. – ocenia prezes Apanetu.

Nowoczesne oświetlenie wpisuje się też w program ochrony środowiska, bo poprawa efektywności energetycznej ogranicza emisję dwutlenku węgla pochodzącego z sektora energetycznego o 50 tys. ton rocznie.

Jest to opłacalne dla gmin. Część projektów planujemy zrealizować przy pomocy partnerów w formule ESCO, czyli opłacać projekty z wygenerowanych oszczędności – zaznacza prezes firmy Apanet.

Przy porozumieniu z firmą zewnętrzną taką jak ESCO, która realizuje projekt modernizacji sieci oświetleniowej, gmina płaci comiesięczne opłaty w wysokości nie większej niż dotychczasowe związane z oświetleniem ulic. Firma ESCO finansuje modernizację sieci oświetleniowej, opłaca też koszty energii i obsługi sieci oświetleniowej. Dzięki temu gmina może bez wkładu własnego inwestować w nowoczesne rozwiązania techniczne.

Nowe systemy oświetlenia ulicznego wpisują się również w technologię smart city. Inwestycje w inteligentne systemy planuje w najbliższym czasie ponad 70 proc. polskich miast, do końca 2020 roku na ten cel trafi blisko 18 mld euro. Obecnie, jak wynika z raportu organizacji Polskie Miasto Przyszłości, z elementów inteligentnego miasta korzysta 14 proc. miast, jednak ich liczba systematycznie rośnie.

Sterowanie oświetleniem jest najbardziej naturalnym krokiem we wdrażaniu tej inteligencji. Za tym powinny iść systemy sterowania inną infrastrukturą. Miasto jest skomplikowanym organizmem. Praktyka pokazuje, że zintegrowanie różnych systemów infrastrukturalnych w ramach inteligentnych rozwiązań potrafi znacząco zredukować koszty i usprawnić funkcjonowanie. Smart city to kierunek, w którym wszystko będzie się rozwijać – analizuje Piotr Leszczyński.

4F chce stać się globalną marką. Zamierza wspierać kolejne reprezentacje olimpijskie

CEO Magazyn Polska

Firma 4F chce być marką globalną. Dziś sponsoruje trzy reprezentacje narodowe, rozpoczęła współpracę z polskimi paraolimpijczykami, zapowiada również starania o pozyskanie do współpracy kadry innych krajów. Firma współpracuje też z indywidualnymi sportowcami. Taka forma marketingu przekłada się na wyniki sprzedażowe. W ubiegłym roku firma zanotowała ok. 400 mln zł przychodu.

Sponsorowanie drużyn olimpijskich to promocja marki – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Igor Klaja, prezes spółki OTCF, właściciela marki 4F. – Nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. Chcemy sponsorować więcej reprezentacji. Chcemy stać się firmą globalną, dlatego stawiamy na promocję poprzez sport, bo daje to nie tylko efekty marketingowe, lecz także satysfakcję.

Marka 4F na letnie Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro ubierze sportowców z trzech krajów. Od igrzysk w Vancouver w 2010 roku logo marki pojawia się na strojach polskich olimpijczyków, teraz również reprezentantów z Serbii oraz Łotwy. Jak wskazuje właściciel 4F, to wynik ogromnej pracy, zwłaszcza że pod względem wielkości i inwestowanych środków nie jest w stanie rywalizować z gigantami sportowej branży ubraniowej.

Od 2010 roku wkładamy bardzo dużo serca, wysiłku i wiedzy w kolekcje olimpijskie. Dzięki temu inne kraje zauważyły, że polska 4F jest bardzo dobrą marką. Najważniejsza jest satysfakcja dla każdego kraju. Reprezentacja narodowa, olimpijska jest dobrem najważniejszym, bezcennym. Dlatego szuka się partnera, który zrobi to najlepiej. Mamy swoje przewagi i potrafimy przygotować te kolekcje często lepiej niż światowi giganci – podkreśla Klaja.

Firma współpracuje nie tylko z kadrą olimpijską, lecz także na co dzień sponsoruje polskich sportowców, m.in. tenisistę Łukasza Kubota czy biathlonistkę Monikę Hojnisz.

Teraz 4F rozpoczyna współpracę z paraolimpijczykami. Spółka OTCF, właściciel marki, oraz Polski Komitet Paraolimpijski podpisały umowę o współpracy, na mocy której logo 4F pojawi się na strojach reprezentantów Polski podczas Letnich Igrzysk Paraolimpijskich Rio de Janeiro 2016.

To wybór oczywisty, jeśli jest się partnerem polskiego sportu. Ruch paraolimpijski jest jego integralną częścią. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej – podkreśla prezes OTCF.

Dla paraolimpijczyków została przygotowana zarówno odzież treningowa, jak i w stylu sport casual oraz startowa. Projektanci, graficy i technolodzy odzieży zaprojektowali też, oprócz strojów, również zestaw akcesoriów, czyli obuwie, okulary słoneczne, czapki, torby i plecaki. Całość zostanie zaprezentowana podczas pokazu w maju. Prace nad kolekcją trwały ponad dwa lata i najtrudniejszy, jak wskazuje Klaja, był etap końcowy.

Wyzwaniem jest dopasować stroje do różnych dysfunkcji. Łatwo jest zrobić to szybko, ale ważna jest jakość. Trzeba zachować wszystkie istotne elementy w produkcie, powinien być elastyczny, oddychać, mieć wentylację. Reprezentacja liczy blisko 100 sportowców, z trenerami i sztabem medycznym to 150 osób, więc stanowi to duże wyzwanie – zaznacza Igor Klaja.

Popołudniowy komentarz walutowy z 17.02.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 17.02.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Do Polski wchodzi Storytel. Szwedzki serwis oferuje dostęp do tysięcy audiobooków online

Storytel to największy w Skandynawii serwis audiobooków, oferujący w ramach jednego abonamentu nieograniczony dostęp do całej biblioteki tytułów. Polski odbiorca, za 29,90 PLN miesięcznie zyskuje dostęp do ogromnej bazy audiobooków w języku polskim i angielskim. Na starcie ma do wyboru 600 tytułów polskich oraz 16 tys. audiobooków i 4 tys. ebooków angielskich.

Podstawę bazy w języku polskim stanowią tytuły takich wydawców, jak Biblioteka Akustyczna, Storybox, czy Sound Tropez. W ofercie dominuje fantastyka oraz kryminały, ale znajdziemy tu także pozostałe gatunki literackie, biografie, reportaże, poradniki i literaturę piękną. Biblioteka będzie się stale powiększać – podkreśla Michał Szolc, dyrektor zarządzający Storytel Polska.

Do Polski wchodzi Storytel. Szwedzki serwis oferuje dostęp do tysięcy audiobooków onlineKsiążek można słuchać na tablecie lub smartfonie. Serwis obsługuje systemy operacyjne iOS, Android i Windows. Słuchanie audiobooków odbywa się online w systemie streamingu z opcją zapisania do 5. książek w trybie offline, dzięki czemu możliwe jest korzystanie z aplikacji również bez dostępu do sieci. Jej zaletą jest intuicyjny interfejs i szereg przyjaznych funkcji, takich jak zmiana szybkości odtwarzania, funkcja sleep, umożliwiająca automatyczne wyłączenie się aplikacji po jednym lub kilka kwadransach, możliwość dodawania własnych zakładek i notatek oraz, jeżeli książka jest dostępna również jako ebook – swobodne przełączanie się pomiędzy słuchaniem
i czytaniem.

Storytel został założony w 2005 roku jako pierwszy na świecie serwis do słuchania audiobooków w systemie streamingu. Marka zrewolucjonizowała sposób konsumpcji książek w Skandynawii. Przeprowadzone badania pokazały, że aż 75% użytkowników Storytel konsumuje więcej książek, niż przed rozpoczęciem subskrypcji, a średnia liczba przesłuchanych książek wynosi 2. tytuły miesięcznie. Użytkownicy Storytela słuchają książek w sytuacjach, które do tej pory temu nie służyły: podczas jazdy samochodem, uprawiania sportów, spacerów, podczas prac domowych i manualnych. Korzystny dla użytkownika model używania aplikacji pozwolił pozyskać nową grupę odbiorców: 20% klientów Storytel nie słuchało audiobooków przed rozpoczęciem subskrypcji,
a 55% klientów Storytel nie płaciło za audiobooki przed rozpoczęciem abonamentu.

Storytel obecny jest na rynkach szwedzkim, norweskim, duńskim i holenderskim.

– Polska z populacją blisko 40. mln osób to ważny rynek, pełen znakomitej rodzimej prozy – mówi Jonas Tellander, Dyrektor Generalny Storytel. Chcemy wykorzystać nasze doświadczenia z innych krajów, by spopularyzowac w Polsce nowy model odbioru literatury. Wierzymy, że nasze usługi będą się cieszyły w Polsce, takim samym zainteresowaniem, jak na pozostałych rynkach.

Z aplikacji Storytel korzysta globalnie już ponad 200 tys. subskrybentów. Od 2015 roku marka jest spółką notowaną na szwedzkiej giełdzie, o kapitalizacji ok. 100 mln Euro i rocznych przychodach na poziomie 15 mln Euro (dane za rok 2014).

Najbliższe miesiące w Polsce będą przeznaczone na budowanie rozpoznawalności marki i rozbudowywanie oferty przez produkcje własne oraz poszerzanie grupy wydawców zewnętrznych.

Jak odzyskać pieniądze od nierzetelnych kontrahentów?

Poza dobrym pomysłem na biznes oraz oddanymi i wykwalikowanymi pracownikami, do pełnego sukcesu firma potrzebuje jeszcze jednej rzeczy – regularnych wpłat z tytułu wystawionych faktur. Ich brak może zachwiać nie tylko relacją z partnerem biznesowym, ale także zaburzyć płynność finansową przedsiębiorstwa, która przekłada się na problemy w regulowaniu opłat z tytułu prowadzonej działalności, w tym także wypłaty pensji. Dlatego, jeśli właściciel firmy zauważy pierwsze symptomy opóźnień w spłacie faktur przez kontrahentów, powinien jak najszybciej podjąć działanie. Odzyskiwanie należności warto rozpocząć od polubownych sposobów. Eksperci Casus Finanse, spółki należącej do Grupy Lindorff, przedstawiają te, które warto rozważyć, zanim podejmiemy decyzję o skierowaniu sprawy do sądu.

  1. Na początek – analiza zaległych należności

Na początku przedsiębiorca powinien przeanalizować wysokość należności, którą jest mu winien kontrahent oraz sprawdzić informacje na jego temat. Można je zgromadzić we własnym zakresie np. z KRS, rejestru przedsiębiorców, a nawet na podstawie publikacji w mediach. Więcej możliwości daje nam jednak zatrudnienie firmy zarządzającej wierzytelnościami posiadającej w swoim składzie licencjonowanych detektywów, mających uprawnienia do zbierania danych wrażliwych (jak np. Casus Detektyw). Dzięki szerszym niż wywiadownie możliwościom, licencjonowani detektywi mają dostęp do informacji pozwalających na określenie, czy z pozoru dobrze prosperująca firma nie ukrywa istotnych danych lub nie prowadzi działalności niezgodnej z prawem.

  1. Polubowne wezwanie do zapłaty

Proces odzyskiwania należności wymaga od przedsiębiorcy cierpliwości i konsekwencji. Po zebraniu danych na temat nierzetelnego kontrahenta, należy nawiązać z nim kontakt np. poprzez wewnętrzny dział windykacyjny firmy lub wytypowanego do tego zadania pracownika. Jedną z najbardziej popularnych form komunikacji jest listowne wezwanie do zapłaty (tzw. monit). Monit nie tylko informuje o niezapłaconej fakturze, ale także jest sygnałem, że wierzyciel zamierza odzyskać swoje pieniądze. Wzywanie do zapłaty może odbywać się także przy wykorzystaniu wiadomości SMS, MMS, e-maili, faksów itd.

Niestety, przy podejmowaniu takich działań przez pracownika firmy istnieje zagrożenie, że wpłynie to na jej wizerunek i relacje z kontrahentem, który do niedawna był przecież klientem. Ponadto, do prowadzenia takich działań przedsiębiorca może nie posiadać odpowiednich zasobów – odzyskiwanie należności często wymaga zatrudnienia nowej osoby, szkoleń, zapewnienia narzędzi do pracy, takich jak sprzęt, systemy informatyczne. Wówczas warto skorzystać z oferty zewnętrznej firmy zarządzającej wierzytelnościami.

  1. Odzyskiwanie wierzytelności na zlecenie

Firmy zarządzające należnościami – w przeciwieństwie do wewnętrznych działów windykacyjnych firm – w procesie odzyskiwania zaległych wierzytelności dysponują z reguły o wiele bardziej zaawansowanymi technikami oddziaływania oraz bardziej rozbudowanym zapleczem operacyjnym. To wyspecjalizowane podmioty, które zatrudniają doświadczonych negocjatorów i specjalistów terenowych, posiadają pełną bazę danych zadłużonych klientów, znają mechanizmy odzyskiwania należności, a także kwestie prawne z nimi związane. Warto przed nawiązaniem współpracy z taką firmą skorzystać z bezpłatnej konsultacji, przedstawić problem i poznać możliwe sposoby jego rozwiązania. Usługę tego typu oferuje spółka Casus Finanse, należąca do Grupy Lindorff. Praca firmy polega na kompleksowych działaniach i stałym kontakcie z nierzetelnym kontrahentem – od częstych rozmów telefonicznych i wzywaniu do zapłaty po ustalenia polubowne i drogę prawną. Zdjęcie obowiązku windykowania klientów z pracowników firmy pozwala przede wszystkim na zachowanie czystości relacji biznesowych, a wiedza i doświadczenie zewnętrznego partnera gwarantują skuteczność działania.

Pozytywne relacje z partnerami biznesowymi to podstawa każdej działalności gospodarczej. W biznesie funkcjonuje jednak także zasada ograniczonego zaufania. Działania prewencyjne lub odzyskiwanie zaległych należności stają się więc regularnym narzędziem prowadzenia biznesu, z którego coraz częściej korzystają świadomi i myślący perspektywicznie przedsiębiorcy.

Polska vs. reszta świata. Które giełdy przynoszą zyski?

Niska cena ropy, zapowiedzi polityków, dane gospodarcze oraz wyniki finansowe firm – to jedne z wielu czynników, które wpływają na notowania akcji zarówno na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie jak i zagranicznych parkietach. Poszukiwanie stabilnego miejsca do zainwestowania staje się ostatnio coraz trudniejsze.

Daniel_SzewieczekTylko w zeszłym tygodniu kilkuprocentowe spadki zanotowały największe europejskie indeksy. Na co warto zwracać uwagę poszukując inwestycji i jakie zyski mogą przynieść duże rynki i rynki wschodzące? – Szukając alternatywy dla niskiego oprocentowania depozytów można patrzeć na giełdę krajową lub giełdy zagraniczne. Wtedy najlepszym rozwiązaniem jest inwestycja podzielona. Trochę w rynek krajowy, trochę w zagraniczny. Giełdy i rynki powinny przesuwać się w podobnych kierunkach chociaż okresowo mogą się różnić – mówi newsrm.tv Daniel Szewieczek, dyrektor Departamentu Środków Powierzonych w ING Banku Śląskim.

Najlepszym rozwiązaniem jest wchodzenie okresowo w inwestycje. Czyli nie wpłacanie wszystkich pieniędzy na raz, ale regularnie odkładanie pewnych kwot. Pozwoli to uśrednić stopę zwrotu.

– Warto także na inwestycje giełdowe patrzeć z perspektywy stabilności. Duże rynki wydają się być bardziej stabilne niż rynki mniejsze. Natomiast na rynkach mniejszych, takich jak rynek wschodzący, do którego jest zaliczana Polska, czasem ma więcej szans. Gospodarki tam rozwijają się szybciej – dodaje Daniel Szewieczek.

Grafologia jako wsparcie w procesie rekrutacyjnym

Niejeden rekruter stanął kiedyś przed takim dylematem: którego z kandydatów zatrudnić? Podczas procesu selekcji udało się już wyłonić trójkę najlepszych.

Każdy z nich ma dyplom prestiżowej uczelni, zna języki obce i ma na swoim koncie wiele sukcesów. Który jednak najlepiej wpasuje się w strukturę firmy? Na szczęście istnieją sposoby na to, by się o tym przekonać.

Dopasowani pracownicy to najważniejsze zasoby każdej firmy. Bez ich umiejętności, kwalifikacji i doświadczenia nie da się poprowadzić przedsiębiorstwa ku sukcesowi – nawet z największym kapitałem finansowym i najlepszymi chęciami. Zatrudnienie niewłaściwej osoby na danym stanowisku może nieść za sobą ryzyko strat, zarówno finansowych, jak i wizerunkowych. Dlatego tak ważne jest, aby podczas procesu rekrutacji dokładnie sprawdzić, jakie osoby przyjmujemy w szeregi naszej firmy.

Wiele informacji można uzyskać już podczas weryfikacji CV kandydata. O ukończonych studiach lub kursach świadczą wypisane w odpowiednią rubrykę dyplomy. O dotychczasowych dokonaniach referencje lub rozmowa z poprzednim pracodawcą. Z kolei o poziomie znajomości języków obcych rozmowa czy test przeprowadzony przez telefon lub podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Jak jednak sprawdzić cechy osobowościowe kandydata? Jak dowiedzieć się więcej na temat jego charakteru, czy sposobu współpracy w grupie oraz reagowania na stres? Wiedza ta jeszcze szczególnie istotna w momencie poszukiwań pracownika na stanowisku wyższego szczebla. Mając możliwość zatrudnienia tylko jednej osoby spośród kandydatów o podobnych kwalifikacjach musimy znaleźć rozwiązanie, które wskaże nam najbardziej dopasowanego do stanowiska pracy kandydata.

Jeszcze nie tak dawno grafologia była bardzo ceniona, a jej interpretacje wykorzystywano w wielu obszarach. Dziś jest stosowana przez rekruterów jako narzędzie pomocne podczas procesu selekcji kandydatów. Warto zaznaczyć, że analiza grafologiczna analizie nie równa. Żeby zdecydować się na grafologię podczas wyboru przyszłego pracownika trzeba mieć pewność, że jej wynik będzie wiarygodny. Dobrze jest zwrócić się do specjalisty w tej dziedzinie, a nie do osoby zajmującej się grafologią hobbystycznie.

Na początku powinno się podkreślić, jakie obszary są możliwe do zdiagnozowania, a jakie nie. Przykładowo, kłamstwa nie można wykryć, natomiast reakcję na zamiany czy sposób integracji z grupą już tak. Narzędzie jest trafne i skuteczne, jednakże trzeba także pamiętać o jego ograniczeniach – podpowiada dr Zuzanna Górska, psycholog, coach, autorka GCP Method®

Dzięki badaniu grafologicznemu można poznać styl funkcjonowania danej osoby, dowiedzieć się w jaki sposób pracuje oraz jakie są jej mocne i słabe strony. Za jej pomocą można też potwierdzić, czy dany kandydat ma cechy przywódcy i czy będzie potrafił kierować zespołem złożonym z kilku lub kilkunastu osób. Co więcej, wynik badania grafologicznego dostarcza informacji na temat tego, czy osoba poddawana badaniu nie boi się podejmowania decyzji i czy w trudnej sytuacji nie straci panowania nad sobą.

Grafologia powinna być traktowana jako wsparcie procesu rekrutacyjnego, a nie jako jedyne narzędzie do sprawdzenia stopnia dopasowania kandydata do stanowiska pracy. Może stanowić pomoc w podjęciu ostatecznej  decyzji przez rekrutera. Ci, którzy nie są przekonani o jej słuszności mogą sami poddać się badaniu i sprawdzić, na czym ono polega.

„Smart MBC”

Stopy procentowe w Polsce nie będą obniżane?

Z wypowiedzi Jerzego Kropiwnickiego wynika, że zapowiadana przez niektórych obniżka stóp w Polsce w pierwszym kwartale nie będzie miała miejsca. Funt znów spada. Zatrudnienie i płace w Polsce znów rosną.

Jerzy Kropiwnicki, członek RPP, wypowiedział się na temat stóp procentowych. Zwrócił uwagę na zewnętrzne powody deflacji. Spadki cen surowców leżą poza wpływem działań tego gremium. Potwierdził on, że Rada nie będzie się spieszyć z decyzją, pomimo deflacji, gdyż ta nie zależy od jej działań. Jest to uspokajająca wiadomość dla rynków. Wiele osób wróżyło szybką obniżkę stóp procentowych w Polsce. Niższe stopy procentowe to tańsze kredyty i mniej opłacalne lokaty co zachęca do inwestowania. Z drugiej strony tani kredyt tworzy ryzyka baniek spekulacyjnych lub niestabilności systemu, gdy stopy znów wzrosną. Na rynku walutowym spadające stopy powodują osłabianie się waluty. W obecnej sytuacji, jeżeli potwierdzi się zapowiedź czekania na dalsze obniżki stóp powinno to powodować umacnianie się złotego.

Wczoraj poznaliśmy serię danych makroekonomicznych. Inflacja w Wielkiej Brytanii zgodnie z oczekiwaniami utrzymała się na poziomie 0,3% w skali roku. Po tych danych funt ponownie zaczął tracić. Do końca dnia osunął się z poziomu 5,71 zł w okolice 5,66 zł. Ruch ten jest spowodowany nie tylko inflacją, co kolejnymi plotkami i sygnałami w ramach Brexitu, czyli potencjalnego wyjścia Wielkiej Brytanii ze struktur unijnych.

Indeks instytutu ZEW wypadł lepiej niż się spodziewano, ale było to głównie zasługą bardzo ostrożnych prognoz. Poziom w styczniu wynosił 10,2 pkt, obecnie wynosi 1 pkt.

Zatrudnienie w Polsce rośnie szybciej niż oczekiwali analitycy. Wzrost wynosi 2,3% wobec oczekiwanych 1,5%. Wygląda na to, że korzystna tendencja na rynku pracy wciąż trwa, zatem dwucyfrowe bezrobocie w kraju nie powinno już wracać. Lepiej od oczekiwań wypadły również wynagrodzenia. Tutaj wzrost rok do roku wynosi 4%. Parametry te bardzo dobrze świadczą o rynku pracy w Polsce, gdyż wzrost zatrudnienia nie odbył się kosztem spadku płac.

Od rana poznaliśmy dzisiaj słabsze dane z Japonii. Zamówienie na sprzęt, maszyny i urządzenia rosną o 4,2% wobec oczekiwanych 4,8%. Nie są to jednak tak słabe dane, biorąc pod uwagę, że miesiąc temu mieliśmy spadek o 14%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

10:30 – Wielka Brytania – stopa bezrobocia,

14:00 – Polska – produkcja przemysłowa,

14:30 – USA – pozwolenia na budowę domów,

20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 17.11.2015 do 17.02.2016Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 17.11.2015 do 17.02.2016

Kurs EUR/PLN powraca do wzrostów. Dla ruchu w górę oporem jest obecnie poziom 4,5100 zł, gdzie kurs dotarł po obniżce ratingu. W przypadku spadków wsparcie stanowić będą ostatnie minima lokalne na 4,3850.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 17.11.2015 do 17.02.2016Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 17.11.2015 do 17.02.2016

Kurs CHF/PLN również wybił się z trendu bocznego w górę. Najbliższym oporem są okolice 4,1150, gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem po przebiciu linii łącząca minima lokalne jest ważne minimum lokalne na poziomie 3,9300.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 17.11.2015 do 17.02.2016Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 17.11.2015 do 17.02.2016

Kursowi USD/PLN równie udało się wybić z trendu bocznego. Nowym oporem są maksima na 4,1350. Dla obecnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest ważne trzymiesięczne minimum lokalne na 3,8600.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 17.11.2015 do 17.02.2016Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 17.11.2015 do 17.02.2016

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym po czym zawrócił i przeszedł w trend spadkowy. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są ostanie maksima na poziomie 5,9100. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem jest minimum obecnego ruchu, czyli poziom 5,6200.

Deloitte Digital liderem usług z zakresu projektowania i wdrażania doświadczeń klienta

Kennedy Research uznał Deloitte Digital za globalnego lidera w zakresie tworzenia strategii cyfrowych i projektowania doświadczenia klientów („Digital Customer Strategy & Experience Consulting”). Z kolei Gartner w swoim corocznym raporcie „Magic Quadrant for CRM and Customer Experience Implementation Services” przyznał Deloitte Digital miano światowego lidera w dziedzinie usług z zakresu zarządzania relacjami z klientem oraz Customer Experience. Od października ubiegłego roku Deloitte Digital działa także w Polsce i Europie Środkowej.

Według raportu „Digital Customer Strategy & Experience Consulting” Deloitte Digital zajmuje pierwsze miejsce w rankingu Kennedy Vanguard™ pod względem zakresu kompetencji doradczych. Zdaniem ekspertów Kennedy Research osiągnięcie przez Deloitte Digital pozycji lidera było bezpośrednim skutkiem trafnej decyzji o mocnym wejściu na ten rynek na wczesnym etapie jego rozwoju, trafnych prognoz dotyczących rozwoju rynku usług doradczych, gotowości do podejmowania ryzyka, a także znaczących inwestycji, Deloitte w bardzo krótkim czasie stworzył największą, a zarazem jedną z najlepszych, agencji oferujących klientom takie usługi.

Digital – cyfryzacja to nie tylko postęp technologiczny i nowe narzędzia w sprzedaży, marketingu czy obsłudze klienta. To katalizator zmian biznesowych i społecznych, w których centrum jest zawsze człowiek i jego potrzeby. Odpowiedź na te potrzeby wymaga zaangażowania wielu kompetencji i umiejętnego łączenia biznesu z kreacją, designem, marketingiem i technologią- mówi Zbigniew Szczerbetka, lider Deloitte Digital w Europie Środkowej – Deloitte Digital to nasza odpowiedź na potrzeby przyszłości. Nie mam wątpliwości, obserwując trendy, że potencjał naszej oferty jest znaczący. Nadal będziemy inwestować, zarówno rozwijając nowe kompetencje i wzmacniając zespoły, nowe partnerstwa, nie wykluczamy też kolejnych akwizycji- dodaje.

Jak podkreślono w raporcie, Deloitte Digital jest jedną z firm, które łącząc kompetencje strategiczne, technologiczne i kreatywne są przygotowane na to, aby odnieść największe korzyści z panującego obecnie trendu, „experience is the new marketing” (doświadczenie klienta to nowy marketing). Jak zauważają analitycy Kennedy, co prawda nie wszyscy konkurenci Deloitte idą w ślady firmy i rozwijają osobne agencje interaktywno-konsultingowe, jednak wszyscy starają się naśladować sukces Deloitte Digital na rynku.

Z kolei firma analityczna Gartner czwarty rok z rzędu uznała Deloitte Digital za lidera w doradztwie w zakresie zarządzania relacjami z klientem (CRM) oraz wdrażaniu usług związanych z Customer Experience (CX). Magic Quadrant jest autorską metodą badawczą Gartnera. Z jej pomocą analizowany jest konkretny rynek, jego kierunek i dojrzałość. Magic Quadrant ocenia firmy pod kątem dwóch głównych kryteriów: „ogólnej całościowej wizji” oraz „zdolności działania”. Zdaniem analityków firmy Gartner Deloitte Digital jako globalny lider w obszarze CRM i CX ma jasną wizję kierunku, w którym podąża rynek oraz aktywnie buduje swoje kompetencje, by wzmacniać swoją przewagę konkurencyjną.
Deloitte Digital, uznany przez Advertising Age – globalny magazyn o marketingu i mediach, za drugą największą agencję interaktywną na świecie, jesienią ubiegłego roku rozpoczął działalność w Polsce i Europie Środkowej.

 

Analiza techniczna wskazuje na niedalekie odbicie cen na rynku miedzi

CEO Magazyn Polska

Potencjał spadków cen surowców, a zwłaszcza miedzi się już kończy – uważa analityk techniczny Domu Maklerskiego BZ WBK. Wskazują na to zarówno analiza techniczna wykresu miedzi, jak i wyczerpujące się możliwości dalszego umacniania się dolara.

– Jest duże prawdopodobieństwo na zakończenie długoterminowego trendu spadkowego na surowcach. Zakończenie 4-letniej korekty – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marcin Działek, doradca inwestycyjny z Zespołu Doradztwa Inwestycyjnego DM BZ WBK, zajmujący się analizą techniczną rynku surowcowego i walutowego.

Zdaniem Marcina Działka, nie należy już oczekiwać spektakularnych wzrostów na dolarze. Większość surowców, w tym miedź, wyceniana jest w amerykańskiej walucie, a to powoduje, że im waluta mocniejsza, tym cena wyrażona w tej walucie nominalnie niższa. Dolar amerykański w ciągu ostatnich pięciu lat umocnił się do euro o przeszło 20 proc. Miedź w tym czasie straciła ponad 54 proc. wartości liczonej w dolarach. Dla porównania w euro straciła 44 proc, a w złotych – niespełna 37 proc.

– Główna faza wzrostu wartości amerykańskiej waluty jest za nami. Obecnie spodziewałbym się odwrócenia trendu bądź ograniczonego horyzontu wzrostowego – prognozuje Działek. – Niewielka aprecjacja jest jeszcze możliwa. Natomiast trend na dolarze raczej się zakończył. A jest to warunek konieczny do tego, abyśmy mogli mówić o odwróceniu trendu na rynku surowcowym.

Na rychły koniec spadków na miedzi wskazuje także analiza techniczna. Sytuacja na wykresie sugeruje w opinii Marcina Działka, że szykuje się odbicie cen miedzi, i to zauważalne.

– Miedź finalizuje tzw. klina kończącego. Jest to formacja zarówno wymieniana w klasycznych formacjach analizy technicznej, jak i w teorii fal Elliotta. Naruszyła górne ograniczenie tego klina, a na mniejszych interwałach czasowych wykresy dzienne czy czterogodzinowe ukształtowały się inpuls. Czyli jest to formacja, która wskazuje przynajmniej na większe odbicie – tłumaczy doradca inwestycyjny z DM BZ WBK.

Jego zdaniem cena miedzi na giełdzie w Londynie powinna odbić się od dołka na poziomie 4,3 tys. dol., zanotowanego w połowie stycznia i ruszyć w kierunku 5,3 tys. dolarów za tonę. W dalszej perspektywie – nawet do 6,5-7 tys. dol., czyli do poziomów, na których utrzymywała się, gdy w połowie 2014 roku zaczął się mocny ruch aprecjacyjny amerykańskiej waluty.

Nawet obawy o losy chińskiej gospodarki nie powinny przeszkodzić miedzi w powrocie na wyższe poziomy – uważa analityk DM BZ WBK. Według niego oczekiwania, z którymi porównuje się faktyczne wyniki osiągane przez chińską gospodarkę, były wyśrubowane, a stabilny wzrost na poziomie 5-6 proc. pozostaje realny.

– W ostatnich miesiącach czy kwartałach mamy trochę paniki dotyczącej sytuacji chińskiej gospodarki. Tego, czy ta gospodarka będzie się prężnie rozwijała. Moim zdaniem to wszystko jest przeszacowane, ponieważ Chiny jako gospodarka eksportowa nie będą w stanie się rozwijać ciągle tempem 7,5 proc. – przekonuje Działek. – Oni przechodzą w model gospodarki opartej na wewnętrznej konsumpcji, więc raczej 5-6 proc. stabilnego wzrostu jest możliwe. Dlatego uważam, że ten popyt na miedź w gospodarce chińskiej powróci i to nie będzie czynnik, który w długiej perspektywie będzie determinował trend spadkowy na tym surowcu.

W połowie roku we wszystkich placówkach Poczty Polskiej będzie można zapłacić kartą

CEO Magazyn Polska

Poczta Polska rozstrzygnęła przetarg na dostawę i obsługę 8,5 tys. terminali POS, które w połowie roku zostaną zainstalowane we wszystkich własnych placówkach Poczty Polskiej. Klienci od czerwca będą mogli zapłacić kartą Visa lub MasterCard za zakup znaczków czy przesyłkę za pobraniem. 

W ostatni piątek rozstrzygnięto postępowanie przetargowe na dostawę terminali POS i obsługę płatności kartowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Kulesza, dyrektor Biura Rozwoju Usług Finansowych w Poczcie Polskiej. – Najkorzystniejszą ofertę złożyło konsorcjum eService i PKO BP. Już pod koniec czerwca w placówkach pocztowych będzie można płacić kartą.

Najkorzystniejsza oferta opiewała na 12 mln zł. Na przełomie I i II kwartału w 200 placówkach ma zostać przeprowadzony test systemu, natomiast docelowo terminale będą instalowane we wszystkich placówkach własnych Poczty Polskiej. Usługa ma być dostępna dla klientów od połowy roku.

Nie będzie żadnych ograniczeń kwotowych, będziemy przyjmować także mikropłatności – deklaruje Łukasz Kulesza. – Płacić kartą będziemy mogli np. za znaczki, paczki pobraniowe, a także wpłaty na rachunki, tj. opłaty za energię, gaz, podatki.

Poczta przyjmować będzie płatności kartami działającymi w systemach Visa i MasterCard. Klienci dysponujący kartami zagranicznych banków będą mogli rozliczyć płatność w swojej walucie.

Na terminalach będą możliwe do zakupienia wszystkie produkty i usługi, które do tej pory świadczyliśmy, czyli również doładowania telefonów czy wypłata gotówki – zapewnia dyrektor Biura Rozwoju Usług Finansowych w Poczcie Polskiej.

Poczta zaproponuje klientom usługę cashback, czyli możliwość wypłaty gotówki do wysokości 300 zł przy okazji płatności kartą. Pieniądze będzie można wypłacić także bez dokonywania płatności kartą. Jak podkreślają przedstawiciele Poczty Polskiej, jest to usługa szczególnie istotna dla mieszkańców mniejszych miejscowości, gdzie dostęp do bankomatu bywa ograniczony.

Możliwość płacenia kartą będzie wprowadzona we wszystkich placówkach własnych Poczty Polskiej, czyli w ok. 4,7 tys. punktów – podkreśla Łukasz Kulesza.

Dzięki zainstalowaniu terminali POS Poczta wprowadzi także do sprzedaży elektroniczne vouchery – unikatowe kombinacje znaków (kod elektroniczny), za pomocą których można dokonać płatności w serwisach internetowych za usługi lub towary.

J. Męcina: wspieranie przedsiębiorczości młodych ludzi pomoże zatrzymać ich w kraju

CEO Magazyn Polska

Wprawdzie coraz mniej Polaków rozważa wyjazd za granicę do pracy, ale wciąż ponad 1 milion osób jest na to zdecydowanych – wynika z badania Work Service i CEED Institute. Wśród nich dominują ludzie młodzi. Żeby ich zatrzymać, potrzebne jest wsparcie przedsiębiorczości, np. ułatwienia w zakładaniu działalności gospodarczej. Z kolei współpraca między nauką a biznesem w tworzeniu programów badawczych może zachęcić do pozostania w kraju młodych naukowców.

Wspieranie przedsiębiorczości jest najlepszą metodą przeciwdziałania emigracji zarobkowej młodych ludzi. Młody człowiek kończący dobrą uczelnię, z dobrymi pomysłami, jeżeli nie dostanie w kraju oferty pracy, która będzie dla niego satysfakcjonująca, to pomyśli o wyjeździe za granicę – przekonuje agencję informacyjna Newseria Biznes Jacek Męcina, członek Rady Dialogu Społecznego, doradca Konfederacji Lewiatan. – Dzięki środkom z programu „Wsparcie w starcie” i pożyczce na podjęcie działalności gospodarczej prawie 3 tys. młodych ludzi ze szkół politechnicznych, a także np. z wydziałów stomatologicznych zamiast wybrać karierę za granicą zostanie w kraju.

Program „Wsparcie w starcie” adresowany jest do absolwentów szkół średnich oraz wyższych I, II stopnia i jednolitych studiów magisterskich w okresie 48 miesięcy od dnia daty ukończenia szkoły (otrzymania dyplomu). Podstawowym elementem programu jest udzielenie nisko oprocentowanej pożyczki na wydatki związane z uruchomieniem działalności gospodarczej (podstawowa) oraz zatrudnienie osoby bezrobotnej (uzupełniająca).

Resort pracy chce także zachęcać pracodawców i przedsiębiorców do zatrudniania młodych ludzi. Od tego roku mogą się oni ubiegać o refundację części kosztów poniesionych na zatrudnienie bezrobotnych do 30 roku życia (wynagrodzenia, nagrody, składki na ubezpieczenia społeczne). Ministerstwo ocenia, że dzięki temu w latach 2016–2018 powstanie 100 tys. nowych miejsc pracy (w tym roku – 30 tysięcy).

Kolejnym mechanizmem, który może przeciwdziałać emigracji młodych ludzi, zdaniem Jacka Męciny jest rozwijanie programów badawczych na polskich uczelniach, najlepiej przy współudziale biznesu. Dzięki temu w kraju pojawią się nowe możliwości dla młodych zdolnych naukowców.

Na tym polu jest ogromna konkurencja. Wielu młodych, zdolnych ludzi ma do wyboru podjęcie zatrudnienia w polskiej jednostce badawczo-rozwojowej albo np. w Instytucie Maxa Plancka za siedem razy więcej pieniędzy – zauważa Jacek Męcina. – Tylko wskazanie perspektyw i przestrzeni do tego, żeby rozwijać się naukowo może dać rezultaty. Do tego musimy powiązać naukę z biznesem, bo tylko wówczas zyskamy pewność, że nie mamy do czynienia z jedną edycją badań, tylko że stale będą one służyć gospodarce.

W dłuższej perspektywie, jak przyznaje Jacek Męcina, konieczna jest także poprawa jakości polityki rodzinnej. Chodzi nie tylko o wsparcie finansowe, lecz także o rozwój usług publicznych, rozbudowę żłobków, przedszkoli i szkół czy podnoszenie standardów opieki zdrowotnej.

To wszystko składa się na przestrzeń tworzącą warunki do tego, aby żyć i rozwijać się tutaj, a nie szukać szczęścia za granicą – twierdzi Jacek Męcina. – Mam nadzieję, że dobre wyniki gospodarcze i utrzymanie pozytywnej koniunktury w latach 2016–2017 zachęci młodych ludzi do tego, aby wiązać swoją przyszłość z krajem.

W realizacji programu przeciwdziałania emigracji młodych ludzi – zdaniem Jacka Męciny – istotne są jednak ciągłość oraz konsekwencja.

Najgorszą rzeczą, którą można zrobić, jest pokazanie, że robimy rewolucję, odchodzimy od jednych działań i idziemy w kierunku następnych – tłumaczy były wiceminister pracy.

Jak wynika z ubiegłorocznej edycji badania „Migracje zarobkowe Polaków” firmy Work Service oraz CEED Institute, w połowie 2015 roku wyjazd do pracy w perspektywie najbliższych dwunastu miesięcy rozważało 14,7 proc. Polaków, o 6 proc. mniej niż w styczniu 2015 roku. Mimo to nadal ponad milion jest zdecydowanych na emigrację, a 27 proc. chce wyjechać na stałe. W największym stopniu zainteresowani emigracją nadal są wciąż młodzi ludzie (poniżej 35 roku życia). W tej grupie co druga osoba rozważa taki wyjazd.

TVP nie zamierza ścigać się ze stacjami komercyjnymi. Misja ważniejsza od oglądalności

0

CEO Magazyn Polska

Powrót wysokiej kultury, ambitnej rozrywki i uczciwej publicystyki – zapowiada Jacek Kurski, prezes Telewizji Polskiej, i podkreśla, że tym zamierza wygrywać ze stacjami komercyjnymi. Telewizja publiczna przedstawiła wiosenną ramówkę, która zacznie obowiązywać od marca. Na antenie TVP1 pojawi się więcej programów kulturalnych i sportowych, wróci telewizja śniadaniowa i utworzone zostanie nowe pasmo dla seniorów.

To będzie budowa wielkiej uczciwej misyjnej telewizji odwołującej się do tego, co w Polakach najlepsze, najszlachetniejsze, co buduje naszą wspólnotę i co nas łączy, a nie ściganie się z telewizjami komercyjnymi na schlebianie niskim gustom – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Jacek Kurski, prezes Telewizji Polskiej.

W wiosennej ramówce prezes zapowiedział m.in. przeznaczenie więcej czasu antenowego na kulturę. Na antenę powrócić ma m.in. „Pegaz”. Jacek Kurski zapowiada też zaangażowanie TVP w realizację nowych spektakli Teatru Telewizji (6–8 rocznie). Koszt wyprodukowania jednego szacowany jest na 600–700 tys. zł. Uzupełnieniem tej propozycji miałyby być retransmisje kameralnych spektakli z małych teatrów w Polsce (koszt ok. 100 tys. zł).

Jeżeli się odwołamy do tego, co w Polakach najlepsze, to jestem przekonany, że na tym wygramy i taka będzie telewizja publiczna – przekonuje Kurski. – Powrót wysokiej kultury, ambitnej rozrywki, uczciwej publicystyki, ciekawych informacji, mam nadzieję, że również i sportu na antenie.

Ekonomia ma być reprezentowana przez program Jacka Łęskiego „Chodzi o pieniądze”, który emitowany będzie w co drugi czwartek wieczorem.

Jacek Kurski zapowiedział także utworzenie dwóch krótkich pasm w programach porannym i wieczornym, w których TVP gościłaby ważne osoby z życia politycznego, społecznego, publicznego, które mogłyby być cytowane przez inne media.

Moim marzeniem jest również powrót „Sportowej Niedzieli” – magazynu podsumowującego wydarzenia weekendu. Nie rozumiem, dlaczego sportu nie ma na wielkiej antenie Jedynki w weekend – mówi prezes TVP.

Światowe ceny żywności najniższe od prawie siedmiu lat. Ten rok w Polsce może przynieść tylko nieznaczne wzrosty

CEO Magazyn Polska

W styczniu ceny żywności i napojów bezalkoholowych były wyższe od tych z początku ubiegłego roku o 0,1 proc., podczas gdy wskaźnik cen wszystkich towarów i usług spadł o 0,7 proc. rdr, czyli mocniej niż w grudniu. Nie należy się jednak spodziewać wyraźnego odbicia cen żywności, która na całym świecie jest najtańsza od niemal siedmiu lat. Dopiero czwarty kwartał przyniesie zwyżkę cen mleka i mięsa.

– Patrząc na globalne tendencje na rynku żywności, jak również na czynniki krajowe, oczekujemy, że inflacja cen żywności w I poł. roku będzie kształtowała się nieznacznie powyżej zera – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Olipra, ekonomista banku Crédit Agricole. –  W IV kwartale nastąpi znaczący wzrost dynamiki, do ok. 1,5 proc. pod koniec roku. Niemniej jednak ceny żywności pozostaną niskie.

Głównym czynnikiem oddziałującym na przyspieszenie inflacji będzie według ekonomisty ożywienie na rynku mleka, które podbije jego ceny oraz wzrost cen mięsa drobiowego i wołowego. W mniejszym stopniu podrożeje wieprzowina. Ale to wszystko dopiero w ostatnim kwartale roku. Dodatkowo do dynamiki dołoży się tzw. niska baza, czyli to, że bieżące ceny porównywane będą z ich niskim poziomem z ubiegłego roku. W ciągu dwunastu miesięcy 2015 roku ceny żywności spadły o 1,8 proc., wskaźnik ogólny – o połowę mniej.

Ceny w dół ciągnąć mogą w tym roku owoce i warzywa. Rok temu były drogie ze względu na suszę.

– W miesiącach letnich, w zależności od tego, jak będą kształtowały się zbiory owoców i warzyw, oczekujemy spadku cen w skali roku z uwagi na efekt wysokiej bazy z 2015 roku – prognozuje Olipra. – W ubiegłym roku mieliśmy do czynienia z suszą rolniczą na znacznym terenie kraju, co doprowadziło do znacznych podwyżek cen, zwłaszcza warzyw kapustnych i korzeniowych. Zakładając, że tegoroczne zbiory ukształtują się na średnim poziomie dla poprzednich lat, czyli wyższym niż w 2015 roku, to będzie to czynnik oddziałujący w kierunku spadku ich cen w ujęciu rocznym, czyli obniżenia inflacji żywności w Polsce.

Wzrostowi cen w Polsce nie sprzyja sytuacja globalna. Jak podała FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa), obliczany przez nią indeks cen żywności miał w styczniu poziom najniższy od niemal siedmiu lat, od kwietnia 2009 roku. Potaniały wszystkie składowe indeksu, czyli mięso, nabiał, zboża, olej roślinny, a nawet cukier, który wcześniej wyraźnie drożał.

Ceny żywności są bardzo silnie skorelowane z cenami ropy naftowej – tłumaczy zjawisko ekonomista Crédit Agricole. – Wynika to z trzech czynników: po pierwsze, znaczną część kosztów produkcji rolniczej stanowią właśnie ceny ropy, ceny paliw. Drugim czynnikiem jest szerokie zastosowanie produktów rolnych w produkcji biopaliw. Trzecim wreszcie są instrumenty Commodity Index Swap, które zawierają w sobie ceny różnych surowców: rolnych, metalicznych i energetycznych. Handel nimi odbywa się przez inwestorów instytucjonalnych i w sytuacji, gdy spada cena jednego z surowców, automatycznie, by zrównoważyć strukturę indeksu, wyprzedawany jest inny surowiec, co powoduje spadek jego ceny.

Ropa naftowa tanieje niemal nieprzerwanie od połowy 2014 roku. Jej cena w tym czasie spadła z około 100 dolarów za baryłkę do 30 dolarów.

Według prognoz jedynym produktem spośród podstawowych grup, który może w tym roku podrożeć, jest cukier. Jak szacuje centrum analityczne Platts Kingsman, jego deficyt na światowym rynku ma sięgnąć 7 mln ton w sezonie 2016/2017. To zwiększa prawdopodobieństwo wzrostu cen.

Równowaga na rynku cukru zostanie zakłócona  popyt będzie przewyższał podaż. Przyczynia się do tego zjawisko El Niño, które oddziałuje w kierunku obniżonych zbiorów trzciny cukrowej i produkcji cukru w Brazylii, będącej największym producentem trzciny cukrowej. Zmniejszone opady w Indiach i Tajlandii także będzie wpływać na niższą produkcję – przewiduje Olipra.

Połowa firm znajduje się w rękach polskich właścicieli. Im większy podmiot, tym bardziej rośnie udział zagranicznego kapitału

CEO Magazyn Polska

Ponad połowa firm zarejestrowanych w Polsce ma polskich właścicieli – wynika z badań Bisnode. Udział rodzimego kapitału spada wraz ze wzrostem wielkości przedsiębiorstwa. Wśród największych zaledwie 38 proc. znajduje się w polskich rękach. Rodzimy kapitał dominuje w branży rolnictwa, górnictwa, produkcji odzieży, leków i handlu pojazdami. Zagraniczni właściciele zdominowali produkcję pojazdów, artykułów spożywczych czy handlu detalicznego.

Przebadaliśmy 2 tys. firm o największych przychodach. Okazało się, że 51 proc. z nich znajduje się w rękach polskich właścicieli, zaś 49 proc. to firmy z kapitałem zagranicznym – mówi agencji Newseria Biznes Robert Kremser, dyrektor ds. rozwoju w wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska.

W tej grupie dominują Niemcy (12 proc.), Holandia (8,5 proc.) i Francja (blisko 4 proc.). W przypadku 3 proc. firm dominujący właściciel pochodzi z Luksemburga, Włoch (2,5 proc.) i Austrii (ok. 2 proc.). Zaledwie 1 proc. należy do osób i firm ze Stanów Zjednoczonych.

Ponad 1020 największych przedsiębiorstw to te z polskim udziałem.

Polskie firmy są związane z rynkiem szeroko rozumianej  branży rolniczej, produkcji materiałów z drewna oraz odzieży, również z rynkiem HoReCa oraz przemysłem wydobywczym i górnictwem – wymienia ekspert.

Z 65 firm działających w rolnictwie, leśnictwie i rybactwie ponad 78 proc. należy do Polaków, stosunkowo dużo do Niemców (blisko 7,7 proc.) oraz Holendrów (6 proc.). Podobnie wygląda sytuacja w górnictwie i wydobyciu, gdzie 75 proc. znajduje się w polskich rękach. Rodzime firmy dominują też w sektorze produkcji odzieży i skór (ok. 70 proc.).

Kapitał zagraniczny opanował branżę związaną z handlem detalicznym, produkcją artykułów spożywczych, produkcją maszyn, urządzeń, środków transportu i telekomunikacją – wskazuje Kremser.

W produkcji pojazdów i sprzętu transportowego dominują Niemcy (22 proc.), w polskich rękach znajduje się 14 proc. firm. Wśród właścicieli dużo jest również Włochów (9 proc.) i Francuzów (8 proc.). W produkcji artykułów z gumy 20 proc. podmiotów to firmy polskie, ponad 65 proc. ma właścicieli z Niemiec, Anglii i Austrii. Podobnie wygląda sytuacja w branży artykułów spożywczych.

Z badania Bisnode Polska wynika, że udział polskiego kapitału spada wraz ze wzrostem wielkości firmy. Wśród 335 największych polskich firm pod względem przychodów w 2014 roku zaledwie 38 proc. należy do Polaków, a 62 proc. jest w rękach zagranicznych właścicieli, przede wszystkim Holendrów (19 proc.), Niemców (10 proc.) i Francuzów (5,6 proc.). Kapitał zagraniczny dominuje też w branży informacji i komunikacji (57 do 43 proc. proc.), produkcji artykułów metalowych i chemicznych (55 do 44 proc.) oraz produkcji artykułów papierniczych (59 do 41 proc.).

Zmiany właścicielskie miały duży wpływ na efektywność firm. Zazwyczaj obcy kapitał pojawiał się w związku z rozwojem firmy, która będąc w polskich rękach, dochodziła do punktu, w którym polscy właściciele nie mogli dalej sami rozwijać firm. Dostawali wówczas zastrzyk kapitału zagranicznego, a to często kończyło się tym, że większość miał udział zagraniczny – tłumaczy Kremser.

Jak podkreśla ekspert, taka sytuacja nie jest niczym nadzwyczajnym, zwłaszcza że w znacznej części zagraniczny kapitał dostarczał know-how i wkład kapitału, niezbędny do dalszego rozwoju.

Dane z Chin i działania banków centralnych mają kluczowe znaczenie dla uspokojenia nastrojów na rynkach

CEO Magazyn Polska

Niskie ceny surowców i niepokój związany z tempem rozwoju chińskiej gospodarki powodują niepewność inwestorów. Kluczową kwestią jest kondycja Państwa Środka – nawet oficjalne dane nie napawają optymizmem, a rynek podejrzewa, że rzeczywiste wskaźniki są gorsze. Dlatego najważniejszym czynnikiem będzie polityka największych banków centralnych, zwłaszcza Europejskiego Banku Centralnego i Fedu.

– W tym momencie najgorsza na rynku jest niepewność. Kluczową kwestią jest to, jak będzie wyglądała sytuacja na rynku surowców i sytuacja makroekonomiczna gospodarki chińskiej – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Łukasz Rozbicki, analityk MM Prime TFI. – Ropa prawdopodobnie szuka powoli dna. Ten spadek do dwudziestu paru dolarów za baryłkę jest już bardzo potężny. Może jeszcze trochę dolarów dorzucić, ale w tym momencie rynek ropy już podażowo się dostosowuje do tego poziomu.

Z danych firmy Baker & Hughes wynika, że w styczniu w USA były łącznie 654 odwierty (lądowe i offshore), podczas gdy przed rokiem było ich o ponad tysiąc więcej. Coraz częściej pojawiają się pogłoski o ograniczeniu wydobycia, o rozmowach między Rosją a OPEC czy Wenezuelą a Arabią Saudyjską. I choć na razie niewiele z nich wynika, a Rosja w styczniu wydobyła rekordową ilość ropy, do porozumienia będzie musiało w końcu dojść, bo produkcja staje się powoli nieopłacalna.

– Problemem są dane z gospodarki chińskiej. Inwestorzy nie wierzą w rzetelność tych danych. W związku z czym jest to generator największej niepewności na rynkach – mówi Rozbicki.

W 2015 roku chiński PKB wzrósł o 6,9 proc., podczas gdy oficjalny cel wynosił 7 proc. To najsłabszy wzrost od ćwierćwiecza. Wskaźnik PMI dla przemysłu pozostaje wciąż poniżej granicy 50 pkt. Ludowy Bank Chin stara się administracyjnie osłabiać juana, by zwiększyć atrakcyjność chińskiego eksportu. Turbulencje, przez które przechodzi Państwo Środka są skutkiem przestawiania gospodarki z produkcyjno-eksportowej na usługowo-konsumpcyjną.

– Kluczowe jest to, czy gospodarka chińska będzie miała twarde lądowanie, czy uda się jej miękko przejść w stronę gospodarki bardziej usługowej niż przemysłowej. Te największe inwestycje infrastrukturalne już są za nami. Ta gospodarka po prostu już nie da rady w ten sposób zasysać całej podaży surowców ­– mówi analityk MM Prime TFI.

Rozbicki podkreśla, że w tej sytuacji kluczowe będą akcje pozostałych wielkich banków centralnych. Premier Japonii zapowiedział, że jego kraj nie zawaha się przeciwdziałać nagłym zmianom kursów walutowych, co odebrano jako interwencję słowną. Japonia boryka się ze spadkiem PKB  (-0,4 proc. kdk i -1,4 proc. rdr w IV kw. 2015 r.). Analityk zaznacza, że najistotniejsze jednak będzie to, co uczynią Europejski Bank Centralny oraz Fed.

– Nadzieją mogą być interwencje banków centralnych, które już się zaczęły. EBC zapowiedział, że będzie dalej luzował politykę pieniężną, Fed na razie zatrzymał podwyżki stóp procentowych, bank Japonii wprowadził ujemne stopy procentowe, więc tutaj mamy kontrreakcję – mówi Rozbicki.

EBC co miesiąc wspomaga gospodarkę Eurolandu, skupując obligacje za 60 mld euro. Program, który pierwotnie miał się zakończyć we wrześniu br. już kilka miesięcy temu przedłużono do marca 2017 r. Fed w grudniu podniósł stopy procentowe, ale rynek spodziewa się tylko dwóch kolejnych podwyżek w 2016 roku, a nie jak wcześniej  czterech. Przekonanie to potwierdzają ostatnie słowa Janet Yellen o tym, że warunki finansowe dla wzrostu gospodarczego się pogorszyły, a podwyżki powinny następować stopniowo.

Popołudniowy komentarz walutowy z 16.02.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 16.02.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Bazy danych osobowych Sprawdź, co musisz wiedzieć zanim kupisz bazę

Wielu przedsiębiorców zastanawia się jak dotrzeć z ofertą do większej grupy klientów. Jednym ze sposobów jest wysyłka informacji o nowości, promocji, czy rabacie SMS-em lub za pomocą e-maila. Takie działania możemy oprzeć na zakupionych bazach danych osobowych lub stworzyć własną. Jeśli decydujemy się na pierwsze rozwiązanie – gotową bazę – powinniśmy mieć pewność, że spełnia ona wszystkie wymogi prawne. Eksperci podpowiadają jakich formalności należy dochować i w jaki sposób prowadzić komunikację, aby zakup bazy okazał się dobrą inwestycją.

bazy danychNiezależnie od tego czy zdecydujemy się na zakup bazy, czy stworzymy własną, rozpoczynając działania promocyjne, sprzedażowe czy też marketingowe z całą pewnością powinniśmy zwrócić uwagę na formę naszego przekazu, ale również powinniśmy pamiętać o zachowaniu wymogów formalno-prawnych mówi Daniel Zawiliński z platformy SerwerSMS.pl. W przypadku tworzenia własnej bazy konieczna jest jej rejestracja w GIODO, jeżeli nie zatrudniliśmy Administratora Bezpieczeństwa Informacji (ABI). Decydując się na jej zakup również ten obowiązek nas nie ominie, a dodatkowo zostaje na nas nałożony wtórny obowiązek informacyjny (art. 25 ustawy o ochronie danych osobowych) wobec osoby, której dane są częścią nabywanej bazy.

Przed dokonaniem transakcji kupujący powinien mieć możliwość wglądu w treść wyrażonych zgód, a sprzedający w razie wątpliwości posiadać je udokumentowane. Co istotne, dane które zostały objęte zgodami, nie mogą być wymuszone, np. z oświadczenia woli o innej treściwyjaśnia prawnik Ewelina Zakrzewska-Zaręba z firmy PIN Consulting, zajmującej się ochroną danych osobowych.

Kiedy dokonujemy zakupu bazy, poza wspominanymi wymogami dane powinny być zebrane w sposób legalny i zgodny z przepisami. Co ważne, za dane objęte zgodami można uznać te, które jasno i wyraźnie przewidują możliwość wykonywania działań marketingowych poprzez różne kanały komunikacji.

Aby pozyskać zgodę na udostępnienie danych podmiotom trzecim w celu wykonywania działań marketingowych przez te podmioty, należy pozyskać oddzielną zgodę osoby, której dane dotyczą. Nieprawidłową praktyką jest pozyskiwanie takiej zgody wraz ze zgodą dla podmiotu pozyskującego oświadczenia ze zgodą.

Szybko i skutecznie…?

Jednym z niewątpliwych plusów zakupu bazy danych jest jej szybki czas pozyskania – możemy z niej skorzystać praktycznie od zaraz. Decydując się na taki krok musimy jednak pamiętać, że zakup nawet sprofilowanej bazy nie daje możliwości dopasowania jej do indywidualnych potrzeb. – Skuteczność kampanii uzależniona jest w dużej mierze od jakości a nie ilości kontaktów. Jej jakość możemy ocenić dopiero po zrealizowaniu pierwszej wysyłki SMSmówi Daniel Zawiliński z SerwerSMS.pl, platformy zajmującej się realizacją kampanii SMS-owych. – Sam zakup bazy, w której znajdują się np. kontakty do osób w wieku 25-30 lat z dużych miast – nawet jeśli to nasza grupa docelowa – nie gwarantuje powodzenia kampanii, w przypadku gdy nie znamy ich zainteresowańdodaje.

Chcąc zapewnić większą efektywność prowadzonych kampanii dobrym rozwiązaniem jest tworzenie własnych baz danych. Adres e-mail bądź numer telefonu można pozyskiwać poprzez stronę internetową, a nawet w sklepie stacjonarnym, np. podczas zapisywania klienta do programu lojalnościowego. Takie działania dają nam możliwość stworzenia bazy najwyższej jakości – mamy większą pewność co do jej aktualności oraz preferencji zakupowych naszych klientów.

(Nie)pożądany SMS

Wpływ na rezultaty kampanii ma również sam komunikat. Dlatego wykorzystując krótkie wiadomości tekstowe przede wszystkim należy zwrócić uwagę na ich treść. Powinna ona zawierać istotne z punktu widzenia odbiorcy informacje, jak np. czas i zakres promocji, wysokość rabatu, a sama wiadomość najlepiej jeśli będzie spersonalizowana.

Kwestią, którą należy także wziąć pod uwagę decydując się na zakup bazy jest brak możliwości jej dalszego rozwijania oraz możliwość odebrania przesłanej wiadomości przez adresata jako spam. Kupując bazę nie mamy pewności, czy dana osoba jest zainteresowana konkretnym produktem lub marką. Jednym ze skuteczniejszych sposobów na uniknięcie uznania powiadomienia SMS jako wiadomości niepożądanej jest stworzenie własnej bazy. Należy pamięć, że powiadomienia SMS są traktowane przez wielu odbiorców jako jeden z najbardziej osobistych kanałów komunikacji. Z raportu* przygotowanego przez SerwerSMS.pl wynika, że średnio 83 proc. posiadaczy telefonów komórkowych oraz smartfonów wykorzystuje SMS-y do informowania o ważnych wydarzeniach z życia. Dlatego rozpoczynając kampanię SMS-ową warto dokładnie przemyśleć nie tylko samą treść wiadomości, ale również częstotliwość jej wysyłania oraz rozważyć tworzenie własnej bazy, co w dłuższej perspektywie przynosi większe korzyści.

Bazy danych a roszczenia

Biorąc pod uwagę opcję zakupu bazy danych w celu wykorzystania ich do e-marketingu trzeba liczyć się również z ewentualnym ryzykiem odpowiedzialności. – Zgodnie z ustawą z dnia 16 lipca 2004 r. Prawo telekomunikacyjne** zakazane jest używanie telekomunikacyjnych urządzeń końcowych (np. telefon, komputer, tablet itp.) i automatycznych systemów wywołujących dla celów marketingu bezpośredniego, chyba że abonent lub użytkownik końcowy uprzednio wyraził na to zgodę wyjaśnia prawnik Ewelina Zakrzewska-Zaręba z PIN Consulting. Kolejny aspekt to obowiązywanie ww. ograniczenia również w obrocie obustronnie profesjonalnym, a więc w odniesieniu do kontaktu z przedsiębiorcami. Ponadto jeżeli odbiorca nie życzy sobie otrzymywania w przyszłości takich treści – powinien mieć możliwość wypisania się z bazy numerów lub listy mailingowej w każdym czasie – dodaje.

Za naruszenie zakazu kontaktu bez uprzedniej zgody przewidziana jest kara, nakładana przez Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej, w wysokości 3% przychodu, osiągniętego w poprzednim roku kalendarzowym prze ukarany podmiot.

Prowadząc działania marketingowe, poprzez takie kanały komunikacji jak e-mail można pozyskiwać zgodę na przesyłanie informacji handlowych również na gruncie ustawy z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. 2013 poz. 1422).

Co w przypadku wystąpienia roszczeń ze strony osoby, której dane znajdują się w zakupionej bazie?  – Przed roszczeniami ze strony takiej osoby najlepiej zabezpieczyć się na etapie podpisywania ze sprzedawcą bazy umowy, czy też zamówieniamówi prawnik Ewelina Zakrzewska-Zaręba. – Jedną z możliwości jest dodanie zapisu, z którego wynika, że w przypadku pojawienia się roszczeń związanych ze sprzedażą danych, pełną odpowiedzialność z tego tytułu poniesie sprzedający, tym samym zwalniając z niej podmiot kupujący dodaje. Warto także dodać do umowy lub zamówienia informację, że jeśli podmiot kupujący poniesie z tego tytułu kary finansowe i straty, sprzedający pokryje je w pełnej wysokości. Jednym z najlepszych sposobów na uniknięcie ewentualnych przykrych konsekwencji jest tworzenie własnej bazy, gdyż takie działanie gwarantuje legalność pochodzenia danych.

 

* Raport Komunikacja SMS w Polsce 2014

** art. 172 ust. 1 ustawy z dnia 16 lipca 2004 r. Prawo telekomunikacyjne (t.j Dz.U. z 2014 poz. 243)

COLUMBUS CAPITAL S.A. kończy 2015 r. wysokim zyskiem

COLUMBUS CAPITAL S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, wypracowała w 4 kw. 2015 r. zysk netto w kwocie 805 tys. zł wobec straty rok wcześniej na poziomie 151 tys. zł. Emitent koncentruje obecnie swoje działania na zakończeniu procesu połączenia z Columbus Energy S.A. oraz poszukiwaniu nowych projektów inwestycyjnych.

 Po czterech kwartałach 2015 r. Spółka zanotowała 1.275 tys. zł zysku netto, podczas gdy rok wcześniej było to 836 tys. zł. Osiągnięcie bardzo dobrego wyniku finansowego w minionym kwartale oraz całym ubiegłym roku było możliwe dzięki dokonaniu transakcji sprzedaży akcji własnych oraz akcji Columbus Energy S.A. Emitent zbył również posiadane udziały w spółce Columbus Tax & Law Sp. z o.o. Zarząd Columbus Capital S.A. chce w dalszym ciągu zwiększać ekspozycję Spółki na segment Odnawialnych Źródeł Energii oraz realizować nowe projekty, które spełniają ściśle określone kryteria inwestycyjne.

 „Miniony rok był dla nas okresem wytężonej pracy nad wewnętrznym porządkowaniem Spółki oraz wyborem optymalnej ścieżki rozwoju. Podejmowane działania operacyjne, a także inwestycyjne pozwoliły nam zakończyć 2015 r. bardzo wysokim zyskiem. Obecnie pracujemy nad najważniejszym wydarzeniem w historii COLUMBUS CAPITAL S.A., jakim jest planowane połączenie z Columbus Energy S.A. Wierzymy, że fuzja dwóch podmiotów będzie ważnym krokiem w kierunku osiągnięcia przez nas mocnej pozycji w branży Odnawialnych Źródeł Energii, a zwłaszcza na rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych. Jestem przekonany, że przyjęta przez COLUMBUS CAPITAL S.A. strategia rozwoju oraz jej konsekwentna realizacja pozwolą cały czas zwiększać wartość Spółki.” – ocenia Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Spółki COLUMBUS CAPITAL S.A.

 Decyzja o połączeniu COLUMBUS CAPITAL S.A. z Columbus Energy S.A. została podjęta przez Akcjonariuszy obu spółek podczas NWZA. Plan połączenia przyjęty w dniu 26.10.2015 r. zakłada, że połączenie obu podmiotów zostanie przeprowadzone w drodze przejęcia przez Spółkę COLUMBUS CAPITAL S.A. Spółki Columbus Energy S.A. poprzez przeniesienie całego majątku Columbus Energy S.A. na COLUMBUS CAPITAL S.A. w zamian za nowo emitowane akcje. COLUMBUS CAPITAL S.A. wyemituje dla Akcjonariuszy Columbus Energy S.A. 253.163.446 akcji serii E. Przyjęty parytet wymiany akcji ustalony na podstawie wycen obu podmiotów wynosi 11,6 akcji COLUMBUS CAPITAL S.A. za 1 akcję Columbus Energy S.A.

„Połączenie z Columbus Energy S.A. pozwoli nam kontynuować rozwój segmentu Odnawialnych Źródeł Energii. Za główny cel stawiamy sobie być w gronie najważniejszych podmiotów działających na rynku fotowoltaiki. Columbus Energy S.A. cały czas pozyskuje kolejne znaczące zlecenia na wykonywanie instalacji fotowoltaicznych. W minionym tygodniu podmiot ten podpisał umowę z instytucją kościelną o wartości ponad 1,5 mln zł na montaż instalacji w pięciu obiektach. Zagospodarowywanie kolejnych nisz rynkowych stwarza nam duże szanse dla dalszego rozwoju tego segmentu biznesowego. Nadal podtrzymujemy także nasze plany dotyczące przeniesienia notowań akcji Spółki na rynek regulowany GPW w Warszawie.” – przekonuje Zieliński.

F-gazy: ustawa jest, bałagan powoli się kończy

Łaciński termin lex imperfecta w prawniczym żargonie oznacza normę pozbawioną jakiejkolwiek sankcji. W przypadku ustawy o f-gazach termin ten należy rozumieć dosłownie – prawo niedoskonałe. Weszła ona w życie w połowie 2015 r. i zobowiązała do posiadania stosownego certyfikatu osoby wykonujące wymienione w ustawie czynności m.in. z urządzeniami chłodniczymi, klimatyzacyjnymi, pompami ciepła czy systemami przeciwpożarowymi. Jednak możliwość zdobycia w Polsce takiego dokumentu pojawiła się dopiero na początku 2016 r.

F-gazy: ustawa jest, bałagan powoli się kończyUstawa o substancjach zubożających warstwę ozonową oraz o niektórych fluorowanych gazach cieplarnianych (f-gazach) budzi wiele wątpliwości, kontrowersji, a przede wszystkim – irytacji. Firmy i instytucje, których personel pracuje na co dzień z f-gazami, chcą działać zgodnie z prawem, jednak czasem jest to skomplikowane, kosztowne, a nawet niemal niemożliwe. Wszystko dlatego, że wejściu w życie ustawy nie towarzyszyło wydanie rozporządzeń wykonawczych.

– Nasi eksperci od ponad pół roku pomagają przedsiębiorcom przedzierać się przez gąszcz prawnych zawiłości dotyczących tej ustawy – opowiada Aleksander Myśkow, prezes Zarządu EcoMS Consulting i trener z Akademii EcoMS, która prowadzi szkolenia m.in. z wymagań prawnych dotyczących fluorowanych gazów cieplarnianych.

Jedna kontrola szczelności, a wytyczne – podwójne

Do najważniejszych, wciąż aktualnych problemów z ustawą należy zakres obowiązków podmiotów pracujących z f-gazami w zakresie kontroli szczelności. Co istotne, w tej kwestii obowiązują dwie różniące się od siebie regulacje – ustawa i nieco starsze od niej Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 517/2014 w sprawie fluorowanych gazów cieplarnianych i uchylenia rozporządzenia (WE) nr 842/2006.

– Oznacza to ni mniej, ni więcej, że kontrolę szczelności urządzeń czy systemów należy przeprowadzić w oparciu o obowiązki zapisane zarówno w ustawie, jak i rozporządzeniu. Radzimy, by w pierwszej kolejności spełnić wymagania ustawy, gdyż to ten akt przewiduje dotkliwe sankcje finansowe za brak okresowych kontroli – wyjaśnia Aleksander Myśkow.

Ustawa zobowiązuje operatorów do przeprowadzania okresowych kontroli stacjonarnych urządzeń chłodniczych, klimatyzacyjnych i pomp ciepła oraz systemów ochrony przeciwpożarowej zawierających co najmniej 3 kg f-gazów. O ich częstotliwości decyduje właśnie ilość tych substancji. Z kolei rozporządzenie określa konieczność i częstotliwości przeprowadzania kontroli szczelności na podstawie ilości ekwiwalentu CO2. W tym przypadku minimalny poziom wymagający kontroli wynosi 5 ton.

Co ważne, do końca 2016 r. nie podlegają kontroli urządzenia, które zawierają mniej niż 3 kg f-gazów. Podobnie jak urządzenia zamknięte hermetycznie, które są oznakowane jako takie i zawierają mniej niż 6 kg f-gazów lub mniej niż 10 ton ekwiwalentu CO2. Z obowiązku przeprowadzania kontroli szczelności wyłączone są rozdzielnice elektryczne, o ile spełniają określone warunki, np. zawierają mniej niż 6 kg f-gazów.

Spóźniony rejestr dokumentacji

Zgodnie z ustawą, podmioty pracujące z f-gazami są zobowiązane do prowadzenia dokumentacji w wersji elektronicznej w Centralnym Rejestrze Operatorów Urządzeń i Systemów Ochrony Przeciwpożarowej (CRO). Rejestr ruszył 16 stycznia 2016 r. (z niemal trzytygodniowym poślizgiem) na stronie www.cro.ichp.pl, na podstawie opublikowanego dzień wcześniej rozporządzenia ministra środowiska.

Do rejestracji w CRO zobowiązani są operatorzy urządzeń chłodniczych, klimatyzacyjnych i pomp ciepła, systemów ochrony przeciwpożarowej oraz rozdzielnic wysokiego napięcia, jeśli urządzenia te kryją w sobie co najmniej 3 kg f-gazów, a także urządzeń zawierających rozpuszczalniki na bazie fluorowanych gazów cieplarnianych.

Po zarejestrowaniu w CRO każdemu urządzeniu i systemowi należy osobno założyć odpowiednio Kartę Urządzenia lub Kartę Systemu Ochrony Przeciwpożarowej. W przypadku już istniejących urządzeń czy systemów jest na to czas do 17 marca 2016 r. – nie warto więc zwlekać.

Po certyfikaty już nie za granicę

Jednym z najczęstszych tematów, o które pytani są eksperci z Akademii EcoMS, szkolący z wymagań prawnych dotyczących f-gazów, jest kwestia certyfikatów dla personelu wykonującego czynności objęte obowiązkiem posiadania uprawnień.

Wymóg posiadania przez pracowników takich dokumentów występuje wtedy, gdy zajmują się m.in. przeprowadzaniem okresowych kontroli szczelności, instalowaniem, serwisem oraz konserwacją stacjonarnych urządzeń klimatyzacyjnych i pomp ciepła, a także odzyskiwaniem f-gazów. W przypadku prowadzenia działalności związanej z instalowaniem, serwisowaniem i konserwacją obowiązek posiadania stosownego certyfikatu przedsiębiorcy ciąży także na samej firmie.

Choć ustawa weszła w życie ponad pół roku temu, przez długi czas brakowało do niej rozporządzeń wykonawczych, dotyczących certyfikatów. W efekcie uzyskanie tych dokumentów w naszym kraju było niemożliwe. – Dlatego niektóre polskie firmy zdobywały je dla swoich pracowników na przykład na Słowacji. Na szczęście, kilka tygodni temu wreszcie się to zmieniło – zauważa Aleksander Myśkow.

W Polsce jednostką wydającą certyfikaty jest Urząd Dozoru Technicznego. Na stronie internetowej www.udt.gov.pl można znaleźć listę podmiotów, które organizują szkolenia, wydają zaświadczenia o ich odbyciu, a także prowadzą egzaminy pozwalające uzyskać certyfikaty.

Nowa ustawa to zbiór ciekawych możliwości. Dobrze, że po wielu miesiącach prawnego zamieszania i zawieszenia nareszcie można z nich korzystać.

E-zwolnienie lekarskie – ułatwienie procedury także dla małych przedsiębiorców

Od stycznia tego roku wydawanie zaświadczeń lekarskich odbywa się za pomocą systemu informatycznego nieodpłatnie udostępnionego przez ZUS. Pracodawcy zatrudniający powyżej pięciu osób, mieli obowiązek zarejestrować się w systemie PUE do końca ubiegłego roku. Mniejsze firmy nie są do tego zobligowane, jednak taka procedura może przynieść im wiele korzyści. Jakich? Tłumaczy Bartosz Jaśkowiak, adwokat w kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu.

lekarzGłównym celem wprowadzonej w tym roku modyfikacji jest usprawnienie procedury wydawania zaświadczeń lekarskich. Do niedawna pracownik musiał przekazać dokument stwierdzający niezdolność do pracy w ciągu 7 dni od jego utrzymania. W nowym systemie lekarz jest zobowiązany do niezwłocznego wysłania wystawionych przez siebie zwolnień. Jeżeli zaś ich wystawienie nie będzie tymczasowo możliwe, ma 3 dni na dokonanie takiej czynności. Obecnie znajdujemy się w okresie przejściowym, w którym dozwolone jest jeszcze wypisywanie papierowych zwolnień. Obowiązek wystawiania elektronicznych dokumentów przez lekarzy (bez możliwości sporządzenia dokumentu w dotychczasowej postaci) pojawi się dopiero od stycznia 2018 r.

Dla wygody pracownika i pracodawcy

Z punktu widzenia pacjenta e-zwolnienia lekarskie oznaczają wygodę, ponieważ chorzy nie będą musieli dostarczać zwolnień lekarskich osobiście. Niewątpliwą zaletą nowego rozwiązania jest również to, że pacjent nie będzie musiał pamiętać wszystkich danych pracodawcy, bowiem te zostaną umieszczone w systemie.

W praktyce, wśród niektórych pracowników słychać jednak głosy niezadowolenia, ponieważ wraz z e-zwolnieniami znacznie ograniczona została możliwość nadużyć związana z wypisywaniem zaświadczeń. Do tej pory pracownik zobowiązany był do przyniesienia zwolnienia w terminie 7-dni od dnia jego wystawienia, co wykluczało kontrolę osób będących na tym zwolnieniu, a to z kolei stwarzało pole do nadużyć. Dlatego obecne rozwiązanie to również duża korzyść dla pracodawcy, który od tej pory będzie miał pewność, że ze zwolnienia korzysta wyłącznie osoba faktycznie chora.

Jest to jeden z powodów, dla których użytkowanie systemu jest korzystne również dla najmniejszych podmiotów, tym bardziej, że cały proces zakładania profilu nie jest ani trudny, ani czasochłonny. – Na stronie ZUS należy wypełnić formularz rejestracji. Wtedy otrzymujemy login PUE oraz tworzymy hasło. Należy pamiętać, by w ciągu 7 dni od rejestracji udać do dowolnej jednostki ZUS, aby uwierzytelnić swój profil – tłumaczy ekspert, Bartosz Jaśkowiak z kancelarii JKP Adwokaci. – Oczywiście obowiązek ten nie dotyczy osób, które mają certyfikat kwalifikowany bądź zaufany profil ePUAP – potwierdzają one swoją tożsamość już na etapie rejestracji profilu- dodaje ekspert.

Dzięki profilowi na PUE, pracodawca uzyskuje szybki dostęp do informacji o wystawionym pracownikowi zwolnieniu. Dzięki temu firma może szybciej zlecić kontrolę poprawności wykorzystania takiego zwolnienia – w ramach nowego systemu powinno ono natychmiast pojawić się u pracodawcy, co daje dużą elastyczność regulowania nieobecności załogi. Zarządzanie personelem ułatwia także fakt, że wszystkie zwolnienia pracowników widoczne są w jednym miejscu w profilu PUE.

Nowe przepisy zwiększają wygodę pracodawców również dlatego, że przekazywanie zwolnień w ramach systemu odbywa się de facto bez ich udziału.

Pracodawcy, dla których korzystanie z systemu e-zwolnień jest dobrowolne, muszą pamiętać o tym, by informować swoich podwładnych o konieczności dostarczenia zwolnienia w formie papierowej – jeśli nie użytkują systemu, lub o ustaniu obowiązku dostarczania im wydruku e-ZLA od lekarza – jeśli założyli profil.

Koniec z nadużyciami

E-zwolnienia to rozwiązanie bardzo korzystne również dla Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, któremu dają one lepszą możliwość kontroli zasadności wystawionych dokumentów. Dotyczy to szczególnie tych zwolnień, które wystawione zostały na krótki czas czyli  do 10 dni. W ocenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej nowe zwolnienia przyniosą spore oszczędności, ponieważ ograniczone zostaną liczne do niedawna nadużycia.

SMS Marketing wciąż ekskluzywny, ale dostępny dla każdego

Kampanie SMS wykorzystywane w marketingu wciąż kojarzone są z wielkimi korporacjami dysponującymi dużymi budżetami na promocję. Wydaje się, że masowa wysyłka krótkich wiadomości tekstowych do klientów wiąże się z ogromnymi kosztami i nie jest to narzędzie dostępne dla małych i średnich przedsiębiorstw. Tymczasem taki sposób promocji z powodzeniem mogą wykorzystywać nawet przedsiębiorcy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą. Stosując taką formę komunikacji z klientem, nie tylko skutecznie dotrą z ofertą zwiększając sprzedaż, ale także zrealizują inne, nie mniej ważne cele: budowanie i podtrzymanie relacji z klientami, pozyskanie nowych czy budowanie wizerunku firmy stosującej nowoczesne rozwiązania.

Według ostatniego raportu Urzędu Komunikacji Elektronicznej Polacy wysyłają prawie 52 mld SMS-ów rocznie. Liczba ta pokazuje dużą popularność takiej formy komunikacji, która jest jednym z narzędzi marketingu bezpośredniego. I chociaż masowa wysyłka SMS-ów kojarzy się z milionami wysyłanych wiadomości przez duże firmy, to może być również z doskonałym skutkiem stosowana w skali mikro. To skuteczny kanał komunikacji z konsumentami, którego potencjał ograniczony jest jedynie wyobraźnią marketera. Kampanię SMS może z powodzeniem wdrożyć w swoje działania marketingowe np. właściciel niewielkiej restauracji, pubu, sklepu odzieżowego czy zakładu fryzjerskiego. Przyjmując, że taki przedsiębiorca posiada już choćby niewielką bazę danych swoich klientów, w której znajduje się np. 300 kontaktów, koszt akcji promocyjnej nie powinien przekroczyć kilkudziesięciu złotych.

„Baza danych z reguły jest najbardziej kosztowną częścią masowej wysyłki SMS-ów. Warto więc rozpocząć zbieranie danych o swoich klientach nawet wtedy, gdy prowadzimy niewielki biznes. Bazę można budować systematycznie, prosząc swoich klientów o wypełnienie krótkiego formularza w lokalu lub na stronie internetowej. Aby zachęcić do pozostawienia swojego numeru telefonu czy danych osobowych, można wypróbować kilka sposobów takich jak zorganizowanie konkursu, ankiety czy oferty – niespodzianki. Z perspektywy działalności firmy najważniejszy jest numer telefonu, warto jednak pozyskiwać więcej informacji od potencjalnych klientów co ułatwi nam w przyszłości targetowanie kampanii. Będziemy mogli wtedy prowadzić wysyłkę SMS-ów przy różnych okazjach, np. życzenia imieninowe, życzenia z okazji dnia kobiet. Oczywiście z upominkiem od firmy w postaci atrakcyjnego rabatu. Klienci którzy mieli już styczność z  firmą i korzystali z jej usług, nie będą traktowali otrzymywanych SMS-ów jako SPAM. Korzystając z bazy danych, w której są dane osobowe klientów, można wykorzystać spersonalizowane SMS-y, które sprawią że klienci poczują się wyróżnieni. To z kolei sprzyja z kolei budowaniu przywiązania do firmy.” – mówi Marcin Papiński, Dyrektor ds. Rozwoju w firmie Infobip.

Według raportów GUS w Polsce jest aktywnych 59 mln kart SIM co oznacza, że statystyczny Polak ma przynajmniej jeden telefon komórkowy. 96% wysyłanych SMS-ów jest odczytywanych, z czego zdecydowana większość w 15 minut od odebrania wiadomości. Koszt wysłania jednego SMS-a zależnie od dostawcy usług wysyłki wynosi około 5 groszy. Zaplanowanie dystrybucji wiadomości tekstowych np. do grupy 2 000 osób, powinno kosztować mniej, niż wydrukowanie takiej samej liczby ulotek. Skuteczność SMS-a jest dodatkowo znacznie wyższa, niż standardowego materiału drukowanego. W wiadomości może znaleźć się kod rabatowy, zaproszenie na degustację lub link do strony sklepu internetowego. Wykorzystując dwukierunkową komunikację firma może wciągnąć klientów w interakcję, co pozwala realizować ankiety, quizy i konkursy.

„Innowacyjna Bariera”, czyli bezpieczniej na budowach z Mostostal Warszawa

Co roku branża budowlana odnotowuje ponad 6000 wypadków przy pracy. Według statystyk najwięcej jest upadków z wysokości. Wychodząc naprzeciw tym zagrożeniom Mostostal Warszawa opracował Projekt „Innowacyjnej Bariery”, który znacznie zwiększa bezpieczeństwo pracowników budowlanych.

Andrzej_Golawski_Prezes_Zarzadu_Mostostal_WarszawaInnowacyjne rozwiązanie techniczne chroniące pracowników budowlanych przed wypadnięciem z rusztowań, ma na celu wprowadzenie systemowych rozwiązań z zakresu zabezpieczenia „słabego punktu” rusztowań, który może być przyczyną upadków z wysokości. Nowatorskie i uniwersalne rozwiązanie, służące poprawie bezpieczeństwa pracy będzie mogło zostać wdrożone na każdej budowie, na której prowadzone są prace na wysokości. Na podstawie liczby pracowników zatrudnionych w sektorze budowlanym Mostostal Warszawa szacuje, że innowacyjnie rozwiązanie umożliwi poprawę warunków pracy ok. 207 tysiąca osób w Polsce.

„Mostostal Warszawa podejmuje szereg kompleksowych działań, aby wyeliminować czynniki ryzyka. Jesteśmy m.in. jednym z sygnatariuszy-założycieli „Porozumienia dla Bezpieczeństwa w Budownictwie” – inicjatywy największych firm budowlanych w Polsce, które pod wspólną banderą podejmują działania w kierunku poprawy bezpieczeństwa pracy. Dzięki naszym dotychczasowym działaniom wiele udało już się zmienić w kwestii dotyczącej bezpieczeństwa. Jednak droga do całkowitej zmiany sytuacji na polskich budowach jest bardzo długa. Nadal, każdego roku w branży budowlanej odnotowuje się ponad 6000 poszkodowanych w wypadkach przy pracy. Wg statystyk wśród wydarzeń skutkujących śmiercią dominują upadki z wysokości. W dążeniu do realizacji celu nadrzędnego naszej firmy, jakim jest „zero wypadków” na budowach, prowadzimy szereg badań i staramy się wprowadzać na rynek innowacyjne rozwiązania służące poprawie bezpieczeństwa pracy. Efektem tych prac jest m.in. Projekt „Innowacyjnej Bariery” – powiedział Andrzej Goławski, Prezes Zarządu Mostostal Warszawa.

Projekt, którego pełna nazwa to „Zabezpieczenie boczne pionu komunikacyjnego w rusztowaniach systemowych” to autorski pomysł Działu Badań i Rozwoju oraz Działu BHP Mostostalu Warszawa. Autorzy projektu zaproponowali dwa rozwiązania: barierę (w 2 wariantach) oraz siatkę ochronną. W przypadku bariery istotą rozwiązania jest opracowanie mocowania elementu w sposób umożliwiający najbardziej efektywne zabezpieczenie pracowników.

Projekt_bariery_ochronnejW wariancie 1 – rozwiązanie polega na ochronie pracownika na wysokości 1000 mm od poziomu każdego stopnia drabiny, w poszerzonej o 150 mm strefie ochronnej poprzez zamontowanie bariery skośnej w taki sposób, aby służyła jako ochrona przed wypadnięciem, a nie jako poręcz.

W wariancie 2 – bariera jest zamontowana pionowo.  Alternatywnym rozwiązaniem jest siatka zabezpieczająca o odpowiednich parametrach (długość, wysokość, wielkość oczka, grubość sznurka siatki oraz kolor siatki).

Na podstawie liczby pracowników zatrudnionych w sektorze budowlanym[1] Mostostal Warszawa szacuje, że opracowane rozwiązanie potencjalnie mogłoby być zastosowane dla 50 procent pracowników wykonujących pracę lub przemieszczających się po rusztowaniach. Zakładając, że na każdej z budów może zabezpieczyć 50 procent pracowników, daje to łącznie możliwość poprawy warunków pracy ok. 207 tysiąca osób w Polsce. W chwili obecnej Mostostal Warszawa wprowadza rozwiązanie na place swoich budów, kolejnym etapem rozwoju projektu będzie promocja projektu i wprowadzenie systemowych rozwiązań na place budów wszystkich sygnatariuszy Porozumienia dla Bezpieczeństwa w Budownictwie.

[1] GUS- w I kw. 2015 r. wynoszącej 414 tys. Pracowników

Niemal 30% Polek ma wrażenie, że zbyt dużo czasu poświęca mediom społecznościowym

Media społecznościowe cieszą się w Polsce niesłabnącą popularnością. Polki coraz chętniej korzystają z popularnych serwisów społecznościowych, jak Facebook czy Instagram, oraz powoli oswajają się z nowymi na naszym rynku platformami, jak Snapchat czy WhatsApp. Jednocześnie –jak wynika z badania przeprowadzonego przez Westwing Home & Living – niemal 30% rodaczek uważa, że poświęca mediom społecznościowym zbyt dużo uwagi.

 Wyniki badania_infografika 1Westwing Home Living, lider e-commerce w branży wyposażenia wnętrz, wraz z firmą badawczą PMR, przeprowadził badanie, w którym postanowił sprawdzić stosunek Polek do mediów społecznościowych. W opinii ponad połowy ankietowanych kobiet, korzystających z internetu co najmniej kilka razy w miesiącu, serwisy społecznościowe stanowią świetną rozrywkę. Co ciekawe, podobnego zdania są osoby młode w wieku 18-24 lata, jak i znacznie starsze, powyżej 55. roku życia (54% vs. 46%). Polki cenią media społecznościowe głównie za to, że dzięki nim mogą utrzymywać kontakt z innymi. Aż sześć na dziesięć ankietowanych kobiet przyznało, że social media dają im możliwość podtrzymywania relacji ze znajomymi.

Jednak, jak pokazują wyniki badania, Polki sporadycznie dostrzegają w mediach społecznościowych inne atuty. Jedna czwarta użytkowniczek internetu – niezależenie od wieku – jest zdania, że treści prezentowane przez ich znajomych w serwisach społecznościowych są nudne. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku treści zamieszczanych przez media. Jednocześnie badanie prowadzi do zaskakującego wniosku – niemal 30% Polek ma poczucie, że zbyt dużo czasu poświęca social mediom. W przypadku kobiet korzystających z internetu co najmniej kilka razy w miesiącu, ten odsetek jest jeszcze wyższy i wynosi 42%.

– Tryb życia, jaki prowadzi obecnie większość Polek sprawia, że trudno im znaleźć wolną chwilę, którą mogłyby spędzić ze znajomymi. Media społecznościowe stały się lekiem na chorobę XXI wieku, jaką jest brak czasu. Dzięki nim w szybki i łatwy sposób możemy skontaktować się z kim chcemy, a także dowiedzieć się, czym obecnie żyją nasi znajomi. Mimo że zamieszczane przez nich posty często uważamy za nudne, to jednak z chęcią je czytamy, bo chcemy wiedzieć, co dzieje się w ich życiu. Tematy, które niegdyś poruszaliśmy podczas spotkań przy kawie, obecnie coraz częściej przenikają do sieci. To sprawia, że paradoksalnie social media stały się prawdziwym pochłaniaczem czasu – mówi Marta Suchodolska, Dyrektor Stylu Westwing.pl.

Polki chętnie czytają posty i komentarze publikowane przez innych, jednak same udzielają się zdecydowanie rzadziej, dowodzą wyniki badania. Niemal 40% użytkowniczek internetu nie lubi publikować własnych postów, bo uważa, że to zbyt publiczne, 28% jest zdania, że nie ma nic ciekawego do pokazania w social mediach, a dla co piątej badanej powodem braku aktywności jest obawa przed krytyczną oceną innych.

 – Pasywne korzystanie z mediów społecznościowych zarówno w obszarze publikowania postów, jak i zamieszczania komentarzy nie zaskakuje. Polki są raczej ostrożne i boją się oceny innych, konfrontacji poglądów, w końcu internetowego hejtu. Rola obserwatorek jest dla nich bezpieczniejsza i przez to bardziej preferowana. Brak skłonności do komentowania może wiązać się także z oceną czasu poświęcanego na zapoznanie się z treściami publikowanymi przez znajomych. Już samo zaznajomienie się z nimi pochłania tak dużo czasu, że nie starcza go na komentowanie. Komentarze pojawiają się, gdy publikowane treści są dla Polek ważne, budzą kontrowersje, w przypadku treści codziennych, bieżących informacji o życiu znajomych, nie zawsze widzą sens komentowania, poza „daniem like’a” – mówi Marcin Rzepka, Partner w PMR.

Szaleństwo kredytowe w Chinach

Ropa, w oczekiwaniu na efekty spotkań największych producentów, idzie w górę. Chiny opublikowały zaskakujące dane na temat nowych kredytów w gospodarce. Czeska gospodarka rośnie o “zaledwie” 3,9% w skali roku.

Ropa naftowa znów rośnie. Ceny ropy Brent odbiły się od dołka w okolicy 30 dolarów za baryłkę. W niecały tydzień dotarły już do 35 dolarów za baryłkę. Na giełdzie w Nowym Jorku jest tradycyjnie taniej o niemal 5 dolarów. Co jest uważane za powód tego ruchu? Jako główna przyczyna wskazywane jest zapowiadane spotkanie przedstawicieli Rosji i Arabii Saudyjskiej. W rozmowach weźmie udział również przedstawiciel, chyba najmocniej dotkniętej spadkiem cen czarnego złota, Wenezueli.

Wielkość udzielonych kredytów w Chinach zaskoczyła rynki. Jest ona niemal o połowę wyższa od oczekiwań. Co ciekawe w styczniu chińskie podmioty zadłużyły się na 4-krotnie niższą kwotę. Jest to wynikiem pompowania pieniędzy w rynek przez Ludowy Bank Chin, który odpowiada za ponad połowę tej kwoty. Skoro pomimo takiego kurka z pieniędzmi chińska giełda dalej ma się słabo, aż strach pomyśleć co będzie dalej. Gdy kurek zostanie zakręcony spadki mogą wrócić. Gdy kurek pozostanie odkręcony, aż strach pomyśleć jaka bańka spekulacyjna będzie się tworzyć. Problemem giełdy w Szanghaju nie są obecnie spadki, tylko nieracjonalne wyceny spółek. Można albo pozwolić im spaść, albo pompować pieniądze licząc, że nagle zaczną być warte tyle ile kosztują. Co ciekawe Chiny stają się w wyniku tej decyzji jedną z najbardziej zadłużonych gospodarek świata. Łączny dług prywatny, bankowy i publiczny wynosi 346% PKB.

Wczoraj poznaliśmy dane na temat bilansu handlowego Strefy Euro. Wynik okazał się niższy od oczekiwań i wyniósł zaledwie 21 mld euro wobec oczekiwanych 22,4 mld.

Od rana poznaliśmy dane od naszego południowego sąsiada. Gospodarka czeska w skali roku rośnie o 3,9%. Wydawać by się mogło, że to rewelacyjny wynik. Z jednej strony nie, bo analitycy oczekiwali poziomu aż 4,7%. Z drugiej strony, patrząc na reakcje wyników, gdzie oprócz krótkiego wybicia dane te niemal nie zmieniły poziomu, na którym znajduje się czeska korona, rynki odebrały te dane neutralnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych jest znacznie bardziej bogato niż wczoraj. Nie może to dziwić skoro poniedziałek był świętem zarówno w USA, jak i w Kanadzie. Warto zwrócić uwagę na:

10:30 – Wielka Brytania – inflacja konsumencka,

11:00 – Niemcy – indeks instytutu ZEW,

14:00 – Polska – przeciętne zatrudnienie,

14:30 – USA – indeks NY Empire State.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 16.11.2015 do 16.02.2016Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 16.11.2015 do 16.02.2016

Kurs EUR/PLN powraca do wzrostów. Dla ruchu w górę oporem jest obecnie poziom 4,5100 zł, gdzie kurs dotarł po obniżce ratingu. W przypadku spadków wsparcie stanowić będą ostatnie minima lokalne na 4,3850.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 16.11.2015 do 16.02.2016Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 16.11.2015 do 16.02.2016

Kurs CHF/PLN również wybił się z trendu bocznego w górę. Najbliższym oporem są okolice 4,1150, gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem po przebiciu linii łącząca minima lokalne jest ważne minimum lokalne na poziomie 3,9300.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 16.11.2015 do 16.02.2016Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 16.11.2015 do 16.02.2016

Kursowi USD/PLN równie udało się wybić z trendu bocznego. Nowym oporem są maksima na 4,1350. Dla obecnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest ważne trzymiesięczne minimum lokalne na 3,8600.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 16.11.2015 do 16.02.2016Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 16.11.2015 do 16.02.2016

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym po czym zawrócił i przeszedł w trend spadkowy. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są ostanie maksima na poziomie 5,9100. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem jest minimum obecnego ruchu, czyli poziom 5,6200.

ERNE VENTURES zalicza bardzo udany rok

ERNE VENTURES, Spółka notowana na rynku NewConnect zajmująca się inwestycjami kapitałowymi, osiągnęła blisko 5 mln zł jednostkowego zysku netto w 2015 r. Spółka zamierza dalej realizować założenia przyjętej strategii rozwoju, która pozwala osiągać tak dobre wyniki finansowe.

 W samym 4-tym kwartale 2015 r. ERNE VENTURES zanotowała na poziomie jednostkowym 625 tys. zł zysku netto. Fundusz zakończył rok 2014 stratą netto w wysokości 2,68 mln zł, więc osiągnięty w minionym roku wynik finansowy wskazuje na istotną poprawę sytuacji finansowej. Spółka realizuje plany rozwoju i dokonuje transakcji kapitałowych zgodnie z przyjętą polityką inwestycyjną. Duże znaczenie dla osiągniętego wysokiego zysku netto przez ERNE VENTURES miał także wzrost kursów spółek portfelowych Arrinera oraz The Farm 51 Group. Na poziomie skonsolidowanym zysk netto Spółki w 2015 r. przekroczył 1,91 mln zł, wobec straty rok wcześniej w wysokości 7,43 mln zł.

 

„Jestem niezwykle zadowolony z osiągnięć Spółki w minionym roku, które mają swoje odzwierciedlenie w przedstawionych wynikach finansowych. Przyjęta przez nas strategia rozwoju oraz jej skuteczna realizacja przynosi oczekiwane rezultaty. Wiele powodów do zadowolenia mają oczywiście nasi Akcjonariusze, bowiem kurs akcji ERNE VENTURES wzrósł w 2015 r. o blisko 470% i był to 10-ty najlepszy wynik na całym rynku NewConnect. Wartość obrotów akcjami Spółki sięgnęła w minionym roku blisko 30 mln zł, co było z kolei 9-tym wynikiem na alternatywnym rynku. Dokonane przez nas nowe inwestycje w minionym roku powinny także pozwolić na osiąganie bardzo dobrych wyników finansowych w kolejnych latach.” – przekonuje Arkadiusz Kuich, Prezes Zarządu Spółki ERNE VENTURES.

 W 2015 r. po procesie aktywnego poszukiwania interesujących projektów inwestycyjnych, do portfela Funduszu dołączyły spółki QubicGames, Huckleberry Studio, NanoStal oraz NanoStal-Procesy. Dwie pierwsze działają w bardzo perspektywicznej branży gier i mają zamiar zadebiutować w tym roku na rynku NewConnect. Z kolei spółka NanoStal, założona wspólnie z Instytutem Badań Stosowanych Politechniki Warszawskiej oraz grupą naukowców z Politechniki Warszawskiej, prowadzi działalność w zakresie komercjalizacji i wdrażania do przemysłu wyników badań oraz produktów uzyskanych w toku prac nad wytwarzaniem stali o strukturze nanokrystalicznej przy wykorzystaniu przemian fazowych. Technologia oferowana przez ten podmiot została oparta na produkcji lżejszej, wytrzymalszej i tańszej stali od tej, która jest obecnie dostępna na światowych rynkach. Z kolei zawiązana pod koniec 2015 r. spółka NanoStal-Procesy zamierza opracować innowacyjne obróbki cieplne stali konstrukcyjnych i narzędziowych o najwyższych parametrach mechanicznych. Następnie planuje wprowadzić je do produkcji przemysłowej.

 „Potencjał rozwoju naszych spółek portfelowych jest bardzo duży. QubicGames odniosła  ogromny sukces ze swoją najnowszą produkcją – „Geki Yaba Runner”. Producent planuje również wprowadzić na rynek kolejne interesujące gry oraz zadebiutować w tym roku na rynku NewConnect. Huckleberry Studio prowadzi zaawansowane prace na ukończeniem gry „Edengrad”, która powinna trafić do dystrybucji w tym roku. Podmiot ten także zamierza zadebiutować w 2016 r. na rynku NewConnect. Upublicznienie QubicGames i Huckleberry nie pozostanie oczywiście bez znaczenia dla wyników finansowych ERNE VENTURES. Duże nadzieje wiążemy również ze spółkami NanoStal i NanoStal-Procesy. Wierzę, że prowadzenie projektów inwestycyjnych, które pozwalają na komercjalizację badań naukowych, jest bardzo ciekawym kierunkiem rozwoju.” – dodaje Kuich.

Fed pomoże akcjom rynków rozwijających się?

Od początku roku na światowych rynkach akcji przeważają spadki. Trwa odwrót inwestorów od ryzykownych aktywów. Jeśli jednak sytuacja nieco się uspokoi, dokąd w pierwszej kolejności może popłynąć kapitał?

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Analiza obecnych przesłanek makroekonomicznych i wskaźników giełdowych pozwala postawić tezę, że rynki rozwijające się (z wyjątkiem Chin, części krajów azjatyckich i Rosji) mogą w dalszym ciągu zachowywać się lepiej niż rynki rozwinięte. W szczególności Europa Środkowo-Wschodnia: Polska, Czechy, Węgry oraz Turcja.

Co przemawia za takim scenariuszem?

Po pierwsze, w sensie globalnym na pewno to, że Polska, Czechy, Węgry czy Turcja nie są rynkami surowcowymi. W dobie spadających cen surowców ten czynnik przemawia zdecydowanie na ich korzyść. Po drugie, coraz niższe (wręcz bliskie zeru) jest prawdopodobieństwo zaplanowanych na ten rok podwyżek stóp procentowych w USA. Spadające ceny ropy naftowej, brak presji inflacyjnej, wolniejszy wzrost gospodarczy na świecie i luźna polityka monetarna w strefie euro – wszystkie te czynniki sprawiają, że brakuje uzasadnienia dla dalszego zacieśniania polityki pieniężnej przez Fed. Zarówno niskie ceny surowców, jak i brak presji na podwyżki stóp procentowych w USA to szczególnie dobre informacje dla Turcji.

Dlaczego?

W zeszłym roku giełda w Stambule należała do najsłabszych na świecie. W rezultacie ceny akcji notowanych na niej spółek spadły do historycznie niskich poziomów. Prognozowany wskaźnik cena/zysk (P/E) dla całego tureckiego rynku wynosi ok. 8, a dla sektora bankowego ok. 6. Wsparciem powinien być osłabiający się dolar amerykański, ponieważ dla tureckich spółek oznacza on niższy koszt obsługi zadłużenia w tej walucie. Na plus przemawia również stabilizacja kursu liry wobec dolara.

Jakie dywidendy zapowiadają na ten rok spółki notowane w Europie Środkowo-Wschodniej? Może, decydując się na inwestycje w akcje, warto kierować się tym kluczem?

W polskim sektorze bankowym można oczekiwać wysokich dywidend, m.in. w przypadku Banku Pekao SA i Citi Handlowego. Jednocześnie niezłym pomysłem może być zwrócenie uwagi na spółki z dużym udziałem Skarbu Państwa w akcjonariacie. Dlaczego? Polski rząd będzie potrzebował wpływów do budżetu – stąd bardzo prawdopodobne, że jednym z nich okażą się dywidendy. W tym kontekście nasuwają się takie spółki energetyczne, jak PGNiG i PGE. Istnieje też całe grono mniejszych spółek, które wypłacają dywidendy na poziomie 5–6%. Dla szerszej perspektywy warto porównać poziom dividend yield pomiędzy poszczególnymi rynkami. Dla indeksu DAX wynosi on średnio 4%, dla WIG20 – również ok. 4%. W Turcji bywa różnie, ale w niektórych sektorach można znaleźć spółki wypłacające dywidendę w wysokości nawet 8–9%. Obecne stopy dywidendy są więc atrakcyjne. Trzeba natomiast pamiętać o jednym: dzielenie się przez spółkę zyskiem z akcjonariuszami nie oznacza, że kurs jej akcji nie spadnie, a przy inwestowaniu na poszczególnych rynkach trzeba brać pod uwagę szerszy kontekst.

Plast-Box chce płacić dywidendę

Zarząd Plast-Box S.A., producenta opakowań z tworzyw sztucznych, znanego ze swoich wyrafinowanych produktów niemal we wszystkich krajach w Europie, poinformował o wstępnych wynikach za 2015 rok, prezentując wzrost skonsolidowanego zysku netto w stosunku do 2014 roku o 155,4 %.

PTS Grzegorz PawlakPrzychody skonsolidowane grupy kapitałowej Plast-Box wyniosły za 2015 rok 140,2 mln zł, a zysk netto 6,8 mln zł. Odpowiednio dla spółki matki, zlokalizowanej w Słupsku, sprawozdanie jednostkowe wstępnie wykazuje 121,7 mln i 5,2 mln zł zysku netto (wzrost o 36,4 %).

Zarząd Spółki poinformował także, że uwzględniając wstępne wyniki i dobrą sytuację finansową spółki, jeżeli wstępne wyniki nie ulegną zmianie po ostatecznym zakończeniu audytu rocznego, zamierza rekomendować Zwyczajnemu Walnemu Zgromadzeniu wypłatę dywidendy na poziomie z ubiegłego roku, to jest 0,09 zł na akcję z zysku jednostkowego za 2015 rok.

Plast-Box ma za sobą udany 2015 rok i jest w dobrej kondycji finansowej, co pozwala na wypłacenie dywidendy – komentuje Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A. 

– Spółka od kilku lat płaci dywidendę i zamierza pozostać firmą dywidendową – dodaje Krzysztof Pióro, wiceprezes zarządu Plast-Box S.A. – Jesteśmy zdania, że w obecnej sytuacji na rynku jest to dla akcjonariuszy szczególnie ważne.

Bank BGŻ BNP Paribas S.A. obejmuje pakiet mniejszościowy w IPF Group S.A.

Bank BGŻ BNP Paribas S.A. w ramach działalności w zakresie inwestycji kapitałowych Capital Development zawarł umowę inwestycyjną z IPF Group S.A. oraz jej założycielem i większościowym udziałowcem Panem Mariuszem Dolatą. W efekcie Bank BGŻ BNP Paribas S.A stał się mniejszościowym udziałowcem w IPF Group oraz zapewnił finansowanie dalszego dynamicznego rozwoju Grupy.

Grupa IPF działa od 2008 roku i jest certyfikowaną agencją doradztwa personalnego i pracy tymczasowej z przychodami przekraczającymi 60 mln złotych. Grupa IPF zajmuje się pozyskiwaniem i koordynacją zatrudnienia specjalistycznego personelu dla swoich klientów w Polsce, Francji i Niemczech. Poprzez wdrożenie innowacyjnych rozwiązań z zakresu zatrudnienia i organizacji pracy IPF zamierza być jednym z liderów w branży na rynkach europejskich.

Capital Development jest projektem prowadzonym przez Bank BGŻ BNP Paribas S.A., opartym o wieloletnie doświadczenie Grupy BNP Paribas. Przez ostatnie 20 lat BNP Paribas Développement zainwestował w kilkaset spółek, jego portfel obecnie składa się z ponad 300 podmiotów. To jest już piąta inwestycja lokalnego zespołu w Polsce, gdzie projekt Capital Development istnieje od 2 lat, co pokazuje duży dynamizm oraz dopasowanie oferty do potrzeb rynkowych.

– Po raz kolejny wybraliśmy firmę o mocnej pozycji na rynku i wysokich kompetencjach popartych wieloletnim doświadczeniem. IPF Group jest firmą, działającą na dynamicznym rynku o dużym potencjale, która osiągnęła już spory sukces. Wierzymy, że dzięki profesjonalnemu zespołowi zarządzającemu oraz unikalnej kompetencji i przy wsparciu Grupy BGŻ BNP jesteśmy w stanie wykorzystać szanse dalszego szybkiego rozwoju firmy w Polsce, we Francji i na innych rynkach europejskich –  podsumował Laurent Denizou, Dyrektor Zarządzający Pionu Finansowania Specjalistycznego w Banku BGŻ BNP Paribas S.A.

Mariusz Dolata, Założyciel i Prezes Grupy IPF skomentował: – Bardzo się cieszę, że Bank BGŻ BNP Paribas S.A. zdecydował się na współpracę z nami. Biorąc pod uwagę nasze ambitne plany dynamicznego rozwoju organicznego we Francji i w Polsce, jak również planowane akwizycje, mając tak silnego partnera jesteśmy w stanie dużo szybciej osiągnąć nasze cele.

– Jestem przekonany, że rynek pracy tymczasowej i doradztwa personalnego będzie dalej dynamicznie rósł, ale również podlegał zmianom, narzucanym przez regulatorów tego rynku. Innowacyjne i specjalistyczne firmy takie jak IPF Group, które są w stanie szybko reagować na zmiany, mają szczególną szanse na osiągnięcie znaczącej pozycji na tym rynku – powiedział Maciej Balsewicz, Wice-Przewodniczący Rady Nadzorczej IPF Group S.A odpowiedzialny za transakcję.

Społeczeństwo wodorowe – przyszłość czy marzenie?

Pytanie pojawiło się wraz z nadejściem pierwszych seryjnych samochodów z napędem wodorowym. Obecnie na rynku są dwa takie auta: Toyota Mirai i Hyundai ix35. Wkrótce mają się pojawić kolejne. Toyotę Mirai można było zobaczyć kilka miesięcy temu na prezentacji w Warszawie, będącej jednocześnie zapowiedzią zbudowania w Polsce sieci stacji tankowania wodoru.

 Toyota MiraiWodór można pozyskiwać na różne sposoby – także z użyciem odnawialnych źródeł energii i z odpadów. Dzięki ogniwom paliwowym, z rury wydechowej Mirai zamiast toksycznych spalin wydobywa się czysta woda. Samochód powstał w oparciu o sprawdzone elementy napędów hybrydowych Toyoty. Silnik spalinowy zastąpiono ogniwami paliwowymi, wytwarzającymi prąd z wodoru, zgromadzonego w dwóch zbiornikach z włókna węglowego i szklanego. Minimum ruchomych części oznacza też rekordowy poziom niezawodności auta.

Toyota Mirai kosztuje w Niemczech równowartość ok. 350 000 zł. Za te pieniądze otrzymujemy samochód z napędem przyszłości, wykończony w standardzie typowym dla aut klasy premium i w pełni wyposażony pod względem bezpieczeństwa. W tym roku Toyota chce sprzedać na całym świecie 700 sztuk tego samochodu. Dlaczego tak mało? Bo nie ma jeszcze rozbudowanej infrastruktury do tankowania wodoru, ale wiemy już, że taka powstanie.

 Infrastruktura czystego transportu

Japończycy sami wychodzą z inicjatywą i chcą pomóc w stworzeniu całej sieci stacji tankowania wodoru. Plany nie omijają też Polski. W naszym kraju Grupa PGE ma zbudować do 2030 roku aż 9 takich obiektów. Pierwsze dwa zostaną oddane do użytku już za 2 lata w Poznaniu i Warszawie. Kolejne znajdą się w Białymstoku, Szczecinie, okolicach Łodzi i Trójmiasta, Katowicach, Wrocławiu i Krakowie. Projekt koordynuje Instytut Transportu Samochodowego w ramach europejskiego programu HIT – 2 – Corridors. Stacje powstaną przy odcinkach przebiegających przez Polskę korytarzy europejskich, łączących Morze Północne z Bałtykiem i Morze Bałtyckie z Adriatykiem.

 Współpraca pionierów

Toyota zachęca innych producentów aut do wdrożenia technologii wodorowej. W tym celu uwolniła ponad 5 500 patentów, związanych z Mirai i technologią ogniw paliwowych. Każdy koncern samochodowy może skorzystać z doświadczenia Japończyków, mając do dyspozycji 3350 patentów oprogramowania sterującego tym napędem, ponad 1900 patentów dotyczących ogniw wodorowych, 290 patentów obejmujących technologie budowy wysokociśnieniowych zbiorników oraz 70 z zakresu technologii produkcji i magazynowania wodoru.

Toyota MiraiW ślady Toyoty pójdą dwie kolejne marki: Honda i Nissan. Prototypy aut napędzanych ogniwami wodorowymi ma Audi i BMW. Gdy na rynku przybędzie modeli z napędem wodorowym i stacji, spadną zarówno ceny tych aut, jak i wodoru. Zbudowanie wodorowego społeczeństwa wymaga współpracy rządów, naukowców, koncernów samochodowych i dostawców energii. Biorąc pod uwagę skalę zaangażowania Toyoty – powinno się udać. Podobnie przecież było z hybrydami.

Wymaga to również zbudowania nowych modeli, które wejdą do produkcji w najbliższych 5 latach. Po Toyocie Mirai, przyszedł czas na wodorowego Lexusa, którego zapowiedzią jest już koncepcyjny model LF-FC. Do akcji wspierania rozwoju nowej technologii włączył się rząd Japonii, przyznając dotacje nabywcom aut z tym napędem i dopłacając połowę ceny za zbudowanie sieci około setki stacji na terenie swojego kraju. W USA pierwszym rynkiem samochodów wodorowych jest Kalifornia, w której działa już kilkanaście stacji tankowania tego paliwa. Tutaj także właściciele aut wodorowych mogą liczyć na dotacje federalne i stanowe. W Europie wodór można już tankować na terenie Niemiec, Danii i Wielkiej Brytanii. Wszędzie tam rozpoczęto sprzedaż Toyoty Mirai. W Belgii pierwsza stacja będzie gotowa w połowie tego roku – Toyota udostępniła inwestorowi własny teren pod jej budowę, aby przyspieszyć wprowadzenie Mirai także na ten rynek.

 Wodorowa przyszłość zaczyna się dziś

Wodór ma stać się paliwem nowej ery, a ona… właśnie się rozpoczęła. Społeczeństwo wodorowe to nie puste hasło, ani żadna utopia. To najbardziej efektywny, jaki obecnie zna ludzkość, sposób wykorzystania paliw alternatywnych. Dzięki akumulowaniu energii w postaci wodoru udało się pokonać największy problem, jakim była wysoka masa i niska efektywność akumulatorów w samochodach elektrycznych, a jednocześnie wyeliminować silnik spalinowy. Gotowa do drogi Toyota Mirai może zabrać na pokład cztery osoby. Jej tankowanie trwa zaledwie 3 minuty i pozwala na pokonanie dystansu od 550 do 850 km. Na 0,8 kg wodoru można pokonać dystans 100 km.

W Japonii ruszył już obliczony na wiele lat program budowania społeczeństwa wodorowego, zakładający że do 2025 roku po drogach Kraju Kwitnącej Wiśni będą jeździć 2 mln aut napędzanych ogniwami wodorowymi, które będzie można tankować na 2 tys. stacji.

Jedna technologia – wiele zastosowań

Wodór to pomysł o wiele szerszy, niż rozwiązanie problemów motoryzacji. Oparte na nim ogniwa paliwowe mają zasilać w prąd również domy. W najbliższych latach takie instalacje będzie mieć prawie 1,5 mln japońskich domostw. Według planu, po roku 2030 będzie ich prawie 5,5 mln. Już dziś możliwe jest zasilanie odpowiednio przygotowanego domu niewykorzystaną energią, zgromadzoną w akumulatorach Toyoty Mirai. Prądu z auta może wystarczyć nawet na tydzień funkcjonowania gospodarstwa domowego. Ma to ogromne znaczenie szczególnie w kraju narażonym na klęski żywiołowe, takim jak Japonia.

Wariantów zastosowania ogniw wodorowych jest tyle, ile pomysłów. Koncern Airbus testuje właśnie możliwość ich używania w transporcie lotniczym. Przynajmniej na razie nie zastąpią jeszcze silników odrzutowych, ale mogą z powodzeniem służyć jako napęd pomocniczy do ich uruchamiania i źródło energii elektrycznej, podtrzymujące pracę hydrauliki i klimatyzacji – zarówno w locie, jak i podczas postoju samolotu na lotnisku, eliminując konieczność stosowania zewnętrznych generatorów. Wiele wskazuje na to, że plan japońskich inżynierów powinien się udać, a marzenie o społeczeństwie wodorowym za kilkadziesiąt lat stanie się rzeczywistością.

Chmura czy kawa: co lepiej wpływa na wyniki firmy?

Co wyniki badania „Nowoczesne IT w MŚP” mówią na temat podejścia polskich pracowników do wydajności w miejscu pracy.

Wielu pracowników z sektora małych i średnich firm pracuje bardzo ciężko. Z badań przeprowadzonych przez Ipsos MORI na zlecenie Microsoft wynika, że ponad połowa z nich spędza tygodniowo w pracy ponad czterdzieści godzin. Podobny odsetek pracowników z innych krajów europejskich przyznaje, że pracy poświęca o 10 godzin mniej. Coraz częściej głośno wybrzmiewają opinie, że Polacy powinni pracować nie tylko długo, co mądrzej i w rezultacie wydajniej. Pytani o sposoby podniesienia produktywności, pracownicy firm z sektora MŚP przede wszystkim wskazują na kawę i napoje energetyzujące (51 proc.). ¼ ankietowanych podkreśla, że na ich efektywność w pracy wpływa również jedzenie przy biurku. Czy to faktycznie najlepsze metody na podniesienie efektywności naszej codziennej pracy? Te same badania wskazują, że w uzyskaniu lepszych wyników firmy pomaga „uwolnienie od biurek” i sprawna praca z każdego miejsca, co jest możliwe dzięki wykorzystaniu technologii mobilnych i chmurowych. Dodatkowo wpływają one na stopień satysfakcji pracy zespołu i podnoszą motywację nowych pracowników.

Badanie „Nowoczesne IT w MŚP 2015” wskazuje, że 94 proc. respondentów potwierdza swoją dostępność zawodową poza tradycyjnymi godzinami pracy. Pytani o najlepsze pomysły, pracownicy wyraźnie przyznają, że wpadają na nie przede wszystkim poza biurem. Wśród miejsc sprzyjających kreatywności wymieniają oczywiście dom (26 proc.), drogę do pracy (14 proc.), łóżko (10 proc.), prysznic (9 proc.), czy podróż samochodem (8 proc.). Okazało się, że w biurze najlepsze pomysły pojawiały się jedynie u 14 proc. osób.

„Wpływ elastycznej pracy z dowolnego miejsca na podniesienie produktywności dostrzega 26 proc. ogólnej liczby respondentów. Statystyki te rosną w grupie „millenialsów”, gdzie już co trzeci ankietowany podkreśla związek pracy zdalnej z wyższą wydajnością a to przekłada się na lepsze wyniki firmy” – mówi Tomasz Dorf, Dyrektor działu MŚP w polskim oddziale Microsoft. „Uwolnienie pracowników od biurek poprzez zapewnienie odpowiednich technologii mobilnych i chmurowych może wpływać nie tylko na podniesienie produktywności, ale co najważniejsze na umożliwieniu klientom dostępu do kluczowych specjalistów naszych firm niezależnie od pory dnia czy miejsca, w którym obecnie przebywają”.

 Cyfrowa równowaga

Pozornie może się wydawać, że to pieniądze stanowią główny element motywujący pracowników, podczas gdy badania pokazują, że dla pracowników małych i średnich firm bardzo istotna jest równowaga między sprawami zawodowymi i prywatnymi. Właśnie takie deklaracje złożyło 79 proc. respondentów, a w grupie 35-44 latków wskaźnik ten wyniósł aż 83 proc. W tym kontekście, bardzo intersujący jest fakt, że aż 64 proc. uczestników badania zgadza się z twierdzeniem, że nowe technologie mobilne i chmurowe pomagają zaoszczędzić czas i podnoszą produktywność pracy, zapewniając jednocześnie balans między życiem osobistym a pracą.

„Technologie mobilne i usługi w chmurze sprawiają, że wyraźna dotychczas linia między życiem prywatnym i służbowym ulega znaczącemu zatarciu” – przekonuje Tomasz Dorf. „Możliwość szybkiej odpowiedzi na e-maile od klienta podczas powrotu pociągiem, sprawdzenie stanu dostępności produktów w CRM podczas prezentacji oferty, spotkanie w formie wideokonferencji na Skype z klientem czy w szerokim gronie współpracowników zlokalizowanych w różnych miejscach, to już elementy biznesowej codzienności. To właśnie one sprawiają, że nie musimy kurczowo trzymać się biurka, by nasza lista spraw do załatwienia była w 100% zapełniona i to przed przysłowiową „16.00”. W ten sposób zyskujemy czas na sprawy osobiste i zachowujemy właściwe relacje między tym co prywatne i służbowe”.

Smartfon w chmurze czy służbowy samochód?

Technologie okazują się również istotnym elementem motywacji pracowników, pozwalając nie tylko utrzymać, ale również pozyskać nowe talenty z rynku pracy. Według opinii respondentów technologie dają szczególne korzyści właśnie w obszarze komunikacji wewnętrznej i możliwości dzielenia się wiedzą wewnątrz organizacji (37 proc.). Przedstawiciele MŚP zwrócili także uwagę, że nowoczesne rozwiązania zapewniają większą satysfakcję z pracy. 31 proc. z nich potwierdza, że inwestycje w nowe technologie mogą wpłynąć na ich poziom zadowolenia z wykonywanych obowiązków.

Dla przykładu, usługa Microsoft Office 365 w nowoczesnej sieci hoteli PURO Hotel usprawniła obsługę klienta poprzez komunikację pomiędzy pracownikami oraz pozwoliła zoptymalizować obieg dokumentów. Użytkownicy rozwiązania zyskali dostęp do poczty, kontaktów, kalendarza i witryn aplikacji SharePoint z urządzeń przenośnych, dzięki czemu ich praca jest znacznie wydajniejsza i wygodniejsza.

„Chcemy ułatwić swoim pracownikom wykonywanie codziennych obowiązków związanych z obsługą obiektów i gości, a także umożliwić oferowanie klientom wysokiej klasy usług, w tym tych związanych z wykorzystaniem innowacyjnych technologii” – komentuje Łukasz Piekarski, Dyrektor Operacyjny hotelu Wrocław, PURO Hotel.

„W momencie, kiedy to pracodawcy zaczynają rywalizować o talenty, to właśnie możliwość korzystania z technologii staj się języczkiem uwagi, który decyduje o satysfakcji personelu i atrakcyjności miejsca pracy oraz pozwala na budowę efektywniejszych struktur obsługi klienta w oparciu o rozproszone geograficznie sieci przedstawicielstw” – dodaje Tomasz Dorf. „Dla przedstawicieli młodszego pokolenia bardzo często możliwość mobilnej pracy według własnego stylu realizacji zadań, a także dostęp do nowych technologii są o wiele bardziej atrakcyjne niż np. możliwość korzystania ze służbowego auta. Pracownicy mają świadomość, że czasami szybciej można dotrzeć do klienta, czy kontrahenta wysyłając wiadomość na komunikatorze, a nie jadąc na drugi koniec kraju nawet najbardziej wygodnym autem”.

Zmiany w projekcie w trakcie budowy nie są rzadkością. W przypadku niewielkich odstępstw zgody odpowiednich urzędów to zwykle formalność

CEO Magazyn Polska

W trakcie realizacji projektu budowlanego często dochodzi do zmian w jego pierwotnej wersji. Jeśli są one nieistotne, wystarczy że projektant wprowadzi na nim odpowiednie adnotacje. W przypadku zmian istotnych oprócz opinii projektanta konieczna jest również zgoda organu nadzoru na budowę zgodnie z nową dokumentacją. Wydanie takiej zgody jest zwykle formalnością. Lepiej jednak zgłosić to bezzwłocznie po wykryciu odstępstwa od projektu budowlanego, niż czekać na wykrycie go podczas kontroli.

Jeśli dochodzi do sytuacji, gdy wykonawca nie realizuje projektu budowlanego, na podstawie którego doszło do wydania decyzji pozwalającej na budowę, działanie jest dwojakie, w zależności od tego, czy zmiany są istotne czy nieistotne. W przypadku zmian nieistotnych wystarczy samo naniesienie zmian przez projektanta na pierwotnym projekcie i dalsze procedowanie z procesem inwestycyjnym. W przypadku istotnych zmian musimy jednak wystąpić o zatwierdzenie przez organ nadzoru budowlanego projektu zamiennego – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Magdalena Grykowska, adwokat w Kancelarii Góralski & Goss Legal.

Zmiany w projekcie już w czasie realizacji budowy zdarzają się stosunkowo często. Czasami jest to wyłącznie kwestia błędu, czasami zmiany są konieczne ze względu na zmianę w terenie czy w otoczeniu samej inwestycji. Niezależnie od tego, czy zmiany są istotne czy nie, konieczne jest uzyskanie zgody projektanta i naniesienie odpowiedniej adnotacji na projekcie.

Istotne zmiany wychodzą w toku procesu inwestycyjnego na bieżąco. Może się okazać, że trzeba przesunąć budynek, że potrzebne jest dodatkowe pomieszczenie czy zmieni się przeznaczenie części obiektu. Jeżeli tak się dzieje, inwestor powinien otrzymać opinię od projektanta i wystąpić do organów nadzoru o wydanie pozwolenia na budowę zgodnie z projektem zamiennym – wskazuje Magdalena Grykowska.

W czasie budowy może się okazać, że konieczne są niewielkie zmiany w położeniu budynku, czasami wynikające z błędu geodety. Jeżeli rozbieżności między dokumentacją a faktycznym usytuowaniem budynku nie powodują zmiany warunków zabudowy, odległości określonych przepisami od granicy działki i innych budynków, a zmianie nie ulega przeznaczenie inwestycji, bryła, kubatura, liczba kondygnacji ani powierzchni budynku, postępowanie nie powinno nastręczać żadnych trudności, a Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego powinien bez zbędnej zwłoki wydać nowe pozwolenie na budowę, teoretycznie w ciągu 30 dni. Jak podkreśla Grykowska, konieczność wprowadzenia istotnych zmian należy zasygnalizować możliwie jak najszybciej, nie można czekać na z tym do ostatniej chwili.

Z mojego doświadczenia wynika, że korzystniej dla inwestora jest zgłosić taki fakt organom nadzoru z wyprzedzeniem – podkreśla.

Zbliża się rozpoczęcie negocjacji ws. zakupu okrętów dla Marynarki Wojennej. Wątpliwości budzi wybór partnera strategicznego przed terminem złożenia ofert przez wszystkich dostawców

CEO Magazyn Polska

Za kilka tygodni mają rozpocząć się negocjacje dotyczące programów Miecznik i Czapla, które zakładają budowę łącznie sześciu okrętów nawodnych. Zgodnie z podjętymi w ubiegłym roku decyzjami kluczową rolę w budowie ma odgrywać Stocznia Marynarki Wojennej. SMW ogłosiła, że jej partnerem strategicznym będzie niemiecka stocznia TKMS. Ze względu na sposób, w jaki się to odbyło, wybór ten budzi wątpliwości ekspertów.

Jest to bardzo zły sygnał, dlatego że okazało się, że wybór przez Inspektorat Uzbrojenia Ministerstwa Obrony Narodowej Stoczni Marynarki Wojennej jako członka konsorcjum był jednocześnie wyborem firmy, która będzie realizowała ten kontrakt. To nie miało tak być. To miał być wybór najlepszej oferty z propozycji stoczni, które się zgłoszą do programów – mówi kmdr Maksymilian Dura, dziennikarz portalu Defence24.pl.

W ramach programów Miecznik i Czapla wybudowanych zostanie sześć okrętów: trzy patrolowe z funkcją zwalczania min oraz trzy obrony wybrzeża. W połowie 2015 roku Inspektorat Uzbrojenia MON podjął decyzję, że główną rolę odgrywać będzie Polska Grupa Zbrojeniowa oraz Stocznia Marynarki Wojennej. Konsorcjum SMW i Polska Grupa Zbrojeniowa wybrało wstępnie czterech strategicznych partnerów. Jeszcze przed otrzymaniem wstępnych ofert od holenderskiego Damen, francuskiego DCNS i hiszpańskiej Navantii zadecydowano o wyborze niemieckiej firmy TKMS. Wątpliwości może budzić również fakt, że chęć uczestniczenia w projekcie zgłosiło znacznie więcej firm, m.in. polska stocznia Remontowa Shipbuilding.

Teraz się okazało, że wybranie SMW i PGZ było jednoznaczne z tym, że wybrało się TKMS. Tak nie powinno być, to nas będzie drogo kosztowało – podkreśla Dura.

Jak podkreśla, nie chodzi o same kompetencje niemieckiej stoczni, bo tych nie brakuje, ale o sam proces wyboru. Zdaniem eksperta już podjęcie decyzji o wyborze SMW budzi duże wątpliwości. Zwłaszcza że wątpliwa jest wiarygodność SMW jako głównego wykonawcy, zarówno pod względem stanu finansowego, jak i umiejętności prowadzenia tak dużego programu, jakim jest budowa okrętów w ramach Czapli i Miecznika.

To nie oznacza, że nie ma tam specjalistów. Oni są, ale mogą wykonywać pewne ścisłe prace, a nie tak potężny program, jakim jest budowa sześciu okrętów nawodnych i to zupełnie nowej generacji. To po prostu niemożliwe – przekonuje dziennikarz portalu Defence24.pl.

Wybór SMW, a następnie podjęcie decyzji, że strategicznym partnerem będzie niemiecka firma, praktycznie uniemożliwia udział w projekcie innych firm. Problem jest też sama ewentualna współpraca zagranicznego konsorcjum ze Stocznią Marynarki Wojennej, na co wskazują zagraniczne stocznie. To przede wszystkim efekt słabej sytuacji finansowej SMW. Już wielomiesięczne opóźnienia w remoncie okrętu podwodnego ORP „Orzeł” i w budowie okrętu patrolowego ORP „Ślązak” mogły być sygnałem, że stocznia nie radzi sobie z tak dużymi projektami.

Zagraniczne stocznie zrobiły audyt. Wiedzą, że SMW jest w stanie upadłości likwidacyjnej. Biuro konstrukcyjne obecnie działa tylko po to, by wykonywać drobniejsze prace, a nie by realizować takie projekty, jak budowa sześciu nowych okrętów. To również kwestia zarządzania. Najlepszym przykładem jest ORP „Ślązak”, który miał być zrealizowany do końca tego roku, a już wiadomo o kilkunastomiesięcznym opóźnieniu. Nikt nie wie, kto jest za to odpowiedzialny. Jeśli tak będziemy realizowali programy Miecznik i Czapla, to nie będzie dobrze – podkreśla Maksymilian Dura.

Jak jednak wskazuje ekspert, realizacja takiego programu musi być wsparta doświadczeniem zagranicznych podmiotów. Ich udział zagwarantuje nie tylko odpowiednie technologie, lecz także terminowość realizacji programów.

Warto byłoby się zastanowić, czy nawet biorąc pod uwagę bezpieczeństwo państwa, ustawę, która powoduje, że eliminujemy rywalizację z firmami zagranicznymi, czy nie warto podpisać umowy z firmami zagranicznymi z obowiązkiem budowania okrętów w Polsce. Jest oczywiście warunek, żeby stocznie budowały tam, gdzie jest duże prawdopodobieństwo, że zostaną one skończone – ocenia Maksymilian Dura.

Jak podaje PortalMorski.pl, podczas Forum Bezpieczeństwa Morskiego Państwa, które odbyło się w styczniu w Warszawie, szef Inspektoratu Uzbrojenia zapowiedział, że w marcu 2016 roku rozpoczną się negocjacje w ramach obu programów. Dodał, że możliwa jest zmiana składu wykonawcy, na co wpływ będą mieć opóźnienia w realizacji przez SMW budowy patrolowca ORP „Ślązak”.