Microsoft wprowadza do Polski nowe urządzenia z Windows 10

Microsoft wprowadza do Polski nową linię urządzeń z Windows 10 na pokładzie. Surface 3 oraz Surface Pro 4 będą dostępne na polskim rynku od 20 listopada. Z kolei smartfony Lumia 950 oraz Lumia 950 XL pojawią się w sprzedaży 28 listopada. Pod koniec roku na nasz rynek trafi również smartfon Lumia 550.

 Surface Pro 4

Surface to „tablet, który zastąpi Twój komputer”. Surface Pro 4 został zaprojektowany tak, aby móc wykorzystać pełnię możliwości pakietu Microsoft Office, a także  oraz wszystkie funkcjonalności systemu Windows 10 Pro. Jest kompatybilny z piórem Surface Pen, funkcjami Windows Hello oraz przeglądarką Microsoft Edge. Klienci mogą teraz kupić modele Surface Pro 4 z procesorami Intel® Core m, Core i5 oraz Core i7 w sklepie MicrosoftStore.com, u wybranych sprzedawców detalicznych i autoryzowanych dystrybutorów.

Surface Pro 4 łączy wydajność laptopa oraz pełnię możliwości Windows 10 z mobilnością, charakterystyczną dla tabletu – mówi Dominik Sołtysik, szef kategorii Surface w Polsce – Rodzina produktów Surface zmieniła całą swoją kategorię, skupiając się na produktywności i oferując wyjątkowo wszechstronne urządzenia, które są lubiane przez użytkowników – dodaje Dominik Sołtysik.

Surface Pro 4 – specyfikacja i akcesoria

Surface Pro 4 ma zaledwie 8,38 mm grubości i jest wyposażony w system operacyjny Windows 10 Pro, 12,3-calowy ekran PixelSense oraz procesory szóstej generacji Intel® Core m, Core i5 lub Core i7 (w zależności od konfiguracji), dzięki czemu umożliwia użytkownikom pracę i zabawę w każdym miejscu. Surface Pro 4, dostępny już od 4299 PLN[1], jest nie tylko o 30 proc. szybszy od Surface Pro 3, lecz także cichszy i wydajniejszy. Ponadto generuje mniej ciepła i może działać na baterii nawet do 9 godzin[2]

etui z klawiaturą Type Cover do Surface Pro 4[3], które pozwala błyskawicznie zmienić tablet w laptop. Przebudowana klawiatura mechaniczna z optymalnym rozlokowaniem klawiszy umożliwia szybkie i płynne pisanie. Specjalnie zaprojektowane pióro Surface Pen cechuje się 1024 poziomami czułości nacisku, co pozwala pisać, rysować i tworzyć precyzyjne zaznaczenia w dokumentach. Na jednym końcu Surface Pen znajduje się precyzyjne pióro, a na drugim gumka. Więcej informacji na temat nowych akcesoriów do Surface można znaleźć tutaj.

Surface Pro 4 dla Biznesu

Surface Pro 4 stanowi dla Microsoft  kolejny krok w rozwoju oferty dla biznesu. W przypadku tego produktu uzyskano rekordową liczbę wczesnych użytkowników biznesowych. Na ten moment już 13. podmiotów z różnych branż, w tym sprzedaży mobilnej w terenie, usług profesjonalnych, energetyki i sektora publicznego zakupiło Surface Pro 4, aby usprawnić swoją działalność i pomóc pracownikom w zwiększaniu produktywności. Co więcej, Microsoft rozszerzył kanał sprzedaży Surface do ponad 5 000 dystrybutorów na wszystkich rynkach, na których dostępne są tablety Surface, dzięki czemu firmy mogą łatwiej i szybciej włączyć je do swoich środowisk pracy. Więcej informacji nt. wykorzystania Surface Pro 4 w biznesie jest dostępnych tutaj oraz tutaj.

Dostępność

Ceny Surface Pro 4 w Polsce zaczynają się od 4 299 PLN netto. Urządzenie można kupić odwiedzając stronę MicrosoftStore.com oraz wybrane sieci handlowe. Klienci komercyjni powinni skontaktować się z autoryzowanymi dystrybutorami.

Surface 3

W Polsce w sprzedaży pojawi się także Surface 3. To doskonałe narzędzie do codziennej pracy mobilnej. Urządzenie wyposażono w czterordzeniowy procesor Intel Atom x7, ekran o przekątnej 10,8 cala i rozdzielczości 1920:1280 Full HD.  Surface 3 waży tylko 636 gramów i ma 8,7 mm grubości. Jego bateria zapewnia użytkownikowi ciągłą pracę przez 10 godzin. W ofercie znajdą się także: etui z klawiaturą Type Cover, stacja dokująca, a także Pióro Surface Pen.

Rodzina produktów z linii Surface jest w pełni kompatybilna ze wszystkimi aplikacjami dostępnymi na komputery stacjonarne i przenośne, przeznaczonymi dla systemu Windows.

Ceny Surface 3 zaczynają się od 2 599zł.

Dwa flagowce w ofercie telefonów Windows 10 Mobile: Lumia 950 XL oraz Lumia 950

Microsoft rozwija również swoją ofertę mobilną. Na polskim runku pojawią się dwa flagowe modele: Lumia 950 XL oraz Lumia 950. To de facto dwa bliźniacze modele, niemniej skierowane do nieco innych grup użytkowników.

Lumia 950XL posiada 5,7-calowy ekran AMOLED o rozdzielczości Quad HD 2560 x 1440 oraz ośmiordzeniowy procesor Qualcomm Snapdragon 810, 2 GHz. Z kolei Lumia 950 to propozycja dla użytkowników ceniących sobie moc w kompaktowej formie. Posiada nieco mniejszy 5,2-calowy wyświetlacz o wysokiej rozdzielczości i świetnym odwzorowaniu barw. Lumia 950 ma na pokładzie sześciordzeniowy procesor 1,8 GHz oraz 3GB pamięci RAM a także 32 GB pamięci masowej. Warto nadmienić ze Lumia 950 obsługuje także standard 4G LTE, a maksymalny czas rozmów na telefonie sięga aż 18 godzin.

Amatorów fotografii z pewnością ucieszy fakt, że oba flagowce zostały wyposażone w świetne aparaty z  matrycą o rozdzielczości 20 MP, optyką firmy Zeiss, optyczną stabilizacją obrazu oraz potrójną, naturalną lampą błyskową LED. Oba smartfony posiadają ponadto specjalne kamery współpracujące z interfejsem Windows Hello Beta, dzięki któremu dokonamy uwierzytelniania użytkownika za pomocą skanowania jego tęczówki. To bezpieczny i prawdziwie osobisty sposób na odblokowanie smartfonu Lumia 950 lub Lumia 950XL. Najnowsze modele telefonów Microsoft wykorzystują również szybkie ładowanie dzięki portowi USB-C. Już po 30-minutach bateria będzie naładowana do połowy. I wreszcie – zarówno Lumia 950 jak i Lumia 950XL obsługują tryb continuum.

Dzięki specjalnej stacji dokującej Microsoft Dock użytkownik może podpiąć swój smartfon Lumia do telewizora, monitora lub rzutnika – i dokończyć rozpoczęte wcześniej zadania na pełnoekranowym systemie Windows 10 Mobile, z podpiętą klawiaturą i myszką. Korzystanie z aplikacji pakietu Office oraz Outlook na większym ekranie zoptymalizuje środowisko pracy i zwiększy jej efektywność. Pracując na smartfonach Lumia 950 czy Lumia 950XL będziemy mogli doświadczyć wygody godnej komputera. Najnowsze flagowce od Microsoft z powodzeniem wpisują się w trend, który możemy określić jako „pocket PC”, czyli nie tylko smartfony – ale już kieszonkowe komputery.

Ceny detaliczne:

Microsoft Lumia 950: 2599 PLN

Microsoft Lumia 950XL: 2899 PLN

Stacja dokująca HD 500: 399 PLN

Lumia 550 – smartfon z LTE dostępny w grudniu tego roku

Jeszcze w tym roku w ofercie telefonów Windows Phone pojawi się również bardziej budżetowe rozwiązanie dla biznesu. To Lumia 550, z czterordzeniowym procesorem Snapdragon 210 1,1 GHz oraz wyświetlaczem o przekątnej 4,7 cala i rozdzielczości HD, który zapewni użytkownikom wysoką czytelność i komfort oglądania dokumentów. Smartfon będzie również wyposażony w najnowszy systemem Windows 10. Będzie to jeden z najtańszych smartfonów obsługujących standard LTE pośród produktów z rodziny Lumia, a zarazem jeden z najbardziej energooszczędnych smartfonów, ponieważ w trybie czuwania może działać nawet 28 dni.

Cena detaliczna Microsoft Lumia 550: 549 PLN

[1] Szacunkowa lokalna cena w sprzedaży detalicznej. Faktyczne ceny mogą się różnić.

[3] Etui z klawiaturą jest sprzedawane oddzielnie.

Ravelo.pl zwycięzcą e-Commerce Polska awards 2015 w kategorii „Innowacja roku”

Sklep internetowy Ravelo.pl zwyciężył w kategorii „Innowacja roku” w 3. edycji konkursu e-Commerce Polska awards, organizowanego przez Izbę Gospodarki Elektronicznej.

Konkurs, którego Kapituła składa się z ekspertów branży e-commerce, ma na celu wskazanie najlepiej działających e-sklepów na rynku. Ravelo odpowiadające za działalność e-commerce Grupy PWN zwyciężyło wśród sklepów średnich i dużych.

Dorota_Bachman_prezes_zarzadu_Ravelo_Sp._z_o.o.Od początku istnienia Ravelo stawiamy na innowacje, dlatego jest nam bardzo miło, że nagroda w tej kategorii przypadła właśnie nam. Wyróżnienie w tak prestiżowym konkursie to wynik zaangażowania i ciężkiej pracy całego zespołu. Rozwijamy się bardzo dynamicznie i cieszymy się, że widzą i doceniają to inni, mówi Dorota Bachman, prezes zarządu Ravelo Sp. z o.o.

Uroczysta gala wręczenia nagród e-Commerce Polska awards miała miejsce 18 listopada      w warszawskim kinie Praha. Nagrody przyznano w kategoriach z zakresu brandingu, sprzedaży i najlepszej obsługi klienta.

Wiele zmian, realnych efektów brak

Lukasz Bugaj, analityk DM BOS
Lukasz Bugaj, analityk DM BOS

„Obyś żył w ciekawych czasach”. To chińskie przysłowie, a raczej przekleństwo, coraz częściej manifestuje się w bieżących wydarzeniach. Weźmy jako przykład piątkowe zamachy terrorystyczne w Paryżu, które same w sobie będąc ogromną ludzką tragedią, co do zasady nie powinny w sposób istotny wpłynąć na kondycję gospodarczą oraz wyniki spółek. Stąd wynikała spokojna reakcja inwestorów na te wydarzenia, choć wiązać ją również można ze wzrostem terroryzmu w ostatnich latach i przez to spowszechnieniem tego zjawiska. Pojawiły się nawet głosy, że ataki będą miały pozytywny wpływ na gospodarkę, gdyż zwiększą się wydatki rządowe, EBC będzie skłonny do jeszcze większego poluzowania polityki, a po zbliżeniu na linii Rosja – Zachód, wzrosły oczekiwania na zniesienie sankcji wobec Moskwy. To jednak zaledwie jedna strona medalu. Druga wskazuje na ryzyka takie jak koniec strefy Schengen i w konsekwencji negatywny cios na silnie rozwinięty wewnątrzwspólnotowy handel. Nie można również wykluczyć kolejnych ataków i rosnących napięć antagonistycznych w społeczeństwach zachodu na tle religijno-narodowościowym. Zresztą wydaje się, że taki jest cel radykalnych islamistów, a zwycięstwo nad nimi nie będzie kwestią łatwą. Tym samym po ostatnich wydarzeniach można mówić zarówno o ich wpływie pozytywnym, jak i negatywnym. Efekt netto może okazać się zbilansowany i w konsekwencji rozwój w Europie nie przyspieszy, ale też nie zwolni.

Na lokalnym podwórku wydarzeniem wczorajszego dnia było expose nowej premier Beaty Szydło, z którym wiązano wiele rynkowych nadziei. Inwestorzy niestety nie dostali wiele szczegółów i wciąż nie uzyskali odpowiedzi na nurtujące ich pytania, które głównie tyczą się nowych podatków sektorowych. Dowiedzieliśmy się jednak, że nowy rząd nie porzuca wcześniej składanych obietnic, które wiążą się z wzrostem wydatków oraz chęcią zdynamizowania wzrostu gospodarczego. Z punktu widzenia rynku, a szczególnie mniejszych spółek, to korzystana wiadomość. Nie ma jednak róży bez kolców, gdyż wydatki mają zostać częściowo sfinansowane nowymi podatkami. Tym samym zaobserwujemy przepływ pieniędzy od płatników (przede wszystkim banki) do beneficjentów (producenci i handlowcy, ale ci bez sklepów o większych powierzchniach). Na dodatek spodziewać się mamy debaty nad przyszłością systemu emerytalnego, co może być równoznaczne z końcem II filara jakiego znamy. Tym samym, nawet osiągnięcie wzrostu PKB na poziomie 5% niekoniecznie ożywi GPW, gdyż pozytywny tego efekt może być skonsumowany przez wspomniane zagrożenia. Takim oto sposobem dochodzimy do zaskakującej konkluzji, że wiele się zmienia, tylko po to, by nic się nie zmieniło.

Firmy mogą łatwiej chronić się przed cyberprzestępcami

Malware (złośliwe oprogramowanie) jest uważane przez polskie firmy za najtrudniejsze do zidentyfikowania cyberzagrożenie. To przez nie przedsiębiorstwa tracą najwięcej pieniędzy. Niestety dotąd większość firm – ze względu na koszta – nie mogła pozwolić sobie na zaawansowaną ochronę. Rozwiązaniem dla nich jest specjalna platforma, chroniąca przed złośliwym kodem.

Celem ataków malware jest kradzież, np. własności intelektualnej, numerów kont bankowych czy informacji o warunkach kontraktów. Złośliwe oprogramowanie może także podmienić dane, choćby tak, aby wykonywany przelew trafił do cyberprzestępcy. Powszechnie stosowane programy antywirusowe w przypadku ataków malware czy zero-day (takich, które wykorzystują nieznane dotychczas luki w oprogramowaniu) się nie sprawdzają. „Każdy program antywirusowy ma sygnatury, które wychwytują pliki o określonym wzorcu. Ataki zero-day nie są rozpoznawane przez środowisko broniące” – mówi serwisowi infoWire.pl Andrzej Różański, wiceprezes Integrated Solutions.

Na rynku pojawiła się nowa usługa zapewniająca ochronę firmowej sieci przed złośliwym oprogramowaniem. „Zabezpieczenie Malware Protection polega na tym, że nieznany program wykryty w sieci przedsiębiorstwa jest obserwowany. Rozpoznajemy symptomy zewnętrzne, czyli to, co robi program. Gdy skończymy wstępną diagnozę, wysyłamy podejrzany plik do miejsca, gdzie eksperci w zamkniętym środowisku poddają go dalszej obserwacji. Po pewnym czasie otrzymujemy informacje, jakie zagrożenia mógłby taki niebezpieczny plik spowodować” – informuje rozmówca.

Platforma powstała głównie z myślą o małych i średnich firmach, które nie mają budżetu na drogą zaawansowaną ochronę. To pierwsza taka usługa w naszym kraju. „Ma ona ułatwić przedsiębiorcom dostęp do wysokiej, skutecznej ochrony, ale dostosowanej do ich kieszeni. Miesięczny koszt korzystania z platformy wraz ze wsparciem specjalistów zaczyna się od kilkuset złotych” – dodaje ekspert.

#expose na Twitterze

2,7 tys. internautów ćwierkało wczoraj o #expose. Użytkownicy napisali łącznie aż 7,8 tys. tweetów, odpowiedzi i retweetów na ten temat

Wczorajsze wystąpienie Beaty Szydło było szeroko komentowane przez użytkowników Twittera. Do momentu rozpoczęcia obrad Sejmu pojawiło się 441 wzmianek, w których wystąpił hashtag #expose. Największa aktywność przypadła na czas przemówienia nowej premier. Od godziny 11:10 do 12:15 na portalu opublikowano aż 3,7 tys. tweetów. Analitycy odnotowali duży przyrost materiałów także po zakończeniu wystąpienia – internauci podsumowywali poszczególne propozycje Beaty Szydło. Od g. 12:15 do końca dnia pojawiło się 3,7 tys. materiałów.

liczba_tweetow_1

Wykres 1. Suma tweetów i ich dotarcie w ujęciu minutowym – 18.11.2015 r.

Spośród wszystkich materiałów 52 proc. stanowiły retweety. Najchętniej cytowanym wpisem był tweet Kancelarii Premiera (@PremierRP). Został podany dalej aż 130 razy.

Materiały z Twittera wygenerowały dotarcie na poziomie 103 mln. W TOP 5 profili generujących największe dotarcie znalazły się konta tvn24 (@tvn24) – 22,0 mln potencjalnych kontaktów z wpisami zawierającymi hashtag #expose, Palikot Janusz (@Palikot_Janusz) – 14,6 mln, Kancelaria Premiera (@PremierRP) – 13,4 mln, TVP Info (@tvp_info) – 12,3 mln i Gazeta Wyborcza.pl (@gazeta_wyborcza) – 7,8 mln.

dane_twitter_1

Zdjęcie 2. Dane na temat medialności #expose na Twitterze – 18.11.2015 r.

Jednak najaktywniejszymi mediami w nawiązaniu do wystąpienia Beaty Szydło zostały Radiowa Jedynka (@RadiowaJedynka) – 70 wpisów, Polskie Radio 24 (@PolskieRadio24) – 60, Radio ZET NEWS (@RadioZET_NEWS) – 38, Radio ZET (@Radio_ZET) – 37 i Rzeczpospolita (@rzeczpospolita) – 37.

Wraz z #expose często pojawiały się także hashtagi #szydło (354 wzmianki), #sejm (228), #pbs (154) i #pis (149). Wśród najpopularniejszych znalazł się także #dudaulaskawil (68).

Fabryka Toyoty zasilana energią z odpadów komunalnych

Niedawno Toyota zapowiedziała, że do 2050 roku działalność firmy nie będzie powodowała emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Japoński koncern zaczął realizować ten śmiały plan już dziś. Toyota Motor Manufacturing podpisała umowę z przetwórnią odpadów komunalnych stanu Kentucky (Central Kentucky Landfill, CKL) na dostawy energii elektrycznej koniecznej do produkcji 10 000 samochodów rocznie.

fabryka toyoty
56729 10/29/15 TNAE Methane Capture System
Georgetown KY Landfill

Współpraca rozpocznie się jeszcze w tym miesiącu. Energia będzie wytwarzana z biogazu, powstającego w wyniku rozkładu zgromadzonych na wysypisku odpadów. CKL będzie dostarczało jeden megawat energii na godzinę, co wystarczy do produkcji 10 tys. samochodów rocznie. To pierwszy w Stanach Zjednoczonych przypadek, gdy przemysłowy odbiorca energii nawiązuje bezpośrednią współpracę z producentem energii z gazu wysypiskowego. Nie jest to jednak pierwsza proekologiczna inicjatywa fabryki Toyoty w Georgetown. Zakład należy do nielicznej grupy obiektów, które nie wytwarzają żadnych odpadów.

W każdej hałdzie śmieci komunalnych w wyniku naturalnych procesów rozkładu odpadów powstaje metan. Przy braku odpowiednich zabezpieczeń ulatuje on do atmosfery, gdzie zatrzymuje znacznie więcej ciepła niż dwutlenek węgla, nasilając efekt cieplarniany. Jednak nowoczesne składowiska wyposażone są w instalacje do przechwytywania metanu, co daje podwójną korzyść. Po pierwsze, zmniejsza emisję gazów cieplarnianych do atmosfery. Po drugie, pozyskany w ten sposób gaz można wykorzystać do produkcji wodoru lub energii elektrycznej., Spośród wszystkich paliw opartych na węglowodorach, spalanie metanu powoduje powstanie najmniejszej ilości dwutlenku węgla w stosunku do ilości uzyskanej energii. Drugą ważną zaletą jest łatwość uzyskiwania go z odnawialnych źródeł, w tym z odpadów.

Uroczystemu ogłoszeniu rozpoczęcia współpracy towarzyszył pokaz Toyoty Mirai. Ten pierwszy masowy samochód zasilany wodorowymi ogniwami paliwowymi, który zadebiutował w Stanach Zjednoczonych w październiku, stanowi ważny element planu wyeliminowania emisji dwutlenku węgla przez samochody Toyoty do 2050 roku. Nie był to jednak jedyny powód prezentacji Mirai przy tej okazji. Metan powstający z odpadów doskonale nadaje się do produkcji wodoru, co Toyota w zabawny sposób pokazała na filmie „Napędzany przyszłością”, wypuszczonym z okazji premiery auta w USA.

toyota_miraiW ten sposób Mirai staje się centralnym elementem spójnej, wieloaspektowej koncepcji Toyoty, łączącej samochody nieemisyjne, miasta wolne od smogu, których mieszkańcy nie cierpią na astmę i inne powodowane przezeń choroby, unikanie tworzenia odpadów przez przemysł, dywersyfikację źródeł energii i możliwość produkowania jej lokalnie, bez konieczności budowania wielkich sieci przesyłowych, ograniczanie efektu cieplarnianego oraz wykorzystywanie odpadów komunalnych, wytwarzanych przez mieszkańców danej okolicy, do produkowania czystej energii i wodoru do tankowania ich samochodów. Toyota jest przekonana, że czyste, nowoczesne społeczeństwa mogą właśnie tak funkcjonować, rezygnując z uzależnienia od paliw kopalnych.

Fabryka Toyoty zasilana energią z odpadów komunalnychAby przyspieszyć realizację tej wizji, Toyota udostępniła bezpłatnie innym producentom wszystkie patenty związane z technologią wodorową, łącznie 5680 projektów. Dotyczą one technologii ogniw paliwowych, zbiorników sprężonego wodoru, sterowania systemem oraz stacji tankowania. Toyota chce, aby pozostali producenci włączyli się do rewolucji wodorowej, aby wszyscy mogli przyczynić się do osiągnięcia masy krytycznej, która umożliwi zastąpienie samochodów spalinowych wodorowymi i w konsekwencji uwolnienie nas od licznych groźnych problemów, które powoduje oparcie gospodarki na ropie.

Leasing w branży transportowej nadal na plusie

Zbliża się koniec roku, co tradycyjnie oznacza czas podsumowań. Jak do tej pory w leasingu i  branży transportowej w roku 2015 odnotowano pozytywną dynamikę w wysokości 12,8%.

Dla branży transportowej rok 2015 zaczął się – jak u Hitchcocka – trzęsieniem ziemi, a potem napięcie tylko rosło. W styczniu  w Niemczech zaczyna obowiązywać ustawa o płacy minimalnej MiLoG. Nikt nie wie (łącznie z Niemcami) w jakim zakresie ją stosować. Komisja Europejska dopytuje, Niemcy odpowiadają, a dialog ten trwa  do dzisiaj. Pierwsze kontrole i ich wyniki wskazują na różne modele postępowania służb kontrolnych, ale reguły nadal nie są w pełni jasne. Na „niemieckiej” fali także Francja i Norwegia przedstawiają własne pomysły na ochronę swoich rynków pracy.

Przyszło lato, a wraz z nim fala uchodźców, którzy starają się przedostać do „lepszego” świata. Niejednokrotnie odbywa się to kosztem przedsiębiorców transportowych, przy wykorzystaniu ich pojazdów jako narzędzia do nielegalnego przekraczania granic.

Niemcy szukają zwiększenia przychodów z użytkowania autostrad, więc obniżają minimalne dopuszczalne masy całkowite pojazdu, za który obowiązuje opłata za przejazd (tzw. maut).

Nadeszła jesień, a wraz z nią nowe przepisy dotyczące wyposażenia pojazdów ciężarowych w systemy zapewniające zwiększenie bezpieczeństwa.

Patrząc na sytuację rynkową można by stwierdzić, że nie ma podstaw do optymizmu w branży. Tymczasem – do końca września 2015 – rynek leasingu rozwija się o prawie 13%. Leasinguje się coraz więcej ciągników siodłowych, naczep, samochodów ciężarowych i pojazdów specjalnych. Co więcej – wzrosty obserwujemy głównie w segmencie pojazdów nowych. Nie ma też znaczenia wielkość firmy. Inwestują wszyscy – zarówno firmy małe, średnie, jak i duże. Przedsiębiorcy są też coraz bardziej świadomi instrumentów finansowych
i dopasowują je do własnych potrzeb. Wybierają już nie tylko prosty leasing, ale również leasing z serwisem, pożyczkę transportową czy najem długoterminowy.

Dane dotyczące rejestracji nowych samochodów ciężarowych są jeszcze bardziej optymistyczne.
W porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, w październiku zostało zarejestrowanych 28% więcej nowych samochodów ciężarowych, a wzrost od początku roku wynosi 26% . W samochodach o DMC powyżej 16T sytuacja jest jeszcze bardziej optymistyczna. Tylko w październiku odnotowano wzrost o 35%, a w skali roku o 30%.

Jak widać, polski transport rośnie w siłę. W zależności od tego, jaką miarą zmierzymy wykonane frachty, ma pierwszą lub drugą pozycję w Europie. Okazuje się jednak, że nie wszystkim krajom taka sytuacja jest na rękę. Jeśli do tego dołożymy bardzo niestabilną sytuację geopolityczną Europy, a także możliwy powrót granic wewnętrznych, polski transport czeka okres dużej niepewności. Mamy jednak nadzieję, że po trzęsieniu ziemi nadejdzie w końcu stabilizacja, co zaowocuje poprawą sytuacji ekonomicznej polskich przedsiębiorstw transportowych i tym samym polepszeniem nastrojów w całej branży i sektorach powiązanych.

ERNE VENTURES osiąga coraz wyższe zyski

ERNE VENTURES S.A. notowana na rynku NewConnect od lutego 2008 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną, zakończyła trzeci kwartał 2015 r. jednostkowym zyskiem w wysokości 970 tys. zł. Emitent cały czas poszukuje nowych interesujących projektów inwestycyjnych.

 Po trzech kwartałach 2015 r. jednostkowy zysk netto Spółki wyniósł blisko 4.324 tys. zł. W analogicznym okresie ub. roku ERNE VENTURES zanotowała stratę netto na poziomie 3.446 tys. zł. Osiągnięcie tak znaczącej poprawy wyników finansowych było rezultatem wzrostu wartości spółek znajdujących się w portfelu inwestycyjnym Emitenta, m.in. The Farm 51 Group S.A. oraz Arrinera S.A. Zarząd ERNE VENTURES z dużym optymizmem spogląda na kolejne kwartały, które mogą przynieść dalszą progresję wynikową dzięki dokonywaniu udanych transakcji kapitałowych.

„Bardzo dobrze oceniam wyniki finansowe Spółki oraz całej Grupy Kapitałowej, które osiągnęliśmy w minionym kwartale oraz od początku tego roku. Z uwagi na typowo inwestycyjny profil naszej działalności, największy wpływ na osiągnięte wyniki miały przychody finansowe z realizowanych inwestycji. Duży wzrost kursów akcji zanotowały nasze spółki portfelowe, m.in. Arrinera S.A. oraz The Farm 51 Group S.A.” – komentuje Arkadiusz Kuich, Prezes Zarządu ERNE VENTURES.

ERNE VENTURES objęła w ramach ostatniej emisji pakiet akcji Spółki The Farm 51 Group S.A. po cenie emisyjnej wynoszącej 7,00 zł za szt., a łączna kwota tej transakcji przekroczyła poziom 2 mln zł. Emitent dokonał także zaangażowania kapitałowego w Spółkę QubicGames Sp. z o.o., obejmując w sierpniu br. za kwotę blisko 750 tys. zł 326 udziałów, które stanowią 21,11% udziału w jej kapitale zakładowym. Najnowsza produkcja tego podmiotu – gra „Geki Yaba Runner” – odnosi już znaczący sukces na rynku polskim, a w najbliższym czasie ma nastąpić jej ogólnoświatowa premiera. ERNE VENTURES posiada również 39,02% udziałów w innej spółce z branży gier komputerowych – Huckleberry Studio, która prowadzi aktualnie zaawansowane prace nad produkcją wieloosobowej gry typu MMORPG pod tytułem „Edengrad”, a jej planowana premiera ma nastąpić do końca 2015 r.

„Mocno angażujemy się kapitałowo w spółki z branży gier komputerowych, bowiem dostrzegamy duży potencjał rozwoju tego rynku. W tej chwili mamy pakiety akcji w trzech spółkach growych: The Farm 51 Group,  QubicGames oraz Huckleberry Studio. Ta pierwsza jest notowana na NewConnect od ponad trzech lat, kolejne dwie planujemy upublicznić w pierwszej połowie przyszłego roku. Warto też dodać, że prowadzimy rozmowy odnośnie inwestycji z kolejnymi podmiotami. Można zatem powiedzieć, że zaczęliśmy się mocno specjalizować w tej branży.” – dodaje Kuich.

 Dobre wyniki finansowe Spółki przekładają się na wzrost kursu jej akcji, który w 3 kw. br. wyniósł prawie 160%. Z kolei od początku tego roku kurs akcji ERNE VENTURES wzrósł o ponad 540%. Bardzo dynamicznie zwiększa się również wartość obrotów akcjami Emitenta, bowiem w 3 kw. 2015 r. wyniosła ona ponad 11,62 mln zł, co było 7. najlepszym wynikiem wśród podmiotów notowanych na rynku NewConnect. We wrześniu br. Spółka została włączona w skład portfela indeksu NCIndex30 grupującego 30 najpłynniejszych spółek z alternatywnego rynku.

ERNE VENTURES jest notowanym na rynku NewConnect funduszem kapitałowym, który jako inwestor krótkoterminowy lub średnioterminowy nastawia się na inwestycje w produkty i usługi charakteryzujące się potencjałem rozwoju na rynku globalnym.

Spółka konsekwentnie realizuje założenia przyjętej strategii rozwoju, co przekłada się  na istotny wzrost wartości jej akcji: na początku stycznia br. kosztowały one 0,90 zł, podczas gdy obecny kurs akcji wynosi ok. 5,30 zł, co oznacza wzrost o prawie 490% od początku tego roku. Wysoka płynność obrotu pozwoliła również Spółce wejść w skład indeksu NCIndex30, który obejmuje swoim portfelem jedynie 30 najbardziej płynnych spółek spośród blisko 440 notowanych na rynku NewConnect.

Goodyear laureatem Nagrody Ekologicznej za innowacje związane z krzemionką z łusek ryżu

Luksemburska Federacja Biznesu przyznała firmie Goodyear Nagrodę Ekologiczną Fedil w kategorii „efektywność surowcowa” za innowacje związane z krzemionką pozyskiwaną z popiołu z łusek ryżu. Goodyear wykorzystuje ten składnik do wzmacniania bieżnika opon. Działania marki pomagają rozwiązać globalny problem z zalegającymi odpadami ryżowymi. 

Goodyear nagrodzony za innowację związaną z krzemionką z popiołu z łusek ryżowych„Stosowanie przez Goodyeara krzemionki pozyskiwanej z popiołu z łusek ryżu przynosi szereg korzyści środowisku naturalnemu. Przede wszystkim zmniejsza ilość popiołu odpadowego trafiającego na wysypiska. Ponadto wymaga mniejszych nakładów mocy, gdyż proces konwersji krzemionki jest znacznie mniej energochłonny. Dzięki nowemu komponentowi nasze opony są też bardziej efektywne paliwowo, co zmniejsza emisję dwutlenku węgla przez pojazdy. Obecność krzemionki w oponach podnosi również poziom bezpieczeństwa podczas jazdy, gdyż produkty te zapewniają wysoką przyczepność na mokrej nawierzchni” – powiedział Carlos Cipollitti, dyrektor generalny Centrum Innowacji Goodyeara w Luksemburgu.

Według szacunków Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa, każdego roku na całym świecie zbiera się ponad 700 milionów ton ryżu. Utylizacja łusek ryżu stała się światowym problemem ekologicznym, którego nie rozwiązało nawet spalanie łusek ryżu w procesie produkcji energii elektrycznej, bowiem powstający popiół nadal trafiał na wysypiska.

Przez ostatnie trzy lata inżynierowie Goodyeara w centach innowacji w Luksemburgu
i Stanach Zjednoczonych prowadzili intensywne badania nad opracowaniem zrównoważonego i przyjaznego środowisku rozwiązania oraz udoskonaleniem technologii, która umożliwi zastąpienie tradycyjnej krzemionki krzemionką pozyskiwaną z popiołu z łusek ryżu.

Tradycyjnie krzemionka stosowana do produkcji opon jest pozyskiwana z piasku. Jednak proces jej wytwarzania wymaga znacznych ilości energii i bardzo wysokich temperatur. Krzemionka pozyskiwana w trakcie spalania łusek ryżu pozwala
na znaczne obniżenie bilansu energetycznego.

Prestiżową nagrodę z rąk Roberta Dennewalda, prezesa Fedil, odebrał Romain Hansen, dyrektor ds. projektów technicznych Goodyear. W ceremonii uczestniczyła Camille Gira, Sekretarz Stanu Luksemburga ds. Zrównoważonego Rozwoju i Infrastruktury.

 

Khalidov ma płuca 23-latka

chalidow

Trzeba robić badania, trzeba dbać o swoje płuca i wiedzieć co się z nimi dzieje. Tym bardziej trenując sporty. Często robimy badania związane z płucami podczas wysiłku i pracujemy nad poszerzeniem płuc. Zakładamy również maski podczas wysiłku żeby płuca powiększyć – mówi newsrm.tv Mamed Khalidov, gwiazda Federacji KSW oraz ambasador akcji Płuca Polski.

W sporcie, który wykonuje Mamed Khalidov bardzo ważna jest kondycja fizyczna. Gwiazda Federacji KSW chce też do dbania o swoje zdrowie przekonać Polaków. Mamed Khalidov został ambasadorem akcji Płuca Polski i wykonał badania, które pokazały ile mają lat jego płuca.

– Okazało się, że mam płuca 23-latka – mówi Mamed Khalidov. – To nic nie boli i lepiej wcześniej się sprawdzać i coś wykryć. Dbajmy o swoje zdrowie i odstawmy papierosy, bo to jest największe zło, które może być – dodaje.

Badanie spirometryczne, które wykonał Mamed Khalidov pozwala m. in. na rozpoznanie POChP, choroby która zajmuje czwarte miejsce wśród najczęstszych przyczyn zgonów, a w Polsce z jej powodu rocznie umiera ok. 17 tys. osób.

Co obiecano w expose?

Expose, jak to zawsze bywa, pokazało nam wizję kraju, w którym przynajmniej gospodarczo każdy z nas chciałby żyć. Wygrano z biurokracją, obniżono podatki, rozwiązno problem demograficzny, zainwestowano zarówno w nowe technologie, jak i w węgiel, szybciej przejdziemy na emeryturę i będziemy się czuli bezpiecznie.

Wczoraj o godzinie 11:00, a właściwie z kilkuminutowym opóźnieniem, rozpoczęło się expose kandydatki na premiera Beaty Szydło. Trwało nieco ponad godzinę, co biorąc pod uwagę ostatni maraton, który zaserwował nam Donald Tusk, było sporą ulgą. Z drugiej strony liczba konkretów, które udało się zawrzeć w ciągu godziny w tym wystąpieniu była bardzo niska. Potwierdzono większość zapowiedzi wyborczych jednak cały czas uciekano od liczb. Pojawiła się zapowiedź 500 zł na każde dziecko po pierwszym z adnotacją, że w biednych rodzinach również na pierwsze. Pojawiła się zapowiedź CIT 15% dla mniejszych podmiotów, jednakże nie wiadomo jakich i na jakich warunkach. Całe wystąpienie najlepiej podsumowało hasło z początku: po pierwsze rozwój, po drugie rozwój i po trzecie rozwój. Nie odbyło się oczywiście bez wstawek budzących pewien niepokój jak zmiany w oświacie, przywracanie właściwego kanonu lektur czy wychowanie patriotyczne.

Jak zareagowały waluty? Nadzwyczaj spokojnie. Złoty tracił na wartości mniej więcej grosz w trakcie tego przemówienia. W końcu nie padło nic czego byśmy wcześniej nie słyszeli. Problemem było to, że ciągle słyszeliśmy o zwiększonych wydatkach. W przypadku tych wydatków padało hasło, że to nie koszt a inwestycja. Problem w tym, że nawet jeżeli nazwiemy go inwestycją skądś trzeba znaleźć środki. Jeżeli mówimy o ulgach to też skądś trzeba znaleźć środki by pokryć to, czego ktoś nie zapłaci. W kampanii zapowiedziano, że sfinansują nam to banki i supermarkety. Pojawiła się również zapowiedź walki z biurokracją i zapowiedzi zwiększonej ściągalności podatków. Wszyscy kibicujemy tym hasłom, gdyż nikt z nas nie chce płacić podatków by zasypywać dziurę za tych co tego nie robią oraz utrzymywać armii nadmiarowych etatów. Skoro to takie proste to dlaczego żadna poprzednia ekipa, która rzucała takim hasłem go nie zrealizowała? Być może nie jest to proste? Do końca dnia złoty odrabiał straty z expose. Najwyraźniej inwestorzy zareagowali zbyt emocjonalnie na pewne wypowiedzi i wycofywali się z zawartych pozycji.

Na osobną uwagę zasługuje polskie LTRO. W expose padła propozycja niskooprocentowanych kredytów od banku centralnego dla banków komercyjnych by pobudzić akcję kredytową. Na pierwszy rzut oka brzmi to jak bardzo dobry pomysł by pobudzić inwestycje. Jest tylko jeden problem w wielu krajach już tego próbowano i z jakiegoś powodu nie przyniosło to spodziewanych efektów. Nie mniej, gdyby doszło do takiej akcji, należy się spodziewać, że część z tych środków trafi za granicę a zatem spowoduje osłabienia złotego.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 19.08.2015 do 19.11.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 19.08.2015 do 19.11.2015

Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po przebiciu maksimum na poziomie 4,2500, kurs dotarł do 4,2950 i zawrócił. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest wspomniany poziom 4,2950 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2100 a następnie minima w okolicach 4,1550-4,1600.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 19.08.2015 do 19.11.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 19.08.2015 do 19.11.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebiciu poprzednich oporów kolejnym istotnym poziomem są okolice 3,9650 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9050.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 19.08.2015 do 19.11.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 19.08.2015 do 19.11.2015

Kurs USD/PLN w połowie października wybił się z trendu bocznego we wzrostowy. Nowym oporem są maksima na 3,9950. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9250.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 19.08.2015 do 19.11.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 19.08.2015 do 19.11.2015

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są obecnie maksima lokalne na 6,0700. W przypadku spadków ważnym wsparciem są okolice 5,9200 gdzie kilkukrotnie kurs już odbijał się w górę.

Dzień Darmowej Dostawy i święta w e-commerce – jak się do nich przygotować?

Jednym z najbardziej pracowitych okresów w e-handlu jest czwarty kwartał. To wtedy ma miejsce Dzień Darmowej Dostawy i Czarny Piątek rozpoczynające szał przedświątecznych zakupów. Z roku na rok walka o klienta jest coraz bardziej zaciekła. Jaką strategię powinny przyjąć firmy, aby jak najlepiej wykorzystać ten okres?

Najgorętszy okres w branży e-commerce na świecie rozpoczyna się w listopadzie. W Polsce, za sprawą międzynarodowych e-sklepów, zyskuje na znaczeniu Czarny Piątek. Jednocześnie rośnie popularność „Dnia Darmowej Dostawy”, amerykańskiego odpowiednika „Free Shipping Day”. W ubiegłym roku prawie 80 proc. e-sklepów potwierdziło zwiększoną liczbę zamówień w porównaniu do średniej z ubiegłego miesiąca. Ponad 30 proc. sklepów odnotowało w tym dniu wzrost sprzedaży o ponad 100 proc.

 „Świąteczny” Omnichannel

Aby skłonić konsumenta do odwiedzenia e-sklepu np. w Dzień Darmowej Dostawy i zakupienia produktów z jego asortymentu, sprzedawcy muszą przyciągnąć konsumentów odpowiednią reklamą. – Najpierw należy gruntownie przemyśleć strategię marketingową i dobrze zaplanować działania reklamowe w poszczególnych kanałach komunikacji z klientem – uważa Maciej Wyszyński, dyrektor zarządzający rynkami DACH, CEE oraz MEA w Sociomantic Labs. – Duże marki mogą np. wykupić reklamę telewizyjną, jednak nie wykorzystają tego rozwiązania w pełni, jeśli nie przeznaczą również środków na kampanię w kanale mobilnym – dodaje Wyszyński. W Polsce już 77 proc. młodych osób w trakcie oglądania TV jest dostępnych online np. przez smartfona. Zaraz po obejrzeniu reklamy w TV użytkownik sięga po telefon i sprawdza ofertę e-sklepu na urządzeniu mobilnym. Warto być przygotowanym na taki moment i wyjść do konsumenta z odpowiednim przekazem reklamowym dostosowanym do kanału mobilnego.

 Odważni mogą więcej

Wielu e-sprzedawców ma obawy przed wystartowaniem ze sklepem internetowym na rynku innym niż polski. Jednak właściciele e-biznesów, którzy odważą się spróbować, mają wiele do zyskania, szczególnie w przedświątecznym okresie. Handel transgraniczny jest siłą napędową globalnego rynku, a konsumenci kupujący w zagranicznych e-sklepach wydają około dwa razy więcej niż ci, którzy robią zakupy tylko u lokalnych sprzedawców. Według raportu ONZ, wśród krajów najlepszych dla działalności e-commerce, w pierwszej piątce znalazły się aż trzy państwa skandynawskie: Norwegia, Finlandia i Szwecja. Mieszkańcy Skandynawii to idealni klienci e-sklepów – dużo wydają i mało zwracają towarów. Pod względem wartości rynku e-commerce warto celować w europejskich liderów czyli Wielką Brytanię, Niemcy i Francję. Część e-przedsiębiorców z kolei rozpoczynając handel transgraniczny rozważa rynki południowo-wschodnie, na których jest mniejsza konkurencja. – Rozpoczynając ekspansję e-commerce poza Polskę nie musimy od razu tłumaczyć strony e-sklepu na wiele języków – mówi Maciej Wyszyński z Sociomantic Labs. – Wystarczy jeden, najlepiej angielski. Polski e-sklep oferujący atrakcyjny asortyment na brytyjski rynek e-commerce, który jest pięciokrotnie większy od polskiego, może przyciągnąć rzesze nowych klientów. Z kolei e-sprzedawcy, którzy podejmą się rozpoczęcia działalności na niemieckim rynku, nie powinni obawiać się logistycznych trudności z sąsiadem zza Odry – dodaje ekspert. Ważne jednak, aby przed wystartowaniem z działalnością dobrze poznać nową grupę celu. Brytyjczycy to świadomi konsumenci, przyzwyczajeni do technologicznych rozwiązań, które w Polsce dopiero są wdrażane. Niemcy z kolei niejednokrotnie ponad cenę przedkładają wysoką jakość produktów i usług.

 Nieważne ile, ważne jak

Nie każdy e-sklep może przeznaczyć duże budżety na działania marketingowe przed świętami. Tak naprawdę najważniejszą kwestią jest umiejętne korzystanie z zasobów, które e-sklep posiada. – Jeżeli dany biznes e-commerce posiada CRM, to już w połowa sukcesu – uważa ekspert Sociomantic Labs. – Zamiast poświęcać czas na bezosobowy mailing wysłany do wszystkich klientów, którzy kiedykolwiek odwiedzili dany e-sklep, warto najpierw przeanalizować posiadaną bazę danych. Przygotowana w oparciu o segmentację i spersonalizowane przekazy reklamowe kampania retargetingowa może przynieść imponujące efekty – twierdzi Wyszyński. Kolejnym sposobem na skuteczną kampanię przedświąteczną w sieci jest wykorzystanie potencjału mediów społecznościowych. Jeżeli grupą celu e-sklepu są młodzi ludzie, którzy spędzają sporo czasu w serwisach społecznościowych i, jak pokazują badania, coraz częściej korzystają z nich za pośrednictwem urządzeń mobilnych, to dobrym pomysłem może być przeprowadzenie kampanii w serwisie społecznościowym z wykorzystaniem reklamy natywnej np. w postaci postów sponsorowanych i reklam spersonalizowanych pod kątem danego użytkownika. Przekazy reklamowe powinny być dostosowane do urządzeń, z których najchętniej będą korzystać konsumenci w czasie odwiedzania serwisu społecznościowego.

Sezon świąteczny w e-commerce to okres, w którym e-sprzedawcy mogą wiele zyskać, ale z drugiej strony jest to także czas wytężonej pracy i największych wyzwań, zarówno marketingowych, sprzedażowych jak i logistycznych. Sklepy internetowe, które chcą się przebić w tym czasie, muszą przemyśleć każdy szczegół. Jeden błąd lub źle przemyślana marketingowa decyzja może oznaczać utratę szansy na wysoką świąteczną sprzedaż.

Gothaer: jakość to coś więcej niż dobre systemy

2015 rok przyniósł wiele zmian na rynku ubezpieczeń. Wszystkie z nich mają na celu jedno – podnoszenie poziomu usług oferowanych przez firmy. Zarówno zmiany w ustawie o Rzeczniku Finansowym, jak i wprowadzenie wzorem innych krajów europejskich usługi bezpośredniej likwidacji szkód, to przykłady tego, że właśnie jakość niedługo stanie się kluczowa przy wyborze ubezpieczyciela. Jednak, jak pokazuje doświadczenie Gothaer, najnowocześniejsze systemy to jedynie podstawa, na której można budować zadowolenie klientów. To satysfakcja osób kontaktujących się z Biurem Obsługi Klienta jest podstawą budowania długoterminowych relacji. Jak pokazują badania, Gothaer nie tylko to rozumie, ale także potrafi zastosować to w praktyce.

Gothaer TU S.A. na bieżąco sprawdza jakość obsługi klientów i agentów dzwoniących na infolinię telefoniczną. W ramach ankiety satysfakcji, osoby, które skorzystały ze wsparcia infolinii, dokonują oceny konsultantów w zakresie ich kompetencji, uprzejmości oraz sprawności załatwienia sprawy. Wszystkie te wymiary oceniane są na 5-stopniowej skali, gdzie 1 oznacza słabo, natomiast 5 – bardzo dobrze. W październiku br. średnia ocena wyniosła 4,35. Co ważne w całym 2015 roku wskaźnik ten nie był niższy niż 4,15.

– Infolinia Gothaer jest stworzona z myślą zarówno o klientach, jak i agentach, z którymi współpracujemy. Obie te grupy w kontakcie z konsultantami otrzymują niezbędne informacje lub też pomoc w załatwieniu spraw, z którymi dzwonią. Na jakość obsługi klienta finalnie składa się kilka elementów. Po pierwsze, bardzo ważne są wiedza i kompetencje osoby udzielającej pomocy – staramy się systematycznie podnosić je wśród osób z Biura Obsługi Klienta poprzez szkolenia. Po drugie, liczy się szybka reakcja. I w końcu, ważna jest po prostu zwykła ludzka uprzejmość. Dopiero kombinacja tych wszystkich czynników może być gwarancją zadowolenia – podkreśla Magdalena Szczepańska, Dyrektor Biura Obsługi Klienta w Gothaer TU S.A.

Gothaer TU S.A. konsekwentnie pracuje nad podnoszeniem jakości obsługi klienta i wdraża kolejne rozwiązania w tym obszarze. W czerwcu 2015 r. uruchomiona została usługa LiveChat, dzięki której klient może bezpośrednio ze strony ubezpieczyciela uruchomić chat i porozmawiać z konsultantem na wybrany temat. Rozmowa może dotyczyć oferty firmy, potrzebnych dokumentów czy innych formalnych kwestii związanych z zawieraniem umów. Eksperci Gothaer prognozują, że taki sposób komunikacji w ciągu najbliższych lat zastąpi tradycyjny e-mail i będzie pierwszym, po telefonie, rozważanym kanałem kontaktu z zakładem ubezpieczeń. Potwierdzają to wyniki badania „Jakość obsługi klienta w Polsce” zleconego przez Interactive Intelligence, z którego wynika, że aż 62 proc. klientów chciałoby skontaktować się z firmą poprzez chat na stronie.

– Pierwsze miesiące działania chatu na naszej stronie internetowej pokazały, że klienci dobrze oceniają tę formę kontaktu, dlatego planujemy dalszy rozwój tego kanału. W ciągu najbliższych miesięcy planujemy unowocześnić jego wygląd oraz wprowadzić możliwość proaktywnego nawiązania kontaktu z osobą odwiedzającą naszą stronę internetową. Nie zmienia to jednak faktu, że o jakość obsługi i maksymalne uproszczenie kontaktu z firmą dbamy we wszystkich kanałach – mówi Magdalena Szczepańska.

Lexus uruchomił fabrykę w USA

W październiku Lexus otworzył w Georgetown w stanie Kentucky drugą po kanadyjskim Ontario fabrykę swych samochodów poza Japonią. Uruchomienie inwestycji wartej 360 mln USD poprzedziły staranne przygotowania, obejmując m.in. 1,5 mln godzin szkolenia pracowników.

lexus
Lexus Plant in Georgetown, Kentucky, USA
Monday October 5, 2015
Photo by Joseph Rey Au

Zbudowany w ciągu 2,5 roku zakład zatrudnia 750 pracowników i będzie w stanie produkować nawet 50 tysięcy samochodów w ciągu roku, stanowiąc wraz z sąsiednią fabryką Toyoty największą w świecie placówkę koncernu pod względem potencjału produkcji – ponad 550 tys. pojazdów rocznie.

Fabryka w Georgetown wytwarzać będzie luksusowe sedany Lexus ES 350, będące najczęściej kupowanym w USA modelem Lexusa w swojej klasie.

Podczas przygotowań do uruchomienia produkcji, pracownicy zakładu spędzili łącznie około 1,5 miliona godzin na szkoleniach. Obejmowały one m.in. wyjazdy do Japonii, gdzie poznawali tajniki rzemiosła japońskich mistrzów takumi, godziny spędzone za kierownicą modelu ES, a także wizyty w salonach Lexusa, pozwalające lepiej poznać oczekiwania klientów. Specjalnie na potrzeby szkolenia zakupiono 22 fabrycznie nowe Lexusy ES, które pracownicy wielokrotnie rozbierali na dwa tysiące elementów, a następnie ponownie montowali, poznając w ten sposób każdy szczegół konstrukcji samochodu.

Zakład w Kentucky jest drugą fabryką Lexusa poza Japonią, po działającej od września 2003 fabryce w Cambridge w kanadyjskiej prowincji Ontario, w której powstają Lexusy RX. W Japonii samochody Lexus wytwarzane są w zakładach Tahara, Kyushu, Motomachi i Toyota Auto Body.

Polski eksport: być w Wietnamie przed unijną konkurencją

Choć zapowiadane na jesień podpisanie umowy o wolnym handlu między Unią Europejską a Wietnamem jeszcze nie nastąpiło, to wejście w życie porozumienia oraz nasilona konkurencja o ten rynek wśród krajów unijnych jest tylko kwestią czasu. Jak twierdzą przedstawiciele instytucji płatniczej AKCENTA, właśnie z tego powodu polscy eksporterzy powinni jak najszybciej umacniać relacje z Wietnamem.

Obecnie wartość polskiego eksportu do Wietnamu jest niska, wg danych GUS za osiem miesięcy br.  wynosi 466 mln zł. Ale właśnie dlatego bardzo cieszą wzrosty, które w ostatnich okresach mają poziomy 40-50 proc. r/r. Warto inwestować w budowanie swojej pozycji w tym kraju właśnie teraz i przynajmniej spróbować wyprzedzić unijną konkurencję – mówi Radosław Jarema, szef AKCENTY w Polsce, instytucji płatniczej realizującej transakcje międzynarodowe i wymianę walut dla firm.

Potencjał rynku wietnamskiego zauważa nie tylko Unia, ale również polskie władze, które uznały rynek tego kraju za perspektywiczny dla polskiego eksportu wybierając go w  programie „Aktywizacja Eksportu na wybranych rynkach”. Z tej inicjatywy mogli skorzystać polscy eksporterzy rodzimych specjalności żywnościowych i innych wybranych branż. Dzięki staraniom polskich instytucji w tym roku udało się również m.in. podpisać ze stroną wietnamską porozumienie otwierające drogę do Wietnamu polskim jabłkom. Pierwsze dostawy mają pojawić się u wietnamskiego odbiorcy jeszcze w listopadzie. – To niewątpliwy sukces, biorąc pod uwagę, że procedura zajęła zaledwie rok i jesteśmy oprócz Francji jedynym unijnym państwem mogącym wysyłać tam jabłka. Nadal jest jednak jeszcze wiele do zrobienia – podkreśla Radosław Jarema.

Na razie pokrywamy zapotrzebowanie Wietnamczyków głównie na produkty mleczne, w tym mleko w proszku i serwatkę oraz filety rybne, a także leki i środki farmaceutyczne. Wg danych GUS w ciągu ośmiu miesięcy br. Wietnamczycy kupili polskie towary warte blisko 466 mln zł. Polska w tym samym czasie przyjęła z Wietnamu import w wysokości ok. 3 620 mln zł. Wśród importowanych towarów dominowały: elektronika (głównie telefony komórkowe), obuwie, ubrania i dodatki odzieżowe, kawa czy wyroby z żeliwa lub stali. Do naszych potraw dodajemy również pieprz, który sprowadzany jest do Polski głównie z Wietnamu.

Cel: poprawa bilansu handlowego

W opinii przedstawicieli AKCENTY właśnie nierównowaga w wymianie handlowej z krajami Azji Południowo-Wschodniej, w tym z Wietnamem jest jednym z głównych problemów polskiego handlu zagranicznego. Polska jest już 8. największym eksporterem w Unii Europejskiej[1], ale nadal w wielu regionach świata nasz eksport dopiero raczkuje. Jak wynika z danych GUS, tylko 12-13 proc. sprzedaży zagranicznej przypada na rynki poza Europą. – Lepsze zrównoważenie salda wymiany handlu z intensywnie rozwijającymi się krajami Azji, jest możliwe, ponieważ rynki te stają się coraz bardziej chłonne. Chiny zalewają świat swoimi towarami, ale inne kraje azjatyckie przyjmują coraz więcej importu. Tam przenosi się masowa produkcja i rośnie zapotrzebowanie na wiele towarów, i to nie tylko dla przemysłu, ale i konsumentów indywidualnych – mówi Jarema.

Wg ekspertów AKCENTY, Wietnam jest obok Indonezji i Malezji, jednym z ciekawszych kierunków dla handlu w Azji. Kraj ten należy do Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN) i korzysta z jego strefy wolnego handlu. Dlatego też będzie to dobry przyczółek dla firm, które chcą nawiązać współpracę lub znaleźć odbiorców w pozostałych państwach ASEAN. To także dynamicznie rozwijająca się gospodarka, gdzie PKB rośnie w tempie 6 proc. a liczba ludności przekroczyła 90 mln.[2]

Szanse na poznanie Azji Południowo-Wschodniej

Szanse na współpracę biznesową z Azją, można znaleźć już tu w Polsce, choćby uczestnicząc w targach czy konferencjach handlowych poświęconych temu regionowi świata, takich jak np. trwający w dniach 19-21 listopada br. Kongres ASIA TRADE „know how” w Ostródzie. – Dzięki takim wydarzeniom polski i wietnamski biznes zbliżają się do siebie. Firmy mogą zweryfikować swoje plany i porozmawiać z drugą stroną o konkretach. AKCENTA wspiera azjatyckie ambicje polskich przedsiębiorców, dlatego jesteśmy obecni na wydarzeniu i na miejscu doradzamy jak rozwiązać kwestie finansowe związane z rozliczaniem transakcji z azjatyckimi partnerami – mówi Radosław Jarema. Podczas ASIA TRADE „know how” polscy przedsiębiorcy mogą nawiązać kontakty biznesowe także z przedstawicielami innych krajów azjatyckich: Indii, Malezji, Filipin, Afganistanu czy Iranu.

Aby prześcignąć konkurencję, która równie mocno co Polska będzie chciała wejść na rynek wietnamski powinniśmy szukać swoich przewag i unikalnych zasobów. – Nie bez znaczenia mogą się okazać również koneksje i kontakty nawiązane z obecnymi w kraju przedsiębiorcami z mniejszości wietnamskiej w Polsce, tym bardziej, że w naszym kraju wychowało się także nowe, młode pokolenie Wietnamczyków, którzy znają oba języki i rozumieją doskonale obie kultury – podkreśla Radosław Jarema.

[1] Eurostat, http://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/File:International_trade,_2013%E2%80%9314_YB16.png.

[2] World Bank, http://data.worldbank.org/country/vietnam.

Poziom znajomości języka a praca na najczęściej szukanych stanowiskach

Jaki poziom języka wymagany jest przez pracodawców u szukanych specjalistów? Aż 80 proc. rekruterów poszukuje programistów ze znajomością języka obcego w stopniu dobrym i biegłym. Jak to wygląda w przypadku najczęściej szukanych stanowisk.

 Serwis GoldenLine na podstawie danych z Wyszukiwarki Kandydatów GoldenLine przygotował zestawienie najpopularniejszych stanowisk poszukiwanych na polskim rynku pracy, zestawiając je z wymaganiem dotyczącym znajomości języków obcych. W jakim stopniu najczęściej szukani specjaliści powinni znać języki obce?

Przedstawiciel handlowy sprzedaje nie tylko po polsku

Według danych z Wyszukiwarki Kandydatów rekruterzy najczęściej poszukują handlowców. W 60 proc. rekrutacji wymaga się od nich co najmniej dobrej znajomość języka obcego – w 44 proc. dobrej znajomości języka angielskiego, w 16 proc. biegłej i tylko w 10 proc. podstawowej. Poszukiwana jest także znajomość języka niemieckiego na poziomie biegłym – 10 proc. oraz dobrym 6 proc.

Programista musi znać języki… nie tylko programowania

Od programistów wymagana jest co najmniej dobra znajomość języka angielskiego w przypadku 80 proc. rekrutacji. Aż 61 proc. rekruterów poszukuje programistów z dobrym angielskim, a 19 proc. z biegłym. Zaledwie w 10 proc. rekrutacji wystarczyła tylko podstawowa znajomość tego języka. Dodatkowo, 4 proc. rekruterów wymaga dobrego niemieckiego, a 2 proc. znajomości podstawowej.

Bez języka nie ma kierownika

Od managerów średniego szczebla wymagano znajomości języka angielskiego aż w 72 proc. wyszukiwań rekruterów – na poziomie dobrym w 44 proc., a biegłym w 28 proc. Znajomość podstawowa dopuszczalna jest jedynie w 3 proc. Szuka się też kierowników z językiem niemieckim – dobrym 9 proc. i biegłym 5 proc.

Księgowy liczy i mówi po angielsku

Pracę w charakterze księgowego najszybciej można znaleźć w województwie łódzkim i małopolskim. Niemal w połowie prowadzonych procesów rekrutacyjnych wymagana jest co najmniej dobra znajomość języka angielskiego. 29 proc. wyszukiwań rekruterów dotyczyło tu znajomości języka angielskiego na poziomie dobrym, a 18 proc. biegłym. Znajomości języka niemieckiego na poziomie biegłym szukano w 9 proc. rekrutacji, dobrym 8 proc., a także biegłej znajomości języka francuskiego w 7 proc.

Logistyk – najlepiej z niemieckim

Logistyków szuka się najczęściej w województwie śląskim i łódzkim. Od logistyków wymagana jest znajomość języka niemieckiego w stopniu dobrym – 19 proc. i podstawowym 3 proc., angielskiego tylko na podstawowym – 6 proc.

Analityk – lingwista w cenie

Stanowiska analityczne to domena branży finansowej oraz IT. Analityków poszukiwano głównie w województwie mazowieckim, dolnośląskim i małopolskim. W przypadku 47 proc. wyszukiwań rekruterów wymagana była dobra znajomość języka angielskiego, w 32 proc. biegła, a w 4 proc. podstawowa.

Polski system podatkowy coraz mniej skomplikowany, ale nadal wymaga reform

Jak wynika z najnowszego raportu „Paying Taxes 2016”,  przygotowanego przez firmę doradczą PwC i Grupę Banku Światowego, Polska pod względem skomplikowania systemu podatkowego zajmuje obecnie 58. miejsce na świecie. Oznacza to awans o 29 pozycji w porównaniu z zestawieniem z zeszłego roku. Na pierwszym miejscu rankingu „Paying Taxes 2016” uplasował się Katar, na ostatnim 189. – Boliwia.

Wyniki raportu wskazują, że przeciętnie polski przedsiębiorca dokonuje obecnie 7 płatności podatku w ciągu roku (w poprzedniej edycji raportu 18), poświęcając na to 271 godzin rocznie (poprzednio 286). Natomiast całkowita stopa podatkowa dla Polski wynosi 40,3% (w ubiegłorocznym badaniu wskaźnik ten plasował się na poziomie 40,1%). Na tle danych dla wszystkich krajów Unii Europejskiej Polska wypada stosunkowo dobrze z liczbą rocznych płatności (średnia dla UE i EFTA to 11,5) oraz całkowitą stopą podatkową (w UE i EFTA 40,6%). Zdecydowanie słabiej wygląda jednak porównanie liczby godzin spędzonych na sprawach podatkowych – średnia dla krajów UE i EFTA to 173 godziny.

Od momentu prowadzenia raportu „Paying Taxes”, czyli od 2004 roku, polski system podatkowy sukcesywnie poprawia swoją pozycję w tym zestawieniu. W dużej mierze wiąże się to z obecnością Polski w Unii Europejskiej i koniecznością dostosowania prawa podatkowego do norm unijnych. Korzystając z najlepszych rozwiązań dostępnych w innych krajach UE powoli pokonujemy dystans dzielący nas od krajów zachodnich, ułatwiając przedsiębiorcom załatwienie spraw podatkowych. Spory awans w zestawieniu Paying Taxes zawdzięczamy m.in. wprowadzeniu na szeroką skalę elektronicznych rozliczeń z fiskusem w ramach programu e-podatki.

Podatki są konieczne, aby finansować usługi publiczne oraz rozwój. Konstrukcja systemu podatkowego może mieć wpływ na konkretne decyzje firm w zakresie płacenia podatków. Dobrą informacją jest, że gospodarki na całym świecie, w tym także i w Polsce, podejmują działania poprawiające kondycję otoczenia podatkowego. Wiąże się to jednocześnie z ułatwieniami dla biznesu oraz zrównoważonymi przychodami dla państwowych budżetów” – mówi Augusto Lopez-Claros, dyrektor w Grupie Banku Światowego.

Wyniki tegorocznego badania Paying Taxes potwierdzają, że polski system podatkowy zmienił się na lepsze. Nie możemy jednak zapominać, że nadal jest bardzo wiele do zrobienia. Na przykład jednym z wyzwań jest wprowadzenie jednego wzoru deklaracji podatku od nieruchomości, czy patrząc szerzej zmiana nastawienia – na bardziej pozytywne – administracji podatkowej do podatników. Rozwiązanie tych kwestii może zapewnić nam nie tylko awans w rankingu Paying Taxes, ale przede wszystkim może pozytywnie stymulować rozwój polskiej przedsiębiorczość, od której zależy przecież ekonomiczna przyszłość naszego kraju” – podsumowuje Tomasz Barańczyk, partner zarządzający działem prawno-podatkowym PwC.

Polski system podatkowy coraz mniej skomplikowany, ale nadal wymaga reform

 

Co się stanie jeśli zbankrutuje ubezpieczyciel?

Bankructwa zakładów ubezpieczeń, są rzadkim zjawiskiem na krajowym rynku. Mimo tego, warto omówić wpływ upadłości ubezpieczyciela na sytuację jego klienta i osoby uprawnionej do odszkodowania. Ten temat jest rzadko poruszany w mediach. Wielu Polaków zdaje sobie sprawę, że w przypadku upadłości banku lub SKOK-u, musi interweniować Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Wiedza na temat ochrony środków zgromadzonych przez ubezpieczycieli, jest o wiele mniej powszechna.

Ostatnią upadłość ubezpieczyciela ogłoszono w marcu 2000 roku

Na wstępie warto podkreślić, że obecnie upadłość zakładu ubezpieczeniowego jest o wiele mniej prawdopodobna, niż 15 lat lub 20 lat temu. „Poprawa bezpieczeństwa wiąże się m.in. z dokładniejszym nadzorem nad kondycją finansową ubezpieczycieli i znacznie większym doświadczeniem firm działających na rynku” – tłumaczy Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.  

Dane Komisji Nadzoru Finansowego wskazują, że ostatnia upadłość ubezpieczyciela została ogłoszona 20 marca 2000 r. (TUIR GWARANT S.A.). Wcześniej upadło pięć innych firm ubezpieczeniowych:

  • ZUnŻ WESTA – LIFE S.A. (1993 r.)
  • ZU WESTA S.A. (1993 r.)
  • PTU GRYF S.A. (1996 r.)
  • ZU HESTJA S.A. (1996 r.)
  • TUR POLISA S.A. (2000 r.)

Nina Kuczyńska podkreśla, że po 2000 roku z krajowego rynku zniknęło prawie trzydziestu innych ubezpieczycieli. Te zmiany były jednak wynikiem kontrolowanej likwidacji spółek albo połączenia z innymi podmiotami. Na uwagę zasługuje fakt, że procedury związane z upadłością ubezpieczyciela, mogą trwać bardzo długo (patrz poniższa tabela). Dobrym przykładem jest historia Zakładu Ubezpieczeń WESTA S.A. Jego upadłość ogłoszono 15 marca 1993 r. Wszystkie procedury upadłościowe zakończyły się ponad dziesięć lat później. Bardzo długo trwało również postępowanie upadłościowe PTU GRYF (1996 r. – 2013 r.) oraz ZU HESTJA (1996 r. – 2009 r.). „Warto wspomnieć, że ta druga spółka nie miała nic wspólnego z firmą ERGO Hestia, która obecnie działa na polskim rynku” – wyjaśnia Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Informacje na temat zakładów ubezpieczeń, które ogłosiły upadłość po 1989 roku
Nazwa ubezpieczyciela

Szczegółowe informacje na temat upadłości
ZUnŻ WESTA-LIFE S.A.
  • 29 styczeń 1993 r. – cofnięcie zezwolenia na wykonywanie działalności ubezpieczeniowej
  • 6 luty 1993 r. – ogłoszenie upadłości zakładu ubezpieczeń
  • 10 listopad 1998 r. – zakończenie postępowania upadłościowego
ZU WESTA S.A.
  • 9 październik 1992 r. – cofnięcie zezwolenia na wykonywanie działalności ubezpieczeniowej
  • 15 marzec 1993 r. – ogłoszenie upadłości zakładu ubezpieczeń
  • 30 lipiec 2004 r. – zakończenie postępowania upadłościowego
  • 5 listopad 2004 r. – wykreślenie zakładu ubezpieczeń z Krajowego Rejestru Sądowego
PTU GRYF S.A.
  • 20 listopad 1995 r. –  cofnięcie zezwolenia na wykonywanie działalności ubezpieczeniowej
  • 5 marzec 1996 r. – ogłoszenie upadłości zakładu ubezpieczeń
  • 10 grudzień 2013 r. – zakończenie postępowania upadłościowego (uprawomocnienie – 20 styczeń 2014 r.)
ZU HESTJA S.A.
  • 4 wrzesień 1996 r. – ogłoszenie upadłości zakładu ubezpieczeń 
  • 29 styczeń 1997 r. – cofnięcie zezwolenia na wykonywanie działalności ubezpieczeniowej
  • 27 październik 2009 r. – wykreślenie zakładu ubezpieczeń z Krajowego Rejestru Sądowego
TUR POLISA S.A.
  • 30 wrzesień 1999 r. – cofnięcie zezwolenia na wykonywanie działalności ubezpieczeniowej
  • 16 luty 2000 r. – ogłoszenie upadłości zakładu ubezpieczeń
  • 28 wrzesień 2005 r. – wykreślenie zakładu ubezpieczeń z Krajowego Rejestru Sądowego
TUIR GWARANT S.A.
  • 30 wrzesień 1999 r. – cofnięcie zezwolenia na wykonywanie działalności ubezpieczeniowej
  • 20 marzec 2000 r. – ogłoszenie upadłości  zakładu ubezpieczeń
  • 16 luty 2001 r. – umorzenie postępowania upadłościowego
  •  15 październik 2001 r. – zmiana nazwy na TUiR Gwarant S.A. w likwidacji

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych KNF

Ofiary wypadków drogowych są szczególnie chronione przez UFG

Dochodzenie swoich roszczeń wobec ubezpieczyciela, podczas długotrwałego postępowania upadłościowego, jest kłopotliwe i nie gwarantuje odzyskania całej należności (np. niewypłaconego odszkodowania). Dlatego ustawodawca przewidział specjalne środki ochrony dla klientów zakładów ubezpieczeń oraz poszkodowanych osób. Obecne mechanizmy są jednak mniej rozbudowane od rozwiązań, które obowiązywały do 1995 r. „W pierwszej połowie lat 90-tych działał specjalny Fundusz Ochrony Ubezpieczonych. Zapewniał on uprawnionym osobom zwrot każdej należności od niewypłacalnych zakładów ubezpieczeń (gwarancja wynosiła 50% lub 90% wartości roszczenia)” – mówi Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.    

Nina Kuczyńska przypomina, że po zmianach wprowadzonych w 1995 roku, funkcję gwarancyjną w sektorze ubezpieczeniowym pełni tylko UFG. Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny musi pokryć roszczenia klientów ubezpieczyciela, jeżeli:

  • zakład ubezpieczeń ogłosi upadłość
  • wniosek o ogłoszenie upadłości zakładu ubezpieczeń zostanie oddalony
  • sąd umorzy postępowanie upadłościowe ze względu na niemożność pokrycia kosztów postępowania z majątku ubezpieczyciela
  • nadzór finansowy zarządzi przymusową likwidację zakładu ubezpieczeń, a roszczenia klientów nie mogą zostać pokryte z rezerw techniczno – ubezpieczeniowych

Zakres odpowiedzialności Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego zależy od rodzaju polisy. Roszczenia wynikające z ubezpieczeń obowiązkowych (OC dla kierowców, OC dla rolników, ubezpieczenie budynków rolniczych), muszą zostać pokryte w pełnej wysokości. „W przypadku obowiązkowych polis OC kierowców i rolników, granicą odpowiedzialności UFG jest tylko ustawowa suma gwarancyjna (szkody na osobie – 5 mln euro, szkody na mieniu – 1 mln euro). Wypłaty dotyczące ubezpieczenia budynków rolnych są ograniczone do sumy przewidzianej w konkretnej umowie (sumy gwarancyjnej)” – tłumaczy Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Nina Kuczyńska zaznacza, że gwarancja UFG obejmuje również ubezpieczenia na życie. W przypadku takich polis, maksymalna wypłata na rzecz uprawnionej osoby nie może jednak przekroczyć 50% wierzytelności (do 30 000 euro). Graniczną sumę przelicza się na złote po uwzględnieniu średniego kursu NBP z dnia ogłoszenia upadłości zakładu ubezpieczeń, oddalenia wniosku o upadłość, umorzenia postępowania upadłościowego lub zarządzenia przymusowej likwidacji zakładu ubezpieczeń.

Klient, który nie skorzystał z ochrony zapewnianej przez UFG lub otrzymał tylko częściowy zwrot należnej sumy, może zgłosić swoje roszczenia i uczestniczyć w postępowaniu upadłościowym. W takim przypadku trzeba byłoby jednak uzbroić się w cierpliwość. „Na szczęście, sytuacja finansowa krajowych zakładów ubezpieczeń jest stabilna i nie istnieje ryzyko upadłości żadnego z nich. Można się o tym przekonać, analizując dane Komisji Nadzoru Finansowego” – podsumowuje Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.  

Od 1 stycznia 2017 roku obowiązek raportowania niefinansowego dla dużych spółek giełdowych. Spadnie ryzyko związane z kupnem akcji

W myśl nowej dyrektywy unijnej od 1 stycznia 2017 roku duże spółki giełdowe będą miały obowiązek raportowania niefinansowych aspektów swojej działalności. W tym obszarze mieszczą się kwestie dotyczące ochrony środowiska, spraw społecznych oraz ładu korporacyjnego. Prezes zarządu SEG dr Mirosław Kachniewski jest zdania, że nowe przepisy pozytywnie wpłyną na rynek kapitałowy. Pozwolą bowiem na zmniejszenie ryzyka i dokładniejsze wycenienie wartości danej spółki.

– Raportowanie niefinansowe dotyczy przede wszystkim trzech obszarów: ochrony środowiska, spraw społecznych oraz ładu korporacyjnego – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor dr Mirosław Kachniewski, prezes zarządu Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.

Pierwszy z obszarów dotyczy kwestii związanych z zanieczyszczeniem środowiska.

Badania realizowane już od 4 lat przez SEG pokazują, że w kwestiach dotyczących ochrony środowiska paradoksalnie najlepiej radzą sobie spółki stereotypowo uznawane za najmniej ekologiczne. Wynika to z faktu posiadania najlepszych procedur w tym obszarze.

– Co z tego, że firma informatyczna czy bank nie zatruwają tak bardzo środowiska, jeśli nie mają żadnych procedur, żadnych badań, żadnych mierników, które mogłyby wskazać, czy i na ile wpływają lub nie wpływają na zanieczyszczenie środowiska – tłumaczy dr Mirosław Kachniewski.

Druga grupa obejmuje sprawy społeczne. Jest to obszar, który obejmuje zarówno kwestie związane z pracownikami, jak i relacje danej spółki z lokalną społecznością.

– W wielu przypadkach o wartości spółki decyduje wartość pracowników zauważa prezes zarządu SEG. – Jest też kwestia tego, jak spółka odnosi się do społeczności lokalnej, zwłaszcza w przypadku dużych, infrastrukturalnych projektów, które wymagają zaangażowania na jakimś obszarze. Tu powstaje pytanie, na ile społeczność lokalna może być przeciwna tego typu inwestycjom i wówczas może to bardzo istotnie wpłynąć na funkcjonowanie spółki i jej wyniki finansowe.

Trzeci obszar to ład korporacyjny. Tutaj raportowanie odnosi się przede wszystkim do właściwego funkcjonowania organów spółki, relacji pomiędzy pracownikami czy kontroli procesów.

– Dane niefinansowe są bardzo ważne, być może nawet ważniejsze od danych finansowych tłumaczy Kachniewski. Dlatego że dane finansowe z definicji i z konieczności dotyczą historii. Z tego możemy wyczytać, jak wyglądała spółka kilka czy kilkanaście miesięcy wcześniej, ale na pewno nie możemy na tej podstawie prognozować przyszłości.

Dane o charakterze niefinansowym dostarczają natomiast istotnych informacji na temat przyszłości przedsiębiorstwa. Z punktu widzenia inwestorów spółka rzetelnie raportująca zdarzenia niefinansowe jest dużo bardziej atrakcyjna. Ryzyko związane z kupnem akcji takiej firmy jest dużo niższe niż w przypadku podmiotów skupiających się wyłączenie na raportowaniu danych finansowych.

– Pierwszy raport, jaki spółki będą musiały opublikować, jeśli chodzi o dane niefinansowe, będą musiały przygotować w 2018 roku za 2017 rok. Wydaje się, że to jest dość odległa perspektywa, ale tak naprawdę musielibyśmy już w roku 2016 mieć procedury, które umożliwią zweryfikowanie, czy we właściwy sposób zbieramy dane, które później będą potrzebne do zaraportowania – podsumowuje ekspert.

Obowiązek raportowania niefinansowego dotyczyć będzie dużych podmiotów, które spełniają dwa z trzech następujących kryteriów: zatrudniają ponad 250 pracowników, mają sumę bilansową powyżej 20 mln euro lub obroty netto powyżej 40 mln euro.

Zakłady Mięsne Olewnik chcą skoncentrować produkcję w jednym zakładzie i zwiększyć moce produkcyjne

CEO Magazyn Polska

W ramach trzyletniej strategii inwestycyjnej Zakłady Mięsne Olewnik zamierzają skoncentrować produkcję w jednym zakładzie oraz rozbudować moce produkcyjne. Spółka chce także wzmocnić swoją obecność na rynkach zagranicznych, głównie w Niemczech. 

– Mamy plany, aby zwiększyć możliwości produkcyjne i ilości produkowanego przez nas mięsa, a także produktów konfekcjonowanych w bardzo małych konsumenckich opakowaniach – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Anna Olewnik-Mikołajewska, prezes zarządu Zakładów Mięsnych Olewnik.

Realizacja planu odbywać się będzie w ramach trzyletniej strategii inwestycyjnej. Pierwszy etap zakłada inwestycje w obszarze rozbioru półtusz wieprzowych oraz konsolidację produkcji w ramach jednego zakładu przetwórstwa. Obecnie firma ma bowiem dwa zakłady – w Drobinie i Sierpcu. Drugi etap strategii dotyczy konfekcji mięs i wędlin oraz rozwoju opakowań konsumenckich.

– Dział eksportu to na razie mała komórka w Zakładach Mięsnych Olewnik. Do tej pory nie wkraczaliśmy na rynki zagraniczne, w tym roku wyszliśmy z Krakowską Suchą, jesteśmy po debiucie na targach międzynarodowych. Mamy nowe kontrakty, nowe możliwości i chcemy być liderem Krakowskiej Suchej na rynku międzynarodowym – tłumacz prezes Olewnik-Mikołajewska.

Zakłady Mięsne Olewnik swoją działalność eksportową koncentrują głównie na rynkach europejskich. Wyroby kierowane są głównie do Niemiec oraz Włoch i Francji.

Rozmówczyni wyjaśnia, że jak na razie spółka nie planuje poszerzenia swojego portfolio produktowego. Celem jest bowiem specjalizacja i koncentracja na wybranych segmentach rynku. Szczególnie duże nadzieje ZM Olewnik pokłada w produkcji swojego sztandarowego produktu, czyli kiełbasy Perfekcyjnej Krakowskiej Suchej.

– W naszych zakładach pracujemy właściwie z każdym kanałem dystrybucji. Mamy własne sklepy, jesteśmy na rynku detalicznym lokalnym, pracujemy z sieciami i grupami zakupowymi na rynku hurtowym. Ostatnio mieliśmy debiut również w sieci dyskontowej – wyjaśnia.

Jak podkreśla prezes, zeszłoroczne przychody Zakładów Mięsnych Olewnik przekroczyły 500 mln złotych przy dwucyfrowej dynamice wzrostu sprzedaży (r/r).

Rosną zamówienia Aplisensu na rynkach wschodnich. Jeśli sytuacja w krajach WNP się unormuje, przychody spółki w 2016 r. mogą wzrosnąć o kilkanaście procent

CEO Magazyn Polska

Aplisens liczy, że w przyszłym roku rynek rosyjski odżyje i sprzedaż aparatury pomiarowej produkowanej przez spółkę znacząco wzrośnie. Mimo że problemy gospodarcze na Wschodzie pogorszyły dynamikę wyników firmy, nawet bez poprawy w rosyjskiej gospodarce zakłada ona w 2016 roku dalszy wzrost sprzedaży. W zależności od rozwoju sytuacji ma on być jednocyfrowy lub kilkunastoprocentowy.

Przez trzy pierwsze kwartały obecnego roku sprzedaż Aplisensu spadła o 2,5 proc. Wynikało to w dużej mierze ze spadków na rynkach wschodnich, gdzie w tym okresie spółka odnotowała 25-proc. spadek przychodów, co jednak zostało skutecznie zrównoważone wzrostem na pozostałych rynkach.

Rynek polski cały czas rośnie, łącznie po trzech kwartałach jest to wzrost na poziomie 16 proc. – wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Żurawski, prezes zarządu Aplisens SA. Unia Europejska podobnie, urosła o 14 proc. w ciągu tych trzech kwartałów, więc rynek WNP najbardziej tam ciąży. Jest jednak taka optymistyczna informacja, że w III kw. po raz pierwszy od wielu kwartałów wzrosły zamówienia z tego rynku o ponad 18 proc. i taką tendencję widzimy też obecnie w IV kw.

Po trzech kwartałach przychody spółki przekraczały 65 mln zł i były o niecałe 2 mln zł niższe od osiągniętych w 2014 roku. Zysk netto spółki przekraczał 10 mln zł i był o niecałe 300 tys. zł mniejszy niż rok wcześniej. Adam Żurawski zakłada jednak, że w IV kwartale jego firmie uda się na tyle poprawić sprzedaż, że znajdzie się ona na lekkim jednocyfrowym plusie. Natomiast, jak dodaje, zysk powinien być porównywalny do tego osiągniętego w zeszłym roku. Przyszły rok ma być lepszy od poprzedniego, ale w jakim stopniu, to a razie trudno spółce prognozować.

Chcielibyśmy, żeby on był dużo lepszy od 2015 roku. Dużo zależy od rynku WNP, jeśli ten rynek będzie słaby, to niestety pewnie będziemy mieli wzrosty jednoprocentowe. Natomiast, gdyby się ta sytuacja poprawiła i pojawiły się jakieś wzrosty, to zakładamy, że będą one kilkunastoprocentowe. Takie to jest trochę wróżenie z fusów, bo trudno tę sytuację na rynku WNP przewidzieć.

Jak jednak zwraca uwagę prezes zarządu Aplisens, bardzo trudno dziś przewidzieć, jaka będzie sytuacja gospodarcza Rosji. Ceny ropy, najważniejszego towaru eksportowego w tym kraju, są nadal na niskim poziomie, natomiast przynajmniej się ustabilizowały, w związku z tym sytuacja w Rosji również lekko się stabilizuje.

Być może na niższym poziomie zdecydowanie niż kiedyś, ale jest stabilizacja. Jeśli sytuacja na rynku ropy się nie zmieni lub będzie tam trochę lepiej, czyli nastąpią pewne wzrosty, to wtedy będziemy oczekiwać wzrostu ze sprzedaży z tego rynku. Natomiast, gdyby się okazało, że znowu będzie jakieś tąpnięcie na poziomie cen ropy, to pewnie sytuacja się powtórzy i rubel, i gospodarka polecą w dół.

Aplisens nie traci jednak nadziei na ożywienie na wschodnim rynku. Firma cały czas inwestuje w swoją fabrykę w Radomiu i w tym roku jej produkcja wzrosła o około 50 proc.

To jest jedyny nasz niewykorzystany potencjał, który chcemy wykorzystać w momencie, kiedy te zamówienia zaczną rosnąć – podkreśla prezes Adam Żurawski z Aplisens SA. I dzięki temu, że ten potencjał jest możemy, negocjować duże kontrakty, które – mam nadzieję – w najbliższych miesiącach, kwartałach w końcu zdobędziemy. Ten potencjał będzie wykorzystany, natomiast on daje nam ten komfort, że możemy patrzeć do przodu i nie bać się dużych tematów.

Arcus chce unieważnienia umowy z Energą na dostawę inteligentnych liczników energii. Skutki mogą odczuć klienci operatora

CEO Magazyn Polska

Firmy Arcus i T-matic Systems złożyły wniosek do sądu o stwierdzenie nieważności umowy na dostawę inteligentnych liczników energii dla spółki Energa-Operator. W ocenie wnioskodawców Energa-Operator zbyt ogólnie definiowała istotne zapisy i finalny przedmiot zamówienia był inny niż początkowe założenia. Jeśli umowa zostanie unieważniona, konsekwencje mogą być różne, włącznie z demontażem liczników zainstalowanych u klientów Energi-Operator. W ramach dwuetapowej współpracy Arcus dostarczył 420 tys. sztuk inteligentnych liczników zdalnego odczytu energii elektrycznej.

W Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia nasz kontrahent niejednoznacznie określił protokół komunikacji pomiędzy licznikami a koncentratorami. Do tego wielokrotnie modyfikował założenia tego protokołu, co tak naprawdę uniemożliwia nam finalne zakończenie projektu. Przedmiot zamówienia zdecydowanie różni się od tego, który Energa-Operator wymagała na początku – tłumaczy agencji Newseria Biznes Michał Czeredys, prezes zarządu Arcus SA. – Zdajemy sobie sprawę z tego, że był to projekt prekursorski na polskim rynku, ale przerzucenie całości odpowiedzialności za powodzenie realizacji projektu na wykonawców wygląda na próbę zastosowania na rynku IT szkodliwego i krzywdzącego wzorca zastosowanego w niedalekiej przeszłości na rynku budowlanym.

Przedmiotem umowy zawartej w 2013 roku była dostawa i instalacja 310 tys. inteligentnych liczników. W ramach kontraktu Arcus oraz T-matic Systems zobowiązali się do dostawy urządzeń i uruchomienia infrastruktury liczników w określonym obszarze. Jak wskazuje Czeredys, spółka wielokrotnie wskazywała na mankamenty umowy i pracowała nad aneksami, które dookreślałyby część zapisów.

Od maja tego roku klient przestał z nami współpracować zarówno w zakresie technologicznym, jak i w zakresie wypracowania formalnego rozwiązania polubownego zakończenia tego projektu. Dlatego w październiku wystąpiliśmy z prośbą o negocjacje z klientem, do tej chwili nie uzyskaliśmy żadnej odpowiedzi, stąd nasz pozew, który złożyliśmy 10 listopada – podkreśla prezes Arcusa.

Czeredys przekonuje, że mimo niedoskonałości opisu zamówienia Arcus wielokrotnie w trakcie umowy dostosowywał się do nowych wymagań. Kiedy jednak próba polubownego rozwiązania sporu nie powiodła się, spółka skierowała sprawę na drogę sądową. Jeśli sąd uzna nieważność umowy, konsekwencje mogą odczuć klienci Energi-Operator.

Nie wykluczam żadnych możliwości rozstrzygnięcia tej sprawy, nawet takich, że sąd nakaże deinstalację liczników u klientów indywidualnych, którzy stracą wówczas możliwość użytkowania prądu – ocenia Michał Czeredys.

Nowe prawo energetyczne zakłada, że do 2020 roku każdy odbiorca energii w Polsce będzie musiał mieć zainstalowany inteligentny licznik. Umożliwia on płacenie za faktycznie zużytą energię elektryczną i kontrolę sposobu jej wykorzystania. Klienci mogą wówczas otrzymywać rachunki za rzeczywiste zużycie energii, a nie prognozowane, jak dotychczas. Dwa lata temu koszt wdrożenia systemu w całym kraju szacowano na blisko 10 mld zł.

Arcus i Energa-Operator podpisali umowę ramową w sprawie budowy infrastruktury inteligentnych liczników w czerwcu 2011 roku. Następnie w 2011 i 2013 roku zawarto umowy realizacyjne.

Nasze konsorcjum dostarczyło 310 tys. liczników w ramach II etapu projektu inteligentnych liczników w Enerdze-Operator, co razem z instalacjami z I etapu stanowi 420 tys. liczników. To największy taki projekt w Polsce i jeden z największych w Europie. To między innymi dzięki dostarczonym przez nas licznikom dane niezbędne do rozliczeń z klientami przekazywane są zdalnie do systemu informatycznego Energi-Operator ze skutecznością na poziomie 99 proc. wobec zakładanych 95 proc. Cieszy nas, że przyczyniliśmy się do sukcesu wdrożenia, o którym informował w mediach prezes Energi-Operator w niedalekiej przeszłości. Mamy nadzieję, że ten sukces nie okaże się przyczyną naszych problemów – wskazuje Czeredys.

Wzrasta liczba zamożnych Polaków. Rośnie również zainteresowanie doradztwem inwestycyjnym

0

W przyszłym roku liczba osób zamożnych przekroczy milion. Według danych KPMG z usług bankowości prywatnej korzysta co piąta osoba definiowana jako zamożna oraz blisko połowa osób bardzo zamożnych i bogatych. Wśród nich możemy spotkać zarówno inwestorów konserwatywnych, zainteresowanych głównie lokatami i obligacjami, jak i inwestorów skłonnych do podejmowania większego ryzyka. W związku z tym rośnie również zapotrzebowanie na usługi doradcze w bankach.

Przez osobę zamożną możemy rozumieć osobę, która płaci wyższy podatek albo która ma wyższe aktywa bez stałych dochodów. W naszym kraju z roku na rok takich osób przybywa. Według niektórych źródeł ich liczba na koniec tego roku przekroczy milion – mówi agencji Newseria Marcin Pawłowski, dyrektor segmentu klienta zamożnego w Banku Zachodnim WBK.

W raporcie „Rynek dóbr luksusowych w Polsce” KPMG podaje, że do 2017 roku liczba osób zamożnych i bogatych w naszym kraju przekroczy milion, a łączna wartość ich dochodu wzrośnie do ok. 200 mld zł. To dla tych osób banki rozwijają usługi z zakresu private banking, premium banking i wealth management, czyli m.in. szyte na miarę doradztwo inwestycyjne.

Klienci indywidualni szukają rozwiązań zarówno w formie aktywów w funduszach inwestycyjnych i różnego rodzaju asset managementach, jak i w firmach, które oferują im doradztwo inwestycyjne. Coraz więcej osób na rynku oczekuje doradztwa – mówi Marcin Pawłowski. – Podpowiadamy im, w co inwestować, w jaki sposób dzielić portfel i w jakim horyzoncie czasowym, bazując na tym, jaki jest profil ryzyka danego klienta.

Jak podkreśla ekspert Banku Zachodniego WBK, różni klienci akceptują różne poziomy ryzyka.

Klienci konserwatywni szukają form inwestycji, które gwarantują 100 proc. ochrony kapitału. Istnieje jednak grupa klientów, która nie akceptuje depozytów na poziomie 1–2 proc. i szuka bardziej ryzykownych, ale wciąż w miarę bezpiecznych instrumentów – wyjaśnia Pawłowski.

Przedstawiciele drugiej z wymienionych grup wprawdzie nie zadowalają się rentownościami oferowanymi przez lokaty bankowe, jednak w dalszym ciągu wymagają wysokiego stopnia bezpieczeństwa instrumentów, w które inwestują. Wybierają oni najczęściej rynek obligacji skarbowych lub korporacyjnych. Bez względu na wielkość portfela osoby te starają się dywersyfikować swoje inwestycje.

Część osób o wysokich dochodach dokonuje inwestycji samodzielnie, inni inwestują pośrednio, przez fundusze. Jeśli chodzi o inwestycje dokonywane bezpośrednio, to osoby bardzo zamożne i bogate najczęściej inwestują w nieruchomości. W inwestycjach pośrednich klienci zdecydowanie najczęściej wybierają akcje oraz obligacje. Na trzecim miejscu znalazły się natomiast inwestycje w nieruchomości. Kilkanaście procent osób inwestuje w biznes, czyli wspiera działalność firm i start-upów.

Rośnie zainteresowanie najemców warszawską powierzchnią biurową. Duża konkurencja wśród deweloperów sprawia, że ceny czynszów będą spadać

CEO Magazyn Polska

Dobre perspektywy przed rynkiem powierzchni biurowej w Warszawie. W trzecim kwartale poziom najmu utrzymał się na rekordowo wysokim poziomie ponad 222 tys. mkw. W budowie jest 643 tys. mkw., z czego ponad 400 tys. mkw. będzie oddane w 2016 roku, przede wszystkim w centrum i na Woli. Duża konkurencja na rynku sprawia, że eksperci spodziewają się spadku stawek czynszu.

Raport „Global Outlook 2015” firmy DTZ wskazuje, że Warszawa zajmuje trzecie miejsce w Europie pod względem atrakcyjności lokalizacyjnej biur. Wyżej notowane są tylko Bruksela i Dublin.

Rynek nieruchomości biurowych powoli się stabilizuje. Co prawda, głównie ze względu na zaostrzenie się konkurencji, sytuacja na nim nie jest może tak korzystna dla inwestorów, jak jeszcze kilka lat temu, jednak z drugiej strony, cały czas powstają nowe projekty, które się komercjalizują – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Jarosław Jankowski, prezes zarządu Grupy Waryński, realizującej na warszawskiej Woli biurowiec EQlibrium.

Według raportu „Market View – warszawski rynek biurowy w III kw. 2015” firmy CBRE sytuacja na rynku jest coraz lepsza. Rośnie liczba oddanych biur, ale większe jest też zainteresowanie najemców. Całkowita powierzchnia biurowa wynosi ponad 4,6 mln mkw. Najem utrzymuje się na rekordowym poziomie 222,7 tys. mkw. Od początku roku poziom najmu przekroczył 610 tys. mkw. – to tyle samo, co w całym 2014 roku. Spadł natomiast poziom pustostanów – w III kw. wyniósł 12,9 proc.

Rynek biurowy rozwija się razem z Warszawą, gdyż to właśnie stolica jest jego głównym motorem napędowym. Dlatego ten segment będzie się wciąż rozwijał, także w przyszłym roku – podkreśla Jankowski.

Wpływ na to będzie mieć również rozbudowywana infrastruktura. Budowa drugiej nitki metra spowodowała wzrost zainteresowania lokalizacjami na Woli. W tej dzielnicy, jak wynika z raportu CBRE, nastąpił największy spadek dostępnej przestrzeni biurowej (z 16,5 proc. do 12,6 proc.)

W stolicy w budowie są 44 budynki biurowe o łącznej powierzchni 643 tys. mkw. Blisko połowa z nich znajduje się w ścisłym centrum – podaż w centralnych strefach stolicy do 2017 roku powiększy się o 23 proc. Duża podaż powoduje, że najemcy coraz częściej decydują się na zmianę siedziby.

Najemcy renegocjują warunki. Ma to oczywiście odzwierciedlenie w cenach, które są zupełnie inne niż w umowach zawieranych jeszcze 3–5 lat temu. Dzisiaj rynek jest zdecydowanie bardziej atrakcyjny dla najemców. Co istotne, wciąż jednak pozostaje atrakcyjny również dla inwestorów – ocenia Jarosław Jankowski.

Duża konkurencja na rynku sprawia, że ceny najmu powierzchni biurowej powinny spadać. Dziś średnie stawki w budynkach klasy A wynoszą 20 euro za mkw. miesięcznie w centrum i 13 euro za mkw. miesięcznie poza centrum.

viaTOLL dostępny także na urządzeniach mobilnych. Operator uruchomił specjalną aplikację do zarządzania kontem

CEO Magazyn Polska

Kierowcy korzystający z elektronicznego systemu poboru opłat mogą mieć dostęp do swojego konta w swoim smartfonie. Specjalna aplikacja mobilna umożliwi sprawdzenie salda czy doładowanie konta na urządzeniach z systemem Android oraz iOS.

Poprzez aplikację udostępniliśmy podstawowe funkcjonalności z punktu widzenia użytkownika. Po pierwsze, zyskuje on możliwość sprawdzenia w dowolnym momencie salda umowy, po drugie, możliwość doładowania konta dostępnymi metodami płatności w systemie viaTOLL. Po trzecie, może także sprawdzić trasę do najbliższego Miejsca Obsługi Klienta – to się dzieje dynamicznie, np. w drodze – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Bołtowicz, kierownik działu obsługi klienta w Kapsch Telematic Services.

Dzięki aplikacji kierowcy zyskają dostęp do informacji o stanie konta również w systemie viaAUTO, przeznaczonym dla samochodów osobowych.

Kierowcy mogą sprawdzić stan konta viaTOLL poprzez telefoniczne centrum obsługi klienta, poprzez panel samoobsługowy na stronie www.viatoll.pl, a także poprzez bezpośredni kontakt z personelem na stacjach paliw i w innych Miejscach Obsługi Klienta – mówi Bołtowicz.

Jak podkreślają przedstawiciele operatora, uruchomienie aplikacji to reakcja na potrzeby użytkowników. KTS wspólnie z GDDKiA bada opinie kierowców na temat m.in. preferowanych form płatności czy form komunikowania się. Badania pokazały również szerokie wykorzystanie przez kierowców oraz firmy transportowe urządzeń mobilnych.

Wiosną tego roku, reagując na informacje, które spływały do nas z rynku, wprowadziliśmy we współpracy z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad możliwość sprawdzania salda za pomocą SMS-a – mówi Katarzyna Bołtowicz.

Użytkownicy viaTOLL mogą korzystać z bezpłatnej aplikacji mobilnej do zarządzania kontem w systemie od 18 listopada. Oprogramowanie jest dostępne dla urządzeń z systemem operacyjnym Android (min. wersja 2.3) oraz iOS (min. 7.0). Trwają prace nad wersją dla urządzeń z Windowsem. Z aplikacji można korzystać zarówno na tabletach, jak i smartfonach, ponieważ automatycznie dostosowuje się do wielkości ekranu.

Kapsch Telematic Services zapewnia, że aplikacja spełnia najwyższe standardy bankowe w kwestiach bezpieczeństwa. Szereg funkcjonalności, w które została wyposażona, zapewnia ochronę zarówno danych osobowych, jak i samych transakcji.

Bezpieczeństwo aplikacji mobilnej systemu viaTOLL było jedną z podstawowych kwestii, na którą zwracaliśmy uwagę od momentu jej projektowania. Spełnia ona w pełni standardy systemów bankowych, aplikacji mobilnych bankowych, zabezpieczona jest certyfikatem SSL – wyjaśnia przedstawicielka KTS.

Elektroniczny system poboru opłat – obowiązkowy dla samochodów powyżej 3,5 ton – działa na polskich drogach ponad 50 miesięcy. Od lipca 2011 roku do października br. do Krajowego Funduszu Drogowego wpłynęło ponad 5 mld zł z tytułu opłat za drogi. viaTOLL obejmuje ponad 3,1 tys. km dróg krajowych, ekspresowych i autostrad. Dla aut osobowych przeznaczony jest system viaAUTO – kierowcy mogą za jego pomocą opłacać przejazdy płatnymi autostradami, dzięki czemu unikają postojów na bramkach.

Ponad połowa Polaków często doświadcza stresu w pracy. Co piąty przyznaje, że motywuje go tylko wynagrodzenie

Ponad połowa Polaków często doświadcza <a title=stresu w pracy. Co piąty przyznaje, że motywuje go tylko wynagrodzenie" title="Ponad połowa Polaków często doświadcza stresu w pracy. Co piąty przyznaje, że motywuje go tylko wynagrodzenie" />

CEO Magazyn Polska

Polacy najczęściej spośród europejskich nacji twierdzą, że ich praca jest stresująca. Bardzo często ze stresem w pracy styka się 54 proc. polskich respondentów badania ADP „Okiem europejskich pracowników 2015/2016”. Wynik ten wpływa również na motywację do pracy. Co piąty zatrudniony podkreśla, że motywuje go głównie wynagrodzenie. Działy HR mają na tym polu sporo do zrobienia. 

Polski pracownik jest najbardziej zestresowanym pracownikiem na tle wszystkich ośmiu badanych krajów Europy. Aż 54 proc. pracowników mówi, że doświadcza stresu bardzo często – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Iwona Kubeczek, menadżer ds. rozwoju w ADP Polska, firmie oferującej profesjonalne usługi w obszarze kadr i płac.

Jest to jednak problem ogólnoeuropejski – średnio aż 91 proc. respondentów odpowiedziało, że doświadcza stresu w miejscu pracy. 44 proc. ma z nim do czynienia często lub bardzo często.

Z drugiej strony Polacy wyróżniają się na tle innych pod względem zaangażowania w obowiązki w miejscu pracy. Według badania ADP, analizującego opinie ponad 11 tys. pracowników z ośmiu największych europejskich gospodarek, aż 61 proc. polskich pracowników wykonuje swoje obowiązki niezwykle sumiennie. Średnia europejska to natomiast 56 proc.

Dosyć niepokojące jest to, że mamy najwyższy współczynnik osób, które deklarują, że jedyną motywacją do ich pracy jest wynagrodzenie – zaznacza Iwona Kubeczek. – Aż 23 proc. pracowników zadeklarowało właśnie taką motywację. Istnieje więc w tym zakresie duże pole do popisu dla HR menadżerów.

W innych badanych krajach jako główna motywacja dominowały zachowanie równowagi między życiem prywatnym i zawodowym (29 proc.), możliwość elastycznej pracy (26 proc.) oraz rozwój kariery (24 proc.).

Z raportu ADP wynika, że nastroje europejskich pracowników są coraz lepsze. 77 proc. z nich pozytywnie widzi swoją przyszłość na rynku pracy. 38 proc. pracowników nie martwi się o swoje zatrudnienie, a 27 proc. czuje się pewnie w pracy i liczy na dalszy rozwój. Średnio 34 proc. respondentów planuje zmienić pracę w ciągu najbliższych trzech lat, w Polsce – 40 proc. Najbardziej przywiązani do pracodawcy są Niemcy – 40 proc. z nich deklaruje chęć pozostania w jednej firmie do końca swojej kariery.

Najmniej lojalni okazują się Szwajcarzy, z których aż 16 proc. deklaruje, że w ciągu najbliższego roku zmieni miejsce pracy. Taka sytuacja jest dużym wyzwaniem dla pracodawców, którzy muszą przede wszystkim spojrzeć na elementy, które motywują pracowników – wyjaśnia Iwona Kubeczek.

Wyzwaniem dla działów HR będzie również walka o talenty. Już dziś w niektórych branżach brakuje wykwalifikowanych pracowników. Nie dość, że pracownika trudno zdobyć, to jeszcze trudniej go w firmie zatrzymać. Problem jest coraz poważniejszy, bo walka o talenty przestaje być lokalna.

Będziemy obserwowali walkę o pracowników na różnych rynkach. Firmy w poszczególnych krajach są do tego różnie przygotowane. Zdaniem pracowników najlepiej przygotowane są firmy z Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, natomiast najsłabiej zdolność walki o talenty rodzimych firm oceniają Holendrzy – wskazuje Iwona Kubeczek.

46 proc. Polaków twierdzi, że w Polsce pracodawcy są gotowi do konkurowania o talenty na szczeblu międzynarodowym. Średnia europejska to 50 proc. Z drugiej strony, Polacy coraz częściej martwią się o odpływ dobrych pracowników za granicę. 39 proc. uważa to za zagrożenie. Z kolei Szwajcarzy i Brytyjczycy najczęściej martwią się o konieczność konkurowania z pracownikami innych narodowości.

Działy HR będą musiały poradzić sobie także z wielopokoleniowością na rynku pracy. Wkrótce będzie na nim funkcjonować aż pięć generacji. Różnice pokoleniowe mają wpływ na konflikty w pracy. 67 proc. badanych spotyka się w swoim miejscu pracy z problemami w relacjach międzypokoleniowymi, najczęściej we Włoszech 77 proc., następnie w Hiszpanii i Polsce (po 73 proc.).

Badanie „Okiem europejskich pracowników 2015/2016” przeprowadzono w ośmiu krajach: we Francji, Niemczech, Włoszech, Holandii, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii.

Moda na gotowanie w Polsce trwa. Kulinarne programy biją rekordy popularności w social media

CEO Magazyn Polska

Odcinki kulinarnych programów przyciągają przed ekrany miliony widzów, są także szeroko komentowane w mediach społecznościowych. Jednak większą popularnością internautów cieszą się jurorzy niż uczestnicy programów. Prym wiedzie Magda Gessler – w ciągu ostatniego miesiąca pojawiło się o niej 3,2 tys. wzmianek.

– Moda na gotowanie do Polski zawitała jakiś czas temu wraz z emisją pierwszego odcinka „Kuchennych Rewolucji”. Trzeba podkreślić, że Polacy mają coraz większą wiedzę na temat gotowania, nie dają sobie tak łatwo oddać fartucha i w związku z tym powstaje coraz więcej kulinarnych reality show – mówi Karolina Masalska, młodszy specjalista ds. PR w Instytucie Monitorowania Mediów

Niedawno zakończyła się piąta edycja „Top Chefa” oraz czwarta edycja „Hell’s Kitchen: Piekielnej kuchni”. Średnio odcinki przyciągały przed telewizory odpowiednio 1,8 mln i 1,63 mln osób – wynika z danych Nielsen Audience Measurement przygotowanych dla Wirtualnemedia.pl. W grudniu kończy się również „MasterChef ”. Ten program cieszy się największą popularnością – ma średnio ponad 2 mln widzów.

Potwierdzają to również dane Instytutu Monitorowania Mediów.

Ze wszystkich publikacji, które ukazały się na temat programów kulinarnych, ponad 56 proc. stanowiły wzmianki na temat tego programu. Pozostałe miejsca zajęła „Hell’s Kitchen: Piekielna Kuchnia” oraz „Top Chef”. Na temat tego ostatniego było najmniej wzmianek – około 7 proc. wszystkich publikacji – mówi Masalska.

Internauci chętnie komentują przede wszystkim gotujących jurorów. W sieci najwięcej jest komentarzy na temat Magdy Gessler – według internautów to najbardziej rozpoznawalna restauratorka w Polsce i jurorka tvnowskiego „MasterChefa”.

Na jej temat ukazało się ponad 67 proc. wszystkich publikacji o jurorach kulinarnych show. Na temat pozostałych jurorów ukazało się zaledwie kilkanaście procent. Drugie miejsce zajęła Ewa Wachowicz, która uzyskała ok. 14 proc., a kolejne miejsce zajął Wojciech Modest Amaro z 10 proc. – podkreśla przedstawicielka IMM.

Najmniej informacji ukazało się na temat Anny Starmach oraz Grzegorza Łapanowskiego (ok. 1 proc.).

Na temat Magdy Gessler w ciągu zaledwie miesiąca (od 19 października do 17 listopada) pojawiło się 3,2 tys. wzmianek, z czego 1,5 tys. na samym Facebooku. Mimo porywczego charakteru wzbudza wśród widzów dużą sympatię.

Ze wszystkich emocjonalnie zabarwionych wzmianek, aż 70 proc. to były komentarze pozytywne. Dotyczyły one głównie jej profesjonalizmu, użytkownicy bardzo chwalili jej sposób bycia, naturalność i podkreślali to, że umie zjednać sobie ludzi, bo na swoim fanpage’u na Facebooku odpisuje użytkownikom, więc ma z nimi bezpośredni kontakt – wyjaśnia Karolina Masalska.

Jej fanpage na Facebooku ma blisko 1 mln polubieni. Fani Gessler jeżdżą za nią po całym kraju w ramach różnych wydarzeń kulinarnych, w których bierze udział.

Z analizy IMM wynika, że internauci zwracają także uwagę na niektórych – tych najbardziej charakterystycznych – uczestników kulinarnych show.

W tej edycji „MasterChefa” była m.in. pani Janina, jedna z najstarszych uczestniczek, która wzbudziła bardzo duże zainteresowanie i była jedną z najbardziej lubianych uczestniczek tego programu. Po jej odejściu internet zalała fala komentarzy. Ludzie bardzo żałowali, że niestety nie mogła już zostać dłużej w programie – mówi Karolina Masalska. – Z kolei najmniej osób polubiło Katarzynę Byczko, która już podpadła internautom na samym początku, ponieważ w jednym z zadań sama sobie przydzieliła immunitet, a według internautów tak nie powinno się zachowywać. Jeżeli ktoś jest liderem grupy, to powinien sam ponosić odpowiedzialność.

Rynek walutowy. Polowanie na korektę

Informację podsycające obawy o zagrożenie terrorystyczne wyciskają całą radość z rynku akcji, a do pogorszenia nastrojów dokłada się pogłębiany pesymizm względem surowców. Na takim tle rynek walutowy trzyma się nadzwyczaj stabilnie, gdyż każdy chce kupować USD, ale przy obawach, że w kolejnych godzinach Fed może zepsuć zabawę, inwestorzy czekają na korektę.

Odwołanie meczu piłki nożnej Niemcy-Holandia w Hanowerze w związku z podejrzeniem podłożenia bomby jest smutną konsekwencją piątkowych zamachów w Paryżu i niestety znajduje przełożenie na rynki finansowe. To było na swój sposób szlachetne ze strony inwestorów, że w poniedziałek i przez większość wtorku starano się prowadzić biznes regularnie i bez zbędnej paniki, ale pogorszenie nastrojów w końcu dosięga rynek akcji. Wall Street zakończyło wtorkowy handel płasko, Azja w większości jest na minusie, a Europa zaczyna dziś od spadków. Obecnie nie ma innych powodów, by rozpędzać rynek niedźwiedzia, ale przy braku silniejszego impulsu dla ożywienia wzrostów inwestorom jest łatwiej zdecydować się na chwilowe wyjście z rynku i na to trzeba teraz uważać.

USD nie jest w stanie znaleźć drogi do kontynuacji umocnienia niemal na każdym froncie, mimo że rynek jest prawie pewny, że Fed podniesie stopy procentowe w grudniu. Wczorajsze dane o inflacji z USA wspierają tezę, że wygaszanie efektów bazowych będzie pchać CPI w górę w kierunku celu Fed. Jednak z drugiej strony ten sam Fed może nie być zadowolony ze zbyt silnej aprecjacji waluty, co dla przeważających długich pozycji w USD stanowi czynnik ryzyka dla krótkoterminowego „short squeeze”. Dziś mamy maraton wystąpień członków Fed (Dudley, Mester, Lockhart, Kaplan) zakończony publikacją protokołu z październikowego posiedzenia FOMC. Nie należy spodziewać się dużych niespodzianek, ale skromne gołębie wzmianki mogą cofnąć USD o 0,5 proc. W przypadku EUR/USD chwilowe wyjście ponad 1,07 jest, ale średnioterminowy cel 1,03-1,05 nie ulegnie zmianie. Rynek zdaje się polować na górkę, a jeśli gołębie sygnały z Fed nie napłyną, popyt na USD może nasilić się jeszcze dziś wieczorem.
Indeks cen surowców CCI wybił sierpniowe minima i jest najniższej od 6 lat. Wieloletnie dołki ropa naftowa, miedź i złoto, ale ruda żelaza jest historycznie tania. To wszystko buduje bardzo negatywne tło dla walut surowcowych, a jednak AUD pozostaje uporczywie silny. Winną tego stanu jest rewaluacja oceny względnej między AUD i NZD, szczególnie pod kątem polityki monetarnej. Sygnały płynące z RBA wskazują na brak chęci do dalszych obniżek i oczekiwanie, że presję spadkową na AUD/USD wywoła Fed swoimi podwyżkami. Z kolei RBNZ nie może całkowicie wykluczyć opcji kolejnej obniżki stóp procentowych, kiedy ceny mleka (główny towar eksportowy, jedna z podstawowych gałęzi gospodarki) pikują. Dalsze podkreślanie kontrastu polityki monetarnej będzie pchać AUD/NZD w kierunku 1,14, ale jednocześnie rynek ma wszelkie powody, by eksploatować słabość obu walut względem USD. AUD/USD 0,69 i NZD/USD 0,63 na koniec roku są realnymi celami.

Złoty powinien zignorować dzisiejsze dane z polskiego rynku pracy (14:00), a EUR/PLN pozostaje poza głównym polem zainteresowania uczestników rynku, więc EUR/PLN powinien dalej konsolidować się koło 4,25. Dane z rynku budowlanego USA (14:30) nie są tak istotne jak wypowiedzi Fed, więc reakcja USD powinna również być marginalna. Dziś także cotygodniowy raport o zapasach ropy naftowej w USA i jeśli zasygnalizowany wczoraj przez API spadek nie potwierdzi się, ropa może testować ostatnie dołki. W nocy kończy się posiedzenie Banku Japonii, gdzie nie spodziewamy się zmian, co jednak może rozczarować część rynku i przynieść chwilowe umocnienie JPY.

Sporządził: Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Popołudniowy komentarz walutowy z 18.11.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 18.11.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Małe i średnie firmy tracą pieniądze przez malware

Ponad 60 proc. respondentów  uważa, że na skutek malware przedsiębiorstwa tracą najwięcej pieniędzy  – wynika z badania „Cyberzagrożenia według polskich firm””⃰, zrealizowanego przez Integrated Solutions.

Oprócz strat finansowych (66 proc.), osoby odpowiedzialne za IT w małych i średnich polskich firmach zwracają także uwagę na problemy z wykryciem malware. W rankingu cyberzagrożeń, które najtrudniej zidentyfikować, złośliwe oprogramowanie (malware) znalazło się na pierwszym miejscu (48 proc.).

„Cyberataki z wykorzystaniem malware są coraz bardziej skomplikowane. Firmy mają problem z ich zablokowaniem, ponieważ wobec takich zagrożeń, jak APT (Advanced Persistent Threat) czy zero-day, tradycyjny antywirus jest po prostu bezradny. Tu potrzebna jest zaawansowana ochrona” – wyjaśnia Leszek Hołda, prezes Integrated Solutions.

Firma Integrated Solutions wprowadziła na rynek pierwszą w Polsce usługę ochrony firmowej sieci przed złośliwym oprogramowaniem w technologii cloud computing. Malware Protection analizuje pliki o nieznanych sygnaturach, czyli takie, które są niewidoczne dla oprogramowania antywirusowego. Jeśli system uzna, że dany plik jest podejrzany, rozpoczyna jego analizę. Testowanie odbywa się w kilkudziesięciu środowiskach wirtualnych, które symulują różne systemy operacyjne i ich konfiguracje. Gdy analiza wykaże, że mamy do czynienia z infekcją, administrator zostaje o tym poinformowany, a sygnatura pliku umieszczona w bazie. Przy kolejnej próbie pobrania pliku zostanie on automatycznie zablokowany.

Malware Protection to nowość na rynku, i to nie tylko pod kątem funkcjonalnym, ale także kosztowym. Do tej pory na taką ochronę było stać tylko największe firmy, które na cyberbezpieczeństwo przeznaczały kilka milionów rocznie. Nam, dzięki platformie chmurowej, udało się skutecznie zmniejszyć barierę inwestycyjną i ograniczyć koszty. Teraz z rozwiązania mogą skorzystać także mniejsze przedsiębiorstwa” – dodaje Andrzej Różański, wiceprezes Integrated Solutions.

Malware Protection to usługa opierająca się na technologiach firm FireEye i Palo Alto Networks oraz zasobach Orange Polska. Platforma jest zlokalizowana w centrum przetwarzania danych Orange, znajdującym się na terenie kraju.

Kariera Bankiera – szansa na sukces dla studentów uczelni ekonomicznych

Bank Zachodni WBK realizuje projekt „Kariera Bankiera”, skierowany do studentów polskich uczelni ekonomicznych zainteresowanych bankowością korporacyjną. Wszyscy uczestnicy warsztatów i wykładów w ramach „Kariery Bankiera” poznają najciekawsze aspekty pracy dla największych firm i korporacji działających w Polsce. Najlepsi otrzymają nagrody i szansę na płatne staże w Banku Zachodnim WBK.

Najbliższe spotkania w ramach „Kariery Bankiera” odbędą się 25 listopada br. w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie oraz 3 grudnia br. na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. 

W obu miastach dzień „Kariery Bankiera” rozpocznie się od wykładu Macieja Relugi, głównego ekonomisty Banku Zachodniego WBK oraz prelekcji ekspertów Banku Zachodniego WBK, wprowadzających w tematykę bankowości korporacyjnej. Same warsztaty będą mieć formę omówienia konkretnych kazusów z portfolio banku, dla których studenci wypracują swoje rozwiązania, lub praktycznych ćwiczeń z danego zagadnienia. Tematy zaplanowanych sesji to zarządzanie ryzykiem kredytowym klienta korporacyjnego, wycena instrumentów pochodnych stopy procentowej oraz instrumenty wsparcia ekspansji międzynarodowej firm.

Najlepsi uczestnicy warsztatów „Kariery Bankiera” otrzymają nagrody (szkolenia specjalistyczne oraz sesje mentoringowe) i szansę na odbycie trzymiesięcznych, płatnych staży w Pionie Bankowości Biznesowej i Korporacyjnej, Pionie Ryzyka lub Pionie Global Banking & Markets Banku Zachodniego WBK. Stażyści będą pracować pod okiem mentorów czuwających nad właściwym przekazaniem wiedzy i wdrożeniem do zadań.

Kariera Bankiera_WykładBankowość korporacyjna zapewnia wiele możliwości rozwoju kariery zawodowej. Współpraca z firmami mająca na celu wspieranie ich wzrostu, to ciągłe wyzwania i poszukiwanie innowacyjnych rozwiązań. Taka praca przynosi niezwykłą satysfakcję. Polskie przedsiębiorstwa znajdują się w gronie najszybciej rozwijających się firm w Europie, a bankowość korporacyjna odgrywa ogromną rolę we wspieraniu tych procesów. Wszystkich studentów zainteresowanych zrozumieniem, na czym polega sukces w biznesie, zapraszam do uczestnictwa w naszych warsztatach – zachęca Michael McCarthy, Członek Zarządu Banku Zachodniego WBK, odpowiedzialny za Pion Bankowości Biznesowej i Korporacyjnej.

Pierwsze spotkanie „Kariery Bankiera” odbyło się 22 kwietnia br. na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. W ramach poznańskiej edycji swoje staże w Banku Zachodnim WBK odbyli już pierwsi studenci. – Staż oceniam bardzo pozytywnie, spotkałem tu wielu ludzi, którzy byli pomocni na każdym kroku. Cieszę się, że miałem okazję poznać organizację pracy, systemy bankowe i generalnie sam bank od tej drugiej strony. Jestem w BZ WBK prawie pół roku, zainteresowała mnie bankowość korporacyjna i czuję, że będę chciał się dalej w tym kierunku rozwijać – mówi Bartłomiej Bańka, który podczas dnia „Kariera Bankiera” uczestniczył w warsztatach z wyceny instrumentów pochodnych stopy procentowej. Bartłomiej po zakończeniu wakacyjnego stażu kontynuuje swoją przygodę z Bankiem Zachodnim WBK jako młodszy specjalista ds. wsparcia sprzedaży w Pionie Bankowości Korporacyjnej.

Zostań headhunterem – firmy IT rekrutują z polecenia

W niektórych branżach zwykłe ogłoszenie rekrutacyjne już dawno przestało być wystarczające. W szybko rozwijającym się sektorze IT, żeby zatrudnić specjalistę, należy wykazać się kreatywnością i szukać pracowników w niekonwencjonalny sposób. GFT Polska rozpoczyna program poleceń zewnętrznych skierowany do każdego. Wystarczy znać programistę i zarekomendować go przez stronę internetową firmy. W zamian pracodawca oferuje nawet 8 tys. złotych.

Firmy IT działające w Polsce rozwijają się coraz intensywniej i łowiąc kolejne talenty coraz częściej wychodzą poza standardowe metody rekrutacji takie jak ogłoszenia czy obecność na targach pracy. Wiele z nich wdraża wewnętrzne programy rekomendacji, prosząc swoich pracowników o polecenie odpowiednich kandydatów.

–  Wewnętrzny program poleceń działa w naszej firmie już od kilku lat i jesteśmy bardzo zadowoleni z rezultatów, które przynosi. Nasi pracownicy doskonale znają specyfikę pracy w firmie i wiedzą, jakie wymagania powinna spełniać osoba zatrudniona na danym stanowisku. Teraz postanowiliśmy pójść o krok dalej i do dzielenia się rekomendacjami zaprosić każdego – wyjaśnia Sylwia Rzemieniewska, Recruitment Manager, GFT Polska.

Program zewnętrznych poleceń ruszył z początkiem listopada i skierowany jest do wszystkich – aby wziąć w nim udział nie trzeba być pracownikiem GFT. Wystarczy rekomendować osobę o odpowiednich kwalifikacjach, a po tym jak zostanie zatrudniona, odebrać nagrodę.

– Szukamy przede wszystkim specjalistów posługujących się takimi technologiami jak Java, JavaScript/HTML5, Scala, i .NET. Bardzo mile widziane jest wcześniejsze doświadczenie zawodowe. Za polecenie osoby, która zasili szeregi firmy, otrzymać można nawet 8 tys. zł, w zależności od doświadczenia i umiejętności, które będzie posiadać rekomendowany kandydat – dodaje Sylwia Rzemieniewska.

GFT Polska specjalizuje się w dostarczaniu rozwiązań informatycznych m.in. na rzecz banków inwestycyjnych. Ze swoich biur w Łodzi i Poznaniu obsługuje aż 9 z 10 największych tego typu instytucji na świecie. Firma zatrudnia kilkuset specjalistów i prowadzi stałą rekrutację. GFT podejmuje szereg inicjatyw rozwijających lokalne rynki pracy, m.in. wspiera branżowe konferencje i angażuje się w działalność grup technologicznych, czyli nieformalnych inicjatyw, których celem jest dzielenie się wiedzą pomiędzy specjalistami IT. W tym roku firma zorganizowała program stażowy dla początkujących programistów obejmujący półroczny pobyt w siedzibie firmy w Hiszpanii. Ponadto współpracuje z lokalnymi uczelniami prowadząc zajęcia dla studentów. Ci ostatni mogą się także zrelaksować między wykładami w specjalnie przygotowanych dla nich przez GFT strefach relaksu.

Robinson Europe S.A. pozyskuje 2,45 mln zł z emisji akcji serii F

Robinson Europe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się sprzedażą sprzętu wędkarskiego oraz sportowego, przeprowadziła emisję akcji serii F pozyskując z niej środki w wysokości 2,45 mln zł. Posłużą one do realizacji założeń strategii rozwoju i zwiększania skali działalności.

 Emitent w ramach zakończonej subskrypcji prywatnej akcji serii F przydzielił łącznie 306.250 akcji po cenie emisyjnej wynoszącej 8,00 zł za szt. Akcje zostały objęte przez 16 inwestorów. Subskrypcja prywatna obejmowała nie mniej niż 125.000 i nie więcej niż 375.000 akcji serii F, więc złożone zostały zapisy na ponad 81,66% oferowanej puli akcji. Pozyskane środki będą wykorzystane przez Spółkę do kontynuowania realizacji przyjętej strategii rozwoju, m.in. na wprowadzenie nowych linii produktowych oraz poprawienie płynności dostaw.

„Wędkarstwo rozwija się obecnie w kierunku specjalistycznych metod połowów i w związku z tym zamierzamy znacznie rozszerzyć dedykowane im brandy: Carpex dla wędkarstwa karpiowego, Sea Fox obejmujący wędkarstwo morskie oraz Siluro ze sprzętem do połowów sumów. Wędkarstwo jest branżą sezonową, wymuszającą główne zatowarowanie sklepów w okresie wczesnej wiosny, co rodzi potrzebę zainwestowania znacznych środków w bardzo krótkim okresie czasu. Dzięki pozyskanemu kapitałowi z nowej emisji będzie nam łatwiej sprostać wymaganiom rynku.” – komentuje Janusz Starko, Członek Zarządu Spółki Robinson Europe S.A.

W październiku br. Robinson Europe S.A. dokonał transakcji sprzedaży 160.000 akcji spółki OUTDOORZY S.A., które stanowiły 20% udziałów w jej kapitale zakładowym, za kwotę 320 tys. zł. Aktualnie Emitent jest właścicielem akcji stanowiących 55% udziałów w kapitale zakładowym tego podmiotu. Zbycie akcji nastąpiło na rzecz inwestora finansowego, który ma pomóc w dalszym rozwijaniu spółki, co powinno przełożyć się na jej jeszcze dynamiczniejszy wzrost. OUTDOORZY S.A. zajmują się sprzedażą internetową sprzętu outdoorowo-turystycznego poprzez własne portale. Spółka jest już rentownym podmiotem i stale rozbudowuje portfolio oferowanego asortymentu o nowe produkty, które cechują się bardzo wysoką jakością.

„Planujemy rozwinąć ofertę rowerową Outdoorów już nie tylko o same akcesoria, ale także i o same rowery. Będziemy również dążyli do utrzymania oraz dalszego rozwoju sprzedaży z naszymi odbiorcami zagranicznymi poprzez sklep Amazon. Zamierzamy aktywnie inwestować w unowocześnienie naszego internetowego kanału sprzedaży, m.in. zmieniając platformę sklepową oraz wygląd strony sklepowej, co będzie miało swoje odzwierciedlenie w zwiększeniu sprzedaży, dzięki lepszej użyteczności strony i jej dopasowaniu do różnych urządzeń.” – podsumowuje Starko.

 Po trzech kwartałach roku obrotowego 2014/2015 jednostkowy zysk netto Spółki wyniósł 268 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży kształtujących się na poziomie 12.570 tys. zł. Z kolei Grupa Kapitałowa Robinson Europe S.A. zanotowała w tym okresie zysk netto w wysokości ponad 350 tys. zł, a wartość sprzedaży sięgnęła blisko 16.698 tys. zł. Znaczący wpływ na wzrost przychodów Emitenta w ujęciu rdr. ma skuteczne realizowanie założeń przyjętego planu rozwoju.

W marcu 2015 r. obligacje Robinson Europe S.A. zadebiutowały na rynku Catalyst. Spółka z przeprowadzonej emisji pozyskała 1.027 tys. zł, które przeznaczyła m.in. na rozwój swojej głównej linii biznesowej wędkarstwo poprzez zwiększenie zatowarowania magazynu oraz rozszerzenie asortymentu produktów o nowe specjalistyczne marki. Wyemitowane papiery dłużne są zabezpieczonymi obligacjami trzyletnimi o oprocentowaniu zmiennym wynoszącym WIBOR3M + marża w wysokości 7,00% w skali roku.

Spółka Robinson Europe S.A. jest notowana na rynku NewConnect od czerwca 2011 r. Głównym przedmiotem jej działalności jest sprzedaż sprzętu wędkarskiego oraz sportowego. Historia przedsiębiorstwa sięga 1991 r., kiedy to obecni Członkowie Zarządu założyli firmę „BIS”, która była znanym podmiotem w branży wędkarskiej.

Fundusze private equity dofinansują Ebury na kwotę ponad 300 mln złotych

Vitruvian Partners, jeden z największych europejskich funduszy private equity inwestujących w branżę nowych technologii oraz 83North, dotychczasowy inwestor Ebury, dokapitalizują firmę na łączną kwotę ponad 300 mln zł (83 mln dolarów). Jest to jedna z największych tego rodzaju transakcji w branży fintech w Europie na przestrzeni 2015 roku. Część kwoty zostanie przeznaczona na rozwój polskiego oddziału Ebury, który zgodnie z planami firmy, ma szansę stać się centrum wsparcia dla małych i średnich firm z całej Europy Środkowo – Wschodniej.

Łączna wartość kapitału zainwestowanego w Ebury wynosi dziś ponad 110 mln dolarów. Do tej pory tylko kilka europejskich firm z  branży fintech może pochwalić się  podobną kwotą. Ebury dostarcza rozwiązania walutowe dla ponad 10 tysięcy europejskich firm  – łącznie, klienci Ebury dokonują transakcji z kontrahentami w 180 krajach świata.

– Ebury zmienia rynek finansowy stając się wyraźną alternatywą dla banków, a poprzez wspieranie rozwoju małych i średnich firm, potrafi zaoferować profesjonalne i dopasowane do każdego kraju usługi dla przedsiębiorców – wyjaśnia Stephen Byrne, Partner w Vitruvian Partners. – Infrastruktura płatności i narzędzia jakimi dysponuje Ebury to rozwiązania, które zapewniły firmie szybki wzrost. Cieszymy się na owocną współpracę z firmą, która cały czas chce umacniać swoją pozycję na rynku wykorzystując potencjał własnych możliwości – dodaje Stephen Byrne.

– Ta inwestycja to dowód na to, że model biznesowy Ebury się sprawdza, a mniejsze i średnie przedsiębiorstwa mają problem z dotarciem do usług takich jak zarządzanie ryzykiem kursowym czy dostęp do egzotycznych walut, tradycyjnie oferowanych przez inne instytucje finansowe jedynie dużym korporacjom – tłumaczy Salvador Garcia, Prezes i współwłaściciel Ebury.

Pozyskane finansowanie ma zapewnić Ebury jeszcze bardziej dynamiczny rozwój zarówno w Europie, jak i  poza Starym Kontynentem. Część środków zostanie przeznaczona na wsparcie polskiego oddziału, w tym rozbudowę struktur wewnętrznych oraz palety rozwiązań dedykowanych polskim firmom. Firma planuje także rozpocząć działalność w USA, którą zaplanowano na I połowę 2016 roku.

Intensywna ekspansja w Polsce jest pierwszym krokiem Ebury do rozwoju w całym regonie Europy Środkowo-Wschodniej. – Chcemy, aby polski oddział Ebury w Warszawie był swoistym centrum dla tego regionu. Przedsiębiorcy w tej części Europy doskonale wiedzą, że wychodząc poza rynki europejskie mogą liczyć na marże rzędu kilkudziesięciu procent, a nie kilku procent, jak w Europie Zachodniej. Rozwijane obecnie struktury wewnętrzne, potencjał kadrowy oraz cała infrastruktura systemowa ma w przyszłości służyć nie tylko Polsce, ale także jej sąsiadom z regionu – mówi Salvador Garcia.

Już teraz prowadzimy działania zmierzające do wzmocnienia zasobów kadrowych polskiego oddziału Ebury, co pozwoli jeszcze bardziej zintensyfikować działalność w Polsce. Potencjał jest tutaj bardzo duży – pamiętajmy, że mamy w kraju ok. 1,48 mln firm, z czego 45% średnich przedsiębiorstw eksportuje na rynki zagraniczne napędzając tym samym polską gospodarkę oraz krajowe PKB.  Polskie przedsiębiorstwa są nie tylko otwarte na wymianę handlową, ale śmiało myślą o rynkach z całego świata. Zachęcamy do rozliczania się w walutach krajów, z którymi handlują i  skutecznie zabezpieczamy ich marże przed ryzkiem kursowym – tłumaczy Jakub Makurat, Dyrektor Generalny Ebury Polska.

Większy wkład własny? Są na to sposoby!

Planujesz kupić mieszkanie na kredyt? Od stycznia będzie obowiązywał większy wkład własny, który wzrośnie z 10% do 15%. Zmiana może okazać się najbardziej dotkliwa dla singli, którzy są jedną z bardziej aktywnych grup na poznańskim rynku nieruchomości. Podpowiadamy, jak w obliczu zmian poradzić sobie ze spłatą wymaganej kwoty.

Przed światowym kryzysem niektóre banki udzielały 100-procentowego kredytu na zakup nieruchomości. Rozluźnienie standardów kredytowych i nadmierne zadłużenie części gospodarstw domowych, zmotywowały Komisję Nadzoru Finansowego do zmiany zasad. Od 2014 roku minimalny wkład własny musiał wynosić przynajmniej 5%. Od stycznia 2015 roku jest to już 10%. To nie koniec zmian – od 2016 roku poprzeczka wzrośnie do 15%, a od 2017 roku do 20%. Zmiany mają zmniejszyć ryzyko kredytowe oraz koszty kredytobiorcy.

Red Park_Poznan Mieszkanie dla wybranych?

Uzyskanie kredytu przy 10-procentowym wkładzie własnym będzie nadal możliwe, pod warunkiem opłacenia odpowiedniego ubezpieczenia lub gdy kredytobiorca przedstawi dodatkowe zabezpieczenie finansowe. Jednak zdecydowana większość kupujących będzie musiała wpłacić przynajmniej 15%. O ile jeszcze rok temu przy zakupie mieszkania za 300 tys. zł wystarczyło 15 tys. zł, o tyle od stycznia będzie trzeba zgromadzić 45 tys. zł.

Zdaniem eksperta, zwiększony wkład własny może wydawać się dużym wydatkiem, szczególnie dla singli, pragnących zakupić swoje pierwsze mieszkanie.

To duża grupa naszych klientów. Przyciąga ich dobra komunikacja oraz rozwinięta infrastruktura. Warto jednak pamiętać, że takie osoby nie są pozostawione same sobie. Dla spełniających określone kryteria, możliwość uzyskania wymaganego dofinansowania da program Mieszkanie dla Młodych. W przypadku singli jest to 10%. Poszukując mieszkania warto zwrócić uwagę, czy mieści się w wymaganym limicie, który dla Poznania wynosi 5924,60 zł – mówi Natalia Rajewska-Wojciak, dyrektor sprzedaży
inwestycji Red Park.

Mając jedno dziecko pomoc państwa wzrasta do 15%, przy dwójce do 20%, a trójce lub większej liczbie do 30%. Co z osobami, które nie kwalifikują się do pomocy? Na jakie dodatkowe wsparcie może liczyć singiel, któremu wciąż brakuje 5%?

Bezpłatna pomoc

– Osobom, które nie kwalifikują się do rządowego dofinansowania, a także wszystkim naszym klientom, polecamy skorzystanie z usług bezpłatnego doradcy finansowego. Ekspert sprawdza możliwości finansowe i pod ich kątem pomaga w wyborze najlepszych warunków – mówi Natalia Rajewska-Wojciak, dyrektor sprzedaży inwestycji Red Park.

Aby wybrać optymalne rozwiązanie finansowe, należy porównać oferty jak największej liczby banków. To czasochłonne i trudne zajęcie – informacje dostępne na stronach banków są często ogólnikowe, poza tym potrafią się szybko zmieniać.

Doradca niezwiązany z żadnym bankiem składa wnioski jednocześnie do kilku instytucji finansowych, aby wybrać optymalną ofertę – mówi Romana Bąkowska, doradca kredytowy D.K. Notus. – Co więcej często negocjuje najkorzystniejsze warunki. To sprawia, że singiel staje przed szansą indywidualnego potraktowania w ramach spersonalizowanej oferty – dodaje.

Ekspert zwraca uwagę, że banki pracują nad nowymi ofertami, dzięki którym wyższy wkład własny nie będzie wykluczał singli i osób, które nie mogą liczyć na MdM.
Możliwe, że rozwiązaniem będzie ubezpieczenie od niskiego wkładu własnego lub udzielanie dodatkowej pożyczki z wyprzedzeniem czasowym. Koszty takiej pomocy byłyby uwzględnione w późniejszym kredycie – mówi Romana Bąkowska. – Jednak wciąż nie wiadomo co dokładnie przyniesie przyszłość, dlatego z decyzją o zakupie mieszkania polecam się pośpieszyć. Jeszcze ponad miesiąc obowiązuje niższy, 10 procentowy wkład własny – dodaje.

Zmiana myślenia o kliencie

Zmiany związane z wkładem własnym, połączone z „nowym” Mieszkaniem dla Młodych, wywołały zwiększony ruch na rynku nieruchomości. Już teraz można zaobserwować zmiany w sposobie myślenia deweloperów. Coraz częściej muszą się zastanowić dla kogo budują, jak warto rozłożyć możliwość zapłaty, a także czy mogą zaoferować coś więcej.

Deweloperzy coraz chętniej proponują na przykład ofertę mieszkań z wykończeniem „pod klucz”. Klient, który korzysta z takiej opcji oszczędza pieniądze i czas, który musiałby poświęcić na zdobycie wiedzy o materiałach, na znalezienie ekipy wykończeniowej oraz na kontrolę ich prac. Dużą zaletą jest również wygoda – deweloper korzysta ze sprawdzonych podwykonawców, a klient może przerzucić na niego całe ryzyko wynikające ze swojej niewiedzy. Na osiedlu Red Park z takiej oferty można skorzystać bez dodatkowych opłat.