Przyszłość należy do wodoru. Kiedy następne modele wodorowe Toyoty i Lexusa?

Managerowie wysokich szczebli Toyoty i Lexusa potwierdzają plany rozszerzenia oferty samochodów wodorowych o kolejne modele.

 Przyszłość należy do wodoruHybrydy – sprawdzona strategia

Toyota Prius, pierwszy masowy samochód hybrydowy, zapoczątkował powstanie całej rodziny hybryd, nawiązujących do oryginalnego liftbacka kształtem i stylem. Należą do niej minivan Prius +, ładowany z sieci Prius Plug-in Hybrid i subkompaktowy Prius c. Równocześnie Toyota i Lexus wprowadziły napęd hybrydowy do wielu modeli sprzedawanych na całym świecie – tak globalnych, jak i regionalnych. W Polsce najbardziej popularne są Auris hybrid i Yaris Hybrid. Obecnie japoński koncern ma w ofercie ponad 30 modeli hybrydowych obu marek, a w przyszłym roku zadebiutują kolejne, w tym bardzo oczekiwany RAV4 Hybrid.

Czy podobna strategia może się sprawdzić w przypadku Mirai, kolejnego pionierskiego modelu Toyoty?

Perspektywy

Napędzana wodorem Toyota Mirai na razie jest produkowana w fabryce Motomachi w Japonii. Jej budowa odbywa się w znacznej mierze ręcznie, metodami wypracowanymi m.in. przy produkcji supersamochodu Lexus LFA. Toyota planuje systematycznie zwiększać produkcję i uruchamiać linie produkcyjne w kolejnych fabrykach. Wtedy przyjdzie czas na rozbudowę linii samochodów wodorowych o kolejne modele.

Takiego zdania jest główny inżynier Toyoty Mirai, Yoshikazu Tanaka, który w rozmowie z Autocar.co.uk wyraził nadzieję na rozbudowę oferty Toyoty o kolejne modele napędzane wodorem. Z kolei w wywiadzie dla Motoring Australia Mark Templin, wiceprezydent Lexusa, oświadczył, że wprowadzenie przez firmę samochodów wodorowych do sprzedaży jest tylko kwestią czasu.

„Nie mogę podać daty, ale nie ulega wątpliwości, że to nastąpi. Kwestia tylko, kiedy” – zadeklarował Templin. – „Cóż może być lepszego, niż wykorzystanie najpopularniejszego w świecie pierwiastka do wytworzenia prądu, gdy z rury wydechowej wylatuje czysta para wodna?”.

 Perspektywy pod tym względem są obiecujące. Toyota Mirai cieszy się ogromną popularnością. W Japonii, gdzie sprzedaż ruszyła w grudniu ubiegłego roku, zebrała 1500 zamówień tylko w ciągu pierwszego miesiąca. W USA w ciągu dwóch miesięcy przedsprzedaży, jeszcze zanim auto trafiło do salonów, klienci zamówili 2000 egzemplarzy.

Co dalej?

Tanaka nie wymienił konkretnych segmentów czy typów nadwozia, jednak brytyjski portal dowiedział się z anonimowego źródła, że brane są pod uwagę hatchback, kombi, crossover lub minivan. W przypadku Lexusa także nie wiadomo jeszcze, czy pierwszym seryjnym samochodem będzie flagowa limuzyna oparta na koncepcyjnym LF-FC, zaprezentowanym w październiku na targach w Tokio, czy mniejszy pojazd pokrewny Toyocie Mirai.

Tanaka podkreślił, że minie zapewne 10-20 lat, zanim auta napędzane ogniwami paliwowymi osiągną poziom sprzedaży porównywalny do obecnego zapotrzebowania na hybrydy. Zaznaczył także, że kluczowe dla dalszego rozwoju tego rynku jest rozbudowywanie infrastruktury czystej produkcji wodoru oraz jego dystrybucji. Tego samego zdania jest wiceprezydent Lexusa.

„Obecnie infrastruktura tankowania wodoru jest jeszcze ograniczona” – powiedział Templin. – „Jednak to się zmieni. (…) Jesteśmy przekonani, że to technologia przyszłości”.

Era wodoru

Samochody na wodór stanowią ogromną szansę na rozwój czystych społeczeństw, które przestaną borykać się z problemami ze smogiem. Ogniwa paliwowe nie produkują żadnych spalin, a jedynie parę wodną. Co więcej, korzyści z masowego wdrożenia technologii wodorowej daleko wykraczają poza perspektywę czystego transportu. Wodór stwarza nowe możliwości racjonalniejszego wykorzystania odnawialnych źródeł energii, ponadto może być wykorzystywany także w energetyce.

Metody wytwarzania wodoru oparte na energii odnawialnej wymagają dalszego obniżania kosztów, żeby mogły konkurować z paliwami kopalnymi nie tylko nowoczesnością, względami zdrowotnymi i środowiskowymi, ale także ceną. Dynamiczne prace badawcze oraz obniżenie kosztów dzięki zwiększeniu skali produkcji daje na to duże nadzieje. Posłuży temu na pewno zwiększenie oferty samochodów na ogniwa paliwowe o kolejne modele i segmenty.

Zabił już 5 osób. Cichy zabójca nadal groźny

Tlenek węgla to gaz niewidzialny, niesłyszalny i bezwonny. Dlatego nazywany jest „cichym zabójcą”. W ubiegłym sezonie grzewczym przyczynił się do śmierci 58 osób, w tym roku spowodował już 5 zgonów.

– Kampania Czadowe Domy jest prowadzona jednocześnie w kilku krajach Europy. Dotyczy Polski, Czech, Słowacji, Rumunii i Węgier. W tym roku w Polsce przeprowadziliśmy drugą edycję badania Honeywell Safety Index i okazało się, że 28% Polaków uważa, że wyczuje tlenek węgla. Tymczasem tlenek węgla jest niewyczuwalny przez żaden z naszych zmysłów – mówi newsrm.tv Natalia Długosz, manager ds. marketingu i komunikacji na Europę Wschodnią, Honeywell.

Pod tym względem wypadamy najsłabiej na tle Europy, gdyż podobnie twierdzi 15% Rumunów, 12% Węgrów, 6% Słowaków i tylko 3% Czechów.

– W związku z tym drugą edycję kampanii Czadowe Domy zdecydowaliśmy się prowadzić w mediach ogólnopolskich i do współpracy zaprosiliśmy Pana Piotra Fronczewskiego – dodaje Natalia Długosz.

Tlenek węgla to jeden z najbardziej trujących gazów, stanowi ogromne zagrożenie dla ludzkiego zdrowia i życia. Do emisji tlenku węgla dochodzi najczęściej w sytuacji, gdy zapominamy o właściwej i bezpiecznej eksploatacji urządzeń wykorzystywanych do ogrzewania pomieszczeń i gotowania, o dokonywaniu okresowych przeglądów tych urządzeń oraz czyszczeniu przewodów kominowych, spalinowych i wentylacyjnych.

Paweł Frątczak– Symptomy zatrucia tlenkiem węgla są niekiedy podobne do objawów grypowych. Nudności, ból głowy to coś, co może świadczyć, że w naszym mieszkaniu niewłaściwie działa urządzenie, którym ogrzewamy lub na którym gotujemy. Nie wolno nam bagatelizować tego typu sytuacji – mówi Paweł Frątczak, starszy brygadier, rzecznik komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej. – Z uwagi na to, że tlenku węgla nie widzimy i nie czujemy, najlepiej jest zamontować detektor, który nawet przy najmniejszej emisji wysyła sygnał akustyczny i dzięki temu ostrzega nas, że coś jest nie tak.

Choć z roku na rok zmniejsza się liczba zgonów spowodowanych zatruciem tlenkiem węgla, statystyki nadal są zatrważające.  – Tylko od 1 września 2014 roku do 31 marca 2015 roku w Polsce straż pożarna interweniowała 3 559 razy w sytuacjach kiedy dochodziło do emisji tlenku węgla. W wyniku tych sytuacji 2 007 osób musiało być hospitalizowanych, natomiast 58 zginęło – podsumowuje Paweł Frątczak – Natomiast od 1 września do połowy listopada 2015 roku straż pożarna wyjeżdżała już prawie 600 razy, 275 osób uległo podtruciu, a 5 osób zginęło w wyniku zatrucia tlenkiem węgla.

Kobiety częściej niż mężczyźni grają w gry mobilne

Na całym świecie w gry mobilne gra już ponad 1,5 miliarda użytkowników, a ich liczba stale rośnie. Przeciętny użytkownik poświęca na tego typu rozrywkę średnio aż 2 godziny dziennie. Okazuje się też, że z tej formy rozrywki częściej korzystają panie.

– Więcej na świecie gra kobiet niż mężczyzn i to najczęściej kobiety płacą więcej w grach. Oczywiście są takie gry jak strategie, czyli Clash of Clans, które przyciągają niezwykłą liczbę ludzi. W każdej niszy jeżeli zrobi się dobrą grę i się potrafi przyciągnąć użytkowników jest możliwy sukces – mówi newsrm.tv Grzegorz Zwoliński, prezes T-Bull.

Wszystko też wskazuje na to, że rynek gier mobilnych będzie się dalej rozwijał, gdyż już gry podbiły serca wielu osób. Rynek gier mobilnych wygeneruje w tym roku 30,3 mld dolarów przychodów, czyli o ponad 5 mld więcej niż w 2014 – wynika z badań Newzoo, firmy badawczej specjalizującej się w analizie rynku gier wideo. Rok 2015 będzie jednak przełomowy z innego względu: produkcje na urządzenia mobilne po raz pierwszy mają szansę wyprzedzić pod względem przychodów gry konsolowe.

Grzegorz Zwoliński– Dochody z gier mobilnych zrównały się z dochodami z konsol. Rynek jest olbrzymi, gigantyczny i cały czas rośnie – dodaje Grzegorz Zwoliński.

92 proc. przychodów z gier mobilnych pochodzi z produkcji w modelu freemium (ponad 8 na 10 gier dostępnych jest właśnie w tym systemie). Pobranie takiej aplikacji jest darmowe, ale dodatkowo pojawiają się w niej elementy urozmaicające rozgrywkę, za które użytkownik może zapłacić, jeśli chce z nich skorzystać. Taki model wydawania pieniędzy na gry coraz bardziej zyskuje na popularności – m.in. dlatego, że zamiast wydawać jednorazowo sporą sumę pieniędzy na zakup aplikacji, użytkownik może według uznania przeznaczać różne kwoty na dodatkowe wirtualne zasoby – przy czym bez nich gra nadal jest możliwa.

ZPC Brześć celuje w 10-procentowy wzrost i planuje dalszy rozwój

Zakład Produkcji Cukierniczej Brześć prognozuje zamknięcie roku ze wzrostem przychodów na poziomie 8-10 proc. netto. Jednocześnie, w najbliższym roku firma planuje dywersyfikację portfolio produktowego, a także dalszy rozwój w segmencie marek własnych oraz eksporcie. 

Ostatni rok był dla producenta słodyczy z Brześcia Kujawskiego okresem inwestycji w mechanizację i rozwój linii produkcyjnych. – W tym roku uruchomiliśmy drugą linię produkcyjną na wyroby z ciasta parzonego, czyli słomkę oraz groszek ptysiowy. Jednocześnie, udało nam się zmechanizować proces pakowania, w wyniku czego odbywa się on już w cyklu automatycznym – mówi Arkadiusz Drążek, dyrektor handlowy w ZPC Brześć. Firma zintensyfikowała też współpracę z sieciami handlowymi, zwłaszcza w obszarze private labels. Wyroby Brześcia produkowane na marki własne trafiają zarówno na rynek polski, jak i na rynki zagraniczne. – Dużą część sprzedaży eksportowej stanowią właśnie wyroby produkowane na marki własne zagranicznych sieci handlowych. Mowa tu zwłaszcza o naszych flagowych produktach, czyli słomce i groszku ptysiowym – dodaje Drążek.

Brześć planuje zamknięcie roku ze wzrostem przychodów na poziomie 8-10 proc. W związku z optymistycznymi perspektywami odnośnie wyników finansowych, planuje w kolejnym roku dalszy rozwój w segmencie private labels, jak również wzrost sprzedaży eksportowej. Obecnie wyroby Brześcia są eksportowane na kilka kontynentów i pojawiają się m.in. w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Chinach, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Rosji, Litwie, Łotwie czy Estonii. Firma liczy na poszerzenie rynków zbytu o kraje Bliskiego Wschodu – pod koniec października wzięła więc udział w prestiżowych, międzynarodowych targach Sweets & Snacks w Dubaju, które zaowocowały nowymi, cennymi kontaktami z potencjalnymi kontrahentami.  Na najbliższy rok Brześć zapowiada też inwestycje mające na celu rozszerzenie portfolio produktowego.

Pieniądze wciąż uciekają z Europy

Trwa tendencja, w ramach której zainteresowanie inwestorów przenosi się z Europy za ocean. Zarówno dolar, jak i funt zyskują względem walut kontynentalnych. Marek Belka w wywiadzie poruszył temat polityki stóp procentowych. Zrobił to natomiast z punktu widzenia niezależnej RPP. Patrząc na klucz wyboru jej członków nie jest to dobra perspektywa.

Wczorajsze dane z Wielkiej Brytanii były delikatnie lepsze od oczekiwań. Inflacja konsumencka była równa oczekiwanej, trochę powyżej oczekiwań wypadła za to inflacja bazowa. W rezultacie funt zaczął zyskiwać na wartości. Nałożyły się tutaj dwa czynniki. Po pierwsze kolejne dobre dane z Wysp, po drugie korzystne dla funta, a niekorzystne dla złotego, zmiany na głównej parze walutowej. Funt najczęściej zyskuje, gdy umacnia się dolar względem euro. W odwrotnej sytuacji przeważnie jest złoty.

O 11:00 poznaliśmy lepsze dane z Niemiec. Indeks instytutu ZEW wyniósł powyżej oczekiwań rynkowych. Nie wpłynęło to jednak na ogólny klimat na głównej parze walutowej. Dane na temat zmian cen w USA pokryły się z oczekiwaniami. Negatywnym zaskoczeniem była z kolei produkcja przemysłowa w USA. Utrzymały się spadki o 0,2% miesiąc do miesiąca, podczas gdy analitycy przewidywali wzrost o 0,1%. W rezultacie doszło do chwili oddechu na głównej parze walutowej.

Jak całe te ruchy i dłuższe już umacnianie się dolara wpływa na rynki walutowe? Euro kosztuje obecnie 4,25 zł. Dolara widzieliśmy już wczoraj po 3,99 zł, obecnie spadł o 1 grosz. Frank szwajcarski wyceniany jest na 3,93 zł a funt przekroczył wyraźnie 6 zł. Wczoraj przez moment kosztował 6,08 zł, by powrócić w okolice 6,05 zł.

Marek Belka udzielił wywiadu na temat swoich przewidywań w kwestii polityki monetarnej. Prognozuje on wzrost inflacji w grudniu do dodatnich poziomów, ale nie spodziewa się, by w 2016 roku osiągnęła ona pułap chociażby 1,5%. W tym kontekście przewiduje on brak podwyżek. Taki ruch jest mało prawdopodobny tym bardziej, że rosnące stopy podnoszą koszt kredytu a chcące stymulować gospodarkę PiS raczej nie będzie zainteresowane takim działaniem. Wedle Marka Belki taki ruch można sobie wyobrazić tylko przy istotnym pogorszeniu sytuacji. Problem polega na tym, że obniżka stóp jest na rękę osobom chcącym stymulować gospodarkę. Osłabi to złotego, co spowoduje, że eksport będzie bardziej opłacalny a import mniej. Przy spadających stopach procentowych obywatele będą też mniej skłonni do oszczędzania, a bardziej do konsumpcji. Problemem może być nadmiar złych kredytów w gospodarce, ale to objawia się przeważnie dopiero po latach.

Dzisiaj warto jeszcze zwrócić uwagę na:

11:00 – Polska – exposé Beaty Szydło,

14:00 – Polska – przeciętne zatrudnienie i wynagrodzenie,

14:30 – USA – budowy domów.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 18.08.2015 do 18.11.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 18.08.2015 do 18.11.2015

Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po przebiciu maksimum na poziomie 4,2500, kurs dotarł do 4,2950 i zawrócił. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest wspomniany poziom 4,2950 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2100 a następnie minima w okolicach 4,1550-4,1600.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 18.08.2015 do 18.11.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 18.08.2015 do 18.11.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebiciu poprzednich oporów kolejnym istotnym poziomem są okolice 3,9650 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9050.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 18.08.2015 do 18.11.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 18.08.2015 do 18.11.2015

Kurs USD/PLN w połowie października wybił się z trendu bocznego we wzrostowy. Nowym oporem są maksima na 3,9950. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9250.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 18.08.2015 do 18.11.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 18.08.2015 do 18.11.2015

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są obecnie maksima lokalne na 6,0700. W przypadku spadków ważnym wsparciem są okolice 5,9200 gdzie kilkukrotnie kurs już odbijał się w górę.

Dachser partnerem V Forum Biznesu Ogrodniczego

Firma Dachser była partnerem V Forum Branży Ogrodniczej, spotkania dla przedstawicieli rynku ogrodniczego, które odbyło się w dniach 5 – 6 listopada w Poznaniu. Dachser, jako operator logistyczny specjalizujący się w dostawach do sklepów typu DIY i ogród w całej Europie, od lat współpracuje z przedstawicielami tej branży. 

Juliusz Pakuński
fot. Juliusz Pakuński z Dachser i Agnieszka Idziak, redaktor prowadząca „Biznesu Ogrodniczego” – organizatora Forum Branży Ogrodniczej

Forum jest największym w Polsce spotkaniem przedstawicieli firm z branży ogrodniczej, wyznaczającym trendy dla całego rynku. Tematem przewodnim tegorocznej edycji było hasło: „Uwolnij emocje”, zachęcające uczestników do wymiany wiedzy i doświadczeń, a także nawiązywania nowych kontaktów biznesowych. W tegorocznej konferencji, z szeregiem prelekcji i ożywionych dyskusji, wzięło udział ponad 250 uczestników.

Branża ogrodnicza jest w dobrej kondycji, według badań, ponad 1/3 przedsiębiorców z tego segmentu spodziewa się w przyszłym roku poprawy swojej sytuacji oraz wzrostu sprzedaży – mówi Juliusz Pakuński, project manager Dachser DIY-Logistics. Takie informacje są optymistyczne również dla nas, operatora logistycznego, który od lat wspiera „zieloną branżę”. Nasze rozwiązanie Dachser DIY-Logistics pozwala producentom z Polski sprawnie obsługiwać zamówienia z całej Europy, przy zapewnieniu wysokich parametrów jakościowych. Nasze usługi dodatkowe, jak merchandising na terenie sklepu, obejmują m.in. wykładanie towaru na półki sklepowe, kontrolę ilości i jakości towarów oraz organizację akcji promocyjnych dla ostatecznego odbiorcy – wyjaśnia Juliusz Pakuński. Na takich spotkaniach jak Forum Branży Ogrodniczej możemy poznać aktualne potrzeby naszych obecnych i potencjalnych klientów, dlatego i tym razem nie mogło nas tam zabraknąć – dodaje.

Usługa Dachser DIY-Logistics, z której korzystają m.in. firmy z branży ogrodniczej, polega na dostarczaniu przesyłek do sieci marketów budowlanych oraz typu dom i ogród, a także świadczeniu szeregu usług dodatkowych, w tym merchandisingu na terenie sklepu. Wyjątkowość usługi polega na tym, że operator dostarcza produkty bezpośrednio na półki, a nie na rampę sklepu. W ramach Dachser DIY-Logistics firma dostarcza codziennie do 18.000 marketów w całej Europie, ponad 3 mln przesyłek rocznie. Obecnie firma oferuje pełny serwis logistyki DIY (transport do marketów w ramach sieci Dachser oraz merchandising) w całej Europie.

Dachser w Polsce

Firma Dachser zatrudnia w Polsce obecnie ponad 340 pracowników w 8 oddziałach (dwa w Warszawie oraz w Strykowie, Szczecinie, Wrocławiu, Poznaniu, Sosnowcu oraz Gdańsku).  Firma specjalizuje się w transporcie ładunków drobnicowych, przewozie ładunków  częściowych (LTL) i całopojazdowych (FTL) oraz usługach magazynowania i konfekcjonowania towarów, a także logistyce transportu lotniczego i morskiego.

BNP Paribas Real Estate prezentuje analizę europejskich trendów w sektorze powierzchni handlowych

BNP Paribas Real Estate

Poprawa sytuacji gospodarczej, która rozpoczęła się na początku roku w strefie euro, ma szansę przynieść wzrost PKB w 2015 na poziomie 1.6%. W związku z sytuacją na świecie, a zwłaszcza spowolnieniem w Chinach i rynkach wschodzących, wzrost w strefie euro powinien utrzymać się na podobnym poziomie 1.5%. Przewiduje się , że we Francji, wzrost PKB osiągnie wskaźnik 1.1%, napędzany przez wydatki konsumentów (+ 1.8% w 2015), a roczny poziom sprzedaży detalicznej osiągnie wielkość 450 miliardów euro (bez aut i motocykli).

Europejskie inwestycje w sektorze retail wykazują silny rozmach na sześciu największych rynkach (Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Hiszpania, Polska i Włochy), gdzie skumulowana wielkość w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy przewyższyła już wartość z analogicznego okresu ubiegłego roku (+ 30.8%), a ostatecznay wolumen przekroczy rekordowy poziom z 2007.

W Niemczech zapowiada się rekordowy rok, z odnotowanymi w ciągu pierwszych trzech kwartałów roku inwestycjami wielkości 14 miliardów euro. Przewiduje się, że Niemcy prześcigną Wielką Brytanię na koniec roku, gdzie zainwestowano 11.6 miliarda euro w ciągu 9 miesięcy. Hiszpania i Polska także korzystają ze wzrostów, Hiszpania odzyskując wielkości inwestycji sprzed kryzysu. We Francji, w sektorze powierzchni handlowych zainwestowano 3.5 miliarda euro w przeciągu ostatnich dziewięciu miesięcy (6.4 miliarda narastająco w horyzonie 12 miesięcznym), co stanowi 21 % całkowitej wielkości inwestycji w sektorze nieruchomości komercyjnych.

„Rok zapowiada się na rekordowy, jak to miało miało miejsce w roku 2007 i 2014” – wyjaśnia Bruno Ancelin, Dyrektor, Retail Investment France – BNP Paribas Real Estate Transaction.

Na trzech kluczowych rynkach powierzchni handlowych (Niemcy, Polska i Wielka Brytania),po latach znaczących wzrostów, poziom czynszów wykazuje ogólną stabilność. Spadek najwyższych stawek czynszowych odnotowano w kilku głównych miastach Niemiec i Wielkiej Brytanii (Londyn stanowi wyjątek ze względu na konkurencyjność panującą na rynku).Kolejnym przykładem odstępstwa jest sytuacja w centrach polskich miast, gdzie wzrastające zainteresowanie sieci handlowych przyczyni się do wzrostu stawek czynszu.

We Francji,utrzymuje się dwoistość pomiędzy aglomeracjami i miastami średniej wielkości; rosnący popyt na najlepsze lokalizacje skutkuje wzrostem stawek czynszu, podczas gdy drugorzędne lokalizacje przeżywają stagnację lub nawet spadki.” – komentuje Thierry Bonniol, Dyrektor, Retail Paris Île-de-France, BNP Paribas Real Estate Transaction.

Centrum logistyczne Europy przesuwa się z Niemiec do Polski

Proces przesuwania się centrum logistycznego Europy z Niemiec do Polski znacznie przyspiesza, uważają eksperci PwC. Z jednej strony wpływają na to niskie koszty pracy, z drugiej – coraz lepsza infrastruktura transportowa. W tym kontekście jednym z najważniejszych wyzwań dla Polski w najbliższych latach jest dalsze powiększanie przepustowości dróg.

Zgodnie z szacunkami z raportu „Ocena światowego rynku infrastruktury transportowej” inwestycje w infrastrukturę transportową na świecie do 2025 r. będą rosły w średnim rocznym tempie ok. 5%. Najszybszy wzrost inwestycji odnotują porty morskie (średnio 5,8% w skali roku), natomiast tempo inwestycji w portach lotniczych ulegnie obniżeniu do rocznego wskaźnika wzrostu 2,6%.

Drogi pozostaną największym obszarem inwestycji, w szczególności dla rynków rozwijających się. Wynika to częściowo ze wzrostu PKB, a tym samym liczby samochodów w krajach rozwijających się. Natomiast w przypadku kolei prognozowany jest stosunkowo silny wzrost w gospodarkach rozwiniętych z dojrzałymi rynkami transportowymi (Europa Zachodnia), w których transport publiczny staje się coraz bardziej popularny.

Europa Środkowo-Wschodnia, pomimo dużych inwestycji i zauważalnych zmian w infrastrukturze transportowej, wciąż odbiega od poziomu inwestycji w Europie Zachodniej, gdzie do 2025 roku będą one  w sumie wyższe o prawie 70%.

Infrastruktura transportowa w Polsce

Lokalizacja Polski ma duże znaczenie dla tranzytu pomiędzy Europą Zachodnią a Wschodnią. Niski koszt pracy oraz poprawiająca się infrastruktura powoduje przesuwanie się centrum logistycznego Europy z Niemiec do Polski.

Transport drogowy pozostaje dominującym środkiem transportu w naszym kraju. W 2014 roku około 80% wolumenu tonokilometrowego było transportowane drogowo, a w 2020 udział ten wzrośnie do 82%. Kluczowym wyzwaniem pozostaje więc dalsze powiększanie przepustowości dróg” – twierdzi Michał Mazur, lider zespołu ds. transportu i logistyki w Europie Środkowo-Wschodniej

W Polsce główne źródło inwestycji w infrastrukturę transportową stanowią fundusze unijne. Zgodnie z niedawno uchwalonym „Wieloletnim Programem Inwestycji Kolejowych 2023” o łącznym budżecie 284 miliardów złotych, w samym 2015 planowanych jest ok 9 miliardów złotych dotacji rządowych. Natomiast inwestycje unijne w latach 2014-2020 w transport morski sięgają 6,5 miliarda złotych, co stanowi ponad 2,5-krotny wzrost w porównaniu z perspektywą 2007-2013.

Nasze prognozy przedstawiają pozytywny obraz rozwijającego się rynku infrastruktury transportowej, ale należy upewnić się, że środki te są inwestowane starannie i mądrze. Ważne jest, aby realizacja kluczowych projektów inwestycyjnych była nadzorowana w nowoczesny sposób – zapewniając terminowość i dostarczając coraz większą wartość dla różnych grup interesariuszy, w tym dla każdego z nas jako użytkownika, podatnika i inwestora” – podsumowuje Michał Mazur.

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej przeznaczają obecnie mniejszy procent inwestycji infrastrukturalnych na transport niż średnia światowa, natomiast ma się to zmienić w ciągu najbliższych 10 lat. Dla większości krajów byłego Związku Radzieckiego inwestycje w sprawne sieci transportowe są nadal kluczowe  ze względu na konieczność transportu produktów przemysłu wydobywczego na inne rynki. W okresie od 2014 r. do 2025 r. nastąpi wzrost wydatków na cele związane z portami na poziomie wynoszącym średnio 10% rocznie. W krajach, które nie eksportują surowców mineralnych, takich jak Polska i Węgry, nastąpi wolniejszy wzrost wydatków na cele transportowe po szczycie w latach 2008-2015.

Europa Zachodnia

Wzrost inwestycji w infrastrukturę transportową w Europie Zachodniej w najbliższej przyszłości będzie umiarkowany, biorąc pod uwagę zarówno dobrze rozwinięte sieci transportowe w wielu krajach rozwiniętych, jak i utrzymujące się ograniczenia budżetowe oraz wysokie zapotrzebowanie na rozwój infrastruktury społecznej, zwłaszcza w obszarze służby zdrowia. Wydatki na cele infrastrukturalne będą prawdopodobnie ograniczone do celowych planów usuwania utrudnień w ruchu. Nastąpi natomiast wzrost inwestycji kolejowych. Po sześciu latach stagnacji w Hiszpanii wznowione zostaną w latach 2016–2025 inwestycje kolejowe. Przy tym układzie inwestycji w poszczególnych podsektorach prognozuje się, że udział Europy Zachodniej w globalnych wydatkach na cele infrastruktury transportowej pozostanie na prawie niezmienionym poziomie od 11% w 2014 r. do 10% w 2025 r.

 

Praktyki rekruterów odbiegają od oczekiwań kandydatów do pracy

Pracodawcy w Polsce mają coraz większe problemy ze znalezieniem odpowiednich pracowników, dlatego coraz większą wagę przywiązują do prowadzonych rekrutacji. Niemal 75% przedstawicieli firm uważa, że dba o relacje z kandydatami do pracy. Jednocześnie zwiększyła się liczba kandydatów, którzy twierdzą, że pracodawcy w ogóle nie dbają o ten obszar swojego biznesu, z 57% w 2014 r. do 64% – wynika z 3. edycji badania „Candidate Experience” przeprowadzonego z inicjatywy eRecruiter i Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji. Według ekspertów, rozdźwięk pomiędzy opiniami ubiegających się o pracę a firmami wskazuje z jednej strony, na coraz większą świadomość pracodawców dotyczącą inwestowania w dobre relacje z kandydatami, z drugiej zaś, że kandydaci czują się pewniej na rynku pracy i w związku z tym są coraz bardziej wymagający.

– Wnioski wypływające ze zrealizowanej przez nas kolejnej edycji badania „Candidate Experience” są dla rynku pracy bardzo pozytywne. Oznaczają, że działania na polu candidate experience, które w Europie Zachodniej czy Stanach Zjednoczonych są już standardem, na dobre zapuszczają korzenie również w Polsce. Z roku na rok widzimy, że coraz więcej firm udoskonala swoje praktyki w tym obszarze, bo zdaje sobie sprawę, że przekłada się to na prowadzony przez nich biznes. Potwierdzają to wyniki ankiety – aż 75% zapytanych pracodawców uważa, że wrażenia kandydatów wyniesione z procesu rekrutacji mają wpływ na postrzeganie przez nich produktów i usług firmy, która taką rekrutację prowadziła – mówi Katarzyna Trzaska, koordynator Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji.

Pracodawcy nadal ignorują wagę informowania kandydatów

Z najnowszej edycji badania „Candidate Experience” przeprowadzonego przez eRecruiter i Koalicję na rzecz Przyjaznej Rekrutacji wynika, że choć aż 3/4 pracodawców twierdzi, że dba o relacje z kandydatami, nadal mniejszość (39%) wysyła informację zwrotną o przebiegu rekrutacji do wszystkich kandydatów. Część respondentów kontaktuje się tylko z wybranymi osobami, zamieszczając taką informację w ofercie pracy (37%), natomiast aż 18% firm informuje o przebiegu rekrutacji wyłączenie tych, którzy zostali zaproszeni na rozmowę kwalifikacyjną.

Pracodawcy nie przykładają także wagi do informowania kandydatów o tym, jak wygląda proces rekrutacyjny w danej firmie. Jedynie co piąty przedstawiciel działu HR wysyła maila informację na ten temat każdemu, kto zaaplikował na ofertę pracy (21%), a co drugi zapytany (55%) udziela szczegółowych informacji tylko osobom zaproszonym na spotkanie. – Uzyskane wyniki pokazują, że nadal większość pracodawców ma problem z udzielaniem rzetelnej informacji każdej aplikującej na ofertę pracy osobie. A warto pamiętać, że ona się kandydatom po prostu należy. Zwłaszcza, że ignorowanie odrzuconych osób może mieć negatywne odbicie w rekrutacjach prowadzonych w przyszłości, ale też przełożyć się na działalność biznesową i postrzeganie pracodawcy – podkreśla Izabela Bartnicka, ekspert eRecruiter. Wsparciem dla pracodawców, którzy chcą pozyskiwać odpowiednich kandydatów oraz budować swój wizerunek, są platformy rekrutacyjne. Komunikację z kandydatami usprawnia na przykład eRecruiter, który pozwala jednym kliknięciem wysyłać zbiorowe wiadomości, jednocześnie dając kandydatowi poczucie indywidualnego traktowania. Co więcej, przypomni rekruterowi o konieczności podziękowania kandydatom np. po zakończeniu procesu.

Kandydat świadomy, więc wymagający

W tym roku specjaliści jeszcze bardziej niż w zeszłym są przekonani, że pracodawcy nie przywiązują wagi do dbania o candidate experience. Podczas gdy większość firm twierdzi, że dba o kandydatów, aż 64% ubiegających się o pracę tej opinii zaprzecza. W szczególności firmy wciąż mają największy problem z udzielaniem informacji zwrotnej. Tylko co drugi kandydat zgłaszając swoją kandydaturę na dane stanowisko pracy, otrzymuje potwierdzenie, że aplikacja dotarła do pracodawcy. Zdecydowanie gorzej sytuacja wygląda w przypadku kandydatów odrzuconych, spośród których jedynie 17% otrzymuje informację o niezakwalifikowaniu się do następnego etapu procesu rekrutacji, a kolejne 17% nie otrzymuje żadnej informacji. – Pracownicy są bardzo uważnymi obserwatorami tego, co dzieje się w gospodarce i na rynku pracy. Dostrzegają, że z ich perspektywy sytuacja ulega lekkiej poprawie, a w z związku z tym są trochę odważniejsi i stawiają większe wymagania. Jednak nie ograniczają się wyłączenie do negocjowania wyższego wynagrodzenia czy dodatkowych benefitów, ale liczy się dla nich ogólne wrażenie już od momentu pierwszego styku z potencjalnym pracodawcą, czyli podczas rekrutacji – podkreśla Katarzyna Trzaska.

– Wyniki 3. edycji badania „Candidate Experience”, podobnie jak rok temu, pokazują, że przed firmami, a w szczególności specjalistami ds. HR, jest jeszcze sporo pracy w zakresie doszlifowania procesu rekrutacyjnego. Pogłębiająca się rozbieżność między deklaracjami firm a opiniami kandydatów powinna skłonić do podejmowania przez pracodawców kolejnych kroków w celu uzyskania większej przychylności ze strony potencjalnych pracowników. Cieszy nas jednak, że coraz więcej firm dostrzega potrzebę dbania o relację z kandydatami – podsumowuje Izabela Bartnicka z eRecruiter.

Innowacyjność wyzwaniem i koniecznością dla firm

Największą wartością dla spółek technologicznie innowacyjnych są utalentowani pracownicy

 „Bądź innowacyjny albo giń” – to stwierdzenie najlepiej obrazuje bieżącą sytuację firm. Niemal 70 proc. szefów firm z Europy Środkowej, które zgłosiły się do tegorocznej edycji rankingu „Deloitte Technology Fast 50”, za największe wyzwanie uważa innowacyjność swoich produktów i usług. Z kolei w rozwoju firm technologicznie innowacyjnych pomaga silne przywództwo oraz wykwalifikowani i utalentowani pracownicy. Jak wynika z badania Deloitte problem z dostępnością, jakością oraz utrzymaniem kadr to największe zagrożenie dla szybko rozwijających się środkowoeuropejskich przedsiębiorstw.

Największym wyzwaniem, przed którym stoją firmy jest innowacyjność, na którą wskazało 68,4 proc. ankietowanych prezesów. „Firmy nieustannie poszukują możliwości udoskonalenia produktów i usług. Tymczasem skuteczne wdrożenie innowacji jest silnie związane z zespołem współpracowników, dlatego drugim ważnym wyzwaniem okazało się zarządzanie talentami, które w naszym badaniu uzyskało 52,6 proc.” – wyjaśnia Adam Chróścielewski, Partner Deloitte, Lider konkursu „Technology Fast 50” w Europie Środkowej. Szefowie środkowoeuropejskich spółek technologicznych nie obawiają się za to konkurencji, wychodząc zapewne z założenia, że innowacyjność połączona z umiejętnym zarządzaniem personelem zapewni ich firmom przewagę na rynku.

„Jednym z największych wyzwań na początku naszej działalność był transfer technologii ze środowiska akademickiego do biznesowej rzeczywistości. Innym wyzwaniem było przekształcenie najnowocześniejszego prototypu/ pomysłu na komercyjny produkt; innymi słowy, umiejętność „podania” rozwiązania/ usługi do specyficznej grupy klientów jest większym wyzwaniem niż sama technologia” – powiedział Rostislav Vocilka, Prezes Zarządu firmy FlowmonNetworks, która jest jednym z laureatów konkursu. FlowmonNetworks świadczy rozwiązania w obszarze monitorowania sieci IP.

wyzwanie dla CEO

 

 

 

 

Nie zaskakuje więc fakt, że dwa najważniejsze czynniki, które wspierają wzrost przedsiębiorstw, to zdaniem ankietowanych wykwalifikowani pracownicy (60,5 proc.) oraz silne przywództwo (44,7 proc.). Jeszcze rok temu na ten ostatni czynnik wskazywało jedynie 7,9 proc. badanych, co pokazuje, że respondenci coraz bardziej doceniają swoją rolę jako liderów w rozwoju firm, którymi kierują. Na trzecim miejscu wśród czynników wzrostu znalazła się ekspansja na nowych rynkach (42,1 proc.). Z kolei o konieczności budowania i wdrożenia długofalowej strategii biznesowej mówi jedynie 13,2 proc. CEO.

Jakie zagrożenia dla swojego biznesu widzą prezesi i dyrektorzy zarządzający?

Ponownie największe znaczenie zyskał czynnik ludzki, ponieważ aż 63,2 proc. badanych wymienia w tym obszarze dostępność do wykwalifikowanej siły roboczej. Zagrożenia związane z kadrami nie zmniejszają się, a wręcz odwrotnie, z roku na rok mają coraz większe znaczenie. O nadmiernych regulacjach prawnych mówi 18,4 proc. szefów firm z rankingu Technology Fast 50, a z kolei prawie 8 proc. ankietowanych narzeka na niewystarczający nadzór ze strony organów państwowych.

Trzycyfrowe tempo rozwoju, które charakteryzowało firmy technologicznie innowacyjne w pierwszych latach działalności jest praktycznie nie do utrzymania, gdyż po kilku latach spółki osiągają pewien stopień dojrzałości i skalę działalności. Zdają sobie z tego sprawę CEO, którzy wzięli udział w badaniu.  55,3 proc. spośród nich przewiduje organiczny rozwój swoich firm, choć zapewne nie w takim tempie jak dotychczas. W następnej kolejności, mówiąc o możliwych scenariuszach dla swoich przedsiębiorstw, respondenci wymieniają ekspansję zagraniczną (36,8 proc.).

Połowa prezesów deklaruje, że w ciągu następnych dwunastu miesięcy pragnie utrzymać tempo wzrostu przychodów na poziomie 11-50 proc. Z kolei 36,9 proc. uważa, że przychody ich spółek wzrosną więcej niż o 51 proc. Jedynie nieco ponad 10 proc. ankietowanych mówi o wzroście poniżej 10 proc., w tym 2,6 proc. respondentów przewiduje nawet brak wzrostu. Warto przypomnieć, że niewielu firmom z konkursu udaje się utrzymać takie tempo wzrostu, które pozwala znaleźć się w czołówce rankingu rok po roku. Do nielicznych wyjątków należą m.in. spółki Szallas.hu i Netguru.

Dynamicznie rozwijające się firmy innowacyjne w obszarze technologii z naszego regionu planują zwiększyć swoje nakłady na badania i rozwój. Aż 42,1 proc. ankietowanych deklaruje, że ponad 10 proc. swoich obrotów przeznaczy na działalność B+R. Z kolei sześciu na dziesięciu badanych chce zwiększyć tę część budżetu w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. Jedynie 5 proc. CEO nie przewiduje żadnych wydatków na B+R. „Oby te dobre wyniki były wyrazem wzrostu świadomości a nie jak dotąd po prostu dostępności funduszy UE w najbliższych latach. Taka niestety była dotąd korelacja. Tymczasem w przypadku młodych firm, opartych na nowych technologiach, inwestycje w prace nad nowymi pomysłami są kluczowe dla budowy wartości spółki. Im bardziej przełomowe rozwiązania, tym większa szansa na szybkie zdobycie udziału w rynku” – komentuje Magdalena Burnat-Mikosz, Partner Zarządzająca zespołami Innovation Consulting i R&D and Government Incentives, Deloitte

Badanie Deloitte pokazało, że w Europie Środkowej rośnie również świadomość potrzeby ochrony praw własności intelektualnej. Tylko 16 proc. firm deklaruje, że nie korzysta z żadnej formy tego typu ochrony. Najczęściej wykorzystywanym sposobem ochrony własności intelektualnej jest patent (26,3 proc.) oraz znak towarowy (15,8 proc.).

Grupa Sygnity – wzmacnia pozycję rynkową

W listopadzie br. w wyniku połączenia kompetencji spółki Max Elektronik specjalizującej się w rozwiązaniach własnych opartych na nowoczesnych technologiach informatycznych oraz części Sygnity, skupiającej kompetencje konsultingowe oraz wdrożeniowe w zakresie praktycznego wykorzystania światowych rozwiązań klasy ERP, CRM, BI, BPM, ESB, SOA i ECM powstała Sygnity Business Solutions. Poprzez efekt synergii zbudowano w Grupie Kapitałowej Sygnity unikalne centrum kompetencji, specjalizujące się w rozwiązaniach wspierających efektywne zarządzanie firmą oraz instytucją. Wśród klientów spółki znajdują się zarówno międzynarodowe korporacje, spółki krajowe oraz instytucje publiczne, które dzięki oferowanym rozwiązaniom informatycznym dążą do ponoszenia swojej efektywności.

 Spółka Sygnity Business Solutions (SBS) łączy w sobie najlepsze doświadczenia Grupy Sygnity w rozwiązaniach wspierających efektywne zarządzanie zebrane podczas 25-letniej działalności na polskim i globalnym rynku IT. Zespół SBS to blisko 150 ekspertów z wieloletnim doświadczeniem w konsultingu, projektowaniu i wdrażaniu dużych rozwiązań w oparciu zarówno o produkty autorskie, jak i technologie wspierane przez międzynarodowych partnerów. To unikalne doświadczenia zespołu zostało wyniesione z ponad 600 zrealizowanych projektów.

 W ramach swoich zadań Sygnity Business Solutions będzie w szczególności koncentrować się na:

  • realizacji projektów informatycznych w zakresie wdrożeń systemów ERP, BI i CPM wspomagających zarządzanie przedsiębiorstwami oraz instytucjami w oparciu o produkty własne oraz aplikacje globalnych vendorów,
  • realizacji projektów informatycznych w zakresie wdrożeń rozwiązań klasy SOA, BPM i UCM, w tym rozwiązań dla bibliotek,
  • doradztwie biznesowym i audytach procesów związanych z przygotowaniem do wdrożeń, realizacją procesów wdrożeniowych oraz powdrożeniowych.
Bogdan Zborowski Sygnity
Bogdan Zborowski, Wiceprezes Zarządu Sygnity S.A.
Źródło: Sygnity S.A.

Szerokie kompetencje, profesjonalizm oraz wiedza ekspercka w zakresie innowacyjnych rozwiązań IT jest wyróżnikiem konsultantów Sygnity Business Solutions. Decyzja o zintegrowaniu unikalnych umiejętności w jednej spółce była podyktowana potrzebą elastycznego dopasowywania oferowanych rozwiązań i usług do potrzeb naszych obecnych i przyszłych klientów. W ten sposób możemy optymalnie wspierać ich w osiąganiu wyznaczonych celów oraz w szczególności pomagać w dostarczaniu informacji, na bazie których będą podejmować strategiczne decyzje – powiedział Bogdan Zborowski, Wiceprezes Zarządu Sygnity S.A.

Grupa Sygnity od wielu lat dąży do centralizacji kompetencji w szczególności w zakresie systemów klasy ERP, BI, CPM oraz rozwiązań SOA. Posiada od dawna zasoby, które znają w swojej klasie (ERP, BI, CPM, SOA) rozwiązania kilku światowych producentów (Oracle, SAP, Microsoft, IFS, IBM, SAS, Software AG, IBM), co stanowi o unikalności rynkowej takich kompetencji. Obecnie Grupa Sygnity wykonała kolejny krok prowadzący do centralizacji, polegający na połączeniu z dotychczasowymi kompetencjami spółki Max Elektronik S.A w zakresie budowy własnych produktów wspomagających zarządzenie przedsiębiorstwami i instytucjami.

Głęboka wiedza na temat potrzeb rynkowych pozwala nam na dopasowanie oferty spółki do indywidualnych wymogów klienta. Staramy się, aby była ona kompleksowa i elastyczna. Proponujemy rozwiązania w zakresie integracji różnorodnych procesów, usług, aplikacji, hurtowni danych, systemów analityczno-raportujących, jak również systemów wspomagających zarządzanie, planowanie i budżetowanie – mówi Nina Korzeniewska, Prezes Zarządu Sygnity Business Solutions.

W ofercie Sygnity Business Solutions znajdują się również rozwiązania autorskie. Jednym z flagowych produktów jest system PROLIB, przeznaczony do kompleksowej obsługi bibliotek. Dzięki niemu firma zajmuje pierwsze miejsce wśród polskich dostawców rozwiązań informatycznych dla bibliotek i archiwów. Inne rozwiązania autorskie to m.in.: system wspomagający zarządzanie przedsiębiorstwem, system do obsługi portów lotniczych, kolei, aplikacje przeznaczone do monitorowania i zliczania wydruków oraz kopii dokumentów.

Nowa usługa w ofercie 123tłumacz.pl: wielojęzyczny serwis prasowy, inwestorski lub blog

Biuro Tłumaczeń 123tłumacz.pl przygotowało nową ofertę skierowaną do firm, które poprzez komunikację chcą budować trwałe relacje z klientami i partnerami. Obejmuje ona zaprojektowanie i profesjonalną obsługę biura prasowego, serwisu inwestorskiego lub bloga firmowego. Atutem tworzonych witryn jest ich dostępność w wielu wersjach językowych i pełne dostosowanie do profilu działalności firmy. W oferowanym projekcie wykorzystywane są zaawansowane technologie informatyczne, w tym kanały RSS/XML pozwalające na sprawne zarządzanie informacjami prasowymi i szybkie ich udostępnianie mediom.

Budujemy relacje przez komunikację123tłumacz.pl proponuje kilka opcji w obrębie oferowanych witryn, które mają służyć budowaniu relacji przez komunikację. W zależności od profilu działalności danej firmy i jej bieżących potrzeb możliwe są trzy główne modele: biuro prasowe (dedykowane przedsiębiorstwom, dla których podstawowym celem komunikacyjnym ma być przekaz najświeższych informacji), serwis inwestorski (dla firm, których kluczowa sfera działalności to gospodarka i finanse) i blog firmowy (najlepszy dla podmiotów prowadzących działalność z zakresu doradztwa i edukacji).

Proponowana przez 123tłumacz.pl innowacyjna usługa cechuje się w pełni kompleksowym charakterem. W skład całego pakietu budowania relacji przez komunikację wchodzi szereg działań, które są  realizowane przez wykwalifikowanych specjalistów na poszczególnych etapach procesu projektowania i bieżącej obsługi serwisu prasowego, inwestorskiego lub bloga.

Wyjściowym punktem w oferowanym projekcie jest analiza firmy i identyfikacja jej potrzeb. Na tej podstawie tworzona jest indywidualna strategia komunikacyjna i harmonogram całokształtu działań z nią związanych. To pozwala opracować bazę mediów i przygotowywać fachowe materiały prasowe – zarówno w języku polskim, jak również w językach obcych. Tłumaczenie tekstów uzupełnione jest procesem lokalizacji, za sprawą którego dystrybuowane treści dostosowane są do specyfiki grupy docelowych odbiorców i uwarunkowań danego rynku, co niewątpliwie zwiększa skuteczność przekazywanego komunikatu. W skład kompleksowej oferty wchodzi również monitoring publikacji dotyczących danej firmy w Internecie i tworzenie na tej podstawie raportów mediowych, dzięki którym możliwe jest zoptymalizowanie strategii komunikacyjnych.

Usługa proponowana przez 123tłumacz.pl dostępna jest w systemie abonamentowym – w zależności od zidentyfikowanych potrzeb i opracowanego projektu działań komunikacyjnych w postaci 2, 5 lub 10 informacji miesięcznie.

Qumak spodziewa się rekordowego wyniku za 2015 r.

0

CEO Magazyn Polska

Spółka Qumak po dobrych trzech kwartałach liczy, że w tym roku osiągnie jeden z najlepszych wyników finansowych w historii. Przyznaje jednak, że dalsze tak spektakularne sukcesy zależą od tego, jak szybko popłyną do Polski pieniądze z nowej perspektywy finansowej. Na razie zamówienia, jakie spółka zebrała na 2016 rok, są mniej warte niż przed rokiem.

Nasz portfel zamówień na przyszłe lata wynosi około 190 mln zł. Jest on trochę niższy niż w poprzednich okresach, co wiąże się przede wszystkim z tym, że nie zostały jeszcze uruchomione środki z nowej perspektywy – przyznaje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Tiahnybok, wiceprezes ds. finansowych Qumak SA. – Myślę, że nie tylko nasza firma, ale cały rynek oczekuje na te środki. Mam nadzieję, że przyszły rok i kolejne lata będą dobre dla wszystkich.

Qumak to firma technologiczna. Specjalizuje się we wdrażaniu nowoczesnych systemów teleinformatycznych. Z jej usług korzystają m.in. spółki energetyczne, firmy telekomunikacyjne, przemysł, budownictwo i porty lotnicze. Wielu klientów Qumaka uzależnionych jest od wsparcia unijnego, stąd część z nich na razie wstrzymuje się z zamówieniami.

Spółka ocenia, że sprzyja jej zarówno postęp technologiczny, który skłania klientów do poszukiwania coraz lepszych rozwiązań dla ich firm, jak i systematyczny rozwój polskiej gospodarki oraz finansujące go w dużym stopniu pieniądze z Unii Europejskiej.

Patrzymy z optymizmem na przyszły rok – mówi Marek Tiahnybok. – Liczymy na duże kontrakty w obszarze smart city, a także infrastruktury lotniczej. Chcemy, by te linie biznesowe w przyszłym roku generowały nam największy przychód.

Tegoroczne wyniki spółki jej wiceprezes ds. finansowych ocenia jako jedne z najlepszych w jej historii. Firma wypracowała do końca września ponad 520 mln zł przychodu (+30 proc.) przy 577 mln zł za cały zeszły rok, a to oznacza, że po trzech kwartałach ma już 90 proc. ubiegłorocznej sprzedaży. Zysk netto za ten okres przekroczył 7 mln zł. To o ponad 1,5 mln zł więcej niż rok wcześniej.

– Trzecie kwartały historycznie nie są najlepszym naszym okresem. IV kw. z kolei zawsze był na plus. Mam nadzieję, że w tym roku po IV kw. będę mógł też powiedzieć o jednym z najlepszych wyników w historii spółki.

W nadchodzących latach spółka będzie m.in. zabiegać o kontrakty w obszarach inteligentnych budynków oraz data center. Największe nadzieje Qumak wiąże z inwestycjami związanymi z infrastrukturą lotniczą.

– Jest wiele postępowań w trakcie przygotowywania, będziemy startować w kolejnych nowych przetargach – podkreśla wiceprezes Marek Tiahnybok z Qumak SA. – Szczególnie istotne są dla nas przetargi na budowę i dostarczanie infrastruktury lotniczej. Już teraz praktycznie jesteśmy na większości polskich lotnisk, w tym na 12 najważniejszych. Oceniam więc, że nasze doświadczenie ułatwi nam wygrywanie kolejnych kontraktów.

Zakłady Magnezytowe Ropczyce liczą na powrót na rynek ukraiński po wygaśnięciu konfliktu

CEO Magazyn Polska

45 proc. obrotu ZM Ropczyce pochodzi z eksportu, a najważniejszym zagranicznym rynkiem spółki, jeśli brać pod uwagę obroty, jest nadal rynek rosyjski, bo tam firma wciąż eksportuje najwięcej swoich wyrobów. Choć przychody i zyski Ropczyc rosną, to spółka przyznaje, że powrót na rynek ukraiński jeszcze bardziej wzmocniłby ją finansowo.

– Zaraz za rynkiem rosyjskim kształtują się takie rynki, jak amerykański, niemiecki czy czeski – wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Robert Duszkiewicz, wiceprezes zarządu ds. finansowych Zakładów Magnezytowych Ropczyce. Do momentu wybuchu konfliktu na Ukrainie rynkiem bardzo ważnym, zajmującym drugą pozycję, był rynek ukraiński. Liczymy na to, że ten konflikt w końcu jakoś się ustabilizuje, żebyśmy mogli wrócić na ten rynek i dalej realizować tam naszą sprzedaż.

W tym roku, w ciągu trzech kwartałów Zakłady Magnezytowe Ropczyce miały 172 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży. To oznacza wzrost o 8,3 proc. w stosunku do podobnego okresu rok wcześniej i powrót do poziomu sprzed dwóch lat. Zysk operacyjny wzrósł do 13,2 mln zł z 12,2 mln zł przed rokiem (13,9 mln zł dwa lata temu), a zysk netto niemal do 11 mln zł wobec 7,4 mln zł rok temu i ponad 9 mln zł przed dwoma laty.

By zwiększyć sprzedaż i zdobyć nowe rynki, spółka prowadzi prace badawcze i szuka ogniotrwałych produktów dla innych branż, hutnictwa metali nieżelaznych i przemysłu cementowo-wapienniczego, szuka także zupełnie nowych segmentów, pracuje dla firm recyklingowych czy przemysłu szklarskiego. Bada wreszcie możliwości ekspansji na nowych rynkach, jak fiński czy wietnamski, choć np. rynek chiński na razie wydaje się być poza jej zasięgiem.

Rynek chiński jest na pewno bardzo dużym rynkiem, tam w końcu żyje prawie 1,5 mld ludzi – ocenia Robert Duszkiewicz. Ale to jest rynek specyficzny, dlatego że bariery wejścia na ten rynek są bardzo duże. Jest tam bardzo dużo dużych producentów, którzy produkują coraz lepsze materiały ogniotrwałe tak, że tam bariera wejścia jest bardzo duża, niełatwo jest się przebić.

To jednak nie znaczy, że Zakłady Magnezytowe Ropczyce są w Chinach nieobecne zaznacza ich wiceprezes.

Rynek chiński jest ważny dla naszej firmy, ale z innego względu, dlatego że importujemy z tamtego rynku około 30 proc. surowca potrzebnego do naszej produkcji. Chiny mają największe złoża magnezytu na świecie, w tym sensie ten rynek jest dla nas bardzo ważny.

Polmlek kończy inwestycję wartą ćwierć miliarda złotych

CEO Magazyn Polska

W przyszłym roku ruszy produkcja odżywki serwatkowej dla dzieci i dorosłych w Lidzbarku Warmińskim. Oprócz tego przedstawiciele grupy Polmlek mają nadzieję, że uda im się zwiększyć sprzedaż na rynkach zachodnich i azjatyckich – ma pomóc to w załataniu dziury po rynku rosyjskim. Obecnie eksport stanowi około 35 proc. przychodów.

Inwestycja w Lidzbarku Warmińskim dotyczy przetwórstwa serwatki, czyli odżywki. Myślę, że produkcja ruszy pod koniec pierwszego kwartału przyszłego roku – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Tadeusz Bruj, członek zarządu Grupy Polmlek. – Będzie to zdecydowanie lepsze zagospodarowanie serwatki – dodaje.

Inwestycja warta jest 250 mln zł. W Lidzbarku Warmińskim z serwatki produkowana będzie odżywka zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci. Początkowo zakład przetwarzać będzie 3 mln litrów serwatki na dobę. Docelowo, za mniej więcej rok, dwa razy tyle.

Wcześniej, w październiku, grupa sfinalizowała umowę z AN International, właścicielem Agros-Nova Soki. W wyniku przejęcia do Polmleku należą takie marki soków, jak Fortuna, Garden, Pysio, Sonda, oraz zakład produkcyjny i centrum logistyczne w Tymienicach. Poprzez przejęcie Grupa Polmlek chce rozszerzyć obecność na polskim rynku spożywczym.

Z powodu rosyjskiego embarga na polskie produkty firma szuka także nowych rynków zbytu.

Trudno mówić z roku na rok o jakichś wielkich zmianach, bo takich nie może być. Natomiast rynek rosyjski pewne rzeczy wymusił na tyle, że trzeba było się rozejrzeć za innymi rynkami zbytu. Szukamy tych rynków, tego się uczymy – wymienia Tadeusz Bruj. – Takimi rynkami, na których już jesteśmy, są kraje arabskie, kraje azjatyckie, głównie Korea, próbujemy też wejść na rynek chiński, japoński, ale to, szczególnie w przypadku Japonii, dłuższa perspektywa czasowa – dodaje.

Grupa zajmuje się przede wszystkim przetwórstwem mleka i nabiału, produkcją serów, masła, śmietany, twarogów, oraz jogurtów. 65 proc. sprzedaży to rodzimy rynek. Za granicę grupa eksportuje głównie proszki mleczne.

Polscy naukowcy pomogą obniżyć koszty wydobycia ropy i gazu

CEO Magazyn Polska

Specjalistyczne substancje opracowane przez polskich badaczy pozwolą zmniejszyć całościowe koszty eksploatacji ropy i gazu. Taki cel przyświeca nawiązanej właśnie współpracy spółki PCC Exol i Instytutu Nafty i Gazu – Państwowego Instytutu Badawczego (INIG-PIB). Inwestycje w nowoczesne technologie pozwalają firmom wygrywać konkurencję na rynku. Coraz częściej sięgają one po rozwiązania autorstwa polskich naukowców.

Podpisanie przez PCC Exol umowy z Instytutem Nafty i Gazu to transakcja, która pokazuje, że istnieje spory potencjał współpracy nauki i przemysłu w Polsce. Transakcja dotyczy portfela kilkunastu patentów różnego rodzaju substancji specjalistycznych, które są niezbędne przy eksploatacji ropy i gazu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Bochniarz, dyrektor w zespole doradztwa ds. innowacji w PwC, firmie doradczej wspierającej INIG w opracowaniu strategii rynkowej i rozmowach z PCC.

Wydobycie, transport i magazynowanie powodują, że ropa naftowa i gaz ulegają niepożądanym zmianom, jak wytrącanie parafin czy korozja wnętrza instalacji przesyłowych. Opracowane w INIG inhibitory parafin, hydratów i korozji oraz deemulgatory mogą znacznie ograniczyć skalę tych zjawisk lub całkowicie je wyeliminować. Dzięki temu całościowe koszty eksploatacji powinny być niższe. Ponad 30 produktów opracowanych w Instytucie wzajemnie się uzupełnia, są też dostosowane do pracy w niskich temperaturach. Produkcja i sprzedaż mają ruszyć w drugiej połowie 2016 roku.

Technologia została opracowana w ramach projektu „Specjalistyczne środki chemiczne zapewniające ciągłą eksploatację złóż ropy i gazu” realizowanego przy wsparciu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) w ramach program operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Na trwający 5 lat projekt NCBR przeznaczyło 3,3 mln zł.

PCC Exol jest firmą notowaną na warszawskiej giełdzie, ale grupa kapitałowa, do której należy, działa globalnie. Ostatecznie odbiorcami tej technologii będą klienci firmy z całego świata. Liczymy, że w związku z tym na światowy rynek trafią polskie substancje specjalistyczne wymyślone przez polskich naukowców, które pomogą obniżyć koszty eksploatacji ropy i gazu – wskazuje Bochniarz.

Jak mówi ekspert firmy PwC, w ramach projektu powstało kilkanaście produktów, które zostały opatentowane.

Liczymy, że ta technologia pomoże firmie PCC Exol w staniu się bardziej konkurencyjną na międzynarodowym rynku – ocenia Bochniarz.

Podpisanie umowy pomiędzy Instytutem Nafty i Gazu a PCC Exol to konkretny przykład komercjalizacji wyników badań opracowanych w ramach POIG. Dzięki udziałowi firmy doradczej PwC udało się znaleźć odbiorców dla doskonałej technologii i przyspieszyć jej wdrożenie w praktyce.

W programie widzieliśmy wiele ciekawych wynalazków, które już znalazły zastosowanie w przemyśle albo znajdą w najbliższym czasie. Spektrum technologii jest bardzo duże. Niedawno udało nam się doprowadzić do komercjalizacji nowego wiertła do kompozytów opracowanego na Politechnice Rzeszowskiej. To technologia, która może znaleźć zastosowanie w różnych sektorach: od przemysłu lotniczego, gdzie kompozyty stosowane są na szeroką skalę, aż po przemysł kolejowy czy motoryzację – tłumaczy Paweł Bochniarz.

Skomercjalizowana została także technologia opracowana w warszawskim Instytucie Lotnictwa – nowa metodyka testów flatterowych. Ich przeprowadzenie warunkuje dopuszczenie samolotów do użytkowania, są już wykorzystywane przez jedną z zagranicznych firm.

Bochniarz przekonuje, że aby można było komercjalizować wynalazki na szeroką skalę, konieczna jest odpowiednia współpraca nauki z biznesem.

Zespoły, z którymi pracujemy, wykazują się dużym zrozumieniem potrzeb rynkowych. Dobrze odpowiadają na konkretne wyzwania, przed którymi stoją ich klienci. Dzięki temu tworzy się dobra płaszczyzna do rozmowy z partnerem biznesowym. Te firmy szukają sposobów na bycie bardziej konkurencyjnym, nie zadowala ich pozycja numer trzy czy cztery na rynku. To firmy, które starają się być liderami w swoich sektorach – wskazuje dyrektor w PwC.

Firmy coraz częściej sięgają po zaawansowane technologie opracowywane w kraju, by zapewnić sobie przewagi konkurencyjne. Same też zwiększają nakłady na badania i rozwój. Podejście do tego typu działalności się zmieniło. Firmy inwestują, choć wiedzą, że czasem wiąże się to z ryzykiem.

Firmy, które nawiązują udaną współpracę z nauką, to takie, które myślą w horyzoncie wieloletnim. Wiedzą, że dzisiaj muszą zainwestować w prace badawczo-rozwojowe czy zakup licencji ciekawej technologii po to, żeby za 3–5 lat mieć konkurencyjny produkt – podkreśla Paweł Bochniarz.

Jak jednak wynika z przygotowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz PwC raportu „Opłacalność inwestowania w badania i rozwój”, polskim przedsiębiorcom opłaca się inwestować w badania i rozwój. Według respondentów przeprowadzonego na potrzeby raportu badania efekty inwestycji w badania i rozwój są widoczne dosyć szybko. 32 proc. z nich opowiedziało, że pierwsze zyski osiąga już po roku od wdrożenia wyników prac B+R, a 27 proc., że osiąga zyski po 2 latach. Wynika z tego, że niemal 60 proc. przedsiębiorstw osiąga zyski z działalności B+R w czasie do 2 lat od wdrożenia wyników.

UE

Maleją zatory płatnicze w firmach. Wciąż ryzykowna branża budowlana, rolnictwo oraz górnictwo

CEO Magazyn Polska

44,3 proc. przedsiębiorców deklaruje, że w trzecim kwartale br. miało mniejsze problemy z regulowaniem należności przez kontrahentów lub nie miało ich w ogóle. W związku z tym coraz więcej firm lepiej ocenia swoją kondycję finansową. Sytuacja w branżach górniczej, rolniczej i budowlanej powoduje, że firmy z tych sektorów są zagrożone. Na zmniejszenie skali zatorów mógłby wpłynąć centralny rejestr płatników VAT, którego wprowadzenie zapowiadało Ministerstwo Finansów.

W ostatnich latach sektorem, który miał z zadłużeniem wielkie problemy, była branża budowlana, a więc firmy, które zaangażowały się w rozbudowę infrastruktury w Polsce: dróg, stadionów, dworców – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mirosław Sędłak, doradca zarządu Krajowego Rejestru Dłużników. – Mieliśmy długą listę upadłości. Problem trwa właściwie do dzisiaj.

Z danych KRD wynika, że zadłużenie firm budowlanych w sierpniu br. wynosiło 1,23 mld zł i nadal rośnie (w ciągu roku o 136 mln zł). 83 proc. firm z tej branży narzeka na problemy z terminowym odzyskiwaniem należności. Ponad 30 proc. faktur jest przeterminowanych, a średni czas spłaty to prawie 5 miesięcy. W KRD widniało w sierpniu blisko 31 tys. firm z sektora budowlanego.

Jak podkreśla Sędłak, sytuacja w poszczególnych branżach zależy od wielu czynników, m.in. sytuacji w krajowej gospodarce lub uwarunkowań zewnętrznych, jak embargo czy ceny na światowych rynkach.

Innymi wrażliwymi branżami są rolnictwo, które bardzo mocno odczuło embargo na eksport do Rosji produktów żywnościowych, oraz górnictwo. Jedną z przyczyn jej złej kondycji jest to, że ceny węgla na światowych rynkach są obecnie najniższe od bardzo wielu lat – zauważa Mirosław Sędłak.

Jednak ostatnie dane dotyczące skali zatorów płatniczych w kraju są optymistyczne. Wartość Indeksu Należności Przedsiębiorstw Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej oraz Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, odzwierciedlającego poziom zatorów płatniczych w gospodarce, po raz drugi w siedmioletniej historii przekroczyła poziom 90 pkt.

W trzecim kwartale 44,3 proc. osób prowadzących firmy zadeklarowało, że ma coraz mniejsze problemy z regulowaniem płatności przez kontrahentów lub nie występują one wcale. Tylko 10,7 proc. wskazało, że problem zadłużenia narasta.

Jednym z niepokojących objawów jest wzrost liczby firm, które nie mogą się doczekać spłaty ponad połowy wystawionych faktur. W niektórych przypadkach zatory to tylko forma kredytowania – firmy, które same czekają na wpływy od klientów, zwlekają z płatnościami dla swoich partnerów biznesowych. Czasami oznacza to jednak poważny problem, a pieniądze mogą być trudne do odzyskania.

Niestety, nie ma dziś bazy, w której można by było dowiedzieć się, czy dana firma płaci regularnie różnego rodzaju podatki, w tym VAT, czy też nie. Gdyby można było to weryfikować, znacznie poprawiłoby to płynność obrotu w gospodarce i nie powodowałoby zwiększenia zatorów płatniczych – mówi Mirosław Sędłak. – Gdyby przedsiębiorca miał możliwość sprawdzenia swojego kontrahenta pod tym kątem przed nawiązaniem współpracy, nie narażałby się na ewentualne straty.

Sytuacja może ulec zmianie, bo zarówno poprzedni minister finansów Mateusz Szczurek, jak i Prawo i Sprawiedliwość zapowiadali utworzenie tego typu rejestru.

Dla dobra obrotu gospodarczego powinna istnieć możliwość w miarę łatwego dostępu do informacji na temat tego, czy dany przedsiębiorca płaci podatki i ZUS za swoich pracowników. Skoro nie stać go na opłaty za ZUS, to tym bardziej nie będzie go stać na płacenie drugiemu kontrahentowi za dostarczone mu usługi czy towary – podkreśla doradca zarządu Krajowego Rejestru Dłużników.

Telemedycyna może zrewolucjonizować rynek usług medycznych. Wciąż nie jest jednak szeroko dostępna dla polskich pacjentów

CEO Magazyn Polska

Telemedycyna to krótsze kolejki do lekarzy, oszczędności, większy komfort i bezpieczeństwo pacjentów oraz rozwój nowej gałęzi gospodarki. W Stanach Zjednoczonych rynek ten rozwija się w tempie 12–13 proc. rocznie. Niektóre ośrodki w Polsce wdrażają telemedycynę na szeroką skalę, ale na przeszkodzie wciąż stoją przede wszystkim brak powszechnej wiedzy o możliwych zastosowaniach rozwiązań telemedycznych, brak zasad finansowania tych usług przez NFZ oraz niejasne rozwiązania prawne.

Telemedycyna, czyli świadczenie wybranych usług medycznych na odległość, to jeden z największych przełomów w technikach medycznych ostatnich lat. Lekarzom daje możliwość analizy wielu danych medycznych, kontrolowania reakcji pacjentów na leki, zapewnia też dostęp do zintegrowanej informacji o procesie leczenia. Pacjentowi zapewnia większe bezpieczeństwo, lepszy dostęp do lekarza i informacji o procesie leczenia, a także komfort psychiczny – zabiegi mogą być bowiem wykonywane w jego domu. Zdaniem ekspertów telemedycyna może zrewolucjonizować polski system ochrony zdrowia.

Po pierwsze, telemedycyna może radykalnie skrócić kolejki albo wręcz je zlikwidować. Po drugie, może uczynić usługi medyczne bardziej dostępnymi dla wszystkich, nawet w odległych zakątkach kraju. Wreszcie może dostarczyć pacjentowi dobrą informację o usługach, a z kolei organizatorom służby zdrowia, czyli Ministerstwu Zdrowia i NFZ, dobre informacje o popycie na ich usługi – mówi agencji informacyjnej Newseria Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej.

Telemedycyna może także przynieść wymierne korzyści gospodarcze – światowy rynek telemedycyny wyceniany jest na 13 mld dol. W Stanach Zjednoczonych w 2013 roku ponad 50 proc. szpitali wykorzystywało rozwiązania telemedyczne, a rynek ten rozwija się w tempie 12–13 proc. rocznie.

W Polsce udział w rynku usług telemedycznych kształtuje się na poziomie poniżej 1 proc. Główne bariery rozwoju to brak powszechnej wiedzy o możliwych zastosowaniach rozwiązań telemedycznych, brak zasad finansowania tych usług przez NFZ, a także rozwiązań prawnych.

Chodzi głównie o finansowanie z NFZ, w związku z czym lekarze boją się podejmować ryzyko, obawiając się, że te usługi nie będą opłacone. Druga bariera leży po stronie pacjentów, szczególnie starszego pokolenia, które do takich nowinek jak telemedycyna odnosi się nieufnie. To są ludzie, którzy w swoim życiu nie mieli wielkiej przygody z informatyką, dlatego podchodzą do tego z rezerwą – mówi Andrzej Arendarski.

Dziś dynamicznie rozwija się zwłaszcza telerehabilitacja i teleopieka nad pacjentami. Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu stworzył pierwszą na świecie Ogólnopolską Sieć Teleaudiologii, która umożliwia pooperacyjną opiekę na odległość nad pacjentami z wszczepionymi implantami słuchowymi, np. w uchu lub pniu mózgu. Oszczędza to pacjentowi długiej i często kosztownej podróży do lekarza, zapewnia też większe poczucie bezpieczeństwa – urządzenia mogą być bowiem stale kontrolowane przez specjalistów. Od kilku lat Krajowa Sieć Teleaudiologii jest regularnie nagradzana w międzynarodowych konkursach. Pierwsze wyniki systemu zaowocowały w 2010 roku główną nagrodą XXI wieku w konkursie teleinformatycznym The Computerworld Honors w Waszyngtonie. W 2014 program ten zdobył złoty medal Grand Prix Galien.

To bardzo duże ułatwienie dla pacjentów, którzy nie muszą się obawiać, że podczas wykonywania obowiązków nagle stracą słuch i staną się osobami niesłyszącymi. Ten stres nie pozwala w każdym zawodzie czuć się swobodnie, jeżeli mamy poczucie takiego zagrożenia – mówi prof. Henryk Skarżyński, dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanach.

Były minister zdrowia Marian Zembala uruchomił 40 pilotażowych projektów, m.in. procedurę Hybrydowej Rehabilitacji Kardiologicznej, przygotowaną przez zespół prof. Ryszarda Piotrowicza z Kliniki Rehabilitacji Kardiologicznej i Elektrokardiologii Nieinwazyjnej w Instytucie Kardiologii w Aninie. Została ona pozytywnie zaopiniowana przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, teraz czeka na decyzję ministra zdrowia o wprowadzeniu do koszyka.

Jako jedyni na świecie realizujemy telerehabilitację w miejscu zamieszkania z takim sukcesem. Mamy nadzieję, że będzie to standard w Europie. Nie będziemy patrzeć, co Europa nam daje, tylko spróbujemy jej coś dać – mówi prof. Ryszard Piotrowicz, kierownik Kliniki Rehabilitacji Kardiologicznej i Elektrokardiologii Nieinwazyjnej w Instytucie Kardiologii w Aninie.

Problem rozwoju telemedycyny w Polsce był tematem zorganizowanej przez Krajową Izbę Gospodarczą debaty, która odbyła się 17 listopada. Wzięli w niej udział lekarze, specjaliści, producenci sprzętu medycznego oraz przedstawiciele świata nauki i biznesu.

Dobre lokalizacje przyciągają najemców mimo dużej konkurencji na rynku nieruchomości

CEO Magazyn Polska

Odpowiednie zlokalizowanie budowanego biura, centrum handlowego czy mieszkania jest gwarancją zainteresowania najemców, nawet jeśli – jak Warszawa – rynek charakteryzuje się dużą konkurencyjnością. BBI Development również stawia na lokalizacje i klimat projektów. Spółka kilka tygodni temu rozpoczęła budowę Kwartału Centralnego – kompleksu biurowo-handlowego w byłej fabryce wódki Koneser. Będzie to m.in. siedziba Google Campus.

Ruszyliśmy w zeszłym miesiącu z pracami w Centralnym Kwartale wraz z naszym partnerem, firmą Liebrecht & wooD. To prawie 50 tys. mkw. powierzchni użytkowej. Przewidujemy w tym miejscu centrum biurowe – to będzie jedyny park biurowy po prawej stronie Wisły bezpośrednio przy metrze – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Michał Skotnicki, prezes zarządu BBI Development.

Około 25 tys. mkw. stanowić będzie powierzchnia użytkowa biur. Niemalże 20 tys. mkw. zajmie centrum handlowe, z czego 30 proc. będzie przeznaczone na restauracje i bary. Oprócz tego inwestorzy w ramach Kwartału Centralnego planują wybudować na powierzchni 3,3 tys. mkw. Muzeum Polskiej Wódki, a także hotel z 140 pokojami oraz centrum konferencyjne na ponad tysiąc osób. W październiku BBI Development wraz z Liebrecht & wooD podpisali umowę z Erbudem na rozpoczęcie budowy części biurowo-handlowej.

Centralny Kwartał to jeden z elementów projektu deweloperskiego mieszczącego się przy starej fabryce wódki Koneser na Pradze, przy ulicy Ząbkowskiej. Na tym terenie powstały już pierwsze budynki mieszkalne z loftami i softloftami.

Całość Konesera to prawie 80 tys. mkw. To część mieszkaniowa na wysokim poziomie, park biurowy, handel z trzema dziedzińcami publicznymi, Muzeum Wódki, centrum konferencyjne, Google Campus, który będzie otwierany za kilka tygodni, oraz hotel – wymienia prezes zarządu BBI Development. – To daje pewną całość i to jeszcze w tej części Warszawy, która nie była zniszczona. Rewitalizacja okolicznych zabytków, linia metra oraz bliskość centrum sprawiają, że ten projekt jest naprawdę wyjątkowy.

Skotnicki dodaje, że dzięki temu inwestycja cieszy się dużym zainteresowaniem najemców.

Na rynku biurowym jest duża konkurencja, więc trzeba się czymś wyróżniać: albo lokalizacją – tak wyjątkową jak Sezam czy Roma Tower, albo innymi atutami, np. zabytkami, sąsiedztwem metra i kilkom innymi funkcjami, jak Centrum Koneser – wymienia Skotnicki. – Zainteresowanie jest także ze strony inwestorów, którzy kupują gotowe obiekty, funduszy kupujących biurowce czy centra handlowe. Stopy kapitalizacji ulegają dalszemu obniżeniu, co jest dobre dla deweloperów.

Jak podkreśla Skotnicki, również na rynku mieszkaniowym widać ożywienie. Większą sprzedaż notują inwestycje premium o podwyższonym standardzie, ale wciąż jest ich niewiele.

W Warszawie było ich dotychczas dosłownie kilka i Złota 44 się wyróżnia na tle konkurencji. Sądzę, że najbliższe lata dla tego segmentu będą bardzo dobre – mówi Michał Skotnicki. – Myślę, że ceny lokalizacji mieszkaniowych będą powoli rosły. To już widać od mniej więcej roku, szczególnie w tych wyjątkowych lokalizacjach.

Centrum Koneser jest kolejną z większych inwestycji BBI Development w Warszawie. Inne projekty spółki to apartamentowiec Złota 44, Roma Tower i Centrum Marszałkowska Sezam.

W firmach rośnie zapotrzebowanie na coaching. W Polsce jest już prawie 5 tys. profesjonalnych trenerów

CEO Magazyn Polska

Wybór profesjonalisty oraz określenie konkretnych celów do osiągnięcia to warunki, które trzeba spełnić, by coaching w biznesie okazał się sukcesem. Na profesjonalne usługi coachów jest coraz większe zapotrzebowanie. Rośnie też liczba podmiotów i organizacji oferujących kursy i studia w tym zakresie. Według nieoficjalnych statystyk w Polsce jest ok. 4,7 tys. coachów, ale nie wszyscy pozostają aktywni.

– Profesjonalny coaching to przede wszystkim dwie rzeczy. Jedna to jest dobrze przygotowany, profesjonalny coach, który zdobył odpowiednie wykształcenie w tym kierunku i wie, jak pracować z organizacją i jak realizować projekty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr hab. Mirosława Huflejt-Łukasik, coach, pracownik Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego oraz właścicielka firmy CC Innovation. – Drugim elementem jest dobrze przygotowany projekt, w którym wskazujemy, jaki cel dzięki temu organizacja ma osiągnąć, co ma się zmienić w jej wskaźnikach ekonomicznych czy w kompetencji zespołu.

Poza odpowiednimi kompetencjami z zakresu coachingu istotna jest również umiejętność budowania relacji z klientem.

Myślę, że można to sprowadzić do dwóch rzeczy: trzeba wiedzieć, po co się pojawiamy w firmie, i trzeba wiedzieć, jak to dobrze zrealizować, żeby zadbać o interesy wszystkich stron. Zwłaszcza kiedy mamy do czynienia z jakąś delikatną materią, na przykład kiedy pracujemy nad rozwiązaniem jakiegoś konfliktu – mówi Huflejt-Łukasik.

Od lipca 2014 roku coach zgodnie z rozporządzeniem MPiPS został wpisany do klasyfikacji zawodów i specjalności rynku pracy. Według definicji Izby Coachingu coaching to metoda wspierania rozwoju realizowana w formie cyklu spotkań coacha z klientem. Przez aktywne słuchanie, zadawanie pytań, narzędzia i zadania rozwojowe trener pomaga klientowi osiągnąć dany cel.

Coaching jest bardzo uniwersalnym narzędziem. Właściwie, jeżeli pojawia się jakiś problem z zakresu pracy ludzi, ich motywacji czy współpracy, to w większości sytuacji coaching będzie bardzo pomocny. Również tam, gdzie planowane są zmiany i trzeba je odpowiednio zaplanować i wdrożyć, coaching jest naturalnym rozwiązaniem – wyjaśnia ekspertka.

Eksperci wskazują, że coaching coraz lepiej adaptuje się na polskim rynku. W ostatnich latach w wielu firmach i korporacjach stał się stałym elementem programów rozwojowych. Sięgają po niego również organizacje państwowe i pozarządowe oraz osoby prywatne. Wciąż jednak hasło coaching często nie jest właściwie interpretowane.

Pewnym standardem jest to, że pojawił się coaching indywidualny jako narzędzie rozwoju menadżerów. To w wielu organizacjach jest już oczywiste, ale też właściwie od początku właściciele małych firm sięgają po coaching jako wsparcie w zarządzaniu – mówi Huflejt-Łukasik. – Pod hasłem coachingu w firmach realizowane są czasami inicjatywy, które nie są coachingiem, jak np. udzielanie negatywnych informacji zwrotnych pracownikom. Na pewno coachingu w firmach jest dużo, pytanie, jakiej jakości.

Nie ma oficjalnych statystyk co do liczby coachów na polskim rynku. Z raportu „Szkoły coachingu 2014” (przygotowanego z inicjatywy Izby Coachingu) wynika, że zbadane szkoły wykształciły łącznie 4,7 tys. coachów. Nie wszyscy jednak pozostają aktywni. Rośnie też liczba programów szkoleniowych. Według danych z końca 2013 roku na rynku kursów i studiów coachingowych działało 81 podmiotów.

W ocenie kompetencji coachów pomóc mogą standardy akredytacji. Jeden z nich prowadzi Izba Coachingu. Akredytacji udzielają też International Coach Federation (ICF), International Institute of Coaching and Mentoring (IIC&M) oraz European Mentoring and Coaching Council (EMCC).

Polski rynek jest kilka lat za tym, co się dzieje na Zachodzie, ale aż tak bardzo się nie różnimy. Tam jest bardziej oczywiste to, czym coaching jest, a czym nie jest. Stamtąd pochodzi też więcej pomysłów dotyczących tego, jak tworzyć pewne procedury i projekty związane z prowadzeniem coachingu. My wciąż jesteśmy na etapie doprecyzowywanie tych kwestii – mówi Mirosława Huflejt-Łukasik.

Polacy często kłamią w CV. Najczęściej zawyżają swoje kompetencje i poziom znajomości języków obcych

CEO Magazyn Polska

Wielu kandydatów do pracy ubarwia swoje CV, by lepiej wypaść przed potencjalnym pracodawcą. Najczęściej wpisują nieprawdziwe informacje dotyczące doświadczenia zawodowego i poziomu znajomości języków obcych. Brak konkretnej wiedzy i umiejętności jest jednak weryfikowany podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Osoby rekrutujące są na kłamstwa szczególnie wyczulone.

By CV nie trafiło do kosza, tylko w gąszczu innych zostało zauważone przez potencjalnego pracodawcę, kandydaci stosują różne chwyty – często nieetyczne. Z badań naukowców z Craig School of Business w Kalifornii wynika, że od 40 do 70 proc. kandydatów ubarwia swoje CV. Kłamstwa najczęściej dotyczą poziomu znajomości języka obcego oraz zakresu obowiązków w poprzednim miejscu pracy.

Polacy bardzo często przypisują sobie też nie swoje kompetencje czy sukcesy. O ile łatwo można sprawdzić okres pracy u konkretnego pracodawcy, o tyle weryfikacja umiejętności, doświadczeń czy zrealizowanych projektów zależy od czujności rekrutera – mówi agencji informacyjnej Newseria Paweł Wierzbicki, dyrektor Michael Page.

Osoby odpowiedzialne za rekrutacje są na kłamstwa szczególnie wyczulone. Na etapie rekrutacji decydujące znaczenie ma wnikliwa rozmowa pozwalająca poznać kandydata i jego prawdziwe umiejętności. Podczas bezpośredniego spotkania z aplikantem na dane stanowisko często się okazuje, że informacje zawarte w CV i liście motywacyjnym zupełnie nie mają pokrycia w rzeczywistości.

To jest po prostu wywiad behawioralny, czyli postawienie kandydata w konkretnym przypadku biznesowym, w konkretnej sytuacji i sprawdzenie, jak na bazie swojego doświadczenia poradziłby sobie z taką sytuacją – tłumaczy Paweł Wierzbicki.

Paweł Wierzbicki podkreśla, że niezależnie od stanowiska pracy, każde CV jest dokładnie analizowane. Dodaje jednak, że dokumenty aplikacyjne i rozmowa kwalifikacyjne są dla pracodawcy tylko wstępną informacją, którą dokładnie zweryfikuje okres próbny.

Przy stanowiskach menadżerskich łatwiej jest – przez referencje, zadawanie pytań sytuacyjnych – szybko zorientować się, czy kandydat rzeczywiście robi to, co mówi – dodaje Paweł Wierzbicki.

Duże trudniejsze zadanie mają rekruterzy, którzy muszą oszacować zdolności tych osób, które starają się o pierwszą pracę w swoim życiu.

W przypadku młodych ludzi jest to bardziej skomplikowane, dlatego że u nich zazwyczaj mówimy o badaniu potencjału czy osobowości, które trudniej zweryfikować niż konkretne sukcesy i osiągnięcia – podkreśla Paweł Wierzbicki. – Narzędziami służącymi do analizy potencjału są dostępne na rynku testy. Z naszych obserwacji wynika jednak, że zaledwie kilkanaście procent firm używa takich testów jako stałego etapu rekrutacji. Nadal w większości przypadków o rekrutacji decyduje przeczucie i/lub postawienie na instynkt.

Eksperci podkreślają, że rażące ubarwianie CV mija się z celem. Może bowiem prowadzić do zdyskredytowania kandydata w oczach potencjalnego pracodawcy, a w skrajnych przypadkach także do odpowiedzialności prawnej. Niewielu dyrektorów czy właścicieli firm zdecyduje się zatrudnić osobę, która okłamuje go jeszcze przed podjęciem pracy.

Fakt okłamania przyszłego pracodawcy, nawet jeżeli doszło do zatrudnienia, nie oznacza pełnego sukcesu kandydata. Nasz Kodeks pracy dopuszcza możliwość zwolnienia kandydata z pracy w przypadku, kiedy istotnie kłamał podczas procesu rekrutacji i pracodawca zatrudniał go w oparciu o nieprawdziwe przesłanki.

Popołudniowy komentarz walutowy z 17.11.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 17.11.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Rośnie pesymizm dyrektorów finansowych

Perspektywy gospodarcze gwałtownie się pogarszają – wynika z badań opinii dyrektorów finansowych i członków ACCA (The Association of Chartered Certified Accountants), których głos ma coraz większe znaczenie w podejmowaniu decyzji przez przedsiębiorstwa.

Pesymistyczna ocena kondycji warunków gospodarczych może zarówno mieć negatywny wpływ na rozwój przedsiębiorstw, a tym samym na tempo wzrostu światowego PKB, jak i być wynikiem ochłodzenia klimatu do inwestowania – czterech na dziesięciu badanych CFO podjęło decyzje o ograniczeniu wydatków inwestycyjnych, a w 44% organizacji wstrzymano nabór nowych pracowników lub rozpoczęto proces redukcji zatrudnienia. Przeszło 40% firm zaobserwowało spadek bieżących dochodów, przy jednoczesnym wzroście kosztów prowadzenia działalności. W ocenie 36% badanych nasiliły się również problemy wynikające z wahań międzynarodowych kursów walut.

Indeks GECS (Global Economic Conditions Survey)[1] opracowywany przez ACCA od przeszło 4 lat przyjmuje wartość ujemną. Pomimo to, od końca 2012 r. można było obserwować systematyczną poprawę oceny warunków gospodarczych przez CFO. Pod koniec drugiego kwartału 2015 r. indeks osiągnął wartość 0. Niespełna trzy miesiące później nastąpiło jednak załamanie – poziom optymizmu biznesowego wśród dyrektorów finansowych znacząco spadł i obecnie wynosi -25 punktów, co stanowi najniższą wartość od 2011 r.[2]

– Nastroje wśród CFO mają coraz większe znaczenie w kontekście rozwoju przedsiębiorstw, a tym samym pośrednio rzutują na rozwój gospodarki, zarówno w wymiarze lokalnym,
jak i globalnym –
mówi Przemysław Pohrybieniuk, Dyrektor Zarządzający ACCA Polska.

Dr Daniel Thorniley, autorytet w dziedzinie analiz rynków wschodzący w swoim wystąpieniu w czwartek 19 listopada przedstawi szerzej dynamicznie zmieniające się perspektywy gospodarcze, które dla Polski i krajów CEE są zauważalnie lepsze niż dla Zachodu. Wystąpienie będzie częścią programu konferencji „CFO European Summit” organizowanej przez ACCA, która będzie okazją do pogłębienia wiedzy o zmieniającej się roli dyrektorów finansowych.

– Rola dyrektorów finansowych ulega wyraźnej ewolucji. Z managerów nadzorujących kwestie księgowe, stają się doradcami CEO, wywierając coraz większy wpływ na kształtowanie i realizację strategii, dbając o prawidłowy rozwój firm. Zmiana pozycji dyrektorów finansowych w strukturach organizacji wiąże się z nowymi zadaniami oraz wymogami im stawianymi. Dlatego też o aktualnych wyzwaniach stojącymi przed branżą finansową będziemy rozmawiać w ramach VIII edycji CFO European Summit – komentuje Przemysław Pohrybieniuk, Dyrektor Zarządzający ACCA Polska.

Nowe trendy w zakresie roli CFO w organizacji zaczynają dostrzegać również sami dyrektorzy finansowi. Z raportu ACCA „Future pathways to finance leadership” wynika, że 56% ankietowanych jako najważniejszy obszar działania CFO, poza tradycyjnym nadzorem finansowym, uważa doradztwo strategiczne oraz czuwanie nad właściwą realizacją strategii przedsiębiorstw.

Jako drugi obszar działalności CFO uczestnicy badania wskazali stworzenie analitycznego zaplecza dla zarządu (43%), które pomoże im w podejmowaniu ważnych z punktu rozwoju firmy decyzji. Z uwagi na powiązanie wszelkich aktywności przedsiębiorstw z budżetem, CFO jest w stanie, na podstawie danych operacyjnych, tworzyć kompleksowe mapy działań organizacji i analizować ich rentowność. Tym samym ma on możliwość na bieżąco identyfikować procesy obniżające efektywność biznesową organizacji i je eliminować. Zdaniem ankietowanych, rośnie również odpowiedzialność zespołów podległych dyrektorom finansowym za opracowywanie scenariuszy zmian otoczenia biznesowego oraz ich skutków dla przyszłości organizacji.

W tym kontekście CFO przewidują również wzrost swojej roli w zakresie zarządzania ryzkiem (36% wskazań). Nie chodzi jednak o tradycyjnie rozumiane zagrożenia związane np. z rentownością fuzji i akwizycji, ale o kompleksowe zarządzanie portfelem ryzyk, takich jak straty wizerunkowe w wyniku działania konkurencji lub błędów w komunikacji z klientami czy naruszenia cyberbezpieczeństwa. Mogą one generować równie poważne konsekwencje finansowe dla przedsiębiorstwa co nieudane inwestycje.

[1] Badanie Global Economic Conditions Survey (GECS) jest realizowane przez ACCA (The Association of Chartered Certified Accountants) we współpracy z IMA (the Institute of Management Accountants). GECS największym regularnym badaniem ekonomicznym, obejmujących księgowych na całym świecie, zarówno pod względem liczby badanych i zakresu monitorowany danych. Badanie GECS za Q3 2015 odbyły się w dniach 11 września i 22 września, i objęło grupę ponad 950 członków ACCA i IMA z całego świata. Raport dostępny jest na: http://www.accaglobal.com/zm/en/technical-activities/technical-resources-search/2015/november/gecs-27.html

[2] Poziom optymizmu biznesowego wśród dyrektorów finansowych (CFO) na koniec 4Q 2011 r. wynosił -28 punktów.

Ravelo.pl wprowadza nową formę płatności BLIK

Z początkiem listopada klienci sklepu internetowego Ravelo.pl otrzymali możliwość dokonywania płatności poprzez mobilną aplikację BLIK.

Cieszymy się, że wraz z umacnianiem pozycji rynkowej Ravelo stale wprowadzamy innowacyjne rozwiązania, także w segmencie płatności. Możliwość szybszych i wygodniejszych zakupów przekłada się na zadowolenie naszych klientów, co jest dla nas najistotniejsze – mówi Dorota Bachman, prezes zarządu Ravelo Sp. z o.o.

Aby dokonać zakupu należy wybrać BLIK jako formę płatności, wpisać jednorazowy, sześciocyfrowy kod na komputerze i zaakceptować go na swoim telefonie.

blikIlość transakcji zrealizowanych za pomocą BLIKA w pierwszych dniach po wprowadzeniu usługi pokazuje, że nasi klienci chętnie korzystają z nowoczesnych rozwiązań, także wybierając innowacyjne formy płatności – dodaje Bachman.

Wprowadzeniu nowej usługi w Ravelo.pl towarzyszy kampania informacyjno-promocyjna w internecie, na stronie sklepu oraz na stronach banków obsługujących BLIKA. Klienci korzystający z nowej usługi mogą liczyć na 15% dodatkowego rabatu.

Ravelo, odpowiadające za działalność e-commerce Grupy PWN, w swojej ofercie posiada książki, zabawki i artykuły wyposażenia domu.

BLIK, którego operatorem jest Polski Standard Płatności, to pierwszy, powszechny system płatności mobilnych w Polsce, stworzony z myślą o klientach, dla których liczy się szybkość, bezpieczeństwo i wygoda płatności.

Polacy coraz częściej i chętniej dostrzegają zalety płatności mobilnych, szczególnie przy zakupach online. My wychodzimy temu naprzeciw. BLIKIEM możemy już zapłacić w większości sklepów internetowych. Wspieramy wdrożenie nowoczesnej, szybkiej i bezpiecznej płatności BLIKIEM w polskim e-commerce. Chcemy zagwarantować naszemu Klientowi jeszcze większy komfort i szybkość dokonania zakupu przy zapewnieniu pełnego bezpieczeństwa i konwersji transakcji. E-commerce jest dziś kluczowym segmentem rozwoju BLIKA. Tego typu transakcje przyczyniają się zdecydowanie do zmniejszenia obrotu gotówkowego przy zakupach w sieci, mówi Dariusz Mazurkiewicz, Wiceprezes Polskiego Standardu Płatności.

Sojusz dla Młodych dołącza do Europejskiego Paktu na Rzecz Młodzieży

Aby zwiększyć szanse młodzieży na rynku pracy, a w szczególności poprawić dostęp do ofert pracy, praktyk oraz staży, Nestlé i powołany przez firmę Sojusz dla Młodych (ang. Alliance for YOUth) przyłączyli się w charakterze współinicjatorów do ogłoszonego dziś w Brukseli Europejskiego Paktu na Rzecz Młodzieży (ang. European Pact for YOUth).

7 milionów ludzi poniżej 25. roku życia w całej Europie to osoby nieaktywne zawodowo – nie mają pracy, nie kształcą się ani nie odbywają praktyk zawodowych.Europejski Pakt na Rzecz Młodzieży to stworzona przez Komisję Europejską oraz CSR Europe platforma do współpracy firm, organizacji młodzieżowych, instytucji edukacyjnych i innych zainteresowanych stron, której celem jest zmniejszenie dysproporcji w zakresie umiejętności i zwiększenie szans zatrudnienia młodzieży.

Sojusz dla Młodych jako część Europejskiego Paktu na Rzecz Młodzieży skupi się na tworzeniudualnych systemów nauczania w Europie, łączących edukację formalną z praktyką zawodową. Celem jest dostosowanie programów nauczania i umiejętności młodych ludzi do wymogów i realiów rynku pracy.

Sojusz dla Młodych to grupa prawie 200 firm zmobilizowanych przez Nestlé, aby pomóc młodym Europejczykom znaleźć pracę. Sojusz zobowiązał się do stworzenia 100 000 możliwości zatrudnienia do 2017 roku. Już w pierwszym roku działania zrealizowano połowę tego celu – z szans zatrudnienia skorzystało w całej Europie już 50 000 młodych osób, w tym ponad 1000 stworzyła firma Nestlé w Polsce. W naszym kraju do partnerstwa w Sojuszu dla Młodych przystąpiło 10 partnerów biznesowych Nestlé.

Sednem Inicjatywy Na Rzecz Zatrudnienia Ludzi Młodych „Nestlé needs YOUth” jest promowanie kulturowych zmian w edukacji młodzieży w kierunku dualnego systemu nauczania. Miałby być on oparty na współpracy szkolnictwa i biznesu. Europejski Pakt na Rzecz Młodzieży pomoże wykreować wykwalifikowane kadry i przysłuży się walce z bezrobociem młodzieży –powiedział Luis Cantarell, wiceprezes Nestlé S.A. i jeden z inicjatorów Europejskiego Paktu na Rzecz Młodzieży.

W których osiedlach są do wzięcia ostatnie mieszkania

W jakich inwestycjach kupimy mieszkanie, do którego od razu odbierzemy klucze? Czy ostatnie lokale w ukończonych osiedlach sprzedawane są w promocyjnych cenach? Ofertę gotowych mieszkań deweloperskich prezentuje portal nieruchomości dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp

Większość naszych projektów to duże inwestycje, realizowane etapami, w których na bieżąco uzupełniamy ofertę. Ostatnie mieszkania można znaleźć w takich inwestycjach jak Dolina Piastów we Wrocławiu, Osiedle Poborzańska i Promenady w Warszawie, Osiedle Pustynna 43 i Dębowa Ostoja w Łodzi. Większość z tych projektów jest jeszcze w trakcie budowy, stąd nie widzimy potrzeby do prowadzenia szczególnych działań marketingowych. To projekty dobrze przygotowane, oferujące mieszkania o przemyślanych układach, w atrakcyjnych cenach.

Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. sprzedaży w Lokum Deweloper

Finalną ofertę mamy aktualnie w osiedlu Lokum Viva na Starym Mieście we Wrocławiu. W sprzedaży zostało kilka trzypokojowych mieszkań o metrażach od 48 do 71 m kw. Wśród wolnych mieszkań dostępne jest jedno wykonane w programie Lokum pod klucz – gotowe do wprowadzenia. Nie stosujemy okresowych upustów czy rabatów, nasza przewidywalność w tym zakresie daje klientom pewność podejmowanych przez nich decyzji. Zainteresowanie ostatnimi mieszkaniami jest wciąż duże. Ceny dostępnych jeszcze lokali w osiedlu Lokum Viva mieszczą się w przedziale od 5999 zł/m kw. do 7219 zł/m kw.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J. W. Construction Holding S.A.

Wprowadziliśmy promocje cenowe na ostatnie gotowe mieszkania, które mamy jeszcze w sprzedaży w warszawskich osiedlach Zielona Dolina i Villa Campina. Lokale w tych projektach oferujemy w niezwykle atrakcyjnych cenach – od 4900 zł za m kw. Promocją objęta jest pula mieszkań o  zróżnicowanym metrażu, by każdy znalazł coś dla siebie. Zakup ostatnich gotowych lokali niesie ze sobą wiele korzyści, niższa cena transakcyjna wpływa na obniżenie wysokości zaciąganego kredytu, a tym samym raty spłaty.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

W tej chwili kończymy nasze inwestycje w Warszawie przy Staffa i Księżycowej. Oferta w tych projektach wyczerpuje się. Ostatnie mieszkanie dostępne jest jeszcze w inwestycji Słodowiec Park. W większości naszych inwestycji udaje się sprzedać wszystkie mieszkania bez uciekania się do dodatkowych zachęt cenowych. Staramy się po prostu oferować produkt w rozsądnej cenie od momentu wprowadzenia mieszkań do sprzedaży.

Marta Ulbrych, dyrektor ds. marketingu i sprzedaży w Neocity Polska

W zakończonej inwestycji Neosky na warszawskich Bielanach kilka ostatnich mieszkań trzypokojowych oferujemy z rabatami w wysokości do 52 000 zł. Mieszkanie o powierzchni. 51 m kw. jest na przykład w sprzedaży w cenie 6 635 zł/m kw.

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży Polnord

W tej chwili ostatnie kilka mieszkań czeka na szczęśliwych właścicieli w pierwszych dwóch etapach projektu 2 Potoki  w Gdańsku, a także w łódzkim City Parku. W trójmiejskim projekcie dwupokojowe, 50-metrowe mieszkanie z oddzielną kuchnią i balkonem można nabyć za 196 tys. zł. Podobnie w Łodzi, gdzie w tej samej cenie dostępne są ostatnie lokale dwupokojowe z aneksem kuchennym w samym centrum miasta.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Ostatnie wolne mieszkania dostępne są jeszcze w inwestycjach Weżyka i Borkowska w Krakowie. To przede wszystkim mieszkania dwupokojowe o metrażach około 45-50 m kw. Przy obecnym poziomie zainteresowania naszą ofertą nie planujemy dodatkowych bonusów. Dla osób zainteresowanych zakupem mieszkań w naszych projektach mamy atrakcyjne promocje w programie Kompas Korzyści, które mogą samodzielnie wybrać.

Monika Kudełko, reprezentująca Activ Investment

W ofercie Activ Investment ostatnie mieszkania pozostały w inwestycji Cztery Wieże w Katowicach. Budowa została zakończona w połowie października, a lokale jedno i dwupoziomowe, które są jeszcze w ofercie to ciekawe propozycje ze względu na atrakcyjne ceny i bardzo dobrą lokalizację osiedla.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic

Sprzedaż mieszkań kończymy w warszawskiej inwestycji Apartamenty TRIO. Zostały w niej już tylko dwa lokale z widokiem na panoramę Warszawy o pow. 150 m kw. usytuowane na 16 i 17 piętrze.

Andrzej Przybek, dyrektor sprzedaży Grupy Kapitałowej Euro Styl

Zakończyliśmy budowę mieszkań w trzech gdyńskich inwestycjach: Osiedlu Morskim, Osiedlu Nawigator i Apartamentach Conrada, a w rejonie Gdańska zakończyliśmy kolejne etapy rozbudowy Osiedla Cytrusowego oraz Nowego Horyzontu. Z tej okazji wprowadziliśmy promocyjne ceny mieszkań.

Mieszkania gotowe do odbioru mamy w Osiedlu Morskim usytuowanym  na granicy gdyńskiej dzielnicy Pogórze i gminy Kosakowo. W inwestycji dostępne są jeszcze mieszkania 1- 3-pokojowe o metrażu od 31 do 52 m kw.

W Osiedlu Nawigator, które mieści się na gdyńskim Obłużu, blisko centrum Gdyni w sprzedaży są jeszcze mieszkania 2- 4-pokojowe o powierzchni od 40 do 90 m kw. Ceny rozpoczynają się od ponad 224 tys. do ponad 503 tys. zł, a stawki za metr kw. wahają się od 4 553 zł do 5 583 zł. W ofercie znajdują się mieszkania, które kwalifikują się do programu MdM 3+, który skierowany jest do rodzin z co najmniej trojgiem dzieci.

W Apartamentach Conrada, które znajdują się w gdyńskiej dzielnicy Mały Kack jest jeszcze spory wybór lokali. Eleganckie mieszkania o metrażu od 46  do 83 m kw. kosztują od 266 733 do 581 708 zł, a cena metra rozpoczyna się od 5 500 zł.

W drugiej połowie listopada zostaną przekazane klucze do mieszkań w Nowym Horyzoncie, który mieści się na granicy gdańskiej dzielnicy Łostowice i gminy Pruszcz Gdański. Wszystkie mieszkania kwalifikują się do programu MdM. Ceny mieszkań dwupokojowych o metrażu od 35 m kw. kształtują się od ponad 158 tys. zł, a trzypokojowych od ponad 221 tys. zł. Osiedle jest cenione za bogatą ofertę handlowo-usługową oraz rekreacyjno-sportową. W znajdującym się po sąsiedzku Osiedlu Cytrusowym w sprzedaży zostało kilka gotowych do odbioru mieszkań.

Marcin Liberski, dyrektor marketingu i sprzedaży w Atlas Estates

Ostatnie mieszkania mamy w dwóch warszawskich osiedlach. W budynku ConceptHouse Mokotów, położonym obok Galerii Mokotów i Mokotów Business Parku, gdzie dostępne są jeszcze trzy lokale o metrażach od 71 m kw. do 165 m kw. Dzięki trwającej promocji – Ostateczna wyprzedaż – ich ceny zostały obniżone o kilka-kilkanaście procent i wynoszą aktualnie 6750 – 10500 zł za m kw.

Szczególnie atrakcyjna wydaje się propozycja zakupu 3-pokojowego mieszkania, które oferujemy zaaranżowane we współpracy z architektem wnętrz, umeblowane i wyposażone w sprzęt AGD. W budynku znajduje się siłownia, sauna i salą dla dzieci, dostępne do wyłącznego użytku mieszkańców.

W naszym flagowym osiedlu Capital Art Apartments, położonym nieopodal Ronda Daszyńskiego i stacji metra, mamy w ofercie już tylko jedno, ostatnie mieszkanie o metrażu 115 m kw., w cenie 9000 zł za m kw.

Neocity Polska_IntensoUrszula Hofman, reprezentująca Grupę Inwest

Należy zaznaczyć, że do mieszkań w budynkach przyjętych już do użytkowania nie stosuje się przepisów ustawy deweloperskiej. W związku z tym można oszczędzić pewną kwotę np. na kosztach notarialnych związanych z umową deweloperską i rachunkach powierniczych, których nie trzeba utrzymywać, co sprzyja obniżeniu cen lokali.

Marta Jagłowska, marketing manager w firmie Marvipol

Prowadzimy działania promocyjne w warszawskich inwestycjach, w których zostały jeszcze ostatnie mieszkania. W inwestycji Bielany Residence w sprzedaży są ostanie dwa mieszkania o metrażu 69 m kw. i 112 m kw. w promocyjnej cenie od 6900 zł/ m kw. W Osiedlu Zielona Italia zostało jeszcze 8 mieszkań o powierzchni od 91 m kw. do 123 m kw. w kwocie od 5300 zł m kw. W promocyjnej cenie – od 7290 zł/ m kw. można kupić też gotowe mieszkania w inwestycji Rezydencja Arteco.

Żaneta Bratkowska, reprezentująca Vastbouw Polska

Mamy w ofercie niewiele mieszkań w inwestycjach, w których budowa została zakończona. Dostępne są w nich lokale o większych powierzchniach lub od stron świata, gdzie nasłonecznienie jest mniejsze. Wybór mieszkań jest mocno ograniczony i w takim przypadku klientom pozostaje niewielkie pole manewru. Ceny mieszkań pozostają bez zmian – negocjacji może podlegać zakup garażu, bądź komórki lokatorskiej.

Jarosław Jankowski, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Duże zainteresowanie klientów warszawskimi projektami Miasto Wola i Stacja Kazimierz sprawia, że w pierwszych etapach tych inwestycji w ofercie dostępnych jest łącznie kilkanaście mieszkań. W Mieście Wola w sprzedaży pozostał ostatni gotowy lokal o powierzchni ponad 126 m kw. usytuowany na szóstym piętrze. W Stacji Kazimierz w sprzedaży zostało 17 mieszkań o metrażu od 43 do 52 m kw. Wyjściowe ceny lokali pozostają niezmienne. Zakup mieszkań w każdym przypadku traktowany jest jak odrębny proces, dlatego ewentualne upusty i zachęty oferowane klientom, uzależnione są od wielu czynników i zawsze rozpatrywane są indywidualnie.

Marcin Zaremba-Śmietański, główny analityk i członek zarządu operacyjnego w Grupie Deweloperskiej GEO

W naszej ofercie jest kilka inwestycji, w których sprzedaż jest już w ostatnim etapie. We wrocławskim projekcie Nowy Horyzont zostało jeszcze 8 w pełni gotowych do zamieszkania mieszkań. Wśród nich są dwupokojowe lokale o powierzchni ok. 57 m kw. i czteropokojowe o metrażu powyżej 80 m kw. Ceny mieszkań, podobnie jak w dwóch realizowanych budynkach kompleksu, rozpoczynają się od 4300 zł za m kw. Przy zakupie mieszkania w segmencie A3 oferujemy także dodatkowy bonus w postaci miejsca postojowego w podziemnym garażu.

Ostatnie gotowe mieszkania oferujemy także w ukończonym kompleksie Biała Polana w Krakowie. Na nabywców czeka jeszcze 5 lokali: trzy dwupokojowe o metrażu 50 m kw., trzypokojowe o powierzchni niemal 62 m kw. i czteropokojowe o wielkości 81 m kw.

ABS Investment S.A. podwyższa prognozy finansowe na 2015 r.

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną oraz doradczą, dokonała podwyższenia prognoz finansowych na 2015 r. Emitent osiąga wyższe od przewidywanych wyniki z działalności inwestycyjnej, co pozwoliło Zarządowi podnieść prognozy finansowe na ten rok.

 Podwyższona prognoza zakłada osiągnięcie na koniec 2015 r. zysku brutto na 1 akcję w przedziale 0,48 zł – 0,52 zł, podczas gdy pierwotnie było to 0,25 zł – 0,27 zł. Z kolei prognozowana wartość aktywów na koniec 2015 r. (wraz z należnościami ze sprzedaży aktywów) w przeliczeniu na 1 akcję ma się zawierać w przedziale 3,00 zł – 3,30 zł. Pierwotnie wartość ta miała wynieść od 2,80 zł do 3,00 zł. Zmiana prognozy została przygotowana w oparciu o wyższe od pierwotnie zakładanych przez Zarząd Spółki wyników z działalności inwestycyjnej, tj. przede wszystkim realizowanym obecnie i planowanym zyskiem ze zbycia inwestycji, otrzymanymi dywidendami od spółek portfelowych, prowadzonymi nowymi inwestycjami w spółki publiczne, a także w oparciu o zawarte umowy na świadczenie usług doradczych.

„W bieżącym roku sytuacja w spółkach portfelowych ABS zmienia się bardzo dynamicznie i co ważne – w pozytywnym kierunku. Dzieje się to trochę na przekór sytuacji na rynku kapitałowym. Potwierdza to odpowiedni dobór spółek do portfela i słuszność obranych przez nie strategii rozwoju. Kluczowe firmy z portfela ABS wyróżniają się dobrymi wynikami, pozyskiwaniem kapitału oraz nowych akcjonariuszy. Większość z nich działa w niszach, co powoduje spore uzależnienie od globalnej koniunktury. Bardzo bezpieczny i racjonalny model działania ABS sprawia, że mogę działać bez presji, według przyjętego wcześniej planu działania. Dobre wyniki ABS oraz spółek portfelowych spowodowały w ostatnich miesiącach zdecydowany wzrost zainteresowania współpracą z nami na różnych obszarach. Efektem tego jest pakiet umów i rekordowo wysokie przychody ze sprzedaży usług. Połączenie działalności inwestycyjnej i doradczej daje w tym roku znakomite wyniki, co pozwala z dużym optymizmem planować cele do osiągnięcia na rok przyszły.” – ocenia Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

Spółki portfelowe ABS Investment S.A. zanotowały bardzo dobre wyniki finansowe w 3 kw. 2015 r. i realizują przyjęte plany rozwojowe. Robinson Europe S.A. pozyskał środki w wysokości 2,45 mln z emisji akcji serii F, które przeznaczy na rozszerzanie działalności handlowej. Z kolei Spółka LS Tech-Homes S.A. podpisała umowę inwestycyjną z ARP Venture Sp. z o.o., określającą podstawowe warunki dokonania inwestycji w wysokości do 20 mln. Znajdująca się w portfelu inwestycyjnym Emitenta Spółka Orion Investment S.A. przygotowuje się natomiast do przeniesienia notowań akcji na rynek regulowany GPW w Warszawie. Istotną poprawę wyników finansowych odnotowały m.in. Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A., BVT S.A., ECA S.A., JR HOLDING S.A., Kupiec S.A oraz SFK Polkap S.A.

„Sytuacja w 10 kluczowych spółkach jest najlepsza w ich historii. Wszystkie poprawiły wyniki w tym roku. Większość z nich pozyskała kapitał w różnej postaci na dalszy rozwój, a połowa wypłaciła dywidendę z zysku za rok 2014. Zakładam, że w tym roku ten wskaźnik wzrośnie. Nie dziwi zatem wzrost zainteresowania spółkami z portfela ABS, co wyraźnie widać po wzrastającym wolumenie i poziomie notowań. Stawiam sobie bardzo wysokie wymagania odnośnie nowych projektów. Jakością i stopą zwrotu powinny one  dorównywać najlepszym dotychczas zrealizowanym. Strategia ABS w najbliższym czasie się nie zmieni. Do końca roku zrealizujemy kilka nowych projektów, w większości bezpiecznych, z określoną z góry stopą zwrotu i horyzontem czasowym.” – dodaje Jarosz.

ABS Investment S.A. w 3 kw. 2015 r. osiągnęła 1.418 tys. zł zysku netto przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 136 tys. zł. Narastająco, po 3 kw. 2015 r. Spółka wypracowała już zysk netto w kwocie 2.706 tys. zł.

ABS Investment S.A. jest spółką notowaną na rynku NewConnect od lutego 2011 r., która prowadzi działalność w dwóch obszarach: inwestycji kapitałowych oraz doradztwa finansowego. We wrześniu 2014 r. jej obligacje zadebiutowały również na rynku Catalyst. ABS Investment S.A. specjalizuje się inwestycjach w firmy działające w niszowych branżach, mające już rozwinięty biznes o ponadprzeciętnej oczekiwanej stopie zwrotu.

Grupa Jaguar S.A. notuje mocny wzrost przychodów i zysków

Grupa Jaguar S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się obrotem nieruchomościami gruntowymi, budową domów oraz rewitalizacją kamienic, zakończyła 3 kw. 2015 r. zyskiem netto w kwocie 1.053 tys. zł. Emitent realizuje kolejne projekty inwestycyjne i liczy na utrzymanie progresji wyników finansowych.

 W 3 kw. ub. roku Grupa Jaguar S.A. miała stratę netto w wysokości 81 tys. zł, a jej sprzedaż wynosiła 110 tys. zł. Narastająco, po trzech kwartałach 2015 r. Spółka wypracowała już 341 tys. zł zysku netto przy przychodach wynoszących 1.159 tys. zł. W analogicznym okresie 2014 r. Emitent zanotował stratę na poziomie 1 tys. zł, a przychody ze sprzedaży przekroczyły 830 tys. zł. Poprawa wyników finansowych Grupy Jaguar S.A. jest wynikiem skutecznej realizacji założeń przyjętej strategii rozwoju, m.in. rozszerzania prowadzonej działalności w branży nieruchomości o kolejne segmenty biznesowe oraz dokonania przeszacowania wartości działki w Zdradzie, co było związane z otrzymaną decyzją w sprawie warunków jej podziału i zabudowy.

„Wyniki finansowe Spółki to po prostu efekt konsekwentnej polityki biznesowej, jaką prowadzimy, regularnie zwiększając zarówno skalę działania, jak i dywersyfikując portfel naszych produktów czy usług.” – komentuje Robert Betka, Prezes Zarządu Spółki Grupa Jaguar S.A.

Spółka prowadzi obecnie trzy projekty inwestycyjne związane z działkami budowlanymi w Odargowie k/Dębek, Zdradzie k/Pucka i Sznurkach nad jeziorem Raduńskim. W tej ostatniej inwestycji Emitent oferuje także całoroczne domy drewniane. Grupa Jaguar S.A. posiada również działkę w Donimierzu, gdzie zamierza zrealizować kompleks liczący 15-17 działek budowlanych przeznaczonych do sprzedaży, nie wcześniej jednak niż w 2017 roku. Bardzo ważnym przedsięwzięciem Spółki jest też projekt o nazwie „Kompleks Kamienna Góra”, składający się z 9 apartamentów, rozmieszczonych w dwóch kamienicach, które są zlokalizowane w jednej z najbardziej prestiżowych dzielnic Trójmiasta.  Emitent rozwija także działalność pośrednictwa w obrocie nieruchomościami na rynku wtórnym, która jest realizowana przez spółkę zależną – Jaguar Inwestycje Sp. z o.o., w której Grupa Jaguar S.A. posiada 100% udziałów.

„Zainteresowanie, jakim cieszy się nasz projekt w Gdyni, gdzie całkowicie rewitalizujemy stare przedwojenne kamienice, przerosło nasze oczekiwania. Klienci, którzy podejmują decyzję o zakupie takiej nieruchomości, są bardzo wymagająca grupą, co dodatkowo mobilizuje nas do wytężonej pracy. Z całą pewnością Spółka będzie angażowała się w kolejne tego typu przedsięwzięcia. Natomiast usługa, którą oferujemy od kilku miesięcy, czyli profesjonalne pośrednictwo w kupnie – sprzedaży nieruchomości na rynku wtórnym to naturalna konsekwencja naszego rozwoju i stałego poszerzania bazy klientów. Możemy się pochwalić, iż już po pierwszych kilku miesiącach działalności w tym segmencie przychody spółki zależnej są na zadawalającym poziomie.” – dodaje Betka.

Grupa Jaguar S.A. przeprowadzi w najbliższym czasie emisję akcji serii D z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych Akcjonariuszy w stosunku 1:5. Kapitał zakładowy zostanie podniesiony z obecnej kwoty 121.382,30 zł do wysokości nie większej niż 728.293,80 zł poprzez emisję nie więcej niż 6.069.115 akcji serii D. Dzień ustalenia prawa poboru został ustalony na 23.11.2015 r., a cena emisyjna akcji nowej serii wyniesie 0,10 zł za szt.

Grupa Jaguar S.A. zakończyła 2014 r. zyskiem netto na poziomie 753 tys. zł przy przychodach sięgających 1.155 tys. zł. W pierwszej połowie br. Spółka przeprowadziła dwie emisje obligacji serii D oraz E, z których pozyskała łącznie ponad 2,2 mln zł.

5 sposobów na oszczędności w firmie

Istnieją tylko dwa sposoby na poprawę kondycji finansowej firmy. Pierwszy z nich, to zwiększenie przychodów np. poprzez wzrost sprzedaży lub podwyższenie cen. Drugi to obniżenie kosztów, dzięki czemu w firmowej kasie pozostanie więcej środków. Czasem nawet drobne oszczędności mogą przynieść duże korzyści.  

W ferworze codziennych obowiązków, przedsiębiorcy oraz menedżerowie często nie znajdują czasu, aby analizować wszystkie wydatki w firmie. Myśląc o oszczędnościach, koncentrują się zazwyczaj na kosztach bezpośrednio związanych z produkcją lub świadczeniem usług, ale zapominają przy tym, że wiele długofalowych korzyści mogą osiągnąć za sprawą pozornie niewielkich zmian organizacyjnych. Oto przykłady.

  1. oszczednosciKorzystaj z rozwiązań w chmurze

Jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu, aby móc korzystać z programu komputerowego, trzeba było kupić pudełko z płytą CD. Choć dziś takie rozwiązanie jest już przestarzałe, w wielu firmach funkcjonuje, jako wciąż najbardziej oczywiste.

Jeśli jednak w danym obszarze można skorzystać z aplikacji zainstalowanej na serwerze, warto taką możliwość wziąć pod uwagę. Dlaczego? Programu dostępnego on-line nie trzeba instalować na komputerze. Pracownik może mieć dostęp do systemu z dowolnego komputera, a nawet ze smartfona, co przydaje się, gdy znajduje się poza firmą.

Zazwyczaj korzystanie z takiego oprogramowania rozliczane jest za pomocą niewysokiego abonamentu, naliczanego przez taki czas, przez jaki firma korzysta z programu. To prawda, że gdy przedsiębiorstwo stale korzysta z danej aplikacji, łączne koszty mogą okazać się wyższe niż przy jednorazowym zakupie programu w pudełku, ale po pierwsze, zostają one rozłożone w czasie (są przez to mało uciążliwe), a po drugie – uwzględniają już one wszelkie aktualizacje, za które nie trzeba dodatkowo płacić. Jeśli dodamy do tego oszczędność czasu związaną z brakiem potrzeby instalowania, przeinstalowywania, czy też aktualizowania systemu, szala przechyli się zdecydowanie na korzyść rozwiązań typu e-cloud.

  1. Oszczędzaj na wydrukach

Z wydrukami w firmach wiążą się wyższe koszty, niż zazwyczaj się wydaje. Duże koszty – w skali roku – generuje chociażby drukowanie faktur. Należy tutaj wziąć pod uwagę nie tylko cenę papieru, ale także koszt zakupu tonera do drukarki, kopert, znaczków pocztowych, a nawet wynagrodzenie pracownika, który musi przeznaczać swój czas pracy na drukowanie, pakowanie, czy wysyłanie dokumentów (a często także na stanie w kolejkach na poczcie).

Faktury papierowe mogą przekładać się również na gorszą płynność finansową jej wystawcy. Wydrukowana faktura musi zostać wysłana pocztą lub kurierem, a do adresata trafia zazwyczaj po kilku dniach. Ten czas można skrócić właściwie do zera, jeśli faktura zostanie wysłana drogą elektroniczną. W wielu przypadkach faktura szybciej dostarczona, zostanie też wcześniej opłacona.

Przypomnijmy, że zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem, fakturę można wysłać nawet e-mailem. Jeśli jednak przedsiębiorca chce mieć pewność, że odbiorca nie zakwestionuje jej wiarygodności, może wysłać dokument bezpośrednio z programu księgowego, np. Systim.pl.

Warto także pomyśleć o wprowadzeniu w firmie elektronicznego obiegu dokumentów i ograniczeniu pozostałych wydruków, co także będzie oznaczało oszczędności związane z mniejszym zużyciem podzespołów drukarek, tonerów oraz papieru.

Oczywiście, na razie jeszcze nie da się całkowicie wyeliminować procesu drukowania. Można jednak wymienić wiele nieekonomicznych drukarek na jedną lub kilka (w zależności od wielkości firmy) drukarek sieciowych o dużej wydajności i niskich kosztach eksploatacji. To także przyniesie wymierne oszczędności.

5 sposobów na oszczędności w firmie

  1. Używaj jednego programu do wielu zadań

Ciągłe przełączanie się pomiędzy wieloma programami, a tym bardziej przerzucanie pomiędzy kilkoma aplikacji tych samych danych, na pewno nie sprzyja efektywności i dobrej organizacji czasu pracy. Jeśli więc można zastosować taką aplikację, która zastąpi kilka innych, może to się okazać strzałem w dziesiątkę. Wówczas nie tylko usprawnimy pracę firmy, ale co też ważne, w cenie jednego systemu otrzymamy zestaw wielu narzędzi.

Wspomniany program Systim.pl jest przede wszystkim programem do księgowania i wystawiania faktur, z powodzeniem może jednak także pełnić rolę aplikacji magazynowej, kadrowo-płacowej, systemu do zarządzania relacjami z klientami (CRM), czy choćby terminarza. W związku z tym wszystkie procesy firmowe można obsługiwać za pomocą jednego systemu.

  1. Nie oszczędzaj na dostępie do Internetu

Myśląc o oszczędnościach, pamiętajmy, by miały one uzasadnienie i przekładały się na korzyści dla firmy. Niestety, nie zawsze tak jest. Jeśli firma chce w pełni korzystać z możliwości, jakie dają nowoczesne rozwiązania informatyczne, na pewno nie powinna oszczędzać na szybkim łączu internetowym.

Korzystanie z oprogramowania w chmurze nie poprawi efektywności, jeśli pracownik będzie musiał długo czekać na załadowanie każdej kolejnej strony. Aplikacje typu e-cloud mają sens pod warunkiem, że mogą działać płynnie i zapewniać natychmiastowy dostęp do wszystkich funkcji oraz zapisanych dokumentów.

Na szczęście obecnie ceny dostępu do Internetu, nawet szybkiego, są stosunkowo niskie. Oszczędności rzędu kilkudziesięciu złotych nie są warte uwagi, jeśli okupione zostaną spowolnioną pracą aplikacji, czy też – w przypadku sklepów stacjonarnych – długim czasem oczekiwania na akceptację karty płatniczej. Szybkość ma dziś kluczowe znaczenia tak dla sprawności firmy, jak i dla niemal każdego pojedynczego klienta.

  1. Nie bądź niewolnikiem lojalności

Dobre relacje w biznesie są ważne, ale nie „za wszelką cenę”. Zdarza się, że firma korzysta z usług danego operatora telefonicznego, dostawcy internetowego, firmy kurierskiej, banku, czy biura rachunkowego, dlatego, że ewentualna zmiana wydaje się niepotrzebną komplikacją.

Od czasu do czasu warto jednak porównywać oferty konkurencyjnych usługodawców. Może się bowiem okazać, że bank, który kiedyś miał najkorzystniejszą ofertę na rynku, obecnie pozostał daleko w tyle, a utratę klientów rekompensuje podnoszeniem opłat dla tych, którzy pozostali lojalni. Poza tym, rozważając zmianę usługodawcy, często firma uzyskuje możliwość renegocjowania dotychczasowych warunków współpracy. Może się więc okazać, że zmiana usługodawcy nie będzie konieczna, ale i tak ceny (lub inne zapisy umowy) ulegną poprawie.

Dlatego, zamiast przyjmować za pewnik, że „wszyscy mają podobne ceny”, warto co jakiś czas dokonywać przeglądu rynku i rozważyć, czy zmiana usługodawcy lub nawet szerzej – zmiana pewnych procesów w firmie – nie będzie miała większego znaczenia niż ewentualne niedogodności związane ze zmianami.

Grunt to dobre podejście

Powyższe propozycje stanowią jedynie przykłady tego, jak i gdzie szukać oszczędności w firmie. To, jakie rozwiązania sprawdzą się najlepiej, zależy już od specyfiki konkretnego przedsiębiorstwa.

Sprawą uniwersalną jest natomiast odpowiednie podejście przedsiębiorcy lub menedżera, skoncentrowane na ciągłym poszukiwaniu usprawnień mogących przełożyć się na oszczędności. Najczęściej oznacza to konieczność odejścia od tradycyjnych rozwiązań i wzięcia pod uwagę korzyści, jakie można uzyskać dzięki nowoczesnym technologiom.

Jeśli przedsiębiorca będzie wolał działać w sposób tradycyjny niż innowacyjny, jego biznes prawie zawsze okaże się bardziej kosztowny.

Polska rodzina wyda na święta 1 282 zł, o 11 proc. więcej niż rok temu

Polacy wydają na święta Bożego Narodzenia więcej niż pierwotnie zakładali. Być może dlatego w tym roku chcą podejść do świątecznych zakupów z większą rozwagą i ostrożnością. Na prezenty, jedzenie oraz spotkania z najbliższymi polska rodzina zamierza wydać średnio 1 282 zł, czyli o około 11 proc. więcej niż deklarowaliśmy rok temu. W Polsce najbardziej pożądanym prezentem pozostają książki, natomiast w większości badanych krajów europejskich jest to gotówka. Upominki coraz chętniej kupujemy przez Internet, a zakupy spożywcze robimy przede wszystkim w dyskontach. Aż 43 proc. Polaków po prezenty wybierze się pomiędzy 1 a 15 grudnia. To najważniejsze wnioski płynące z osiemnastej edycji badania „Zakupy Świąteczne 2015” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte w 13 krajach Europy i RPA.

Na tegoroczne wydatki związane z Bożym Narodzeniem Polacy przeznaczą 11 proc. więcej niż deklarowali rok temu. W 2015 roku kwota, którą planujemy wydać na bożonarodzeniowe prezenty, jedzenie oraz spotkania z najbliższymi wyniesie 1 282 zł. Jak się okazuje kobiety wykazują się większą oszczędnością niż mężczyźni i zaplanowane przez nie wydatki zamknęły się w kwocie 1184 zł, u mężczyzn wzrosły do średnio 1383 zł. Biorąc pod uwagę grupy wiekowe, to najwięcej na zbliżające się święta zamierzają wydać osoby w wieku 35-44 lata (1523 zł), a najmniej młodzi ludzie w wieku 18-24 lata (968 zł).

Bożonarodzeniowy budżet w przebadanych krajach będzie zbieżny z rzeczywistym poziomem świątecznych wydatków przeciętnego europejskiego gospodarstwa domowego w ubiegłym roku i wyniesie 513 euro, czyli ok. 2177 zł. „Zdecydowanie największe wydatki deklarują w tym roku Brytyjczycy, którzy na prezenty, artykuły spożywcze i spotkania towarzyskie chcą wydać średnio 884 euro. Za nimi uplasowali się Holendrzy ze średnim budżetem w wysokości 617 euro i Francuzi z kwotą 577 euro. Po przeciwnej stronie skali wydatków znaleźli się Rosjanie, którzy zadeklarowali, że w tym roku nie wydadzą na święta więcej niż średnio 217 euro. W powyższym zestawieniu Polacy, z planowanym budżetem 302 euro, plasują się na trzecim miejscu od końca” – mówi Magdalena Jończak, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.

W tym roku Polacy na prezenty przeznaczą ok. 44 proc. swojego bożonarodzeniowego budżetu i prawie tyle samo na jedzenie. Na spotkania towarzyskie planują natomiast wydać 12 proc. środków.

Podobnie jak w ubiegłym roku mieszkańcy Wielkiej Brytanii, Niemiec oraz Danii pozytywnie oceniają obecną sytuację gospodarczą w swoich krajach. W obecnej edycji badania do tego grona dołączyli również Holendrzy i Słoweńcy. „Optymizm Polaków dotyczący sytuacji gospodarczej jest bardziej zauważalny niż rok wcześniej, za to tendencję zniżkową można zaobserwować w Grecji, Rosji i RPA, gdzie nastroje konsumentów pogorszyły się” – mówi Grzegorz Sencio, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Więcej racjonalności, mniej impulsywności

Prawie jedna czwarta Polaków lepiej ocenia swoją sytuację finansową w porównaniu do ubiegłego roku. Zdaniem 41 proc. respondentów nie zmieniła się ona, a według 36 proc. uległa pogorszeniu. W ocenie swoich przyszłych możliwości finansowych Polacy są bardziej optymistyczni – 22 proc. wierzy, że w 2016 roku będzie mieć więcej pieniędzy niż obecnie, a 32 proc. twierdzi, że ich sytuacja finansowa się nie zmieni. Jak pokazują historyczne wyniki badania, początkowy optymizm Polaków dotyczący przyszłości nie przekłada się na rzeczywistość. W 2014 roku, jedynie 17 proc. konsumentów deklarowało, że w 2015 roku ich sytuacja finansowa się pogorszy, tymczasem okazało się, że pogorszyła się w odczuciu 36 proc. z nich.

Świąteczne wydatki Polaków będą w tym roku lepiej zaplanowane, gdyż 43 proc. respondentów w większym stopniu niż podczas ubiegłorocznej Gwiazdki zamierza zarządzać świątecznymi wydatkami, planując wcześniej budżet. Racjonalność Polaków jest jeszcze bardziej widoczna, gdy te wyniki porówna się z badaniami pozostałych Europejczyków, pośród których takiej odpowiedzi udzieliło jedynie 22 proc. osób. Niemal tyle samo Polaków (42 proc.) zamierza w większym stopniu niż podczas ubiegłorocznych świątecznych zakupów wykorzystać gromadzone przez cały rok oszczędności, podczas gdy średnia dla całej Europy wynosi 14 proc. Z kolei 34 proc. Polaków, czyli niemal dwa razy więcej niż w pozostałych badanych krajach, w mniejszym stopniu ma zamiar robić zakupy pod wpływem impulsu.

Charakter kupowanych prezentów również ma znaczenie – 27 proc. polskich konsumentów planuje w tym roku kupić więcej praktycznych upominków niż w roku ubiegłym. W 2015 roku cena stała się istotnym czynnikiem branym pod uwagę przez Polaków przy planowaniu świątecznych zakupów: 23 proc. konsumentów planuje częściej niż w zeszłym roku wybierać tańsze prezenty i robić zakupy w tańszych sklepach, a 35 proc. szukać podarków dla najbliższych na wyprzedażach. W większym stopniu 38 proc. z nas chce podczas zakupów wykorzystać punkty lojalnościowe, a 36 proc. vouchery i karty prezentowe.

W Polsce książki, w Europie gotówka

Połowę budżetu przeznaczonego na prezenty wydajemy na upominki dla swoich dzieci i partnera. A jaki prezent chcielibyśmy zobaczyć pod choinką? Podobnie jak rok temu w Polsce wygrywają książki, które wybrało aż 46 proc. respondentów (o 4 p.p. więcej niż w 2014 roku). Wyprzedziły one gotówkę (38 proc.). Na trzecim miejscu tradycyjnie znajdują się kosmetyki i perfumy (32 proc.). W pozostałych badanych krajach europejskich najbardziej pożądanym prezentem są pieniądze (9 z 13 krajów; Holandia nie zadawała tego pytania w swojej ankiecie). Drugim najbardziej oczekiwanym prezentem są książki (w 4 z 13 krajów: Wielka Brytanii, Włoszech, Danii oraz Polsce). W Europie pierwsza piątka nie zmieniła się od ubiegłego roku i obejmuje: pieniądze (45 proc.), książki (39 proc.), podróże (32 proc.), ubrania (31 proc.) oraz kosmetyki (26 proc.).

A jakimi prezentami zamierzamy obdarować naszych najbliższych? Pod tym względem w Polsce także wygrywają książki (44 proc.), które wyprzedziły kosmetyki i perfumy (35 proc.) oraz słodycze (28 proc.). „Gotówka awansowała o jedną pozycję i znalazła się na 7. miejscu najczęściej oferowanych prezentów w naszym kraju. To niska pozycja biorąc pod uwagę, że jest ona jednym z najbardziej wyczekiwanych przez nas podarunków. Stwarza to paradoksalną sytuację, w której respondenci chcą sami decydować o tym, jakie prezenty dostaną pod choinkę, nie dając jednocześnie innym pieniędzy na gwiazdkę” – wyjaśnia Grzegorz Sencio. Tradycyjnie wybierając prezenty dla dzieci, myślimy przede wszystkim o ich kreatywności i rozwoju intelektualnym. Jednak w tym roku zaszły pewne zmiany na liście upominków, którymi chcemy obdarować najmłodszych. Dotychczasowy lider, czyli zabawki naukowe, w tym gry edukacyjne, spadły na szóste miejsce. Podczas tegorocznych świąt największą popularnością cieszyć się będą zabawki konstrukcyjne (klocki), na które wskazało 20 proc. respondentów. Niewiele mniej, bo 19 proc., zyskały książki oraz lalki i zabawki pluszowe (18 proc.).

Jak pokazuje badanie większość respondentów nie zostawia wyboru odpowiednich upominków na ostatnią chwilę. „W tym roku 22 proc. badanych deklaruje, że prezenty kupi już w listopadzie, a 43 proc. wybiera się na zakupy w pierwszej połowie grudnia. Jednak wciąż aż jedna trzecia zwleka z nimi do ostatnich dni przed świętami. Pamiętajmy jednak, że są to wstępne deklaracje i nasze chęci. Rzeczywiste zachowania Polaków, ze względu na natłok obowiązków i przygotowań świątecznych, mogą okazać się zgoła inne” – mówi Magdalena Jończak.

Prezenty w galeriach handlowych, żywność w dyskontach

W poszukiwaniu prezentów Polacy coraz częściej zdają się na sklepy internetowe. W tym roku około 92 proc. respondentów zadeklarowało, że skorzysta z nich w celu poszukiwania i/ lub porównywania produktów. Konsumenci doceniają również możliwości jakie dają wyszukiwarki i porównywarki cenowe. Wskazało na nie odpowiednio 94 i 92 proc. respondentów. Coraz większą popularnością w wyszukiwaniu atrakcyjnych ofert cieszą się również media społecznościowe (53 proc.). Według polskich konsumentów, e-commerce zapewnia największy dostęp do opinii innych kupujących na temat poszczególnych produktów, możliwość porównywania cen i artykułów, dostawy zakupionego towaru do domu oraz brak ograniczeń czasowych, jeśli chodzi o moment robienia zakupów.

Za sklepami tradycyjnymi w największym stopniu przemawiają możliwość otrzymania produktu zaraz po dokonaniu zakupu, kompetencje sprzedawców oraz możliwość uzyskania profesjonalnej porady, ochrona danych osobowych (nazwisko, nr pesel itp.), a także opcja wymiany lub zwrotu zakupionego towaru oraz obsługa posprzedażowa. Gdy decydujemy się na zakup prezentów w tradycyjnych sklepach, najczęściej są to galerie handlowe (29 proc.) oraz supermarkety i hipermarkety (24 proc.). W Europie wygrywają natomiast specjalistyczne sieci sklepów (31 proc.) oraz hiper- i supermarkety (27 proc.).

Badanie Deloitte pokazało, że Polska jest nadal jedynym krajem, w którym konsumenci przed świętami zamierzają robić zakupy spożywcze przede wszystkim w sklepach dyskontowych. Choć należy zaznaczyć, że w ubiegłym roku na dyskonty wskazało 63 proc. badanych, to w tym roku mniej, bo 60 proc. Pomimo dużej popularności, jaką w Polsce cieszą się sklepy internetowe, Polacy wciąż nie są przekonani do robienia w nich zakupów spożywczych. Na ten kanał wskazało jedynie 11 proc. badanych, o 4 p.p. mniej niż rok wcześniej.

Zarówno w Polsce, jak i pozostałych badanych krajach europejskich konsumenci oczekują od sprzedawców kompetencji. Zdaniem 60 proc. polskich respondentów (62 proc. Europejczyków), sprzedawcy powinni posiadać wiedzę na temat produktów oferowanych w sklepie. W następnej kolejności Polacy oczekują, że sprzedawca będzie pomocny w procesie dokonywania zakupów i płatności, natomiast ogół badanych Europejczyków stawia na przyjazne przywitanie/ przyjęcie klienta w sklepie.

Pierwsze projekty rządu bez niespodzianek

Poznaliśmy pierwsze projekty rządu. Ma zostać obniżony wiek emerytalny, wzrosnąć kwota wolna od podatku i pojawić się 500 zł na drugie i kolejne dziecko. Zapłacą za to niby supermarkety i banki, czyli tak naprawdę my sami. W mediach branżowych trwają spekulacje na temat wpływu zamachów w Paryżu na luzowanie polityki monetarnej przez EBC.

Potwierdzono główne plany rządu na pierwsze 100 dni funkcjonowania. Jest wśród nich niestety zatrzęsienie rzeczy potencjalnie podnoszących deficyt budżetowy. Zwiększenie kwoty wolnej od podatku do 8 tysięcy złotych to istotny spadek wpływów budżetowych, gdyż niemal każdy Polak rozliczający się z PIT skorzysta na tej zmianie. Obniżenie wieku emerytalnego nie jest aż tak groźne, gdyż mamy system kapitałowy, aczkolwiek im krócej będziemy płacić składki a dłużej żyć na emeryturze tym będzie ona niższa. Nie trudno wyobrazić sobie programy dopłat do emerytur minimalnych. Ostatni z flagowych projektów to 500 zł na drugie i kolejne dziecko. Koszt tego projektu szacowany jest na 15-16 mld zł. Finansować te zmiany ma podatek od supermarketów i bankowy. Jeżeli którejkolwiek z branż uda się zablokować wprowadzenie przepisów lub obejść ich płacenie możemy spodziewać się eksplozji deficytu budżetowego. Już teraz nowy minister przyznaje, że pomimo tych podatków deficyt będzie rósł. Obecnie rynki patrzą z pewną rezerwą na politykę gospodarczą nowego rządu. Jeżeli te plany się udadzą spowoduje to umocnienie złotego, gdyż inwestorzy przestaną asekuracyjnie patrzeć na perspektywy Polski. Z drugiej strony wzrost deficytu wywołany nadmiernym rozdawnictwem spowoduje osłabianie się złotego.

Czy będą jakieś efekty gospodarcze zamachów w Paryżu? Wśród analityków coraz popularniejsza wydaje się koncepcja poluzowania polityki monetarnej przez EBC. W wyniku zagrożenia, a tak czują się po atakach, społeczeństwa oczekują działania od swoich liderów. Powodem dla takiej decyzji może być spowolnienie gospodarcze. O ile już teraz Europa miała problemy to wątpliwe by te zamachy zachęciły obywateli do zwiększenia konsumpcji. Stan zagrożenia sprzyja raczej oszczędzaniu. Gdyby faktycznie doszło do zwiększenia skali luzowania ilościowego można spodziewać się kolejnego umocnienia dolara wobec euro. W efekcie oglądalibyśmy dolara po 4 zł i powyżej.

Wczorajsze dane makroekonomiczne nie zachwiały rynkami. Inflacja konsumencka w strefie euro pokryła się z oczekiwaniami. Tak samo inflacja bazowa w Polsce zgodnie z oczekiwaniami wyniosła 0,3%. Gorzej od oczekiwań wypadł tylko indeks NY Empire State, aczkolwiek rynek już wtedy był w silnym trendzie umacniającym dolara wobec euro więc dane te nie były w stanie tego zmienić.

Dzisiaj warto jeszcze zwrócić uwagę na:

10:30 – Wielka Brytania – inflacja producencka,

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,

14:30 – USA – inflacja konsumencka.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 17.08.2015 do 17.11.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 17.08.2015 do 17.11.2015

Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po przebiciu maksimum na poziomie 4,2500, kurs dotarł do 4,2950 i zawrócił. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest wspomniany poziom 4,2950 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2100 a następnie minima w okolicach 4,1550-4,1600.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 17.08.2015 do 17.11.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 17.08.2015 do 17.11.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebiciu poprzednich oporów kolejnym istotnym poziomem są okolice 3,9650 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9050.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 17.08.2015 do 17.11.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 17.08.2015 do 17.11.2015

Kurs USD/PLN w połowie października wybił się z trendu bocznego we wzrostowy. Nowym oporem są maksima na 3,9800. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9250.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 17.08.2015 do 17.11.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 17.08.2015 do 17.11.2015

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są obecnie maksima lokalne na 6,0500. W przypadku spadków ważnym wsparciem są okolice 5,9200 gdzie kilkukrotnie kurs już odbijał się w górę.

Kolizja na drodze? Kierowcy liczą na wsparcie swojego ubezpieczyciela

Co drugi kierowca w Polsce przynajmniej raz w życiu uczestniczył w kolizji drogowej z winy innej osoby, a dla co trzeciego z nich uciążliwa była konieczność kontaktu z towarzystwem ubezpieczeniowym sprawcy – wynika z badania zrealizowanego na zlecenie Gothaer TU S.A. Odpowiedzią na wskazane przez kierowców trudności jest model Bezpośredniej Likwidacji Szkód, który w Gothaer obejmuje wszystkich klientów.

– Dzięki BLS, zakład ubezpieczeniowy, który należy do porozumienia PIU, a dodatkowo, tak jak Gothaer, oferuje własny model BLS, każdorazowo zajmie się procesem likwidacji szkody. To znaczy, że przejmie wszystkie formalności, bez względu na to, w jakiej firmie miał wykupione ubezpieczenie sprawca. Takiego rozwiązania oczekują właściciele aut. Potwierdzają to wyniki zleconego przez nas badania. Od momentu wprowadzenia przez nas Bezpośredniej Likwidacji Szkód obserwujemy stały wzrost zainteresowania tym modelem i odnotowujemy wzrost udziału szkód likwidowanych w ramach BLS w ich ogólnej liczbie. Tylko w październiku było to ponad 200 szkód, co stanowi około 12 proc. szkód z ogółu prowadzonych spraw. Jesteśmy przekonani, że ten odsetek będzie w kolejnych miesiącach coraz wyższy – mówi Adam Sasin, Dyrektor Biura Likwidacji Szkód w Gothaer TU S.A.

Formalności, niepewność i obcy ubezpieczyciel zmorą kierowców

Jak wynika z badania opinii przeprowadzonego na zlecenie Gothaer, jeden na dwóch polskich kierowców miał choć raz w życiu stłuczkę drogową nie ze swojej winy. Co ciekawe, w takiej sytuacji znalazło się mniej kobiet (45 proc.) niż mężczyzn (57 proc.). Respondenci badania zapytani o największe problemy, z którymi mieli do czynienia podczas likwidacji szkody komunikacyjnej z ubezpieczenia OC, wskazali na niepewność dotyczącą wypłaty odszkodowania (43 proc.) oraz dużą liczbę formalności (42 proc.). Co trzeci kierowca odpowiedział, że najbardziej uciążliwa dla niego była konieczność kontaktowania się z ubezpieczycielem sprawcy (36 proc.). Dodatkowo, aż 26 proc. respondentów wskazało, że w czasie stłuczki, w której uczestniczyli nie ze swojej winy, ubezpieczyciel sprawcy nie udzielił im odpowiedniej pomocy informacyjnej na temat procesu likwidowania szkody.

– BLS znacząco poprawia komfort poszkodowanego w zdarzeniu drogowym. Przede wszystkim zgłasza on szkodę swojemu ubezpieczycielowi, z którym łatwiej mu rozmawiać, jest jego klientem i zna dostępne kanały komunikacji. Ubezpieczyciel natomiast znając historię klienta, sprawniej udzieli mu pomocy i koniecznych w danym momencie informacji i wskazówek. Mamy nadzieję, że BLS skłoni właścicieli aut do podejmowania bardziej świadomych decyzji w zakresie wyboru polisy OC, większą uwagę zwracając na jakość. Zgodnie z zasadą „pomyśl wcześniej” najlepiej wybrać tego ubezpieczyciela, który oferuje wysoką jakość usług, bo to będzie kluczowe w momencie kolizji – mówi Marek Dmytryk, zastępca dyrektora biura ubezpieczeń detalicznych w Gothaer TU S.A.

Kiedy stłuczka podlega pod BLS

W ramach BLS można zlikwidować szkody, która spełniają jednocześnie kilka kryteriów. Brak choćby jednego z nich, uniemożliwia skorzystanie z bezpośredniej likwidacji szkód. Po pierwsze, w zderzeniu muszą uczestniczyć 2 pojazdy, nie mniej i nie więcej. Po drugie, nikt nie może zostać ranny. Po trzecie, kolizja samochodów miała miejsce w Polsce, a uczestnicy zdarzenia posiadają ubezpieczenie OC krajowe. Po czwarte, szkoda nie została zgłoszona w towarzystwie ubezpieczeń sprawcy zdarzenia. BLS dotyczy wyłącznie szkód zaistniałych w pojeździe i w mieniu w nim się znajdującym pod warunkiem, że stanowi ono własność poszkodowanego. Nie ma możliwości dochodzenia zadośćuczynienia za szkody osobowe.

Kiedy klient Gothaer może skorzystać z BLS

Co ważne, każdy klient Gothaer, niezależnie od tego, w jakim zakładzie ubezpieczeń posiadał OC sprawca kolizji, spełniając powyższe kryteria może skorzystać z usługi BLS.

Nasza firma zdecydowała o połączeniu dwóch modeli funkcjonowania BLS – działającego w ramach porozumienia PIU oraz modelu cesji, co pozwoli nam uniknąć sytuacji, w której odeślemy naszego Klienta do towarzystwa ubezpieczeniowego sprawcy kolizji, bo jego zakład ubezpieczeniowy nie przystąpił do porozumienia PIU i nie oferuje BLS. W ten sposób każdy ubezpieczony w Gothaer może być spokojny, że w sytuacji wystąpienia nieprzyjemnego zdarzenia na drodze z winy innego kierowcy, to my, a nie inny zakład ubezpieczeniowy, zajmiemy się wszystkimi formalnościami związanymi z likwidacją szkody – podkreśla Anna Włodarczyk-Moczkowska, prezes Zarządu Gothaer TU S.A.

Zadłużony jak Polak

Już ponad 46% Polaków nie reguluje w terminie swoich zobowiązań, przez co łącznie zalegają oni z rachunkami i ratami kredytów na sumę 40 miliardów złotych. Kim jest zadłużony Polak oraz jak najlepiej poradzić sobie z pętlą zadłużenia?

17 listopada co rok obchodzony jest w Polsce Ogólnopolski Dzień bez Długów, jednak nie dla wszystkich jest to data do świętowania. Jak wynika z ostatnich badań TNS Polska dla Krajowego Rejestru Długów już 46% Polaków nie reguluje terminowo swoich zobowiązań. Zadłużenie Polaków to już ponad 40 miliardów złotych, z czego rekordzista jest zadłużony na kwotę 117 mln zł.

Portret dłużnika

Przyjmując typologię Krajowego Rejestru Długów, dłużników można podzielić na pięć kategorii: odpowiedzialnych, zadłużających się, luzaków, wolnych ptaków oraz zamożnych. Nazwy tych grup nawiązują do cechy najlepiej reprezentującej podejście tych osób do finansów. Pierwszy typ to ludzie regularnie spłacający długi, których obecnie w Polsce jest 29%. Kolejne miejsca na podium to ci zadłużający się (21%) oraz luzacy (20%). Osoby te są najbardziej narażone na pułapki finansowe, bowiem zapominają o regularnym spłacaniu swoich zobowiązań lub też uznają je za coś normalnego. Z kolei dwa ostatnie typy dłużników – zamożni i wolne ptaki – charakteryzują się dobrą sytuacją finansową. Dla tych pierwszych jedynym zadłużeniem jest kredyt hipotecznych, który co miesiąc muszą spłacać. W przypadku wolnych ptaków nie są oni w stanie określić własnych zarobków ani wydatków.

Skąd te długi?

Według raportu Biura Informacji Gospodarczej długi Polaków w połowie tego roku wynosiły już 40 miliardów złotych. Najczęściej wśród dłużników są polskie rodziny, których średnia wartość jednego niezapłaconego zobowiązania wynosi 3435 zł (dane TNS Polska). Polacy, jak sami przyznają, nie są w stanie regulować w terminie swoich zobowiązań (4%), część robi to od czasu do czasu (18%), a 24% sporadycznie. Pocieszające jest to, że jednak ponad połowa Polaków stara się swoje zobowiązania regulować w terminie (52%). Przyczynami tych zobowiązań są najczęściej niewystarczające dochody oraz nie przykładanie wagi do spłacenia należności w terminie.

Wg Krajowego Rejestru Długów największym kosztem dla Polaków jest czynsz, który dla 57% gospodarstw domowych stanowi średnio kwotę 464 zł. Do tego dochodzą rachunki za energię cieplną, a także w przypadku co trzeciego Polaka raty pożyczek i kredytów gotówkowych. Dodatkowo 14% Polaków ma do zapłacenia jeszcze ratę kredytu hipotecznego w kwocie najczęściej 1156 zł.

Pętla zadłużenia – co robić?

Jacek_Kasperczyk_ComperiaNadmierne zadłużenie Polaków sprawia, że zaczynamy pracować wyłącznie po to, by spłacać zaciągnięte wcześniej zobowiązania. Co robić, gdy już znajdziemy się w takiej sytuacji? – Produkty kredytowe powstały z myślą o ułatwianiu życia klientom poprzez udostępnianie im finansowania  zakupu różnych dóbr czy usług. Trzeba jednak pamiętać, że zaciągane w zbyt dużej ilości wyrządzają więcej szkody niż pożytku. – mówi Jacek Kasperczyk, ekspert porównywarki finansowej Comperia.pl. Przedstawia on kilka sposób na to, by wyjść z tzw. pętli zadłużenia.

 

  1. Stop z długami

Pierwszym i najważniejszym krokiem do uregulowania swojej sytuacji kredytowej jest całkowite zaprzestanie zaciągania nowych zobowiązań. Choć brzmi to lakonicznie, to należy pamiętać, że nie uda nam się zapanować nad zadłużeniem jeśli do swojego budżetu domowego będziemy dokładać coraz to nowe zobowiązania.

  1. Trzeba mieć plan, czyli akcja „inwentaryzacja”

Drugim zadaniem, stawianym przed zadłużoną osobą, jest sporządzenie dokładnej listy posiadanych zobowiązań. I nie chodzi tu tylko o wypisanie wysokości samych rat kredytowych, ale także o pełne informacje na temat kwoty aktualnego zadłużenia oraz pozostałego okresu do spłaty. Takie informacje uda się uzyskać dzwoniąc na infolinię bankową lub z harmonogramu spłaty będącego nieodłączną częścią umowy kredytowej. Istotną kwestią jest to, by podczas tworzenia listy wypisać wszystkie posiadane przez nas zobowiązania, czyli oprócz zwykłych kredytów bankowych powinniśmy dodać także limity odnawialne, dług na kartach kredytowych, a nawet szybkie pożyczki.

  1. Harmonogram wyjścia z zadłużenia

Kolejnym etapem pozbywania się długu jest sama spłata posiadanych zobowiązań. Ale trzeba zaznaczyć, że owa operacja nie może być przeprowadzana tak jak dotychczas, tylko musi ona zostać odpowiednio zaplanowana. Jedną z głównych zasad efektywnego wychodzenia z pętli zadłużenia jest spłacanie swoich zobowiązań w odpowiedniej kolejności. Na pierwszy ogień powinny pójść tzw. szybkie pożyczki. Produkty te nie dość, że są jednymi z najdroższych na rynku to właśnie je najłatwiej spłacić (udzielane na krótki okres). Po pozbyciu się wszystkich chwilówek należy przejść do spłacania tradycyjnych zobowiązań gotówkowych lub ratalnych. Ważne jest, aby w pierwszej kolejności spłacać kredyty z najkrótszym okresem spłaty. Dzięki temu, po ich całkowitym uregulowaniu w naszych budżetach domowych szybko powstanie nadwyżka, którą będzie można przeznaczyć na spłatę, a nawet nadpłatę kolejnego kredytu itd. Następne w kolejce, po zwykłych „gotówkach”, czekają wszystkie karty kredytowe oraz limity odnawialne. Tego typu długi będzie można pokonać dopiero wtedy, gdy w naszych domowych finansach powstanie nadwyżka, którą zaoszczędziliśmy z braku konieczności spłat chwilówek i pożyczek gotówkowych (spłacone w pierwszej kolejności).

  1. Skąd wziąć pieniądze?

Opisany plan pozbywania się zadłużenia może być trudny do zrealizowania. Problemem w pierwszej fazie naszej walki z zadłużeniem może być brak wystarczającej ilości pieniędzy. Na szczęście trudność tą można w łatwy sposób pokonać. Po pierwsze, osoba która jest mocno zdeterminowana do pozbycia się długów, może znaleźć dodatkową pracę i w ten sposób na stałe zwiększyć swoje dochody. Po drugie, dodatkowy zastrzyk gotówki można uzyskać wyprzedając rzeczy, z których aktywnie nie korzystamy. Mogą to być ubrania, książki, a nawet rower treningowy stojący za szafą. Nie ma znaczenia co sprzedamy, ważne jest to, by pozbyć się wyłącznie aktywów, z których obecnie nie korzystamy.

Kredyty zaciąga się wyjątkowo szybko, ale ich spłata trwa bardzo długo. Pozbywanie się długów to trudne i bardzo żmudne zadanie. Co więcej, bez przygotowania sobie odpowiedniej strategii cały nasz wysiłek może okazać się nieskuteczny i prędzej doprowadzi do wybuchu frustracji niż do osiągnięcia zamierzonego efektu. Dlatego wygrać ze swoim zadłużeniem mogą wyłącznie osoby, którym naprawdę na tym zależy.

Specjalne oferty wybranych sklepów internetowych obsługiwanych przez PayU w zamian za płatność kartą Visa

W crossowej kampanii promocyjnej obsługiwanej przez lidera płatności internetowych Pay U przygotowanej przez Visa, home.pl, Mall.pl, Pyszne.pl i Showroom.pl czeka szereg bonusów.

Dla obsługiwanych przez Pay U detalistów, którzy online dokonywać będą płatności kartami Visa przygotowane zostały specjalne oferty w ramach kampanii zachęcającej do płacenia kartą za zakupy dokonywane w internecie. Akcja przypominać ma, że płacić online można nie tylko kartą kredytową, ale również kartą debetową wydaną do rachunku bankowego.

Jak mówi Sylwia Bilska, członek Zarządu PayU S. A.: „Cel kampanii (..) jest zbieżny z misją, którą staramy się realizować jako dostawca płatności online, oferując użytkownikom szybkie, proste i wygodne usługi, takie jak płatności jednym kliknięciem, czy też płatności cykliczne. Jesteśmy przekonani, że atrakcyjne oferty, z których można skorzystać dzięki płatności kartą Visa i PayU, przekonają internautów do korzystania z tej metody płatności.”

Co czeka na internetowych kupujących? Home.pl oferuje użytkownikom możliwość zamówienia usług ClickShop Premium lub homebiuro Premium i korzystanie z jednej z nich przez okres 12 miesięcy w cenie 1 grosza. Z kolei klienci, którzy dokonają zakupów za min. 300 zł w internetowej galerii handlowej Mall.pl lub na platformie skupiającej niezależne marki i projektantów mody Showroom.pl otrzymają kupon rabatowy w wysokości 100 zł na kolejne zakupy. W serwisie Pyszne.pl, za pośrednictwem którego można zamawiać jedzenie z ponad 4 tys. restauracji, każda płatność kartą Visa za min. 30 zł nagrodzona zostanie kuponem na kolejne zamówienie o wartości 25 zł.

Promocji towarzyszy ogólnopolska kampania reklamowa, która obejmuje emisję 15-sekundowego spotu w takich stacjach telewizyjnych jak: Discovery Channel, MTV, Polsat, TVN Turbo, czy TVP. Spot wyświetlany jest również w internecie, m.in. w serwisach Gazeta.pl czy YouTube.com. O promocji aktywnie informują swoich klientów także sami detaliści.

Sprytny wirus. Atakuje w windzie, sklepie, poczekalni…

Powszechnie wiadomo, że wirus grypy przenosi się poprzez bezpośredni kontakt oraz drogą kropelkową. Jednak grypą możemy się zarazić również w supermarkecie lub windzie, bo wirusowi wystarczy metr żeby przenieść się na kolejną osobę.

– Grypa jest chorobą wirusową, która jest bardzo zaraźliwa. Grypa przenosi się nie tylko przez kontakt bezpośredni, czyli na przykład witanie się, pocałunki, bliski kontakt z osobą zarażoną, ale również drogą kropelkową. Jak ktoś kicha, kaszle, a nawet głośno mówi to z jego dróg oddechowych wydostają się takie mikroskopijne kropelki, które zawierają również wirusa grypy. Kropelki docierają na odległość około jednego metra – mówi newsrm.tv dr hab. n. med. Ernest Kuchar, Klinika Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym, Warszawski Uniwersytet Medyczny.

Oznacza to, że w miejscach, w których na niewielkiej powierzchni zgromadzona jest duża liczba ludzi – takich, jak windy, centra handlowe, poczekalnie, dworce lotnicze i kolejowe – jesteśmy szczególnie narażeni na zarażenie grypą. Ekspert podkreśla, że najskuteczniejszą metodą zmniejszenia ryzyka zarażenia jest szczepienie. Równie istotne jest unikanie kontaktu z chorymi oraz regularne mycie rąk, gdyż na co dzień dotykamy wielu przedmiotów, z którymi styczność mogły mieć wcześniej osoby zarażone wirusem grypy.

Ernest KucharKolejną rzeczą, której warto byłoby się nauczyć jest unikanie dotykania błon śluzowych rękoma. Rozumiem przez to, że wirus grypy wnika do organizmu przez błony śluzowe, czyli przez spojówkę czy mówiąc krótko przez oko, przez błony śluzowe nosa i jamy ustnej. Zdrowa skóra chroni nas przed zakażeniem, ale jeżeli dotykamy klamek, dotykamy guzików, a później na przykład coś nas zaswędzi i drapiemy się po nosie, drapiemy się po oku, no to nieświadomie przenosimy wirusa i możemy się tą drogą zarazić – przestrzega Ernest Kuchar.

Z inicjatywy ekspertów Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Grypy rok 2015 ogłoszony został rokiem walki z powikłaniami pogrypowymi..

Rynek magazynowy na ścieżce dalszego rozwoju – stabilny wzrost popyt i nowej podaży

Wyniki po stronie popytu i podaży na rynku powierzchni magazynowych pokazują, że 2015 może być kolejnym rekordowym rokiem. Popyt przekroczył 540 000 mkw., z czego 50% stanowiły nowe umowy najmu i ekspansje. Od lipca do września br. podaż wzrosła o 380 000 mkw., z czego najwięcej w regionie Wrocławia i Górnego Śląska. W budowie jest kolejne 600 000 mkw., w tym ponad 150 000 mkw. w regionie Warszawy. W trakcie negocjacji znajduje się kilka dużych projektów, które powinny zamknąć się w ostatnim kwartale, który z reguły jest najlepszym okresem pod względem popytu w ciągu roku.

Popyt

Popyt w 3 kw. osiągnął poziom 540 000 mkw. z czego najwięcej w okolicach Warszawy: ponad 180 000 mkw. i na Górnym Śląsku: 100 000 mkw. W porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku wynik ten jest o 13% wyższy. Najwięcej nowych umów najmu wraz z rozszerzeniami zostało podpisanych w okolicach Warszawy: 98 000 mkw. W strukturze popytu nie nastąpiły znaczące zmiany; nadal dominują firmy logistyczne (30%), następnie sieci handlowe (20%) i lekka produkcja (13%).

Wśród największych nowych kontraktów możemy wymienić projekty BTS Sonoco w ramach Panattoni Park Stryków II (26 600 mkw.), BTS Bombardier we Wrocławiu (19 400 mkw.), który również realizowany jest przez Panattoni, czy ekspansję Euro-net w Prologis Park Janki o blisko 15 000 mkw.

Od początku roku najemcy podpisali nowe umowy najmu na ponad 1,074 mln mkw., co najlepiej świadczy o dynamice sektora magazynowego w Polsce. Wśród nowych umów najmu dominują kontrakty związane z potrzebą powiększenia powierzchni lub zmiany na bardziej nowoczesny magazyn w celu optymalizacji procesów logistycznych i produkcyjnych – komentuje Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO. W strukturze nowego popytu widać również coraz większy udział średniej wielkości polskich firm, które w wyniku nowych zamówień decydują się na przeprowadzki lub rozszerzenia zajmowanej powierzchni – dodała Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO.

Podaż

W 3 kw. br. deweloperzy oddali do użytku 390 000 mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej; jest to o 20% mniej w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego, ale należy zaznaczyć, że we wrześniu 2014 r. ponad połowę nowej podaży stanowiły dwa projekty dla firmy Amazon. Aktualnie rozkład nowej podaży jest bardziej proporcjonalny. Najwięcej nowych powierzchni magazynowych zostało ukończonych we Wrocławiu (109 000 mkw) w ramach czterech inwestycji i na Górnym Śląsku (61 000 mkw.) w ramach 2 projektów.  Blisko 80 000 mkw. to podaż na mniejszych rynkach, takich jak Rzeszów, Lublin i Szczecin.

Aktywność deweloperska pozostaje wysoka. Aktualnie w budowie jest ponad 600 000 mkw., z czego 42% to inwestycje spekulacyjne lub częściowo spekulacyjne. Najwięcej nowych projektów jest realizowana w okolicach Warszawy: 155 000 mkw., następnie na Górnym Śląsku: 98 000 mkw. Warto też zaznaczyć obecność deweloperów na mniejszych rynkach, gdzie realizują inwestycje częściowo spekulacyjne. Nowe projekty są uruchamiane w Szczecinie, Bydgoszczy czy Lublinie.

Deweloperzy zachęceni wysoką aktywnością najemców i niską dostępnością powierzchni w wybranych regionach coraz odważniej realizują kolejne inwestycje. Warto zwrócić uwagę na fakt, że najwięksi gracze rynkowi powrócili do realizacji inwestycji, również tych spekulacyjnych, w rejonie Warszawy. Park magazynowe są w trakcie realizacji w nowych lokalizacjach, takich jak: Grodzisk Maz. czy Raszyn. Ponad 25%  powierzchni będącej w budowie w okolicach Warszawy to projekty spekulacyjne – dodała Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO.

Wśród największych inwestycji oddanych w tym kwartale możemy wymienić: II etap Panattoni Park Wrocław III (50 700 mkw.), BTS dla GE w Bielsko-Białej (45 000 mkw.) czy Goodman Wrocław IV Logistics Centre (39 500 mkw.)

Poziom pustostanów

Na koniec III kw. 2015 r. współczynnik powierzchni niewynajętej wyniósł 5,3%. Jest to wzrost o 0,3% względem II kw. br. We wszystkich regionach dostępność powierzchni jest poniżej 10%. Podobnie jak w II kw. najwięcej wolnych modułów pozostaje Warszawie (9,8%) oraz okolicach (8,5%), następnie we Wrocławiu (7,2%) w wyniku oddania do użytku blisko 30 000 mkw. bez zabezpieczonych umów najmu.

Największe problemy z dostępnością powierzchni od zaraz występują w Poznaniu i Polsce Centralnej, gdzie współczynnik powierzchni niewynajętej wynosi 3%. W I kw. przyszłego roku sytuacja powinna się poprawić w regionie Poznania; w przypadku Łodzi niska dostępność może utrzymać się na tym samym poziomie w perspektywie najbliższych 6-7 miesięcy.

Czynsze

Pomimo niskiego poziomu pustostanów obserwujemy tendencję spadku czynszów efektywnych przy nowych, uruchamianych inwestycjach na Górnym Śląsku, w regionie Poznania i Warszawy.  Ponadto coraz bardziej pogłębia się różnica pomiędzy oferowanymi stawkami czynszów bazowych i efektywnych. Stabilne stawki utrzymują się w istniejących projektach.

Prognozy

Aktualnie na rynku duża liczba projektów jest w fazie zaawansowanych negocjacji, co pozwala stawiać optymistyczne prognozy na kolejne miesiące. Siłą napędową po stronie popytu będą ekspansje i relokacje najemców, związane z potrzebą powiększenia zajmowanej powierzchni magazynowej i produkcyjnej oraz nowe inwestycje bezpośrednie firm krajowych i zagranicznych.

Po stronie podaży będziemy obserwować rozwój nowych lokalizacji wzdłuż kolejnych węzłów autostradowych i dróg ekspresowych, jak ma to miejsce w Warszawie (Grodzisk Maz.), w Poznaniu (Wysogotowo) czy Wrocławiu (północno-zachodnia część miasta).