Współpraca Cinkciarz.pl i Chicago Bulls była szeroko komentowana w mediach społecznościowych. Nakłady na spot reklamowy zwróciły się błyskawicznie

CEO Magazyn Polska

Spot reklamowy, w którym poinformowano o współpracy firmy Cinkciarz.pl i drużyny koszykarskiej Chicago Bulls, odbił się szerokim echem w mediach społecznościowych. Komentowano nie tylko sponsoring, lecz także udział w reklamie dwóch byłych prezydentów – Bronisława Komorowskiego i Lecha Wałęsy. Po emisji spotu Instytut Monitorowania Mediów zanotował wzrost wzmianek na temat Cinkciarz.pl o 5 tys. proc. Za taką obecność w social media firma musiałaby zapłacić 0,5 mln zł. Emisja bloku kosztowała ok. 1 mln zł.

W poniedziałkowy wieczór widzowie w Polsce mieli okazję zobaczyć dość nietypową kampanię promocyjną. Na antenach telewizji Polsat i TVN wyemitowany został spot promocyjny firmy Cinkciarz.pl, kantoru internetowego, w którym ogłoszono, że firma będzie sponsorować koszykarski klub Chicago Bulls. Kampania miała natychmiastowy efekt w mediach społecznościowych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Łukasz Jadaś, starszy specjalista ds. badań i produktów w Instytucie Monitorowania Mediów.

W ramach umowy z klubem NBA Cinkciarz.pl otrzyma prawa do ekspozycji marki podczas meczów na wyświetlaczach wokół boiska, będzie też widoczny na oficjalnej stronie i w aplikacji mobilnej drużyny. Jeszcze cenniejszy może się okazać rozgłos, jaki firma zdobyła w mediach społecznościowych. Kilka dni wcześniej, przed kampanią, pisano o niej kilka, kilkanaście razy dziennie. Po emisji bloku reklamowego liczba wzmianek szybko poszybowała w górę – z monitoringu IMM wynika, że nawet o 5 tys. proc.

Kampania miała duży zasięg również dzięki mediom społecznościowym. Tylko od poniedziałku do środy ponad 7 mln osób miało szansę dowiedzieć się o tym, że Chicago Bulls będzie sponsorowane przez firmę Cinkciarz.pl. Przede wszystkim dzięki Twitterowi i Facebookowi ten zasięg osiągnięty został w naturalny sposób, bez ponoszenia żadnych nakładów finansowych ze strony firmy – podkreśla ekspert IMM.

Najwięcej dyskusji o firmie pojawiło się na Twitterze, Facebooku i serwisie Wykop.pl. Sam sponsoring drużyny NBA był komentowany najczęściej pozytywnie (40 proc. wypowiedzi zawierało pozytywne wzmianki). Za to dużo kontrowersji wzbudził udział w reklamie dwóch byłych prezydentów – Bronisława Komorowskiego i Lecha Wałęsy. Również część publicystów nie przebierała w słowach, bo ich zdaniem udział w reklamie nie licuje z pełnionym w przeszłości najwyższym urzędem w Polsce.

Blok reklamowy wyemitowany w prime time w dwóch stacjach telewizyjnych mógł firmę słono kosztować.

Transmisja trwała około 5 minut i gdyby przeliczyć to na koszty, jakie stacje mogłyby sobie zażyczyć za emisję w tym czasie zwykłej reklamy, byłby to nawet milion złotych, biorąc pod uwagę obie stacje – ocenia Jadaś.

Z danych cennikowych wynika, że średni koszt 30-sekundowej reklamy emitowanej w porze najwyższej oglądalności wynosi 40 tys. zł (TVN) i 55 tys. zł (Polsat). Łączny koszt mógł być jednak nieco niższy, nie uwzględnia bowiem rabatów, jakie mogłyby przysługiwać przy tak długiej reklamie.

Inwestycja w emisję spotu w prime time, między godziną 19 a 20 w obu telewizjach, zwróciła się firmie dość szybko. Koszt publikacji, które nastąpiły potem, sięgałby już ponad 1,5 mln zł – wskazuje Łukasz Jadaś.

Z oceny IMM wynika, że najcenniejsze publikacje, z największym zasięgiem pojawiły się w „Pulsie Biznesu”, „Przeglądzie Sportowym”, Polsacie i Programie Trzecim Polskiego Radia.

Popołudniowy komentarz walutowy z 07.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 07.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Odbicie na rynku ropy

Po serii spadków przychodzi czas na odbicie. Wzrosty na ropie wsparły notowania rubla. Słabsze dane nadeszły z niemieckiej gospodarki. Dane z innych państw są dobre, ale gorsze od oczekiwań jakie stawiali analitycy. RPP pozostawiła stopy bez zmian.

Na rynku ropy mieliśmy wczoraj do czynienia z wybiciem na najwyższe od miesiąca poziomy. Analitycy nie są zgodni co do powodu wzrostu o aż 5% jednego dnia. Wśród powodów najczęściej wymienianym jest oczekiwany spadek wydobycia w USA. Miałby on wynieść do połowy 2016 roku raptem 0,4 mln baryłek. Nie jest to wartość, która zachwieje stabilnością rynku, na którym produkcja przewyższa konsumpcję. Dodatkowo warto zwrócić uwagę, że od dawna mówi się, że pewne projekty wydobywcze są nierentowne przy aktualnych cenach ropy. Nie może zatem dziwić spadająca liczba odwiertów a co za tym idzie prognoz wydobycia. Warto również zwrócić uwagę na rozmowy dwustronne Rosji z Arabią Saudyjską na temat ropy. Jak chcemy znać wpływ cen ropy na rynki walutowe zawsze warto spojrzeć na Wschód. Wraz ze wzrostem cen ropy podrożał również rubel z okolic 5,75 grosza na 6 groszy.

Od rana poznaliśmy dane z niemieckiej gospodarki. Produkcja przemysłowa wypadła poniżej oczekiwań analityków. W skali roku spodziewano się wzrostu o 3,3% a odczyt wyniósł zaledwie 2,3%. Odczyt ten nie zaskoczył aż tak mocno rynków, gdyż po wczorajszych gorszych danych o zamówieniach zakładano gorsze wyniki w samej produkcji. W tych danych nie ma jeszcze skutków ostatnich problemów wizerunkowych niemieckiej branży motoryzacyjnej.

Poznaliśmy dzisiaj od rana pokaźny pakiet ważnych danych z mniej istotnych państw europejskich. Wzrost PKB w Rumunii wypadł lepiej niż oczekiwano i wyniósł 3,4% zamiast oczekiwanego 3,3%. Sprzedaż detaliczna w Czechach wzrosła o zaledwie 3,3% przy oczekiwaniach 6,1%. Trochę lepiej wypadła tamtejsza produkcja przemysłowa, która wzrosła o 6,3% w skali roku i był to odczyt słabszy od oczekiwań o 0,3%. Znacznie gorzej ten parametr wypadł w Hiszpanii. Wzrost 2,7% jest i tak dobrym wynikiem biorąc pod uwagę to co przeżywał ten kraj jeszcze kilka lat temu, ale oczekiwania rynków wynosiły aż 4,6%. Węgry – kraj, który najlepiej wypadł w ostatnich odczytach indeksów PMI – również nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań. Produkcja przemysłowa wzrosła o 6,2% przy oczekiwaniach 8,3%.

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła w Polsce stóp procentowych. Biorąc pod uwagę wygasającą kadencję tego gremium każde kolejne posiedzenia ma coraz większe szanse kończyć się tym samym wynikiem. Również konferencja prasowa Marka Belki nie wniosła nic niespodziewanego na rynki.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

,,Chemical Industry Summit & Awards Gala” już 12 października w Warszawie

Kongres ,,Chemical Industry Summit & Awards Gala” organizowany przez Executive Club we współpracy z PwC Polska odbędzie się w poniedziałek 12 października 2015 roku w Hotelu InterContinental w Warszawie. W panelach dyskusyjnych zasiądą najważniejsze postaci dla polskiego i europejskiego rynku chemicznego. W czasie gali wieńczącej konferencję poznamy wyniki konkursu ,,Diamenty Polskiej Chemii” w 11 kategoriach.

Odbywająca się po raz czwarty konferencja zgromadzi w tym roku wiele światowych autorytetów z branży oraz przedstawicieli najważniejszych spółek sektora chemicznego w Polsce. W debacie udział wezmą między innymi: Paweł Jarczewski – Prezes Zarządu, Grupa Azoty, Michał Sołowow – Właściciel; Synthos, Rovese, Barlinek, Komfort oraz Adam Leszkiewicz – Prezes Zarządu, Dyrektor Generalny Grupy Azoty Zakładów Azotowych Kędzierzyn. Zagraniczną chemię reprezentować będą między innymi: Alexis Brouhns – Dyrektor Generalny, Solvay Europe, An Nuyttens – Prezes Silica Global Business Unit, Solvay, Karl-H. Foerster – Dyrektor Zarządzający, PlasticsEurope.

Konferencję otworzy przemówienie Alexisa Brouhnsa zatytułowane: „Europejski przemysł chemiczny – na rozstaju dróg”. W czasie trójpanelowej debaty poruszone zostaną najbardziej aktualne problemy dotyczące sektora chemicznego w Europie. Dyskutowane będą między innymi takie kwestie jak: przyszłość rynku chemicznego wobec transatlantyckiej umowy  o wolnym handlu (panel I); konkurencyjność europejskiej chemii na tle USA i Azji (panel I), konsolidacja rynku przedsiębiorstw chemicznych i jej konsekwencje dla znaczenia rodzimej chemii w Europie (panel II), najlepsze wzorce współpracy między nauką a biznesem w sektorze chemicznym (panel III).

Gospodarzami wydarzenia będą Odeta Moro – Prezenterka TVP 1 i TVN oraz Jacek Socha – Wiceprezes, Partner PwC w Polsce.

Polskie firmy budowlane ożywienie odczują najwcześniej w 2017 roku

W pierwszej połowie tego roku przychody polskich spółek budowlanych notowanych na giełdzie były o 9,2 proc. wyższe niż rok wcześniej. Poprawiła się także ich marża ze sprzedaży i wyniosła 8,3 proc w porównaniu do 7,2% w I półroczy 2014 roku. Lepsze wyniki finansowe sugerują poprawę w sektorze usług budowlano-montażowych, choć znaczącego ożywienia należy spodziewać się dopiero od 2017 roku. Dużą szansę dla rozwoju branży stwarza nowa perspektywa unijna oraz planowane inwestycje w infrastrukturę. Według publicznie dostępnych dokumentów szacowane potrzeby inwestycyjne w infrastrukturę w Polsce do 2020 roku wynoszą około 310 mld zł – wynika z raportu „Polskie spółki budowlane 2015 – najważniejsi gracze, kluczowe czynniki wzrostu i perspektywy rozwoju branży” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Zdaniem ekspertów Deloitte dalszy rozwój spółek budowlanych w Polsce zależy od efektywności sektora publicznego, organizującego przetargi na realizację dużych inwestycji infrastrukturalnych.

Branża budowlana w Polsce przeżywa obecnie powolne odrodzenie po okresie spadku w latach 2012-2013, spowodowanego zakończeniem dużych projektów inwestycyjnych związanych z poprzednią finansową perspektywą unijną oraz organizacją mistrzostw UEFA Euro 2012™ w Polsce. Już poprzedni rok pokazał, że firmy z sektora budowlanego powoli wychodzą z kryzysu – obecny rok potwierdza ten trend. Z analizy przygotowanej przez Deloitte wynika, że przychody spółek budowlanych, notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie wyniosły w pierwszym półroczu tego roku 10 mld zł, podczas gdy w tym samym okresie w roku poprzednim było to 9,2 mld zł, to wzrost o 9,2 proc.

W 2014 roku przychody największych piętnastu spółek budowlanych w Polsce osiągnęły poziom 28,5 mld zł i zwiększyły się o 2,5 mld zł w porównaniu do roku 2013, co stanowiło wzrost o 9,4 proc. Tegoroczny ranking Deloitte otwiera Grupa Skanska, uzyskując przychody na poziomie 5,1 mld zł i odnotowując ich wzrost o 16,5 proc. Na drugim miejscu znalazł się zeszłoroczny lider Grupa Budimex z przychodami sięgającymi 4,9 mld zł, co stanowi wzrost o 4,2 proc. w porównaniu do 2013 roku. Wśród trzech największych spółek budowlanych w Polsce jest także austriacki Strabag, który jako jedyny z tej grupy odnotował spadek przychodów o 5 proc. w stosunku do poprzedniego roku, uzyskując przychody na poziomie 3,1 mld zł” – mówi Maciej Krasoń, Partner w Dziale Audytu Deloitte, Lider Zespołu Nieruchomości i Budownictwa.

Wartość indeksu WIG BUDOWNICTWO wzrosła w okresie pierwszych 6 miesięcy 2015 roku o 24 proc., podczas gdy w tym samym czasie wzrost indeksu WIG wyniósł jedynie 4 proc. Kapitalizacja spółek budowlanych notowanych na warszawskim parkiecie na dzień 30 czerwca tego roku wyniosła 9,11 mld zł i wzrosła w stosunku do wartości z końca grudnia 2014 roku o 1,67 mld zł. Warto jednak zaznaczyć, że wyniki sektora budowlanego na GPW zależą w dużej mierze od notowań firmy Budimex, której udział w kapitalizacji spółek notowanych w ramach WIG BUDOWNICTWO wynosi 46 proc.

Ranking spółek budowlanych w Polsce pod względem przychodów w roku 2014 – TOP 15

Ranking spółek budowlanych w Polsce pod względem przychodów w roku 2014 – TOP 15

Zdaniem ekspertów Deloitte perspektywy rozwoju sektora budowlanego w Polsce są obiecujące, tym bardziej, że w 2014 roku po dwóch latach spadków, odnotowano symboliczny wzrost wartości rynku budowlanego na poziomie 0,4 proc. W pierwszym kwartale tego roku liczba upadłości w sektorze budowlanym zmniejszyła się o jedną trzecią w stosunku do tego samego okresu rok wcześniej. Ponadto dwie firmy, które znalazły się w tegorocznym rankingu Deloitte: Polimex i PBG, kilka lat temu będące na krawędzi bankructwa, dziś wydają się wracać do gry.

W pierwszych miesiącach tego roku zanotowano również zahamowanie spadkowej tendencji zatrudnienia w branży budowlanej. „W pierwszym kwartale bieżącego roku zatrudnienie wzrosło o 1,5 proc. w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku. W dłuższej perspektywie w związku z napływem nowych funduszy europejskich oczekujemy dalszego wzrostu zatrudnienia w budownictwie infrastrukturalnym. Zwiększy się również zapotrzebowanie na wyspecjalizowanych pracowników w obszarze budownictwa ciężkiego oraz energetyki” – mówi Patryk Darowski, Wicedyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Dalszemu wzrostowi branży budowlanej sprzyjają czynniki makroekonomiczne. Prognozowany przez Economist Inteligence Unit wzrost PKB dla Polski na poziomie 3,2 proc. w latach 2015-2018 powinien znacznie zwiększyć skłonność sektora publicznego do inwestowania w infrastrukturę. „Najsilniejszym bodźcem dla poprawy kondycji segmentu budownictwa infrastrukturalnego w najbliższych latach będzie napływ nowych funduszy unijnych. W nowej perspektywie finansowej na lata 2014-2020 w ramach polityki spójności Polska otrzyma środki w rekordowej wysokości 82,5 mld euro, z czego 25,8 mld euro zostanie przeznaczone na rozbudowę infrastruktury”- mówi Patryk Darowski. Polska w najbliższych latach będzie nadrabiać zaległości w stanie infrastruktury w porównaniu do krajów Europy Zachodniej. Wstępnie oszacowane przez Deloitte wybrane potrzeby infrastrukturalne w większości do 2020 roku wynoszą około 310 mld zł. Na tę kwotę składają się przede wszystkim inwestycje w infrastrukturę drogową, kolejową, energetyczną i tę związaną z ochroną środowiska.

Organizacja mistrzostw UEFA Euro 2012™ przez Polskę miała istotny wpływ na przyspieszony rozwój infrastruktury, niestety kosztem wyników wielu przedsiębiorstw budowlanych biorących udział w realizacji inwestycji, czego przyczyną była ogromna konkurencja i wynikająca z niej „wojna cenowa”. Doprowadziło to do znacznego obniżenia cen w przetargach na wykonawstwo. Problem ten nadal w największym stopniu doskwiera branży budowlanej. Nie zmieniło się to nawet po wprowadzeniu zmian do ustawy o zamówieniach publicznych, gdyż nadal przy przetargach na kontrakty głównym kryterium wyboru pozostaje cena. Presja cenowa, w opinii przedstawicieli firm budowlanych, może się jeszcze powiększyć po pojawieniu się w Polsce nowych znaczących graczy zagranicznych. „Oferent publiczny, nauczony doświadczeniami poprzedniej perspektywy unijnej, w dużej części zmienił już swoje podejście, co jest dobrym sygnałem. W celu uniknięcia spiętrzenia projektów, które miało miejsce przy inwestycjach prowadzonych przed EURO 2012, GDDKIA rozstrzygnęła już przetargi na 30 mld zł ze 107 planowanych do zainwestowania w latach 2014-2025” – mówi Maciej Krasoń. – Jednak PKP PLK do końca sierpnia nie rozstrzygnęła jeszcze żadnego projektu w ramach nowej perspektywy UE. Tymczasem trzeba pamiętać, że od ogłoszenia przetargu do rozpoczęcia prac budowlanych upływa czasem nawet dwa lata. Dlatego prawdziwego ożywienia w branży budowlanej możemy się spodziewać dopiero od 2017 roku” – dodaje.

TelForceOne wypłacił dywidendę z zysku za rok 2014

TelForceOne, 7 października br. wypłacił dywidendę z zysku za rok 2014 r. Walne Zgromadzenie przeznaczyło na dywidendę 25,5% jednostkowego zysku netto za rok ubiegły, tj. 819,6 tys. zł. W efekcie wyniosła ona 0,10 zł na jedną akcję. To drugi rok z rzędu kiedy TelForceOne wypłaciła dywidendę swoim akcjonariuszom.

Zgodnie z wcześniejszą rekomendacją Zarządu, obradujące 29 czerwca 2015 r. Walne Zgromadzenie TelForceOne, postanowiło przeznaczyć 819.6 tys. zł na dywidendę. Pozostała część zysku netto została przeznaczona na zwiększenie kapitałów zapasowych, co pozwoli na utrzymanie dynamicznego tempa wzrostu Grupy TelForceOne.

– Od akcjonariuszy wiem, że cenią sobie wypłatę dywidendy kolejny rok z rzędu. Z drugiej strony jesteśmy biznesem rozwojowym, i z tego powodu nasze zapotrzebowanie na kapitał systematycznie się zwiększa. W ostatnich kilku kwartałach koncentrowaliśmy się nad zwiększeniem sprzedaży na rynkach pozaeuropejskich i europejskich, co wiązało się z dodatkowymi kosztami m.in. w zakresie działań marketingowych, procesów B&R oraz wprowadzaniu nowych produktów – mówi Wiesław Żywicki, Wiceprezes Zarządu TelForceOne.

W I półroczu br. Grupa TelForceOne rozszerzyła swoje portfolio o segment narzędzi i elektronarzędzia pod własną marką Haka Tools. Obecnie realizowane są już pierwsze dostawy nowych produktów, których sprzedaż zaplanowana jest począwszy od III kwartału 2015 r.

 

Giełda zaczyna wracać do łask

łukasz Bugaj, analityk DM BOś

Po okresie posuchy i słabego zachowania GPW klimat wokół niej na przełomie września i października zaczął się zmieniać. Najpierw w miniony wtorek doszło do testu i udanej obrony sierpniowych minimów, które nawet zostały nieco poprawione zgodnie z wcześniej przedstawioną teorią „wtórnego dołka”. Styl w jakim udało się uniknąć przeceny, po raz pierwszy od dawna, kazał z większym optymizmem spojrzeć na parkiet. Kolejne sesje co prawda do specjalnie udanych już nie należały, ale z początkiem tego tygodnia uległo to spektakularnej zmianie. Krajowy indeks WIG20 wykreślił bowiem najlepszą sesję w tym roku przy akompaniamencie niemałych obrotów. Co interesujące, bardzo dobrze radziły sobie również inne przecenione parkiety regionu, szczególnie te dotknięte „polityczną niepewnością”, jak Turcja. Jeżeli połączymy to z wyraźnie lepszym zachowaniem spółek większych od ich mniejszych odpowiedników, to zaczyna się wyłaniać obraz powrotu kapitału zagranicznego po wielotygodniowym okresie jego odpływu. W tym kontekście warto spojrzeć na wykres indeksu MSCI Emerging Markets, który aktualnie wygląda podobnie do wielu indeksów giełd rozwiniętych, na których jesteśmy u progu wykreślenia sygnału kupna poprzez wybicie ponad lokalne wrześniowe maksima. Kreślone formacje różnie można nazywać, od możliwego podwójnego dna do konsolidacji przy minimach. Ich wspólnym mianownikiem jest potencjał do zakończenia wcześniejszych spadków i ułożenia fundamentów pod pomyślny dla inwestorów ostatni kwartał. Byłoby to zresztą zgodne z sezonowym wzorcem, zgodnie z którym te osoby, które sprzedały akcje w maju, aktualnie przymierzają się do ich odkupienia. Jaka będzie jednak fundamentalna podbudowa poprawy klimatu? Paradoks sytuacji jest taki, że mogą nimi być słabe dane makroekonomiczne. Zmuszą one bowiem Rezerwę Federalną do notorycznego odkładania pierwszej podwyżki kosztu pieniądza, a w Europie czy Japonii prowadzić mogą do rozszerzenia prowadzonych przez tamtejsze banki centralne programów skupu aktywów. Zresztą dość dobrze widać to było po reakcji na piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy. Były one na tyle złe, by potencjalnie  wykluczyć tegoroczną podwyżkę stóp, ale z drugiej strony na tyle poprawne, by nie wzmóc poważniejszych obaw co do kondycji gospodarki USA. Dopóki więc nic nie zatrze tej pozytywnej percepcji gorszych publikacji, dopóty spodziewane lekkie spowolnienie gospodarcze nie będzie negatywnie odczytywane i tym samym zagrozić nie powinno poprawiającym się rynkowym perspektywom.

 

Na polskim rynku rośnie zainteresowanie obligacjami korporacyjnymi. Inwestorzy preferują banki, spółki wierzytelnościowe i deweloperów

CEO Magazyn Polska

Branża finansowa, czyli banki i spółki wierzytelnościowe, a także deweloperzy to dziś najlepsi z punktu widzenia funduszy inwestycyjnych emitenci korporacyjnych obligacji. Na polskim rynku rośnie zainteresowanie tymi papierami, choć tylko wybranymi, bo poddawane są one rygorystycznej selekcji.

Od maja akcje na polskiej giełdzie systematycznie tanieją. Niskie stopy procentowe NBP obniżyły oprocentowanie lokat to poziomu 2 proc. rocznie. Równie nisko oprocentowane są bezpieczne papiery skarbowe. W tej sytuacji inwestorzy coraz łaskawszym okiem spoglądają na znacznie wyżej oprocentowane obligacje emitowane przez firmy.  Można na nich zarobić od 4 do niekiedy nawet 20 proc. rocznie. Jedyny problemem jest dobre rozpoznanie kondycji emitenta, bo w razie jego bankructwa można stracić wszystko.

Najczęściej odbywa się to w ten sposób, że zarządzający spotyka się ze spółką – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Paweł Gołębiewski, zarządzający BPH TFI. Spotyka się z przedstawicielami spółki, dyskutuje o planach spółki, ocenia czysto wskaźnikowo firmę, próbuje jakoś to skwantyfikować, najczęściej w jednej lub w dwóch liczbach, żeby dokładnie sobie zobrazować ryzyko kredytowe, które się wiąże w spółce. I oczywiście sam instrument, czy jest zabezpieczony, czy niezabezpieczony, po jakim czasie następuje wykup.

Preferowanym przez fundusze inwestycyjne instrumentem są obligacje emitowane na maksymalnie 3 lata.  Choć, jak zaznacza Paweł Gołębiewski, w przypadku firm o bardzo dobrej kondycji mogą być wyjątki od tej zasady.

Oczywiście w przypadku emitentów o wysokim standingu finansowym to może być dłuższy czas, np. dla banków 5 czy nawet 7 lat. W tych wskaźnikach istotny jest poziom zadłużenia, tzn. struktura bilansu, to, czy spółka jest mocno zadłużona, jak bardzo jest zadłużona w stosunku do spółek konkurencyjnych z danej branży. Ważne są również wskaźniki rentowności, jak ona sobie radzi, czy generuje cashflow, bo to jest podstawa naszych analiz.

Dla funduszy inwestycyjnych równie ważna jak kondycja finansowa emitenta jest płynność jego papierów. Dlatego przed zakupem obligacji korporacyjnych sprawdza się, czy inne fundusze też są nimi zainteresowane.

Ma to na celu sprawdzenie tego, czy będzie możliwa później wymiana tych obligacji wyjaśnia Paweł Gołębiewski, zarządzający BPH TFI. Czy już ktoś postawił na komitecie taki podmiot i już go przepracował, czy go zna i czy jest możliwość obracania później tą obligacją, jeśli zmienimy naszą ocenę, która jest weryfikowana co kwartał, i będziemy chcieli dokupić, zwiększyć czy zmniejszyć ten poziom, to ważny jest próg emisji i liczba zaangażowanych stron.

Wśród najlepszych emitentów obligacji korporacyjnych inwestorzy wymieniają banki. Część z nich została ostatnio mocno przeceniona, zwłaszcza na rynku obligacji denominowanych w euro i w dolarze. Tymczasem jak się ocenia, ten sektor jako całość na pewno sobie poradzi i jest bardzo małe prawdopodobieństwo, że któryś z podmiotów upadnie.

– Poza tym podchodzimy bardzo selektywnie do różnych branż zaznacza Paweł Gołębiewski z BPH TFI. – Selektywnie branża deweloperska, również wierzytelnościowa. I te trzy branże, czyli bankowa, deweloperska i wierzytelnościowa, to są te najsilniej reprezentowane w indeksach rynku obligacji korporacyjnych. To są branże kapitałochłonne i tam też jest wybór dużej liczby podmiotów. Dla nas jest to bardzo ważne, bo płynność tego rynku nie jest duża. 

Jarosław Antonik, KBC TFI: Polska gospodarka jest w dobrej kondycji. Akcje na warszawskiej giełdzie podrożeją, jak uspokoi się sytuacja na rynkach zagranicznych

CEO Magazyn Polska

W światowej gospodarce miało miejsce ostatnio wiele negatywnych zdarzeń, które miały wpływ na osłabienie notowań spółek na warszawskiej giełdzie. Polska gospodarka jest jednak w dobrej kondycji i jak prognozuje Jarosław Antonik z KBC TFI, można oczekiwać, że gdy sytuacja za granicą się uspokoi, to polskie akcje powinny odrobić straty.

Już tylko problemy Volkswagena i spadek tempa wzrostu chińskiej gospodarki wystarczyły, by inwestorzy na świecie zaczęli się bać o swoje pieniądze. W rezultacie wydają je niechętnie, a ceny akcji czy surowców pozostają niskie.

 Mamy do czynienia z kulminacją negatywnych zdarzeń, takich właśnie jak skandal Volkswagena czy obawy o bankructwo bardzo dużej firmy wydobywczej Glencore – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jarosław Antonik, członek zarządu odpowiedzialny za inwestycje i rozwój produktów KBC TFI.  Jako konsekwencja tego, co dzieje się na rynkach surowcowych, spadki cen surowców energetycznych oraz metali przemysłowych oczywiście podkopują sytuację finansową wydobywców i ci wysoko zadłużeni mogą mieć z tym problemy.

Obecnie baryłka ropy Brent kosztuje mniej niż 50 dolarów, czyli niewiele ponad połowę tego, co za ten surowiec płacono przed rokiem. Tanieją też inne surowce oraz akcje na światowych giełdach. Niemiecki DAX np. w pół roku stracił ponad 20 proc. Najbardziej inwestorzy obawiają się gospodarki chińskiej, której tempo rozwoju ostatnio spada. Tu jednak można dostrzec pewne optymistyczne scenariusze.

– Trzeba pamiętać, że częściowo wyhamowanie wzrostu gospodarczego może być wynikiem tego, że zmienia się struktura w chińskiej gospodarce – zwraca uwagę Jarosław Antonik.  Z gospodarki, która była ciągnięta przez silny eksport i inwestycje infrastrukturalne, w kierunku gospodarki, która będzie bazować na popycie konsumpcyjnym i inwestycjach związanych z tymże popytem. To oczywiście będzie powodować w tym pierwszym okresie kurczenie się sektora przemysłowego.

Cały problem z Chinami polega jednak na tym, że o kondycji tamtejszych firm wiadomo tyle, ile zdecydują się ujawnić chińskie władze. Ten brak transparentności, jak ocenia członek zarządu odpowiedzialny za inwestycje i rozwój produktów KBC TFI, bardzo niepokoi inwestorów.

– Inwestorzy nie do końca dowierzają chińskim statystykom, część uważa, że sytuacja jest znacznie gorsza, niż to podają oficjalne władze. W związku z tym mamy też pewien rodzaj kryzysu zaufania do danych i obawy, które dość trudno jest kwantyfikować – mówi Antonik.

W Polsce WIG20 testuje poziom 2 tys. punktów. To oznacza, że najważniejszy z indeksów warszawskiej giełdy w pół roku stracił ponad 15 proc. Ta słabość polskiego rynku wynika nie tylko z zawirowań na innych rynkach, lecz także z lokalnych problemów politycznych, zbliżających się wyborów i związanej z tym niepewności.

 Duże spółki są pod wpływem, po pierwsze, wydarzeń politycznych, po drugie, właśnie tego, co się dzieje na świecie na rynku surowcowym – mówi Jarosław Antonik z KBC TFI.  Natomiast, jeśli popatrzymy na perspektywy naszej gospodarki, to nie wyglądają one źle i w momencie, kiedy sytuacja na rynkach zagranicznych się uspokoi, to powinniśmy zacząć odbijać. 

2C Partners ma nadzieję na jeden z najlepszych wyników w historii spółki i wciąż rozważa debiut na głównym parkiecie GPW

0

CEO Magazyn Polska

Firma zajmująca się rewitalizacją i restrukturyzacją kamienic w pierwszym półroczu 2015 roku odnotowała 1,27 mln zł straty netto. Mimo to przedstawiciele spółki zapowiadają, że końcowy wynik może być porównywalny z tym z 2014 roku, w którym zarobiła na czysto niemal 5 mln zł. 2C Partners​ wciąż rozważa przejście z rynku NewConnect na główny parkiet warszawskiej giełdy.

– Na razie nie mogę zdradzać szczegółowych informacji, jednak prawdopodobnie będzie to jeden z lepszych okresów w historii naszej spółki – twierdzi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Łukasz Tylec, prezes zarządu 2C Partners.

Po pierwszym kwartale 2015 roku firma odnotowała 1,27 mln zł straty netto wobec 6,8 mln zł zysku netto w analogicznym półroczu rok wcześniej. Według zarządu 2C Partners wynik pod kreską wynika głównie z większych kosztów związanych ze wzrostem skali działania spółki, wypłaty odsetek od emisji obligacji i emisją akcji serii B. Dodatkowo na początku 2015 roku odnotowano mniejszą sprzedażą niż w analogicznym okresie 2014 roku.

– Ogromna większość sprzedaży przypadnie na ostatni kwartał roku – uspokaja Łukasz Tylec. – Dopiero wtedy będzie widać efekty naszej pracy.

W całym 2014 roku 2C Partners zarobiła na czysto ponad 4,9 mln zł. By wyrównać ten wynik, potrzebuje więc wypracować w drugiej połowie roku ponad 6 mln zł. Do tej pory spółka sprzedała około 700 metrów kwadratowych mieszkań. Jak zapowiada Łukasz Tylec, to jednak tylko początek i liczba ta do końca roku znacząco się zwiększy.

W swoich symulacjach spółka nie zakłada gwałtownych zmian cen towarów i usług, które podniosłyby koszty rewitalizacji. W 2015 roku 2C Partners kupiło już około 3 tys. metrów kwadratowych pod rewitalizację. Obecnie remonty trwają na 1,3 tys. metrów kwadratowych. W przyszłym roku projekty mają objąć natomiast aż 5,6 tys. metrów kwadratowych.

– Ceny są mniej więcej stałe, cena materiału, czy to w Warszawie, czy w innych miastach w Polsce, jest mniej więcej porównywalna. Cena robocizny podobnie – wymienia prezes zarządu 2C Partners. – Jeżeli planujemy przyszłość i robimy jakieś symulacje wyników, to zakładamy jednak niewielkie zmiany, jeśli chodzi o te koszty.

2C Partners cały czas rozważa wejście na główny parkiet warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Od zeszłego roku obecna jest już na giełdzie NewConnect, a od 2013 roku prowadzi emisję obligacji na Catalyst.

– Przyglądamy się cały czas rynkowi, temu, jak on się rozwija. W tej chwili nie mamy skrystalizowanych dokładnie planów, kiedy to [debiut – red.] nastąpi i czy  nastąpi – twierdzi Łukasz Tylec. – Natomiast cały czas nie wykluczamy takiego ruchu, będziemy patrzeć, jak rozwija się rynek i jak inwestorzy postrzegają nas na tym rynku – dodaje.

Firma na koncie ma już około 20 projektów rewitalizacji kamienic w Warszawie, Sopocie i Gliwicach. W swojej działalności jednak celuje w stolicę, szczególnie w jej prawobrzeżną część. To właśnie na Pradze znajduje się najwięcej inwestycji spółki i z nią związane są dalsze plany rozwojowe.

Rowery miejskie w Łodzi po raz kolejny opóźnione. Z systemu nie skorzystają osoby niepełnosprawne

0

CEO Magazyn Polska

W przetargu na Łódzki Rower Publiczny nie będą wymagane tandemy, jak chciał zamawiający – zdecydowała Krajowa Izba Odwoławcza, przychylając się do wniosku firmy BikeU. To oznacza, że osoby niepełnosprawne, np. z problemami narządów wzroku, nie będą mogły skorzystać z systemu wypożyczeń. KIO oddaliła natomiast odwołanie BikeU, w którym firma zaskarżyła wymagania dotyczące wiedzy i doświadczenia stawiane przez Zarząd Dróg i Transportu w Łodzi. W związku z odwołaniem opóźnia się kolejne, trzecie już postępowanie przetargowe na uruchomienie systemu rowerów miejskich w Łodzi.

W zakresie tandemów dopuszczono rozwiązanie alternatywne polegające na tym, że wykonawca może zaproponować rozwiązanie oparte na możliwości wypożyczenia dwóch rowerów na jedno konto zamiast możliwości wypożyczenia tandemu – mówi agencji Newseria Biznes Justyna Tomkowska, rzeczniczka Krajowej Izby Odwoławczej.

Krajowa Izba Odwoławcza tym samym uwzględniła odwołanie BikeU.

Tandemy mogłyby mocno podrożyć projekt. Są też dwa inne aspekty: bezpieczeństwo użytkowników i miejsce, by każda stacja mogła tandem przyjąć. Taki rower jest prawie dwa razy dłuższy, więc teren pod stacje też musi być dwa razy większy – uzasadnia odwołanie Marcin Jeż, członek zarządu BikeU.

W ocenie osób niedowidzących rezygnacja z tandemów to rozwiązanie dyskryminujące. Doświadczenie innych miast pokazuje, że tandemy cieszą się dużą popularnością. W Warszawie tylko w ciągu 30 pierwszych dni były wypożyczane prawie 2 tys. razy. Sprawdzają się również w Lublinie.

Jeśli w systemie rowerów publicznych nie będzie tandemów, to na pewno będzie to forma wykluczenia osób niewidomych. Nie ma takiej opcji dla nas, żebyśmy mogli jeździć na tzw. singlu, czyli zwykłym rowerze. Zagraża to nie tylko naszemu zdrowiu i życiu, lecz także bezpieczeństwu innych uczestników ruchu – przekonuje Wojciech Figiel, który ma poważny ubytek wzroku, specjalista od tłumaczeń dla osób niewidomych i słabowidzących na Uniwersytecie Warszawskim.

Tandemy sprzyjają aktywizacji osób niepełnosprawnych. Osobom z problemami wzroku potrzebny jest przewodnik, który będzie prowadził rower, a taką możliwość daje wyłącznie tandem. Możliwość wypożyczenia dwóch rowerów z konta jednego użytkownika nie będzie żadnym rozwiązaniem, bo osoby niewidome i tak z tego nie skorzystają.

– Osoba niepełnosprawna, tak samo jak pełnosprawna, ma prawo uczestniczyć w pewnych formach życia społecznego – zaznacza Figiel i wskazuje, że usprawnień dla niewidomych potrzebują także inne funkcjonujące już systemy rowerów publicznych, np. w Warszawie. – Ale warunkiem sine qua non dla jakiegokolwiek ich wprowadzania jest posiadanie przez system tandemów.

Krajowa Izba Odwoławcza w wyroku oddaliła odwołanie BikeU, w którym firma zaskarżyła wymagania dotyczące wiedzy i doświadczenia.

Nie podzielono argumentacji wykonawcy, aby wymóg posiadania doświadczenia dwunastomiesięcznego zastąpić wymogiem sześciomiesięcznym. Izba uznała, że wykazanie się doświadczeniem 12-miesięcznym jak najbardziej odpowiada potrzebom i wymaganiom zamawiającego, dlatego też pozostawiła te zapisy specyfikacji – podkreśla Justyna Tomkowska.

W związku z zamówieniem na cztery lata 1 tys. rowerów ZDiT w Łodzi postawił przed przyszłym dostawcą obowiązek referencji zarządzania systemem rowerów publicznych (min. 300 sztuk) przez minimum rok, czyli pełny sezon. Zdaniem firmy BikeU wystarczające powinno być doświadczenie 6- miesięczne.

Chcieliśmy, żeby nasze doświadczenie było wystarczające – milionowe wypożyczenia na polskim rynku i duży zakres, choćby projektu w Bydgoszczy. Podnosiliśmy to przed Izbą i zamawiającym, ale została wydana inna decyzja – mówi Marcin Jeż.

Doświadczenia innych miast pokazują jednak, że łódzkie kryteria nie są wyśrubowane. W Warszawie, gdzie trzy lata temu rozstrzygany był przetarg na system Veturilo złożony z ponad 2 tys. rowerów, wymagania były zdecydowanie wyższe – zarządzanie tysiącem rowerów przez minimum 24 miesiące.

Wiedza i doświadczenie potencjalnego operatora są kluczowe przy przetargu – podkreśla Karolina Gałecka, rzecznik prasowy Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie.

Jak przekonuje przedstawicielka miasta, okres roku, czyli cały sezon, jest absolutnym minimum – dopiero wówczas można ocenić jakość usług czy funkcjonowanie serwisu, również w miesiącach zimowych, kiedy wymagana jest konserwacja i przechowywanie sprzętu. W przeciwnym wypadku efekt może być taki jak w Krakowie, gdzie po roku funkcjonowania systemu jego operator zrezygnował.

Nasze doświadczenia przy funkcjonowaniu Veturilo będą procentowały przy ogłoszeniu kolejnego przetargu, w którym wyłonimy operatora od stycznia 2017 roku. Na ich podstawie ustalimy wymogi wobec potencjalnego operatora i na pewno nie będą one niższe niż w 2012 roku – zaznacza Gałecka.

W Warszawie trwają konsultacje w sprawie wprowadzenia do systemu rowerów miejskich dodatkowych udogodnień, np. rowerów wyposażonych w system GPS, rowerów dla dzieci czy właśnie tandemów. W stolicy jest ponad 200 stacji Veturilo. W ciągu trzech lat funkcjonowania system zyskał 340 tys. użytkowników i zanotował ponad 5,2 mln wypożyczeń. Średnio rowery są wynajmowane co 10 sekund.

W związku z odwołaniem opóźnia się trzecie już postępowanie przetargowe na uruchomienie systemu rowerów miejskich w Łodzi. Termin składania ofert przesunięto z 8 na 22 października. Do rozpisanego w zeszłym roku poprzedniego przetargu na łódzki system rowerów miejskich (sto stacji i tysiąc rowerów) stanęły dwie firmy – Nextbike oraz BikeU. Oferta Nextbike została zakwestionowana jako zbyt tania, wybór drugiej oferty uniemożliwiły wątpliwości co do uczciwości przedstawionej dokumentacji. Została ona podważona z powodu podejrzenia złożenia sfałszowanej opinii bankowej.

W maju KIO potwierdziła decyzję Łodzi o unieważnieniu przetargu na budowę systemu rowerów miejskich. 20 października odbędzie się w Sądzie Rejonowym dla Łodzi-Śródmieścia rozprawa w sprawie posłużenia się przez członka zarządu firmy BikeU podrobioną opinią bankową.

PKP zarządza pracownikami w chmurze. Coraz więcej przedsiębiorstw stosuje takie rozwiązanie

Systemy do zarządzania zasobami ludzkimi przenoszą się do chmury. Dzięki temu możliwa jest szybsza komunikacja i skuteczniejsze zarządzanie wieloma procesami w jednym miejscu. Na taką inwestycję zdecydowała się PKP SA. Wdrażany system SAP SuccessFactors umożliwia w chmurze zarządzanie pracą zespołów i szkoleniami oraz dokonywanie okresowych ocen czy planowanie ścieżek kariery. Ułatwia to pracę działów HR i ich komunikację z menadżerami i pracownikami.

Kiedy rozmawiam z innymi dyrektorami personalnymi z wielu firm i organizacji, widzę duże zaciekawienie naszym wdrożeniem. Każdy z nich ma bowiem świadomość tego, że w tak dynamicznie rozwijającym się otoczeniu biznesowym menadżerowie i pracownicy oczekują narzędzi HR pozwalających na błyskawiczny dostęp do informacji, analogicznie jak umożliwiają to portale społecznościowe – mówi agencji Newseria Biznes Witold Moszyński, dyrektor departamentu zarządzania kapitałem ludzkim w PKP. – Chcąc nadążyć, a nawet wyprzedzić te oczekiwania. Zespoły HR już dzisiaj podejmują bardzo trud, żeby właśnie taką ofertę zbudować.

System SAP SuccessFactors obejmie ponad dwa tysiące osób pracujących w spółce. Jak wyjaśnia Moszyński, korzyści z rozwiązania w chmurze są różne, w zależności od tego, czy dotyczą menadżerów, pracowników czy działu HR. Departamentowi zarządzania kadrami umożliwia to budowanie spójnego środowiska pracy.

Jest to przede wszystkim skrócenie czasu pracy i zmniejszenie nakładów ponoszonych na zarządzanie systemami zarówno w rozumieniu informatycznym, jak i w rozumieniu zarządzania danym procesem biznesowym – mówi dyrektor w PKP.

Chmura usprawnia takie procesy, jak wielokierunkowa komunikacja wewnętrzna, zarządzanie przez zadania, zarządzanie przez cele, dzielenie się wiedzą i doświadczeniami, okresowe oceny kompetencji, kalibracja ocen. Umożliwia też planowanie rozwoju pracowników, sukcesji, zarządzanie szkoleniami, realizację e-learningu i planowanie indywidualnych ścieżek kariery.

To pozwala oszczędzić czas i zrezygnować z wielu dokumentów w Excelu i komunikacji mailowej. Teraz jest to zastąpione jednym spójnym systemem – mówi Teresa Olszewska, prezes zarządu spółki GAVDI Polska, specjalizującej się we wdrożeniach SAP HCM i SAP SuccessFactors – Menadżerowie i pracownicy, korzystając z tego narzędzia, mają wyższą świadomość swoich celów i zadań oraz oszczędności czasowe.

Menadżerom system ułatwia zarządzanie zespołem. Z kolei dla pracowników ważne jest uproszczenie komunikacji z menadżerami – system w chmurze zastępuje tradycyjne e-maile oraz ułatwia planowanie własnego rozwoju.

PKP wyjaśnia, że nowe rozwiązanie to odpowiedź na zdiagnozowane potrzeby związane z rozwojem talentów w spółce.

Poszukiwaliśmy rozwiązania, które będzie pomagało zarówno naszym menadżerom, jak i pracownikom wypełniać ich zadania tak, by jak najszybciej zrealizować postawione cele – wyjaśnia Moszyński. – Ponadto, parametryzując ten system, można w nim uwzględniać specyfikę każdej ze spółek. To oznacza, że różne wersje procesów biznesowych mogą znaleźć swoje odzwierciedlenie w jednym systemie, bez konieczności równoległego korzystania z alternatywnych rozwiązań, a to – poza standaryzacją procesów  pozwala również ograniczyć koszty, które zostałyby poniesione, gdybyśmy korzystali z wielu różnych systemów.

Jest to pierwsze na tak dużą skalę wdrożenie rozwiązania SAP SuccessFactors na polskim rynku, zarówno pod względem liczby uruchamianych modułów, funkcjonalności, jak i pracowników nim objętych.

Jak wyjaśnia Teresa Olszewska, w segmencie HR chmura dopiero zdobywa popularność, ale w kolejnych latach będzie ona dynamicznie rosła. Tym bardziej że zapotrzebowanie na sprawne systemy HR dotyczy każdej branży i jest niezależne od wielkości przedsiębiorstwa.

Według badania Gartnera do końca 2017 roku prawie połowa firm będzie już z takich rozwiązań korzystać. Jestem przekonana, że ten trend dotyczy również Polski – mówi Olszewska.

Polskie firmy rzadko wprowadzają na rynek innowacyjne produkty. Nie podejmują ryzyka mimo wsparcia ze strony państwa

0

CEO Magazyn Polska

Przez ostatnie trzy lata tylko 12 proc. firm przemysłowych wprowadziło na rynek nowe lub ulepszone produkty, a 13 proc. wdrożyło innowacje procesowe. Problemem jest jednak nie tylko niski poziom wydatków sektora prywatnego na badania i rozwój, lecz także zbyt mała wiedza na temat działań instytucji publicznych, które biorą na siebie część ryzyka związanego z inwestycjami firm w innowacyjność. Szansą na zmianę sytuacji są programy Narodowego Centrum Badań i Rozwoju – BRIdge VC i BRIdge Alfa.

Państwo powinno się angażować w obniżanie ryzyka w inwestycjach w innowacyjne projekty, zwłaszcza te obciążone największym ryzykiem, czyli związane z rozwojem technologicznym. Tu ryzyko niepowodzenia, czyli niedotarcia do rynku, jest duże. Dlatego przedsiębiorcy, którzy z reguły podejmują rozsądne decyzje, najczęściej nie chcą angażować się w takie projekty – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Leszek Grabarczyk, zastępca dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Dane GUS-u dotyczące innowacji polskich przedsiębiorstw nie napawają optymizmem. W latach 2012–2014 aktywność innowacyjną wykazało 18,6 proc. przedsiębiorstw przemysłowych i 12,3 proc. z sektora usług. W tym okresie nowe lub ulepszone produkty wprowadziło zaledwie 11,7 proc. firm przemysłowych, zaś innowacje procesowe – 12,9 proc.

W kolejnych latach może być lepiej, bo część z 82,5 mld euro z UE zostanie przeznaczona na wsparcie innowacyjności.

Co istotne, po raz pierwszy na tak dużą skalę będzie się angażować nie tylko poprzez dawanie pieniędzy, które nie wymagają zwrotu, lecz także poprzez instrumenty finansowe, czyli rozwiązania, w których pieniądz pozyskany od państwa po pewnym czasie się zwraca. Dzięki temu też w większej mierze w tych projektach obecna jest logika biznesowa – tłumaczy ekspert.

Dla rozwoju innowacji konieczne są nie tylko finansowe instrumenty wsparcia. Ustawa o innowacyjności ma wprowadzić możliwość zaliczania kosztów działalności B+R do kosztów uzyskania przychodów w podatkach dochodowych, niezależnie od tego, czy dotyczą one prowadzenia badań czy prac rozwojowych i bez względu na ich wynik. Ulga ma wynieść do 30 proc. kosztów wynagrodzeń osób pracujących przy projektach B+R oraz dodatkowo 20 proc. w przypadku małych i średnich firm i 10 proc. dla dużych firm. To krok w dobrym kierunku, jednak w przypadku naszych bezpośrednich sąsiadów ulgi wynoszą 100 proc.

Jak podkreśla Grabarczyk, zarówno firmy, jak i prywatni inwestorzy oczekują takich instrumentów wsparcia, które pomogą zniwelować ryzyko inwestycji w innowacyjne projekty. W Polsce dużym problemem jest niski poziom finansowania wydatków na B+R przez prywatny sektor, stanowią one zaledwie ok. 40 proc.

W większej komercjalizacji innowacyjnych projektów mogą pomóc programy realizowane przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

Mamy dwa programy: BRIdge VC i BRIdge Alfa, w ramach których będziemy współpracować z prywatnymi partnerami, którzy z jednej strony zarządzają takimi przedsięwzięciami, z drugiej, wykładają prywatne pieniądze. W przypadku programu BRIdge VC, czyli w projektach będących klasycznym modelem venture capital, znanym z Doliny Krzemowej czy z Izraela, będzie to co najmniej 50 proc. pieniądza prywatnego. W przypadku BRIdge Alfa – co najmniej 20 proc. – mówi Leszek Grabarczyk.

NCBiR i prywatni inwestorzy na innowacyjne projekty przeznaczą 180 mln zł. Centrum wykłada 80 proc. środków, które pochodzą jeszcze z programu Innowacyjna Gospodarka. Razem z pieniędzmi z prywatnego sektora mają być one zainwestowane przez powstałe wehikuły inwestycyjne w nowe technologie. Na utworzenie wehikułu inwestorzy otrzymali bezzwrotne wsparcie.

Program BRIdge VC to pierwszy taki system komercjalizacji, nie tylko w Polsce, lecz także w Europie. Jego zadaniem jest wsparcie badań i prac rozwojowych już od wczesnych etapów finansowania projektów. Z każdym funduszem inwestycyjnym zostanie podpisane porozumienie o wartości 210 mln zł (z czego 110 mln przeznaczy NCBiR).

Instrumenty finansowe, które oferujemy, mają zachęcić inwestorów prywatnych i prywatne zespoły zarządzające do wchodzenia w ten obszar działalności. Wiemy to nie tylko na podstawie analiz czy teoretycznych rozważań, lecz także z praktyki. Zrealizowaliśmy w ostatnich latach przedsięwzięcie pilotażowe, które pokazało, że rzeczywiście jest takie zapotrzebowanie – ocenia zastępca dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

 

Wkrótce prace rozpocznie Rada Dialogu Społecznego. Zajmie się m.in. przepisami o związkach zawodowych czy zamówieniach publicznych

CEO Magazyn Polska

Trwają ostatnie ustalenia, kiedy rozpocznie działalność Rada Dialogu Społecznego  zrzeszająca przedstawicieli rządu, pracodawców i pracowników platforma, która zastąpi niefunkcjonującą od dwóch lat Komisję Trójstronną. Wśród najważniejszych obszarów, którymi będzie musiała się zająć, są zmiany w Kodeksie pracy, w ustawach o związkach zawodowych czy rozwiązywaniu sporów zbiorowych. W dialogu trójstronnym powinny także być omawiane kwestie związane z uchodźcami.

Rusza Rada Dialogu Społecznego, a więc nowe ciało dialogu trójstronnego, które ma niesłychanie ważne zadanie – informuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jacek Męcina, były wiceminister pracy i polityki społecznej, wskazany jako jeden z członków RDS z ramienia Konfederacji Lewiatan. – Jest dużo kwestii, które trzeba podjąć w dialogu trójstronnym, czyli między pracodawcami, związkami zawodowymi i państwem.

Prace na forum Komisji Trójstronnej, która przez lata była miejscem spotkań strony rządowej, organizacji zrzeszających przedsiębiorców oraz związków zawodowych, zostały przerwane dwa lata temu.

Tymczasem trójstronnego konsensusu wymagają nie tylko takie kwestie, jak projekt budżetu czy płacy minimalnej, lecz także zmiany w prawie pracy dostosowujące regulacje do sytuacji na rynku. To m.in. zmiana Kodeksu pracy, która z jednej strony uelastyczni obecne rozwiązania, a z drugiej – wprowadzi stabilność zatrudnienia.

Stąd np. koncepcja kontraktu jednolitego, który jest doskonałym przykładem możliwości zwiększenia atrakcyjności umowy o pracę, dzięki regulacjom, które będą uzależniać niektóre uprawnienia w ramach stosunku pracy od zakładowego stażu pracy – wyjaśnia były wiceminister.

Dyskusji wymagają także kwestie zbiorowego prawa pracy, ustawa o związkach zawodowych i rozwiązywaniu sporów zbiorowych.

To regulacje, co do których w ubiegłych latach został wypracowany konsensus, ale wymagają liftingu i dostosowania do nowych uwarunkowań roku 2015 i 2016 – przekonuje Jacek Męcina. – Na pewno jest też wiele kwestii gospodarczych ułatwiających rozwój przedsiębiorczości. Chodzi o to, by jak najlepiej skorzystać ze wzrostu gospodarczego, likwidować lukę cywilizacyjną, która wciąż dzieli Polskę i kraje starej piętnastki unijnej, podwoić czy potroić zatrudnienie i poprawić inne wskaźniki.

Zdaniem eksperta prócz zagadnień związanych z prawem pracy rewizji wymagają również regulacje dotyczące ustawy o zamówieniach publicznych, kwestie branżowe odnoszące się do poszczególnych rynków oraz rozwiązania systemowe, takie jak opodatkowanie pracy.

To wszystko są ważne elementy, które powinny być najpierw dyskutowane w dialogu trójstronnym – uważa Męcina. – Warto, aby rząd wspólnie z partnerami społecznymi rozmawiał także o kwestiach związanych z uchodźcami. Choć tutaj chciałbym wskazać wyraźnie, że bardzo wiele też zależy od ustaleń podjętych na poziomie europejskim.

Ustawę powołującą Radę Dialogu Społecznego podpisał jeszcze prezydent Bronisław Komorowski. W jej skład wejdzie taka sama liczba przedstawicieli pracowników i pracodawców. Po ośmiu uczestników wskażą związki zawodowe, czyli Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, Forum Związków Zawodowych i NSZZ „Solidarność”. Po sześć miejsc przypada organizacjom pracodawców, czyli Konfederacji Lewiatan, Pracodawcom RP, Business Centre Club i Związkowi Rzemiosła Polskiego. W RDS będą także przedstawiciele rządu. Wszystkich powoła prezydent, którego przedstawiciel także ma zagwarantowane miejsce w RDS, podobnie jak prezes Narodowego Banku Polskiego i Głównego Urzędu Statystycznego.

– Rada ma szansę ruszyć jeszcze w tej kadencji Sejmu, ale coraz bardziej prawdopodobne jest, że rozpocznie pracę już po wyborach parlamentarnych – wskazuje Męcina.

Wtedy też ruszą zespoły problemowe, które będą się zajmować konkretnymi sprawami.

Ceny mieszkań będą powoli rosły. Nie tylko w metropoliach, lecz także w atrakcyjnie położonych miejscowościach

W II kwartale w czterech z sześciu największych polskich miast ceny mieszkań na rynku pierwotnym wzrosły w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej – wynika z danych Narodowego Banku Polskiego. Eksperci twierdzą, że ceny wciąż będą rosły w stabilnym tempie, głównie w przypadku mieszkań, które są dużo atrakcyjniejsze ze względu na lokalizację, standard czy okoliczną infrastrukturę. Drożeć będą również lokale w mniejszych miejscowościach, szczególnie w popularnych kurortach.

W ciągu najbliższych 2-3 lat ceny będą stabilne. Absolutnie nie będziemy obserwować bonanzy, z którą mieliśmy do czynienia w latach 2006–2007. Ceny oczywiście powoli rosną, ale są konkretne powody tych wzrostów – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mariusz Kurzac, dyrektor generalny Cenatorium.

Według niego drożeć będą te lokale, które są położone w dużo atrakcyjniejszych lokalizacjach, szczególnie dobrze skomunikowanych, w pobliżu szkół, przedszkoli czy parków.

Dużą rolę również odgrywa piętro, na którym mieszkamy. Mieszkania niżej położone, na parterze czy pierwszym piętrze, będą tańsze niż te, które są na samej górze – tłumaczy Mariusz Kurzac. – Na najwyższych piętrach często znajdują się większe apartamenty z pięknym widokiem na miasto.

Według danych Narodowego Banku Polskiego w Warszawie cena transakcyjna za metr kwadratowy mieszkania w drugim kwartale na rynku pierwotnym wyniosła 7 510 zł w porównaniu z 7 316 zł rok wcześniej. Na rynku wtórnym natomiast spadła z 7 332 do 7 164 zł za metr kwadratowy.

Na rynku pierwotnym mieszkania drożały także w Łodzi, Poznaniu oraz we Wrocławiu. Potaniały nieco w Gdańsku – z 5 977 zł do 5 752 zł, a także w Krakowie – z 6 172 do 5 896 zł za metr kwadratowy. Na rynku wtórnym sytuacja była stabilniejsza. Różnice w cenach za metr kwadratowy w tych miastach w porównaniu z rokiem poprzednim wynosiły zazwyczaj kilkadziesiąt złotych.

Jak wynika z danych firmy Reas, niewielkie wzrosty cen mieszkań znajdujących się w ofercie deweloperów obserwowane są trzeci kwartał z rzędu. Analitycy tej firmy podkreślają, że powodem są dwa zjawiska – podnoszenie cen najtańszych mieszkań dzięki wzrostowi limitów w MdM oraz uzupełnianie przez deweloperów wyprzedanej oferty mieszkań o podwyższonym standardzie.

Ekspert Cenatorium zwraca uwagę, że stopniowy wzrost cen na rynku pierwotnym wynika z większego zainteresowania klientów tymi lokalami. Szczególnie jeśli zakup rozpatruje się również jako wieloletnią inwestycję.

Dobrą inwestycją są mieszkania o metrażu powyżej 45 mkw. – zaznacza Mariusz Kurzac. – Jeśli mówimy o rynku nieco większych mieszkań, apartamentów, to tutaj oczekiwałbym dalszego stabilnego wzrostu. Im większe mieszkanie typu apartament, tym docelowo ta inwestycja w dłuższym terminie jest bardziej opłacalna.

Tempo wzrostu rynku apartamentów w najbliższym czasie przyspieszy. Tylko w tym roku w Krakowie, we Wrocławiu i w Trójmieście powstanie ich więcej niż w latach 2012–2014. Według raportu KPMG i REAS wartość rynku pierwotnego luksusowych nieruchomości mieszkaniowych w Polsce oscyluje wokół 500 mln zł, z czego około 90 proc. to sprzedaż apartamentów.

Drożej będzie też w kurortach, w Zakopanem, Świnoujściu czy Kołobrzegu – wymienia Kurzac. – Sopot jest taką ciekawostką na rynku mieszkaniowych, której nie da się porównać z innymi podobnymi miastami w Polsce.

Średnia cena za metr kwadratowy na rynku pierwotnym w Sopocie to blisko 12,5 tys. zł, a na wtórnym – prawie 9 tys. zł (na podstawie ogłoszeń w serwisie Trójmiasto.pl). W Gdyni są one dwukrotnie niższe.

Obecny rok na rynku deweloperskim jest rekordowy. Dane GUS wskazują, że w ciągu ośmiu miesięcy roku rozpoczęto budowę 110 669 mieszkań, czyli o 11,3 proc. więcej niż rok wcześniej.

Obserwujemy dynamiczny przyrost transakcji na rynku pierwotnym. Wynika to m.in. z tego, że rynek ma stabilny popyt. Obserwujemy też przesunięcie części transakcji z rynku wtórnego na rynek pierwotny, czego najlepszym przykładem są właśnie duże miasta, w tym Warszawa – mówi Kurzac.

Tu jednak wiele zależy od dzielnicy, bo w takich miejscach jak Mokotów zdecydowanie więcej jest transakcji na rynku wtórnym, a na Białołęce czy Bielanach przeważają te na rynku pierwotnym.

Coraz więcej firm interesuje się rozwijaniem technologii kosmicznych

CEO Magazyn Polska

Dzięki przystąpieniu Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej i programom unijnym krajowe firmy mają pełny dostęp do europejskiego rynku lotniczo-kosmicznego i więcej możliwości finansowania prac w tym zakresie. Duże osiągnięcia mają m.in. w dziedzinie nawigacji satelitarnej i oczyszczania przestrzeni ze śmieci kosmicznych, ale potencjał jest znacznie większy. Na wszystkich etapach prac mogą uzyskać pomoc Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych UE.

Coraz więcej firm jest zainteresowanych rozwijaniem technologii kosmicznych – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Piotr Świerczyński, ekspert technologii kosmicznych Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych UE. – W rezultacie nasz potencjał rośnie, dzięki czemu możemy pozyskiwać więcej środków na technologie z programów ramowych, przede wszystkim z Horyzontu 2020.

Realizacja programu Horyzont 2020 to główny element Europejskiej Polityki Kosmicznej. W latach 2014–2020 na przestrzeń kosmiczną Komisja Europejska przeznaczy 1,4 mld euro. Główne obszary tematyczne to nawigacja satelitarna (program Galileo), obserwacje satelitarne (Copernicus) czy ochrona przed zagrożeniami z lub w przestrzeni kosmicznej.

W Horyzoncie 2020 odnieśliśmy bardzo duży sukces w części konkursów dotyczących nawigacji satelitarnej, czyli Galileo oraz w dziedzinie śmieci kosmicznych. Dwie polskie firmy uzyskały grant na oczyszczanie orbity okołoziemskiej za pomocą siatki. Coraz więcej śmieci krąży po orbicie, ciągle pojawiają się nowe. To spore zagrożenie dla satelitów, które służą nam na co dzień, więc trzymamy kciuki za te przedsiębiorstwa – mówi Świerczyński.

Jak podkreśla, potencjał polskich firm w zakresie technologii kosmicznych jest bardzo duży. Co ważne, efekty prac wielu z nich mogą być wykorzystywane w życiu codziennym. Firmy polskie uczestniczą w wielu projektach dotyczących np. transportu drogowego, bezpiecznego przewozu towarów, a także tzw. precyzyjnego rolnictwa.

Są to również przedsięwzięcia związane z reagowaniem na zagrożenia kryzysowe, jak powodzie, pożary, susze. Wiele projektów z programów ramowych w tym zakresie realizujemy lub już zrealizowaliśmy – precyzuje Piotr Świerczyński.

Projekty programu Horyzont 2020, jak zauważa Piotr Świerczyński, realizowane są w ramach konsorcjów międzynarodowych. Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE pomaga przygotować wniosek na każdym etapie: przygotowania projektu, budżetu, znalezienia odpowiednich partnerów. Wspiera również przedsiębiorstwo podczas samej realizacji oraz rozliczenia projektu z Komisją Europejską. Organizuje także szkolenia w tym zakresie.

Perspektywa polskich przedsiębiorstw w branży kosmicznej jest dobra. Chociaż konkurencja na rynku jest bardzo duża i cały czas rośnie – wskazuje ekspert KPK.

Jesienią 2012 roku Polska przystąpiła do Europejskiej Agencji Kosmicznej (European Space Agency, ESA). Roczna składka w tej organizacji wynosi około 30 mln euro, ale dzięki członkostwu naukowcy uzyskali dostęp do nowoczesnych instrumentów badawczych (na przykład teleskopów orbitalnych), a polskie przedsiębiorstwa – do europejskiego rynku lotniczo-kosmicznego. Możliwości związane z programami prowadzonymi przez ESA stały się elementem pobudzającym firmy do innowacyjności. Roczny budżet tej organizacji wynosi około 4 mld euro.

Konferencja Rady Polityki Pieniężnej w dniu 06.10.2015 r.

0

Konferencja prasowa po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej, które odbyło się w dniach 5 – 6 października 2015 r.

Popołudniowy komentarz walutowy z 06.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 06.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Rewolucja w umowach o pracę na czas określony

Rewolucja w umowach o pracę na czas określony Około 3 milionów Polaków zatrudnionych wg danych GUS na umowach czasowych może odczuć zmiany wynikające z uchwalonej nowelizacji Kodeksu Pracy. Pod koniec sierpnia zakończył się proces legislacyjny ustawy, która wprowadza ograniczenie stosowania umów na czas określony. Nowe przepisy wejdą w życie po upływie 6 miesięcy od dnia ogłoszenia, czyli 22 lutego 2016 roku.

Co oznaczają i jak się do nich przygotować?

Jak wynika z raportu OECD odsetek umów zawieranych na czas określony jest w Polsce wyższy niż w nękanej kryzysem Grecji, a także Włoszech, Portugalii, czy Hiszpanii, gdzie bezrobocie wśród młodych jest alarmujące. Dlaczego? Takie umowy stały się u nas powszechną formą umów o pracę, zawieranych zamiast tych podpisywanych na czas nieokreślony. Resort pracy zamierza uregulować ten sposób zatrudnienia, zaczynając od ujednolicenia przepisów dotyczących wypowiadania umów o pracę, doprecyzowania pojęcia „czas próbny” oraz wprowadzenia limitów czasowych regulujących „odnawialne” kontrakty.
W myśl nowych zasad, umowy o pracę będziemy więc dzielić na trzy rodzaje: na okres próbny, na czas określony oraz na czas nieokreślony. Dotychczas było ich cztery, ale ustawodawca zdecydował się na eliminację umów na czas wykonywania określonej pracy – rzadko wykorzystywanej i budzącej wiele wątpliwości.

Nie było bowiem jasne, kiedy charakter pracy uzasadnia ich stosowanie. Ustawodawca uściślił również przepisy w zakresie możliwości stosowania kolejnej umowy na okres próbny, które dotychczas budziły wątpliwości i ich interpretacja była rozszerzona wyrokami Sądu Najwyższego. W myśl nowych przepisów pracodawcy będą mogli ponownie zatrudniać tego samego pracownika na okres próbny, ale tylko w dwóch przypadkach: gdy pracownik ubiega się o inne stanowisko lub gdy od zakończenia poprzedniej umowy o pracę minęło więcej niż trzy lata. W drugiej sytuacji ustawodawca wprowadził jednak ograniczenie i ponowne zawarcie umowy na okres próbny będzie możliwe tylko raz.

Najistotniejsza z wprowadzonych zmian to zasada „3 i 33”, czyli limity dotyczące liczby umów zawieranych na czas określony oraz czasu ich łącznego trwania pomiędzy tymi samymi stronami stosunku pracy. Pracodawcy będą mogli proponować maksymalnie 3 takie umowy, przy czym czas ich trwania nie będzie mógł być dłuższy niż 33 miesiące (nie wlicza się tu 3-miesięcznego okresu próbnego). Na umowach terminowych pracownik nie przepracuje zatem więcej niż 36 miesięcy, tj. 3 lat.

Zasada „3 i 33” nie będzie miała jednak zastosowania w przypadku prac, których czas trwania determinowany jest obiektywnymi czynnikami – zastępstwem innego pracownika, okresem kadencji, sezonowym charakterem pracy lub innymi, obiektywnymi przyczynami leżącymi po stronie pracodawcy.

Jakimi? Takimi, które wskaże pracodawca – ale i tutaj nie będzie dowolności. Będzie bowiem musiał wiarygodnie uzasadnić swoje zapotrzebowanie, a co więcej – poinformować o nich inspektora pracy. Jeśli tego nie zrobi w ciągu pięciu dni roboczych od zawarcia umowy, popełni wykroczenie przeciw prawom pracownika, narażając się tym samym na karę grzywny.

Jak było dotychczas?

Prawo dopuszczało zawarcie jedynie dwóch kolejnych umów o pracę na czas określony, a zawarcie kolejnej oznaczało przejście na umowę na czas nieokreślony (o ile okres pomiędzy kolejnymi kontraktami nie przekraczał jednego miesiąca). Powszechnie więc funkcjonowały umowy zawierane na długie, nawet kilkuletnie okresy, które jednocześnie przewidywały możliwość ich wcześniejszego, szybkiego wypowiedzenia. Obecnie przepisy regulujące kwestie wypowiedzenia w przypadku umów na czas określony zakładają, że wypowiedzeniu mogą podlegać tylko umowy zawarte na co najmniej 6 miesięcy, o ile strony zastrzegą taką możliwość, a termin wypowiedzenia wynosi zawsze dwa tygodnie. Bez względu na to, czy umowa trwa pół roku czy pięć lat. Teraz ma być inaczej – tak samo jak w przypadku wypowiedzenia umowy o pracę na czas nieokreślony, termin wypowiedzenia będzie uzależniony od stażu pracy. Z pracownikiem zatrudnionym krócej niż 6 miesięcy możemy zakończyć współpracę z zachowaniem 2 tygodniowego okresu wypowiedzenia, jeżeli natomiast przepracował więcej, wypowiedzenie trwa 1 miesiąc, a po 3 latach pracy – trzy miesiące.

Co oznacza to dla pracowników, których umowy na czas określony będą obowiązywały w dniu wejścia w życie nowelizacji? W większości przypadków zastosowanie będą miały nowe przepisy, ale okres zatrudnienia determinujący długość okresu wypowiedzenia i maksymalny okres zatrudnienia na umowie terminowej, wynikający z zasady „3 i 33” liczony będzie od dnia wejścia w życie zmian.

Autor: Hanna Prusik
Specjalista ds. prawnych w Impel Business Solutions
Aplikant Radcowski Okręgowej Izby Radców Prawnych we Wrocławiu

Rynek paliw gazowych

Ceny paliw na dystrybutorach mają znaczący wpływ na koszty nie tylko transportu, ale w ogóle całej sfery produkcyjnej oraz usługowej w każdej gospodarce – zarówno wolnorynkowej jak i sterowanej. Na cenę paliwa składa się cena surowca, koszty przetworzenia, koszty transportu, obciążenia podatkowe i akcyzowe oraz marża producenta i sprzedawców (dystrybutorów, stacji paliw).

Paliwa to nie tylko benzyny i olej napędowy wytwarzane z ropy naftowej, ale także gaz w różnych postaciach: LPG – mieszanina propanu i butanu, CNG – sprężony gaz ziemny (metan), LNG – ciekły gaz ziemny (metan). Ceny paliw gazowych w dużej mierze zależą od cen ropy naftowej, ale nie ulegają tak szybkim zmianom – szczególnie jeżeli chodzi o gaz ziemny (metan)

Ze względu na znacznie łatwiejszy i mniej kosztowny proces wydobycia i przeróbki gazów wykorzystywanych jako paliwa, są one zdecydowanie tańsze od ropopochodnych paliw płynnych. Zatem cena surowca w przeliczeniu na wartość opałową (ilość uzyskiwanej energii)  w przypadku paliw gazowych jest dużo niższa.

Ekologiczny punkt widzenia

Paliwa gazowe mają przewagę ekologiczną nad benzyną i olejem napędowym. Zarówno metan jak i mieszanina propanu –butanu są czystymi chemicznie gazami składającymi się tylko z wodoru i węgla – a ich stosowanie w silnikach spalinowych nie wymaga żadnych domieszek, w przeciwieństwie do  benzyn i oleju napędowego. W rezultacie paliwa gazowe są paliwami ekologicznymi, ponieważ emitują mniej substancji szkodliwych do atmosfery, a emitowane substancje są mniej szkodliwe dla organizmu ludzkiego. Ta zaleta paliw gazowych pozwala w wielu krajach prowadzących politykę proekologiczną na mniejsze obciążanie paliw gazowych podatkami lub akcyzą, czy też wręcz niepobieranie ich w przypadku sprzedaży tych paliw. Przeprowadzone analizy wykazują, że jest to z korzyścią dla budżetów tych państw, ponieważ oszczędności wydatków na opiekę medyczną są większe niż podatki i akcyza które zostałyby pobrane przy sprzedaży ekologicznych paliw gazowych.

Autogaz w cenie

Dzięki niższym kosztom wydobycia i przetworzenia oraz mniejszym obciążeniom podatkowym paliwa gazowe były, są i będą tańsze od tradycyjnych paliw ropopochodnych. Na przestrzeni ostatniego dwudziestolecia paliwa gazowe – zarówno LPG jak i CNG – w Polsce były zawsze tańsze od benzyn, czy też oleju napędowego. Nie było nawet jednego dnia, aby ceny gazu zbliżyły się do cen paliw tradycyjnych – zawsze były niższe, a cena LPG, które jest szeroko rozpowszechnione w Polsce, oscylowała na poziomie zbliżonym do 50 proc. ceny benzyny.

Walory dywersyfikacji

Od szeregu lat dużo mówi się o dywersyfikacji, a w wielu krajach dużo się też robi w zakresie stosowania różnych paliw, rozwijając infrastrukturę niezbędną do zakupu, transportu i dystrybucji (sprzedaży) paliw gazowych. Dywersyfikacja pozwala na zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego kraju oraz negocjowanie lepszych (niższych) cen u dostawców poszczególnych paliw. Umożliwia zakup danego paliwa od dowolnego dostawcy bez względu na położenie geopolityczne. Przykładem takiej inwestycji w Polsce jest terminal LNG w Świnoujściu, który nie tylko pozwoli na import metanu z dowolnego miejsca na świecie, ale także na jego łatwy transport cysternami samochodowymi lub kolejowymi w dowolne miejsce w kraju oraz również eksport za granicę.

Niekończący się gaz

Znane aktualnie i dostępne dla wydobycia zasoby gazu są wielokrotnie większe niż ropy naftowej i wg szacunków wystarczą na setki lat – to przemawia dodatkowo za systematycznym zwiększaniem udziału gazu jako paliwa do silników. Należy pamiętać o coraz szerszym wykorzystywaniu ropy naftowej w przemyśle chemicznym, którego nie da się zastąpić innymi surowcami.

Tańsza ropa naftowa oznacza tańszy gaz, a wzrost jej cen powoduje podwyższenie ceny gazu. Jednak zawsze paliwa gazowe są i będą tańsze od benzyny i oleju napędowego. Niestety, przemysł motoryzacyjny ukierunkował się głównie na silniki benzynowe oraz diesla i mało który producent pojazdów oferuje silniki zasilane gazem. Na szczęście, szczególnie w Europie, mamy dobrze rozwinięte systemy gazowe pojazdów, łatwo dostępne na rynku wtórnym do niemalże wszystkich silników benzynowych oraz diesla. Dostępność technologii w połączeniu z łatwo dostępnymi paliwami gazowymi na europejskich szlakach komunikacyjnych gwarantuje, że rynek autogazu może się dalej rozwijać, a to oznacza bardziej przystępne ceny i coraz wyższą jakość usług dla „autogazowiczów”.

Grzegorz Jarzyński, Prezes Zarządu Elpigaz/Wiceprzewodniczący Komisji ds. autogazu Polskiej Organizacji Gazu Płynnego

Grupa Jaguar S.A. chce przeprowadzić emisję akcji z prawem poboru

Grupa Jaguar S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się obrotem nieruchomościami gruntowymi, budową domów oraz rewitalizacją kamienic, planuje przeprowadzić emisję akcji z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych Akcjonariuszy. Celem tej operacji jest zwiększenie płynności obrotu akcjami Emitenta.

Akcjonariusze Spółki podczas NWZA, które odbędzie się w dniu 27.10.2015 r., podejmą decyzję w sprawie podwyższenia kapitału zakładowego w drodze emisji akcji serii D z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych Akcjonariuszy. Projekt Uchwały zakłada podwyższenie kapitału zakładowego z obecnej wysokości 121.382,30 zł do kwoty nie większej niż 728.293,80 zł poprzez emisję nie więcej niż 6.069.115 akcji serii D. Planowana emisja akcji ma nastąpić z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych Akcjonariuszy Grupy Jaguar S.A. w stosunku 1:5, a cena emisyjna będzie wynosiła 0,10 zł za szt. Proponowanym dniem prawa poboru jest 23.11.2015 r.

„We wrześniu br. minęły 4 lata od naszego debiutu na rynku NewConnect, czyli od wejścia na parkiet, który służy pozyskiwaniu kapitału głównie przy udziale inwestorów indywidualnych. Nie korzystaliśmy jak dotąd z tej głównej zalety bycia spółką publiczną i właśnie przyszedł czas to zmienić. Emisja z zachowaniem prawa poboru i ustalenie ceny emisyjnej równej wartości nominalnej jest ukłonem w stronę naszych dotychczasowych Akcjonariuszy, a emisja ma na celu przede wszystkim zwiększyć wartość free float’u. Łatwo także policzyć, że wpływ do Spółki z tej emisji nie będzie wysoki i środki te po prostu zasilą nasz kapitał obrotowy. Największy udział w emisji przypadnie oczywiście dwóm głównym Akcjonariuszom.” – stwierdza Jacek Wieczorkowski, Członek Zarządu Spółki Grupa Jaguar S.A.

Emitent realizuje obecnie kilka projektów inwestycyjnych, m.in. budowę apartamentów w Gdyni – „Kompleks Kamienna Góra” oraz sprzedaż działek budowlanych w Odargowie, Zdradzie i w Sznurkach. W tej ostatniej inwestycji Spółka posiada także w sprzedaży całoroczne domy budowane w tzw. idei drugiego domu za miastem na weekend. Także w Zdradzie Grupa Jaguar S.A. ma w planach budowę całorocznych domów. Kolejnymi przedsięwzięciami biznesowymi Spółki będzie realizacja kompleksu działek budowlanych w Donimierzu oraz kompleksu działek rekreacyjnych zlokalizowanych w Borowym Młynie, na skraju Borów Tucholskich.

„Poprzez realizację kolejnych projektów inwestycyjnych cały czas budujemy wartość Spółki, co w dłuższej perspektywie może nam pozwolić myśleć o zmianie rynku notowań. Na razie chcemy być jednak solidna spółką z rynku NewConnect, a w przyszłości spółką dywidendową, która regularnie dzieli się wypracowanym zyskiem z inwestorami. Wierzę, że nasze działania przyczynią się urealnienia wyceny rynkowej Spółki, która znajduje się obecnie mocno poniżej wartości naszych aktywów.” – zakończył Wieczorkowski.

Grupa Jaguar S.A. zakończyła 2014 r. zyskiem netto na poziomie 753 tys. zł przy przychodach sięgających 1.155 tys. zł. Pod koniec marca br. Spółka wykupiła w terminie obligacje serii A o łącznej wartości nominalnej wynoszącej 1,31 mln zł. Natomiast pod koniec lutego br. Emitent przeprowadził terminowy wykup obligacji serii B o łącznej wartości nominalnej kształtującej się na poziomie 673 tys. zł. Osiągnięcie bardzo dobrych wyników finansowych w ub. roku było możliwe właśnie dzięki pozyskaniu środków z emisji papierów dłużnych, co pozwoliło Spółce realizować założenia przyjętego planu inwestycyjnego.

Słabe dane z amerykańskiego rynku pracy

Piątek pokazał, że dane makroekonomiczne są dalej ważnym czynnikiem wpływającym na kursy walut. Zmiany zatrudnienia wypadły w USA znacznie gorzej od oczekiwań co spotkało się z natychmiastową przeceną.

W piątek byliśmy świadkami co dzieje się na rynkach, jeżeli ważne dane wyraźnie rozminą się z oczekiwaniami. Tak stało się w przypadku danych na temat zmian zatrudnienia w USA. W sektorze pozarolniczym oczekiwano 200 tysięcy, natomiast odczyt wyniósł 142 tysiące. Jeszcze większa rozbieżność znalazła się w sektorze prywatnym. Efektem był ruch na EUR/USD z okolic 1,11500 na 1,13000. Tak silny ruch odbił się oczywiście od razu na innych rynkach. W ciągu godziny dolar stracił niemal 5 groszy do złotego. Gdy emocje opadły większość tego ruchu została skorygowana.

Od rana poznaliśmy znacznie gorsze od oczekiwań dane z Niemiec. Zamówienia w przemyśle, które zdaniem analityków miały rosnąć w ciągu roku o 5,6%, rosną o zaledwie 1,9%. Efektem tych danych było osłabianie się euro wobec dolara, co przełożyło się na osłabianie się złotówki. Ruch ten został co prawda momentalnie po otwarciu giełd w Europie skorygowany i nie ma już po nim śladu. Słabsze dane natomiast pozostają w pamięci inwestorów.

Jak to często ma miejsce w przedwyborczym okresie rozpoczyna się liczenie ile te wszystkie piękne hasła, które z taką łatwością zostają obiecywane, kosztują. Dług publiczny w wyniku tego rozdawnictwa już teraz przekroczył 50% i rośnie niestety szybciej niż PKB, pomimo dobrego tempa wzrostu. Strach pomyśleć co się stanie gdy gospodarka spowolni, a już teraz prognozy na 2016 rok mówią o 2,5% wzrostu. Z tego powodu ostatnio na rynkach coraz popularniejszy staje się pogląd, że nie tylko nie zobaczymy podwyżek stóp przed końcem 2016 roku, ale że możliwa jest nawet obniżka po zmianie składu RPP. Rezultatem takiego ruchu byłoby osłabianie się złotego względem głównych walut.

Już teraz trwają spekulacje kto pokieruje polskimi finansami po wyborach. Sondaże nie dają właściwie szans Mateuszowi Szczurkowi na utrzymanie stanowiska. Podczas spekulacji wymieniane jest nazwisko Stanisława Kluzy. Już raz był on przez niedługi czas ministrem finansów. Jest on członkiem grupy 150 ekspertów współtworzących program Prawa i Sprawiedliwości. Nie jest to oczywiście jedyny kandydat. Głośno mówi się o tym, że możliwa jest decyzja wizerunkowa. Miałaby ona polegać na tym, że partia mająca słabe notowania w wielkim biznesie weźmie sobie jakiegoś specjalistę z rynku. Taki manewr miałby jej pomóc ostudzić pierwsze gorące emocje po wyborach i powstrzymać ewentualną ucieczkę kapitału z polskiej giełdy i od złotego.

Dzisiaj odbędzie się drugi dzień posiedzenia RPP a o godzinie 16:00 odbędzie się konferencja prasowa. Nie należy spodziewać się zmian stóp procentowych, ale warto zwrócić uwagę na reakcję rynków na samą konferencję.

Jak wprowadzić innowacyjny produkt na rynek?

Najnowszy raport firmy Nielsen pokazuje, że aż 85% produktów innowacyjnych to rynkowa porażka. Co jest kluczem do sukcesu? Wartościowa innowacja to przede wszystkim coś, co rozwiązuje istniejące problemy, a nie tylko zupełnie nowy produkt. Przedstawiamy 11 sposobów na rynkowy sukces.

Raport firmy Nielsen (Breakthrough Innovation Report 2015) powstał na bazie obserwacji ponad 3 tys. produktów innowacyjnych, które zostały wprowadzone na rynek amerykański w ostatnich dwóch latach. Z analizy wynika, że aż 85% produktów innowacyjnych to rynkowe niewypały.

– Zdecydowana większość firm w rozwiniętych gospodarkach widzi w innowacjach klucz do sukcesu. Stoją jednak przed wyzwaniem: wprowadzać coraz więcej nowości o innowacyjnym charakterze, w coraz krótszym czasie. Takie są obecnie wymagania rynku. Nie wszystkie organizacje działają na tyle elastycznie, żeby się w tym odnaleźć – komentuje Katarzyna Szczupał-Vieweg, prezes Staufen Polska, firmy specjalizującej się w innowacjach organizacyjnych i procesowych.

Najnowsze badania firmy Staufen przeprowadzone na rynku niemieckim (Innovationsstudie 2015) pokazują, że 90% tamtejszych firm traktuje innowacje priorytetowo, ale aż 75% narzeka na zbyt wiele równolegle biegnących projektów innowacyjnych, a swoją zdolność do elastycznego reagowania krytycznie ocenia 45%.

– Zarówno w Niemczech, jak i w innych krajach, także w Polsce, obserwujemy, że jest spora przepaść między pracą koncepcyjną a wprowadzaniem produktu na rynek. Kłopoty organizacyjne firmy powodują, że trudno jest wybrać projekty o największym potencjale – mówi Katarzyna Szczupał-Vieweg.

Jak wygląda kultura organizacyjna sprzyjająca tworzeniu innowacji z szansą na rynkowy sukces? Potrzebna jest efektywna współpraca między różnymi działami w firmie. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że dział R&D, produkcja, marketing i sprzedaż grają do jednej bramki, wspólnie wytwarzają wartość, czyli to, za co gotów jest zapłacić klient.

– Wytwarzanie produktu innowacyjnego, od prac koncepcyjnych po wprowadzanie go na rynek powinno być ustrukturyzowanym procesem. Wcale nie wyklucza to kreatywności. Kluczowe jest to, by spojrzeć na produkt i rynek oczami klientów. Co stanowi dla nich wartość? Jak możemy poprawić produkt nasz albo określonego rodzaju? Odpowiedzi na tego typu pytania pomagają ukierunkować działanie na potrzeby rynku, a nie na przykład na to, co jest technicznie wykonalne – wyjaśnia prezes Staufen Polska.

Rynkowy sukces odnoszą produkty innowacyjne tych firm, które potrafią odkrywać rzeczywiste zadania klientów (to znaczy realizować ich potrzeby), a także umiejętnie adresować swoje rozwiązania.

11 sposobów na rynkowy sukces

Badania firmy Nielsen pokazują, że istnieją powtarzalne i mierzalne warunki sukcesu rynkowego produktów innowacyjnych. Autorzy raportu wskazują 11 obszarów, których analiza przydaje się przy kreowaniu produktu innowacyjnego. Dostrzeżenie problemów konsumentów we wskazanych obszarach to potencjalna szansa na rynkowy sukces.

  • 1 Kompromisy – cena czy jakość? Smacznie czy zdrowo? Zwróć uwagę na okoliczności, w których klienci muszą wybierać pomiędzy dwoma niedoskonałymi produktami. Zaproponuj produkt, który nie będzie zmuszał do kompromisów.
  • 2 Rozwiązania zastępcze – przyjrzyj się okolicznościom,
    w których klienci decydują się na rozwiązania nie w pełni odpowiadające ich potrzebom, ponieważ nie mają innego wyjścia.
  • 3 Momenty przełomowe – zbadaj, w jakich okolicznościach
    i z jakich przyczyn klienci inicjują lub zrywają relację z marką lub produktem. Tego rodzaj sytuacje mają miejsce najczęściej wtedy, gdy przechodzą do innej grupy (czy to pod względem wieku, sytuacji życiowej, czy na przykład zarobków). Analiza tych kluczowych momentów może zainspirować do zmiany lub rozbudowy dotychczasowej strategii.
  • 4 Niespodziewane użycie – konsumenci robią z produktem określonego rodzaju coś, czego nikt dotąd nie przewidział? To jednoznaczna wskazówka, czego oczekują.
  • 5 Kompleksowe rozwiązanie problemu – przeanalizuj sytuacje, w której klienci muszą wykonać kilka czasochłonnych, skomplikowanych lub kosztownych czynności, by zrealizować swoje zadanie. Niektórzy z nich w ogóle przez to rezygnują
    z wykonania zadania. Twój produkt może to zmienić.
  • 6 Rozszerz pole – sprawdź, czy istnieją okoliczności, w których konsumenci mogliby wybrać twój produkt, ale tego nie robią. Jeśli zidentyfikujesz przyczyny, masz receptę na sukces. Zadaj sobie także pytanie: kim są konsumenci nie zainteresowani naszym produktem i dlaczego? Firmy, który odniosły rynkowy sukces poprzez produkty innowacyjne, uzyskują prawie 50% sprzedaży dzięki rozszerzeniu kategorii produktu.
  • 7 Szklanka do połowy pusta – dobre innowacyjne rozwiązania często wynikają z dostrzeżenia obszarów zaniedbanych. Szukaj nierozwiązanych problemów, ale także wycofanych lub niezadowolonych klientów.
  • 8 Nieoczywiste połączenia – inspiruj się kreatywnością
    i przyzwyczajeniami swoich klientów. Łączą produkty po to, by uzyskać coś, czego nie oferuje żaden inny? Ich niekonwencjonalne podejście może być początkiem stworzenia nowej jakości.
  • 9 Poszukiwania na własną rękę – aby zaspokoić swoje konsumenckie potrzeby, klienci często poruszają się po omacku, wzdłuż trudnych do przewidzenia ścieżek. Warto przyjrzeć się ich staraniom, potraktować je jak wskazówkę i odpowiedzieć na nie, proponując nowe rozwiązania.
  • 10 Postaw na doświadczenia i emocje – zamiast przedstawiać właściwości swojego produktu lub usługi, poruszaj się w obszarze emocji. Odwołaj się do rzeczywistych doświadczeń konsumenta, stwórz z nich kontekst dla swojego produktu. W ten sposób zbudujesz trwalszą i silniejszą relację.
  • 11 Nie szukaj daleko – badania pokazują, że firmy, które szukają innowacyjnych rozwiązań, najczęściej mają już takie na swoim koncie. Pamiętając o tym, że historia nigdy nie powtarza się w ten sam sposób, przyjrzyj się udanym inicjatywom
    z przeszłości i znajdź w nich nowy potencjał.

Więcej o innowacjach procesowych i organizacyjnych: www.staufen.pl

Likwidacja korekty kosztów

Ewa Szpytko-Waszczyszyn, specjalista ds. prawa podatkowego wfirma.pl

Instytucja korekty kosztów w związku z nieopłaceniem wydatków w terminie jest stosunkowo nowa, bo do polskiego systemu prawnego wprowadzono ją w 2013 roku. Jednak teraz, po trzech latach funkcjonowania zostanie z niego usunięta – prezydent podpisał już ustawę zmieniająca przepisy. Dla przedsiębiorców i księgowych, którym ta regulacja przysparzała wiele dodatkowej pracy, to z pewnością dobra wiadomość.

Co to jest korekta kosztów?

Jak już wspomniano, korekta kosztów została wprowadzona 1 stycznia 2013 r. jako zmiana w ustawie o podatku dochodowym. Ogranicza ona możliwość zaliczenia w koszty uzyskania przychodów wydatków, które nie zostały zapłacone. Przedsiębiorca powinien zatem pomniejszać koszty uzyskania przychodu, zawarte w KPiR, o kwotę wynikającą z nieuregulowanych wydatków.

Korekty kosztów należy dokonywać:

  • dla wydatków z terminem płatności krótszym niż 60 dni – w okresie, w którym upływa 30 dzień po terminie płatności, określonym na fakturze;
  • dla wydatków z terminem płatności dłuższym niż 60 dni – w okresie, w którym upływa 90 dzień od daty ujęcia wydatku w kosztach (także w przypadku, gdy termin płatności jeszcze nie upłynął).

W sytuacji, gdy wydatek nie zostanie opłacony, przedsiębiorca powinien po przekroczeniu ustawowego terminu pomniejszyć koszty uzyskania przychodu o kwotę nieopłaconych i zaksięgowanych wydatków. Jeżeli w konkretnym okresie nie ma kosztów na ich pomniejszenie, konieczne jest zwiększenie przychodu.

Zniesienie korekty kosztów

Przepisy zmieniające Ordynację podatkową oraz niektóre inne ustawy  uchylają art. 24d ustawy o podatku dochodowym – od 1 stycznia 2016 r. zatem przedsiębiorcy nie będą musieli pomniejszać kosztów uzyskania przychodu o niezapłacone w ustawowym terminie wydatki. Podatnicy muszą jednak pamiętać, ze okres przedawnienia, jeśli chodzi o podatki, wynosi 5 lat, nie jest zatem możliwe zaprzestanie rozliczania płatności, związanych z wydatkami, od chwili obecnej. Organy podatkowe bowiem, mimo zmiany przepisów, mogą kontrolować księgi z lat 2013-2015 jeszcze przez kolejne lata – we wspomnianym okresie obowiązywania korekta kosztów.

Przepisy przejściowe – korekta kosztów i wydatki nieopłacone w terminie

W przepisach zmieniających ustawę ustawodawca zawarł regulacje, dotyczące okresu przejściowego – jeżeli przedsiębiorca do końca grudnia 2015 będzie zobowiązany do pomniejszania kosztów o niezapłacone w ustawowym terminie wydatki, będzie mógł zaliczyć je ponownie do kosztów uzyskania przychodów po ich opłaceniu (nawet w 2016 r.).

Ilustrują to poniższe przykłady.

Przykład 1.

Przedsiębiorca kupił laptopa 14 listopada listopada, zaś faktura, dokumentująca zakup, została wystawiona z datą:

  • data wystawienia: 14.11.2015
  • data sprzedaży: 14.11.2015
  • termin płatności: 28.11.2015, czyli 14 dni

Przedsiębiorca dokonał zapłaty za fakturę 14 stycznia 2016 roku.

Termin płatności jest krótszy niż 60 dni, a 30 dzień po terminie płatności przypada na grudzień 2015, w grudniu więc konieczna będzie korekta kosztów o wartość (netto w przypadku czynnych podatników VAT) niezapłaconej faktury za zakup laptopa. Z uwagi na to, że zapłatę uiszczono w styczniu, to w tym właśnie okresie, podatnik ponownie ujmie w kosztach fakturę za zakup laptopa.

Przykład 2.

10 października 2015 r. przedsiębiorca zakupił materiał do realizacji usługi. Sprzedawca wskazał na wystawionej fakturze:

  • data wystawienia: 10.10.2015
  • data sprzedaży: 10.10.2015
  • termin płatności: 10.02. 2016, czyli 4 miesiące

Ustawowy termin na dokonanie korekty kosztów (czyli 90 dni od daty wystawienia faktury – ujęcia w kosztach podatkowych) przypadłby na styczeń 2016 roku, więc  przedsiębiorca w związku ze zmianą przepisów nie jest zobowiązany do pomniejszania kosztów uzyskania przychodu.

5 powodów, dla których firmy wybierają IT w formie usługi

Dariusz Jędrzejczyk, Dyrektor Segmentu Klientów Kluczowych i Korporacyjnych w Orange Polska
Dariusz Jędrzejczyk, Dyrektor Segmentu Klientów Kluczowych i Korporacyjnych w Orange Polska

Ostatnie badania IDC utwierdziły nas w przekonaniu, że popyt na usługi IT w Polsce nie słabnie, a wręcz przeciwnie dopiero nabiera rozpędu. Szacowany wzrost na poziomie 4 proc. dla sektora usług IT w 2015 roku, w tym 25 proc. dla rozwiązań w technologii chmury obliczeniowej to dobrze rokujące prognozy.  Dlaczego usługi wypierają tradycyjne wdrożenia IT? Istnieje kilka powodów.

Mniejsi wolą w ratach

Ponad 90 proc. polskich przedsiębiorstw to małe i średnie firmy, w których dział IT składa się z jednego lub kilku informatyków. Przy takich zasobach inwestycja we własny system IT to duże obciążenie finansowe. Oprócz kosztu zakupu rozwiązania, firma musi liczyć się z wydatkami na przygotowanie infrastruktury IT, jej utrzymanie, aktualizację systemu, a także stworzenie dodatkowego etatu dla osoby o odpowiednich kompetencjach technicznych. Nawet jeśli wykona ten krok i podejmie się tradycyjnego wdrożenia, pozostaje jeszcze pytanie, po jakim czasie cała inwestycja się zwróci i kiedy zacznie przynosić zyski.

Korzyści tu i teraz

Czas życia projektu jest coraz krótszy, a tempo zarządzania firmą stale rośnie. Przedsiębiorcy mają dosyć wieloletnich wdrożeń, które ciągną się w nieskończoność. Chcą widzieć korzyści ze swojej inwestycji jak najszybciej, tu i teraz. Taką możliwość daje właśnie model usługowy. Zamiast wdrażać system rok, dzieje się to w miesiąc, a firma może szybko zaobserwować, jak jego funkcjonalność przekłada się na osiągane przez nią przychody.

Elastycznie do potrzeb

Szybkie tempo zmian dotyczy także potrzeb przedsiębiorstwa, zwłaszcza jeśli jest to firma, która dopiero kształtuje swoje portfolio produktowe lub jej biznes podlega pewnej sezonowości. Załóżmy, że decydując się na tradycyjne wdrożenie systemu, kupuje ona
50 licencji. Jednak po roku okazuje się, że firma musi zredefiniować dotychczasowe cele i zmienić strukturę. Nie potrzebuje już 50 a 30 licencji. Jeśli korzysta z rozwiązania w formie usługi ich liczbę może zmienić w trakcie trwania umowy, adekwatnie do potrzeb.

Dostęp do technologii

Według badania Orange Insights 74 proc. przedstawicieli MSP uważa, że outsourcing jest ważny w informatyzacji przedsiębiorstwa, a ponad połowa ankietowanych przyznaje, że wykorzystuje go w swojej  firmie. Takie technologie jak np. cloud computing to realna szansa dla mniejszego biznesu na sięgnięcie po najnowsze rozwiązania teleinformatyczne, które do tej pory były zarezerwowane tylko dla gigantów rynkowych. Wynajmując przestrzeń w centrum danych czy korzystając z systemu z chmury, mogą sprawniej i szybciej docierać z ofertą do klienta, stając się konkurencyjnymi także dla większych graczy.

Większa swoboda działania

Zmiana biura to dla wielu firm jeszcze jeden powodów do tego, aby przestać inwestować we własne środowisko IT i postawić na model usługowy. Wizja budowania go od podstaw w nowej lokalizacji wymaga  odpowiednich finansów i czasu. Wbrew pozorom to właśnie ten drugi czynnik – czas, okazuje się odgrywać tutaj kluczową rolę. Dla wielu firm kilkudniowy przestój przekłada się na odczuwalne straty.

Dobry czas dla zadłużonych, słaby dla oszczędzających

Decyzją dzisiejszego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej stopy procentowe pozostają na tym samym poziomie 1,5 proc. Co to oznacza dla kredytobiorców?

Jacek Kasperczyk, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl
Jacek Kasperczyk, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl

Decyzje Narodowego Banku Polskiego w sprawie wysokości stóp procentowych to jedno z najważniejszych wydarzeń na polskim rynku finansowym. Śledzą je nie tylko kredytobiorcy, ale też oszczędzający. Od decyzji tego organu zależą bowiem wysokość stóp procentowych (WIBOR/WIBID) oraz poziom maksymalnego oprocentowania kredytów. Najważniejsze są dwa wskaźniki: stopa referencyjna oraz stopa lombardowa. Pierwsza z nich stanowi benchmark dla stóp występujących na międzybankowym rynku, zaś druga określa maksymalne, ustalone zgodnie z prawem oprocentowanie wszystkich produktów kredytowych. Zgodnie z wtorkową decyzją RPP stopa referencyjna pozostaje na poziomie 1,5 proc., stopa lombardowa 2,5 proc., stopa depozytowa 0,5 proc., a dyskontowa weksli na poziomie 1,75 proc. – Stopa referencyjna NBP już od 7 miesięcy przyjmuje stabilną wartość 1,5 proc. Również stopa WIBOR 3M już od ponad kwartału nie zmieniła się choćby o 0,01 punktu procentowego i wynosi równe 1,72 proc. – zauważa Jacek Kasperczyk, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl.

Co to oznacza dla kredytobiorców?

– W sytuacji niskiego poziomu stóp procentowych najwięcej zyskują kredytobiorcy, bowiem przekłada się to na atrakcyjne oprocentowanie kredytów hipotecznych w polskiej walucie, co powoduje, że raty ich kredytów są małe – mówi Jacek Kasperczyk, analityk Comperia.pl. – Przykładowo rata 30-letniego kredytu mieszkaniowego zaciągniętego w styczniu 2008 r. na kwotę 300 tys. zł wynosi przy poziomie dzisiejszych stóp procentowych 1313 zł, podczas gdy dokładnie rok temu wynosiła ona 1383 zł, a w chwili zaciągnięcia kredytu, przy stopie referencyjnej wynoszącej 5 proc., aż 1955 zł – dodaje Jacek Kasperczyk.

Trudny czas dla oszczędzających

Niestety niskie stopy procentowe powodują, że oprocentowanie lokat i kont oszczędnościowych jest bardzo niskie. Jako potwierdzenie Jacek Kasperczyk podaje przykład odczytu średniego oprocentowania tych produktów, które dla rocznych lokat o wartości 5 tys. zł wynosi zaledwie 1,47 proc., zaś dla kont oszczędnościowych ze średniomiesięcznym saldem w wysokości 2 tys. zł zaledwie 1,65 proc.

Co dalej?

– Najbliższe miesiące nie powinny przynieść większych zmian na polskim rynku finansowym. Niskie tempo wzrostu gospodarczego oraz brak presji inflacyjnej (w Polsce wciąż obowiązuje deflacja) sprawiają, że nie należy oczekiwać podwyżek stóp w nadchodzącym okresie – komentuje Jacek Kasperczyk, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl.

Do jakich grup nabywców kierują ofertę deweloperzy?

Wanda Dzikowska, menedżer sprzedaży i marketingu w Atlas Estates

Większość naszych klientów to rzeczywiście osoby młode, kupujące swoje pierwsze M. Zauważamy jednak tendencję, w ramach której osoby nieco starsze z zasobniejszym portfelem i często również z większą rodziną, zmieniają miejsce zamieszkania. Chcą podwyższyć swój komfort, w związku z czym wybierają lokale o większym metrażu, w budynkach o lepszym standardzie. Niejednokrotnie wykorzystują też zamianę mieszkania, żeby przeprowadzić się w miejsce lepiej zlokalizowane, bliżej centrum lub z dogodniejszym dojazdem.

W Polsce nadal brakuje oferty skierowanej stricte do seniorów, takiej jaka jest powszechna na przykład w USA, czy Skandynawii. Polacy nadal wyobrażają sobie jesień życia w mieszkaniu razem ze swoimi dziećmi, na których pomoc mogliby liczyć. Takie propozycje jak specjalnie zaprojektowane osiedla, czy apartamenty z rozbudowanymi usługami opieki są pieśnią przyszłości, która ma szansę się ziścić pod warunkiem, że nasze społeczeństwo będzie się nadal bogacić.

Zuzanna Kordzi dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic

Naszą ofertę adresujemy do wszystkich grup odbiorców. Śledzimy trendy pojawiające się na rynku, w związku z czym zaprojektowaliśmy większą ilość mieszkań czteropokojowych w ostatnim etapie inwestycji Hubertus usytuowanej na warszawskim Mokotowie.

Marcin Zaremba-Śmietański, główny analityk, członek zarządu operacyjnego w Grupie Deweloperskiej GEO

Nie sposób wskazać wspólnej grupy docelowej dla wszystkich inwestycji realizowanych pod szyldem Grupy Deweloperskiej Geo. Każda z nich ma inny charakter, ponieważ staramy się tworzyć ofertę na tyle zróżnicowaną, by każdy znalazł mieszkanie odpowiadające jego potrzebom i oczekiwaniom.

Na przykład we wrocławskim osiedlu Malinowe Zacisze, ze względu na kameralny charakter osiedla, spokojne, ciche otoczenie i bezpośrednie sąsiedztwo parku zaprojektowaliśmy mieszkania o większym metrażu, które cieszą się dużym zainteresowaniem rodzin z dziećmi.

Rzadko na etapie planowania inwestycji ukierunkowuje się ją wyłącznie na inwestorów. Naszym głównym celem jest budowa dobrych i funkcjonalnych mieszkań, w których po prostu dobrze i wygodnie się mieszka. Osoby kupujące mieszkanie z przeznaczeniem na wynajem również kierują się takimi przesłankami.

Urszula Hofman, reprezentująca Grupę Inwest

W każdym z naszych projektów mamy mieszkanie niemalże dla każdego. Oczywiście istnieją preferencje względem lokalizacji, ale w naszych projektach mieszkanie znajdzie zarówno singiel, para bez dzieci, jak i rodzina z dziećmi.  W realizowanych przez nas inwestycjach oferujemy zarówno małe mieszkania, jak i lokale dwupoziomowe o powierzchni przekraczającej 100 m kw.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Oferta J.W. Construction skierowana jest do szerokiej grupy odbiorców, nie tylko singli, rodzin z dziećmi, ale także do inwestorów, czy osób starszych. Niebawem nasza oferta powiększy się także o lokale Aparthotelu przewidzianego w ramach warszawskiej inwestycji Bliska Wola, idealnie wpisującego się w zakup apartamentu i mieszkania pod inwestycję. Obecnie, kiedy większość osiedli jest ogrodzona i monitorowana, lokale parterowe są cenionym miejscem do zamieszkania również przez rodziny z małymi dziećmi, osoby starsze, czy niepełnosprawne. Dużym zainteresowaniem tej grupy odbiorców cieszy się inwestycja Zielona Dolina w Warszawie. Dla rodzin wielodzietnych mamy także domy w ramach programu MdM w osiedlu Villa Campina.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp

Obecnie w sprzedaży mamy blisko 20 inwestycji w 5 miastach Polski. Są to projekty zróżnicowane, zarówno pod względem lokalizacji w ujęciu mikro, jak również struktury mieszkań. W naszej ofercie można znaleźć mieszkania zlokalizowane w centrum idealnie nadające się do zakupu inwestycyjnego, jak również lokale na cele mieszkalne, również z dopłatą w MdM.

Marta Jagłowska, marketing manager w firmie Marvipol

Nowa oferta mieszkań wprowadzona w inwestycji Lake Park Apartments skierowana jest do młodych osób, czynnych zawodowo, często pracujących w zagłębiu biurowym warszawskiego Mokotowa. Są to apartamenty o wysokim standardzie z dużymi tarasami i ogrodami. To nowa jakość na warszawskim Służewcu dedykowana już nie tylko tym, którzy poszukują swojego pierwszego lokum, ale tym, którzy rozglądają się za drugim, czy kolejnym mieszkaniem, za lepszym miejscem do życia, gdzie będą mogli czuć się komfortowo i korzystać z atrakcji, jakie oferuje osiedle.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Staramy się by nasza oferta była przede wszystkim dopasowana do profilu danej dzielnicy lub nawet jej konkretnego rejonu, jak na warszawskich Bielanach, gdzie zlokalizowanych jest kilka naszych inwestycji. To właśnie tu najlepiej widać rożniece pomiędzy osiedlami. Każdy z projektów w nieco inny sposób trafia w gusty klientów. Na przykład nasza, nowa inwestycja przy ulicy Żeromskiego, czy Apartamenty Marymont mogą spodobać się nieco bardziej dojrzałym klientom. Jeśli chodzi o seniorów to w każdej inwestycji staramy się myśleć o nich projektując w odpowiedni sposób wejścia do budynków, czy rozkłady mieszkań na parterze. Bezpośrednio do inwetorów i ludzi młodych adresujemy np. nowy, warszawski projekt przy ulicy Pereca, gdzie stawiamy niemal wyłącznie na kompaktowe mieszkania.

Tomasz Sznajder, wiceprezes zarządu Polnord

Różnorodność lokalizacji, metraży i rozkładów naszych mieszkań gwarantuje, że każdy znajdzie w ofercie Polnord coś dla siebie. Z myślą o singlach i rodzinach, poszukujących swojego pierwszego mieszkania, przygotowaliśmy lokale już od 30 m kw., czy mieszkania o powierzchni kwalifikującej się do dopłaty w programie MdM. W każdej inwestycji oferujemy szeroką gamę lokali o najbardziej popularnych metrażach (50-60 mkw.). Mieszkania na parterze z własnym ogródkiem są idealnym rozwiązaniem dla rodzin z dziećmi i osób starszych.

Magdalena Rurarz, dyrektor działu sprzedaży i marketingu Victoria Dom

Projektując inwestycję staramy się uwzględnić potrzeby wszystkich grup wiekowych, preferencje zarówno singli jak i dużych rodzin.

Jarosław Jankowski, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Przygotowane przez nas oferta mieszkań w warszawskich projektach Stacja Kazimierz i Miasto Wola adresowana jest do zróżnicowanej grupy odbiorców. Duża skala obu inwestycji oraz ich etapowa realizacja umożliwiają nam zaplanowanie lokali o różnorodnym metrażu i układzie przestrzennym, które zaspokoją oczekiwania zarówno osób młodych poszukujących pierwszego mieszkania, rodzin, jak i seniorów zmieniających lokale na bardziej komfortowe. Na podstawie sprzedaży mieszkań w naszych inwestycjach zaobserwowaliśmy, iż osoby młode coraz częściej decydują się na zakup większych lokali z myślą o przyszłości i ewentualnym powiększeniu rodziny. Z tego względu, dużą popularnością cieszą się mieszkania o powierzchni ok. 50 m kw. Warszawska Wola to dzielnica, w której mieszkania kupują osoby zmieniające lokum, poszukujące większej przestrzeni lub lepszej komunikacji z centrum miasta.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Niedawno wystartowaliśmy z programem „Kompas Korzyści”, który pozwala samodzielnie zadecydować o warunkach zakupu mieszkania. Nabywcy mogą wybrać jedną z wielu dostępnych promocji. To propozycja zarówno dla singli, młodych małżeństw, rodzin wielodzietnych, inwestorów jak i studentów. Dzięki tej akcji, oferty w Wawel Service są dostosowane do indywidualnych potrzeb każdego z naszych klientów. Dynamiczny singiel oczekuje innych warunków zakupu niż rodzina z dziećmi, a jeszcze czegoś innego wymaga osoba kupująca mieszkanie w celach inwestycyjnych, czy młody student. Mamy ofertę, która spełni oczekiwania różnego rodzaju klientów.

Wojciech Stisz, reprezentujący firmę Barc Warszawa S.A. 

Naszą ofertę kierujemy głównie do młodych ludzi i rodzin, które chcą skorzystać z dopłat w ramach programu Mieszkanie dla młodych. W budowanej etapowo inwestycji Tarasy Dionizosa na Białołęce zaprojektowane dostępne są głównie kompaktowe lokale dla osób poszukujących w Warszawie ekonomicznych ofert mieszkaniowych.

Autor: Kamil Niedźwiedzki

J. Borowski (Crédit Agricole): Obniżka stóp możliwa w marcu

CEO Magazyn Polska

Rada Polityki Pieniężnej przez najbliższe miesiące nie powinna zmieniać stóp procentowych, a podwyżki nie są spodziewane wcześniej niż pod koniec przyszłego roku. Prezes Marek Belka zapowiadał kilkukrotnie, że cykl obniżek został zakończony. Jednak zdaniem Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Crédit Agricole i wykładowcy SGH, nie należy wykluczać obniżki stóp w przyszłym roku.

Jest kilka czynników, które przemawiają na rzecz takiego scenariusza. Po pierwsze, spodziewamy się spowolnienia wzrostu gospodarczego w przyszłym roku do 2,5 proc. przy wzroście w I kw. o 2,9 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jakub Borowski, główny ekonomista Crédit Agricole. –Z jednej strony będzie to wynikiem wysokiej bazy odniesienia, bo w 2015 roku mieliśmy dobry poziom wzrostu gospodarczego. Z drugiej strony czynnikiem, który będzie tłumaczył spowolnienie, będzie wyhamowanie inwestycji, i to zarówno inwestycji prywatnych, inwestycji przedsiębiorstw, jak i inwestycji publicznych.

Zdaniem Jakuba Borowskiego na szybszy wzrost inwestycji będzie trzeba poczekać do momentu, aż w pełni zostaną uruchomione środki z nowej unijnej perspektywy.

Drugim czynnikiem negatywnie oddziałującym na gospodarkę będzie wciąż niski poziom inflacji, choć w przyszłym roku ceny powinny już przestać spadać. Nie ma jednak przesłanek, które pozwalałyby sądzić, że inflacja wróci do celu wyznaczonego przez Radę Polityki Pieniężnej (2,5 proc. z odchyleniem o 1 pkt proc. w górę i w dół). Deflacja, czyli spadek cen, trwa od lipca ubiegłego roku, a ostatni wstępny odczyt za wrzesień mówi o spadku cen o 0,8 proc., głębszym niż w lipcu i sierpniu.

W kolejnych kwartałach 2016 roku inflacja wciąż będzie znacząco poniżej celu inflacyjnego Rady Polityki Pieniężnej, z bardzo niskim prawdopodobieństwem powrotu do tego celu do końca 2017 roku. Tendencje, które obserwujemy na globalnych rynkach surowcowych, wskazują na to, że w najbliższych kwartałach prawdopodobieństwo wyraźnego wzrostu cen żywności i nośników energii, w tym paliw, jest niskie. To będzie ograniczało presję inflacyjną i będzie to ważny argument w dyskusji na temat polityki pieniężnej.

Nie mniejsze znaczenie będzie mieć wynik wyborów parlamentarnych, które odbędą się już za niecałe trzy tygodnie. Nowy Sejm i nowy Senat wybiorą bowiem członków Rady Polityki Pieniężnej. W styczniu kończą się kadencje Elżbiety Chojny-Duch i Andrzeja Bratkowskiego, powołanych przez Sejm, a w lutym Anny Zielińskiej-Głębockiej, także powołanej przez niższą izbę parlamentu. Pod koniec stycznia wygasają mandaty trzech członków Rady z ramienia Senatu, a w drugiej połowie lutego – dwóch członków prezydenckich.

– Spodziewam się, biorąc pod uwagę to, jak postępowała obecna Rada Polityki Pieniężnej, że ta nowa rada będzie bardziej gołębia, będzie bardziej skłonna wspierać wzrost gospodarczy w warunkach bardzo niskiej inflacji – przewiduje Jakub Borowski. – A zatem będzie bardziej skłonna do tego, żeby stopy procentowe obniżyć. Stąd przy spełnieniu tych trzech założeń, czyli spowolnienia wzrostu gospodarczego, uporczywie niskiej inflacji i wyborczym zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości, prawdopodobieństwo, że stopy procentowe zostaną w przyszłym roku obniżone, jest nieco większe niż prawdopodobieństwo scenariusza, w którym pozostaną one na niezmienionym poziomie.

Jak mówi Borowski, według jego prognoz obniżka wyniesie 50 pkt bazowych, czyli 0,5 pkt proc. Oznaczałoby to, że główna stopa procentowa spadnie do poziomu 1 proc.

Dziś nasza prognoza przewiduje, że to będzie marzec, czyli pierwsze spotkanie nowej rady. Ale być może nowa rada będzie chciała sobie dać trochę czasu na to, żeby się przyjrzeć sytuacji gospodarczej i obniżyć te stopy nieco później, stąd oczywiście jest niemałe prawdopodobieństwo, że ta obniżka nastąpi później, np. w lipcu, kiedy rada będzie miała wyniki kolejnej projekcji – konkluduje Borowski.

BPH TFI: Od początku roku z funduszy dłużnych odpłynęło już ponad 640 mln zł. Powodem są zawirowania rynkowe oraz niskie stopy zwrotu

CEO Magazyn Polska

Tylko w sierpniu z polskich funduszy dłużnych odpłynęło ponad 100 mln zł. To i tak mniej niż miesiąc wcześniej, kiedy inwestorzy wycofali przeszło 390 mln zł. Powodem są ostatnie zawirowania rynkowe, skutkujące słabymi wynikami funduszy inwestycyjnych. Alternatywą mogą być obligacje korporacyjne oraz fundusze selektywne, które na tle rynku giełdowego czy depozytów bankowych wypracowują korzystniejsze stopy zwrotu.

– Fundusze inwestujące w dług skarbowy są obecnie w odwrocie. Od początku roku wypłynęło z nich ponad 640 mln zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marcin Bednarek z BPH TFI.

Powodem odpływu inwestorów są przede wszystkim zawirowania na polskich i światowych rynkach. Oprocentowanie 10-letnich obligacji Skarbu Państwa wynosi aktualnie ponad 2,6 proc. i mimo ostatnich spadków nadal pozostaje o prawie 1/3 wyższe, niż było na przełomie stycznia i lutego bieżącego roku. Wzrost rentowności przekłada się z kolei na niższe stopy zwrotu funduszy inwestycyjnych.

– To, co widzimy, to są zawirowania rynkowe, które sprawiły, że trudno jest powrócić do tych samych stóp zwrotu. W naszym przypadku mówimy o wypływie około 30 mln zł, mimo że nasz fundusz Obligacji 1 i fundusz Obligacji 2 należą do najlepszych na polskim rynku – tłumaczy przedstawiciel BPH TFI.

Mimo ostatnich umorzeń w funduszach Obligacji 1 i Obligacji 2 zarządzanych przez BPH TFI na koniec września znajdowało się łącznie 395 mln zł. Na tle konkurencji szczególnie dobrze radzi sobie drugi z wymienionych, który wedle danych firmy z roczną stopą zwrotu na poziomie 2,90 proc. plasuje się wśród ośmiu najlepszych funduszy obligacji na polskim rynku.

– Mimo że ten fundusz zachowuje się bardzo dobrze, to z powodu rynkowych zawirowań widzimy cały czas odpływy kapitału, chociaż są one mniejsze niż w przypadku konkurencji – informuje Marcin Bednarek.

Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych BPH od początku roku stawia na fundusze obligacji korporacyjnych, małych i średnich spółek oraz fundusz selektywny. Ostatni z wymienionych posiada aktywa o wartości 104 mln zł, a za ostatnie 12 miesięcy wypracował 5,88 proc. zysku. Dobrze radził sobie także fundusz wyspecjalizowany w długu korporacyjnym (ponad 3,1 proc. zwrotu rocznie).

– Prosty portfel, złożony po połowie z funduszu obligacji korporacyjnych i funduszu selektywnego dał klientowi o umiarkowanym profilu ryzyka możliwość zarobienia około 4,5 proc. w skali roku, co przy zachowaniu WIG-u wydaje się bardzo dobrą inwestycją również w porównaniu z lokatami, które jak dobrze wiemy, nie rozpieszczają klientów banków – zwraca uwagę Bednarek.

Indeks szerokiego rynku WIG za ostatni rok znajduje się ponad 7,0 proc. na minusie. Jeszcze gorzej radzi sobie WIG20, który (po uwzględnieniu wypłat dywidend) przyniósł inwestorom niemal 14 proc. strat. Oprocentowanie 12-miesięcznych depozytów bankowych w przypadku większości banków wynosi natomiast mniej niż  2 proc. netto.

2C Partners remontuje 1,3 tys. mkw. powierzchni w starych kamienicach. Liczy na sfinalizowanie sprzedaży części z nich w IV kw. i poprawę wyników

CEO Magazyn Polska

Spółka 2C Partners sprzedała w tym roku 700 mkw. powierzchni mieszkań w starych kamienicach, których rewitalizacją się zajmuje. Ostatni kwartał roku powinien być dla niej najlepszy pod względem sprzedażowym i finansowym, gdyż trwa finalizowanie umów sprzedaży. W przyszłorocznym portfelu znajdzie się 5,6 tys. mkw. powierzchni.

– Na przyszły rok w planach mamy przygotowanie projektów na łączną liczbę około 5,6 tys. mkw. 600 mkw. będzie jeszcze pozyskane, a 5 tys. mkw. już jest w naszych zasobach – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Łukasz Tylec, prezes zarządu 2C Partners. – Obecnie trwa przygotowanie projektów do rewitalizacji i do sprzedaży – dodaje.

2C Partners w 2015 roku kupiło około 3 tys. mkw. powierzchni pod rewitalizację. Obecnie remonty trwają na powierzchni około 1,3 tys. mkw.

– Do tej pory w 2015 roku sprzedaliśmy około 700 mkw. Planujemy, że ta sprzedaż będzie dużo większa, ale to dopiero będzie widoczne w ostatnim kwartale tego roku – wyjaśnia Łukasz Tylec.

Jak dodaje, działalność spółki wciąż koncentrować się będzie w stolicy, szczególnie na prawym brzegu Wisły. Do tej pory na Pradze 2C Partners zrewitalizowała szereg kamienic, m.in. na: Kamionkowskiej 29 i 41, Wileńskiej 10 i Grochowskiej 332. Obecnie remontuje kamienice na Kołowej 54, Mińskiej 14, oraz Czapelskiej 24A.

– Jakoś tak wyszło, że obecni jesteśmy głównie na Pradze. Odkryliśmy duży potencjał tej dzielnicy i widzimy, że coraz szybciej się rozwija i staje się dużo bardziej atrakcyjna. Także ludzie z lewej strony Wisły zaczynają zauważać prawą stronę – twierdzi Łukasz Tylec. – Dla ludzi, którzy przyjeżdżają do Warszawy, Praga jest często oczywistym wyborem, bo jest blisko centrum, a ceny są korzystniejsze niż po lewej stronie rzeki – dodaje.

Łącznie 2C Partners łącznie zrealizowała już w Warszawie, Sopocie i Gliwicach niemalże 20 budynków, obejmujących ponad 12,4 tys. mkw. Jak podkreślają przedstawiciele spółki, mimo działania na rynku wtórnym mieszkania sprzedaje w standardzie deweloperskim.

Spółka od 2014 roku obecna jest na rynku NewConnect, a jej obligacje od 2013 roku notowane są na Catalyst.

Polski dług publiczny rośnie szybciej niż PKB. Stwarza to zagrożenie dla stabilności finansów państwa i może skutkować recesją

CEO Magazyn Polska

Szybko rosnący dług publiczny stanowi duże zagrożenie dla stabilności finansów państwa i negatywnie wpływa na potencjał naszej gospodarki. Leszek Balcerowicz, przewodniczący rady FOR, ostrzega, że w przypadku braku reform i wystąpienia negatywnych czynników zewnętrznych Polska może wpaść w recesję. Kosztowne dla gospodarki mogą być także przedwyborcze obietnice polityków. Według Balcerowicza realizacja zmian proponowanych przez PO będzie kosztować 50 mld zł, a postulaty PIS nawet cztery razy tyle.

– Należymy do tej gorszej grupy, której dług publiczny rośnie szybciej niż gospodarka, choć gospodarka rośnie dobrze na tle krajów Europy. Gdyby ta tendencja się utrzymała, to musiałoby się to zakończyć kryzysem. Zwłaszcza że przed nami są trudniejsze czasy – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Leszek Balcerowicz, przewodniczący Rady FOR

Dług publiczny liczony według metodologii ESA2010 na koniec I kwartału 2015 roku wyniósł 885,73 mld zł, co w stosunku do wielkości polskiego PKB stanowiło 50,1 proc. W tym samym okresie rok wcześniej było to 48,6 proc. Prezentowane dane uwzględniają już umorzenie części obligacyjnej środków zgromadzonych w OFE (153 mld zł), które miało miejsce w lutym 2014 roku.

– Jeżeli dług publiczny rośnie szybciej niż PKB, to zawsze się to kończy źle dla PKB, dla gospodarki, bo ten balast narasta. Przede wszystkim trzeba pilnować, żeby gospodarka nadal rosła szybko, a to bez reform się nie stanie – ostrzega Balcerowicz.

W drugim kwartale polska gospodarka rozwijała się wolniej, niż oczekiwali ekonomiści. Wzrost PKB niewyrównany sezonowo wyniósł 3,3 proc., podczas gdy w I kwartale sięgnął 3,6 proc.

Ekspert przestrzega także przed nadmiernym deficytem budżetowym. Wydatki państwa zaplanowane są według niego w nieefektywny sposób. Problemem dla polskich finansów publicznych jest oprócz tego również niska efektywność systemu podatkowego.

Budżet na 2015 rok zakłada przychody na poziomie 297,2 mld zł i wydatki sięgające 343,25 mld zł. Deficyt planowany na ten rok to ponad 46 mld zł (15,5 proc. ogółu przychodów budżetu). Projekt ustawy budżetowej na przyszły rok zakłada dalsze zwiększenie luki budżetowej. Różnica między centralnymi przychodami a wydatkami ma sięgnąć 55 mld zł.

– Są zagrożenia dla wzrostu polskiej gospodarki, jeśli nie będzie reform, a na świecie nie da się wykluczyć różnych zaburzeń. Więc potrzebna jest mobilizacja, żeby tym politykom, którzy nas oszukują, powiedzieć „nie”. A oszukują nas, jak mówią: „Damy wam”, a nie powiedzą skąd – zwraca uwagę przewodniczący Rady FOR.

Profesor Balcerowicz podaje tutaj szacunki przeprowadzone przez Forum Obywatelskiego Rozwoju. Według wyliczeń realizacja obietnic Prawa i Sprawiedliwości kosztowałaby podatników w ciągu najbliższej kadencji około 200 mld zł. Propozycje Platformy Obywatelskiej to wydatek rzędu 50 mld zł.

Słupsk chce być zieloną stolicą Polski. Miasto inwestuje w rozwiązania proekologiczne

CEO Magazyn Polska

Słupsk ma potencjał, by stać się zieloną stolicą Polski i być wzorem pod względem działań proekologicznych oraz prozdrowotnych – podkreśla prezydent miasta Robert Biedroń. Władze Słupska zachęcają mieszkańców, by przesiadali się z samochodów na rowery lub korzystali z transportu publicznego. Wspierają także rozwój odnawialnych źródeł energii. W szkołach i przedszkolach podawane będą tylko zdrowe obiady, przygotowywane z produktów od lokalnych producentów.

Słupsk ma idealne warunki do tego, żeby stać się zieloną stolicą Polski, ponieważ mamy mnóstwo parków, jesteśmy położeni nad morzem, mamy bardzo wiele ścieżek rowerowych i trzeba z tego korzystać – mówi agencji informacyjnej Newseria Robert Biedroń.

Mieszkańcy Słupska mają do dyspozycji 30 km ścieżek rowerowych.

Prezydent Słupska kładzie duży nacisk na działania proekologiczne, bo – jak tłumaczy – chodzi mu nie tylko o oszczędności, lecz przede wszystkim o ochronę środowiska i jak najlepsze wykorzystanie potencjału miasta. Działając zgodnie z zasadą, że przykład idzie z góry, Robert Biedroń od pierwszego dnia urzędowania jeździ do pracy rowerem.

Trzeba zachęcać mieszkańców, żeby przesiadali się z samochodów na rowery lub do transportu publicznego. To jest pierwszy krok, a prezydent powinien dawać przykład. Zamiast poruszać się limuzyną z kierowcą, powinien pokazywać, że da się dojechać do pracy czy na spotkanie na rowerze, nawet zimą – dodaje Robert Biedroń.

Słupsk wspiera także rozwój OZE. We wrześniu dzięki współpracy urzędu miasta z Greenpeace jedna ze słupskich szkół zaczęła produkować energię ze słońca. Na budynku sali gimnastycznej zainstalowano elektrownię o mocy 10 kWp. Dzięki niej uczniowie mają poznawać nowe technologie, a szkoła ma oszczędzać na rachunkach za energię. Zielony prąd pozwala obniżyć zużycie prądu średnio o 25 proc.

Programem zdrowego żywienia w oparciu o lokalnych producentów zostanie objętych 3,5 tysiąca dzieci ze słupskich szkół i przedszkoli.

Słupsk będzie pierwszym miastem w Polsce, które wyeliminuje niezdrowe jedzenie ze szkół i stołówek, i to nie tylko za sprawą ustawy, która funkcjonuje od początku września. Mieliśmy już szkolenia ze specjalistami, z kucharzami, którzy pokazali, że można gotować zdrowiej i taniej z lokalnych produktów. Tworzymy grupę zakupową zrzeszającą wszystkich lokalnych producentów i rolników, którzy będą dostarczali nam świeże i zdrowe produkty – mówi Biedroń.

Robert Biedroń wprowadził w urzędzie obyczaj picia wody z kranu. Na jego prośbę w stołówkowym menu znalazły się potrawy wegetariańskie.

Resort zdrowia nie podjął jeszcze decyzji co do dalszego finansowania nowoczesnej terapii dla pacjentów ze szpiczakiem mnogim. Przerwanie leczenia będzie tragiczne w skutkach

CEO Magazyn Polska

Chorzy na szpiczaka plazmocytowego są zaniepokojeni brakiem jakiejkolwiek informacji ze strony Ministerstwa Zdrowia na temat kontynuacji leczenia jednym z innowacyjnych leków. Szpiczak mnogi jest chorobą przewlekłą i pacjenci podkreślają, że przerwanie terapii to dla nich kwestia być albo nie być. Lekarze tłumaczą, że terapia lenalidomidem jest jedną z kluczowych w  skutecznej w walce z tym nowotworem.

Zgodnie z ustawą refundacyjną lenalidomid objęto refundacją w ramach programu lekowego od 1 listopada 2013 roku na okres dwóch lat.

O ile mi wiadomo, nie jest podpisana umowa na kontynuację programu lekowego. Mam nadzieję, że zostanie ona podpisana i program będzie kontynuowany. W przeciwnym wypadku kilkuset chorych nie otrzymałoby leku ze wszystkimi tego skutkami zdrowotnymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Wiesław Wiktor Jędrzejczak, kierownik Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jak podkreśla, przerwanie łańcucha terapeutycznego może skutkować progresją choroby, co u jednych może oznaczać pogorszenie jakości życia, u innych może prowadzić do śmierci.

To jest choroba przewlekła. Chodzi o to, żeby trwała wiele lat, żeby można było z nią żyć, pracować i korzystać ze wszystkich uroków życia – podkreśla dr Jędrzejczak.

Zdaniem ekspertów w razie przerwania terapii wydane na wcześniejsze leczenie pieniądze zostaną wyrzucone w błoto.

Pieniądze wydane wcześniej na sześć miesięcy terapii, czyli około 120 tys. zł, to pieniądze wyrzucone. Efekt terapeutyczny jest żaden, ponieważ jeżeli przerwiemy terapię na trzy miesiące i wrócimy do niej po jakimś czasie albo wcale, to wiadomo, że wyniki będą gorsze i trzeba zaczynać wszystko od nowa – podkreśla Wiesława Adamiec, prezes Fundacji Carita – Żyć ze Szpiczakiem.

Żeby skutecznie walczyć z chorobą, pacjenci ze szpiczakiem mnogim muszą bazować przede wszystkim na nowoczesnych terapiach. Kiedy nagle zostaną pozbawieni bardzo skutecznych i mało toksycznych leków, będą musieli korzystać z zamienników, a te – zdaniem lekarzy – nie są wystarczające.

Lekarz będzie zawsze dbał o swoich pacjentów. Będzie stosował te leki, które są stare leki, to są cytostatyki i glikokortykosteroidy. Co prawda, mają one udokumentowaną skuteczność, natomiast w tej grupie chorych, którzy są kwalifikowani do terapii lenalidomidem, będą mniej skuteczne – tłumaczy Wiesław Wiktor Jędrzejczak.

Na razie resort zdrowia nie poinformował pacjentów o dalszych planach w tej sprawie.

Nie mamy żadnych przesłanek, żeby mieć nadzieję, że ta terapia będzie nadal refundowana i że my, pacjenci szpiczakowi, nie zostaniemy bez leku, który tak naprawdę ratuje nam życie – mówi Wiesława Adamiec. – Na dziś zostajemy w wielkiej próżni i – powiem to bardzo mocno – decyzja Ministerstwa Zdrowia da nam życie albo je zabierze. Lenalidomid to jest nie tylko lek, który poprawia nam kondycję i jakość życia, lecz przede wszystkim je przedłuża i ratuje.

Decyzja co do finansowania terapii ma być podjęta przez resort zdrowia w najbliższych dniach.

Szpiczak plazmocytowy to jeden z częściej występujących nowotworów układu krwiotwórczego. Najczęściej dotyka on osób starszych, po 60 roku życia.

Duże zmiany w polskich gminach. Będą musiały rozliczać podatek VAT razem z jednostkami budżetowymi

Janina Fornalik

Samorządy czekają duże zmiany. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że gminne jednostki budżetowe nie są podatnikiem VAT. To oznacza, że gminy będą musiały przejąć obowiązek rozliczenia podatkowego swoich zakładów budżetowych, będą mogły też same odliczać podatek. Gminy będą miały też szansę na odzyskanie podatku od prowadzonych inwestycji. Jeśli podejmą takie próby, skutki może odczuć budżet państwa.

– Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczy jednostek samorządu terytorialnego, a w szczególności tego, czy jednostki budżetowe gmin stanowią odrębnych od gminy podatników VAT, czy powinny rozliczać VAT razem z gminą. Trybunał orzekł, że rozliczenia powinny być łączne. Jednostki budżetowe nie powinny być traktowane jako odrębni podatnicy ze względu na to, że nie prowadzą samodzielnej działalności gospodarczej w rozumieniu przepisów o VAT – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Janina Fornalik, doradca podatkowy w kancelarii MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy.

Wyrok oznacza, że samorządy czeka prawdziwa rewolucja. Dotychczas jednostki budżetowe były uznawane za osobnych podatników. Jeśli ich obroty roczne przekraczały 150 tys. zł, to rozliczały VAT samodzielnie. Teraz konieczne będzie ich wyrejestrowanie. W nowej rzeczywistości będą musiały nauczyć się funkcjonować jak te jednostki, które ze względu na mniejsze obroty dotychczas nie były zarejestrowane, a co z tym idzie – nie wykazywały sprzedaży.

– To oznacza, że gdybyśmy teraz dodali te obroty zgodnie z wyrokiem Trybunału, mogą powstać zaległości podatkowe w gminach i konieczność zapłaty odsetek karnych. Kwestią problematyczną jest też fiskalizacja, ponieważ obroty, jeżeli nie były wykazywane w rozliczeniach VAT, to nie były również ujmowane w kasach rejestrujących – wskazuje ekspertka.

Zdaniem Fornalik trudno jednak się spodziewać, by resort finansów stosował takie konsekwencje wobec gmin, które postępowały zgodnie z dotychczasowymi wytycznymi ministerstwa.

Wyrok TSUE będzie finansowo korzystny dla gmin. Spadną koszty działalności w związku z odliczaniem podatku VAT, bo wszystko będzie się odbywać w ramach jednego podatnika. Gminy zyskają przede wszystkim w zakresie odzyskania podatku VAT od przeprowadzanych wcześniej inwestycji, przekazywanych jednostkom budżetowym do realizacji.

Przykładem mogą być inwestycje wodociągowo-kanalizacyjne – mówi doradca podatkowy. – Gmina, ze względu na to, że była odrębnym podatnikiem, nie mogła odliczyć podatku VAT, bo wydatki były u innego podatnika. Po wyroku Trybunału zarówno wydatki, jak i obroty jednostek powinny być dodane do jednej deklaracji, a od inwestycji może zostać odliczony VAT.

W Polsce jest 2478 gmin, w których funkcjonują jednostki czy zakłady budżetowe. Po wyroku Trybunału będą mogły chcieć odzyskać pieniądze wydatkowane w ostatnich pięciu latach. Choć trudno wskazać dokładną kwotę, to szacuje się, że budżet będzie musiał zwrócić ponad 1 mld zł, zwłaszcza że największe gminy będą mogły domagać się zwrotu nawet 20 mln zł.

– W zależności od tego, czy gminy będą występowały o zwrot VAT-u, to kwoty inwestycji, które mogą być tu zaangażowane, i podatek naliczony do odzyskania mogą być znaczące – podkreśla Fornalik. – Jeżeli gminy podejmą działania, żeby odzyskać podatek VAT, to rzeczywiście finansowe skutki dla budżetu państwa mogą być duże.

W wydanym w tej sprawie komunikacie Ministerstwo Finansów zapewnia, że do połowy 2016 r. nie będzie kwestionować rozliczeń VAT gmin dokonywanych według dotychczasowych zasad. Co więcej, resort uznał, że gminy nie będą musiały zwracać podatku VAT sfinansowanego z funduszy unijnych, jeśli nie odzyskają tego podatku z urzędu skarbowego.