Firma Gannet Guard Systems, zajmująca się namierzaniem i odnajdywaniem skradzionych pojazdów, wprowadza nową wersję systemu GanTrack. Dzięki innowacyjnym zmianom, lokalizowanie samochodu trwa niezwykle krótko i jest prowadzone na znacznie większym obszarze. GanTrack to najskuteczniejszy w Polsce system radiowej lokalizacji pojazdów po kradzieży, pozwalający na szybkie odzyskanie skradzionego mienia. 95 proc. samochodów, które padają łupem złodziei, jest dzięki niemu odnajdywanych w ciągu 24 godzin. Tak krótki czas działania zapobiega m.in. zdarzającemu się coraz częściej rozebraniu aut na części czy wywiezieniu pojazdów za granicę. W najnowszej wersji – GGS1000 – GanTrack wzbogacono o możliwość korzystania z częstotliwości GPS i GSM. „Dzięki temu znacznie ograniczyliśmy i tak już krótki czas reakcji na informację o kradzieży i zwiększyliśmy zasięg systemu, który obecnie obejmuje całą Europę” – mówi Dominika Włodarczyk, Key Account Manager w Gannet Guard Systems. „Ponadto, w związku z możliwością zdalnej diagnozy modułu montowanego w pojeździe, jesteśmy w stanie z wyprzedzeniem poinformować użytkownika o ewentualnej konieczności wymiany baterii i stwierdzić, czy urządzenie działa poprawnie” – dodaje Dominika Włodarczyk. GanTrack GGS1000 – podobnie jak jego poprzednik – od chwili montażu pozostaje w stanie tzw. „uśpienia” i jest aktywowany dopiero po zgłoszeniu kradzieży. Z jednej strony uniemożliwia to złodziejowi odnalezienie miejsca, w którym moduł został zainstalowany w pojeździe, a z drugiej zapewnia właścicielowi samochodu całkowitą dyskrecję, bo w żadnym momencie jego pozycja nie jest śledzona. Dodatkowym atutem jest własne, niezależne zasilanie – bateria wytrzymuje 36 miesięcy. Ponadto moduł nie ingeruje w fabryczną instalację elektryczną pojazdu, w związku z czym nie trzeba się obawiać o utratę gwarancji producenta. „Warto zaznaczyć, że nawet w przypadku zastosowania zagłuszarek fal elektromagnetycznych przez złodziei, co jest powszechną praktyką, pojazd wyposażony w GanTrack GGS1000 można zlokalizować, dzięki sygnałom radiowym. Nie traci się też zasięgu w garażach podziemnych czy stalowych kontenerach. Tym właśnie wyróżniamy się na tle konkurencji” – podkreśla Dominika Włodarczyk.
Pioneer Pekao TFI: subfundusze pieniężne wciąż najpopularniejsze
Sierpień był kolejnym miesiącem, w którym saldo wpłat i umorzeń funduszy i subfunduszy Pioneer Pekao TFI było dodatnie, przekraczając poziom 23 mln zł. Podobnie jak w poprzednich miesiącach, pieniądze trafiały głównie do subfunduszy o najniższym stopniu ryzyka: Pioneer Pieniężny, Pioneer Pieniężny Plus oraz Pioneer Gotówkowy, do których łącznie napłynęło ponad 67 mln zł nowych środków, a od początku tego roku już prawie 450 mln zł. Jednocześnie utrzymuje się duże zainteresowanie funduszami obligacyjnymi. Do kolejnego pod względem popularności – utworzonego w lipcu tego roku subfunduszu Pioneer Obligacji i Dochodu – wpłacono ponad 19 mln zł nowych środków, natomiast dotychczas liderujący Pioneer Obligacji Strategicznych tym razem pozyskał ponad 6 mln zł, a od początku roku już ponad 309 mln zł.
Warto zwrócić uwagę na fakt, że po raz pierwszy w tym roku więcej klientów wpłacało niż wypłacało środki z subfunduszy inwestujących na rynkach Dalekiego Wschodu: Pioneer Dochodu i Wzrostu Rynku Chińskiego oraz Pioneer Akcji Rynków Dalekiego Wschodu. Dodatnią sprzedaż netto zanotowały także: Pioneer Obligacji – Dynamiczna Alokacja 2, Pioneer Strategii Globalnej, Pioneer Obligacji Europejskich Plus, Pioneer Elastycznego Inwestowania oraz Pioneer Akcji Europy Wschodniej.
– Sierpniowe dane potwierdzają trwający od dłuższego czasu trend lokowania środków w fundusze o najniższym stopniu ryzyka inwestycyjnego, stanowiące bezpieczne schronienie dla gotówki klientów. Inwestorzy poszukujący bardziej rentownych narzędzi finansowych, najczęściej wybierają fundusze obligacji korporacyjnych oraz wysokodochodowych, w tym dostępny od niedawna w naszej ofercie Pioneer Obligacji i Dochodu, wydzielony w ramach Pioneer Funduszy Globalnych SFIO. – informuje Krzysztof Lewandowski, Prezes Zarządu Pioneer Pekao TFI.
W ostatnich miesiącach bardzo dobre wyniki inwestycyjne osiągają fundusze i subfundusze akcyjne inwestujące na rynkach zagranicznych, w szczególności na rynku amerykańskim. Pioneer Akcji Amerykańskich uzyskał od początku roku stopę zwrotu 12,95%, natomiast Pioneer Zrównoważonego Rynku Amerykańskiego w tym samym okresie wzrósł o 11,59%. Pioneer Akcji Amerykańskich przyniósł swoim klientom atrakcyjne zyski również w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy (wzrost o 17,04%), z kolei na przestrzeni ostatnich dwóch lat bardzo rentowny okazał się Pioneer Dynamicznych Spółek (dał zarobić 41,04%).
W sierpniu wzrosły również aktywa funduszy Pioneer, które na koniec miesiąca wyniosły ponad 16,5 mld zł. Pioneer Pekao umocnił tym samym swoją pozycję największego TFI dla klientów indywidualnych w kraju.
Sieci handlowe zmieniają strategię i coraz ostrzej walczą o konsumentów
Sieci handlowe zmieniają strategię marketingową, oferując konsumentom częstsze promocje. W ten sposób chcą przyciągnąć większą liczbę klientów do swoich sklepów.
Jak wynika z cyklicznego raportu agencji badawczej ABR SESTA sieci dyskontowe częściej promują na łamach swoich gazetek handlowych artykuły przemysłowe oraz produkty marki własnej. Lidl poświęca aż ¾ powierzchni gazetki na reklamę produktów przemysłowych, podczas gdy Biedronka 40%. W przypadku oferty produktów FMCG w Lidl aż 3 na 4 produkty to marki własne, podczas gdy w Biedronce jedynie 20%. Swoją strategię promocyjną całkowicie zmieniła Biedronka, która obecnie prezentuje na łamach gazetek handlowych produkty co 3-4 dni, a nie jak dotychczas co tydzień. Świadczy to o tym, iż sieć ma nadzieję na zwiększenie koszyka zakupowego i wzrost częstotliwości odwiedzin klientów, tym bardziej, że według danych rynkowych sprzedaż like for like (porównywalny wzrost na tej samej liczbie sklepów) spada, co może oznaczać spowolnienie tempa rozwoju sieci. Prawie 40% gazetek handlowych Biedronki obejmuje akcje tematyczne i sezonowe typu grillowanie, wakacje lub alkohole.
Na rynku hipermarketów zwraca uwagę aktywność E. Leclerc, który bardzo mocno zainwestował w promocję marki własnej. W związku z przejęciem sieci Real przez Auchan, ta ostatnia nie promuje tak często już swoich marek własnych, które również znikają z jej asortymentu.
Według raportu najchętniej promowanym produktem w 2014 roku nie była łopatka, tak jak w poprzednich latach, ale pomidor. – Zmieniają się zwyczaje żywieniowe klientów. Rzadziej konsumują mięso, natomiast bardziej preferują warzywa i owoce. Sieci szybko dostrzegły ten trend i dlatego to właśnie warzywa są bardziej reklamowane, mówi Marcin Dobek z ABR SESTA.
W drogerii przeważa promocja oferty dotyczącej urody i pielęgnacji. W rozwój segmentu marek własnych dość mocno inwestuje Rossmann – co piąty produkt to marka własna. Inne sieci, takie jak Drogerie Blue (Grupa Delko), rzadziej promują kosmetyki, częściej produkty drogeryjne.
Na rynku Electro-RTV-AGD sieci głównie promują trzy kategorie produktów – sprzęt AGD, komputery i telewizory. Najchętniej reklamowanymi produktami w pierwszej połowie 2014 roku były tablety. Częściej reklamowane są również telefony komórkowe z wbudowanymi aparatami fotograficznymi. – Zauważyliśmy ciekawą tendencję spadkową – kategoria, która jest zdecydowanie mniej promowana niż przed rokiem to fotografia, natomiast częściej promowane są telefony. Wydaje się, że konsumenci całkowicie akceptują jakość aparatów w telefonach komórkowych, mówi Marcin Dobek.
Na rynku Do It Yourself, czyli produktów budowlanych, nową tendencję prezentuje sieć Jula. Aż 60% ich oferty stanowią marki własne, podczas gdy inne sieci typu Leroy Merlin, Castorama najwięcej miejsca w przeznaczają na produkty budowalne, natomiast BricoMarche i Nomi na artykuły sezonowe.
Najczęściej promowane produkty to farby oraz gładzie szpachlowe. Pierwsze strony gazetek handlowych sieci przede wszystkim prezentują trampoliny z siatką zabezpieczającą. – Wynika to zapewne z faktu, że sieci chcą przyciągnąć nie tylko konsumenta, który buduje czy też remontuje, ale również takiego, który na co dzień odwiedza inne sklepy. W ten sposób chcą zwiększyć liczbę transakcji i wartość koszyka zakupowego, wyjaśnia Marcin Dobek.
Bank Anglii nie zmienił stóp procentowych, główna nadal wynosi 0,5 proc.
Bank Anglii zgodnie z oczekiwaniami pozostawił stopy procentowe bez zmian, główna nadal wynosi 0,5 proc. Nie zmienił też programu skupu aktywów, pozostawiając go na poziomie 375 mld funtów.
Główna stopa procentowa pozostaje na Wyspach Brytyjskich niezmieniona od marca 2009 roku. Program skupu aktywów po raz ostatni zwiększono – o 50 mld funtów – w lipcu 2012 roku.
Bankowa inicjatywa krajów BRICS
W lipcu, przywódcy Brazylii, Rosji, Indii, Chin i RPA, czyli pięciu zaliczanych do rynków wschodzących krajów zwanych łącznie grupą BRICS (od pierwszych liter ich angielskich nazw) spotkali się w brazylijskim mieście Fortaleza, gdzie ogłosili utworzenie Nowego Banku Rozwoju.
Co ciekawe i znamienne, ta zapowiedź zbiegła się w czasie z 70. rocznicą podpisania porozumienia z Bretton Woods, które dało początek Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu (MFW) oraz Bankowi Światowemu. Nowy bank krajów BRICS będzie alternatywą dla tych dwóch organizacji; początkowo, bank będzie dysponował kapitałem rzędu 50 mld USD na finansowanie projektów związanych z infrastrukturą i zrównoważonym rozwojem oraz środkami o wartości 100 mld USD w ramach rezerwy na wsparcie krajów członkowskich, które znajdą się w trudnej sytuacji finansowej. Według oficjalnego stanowiska, pierwsze pożyczki udzielane przez nowy bank mają zostać uruchomione w 2016 r.
Utworzenie Nowego Banku Rozwoju teoretycznie może okazać się całkiem korzystne dla gospodarki światowej, jednak na razie nie wiemy jak ta instytucja sprawdzi się w praktyce. Bank Światowy i MFW są w dużej mierze zdominowane przez USA i Europę, w związku z czym przedstawiciele rozwijającego się świata niejednokrotnie wyrażali swą frustrację wynikającą z braku odpowiedniej reprezentacji (a w konsekwencji także ograniczonego wpływu na wyniki głosowań). Pomimo początkowo mniejszych rozmiarów w porównaniu z MFW czy Bankiem Światowym, Nowy Bank Rozwoju może okazać się skuteczną formą takiej reprezentacji. W rzeczywistości, duże kraje na całym świecie niepokoi dominacja dolara amerykańskiego jako głównej waluty rezerw i największych transakcji handlowych w skali globalnej, która zapewnia Stanom Zjednoczonym strategicznie mocną pozycję, szczególnie w przypadku ewentualnych sankcji, które ostatnio nabierają dużego znaczenia w kontekście kryzysu rosyjsko-ukraińskiego.
Uważam, że jedną z pierwszych konsekwencji utworzenia nowego banku dla rynków wschodzących będzie dostęp do nowego źródła finansowania projektów infrastrukturalnych, o które wcześniej byłoby trudno. W miarę, jak bank będzie ewoluował w instytucję obsługującą rozliczenia handlowe w walutach innych niż USD, coraz więcej transakcji na rynkach wschodzących może być przeprowadzanych w innych walutach, co z kolei skłoni traderów i inwestorów do wprowadzenia korekt w swych modelach ryzyka walutowego.
Jeżeli kraje BRICS są w stanie połączyć siły na rzecz realizacji wspólnego celu, ta grupa i jej nowy bank mogą stać się potężnymi graczami w zmieniającym się globalnym świecie finansowym. Pod wielkim znakiem zapytania stoi oczywiście ich realna zdolność do zjednoczenia.
Struktura kapitałowa banku podzielona będzie pomiędzy pięć krajów członkowskich, choć poszczególne gospodarki znacząco różnią się rozmiarami, a niektóre mogą być bardziej (lub mniej) wrażliwe od pozostałych. To ważne, ponieważ zamożniejsze kraje będą najprawdopodobniej odgrywały rolę dominującą, a decydujące znaczenie może mieć fakt, że Chiny dysponują największymi rezerwami walutowymi. Chiny wniosą także największy wkład w tworzoną przez bank rezerwę (41 mld USD). Usytuowanie głównej siedziby banku w Szanghaju nie jest zatem zaskoczeniem. Na tle całego globalnego systemu bankowego, rozmiary nowego banku nie są duże, ale będziemy uważnie obserwować jego dalszy rozwój.
Czy te tak różne gospodarki są w stanie wspólnie osiągnąć długofalowy sukces w tej dziedzinie? Na to pytanie nie znamy jeszcze odpowiedzi. Kraje należące do grupy BRICS mają różne gospodarki, różną historię i różne kultury. Ponieważ Chiny są najzamożniejszym spośród tych pięciu krajów, sądzę, że dominująca rola Chin może wzbudzać pewien niepokój. Chiny i Indie (skąd będzie pochodził pierwszy prezes Nowego Banku Rozwoju) będą początkowo wiodły prym w nowo utworzonej instytucji i potencjalnie mogą najwięcej skorzystać na jej sukcesie. W okresie późniejszym rosnąć może znaczenie Rosji i Brazylii; prezesem Rady Gubernatorów banku będzie Rosjanin, natomiast prezesem Rady Dyrektorów będzie przedstawiciel Brazylii. Z kolei, według deklaracji złożonej podczas 6. szczytu krajów BRICS, w RPA utworzone zostanie Regionalne Afrykańskie Centrum Nowego Banku Rozwoju. RPA ma najlepszą infrastrukturę wśród wszystkich krajów afrykańskich i może wprowadzić cały kontynent na nowy poziom wzrostu gospodarczego.
Aby to przedsięwzięcie zakończyło się powodzeniem, należy jeszcze odpowiedzieć na kilka pytań, na czele z wskazaniem waluty, która będzie odgrywała dominującą rolę oraz określeniem celów polityki kredytowej banku. Czas pokaże, czy ten pomysł przyniesie dobre czy złe rezultaty. Jeżeli te kraje osiągną wspólny sukces tworząc nowy bank, korzyści odczuć może wiele innych rynków wschodzących.
Przepływ większych ilości kapitału na rynki wschodzące, a w szczególności do krajów BRICS, może okazać się korzystny dla wszystkich gospodarek z całego świata, które prowadzą intensywną wymianę handlową z tymi krajami.
Komentarze, opinie i analizy dr. Mobiusa są przedstawione wyłącznie w celach informacyjnych i nie stanowią indywidualnych porad inwestycyjnych ani zachęty do zainwestowania w jakiekolwiek papiery wartościowe czy stosowania jakiejkolwiek strategii inwestycyjnej. Biorąc pod uwagę zmienność warunków rynkowych i ekonomicznych, wszelkie komentarze, opinie i analizy są w pełni aktualne wyłącznie w dniu ich publikacji i mogą ulec zmianie bez odrębnego powiadomienia. Informacje zawarte w niniejszym dokumencie nie stanowią kompletnej analizy wszystkich istotnych faktów dotyczących jakiegokolwiek kraju, regionu, rynku, branży, inwestycji czy strategii inwestycyjnej.
Prezes NIK na XXIV Forum Ekonomicznym w Krynicy
Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski przedstawił podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy wyniki kontroli związanych z nowym systemem gospodarowania odpadami, funkcjonowaniem jednostek samorządu terytorialnego oraz wypracowywaniem porozumienia ze społecznościami lokalnymi. Zapowiedział także ważne kontrole, które wkrótce się rozpoczną.
Forum w Krynicy należy do najważniejszych wydarzeń ekonomiczno-gospodarczych w tej części Europy. Nazywane bywa „polskim Davos”. W tym roku odbywa się pod hasłem „Pokryzysowy świat – czas nowych liderów”. W programie blisko 180 spotkań, w których udział bierze ponad 2,5 tys. osób – polityków, przedstawicieli biznesu, ekonomistów i intelektualistów. Forum to miejsce ważnych debat o sprawach kluczowych dla Polski i naszych sąsiadów. Przypadające w tym roku ważne rocznice – pierwszych wolnych wyborów w Polsce i 10-lecia obecności naszego kraju w UE stanowiły punkt wyjścia do dyskusji o najważniejszych zjawiskach społecznych i tendencjach gospodarczych po transformacji. Wśród zaproszonych do Krynicy gości był prezes Najwyższej Izby Kontroli Krzysztof Kwiatkowski.
Reforma śmieciowa po roku
Prezes NIK uczestniczył m.in. w debacie poświęconej reformie gospodarki odpadami. Rok obowiązywania nowego systemu przyniósł wiele doświadczeń, nie zawsze pozytywnych. Izba jeszcze w 2013 roku sprawdziła, jak gminy są przygotowane do wprowadzenia zmian. Kontrola pokazała, że samorządy mają problemy z wdrożeniem nowych przepisów, ale inspektorzy informowali także o pozytywnych aspektach reformy – przede wszystkim o wzroście liczby mieszkańców segregujących śmieci. NIK zwróciła także uwagę na potrzebne zmiany w prawie, które usprawnią działanie nowego systemu. Chodziło np. o jednoznaczne doprecyzowanie pojęcia „właściciela nieruchomości”, czyli wskazanie, kto ma obowiązek składania deklaracji i wnoszenia opłaty śmieciowej (zarządca nieruchomości, spółdzielnia mieszkaniowa, a może właściciel mieszkania). Propozycje Izby są obecnie przedmiotem prac Komisji Sejmowej oraz Ministerstwa Środowiska.
Podczas debaty prezes Kwiatkowski zapowiedział, że jeszcze we wrześniu ruszy kolejna kompleksowa kontrola dotycząca gospodarki odpadami. Analizy przedkontrolne sugerują, że największym problemem jest brak wydolnego monitoringu tego, co dzieje się z odpadami po odebraniu ich przez przedsiębiorców. Brak rzetelnych informacji, wzmocniony niestabilnością przepisów i brakiem standardów segregacji śmieci, powoduje, że dziś trudno odpowiedzieć na podstawowe pytania: Czy w Polsce zwiększył się wskaźnik odzysku odpadów? Czy śmieci trafiają do Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych? A może giną gdzieś po drodze i wcale nie są przetwarzane? Kontrola NIK poszerzona o badanie ankietowe powinna przynieść odpowiedź na pytanie, jak działa system gospodarowania odpadami komunalnymi po roku od jego wprowadzenia.
W poszukiwaniu akceptacji społecznej
Inwestycje celu publicznego budzą sprzeciw społeczności lokalnych nie tylko w Polsce. Choć przedsięwzięcia związane z rozwojem infrastruktury są konieczne z punktu widzenia państwa, to dla konkretnych mieszkańców bywają poważnym obciążeniem. Prezes Krzysztof Kwiatkowski wspólnie z innymi uczestnikami panelu „Zgoda buduje, niezgoda…” zastanawiał się, jak podczas inwestycji prowadzić skuteczny dialog i jak zaangażować do niego administrację publiczną. Pojawiło się też pytanie o to, czy w szczególnych przypadkach regulacje prawne mogą zastąpić akceptację społeczną.
Szef najwyższego organu kontroli państwa przedstawił charakterystyczne przykłady nieprawidłowości prowadzących do nieporozumień i konfliktów między inwestorem publicznym a lokalną społecznością. To m.in. brak referendów przy realizacji kluczowych inwestycji; brak rzetelnej informacji o inwestycjach; brak analiz dotyczących społecznych skutków decyzji administracyjnych.
Błędy te ilustrują ustalenia wielu kontroli. W 2011 roku ministerstwo środowiska ograniczyło pozyskanie drewna w Puszczy Białowieskiej do 48,5 tys. m3 bez uprzedniej analizy społecznych i przyrodniczych skutków tej decyzji. NIK szczególnie skrytykowała brak oceny wpływu zmniejszonego pozyskania drewna na lokalny rynek pracy i na stan drzew. W kontroli dotyczącej Programu Polskiej Energetyki Jądrowej Izba ustaliła, że kampania informacyjna na temat energii atomowej wystartowała z opóźnieniem oraz bez koordynacji. W konsekwencji takie przedsięwzięcia jak „Poznaj atom” oraz „Świadomie o atomie” miały nikły zakres oddziaływania. Wreszcie w niedawnej kontroli farm wiatrowych NIK ustaliła, że władze gmin decydowały o lokalizacji wiatraków, ignorując społeczne sprzeciwy. Nie decydowały się na referenda, a sam proces lokalizowania elektrowni przebiegał w warunkach zagrożenia konfliktem interesów, brakiem przejrzystości i korupcją. W konsekwencji poziom aprobaty społecznej dla tego typu inwestycji spadł w wielu miejscach do zera.
Blaski i cienie polskich samorządów
W środę prezes Krzysztof Kwiatkowski wygłosił w Krynicy wykład poświęcony funkcjonowaniu jednostek samorządu terytorialnego i analizom prowadzonym na ten temat w NIK. Kontrole przeprowadzone w latach 2011-2013 pozwoliły na zidentyfikowanie typowych nieprawidłowości, ale także stworzenie całej listy dobrych praktyk. Jedne i drugie zostały zebrane w specjalnym raporcie i zaprezentowane w kwietniu samorządowcom podczas specjalnej konferencji w Izbie. – Chcemy, by ustalenia naszych kontroli mogły zostać wykorzystane w praktyce – podkreślał wtedy szef NIK. I dodawał, że szczególnie zależy mu na rozpowszechnianiu dobrych rozwiązań, na które inspektorzy trafiają podczas badań kontrolnych. W raporcie jest ich cały szereg – od tych, które dotyczą dożywiania dzieci, poprzez te, które dotyczą ochrony rynku pracy, aż po takie, które pozwalają gminom na zakup energii po tańszej cenie (jest to możliwe dzięki tworzeniu przez kilka gmin tzw. grupy zakupowej, co wzmacnia ich pozycję w negocjacjach cenowych i redukuje czynności związane z zamówieniem publicznym).
Prezes NIK poinformował także, że w planie pracy Najwyższej Izby Kontroli na 2014 r. jest kontrola pracy regionalnych izb obrachunkowych w zakresie przeciwdziałania zagrożeniom wynikającym z nadmiernego zadłużania się jednostek samorządu terytorialnego. Wyniki tej kontroli powinny być przydatne zarówno dla samorządów, jak i regionalnych izb obrachunkowych.
Podczas tegorocznego Forum, które otworzył Lech Wałęsa, dominowały tematy związane z energetyką, ochroną środowiska i służbą zdrowia. Dużo mówiło się o przyszłości roli energii atomowej, poszukiwaniu nowych źródeł wzrostu gospodarczego, współpracy regionalnej oraz rozwoju relacji z nowymi potęgami gospodarczymi. Dyskutowano również o napiętej atmosferze w relacjach międzynarodowych i możliwych scenariuszach dotyczących rozwoju sytuacji na Ukrainie. Zastanawiano się, czy możliwe jest porozumienie, i rozmawiano o wpływie konfliktu na sytuację ekonomiczną regionu.
Rząd przyjął projekt budżetu na rok 2015
W projekcie ustawy budżetowej na przyszły rok zakłada się wzrost PKB na poziomie 3,4 proc. i 1,2 proc. inflację. Dochody budżetu państwa zaplanowano na 297.252.925 tys. zł, a wydatki na 343.332.925 tys. zł, tym samym maksymalny deficyt nie powinien przekroczyć 46.080.000 tys. zł.
W projekcie przygotowanym przez Ministerstwo Finansów, przyjętym przez Radę Ministrów 3 września 2014 r., przewiduje się również m.in. nominalny wzrost wynagrodzeń w gospodarce narodowej o 4,3 proc. oraz zatrudnienia w gospodarce narodowej o 0,8 proc.
Dochody podatkowe w 2015 r. oszacowano na 269.820.001 tys. zł, czyli o 4,6 proc. więcej niż w roku poprzednim. Relacja tych dochodów do PKB w przyszłym roku wyniesie 15,2 proc. Natomiast udział wydatków budżetu państwa w PKB w 2015 r. wyniesie 19,4 proc., co oznacza wzrost w porównaniu do ubiegłego roku o 0,2 punktu procentowego. Poziom tych wydatków, zakładający podniesienie nakładów m.in. na obronę narodową, infrastrukturę transportu lądowego oraz kulturę, naukę i szkolnictwo wyższe, zapewnia zachowanie stabilizującej reguły wydatkowej. Została ona wprowadzona w trosce o stan finansów publicznych i reguł fiskalnych.
W projekcie budżetu przyjęto też, że przeciętne wynagrodzenie brutto w gospodarce wyniesie 3 tys. 959 zł, a w sektorze przedsiębiorstw 4 tys. 185 zł. Zakłada się również, że że w gospodarce będzie zatrudnionych 9 mln 754 tys. osób, z tego 5 mln 591 tys. osób w sektorze przedsiębiorstw. Stopa bezrobocia na koniec 2015 r. ma wynieść 11,8 proc.
Projekt trafi teraz do Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych. Zgodnie z konstytucją rząd przekazuje ostatecznie projekt Sejmowi do końca września.
Polityka klimatyczna UE może niekorzystnie wpłynąć na konkurencyjność polskiej gospodarki
Zaproponowany przez Komisję Europejską Pakiet Energetyczno-Klimatyczny zakłada dwa podstawowe cele – redukcję emisji gazów cieplarnianych o 40 proc. oraz zwiększenie udziału źródeł odnawialnych do 27 proc. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte koszty wprowadzenia tego pakietu poniosą przede wszystkim energochłonne sektory gospodarki, a także kraje, w których są one ważnym elementem systemu gospodarczego, w tym Polska. O wpływie polityki klimatycznej UE na konkurencyjność i innowacyjność gospodarek unijnych, dyskutowano wczoraj podczas XXIV Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju.
Pierwszy pakiet klimatyczno-energetyczny UE, przyjęty w 2008 roku, przewiduje obniżenie do 2020 roku emisji dwutlenku węgla o 20 proc. Zakłada on też zwiększenie udziału OZE do 20 proc. (dla Polski 15 proc.) oraz zwiększenie efektywności energetycznej o 20 proc. Kiedy Komisja Europejska rozpoczęła prace nad tzw. drugim pakietem klimatycznym Polska była jednym z tych państw, które najgłośniej protestowały przeciwko tym planom. „Kraje naszego regionu, w tym zwłaszcza Polska, mają szereg obaw i konkretnych dowodów na szkodliwość tych rozwiązań. Są one głośno artykułowane na forach europejskich, ale nie jest pewne, czy w wystarczająco zrozumiały sposób. Wysokie koszty transformacji uderzają zwłaszcza w te przewagi konkurencyjne, które polska gospodarka posiada, takie jak przewaga kosztowa w energetyce opartej na węglu i w przemysłach energochłonnych” – mówi Wojciech Hann, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Środkowoeuropejski Zespół Energetyki i Zasobów Naturalnych w Deloitte, moderator wczorajszego spotkania.
Jednak zdaniem niektórych panelistów, w tym prof. Krzysztofa Żmijewskiego, Sekretarza Generalnego Społecznej Rady ds. Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej przy Ministerstwie Gospodarki RP oraz prof. Zbigniewa Karaczuna, Prezesa Polskiego Klubu Ekologicznego Okręgu Mazowieckiego, Polska w negocjacjach unijnych na temat polityki klimatycznej stawia zbyt twarde „nie”, które nie pozostawia pola do negocjacji. „Polityka klimatyczna jest odpowiedzią na jedno z najważniejszych wyzwań środowiskowych, społecznych i gospodarczych, czyli zmianę klimatu. Polityka klimatyczna jest długoterminową inwestycją, o czym często zapomina się w Polsce. Dyskurs na ten temat oparty jest na stereotypach i mitach. Istnieje potrzeba budowania innowacyjnych rozwiązań, a nie utrzymywania jedynie status quo. Nie wierzymy, że potrafimy budować innowacyjną gospodarkę i szukamy usprawiedliwienia naszej bierności” – argumentował prof. Karaczun.
Z kolei przedstawiciele sektora energetycznego zaliczają się do krytyków proponowanych przez UE rozwiązań. Jednym z podnoszonych na wczorajszej krynicznej dyskusji zagadnień był negatywny wpływ polityki klimatycznej na PKB poszczególnych państw oraz koszty gospodarstw domowych ponoszone na energetykę, które po wprowadzeniu nowych zasad mogą znacznie wzrosnąć. „Polityka klimatyczna, która nie przyczyni się do budowania wzrostu gospodarczego nie jest polityką typu WIN-WIN. Cele polityki klimatycznej są racjonalne, ale nie można ich wdrażać na sztywno. UE musi odpowiednio dopasowywać wymagania do wszystkich, a nie tylko do tych najbogatszych” – uważa Bolesław Jankowski, Wiceprezes, Badania Systemowe „EnergSys”.
Oprócz celów gospodarczych nowa polityka klimatyczna UE zakłada również realizację celów politycznych. Zdaniem Wojciecha Hanna, Unia Europejska ma ambicję objęcia wiodącej globalnej roli w „nowej fali” innowacji w wielu gałęziach gospodarki. Polityka klimatyczna może stanowić jej napęd, poczynając od jej najbardziej emisyjnych sektorów, takich jak energetyka i transport. Jednak jak zauważyła Monika Morawiecka, Dyrektor Departamentu Strategii, PGE Polska Grupa Energetyczna, jedna z uczestniczek wczorajszego spotkania, problem emisji dwutlenku węgla musi być rozpatrywany w skali globalnej. Tymczasem udział gospodarek unijnych w tym zakresie wynosi obecnie 10 proc, a w ciągu dwudziestu lat spadnie do nawet 6 proc.
Podczas panelu dyskutowano także o różnicach pomiędzy krajami tzw. „starej” i „nowej” UE w podejściu do proponowanych zmian. Zdaniem prof. Krzysztofa Żmijewskiego niskoemisyjną gospodarkę da się wprowadzić, ale bogatsze państwa, podobnie jak to robią w innych obszarach, muszą w tym względzie wspomóc biedniejszych. Z kolei Jiri Feist, Dyrektor ds. Strategii w firmie EP Energy, argumentował, że kraje naszego regionu redukują emisję dwutlenku węgla o wiele intensywniej niż np. Niemcy, ale ich zdolność do ponoszenia kosztów z tego tytułu wyczerpuje się. „Częste zmiany i niepewność regulacyjna wprowadzana przez politykę klimatyczną to przyczyna dla której energetyka z punktu widzenia prywatnego inwestora stała się nieatrakcyjna – „nieinwestowalna”. W zakresie samych zasad tworzenia polityki klimatycznej przydałoby się w Europie choć trochę podejścia amerykańskiego, gdzie już dawno zauważono, ze skuteczność strategii wymaga sformułowania jednego celu (co często i tak jest trudne do osiągnięcia). W warunkach USA jest to efektywność energetyczna. Europejskie podejście cierpi na nadmiar celów” – tłumaczy Jiri Feist.
„Istnieje cały szereg sensownych aplikacji polityki klimatycznej, europejski sektor energetyczny może korzystać ze smart metering, wielki postęp na naszych oczach osiągają technologie wiatrowe i fotowoltaika. Niebezpieczeństwem jest przeregulowanie rynku” – dodaje Robert Stelmaszczyk, Prezes Zarządu, RWE Stoen Operator Sp. z o.o.
„Miejmy nadzieję, że nowe perspektywy, które otworzyły się przed krajami regionu Europy Środkowej, w tym wybór Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej pozwolą nam mówić w Brukseli o polityce klimatycznej bardziej zrozumiale niż dotychczas. Wierzymy, że cele klimatyczne, o ile będą wyposażone we właściwe środki wsparcia i realistyczny stopniowy plan, mogą być korzystne także dla Polski” – podsumowuje Wojciech Hann.
DM PKO BP podtrzymuje kupuj KGHM i podnosi cenę docelową do 151 zł
DM PKO BP podtrzymał 4 września 2014 rekomendację kupuj dla KGHM z ceną docelową 151 zł.
– KGHM – jak podano w komunikacie – wydaje nam się dobrą ekspozycją na rynek miedzi, a sama spółka jest niedowartościowana nawet przy bieżących cenach metali.
DM PKO BP oczekuje stabilizacj i cen miedzi na poziomie około 7000 dolarów za tonę z perspektywą wzrostu. Zdaniem analityków banku w latach 2014–2016 nowe projekty górnicze zwiększą moce o prawie 3,3 mln ton, a o ponad 3,3 mln ton wzrośnie produkcja miedzi rafinowanej. To prawdopodobnie oznacza trzy lata zbilansowanego rynku (lekka nadwyżka lub deficyt). Z drugiej strony niski poziom zapasów, lepsza sytuacja w Chinach oraz przede wszystkim wizja strukturalnego deficytu miedzi po 2016 r. będzie wspierać notowania i powoli może zacząć wychodzić na pierwszy plan – przewidują analitycy.
Poza miedzią rośnie też znaczenie srebra, molibdenu oraz innych metali szlachetnych produkowanych przez KGHM. W wynikach KGHM dużą wagę mają ceny srebra: 10 proc. wzrostu ceny oznacza wzrost EBIT o 215 mln zł, czyli o ponad 6-7 proc. Dodatkowo od 2015 roku ważny będzie molibden (10 proc. zmiany ceny to 105 mln zł dla części KGHM w projekcie Sierra Gorda) oraz inne metale szlachetne (w sumie produkcja 140 mln troz, czyli mocno ponad 0,5 mld zł.). Łącznie udział w sprzedaży metali innych niż miedź i srebro wzrośnie z 3 proc. w 2013 roku do 8,5 proc. w roku 2016.
W ocenie analityków KGHM ma ciekawy portfel projektów, które zapewniają wzrost do roku 2020, dywersyfikuje portfel produktów i od 2017 r. systematycznie odbudowuje FCF. Ponadto jest notowana z dyskontem do spółek porównywalnych przy wyższej stopie dywidendy.
W 2014 r. FCF dla grupy osiągnie minimum (-1 proc. kapitalizacji), ale od przyszłego roku będzie rósł i w roku 2018 r. przekroczy 10 proc.
– W latach 2014–2015 przy naszych założeniach, zysk netto będzie ok. 2,4-2-6 mld zł. Jest to również efektem skutecznego hedgingu miedzi i waluty, który przy dzisiejszych cenach (opcje in the money) zwiększyłby sprzedaż o 500 mln zł i 230 mln zł odpowiednio w roku 2014 i 2015. W sumie dywidenda w najbliższych latach będzie oscylować w granicach 5 zł/akcję –oceniają analitycy DM PKO BP.
DM PKO BP zwraca też uwagę, że w lipcu produkcję rozpoczął flagowy projekt Sierra Gorda, który od 2015 roku zacznie istotnie kontrybuować do wyników KGHM. Mimo presji na CAPEX (ostatecznie 4,16 mld dolarów) i koszty projekt stanowi istotną wartość dla KGHM (37 zł/akcję), która zależy od ceny miedzi, molibdenu i złota. W dalszej perspektywie jest wiele innych projektów, które zapewniają coroczny wzrost do roku 2020. Do najważniejszych należą Victoria (miedź, nikiel, metale szlachetne), druga faza Sierra Groda i miedź tlenkowa oraz Afton-Ajax (miedź i złoto).
– Dodatkowo obraz rynku miedzi poprawił się w ostatnich miesiącach dzięki opóźnieniom w projektach, ożywieniu na rynkach rozwiniętych i stabilizacji w Chinach. Oczekujemy zbilansowania popytu z podażą do 2016 r., a następnie strukturalnego deficytu – podsumowuje swą rekomendację DM PKO BP.
DM PKO BP podtrzymuje „kupuj” KGHM i podnosi cenę docelową do 151 zł
DM PKO BP podtrzymał 4 września 2014 rekomendację kupuj dla KGHM z ceną docelową 151 zł.
– KGHM – jak podano w komunikacie – wydaje nam się dobrą ekspozycją na rynek miedzi, a sama spółka jest niedowartościowana nawet przy bieżących cenach metali.
DM PKO BP oczekuje stabilizacj i cen miedzi na poziomie około 7000 dolarów za tonę z perspektywą wzrostu. Zdaniem analityków banku w latach 2014–2016 nowe projekty górnicze zwiększą moce o prawie 3,3 mln ton, a o ponad 3,3 mln ton wzrośnie produkcja miedzi rafinowanej. To prawdopodobnie oznacza trzy lata zbilansowanego rynku (lekka nadwyżka lub deficyt). Z drugiej strony niski poziom zapasów, lepsza sytuacja w Chinach oraz przede wszystkim wizja strukturalnego deficytu miedzi po 2016 r. będzie wspierać notowania i powoli może zacząć wychodzić na pierwszy plan – przewidują analitycy.
Poza miedzią rośnie też znaczenie srebra, molibdenu oraz innych metali szlachetnych produkowanych przez KGHM. W wynikach KGHM dużą wagę mają ceny srebra: 10 proc. wzrostu ceny oznacza wzrost EBIT o 215 mln zł, czyli o ponad 6-7 proc. Dodatkowo od 2015 roku ważny będzie molibden (10 proc. zmiany ceny to 105 mln zł dla części KGHM w projekcie Sierra Gorda) oraz inne metale szlachetne (w sumie produkcja 140 mln troz, czyli mocno ponad 0,5 mld zł.). Łącznie udział w sprzedaży metali innych niż miedź i srebro wzrośnie z 3 proc. w 2013 roku do 8,5 proc. w roku 2016.
W ocenie analityków KGHM ma ciekawy portfel projektów, które zapewniają wzrost do roku 2020, dywersyfikuje portfel produktów i od 2017 r. systematycznie odbudowuje FCF. Ponadto jest notowana z dyskontem do spółek porównywalnych przy wyższej stopie dywidendy.
W 2014 r. FCF dla grupy osiągnie minimum (-1 proc. kapitalizacji), ale od przyszłego roku będzie rósł i w roku 2018 r. przekroczy 10 proc.
– W latach 2014–2015 przy naszych założeniach, zysk netto będzie ok. 2,4-2-6 mld zł. Jest to również efektem skutecznego hedgingu miedzi i waluty, który przy dzisiejszych cenach (opcje in the money) zwiększyłby sprzedaż o 500 mln zł i 230 mln zł odpowiednio w roku 2014 i 2015. W sumie dywidenda w najbliższych latach będzie oscylować w granicach 5 zł/akcję –oceniają analitycy DM PKO BP.
DM PKO BP zwraca też uwagę, że w lipcu produkcję rozpoczął flagowy projekt Sierra Gorda, który od 2015 roku zacznie istotnie kontrybuować do wyników KGHM. Mimo presji na CAPEX (ostatecznie 4,16 mld dolarów) i koszty projekt stanowi istotną wartość dla KGHM (37 zł/akcję), która zależy od ceny miedzi, molibdenu i złota. W dalszej perspektywie jest wiele innych projektów, które zapewniają coroczny wzrost do roku 2020. Do najważniejszych należą Victoria (miedź, nikiel, metale szlachetne), druga faza Sierra Groda i miedź tlenkowa oraz Afton-Ajax (miedź i złoto).
– Dodatkowo obraz rynku miedzi poprawił się w ostatnich miesiącach dzięki opóźnieniom w projektach, ożywieniu na rynkach rozwiniętych i stabilizacji w Chinach. Oczekujemy zbilansowania popytu z podażą do 2016 r., a następnie strukturalnego deficytu – podsumowuje swą rekomendację DM PKO BP.
Czy mniejsze bezrobocie wśród młodych może iść w parze z zyskami firm?
W tym roku po raz pierwszy od pięciu lat liczba bezrobotnych w wieku do 25 lat spadła poniżej 400 tys. Obserwowana poprawa sytuacji dotyczy nie tylko rynku młodych, ale także ogółu bezrobotnych. W 2014 resort pracy przeznaczył blisko 12 mld na wsparcie bezrobotnych, poza tym powiatowe urzędy pracy korzystają ze środków przeznaczonych wyłącznie na wspieranie młodych na rynku pracy. Na tym ostatnim obszarze koncentruje się także EFL, realizując wspólnie z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym europejską inicjatywę Jobs for Youth – „Praca dla młodych”, której celem jest zmniejszenie bezrobocia wśród młodzieży, co dzięki konstrukcji programu, wiąże się z udostępnieniem przedsiębiorcom lepszych ofert na finansowanie inwestycji.
Inicjatywa „Praca dla młodych” jest finansowana przez Komisję Europejską i wspiera przedsiębiorców zatrudniających lub przyjmujących na staże młode osoby w wieku 15-24 lata. Przedsiębiorcy, którzy w przeciągu ostatnich sześciu miesięcy zatrudnili lub przyjęli na staż lub praktykę młodą osobę, mogli starać się o uzyskanie tańszego finansowania zewnętrznego w postaci Leasingu Europejskiego.
„Cieszę się, że uczestniczymy w tak ważnym przedsięwzięciu jako partner Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Zostaliśmy obdarzeni bardzo dużym zaufaniem przystępując do tej inicjatywy, jako pierwsza instytucja finansowa w Polsce i druga w Europie. Jak pokazują statystyki, problem bezrobocia młodych to nasza ogólnoeuropejska sprawa, dlatego współdziałanie na tym polu jest bardzo istotne” – powiedział Radosław Kuczyński, prezes EFL.
Raporty firmy pokazują, ten nowatorski produkt został przyjęty przez rynek z bardzo dużym zainteresowaniem. Do końca sierpnia z oferty skorzystało około 2200 przedsiębiorców. Zostało zawartych blisko 3400 umów leasingowych o wartości ofertowej 344 mln PLN. Łączna liczba młodych pracowników, stażystów lub praktykantów zatrudnionych w tych firmach w ciągu ostatnich 6 miesięcy wyniosła ponad 3600 osób. Fakt, że już po kilku miesiącach funkcjonowania „Pracy dla Młodych” została wykorzystana cała pula środków przeznaczonych na ten cel, oznacza, że program spełnił oczekiwania przedsiębiorców.
„Jestem przekonany, że w przyszłości w przypadku realizacji nowych kolejnych programów, będziemy mogli nadal w nich aktywnie uczestniczyć. Na przestrzeni ostatnich 7 lat Europejski Bank Inwestycyjny udostępnił EFL w postaci pożyczek łącznie aż 2,6 mld PLN. Cała ta kwota została przeznaczona na finansowanie Leasingu Europejskiego i wsparła rozwój polskich przedsiębiorców”- dodał Kuczyński.
Bydgoska Pesa wyprodukuje 10 kolejnych lokomotyw dla PKP Intercity
Bydgoska Pesa i PKP Intercity podpisały wartą 131,2 mln zł brutto umowę na wyprodukowanie i utrzymanie przez co najmniej 12 lat dziesięciu nowych lokomotyw.
PKP Intercity zamówiło pojazdy do obsługi pociągów z prędkością 140 km/h. Moc lokomotywy to 2,4 MW. Termin realizacji zamówienia to październik 2015 r.
Jak podaje w komunikacie PKP Intercity, nowe lokomotywy poprowadzą pociągi na trasach: Ełk – Korsze, Ełk – Olecko – Suwałki, Rzeszów – Stalowa Wola – Zamość, Rzeszów – Jasło – Zagórz, Krzyż – Gorzów Wlkp., Piła – Krzyż.
W ramach finansowania projektu PKP Intercity pozyskało 70 proc. środków w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2007–2013 (POIiŚ). Wsparcie wyniosło 94 mln zł.
Obecnie Pesa realizuje zamówienie na 20 nowoczesnych elektrycznych zespołów trakcyjnych i modernizację 150 wagonów dla PKP Intercity. W zeszłym roku zmodernizowała 38 wagonów, z których dziś korzystają pasażerowie na trasie Przemyśl – Szczecin. Wartość zamówień do końca 2015 roku to ponad 1,5 mld zł.
DM PKO BP obniża cenę docelową Amrestu do 88,8 zł ze 109 zł, rekomendacja „kupuj” podtrzymana
Dom Maklerski banku PKO BP podtrzymał rekomendację „kupuj” dla akcji Amrestu. Obniżył jednak cenę docelową akcji spółki do 88,8 zł ze 109 zł poprzednio.
– Ze względu na redukcję prognoz EBITDA i zysku netto oraz wolnych przepływów pieniężnych zmniejszamy nasza cenę docelowa dla Amrest do 88,8 zł z 109 zł poprzednio. Na bazie EV/Restauracje, która obecnie wynosi 3,3 mln zł spółka wyceniana jest blisko swojej wartości odtworzeniowej (około 1 mln dolarów, czyli 3,17 mln zł na restaurację). W związku, że nasza cena docelowa oferuje 15,3-proc. potencjał wzrostu utrzymujemy rekomendację Kupuj – napisano w uzasadnieniu.
Zdaniem analityków DM PKO BP, mimo zwiększenia prognozy straty na nowych rynkach, Amrest powinien poprawić wynik EBITDA w 2014 r. do ponad 330 mln zł, zwłaszcza dzięki rynkom polskiemu i hiszpańskiemu.
Spółce powinien sprzyjać spadek cen żywności na rynkach unijnych, spowodowany rosyjskim embargiem, piszą analitycy. Ma się to przełożyć na wzrost rentowności Amrestu.
Nikos Kalaitzidaki nowym prezesem Coca-Cola HBC w Polsce
Dyrektorem generalnym i prezesem zarządu Coca-Cola HBC Polska Sp. z o.o. został 4 września 2014 Nikos Kalaitzidakis. Zastąpił na tym stanowisku Vitaliya Novikova, który objął stanowisko dyrektora generalnego Coca-Cola HBC we Włoszech.
Nikos Kalaitzidakis rozpoczął pracę w Coca-Cola Hellenic w 2006 roku, jako regionalny dyrektor generalny na północno-zachodnią Rosję. W 2008 roku został dyrektorem generalnym w Chorwacji, w lipcu 2010 roku w Bułgarii, a w 2013 roku prezesem oddziału spółki na Węgrzech.
Przed rozpoczęciem pracy w Coca-Cola Hellenic, Nikos Kalaitzidakis przez 13 lat kierował europejskimi spółkami, w tym 9 lat pracował dla Philip Morris. Jest inżynierem Uniwersytetu w Sussex, ma tytuł magistra Uniwersytetu Walijskiego oraz tytuł MBA Szkoły Zarządzania i Biznesu INSEAD we Francji.
Coca-Cola HBC Polska to oddział Coca-Cola Hellenic Bottling Company, będącej pod względem sprzedaży drugim na świecie dystrybutowrem napojów The Coca-Cola Company, docierającym do ponad 560 milionów konsumentów. Firmy Coca-Coli zatrudniają w Polsce ponad 2300 osób. Od 1991 r. firmy te zainwestowały w naszym kraju ponad 0,5 mld dolarów.
Amerykanie zainwestowali w Polsce najwięcej w regionie
Polska jest największym odbiorcą inwestycji amerykańskich w Europie Środkowo-Wschodniej. Tylko w 2012 roku wartość bezpośrednich inwestycji wyniosła 33 mld zł. W ciągu ostatnich 25 lat amerykańskie firmy zainwestowały w Polsce 91 mld zł. Dla porównania w Czechach koncerny zza oceanu ulokowały jedynie 6,4 mld dolarów.
Amerykanie zatrudniają obecnie w Polsce 200 tysięcy osób, których wynagrodzenie wynosi ok. 4,5 mld dolarów brutto rocznie – wynika z raportu KPMG w Polsce i Amerykańskiej Izby Handlowej. 78 proc. amerykańskich inwestycji w Polsce zostało ulokowanych w sektorze usług. Firmy zainwestowały swoje kapitały głównie w przedsiębiorstwach z branży finansowej i ubezpieczeniowej. Na drugim miejscu znalazł się handel hurtowy i detaliczny. W przemyśle (głównie w branży motoryzacyjnej) obecnie prowadzi działalność 20 firm zza oceanu, które zatrudniają 45 tys. pracowników i osiągają łączne przychody na poziomie 30 mld zł.
Jak twierdzą autorzy raportu inwestorzy stale rozszerzają działalność, reinwestują, a tym samym zwiększają liczbę miejsc pracy. KPMG szacuje, że około 69 proc. średnich i dużych przedsiębiorstw amerykańskich po uruchomieniu pierwszego oddziału tworzyło kolejne. Najwięcej firm, jak wynika z raportu KPMG, reinwestowało w Polsce w branży motoryzacyjnej.
Raport „Wspólny sukces! 25 lat polsko-amerykańskich relacji gospodarczych” powstał z okazji 25 lat działalności Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce (AmCham), przy współpracy KPMG.
Wyniki wakacyjnej sprzedaży Opla w Polsce
W sierpniu sprzedaż Opla na polskim rynku wyniosła 1 8351 samochodów osobowych i dostawczych do 3,5t. Był to rekordowy sierpień pod względem sprzedaży od 2007 r. Łącznie w tym roku do klientów trafiło 18 351 samochodów marki Opel, czyli o ponad 40% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, który zakończył się wynikiem na poziomie 13 000 sztuk. Wynik ten pozwolił zwiększyć udział w rynku w 2014 roku o 1,37 punktu procentowego do 7,35%. Liderem sprzedaży marki w okresie od stycznia do sierpnia jest model Opel Astra – 5 8662sztuk, tuż za nią uplasowała się Corsa z wynikiem 5 186 egzemplarzy, trzecie miejsce zajęła Insignia, 2 932 sztuki.
Bardzo dobrze radzą sobie również samochody dostawcze Opla. Kumulatywna sprzedaż w 2014 roku wyniosła 961 sztuk, co oznacza wzrost o ponad 51% w porównaniu do zeszłego roku. Najpopularniejszym modelem w gamie były Vivaro – ponad 50% wzrostu i 811 sprzedanych egzemplarzy. Coraz większą popularnością cieszy się również Movano – prawie 42% wzrostu i 202 sprzedane egzemplarze.
„Okres urlopowy zakończył się dla nas świetnymi wynikami. Sprzedaliśmy ponad 40% więcej aut niż podczas zeszłorocznych wakacji. Lipiec był rekordowym miesiącem w tym roku. W sierpniu uzyskaliśmy najwyższy wzrost wśród pierwszej dziesiątki liderów rynku. Chcemy kontynuować ten pozytywny trend i już od 8 września wprowadzamy nową atrakcyjną ofertę na nasze najbardziej popularne modele – Corsę i Astrę.” – powiedział Wojciech Mieczkowski, dyrektor generalny General Motors Poland.
Z początkiem roku szkolnego Opel rusza z nową ofertą. W weekend 13-14 września, w ramach obchodów Światowego Dnia Pierwszej Pomocy, w salonach Opla w całej Polsce odbędą się dni otwarte promujące bezpieczeństwo na drodze. Z tej okazji bezpieczne samochody Opla – Corsa i Astra będą dostępne w specjalnej ofercie w kredycie 4 x 25% z 4-letnią gwarancją Opel w cenach odpowiednio już od 8 990 zł i 12 990 zł.
1 Dane wg PZPM na podstawie CEP
2 Wyniki sprzedaży modeli za 2014 r. – wstępne; na podstawie danych własnych importera
Opracowano i przedstawiono do konsultacji projekt założeń projektu ustawy o zintegrowanym systemie kwalifikacji
Konfederacja Lewiatan z zadowoleniem przyjmuje fakt, że opracowano i przedstawiono do konsultacji projekt założeń projektu ustawy o zintegrowanym systemie kwalifikacji, co stanowi ważny etap we wdrażaniu w Polsce Europejskiej Ramy Kwalifikacji (ERK).Osiągnięcie takich celów jak: ułatwienie osobom uczącym się oraz pracodawcom wyboru odpowiadającej ich potrzebom usługi edukacyjnej, otworzenie nowych możliwości nabywania kwalifikacji niezależnie od tego gdzie, jak i kiedy nastąpiło osiągnięcie efektów uczenia się, usprawnienie procesów rekrutacji pracowników i ułatwienie zarządzania zasobami ludzkimi w przedsiębiorstwach oraz zwiększenie efektywności wydawania środków na kształcenie i szkolenie wymagać będzie wdrożenia zintegrowanego systemu kwalifikacji w odpowiedniej skali.
Oznacza to konieczność zapewnienia wprowadzenia do ZSK znaczącej części kwalifikacji nabywanych w ramach edukacji pozaformalnej i nieformalnego uczenia się. Optymalnie byłoby, gdyby wszystkie kwalifikacje nabywane poza systemami oświaty i szkolnictwa wyższego były wpisywane do ZSK. Jest to jednak efekt trudny do uzyskania tym bardziej, że zgodnie z przedstawionymi założeniami wprowadzenie kwalifikacji do ZSK nie będzie obligatoryjne, a zainteresowany podmiot będzie podejmował decyzję o skorzystaniu z uprawnienia do wprowadzenia kwalifikacji kierując się indywidualną oceną. Przyjmując takie założenie należy zatem zadbać o wprowadzenie takich rozwiązań organizacyjnych, proceduralnych i finansowych, które zachęcą potencjalnych interesariuszy, w tym branżowych do zaangażowania w proces wdrożeniowy.
– Projekt w niedostatecznym stopniu uwzględnia potrzebę szerokiego zaangażowania interesariuszy branżowych, w tym pracodawców, w proces wdrażania ZSK. W tym kontekście warto rozważyć rozszerzenie zapisanej w projekcie koncepcji tworzenia Rady Interesariuszy o możliwość tworzenia Branżowych lub Sektorowych Rad Interesariuszy, które pełniłyby podobne funkcje jak Rada Interesariuszy w ramach poszczególnych branż/sektorów – mówi dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan.
W założeniach przedstawiono, że wdrożenie ZSK nastąpi m.in. poprzez określenie opisu standardu kwalifikacji, jednak dla kwalifikacji nadawanych w systemach oświaty i szkolnictwa wyższego nie przygotowuje się opisu kwalifikacji zgodnie z tym standardem. W praktyce oznacza to, że standard opisu kwalifikacji będzie odnosił się wyłącznie do kwalifikacji nabywanych w ramach edukacji pozaformalnej i nieformalnego uczenia się. W projekcie założeń nie wyjaśniono dlaczego wprowadza się różne standardy opisu kwalifikacji dla poszczególnych systemów. Wydaje się, że aby osiągnąć wskazane cele, w tym zwłaszcza ułatwienie identyfikacji posiadanych wiedzy, umiejętności i kompetencji społecznych, udokumentowanych kwalifikacjami wymagałoby zastosowania jednolitego, a przynajmniej spójnego standardu opisu kwalifikacji dla wszystkich systemów ich nabywania.
Stworzenie krajowego systemu kwalifikacji jako części europejskiej przestrzeni uczenia się przez całe życie stanowi strategiczne zadanie dla Polski. Rozwój gospodarczy powinien w coraz większym stopniu opierać się na wysokiej jakości kapitału ludzkiego, który będzie odpowiadać potrzebom budowania gospodarki opartej na wiedzy.
Konfederacja Lewiatan
Polski program jądrowy: umowa wspólników podpisana
ENEA, KGHM Polska Miedź oraz TAURON Polska Energia odkupią od PGE Polskiej Grupy Energetycznej po 10 proc. (łącznie 30 proc.) udziałów w spółce PGE EJ 1, odpowiedzialnej za przygotowanie i wybudowanie pierwszej polskiej elektrowni jądrowej o mocy ok. 3000 MW.
Podpisana 3 września 2014 r. umowa wspólników zobowiązuje strony do wspólnego, proporcjonalnie do posiadanych udziałów, sfinansowania działań związanych z realizacją inwestycji przypadających na okres trzech kolejnych lat. Partnerzy przewidują, że łączne koszty z tego tytułu wyniosą ok. 1 mld zł.
W tym czasie planowany jest w szczególności wybór partnera strategicznego, dostawcy technologii, wykonawcy elektrowni jądrowej w formule „pod klucz” (tzw. EPC – engineering, procurement, construction), dostawcy paliwa jądrowego oraz pozyskanie finansowania projektu.
W tym celu przeprowadzone zostanie postępowanie zintegrowane, które połączy w jednym przetargu kluczowe elementy projektu jądrowego. Obecnie prowadzone są przygotowania w głównych obszarach, które umożliwią uruchomienie takiego postępowania na początku przyszłego roku. Uzgadniane są m.in. kwestie trybu jego prowadzenia oraz finalizowane jest podpisanie umowy z inżynierem kontraktu, który będzie wspierał spółkę w postępowaniu oraz w całym cyklu inwestycyjnym.
Program jądrowy, który dotąd realizowała PGE Polska Grupa Energetyczna, ma od dziś charakter narodowy. Współpraca czterech spółek zwiększa możliwość budowy elektrowni atomowej w Polsce – mówi Zdzisław Gawlik, wiceminister skarbu państwa.
Energetyka jądrowa jest jednym ze strategicznych kierunków rozwojowych PGE Polskiej Grupy Energetycznej. Do najważniejszych atutów tej technologii należą praktycznie zerowa emisyjność CO2, relatywnie niski w stosunku do innych technologii udział paliwa w kosztach wytwarzania i równie niska wrażliwość na ewentualne zmiany cen tego paliwa – mówi Marek Woszczyk, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.
Grupa Kapitałowa PGE pozostaje liderem programu jądrowego, a spółka PGE EJ 1 ma w przyszłości pełnić funkcję operatora elektrowni. Organizacyjne i kompetencyjne przygotowanie PGE EJ 1 do tej roli, tj. podmiotu odpowiedzialnego za jej bezpieczną i efektywną eksploatację, również jest celem umowy wspólników.
Warunkiem nabycia udziałów w PGE EJ 1 przez krajowych partnerów biznesowych jest uzyskanie zgody na koncentrację od Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Wniosek w tej sprawie został złożony 1 sierpnia 2014 r. Partnerzy oczekują, że stanowisko urzędu powinno być znane jeszcze w tym roku.
Decyzja o ich dalszym zaangażowaniu w projekt budowy pierwszej elektrowni jądrowej, spodziewana w 2017 r., będzie wynikała m.in. z analizy otoczenia makroekonomicznego, kształtu polityki energetyczno-klimatycznej oraz mechanizmów regulacyjnych, zapewniających ekonomiczną przewidywalność inwestycji.
Dla KGHM udział w projekcie to szansa wejścia w jeden z najatrakcyjniejszych sektorów, nie skorelowanych z koniunkturą na rynku metali oraz możliwość zabezpieczenia stabilności dostaw i cen energii elektrycznej na potrzeby działalności operacyjnej. Dla spółek energetycznych to sposób na pozyskanie alternatywnego, bezemisyjnego źródła energii elektrycznej i dywersyfikację portfela wytwórczego. Przede wszystkim chodzi jednak o możliwość zapewnienia w przyszłości bezpiecznych dostaw energii elektrycznej dla polskich firm i gospodarstw domowych – mówi Zdzisław Gawlik, wiceminister skarbu państwa.
Energetyka jądrowa, źródło stabilnej i bezpiecznej energii elektrycznej, w długim terminie umocni pozycję PGE Polskiej Grupy Energetycznej, jako lidera nie tylko w segmencie wytwarzania, ale jako dostawcy bezpieczeństwa energetycznego – mówi Marek Woszczyk, prezes PGE Polskiej Grupy Energetycznej.
Projekt budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej jest ogromną szansą nie tylko dla nas, firm biorących w nim udział, ale dla całej polskiej energetyki. W tej chwili strategia Grupy ENEA przewiduje wydatki na przygotowanie do realizacji, czyli do momentu zakończenia postępowania zintegrowanego. Wszyscy mamy jednak świadomość, że kluczowym elementem powodzenia będzie racjonalne wsparcie ze strony państwa, chociażby w postaci mechanizmu rynku mocy – mówi Krzysztof Zamasz, prezes zarządu ENEA.
Nasz udział w tym projekcie jest szansą na długoterminowe zabezpieczenie dostaw energii elektrycznej dla działalności podstawowej KGHM po przewidywalnej cenie i tym samym uniezależnienie się od zakupów rynkowych. Ponadto, projekt ten stanowi zabezpieczenie przed restrykcyjnymi celami polityki klimatyczno-energetycznej Unii Europejskiej. Co więcej, mamy świadomość, że uruchomienie elektrowni atomowej może być szansą na rozwój polskiej gospodarki – mówi Herbert Wirth, prezes KGHM Polska Miedź.
Za kilkanaście lat kilkaset megawatów w portfelu wytwórczym Grupy TAURON pochodzić ma z energii atomowej. Wynika to z naszej strategii korporacyjnej zakładającej uruchomienie nowych mocy w najbardziej efektywnych technologiach. W tej chwili dywersyfikujemy paliwa, realizując inwestycje węglowe, gazowe oraz w oparciu o OZE. Projekt atomowy pozwoli nam m.in. na zwiększenie procentowego udziału technologii bezemisyjnych w Grupie. Od początku byliśmy zwolennikami realizacji pierwszego projektu jądrowego w obecnej formule, tj. przy zaangażowaniu kluczowych polskich podmiotów – mówi Dariusz Lubera, prezes zarządu TAURON Polska Energia.
Lokaty krótkoterminowe
Czy na tego typu depozytach można zarobić i kogo w szczególności mogą one zainteresować? Kiedy inwestycja na kilka lub kilkanaście dni będzie miała sens i przyniesie zarazem Klientowi wymierne korzyści?
Na rynku depozytów bankowych mamy lokaty różniące się od siebie pod wieloma względami. Jednym z najistotniejszych kryteriów wyboru, na jaki zwracamy uwagę jest oczywiście czas trwania, na jaki zakładamy daną lokatę. Jest to bardzo ważna kwestia, biorąc pod uwagę fakt, iż zamrażamy na ten okres swoje oszczędności. Jeśli zatem nie chcemy zamrażać ich np. na kilka lat, warto pomyśleć o lokatach krótkoterminowych, które stanowią wygodną formę inwestowania, pozwalającą w szybkim czasie odzyskać wniesiony kapitał i dodatkowo zyskać zarobione odsetki. Dużym plusem lokaty krótkoterminowej, jest również bezpieczeństwo depozytowe oraz brak ryzyka utraty środków. Ponadto, istotną ich zaletą jest także ochrona kapitału przed skutkami inflacji.
Kiedy nam się to opłaci?
Jeśli już zdecydujemy się na to, aby dokonać alokacji swoich oszczędności na depozycie krótkoterminowym, warto jeszcze prześledzić ogólnodostępne rankingi lokat i porównać ich oprocentowanie, aby wybrać dla siebie najlepszą opcję. Z racji na dużą konkurencję pomiędzy instytucjami finansowymi, czasem możemy trafić na promocyjne oferty, które pozwolą nam wypracować godziwy zysk w krótkim okresie czasu. Należy jednak pamiętać, że niektórych lokat w rankingach nie znajdziemy. Wynika to z faktu, iż niektóre lokaty mają na tyle nietypową konstrukcję, że trudno byłoby je włożyć do jednego „koszyka” z innymi produktami.
W czasie gdy podnoszone zostają rynkowe stopy procentowe depozytów, lokaty krótkoterminowe są wtedy najbardziej opłacalne dla klienta. Dlaczego tak się dzieje? Otóż w przypadku lokat długoterminowych, które charakteryzują się stałym oprocentowaniem, znamy wysokość zysku jaki otrzymamy na koniec. Jeśli w trakcie ich trwania, oprocentowanie depozytów wzrośnie, to lokata ta, nie będzie już tak opłacalna. Natomiast lokaty krótkoterminowe, pozwalają na bardziej płynne i kreatywne zarządzanie swoimi oszczędnościami a dodatkowo mamy gwarancję szybkiego zwrotu z inwestycji, co stanowić może dobrą asekurację w przypadku pogorszenia się naszej sytuacji finansowej.
Dla kogo depozyty krótkoterminowe?
Lokaty krótkoterminowe to dobre rozwiązanie dla osób, które nie chcą, bądź nie mogą sobie pozwolić na długofalowe inwestycje tylko w jeden produkt finansowy. To m.in. z takiego powodu, z tego typu lokat korzystają właśnie przedsiębiorstwa, które nie mają za wiele czasu na obracanie kapitałem zakładowym. Jest to jednak jednocześnie dobre rozwiązanie dla osób prywatnych, które coraz częściej decydują się na taki rodzaj oszczędzania. To warty uwagi sposób, dzięki któremu dokonamy dywersyfikacji swojego kapitału i będziemy mogli zainwestować go np. w kilka lokat jednocześnie. W efekcie, gdy lokaty będą kończyły się w różnych następujących po sobie terminach, my zachowamy płynność finansową.
Przykład
Z reguły, lokaty krótkoterminowe dostępne na polskim rynku, w większości przypadków charakteryzują się nieco niższym poziomem oprocentowania w porównaniu do depozytów długoterminowych. Czasem można znaleźć jednak wyjątki…
Do oferty w Toyota Bank dodaliśmy nową lokatę krótkoterminową Plan Depozytowy na okres 22 dni, której stałe oprocentowanie wynosi 3,5%. Lokatę22 można otworzyć na kwotę 22 000 zł, a kapitalizacja odsetek przyznawana jest zaraz na koniec okresu jej trwania. Jedynym warunkiem uprawniającym do jej założenia, jest posiadanie bądź założenie dowolnego konta, które oferujemy. Jeden klient może otworzyć maksymalnie 5 lokat na łączną kwotę 110 000 zł. Depozyt można odnowić zarówno z kapitałem i odsetkami łącznie, jak również z samym kapitałem, a odsetki pozostawić wówczas na koncie bankowym. Lokata na 22 dni to atrakcyjny produkt oszczędnościowy w dobie, kiedy stopy procentowe nadal utrzymują się na niskim poziomie. Wpłacając środki na niecały miesiąc, klienci mają zagwarantowany wysoki zwrot z zainwestowanych środków, na który najczęściej można liczyć jedynie w przypadku depozytów długoterminowych.
Autor: Ireneusz Wojciechowski – Dyrektor Departementu e-bank w Toyota Bank Polska
Duży wzrost zamówień przemysłowych w Niemczech
Zamówienia przemysłowe w Niemczech, skorygowane o wpływ czynników sezonowych wzrosły w lipcu 2014 o 4,6 proc. w porównaniu do poprzedniego miesiąca – podało tamtejszy urząd statystyczny. To bardzo dobry wynik, szczególnie po czerwcowym spadku zamówień o 2,7 proc. Lipcowy wynik jest znacznie wyższy od oczekiwań analityków oczekujących średnio wzrostu zamówień na poziomie 1, 5 proc.
O tak dobrym wyniku zdecydował potencjał eksportowy niemieckiej gospodarki, bowiem zamówienia krajowe wzrosły o 1,7 proc, a zagraniczne o 6,9 proc. Wśród zamówień zagranicznych przeważały te spoza strefy euro (były wyższe o 9,8 proc.). Zamówienia z państw Eurolandu wzrosły w lipcu o 1,7 proc.
Konferencja „Zrównoważone renowacje – druga młodość inwestycji budowlanych”
Wielkim krokami zbliża się długo wyczekiwana konferencja „Zrównoważone renowacje – druga młodość inwestycji budowlanych”, organizowana przez firmę RD bud. Już 25 września 2014 r. hotel Lord w Warszawie stanie się miejscem prestiżowego spotkania, podczas którego wybitni specjaliści z kraju i zagranicy podejmą dyskusję na temat rewitalizacji obiektów budowlanych. Liczba miejsc jest ograniczona, dlatego już dziś warto wypełnić formularz zgłoszeniowy i wziąć udział w tym wydarzeniu.
Dzisiejsze standardy budowlane znacznie odbiegają od tych, które wiodły prym choćby jeszcze 15 lat temu. Obecnie coraz więcej uwagi przywiązuje się do efektywności energetycznej. Rosnące ceny energii, konieczność poszanowania wyczerpujących się zasobów kopalnych, jak również względy środowiskowe – wszystko to powoduje, że świetlaną przyszłość mają dziś przed sobą jedynie budynki niskoenergetyczne. Coraz bardziej popularne staje się zatem wykorzystanie rozwiązań zmierzających do zmniejszenia zapotrzebowania budynków na energię i jej racjonalnego wykorzystania. Nowoczesne technologie, materiały i instalacje wykorzystywane aktualnie w projektach budowlanych są ekonomiczne i przyjazne środowisku. Tymczasem w architekturze każdego miasta znaleźć można nie tylko obiekty, które są jego prawdziwą wizytówką, ale również takie, których wygląd i funkcjonalność wymaga jeszcze wielu poprawek. Problem ten nie dotyczy tylko budynków zabytkowych, ale też inwestycji, które zrealizowano przy wykorzystaniu przestarzałych technologii i materiałów o niskiej efektywności energetycznej.
Co zatem zrobić, gdy obiekt budowlany nie spełnia aktualnych standardów budowlanych i generuje straty, których w przyszłości można by uniknąć i to z poszanowaniem środowiska naturalnego? Deweloperzy, inwestorzy, właściciele i zarządcy nieruchomości, projektanci, architekci, producenci, a także przedstawiciele samorządów zainteresowani zagadnieniem podnoszenia efektywności energetycznej starszych obiektów architektonicznych, nie powinni przepuścić okazji do udziału w konferencji pt. „Zrównoważone renowacje – druga młodość inwestycji budowlanych”, realizowanej w ramach projektu „Partnerstwo dla zrównoważonego budownictwa”. Organizatorem wydarzenia jest firma RD bud, która od lat propaguje politykę nowoczesnego budownictwa pozostającego w zgodzie z naturą. Program konferencji koncentruje się na dwóch aspektach, które odgrywają kluczową rolę w procesie osiągania standardu budynku niskoenergetycznego – tj. rewitalizacja struktury zewnętrznej oraz powierzchni wewnętrznych obiektu. Podsumowaniem każdej części będzie panel dyskusyjny, w którym udział wezmą przedstawiciele renomowanych w branży firm i instytucji. Bez wątpienia ciekawym punktem programu będzie również prezentacja pt. „3 Rewolucja Przemysłowa” przygotowana przez przedstawicieli francuskiej firmy NACARAT. Prelekcja stanowić będzie wprowadzenie do warsztatów, podczas których uczestnicy konferencji będą mieli szansę sprawdzić w praktyce nabytą teorię. Staną oni przed wyzwaniem zorganizowania zrównoważonej renowacji na funkcjonujących obiektach. Nad realizacją tego niełatwego zadania czuwać będą gospodarze spotkania oraz goście specjalni – uznane autorytety w dziedzinie zrównoważonego budownictwa z Grupy Rabot Dutilleul.
LW Bogdanka jedyną górniczą spółką, która obniża koszty. Stopniowo wypiera z rynku śląskie kopalnie
Zysk netto Bogdanki w II kwartale 2014 r. wyniósł 28,8 mln zł i był o ponad 40 proc. niższy od prognoz analityków. To jednak wystarczyło, by lubelski producent węgla zwiększył swój udział w krajowym rynku z 19 do 25 proc. W przeciwieństwie do śląskich kopalń Bogdanka konsekwentnie zwiększa wydobycie i nie ma problemu ze sprzedażą zapasów.
– Wyniki, które ogłosiliśmy, są zgodne z naszymi przewidywaniami. Określiliśmy poprzednio, że cały rok 2014 będzie podzielony na kilka etapów, m.in. pierwszy i drugi kwartał będą znacznie się różniły od pozostałych. Jest to związane z wolumenem produkcji i sprzedaży, a to z kolei jest związane z uruchomieniem Zakładu Przeróbki Mechanicznej Węgla – mówi agencji informacyjnej Newseria InwestorZbigniew Stopa, prezes zarządu LW Bogdanka.
Giełdowy producent węgla prognozuje, że wydobycie sięgnie w tym roku 9,3-10 mln ton. Według prezesa poziom produkcji w III kwartale 2014 r. powinien być wyższy niż w poprzednim, ponieważ z końcem sierpnia został uruchomiony Zakład Przeróbki Mechanicznej Węgla. Pozwoli on produkować lepszy jakościowo węgiel, co pozytywnie wpłynie na wyniki finansowe, począwszy od IV kwartału 2014 r. – informowała spółka. Zakład jest obecnie w fazie rozruchu.
– W następnych dniach, tygodniach, miesiącach zakład będzie dochodził do pełnych zdolności produkcyjnych. A więc trzeci lub czwarty kwartał to już będzie produkcja i z tego zakładu, i ze starego zakładu – twierdzi Stopa.
Prezes Bogdanki ocenia, że w ciągu 2-3 lat spółka może zwiększyć udział w rynku dostaw dla elektrowni zawodowych z obecnych 20 proc. do 30 proc. W 2013 r. wydobycie węgla handlowego wyniosło 8,35 mln ton. Bogdanka jest teraz na początku wdrażania strategii na lata 2013–2020, której celem jest podwojenie możliwości produkcyjnych w stosunku do roku 2011 oraz dwukrotne zwiększenie zasobów operatywnych węgla.
– W tej chwili kopalnia otrzymała koncesję na wydobycie w sąsiadującym polu K3 oraz na rozpoznanie na polu Ostrów. Czekamy też na koncesję na wydobycie na polu przylegającym do naszego obecnego obszaru górniczego K6-7 i na rozpoznanie na polu Orzechów – wymienia prezes Bogdanki.
Kolejnym elementem strategii jest też inwestycja w szyb kamienny S15.
– Chcemy wykorzystać go do wydobycia kamienia, wstępnej segregacji urobku, a więc poddania tego urobku wstępnej segregacji na dole, by osobno wyciągać kamień. To pozwoliłoby na zwiększenie produkcji o około pół miliona. Będzie się to działo w ostatnich latach strategii. W najbliższym czasie zostanie zakończona inwestycja w centralną klimatyzację w polu Bogdanka – mówi Stopa.
Prezes Bogdanki dodaje, że taka klimatyzacja działa już w polu Stefanów, co pozwala zarówno poprawić warunki pracy górników, jak i wydłużyć efektywny czas pracy w ścianach i przodkach chodnikowych. Obniżka realnych kosztów o 15 proc. w ciągu następnych lat jest także jednym z celów strategicznych.
– Również w 2014 roku, patrząc na cały rok, odnotujemy obniżkę kosztów. Zresztą widać po naszych wynikach i sprawozdaniu finansowym, że walczymy z kosztami, bo cała branża odnotowuje wzrost kosztów, a u nas koszty jednostkowe spadają – twierdzi Zbigniew Stopa.
KNF odmówił Getin Noble Bankowi zgody na wypłacanie zaliczki na dywidendę
Getin Noble Bank podał w komunikacie, że Komisja Nadzoru Finansowego nie wyraziła zgody na zmiany w statucie banku, które pozwoliłyby na wypłacenie akcjonariuszom zaliczki na poczet dywidendy.
Getin Noble Bank chciała wprowadzić do statutu zapis zezwalający na wypłatę zaliczki na poczet dywidendy, o ile bank będzie w posiadaniu środków wystarczających na wypłatę, a w roku poprzedzającym wypłatę wypracował zysk. Na taką wypłatę każdorazowo musiałaby wyrazić zgodę rada nadzorcza banku.
Komisja Nadzoru Finansowego nie zgodziła się jednak na zaproponowaną zmianę. Ponieważ wyraziła zgodę na inne zmiany w statucie, wprowadzone przez WZA banku, Getin Noble Bank zapowiedział zwołanie kolejnego walnego zgromadzenia, które je zatwierdzi.
K. Zawadzki (Tauron PE): Wyniki za 2014 r. powinny być wyższe od prognoz. Wzrost nakładów na OZE będzie zależał od zmian w regulacjach
Przychody i zysk Tauronu w I półroczu 2014 r. pozytywnie zaskoczyły inwestorów, dzięki czemu na koniec bieżącego roku wyniki powinny być lepsze od prognoz z 2013 r. To prawdopodobieństwo zwiększają skutki programu oszczędności, które mogą być wyższe nawet o 20 proc. od oczekiwań. W długim terminie Tauron chce zwiększać inwestycje w OZE, ale będzie to uzależnione od zmian w ustawach.
– Są perspektywy na to, że w drugim półroczu osiągniemy wynik znacznie wyższy od tego, którego pierwotnie oczekiwaliśmy jeszcze w ostatnim kwartale 2013 roku. Zakładam, że nie będzie żadnego dużego zdarzenia, jakiegoś one-offu, który spowoduje, że ten wynik będzie zdecydowanie niższy – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Krzysztof Zawadzki, wiceprezes ds. ekonomiczno-finansowych Tauron Polska Energia SA.
Zysk netto Tauronu w II kwartale 2014 r. wyniósł 334,4 mln zł, czyli znacznie powyżej prognoz analityków, którzy spodziewali się wyniku na poziomie 276,1 mln zł. W ujęciu rocznym zysk netto wzrósł o 15,44 proc., z kolei EBITDA o 9,08 proc. Przychody wyniosły 4,339 mld zł i były zbliżone do konsensusu, ale niższe w ujęciu rocznym o 4,47 proc. Na wyniki energetyczno-górniczej grupy w II kwartale pozytywnie oddziaływała utworzona w 2013 r. rezerwa na uprawnienia di emisji dwutlenku węgla.
– Ta nadwyżka uprawnień do emisji dwutlenku węgla, którą mamy dzisiaj, spowodowała, że nie musieliśmy tworzyć rezerw na uprawnienia do jego emisji w tym roku. To też jest duży i bardzo ważny element. Myślę, że te spadki, które prognozowane były pierwotnie w segmencie sprzedaży czy w segmencie wytwarzania, nie były aż tak znaczne. To główne elementy tego dobrego wyniku – wyjaśnia Zawadzki.
Nakłady inwestycyjne (CAPEX) w pierwszym półroczu wyniosły 1,2 mld zł, z czego 800 mln zł przypadło na segment dystrybucji.
– W całym roku 2014 planujemy, że CAPEX będzie mniej więcej na poziomie 4 mld złotych, więc wygląda na to, że znaczna część wydatków inwestycyjnych będzie poniesiona w drugim półroczu tego roku – mówi wiceprezes Tauronu.
W pierwszym półroczu zrealizowano inwestycje w segmencie OZE za 60 mln zł, blisko połowę z planowanych na cały 2014 r. 128 mln zł. W swojej strategii długoterminowej spółka planuje wzrost nakładów na OZE, ale warunkuje to korzystnymi zmianami w prawie. Finansowanie projektów w tym segmencie ułatwiają preferencyjne kredyty z Europejskiego Banku Inwestycyjnego, z którym Tauron ma już podpisane umowy na blisko 1,5 mld zł.
– Zakładamy, że moce OZE do 2020 roku wzrosną do około 800 MW, więc najprawdopodobniej tak. Wszystko będzie zależało od tego, jak zakończy się kwestia związana z regulacjami. Kwestie prawne są tu niezmiennie istotne, bo wpływają bezpośrednio na opłacalność inwestycji – uważa Zawadzki.
Na poziom wolnych środków w spółce pozytywnie będzie wpływał trwający program poprawy efektywności. Zdaniem Zawadzkiego Tauron zrealizował już połowę 3-letniego programu, a oszczędności z tego tytułu wyniosą więcej niż wcześniej szacowane 864 mln zł.
– Mówimy tu o kwocie od 900 do 950 mln zł, czyli o prawie 20 proc. więcej, niż pierwotnie zakładaliśmy. Jest to bardzo realna prognoza – twierdzi Krzysztof Zawadzki.
PolWAX ogłasza zamiar wejścia na GPW
Spółka PolWAX z Jasła, producent i dystrybutor parafin i wosków parafinowych ogłosił zamiar wejścia na rynek główny warszawskiej giełdy jeszcze w tym roku.
Na przełomie III i IV kwartału wejście na warszawski parkiet planuje spółka PolWAX, zajmująca się produkcją i dystrybucją rafinowanych i odwadnianych parafin i wosków parafinowych. Oferta obejmie do 3 819 865 istniejących akcji, które zostaną zaoferowane do sprzedaży przez obecnych właścicieli. Ta liczba akcji odpowiada za 32,02 proc. udziałów w firmie.
PolWAX nie tworzy grupy kapitałowej, ma dwa oddziały: zakład w Jaśle produkujący parafiny oraz zakład w Czechowicach-Dziedzicach, który oprócz parafin wytwarza również świece i znicze. Spółka działa od 1999 roku, a w latach 2004–2011 funkcjonowała w ramach Grupy Lotos.
Portfolio produktów Spółki obejmuje dwie główne grupy produktowe: specjalistyczne parafiny przemysłowe (produkty do impregnacji drewna, woski przeznaczone do kontaktu z żywnością, woski do zastosowań specjalnych, antyzbrylacze do nawozów, środki ochrony antykorozyjnej, kleje typu HotMelt, masy modelowe i inne), wyroby parafinowe do produkcji zniczy i świec (produkty do wyrobów świecarskich, wyroby do produkcji zniczy, woski specjalne do produkcji świec) oraz gotowe znicze i świece. Nadrzędnym celem Spółki jest stały rozwój oferty produktowej w zakresie wyrobów o wysokiej wartości dodanej, w szczególności produktów do zastosowań przemysłowych.
Znacząca większość produkcji lokowana jest na rynku krajowym, pozostałą część stanowi eksport głównie do krajów UE. W 2013 roku eksport stanowił 16 proc. przychodów ze sprzedaży spółki, z czego 51 proc. trafiło na rynek niemiecki, 16 proc. na rynek holenderski, a 12 proc. na rynek węgierski.
Jak podaje spółka, jej nadrzędnym założeniem strategii jest stopniowe przekształcenie profilu działalności i ukierunkowanie go na produkcję specjalistycznych produktów zestawione na bazie parafin i wosków dla wielu branż przemysłowych, charakteryzujące się znacznie wyższą marżowością.
Zamiarem spółki jest przekroczenie do 2020 roku progu 50 proc. udziału specjalistycznych parafinowych produktów przemysłowych w strukturze sprzedaży Spółki przy jednoczesnym znacznym zwiększeniu sprzedaży i podniesieniu rentowności prowadzonej działalności operacyjnej.
W I połowie 2014 roku PolWAX miał 95,6 mln zł przychodów, 10,8 mln zł zysku operacyjnego i 8,44 mln zysku netto. Wyniki były na wszystkich poziomach lepsze od uzyskanych w I połowie 2013 r.
S. Kiszycki (Unibep): Przychody w 2014 r. na poziomie 1,1 mld zł. Kontrakty w Rosji są bezpieczne
Budowlano-deweloperska firma Unibep nie obawia się restrykcji ze strony Rosji. Spółka zwiększa udział rynków zagranicznych w swoich przychodach, które mają wynieść 1,1 mld zł w całym 2014 r. W Polsce rekordowe obroty ma wygenerować w tym roku segment drogowy – zapowiada Unibep.
– Uważamy, że drugie półrocze będzie obiecujące i poprawimy wynik w skali całego roku. Uda nam się przekroczyć obroty powyżej miliarda złotych, obecnie uważamy, że to będzie około 1,1 mld zł. Co do Wschodu, to mamy teraz trzy projekty na Wschodzie. Uważamy, że one są realizowane bezpiecznie. Oczywiście przypatrujemy się temu, co się dzieje w polityce – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Sławomir Kiszycki, wiceprezes, dyrektor finansowy Unibepu.
Skonsolidowane przychody ze sprzedaży Unibepu sięgnęły w pierwszej połowie 2014 r. 461,91 mln zł wobec 435,71 mln zł rok wcześniej. W tym samym okresie skonsolidowany zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 7,26 mln zł wobec 6,6 mln zł w pierwszej połowie 2013 r. Zysk operacyjny za pierwsze półrocze 2014 r. obniżył się rok do roku z 11,91 mln zł do 11,29 mln zł.
Wartość portfela zamówień Unibepu wynosi obecnie 1,1 mld zł, z czego 34 proc. przypada na rynki zagraniczne – informowała spółka przy publikacji sprawozdania za I półrocze 2014 r. W następnym roku udział przychodów z eksportu ma zbliżać się do 40 proc. – twierdzi Kiszycki.
– Dalej chcemy być spółką międzynarodową, chcemy być obecni zarówno na Wschodzie, jak i na rynku niemieckim oraz w Norwegii, przy czym nie chcemy przekroczyć obrotów powyżej 40 proc. Uważamy, że 35-40 proc. to jest na dziś realny do osiągnięcia obrót z rynków eksportowych – uważa Sławomir Kiszycki.
Unibep nie obawia się dalszego wzajemnego zaostrzenia sankcji gospodarczych między UE i Rosją. Pomyślna realizacja kontraktów za wschodnią granicą zależy przede wszystkim od współpracy z miejscowymi partnerami – wyjaśnia wiceprezes Unibepu.
– Uważamy, że partnerzy i jednocześnie nasi inwestorzy zdają sobie sprawę z tego, że jesteśmy firmą polską. Wybrali nas świadomie w tym roku, jak już ten konflikt się rozwijał – tłumaczy Kiszycki.
Budowlano-deweloperska spółka liczy na to, że w grudniu br. uda się zakończyć trwającą 3 lata budowę hotelu przy lotnisku Wnukowo w Moskwie. W zimie Unibep chce zamknąć także 5 projektów w Norwegii o łącznej wartości 138 mln zł. Równolegle ma być rozwijany także segment deweloperski i drogowy w Polsce.
– We wrześniu rozpoczniemy kolejny projekt w Warszawie, pracujemy nad drugim etapem projektu w Poznaniu. Natomiast w segmencie drogowym jesteśmy obecni na rynku północno-wschodnim. Chcemy na nim pozostać i rozwijać go, w tym roku będziemy też mieli rekordowe obroty z sektora drogowego – zapowiada wiceprezes Unibepu.
KGHM, Enea i Tauron wniosą wkład w polski atom. Jest umowa ws. nabycia udziałów
KGHM, Enea i Tauron kupią po 10 proc. udziałów w spółce celowej PGE odpowiedzialnej za projekt elektrowni jądrowej PGE EJ 1. Pieniądze mają pokryć koszty fazy wstępnej projektu, a decyzja o dalszym zaangażowaniu ma być podjęta w 2017 r. PGE przygotuje do końca 2014 r. warianty wsparcia publicznego dla inwestycji. Jednym z rozważanych są kontrakty różnicowe, na które zdecydowała się Wielka Brytania.
– Podpisujemy umowę z naszymi krajowymi partnerami i rozszerzamy wspólników spółki celowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Marek Woszczyk, prezes zarządu Polskiej Grupy Energetycznej.
Zgodnie z umową PGE, Enea, KGHM i Tauron mają proporcjonalnie do posiadanych udziałów sfinansować działania związane z realizacją inwestycji przypadających na okres trzech kolejnych lat. Partnerzy przewidują, że łączne koszty z tego tytułu wyniosą ok. 1 mld zł.
Zdaniem Marka Woszczyka na razie priorytetem jest uzyskanie zgody UOKiK na kooperację między spółkami, które są sygnatariuszami umowy. Wniosek został już złożony 1 sierpnia 2014 r.
– Dla nas pozyskanie energii, i to energii tańszej, bezpiecznej, również pod kątem środowiskowym, jest celem nadrzędnym, który zagwarantuje spółce jej właściwe funkcjonowanie. To jest główny powód, dla którego KGHM wspiera tego typu inicjatywę – powiedział Herbert Wirth, prezes KGHM Polska Miedź w czasie XXIV Forum Ekonomicznego w Krynicy.
Jak podkreśla, projekt ten stanowi również zabezpieczenie przed restrykcyjnymi celami polityki energetyczno-klimatycznej UE i stwarza szanse na rozwój polskiej gospodarki.
Prezes Tauron Polska Energia Dariusz Lubera podkreśla, że projekt atomowy pozwoli spółce zwiększyć procentowy udział technologii bezemisyjnych w grupie.
Decyzja o dalszym zaangażowaniu spółek w budowę pierwszej siłowni jądrowej ma zostać podjęta w 2017 r. Będzie ona uzależniona m.in. od warunków makroekonomicznych, kształtu polityki energetyczno-klimatycznej oraz mechanizmów regulacyjnych – tak napisano w komunikacie prasowym.
– W tej chwili strategia Grupy Enea przewiduje wydatki na przygotowanie do realizacji projektu, czyli do momentu zakończenia postępowania zintegrowanego. Wszyscy mamy jednak świadomość, że kluczowym elementem, który zadecyduje o powodzeniu projektu, będzie racjonalne wsparcie ze strony państwa, chociażby w postaci mechanizmu rynku mocy – mówi Krzysztof Zamasz, prezes zarządu Enea, w cytowany w komunikacie
Koszt budowy elektrowni jądrowej o mocy 3000 MW jest szacowany na ponad 40 mld zł, dlatego nie jest niewykluczone, że PGE będzie poszukiwać także strategicznych inwestorów za granicą.
– Polska Grupa Energetyczna jako wiodący inwestor w tym przedsięwzięciu realizuje to, co zostało zapisane w rządowym programie budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Prace trwają zgodnie z poszczególnymi punktami tematycznymi tego programu – zapewnia Woszczyk. – Odpowiedź na pytanie o partnerów strategicznych zmaterializuje się, kiedy będziemy gotowi na uruchomienie postępowania zintegrowanego, to jest niejedyny, ale bardzo istotny element tego postępowania.
To, czy uda się znaleźć strategicznych inwestorów, będzie zależało od przyjętego modelu finansowania i wynikającej z niego prognozowanej rentowności oraz ryzyka. PGE ma przedstawić rządowi do końca br. możliwe warianty wsparcia publicznego dla energetyki jądrowej.
– Niewątpliwie ta technologia wymaga specjalnego potraktowania, specjalnych rozwiązań prawno-regulacyjnych. Angażuje ona relatywnie wysoki kapitał, który wymaga tego, aby ryzyko związane z taką inwestycją było sprowadzone do akceptowalnych rozmiarów. To wymaga jednak absolutnie stabilnego otoczenia prawno-regulacyjnego – twierdzi prezes PGE.
Jednym z możliwych rozwiązań są kontrakty różnicowe, które polegają na długoterminowej gwarancji ceny energii. W przypadku, gdy bieżąca cena rynkowa jest niższa od ustalonej w kontrakcie, różnicę dopłaca producentowi rząd, natomiast w przeciwnej sytuacji, to producent zwraca różnicę rządowi. Ten system jest już stosowany w Wielkiej Brytanii. Komisja Europejska bada obecnie, czy brytyjskie rozwiązania w zakresie wsparcia energetyki jądrowej nie stanowią niedopuszczalnej pomocy publicznej w ramach wspólnego rynku UE. Szanse na pozytywną decyzję KE zwiększa to, że dotychczas akceptowała kontrakty różnicowe dla inwestycji w odnawialne źródła energii.
– Brytyjczycy osiągnęli porozumienie w większości swoich postulatów, jeżeli chodzi o rozwiązanie określone mianem kontraktów różnicowych. Jesienią faktycznie spodziewamy się finalnej decyzji dotyczącej włączenia tego rozwiązania do energetyki jądrowej w Wielkiej Brytanii. Z uwagą śledzimy to rozwiązanie – mówi Marek Woszczyk.
PKP Cargo chce przejąć CTL Logistics. Spółka czeka na zgodę UOKiK
CTL Logistics to kolejna po czeskim przewoźniku AWT spółka, którą chce kupić PKP Cargo. We wtorek polski przewoźnik podpisał z European Rail Freight II S.à r.l, większościowym właścicielem CTL, list intencyjny dotyczący potencjalnego nabycia 100 proc. udziałów w tej spółce. Teraz czeka na zgodę prezesa UOKiK.
– Jesteśmy zainteresowani głównie tymi obszarami działalności CTL, w których PKP Cargo nie jest tak silnie reprezentowane. Liczymy na realizację synergii wynikających z możliwości lepszego wykorzystania taboru. Wydaje się, że to – w obecnej złej sytuacji na polskiej sieci przewozowej, gdzie średnia prędkość handlowa wynosi zaledwie 20 km/h, a dojście do prędkości handlowej trochę potrwa – najlepsze rozwiązanie na najbliższe 2-3 lata, które dzięki odpowiedniemu wykorzystaniu taboru pozwoli osiągnąć dobre wyniki w zakresie optymalizacji operacyjnej tego biznesu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Adam Purwin, prezes zarządu PKP Cargo.
CTL Logistics to drugi największy przewoźnik w Polsce. We wtorek PKP Cargo podpisało list intencyjny ws. potencjalnego przejęcia 100 proc. akcji tej spółki. Po przejęciu CTL PKP Cargo zyska bardzo silną pozycję na polskim rynku przewozów towarowych. Przeprowadzenie transakcji wymaga więc m.in. zgody prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
– Jako największy przewoźnik w kraju obsługujemy około 60 proc. rynku w pracy przewozowej. Duzi gracze na innych rynkach, np. w Niemczech, obsługują 70-90 proc. rynku. Na pewno naszym celem jest nie tylko zdobywanie udziałów rynkowych, lecz także prowadzenie dobrego, rentownego biznesu w oparciu o dobrą obsługę naszych klientów – powiedział Adam Purwin w czasie XXIV Forum Ekonomicznego w Krynicy.
To już drugi list intencyjny podpisany w ostatnich dniach. 1 września spółka podpisała porozumienie z czeskim przewoźnikiem AWT.
– Jesteśmy na początku drogi, która może nam umożliwić przejęcie dwóch znaczących przewoźników i operatorów logistycznych – mówi Adam Purwin. – W sprawie AWT uzyskaliśmy wyłączność na negocjacje i na due diligence tej spółki. W ciągu dziesięciu tygodni będziemy wiedzieć, jak ta ewentualna transakcja może się rozwinąć.
Spółka podkreśla, że realizuje w ten sposób swoją strategię rozwoju: z jednej strony pozyskuje licencje przewozowe na kluczowych rynkach, z drugiej szuka okazji do fuzji i przejęć.
– To jest wszystko konsekwentne wzmacnianie pozycji PKP Cargo w Polsce i regionie. Zawsze powtarzaliśmy: naszą ambicją jest drugie silne miejsce w Unii Europejskiej – tłumaczy prezes Purwin.
CTL ma do dyspozycji blisko 200 lokomotyw, ponad 4,8 tys. wagonów oraz dysponuje siecią 29 bocznic. Posiada też własne warsztaty naprawy taboru. Zatrudnia ponad 1,8 tys. pracowników. W 2013 roku Grupa CTL przewiozła 12,6 mln ton towarów, wypracowując 726,6 mln zł przychodów ze sprzedaży.
Adam Purwin podkreśla, że PKP Cargo w dalszym ciągu będzie koncentrować się na transporcie paliw stałych.
– Uważamy, że ten rynek, zwłaszcza w sytuacji geopolitycznej, którą obserwujemy, będzie częścią gospodarki, która ma nam zapewnić bezpieczeństwo energetyczne – zaznacza prezes spółki. – PKP Cargo jest krwiobiegiem polskiej energetyki i polskiego górnictwa. W związku z tym na pewno nie odwrócimy się od rynku węgla.
Spółka chce jednocześnie zwiększać zaangażowanie w transporcie intermodalnym (czyli łączonym). Przewoźnik kupił m.in. 330 platform kontenerowych za 100 mln zł. Przymierza się też do zakupu lokomotyw wielosystemowych, dzięki którym kontenerowe transporty z Polski będą mogły wjeżdżać na inne rynki bez konieczności zmiany lokomotywy.
Minister finansów: niewielkie ożywienie w gospodarce i bardzo niska inflacja utrudniają tworzenie budżetu
Tylko nieznaczne przyspieszenie w gospodarce oraz utrzymująca niska inflacja utrudniają tworzenie budżetu na 2015 rok – podkreśla minister finansów. W przyjętym w środę projekcie budżetu rząd obniżył prognozę wzrostu PKB z 3,8 proc. do 3,4 proc., głównie przez wyhamowanie w gospodarkach strefy euro oraz rosyjskie embargo. To obniży wpływy do budżetu. Za to wydatki będą rosnąć, m.in. w związku ze zmianami w uldze prorodzinnej, w waloryzacji rent i emerytur czy zwiększonymi wydatkami na obronność.
– Deficyt budżetowy będzie nieco niższy niż w 2014 roku, ale różnica w całym sektorze finansów publicznych, czyli uwzględniając bilans Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i wszystkich innych elementów, będzie istotnie mniejszy niż w tym roku – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes minister finansów Mateusz Szczurek. – W 2015 roku osiągniemy 2,7 proc. deficytu finansów publicznych według statystyk unijnych, a to oznacza, że uda nam się wyjść z procedury nadmiernego deficytu finalnie w 2016 roku.
Trudne dla przyszłorocznego budżetu są przede wszystkim utrzymująca się niska inflacja – według założeń rządu średnioroczna inflacja ma wynieść 1,2 proc., oraz niezbyt duże przyspieszenie w gospodarce. Jeszcze w czerwcu prognozy rządu mówiły o wzroście PKB na poziomie 3,8 proc. W nowym projekcie obniżono je do poziomu 3,4 proc. Głównym powodem jest wyhamowanie tempa wzrostu gospodarczego w strefie euro – to znacznie poważniejsze niż konsekwencje rosyjskiego embarga na produkty z Polski.
– Eksport na Wschód w skali całej gospodarki nie był aż tak kluczowy, jak nasze powiązania z Europą Zachodnią – ocenia minister finansów. – Sytuacja na Wschodzie jest bardzo bolesna dla poszczególnych firm, dla niektórych sektorów, ale w skali całej gospodarki znacznie poważniejszym problemem jest anemiczne ożywienie gospodarcze w strefie euro i te nieprzyjemne niespodzianki, które idą z tamtej strony.
Zgodnie z projektem budżetu średnioroczna inflacja ma w przyszłym roku wynieść 1,2 proc., wynagrodzenia w gospodarce narodowej wzrosną o 4,3 proc., a bezrobocie spadnie do 11,8 proc. Rząd zakłada, że dochody państwa wyniosą ponad 297,25 mld zł, a wydatki – 343,33 mld zł. To oznacza, że w przyszłym roku będzie trzeba pożyczyć 46 mld zł.
– Wzrosną wydatki na obronność, po części dzięki wzrostowi gospodarczemu w tym roku [wydatki na ten cel stanowią 1,95 proc. PKB – red.], a także z powodu wyższych płatności za F16 [ponad 5 mld zł – red.] – zapowiada minister. – Wzrosną pensje nauczycieli akademickich, wprowadzamy inną metodę waloryzacji emerytur i rent – to są najważniejsze elementy.
Dodatkowe wydatki będą wiązać się również z proponowaną przez rząd nową ulgą prorodzinną. Ma ona być wyższa w przypadku trzeciego i każdego kolejnego dziecka. Dodatkowo osoby gorzej zarabiające, które do tej pory płaciły niedostatecznie wysokie podatki, żeby skorzystać z pełnego odliczenia, teraz z pomocą państwa będą mogły odliczyć całość ulgi.
– W praktyce oznacza to ogromne zwiększenie kwoty wolnej od podatku – dla rodzin wielodzietnych będzie to nie 10-15 proc., tylko kilkukrotne zwiększenie tej kwoty. Czyli rodzina zarabiająca kilka tysięcy złotych nie będzie w ogóle płaciła podatku PIT ani składek na NFZ – wyjaśnia Mateusz Szczurek.
Przyjęty projekt budżetu wymaga akceptacji Komisji Trójstronnej. Do końca września rząd musi przekazać projekt do Sejmu. Parlament ma na przyjęcie ustawy cztery miesiące.
W rozmowie minister finansów podkreślił, że rząd nie zamierza podawać daty planowanego wejścia do strefy euro.
– Aby to zrobić odpowiedzialnie, musimy mieć po pierwsze przekonanie, że jest to dla Polski korzystne, po drugie, musimy mieć zgodę polityczną. Bo do przyjęcia euro potrzebna jest zmiana konstytucji, a takiej większości w Sejmie dziś nie ma – ocenia Szczurek.
Rozpoczyna się szczyt NATO w Newport. Prezydent będzie przekonywał do ukończenia budowy sił szybkiego reagowania
To może być szczyt przełomowy – tak oceniają eksperci rozpoczynający się dziś dwudniowy szczyt NATO w walijskim Newport. Zdaniem prezydenckiego doradcy prof. Romana Kuźniara, Sojusz Północnoatlantycki angażując się na Bliskim Wschodzie, przeoczył geostrategiczne przemiany, do jakich doszło na naszym kontynencie. Musi więc zacząć reagować na nowe zagrożenia, jakie się ostatnio pojawiły.
– Mam na myśli przede wszystkim skokowy wzrost potencjału wojskowego Rosji – zwraca uwagę w rozmowie z agencją Newseria prof. Roman Kuźniar, doradca prezydenta RP ds. międzynarodowych. – Rosja potroiła swoje wydatki na zbrojenia w ciągu ostatnich ośmiu lat. Ale to nie jest tylko problem wydatków, lecz także zachowania Rosji, czyli zbrojnych ataków na sąsiadów: Gruzję i Ukrainę, a także zastraszania i szantażu, które Rosja stosuje wobec swoich słabszych sąsiadów. To ma znaczenie dla poczucia bezpieczeństwa państw naszego regionu
Jego zdaniem to powinien być przełomowy szczyt. W związku z zakończeniem misji afgańskiej, o czym też przywódcy państw będą debatować, zamknie się okres aktywności ekspedycyjnej Sojuszu. W ciągu następnych kilku lat powinno nastąpić przesunięcie akcentu na podstawowe funkcje NATO, czyli obronę państw członkowskich.
– Bardzo powoli będzie następować zmiana w dyslokacji sił zbrojnych Sojuszu. Następnie zostanie wzmocniona infrastruktura obronna NATO na tych terenach, z których pochodzą zagrożenia dla sojuszu. Trzeba jednak również przeorientować powoli naszą strategię, nasze myślenie o tym, czemu Sojusz służy, a to przede wszystkim w związku ze zmianą sytuacji geopolitycznej i geostrategicznej zarówno w naszym otoczeniu, jak i na poziomie globalnym – uważa prof. Kuźniar.
Prezydent Bronisław Komorowski na szczyt udał się z trzema głównymi postulatami, o których mówił już cztery lata temu podczas szczytu NATO w Lizbonie. Według profesora w obecnej sytuacji geopolitycznej stają się one szczególnie istotne.
– Po pierwsze, należy wzmocnić infrastrukturę obronną, która umożliwia szybkie przyjęcie wsparcia na wypadek kryzysu u naszych granic. Po drugie, musimy uzyskać zapewnienie jeżeli nie o stałej, to o trwałej, nawet jeśli będzie to rotacyjnie, obecności wojsk sojuszniczych na terenie krajów wschodniej flanki – wymienia prezydencki doradca.
Prezydent zamierza też przekonywać przywódców innych państw do ukończenia budowy natowskich sił szybkiego reagowania oraz do wspólnych ćwiczeń, które zwiększą sprawność wojsk sojuszniczych i ich możliwości błyskawicznego reagowania na ewentualne zagrożenia.
800 amerykańskich przedsiębiorstw zainwestowało w Polsce 91 mld zł i utworzyło 200 tys. nowych miejsc pracy
W ciągu ostatnich 25 lat amerykańskie firmy zainwestowały w Polsce 91 mld zł. Tylko w 2012 roku wartość bezpośrednich inwestycji wyniosła 33 mld zł. Największe środki firmy zza oceanu ulokowały w sektorze usług i handlowym. Amerykanie zatrudniają obecnie w Polsce 200 tysięcy osób, których wynagrodzenie wynosi ok. 4,5 mld dolarów brutto rocznie – wynika z raportu KPMG w Polsce i Amerykańskiej Izby Handlowej.
Polska jest największym odbiorcą inwestycji amerykańskich w Europie Środkowo-Wschodniej. Dla porównania w Czechach koncerny zza oceanu ulokowały jedynie 6,4 mld dolarów.
– Skala łącznych inwestycji amerykańskich w Polsce wyniosła 91 mld zł na koniec 2012 roku. Ważną informacją jest również to, że w Polsce 800 firm z kapitałem amerykańskim zatrudnia 200 tysięcy pracowników, a co roku wypłacają im wynagrodzenie rzędu 4,5 mld dolarów brutto – mówi Stacy Ligas, partner, szef działu audytu instytucji finansowych w KPMG w Polsce.
Jak wynika z raportu KPMG i AmCham, 78 proc. amerykańskich inwestycji w Polsce zostało ulokowanych w sektorze usług. Firmy zainwestowały swoje kapitały głównie w przedsiębiorstwach z branży finansowej i ubezpieczeniowej. Na drugim miejscu znalazł się handel hurtowy i detaliczny. W przemyśle (głównie w branży motoryzacyjnej) obecnie prowadzi działalność 20 firm zza oceanu, które zatrudniają 45 tys. pracowników i osiągają łączne przychody na poziomie 30 mld zł.
Obecność amerykańskich inwestorów w Polsce to nie tylko napływ kapitału, lecz także, jak podkreśla Stacy Ligas, doświadczenia oraz know-how. Krajowy rynek jednak nadal jest postrzegany na świecie jako stosunkowo mało innowacyjny.
– Dlatego amerykańskie inwestycje w centra badawczo-rozwojowe są szczególnie istotne – podkreśla Stacy Ligas w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.
Jak wynika z raportu KPMG, firmy zza oceanu są największym inwestorem zagranicznym w branży usług biznesowych. Co trzecie przedsiębiorstwo z kapitałem zagranicznym działające w tym obszarze należy do podmiotu ze Stanów Zjednoczonych. Według danych ABSL, organizacji skupiającej liderów tego sektora, obecnie w Polsce funkcjonuje 156 przedsiębiorstw z amerykańskim kapitałem, które łącznie zatrudniają ponad 46 tys. osób.
Najwięcej miejsc pracy (17,3 tys.) powstało w centrach usług wspólnych (ang. Shared Services Center – SSC), blisko 40 proc. ogólnego zatrudnienia w tym sektorze. Na drugim miejscu są amerykańskie BPO (ang. Business Process Outsourcing) oraz ITO (ang. Information Technology Outsourcing), zatrudniające łącznie 15,6 tys. osób, czyli 28 proc. wszystkich świadczących tego rodzaju usługi. W centrach B+R (badawczo-rozwojowych) z amerykańskim kapitałem pracuje natomiast 10,6 tys. osób, czyli blisko połowa personelu tego rodzaju zagranicznych ośrodków nad Wisłą.
– Obecnie, aż co drugi pracownik w centrach B+R z kapitałem zagranicznym w Polsce pracuje dla amerykańskiego przedsiębiorstwa – informuje Stacy Ligas.
Chociaż liczba przedsiębiorstw z USA inwestujących w Polsce utrzymuje się w ostatnich latach na stałym poziomie, zatrudnienie rośnie. Jak twierdzą autorzy raportu KPMG, to pokazuje, że inwestorzy stale rozszerzają działalność, reinwestują, a tym samym zwiększają liczbę miejsc pracy. KPMG szacuje, że około 69 proc. średnich i dużych przedsiębiorstw amerykańskich po uruchomieniu pierwszego oddziału otworzyło kolejną filię, fabrykę, centrum biznesowe czy badawczo-rozwojowe. Najwięcej firm, jak wynika z raportu KPMG, reinwestowało w Polsce w branży motoryzacyjnej.
Raport „Wspólny sukces! 25 lat polsko-amerykańskich relacji gospodarczych” powstał z okazji 25 lat działalności Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce (AmCham), przy współpracy KPMG.
Bezpieczniej na polskich drogach. Kierowcom brakuje jednak jeszcze umiejętności radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach
W Polsce statystycznie w stu wypadkach drogowych ginie 10 osób, w innych krajach UE – 2-3 osoby. Statystyki dotyczące wypadków i ofiar śmiertelnych jednak systematycznie się poprawiają. Kierowcy jeżdżą ostrożniej, bojąc się coraz ostrzejszych kar, jakie grożą za naruszanie przepisów. Mają też bezpieczniejsze samochody. Problemem są jednak umiejętności, szczególnie młodych kierowców. Nikt im nie pokazuje, jak radzić sobie w sytuacjach kryzysowych.
Jak podaje Komenda Główna Policji, w lipcu i sierpniu 2014 na polskich drogach doszło do 6 217 wypadków, podczas gdy przed rokiem było to 7 294. Z 677 do 519 spadła też liczba ofiar śmiertelnych. Wciąż jednak w stu wypadkach drogowych ginie 10 osób, w innych krajach unijnych ofiar jest zdecydowanie mniej (2-3 osoby).
– Bezpieczeństwo na polskich drogach z roku na rok się poprawia – uważa Wojciech Pasieczny, ekspert w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego. – Choć nie w takim tempie, jakiego należałoby sobie życzyć. Jest coraz mniej wypadków, coraz mniej osób rannych, coraz mniej zabitych.
Do zwiększenia bezpieczeństwa na drogach mogą się przyczynić producenci samochodów. Dziś nowe wozy wyposażane są w coraz bardziej nowoczesne systemy, które nie tylko chronią w czasie wypadku, lecz także potrafią mu zapobiec. To m.in. kamery, które ostrzegają przed zagrożeniem niewidocznym w martwym polu lusterka, aktywne tempomaty chroniące przed stłuczką, systemy ułatwiające bezpieczne cofanie i parkowanie.
– Tego typu rozwiązania na pewno są przydatne i będą coraz częściej oferowane we wszystkich samochodach – deklaruje Wojciech Mieczkowski, dyrektor generalny General Motors Poland. – Najważniejsze jest to, że systemy do tej pory jedynie dostępne w markach premium, w tej chwili są już oferowane w wielu tańszych modelach.
Zdaniem ekspertów często przyczyną wypadków na drogach jest brak umiejętności kierowców, brak doświadczenia i nadmierna brawura.
– Nie jesteśmy zbyt dobrze przygotowani do bezpiecznego uczestnictwa w ruchu drogowym – mówi agencji Newseria Mariusz Stuszewski, instruktor Doskonalenia Techniki Jazdy Samochodem. – To przygotowanie zaczyna się na kursie nauki jazdy, a potem jest to kwestia naszych doświadczeń za kierownicą. Umiejętność jeżdżenia nabywamy właśnie na tych kursach, a potem z praktyki codziennego jeżdżenia.
Jak podkreśla, niektóre kraje (np. Szwecja) postanowiły jako obligatoryjne wprowadzić dodatkowe szkolenia dla kierowców.
– Uczestnik kursu w Szwecji musi przejść przez szkolenie na temat ryzyka, które pokazuje drogę hamowania w różnych warunkach, pokazuje, co się dzieje, jeżeli przekroczy się możliwości swoje i samochodu, możliwości przyczepności auta do nawierzchni. Młodzi ludzie, którzy otrzymują prawo jazdy, już wiedzą, gdzie jest granica, której nie wolno przekraczać. U nas nie ma obowiązku uczestnictwa w takich warsztatach – mówi Stuszewski.
W Polsce takie szkolenia oferują prywatne firmy i ośrodki. Przykładem jest Akademia Jazdy Opel, gdzie można doskonalić technikę jazdy samochodem. Zobaczyć w praktyce, w bezpiecznych warunkach, jak radzić sobie, gdy tracimy kontrolę nad wozem.
– Na autodromie, czyli w bezpiecznym miejscu, aranżujemy sytuacje niebezpieczne, które mogą się zdarzyć na drodze. Będąc w takiej niebezpiecznej sytuacji, ale zaaranżowanej w bezpiecznych warunkach autodromu, widzimy, jak byśmy się zachowali, czy nasze reakcje są właściwe, czy nie – wyjaśnia instruktor. – Nie zawsze chodzi o poprawę umiejętności kierowców, ile uświadomienie, co nam może grozić na drodze.
By zwiększyć świadomość kierowców, a tym samym bezpieczeństwo na polskich drogach, przedstawiciele firmy Opel oraz Polskiego Czerwonego Krzyża zdecydowali o podjęciu wspólnych działań. Będą współpracować, by przekonać Polaków do tego, jak ważne jest szybkie i fachowe udzielanie pierwszej pomocy ofiarom wypadków. W ramach obchodów Światowego Dnia Pierwszej Pomocy 13-14 września w 49 salonach sprzedaży Opla w całej Polsce odbędą się dni otwarte promujące bezpieczeństwo na drodze. W tych dniach wszyscy chętni będą mogli wziąć udział w specjalnych pokazach i dowiedzieć się tego, jak pomóc ofiarom wypadku i prawidłowo wezwać pomoc. W wybranych salonach będą dostępne m.in. symulatory wypadków: dachowania i działania poduszki powietrznej.
Asseco Poland stawia na rynki afrykańskie i kraje byłego ZSRR
Etiopia, Gruzja, Kazachstan i Krym to miejsca, z którymi Asseco Poland wiąże duże nadzieje na wzrost przychodów. Już teraz rynki zagraniczne odpowiadają za trzy czwarte przychodów ze sprzedaży. Spółka zapowiada, że zakończyła na razie inwestycje w nowe produkty i rozpoczyna ich sprzedaż i wdrażanie.
Portfel zamówień Asseco Poland na koniec czerwca 2014 r. wyniósł 5,2 mld zł, dlatego zarząd spodziewa się kontynuacji dobrych wyników z pierwszej połowy 2014 r.
– Podpisaliśmy kilka znaczących i ciekawych umów w sektorze energetycznym, telekomunikacji oraz służbie zdrowia i to nam pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość. Warto podkreślić, że kilka z naszych produktów znalazło się w rankingach kluczowych dostawców rozwiązań informatycznych Gartnera czy Forrester Research. To jest potwierdzenie tego, że nasze inwestycje, które rozpoczęliśmy jakiś czas temu, w tej chwili przynoszą owoce – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Panek, wiceprezes Asseco Poland.
Na koniec czerwca br. portfel zamówień Grupy miał wartość 5,2 mld zł i był o 1 proc. wyższy niż przed rokiem. Obok budowania swoich przewag konkurencyjnych w oprogramowaniu dla ważnych sektorów gospodarki i międzynarodowych instytucji Asseco liczy na dalszy wzrost przychodów w Afryce oraz w krajach byłego ZSRR. Przykładem jest Krym, gdzie pod koniec sierpnia rosyjska spółka R-Style Softlab należąca do Grupy Asseco Poland zarejestrowała nowy oddział w Sewastopolu. Ma on dostarczać usługi związane z rozwojem, wdrażaniem i utrzymaniem systemów informatycznych w rosyjskich bankach na terenie anektowanego półwyspu.
– W tej chwili 75 proc. sprzedaży całej grupy jest związane z rynkami zagranicznymi. To jest ogromna wartość. Na te rynki kładziemy duży nacisk. Jeśli chodzi o dalszy rozwój, to nie jest tak, że mamy konkretne plany, o których możemy powiedzieć. Natomiast koncentrujemy się przede wszystkim na rynkach rozwijających się, z tego powodu patrzymy na Afrykę, z tego powodu jesteśmy już w Kazachstanie oraz Gruzji i upatrujemy tam szansy dla nas – wskazuje wiceprezes Asseco Poland.
W pierwszej połowie roku najszybszy wzrost przychodów Grupa Asseco odnotowała w Izraelu, gdzie dynamika wyniosła 10 proc. w ujęciu rocznym. W tym samym okresie sprzedaż własnych rozwiązań informatycznych przyniosła spółce 2,3 mld zł przychodów, co stanowi 81 proc. przychodów ze sprzedaży ogółem.
– Od kilku lat mamy jasną strategię, skupiamy się na własnym oprogramowaniu, na własnych usługach i to będziemy kontynuować. Większość prac inwestycyjnych, jeśli chodzi o produkty, zakończyliśmy i w tej chwili zaczynamy je sprzedawać i wdrażać. To jest coś, na czym się w tej chwili skupiamy – twierdzi Marek Panek.
Skonsolidowane przychody ze sprzedaży grupy wyniosły w pierwszym półroczu 2014 r. 2,913 mld zł wobec 2,71 mld zł rok wcześniej. Skonsolidowany zysk netto w II kwartale wyniósł 86,5 mln zł, podczas gdy rok wcześniej było to 87,5 mln zł. W III kwartale Grupa Asseco Poland prognozuje wzrost przepływów pieniężnych z działalności operacyjnej, na co pozytywny wpływ będzie miała prowadzona obecnie restrukturyzacja. W pierwszych sześciu miesiącach tego roku informatyczna spółka wygenerowała 103 mln zł gotówki i wypłaciła dywidendę w wysokości 216 mln zł.
– Jesteśmy bardzo zadowoleni z pierwszego półrocza, zarówno pod względem finansowym, czyli wyników, jak i pod względem merytorycznym. Osiągnęliśmy prawie 3 mld zł przychodów, czyli o 7 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Zysk netto na poziomie 183 mln zł, nieco wyższy niż rynek zakładał, ale wynika to głównie z tego, że sprzedaliśmy jedną ze spółek, o czym do końca rynek pewnie nie wiedział – ocenia Panek.
Kantory internetowe coraz popularniejsze. W wakacje w ten sposób przewalutowano blisko 5,4 mld zł
Rośnie zaufanie Polaków do kantorów internetowych. Rekordowe były miesiące wakacyjne. Od czerwca do sierpnia za pośrednictwem serwisów Internetowykantor.pl i Walutomat zrealizowano 370 tys. transakcji o łącznej wartości 2,7 mld zł. To o 23 proc. więcej niż przed rokiem. Zdaniem ekspertów zainteresowanie e-kantorami będzie wśród klientów coraz większe ze względu na wygodę i bezpieczeństwo .
Z badań Currency One, operatora serwisów Internetowykantor.pl oraz Walutomat, wynika, że w trakcie wakacji zrealizowano w nich 370 tys. transakcji. Ich wartość osiągnęła 2,7 mld zł (29 mln zł dziennie). Operator posiada około 50 proc. udziału w rynku, szacuje się więc, że w całej branży e-kantorów w wakacje przewalutowano blisko 5,4 mld zł.
– Wiarygodność i zaufanie do wymiany walut przez internet jest coraz większa. Polacy nauczyli się, że mogą wymieniać waluty i oszczędzać na tym przy okazji wakacyjnych wyjazdów – mówi agencji Newseria Łukasz Olek, członek zarządu w Currency One.
Polacy wymieniają walutę raz do roku (42 proc. deklarujących wymianę), najczęściej na zagraniczny wyjazd wakacyjny (60 proc.) – wynika z badań przeprowadzonych przez TNS Polska. Dane Polskiej Izby Turystyki wskazują, że w tym roku sprzedano 30 proc. więcej wycieczek niż rok wcześniej, przede wszystkim do krajów europejskich – Grecji, Turcji, Hiszpanii, Bułgarii. Wzrost zainteresowania wyjazdami wakacyjnymi przełożył się również na zainteresowanie e-kantorami.
Wartość średniej transakcji w e-kantorach Currency One wyniosła ponad 7 tys. zł. Najwięcej transakcji zrealizowano w euro (60 proc., lekki wzrost wobec ubiegłego roku), na kolejnych miejscach były dolar, frank szwajcarski i funt brytyjski.
30 proc. korzystających z kantorów internetowych wymienia walutę ze względu na zagraniczny wyjazd, zaś 5 proc. badanych samodzielnie spłaca kredyt hipoteczny w obcej walucie.
Mimo wzrostu zainteresowania e-kantorami wciąż ponad 90 proc. Polaków jeszcze nie korzystało z ich oferty.
– Wielu z nich nie jest świadomych tego, że może oszczędzić, korzystając z internetu zamiast z tradycyjnego kantoru. Trend działa jednak na naszą korzyść, wymiana walut w internecie jest wygodna i bezpieczna. Ten, kto spróbuje, powraca do nas i wymienia w kantorach internetowych – podkreśla Łukasz Olek.
W Polsce działa obecnie ok. 50 internetowych kantorów. W 2013 roku Polacy wymienili za ich pośrednictwem 20 mld zł (dla porównania w 2012 roku niecałe 10 mld zł.). E-kantory narzucają znacznie niższą marżę niż kantory stacjonarne i banki, na internetowych transakcjach można zaoszczędzić 6-8 proc. w porównaniu z standardowymi ofertami. Aby wymienić w ten sposób pieniądze, wystarczą dwa konta walutowe, a cała transakcja oparta jest na przelewach.
Już dziś premiera czwartej części serii gier „The Sims”
Na polskim rynku debiutuje czwarta część najpopularniejszej gry symulacyjnej na świecie – „The Sims”. Twórcy zapowiadają, że edycja ta jest wyjątkowa, bo oprócz znanych już fanom rozwiązań wprowadzono kilka udoskonaleń. Gracz będzie mógł na przykład całkowicie wpływać na wygląd, a także – po raz pierwszy w historii gry – wprowadzono emocje wirtualnych postaci.
„The Sims” to gra symulacyjna, w której gracz ma organizować życie wirtualnych postaci zwanych Simami. Gra jest obecna na rynku od 2000 roku i do dziś sprzedała się w 16 milionach kopii na całym świecie. Premiera czwartej części serii gier „The Sims” została zapowiedziana w maju 2013 roku. Jej światowy debiut nastąpił 2 września tego roku, dzisiaj ma miejsce polska premiera.
– Polacy wyjątkowo lubią Simy. Lubią sobie popróbować innych scenariuszy w życiu. Jest to gra dla wszystkich, nie tylko dla dzieciaków, ale też dla dorosłych osób, które na przykład przychodzą zmęczone po pracy i odgrywają scenariusze na przykład, których nie mogą zrealizować we własnym życiu – mówi Lidia Zalewska, menadżer produktu w firmie Electronic Arts Polska, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.
Twórcy gry zapowiadają, że jej czwarta część pod wieloma względami będzie wyjątkowa. Gracza pozytywnie zaskoczyć ma przede wszystkim nowy sposób tworzenia Sima. Ma on wyglądać dokładnie tak, jak chce tego osoba grająca. Twórcy gry oferują wiele nowych kolorów i stylów ubrań, włosów, skóry. Możliwe będzie wybranie tatuażu, makijażu, biżuterii, zmarszczek lub piegów. Nowością jest także możliwość wybory fryzury oddzielnie od nakrycia głowy.
– W tej części po raz pierwszy pojawiają się emocje, na które gracz ma wpływ. Simy zawsze były emocjonalne, natomiast po raz pierwszy te emocje popychają rozgrywkę do przodu. Kolejna nowością w grze jest galeria wymiany między graczami. Jest to narzędzie, które pozwala w łatwy sposób zapisać to, co fani stworzą – mówi Lidia Zalewska.
W grę mogą grać osoby powyżej dwunastego roku życia. Jej twórcy podkreślają, że obecnie w „The Sims” grają całe pokolenia. Osoby, które grały w pierwsze części gry, dziś same mają dzieci, które zarażają swoją dawną pasją. Mimo że przeznaczeniem „The Sims” jest przede wszystkim rozrywka, gra posiada także walory edukacyjne. Dzieci i nastolatkowie uczą się głównie odpowiedzialności i ponoszenia konsekwencji swoich wyborów i zachowań. Np. Sim musi mieć zaplanowane codzienne czynności, takie jak sen i jedzenie. Jeśli gracz o nich zapomni Sim zachoruje, może nawet umrzeć.
– Jeżeli chodzi o aspekt edukacyjny gry, to obserwujemy zachowania graczy. Możemy je podzielić na kilka typów. Są osoby, które są typowymi budowniczymi i one rozwijają w grze swoją kreatywność. Inne osoby to są opowiadacze historii. Dla nich budowanie ma mniejsze znaczenie, natomiast oni opowiadają historię. To są na przykład przyszli reżyserowie filmów. Są też ludzie, którzy typowo eksperymentują w Simach – mówi Lidia Zalewska.
Aby uruchomić grę „The Sims” potrzebny jest czterordzeniowy procesor, najlepiej Intel Core i5 lub AMD Athlon X4, system operacyjny: 64-bitowy Windows 7 lub Windows 8, pamięć operacyjna 4 G, karta graficzna Nvidia GeForce GTX 650 lub lepsza, dysk twardy 9 GB. Połączenie internetowe będzie potrzebne tylko w momencie aktywacji gry.
IRG SGH: Ogólny wskaźnik koniunktury w handlu w III kw. niżej niż średnia z ostatnich 10 lat
Koniunktura w handlu w w II kw. spadła, przedsiębiorcy ocenili swoją kondycje jako słabą.
W III kwartale 2014 roku koniunktura w handlu pogorszyła się. Ogólny wskaźnik koniunktury był ujemny, był na niższym poziomie niż średnia dla tego okresu z ostatnich 10 lat, podał Instytut Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.
Odnotowano również spadek większości składowych wskaźników koniunktury według rodzaju prowadzonej działalności, grupy zatrudnienia, czy dziedzin działalności handlowej. W większości przypadków pozostały one negatywne.
− Towarzyszył temu lekki pesymizm przedsiębiorców, którzy ocenili swoją ogólną kondycję jako słabą − saldo odpowiedzi na to pytanie wyniosło -1,4 punktu. Dokładnie, 19,9 proc. badanych przedsiębiorstw uznało ogólną kondycję swojego przedsiębiorstwa za dobrą, 58,9 proc. ankietowanych za średnią, natomiast 21,3 proc. za słabą − podał IRG SGH.
W III kwartale w najlepszej sytuacji były przedsiębiorstwa handlowe działające w następujących branżach: artykułów i sprzętu gospodarstwa domowego oraz RTV, wyrobów farmaceutycznych, medycznych, kosmetyków i artykułów toaletowych, jak również obuwia i wyrobów skórzanych.
Podobnie jak w poprzednim kwartale, możliwości poprawy sytuacji przedsiębiorstw handlowych ograniczały następujące czynniki: konkurencja, niedostateczny popyt oraz koszty zatrudnienia pracowników.
PZPM: w sierpniu o 6,5 proc. rdr więcej zarejestrowanych nowych aut
Skoda, Toyota i Opel na podium najczęściej rejestrowanych nowych aut. Sierpień tego roku miał wyższe wzrosty w rejestracjach niż sierpień poprzednich lat.
Pierwsze rejestracje nowych samochodów osobowych i dostawczych zanotowały wzrost w sierpniu o 6,5 proc. rdr, a narastająco od stycznia do sierpnia o 14,8 proc., podał PZPM w raporcie.
– Sierpień był w tym roku, podobnie, jak zazwyczaj, najsłabszym miesiącem od początku roku, ale jednocześnie był nieco lepszy niż w ciągu ostatnich lat – podkreślił Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego.
Ostatni miesiąc zakończył się z rezultatem 23 349 zarejestrowanych nowych samochodów osobowych i dostawczych. Od początku roku zarejestrowano 249 526 samochodów licząc razem osobowe i dostawcze.
Segment samochodów dostawczych, których zarejestrowano o 17 proc. więcej rdr, był bardziej dynamiczny niż segment samochodów osobowych, których zarejestrowano więcej o 4,9 rdr.
– W sierpniu na szczycie listy rankingowej na pierwszym miejscu, z wyraźną przewagą nadal jest Skoda. Chociaż w ostatnim miesiącu po raz pierwszy w tym roku nie przekroczyła 3 tysięcy, to sprzedała 2417 szt. Było to o 33,7 proc. więcej niż przed rokiem i mniej o 30,8 proc. niż w lipcu br. – wylicza PZPM. – Na drugie miejsce wysunęła się Toyota (1 875; -1,4 proc. rdr; -11,6 mdm), spychając na trzecie Opla (1 696; +41,2 proc. rdr, -30,4 proc. mdm), mimo że to on właśnie osiągnął najwyższy wzrost rok do roku w pierwszej dziesiątce.
Mała liczba lekarzy i studentów oraz kwestia finansowania to główne wyzwania stojące przed systemem ochrony zdrowia w Polsce do 2060 roku
W Polsce liczba praktykujących lekarzy jest o około 1/3 niższa niż średnio w Europie. Jesteśmy obecnie szóstym najmłodszym społeczeństwem na Starym Kontynencie. W 2060 roku będziemy czwartym najstarszym. Do tego czasu system ochrony zdrowia musi się zmierzyć z wyzwaniami w zakresie zapotrzebowania, finansowania i zasobów ludzkich dostępnych w służbie zdrowia. O tym, w jakim kierunku powinny iść zmiany dyskutowali uczestnicy debaty pt. Zasoby finansowe i kapitału ludzkiego w systemie ochrony zdrowia w Polsce w ramach V Forum Ochrony Zdrowia, które odbyło się podczas XXIV Forum Ekonomicznego w Krynicy Zdroju.
W debacie udział wzięli Igor Radziewicz – Winnicki, Wiceminister Zdrowia, Tadeusz Jędrzejczyk, Prezes Narodowego Funduszu Zdrowia, prof. dr hab. n. med. Marek Krawczyk, Rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, Beata Małecka – Libera, Poseł na Sejm RP oraz Andrzej Matyja, Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Krakowie. Panel poprzedziła prezentacja Łukasza Zalickiego, Partnera EY pt. Wyzwania stojące przed systemem finansowania ochrony zdrowia w Polsce. Dyskusję poprowadził Jakub Szulc odpowiedzialny za Sektor Ochrony Zdrowia w EY, były Sekretarz Stanu w Ministerstwie Zdrowia.
Trzy siły napędowe
Według Łukasza Zalickiego, tym, co wpływa na wzrost zapotrzebowania na usługi zdrowotne są czynniki demograficzny, dochodowy i technologiczny. Społeczeństwo polskie się starzeje. W 2060 roku na jedną osobę powyżej 65. roku życia będzie przypadać zaledwie 1,5 osoby w wieku produkcyjnym. To czynnik, który zwiększy zapotrzebowanie na usługi ochrony zdrowia. Z drugiej strony im społeczeństwa są bardziej zamożne, tym więcej wydają na służbę zdrowia. Od 1990 do dzisiaj udział wydatków na zdrowie w Polsce wzrósł z 4,8% do prawie 7% PKB. Kolejnym ważnym czynnikiem wpływającym na wzrost zapotrzebowania na usługi ochrony zdrowia jest technologia, dzięki której skuteczniej można leczyć istniejące choroby lub prowadzić terapię w zupełnie nowych obszarach. Rozwojowi technologii towarzyszy zazwyczaj społeczna presja na upowszechnienie nowych metod leczenia, bez względu na koszty, które zazwyczaj są wyższe niż w przypadku metod dotychczas stosowanych.
Wyzwania do roku 2060
Obecnie liczba praktykujących lekarzy w relacji do populacji w Polsce jest najniższa w grupie przebadanych krajów w Europie. W 2011 roku, w Polsce na 100 tys. mieszkańców przypadało zaledwie ok. 219 lekarzy. Co więcej, relatywnie mała liczba absolwentów kierunków lekarskich może sprawić, że obserwowana obecnie luka może się w przyszłości jeszcze bardziej pogłębić. Mała liczba osób zatrudnionych w służbie zdrowia w połączeniu z brakiem stosownych regulacji prawnych sprawia, że lekarze pracują w kilku miejscach równocześnie. Zdarza się, że ich czas pracy przekracza 300 godzin miesięcznie. W związku z tym najważniejsze wyzwania, przed którymi będzie musiała stanąć służba zdrowia to braki kadrowe i niewystarczające finansowanie.
Kadry, finanse, kierunki
Zdaniem Tadeusza Jędrzejczyka, Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, przekraczanie liczby godzin pracy przez lekarzy stanowi istotny problem. Fundusz nie ma takich przepisów, które regulowałyby maksymalną liczbę pracodawców, u których lekarze mogą świadczyć swoje usługi. Jednak w niektórych przypadkach takie ograniczenia nie byłyby wskazane z uwagi na zbyt małą liczbę lekarzy wybranych specjalizacji, szczególnie w mniejszych miejscowościach.
Z kolei prof. dr hab. n. med. Marek Krawczyk, Rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego wskazał, że obecnie w Polsce jest 11 uczelni medycznych. Liczba przyjęć nowych studentów jest niezależna od rektorów. Zwiększenie liczby studentów z punktu widzenia uczelni nie jest problemem. Problemem jest finansowanie. Roczny koszt kształcenia lekarza wynosi ok. 35 tys. złotych. W sumie uniwersytet przyjmuje co roku 150 studentów, którzy płacą za naukę. Andrzej Matyja, Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Krakowie dodał, że co roku rośnie liczba absolwentów, także tych, którzy kształcą się w języku angielskim. Zwłaszcza wśród tej grupy poważnym problemem jest migracja. Aż 10 procent absolwentów opuszcza kraj. W Polsce mamy aż 77 specjalizacji – najwięcej na świecie.
Natomiast Igor Radziewicz – Winnicki, Wiceminister Zdrowia zwrócił uwagę na różnice między systemami ochrony zdrowia. W Wielkiej Brytanii czy Skandynawii większość porad udzielana jest bez konieczności kontaktu z lekarzem. Jego zdaniem rynek niepublicznych usług medycznych szybko się rozwija, natomiast w żaden sposób nie współfinansuje kształcenia lekarzy. Uczestnicy panelu zwrócili także uwagę na problem kształcenia w kierunku profilaktyki. Poważnym wyzwaniem obecnie jest brak pracy dla dietetyków, czy fizjoterapeutów. Według Beaty Małeckiej – Libery, Poseł na Sejm RP, olbrzymim wyzwaniem jest starzejąca się populacja Polski. W związku z tym należy szkolić pielęgniarki, czy opiekunki osób starszych. Jej zdaniem główny nacisk trzeba położyć na edukację lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. Dyskusję podsumował Jakub Szulc z EY, którego zdaniem potrzebne jest szersze, ponadresortowe spojrzenie na problemy służby zdrowia, które pozwoli kompleksowo przyjrzeć się wyzwaniom, jakie przed nią stoją.
RPP utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie
Stopy procentowe bez zmian, zadecydowała RPP na wrześniowym posiedzeniu.
Rada Polityki Pieniężnej podczas posiedzenia w dniach 2-3 września postanowiła utrzymać stopy procentowe NBP na niezmienionym poziomie: stopa referencyjna 2,50 proc. w skali rocznej; stopa lombardowa 4,00 proc. w skali rocznej; stopa depozytowa 1,00 proc. w skali rocznej; stopa redyskonta weksli 2,75 proc. w skali rocznej.

















