Rząd zapowiada nową specustawę węglowodorową. Branża liczy na uproszczenia

CEO Magazyn Polska

Do konsultacji trafił właśnie projekt specustawy węglowodorowej. Ma ona uprościć procedury administracyjne związane z poszukiwaniem, wydobywaniem i przesyłaniem gazu łupkowego.

Przemysł poszukiwawczo-wydobywczy w Polsce chciałby kontynuować w dobrym tempie fazę poszukiwania polskiego gazu łupkowego ‒ mówi Marcin Zięba, dyrektor generalny Organizacji Polskiego Przemysłu Poszukiwawczo-Wydobywczego. ‒ Żeby to robić w sposób efektywny, musimy jednak szybko dostawać wszelkiego rodzaju pozwolenie, które umożliwiają nam wejście na plac i rozpoczęcie prac wiertniczych. Główne firmy poszukujące w Polsce węglowodorów, zwłaszcza gazu łupkowego, długo czekały na takie regulacje, umożliwiałyby im szybkie i sprawne prowadzenie prac poszukiwawczych.

Projekt ustawy przygotowany w resorcie skarbu przewiduje skrócenie czasu, jaki na decyzje w sprawie poszukiwań złóż ma administracja, oraz terminów odwoławczych. Mniej będzie też urzędników, od których zależeć będzie postęp prac. Głównymi decydentami w tych kwestiach zostaną wojewodowie. Dokument przewiduje także zastąpienie różnego typu pozwoleń, uzgodnień i zgód poprzez niewiążące opinie (wraz z wprowadzeniem domniemania opinii pozytywnej).

Jak podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Zięba, w Pensylwanii w USA czas oczekiwania na uzyskanie takiego pozwolenia trwa średnio 45 dni. Polsce jest jednak bardzo daleko do amerykańskiej sprawności.

Do tej pory proces był hamowany przez całą machinę biurokratyczną różnego rodzaju pozwoleń, zaczynając od organu wydającego koncesję, poprzez poziom administracji lokalnej, aż do administracji gminnej. Proces uzyskania pozwolenia trwał w naszym kraju 12 miesięcy ‒ ubolewa dyrektor generalny Organizacji Polskiego Przemysłu Poszukiwawczo-Wydobywczego.

Branża liczyła na to, że uproszczenie procedur administracyjnych znajdzie się w Prawie geologicznym i górniczym, ale w przyjętym niedawno przez parlament dokumencie nie znalazły się te kwestie.

Firmy poszukiwawcze ubolewają również nad przyjętymi rozwiązaniami ws. podatku węglowodorowego. O ile bowiem sam podatek firmy będą musiały płacić od roku 2020, o tyle podatkowa biurokracja ma ruszyć już za półtora roku.

Ustawa wprowadza od 2016 roku obowiązek raportowania podatkowego, co postrzegamy dużym utrudnieniem dla przemysłu ‒ zaznacza Marcin Zięba. ‒ Firmy, które nie rozpoczęły jeszcze produkcji i które dopiero wydają pieniądze na inwestycję, będą musiały co miesiąc składać raport, wykazując w nim tak naprawdę o zerowy przychód.

Według zapowiedzi ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego, spółki Skarbu Państwa do 2016 roku zainwestują w poszukiwania surowca ok. 5 mld zł.

Liczba klientów w biurach podróży rośnie. Korzystają na tym również sklepy wolnocłowe na lotniskach

0

CEO Magazyn Polska

Baltona liczy na to, że II półrocze będzie dla niej znacznie zyskowniejsze niż pierwsze sześć miesięcy 2014 roku. Świadczyć o tym może rosnąca liczba klientów biur podróży. To przełoży się na większą liczbę pasażerów, którzy przed wylotem na wakacje odwiedzą sklepy wolnocłowe Baltony. Spółka w najbliższych miesiącach nie planuje większych inwestycji, licząc, że te realizowane w poprzednich miesiącach zaczną przynosić większe dochody.

– Oczekiwania co do liczby pasażerów, czyli klientów biur turystycznych, są bardzo duże i mówimy tutaj o dwucyfrowym wzroście – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Andrzej Uryga, prezes spółki Baltona. – Jestem przekonany, że to się bardzo pozytywnie przełoży na wyniki Baltony, w której turyści robią zakupy przed wylotem na wakacje.

Baltona to największy operator sklepów wolnocłowych w Polsce. Działa też na rynkach Unii Europejskiej i na Ukrainie. W 2013 roku spółka posiadała 50 lokali. Najnowszy sklep, który otwarto w maju 2014 r., Baltona zlokalizowała na lotnisku w Alghero na Sardynii.

W drugim półroczu, a przynajmniej w trzecim kwartale staramy się nie robić jakichś większych inwestycji – mówi Andrzej Uryga. – Ewentualnie jakieś inwestycje mogą pojawić się w czwartym kwartale, jeżeli będzie ku temu jakaś dobra okazja.

Mimo braku konkretnych deklaracji inwestycyjnych szefowie Baltony nie kryją, że tej chwili celem ekspansji spółki może być cała Europa.

Oczywistym kierunkiem ekspansji dla nas, ze względu na know-how, na przewagę technologiczną, jest Europa Środkowo-Wschodnia, Ukraina, kraje Pribałtyki, i całe Bałkany, to tam poszukujemy różnego rodzaju celów do przejęcia – deklaruje prezes Baltony. – Ale jak się okazuje, pojawiają się również okazje w Europie Zachodniej, która jest co prawda dużo trudniejszym rynkiem, ale też rentownym ze względu na dużą siłę nabywczą klientów i pasażerów.

Poza sprzedażą w sklepach wolnocłowych spółka zajmuje się też zaopatrywaniem statków dalekomorskich oraz placówek dyplomatycznych. Także w państwach bałtyckich, na Ukrainie i w Rosji.

Wiadomo, że to się wiąże z ryzykiem, ale zakładamy, że to ryzyko jest krótkoterminowe i że w dłuższej perspektywie te regiony będą dochodowe i będą uzupełniały i rozwijały naszą ofertę – uważa Andrzej Uryga.

Baltona zdaje sobie sprawę z tego, że zaopatrywanie placówek dyplomatycznych nigdy nie będzie przynosić wielkich zysków. Tę branżę w naturalny sposób ogranicza liczba dyplomatów mających prawo kupować w sklepach towary nieobciążone podatkiem VAT. Spółka jednak liczy na to, że zyski z tego rynku uzupełnią to, co zarabia dzięki sklepom na lotniskach.

– Oczywiście w trakcie wakacji dyplomaci kupują trochę mniej, na koniec roku kupują trochę więcej, ale to się fajnie nakłada na sezonowość Baltony, która jest dokładnie odwrotna – mówi prezes spółki. – Liczymy na to, że ta działalność, chociaż nie prosta, przyniesie jednak uzupełnienie i wyrównanie przychodów z całego roku, czyli doprowadzi do zmniejszenia tej bolesnej sezonowości, którą musimy zawsze inwestorom tłumaczyć ze względu na trudniejszy początek roku, który potem dopiero odrabiamy.

W I półroczu 2014 spółka osiągnęła przychody przekraczające 155 mln zł. Było to o 59 proc. więcej niż rok wcześniej. Pomimo tego wyższe koszty związane m.in. z inwestycjami oraz spadkiem sprzedaży na Ukrainie przyniosły Baltonie wzrost straty netto przypadającej na właścicieli jednostki dominującej z 3,07 mln przed rokiem do 7,29 mln zł w tym roku.

Coface: wzrost gospodarczy w Europie Środkowo-Wschodniej może wynieść w tym roku 2,4 proc.

CEO Magazyn Polska

W ostatnim rankingu Coface 500 największych przedsiębiorstw w Europie Środkowo-Wschodniej liczba polskich firm zmniejszyła się o 13 proc. Głównym powodem była sytuacja makroekonomiczna regionu i osłabienie popytu wewnętrznego w Polsce. Bieżący rok zdaniem ekonomistów Coface ma być lepszy ze względu na wyższe tempo wzrostu gospodarczego. Jeżeli nie nastąpi eskalacja konfliktu na Ukrainie i związanych z nim sankcji ze strony Rosji, PKB w regionie wzrośnie o 2,4 proc.

Coface, międzynarodowa firma działająca w branży ubezpieczeń należności, opublikował ranking 500 największych firm w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, klasyfikowanych pod względem wielkości obrotów. W tegorocznej edycji znalazło się 148 polskich przedsiębiorstw, aż o 13 proc. mniej niż w ubiegłym roku. Głównym, dotyczącym wszystkich branż, powodem spadku było trudne otoczenie makroekonomiczne.

Wzrost gospodarczy Polski w 2013 roku wyniósł 1,6 proc., czyli dokładnie tyle, ile w kryzysowym 2009 roku – mówi Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej, w rozmowie z agencją Newseria Biznes. – Z tym że pięć lat temu mogliśmy mówić w Polsce o stabilnej konsumpcji prywatnej. Niestety, w ubiegłym roku tego czynnika zabrakło, zwłaszcza w pierwszej połowie roku.

Jak podkreśla, dynamika konsumpcji była zerowa, a firmy bardzo odczuły spowolnienie w sprzedaży. Tym bardziej że również sytuacja w strefie euro, czyli u głównego partnera handlowego Polski, nie była najlepsza. Z tego powodu firmy zaczęły intensywnie poszukiwać nowych rynków zbytu.

Dynamika eksportu i jego wkład netto w PKB był więc dodatni. Natomiast uwarunkowania makroekonomiczne silnie odbiły się na sytuacji przedsiębiorstw, nawet tych największych – mówi Sielewicz.

Zdaniem głównego ekonomisty Coface sytuacja przedsiębiorstw Europy Środkowo-Wschodniej w br. będzie lepsza, ale niewiele. Pojawiło się bowiem ryzyko geopolityczne.

W przypadku Polski mamy nie największą, ale jednak istotną ekspozycję na rynek rosyjski, a więc zaszkodzić nam może embargo na produkty rolno-spożywcze – mówi Sielewicz. – A do tego jeszcze dochodzą niepokojące sygnały z gospodarki niemieckiej, gdzie wysyłamy około 25 proc. naszego eksportu. W związku z tym na pewno będzie to również rok dosyć trudny.

Z prognoz Coface wynika, że jeśli sytuacja polityczno-militarna nie będzie się pogarszać, wzrost gospodarczy krajów Europy Środkowo-Wschodniej może wynieść 2,4 proc. A na przyspieszeniu wzrostu powinny korzystać również firmy z regionu.

W tegorocznym rankingu największych 500 firm dobrze reprezentowany jest sektor ropy i gazu, który zawsze generuje duże obroty. W zestawieniu Coface pierwsze dwa miejsca zajmują polski PKN Orlen oraz węgierski MOL.

Ich obroty spadały – zwraca uwagę główny ekonomista Coface. – Firmy musiały działać w  trudnych warunkach ekonomicznych. Odczuły skutki stabilizacji cen na rynkach surowcowych i ograniczonego popytu. To wszystko znalazło odzwierciedlenie w wynikach sektora. Do tego możemy jeszcze zaliczyć amerykańską rewolucję łupkową. Wcześniej do Stanów Zjednoczonych rafinerie europejskie eksportowały nadwyżki benzyny. Od ubiegłego roku kierunek jest odwrotny. USA sprzedają benzynę nie tylko do Ameryki Południowej, lecz także na rynek europejski. To wymusiło również presje na marże rafineryjne i bezpośrednio znalazło odzwierciedlenie w wynikach finansowych sektora ropy i gazu.

Najbardziej spektakularny był wzrost znaczenia w regionie firm ukraińskich. W poprzedniej edycji wśród 500 największych przedsiębiorstw znalazło się 47 firm z tego kraju, w tegorocznym – już 90. W 2011 roku natomiast było ich 75.

Widzimy więc, że fluktuacja jest dosyć duża – komentuje Sielewicz. – W 2013 roku na Ukrainie panowały jeszcze inne warunki. Nie było jawnego konfliktu na linii Rosja-Ukraina, aneksji Krymu czy też działań militarnych we wschodnich regionach. Obecnie otoczenie jest bardziej skomplikowane, czego wyrazem są oceny ryzyka tego kraju, które Coface przygotowuje w oparciu o sytuację przedsiębiorstw. W naszej siedmiostopniowej skali Ukraina jest na najniższym poziomie, ma przyznaną ocenę D. Polska, z wynikiem A3, jest o cztery stopnie wyżej.

Dziś rusza pierwszy multimedialny projekt prezentujący Pałac Saski w Warszawie

Saski360 to interaktywna aplikacja multimedialna, która pokazuje, jak wyglądałby zburzony przed siedemdziesięciu laty Pałac Saski w krajobrazie dzisiejszej Warszawy. Wirtualna wersja zachodniej pierzei Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego została przygotowana w oparciu o unikatowe zdjęcia, wysokiej jakości ujęcia lotnicze i fotorealistyczne wizualizacje.

Prace nad tym projektem podzielone były na dwa etapy: z jednej strony zbieraliśmy bazę materiałów multimedialnych, w tym zdjęcia lotnicze oraz panoramy wykonywane zarówno z lotu ptaka, jak i z ziemi. Z drugiej strony na podstawie już istniejącej koncepcji odbudowy pałacu Saskiego pracowaliśmy nad modelem trójwymiarowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Tomasz Ogrodzki, dyrektor zarządzający firmy SkyConcept, która przygotowała przedsięwzięcie.

Wyjaśnia, że aplikacja została stworzona z wykorzystaniem nowoczesnych technik, m.in. dronów. Dzięki nim można tworzyć kompleksowe prezentacje multimedialne, które umożliwiają pokazanie danego obiektu z różnych perspektyw.

Największą przewagą drona nad innymi metodami przy wykonywaniu zdjęć jest jego elastyczność. To jest elastyczność rozumiana jako po pierwsze dobór miejsca wykonywania takich zdjęć, po drugie – wysokości, możemy dobrać ją w przedziale od 1 metra do 300 metrów, a w konsekwencji to, jaki sprzęt fotograficzny czy filmowy zostanie wykorzystany przy realizacji tego typu materiałów – wyjaśnia Tomasz Ogrodzki.

Wizualizacje przedstawiają kompletną zabudowę, czyli dominujący Pałac Saski, a także Pałac Brühla oraz kamienice przy ul. Królewskiej. Każdy, kto odwiedzi platformę saski360.pl, może odbyć wirtualną wycieczkę i podziwiać budowle zarówno z perspektywy przechodnia, jak i z lotu ptaka.

Mając multimedia z jednej strony, z drugiej strony trójwymiarowy model obiektu, byliśmy w stanie zbudować spójną prezentację, która pokazuje, jak zburzony w 1944 roku Pałac Saski wyglądałby w krajobrazie dzisiejszej Warszawy – dodaje Tomasz Ogrodzki.

Pałac Saski wraz z pozostałymi budynkami z tego kompleksu został zniszczony przez hitlerowców po upadku Powstania Warszawskiego w grudniu 1944 roku. Po II wojnie światowej nie został odbudowany. Odnowiono jedynie małą część dawnej kolumnady prowadzącej z placu do ogrodu, gdzie mieści się Grób Nieznanego Żołnierza.

Polacy częściej jeżdżą na wakacje. Dominuje Grecja, ale coraz większą popularnością cieszą się też egzotyczne kierunki

CEO Magazyn Polska

Polacy coraz chętniej wyjeżdżają na wakacje. W lecie sprzedano ponad 28 proc. wycieczek więcej niż w analogicznym okresie w 2013 roku. Hitem tegorocznych wakacji jest Grecja. Wyjechało tam blisko 25 proc. turystów. Wciąż duży zainteresowaniem cieszą się też Turcja i Egipt. Polacy jednak coraz częściej wybierają egzotyczne kierunki, gdzie dzięki lepszym połączeniom lotniczym można dostać się szybciej i bardziej komfortowo.

– Największy wyjazdowy boom odnotowaliśmy w sierpniu oraz lipcu. Mniej wyjeżdżaliśmy w czerwcu. Najwięcej wylotów było z Warszawy, Gdańska i Katowic – podsumowuje sezon wakacyjny w rozmowie z agencją Newseria Marzena Szlichta z portalu Wakacje.pl.

Polacy częściej decydują się na wakacyjne wyjazdy z touroperatorami. Z raportu Polskiego Związku Organizatorów Turystyki wynika, że sprzedaż letnich ofert biur podróży była w tym roku wyższa o ponad 28 proc. niż w ubiegłym roku.

W tym roku prawdziwym wakacyjnym hitem okazała się Grecja, przede wszystkim wyspy, gdzie wyjechało blisko 25 proc. Polaków. Na kolejnych miejscach uplasowały się Turcja, Egipt i Hiszpania (odpowiednio 15, 13 i blisko 11 proc.)

– Najpopularniejsze regiony to przede wszystkim Riwiera Turecka, która przyciąga turystów bardzo bogatą ofertą hotelową oraz pięknymi plażami i możliwością uprawiania sportów wodnych. Dużym zainteresowaniem cieszy się malownicza Kreta, która przyciąga zwolenników wypoczynku i zwiedzania, także kultowe egipskie Hurghada i Sharm El Sheikh – mówi ekspertka z portalu Wakacje.pl.

Jeśli udajemy się na wyjazd wakacyjny, to przede wszystkim samolotem. W końcówce lata i we wrześniu udział imprez lotniczych wyniósł ponad 93 proc. Polacy wybierają też wypoczynek w komfortowych warunkach. W hotelach 4- i 5-gwiazdkowych spędziło urlop 64 proc. (dane Travelplanet), jeszcze więcej osób wybrało opcję all inclusive (78 proc.) Najczęściej na wyjazd decydują się osoby w wieku 18-45 lat, które na wakacje zagraniczne wydają ok. 2,3 tys. zł.

Ze statystyk wynika również, że coraz chętniej wyjeżdżamy już po zakończeniu wakacji. Ministerstwo Sportu i Turystyki wyliczyło, że w 2013 roku we wrześniu wyjechało 1,2 mln osób (w 2011 mniej niż 0,5 mln osób, w 2012 – 0,95 mln). Biorąc pod uwagę większą liczbę rezerwacji i sprzedaży (w ostatnim tygodniu sierpnia dynamika sprzedaży ofert na kolejne tygodnie wyniosła ponad 21 proc.), w tym roku wynik może być jeszcze lepszy.

– Koniec lata i początek jesieni to gorąca oferta last minute. Chcemy przedłużyć ciepłe dni, dlatego w tym okresie dużą popularnością cieszą się takie miejsca, jak: Grecja, Maroko, Tunezja, Egipt. To kierunki całoroczne, bo na temperatury nie można narzekać nawet w okresie zimowym – zaznacza Szlichta.

Poza sezonem coraz większą popularnością cieszą się kraje egzotyczne, jak Dominikana, Kuba i Tajlandia. Dużym ułatwieniem jest też fakt, że biura podróży oferują przeloty bezpośrednie, często Dreamlinerem.

Duży ruch biura podróży notują również w zimie. Z danych biur podróży wynika, że zainteresowanie takimi wyjazdami wzrosło o 40 proc. Jest to też dobry okres dla szukających korzystnych cenowo ofert.

– Listopad i grudzień to czas, kiedy będziemy mogli rezerwować ofertę na lato 2015 – podkreśla Szlichta. – W ofertach first minute mamy zarówno szeroki wybór hoteli, jak i wszelkie bonusy związane z wczesną rezerwacją, jak choćby gwarancja niezmiennej ceny czy gratis w postaci wycieczek fakultatywnych – podkreśla Marzena Szlichta.

Raiffeisen Polbank: Zysk netto wzrósł w I półroczu o 10,5 proc.

Liczony rok do roku zysk netto Raiffeisen Polbanku wzrósł  w I połowie 2014 roku o 10,5 proc. i wyniósł 92 mln zł.

Wynik z działalności bankowej wyniósł w I półroczu 2014 spadł o 1,2 proc. do  928,2 mln zł. Wskaźnik kosztów do dochodów wyniósł na koniec czerwca 69,3 proc. i był o 3,1 pp niższy niż rok wcześniej.

Cytowany w komunikacie prezes Raiffeisen Polbanku Piotr Czarnecki, zwraca uwagę, że optymalizowanie organizacji i racjonalizacja wydatków spowodowały obniżkę kosztów o ponad 5 proc. rdr.

– W drugim kwartale zakończyliśmy kluczową z punktu widzenia sprawności operacyjnej banku integrację systemową, która uwieńczyła fuzję Raiffeisen Bank Polska z Polbank EFG  – podkreśla prezes Czarnecki.

Prezes Raiffeisen Polbanku zaznacza, że integracja obu banków dla  klientów oznaczało ujednolicenie oferty produktowej, zapewnienie wszystkim jednakowego dostępu do nowoczesnej bankowości internetowej i aplikacji mobilnej, a dla pracowników wyposażenie w wydajniejsze narzędzia i systemy.

– Po stronie biznesowej, koncentrowaliśmy się na podnoszeniu efektywności i dochodowości. Mimo utrzymywania się stóp procentowych na rekordowo niskim poziomie, co niekorzystnie wpływa na przychody z działalności kredytowej, bank poprawił wynik odsetkowy – mówi Piotr Czarnecki.

Wynik z działalności bankowej sięgnął w I półroczu 928,2 mln zł, co oznacza spadek o 1,2 proc. rdr. Wielkość odpisów na zagrożone kredyty w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2014 r. wyniosła 183,2 mln zł, nieznacznie mniej niż przed rokiem. Wskaźnik kosztów do dochodów ukształtował się na koniec czerwca na poziomie 69,3 proc, czyli był o 3,1 pp niższy niż rok wcześniej. Współczynnik wypłacalności na koniec II kwartału był na poziomie 13,7 proc.. Poprawiła się rentowność banku – zwrot na kapitale wyniósł 4,2 proc. w ujęciu brutto i 3,3 proc.uwzględniając wynik netto. Zwrot na aktywach sięgnął 0,4 proc.

Bank podał, że w porównaniu z I półroczem 2013, wartość udzielonych kredytów spadła o 1,4 proc. do 34,58 mld zł. Portfel depozytów klientów nie zmienił się i wyniósł 30,92 mld zł. Suma bilansowa banku wzrosła do 50,29 mld zł, co oznacza wzrost o 1,2 proc.

Suma bilansowa Grupy Kapitałowej Raiffeisen Bank Polska praktycznie nie zmieniła się w porównaniu ze stanem z końca czerwca 2013 r. i wyniosła 55,35 mld złotych. Fundusze własne Grupy wynosiły 5,7 mld złotych, a kapitał zakładowy 2,21 mld zł.

Jak pisze bank w komunikacie, w I półroczu 2014 roku Raiffeisen Bank Polska pozostał liderem rynku faktoringu z obrotami na poziomie 7,33 mld zł, po wzroście o 7 proc. w ujęciu rocznym, dzięki czemu utrzymał 15 proc. udziałów w rynku.

Raiffeisen-Leasing Polska zachował drugą pozycję wśród największych firm w swej branży, oddając w pierwszym półroczu 2014 r. w leasing aktywa o wartości 1,64 mld zł, co oznacza wzrost o 31 proc. w skali roku i daje 8,9 proc. udziału w rynku.

Spółka poinformowała, że podpisała umowę z Europejskim Funduszem Inwestycyjnym (EIF), która ma na celu wspieranie firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, w tym również  start-upów, poprzez zapewnienie im lepszego dostępu do środków finansowych.

(Newseria Inwestor)

Jakie produkty sprzedawać w sklepikach szkolnych?

Należy umożliwić Ministerstwu Zdrowia określanie wykazu produktów, które mogą być sprzedawane w sklepikach szkolnych – proponuje Konfederacja Lewiatan wraz z Polską Federacją Producentów Żywności – Związkiem Pracodawców.

Dzisiaj obie organizacje przekazały do Sejmu poprawki do poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia. Poparli je również Pracodawcy RP, Stowarzyszenie Polskich Producentów Wyrobów Czekoladowych i Cukierniczych „Polbisco” oraz Związek „Polskie Mięsko”.Zdaniem przedsiębiorców branży spożywczej wprowadzenie rekomendowanego wykazu żywności, która może być sprzedawana bądź podawana w sklepikach szkolnych rozwieje wszelkie wątpliwości dotyczące tego, jakie produkty mogą być sprzedawane lub podawane dzieciom w szkolnych sklepikach. W poselskim projekcie ustawy zapisano, że produkty mogłyby być sprzedawane w sklepikach, pod warunkiem, że udział w nich różnych składników, np. cukru nie przekroczy sztywno określonych wielkości.

– To są propozycje niewłaściwe z legislacyjnego punktu widzenia i wprowadzają nierówność w traktowaniu producentów różnych produktów – wskazuje dr Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan. Wprowadzenie w ustawie sztywnych wartości granicznych będzie bardzo trudne do ocenienia przed dyrektora szkoły. Nawet ajenci sklepików, którzy kupują towar od pośredników, nie mają informacji o pełnym składzie ilościowym produktu, ponieważ te informacje podlegają tajemnicy handlowej.

Dlatego zdaniem producentów należy umożliwić Ministrowi Zdrowia określanie wykazu produktów. W ten sposób uwzględniane będą potrzeby zdrowotne i żywieniowe dzieci oraz rekomendowane normy żywieniowe – dodaje ekspertka Lewiatana.

Konfederacja Lewiatan

Lewiatan o zmianach w ustawie o KRS

0
Ministerstwo Sprawiedliwości opublikowało projekt założeń projektu ustawy o zmianie ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym oraz niektórych innych ustaw.

Komentarz Bartosza Wyżykowskiego, radcy prawnego, eksperta Konfederacji LewiatanWiększość zaproponowanych zmian należy ocenić pozytywnie. Mają one na celu uporządkowanie rejestru i zwiększenie wiarygodności i rzetelności ujawnianych w nim danych.

Proponuje się m.in. wprowadzenie uproszczonej procedury rozwiązywania i wykreślania tzw. podmiotów martwych, które w praktyce nie wykazują się aktywnością i nie posiadają żadnego majątku. Podmioty takie często nie posiadają też swoich organów, w związku z czym możliwości oddziaływania przez sądy rejestrowe są bardzo ograniczone. Zwiększenie kompetencji sądów rejestrowych w tym zakresie należy więc ocenić pozytywnie. Godne poparcia są również wszystkie zmiany mające na celu zinformatyzowanie postępowań przed sądami rejestrowymi, a także rezygnacja z uciążliwego i kosztownego dla przedsiębiorców obowiązku publikacji wpisów w Monitorze Sądowym i Gospodarczym.

Sceptycznie należy natomiast ocenić propozycję uregulowania sytuacji prawnej majątku, który pozostał po podmiocie wykreślonym z KRS. Projekt zakłada bowiem następstwo prawne Skarbu Państwa, który miałby nieodpłatnie nabywać z mocy prawa własność i inne prawa majątkowe wykreślonego podmiotu. Wobec wspólników i wierzycieli Skarb Państwa ponosiłby z kolei odpowiedzialność ograniczoną do wartości nabytego mienia, przy czym roszczenia mogłyby być dochodzone tylko w ciągu roku od chwili jego nabycia, a więc od dnia wykreślenia podmiotu. Co prawda, obecnie kwestia ta nie jest precyzyjnie uregulowana w przepisach prawa i z całą pewnością interwencja legislacyjna jest pożądana. Tym niemniej, proponowana w projekcie koncepcja nie wydaje się przekonująca. Ustawodawca powinien bowiem poszukiwać takich narzędzi, które w możliwie dużym stopniu zabezpieczą prawa i interesy majątkowe kontrahentów wykreślonego podmiotu i jego byłych właścicieli. Nacjonalizacja prywatnego mienia, tych celów nie spełnia. W takiej sytuacji należałoby raczej wprowadzić uzupełniające postępowanie likwidacyjne albo też kuratora majątku.

Przy okazji nowelizacji warto by się również pochylić nad zmianą sposobu wyszukiwania dłużników w Rejestrze Dłużników Niewypłacalnych. Do rejestru wpisywane są osoby fizyczne, które w terminie 30 dni od wezwania do spełnienia świadczenia nie zapłaciły należności stwierdzonej tytułem wykonawczym. Obecnie dłużnika można jednak wyszukać tylko, znając jego numer RDN. Wyszukanie osoby bezpośrednio przy pomocy numeru PESEL czy NIP nie jest możliwe. Najpierw należy się bowiem zwrócić się z wnioskiem o wydanie zaświadczenia, czy i pod jakimi numerami RDN wpisany jest dłużnik. Konieczność ubiegania się o numer RDN, na podstawie którego dopiero możliwe staje się skorzystanie z internetowej wyszukiwarki powoduje, że rejestr ten jest słabo wykorzystywany. Znacznie bardziej dogodną byłaby możliwość wyszukania dłużników na podstawie numeru PESEL lub NIP, które są podstawowymi danymi identyfikującymi podmioty, a więc na tej samej zasadzie jak można wyszukiwać podmiot poprzez wyszukiwarkę KRS.

Konfederacja Lewiatan

 

GDDKiA: Rozstrzygnięto pierwszy etap przetargu na budowę odcinka autostrady A1 Rząsawa – Blachownia

Rozstrzygnięto pierwszy etap postępowania przetargowego na budowę autostrady A1 dla odcinka F: węzeł Rząsawa (z węzłem) – węzeł Blachownia (z węzłem).

Spośród wszystkich złożonych ofert Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad do drugiego etapu zaprosi 17 wykonawców, którzy spełnili warunki udziału w postępowaniu. W pierwszym etapie dokonywana była selekcja firm pod kątem ich realnego potencjału. Trzy oferty na tym etapie odrzucono.

Do wybranych wykonawców zostaną wysłane zaproszenia do składania ofert cenowych. Kryterium oceny ofert w drugim etapie będzie składową ceny (90 proc.) i okresu gwarancji (10 proc.).

Odcinek A1 z Rząsawy do Pyrzowic o łącznej długości 56,9 km jest  inwestycją realizowaną w ramach nowej perspektywy finansowej UE 20142020. Wybudowanie autostrady A1 na odcinku Rząsawa  Pyrzowice, połączy zrealizowane już fragmenty autostrady A1 w woj. łódzkim i dalsze odcinki na północy kraju, z południową granicą państwa, z miastami aglomeracji śląskiej, Portem Lotniczym Katowice w Pyrzowicach oraz odciąży Częstochowę z ruchu tranzytowego.

Prowadzone postępowanie jest jednym z czterech przeprowadzanych dla odcinka autostrady A1 z Rząsawy do Pyrzowic. To drugi odcinek, dla którego GDDKiA dokonała rozstrzygnięcia I Etapu. Dla pozostałych dwóch odcinków nadal trwa analiza wniosków przetargowych.

Na amerykańskim rynku pracy powstało znacznie mniej miejsc pracy niż oczekiwano, rewizja za poprzednie miesiące w dół

Tylko 142 tys. miejsc pracy przybyło w amerykańskim sektorze pozarolniczym w sierpniu. To znacznie poniżej oczekiwań na poziomie 225 tys. i gorzej niż w lipcu, gdy było ich 212 tys. Zrewidowano w dół łączne dane za czerwiec i lipiec.

Zaskakująco słabe dane z amerykańskiego rynku pracy. W sierpniu  w sektorze pozarolniczym powstały tylko 142 tys. nowych miejsc pracy, podczas gdy oczekiwano, że było to 225 tys. Zrewidowano nieznacznie w górę dane za lipiec (do 212 tys. z 209 tys.), ale z kolei dane za czerwiec skorygowane zostały mocno w dół (do 267 tys. z 298 tys.), co powoduje, że łącznie w ciągu dwóch poprzedzających sierpień miesięcy nowych stanowisk było o 28 tys. mniej niż wcześniej sądzono.

Spadła także liczba nowo zatrudnionych w sektorze prywatnym. Było ich 134 tys. wobec oczekiwanych 208 tys. W lipcu liczba ta wyniosła 213 tys.

Stopa bezrobocia, zgodnie z oczekiwaniami, wynosiła w USA w sierpniu 6,1 proc.

Inwestycje sposobem na ożywienie gospodarcze Europy

Wyzwania stojące przed gospodarką Unii Europejskiej i perspektywy jej wzrostu to główne tematy tegorocznej konferencji Bruegel Annual Meeting, organizowanej przez Instytut Bruegela w dniach 4-5 września br. w Brukseli. Głównym mówcą spotkania był minister finansów Mateusz Szczurek, który zaproponował powołanie Europejskiego Funduszu na rzecz Inwestycji.

Minister Szczurek podkreślił, że w obliczu zagrożenia długotrwałą stagnacją gospodarczą i utrzymujących się problemów na rynku pracy, w tym szczególnie wysokiego bezrobocia wśród ludzi młodych, Europa potrzebuje zdecydowanych działań ukierunkowanych na trwałe pobudzenie wzrostu gospodarczego. Tutaj minister wskazał przede wszystkim na konieczność większej mobilizacji i lepszego zagospodarowania oszczędności prywatnych. – Europa potrzebuje inwestycji, a mimo niemal zerowych stóp procentowych skłonność sektora prywatnego do inwestowania pozostaje niewielka – dodał Mateusz Szczurek.

Do osiągnięcia tego celu niezbędne są zdecydowane działania na poziomie europejskim, zarówno w obszarze niezbędnych reform strukturalnych, jak i polityki monetarnej oraz finansów publicznych. Wskazując na ograniczenia każdego z tych narzędzi, a tym samym na ich relatywnie niewielką skuteczność w pobudzaniu wzrostu gospodarczego w krótkim okresie, minister zauważył, że Europa powinna „skorzystać ze sprzyjających warunków na rynku finansowym w celu realizacji strategicznych inwestycji publicznych w całej Unii Europejskiej, w zgodzie z zasadami leżącymi u podstaw Paktu Stabilności i Wzrostu”. Inwestycje publiczne na poziomie europejskim mogłyby być realizowane poprzez nowoutworzony Europejski Fundusz na rzecz Inwestycji, który dysponowałby środkami o wartości 5,5% PKB UE-28 (ok. 700 mld euro). Miałby on wspomóc wzrost gospodarczy w krótkim okresie i zwiększyć go w długim okresie, a także przeciwdziałać zagrożeniu zjawiskami deflacyjnymi.

Fundusz miałby za zadanie mobilizować kapitał prywatny w obszarach wysokiego ryzyka. Finansowane przez niego inwestycje ukierunkowane byłyby na duże projekty o charakterze paneuropejskim w sektorach: energetycznym, transportowym, technologii informacyjno-komunikacyjnych oraz obronnym. Z założenia fundusz spełniałby funkcję mechanizmu synchronizacji cyklu koniunkturalnego oraz zmniejszania dysproporcji pomiędzy poszczególnymi gospodarkami państw unijnych i nie stanowiłby kolejnego narzędzia redystrybucji dochodu. Instytucjonalnie fundusz mógłby działać w ramach grupy Europejskiego Banku Inwestycyjnego, a sposób jego finansowania byłby analogiczny do sposobu finansowania Europejskiego Mechanizmu Stabilności.

Instytut Bruegela jest jednym z najbardziej wpływowych europejskich think-tanków działających w obszarze europejskiej i międzynarodowej polityki gospodarczej. Jego misją jest poprawa jakości polityki gospodarczej w oparciu o prowadzone badania, analizy i debaty. Członkami Instytutu są rządy państw członkowskich UE, korporacje międzynarodowe oraz inne instytucje, w tym np. banki centralne. Polska jest udziałowcem i założycielem Instytutu od 2005 r. Doroczna konferencja jest najważniejszym wydarzeniem w działalności Instytutu, gromadzi przedstawicieli najważniejszych europejskich środowisk opiniotwórczych, przedstawicieli instytucji UE, administracji państw członkowskich, świata biznesu, nauki i mediów.

GDDKiA: Siedem ofert na budowę drogi ekspresowej Olsztyn-Olsztynek, w tym trzy poniżej kwoty przeznaczonej na inwestycję

Złożono siedem ofert konsorcjów i firm zamierzających zbudować  drogę ekspresową S51 na odcinku Olsztyn-Olsztynek. 

Najtańszą ofertę, na kwotę 355,8 mln zł złożyło konsorcjum firm Aldesa Construcciones Polska Sp. z o.o. oraz Aldesa Construcciones S.A. Najdroższą , na 477,1 mln zł, złożyło konsorcjum Mirbud S.A.z  Przedsiębiorstwem Budowy Dróg i Mostów „ERBEDIM” Sp. z o.o.

Kwota jaką zamawiający zamierza przeznaczyć Na sfinansowanie zamówienia Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zamierza wydać nie więcej niż 454 361 559, 47 zł brutto. Tylko trzy z siedmiu ofert mieszczą się w tym limicie.

Poza konsorcjum Aldesy są to oferty Energopolu-Szczecin (384,87 mln zł) oraz konsorcjum Budimexu i Ferrovialu Agromana (405,32 mln zł).

Planowany termin podpisania umowy to IV kwartał 2014 r.

Zamawiający przyjął trzy kryteria oceny ofert: cenę (90 proc.), termin zakończenia zadania (5 proc.) oraz okres gwarancji (5 proc.). Po otwarciu ofert dokonywana będzie ich weryfikacja oraz kontrola uprzednia Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych.

Inwestycja polegać będzie na budowie 13,3 km dwujezdniowej drogi ekspresowej S51 wraz z budową dróg serwisowych, remontem wybranych dróg lokalnych, budową obiektów inżynierskich oraz obiektów ochrony środowiska. Powstaną dwa węzły drogowe – „Stawiguda” i „Gryźliny”. Początek trasy będzie za skrzyżowaniem z drogą powiatową nr 1370N w Tomaszkowie, koniec w okolicy miejscowości Ameryka, na styku z obwodnicą Olsztynka w ciągu drogi S51.

Słaby sierpień w sprzedaży samochodów użytkowych. Spadła sprzedaż ciężarówek, wzrosła autobusów

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego poinformował, że w sierpniu 2014 zarejestrowano 1256 pojazdów użytkowych. Było to o 8,8 proc. mniej niż przed rokiem i o 10,4 proc. mniej niż w lipcu. Na wyniki wpłynęła słaba sprzedaż wozów ciężarowych, bo autobusów przybyło.

Sierpień był trzecim miesiącem z rzędu, w którym wystąpił spadek sprzedaży ciężarówek. Zarejestrowano 1 113 nowych samochodów ciężarowych. Było to o 12,3 proc. mniej  licząc rok do roku i o 9,1 proc. mniej niż w lipcu. Najbardziej skurczyła się zasadnicza grupa, jaką stanowią ciągniki samochodowe. Ich sprzedaż zmniejszyła się o 17,3 proc, do 777 szt. W porównaniu do poprzedniego miesiąca ich sprzedaż zmniejszyła się o 11,1 proc. Wśród pojazdów ciężarowych zarejestrowano 963 samochody najcięższe, powyżej 16 ton (kompletnych podwozi i ciągników razem). Było ich o 13 proc. mniej niż w sierpniu 2013 i o 8,8 proc. mniej niż w lipcu 2014.

W grupie autobusów sierpień był natomiast kolejnym udanym miesiącem. Odnotowano wzrost o 32,4 proc. w porównaniu do sierpnia przed rokiem i spadek do lipca 2014. Zarejestrowano 143 autobusy, o 19,7 proc. mniej niż w lipcu.

Od początku roku rejestracje nowych pojazdów użytkowych o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 t wyniosły 11 695 szt. Rezultat ten jest wyższy o 1,6 proc. niż w tym samym czasie zeszłego roku. Segment samochodów ciężarowych okazał się w pierwszych ośmiu miesiącach 2014 roku stabilny odnotowując spadek o 0,4 proc. Zarejestrowano w tej grupie 10 690 pojazdów, tj. o 43 szt. mniej niż w roku 2013. Autobusów po ośmiu miesiącach przybyło 1 005 szt, 28,7 proc. porównując z ubiegłym rokiem.

10 tysięcy osób skorzysta z państwowych dopłat do zakupu własnego mieszkania

10 184 osoby złożyły wniosek o dopłatę do kredytu hipotecznego na zakup własnego mieszkania w programie „Mieszkanie dla młodych”.  Tylko w lipcu i sierpniu do Banku Gospodarstwa Krajowego wpłynęło prawie 2 tysiące nowych wniosków. Łączna wartość dofinansowania zakupu mieszkań wynosi 231 mln zł.

Większość, bo 7795 wniosków dotyczy wypłat rządowego wsparcia w roku 2014. Pozostałe wypłaty będą realizowane w latach 2015 i 2016, adekwatnie do terminu odbioru gotowych mieszkań i domów. Łączna kwota udzielonych kredytów w ramach programu to ponad 1,55 mld zł. Ogólna wartość inwestycji, na które zawarto umowy kredytowe przekracza 1,97 mld zł.

Dotychczas średnia powierzchnia użytkowa lokalu mieszkalnego nabywanego w programie to 53,4 mkw., a cena 1 mkw. to 4 293,55 zł. Średnia powierzchnia domu jednorodzinnego to 83,88 mkw., a średnia cena 1 mkw. to 3 601,07 zł.

eCard chce scalić akcje w stosunku 8:1

0

eCard S.A.złożył do Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych wniosek o scalenie akcji w stosunku 8:1.

Zarząd eCard S.A.z siedzibą w Gdańsku poinformował, że 4 września 2014  złożył do Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych wniosek o przeprowadzenie w dniu 24 września scalenia w stosunku 8:1 48 tys. akcji o wartości nominalnej 0,20 zł każda.

Po wymianie zastąpione one zostaną 6 tys. akcji o wartości nominalnej 1,60 zł każda.

Dzień Referencyjny został wyznaczony na 17 września 2014. Wznowienie obrotu akcjami emitenta planowane jest na 25 września 2014.

Pekao Bank Hipoteczny: Fitch obniża perspektywę ratingu listów zastawnych, potwierdza rating

Agencja ratingowa Fitch Ratings potwierdziła rating „A” hipotecznych listów zastawnych emitowanych przez Pekao Bank Hipoteczny.

Pekao Bank Hipoteczny S.A. poinformował, że agencja ratingowa Fitch Ratings potwierdziła 4 września 2014 rating „A” hipotecznych listów zastawnych emitowanych przez Pekao Bank Hipoteczny, zmieniając jednocześnie perspektywę tego ratingu z pozytywnej (positive) na stabilną (stable). To oznacza, że w ciągu dwóch lat rating listów zastawnych Pekao Banku Hipotecznego nie powinien ulec zmianie.

Umowa o współpracy Związku Piłki Ręcznej w Polsce i Deloitte

0

Podczas odbywającego się w Krynicy Forum Ekonomicznego doszło do podpisania umowy pomiędzy Związkiem Piłki Ręcznej w Polsce, a firmą Deloitte. Porozumienie dotyczy doradztwa biznesowego oraz współpracy merytorycznej w ramach organizacji Mistrzostw Europy w Polsce w roku 2016.

W Krynicy Związek Piłki Ręcznej w Polsce reprezentowali Prezes Andrzej Kraśnicki oraz Wiceprezes Marcin Herra, z kolei drugą ze stron Partner Zarządzający Deloitte w Polsce Marek Metrycki.

„Zawarta w dniu dzisiejszym umowa z międzynarodową firmą doradczą Deloitte, podkreśla, że zbliżające się Mistrzostwa Europy w Piłce Ręcznej Mężczyzn EHF EURO 2016 będą imprezą organizowaną w oparciu o najwyższe, światowe standardy organizacyjne. Związek Piłki Ręcznej w Polsce jest dumny, że tak uznane marki jak Deloitte są zainteresowane współpracą oraz wspieraniem działań dla dobra i rozwoju piłki ręcznej” – podkreślił Prezes Andzej Kraśnicki.

Na mocy umowy, firma Deloitte otrzymała tytuł Narodowego Dostawcy Mistrzostw oraz Partnera Merytorycznego Związku Piłki Ręcznej w Polsce.

„Od dzisiaj przechodzimy do kolejnego etapu przygotowań do Mistrzostw Europy EHF EURO 2016, po fazie planowania czas na konkretne decyzje i działania. Przy wsparciu naszych partnerów z Deloitte zamierzamy wprowadzić najlepsze rozwiązania, procedury i strategie, których efektem będzie nasz wspólny sukces na wielu płaszczyznach: sportowej, organizacyjnej, finansowej i promocyjnej” – zaznaczył Wiceprezes Marcin Herra.

W ramach realizacji porozumienia firma Deloitte będzie świadczyć na rzecz ZPRP usługi doradztwa biznesowego, finansowego, podatkowego oraz prawnego związane z EHF Euro 2016, a także realizować świadczenia wizerunkowe.

„Podobnie jak cały świat traktujemy sport jako integralną część biznesu i naszym zdaniem może on tylko zyskać na współpracy z profesjonalnymi doradcami. Dziś na sport nie patrzy się tylko w kategoriach osiąganych przez zawodników wyników, ale media oraz opinię publiczną w równym stopniu interesuje biznesowe zarządzanie środkami finansowymi, które przeznaczane są na daną dyscyplinę czy też jej rozwój. Wsparcie doświadczonego doradcy pozwala związkom i organizacjom sportowym uniknąć wielu ryzyk związanych chociażby z kwestiami prawnymi, podatkowymi czy finansowymi” – powiedział Partner Zarządzający Deloitte Marek Metrycki.

Uroczyste podpisanie dokumentu było zwieńczeniem dyskusji, która poświęcona była wpływowi organizacji dużych wydarzeń sportowych na rozwój i promocję dyscyplin sportowych, rozwój infrastruktury sportowej, promocję i rozwój Polski i samorządów na przykładzie FIVB Mistrzostw Świata w Piłce Siatkowej Mężczyzn 2014 i EHF Mistrzostw Europy w Piłce Ręcznej Mężczyzn 2016.

Dyskusja stanowiła jeden z punktów programu Forum Ekonomicznego w Krynicy. Warto dodać, iż czwartym z jej uczestników był Prezydent miasta Krakowa Jacek Majchrowski. To właśnie w Krakowie w styczniu 2016 roku swoje mecze w ramach finałów czempionatu Starego Kontynentu rozgrywać będzie reprezentacja Polski. Regionem-gospodarzem turnieju jest zaś Małopolska.

ARP sprzedała swej spółce zależnej 20,44 proc. akcji Polimexu-Mostostalu

0

Agencja Rozwoju Przemysłu poinformowała, że sprzedała spółce SPV Operator Sp. z o.o. pakiet akcji spółki Polimex-Mostostal S.A., które stanowią 20,44 proc. jej  kapitału zakładowego.

Sprzedane akcje dają  20,44 proc. ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu spółki Polimex-Mostostal. Akcje zostały sprzedane poprzez transakcję poza rynkiem regulowanym 29 sierpnia 2014 roku. Polimex-Mostostal – zgodnie z wymogami formalnymi – został poinformowany o transakcji.

Agencja Rozwoju Przemysłu S.A. nie zmienia swojej strategii inwestycyjnej w stosunku do Polimexu-Mostostalu – mówi Jerzy Góra, wiceprezes zarządu ARP S.A. – SPV Operator to spółka zależna, która wchodzi w skład Grupy Kapitałowej ARP S.A. Transakcja miała charakter techniczny i ma związek z alokacją aktywów w ramach Grupy.

Koniec przekładania kierownicy w 'anglikach’. Wkrótce zmiana przepisów

Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju jeszcze we wrześniu rozpocznie prace nad nowymi regulacjami w sprawie rejestrowania w Polsce samochodów z kierownicą po prawej stronie – dowiedział się portal Money.pl. Kierowcy na wymuszoną przez UE zmianę przepisów czekają już od pół roku.

Na samochodzie sprowadzonym z Wielkiej Brytanii można zaoszczędzić nawet kilkanaście tysięcy złotych. By jednak zarejestrować takie auto i używać go na polskich drogach, wciąż trzeba przenieść kierownicę na lewą stronę. Ten stan rzeczy jest niezgodny z międzynarodowymi przepisami. Już w marcu Trybunał Sprawiedliwości UE ogłosił, że wymagając tzw. przekładek, Polska narusza unijne prawo, a przy okazji ogranicza swobodę przepływu unijnych towarów. Od tego czasu minęło prawie pół roku – i nic. Optymiści, którzy liczyli na to, że Polska szybko zmieni obowiązujące przepisy, musieli obejść się smakiem.

Wkrótce ma się to jednak zmienić. Jak portal Money.pl dowiedział się w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju, resort przygotowuje już odpowiednie regulacje prawne i jeszcze w ty miesiącu ruszy procedura legislacyjna. Ile potrwa, nie wiadomo, ale już na tym etapie powiedzieć można, że planowane jest dopuszczenie nowych samochodów osobowych objętych ramową dyrektywą homologacyjną oraz pojazdów uprzednio zarejestrowanych na terytorium państw członkowskich Unii Europejskiej.

Pojazdy z kierownicą po prawej stronie będą musiały zostać dostosowane do ruchu prawostronnego w zakresie świateł zewnętrznych, lusterek wstecznych oraz prędkościomierza (wyskalowanego w km/h lub jednocześnie w km/h i mph). Będzie to weryfikowane podczas okresowych badań technicznych, przeprowadzanych przed pierwszą rejestracją w Polsce.

Kiedy nowe regulacje wejdą w życie, ministerstwo zadeklarować jeszcze nie chce, ale zapowiada, że procedura legislacyjna – w końcu – rozpocznie się we wrześniu. Tymczasem dyskusja, czy „angliki” na polskich drogach to dobry pomysł, trwa w najlepsze.

Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego nie należy do zwolenników legalizacji rejestracji aut sprowadzanych z Anglii czy Irlandii. – Osób, które mają jakiekolwiek doświadczenia w jeździe samochodem z kierownicą po prawej stronie, jest w Polsce naprawdę niewiele. Może się wydawać, że różnica nie jest duża, ale to nieprawda – ostrzega w rozmowie z Money.pl. – Wykonywanie manewrów tego typu samochodem – zwłaszcza wyprzedzania, kiedy na dobrą sprawę trzeba się wychylać przez okno – jest dużo bardziej skomplikowane i z pewnością będzie prowadziło do wielu niebezpiecznych sytuacji na drogach.

Bartłomiej Guzek ze stowarzyszenia RHD Polska, od lat dążącego do zalegalizowania rejestracji anglików w Polsce zauważa jednak, że sytuacja ta ma miejsce już teraz, jeszcze przed zmianą przepisów. – Mamy do czynienia z pewnym paradoksem. Nasze państwo uważa, że jesteśmy za głupi, by jeździć anglikami, a jednocześnie pozwala przekładać kierownicę w często nieprzystosowanych do tego samochodach, co w efekcie może być o wiele bardziej niebezpieczne – tłumaczy w Money.pl.

Często podnoszony przez przeciwników anglików argument związany z trudniejszym wykonywaniem manewrów zupełnie do Guzka nie przemawia. – Jeśli ktoś chce poprawić sobie widoczność przy wyprzedzaniu, za niewielkie pieniądze może kupić specjalne, powszechnie dostępne dodatkowe lusterka – podkreśla. – Sprawność kierowcy zależy nie od prowadzonego samochodu, ale od jego doświadczenia i zdrowego rozsądku. Nie ważne, czy wsadzić go do anglika, czy do europejczyka – idiota i tak się rozbije.

Autor: Michał Raińczuk, Money.pl

Eurostat: PKB w strefie euro w II kwartale bez zmian kdk, +0,7 proc. rdr

Gospodarka Eurolandu nie wzrosła w II kwartale wobec I kwartału, natomiast w ujęciu rocznym PKB zwiększył się o 0,7 proc. Lepiej radziła sobie cała Unia Europejska, w której wzrost kdk wyniósł 0,2 proc., a rdr 1,2 proc.

Z danych Eurostatu wynika, że zarówno strefa euro, jak i 28 krajów Unii rozwijały się w II kw. wolniej niż w I kw. Najwyższy wzrost wobec I kwartału zanotowały Malta (+1,3 proc.), Łotwa (+1,0 proc.) oraz Litwa, Węgry i Wielka Brytania (+0,8 proc.). Najmocniejsze spadki wystąpiły w Rumunii (- 1,0 proc.) oraz na Cyprze i w Danii (-0,3 proc.).

W ujęciu rocznym najwyższy wzrost PKB miały Węgry (+3,7 proc.), Łotwa (+3,5 proc.) oraz Polska (+3,3 proc.). Najgorzaj wypadły Cypr (-2,5 proc.), Chorwacja (-0,8 proc., dane nieodsezonowane) oraz Włochy i Grecja (-0,2 proc.).

Kolejna modernizacja elektrowni w Ostrołęce

ENERGA kontynuuje modernizację elektrowni w Ostrołęce. Grupa podpisała umowę z konsorcjum firm Alstom Power oraz Zakłady Remontowe Energetyki Katowice na wykonanie inwestycji, która ograniczy zużycie paliw, emisję zanieczyszczeń i zwiększy moc elektrowni o około 25 MW.

Celem przedsięwzięcia inwestycyjnego jest wzrost efektywności gospodarki węglem kamiennym w Elektrowni Ostrołęka B. Efektem modernizacji części urządzeń wytwórczych bloku energetycznego nr 2 będzie zmniejszenie ilości powstających w procesie produkcji energii elektrycznej ubocznych produktów spalania oraz ograniczenie emisji zanieczyszczeń powietrza.

Wartość inwestycji to ponad 24,6 mln zł, z czego część środków Grupa ENERGA uzyskała z programu operacyjnego Unii Europejskiej Infrastruktura i Środowisko.

Nie jest to jedyna inwestycja realizowana w ostrołęckiej elektrowni. Do końca bieżącego roku spółka ENERGA Elektrownie Ostrołęka planuje dokonać wyboru wykonawcy instalacji odazotowania spalin oraz wykonawcy modernizacji elektrofiltrów dla bloków Elektrowni Ostrołęka B.

Zgodnie z realizowanym programem inwestycyjnym do 2016 ENERGA przeznaczy łącznie około 498 mln zł na modernizację urządzeń wytwórczych w Elektrowni Ostrołęka B. Planowane wydatki wpłyną na wzrost efektywności funkcjonowania przedsiębiorstwa i zapobiegną konieczności ograniczenia skali działania. Dzięki realizowanym pracom istniejące bloki energetyczne będą w stanie wytwarzać energię elektryczną jeszcze przez ponad 15 lat , a moc zainstalowana elektrowni pozostanie na dotychczasowym poziomie.

Nakłady na modernizację uwzględniają również budowę nowego źródła ciepła poprzez uciepłownienie Elektrowni Ostrołęka B. Celem tego projektu jest zapewnienie bezpieczeństwa dostaw ciepła do miasta Ostrołęki i innych odbiorców, po zamknięciu wyeksploatowanej części zakładu – Elektrociepłowni Ostrołęka A. Przekazanie instalacji do eksploatacji nastąpi w marcu 2015. Jednak już teraz, w fazie prób i testów regulacyjnych, Elektrownia Ostrołęka B dostarcza ciepło do wszystkich odbiorców.

PHN: Podpisanie umowy w sprawie realizacji inwestycji w Łodzi

0

Polski Holding Nieruchomości zajmie się budową i wynajmem obiektu handlowego na osiedlu Retkinia w Łodzi.

Zarząd spółki Polski Holding Nieruchomości S.A. poinformował, że w 4 września 2014 jego spółka zależna PHN Nieruchomości 3 Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie otrzymała podpisaną umowę w sprawie budowy oraz najmu obiektu handlowego zlokalizowanego w Łodzi, ze spółką będącą właścicielem jednej z największych sieci sklepów detalicznych w Polsce.

Zgodnie z umową PHN Nieruchomości 3 Sp. z o.o. wybuduje obiekt handlowy w formule BTS (built-to-suit), w oparciu o otrzymaną decyzję o warunkach zabudowy przy uwzględnieniu wymogów i standardów najemcy. Umowa została podpisana na okres 10 lat od dnia przekazania obiektu handlowego z możliwością przedłużenia najmu na kolejne 10-letnie okresy.

 

Przychody Inter Cars spadły w sierpniu o 2,9 proc.

0

Inter Cars SA podał, że przychodach ze sprzedaży Grupy Kapitałowej Inter Cars wyniosły w sierpniu 2014 254 mln zł i były o 2,9 proc. niższe niż przychody osiągnięte w sierpniu 2013.

Od początku roku przychody Grupy przekroczyły 2,16 mld zł i były o 10,4 procent wyższe niż przychody osiągnięte w podobnym okresie zeszłego roku.

W Polsce przychody spółki spadły w sierpniu o 6,2 proc. i osiągnęły poziom 181,1 mln zł. Od Początku roku wzrosły one o 10,8 proc. i sięgnęły 1,59 mld zł.

Najwyższe przychody za granicą osiągnęła rumuńska spółka Grup, której przychody w sierpniu sięgnęły 22,9 mln zł, co oznacza wzrost o 32,8 proc. Od stycznia do sierpnia 2014 przychody Inter Cars Romania S.R.L. wzrosły o 41,9 proc. sięgając 161,6 mln zł.

Najwyższy wzrost przychodów o 197,7 proc. z 3,4 mln zł do 10 mln zł osiągnęła w sierpniu Inter Cars Latvia SIA, największy spadek – o 23,7 proc. Inter Cars Ukraine, gdzie przychody w sierpniu spadły z 11,8 mln zł w lipcu do 9 mln zł w sierpniu 2014.

Sprzedaż spółek dystrybucyjnych grupy kapitałowej Inter Cars S.A. spadła w sierpniu 2014 o 2,9 proc. i wyniosła 290,6 mln zł. Od stycznia do sierpnia sprzedaż Grupy wzrosła o 10,5 proc. osiągając poziom 2,46 mld zł.

Erbud spodziewa do końca roku podpisania kontraktów o wartości ok. 500 mln zł. Rok 2014 ma być nie gorszy od ubiegłego

0

CEO Magazyn Polska

Zarząd Erbudu liczy na powtórzenie w 2014 roku wyników, które spółka osiągnęła w ubiegłych latach. Zarówno w 2012, jak i w 2013 roku skonsolidowany zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej sięgnął 17,22 mln zł. W ocenie prezesa spółka powinna podpisać umowy o wartości ok. 500 mln zł z przetargów, w których obecnie startuje.

I półrocze 2014 roku spółka ocenia jako jeden z najlepszych okresów w historii firmy. W tym czasie osiągnęła 709,1 mln zł przychodów, 16,6 mln zł zysku operacyjnego i 8,34 mln zł zysku netto.

– To jest dobra perspektywa na kolejne kwartały, to także potwierdza naszą strategię działalności mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Dariusz Grzeszczak prezes zarządu firmy Erbud SA. – W zeszłym roku podpisaliśmy dużą liczbę kontraktów, które w tej chwili realizujemy. Do tego możemy powiedzieć, że mieliśmy szczęście, bo zimy praktycznie nie było. Oprócz sprzyjającej pogody pochodną tego wyniku jest to, że działamy w pięciu segmentach, które dały pozytywny wynik, i z tego jesteśmy bardzo zadowoleni.

Erbud najlepiej ocenia swój segment kubaturowy. Ta część działalności przynosi spółce 80-85 proc. przychodów. Zdaniem Dariusza Grzeszczaka projekty deweloperskie też są zyskowne, choć ich tegoroczny udział w przychodach Erbudu jest zdecydowanie mniejszy.

– Segmentami, które będą rosły, są na pewno budownictwo dla energetyki – tutaj mamy 80 proc. wzrostów, oraz budownictwo inżynieryjne w Polsce, w którym również mamy bardzo ładne wzrosty, około 70 proc., z czego jesteśmy bardzo zadowoleni podkreśla Dariusz Grzeszczak.

Z tymi dwoma segmentami spółka wiąże spore nadzieje. Gdy się rozwiną, mają pozwolić na zwiększenie zysków dzięki znacznie atrakcyjniejszej marży niż osiągane średnio przez Erbud 2-3 proc.

Liczymy na to, że zarówno budownictwo inżynieryjne w Polsce, jak i budownictwo dla energetyki to są te dwa segmenty naszej działalności, które będą miały wyższą rentowność, myślę tutaj o czterech, może pięciu proc., dlatego na tych dwóch segmentach będziemy się koncentrować najbardziej deklaruje prezes Erbudu.

Mimo że spółka obecna jest m.in. w Niemczech i Belgii, przez najbliższe 5 lat Polska, dziś dająca 80 proc. przychodów, pozostanie główny rynkiem Erbudu. Z danych GUS wynika, że na naszym rynku budowlanym panują pesymistyczne nastroje, a w sierpniu 2014 roku 19 proc. firm sygnalizowało pogorszenie koniunktury. Erbud należy jednak do 15 proc. rynkowych optymistów.

– Małe oczyszczenie rynku było, ale teraz tym, którzy dobrze dają sobie radę, jest trochę łatwiej – ocenia prezes Grzeszczak. – Trudno jest pozyskiwać kontrakty, ale udaje się nam, bo mamy sprawdzoną markę, a klienci doceniają nasz profesjonalizm. Podobnie jest z podwykonawcy, z którymi współpracujemy. Możemy dostać najlepszych podwykonawców ze względu na to, że jesteśmy silni finansowo, możemy płacić w terminach i dlatego mamy dobre wyniki i widzimy pozytywnie naszą przyszłość.

Erbud liczy na wiele nowych kontraktów. Grupa złożyła oferty warte w sumie 10 mld zł. Oczekuje, że około 5 proc. jej ofert zostanie przyjętych, a to oznacza możliwość podpisania do końca roku kontraktów wartych około 500 mln zł.

– Widzimy, że Polska w tej chwili jest krajem, gdzie gospodarka świetnie się rozwija, gdzie mamy perspektywę nowych funduszy unijnych, a to będzie miało wpływ na budownictwo – podsumowuje prezes Erbudu Dariusz Grzeszczak.

Redan zwiększył sprzedaż w sierpniu o 10,8 proc. do 46,6 mln zł

0

Odzieżowa Grupa Redan poinformowała o dwucyfrowym wzroście sprzedaży w sierpniu. Od początku roku sprzedaż wzrosła o 7,6 proc rdr do 307,8 mln zł.

Do wysokiej dynamiki sprzedaży w sierpniu przyczyniła się głównie dyskontowa część biznesu, czyli siec sklepów Textilmarket. W ostatnim miesiącu wypracowała ona 25,3 mln zł, co oznacza wzrost o 19 proc. Po ośmiu miesiącach sprzedaż wyniosła 166,8 mln zł i była wyższa od ubiegłorocznej o 15 proc.

Wartość sprzedaży towarów na rynku modowym Grupy Redan w sierpniu 2014 r. wyniosła 21,3 mln zł i była wyższa o 2,2 proc. od osiągniętej w sierpniu 2013r. Sprzedaż po 8 miesiącach br. wyniosła 141,0 mln zł, co oznacza taki sam poziom, jak w analogicznym okresie roku poprzedzającego.

Powierzchnia całej sieci GK Redan na koniec sierpnia wyniosła 104,2 tys. mkw., co oznacza wzrost o 4 proc. w odniesieniu do sierpnia 2013.

Sieć Textilmarket na koniec sierpnia składała się z 299 sklepów własnych o łącznej powierzchni 64,3 tys. mkw., o ponad 5 proc. wyższej niż na koniec sierpnia 2013, a punkty handlowe działające w sieci sprzedaży marek Top Secret, Troll i DryWash na koniec sierpnia 2014 r. miały łączną powierzchnię 39,9 tys. mkw., tj. były na poziomie o niecałe 2 proc. wyższym niż w sierpniu 2013.

Sprzedaż towarów Grupy Redan poprzez sklepy internetowe w sierpniu 2014 r. osiągnęła poziom 2,6 mln zł i wzrosła o 19,3 proc. w porównaniu do sierpnia 2013. W ujęciu narastającym za 8 miesięcy 2014 r. sprzedaż w kanale e-commerce wyniosła 19,4 mln zł i wzrosła o ponad 11 proc. rdr.

Silny wzrost niemieckiej produkcji przemysłowej w lipcu 2014

Produkcja przemysłowa w Niemczech, po skorygowaniu o wpływ czynników sezonowych  wzrosła w lipcu 2014 roku o 1,9 proc. w porównaniu z czerwcem – podał Federalny Urząd Statystyczny.

W czerwcu 2014 produkcja przemysłowa także wzrosła w porównaniu do poprzedniego miesiąca, ale zaledwie o 0,4 proc. (po korekcie, pierwotnie podawano +0,3 proc.).

Najwyższy wzrost odnotowali producenci dóbr inwestycyjnych, których produkcja była wyższa o  5,0 proc. Produkcja w budownictwie wzrosła o 1,7 proc. Produkcja dóbr pośrednich o 0,8 proc, a dóbr konsumpcyjnych – o 0,1 proc. Produkcja energii spadła w lipcu 2014 o 3,7 proc.

Lipcowy wzrost produkcji w Niemczech był najwyższy od ponad dwóch lat i znacznie przekroczył oczekiwania rynku. Analitycy oczekiwali średnio, że wzrost będzie na poziomie 0,3 proc.

W ujęciu rocznym produkcja wzrosła o 2,5 proc.

Vistal Gdynia z najtańszą ofertą na budowę mostu w Malborku

0

Spółka podała w komunikacie, że jej oferta o wartości 67,3 mln zł brutto na budowę mostu w Malborku okazała się najtańsza.

Zarząd Vistal Gdynia poinformował w komunikacie, że 4 września 2014 r. miało miejsce otwarcie kopert w ramach przetargu ogłoszonego przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad Oddział w Gdańsku na budowę mostu przez rzekę Nogat w Malborku wraz z dojazdami w ciągu drogi krajowej nr 22 i 55. Cena zaoferowana przez Vistal, czyli 67,3 mln zł brutto, okazała się być najniższa spośród zaoferowanych w ramach przedmiotowego przetargu, natomiast kryterium oceny ofert jest najniższa cena – podaje spółka.

Zadanie obejmuje budowę mostu na Nogacie o długości 178,8 m oraz rozbudowę istniejącego układu drogowego do dwóch jezdni na odcinku od skrzyżowania z ul. Tczewską do Pl. Słowiańskiego. Zamawiający – Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przeznaczyła na sfinansowanie inwestycji nie więcej niż 72 472 129,27 zł. Na budowę mostu w Malborku w ciągu dróg krajowych 22 i 55 jedenaście ofert.

NIK o podatku PIT za sprzedaż nieruchomości w woj. kujawsko–pomorskim

Urzędy Skarbowe sprawdziły niemal wszystkie deklaracje podatkowe złożone w związku ze sprzedażą nieruchomości. Niestety niejednokrotnie dochodziło do nierównego traktowania podatników znajdujących się w takiej samej sytuacji faktyczno-prawnej, urzędy pobierały podatki od zobowiązań przedawnionych oraz niezasadnie kwestionowały prawo podatników do zwolnienia z podatku. Część urzędów skarbowych podejmowała weryfikację deklaracji podatkowych i aktów notarialnych w ostatniej chwili, czyli w roku przedawnienia zobowiązania. W konsekwencji podatnicy musieli nieraz płacić dwukrotnie wyższe odsetki, niż gdyby skarbówka podjęła działania we wcześniejszym terminie.

Zapoczątkowany w 2006 r. wzrost cen nieruchomości spowodował, że zakup mieszkań zaczęto traktować jako inwestycję o krótkim okresie zwrotu. Na rynku pojawiły się próby zarobkowania na różnicy pomiędzy niedowartościowaniem i przewartościowaniem nieruchomości. Kontrola pokazała, że urzędy skarbowe szczególnie często weryfikowały przychody ze sprzedaży nieruchomości oraz związane z nimi zwolnienia podatkowe.
W latach 2009-2013 (I półrocze) jedna czwarta takich weryfikacji zakończyła się stwierdzeniem zaniżenia zobowiązań podatkowych. W ten sposób dodatkowo wymierzono 16 mln zł podatku, co stanowiło 67 proc. ustaleń wszystkich urzędów w województwie z tytułu podatku PIT przy sprzedaży nieruchomości.

Zastrzeżenia NIK budzi jednak sposób, w jaki organy podatkowe osiągają taką skuteczność. Kontrola wykazała, że urzędy skarbowe:

  • podejmowały czynności sprawdzające i postępowania podatkowe w roku przedawnienia zobowiązania podatkowego (5 rok), co skutkowało istotnym wzrostem przypisanych podatnikowi odsetek za zwłokę. Zdarzało się, że naliczano nawet dwukrotnie wyższe odsetki, niż gdyby czynności te podjęto we wcześniejszym terminie. Działo się tak głównie w dużych urzędach skarbowych, w których złożono większość deklaracji związanych ze sprzedażą nieruchomości. NIK ustaliła, że ponad połowa skontrolowanych urzędów skarbowych podejmowała czynności sprawdzające dopiero w roku przedawnienia zobowiązania podatkowego i stanowiły one od 33 do 56 proc. ogółu czynności. W efekcie z powodu opóźnień budżet państwa stracił 462 tys. zł. Zdaniem NIK konieczne jest zorganizowanie pracy w urzędach skarbowych w sposób umożliwiający bieżącą weryfikację rozliczeń podatników i przekazywanie informacji między urzędami, a także ograniczenie do minimum spraw rozpatrywanych w roku przedawnienia zobowiązania podatkowego;
  • nierówno traktowały podatników znajdujących się w tej samej sytuacji faktyczno-prawnej. Zmiany wykładni przepisów prawa powodowały, że ocena stanu faktycznego i prawnego dokonywana przez urząd skarbowy była zależna od czasu podjęcia weryfikacji. Tym samym część podatników została opodatkowana, a kolejni znajdujący się w takiej samej sytuacji już nie. Ponadto urzędy skarbowe nie informowały o zmianie stosowanej wykładni, pozostawiając kwestie ewentualnych korekt rozliczenia samemu podatnikowi;
  • pobierały podatki od zobowiązań przedawnionych oraz niezasadnie kwestionowały prawo podatników do zwolnienia z podatku. Cztery ze skontrolowanych urzędów skarbowych prowadziły czynności sprawdzające i postępowania podatkowe dotyczące zobowiązań, dla których upłynął 5-letni termin przedawnienia. Wynikało to z faktu, że opierały się na niewłaściwej wykładni przepisów ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. W efekcie stwierdzono zaniżenie podatku o łącznej kwocie 466 tys. zł. Podatnicy częściowo uiścili stwierdzone uszczuplenia;
  • skupiały się wyłącznie na przypadkach, gdy analizy wstępne wskazywały na uszczuplenie należności budżetowych. Z reguły nie prowadzono czynności sprawdzających z udziałem podatników, którzy prawdopodobnie zawyżyli zadeklarowany podatek;
  • nie dokonywały samodzielnej korekty drobnych błędów i pomyłek rachunkowych w zeznaniach podatkowych. Zamiast tego wzywano podatnika do skorygowania zeznania, choć od 2005 r. funkcjonują rozwiązania, które ograniczają konieczność osobistych kontaktów podatnika z urzędem skarbowym.

Izba zwraca również uwagę, że cześć nieprawidłowości ma charakter organizacyjny:

  • brakuje spójnego i skutecznego systemu informatycznego służącego m.in. gromadzeniu i wymianie informacji o sprzedaży nieruchomości. Ograniczenia elektronicznej, lokalnej bazy powodowały, że część danych była pomijana przy dokonywanych analizach;
  • źle funkcjonuje wymiana informacji pomiędzy urzędami, w efekcie dochodzi do opóźnień, które sięgają nawet 4 lat.

Ponieważ stwierdzone nieprawidłowości mają istotny wpływ na jakość obsługi i prawa podatników, Prezes NIK wystąpił do Ministra Finansów o sprawdzenie powyższych kwestii w całym kraju. Ponadto NIK wystąpiła do Dyrektora Izby Skarbowej w Bydgoszczy o podjęcie działań mających na celu ujednolicenie procedury przesyłania i analizowania informacji o transakcjach zbycia nieruchomości oraz usprawnienie komunikacji pomiędzy podległymi urzędami skarbowymi.

P. Szeliga (Grupa Boryszew): Druga połowa 2014 r. będzie dużo lepsza od pierwszej. Pracujemy nad trzykrotnym wzrostem rentowności w segmencie automotive

CEO Magazyn Polska

Mimo kolejnych negatywnych sygnałów z polskiej i europejskiej gospodarki Grupa Boryszew spodziewa się, że w drugiej połowie 2014 r. osiągnie lepsze wyniki niż w pierwszej. Spółka redukuje koszty i pozyskuje nowych klientów, co ma zwiększyć rentowność w segmencie motoryzacyjnym z 2-3 do 10 proc.  

Tradycyjnie III i IV kwartał bywają nieco gorsze z tego względu, że w III kwartale duża część Europy Zachodniej, w tym motoryzacja, nie pracuje, z kolei w IV kwartale mamy typowo słaby grudzień. Natomiast myślę, że ten rok będzie należał do wyjątkowych i widzę ogromną szansę na to, że drugie półrocze będzie nawet nie trochę, lecz istotnie lepsze od pierwszego – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Szeliga, prezes zarządu Grupy Boryszew.

W pierwszej połowie 2014 r. Grupa Boryszew odnotowała 36,4 mln zł skonsolidowanego zysku netto wobec 3,64 mln zł zysku rok wcześniej. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wzrosły w tym okresie z 2115,81 mln zł do 2122,61 mln zł. Poprawa wyników w pierwszym półroczu 2014 r. to przede wszystkim efekt wzrostu przychodów w segmencie automotive, które zwiększyły się o 115 mln zł do 913 mln zł w ujęciu rocznym.

Zdecydowanie nasze wyniki są bardziej pochodną programów restrukturyzacyjnych, czyli elementów wewnętrznych niż zewnętrznych. Oczywiście łatwiej się realizuje dobre wyniki, jeżeli otoczenie pomaga. Natomiast nie widzimy tutaj żadnych zagrożeń w segmentach budowlanym, elektrotechnicznym, motoryzacja też ma się lepiej niż w ubiegłych latach czy miesiącach. Sądzę, że otoczenie będzie nam sprzyjać – uważa Szeliga.

Sierpniowe odczyty indeksów PMI dla Polski oraz części państw strefy euro wskazują jednak na spadek aktywności gospodarczej w przemyśle. PMI dla polskiego sektora przemysłowego obniżył się z 49,4 pkt w lipcu do 49 w sierpniu. W strefie euro analogiczny wskaźnik wyniósł 50,7 pkt, najmniej od 14 miesięcy. Analitycy zwracają uwagę zwłaszcza na spadek wskaźnika PMI poniżej granicy 50 pkt we Włoszech (49,9 pkt) oraz bardzo słaby odczyt we Francji (46,9 pkt).

Choć Grupa Boryszew prowadzi działalność w 8 krajach i na 3 kontynentach, to jedynie 2,86 proc. przychodów ze sprzedaży przypadło w okresie styczeń-czerwiec 2014 r. na rynki pozaeuropejskie – wynika ze sprawozdania finansowego spółki. Przemysłowy koncern widzi jednak dużą przestrzeń do poprawy wyników finansowych poprzez zwiększenie rentowności, zwłaszcza w segmencie motoryzacyjnym.

Dzisiejsza rentowność jest na poziomie 2-3 proc. Za trzy lata chcemy, żeby przekroczyła 10 proc., to jest nasz podstawowy cel. Zmniejszamy koszty, jeszcze mocniej walczymy o przychody, wdrażamy nowe projekty, pozyskujemy nowe zamówienia i poszerzamy gamę klientów. Już dzisiaj grupa Volkswagen nie jest dla nas tak istotna, jak była jeszcze dwa lata temu – wskazuje prezes Boryszewa.

Piotr Szeliga dodaje, że od kilku miesięcy klientem Grupy jest także BMW, który będzie źródłem zamówień zarówno w Europie, jak i Chinach. Boryszew liczy na to, że zakład produkcyjny w Chinach będzie się rozwijał także dzięki zamówieniom ze strony Jaguara i Land Rovera. Zarząd spółki nie obawia się jednocześnie ewentualnego spadku cen metali na światowych rynkach, ponieważ – zdaniem Szeligi – nie jest to czynnik istotny dla Boryszewa.

Jesteśmy tylko przetwórcą, kupujemy aluminium, miedź, a potem przetwarzamy, sprzedajemy ten produkt i staramy się zawsze, żeby cena finalna odzwierciedlała koszt zakupu. Jedynym wyjątkiem tutaj jest Baterpol, czyli producent ołowiu, którego notowania na giełdzie mają znaczenie. Od kilku tygodni ołów przekracza cenę 2 tys. dolarów, osiągając nawet  poziom 2,2 tys. Nie sądzę, żeby miało dziać się coś złego – uważa Piotr Szeliga.

Polska w G20? Jesteśmy ważni systemowo, ale musimy zacząć myśleć bardziej globalnie

Szansą na zwiększenie globalnego znaczenia Polski jest rosnąca otwartość naszej gospodarki, której towarzyszy zdobywanie udziałów rynkowych zarówno w krajach sąsiedzkich, jak i poza najbliższym otoczeniem. O tym czy Polska ma szansę dołączyć do G20, dyskutowali uczestnicy panelu „Polska w G20? Kryteria wyboru krajów ważnych systemowo”, który odbył się 3 września podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy – Zdroju.

W dyskusji uczestniczyła Mamta Murthi, Dyrektor Regionalna Banku Światowego w Europie Środkowej i krajach bałtyckich, Europie i Azji Centralnej, James Roaf, stały przedstawiciel Międzynarodowego Funduszu Walutowego na Europę Centralną i Wschodnią, Ludwik Kotecki, główny ekonomista Ministerstwa Finansów. Panel poprowadził Jacek Kędzior, Partner Zarządzający EY Polska.

Coraz więcej powiązań

– Gospodarki poszczególnych krajów coraz bardziej się integrują. Rośnie wymiana handlowa. Na przykład w Polsce, od początku transformacji, procentowa wielkość wymiany handlowej w relacji do PKB podwoiła się. A ponieważ gospodarki są coraz bardziej współzależne istnieje konieczność koordynacji polityk prowadzonych przez poszczególne kraje – wyjaśnił Jacek Kędzior, Partner Zarządzający EY Polska. – Grupa G20 powstała w 1999 roku w sytuacji kryzysu azjatyckiego. Jej celem jest koordynacja polityki gospodarczej, ale też dbanie o bezpieczeństwo i stabilność gospodarczą z perspektywy globalnej. Kraje, które są członkami G20 są uznawane za ważne systemowo, ale nie ma klarownych kryteriów weryfikujących skład tego grona. Brak formalnych kryteriów obniża legitymizację działań G20 i tworzy ryzyko niedopasowania składu Grupy do zmieniających się uwarunkowań w gospodarce globalnej – dodał Jacek Kędzior.

Aby sprawdzić znaczenie Polski na arenie międzynarodowej, firma doradcza EY przeprowadziła analizę interakcji między krajami w trzech wymiarach: handlu zagranicznego, inwestycji, a także współpracy instytucjonalnej. – Polska odgrywa bardzo istotną rolę w Europie. Potwierdza to siła powiązań z naszymi partnerami w regionie. Tylko gospodarka włoska okazuje się silniej powiązana pod kątem gospodarczym i instytucjonalnym z Europą niż Polska. W przypadku Niemiec, czy Francji – siła powiązań wynika z ich kontaktów z gospodarkami spoza Europy. Polska należy do grupy „20” krajów najczęściej identyfikowanych jako najważniejsze systemowo gospodarki na świecie i w związku z tym mogłaby pełnić rolę reprezentanta Europy Środkowo-Wschodniej w grupie G20. – tłumaczył w prezentacji wprowadzającej Marek Rozkrut, Partner, Główny Ekonomista EY.

Polska gotowa na G20?

Zdaniem Jamesa Roafa, stałego przedstawiciela MFW na Europę Centralną i Wschodnią, G20 jako forum międzynarodowe ma potencjał. Zawsze znajdą się kraje, które będą chciały dołączyć do tej grupy i na pewno czeka nas ciekawa dyskusja o tym, kto może w przyszłości do niej dołączyć. Jego zdaniem Polska byłaby ciekawym członkiem z uwagi na inną perspektywę geopolityczną i doświadczenia transformacji. Póki co jesteśmy jednak skoncentrowani na Europie, a powinniśmy myśleć bardziej globalnie. Pozostaje pytanie, czy uczestnictwo w G20 jest nam w tym momencie niezbędne? Ludwik Kotecki, główny ekonomista Ministerstwa Finansów, zauważył że Polska w 2011 roku, w trakcie trwania prezydencji naszego kraju w Radzie UE, przez około sześć miesięcy aktywnie uczestniczyła w pracach G20.. Obecnie, po kryzysie, siła oddziaływania grupy nieco się zmniejszyła. Nadal jest to jednak ważne forum wymiany poglądów i kreowania inicjatyw. Dyskusja o naszym członkostwie jest istotna, jednak brak wyraźnych kryteriów może być tutaj przeszkodą.

Jacek Kędzior zauważył, że od grudnia Donald Tusk będzie uczestniczył w pracach G20 jako Przewodniczący Rady Europejskiej. Zdaniem Ludwika Koteckiego, siła Polski systematycznie rośnie i będzie nas przybliżać do uczestnictwa w pracach Grupy. Jego zdaniem przykład wyboru szefa Rady Europejskiej pokazuje, że jesteśmy na fali wznoszącej. Europa jest dziś silnie reprezentowana w G20, ale już region Europy Środkowo-Wschodniej – nie. Z kolei są kraje – takie jak Singapur, czy Malezja – które też mogą się starać o przyjęcie do Grupy.

Udział eksportu.jpg

Globalne myślenie

Mamta Murthi, Dyrektor Regionalna z Banku Światowego zwróciła uwagę na kwestię zamożności Polski. Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego, pod względem PKB jesteśmy obecnie na 22. miejscu na świecie, natomiast pod względem populacji na 34. pozycji. Jej zdaniem postęp, jaki dokonał się w naszym kraju przez ostatnie ćwierć wieku, jest bezsprzeczny. To, co powinna teraz zrobić Polska, to zacząć zabierać głos w tematach ważnych globalnie – takich, jak zmiany klimatu, polityka energetyczna, czy kwestie dotyczące Afryki. Nasz udział w światowej pomocy jest ciągle bardzo niewielki. Dzielenie się dobrymi praktykami w zakresie poprawy systemu edukacji, stabilności sektora finansów publicznych, czy reformy emerytalnej mogłoby dodatkowo wzmocnić pozycję Polski na forum międzynarodowym. Ludwik Kotecki dodał, że Polaków jest relatywnie mało w międzynarodowych organizacjach. Warto zadbać o to, by wysyłać ekspertów z kraju, tak, by mogli dzielić się doświadczeniami w zakresie transformacji, czy walki z kryzysem.

Dyskusję podsumował Jacek Kędzior nawiązując do tematu zeszłorocznego panelu w Krynicy. Jego zdaniem siła gospodarki ma kluczowe znaczenie. Dotychczasowy wzrost gospodarczy Polska zawdzięczała w dużej mierze niskim kosztom pracy, czy bezpośrednim inwestycjom zagranicznym. To, na czym teraz powinniśmy się skupić, to poszukiwanie źródeł wzrostu w przyszłości. Tutaj będą się liczyć trzy rzeczy: innowacyjność, wychodzenie na rynki globalne przez polskie firmy, a także kwestia otwartości na nowe kierunki inwestycyjne.

BM Reflex: paliwa w hurcie drożeją, na stacjach koniec ze spadkami cen

Ceny najpopularniejszej benzyny Pb95 i oleju napędowego w ubiegłym tygodniu lekko spadły, ale zdaniem analityków BM Reflex to już koniec obniżek. Kierowcy mogą spodziewać się stabilizacji cen, a w drugiej połowie września mogą zacząć się podwyżki.

Średnia cena benzyny PB95 w czwartek wynosiła 5,34 zł/l i była o 2 gr niższa niż tydzień wcześniej. Nie zmieniła się cena mniej popularnej benzyny Pb98 (5,61 zł/l). Olej napędowy i gaz LPG potaniały o 1 gr do odpowiednio 5,23 zł/ i 2,65 zł/l. Najwyższe ceny były w województwie lubuskim, a najniższe – w dolnośląskim. Podwyżki cen (z wyjątkiem gazu LPG) odnotowano w województwach śląskim oraz podkarpackim.

Ten spadek średniej ceny jest wynikiem tego, że w większości województw ceny jeszcze spadały – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Urszula Cieślak, dyrektor marketingu BM Reflex. – Jednak to już koniec obniżek cen na stacjach. Ceny benzyny i oleju napędowego w hurcie rosną od dwóch tygodni, w tym czasie poszły w górę o 5 groszy na litrze.

Zdaniem Urszuli Cieślak na droższe paliwa w hurcie ma wpływ przede wszystkim osłabiający się do dolara złoty, bo ceny ropy pozostają stabilne. W ciągu trzech miesięcy dolar podrożał o ponad 20 groszy i w piątek rano płacono za niego 3,2355 zł. Czwartkowa decyzja Europejskiego Banku Centralnego o obniżce stóp jeszcze wzmocniła dolara, osłabiając do niego i euro, i złotego.

Ten wzrost cen hurtowych spowoduje zahamowanie spadków cen benzyny i oleju napędowego na stacjach benzynowych – uważa Urszula Cieślak. – W drugiej połowie września możemy się spodziewać nawet podwyżek. Natomiast ceny gazu powinny się ustabilizować po podwyżkach, z którymi mieliśmy do czynienia w poprzednich tygodniach.

M. Zawisza (PGNiG): Polsce nie zabraknie gazu, jeśli Rosja wstrzyma tranzyt przez Ukrainę

CEO Magazyn Polska

W poniedziałek podczas szczytu krajów Partnerstwa Wschodniego unijny komisarz ds. energetyki będzie rozmawiać z ukraińskim ministrem w sprawie ustalenia kolejnej daty i miejsca trójstronnych konsultacji między Rosją, UE i Ukrainą na temat cen i dostaw surowca. Rząd w Kijowie ostrzegł pod koniec sierpnia, że Rosja planuje także wstrzymać tranzyt gazu do państw UE przez terytorium Ukrainy. Zdaniem prezesa PGNiG Polska nie musi się obawiać takiego scenariusza, bo ma możliwość importu gazu z kilku kierunków, a dodatkowo zgromadziła wysokie zapasy tego paliwa.

Gdybyśmy mieli jakiekolwiek problemy z dostawą przez odcinek ukraiński, to zawsze mamy możliwość przekierowania tranzytu przez Białoruś, czyli przez Wysokoje. Mamy jeszcze możliwość rewersów zachodnich, czyli na granicy z Niemcami i na granicy z Czechami. Do tego dochodzi wydobycie krajowe, niebagatelna ilość gazu, bo ponad 4 mld metrów sześciennych rocznie, i oczywiście magazyny, które są praktycznie w pełne. Możemy zatem spać spokojnie – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Mariusz Zawisza, prezes zarządu spółki Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo.

Obawy dotyczące dostaw rosyjskiego gazu do UE wzrosły po niedawnej wypowiedzi premiera Ukrainy Arsenija Jaceniuka, którego zdaniem Kreml planuje całkowicie wstrzymać tranzyt surowca przez Ukrainę. Rosyjskie władze zaprzeczyły, że planują wstrzymać dostawy także do państw UE. W połowie czerwca Moskwa wstrzymała dostawy gazu na Ukrainę, ponieważ obie strony nie doszły do porozumienia w sprawie ceny surowca oraz wysokości zadłużenia z tytułu wcześniejszych dostaw.

Chęć renegocjacji ceny gazu z Gazpromem ogłosił także 2 września br. prezes PGNiG. Mimo wynegocjowanej pod koniec 2012 r. obniżki ceny gazu w wysokości 10-15 proc. (dokładna cena jest tajemnicą handlową) Polska wciąż należy do państw, którym Gazprom nalicza największe stawki. Zawisza mówił dziennikarzom w czasie Forum Ekonomicznego w Krynicy, że liczy na uzyskanie większej obniżki niż poprzednio.

Pozycja negocjacyjna Polski znacząco wzmocni się jednak dopiero po oddaniu do użytku gazoportu w Świnoujściu. Z powodu opóźnień w budowie ma być on gotowy dopiero w przyszłym roku. PGNiG już teraz analizuje możliwość importu gazu LNG m.in. z USA, choć niewiadomą w tej kwestii są także dalekie od zakończenia rozmowy o strefie wolnego handlu USA-UE.

Jesteśmy na etapie analizowania tych rynków i badania szans importu gazu z łupków do Polski, również poprzez gazoport – mówi Mariusz Zawisza.

W ocenie prezesa PGNiG wnioski z tych analiz zostaną przedstawione na przełomie 2014 i 2015 r. Spółka koncentruje się obecnie także na zmianach w strukturze korporacyjnej oraz programie oszczędnościowym, który ma przynieść 800 mln zł oszczędności, począwszy od 2016 r.

 Zmiany te związane są z budową ładu korporacyjnego, i tu jesteśmy już na zaawansowanym etapie, oraz z programem poprawy efektywności, na który składa się kilka inicjatyw. Jesteśmy w trakcie formowania w detalach kart tych inicjatyw, a za chwilę przejdziemy do fazy ich wdrażania – zapowiada prezes PGNiG.

W. Kosiniak-Kamysz: System emerytalny wymaga zmian. Priorytetem jest oskładkowanie umów-zleceń i promocja umów o pracę

CEO Magazyn Polska

Sejm pracuje nad ustawą, która ma zapobiec niepłaceniu przez pracodawców składek z umów-zleceń. W planach rządu jest także zwiększenie udziału umów o pracę, m.in. przez zmiany w prawie zamówień publicznych. Po ograniczeniu roli OFE rząd szuka dodatkowych wpływów do państwowego systemu emerytalnego, który w 2015 r. zanotuje deficyt w wysokości od 61 mld zł do blisko 75 mld zł.

System emerytalny to organizm, który wymaga ciągłych zmian, ciągle ewoluuje. Na pewno gwarancja państwa jest rzeczą podstawową w funkcjonowaniu systemu emerytalnego. Gwarancja minimalnej emerytury, dożywotności jej wypłacania, waloryzacje emerytury i rent – to są fundamenty, które pozostaną niezmienne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki społecznej.

Zmiany w OFE to nie jedyne ważne zmiany w systemie emerytalnym, jakie miały miejsce w ostatnim czasie i będą miały pod rządami koalicji PO-PSL. Pod koniec sierpnia premier Donald Tusk zapowiedział m.in. zwiększenie waloryzacji najniższych rent i emerytur w 2015 r. Minimalna podwyżka miałaby wynieść 36 zł i – według Tuska – byłoby to rozwiązanie zgodne z Konstytucją.

Według ministra pracy i polityki społecznej konieczność ciągłego reformowania systemu ubezpieczeń emerytalnych jest efektem postępujących zmian demograficznych oraz przemian na rynku pracy. Obecnie rząd pracuje nad oskładkowaniem tzw. zbiegu umów-zleceń (w przypadku kilku umów-zleceń dla jednego pracownika składka jest odprowadzana tylko od jednej, zwykle z najniższym wynagrodzeniem) oraz wynagrodzenia członków rad nadzorczych. W planach Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej jest również promowanie umów o pracę m.in. poprzez regulacje dotyczące zamówień publicznych.

Te rozwiązania mają zmniejszyć deficyt w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, który w 2015 r. może sięgnąć od 61,58 mld zł do 74,92 mld zł – wynika z prognozy ZUS z 2013 r. Niedobór w FUS wymagałby zatem wsparcia ze strony budżetu państwa w wysokości 3,3–4,2 proc. PKB.

Od 1999 roku sytuacja jest stabilna, czyli cały czas zbierane składki pokrywają ponad 60 proc. Pozostałe ponad 30 proc. jest uzupełniane z dotacji. To wynika z wielkości składek i wielkości płaconych świadczeń. Prognozuje się, że tak sytuacja będzie istniała przez najbliższe 50 lat. Stała dopłata z budżetu wynika z tego, że wiele osób żyje dłużej – ocenia Zbigniew Derdziuk, prezes ZUS.

Wydłużenie średniego okresu życia Polek i Polaków to jeden z sukcesów 25 lat okresu transformacji, choć wymaga to wyższych wydatków na zabezpieczenie emerytalne – podkreśla Derdziuk. Jego zdaniem potrzebne jest dalsze wzmacnianie społecznego zaufania do państwowego systemu emerytalnego, gdyż może to ograniczyć zjawisko unikania płacenia składek ZUS.

Gdybyśmy podnieśli składki, to jeszcze więcej osób przeszłoby na umowy-zlecenia albo wykorzystywałoby różne inne konstrukcje prawne, które nie zawsze skutecznie pozwalają ograniczyć możliwość płacenia składek – podkreśla prezes ZUS. – System emerytalny ma wymiar zbiorowy, czyli  pracujący płacą składki i utrzymują tych, którzy korzystają ze świadczeń. Musimy jeszcze zbudować zaufanie, że system emerytur i zabezpieczania społecznego są częścią sytemu finansowego państwa, które gwarantuje właśnie przez wypłatę świadczeń i dotacje niezakłócone od 80 lat bezpieczeństwo socjalne naszych obywateli – podsumowuje.

Śląscy naukowcy przyczynią się do rozwoju przemysłu obronnego

CEO Magazyn Polska

Uniwersytet Śląski i Polski Holding Obronny podpisały list intencyjny w sprawie współpracy. Obie strony chcą wspólnie działać na rzecz rozwoju nowoczesnych technologii dla wojska. PHO liczy na to, że dzięki cywilnej uczelnia zostaną one wykorzystane także w życiu codziennym.

Chcemy wykorzystać potencjał uczelni do konstruowania jak najbardziej innowacyjnych rozwiązań, które w przyszłości mają służyć opracowaniu dla polskich sił zbrojnych wysoce zaawansowanego sprzętu ‒ podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Idzik, prezes zarządu Polskiego Holdingu Obronnego.

Dla Uniwersytetu Śląskiego taka współpraca będzie polegać nie tylko na wykonywaniu zleceń przemysłu zbrojeniowego, lecz także na realizacji takich potrzeb, których w tym momencie jeszcze ani Polski Holding Obronny, ani uczelnia nie dostrzega.

Współpraca nauki z każdym przemysłem, w tym przypadku obronnym, polega na tym, żeby nie tylko powielać to, co już wiemy, lecz także wymyślać rzeczy, o których jeszcze nie wiemy. Na tym polega innowacyjność badań naukowych ‒ mówi prof. zw. dr hab. Wiesław Banyś, rektor Uniwersytetu Śląskiego.

W praktyce, jak podkreśla, możliwości współpracy są nieograniczone. Na rzecz wojska mogą pracować zarówno twórcy nowych materiałów, z których powstawać będzie wyposażenie dla armii, jak i specjaliści od analiz.

Tylko od nas będzie zależało, jak możemy to wykorzystać ‒ zaznacza prof. Banyś. ‒ Od nawigacji kosmicznej po nanotechnologię, od elementów radarowych systemów wizyjnych po np. wnioskowanie na polu walki w przypadku nie do końca konkretnej informacji, a więc rozumowanie na zbiorach rozmytych.

Wkład uczelni to potencjał intelektualny naukowców, wkład przemysłu ‒ to po pierwsze zapotrzebowanie, a po drugie pieniądze. Prowadząc badania naukowe, trzeba mieć na uwadze przyszłe ich wdrożenie. Obie strony porozumienia podkreślają, że będą koncentrować się nie tylko na zastosowaniu militarnym, ale na tzw. dual use, czyli podwójnym zastosowaniu technologii.

Procesy badawcze, które nasze uczelnie realizują, mają szanse stworzenia nie tylko produktu innowacyjnego, lecz także produktu podwójnego zastosowania. Mam tu na myśli cywilne zastosowanie ‒ zaznacza Marcin Idzik. ‒ Kto lepiej niż uczelnia cywilna jest w stanie to zrealizować? ‒ dodaje.

Umowa Polskiego Holdingu Obronnego z Uniwersytetem Śląskim nie jest jedyną, jaką z uczelniami zawarł przemysł zbrojeniowy. Na rzecz obronności działa już m.in. Politechnika Warszawska i Śląska oraz Wojskowa Akademia Techniczna.

Mamy tak ogromne możliwości  z jednej strony PHO, z drugiej strony nasz uniwersytet i inne uczelnie  że zrobimy wszystko co w naszej mocy, żeby zmodernizować polską armię i żeby bardzo nowatorsko podejść do wszystkich rozwiązań, jakie są tylko możliwe ‒ deklaruje rektor Uniwersytetu Śląskiego.

W skład Polskiego Holdingu Obronnego wchodzi 19 spółek polskiego przemysłu obronnego o specjalnościach amunicyjno-rakietowych, radarowych, optoelektronicznych oraz pojazdów pancernych. Docelowo Holding ma wejść do Polskiej Grupy Zbrojeniowej, która stanie się główny polskim dostawcą nowoczesnego uzbrojenia dla Sił Zbrojnych RP. Do roku 2022 Ministerstwo Obrony Narodowej zamierza na modernizację armii wydać blisko 130 mld zł.

D. Sierakowska (DM BOŚ): Złoto, srebro i miedź bez szans na wzrosty w najbliższym czasie

CEO Magazyn Polska

Koniunktura na rynku złota jest tak słaba, że notowania metalu praktycznie nie zareagowały na silny wzrost napięcia geopolitycznego w Europie i na Bliskim Wschodzie. Wysoka produkcja i obawy o stan gospodarki światowej uniemożliwiają odbicie cen także w przypadku srebra i miedzi. Dodatkowym negatywnym czynnikiem dla surowców jest umacniający się dolar.

Notowania złota, podobnie jak notowania ropy naftowej, znajdują się pod presją podaży. Wynika to ze słabego popytu na złoto fizyczne w Azji. Chiny czy Indie notują w ostatnich miesiącach minimalne wielkości dotyczące popytu. Być może wynika to w pewnym stopniu z faktu, że już w ubiegłym roku po tak dynamicznych spadkach Chińczycy w dużej mierze zaopatrzyli się w złoto, co i tak nie przyczyniło się do znacznych wzrostów cen tego metalu. Z kolei w Indiach kupującym cały czas szkodzi wysokie cło importowe na złoto, które w oczywisty sposób hamuje popyt – mówi agencji informacyjnej Newseria Dorota Sierakowska, analityk Domu Maklerskiego BOŚ SA.

W ciągu ostatniego roku kontrakty terminowe na złoto potaniały o niemal 9 proc. i obecnie są na poziomie ok. 1270 dolarów za uncję. W stosunku do lokalnego szczytu z września 2012 r., kiedy cena kontraktów sięgała 1771 dolarów za uncję, spadek sięga ponad 28 proc. Choć od początku 2014 r. notowania kruszcu stabilizują się w bezpiecznej odległości od kluczowego poziomu 1200 dolarów, to analitycy nie spodziewają się w najbliższym czasie odwrócenia trendu.

Obok realnego popytu wzrostom cen złota nie sprzyja obecnie polityka Rezerwy Federalnej, która umacnia notowania dolara. Ten efekt może być jeszcze silniejszy, jeśli Fed zdecyduje się wcześniej rozpocząć podwyżki stóp procentowych lub ich skala będzie wyższa od oczekiwań inwestorów. Amerykańską walutę umacniają dodatkowo deprecjonujące euro działania Europejskiego Banku Centralnego. Czwartkowa obniżka stóp procentowych zepchnęła notowania euro do dolara poniżej granicy 1,30.

Silny dolar sprawia, że złoto przestaje być atrakcyjną inwestycją zabezpieczającą przed inflacją. A więc inwestorzy odwracają się w takich sytuacjach od złota, poszukując lepszych sposobów na ulokowanie swojego kapitału – tłumaczy Sierakowska.

Inflacja w USA jest teraz na dość niskim poziomie 2 proc., z kolei strefa euro jest blisko deflacji (0,3 proc. inflacji w sierpniu). Notowaniom złota nie pomaga także rosnące ryzyko geopolityczne, którego źródłem jest polityka Rosji oraz destabilizacja na Bliskim Wschodzie. Niski popyt na złoto przekłada się także na kiepską koniunkturę na rynku srebra.

Kiedy notowania złota spadają, to bardzo często w przeważającej części wypadków notowania srebra podążają tuż za nimi. O ile nie zobaczymy odbicia w górę notowań złota, to nie spodziewałabym się też tego, że notowania srebra wzrosną. Raczej będą one spadać razem z żółtym metalem – uważa analityk DM BOŚ.

Niekorzystnie na ceny srebra mogą wpływać także obawy inwestorów dotyczące koniunktury na świecie. Stan gospodarek strefy euro oraz rynków wschodzących (w tym zwłaszcza Chin) jeszcze mocniej wpływa na notowania miedzi. Według Doroty Sierakowskiej czynniki fundamentalne nie sprzyjają obecnie wzrostowi cen tego metalu.

Podaż miedzi na globalnym rynku jest spora. Mamy nowe inwestycje w Ameryce Południowej, między innymi w Chile, np. inwestycja Sierra Gorda KGHM-u. Mamy również powrót do wydobycia, a przede wszystkim do eksportu miedzi w Indonezji, który to praktycznie nie istniał przez kilka miesięcy. Z kolei popyt stoi pod dużym znakiem zapytania – twierdzi Sierakowska.

J. Jankowiak: bezrobocie i unia bankowa to problemy, którymi w pierwszej kolejności będzie musiał się zająć nowy przewodniczący Rady Europejskiej

CEO Magazyn Polska

Rosnące bezrobocie w UE, reformy strukturalne w strefie euro i unia bankowa – to będą kwestie, którymi w pierwszej kolejności będzie musiał zająć się nowy przewodniczący Rady Europejskiej. Natomiast następca Donalda Tuska na stanowisku premiera nie będzie gwałtownie zmieniał kursu, a zajmie się raczej administrowaniem krajem do czasu następnych wyborów parlamentarnych w przyszłym roku – ocenia Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. Obejmuje to m.in. uchwalenie i realizację budżetu na 2015 rok.

To wszystko są zagadnienia, z którymi trudno bezpośrednio łączyć rolę polskiego Prezesa Rady Ministrów – mówi Janusz Jankowiak agencji informacyjnej Newseria. – Stanowisko to musi zajmować polityk, który wykazuje się znacznie szerszymi horyzontami i myśli o całej Unii Europejskiej, a nie tylko o Polsce. W związku z tym nadzieje pokładane w tym, że „będzie coś można załatwić dla Polski”, uważam za zupełnie nieuzasadnione.

Zdaniem głównego ekonomisty PRB Donald Tusk będzie musiał w pierwszym kolejności wziąć udział w dyskusji dotyczącej tzw. paktu fiskalnego, dokumentu określającego zasady m.in. tworzenia budżetów krajowych, tempa wzrostu wydatków i wymaganej redukcji długu publicznego. Zdaniem niektórych przywódców europejskich (głównie Czech i Wielkiej Brytanii) pakt, który wszedł w życie z początkiem 2013 roku, jest zbyt rygorystyczny, jego zasady powinny zostać rozluźnione tak, by w większym stopniu uwzględniać potrzebę wzrostu gospodarczego i redukcji bezrobocia.

Myślę, że premier Tusk będzie poddany bardzo silnej presji, która już jest w tej chwili w strefie euro – przypuszcza Jankowiak. – Sprawy te dobrze już zostały omówione w gronie przywódców europejskich. Teraz nowy przewodniczący Rady Europejskiej będzie musiał się nad nimi pochylić.

Ekonomista nie spodziewa się wielkiego przełomu w polskiej polityce. Uważa, że następca Donalda Tuska zajmie się raczej administrowaniem krajem do czasu nowych wyborów parlamentarnych w przyszłym roku.

To obejmie też próbę uchwalenia i realizowania w sposób w miarę łagodny budżetu na 2015 rok, nic więcej – uważa Janusz Jankowiak. – Okres, który został do wyborów parlamentarnych, nie pozostawia zresztą zbyt dużego pola do raptownych zmian.

Projekt budżetu 4 września został przyjęty przez rząd. 15 września zajmie się nim Komisja Trójstronna. Rząd zakłada, że wzrost PKB w przyszłym roku wyniesie 3,4 proc. (wobec 3,8 proc. prognozowanych jeszcze w czerwcu). Zgodnie z założeniami dochody państwa wyniosą ponad 297,25 mld zł, a wydatki – 343,33 mld zł.

– Deficyt budżetowy w 2015 roku w wymiarze nominalnym będzie o ok. 10-12 mld zł wyższy w stosunku do tego, który będzie realizowany w tym roku. Świadczy to o tym, że nadzieje, które rząd pokłada w bardziej rygorystycznej polityce fiskalnej, zejściu z deficytem poniżej 3 proc. w relacji do PKB, łączą się głównie z tzw. samoistnym wyrastaniem z długu – zauważa Janusz Jankowiak. – Nominalny wzrost PKB pozwoli nam zmniejszyć te niekorzystne relacje, jakimi są dług i deficyt. Nie ma natomiast mowy o jakichś gwałtownych cięciach czy ostrych reformach.

Zdaniem Janusza Jankowiaka pełny rok rosyjskich sankcji i embarga może zmniejszyć o 0,6 pkt proc. dynamikę wzrostu gospodarczego.

Tyle samo doda stymulacja fiskalna w postaci powiększonego w stosunku do wykonanego w tym roku deficytu budżetowego – twierdzi Janusz Jankowiak. – Czyli w sumie sankcje zostaną zrównoważone przez luźniejszą politykę fiskalną.

Dobre perspektywy rozwoju przed rynkiem usług kurierskich. W walce o klienta firmy wprowadzają innowacyjne rozwiązania

0

CEO Magazyn Polska

Rynek e-commerce prężnie się rozwija. Eksperci spodziewają się dynamiki wzrostu na poziomie kilkudziesięciu procent. Coraz większa sprzedaż online przekłada się na coraz lepszą sytuację w branży usług kurierskich. W związku z dużą konkurencją i większymi wymaganiami klientów na rynku zaczną pojawiać się coraz tańsze i wygodniejsze rozwiązania.

Polacy coraz częściej decydują się na zakupy przez internet. Wartość rynku e-commerce wyniosła na koniec 2013 roku ponad 26 mld zł.

Dynamika wzrostu będzie dwucyfrowa. Ostrożne prognozy mówią o tym, że tempo będzie 20-30-proc., możemy się jednak spodziewać w krótkim czasie podwojenia wartości tego rynku – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jarosław Śliwa, prezes zarządu spółki Siódemka, jednej z liderów branży kurierskiej w Polsce.

Pod względem tempa wzrostu Polska jest w czołówce europejskiej, do krajów Europy Zachodniej jednak sporo jej brakuje. Na koniec 2013 roku działało 14 tys. sklepów internetowych (według badań Comarch), dla porównania w Niemczech było 100 tys., a we Francji 117 tys. e-sklepów. Jak zaznacza Śliwa, rozwój e-commerce daje duże możliwości rozwoju przede wszystkim małym i średnim firmom.

E-commerce to po pierwsze świadomość klientów, że można kupować w sieci, po drugie łatwość w dystrybucji i obsłudze logistycznej. Daje to możliwość rozwijania małego i średniego biznesu bez dużych nakładów – przekonuje Śliwa.

Rosnąć będzie zarówno liczba sklepów, jak i transakcji, a to dobra wiadomość dla rynku usług kurierskich. W ubiegłym roku przesyłki nadane przez sklepy internetowe stanowiły ponad 25 proc. rynku. Jak mówi Śliwa, sektor usług kurierskich wart jest obecnie ok. 4,5-5 mld zł.

Dzisiaj  wiele osób jest doskonale świadomych tego, czego może oczekiwać po usłudze kurierskiej. Powszechność zakupów w sieci i dostępność firm, które świadczą usługi przesyłek, ugruntowują pozycję firm kurierskich. Rośnie też świadomość konsumenta o tym, czego oczekiwać, ile zapłacić, czy jakiej usługi dodatkowej oczekiwać od firmy kurierskiej – ocenia Jarosław Śliwa.

Ze względu na dużą konkurencję firmy kurierskie wprowadzały przez ostatnie lata udogodnienia informatyczne. Dzięki temu klient może sprawdzić status przesyłki, czyli to, gdzie w danym momencie się ona znajduje i jaki jest jej przewidywany czas dostawy. Wymagania klientów rosną, chcą mieć np. możliwość zmiany miejsca dostawy już w trakcie realizacji zamówienia.

Jako firma jesteśmy przygotowani na tego typu oczekiwania. Budujemy sieć punktów obsługi klienta, mamy już 1,2 tys. takich punktów. Wkrótce zaoferujemy na rynku usługę, dzięki której klient będzie mógł wskazać sposób odbioru, przez kuriera lub w punkcie blisko swojego miejsca zamieszkania – mówi prezes Siódemki.

Jak podkreśla Śliwa, usługi kurierskie stoją na wysokim poziomie, a Polska w pewnym sensie przoduje we wdrażaniu nowoczesnych rozwiązań. Klienci w Polsce, w przeciwieństwie do mieszkańców Europy Zachodniej, wciąż preferują jednak tradycyjne metody płatności.

Lubimy płacić gotówką w momencie odbioru towaru. Wynika to bardziej z przyzwyczajeń i mentalności niż z ograniczeń technicznych i braku możliwości zapłaty kartą kredytową – zaznacza Jarosław Śliwa.

Polacy nie umieją się prawidłowo relaksować

CEO Magazyn Polska

Odpoczynek Polacy rozumieją wyłącznie jako ciekawy sposób na spędzenie wolnego czasu. Zapominają tym samym o relaksie fizjologicznym. Tymczasem tylko w ten sposób można prawidłowo zadbać o kondycję psychiczną i fizyczną organizmu.

Z badań grupy Edenred wynika, że połowa Polaków cierpi z powodu stresu związanego z pracą zawodową. Przewlekły stres niekorzystnie odbija się natomiast na zdrowiu – osoby, które się z nim borykają, częściej zapadają na infekcje, co jest związane z osłabieniem układu odpornościowego. Zdaniem szwedzkich naukowców stres zwiększa także możliwość zachorowania na raka piersi. Jednym ze sposobów na walkę ze stresem jest relaks. Dla większości Polaków oznacza on wyjście do kina, uprawianie sportu lub wieczór w towarzystwie przyjaciół. Tymczasem psychologowie podkreślają wagę relaksu fizjologicznego.

 Jest to relaks, w którym mamy rozluźnione mięśnie i umysł wolny od emocji. Relaks fizjologiczny, ten związany z odprężeniem, rozluźnieniem mięśni i uwolnieniem się od emocji, to jest relaks, który osiągamy, na przykład koncentrując się na oddechu. Można, siadając wygodnie i zamykając oczy, obserwować swój oddech – mówi Iwona Kowalewski, ekspert Sita, specjalista w dziedzinie relaksu, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Lifestyle.

Naukowcy definiują relaks fizjologiczny jako stan, w którym umysł jest wolny od emocji, wśród fal mózgowych rejestrowanych przez elektroencefalograf przeważają fale alfa o częstotliwości około 7 Hz, serce pracuje rytmicznie, ale powoli, mięśnie nie są napięte, a ciśnienie krwi jest stałe. Taki stan organizm ludzki w sposób naturalny osiąga dwa razy dziennie: tuż przed snem i zaraz po przebudzeniu.

 To są te momenty, kiedy organizm przechodzi przez pewnego rodzaju reset, jest na stand by, jak mówią niektórzy. To są momenty niezbędne dla zdrowia psychicznego i fizycznego. To jest ten relaks. I jeżeli świadomie przeznaczymy czas na tego rodzaju relaks, wtedy nasze funkcjonowanie fizyczne i intelektualne będzie na dużo wyższym poziomie – mówi Iwona Kowalewski.

Aby wprowadzić organizm w stan relaksu fizjologicznego, można stosować ćwiczenia oddechowe. Naukowcy proponują także używanie specjalnych urządzeń, które w ciągu pół minuty pomagają uzyskać stan odprężenia. Urządzenia te przetwarzają oddech człowieka na bodźce świetlne i dźwiękowe. Człowiek odbiera te bodźce i podświadomie reguluje częstotliwość i głębokość oddechu. Następuje sprzężenie zwrotne między oddechem a wrażeniami wzrokowymi i słuchowymi, co pomaga wejściu w stan głębokiego relaksu.

– Jeżeli korzystamy z takiego relaksu, jesteśmy w stanie osiągnąć dużo więcej zarówno w życiu intelektualnym, jak i w życiu emocjonalnym, ponieważ takie regularne nabieranie dystansu do siebie i do swoich czynności pozwala nam trafniej oceniać, co jest ważne. Każdy może przyznać, że osoby, które są mniej zestresowane, łatwiej podejmują decyzje, podejmują słuszne decyzje, są bardziej zadowolone z życia i ogólnie żyje im się lepiej – mówi Iwona Kowalewski.

Badania udowodniły, że w stanie głębokiego relaksu wzrasta zdolność mózgu do percepcji i zapamiętywania informacji. Relaks taki wzmacnia system odpornościowy, pomaga leczyć zaburzenia snu, ułatwia walkę z nałogami, a także zwiększa odporność na stres.

Rynek aut zabytkowych błyskawicznie rośnie

CEO Magazyn Polska

W ubiegłym roku zarejestrowano w Polsce 900 zabytkowych aut. Eksperci podkreślają, że rosnący rynek oldtimerów przyczynia się do wzrostu całej branży motoryzacyjnej, bo powstaje coraz więcej punktów serwisowych specjalizujących się w renowacji tego typu aut. Dalszy rozwój mógłby być jeszcze szybszy, jeśli zmieniono by niektóre przepisy.

Zabytkowe auta zyskują w Polsce z roku na rok coraz większą popularność.

– Kolekcjonowanie starych aut stało się modnym hobby – zauważa Rafał Pliszka, organizator Classic Moto Show, rozpoczynającej się dziś w Krakowie wystawy zabytkowych aut i motocykli. – W ciągu ostatniej dekady odnotowaliśmy przynajmniej kilkusetprocentowy wzrost liczby rejestrowanych aut zabytkowych. Tylko w ubiegłym roku przybyło na naszych drogach 900 egzemplarzy.

Rosnąca popularność oldtimerów wpływa stymulująco na cały rynek samochodowy. Przybywa punktów serwisowych specjalizujących się w naprawie i renowacji tego typu aut, sklepów z częściami zamiennymi oraz  firm pomagających w kupnie i sprowadzaniu zabytkowych modeli z zagranicy. Powstają więc nowe miejsca pracy.

– Ten segment rynku będzie rósł – uważa Pliszka. – W Niemczech ma on spory udział w PKB całego kraju. U nas oczywiście trudno mówić o podobnej skali, ale tendencja będzie zdecydowanie wzrostowa.

Specjaliści podkreślają jednak, że rynek mógłby rozwijać się szybciej, gdyby usunięto niektóre przeszkody proceduralne. Ułatwieniem byłaby na przykład możliwość rejestrowania całej kolekcji aut zabytkowych pod jednym numerem rejestracyjnym.

– Dziś na każde auto trzeba mieć osobny dowód rejestracyjny, ubezpieczenie i dokumenty – wyjaśnia Pliszka. – W wielu krajach przepisy zezwalają, by kolekcje rejestrować pod jednym numerem. To zmniejsza koszty, które ponoszą właściciele, i ułatwia rozwijanie hobby. Tym bardziej że zazwyczaj tylko jedno auto z kolekcji jest w danym momencie na ulicy, reszta stoi w garażu.

Problemem są skomplikowane procedury związane z wywozem tego typu samochodów za granicę. Obecnie na sprzedaż poza Polską pojazdu zabytkowego potrzebne jest zezwolenie ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Polskie przepisy chroniące zabytki przed wywiezieniem za granicę pochodzą jeszcze z czasów PRL-u. Różnice w cenach pomiędzy Wschodem a Zachodem były wtedy tak wielkie, że nabywcy z państw kapitalistycznych błyskawicznie wykupiliby polskie kolekcje. Dziś eksperci podkreślają, że taka ochrona jest anachroniczna, bo Polacy za zabytkowe pojazdy płacą tyle, co kolekcjonerzy z innych państw europejskich.

– Większość z tych problemów można by dość łatwo rozwiązać – uważa Pliszka. – Wzorem mogą być przepisy obowiązujące w krajach mających mocno rozwinięty rynek aut zabytkowych. To z pewnością wpłynęłoby pozytywnie na sytuację polskich kolekcjonerów.

Chroniąc pojazdy zabytkowe przed wywozem z Polski, polskie przepisy dość niekonsekwentnie ograniczają też ich przywóz spoza państw Unii. Sprowadzając zabytkowe samochody lub zabytkowe części choćby z USA, kolekcjonerzy są zmuszani do płacenia za nie cła i VAT-u.

W rozwoju polskiego rynku aut zabytkowych duży udział mają osoby traktujące kupno samochodu jako lokatę kapitału. Wartość większości modeli w ciągu kilku lat wzrasta. Niektóre pojazdy mogą w ciągu dekady ją potroić. Za przedwojenny motocykl Podolsk, kosztujący w połowie lat 90. 20 tys. zł, dziś trzeba zapłacić grubo ponad 100 tys. zł.

– To proces niezależny od kryzysów, dewaluacji pieniądza czy zawirowań gospodarczych – mówi Pliszka. – Samochodów zabytkowych nie przybywa, ich ograniczona dostępność wpływa więc na wzrost wartości.

Większość kupowanych przez kolekcjonerów aut pochodzi z terenu Unii Europejskiej. W ubiegłym roku z krajów Wspólnoty sprowadzono do Polski ponad 1500 oldtimerów. Szczególną popularnością cieszą się dziś powojenne Mercedesy, Volkswageny i BMW. Średnia cena kupowanych aut nie przekracza w przeliczeniu 7 tys. zł, co oznacza, że do naszego kraju trafiają przede wszystkim samochody do remontu.

Konsola Xbox One od dziś dostępna na polskim rynku

CEO Magazyn Polska

Konsola Xbox One wyposażona jest w ulepszony sensor ruchowy Kinect, który pozwala sterować nią za pomocą ruchu ciała. Następczyni konsoli Xbox 360 ma ponadto dodatkowe funkcje i aplikacje, takie jak Skype, YouTube oraz aplikacje wideo. Nowy produkt zawiera szereg gier, zarówno tych przeznaczonych dla zaawansowanych, jak i tych przeznaczonych dla początkujących graczy.

Miłośnicy gier znajdą na konsoli Xbox One m.in. Call of Duty: Advanced Warfare, FIFA 15, Assassin&HASH39;s Creed Unity czy Rise of the Tomb Rider. Jest ona jednak według producentów domowym centrum rozrywki, które przeznaczone jest nie tylko do grania w gry wideo. Produkt ma wiele dodatkowych funkcji i aplikacji, takich jak komunikator Skype, aplikacje wideo, YouTube, oraz wirtualny dysk, na którym można przechowywać dokumenty, zdjęcia i filmy oraz oglądać zgromadzone w nim pliki  na dużym ekranie. Nowa konsola firmy Microsoft posiada także ulepszony sensor ruchowy Kinect.

Dzięki takim urządzeniom jak na przykład Sensor Kinect jesteśmy w stanie sterować konsolą za pomocą ruchu własnego ciała, czyli nie wykorzystując żadnych klawiatur, kontrolerów czy urządzeń wskazujących. Sterujemy tylko za pomocą ruchów naszego ciała, czyli intuicyjnie. Jeżeli widzimy na ekranie na przykład piłkę podczas grania w piłkę nożną, to wystarczy wykonać normalny ruch kopnięcia tej piłki własną nogą, a na ekranie będzie on odwzorowany – mówi Tomek Świeściak, przedstawiciel biura prasowego Xbox Polska Microsoft, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Ulepszony Kinect może śledzić do sześciu osób naraz, szybciej przetwarza dane, reaguje z mniejszym opóźnieniem i jest wyposażony w kamerę o rozdzielczości Full HD. Sensor jest w stanie reagować na bardzo subtelne gesty, a nawet odróżnić dłonie od reszty ciała.

Jest to technologia, która potrafi rozpoznać tak drobne ruchy, jak na przykład ruchy poszczególnych palców u rąk. W niektórych momentach nawet są to ruchy gałek ocznych czy powiek. Technologia zdecydowanie przyszłościowa i dla konsumentów, którzy są ciekawi gadżetów, będzie to na pewno przyszłość – mówi Tomek Świeściak.

Zdaniem ekspertów konsole przestały się już kojarzyć wyłącznie z zabawą dla dzieci. Postrzeganie ich przydatności zmieniło się, gdy zostały wyposażone w kontrolery ruchowe, które pozwalają na sterowanie grami za pomocą własnego ciała. Ponadto zmienił się charakter gier, stały się one bardziej rodzinne i socjalizujące. Zaczęli je kupować rodzice chcący spędzić czas z dziećmi na wspólnej zabawie oraz osoby poszukujące urządzenia rozrywkowego na spotkania z przyjaciółmi.

Gry sportowe Kinect Sports są idealną propozycją dla rodzin, które chcą spędzić czas wspólnie i aktywnie, tak żeby dzieci nie siedziały na kanapie i nie patrzyły się w telewizor kompletnie bez ruchu, tylko, żeby pojawił się taki element, który zmusi dzieciaki do tego, żeby się ruszały. Są także tzw. party games, czyli gry używane na imprezach. To mogą być gry taneczne, np. z serii Dance Central – mówi Tomek Świeściak.

Xbox One to trzecia konsola stacjonarna firmy Microsoft, po Xbox i Xbox 360. Microsoft oferuje ponadto usługę sieciową Xbox Live, dzięki której gracze mogą ze sobą rozmawiać, wspólnie grać, oglądać filmy lub słuchać muzyki. Konsola Xbox One miała światową premierę w listopadzie 2013 roku. Zadebiutowała wtedy na rynkach w Stanach Zjednoczonych, Australii, Nowej Zelandii oraz w kliku państwach europejskich. We wrześniu tego roku pojawi się na kolejnych dwudziestu sześciu rynkach, w tym w Polsce.