RP utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie

Stopy procentowe bez zmian, zadecydowała RPP na wrześniowym posiedzeniu.

Rada Polityki Pieniężnej podczas posiedzenia w dniach 2-3 września postanowiła utrzymać stopy procentowe NBP na niezmienionym poziomie: stopa referencyjna 2,50 proc. w skali rocznej; stopa lombardowa 4,00 proc. w skali rocznej; stopa depozytowa 1,00 proc. w skali rocznej; stopa redyskonta weksli 2,75 proc. w skali rocznej.

„Wyprawka szkolna” – pomoc dla najbardziej potrzebujących uczniów

Rząd przeznaczył 156 mln zł na pomoc w zakupie podręczników dla najbiedniejszych rodzin. Głównym kryterium branym pod uwagę przy udzielaniu wsparcia są dochody.

„Pomoc finansowa dla jednej rodziny wynosi od 170 do 770 zł. Można ją otrzymać, jeśli dochód na osobę nie przekracza 539 zł netto” – mówi serwisowi infoWire.pl Joanna Dębek, rzecznik prasowy Ministerstwa Edukacji Narodowej. O pomoc mogą starać się osoby najbiedniejsze oraz uczniowie niepełnosprawni.

Aby otrzymać dofinansowanie, należy zachować paragony za zakupione książki. W przypadku dzieci z niepełnosprawnością pomoc obejmuje również inne materiały edukacyjne. Osoby, które złożą wniosek w szkole i spełnią warunki, otrzymają wsparcie finansowe najpóźniej do połowy listopada.

Dofinansowanie w ramach „Wyprawki szkolnej” może otrzymać nawet 488 tys. uczniów, w tym 121 – mających specjalne potrzeby edukacyjne.

Joanna Dębek zachęca rodziców do sprawdzania cen podręczników i podkreśla, że nie ma żadnego uzasadnienia dla tego, żeby książki co roku były inne: „Podstawa programowa zmieniana jest raz na 10 lat. Ostatnia miała miejsce w 2009 r. Jeśli widzimy, że nauczyciel wybrał najnowszą edycję podręcznika, zapytajmy go, dlaczego podjął taką decyzję”.

PKP spłaci kolejne 650 mln zł zadłużenia

Do końca roku Polskie Koleje Państwowe mają zmniejszyć dług z 3,3 mld zł na początku roku do 1 mld zł.

Na 4 września przypada kolejna duża spłata historycznego zadłużenia PKP. Wysokość transzy wyniesie 650 mln zł.

Poziom zadłużenia na początku tego roku wynosił 3,3 mld zł. Po zapłaceniu wrześniowej transzy, dług netto wyniesie ok. 1 mld zł. Poprzednia duża spłata miała miejsce w maju tego roku, kiedy to spłacono ok. 806 mln zł, poinformowała PKP.

– Sukcesywnie spłacamy historyczne zadłużenie PKP – mówi Jakub Karnowski, prezes Grupy PKP. – Dzięki konsekwentnym działaniom, w latach 2012-2013 zmalało ono o niemal 1 mld zł, w tym roku zmniejszy się o kolejne 1,5 mld zł

PKP S.A. planuje, że poziom zadłużenia netto na koniec grudnia br. wyniesie ok. 1 mld zł. Termin spłaty ostatniej transzy zadłużenia przypada na 2022 r.

Środki na spłatę zadłużenia pochodzą z prywatyzacji spółek Grupy PKP oraz sprzedaży nieruchomości. Ubiegłoroczna sprzedaż Polskich Kolei Linowych i prywatyzacja PKP Cargo przyniosły ponad 2,2 mld zł przychodów. Dzięki sprzedaży nieruchomości udało się natomiast uzyskać ponad 523 mln zł.

MEN: Spółką z GK WSiP będzie dystrybuować rządowy elementarz

Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne sp. z o.o. skorzystają na wprowadzeniu rządowego bezpłatnego elementarza. Firma logistyczna zależna zarobi na dystrybucji podręcznika.

Firma logistyczna Alfa Logis, spółka powiązana kapitałowo ze spółką Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne sp. z o.o., podpisała z Ministerstwem Edukacji Narodowej umowę na dystrybucję rządowego Naszego Elementarza. Umowa ma trwać do 2016 roku.

Oferta Alfa Logis została wybrana w drodze przetargu publicznego. MEN i Alfa Logis umowę podpisały 2 września 2014 r. – napisała WSiP w komunikacie.

Alfa Logis powstała w 2006 roku w wyniku restrukturyzacji Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych. W ramach prowadzonej działalności oferuje kompleksową obsługę logistyczną.

Rola robotów w branży spożywczej. Trendy, wyzwania, skala oszczędności

Sortowanie, pakowanie i paletyzacja różnorodnych produktów oraz wzrost oczekiwań wobec wydajności maszyn produkcyjnych – to według analityków firmy ASTOR kluczowe trendy, związane z automatyzacją i robotyzacją branży spożywczej w 2014 roku. Eksperci podkreślają, że wdrożenie nowoczesnych rozwiązań może przynieść producentom żywności oszczędności rzędu 20 tysięcy złotych dziennie i nawet stuprocentowy wzrost wydajności.

Wyroby cukiernicze, mleko, zboża, makarony, pasze, koncentraty spożywcze, piwo, przetworzone ziemniaki, warzywa i owoce – to towary, których produkcja najczęściej prowadzona jest w oparciu o nowoczesne narzędzia z zakresu automatyki i robotyki – wynika ze statystyk firmy ASTOR. Jak podkreślają eksperci, polscy producenci żywności chętniej niż innowacje dotyczące samych produktów, przeprowadzają zmiany związane z opakowaniami i gramaturą. Coraz częściej też – podejmują się produkcji żywności o dużym stopniu przetworzenia. Wymaga to większej elastyczności w wykorzystywaniu posiadanych zasobów wytwórczych.

– Aktualne zmiany na rynku spożywczym powodują, że wytwórcy chętnie sięgają po rozwiązania umożliwiające robotyzację procesów pakowania, paletyzacji i sortowania. Dostrzegalny jest także wzrost oczekiwań w stosunku do automatyzacji – producentom żywności zależy już nie tylko na automatyzacji pojedynczej maszyny, lecz raczej na zintegrowaniu posiadanych wysp automatyki w jeden spójny i efektywny system wspierający zarządzanie produkcją. Pozwalają na to systemy typu MES (Manufacturing Execution System), obejmujące kilka obszarów fabryki – komentuje Stefan Życzkowski, prezes firmy ASTOR.

Po rozwiązania z zakresu automatyki i robotyki sięgają już nie tylko globalne koncerny, ale i mniejsi – nawet wąsko wyspecjalizowani, lokalni producenci. Różnica polega na wielkości obszaru, który obejmuje np. system MES. Mniejsze przedsiębiorstwa koncentrują się na kluczowym procesie np. recepturze, podczas gdy globalne firmy wnikają w szczegółową analizę pracy urządzeń, w tym mikroprzestojów każdej z maszyn biorących udział w przetworzeniu wyrobu. Najważniejsze cele producentów żywności są takie same, niezależnie od ich rozmiaru i rodzaju wyrobu końcowego. Chodzi o wyprodukowanie produktu bezpiecznego dla zdrowia, o stałej jakości, odpowiednie jego zapakowanie i ograniczenie kosztów procesu wytwórczego.

Proponowane przez specjalistów systemy muszą zatem m.in. gwarantować powtarzalność (np. dozowanie, ważenie), określoność czasu wykonywanej czynności (np. ilość pralin spakowanych przez robota do opakowania) oraz przewidywalność kosztów wytwarzania (np. utrzymywanie właściwej temperatury pieca i rachunków za prąd). Aby sprostać normom i zaleceniom producentów, dostawcy rozwiązań z zakresu automatyki i robotyki stale pracują nad innowacjami związanymi z budową urządzeń wykonawczych i metodami prowadzenia procesu. Z myślą o nich np. w przypadku robotów Kawasaki wprowadzono smarowanie przekładni olejami roślinnymi, a za pośrednictwem oprogramowania InBatch – zaimplementowano reżim komponowania receptur i ich wykonywanie.

Precyzyjne dane, jakich dostarczają zautomatyzowane stanowiska oraz linie produkcyjne, pozwalają przede wszystkim na ograniczenie kosztów procesu wytwórczego. Na ich podstawie można przeprowadzać zmiany – zwiększyć efektywności linii oraz zmniejszyć koszty procesów. To konkretne, niejednokrotnie bardzo duże kwoty oszczędności. Kompleksowe wdrożenie przeprowadzone w SM Ostrołęka, polegające m.in. na uruchomieniu systemu wizualizacji i raportowania przynosi codzienne oszczędności surowców rzędu 20 tysięcy złotych. Daje to ponad 6 milionów złotych w skali roku. System z zakresu robotyki, wdrożony w MSM Mońki zaowocował 100 procentowym wzrostem wydajności linii produkcyjnej. Natomiast inwestycja w firmie GOOD FOOD będąca przykładem śledzenia pracy i przestojów wszystkich maszyn w ciągu technologicznym przyniosła zwiększenie wydajności produkcji o 10 procent.

Bio Planet S.A. przejmuje dystrybucję ziół, herbat i przypraw eko

0

 Bio Planet S.A., firma działająca w zakresie konfekcjonowania i dystrybucji hurtowej produktów rolnictwa ekologicznego  poszerza ofertę w zakresie polskich herbat ziołowych, ziół i przypraw eko. Wszystko za sprawą przejęcia hurtowni „Spragnieni Natury”, która specjalizowała się w dystrybucji tych towarów. Dzięki temu liczba produktów oznaczona logiem Bio Planet dostępnych w polskich sklepach zwiększy się z obecnych 1600 do 2000 pozycji.  Firma planuje nowe aktywności na rynku przejęć i już niebawem wprowadzi nowe produkty do swojej oferty żywności ekologicznej.

 „Podpisanie umowy z hurtownią „Spragnieni Natury” jest efektem kontynuowania założeń i planów firmy, mających na celu poszerzenie oferty firmy Bio Planet S.A. Chcemy, aby nasi odbiorcy mieli jak największy wybór produktów ekologicznych. Cieszymy się, że w naszą już dość szeroką ofertę udało się wcielić całkiem nowe pozycje jednej z największych hurtowni wyspecjalizowanej w dystrybucji ziół, przypraw  i herbatek ziołowych. Nasi klienci zyskają znacznie większy dostęp do ekologicznych suszonych ziół takich jak bazylia, majeranek, czy oregano. Nowością będzie możliwy zakup mieszanek przypraw eko. Wierzymy, że podjęte przez nas działania umocnią naszą pozycję lidera na rynku i pozytywnie wpłyną na stale zauważalny wzrost firmy.”  – mówi Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Firma Bio Planet S.A. została zarejestrowana w czerwcu 2014 roku z przekształcenia Bio Planet Sp. z o.o., firmy założonej w październiku 2005 roku. Logo marki jest jednym
z najbardziej rozpoznawalnych w dziedzinie produktów ekologicznych w Polsce.

Hurtownia „Spragnieni Natury” jest jedną z największych hurtowni ziół, herbatek i przypraw bio w Polsce. Jej przychód szacowany jest na 1,2 mln PLN rocznie.

Czy można zwiększyć zdolność kredytową firmy

Dorota Matuszyńska, ekspert ds. kredytów hipotecznych Idea Expert

Problem z niską zdolnością kredytową dotyka bardzo często firmy, które dopiero rozpoczynają swoją działalność. Ich dochody zazwyczaj nie są wysokie i w związku z tym w oczach instytucji finansowych niższa jest również ich wiarygodność, jako potencjalnych kredytobiorców. Jednak nie zawsze problem leży tam gdzie nam się wydaje. Często kluczem do tego, aby podnieść zdolność kredytową jest wiedza na temat tego, w jaki sposób przygotować się do rozmów z bankiem i jak zabezpieczyć kredyt dla początkującej firmy.

Czym właściwie jest zdolność kredytowa

W polskim prawie bankowym definicja zdolności kredytowej jest ściśle określona i wygląda następująco: „ Przez zdolność kredytową rozumie się zdolność do spłaty zaciągniętego kredytu wraz z odsetkami w terminach określonych w umowie”. Co ciekawe, posiadanie zdolności kredytowej jest warunkiem koniecznym, acz bardzo często niewystarczającym by kredyt otrzymać. Sposoby jej wyliczenia i oceny są różne w zależności od polityki banku udzielającego kredytu.

Co wpływa na ocenę zdolności kredytowej

Zdolność kredytowa zgodnie ze swoją definicją jest dość restrykcyjnie traktowana przez banki. Albo się ją ma albo nie. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że na zdolność kredytową wpływa bardzo wiele czynników. Dodatkowo, ocena zdolności tego samego kredytobiorcy w poszczególnych bankach może się diametralnie różnić. Dlaczego tak się dzieje? Każdy bank ma swój indywidualny sposób liczenia zdolności kredytowej. W procesie oceny zdolności każdego klienta bank bierze pod uwagę wysokość uzyskiwanych dochodów i opłaty, jakie ponosi on każdego miesiąca. Jednak badanie sytuacji finansowej potencjalnego kredytobiorcy to nie wszystko. Oceniając zdolność kredytową firmy bank bacznie przygląda się także jej właścicielom, pod uwagę bierze takie elementy jak wiek, stan cywilny, wykształcenie, profil zawodowy, miejsce zamieszkania, posiadane rachunki bankowe, rodzaj branży, w jakiej działa firma oraz okres jej prowadzenia.. Warto wiedzieć, że to wszystko jest potrzebne bankowym ekspertom, aby ocenić czy klient posiada cechy odpowiadające charakterystyce rzetelnego kredytobiorcy. Ich profil określany jest na podstawie statystyk bankowych. Cennych wskazówek, co do solidności danej osoby dostarcza oczywiście jej historia kredytowa.

Pozytywna historia to najlepsza rekomendacja. Dlatego najkorzystniejsze dla naszego wizerunku finansowego jest terminowe regulowanie zobowiązań względem różnego rodzaju instytucji tj: banków, firm ubezpieczeniowych, dostawców prądu, gazu czy operatorów telekomunikacyjnych itp. Dobra opinia w poszczególnych instytucjach wiąże się z pozytywną historią kredytową w BIK, KRD i BIG. A to z kolei sprawia, że w oczach banków kredytobiorca staje się wiarygodnym i cennym klientem, który może liczyć na lepsze warunki finansowe, np. niższe oprocentowanie kredytu, skrócenie lub uproszczenie procedur, czy obniżanie opłat i prowizji. Warto jednak wiedzieć, że brak historii kredytowej może czasem działać na niekorzyść potencjalnego kredytobiorcy. Należy też podkreślić, że w przypadku przedsiębiorstw bardzo ważnym elementem historii jest także nieposzlakowana opinia w urzędzie skarbowym oraz ZUS.

Doradca finansowy na firmowe dylematy

Na rynku kredytowym rządzi zasada, że im dłuższa historia finansowa tym większa szansa na kredyt oraz im większy ma być kredyt tym wyższe zabezpieczenia. Taka sytuacja jest szczególnie dotkliwa dla firm, które dopiero zaczynają swoją działalność na rynku i nie są w stanie przedstawić swoich dokonań finansowych. Nie da się ukryć, że każda firma by móc sprawnie prowadzić swoją działalność, musi sporo uwagi poświęcić również kwestiom finansowym. Jest to szczególnie ważne w przypadku małych firm, które często nie są w stanie zatrudnić specjalisty ds. finansów, a same nie mają wiedzy jak sprawnie poruszać się i korzystać z możliwości, jakie daje rynek finansowy. Tu pomocą okazują się doradcy finansowi (np. Idea Expert), którzy mają odpowiednią wiedzę i zasoby niezbędne do tego, aby pomóc firmie znaleźć najlepsze rozwiązanie jej finansowych dylematów.

Momentem, kiedy doradca finansowy sprawdza się znakomicie jest właśnie czas, kiedy firma zaczyna szukać możliwości zewnętrznego finansowania. Jest on w stanie znaleźć optymalne rozwiązanie, co do sposobu pozyskania środków, poprawy zdolności kredytowej firmy, a także doradzić jak znaleźć wymagane zabezpieczenie dla kredytu.

Jak zwiększyć szanse firmy na kredyt

Pierwszą rzeczą, na którą należy zwrócić uwagę jest zabezpieczenie kredytu. Pod tym pojęciem może kryć się praktycznie wszystko, co firma posiada, a co może stanowić jakąś wartość dla banku. Oczywiście, im wyższa jest wartość danego środka, tym szybciej rośnie szansa na otrzymanie także większego kredytu. Zabezpieczeniem kredytu może być zarówno nieruchomość, jaką posiada firma bądź ktoś z jej założycieli, majątek ruchomy w postaci samochodu, jachtu czy samolotu. To może być także linia produkcyjna bądź inne maszyny będące we władaniu firmy np. fotel stomatologiczny, wyposażenie gabinetu fryzjerskiego lub kosmetycznego, a nawet maszyna do produkcji lodów w niewielkiej lodziarni.

Należy tu jednak wyraźnie zaznaczyć, że ocena wartości danego zabezpieczenia wykonana przez bank, może znacznie się różnić od naszych wyliczeń czy wyobrażeń. Wszystko, bowiem zależy od tego, jak atrakcyjne jest takie zabezpieczenie dla kredytodawcy. Zdecydowanie lepiej wyglądają zabezpieczenia, które w razie konieczności łatwo dają się spieniężyć. Sprzęt specjalistyczny, mimo niejednokrotnie wysokiej wartości, jako trudno zbywalny może zostać wyceniony poniżej naszych oczekiwań lub rzeczywistej ceny jego zakupu.

Czy możemy przewidzieć jak potoczy się proces wyceny proponowanych zabezpieczeń kredytu? Okazuje się, że tak. Warto wiedzieć, że banki dokonując wyceny środków zabezpieczających kredyty nie polegają tylko na swojej własnej wiedzy. Korzystają w tym celu z wyspecjalizowanych i certyfikowanych rzeczoznawców, którzy dysponują wiedzą oraz narzędziami umożliwiającymi przeprowadzenie jak najbardziej wiarygodnej wyceny majątku. Kredytobiorcy, którzy chcieliby oszacować wartość ewentualnego zabezpieczenia kredytu jeszcze przed wizytą w banku mogą samodzielnie skorzystać z usług wybranego eksperta, którego można łatwo znaleźć na listach uprawnionych rzeczoznawców, dostępnych w Internecie.

Drugim kierunkiem poszukiwań możliwości poprawy zdolności kredytowej jest obszar tzw. aktywów firmy. Badając ten obszar pod uwagę śmiało możemy brać zarówno gotówkę jak i ewentualne lokaty firmy bądź jej założycieli. Zabezpieczeniem mogą być posiadane papiery wartościowe w postaci akcji lub obligacji. Co najważniejsze, akceptowane przez kredytodawców bardzo często mogą być dopiero spodziewane przychody firmy szacowane na podstawie zawartych umów handlowych (wszelkiego rodzaju kontraktów) lub prognozowanych w oparciu o założenia wynikające z biznesplanu.

Dobry kontrakt zwiększa szanse na kredyt

Ulubioną formą kontraktu, niemal natychmiast akceptowaną przez banki, są kontrakty z jednostkami samorządu terytorialnego.  To decyduje o tym, że kredytobiorcy, którzy dysponują konkretnymi zleceniami ze strony wiarygodnych kontrahentów (np. wygrany przetarg urzędu miasta na zagospodarowanie przestrzeni przed miejskim ratuszem), mogą mieć pewność, że pozyskanie środków na realizację projektu będzie w ich przypadku zdecydowanie łatwiejsze. Przedsiębiorcy, którzy podpisali umowy z dużymi, wiarygodnymi partnerami, którzy nie należą do sektora publicznego również nie muszą się martwić. Banki z pewnością przychylnie spojrzą na zawarte umowy, a rozmowy bankowego analityka z przedsiębiorcą dotyczyć będą raczej wysokości kredytu niż tego czy kredyt zostanie przyznany.

Amortyzacja środków trwałych a kredyt

Dzięki amortyzacji przedsiębiorca płaci mniejsze podatki. Niestety, amortyzacja może także czasem utrudnić firmie zaciągnięcie kredytu czy pożyczki. Dzieje się tak w przypadkach, kiedy analitycy bankowi nie wyłączają środków trwałych podlegających amortyzacji z kosztów uzyskania przychodów, a w efekcie szacują dochody przedsiębiorcy poniżej jego własnych wyliczeń. Jak temu zaradzić? Pomocnym rozwiązaniem w takiej sytuacji może okazać się załączenie do wniosku kredytowego tabel amortyzacji, z których wynikają większe koszty albo dowodu zakupu środka trwałego z wyjaśnieniem, w jaki sposób służy on zwiększeniu przychodów firmy. Oba sposoby pozwalają często dość znacznie poprawić zdolność kredytową. Odpowiednie przygotowanie dokumentów gwarantuje przedsiębiorcy nie tylko większą pewność, że jego wniosek zostanie pozytywnie rozpatrzony, ale też daje możliwość bezpośredniego wpływu na wysokość kredytu, który bank zdecyduje się mu zaoferować.

Pamiętajmy:

  • Dobrze przemyślany biznesplan oraz realny plan działania stanowi atut firmy nie tylko
    w obszarze jej bezpośredniego działania. To także znakomite narzędzie w pozyskiwaniu zewnętrznego finansowania, choćby w postaci kredytu
  • Każda firma ma szansę dobrze przygotować się do rozmów z bankiem. Wystarczy dowiedzieć się jakie czynniki wpływają na zdolność kredytową, jakich dokumentów wymaga bank, a także jaki majątek firmy może stanowić zabezpieczenie kredytu
  • Banki myślą o firmach, jako o ważnej grupie swoich klientów, dla których warto tworzyć dedykowane propozycje. W związku z tym na rynku są już dostępne ciekawe propozycje kredytów bez zabezpieczeń, które są bardzo korzystne szczególnie dla młodych firm
  • Warto korzystać z pomocy doradców finansowych (np. Idea Expert), którzy mają odpowiednią wiedzę i zasoby niezbędne do tego, aby pomóc firmie znaleźć najlepsze rozwiązanie jej finansowych dylematów. Bardzo często pozwala to zaoszczędzić czas, zminimalizować ryzyko kłopotów i niejednokrotnie zadecydować o powodzeniu całego przedsięwzięcia

GDDKiA: Przetarg na A4 bez zastrzeżeń UZP

0

Urząd Zamówień Publicznych nie ma zastrzeżeń do przetargu na odcinek A4, gdzie zwycięzcą było konsorcjum Budimeksu.

Urząd Zamówień Publicznych stwierdził brak naruszeń w postępowaniu przetargowym dotyczącym kontynuacji budowy autostrady A4 na odcinku Rzeszów, węzeł Wschodni – Jarosław, węzeł Jarosław Zachód, które wygrało konsorcjum Budimeksu i Strabagu.

Kolejnym etapem będzie wniesienie przez wykonawcę należytego zabezpieczenia wykonania umowy, a następnie podpisanie umowy, podała GDDKiA.

Najkorzystniejszą ofertę w tym przetargu złożyło konsorcjum firm: Budimex S.A. i Strabag Sp. z o.o. Firmy złożyły ofertę na wykonanie zadania za kwotę ponad 719 mln zł. Prace mają potrwać 14 miesięcy z wyłączeniem okresów zimowych, czyli 2 razy po 3 miesiące od 15 grudnia do 15 marca.

’Tusk kapłanem unijnej jedności’. Mocne słowa Janusza Lewandowskiego w Money.pl

– Donald Tusk nieprzypadkowo został wybrany na stanowisko szefa Rady Europejskiej. To człowiek na szczególnie trudne czasy. Ma za sobą dobra szkołę politycznej walki w kraju, też w trudnych czasach – mówi w rozmowie z portalem Money.pl były komisarz europejski, a obecnie europoseł Janusz Lewandowski. Jego zdaniem polski premier ma o wiele trudniejsze zadanie niż Herman van Rompuy. Musi uchronić Unię przed rozpadem.

Co będzie najważniejszym zadaniem dla Donalda Tuska w roli szefa Rady Europejskiej? Janusz Lewandowski uważa, że polski premier przede wszystkim musi zmierzyć się z „kumulacją kryzysów”:

– Jest kryzys zaufania do instytucji europejskich i samej Wspólnoty. Kraje, które przed kryzysem były dobrymi sąsiadami i ze sobą ściśle współpracowały, nagle zaczęły ze sobą ostro rywalizować na różnych rynkach. Mamy nienawiść wzajemną między krajami dłużnikami i krajami wierzycielami, które starają się dyktować warunki. Nie ma teraz dobrych sąsiadów, są rywale – podkreśla Lewandowski w rozmowie z Money.pl. – Pierwszym zadaniem Donald Tuska będzie próba scalania tej Europy. Niestety, mamy silną tendencję rozpadową Unii na część euro i część non euro. Tusk jest szefem rządu w Polsce, która jest poza eurolandem, będzie więc strażnikiem i kapłanem unijnej jedności.

Janusz Lewandowski przyznaje, że Herman Van Rompuy był mistrzem negocjacji i doprowadzania do kompromisu. – Nie miał jednak cechy, która pomogłaby mu zmierzyć się z jeszcze jednym gigantycznym wyzwaniem. Chodzi o geopolitykę. O to, co się dzieje za naszą wschodnią granicą i na Bliskim Wschodzie – dodaje były unijny komisarz. – Jeszcze niedawno wydawało nam się, że Wiosna Arabska przyniesie demokratyzacje w tej części świata, ale też będzie rozprzestrzeniać się na inne autorytarne państwa. Jest zupełnie przeciwnie. Talibowie, którzy jeszcze niedawno wydawali się pokonani rosną w siłę i są olbrzymim zagrożeniem nie tylko dla tamtego regionu. Nie wystarczy już mediacja dyplomatyczna, trzeba szukać siły militarnej. Trzeba szybko przełożyć potencjał gospodarczy Unii Europejskiej na możliwość siłowego przeciwstawiania się takim zagrożeniom.

W konflikcie na wschodzie Ukrainy Lewandowski zaangażowanie militarne jednak odradza: – W imię praw człowieka i wolności trzeba pomóc Ukrainie. Odpowiedzią nie muszą i nie są czołgi, ale represje ekonomiczne – podkreśla w Money.pl. – Kiedyś wielkie wojny napędzały gospodarki. Ten konflikt jest inny, on destabilizuje gospodarki wielu państw.

Zdaniem Lewandowskiego, Donald Tusk będzie w stanie skłonić kraje UE do bardziej stanowczej polityki wobec Rosji: – Oczywiście będzie to się wiązało z koniecznością znalezienia wspólnego mianownika. Niemniej jednak możemy liczyć na politykę Brukseli, bardziej czułą na nasz wschodnioeuropejski punkt widzenia – ocenia. – Tusk zdaje sobie sprawę, że dla Hiszpanów, Portugalczyków czy nawet Francuzów, kwestia wojny na Ukrainie nie jest tak istotna jak dla nas.

A czy nominacja Donalda Tuska przyspieszy naszą drogę do strefy euro? Były komisarz, dziś europoseł jest przekonany, że Tusk musi najpierw zadbać o to, żeby wszystkie recepty dla unijnej gospodarki rodziły się na zasadzie prawa wspólnotowego: – Nie możemy mieć do czynienia z podziałem na lepszych w strefie euro i resztę – podkreśla Lewandowski w Money.pl. – Euro dla Polski oznacza nie tylko korzyści ekonomiczne, ale także wzrost bezpieczeństwa.To, że strefa euro musi się przygotować na niepogodę, a Polska musi zadbać o swoje bezpieczeństwo, wchodząc do niej jest dla mnie oczywiste. Niestety to nie dociera do opinii publicznej i musimy pracować by to zmienić.

Autor: Andrzej Zwoliński, Money.pl

BNP Paribas Real Estate: dynamiczny rozwój rynku powierzchni przemysłowych i magazynowych nie zamierza zwolnić

Intensywny rozwój rynku powierzchni przemysłowych i magazynowych w ciągu ostatnich kwartałów, jest wynikiem polepszającej się sytuacji gospodarczej Polski, rozwoju produkcji, a także zwiększonego eksportu. Do takich wniosków doszli eksperci z firmy doradczej BNP Paribas Real Estate, którzy poddali analizie sektor powierzchni przemysłowo-magazynowych w pierwszych sześciu miesiącach roku i swoje wnioski opublikowali w raporcie At a glanceRynek powierzchni przemysłowych i magazynowych w Polsce w II kw. 2014 roku.   

Na koniec czerwca 2014 roku podaż powierzchni przemysłowych i magazynowych wyniosła 8,06 miliona m kw., z czego 300 tyś. m kw. zostało dostarczone przez deweloperów w pierwszych sześciu miesiącach roku. Oferowana powierzchnia podzielona jest na jedenaście klastrów w całej Polsce. Największe zasoby oferuje warszawski rynek, w którego skład wchodzą dwie strefy o łącznej podaży ponad 2,8 mln m kw. Najmniejszą ilość powierzchni ma do zaoferowania rynek Szczecina, którego zasoby wynoszą 68 tyś. m kw.

Wskaźnik powierzchni niewynajętych na koniec pierwszej połowy 2014 roku, wynosił 8,9% w skali Polski, co jest spadkiem o 1,9% w porównaniu do roku poprzedniego. Najwięcej wolnych powierzchni można obecnie znaleźć w rejonie Torunia i Bydgoszczy, pustostany wynoszą 24%. Inaczej sytuacja przedstawia się na poznańskim rynku z poziomem 2,2% pow. niewynajętych lub krakowskim 1,6%, czy szczecińskim, gdzie na koniec czerwca 2014 nie było żadnych dostępnych powierzchni od zaraz.

Spadek wskaźnika powierzchni niewynajętych wskazuje na podwyższoną aktywność najemców na rynku powierzchni przemysłowo-magazynowych. Wśród zakończonych transakcji w pierwszej połowie roku warto wymienić zakończenie realizacji obiektu BTS o powierzchni ponad 39 000 m kw. w Poznaniu dla firmy Polo Market przez firmę Goodman, renegocjacje powierzchni o wielkości 45 800 m kw. przez Carrefour w obiekcie Distribution Park Będzin oraz podpisanie umowy przez Goedis na ponad 30 000 m kw. w obiekcie Distribution Park Wrocław.

Analizując obecne wskaźniki oraz trendy rozwoju, w nadchodzących kwartałach spodziewamy się dalszego spadku wskaźnika pustostanów, na co silny wpływ będzie miała aktywność najemców, w szczególności z branży e-commerce. Zbliżający się sezon świąteczny, może spowodować wzmożoną aktywność najemców z tej kategorii. Mimo, iż nadal deweloperzy budują większość magazynów na zasadzie BTS, to coraz częściej decydują się też na rozpatrywanie inwestycji spekulacyjnych. Trend ten wynika z optymistycznych prognoz dla Polski – mówi Anna Staniszewska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa na Region Europy Środkowo-Wschodniej w BNP Paribas Real Estate.

W pierwszych sześciu miesiącach 2014 roku, nie odnotowano wahań czynszów, które w rejonie I warszawskiej strefy i Centralnej Polski utrzymują się odpowiednio na poziomie 5,0 i 1,8 euro/ m kw./msc. Odnotowano wzrost czynszów na rynkach z niskim wskaźnikiem powierzchni niewynajętych tj. Kraków i Trójmiasto. Wzrost stawek jest na poziomie 5%.

Rynek powierzchni przemysłowo-magazynowych czekają wyzwania wynikające z nieustannie zmieniającej się sytuacji na rynkach wschodnich. Unia Europejska i USA wprowadziły sankcje uderzające w rosyjską gospodarkę. Rosja z kolei ograniczyła import towarów z Europy oraz Stanów Zjednoczonych. Przyglądając się wschodnim rynkom i analizując sytuację naszych klientów – firm logistycznych i transportowych, obserwujemy zachwianie współpracy i trudności, które pojawiają się w efekcie sankcji celnych. Rynek logistyczny i transportowy w Polsce jest jednak na tyle dojrzały i w dużym stopniu oparty na współpracy z Europą Zachodnią, że poszukuje rozwiązań, które będą sprzyjały rozwojowi nowych form współpracy –dodaje Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w BNP Paribas Real Estate.

Rząd: Deficyt w 2015 r. nie przekroczy 46,1 mld zł

Rząd przyjął wstępne założenia budżetowe na 2015 r. Rząd zakłada wzrost rdr dochodów z podatków.

W 2015 r. dochody budżetu mają wynieść 297,3 mld zł, wydatki nie więcej niż 343,3 mld zł, a deficyt nie może przekroczyć 46,1 mld zł, podała kancelaria rządu w komunikacie.

Dochody podatkowe wyniosą 269,8 mld zł, jest to o 4,6 proc. więcej niż w roku poprzednim.

Na dochody budżetowe wpłyną czynniki makroekonomiczne oraz efekty wynikające z planowanych na przyszły rok zmian systemowych. Wskaźniki ekonomiczne, jakie wzięto pod uwagę to: realny wzrost PKB o 3,4 proc., inflacja – 1,2 proc., nominalny wzrost wynagrodzeń w gospodarce narodowej o 4,3 proc., wzrost zatrudnienia w gospodarce narodowej o 0,8 proc. oraz wzrost spożycia prywatnego o 4,2 proc.

– Na część dochodową budżetu wpłyną zmiany podatkowe oraz zwiększenie ulg podatkowych dla rodzin wielodzietnych. Chodzi o zapowiadane przez premiera zwiększenie o 20 proc. ulgi na wychowanie trzeciego i kolejnego dziecka oraz skorzystanie z pełnej kwoty ulgi przez osoby, które dotychczas, z powodu zbyt małego podatku, nie mogły w pełni jej wykorzystać – poinformowała KPRM.

Nieweryfikowalny PIN – smartfon przestał być najsłabszym ogniwem

Szacuje się, że nawet 1 na 10 osób gubi swój telefon. Wartość smartfonów utraconych w samych Stanach Zjednoczonych przekracza 30 mld dolarów rocznie. W ujęciu globalnym to już jednak nawet 7 mln dolarów dziennie. Problem jest tym poważniejszy, że obecnie telefony to nie tylko kopalnia wiedzy o użytkowniku. Coraz częściej na smartfonach, obok galerii zdjęć, goszczą także bankowe aplikacje albo okno zdalnego dostępu do firmowego systemu informatycznego (VPN).

Jeśli taki aparat trafi w ręce odpowiedniej osoby, nawet najlepsze zabezpieczenia mogą ulec. Standardowa bariera w postaci zabezpieczenia aplikacji kodem PIN to dla profesjonalisty tylko kwestia czasu. W takiej sytuacji utrata rodzinnego albumu może się okazać niewielką szkodą. w porównaniu do rzeczywistych strat.

Ofiara kradzieży jest przynajmniej świadoma zagrożenia i ma szansę na podjęcie odpowiednich działań, np. zmiany haseł i zgłoszenia utraty telefonu działowi IT. Chcąc poznać numery PIN, przestępcy wcale nie muszą jednak wchodzić w posiadanie telefonu na dłużej niż kilka minut. Wystarczy, ukraść aparat tylko na chwilę, skopiować oprogramowanie, a następnie zwrócić go ofierze, łamanie zabezpieczeń pozostawiając na później. Nieświadomy kradzieży właściciel, ciesząc się, że udało mu się odnaleźć telefon, nawet nie pomyśli, że powinien podjąć jakiekolwiek kroki, aby uchronić siebie lub firmę przed stratami, które dopiero nastąpią.

„Za dwa najsłabsze ogniwa większości systemów bezpieczeństwa uważa się użytkownika oraz zdalny terminal. Korzystając z nieweryfikowalnego PINu możemy zmniejszyć ryzyko związane z jednym i zlikwidować drugie.”– powiedział Paweł Jakub Dawidek, Dyrektor ds. Technicznych i oprogramowania Wheel Systems. „Przenosząc ciężar weryfikacji kodu PIN z mobilnej aplikacji na centralny serwer uwierzytelnienia, sprawiliśmy, że smartfon stracił charakter potencjalnie najsłabszego ogniwa systemu. Jego utrata nadal będzie się wiązała z utratą części zasobów, ale przynajmniej konto bankowe i kanał VPN pozostaną bezpieczne.”

Umożliwia to proste i jednocześnie niezawodne rozwiązanie, stworzone przez firmę Wheel Systems – autoryzacja, np. transakcji bankowych lub dostępu do firmowego kanału VPN, za pomocą nieweryfikowalnego numeru PIN. Kluczem do sukcesu tego rozwiązania jest fakt, że zainstalowana w telefonie aplikacja do generowania kodów jednorazowych – CERBToken, nie posiada danych wymaganych do zweryfikowania, czy wpisany kod PIN jest prawidłowy. Dzięki temu nawet najbardziej szczegółowe i pomysłowe skanowanie jej pod kątem znalezienia tego właściwego PINu nic nie da potencjalnym przestępcom.

Aplikacja generuje kody jednorazowe, bez różnicy, dla każdego wprowadzonego numeru. Weryfikacją ich poprawności zajmuje się dopiero, zintegrowana z firmowym lub bankowym systemem bezpieczeństwa, centrala systemu autoryzacji CERB. Po wprowadzeniu przez użytkownika podanego przez aplikację kodu jednorazowego, sprawdza ona jego poprawność. W przypadku kilkukrotnego wprowadzenie nieprawidłowych kodów, system blokuje konto.

Podpowiedzią dla właściciela telefonu – że podany aplikacji PIN jest prawidłowy, a zatem i generowane kody będą prawdziwe – jest wizerunek karty do gry, który pojawia się podczas logowania. Jeśli jest on zgodny z tym, wyświetlonym przez system podczas pierwszego ustalania kodu PIN, użytkownik ma pewność, że proces przebiegł poprawnie.

Istotną zaletą programowego tokena CERBToken i przewagą nad tradycyjnymi wariantami sprzętowymi jest nie tylko wygoda – nie trzeba nosić ze sobą żadnych dodatkowych urządzeń – ale i dożywotnia gwarancja. Oznacza to, że w okresie użytkowania systemu nie zajdzie nigdy potrzeba wymiany jakichkolwiek fizycznych nośników. Niesie to ze sobą znaczące oszczędności zwłaszcza z perspektywy dużych organizacji. Koszt okresowej wymiany całej floty, złożonej nawet z kilkuset tokenów sprzętowych może się bowiem okazać porównywalny z zakupem nowego systemu.

Nieweryfikowalny PIN, będący funkcją systemu CERBToken wchodzi w skład dwóch produktów firmy Wheel Systems – CERB oraz CERB Banking. Zaprojektowanych z myślą o zabezpieczeniu zdalnego dostępu do zasobów przedsiębiorstw lub do bezpiecznej autoryzacji transakcji bankowych. Z CERBToken z funkcją nieweryfikowalnego PINu mogą obecnie korzystać klienci, m.in. banku PBS.

PKP Cargo podpisało list intencyjny ws. zakupu CTL Logistics

PKP Cargo podpisało list intencyjny ws. nabycia 100 proc. udziałów w CTL Logistics. Przewoźnik przystąpi teraz do uzgadniania z właścicielem CTL warunków transakcji.

List intencyjny podpisano 2 września. Na jego podstawie przewoźnik może przystąpić do negocjacji w sprawie uzgodnienia warunków potencjalnej transakcji ze spółką European Rail Freight II S.à r.l, większościowym właścicielem spółki CTL. Jednocześnie do Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów trafił wniosek PKP Cargo o wyrażenie zgody na przejęcie kontroli nad CTL.

– W Polsce działa kilkudziesięciu graczy na rynku towarowych przewozów kolejowych. W świetle postępującej liberalizacji w Europie oraz rosnącej konkurencyjności kolei w Polsce nieuniknione są procesy konsolidacyjne. PKP Cargo chce wziąć w nich udział. Jesteśmy przygotowani od strony finansowej, know-how, zasobów, wykorzystania potencjału do wzrostu naszej działalności, a co za tym idzie – wzrostu wartości spółki. Podpisany list intencyjny jest jednym z elementów potwierdzających realizację naszych ambitnych zamierzeń w zakresie aktywnej polityki fuzji i przejęć – mówi Adam Purwin, prezes zarządu PKP Cargo cytowany w komunikacie.

List intencyjny nie daje największemu polskiemu przewoźnikowi towarowemu prawa do wyłączności w procesie negocjacji sprzedaży udziałów w CTL. Ostateczne warunki transakcji nie zostały jeszcze uzgodnione i na tym etapie nie ma pewności, że strony dojdą do wiążącego porozumienia w tym zakresie – zastrzega spółka.

Grupa CTL to międzynarodowe przedsiębiorstwo oferujące kompleksową obsługę logistyczną w zakresie transportu kolejowego i samochodowego towarów, spedycji, obsługi bocznic kolejowych, utrzymania taboru kolejowego, budowy i serwisu infrastruktury kolejowej, usług przeładunkowych, doradztwa celnego oraz zaopatrzenia w surowce. Grupa działa na terenie Europy Wschodniej i Zachodniej.

Ma do dyspozycji blisko 200 lokomotyw oraz ponad 4,8 tys. wagonów, posiada też własne warsztaty naprawy taboru. CTL zatrudnia ponad 1,8 tys. pracowników.

Dysponuje siecią 29 bocznic kolejowych na terenie Polski oraz posiada strategicznie położone terminale i bocznice przeładunkowe na wschodzie kraju. W 2013 roku Grupa CTL przewiozła 12,6 mln ton towarów i zrealizowała pracę przewozową na poziomie 4 268,2 mln tkm brutto, wypracowując 726,6 mln zł przychodów ze sprzedaży.

Eurostat: Polska notuje drugi najwyższy spadek rdr sprzedaży detalicznej w UE

Spada sprzedaż detaliczna w UE w ujęciu miesięcznym, rośnie w ujęciu rocznym. Polska notuje spadki sprzedaży w lipcu zarówno w stosunku do czerwca, jak i lipca zeszłego roku.

Wielkość sprzedaży detalicznej w strefie euro spadła o 0,4 proc. mdm, zarówno w strefie euro, jak i w całej Unii, jak wynika z analizy Eurostatu. Dla porównania, w czerwcu sprzedaż detaliczna wzrosła mdm o 0,3 proc. w obydwu strefach.

W ujęciu rocznym, sprzedaż detaliczna w lipcu była większa w strefie euro o 0,8 proc., a w całej Unii o 1 proc.

Spadek w strefie euro w ujęciu miesięcznym spowodowany jest spadkiem sprzedaży w segmencie żywność, napoje i wyroby tytoniowe o 0,6 proc. i o 0,2 proc. w sektorach nie związanych z artykułami spożywczymi. Sprzedaż w segmencie paliw wzrosła o 0,5 proc.

W 28 krajach Unii, sprzedaż spadła w ujęciu miesięcznym z powodu spadku o 0,5 proc. w segmencie żywność, napoje i wyroby tytoniowe, o 0,3 proc. w segmencie paliwa i o 0,2 proc. w sektorach nie związanych z artykułami spożywczymi.

Największe spadki wielkości sprzedaży detalicznej w stosunku do poprzedniego miesiąca zanotowano w lipcu w Austrii, Niemczech i Szwecji, odpowiednio: 1,5, 1,4 I 1,3 proc. Największe wzrosty były w Portugalii i na Łotwie – odpowiednio po 2,6 i 2,2 proc. W Polsce spadek mdm był na poziomie 0,3 proc.

W ujęciu rocznym największe spadki obserwowano na Malcie – 2,5 proc, w Polsce – 1,1 proc. i w Belgii i Austrii – po 1 proc. największe wzrosty rdr. w lipcu miały: Luksemburg – 14,1 proc., Estonia – 9,2 proc. i Rumunia – 6,3 proc.

Nowe możliwości odzyskiwania danych dla użytkowników urządzeń Apple

Eksperci Kroll Ontrack opracowali technologię zwiększającą do 60 procent prawdopodobieństwo odzyskania danych z najnowszych urządzeń marki Apple. Użytkownicy mogą teraz odzyskać m.in. zdjęcia czy filmy, utracone podczas awarii logicznych mających wpływ na system operacyjny modeli takich jak m.in. iPhone 5s oraz iPad Air.

Opracowana technologia odzyskiwania danych umożliwia rozwiązanie problemu „uwięzionych” danych, na który są podatne najnowsze urządzenia Apple. Problem powstaje w wyniku błędu logicznego, którego pojawienie się powoduje zawieszenie sprzętu w trybie odzyskiwania lub aktualizacji oprogramowania (Device Firmware Upgrade – DFU). Awaria uniemożliwia dostęp do zaszyfrowanych danych, zgromadzonych w pamięci. Rozwiązanie przygotowane przez ekspertów Kroll Ontrack pozwala na tymczasowe obejście logicznych uszkodzeń i uzyskanie dostępu do danych przy użyciu danych logowania użytkownika. Dzięki temu szanse na odzyskanie zaszyfrowanych danych z najnowszych iPhonów i iPadów zwiększają się aż do 60 procent.

– Błędy logiczne, takie jak usterki w aktualizacji systemu operacyjnego czy uszkodzenia oprogramowania mogły sprawić, że działający iPhone czy iPad nie dawał użytkownikowi możliwości dostępu do zgromadzonych informacji. Najnowsza generacja sprzętu marki Apple wykorzystuje skomplikowaną technologię szyfrowania danych, więc ich odzyskanie było trudne. W odpowiedzi na coraz częściej trafiające do naszych laboratoriów przypadki opracowaliśmy technologię, która umożliwia tymczasowe ominięcie logicznego uszkodzenia bez łamania zabezpieczeń urządzenia (tzw. „jailbreak”), wykorzystując uprawnienia użytkowników – wyjaśnia Paweł Odor, główny specjalista polskiego oddziału Kroll Ontrack.

Rozwiązanie opracowane przez inżynierów odzyskiwania danych umożliwia naprawę systemu operacyjnego i uzyskanie dostępu do danych w najnowszych, szyfrowanych fabrycznie modelach – iPhone 5s i iPad Air. Narzędzie uzupełnione o wcześniej istniejące możliwości odzyskiwania danych z urządzeń Apple, znacznie zwiększa szanse na odzyskanie zdjęć, filmów wideo, kontaktów, sms-ów, notatek, danych z kalendarza i innych istotnych informacji. Raport diagnostyczny, jaki klient otrzymuje przed rozpoczęciem odzyskiwania danych, zawiera informacje na temat plików możliwych do odzyskania, co daje podstawę do decyzji o wykupieniu usługi. Po zakończeniu procesu odzyskiwania danych, użytkownik uzyskuje dostęp zarówno do utraconych plików, jak i kopii zapasowej, której może użyć, aby wgrać ponownie dane poprzez iTunes.

Banki w Polsce zarobiły od stycznia do lipca niemal 10,5 mld zł, więcej niż przed rokiem

Narodowy Bank Polski: od stycznia do lipca banki w Polsce miały 10,454 mld zł zysku netto. Rok temu było to 9,54 mld zł.

W ciągu siedmiu pierwszych miesięcy roku polskie banki miały 21,947 mld zł wyniku z odsetek. Wobec takiego samego okresu ubiegłego roku oznacza to wzrost o ponad 15 proc.

Wynik z działalności bankowej wzrósł do 34,5 mld zł z 32,46 mld zł przed rokiem.

Benefity pozapłacowe w branży IT

Możliwość pracy zdalnej, „karty sportowe” i rozszerzona opieka medyczna – to trzy najbardziej pożądane benefity wśród pracowników branży IT. Według najnowszego badania, opublikowanego przez Grafton Recruitment, co czwarty informatyk zwraca uwagę przy wyborze pracy na pozapłacowe dodatki. W sytuacji, gdy na polskim rynku pracy brakuje blisko 50 tysięcy specjalistów tego sektora – firmy informatyczne robią wszystko, aby przekonać najlepszych fachowców do swojej oferty.

50 tysięcy wakatów w branży IT – tak oceniają polski rynek pracy specjaliści firmy Sedlak&Sedlak. Brakuje przede wszystkim wysoko wykwalifikowanych ekspertów. Poszukiwani są programiści, informatycy specjalizujący się w rozwiązaniach telekomunikacyjnych, eksperci IT z zakresu rozwiązań administracyjnych, specjaliści od hardware’u, kontroli jakości oraz systemów ERP, a także fachowcy z zakresu konsultingu IT.

Szacuje się, że za siedem lat liczba poszukiwanych fachowców IT na polskim rynku wzrośnie do 150 tysięcy. W Unii Europejskiej deficyt ten sięga prawie 300 000 osób a według prognoz – do 2020 roku niedobór specjalistów tej branży może przekroczyć milion.

Jeszcze w tym roku planujemy zatrudnić ponad 50 ekspertów – głównie do naszych biur we Wrocławiu, Poznaniu i Warszawie, planujemy równocześnie nowe lokalizacje w Polsce i nie wykluczamy również możliwości pracy zdalnej. Zależy nam przede wszystkim na programistach ABAP i JAVA oraz na konsultantach serwisowych i projektowych SAP SD/MM/WM/PS/FI/CO – mówi Remigiusz Efinowicz, członek zarządu Hicron.

„Eksperta  IT – pilnie zatrudnię”

Jak wynika z raportu Antal International – o tego samego informatyka zabiega średnio 12 pracodawców rocznie, oferując mu lepszą posadę. Odpływ talentów staje się faktem, tym bardziej, że według opublikowanego w lipcu „Monitora Rynku Pracy” Instytutu Badawczego Randstad, Polacy są jednym z najbardziej otwartych na zmianę pracy narodów w Europie. W minionym półroczu firmę zmienił co piąty badany. Problem staje się coraz większy i jest zauważalny przez pracodawców. W ostatnim badaniu ManpowerGroupPolska „Niedobór talentów”, aż 54 procent pracodawców przyznało, że brak wykwalifikowanych specjalistów ma średni i duży wpływ na ich zdolność zaspokajania potrzeb klientów. Wynika z tego, że firmy nadal postrzegają talent, jako klucz do realizacji celów biznesowych. Nie pozostaje im więc nic innego jak zawalczyć o najlepszych fachowców.

W pracy jak na… wakacjach?

Na amerykańskim rynku, firmy takie jak np. Google, już od dawna promują zasadę „praca Twoim drugim domem”. Odpowiednio aranżują firmowe biura i dbają, aby ich pracownicy mogli poczuć się jak u siebie w domu. Nic w tym dziwnego – przestrzeń biurowa ma często kluczowe znaczenie dla prowadzenia projektów opartych na wiedzy. Naukowcy z University of Michigan przekonują, że odpowiednie dopasowanie biur do indywidualnych potrzeb pracowników oraz możliwość ich dowolnego zmieniania odgrywa bardzo dużą rolę w budowaniu atmosfery kreatywności. Jest to również jeden z wabików stosowanych wobec potencjalnych kandydatów do pracy. Hamaki, strefy wypoczynku, miejsce do czytania książek, bilard, a nawet boisko do siatkówki – to tylko niektóre z atrakcji, jakie Google funduje swojemu zespołowi. Nie jest to tylko amerykański trend. Polskie firmy nie pozostają daleko w tyle, jeśli chodzi o aranżację przestrzeni dla pracowników – można wspomnieć choćby o świetnie zaprojektowanych biurach w poznańskim  Allegro czy w siedzibie Unilever w Warszawie.

Przestrzeń biurowa jednak to nie wszystko. Ponad 75 procent dużych firm, badanych przez Grafton Recruitment, przyznaje inne dodatki pozapłacowe swoim pracownikom. Do najbardziej popularnych benefitów należą karty sportowe, podstawowa prywatna opieka medyczna, programy ubezpieczeniowe, opieka emerytalna oraz kursy językowe. Są jednak przedsiębiorcy, którzy próbują oryginalnie zachęcić potencjalnych kandydatów oferując im lodówkę pełną darmowych smakołyków, bezpłatne obiady czy bilety na koncerty, do kina i do teatru. Sopocka firma informatyczna Blue Media płaci swoim pracownikom 1 zł za każdy przejechany kilometr rowerem do pracy. Skutek? Pracownicy Blue Media wyjeździli już prawie 12 tysięcy kilometrów. Inne firmy również stawiają na sport, popularne stają się biegi, kitesurfing czy żeglarstwo – np. w ostatnich dniach sierpnia załoga pracowników Hicron wzięła udział w regatach Play with Friends na Zatoce Puckiej. Wszystko to ma na celu zintegrować zespół i zachęcić potencjalnych kandydatów do pracy w przyjaznym środowisku.

Imprezy integracyjne to nie wszystko. Chcemy zapewnić naszym pracownikom jak najlepsze warunki do działania. Wśród benefitów proponujemy prywatną opiekę medyczną, kartę sportową czy naukę języków obcych. Bardzo ważne jest dla nas zapewnienie każdemu odpowiednich możliwości rozwoju. Prowadzimy różnego rodzaju szkolenia zawodowe – począwszy od wewnętrznego transferu wiedzy, poprzez szkolenia certyfikowane, na które chodzą konsultanci SAP oraz szkolenia indywidualne dla pracowników. – mówi Marta Zerka, HR Specialist z Hicron.

Benefit benefitowi nierówny

Co na te „próby kuszenia”  mówią sami zainteresowani? Według raportu Grafton Recruitment, co czwarty informatyk ceni sobie benefity dodatkowe. Najbardziej pożądane są dla nich karty sportowe, rozszerzona prywatna opieka medyczna oraz możliwość pracy zdalnej. Atrakcyjny program zachęt jest w stanie znacząco podnieść konkurencyjność firmy w rywalizacji o najlepszych pracowników i pozwolić na budowę lojalnego oraz kompetentnego zespołu, ale nie jest najważniejszym wyznacznikiem motywującym np. do podjęcia pracy w innym mieście. Według badania, ponad 84 procent respondentów deklaruje, że tylko wyższe wynagrodzenie przekonałoby ich do zmiany miejsca zamieszkania, a 72 procent chciałoby dostać również dofinansowanie do kosztów wynajmu mieszkania.

Na wybór miejsca zatrudnienia wpływają również wysoka kultura organizacyjna firmy, a także jej stabilność. Nie do przecenienia pozostaje atmosfera w zespole, a także realizowany w różny sposób elastyczny czas pracy. Kandydaci doceniają możliwość pracy na zasadach „Home office” lub też „core hours”,

Nie ulega wątpliwości, że sytuacja na rynku pracy jest dla ekspertów IT bardzo komfortowa. Zmusza pracodawców do ciągłego ulepszania oferty dla pracowników, dostarczania im niestandardowych benefitów oraz elastycznego podejścia do ich pracy, tak, aby uniemożliwić odpływ talentów i pozyskać najlepszych fachowców z branży. Tym bardziej, że konkurencja nie śpi…

Intersport Polska zwiększa w sierpniu przychody rdr. o 5,9 proc.

0

Dystrybutor produktów sportowych i turystycznych poprawia wyniki sprzedaży w całym 2014 r.

Przychody netto ze sprzedaży osiągnięte przez Intersport Polska SA w sierpniu 2014 roku wyniosły 17,7 mln zł i były wyższe o 5,9  proc. w stosunku do analogicznego okresu 2013 roku, poinformowała spółka w raporcie.

Narastająco od stycznia do sierpnia 2014 roku łączna wartość przychodów ze sprzedaży wyniosła 151,2 mln zł, czyli więcej o 4,8 proc. rdr.

Vistula: Wzrost przychodów w sierpniu 13,1 proc. rdr.

0

Vistula poprawia wyniki w sierpniu br. Najszybciej rośnie segment odzieżowy.

Vistula Group S.A. osiągnęła w sierpniu 2014 r.  skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 35,3 mln zł i jest to więcej niż w sierpniu 2013 roku o około 13,1 proc.

W ujęciu narastającym wartość przychodów ze sprzedaży zrealizowanych w okresie styczeń – sierpień 2014 roku wyniosła około 271,6 mln zł i była wyższa o około 9,7 proc. od osiągniętych w analogicznym okresie roku ubiegłego – podała spółka w raporcie.

Przychody ze sprzedaży detalicznej zrealizowane w segmencie odzieżowym –  marki Vistula, Wólczanka, Deni Cler – wyniosły około 18,9 mln zł i były wyższe od przychodów osiągniętych w sierpniu 2013 roku o około 17,2 proc. W ujęciu narastającym wartość przychodów ze sprzedaży zrealizowanych w okresie styczeń – sierpień 2014 roku w tym segmencie wyniosła około 145,3 mln zł i była wyższa o około 8,9 proc. rdr.

Przychody ze sprzedaży detalicznej zrealizowane w segmencie jubilerskim –  marka W.Kruk – wyniosły około 13,4 mln zł i były wyższe od przychodów osiągniętych w sierpniu 2013 roku o około 4,3  proc. W ujęciu narastającym wartość przychodów ze sprzedaży zrealizowanych w okresie styczeń – sierpień 2014 roku w tym segmencie wyniosła około 101,2 mln zł i była wyższa o około 6,7 proc. od osiągniętych w analogicznym okresie roku ubiegłego.

NBP za WE: Spada konkurencyjność Polskiej gospodarki

Polska znalazła się na 43. miejscu w rankingu Światowego Forum Gospodarczego i nie jesteśmy już najbardziej konkurencyjną gospodarką w regionie – wyprzedziły nas Czechy.

Polska ponownie spadła o jedno miejsce w rankingu konkurencyjności Światowego Forum Gospodarczego. Obecnie zajmuje 43. pozycję na 148 badanych państw.

Pomimo kolejnego spadku w rankingu, polska gospodarka pozostaje jedną z najbardziej konkurencyjnych wśród krajów postkomunistycznych. Jednak w tym roku wyprzedziły nas Czechy, które poprawiły swoją pozycję aż o 9 miejsc. Od lat najlepiej radzi sobie w tym regionalnym zestawieniu Estonia. Dodatkowo zmniejszył się dystans między większością państw regionu a Polską. Mimo to pozycja naszego kraju jest oceniana jako stabilna, choć niepokoić może wprawdzie delikatna, acz zauważalna po 2010 r. – kiedy to zajmowaliśmy najwyższe w historii 39. miejsce w rankingu – tendencja spadkowa, tłumaczy NBP.

Może zacząć niepokoić ta zarysowująca się tendencja spadkowa konkurencyjności polskiej gospodarki. Szczególnie że państwa naszego regionu szybko zwiększają swoją konkurencyjność i poprawiają swoje pozycje w tym rankingu. To dowód na to, że w globalnym świecie, aby nie zostać w tyle, trzeba wytrwale i energicznie iść do przodu – powiedział prof. Piotr Boguszewski z NBP, który koordynuje badanie WEF dla Polski.

Tak jak w ostatnich latach najbardziej konkurencyjną gospodarką pozostaje Szwajcaria, kolejny jest Singapur. Stany Zjednoczone wróciły na podium, spychając z niego Finlandię. Następne są Niemcy – największy partner gospodarczy Polski.

PMI dla strefy euro spadł w sierpniu do 52,5 pkt z 53,8 pkt w lipcu; oczekiwano 52,8 pkt

Europejska gospodarka wraca na ścieżkę wzrostu wolniej niż w poprzednich miesiącach. Indeks obrazujący nastroje w firmach usługowych i przemysłowych spadł do 52,5 pkt, mocniej niż oczekiwano.

Spowolnienie to spowodowane jest przede wszystkim słabszymi wynikami na rynkach francuskim i włoskim. Z kolei dobrze radziły sobie firmy irlandzkie i hiszpańskie.

Jak piszą autorzy raportu, na niższy odczyt wpłynęły wyniki zarówno firm usługowych, jak i przemysłowych. W przemyśle odczyt był najniższy od 14 miesięcy, a w usługach – od czerwca.

W komentarzu autorzy raportu sugerują, że sierpniowe odczyty powinny skłonić Europejski Bank Centralny do pełnego wprowadzenia programu pomocy dla gospodarki strefy euro. Posiedzenie EBC i decyzja ws. stóp procentowych oraz przemówienie prezesa banku Mario Draghiego odbędą się w czwartek 4 września.

BESI: Kupuj PZU

Espirito Santo rekomenduje „kupuj” dla akcji PZU i podwyższa cenę docelową.

Espirito Santo Investment Bank w raporcie z 2 września, potwierdził swoją rekomendację „kupuj” dla PZU i podniósł cenę docelową akcji spółki z 520 zł na 530 zł ze względu na wyższe oczekiwania co do zysku netto w latach 2014 – 2015 i niższy założony koszt kapitału własnego. Kurs otwarcia z 3 września br. o 478 zł.

BESI spodziewa się dochodów netto PZU wyższych o 8/12 proc. i dywidendy przypadającej na jedną akcję wyższej o 9/22 proc., odpowiednio w latach 2014/2015.

Ponadto, biorąc pod uwagę scenariusz spodziewanych obniżek stóp, BESI spodziewa się lepszego zachowania kursu akcji ubezpieczyciela niż polskich banków.

BESI zakłada, że w dwóch najbliższych latach PZU będzie dystrybuować do akcjonariuszy w formie dywidendy nadwyżki kapitałowe, dzięki czemu poziom dywidendy będzie atrakcyjny dla akcjonariuszy – odpowiednio 37.5 zł i 41.5 zł  dywidendy na akcje w latach 2015/2016.

BESI podkreśla pozytywny wpływ przejęć dokonanych przez PZU w ostatnich kwartałach – zarówno Link4, spółki bałtyckie, jak i spółki medyczne powinny pozytywnie kontrybuować do wyniku PZU w kolejnych latach. Analitycy spodziewają się, że po zaskakująco wysokim poziomie kosztów w drugim kwartale 2014 w kolejnych kwartałach koszty w PZU będą pod kontrolą, m.in. pozytywny wpływ na poziom kosztów PZU może mieć trwające wdrożenie nowego systemu informatycznego – tłumaczą Kamil Stolarski i Łukasz Jańczak, analitycy Espirito Santo Investment Bank.

M. Panek (Asseco Poland): Priorytetem sprzedaż własnych rozwiązań i podbój rynku w Afryce oraz krajach byłego ZSRR

0

Etiopia, Gruzja, Kazachstan i Krym to miejsca, z którymi Asseco Poland wiąże duże nadzieje na wzrost przychodów. Już teraz rynki zagraniczne odpowiadają za ¾ przychodów ze sprzedaży. Portfel zamówień na koniec czerwca 2014 r. wyniósł 5,2 mld zł, dlatego zarząd spodziewa się kontynuacji dobrych wyników z pierwszej połowy 2014 r.

Podpisaliśmy kilka znaczących i ciekawych umów w sektorze energetycznym, telekomunikacji, służbie zdrowia i to jest oczywiście fakt, który każe nam z optymizmem patrzeć w przyszłość. Jeśli chodzi o produkty, to warto podkreślić, że kilka z naszych produktów znalazło się w rankingach Gartnera i Forestera. To też jest potwierdzenie tego, że nasze inwestycje, które rozpoczęliśmy jakiś czas temu, w tej chwili przynoszą owoce – uważa Panek.

Na koniec czerwca br. portfel zamówień Grupy miał wartość 5,2 mld zł i był o 1 proc. wyższy niż przed rokiem. Obok budowania swoich przewag konkurencyjnych w oprogramowaniu dla ważnych sektorów gospodarki i międzynarodowych instytucji, Asseco liczy na dalszy wzrost przychodów w Afryce oraz w krajach b. ZSRR. Przykładem jest Krym, gdzie pod koniec sierpnia rosyjska spółka R-Style Softlab należąca do Grupy Asseco Poland zarejestrowała nowy oddział w Sewastopolu. Ma on dostarczać usługi związane z rozwojem, wdrażaniem i utrzymaniem systemów informatycznych w rosyjskich bankach na terenie anektowanego półwyspu.

W tej chwili 75 proc. sprzedaży całej grupy jest związane z rynkami zagranicznymi. To jest naprawdę ogromna wartość, dlatego na te rynki kładziemy duży nacisk. Jeśli chodzi o dalszy rozwój, to nie jest tak, że w tej chwili mamy coś konkretnego na stole, o czym możemy powiedzieć. Natomiast koncentrujemy się przede wszystkim na rynkach rozwijających się, z tego powodu patrzymy na Afrykę, z tego powodu już jesteśmy w Kazachstanie i Gruzji i tam upatrujemy szansy dla nas – wskazuje wiceprezes Asseco Poland.

W pierwszej połowie roku najszybszy wzrost przychodów Grupa Asseco odnotowała w Izraelu, gdzie dynamika wyniosła 10 proc. w ujęciu rocznym. W tym samym okresie sprzedaż własnych rozwiązań informatycznych przyniosła spółce 2,3 mld zł przychodów, co stanowi 81 proc. przychodów ze sprzedaży ogółem.

– Od kilku lat mamy jasną strategię, skupiamy się na własnym oprogramowaniu, własnych usługach i to będziemy oczywiście kontynuować. W tej chwili można powiedzieć, że większość prac inwestycyjnych dotyczących produktów pokończyliśmy i w tej chwili zaczynamy je sprzedawać i wdrażać. I to jest coś, na czym się w tej chwili skupiamy – twierdzi Marek Panek.

Skonsolidowane przychody ze sprzedaży grupy wyniosły w  pierwszym półroczu 2014 r. 2,913 mld zł wobec 2,71 mld zł rok wcześniej. Skonsolidowany zysk netto w II kwartale wyniósł 86,5 mln zł, podczas gdy rok wcześniej było to 87,5 mln zł. W III kwartale Grupa Asseco Poland prognozuje wzrost przepływów pieniężnych z działalności operacyjnej, na co pozytywny wpływ będzie miała prowadzona obecnie restrukturyzacja. W pierwszych 6 miesiącach 2014 r. informatyczna spółka wygenerowała 103 mln zł gotówki i wypłaciła dywidendę w wysokości 216 mln zł.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z pierwszego półrocza, zarówno pod względem finansowym, czyli wyników, jak i pod względem merytorycznym. Osiągnęliśmy prawie 3 mld zł przychodów, to jest o 7 proc. więcej niż w ubiegłym roku w analogicznym okresie. Zysk netto 183 mln zł, troszeczkę wyższy niż rynek zakładał, ale wynika to głównie z tego, że sprzedaliśmy jedną ze spółek, o czym do końca rynek pewnie nie wiedział – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Panek, wiceprezes Asseco Poland.

Spadek nastrojów we włoskich firmach. W sierpniu indeks PMI dla usług wyniósł 49,8 pkt

Poniżej 50 pkt spadł w sierpniu indeks PMI dla włoskiego sektora usług. Oznacza to, że ten dział gospodarki przestał się rozwijać. Jeszcze w lipcu wskaźnik wynosił 52,8 pkt.

Włoski sektor prywatnych firm przechodzi trudną fazę – piszą analitycy Markit Economics. – Powrót poniżej 50 pkt w sektorze usług wraz ze spadkiem wzrostu w sektorze przemysłowym obniżają szanse włoskiej gospodarki na ścieżkę wzrostu w III kwartale.

Przepaść pomiędzy oczekiwaniami klientów oraz realnym poziomem obsługi oferowanym przez firmy z sektora usług finansowych

  • Dobre wieści: 97% dużych firm z sektora usług finansowych twierdzi, że Zarządzanie Doświadczeniami Klientów (CEM) jest ważne;
  • Złe wieści: Oczekiwania klientów pozostawiają daleko w tyle obecne realia obsługi klienta zapewnianej przez firmy z sektora usług finansowych;
  • Dobre wieści: 98% firm z sektora usług finansowych twierdzi, że całościowy system  CEM zwraca się w postaci dużych zysków.

Avaya Inc. ogłosiła wyniki drugiej ankiety przeprowadzonej w ramach badań porównujących oczekiwania klientów i realia usług oferowanych przez firmy. Tym razem skoncentrowano się na przedsiębiorstwach działających w sektorze usług finansowych. Wyniki pokazują, że jeżeli chodzi o obsługę klienta przepaść pomiędzy oczekiwaniami klientów a rzeczywistością jest ogromna zaś firmy, które zapewniają usługi na odpowiednim poziomie nie tracą klientów i czerpią dzięki temu ogromne zyski.

Badania firmy Avaya wskazują, że klienci oczekują zupełnie innego traktowania, niż jest im zapewniane. Czego żądają? Obsługi wielokanałowej, spersonalizowanej i proaktywnej:

  • 70% klientów oczekuje, że firmy sektora usług finansowych będą w czasie rzeczywistym łączyły razem wszystkie sposoby komunikacji z wykorzystaniem różnych kanałów obsługi.
  • 70% oczekuje, że pracownicy działu obsługi klienta będą mieli zintegrowany wgląd w ich dane w czasie rzeczywistym – pełna, przejrzysta informacja w momencie, gdy kontaktują się z firmą.
  • W ostatnich 12 miesiącach 25% brytyjskich klientów korzystało jednocześnie z wielu multimedialnych metod kontaktu z firmami.
  • 92% oczekuje, że będzie informowana o istotnych sprawach (nowościach, istniejących problemach) wraz z propozycjami możliwych rozwiązań.
  • 69% klientów oczekuje, że będzie traktowana jak ktoś wyjątkowy – chcą, by kontaktowano się z nimi w sposób, który preferują, kiedy tego chcą, z propozycjami i usługami dostosowanymi do ich upodobań i nawyków zakupowych.

Jak odpowiadają na to firmy? Wyniki badań pokazują, że wprawdzie ogromna większość menadżerów (97%) twierdzi, że Customer Experience Management jest ważnym lub niezwykle ważnym elementem ich strategii na rok 2014/2015, lecz liczba firm posiadających całościowe programy obsługi klienta spadła niemal o 1/3 do poziomu 64%. Pomimo swojego entuzjazmu dla Customer Experience Management, niewiele przedsiębiorstw z sektora usług finansowych może zapewnić poziom usług oczekiwany przez klientów – w rzeczywistości czyni to mniej, niż połowa.

Jest wiele przeszkód uniemożliwiających sprostanie oczekiwaniom klientów, ale wśród trzech najważniejszych należy wymienić: ograniczenia technologiczne (44%), nieelastyczne procedury biznesowe (37%) oraz niewystarczająco przeszkolony personel (32%). Co ciekawe, aż 68% pracowników działów IT firm działających w sektorze usług finansowych stwierdziło, że to technologia jest czynnikiem ograniczającym, a 55% respondentów uważa, że tym co powstrzymuje rozwój firmy jest brak wczucia się w sytuację klientów.

Są też dobre wiadomości: Korzyści z inwestowania w systemy obsługi klienta są ogromne. Spośród firm działających w sektorze usług finansowych posiadających całościowy program obsługi klienta CEM, 98% poprawiło swoje wyniki bezpośrednio po jego wdrożeniu. W szczególności widać poprawę jeśli chodzi o utrzymanie klienta, jego lojalność i satysfakcję, która przekłada się na powtarzalność transakcji i tym samym większe przychody. Wnioski jakie można wyciągnąć z badań przeprowadzonych przez Avaya są klarowne: istnieje bardzo silna zależność pomiędzy wysiłkami włożonymi w implementację CEM a zwiększonymi zyskami firmy – 79% z przedsiębiorstw notujących znaczące powiększenie zysków, wdrożyło wcześniej program CEM, a niemal 80% firm z tej grupy w ciągu ostatnich 3 lat zainwestowało także w uproszczenie ścieżki, którą klient musi przejść, aby dokonać transakcji.

Jako usługodawca w zakresie centrów obsługi klienta, firma Avaya ściśle współpracuje z przedsiębiorstwami działającymi w sektorze usług finansowych na całym świecie pomagając im zniwelować różnicę pomiędzy oczekiwaniami klientów a oferowanymi usługami obsługi wielokanałowej. Obecnie, 9 z 10 najważniejszych banków na świecie używa systemów Customer Experience Management firmy Avaya, które są zainstalowane w ich siedzibach lub obsługiwane w chmurze.

 

 

 

Hiszpański sektor usług rośnie najszybciej od grudnia 2006 r. Indeks PMI za sierpień wzrósł wobec lipca o 1,9 pkt

Ożywienie w hiszpańskim sektorze usług. Indeks PMI obrazujący nastroje menedżerów logistyki w firmach usługowych wzrósł do 58,1 pkt. Szczególnie dobrze radziły sobie nowe firmy.

Tak szybkiego wzrostu w hiszpańskim sektorze usług nie było od grudnia 2006 r. – napisali autorzy raportu z Markit Economics. Indeks PMI wzrósł do 58,1 pkt z 56,2 pkt w lipcu.

Szczególne ożywienie widać w nowo utworzonych firmach. Powstają nowe miejsca pracy, ale wolniej niż w poprzednich miesiącach, wolniej rosną też koszty w przedsiębiorstwach i hamuje inflacja sprzedanych usług.

Silny wzrost aktywności w sektorze usług i nowo powstających firm zdaje się potwierdzać powrót hiszpańskiej gospodarki na drogę wzrostu – piszą autorzy opracowania. – Jednak niektóre składowe najnowszego badania pokazują skalę wyzwań stojących przed przedsiębiorcami. Jednak sentyment pozostaje pozytywny i niemal połowa respondentów przewiduje wzrost aktywności w nadchodzącym roku.

Polska Grupa Zbrojeniowa ma skonsolidować do końca roku 30 firm zbrojeniowych

Konsolidacja polskiego przemysłu obronnego ma usprawnić działanie tej branży przemysłu i zmniejszyć koszty działalności wojska.

Polska Grupa Zbrojeniowa rozpoczęła działalność. Do końca roku ma połączyć ponad 30 firm zajmujących się m.in. produkcją uzbrojenia. Jej roczne obroty sięgać mają 4,5 mld zł.

Jesteśmy (…) przy konsolidacji spółek zbrojeniowych, które były do tej pory podporządkowane ministrowi obrony wraz ze spółkami z Agencji Rozwoju Przemysłu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Marcin Idzik, prezes Polskiego Holdingu Obronnego, który ma wejść w skład PGZ.

Docelowo w PGZ działać będzie ponad 30 państwowych spółek z tej branży. Konsolidacja zakończy się do końca roku. Polski Holding Obronny (dawna Grupa Bumar), wchodząc w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej, stanie się posiadaczem kilkudziesięcioprocentowego pakietu jej akcji. Powstanie PGZ ma uporządkować rynek zamówień dla wojska.

Konsolidacja fantastycznie wypełnia cały portfel ofert polskiego przemysłu obronnego. Spółki należące do dawnego Bumaru były głównie spółkami produkcyjnym, natomiast gros spółek, poza Rosomak SA, to są firmy remontowe – uważa Marcin Idzik.

Jak wyjaśnia, dzięki temu zamawiający nie będzie musiał zawierać osobnych umów na rozwój produktu, jego produkcję, modernizację i w końcu utylizację, lecz jedną, która obejmuje wszystkie te usługi.

Działalność PGZ zainaugurowali we wtorek minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak i minister skarbu państwa Włodzimierz Karpiński podczas XXII Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego MSPO w Kielcach.

MSP nie sprzeda Artechu

0

Minister Skarbu Państwa ogłosił, że nie zawrze umowy sprzedaży producenta opakowań plastikowych. Jedynym oferentem była firma developersko-inwestycyjna z Łodzi.

MSP odstąpiło od zawarcia umowy zbycia udziałów spółki Zakłady Artykułów Technicznych Artech Sp. z o.o. z siedzibą w Łodzi.

Prywatyzacja firmy produkującej opakowania z tworzyw sztucznych miała zostać zrealizowana w ramach aukcji ogłoszonej publicznie 15 lipca 2014 r. Skarb Państwa ogłosił zamiar prywatyzacji w lutym 2010 r.

Jedynym uczestnikiem, który złożył zgłoszenie do udziału w aukcji, to Central Fund of Immovables Sp. z o.o.  z Łodzi prowadząca działalność dewelopersko-inwestycyjną.

Raport EY: Więcej kobiet w radach nadzorczych?

Wprowadzenie przyjętej przez Parlament Europejski ustawy o parytetach w dużych firmach oznacza konieczność zmian w radach nadzorczych w ciągu najbliższych 6 lat. Eksperci EY w raporcie pt. „Czas na różnorodność – zwiększanie wydajności rad nadzorczych” przypominają, że póki co kobiety stanowią zaledwie 18% członków rad nadzorczych największych, europejskich firm. Jednak obecność kobiet w organach zarządczych i nadzorczych to jedna kwestia, ale drugą jest tzw. „diversity” – różnorodność, która wnosi do firm dodatkową wartość. 

Doradcy zwracają uwagę na to, że termin wprowadzenia parytetów zbliża się wielkimi krokami i zarówno rządy jak i firmy muszą się do tego odpowiednio przygotować aby nie stracić ważnych zasobów ludzkich. Zgodnie z decyzjami Parlamentu Europejskiego 40% członków rad nadzorczych spółek notowanych na giełdach do 2020 roku powinny stanowić kobiety. W firmach państwowych te zasady mają obowiązywać już w 2018 roku. Przepisy nie będą obowiązywać w przypadku firm zatrudniających mniej niż 250 pracowników i z przychodem niższym niż 50 mln euro rocznie. Jednak nadal dotyczyć to będzie około 5000 przedsiębiorstw w Unii Europejskiej.

Najwięcej na Islandii, najmniej na Malcie

Parytety zostały już wprowadzone przez Norwegię (w 2008 roku), a następnie przez Belgię, Francję, Islandię, Włochy, Hiszpanię, Holandię oraz Finlandię (w której parytety dotyczą jedynie spółek skarbu państwa).  Jak wynika z danych Komisji Europejskiej w Polsce zaledwie 12% członków rad nadzorczych to kobiety.

Mapa.jpg

Parytety to nie wszystko

Zdaniem ekspertów EY, różnorodność w organizacjach powinna obejmować nie tylko płeć, ale także wiek, pochodzenie, narodowość, uwarunkowania kulturowe czy doświadczenie zawodowe. – Nasz raport potwierdza, że zrównoważone zespoły pracują znaczenie efektywniej, a udział kobiet w biznesie przynosi wymierne korzyści. Warto jednak pamiętać, że jeszcze ważniejsza jest równowaga na stanowiskach zarządczych, a nie tylko nadzorczych. Bez wsparcia, merytorycznego rozwoju i przywództwa kobiet w biznesie same parytety nie są rozwiązaniem – uważa Iwona Kozera, Partner i Liderka Grupy Rynków Finansowych EY na Europę Centralną i Południową oraz założycielka Fundacji Liderek Biznesu. Zrównoważone zespoły, w tym zarządy i rady nadzorcze, oznaczają lepsze zarządzanie ryzykiem, a także relacjami z klientami, zwłaszcza w firmach globalnych, działających na wielu rynkach. Zwiększenie udziału kobiet powinno być celem przede wszystkim dla firm z sektora FMCG, gdyż kobiety odpowiadają za około 80% globalnych zakupów konsumenckich.

Według badania przeprowadzonego przez amerykańskich naukowców – Maurice’a Levi, Kai Li i Feng Zhanga – firmy, w których w zarządach zasiadają kobiety, są mniej skłonne do przejęć. Jeśli już takie przedsiębiorstwo decyduje się na transakcję, prawdopodobieństwo zapłaty zbyt dużej kwoty jest mniejsze niż gdy w zarządzie są sami mężczyźni. Z kolei według obliczeń brytyjskich naukowców – Nicka Wilsona i Alego Altanlara – posiadanie chociaż jednej kobiety w zarządzie zmniejsza ryzyko bankructwa firmy o 20%.

Na parytety trzeba się przygotować

Z raportu EY wynika także, że kobiety na stanowiskach zarządczych umieją słuchać innych i patrzą na biznes długoterminowo. – Panie zwracają uwagę na takie kwestie jak: rozwijanie talentów oraz równowaga pomiędzy życiem osobistym i zawodowym. Jestem przekonana, że kobiety zasiadające w radach nadzorczych są przykładem dla innych, dzieląc się z nimi swoją wiedzą i doświadczeniem –  podkreśla Katarzyna Twarowska, Dyrektor w Dziale Audytu EY i prezes Fundacji Liderek Biznesu.

Wprowadzając w Europie zrównoważone rady nadzorcze należy sięgać do doświadczeń norweskich. EY w swoim raporcie podkreśla, że kobiety awansowane na stanowiska nadzorcze muszą być do tego przygotowane. Na początku wprowadzenia parytetów w Norwegii awansowano do rad nadzorczych kobiety, które były liniowymi menedżerami. Nie były przygotowane do pełnienia funkcji nadzorczych. W efekcie firmy utraciły dobrych menedżerów i nie zyskały wartościowych członków rad nadzorczych. Dlatego eksperci EY proponują, by najpierw stworzyć w firmach program szkoleń podnoszących kwalifikacje nadzorcze kobiet, by mogły swobodnie awansować na najwyższe stanowiska.

„Przyszłoroczny budżet zakłada największy wzrost wydatków za kadencji premiera Donalda Tuska”

Ostatnie obietnice Donalda Tuska znajdują odzwierciedlenie w projekcie budżetu. Jak obliczył Bankier.pl, rząd planuje zwiększyć wydatki bardziej niż przez poprzednie 6 lat.

– Przyszłoroczny budżet zakłada największy wzrost wydatków za kadencji premiera Donalda Tuska. To typowy budżet wyborczy zakładający faktycznie znaczny wzrost deficytu: z 34 do 46 mld zł. W mojej ocenie założony przez ministra finansów wzrost PKB rzędu 3,4% jest prognozą zbyt optymistyczną. W obecnej sytuacji makroekonomicznej bezpieczniej byłoby założyć zerowy wzrost gospodarczy, ale wtedy nie udałoby się sfinansować obietnic premiera Tuska – tłumaczy Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

W roku wyborów parlamentarnych rząd proponuje wzrost wydatków budżetowych o 5,5%. To więcej niż przez poprzednie 6 lat rządów Donalda Tuska (budżet na 2008 rok skonstruował jeszcze gabinet Jarosława Kaczyńskiego), w trakcie których wydatki budżetowe zwiększyły się łącznie o 5,3%. W międzyczasie część wydatków budżetowych została ukryta w Krajowym Funduszu Drogowym czy pozabudżetowym dofinansowaniu Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

Obietnice złożone niedawno przez premiera Tuska tylko w przyszłym roku będą kosztować trzy miliardy złotych. Składa się na to podwyżka emerytur (szacowany koszt: 1,7 mld zł rocznie) oraz dopłaty do dzieci w ramach pełnego odliczenia ulgi w PIT (1,2 mld zł). Z tego powodu minister finansów nie był w stanie znacząco obniżyć deficytu budżetowego, zaplanowanego na 46,1 mld zł. To tylko o 1,4 mld zł (3%) mniej od planu na 2014 rok.

– Ponieważ tegoroczny budżet zawiera pewne ukryte zaskórniaki (np. przeszacowaną popularność OFE), to przyszłoroczny deficyt zapewne okaże się znacząco większy niż w roku 2014, który szacowany jest na 34 mld zł – przekonuje Krzysztof Kolany.

Jak znaleźć pierwszą pracę radzi ekspert HR

Analizując portale z ogłoszeniami związanymi z pozyskaniem pracowników można stwierdzić, że jest ich bardzo dużo i osoby poszukujące pracy mają duży wybór. Fakty pokazują jednak, że bezrobocie nadal dotyka przede wszystkim ludzi młodych. Na europejskich rynkach pracy wciąż trwa niekorzystna koniunktura; około 6 milionów Europejczyków poniżej 25 roku życia nie ma stałej pracy. Podobnie wygląda sytuacja w Polsce, stan bezrobocia w grupie osób 25-34 lata wg. danych GUS-u sięgnął już progu 28,8% co oznacza, że co czwarty absolwent szkoły wyższej pozostaje bez zatrudnienia. Jak w tak konkurencyjnej sytuacji odnaleźć się na rynku pracy? Od czego zacząć i gdzie szukać pomocy?

Dotychczasowe sprawdzone sposoby na znalezienie pierwszej pracy tracą na aktualności, albo są po prostu niewystarczające na dynamicznie zmieniającym się rynku. W dobie nowych technologii i innowacyjnych rozwiązań, szczególnego znaczenia nabierają zdolności elastycznego podejścia i umiejętności szybkiej adaptacji do oczekiwań potencjalnych pracodawców. Również otwartość na nowe doświadczenia i wyzwania, ciekawość świata oraz gotowość do ciągłej nauki są sprzymierzeńcami wszystkich osób szukających pierwszej pracy. Faktem, który zaburza możliwości pozyskania oczekiwanego przez Kandydatów zatrudnienia, jest brak doświadczenia i praktyki w danym obszarze wymagań, jakie stawiają pracodawcy. Jest to też efekt braku połączenia kształcenia z potrzebami rynku pracy.

Warto również zwrócić uwagę na praktyczne wskazówki specjalistów HR, którzy obserwując i analizując oczekiwania pracodawców, mogą podpowiedzieć kandydatom od czego zacząć szukanie pierwszej pracy, aby zakończyło się sukcesem.

1. Kursy, staże, praktyki

Już w czasie studiów korzystaj z możliwości, jakie daje odbycie nawet bezpłatnych staży czy praktyk. Udział w takich przedsięwzięciach pozwali na określenie, w jakich zadaniach czujesz się dobrze, jak zaadaptować się w organizacji. Jeśli twoja uczelnia oferuje możliwość odbycia dodatkowych kursów językowych, komputerowych lub treningów psychologicznych dotyczących samorozwoju, osobowości czy motywacji, również bierz w nich aktywny udział. Nigdy nie wiesz, co ci się przyda w pierwszej pracy i na jakie umiejętności zwróci uwagę twój potencjalny pracodawca.

2. Specjalizacja w wybranej branży

Znajdź branżę, która cię interesuje i postaraj się zdobyć jak najwięcej informacji na jej temat: specyfika, regulacje prawne czy unijne, główni gracze, otoczenie i partnerzy biznesowi, konferencje, eventy. Bądź na bieżąco z branżowymi newsami, szczególnie tymi dotyczącymi zmian własnościowych, fuzji, rebrandingu, wprowadzenia nowego produktu na rynek, pozyskania znaczącego klienta itp. Pogłębiona wiedza na temat danej branży, czy firmy pozwoli ci zdobyć przewagę nad konkurentami starającymi się o to samo stanowisko, a mającymi często jedynie powierzchowną wiedzę. Na bieżąco monitoruj strony www firm, które Cię interesują, wiele z nich zamieszcza ogłoszenia o pracę właśnie na nich.

3. Udział w konkursach

Wiele firm, organizacji czy rożnego rodzaju instytucji często organizuje konkursy. Są to najczęściej dobrze dofinansowywane pomysły na własny biznes (tzw start – up. Bez względu na to, które zajmiesz w nich miejsce, takie doświadczenie podnosi Twoją pozycję, bo świadczy to o inicjatywie i rozumieniu, co zrobić aby realizować biznes. Jest to znakomity trening kreatywności i możliwość bliższego poznania potencjalnego pracodawcy – inwestora.

4. Wolontariat

To niezawodna metoda aby spróbować swoich sił przy różnego rodzaju projektach realizowanych przez fundacje i stowarzyszenia. Od pomocy osobom potrzebującym po logistyczne rozwiązania i zadania realizowane w ramach dużych wydarzeń kulturalnych, sportowych, czy samorządowych. Pracodawcy zwracają uwagę, czy osoba nie mająca jeszcze doświadczenia zawodowego jest aktywna w innych dziedzinach życia, jakich podejmuje się inicjatyw. Takie działania kształtują odporność na stres, pracę pod presją czasu, samodzielność i gotowość do podejmowania decyzji.

5. Internet i social media

Wpływ nowych technologii, internetu i portali społecznościowych od paru lat kreuje nowe trendy w procesie rekrutacji. Zadbaj o swój wizerunek na profesjonalnych serwisach. Dla osób zawodowo związanych z procesem rekrutacji, internet jest bardzo ważnym źródłem informacji, o potencjalnych kandydatach do pracy. Warto też zwrócić uwagę, jakie materiały dotyczące twojej osoby są widoczne publicznie. Warto zadbać o politykę prywatności tak, aby nie kłóciła się ona z Twoim wizerunkiem zawodowym.

6. Sieć znajomych

Osoby szukające pracy bardzo często nie doceniają roli rodziny i znajomych w poszukiwaniu informacji o wakacie, a często jest to sprawdzone i wiarygodne źródło wiedzy. Ponadto, im więcej osób z naszego kręgu znajomych poinformujemy o tym, że szukamy pracy, tym bardziej zwiększymy prawdopodobieństwo tego, że ktoś przekaże nam ciekawą ofertę.

7. CV i list motywacyjny

O tym jak powinno wyglądać profesjonale cv i list motywacyjny powiedziano już chyba wszystko. Niemniej i tak pojawiają się wpadki, w postaci mało profesjonalnych zdjęć, albo nieaktualnych. Osoby, które wciąż nie są pewne czy ich dokumenty spełniają wymagania dobrze przygotowanych dokumentów aplikacyjnych, mogą sprawdzić dostępne aktualne wzory na wielu stronach o tematyce HR. Należy jednak pamiętać, że szukając pracy w branżach artystycznych czy wymagających kreatywności, warto przygotować „autorskie” cv, odbiegające od tradycyjnego szablonu.

8. Rozmowa kwalifikacyjna

Jeśli uda nam się przejść do tego etapu rekrutacji, warto przećwiczyć sobie odpowiedzi na spodziewane pytania, które mogą paść podczas rozmowy kwalifikacyjnej, nagrać je, a następnie obejrzeć i przeanalizować pod kątem naszej postawy, mowy ciała, gestów, sposobu formułowania wypowiedzi. Warto poprosić znajomą osobę o obiektywną ocenę i ewentualne sugestie, co powinniśmy zmienić w naszej autoprezentacji. Dodatkowo warto pamiętać o tym, żeby w trakcie rozmowy unikać kłamstw, skupiać się na tych silnych stronach, które potrafimy poprzeć przykładami. Umieć z przekonaniem opowiadać o swoich zainteresowaniach, pokazać przyszłemu pracodawcy, że ma się pomysł na samego siebie.

Autor: Marcin Skarżyński, Broker HR

NIK o systemie dozoru elektronicznego

Najwyższa Izba Kontroli pozytywnie ocenia wprowadzenie do polskiego porządku prawnego systemu dozoru elektronicznego. Wdrożenie tego systemu pozwoliło zmniejszyć liczbę skazanych, którzy odbywają kary w więzieniach i doprowadziło do realnych oszczędności. Wciąż jednak występują znaczące dysproporcje pomiędzy poszczególnymi okręgami sądowymi w orzekaniu o udzieleniu skazanym zezwoleń na odbycie kary w systemie dozoru elektronicznego. NIK stwierdza, że sędziowie penitencjarni nie wykorzystują wszystkich możliwości systemu, takich jak chociażby monitoring obowiązku powstrzymywania się od przebywania w określonych miejscach, zakazu zbliżania się do określonej osoby, czy obowiązku przebywania w miejscu stałego pobytu w trwania imprezy masowej.

System dozoru elektronicznego (SDE) zapewnia wyższy stopień dolegliwości i kontroli niż dotychczas stosowane środki probacyjne (takie jak np. warunkowe zawieszenie kary). Przy wykonywaniu kar w tym systemie nie dochodzi do negatywnych skutków psychologicznych i społecznych, które wynikają z długotrwałej izolacji więźniów, osłabienia więzi społecznych oraz uzależniania osadzonego od systemu penitencjarnego, który przejmuje za skazanego odpowiedzialność za zabezpieczenie podstawowych potrzeb życiowych. Poprzez stworzenie warunków do odbywania kary poza zakładami karnymi system pozwala równocześnie ograniczyć ryzyko deprawacji sprawców społecznie mniej szkodliwych przestępstw.

Kara odbywana w systemie SDE jest rzeczywistą alternatywą dla kary pozbawienia wolności wykonywanej w zakładzie karnym, daje możliwość kontynuowania, bądź poszukiwania pracy, podtrzymywania więzi rodzinnych, uczestniczenia w życiu społecznym, a więc sprzyja skuteczniejszej readaptacji skazanych. Od początku funkcjonowania systemu (1 września 2009 r.) do 31 marca 2014 r. wykonano w tym systemie 25 602 kary. W tym czasie z zakładów karnych do SDE przesuniętych zostało 14 979 skazanych. System dozoru elektronicznego pozwolił na dokonanie redukcji liczby skazanych już odbywających kary, co doprowadziło do zwiększenia dostępności miejsc dla osób ukaranych za poważniejsze przestępstwa, lecz nie przyczyniło się istotnie do zmniejszenia zaludnienia więzień. Nigdy też nie zbliżono się do wykorzystania pełnych możliwości SDE, najwyższy wskaźnik zapełnienia osiągając w maju 2013 r. – niespełna 72 % – gdy karę pozbawienia wolności poza zakładem karnym odbywało jednocześnie 5391 skazanych (na 7500 możliwych).

Wprowadzenie „elektronicznych obrączek” przyniosło wymierne oszczędności dla budżetu wynikające z niższego kosztu obsługi skazanego w tym systemie w porównaniu ze skazanym osadzonym w zakładzie karnym.  Według obliczeń NIK do końca października 2013 r. koszt budowy, wdrożenia i funkcjonowania SDE wyniósł 156,4 mln zł. NIK ustaliła, że szacunkowy miesięczny koszt odbywania kary w SDE kształtuje się na poziomie 688 zł (przy uwzględnieniu jedynie kosztów eksploatacji) oraz 1270 zł (przy uwzględnieniu kosztów budowy, wdrożenia i eksploatacji SDE). Tymczasem miesięczne wydatki na skazanego w zakładach karnych kształtowały się na poziomie 2482 zł. Tak więc wykonywanie kary w SDE jest prawie dwukrotnie tańsze niż utrzymanie skazanego w więzieniu.

Wpływ na poziom wykorzystania SDE mają przede wszystkim sędziowie penitencjarni. Z uwagi na konstytucyjną zasadą niezawisłości sędziów i niezależności sądów Najwyższa Izba Kontroli nie ocenia w tym zakresie pracy sędziów, odnotowuje jednak, że mimo porównywalnych wielkości niektórych apelacji i okręgów, liczba aktywnych instalacji SDE znacząco się różni.

Wnioski o SDE (dozór elektroniczny) uwzględnione przez sądy okręgowe w 2013 r.

Np. w 2013 roku łącznie skierowano ponad 34 tysiące wniosków o SDE. Sądy w całej Polsce uwzględniły blisko 39 proc. wniosków. Jednak różnice między poszczególnymi okręgami są znaczące. W SO Gdańsk uwzględniono 19 proc. wniosków, w SO Szczecin 40 proc., a w SO Wrocław 47 proc. W SO Warszawa (lewobrzeżba) uwzględniono 24 proc. wniosków o SDE, a w SO Warszawa-Praga (prawobrzeżna) ponad 40 proc.

Najwyższa Izba Kontroli zauważa także, że sądy penitencjarne nie wykorzystywały przewidzianych ustawą o SDE funkcjonalności systemu, takich jak monitoring obowiązku powstrzymywania się od przebywania w określonych miejscach; monitoring zakazu zbliżania się do określonej osoby; monitoring obowiązku przebywania w miejscu stałego pobytu w czasie trwania imprezy masowej czyli tzw. zakaz stadionowy.

NIK negatywnie ocenia przetwarzanie danych osobowych w systemie informatycznym SDE, w tym zwłaszcza tzw. danych wrażliwych. Według ustaleń NIK w systemie informatycznym SDE przechowywane są dane osobowe skazanych, które powinny zostać usunięte z niego po dwóch latach od dnia zakończenia wykonywania kary lub osiągnięciu celu w jakim były zbierane. NIK ustaliła również, że w systemie informatycznym SDE przetwarzane są dane osobowe skazanych, którzy w ogóle nie rozpoczęli odbywania kary w tym systemie, co – zdaniem Izby – narusza przepisy ustawy o ochronie danych osobowych.

Pomimo pozytywnej oceny wprowadzenia w Polsce SDE, Izba stwierdziła nieprawidłowości w trakcie wdrażania dozoru elektronicznego, co m.in. skutkowało koniecznością zawarcia przez Ministerstwo Sprawiedliwości dodatkowych umów na usługę eksploatacji i utrzymania infrastruktury technicznej Centrali Monitorowania SDE o łącznej wartości ponad 7,4 mln zł.

NIK zwraca uwagę na konieczność podjęcia działań w celu zmiany modelu zarządzania SDE, tak by zapewnić przejrzysty podział kompetencji i odpowiedzialności za poszczególne elementy systemu.

NIK sprawdziła też jak pracują kuratorzy sądowi, wykonujący zadania związane z organizacją wykonania kary w SDE. Okazało się, że są oni przeciążeni pracą. Jedną z przyczyn tego stanu jest nie zapewnienie kuratorom odpowiedniej liczby kart kryptograficznych umożliwiających dostęp do systemu informatycznego SDE.

W przeprowadzonych przez NIK badaniach ankietowych wśród zawodowych kuratorów ponad 56 % respondentów stwierdziło, że wykonywanie kary w SDE pozwala na skuteczną readaptację skazanych.

Dostrzegając zalety dozoru elektronicznego Izba pozytywnie ocenia wprowadzenie SDE na stałe do porządku prawnego oraz podejmowane obecnie działania legislacyjne zmierzające do szerszego wykorzystania tego systemu.

NIK o Centralnym Ośrodku Sportu

Zawodnikom ponad połowy sportów olimpijskich w Polsce nie zapewniono warunków szkolenia w Centralnym Ośrodku Sportu zgodnych z wymogami międzynarodowych federacji sportowych. Sportowcom w Ośrodkach Przygotowań Olimpijskich brakuje obiektów do ćwiczeń oraz specjalistycznego sprzętu, dlatego często muszą wyjeżdżać zagranicę, by dobrze przygotować się do igrzysk. COS nie ma wizji rozwoju swoich ośrodków – nie specjalizują się one w konkretnych dyscyplinach, tak aby stworzyć sportowcom jak najlepsze warunki przygotowań przed zawodami. Ponadto COS nieefektywnie gospodarował powierzonym mieniem, co m.in. przyczyniło do tego, że wszystkie ośrodki w ostatnich latach przynosiły straty.

Centralny Ośrodek Sportu (COS) to jedyny w Polsce podmiot wyspecjalizowany w szkoleniu sportowym kadry olimpijskiej i narodowej, zarówno seniorów, jak i juniorów. Posiada sześć Ośrodków Przygotowań Olimpijskich: w Spale, Władysławowie, Giżycku, Wałczu, Szczyrku i Zakopanem. Zadaniem COS jest zapewnienie warunków dla szkolenia sportowego prowadzonego przez polskie związki sportowe (w Polsce działa 70 związków sportowych, z czego 37 w konkurencjach olimpijskich) i inne podmioty zajmujące się kulturą fizyczną (np. kluby).

Przychody COS wyniosły w 2013 r. ponad 78 mln zł. Złożyły się na to przychody własne z prowadzonej działalności – 52,4 mln zł (67 proc. przychodów), dotacja z budżetu państwa – ok. 21 mln zł (27 proc.) oraz pozostałe przychody operacyjne – prawie 5 mln zł (6 proc.). Do tego COS otrzymał w latach 2011-2013 (I półrocze) dotacje z budżetu na inwestycje (w wysokości prawie 6 mln zł) oraz z Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej (ponad 90 mln zł), które zostały przeznaczone głównie na remonty i modernizację obiektów sportowych.

Najważniejsze nieprawidłowości w działalności COS:

Ośrodki przygotowań olimpijskich nie zapewniały bazy sportowej i potrzebnego sprzętu specjalistycznego dla 21 z 37 sportów olimpijskich. Dyrektor COS nie określił specjalizacji sportowej ośrodków, przez co tworzyły one warunki do treningów dla tych samych sportów. Ośrodki zapewniały w pełni bazę sportową i sprzęt jedynie dla 16 sportów olimpijskich: lekkoatletyki, podnoszenia ciężarów, zapasów, judo, szermierki, tenisa, badmintona, wioślarstwa, boksu, taekwondo, triathlonu, koszykówki, piłki nożnej, piłki ręcznej, siatkówki i rugby. W efekcie jedynie 2/3 reprezentantów Polski przygotowujących się do ostatnich Letnich Igrzysk  Olimpijskich w Londynie (2012 r.) miało zapewnioną pełną bazę sportową i sprzęt w Centralnym Ośrodku Sportu.

Lista potrzebnych, a nieistniejących obiektów sportowych w ośrodkach przygotowań olimpijskich jest długa. Przykładowo, kajakarze nie mają toru do slalomu, pływacy, skoczkowie i piłkarze wodni – basenu o długości 50 m i głębokości 5 m, kolarze – toru kolarskiego, żeglarze – wystarczająco dużego akwenu, który w dodatku można zamknąć na czas treningów, narciarze nie mają tras do zjazdów w konkurencjach alpejskich, biegacze narciarscy – asfaltowej trasy nartorolkowej o długości 5 km, a łyżwiarze – toru długiego i do shorttracku. Sportowcy mają za to zapewnione w ośrodkach specjalistyczne zabiegi odnowy biologicznej. Najlepiej rozwiniętą infrastrukturę w tym zakresie mają ośrodki w Spale i we Władysławowie.

Związki sportowe w małym stopniu wykorzystywały bazę sportową i noclegową ośrodków, mimo że stawki noclegowe ustalano w nich poniżej kosztów. Wynika to po części z faktu, że federacje dostają dotacje na swoje zadania, równocześnie nie są zobowiązane do korzystania z bazy COS. Poza tym ośrodki przygotowań olimpijskich często nie są w stanie spełnić ich oczekiwań i zagwarantować odpowiedniego zaplecza sportowego, dlatego federacje zmuszone są korzystać z innych ośrodków, także zagranicznych. A to przekłada się na mniejsze wpływy COS. W latach 2010-2012 polskie związki sportowe w ramach programów przygotowań olimpijskich oraz przygotowań do mistrzostw świata i Europy w konkurencjach olimpijskich wydały w ośrodkach COS ok. 41,5 mln zł czyli niecałe 10 proc. sumy, którą miały do wydania na ten cel (427 mln zł).

W latach 2010-2013 (do końca maja) federacje olimpijskie najczęściej korzystały z ośrodka w Spale (41-46 proc. obłożenia), a najrzadziej z ośrodka w Giżycku (1,5-4 proc. obłożenia). Z kolei w szkoleniu sportowym w najwyższym stopniu wykorzystano ośrodek w Spale (70-82 proc.), a w najmniejszym   ośrodek w Zakopanem (34-40 proc.). Z tego też powodu najwyższe wpływy ze związków sportowych miał ośrodek w Spale – prawie 18 mln zł, a najniższe ośrodek w Giżycku – nieco ponad 1 mln zł.

Pomiędzy ośrodkami występowały znaczne różnice w wykorzystaniu ich bazy sportowej i noclegowej. Wskazane przez NIK dysproporcje pomiędzy ośrodkami oraz ich wyniki finansowe skłaniają do zastanowienia się nad dalszą potrzebą rozwijania bazy sportowej wszystkich ośrodków oraz ponoszenia kosztów dostosowywania ich oferty do zmieniających się wymogów szkolenia prowadzonego przez polskie związki sportowe.

Centralny Ośrodek Sportu w badanym okresie przynosił straty – w 2011 r. prawie 15 mln zł, w 2012 r. niecałe 12 mln, w 2013 r. 15,5 mln zł (choć jeszcze w latach 2009-2010 r. notował niewielkie zyski – odpowiednio 10 tys. i 121 tys. zł). Na wysokość strat miały wpływ w dużej mierze wysokie koszty amortyzacji mienia znajdującego się w dyspozycji COS (rocznie kilkanaście milionów złotych). Ponadto COS utracił wpływy z dzierżawy Stadionu Dziesięciolecia w Warszawie (ok. 5-6 mln zł rocznie), wzrósł podatek od nieruchomości (z 1,7 mln zł w 2009 r. do 4,5 mln zł w 2012 r.) oraz spadły przychody ze sprzedaży własnej oferty. Do tego nie podniesiono stawki za pobyt w ośrodkach (140 zł brutto w 2013 r. dla zawodników kadry olimpijskiej i kadry narodowej seniorów), mimo że została ona obłożona 8 proc. podatkiem VAT.

Nadzór Ministra Sportu i Turystyki nad COS był niewystarczający. Minister nie kontrolował zadań, na które dawał dotacje, ponieważ traktował COS jako jednostkę wyspecjalizowaną w szkoleniu sportowym. Minister nie podjął decyzji o restrukturyzacji ośrodków, nie dokonał też analizy przydatności składników majątkowych COS. W strukturze COS znajdowały się bowiem obiekty nieprzydatne do prowadzenia szkolenia sportowego (np. mieszkania), a generujące koszty w związku z ich utrzymaniem. Minister wybrał też nie w pełni optymalną formę organizacyjno-prawną COS – instytucję gospodarki budżetowej – przez co zwiększyły się obciążenia z tytułu podatku od nieruchomości. Co ciekawe zlecona przez MSiT analiza wykazała, że forma ta nie odpowiada w pełni przedmiotowi i zakresowi działalności COS.

Wnioski:

Do Ministra Sportu i Turystyki:

  • należy określić kierunki wieloletniego rozwoju i dalszego funkcjonowania Centralnego Ośrodka Sportu,
  • należy wprowadzić w programie dofinansowania przygotowań kadry narodowej zapisu, który obligowałby polskie związki sportowe do korzystania z bazy sportowej COS,
  • należy przeprowadzić kontrolę zadań realizowanych przez COS, a dofinansowanych z budżetu państwa,
  • należy zastanowić się nad przydatnością mienia przekazanego COS do prowadzenia jego działalności statutowej.

Do dyrektora COS i dyrektorów Ośrodków Przygotowań Olimpijskich

  • należy zastanowić się nad dalszym rozwojem bazy sportowej wszystkich sześciu ośrodków,
  • należy zwiększyć efektywność gospodarowania mieniem. Chodzi m.in. o:  zapewnienie lepszego wykorzystania bazy sportowej ośrodków, lepsze zarządzanie nieruchomościami oraz ustalenie stawek pobytu z uwzględnieniem rzeczywistych kosztów ponoszonych przez ośrodki.

PKN Orlen przewodzi, a polskie firmy dominują wśród największych spółek w regionie Europy Środkowej

PKN Orlen kolejny rok z rzędu jest niekwestionowanym liderem pod względem przychodów wśród największych firm w Europie Środkowej. Na drugiej i trzeciej pozycji, podobnie jak w poprzednich latach, znalazły się węgierski koncern energetyczny MOL i czeska Skoda Auto. Jednak te trzy największe spółki regionu, podobnie jak ponad 220 innych przedsiębiorstw, zanotowały spadek przychodów w 2013 roku. Wśród największych firm w Europie Środkowej nadal dominują firmy energetyczne i paliwowe, które zajęły siedem na dziesięć pierwszych miejsc na liście „CE TOP 500”. Niezmiennie też Polska, wyprzedzając Czechy, utrzymuje największą liczbą spółek w zestawieniu (odpowiednio 161 i 79). To główne wnioski ósmej edycji rankingu „CE TOP 500”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.  

Firma Deloitte wraz z dziennikiem Rzeczpospolita przeprowadziła analizę największych firm w 18 krajach Europy Środkowej*  i Ukrainie („CE TOP 500” – 500 firm, oraz dodatkowo 50 banków oraz 50 ubezpieczycieli). Wyniki pokazują, że w 2013 r. przychody ogółem 500 największych firm w tym regionie wyniosły 712 mld euro, co oznacza spadek o 0,4 proc. (3 mld euro) w stosunku do wyniku z 2012 r. Mediana wzrostu przychodów wyniosła 0 proc. w porównaniu do wzrostu 3,3 proc. rok temu i 10 proc. dwa lata wcześniej, co jest wyraźną oznaką dalszego i średnioterminowego trendu spowolnienia. „Wyniki po pierwszym kwartale 2014 roku pokazują już spadek średnich przychodów na poziomie -3,1 proc. Tendencje dotyczące przychodów spółek z regionu są niepokojące i pokazują, że przedsiębiorstwa te odczuwają pogorszenie się warunków gospodarczych oraz geopolitycznych,, co nie pozostaje bez wpływu na ich sytuację” – mówi Tomasz Ochrymowicz, Partner Zarządzający Działem Doradztwa Finansowego Deloitte.

W rankingu podsumowującym 2013 r. aż 45 proc. przedsiębiorstw zanotowało gorsze wyniki niż rok wcześniej. Największą spółką Europy Środkowej pozostaje PKN Orlen, który wyprzedza węgierski MOL o 9 mld euro. Obaj najwięksi konkurenci w regionie zanotowali spadek przychodów na podobnym poziomie. W przypadku PKN Orlen było to 5,8 proc., a MOL 5,5 proc. w stosunku do roku 2012. „Znaczącą zmianą w pierwszej dziesiątce jest powrót do niej po rocznej przerwie spółki Jeronimo Martins Polska, która uplasowała się na 8. miejscu ze wzrostem przychodów w euro na poziomie 13 proc. Awans o cztery miejsca był wynikiem efektywnej strategii ekspansji. Kolejne dwie polskie spółki to PGNiG i PGE, odpowiednio na 9 i 10 miejscu. PGNiG odnotowało wzrost przychodów aż o 11,1 proc.” – wyjaśnia Tomasz Ochrymowicz. Istotnym czynnikiem znacznej poprawy tych wyników był większy wolumen sprzedaży za granicą oraz rekordowy wzrost wydobycia ropy naftowej o 124 proc., który nastąpił przede wszystkim w rezultacie włączenia do eksploatacji złóż Lubiatów, Międzychód i Grotów (LMG), a także złoża na Norweskim Szelfie Kontynentalnym.

CEO Magazyn Polska

Istotny skok odnotowała czeska spółka EPH (ze 126. na 38. pozycję) – jedna z wiodących grup energetycznych w regionie, która w styczniu 2013 roku przejęła Slovak Gas Holding od E.ON i GDF SUEZ, wskutek czego stała się liderem rynku gazu na Słowacji. Inne znaczące awanse należą do węgierskiego oddziału Mercedes-Benz (z 230. na 74. pozycję.), a spośród polskich firm do Grupy Azoty (z 98. na 62. miejsce).

W 2013 r. liczba rodzimych spółek w „CE TOP 500” zmniejszyła się o trzy w porównaniu z rokiem poprzednim i wyniosła 161. Biorąc pod uwagę, że następne w kolejności Czechy mają w zestawieniu 79 spółek (o dwie mniej niż rok wcześniej), to nasz kraj jest wciąż jednak niekwestionowanym liderem w regionie. Aż 55 proc. polskich firm zanotowało w omawianym okresie wzrost przychodów, a 40 proc. ich spadki.

Polskie firmy wygenerowały 1/3 z 712 mld euro przychodów firm z całej listy CE Top 500.
Największy wzrost przychodów odnotowały spółki z Litwy (6 proc.), reprezentowanej zaledwie przez 13 przedsiębiorstw oraz Rumunii (4,7 proc.). Wzrost spółek rumuńskich częściowo wynikał jednak z aprecjacji leja – wzrosty w walucie lokalnej wyniosły 3,9 proc.

Największy wzrost przychodów w 2013 roku odnotował sektor wyrobów przemysłowych  (o 2,9 proc.), którego reprezentacja wyniosła 114 spółek, co daje tej branży 23 – procentowy udział. Jednak największy udział ilościowy wciąż należy do spółek z branży dóbr konsumenckich i transportu (36 proc.- 179 firm). Jeżeli chodzi o sumę przychodów, to wśród nich największy udział utrzymuje energetyka i to mimo, że w 2013 roku spadły one średnio o 1,8 proc. w porównaniu do 2012 roku.

Rok 2013 był czasem trudnym dla środkowoeuropejskich spółek, a jak pokazują wyniki za pierwszy kwartał podobnie będzie także w tym roku. „Należy spodziewać się, że w przyszłorocznym rankingu, podsumowującym 2014 rok, wyniki największych spółek w regionie będą gorsze niż te prezentowane obecnie. Niestabilna sytuacja geopolityczna odbija się nie tylko na eksporterach produktów spożywczych, ale także największych graczach Europy Środkowej, w tym w szczególności spółkach z branży energetycznej i zasobów naturalnych” – ocenia Tomasz Ochrymowicz.

Ranking banków

Pierwsze miejsce wśród banków obronił PKO Bank Polski. Na drugie z trzeciego miejsca awansował Bank Pekao, wyprzedzając czeski ČSOB. Bank Zachodni WBK po przejęciu Kredyt Banku znalazł się na 7. miejscu (awans z 11.). Wzrost pozycji zanotował również ukraiński bank Oschadbank (z 36. na 24.).

W 2013 roku suma aktywów 50 największych banków Europy Środkowej wzrosła o 2,8 proc. Mediana wzrostu aktywów dla wszystkich banków wyniosła 1,3 proc. w stosunku do roku 2012. Największe wzrosty odnotowały banki z Ukrainy (16,3 proc.) i Bułgarii (6,8 proc.), a największy spadek banki z Węgier (-13,5 proc.) i Słowenii (-12,9 proc.). Podobnie jak przed rokiem w zestawieniu największych banków najliczniej reprezentowana jest Polska (15 banków), Czechy i Węgry (po 7 banków) oraz Rumunia (6 banków).

Ranking ubezpieczycieli

Na pierwszej pozycji niezmiennie pozostaje PZU, którego pozycja jest niezagrożona, biorąc po uwagę, że w 2013 r. składka przypisana brutto była trzykrotnie wyższa niż drugiej w zestawieniu czeskiej Česká pojišťovna i w przeliczeniu na euro wyniosła 3,9 mld euro. Z 2. na 3. miejsce spadła Warta, której składka przypisana brutto wyrażona w euro zmniejszyła się o 16,2 proc. w stosunku do roku poprzedniego i wyniosła 1,2 mld euro.

Suma składki przypisanej brutto dla 50 największych ubezpieczycieli Europy Środkowej spadła w 2013 średnio o 0,8 proc. (wobec spadku o 0,2 proc. w zeszłym roku). Spadki zanotowano w Rumuni (-7,5 proc.), Słowenii (-1,4 proc.) i Czechach (-1,0 proc.). Polskie spółki ubezpieczeniowe odnotowały średni wzrost w wysokości 0,1 proc. W sektorze ubezpieczeń koncentracja geograficzna jest jeszcze większa niż w przypadku banków – na Polskę, Czechy, Węgry, Słowenię i Rumunię przypada 42 ubezpieczycieli, którzy znaleźli się w rankingu.

Metodologia/ Informacje o raporcie „CE TOP 500”:

Ósma edycja Raportu „CE TOP 500” została opublikowana 2 września br. podczas gali na Forum Ekonomicznym w Krynicy i zawiera listę 500 największych firm w oparciu o ich przychody w podziale na 7 sektorów gospodarki (TMT/ Technologie-Media-Telekomunikacja, Sektor publiczny, Farmaceutyki i ochrona zdrowia, Dobra konsumpcyjne i transport, Energetyka i zasoby naturalne, Wyroby przemysłowe, Sektor budowlany). Dodatkowo raport zawiera ranking 50 największych firm ubezpieczeniowych oraz 50 największych banków.

Przy analizie uwzględniono przychody spółek za 2013 r. oraz I kwartał 2014 r. wyrażone w euro po kursie średnim z danego okresu, dla banków – sumę aktywów, dla firm ubezpieczeniowych – składkę przypisaną brutto.

Raport został wzbogacony o analizy i komentarze ekspertów Deloitte. Pełną listę firm zawiera raport firmy Deloitte „CE TOP 500” oraz dodatek do dziennika Rzeczpospolita „Europa 500”.

* Łotwa, Bułgaria, Czechy, Słowenia, Węgry, Słowacja, Polska, Chorwacja, Estonia, Serbia, Rumunia, Litwa, Albania, Bośnia i Hercegowina, Kosowo, Macedonia, Czarnogóra, Mołdawia.

Noble Funds zmniejsza zaangażowanie w Hygienice

0

Noble Funds FIO i Noble Funds Opportunity FIZ sprzedały 27 sierpnia część akcji Hygienik, w związku z czym ich udział w spółce zmniejszył się z 5,12 proc. do 4,67 proc., o czym poinformowały zarząd Hygieniki 1 września. Hygienika to producent i dystrybutor środków higieny osobistej i produktów dla dzieci. Firma posiada 50 proc. udziałów w sieci drogerii Dayli.

Przed dokonaniem wyżej opisanej transakcji, Noble Funds Fundusz Inwestycyjny Otwarty i Noble Funds Opportunity Fundusz Inwestycyjny Zamknięty posiadały łącznie 2.728.244 sztuk akcji spółki Hygienika, co stanowiło 5,12-proc. udział w kapitale zakładowym Hygienika S.A. oraz 5,12-proc. udział w ogólnej liczbie głosów na walnym zgromadzeniu Spółki.

Jednocześnie Zarząd Hygienika S.A został poinformowany, że nie istnieją podmioty zależne od Noble Funds Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych S.A. posiadające akcje emitenta – poinformowała spółka w raporcie.

Polska Grupa Zbrojeniowa rozpoczyna działalność. Do końca roku ma skonsolidować polski przemysł obronny

Do końca roku Polska Grupa Zbrojeniowa, która właśnie rozpoczęła działalność, ma połączyć ponad 30 firm zajmujących się m.in. produkcją uzbrojenia. Jej roczne obroty sięgać mają 4,5 mld zł. Powstanie Grupy oznacza uporządkowanie rynku i lepsze wykorzystanie środków na poprawę obronności kraju.

Mecz trwa 90 minut, jest podzielony na dwie połowy. My jesteśmy dopiero w pierwszej połowie, czyli przy konsolidacji spółek zbrojeniowych, które były do tej pory podporządkowane ministrowi obrony wraz ze spółkami z Agencji Rozwoju Przemysłu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Marcin Idzik, prezes PHO.

Docelowo w PGZ działać będzie ponad 30 państwowych spółek z tej branży. Konsolidacja zakończy się do końca roku. Polski Holding Obronny (dawna Grupa Bumar), wchodząc w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej, stanie się posiadaczem kilkudziesięcioprocentowego pakietu jej akcji. Powstanie PGZ ma uporządkować rynek zamówień dla wojska.

Duży może więcej. Myślę, że na tej konsolidacji zwycięży polski przemysł, dlatego że odpowiednio wydamy każdą złotówkę, którą polska armia będzie mogła wykorzystywać na swoje cele – uważa Marcin Idzik. – Konsolidacja fantastycznie wypełnia cały portfel ofert polskiego przemysłu obronnego. Spółki należące do dawnego Bumaru były głównie spółkami produkcyjnym, natomiast gros spółek, poza Rosomak SA, to są firmy remontowe.

Jak wyjaśnia, dzięki temu zamawiający nie będzie musiał zawierać osobnych umów na rozwój produktu, jego produkcję, modernizację i w końcu utylizację, lecz jedną, która obejmuje wszystkie te usługi.

Idzik podkreśla, że od priorytetów PGZ będą teraz zależały dalsze prace Polskiego Holdingu Obronnego.

To zależy od podjęcia decyzji o przeniesieniu naszych aktywów do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Ta decyzja spowoduje, że będziemy musieli przeprofilować naszą dotychczasową działalność. Będzie musiała wtedy być komplementarna wobec działalności podstawowej realizowanej przez Polską Grupę Zbrojeniową – zapewnia prezes PHO.

Jednym z najważniejszych przedsięwzięć jest powołanie konsorcjum służącego budowie nowych zdolności w programie przeciwlotniczym i przeciwrakietowym „Tarcza Polski” (Konsorcjum OPL).

Zaprosiliśmy do udziału w ramach tego konsorcjum Polską Grupę Zbrojeniową. Myślę, że jest to krok, który pokazuje, że polski przemysł, nawet poza formalną konsolidacją, potrafi współpracować. Taka współpraca przełoży się na bogatszy i najbardziej ekskluzywny program zbrojenia, jaki Polska  kiedykolwiek robiła – zapewnia Idzik.

Jak podkreśla, zaangażowanie polskiego przemysłu w tym programie jest możliwe. Jako przykład podaje budowę nadbrzeżnego dywizjonu rakietowego, w którym 45 proc. półproduktów pochodzi z Polski.

Efektory, czyli rakiety, są norweskie, natomiast systemy dowodzenia, łączności, środki transportu i radary pochodzą z polskiego przemysłu – zaznacza prezes Idziak. – Ufam, że jeżeli pójdziemy w tym kierunku, to „Tarcza Polski” może być w jak największym stopniu lokowana w polskim przemyśle zbrojeniowym.

Potrzebę zwiększania pozycji krajowego przemysłu widać szczególnie w obecnej sytuacji geopolitycznej na Wschodzie.

To pokazuje, że musimy być krajem, który ma opracowaną infrastrukturę krytyczną. Musimy określić, jakie profile działalności muszą być ulokowane w polskim przemyśle po to, by żaden konflikt zbrojny nie zastał nas w takiej sytuacji, że będziemy zdani na usługi zewnętrzne – zwraca uwagę Marcin Idzik. –  Z drugiej strony, segment rynku, który się otwiera po stronie ukraińskiej, to też jest szansa dla polskiego przemysłu. Ufam, że dzięki harmonijnej współpracy z ministerstwami polski przemysł tę szansę wykorzysta.

Działalność PGZ zainaugurowali we wtorek minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak i minister skarbu państwa Włodzimierz Karpiński podczas XXII Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego MSPO w Kielcach.

PKP Cargo chce przejąć czeskiego przewoźnika. Spółka podpisała list intencyjny w tej sprawie

CEO Magazyn Polska

PKP Cargo podpisało list intencyjny w sprawie potencjalnego przejęcia czeskiej spółki Advanced World Transport B.V. (AWT), jednego z największych prywatnych przewoźników towarowych w Europie. Porozumienie umożliwi rozpoczęcie negocjacji w sprawie warunków wiążących umowy. Najpóźniej w piątek rozpocznie się badanie due diligence, które poprzedzi ewentualną transakcję.

Podpisaliśmy właśnie list intencyjny w sprawie potencjalnego nabycia 100 proc. udziałów w AWT. Ta potencjalna transakcja może znacząco umocnić pozycję PKP Cargo w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, bo grupa ta jest znaczącym przewoźnikiem – mówi agencji Newseria Biznes Adam Purwin, prezes zarządu PKP Cargo.

Porozumienie podpisane 1 września przyznaje spółce wyłączność na prowadzenie negocjacji w sprawie ewentualnej transakcji w ciągu dziesięciu tygodni od dnia rozpoczęcia badania stanu przedsiębiorstwa due diligence. Ma ono rozpocząć się do 5 września.

– W ten sposób realizujemy naszą strategię, którą komunikowaliśmy inwestorom – podkreślił Purwin w czasie XXIV Forum Ekonomicznego w Krynicy. – Mówiliśmy o rozwoju organicznym, ale nigdy nie wykluczaliśmy fuzji i przejęć. Mamy nadzieję, że dzięki temu PKP Cargo będzie mocniejsze w Polsce i regionie.

AWT jest jednym z największych prywatnych przedsiębiorstw w branży towarowego transportu kolejowego w Europie, mającym około 8 proc. udziałów w rynku czeskim. Swoje usługi świadczy przede wszystkim dla dużych zakładów przemysłowych w Europie Środkowej i Wschodniej. Specjalizuje się w przewozach towarów ciężkich i masowych, w tym węgla, stali oraz części samochodowych. Poza Czechami świadczy usługi na Słowacji, Słowenii, Węgrzech,w  Polsce, Niemczech, Rumunii, Bułgarii oraz Chorwacji. W ubiegłym roku przewiozła 12 mln ton towarów i zrealizowała pracę przewozową na poziomie 2 719 mln tonokilometrów brutto, wypracowując 282 mln euro przychodów ze sprzedaży.

Grupa zatrudnia około 2 tys. pracowników i zarządza taborem obejmującym około 160 lokomotyw i 5 tys. 100 wagonów. Należy do niej stale rozwijający się otwarty terminal transportu intermodalnego (łączącego różne rodzaje transportu) Ostrava-Paskov. Grupa obsługuje także około 60 bocznic kolejowych dla największych zakładów przemysłowych w Republice Czeskiej.

PKP Cargo, lider polskiego rynku przewozów, jest drugim największym operatorem w UE. W ubiegłym roku spółka przewiozła ponad 114 mln ton towarów.

Kioski Ruchu zaoferują usługi ubezpieczeniowe i finansowe. Trwają rozmowy z instytucjami finansowymi

CEO Magazyn Polska

Ruch mocniej wchodzi w sektor usług. Chce rozwijać ofertę pocztową, bo jak podkreślają przedstawiciele spółki, przyrost klientów i liczby przesyłek jest znaczący. Zamierza również wejść w usługi ubezpieczeniowe i bankowe – prowadzi rozmowy z instytucjami finansowymi, by zaoferować klientom dodatkowe usługi, oprócz płatności za rachunki.

Chcemy być na rynku usług ubezpieczeniowych, dlatego też podpisaliśmy umowę z Benefią. Chcemy być dostarczycielem wszelkich atrakcyjnych dla naszych klientów usług – wymienia Jerzy Pazura, wiceprezes zarządu Ruch.

Ruch i Benefia zaproponują nowy system sprzedaży polis OC w kioskach. Od września w wybranych placówkach będzie można na podstawie dowodu rejestracyjnego otrzymać ofertę i kupić ubezpieczenie komunikacyjne. Jeśli klient się zdecyduje na daną ofertę, będzie mógł na miejscu zawrzeć umowę. Cały proces ma trwać kilka minut.

Przewagą konkurencyjną Ruchu na rynku usług ubezpieczeniowych i finansowych ma być rozbudowana sieć punktów. Ruch posiada 2,5 tys. kiosków w całym kraju. Jak podkreśla Pazura, często znajdują się one w miejscach, gdzie tradycyjne instytucje finansowe nie docierają, czyli w małych miasteczkach i osadach.

Poza nową ofertą Ruch chce również rozwijać usługi pocztowe.

Wchodzimy bardzo mocno na rynek przesyłek, mówimy o „Paczce w Ruchu”. W każdym miesiącu zdobywamy kilku nowych klientów. Poważne organizacje i znane marki zgłaszają zainteresowanie usługą. Również przyrost liczby przesyłek jest znaczący, więc wydaje się, że jest to już teraz bardzo duży sukces – podkreśla wiceprezes spółki.

Jerzy Pazura wyjaśnia, że spółka znajduje się obecnie w stabilnej kondycji finansowej. Zakończył się już trwający od trzech lat proces restrukturyzacji, w wyniku którego zatrudnienie zostało zmniejszone z ponad 3,5 tys. do ok. 800 osób.

Do tradycyjnej sieci naszych punktów sprzedaży dodajemy sieć sklepów klasyfikowanych jako convenience store. To są punkty pod nazwą Superac, które mają szerszą ofertę towarową. Są zlokalizowane w miejscach, w których dotychczas operował Ruch, w przyszłości będą się też pojawiały się w innych lokalizacjach – mówi Pazura.

W tej chwili sieć liczy 10 sklepów. To małe placówki, w ofercie których są nie tylko produkty z dotychczasowych kiosków Ruchu, lecz także produkty szybko rotujące.

Obroty w miejscach, w których operujemy pod nowym brandem, bardzo szybko rosną – mówi Jerzy Pazura.

Po równo na węgiel, gaz i OZE – Tauron dywersyfikuje inwestycje warte 4 mld zł rocznie

CEO Magazyn Polska

Plany inwestycyjne Tauronu zakładają wydawanie do 2020 po 4 mld zł rocznie. Do 2023 ma to być w sumie 37 mld zł. Spółka chce równo podzielić swoje inwestycje między technologie oparte na węglu, gazie i energii odnawialnej, tak by ograniczyć ryzyko. Obecnie największym przedsięwzięciem Tauronu jest budowa bloku węglowego o mocy 910 MW w Elektrowni Jaworzno III. Strategia zakłada też duże nakłady na rozbudowę i modernizację sieci dystrybucyjnej.

– Duże inwestycje to są przede wszystkim dwa bloki gazowe 450 MW Stalowa Wola, które w przyszłym roku zakończymy, i Łagisza, którą zaczynamy razem z Polskimi Inwestycjami Rozwojowymi. Są również projekty w zakresie energetyki odnawialnej, głównie wiatrowej – wymienia Stanisław Tokarski, wiceprezes ds. strategii i rozwoju Tauron Polska Energia. – Przygotowujemy się do tego, żeby lewarować kolejne inwestycje w energetykę wiatrową na bazie istniejących już aktywów poprzez przeniesienie ich do spółki specjalnego przeznaczenia. Te aktywa przejściowo będą alokowane z inwestorem zewnętrznym w tej spółce i ona budowałaby kolejne projekty wiatrowe.

Na przełomie tego i przyszłego roku Tauron zakończy budowę farmy wiatrowej Maszewo, która uzyska wtedy planowaną moc 100 MW. Tokarski wyjaśnia, że w planach zwiększania mocy produkcyjnych jest podzielenie ich w równych częściach między technologie gazową, węglową i wiatrową.

– W ten sposób dywersyfikujemy nasze ryzyko dotyczące dwutlenku węgla, i tego, jakie technologie w końcu wygrają w wyścigu o najniższy poziom kosztów – wyjaśnia wiceprezes Tauronu. – To jest pewne remedium na ogromne ryzyko regulacyjne ze strony zarówno polityki klimatycznej Unii, jak i połączenia rynków oraz polityki, które prowadzą nasze państwa sąsiednie, czyli głównie Niemcy.

W części energetyki węglowej mieści się podpisany kontrakt na budowę bloku o mocy 910 MW w Jaworznie, który ma powstać do 2019 roku. Firma zapłaciła juz zaliczkę na poczet tej budowy w wysokości 200 mln zł, ale gros wydatków będzie poczynione dopiero w kolejnych latach.

– Apogeum wydatków w ramach projektu jaworznickiego to będzie bardziej okres 2016–2017 niż rok przyszły – wyjaśnia Tokarski w rozmowie z agencją Newseria.

Według strategii grupy na rozbudowę segmentu dystrybucyjnego zostanie w najbliższych latach przeznaczone ok. 20 mld zł.

– To jest dobry okres dla segmenty dystrybucji i należy go bardzo skrzętnie wykorzystać. Tylko przez I półrocze wydaliśmy 500 mln na inwestycje sieciowe – wylicza rozmówca.

Tauron planuje też inwestycje w wydobycie  obecnie to modernizacja Zakładu Górniczego Janina.

W pierwszej połowie 2014 roku wydatki inwestycyjne Tauronu wyniosły 1,25 mld zł.