iSpot rozwija segment produktów odnowionych: „odNowa by iSpot”

iSpot rozszerza swoje portfolio produktowe o „odNowa by iSpot„, czyli nową linię profesjonalnie odnowionych iPhone’ów. Jest to odpowiedź na zmieniające się trendy konsumenckie w sektorze elektroniki użytkowej.

iSpot to największy Autoryzowany Serwis Apple, który po ubiegłorocznym przejęciu Cortland liczy w Polsce 49 salonów sprzedaży oraz 2 sklepy eCommerce. Firma obejmuje pełną kontrolę nad całym procesem, od momentu odkupu urządzeń od klientów w ramach programu Trade-In, poprzez profesjonalną weryfikację i certyfikowany serwis Apple, aż po sprzedaż finalnego produktu w kanale online. Taki model biznesowy nie tylko stwarza nowe możliwości rozwoju i dywersyfikacji przychodów, ale także buduje zaufanie konsumentów do kategorii produktów odnowionych – segmentu z potencjałem do dynamicznego wzrostu.

“Widzimy wyraźnie, że rynek dojrzał do tego, by postrzegać urządzenia odnowione nie jako kompromis, ale jako inteligentny i odpowiedzialny wybór. Naszym kluczowym atutem jest pełna kontrola nad każdym etapem procesu, od pozyskania urządzenia, przez serwisowanie z użyciem wyłącznie oryginalnych części, aż po dostarczenie klientowi produktu, za którego jakość odpowiadamy osobiście. W ten sposób oferujemy rynkowi w pełni transparentny i godny zaufania model biznesowy, który buduje długoterminową wartość dla świadomych konsumentów mówi Tomasz Nawrocki, iSpot Chief Operating Officer.

Do portfela AIP Seed dołącza Ona – aplikacja wspierająca diagnostykę zdrowia kobiet

Do portfela spółek AIP Seed dołącza Ona – aplikacja, która powstała, by zlikwidować lukę w diagnostyce zdrowia kobiet. Fundusz wsparł rozwój startupu na rynku FemTech, jednocześnie dając kobietom narzędzie, by mogły szybciej zrozumieć i zidentyfikować swoje dolegliwości hormonalne. Inwestorzy zainwestowali w aplikację niemal milion złotych. Za projektem stoją polscy founderzy: Tomasz Bachosz oraz Wojciech Basiński, którym wsparcia merytorycznego udzielają ekspertki zdrowia hormonalnego kobiet – Lara Briden oraz Katarzyna Bednarska.

 

FemTech globalnym trendem

Sektor technologiczny skupiony na produktach i usługach związanych ze zdrowiem oraz dobrym samopoczuciem kobiet dynamicznie rośnie. Wycena tego rynku wzrosła z 18 mld USD w 2019 r. do 50 mld USD w 2021 r. Prognozy mówią natomiast o przekroczeniu 100 mld USD w 2030 r.

Ona idealnie wpisuje się w ten trend. Aplikacja odpowiada na realną, szeroko występującą potrzebę zdrowotną łącząc AI, wiedzę ekspercką i precyzyjne dopasowanie do użytkowniczki. Dla AIP Seed to inwestycja w segment, który będzie jednym z kluczowych kierunków rozwoju AI i medtechu w najbliższych latach. Inwestujemy w najlepszych founderów, jesteśmy przekonani, że Tomek i Wojtek zbudują coś, co zmieni świat” komentuje Dariusz Żuk, założyciel funduszu AIP Seed.

Nowoczesne technologie, zwłaszcza sztuczna inteligencja, zmieniają zasady gry w diagnostyce i opiece zdrowotnej. Algorytmy potrafią analizować dane medyczne oraz wzorce objawów znacznie szybciej niż człowiek. Na przykład badanie NIH wykazało, że algorytmy AI/ML mogą skutecznie wykrywać PCOS na podstawie danych z 25 lat badań. To przełom, biorąc pod uwagę jak często PCOS bywa niezdiagnozowany (aż 70% przypadków).

Ona wchodzi do gry

Wg szacunków, nawet 80% kobiet doświadcza w ciągu życia problemów hormonalnych – od PMS, przez zaburzenia tarczycy, aż po PCOS czy endometriozę. Pacjentki często latami szukają przyczyny objawów, a szybsza identyfikacja problemu to lepsze rokowania. Jednocześnie kobiece zdrowie nadal pozostaje niedofinansowaną niszą, bo tylko ok. 4% globalnych nakładów R&D w biofarmacji dotyczy chorób typowo kobiecych.

“Przez lata istniała kultura ignorowania symptomów zgłaszanych przez kobiety. Bóle czy wahania nastroju nie były traktowane z należytą powagą, co prowadziło do tego, że kobiety przestawały szukać pomocy lub wstydziły się swoich objawów. Chcemy to zmienić przy pomocy AI, danych, badań naukowych i wiedzy globalnych ekspertów, tym bardziej, że badania pokazują, że korzystanie z takich aplikacji zwiększa świadomość zdrowotną i skraca czas do diagnozy” – komentuje Tomasz Bachosz, jeden z twórców aplikacji.

Wsparcie diagnostyki zaburzeń hormonalnych

Aplikacja Ona analizuje dane użytkowniczki i oferuje spersonalizowane wsparcie w zakresie cyklu, objawów, samopoczucia, a nawet pielęgnacji czy diety. Im więcej zbieranych informacji, tym lepiej dopasowane podpowiedzi.

Każda rekomendacja ma źródło w aktualnych badaniach klinicznych czy standardach medycznych i jest recenzowana przez zespół specjalistów zdrowia kobiet. W przeciwieństwie do tradycyjnych aplikacji, Ona łączy technologię i naukę z empatią – na przykład informuje, kiedy warto udać się do lekarza, odpowiada na pytania oraz pomaga łączyć objawy w konkretne wzorce. Nie diagnozuje, a pomaga kobiecie zebrać dane, które ułatwią rozmowę z lekarzem.

„Lekarz był pod wrażeniem wzorców z aplikacji – to przyspieszyło diagnozę” albo „Wreszcie ktoś (nawet AI), kto nie zbywa mojego bólu” – komentowały testerki aplikacji.

Za projektem aplikacji Ona stoją: Tomasz Bachosz – doświadczony współtwórca startupów w USA i w Polsce, absolwent akceleratora Y Combinator, laureat listy Forbes 25 under 25 oraz Wojciech Basiński, pasjonat AI i współtwórca Warsaw Startup Club. Merytorycznego wsparcia udzielają ekspertki w dziedzinie zdrowia kobiet, tj. Lara Briden oraz Katarzyna Bednarska.

Wraz z AIP Seed w spółkę zainwestował Jarek Oleszczuk, z wykształcenia lekarz, przez wiele lat konsultant w McKinsey & Company, doświadczony lider w sektorze farmaceutycznym (Novartis, Abbvie, AstraZeneca), a także przedsiębiorca w branży biotechnologii, m.in. współzałożyciel ExploRNA (exit) oraz nCage Therapeutics (po rundzie seed).

Nowe oszustwo. Przestępcy namawiają do składania „reklamacji” w bankach

Na rynku pojawił się nowy rodzaj oszustwa. Polega ono na tym, że przestępcy oferują pomoc w próbie wyłudzenia pieniędzy od banku z tytułu rzekomych luk w jego systemach. W rzeczywistości żadnych luk nie ma, a osoba składająca wniosek reklamacyjny, oparty na nieistniejących podstawach, może zostać pociągnięta nawet do odpowiedzialności karnej. Prawnicy komentujący ten temat wyjaśniają, że omawiany proceder to działanie mające na celu wyłudzenie nienależnych środków od instytucji finansowej. Jeśli pieniądze zostaną wypłacone oszustom, to obowiązek ich zwrotu spoczywa wyłącznie na osobie składającej wniosek, nawet jeśli nie była świadoma przestępczego charakteru tego działania. Eksperci ostrzegają też, że jeśli przestępcy przejmą dane do logowania, to uzyskają również pełen dostęp do konta bankowego ofiary przejmą dane do logowania, to uzyskają również pełen dostęp do konta bankowego ofiary.

Banki od jakiegoś czasu odnotowują nową metodę oszustwa. Polega ona na tym, że przestępcy oferują pomoc w próbie wyłudzenia pieniędzy od banku, powołując się na „luki w systemach bankowych”. Dodatkowo mogą pobierać od ofiary prowizję za swoje usługi lub proponować „inwestycję” z wyłudzonych pieniędzy. Paweł Dornfeld z Uniwersytetu WSB Merito, specjalista w zakresie bezpieczeństwa informacji, precyzuje, że oszustwo „na reklamację” polega na celowym składaniu fałszywych reklamacji w banku lub innej tego typu instytucji, aby wyłudzić pieniądze.

– Ten rodzaj oszustwa wydaje się mniej ryzykowny dla oszustów, a jednocześnie może być bardzo skuteczny. Oszust zdobywa dane ofiary lub ona sama zgłasza fałszywą reklamację. W przypadku powodzenia procederu pieniądze w całości lub w części trafiają na konta oszustów lub podstawionych osób, tzw. słupów, a następnie znikają wypłacane w bankomatach, wymieniane na kryptowaluty lub przelewane na zagraniczne rachunki bankowe – wyjaśnia ekspert.

Jednak banki nie zamierzają odpuszczać, gdy zorientują się, że padły ofiarą przestępstwa. W najlepszym razie będą domagały się zwrotu środków od osoby, której dane widnieją we wniosku reklamacyjnym, a więc nie od oszustów. W gorszym wariancie oszustwo może zostać zakwalifikowane jako przestępstwo. Radca prawny Joanna Gortat-Goska z kancelarii SubiGo wyjaśnia, że omawiany proceder to celowe działanie mające na celu wyłudzenie nienależnych środków pieniężnych od instytucji finansowej, czyli oszustwo w rozumieniu art. 286 §1 Kodeksu karnego.

– Przestępcy instruują osoby fizyczne, jak złożyć fikcyjną reklamację w banku, by uzyskać zwrot środków za rzekomo błędną lub nieautoryzowaną transakcję. W rzeczywistości żadna szkoda nie miała miejsca. Po czasowym uznaniu reklamacji środki bywają przekazywane dalej lub wypłacane, zanim bank zakończy analizę. To nie tylko nielegalne, ale również bardzo ryzykowne – zarówno finansowo, jak i karnie – dla osoby biorącej w tym udział – zaznacza mec. Gortat-Goska.

Prawniczka ostrzega również, że złożenie fałszywej reklamacji, o ile zostanie zakwalifikowane jako przestępstwo oszustwa, może być zagrożone karą grzywny, ograniczenia wolności albo nawet karą pozbawienia wolności do 8 lat. Klient może ponieść również odpowiedzialność cywilną. Bank ma prawo dochodzić zwrotu nienależnie wypłaconych środków wraz z odsetkami i kosztami postępowania. Ekspertka z SubiGo dodaje też, że nie istnieją żadne rzeczywiste „luki”, które umożliwiałyby legalne i bezpodstawne uzyskanie pieniędzy poprzez składanie nieprawdziwych reklamacji.

– To narracja wykreowana przez przestępców dla uprawdopodobnienia swojej działalności. Banki działają zgodnie z przepisami prawa bankowego oraz wytycznymi KNF. Mają obowiązek szczegółowo weryfikować każdą składaną reklamację – zwłaszcza dotyczącą rzekomo nieautoryzowanych transakcji – wyjaśnia mec. Joanna Gortat-Goska.

Oszuści dodatkowo wyłudzają od klientów dane do logowania w bankowości internetowej, licząc na to, że sami złożą fałszywą reklamację za ofiarę. Przejmują w ten sposób kontrolę nad kontem, co w konsekwencji może skończyć się zaciągnięciem kredytu lub kradzieżą pieniędzy. Paweł Dornfeld przypomina, że każdy z nas powinien dbać o swoje dane osobowe, a także przemyśleć zastrzeżenie numeru PESEL.

– Bardzo często w przypadku udanych ataków phishingowych przestępcy uzyskują dane osobowe, dane do logowania, w tym do systemów bankowych. Jeśli przestępca ma dostęp do naszego konta e-mail, z którym powiązane są konta w mediach społecznościowych, to po zmianie haseł może rozsyłać wiadomości do naszych znajomych. Może w ten sposób wyłudzić pieniądze, dane do logowania lub zachęcać ich do składania fałszach reklamacji. Takie działania mogą doprowadzić do utraty oszczędności, zaciągnięcia kredytów oraz wykorzystywania naszych danych i kont do popełniania dalszych przestępstw – wylicza ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.

Radca prawny Joanna Gortat-Goska również zaleca ostrożność oraz szybki kontakt z bankiem, gdy tylko nabierzemy uzasadnionych podejrzeń, że ktoś obcy mógł przejąć nasze dane i wykorzystać je w sposób niezgodny z prawem. – Omawiane działania wpisują się w klasyczne mechanizmy cyberprzestępczości i stanowią podwójne zagrożenie. Po pierwsze, osoba poszkodowana może paść ofiarą kradzieży środków lub zaciągnięcia kredytu w jej imieniu. Po drugie, może również zostać wciągnięta nieświadomie w przestępczy proceder – podsumowuje prawnik z kancelarii SubiGo.

Cyfryzacja leasingu staje się faktem

  • 13 lipca 2025 r. weszła w życie nowelizacja Kodeksu cywilnego
  • Po raz pierwszy w historii umożliwia zawieranie umów leasingowych w formie dokumentowej, czyli w formie pełni zdalnej
  • To przełomowy moment dla całej branży leasingowej

Po 25 latach leasing przestaje być umową wymagającą formy pisemnej pod rygorem nieważności. Przedsiębiorcy mogą teraz podpisywać umowy leasingu całkowicie zdalnie – np. przez e-mail, SMS czy kliknięcie w aplikacji – bez drukowania dokumentów, osobistych spotkań i bez użycia podpisu kwalifikowanego.

To rozwiązanie, o które Związek Polskiego Leasingu apelował od wielu lat. Projekt ustawy przygotowany przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii był odpowiedzią na postulaty branży i efekt wspólnej pracy nad zwiększeniem cyfrowych możliwości przedsiębiorców. Nowelizacja obejmuje nie tylko główne umowy, ale również aneksy, zgody czy zmiany warunków – co znacząco upraszcza codzienną obsługę klientów. Z nowego rozwiązania skorzystać będą mogli zarówno nowi klienci, jak i obecni leasingobiorcy – o ile obie strony wyrażą na to zgodę. Obecnie z leasingu korzysta ponad 1 mln klientów (dane GUS).  To rozwiązania, które zwiększą efektywność, bezpieczeństwo i konkurencyjność rynku leasingu.

Jak pokazują badania* przeprowadzone dla ZPL wśród klientów firm leasingowych, obecnie większość umów leasingowych, bo 60,52% podpisywana jest w formie papierowej, a 39,4% elektronicznie, z użyciem podpisu kwalifikowanego lub biometrycznego.

Dla ponad miliona firm korzystających z leasingu w Polsce, zwłaszcza mikro i małych przedsiębiorstw, to ogromne ułatwienie. Nowe przepisy oznaczają mniej formalności, szybsze procesy i większą dostępność finansowania. Zmniejszenie użycia papieru to także wymierna korzyść dla środowiska. Jak policzyliśmy, gdyby wszystkie firmy leasingowe przez cały rok podpisywały z klientami wyłącznie umowy zdalnie to  w sumie zaoszczędzilibyśmy ok. 360 tys. kg papieru, co przekłada się na 8-9 tys. drzew i 3600 m3 zaoszczędzonej wody. Te liczby robią wrażenie – mówi Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu.

Jak dodaje, branża traktuje tę zmianę jako pierwszy krok na drodze do pełnej cyfryzacji procesów leasingowych. E-leasing to ważny impuls, ale przed sektorem kolejne wyzwania: m.in. integracja z systemami e-rejestracji pojazdów, wdrożenie e-weksla oraz uproszczony dostęp do oceny zdolności klientów do spłaty zobowiązań – na wzór banków. ZPL liczy, że kolejne pakiety deregulacyjne pozwolą te zmiany zrealizować.

Wdrożenie e-leasingu będzie procesem rozłożonym w czasie. Nie wydarzy się z dnia na dzień.

Przez najbliższe miesiące firmy leasingowe będą pracować w modelu hybrydowym – łącząc tradycyjne i cyfrowe sposoby podpisywania umów, w zależności od rodzaju klienta, kanału sprzedaży i przedmiotu finansowania. Poza tym jak wskazują badania, klienci są zainteresowani cyfryzacją procesów leasingowych, jak i tradycyjnym kontaktem z doradcą. W pierwszej kolejności klienci firm leasingowych pod względem cyfryzacji lub możliwości zdalnego dostępu wskazują na dostęp do oferty (46,7%) oraz podpisywanie dokumentów (36,1%) – mówi Monika Constant.

Obecnie dla firm leasingowych to czas dostosowywania procedur, systemów IT, przeszkolenia zespołów i zapewnienia zgodności z przepisami dotyczącymi bezpieczeństwa danych. Pełna transformacja nie nastąpi od razu, ale kierunek jest jasny – leasing staje się nowoczesną, wygodną i coraz bardziej dostępną usługą.

Co na tę zmiana branża leasingowa?

Marcin Balicki, przewodniczący Rady ZPL, prezes Millennium Leasing:

To historyczna chwila dla całej branży leasingowej i naszych klientów. Dzięki nowelizacji Kodeksu cywilnego umowy leasingu można wreszcie zawierać w pełni zdalnie, w formie dokumentowej – bez papieru i kosztownych podpisów elektronicznych. To ogromne ułatwienie zarówno dla przedsiębiorców, którzy zyskają na czasie, elastyczności i wygodzie, jak i dla firm leasingowych, pozwalając na przyspieszenie i optymalizację procesów po ich stronie. Leasing w końcu może wkroczyć na drogę, na której inne usługi, czy to w bankowości czy e-commerce, przetarły już szlaki.

Paweł Bojko, członek Rady ZPL, wiceprezes EFL:

Wprowadzenie, długo wyczekiwanej, ustawy umożliwiającej zawieranie umowy leasingu w formie dokumentowej jest przełomowym dla branży momentem. Na tę decyzję czekała cała branża leasingowa, ale również nasi klienci. Obecnie klienci EFL mają dostęp do innowacyjnego systemu umożliwiającego jednoczesne prowadzenie wideorozmowy, zdalną weryfikację tożsamości, wydanie podpisu kwalifikowanego oraz elektroniczne podpisanie umowy. O tym jak bardzo polscy przedsiębiorcy doceniają cyfrowe rozwiązania świadczą liczby. W I kw. tego roku  blisko 40% zawartych w EFL umów było podpisanych zdalnie.

Możliwość podpisania umowy całkowicie zdanie to korzyści dla klienta i firmy leasingowej. Proces cyfrowy pozwoli zmniejszyć liczbę formalności, obniżyć koszty całego procesu oraz w konsekwencji zgodnie z trendem „less paper, more time” całkowitą rezygnację z papieru.

Magdalena Ciechomska-Barczak, prezeska ING Lease:

E-leasing to ważny przełom dla przedsiębiorców, szczególnie z sektora MŚP, który dominuje w Polsce.

Z perspektywy rynku to fundamentalna zmiana. Polska, jako jeden z największych rynków leasingowych w Europie, zyskuje rozwiązanie na miarę nowoczesnej gospodarki cyfrowej. E-leasing to narzędzie, które realnie pomoże przedsiębiorcom i otworzy im nowe możliwości szybkiego reagowania na potrzeby biznesowe.

Dotychczas każda umowa leasingowa w praktyce oznaczała wydruk dokumentów, fizyczne spotkanie i często kilka dni zaangażowania. Nowe przepisy to wymierne korzyści dla obu stron: oszczędność czasu, redukcja kosztów operacyjnych, szybsza realizacja inwestycji i większa elastyczność w działaniu.

Warto podkreślić, że w formie dokumentowej przedsiębiorcy mogą zawierać nie tylko główne umowy, ale też aneksy, zgody, porozumienia dotyczące zmiany rat czy warunków użytkowania. To znaczące ułatwienie prowadzenia biznesu, oszczędzające zarówno czas jak i koszty.

Izabela Korczakowska, wiceprzewodnicząca Rady ZPL, wiceprezeska IMPULS-LEASING Polska:

Zdalne podpisywanie umów leasingowych bez potrzeby użycia podpisu kwalifikowanego to cyfrowa zmiana dla polskiego rynku leasingowego, przynosząca korzyści zarówno przedsiębiorcom, jak i firmom leasingowym. Od 13 lipca nowe przepisy umożliwią e-leasing, co oznacza, że przedsiębiorcy będą mogli zawierać umowy online, np. przez e-mail czy SMS, bez drukowania dokumentów. Leasing realizowany w pełni online ułatwi życie przedsiębiorcom i stanowi impuls do dalszej cyfryzacji usług finansowych. Nowe przepisy oznaczają znaczącą automatyzację i uproszczenie procesów, szybszą realizację transakcji oraz obniżenie kosztów operacyjnych poprzez efektywniejsze wykorzystanie zasobów ludzkich. E-leasing to kluczowy moment dla branży leasingowej, który wprowadza ją w nową erę automatyzacji i zwiększa dostępność usług dla MŚP.

Andrzej Krzemiński, wiceprzewodniczący Rady ZPL, prezes Pekao Leasing:

Pamiętać należy, że zdalne podpisywanie umów leasingowych jest obecne już w naszym systemie. Znaczącym okresem okazał się czas pandemii oraz to, że w jego trakcie biznes tak całkowicie nie zamarł. Firmy leasingowe bądź to korzystały z podpisu kwalifikowanego bądź z aplikacji e-Obywatel czy form wideo autoryzacji. Równoległe z tymi próbami mieliśmy do czynienia z jednoznacznie brzmiącym, archaicznym stwierdzeniem w Kodeksie cywilnym, że tylko umowa podpisana własnoręcznie jest prawnie wiążąca.

Rodziło to ryzyko w przypadku sporu np. braku spłat rat, że strona umowy może dowodzić przed sądem, iż skoro umowa nie została podpisana zgodnie z wymogami KC to jej w zasadzie nie ma.

Wejście e-leasingu to krok milowy dla całej branży leasingowej. Dzięki podpisanej 6 czerwca 2025 r. ustawie deregulacyjnej, umowy leasingowe będzie można zawierać w pełni zdalnie – bez konieczności użycia podpisu kwalifikowanego czy biometrycznego. To ogromne uproszczenie procesów, realna oszczędność czasu i kosztów oraz znaczna redukcja formalności. E-leasing zwiększy dostępność usług, szczególnie dla MŚP, przyspieszy obsługę klientów i wesprze cyfrową transformację rynku. To szansa na rozwój nowoczesnych, elastycznych modeli współpracy i dalszy wzrost całej branży.

*Ankieta „Badanie potrzeb klientów w zakresie cyfryzacji procesu leasingowego” została przeprowadzona na stronie www ZPL oraz w portalach klienta i stronach www niektórych firm członkowskich w kwietniu i maju 2025 roku. Wzięło w niej udział 385 klientów. Dominowały mikrofirmy zatrudniające do 5 pracowników – 81,5%. Zdecydowaną większość respondentów stanowiły jednoosobowe działalności gospodarcze (82%). 

Dywersyfikacja handlu i wzmocnienie jednolitego rynku – klucz do odporności UE na cła USA

Unia Europejska może zwiększyć eksport do Mercosur, ASEAN, Indii i innych krajów, co zrekompensowałoby 35% potencjalnych strat, jakie miałyby miejsce w wyniku braku porozumienia z USA. Najsilniejszą i najbardziej perspektywiczną opcją odrobienia strat jest jednak… wspólny rynek – już wzrost wymiany towarów i usług wewnątrz UE o tylko 0,9% wyrównałby straty eksportowe do USA!

  • UE balansuje między żądaniami USA dotyczącymi większego dostępu do rynku i zmian regulacyjnych a ochroną swoich podstawowych interesów. Jeśli porozumienie nie zostanie osiągnięte, sierpniowa podwyżka amerykańskich ceł o +20 punktów procentowych może zmniejszyć eksport z UE do USA o -8%, pociągając za sobą straty w wysokości 50 mld USD (85 mld USD w przypadku podwyżki ceł o +50 punktów procentowych).
  • Zagrożonych może być 215 000 miejsc pracy, w pierwszym rzędzie w Irlandii, na Słowacji, Węgrzech i w Niemczech.
  • W ostateczności UE może nałożyć cła odwetowe na import z USA o wartości do 20 mld EUR i przyspieszyć dywersyfikację handlu z Mercosurem, Indiami i ASEAN.
  • Najpotężniejszym narzędziem UE w negocjacjach z administracją prezydenta Trumpa jest głębsza integracja swojego jednolitego rynku: już wzrost w handlu towarami i usługami między krajami UE o jedynie +0,9% zrównoważyłby straty w eksporcie spowodowane wzrostem ceł w USA o +20 punktów procentowych!
  • W ciągu ostatnich dwóch tygodni Stany Zjednoczone osiągnęły porozumienie z Wietnamem, wysłały listy zapowiadające taryfy celne do 23 krajów i zwiększyły przerwę w ich wprowadzeniu z dotychczas zapowiadanego jako data graniczna 9 lipca na 1 sierpnia. Jeśli do tego czasu nie zostaną osiągnięte dalsze porozumienia, globalna stawka ceł importowych USA wzrośnie do 18%, z dotychczasowych 13%.
  • Nawet jeśli podwyżki ceł będą częściowo cofnięte przed końcem roku, to i tak globalne straty eksportowe w tym roku mogą wynieść nawet 337 mld USD. Wyścig z czasem w negocjacjach wciąż więc trwa.

Jeśli porozumienie z USA nie dojdzie do skutku lub okaże się zbyt jednostronne, w opinii Allianz Trade UE wciąż ma kilka strategicznych opcji. Po pierwsze, niektóre sektory UE mogą okazać się odporne na amerykańskie podwyżki ceł, zwłaszcza te produkujące towary, w przypadku których elastyczność popytu na zmiany cen jest ograniczona i dla których kraje UE są obecnie znaczącymi dostawcami na rynek amerykański – na przykład produkty luksusowe (skóry i futra, jedwab, kosmetyki, napoje i alkohole). Ponadto UE może wprowadzić cła odwetowe na import z USA o wartości do 21 mld EUR, wspierane przez większy pakiet awaryjny o wartości 95 mld EUR, obejmujący samoloty, napoje spirytusowe i żywność, w oczekiwaniu na zatwierdzenie przez członków, jeśli od sierpnia USA nałożą cła w wysokości 20%.

UE może również przyspieszyć dywersyfikację handlu, pogłębiając więzi z innymi regionami świata, takimi jak Mercosur, Indie, ASEAN, Australia i Afryka. Dla UE zyski z eksportu wynikające z potencjalnej umowy o wolnym handlu wydają się najbardziej korzystne w przypadku Mercosuru, a następnie Indii i ASEAN, które łącznie mogą przynieść 14 mld USD dodatkowego eksportu rocznie, jeśli te umowy o wolnym handlu zostaną wdrożonę (wykres 3). Uwzględniając również umowy o wolnym handlu z Malezją, Tajlandią, Filipinami i Indonezją, te umowy o wolnym handlu mogłyby zrekompensować około 35% utraconego eksportu UE-27 do USA.

Wykorzystanie samego jednolitego rynku poprzez harmonizację przepisów, usunięcie wąskich gardeł związanych z licencjonowaniem i infrastrukturą oraz zwiększenie mobilności siły roboczej i kapitału wyłania się jako prawdopodobnie najsilniejsza dźwignia ze wszystkich. Eksport wewnątrz UE stał się w ostatniej dekadzie jeszcze ważniejszy, wzrastając w latach 2013-2024 z 57% do 61%, co stanowi ponad dwie trzecie eksportu krajów UE. Przy rynku wynoszącym 450 mln osób, UE zapewnia na swoim rynku szerokie możliwości europejskim firmom. Udział eksportu na rynek UE waha się od zaledwie 30% w przypadku Cypru do ponad 80% w przypadku Luksemburga, przy czym Niemcy i Francja eksportują odpowiednio 54% swojego eksportu do innych gospodarek UE. W 2024 r. Hiszpania osiągnie nawet 62%, a Włochy 51%. Aby zrównoważyć wzrost taryf celnych w USA o +20 punktów procentowych, UE musiałaby zwiększyć swój wewnątrzunijny handel towarami o +1,3% lub alternatywnie zwiększyć wewnątrzunijny handel towarami i usługami o +0,9% (w oparciu o dane handlowe z 2024 roku). W przypadku wzrostu ceł o +50 punktów procentowych, pełna rekompensata wymagałaby wzrostu wewnątrzunijnego handlu towarami o +2,1% lub wzrostu łącznego handlu towarami i usługami w UE o +1,5%. Co więcej, UE może zwiększyć strategiczną autonomię poprzez reshoring łańcuchów dostaw, wspieranie zielonego i cyfrowego przemysłu oraz wykorzystanie ukierunkowanej polityki przemysłowej i środków dotyczących granic emisji dwutlenku węgla w celu wsparcia narażonych sektorów, takich jak motoryzacja i sektor rolno-spożywczy.

Wykres 1: Zyski z eksportu UE dzięki wdrożeniu umów o wolnym handlu, w mld USD

Zyski z eksportu UE dzięki wdrożeniu umów o wolnym handlu

Źródło: UNCTAD, Allianz Research. Uwagi: Zyski z eksportu są obliczane na podstawie poziomów eksportu z 2023 r. jako poziomu bazowego, obniżając cła dla partnerów handlowych do podobnych poziomów, jakie mają z innymi partnerami FTA (tj. ASEAN, Indie – Wietnam FTA, MERCOSUR – Meksyk FTA) jako punkt odniesienia.

UE dąży do zawarcia porozumienia z USA w celu tymczasowego ustalenia wzajemnych ceł na poziomie 10%, mimo iż negocjacje handlowe (o transatlantyckiej strefie wolnego handlu) są kontynuowane, ponieważ kompleksowa umowa o wolnym, transatlantyckim handlu w opinii Allianz Trade wydaje się mało prawdopodobna w najbliższym czasie. Stany Zjednoczone, niechętne do zawarcia umowy o wolnym handlu z zerową stawką celną, naciskają na UE w sprawie rozszerzonego dostępu do rynku, ostatnio w odniesieniu do amerykańskich produktów rolnych, takich jak kukurydza, soja, nabiał i wołowina. Aby wymusić ustępstwa, Stany Zjednoczone grożą nałożeniem 17% ceł na eksport produktów rolno-spożywczych z UE do USA, który w 2024 roku odpowiadał 8% całkowitego eksportu produktów rolno-spożywczych z UE. USA domagają się również zwiększenia importu LNG do UE i zrównoważenia handlu samochodami, w tym kontyngentów lub zwolnień dla pojazdów wyprodukowanych w USA, pomimo ograniczonego popytu na nie na rynku UE. Dostosowanie przepisów jest kolejnym kluczowym celem USA, mającym na celu obniżenie standardów UE w zakresie polityki cyfrowej, bezpieczeństwa żywności i podatku VAT, które USA postrzegają jako ukryte bariery handlowe. Przywódcy UE stoją w obliczu wewnętrznej presji, aby szybko osiągnąć porozumienie w celu uniknięcia ostrzejszych amerykańskich ceł, ale wielu z nich przestrzega przed przedwczesnym ustępstwem w sprawie podstawowych zasad, zdając sobie sprawę z atutu 450-milionowego rynku UE i jego jedności, chcąc uniknąć nieproporcjonalnie dużych ustępstw. Rozmowy obejmują obniżenie 25% ceł amerykańskich na pojazdy z UE i potencjalne zniesienie ceł na alkohole, samoloty i części. UE jest skłonna zmniejszyć swoją nadwyżkę handlową, która wzrosła do 21,9 mld USD w maju 2025 r. i 137,3 mld USD od początku roku (w porównaniu do 19,8 mld USD w maju 2024 r. i 92,5 mld USD od początku roku w 2024 r.) poprzez zwiększenie zakupów amerykańskiej broni i LNG. UE obawia się jednak jednostronnej umowy, wiążącej się z większymi ustępstwami niż korzyściami, co grozi reakcją ze strony państw członkowskich. Trwają więc jednocześnie przygotowania do podjęcia działań odwetowych.

Z umową czy bez, wynik negocjacji będzie miał znaczący wpływ nie tylko na eksport UE, ale także na zatrudnienie. Przydatnym wskaźnikiem ekspozycji kraju lub sektora na eksport do USA jest udział wartości dodanej (VA) w eksporcie do USA w stosunku do całkowitej krajowej VA. W oparciu o ten wskaźnik Irlandia jest najbardziej narażonym krajem w UE, a za nią plasują się Estonia, Słowacja i Węgry. Wśród sektorów największą ekspozycję na potencjalne straty wykazuje sektor farmaceutyczny, a następnie komputery, elektronika i produkty optyczne, pojazdy silnikowe, chemikalia oraz maszyny i urządzenia. Jeśli amerykańskie podwyżki ceł o +20 punktów procentowych zostaną wprowadzone 1 sierpnia, eksport z UE do USA może spaść o -8% rocznie, co oznacza straty w wysokości około 49 mld USD w 2025 r. (+50 punktów procentowych, jak grożono pod koniec maja, doprowadziłoby do strat w eksporcie o wartości 85 mld USD). Największe straty poniosłyby Niemcy (12 mld USD), następnie Irlandia i Włochy (po 6 mld USD) oraz Francja (4 mld USD). Podczas gdy ogólny wpływ na eksport UE może wydawać się możliwy do opanowania, w opinii Allianz Trade obawy budzi koncentracja strat w kilku krajach i sektorach (wykres 2, po lewej). Zagrożenie utratą miejsc pracy z powodu amerykańskich ceł jest szeroko rozproszone na całą UE, ale ponownie najbardziej dotknięta ze względu na silną orientację eksportową na USA będzie Irlandia. Zakłócenia w utrzymaniu zatrudnienia odczuwalne mogą być szczególnie w branży farmaceutycznej, chemicznej, rolno-spożywczej i sprzętu transportowego, czyli w sektorach o wysokiej wartości dodanej eksportu do USA i o znacznym udziale tej produkcji eksportowej w zatrudnieniu (wykres 2, po prawej). Drugim najbardziej narażonym na utratę miejsc pracy jest Słowacja, osiągająca wysoką wartością dodaną w eksporcie do USA w sektorze motoryzacyjnym i maszynowym, podczas gdy Estonia jest szczególnie narażona w sektorze komputerów, elektroniki i optyki. Podsumowując: oczekiwać można, że straty związane z eksportem sumarycznie będą najbardziej widoczne w Irlandii, ze względu na spadki w pierwszym rzędzie w jej sektorze chemicznym; na Słowacji, ze względu na straty w sektorze motoryzacyjnym; na Węgrzech, ze względu na zmniejszony eksport maszyn; w Estonii, ze względu na komputery i elektronikę oraz we Francji, ze względu na sprzęt transportowy, którego ekspozycja na USA jest również stosunkowo wysoka. Łącznie około 1,1 mln miejsc pracy w UE-27 jest narażonych na wpływ wyższych amerykańskich ceł, w szczególności w irlandzkim sektorze farmaceutycznym, słowackim przemyśle motoryzacyjnym, węgierskim sektorze motoryzacyjnym i maszynowym oraz niemieckim przemyśle maszynowym. Ogólnie rzecz biorąc, szacujemy, że zwiększone koszty handlu z USA w 2025 r. mogą spowodować utratę od 43 000 do 215 000 miejsc pracy w UE-27, spowodowaną spadkiem wartości dodanej związanej z eksportem do USA.

Wykres 2: Wskaźnik narażenia miejsc pracy na amerykańskie cła i maksymalne straty w eksporcie w efekcie amerykańskich ceł w mld USD (po lewej) oraz wskaźnik narażenia zatrudnienia na amerykańskie cła według sektorów (po prawej)

Wskaźnik narażenia miejsc pracy na amerykańskie cła i maksymalne straty w eksporcie

Źródło: UNComtrade, OECD TIVA, OECD TIM, Allianz Research. Uwagi: Ekspozycja zatrudnienia obliczona przez pomnożenie dla każdej branży wartości dodanej związanej z eksportem do USA jako udziału w całkowitej wartości dodanej na poziomie krajowym pomnożonej przez udział zatrudnienia w branży w każdym kraju. Wyższa wartość wskazuje na większą podatność na amerykańskie cła.

Kilka dni po osiągnięciu porozumienia handlowego z Wietnamem, administracja prezydenta Trumpa przełożyła termin wdrożenia taryf zapowiedzianych w „Dniu Wyzwolenia” na 1 sierpnia (z pierwotnie zapowiadanego 9 lipca)[1]. Jeśli jednak do tego czasu nie zostaną osiągnięte dalsze porozumienia, globalna stawka ceł importowych USA wzrośnie w efekcie zgodnie z zapowiedziami z obecnych 13% do 18%. W dniu 2 lipca prezydent Trump powiedział, że osiągnięto porozumienie między USA a Wietnamem, zgodnie z którym wietnamski eksport do USA będzie musiał stawić czoła podwyżce ceł o +20 punktów procentowych zamiast +46 punktów procentowych zapowiedzianych w „Dniu Wyzwolenia”. W ubiegłym tygodniu wraz z ogólnym przedłużeniem terminu na osiągnięcie kolejnych porozumień, administracja wysłała pisma do 23 krajów, w tym Kanady, Japonii, Korei Południowej, Tajlandii, Malezji i Brazylii[2] , w których podała wysokość docelowych podwyżek ceł, które będą obowiązywać od 1 sierpnia, o ile do tego czasu nie zostanie osiągnięte porozumienie (w większości przypadków zbliżone do początkowych liczb podanych w „Dniu Wyzwolenia”). Wraz ze skorygowaną podwyżką ceł na Wietnam oznacza to wzrost globalnej stawki celnej na import z USA z obecnych 13% do 16% (wykres 3). Jeśli jednak do 1 sierpnia nie dojdzie do dalszych porozumień w rozmowach dwustronnych (w szczególności z UE, Szwajcarią, Indiami i Tajwanem), stawka ta może wzrosnąć do 18%. Prezydent Trump ogłosił również 10 lipca, że rozważa zwiększenie uniwersalnej podstawowej podwyżki ceł z +10 punktów procentowych do +15 punktów procentowych lub +20 punktów procentowych. Dotyczyłoby to 11 krajów z naszej tabeli 1, na które USA nałożyły podwyżkę ceł o +10 punktów procentowych w „Dniu Wyzwolenia” i od tego czasu nie osiągnęły porozumienia handlowego ani nie otrzymały żadnego listu z propozycjami amerykańskiej administracji – w takiej sytuacji znajduje się na przykład Argentyna, Australia, Singapur, Turcja i Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Na „radarze” Białego Domu są także cła sektorowe, m.in. import miedzi do USA jest zagrożony 50% taryfą od 1 sierpnia. Prezydent Trump zasugerował również, że import farmaceutyków może ostatecznie zostać objęty taryfą w wysokości 200%. Trwają również dochodzenia amerykańskiej administracji dotyczące szeregu innych sektorów, w tym samolotów, minerałów krytycznych, półprzewodników i przemysłu stoczniowego.

Wykres 3: Globalna stawka celna na import z USA (średnia ważona, %)

Globalna stawka celna na import z USA

Źródła: WTO, US ITC, ITC, Allianz Research

Zmiany taryfowe w tym roku mogą doprowadzić do strat w eksporcie o wartości do 337 mld USD na całym świecie, przy czym w ujęciu względnym najbardziej narażeni są azjatyccy eksporterzy. Wciąż trwają negocjacje w sprawie porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi. W przypadku ich braku i realizacji scenariusza ceł zgodnych z ostatnimi zapowiedziami,  wg. naszych wyliczeń straty w wartościach bezwzględnych poniosą: eksporterzy z Chin (110 mld USD), UE (49 mld USD), Kanady (41 mld USD), Meksyku (18 mld USD), Japonii (18 mld USD), Korei Południowej (18 mld USD) i Wietnamu (14 mld USD) – patrz tabela 1. W odniesieniu do swojego PKB najboleśniej odczułyby te straty Kambodża, Wietnam, Kanada, Meksyk, Tajlandia, Korea Południowa, Tajwan i Malezja. Szacunki te nie uwzględniają żadnych środków łagodzących (np. frontloadingu i dywersyfikacji handlu) i zakładają, że podwyżki ceł ogłoszone przez Biały Dom zaczną obowiązywać od 1 sierpnia, zanim do końca roku zostaną osiągnięte porozumienia mające na celu ich częściowe odwrócenie. Partnerzy handlowi USA mogliby zaoferować ułatwienie importu z USA poprzez obniżenie ceł i zobowiązanie się do zwiększenia zakupów amerykańskich produktów. Na przykład Wietnam zgodził się obniżyć wszystkie cła na import z USA, Tajlandia również to zaproponowała, a Indonezja podpisała umowy dotyczące podwojenia zakupów amerykańskiej pszenicy w latach 2026-2030 i zwiększenia importu paliw. Bardziej skomplikowane ustępstwa, o które Stany Zjednoczone mogą również poprosić, obejmują zezwolenie na aprecjację lokalnych walut (co już miało miejsce w przypadku niektórych eksporterów, ale byłoby trudne do dalszego wdrożenia w skoordynowany sposób) i ograniczenie powiązań z Chinami. Listy wysłane w ubiegłym tygodniu sugerują, że może to być intencją administracji Trumpa, co sugeruje zdanie „Towary przeładowywane w celu uniknięcia wyższej taryfy celnej będą podlegać tej wyższej taryfie celnej”, co wydaje się wskazywać na chińskie towary, ale bez wyraźnego określenia. Jednak presja tego rodzaju będzie prawdopodobnie trudna do wdrożenia, ponieważ dokładna definicja przeładunku jest nie sprecyzowana, ale także dlatego, że kraje azjatyckie mogą nie być tak chętne do zakazu przekierowania eksportu z Chin, często ich większego partnera handlowego i źródła inwestycji dla nich niż USA.

Tabela 1: Stawki celne i potencjalne straty eksportowe dla największych partnerów handlowych USA

Stawki celne i potencjalne straty eksportowe dla największych partnerów handlowych USA

 * Przed „Dniem Wyzwolenia”: uwzględnia podwyżki ceł na amerykański import z Chin, Kanady i Meksyku, a także amerykański import stali, aluminium, samochodów i części samochodowych.

** Po „Dniu Wyzwolenia” i powiązanych decyzjach: uwzględnia zmiany ceł w pierwszej połowie kwietnia, tj. podstawową podwyżkę o +10 punktów procentowych dla wszystkich krajów, wyższą podwyżkę dla Chin (uwzględniającą również rundy działań odwetowych) oraz uwzględnienie wyłączeń sektorowych

*** Decyzje 2-10 lipca:  umowa z Wietnamem, listy taryfowe wysłane do 23 krajów (Algieria, Bangladesz, Bośnia i Hercegowina, Brazylia, Brunei, Birma, Kambodża, Kanada, Indonezja, Irak, Japonia, Kazachstan, Laos, Libia, Malezja, Mołdawia, Filipiny, Senegal, RPA, Korea Południowa, Sri Lanka, Tajlandia, Tunezja), cła na import miedzi do USA

^Do 1 sierpnia, w przypadku braku dalszych porozumień lub zapowiedzi kolejnych ceł: zakładając, że kraje, które nie osiągnęły porozumienia z USA ani nie otrzymały żadnego listu taryfowego, będą musiały stawić czoła podwyżce ceł ogłoszonej 2 kwietnia („Dzień Wyzwolenia”).

^^ Do 1 sierpnia, w przypadku braku dalszych umów lub listów i wyższej podstawowej taryfy celnej: zamiast podwyżki podstawowej taryfy celnej o +10 punktów procentowych ogłoszonej w kwietniu, należy zastosować +20 punktów procentowych (jak wspomniał prezydent Trump w wywiadzie z 10 lipca).

Źródła: WTO, US ITC, ITC, Allianz Research

[1] Dla wszystkich krajów z wyjątkiem Chin, dla których wstępne porozumienie osiągnięte w połowie maja ustaliło termin ostatecznego na 12 sierpnia.

[2] Algieria +30 punktów procentowych (tyle samo, ile groziło jej w Dniu Wyzwolenia), Bangladesz +35 punktów procentowych (wobec +37 punktów procentowych), Bośnia i Hercegowina +30 punktów procentowych (wobec +35 punktów procentowych), Brazylia +50 punktów procentowych (wobec +10 punktów procentowych), Brunei +25 punktów procentowych (wobec +24 punktów procentowych). +24 pkt proc.), Kambodża +36 pkt proc. (vs. +49 pkt proc.), Indonezja +32 pkt proc. (bez zmian), Irak +30 pkt proc. (vs. +39 pkt proc.), Japonia +25 pkt proc. (vs. +24 pkt proc.), Kazachstan +25 pkt proc. (vs. +27 pkt proc.), Laos +40 pkt proc. +48pps), Libia +30pps (vs. +31pps), Malezja +25pps (vs. +24pps), Mołdawia +25pps (vs. +31pps), Myanmar +40pps (vs. +44pps), Filipiny +20pps (vs. +17pp), Serbia +35pps (vs. +37 pkt proc.), RPA +30 pkt proc. (bez zmian), Korea Południowa +25 pkt proc. (bez zmian), Sri Lanka +30 pkt proc. (vs. +44 pkt proc.), Tajlandia +36 pkt proc. (bez zmian), Tunezja +25 pkt proc. (vs. +28 pkt proc.). Kanada stoi w obliczu 35% zamiast 25% ogłoszonych w marcu (zakładamy te same wyłączenia lub niższe cła na niektóre towary).

Niemal co trzeci dyrektor IT przecenia poziom cyberodporności swojej firmy

0

Trzy na cztery firmy na świecie (74%) opierają strategię cyberochrony na działaniach reaktywnych i podstawowych – wynika z badania Veeam i McKinsey. Co więcej, 30% dyrektorów IT (CIO) uważa, że ich przedsiębiorstwo jest ponadprzeciętnie odporne na zagrożenia związane z danymi, choć w praktyce dotyczy to mniej niż 10% firm. Tymczasem aktywne i przemyślane wzmacnianie cyberochrony przekłada się na wymierne rezultaty. Jak pokazuje model dojrzałości odporności danych (Data Resilience Maturity Model, DRMM), organizacje inwestujące w tym obszarze odzyskują zasoby siedem razy szybciej, doświadczają trzykrotnie krótszych przestojów i tracą czterokrotnie mniej danych niż ich konkurenci.

Cyberataki to powszechne i realne zagrożenie dla każdego biznesu, a ich wystąpienie należy oceniać w kategoriach nie „czy” lub „kiedy”, ale „ile razy” się wydarzą. W tym kontekście błędna samoocena firm co do możliwości stawienia skutecznego oporu cyberprzestępcom jest wyjątkowo niepokojąca. Z raportu Veeam Ransomware Trends and Proactive Strategies 2025 wynika, że 69% podmiotów, które padły w ostatnim roku ofiarą ataku ransomware, deklarowało przed incydentem pełną gotowość do jego odparcia. Po ataku to przekonanie spadło o 20%, a w przypadku dyrektorów IT nawet o 30%.

Firmy często dowiadują się o własnych słabościach dopiero wtedy, gdy jest już za późno i staną się ofiarą cyberataku. Wtedy też okazuje się, że cena tej niewiedzy potrafi być astronomiczna. Przestoje IT spowodowane cyberatakami kosztują firmy z listy Global 2000 ponad 400 miliardów dolarów rocznie. Pojedyncze przedsiębiorstwo narażone może być nawet na 200 milionów dolarów strat z powodu przerw w prowadzeniu działalności, utraty reputacji i zakłóceń operacyjnych.

Bez diagnozy nie ma ochrony

W takich realiach rzetelna ocena stanu przygotowania na incydenty staje się punktem wyjścia do podejmowania skutecznych działań. Nieprzypadkowo to właśnie diagnoza obecnego poziomu bezpieczeństwa jest jednym z kluczowych wymogów unijnej dyrektywy NIS2. Zawarte w niej przepisy nakładają na firmy obowiązek przeprowadzania regularnych analiz ryzyka, audytów i wdrażania środków technicznych oraz organizacyjnych zapewniających ciągłość działania.

Przykładem narzędzia, które może w tej ocenie pomóc, jest Data Resilience Maturity Model. Pozwala on organizacjom określić, na jakim poziomie dojrzałości funkcjonują dziś i jakie czynności mogą podjąć, żeby wzmocnić odporność swoich danych. Model DRMM analizuje trzy kluczowe obszary działalności firmy – strategię, ludzi i procesy oraz technologię. Na tej podstawie przypisuje przedsiębiorstwo do jednej z czterech kategorii dojrzałości: od reaktywnej i manualnej (Basic), przez średnio zaawansowaną (Intermediate), po zaawansowaną (Advanced) i najlepszą w swojej klasie (Best-in-Class).

Co wyróżnia najlepszych?

Z raportu Veeam i McKinsey wynika, że 74% ankietowanych firm plasuje się dziś na dwóch najniższych poziomach dojrzałości, co oznacza, że nie wdrażają nawet połowy dobrych praktyk w zakresie zarządzania danymi, bezpieczeństwa i podnoszenia odporności na cyberincydenty. Z kolei przedsiębiorstwa, które model DRMM przypisał do poziomu Best-in-Class, stanowią jedynie 8% badanych. Wyróżnia je m.in. to, że mają wdrożoną kompleksową strategię ochrony danych oraz zautomatyzowane procedury tworzenia backupu i odzyskiwania zasobów. Ich działania w zakresie wzmacniania odporności danych nie koncentrują się wyłącznie na ulepszaniu infrastruktury IT, a łączą zaawansowane zabezpieczenia techniczne z odpowiednimi procesami, kulturą organizacyjną i dobrym zarządzaniem.

Przekłada się to na wymierne rezultaty. Firmy z najwyższym poziomem dojrzałości odzyskują dane średnio siedem razy szybciej niż ich konkurenci, doświadczają trzykrotnie krótszych przestojów operacyjnych i tracą czterokrotnie mniej danych po incydencie naruszenia bezpieczeństwa. Osiągają też przeciętnie o 10% wyższy wzrost przychodów rocznie.

Budżety rosną, ale nie tam, gdzie trzeba

Osiągnięcie wysokiego poziomu dojrzałości nie dzieje się przypadkiem, a wymaga czasu, konsekwencji i inwestycji. Z raportu Veeam wynika, że 94% firm zwiększyło w 2025 roku nakłady finansowe przeznaczane na odzyskiwanie danych, a 95% na działania zapobiegawcze. To dobry kierunek, ale sam wzrost budżetów to za mało. W praktyce organizacje nadal przeznaczają więcej środków na zapobieganie atakom, niż na odzyskiwanie zasobów po ich wystąpieniu (odpowiednio 31% i 28% budżetu IT). Takie rozłożenie środków może prowadzić do sytuacji, w której mimo wdrożonych zabezpieczeń, firmy nie są w stanie szybko wrócić do działania. Tymczasem to właśnie tempo reakcji przesądza o skali strat i zdobyciu na nowo zaufania klientów.

Firmy, które osiągają najwyższy poziom odporności danych, łączy jedno: działają nie tylko zgodnie z planem, ale w sposób, który pozwala im nieustannie ten plan doskonalić. Traktują cyberodporność nie jako pojedynczy projekt, lecz jako kompetencję organizacyjną, wpisaną w codzienne procesy, kulturę pracy i sposób myślenia o danych. W efekcie dojrzałość cybernetyczna staje się dla tych podmiotów nie tylko narzędziem zarządzania ryzykiem, ale także realnym źródłem przewagi konkurencyjnej.

Autor: Tomasz Krajewski, Dyrektor Techniczny Sprzedaży na Europę Wschodnią w firmie Veeam

Dwa lata od startu programu „Bezpieczny kredyt 2%” – rynek nadal się po nim nie podniósł

Dla wielu najlepszy program od lat, który realnie zmienił rynek nieruchomości i dostęp do zakupu mieszkań, a dla innych projekt, który zniszczył rynek, a ceny mieszkań nie ustabilizowały się do dzisiaj. Eksperci nie mają wątpliwości, że drugiego takiego programu jak „Bezpieczny kredyt 2%” na rynku już nie będzie.

Hanna Mojsiuk: „Relatywna ocena ważnego programu”

Z perspektywy czasu program „Bezpieczny kredyt 2%” można oceniać bardzo relatywnie. Nie da się nie docenić faktu, że otworzył on przed wieloma osobami szanse na zdobycie mieszkania i jeżeli ktoś znalazł się w gronie „szczęśliwców”, którzy zdobyli finansowanie w ramach pierwszej i ostatniej odsłony programu to na pewno ocenia on ten projekt pozytywnie.

Horyzontalnie jednak wiele osób zwraca uwagę, że jest to projekt, który sprawił, że ceny mieszkań wzrosły, a dość statyczny po pandemii rynek nieruchomości wprowadzony został w stan chaosu, który nie został opanowany do dzisiaj.

 – Konsumenci nadal oczekują na programy dopłat, powstrzymują się z decyzjami kredytowymi, a jednocześnie istnieje obawa, że kolejne tego typu programy jeszcze mocniej podbiją ceny mieszkań. Program „Bezpieczny Kredyt 2%” pomógł wielu osobom wejść na rynek mieszkaniowy, ale przyczynił się też do wzrostu cen i zaburzenia równowagi rynkowej. Jego konsekwencje pokazały, że interwencje państwa w rynek mieszkaniowy muszą być bardzo ostrożnie projektowane, aby nie pogłębiały problemu, który próbują rozwiązać – mówi Hanna Mojsiuk.

 – Jako Północna Izba Gospodarcza zrzeszamy wielu przedsiębiorców sektora budowlanego oraz deweloperów. Pytając o program „Bezpieczny kredyt 2%” usłyszałam wiele skrajnych opinii – od zdania, że to był program skrojony pod potrzeby ludzi, skoro zainteresowanie było tak gigantyczne, po komentarze, że lepiej żeby taki program nigdy nie powstał, bo jego konsekwencje długofalowe są negatywne – dodaje Hanna Mojsiuk.

Eksperci widzą plusy i minusy programu dopłat do nieruchomości

Eksperci Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie nie mają wątpliwości, że taki program już się nie powtórzy, bo jego ocena po czasie jest dość niejednoznaczna.

–  Ten program przyniósł rynkowi nieruchomości tyle samo szkody, co pożytku – mówi wprost Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

– Pożytkiem jest na pewno fakt, że program „Bezpieczny Kredyt 2%” udowodnił nam wszystkim, że jest ogromne zapotrzebowanie na systemowe wsparcie dla osób chcących kupić mieszkanie. Rynek komercyjny wyklucza coraz szerszą część społeczeństwa, aspiracje młodych na zakup mieszkania rosną, a jednocześnie nie rosną ich możliwości związane z np. zdolnością kredytową – mówi Mirosław Król. – Oczekiwania na pewno są takie, by program w podobnej formie funkcjonował, ale by jednocześnie nie generował wzrostu cen na rynku nieruchomości, a pogodzenie wody z ogniem może nie być możliwe – przyznaje ekspert.

  – Po zakończeniu programu „Bezpieczny Kredyt 2%” na początku 2024 roku, rynek nieruchomości z niecierpliwością oczekiwał na nowe propozycje rządowe. Choć zapowiedzi takich programów się pojawiły, nie przeszły one w fazę realizacji. Temat ten wzbudzał wiele kontrowersji, ponieważ wcześniejszy program znacząco wpłynął na wzrost cen mieszkań. Wszystkie strony rynku dostrzegły, że tego typu działania – choć z pozoru korzystne – mogą prowadzić do gwałtownego wzrostu popytu, a tym samym do szybkiego wzrostu cen. Brak konkretnych decyzji rządu tylko potęgował niepewność i zamieszanie wśród uczestników rynku. W efekcie ceny mieszkań przestały dynamicznie rosnąć i obecnie wykazują tendencję do stabilizacji. Coraz częściej klienci mogą liczyć na znaczne upusty od wyjściowych cen ofertowych. Dodatkowo, ostatnie obniżki stóp procentowych sprzyjają zwiększonemu zainteresowaniu nieruchomościami, co powoli zaczyna przekładać się na rosnącą aktywność zakupową – dodaje Łukasz Szykuć, deweloper i właściciel firmy TLS Development.

Transformacja stylu zarządzania – od kontroli do partnerstwa i zaufania

Choć wielu pracowników deklaruje gotowość do samodzielnego działania, to wiele organizacji boryka się z deficytem zaufania do podwładnych. Nadal można obserwować, że style zarządzania opierają się na ścisłej kontroli, przez co ograniczają możliwości rozwoju pracowników i tłumią ich kreatywność. Dane z ankiet przeprowadzonych Gi Group Holding potwierdzają, że mikrozarządzanie utrudnia budowanie efektywnych, odpowiedzialnych zespołów i hamuje rozwój kluczowych kompetencji przyszłości, takich jak samodzielność i umiejętność podejmowania decyzji.

Samodzielność sprzyja rozwojowi

Pracownicy dobrze odnajdują się w środowisku, które daje im swobodę działania. Potwierdza to ankieta Gi Group Holding – 61% respondentów wskazało w niej, że samodzielność sprzyja ich rozwojowi, a 32% uznało, że zwiększa ich efektywność. Jedynie 6% ankietowanych czuje się w takim modelu pracy przytłoczonych oczekiwaniami, a 1,5% ma trudność z ustalaniem priorytetów.Mikrozarządzanie samodzielność

 – Nasze obserwacje potwierdzają wyniki ankiety – pracownicy chcą mieć wpływ na to, jak pracują i jakie rozwiązania wdrażają. Gdy brakuje im przestrzeni na samodzielność, pojawia się frustracja, spada motywacja, co z czasem może prowadzić do rotacji. Pracownicy pozbawieni możliwości wykazywania inicjatywy osłabiają efektywność zespołów – podkreśla Tomasz Tarabuła, Dyrektor Regionalny Gi Group.

Wyniki ankiet jednoznacznie wskazują, że pracownicy oczekują od swoich przełożonych niezależności. Autonomia pozostaje jednak nadal w wielu firmach niewykorzystanym potencjałem, blokowanym przez deficyt zaufania lub brak przygotowania menedżerów do prowadzenia zespołów w partnerski sposób.

Mikrozarządzanie ogranicza

Wyniki pokazują jednocześnie, że mikrozarządzanie budzi negatywne reakcje pracowników. Aż 52% respondentów przyznaje, że ten styl zarządzania ich ogranicza, a 40% deklaruje, że z tego powodu rozważa odejście z firmy. Zaledwie 8% wśród badanych osób uważa, że nadmierna kontrola przekłada się na lepszą wydajność oraz rozwój kompetencji.Mikrozarządzanie wpływ

Choć mikrozarządzanie może być próbą zapewnienia kontroli nad procesami, w praktyce prowadzi do spadku zaangażowania. W konsekwencji pracownicy tracą poczucie wpływu i niejednokrotnie szukają środowiska pracy, w którym będą mogli działać z większą autonomią.

– Efektywne przywództwo nie opiera się na kontroli, lecz zaufaniu i partnerstwie. Dobry lider potrafi wskazać zespołowi cele i zaufać, że zostaną zrealizowane. W praktyce jednak mikrozarządzanie nadal bywa stosowane – często nie z powodu złych intencji, lecz z niewystarczającego przygotowania do zarządzania zespołem i braku umiejętności delegowania odpowiedzialności – mówi Piotr Wajgielt, Executive Manager w Wyser Executive Search.

Bariery blokujące samodzielność

Jedną z głównych przeszkód utrudniających rozwój samodzielności jest kultura niskiego zaufania, w której delegowanie postrzegane jest nie jako element rozwoju, ale zagrożenie. Dodatkowo pracownicy często obawiają się konsekwencji ewentualnych błędów, co skutecznie zniechęca ich do podejmowania inicjatywy i eksperymentowania. Istotną barierą bywa również brak odpowiednich umiejętności przełożonych – nie wszyscy są przygotowani do zarządzania w modelu opartym na autonomii, współodpowiedzialności i partnerstwie.

 –  Aby organizacja mogła się rozwijać, musi traktować autonomię nie jako przywilej zarezerwowany dla wybranych, lecz jako kompetencję, którą można i należy świadomie kształtować. Samodzielność wymaga zaufania i przestrzeni do podejmowania decyzji. Pracownik nie nauczy się działać odpowiedzialnie, jeśli wcześniej nie dostanie realnej szansy, by decydować i ponosić konsekwencje swoich wyborów – komentuje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.

Autonomia nie powinna być zarezerwowana wyłącznie dla najbardziej doświadczonych pracowników, również osoby początkujące mogą z powodzeniem działać samodzielnie, jeśli otrzymają odpowiednie wsparcie i zaufanie. Juniorzy, którzy mają jasno określone cele oraz dostęp do regularnej informacji zwrotnej, szybciej rozwijają się i uczą brania odpowiedzialności za własne decyzje. W przypadku pracowników z większym stażem autonomia jest naturalnym obszarem rozwoju, pozwalającym im wykorzystywać pełnię kompetencji i wpływać na kierunek działań zespołu. Dlatego kluczowe jest indywidualne podejście, w którym zakres samodzielności dostosowywany jest do doświadczenia i poziomu gotowości, a nie traktowany jako przywilej czy wyjątek.

Transformacja stylu zarządzania nie jest prosta, ale jest możliwa. Firmy, które chcą rozwijać samodzielność zespołów, powinny inwestować w rozwój kompetencji przywódczych, jasno definiować zakresy odpowiedzialności oraz budować kulturę, w której błędy traktowane są jako naturalny element uczenia się. Kluczowe znaczenie mają również narzędzia wspierające transparentność i zaangażowanie, takie jak regularna informacja zwrotna, wspólne planowanie celów i otwarta komunikacja.

– Przyszłość rynku pracy należy do osób, które potrafią działać niezależnie i odpowiedzialnie. Firmy, które nie wdrożą modelu zarządzania opartego na zaufaniu, będą mieć trudność z utrzymaniem talentów i reagowaniem na zmieniające się potrzeby rynku – zauważa Tomasz Tarabuła, Dyrektor Regionalny Gi Group.

Ankiety dotyczące wpływu mikrozarządzania oraz samodzielności w podejmowaniu decyzji zostały przeprowadzone przez Gi Group Holding na platformie LinkedIn. Wzięło w nich udział – odpowiednio – 310 i 340 osób.

„Czas aneksowania” na rynku mieszkań na wynajem. Ceny wynajmu nie rosną tak szybko jak opłaty za media i czynsze

– Wielkie negocjowanie przedłużenia umów na kolejne miesiące w mieszkaniach na wynajem zaczyna się zwykle w lipcu. Dla osób posiadających mieszkania na wynajem właściwy sezon zaczyna się bowiem nie w czerwcu czy w styczniu, a na przełomie września i października, gdy po wakacjach do dużych miast wracają studenci albo gdy po urlopach wracają pracownicy sezonowi. Popyt na mieszkania na wynajem pozostaje wysoki, rośnie jednak podaż, co powoduje, że ceny powinny utrzymać się na podobnym poziomie jak w poprzednich miesiącach – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości. Ekspert wskazuje jednak kilka sytuacji, które martwią zarówno wynajmujących jak i inwestorów.

„Lepszy wierny lokator za niższą stawkę niż ryzyko podpisywania droższej umowy z kimś niesprawdzonym”

Eksperci rynku nieruchomości nazywają sytuacje lipcowe „maratonem z aneksami”. To właśnie w lipcu, a czasem nawet w czerwcu, podpisywane są aneksy na wynajem mieszkań na kolejne sezony. Data ta wiąże się z faktem, że wiele umów na wynajem zaczyna się we wrześniu lub w październiku. Podpisywane aneksy dotyczą przedłużania lub nieprzedłużenia wynajmu nieruchomości. Wynajmującym są także proponowane nowe ceny wynajmu.

To w lipcu zwykle jasne staje się jak wygląda sytuacja na rynku mieszkań na wynajem. Ile mieszkań wraca do zasobu, ile nowych inwestycji trafia na rynek oraz jaki jest popyt i podaż na rynku. Zwykle to także w lipcu i sierpniu rozdzwaniają się telefony od osób, które poszukują mieszkań na wynajem.

– Ceny mieszkań na wynajem od osób posiadających zwykle jedno-dwa-trzy mieszkania nie wzrastają. Obserwujemy zatrzymanie cen lub korekty o zaledwie kilka procent. Osoby posiadające mniejszy zasób zdecydowanie bardziej cenią sobie kontynuację współpracy ze znanymi sobie klientami niż podnoszenie cen do zaporowych poziomów, a następnie szukanie kolejnych wynajmujących – mówi Mirosław Król.

Czy to znaczy, że ceny się zatrzymują? Nie. Nawet jeżeli właściciel mieszkania nie podnosi cen to bardzo często rosną koszty mediów czy czynszu.

– Spotkałem się z sytuacją, gdzie w ciągu roku czynsz w mieszkaniu na wynajem wzrósł dwukrotnie o 300 złotych. To łącznie zmienia mocno sytuację wynajmującego. Spodziewam się, że takich sytuacji jest wiele i może to wpływać na korekty kosztów wynajmu – przyznaje Król.

Zmiany cen wynajmów mają też miejsce, gdy administratorem mieszkania na wynajem jest firma zajmująca się tzw. „najmem instytucjonalnym”.

– Tutaj zwykle aneks do umowy kończy się podwyżką, choćby to miało być 100 czy 200 złotych miesięcznie. Zmiana ceny wynika tutaj z faktu, że po prostu koszty komercyjnej obsługi najmu też rosną – mówi Mirosław Król.

Studenci i młode osoby wciąż najważniejsze na rynku wynajmów

Jak wygląda sytuacja na rynku nieruchomości w lipcu 2025 roku w zakresie mieszkań na wynajem? Eksperci mówią o nieco niższym popycie, a jednocześnie większej podaży.

Na rynku jest podobna liczba studentów wynajmujących mieszkania, ale spada ilość pracowników decydujących się na wynajmy. To kwesta faktu, że mniej jest pracowników z Ukrainy, którzy przyjeżdżają tu na krótszy czas. To także efekt większego zainteresowania zakupem mieszkania.

– Gdybyśmy podzielili strukturę rynku na studentów, pracowników sezonowych i zwykłe rodziny wynajmujące, to najsilniejszym ogniwem pozostają studenci oraz młodzi najemcy bez zdolności kredytowej na rynku komercyjnym. Spada udział pracowników sezonowych czy grup zorganizowanych dla których wynajmuje się mieszkania w kontekście zawodowym – mówi Mirosław Król.

Na rynku jest także większa podaż mieszkań czy apartamentów.

– Deweloperzy oddają kolejne nieruchomości, a gdy ich sprzedaż jest niesatysfakcjonująca to decydują się na wynajem. Tutaj umowy zawierane są na pół roku, dziewięć miesięcy lub rok, a ceny potrafią być konkurencyjne, co sprawia, że czasem nowe mieszkanie można wynająć niewiele drożej niż mieszkanie na rynku wtórnym – mówi Mirosław Król.

Ekspert zaznacza jednocześnie, że trudno jest na ten mówić horyzontalnie o sytuacji na rynku nieruchomości w największych miastach. Ta znana będzie we wrześniu, gdy wiele umów będzie rozwiązanych lub właśnie na nowo podpisywanych.

Aleksander Solski nowym Członkiem Zarządu ds. Finansowych Grupy Selena

Rada Nadzorcza w dniu 15 lipca 2025r. podjęła uchwałę powołującą z dniem 1 września br. Aleksandra Solskiego na Członka Zarządu ds. finansowych (CFO). Nowy Członek Zarządu Spółki będzie odpowiedzialny za globalne zarządzanie obszarem finansowym Grupy Selena.

Aleksander Solski to doświadczony manager, który swoją szeroką wiedzę i praktykę zdobywał pełniąc kluczowe role w zespołach finansowych, głównie w branży FMCG. Przez ponad 20 lat był związany z międzynarodowym koncernem Unilever (sektor FMCG), awansując w strukturach firmy do stanowiska Vice President Finance na region Europy Wschodniej, w skład którego wchodziło 20 rynków.

We wcześniejszych latach kariery, w ramach Unilever pełnił wiele różnych funkcji w dziale finansów, m.in. dyrektora finansów w Polsce oraz w Czechach i na Słowacji. Pracował również ponad 3 lata w centrali firmy w Londynie, w dziale raportowania finansowego grupy.

Poza sektorem FMCG, Aleksander Solski zdobywał również doświadczenie w branży motoryzacyjnej, pracując we Francji dla spółki Valeo oraz joint-venture Valeo-Plastic Omnium.

Jest absolwentem Ecole Supérieure de Commerce de Clermont-Ferrand (Francja) oraz kierunku Finanse i Bankowość Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Jest również członkiem Chartered Institute of Management Accountants® (CIMA), międzynarodowej organizacji zrzeszającej profesjonalistów z zakresu rachunkowości zarządczej. Posiada profesjonalną kwalifikację CGMA (Chartered Global Management Accountant).

SOLO Workout pozyskuje 15 mln zł na cyfryzację siłowni – inwestorem Maciej Zientara

Startup technologiczny SOLO Workout pozyskał 15 mln zł na rozwój unikalnej technologii cyfryzującej trening siłowy oraz na ekspansję na rynki zagraniczne. Rundzie inwestycyjnej o wartości 4,5 mln zł przewodzi Maciej Zientara, założyciel i partner zarządzający Supernova Group, a 10,5 mln zł pochodzi z programu PARP w ramach ścieżki SMART.

Technologia, która zmienia analogowe siłownie w cyfrowe centra danych

SOLO Workout to nowoczesny system, który zamienia tradycyjne maszyny siłowe w inteligentne urządzenia. Dzięki opatentowanym czujnikom i platformie chmurowej, system śledzi i analizuje każdy trening – liczba powtórzeń, obciążenie, tempo, zakres i fazy ruchu są rejestrowane w czasie rzeczywistym. Użytkownik otrzymuje precyzyjne dane, a sztuczna inteligencja wspiera go podczas ćwiczeń – jak osobisty trener, ale bez konieczności stałej obecności specjalisty.

Klientami startupu są sieci fitness, operatorzy siłowni, producenci sprzętu, integratorzy systemów oraz centra rehabilitacji, które dzięki technologii SOLO mogą modernizować sprzęt niskim kosztem, zwiększać jakość usług i lepiej zarządzać klubami.

Inwestycja w globalną skalę i rozwój trenera AI

Pozyskane środki zostaną przeznaczone na:

  • rozwój głosowego trenera AI w czasie rzeczywistym (SOLO AI Coach),
  • wejście na rynki USA i Niemiec poprzez pilotaże i sieć dystrybucji,
  • rozbudowę zespołu inżynierskiego i sprzedażowego,
  • działania marketingowe i obecność na międzynarodowych targach branżowych (np. IHRSA, FIBO).

– Naszą wizją jest stworzenie inteligentnego, dostępnego dla każdego systemu treningowego, który łączy dane, technologię i sztuczną inteligencję. Tradycyjne siłownie są analogowe – my je cyfryzujemy. Ta runda pozwoli nam wejść na rynek USA i rozwinąć nasz główny atut: trenera AI w czasie rzeczywistym, który prowadzi użytkownika przez cały trening – mówi Rafał Kasperowicz, CEO SOLO Workout.

Dane to przyszłość branży fitness

Unikalność technologii SOLO Workout polega na tym, że system działa z dowolnymi maszynami siłowymi – niezależnie od producenta. To jedyne na świecie rozwiązanie retrofit, które automatycznie i precyzyjnie identyfikuje ciężar, bez kabli i z możliwością łatwej integracji (SDK/API). W przyszłości kluczową wartością firmy będą zgromadzone dane treningowe, które mogą odmienić sposób planowania, prowadzenia i analizowania treningów siłowych.

Za startupem stoi doświadczony zespół:

  • Rafał Kasperowicz (CEO) – doktor nauk ekonomicznych z ponad 20-letnim doświadczeniem w budowaniu i skalowaniu firm technologicznych,
  • Mateusz Semegen (CTO) – inżynier oprogramowania, elektronik, współautor opatentowanych rozwiązań technologicznych SOLO Workout.

Specustawa mieszkaniowa i jej wpływ na rozwój infrastruktury społecznej – zdaniem deweloperów

O połowę więcej miejsc postojowych od liczby mieszkań ma powstawać w inwestycjach realizowanych w ramach specustawy mieszkaniowej. To efekt usunięcia przez Sejm zapisu przywracającego samorządom prawo do ustalania lokalnych standardów parkingowych. Krok wstecz dla miast, samorządów i budownictwa mieszkaniowego.

Budowa dużych osiedli mieszkaniowych zakładających powstanie nowych szkół, przedszkoli czy ogólnodostępnych terenów zielonych, które miałyby być przekazywane samorządom, jest skutecznie blokowana już od dwóch lat. W samej Warszawie wartość zamrożonych środków sięga 700 mln zł – tyle prywatnego kapitału miało zostać przeznaczone w darowiźnie na inwestycje w ramach zgody na zabudowę.

Centralny normatyw – lokalne problemy

Źródłem tego impasu są przepisy specustawy mieszkaniowej, a dokładnie nowelizacja z maja 2023 r., która wprowadziła minimalny współczynnik parkingowy na poziomie 1,5 miejsca postojowego na mieszkanie – bez względu na lokalizację inwestycji i bez względu na regulacje samorządu lokalnego. Nowe przepisy zablokowały gminom możliwość dostosowywania liczby miejsc parkingowych do lokalnych uwarunkowań, takich jak np. dostęp do transportu publicznego. Tymczasem taka elastyczność pozostaje standardem w miejscowych planach i decyzjach o warunkach zabudowy.

– Jednym z fundamentów tzw. władztwa planistycznego gmin jest właśnie swoboda kształtowania polityki parkingowej. Uchwalona w 2018 r. specustawa dawała radom gmin uprawnienie do ustalania Lokalnych Standardów Urbanistycznych, w tym również miejskich wskaźników parkingowych. W 2023 r. popełniono błąd, ograniczając te kompetencje – mówi Maciej Wandzel, prezes Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

W rezultacie samorządy muszą dziś narzucać inwestorom przeskalowane wymogi, które znacząco podnoszą koszty inwestycji i utrudniają możliwość realizacji zrównoważonych projektów mieszkaniowych. Dotyczy to lokalizacji, w których wymogi te są zupełnie zbędne. W miejscach dużej koncentracji komunikacji publicznej nie ma ani potrzeby, ani popytu na dodatkowe garaże. Wskaźniki 0,8 – 1,0 są tam wystarczające.

Nieskuteczna naprawa

Po wejściu w życie przepisów podejmowano próby ich naprawy. Ostatnia pojawiła się w projekcie ustawy o społecznych formach mieszkalnictwa (tzw. ustawa o TBS), złożonym przez ministra Krzysztofa Kukuckiego (Lewica) 8 kwietnia 2024 r. Projekt był szeroko konsultowany – zarówno w rządzie, jak i ze stroną społeczną.

Choć polityczne spory dotyczyły głównie kwestii dopłat i wykupu mieszkań, przepis uchylający sztywny współczynnik parkingowy (art. 10) nie budził zastrzeżeń, również ze strony Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej, kierowanego przez minister Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz.

Jednak na ostatnim posiedzeniu Sejmu, m.in. głosami posłów PiS, Konfederacji i Polski 2050, przyjęto poprawkę usuwającą ten przepis z projektu rządowego – mimo że miał on poparcie środowisk samorządowych, urbanistów i inwestorów. Ustawa trafiła teraz do Senatu.

Utracone korzyści społeczne

Specustawa mieszkaniowa to narzędzie szczególnie ważne w dużych miastach, gdzie brakuje miejscowych planów zagospodarowania. Dotyczy głównie trudnych terenów – poprzemysłowych, pokolejowych, po starych biurach i galeriach handlowych. Daje samorządom narzędzie negocjacyjne: w zamian za zgodę na inwestycję mogą uzyskać finansowanie szkół, przedszkoli, parków czy dróg.

Wskaźnik parkingowy 1,5 miejsca na mieszkanie często jednak uniemożliwia realizację tych projektów – koszt jednego miejsca w garażu podziemnym to nawet 100 tys. zł. W efekcie realizowane w ten sposób mieszkania byłyby zbyt drogie, by znalazły nabywców.

– Specustawa mieszkaniowa, mimo początkowych kontrowersji, przyniosła realne korzyści dla miast, które nauczyły się z niej korzystać. Dzięki niej samorządy mogły uzyskać od inwestorów znaczne darowizny na cele publiczne – podkreśla Maciej Wandzel.

PZFD przygotował zestawienie inwestycji w Warszawie i Wrocławiu, przewidujących budowę lub modernizację szkół czy przedszkoli, tworzenie parków oraz inwestycje w infrastrukturę drogową (dostępne na stronie internetowej PZFD).

Konkretny przykład: Mokotów i 81 mln zł

Inwestycja Echo Investment na warszawskim Mokotowie to 81 mln zł przekazanych miastu. Powstała tam nowa szkoła podstawowa (otwarcie 1 września 2025 r.), park i infrastruktura drogowa. Projekt powstał przy wskaźniku 0,8 miejsca na mieszkanie. Gdyby musiał spełnić normę 1,5 – nie byłby możliwy.

Warszawa szacuje, że do końca obowiązywania specustawy (2026 r.) mogłoby powstać jeszcze 20 tys. mieszkań w 40 projektach – w tym 6 szkół podstawowych, szkoła specjalna, przedszkola, remonty szkół i odnowione 20 ha parków. Część z tych inwestycji stoi dziś pod znakiem zapytania z powodu nieelastycznych przepisów parkingowych.

– Najbardziej jaskrawym przykładem jest projekt firmy Spectra przy ul. Radzymińskiej – osiedle zaprojektowane na terenach po byłych zakładach tłuszczowych, ze szkołą dla 400 (docelowo 600) dzieci, rewitalizacją parku i przebudową dróg. Inwestycja, zgodna z decyzją środowiskową i uchwałą Rady Warszawy, zakładała współczynnik parkingowy 0,85 i przylega do stacji kolejki miejskiej. Od roku czeka na zmianę przepisów. W świetle decyzji Sejmu może w ogóle nie powstać w projektowanym kształcie – uważa prezes PZFD.

Jeszcze nie jest za późno

Poprawka zawarta w projekcie ustawy o TBS przywracała gminom możliwość ustalania wskaźników parkingowych – nie znosiła obowiązku ich zapewnienia, a jedynie znosiła centralne minimum, pozwalając samorządom działać elastycznie i racjonalnie.

– Sytuację można jeszcze uratować w toku dalszych prac legislacyjnych. Potrzebne jest rozwiązanie zdroworozsądkowe – pozostawiające współczynnik, ale umożliwiające jego modyfikację przez uchwały Rad Gmin. To przywróci równowagę między potrzebami mieszkańców, samorządów i inwestorów – podsumowuje prezes PZFD Maciej Wandzel.

DeepSeek na cenzurowanym. Europa reaguje, Polska czeka. Ekspert: Użytkownicy powinni zachować ostrożność

Chińska aplikacja AI DeepSeek znalazła się pod lupą europejskich regulatorów z powodu obaw o prywatność i bezpieczeństwo danych. W kilku krajach wprowadzono już konkretne ograniczenia. Polska na razie przygląda się sprawie i nie podejmuje formalnych kroków. Tymczasem z danych ESET i DAGMA Bezpieczeństwo IT wynika, że aż 66% pracowników w Polsce korzysta ze służbowych urządzeń do celów prywatnych[1] – co może zwiększać ryzyko niekontrolowanego obiegu informacji.

Jak donoszą media, Czechy zakazały korzystania z produktów i usług chińskiej firmy DeepSeek na urządzeniach administracji publicznej. Decyzja ta jest następstwem ostrzeżenia wysokiego ryzyka, jakie wydała czeska agencja ds. cyberbezpieczeństwa NÚKIB[2]. Zastrzeżenia dotyczą m.in. przekazywania danych, możliwości identyfikacji użytkowników oraz potencjalnego dostępu do informacji przez państwo chińskie. Ostrzeżenie, mające charakter prawnie wiążący w sektorze infrastruktury krytycznej, zostało oparte na analizie zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego.

Do podobnych działań przystępują inne kraje europejskie. Niemiecki inspektor ochrony danych wezwał Apple i Google do usunięcia DeepSeek ze sklepów, wskazując na naruszenia unijnych regulacji o ochronie danych osobowych[3]. Włochy zablokowały dostępność aplikacji DeepSeek w swoich sklepach z aplikacjami. Holandia wprowadziła zakaz używania jej na urządzeniach administracji publicznej. Belgia zaleciła urzędnikom, by nie korzystali z tego narzędzia, Hiszpania prowadzi postępowanie wyjaśniające, a Wielka Brytania ograniczyła się do monitorowania sytuacji.

W Polsce Urząd Ochrony Danych Osobowych już w lutym br. wydał ostrzeżenie, wskazując na potencjalne zagrożenia związane z gromadzeniem danych przez DeepSeek oraz brak gwarancji ich odpowiedniej ochrony[4]. Równolegle wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski oświadczył, że rząd nie planuje blokowania tego typu usług, choć nie wykluczył reakcji w przypadku potwierdzenia zagrożeń[5]. Od tego czasu nie pojawiły się jednak żadne nowe rekomendacje ani decyzje.

Sytuację komentuje Kamil Sadkowski, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa, ESET:

Zgodnie z polityką prywatności DeepSeek, dane użytkowników są przechowywane na serwerach w Chinach. Może to obejmować historię rozmów, pliki audio, prompty oraz wszelkie załączniki – np. obrazy czy dokumenty PDF. Osoby decydujące się na korzystanie z aplikacji powinny unikać przesyłania prywatnych lub wrażliwych informacji, zarówno osobistych, jak i zawodowych. Warto pamiętać, że nawet pozornie błahe pytania dotyczące zdrowia, polityki czy codziennych problemów mogą zostać ujawnione. Choć wydaje się to powtarzalną przestrogą, ostrożność przy udostępnianiu danych osobowych obowiązuje na każdej platformie – dotyczy to również ChatGPT. Jednak fakt, że DeepSeek przechowuje dane w Chinach, budzi dodatkowe pytania o to, w jaki sposób mogą być one wykorzystywane lub monitorowane bez zgody użytkowników.

Połączenie wysokiej dostępności z zaawansowaną funkcjonalnością wiąże się także z nowymi zagrożeniami. W przeciwieństwie do zamkniętych modeli, model rozumowania DeepSeek, R1, oferuje większą dostępność, ale jednocześnie jest bardziej podatny na manipulacje. Cyberprzestępcy i grupy sponsorowane przez państwa mogą wykorzystywać jego zdolności do optymalizacji złośliwego kodu, tworzenia niebezpiecznych narzędzi czy generowania niekontrolowanych treści deepfake. W ostatecznym rozrachunku tego typu technologie mogą posłużyć do manipulacji opinią publiczną i wpływania na postawy polityczne w sposób trudny do wykrycia – podobnie jak media społecznościowe, w nieodpowiednich rękach mogą stać się narzędziem rażenia na masową skalę.

Warto zauważyć, że w Polsce – mimo ostrzeżenia wydanego przez UODO na początku roku – nie wprowadzono dotąd żadnych formalnych ograniczeń dotyczących korzystania z DeepSeek. Brak regulacji nie oznacza jednak braku zagrożeń. Użytkownicy, zwłaszcza pracownicy administracji publicznej i sektora prywatnego, powinni mieć świadomość, że korzystając z narzędzi AI, mogą nieświadomie narazić na ryzyko nie tylko swoje dane, ale również informacje dotyczące organizacji, w których pracują. Kluczowa staje się zatem edukacja cyfrowa i budowanie kultury ostrożności – zwłaszcza przy korzystaniu z takich narzędzi na służbowych komputerach lub z użyciem danych związanych z pracą. Warto w tym kontekście przypomnieć, że aż 66% pracowników w Polsce – według badania ESET i DAGMA bezpieczeństwo IT[6] – przyznało, że wykorzystuje służbowy sprzęt do celów prywatnych. To zjawisko zwiększa ryzyko niekontrolowanego przepływu danych i powinno skłaniać firmy oraz instytucje do aktywnego informowania swoich zespołów o zasadach bezpiecznego korzystania z nowych technologii.

[1] https://in.eset.pl/cyberportret-polskiego-biznesu

[2] https://nukib.gov.cz/cs/infoservis/aktuality/2279-nukib-vydal-varovani-pred-nekterymi-produkty-spolecnosti-deepseek/

[3] https://www.reuters.com/sustainability/boards-policy-regulation/deepseek-faces-expulsion-app-stores-germany-2025-06-27/

[4] https://uodo.gov.pl/pl/138/3550

[5] https://www.pap.pl/aktualnosci/deepseek-w-instytucjach-rzadowych-gawkowski-nie-rozmawiamy-o-zakazie-korzystania

[6] https://in.eset.pl/cyberportret-polskiego-biznesu

MŚP generują niemal połowę miejsc pracy oraz dominują w polskim PKB

Małe i średnie firmy stanowią trzon polskiej gospodarki. Najnowszy raport PARP pokazuje, że to one generują największą część polskiego PKB i tworzą niemal połowę miejsc pracy. Choć globalna sytuacja gospodarcza nie sprzyja przedsiębiorczości, sektor MŚP skutecznie się broni.

Według „Raportu o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce 2025” firmy działające w naszym kraju generują blisko trzy czwarte polskiego PKB (74,1%). Największy wkład mają MŚP, które wytwarzają blisko co drugą złotówkę (46,6% PKB − dane za 2022 r.). Na podium całego sektora znalazły się mikroprzedsiębiorstwa – to one dominują w generowaniu PKB (27,9%). Ich udział w strukturze wszystkich firm wynosi aż 97,2%.

Polskie mikroprzedsiębiorstwa charakteryzuje pozytywny trend rozwojowy: w ciągu ostatnich lat rośnie ich liczba, przychody i liczba pracujących. W MŚP pracuje łącznie 6,9 mln osób, z czego ponad 4,3 mln w mikroprzedsiębiorstwach. To te podmioty tworzą aż 42,2% miejsc pracy w całym sektorze MŚP.

– Małe i średnie przedsiębiorstwa to siła napędowa polskiej gospodarki i jej największy potencjał rozwojowy w obliczu globalnych wyzwań. W obecnej sytuacji nie mamy innego wyjścia, musimy postawić na innowacyjność, elastyczność rozwiązań i odwagę w ich realizacji – cechy, które polscy przedsiębiorcy mają w swoim DNA. Dzięki środkom unijnym oraz systemowemu wsparciu chcemy wspierać polskie MŚP, by mogły ugruntować swoją pozycję na rynku polskim i w większym niż dotychczas stopniu rozwijać się na rynkach międzynarodowych – mówi prezes PARP Katarzyna Duber-Stachurska.

Sektor MŚP w liczbach

W ostatnich dziesięciu latach liczba nowo powstających firm utrzymuje się – mimo okresowych, niewielkich spadków – na stabilnym poziomie. Obserwujemy natomiast wyraźny spadek liczby wyrejestrowań.

Od wielu lat liczba przedsiębiorstw nowo powstałych przewyższa liczbę likwidowanych. Nie inaczej było w 2024 r., kiedy zarejestrowano 378 tys. nowych przedsiębiorstw, a wykreślono 220 tys. (mniej o odpowiednio: 7 i 5 tys. w porównaniu z 2023 r.).

– Przewaga liczby nowo powstałych firm nad likwidowanymi może świadczyć o dużej aktywności gospodarczej Polaków i o ich gotowości do podejmowania ryzyka mimo mało przyjaznego otoczenia geopolitycznego. To pokazuje, że sektor MŚP wciąż ma ogromny potencjał wzrostu, szczególnie jeśli będzie odpowiednio wspierany – stwierdza Robert Zakrzewski, współautor raportu.

Spośród przedsiębiorstw zarejestrowanych w 2023 r. pierwszy rok działalności przetrwało w Polsce 59% firm – o 8 punktów procentowych mniej niż w poprzednim pomiarze. Najwięcej przedsiębiorstw upada w pierwszym roku działalności. W kolejnych latach wskaźnik przeżycia jest wyższy. Analiza rodzajów działalności pokazuje, że wśród firm działających na rynku 5 lat (powstałych w 2019 r. i funkcjonujących nadal w 2024 r.) najwyższą przeżywalnością charakteryzują się sekcje: opieka zdrowotna i pomoc społeczna (98,8%), a także kultura, rozrywka i rekreacja oraz informacja i komunikacja (po 98,7%).

W 2023 roku najwięcej firm w przeliczeniu na 1000 mieszkańców powstało w województwie mazowieckim (11,6), pomorskim (9,1), małopolskim (8,6) i dolnośląskim (8,5). Najmniej natomiast – w województwie opolskim (4,9), świętokrzyskim (5,5), warmińsko-mazurskim (5,6) i podkarpackim (5,8).

Ekoinnowacyjność? Nadrabiamy zaległości

Raport PARP pokazuje, że w Polsce mierzymy się ze stosunkowo niską świadomością społeczeństwa w zakresie dążenia do neutralności klimatycznej czy korzyści płynących z działań na rzecz zielonej transformacji.

Europejski Indeks Ekoinnowacyjności każdego roku prezentuje osiągnięcia krajów członkowskich w stosunku do średniej UE i dzieli gospodarki narodowe na trzy grupy: nadrabiających zaległości, przeciętnych ekoinnowatorów oraz liderów. W 2024 r. Polska osiągnęła 69,7 pkt przy średniej UE na poziomie 127,5 pkt, co oznacza, że pozostajemy w grupie krajów nadrabiających zaległości.

Warto jednak zwrócić uwagę na dwa obszary, które istotnie zyskują na znaczeniu i mogą być postrzegane jako zwiastun zmiany w dobrym kierunku. W ubiegłym roku 37% polskich firm podejmowało działania z zakresu gospodarki cyrkularnej (recycling poprzez ponowne wykorzystanie materiałów lub odpadów). W 2021 r. było to niespełna 1/3 firm, a jeszcze wcześniej, w 2017 r. – 1/4. Kolejną pozytywną zmianą jest oszczędzanie energii – w 2024 r. działania w tym zakresie wskazywało 64% respondentów. Oznacza to wzrost o 7 p.p. w porównaniu do 2021 r. (57%), co zbliża nas do średniej unijnej wynoszącej 66%.

Firmy w UE i w Polsce zdecydowanie oczekują wsparcia publicznego na przestawienie się na działalność prośrodowiskową, przede wszystkim w formie grantów lub dotacji – taką opinię wyraziło 40% polskich MŚP i podobny odsetek unijnych (37%).

Rynek biurowy w regionach Polski – podsumowanie II kwartału 2025

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała dane dotyczące rynku powierzchni biurowych na ośmiu głównych rynkach regionalnych w Polsce (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin) za drugi kwartał 2025 roku. Źródłem informacji są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (Avison Young, Axi Immo, BNP Paribas Real Estate Poland, CBRE, Colliers, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark, Savills), a podsumowanie dotyczy istniejących zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych obiektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec drugiego kwartału 2025 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych wyniosły 6 747 000 mkw. Niezmiennie największymi rynkami biurowymi w Polsce (po Warszawie) pozostawały Kraków (1 834 700 mkw.), Wrocław (1 355 100 mkw.) oraz Trójmiasto (1 067 000 mkw.).

W drugim kwartale 2025 roku nie odnotowano ukończenia budowy żadnego biurowca o powierzchni przynajmniej 1000 mkw. przeznaczonego na wynajem komercyjny.

Na koniec czerwca 2025 roku na ośmiu głównych rynkach regionalnych do wynajęcia od zaraz oferowano około 1 179 200 mkw. powierzchni biurowej, co odpowiada współczynnikowi pustostanów na poziomie 17,5% (bez zmian w stosunku do poprzedniego kwartału, natomiast spadek o 0,2 pp. względem drugiego kwartału 2024 roku). Najwyższy wskaźnik niewynajętej powierzchni odnotowano w Katowicach – 22,7%, a najniższy w Szczecinie – 7,3%.

Całkowity wolumen transakcji najmu zarejestrowanych w drugim kwartale 2025 roku wyniósł 217 400 mkw., co jest wynikiem o 28% wyższym względem ubiegłego kwartału oraz o 51% wyższym względem analogicznego kwartału 2024 roku. Najwięcej powierzchni biurowej zostało wynajęte w Krakowie (122 600 mkw.), Wrocławiu (36 900 mkw.) oraz Trójmieście (27 000 mkw.).

W drugim kwartale 2025 roku odnowienia obecnych umów najmu miały największy udział w wolumenie transakcji i stanowiły 65 proc. Nowe umowy (w tym umowy przednajmu) stanowiły 30%, ekspansje 4%, natomiast powierzchnie użytkowane na potrzeby właścicieli budynków – 1% całkowitej aktywności najemców.

Wśród największych transakcji zawartych w drugim kwartale 2025 roku znalazły się przedłużenia umów najmu w Krakowie: firmy Shell w kompleksie DOT Office (22 900 mkw.), Motorola Solutions w kompleksie Green Office (17 100 mkw.) oraz Aptiv w biurowcu Enterprise Park A (14 300 mkw).

Sezonowość na rynku pracy: rośnie zapotrzebowanie i oczekiwania płacowe

Praca sezonowa przeciętnemu Polakowi kojarzy się z hostessą na plaży rozdającą darmowe napoje, ewentualnie z ratownikiem czy zbiorami owoców. Nic bardziej mylnego – jest wiele branż, których woluminy produkcji są podzielone na piki sezonowe i nie jest to wbrew pozorom tylko okres letni. Takim pikiem jest na pewno okres przed długim weekendem majowym, po którym następują wakacje i faktycznie – to tradycyjnie okres, kiedy studenci mogą dorobić zatrudniając się głównie w branży HoReCa, bo wtedy hotele i gastronomia potrzebują dodatkowych rąk do pracy.

Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wykazuje wręcz sztywną sezonowość. W przypadku umowy o pracę, najczęściej obserwuje się wzrost w okresie wiosennym i jesiennym, natomiast lipiec i sierpień są okresem mniejszego wzrostu lub stagnacji, ponieważ większość osób udaje się na co najmniej 2-tygodniowy urlop wypoczynkowy, a osoby posiadające małe dzieci nawet na dłuższe. Ale rynek pracy to nie tylko umowa o pracę.

Sezonowe zatrudnienie to forma pracy, która wyróżnia się kilkoma charakterystycznymi cechami, istotnymi zarówno dla pracowników, jak i pracodawców: przede wszystkim ograniczonym czasem trwania. Stosunek pracy trwa przez określoną część roku – zazwyczaj od kilku tygodni do maksymalnie 9 miesięcy w roku, zależnie od specyfiki branży i okresu zwiększonego zapotrzebowania na pracowników i jak nazwa wskazuje – jest związana z konkretnym sezonem lub warunkami atmosferycznymi. Występuje najczęściej w okresach wzmożonej aktywności, np. podczas wakacji, ferii, zbiorów rolnych czy okresów świątecznych w handlu.

Największe zapotrzebowanie na pracowników sezonowych występuje zwykle w rolnictwie, w 2025 roku zapotrzebowanie na pracowników sezonowych jest o około 20% wyższe niż rok temu. Udział gastronomii i turystyki systematycznie rośnie, a od czasów post pandemicznych zauważamy 30 % wzrost zapotrzebowania na pracowników w branży logistyczno-magazynowej. Znaczna część pracowników sezonowych w Polsce to cudzoziemcy, i już nie z Ukrainy, bo Ci szukają w Polsce pracy na stałe. Sezonowo pracują głównie osoby z Białorusi, Gruzji oraz od niedawna coraz częściej – z Indii i Nepalu. Średni profil takiego pracownika to kobieta w wieku 20-40 lat i mężczyzna w wieku 34-45 lat, średni czas umowy to 3-6 miesięcy, a dla pracowników spoza UE – 6 do 20 miesięcy. – komentuje Anna Dzhobolda, dyrektorka departamentu rekrutacji międzynarodowych Gremi Personal.

Branże szczególnie podatne na sezonowość to przede wszystkim rolnictwo (zbiory owoców i warzyw, prace polowe, sadzenie i pielęgnacja roślin), turystyka, gastronomia i hotelarstwo (praca w hotelach, pensjonatach, restauracjach, kempingach, ośrodkach wypoczynkowych jako kelner, recepcjonista czy barman), handel detaliczny (obsługa klientów w sklepach, prace magazynowe, inwentaryzacje, sprzedaż świąteczna), przetwórstwo (produkcja i pakowanie żywności, przetwórstwo mięsa, warzyw i owoców), rozrywka (organizacji festiwali, koncertów, obsługa atrakcji w parkach rozrywki), ale także logistyka i firmy kurierskie oraz budownictwo. Najczęściej stosowane są umowy cywilnoprawne (umowa zlecenie, umowa o dzieło) lub umowy na czas określony. Praca sezonowa jest szczególnie popularna wśród młodzieży, studentów oraz osób chcących dorobić, czyli głównie emigrantów zarobkowych i jest dostępna dla wszystkich grup wiekowych. Charakterystyczne dla tego typu pracy jest to, że praca jest tymczasowa, często fizyczna oraz wymaga dyspozycyjności w określonych miesiącach roku.

Wzrastają oczekiwania płacowe pracowników sezonowych, przy jednoczesnym spadku ich wydajności. Największą bolączką w tym sektorze jest ogromna rotacja personelu, a szybkie znalezienie pracowników „na cito” jest praktycznie niemożliwe, nawet przy podnoszeniu stawek. Wzrasta zainteresowanie pracownikami z krajów azjatyckich (Bangladesz, Filipiny, Indie, Nepal) oraz Ameryki Południowej (Kolumbia) jednak proces ich zatrudniania i asymilacji jest trudny. Strategie pracodawców na przyciągnięcie pracowników są różne, najbardziej typowa to oczywiście podbicie stawek – w tym roku jest to wzrost stawek godzinowych nawet o 3 zł netto w porównaniu do poprzedniego roku czyli 30,50 zł brutto. Pracodawcy oferują nocleg i wyżywienie podczas pracy, które stają się standardem w branży już nie są żadnym „benefitem”. Coraz rzadziej też stosowane jest rozliczenie akordowe (płatność od zebranych kilogramów), które jest mniej atrakcyjne dla pracowników. – dodaje Dzhobolda.

Od 1 czerwca 2025 r. wprowadzono nowe zasady zatrudniania cudzoziemców, które dopuszczają elastyczność do 299 godzin miesięcznie w wybranych sektorach. Oznacza to, że np. w rolnictwie można stosować bardziej elastyczne godziny pracy, ale stawka minimalna pozostaje na poziomie ustawowym.

Wizz Air wycofuje się z połączeń z Polski do Abu Zabi – koniec tanich lotów z Katowic, Krakowa i Warszawy

Wizz Air ogłosił, że wycofuje się z bezpośrednich lotów między Polską a Abu Zabi. Połączenia obsługiwane przez spółkę-córkę Wizz Air Abu Dhabi, realizowane z Katowic, Krakowa oraz przez pewien czas również z Warszawy, przestaną istnieć po 31 lipca 2025 roku. Zamknięcie bazy w Abu Zabi oznacza zakończenie atrakcyjnej i przystępnej cenowo oferty dla podróżnych zmierzających do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Decyzja ta jest efektem wyzwań finansowych oraz rosnącej konkurencji na rynku Bliskiego Wschodu.

Skąd i kiedy znikną loty do Abu Zabi

Pierwsze rejsy z Polski do Abu Zabi zostały uruchomione jesienią 2021 roku, obejmując połączenia z Katowic i Krakowa, a także przez pewien czas z Warszawy. Loty odbywały się zwykle dwa razy w tygodniu, a sezonowo liczba kursów bywała zwiększana ze względu na popularność tych kierunków zarówno wśród turystów, jak i podróżujących służbowo.

Wizz Air podjął decyzję o całkowitym zamknięciu wszystkich tras do Abu Zabi. Pasażerowie, którzy mają bilety na loty zaplanowane po 31 lipca 2025 roku, mogą liczyć na zwrot pieniędzy lub możliwość zmiany daty podróży.

Przyczyny wycofania się Wizz Air z Abu Zabi

Kluczowym powodem likwidacji bazy operacyjnej w Abu Zabi są kłopoty z osiągnięciem satysfakcjonującej rentowności. Mimo początkowego zainteresowania, Wizz Air musiał stawić czoła silnej konkurencji ze strony lokalnych przewoźników oraz wysokim kosztom eksploatacji. Dodatkowo niestabilność rynku i zmienne warunki ekonomiczne na Bliskim Wschodzie wymusiły zakończenie działalności w tym regionie.

Jakie prawa mają pasażerowie po anulowaniu lotów

W obliczu likwidacji tras pasażerowie często pytają o swoje prawa. Eksperci z firmy AirCashBack przypominają, że zgodnie z przepisami UE osoby, które otrzymały informację o odwołaniu lotu co najmniej 14 dni przed planowanym terminem, mają prawo do zwrotu kosztów biletu lub zmiany rezerwacji na inny termin lub trasę.

Jeśli powiadomienie nastąpiło później, możliwe jest również uzyskanie dodatkowego odszkodowania, jeśli przewoźnik nie zaproponuje porównywalnej alternatywy. W przypadku tras długodystansowych, takich jak z Polski do Abu Zabi, odszkodowanie może wynieść do 600 euro. Pasażerowie startujący z Polski są chronieni przez unijne przepisy, nawet jeśli loty obsługiwane są przez przewoźnika spoza UE, jak Wizz Air Abu Dhabi.

Eksperci zachęcają, by dokładnie dokumentować całą korespondencję z linią lotniczą i nie zwlekać z ubieganiem się o zwroty oraz odszkodowania.

Niezrealizowane plany ekspansji Wizz Air

Niestety, niskie zapotrzebowanie, konkurencja lokalnych linii i zmienne warunki gospodarcze sprawiły, że projekt nie osiągnął zakładanych celów.

Część samolotów, które dotychczas operowały z Abu Zabi, zostanie przekierowana do baz Wizz Air w Europie, m.in. w Rumunii, Bułgarii oraz Polsce, gdzie zainteresowanie taniymi lotami pozostaje duże.

Inwestorzy reagują optymistycznie na decyzję USA o luzowaniu ograniczeń eksportowych dla Nvidia

Nvidia planuje wznowienie sprzedaży zaawansowanych układów H20 w Chinach, co oznacza istotną zmianę w dotychczasowej polityce handlowej Stanów Zjednoczonych wobec tego kraju. Firma uzyskała od amerykańskich władz zapewnienie o wydaniu niezbędnych zgód eksportowych, które wcześniej były blokowane w ramach restrykcji nałożonych przez administrację Donalda Trumpa. Nowa decyzja otwiera drogę do realizacji zamówień, które dotąd pozostawały w zawieszeniu, i może przynieść Nvidii miliardy dolarów dodatkowych przychodów jeszcze w tym roku.

Zmiana stanowiska Waszyngtonu jest zaskakująca, zwłaszcza że wcześniej administracja USA deklarowała, iż kwestie eksportu chipów H20 nie będą podlegały negocjacjom. Ruch ten wydaje się jednak wpisywać w szerszy kontekst polityczny i sygnalizować próbę ocieplenia napiętych relacji amerykańsko-chińskich. W kuluarach dyplomatycznych coraz częściej mówi się o możliwości zorganizowania jeszcze w tym roku spotkania prezydenta Donalda Trumpa z przewodniczącym Xi Jinpingiem, co może nadać nową dynamikę relacjom między dwoma największymi gospodarkami świata.

Decyzja o wznowieniu sprzedaży chipów H20 została pozytywnie przyjęta zarówno przez inwestorów, jak i przez rynek technologiczny. Akcje chińskich firm technologicznych, takich jak Alibaba, zyskały na wartości – notując wzrosty sięgające 6%. Wzrosły również kontrakty terminowe na Nasdaq, odzwierciedlając optymizm inwestorów wobec przyszłych wyników sektora AI. Ponowne otwarcie dostępu do najnowszych układów Nvidii stwarza duże możliwości dla chińskich firm pracujących nad rozwojem sztucznej inteligencji, takich jak Alibaba, Baidu czy DeepSeek, które dotąd musiały polegać na mniej zaawansowanych lub krajowych rozwiązaniach.

CEO Nvidii, Jensen Huang, wielokrotnie krytykował amerykańskie ograniczenia eksportowe, argumentując, że w praktyce wzmacniają one pozycję konkurentów – zwłaszcza Huawei – i ograniczają dostęp do rynku dla firm takich jak Nvidia. Jego stanowisko znajduje teraz odzwierciedlenie w zmianie kierunku polityki, która może przynieść korzyści zarówno firmie, jak i szerszemu rynkowi AI, w tym również graczom z USA, dzięki rozbudowie globalnego popytu.

Choć szczegóły i trwałość tej decyzji pozostają niejasne, jej potencjalny wpływ jest ogromny. Odblokowanie sprzedaży chipów H20 może nie tylko zrewolucjonizować krajobraz technologiczny w Chinach, ale również stać się punktem zwrotnym w polityce gospodarczej USA wobec Państwa Środka. Oznacza to istotne przetasowanie zarówno w światowej rywalizacji technologicznej, jak i w kształtowaniu przyszłych relacji między dwoma kluczowymi graczami globalnej sceny polityczno-ekonomicznej.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Exit tax, wealth tax i blokady – dlaczego zamożni uciekają z UE

Coraz więcej zamożnych Europejczyków nie tylko optymalizuje podatki. Właściwie to o podatki chodzi coraz mniej, bo te w Polsce wcale nie są tak wysokie. Polacy uciekają przed coraz ostrzejszymi regulacjami, exit tax i widmem podatku majątkowego. Anna Maria Panasiuk podkreśla, że ludzie nie pytają już „czy”, tylko „kiedy” i „jak” się zabezpieczyć. Dziś bowiem, wielu polityków europejskich coraz głośniej mówi: „Ci, którzy mają więcej, powinni oddać więcej”. Ale czy ta droga do równowagi, jest słuszna? A może wręcz nieskuteczna?

Pewne małżeństwo z sukcesem prowadziło życie za naszą zachodnią granicą – do czasu, gdy zaczęli dostrzegać, że wolność, również finansowa, staje się w Niemczech pojęciem względnym. O co dokładnie chodziło? O blokady podatkowe, które mają zniechęcać do opuszczania kraju, coraz wyższy exit tax oraz planowane podatki majątkowe, oparte na narracji wyrównywania szans. Wszystko to sprawiło, że przenieśli się do Polski. Ale to nie koniec. Dziś planują kolejny krok – wyjazd z Unii Europejskiej. Bojąc się zmian, które nadchodzą w całej Europie, pytają mnie nie o to „czy warto” się zabezpieczyć, ale „jak szybko” – mówi Anna Maria Panasiuk, wealth advisor.

Exit tax – podatek za samo wyjście

Coraz więcej państw europejskich – w tym Niemcy, Francja czy Norwegia – sięga po narzędzie, które jeszcze dekadę temu było niszowe i mało znane. Exit tax to podatek nakładany na niezrealizowane zyski kapitałowe w momencie zmiany rezydencji podatkowej. Oznacza to, że osoby posiadające udziały w firmach, akcje, instrumenty finansowe czy inne cenne aktywa mogą zostać objęte podatkiem, mimo że nie doszło jeszcze do ich sprzedaży. Sama decyzja o przeniesieniu się za granicę jest traktowana przez państwo jak realizacja zysku – a więc powód do opodatkowania. Najbardziej restrykcyjny kierunek obiera dziś Norwegia, która wprowadziła stawkę exit tax na poziomie 37 proc., a obowiązek podatkowy może ciążyć na podatniku nawet przez 5 lat po wyprowadzce. Również Niemcy wprowadzili mocno restrykcyjną blokadę dla wyprowadzki. Wyprowadzka podatkowa oznacza, że musisz w Niemczech opodatkować exit tax swój dom, który tam posiadasz.

W Niemczech z kolei pojawiają się już nie tylko formalne przepisy, ale także praktyczne blokady administracyjne – trudności z przeniesieniem firmy, opóźnienia w wydawaniu dokumentów czy też dokładne kontrole celowe – mówi Anna Maria Panasiuk. – W założeniu – chodzi o zatrzymanie odpływu majątku (i mieszkańców) poza granice kraju. W odczuciu przedsiębiorców, którzy ciężko pracują na swój majątek, to finansowe więzienie, które ma zniechęcać do emigracji lub wręcz ją uniemożliwiać. A przecież w UE obowiązuje swoboda przemieszczania się, która w takich wypadkach zacznie być fikcją.

Wealth tax – duch przeszłości wraca?

W związku z rosnącym długiem państw i kosztami przechodzenia na zieloną energię coraz częściej mówi się, że to najbogatsi powinni pokryć większą część tych wydatków. Koncepcja tzw. wealth tax nie jest jednak nowa. W Niemczech w 1952 roku wprowadzono tzw. Lastenausgleich, czyli 50-procentowy podatek od majątku netto, nałożony na osoby, których majątek przetrwał wojnę lub które zyskały na reformie walutowej. Według ekonomistów to obciążenie doprowadziło do zauważalnego spadku udziału najbogatszego 1 proc. społeczeństwa w całkowitym majątku Niemiec o około 3 punkty procentowe.

Podatek wealth tax jest bardzo popularny od wielu lat w Europie Zachodniej. Wiele krajów stosowało podatek, miał on jednak formę mniej uciążliwą niż się obecnie rozmawia. Rosnąca narracja o „sprawiedliwości społecznej” przynajmniej w Niemczech ma formę poważnej redystrybucji środków pomiędzy poszczególnymi grupami społecznymi z udziałem Państwa i aparatu Państwowego. Oczywiście oddać mają ci, którzy posiadają więcej. W czasach obecnej niepewności łatwo to hasło zdobywa poparcie społeczne. Tyle, że w cieniu tych idei rośnie niepokój, bo zbyt mocne sięganie po prywatny majątek może wywołać skutek odwrotny do zamierzonego. Już teraz mamy znaczny odpływ kapitału na rynek crypto, który nie tylko stanowi jedną z form inwestycyjnych, ale stanowi również swojego rodzaju zabezpieczenie aktywów posiadanych „poza systemem”. Nastroje nie są dobre, ja odbieram je w ten sposób, że kapitał nie jest spokojny o jego bezpieczeństwo, a to nie jest dobre długoterminowo dla gospodarki naszego kraju, ani Europy – twierdzi Anna Maria Panasiuk.

Czas na zabezpieczenie aktywów

W świecie, gdzie regulacje zmieniają się szybciej niż strategie inwestycyjne, jeden wniosek powtarza się jak mantra w rozmowach z klientami: „Zabezpiecz swój majątek, zanim zrobi to za ciebie państwo”. Coraz więcej family office i wealth managerów mówi wprost, że nie chodzi już tylko o optymalizację podatkową, ale o geopolityczną dywersyfikację. Trzeba myśleć szerzej, dalej, poza granice Unii, zanim te granice staną się zbyt trudne do przekroczenia.

Dziś, kiedy planujemy z klientami przyszłość, wyprowadzkę z Unii Europejskiej, padają takie kierunki jak: Szwajcaria, ZEA, czy Urugwaj. To nie są już tylko miejsca do życia. To punkty na mapie wolności kapitału. I właśnie tam tworzy się finansowa przyszłość ludzi, którzy nie chcą już tylko gromadzić pieniędzy, ale przede wszystkim je chronić – zaznacza Anna Maria Panasiuk.

Shein i ekspansja e-commerce napędzają rozwój rynku magazynowego we Wrocławiu

Ekspansja jednego z największych azjatyckich graczy e-commerce w rejonie Wrocławia może zapoczątkować nową falę inwestycji logistycznych z Dalekiego Wschodu. W ciągu zaledwie dwóch ostatnich lat Shein uruchomił aż dziewięć centrów magazynowych w aglomeracji. Dla innych azjatyckich platform, może być to wyraźny sygnał, że Dolny Śląsk jest sprawdzonym hub-em logistycznym do obsługi rynku europejskiego.

– Z myślą o kolejnych najemcach, w tym największych platformach e-commerce, w ubiegłym roku deweloperzy rozpoczęli w regionie kilka dużych projektów, również w formule spekulacyjnej – bez zawartych umów przednajmu, ale z założeniem szybkiego pojawienia się popytu. W efekcie tych decyzji na rynek wrocławski w 2024 roku trafiło 674 550 mkw. nowoczesnych hal produkcyjnych i magazynowych – drugi najwyższy wolumen nowej podaży w regionie po 2022 roku, a w pierwszym kwartale tego roku do użytku oddano kolejne 318 800 mkw. Tym samym Wrocław (z zasobami 5 254 400 mkw. powierzchni magazynowo-przemysłowej) wyprzedził Polskę Centralną (z zasobami 4 941 100 mkw.) i stał się trzecim największym rynkiem magazynowym w kraju – mówi Anna Domańska, Associate w firmie doradczej Newmark Polska.

Hale na miarę e-commerce gotowe na najemców

Jedną z najbardziej nowoczesnych inwestycji, która trafiła na rynek na początku tego roku, jest hala o powierzchni 67 550 mkw., zrealizowana w ramach parku GLP Wrocław V Logistics Centre. Inwestycja zlokalizowana tuż przy trasie S8, zaledwie pół godziny drogi od centrum Wrocławia, została zaprojektowana z myślą o wymaganiach nowoczesnego e-handlu. Jedną z istotnych cech wspierających procesy logistyczne tego sektora jest 12-metrowa wysokość budynków. W obiekcie zastosowano także szereg rozwiązań proekologicznych – wszyscy najemcy mają dostęp do systemu smart meteringu, umożliwiającego indywidualne monitorowanie zużycia mediów.

Wśród ciekawszych inwestycji dostępnych na wynajem znajduje się też nowoczesny kompleks EQT Exeter Park Wrocław South III, składający się z dwóch hal o łącznej powierzchni 50 600 mkw. Obiekt zlokalizowany jest w Bielanach Wrocławskich, tuż przy autostradzie A4, co gwarantuje dogodny dojazd zarówno do Wrocławia, jak i innych strategicznych punktów w kraju oraz za granicą. Na dolnośląski rynek od początku 2024 roku trafiły także trzy nowe hale w projekcie P3 Wrocław oraz inwestycje: kolejna hala w ramach Panattoni Park Wrocław Logistics South i ECE Kąty Wrocławskie.

Rośnie logistyczna przewaga Wrocławia

– Pojawienie się na wrocławskim rynku tak dużego gracza, jak Shein, z pewnością nie umknęło uwadze konkurencji, która chętnie wchodzi do sprawdzonych lokalizacji, korzystając z gotowych rozwiązań. Jednocześnie nasze doświadczenia pokazują, że firmy z tego sektora podejmują szybkie decyzje i oczekują natychmiastowego dostępu do powierzchni magazynowej – w tym kontekście decyzje deweloperów o budowach spekulacyjnych mogą okazać się bardzo dobrą strategią, która w dłuższym okresie przyniesie oczekiwane rezultaty – twierdzi Anna Domańska.

Mimo spadku dynamiki wzrostu e-commerce w Polsce w porównaniu z latami 2020 – 2023, prognozy nadal są optymistyczne. Jak wynika z raportu PwC, do 2028 roku rynek handlu internetowego powinien osiągnąć wartość 192 mld zł, przy średniorocznym wzroście na poziomie 8 proc.

Ekspertka podkreśla, że Wrocław od dawna jest doskonałym miejscem do rozwoju sektora e-commerce. – Region oferuje dostęp do autostrad A4 i A8, drogi ekspresowej S8, rozbudowanej sieci dystrybucyjnej i silnego zaplecza pracowniczego, czyli kluczowych elementów dla operacji związanych z obsługą zamówień internetowych. Ogromnym atutem stolicy Dolnego Śląska, nazywanej niekiedy drugą Doliną Krzemową, jest również silna obecność firm z branży IT i nowych technologii, które mogą pełnić funkcję operacyjnego zaplecza dla globalnych platform – zaznacza Domańska.

Stabilny popyt i silni gracze

Zainteresowanie najemców powierzchniami magazynowymi na Dolnym Śląsku utrzymuje się na stabilnym poziomie. W pierwszym kwartale tego roku popyt w regionie wyniósł 113 600 mkw., co stanowi wynik zbliżony do średniej z analogicznych okresów w ostatnich pięciu latach. Najemcy najchętniej wybierali lokalizacje w Nowej Wsi Wrocławskiej (19 proc. popytu), Magnicach (14 proc.), Bielanach Wrocławskich (10 proc.), we Wrocławiu (9 proc.) oraz w Wojtkowicach (8,5 proc.). Te pięć lokalizacji odpowiadało za blisko 60 proc. całkowitego popytu w ostatnich czterech kwartałach.

– Warto zauważyć też, że od 2021 roku średnioroczny popyt na Dolnym Śląsku przekracza 900 tys. mkw., podczas gdy wcześniej mówiliśmy raczej o poziomach rzędu pół miliona. To dowód na skokowy rozwój rynku nowoczesnych magazynów w regionie – komentuje Anna Domańska. Wśród największych transakcji od początku 2024 roku ekspertka wymienia kontrakt podpisany przez najemcę z sektora e-commerce (126 000 mkw.) w Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub, odnowienie umowy przez LX Pantos (98 700 mkw.) w Prime Logistics Wrocław w Pietrzykowicach oraz nowy kontrakt firmy z branży modowej (56 200 mkw.) w Panattoni Park Legnica.

– Rynek magazynowy Dolnego Śląska ma kilka silnych filarów po stronie popytowej. W ostatnim roku, obok sektora e-commerce, najbardziej aktywni byli najemcy z powiązanej z handlem internetowym branży 3PL, jak również z sektora handlu tradycyjnego. Ważnym, choć ostatnio mniej aktywnym graczem – ze względu na spowolnienie niemieckiej gospodarki – pozostaje branża automotive – mówi Anna Domańska.

Po rekordowym boomie. Najemcy mają w czym wybierać

Mimo stabilnego zainteresowania najemców, tempo nowych inwestycji w regionie wyraźnie wyhamowało. Deweloperzy, reagując na rosnący poziom pustostanów, który na koniec pierwszego kwartału wynosił 11,6 proc. – najwyższy poziom od 2012 roku, ograniczyli aktywność i skupili się na komercjalizacji już istniejącej powierzchni. W efekcie w regionie buduje się aktualnie niewiele ponad 36 tys. mkw. magazynów. Jedną z powstających inwestycji jest rozbudowa największego parku Panattoni na Dolnym Śląsku – parku Wrocław Campus 2. W realizacji znajduje się kolejne 25 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, która w całości pozostaje dostępna dla przyszłych najemców.

Wysoki poziom dostępnych magazynów przekłada się również na większą elastyczność negocjacyjną wśród właścicieli. Średni czynsz wywoławczy w regionie wynosi obecnie 4,20 – 4,40 euro za mkw., a w przypadku starszych obiektów może spaść do ok. 3,80 euro. Powierzchnie miejskie osiągają stawki na poziomie około 5 euro, co nadal pozostaje poziomem atrakcyjnym i stabilnym dla rozwoju biznesu.

– Wysoka dostępność powierzchni nie jest w tym przypadku negatywnym sygnałem dla rynku. To naturalna faza dostosowania po latach intensywnego wzrostu. W latach 2019 – 2025 na Dolnym Śląsku oddano do użytku prawie 3,4 mln mkw. nowej powierzchni – to aż 65 proc. wszystkich obecnych zasobów. Obecnie różnica między Wrocławiem, a drugim co do wielkości regionem – Górnym Śląskiem – wynosi nieco ponad 600 tys. mkw., a między Wrocławiem i liderem rynku – Warszawą – 1,8 mln mkw. – informuje Anna Domańska. – Po okresie bardzo intensywnego rozwoju, podczas którego byliśmy świadkami rekordowych poziomów aktywności zarówno najemców, jak i deweloperów, rynek wrocławski wchodzi w fazę stabilizacji, tworząc przestrzeń dla kolejnej fali popytu. Co ważne, najemcy zyskali szeroki wybór dostępnych lokalizacji, dzięki czemu Dolny Śląsk jest dzisiaj wyjątkowo atrakcyjnym rynkiem z ich perspektywy – podsumowuje ekspertka Newmark Polska.

Rynek nieruchomości handlowych w Polsce – podsumowanie II kwartału 2025

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację w sektorze nieruchomości handlowych w Polsce. Podobnie jak pierwszy kwartał, również drugi odnotował najwięcej powierzchni w budowie od 2019 roku. Ponadto w drugim kwartale swoje pierwsze sklepy stacjonarne otworzyło sześć marek, co potwierdza wysoką atrakcyjność Polski w oczach międzynarodowych sieci handlowych. Powody do zadowolenia mieli też właściciele centrów handlowych. Ten segment rynku zanotował, po lekkich spadkach na początku roku, zarówno wzrosty po stronie odwiedzalności, jak i obrotów w kwietniu i maju.

PODAŻ: blisko 90 000 mkw. nowej podaży

Całkowita nowoczesna powierzchnia handlowa w Polsce sięga obecnie niemal 17 mln mkw. W II kwartale tego roku podaż nowej powierzchni handlowej wyniosła ok. 90 000 mkw. GLA i była nieco niższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy na rynek trafiło 125 000 mkw. GLA. Mimo to skala nowo wybudowanych obiektów pozostaje na porównywalnym poziomie do lat 2022 i 2023. Warto też dodać, że tym razem nowa podaż nie ograniczała się wyłącznie do formatu parków handlowych, jak to miało miejsce w poprzednich kwartałach, mówi Ewelina Staruch, Senior Analyst, Cushman & Wakefield.

Jak podaje raport Cushman & Wakefield, maj przyniósł bowiem otwarcie pierwszego w Krakowie centrum wyprzedażowego Designer Outlet. Obiekt o powierzchni ponad 19 000 mkw. był największym oddanym do użytku w II kwartale. Ponadto w tym okresie otwarto park handlowy Łabędzka w Gliwicach, który powstał w ramach przebudowy dawnego centrum handlowego z Tesco jako byłym, głównym najemcą, i dostarczył w sumie ok. 15 000 mkw. Dodatkowo w Szczawnie-Zdroju przy Pasażu Łączyńskiego można już robić zakupy w Leroy Merlin o pokaźnej powierzchni ok. 10 000 mkw. Pozostałe otwarcia nowych budynków dotyczyły parków handlowych o powierzchni poniżej 8000 mkw.

Rozbudowy obiektów handlowych dostarczyły w II kw. na polski rynek 22 000 tys. mkw. GLA i obejmowały głównie parki handlowe. Warto również wspomnieć, że w tym czasie dokonano oficjalnego zamknięcia centrum handlowego Glinki w Bydgoszczy, które zostanie przekształcone w park handlowy o nazwie Nowe Glinki.

Podobnie jak w pierwszym kwartale, również w drugim odnotowaliśmy najwięcej powierzchni w budowie od 2019 roku – aż 593 tys. mkw. GLA. Największy udział w aktywności deweloperskiej niezmiennie stanowi format parków handlowych, który odpowiada za 80% powierzchni w budowie. Kolejne miejsca zajmują magazyny handlowe marek DIY – 12% i centra handlowe – 8%. Najbardziej aktywnymi deweloperami wśród obiektów powyżej 5000 mkw. są: Saller, PKB Inwest Budowa i P.A. Nova. Wyhamowanie skali nowej podaży jest spodziewane dopiero w 2027 roku, dodaje Ewelina Staruch.

POPYT: nowe marki mają apetyt na polski rynek

W drugim kwartale polski rynek handlowy odnotował w sumie sześć debiutów. Do Polski weszła czeska marka soczewek kontaktowych Alensa, Bottlery (litewska sieć alkoholi luksusowych), Dreslow (polska marka z modą cyrkularną), czy Markovo (dubajska marka kosmetyczna). Swoje pierwsze lokale otworzyła też Motorola/ Lenovo (showroom produktów z sektora elektroniki) oraz Polski Stół (polski operator gastronomiczny).
Drugi kwartał dowiódł, że atrakcyjność naszego rynku w oczach sieci handlowych nie słabnie, a marki do tej pory niedostępne w Polsce poza online pojawiają się w naszych centrach handlowych i parkach. Zapowiadane są nowe wejścia i trwają negocjacje dotyczące najmu kolejnych lokali handlowych, komentuje Michał Masztakowski, Head of Retail Poland, Cushman & Wakefield.

SPRZEDAŻ DETALICZNA: najwyższe wzrosty od maja 2022 roku

W kwietniu i maju sprzedaż detaliczna utrzymała dodatnią dynamikę i objęła wzrostami wszystkie kategorie zakupowe z wyjątkiem grupy „Pozostałe”.

Jak pokazują dane GUS, kwietniowy wzrost sprzedaży detalicznej w cenach stałych na poziomie 7,6% r/r to najlepszy wynik od maja 2022 roku. Szczególnie po lutowym i marcowym spadku, kwietniowe wzrosty we wszystkich kategoriach zakupowych, poza kategorią „Pozostałe”, są dobrym prognostykiem dla dynamiki obrotów najemców w centrach handlowych. W maju sprzedaż detaliczna również utrzymała dodatnią dynamikę, choć nieco wyhamowała odnotowując wzrost o 4,4% r/r. Warto też podkreślić, że w europejskim badaniu wskaźnika ufności konsumenckiej, przygotowanym przez Eurostat, Polska jako jedyny członek UE osiągnęła dodatnią wartość. Już na przełomie 2024/2025 wyróżnialiśmy się na tle badanych krajów jako jedyny z prawie całkowicie odrodzonym optymizmem konsumentów, tłumaczy Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research Poland, Cushman & Wakefield.

ODWIEDZALNOŚĆ I OBROTY W II KW. 2025: oba wskaźniki na plusie

Średnia odwiedzalność centrów handlowych w kwietniu wreszcie odbiła po lutowych i marcowych spadkach, i wyniosła ok. 420 tys. klientów w przeliczeniu na jeden obiekt, co oznacza 2-procentowy wzrost r/r. Z kolei w maju przekroczyła 405 tys. klientów, co stanowiło wynik nieznacznie lepszy (o 0,3%) w porównaniu z majem 2024, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz.

Duże i bardzo duże centra handlowe (powyżej 40 000 mkw.) odnotowały stabilny wzrost odwiedzalności w obu analizowanych miesiącach, natomiast średnie (20-40 000 mkw.) i małe obiekty (poniżej 20 000 mkw.) odnotowały wzrosty odwiedzalności w kwietniu i delikatne spadki w maju (na poziomie -1%).

Obroty najemców w centrach i parkach handlowych w drugim kwartale przekroczyły 1100 PLN netto na mkw. Nominalnie obroty wzrosły o 6% w kwietniu i o 3% w maju. Łączne obroty od stycznia do maja 2025 roku przekroczyły 121,2 mld PLN i były o 1% wyższe niż rok wcześniej, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

Wśród kategorii handlowych, których obroty w miesiącach kwiecień-maj 2025 roku wzrosły najbardziej, są: rozrywka (>30% r/r), restauracje (>10% r/r), zdrowie i uroda (>8% r/r) i usługi (>8% r/r). Obroty w sklepach z modą, stanowiących nadal największą pod względem udziału kategorię w tenant-mixie centrów handlowych, po bardzo dobrym kwietniu (>4% wzrostu), odnotowały ponad 3-procentowy spadek w maju.

CZYNSZE: parki handlowe notują wzrosty

Analizując stawki czynszów w najlepszych obiektach tzw. „prime” można zaobserwować ich systematyczny wzrost r/r spowodowany indeksacją o wskaźnik inflacji na początku roku oraz niesłabnącym zainteresowaniem najemców flagowymi lokalami.
Czynsze rok do roku wzrosły najsilniej w segmencie parków handlowych typu „prime”, w którym odnotowano również wzrost kwartał do kwartału. W przypadku centrów i ulic handlowych wzrosty rok do roku oscylują w granicach 12-13% dla najlepszych lokalizacji typu „prime”, natomiast w odniesieniu do I kwartału stawki były stabilne, podsumowuje Michał Masztakowski.

Netflix przed wynikami za II kwartał 2025: inwestorzy oczekują dalszego wzrostu przychodów i marż

  • Netflix ogłosi wyniki za 2-gi kwartał w czwartek, 17 lipca, po zamknięciu rynku.
  • Akcje Netflixa wzrosły o 30% od momentu ogłoszenia wyników za 1-wszy kwartał, które znacznie przekroczyły oczekiwania analityków.
  • Inwestorzy skoncentrują się na przychodach i rentowności po zaprzestaniu przez firmę raportowania danych o liczbie subskrybentów.

Jak wskazuje Neil Wilson, Strateg ds. treści dla inwestorów w Saxo Banku, po znakomitych wynikach za 1-wszy kwartał i utrzymującej się zwyżce cen akcji, inwestorzy oczekują imponujących wyników Netflixa za 2-gi kwartał oraz możliwego podniesienia prognoz rocznych.

W kwietniu firma odnotowała znacznie wyższe zyski za 1-wszy kwartał i wzrost przychodów o 13%, co spowodowało solidny wzrost wartości akcji. Netflix podał, że lepsze niż oczekiwano tempo wzrostu przychodów było wynikiem wyższych wpływów z reklam oraz subskrypcji.

Było to następstwem decyzji ze stycznia o podniesieniu cen – zwiększeniu miesięcznej opłaty za plan standardowy do 17,99 USD, za plan premium do 24,99 USD, a za plan podstawowy do 7,99 USD. Netflix odnotował przychody w wysokości 10,54 miliardów USD, co przekroczyło szacunki analityków z Wall Street. Mimo to firma utrzymała swoją prognozę rocznych przychodów w przedziale między 43,5 a 44,5 miliardów USD.

1-wszy kwartał był pierwszym, w którym Netflix nie podał szczegółowych danych dotyczących liczby subskrybentów – wskaźnika, który wcześniej był kluczowym czynnikiem wpływającym na ceny akcji podczas publikacji wyników finansowych. W rezultacie inwestorzy koncentrują się teraz na bardziej tradycyjnych miarach kondycji firmy – przychodach, marżach zysku oraz wpływach z reklam.

Przychody z reklam

Netflix coraz bardziej polega na przychodach z reklam, aby zwiększyć swoje zyski netto. Jest to strategia wzrostu, która wymaga mniej nakładów kapitałowych i jest kluczowa dla osiągnięcia przez firmę celu wolnych przepływów pieniężnych w tym roku na poziomie 8 miliardów USD.

„Kluczowym celem na 2025 rok jest ulepszenie narzędzi i usług, które oferujemy reklamodawcom” – powiedział Netflix w kwietniu, tuż po uruchomieniu własnej platformy technologii reklamowej w USA, z planami jej wprowadzenia na inne rynki w późniejszym czasie. „Wierzymy, że jest ona fundamentem naszej długoterminowej strategii reklamowej. Z czasem umożliwi oferowanie lepszych narzędzi pomiarowych, dokładniejszego targetowania, innowacyjnych formatów reklamowych oraz zaawansowanego procesu automatyzacji zakupów reklam”.

Wzrost marży

Zarząd prognozuje 29% marże operacyjne za cały rok 2025, a w 2-gim kwartale na poziomie 33%. Wskazuje to na zwiększoną presję kosztową w drugiej połowie roku związaną z wyższymi wydatkami na sprzedaż i marketing oraz spodziewanym wzrostem kosztów produkcji treści, szczególnie w związku z ofertą transmisji sportowych na żywo. Ewentualna zmiana prognoz marży zysku może być istotnym impulsem dla wyceny akcji Netflixa.

Niepewność budzi też groźba Trumpa w kontekście nałożenia ceł na filmy produkowane poza USA. Neil Wilson uważa, że warto zwrócić uwagę na wszelkie komentarze ze strony zarządu podczas konferencji ogłoszenia wyników finansowych, choć prawdopodobnie nie znajdzie to jeszcze odzwierciedlenia w prognozach finansowych.

Czego się spodziewać w 2-gim kwartale?

Analitycy z Wall Street szacują, że przychody za 2-gi kwartał wyniosą nieco ponad 11 miliardów USD, co oznacza wzrost o 15,6% r/r.

Oczekuje się, że zysk przed opodatkowaniem wzrośnie o 41% do 3,55 miliardów USD, a zysk na akcję wzrośnie do 7,07 USD w porównaniu do 6,61 USD w poprzednim kwartale.

Analitycy podnoszą ceny docelowe

KeyBanc podniosło cenę docelową akcji Netflixa z 1,070 do 1,390 USD, podczas gdy Canaccord Genuity zwiększyło swoją prognozę do 1,575 USD, zbliżając się do najwyższej ceny docelowej na rynku wynoszącej 1,600 USD. Goldman Sachs i Barclays również niedawno podniosły swoje ceny docelowe akcji przed ogłoszeniem wyników finansowych Netflixa.

Jednak nie wszyscy analitycy są optymistyczni. Seaport Global zmieniło swoją rekomendację na „Hold”. JPMorgan również obniżył ocenę akcji Netflixa w maju, wskazując na obawy związane z wyceną po tym, jak cena akcji wzrosła aż o 40% od początku roku i 90% w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Obecnie akcje są wyceniane na ponad 50-krotność przyszłych zysków – znacznie powyżej poziomu konkurencji i powyżej średniej z ostatnich 5 lat.

Zarządzanie portfelem inwestycyjnym wymaga strategicznego podejścia, które nie opiera się na jednym aktywie czy spółce. Kluczem jest rozproszenie ryzyka poprzez inwestycje w różne sektory, klasy aktywów oraz rynki. Regularne kwartalne wyniki firm stanowią nieoceniony punkt odniesienia do oceny kondycji spółek, ale powinny być tylko jednym z wielu elementów decyzyjnych. By zminimalizować ryzyko i maksymalizować potencjał zysku, warto łączyć stabilne inwestycje o niskim ryzyku z bardziej dynamicznymi aktywami, które mogą przynieść wyższe stopy zwrotu. Dywersyfikacja daje elastyczność, pozwala dostosować portfel do zmieniających się warunków rynkowych i lepiej radzić sobie z nieprzewidywalnymi wahaniami wyników finansowych pojedynczych firm – podsumowuje Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Mniej eksmisji niż przed 2019 rokiem – co zmieniła nowelizacja przepisów?

Resort sprawiedliwości podał niedawno dane na temat liczby eksmisji z mieszkań w 2024 r. Warto sprawdzić, czy komornicy mieli więcej pracy.

Eksperci RynekPierwotny.pl niedawno analizowali dane Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczące liczby umów deweloperskich. Ten sam resort publikuje też informacje na temat liczby eksmisji z mieszkań. Dlatego teraz eksperci portalu GetHome.pl postanowili przyjrzeć się wspomnianym statystykom, które na ogół umykają uwadze dziennikarzy.

Poniższa tabela przedstawia informacje z lat 2018 – 2024 dotyczące liczby załatwionych przez komorników opróżnień lokali mieszkalnych. W następnej kolumnie znajdziemy dane o tym, jaka była liczba pozostałych do załatwienia opróżnień lokalu mieszkalnego. Jak widać, ta eksmisyjna kolejka cały czas utrzymuje się na poziomie ponad 10 000 opróżnień i jest dłuższa niż chociażby w 2018 r.

Liczba pozostałych do załatwienia przez komorników opróżnień lokali mieszkalnych w 2022 r. wynosiła niemal 10 700 i od tamtej pory odrobinę spadła (do ok. 10 300 pod koniec minionego roku). Warto odnotować, że po uchyleniu pandemicznych ograniczeń eksmisyjnych, liczba wykonywanych eksmisji z mieszkań w latach 2023 – 2024 ustabilizowała się na poziomie ok. 4700 rocznie.

Wyniki z lat 2023 – 2024 (ok. 4700 eksmisji z mieszkań) są wyraźnie mniejsze niż wartości notowane w 2017 r. i 2018 r., czyli przed wprowadzeniem istotnych zmian kodeksu postępowania cywilnego. Mowa o nowelizacji artykułu 1046 paragraf 4 kodeksu postępowania cywilnego. Po modyfikacji przepisów z kwietnia 2019 r. lokator nie może być już usunięty z lokalu/domu do schroniska lub noclegowni, jeśli gmina w ciągu 6 miesięcy nie znalazła takiej osobie tymczasowego pomieszczenia.Liczba eksmisji z mieszkań 2018-2024

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu GetHome.pl

Masowa wysyłka listów w marketingu

Masowa wysyłka listów to nowoczesna usługa, która umożliwia firmom i instytucjom szybkie dotarcie z korespondencją do szerokiego grona odbiorców. Dzięki automatyzacji procesów takich jak druk, kopertowanie czy nadawanie przesyłek, można znacznie skrócić czas realizacji i zmniejszyć koszty w porównaniu z tradycyjnymi metodami wysyłki. Usługa ta pozwala na wysyłanie zarówno identycznych, jak i spersonalizowanych wiadomości, co zwiększa skuteczność komunikacji i buduje pozytywne relacje z adresatami.

Co to jest i jak działa masowa wysyłka listów?

Nowoczesna usługa masowej wysyłki listów stanowi skuteczny sposób dla organizacji, aby komunikować się z wieloma odbiorcami jednocześnie. Firmy mogą korzystać z tej opcji, wysyłając identyczne lub dostosowane do indywidualnych potrzeb wiadomości, co znacznie przyspiesza cały proces komunikacji. Automatyzacja druku, kopertowania oraz nadawania korespondencji przynosi oszczędności zarówno czasowe, jak i zasobowe.

Czym różni się tradycyjna wysyłka pocztowa od poczty hybrydowej i masowej wysyłki listów?

W przypadku tradycyjnej wysyłki pocztowej, nadawca zmaga się z ręcznym przygotowaniem każdego etapu. Obejmuje to drukowanie dokumentów, wkładanie ich do kopert, adresowanie oraz naklejanie znaczków. Na koniec, paczki muszą być dostarczone do placówki pocztowej. To czasochłonny proces, który wymaga sporej ilości pracy ludzkiej.

W przeciwieństwie do tego, poczta hybrydowa łączy tradycyjne metody z nowoczesnym podejściem. Umożliwia elektroniczne przesyłanie dokumentów, a następnie drukowanie ich i dostarczanie przez operatorów pocztowych. Takie połączenie sprawia, że cała operacja przebiega znacznie sprawniej i szybciej.

Jeszcze inną alternatywą jest masowa wysyłka listów, która automatyzuje cały proces. Obejmuje ona przygotowanie plików, personalizację na poziomie automatycznym, drukowanie, kopertowanie i nadawanie przesyłek. Ta metoda jest szczególnie korzystna dla firm pragnących dotrzeć do dużej liczby adresatów, co pozwala na obsługę od kilkudziesięciu do nawet kilkuset tysięcy listów dziennie.

Kluczowe różnice obejmują:

  • Tradycyjna wysyłka: ręczne podejście i długi czas realizacji,
  • Poczta hybrydowa: synergiczne połączenie elektronicznego nadawania z tradycyjnym doręczeniem,
  • Masowa wysyłka: pełna automatyzacja wszystkich etapów oraz zdolność do obsługi dużych wolumenów.

Jakie zastosowania w marketingu ma masowa wysyłka listów?

Masowa wysyłka listów odgrywa fundamentalną rolę w strategiach marketingowych, stanowiąc efektywny sposób na komunikację z klientami. Firmy mogą wykorzystać tę metodę do wysyłania spersonalizowanych ofert, co znacząco zwiększa prawdopodobieństwo zaangażowania odbiorców. Drukowane kampanie lojalnościowe pomagają również w budowaniu silniejszych więzi z klientami, sprzyjając ich długoterminowej relacji z marką.

W kontekście masowej wysyłki, ważną rolę odgrywa również dystrybucja materiałów marketingowych, takich jak:

  • katalogi,
  • ulotki,
  • broszury.

Odbiorcy zazwyczaj lepiej reagują na namacalne materiały, które są łatwiejsze do zapamiętania niż treści przesyłane drogą elektroniczną. Dzięki temu drukowane formy reklamy mogą skuteczniej promować produkty i usługi, przyciągając więcej uwagi.

Co więcej, masowa wysyłka listów świetnie sprawdza się w działaniach informacyjnych, takich jak:

  • przesyłanie faktur,
  • zaproszeń na wydarzenia,
  • wiadomości korporacyjnych.

Taka różnorodność usprawnia komunikację z klientami, co ma pozytywny wpływ na ich zadowolenie oraz lojalność wobec marki.

Jakie korzyści przynosi masowa wysyłka listów w kampaniach marketingowych?

Masowa wysyłka listów w kampaniach marketingowych niesie ze sobą szereg korzyści, które umożliwiają firmom efektywne dotarcie do swoich klientów. Oto kluczowe zalety tego rozwiązania:

  • oszczędność czasu, dzięki automatyzacji, np. drukowaniu i pakowaniu, co pozwala szybko przygotować i wysłać ogromną liczbę korespondencji,
  • redukcja kosztów, ograniczające wydatki związane z produkcją i logistyką, co podnosi efektywność działań marketingowych,
  • wysoka skalowalność, umożliwiająca dostosowanie rozmiaru kampanii do indywidualnych potrzeb,
  • personalizowane oferty, które zwiększają szanse na zaangażowanie klientów,
  • możliwość śledzenia przesyłek, co zwiększa bezpieczeństwo i kontrolę nad przebiegiem kampanii.

Jak personalizacja korespondencji wpływa na efektywność masowej wysyłki listów?

Personalizacja korespondencji ma kluczowe znaczenie dla efektywności wysyłek masowych. Dzięki temu firmy mogą lepiej dostosować swoje wiadomości do wyjątkowych potrzeb odbiorców. Na przykład, wprowadzenie imienia, nazwiska czy nazwy firmy sprawia, że komunikacja staje się bardziej osobista. Taki zabieg zdecydowanie zwiększa skuteczność kampanii marketingowych.

Odbiorcy chętniej reagują na spersonalizowane wiadomości, gdyż dostają informacje, które mają dla nich znaczenie. Liczne badania wykazały, że takie podejście skutkuje wyższymi wskaźnikami otwarć oraz odpowiedzi, co z kolei prowadzi do większych zysków dla przedsiębiorstw. Dodatkowo, stosując neokartki oraz neoznaczki, możliwe jest wzbogacenie oferty o unikalne elementy, takie jak logo, co dodatkowo podnosi rozpoznawalność marki.

Jak zapewnić bezpieczeństwo danych i zgodność z RODO?

Zapewnienie ochrony danych osobowych oraz przestrzegania zasad RODO w trakcie masowej wysyłki listów to istotny element działania każdej organizacji. Dobrze dobrane metody zabezpieczeń służą do zredukowania ryzyka nieautoryzowanego dostępu oraz naruszeń przepisów.

Aby zapewnić bezpieczeństwo danych, warto zacząć od:

  • w wyborze dostawców usług, którzy wykorzystują nowoczesne technologie, takie jak szyfrowanie transmisji,
  • stosowania starannie zaprojektowanych systemów informacyjnych, które chronią wrażliwe informacje,
  • umożliwienia bezpiecznego przechowywania i przetwarzania danych.

Nie zapominajmy również o kontrolach technicznych i organizacyjnych stosowanych przez firmy outsourcingowe, zajmujące się masową wysyłką. Powinny one nie tylko przestrzegać zasad RODO, ale również wprowadzać polityki prywatności i dbać o to, by dane osobowe były przetwarzane zgodnie z prawem i w konkretnych celach.

Jednym z nowoczesnych rozwiązań, które zwiększa bezpieczeństwo oraz umożliwia elektroniczną wymianę dokumentów zgodnych z RODO, jest system elisty.pl Wdrożenie takich technologii z pewnością może podnieść efektywność i bezpieczeństwo procesów związanych z masową wysyłką dokumentów.

masowa wysylka listow

Co uwzględnić przy wyborze dostawcy usług masowej wysyłki listów?

Wybór dostawcy usług masowej wysyłki listów to decyzja, która wymaga przemyślenia kilku kluczowych aspektów. Te elementy mogą znacznie podnieść efektywność oraz bezpieczeństwo Twojej kampanii reklamowej.

Na początku uwagę należy zwrócić na profesjonalną obsługę. Sprawna komunikacja z dostawcą oraz jego doświadczenie w branży mogą być nieocenione. Warto zapoznać się z opiniami innych klientów i ich przeżyciami związanymi z obsługą dostaw materiałów marketingowych.

Innym niezwykle ważnym czynnikiem jest automatyzacja procesu. Wybierając dostawcę, który oferuje zautomatyzowane usługi, takie jak integracja z systemami CRM i ERP, możesz zwiększyć wydajność swoich działań. Automatyzacja pozwala na szybkie przetwarzanie zamówień i skuteczne zarządzanie danymi odbiorców.

Również personalizacja korespondencji jest kluczowa. Dostawca powinien umożliwiać indywidualne dopasowanie wiadomości do konkretnego odbiorcy. Im lepiej dopasowana przesyłka, tym większe prawdopodobieństwo zaangażowania adresata.

Nie można zapominać o funkcjonalności śledzenia przesyłek oraz dostępności raportów z nadania. Te możliwości umożliwiają bieżące monitorowanie statusu przesyłek, co zwiększa poczucie kontroli nad kampanią.

Oprócz powyższych kryteriów, istotne są również koszty oraz czas realizacji. Warto porównać różne oferty dostawców, aby zidentyfikować najbardziej korzystną opcję.

Na koniec, zwróć uwagę na zgodność z RODO oraz odpowiednie zabezpieczenie danych osobowych. Dostawca powinien posiadać wymagane certyfikaty i procedury, które gwarantują ochronę wrażliwych informacji.

Kiedy warto zlecić masową wysyłkę listów firmie zewnętrznej?

Zlecanie masowej wysyłki listów firmom zewnętrznym staje się coraz bardziej popularne, zwłaszcza w sytuacjach, gdy firmy borykają się z dużą ilością korespondencji. Ręczne przygotowywanie przesyłek w takich momentach często wymaga sporo czasu oraz zaangażowania ludzi. Outsourcing tych działań pozwala nie tylko uniknąć przytłoczenia zespołu, ale także zmniejszyć ryzyko popełniania błędów. Wykorzystanie usług zewnętrznych jest szczególnie opłacalne podczas:

  • cyklicznych kampanii marketingowych,
  • okresów wzmożonych wysyłek,
  • na przykład przed świętami czy w czasie promocji.

Firmy logistyczne dysponują odpowiednimi narzędziami oraz automatyzacją, co umożliwia im sprawne zarządzanie dużymi zamówieniami. Dodatkowo, powierzenie wysyłki specjalistom zwiększa ogólną wydajność operacyjną. Takie przedsiębiorstwa oferują nie tylko pakowanie przesyłek, ale także:

  • zarządzanie zwrotami,
  • monitorowanie statusu nadanych przesyłek,
  • co znacząco podnosi komfort korzystania z ich usług.

Firma EDC Expert specjalizuje się w kompleksowej obsłudze masowej wysyłki listów, oferując klientom zarówno tradycyjne usługi, jak i innowacyjne rozwiązania cyfrowe. Dzięki autorskiej platformie elisty.pl przedsiębiorstwa mogą w prosty sposób zlecać druk, kopertowanie oraz nadawanie korespondencji bez wychodzenia z biura, co pozwala znacząco zredukować koszty i skrócić czas realizacji. Platforma gwarantuje wygodną integrację z systemami firmowymi, możliwość personalizacji przesyłek oraz pełną zgodność z wymogami RODO. EDC Expert zapewnia wsparcie na każdym etapie realizacji, dbając o bezpieczeństwo danych i najwyższą jakość obsługi.

Rynek premium zmienia definicję a Polacy inwestują w emocje i doświadczenia

Świat dóbr luksusowych przechodzi istotną metamorfozę. To już nie drogocenne przedmioty, ale unikalne przeżycia i emocje stają się nowym wyznacznikiem prestiżu. Dla coraz większej liczby konsumentów – również w Polsce – ekskluzywność oznacza dziś coś więcej niż metka. Luksus to teraz indywidualne doświadczenia: fine dining, podróże w stylu boutique, personalizowane usługi i unikalne rytuały.

Zgodnie z danymi raportu Bain & Osservatorio Altagamma 2025, segment luksusu opartego na doświadczeniach zwiększył swoją wartość o 5% rok do roku. Według Claudii D’Arpizio i Federiki Levato, autorek raportu, nowoczesny klient „pragnie poczuć się wyjątkowo – a drogą do tego jest emocjonalne zaangażowanie i personalizacja”.

To już nie tylko ekskluzywne produkty są w centrum zainteresowania, lecz także sposób ich serwowania. Przykład? Ulubiony posiłek, zawsze przyrządzony dokładnie tak samo dla stałego klienta w renomowanej restauracji albo indywidualnie dobrany zestaw poduszek w luksusowym hotelu.

Polscy konsumenci coraz częściej kierują się właśnie ku takim przeżyciom – czego dowodem jest spektakularny rozwój m.in. rynku luksusowych alkoholi. To, że Polacy wykazują rosnące zainteresowanie trunkami z wysokiej półki, szczególnie whisky, zauważyli już na początku roku analitycy firmy KPMG. Z danych raportu „Rynek dóbr luksusowych w Polsce” 20204 wynika, że sprzedaż alkoholi luksusowych Premium w Polsce osiągnęła w 2024 r. ponad 1,5 miliarda złotych (wzrost o 4,2%), a największy 89 proc. udział w tym segmencie miała whisky z 900 milionami sprzedaży.

W tym roku – według danych Statista Market Insight – właśnie na whisky możemy wydać już ponad 2,5 mld zł i sprzedaż nadal szybko rośnie w tempie 5 proc. rocznie. Całkowita wartość sprzedaży w 2025 ma wynieść blisko 45 mln Litrów, stawiając nasz kraj w czołówce rynków regionu Europy Centralnej. https://www.statista.com/outlook/cmo/alcoholic-drinks/spirits/whisky/poland

Amerykańska whiskey nowym symbolem prestiżu

Jak wynika z wypowiedzi ekspertów rynkowych, w Polsce wyjątkową popularność zyskały amerykańskie odmiany whiskey z segmentu premium. Dostrzegają to amerykańskie destylarnie o długiej historii i bogatej tradycji – jak te z Versailles w stanie Kentucky. Będąc oficjalnym partnerem jednej z najbardziej prestiżowych imprez sportowych w USA – wyścigu koni Kentucky Derby – producent wypuścił w zeszłym roku, z okazji 150. edycji Derby, limitowaną edycję whiskey starzonej w beczkach i rozlanej do kryształowych karafek marki Baccarat. Cena na poziomie 15 tys. USD sprawiła, że karafka stała się poszukiwana inwestycją wśród koneserów na całym świecie…. Bo właśnie wyścigi konne, takie jak Kentucky Derby czy Dubai World Cup, przyciągają elitę z całego świata. Klienci segmentu premium celebrują w ich trakcie nie tylko sportowe emocje, ale także styl życia, w którym liczy się prestiż i ekskluzywność.

Premiumizacja jest jednym z kluczowych trendów na polskim rynku napojów spirytusowych” – zauważa Paweł Miziołowski, dyrektor marketingu w firmie Brown-Forman na Europę Środkowo-Wschodnią, która jest właścicielem destylarni Woodford Reserve Distillery.

Eksperci podkreślają, że ekskluzywność produktu nie wynika już wyłącznie z jego ceny. Kluczowe stają się dodatkowe wartości – możliwość uczestniczenia w zamkniętych degustacjach, dostęp do wydarzeń takich jak Kentucky Derby, czy poznanie historii i rzemiosła, które stoją za marką. „Tworzenie doświadczeń produktowych, które pozwolą konsumentom lepiej poznać produkt, jego historię i proces tworzenia, to dziś fundament skutecznej strategii marketingowej” – przekonuje Miziołowski.

Eksperci są zgodni – największym atutem marek premium staje się dziś zdolność do budowania unikalnych, emocjonalnych relacji z klientem. Potwierdza to Filip Popławski, dyrektor zarządzający Brown-Forman w regionie Europy Środkowo-Wschodniej: „Koncentracja na segmencie premium i super premium to strategia, która pozwala na budowanie trwałej wartości i odpowiadanie na rosnące oczekiwania klientów. Konsumenci są gotowi płacić więcej, jeśli za ceną idą jakość, emocje i autentyczność”.

Nowy etap rozwoju rynku Luksusu wymaga większego zrozumienia kontentu kulturowego i działań zgodnych z wartościami. Przyszłość sektora będzie należeć do tych, którzy potrafią te wartości komunikować – zarówno w obecnym, jak i przyszłym pokoleniom – podkreśla Katarzyna Wal, na łamach raportu Bain & Co 2025.  Z analiz Bain & Co. wynika, że w pierwszym kwartale 2025 roku luksusowe doświadczenia przewyższały sprzedaż towarów luksusowych.

Rosnące zainteresowanie luksusem opartym na doświadczeniach nie jest chwilową modą. To długofalowy trend, który zmienia sposób, w jaki myślimy o luksusie. Nie chodzi już o to, ile coś kosztuje, ale co potrafi zaoferować – i jakie emocje wywołuje – zwracają uwagę autorzy raportu KPMG. Dla Polaków luksus staje się częścią codzienności – bardziej świadomej, bardziej emocjonalnej i zdecydowanie bardziej osobistej. To właśnie przeżycia, rytuały i smak chwili budują dziś nową definicję ekskluzywności.

Źródło:

* https://centrumpr.pl/artykul/co-czeka-rynek-alkoholi-w-polsce-w-2025-roku%2C178793.html?utm_source=chatgpt.com

** https://zppps.pl/2024/10/30/polacy-pija-mniej-ale-wybieraja-lepsze-alkohole-wodka-w-odwrocie/

***https://kpmg.com/pl/pl/home/insights/2024/12/rynek-dobr-luksusowych-w-polsce-edycja-xv.html

****https://www.bain.com/insights/luxury-in-transition-securing-future-growth/

https://centrumpr.pl/artykul/co-czeka-rynek-alkoholi-w-polsce-w-2025-roku%2C178793.html?utm_source=chatgpt.com

https://przeglad-gastronomiczny.pl/co-czeka-rynek-alkoholi-w-polsce-w-2025-roku/

W lipcu spodziewany wyraźny spadek inflacji

Finalny odczyt inflacji konsumenckiej za czerwiec wyniósł 4,1 proc. r/r oraz 0,1 proc. m/m, co było zgodne ze wstępnym szacunkiem GUS.

W lipcu należy spodziewać się wyraźnego spadku inflacji, która może obniżyć się do poziomu górnego pasma odchyleń od celu inflacyjnego NBP (2,5 proc. ± 1 p.p.).

Taki skokowy spadek inflacji będzie w dużej mierze wynikać z dwóch czynników: silnego obniżenia taryf na gaz oraz efektu bazy związanej z częściowym odmrożeniem cen energii w lipcu ubiegłego roku.

Sierpniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej będzie miało charakter niedecyzyjny, co oznacza, że ewentualne decyzje dotyczące stóp procentowych mogą zapaść najwcześniej we wrześniu.

Rynek oczekuje, że do końca bieżącego roku RPP zdecyduje się na obniżki stóp procentowych łącznie o około 50 punktów bazowych. Coraz więcej wypowiedzi członków Rady wskazuje na możliwość rozpoczęcia cyklu łagodzenia polityki pieniężnej, w miejsce dotychczasowych jednorazowych działań dostosowawczych.

Autor: Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Rynek biurowy w Warszawie – podsumowanie I półrocza 2025

Pierwsze półrocze 2025 roku na warszawskim rynku biurowym przyniosło stabilny wzrost podaży oraz umiarkowany wzrost popytu, przy jednoczesnym nieznacznym wzroście wskaźnika pustostanów do 10,8%. Nowoczesna powierzchnia biurowa w stolicy przekroczyła już 6,3 mln mkw., a wśród dostarczonych inwestycji znalazły się m.in. prestiżowe projekty w rejonie Ronda Daszyńskiego oraz siedziba CD Projekt. Rynek inwestycyjny utrzymał dobrą kondycję, z transakcjami o wartości ponad 216 mln euro. Jednocześnie na rynku najmu widoczny jest zwrot ku silniejszej pozycji wynajmujących, co wpływa na wzrost stawek czynszów i ograniczenie zachęt dla najemców. Przyszłość rynku zapowiada się pod znakiem długoterminowych umów i rosnących opłat eksploatacyjnych, a także malejącej dostępności dużych powierzchni biurowych.

RYNEK W LICZBACH

  • Zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej (mkw.) – 6,33 mln
  • Nowa podaż (mkw.) – 85 200
  • W budowie i renowacji (mkw.) – 140 500
  • Popyt (mkw.) – 301 400
  • Wskaźnik pustostanów – 10,8% (wzrost o 0,3 pp. kwartał-do-kwartału)

PODAŻ BIUROWA

W pierwszej połowie 2025 r. zostały dostarczone 3 projekty biurowe – The Bridge (51 800 mkw.) oraz Office House (27 800 mkw.), oba zlokalizowane w rejonie Ronda Daszyńskiego, a także nowa siedziba CD Projekt (5 600 mkw.) w strefie biurowej Wschód.

Wciąż obserwujemy coraz częstsze przekształcanie nieruchomości biurowych na nowe funkcje, najczęściej mieszkaniowe, co często wiąże się z gruntowną modernizacją lub całkowitą przebudową.

Aktywność deweloperska pozostaje umiarkowana, lecz stabilna, z prawie 90% nowej powierzchni powstającej w centralnych lokalizacjach.

POPYT I WAKAT

Strefy biurowe Centrum, Służewiec oraz CBD niezmiennie pozostają najbardziej atrakcyjne dla najemców, odpowiadając za 80% całkowitej wynajętej powierzchni w Warszawie.

Choć nowe umowy (razem z umowami na potrzeby własne właścicieli) dominowały w strukturze popytu, to renegocjacje zyskują na znaczeniu, odpowiadając za ponad 40% całkowitej wynajętej powierzchni w stolicy.

Lekki wzrost pustostanów – do 7,8% (o 0,4 pp. kwartał-do-kwartału) w strefach centralnych oraz do 13,3% (wzrost o 0,3 pp. kwartał-do-kwartału) w strefach poza centrum.

Z ponad 680 000 mkw. wolnej powierzchni biurowej w całej stolicy najwięcej znajduje się na Służewcu (ponad 223,9 tys. mkw.) oraz w Centrum (ponad 155,8 tys. mkw.).Wskaźnik pustostanów

WARUNKI OFERTOWE NAJMU

Powierzchnie na najwyższych piętrach odznaczają się wyższymi stawkami czynszów, przekraczając średni czynsz w budynkach klasy A (ponad 30 euro/mkw./miesiąc).

Obserwujemy wyraźny zwrot w stronę „rynku wynajmującego”, który dyktuje warunki najmu oraz wpływa na znaczny spadek zachęt finansowych oferowanych najemcom.

W związku z końcem okresu rozliczeniowego, odnotowaliśmy średni kwartalny wzrost opłat eksploatacyjnych o 3%.

Centralne lokalizacje (budynki klasy A): 22,00-28,00 euro/mkw./miesiąc

Poza centrum (budynki klasy A): 16,00-19,50 euro/mkw./miesiąc

Średnia opłata eksploatacyjna: 28,00 zł/mkw./miesiąc

Strefa biurowa Podaż (mkw) Popyt (mkw) Wskaźnik pustostanów (%)
Centrum 1,91 mln 102,8 tys. 8,1%
Służewiec 1,06 mln 72,8  tys. 21,1%
Centralny Obszar Biznesowy (CBD) 994 tys. 63,4  tys. 7,1%
Korytarz Jerozolimskie 763  tys. 21,1  tys. 11,4%
Mokotów 394  tys. 6,4 tys. 5,4%
Wschód 292  tys. 14,1  tys. 9,6%
Żwirki i Wigury 260  tys. 7,9  tys. 17,7%
Zachód 209  tys. 4,5  tys. 9,5%
Korytarz Puławska 197  tys. 3,5  tys. 6,1%
Północ 126  tys. 3,5 tys. 7,5%
Ursynów, Wilanów 123  tys. 1,4 tys. 7,3%

Źródło: Avison Young

BIUROWY RYNEK INWESTYCYJNY – I POŁOWA 2025 r.

  • Polski rynek biurowy zakończył pierwsze półrocze 2025 roku z wolumenem inwestycyjnym na poziomie 411 milionów euro, co stanowiło 24% całkowitego wolumenu w Polsce.
  • Rynek biurowy w Warszawie odnotował 10 sfinalizowanych transakcji o łącznej wartości ponad 216 milionów euro, w tym 2 transakcje typu „core”.
  • Największą transakcją był zakup budynku Wronia 31 w Warszawie przez Uniqa Real Estate.
  • Kolejną transakcją typu „core” w Warszawie była sprzedaż Plac Zamkowy – Business with Heritage.
  • Polski kapitał odpowiadał za 44% wolumenu w warszawskim sektorze biurowym.

CO DALEJ?

Właściciele nieruchomości nadal preferują długoterminowe umowy najmu – standardem stają się kontrakty 7-letnie.

Oczekiwany jest wzrost opłat eksploatacyjnych w związku z nadchodzącymi rekalkulacjami.

Przewiduje się ograniczoną dostępność modułów biurowych powyżej 5 000 mkw., które będą coraz rzadsze lub wręcz niedostępne na rynku.

Autor Agnieszka Bykowska, Research Analyst w Avison Young

Licytacje komornicze nieruchomości – czy to nadal opłacalna okazja na rynku?

Licytacje komornicze to jedna z mniej popularnych, ale powszechnie znanych już metod nabywania mieszkań na rodzimym rynku wtórnym. Pytanie, czy jest to sposób godny polecenia wszystkim poszukującym odpowiedniego dla siebie lokum i o czym mogą świadczyć statystyki Krajowej Rady Komorniczej (KRK) z kilkunastu minionych lat.

Opcja z komorniczego rewiru

Jeszcze kilkanaście lat temu jednym z bardziej wiarygodnych, a jednocześnie dość osobliwych wskaźników oceny kondycji koniunktury na rynku mieszkaniowym jak i całej gospodarki kraju była aktywność na nim kancelarii komorniczych, mierzona liczbą zajęć nieruchomości czy też ich licytacji. W okresie pamiętnego spowolnienia gospodarczego sprzed półtorej dekady, będącego efektem globalnego kryzysu finansowego, liczba zlicytowanych nieruchomości w Polsce wzrosła z niespełna 4 tys. w 2010 roku do blisko 10 tys. cztery lata później, czyli o około 150 proc. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl obecnie sytuacja wygląda już nieco inaczej, na co wpływ ma zapewne nieporównywalnie lepsza kondycja materialna rodaków. Niezmiennie jednak planując zakup własnego lokum na pewno warto przynajmniej zastanowić się nad „za i przeciw” opcji mieszkania z komorniczego rewiru, które dziś można wylicytować nawet bez wychodzenia z domu.

W serwisie internetowym KRK, w zakładce obwieszczeń o licytacjach, przez lata można było przebierać w około tysiącu pozycji licytacji mieszkań i mniej więcej połowie tej liczby dotyczących domów z całego kraju. Aby licytacja mieszkania doszła do skutku, komornik musi ogłosić ją tu na co najmniej dwa tygodnie przed jej planowanym terminem. Tymczasem w chwili obecnej takich anonsów można się doliczyć 670 w przypadku mieszkań i 530 domów, czyli w granicach średniej z ostatnich lat.

Ryzyka zakupu nieruchomości od komornika

Istnieją trzy główne ryzyka zakupu nieruchomości od komornika. Pierwsze to kupno mieszkania lub domu z lokatorem. Jeżeli dotychczasowy właściciel nie będzie chciał się wyprowadzić po zlicytowaniu nieruchomości konieczne będzie przeprowadzenie postępowania eksmisyjnego w normalnym trybie, a więc z obowiązkiem zapewnienia lokatorowi pomieszczenia zastępczego czy tymczasowego, do którego będzie mógł się przeprowadzić. Może to być procedura czasochłonna.

Drugie ryzyko to prawo dotychczasowego właściciela do zaskarżenia postanowienia sądu o przysądzeniu własności. Czyli nowy właściciel po wpłaceniu całej wylicytowanej ceny nieruchomości nie ma do niej prawa własności do czasu rozpatrzenia przez sąd zażalenia zlicytowanego poprzedniego właściciela. A to może potrwać miesiące, a nawet lata.

I wreszcie trzecia kwestia – ryzyko zakupu nieruchomości bez niezbędnej wizytacji i obejrzenia mieszkania/domu, a to dlatego, że właściciel nie udostępnił lokalu.

Przed dwoma pierwszymi przypadkami trudno się zabezpieczyć, bardzo rzadko bowiem licytowane lokum pozostaje wolne i już opuszczone przez dotychczasowych właścicieli. Co zaś do trzeciego przypadku, musimy założyć, że mieszkanie jest wręcz zdewastowane, a zatem z kwalifikacją do kapitalnego remontu (wymiany wszystkiego), i takie dodatkowe koszty wkalkulować przy licytacji.

Nawet o połowę taniej

Decyzji o zakupie mieszkania poprzez licytację komorniczą przyświeca jeden główny cel – perspektywa znaczącej korzyści materialnej w postaci nabycia lokum po zdecydowanie okazyjnej cenie, a więc grubo poniżej wartości rynkowej. Teoretycznie taki bonus może wynieść jedną trzecią tej ostatniej, a w wyjątkowych okolicznościach nawet połowę. Pytanie, na ile to jest cel realny.

Cena wywoławcza (wywołania) na licytacjach komorniczych, czyli najniższa cena za jaką można nabyć nieruchomość, wynosi 3/4 na pierwszej licytacji i aż 2/3 na drugiej licytacji tzw. ceny oszacowania, która powinna w miarę precyzyjnie odzwierciedlać wartość rynkową przedmiotowej nieruchomości. Czy zawsze odzwierciedla? – trudno powiedzieć – niestety nie ma na to żadnej gwarancji. Machina komornicza działa – przynajmniej teoretycznie – poza własnym interesem, przede wszystkim w interesie zadłużonego, a więc komornik ma obowiązek uzyskania jak najwyższej ceny i do tego dąży. Z drugiej strony możliwe są przypadki ustalenia ceny oszacowania na poziomie umożliwiającym nabycie lokum od komornika za pół ceny rynkowej.

Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl mimo wszystko najlepiej podchodzić dość ostrożnie do ceny oszacowania jako być może mniej lub bardziej zawyżonej. Zdarzają się też przypadki oszacowania ceny nieruchomości przez rzeczoznawcę, który nie oglądał nieruchomości, bo nie został wpuszczony do środka przez właściciela. Jeżeli więc na pierwszej licytacji od ceny wywołania licytacja kilku licytantów podbije cenę do poziomu kilku procent poniżej ceny oszacowania, to w skrajnym przypadku nabycie mieszkania poprzez licytację może okazać się kupnem powyżej ceny rynkowej.

Tymczasem rzeczywiste okazje oraz względna pewność, że nie przepłacamy, mają miejsce wówczas, gdy kupujemy na drugiej licytacji po cenie wywołania lub lekko powyżej, czyli przy braku konkurencyjnych licytantów, albo po krótkiej i niewiele podbijającej cenę wywołania licytacji. O takie sytuacje jest jednak tym trudniej, im bardziej atrakcyjna jest nieruchomość. Bezwzględnie należy jednak zawsze przed licytacją wyznaczyć poziom, powyżej którego uznamy dalszy w niej udział za nieopłacalny, a więc bezcelowy. Polując na okazję z licytacji można bowiem bardzo łatwo wpaść w pułapkę zawyżonej ceny lub kupna mieszkania będącego źródłem wielu problemów. O tym należy zawsze pamiętać już na etapie wnoszenia obowiązkowego 10-procentowego wadium.

Statystyki KRK z dość jednoznaczną wymową

Trend zajęć komorniczych nieruchomości ma w ciągu minionych 12 lat wyraźny trend spadkowy z maksimum w roku 2013 na poziomie ponad 198 tys. do niespełna 126 tys. w roku 2024. To regres o znaczące 36 proc.

Można go podzielić na cztery etapy:

2013–2017: Stopniowy, regularny spadek (średnio -15 tys. rocznie).

2018: Lekki wzrost (z 138,4 tys. do 146,7 tys.).

2019–2022: Silniejszy spadek – rekordowo niski poziom w 2022 r. (116,3 tys.).

2023–2024: Stabilizacja – niewielkie wahania wokół 126 tys.Wyk.1 - Liczba zajęć komorniczych

Taki stan rzeczy to efekt spadającej liczby dłużników połączony z poprawą ich sytuacji finansowej, a ponadto postępująca poprawa ściągalności długów bez konieczności egzekucji z nieruchomości. W sumie to skutek mniejszej liczby rodaków popadających w tarapaty finansowe oraz coraz lepszych parametrów rynku pracy i utrzymującego się od lat na rekordowo niskim poziomie wskaźnika bezrobocia rejestrowanego.

Z kolei trend liczby sprzedaży nieruchomości w trybie licytacyjnym ma nieregularny charakter, ale również jednoznacznie spadkowy, ze szczytem w latach 2014-2016 i minimum w roku 2020. Widać tu wyraźnie wpływ pandemii na postępowania egzekucyjne oraz malejący z czasem popyt na nieruchomości licytacyjne.Wyk.2 Wskaźnik egzekucji z nieruchomości

Tymczasem wskaźniki efektywności egzekucji z nieruchomości, rozumiane jako procentowy udział sprzedaży nieruchomości w trybie licytacji w stosunku do liczby zajęć komorniczych nieruchomości w danym roku, wyraźnie zwyżkują, nie licząc załamania z pandemicznego roku 2020. Pytanie, dlaczego pomimo ogólnego spadku liczby zajęć i sprzedaży efektywność systemu rośnie. To z kolei może świadczyć o rosnącej jakości przygotowania licytacji lub większym zainteresowaniu nabywców.

Lokum od komornika bez wychodzenia z domu

Co ciekawe, nie tylko wskaźnik efektywności egzekucji z nieruchomości ma tendencję wzrostową. Podobny trend reprezentują statystyki licytacji nieruchomości w formie elektronicznej. Krajowa Rada Komornicza rozpoczęła prowadzenie systemu e-licytacji nieruchomości od 1 września 2021 r. za pośrednictwem serwisu www.elicytacje.komornik.pl. Było to efektem nowelizacji Kodeksu postępowania cywilnego z 2020 r., która wprowadziła obowiązek prowadzenia licytacji nieruchomości online.

I tak w roku 2022 liczba licytacji elektronicznych wyniosła 528 przypadków, rok później 1172, by w roku 2024 osiągnąć poziom 1763. Tym samym w roku ubiegłym udział licytacji elektronicznych przekroczył już jedną czwartą ogółu. Progres wydaje się więc dość imponujący. Czas pokaże, czy ta metoda przyczyni się w przyszłości do wyraźnego wzrostu zainteresowania Polaków nieruchomościami od komornika.

Póki co jednak, ta opcja nabywania nieruchomości, czy to w formie tradycyjnej czy elektronicznej, wciąż dedykowana jest raczej osobom dobrze zorientowanym w obecnych realiach rynku nieruchomości, potrafiącym odróżnić prawdziwą okazję od tej pozornej. Dziś bowiem nie brakuje korzystnych cenowo ofert sprzedaży mieszkań czy domów zarówno na rynku wtórnym, jak i pierwotnym, dla których aukcje komornicze jeszcze dość długo stanowić będą tylko pewne, mimo wszystko raczej marginalne uzupełnienie.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Rzecznik MŚP zasiądzie w Radzie ds. Przemysłu Drzewnego i Meblarskiego

Z inicjatywy Agnieszki Majewskiej Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, Minister Rozwoju i Technologii przychylił się do propozycji włączenia przedstawiciela instytucji Rzecznika MŚP do składu Rady ds. Przemysłu Drzewnego i Meblarskiego – nowego organu doradczego Prezesa Rady Ministrów.

Utworzenie Rady stanowi realizację jednego z głównych postulatów zgłoszonych podczas I Kongresu Przemysłu Drzewnego, który odbył się 10 marca 2025 r. w siedzibie Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Wydarzenie zgromadziło przedstawicieli administracji rządowej, świata nauki oraz przedsiębiorców i miało na celu wspólną dyskusję o przyszłości i potencjale rozwojowym branży drzewnej w Polsce. Wśród kluczowych tematów poruszanych podczas Kongresu znalazły się m.in. potrzeba poprawy konkurencyjności sektora, wypracowanie odpowiednich instrumentów wsparcia oraz zapewnienie spójności działań legislacyjnych.

W odpowiedzi na wystąpienia Rzecznika MŚP z 1 kwietnia oraz 26 maja 2025 r., Sekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii Michał Jaros pismem z dnia 10 lipca 2025 r., potwierdził uwzględnienie przedstawiciela Rzecznika w pracach Rady.

Drewno jako surowiec odgrywa fundamentalną rolę w działalności wielu przedsiębiorstw sektora MŚP, zwłaszcza firm rodzinnych, rzemieślniczych i regionalnych. Cieszę się, że głos tego środowiska zostanie wysłuchany przy tworzeniu ram rozwoju całej branży. Liczę na realny wpływ na kierunki działań Rady i konkretne efekty w postaci rozwiązań sprzyjających rozwojowi firm” – powiedziała Agnieszka Majewska Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Udział Rzecznika MŚP w pracach Rady ma zapewnić skuteczną reprezentację interesów mikro, małych i średnich przedsiębiorców oraz ułatwić koordynację działań administracji z potrzebami rynku. Celem Rady będzie wypracowanie rozwiązań legislacyjnych i instrumentów wspierających rozwój polskiego przemysłu drzewnego i meblarskiego jednego z kluczowych sektorów dla krajowej gospodarki i eksportu.

Chiny odporne na wojny handlowe – PKB rośnie ponad 5%, a eksport zaskakuje pozytywnie

Chiny pokazują odporność na wojny handlowe, PKB rośnie w tempie ponad 5%. Dane inflacyjne z rodzimej gospodarki nie dają wskazówki co do dalszej ścieżki stóp procentowych. Dynamika cen pod lupą również ze Stanów. 

Pozytywne zaskoczenia z Chin

Wczoraj poznaliśmy bardzo dobre dane odnośnie bilansu handlowego z Państwa Środka, przede wszystkim zachwyciło tempo wzrostu eksportu. Dzisiaj uwaga skupiona była na PKB za II kwartał i te wartości też są zaskakująco dobre. PKB w II kwartale wyniósł 5,2% w relacji r/r, w przypadku k/k 1,1% przy oczekiwaniach na poziomie 0,9%. Znacznie wyżej od prognoz wypadła też produkcja przemysłowa w czerwcu 6,8% vs 5,6%. Nieco zawiodła sprzedaż detaliczna, która wyniosła mniej niż oczekiwania analityków. Patrząc jednak na całościowy obraz można powiedzieć, że w obecnym otoczeniu wojen handlowych chińska gospodarka radzi sobie nadzwyczaj dobrze. Analitycy często głosili tezy, że wzrost ponad 5% jest nie do utrzymania. Trzeba dodać też, że Chiny są już objęte 30% taryfą, podczas gdy duża część państw rozpocznie handel na nowych cłach od 1 sierpnia. Dane wywołały euforię szczególnie na walutach regionu, takich jak AUD czy NZD, które dzisiaj umacniają się do USD o ponad 0,35%.

CPI bez zaskoczenia

W kalendarzu dzisiaj pojawił się też odczyt inflacji CPI z polskiej gospodarki za czerwiec. Wynik 4,1% w relacji r/r nie wskrzesił dużej zmienności, gdyż był zgodny z oczekiwaniami analityków. Taka wartość nie daje też odpowiedzi na pytanie o przyszłą ścieżkę kształtowania się stóp procentowych w Polsce. Posiedzenie w sierpniu jest niedecyzyjne, więc tak naprawdę poczekamy do września i dopiero wtedy dowiemy się czy obniżki kosztu pieniądza będą kontynuowane. Notowania EUR/PLN niemal nie drgnęły od wczorajszych poziomów i kształtują się poniżej 4,26. Nieco niżej dzisiaj schodzi kurs USD/PLN, który odbił się od poziomu 3,65.

Czy będzie nieco wyższa inflacja?

Skoro jesteśmy przy kwestii cen, dzisiaj poznamy jeszcze odczyty dynamiki inflacji zarówno bazowej, jak i konsumenckiej z amerykańskiej gospodarki. Publikacje te są pod baczną obserwacją analityków, gdyż wśród decydentów polityki monetarnej z USA panuje podział odnośnie dalszych decyzji Fed. Część członków twierdzi, że inflacja jest już okiełznana i jest przestrzeń do obniżki stóp. Druga część uważa jednak inaczej i chce utrzymywać koszt pieniądza bez zmian nawet do końca roku. Patrząc na oczekiwania analityków przed dzisiejszymi wskazaniami, ta druga grupa może dostać dzisiaj argument do utrzymywania swojego stanowiska. Zarówno bazowa CPI, jak CPI mają wypaść wyżej niż w poprzednim miesiącu o 0,2%. Jeśli taki scenariusz się ziści, to znów oddali się perspektywa cięć stóp na ten rok, co może być plusem dla notowań USD.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Cła USA bez większego wpływu na europejskie waluty

Ostatnie decyzje amerykańskiej administracji przeszły z bardzo małym echem. Wyraźniej widać ich wpływ na rynek ropy, gdzie jednak zostały wsparte dodatkowymi sygnałami. Inflacja w Polsce nie zaskoczyła.

Wpływ ceł na waluty

Wygląda na to, że świat dojrzewa do decyzji, by odpuścić obecny styl negocjacji z Amerykanami. Należy pamiętać, że USA grając tak szeroko, mogą doprowadzić do stworzenia innych, niż dotychczas połączeń ekonomicznych globalnie. Takich, w których nie są centrum świata. Wiadomo, gospodarka tego kraju jest ogromna i odpowiada za 25% światowego PKB. Należy jednak pamiętać, że ze względu na wytwarzanie wielu produktów lokalnie, odpowiada również za mniej więcej 13% światowego importu. W rezultacie wiele państw dochodzi do wniosku, że zamiast padać na kolana, musi wymyślić sposób na funkcjonowanie w świecie ze znacznie mniejszym udziałem Wielkiego Brata. W sobotę ogłoszono cła i na walutach nic wielkiego się nie stało – przynajmniej w Europie. Kurs EURUSD lekko spadł, ale można to śmiało to zrzucić na kontynuację obecnej korekty po wybiciu przez dolara rekordowych dołków. Nawet reakcja na meksykańskim peso, które powinno być główną ofiarą ceł, nie jest szczególnie znacząca. Pozostaje pytanie – jaki wpływ będzie to miało na gospodarkę USA? Cła powinny podnieść ceny, a wyższa inflacja to wyższe stopy procentowe. Wyższe stopy to z kolei mocniejszy dolar.

Korekta cen ropy

Wczoraj mieliśmy niespodziewaną wypowiedź Donalda Trumpa, który dał Rosji jeszcze 50 dni na zakończenie wojny w Ukrainie. W przeciwnym razie zapowiedział sankcje. Oznacza to, że przez te 50 dni na rynek ciągle będzie trafiał rosyjski surowiec. Do tego warto zwrócić uwagę, że rośnie wydobycie w OPEC+, a nowa runda taryf celnych co do zasady powinna ograniczyć zapotrzebowanie na ropę. Skoro na rynku ma być więcej towaru, a zapotrzebowanie będzie mniejsze, to cena powinna spadać. Od wczorajszych szczytów cena baryłki ropy naftowej spadła już o 2,5% z 71,5 dolara na 69 dolarów. Jeżeli ta sytuacja się utrzyma, może to nie być koniec spadków.

Inflacja bez niespodzianek

Finalne dane za inflację w czerwcu okazały się równe wstępnym i wynoszą 4,1%. Nie jest to niespodzianka. Warto jednak pamiętać, że można oczekiwać jej istotnego zmniejszenia się w kolejnych miesiącach. Powodem jest, chociażby ostatnia decyzja Rady Polityki Pieniężnej. Gdyby nie spodziewano się istotnego spadku, nie doszłoby w lipcu do obniżek stóp. Analitycy spodziewają się w lipcu wyniku nawet poniżej 3%. Należy pamiętać, że rok temu lipiec przyniósł duży wzrost z powodu częściowego uwolnienia cen energii.

Autor: Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

E-leasing staje się faktem. Nowe przepisy upraszczają zawieranie umów online

13 lipca 2025 roku weszły w życie długo oczekiwane przepisy wchodzące w skład pakietu deregulacyjnego, które otwierają nowy rozdział w cyfryzacji usług leasingowych. Od tego momentu możliwe jest zawieranie umów leasingowych całkowicie zdalnie, bez obowiązku zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności. To fundamentalna zmiana – szczególnie dla sektora MŚP, który stanowi największą grupę klientów tej branży.

Zgodnie z ustawą podpisaną przez Prezydenta RP 6 lipca 2025 roku, umowy leasingowe mogą być zawierane w tzw. formie dokumentowej. Oznacza to możliwość składania oświadczeń woli za pośrednictwem e-maila, aplikacji mobilnych czy podpisów elektronicznych niekwalifikowanych, pod warunkiem jednoznacznego ustalenia treści umowy oraz identyfikacji osoby składającej oświadczenie.

To przełom nie tylko dla branży leasingowej, ale dla całej gospodarki cyfrowej. Eliminacja papierowych barier przekłada się na realne oszczędności – zarówno czasowe, jak i finansowe. Wprowadzenie e-leasingu może istotnie ograniczyć koszty operacyjne, przyspieszyć procesy i umożliwić automatyzację wielu etapów – komentuje Maciej Zygmański, Business Development Manager w SIGNIUS.

Dotychczas każda umowa leasingowa w Polsce musiała być zawarta w formie pisemnej, co wymuszało stosowanie podpisu odręcznego lub podpisu kwalifikowanego. Dla wielu firm oznaczało to konieczność drukowania, podpisywania, skanowania i przesyłania dokumentów. Spowalniało to cały proces i generowało dodatkowe koszty operacyjne.

Nowe przepisy, opracowane przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii, kończą ten etap i wprowadzają leasing do głównego nurtu cyfryzacji – na podobnych zasadach, na jakich wcześniej cyfrowo zmodernizowano procesy w sektorze bankowym, HR czy administracji publicznej.

Branża leasingowa dołącza do grona sektorów, które stawiają na efektywność i automatyzację. Już dziś możliwa jest integracja procesu zawierania umów z systemami CRM, platformami sprzedażowymi czy usługami identyfikacji online. Dzięki temu firmy leasingowe mogą szybciej obsługiwać klientów, a przedsiębiorcy finalizować transakcje bez wychodzenia z biura – podkreśla Maciej Zygmański.

Warto zaznaczyć, że zmiany nie nastąpią natychmiast. Leasingodawcy będą wdrażać nowe rozwiązania stopniowo, przygotowując odpowiednie procedury i narzędzia. Z e-leasingu będą mogli skorzystać zarówno nowi, jak i obecni klienci, o ile obie strony umowy wyrażą na to zgodę.

Choć nowe przepisy dotyczą na razie samego zawierania umów, eksperci zgodnie wskazują, że to dopiero pierwszy etap cyfrowej transformacji rynku leasingowego. Kolejnymi krokami powinny być m.in. wprowadzenie e-weksli, cyfrowa ocena zdolności kredytowej oraz uproszczenie zasad dotyczących obiegu dokumentów elektronicznych.

E-leasing to strategiczny impuls do rozwoju rynku e-podpisów i cyfrowych usług zaufania. Otwiera nowe możliwości integracji technologii, automatyzacji i poprawy doświadczenia klienta. To również wyraźny sygnał, że cyfryzacja w Polsce nie jest już tylko wizją, ale realnie wspiera rozwój gospodarki – podsumowuje Maciej Zygmański.

Kurs dolara a konflikt Trumpa z Powellem – co dalej z polityką Fed?

Rynki zdają się dobrze radzić z kolejną rundą trumpowskich ceł, a groźba ich wprowadzenia w sierpniu jest traktowana jako strategia negocjacyjna. Trwający konflikt Trumpa z Powellem dalej nie zmienia prognozy podtrzymania stóp procentowych przez Fed.

Kluczowe punkty:

  • Otoczenie lekko się pogorszyło, ale PLN pozostaje mocny.
  • Handel „sell America” blaknie, USD zyskuje.
  • W miarę zbliżania się terminu 01.08 Trump straszy wyższymi cłami.
  • Brytyjska gospodarka w maju ponownie się kurczy. Oczekuje się cięcia stóp BoE w sierpniu.

Listy zawierające ogłoszenie bardzo wysokich ceł od sierpnia, które Trump rozsyła do partnerów handlowych USA, są traktowane jako kolejne odroczenie wyznaczonego przez niego terminu 9 lipca i w dużej mierze strategia negocjacyjna. Waluty G10 utrzymują się w wąskich przedziałach i, co ciekawe, rynki kolejne wiadomości o cłach ignorują albo reagują na nie, wspierając dolara – to wyraźna zmiana względem początkowej reakcji na kwietniowy „dzień wyzwolenia”. Złowieszcze sygnały płyną tylko w dalszym ciągu z amerykańskiego rynku obligacji skarbowych, na którym w odpowiedzi na ustawę budżetową i perspektywę ogromnych deficytów w przewidywalnej przyszłości wyprzedaży doświadczają długoterminowe obligacje. Mimo wszystko nawet tam wszystko przebiega jednak jak na razie w uporządkowany sposób.

Odporność ta zostanie w tym tygodniu poddana testowi. Rynki będą uważnie śledzić negocjacje handlowe, wypatrując oznak postępów. Dodatkowym zagrożeniem dla dolara będzie próba zamachu Trumpa na niezależność Rezerwy Federalnej, ponieważ naciska on, by bank centralny obniżył stopy procentowe szybciej, niż jest skłonny to zrobić. Silny odczyt amerykańskiej inflacji w czerwcu (wtorek 15.07) wzmocniłby pozycję Fedu. Brytyjski kalendarz makroekonomiczny na ten tydzień jest niezwykle bogaty. W środę (16.07) opublikowane zostaną dane o inflacji w czerwcu, a dzień później (czwartek 17.07) istotne dane z rynku pracy w maju i czerwcu.

PLN

Jako że zewnętrzne otoczenie staje się nieco mniej korzystne, złoty doświadczył w ubiegłym czasie niewielkiej wyprzedaży względem euro. Zmienność waluty jest jednak wciąż dość ograniczona, a kurs EUR/PLN jest bliski średniej z ostatnich miesięcy.

Uwaga skupiła się głównie na negocjacjach handlowych między USA i UE, wydarzenia krajowe nie były zaś szczególnie istotne. Ten tydzień będzie podobny, chociaż warto spojrzeć na dane o rachunku obrotów bieżących (poniedziałek 14.07) i szczegółowy raport inflacyjny (wtorek 15.07). W ostatnich miesiącach dynamika tego pierwszego była minimalnie niekorzystna z punktu widzenia siły złotego. Presja cenowa zaskoczyła w czerwcu lekko w górę, oczekuje się jednak, że w tym miesiącu spadnie do celu Narodowego Banku Polskiego (2,5% ± 1 pp.), co powinno wesprzeć dalsze obniżki stóp procentowych.

EUR

Uczestnicy rynku nie przejęli się jak na razie weekendową groźbą Trumpa, że od 1 sierpnia Unia Europejska będzie obciążona 30-procentowymi cłami. Postrzegamy to raczej jako kolejną taktykę z podręcznika negocjacji Trumpa, a nie wiążącą deklarację, szczególnie że większość komunikatów z obu stron wskazuje w ostatnim czasie, że uzgodnienie ramowego porozumienia handlowego jest blisko.

Tak jak było przez większość ubiegłego tygodnia, również ten przyniesie niewiele wpływających na rynki danych gospodarczych ze strefy euro, odbędą się jednak liczne przemówienia oficjeli Europejskiego Banku Centralnego. Stopy procentowe EBC są na poziomie 2%, rynki widzą więc przestrzeń na maksymalnie jeszcze jedną obniżkę, do której dojdzie nieprędko. Parametry polityki monetarnej zostaną na razie na obecnym poziomie, głównym czynnikiem kształtującym euro będą więc wydarzenia poza Wspólnotą, a dokładniej wyniki amerykańskiej gospodarki i wiadomości dotyczące konfliktu Trumpa z prezesem Fedu Jeromem Powellem.

USD

Dolar w ubiegłym tygodniu zyskał na perspektywach wyższych ceł. To wyłamanie się z trendu po „dniu wyzwolenia” stanowi powrót do konwencjonalnego myślenia, zgodnie z którym większy protekcjonizm handlowy i podwyższona globalna niepewność są postrzegane jako korzystne dla amerykańskiej waluty. Tymczasem rynki w konflikcie między prezesem Fedu a Białym Domem wydają się obecnie popierać Powella i niemal całkowicie wykluczają możliwość cięcia stóp procentowych na lipcowym posiedzeniu FOMC, szczególnie po czerwcowym raporcie NFP (non-farm payrolls).

Czekamy na raport inflacyjny za czerwiec (wtorek 1.07), który powinien wesprzeć stanowisko Fedu. Wpływ ceł na inflację jest wciąż bardzo ograniczony, wątpimy jednak, że może tak być wiecznie. W którymś momencie importerom skończą się zapasy, które zgromadzili wcześniej w tym roku, nim zostały wprowadzone cła, a wtedy ceny powinny wzrosnąć, szczególnie biorąc pod uwagę zdrową dynamikę wydatków konsumenckich. Tymczasem wydaje się, że dolar będzie potrzebował katalizatora, nim spadnie do nowych minimów, a dobry raport inflacyjny raczej nim nie będzie.

GBP

Znaczny spadek liczby zatrudnionych na Wyspach w maju kładzie się cieniem na funcie i ogólnie brytyjskich aktywach, ponieważ sugeruje, że pracodawcy źle przyjęli ostatnie podwyżki podatków. Podnosi to wagę raportu z rynku pracy za maj i czerwiec (czwartek 17.07), który może być istotniejszy nawet o danych inflacyjnych (środa 16.07) – ich zmiana względem wcześniejszego miesiąca powinna być niewielka.

Do czwartkowego popołudnia my, a co ważniejsze Bank Anglii, powinniśmy mieć bardziej klarowny obraz skali słabości brytyjskich danych gospodarczych. Opublikowana w ubiegłym tygodniu kiepska dynamika PKB w maju nie była ani trochę optymistycznym sygnałem, ponieważ oznacza, że gospodarka Wysp w II kwartale niemal na pewno skurczyła się w ujęciu kwartalnym. Nie tylko sprawia to, że obniżka stóp procentowych Banku Anglii w sierpniu staje się coraz bardziej prawdopodobna (rynki swap wyceniają ją na niemal 90%), ale również zwiększa ryzyko dodatkowych podwyżek podatków jesienią, które wydają się obecnie właściwie nieuniknione. Nie jest to szczególnie dobra perspektywa dla funta, który w ubiegłym tygodniu wciąż radził sobie gorzej od większości pozostałych walut G10.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Cła Trumpa na UE mogą obniżyć PKB strefy euro o 1%, a euro pozostaje stabilne

Prezydent USA zapowiada cła na UE w wysokości 30% od 1 sierpnia. Czy będzie tąpnięcie na giełdach? W tle spokojny początek tygodnia na notowaniach złotego i dobre dane z chińskiej gospodarki. 

UE się „doigrała”

Weekend przyniósł niezbyt dobre informacje dla krajów UE. Prezydent USA, po wielu tygodniach nerwowej atmosfery w fazie wyczekiwania, zdecydował się jednostronnym oświadczeniem podnieść taryfy celne do poziomu 30% od 1 sierpnia. Wcześniej w ramach „kwietniowych taryf” wartość ta wynosiła 20%. Mamy więc znany w przypadku Trumpa scenariusz braku dialogu i wymuszania na partnerach handlowych tego, czego oczekuje. Oczywiście padają też groźby, że w przypadku ceł odwetowych wartość taryf po stronie USA również zostanie zwiększona. Prezydent Stanów Zjednoczonych, jak to zwykle bywa, ma rozwiązanie tego problemu – przenoszenie fabryk z UE na teren USA. Ciekawy jest brak reakcji rynków na weekendowe doniesienia. Dla UE wyższe taryfy to spory balast dla wstającej z kolan koniunktury, choćby dla rynku motoryzacyjnego u naszego zachodniego sąsiada. Analitycy szacują, że taka wysokość ceł może zmniejszyć o 1% PKB w strefie euro. Mimo wszystko euro trzyma się mocno (EUR/USD okolice 1,17). Nie widać również paniki na indeksach giełdowych – DAX dzisiaj spada o 0,7%. Być może jednak jest to kwestia dużej wiary w to, że sytuację można jeszcze odwrócić i dojść do porozumienia, a tak wysokie cła ze strony Trumpa znów staną się tylko straszakiem.

Wakacyjny handel

Krajowa waluta reaguje na te wydarzenia bardzo spokojnie. Na EUR/PLN można śmiało mówić o wakacyjnym handlu, a kurs porusza się w wąskim paśmie wahań między poziomem 4,23 a 4,29 od początku maja. Spadki notowań głównej pary walutowej świata sprawiły, że nastąpił nieznaczny wzrost w kierunku górnego ograniczenia, ale kurs wraz z początkiem tego tygodnia znów wraca w okolice środka tego kanału. Jutro ważny odczyt z krajowej gospodarki, a mianowicie CPI za czerwiec. Oczekiwania mówią o poziomie 4,1%. Każda niższa wartość może być niekorzystna dla PLN, gdyż rozbudzi apetyty na wrześniową obniżkę stóp procentowych przez RPP. Po odbiciu od poziomu 3,60 kurs USD/PLN ruszył w górę i jest tuż przed oporem na 3,65. Jego pokonanie będzie zależeć od notowań głównej pary walutowej świata.

Niestraszne cła

Dzisiaj w kalendarzu niewiele ważnych danych makro, niemniej jednak zwraca uwagę bilans handlowy z Chin. Sytuacja w Państwie Środka również jest warunkowana cłami na eksport do USA. Aktualna stawka, ustalona w połowie maja na 90 dni, wynosi aż 30%. Nie jest to może aż tak wysoka stawka (jak obowiązujące do niedawna 145%), ale analitycy czekali na te dane właśnie pod kątem pogorszenia bilansu handlowego. Obawy okazały się jednak nieuzasadnione, a Chiny osiągnęły znacznie większą nadwyżkę w handlu niż zakładały prognozy. Pozytywnie zaskoczył także eksport, który wzrósł 5,8% przy oczekiwaniach na poziomie 5,0%. Jutro, także z tego rejonu świata, ważny odczyt PKB za II kwartał. Poprawa w handlu może dać pozytywny efekt również w przypadku wzrostu gospodarczego i dać powiew optymizmu na cały rynek zarówno walutowy, jak i giełdowy. W końcu mówimy o największej fabryce świata.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Energetyka i banki ciągną GPW w górę – jakie perspektywy na dalszą część roku?

Pierwsze półrocze było rekordowo dobre dla warszawskiej giełdy. Drożały zwłaszcza spółki energetyczne i banki. Jednak wzrost wyceny banków może dziwić, skoro obniżane są stopy procentowe i ich zyski już tak łatwo nie będą rosnąć.

WIG20 wzrósł o 30%, a szeroki indeks warszawskiej giełdy o 3 pkt. proc. więcej. To jednocześnie był okres dobry także dla innych giełd europejskich.

– Europejski rynek poradził sobie dobrze, a polski bardzo dobrze, tak wysokie wzrosty na GPW nie były widziane od początku XXI wieku – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tymoteusz Turski, analityk rynku akcji w XTB. – Powody są takie, że gdy rósł amerykański rynek, polski rynek stawał się relatywnie coraz bardziej tani, a to zaczęło się zmieniać właśnie w tym roku.

Inny powód wzrostów na GPW, to dwie dodatkowe premie za ryzyko, których inwestorzy oczekują, decydując się na polski rynek akcyjny. Pierwsza związana jest konfliktem Rosja-Ukraina i perspektywami zakończenia wojny toczącej się bezpośrednio za polską granicą. Coraz mocniej wyceniane było zawarcie pokoju, choć teraz wiemy, że nie stanie się to tak szybko, jak można było oczekiwać po deklaracjach D.Trumpa, jednak jak dotąd nie widać rozczarowania inwestorów z tego powodu. Oczekiwania na drugą premię związane są z tym, że nasz rynek nadal jest w koszyku rynków rozwijających się i charakteryzuje się mniejszą płynnością.

Tym bardziej może dojść do przesunięcia uwagi inwestorów od ryzyka geopolitycznego w kierunku tego, jakie wyniki w raportach kwartalnych prezentują spółki.

Jakie branże zyskały najbardziej na wycenie w I półroczu? Zyskały bardzo polskie banki i energetyka.

– Wyceny polskich banków nie do końca spełniają jedną z bardzo ważnych funkcji indeksów giełdowych. Indeksy powinny rosnąć, gdy poprawie się analiza fundamentalna, a z bankami tak nie było w mojej ocenie – komentuje analityk XTB. – Gdy banki operują w otoczeniu wysokich stóp procentowych, to mają podstawy, aby poprawiać swoje wyniki i to widzieliśmy zwłaszcza w 2024 r. Teraz, gdy stopy są już obniżane, utrzymanie dynamiki wyników finansowych będzie o wiele cięższe. Skąd więc wzrosty kursów? Inwestorzy zagraniczni chętniej lokują tutaj swoje środki. Robią to tym chętniej ponieważ sektor bankowy jest bardziej płynny niż inne sektory z GPW.

Wyceny polskich banków mogą jednak nadal rosnąć jeżeli inwestorzy zwrócą uwagę na ich bardzo dobre wskaźniki wypłacalności. Pod tym względem pozytywnie odróżniają się nawet na tle europejskich banków, które również obowiązują parametry ostrożnościowe wyznaczone przez UE.

Wzrosty branży energetycznej należy powiązać z ogłaszaniem nowych strategii rozwoju, a działo się to pod koniec minionego roku i na początku 2025 r. Zbliża się jednak czas, gdy spółki energetyczne będą musiały w raportach kwartalnych dowieźć zakładane efekty.

Natomiast indeks spółek gamingowych przyniósł małe rozczarowanie. Od nieudanej premiery sprzed kilku lat Cyberpunka inwestorzy wyczekują na udane premiery na miarę Wiedźmina3. Od początku roku bardzo dobrze radzi sobie CD Projekt, wobec tej spółki oczekiwania ustawione są bardzo wysoko (demo kolejnego Wiedźmina zostało bardzo dobrze przyjęte).

– Polski rynek akcji nie jest bardzo drogi, nadal mamy do czynienia z relatywnie niskimi wycenami, podtrzymanie wysokich trendów wzrostowych jest więc możliwe, ale na przeszkodzie może stanąć pokusa realizacji zysków przez inwestorów po tak dobrym pierwszym półroczu – podsumowuje T.Turski z XTB.

Sztuczna inteligencja w Polsce: popularna, ale używana bez wiedzy pracodawców i regulacji

Polacy korzystają ze sztucznej inteligencji częściej niż Amerykanie czy Niemcy – 69% deklaruje regularne użytkowanie, co plasuje nas powyżej średniej światowej. Jednocześnie aż 90% nie zna obowiązujących przepisów dotyczących AI, a ponad połowa pracowników wykorzystujących narzędzia oparte na sztucznej inteligencji w miejscu pracy ukrywa ten fakt przed pracodawcą – wynika z raportu KPMG pt. „Sztuczna inteligencja w Polsce. Krajobraz pełen paradoksów”, który analizuje percepcję, wykorzystanie i zaufanie do AI w Polsce i na świecie. W badaniu wzięło udział 48 tys. respondentów z 47 krajów, w tym 1 082 z Polski.

Sztuczna inteligencja zagościła na stałe w życiu prywatnym i zawodowym Polaków – aż 76% użytkowników zauważyło poprawę wydajności i dostępności zasobów dzięki automatyzacji powtarzalnych zadań. Wśród pracujących Polaków 54% korzysta z AI intencjonalnie i co najmniej raz na kilka miesięcy, a niemal 90% użytkowników wykorzystuje w tym celu publicznie dostępne narzędzia, z czego 77% sięga po rozwiązania bezpłatne.

Z raportu KPMG wynika że w praktyce narzędzia AI wykorzystywane są często bez nadzoru i bez wiedzy pracodawcy – 55% pracowników korzystających z AI w Polsce nie ujawnia, że używa AI, prezentując jej wyniki jako własne. Choć AI zwiększa efektywność pracy u większości jej użytkowników w Polsce (64%), to w co trzecim przypadku prowadzi także do wzrostu obciążenia obowiązkami.

Poziom wdrożeń AI w polskich organizacjach dorównuje, a nawet przewyższa ten obserwowany w USA czy Niemczech. Jednak inną kwestią jest rzeczywiste wykorzystywanie sztucznej inteligencji w codziennej pracy. Różnica między firmami, które formalnie wdrożyły AI, a rzeczywistym wykorzystaniem przez pracowników, wynika z wielu przyczyn – jedną z nich jest po prostu to, że dostęp do tych narzędzi ma tylko wybrana część zespołu. Z drugiej strony zdarzają się sytuacje, gdzie teoretycznie dostęp do AI jest szeroki, ale brakuje odpowiednich szkoleń i motywacji ze strony pracodawców. W efekcie nawet jeśli technologia jest dostępna, to w praktyce niewiele osób z niej rzeczywiście korzysta. W związku z tym niezwykle ważne jest zadbanie o popularyzację wiedzy o narzędziach sztucznej inteligencji, dostosowanej do specyfiki każdego stanowiska. Konieczne jest pokazanie pracownikom, dlaczego to właśnie ich zadania staną się łatwiejsze dzięki AI – mówi Andrzej Gałkowski, Partner, Lider doradztwa dla sektora bankowego, Head of AI w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Wysoki stopień wdrożenia AI nie oznacza, że wykorzystywany jest jej pełny potencjał. Jak pokazują wyniki badania, pracownicy w Polsce najchętniej i częściej niż pracownicy innych krajów sięgają po narzędzia, które są najbardziej przystępne i nie wymagają szkolenia przed rozpoczęciem użytkowania. Takie rozwiązania mają swoje zalety – są tańsze, ich integracja z infrastrukturą firmy jest prosta, a ich wysoka elastyczność umożliwia dopasowanie do specyfiki i kontekstu pracy. W rezultacie przyczyniają się do usprawnienia realizacji codziennych, drobnych zadań oraz sprzyjają rozwojowi innowacyjnych postaw i inicjatyw pracowniczych. Jednocześnie jednak niska specjalizacja takich narzędzi zwiększa ryzyko błędów kontekstualnych, a ich otwarty charakter – ryzyko niedozwolonych zastosowań, związanych z przetwarzaniem danych firmowych poza regulowanym środowiskiem – komentuje Leszek Ortyński, Dyrektor, Lider ds. AI i Data Science w KPMG w Polsce.

Zaufanie do AI rośnie wolniej niż jej popularność

Tylko 41% Polaków deklaruje zaufanie do sztucznej inteligencji – to mniej niż średnia światowa (46%). Mimo to poziom akceptacji dla obecności AI w pracy jest jednym z najwyższych – aż 77% respondentów z Polski akceptuje jej wdrażanie w miejscu zatrudnienia.

Stosunkowo wysoki poziom akceptacji w Polsce może świadczyć o otwartości społeczeństwa na nowe technologie oraz rosnącym zaufaniu do ich praktycznych zastosowań. Jednocześnie pokazuje to, że postawy wobec AI nie są determinowane wyłącznie poziomem rozwoju gospodarczego, lecz także lokalnym kontekstem – w tym dostępnością narzędzi, sposobem ich wdrażania oraz obecnością debaty publicznej wokół sztucznej inteligencji. Nie można lekceważyć wpływu presji na korzystanie z narzędzi AI – prawie połowa (48%) pracowników obawia się, że pozostaną w tyle, jeśli nie będą korzystać ze sztucznej inteligencji – zauważa Leszek Ortyński, Dyrektor, Lider ds. AI i Data Science, KPMG w Polsce.

Kompetencje użytkowników – samoocena przewyższa deklarowany poziom wiedzy

Choć 60% badanych z Polski twierdzi, że potrafi efektywnie posługiwać się AI, a 70% uważa, że potrafi rozpoznać wygenerowane przez nią treści, jedynie 29% przeszło jakiekolwiek szkolenie w tym zakresie – o 10 punktów procentowych mniej niż światowa średnia. Co więcej, 46% uczestników badania określa swoją wiedzę i umiejętności potrzebne do świadomego korzystania z AI jako niskie.

Wiele osób deklaruje umiejętność korzystania z AI i wskazuje, że potrafi wskazać obszar zastosowania dla sztucznej inteligencji, ale jednocześnie często towarzyszy im niska ocena własnych kompetencji oraz niepewność dotycząca poziomu posiadanej wiedzy. Może to wynikać z tego, że użytkownicy korzystają z AI głównie w oparciu o własną intuicję i podstawową znajomość technologii, bez głębszego zrozumienia jej zasad działania czy ograniczeń. Mimo że sztuczna inteligencja jest coraz powszechniej wykorzystywana, rzeczywisty poziom kompetencji użytkowników wciąż pozostaje zróżnicowany – zarówno w Polsce, jak i w skali światowej. To wyraźny sygnał dla pracodawców, instytucji edukacyjnych i regulatorów o potrzebie inwestowania w edukację cyfrową – wskazuje Andrzej Gałkowski, Partner, Lider doradztwa dla sektora bankowego, Head of AI w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Cyberzagrożenia, dezinformacja i przyszłość pracy – obawy w cieniu technoentuzjazmu

Coraz częściej wykorzystywana sztuczna inteligencja jednocześnie budzi wśród Polaków powszechne obawy. Aż 89% respondentów obawia się cyberzagrożeń związanych z tą technologią, a 44% twierdzi, że osobiście doświadczyło ich skutków. 54% badanych zetknęło się z dezinformacją wygenerowaną przez AI, a 48% wskazuje na negatywne skutki automatyzacji – przede wszystkim utratę kontaktu z człowiekiem.

Nastroje dotyczące ryzyka zastąpienia przez sztuczną inteligencję w pracy pozostają umiarkowane. Połowa badanych pracowników z Polski nie dostrzega zagrożenia dla kluczowych funkcji swojej pracy ani całej branży, jednak co trzeci (34%) przewiduje, że sztuczna inteligencja może przejąć ważne zadania, a podobny odsetek spodziewa się redukcji etatów w swoim sektorze. Polacy wykazują też mniejszy sceptycyzm niż przeciętny pracownik na świecie – 31% obawia się zastąpienia przez AI, podczas gdy średnia światowa wynosi 40%.

Ograniczona wiara w regulacje

Pomimo powszechnego oczekiwania na regulacje (zarówno krajowe, jak i międzynarodowe), aż 90% polskich respondentów nie ma świadomości istnienia obecnych przepisów dotyczących AI. Z kolei co trzecia osoba wykorzystująca AI w pracy przyznaje się do regularnego podejmowania działań nieostrożnych lub wręcz sprzecznych z polityką firmy. Dane te pokazują wyraźną lukę między regulacyjnymi intencjami a praktyką.

W porównaniu do średniej światowej, Polacy częściej korzystają z AI, rzadziej jednak uczestniczą w formalnych szkoleniach. Z jednej strony można dostrzec szybką adopcję i percepcję rosnących korzyści z wdrażania sztucznej inteligencji, ale z drugiej zwraca uwagę ograniczone zaufanie i brak ugruntowanych kompetencji do posługiwania się AI. Ta mieszanka sprzeczności stanowi punkt wyjścia do pogłębionej debaty o odpowiedzialnym wdrażaniu sztucznej inteligencji w życiu społecznym, gospodarczym i regulacyjnym.

O raporcie:

Badanie „Trust, Attitudes and Use of Artificial Intelligence: A Global Study 2025” zostało przeprowadzone przez zespół naukowców z University of Melbourne we współpracy z KPMG. Jest to jedno z najbardziej kompleksowych badań dotyczących zaufania społecznego, postaw i wykorzystania sztucznej inteligencji na świecie, obejmujące ponad 48 000 respondentów z 47 krajów, w tym 1082 respondentów z Polski. W każdym z krajów dane zbierano z wykorzystaniem reprezentatywnych paneli badawczych. Respondenci zostali zaproszeni do udziału w ankiecie online, a zbieranie danych trwało od listopada 2024 do połowy stycznia 2025 roku.

Jesika Mackiewicz powołana do zarządu Matexi Polska

Matexi Polska wzmacnia swoje struktury zarządcze. Do zarządów spółek realizujących projekty mieszkaniowe w Warszawie dołączyła Jesika Mackiewicz. Menedżerka z ponad 10-letnim doświadczeniem w branży nieruchomości będzie wspierać dalszy rozwój Matexi Polska na stołecznym rynku.

Uznany deweloper o belgijskich korzeniach rozbudowuje swoje struktury operacyjne.  Z początkiem lipca br. Jesika Mackiewicz została powołana do zarządów spółek odpowiedzialnych za realizację warszawskich inwestycji. Jesika Mackiewicz jako członkini najwyższego kierownictwa, odpowiada za współtworzenie i wdrażanie strategii firmy, w tym rozwój portfela projektów mieszkaniowych, pozyskiwanie gruntów oraz przygotowanie nowych inwestycji.

„Powołanie Jesiki Mackiewicz do zarządu Matexi Polska to ważny krok w kierunku dalszego wzmocnienia struktur Grupy Matexi na strategicznym rynku warszawskim. Jesika wnosi do zespołu nie tylko bogate, wieloletnie doświadczenie w sektorze nieruchomości, ale także niezwykle cenne cechy osobowościowe – konsekwencję w działaniu, doskonałą samoorganizację oraz wysoki poziom profesjonalizmu, który łączy z wyjątkową empatią i umiejętnością pracy zespołowej. Od momentu dołączenia do Matexi dała się poznać jako liderka o dużym zaangażowaniu i silnym poczuciu odpowiedzialności za powierzony jej obszar. Jej powołanie to nie tylko docenienie dotychczasowej pracy, ale także wyraz naszego przekonania, że jej kompetencje i podejście będą miały kluczowe znaczenie dla dalszego rozwoju portfolio naszych projektów mieszkaniowych” – podkreślił Mirosław Bednarek, Regional Business Director, Prezes Zarządu Matexi Polska.

Jesika Mackiewicz ma ponad 10-letnie doświadczenie w sektorze nieruchomości. Z Matexi Polska związana jest od roku. Jako Business Manager odpowiada za projekty mieszkaniowe i PRS realizowane w Warszawie. Zarządza zespołem developmentu, odpowiedzialnym za cały proces zakupów i przygotowania inwestycji, zaczynając od pozyskiwania nowych gruntów, przez negocjacje, due dilligence, zawieranie umów zakupu nieruchomości oraz uzyskiwanie decyzji administracyjnych: decyzji WZ, decyzji środowiskowych, pozwoleń na budowę, a także przygotowywanie biznesplanów inwestycji, struktury transakcji i strategii prowadzenia projektów.

Artur Apostoł odchodzi z Globalworth

Po blisko dziewięciu latach kierowania operacjami nieruchomościowymi, w tym pięciu latach w roli dyrektora zarządzającego tym obszarem, Artur Apostoł podjął decyzję o rezygnacji z funkcji współzarządzającego biznesem Globalworth w Polsce i odejściu z firmy. Zmiany organizacyjne w strukturze Globalworth Poland związane z jego rezygnacją wejdą w życie z początkiem sierpnia 2025 roku.

Artur Apostoł, Managing Director – Real Estate Operations Poland, związany jest ze spółką Globalworth od momentu rozpoczęcia budowy jej portfela nieruchomościowego niemal 9 lat temu, odpowiadając za obszar operacji nieruchomościowych i akwizycji. Współtworzył polski zespół Globalworth i współprowadził transakcje budujące portfel aktywów spółki w Polsce, który w zaledwie kilka kwartałów urósł ponad trzykrotnie dzięki takim akwizycjom jak m.in.: Skylight&Lumen czy Spektrum Tower, osiągając w szczytowym momencie wielkość 620 tys. mkw. GLA oraz wartość 1,65 mld EUR w łącznie 22 inwestycjach biurowych i biurowo-handlowych. Współzarządzał rozwojem właścicielskich kompetencji zarządczych Globalworth w Polsce, jednej z największych tego typu organizacji na rynku biurowym CEE. Posiada blisko 20-letnie doświadczenie w zakresie zarządzania inwestycjami nieruchomościowymi na rynku CEE.

Chciałbym podziękować Arturowi za zaangażowanie w zarządzanie zespołem i znaczący wkład w rozwój firmy. Podczas swojej obecności w Globalworth przyczynił się do rozwoju działalności firmy w Polsce oraz miał znaczący wkład w rozwój i kierunek działań lokalnego zespołu. Życzymy mu powodzenia na kolejnym etapie drogi zawodowej. Nasze priorytety strategiczne oraz zaangażowanie na rynku polskim pozostają niezmienne” podkreśla Dennis Selinas, CEO, Globalworth.

Od momentu przejęcia pełnej odpowiedzialności także za komercjalizację polskiego portfela Globalworth w 2020 roku zespoły zarządzane przez Artura zrealizowały transakcje najmu o łącznej powierzchni ponad 580 tys. mkw. GLA, a na co dzień obsługują obecnie ponad 500 najemców. Artur zainicjował i nadzorował szereg projektów, które uczyniły z Globalworth Poland lidera i pioniera w wielu obszarach: liczne modernizacje obiektów (m.in. Lubicz Park, Warsaw Trade Tower), własna marka biur serwisowanych Ace of Space oraz własna aplikacja budynkowa Globalworth App.

Niemal 9 lat spędzonych w Globalworth było dla mnie zawodowo okresem wymagającym i równocześnie niesamowicie satysfakcjonującym. W tym czasie udało nam się stworzyć stabilny portfel atrakcyjnych nieruchomości ze społecznością liczącą ponad 500 najemców. Wewnętrznie przeszliśmy ewolucję od kilkuosobowego zespołu do ponad 150 osób działających w ramach właścicielskiej, wewnętrznej zintegrowanej platformy zarządczej, wspierającej najemców na wszystkich etapach decyzji strategicznych i operacyjnych. Dziękuję wszystkim, z którymi miałem przyjemność pracować i budować relacje biznesowe. Po formalnym przekazaniu obowiązków pozostanę również do dyspozycji zarządu przez pewien okres przejściowy” podkreśla Artur Apostoł, Managing Director – Real Estate Operations Poland, Globalworth.

Z dniem 1. sierpnia 2025 roku dotychczasowe obowiązki Artura Apostoła przejmą pozostali członkowie polskiego zespołu zarządczego Globalworth: Rafał Pomorski oraz Łukasz Duczkowski.
Odchodzi od nas wieloletni kolega i inspirujący lider, na poziomie osobistym są to więc dla nas intensywne tygodnie. Od niemal 9 lat pracujemy razem na co dzień, zatem transfer i podział obowiązków ramach Globalworth przebiega sprawnie, z zachowaniem pełnej płynności operacyjnej mówi Rafał Pomorski, Managing Director – Finance & Operations Poland, Globalworth.

Rafał Pomorski, Managing Director – Finance & Operations Poland, Globalworth jest doświadczonym ekspertem z zakresu finansów i księgowości. Związany jest z Globalworth od wejścia firmy na rynek polski w 2017 roku jako CFO spółki, a od 2021 roku w roli Managing Director – Finance & Operations Poland. W latach 2015-2016 odpowiadał za finanse w Griffin Real Estate, wiodącej i dynamicznie rozwijającej się grupie inwestycyjnej działającej na rynku nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej. Od 2011 roku pracował jako menadżer finansowy w MGPA, firmie private equity inwestującej na rynku nieruchomości. Stanowisko to zajmował do 2015 roku. Karierę zawodową rozpoczynał w 2007 roku w dziale audytu PwC. Rafał posiada tytuł magistra ekonomii, zdobyty na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. W 2016 roku został członkiem Association of Chartered Certified Accountants.

Łukasz Duczkowski, Head of Investments and Special Projects Poland, Globalworth, posiada blisko 20-letnie doświadczenie z zakresu nieruchomości komercyjnych oraz rynków kapitałowych. Z Globalworth związany jest od 2018 roku w roli Szefa działu inwestycji oraz projektów specjalnych, gdzie odpowiadał za budowanie portfela nieruchomości w Polsce. W latach 2017-2018 pracował dla Griffin Capital Partners, gdzie m.in. współtworzył platformę logistyczną ELI. Karierę zawodową rozpoczynał w 2007 roku w banku HSBC, następnie związał się z branżą nieruchomości komercyjnych, pracując w Colliers International. Jest absolwentem Uniwersytetu Gdańskiego, Politechniki Bydgoskiej oraz Politechniki Warszawskiej. Z dniem 1. sierpnia 2025 roku obejmie stanowisko Managing Director – Real Estate Operations Poland.

Najem mieszkań w czerwcu 2025: rynek pod presją, czas na sprzedaż?

W czerwcu rynek najmu znalazł się w punkcie napięcia. Z jednej strony obserwujemy kontynuację spadku podaży – o ponad 3% względem maja. Z drugiej odbudowę popytu, z najwyższą czerwcową liczbą odpowiedzi na ogłoszenia od 2020 roku. W tle tych dynamik decyzja Rady Polityki Pieniężnej, która w lipcu ponownie obniżyła stopy procentowe. Czy to moment, w którym właściciele mieszkań zaczną wycofywać się z rynku najmu i ruszą ze sprzedażą mieszkań, zanim sytuacja znów się odwróci?

Kryzys podaży? Liczba ofert w dół

Na koniec czerwca na rynku dostępnych było 23,1 tys. ofert najmu – to o 6% mniej w porównaniu z ubiegłym rokiem. Jeszcze większy spadek dotyczył nowych ogłoszeń: opublikowano ich niespełna 16 tys., czyli 24% mniej niż w czerwcu 2024 roku.

Aż 65% ogólnopolskiej bazy, czyli 15 tys. aktywnych ofert, przypadało na siedem największych miast, jednak i tu widać spadek względem maja. W pozostałych lokalizacjach dynamika była jeszcze bardziej zróżnicowana. Największy wzrost zanotowano w Bydgoszczy – tam przybyło 30 ogłoszeń, co przełożyło się na 8% wzrost miesiąc do miesiąca. Z kolei najsilniejsze spadki dotknęły Olsztyn (–25%) oraz Poznań (–12%).

Stopy spadają, właściciele kalkulują. Czas na sprzedaż?

Jedną z możliwych przyczyn utrzymującego się spadku podaży są czynniki makroekonomiczne. Lipcowa decyzja Rady Polityki Pieniężnej o kolejnej obniżce stóp procentowych – tym razem o 0,25 pkt proc., do poziomu 5% – po raz drugi w 2025 roku zaskoczyła rynek. Po majowym cięciu o 0,5 pkt proc. oczekiwano raczej pauzy, tymczasem widoczna jest kontynuacja cyklu luzowania, co naturalnie znajduje swoje odzwierciedlenie na rynku nieruchomości. Echa stają się dostrzegalne także w najmie.

– Obniżki stóp procentowych zaczynają wpływać na decyzje właścicieli mieszkań, którzy coraz częściej rozważają zakończenie wynajmu i wystawienie lokali na sprzedaż. Dla wielu z nich to może być idealny moment – przy rosnącej zdolności kredytowej kupujących i spodziewanej odbudowie popytu. Już w maju 2025 liczba zakończonych ogłoszeń sięgnęła 23,7 tys., a część z nich mogła być przygotowaniem gruntu pod transakcję sprzedaży. Można przypuszczać, że lipcowa obniżka może zadziałać podobnie, skutkując skróceniem czasu emisji ofert najmu i wzrostem liczby zamkniętych ogłoszeń, przekraczającym typowe sezonowe wartości – wyjaśnia Milena Chełchowska, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Dane z Otodom i OLX z ostatnich miesięcy potwierdzają tę tendencję. W czerwcu średni czas publikacji ogłoszenia najmu skrócił się do 20 dni – to o 6% mniej niż w maju i aż o 8% mniej niż w analogicznym miesiącu ubiegłego roku.

– Choć zmiany są na razie niewielkie, decyzje Rady Polityki Pieniężnej mogą zapoczątkować trwałe przesunięcia na rynku najmu. Niższy koszt pieniądza stymuluje rynek kredytów hipotecznych, co w perspektywie miesięcy może wyhamować popyt na najem. Jeśli więcej osób zdecyduje się na zakup mieszkania zamiast wynajmu, presja na rynku najmu może zelżeć, a ceny – ustabilizować się lub nawet lekko spaść. Należy jednak pamiętać, że taki efekt zależy od skali obniżek i działa z pewnym opóźnieniem – dodaje Milena Chełchowska.

Popyt w górę

Tymczasem w czerwcu odnotowano wyraźne ożywienie po stronie popytowej. Użytkownicy serwisu Otodom wygenerowali 370 tys. odpowiedzi na ogłoszenia, co oznacza wzrost o 12% w ujęciu miesięcznym i 8% rok do roku. To najlepszy czerwiec pod tym względem od 2020 roku. Średnia cena najmu mieszkania wyniosła 3 611 zł, a stawka za metr kwadratowy – 71 zł.

Wśród analizowanych miast najniższe przeciętne stawki za wynajem odnotowano w Białymstoku (2 069 zł), a najwyższe w Warszawie (4 961 zł). Z kolei w średnim segmencie cenowym uplasowały się miasta, takie jak Poznań (2 605 zł), Lublin (2 608 zł) i Rzeszów (2 550 zł). W ujęciu miesięcznym największe wzrosty stawek zanotowano w Trójmieście (+2,5%) i Łodzi (+2,4%), natomiast spadki pojawiły się w Szczecinie (–1,7%) oraz Rzeszowie (–1,2%).

– Analizując zmiany cen w perspektywie rocznej najsilniej podrożały czynsze w Olsztynie (+12,8%), Zielonej Górze (+9,6%) i Bydgoszczy (+9,3%). Niewielkie obniżki zaobserwowano zaś w Katowicach (–1,6%) i Białymstoku (–0,6%). Ogólny obraz rynku to więc umiarkowane wahania z wyraźnymi wyjątkami w niektórych miastach – podsumowuje Milena Chełchowska.

Zaskoczenie poza metropoliami – Zielona Góra przebiła duże miasta

Najemcy wciąż najchętniej rozglądają się za mieszkaniami dwupokojowymi – w czerwcu odpowiadały one za 52% wszystkich wyszukiwań. Lokale powyżej 40 mkw. przyciągnęły 22% zapytań, a te około 30-metrowe – 18%. Ponad 53% wszystkich wyszukiwań specyfikujących powierzchnię w swoich wyszukiwaniach dotyczyło mieszkań z minimalnym metrażem równym 30 mkw. lub 40 mkw.

Analiza preferencji cenowych również potwierdza dominację lokali dwupokojowych. W Białymstoku najczęściej szukano ofert do 2 000 zł. W Bydgoszczy, Katowicach, Kielcach, Opolu, Rzeszowie i Łodzi dominował przedział do 2 500 zł, a w Krakowie, Lublinie, Olsztynie, Poznaniu, Szczecinie, Trójmieście, Warszawie, Wrocławiu oraz Zielonej Górze – do 3 000 zł. Choć w metropoliach taki poziom cen nie zaskakuje, interesujące przesunięcie nastąpiło w Zielonej Górze, gdzie aż 24% wszystkich wyszukiwań dotyczyło właśnie mieszkań dwupokojowych w tym przedziale cenowym.

Polska gospodarka traci przez brak przeładunku ukraińskich zbóż

Obsługa zbóż z Ukrainy zablokowana. Dla logistyki to wręcz tragiczna wiadomość.

– Rozumiemy, że rozlewanie się ukraińskich surowców, płodów rolnych i zboża na polski rynek to zła sprawa i ona nigdy nie powinna mieć miejsca. Musimy jednak rozgraniczyć dwie rzeczy: pozwolenie na tranzyt, a co za tym idzie na zysk dla polskich portów i terminali przeładunkowych, a pozwlenie na wprowadzanie towarów do obrotu. Uważamy, że blokowanie przeładunku produktów z Urainy w Polsce jest bolesne dla naszej gospodarki – przekonuje Laura Hołowacz, prezes Grupy CSL.

Od wielu miesięcy na Polskich granicach pojawia się duży problem z brakiem importu towarów, szczególnie dotyczy to przeładunków zbóż z Ukrainy. Efektem są ogromne koszty i zagrożenie zwolnieniami. Jest to sytuacja, która wymaga przeanalizowania i podjęcia działań przez służby krajowe, w tym np. Ministerstw Infrastruktury.

– Niestety odnotowaliśmy, że import, szczególnie zbóż z Ukrainy od ponad roku się nie odbywa. Polskie terminale i to chyba wszystkie stoją puste i ponoszą przy tym bardzo duże koszty za obsługę. Zauważyliśmy też, że niektóre kraje jak Rumunia, Niemcy, Turcja, mają duże ilości zbóż z Ukrainy w swoich portach. Tamte kraje są w stanie działać tak, by zajmować się spedycją surowców, a jednocześnie nie doprowadzać do ich dystrybucji na ich rynkach rodzimych. U nas niestety ta sytuacja została zaniedbana. W efekcie tracą firmy transportowe, porty, terminale przeładunkowe – mówi Laura Hołowacz, prezes Grupy CSL.

– W samych czynnościach i tranzytach przez Polskę nie ma nic nieprawidłowego, wszystko odbywa się zgodnie z prawem. Tracimy bardzo duże kwoty pieniędzy za transport kolejowy, przeładunki, obsługę portową, spedycję i wygląda to tak, że magazyny stoją puste, a zarabiają na tych czynnościach i obsłudze tych towarów inne kraje – mówi Laura Hołowacz, Prezes zarządu Grupy CSL.

Tranzyty przez Polskę odbywają się zgodnie z prawem i jest to dokładnie monitorowane przez krajowe służby. Celem jest, aby ten tranzyt rozwijać a nie hamować, wskutek czego, żeby przez polskie terminale odbywało się wiele przeładunków i towary ruszały dalej w drogę do innych krajów.

– Polskie służby kładą bardzo mocny nacisk na bezpieczeństwo i kontrolę jakości towarów oraz dokumentów. Problem na pewno stanowi opieszałość czynności na granicy związanych z odprawą. Czasami trwają nawet kilka dni i to nie tylko z Ukrainy, ale także innych kierunków. Należy przeanalizować cały łańcuch dostaw, gdyż obecnie  branża TSL na tym traci, a to z kolei odbija się na krajowej gospodarce i naszym PKB. Nie chciałabym komentować bankructw lokalnych firm transportowych, a to niebawem może im grozić – mówi Laura Hołowacz.

W przygranicznych portach problem stanowi płynność tranzytu, na który wpływa struktura zatrudnienia i działania. Powoduje to opóźnienia w odprawach, czasami nawet kilkudniowe.

– W naszym województwie służby na granicach pracują 24/7, dzięki czemu wszystko odbywa się w miarę płynnie, ale na innych granicach często po ośmiu godzinach porty są zamykane i właśnie wszystkie czynności są blokowane i odprawy się nie odbywają. Jest to niezrozumiałe, szczególnie, że wiele czynności aktualnie odbywa się elektronicznie, co przyspiesza sprawę. Inne kraje nie mają takich problemów i wyraźnie się rozwijają, kiedy my tracimy. Sprawie trzeba się przyjrzeć i definitywnie coś z nią zrobić – mówi Laura Hołowacz.