Co zmieni jawność cen mieszkań?

Ofertowe ceny mieszkań stają się publicznie dostępne. To ważny krok w stronę większej transparentności, który ułatwi klientom orientację w rynku. Mało kto spodziewa się jednak przełomu, bo to nie kwestia jawności jest dziś decydująca. Prym wiodą dostępność kredytów, rosnące koszty budowy i regulacje prawne.

Ceny mieszkań “na widoku”

Deweloperzy mają nowy obowiązek. Za sprawą nowelizacji ustawy z maja 2025 roku (Dz.U. 2025, poz. 758) od początku sprzedaży każdej inwestycji są zobligowani publikować ceny ofertowe lokali – brutto, z uwzględnieniem VAT – oraz historię ich ewentualnych zmian. Dane te trafiają również do centralnego rejestru prowadzonego przez ministra cyfryzacji, co ma umożliwić szerszy dostęp do porównywalnych informacji o rynku pierwotnym.

To krok w stronę przejrzystości i uporządkowania rynku. Kupujący mogą łatwiej analizować i porównywać oferty, z kolei deweloperzy zyskują szansę na budowanie zaufania poprzez bardziej otwartą komunikację. Warto jednak zaznaczyć, że przepisy nie wymagają ujawniania cen transakcyjnych, czyli tych faktycznie zapłaconych przy podpisaniu aktu notarialnego. Takie informacje nadal pozostają poza zakresem nowelizacji i nie są automatycznie dostępne dla opinii publicznej.

Choć nowe przepisy wprowadzają większą przejrzystość i porządkują sposób prezentowania ofert, nie oznaczają one automatycznej rewolucji cenowej –   Jawność cen ułatwi klientom porównywanie ofert, a tym samym pozwoli zaoszczędzić czas i zorientować się  w sytuacji rynkowej. Choć faktycznie jest to potrzebne, nie rozwiąże zasadniczych problemów rynku – nie wpłynie ani na dostępność gruntów, ani na koszty materiałów budowlanych czy robocizny, które pozostają kluczowymi czynnikami rynkowymi. W naszym przypadku publikowanie cen było zresztą standardem już od dawna, więc nowe przepisy w tym zakresie nie oznaczają dla nas dużej zmiany. Niestety nieprzemyślany technicznie przez ustawodawcę sposób ich raportowania zajmuje naszym pracownikom ogrom czasu, i nie widać w tym ducha deregulacji – mówi Krzysztof Tętnowski, prezes zarządu Tętnowski Development.

Realne motory zmian

Jawność cen może uporządkować sposób prezentacji ofert, ale to inne czynniki – dostępność kredytów, koszt zakupu gruntów, materiałów i robocizny – decydują dziś o poziomie cen. Przykładowo, banki udzieliły w pierwszym kwartale 2025 roku ponad 48 tysięcy kredytów mieszkaniowych, na łączną kwotę przekraczającą 20 miliardów złotych. To wyraźny sygnał, że popyt wspierany dostępnością finansowania pozostaje silny, mimo zmieniających się warunków makroekonomicznych. Wysoka aktywność kredytowa wpływa natomiast bezpośrednio na rynek nieruchomości, wzmacniając presję cenową i utrzymując konkurencję po stronie popytu.

Co ciekawe, nawet rekordowa w I kwartale 2025 roku podaż nowych mieszkań (wg. JLL liczba dostępnych lokali przekroczyła 59 tys.) nie przynosi oczekiwanego ochłodzenia. Wynika to z faktu, że popyt nadal przewyższa dostępność najbardziej pożądanych lokalizacji i standardów. W efekcie rosną nie tylko ceny, ale też tempo podejmowania decyzji zakupowych przez kupujących. – W takim otoczeniu nawet pełna jawność transakcyjna nie byłaby w stanie zneutralizować wpływu taniego lub łatwo dostępnego kredytu — to dostępność finansowania nadal w dużej mierze wyznacza dynamikę cen mieszkań. Kredyt pozostaje głównym narzędziem napędzającym popyt, a jego szeroka dostępność sprawia, że rosnące ceny nie zniechęcają nabywców. Dla wielu osób liczy się przede wszystkim miesięczna rata, a nie nominalna wartość nieruchomości, co dodatkowo rozgrzewa rynek – mówi Bartłomiej Rzepa.

Materiały nie tanieją

Z perspektywy deweloperów kluczowym wyzwaniem nadal pozostają rosnące koszty po stronie podaży. Dane GUS z kwietnia 2025 roku wskazują, że ceny produkcji budowlano-montażowej wzrosły o 3,4 proc. rok do roku i 0,2 w relacji m./m. Z kolei analiza Grupy PSB pokazuje, że niektóre materiały – takie jak płyty OSB czy drewno – zdrożały nawet o 8 proc., a cement i wapno o kolejne 2–4 proc. Jedynie nieliczne grupy produktów, jak izolacje termiczne czy systemy suchej zabudowy, odnotowały spadki. – Deweloperzy tak naprawdę nie są dziś w stanie budować taniej , wręcz przeciwnie. Ceny materiałów budowlanych rosną, podobnie jak koszty robocizny, gruntu i finansowania. Do tego dochodzą czynniki regulacyjne: wyższe standardy energetyczne czy przedłużające się procedury administracyjne, które generują dodatkowe koszty i wydłużają cykle inwestycyjne. W takim otoczeniu deweloperzy mają dość ograniczoną przestrzeń do obniżek czy promocji. Koszty po stronie producenta są zbyt wysokie, by zostawić dużo przestrzeni na takie działania – mówi Bartłomiej Rzepa.

Diego Arrabal nowym wiceprezesem Check Point na region EEMEA

0

Firma Check Point Software Technologies, specjalizująca się w cyberbezpieczeństwie, ogłosiła powołanie Diego Arrabala na stanowisko wiceprezesa odpowiedzialnego za region Europy Wschodniej, Bliskiego Wschodu i Afryki (EEMEA). To strategiczna decyzja, która wpisuje się w ambitny plan ekspansji firmy i odpowiedź na dynamicznie rosnące zagrożenia cyfrowe w jednym z najbardziej narażonych regionów świata.

Diego Arrabal to menedżer z ponad 20-letnim doświadczeniem w sektorze technologii i bezpieczeństwa IT. Przez lata kierował wielokulturowymi zespołami oraz rozwijał kluczowe obszary biznesu w globalnych korporacjach. Wcześniej pełnił strategiczną rolę w firmie VMware, gdzie odpowiadał za rozwój działu Networking and Security na terenie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki. Teraz jego zadaniem w Check Point będzie nie tylko zarządzanie działalnością operacyjną w regionie EEMEA, ale przede wszystkim wspieranie klientów i partnerów w procesie transformacji cyfrowej – z wykorzystaniem najnowszych rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji oraz architekturze hybrydowej. – Bezpieczeństwo nie może być przeszkodą w rozwoju – ma go wspierać. Naszym celem jest dostarczanie rozwiązań, które są jednocześnie skuteczne, proste i godne zaufania – podkreśla Arrabal.

Cyberzagrożenia w liczbach: region EEMEA pod presją

Nominacja Diego Arrabala następuje w kluczowym momencie. Region EEMEA doświadcza obecnie średnio niemal 1800 cyberataków tygodniowo na jedną organizację. Rosnąca złożoność infrastruktury IT, pojawiające się nowe regulacje oraz cyfrowa transformacja wymagają nowych liderów i nowych rozwiązań.

Objęcie stanowiska przez Arrabala to nie tylko personalna zmiana, ale również element szerszej strategii Check Point: inwestycji w kadrę zarządzającą, która łączy dogłębną znajomość lokalnych rynków z globalnym podejściem do cyberbezpieczeństwa. – Diego doskonale rozumie złożoność regionu EEMEA i ma wyjątkową zdolność budowania relacji opartych na zaufaniu – komentuje Sherif Seddik, prezes ds. sprzedaży międzynarodowej w Check Point.

Firma stawia na cztery filary swojej strategii: cyberbezpieczeństwo oparte na prewencji, wykorzystanie sztucznej inteligencji, integrację rozwiązań, rozwój partnerstw biznesowych.

Przyszłość pod znakiem ochrony i wzrostu

Nowy wiceprezes Check Point ma przed sobą ambitne zadanie – nie tylko reagowanie na rosnącą liczbę zagrożeń, ale także tworzenie stabilnej, odpornej infrastruktury cyfrowej dla firm z regionu EEMEA. To region pełen potencjału, ale i wyzwań. Arrabal wydaje się idealnym liderem, który ma poprowadzić organizację w stronę bezpiecznej i zrównoważonej przyszłości.

Sztuka, whisky, kryptowaluty – przegląd inwestycji alternatywnych

W czasach niepewności gospodarczej, wysokiej inflacji oraz coraz mniej przewidywalnych rynków finansowych, inwestorzy coraz chętniej sięgają po mniej oczywiste, ale często bardziej ekscytujące formy lokowania kapitału. Inwestycje alternatywne, jeszcze do niedawna traktowane jako uzupełnienie klasycznego portfela, dziś zyskują status głównej strategii wielu graczy – od prywatnych kolekcjonerów po fundusze hedgingowe. Dzieła sztuki, stare samochody, whisky, a nawet kryptowaluty – wszystkie te obszary mają nie tylko swój unikalny urok, ale też rządzą nimi konkretne mechanizmy, które mogą przynosić imponujące stopy zwrotu. Poniżej analizujemy cztery popularne kierunki inwestowania poza mainstreamem – z naciskiem na ich potencjał, ryzyka i praktyczne zasady wejścia.

Sztuka, czyli inwestuj w piękno

Rynek sztuki przez dekady pozostawał domeną koneserów i elitarnych kolekcjonerów, ale w XXI wieku grono osób zainteresowanych tą kategorią systematycznie się poszerza. Wzrost znaczenia domów aukcyjnych online, rozwój prywatnych galerii oraz platform inwestycyjnych sprawił, że nawet inwestorzy z umiarkowanym kapitałem mogą wejść w posiadanie wartościowego dzieła. Kluczem jest jednak nie estetyka, a strategia – znajomość trendów, nazwisk oraz cyklów rynkowych.

Sztuka współczesna, zwłaszcza dzieła artystów urodzonych po 1980 roku, bije dziś rekordy popularności. Jednak inwestycje w tego typu twórczość wiążą się z wysokim ryzykiem – hossa może być nagła, ale równie błyskawiczna jest korekta. Znacznie bardziej przewidywalne są prace uznanych artystów z XX wieku, których dzieła regularnie pojawiają się w obiegu aukcyjnym i nie tracą na wartości nawet w czasach kryzysu. Dobrze udokumentowane pochodzenie, certyfikaty autentyczności oraz jakość konserwatorska to absolutna podstawa.

Dla inwestora nieobeznanego z rynkiem idealnym rozwiązaniem mogą być fundusze artystyczne, które pozwalają rozproszyć ryzyko i skorzystać z wiedzy ekspertów. Niezależnie jednak od formy inwestycji – sztuka wymaga cierpliwości i głębokiego researchu. Warto też pamiętać, że fizyczne przechowywanie dzieł (odpowiednie warunki, ubezpieczenie) generuje koszty, które należy wkalkulować w strategię długoterminową.

Kryptowaluty

Kryptowaluty są dziś nie tylko egzotyczną ciekawostką, ale także realnym narzędziem do dywersyfikacji portfela. Zmienność, która może stanowić barierę dla bardziej zachowawczych inwestorów, przyciąga jednocześnie tych, którzy szukają okazji do ponadprzeciętnych zysków. Ale prawdziwa gra toczy się dziś już nie tylko na poziomie Bitcoina i Ethereum. Coraz większe znaczenie mają projekty infrastrukturalne – takie jak Solana, której rosnąca popularność sprawiła, że fraza solana cena stała się jednym z częściej wyszukiwanych terminów w kontekście inwestycyjnym.

Solana, znana z błyskawicznych transakcji i niskich kosztów, zyskuje uznanie wśród deweloperów i instytucji finansowych, co może przekładać się na stabilny wzrost wartości w dłuższej perspektywie. Inwestorzy powinni jednak zachować ostrożność – rynek kryptowalut jest wciąż słabo regulowany, podatny na manipulacje i silnie uzależniony od globalnej polityki monetarnej.

Aby ograniczyć ryzyko, eksperci zalecają dywrsyfikację także w obrębie samego rynku krypto – nie tylko przez wybór różnych projektów, ale też przez łączenie inwestycji krótko- i długoterminowych. Dodatkowo warto zainwestować w cold wallet i zapoznać się z zasadami bezpiecznego przechowywania tokenów – bo niekontrolowana strata klucza prywatnego oznacza utratę dostępu do kapitału. Krypto to pole dynamiczne i wymagające, ale dla inwestora zdyscyplinowanego i analitycznego – potencjalnie bardzo dochodowe.

Whisky i wino, czyli procent z procentów

Inwestowanie w alkohol klasy premium – zwłaszcza whisky i wina – od kilku lat notuje stabilne wzrosty, które przyciągają nie tylko pasjonatów, ale i profesjonalnych inwestorów. W odróżnieniu od rynku akcji, alkohole inwestycyjne charakteryzują się znacznie niższą zmiennością oraz odpornością na inflację. Limitowana dostępność, rosnący popyt z Azji oraz fakt, że część butelek po prostu znika z rynku (bo jest konsumowana), powodują, że ich wartość rośnie niemal z definicji.

W przypadku whisky, na szczególną uwagę zasługują butelki z zamkniętych już destylarni – jak Port Ellen czy Brora – których ceny mogą osiągać dziesiątki tysięcy funtów. Z kolei wina klasy Bordeaux czy burgundzkie grand cru, odpowiednio przechowywane, mogą zwiększyć swoją wartość nawet o kilkaset procent w ciągu dekady. Kluczem do sukcesu jest jednak jakość przechowywania – kontrola temperatury, wilgotności, brak światła – oraz zakup od wiarygodnych dostawców z pełną dokumentacją.

Coraz więcej inwestorów decyduje się na tzw. whisky casks – czyli beczki whisky, które dojrzewają przez kilka lub kilkanaście lat, zanim zostaną zabutelkowane. To inwestycja bardziej długofalowa, ale o ogromnym potencjale, zwłaszcza przy współpracy z renomowanymi domami destylacyjnymi. Należy jednak pamiętać, że inwestowanie w alkohole, mimo pozornej prostoty, wymaga dużej wiedzy produktowej i orientacji w rynku wtórnym. Rekomenduje się konsultację z doradcą lub firmą specjalizującą się w aktywach luksusowych.

Klasyczne samochody

Motoryzacja to nie tylko pasja, ale coraz częściej również konkretna strategia inwestycyjna. Klasyczne samochody – szczególnie modele z lat 60. i 70. – osiągają dziś ceny, które jeszcze dekadę temu były niewyobrażalne. Aston Martin DB5, Porsche 911 Carrera RS czy Ferrari 250 GTO to nie tylko symbole statusu, ale także aktywa, które w długim okresie mogą przynieść znaczne zyski. W niektórych przypadkach roczna stopa zwrotu przekraczała 15–20%, co czyni z nich poważną alternatywę wobec rynku akcji.

Nie każdy jednak klasyk przynosi zyski. O wartości decydują rzadkość modelu, stan techniczny, oryginalność części oraz udokumentowana historia pojazdu. Duże znaczenie ma też „story” auta – np. udział w wyścigach, znany poprzedni właściciel czy unikatowe wyposażenie. Koszty przechowywania i serwisowania są spore, dlatego zaleca się lokowanie kapitału jedynie w pojazdy z wysokim potencjałem wzrostu lub emocjonalną wartością kolekcjonerską.

Dobrą praktyką jest inwestowanie w samochody objęte już ochroną prawną jako zabytki – z jednej strony gwarantuje to ich status, z drugiej pozwala korzystać z ulg podatkowych i ułatwień prawnych przy transakcjach. W ostatnich latach obserwujemy także wzrost popularności zlotów i wydarzeń motoryzacyjnych, które dodatkowo zwiększają wartość medialną i rynkową pojazdów. Klasyk w garażu to nie tylko przyjemność z jazdy, ale również lokata kapitału, która może być przekazana następnym pokoleniom.

Dlaczego wybór odpowiedniego tonera jest kluczowy dla Twojej drukarki

Wybór odpowiedniego tonera do Twojej drukarki może wydawać się prosty, ale może mieć ogromny wpływ na wydajność i efektywność Twojego biura. Niezależnie od tego, czy prowadzisz małą firmę, czy zarządzasz dużym biurem, odpowiedni toner może pomóc Ci zaoszczędzić koszty, działać bardziej ekologicznie i poprawić jakość wydruków. Przyjrzyjmy się, dlaczego to jest tak ważne.

Wpływ tonera na jakość wydruku

Spójne kolory i wyraźny tekst

Dobry toner sprawia, że Twoje wydruki zawsze wyglądają profesjonalnie. Spójne kolory i wyraźny tekst są kluczowe, zwłaszcza jeśli często musisz drukować dokumenty, które mają zrobić wrażenie na klientach lub partnerach. Wysokiej jakości toner do drukarki zapewnia, że każdy wydruk ma taką samą wysoką jakość, bez smug czy plam.

Zmniejszenie awarii drukarki

Tanie tonery mogą prowadzić do zatorów i innych problemów z drukarką. Może to być nie tylko frustrujące, ale także prowadzić do kosztownych napraw lub wymian. Inwestując w wysokiej jakości toner, zmniejszasz ryzyko awarii i przedłużasz żywotność swojej drukarki.

Oszczędności na dłuższą metę

Efektywne wykorzystanie tonera

Nowoczesne tonery są zaprojektowane tak, aby działały bardziej efektywnie, co oznacza, że możesz wydrukować więcej stron na jednym wkładzie. Może to przynieść znaczne oszczędności kosztów, zwłaszcza jeśli masz dużo pracy do druku. Ponadto dostępne są inteligentne tonery, które ostrzegają Cię, gdy są prawie puste, dzięki czemu nigdy nie zabraknie Ci tuszu podczas ważnych zadań.

Mniej konserwacji i wymian

Tanie tonery mogą prowadzić do awarii i uszkodzeń drukarki. Oznacza to większe koszty konserwacji i ewentualnie nawet koszty wymiany części lub całej drukarki. Wybierając niezawodny toner, zmniejszasz te ryzyka i oszczędzasz pieniądze na dłuższą metę.

Zrównoważony rozwój i wpływ na środowisko

Materiały z recyklingu

Wiele nowoczesnych tonerów jest wykonanych z materiałów pochodzących z recyklingu, co pomaga zmniejszyć ilość odpadów i chronić środowisko. Wybierając ekologiczne opcje, przyczyniasz się do zrównoważonego rozwoju bez utraty jakości.

Programy recyklingu

Wielu dostawców oferuje programy recyklingu, w ramach których możesz oddać stare tonery do ponownego wykorzystania. To nie tylko zmniejsza ilość odpadów, ale może także przynieść oszczędności kosztów dzięki rabatom lub zachętom oferowanym za udział w tych programach.

Innowacje technologiczne w tonerach

Inteligentne tonery

Postęp technologiczny doprowadził do rozwoju inteligentnych tonerów, które komunikują się z Twoją drukarką w celu zapewnienia optymalnej wydajności. Te tonery mogą automatycznie informować Cię o niskim poziomie tuszu i nawet zamawiać nowe wkłady zanim całkowicie się wyczerpią.

Bezpieczeństwo i prywatność

Wraz ze wzrostem zagrożeń cybernetycznych ważne jest również zwrócenie uwagi na bezpieczeństwo związane z drukowaniem. Niektóre nowoczesne tonery mają wbudowane funkcje zabezpieczające pomagające chronić poufne informacje podczas drukowania.

Hybrydowa praca: Nowa norma

Kompaktowe drukarki do pracy zdalnej

Przejście na pracę zdalną spowodowało większe zapotrzebowanie na kompaktowe, wydajne drukarki łatwe do użytku w domu. Oznacza to również potrzebę mniejszych lecz potężnych tonerów zapewniających tę samą wysoką jakość co ich większe odpowiedniki.

Elastyczność i mobilność

Hybrydowa praca wymaga elastycznych rozwiązań łatwych do przenoszenia między biurem a domem. Nowoczesne tonery odgrywają tu kluczową rolę zapewniając niezawodną wydajność bez względu na miejsce pracy.

Wybór odpowiedniego tonera to coś więcej niż tylko kwestia ceny; chodzi o jakość, trwałość, oszczędności kosztów i postęp technologiczny. Dokonując świadomych wyborów przy wyborze toner do drukarki, możesz zapewnić swojemu biznesowi zawsze optymalną wydajność jednocześnie przyczyniając się do bardziej zrównoważonej przyszłości.

Bądź na bieżąco z najnowszymi trendami i technologiami w świecie drukarek i tonerów aby upewnić się że Twój biznes jest zawsze gotowy na każde wyzwanie!

Funt pod kreską – brytyjska gospodarka słabnie. Trump wysyła listy, rynki w napięciu

Chyba już nikt nie ma wątpliwości, że temat ceł będzie nam towarzyszyć do końca kadencji obecnego prezydenta USA. W tym tygodniu otrzymaliśmy potwierdzenie, że argument taryf będzie podnoszony nie tylko w sprawach handlowych. Mimo wcześniejszego porozumienia USA z Wielką Brytanią, dzisiejsza sesja nie jest łaskawa dla funta. Tempo wzrostu cen w Rumunii jest coraz wyższe. 

Cła loading…

Trump wysyła listy do dziesiątek partnerów handlowych. Znajduje się w nich informacja o wysokości nowych ceł. Póki co, najwyższa stawka to 50% i dotyczy Brazylii. Prezydent tego kraju od razu skomentował te informacje. Mówił o znalezieniu innych partnerów handlowych, jeżeli zajdzie taka konieczność, bo „Brazylia może przetrwać bez handlu z USA”.

Zgodnie z doniesieniami jednego z amerykańskich kanałów telewizyjnych, dzisiaj możemy się też spodziewać korespondencji na temat ceł skierowanej do Unii Europejskiej. Informacja ta zasiewa pewną dozę niepewności na rynkach.

Warto wspomnieć także o czwartkowym ostrzeżeniu wysłanym do Kanady, która miałaby zostać obarczona stawką 35% na niektóre towary od 1 sierpnia. Ostatnie zaostrzenie retoryki Trumpa widoczne jest na rynkach. W piątek o poranku spadają kontrakty terminowe na amerykańskie indeksy giełdowe. Wzrost niepewności geopolitycznej lepiej znoszą aktywa alternatywne. Zyskuje złoto, które dociera do 3350 USD za uncję. Kolejny rekord odnotowuje Bitcoin, gdzie odhaczone zostaje 118 500 USD.

Cios w funta

Brytyjska waluta nie ma ostatnio najlepszej passy. Oprócz problemów politycznych, funt obarczony został kolejnymi słabymi odczytami makroekonomicznymi.  Produkcja przemysłowa kurczy się o 0,3% r/r (konsensus – wzrost o 0,1% r/r). W ujęciu miesięcznym spadek osiągnął 0,9%, a oczekiwano powrotu z -0,6% m/m do poziomu zero. Przetwórstwo przemysłowe także wypadło poniżej prognoz (0,3%, konsensus 0,4% r/r) W ujęciu miesięcznym znaleźliśmy się na ujemnym poziomie (-1% m/m). Mimo wzrostowych oczekiwań, poniżej kreski pozostał także porównywany miesięcznie PKB (-0,1% m/m). Dane kwartalne (0,5% k/k) i roczne (0,7% r/r) okazały się dodatnie, jednak wzrost wciąż jest na bardzo niskich poziomach. To wszystko doprowadziło do piątkowego odwrotu inwestorów od funta. Brytyjska waluta traci dziś do złotego, euro, franka i amerykańskiego dolara. Kurs GBP/PLN spadł przed południem z 4,94 PLN do 4,92 PLN.

Inflacja odbija

W piątek poznaliśmy również dane o dynamice cen we Francji i Rumunii. W pierwszym z wymienionych państw był to odczyt finalny. Inflacja konsumencka wzrosła w Paryżu o 1% r/r. Jest to wartość wyższa od prognozy na poziomie 0,9% r/r. Zwyżkowy względem oczekiwań był również odczyt w ujęciu miesięcznym (0,4%, prognoza 0,3%). Skok tempa wzrostu cen wykazały także publikacje z Rumunii. Aktualnie ceny konsumenckie rosną tam w tempie 5,7% r/r. Poziom jest wyższy od prognozowanego 5,5% r/r. Odczyt wyższy od oczekiwań tylko na chwile zachwiał rumuńską walutą. Ostatecznie notowania leja względem euro i złotego szybko wróciły do poziomu sprzed publikacji. W piątek o godzinie 14:00 kurs RON/PLN oscyluje przy 0,838 PLN.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Jarosław Komierzyński nowym członkiem zarządu Toyota Bank Polska ds. zarządzania ryzykiem

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) wyraziła zgodę na powierzenie Jarosławowi Komierzyńskiemu funkcji Członka Zarządu odpowiedzialnego za zarządzanie ryzykiem istotnym w Toyota Bank Polska S.A.

Decyzja została podjęta jednogłośnie podczas posiedzenia KNF w dniu 2 lipca 2025 r.

Jarosław Komierzyński rozpoczął karierę zawodową w 2000 r. w Kredyt Banku. W latach 2008–2025 związany był z DNB Bank Polska S.A. gdzie odpowiadał za zarządzanie ryzykiem kredytowym, rynkowym, płynności oraz operacyjnym. W ramach pełnionych funkcji nadzorował również obszar kontroli wewnętrznej, bezpieczeństwa informacji, ciągłości działania oraz ochrony danych osobowych. Pełnił również funkcje na rzecz DNB Bank ASA, tj. Regionalnego Oficera Bezpieczeństwa (RSO) odpowiedzialnego za ograniczanie ryzyk w obszarze bezpieczeństwa informacji i Lokalnego Oficera Ryzyka Operacyjnego (LORO), a także Inspektora Ochrony Danych zgłoszonego do UODO.

Jest absolwentem studiów magisterskich na kierunku Finanse i Bankowość Szkoły Głównej Handlowej, a także studiów podyplomowych z zakresu Zarządzania Cyberbezpieczeństwem oraz programu Executive MBA w Akademii Leona Koźmińskiego.

Stabilizacja cen materiałów budowlanych w Polsce trwa

Trwająca od dokładnie roku stabilizacja dynamiki cen materiałów budowlanych na niewielkim minusie zdaje się nie mieć końca. Oznacza to, że także w maju spadkowy trend na poziomie ułamka procenta w relacji rok do roku został utrzymany. Tymczasem, jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl  niewiele wskazuje na to, by taka sytuacja miała ulec radykalnej zmianie przed uruchomieniem zapowiadanych inwestycji infrastrukturalnych realizowanych z wykorzystaniem środków unijnych.

Publikowana przez Grupę PSB średnia dynamika cen materiałów budowlanych w relacji rok do roku w maju zanotowała kolejny raz kosmetyczny spadek wartości, tym razem o 0,7%. W kanale detalicznym zniżka wyniosła 0,7%, z kolei w kanale hurtowym – 0,5%. W ten sposób średnie zmiany stawek w relacji miesiąc do miesiąca są bliskie zeru. Wyk.1 - Średnia dynamika cen materiałów budowlanych - maj

Wzrost cen w maju 2025 r. w porównaniu do maja 2024 r. odnotowano zaledwie w 4 grupach towarowych, bez zmian pozostały ceny w 3 kategoriach, natomiast spadki wystąpiły w 13 grupach. Takie proporcje wskazują na silnie utrwalony, jednak zdecydowanie umiarkowany trend spadkowy.

Największy spadek cen wystąpił w przypadku izolacji termicznych (-5,5%), wykończeń (-4,1%) oraz oświetlenia, elektryki (-3,6%). Z kolei największe podwyżki dotyczyły kategorii: płyty OSB, drewno (+9,2%) oraz cement, wapno (+3,6%). Tab.1 - Dynamika cen materiałów budowlanych w maju 2025r.

Opublikowana niedawno opinia Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa komunikuje o najpoważniejszym kryzysie krajowej branży budowlanej od 2016 roku. Jego głównymi symptomami mają być spadające wykorzystanie mocy produkcyjnych w dużych firmach wykonawczych, stagnacja inwestycji publicznych i prywatnych oraz brak spójnej strategii państwa, co miało doprowadzić do paraliżu całego sektora. W tej sytuacji bez zdecydowanych działań ze strony rządu rodzimej budowlance, stanowiącej jeden z kluczowych filarów gospodarki, odpowiadający za 10 proc. PKB i dający pracę ponad milionowi osób, grozi długotrwała zapaść koniunkturalna.

Tymczasem, jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl, potwierdzeniem słabnącej kondycji krajowego sektora budownictwa są najnowsze dane GUS budownictwa mieszkaniowego za miesiąc maj. Trudno w nich nie dopatrzeć się słabnących nastrojów budowniczych mieszkań na sprzedaż lub wynajem. Widoczny regres zarówno w rozpoczęciach, pozwoleniach jak i lokalach oddanych do użytkowania sugerują rosnącą ostrożność operacyjną branży deweloperskiej, która w ten sposób może reagować na niepewność ekonomiczną, rosnące koszty budowy czy oczekiwania odnośnie stóp procentowych.

W obecnej sytuacji wszystko zdaje się wskazywać na to, że dopóki zapowiadany szumnie boom inwestycyjny w ramach krajowej gospodarki w segmentach budownictwa drogowego, kolejowego, energetycznego, wojskowego czy mieszkaniowego finansowanych ze środków unijnych nie stanie się faktem dokonanym, tak długo ceny na rodzimym rynku materiałów budowlanych pozostaną stabilne z lekką tendencją spadkową.

Niestety, jak ocenia PZPB, odbicie w segmencie infrastrukturalnym spóźnia się już o kilkanaście miesięcy, co potwierdza, że państwo zawodzi systemowo i na wielu poziomach od wielu lat. W tej sytuacji należy tylko mieć nadzieję, że ożywienie koniunktury na rynku budowlanym za sprawą środków z KPO w końcu doczeka się materializacji, a nie okaże się przysłowiowym „czekaniem na Godota”.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

AI pomaga, ale też budzi lęk – co myślą Polacy o wpływie sztucznej inteligencji na zatrudnienie?

„Millenialsi” bardziej niż inne pokolenia obawiają się, że sztuczna inteligencja zabierze im pracę. Wśród najbardziej zagrożonych zawodów Polacy wymieniają pracowników call center, grafików i programistów. Tak wynika z raportu „Między ciekawością a niepewnością. Pokolenia Polaków wobec sztucznej inteligencji – wiedza, doświadczenie, nastroje”, przygotowanego na zlecenie Politechniki Wrocławskiej, przez agencję badawczą K+ Research.

Czy te obawy są uzasadnione? Według naukowców i obserwatorów rynku pracy zagrożenia istnieją, ale w rękach człowieka wciąż pozostaje wiele narzędzi, by w wyścigu o miejsce pracy pozostać konkurencyjnym.

Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie wrocławskiej uczelni, Polacy mają już swoje przemyślenia na temat wpływu AI na życie zawodowe. 49% respondentów badania uważa, że AI pomaga w pracy, choć jednocześnie aż 55% deklaruje, że zawodowo z niej nie korzysta.

Jeżeli już respondenci ją wykorzystują to najczęściej w celu szukania pomysłów, inspiracji i rozwiązań z wykorzystaniem modeli językowych (27%). Jest to szczególnie widoczne w przypadku pokolenia Z (62%). Wśród zalet, jakie niesie ze sobą używanie technologii AI w pracy przodują automatyzacja rutynowych zadań (40%) i możliwość szybszego podejmowania decyzji (30%).

Źródło: Raport Politechniki Wrocławskiej "Między ciekawością a niepewnością. Pokolenia Polaków wobec sztucznej inteligencji - wiedza, doświadczenie, nastroje"
Źródło: Raport Politechniki Wrocławskiej „Między ciekawością a niepewnością. Pokolenia Polaków wobec sztucznej inteligencji – wiedza, doświadczenie, nastroje”

Mimo deklarowanej świadomości pozytywnych aspektów obecności AI w życiu zawodowym, Polacy nie są w tym obszarze wolni od obaw. To właśnie bezrobocie technologiczne znalazło się w czołówce zagrożeń wynikających z rozwoju AI, zaraz za dezinformacją i manipulacją. Aż 15% badanych spodziewa się masowej utraty miejsc pracy w związku z rozwojem AI.

– To, co respondenci postrzegają jako „wykluczenie”, często jest w rzeczywistości przemianą wymagań na danym stanowisku lub koniecznością przekwalifikowania – zwraca uwagę Katarzyna Oleszek-Sławińska z Biura Karier Politechniki Wrocławskiej. – Aktywni zawodowo Polacy powinni potraktować tę przemianę jako impuls do zastanowienia się z jednej strony jakie kompetencje mogę rozwinąć, aby stać się bardziej konkurencyjnymi, a z drugiej w jakich obszarach ich pracy, sztuczna inteligencja może być dla nich realnym wsparciem – dodaje.

Jak podkreśla ekspertka, sztuczna inteligencja coraz mocniej wkracza w różne aspekty procesu rekrutacyjnego. – Managerowie zatrudnienia coraz chętniej sami korzystają ze zdobyczy AI i dopuszczają na przykład prowadzenie rozmowy z potencjalnym kandydatem przez czat, zwłaszcza przy rekrutacji na niższe stanowiska – zauważa kierowniczka Biura Karier Politechniki Wrocławskiej. W innym wymiarze, znajomość chociażby podstawowych narzędzi AI staje się standardem w licznych ogłoszeniach o pracę. – Kompetencje związane ze sztuczną inteligencją będą niezwykle potrzebne, a wciąż nie mamy wielu specjalistów, którzy sztuczną inteligencję rozumieją i potrafią wykorzystywać – mówi Katarzyna Oleszek-Sławińska.

Źródło: Raport Politechniki Wrocławskiej "Między ciekawością a niepewnością. Pokolenia Polaków wobec sztucznej inteligencji - wiedza, doświadczenie, nastroje"
Źródło: Raport Politechniki Wrocławskiej „Między ciekawością a niepewnością. Pokolenia Polaków wobec sztucznej inteligencji – wiedza, doświadczenie, nastroje”

Naukowcy i eksperci są zgodni, że przy obecnym tempie rewolucji technologicznej nie unikniemy coraz większego przenikania rozwiązań wykorzystujących sztuczną inteligencję w życie gospodarcze, a co za tym idzie w rynek pracy.

– Współczesna gospodarka w sposób naturalny podąża torem wyznaczanym przez maksymalizację efektywności. Wszędzie, gdzie za pomocą technologii i automatyzacji możliwe jest osiągnąć efektu kosztem niższym niż koszt pracy człowieka, technologia będzie miała przewagę – przyznaje dr hab. inż. Tomasz Kajdanowicz, prof. uczelni, kierownik Katedry Sztucznej Inteligencji na Wydziale Informatyki i Telekomunikacji Politechniki Wrocławskiej.

Ekspert Politechniki Wrocławskiej zauważa jednak, że to nadal człowiek pozostaje ogniwem, które narzuca sztucznej inteligencji obszar działania i zadaje pytania, które inicjują powstanie wytworu AI. – Z tej perspektywy kluczowymi kompetencjami przyszłości będą logiczne myślenie, myślenie abstrakcyjne, czy umiejętności komunikacyjne, które już dziś są kluczowe przy pracy z AI chociażby w obszarze poprawnego promptowania – wyjaśnia prof. Kajdanowicz.

Dla zachowania konkurencyjności na rynku pracy istotne będzie więc z jednej strony poszukiwanie obszarów, w których ludzka osobowość, psychika będą wartością, z drugiej zaś, otwartość na doszkalanie się z narzędzi AI.

– Jesteśmy świadomi, że naszym zadaniem, jako uczelni, jest dostarczanie społeczeństwu wiedzy oraz edukowanie go w zakresie odpowiedzialnego korzystania z narzędzi AI, a także stwarzanie kolejnym pokoleniom przestrzeni do wysokiej jakości kształcenia w tej dziedzinie. Nie bez powodu trzy z pięciu nowo otwartych w tym roku kierunków studiów na Politechnice Wrocławskiej to kierunki związane ze sztuczną inteligencją, takie jak matematyka stosowana i sztuczna inteligencja, matematyka i algorytmy sztucznej inteligencji oraz sztuczna inteligencja – podsumowuje prof. Kamil Staniec, prorektor ds. kształcenia Politechniki Wrocławskiej.

Warszawski rynek biurowy w I połowie 2025: 34% wzrost nowej podaży przy rekordowo niskim poziomie inwestycji

W I połowie 2025 roku na warszawskim rynku biurowym oddano do użytku 85 200 m kw. nowoczesnej powierzchni – o 34% więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie wolumen projektów w budowie spadł do historycznie niskiego poziomu – 140 000 m kw. Aktywność najemców utrzymuje się na poziomie zbliżonym do ubiegłego roku, choć całkowity popyt spadł o 11% r/r w porównaniu ze średnią dla pierwszego półrocza z lat 2020-2024. Najemcy wciąż stawiają na najlepsze lokalizacje i najwyższe standardy, co przekłada się na dalszy spadek wskaźnika pustostanów w centralnych strefach miasta.

ROSNĄCE ZASOBY W CENTRUM, WYSOKA JAKOŚĆ MA ZNACZENIE

Zasoby biurowe w Warszawie na koniec czerwca 2025 roku wynosiły 6,33 mln m kw., z czego 46% było zlokalizowanych w strefach centralnych. Na biurowej mapie stolicy szczególnie wyróżnia się okolica ronda Daszyńskiego, która pozostaje głównym beneficjentem inwestycji deweloperskich.

Popyt najemców koncentruje się na projektach oferujących najwyższą jakość, certyfikaty zrównoważonego rozwoju i centralne położenie. To kontynuacja trendu flight to quality, który obserwujemy już od kilku kwartałów – komentuje Jarosław Pilch, Head of Tenant Representation, Savills.

Trend „flight to quality” – czyli poszukiwanie najlepszych lokalizacji i najwyższych standardów ESG – nie tylko się utrzymuje, ale coraz silniej wpływa na strategie zarówno najemców, jak i właścicieli nieruchomości. Ograniczona nowa podaż będzie dodatkowo wzmacniać presję na najlepsze biura w topowych lokalizacjach.

NOWA PODAŻ ROŚNIE, ALE INWESTYCJI W BUDOWIE CORAZ MNIEJ

W I półroczu 2025 roku deweloperzy oddali do użytku największą ilość nowej powierzchni od trzech lat. Nowa podaż w porównaniu z okresem od stycznia do czerwca przed rokiem wzrosła o 34% i wyniosła 85 200 m kw. Do najważniejszych inwestycji należą: The Bridge (52 000 m kw., Ghelamco) oraz Office House (27 800 m kw., Echo Investment). Obie są zlokalizowane w biurowych zagłębiu w okolicy ronda Daszyńskiego (podstrefa Zachodnie Centrum).

Jednocześnie wolumen projektów w budowie zmalał o połowę względem ubiegłego roku, osiągając poziom 140 000 m kw. Aż 86% tej powierzchni realizowana jest w centrum miasta. Wśród największych inwestycji przy których toczą się prace są m.in.: Upper One (35 500 m kw.), V Tower (30 700 m kw.) oraz Studio A (24 000 m kw.).

Mniejszy wolumen inwestycji w budowie może oznaczać ograniczoną dostępność nowoczesnej powierzchni w perspektywie 2-3 lat, zwłaszcza w topowych lokalizacjach. Według naszych analiz do 2027 roku może powstać do 250 000 m kw. nowej powierzchni. Tak niski poziom nowej podaży to dobra wiadomość dla właścicieli najlepszych biurowców, którzy będą mogli liczyć na zwiększone zainteresowanie ich inwestycjami. Do gry na nowo wejdą starsze projekty w bardzo dobrych lokalizacjach. Przykładem jest znany biurowiec Atrium1 przy rondzie ONZ, który przeszedł gruntowną modernizację, a po rebrandingu zmienił się w Wise Point i oferuje ponad 18 000 m kw. powierzchni na wynajem – mówi Daniel Czarnecki, Head of Landlord Representation, Savills.

STABILNA AKTYWNOŚĆ NAJEMCÓW, SPADA UDZIAŁ RENEGOCJACJI

Całkowity popyt brutto w I półroczu wyniósł 301 400 m kw., notując niewielki, około 5%, spadek w porównaniu z analogicznym okresem przed rokiem. 55% popytu przypadło na strefy centralne, a najwięcej umów zawarto w strefie Centrum (102 800 m kw.) i na Służewcu (72 800 m kw.). Autorzy raportu podkreślają, że zmieniła się struktura popytu względem pierwszego półrocza poprzedniego roku – nowe umowy odpowiadały za 47% wolumenu, renegocjacje spadły do 43%, a pre-lety stanowiły zaledwie 2%. Na ekspansje przypadło 8% podpisanych kontraktów.

PUSTOSTANY W DÓŁ W CENTRUM, W GÓRĘ POZA NIM

Na koniec I półrocza w całym mieście do wynajęcia było 682 700 m kw. biur, a wskaźnik pustostanów wynosił 10,8%, co oznacza spadek o 10 pb r/r. W centrum dostępność powierzchni zmniejszyła się do 7,8% (spadek o 130 pb r/r), podczas gdy w strefach poza centrum wzrosła do 13,3% (wzrost o 100 pb r/r). Najwięcej wolnej powierzchni znajduje się na Służewcu (223 900 m kw.), w strefie Centrum (155 800 m kw.) i wzdłuż korytarza Al. Jerozolimskich (87 100 m kw.). Te trzy strefy odpowiadają za niemal 70% wolnych biur w Warszawie.

CZYNSZE I OPŁATY EKSPLOATACYJNE: WYSOKA JAKOŚĆ W CENIE

Czynsze wywoławcze za najlepsze powierzchnie w centrum wynoszą od 22,50 do 26,00 EUR/m kw./miesiąc, z możliwym wzrostem do 28,00 EUR/m kw./miesiąc dla powierzchni premium w budowie. W strefach poza centralnych stawki dla projektów klasy A wahają się od 14,00 do 18,00 EUR/m kw./miesiąc. Opłaty eksploatacyjne osiągają poziom nawet 40 PLN/m kw./miesiąc.

TRENDY NA NAJBLIŻSZE KWARTAŁY: MODERNIZACJA, KONWERSJE I SELEKTYWNY POPYT

W nadchodzących kwartałach kluczowymi zjawiskami kształtującymi warszawski rynek biurowy będą konwersje, modernizacje i pogłębiająca się selekcja jakościowa powierzchni dokonywana przez najemców.

Coraz więcej właścicieli starszych budynków, nawet tych w centralnych lokalizacjach, analizuje zmianę funkcji, przede wszystkim na cele mieszkaniowe. Jednocześnie część starszych biurowców przechodzi kompleksową modernizację lub repozycjonowanie, aby móc konkurować z nowoczesnymi projektami pod względem standardu technicznego i atrakcyjności dla najemców – mówi Wioleta Wojtczak, Head of Reaserch, Savills.

Ekspansja marki Trump: od luksusowych nieruchomości po stabilnecoiny i sieci komórkowe

Nazwisko Trump, poza jego najbardziej znanym posiadaczem, kojarzone jest z biznesami związanymi z nieruchomościami oraz hotelarstwem. Jednak rodzina Trumpów spędziła ostatnie dwa lata na agresywnej dywersyfikacji swojego portfolio, często w zaskakującym kierunku, jak na przykład telekomunikacja, fintech czy kryptowaluty. Marek Górniak, Network Development Manager we Freedom24, opisuje ich strategię.

Na tle cyklu wyborczego 2024-2025 i powrotu Donalda Trumpa do politycznego centrum zainteresowania, jego nazwisko jest ponownie wykorzystywane komercyjnie, od sieci komórkowych po stablecoiny (kryptowaluty, których wartość jest powiązana z określonym aktywem). Trudno się temu dziwić. Nazwisko obecnego prezydenta USA samo w sobie jest w końcu marką. Obecnie, poprzez zmiany w rodzinnym portfolio inwestycyjnym, zaczyna ona obejmować nowe, nieoczywiste branże.

Polityczny statement nasączony technologią

W czerwcu 2025 r. organizacja Trump ogłosiła wejście na rynek Trump Mobile, wraz ze smartfonem T1 w cenie 499 USD. Urządzenie jest sprzedawane jako „Made in the USA” i ma patriotyczne logo ze złotą obudową i amerykańską flagą. Jego sztandarowy abonament, Plan 47, nawiązuje do objęcia przez Trumpa stanowiska 47. prezydenta USA i kosztuje 47,45 USD miesięcznie.

Ale w tym patriotycznym opakowaniu kryją się pewne sygnały ostrzegawcze. Analitycy kwestionują skalę produkcji w USA, a T1 może być tylko przemianowanym chińskim telefonem OEM. Rzekomy „amerykański montaż” wydaje się być bardziej taktyką marketingową, niż rzeczywistością produkcyjną.

Mimo to przedsięwzięcie może stać się popularne wśród lojalnej, konserwatywnej bazy zwolenników Trumpa. Podobnie jak przy wielu innych przedsięwzięciach, Trump udziela licencji na swoje nazwisko, ale pozostaje nieaktywny w operacjach spółki telekomunikacyjnej.

Kryptoofensywa

Według Forbesa aktywa krypto stanowią około 40% wartości netto rodziny Trumpów – obecnie ponad 2,9 miliarda dolarów. Ich działalność koncentruje się w czterech obszarach tego rynku, z których pierwszym jest górnictwo kryptowalut. Donald Trump Jr. i Eric Trump posiadają udziały w spółce joint venture American Bitcoin. Hut 8, kanadyjska firma wydobywająca kryptowaluty, posiada 80% udziałów w projekcie, a pozostałe 20% jest kontrolowane przez podmiot powiązany z Trumpem.

Drugi obszar to inwestycje w Ethereum, Bitcoin czy Solana, na których Eric Trump aktywnie buduje portfel. Na ten cel do Coinbase Prime przelano 300 mln USD, w tym 212,6 mln na samo Ethereum.

Trzeci element to plan powiązania z kryptowalutami platformy społecznościowej Trumpa, Truth Social, która gromadzi 6,3 miliona użytkowników, ale zmaga się ze stratami finansowymi, problemami z monetyzacją i krytyką za bycie ideologiczną bańką.

Czwartym obszarem jest budowanie własnej infrastruktury krypto, w postaci World Liberty Financial (WLFI). Projekt w końcowym kształcie ma obejmować nie tylko uruchomionego niedawno stablecoina USD1, ale też giełdę kryptowalut i szerszy ekosystem tokenów.

Tworzenie innowacji czy aktywów politycznych?

Kwestia samego WLFI wymaga rozwinięcia. Projekt reklamuje się jako zdecentralizowany ekosystem finansowy nowej generacji. Jego sztandarowa oferta, stablecoin USD1, jest wspierana przez rezerwy w dolarach amerykańskich, krótkoterminowe obligacje skarbowe i ekwiwalenty gotówki. System WLFI obsługuje Ethereum, Binance Smart Chain, blockchain i natychmiastowe swapy kryptowalutowe. Rezerwy przechowuje się za pośrednictwem BitGo, a raporty audytorskie są publikowane co miesiąc.

Pozornie transparentna platforma budzi jednak wątpliwości co do struktury własnościowej. Do końca 2024 r. Donald Trump miał posiadać do 75% WLFI, a do połowy 2025 r. jego udział spadł do 40%. Zbiegło się to z rosnącą kontrolą regulacyjną w USA nad stablecoinami, w tym z trwającą debatą nad ustawą GENIUS, która narzuciłaby emitentom tych instrumentów surowe standardy certyfikacji. Projekt WLFI jeszcze bardziej upolitycznia dwumiliardowa inwestycja od MGX, funduszu z siedzibą w Abu Zabi.

Globalna ekspansja marki Trump

Obok przedsięwzięć cyfrowych, marka Trump jest eksportowana poprzez międzynarodowe inwestycje w nieruchomości – szczególnie na Bliskim Wschodzie i w Europie Wschodniej. W Dubaju budowana jest Trump International Hotel and Tower, z ponad miliardem dolarów finansowania od podmiotu powiązanego z Arabią Saudyjską.

W Katarze trwają prace nad luksusowym nadmorskim ośrodkiem golfowym i kompleksem willi marki Trump o wartości 5,5 mld USD. Z kolei w Arabii Saudyjskiej i Omanie przygotowuje się nowe projekty hotelowe, mieszkaniowe i golfowe, co pozycjonuje brand Trumpa jako symbol luksusu na rynkach wschodzących. Jeśli chodzi o Europę Wschodnią, to zięć prezydenta USA, Jared Kushner, buduje Trump Tower w dawnej siedzibie Ministerstwa Obrony Jugosławii w Belgradzie. Ten projekt jest postrzegany jako geopolityczne oświadczenie oznaczające powrót Stanów Zjednoczonych na Bałkany.

Z pomocą tych inwestycji generowane są dochody z licencji i zarządzania, jednocześnie tworząc formę „geoekonomii Trumpa”: połączenia polityki, osobistego brandingu i globalnych przepływów kapitału.

Imperium biznesowe rodziny Trump w 2025 r. prezentuje unikalną mieszankę inwestycyjną, łączącą modne technologie, kapitał polityczny i tradycyjne przedsięwzięcia w branży nieruchomości. To ryzykowne scenariusze gry kształtowane przez zmienność, regulacje i bagaż reputacji ich zarządców.

Aktywność w segmencie kryptowalut jest ambitna, ale obarczona podwyższonym ryzykiem, podczas gdy międzynarodowe projekty nieruchomości mogą oferować bardziej stabilny przepływ gotówki. Tymczasem przedsięwzięcia telekomunikacyjne czy w mediach społecznościowych pozostają w najlepszym razie spekulacyjne. W ostatecznym rozrachunku, nie warto mylić politycznego szumu ze zrównoważonym modelem biznesowym. Mimo rozmiaru i widoczności marki, ekosystem komercyjny Trumpa cały czas przechodzi stress test pod wpływem organów regulacyjnych, rynków oraz czasu.

Autor: Marek Górniak, Network Development Manager we Freedom24

Zmieniające się nawyki polskich e-konsumentów: więcej produktów, niższe ceny, wyższe zwroty

Zmieniające się nawyki konsumentów w polskim e-commerce coraz wyraźniej pokazują, że kluczem do sukcesu nie jest już tylko niska cena, ale całościowe doświadczenie zakupowe. Z danych aplikacji When U Buy wynika, że choć kupujemy coraz więcej, to produkty są coraz tańsze, a preferencje względem płatności i dostawy zaczynają przesuwać się w nowych kierunkach.

Średnia wartość koszyka zakupowego w czerwcu wyniosła 167 zł – o 11% mniej niż w maju. Nie oznacza to jednak, że kupujemy mniej. Wręcz przeciwnie – liczba produktów w koszyku wzrosła z 2 do 2,6, a wydatki na użytkownika poszły w górę. To efekt rosnącej popularności tańszych produktów – średnia cena pojedynczego przedmiotu spadła o 20% w ciągu miesiąca (z 80 zł do 64 zł), co kontynuuje trend zauważalny już od początku roku. Innymi słowy – konsumenci kupują więcej, ale szukają oszczędności.

Wraz ze wzrostem liczby zamawianych produktów rośnie również poziom zwrotów – w czerwcu wyniósł 16%, podczas gdy w maju było to 11%. Może to świadczyć o bardziej impulsywnych zakupach, a także o większym zaufaniu do elastycznych polityk zwrotów, które oferują zarówno globalne platformy, jak i polskie e-sklepy.

Niższe koszyki, wyższe wydatki

W przypadku Allegro średnia wartość koszyka spadła aż o 27% w porównaniu do czerwca 2024 r. i wyniosła 113 zł. Jednocześnie wzrosły miesięczne wydatki na użytkownika (o 9% m/m), co wskazuje na wzrost częstotliwości zakupów. Średnia cena pojedynczego produktu to 61 zł – niemal identycznie jak w maju, ale aż o 30% mniej niż rok wcześniej. Wzrósł też poziom zwrotów – z 8% do 11%. Ciekawie prezentują się dane dotyczące płatności. Allegro Pay odpowiada za 32% transakcji, Apple Pay – za 20%, natomiast BLIK – za 23%. Karta kredytowa traci na znaczeniu – w czerwcu jej udział spadł do 13%, co oznacza spadek o 7 p.p. w ciągu roku. Temu utrzymuje wyższy średni koszyk (162 zł) niż Allegro, ale i tu widać spadek o 9% miesiąc do miesiąca. Choć użytkownicy dodają do koszyków więcej produktów niż gdziekolwiek indziej, miesięczne wydatki są blisko dwa razy niższe niż na Allegro, co pokazuje, że zakupy na chińskich platformach wciąż mają charakter okazjonalny, a nie systematyczny. Zwroty utrzymują się na stabilnym poziomie 4%, co wciąż jest jednym z najniższych wyników na rynku.

Logistyka i płatności

Automaty paczkowe wciąż dominują (52% wszystkich dostaw), ale rynek dostawców się zmienia. Orlen dynamicznie zwiększył udział z 2% do 7% rok do roku, a DHL z 3% do 8%. DPD pozostaje stabilny (11%). Mimo delikatnego spadku udziału, InPost nadal jest bezkonkurencyjny jako główny operator przesyłek w Polsce. Na rynku płatności Blik pozostaje liderem, choć jego udział spada – w czerwcu wyniósł 25,2%, co oznacza spadek o 20% r/r. Apple Pay zyskuje na popularności, a w czerwcu jego udział przekroczył 34%, wyprzedzając kartę kredytową, której znaczenie stopniowo maleje.

Czerwcowe dane potwierdzają, że konsumenci stają się coraz bardziej „smart” – poszukują okazji, porównują ceny i świadomie wybierają metody dostawy i płatności. Wzrost liczby produktów w koszyku, przy jednoczesnym spadku ich ceny jednostkowej i wyższym poziomie zwrotów, pokazuje większą odwagę w eksplorowaniu ofert, ale też większe oczekiwania wobec e-sklepów. Dla branży to sygnał, że prosta promocja cenowa nie wystarczy. Liczy się jakość obsługi, elastyczność procesów i umiejętność odpowiadania na potrzeby coraz bardziej doświadczonych klientów – komentuje Ewa Kraińska, właścicielka When U Buy.

Choć chińskie platformy nadal cieszą się dużym zainteresowaniem, to stabilizacja ich koszyków i spadające ceny mogą sugerować, że ich okres największej ekspansji powoli się kończy. Tym samym pojawia się przestrzeń dla polskich e-sklepów – o ile zrozumieją, że dziś „więcej” nie zawsze znaczy „drożej”, a elastyczność i doświadczenie użytkownika mają większe znaczenie niż kiedykolwiek wcześniej.

Accolade wskazuje 10 europejskich miast portowych z największym potencjałem inwestycyjnym

Eksperci Accolade, międzynarodowego inwestora na rynku nieruchomości przemysłowych, wskazali 10 europejskich miast portowych, które mogą w najbliższych latach odegrać kluczową rolę w transformacji łańcuchów dostaw, logistyki i inwestycji przemysłowych. W materiale znalazły się miasta łączące rozwiniętą infrastrukturę z atrakcyjnym położeniem i otwartością na nowe inwestycje. Wśród nich aż 2 porty z Polski – Gdynia oraz Szczecin–Świnoujście, których potencjał dodatkowo wzmacnia rządowy program „Polskie Morze”.

Przebudowa łańcuchów dostaw, przyspieszająca cyfryzacja, potrzeba zrównoważonego rozwoju i nowe strategie relokacyjne jak friendshoring i nearshoring – to główne trendy, które będą w najbliższych latach napędzać rozwój portów w Europie. Największe porty, które przez dziesięciolecia dominowały w światowym handlu – jak Rotterdam czy Hamburg – zbliżają się do granic swojej przepustowości. Globalne wyzwania i nowe strategie łańcuchów dostaw sprawiają, że coraz częściej inwestorzy, operatorzy logistyczni i producenci wybierają lokalizacje, które jeszcze niedawno były uznawane za alternatywne. Dziś są one naturalnym kierunkiem ekspansji. Porty takie jak Gdynia, Walencja czy Rijeka odpowiadają na te potrzeby elastycznością, dostępnością gruntów, otwartością na automatyzację i inwestycje prośrodowiskowe. Ich atutem jest także rosnąca rola w strategicznych korytarzach handlowych, od Bałtyku po Morze Śródziemne – mówi Joanna Sinkiewicz, dyrektor zarządzająca Accolade w Polsce i Group Commercial Director.

Szczecin–Świnoujście (Polska) – ok. 400 tys. mieszkańców (aglomeracja)

Drugi największy kompleks portowy w Polsce. Inwestycje w pogłębianie toru wodnego do 12,5 m, rozbudowa terminala kontenerowego oraz planowana infrastruktura LNG i intermodalna czynią z tego regionu kluczowy punkt logistyki Bałtyku. Przeładunek w 2024 roku wyniósł prawie 76 tys. TEU. Bliskość granicy niemieckiej i dostęp do sieci kolejowej łączącej Polskę z Niemcami, Czechami i Skandynawią zwiększają jego znaczenie. Z potencjału Szczecina jako portowego centrum logistyczno-przemysłowego aktywnie korzystają inwestorzy, tacy jak Accolade, który rozwija tu kilka nowoczesnych obiektów magazynowych.

Walencja (Hiszpania) – 790 tys. mieszkańców

Czwarty największy port Europy i największy w Hiszpanii – przeładowuje ponad 5,7 mln TEU rocznie. Staje się alternatywą dla przeładowanej Barcelony i nowym centrum logistycznym Morza Śródziemnego. Intensywne inwestycje w zieloną energię, cyfryzację i rozbudowę terminali (m.in. terminal Valencia Port 2030). Port ma doskonałe połączenia z Afryką Północną, Ameryką Łacińską i Francją, a jego rozwój wspiera również korytarz śródziemnomorski. Accolade zainwestowało tutaj już w dwa projekty: Accolade Funds Park Valenzia Picassent, który bardzo szybko został całkowicie wynajęty, i Park Valencia Alzira, nowoczesne centrum logistyczne z potencjałem budowy magazynów o powierzchni ponad 60 tys. mkw. 

Wierzymy, że porty staną się kluczowymi katalizatorami nowoczesnej logistyki przemysłowej w całej Europie. Ich rola ewoluuje od tradycyjnych węzłów transportowych do strategicznych punktów, które integrują zrównoważony rozwój, cyfryzację i łańcuchy dostaw. W Accolade postrzegamy miasta portowe jako naturalne centra przyszłej ekspansji, zarówno dla naszego portfolio, jak i dla naszych partnerów. Dzięki szybkiemu rozwojowi infrastruktury i działaniom politycznym wspierającym zieloną transformację jesteśmy gotowi pogłębić naszą obecność w tych lokalizacjach, inwestując w inteligentne, przyszłościowe parki logistyczne, które spełniają wymagania nowej ery – powiedział Lukas Repal, Chief Operating Officer, Accolade.

Rijeka (Chorwacja) – 105 tys. mieszkańców

Strategiczna lokalizacja nad północnym Adriatykiem z przeładunkiem wynoszącym w 2024 roku 600 tys. TEU. Trwają inwestycje w nowy terminal kontenerowy oraz modernizację linii kolejowej do Węgier i Austrii. Rijeka ma potencjał, by odciążyć zatłoczone porty Europy Zachodniej, a dzięki poprawiającej się infrastrukturze transportowej coraz częściej jest wybierana przez operatorów logistycznych.

Bilbao (Hiszpania) – 350 tys. mieszkańców

Położony w Kraju Basków port rozwija się jako nowoczesne centrum logistyczne i przemysłowe północnej Hiszpanii. Z przeładunkiem na poziomie 500 tys. TEU w 2024 roku, dysponuje jednym z najnowocześniejszych terminali kontenerowych na wybrzeżu Atlantyku. Port intensywnie inwestuje w dekarbonizację i cyfryzację, rozwijając m.in. infrastrukturę LNG i projekty związane z energią wodorową. Dzięki bliskości granicy francuskiej i doskonałym połączeniom autostradowym oraz kolejowym, Bilbao stanowi istotny punkt na trasie handlowej między Hiszpanią, Francją i resztą Europy Zachodniej.

Gdynia (Polska) – 240 tys. mieszkańców

Port Gdynia od lat uchodzi za jedno z najdynamiczniej rozwijających się centrów logistycznych w regionie Morza Bałtyckiego. W 2024 roku przeładował rekordowe 975 tys. TEU. Obecnie trwają inwestycje w Port Zewnętrzny – nowy głębokowodny terminal kontenerowy, który znacząco zwiększy przepustowość portu i umożliwi obsługę większych statków, w tym oceanicznych kontenerowców. Gdynia korzysta także z bycia częścią Trójmiasta i dobrej integracji z siecią kolejową i drogową, obsługując rosnący wolumen ładunków z Polski, Czech, Słowacji i krajów bałtyckich.

– Polskie porty, takie jak Szczecin–Świnoujście i Gdynia, wchodzą w kluczowy moment swojego rozwoju. Widzimy, jak dynamicznie rośnie ich znaczenie w logistyce regionalnej i międzynarodowej, a teraz dodatkowo wspierać je będzie rządowy program „Polskie Morze”. Ten projekt zakłada nie tylko rozbudowę infrastruktury portowej, ale też inwestycje w intermodalność, zieloną energię oraz rozwój otoczenia biznesowego wokół portów. Jeśli te plany zostaną skutecznie zrealizowane, Polska może stać się jednym z liderów nowej, zrównoważonej logistyki w Europie Środkowo-Wschodniej. Dla inwestorów przemysłowych i operatorów logistycznych to szansa, by działać bliżej rynków końcowych i w pełni wykorzystać potencjał Bałtyku – podkreśla Joanna Sinkiewicz.

Genua (Włochy) – 580 tys. mieszkańców

Genua to punkt wyjścia dla towarów kierowanych do Włoch, Szwajcarii i południowych Niemiec. Trwa wieloletnia transformacja infrastrukturalna (projekt „Nuova Darsena”), a po odbudowie mostu Morandi jeszcze bardziej wzrośnie dostępność miasta. Intensyfikacja inwestycji w infrastrukturę kolejową ma zwiększyć jego intermodalność. Port przeładował w 2024 roku 1,8 mln TEU.

Konstanca (Rumunia) – 270 tys. mieszkańców

Największy port na Morzu Czarnym, który w 2024 roku przeładował niemal 1 mln TEU. Zyskuje znaczenie w kontekście eksportu zboża z Ukrainy i Centralnej Azji. Obecnie realizowane są inwestycje unijne w modernizację infrastruktury kolejowej i terminali kontenerowych. Kluczową rolę w przyszłości może odegrać Via Carpatia, która wzmocni pozycję portu jako kluczowego węzła logistycznego łączącego Morze Czarne z Europą Środkową i Północną. Nowoczesna infrastruktura drogowa ułatwi transport towarów m.in. z Ukrainy, Azji i Bliskiego Wschodu, zwiększając konkurencyjność portu wobec zachodnioeuropejskich terminali morskich.

Koper (Słowenia) – 25 tys. mieszkańców

Mały, ale dynamiczny port z przeładunkiem ok. 1,1 mln TEU w 2024 roku. Dzięki nowej linii kolejowej do Lublany i rozbudowie terminali stał się alternatywą dla Triestu i Rijeki. Obsługuje rynki Austrii, Węgier, Czech i południowych Niemiec. Wyróżnia się sprawnością operacyjną i wysokim poziomem cyfryzacji.

Pireus (Grecja) – 1,5 mln mieszkańców (aglomeracja Aten)

Port obsługuje ok. 4-5 mln TEU rocznie. Choć należy już do największych w Europie, jego potencjał nadal nie jest w pełni wykorzystany. Od momentu przejęcia przez chińską grupę COSCO (67% udziałów), Pireus jest intensywnie modernizowany – wdrażane są rozwiązania z zakresu automatyzacji, cyfryzacji oraz zrównoważonego rozwoju. Kluczowy punkt na trasie Azja–Europa.

Porto (Portugalia) – 1,7 mln mieszkańców (aglomeracja)

Port Leixões, położony niedaleko centrum Porto, rozwija się w kierunku inteligentnego portu kontenerowego. W 2024 roku przeładowano tu ponad 700 tys. TEU. Miasto korzysta na relatywnie mniejszym obciążeniu niż Lizbona, a także na rosnącym znaczeniu morskiej turystyki i inwestycji w zielone technologie, jak np. panele słoneczne i automatyzacja operacji portowych.

Materiał został przygotowany przez ekspertów Accolade na podstawie analizy danych rynkowych, planów inwestycyjnych, trendów logistycznych i przemysłowych oraz rozmów z partnerami branżowymi.  Ma on charakter informacyjny, wszystkie wymienione porty posiadają równorzędny potencjał rozwoju.

Średnie ceny mieszkań w największych miastach Polski – czerwiec 2025

W czerwcu br. aż w 15 miastach wojewódzkich średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów praktycznie nie zmieniła się względem maja. W Warszawie wyniosła ponad 18 tys. zł, w Gdańsku – 17,5 tys. zł, z kolei we Wrocławiu – blisko 15 tys. zł. O zaledwie 1% poszła w górę mdm. średnia cena mkw. w Krakowie i Łodzi, a o 2% wzrosła w Białymstoku. W tych trzech miastach zanotowano odpowiednio blisko 17 tys. zł, prawie 12 tys. zł i ponad 11 tys. zł. Obecnie największe szanse na tytuł najbardziej stabilnej cenowo metropolii w 2025 roku mają Warszawa i Katowice.

Jak wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl, w czerwcu br. aż w 15 miastach wojewódzkich (spośród 18) średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów praktycznie nie zmieniła się względem maja. W Warszawie wyniosła 18 097 zł, w Gdańsku – 17 538 zł, we Wrocławiu – 14 734 zł, w Poznaniu – 13 408 zł, w Szczecinie – 13 113 zł, w Katowicach – 12 881 zł, w Olsztynie – 12 023 zł, w Toruniu – 12 915 zł, w Lublinie – 11 513 zł, w Rzeszowie – 11 163 zł, w Kielcach – 10 887 zł, w Bydgoszczy – 10 863 zł, w Zielonej Górze – 10 748 zł, w Opolu – 9 447 zł, a w Gorzowie Wielkopolskim – 8 409 zł. O 1% poszła w górę miesiąc do miesiąca średnia cena metra kwadratowego w Krakowie – do 16 776 zł, a także w Łodzi – do 11 594 zł. Z kolei o 2% wzrosła w Białymstoku – do 11 424 zł.

– W ciągu ostatnich sześciu miesięcy niemal we wszystkich największych miastach zdarzały się wzloty. Dzieje się tak nie tylko wtedy, gdy deweloperzy podnoszą ceny mieszkań. Ten sam efekt może przynieść pojawienie się na rynku droższych lokali, wyprzedaż najtańszych nieruchomości albo kombinacja obydwu czynników. W czerwcu z taką sytuacją mieliśmy do czynienia właśnie w Białymstoku, Łodzi i Krakowie. Dla przykładu, w tym pierwszym mieście pojawiła się w czerwcu pula nowych mieszkań, których średnia cena metra kwadratowego wyniosła blisko 13,8 tys. zł za metr kwadratowy. To sporo jak na ten rynek. W dodatku kupujący wybierali częściej lokale z dolnej półki cenowej – średnio po ok. 10 tys. zł za metr – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Średnia cena metra kwadratowego mieszkania w Warszawie powyżej 18 tys. zł nie powinna nikogo zaskakiwać. – Stolica od lat przyciąga osoby o wysokich dochodach, a to, w połączeniu z niskim bezrobociem, ograniczoną dostępnością atrakcyjnych działek i napływem kapitału – także z innych krajów – naturalnie winduje ceny. Z kolei Katowice to dziś bardzo ciekawy przykład. Wielu inwestorów przeniosło tam swoje zainteresowanie z Krakowa. Deweloperzy oferują tu coraz więcej mieszkań o wysokim standardzie, które przyciągają kupujących spoza regionu – komentuje Mateusz Kaczorowski, ekspert Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Natomiast Marcin Krasoń, ekspert rynku mieszkaniowego z portalu Otodom, zwraca uwagę na miasta z rozwiniętym rynkiem pracy, czyli np. Warszawę i Gdańsk. W nich mieszkańcy mają wyższe dochody, więc mogą pozwolić sobie na droższe nieruchomości. – To wpływa na poziom cen. Również atrakcyjne lokalizacje i z dobrą jakością życia przyciągają inwestorów i mieszkańców, co sprawia, że trzeba więcej płacić. Ponadto wiele mieszkań jest kupowanych pod wynajem turystyczny, co sztucznie zwiększa popyt i ceny. Z takimi sytuacjami mamy do czynienia m.in. w Krakowie i Gdańsku – dodaje ekspert.

Są też takie miasta, jak Gorzów Wielkopolski, Kielce i Szczecin, w których w tym roku średnia cena metra kwadratowego zatrzymała się lub nawet spadła, np. w Szczecinie – aż do poziomu z lipca ubiegłego roku.

Porównując średnie ceny metra kwadratowego nowych mieszkań z czerwca tego roku i analogicznego okresu roku ubiegłego, warto zwrócić uwagę na olbrzymie różnice między poszczególnymi miastami. Według BIG DATA portalu RynekPierwotny.pl, w Zielonej Górze mieszkania oferowane przez deweloperów w czerwcu były średnio aż o 38% droższe niż przed rokiem (ostatnio – 10 748 zł, rok wcześniej – 7 790 zł). W Opolu średnia cena wzrosła rdr. o 22% (czerwiec br. – 9 447 zł, czerwiec ub.r. – 7 722 zł), w Gorzowie Wielkopolskim – o 16% (odpowiednio – 8 409 zł i 7 253 zł) i w Toruniu – również o 16% (12 915 zł i 11 172 zł).

– W tych miastach tempo wzrostu cen ofertowych w ciągu roku może wręcz szokować. W tym okresie w Zielonej Górze zniknęły z rynku nowe mieszkania w cenie do 8 tys. zł za metr kwadratowy, a pojawiły się z ceną przekraczającą pułap 9 tys. zł. Przy tym rok temu w ofercie deweloperów nie było ani jednego takiego mieszkania. A obecnie 267 lokali kosztuje co najmniej 9 tys. zł, a 63 mają cenę ponad 12  tys. zł za metr kwadratowy – podaje Marek Wielgo.

Na drugim biegunie są Rzeszów i Lublin, gdzie średnia cena metra kwadratowego spadła przez rok o 1%, a w Kielcach wróciła do zeszłorocznego poziomu. W grupie siedmiu największych rynków mieszkaniowych w Polsce wyróżnia się Gdańsk, w którym nowe mieszkania podrożały w przeliczeniu na metr kwadratowy średnio aż o 14%. Pamiętajmy jednak, że w tym przypadku mamy do czynienia ze specyficzną metropolią. Ze względu na jej atrakcyjność turystyczną powstaje tu wiele drogich mieszkań w projektach ulokowanych m.in. w pobliżu Zatoki Gdańskiej. Dla przykładu, w lutym i maju na rynek trafiła duża pula takich lokali.

– Warto zwrócić również uwagę na fakt, że we Wrocławiu jeszcze w styczniu różnica rdr. wynosiła 12%, a w kolejnych miesiącach stopniała do 5%. Po sześciu miesiącach największe szanse na tytuł najbardziej stabilnej cenowo metropolii w 2025 r. mają Warszawa i Katowice. Zmiana średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań w okresie 12 miesięcy wynosiła tam w czerwcu tylko 2%. Z kolei w Krakowie, Łodzi i Poznaniu było to 3% – informuje Marek Wielgo.

Z koli jak podkreśla Marcin Krasoń, ceny poszczególnych mieszkań nie muszą się zmieniać, by zmieniała się średnia cena. Gdy do oferty trafia dużo drogich mieszkań – średnia cena wzrośnie, tak samo gdy z oferty zniknie dużo tanich. Obserwowaliśmy to przy wybuchu wojny w Ukrainie. Na rynku najmu bardzo szybko zniknęło wiele tańszych lokali, co wywindowało średnie ceny w górę – w niektórych miastach nawet o ponad 30% w kilka miesięcy.

– Rynek nadal będzie napędzany głównie przez segment popularny. To właśnie zwykły Kowalski ze swoją zdolnością kredytową wyznacza dziś tempo sprzedaży. Jeśli stopy procentowe zostaną obniżone, w tym segmencie można spodziewać się jeszcze większego ożywienia. Nie brakuje jednak osób, które zarabiają znacznie więcej i szukają mieszkań z wyższej półki. Dla nich deweloperzy przygotowują drogie, prestiżowe inwestycje – podsumowuje Mateusz Kaczorowski.

Wzrost inwestycji w Polsce napędza rynek gwarancji kontraktowych — składki przekroczyły 800 mln zł w 2024 roku

  • Wzrost inwestycji w Polsce oznacza zwiększone zapotrzebowanie na gwarancje kontraktowe. W 2024 roku wartość składek odprowadzonych do ubezpieczycieli w tym segmencie przekroczyła 800 mln zł, co oznacza ponad 150-procentowy wzrost względem 2016 roku[1].
  • W Polsce zdarza się, że instytucje publiczne oczekują gwarancji usunięcia wad i usterek nawet na 15 lat. W zachodniej Europie standardem jest 7-8 lat.
  • Obecnie jednak rynek gwarancyjny w Polsce wszedł w fazę miękką (soft market) – to szansa na znacznie lepsze warunki negocjacyjne dla firm wykonawczych.

Polska wkracza w najintensywniejszy okres inwestycyjny od dekad. Do końca tej dekady wartość zapowiedzianych inwestycji infrastrukturalnych może sięgnąć nawet biliona złotych. Kolej, drogi, energetyka i obronność to cztery główne filary wysiłku budżetowego państwa. Już w 2025 roku planowane przetargi przekroczą 60 mld zł, a wartość zobowiązań długoterminowych – tylko w sektorze kolejowo-drogowym – sięga ponad 250 mld zł.

Największe programy infrastrukturalne obejmują m.in. modernizację linii kolejowych (PKP PLK – 15–20 mld zł), budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego (132 mld zł), realizację nowych dróg krajowych (GDDKiA – 13,5 mld zł rocznie), rozbudowę sieci przesyłowych (PSE – 64 mld zł), budowę elektrowni jądrowej (150 mld zł) oraz modernizację infrastruktury obronnej w ramach programu „Tarcza Wschód” (10 mld zł w pierwszym etapie).

Gwarancje: cichy fundament wielkich inwestycji

Wzrost inwestycji oznacza też zwiększone zapotrzebowanie na gwarancje kontraktowe – czyli zabezpieczenia wymagane od wykonawców. W 2024 roku wartość składek odprowadzonych do ubezpieczycieli w tym segmencie przekroczyła 800 mln zł, co oznacza ponad 150-procentowy wzrost względem 2016 roku. Jednocześnie spadła szkodowość – o 65% r/r. Pierwszy kwartał 2025 roku potwierdził ten trend – szkody spadły o kolejne 81%, a składki wzrosły o 2,5%.

To moment wyjątkowy. Rynek gwarancyjny w Polsce wszedł w fazę miękką (soft market), co oznacza znacznie lepsze warunki negocjacyjne dla firm wykonawczych – wyjaśnia Paweł Sajewicz, Dyrektor Praktyki ds. Gwarancji, Aon Polska. – Ubezpieczyciele są bardziej otwarci na ryzyko, proponują niższe stawki, elastyczne zabezpieczenia, większe limity. To rzadkie okno szansy, z którego trzeba umieć skorzystać.

Ryzyka: co może pójść nie tak?

Raport firmy Aon nie tylko opisuje koniunkturę, ale ostrzega przed nadciągającymi zagrożeniami:

  • Rosnące koszty materiałów budowlanych – szczególnie w latach 2026–2028, w wyniku równoległych inwestycji w Europie i odbudowy Ukrainy.
  • Braki kadrowe – już dziś 1/3 firm odczuwa niedobór pracowników, mimo dekoniunktury.
  • Wyczerpanie pojemności gwarancyjnych – przez kumulację zadań inwestycyjnych oraz długie okresy obowiązywania gwarancji (15 – 20 lat), które blokują możliwość finansowania nowych kontraktów.

Z pozoru wszystko wygląda jak pasmo sukcesów, ale rynek ma swoje ograniczenia – przestrzega Sajewicz. – Jeżeli nie zbudujemy pojemności gwarancyjnej teraz, to za dwa-trzy lata wiele firm nie będzie w stanie zdobyć gwarancji na nowe kontrakty.

Przetargi: logika kontra procedury

Kluczową kwestią poruszaną w raporcie Aon jest długość gwarancji jakości wymaganych przez instytucje publiczne. W Polsce zdarza się, że oczekuje się gwarancji usunięcia wad i usterek nawet na 15 lat. W połączeniu z terminami gwarancji należytego wykonania daje to często okresy ponad 20-letnie. To sytuacja nieznana w większości państw UE.

Gwarancja to nie wieczyste zobowiązanie – mówi Sajewicz. – Jeśli publiczny inwestor wymaga 15-letniej gwarancji, musi się zastanowić, czy ryzyko da się rzetelnie ocenić w takim horyzoncie. Ubezpieczyciele nie mogą oferować takich terminów – ani w zakresie kalkulacji ryzyka, ani w zakresie reasekuracji.

W zachodniej Europie standardem są gwarancje trwające maksymalnie 7-8 lat. Polskie rozwiązanie to absurd, który skutecznie wypycha z rynku ubezpieczycieli, generuje gigantyczne obciążenia dla wykonawców i ostatecznie – koszty, które ponoszą podatnicy. Efekt? Mniejsza konkurencja, wyższe ceny – ocenia Sajewicz.

Konsekwencje: scenariusz zatoru

Raport Aon przedstawia możliwy rozwój sytuacji po 2026 roku:

  • Brak dostępnych limitów gwarancyjnych, bo zostaną zablokowane przez długoterminowe zobowiązania.
  • Banki odmówią finansowania, widząc pogorszenie wskaźników płynności wykonawców.
  • Ubezpieczyciele ograniczą udział w rynku, z powodu zbyt długiego ryzyka i braku reasekuracji.
  • Duże przetargi zostaną opóźnione, bo zabraknie firm spełniających wymogi finansowe.

To nie jest teoria – to mechanizm, który w różnych wersjach widzieliśmy już w Polsce między innymi w latach 2012, 2022. Boom kończy się nagle, gdy system finansowy traci zdolność do dalszego kredytowania inwestycji – przestrzega Sajewicz.

Co z kosztami pracy i materiałów?

Równoległe inwestycje w Polsce, Niemczech, krajach bałtyckich i odbudowa Ukrainy mogą doprowadzić do eksplozji kosztów.

Stal, kruszywa, asfalt, beton – wszystko będzie droższe, a pracownicy pojadą tam, gdzie płacą więcej. To nie tylko kwestia ceny, ale fizycznej dostępności surowców i ludzi – zauważa Sajewicz.

[1] Dane Polskiej Izby Ubezpieczeń, opracowane przez Aon Polska

Generacja AI w Polsce: prawie wszyscy młodzi korzystają ze sztucznej inteligencji, ale niewielu jest gotowych na jej zawodowe wykorzystanie

Najnowsze badanie „Generacja AI: młodzi Polacy na cyfrowym rynku pracy”, przeprowadzone przez Talent Days i Microsoft, pokazuje, że sztuczna inteligencja (AI) jest już powszechnie używana przez młode osoby w Polsce, jednak tylko niewielka część z nich czuje się przygotowana do jej stosowania w pracy zawodowej.

Z badania wynika, że aż 97 proc. osób w wieku 18–35 lat korzysta z narzędzi opartych na AI. Najczęściej wykorzystują je do tworzenia treści (64 proc.), analizy danych (40 proc.) oraz komunikacji (33 proc.). Ponad 40 proc. deklaruje, że sięga po te narzędzia codziennie lub kilka razy dziennie. Mimo to, tylko 12 proc. młodych czuje się w pełni gotowych do używania AI w środowisku pracy.

Większość uczy się samodzielnie – poprzez praktykę, media społecznościowe i kursy online. W tym kontekście pojawia się znacząca luka między szybkim rozwojem technologicznym a jakością edukacji przygotowującej do profesjonalnego wykorzystania AI.

Oczekiwania wobec pracodawców

Ponad połowa badanych (54 proc.) pozytywnie ocenia wpływ AI na swoją przyszłą karierę, jednak wskazują też na bariery w zdobywaniu kompetencji – brak czasu, koszty kursów i szybkie tempo zmian. Dlatego młodzi liczą na konkretne wsparcie ze strony pracodawców: 60 proc. chce mieć dostęp do narzędzi AI w pracy, 44 proc. oczekuje szkoleń wewnętrznych, a 39 proc. chciałoby mieć czas na naukę w godzinach pracy.

Respondenci wskazują jako główne korzyści z wykorzystania AI oszczędność czasu (85 proc.) oraz automatyzację rutynowych zadań (54 proc.). W dalszej kolejności ważne jest dla nich wykorzystywanie AI do analizy danych, skutecznego formułowania zapytań (promptów) oraz krytycznej oceny wyników generowanych przez sztuczną inteligencję.

AI w procesach rekrutacyjnych – wsparcie, nie zastępstwo

Młodzi pozytywnie odbierają korzystanie z AI przez firmy, zwłaszcza na etapie aplikowania – ponad połowa używa AI do przygotowania CV, listu motywacyjnego czy rozmów rekrutacyjnych. Jednocześnie wyraźnie podkreślają, że sztuczna inteligencja powinna wspierać procesy, a nie zastępować człowieka, zwłaszcza w ocenie kompetencji miękkich czy prowadzeniu rozmów rekrutacyjnych. Za pozytywne uznają natomiast wykorzystanie AI do wspierania onboardingu czy generowania spersonalizowanego feedbacku.

Obawy i dystans wobec AI

Mimo rosnącej popularności, sztuczna inteligencja nie budzi pełnego zaufania. Ponad 68 proc. badanych ma konkretne obawy, m.in. utratę pracy przez automatyzację (35 proc.), ryzyko błędów i manipulacji (34 proc.) czy uzależnienie społeczeństwa od technologii (31 proc.). Tylko 1 proc. ufa w pełni treściom generowanym przez AI, a 20 proc. nie ufa im wcale.

Młodzi Polacy podchodzą do AI krytycznie – weryfikują dane, analizują logikę i testują różne scenariusze. Ważne dla nich są etyka, przejrzystość oraz bezpieczeństwo danych (73 proc.) i ochrona prywatności (65 proc.). Zgodność z regulacjami prawnymi to istotny aspekt dla 48 proc. respondentów.

Podsumowanie

Raport „Generacja AI” wskazuje na duży potencjał młodych Polaków w korzystaniu z AI, ale też na potrzebę systemowego wsparcia edukacyjnego i organizacyjnego. Pełne wykorzystanie sztucznej inteligencji w pracy wymaga nie tylko samodzielnej nauki, ale także odpowiednich szkoleń, narzędzi i warunków stwarzanych przez pracodawców oraz instytucje edukacyjne.

Jak podkreśla Łukasz Foks z Microsoft Polska, celem jest zapewnienie szerokiego dostępu do rzetelnej edukacji AI dla miliona osób w Polsce do końca 2025 roku, by każdy mógł nie tylko korzystać z technologii, ale także ją rozumieć i stosować odpowiedzialnie.

Jawność cen mieszkań. Start dzisiaj, pełne efekty od września

11 lipca 2025 r. zaczęła obowiązywać tzw. ustawa o jawności cen, która zobowiązuje deweloperów do publikowania na swoich stronach internetowych cen ofertowych mieszkań i domów. Choć zmiana zapowiada nową jakość na rynku, z punktu widzenia klientów rewolucja zacznie się stopniowo: wejście w życie ustawy przewidziano bowiem w dwóch etapach. To, kiedy klient zobaczy cenę na stronie, będzie zależało od tego, kiedy deweloper formalnie rozpoczął sprzedaż inwestycji. W większości przypadków na pełną przejrzystość cenową trzeba będzie poczekać do 11 września 2025 r.

Nowe regulacje to efekt nowelizacji ustawy z 20 maja 2021 r. o ochronie nabywcy lokalu mieszkalnego i domu jednorodzinnego oraz Deweloperskim Funduszu Gwarancyjnym. W praktyce oznaczają one obowiązek publikowania na stronie internetowej dewelopera ofert wraz ze szczegółowymi informacjami o cenach mieszkań i domów – bez konieczności kontaktowania się ze sprzedawcą czy wysyłania dodatkowych zapytań. Cena ma być widoczna od razu.

– Polski Związek Firm Deweloperskich od początku popierał wprowadzenie obowiązku publikowania cen ofertowych mieszkań. Jesteśmy zwolennikami transparentności i uczciwej konkurencji – mówi Bartosz Guss, dyrektor generalny PZFD. – Klienci mają prawo znać pełne koszty zakupu nieruchomości, a jawność cen wspiera podejmowanie świadomych decyzji. Dobrze, że nowe przepisy zmierzają właśnie w tym kierunku. Aktywnie wspieramy branżę we wdrażaniu tych rozwiązań.

Co się zmienia?

Nowe przepisy nakładają na deweloperów obowiązek informowania o:

  • cenie metra kwadratowego powierzchni użytkowej każdego oferowanego lokalu (mieszkania i domu),
  • cenie pomieszczeń przynależnych (np. komórek lokatorskich czy boksów rowerowych) lub miejsc postojowych,
  • wszystkich dodatkowych kosztach związanych z zakupem nieruchomości, które nabywca będzie zobowiązany ponieść na rzecz dewelopera.

Informacje te muszą być zamieszczane od momentu opublikowania ofert po rozpoczęciu sprzedaży, a w przypadku prowadzenia tzw. przedsprzedaży – przed zawarciem pierwszej umowy rezerwacyjnej. Wszystkie informacje muszą być publicznie dostępne na stronie internetowej firmy, w miejscu umożliwiającym ich łatwe odnalezienie przez klienta. Dopuszczalne są podstrony lub poddomeny, ale z głównej strony musi prowadzić do nich czytelny link czy odesłanie. Ważne jest również, by informacje były jednoznacznie powiązane z konkretnym deweloperem i możliwe do zidentyfikowania przez nabywcę.

Uwaga: jeśli ceny są publikowane wyłącznie na portalach ogłoszeniowych lub stronach pośredników, nie spełnia to wymogów ustawy. Deweloper nadal ma obowiązek prowadzenia własnej strony internetowej lub zarządzanej przez siebie witryny z informacjami o cenach.

– To istotna zmiana, która uporządkuje sposób komunikowania cen na rynku – mówi Przemysław Dziąg, zastępca dyrektora generalnego PZFD. – Już teraz wielu deweloperów prezentuje ceny na swoich stronach, ale nowe przepisy tworzą jednolity standard, zrozumiały dla wszystkich. To korzystne zarówno dla klientów, jak i dla firm, które chcą działać na jasnych zasadach.

Obowiązek prowadzenia i aktualizowania strony internetowej obowiązuje tak długo, jak długo w danej inwestycji dostępne są niesprzedane lokale mieszkalne lub domy jednorodzinne. Deweloper musi utrzymywać stronę aż do momentu przeniesienia własności wszystkich nieruchomości na nabywców.

Nowe przepisy nie obejmują natomiast lokali usługowych (przeznaczonych pod działalność handlową, usługową czy biurową), a także lokali przeznaczonych pod najem krótkoterminowy (np. aparthotele, condo-hotele).

Dlaczego 11 lipca nie zobaczymy jeszcze wszystkich cen?

Choć przepisy formalnie wchodzą w życie 11 lipca, dla zdecydowanej większości inwestycji będzie obowiązywał dwumiesięczny okres przejściowy. Dotyczy to projektów, w których sprzedaż rozpoczęła się przed tą datą. W ich przypadku obowiązek publikacji cen zacznie obowiązywać dopiero od 11 września 2025 r.

– Przejrzystość nie dzieje się z dnia na dzień – podkreśla Bartosz Guss. – Nowe przepisy wymagają dostosowania systemów informatycznych, materiałów marketingowych i procedur sprzedażowych. To realne wyzwanie operacyjne, ale podchodzimy do niego z pełnym profesjonalizmem, bo wiemy, że zaufanie klientów buduje się na rzetelnej informacji.

Dlatego w pierwszych tygodniach po wejściu w życie przepisów klienci mogą zauważyć różne tempo wdrażania zmian – szczególnie w starszych inwestycjach. Pełna jawność cen stanie się obowiązkiem od 11 września 2025 r., choć wiele firm przygotowuje się do tego już teraz.

PZFD rekomenduje, by deweloperzy, którzy nie są objęci obowiązkiem od 11 lipca, wyraźnie informowali o tym na stronie internetowej. Dzięki temu nabywcy unikną nieporozumień i zyskają pewność, że firma działa zgodnie z prawem.

– Widzimy, że część firm już dziś wdraża specjalne zakładki, które umożliwiają szybkie porównanie cen lokali w danej inwestycji. Inne integrują systemy sprzedażowe z bazami danych, aby informacje były zawsze aktualne – mówi Przemysław Dziąg. – To krok w stronę cyfryzacji całego procesu zakupu mieszkania, co w przyszłości może oznaczać większy komfort i bezpieczeństwo dla klientów.

EIT i Ministerstwo Rozwoju uruchamiają w Polsce program wspierający ekspansję technologicznych startupów

Europejski Instytut Innowacji i Technologii (EIT) wspólnie z Ministerstwem Rozwoju i Technologii uruchamiają w Polsce pierwszy w Europie pilotaż programu EIT Regional Innovation Booster. To szansa dla polskich firm technologicznych na ekspansję i podbój rynków nordyckich, niemieckiego lub hiszpańskiego. Polska jest pierwszym i jak dotąd jedynym krajem, w którym program jest dostępny.

Inicjatywa wpisuje się w strategię EIT, który w ostatniej dekadzie wsparł blisko 10 tys. innowacyjnych przedsiębiorstw i został uznany w 2024 r. za jednego z najaktywniejszych inwestorów[1]. Pilotażowy program, na który do 2028 r. EIT planuje przeznaczyć co najmniej 30 mln euro i docelowo rozszerzyć go na co najmniej trzy dodatkowe kraje, ma nie tylko otworzyć młodym firmom drzwi na zagraniczne rynki, lecz także przyspieszyć tworzenie przełomowych rozwiązań, które mogą odpowiedzieć na wyzwania globalne.

Do programu mogą zgłaszać się małe i średnie przedsiębiorstwa rozwijające technologie, w tym deep tech, w jednym z siedmiu obszarów tematycznych, takich jak klimat, transformacja cyfrowa, energia, opieka zdrowotna, surowce rzadkie i minerały, żywność i rolnictwo, inteligentne miasta i mobilność. EIT Regional Innovation Booster skierowany jest wyłącznie do startup-ów posiadających technologie o wysokim poziomie gotowości rynkowej (TRL 7+), czyli takie, które zostały już przetestowane w realnym środowisku i są gotowe do wdrożenia w skali międzynarodowej. Program zakłada skalowanie rozwiązań na jednym z trzech wybranych rynków – w Hiszpanii, Niemczech lub krajach nordyckich.

„Pomimo imponującej liczby i różnorodności talentów technicznych polskie start-upy są niedostatecznie reprezentowane na arenie międzynarodowej, niewielu z nich udaje się także odnieść sukces na rynku globalnym, m.in. z uwagi na ograniczony dostęp do globalnych sieci start-upów czy luki w finansowaniu na etapach wzrostu. EIT Regional Innovation Booster zapewnia wsparcie start-upom w tych kluczowych obszarach. To zdecydowany krok w kierunku podniesienia rangi Polski i polskiego ekosystemu innowacji na arenie międzynarodowej” – mówi Michał Jaros, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii.

„To nie jest kolejny tradycyjny akcelerator – EIT Regional Innovation Booster to innowacyjne podejście do wspierania lokalnego ekosystemu start-upowego. Nie jest to kolejny program międzynarodowy. Współtworząc go z polskim rządem i lokalnymi instytucjami, zaprojektowaliśmy środowisko wsparcia precyzyjnie dopasowane do potrzeb rodzimych przedsiębiorstw. Dzięki temu EIT Regional Booster może realnie pomóc obiecującym firmom pewniej wejść na rynki globalne” – zaznacza Martin Kern, dyrektor Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii.

EIT Regional Innovation Booster przewiduje trzy następujące po sobie etapy. W pierwszym zostanie wybranych maksymalnie 12 start-upów z przełomowymi technologiami. Każdy z nich wskaże jeden z trzech wybranych regionów docelowych, a przez kolejny miesiąc będzie korzystać z intensywnego wsparcia mentorów i ekspertów tego rynku, którzy wspólnie opracowują szczegółową roadmapę ekspansji. Partnerem etapu jest Krajowy Punkt Kontaktowy NCBR.

Do drugiego etapu, który będzie realizowany przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii, zostanie wybranych do pięciu firm. Otrzymają one granty w wysokości do 200 tys. euro na internacjonalizację i realizację założeń roadmapy z etapu pierwszego.

W III etapie, zaplanowanym na pierwszą połowę 2026 roku, maksymalnie pięć start-upów, które pomyślnie przeszły etap II, będzie mogło otrzymać wsparcie dedykowanego eksperta z wybranego regionu. Będzie on na bieżąco doradzał, pomagał w rozwiązywaniu wyzwań, wspierał w networkingu i monitorował postępy. Dodatkowo zespoły inwestycyjne EIT Community będą mogły indywidualnie współpracować z wybranymi start-upami z myślą o potencjalnej inwestycji kapitałowej.

[1] EIT zajął pierwsze miejsce w rankingu Sifted 2024 jako najskuteczniejszy inwestor, wyróżniony za wyjątkowe wsparcie najbardziej obiecujących europejskich start-upów https://www.eit.europa.eu/news-events/news/eit-recognized-europes-top-investor-sifteds-2024-ranking.

Polska 17. w Europie pod względem bezpieczeństwa cybernetycznego – liderzy to Malta i Cypr

Polska ulokowała się w czerwcu na 17. miejscu w Europie pod względem bezpieczeństwa cybernetycznego. Liderami niespodziewanie zostały Malta oraz Cypr, które doświadczyły najmniejszej ilości ataków – wynika z najnowszych danych Check Point Research. Cyberprzestępcy najczęściej biorą na cel sektor badań i edukacji, administrację oraz branżę telekomunikacyjną.

Choć za najlepiej cybernetycznie zabezpieczone państwa w Europie uznawane są obecnie Szwajcaria, Finlandia oraz Estonia – kraje, które mocno zainwestowały w zaawansowaną analizę zagrożeń, szyfrowanie danych i szeroką edukację cyfrową społeczeństwa – to najnowsze analizy wskazują na innych liderów bezpieczeństwa sieciowego.

Okazuje się, że najnowocześniejsze zabezpieczenia niekoniecznie odpowiadają aktualnej sytuacji w cyberprzestrzeni. Wg opracowanego przez Check Point „indeksu zagrożeń”, będącego względną klasyfikacją różnych krajów w oparciu o ich wielkość oraz liczbę ataków, w czerwcu sytuacja najlepiej wyglądała na Malcie, Cyprze oraz Litwie. W Polsce liczba ataków m/m spadła, co pozwoliło nam podskoczyć o cztery pozycje w światowym rankingu. Niestety, nie spowodowało to wyraźnej poprawy na tle państw europejskich, gdzie ledwo załapaliśmy się do czołowej dwudziestki najbezpieczniejszych państw (pozycja 17.).Ranking cyberbezpieczeństwa

Z analiz Check Point Reserach wynika, że najsilniej atakowany jest obecnie sektor edukacji i badań, administracja publiczna oraz branża telekomunikacyjna – czyli te obszary, gdzie systemy informatyczne są rozległe, często przestarzałe i narażone na luki bezpieczeństwa. Cyberprzestępcy wykorzystują socjotechnikę, phishing oraz luki w popularnych platformach (np. Discord, Laravel), by infekować sieci i uzyskiwać dostęp do poufnych danych.

– Sektory krytyczne i strategiczne dla funkcjonowania państwa od wielu miesięcy pozostają czołowym obiektem zainteresowania zorganizowanych grup hakerskich działających w naszym kraju w pojedynkę lub wspieranych przez inne państwa. Celem takich działań jest stałe zakłócanie stabilnego funkcjonowania państwa, instytucji publicznych oraz podważania zaufania społeczeństwa do instytucji. Stąd tak ważne jest zaangażowanie państwa na poziomie inwestycyjnym i edukacji społeczeństwa. Należy bowiem pamiętać, że najsłabszym ogniwem w przypadku większości cyberataków jest człowiek, brak uwagi lub nieprzestrzeganie procedur – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Za równo w Polsce, jak i na świecie najczęściej wykorzystywanym oprogramowaniem w atakach jest FakeUpdates (w skali globalnej odpowiada już za ok. 4% wszystkich infekcji), znany również jako SocGholish. Malware ten działa podstępnie, podszywając się pod aktualizacje przeglądarek, by następnie instalować dodatkowe komponenty szpiegowskie i umożliwiać kolejne ataki. Jego śladem podążają równie groźne Androxgh0st (kradnący dane z aplikacji webowych) oraz AsyncRAT – zdalny trojan, który pozwala przejąć pełną kontrolę nad zainfekowanym komputerem. W zeszłym miesiącu AsyncRat wykorzystał zaufane platformy, takie jak Discord, do dostarczania złośliwego ładunku i wykradania danych. Wszystkie trzy malware’owe rodziny zidentyfikowano jako główne zagrożenia w niezależnie od regionu świata.

Jednym z najbardziej niepokojących zjawisk jest rosnąca aktywność grup ransomware-as-a-service, takich jak Qilin, które specjalizują się w atakach na duże przedsiębiorstwa. W czerwcu Quilin odpowiadał za 17% wszystkich ataków tego typu, celując przede wszystkim w szpitale, uczelnie i instytucje rządowe. 

– Odkryta przez nas kampania AsyncRAT oraz utrzymująca się dominacja FakeUpdates ukazują rosnącą złożoność cyberataków. Wraz z pojawieniem się dominujących grup ransomware, takich jak Qilin, obserwujemy coraz bardziej ukierunkowane i wyrafinowane metody kradzieży danych oraz ich szyfrowania. Organizacje muszą działać proaktywnie, wdrażając analizę zagrożeń w czasie rzeczywistym oraz kompleksowe strategie bezpieczeństwa. – podsumowuje Lotem Finkelstein, dyrektor ds. analizy zagrożeń w Check Point Software.              

Eksperci Check Point Research podkreślają, że tradycyjne programy antywirusowe już nie wystarczają, a organizacje powinny wdrażać rozwiązania bazujące na sztucznej inteligencji i chmurze, korzystać z segmentacji sieci, automatycznego reagowania na incydenty (SOAR), a także nie zapominać o edukacji pracowników. To właśnie człowiek – klikający w podejrzany link – nadal bywa najsłabszym ogniwem.

Inflacja w strefie euro stabilna na poziomie celu EBC, w Czechach wzrost zgodny z oczekiwaniami

Inflacja w strefie euro utrzymuje się na docelowym poziomie. W Czechach natomiast mieliśmy spodziewany wyskok w górę, na razie bez wpływu na stopy. Za oceanem liczba nowych bezrobotnych znów spada.

Inflacja w unii walutowej

Zaskoczenia w Niemczech nie było. Rynek spodziewał się 2,0% i dostał 2,0%. Jest to dokładnie poziom, do którego dąży EBC. Taką wartość pokazała również cała strefa euro w ostatnim odczycie. Co z tego wynika? Z jednej strony skuteczność polityki monetarnej. Natomiast z drugiej wraca pytanie, czy spadek inflacji nie wynika raczej z niskiej innowacyjności europejskiej gospodarki. Warto zwrócić uwagę, że główna stopa procentowa wynosi obecnie 2,15% – jest zatem czysto symbolicznie wyższa od inflacji. Na wielu rynkach taka sytuacja może powodować ryzyka nawrotu wyższego poziomu wzrostu cen. Zobaczymy, jak zachowa się strefa euro w przyszłości. Bez jednak wyraźnego spadku inflacji, dalsze istotne obniżki stóp są wykluczone. Biorąc pod uwagę, że większość gospodarek ma przed sobą jeszcze przynajmniej kilka ruchów stóp w dół, jest to zapowiedź jeszcze silniejszego euro.

Co z resztą kontynentu?

Wczoraj poznaliśmy również odczyt z Czech. U naszych południowych sąsiadów inflacja konsumencka rośnie zgodnie z oczekiwaniami o 2,9%. Należy zaznaczyć, że miesiąc temu było to 2,4%. Czy należy się zatem bać wyskoku? Zdaniem przedstawicieli tamtejszego banku centralnego nie, ale zapowiadają oni bardziej ostrożną politykę monetarną. Dlaczego zatem inflacja wzrosła tak znacznie, a wszyscy są spokojni? Rok temu w czerwcu mieliśmy miesięczny spadek cen. W obecnych danych ta obniżka już się nie mieści, bo roczny wskaźnik zawiera oczywiście ostatnich 12 miesięcy. To, co pcha w górę wzrost cen to przede wszystkim koszty żywności i paliw. Warto jednak zwrócić uwagę, że inflacja bazowa jest nadal wysoka. Nie bez znaczenia jest też fakt, że kraj ten – podobnie jak wiele innych – ma problem z cenami nieruchomości. Spadające stopy procentowe powodują, że kredyty stają się bardziej dostępne, a mniejsza od oczekiwanej ilość mieszkań na rynku winduje ceny. Brakuje tylko, aby państwo dołożyło program wsparcia deweloperów…

Dane zza oceanu

Wczoraj zobaczyliśmy solidny odczyt z USA. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wyniosła 227 tysięcy. Ostatni raz tak nisko byliśmy siedem tygodni temu. Pokazuje to, że tamtejszy rynek pracy wraca dobre tory. Dane te nie są rewolucją, ale wynik był o 8 tysięcy lepszy od oczekiwań. Jest to różnica zauważalna, ale nic co wywraca rynki do góry nogami. Lepsze odczyty to jednak silniejszy dolar. W rezultacie widzieliśmy kolejne umocnienie amerykańskiej waluty względem euro. Za jedno euro trzeba znów płacić mniej niż dolara i siedemnaście centów. Względem złotego było to pierwsze od końca czerwca podejście pod poziom 3,65 zł na kursie dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Nvidia przekracza kapitalizację 4 bilionów dolarów

Nvidia osiągnęła historyczny rekord – jej wartość na giełdzie przekroczyła 4 biliony dolarów. To pierwsza firma na świecie, której udała się ta sztuka. W ciągu ostatnich 3 miesięcy cena akcji spółki wzrosła aż o 66 proc. Firma ma obecnie ogromne znaczenie dla rynku technologii i globalnych inwestorów. Zyskuje dzięki temu, że stała się technologicznym kręgosłupem rozwoju sztucznej inteligencji. 

Kapitalizacja Nvidii sięgnęła oszałamiającej kwoty 4 bilionów dolarów. To ośmiokrotność kapitalizacji ponad 400 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na warszawskiej giełdzie. Drugą spółką pod względem kapitalizacji na światowych giełdach jest Microsoft (kapitalizacja 3,78 bln dolarów), a trzecią Apple (3,15 bln dolarów).

Dzięki swojej ogromnej wartości Nvidia stanowi już 7,32 proc. całej wartości amerykańskiego indeksu S&P500. To więcej niż jakakolwiek inna spółka. W tym roku sama wygenerowała aż 142 punkty bazowe spośród 714 punktów wzrostu całego indeksu (7,14 proc. od początku roku). Oznacza to, że niemal jedna piąta wyników całego indeksu przypada właśnie na nią. Jeszcze bardziej widoczne jest to w przypadku skupiającego spółki technologiczne indeksu Nasdaq, w którym udział Nvidii wynosi aż 9,27 proc. Spółka odpowiada za 184 punkty bazowe z rocznej stopy zwrotu wynoszącej 922 punkty bazowe (9,22 proc.). Pokazuje to, że jedna spółka stoi za jedną piątą tegorocznych wzrostów całego technologicznego indeksu. Dotyczy to zresztą nie tylko samej Nvidii, ale całej branży półprzewodników, która odpowiada za jedną trzecią ostatnich wzrostów indeksów S&P500 i Nasdaq.

W dłuższym terminie obraz jest jeszcze bardziej spektakularny. W ostatniej dekadzie stopa zwrotu z akcji Nvidii przekroczyła 34 tys. proc., co czyni ją najlepiej performującą dużą spółką na globalnych rynkach (z kapitalizacją powyżej 5 mld dolarów). Nvidia stała się wręcz punktem odniesienia nie tylko dla inwestorów indywidualnych, ale dla globalnych rynków w ogóle.

Kluczowym elementem sukcesu Nvidii są inwestycje największych graczy technologicznych. Microsoft, Meta, Amazon i Alphabet planują łączne nakłady inwestycyjne na poziomie około 350 miliardów dolarów. Te cztery firmy odpowiadają już za ponad 40 proc. przychodów Nvidii, to jasny sygnał, że popyt wciąż jest bardzo silny.

Za tymi imponującymi liczbami nie stoi jednak sama tylko innowacyjność. Kluczowa jest zdolność Nvidii do tworzenia przekonującej narracji rynkowej i umiejętność przełożenia jej na realną wartość portfeli inwestorów. Nvidia z producenta kart graficznych przekształciła się w technologiczny kręgosłup globalnej sztucznej inteligencji. Dopóki AI pozostaje dominującym kierunkiem, w którym płynie globalny kapitał, Nvidia pozostanie centralną spółką tego trendu. Nadchodzący sezon wyników w USA będzie kolejnym sprawdzianem. Inwestorzy liczą, że Nvidia znów przebije prognozy przychodów i zysków. Podniesienie prognoz mogłoby nadać tej hossie nowy impuls.

Oczywiście tak wysoka wycena oraz koncentracja inwestorów na sztucznej inteligencji niesie ze sobą także ryzyka. Rynek AI charakteryzuje się dużą zmiennością, a oczekiwania wobec spółek z tego sektora bywają wygórowane. Wystarczy jedno słabsze sprawozdanie finansowe czy opóźnienie w rozwoju kluczowej technologii, aby gwałtownie ochłodzić rynkowy entuzjazm. Dodatkowo dynamiczny rozwój AI zwiększa ryzyko pojawienia się nowych, silnych konkurentów, którzy mogą szybko odebrać liderowi część rynku. To wszystko oznacza, że obecne spektakularne wzrosty wymagają od inwestorów nie tylko entuzjazmu, ale przede wszystkim chłodnej analizy i ostrożności.

Autor: Analityk rynków eToro w Polsce, Paweł Majtkowski

Jak chcą podróżować zetki, a jak ich rodzice? Okazuje się, że jesteśmy zupełnie różni

Jak podróżują młodzi ludzie, a jak ich rodzice? Nowe badanie Sabre dowodzi, że reprezentanci pokolenia Z, spragnieni nowych doświadczeń i wrażeń, cenią sobie podróże krótsze i częstsze, a 85% z nich już planuje kolejny wyjazd. Co ciekawe, 54% z nich przyznaje, że social media inspirują ich do podróżowania – najbardziej kierują się Instagramem, YouTube’em i TikTokiem. 4 na 10 młodych Polaków podróżuje obecnie częściej niż w poprzednich latach, a niemal połowa z nich deklaruje, że w kolejnych latach będzie starała się podróżować jeszcze częściej.

Zetki wybierają krótkie, intensywne podróże, zazwyczaj trwające 5 do 7 dni, by doświadczyć jak najwięcej w krótkim czasie. Chętnie podróżują w grupie – dla 32% z nich brak towarzystwa stanowi istotną barierę w planowaniu wakacji. Co ciekawe, zetki planują podróże uważnie i pragmatycznie – szukają oszczędności jeszcze przed wylotem. Ponad 66% z nich korzysta z porównywarek cen biletów, 50% preferuje oferty last minute, a 26% korzysta z modnych, chociaż cechujących się ograniczoną skutecznością trików, jak zakupy w trybie incognito przeglądarki, by próbować uniknąć wyższych cen.

– Młodsze pokolenie chętnie łączy różne narzędzia, aby obniżyć koszty podróży. Generacja wychowana w cyfrowym świecie w naturalny sposób rozumie, że platformy i aplikacje to złożone technologie, które czasem wyliczają i prezentują ceny dynamicznie. Część konsumentów podejmuje wyzwanie i stara się wygrać z systemami dynamicznie maksymalizującymi przychody. Nasze badanie wskazuje, że pokolenie zet nie wyobraża sobie planowania podróży bez sprawdzenia potencjału na oszczędności – mówi Grzegorz Surma, ekspert Sabre.

Pokolenie AI

87% Polaków w wieku 18-25 lat planuje całą swoją podróż z wykorzystaniem internetu, a 25% przyznaje, że zdarzyło im się już wykorzystać AI do ułatwienia lub przyspieszenia planowania podróży. To rekordowy współczynnik, który pokazuje, że AI weszło już na stałe nie tylko do świata contentu, ale też do świata podróży. Co więcej, 54% czerpie inspirację do podróży z social mediów. Oznacza to, że wielu młodych Polaków przechodzi przez cały proces – od wyboru destynacji, przez research cen, po kliknięcie “kupuj” – całkowicie cyfrowo.

Generacja X – starsi, ale wciąż pełni podróżniczej pasji

Koszty podróży to problem osób we wszystkich grupach wiekowych i na wszystkich szczeblach kariery. 61% Polaków w wieku 45-55 lat wymienia koszty jako główną barierę w regularnym podróżowaniu. Nic więc dziwnego, że generacja X także stara się zoptymalizować wydatki. 73% przedstawicieli tej grupy planuje podróż w najbliższym czasie, ale jak pokazuje badanie, tylko 23% z nich deklaruje, że podróżuje więcej niż kiedyś. Zamiast krótkich wypadów preferują dłuższe wyjazdy, i średnio spędzają w ciągu całego roku kalendarzowego 14 nocy poza domem. 7 na 10 Polaków w tej grupie wiekowej wykorzystuje internet do planowania podróży.

Polacy w wieku 45-55 lat przyznają również, że najczęściej korzystają z porównywarek cen biletów, podobnie jak zetki. 77% z nich korzysta z takich narzędzi, a 31% rezerwuje noclegi z wyprzedzeniem, by zaoszczędzić.

Pokolenia w podróży – co je różni?

Zetki i ich rodzice podróżują z innych powodów, w różnych stylach, i mają różne podejście do planowania. Zetki cenią sobie spontaniczność, towarzystwo i cyfrowe rozwiązania, które pozwalają im podróżować częściej i taniej. Aż 44% z nich podróżuje z przyjaciółmi. Z kolei generację X cechuje to, że szuka oszczędności w sposób bardziej tradycyjny – planują z wyprzedzeniem, szukają długich wakacji, ale wciąż mając na uwadze koszty.

Młodsze pokolenie wybiera więcej krótkich, intensywnych wyjazdów, które są bardziej dostosowane do ich dynamicznego stylu życia. Z kolei starsze pokolenie preferuje stabilność, spokój i relaks, a wypoczywa głównie w lipcu, sierpniu, i wrześniu. Ma też mniej kompleksów – tylko 34% Polaków w wieku 45-55 lat zgadza się ze stwierdzeniem, że czują się gorsi, jeśli podróżują mniej, niż ich znajomi.

W przypadku obu generacji technologia odgrywa kluczową rolę w zarządzaniu kosztami podróży, czego dowodzi wysoka popularność porównywarek cen i podobnych narzędzi do planowania wyjazdów.

Metodologia:
Badanie „Podróże Polaków 2025” zostało przeprowadzone na zlecenie firmy Sabre przez IQS w dniach 15-28 kwietnia 2025 roku. Próba ogólnopolska losowo-kwotowa N=1042 osób od 18 lat wzwyż. Kwoty dobrane wg reprezentacji w populacji dla płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania. Metoda: CAWI.

CRIF: Innowacje i dane telco kluczem do zwiększenia dostępności kredytów i walki z oszustwami

  • 74 proc. Europejczyków obawia się o swoje finanse, 30 proc. spodziewa się spadku przychodów, a 28 proc. trudności z oszczędzaniem.
  • W 2024 r. 12 proc. Polaków otrzymało odmowę przyznania kredytu – więcej niż w tym samym czasie w Wielkiej Brytanii i we Włoszech.
  • 77 proc. Polaków obawia się oszustw związanych z wykorzystaniem nowoczesnych technologii.
  • To główne wnioski na podstawie raportu CRIF Banking on Banks – Dekada transformacji w usługach finansowych.

Raport CRIF Banking on Banks – Dekada transformacji w usługach finansowych zawiera analizę̨ opinii na temat bankowości wyrażonych przez 6 tys. konsumentów we Włoszech, Niemczech, Francji, Polsce i Wielkiej Brytanii oraz 2 tysiące ekspertów finansowych z rynków europejskich.

Badanie obejmujące aż pięć kluczowych rynków europejskich dostarcza cennych danych o rzeczywistych potrzebach i oczekiwaniach konsumentów wobec sektora finansowego. Najważniejszą informacją jest to, że aż 74 proc. Europejczyków obawia się o swoje finanse. Wielu z nich z niepokojem myśli o swojej przyszłości. 30 proc. spodziewa się zmniejszenia poziomu przychodów w najbliższym roku, a 28 proc. – trudności z oszczędzaniem. To jednak tylko część tego, co faktycznie dzieje się w branży. Pełen obraz daje połączenie perspektywy konsumenckiej z wiedzą ekspercką. I właśnie to podejście zastosowane w raporcie pozwala lepiej zrozumieć różnice między tym, czego oczekują klienci, a tym, co oferuje obecnie sektor finansowy – mówi Kamil Gosławski, Head of Banking & Insurance w CRIF Polska.

Odmowy kredytów. Gdzie i komu jest najtrudniej?

Od początku 2024 r. z odmową przyznania kredytu spotkało się 12 proc. Polaków i tyle samo Niemców. W skali badanych przez CRIF krajów te wartości są jednak niższe i wynoszą 9 proc.

– W całej Europie sektor bankowy mierzy się z wyzwaniem zwiększenia dostępności finansowania dla konsumentów. Każdy z banków chciałby pozyskiwać nowych klientów, co staje się coraz trudniejsze przez dużą konkurencyjność na rynku oraz brak dodatkowych źródeł danych do identyfikacji czy oceny zdolności kredytowej konsumentów. Wydaje się, że obecnie jedną z największych przeszkód dla sektora finansowego jest wiarygodna i rzetelna weryfikacja osób młodych bez historii płatniczej czy kredytowej. Rozwiązaniem tego problemu może być wykorzystanie, w ramach oceny konsumenta, danych z branży telekomunikacyjnej. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że tradycyjne dane w połączeniu z danymi telco pozwalają skuteczniej przeciwdziałać oszustwom, np. kradzieży tożsamości. Poza tym mogą wpłynąć na zwiększenie konwersji dla oferowanych produktów finansowych, takich jak pożyczki czy kredyty – komentuje Kamil Gosławski.

Największe szanse w otrzymaniu kredytu w ciągu ostatnich 10 lat miały osoby w wieku 55 lat i więcej. Zaledwie 4 proc. osób z tej grupy wiekowej wnioskujących o kredyt otrzymało decyzję negatywną. Najwięcej odrzuceń wniosków – 13 proc. – było w grupie najmłodszych konsumentów w wieku 18-34 lat oraz w grupie wiekowej 35-45 lat – po 11 proc. Odmowa udzielenia kredytu dotyczyła kobiet i mężczyzn niemal po równo – odpowiednio 8 i 9 proc. wnioskujących.

Raport CRIF wskazuje też, jak konsumenci radzą sobie z odmowami banków. Jednym ze sposobów jest pozyskanie nowej karty kredytowej, na co w 2024 r. zdecydowało się 21 proc. Europejczyków z badanych krajów. Kolejna metoda to korzystanie z usług płatności odroczonych, tzw. Buy Now Pay Later (BNPL), z czego skorzystało 11 proc. respondentów.

– Osoby młodsze częściej kierują się po pożyczki, ale trudniej im uzyskać pieniądze, bo banki i firmy pożyczkowe obawiają się ryzyka związanego z nierzetelnością płatniczą w tej grupie konsumentów. Aby sprostać tym wyzwaniom i zmniejszyć ryzyko kredytowe, sektor finansowy aktywnie poszukuje nowych rozwiązań. Rośnie zainteresowanie innowacjami, w tym otwartą bankowością, integracją danych kredytowych oraz wspominanymi danymi z branży telekomunikacyjnej – wyjaśnia Kamil Gosławski.

Bankowość cyfrowa ułatwia zarządzanie pieniędzmi

Najważniejsze zmiany w usługach finansowych w ciągu ostatnich lat to rozwój bankowości elektronicznej, mobilnej i wykorzystanie sztucznej inteligencji (AI), uczenia maszynowego (ML), jak również płatności bezdotykowych i cyfrowych. Technologia zmieniła preferencje użytkowników – 66 proc. Europejczyków jest skłonnych zarządzać wszystkimi aspektami swoich finansów online.

Szczególnie Polacy doceniają wygodę cyfrowego zarządzania finansami. Aż 76 proc. uważa, że dostęp online do wszystkich usług finansowych oraz ubezpieczeń znacząco ułatwia gospodarowanie pieniędzmi. W skali Europy sądzi tak 67 proc. konsumentów.

– Cyfryzacja usług bankowych sprawiła, że stały się bardziej dostępne, szczególnie dla osób, które mieszkają nieco dalej od placówek bankowych. Odległość fizyczna nie jest już ograniczeniem co do wyboru dostawcy usług finansowych. Konsumenci mają większy wybór instytucji finansowych, a wraz z tym i samych ofert. Co ciekawe, prawie połowa Europejczyków widzi korzyści z dostępu do bardziej etycznych i przyjaznych dla środowiska produktów, takich jak zrównoważone inwestycje oraz zielone obligacje. Kwestie środowiskowe przestały być obojętne i również mają wpływ na preferencje konsumentów. Generalizując, przestawienie się klientów na usługi cyfrowe to kolejne wyzwanie dla branży finansowej. Szybkość, wygoda i kwestie etyczne coraz częściej decydują o wyborze oferty. Instytucje finansowe, żeby być konkurencyjne, muszą podążać za tymi oczekiwaniami – podsumowuje ekspert CRIF.

Rozwój sztucznej inteligencji, cyfryzacja i uczenie maszynowe, oprócz wymiernych korzyści są też postrzegane przez konsumentów jako źródło zagrożenia. Aż 77 proc. Polaków obawia się oszustw typu scam (wyłudzenia danych i pieniędzy przez internet) oraz innych fraudów finansowych. Ogólnie obawa nadużyć związanych z rozwijającymi się technologiami wśród Europejczyków jest niższa – 68 proc.

Czterodniowy tydzień pracy w Polsce – preferencje i oczekiwania pracowników według badania SWPS

0

Kiedy chcielibyśmy mieć wolne, gdyby praca trwała tylko cztery dni? Właśnie ogłoszono nabór do ministerialnego pilotażu skróconego czasu pracy, a badacze z Uniwersytetu SWPS przyjrzeli się wyobrażeniom, jakie na temat skompresowanego tygodnia pracy mają dziś osoby aktywne zawodowo. Wyniki badania prof. Katarzyny Januszkiewicz z Wydziału Nauk Społecznych USWPS pokazują, że najwięcej zwolenników ma model pracy w rytmie 4/7, a aż 74 proc. respondentów przewiduje, że będzie to miało korzystny wpływ na jakość życia.

W ostatnich latach rośnie zainteresowanie elastycznymi formami organizacji pracy, w tym skróconym tygodniem roboczym. Wynika to m.in. z doświadczeń pandemii – kiedy to wielu pracowników, samodzielnie zarządzając swoim czasem, realizowało obowiązki zawodowe w krótszym niż standardowy czasie pracy. Rozwój technologii oraz wykorzystanie inteligencji generatywnej do optymalizacji procesów dodatkowo sprzyjają temu trendowi, umożliwiając organizacjom efektywniejsze zarządzanie zasobami. Testy przeprowadzone w Islandii, Wielkiej Brytanii, Portugalii, Belgii czy Hiszpanii wskazują, że zmniejszenie dni pracy może wpłynąć korzystnie na wzrost produktywności, lojalności, poprawę dobrostanu pracowników i zwiększenie ich satysfakcji zawodowej. Na podobne efekty liczy Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, ogłaszając pilotaż, w którym chętne organizacje mogą, przy wsparciu państwa, wypróbować wybraną formę skracania czasu pracy. Aby świadomie i odpowiedzialnie modelować wdrożenie tej zmiany, warto poznać oczekiwania, jakie mają wobec niej aktywni zawodowo dorośli.

Choć koncepcja czterodniowego tygodnia pracy zyskuje w Polsce na popularności, wciąż brakuje pogłębionej analizy społecznych oczekiwań na temat form, możliwych scenariuszy jego wdrażania oraz skutków, jakie może przynieść w dłuższej perspektywie. Stąd celem naszego badania było zidentyfikowanie preferencji pracowników wobec skróconego tygodnia pracy, a także opinii na temat dostępności i użyteczności tego rozwiązania.

Jak wyobrażamy sobie czterodniowy tydzień pracy?

Wyniki wskazują, że badani są w największym stopniu zainteresowani uelastycznieniem czasu pracy. Z takiego rozwiązania skorzystałoby 65 proc. kobiet i 63 proc. mężczyzn. W odpowiedzi na pytanie dotyczące preferowanej formy uelastycznienia czasu pracy, przy zachowaniu niezmienionego zakresu obowiązków i poziomu wynagrodzenia, najczęściej wskazywano w obydwu grupach (kobiety i mężczyźni) czterodniowy tydzień pracy w wariancie ośmiogodzinnym (36 proc. kobiet, 37 proc. mężczyzn). Drugą najczęściej wybieraną opcją wśród kobiet był pięciodniowy tydzień pracy ze skróconym dniem pracy do 6–7 godzin (29 proc.), natomiast wśród mężczyzn – czterodniowy tydzień pracy w systemie dziesięciogodzinnym (19 proc.). Brak zainteresowania zmianą wymiaru czasu pracy zadeklarowało 13 proc. kobiet i 14 proc. mężczyzn. Odpowiedź „trudno powiedzieć” wybrało 12 proc. kobiet i 9 proc. mężczyzn. Dane te wskazują na zróżnicowanie preferencji względem modelu skracania czasu pracy przy zachowaniu dotychczasowych warunków zatrudnienia.

– Najchętniej wybieranym modelem jest czterodniowy tydzień pracy przy zachowaniu ośmiogodzinnego dnia pracy, niezmienionego zakresu obowiązków i poziomu wynagrodzenia. Warty odnotowania jest jednak fakt, że pozostałe opcje również były wybierane przez respondentów. Nawet jeśli nie były to wskazania dominujące i dodamy do tego blisko 15 proc. grupę niezainteresowanych tym rozwiązaniem, to można wysnuć wniosek o pewnej niejednorodności ocen i preferencji osób badanych wobec uelastyczniania czasu pracy – podsumowuje prof. Januszkiewicz.

Opcją skrócenia tygodnia pracy do 4 dni po 8 godzin, przy proporcjonalnym obniżeniu poziomu wynagrodzenia i zachowaniu tego samego zakresu obowiązków, nie jest zainteresowanych 57 proc. kobiet i 56 proc. mężczyzn, analogicznie 32 proc. i 33 proc. badanych w obu grupach dopuszcza taką możliwość, po 11 proc. wybrało odpowiedź „trudno powiedzieć”.

Poniedziałek, piątek czy wolna środa

Preferowanym dodatkowym dniem wolnym jest piątek, wskazało na niego 52 proc. mężczyzn i 50 proc. kobiet. Drugą pozycję zajął poniedziałek z podobnym poparciem w obu grupach: 18 proc. mężczyzn i 19 proc. kobiet. Dla 18 proc. mężczyzn i 17 proc. kobiet nie ma znaczenia, który dzień byłby wolny. Najmniej wskazań uzyskały środkowe dni tygodnia, wtorek 0 proc. i 1 proc., środa 9 proc. i 10 proc. oraz czwartek 2 proc. i 3 proc.

Analiza postaw wobec organizacji dnia wolnego wykazała pewne zróżnicowanie w zależności od płci. Największe poparcie w obu badanych grupach zyskał dzień wolny wyznaczony na stałe, wskazało tak 40 proc. mężczyzn oraz 36 proc. kobiet. Zauważalne różnice ujawniły się w odniesieniu do rozwiązań elastycznych. Tę opcję częściej preferowały kobiety – 27 proc. (mężczyźni 22 proc.) Podobnie jak w przypadku rozwiązania łączącego te dwie opcje, tzn. dnia wolnego wyznaczonego na stałe, ale z możliwością modyfikacji (21 proc. i 18 proc.). Z kolei mężczyźni (11 proc.) częściej niż kobiety (8 proc.) deklarowali, że forma wyznaczenia dnia wolnego nie ma dla nich znaczenia. Identyczny, 8 proc. odsetek respondentów w obu grupach nie potrafił jednoznacznie określić swoich preferencji.

Do kogo powinna należeć decyzja?

Największe poparcie, zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn, zyskał model współdecydowania o dodatkowym dniu wolnym przez pracownika i pracodawcę – wskazało na niego odpowiednio 36 proc. kobiet i 55 proc. mężczyzn. Na drugim miejscu znalazła się opcja pozostawienia decyzji wyłącznie pracownikowi, którą poparło 35 proc. kobiet i 30 proc. mężczyzn.

Pomysł, by to pracodawca samodzielnie decydował o dniu wolnym, spotkał się ze stosunkowo niskim uznaniem – wybrało go jedynie 12 proc. kobiet i 13 proc. mężczyzn. Rozwiązania, w których dzień wolny byłby narzucony odgórnie przez legislatora, wskazało 7 proc. wśród kobiet i 9 proc. mężczyzn.

– Znaczący odsetek respondentów chciałby wyłączności w zakresie ustalania dodatkowego dnia wolnego, przy niskim poparciu dla decyzji autorytarnych pracodawcy i odgórnych regulacji legislacyjnych, może świadczyć o postrzeganiu tego rozwiązania jako odpowiedzi na oczekiwania indywidualizacji sposobu pracy, niekoniecznie uwzględniającą potrzeby czy odpowiedzialność po stronie pracodawcy – wyjaśnia badaczka.

Czy to się może udać?

Badani optymistycznie oceniają możliwość wprowadzenia czterodniowego tygodnia pracy. Ponad połowa ankietowanych – 57 proc. kobiet i 56 proc. mężczyzn – uznała takie rozwiązanie za możliwe do wdrożenia. Odsetek osób sceptycznych, uznających wprowadzenie skróconego tygodnia pracy za niemożliwe, wyniósł odpowiednio 28 proc. dla kobiet i 27 proc. dla mężczyzn. Od jednoznacznej oceny wstrzymała się niewielka część respondentów – 17 proc. kobiet i 15 proc. mężczyzn.

– Na tle tych wyników szczególnie interesujące są odpowiedzi respondentów dotyczące potencjalnych barier we wdrażaniu czterodniowego tygodnia pracy. Zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn, najczęściej wskazywaną przeszkodą był specyfika wykonywanego zawodu (po 38 proc.) – dodaje prof. Katarzyna Januszkiewicz.

Mężczyźni wyżej niż kobiety oszacowali ryzyko związane z polityką firmy (38 proc. v. 31 proc.) i rozwiązaniami legislacyjnymi (28 proc. v. 18 proc.). Kobiety w większym stopniu zwróciły uwagę na podejście przełożonego (31 proc. v. 26 proc.) i postawę współpracowników (15 proc. v. 12 proc.). Badani rzadko wskazywali własne nastawienie jako istotną barierę – taką odpowiedź zadeklarowało jedynie 9 proc. kobiet i 10 proc. mężczyzn.

Żeby lepiej się żyło i… pracowało

Zarówno kobiety jak i mężczyźni w zdecydowanej większości dostrzegają korzyści związane z tą zmianą (odpowiednio 60 proc. kobiet i 62 proc. mężczyzn ocenia potencjalne konsekwencje pozytywnie). Obejmują one poprawę jakości życia, relacji i lojalności wobec pracodawcy. Na korzystny wpływ na jakość życia liczy aż 74 proc. respondentów, przy jedynie 11 proc. obawiających się negatywnych skutków. Podobnie optymistyczne prognozy dotyczą zaangażowania pracowników w pracę – 71 proc. i w odniesieniu do relacji ze współpracownikami – 66 proc. pozytywnych ocen.

– Wyniki sugerują, że skrócenie tygodnia pracy może przyczynić się do wzrostu satysfakcji, motywacji oraz poprawy atmosfery w zespole – podkreśla autorka badania.

W kontekście organizacyjnym, wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy może według 65 proc. badanych korzystnie wpłynąć na lojalność wobec organizacji. Oczekiwania związane z wydajnością pracy mają 67 proc. pozytywnych ocen, a rozwoju zawodowego 61 proc. pozytywnych ocen.

Wyraźne preferencje pracowników w połączeniu z pozytywnymi oczekiwaniami dotyczącymi dobrostanu i zaangażowania sugerują, że jest to kierunek zmian zgodny z ich potrzebami. Jednak różnice w sposobie operacjonalizacji tego rozwiązania wskazują, że skrócony tydzień pracy nie jest jednomyślnie interpretowany w społeczeństwie.

dr hab. Katarzyna Januszkiewicz, prof. USWPS z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu SWPS

Niepewność i bardziej zróżnicowane perspektywy widać w odniesieniu do konsekwencji finansowych i makroekonomicznych. Tylko połowa badanych (51 proc.) przewiduje pozytywny wpływ wdrożenia rozwiązania na sytuację finansową firmy, a 21 proc. obawia się negatywnych konsekwencji, przy znacznym odsetku osób niemających wyrobionego zdania (29 proc.). Podobnie jest w przypadku sytuacji finansowej pracowników, gdzie pozytywne skutki dostrzega 49 proc., negatywne 23 proc., a 27 proc. respondentów nie potrafi ocenić wpływu. Największa niepewność i rozbieżność opinii dotyczy gospodarki kraju, gdzie jedynie połowa respondentów widzi pozytywne konsekwencje, 22 proc. negatywne, a blisko jedna trzecia (28 proc.) nie potrafi określić wpływu.

– Różnice w ocenie pozytywnych konsekwencji w perspektywie „ja”, „organizacja”, a „społeczeństwo” pokazują potrzebę pogłębionej debaty w oparciu o dane. Brak jasnej komunikacji dotyczącej polityki państwa w tym zakresie może stać się istotnym ograniczeniem dla wprowadzenia zmian – dodaje prof. Januszkiewicz.

Skracanie czasu pracy wydaje się naturalnym etapem rozwoju organizacji. Dziś nikt nie wyobraża sobie pracy po 14–16 godzin dziennie, jak miało to miejsce w XVII wieku, czy 12–14 godzin w czasach rewolucji przemysłowej. Z czasem równie powszechnie zaakceptujemy dodatkowy wolny dzień w tygodniu, tak jak wcześniej zaakceptowaliśmy wolne soboty. Kluczowe jest jednak czerpanie z dotychczasowych doświadczeń – zarówno innych krajów, jak i organizacji, które przeszły ten proces. Środowisko akademickie ma tu do odegrania istotną rolę – nie tylko jako recenzent zmian, ale przede wszystkim jako źródło danych i badań wspierających decyzje w duchu evidence based management. Diagnoza społecznych potrzeb i oczekiwań to pierwszy krok na tej drodze.

Podane dane są częścią szerszej puli wyników badań przeprowadzonych przez prof. Katarzynę Januszkiewicz, z Wydziału Nauk Społecznych USWPS. Badanie zrealizowano metodą CAWI, na ogólnopolskiej próbie 1000 dorosłych osób (od 18 do 65 lat) aktywnych zawodowo. Próbę dobrano z zachowaniem proporcji demograficznych (wiek, płeć, dobór warstwowy), zgodnych ze strukturą populacji według danych GUS, co pozwala na uogólnienie uzyskanych wyników na całą populację. Większość – 80 proc. respondentów – to pracownicy etatowi, 9 proc. pracowało na umowie-zleceniu/o dzieło, 7 proc. prowadziło własną działalność, 2 proc. to pracujący studenci, a 3 proc. pobierało świadczenia emerytalne, pracując. Jeśli chodzi o pozycję zawodową, 23 proc. badanych zajmowało stanowiska kierownicze, a 77 proc. pełniło funkcje niebędące kierowniczymi. Ponad połowa (55 proc.) badanych deklarowała, że pracuje tygodniowo 40 godzin, 23 proc. poniżej 40 godzin, a 22 proc. badanych pracuje więcej niż 40 godzin. Stosowane systemy czasu pracy to podstawowy (70 proc.), zadaniowy (22 proc.), pozostała część badanych wskazała „inny”.

Autor/Źródło: dr hab. Katarzyna Januszkiewicz, prof. USWPS z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu SWPS

Piotr Staniewski dołącza do PZWLP jako Pełnomocnik Zarządu

0

Do zespołu biura Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) pod koniec czerwca dołączył Piotr Staniewski, obejmując stanowisko Pełnomocnika Zarządu. Piotr Staniewski będzie odpowiadał za wsparcie organizacji oraz jej zarządu w działaniach związanych z obchodzonym w tym roku dwudziestym jubileuszem istnienia Związku, a także w ogólnym rozwoju działalności PZWLP.

Piotr Staniewski jest doświadczonym menadżerem w branży wynajmu i leasingu pojazdów. Swoje doświadczenie zawodowe zdobywał w dużych międzynarodowych firmach CFM i leasingowych w obszarze strategii, sprzedaży, produktów i zarządzania projektami. W ostatnich latach był odpowiedzialny za rozwój biznesu, innowacje i transformacje flot w kierunku zeroemisyjnych. Jest pasjonatem koncepcji pojazdów i mobilności jako usługi (car-as-a-service i mobility-as-a-service) oraz nowych technologii. Ponadto, bierze aktywny udział w licznych konferencjach i wydarzeniach branżowych jako prelegent i ekspert w dziedzinie wynajmu samochodów i elektromobilności. Jest Liderem Komitetu ds. Instytucji Finansowych w Polskim Stowarzyszeniu Nowej Mobilności. Ukończył Akademię Leona Koźmińskiego na kierunkach Zarządzania i Marketingu oraz Finansów i Bankowości. Prywatnie jest fanem kolarstwa, z którego doświadczenie w pracy zespołowej, wykorzystuje także w codziennej pracy zawodowej.

Rok 2025 to dla Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów wyjątkowy czas, ponieważ nasza organizacja obchodzi okrągły, 20 jubileusz swojej działalności na rynku – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP. – Dołączenie Piotra Staniewskiego do zespołu biura PZWLP, na co dzień realizującego działania Związku, to cenne i silne wzmocnienie. Liczymy, że wieloletnie doświadczenie Piotra w branży wynajmu i leasingu samochodów będzie skutecznie wspierało nie tylko nasze działania związane z jubileuszem Związku, ale przełoży się również na wsparcie i rozwój organizacji w wielu innych obszarach jej działalności m.in. współpracy z zewnętrznymi partnerami, czy poszerzania reprezentacji rynkowej PZWLP.

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) został założony w listopadzie 2005 roku. Organizacja świętuje w tym roku jubileusz 20 lat swojego istnienia na rynku. Od momentu utworzenia, niezmiennie do dzisiaj PZWLP jest jedyną w Polsce organizacją skupiającą i reprezentującą firmy wynajmu i leasingu samochodów. Dziesięć lat temu spektrum działalności Związku zostało poszerzone o firmy specjalizujące się przede wszystkim w krótkoterminowym i średnioterminowym wynajmie aut, a więc o klasyczne wypożyczalnie samochodów. Obecnie organizacja skupia zarówno duże polskie i międzynarodowe firmy wynajmu długoterminowego, jak i Rent a Car (wypożyczalnie aut). Ponadto, w najbliższym czasie planowane jest poszerzenie grona firm skupianych w organizacji o podmioty wyspecjalizowane w wynajmie aut ciężarowych. Biorąc pod uwagę wszystkie oferowane formy wynajmu samochodów, Członkowie PZWLP finansują i zarządzają aktualnie łączną flotą przekraczającą 300 tysięcy aut i odpowiadają za ok. 40% sprzedaży nowych samochodów do firm w kraju. Dzięki temu organizacja ma silny i istotny wpływ na kształtowanie, rozwój i kondycję całego sektora motoryzacyjnego w naszym kraju.

W PZWLP funkcjonuje kilka eksperckich zespołów roboczych, w oparciu o które organizacja realizuje swoje najważniejsze cele, m.in. zajmujące się marketingiem i komunikacją branży, monitoringiem legislacji oraz istotnymi dla branży zagadnieniami podatkowo-prawnymi, rozwojem rynku elektromobilności oraz infrastruktury w tym zakresie, rynkiem wtórnym samochodów po wynajmie / po leasingu, czy branżą i usługami Rent a Car. PZWLP jest członkiem zbiorowym Związku Polskiego Leasingu (ZPL), Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP). Organizacja współtworzy ze Stowarzyszeniem Kierowników Flot Samochodowych (SKFS) uruchomione w 2017 roku jako pierwsze w Polsce, pełnowymiarowe podyplomowe studia flotowe „Zarządzanie flotą samochodową i mobilnością” na Wydziale Transportu Politechniki Warszawskiej.

Inwestycje w magazyny rosną dwukrotnie, biura i handel ostrożne – trendy Savills H1 2025

0

Raport firmy doradczej Savills Polska „Investment Market in Poland in H1 2025” pokazuje, że po umiarkowanym początku roku drugi kwartał przyniósł ożywienie na rynku inwestycyjnym w Polsce. Choć całkowity wolumen transakcji wciąż pozostaje poniżej średnich od 2020 roku, inwestorzy wracają – selektywnie, ostrożnie i coraz częściej z regionu CEE. Liderem pozostaje sektor magazynowy, który odpowiada za niemal połowę wartości transakcji. Rosnące znaczenie mają także strategie value-add z potencjałem na wzrost wartości poprzez przebudowę, modernizację lub zmianę przeznaczenia.

STABILIZACJA GOSPODARKI I SPADEK STÓP PROCENTOWYCH SPRZYJAJĄ INWESTOROM

Polska gospodarka kontynuuje stabilny rozwój – prognozy zakładają wzrost PKB na poziomie 3,4% w 2025 i 3,2% w 2026 roku. Kluczowym motorem wzrostu pozostaje prywatna konsumpcja, wspierana przez rosnące realne dochody gospodarstw domowych. Po przejściowym spadku napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych w 2024 roku (do ok. 12,74 mld USD wobec 28,36 mld USD rok wcześniej), aktywność inwestycyjna ma wyraźnie przyspieszyć, napędzana m.in. funduszami unijnymi i odbudową eksportu.

Na rynku finansowym utrzymuje się tendencja do łagodzenia polityki monetarnej – w maju nastąpiła obniżka o 50 pb, a w lipcu kolejna o 25 pb. Obecna stopa referencyjna wynosi 5,0%. Dalsze obniżki są prawdopodobne, biorąc pod uwagę stabilizującą się inflację (3,6% w 2024, z prognozą na poziomie 3,9%) oraz pozytywne perspektywy makroekonomiczne. Europejski Bank Centralny serię obniżek rozpoczął już w lutym, a w wyniku ostatniej, z czerwca, stopa refinansowa wynosi 2,15%. Niższe koszty finansowania mogą przełożyć się na większą płynność i aktywność inwestorów na rynku nieruchomości.

– Rynek inwestycyjny stabilizuje się, a aktywność inwestorów stopniowo rośnie. Oprócz kapitału szukającego stabilnych, długoterminowych aktywów, coraz częściej pojawiają się także inwestorzy zainteresowani projektami z potencjałem do przebudowy, repozycjonowania lub zmiany funkcji budynków Mark Richardson, Head of Investment, Savills.

SELEKTYWNE OŻYWIENIE I LOGISTYKA NA PROWADZENIU

W II kwartale 2025 roku wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości w Polsce wyniosła 911 mln Euro – o 45% więcej niż kwartał wcześniej, ale o 33% mniej niż w analogicznym okresie przed rokiem. W całym I półroczu inwestycje osiągnęły 1,53 mld Euro, co oznacza spadek o 10% r/r. Wzrost w inwestycjach od kwietnia do końca czerwca napędzał głównie sektor magazynowy, w którym odnotowano największą transakcję; sprzedaż dwóch zakładów produkcyjnych Eko-Okna za ponad 253 mln Euro.

Wartość inwestycji w biura wzrosła umiarkowanie do 227mln Euro w II kwartale (411 mln Euro w całym I półroczu), jednak to wciąż wynik o połowę niższy niż rok wcześniej. Rynek handlowy odnotował spadek o 30%, a w II kwartale zawarto transakcje o wartości 133 mln Euro, co dało łącznie 324 mln Euro za I półrocze. To o 26% mniej niż średnia z lat 2020–2025, co potwierdza wyzwania i zmiany związane z rynkiem handlowym na rynku, oraz większą aktywność inwestorów w formacie mniejszych parków handlowych i obiektów typu convenience.

Choć całkowity wolumen inwestycji w I półroczu odpowiadał zaledwie jednej trzeciej wartości z całego 2024 roku, to liczba transakcji była wysoka – zawarto 59 umów, co już stanowiło 48% kontraktów podpisanych w poprzednim roku. Większość z nich dotyczyła relatywnie niewielkich aktywów, a średnia wartość transakcji wyniosła 26 mln Euro. Tylko jedna transakcja przekroczyła 100 mln Euro – była to sprzedaż dwóch zakładów produkcyjnych Eko-Okna.

Pod względem pochodzenia kapitału dominowali inwestorzy z USA z ponad 31% udziałem w wolumenie oraz krajów Europy Zachodniej i Nordyckiej (20%). Udział inwestorów z regionu Europy Środkowo-Wschodniej (w tym Ukrainy) zbliżył się do 37%, co czyni CEE liderem wśród źródeł kapitału.

Pierwsze półrocze pokazało dużą aktywność inwestorów regionalnych i krajowych, szczególnie w transakcjach o mniejszej skali. Uwagę zwracają też transakcje typu sale & leaseback – w tym sprzedaż zakładów Eko-Okna. Widać też powrót do strategii value-add, co świadczy o rosnącej gotowości inwestorów do angażowania się w bardziej wymagające, ale perspektywiczne projekty. Rynek staje się coraz bardziej zróżnicowany i dojrzałyWioleta Wojtczak, Associate Director, Head of Reaserch, Savills.

BIURA OSTROŻNIE, ALE WRACAJĄ

Od stycznia do czerwca nad Wisłą zawarto 23 transakcje na rynku biurowym o łącznej wartości przekraczającej 411 mln Euro. To aż 52% liczby transakcji z całego 2024 roku, ale zaledwie 25% ich wartości, co pokazuje rosnącą aktywność przy jednoczesnym spadku średnich wolumenów. Przeciętna wartość jednej transakcji biurowej wyniosła ok. 18 mln Euro – o 8 mln Euro mniej niż średnia wartość transakcji sprzedaży pojedynczego budynku w poprzednim roku.

Inwestorzy lokowali kapitał zarówno w Warszawie, jak i miastach regionalnych. Trzy z pięciu największych transakcji dotyczyły nieruchomości stołecznych, po jednej zrealizowano w Krakowie i Wrocławiu, a szósta w kolejności miała miejsce w Szczecinie. Największe umowy podpisywali inwestorzy zagraniczni (m.in. Uniqa Real Estate, Stena Real Estate), ale znaczący udział w rynku mieli także inwestorzy krajowi. Odpowiadali oni za 42% wartości transakcji z ujawnionym pochodzeniem kapitału.

Stopy kapitalizacji dla najlepszych biurowców w centrum Warszawy szacowane są obecnie na poziomie ok. 6,00%. Różnica pomiędzy yieldami dla takich obiektów a najlepszymi nieruchomościami poza centrum lub w miastach regionalnych sięga 125–150 punktów bazowych.

RETAIL WCIĄŻ TRZYMA SIĘ MAŁYCH FORMATÓW

Na rynku nieruchomości handlowych sfinalizowano 20 transakcji o łącznej wartości ponad 324,4 mln Euro. Średnia wartość pojedynczej umowy wyniosła nieco ponad 16 mln Euro, co potwierdza utrzymujące się zainteresowanie inwestorów mniejszymi projektami, głównie parkami handlowymi i centrami typu convenience, których dotyczyła połowa sfinalizowanych transakcji Trzy transakcje dotyczyły portfeli nieruchomości, w tym zakup 10 obiektów sieci A-Centrum przez czeską grupę Reticulum. Pozostałe dotyczyły m.in. pustostanów z potencjałem do przebudowy lub modernizacji. Przykładem jest centrum handlowo-biurowe Arkady Wrocławskie, które zgodnie z planem zostaną rozebrane, a na ich miejscu nowy właściciel Vastint zrealizuje wielofunkcyjny projekt wpisujący się w miejską tkankę.

Z raportu wynika, że krajowi inwestorzy odpowiadali za dziewięć transakcji, co przełożyło się na 25% wolumenu sektora. Kapitał z Czech i Ukrainy, tylko w 4 transakcjach, wygenerował aż 39% wolumenu w tym sektorze. Do końca roku oczekiwane są kolejne umowy, nie tylko w segmencie parków handlowych, ale również dużych centrów o znaczeniu regionalnym.

Stopy kapitalizacji dla najlepszych centrów handlowych w Polsce szacuje się na poziomie 6,25–6,50%, choć obiekty o silnej pozycji rynkowej mogą osiągać niższe wartości. W przypadku parków handlowych wynoszą one między 7 a 8%, w zależności od lokalizacji, konkurencji i jakości najemców.

REKORDOWE WOLUMENY W POWIERZCHNIACH MAGAZYNOWO-PRZEMYSŁOWYCH

Sektor magazynowy odpowiadał za 45% całkowitego wolumenu inwestycyjnego w I połowie 2025 roku – w ramach 12 transakcji wypracował 694 mln Euro. To wynik prawie dwuipółkrotnie wyższy niż w tym samym okresie poprzedniego roku. Taki wzrost wynika ze wspomnianej już sprzedaży zakładów Eko-Okna (ponad 36% wolumenu sektora) oraz zakupu portfela czterech nieruchomości nabytych przez fundusz Adventum Industrial.

Inwestorzy zorientowani na ten sektor są coraz bardziej selektywni – preferują stabilne aktywa z długimi umowami najmu (WAULT nawet powyżej 10 lat). Aż 64% kapitału pochodziło z USA, wyraźnie dystansując inwestorów z Czech (12,5%) i Węgier (10,2%).

Stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów magazynowych utrzymują się stabilnie na poziomie 6,25–6,50%. Spodziewane dalsze obniżki stóp procentowych wpłyną na koszty finansowania, a w efekcie mogą dodatkowo zwiększyć aktywność inwestorów w tym segmencie.

LIVING TO NISZA, ALE Z DUŻYM POTENCJAŁEM

Sektor najmu instytucjonalnego pozostaje niszowy na tle tradycyjnych rynków komercyjnych. W I połowie 2025 roku zrealizowano zaledwie trzy transakcje o łącznej wartości 86,5 mln Euro. Dwie z nich dotyczyły gotowych obiektów studenckich kupionych przez belgijską spółkę Xior (w Warszawie i Wrocławiu), trzecia to wspólny projekt PRS w Krakowie realizowany przez Eiffage Immobilier Polska i LifeSpot Management.

W I półroczu sektor living zanotował trzy transakcje. To nadal nisza, ale coraz bardziej zauważalna, a aktywność takich graczy jak Xior czy LifeSpot pokazuje rosnące zainteresowanie zagranicznego kapitału, co warte podkreślenia, również w miastach regionalnych. Czynniki demograficzne, migracje i zmiana stylu życia młodego pokolenia będą w kolejnych latach napędzać rozwój tego segmentu. Jeśli dojdzie do przejęcia części portfela Resi4Rent przez będzie to ważny sygnał dla rynku potwierdzający jego płynnośćJacek Kałużny, Director, Head of Operational Capital Markets, Savills.

Choć wolumeny są niewielkie, rynek zdaniem ekspertów Savills zyskuje na znaczeniu. Według doniesień medialnych TAG Immobilien prowadzi rozmowy w sprawie zakupu części aktywów Resi4Rent – największego inwestora i operatora mieszkań na wynajem instytucjonalny w Polsce. Jeśli ta transakcja portfelowa dojdzie do skutku, będzie to ważny krok dla segmentu PRS. Potwierdzi płynność, pomoże w budowaniu zaufania i da wyraźny sygnał pozostałym inwestorom, że możliwe jest wyjście z projektu nie tylko poprzez sprzedaż mieszkań do nabywców indywidualnych.

Prime yieldy dla projektów PBSA szacowane są na ok. 6%, a dla PRS – 5,5% przy działkach mieszkaniowych i ok. 6,00% przy terenach komercyjnych.

Szefowie CER apelują do instytucji UE o pilne wsparcie dla rozwoju kolei w Europie

Szefowie CER, największej europejskiej organizacji branżowej, zaapelowali do instytucji unijnych o podjęcie pilnych działań wzmacniających rolę kolei i umożliwiających rozwój sektora kolejowego w Europie. Zdaniem przedstawicieli branży obecna sytuacja uniemożliwia skuteczne wykorzystywanie transportu kolejowego do osiągania strategicznych celów i ambicji Unii Europejskiej.

Alberto Mazzola – dyrektor wykonawczy Wspólnoty Kolei Europejskich i Zarządców Infrastruktury (CER) oraz Alan Beroud – wiceprzewodniczący tej organizacji i prezes zarządu PKP S.A. zaapelowali do Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego oraz szefów państw członkowskich i rządów o pilne przyjęcie i wdrożenie niezbędnych działań, które mają na celu stworzenie odpowiednich warunków do bieżącej działalności i rozwoju kolei. Deklarację będącą wspólnym stanowiskiem i apelem branży otrzymali m.in. Ursula von der Leyen – przewodnicząca KE, Raffaele Fitto – wiceprzewodniczący KE ds. spójności i reform oraz komisarze Piotr Serafin (ds. budżetu, zwalczania nadużyć finansowych i administracji publicznej) i Apostolos Tzitzikostas (ds. zrównoważonego transportu i turystyki).

Zaprezentowane przez szefów CER postulaty są wynikiem ustaleń przeprowadzonych przez uczestników tegorocznego Szczytu Szefów Kolei Europejskich, który odbył się we Wrocławiu i był wkładem sektora kolejowego w aktywności związane z zakończoną niedawno prezydencją Polski w Radzie Unii Europejskiej. W wydarzeniu wzięli udział ministrowie, szefowie spółek kolejowych z całej UE oraz branżowi eksperci, a wnioski płynące z tego spotkania były jednoznaczne: bez wzmocnienia pozycji kolei nie będzie możliwości skutecznego realizowania celów UE związanych z konkurencyjnością, zrównoważonym rozwojem, neutralnością klimatyczną i odpornością.

Nasze wystąpienie do instytucji unijnych i krajowych wyraża potrzebę wdrożenia pilnych działań w obszarach legislacji i finansów, gdyż bez stworzenia odpowiednich warunków prawnych i ekonomicznych kolej już dziś nie jest w stanie w pełni wykorzystywać swojego potencjału i brać aktywnego udziału w realizacji kluczowych celów UE. Nie chciałbym, aby deklaracja była jedynie wyrazem obaw naszej branży. Owszem, mamy je, ale mamy również konkretne propozycje działań prorozwojowych i eliminacji barier, jesteśmy gotowi do dialogu i współpracy, wykorzystując doświadczenie członków CER. Jednym z kluczowych problemów pozostaje niedostateczne tempo prowadzenia inwestycji na kolei, a warto pamiętać, że według Międzynarodowego Funduszu Walutowego każdy dodatkowy 1% PKB zainwestowany w infrastrukturę kolejową może wygenerować 1,5% wzrostu PKB w ciągu czterech lat – mówi dr Alan Beroud, wiceprzewodniczący CER, prezes zarządu PKP S.A.

Wspólna Deklaracja Szczytu Szefów Kolei Europejskich we Wrocławiu pn. „Wzmocnienie konkurencyjności UE poprzez dekarbonizację transportu i zrównoważoną mobilność opartą o kolej” z 30 kwietnia br. podkreśla kluczową rolę transportu kolejowego w realizacji celów UE poprzez zapewnienie rozwoju kolei jako najbezpieczniejszej, najbardziej energooszczędnej, odpornej i zrównoważonej formy mobilności. Jednocześnie zwraca uwagę na istotne bariery, które obecnie utrudniają rozwój kolei.

Wspólnota Kolei Europejskich i Zarządców Infrastruktury (CER) to najaktywniejsza organizacja kolejowa w Brukseli, która zrzesza dziś ponad 60 członków – przedsiębiorstw kolejowych, w tym zarządców infrastruktury i przewoźników oraz stowarzyszeń, które reprezentują interesy branży kolejowej wobec instytucji unijnych. PKP S.A. jest pełnoprawnym członkiem CER od 2002 r. i aktywnie uczestniczy w jej pracach zarówno na szczeblu roboczym, jak i na poziomie politycznym, podejmując szereg inicjatyw. 23 września 2024 r. dr Alan Beroud – prezes zarządu PKP S.A. i Grupy PKP został wybrany na stanowisko wiceprzewodniczącego tej organizacji.

Polskie uczelnie tworzą i rozwijają centra wiedzy o dostępności – blisko 47 mln zł wsparcia z Funduszy Europejskich

Jedenaście polskich uczelni otrzymało dofinansowanie na utworzenie lub rozwinięcie centrów wiedzy o dostępności, które mają propagować zasady projektowania uniwersalnego i współpracować z otoczeniem społeczno-gospodarczym. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) przeznaczy na ten cel niemal 47 mln zł w ramach programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego (FERS).

W wyniku ogłoszonego przez NCBR konkursu „Centra wiedzy do dostępności” wybrano 11 projektów uczelni, których średnia wartość dofinansowania wynosi ponad 4,3 mln zł. Uroczyste podpisanie umów odbyło się w Warszawie z udziałem rektorów i przedstawicieli najważniejszych polskich ośrodków akademickich, w tym Politechniki Warszawskiej, Sopockiej Akademii Nauk Stosowanych oraz Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie.

Dostępność jako cel strategiczny uczelni i kraju

– Działania na rzecz dostępności mają znaczenie ogólnokrajowe. Zapewniają studentom o szczególnych potrzebach szansę na dobre wykształcenie i przyszłą karierę – podkreślił dr inż. Marcin Kulasek, minister nauki i szkolnictwa wyższego. – Centra wiedzy będą upowszechniać projektowanie uniwersalne i dzielić się wiedzą, z której skorzystają wszyscy, także osoby ze szczególnymi potrzebami.

Według danych z 2021 roku, około 5,4 mln Polaków deklaruje niepełnosprawność, a grupa osób ze szczególnymi potrzebami może liczyć nawet do 7 mln. Wspieranie dostępności w różnych obszarach – od edukacji, przez przestrzeń publiczną, aż po usługi – jest więc istotnym wyzwaniem społecznym i gospodarczym.

NCBR ma bogate doświadczenie w tym zakresie – w latach 2014–2020 około 200 uczelni zrealizowało projekty za blisko 690 mln zł, które m.in. likwidowały bariery w dostępie do kształcenia. W poprzednich konkursach finansowano także działania związane z projektowaniem uniwersalnym.

Uczelnie jako liderzy innowacji społecznych

Wybrane do dofinansowania projekty obejmują m.in.:

  • Politechnikę Warszawską, która powiększy działalność Centrum Projektowania Uniwersalnego, tworząc interdyscyplinarne „Centrum Dostępnych Rozwiązań PW”. Będzie ono integrować inżynierów, urbanistów i osoby z doświadczeniem niepełnosprawności, rozwijać badania, edukację oraz praktyczne narzędzia poprawiające dostępność w transporcie i przestrzeni miejskiej.
  • Sopocką Akademię Nauk Stosowanych, która utworzy „Centrum Wiedzy o Dostępności SANS” specjalizujące się w projektowaniu uniwersalnym w architekturze, architekturze wnętrz i krajobrazie. Centrum będzie regionalnym ośrodkiem kompetencji, oferując wsparcie dla projektantów, deweloperów i samorządów oraz wdrażając system certyfikacji „Dostępne dla Wszystkich”.
  • Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny w Szczecinie, gdzie powstanie „Innowatorium Dostępności Miast (IDM)”. Skupione na urbanistyce i technologiach miejskich IDM będzie łączyć działania badawcze, edukacyjne i wdrożeniowe z wykorzystaniem nowoczesnych narzędzi, takich jak symulatory rzeczywistości wirtualnej czy systemy nawigacji miejskiej dla osób z niepełnosprawnościami.

Łączna wartość projektów to około 48,4 mln zł. Pozostałe uczelnie biorące udział w programie to m.in. Uniwersytet w Siedlcach, Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu, Politechnika Wrocławska, Collegium Verum, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza, Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej, Uniwersytet Andrzeja Frycza Modrzewskiego oraz Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie.

Wsparcie z Funduszy Europejskich pozwoli nie tylko na rozwój naukowo-badawczy i edukacyjny, lecz także na praktyczne działania, takie jak tworzenie punktów konsultacyjno-informacyjnych, prowadzenie szkoleń, warsztatów empatyzujących czy kampanii informacyjnych skierowanych do różnych grup społecznych.

Eksperci podkreślają, że celem jest trwała zmiana w podejściu do kształtowania przestrzeni publicznej i prywatnej, aby była ona bezpieczna, dostępna i inkluzywna dla wszystkich – niezależnie od wieku czy sprawności. Inicjatywy te mają istotne znaczenie dla integracji społecznej, poprawy jakości życia oraz rozwoju innowacyjnych produktów i usług opartych na uniwersalnym projektowaniu.

DL Invest Group z sukcesem pozyskuje 350 mln euro z pierwszej emisji euroobligacji

DL Invest Group z sukcesem zakończył swoją pierwszą publiczną emisję euroobligacji, pozyskując 350 mln euro, przy czym popyt inwestorów przekroczył wolumen oferty o ponad 60%, co skutkowało znaczącą redukcją alokacji. Ogromne zainteresowanie ze strony międzynarodowych inwestorów znacznie przewyższyło oczekiwania i potwierdza silną pozycję Grupy na rynkach kapitałowych. Jest to jeden z największych debiutów polskiego dewelopera na międzynarodowym rynku długu, sygnalizujący, że polski sektor nieruchomości komercyjnych wkroczył w nową erę wzrostu i zaufania inwestorów.

Emisja została przeprowadzona przy wsparciu Citi, pełniącego funkcję wyłącznego globalnego koordynatora, wyłącznego bookrunnera i wyłącznego doradcy ds. ratingu. Obligacje, z pięcioletnim terminem zapadalności, będą notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Luksemburgu.

Tak silna odpowiedź rynku jest najlepszym dowodem na to, że konsekwentnie realizowana strategia rozwoju DL Invest Group znajduje uznanie w oczach inwestorów. Od ponad piętnastu lat budujemy wartość Grupy w oparciu o jakość aktywów i długoterminowe partnerstwa. Środki z tej emisji wesprą dalszą ekspansję w sektorze nieruchomości logistycznych i przemysłowych, a także centrów danych, oraz sfinansują akwizycje nowych projektów w Polsce i w regionie CEE” – powiedział Dominik Leszczyński, Założyciel i CEO DL Invest Group.

ROZWÓJ OPARTY NA STRATEGII I STRUKTURZE

DL Invest Group to jeden z najbardziej dynamicznych i rozpoznawalnych polskich inwestorów I deweloperów, zarządzający aktywami o wartości ponad 1 miliarda euro w następujących sektorach:

  • logistyka i magazyny,
  • nowoczesne kompleksy mixed-use,
  • parki handlowe,
  • oraz szybko rozwijający się segment centrów danych i energii odnawialnej (OZE).

Grupa zarządza portfelem ponad 400 aktywnych najemców, w tym liderów branży i międzynarodowych korporacji. Nieruchomości DL Invest Group utrzymują imponujący 97% poziom wynajęcia.

Strategia DL Invest Group opiera się na:

  • selektywnym podejściu do inwestycji bazującym na wysokiej ocenie potencjału lokalizacji,
  • projektach „szytych na miarę”, zaprojektowanych z myślą o długoterminowej współpracy z najemcami,
  • najwyższej jakości usług, wykorzystując swoje zintegrowane wewnętrzne kompetencje w zakresie rozwoju, generalnego wykonawstwa, zarządzania aktywami i nieruchomościami – co umożliwia firmie, jako długoterminowemu właścicielowi aktywów, dostosowanie każdego projektu do potrzeb najemców i tym samym wsparcie najemców w uzyskaniu przewagi konkurencyjnej na rynku.

PARTNERSTWO Z GLOBALNYMI LIDERAMI

Wiarygodność DL Invest Group budują również długoterminowe partnerstwa z globalnymi markami i inwestorami instytucjonalnymi. Kluczowi partnerzy to: DHL, Inditex, Hutchinson, DPD, Avio GE, Emira Property Fund, Invesco Real Estate, Macquarie Capital oraz Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOiR).

Grupa korzysta również ze wsparcia wiodących na polskim rynku finansowania nieruchomości komercyjnych banków, w tym BNP Paribas, Santander, ING oraz mBank.

OCENY KREDYTOWE

W ramach przygotowań do emisji obligacji, DL Invest Group uzyskała inauguracyjne ratingi od dwóch globalnych agencji ratingowych: Fitch Ratings i Standard & Poor’s.

Oceny te nie tylko potwierdzają silne fundamenty finansowe Grupy, ale również otwierają drogę do dalszej aktywności na globalnym rynku kapitałowym.

Uznanie DL Invest Group przez międzynarodowych inwestorów jest świadectwem siły naszej strategii i jakości naszych aktywów. Jako pierwsza polska firma z sektora nieruchomości komercyjnych, która przeprowadziła tak znaczącą emisję euroobligacji, jesteśmy dumni, że wyznaczamy nowy standard. To również pozytywny sygnał dla Polski, pokazujący, że inwestorzy postrzegają nasz kraj jako stabilne instytucjonalnie i nastawione na wzrost środowisko – napędzane przez firmy takie jak nasza. Polska pozostaje najszybciej rozwijającą się gospodarką w Europie” – dodał Dominik Leszczyński.

DL INVEST GROUP

DL Invest Group to więcej niż deweloper. To wielowymiarowa platforma inwestycyjna łącząca precyzję, elastyczność i długoterminową wizję. Dzięki integracji wszystkich kluczowych funkcji wewnętrznie – od projektowania i rozwoju po aktywne zarządzanie aktywami – Grupa oferuje partnerom więcej niż tylko wysokiej jakości nieruchomości. Zapewnia bezpieczne środowisko tworzące wartość i sprzyjające zrównoważonemu rozwojowi.

DL Invest Group to jeden z najszybciej rozwijających się deweloperów i inwestorów na polskim rynku nieruchomości komercyjnych. Firma posiada zdywersyfikowany portfel, który obejmuje centra logistyczne i magazynowe, kompleksy mixed-use oraz parki handlowe. Fundamentem sukcesu DL Invest Group są starannie wyselekcjonowane lokalizacje i projekty, które są realizowane przy zachowaniu surowych standardów jakości architektury, funkcjonalności i wykonania. Wartość portfela firmy wynosi obecnie ponad 1 miliard euro.

Kluczową zaletą DL Invest Group jest unikalny model biznesowy, który integruje rozwój, generalne wykonawstwo, projektowanie, zarządzanie aktywami i zarządzanie nieruchomościami, wszystko w ramach własnej struktury organizacyjnej. Dzięki temu firma może aktywnie zarządzać portfelem ponad 400 najemców, co pozwala jej efektywnie dostosowywać projekty do ich potrzeb.

Najważniejsze korzyści z wdrożenia CRM dla przedsiębiorstwa

Wprowadzenie systemu CRM do organizacji to decyzja wspierająca uporządkowanie danych, automatyzację procesów i zwiększenie przewidywalności działań handlowych. Zyskujesz w tym przypadku narzędzie umożliwiające synchronizację zespołów, integrację z innymi systemami i analizę wyników sprzedaży w czasie rzeczywistym. Ten artykuł poprowadzi Cię przez najważniejsze aspekty wdrożenia – od analizy, przez konfigurację, po konkretne efekty organizacyjne i operacyjne.

Wdrożenie systemu CRM jako element porządkowania procesów biznesowych

Oprogramowanie CRM spełnia kilka funkcji jednocześnie: organizuje dane kontaktowe, koordynuje działania sprzedażowe i umożliwia tworzenie dokumentacji w jednym miejscu. Każdy z tych obszarów przekłada się na realną poprawę funkcjonowania zespołów.

System zarządzania relacjami z klientami porządkuje obieg informacji, eliminując przypadki dublowania działań lub pomijania istotnych kroków w procesach. W rezultacie przedsiębiorstwo zyskuje spójność w komunikacji z klientami i konsekwencję w realizowaniu strategii handlowej.

Analiza przedwdrożeniowa – etap niezbędny do osiągnięcia sukcesu

Wdrożenie CRM rozpoczyna się znacznie wcześniej niż moment, w którym system zostaje uruchomiony. Proces należy zacząć od pogłębionej analizy. To etap, w którym firma identyfikuje:

  • wewnętrzne mechanizmy sprzedaży i obsługi;
  • powtarzalne zadania, które warto zautomatyzować;
  • zależności między zespołami i działami;
  • problemy w obiegu danych;
  • główne cele, jakie ma realizować nowy system.

Brak takiej analizy skutkuje niedopasowaniem narzędzia do rzeczywistego modelu biznesowego. W konsekwencji system pozostaje funkcjonalny, lecz niewykorzystywany w pełni – lub wręcz nieefektywny.

Migracja danych i konfiguracja – przejście do nowej jakości pracy

Migracja danych to proces wymagający selekcji, oczyszczenia i dostosowania informacji do struktury nowego systemu. Niejednokrotnie firmy posiadają dane nieuporządkowane, rozproszone w arkuszach kalkulacyjnych, skrzynkach pocztowych, a nawet notatkach papierowych.

Profesjonalne wdrożenie systemu CRM uwzględnia konieczność uporządkowania takich zasobów. Dane zostają ujednolicone, przyporządkowane do odpowiednich kategorii i przekształcone w jednolitą, użyteczną bazę.

Konfiguracja systemu polega z kolei na zaprojektowaniu struktury kontaktów, etapów sprzedaży, typów aktywności i szablonów raportów.

Firmy powinny mieć możliwość:

  • definiowania własnych pól i etykiet danych;
  • określania poziomów dostępu dla różnych ról;
  • dostosowania widoków list do specyfiki zespołu;
  • personalizacji interfejsu użytkownika;
  • wdrożenia mechanizmów automatyzujących pracę.

Bez takiej konfiguracji system nie będzie funkcjonował zgodnie z rytmem pracy konkretnej organizacji.

Zarządzanie kontaktami – oś zarządzania relacjami z klientami

Poprawnie wdrożony system CRM centralizuje wszystkie informacje o klientach, leadach i partnerach handlowych. Dostęp do tych danych nie ogranicza się wyłącznie do imienia, nazwiska i numeru telefonu. Mówimy tu o pełnej historii relacji: korespondencji, spotkań, zadań, złożonych ofert i decyzji zakupowych.

Użytkownicy systemu otrzymują zintegrowaną oś czasu, na której mogą śledzić każdy etap kontaktu z daną firmą lub osobą. Zespół nie musi analizować archiwów e-mailowych czy dzwonić do kolegów z działu – wszystko znajduje się w jednym, uporządkowanym źródle.

Taki dostęp zwiększa precyzję działań, pozwala skutecznie planować kolejne kroki w komunikacji oraz umożliwia szybkie reagowanie na potrzeby klientów.

Zarządzanie sprzedażą – od leadu do finalizacji transakcji

System CRM obejmuje pełen zakres działań sprzedażowych. Oprogramowanie pozwala na prowadzenie listy potencjalnych klientów, ale także na definiowanie etapów procesu sprzedaży – od pierwszego kontaktu po podpisanie umowy.

W ramach systemu użytkownicy mogą:

  • śledzić statusy poszczególnych szans sprzedażowych;
  • korzystać z wizualnych narzędzi typu pipeline do zarządzania lejkiem sprzedaży;
  • tworzyć oferty i dokumenty bezpośrednio z poziomu kontaktu;
  • analizować efektywność działań handlowców;
  • wyciągać wnioski z raportów opartych na realnych danych.

Tego typu zarządzanie zwiększa skuteczność transakcji, ogranicza ryzyko zgubienia klienta i pozwala przewidywać, które działania przynoszą najlepsze rezultaty.

Automatyzacja procesów – sposób na zwiększenie efektywności bez wzrostu kosztów

Wdrażając system CRM z zaawansowanymi funkcjami automatyzacji, organizacja jest w stanie ograniczyć liczbę powtarzalnych zadań.

Automatyzacje mogą obejmować:

  • przypisywanie zadań na podstawie aktywności klienta;
  • zmianę etapu sprzedaży w reakcji na określone działania;
  • generowanie przypomnień i powiadomień;
  • uruchamianie kampanii e-mailowych bez ręcznego udziału;
  • aktualizację danych kontaktowych na podstawie integracji z formularzami;
  • automatyczne powiązanie wiadomości e-mail z kontaktami;
  • filtrowanie i sortowanie rekordów według zdefiniowanych reguł.

Takie podejście pozwala zespołom skupić się na działaniach strategicznych, pozostawiając rutynowe czynności systemowi.

Raportowanie i prognozowanie – precyzja decyzji oparta na danych

Dostęp do danych w czasie rzeczywistym umożliwia analizę działań zespołu oraz podejmowanie decyzji na podstawie mierzalnych wskaźników. Raporty sprzedażowe nie są jedynie zestawieniem liczb, ale narzędziem do planowania.

Zaawansowane systemy CRM oferują:

  • analizę lejka sprzedażowego i konwersji na każdym etapie;
  • przewidywanie wartości sprzedaży na podstawie aktywności;
  • raporty aktywności handlowców;
  • analizę przychodów według segmentów rynku lub typów klientów;
  • identyfikację głównych źródeł pozyskiwania klientów.

To narzędzia umożliwiające rzeczywiste zwiększenie efektywności procesów sprzedaży i minimalizowanie ryzyka strat wynikających z niedopasowanych działań.

Koszt wdrożenia systemu CRM – inwestycja w długofalowy rozwój

Wbrew pozorom koszt wdrożenia systemu CRM nie ogranicza się wyłącznie do opłat licencyjnych. Całkowity koszt obejmuje także analizę potrzeb, konfigurację systemu, integracje z innymi systemami oraz szkolenia pracowników.

Realna wycena powinna uwzględniać również tzw. koszt zmiany – czyli czas i zasoby potrzebne na adaptację zespołu do nowego modelu pracy. Jednak w kontekście średnio- i długoterminowym, nakłady na wdrożenie zwracają się poprzez lepszą organizację oraz poprzez zwiększenie przychodów, zmniejszenie błędów i wyższą retencję klientów.

Szkolenia jako element wdrożenia

System, nawet najbardziej dopasowany do organizacji, nie spełni swojej funkcji, jeśli użytkownicy nie będą umieli z niego korzystać. Etap szkoleń nie może być potraktowany marginalnie – powinien obejmować zarówno instruktaż podstawowy, jak i wsparcie w bardziej zaawansowanych funkcjach systemu.

Poprawnie przeprowadzone szkolenie pozwala:

  • uniknąć błędów wynikających z nieznajomości systemu;
  • zwiększyć akceptację nowego narzędzia przez zespół;
  • umożliwić maksymalne wykorzystanie funkcjonalności;
  • przyspieszyć wdrożenie pracowników do nowych procesów;
  • zmniejszyć obciążenie działu IT przy bieżącej pracy.

Szkolenia warto powtarzać cyklicznie, zwłaszcza po aktualizacjach systemu lub zmianie struktury zespołu.

Integracja z innymi systemami – eliminacja podwójnej pracy

Jedną z najczęstszych barier w codziennej pracy działów sprzedaży i obsługi klienta jest konieczność korzystania z wielu niepołączonych ze sobą narzędzi. Nowoczesny system CRM umożliwia synchronizację z kalendarzem, pocztą elektroniczną, narzędziami do automatyzacji marketingu czy platformami do podpisywania dokumentów.

Eliminacja konieczności ręcznego przepisywania danych zwiększa wydajność i zmniejsza ryzyko błędów. Użytkownik nie musi przełączać się między aplikacjami – może działać w jednym środowisku, mając dostęp do wszystkich informacji.

Prognozy sprzedażowe i planowanie strategiczne

System CRM, wyposażony w narzędzia analityczne, pozwala znacznie precyzyjniej planować przyszłość firmy. Dane o aktywnościach handlowców, konwersji na poszczególnych etapach lejka sprzedażowego oraz wartościach transakcji umożliwiają tworzenie prognoz, które wspierają zarządzanie celami finansowymi.

Zwiększenie efektywności zespołów sprzedażowych

Skonfigurowany system CRM poprawia funkcjonowanie zespołu handlowego w kilku wymiarach. Po pierwsze, eliminuje chaos informacyjny. Po drugie, pozwala na szybkie przypisywanie zadań i monitorowanie ich realizacji. Po trzecie, zwiększa transparentność – każdy członek zespołu widzi, na jakim etapie znajduje się dana szansa sprzedażowa.

Umożliwia to również menedżerom bieżące zarządzanie wydajnością i szybkie reagowanie na ewentualne problemy.

Obsługa klienta – ciągłość kontaktu i jakość interakcji

W wielu firmach problemem nie jest pozyskanie klienta, lecz utrzymanie relacji po zamknięciu sprzedaży. CRM zapewnia dostęp do pełnej historii kontaktu, pozwalając zachować ciągłość komunikacji bez względu na to, kto aktualnie zajmuje się danym klientem.

Klient nie musi powtarzać tej samej historii kilku różnym osobom – system zawiera komplet informacji: dokumenty, ustalenia, wcześniejsze rozmowy, zgłoszenia serwisowe. Takie podejście buduje zaufanie i zwiększa prawdopodobieństwo dalszej współpracy.

Wzrost wartości klienta poprzez personalizację oferty

System CRM pozwala segmentować bazę klientów i analizować ich zachowania. Na tej podstawie można dostosować komunikację, treść oferty oraz moment kontaktu do indywidualnych preferencji i potrzeb.

Podsumowanie

Wdrożenie systemu CRM pozwala uporządkować procesy sprzedażowe, zyskać pełną kontrolę nad kontaktami oraz zautomatyzować działania operacyjne w oparciu o dane w czasie rzeczywistym.

Raynet CRM to narzędzie stworzone z myślą o zespołach sprzedażowych, które stawiają na efektywność, automatyzację i pełną przejrzystość danych.

Aby poznać wszystkie możliwości systemu i zobaczyć, jak może wspierać Twoją codzienną pracę, umów bezpłatną, 30-minutową prezentację działania CRM-u. Wystarczy wypełnić krótki formularz kontaktowy dostępny na stronie Raynet.

Tradycyjna telewizja coraz bardziej traci na znaczeniu. Już tylko nieco ponad 53 proc. ogląda ją codziennie

0

53,4% dorosłych Polaków deklaruje, że codziennie ogląda tradycyjną telewizję. Dotyczy to głównie osób starszych, z dochodem miesięcznym netto w przedziale 1000-2999 zł oraz z miast liczących od 100 tys. do 199 tys. mieszkańców. Przede wszystkim są to emeryci oraz renciści. Kobiety częściej od mężczyzn dokonują takiego wyboru. Natomiast jeden na czterech ankietowanych ogląda tradycyjną telewizję kilka razy w tygodniu. Do tego 10% badanych twierdzi, że nie robi tego w ogóle. Autorzy raportu, podsumowując powyższe wyniki, twierdzą, że obecnie jesteśmy świadkami dynamicznych zmian na rynku telewizyjnym i reklamowym. Przez media społecznościowe oraz serwisy streamingowe coraz mniej mówi się o konsumowaniu tradycyjnego kontentu telewizyjnego, a coraz częściej – o konsumowaniu stricte kontentu wideo.

Raport UCE RESEARCH i Hybrid Europe przynosi odpowiedź na pytanie, jak często Polacy oglądają tradycyjną telewizję. 53,4% z grupy 1004 sondowanych osób w wieku 18-80 lat robi to codziennie. Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview).

– Zarówno z deklaracji, jak i z danych pochodzących z pomiaru telemetrycznego, wiemy, że częstotliwość oglądania telewizji w tygodniu i średnia długość czasu spędzanego przed telewizorem wykazują trend spadkowy. Stopniowo wzrasta liczba gospodarstw domowych posiadających Smart TV i w pełni wykorzystujących możliwości telewizorów podłączonych do Internetu. Coraz więcej w naszych telewizorach jest więc treści pochodzących z Internetu. Wynik nie jest tutaj zaskoczeniem – analizuje Beata Komosa-Trzaska, współautorka raportu z Hybrid Europe.

Częściej odpowiedź „codziennie” wybierają kobiety niż mężczyźni (57,2% vs. 49,4%). Ponadto taką postawę deklarują przede wszystkim osoby w wieku 75-80 lat (wśród nich – 84,6%), z miesięcznymi dochodami netto w przedziale 1000-2999 zł (64,4%), z wykształceniem średnim (57,7%) oraz z miast liczących od 100 tys. do 199 tys. mieszkańców (62,1%).

– Kobiety zawsze były grupą łatwiejszą w dotarciu z komunikacją reklamową za pomocą tego środka przekazu. Spędzają przed telewizorem więcej czasu niż mężczyźni. Patrząc na wiek, to młode osoby oglądają tradycyjną telewizję raczej wybiórczo, koncentrując się głównie na konkretnych programach. Natomiast w przypadku starszych grup wiekowych mamy częściej do czynienia z liniowym oglądaniem w dłuższym przedziale czasowym – dodaje ekspertka z Hybrid Europe.

Biorąc pod uwagę status zawodowy, respondenci zostali podzieleni na 8 grup (m.in. pracuję w pełnym wymiarze godzin, zajmuję się domem, jestem bezrobotna/bezrobotny). W tym przypadku ww. odpowiedź wybierają głównie osoby na emeryturze (wśród nich – 76,3%), na rencie (66,7%) i zajmujące się domem (51,4%).

– Osoby mniej mobilne, częściej przebywające w domu, to jednocześnie tzw. heavy viewers. To widzowie poświęcający najwięcej czasu na oglądanie telewizji w ciągu dnia. Zmienne wskazujące na status zawodowy czy etap życia dokładnie odzwierciedlają tę zależność – komentuje Adam Iwiński, współautor raportu z Hybrid Europe.

Z kolei 24,3% ankietowanych deklaruje, że tradycyjną telewizję ogląda kilka razy w tygodniu. 11,8% uczestników badania robi to rzadziej niż raz w tygodniu. Natomiast 9,9% respondentów nie zajmuje się tym w ogóle, a 0,6% – nie pamięta, czy to robi.

– Jesteśmy świadkami dynamicznych zmian w tym zakresie. Dzisiaj coraz mniej mówi się o konsumowaniu kontentu telewizyjnego, a coraz częściej – o konsumowaniu kontentu wideo. Oczywiście ma to bezpośredni związek z popularnością platform społecznościowych oraz rozwojem serwisów streamingowych – przekonuje Adam Iwiński z Hybrid Europe.

Zdaniem autorów badania, trend odchodzenia od tradycyjnej telewizji dotyczy w pierwszej kolejności młodszych grup wiekowych. Jednak upowszechnianie się różnego rodzaju platform z atrakcyjnymi treściami wideo dostępnymi na życzenie spowoduje postępującą dywersyfikację. W efekcie coraz trudniej będzie docierać do odbiorców, również do starszych segmentów wiekowych.

– YouTube i platformy streamingowe to główni konkurenci linearnej telewizji. O ich przewagach decydują przede wszystkim dwa czynniki, tj. dostępność treści na życzenie, bez konieczności dostosowywania planów do ramówki telewizyjnej, a także jakość i atrakcyjność oferowanych treści – podsumowuje Beata Komosa-Trzaska.

***
Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie zostało przeprowadzone w II kwartale 2025 roku metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Hybrid Polska na próbie 1004 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Fabrity po transformacji – wiceprezes Piątek kończy misję, spółka gotowa na dalszy rozwój

Wiceprezes Piątek pozostaje w Zarządzie Fabrity do końca lipca br. po zakończeniu transformacji wielobranżowej Grupy K2 Holding w technologiczną Grupę Fabrity, połączeniu głównych spółek grupy oraz po skutecznym przeprowadzeniu formalności dotyczących zastosowania tzw. ulgi holdingowej.

Wygrana przed Naczelnym Sądem Administracyjnym z ostatnich dni finalizuje odzyskanie nadpłaty podatku dochodowego i w symboliczny sposób kończy etap reorganizacji Grupy Fabrity. To również koniec powierzonych mi strategicznych projektów. Miałem okazję współpracować z wyśmienitym zespołem, z którym osiągnęliśmy znacznie więcej, niż pierwotnie można było oczekiwać i to zarówno pod względem biznesowym, jak również pod względem stopy zwrotu dla akcjonariuszy mówi Artur Piątek, ustępujący z końcem lipca br. Wiceprezes Zarządu Fabrity S.A.

Artur Piątek jest związany z Fabrity (wcześniej K2 Holding) od 2001 roku, a od stycznia 2020 roku zasiada w Zarządzie. To właśnie w ostatnich latach nastąpiła strategiczna reorganizacja Grupy K2 w jednorodną, skupioną na inżynierii oprogramowania i digitalizacji Grupę Fabrity. Spółka dokonała też dezinwestycji za ponad 55 mln zł – chmurowa spółka Oktawave została kupiona przez Netię z Grupy Polsat Plus, a spółki marketingowe z marką K2 zostały nabyte przez Grupę Altavia / Kamikaze. Dodatkowo, w celu optymalizacji procesów operacyjnych i zwiększenia efektywności, zrealizowany został projekt połączenia spółki holdingowej (Fabrity Holding S.A.) z największą spółką operacyjną (Fabrity sp. z o.o.). Sukcesem zakończyło się również odzyskanie od organów skarbowych blisko 5 mln zł nadpłaty podatku CIT w związku z wykorzystaniem tzw. ulgi holdingowej przy zbyciu spółek zależnych (1,8 mln zł zostało już przekazane przez organy skarbowe, ponad 3 mln zł powinno trafić do spółki w najbliższych miesiącach).

Patrząc z perspektywy akcjonariuszy, zwrot z inwestycji dla szerokiego rynku giełdowego w Polsce (WIG) od stycznia 2020 roku to około +80%, podczas gdy dla akcji K2/Fabrity – uwzględniając dywidendy i skup akcji o charakterze dywidendowym – było to około +450%. W rezultacie zainwestowany 1 zł w akcje K2/Fabrity w styczniu 2020 roku oznacza około 5,5 zł obecnie.

Ostatnie 5,5 roku to dla Fabrity czas bardzo intensywnych zmian. Po dobrym przejściu przez okres pandemiczny nowy zarząd z sukcesem przeprowadził transformację grupy i uwolnił wartość dla akcjonariuszy. Spółka wypłaciła rekordowe dywidendy i stworzyła solidne fundamenty pod dalszy rozwój na rynku technologicznym. Dziękujemy Arturowi za zaangażowanie, pomysły, wiedzę, skrupulatność i dobrą energię, co zdecydowanie przyczyniło się do sukcesu Fabritymówi Grzegorz Stulgis, Przewodniczący Rady Nadzorczej Fabrity S.A. i największy akcjonariusz spółki (poprzez IPO30 Unipessoal).

Artur Piątek zasiadał w Zarządzie pod przewodnictwem Prezesa Pawła Wujca (kadencja 2020-2023), który zainicjował transformację Grupy i zrealizował dezinwestycje, a także w Zarządzie kolejnej kadencji (2023-2026), którym kieruje Prezes Tomasz Burczyński. Obecny Zarząd skoncentrowany jest na rozwoju usług technologicznych, a Wiceprezes Piątek zapewniał ciągłość procesów oraz sfinalizował transformację w obszarach finansowym, prawnym, podatkowym.

Z zysku roku 2024 Fabrity S.A. wypłaciła 3,30 zł dywidendy (z czego 2,00 zł pod koniec czerwca br.). Do akcjonariuszy może trafić jeszcze dodatkowy 1,00 zł dywidendy warunkowej na akcję, jeśli organy skarbowe zwrócą nadpłatę podatku CIT (ulga holdingowa) za rok 2022 do końca listopada br.

Cavatina Holding S.A. z sukcesem zakończyła emisję obligacji serii P2025A o wartości ponad 50 mln zł

Firma deweloperska Cavatina Holding S.A. pomyślnie zakończyła emisję obligacji serii P2025A. Pierwotnie zakładana jej wartość na poziomie 30 mln zł została znacząco przekroczona dzięki wysokiemu zainteresowaniu inwestorów. Ostatecznie, Emitent skorzystał z możliwości zwiększenia emisji, a jej łączna wartość nominalna wyniosła ponad 50 mln zł.

Obligacje serii P2025A to czteroletnie, zabezpieczone obligacje zwykłe na okaziciela, oprocentowane według stawki WIBOR 6M powiększonej o marżę 6,00%, z sześciomiesięcznymi okresami odsetkowymi. Emisja przeprowadzona została w ramach IV programu publicznych emisji obligacji o łącznej wartości nominalnej do 200 mln zł lub równowartości tej kwoty wyrażonej w euro, zatwierdzonego przez Komisję Nadzoru Finansowego w maju 2025 r.

Proces subskrypcji obligacji serii P2025A trwał w dniach 17-27 czerwca 2025 r. Bezwarunkowy przydział obligacji nastąpił 08 lipca 2025 r., a tego samego dnia obligacje zostały zarejestrowane w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych (KDPW S.A.) i dopuszczone do obrotu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. W skład konsorcjum dystrybucyjnego wchodziły firmy inwestycyjne: Noble Securities S.A. jako organizator emisji, Dom Maklerski BDM S.A. oraz Michael / Ström Dom Maklerski S.A. jako członkowie. Dodatkowo Michael / Ström Dom Maklerski S.A. świadczył usługę gwarancji emisji.

Kolejny raz inwestorzy pokazali zaufanie do naszej strategii oraz sprawności operacyjnej – serdecznie dziękujemy! Zbudowaliśmy dwie silne nogi biznesowe: wysokiej jakości portfolio naszych projektów biurowych oraz mixed-use i dynamicznie rosnącą propozycję mieszkaniową na głównych rynkach w Polsce. Zbudowane wewnątrz Grupy kompetencje pozwalają nam na szybkie i efektywne działanie, a rynek finansowy pozytywnie odbiera nasze decyzje”, mówi Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Cavatina Holding.

W ramach emisji przydzielono 50 359 zabezpieczonych obligacji zwykłych na okaziciela serii P2025A, każda o wartości nominalnej 1 000 zł. Na obligacje zapisy złożyło 761 inwestorów indywidualnych, z czego wszystkim osobom przydzielono obligacje. W efekcie zwiększenia wartości emisji nie doszło do redukcji zapisów.

Łączna cena emisyjna zrealizowanej oferty obligacji wyniosła 49 864 765 zł. Znacząca część, bo 39 718 070 zł, została opłacona środkami pieniężnymi. Pozostała kwota została opłacona w drodze potrącenia wierzytelności z tytułu nabycia przez spółkę wcześniejszych serii obligacji w celu ich umorzenia.

Sztuczna biżuteria z dużą zawartością toksycznych metali ciężkich – kontrola wykazała poważne zagrożenia

0

Wspólna kontrola Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), Inspekcji Handlowej (IH) oraz Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) ujawniła poważne zagrożenia związane z importowaną do Polski sztuczną biżuterią. W próbkach wykryto nawet 400-krotne przekroczenia dopuszczalnych norm metali ciężkich – kadmu i ołowiu. W wyniku działań kontrolnych zatrzymano ponad milion sztuk oraz blisko pół tony biżuterii niespełniającej wymagań.

Niebezpieczne metale ciężkie w biżuterii

Kadm i ołów to metale ciężkie o silnym działaniu toksycznym i rakotwórczym. Ich obecność w produktach mających długi kontakt ze skórą, jak biżuteria, stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia, zwłaszcza dzieci i młodzieży, które często wybierają tańszą, sztuczną biżuterię.

W ramach kontroli skontrolowano 227 partii biżuterii zatrzymanych na granicy przez Służbę Celno-Skarbową. Spośród nich aż 67% miało nieprawidłowe oznakowanie lub przekraczało dopuszczalne normy zawartości metali ciężkich.

Alarmujące wyniki badań laboratoryjnych

Do badań pobrano 33 próbki biżuterii, które poddano szczegółowej analizie chemicznej w laboratoriach UOKiK i KAS. Wyniki okazały się alarmujące:

  • Naszyjnik zawierał 333 razy za dużo ołowiu,
  • Broszka – 400 razy za dużo kadmu,
  • Bransoletka – 400 razy za dużo kadmu oraz 118 razy za dużo ołowiu.

Tak znaczne przekroczenia dopuszczalnych norm (0,05% dla ołowiu i 0,01% dla kadmu) wskazują na produkty, które nie powinny trafić na rynek z uwagi na ryzyko dla zdrowia.

W efekcie działań kontrolnych KAS i partnerów zablokowano wprowadzenie do obrotu:

  • ponad 1 183 000 sztuk sztucznej biżuterii,
  • blisko 467 kg produktów,
  • w tym 4 495 sztuk biżuterii z niebezpiecznymi przekroczeniami metali ciężkich.

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreśla, że kontrola i eliminacja niebezpiecznych wyrobów jest kluczowa, ponieważ bezpieczeństwa biżuterii nie da się ocenić gołym okiem. Współpraca z KAS umożliwia zatrzymanie ryzykownych produktów jeszcze na granicy, zanim trafią do sklepów.

Małgorzata Krok, zastępca Szefa KAS, zaznacza, że takie skoordynowane działania służą ochronie konsumentów oraz podnoszą świadomość importerów odnośnie obowiązujących wymagań prawnych.

W porównaniu do poprzednich kontroli prowadzonych w 2023 roku, poziom nieprawidłowości spadł o 22 punkty procentowe, co może świadczyć o rosnącej świadomości importerów oraz skuteczności działań kontrolnych.

Sztuczna biżuteria, choć atrakcyjna cenowo, może stanowić poważne zagrożenie zdrowotne, zwłaszcza dla dzieci i młodzieży. Stąd tak ważna jest kontrola składu chemicznego produktów oraz ich prawidłowego oznakowania.

Zgodnie z przepisami UE, każdy produkt dostępny na rynku musi gwarantować bezpieczeństwo konsumentom. Organy państwowe, takie jak KAS, UOKiK i IH, realizują te wymagania poprzez regularne i skoordynowane kontrole.

Źródło: Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Krajowa Administracja Skarbowa, Inspekcja Handlowa (2025)

Spada udział problematycznych kredytów mieszkaniowych – analiza danych BFG

Oprocentowanie kredytów mieszkaniowych spadło. Czy spadł też udział problematycznychhipotek”? Mówią o tym ciekawe dane BFG.

W warunkach spadającego oprocentowania kredytów mieszkaniowych, kwestia spłacalności takich zobowiązań może wzbudzać mniejsze zainteresowanie. To nie oznacza jednak, że dane na temat jakości „hipotek” stały się mniej ważne. Warto się im przyjrzeć. Tym bardziej, że w ostatnim czasie miały miejsce ciekawe zmiany.

Analizy jakości kredytów mieszkaniowych często bazują na danych KNF lub NBP. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl tym razem postanowili wziąć pod uwagę mniej znane źródło statystyk, czyli Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Na podstawie danych BFG dla całego sektora bankowego, został przygotowany poniższy wykres. Przedstawia on zmiany udziału zagrożonych kredytów mieszkaniowych od grudnia 2018 r. do kwietnia 2025 r. Kredyty mieszkaniowe stają się zagrożone m.in. z powodu opóźnienia w spłacie dłuższego niż 90 dni.

Ciekawy wykres uwzględnia osobno kredyty mieszkaniowe z waloryzacją do waluty obcej i pozostałe kredyty mieszkaniowe („złotówkowe”). To istotny podział, bo kredyty walutowe w całym analizowanym okresie cechowały się znacznie gorszą jakością. Pod koniec 2023 r. udział zagrożonych walutowych „hipotek” wyniósł 9,6%. Później nastąpił szybki spadek i miała miejsce stabilizacja wyniku na poziomie 5% – 6%.

Trzeba zwrócić uwagę, że miniony rok przyniósł duży spadek wartości zagrożonych kredytów walutowych (z 3,7 mld zł do 1,5 mld zł). Ta zmiana w połączeniu ze wzrostem wartości całego portfela hipotecznego banków sprawiła, że łączny udział zagrożonych kredytów mieszkaniowych spadł do bardzo niskiego poziomu (1,42% w kwietniu 2025 r.). Pięć lat wcześniej analogiczny wynik przekraczał 2,30%.Zmiany udziału zagrożonych kredytow mieszkaniowych

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Stabilne czynsze i rosnący wskaźnik pustostanów – raport Newmark o warszawskim rynku biurowym

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w Warszawie”, w pierwszej połowie 2025 roku warszawski rynek biurowy powiększył się o ponad 85 000 mkw. nowej powierzchni, z czego przeszło 93% oddano do użytkowania w drugim kwartale. Aktywność deweloperska w tym czasie spadła do historycznie niskiego poziomu, co może oznaczać ograniczoną podaż nowoczesnych biur w perspektywie najbliższych kilku lat. Popyt ze strony najemców nieznacznie osłabł w ujęciu rocznym, a wśród transakcji dominowały renegocjacje. Jednocześnie wskaźnik pustostanów lekko wzrósł, a czynsze w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach pozostały na stabilnym, wysokim poziomie.

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wynoszą obecnie prawie 6,33 mln mkw. W pierwszej połowie 2025 roku oddano do użytkowania cztery inwestycje biurowe o łącznej powierzchni 85 200 mkw. Ponad 93% tego wolumenu, tj. 79 600 mkw., trafiło na rynek w drugim kwartale – to najwyższy kwartalny poziom nowej podaży odnotowany w stolicy od trzeciego kwartału 2022 roku. W okresie od początku kwietnia do końca czerwca 2025 roku deweloperzy dostarczyli na warszawski rynek m.in. wieżowiec The Bridge (47 000 mkw.), pierwszy biurowiec w ramach wielofunkcyjnego kompleksu T22 – Office House (27 800 mkw.) oraz zmodernizowany budynek Nowa Bellona (4800 mkw.). Wszystkie wyżej wymienione obiekty znajdują się w podstrefie biurowej Zachodnie Centrum.

– W całym 2025 roku nowa podaż w Warszawie wyniesie łącznie ok. 140 000 mkw. – to o ponad 34% więcej niż w 2024 roku. Jednak w porównaniu z rekordowym rokiem 2016, kiedy w Warszawie wybudowano ponad 407 000 mkw. nowych biur, oznacza to spadek aż o 66%. Zdecydowana większość, bo aż ponad 95% tegorocznej podaży, przypadnie na lokalizacje centralne, głównie dzielnicę Wola. Na drugie półrocze zaplanowano oddanie do użytkowania m.in. budynku Studio A (24 000 mkw.) oraz zmodernizowanego biurowca V-Tower (30 800 mkw.) – oba zlokalizowane są w podstrefie Zachodnie Centrum – mówi Karol Wyka, Dyrektor Zarządzający Działu Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

Na koniec czerwca 2025 roku aktywność deweloperów spadła do najniższego poziomu od początku prowadzenia statystyk i wyniosła nieco ponad 129 000 mkw. Warto zauważyć, że prawie 90% realizowanych obecnie inwestycji zlokalizowanych jest w centralnych lokalizacjach.

– Zarówno do końca 2025 roku, jak i przez cały 2026 rok, nie przewidujemy znaczącego wzrostu wolumenu powierzchni będącej w budowie, co przełoży się na ograniczony poziom nowej podaży – nawet do końca 2027 roku – dodaje Karol Wyka.

W pierwszej połowie 2025 roku najemcy na warszawskim rynku biurowym wynajęli łącznie ponad 301 400 mkw. Popyt rozłożył się niemal równomiernie na pierwszy i drugi kwartał – odpowiednio 49% (146 700 mkw.) i 51% (154 700 mkw.). Całkowity wolumen transakcji w drugim kwartale br. wzrósł w porównaniu z pierwszym kwartałem o 5,5%, ale w całym pierwszym półroczu był niższy o 4,5% względem analogicznego okresu ubiegłego roku. Największym zainteresowaniem najemców w pierwszej połowie 2025 roku cieszyły się lokalizacje centralne, gdzie podpisano 55% wszystkich umów zawartych w tym czasie. Coraz mniejsza dostępność powierzchni biurowej w budynkach ukończonych po 2015 roku oraz dużych modułów (powyżej 4000 mkw.) sprawia, że najemcy poszukujący większych biur muszą się uzbroić w cierpliwość i czekać na oddanie do użytku nowych biurowców lub – jak ma to miejsce obecnie – coraz częściej decydować się na renegocjację dotychczasowych umów najmu.

W strukturze popytu w pierwszej połowie 2025 roku dominowały renegocjacje i odnowienia (43%) oraz nowe umowy (38%). Na pozostałe 19% złożyły się transakcje na potrzeby własne (9%), ekspansje (8%) oraz przednajmy (2%). Z kolei w okresie od kwietnia do czerwca 2025 roku udział renegocjacji i odnowień umów sięgnął 59% – to drugi najwyższy poziom odnotowany na warszawskim rynku biurowym po drugim kwartale 2024 roku. Najwięcej tego typu umów w drugim kwartale 2025 roku zawarto na Służewcu (prawie 78% popytu w tej strefie), Mokotowie (ponad 65%) i w Centrum (prawie 62%). Najbardziej aktywnymi najemcami w minionym półroczu były firmy z sektora finansowego (17%), IT (16%), produkcyjnego oraz usług dla biznesu (każdy po 10%).

Na koniec czerwca 2025 roku współczynnik pustostanów w Warszawie wyniósł 10,8%, co oznacza wzrost o 0,3 p.p w porównaniu z poprzednim kwartałem, ale spadek o 0,1 p.p. w ujęciu rok do roku. W tym czasie najemcy mieli do dyspozycji prawie 682 700 mkw. wolnej, nowoczesnej powierzchni biurowej. Budynki biurowe oddane do użytkowania po 2020 roku oferują łącznie niespełna 59 000 mkw. biur, z czego jedna trzecia znajduje się w biurowcu The Bridge, który został ukończony w drugim kwartale 2025 roku. Prognozy na kolejne kwartały przewidują stopniowy spadek poziomu pustostanów z powodu ograniczonego wolumenu nowej podaży oraz wycofywania z rynku starszych budynków biurowych i zmiany ich funkcji. Od początku roku wyłączono z zasobów warszawskiego rynku pięć biurowców o łącznej powierzchni niemal 53 500 mkw., w tym trzy w samym drugim kwartale (łącznie ponad 21 000 mkw.).

– Na koniec drugiego kwartału 2025 roku miesięczne stawki czynszu w najlepszych biurowcach wynosiły 22-27 euro za mkw. w centrum oraz 16-18 euro za mkw. w lokalizacjach poza centrum. Właściciele biurowców w najbardziej poszukiwanych lokalizacjach utrzymują mocną pozycję rynkową, co przekłada się na ograniczone możliwości wynegocjowania obniżki czynszu czy też uzyskania atrakcyjnego pakietu zachęt. Na większe ustępstwa ze strony wynajmujących najemcy mogą liczyć w starszych budynkach charakteryzujących się wyższym wskaźnikiem pustostanów – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Jak wybrać halę namiotową dopasowaną do Twoich potrzeb? Praktyczny poradnik

Wybór odpowiedniej hali namiotowej może być kluczowy dla sukcesu wielu wydarzeń. Od organizacji wesela, przez targi branżowe, aż po imprezy sportowe każda z tych okazji wymaga odpowiedniego zadaszenia, które sprosta oczekiwaniom i zapewni komfort wszystkim uczestnikom. W poniższym artykule znajdziesz praktyczne wskazówki, które pomogą Ci w wyborze najlepszego rozwiązania dla Twoich potrzeb.

Zrozumienie swoich potrzeb

Zanim przystąpisz do wyboru hali namiotowej, musisz dokładnie określić swoje wymagania. Wiedza o tym, co jest najważniejsze dla Twojego wydarzenia, pomoże Ci skupić się na najistotniejszych aspektach.

Pierwszym krokiem jest zrozumienie, do czego dokładnie potrzebujesz hali namiotowej. Czy planujesz zorganizować przyjęcie weselne, firmowy event, czy może koncert plenerowy? Każdy z tych scenariuszy wymaga innego podejścia.

Na przykład, wesela często wymagają eleganckich namiotów z możliwością dekoracji wnętrza, podczas gdy koncerty mogą potrzebować solidnych konstrukcji odpornych na różne warunki pogodowe. Dlatego ważne jest, aby dokładnie przemyśleć, jakie funkcje musi spełniać hala namiotowa.

Kolejnym ważnym aspektem jest liczba gości. Musisz zastanowić się, ile osób będzie uczestniczyć w wydarzeniu. Hala musi być wystarczająco duża, aby pomieścić wszystkich gości, a jednocześnie nie za duża, by nie sprawiać wrażenia pustki.

Warto również wziąć pod uwagę przestrzeń na ewentualne dodatkowe elementy, takie jak scena, bufet czy parkiet do tańca. Znając dokładną liczbę gości oraz elementy dodatkowe, łatwiej będzie Ci określić odpowiednią wielkość hali.

Materiał i konstrukcja hali namiotowej

Wybór materiału i konstrukcji to kolejne kluczowe decyzje, które mają wpływ na funkcjonalność hali. Różne materiały oferują różne poziomy wytrzymałości i estetyki.

Jednym z najczęściej stosowanych materiałów na hale namiotowe jest PVC. Jest to materiał trwały i odporny na działanie czynników atmosferycznych, takich jak deszcz czy wiatr. PVC zapewnia również dobrą izolację termiczną, co może być istotne w chłodniejsze dni. Jednak warto pamiętać, że hale wykonane z tego materiału mogą być cięższe i trudniejsze w montażu.

Innym popularnym materiałem jest poliester, który jest lżejszy i bardziej elastyczny. Hale namiotowe z poliestru są łatwiejsze do transportu i montażu, co może być dużą zaletą, jeśli planujesz często przenosić konstrukcję. Niemniej jednak poliester może nie być tak odporny na ekstremalne warunki pogodowe jak PVC.

Konstrukcja hali to również ważny aspekt. Możesz wybierać między konstrukcjami aluminiowymi a stalowymi. Aluminiowe są lżejsze i łatwiejsze w montażu, ale mogą być mniej stabilne przy silnym wietrze. Konstrukcje stalowe są cięższe, ale oferują większą stabilność. Decyzja o wyborze konstrukcji powinna zależeć od przewidywanych warunków atmosferycznych oraz częstotliwości montażu i demontażu.

W II kw. 2025 ceny mieszkań stabilne, popyt nie rośnie

Drugi kwartał 2025 r. upłynął pod znakiem stabilizacji na rynku wtórnym mieszkań. Zatrzymanie wzrostów cen, w połączeniu z bogatą ofertą mieszkań oraz rosnącą dostępnością kredytów hipotecznych sprzyjały klientom w podejmowaniu przemyślanych decyzji zakupowych. Autorzy raportu Barometr Metrohouse i Credipass przedstawili wstępne wyniki monitoringu cen transakcyjnych.

Ani majowy spadek stopy referencyjnej o 0,5 p.p. ani obniżka z lipca nie stanowiły silnego bodźca do zakupów mieszkań. Obserwujący rynek liczą na dalsze coraz śmielsze posunięcia Rady Polityki Pieniężnej na jesieni. Taka sytuacja jednak pozytywnie wpływa na nastroje wśród klientów, którzy wracają do swoich planów mieszkaniowych. – Nic dziwnego – niższe stopy to szansa na wyższe kwoty kredytów czy tańszą ratę. Otwiera to drogę do własnego M także osobom, które do tej pory nie miały zdolności kredytowej, zauważa Tomasz Przyrowski, Prezes Zarządu Credipass.

To dobry moment na uważne przyjrzenie się ofercie, ponieważ wielu sprzedających, szczególnie po dłuższym okresie braku zainteresowania, staje się bardziej elastyczni w negocjacjach.

Warszawa z największymi spadkami, w Gdańsku kupujemy droższe mieszkania

Analizy dokonane na bazie transakcji sieci biur nieruchomości dowodzą, że ceny mieszkań stanęły w miejscu. Nie ma jednak mowy o spektakularnych obniżkach cen ofertowych.

– Sprzedający co prawda weryfikują swoje pierwotne założenia już po okresie miesiąca-dwóch bezskutecznej sprzedaży i są bardziej niż w poprzednich okresach przygotowani do większej otwartości w negocjacjach, ale ceny z aktów notarialnych dowodzą, że głębszej korekty cen nie widać, mówi Marcin Jańczuk, współautor Raportu Barometr Metrohouse i Credipass.

Miasto Średnia cena transakcyjna w II kw. 2025 Różnica kw./kw. Różnica r/r Różnica między pierwszą a ostatnią ceną ofertową Negocjacje Średnia cena nabywanego mieszkania Średni metraż nabywanego mieszkania
Wrocław 11 631 zł 0,8% 2,5% 3,9% 2,1% 509 000 zł 44
Kraków 13 748 zł 0,3% -1,4% 4,9% 1,6% 633 000 zł 46
Warszawa 15 603 zł -2,4% -3,3% 5,3% 1,6% 835 000 zł 55
Gdańsk 12 081 zł 2,4% -0,2% 1,6% 1,1% 594 000 zł 49
Łódź 7 449 zł 0,8% -7,9% 4,4% 2,8% 369 000 zł 49
Źródło: transakcje dokonane przez agentów nieruchomości Metrohouse

 

Wśród pięciu analizowanych miast jedynie w Warszawie średnie spadki cen wyniosły ponad 2 proc. Za m kw. lokalu płaciliśmy średnio 15 603 zł. W stolicy dość znacząco ostatnia cena ofertowa różni się od pierwszej wystawionej na rynek ceny. Duża podaż mieszkań w połączeniu z umiarkowanym zainteresowaniem strony popytowej prowadzi do „urealniania” cen ofertowych do momentu pojawienia się zainteresowania. Po drugiej stronie rynkowej mapy można ulokować Gdańsk. Tu z kolei po obniżkach z pierwszego kwartału ceny nieznacznie wzrosły do średniego poziomu 12 081 zł za m kw. Gdańsk jest przykładem miasta, gdzie istnieją silne dysproporcje cenowe pomiędzy centralnymi obszarami (w dużej mierze zdominowanymi przez mieszkania nabywane inwestycyjnie) a dzielnicami na obrzeżach.

Jak dodają eksperci Metrohouse, w pozostałych lokalizacjach (Wrocław, Kraków, Łódź) wahania cen nie przekraczają 1 proc. W Łodzi obecna średnia cena, po jakiej dochodzi do transakcji (7 449 zł za m kw.) jest o 7,9 proc. niższa niż przed rokiem. Duże znaczenie dla kształtowania się cen ma tu szczególnie bogaty i obfitujący w oferty i liczne działania promocyjne rynek deweloperski.

Największe średnie metraże sprzedawanych mieszkań Metrohouse odnotowuje w Warszawie (55 m kw.), a najmniejsze we Wrocławiu, gdzie średnia powierzchnia jest mniejsza o 11 m kw. niż w stolicy.

Prawo chroni oszustów – detektyw apeluje o zmiany w przepisach dotyczących dzikich lokatorów

Były premier Mateusz Morawiecki kilka dni temu opublikował w social mediach informację o pewnym hiszpańskim hotelu, który zbankrutował, a dzisiaj jest ruiną, bo w okolicy zadomowili się migranci, którzy sprawili, że turyści i goście zniknęli z wyspy. Hotel ma być zamieszkiwany przez „Ocupas” czyli słynnych dzikich lokatorów, którzy zajmują hiszpańskie nieruchomości.

– Zirytował mnie ten wpis. Nie trzeba patrzeć na Hiszpanię, by zobaczyć patologiczne sytuacje zajmowania czyjejś własności bez żadnych konsekwencji. Od lat mówię, że w Polsce przestępcy i oszuści, czyli dzicy lokatorzy są lepiej chronieni niż uczciwi obywatele – mówi detektyw i windykator, specjalistka ds. dzikich lokatorów Małgorzata Marczulewska.

„Prawo w Polsce od lat chroni oszustów”

Historia opublikowana w social mediach przez Mateusza Morawieckiego jest prawdziwa. To niebywały skandal, który nigdy nie powinien mieć miejsca. Hiszpania boryka się z poważnym problemem dzikich lokatorów, którzy przez zasiedzenie zajmują nieruchomości na wsypie. Problem przybrał na sile w czasie kryzysu migracyjnego.

Hotel na Teneryfie o którym pisze były premier z dnia na dzień został przejęty przez zorganizowaną mafię składającą się w dużej części z migrantów. W relacji polityka, czytamy o setkach migrantów zajmujących hotel bez zapłaty, a właścicielka jest bezradna.

Mateusz Morawiecki pyta: – Czy chcemy takich sytuacji w Polsce? Detektyw Małgorzata Marczulewska odpowiada: – Już mamy takie sytuacje. Ich sprawcami są głównie Polacy. Nie ma na to żadnego rozwiązania i żaden polityk nie chce się konstruktywnie zająć sprawą – mówi.

– Zajmujemy się dzikimi lokatorami od lat. Prawo w Polsce chroni oszustów. Sprawia, że pod ochroną jest dziki lokator, który wprowadza się do mieszkania, nie płaci za nie, niszczy je, zadłuża właściciela i tak naprawdę od jego dobrej woli zależy to czy się wyprowadzi czy nie, bo sprawy przed sądami trwają latami. Nie potrzebujemy przykładów hiszpańskich, by mówić o patologii dzikich lokatorów, którzy w pogardzie mają własność i latami zajmują cudze mieszkania niemal zupełnie bezkarnie. W tym roku zajęłam się już ponad 30 sprawami dzikich lokatorów. To średnio jedna nowa sprawa w tygodniu. To tyle, ile w czasie pandemii – mówi Małgorzata Marczulewska.

Dzicy lokatorzy od lat ponad prawem. Czas z tym skończyć!

Detektyw Małgorzata Marczulewska zajmuje się sprawami dzikich lokatorów od lat. Wspólnie z kancelarią Wódkiewicz & Sosnowski przygotowana została petycja dotycząca dzikich lokatorów, która zebrała dużą liczbę podpisów. Projekt ustawy, który przygotowaliśmy trafił do posłów. Zajmują się nimi dwie komisje: sprawiedliwości oraz rozwoju i technologii. To jednak za mało, by tematem szerzej zainteresowali się politycy.

– Dyskusja o tym jak wielkim zagrożeniem są migranci w tym kontekście wraca do mnie jako pewna ironia. Osoby, które okazują się dzikimi lokatorami to głównie Polacy, chociaż w ostatnich dniach pracowałam nad przypadkiem mężczyzny z Litwy, zdarzają się także osoby z Ukrainy niszczące mieszkania i nie regulujący opłat lub po prostu porzucający mieszkania. Takie sytuacje nigdy nie powinny mieć miejsca i to skandal, że polskie prawo od lat chroni dzikich lokatorów zrzucając na właścicieli nieruchomości konieczność np. zagwarantowania eksmitowanemu lokalu zastępczego. To niszczy rynek nieruchomości i zaufanie do Państwa jako jednostki sprawiedliwej – mówi dalej detektyw Marczulewska.

Z jakimi przypadkami spotykają się detektywi?

– Pracuję nad sprawą dwóch „seryjnych dzikich lokatorów”. Jedno małżeństwo w ciągu trzech lat zajmowało cztery mieszkania na wynajem w Szczecinie i w żadnym nie regulowali opłat. Gdy znajdowali kolejny lokal na wynajem porzucali inne mieszkania, a wynajmujący niestety nie weryfikują takich spraw. Inna sprawa z Warszawy to dziki lokator udający biznesmena. Mężczyzna zajmuje mieszkania, nie płaci, a po kilku miesiącach ucieka z nich zostawiając właścicieli bez zapłaty – mówi detektyw Marczulewska.

– Apelujemy o zmianę prawa, bo sytuacja nabiera na sile. Jestem gotowa rozmawiać z politykami, z samorządowcami, prawnikami. To konieczność – mówi Małgorzata Marczulewska.

Rada Przedsiębiorców apeluje do premiera o pilne zmiany w prawie restrukturyzacyjnym i upadłościowym

Z propozycją rozwiązań prawnych dotyczących prawa restrukturyzacyjnego i upadłościowego oraz apelem o jak najszybsze ich uchwalenie wystąpiła do premiera Donalda Tuska Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców. W specjalnym liście do szefa rządu jej prezes Adam Abramowicz podkreślił, że proponowane zmiany są niezbędne, aby uratować wiele przedsiębiorstw oraz lepiej chronić majątek właścicieli i wierzycieli przed nadużyciami.

„W latach 2016–2024, po wejściu w życie ustawy z dnia 15 maja 2015 r. – Prawo restrukturyzacyjne oraz nowelizacji ustawy z dnia 28 lutego 2003 r. – Prawo upadłościowe, obserwujemy poważne nieprawidłowości w funkcjonowaniu postępowań insolwencyjnych w Polsce. Część syndyków oraz powiązanych z nimi sędziów-komisarzy stworzyło de facto nieformalny mechanizm patologicznej prywatyzacji majątku przedsiębiorstw, odbywający się bez jakiegokolwiek skutecznego nadzoru parlamentarnego, ministerialnego, a przede wszystkim sądowego” – przypomina w liście Adam Abramowicz, były rzecznik MŚP, obecnie prezes Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców.

Jednym z głównych źródeł wskazanej patologii jest praktyka polegająca na niemal automatycznym akceptowaniu sprawozdań syndyków przez sądy. – Proszę sobie wyobrazić, że według danych Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości aż 96% sprawozdań syndyków zostało przyjętych przez sędziów-komisarzy bez żadnych zastrzeżeń. Jednocześnie, jak wynika z analiz Banku Światowego, koszty postępowań upadłościowych w Polsce należą do najwyższych na świecie i wynoszą aż 16% wartości majątku objętego postępowaniem. Natomiast wskaźnik zaspokojenia wierzycieli jest jednym z najniższych na świecie – zaznacza ekspert Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców Marcin Raszka.

Rzeczywiście, według badań przeprowadzonych przez prof. Elżbietę Mączyńską spłatę otrzymuje zaledwie 15-17% wierzycieli. Dla porównania, średnia w krajach OECD wynosi 69%, w Wielkiej Brytanii – 89%, a w Japonii aż 93%

Brak bieżącego i rzetelnego monitorowania postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych uniemożliwia skuteczny nadzór i zapobieganie potencjalnym nadużyciom. Przedstawiciele Rady Przedsiębiorców zwracali na to uwagę podczas niedawnego posiedzenia sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. – Od 2016 r. nie opublikowano żadnych wiarygodnych danych dotyczących postępowań upadłościowych, w związku z czym tak naprawdę nie wiadomo, jaki jest wskaźnik odzysku wierzytelności, ile średnio trwają postępowania, ani które z nich zostały faktycznie zakończone. Z dostępnych źródeł wynika, że postępowania upadłościowe przedsiębiorstw posiadających znaczny majątek rzeczowy trwają obecnie od sześciu do siedmiu lat – mówił Marcin Raszka.

– Im dłużej trwa postępowanie upadłościowe, tym większa część majątku dłużnika może zostać przesunięta do prywatnych kieszeni – zarówno poprzez wynagrodzenia syndyków, jak i sztucznie generowane koszty czy sprzedaż majątku podstawionym podmiotom po zaniżonej cenie. Sprzyja temu brak należytego nadzoru nad wycenami sprzedawanego majątku. Dzisiaj można je zlecić na zewnątrz osobom, które nie dają żadnej gwarancji ustalenia prawdziwej ceny rynkowej. Jeżeli nałożymy na to wyżej wspomnianą mechaniczną 96-procentową akceptację sądów, to nic dziwnego, że często pojawiają się wyceny, które stanowią ułamek prawdziwej wartości sprzedawanych środków trwałych czy nieruchomości – dodaje Adam Abramowicz.

Eksperci Rady Przedsiębiorców podkreślają, że skala patologii obecnego systemu znajduje potwierdzenie zarówno w licznych publikacjach medialnych, jak i w działaniach organów ścigania – w tym CBA – wobec zorganizowanych grup przestępczych żerujących na majątku firm w restrukturyzacji i upadłości. Przykładem są ostatnie zarzuty wobec doradców restrukturyzacyjnych i syndyków, dotyczące m.in. nadużycia uprawnień, wyrządzenia szkody na ponad 13 mln zł, przyjęcia korzyści majątkowych oraz prania pieniędzy.

„Według wielu przedsiębiorców są to jedynie pojedyncze przypadki ujawnionej działalności, a rzeczywista skala zjawiska jest znacznie większa. Dotyka to także spółek z obcym kapitałem, narażając nas na opinię kraju, w którym wymiar sprawiedliwości toleruje brak praworządności, co może skutkować procesami przed sądami i trybunałami europejskimi oraz ograniczeniem napływu środków finansowych z Unii Europejskiej. Na obecnej sytuacji tracą nie tylko dłużnicy i wierzyciele, ale również Skarb Państwa, który corocznie ponosi straty z tytułu niewpłaconych danin publicznych, takich jak VAT, podatki dochodowe oraz składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. Utracone korzyści byłyby możliwe do odzyskania, gdyby majątek przedsiębiorstw był sprawnie zagospodarowany – poprzez skuteczne działania naprawcze, szybką sprzedaż majątku lub utrzymanie ciągłości funkcjonowania przedsiębiorstwa i zatrudnienia pracowników” – czytamy w liście do premiera.

– Mamy wyjątkową okazję, aby utrudnić nieuczciwym doradcom restrukturyzacyjnym, syndykom oraz powiązanym z nimi sędziom dalsze nadużycia. Mamy wyjątkową okazję do likwidacji nieformalnego mechanizmu patologicznej prywatyzacji majątku przedsiębiorstw, jaki osoby związane z tym procederem stworzyły przez ostatnie lata. W Sejmie zakończyły się prace nad implementacją tzw. „Dyrektywy drugiej szansy”. Jako Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców, czyli przedstawiciele strony społecznej, zgłosiliśmy do Komisji Sprawiedliwości poprawki, które miały na celu zobowiązanie do zlecania wycen majątku wyłącznie biegłym sądowym lub odpowiednio wykwalifikowanym rzeczoznawcom majątkowym, a nie tylko osobom trzecim, jak jest w ustawie, oraz wprowadzenie obowiązku publikowania w Rejestrze Zadłużonych informacji o kosztach zakończonych postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych, średnim czasie ich trwania oraz wskaźniku zaspokojenia wierzycieli – zaznacza Adam Abramowicz.

W toku prac sejmowych poprawki te zostały poparte przez posłów Polski 2050, Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji, lecz ostatecznie je odrzucono, a wniosek mniejszości został wycofany tuż przed głosowaniem. Poprawki te nie uzyskały poparcia ministra Arkadiusza Myrchy, odpowiedzialnego za projekt ustawy.

– Usłyszeliśmy jedynie deklarację otwartości na ich rozważenie w przyszłych pracach legislacyjnych. Nie możemy jednak dłużej czekać. Proponowane zmiany są niezbędne już teraz, aby uratować wiele przedsiębiorstw oraz lepiej chronić majątek właścicieli i wierzycieli przed nadużyciami – dodaje prezes Rady Przedsiębiorców.

Uchwalona przez Sejm ustawa trafiła do Senatu. W imieniu Rady Przedsiębiorców Adam Abramowicz zaapelował do premiera Donalda Tuska o rekomendację dla senatorów przyjęcia zgłoszonych przez tę organizację poprawek. – Trzeba jak najszybciej poprawić funkcjonowanie postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych. Dla dobra przedsiębiorców, gospodarki oraz budżetu państwa – podkreśla Abramowicz.

Autor/Źródło: Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców

Przejęcie Bouygues Immobilier Polska zbliża Develię do celu sprzedaży 4500 mieszkań rocznie

Develia sfinalizowała umowę dotyczącą nabycia 100% udziałów Bouygues Immobilier Polska, oddziału Bouygues Immobilier, francuskiego dewelopera, za 65,9 mln euro (ok. 279,4 mln zł). Dzięki przejęciu grupa zwiększyła liczbę mieszkań w realizacji oraz potencjał wzrostu banku ziemi w Warszawie, Poznaniu i we Wrocławiu. To kolejne w ciągu ostatnich dwóch lat przejęcie dokonane przez Develię na rynku nieruchomości mieszkaniowych po transakcji nabycia polskich spółek Nexity.

– Przejęcie Bouygues Immobilier Polska to kolejny kamień milowy przybliżający nas do realizacji naszej strategii i przekroczenia poziomu sprzedaży 4500 mieszkań rocznie do 2028 r. Dzięki niemu zwiększamy portfel projektów i wzmacniamy pozycję przede wszystkim w Warszawie – największym i najbardziej stabilnym rynku mieszkaniowym w Polsce, który wciąż oferuje przestrzeń do zwiększania oferty, co czyni go szczególnie perspektywicznym – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Akwizycja zbiegła się w czasie z finalizacją sprzedaży Arkad Wrocławskich, co pozwala nam płynnie reinwestować środki pozyskane z tej transakcji w dalszy rozwój priorytetowego dla nas segmentu mieszkaniowego zapewniającego nam atrakcyjne stopy zwrotu – dodaje Andrzej Oślizło.

Bouygues Immobilier Polska działa na polskim rynku od 2001 r. Dzięki zespołowi około 80 doświadczonych pracowników firma zbudowała silne kompetencje i zrealizowała dotychczas ponad 9500 mieszkań oraz lokali usługowych w 70 projektach.

Na koniec 2024 r. Bouygues Immobilier Polska posiadała około 1300 mieszkań w realizacji i przygotowaniu. Ponadto spółka posiadała ok. 2800 lokali w gruntach zabezpieczonych umowami przedwstępnymi. Inwestycje są zlokalizowane w Warszawie (ok. 71% całkowitej powierzchni użytkowej mieszkań), Poznaniu (13%) i we Wrocławiu (16%). Aktualnie Bouygues Immobilier Polska realizuje projekty takie jak m.in. Viva Cité, Osiedle Lumea i Neo Praga w Warszawie, Vilda Arte w Poznaniu i Vivre we Wrocławiu.

– Sfinalizowaliśmy transakcję, dzięki której zwiększamy skalę naszej działalności i dywersyfikujemy ofertę, obejmując projekty i grunty w dzielnicach o wysokim potencjale inwestycyjnym, takich jak warszawskie Bemowo, Ursus czy Włochy, ale także w Poznaniu, gdzie od dwóch lat budujemy naszą markę oraz we Wrocławiu. W najbliższych miesiącach skupimy się na realizacji procesu integracji spółek. Bazując na doświadczeniach z integracji polskich spółek Nexity przejętych w 2023 r., jesteśmy w stanie przeprowadzić ten etap efektywnie, w pełni wykorzystując potencjał transakcji mówi Karol Dzięcioł, członek zarządu Develii.

Umowa podpisana przez Develię dotyczy nabycia 100% udziałów spółki Bouygues Immobilier Polska. Ostateczna cena sprzedaży to 65,9 mln euro (ok. 279,4 mln zł). Develia sfinansowała transakcję ze środków własnych z opcją refinansowania kredytem bankowym. Przed finalizacją transakcji spółka otrzymała zgodę Prezesa UOKiK na dokonanie koncentracji.