Cła USA na Brazylię to nie tylko ekonomia – to też polityka wewnętrzna i sojusze

Wczoraj USA ogłosiły 50 proc. cła na import z Brazylii, co stanowi w tym momencie bezprecedensowy poziom taryf i otwiera w pewnym stopniu nowy rozdział w polityce handlowej Donalda Trumpa. Dotychczas jego ogłoszenia na temat ceł (publikowane w formie listów na platformach społecznościowych) były skierowane w stronę krajów, z którymi USA mają ograniczone stosunki handlowe (Libia, Mołdawia), z nielicznymi wyjątkami jak Japonia czy Korea Południowa. Na tym tle Brazylia wyróżnia się na tej liście nie tylko skalą wymiany handlowej, ale i politycznym kontekstem decyzji.

Podłożem decyzji o 50 proc. cła są przede wszystkim zarzuty Trumpa o „polowanie na czarownice” wobec byłego prezydenta Brazylii – Bolsonaro (jego politycznego sojusznika) oraz o cenzurę mediów społecznościowych i rzekome niesprawiedliwe działania brazylijskiego wymiaru sprawiedliwości. W bezpośrednim liście skierowanym do władz kraju z Ameryki Południowej argumenty handlowe stojące za decyzjami o cłach stanowią marginalną część. Oznacza to, że taryfy stały się środkiem nacisku w sprawach wewnętrznych innego kraju.

Rynek zareagował natychmiast – real brazylijski znacząco się osłabił. Samo 10-proc. cło ogłoszone w kwietniu było dużym ciosem dla Brazylii, która notuje deficyt handlowy z USA. Jednak stawka 50 proc. praktycznie przekreśla opłacalność eksportu do Stanów Zjednoczonych. Największe straty poniosą eksporterzy kawy, ale także inne brazylijskie towary staną się znacznie droższe dla amerykańskich konsumentów.

Rząd aktualnego prezydenta Luli nie może zignorować tej decyzji, zwłaszcza w roku poprzedzającym wybory. Zapowiedziano odpowiedź zgodną z zasadą wzajemności, choć jej konkretna forma pozostaje nieznana. Dalsza eskalacja konfliktu wydaje się bardzo prawdopodobna, a presja na reala brazylijskiego może się utrzymać.

Pytaniem otwartym pozostaje, czy Lula zdecyduje się na cła odwetowe – ich wprowadzenie mogłoby spotkać się z kolejną falą taryf ze strony Trumpa. Bardziej prawdopodobne jest podjęcie intensywnych negocjacji, choć dojście do porozumienia może trochę potrwać. To wydarzenie niesie również poważne implikacje dla dolara amerykańskiego. Trump jasno pokazuje, że gotów jest używać polityki celnej jako narzędzia realizacji szerszych celów politycznych – nawet tych związanych z polityką wewnętrzną innych krajów demokratycznych. Dotychczas wątpliwości co do takiego podejścia pojawiały się głównie w formie spekulacji. Wydarzenia z ostatniej nocy są jednak twardym dowodem na to, że ryzyko politycznego wykorzystania ceł jest realne.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Trump zaostrza politykę celną: 50% cła na miedź i groźba 200% ceł na leki

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zdecydowanie zaostrzył retorykę w zakresie polityki handlowej, zapowiadając brak dalszych przesunięć terminu wdrożenia ceł wobec poszczególnych krajów. Nowe taryfy mają wejść w życie 1 sierpnia 2025 roku, a działania prezydenta stają się coraz bardziej stanowcze i obliczone na wywarcie presji na partnerów handlowych USA.

Trump ogłosił wprowadzenie 50-procentowych ceł na produkty miedziane, co już doprowadziło do rekordowego wzrostu cen miedzi na rynku amerykańskim oraz osłabienia globalnego benchmarku. Dodatkowo zapowiedział możliwość nałożenia 200-procentowych ceł na import leków, z rocznym okresem przejściowym, który miałby umożliwić przeniesienie produkcji farmaceutyków do USA. Wśród nowych propozycji znalazły się także 10-procentowe cła na towary z Indii, motywowane członkostwem tego kraju w organizacji BRICS, którą Trump określił jako strukturę „utworzoną przeciwko USA”.

Choć rozmowy handlowe z Unią Europejską wciąż trwają, prezydent nie wyklucza wprowadzenia dodatkowych taryf wobec państw UE. Źródłem napięć pozostają m.in. podatki cyfrowe oraz kary nakładane na amerykańskie firmy technologiczne. Trump podkreślił, że zamierza konsekwentnie egzekwować wcześniejsze zapowiedzi wobec krajów, które nie zawarły porozumień handlowych z USA. Choć w poniedziałek podpisał rozporządzenie wykonawcze odraczające wejście w życie ceł o trzy tygodnie, już następnego dnia przyjął ostrzejszy ton, ogłaszając brak dalszych ulg.

Według dostępnych informacji nowe taryfy mogą sięgnąć nawet 60–70% w przypadku niektórych państw. Stany Zjednoczone wysłały już oficjalne notyfikacje do szeregu krajów, w tym do Japonii i Korei Południowej (po 25%), RPA (30%) oraz Laosu i Mjanmy (po 40%). Tajwan, który nie otrzymał takiego pisma, wyraził ostrożny optymizm co do dalszego przebiegu rozmów z Waszyngtonem.

Jak dotąd USA zawarły wstępne porozumienia handlowe jedynie z Wielką Brytanią i Wietnamem oraz osiągnęły rozejm w sporze z Chinami. Tymczasem reakcje rynkowe na działania administracji Trumpa były zauważalne. Indeks S&P 500 wykazywał dużą zmienność, rentowności obligacji długoterminowych spadły globalnie, a azjatyckie giełdy zakończyły dzień spadkiem – po raz trzeci w ciągu czterech dni. Szczególnie mocno ucierpiały akcje firm farmaceutycznych, takich jak Eli Lilly, Merck czy Pfizer, które traciły na wartości po zapowiedziach dotyczących ceł na leki.

Polityka handlowa Donalda Trumpa przyjmuje coraz bardziej protekcjonistyczny charakter, mający na celu wymuszenie nowych porozumień i relokację produkcji do USA. Działania te intensyfikują napięcia handlowe i wywierają istotny wpływ na światowe rynki finansowe, a ostateczny zakres wprowadzanych ceł pozostanie uzależniony od dalszego przebiegu negocjacji.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

NSA potwierdza prawo Fabrity do ulgi holdingowej – ponad 3 mln zł zwrotu podatku

Naczelny Sąd Administracyjny potwierdził prawo Fabrity S.A. (GPW: FAB) do wykorzystania ulgi holdingowej. Odrzucenie skargi kasacyjnej i utrzymanie w mocy wyroku WSA w Warszawie oznacza nakazanie organom skarbowym zwrot ponad 3 mln zł wraz z odsetkami. Jeśli wpływ środków nastąpi do końca listopada br., Fabrity wypłaci dodatkowe 1,00 zł dywidendy na akcję.

Wojewódzki Sąd Administracyjny potwierdził w 2024 roku nadpłatę podatku CIT Fabrity S.A. za rok 2022 z tytułu zastosowania ulgi holdingowej przy sprzedaży akcji Oktawave, uchylając tym samym decyzje naczelnika urzędu skarbowego oraz dyrektora Izby Administracji Skarbowej w Warszawie, jako organu odwoławczego od decyzji naczelnika, odmawiające stwierdzenia nadpłaty podatku za rok 2022. Oktawave była spółką zależną Fabrity, zajmującą się technologiami chmurowymi, która w ramach procesów dezinwestycyjnych została sprzedana spółce Netia z Grupy Polsat Plus. Kwota transakcji opiewała na 33,7 mln zł.

– Doprowadziliśmy właśnie do końca kwestie formalne związane ze zwrotem nadpłat podatku CIT w związku z wykorzystaniem tzw. ulgi holdingowej. Otrzymaliśmy już w połowie 2024 roku blisko 1,8 mln zł zwrotu podatku za rok 2023, co było związane ze sprzedażą spółek marketingowych do Kamikaze / Altavia, teraz oczekujemy na blisko 2,5 mln zł głównej kwoty nadpłaty oraz na odsetki, których skalkulowana przez Spółkę wartość zbliża się do 600 tys. zł. Łączna kwota należnej Fabrity nadpłaty przekroczyła więc już poziom 3 mln zł i dalej rośnie, co może zwiększać szanse na szybsze odzyskanie środków – wskazuje Artur Piątek, Wiceprezes Zarządu Fabrity S.A.

– Jest to pierwszy wyrok na poziomie NSA w podobnej sprawie, prawdopodobnie potwierdzający i utrwalający wypracowaną już wcześniej linię orzeczniczą na poziomie WSA. Liczymy również, że szczegółowe uzasadnienie do wyroku wraz z przedstawieniem zastosowanej przez nas procedury posłuży innym podmiotom jako swoista instrukcja korzystania z ulgi holdingowej w przypadku rozproszonego akcjonariatu – dodaje Wiceprezes Piątek.

Po wydaniu przez NSA pisemnego uzasadnienia orzeczenia, akta sprawy trafią do organów skarbowych celem wykonania postanowień wyroku. Jeśli Fabrity otrzyma zwrot podatku do 30 listopada br., to zgodnie ze stosowną uchwałą Walnego Zgromadzenia z 5 czerwca br. ziści się warunek do wypłaty dodatkowej dywidendy w wysokości 1,00 zł na akcję.

Globalne napięcia handlowe a nastroje na giełdach – co dalej z rynkami?

Od początku lipca na amerykańskich giełdach dominuje „ekstremalna chciwość”. Taki stan to wyraz nadmiernego optymizmu i lekceważenia ryzyk przez wielu inwestorów. A wszystko to dzieje się tuż przed symboliczną datą 9 lipca – pierwotnie wyznaczoną przez administrację Donalda Trumpa jako moment wprowadzenia nowych ceł. Trwają negocjacje USA z Unią Europejską i innymi partnerami. Ich wynik poznamy najpewniej w najbliższych dniach. Inwestorzy powinni zachować spokój i trzeźwo oceniać napływające informacje.

Fear & Greed Index to wskaźnik nastrojów inwestorów na amerykańskiej giełdzie, który mierzy poziom emocji na podstawie siedmiu czynników, takich jak zmienność, siła rynku czy popyt na obligacje. Jest on publikowany przez CNN Business i przyjmuje wartości od 0 (skrajny strach) do 100 (skrajna chciwość), sygnalizując potencjalne przewartościowanie lub niedowartościowanie rynku. 2 lipca indeks przekroczył poziom 75 i oficjalnie trafił do strefy „ekstremalnej chciwości”. 4 lipca osiągnął rekordowe 78, dziś ponownie wynosi 75. Taki poziom oznacza nadmierny optymizm i ignorowanie ryzyka – każdy przezorny inwestor powinien zachować szczególną ostrożność.

W ciągu niespełna trzech miesięcy indeks S&P 500 przeszedł zmianę nastrojów. Punkt zwrotny nastąpił 9 kwietnia. Od tego czasu trwa szeroka, choć nierównomierna hossa, z dominującą rolą sektora technologicznego. Tymczasem zbliża się 9 lipca – data wygaśnięcia 90-dniowego zawieszenia ceł na produkty importowane do USA. Wkrótce poznamy więcej szczegółów dotyczących ceł nałożonych na poszczególne kraje. Większość z nich zacznie obowiązywać od 1 sierpnia, a stawki mogą wynieść od 10 do nawet 70 proc., w zależności od kraju i kategorii produktu. Państwa bez nowych porozumień z USA prawdopodobnie spotkają się z wyższymi taryfami.

Do tej pory sfinalizowano jedynie kilka porozumień, m.in. z Wielką Brytanią i Wietnamem. Nowe taryfy mogą zakłócić globalne łańcuchy dostaw, zwłaszcza w Azji, gdzie kraje takie jak Japonia, Korea Południowa i Singapur mogą ponieść wysokie koszty. Prezydent Trump zapowiedział już 25-procentowe cła na Japonię i Koreę Południową. Firmy będą musiały przystosować swoje strategie zaopatrzenia i produkcji, co oznacza czas i koszty.

Trwają także negocjacje USA z Unią Europejską. W ramach UE ścierają się opinie: czy szybko zaakceptować obecne warunki USA, czy kontynuować rozmowy, wykorzystując posiadane narzędzia nacisku. W przypadku braku porozumienia UE i inni partnerzy mogą odpowiedzieć własnymi cłami, co zwiększy napięcia i może doprowadzić do długotrwałych sporów. Efektem może być spowolnienie globalnego handlu. WTO prognozuje spadek wolumenu handlu towarami o 0,2 proc. w 2025 roku (wobec wzrostu o 2,9 proc. w 2024) oraz odbicie o 2,5 proc. w 2026. Wzrost handlu usługami komercyjnymi ma w tym roku zwolnić do 4,0 proc., wobec 6,8 proc. w 2024, z lekkim odbiciem do 4,1 proc. w 2026.

Nawet zawarcie porozumień handlowych nie gwarantuje handlu bez barier. Administracja Trumpa wprowadza bowiem uniwersalne minimum taryfowe na poziomie 10 proc., a dla niektórych krajów znacznie wyższe stawki. Szczególnym celem są państwa azjatyckie – z uwagi na bliskość Chin oraz chęć ograniczenia reeksportu chińskich towarów przez kraje trzecie.

Z raportu McKinsey wynika, że w obliczu napięć handlowych firmy mogą próbować przebudowywać łańcuchy dostaw, szukając nowych dostawców, ograniczając zakupy lub zastępując import lokalną produkcją. Każda z tych strategii wymaga jednak czasu, zasobów i odpowiedniego know-how. Tymczasem do 1 sierpnia pozostały zaledwie trzy tygodnie, a to może być za mało. Ekonomiści ostrzegają, że wyższe cła najprawdopodobniej zostaną przerzucone na konsumentów, co może podbić inflację i dodatkowo obciążyć domowe budżety.

Sytuacja pozostaje dynamiczna. Jak pokazują wcześniejsze doświadczenia, administracja Trumpa może jeszcze przedłużyć terminy lub przyznać wyjątki niektórym partnerom. Jednak obecna nieprzewidywalność istotnie wpływa na nastroje na rynkach.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Transport morski na globalnym zakręcie. Wojny celne, napięcia geopolityczne i redefinicja łańcuchów dostaw

Transport morski odpowiada za ponad 90% światowego handlu. Żegluga jest ściśle powiązana z sytuacją geopolityczną na świecie, której jednym z głównych motorów napędowych jest obecnie nieprzewidywalna polityka celna Stanów Zjednoczonych. Dlatego każde zakłócenie na morskich szlakach handlowych przekłada się bezpośrednio na całą globalną gospodarkę, nie ograniczając się jedynie do danego obszaru. Wojna celna, rozgrywająca się między USA a Chinami, ma także wpływ na transport morski z Państwa Środka do Europy. W jaki sposób?

Wysokie cła nakładane przez Stany Zjednoczone na Chiny spowodowały wyraźny spadek liczby rezerwacji na trasie transpacyficznej, prowadząc do efektu tzw. „blank sailings”, czyli anulowania poszczególnych rejsów z powodu niewystarczającego popytu, co finalnie przełożyło się na zmniejszenie przestrzeni ładunkowej i wzrost stawek. W połowie maja amerykańska administracja podjęła jednak decyzję o tymczasowym obniżeniu ceł. To spowodowało wzrost liczby rezerwacji przestrzeni kontenerowych na statkach o ponad 100% z tygodnia na tydzień. Obecnie relacje handlowe obydwu państw zdają się normować, za sprawą niedawnych rozmów między Donaldem Trumpem a Xi Jinpingiem w Londynie, podczas których przywódcy doszli do porozumienia, ustalając zredukowane stawki celne. Wpływ na to miały na pewno wyroki amerykańskich sądów, które w ostatnim czasie uznały niektóre z nałożonych przez prezydenta USA ceł za niezgodne z prawem. Dziś jednak trudno przewidywać, jak długo utrzyma się taki stan gry.

Z doświadczenia wiemy, że istnieje silna korelacja pomiędzy tym, co dzieje się na linii Chiny-USA, a skutkami dla handlu chińsko-europejskiego. To dramatyczne zmniejszenie, a następnie gwałtowny wzrost przepływów handlowych między dwoma największymi gospodarkami świata tworzy znaczące wahania w dostępności mocy przewozowych i ma bezpośrednie przełożenie także na inne kierunki handlowe. Gdy w wyniku napięć celnych wolne moce przewozowe nie mogą być wykorzystane na rynku chińsko-amerykańskim, są przekierowywane na inne trasy, w tym właśnie połączenia z Europą. Zjawisko to wywiera rosnącą presję na obniżenie stawek frachtowych na trasie do Europy Zachodniej, co wpływa również na polskich klientów.

W nadchodzących tygodniach możemy jeszcze spodziewać się kongestii portowej w Chinach z powodu zwiększonego wolumenu transportowanych do USA towarów. W kontekście wspomnianych wcześniej porozumień oczekuje się jednak stopniowej stabilizacji na linii chińsko-amerykańskiej oraz unormowania poziomu stawek. Mimo wszystko nadal należy trzymać rękę na pulsie i bacznie obserwować sytuację – wielu analityków pozostaje sceptycznych wobec rzeczywistej wartości ustaleń z Londynu, uznając je jedynie za tymczasowy polityczny gest.

Wielowymiarowe wyzwania geopolityczne

Amerykańskie cła to nie jedyne wyzwanie, z którym mamy obecnie do czynienia. Stajemy w obliczu wielu napięć geopolitycznych w różnych częściach świata. Ich obszary obejmują nie tylko stosunki amerykańsko-chińskie, ale także niestabilną sytuację na Bliskim Wschodzie, która wpływa na przepływ ropy i towarów przez kluczowe szlaki morskie, napięte stosunki między Indiami a Pakistanem potencjalnie zakłócające handel regionalny, trwającą wojnę w Ukrainie z utrzymującymi się ograniczeniami w handlu i transporcie, ciągłe zagrożenia dla żeglugi przez Morze Czerwone jako jeden z najważniejszych szlaków handlowych świata oraz rosnące napięcia wokół Cieśniny Tajwańskiej mogące wpłynąć na globalny handel elektroniką.

Wszystkie te czynniki geopolityczne mają silny wpływ na rynek żeglugi kontenerowej, oddziałując na czasy tranzytu, poziomy stawek, jakość usług, dostępność kontenerów oraz powodując kongestie portowe. Prawdopodobnym scenariuszem na najbliższe lata jest utrzymanie się „rynku ekstremów”, charakteryzującego się znaczną zmiennością poziomów stawek.

Redefinicja łańcuchów dostaw jako odpowiedź na niepewność

W obliczu tej bezprecedensowej niepewności, dobrym rozwiązaniem dla przedsiębiorstw jest dywersyfikacja łańcuchów dostaw i strategiczne podejście do zamówień transportowych. Jako operator, możemy wspierać firmy poprzez wdrażanie różnych strategii frachtu oceanicznego. Zabezpieczenie części kontenerów w kontraktach długoterminowych zapewnia stabilność cenową i wysoką jakość usług, co jest szczególnie ważne dla produktów o regularnym popycie i kluczowych dla biznesu. Jednocześnie dla towarów bardziej wrażliwych cenowo można korzystać z rynku spot, należy jednak być świadomym wyzwań związanych z jakością usług i potencjalną ekspozycją na wzrosty stawek.

W tej złożonej rzeczywistości coraz większego znaczenia nabiera rola operatorów logistycznych, którzy stają się nie tylko wykonawcami zleceń transportowych, ale przede wszystkim strategicznymi partnerami i doradcami swoich klientów. Logistycy na bieżąco śledzą rozwój sytuacji geopolitycznej, analizują trendy rynkowe i informują klientów o nadchodzących zmianach, umożliwiając im podejmowanie świadomych decyzji biznesowych. Dzięki eksperckiej wiedzy i dostępowi do aktualnych informacji rynkowych, doradzają w wyborze optymalnych strategii transportowych, pomagając firmom nawigować przez turbulentne wody dzisiejszego globalnego handlu.

Autor: Przemysław Komar, Seafreight Director CEE, Rohlig SUUS Logistics

51% Polaków odbiera służbowe wiadomości na urlopie

W teorii – urlop. W praktyce – laptop na kolanach, telefon w dłoni i powiadomienia z pracy, która nie daje o sobie zapomnieć. Brzmi znajomo? Nie jesteś wyjątkiem. Ponad połowa Polek i Polaków przyznaje, że zdarza im się pracować podczas urlopu. Granica między obowiązkami a wolnym czasem coraz częściej się rozmywa. Cyfrowa obecność „na pół gwizdka” staje się nową normą. Efekt? Niemal 80% osób aktywnych zawodowo w Polsce dostrzega u siebie objawy wypalenia – od przewlekłego zmęczenia po spadek energii i motywacji. Choć coraz częściej mówimy o znaczeniu odpoczynku, rzadko dajemy sobie przyzwolenie na pełne wylogowanie. A przecież urlop to nie luksus – to warunek zdrowia psychicznego, higieny cyfrowej i skuteczności w pracy. Jak dziś wypoczywamy? Dlaczego tak trudno się odłączyć? I co na to wszystko mówią badania? Sprawdzamy.

Wakacje z pracą w tle

Zmieniamy otoczenie – ale nie tryb działania. Według danych No Fluff Jobs, 51% respondentów odbiera służbowe maile lub telefony podczas wakacji. Randstad wskazuje z kolei, że co trzeci pracownik ma niewykorzystany urlop, a ponad połowa – nawet wyjeżdżając – nie odcina się całkowicie od spraw zawodowych.

– Eksperci zajmujący się dobrostanem psychicznym zwracają uwagę na zjawisko tzw. fałszywego odpoczynku – sytuacji, w której fizycznie przebywamy poza biurem, ale mentalnie pozostajemy w trybie czuwania. Taki „urlop” nie spełnia swojej funkcji regeneracyjnej – komentuje Katarzyna Smuda, Wellbeing Lead w Capgemini Polska.

Konsekwencje takiego trybu życia są poważniejsze, niż może się wydawać. Gdy praca towarzyszy nam nieustannie – także w czasie wolnym – ryzyko przeciążenia rośnie. A od przeciążenia do wypalenia droga bywa zaskakująco krótka.

Zmęczenie, które nie mija

Permanentne bycie „na stand by” zbiera żniwo. Według badania UCE Research i ePsycholodzy.pl, ponad 80% aktywnych zawodowo Polek i Polaków doświadcza co najmniej jednego z 14 objawów wypalenia. Najczęściej wskazywane symptomy to chroniczne zmęczenie, spadek motywacji i ogólne poczucie wyczerpania – zarówno psychicznego, jak i emocjonalnego.

Co istotne, problem nie dotyczy wyłącznie doświadczonych pracowników w zaawansowanej fazie kariery. Wręcz przeciwnie – najbardziej narażone są osoby młodsze, które funkcjonują w kulturze ciągłej dostępności, presji na wyniki i trudności w oddzieleniu życia zawodowego od prywatnego. Raport Deloitte o generacji Z potwierdza, że ponad połowa osób z tego pokolenia deklaruje objawy wypalenia – zarówno w Polsce, jak i globalnie. To pokolenie, które miało być cyfrowo odporne, okazuje się szczególnie wrażliwe na przeciążenie informacyjne i brak realnego odpoczynku.

Nadmierna eksploatacja energii psychicznej, brak czasu na regenerację i nieustanne przełączanie się między zadaniami prowadzą do wypalenia nie tylko zawodowego, ale i relacyjnego – bo przemęczenie rzadko zatrzymuje się na progu pracy. Bez urlopu z prawdziwego zdarzenia trudno mówić o długofalowej efektywności, satysfakcji czy zaangażowaniu. A to oznacza, że problem dotyka nie tylko jednostek, ale całych organizacji.

Regeneracja to nie fanaberia – to konieczność

Prawdziwy odpoczynek to nie nagroda za „dobre sprawowanie” ani przywilej, z którego można zrezygnować w imię produktywności. To niezbędny element higieny psychicznej i fizycznej – warunek, bez którego trudno mówić o zdrowiu, stabilności emocjonalnej czy długofalowej skuteczności. Tymczasem dane mówią same za siebie.

Instytut Psychologii PAN alarmuje, że aż 66% Polek i Polaków doświadcza chronicznego zmęczenia, a jedynie 38% badanych ocenia swój stan psychiczny jako dobry. Innymi słowy – większość z nas funkcjonuje na rezerwie. Nie dlatego, że nie potrafimy odpoczywać, ale dlatego, że nie dajemy sobie na to przestrzeni – mentalnej, organizacyjnej i czasowej.

Potwierdza to także raport infuture.institute i Benefit Systems, według którego tylko 4 na 10 osób deklaruje, że czuje się dobrze pod względem ogólnego dobrostanu. To niepokojąco niski wynik, biorąc pod uwagę, jak często mówimy o work-life balance, wellbeingowych inicjatywach i potrzebie odpoczynku. Słowa jednak nie zawsze idą w parze z działaniem – zarówno na poziomie jednostkowym, jak i organizacyjnym.

Nie chodzi tu tylko o komfort – ale o profilaktykę. Regularny odpoczynek pomaga obniżać poziom kortyzolu, poprawia jakość snu, wzmacnia odporność i zwiększa elastyczność poznawczą. To właśnie w czasie wylogowania mózg ma szansę uporządkować informacje, emocje i napięcia. Brak tego momentu „pauzy” prowadzi do przeciążenia, które wcześniej czy później odbija się na naszej psychice, zdrowiu i relacjach.

– Odpoczynek to nie strata czasu, lecz inwestycja – w naszą odporność psychiczną, kreatywność i jakość relacji. W Capgemini zachęcamy do traktowania urlopu nie jako przerwy od obowiązków, ale jako realnej szansy na odzyskanie równowagi. Bo tylko wypoczęty człowiek może działać z zaangażowaniem i długofalową energią – podkreśla Katarzyna Smuda, Wellbeing Lead w Capgemini Polska.

Wyloguj się, żeby naprawdę wrócić

Problemem staje się nie tylko sama praca, ale brak granicy – głównie tej cyfrowej. Otrzymujemy powiadomienia, odpowiadamy z przyzwyczajenia, nieustannie sprawdzamy „czy coś się nie zawaliło”. A to skutecznie uniemożliwia regenerację. Z badania Fundacji Orange, Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa i EFNI wynika, że aż 55% dorosłych Polek i Polaków uważa, że spędza za dużo czasu przed ekranami, ale jedynie 18% podejmuje konkretne kroki, by to ograniczyć. Choć pojęcie „higiena cyfrowa” zna już połowa badanych, tylko 14% regularnie stosuje związane z nią zasady w praktyce.

Czas na nową kulturę odpoczywania

Wakacyjny „odpoczynek z dostępnością” to nie tylko indywidualny wybór – to często efekt kultury pracy, w której obecność równa się zaangażowanie, a nieodpisanie na wiadomość – brak lojalności. Czas to zmienić. Prawdziwe odłączenie nie powinno być wyjątkiem, tylko normą. Firmy, które rozumieją znaczenie odpoczynku, budują zdrowsze zespoły, zmniejszają rotację i przeciwdziałają wypaleniu. Może więc czas zaktualizować nasze statusy nie tylko w systemach, ale i w głowie: „Out of office” – naprawdę.

Zmysły, dane i decyzje. Marketing przyszłości odczytuje emocje klienta

Marketing sensoryczny w 2025 roku nie ogranicza się już do muzyki czy zapachu – coraz częściej sięga po zaawansowane narzędzia neurotechnologiczne, by zrozumieć i wpływać na emocje oraz decyzje zakupowe klientów. Wyniki najnowszych badań pokazują, że to właśnie emocje i podświadome reakcje konsumentów są kluczem do skutecznych kampanii i budowania lojalności wobec marki.

Jak neurotechnologie zmieniają marketing sensoryczny?

Neurotechnologie, takie jak EEG (elektroencefalografia), eye-tracking czy analiza ekspresji twarzy, pozwalają mierzyć autentyczne, podświadome reakcje klientów na bodźce marketingowe, takie jak muzyka, zapach czy obrazy. Dzięki temu marki mogą projektować doświadczenia, które realnie angażują zmysły i wywołują pożądane emocje, a nie tylko opierają się na deklaracjach klientów. Badania pokazują, że marketing sensoryczny oparty na danych neurotechnologicznych może zwiększyć skuteczność kampanii nawet o 30%, a personalizacja przekazu – podnieść konwersję o 20–30%. Firmy lepiej trafiają w potrzeby i preferencje odbiorców, co przekłada się na wyższe wskaźniki sprzedaży i lojalności (źródło: Number Analytics LLC)

Połączenie neurofeedbacku z AI pozwala dynamicznie dostosowywać treści audio, wizualne czy zapachowe do aktualnych emocji klienta, zarówno online, jak i w przestrzeni sklepowej. To umożliwia tworzenie hiperpersonalizowanych, angażujących doświadczeń. Analiza reakcji mózgu i zachowań biometrycznych pozwala identyfikować kluczowe momenty decyzyjne oraz tzw. „punkty bólu” klienta, co ułatwia optymalizację komunikacji i układu sklepu.

Najciekawsze wyniki badań

  • 90% decyzji zakupowych podejmujemy podświadomie, w oparciu o emocje, a nie racjonalne przesłanki. (Mood Media)
  • 80% kupujących kieruje się emocjami przy wyborze produktów i marek. (Mood Media)
  • Badania Journal of Advertising Research wykazały, że emocje są dla klienta dwa razy ważniejsze niż twarde fakty – to uczucia inicjują i finalizują proces zakupowy.
  • W eksperymencie PepsiCo z wykorzystaniem EEG okazało się, że tradycyjne ankiety przewidywały spadek sprzedaży produktu po podwyżce jego ceny aż o 33%, a rzeczywiste reakcje mózgu wskazywały na spadek tylko o 9% – w rzeczywistości, sprzedaż spadła o zaledwie 7% (NeuroInsightLAB)
  • W badaniu fMRI dotyczącym napojów gazowanych, sama informacja o marce aktywowała w mózgu obszary odpowiedzialne za wspomnienia i emocje, zmieniając subiektywne postrzeganie smaku.

Najnowsze trendy

  • AI i personalizacja w czasie rzeczywistym: Połączenie AI z neuromarketingiem pozwala na dynamiczne dostosowywanie treści audio, wizualnych i zapachowych do aktualnych emocji klienta.
  • Neurofeedback i optymalizacja doświadczeń: Platformy e-commerce i sklepy stacjonarne coraz częściej korzystają z neurofeedbacku, by w czasie rzeczywistym modyfikować ofertę, układ sklepu czy komunikaty.
  • Rozwój narzędzi biometrycznych: Eye-tracking, analiza mimiki, pomiary pulsu i przewodnictwa skóry, stają się standardem w testowaniu nowych kampanii i produktów.
  • Sensoryka i VR/AR: Wirtualne showroomy i immersyjne doświadczenia sensoryczne (np. zapach, dźwięk 3D) są coraz szerzej stosowane przez marki premium i retail.

Emocje, które sprzedają – praktyczne zastosowania

  • Szczęście i radość – zwiększają spontaniczne zakupy i pozytywne opinie.
  • Nostalgia – buduje silne skojarzenia z marką i lojalność.
  • Poczucie przynależności – skłania do wyboru produktów, które pozwalają identyfikować się z grupą.

Etyczne wyzwania i odpowiedzialne wykorzystanie neurotechnologii

Wraz z rosnącym wykorzystaniem neurotechnologii w marketingu sensorycznym pojawiają się ważne pytania dotyczące etyki i ochrony prywatności konsumentów. Pomiar reakcji mózgu i emocji wymaga szczególnej dbałości o transparentność i zgodność z regulacjami, takimi jak RODO. Firmy muszą jasno komunikować, jakie dane są zbierane i w jaki sposób są wykorzystywane, aby budować zaufanie klientów. Odpowiedzialne podejście do neurotechnologii to nie tylko wymóg prawny, ale także element budowania pozytywnego wizerunku marki, który przekłada się na lojalność i długofalowe relacje.

Przyszłość neurotechnologii w marketingu sensorycznym

Perspektywy rozwoju neurotechnologii w marketingu sensorycznym, są niezwykle obiecujące. W miarę jak technologie stają się bardziej dostępne i precyzyjne, możemy spodziewać się coraz bardziej zaawansowanych systemów, które będą w stanie w czasie rzeczywistym dostosowywać doświadczenia zakupowe do indywidualnych potrzeb i emocji klientów. Integracja neurofeedbacku z AI oraz rozszerzoną rzeczywistością (AR) otworzy nowe możliwości tworzenia immersyjnych, wielozmysłowych kampanii, które będą nie tylko skuteczne, ale i etyczne. Firmy, które już dziś inwestują w te technologie, zyskają przewagę konkurencyjną i będą liderami innowacji na rynku.

Obecnie obserwujemy, jak szybko neurotechnologie zmieniają rynek marketingu sensorycznego. Dzięki EEG, eye-trackingowi czy analizie emocji można dziś precyzyjnie mierzyć, jak klienci reagują na muzykę, zapach czy komunikaty wizualne – i na tej podstawie projektować doświadczenia, które realnie wpływają na decyzje zakupowe. To już nie są tylko narzędzia dla największych marek – coraz więcej mniejszych firm z całego świata sięga po te rozwiązania, by zwiększyć skuteczność kampanii i budować głębsze relacje z klientami. Przyszłość marketingu to personalizacja oparta na naukowych danych i zrozumieniu prawdziwych emocji konsumentów Aleksandra Potrykus, Vice President Mood Media CEE.

Neurotechnologie i naukowa analiza emocji z pewnością będą miały ogromny wpływ na ewolucję marketingu sensorycznego. Firmy, które inwestują w zrozumienie podświadomych reakcji klientów, będą osiągać wyższe wskaźniki konwersji, lojalności i satysfakcji. W 2025 roku skuteczny marketing to nie tylko kreatywność, ale przede wszystkim umiejętność czytania emocji i budowania doświadczeń, które zostają w pamięci na długo.

Nazwa to nie tylko słowo. To kompas marki i decyzja strategiczna na lata

W świecie biznesu, gdzie konkurencja rośnie z dnia na dzień, właściwie dobrana nazwa może być jedną z najważniejszych decyzji strategicznych, jakie podejmuje firma. To nie tylko etykieta czy zbiór liter – to istotny element tożsamości marki, który niesie za sobą odpowiednie emocje, skojarzenia, wartości, a także aspiracje. Dobrze zaprojektowana nazwa działa jak kompas – wyznacza kierunek komunikacji, ułatwia budowanie relacji z odbiorcami i otwiera drzwi do nowych klientów.

Nazwa jako długoterminowa strategia

Wiele firm wciąż nie docenia siły, jaka tkwi w nazwie. Tymczasem dobrze dobrana nazwa to inwestycja na lata – tak jak strategiczny plan rozwoju czy tożsamość wizualna. Nie chodzi tu tylko o jej ładne brzmienie. Idealna nazwa powinna być niepowtarzalna, łatwa do zapamiętania, przeliterowania i wymówienia, ale także elastyczna – tak, by mogła wspierać rozwój marki w przyszłości.

Jeśli firma myśli o skalowaniu działalności – czy to w obrębie kraju, czy poza jego granicami – musi wziąć pod uwagę także aspekty językowe i kulturowe. Przykłady źle dobranych nazw, które w obcych językach miały nieprzyjemne skojarzenia, są znane w branży marketingowej od lat. Dlatego właśnie tworzenie nazw to zadanie, które wymaga wiedzy, doświadczenia, a także umiejętności analizy otoczenia rynkowego.

Nazwa, która mówi więcej niż tysiąc słów

Dobrze zaprojektowana nazwa może przyciągnąć uwagę, zaintrygować, wywołać emocje – zanim jeszcze odbiorca przeczyta pierwszy slogan czy zobaczy logo. Jest ona pierwszym punktem kontaktu z marką. Powinna zatem komunikować jej charakter, wyróżniać ją na tle konkurencji i być spójna z obietnicą, jaką marka składa klientom.

Warto pamiętać także o aspekcie wizualnym. Dobra nazwa po prostu dobrze wygląda. Powinna być łatwa do przedstawienia w logotypie, prezentować się atrakcyjnie na opakowaniu, stronie internetowej, wizytówkach czy materiałach reklamowych. To wszystko ma ogromne znaczenia.

Jak wygląda proces tworzenia nazwy?

Zadanie stworzenia nazwy może wydawać się na pierwszy rzut oka kreatywne i lekkie, ale w rzeczywistości to proces wymagający dużej precyzji, znajomości języka, rynku, trendów i prawa. W Studiu Brandingowym KARAT-e, które ma na koncie ponad 200 projektów nazw, proces ten podzielony jest na konkretne etapy, które gwarantują skuteczność i bezpieczeństwo:

  1. Kreatywna eksploracja – na podstawie briefu wypełnionego przez klienta, powstaje szeroki wachlarz propozycji. Nazwy te są różnorodne, a jednocześnie zgodne z wypełnionym briefem. To moment tworzenia neologizmów, korzystania z inspiracji kulturowych, symbolicznych czy fonetycznych.
  2. Analiza językowa i znaczeniowa – po wyselekcjonowaniu najbardziej obiecujących opcji, przechodzi się do ich dokładnej analizy. Następuje sprawdzenie konotacji, ukrytych na pierwszy rzut oka znaczeń, a także przyjrzenie się konkurencji.
  3. Weryfikacja językowa – to kluczowy etap, jeśli marka ma ambicje działać na rynkach zagranicznych. Analizowane są możliwe skojarzenia w różnych językach, brzmienie i odbiór fonetyczny. To, co w jednym języku może brzmieć atrakcyjnie, w innym może mieć pejoratywne znaczenie – a to ryzyko, którego można uniknąć.
  4. Sprawdzenie dostępności prawnej – żadna nazwa nie powinna wejść na rynek bez weryfikacji w międzynarodowych bazach Urzędu Patentowego. Dzięki temu firma ma pewność, że wybrana nazwa nie narusza praw własności intelektualnej i można ją zastrzec jako znak towarowy.
  5. Testy z odbiorcami i ocena ekspercka – wybrane nazwy poddawane są testom percepcyjnym z grupy docelowej. Potencjalni odbiorcy oceniają je pod kątem brzmienia oraz czytelności.
  6. Prezentacja i wybór finalnej opcji – klient otrzymuje zestaw najlepiej ocenionych nazw. Każda opatrzona jest odpowiednim komentarzem i uzasadnieniem. To klient podejmuje ostateczną decyzję, mając pewność, że każda z propozycji została dogłębnie sprawdzona.

Dlaczego warto powierzyć zaprojektowanie nazwy specjalistom?

Choć wiele firm próbuje tworzyć nazwę „we własnym zakresie”, efekty często bywają niezadowalające. Dlaczego? Bo dobry naming wymaga interdyscyplinarnego podejścia: językowego, marketingowego, psychologicznego, a także researchu prawnego. Doświadczenie agencji brandingowych pozwala uniknąć typowych pułapek i stworzyć nazwę, która nie tylko działa tu i teraz, ale przetrwa próbę czasu.

Studio Brandingowe KARAT-e to ponad 15 lat doświadczenia, setki udanych projektów i znajomość specyfiki różnych branż – od technologii, przez branżę FMCG, aż po usługi B2B. Takie zaplecze daje gwarancję, że proces będzie przebiegał sprawnie, a efekt końcowy będzie satysfakcjonujący i bezpieczny z prawnego punktu widzenia.

Zacznij od nazwy – reszta pójdzie łatwiej

Nazwa to nie tylko punkt wyjścia – to także kompas, który wskazuje kierunek rozwoju marki. Dobrze zaprojektowana, staje się fundamentem całej komunikacji – od sloganu, przez logo, po strategię marketingową. Jeśli więc szukasz nazwy, która nie tylko dobrze brzmi, ale niesie ze sobą potencjał i spójność z wartościami Twojej marki – warto oddać to zadanie w ręce specjalistów.

Autor: Krzysztof Koczorowski, prezes zarządu, dyrektor kreatywny Studia Brandingowego KARAT-e www.karat-e.pl

Od dwudziestu lat zajmuje się projektowaniem marek. Na swoim koncie ma ponad 200 nazw, które stworzył na potrzeby powstających firm, wprowadzanych na rynek produktów oraz usług. Opracował i wdrożył kilkadziesiąt strategii komunikacyjnych zarówno dla międzynarodowych korporacji, jak i firm rodzinnych. Absolwent programu MBA oraz studiów podyplomowych: Innowacyjne zarządzanie marką, Projektowanie usług, Psychologia w biznesie. Członek Polskiego Stowarzyszenia Public Relations.

AI w MŚP: dominują automatyczne tłumaczenia i analiza danych

  • Raport AI Chamber pokazuje, że choć ponad 75% małych i średnich przedsiębiorstw deklaruje, że korzysta z AI, tylko co czwarta robi to na dużą skalę.
  • Niemal dwie trzecie firm w regionie Europy Środkowo-Wschodniej deklaruje chęć zwiększenia wdrożeń AI, a największe zainteresowanie pogłębianiem wykorzystania sztucznej inteligencji widać w Estonii (75%), na Słowacji (70%) i w Polsce (65%) – mimo, że jedynie 8% przedsiębiorstw z regionu jest dziś w pełni gotowych do spełnienia wymogów prawnych unijnego AI Act.
  • Cyfrowa przepaść w regionie pogłębia się: podczas gdy w Estonii aż 67% firm deklaruje pozytywny wpływ AI na ich biznes i 65% zna regulacje, w Chorwacji i Bułgarii niemal połowa firm nie wykazuje żadnego zainteresowania wdrażaniem sztucznej inteligencji. 

Najnowszy raport AI Chamber „Jak MŚP z Europy Środkowo-Wschodniej odnajdują się w świecie AI?” pokazuje, że region CEE znajduje się na rozdrożu cyfrowej transformacji. Badanie objęło ponad 3200 małych i średnich przedsiębiorstw pracowników z 11 krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w tym z Polski, Czech, Słowacji, Rumunii, Bułgarii i krajów bałtyckich. 

Firmy stawiają na operacyjność, nie strategię

Z badania wyłania się obraz pełen sprzeczności: choć ponad 75% MŚP deklaruje użycie narzędzi opartych na AI, tylko jedna na cztery firmy wdraża je na szerszą skalę.

Raport wskazuje na konkretne obszary, w których MŚP wykorzystują AI i gdzie generuje ona największą wartość biznesową. AI najczęściej wspiera analizę danych (40%), automatyczne tłumaczenia (35%) oraz automatyzację zadań (28%). Świadczy to o silnym nastawieniu małych i średnich firm na poprawę efektywności operacyjnej. Choć nie zawsze rewolucyjne, są to rozwiązania praktyczne i mierzalne – pozwalające optymalizować procesy wewnętrzne, automatyzować produkcję, poprawiać wydajność, redukować błędy manualne i zwiększać zaangażowanie klientów.

Adopcja AI to nie tylko technologia, ale przede wszystkim dojrzałość organizacyjna – gotowe zespoły i strategia. MŚP z CEE mogą stać się liderami, jeśli dostaną wsparcie regulacyjne i edukacyjne. – komentuje Tomasz Snażyk, prezes AI Chamber.

Estonia i Polska wyróżniają się jeszcze bardziej zaawansowanymi wdrożeniami, zwłaszcza w obszarze predykcji i monitorowania zachowań klientów. Pomimo tych sygnałów dojrzałości, narzędzia oparte na AI wciąż zbyt rzadko są wykorzystywane w obszarach bardziej strategicznych, takich jak rozwój produktu, zarządzanie łańcuchem dostaw czy analizy predykcyjne. To może oznaczać, że potencjał AI jest w regionie wykorzystywany głównie do poprawy efektywności operacyjnej, a niekoniecznie jako źródło przewagi strategicznej.

Technologiczni liderzy kontra cyfrowo wycofani

Raport segmentuje firmy na cztery grupy: “świadomi z barierami” – znają regulacje, wdrażają AI, ale walczą z oporem organizacyjnym; “praktyczni optymiści” – chętni do działania, ale z niższą świadomością prawną; “AI obojętni” – firmy bez wizji i wiedzy o AI; “cyfrowo wycofani” – ignorują AI, często uznając ją za zbędną. Z badania wynika, że im dłużej podmiot działa, tym bardziej opornie reaguje na zmiany technologiczne w kontekście AI. Aż 69% “cyfrowo wycofanych” to firmy działające na rynku od ponad dekady. Nowe podmioty (do 2 lat) częściej należą do “praktycznych optymistów”.

AI – sojusznik czy zagrożenie?

Jednym z kluczowych wniosków raportu AI Chamber jest wyraźna zależność między wielkością firmy a stopniem zaawansowania we wdrażaniu AI. Przedsiębiorstwa zatrudniające od 50 do 250 osób – czyli z górnego przedziału kategorii MŚP – znacznie częściej korzystają z zaawansowanych rozwiązań AI, co wynika z lepszej struktury zarządzania, dostępu do talentów i jasno określonej strategii. Z kolei mikroprzedsiębiorstwa (do 10 pracowników) pozostają w dużej mierze poza głównym nurtem wdrożeń, co wskazuje, że rzeczywista integracja AI nadal faworyzuje firmy z lepszym zapleczem strukturalnym. Równocześnie aż 61% pracowników – zwłaszcza w Polsce i Czechach – aktywnie szuka sposobów zastosowania AI w codziennej pracy, co potwierdza rosnącą otwartość na nowe technologie.

W jakich branżach AI sprawdza się najlepiej?

Ponad połowa wszystkich ankietowanych firm spodziewa się, że AI wpłynie na ich branżę. Największy odsetek takich deklaracji widoczny jest wśród podmiotów z Polski, gdzie taką opinię podziela aż 73% badanych. AI najczęściej wykorzystywana jest w branżach usługowych – ponad 70% firm z tego sektora uznaje ją za realne wsparcie. Przemysł i produkcja również wykazują wysoką otwartość (66%), podczas gdy handel pozostaje bardziej sceptyczny – mniej niż połowa firm detalicznych postrzega AI pozytywnie. Technologie te lepiej sprawdzają się tam, gdzie dominują procesy powtarzalne i możliwe do automatyzacji.

Nierówne wdrożenia AI w Europie Środkowo-Wschodniej

Choć AI zyskuje na znaczeniu w Europie Środkowo-Wschodniej, poziom wdrożeń i gotowości regulacyjnej znacznie różni się między krajami. Niemal dwie trzecie firm w regionie deklaruje chęć zwiększenia wdrożeń AI, a największe zainteresowanie pogłębianiem wykorzystania sztucznej inteligencji widać w Estonii (75%), na Słowacji (70%) i w Polsce (65%).

Czechy, Estonia i Polska należą do liderów wdrażania AI i gotowości regulacyjnej, podczas gdy Chorwacja, Łotwa i Bułgaria pozostają w tyle. Estonia to dziś bezdyskusyjny benchmark dla całej Europy Środkowo-Wschodniej – łączy wysoką świadomość, niskie bariery i otwartość na nowe technologie. Ponad 67% estońskich firm deklaruje pozytywny wpływ sztucznej inteligencji na swoją działalność – to najwyższy wynik w całym regionie. Estonia wyróżnia się także najwyższym wskaźnikiem znajomości unijnego AI Act (ponad 65%).

W Polsce – szóstej gospodarce UE i największym kraju regionu – widać rozbieżność między ambicjami a realnym wdrożeniem. Choć 57% polskich firm postrzega AI jako przewagę konkurencyjną, tylko 43% polskich firm ocenia wpływ AI pozytywnie, 39% deklaruje znajomość regulacji AI Act, a 35% nie planuje wdrażania AI. Te liczby pokazują, że Polska znajduje się na rozdrożu: deklaracje nie idą jeszcze w parze z realnymi wdrożeniami. Kluczem do poprawy może być intensywna edukacja przedsiębiorców i szeroko zakrojone programy wsparcia dla MŚP.

Badanie pokazuje, że z poziomem znajomości przepisów (AI Act) koreluje wprost skłonność do wdrażania AI. Państwa, które lepiej rozumieją regulacje, realizują je częściej i skuteczniej. Główne bariery pozostają edukacyjne – brak wiedzy hamuje działania, a niski poziom zainteresowania często wynika z braku zrozumienia potencjału technologii. Firmy z większym doświadczeniem z AI są też bardziej świadome i odpowiedzialne – tzw. heavy users AI (25% próby) częściej wdrażają zasady etyczne, angażują interesariuszy i dokonują oceny ryzyka.

Główne bariery? Ludzie, nie technologia

Choć AI dostępna jest szeroko, firmy wskazują, że to nie sprzęt czy koszty, lecz kompetencje i opór kulturowy są kluczowymi barierami. 40% wskazuje na brak wykwalifikowanego personelu, 30% na niezrozumienie korzyści, a 15% pracowników nie ufa AI. Znajomość przepisów? Zaledwie 39% użytkowników zna AI Act, a tylko 8% uważa się za w pełni gotowe do spełnienia wymogów prawnych. Dla porównania, wśród firm o niższym poziomie zaawansowania technologicznego znajomość regulacji spada do 29%.

Raport podkreśla kluczową rolę inwestycji w kapitał ludzki – ponad 60% firm podejmuje działania związane z podnoszeniem kwalifikacji w obszarze AI. Jednocześnie co czwarta firma nie podejmuje żadnych działań w tym zakresie, co może pogłębiać różnice w poziomie adaptacji technologii między liderami a resztą rynku.

Punkt zwrotny dla konkurencyjności regionu CEE

Wnioski raportu pojawiają się w przełomowym momencie, gdy sztuczna inteligencja radykalnie przekształca globalną dynamikę gospodarczą. Według UNCTAD wartość globalnego rynku AI ma osiągnąć 4,8 biliona dolarów do 2033 r., w porównaniu do 189 miliardów dolarów w 2023 r. – to 25-krotny wzrost w zaledwie dekadę. Ten przyspieszony rozwój ma nie tylko charakter technologiczny, ale również geopolityczny: USA i Chiny posiadają ponad 60% wszystkich patentów AI.

Zasadniczym wnioskiem płynącym z raportu AI Chamber jest stopniowe, ale wyraźne oswajanie się małych i średnich przedsiębiorstw z technologiami AI. Duża część małych firm w regionie nadal nie jest gotowych na wdrożenia AI, powołując się na brak wiedzy, czy wysokie koszty. Z drugiej strony – tam, gdzie dostęp do kompetencji i znajomość regulacji idą w parze, AI staje się potężnym narzędziem zwiększania produktywności i odporności na zmiany rynkowe.

Okno możliwości dla Europy Środkowo-Wschodniej wciąż jest otwarte, ale czas działa na niekorzyść. Pytanie, przed którym stoją rządy, inwestorzy i przedsiębiorstwa, nie brzmi już „czy”, lecz „jak szybko, jak bezpiecznie i jak strategicznie” możemy wdrożyć AI, by nie zostać w tyle – podsumowuje Tomasz Snażyk.

Pobierz cały raport:

https://aichamber.eu/report/how-do-smes-in-cee-find-their-way-in-the-world-of-ai/

Rynek biurowy w Warszawie w II kwartale 2025 roku – raport PINK

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała zagregowane dane dotyczące warszawskiego rynku najmu powierzchni biurowych w II kwartale 2025 roku. Źródłem danych są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (Avison Young, Axi Immo, BNP Paribas Real Estate Poland, CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska, Savills), a informacje dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych projektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec czerwca 2025 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły 6 329 000 mkw.

W II kwartale 2025 roku na rynek dostarczono 79 600 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej w ramach dwóch projektów – The Bridge oraz Office House. Obie inwestycje były zlokalizowane w centralnej części miasta,
w rejonie ronda Daszyńskiego.

Na koniec II kwartału 2025 roku w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 10,8% (wzrost o 0,3 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem oraz spadek o 0,1 pp. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2024 roku). Dostępność powierzchni biurowej wynosiła 682 700 mkw. W strefach centralnych współczynnik pustostanów kształtował się na poziomie 7,8%, natomiast poza centrum osiągnął wartość 13,3%.

W II kwartale 2025 roku popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe wyniósł prawie 155 000 mkw. Jest to poziom zbliżony do wyniku z I kwartału 2025, natomiast w ujęciu rocznym niższy o około 13%. Największym zainteresowaniem najemców w badanym okresie cieszyły się strefy Centrum oraz Służewiec.

W okresie od początku kwietnia do końca czerwca 2025 roku najwyższy udział w strukturze popytu przypadł renegocjacjom – 59%, głównie za sprawą dwóch umów o łącznej powierzchni 41 000 m  kw. Nowe umowy stanowiły 35% aktywności, a ekspansje 6%.

Efektywne wykorzystanie łupka przywęglowego. Podpisano list intencyjny

Dziś w Katowicach, spółki HALDEX S.A., Polska Grupa Górnicza S.A., Holding KW oraz Instytut Ceramiki i Materiałów Budowlanych Sieci Badawczej Łukasiewicz podpisały list intencyjny w sprawie efektywnego zagospodarowania łupka przywęglowego i wdrażania na jego bazie produktów. Celem projektu jest wykorzystanie potencjału surowca na potrzeby branży cementowo-betoniarskiej.

Wyznaczenie efektywnych sposobów zagospodarowania łupka przywęglowego i wdrażania na jego bazie produktów to jedno z kluczowych wyzwań, przed którymi stoi dziś sektor górniczy i okołogórniczy – szczególnie w kontekście Gospodarki Obiegu Zamkniętego i zmian w podejściu do odpadów górniczych.

W odpowiedzi na te założenia spółka HALDEX S.A. uruchomiła i realizuje wspólnie z Instytutem Ceramiki i Materiałów Budowlanych Sieci Badawczej Łukasiewicz projekt, którego celem jest wykorzystanie potencjału łupka przywęglowego jako surowca do wytwarzania produktów na potrzeby branży cementowo-betoniarskiej. Zakończony sukcesem pierwszy etap prac projektowych potwierdził przydatność materiału dla sektora.

Do realizacji projektu przystąpiły dziś także Holding KW oraz Polska Grupa Górnicza, której strategicznej obszary działalności opierają się na działaniach w zakresie ochrony środowiska i innowacyjności w sektorze górniczym.

Podjęcie współpracy jest odpowiedzią na wdrażanie w naszej spółce założeń Gospodarki Obiegu Zamkniętego. Dotyczy to wykorzystania materiałów odpadowych w celach gospodarczych, w tym efektywnego ograniczenia negatywnego wpływu składowanych odpadów na środowisko naturalne – podkreśla Przemysław Danielewski, prezes zarządu HALDEX S.A.

Realizowane przedsięwzięcie wpisuje się także w działania związane z ograniczeniem eksploatacji złóż surowców naturalnych i przyczynia się do racjonalnego ich wykorzystania.

Kurs dolara bez kierunku. Rynki czekają na rozwój sytuacji geopolitycznej

Trump nakłada nowe cła na kolejne kraje, a przynajmniej grozi, że nakłada. Australijczycy zaskoczyli rynki decyzją o stopach procentowych. Złoty dalej się konsoliduje.

Cła od sierpnia albo nie

Trochę jak z króliczkiem, którego nie ma sensu łapać, skoro tak przyjemnie się go goni. Tak też jest z tymi cłami. Z tym że rynki trochę psują zabawę i powoli przestają się miotać od ściany do ściany, przy każdej zapowiedzi prezydenta USA. W tym tygodniu Donald Trump ogłosił wprowadzenie kolejnych taryf już od… sierpnia – no chyba, że wcześniej uda się wypracować porozumienie. Wśród ofiar znaleźli się najważniejsi sojusznicy USA w regionie Pacyfiku, czyli Japonia i Korea (rzecz jasna ta południowa). Jest to o tyle zaskakujące, że przynajmniej z Krajem Kwitnącej Wiśni negocjacje wydawały się zaawansowane. Gospodarz Białego Domu okazał się również silny wobec słabych i najwyższe stawki nałożył na państwa pokroju Serbii, Kazachstanu czy RPA. Z rynkowego punktu widzenia pozytywne jest to, że na liście potencjalnych ofiar brakuje Unii Europejskiej. Spekuluje się, że UE przyjęła bardzo koncyliacyjną narrację i wierzy, że uda się tym udobruchać Trumpa.

Kangury poobserwują otoczenie

Wtorkową sesję zaczęliśmy od nie lada niespodzianki. Rzadko się zdarza, by inwestorzy będąc tak pewni danego scenariusza (prawdopodobieństwo wynosiło 94%), ostatecznie się pomylili w ocenie potencjalnych kroków banku centralnego. A z takim scenariuszem właśnie mieliśmy do czynienia w Australii. RBA w tym roku już dwukrotnie obniżał stopy procentowe i wiele wskazywało na to, że dziś uczyni to po raz trzeci. Ostatecznie głosami 6 do 3 koszt pieniądza został utrzymany na poziomie 3,85%. Z komunikatu można wywnioskować, że decydenci chcą poczekać na rozwiązanie ryzyk w otoczeniu zewnętrznym. Czytaj: na ile zmaterializują się groźby Trumpa co do nakładanych ceł. I choć sama Australia nie jest na najnowszej liście ofiar, to jednak znajduje się na niej wiele jej partnerów handlowych. Na kanwie tego plus oczekiwań co do obniżki, w ostatnim czasie dolar australijski wyraźnie się osłabiał. Dzisiaj znaczną część tych strat nadrobił i pozostaje najsilniejszą walutą z koszyka tych głównych.

Złoty na chłodno

Okres wakacyjny często sprzyja stabilizacji na parach złotówkowych. I wiele wskazuje na to, że tak będzie również w tym roku. Wczoraj co prawda dolar próbował wybić się górą z pasma konsolidacji, dzisiaj jednak grzecznie do niego wraca. Co nie oznacza, że jest zupełnie nudno na złotym. Dolar dziś już taniał nawet o blisko trzy grosze, by później odrobić połowę tych strat. Obecnie kurs USDPLN wynosi 3,62 zł. Znacznie mniejsze swingi obserwujemy względem euro, które tanieje dzisiaj o niecały grosz. Ciekawie za to wygląda sytuacja na złocie. W szerszej perspektywie rysuje się formacja sugerująca zawiązanie kilkutygodniowej (jak nie kilkumiesięcznej) korekty. Oznaczałoby to dobry czas dla bardziej ryzykownych aktywów, takich jak choćby polski złoty.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

JP Morgan widzi złoto po 4000 USD, Citi ostrzega przed spadkiem poniżej 3000 – kto ma rację?

Cena złota pozostaje względnie stabilna, mimo burzliwych wydarzeń gospodarczo-politycznych. JP Morgan przewiduje 4000 USD za uncję do połowy 2026 roku, podczas gdy Citi przewiduje… spadki poniżej 3000. Rynek dzielą różnice w interpretacji zachowań ETF-ów, zakupów banków centralnych i globalnych reform.

Mimo upałów na zewnątrz i silnych wahań na rynkach, cena złota w ubiegłym tygodniu pozostała względnie stabilna. Wahania sięgały kilkudziesięciu dolarów, jednak tydzień zakończył się na poziomie podobnym do poniedziałkowego – około 3340 USD za uncję.

Spadek na koniec tygodnia był efektem pozytywnych danych z amerykańskiego rynku pracy (Payrolls), które opublikowano wyjątkowo wcześniej – z uwagi na Dzień Niepodległości w USA. Wzmocniony dolar zadziałał klasycznie: cena złota chwilowo spadła.

Również od spadku notowań królewskiego metalu zaczął się kolejny tydzień – wedle stanu na poniedziałek 7 lipca, na godzinę 12, uncja złota wyceniana była na około 3310 dolarów amerykańskich.

To efekt tego, że administracja prezydenta Trumpa oficjalnie opóźniła wejście w życie wyższych ceł – nowe stawki zaczną obowiązywać nie 9 lipca, a dopiero 1 sierpnia dla krajów, które nie osiągną porozumień handlowych.

JP Morgan kontra Citi: złoto po 4000 czy 2800 USD?

Dwa spośród największych banków inwestycyjnych na świecie prezentują zupełnie odmienne wizje przyszłości rynku złota.

JP Morgan:

  • złoto osiągnie 4000 USD za uncję w 2026 roku
  • Chiny, poprzez fundusze ubezpieczeniowe, mogą silnie zwiększyć popyt
  • ETF-y będą kontynuować zakupy – trend stały, choć mniej gwałtowny niż w kwietniu
  • banki centralne utrzymają zakupy na dotychczasowym poziomie

Citi:

  • złoto może spaść poniżej 3000 USD w przyszłym roku
  • wzrost gospodarczy USA (tzw. „Trump put”) zmniejszy popyt na metale szlachetne
  • ETF-y zaczną realizować zyski i ograniczą zakupy
  • chińskie fundusze mogą nie wykorzystać pełnego limitu zakupowego

Główna różnica pomiędzy przewidywaniami analityków JP Morgan i Citi leży w interpretacji tych samych danych – w szczególności dotyczących zachowania ETF-ów oraz siły gospodarki amerykańskiej w obliczu planowanych reform.

Wspólnym mianownikiem obu prognoz pozostaje uznanie, że złoto odgrywa rosnącą rolę w rezerwach banków centralnych. Kruszec wyprzedził euro i stał się drugim – po dolarze – składnikiem globalnych rezerw walutowych. To efekt między innymi:

  • ograniczonego zaufania do amerykańskich obligacji
  • geopolitycznych napięć i wojny handlowej
  • długoterminowego trendu dywersyfikacji aktywów

Choć JP Morgan dostrzega w tym systemową zmianę, Citi uważa, że mamy do czynienia jedynie z „anomalią”, która ustąpi po ustabilizowaniu się sytuacji makroekonomicznej.

Trump zrywa negocjacje z Kanadą. Dolar pod presją

W reakcji na zapowiedź przez Kanadę 3-procentowego podatku od przychodów największych firm cyfrowych (np. Google, Meta, Amazon), Donald Trump zerwał trwające negocjacje handlowe i zapowiedział nowe taryfy celne.

Jednocześnie Meksyk, dotąd strategiczny partner USA, zapowiedział udział jako obserwator w nadchodzącym szczycie państw BRICS – co może mieć symboliczne znaczenie w kontekście dedolaryzacji i zmiany geopolitycznych sojuszy.

Niepewność wywołana działaniami Trumpa, który uważa, że Kanada powinna „stać się kolejnym stanem USA”, zamieszaniem na rynkach międzynarodowych oraz eskalacją napięć w globalnym handlu osłabia dolara, co z kolei sprzyja notowaniom złota.

Choć dane z amerykańskiego rynku pracy były mocne, co chwilowo oddaliło oczekiwania na obniżki stóp przez Fed, rynki nadal przewidują luzowanie monetarne – najpóźniej od września. Niektórzy prognozują, że jeszcze w 2025 roku może dojść do trzech obniżek.

RPP zaskakuje i obniża stopy

Z kolei w naszym kraju Rada Polityki Pieniężnej niespodziewanie obniżyła stopy procentowe o 0,25 pkt proc., do poziomu 5%, mimo że szybki odczyt inflacji CPI za czerwiec wyniósł 4,1% r/r – więcej niż oczekiwano.

Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński tłumaczył decyzję prognozami inflacyjnymi wskazującymi na powrót do celu (2,5%) już w lipcu. Szef NBP zapowiedział, że jeśli inflacja utrzyma się na tym poziomie, stopy mogą spaść nawet do 3%.

Decyzja RPP została uznana za zaskakującą i trudną do pogodzenia z danymi inflacyjnymi oraz PMI przemysłowym, który w czerwcu spadł do 44,8 pkt – najniżej od października 2023 roku, co sugeruje dalsze spowolnienie sektora przemysłowego.

Dodajmy, że w maju Narodowy Bank Polski dodał kolejne 6,2 ton do swoich rezerw królewskiego kruszcu, zwiększając je do łącznie 515,5 ton. To stanowi już 22,3% oficjalnych aktywów rezerwowych naszego kraju.

Złoto spokojne, ale gotowe do dalszych wzrostów

Złoto nadal jest uznawane za aktywo antykryzysowe i antysystemowe, gotowe do wzrostu w obliczu słabnącego zaufania do walut fiducjarnych. Choć jego cena w ostatnich dniach nie eksplodowała, to fundamenty dla wzrostów pozostają silne:

  • banki centralne nadal kupują kruszec
  • ETF-y zwiększają zasoby
  • gospodarka USA znajduje się w fazie przejściowej
  • dedolaryzacja postępuje powoli, lecz systematycznie
  • ryzyko inflacyjne i handlowe nadal wiszą nad rynkiem

W tej sytuacji inwestorzy coraz chętniej kierują uwagę ku aktywom odpornym na presję polityczną i dewaluację – takim jak złoto. Królewski kruszec wciąż pozostaje aktywem strategicznym w długim horyzoncie – zarówno dla inwestorów, jak i państw.

Autor: Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

Złoty stabilny mimo cięcia stóp

Rewizja w dół prognoz inflacji przez NBP jest zgodna z założeniem, że presja cenowa w Polsce będzie stosunkowo ograniczona. Wzmacnia to poczucie, że stopy będą kierować się w dół. Oczekiwania te nie wadzą jednak istotnie polskiej walucie.

Kluczowe punkty:

  • PLN doświadczył krótkotrwałej presji po niespodziewanym cięciu stóp.
  • Solidny raport z rynku pracy wspiera USD.
  • Ustawa podatkowa Trumpa przeszła przez Kongres.
  • Zbliża się termin ceł, wypatrujemy informacji o porozumieniach handlowych.
  • GBP zostaje w tyle, rynki przygotowują się na podwyżki podatków w Wlk. Brytanii.

Dolar zyskał na spowodowanym tym wzroście rentowności krótkoterminowych obligacji i zdołał zakończyć tydzień w połowie zestawienia walut G10. Sugeruje to, że w obecnej wycenie dolara zawierają się liczne złe informacje dla waluty. Dla dolara było to najgorsze pierwsze półrocze od czasu, kiedy prezydent Richard Nixon w 1973 r. zawiesił wymienialność dolara na złoto. Uwagę kiepskimi wynikami z ubiegłego tygodnia zwraca funt, który wraz z obligacjami skarbowymi ucierpiał na pogłoskach dotyczących stanu brytyjskich finansów w obliczu rosnącego prawdopodobieństwa podwyżek podatków jesienią.

Mała liczba istotnych odczytów z głównych gospodarek oznacza, że w centrum zainteresowania znajdą się w tym tygodniu informacje dotyczące polityki i ceł. Motorem zmian na rynkach będą głównie te drugie, jako że w środę (9.07) mija termin trzymiesięcznego odroczenia ceł ogłoszonych początkowo przez Donalda Trumpa. Rynki przyjmują na razie ryzyko ze spokojem. Inwestorzy przypuszczają, że w ostatniej chwili zostaną ogłoszone porozumienia handlowe lub – zgodnie z wcześniejszymi sugestiami sekretarza skarbu Scotta Bessenta – zawieszenie zostanie przedłużone. Będziemy również uważnie obserwować sytuację na brytyjskich rynkach obligacji, jako że w kontekście rosnącej niestabilności publicznych finansów w całym rozwiniętym świecie wydają się one pełnić rolę kanarka w kopalni węgla.

PLN

Złoty doświadczył w połowie tygodnia zwiększonej zmienności, zakończył go jednak na niemal niezmienionym poziomie względem euro. Najważniejszym wydarzeniem była bezsprzecznie niespodziewana obniżka stóp RPP, która doprowadziła do krótkotrwałej i ograniczonej wyprzedaży waluty. Po cięciu o 25 pb. referencyjna stopa procentowa znajduje się na poziomie 5% i wydaje się, że w kolejnych miesiącach będzie jeszcze obniżana – o kolejne 25 pb. być może już we wrześniu.

Bank istotnie zrewidował w dół swoje prognozy inflacji i oczekuje, że dynamika cen znajdzie się w przedziale celu w tym miesiącu (a trwale w I kwartale 2026 r.). Ścieżka inflacji pozostaje zależna od decyzji rządu dotyczących cen energii, coraz pewniejsze wydaje się jednak, że presja cenowa w Polsce będzie stosunkowo ograniczona. Wzmacnia to poczucie, że kraj doświadcza zasadniczo optymalnej sytuacji, gdzie dynamiczny wzrost idzie w parze z niską inflacją. Opublikowane w ubiegłym tygodniu odczyty są w pewnym stopniu sprzeczne z tym twierdzeniem, nie sądzimy jednak, że powinniśmy się do nich specjalnie przywiązywać – szczególnie do znacznego spadku wskaźnika PMI dla przemysłu (44,8). W tym tygodniu uwaga skupi się na wieściach spoza kraju, w szczególności na nagłówkach dotyczących negocjacji handlowych z USA.

EUR

Inflacja w strefie euro w dalszym ciągu spada do celu Europejskiego Banku Centralnego, którego jest już bardzo bliska. Spadają również oczekiwania dotyczące dynamiki cen, co oznacza, że przestrzeń Rady Prezesów do dalszych obniżek stóp procentowych jest ograniczona – przy czym raczej nie będzie potrzeba więcej niż jednego cięcia, bo stopy na poziomie 2% są już dość stymulacyjne. Jako że cykl rozluźniania polityki monetarnej zbliża się do końca, głównym motorem zmienności wspólnej waluty będą różnice między wynikami gospodarek po obu stronach Atlantyku i finał sporów handlowych z USA.

Informacji dotyczących handlu spodziewamy się w nadchodzących dniach. Wynoszące 50% cła Trumpa na Unię Europejską, które początkowo miały wejść w życie 9 lipca, zaczną obowiązywać 1 sierpnia, co daje pewną elastyczność. Będziemy również uważnie śledzić przemówienia licznych członków EBC, w tym Philipa Lane’a, Luisa de Guindosa i Joachima Nagela.

USD

Amerykańska gospodarka w dalszym ciągu imponuje odpornością w obliczu wyzwań i ponurych projekcji gospodarczych. Czerwcowy raport NFP (non-farm payrolls) rozwiał wszelkie sugestie, że amerykański rynek pracy doświadcza zastoju. Stałej kreacji miejsc pracy towarzyszył spadek bezrobocia, a liczba deklaracji bezrobotnych w dalszym ciągu oscyluje blisko historycznych minimów. Raport wspiera postawę wait-and-see prezesa Fedu Powella i jego niechęć do obniżania stóp procentowych, do czego agresywnie przekonuje go Trump.

Wydaje się, że uchwalenie republikańskiej ustawy podatkowej, która gwarantuje ogromne deficyty fiskalne w przyszłości, nie wpłynie istotnie na rynki w krótkim terminie. Podobnie jednak jak w przypadku Wielkiej Brytanii spodziewamy się, że rynki obligacji i ich gotowość do akceptacji tak dużego deficytu – lub jej brak – będą w nadchodzących miesiącach i latach coraz ważniejszym czynnikiem kształtującym politykę.

GBP

Rynki są coraz bardziej zaniepokojone wyraźną niezdolnością Wielkiej Brytanii do chociaż niewielkiego obcięcia wydatków. Premier Laburzystów Keir Starmer sprzeciwił się proponowanym przez ich rząd obniżkom wydatków na zasiłki, a nieprzyjemna reakcja długoterminowych obligacji skarbowych była dla niego drugim dotkliwym upomnieniem. Oznacza to, że jesienią niemal na pewno dojdzie do kolejnych podwyżek podatków, a rynek pracy już teraz odnotowuje wyraźne spowolnienie.

Jednocześnie funt stracił istotnie również względem euro, co sugeruje nam, że jego wycena może być blisko właściwej. Szereg danych makroekonomicznych, w tym dotyczących produkcji przemysłowej, budownictwa i handlu, prawdopodobnie będzie miał w tym tygodniu ograniczony wpływ ze względu na brak ich aktualności. Istotna będzie jednak dynamika miesięczna PKB w maju (piątek 11.07) – oczekuje się, że po ujemnym odczycie w kwietniu będzie wskazywać na zaledwie niewielki wzrost.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Donald Trump rozkręca karuzelę ceł – nadchodzą kolejne taryfy dla krajów BRICS

A mógłby to być taki spokojny tydzień – w kalendarzu makro nie znajdziemy wiele ciekawych odczytów. O odpowiedni poziom emocji jednak zadba prezydent USA, który znowu rozkręca celną karuzelę. Szczyt krajów BRICS nie okazał się pokazem jedności.

Bardziej BIS niż BRICS

Weekendowy szczyt państw zrzeszonych pod szyldem BRICS uwypuklił raczej słabości tego projektu, niż jego mocne strony. Wpisuje się to w szerszy trend stopniowego rozpadu tej idei. Już po kwietniowym szczycie dużo o tym mówiono, zwłaszcza w kontekście braku wspólnego komunikatu po tym wydarzeniu. Teraz brak jedności był widoczny już na samym starcie. Po raz pierwszy od czasu objęcia władzy w Chinach zabrakło na szczycie przywódcy Xi, w jego miejsce poleciał premier Li Qiang. Oficjalnego powodu tej podmianki nie podano, co tylko jeszcze mocniej rozbudziło domysły o braku chińskiej wiary w jakąkolwiek sprawczość BRICS. Na posiedzeniu zabrakło również prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina, który obawiał się aresztowania w związku z oskarżeniami o zbrodnie wojenne. Co ciekawe, gospodarz spotkania, prezydent Lula da Silva, nie był skłonny jednoznacznie zapewnić immunitetu swojemu rosyjskiemu odpowiednikowi. Na zebraniu miały być omawiane kwestie związane z globalnym systemem bezpieczeństwa, zwłaszcza w kontekście ostatnich działań Izraela. Dodatkowo w agendzie znalazło się sporo miejsca na omówienie agresywnej polityki handlowej USA. Do żadnych przełomowych konkluzji jednak nie udało się dojść, a szczyt zostanie raczej zapamiętany tylko ze względu na przemówienie otwierające prezydenta Brazylii, który mówił o śmierci multilateralizmu. Idea ta jest przeciwstawna do umów bilateralnych i zakłada porozumienia większej ilości państw, przykładem może być… właśnie BRICS.

Nieskończona liczba ostatecznych terminów

Wygląda na to, że tę słabość BRICS próbuje wykorzystać Donald Trump. Od dawna jest on znanym krytykiem tego porozumienia i uznaje je za antyamerykańskie. Teraz postanowił uderzyć w nie (a jakże by inaczej) dodatkowymi cłami. Poinformował, że nałoży kolejną 10% stawkę na wszystkie kraje sprzyjające BRICS. Nie do końca wiadomo, co determinuje „sprzyjanie” temu porozumieniu, ale szacuje się, że nowa taryfa dotknie co najmniej 20 państw.

Ogólnie temat ceł zdominuje nadchodzący tydzień. Już 9 lipca wygasa termin (kolejny już z ostatecznych) na doprowadzenie do porozumień handlowych z USA. Na razie na stole mamy dwie takie ugody: z Wielką Brytanią i Wietnamem. Dziś administracja USA rozpoczęła wysyłanie listów z ostatecznymi warunkami do reszty państw. Jednak już w weekend Sekretarz Skarbu Scott Bessent zasugerował, że możliwe są wyjątki dla niektórych krajów i przedłużenie deadline’u do końca lipca. Oczywiście będzie to bezwzględnie ostateczny termin i nie ma mowy, by został przekroczony. Zupełnie jak wszystkie poprzednie.

Spokojny kalendarz

Gdyby nie burza w celnej szklance, nadchodzący tydzień miałby wszystko, by wpisać się w  typowy wakacyjny tydzień. Dziś kluczowym odczytem dnia był ten dotyczący sprzedaży detalicznej w strefie euro. Ta w maju spadła o 0,7%, jednak z perspektywy roku wzrosła o 1,8%. Inwestorzy raczej zignorowali tę wiadomość. Pozytywnie za to zaskoczyła produkcja przemysłowa z Niemiec. Jeszcze poprzedni odczyt wskazywał, że wyraźnie się kurczyła, teraz rynek oczekiwał pewnego ustabilizowania się, a otrzymał nawet sympatyczny wzrost o ponad procent w perspektywie samego maja. Serię dzisiejszych odczytów zamyka inflacja w Szwecji, która wyraźnie odbiła, jednak dalej pozostaje na niskich poziomach, dobijając ledwie do 0,8%.

Złoty tydzień zaczyna w słabszej formie, na co wpływa globalny odwrót od rynków wschodzących wywołany deklaracjami Trumpa. Dolar drożeje o niecałe dwa grosze i wygląda na to, że próbuje zarysować lokalną konsolidację na wykresie USDPLN. Euro kosztuje 4,25 zł, co oznacza wzrost o jeden grosz.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

OPEC+ zwiększa produkcję ropy szybciej niż planowano, Saudi Aramco podnosi ceny

0
  • Ceny ropy naftowej zareagowały jedynie symbolicznie na zapowiedź większego, niż oczekiwano, wzrostu produkcji przez OPEC+.
  • Niezależnie od tego, Saudi Aramco ogłosiło podwyżki cen dla wszystkich regionów w dostawach na sierpień, co sygnalizuje utrzymujący się silny popyt na surowiec.
  • W krótkim terminie ryzyko spadków cen ropy wydaje się ograniczone – cięcia kompensujące wcześniejsze przekroczenia limitów produkcyjnych łagodzą wpływ nowej podaży, a napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie zniechęcają spekulantów do zajmowania agresywnych pozycji krótkich.

Jak zauważa Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, po weekendowym komunikacie o zwiększeniu produkcji przez ośmiu członków OPEC+, ceny ropy zareagowały umiarkowanie. Grupa planuje zwiększyć wydobycie o 548 tys. baryłek dziennie począwszy od sierpnia – szybciej, niż wcześniej zakładano, kontynuując proces wycofywania cięć wprowadzonych w 2023 r. (łącznie 2,2 mln b/d). Na wrzesień przewidywany jest podobny wzrost, co oznaczałoby zakończenie procesu normalizacji produkcji na rok przed pierwotnym harmonogramem.

Cena ropy Brent utrzymuje się blisko poziomu z piątku, po wcześniejszym spadku do 67,20 USD. Po niedawnym skoku cen wywołanym napięciami na Bliskim Wschodzie, rynek ustabilizował się w stosunkowo wąskim przedziale – ropa Brent napotyka opór w okolicach 69 USD, a WTI w pobliżu 67,50 USD.

Ropa Brent, pierwszy miesiąc

Ropa Brent, pierwszy miesiąc c.d. – Źródło: Saxo

Saudi Aramco ogłosiło podwyżki cen dostaw na sierpień we wszystkich regionach, co wskazuje na silny popyt na fizyczne dostawy ropy. Już w przyszłym miesiącu produkcja Aramco wzrośnie do 9,76 mln baryłek dziennie – o 800 tys. więcej niż na początku roku, choć to wciąż o 1,3 mln baryłek mniej niż szczytowy poziom z 2022 roku. Decyzja o podniesieniu cen w szczycie sezonu letniego sugeruje, że rynek fizyczny pozostaje napięty, a dodatkowe baryłki są w stanie zostać wchłonięte – przynajmniej na razie.

Przyspieszenie tempa zwiększania wydobycia przez OPEC+ to również wyraźny sygnał skierowany do producentów spoza kartelu, zwłaszcza amerykańskich firm łupkowych: grupa jest gotowa zaakceptować niższe ceny w krótkim terminie, by bronić i zwiększać swój udział w rynku. Choć może to chwilowo przynieść ulgę Białemu Domowi w postaci niższych cen paliw, stanowi wyzwanie dla amerykańskich producentów zmagających się z rosnącymi kosztami.

Najświeższe dane z badania „Dallas Fed Energy Survey” potwierdzają tę wrażliwość rynku. Zapytane o reakcję na cenę WTI na poziomie 60 USD przez kolejne 12 miesięcy, 60% z 85 ankietowanych firm wydobywczych z USA zadeklarowało, że nieznacznie ograniczyłoby produkcję, a 10% planowałoby znaczne cięcia. Przy cenie 50 USD niemal 90% firm mówi o ograniczeniu wydobycia – co wyznacza potencjalne dno cenowe, poniżej którego podaż z USA zacznie spadać, prowadząc do ponownego zbilansowania rynku.

W krótkim terminie ryzyko spadków cen ropy wydaje się ograniczone. Cięcia kompensacyjne za wcześniejsze przekroczenia limitów produkcyjnych łagodzą wpływ nowej podaży, a napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie nadal zniechęcają spekulantów do agresywnej gry na spadki. Dodatkowo, ostatnie pozytywne dane płynące z gospodarki USA wspierają stabilne perspektywy popytu. Niemniej jednak, rosnące napięcia handlowe oraz jesienne osłabienie popytu mogą w najbliższych miesiącach zacząć działać jako czynniki hamujące.

Zarządzający funduszami hedgingowymi mają ostatnio trudności z utrzymaniem pozycji – zarówno długich, jak i krótkich. Po silnym rajdzie cen ropy wywołanym premią geopolityczną w czasie wojny izraelsko-irańskiej, notowania załamały się po ogłoszeniu zawieszenia broni z udziałem USA, które zredukowało obawy o zakłócenia w dostawach. Dane COT z ICE Europe pokazują skalę zmian w pozycjonowaniu na rynku Brent: w ciągu sześciu tygodni do 17 czerwca liczba kontraktów wzrosła o 175 600, by w ciągu kolejnych dwóch tygodni (do 1 lipca) spaść o 106 500 – w miarę jak napięcia malały, a uwaga inwestorów przesuwała się w stronę kolejnego możliwego zwiększenia produkcji przez OPEC+.

Wraz ze zbliżającym się sezonem wakacyjnym można się spodziewać niższej aktywności handlowej i minimalizacji ekspozycji rynkowej.Ropa Brent

PragmaGO osiągnęła 1,5 mld zł sfinansowanych należności w pierwszym półroczu 2025

Pierwsze półroczne Grupa Kapitałowa PragmaGO zamknęła z 34% wzrostu r/r w wartości sfinansowanych należności (1,5 mld zł). Ponad 19 tys. przedsiębiorców skorzystało z usług PragmaGO (o 38% więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku). Grupa sfinansowała 377 tys. transakcji (wzrost o 87% r/r) w obrębie zróżnicowanych usług:

  • faktoringu: 1 732 klientów, 1,1 mld zł (wzrost o 24% r/r) wartości sfinansowanych faktur. Dynamicznie rośnie faktoring digital (686,2 mln zł, co stanowi wzrost na poziomie 46% r/r.), w którym umowę można podpisać i dostosować jej warunki online;
  • pożyczek, w tym embedded finance: 17 381 klientów, 389,6 mln zł (wzrost o 72%) wartości udzielonego finansowania.

Embedded finance to produkty finansowe, które są udostępniane za pośrednictwem partnerów PragmaGO, m.in. Allegro, Polskie ePłatności, Przelewy24, PayTel, Tpay, Shoper czy Comfino. W tym segmencie PragmaGO tworzy płatności odroczone B2B oraz pożyczki Merchant Cash Advance:

  • w pierwszym półroczu 2025 z płatności odroczonych skorzystało 14 016 przedsiębiorców (wzrost o 34% r/r), którzy pozyskali finansowanie o wartości 151,3 mln zł (wzrost o 32% r/r),
  • w tym samym okresie z usługi Merchant Cash Advance skorzystało 4 068 przedsiębiorców (wzrost o 86% r/r), którzy pozyskali łącznie 235,3 mln zł (wzrost o 109% r/r).

Pierwsze półrocze 2025 zamknęliśmy z wysoką dynamiką wzrostu wartości udzielonego finansowania – czerwiec okazał się historycznie rekordowym miesiącem. Obrana strategia dobrze odpowiada na potrzeby mikro i małych firm, do których kierujemy nasze usługi. Bardzo dobre wyniki naszej rumuńskiej spółki – Omnicredit są dla nas potwierdzeniem, że rozwiązania, które tworzymy, sprawdzają się również w innych krajach. Do końca 2025 roku planujemy intensywne prace nad dalszą ekspansją na rynki CEE – przede wszystkim poprzez współprace partnerskie w zakresie embedded finance – mówi Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PragmaGO.

Telecredit IFN S.A. (Omnicredit) – rumuński fintech, który został dołączony do Grupy w grudniu 2024 roku w pierwszym półroczu 2025 osiągnął 43% wzrostu rok do roku i wartość udzielonego finansowania na poziomie 172 mln zł.

ORLEN instaluje największe w Europie morskie turbiny wiatrowe

0

Grupa ORLEN wraz z kanadyjskim partnerem Northland Power rozpoczęła instalację największych turbin wiatrowych w Europie, o mocy 15 MW każda. Pierwszy wiatrak stanął już na polskiej części Morza Bałtyckiego.

Minuta pracy jednej turbiny pozwala wyprodukować energię wystarczającą do przejechania autobusem elektrycznym 100 km. Turbiny pochodzą od duńskiego producenta Vestas, a niektóre ich elementy są produkowane lokalnie – między innymi w fabryce w Szczecinie. Farma wiatrowa Baltic Power, której budowa trwa, już w przyszłym roku pokryje około 3% zapotrzebowania Polski na energię elektryczną.

Prezes Zarządu ORLEN, Ireneusz Fąfara, podkreśla, że inwestycja ta to przełomowy krok w modernizacji polskiej energetyki i dywersyfikacji źródeł energii. „Budowa morskiej farmy wiatrowej to nie tylko uniezależnienie się od paliw kopalnych i zagranicznych dostawców, ale także tworzenie stabilnego, czystego miksu energetycznego, który będzie służył Polsce przez dekady” – mówi Fąfara.

Imponujące parametry i lokalne zaangażowanie

Projekt Baltic Power obejmuje montaż aż 76 turbin, z których każda może zasilić całe miasto wielkości Stalowej Woli czy Krosna. Wydajność morskich turbin osiąga blisko 50%, co stawia je w efektywności na równi z tradycyjnymi źródłami energii.

Każda turbina ma ponad 120 metrów wysokości samej wieży, a z fundamentem sięga aż do 250 metrów. Łopaty mają długość 115 metrów, a powierzchnia ich obrotu to aż 43,7 tys. m² – równowartość ponad 6 boisk piłkarskich. Część wież została wykonana ze stali pochodzącej z recyklingu – to innowacyjne rozwiązanie zastosowane po raz pierwszy w Polsce przy budowie farmy wiatrowej.

Grzegorz Szabliński, Prezes Baltic Power, zwraca uwagę, że sukces budowy to także efekt współpracy z lokalnym przemysłem. „Część elementów, takich jak gondole, powstaje w nowej fabryce Vestas w Szczecinie. Poza tym produkcja fundamentów i kabli jest realizowana w Polsce, co generuje miejsca pracy i wzmacnia krajowy łańcuch dostaw” – podkreśla Szabliński.

Nowoczesne technologie i zaawansowana logistyka

Instalację turbin prowadzi specjalistyczny statek jack-up o wysokości 160 metrów, zdolny przewieźć i zamontować trzy pełne turbiny jednocześnie. Statek został wyposażony w potężne dźwigi o udźwigu 1600 ton, co pozwala na obsługę największych turbin dostępnych obecnie na rynku.ORLEN instaluje największe w Europie morskie turbiny wiatrowe (4) ORLEN instaluje największe w Europie morskie turbiny wiatrowe (4)

Równocześnie trwają prace nad instalacją fundamentów, kabli wewnętrznych i eksportowych oraz morskich stacji elektroenergetycznych. Na lądzie powstaje stacja elektroenergetyczna oraz baza serwisowa w Łebie, która przez około 30 lat będzie centrum obsługi farmy.

Uruchomienie Baltic Power planowane jest na 2026 rok. To pierwsza morska farma wiatrowa dostarczająca energię do polskiej sieci. Grupa ORLEN już zapowiada rozwój kolejnych projektów o łącznej mocy około 5 GW, wpisując morską energetykę wiatrową w strategiczny kierunek transformacji energetycznej firmy i kraju.

Trump grozi cłami dla krajów wspierających BRICS – rynek reaguje umocnieniem dolara

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ogłosił na platformie Truth Social, że każdy kraj wspierający „antyamerykańskie polityki BRICS” zostanie objęty dodatkowymi cłami w wysokości 10%. Nie sprecyzował jednak, jakie działania uznaje za „antyamerykańskie” ani kiedy nowe taryfy miałyby wejść w życie. Oświadczenie pojawiło się tuż przed końcem 90-dniowego zawieszenia ceł oraz planowanym wysłaniem oficjalnych not do państw objętych nową polityką handlową.

Bezpośrednio po tej zapowiedzi dolar amerykański umocnił się, ceny metali spadły, a chiński juan osłabił się. Reakcje rynkowe pokazują wzmożoną nerwowość inwestorów w obliczu możliwego zaostrzenia globalnych relacji handlowych.

Na niedawnym szczycie BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, RPA) kraje członkowskie skrytykowały jednostronne cła USA jako sprzeczne z zasadami Światowej Organizacji Handlu (WTO). Wspólnie potępiły również ataki USA i Izraela na Iran oraz działania Izraela w Strefie Gazy, wzywając do trwałego zawieszenia broni i pokojowego rozwiązania konfliktów na Bliskim Wschodzie. Zarówno Chiny, jak i Indie zaapelowały o reformę globalnego systemu zarządzania i pokojowe rozwiązywanie sporów międzynarodowych.

Pomimo stanowczego tonu wypowiedzi Trumpa, reakcje ze strony państw BRICS były powściągliwe – Chiny i Indie nie skomentowały bezpośrednio jego zapowiedzi. Indonezja, która nie należy do BRICS, poinformowała, że prowadzi rozmowy z USA w celu znalezienia rozwiązania. Waszyngton zapowiedział, że dla niektórych krajów negocjacje mogą zostać przedłużone do 1 sierpnia.

Warto przypomnieć, że Trump już wcześniej groził 100-procentowymi cłami wobec krajów BRICS w przypadku rezygnacji z dolara amerykańskiego w rozliczeniach dwustronnych. Jednocześnie państwa BRICS od lat pracują nad stworzeniem własnego systemu płatności transgranicznych, choć prace nad tym mechanizmem postępują powoli.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

USD rośnie po weekendzie. Tesla pod presją po zapowiedziach Elona Muska

Miniony weekend przyniósł szereg istotnych wiadomości z USA. Dziś Amerykanie wracają do pracy, a waluta zza oceanu umacnia się na forex. W tym otoczeniu gorzej wypada złoty, który jest ujemnie skorelowany z amerykańskim dolarem. W Szwecji rośnie inflacja konsumencka.

Wiadomości ze Stanów

W poniedziałek Amerykanie wracają do pracy, po piątkowym Święcie Niepodległości, kiedy to prezydent USA podpisał „One Big Beautiful Bill Act”. Oprócz podpisania ustawy budżetowej rynki otrzymały kilka dodatkowych informacji. Taryfy, które miały wejść 9 lipca, zostały zawieszone do 1 sierpnia. Ponadto Trump poinformował, że nałoży dodatkowe cła na każde państwo, które będzie prowadzić „antyamerykańską” politykę krajów BRICS. Słowa te zostały wypowiedziane podczas spotkania grupy w Rio de Janeiro. Wrócił również temat wywierania presji na Powella. Tym razem zasugerowano wcześniejsze odejście ze stanowiska szefa FED. W tle dowiadujemy się o utworzeniu przez Elona Muska nowej partii politycznej (Partia Ameryki). O ile ostatnia z informacji nie wpłynęła na rynek walutowy, to już akcje Tesli mogą znaleźć się pod presją.

USD odrabia straty

Efektem informacji z poprzedniego akapitu jest poranne umocnienie dolara na forex. Notowania głównej pary walutowej wracają do istotnego poziomu 1,175 USD, co jest spadkiem z 1,178 USD względem piątkowego zamknięcia sesji. Jeżeli wsparcie zostanie przełamane, to z technicznego punktu widzenia na wykresie tworzy się przestrzeń do ponad jedno centowej zniżki (umocnienie USD). W momencie pisania tekstu notowania „edka” nie znajdują jednak argumentu do dalszego spadku, gdyż euro wspierane jest wyższymi odczytami o produkcji przemysłowej z Niemiec. Wzrost o 1% w skali roku to pierwszy dodatni rezultat od dwóch lat. Nie jest to jednak na tyle dobra wiadomość, aby unijna waluta przeważała na wykresie EUR/USD. Silniejszy dolar to niekorzystne otoczenie dla polskiego złotego, który w takich okolicznościach zazwyczaj pozostaje pod presją. W poniedziałek o poranku kurs EUR/PLN wzrasta do 4,25 PLN, a kurs USD/PLN do 3,62 PLN.

Wzrost inflacji w Szwecji

Oprócz porannych danych zza zachodniej granicy, poznaliśmy także odczyty ze Skandynawii. W Szwecji zwyżkuje dynamika cen. Inflacja konsumencka wzrosła o 0,8% r/r. Jest to więcej od spodziewanego skoku z 0,2% r/r do 0,4% r/r. W ujęciu miesięcznym także odnotowano zaskakującą zwyżkę (0,5% m/m, prognoza 0,1% m/m). Publikacje przekraczające konsensus wpłynęły na notowania korony, która umocniła się na forex. Kurs SEK/PLN wzrósł o poranku z 0,375 PLN do 0,38 PLN. Siła szwedzkiej waluty widoczna jest również w zestawieniu z euro i amerykańskiego dolara. Jednak spadek kursu USD/SEK (umocnienie korony) jest mniejszy niż EUR/SEK. Jest to zgodne z poranną słabością unijnej waluty względem tej zza oceanu. Wzrost inflacji w Szwecji nastąpił po drugiej w tym roku obniżce stóp procentowych przez Riksbank. Po czerwcowym cięciu koszt pieniądza wynosi tam 2%.

Dawid Górny –  analityk w InternetowyKantor.pl

Prime Day 2025 na celowniku hakerów! Fałszywe strony, wyłudzanie danych i tysiące niebezpiecznych domen

Amazon Prime Day 2025 zapowiada się jako święto zakupów oraz… cyberprzestępczości. Gdy miliony użytkowników szykują się na promocje, cyberprzestępcy szykują pułapki. W czerwcu 2025 zarejestrowano ponad 1000 nowych domen podszywających się pod Amazon, a 87% z nich zostało uznanych za złośliwe lub co najmniej podejrzanealarmują eksperci z Check Point Research.   

To nie są internetowe żarty. Hasło „Amazon Prime” pojawia się już w co 81. podejrzanej domenie. Oznacza to, że klikając w rzekomo atrakcyjną ofertę, użytkownik zamiast zniżki może zostać okradziony.Prime Day 2025 na celowniku hakerów

Przestępcy stosują sprawdzone, ale coraz bardziej wyrafinowane metody: tworzą fałszywe strony do logowania łudząco przypominające Amazon i rozsyłają profesjonalnie wyglądające maile z tematami typu „Refund Error” (Błąd zwrotu) czy „Account Issue” (Problem z kontem). Jeden klik wystarczy, by stracić dostęp do konta, dane osobowe lub saldo karty podpiętej do konta.

Analitycy Check Point Research opisali przypadki kilku większych kampanii wykorzystujących wizerunek Amazona. Przykładowo, domena amazon-2025[.]top zbierała loginy niczego niepodejrzewających ofiar, a Amazon02atonline51[.]online była wymierzona w niemieckich klientów. W jednym z przypadków wiadomość phishingowa udawała mail od zespołu wsparcia Amazon, zachęcając do „aktualizacji adresu”. Wszystko wyglądało legalnie, do momentu, gdy dane trafiały prosto w ręce hakerów.

Zagrożenia cybernetyczne wokół Prime Day to nie przypadek, a zaplanowane na dużą skalę kampanie, które mają na celu wykorzystanie zachowań konsumentów. Na szczęście świadomość i profilaktyka to już solidne formy obrony. Dzięki odpowiednim narzędziom i nawykom, kupujący mogą cieszyć się okazjami bez dawania się złapać na przynętę – uważa Omer Dembinsky, Group Manager of Research & Threat Intelligence w Check Point Software Technologies.

Eksperci nie mają złudzeń, Prime Day to nie tylko maraton zakupowy, ale też sezon żniw dla cyberprzestępców. Aby nie zostać łatwym celem, należy działać z wyprzedzeniem. To oznacza: ostrożność, dwuskładnikowe logowanie, precyzyjne weryfikowanie adresów URL i ignorowanie nieoczekiwanych wiadomości z „promocjami”.

WeNet z nową szefową i strategią – AI dla małych i średnich przedsiębiorstw

Od 1 lipca 2025 roku stanowisko Prezeski Zarządu Grupy WeNet objęła Joanna Plona, zastępując Michała Wrzesińskiego, co-foundera WeNet, który przechodzi do Rady Nadzorczej. Jednocześnie firma ogłasza nową strategię rozwoju, której celem jest wzmocnienie pozycji WeNet jako partnera technologicznego dla przedsiębiorców z sektora MŚP, oferującego szeroki wachlarz rozwiązań opartych na AI, wspierających ich w budowaniu obecności online, zarządzaniu relacjami z klientami oraz operacjach biznesowych. W ten sposób WeNet chce dać przedsiębiorcom narzędzia, które do tej pory były zarezerwowane głównie dla największych organizacji.

„Jesteśmy na rynku od 30 lat i od zawsze wspieramy małych i średnich przedsiębiorców. W naszym portfolio mamy obecnie ponad 75 tys. klientów – w Polsce, na Słowacji,  w Czechach, na Węgrzech i w Rumunii. Dzięki tej skali działania, jak nikt inny znamy i rozumiemy potrzeby oraz wyzwania firm z sektora MŚP” – mówi Joanna Plona, nowa CEO Grupy WeNet i Prezeska Zarządu WeNet Group S.A.

Nowa strategia – WeNet rozbudowuje ofertę dla MŚP z pomocą AI, koncentrując się na specyfice konkretnych branż

W ramach nowej strategii Grupa WeNet planuje dynamicznie rozszerzać swoje portfolio usług, integrując nowoczesną technologię sztucznej inteligencji z uwzględnieniem specyfiki i potrzeb poszczególnych branż. Kluczową przewagą konkurencyjną WeNet pozostaje elastyczne podejście, które umożliwia precyzyjne rozpoznawanie potrzeb klientów i dopasowywanie najlepszych rozwiązań oraz unikalne podejście Human to Human, oparte na budowaniu długofalowych, partnerskich relacji z klientami.

Grupa WeNet przygotowuje znaczące poszerzenie swojego portfolio produktowego. Grupa intensywnie pracuje nad wdrożeniem nowych narzędzi dla sektora MŚP – nie tylko w obszarze digital marketingu, ale także rozwiązań z obszaru zarządzania relacjami z klientami, i wspierających codzienne procesy biznesowe. Opracowywane produkty mają być oparte na technologii sztucznej inteligencji i dopasowane do specyfiki konkretnych branż m.in. dla firm z sektorów budowlanego, beauty, motoryzacyjnego czy gastronomiczno-hotelarskiego (HoReCa). „Rozwój technologii AI sprawia, że liczba dostępnych na rynku narzędzi rośnie błyskawicznie. To powoduje coraz większe trudności w wyborze odpowiedniego rozwiązania dobrej jakości, w rozsądnej cenie, szczególnie dla mniejszych przedsiębiorstw. Takie podmioty nie posiadają rozbudowanych struktur pozwalających na wielowymiarową analizę, a następnie realizację wdrożenia. Wierzymy, że korzystanie z naszych usług zwiększy ich szanse rynkowe.” – dodaje nowa Prezeska Grupy WeNet.

WeNet wypełnia lukę na rynku usług dla MŚP

Nowa strategia Grupy WeNet powstała jako bezpośrednia odpowiedź na ograniczenia obecnych modeli wsparcia, z jakimi borykają się małe i średnie przedsiębiorstwa. Jak pokazuje praktyka, żadne z dostępnych rozwiązań nie adresuje wszystkich potrzeb MŚP – każde wiąże się z kompromisami:

  • Agencje 360 zwykle zapewniają kompleksową obsługę, ale ich ceny często przekraczają możliwości budżetowe MŚP.
  • Platformy SaaS i narzędzia DIY oferują korzystne modele subskrypcyjne, ale brakuje im kluczowego elementu – ludzkiego doradztwa i opieki.
  • Freelancerzy zapewniają indywidualne podejście, lecz nie są w stanie objąć pełnego spektrum usług niezbędnych do kompleksowego rozwoju biznesu.

„Jako jedyni na rynku już dziś łączymy wszystkie te modele: kompleksowość, dedykowanych doradców i stały abonament. Mamy doświadczonych doradców i opiekunów w Customer Care, którzy wykorzystując swą wiedzę i doświadczenie pomagają w doborze najlepszych rozwiązań i wspierają klientów w ich rozwoju. To ogromna przewaga rynkowa. ” – dodaje Joanna Plona.

WeNet planuje poszerzać swoją ofertę na trzy główne sposoby: rozwijając własne produkty, nawiązując strategiczne partnerstwa oraz dokonując akwizycji dojrzałych rozwiązań dostępnych na rynku. Jeśli chodzi o akwizycje, szczególną uwagę Grupa poświeci rozwiązaniom SaaS, wyspecjalizowanym w konkretnych branżach.

Dossier Joanna Plona

Joanna Plona, nowa prezeska Grupy WeNet przez całe swoje życie zawodowe jest związana z rozwojem biznesu online. Jest doświadczoną menedżerką, która dynamicznie i skutecznie realizuje postawione przed nią cele. Była członkinią zespołów zarządzających największych firm internetowych w Polsce. W Wirtualnej Polsce jako wiceprezeska produktu, odpowiadała za rozwój oraz strategię biznesową i produktową firmy o przychodach około 400 mln zł.

Jako członkini zespołu zarządzającego BaseLinker – największego na rynku B2B SaaS Integratora dla eCommerce w Polsce – odpowiadała za rozwój bazy klientów i marketing w kraju i za granicą.

Do Grupy WeNet dołączyła w maju 2024 roku jako Product Innovation Director, gdzie odpowiadała za rozwój produktów oraz rozwiązań SaaS, a w czerwcu została CEO spółki WebWave. Od grudnia 2024 roku odpowiadała również za innowacje produktowe jako Wiceprezeska ds. Innowacji, budując nową strategię wzrostu Grupy i nadzorując rozwój produktu, marketing, rozwiązania SaaS oraz międzynarodowe partnerstwa.

Dzięki pracy w BaseLinkerze i WeNet, Joanna bardzo dobrze poznała charakterystykę oraz potrzeby małych i średnich przedsiębiorstw. Swoje doświadczenie zawodowe zdobywała zarządzając kilkusetosobowymi, zróżnicowanymi zespołami z obszarów produktu, biznesu, IT i marketingu. Zespoły, którymi zarządzała przez lata osiągały najwyższe poziomy zaangażowania w firmie.

Joanna Plona, od lat inwestuje w rozwój swoich kompetencji liderskich i strategicznych. Ukończyła podyplomowy program menadżerski na Stanford University.  Uzyskała również certyfikację w zakresie wykorzystania AI w biznesie w programie Uniwersytetu Oksfordzkiego oraz ukończyła program liderski Leadership Academy for Poland prowadzony przez profesorów z takich uczelni, jak Harvard czy MIT.

Jako doświadczona menedżerka i liderka, aktywnie dzieli się zdobytą wiedzą i doświadczeniem, będąc mentorką dla młodych przedsiębiorczyń w ramach inicjatywy Women in Tech.

„Powołanie Joanny Plona na prezeskę WeNet to silny, ambitny krok w rozwoju spółki. Joanna łączy silny leadership, z mocnym backgroundem produktowym i sprzedażowym. Do tego głęboko rozumie potrzeby polskich MŚP. Jestem przekonany, że dzięki niej WeNet nie tylko utrzyma pozycję lidera w obszarze marketingu internetowego, ale też otworzy się na zupełnie nowe segmenty rynkowe” – podsumowuje Łukasz Cyran, Partner w funduszu Innova Capital będącym większościowym inwestorem Grupy WeNet.

Trend osłabienia USD trwa i nie chce się zakończyć

Wczorajsze dane z amerykańskiego rynku pracy dały chwilę oddechu USD. Jednak szybko go stracił, gdy Izba Reprezentantów przegłosowała ustawę fiskalną Donalda Trumpa. A na horyzoncie już w przyszłym tygodniu ryzyko powrotu wojny celnej. Polski złoty jest tak silny, że tylko na krótko przejął się zaskakującą obniżką stóp przez RPP.

Big Beautiful Weakness

Wczoraj poznaliśmy kluczowe dane dla amerykańskiej polityki monetarnej. W czerwcu liczba zatrudnionych w sektorach pozarolniczych wzrosła o 147 tysięcy, co wyraźnie przekroczyło prognozy (111 tys.). Raport NFP wskazuje, że rynek pracy pozostaje silny, co błyskawicznie obniżyło szanse na obniżki stóp procentowych. Inwestorzy wyceniają aktualnie możliwość wrześniowego cięcia na poniżej 70%. Publikacje błyskawicznie wspomogły dolara, a kurs EUR/USD przetestował lokalne wsparcie na 1,175 $. Tak samo błyskawicznie dolar otrzymał kontrę ze strony swoich polityków. Izba Reprezentantów przyjęła ustawę fiskalną Donalda Trumpa, która za bardzo wysoką cenę obiecuje poprawę konkurencyjności amerykańskiej gospodarki i szybszy rozwój.

Kosztem będzie skokowe zwiększenie i tak imponującego zadłużenia, a dług publiczny USA w ciągu najbliższych lat ma przekroczyć 40 bilionów dolarów. Największe obciążenie stanowią obniżki podatków, których nie udało się zrównoważyć nawet daleko idącymi cięciami wydatków społecznych. Ubezpieczenie zdrowotne i prawo do bonów żywnościowych może stracić kilkanaście milionów Amerykanów. Drastyczne cięcie finansowania dotknie ośrodki zdrowia z mniej zaludnionych obszarów. Ogromne środki popłyną do służby imigracyjnej, która z budżetem 75 mld (połowa na budowę ośrodków zatrzymań) stanie się jedną z najpotężniejszych agencji w Stanach. Wszystko powyższe kreuje ryzyko dalszego wzrostu napięć społecznych, co analitycy traktują jako kolejne zagrożenie dla stabilności amerykańskiego wzrostu.

Wreszcie wielkimi krokami zbliża się 9 lipca, kiedy to kończy się termin wyznaczony przez prezydenta USA na zawarcie porozumień handlowych. Chociaż można mówić o sukcesie w przypadku Wietnamu, to negocjacje z takimi partnerami jak UE czy Japonia wciąż trwają. Amerykańska administracja w swoim stylu zaostrza retorykę przed deadlinem, który nie ma być odsunięty, a cła mogą być wyższe od pierwotnych propozycji. Wojna celna, nawet jeśli już nie z całym światem, stanowi wciąż poważne ryzyko dla globalnego handlu, ale też obciążenie dla dolara. Trend osłabienia USD trwa i nie chce się zakończyć.

Nie ma mocnego na złotego

Polski złoty korzysta z rynkowego układu, w którym słabszy dolar oznacza przepływ kapitału do Europy i do walut EM. Jednak trudno tylko tym wyjaśnić praktycznie niezachwianą wiarę inwestorów w PLN. Nawet zaskakujące cięcie stóp przez RPP zachwiało jego pozycją dosłownie na chwilę. Co więcej środowa decyzja Rady była podyktowana nowymi projekcjami inflacyjnymi, które pokazują szybszy proces dezinflacyjny od oczekiwanego wcześniej. Takie przewidywania budują szanse na szybsze i głębsze obniżki w najbliższych miesiącach, co w teorii powinno fundamentalnie osłabiać rodzimą walutę. Mimo tego złoty przejął się tylko na chwilę tym negatywnym lokalnie układem i na zakończenie tygodnia na parach z głównymi walutami pozostaje blisko kluczowych minimów. Kurs EUR/PLN utrzymuje się poniżej 4,25 zł, a kurs dolara jest blisko 3,60 zł.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

UOKiK z działaniami wobec deweloperów w sprawie wyliczania powierzchni mieszkań – kary przekraczają 1,6 mln zł

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) Tomasz Chróstny wydał sześć decyzji administracyjnych, w których zakwestionował praktyki kilku czołowych deweloperów z Warszawy, Wrocławia i Lublina. Spółki te nieprawidłowo informowały klientów o powierzchni użytkowej lokali mieszkalnych, w szczególności w zakresie uwzględniania powierzchni pod ściankami działowymi. Nałożone kary finansowe łącznie przekraczają 1,6 mln zł.

Istota problemu

Analizy UOKiK wykazały, że w materiałach ofertowych i dokumentacji przekazywanej konsumentom nie uwzględniano w sposób transparentny i jednoznaczny informacji o powierzchni zajmowanej przez ścianki działowe, które w niektórych przypadkach były wliczane do powierzchni użytkowej mieszkania. Skutkiem tego konsumenci nie mieli pełnej wiedzy o rzeczywistej powierzchni, z której będą mogli korzystać, a także o faktycznym rozliczeniu ceny za metr kwadratowy.

W jednym przypadku deweloper, mimo zamieszczania informacji o powierzchni pod ściankami, nie wliczał jej do powierzchni umownej, co skutkowało koniecznością dodatkowych dopłat po zawarciu umowy.

Z perspektywy rynku i konsumenta

Prezes UOKiK podkreśla, że precyzyjne określenie powierzchni użytkowej jest kluczowe dla transparentności ofert i zaufania konsumentów do rynku nieruchomości. „Powierzchnia lokalu i jej kalkulacja cenowa to główne parametry, na które zwracają uwagę kupujący. Transparentność i rzetelność informacji to fundament uczciwej relacji z klientem, zwłaszcza że konsumenci to strona słabsza w relacji z profesjonalnym deweloperem” – komentuje Tomasz Chróstny.

Regulacje i dalsze kroki legislacyjne

Obecne niejasności wynikają z różnych interpretacji norm budowlanych dotyczących pomiaru powierzchni mieszkań, zwłaszcza w kontekście wliczania powierzchni pod ściankami działowymi. Prezes UOKiK wskazuje, że kompetencje do jednoznacznego ustalenia norm posiada Minister Rozwoju i Technologii, który może wprowadzić odpowiednie rozporządzenie doprecyzowujące zasady pomiaru powierzchni użytkowej.

UOKiK deklaruje współpracę z organem regulacyjnym w celu wypracowania rozwiązań zwiększających ochronę konsumentów oraz klarowność i jednolitość standardów na rynku deweloperskim.

Podsumowanie sankcji

Na spółki JP Development Horyzont Poznań (Warszawa), Capitalia Real Estate Gęsia (Lublin), Space Investment Strzegomska 3 Otyńska (Wrocław) oraz inne zostały nałożone łączne kary finansowe w wysokości ponad 1,6 mln zł. Firmy odwołały się do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów – decyzje UOKiK nie są jeszcze prawomocne.

W związku z niedawnymi zmianami prawnymi nakładającymi na deweloperów obowiązek jasnego i przejrzystego informowania o cenach i warunkach sprzedaży, UOKiK kontynuuje monitorowanie branży oraz zapowiada kolejne postępowania wyjaśniające i sankcjonujące nieprawidłowości.

W przypadku stwierdzenia naruszeń zbiorowych interesów konsumentów, sankcje mogą sięgnąć nawet 10% rocznego obrotu firmy.

Air France-KLM przejmie kontrolę nad SAS

Grupa Air France-KLM ogłosiła dziś zamiar zwiększenia swojego udziału w kapitale zakładowym skandynawskich linii lotniczych SAS z obecnych 19,9 do 60,5 procent, co zapewni jej większościową kontrolę nad spółką. Udziały zostaną odkupione od głównych akcjonariuszy: funduszu Castlelake oraz duńskiej firmy inwestycyjnej Lind Invest.

Planowana transakcja jest efektem udanej restrukturyzacji SAS oraz pozytywnych wyników współpracy handlowej zapoczątkowanej latem 2024 roku. Pozwoli ona w pełni wykorzystać potencjał synergii między Air France-KLM a SAS, wzmocni obecność Grupy na rynku skandynawskim oraz stworzy dodatkową wartość dla akcjonariuszy. Operacja stanowi też kolejny ważny krok w konsolidacji sektora lotniczego w Europie.

Finalizacja transakcji planowana jest na drugą połowę 2026 roku, pod warunkiem uzyskania wymaganych zgód regulacyjnych.

Od połowy 2024 roku SAS współpracuje z liniami Air France i KLM w ramach rozszerzonych umów code-share i interline, a także dołączył do sojuszu lotniczego SkyTeam. Po sfinalizowaniu transakcji Air France-KLM uzyska większościowy udział w skandynawskich liniach, które staną się spółką zależną Grupy. Air France-KLM obejmie większość miejsc w Radzie Dyrektorów SAS, podczas gdy Państwo Duńskie zachowa 26,4% udziałów oraz swoje miejsca w organach zarządczych.

Wartość inwestycji Air France-KLM zostanie ustalona w momencie finalizacji, na podstawie aktualnych wyników finansowych SAS, uwzględniających wskaźniki EBITDA i poziom zadłużenia netto. Operacja ta jest zgodna z średniookresowymi założeniami finansowymi Grupy.

„Jesteśmy podekscytowani perspektywą pełnego przyjęcia SAS do rodziny Air France-KLM. Po udanej restrukturyzacji SAS osiągnął imponujące wyniki, a my wierzymy, że jego potencjał będzie nadal rósł dzięki głębszej integracji z naszą Grupą. To połączenie przyniesie wymierne korzyści naszym klientom oraz mieszkańcom Skandynawii, którzy będą korzystać z bogatszej siatki lotów, a także pracownikom SAS, których zaangażowanie odegrało kluczową rolę w odbudowie pozycji linii. Z radością otwieramy nowy rozdział naszej wspólnej podróży.” – powiedział Benjamin Smith, Dyrektor Generalny Air France-KLM.

Develia: 1699 sprzedanych mieszkań i 1193 przekazanych w I półroczu 2025 r.

0

Develia w I półroczu 2025 r. sprzedała na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych 1699 mieszkań. Spółka przekazała 1193 lokale.

W I półroczu br. Develia sprzedała na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych 1699 mieszkań wobec 1949 w analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli o 13% mniej. W liczbie sprzedanych mieszkań uwzględniono 12 lokali w inwestycjach realizowanych w ramach projektów joint venture. W minionym półroczu deweloper przekazał 1193 mieszkania w porównaniu do 1057 rok wcześniej, czyli o 13% więcej. Liczba lokali przekazanych w projektach joint venture to 184 sztuki.

Develia na koniec czerwca br. miała również zawarte 72 umowy rezerwacyjne, których znaczna część zostanie przekształcona w umowy deweloperskie w najbliższym okresie.

– W I półroczu nieznacznie przekroczyliśmy przyjęte na ten okres założenia i sukcesywnie realizujemy nasz plan, podtrzymując roczny cel 3100-3300, który nie uwzględnia jeszcze przejęcia Bouygues Immobilier Polska. W ostatnich miesiącach sektor mieszkaniowy otrzymał pierwsze pozytywne sygnały w postaci obniżek stóp procentowych, które przełożą się na niższe koszty finansowania oraz większą dostępność kredytów hipotecznych w nadchodzących kwartałach. Spodziewamy się, że będzie to jeden z kluczowych czynników, który wpłynie na stopniową odbudowę popytu. Jednocześnie należy mieć na uwadze, że w porównaniu do rynków europejskich, koszt kredytu w Polsce wciąż pozostaje wysoki, a jego spadek będzie procesem rozłożonym na najbliższe lata – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Obecnie w oczekiwaniu na decyzję UOKiK w sprawie przejęcia Bouygues Immobilier Polska przygotowujemy się do planowanej integracji spółek. Transakcja istotnie wpłynie na wolumen sprzedaży w przyszłym roku i kolejnych latach, wspierając dalszy wzrost naszego udziału w rynku – dodaje Andrzej Oślizło.

W II kwartale 2025 r. spółka sprzedała 748 lokali wobec 911 w analogicznym okresie ubiegłego roku. Najwięcej mieszkań znalazło nabywców w projektach: Przemyska Vita i Południe Vita w Gdańsku, Ceglana Park w Katowicach, Centralna Vita i City Vibe w Krakowie, Unii Lubelskiej Vita w Poznaniu, Bemowo Vita i Oliwska Vita w Warszawie oraz Orawska Vita i WUWA Vita we Wrocławiu. Develia przekazała 670 lokali w porównaniu do 459 w II kwartale 2024 r. Najwięcej mieszkań przekazano w inwestycjach: Ceglana Park w Katowicach, City Vibe w Krakowie, Malta Point w Poznaniu, Aleje Praskie, Oliwska Vita oraz Ursynów #22 w Warszawie oraz Orawska Vita i Ogrody Wojszyce we Wrocławiu.

Autopromocja RPP nie przynosi jasnych sygnałów. Złoty zyskuje na sile

Czwartek na rynku był bardziej intensywny przez Dzień Niepodległości w USA przypadający na następny dzień. Dane z rynku pracy odsunęły spekulacje o obniżkach stóp procentowych, z kolei prezes Adam Glapiński po raz kolejny zgrabnie połączył autopromocję z konferencją po decyzji Rady.

Konferencja prasowa prezesa NBP

Po niespodziewanej obniżce stóp procentowych konferencja prasowa zapowiadała się szczególnie interesująco. Jednak w praktyce było jak zwykle. Bardzo dużo mówiono o wysokich kompetencjach merytorycznych niemal całego obecnego składu RPP. Pojawiła się szpilka w stronę Pani Tyrowicz, która nadal jest zwolennikiem znaczącego podnoszenia stóp. Krytyka rządu, którego niemal każde działanie jest proinflacyjne. Na koniec jeszcze seria pytań, w których prezes Adam Glapiński bardzo mocno zbaczał z tematu. Co się dowiedzieliśmy? W sumie to niewiele. Wydaje się, że mało prawdopodobny jest cykl obniżek. Z jednej strony chwalono się, że stopy procentowe realne, czyli po uwzględnieniu inflacji, są niższe niż np. w USA. Z drugiej na pytanie, czy skoro oczekiwany jest spadek cen, należy się spodziewać dalszych cięć, odpowiedź była co najmniej wymijająca. I to chyba ta próba zanegowania, że mamy do czynienia z cyklem spowodowała reakcję rynków. Złoty zyskiwał na wartości już przed konferencją, ale w jej trakcie ruch ten przyspieszył. W rezultacie dzisiaj złoty jest silniejszy względem euro niż przed decyzją o obniżce stóp.

Niespodzianka za oceanem

Wczorajsze dane z amerykańskiego rynku pracy były sporym zaskoczeniem. Zaczęło się od tego, że rynek oczekiwał wzrostu bezrobocia z 4,2% na 4,3%, a zobaczyliśmy spadek do 4,1%. Warto tutaj zwrócić uwagę na specyfikę liczenia tego wskaźnika. Bezrobotnymi są tylko osoby aktywnie poszukujące pracy. Mamy więc względem kwietnia wyraźnie mniej zatrudnionych w USA, za to niższe bezrobocie. Zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym wypadła lepiej niż prognozowano, za to w sektorze prywatnym znacznie gorzej. Część analityków wiąże te dane z powrotem do pracy części osób zwolnionych przez Departament Rządowej Efektywności. Skala jest jednak większa niż spodziewana liczba przywróceń do pracy. Jak reagowały rynki? Spadek bezrobocia okazał się ważniejszy od reszty wątpliwości i dolar wczoraj w drugiej połowie dnia odzyskiwał cześć ostatnich strat.

Koniec marzeń o obniżce w lipcu?

Wczoraj mieliśmy jeszcze jeden ważny sygnał zza oceanu. Zaledwie miesiąc temu, mieliśmy niemal 30% szans na obniżkę stóp procentowych na posiedzeniu 30 lipca. Dzisiaj mamy już niecałe 5%. Co się zmieniło? Oczekiwania mówiły o potrzebie ratowania gospodarki i rynku pracy. Wczoraj okazało się, że skoro bezrobocie spada, to może nie bardzo jest co ratować. Jeżeli dołożymy do tego odbicie inflacji, symboliczne, ale jednak w górę widzimy, nie ma się co dziwić, że cięcia się oddalają. Im dalej obniżki, tym silniejszy dolar, co dodatkowo wyjaśnia wczorajszy ruch.

Dzisiaj Dzień Niepodległości w USA, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Autor: Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Jak dobrać zasilacz UPS do komputera, serwera lub systemu alarmowego?

Jak dobrać silnik elektryczny zaburtowy do typu łodzi i akwenu?

Dobór odpowiedniego silnika elektrycznego zaburtowego to kluczowy element wpływający na komfort, bezpieczeństwo i efektywność pływania. Właściwy wybór powinien uwzględniać przede wszystkim typ jednostki pływającej i charakterystykę akwenu.

Rodzaj jednostki pływającej (typ łodzi)

Dobór silnika elektrycznego zaburtowego powinien zawsze uwzględniać rodzaj jednostki, do której ma być zamontowany. Różne typy łodzi mają odmienne parametry hydrodynamiczne, wypornościowe i konstrukcyjne, które bezpośrednio wpływają na wymagania wobec silnika.

  • Łodzie wędkarskie charakteryzują się dobrą stabilnością i większą sztywnością. Do takich jednostek zazwyczaj wystarcza silnik o standardowym uciągu zgodnym z długością łodzi. Na przykład łódź o długości 4 metrów dobrze współpracuje z silnikiem o uciągu 40–50 Lbs.
  • Ponton to jednostka lżejsza, ale o większym oporze hydrodynamicznym (ze względu na miękkie burty i często większą szerokość w części zanurzonej). Wymaga silnika o nieco większym uciągu niż łódź tej samej długości. Przykładowo: do pontonu 3,5 m zaleca się silnik o uciągu co najmniej 50 Lbs.
  • Kajaki i kanadyjki z napędem elektrycznym – do takich jednostek używa się kompaktowych, lekkich silników o niższym uciągu (20–30 Lbs), których zaletą jest cicha praca i niewielka waga, idealna do transportu ręcznego.
  • Małe jachty kabinowe lub łodzie rekreacyjne – wymagają mocniejszych silników (60–80 Lbs i więcej), często wyposażonych w dodatkowe funkcje (np. sterowanie pilotem, wskaźnik naładowania baterii, regulacja kąta pracy śruby). Należy również uwzględnić masę i balast takiej jednostki.

Typ akwenu

Równie istotnym czynnikiem przy wyborze silnika elektrycznego jest rodzaj akwenu, na którym najczęściej będziemy pływać. Różne zbiorniki wodne charakteryzują się odmiennymi warunkami, które wpływają na zapotrzebowanie na moc i trwałość silnika.

  • Małe jeziora i stawy – to spokojne akweny, często objęte strefą ciszy, idealne do pływania rekreacyjnego i wędkowania. Na takich wodach dobrze sprawdzą się silniki o mniejszym uciągu (30–40 Lbs), które zapewnią wystarczającą siłę napędową przy niskim zużyciu energii.
  • Średnie i duże jeziora – na tych zbiornikach często występują silniejsze wiatry i fale, co może zwiększyć zapotrzebowanie na moc. Zaleca się stosowanie silników o większym uciągu (50–60 Lbs), szczególnie jeśli planujemy dłuższe rejsy lub pływanie pod wiatr.
  • Rzeki i kanały – wymagają specjalnego podejścia. W nurcie rzeki należy liczyć się z oporem prądu wodnego. Nawet jeśli rzeka wygląda spokojnie, to przeciwprąd może być znaczący, szczególnie przy wysokim stanie wody. W takich warunkach minimalny rekomendowany uciąg silnika to 50 Lbs lub więcej, w zależności od prędkości nurtu i wagi łodzi.
  • Zbiorniki zaporowe, zalewy – to często duże akweny, które mogą być narażone na silne podmuchy wiatru, nagłe zmiany pogody i długie dystanse do pokonania. Wymagają nie tylko silnika o większej mocy, ale również pojemnego i trwałego akumulatora.

https://voltpolska.pl/dom-i-ogrod/silniki-elektryczne-do-lodzi/

Inwestycje, edukacja i talenty – trzy filary sukcesu polskiej branży IT

Polska utrzymuje silną pozycję na technologicznej mapie Europy i to nie dzięki niższym płacom. Zdecydowanie większą rolę odgrywa obecnie wysoka jakość usług, wynikająca z kompetencji zespołów i rozwijającego się zaplecza edukacyjnego. Jak wynika z raportu „Wynagrodzenia i trendy w IT” opracowanego przez Grafton Recruitment, baza talentów w tym sektorze stale się powiększa.

Zaufanie do kompetencji

Obserwacje rynku potwierdzają, że dojrzałość operacyjna, umiejętność pracy projektowej i zasoby wiedzy, to dziś główne atuty polskiego sektora IT. Coraz częściej to one, a nie stawki, decydują o wyborze Polski jako lokalizacji dla zaawansowanych działów technologicznych globalnych marek.

– Jesteśmy w punkcie, w którym konkurencyjność polskiego rynku IT nie zależy już od „cennika” usług. Coraz większą rolę odgrywa jakość, elastyczność operacyjna i wysoka kultura techniczna specjalistów. Pracodawcy, zarówno lokalni, jak i zagraniczni, poszukują dziś partnerów technologicznych, którzy potrafią nie tylko wykonać zadanie, ale także zapewnić wartość dodaną – rozumieją kontekst biznesowy, potrafią działać proaktywnie i są w stanie rozwijać rozwiązania wspólnie z klientem – wyjaśnia Agata Jemioła, Branch Manager w Grafton Recruitment.

Umiędzynarodowienie IT to już standard

Polski sektor IT działa w realiach silnie umiędzynarodowionych. Wielu specjalistów pracuje w modelu zdalnym lub hybrydowym, często w strukturach rozproszonych geograficznie. Praca dla firm z USA, Niemiec, Wielkiej Brytanii czy Skandynawii stała się codziennością, a kompetencje językowe, samodzielność i umiejętność funkcjonowania w kulturze projektowej, to obecnie podstawowe wymagania zawodowe. Taki model działania wymaga nie tylko wiedzy technicznej, ale także zdolności adaptacyjnych i wysokiego poziomu odpowiedzialności. To właśnie te cechy – obok kompetencji twardych – sprawiają, że polscy specjaliści są cenionymi partnerami w globalnych inicjatywach. Jednocześnie coraz więcej firm technologicznych działających w Polsce obsługuje klientów z całego świata, co umacnia pozycję naszego kraju jako dojrzałego i godnego zaufania rynku IT o rosnącym znaczeniu strategicznym.

Rynek IT już dawno przekroczył granice lokalności – dziś większość projektów realizowana jest w strukturach międzynarodowych. Polscy specjaliści doskonale odnajdują się w tej rzeczywistości, łącząc wiedzę technologiczną z umiejętnością pracy w zróżnicowanych kulturowo środowiskach. Coraz częściej widać też zmianę w podejściu do zarządzania – nowoczesne przywództwo w IT opiera się na empatii, zaufaniu i elastyczności, a liderzy pełnią rolę integratorów i mentorów, potrafiących inspirować i budować efektywne zespoły w rozproszonych strukturach – zauważa Agata Jemioła.

Nowe pokolenie specjalistów

Z raportu „Wynagrodzenia i trendy w IT” Grafton Recruitment wynika, że grono talentów w polskim IT systematycznie się powiększa. Zgodnie z danymi GUS, liczba studentów kierunków technicznych i informatycznych rośnie szybciej niż ogólna liczba studiujących w kraju. W skali ogólnopolskiej udział tej grupy w całkowitej liczbie studentów wzrósł o 4,2 p.p., co potwierdza trend wzmacniania zaplecza kadrowego w branży. Najwyższe wzrosty odnotowano w województwach wielkopolskim (+20%), dolnośląskim (+11,4%), śląskim (+7,9%) i lubelskim (+6,6%). Ośrodki akademickie skupiające największą liczbę studentów IT znajdują się natomiast w województwach mazowieckim (21 959 osób), małopolskim (12 939) i dolnośląskim (10 526). Dane te potwierdzają rosnące zainteresowanie młodych ludzi technologią, a jednocześnie wskazują na potrzebę dalszego rozwoju infrastruktury edukacyjnej w mniejszych regionach kraju.

Dynamiczny wzrost liczby studentów kierunków IT pokazuje, że branża technologiczna wciąż przyciąga młodych ludzi i oferuje im realne perspektywy rozwoju. Co więcej, obserwujemy coraz większe zróżnicowanie specjalizacji – od klasycznego programowania, przez rozwiązania chmurowe i analizę danych, po nowe obszary związane ze sztuczną inteligencją, jak inżynieria promptów czy etyka algorytmów. Jednocześnie zmienia się struktura zapotrzebowania na kompetencje – automatyzacja prostych zadań, zwłaszcza z wykorzystaniem AI, sprawia, że liczba ofert na stanowiskach juniorskich maleje. W ich miejsce pojawiają się jednak nowe role, wymagające głębszej specjalizacji, myślenia strategicznego i umiejętności łączenia wiedzy technologicznej z kontekstem biznesowym – komentuje Karol Boczkowski, rekruter IT w Grafton Recruitment.

Dane Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIH) pokazują, że Polska przyciąga inwestycje w obszarze IT nie tylko z powodu konkurencyjnych kosztów, ale przede wszystkim dzięki szerokiej puli specjalistów, rozwiniętemu zapleczu akademickiemu oraz stabilnemu otoczeniu gospodarczemu. Każde województwo dysponuje własną siecią uczelni technicznych, a informatyka i telekomunikacja należą do najczęściej wybieranych kierunków. Ponad 55 tys. osób rocznie kończy kształcenie w tych dziedzinach, a Polska może poszczycić się jednym z najwyższych w UE udziałów kobiet wśród absolwentów kierunków STEM. Atutem jest również korzystne położenie w środkowoeuropejskiej strefie czasowej oraz dobrze rozwinięta infrastruktura transportowa, sprzyjająca współpracy z rynkami Europy Zachodniej i Skandynawii.
Szkolnictwo wyższe Raport IT Grafton Recruitment
– Polska jest zdecydowanie jednym z najbardziej atrakcyjnych kierunków dla zagranicznych firm planujących nowe inwestycje w obszarze ICT. Jest to efekt wieloletniego rozwoju kadry specjalistów, jak również rozwiniętego systemu edukacji szkolnej i wyższej. Dodatkowymi atutami Polski są dogodne położenie geograficzne oraz wciąż niższe koszty pracy niż w większości krajów Europy Zachodniej – mówi Aleksander Turkiewicz, Consultant w Investment Support Department, PAIH.

Perspektywy: nie ilość, lecz jakość i ciągłość

Raport jednoznacznie pokazuje, że siła polskiego IT nie leży w skali, lecz w jakości. To stabilność, specjalizacja i zdolność do budowania długofalowych relacji przesądzają dziś o konkurencyjności rynku. Liczy się nie tyle dynamiczny wzrost zatrudnienia, co rozwój wyspecjalizowanych zespołów, które potrafią łączyć technologię z potrzebami biznesu, projektować rozwiązania i współtworzyć strategie cyfrowe.

W połączeniu z rosnącym zapleczem młodych talentów, Polska ma wszystkie atuty, by umacniać swoją pozycję jako jeden z najważniejszych ośrodków technologicznych w Europie – nie tylko jako wykonawca, ale jako współtwórca rozwiązań o globalnym znaczeniu.

O raporcie: W raporcie prezentowane są wyniki badania przeprowadzonego metodą CAWI w okresie od kwietnia do maja 2025 roku. Wzięło w nim udział 187 respondentów, wśród których 161 osób zadeklarowało aktualne zatrudnienie w sektorze IT. Partnerem raportu jest PAIH.

Raport NFP oddala wizję cięć stóp – wraca groźba nowych ceł USA

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump,zapowiedział że administracja amerykańska już od dziś rozpocznie wysyłkę oficjalnych zawiadomień do partnerów handlowych ws. ceł. Wszystkie kraje mają zostać objęte nowymi taryfami najpóźniej do 9 lipca, a termin ten nie zostanie przedłużony.

Nowe stawki celne będą znacznie wyższe niż wcześniej zapowiadane – zamiast dotychczasowych maksymalnych 50%, cła mają wynosić od 10–20% aż do 60–70%. Stany Zjednoczone zawarły już porozumienia handlowe z Wielką Brytanią i Wietnamem, a także osiągnęły rozejm z Chinami. W przypadku Wietnamu ustalono 20-procentowe cło na eksport bezpośredni do USA oraz 40-procentowe na towary reeksportowane przez Wietnam z innych państw, takich jak Chiny.

Negocjacje z Japonią, Koreą Południową i Unią Europejską nadal trwają, jednak Trump ostro skrytykował Tokio, sugerując możliwość nałożenia ceł na poziomie 30–35%. Prezydent argumentuje swoje działania brakiem sprawiedliwych porozumień handlowych, podkreślając konieczność renegocjacji warunków współpracy. Mimo że technicznie cła płacą importerzy, ich koszty w praktyce często przenoszone są na konsumentów.

Rynek zareagował pozytywnie na informację o porozumieniu z Wietnamem – akcje amerykańskich firm prowadzących działalność w tym kraju odnotowały wzrosty, co świadczy o zaufaniu inwestorów do nowej strategii handlowej administracji USA. Po wczorajszym zaskakująco dobrym odczycie zatrudnienia NFP (+147 tys. vs 111 tys. oczekiwane) rynek z ponad 95% pewnością wycenia pozostawienie stóp procentowych na niezmienionym poziomie w lipcu. Z kolei prawdopodobieństwo cięcia już we wrześniu spadł poniżej 70%, co pokazuje, że wizja luzowania monetarnego zaczyna się oddalać. EURUSD spadł poniżej 1.1800, a indeks technologiczny NASDAQ100 wczoraj wzrósł o 0.85%. Rentowność amerykańskich obligacji 10-letnich wzrosła do 4.348%. Dzisiaj dzień niepodelgłości w Stanach Zjednoczonych, w związku z czym amerykańskia giełda pozostanie zamknięta.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Minimalizm w miejscu pracy – mniej bodźców, więcej skupienia

Nowoczesne biura pokazują, że kawa do biura może być częścią świadomego podejścia do pracy w duchu minimalizmu. W świecie pełnym bodźców, informacji i rozpraszaczy, coraz więcej firm odkrywa wartość minimalizmu – również w projektowaniu przestrzeni biurowej. 

Estetyka przede wszystkim

Czyste linie, ograniczona paleta barw, naturalne materiały i dobrze zaplanowana funkcjonalność stają się fundamentem miejsc, które sprzyjają koncentracji i lepszej organizacji pracy. Biuro przestaje być tylko miejscem wykonywania obowiązków, a zaczyna pełnić funkcję przestrzeni wspierającej dobre nawyki.

W takim otoczeniu dużą wagę przywiązuje się również do codziennych rytuałów. Przykład? Przerwa na kawę – zamiast szybkiego kubka z automatu, wybór świadomej chwili relaksu, z dobrą kawą, w spokojnym otoczeniu. To właśnie tu wpisuje się przemyślana kawa do biura: staje się częścią strategii, a nie przypadkowym dodatkiem. Jej obecność powinna być spójna z całym biurowym konceptem – estetyczna, wygodna i dostosowana do tempa pracy.

Życie i  praca w rytmie slow

Firmy, które inwestują w slow office, coraz częściej zwracają uwagę nie tylko na design i ergonomię, ale także na jakość doświadczeń sensorycznych – smak, zapach, tekstury. Kawa do biura, podawana w odpowiednich warunkach, może wspierać ten model: wysokiej jakości mieszanki, wydajny ekspres, intuicyjny system obsługi. Wszystko po to, aby rytuał picia kawy nie rozpraszał, lecz wspierał koncentrację i dobre samopoczucie w pracy.

Minimalizm to pełnia przyjemności

Kompleksowe rozwiązania dla biur w tym zakresie oferuje np. Tchibo Coffee Service. Marka dostarcza nie tylko ziarna, ale też sprzęt i serwis, dzięki czemu całość wpisuje się w ideę „mniej znaczy więcej”.

Minimalistyczne podejście nie oznacza rezygnacji z jakości – wręcz przeciwnie. Ograniczając liczbę elementów, zwiększamy ich znaczenie. Dlatego dobrze dobrana kawa do biura, podawana w estetycznym otoczeniu, staje się symbolem świadomej troski o komfort i skupienie pracowników. W takim środowisku łatwiej nie tylko pracować, ale też po prostu być obecnym tu i teraz. Zamiast walczyć z chaosem, warto stworzyć przestrzeń, która daje oddech – również dzięki prostym rozwiązaniom. Nawet filiżanka dobrze zaparzonej kawy może stać się elementem kultury organizacyjnej, która wspiera skupienie, redukuje stres i ułatwia regenerację w ciągu dnia pracy. To właśnie drobiazgi, jak kawa do biura, budują codzienny komfort i sprzyjają lepszej koncentracji. W efekcie rośnie satysfakcja zespołu, poprawia się atmosfera, a pracownicy chętniej angażują się w swoje obowiązki. Komfort ma realny wpływ na efektywność i dobre relacje w firmie.

Zmiany w algorytmach Mety: jak adaptować strategię contentową, by nie stracić zasięgów?

W świecie mediów społecznościowych jedno pozostaje niezmienne – wszystko się zmienia. Szczególnie w ekosystemie Mety (czyli Facebooka, Instagrama czy Threads), gdzie regulaminy, algorytmy i zasady publikowania treści są aktualizowane w zasadzie co chwilę. Dla twórców i marek oznacza to jedno: warto być na bieżąco.

Znajomość polityki Mety to dziś nie tylko kwestia zgodności z zasadami, ale wręcz konieczność, żeby właściwie planować strategie contentowe. – Nawet najlepszy pomysł na dowolną publikację może nie wypalić, jeśli zostanie źle oceniony przez system – a to z kolei może wynikać z nieznajomości najnowszych wytycznych w zakresie polityki prywatności. Niestety obserwujemy to często, gdy zgłaszają się do nas twórcy, którzy są bardzo kreatywni, ale niekoniecznie świadomi regulaminów rządzących Metą – stwierdza Michał Hertel, współzałożyciel agencji SparkyB.  Brak tej świadomości może skutkować zablokowaniem określonych funkcji lub spadkiem zasięgów.

Czas więc zmienić perspektywę. Nie traktujmy regulaminów jako „dokumentu, którego nikt nie czyta”, tylko jako mapę, która pokazuje, jak skutecznie i bezpiecznie poruszać się po platformie. Szczególnie jeśli media społecznościowe to miejsce Twojej pracy. O tym właśnie jest poniższy artykuł.

Koniec z „żebrolajkami” – jak Meta redefiniuje zaangażowanie

Jedna z istotnych zmian, która pojawiła się już na rynku amerykańskim, dotyczy tzw. „engagement bait”, czyli treści wprost zachęcających do reakcji, komentarza czy udostępnienia w sposób uznany za manipulacyjny. To posty z frazami typu:

„Kliknij serduszko, jeśli się zgadzasz!”

„Napisz TAK w komentarzu, jeśli lubisz lato!”

„Udostępnij, jeśli jesteś z Warszawy!”

Meta uznała tego typu działania za sztuczne nabijanie interakcji i zaczęła ograniczać ich widoczność. Celem tej zmiany było poprawienie jakości feeda użytkowników i promowanie bardziej wartościowych treści. W efekcie konta, które bazowały na takich technikach, doznały wyraźnych spadków zasięgów – a czasem nawet ograniczeń z poziomu systemu, takich jak rzadsze pojawianie się w rekomendacjach, ograniczenie efektywności reklam w przypadku płatnych promocji, zablokowanie możliwości reklamowania, tymczasowa blokada publikacji, aż po najcięższy „wymiar kary” – shadowban, czyli ograniczenia wpływające na widoczność bez oficjalnej informacji dla użytkownika i oznaczenie konta jako niskiej jakości.

Choć zmiany zostały na razie wdrożone głównie w USA, niewykluczone, że podobne podejście pojawi się w Europie. Dlatego warto już teraz zmienić nawyki i stawiać na naturalne formy angażowania odbiorców – np. pytania otwarte, storytelling czy wartościowy insight – radzi Michał Hertel ze SparkyB.

Facebook Content Monetization – nowe otwarcie dla twórców

Kolejnym ważnym krokiem ze strony Mety było ujednolicenie i rozwój funkcji zarabiania na treściach. Facebook Content Monetization łączy różne modele przychodu w jednym miejscu: reklamy wideo (In-Stream Ads), subskrypcje fanów (np. płatne grupy lub dostępy), wsparcie poprzez gwiazdki (Stars) czy coraz popularniejsze bonusy za aktywność.

To ruch w stronę konkurencji z YouTube i TikTokiem, ale też ukłon w stronę twórców, którzy chcą zarabiać bez konieczności prowadzenia działań stricte reklamowych. Warto przyjrzeć się tym rozwiązaniom i możliwościom.

W Polsce nie wszystkie funkcje są jeszcze dostępne, ale warto regularnie sprawdzać zakładkę „Zarabianie” w Creator Studio. Zdarza się, że po cichu udostępniane są nowe opcje, a część twórców zyskuje do nich dostęp wcześniej niż inni – choćby w ramach testów rynkowych.

Nowe zasady prywatności i bezpieczeństwa – mniej danych, mniej precyzji?

W ostatnich miesiącach Meta wdrożyła szereg zmian dotyczących prywatności użytkowników – głównie w odpowiedzi na zmiany w regulacjach takich jak RODO czy wdrożenie Digital Services Act. Jednym z ich skutków jest ograniczenie dostępu do danych, które wcześniej wspierały systemy rekomendacji i targetowania. Dla twórców oznacza to, że algorytmy mogą się zachowywać mniej przewidywalnie. Treści mogą nie trafiać do tak precyzyjnych grup, jak kiedyś, a system może eksperymentować z ich dystrybucją. Jednocześnie wzrosła odpowiedzialność za to, co się publikuje – w tym za treści zawierające dane wrażliwe, polityczne czy medyczne.

Zmiany te wpływają również na wyświetlanie reklam między treściami – warto mieć świadomość, że promowane posty mogą być odrzucane nie tylko z powodów formalnych, ale też na podstawie nowych, bardziej restrykcyjnych wytycznych etycznych i społecznych.

Dlaczego warto na bieżąco śledzić politykę Mety?

Dla twórcy, który traktuje media społecznościowe jako źródło zarobku, zmiany w politykach to nie ciekawostki, tylko istotne informacje biznesowe. Często decydują o tym, czy treść dotrze do odbiorców, czy zostanie ograniczona.

To również sposób na unikanie błędów – np. publikowania treści, które łamią nowe regulaminy, choć jeszcze kilka miesięcy temu były całkowicie akceptowalne. Przykład? Wprowadzenie restrykcji wobec treści „szokujących” lub „wprowadzających w błąd” spowodowało, że wiele twórców musiało zmienić styl komunikacji – nie tylko w reklamach, ale też w organicznych postach.

Z drugiej strony, użytkownicy również powinni rozumieć, co się zmienia. Bo jeśli feed wygląda inaczej, treści są „dziwnie dobrane”, a znajome konta nagle znikają – to najczęściej efekt zmiany algorytmu, który opiera się właśnie na nowych zasadach platformy.

Jak być na bieżąco?

Meta nie ukrywa zmian – wręcz przeciwnie, publikuje je regularnie w oficjalnych źródłach. Warto zaglądać do: Centrum dla twórców (Meta for Creators), Meta Business Help Center, oficjalnych kont na Facebooku i Instagramie (Meta Newsroom, Meta Creators).

Poza tym świetnym źródłem wiedzy są grupy dla twórców, newslettery branżowe i networking w środowisku. Wiele osób dzieli się tam obserwacjami, które pojawiają się zanim zostaną oficjalnie ogłoszone – a czasem to właśnie one pozwalają szybko reagować na zmiany.

Co powinien zapamiętać każdy twórca?

Polityka Mety i zachodzące w niej zmiany nie mogą być traktowane na marginesie. To rdzeń ekosystemu, w którym funkcjonują twórcy i marki. Śledzenie aktualizacji to nie kwestia ciekawości, ale profesjonalizmu. Bo tylko wtedy da się skutecznie planować działania, tworzyć treści zgodne z wytycznymi i unikać nagłych spadków widoczności.

W świecie, w którym jeden zapis regulaminu może zmienić wyniki kampanii o kilkadziesiąt procent, proaktywność staje się kluczowym narzędziem każdego twórcy. A znajomość zasad gry – jego najważniejszą przewagą – podkreśla Michał Hertel z agencji SparkyB.

Cła i ich inflacyjne implikacje – jak zareaguje kurs dolara po decyzji Fed?

Przed Rezerwą Federalną trudne zadanie, mierzy się ona bowiem z jednej strony z oznakami ochłodzenia na rynku pracy, z drugiej zaś z inflacyjnymi implikacjami ceł.

Kluczowe punkty:

  • Fed powinien utrzymać stopy na niezmienionym poziomie.
  • Odczyty makroekonomiczne nie rozjaśniają sytuacji.
  • Raport inflacyjny za maj był rozbieżny z oczekiwaniami.
  • Przyrost miejsc pracy pozostaje dobry, inne dane z rynku pracy słabną.
  • Prognozy inflacji i bezrobocia na 2025 r. powinny być zrewidowane w górę.
  • Spodziewamy się utrzymania mediany w dot plocie na 2025 r. bez zmian.

Podczas ostatniego posiedzenia Fedu w maju prezes FOMC Jerome Powell przyjął dość jastrzębi ton mimo obaw o wzrost wzbudzanych przez protekcjonizm Trumpa. Zmarginalizował kwestię niewielkiego spowolnienia amerykańskiej gospodarki w I kwartale, uznając, że to niewiele więcej niż nietypowe odchylenie w handlu. Ostrzegł, że stopa bezrobocia prawdopodobnie będzie w obliczu ceł wyższa, ale stwierdził także, że presja inflacyjna wzrosła, co zdaniem rynków mogło zniweczyć szanse na agresywne tempo cięć amerykańskich stóp procentowych w 2025 r.

Powell podkreślił w maju, że Fed potrzebuje więcej danych, by określić wpływ niepewności handlowej na gospodarkę USA, odczyty od tamtego czasu nie wyklarowały jednak sytuacji. Wskaźniki dotyczące rynku pracy są mieszane. Kreacja miejsc pracy była w maju na dobrym poziomie (139 tys.), po raz kolejny istotnie zrewidowano jednak w dół dane za dwa wcześniejsze miesiące (-95 tys.). Odczyty drugorzędowe również nie były szczególnie dobre – dotyczy to m.in. 4-tygodniowej średniej ruchomej nowych deklaracji bezrobotnych, która – choć wciąż jest niska względem historycznych standardów – wzrosła do najwyższego poziomu od 2023 r.

Wykres 1: 4-tygodniowa średnia ruchoma nowych deklaracji bezrobotnych w USA (2024 – 2025)

Wskaźniki aktywności gospodarczej w USA w dalszym ciągu utrzymują się na dobrych poziomach i nic nie sugeruje, by w niedalekiej przyszłości miało dojść do recesji. Jak na razie konsumenci wydają się odporni na niepewność związaną z cłami, wyniki ankiet PMI wskazują zaś na solidne poziomy aktywności biznesowej. Wsparło to pogląd, że po nieznacznym skurczeniu się w I kwartale gospodarkę USA czeka w II kwartale przyzwoity wzrost. Nowcast GDPNow Fedu z Atlanty wskazuje obecnie na zannualizowaną dynamikę blisko 4%, po części ze względu na oczekiwaną korektę importu.

Majowy raport inflacyjny odbiegał od oczekiwań i mógł zaskoczyć część oficjeli FOMC. Dane nie tylko były poniżej szacunków, ale również nie pokazały żadnych realnych oznak, że cła Trumpa wywierają presję wzrostową na ceny konsumenckie. Trzymiesięczna zannualizowana inflacja bazowa, preferowana przez nas miara, jest obecnie najniższa od czterech lat i poniżej wynoszącego 2% celu Fedu (1,7%). Oczywiście jest jeszcze wcześnie – wciąż sądzimy, że w kolejnych miesiącach może dojść do wzrostu inflacji spowodowanego cłami. Niemniej dane sugerują, że firmy mogą przyjmować na siebie rosnące koszty w większym stopniu, niż spodziewali się ekonomiści, zamiast przerzucać je na konsumentów.

Wykres 2: Trzymiesięczna zannualizowana inflacja bazowa w USA (2021 – 2025)Uważamy, że Fed niemal na pewno utrzyma w środę stopy procentowe na niezmienionym poziomie, a rynki praktycznie nie wyceniają cięcia w tym tygodniu. Rozstrzał między szacunkami i danymi w majowym raporcie inflacyjnym CPI jest dla decydentów pozytywny, będą oni jednak świadomi, że cła wywierają presję w kierunku wzrostu dynamiki cen i bezrobocia, i prawdopodobnie to powtórzą. Jako że ostatnie projekcje makroekonomiczne Fedu były opublikowane przed „dniem wyzwolenia”, uzasadnione jest podejrzenie, że w tym tygodniu dojdzie do rewizji w górę prognoz inflacji CPI i stopy bezrobocia w 2025 r.

Nie spodziewamy się istotnych zmian w dot plocie banku. W marcu oficjele wskazywali, że oczekują w dalszej części roku w sumie 50 pb. obniżek stóp procentowych. Uważamy, że większość z nich to podtrzyma, nie będąc dostatecznie przekonanymi do zmiany opinii w obliczu dużej niepewności celnej. Istnieje jednak ryzyko, że część opowie się za mniejszą liczbą cięć, niż oczekiwano wcześniej, co przechyli szalę na korzyść tylko jednej obniżki o 25 pb. w 2025 r. Byłoby to korzystne dla dolara, szczególnie że w kontraktach futures niemal w pełni wyceniane są obecnie dwa ruchy w dół po 25 pb. do końca roku.

Najważniejszym czynnikiem warunkującym reakcję rynków w środę może być to, czy w komunikatach FOMC położy większy nacisk na obecne dane gospodarcze, czy na oczekiwany wpływ ceł w przyszłości. Można by argumentować, że ostatnie dane dotyczące inflacji i rynku pracy w USA uzasadniają luźniejszą politykę monetarną. Biorąc jednak pod uwagę, że cła prawdopodobnie doprowadzą do wzrostu cen konsumenckich, oficjele nie będą chcieli naszym zdaniem uderzać obecnie w zbytnio gołębie tony ani w komunikatach, ani w dot plocie. Jastrzębi dot plot i komentarze podkreślające brak konieczności obniżania stóp mogą zapewnić dolarowi nieco przestrzeni do aprecjacji w drugiej części tygodnia.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (18.03) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autor: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

Nowy dworzec kolejowy w Łapach – wybrano projektanta, inwestycja ruszy w 2026 roku

Inwestycja związana z budową nowego dworca kolejowego w Łapach jest na kolejnym etapie – w ramach przetargu PKP wybrały firmę, która zaprojektuje nowy obiekt.

Stacja Łapy położona jest przy ważnej linii kolejowej stanowiącej fragment trasy Rail Baltica. Zatrzymują się na niej pociągi PKP Intercity kursujące m.in. do Białegostoku, Ełku, Warszawy, Katowic, Krakowa, Wrocławia, Szczecina i na Litwę oraz POLREGIO, którymi można dostać się do stolicy województwa, Czyżewa i Ostrołęki.

Obecnie na stacji w Łapach nie ma dworca kolejowego – poprzedni z lat 60. XX w., przejęty przez lokalny samorząd w 2014 r., został rozebrany w związku z realizacją kompleksowej modernizacji stacji i linii kolejowej przebiegającej przez miasto. W 2023 r. gmina przekazała PKP S.A. nieruchomość, na której znajdował się stary budynek, dzięki czemu możliwe stało się ujęcie w planach inwestycyjnych kolejarzy budowy nowego dworca. Z uwagi na położenie nowy dworzec dobrze wpisze się w lokalną tkankę miejską – poprzez swoją długość budynek będzie nieco oddaloną, czwartą pierzeją „domykającą” Pl. Niepodległości, a poprowadzony wzdłuż frontowej elewacji zadaszony pasaż wyznaczy oś komunikacyjną między przystankami autobusowymi, a przejściami na perony. Bliskość parkingu i przystanków położonych na terenie miejskim sprawi, że w Łapach powstanie wygodny węzeł przesiadkowy integrujący kolej z innymi środkami transportu.

Powstanie nowoczesny, jednokondygnacyjny budynek dworca o całkowitej powierzchni ok. 290 m kw. i wysokości ok. 5,5 m. W budynku zaprojektowane zostaną przestrzenie związane typowo z obsługą podróżnych, m.in. hol, poczekalnia i ogólnodostępne toalety, a także powierzchnia do wynajęcia przez samorząd i podmioty komercyjne, np. na działalność handlowo-usługową. Budynek nowego dworca będzie obiektem w pełni przystosowanym do potrzeb osób o ograniczonych możliwościach poruszania się, w tym pasażerów z niepełnosprawnościami. Zastosowane zostaną także systemy bezpieczeństwa (m.in. monitoringu, sygnalizacja włamania i napadu) i rozwiązania ograniczające emisyjność budynku, jak np. BMS, który pozwala efektywniej zarządzać zużyciem energii elektrycznej, cieplnej oraz wody. Na nowo zagospodarowany zostanie także teren wokół dworca: powstaną nowe chodniki, zieleńce i mała architektura, m.in. stojaki dla rowerów pod zadaszeniem budynku, ławki, kosze na śmieci i tablice informacyjne. Dokładne parametry nowego dworca będą znane po zakończeniu prac projektowanych i odebraniu projektu przez PKP S.A. jako inwestora.

Dążymy do tego, aby poprawiać jakość obsługi na wszystkich dworcach i aby obiekty te jak najlepiej służyły nie tylko pasażerom, ale także lokalnym społecznościom. Budowa nowego dworca w Łapach to potrzebne i oczekiwane przedsięwzięcie, które będzie dopełnieniem dużej inwestycji związanej z modernizacją infrastruktury kolejowej w ramach projektu Rail Baltica. Niezależnie od tego, pod jakimi szyldami działają spółki odpowiedzialne za poszczególne etapy obsługi podróżnych, dla pasażera zawsze liczy się całościowe doświadczenie związane ze znalezieniem odpowiedniego połączenia, kupnem biletu, oczekiwaniem na dworcu i peronie oraz przejazdem pociągiem – mówi Paweł Lisiewicz, członek zarządu PKP S.A.

W przetargu wybrano ofertę pracowni An Archi Group Sp. z o.o. z Gliwic, a wartość wykonania projektu nowego dworca wyniesie 435 420 zł brutto. Niebawem rozpoczną się prace projektowe, a w 2026 r. planowane jest rozpoczęcie robót na budowie. Zakończenie inwestycji i udostępnienie dworca pasażerom planowane jest w drugiej połowie 2027 r. Wartość całej inwestycji szacowana jest na kilkanaście mln zł, a dokładny koszt zostanie określony na późniejszym etapie, po rozstrzygnięciu przetargu na realizację prac budowlanych. Budowa nowego dworca zostanie sfinansowana ze środków własnych.

Prezes Glapiński o dalszych krokach RPP i wpływie danych na decyzje

Po wczorajszym cięciu stóp procentowych, które stanowiło dla rynków zaskoczenie, spodziewaliśmy się, że przekaz Rady może być zbalansowany przez umiarkowanie jastrzębie komentarze prezesa Glapińskiego. Choć ciężko mówić o jednoznacznie ukierunkowanej retoryce, wydźwięk konferencji uznajemy jednak za umiarkowanie gołębi i widzimy dużą szansę na kontynuację cięć już we wrześniu.

Środowa obniżka stanowiła wyraźny kontrast dla komentarzy prezesa Glapińskiego z konferencji prasowej po czerwcowym posiedzeniu, kiedy wypowiadał się o dalszym rozluźnianiu polityki monetarnej z rezerwą. Jak sam dziś wskazał, jego wypowiedzi mogły wówczas wskazywać na cięcie dopiero na jesieni. Zaznaczył jednak, że od tego czasu publikacje danych pozytywnie zaskakiwały, co pozwoliło Radzie na nieco prędsze dostosowanie polityki monetarnej. Wypowiedzi prezesa sugerują, że była to decyzja jednogłośna lub jednogłośnej bliska. Jak sam podkreślił – “nie było wahań co do tej decyzji”.

Jednocześnie lipcowe posiedzenie było posiedzeniem szczególnym, towarzyszyły mu bowiem nowe projekcje banku. O ile te dotyczące wzrostu nie uległy znacznym rewizjom względem marca (przewidują nieznacznie słabszy wzrost 2025 r. oraz nieco silniejszy w latach 2026-2027), duże zmiany zaszły w zakresie projekcji inflacyjnych. Co istotne, wedle przedstawionych przez prezesa Glapińskiego projekcji NBP, od lipca inflacja będzie zgodna z poziomem celu banku i – przy założeniu realizacji scenariusza bazowego – powinna w średnim terminie w nim pozostać. Jej miara bazowa plasuje się obecnie na najniższym poziomie od pandemii, na co także zwrócono podczas konferencji uwagę.

Prezes nie sugerował rozpoczęcia cyklu, na podstawie powyższych możnaby postawić jednak tezę o nieco szybszym tempie obniżek. Jest to w naszej ocenie scenariusz prawdopodobny, choć nie brakuje ryzyk, o których prezes konsekwentnie podczas konferencji przypominał. Wśród kluczowych wymieniał politykę fiskalną, koniunkturę, rynek pracy oraz ceny nośników energii. Sytuacja w zakresie ostatniego powinna być do września dużo bardziej klarowna, co może ograniczyć liczbę znaków zapytania. Spodziewamy się przynajmniej częściowego podtrzymania mrożenia cen energii, co najmniej 50 pb. cięć przed końcem roku oraz kontynuacji cyklu obniżek w 2026 r.

Mimo iż z naszej perspektywy posiedzenie było zdecydowanie warte uwagi, wypowiedzi prezesa Glapińskiego nie przełożyły się w istotnym stopniu na notowania na rynku walutowym. Złoty zdołał co prawda odrobić dziś straty poniesione po wczorajszym ogłoszeniu cięcia stóp procentowych, nastąpiło to jednak w godzinach poprzedzających konferencję prasową.

Autor: Michał Jóźwiak – analityk Ebury

Rekordowy wzrost ofert pracy w IT w pierwszej połowie 2025 roku

Pierwsza połowa 2025 roku przyniosła oczekiwane ożywienie na polskim rynku IT. Jak wynika z danych portalu justjoin.it:

  • liczba ofert pracy wzrosła o 68 proc. względem analogicznego okresu w roku poprzednim,
  • największym zainteresowaniem cieszyły się specjalizacje związane ze sztuczną inteligencją, analizą danych oraz programowaniem,
  • ponad połowę ofert (52,3 proc.) dedykowano seniorom, ale to juniorzy byli najbardziej aktywni aplikując średnio dwa razy częściej niż bardziej doświadczeni specjaliści,
  • hybrydowy tryb pracy po raz pierwszy wyprzedził pracę zdalną w ofertach.

AI i dane napędzają przyszłość

Wśród kategorii z największą liczbą ogłoszeń o pracę znalazły się Data (9,7 proc. ogólnej liczby ogłoszeń), Java i JavaScript – kolejno po 9,4 proc. i 8,3 proc.. Pożądani przez pracodawców byli także specjaliści Analytics, DevOps i Python. Dużą dynamikę wzrostu zanotowała kategoria sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe (AI/ML), gdzie największe przyspieszenie w liczbie dodawanych ofert nastąpiło w kwietniu, maju i czerwcu.

Polski rynek IT w pierwszym półroczu 2025 roku odzwierciedla globalną ekspansję związaną z rozwojem sztucznej inteligencji. 68 – procentowy wzrost ofert na portalu justjoin.it w stosunku do analogicznego okresu w ubiegłym roku to skutek „gorączki AI”. Firmy aktualnie intensywnie wdrażają AI i automatyzują procesy biznesowe. Technologie przyszłości – AI, data science i zaawansowane programowanie stają się motorami wzrostu – mówi Paweł Baraniewicz, Head of Engineering w justjoin.it.

Seniorzy królem rynku, juniorzy z dużym apetytem

W I połowie 2025 r. specjalistom na poziomie seniorskim dedykowano największą liczbę ofert – 52,3 proc., midom 41,8 proc. wszystkich ogłoszeń, a juniorom, podobnie jak w poprzednich okresach, zaledwie 5,9 proc. Warto jednak zauważyć, że mimo niskiego udziału procentowego oferta dla juniorów zwiększyła się liczebnie o 20 proc. względem pierwszego półrocza w roku poprzednim.

Co więcej, mimo znacznie większego popytu na seniorów, juniorzy byli też znacznie bardziej aktywni pod względem rekrutacji, aplikując ponad dwa razy częściej niż bardziej doświadczeni specjaliści.

Zdecydowanie juniorzy mają dziś trudniej, ambicja na wejście do branży wcale nie słabnie, co rodzi bardzo dużą konkurencję. Zmienia się też „definicja” juniorów. Oczekuje się od nich nie tylko podstaw, ale wręcz znajomości narzędzi AI, skrupulatnego śledzenia trendów, gotowego portfolio i zdolności do szybkiego działania. Warto jednak zauważyć, że mimo wciąż niskiego udziału w ogólnej liczbie ofert (5,9 proc.) notujemy 20 proc. wzrost ogłoszeń dla juniorów rok do roku. To sygnał, że rynek ma jeszcze miejsce na nowe talenty, choć szanse będą miały tylko te najbardziej zaangażowane – mówi Paulina Świątkiewicz, HR Business Partner w justjoin.it.

Zarobki z lekkim wzrostem

Pierwsza połowa 2025 roku przyniosła także wzrosty wynagrodzeń w branży IT. Średnia pensja wyniosła 22 769 zł – o 12 proc. więcej niż rok temu w analogicznym okresie (20 376 zł). Do najwyżej opłacanych specjalizacji należą wciąż Java, JavaScript, Security, a także Architecture, DevOps oraz Data.

Seniorzy w najlepiej opłacanych kategoriach osiągali rekordowe zarobki. Programiści Java zarabiali średnio od 30 tys. zł na B2B do 41 tys. zł na UoP[1], specjaliści JavaScript między 22,6 tys. zł na UoP i 29 tys. zł na B2B notując jednocześnie największe podwyżki płac. Z kolei eksperci Security od 24,5 tys. zł (UoP) do 27 tys. zł (B2B), choć dynamika wzrostu płac w tej kategorii nieco wyhamowała. Wysokie stawki oferowano także architektom IT (średnio 27 tys. zł na UoP i 30 tys. zł na B2B), specjalistom DevOps (26 tys. zł na UoP i B2B) oraz analitykom danych (23,5 tys. zł na UoP i 26 tys. zł na B2B).

Średnia pensja 22 770 zł (+12 proc. r/r) plasuje Polskę jako atrakcyjny hub technologiczny CEE, łączący konkurencyjne koszty z wysoką jakością. Utrzymujące się wysokie płace w kategoriach ogłoszeń Java, Data, Architecture, DevOps, Security wskazują kierunek transformacji: od outsourcingu do strategicznych kompetencji. Paradoks rynku przejawia się w dysproporcji między popytem a podażą: mimo, że ponad 52 proc. ofert skierowanych jest do doświadczonych specjalistów, to juniorzy aplikują dwukrotnie częściej. To wskazuje na strukturalny problem – brak doświadczonych specjalistów przy jednoczesnym napływie początkujących programistów, wypieranych przez rozwiązania AI. Długofalowo jednak brak juniorów dziś może oznaczać brak seniorów jutro – komentuje Paweł Baraniewicz.

Praca hybrydowa nowym standardem

Co ciekawe, model hybrydowy po raz pierwszy zdominował rynek pracy IT był oferowany najczęściej (47,1 proc. ofert) wyprzedzając pracę w pełni zdalną (46 proc.). Tylko niespełna 7 proc. pozycji wymagało obecności pracownika w biurze. To historyczny punkt zwrotny elastyczność pozostaje standardem, ale w ograniczonej formie hybrydy, co wskazuje na rosnące oczekiwania pracodawców dotyczące częściowej obecności zespołów w biurach.

Co czeka IT w drugiej połowie roku?

Spektakularny wzrost liczby ofert o 68 proc. pokazuje, że branża nie tylko odrobiła straty, ale wkracza w nową fazę rozwoju napędzaną sztuczną inteligencją. W drugiej połowie roku spodziewamy się jeszcze większego przyspieszenia w obszarze AI/ML oraz konsolidacji rynku wokół najbardziej pożądanych specjalizacji. Firmy będą coraz agresywniej walczyć o seniorów, jednocześnie podnosząc poprzeczkę dla juniorów. Niewykluczone też, że model hybrydowy stanie się standardem w IT, wypierając całkowicie pracę zdalną i stacjonarną – powiedział Piotr Nowosielski, CEO justjoin.it.

[1] Wszystkie kwoty oznaczone jako UoP są brutto, a B2B – netto na fakturze (bez VAT).

Nowe kierunki rozwoju Grupy Selena

Polski sektor budowlany od miesięcy zmaga się z wyzwaniami, które zmieniają priorytety inwestorów i wykonawców. Po raz kolejny potwierdzają to ostatnie dane Głównego Urzędu Statystycznego, zgodnie z którymi w maju 2025 produkcja budowlano-montażowa nadal była niższa o około 3% r/r. Jednocześnie koszty pracy w sektorze zwiększyły się o ponad 8%, przy równoczesnym spadku zatrudnienia. Sytuację komplikuje również presja cen materiałów – przy wciąż wysokim popycie na jakościowe rozwiązania budowlane.

W tych realiach rośnie znaczenie produktów, które pozwalają obniżyć koszty eksploatacji budynków, skrócić czas realizacji inwestycji i zapewnić trwałość na lata. Widzimy to szczególnie w segmencie produktów do hydro- i termoizolacji dachów. Dach bowiem, jako newralgiczny element budynku, jest dziś nie tylko barierą dla deszczu czy śniegu, ale realnym źródłem oszczędności dzięki ograniczeniu strat energii i kosztów ewentualnych napraw. Warto nadmienić, że rynek izolacji w Polsce jest jednym z najszybciej rozwijających się.

Inwestycje w rozwój oferty w obszarze izolacji dachów są od dłuższego czasu jednym z priorytetowych kierunków dywersyfikacji produktowej Grupy Selena. Kluczowe tutaj są należące do Grupy Selena marki Matizol® oraz Imperalum® jednak, celowo, stale poszerzamy zakres swojej oferty, z myślą o odpowiadaniu na wyzwania współczesnego budownictwa. Widzimy, że inwestorzy coraz częściej poszukują rozwiązań komplementarnych – takich, które łączą tradycję z nowoczesnością. Dlatego nie pozostajemy obojętni na ten widoczny trend w czerwcu 2025 rozpoczęliśmy proces zmierzający do nabycia większościowego pakietu akcji spółki Izolacje – Jarocin oraz 100% udziałów spółki Przedsiębiorstwa Handlowo-Produkcyjnego TES w Niwkach Daleszyckich. Włączenie do portfolio produktów firm, które mogą poszczycić się wieloletnią tradycją i jedną z najszerszych w kraju, kompleksową ofertą wyrobów hydroizolacyjnych i uszczelniających dla budownictwa – w tym nowoczesnych pap termozgrzewalnych – to istotny dla Seleny krok w realizacji obranych kierunków zarządczych w obszarze dywersyfikacji, z myślą o komplementarności oferty.

Patrząc w przyszłość, branża dekarska w Polsce będzie musiała odpowiadać na dwa główne wyzwania: presję kosztową oraz potrzebę innowacji. Grupa Selena jest gotowa, aby sprostać obu tym wyzwaniom, oferując zarówno tradycyjne, jak i najbardziej zaawansowane technologicznie rozwiązania.

Autor: Sławomir Majchrowski, prezes Grupy Selena

Michał Potoczek nowym CEO Webcon

Michał Potoczek, dotychczasowy prezes Operatora Chmury Krajowej – obejmuje stanowisko CEO w firmie Webcon. Jego bogate doświadczenie w obszarze chmury, sztucznej inteligencji oraz transformacji cyfrowej ma pomóc Webconowi wykorzystać szansę rynkową związaną z rewolucją AI i umocnić pozycję spółki jako lidera w sektorze automatyzacji procesów biznesowych.

„Przejście z OChK do WEBCON to dla mnie realizacja marzenia o pracy w polskiej firmie produktowej, która nie tylko specjalizuje się w technologii, lecz także aktywnie ją rozwija – mówi Michał Potoczek. „Rynek automatyzacji procesów biznesowych stoi dziś przed wyzwaniem związanym z masową adopcją sztucznej inteligencji – wierzę, że moje doświadczenia z chmurą i AI pozwolą potraktować to jako szansę na umocnienie pozycji Webcon w sektorze BPM i wprowadzenie firmy do grona liderów oferujących platformy wspierające wdrażanie sztucznej inteligencji w przedsiębiorstwach” – dodaje nowy prezes.

„Webcon stoi przed wielką szansą rynkową związaną z rewolucją AI. Szukając nowego CEO dla zwracaliśmy bardzo dużą uwagę na skuteczność w działaniu, rozumienie rynku, produktu oraz wyzwań jakie stoją przed spółką. Jestem przekonany, że Michał Potoczek jest właściwą osobą na to stanowisko. Udowodnił bowiem, że potrafi skutecznie skalować biznes w OChK oraz że bardzo dobrze rozumie rewolucję AI, jaka rysuje się już na horyzoncie” – mówi Michał Górecki, starszy partner inwestycyjny w MCI Capital (ten fundusz private equity jest większościowym udziałowcem Webconu od 1,5 roku).

Przez ostatnie 7 lat Michał Potoczek pełnił funkcję szefa Operatora Chmury Krajowej (OChK) – spółki powstałej w 2018 roku z inicjatywy PKO BP i Polskiego Funduszu Rozwoju. OChK jest obecnie najbardziej wyspecjalizowanym dostawcą rozwiązań chmurowych w Polsce, oferując dostęp do Google Cloud, Microsoft Azure oraz własnej autorskiej Platformy OChK. Firma osiąga obecnie półmiliardowe obroty i obsługuje ponad 300 klientów z różnych sektorów – od instytucji publicznych po globalne koncerny i startupy digital native. Zespoły inżynierów OChK wspierają klientów w strategii wejścia w chmurę, migracjach, cyberbezpieczeństwie, zgodności (compliance), AI, ML, analityce danych oraz optymalizacji kosztów.

Wcześniej Michał przez blisko 15 lat pracował w sektorze IT, m.in. w DXC Technology (de facto część Hewlett‑Packard), gdzie odpowiadał za projekty transformacyjne w bankowości. Był jednym z kluczowych wykonawców wdrożeń IKO (aplikacja mobilna) dla PKO BP oraz modelu międzybankowego systemu BLIK.

Prywatnie Michał Potoczek interesuje się sztuką, uwielbia podróże, kolarstwo i sporty motorowe.

Dlaczego mieszkania bez balkonów od deweloperów są droższe?

Na polskim rynku mieszkaniowym balkon od lat postrzegany jest jako jedno z najbardziej pożądanych udogodnień. Wydawać by się mogło, że podwyższa ono cenę nieruchomości. Pod prąd idzie rynek deweloperski, gdzie za metr kwadratowy mieszkania bez balkonu czy ogrodu zapłacimy średnio 16% więcej niż za lokal z takim udogodnieniem. Z czego to wynika?

Wciąż must-have czy standard, którego już nie doceniamy?

W czerwcu 2025 roku mieszkania z balkonami stanowiły największy udział w podaży na sprzedaż, czyli ponad 131 tysięcy lokali, z tarasami jest ich ponad 27 tys., a z ogrodami blisko 26,5 tys. W porównaniu rok do roku podaż mieszkań z balkonami odnotowała znaczny wzrost, tj. o 7260 ofert nieruchomości. Podaż mieszkań z ogrodami również nieco wzrosła, podobnie jak tych z dostępem do tarasu. Tym samym 61% ofert mieszkań na sprzedaż i tyle samo ofert najmu posiadało balkon. Udział takich lokali wzrósł o 2% rok do roku, co pokazuje, że deweloperzy i właściciele mieszkań coraz częściej dbają o obecność dodatkowej przestrzeni w swoich ogłoszeniach. Co ciekawe, udział wyszukiwań zawężonych do konkretnych udogodnień (balkon, ogród, taras) pozostaje niski. Tylko 3% wszystkich wyszukiwań mieszkań na sprzedaż dotyczyło balkonów, 1% ogrodów i tarasów.

– To sugeruje, że tego typu udogodnienia zewnętrzne są postrzegane jako standard rynkowy a nie element premium nieruchomości mieszkaniowych. Balkon mniejszy czy większy to przestrzeń, która wielu klientom wydaje się czymś oczywistym – sugeruje Milena Chełchowska, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Anomalia rynkowa, czyli z balkonem taniej niż bez?

Jednak najciekawszym zjawiskiem są różnice w średnich cenach za metr kwadratowy. Analiza cen od Otodom pokazuje, że mieszkania z balkonami na rynku pierwotnym kosztują średnio 12 400 zł/mkw (czerwiec 2025), co oznacza wzrost o 3,5% rok do roku. Natomiast na rynku wtórnym średnia cena to 13 200 zł/mkw, również z rocznym wzrostem. Co ciekawe, mieszkania bez balkonu lub ogrodu od deweloperów osiągają najwyższą średnią cenę za metr – aż 14 400 zł/mkw oraz największy wzrost cen rok do roku (niemal 6%). Tymczasem w segmencie mieszkań z drugiej ręki to właśnie mieszkania bez takich udogodnień jak dodatkowa przestrzeń zewnętrzna są najtańsze (12 300 zł/mkw).

– Z badań Otodom wynika, że dla mieszkańców Polski balkon, taras lub ogród to jedne z najważniejszych czynników, które pozytywnie wpływają na poczucie szczęścia w miejscu zamieszkania. Raport „Szczęśliwy dom” wskazuje, że ogród jest udogodnieniem numer jeden dla 37% respondentów, a balkon lub taras to ważna przestrzeń aż dla 33% badanych. Fakt, że balkon jest ważnym dla nas miejscem domu potwierdza też to, że jest jednym z dziesięciu podstawowych filtrów zaznaczonych podczas wyszukiwania mieszkania na sprzedaż lub wynajem – obok ceny, metrażu oraz liczby pokoi. Jednak na rynku mieszkaniowym widoczne jest obecnie zjawisko świadczące o tym, że rynek deweloperski rządzi się swoimi prawami. Jeżeli nieruchomości bez balkonów czy tarasów budowane przez deweloperów są droższe od tych z tymi udogodnieniami, to znaczy, że dla wielu klientów bardziej liczy się na przykład lokalizacja oraz wysoka jakość wykończenia lokalu niż balkon – komentuje Milena Chełchowska.

Balkon to szczęście dla większości

Z raportu „Szczęśliwy dom. Badanie dobrostanu mieszkańców Polski”[1] wynika, że najbardziej zadowoleni ze swojego lokum są tak zwani przodownicy szczęścia, w drugiej kolejności normalsi, a najmniej zadowoleni – nieszczęśliwi. Jednakże, co ciekawe, poszczególne grupy zapytane o cechy dobrego miejsca zamieszkania odpowiedzieli nieintuicyjnie. Na liście top 10 cech mieszkania lub domu, którego szukaliby przodownicy szczęścia, istotnie częściej pada: ogród, taras, balkon, miejsce parkingowe lub garaż, widok z okna, obecność terenów zielonych takich jak parki, skwery czy lasy, dostępność tras rowerowych, dobre nasłonecznienie mieszkania, bezpieczeństwo okolicy, warunki do spacerów z psem lub kotem czy zadbane otoczenie.

Możemy zatem przypuszczać, że dla zdecydowanej większości poszukujących swojego wymarzonego miejsca zamieszkania balkon, taras lub ogródek jest wyznacznikiem dobrostanu. Jest jednak grupa nabywców mieszkań nowych, dla której wśród kluczowych kryteriów ważniejsze są prestiżowa lokalizacja, wyróżniający się standard wykończenia lub także inne udogodnienia zastosowane w mieszkaniach jak nowoczesne systemy, klimatyzacja czy przestrzenie wspólne typu siłownia lub strefa SPA. Co prawda, stanowią oni mały odsetek klientów, ale na tyle istotny, że znajduje obecnie odzwierciedlenie w cenach takich mieszkań na rynku deweloperskim – podsumowuje Chełchowska, ekspertka Otodom.

[1] Raport „Szczęśliwy dom. Badanie dobrostanu mieszkańców Polski” 2023.

Strategiczne wykorzystanie AI – podwójna efektywność pracy zespołu

Aż 89% liderów biznesowych na świecie twierdzi, że ich firmy muszą działać szybciej, aby mogły pozostać konkurencyjne. Tymczasem ponad połowa pracowników przyznaje, że aż jedna czwarta ich czasu pracy jest nieproduktywna – to wyraźna rozbieżność między oczekiwaniami kadry zarządzającej a realnymi możliwościami zespołów. W rezultacie pracownikom trudno jest zachować spójność działań oraz koncentrować się na priorytetach, co prowadzi do narastających problemów z produktywnością.

Firmy, chcąc pokonać brak wydajności oraz nadać swojej działalności nowego rozpędu, muszą zacząć pracować mądrzej, a nie ciężej. Posiadanie odpowiednich narzędzi technicznych jest istotne, jednak to umiejętność ich wykorzystywania stanowi o przewadze konkurencyjnej. Aby zwiększyć wydajność pracowników, liderzy powinni skupić się na usuwaniu silosów informacyjnych oraz przyjęciu nowego podejścia do wykorzystania sztucznej inteligencji.

Jak zmniejszyć dystans między liderami a zespołami?

Jednym z głównych wyzwań współczesnego środowiska pracy jest niedostateczna komunikacja oraz brak zgrania między kadrą zarządzającą a resztą zespołu.

Badania Atlassian pokazują, że 69% liderów w firmach na całym świecie doświadcza braku zgodności pomiędzy strategicznymi celami a codziennymi zadaniami, co prowadzi do spadku produktywności. Tę rozbieżność pogłębia fakt, że często oczekuje się od pracowników szybkiej realizacji celów bez zapewnienia im odpowiednich narzędzi do ich osiągnięcia.

Aby wyeliminować ten problem, liderzy muszą aktywnie budować więzi ze swoimi zespołami, wyjaśniając im przyjęte strategiczne cele oraz ich wpływ na priorytety zadań. Dzięki ustaleniu jasnych, spójnych i regularnie weryfikowanych celów, kierownictwo może mieć pewność, że różne zespoły zmierzają w tym samym kierunku. Poprzez zapewnienie transparentności celów oraz wyznaczenie konkretnych ram czasowych na współpracę, liderzy tworzą środowisko do otwartej i szczerej rozmowy o wyzwaniach. To sprawia, że zespoły pozostają zgrane i zmotywowane, niezależnie od tego czy pracują zdalnie, czy z biura.

Przełamywanie silosów informacyjnych dla lepszej współpracy

Na poprawę wydajności ma również wpływ pozbycie się silosów informacyjnych – cichych zabójców produktywności, które wpływają na izolowanie zespołów oraz utrudniają dostęp do wiedzy. Często dochodzi do marnotrawienia wysiłków pracowników, gdy zespoły nieświadomie powielają swoją pracę, tracąc przez to cenny czas. Brak odpowiedniego przepływu informacji uniemożliwia również podejmowanie strategicznych decyzji, a gdy pracownik odchodzi z firmy, cenna wiedza często znika wraz z nim.

Aby przełamać te bariery, firmy powinny wdrażać rozwiązania techniczne, które łączą zespoły, centralizują wiedzę i umożliwiają współpracę w czasie rzeczywistym. Wspólne cyfrowe przestrzenie robocze, zintegrowane narzędzia komunikacyjne oraz scentralizowane platformy z dostępem do danych tworzą środowisko, w którym każdy pracuje według tych samych założeń. Takie rozwiązania budują fundamenty przejrzystości działania firmy, wspierają współpracę między działami oraz zapewniają swobodny przepływ informacji.

Sposób myślenia o AI

Wiele przedsiębiorstw porywa się na wdrażanie narzędzi AI jeszcze zanim zadba o odpowiednie podejście do współpracy ze sztuczną inteligencją. Tymczasem badania pokazują, że skuteczność korzystania z niej może znacząco różnić się w zależności od sposobu użycia. Pracownicy, którzy stosują ją w podstawowym zakresie, np. do napisania e-maila czy szukania informacji, oszczędzają dzięki niej średnio 53 minuty dziennie. Natomiast ci, którzy wykorzystują sztuczną inteligencję w sposób strategiczny (traktują ją jak współpracownika) zyskują aż 105 minut każdego dnia. Pomaga ona nie tylko w pozyskiwaniu informacji, ale także w wykonywaniu bardziej złożonych zadań, jak przygotowanie analiz „za i przeciw”, wyszukiwanie przykładów z podobnych sytuacji czy przewidywanie potencjalnych skutków ubocznych danej decyzji. Takie podejście przekłada się na realne korzyści: aż 85% użytkowników podchodzących do AI w sposób strategiczny zauważa poprawę jakości pracy i osiąga dwukrotnie lepsze rezultaty przy tym samym wysiłku.

Ale prawdziwa zmiana następuje wtedy, gdy pracownicy zaczynają traktować AI jak członka zespołu. To właśnie wtedy sztuczna inteligencja staje się źródłem przewagi konkurencyjnej, wspiera eksperymentowanie, sprzyja innowacyjności i pomaga firmom utrzymać się na czele rynkowej stawki.

Jak zamienić wiedzę w działanie oraz poprawić produktywność w pracy?

Obserwowany obecnie kryzys produktywności nie wynika z braku narzędzi, ale z braku klarownej, spójnej komunikacji i dobrej strategii. Ciągłe przeciążenie informacjami, niewłaściwe wykorzystanie rozwiązań technicznych oraz zamknięta komunikacja hamują produktywność i spowalniają innowacyjność.

Taka sytuacja może stanowić szansę na wprowadzenie zmian. Jeśli firmy na nowo zbudują relacje między liderami a pracownikami, zlikwidują bariery komunikacyjne i będą mądrze korzystać z AI, mogą przekształcić nadmiar informacji w prawdziwą wiedzę, a następnie wiedzę w konkretne działania. Odpowiedzią na kryzys produktywności nie jest „więcej pracy”, ale wykonywanie jej w mądrzejszy i bardziej świadomy sposób. Firmy, które zrozumieją tę zmianę, nie tylko nadążą za innymi, ale będą wręcz nadawać tempo rozwoju.

Autor: Molly Sands, szefowa Teamwork Lab w Atlassian