Elektryki na celowniku hakerów. Jak realne są zagrożenia cybernetyczne dla właścicieli aut elektrycznych

Rynek samochodów elektrycznych na świecie i w Polsce dynamicznie rośnie. Ich liczba wkrótce przekroczy 100 tys szt. Łączą się z chmurą, aktualizują zdalnie oprogramowanie, są wyposażone w dziesiątki aplikacji i rozbudowane systemy infotainment. Coraz mniej przypominają klasyczne pojazdy, a coraz bardziej… komputery na kołach. I dlatego stają się celem hakerów.

Samochody elektryczne są wyjątkowo narażone na cyberataki – głównie z powodu swojej architektury opartej na oprogramowaniu i stałej łączności z siecią. Jak zauważa Antoinette Hodes, ekspertka firmy Check Point, właściciele powinni zachować czujność, ale nie popadać w panikę. Samochody elektryczne są dziś znacznie bardziej połączone i zależne od oprogramowania niż tradycyjne pojazdy, co poszerza ich powierzchnię podatności na ataki – mówi Hodes.

Zagrożenie dotyczy głównie komunikacji bezprzewodowej (Wi-Fi, Bluetooth, GPS) oraz infrastruktury chmurowej, na której opiera się większość funkcji EV. Hakerzy mogą zaatakować przez systemy infotainment, łączność zdalną, a nawet przez… ładowarki.

Ładowarka jako „brama” do cyberataku

Największym zagrożeniem nie są same samochody, lecz domowe systemy ładowania – ostrzega Daniel dos Santos, szef działu badań w firmie Forescout. Właściciele EV często mają w domu nie tylko ładowarki, ale też panele słoneczne i magazyny energii. Wszystkie te urządzenia są zdalnie zarządzane i połączone z internetem, co czyni je atrakcyjnym celem – podkreśla ekspert.

Badania Forescout z marca 2025 roku wykazały, że hakerzy byli w stanie przejąć kontrolę nad falownikami słonecznymi oraz ładowarkami od tego samego producenta. Efekty? Możliwość kradzieży energii, wyłudzania opłat lub przechwytywania danych osobowych. Jeszcze groźniejszy scenariusz, który na razie pozostaje teoretyczny, to tzw. cyber-robak, który rozprzestrzeniałby się między samochodami przez publiczne punkty ładowania – mówi dos Santos. – Zainfekowane auto mogłoby przenieść wirusa do ładowarki, ta do kolejnych pojazdów i tak dalej. W przypadku ataku przez łańcuch dostaw, skutki byłyby katastrofalne.

Tesla, chińskie auta i konferencje hakerskie: kto jest na celowniku?

W 2016 roku podczas prestiżowej konferencji Black Hat, hakerzy zademonstrowali skuteczny atak na Teslę. W tym samym roku australijski ekspert Troy Hunt przejął kontrolę nad Nissanem Leaf za pomocą aplikacji, regulując zdalnie system klimatyzacji. Dziś największe obawy budzą niektóre chińskie marki, które oferują atrakcyjnie wycenione auta elektryczne – często z mniej zabezpieczonym oprogramowaniem. W Wielkiej Brytanii na początku 2025 roku, firmy z branży obronnej ostrzegły swoich pracowników przed łączeniem służbowych urządzeń z chińskimi samochodami – z obawy przed wyciekiem danych.

James McQuiggan z KnowBe4 podkreśla, że prawdziwe zagrożenie nie polega wyłącznie na zdalnym przejęciu pojazdu, ale również na prywatności danych, podatności aplikacji oraz zagrożeniach w łańcuchu dostaw. Samochód elektryczny to rozbudowany ekosystem elektroniczny, wymagający takiej samej higieny cyfrowej jak każde inne urządzenie z dostępem do internetu – dodaje McQuiggan.

Antoinette Hodes z firmy Check Point zaznacza, że ochrona samochodu elektrycznego nie różni się od zabezpieczania komputera czy telefonu. Najważniejsze zasady to: regularne aktualizowanie oprogramowania, ostrożność przy podłączaniu do nieznanych sieci i urządzeń, traktowanie pojazdu jak każdego innego podłączonego do internetu sprzętu. Wraz z rosnącą autonomicznością i połączeniami z siecią, wzrasta ryzyko ataków zdalnych – mówi Hodes. Dlatego właściciele powinni wdrażać dobre praktyki cyberbezpieczeństwa.

Żródło: Na podstawie Yahoo.com

Robotaksówki i AI – ambitna wizja Tesli w cieniu pogarszających się fundamentów

Przed Teslą wciąż otwiera się droga rozwoju, jednak obecnie Tesla porusza się wolnym pasem — zmaga się z rozczarowującą sprzedażą pojazdów, jednocześnie promując ambitne wizje związane z robotaksówkami, sztuczną inteligencją i przyszłą dominacją w sektorze energii.

Przychody spadły o 12 proc. rok do roku — to największy kwartalny spadek od ponad dekady. Skorygowany zysk na akcję wyniósł 40 centów i nie sprostał nawet obniżonym prognozom Wall Street, a wolne przepływy pieniężne spadły aż o 89 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Tesla podkreśla, że segmenty energii i sztucznej inteligencji są dziś „ważniejsze niż kiedykolwiek”, jednak inwestorzy otrzymują niewiele konkretnych informacji — zarówno co do harmonogramu, jak i wpływu tych obszarów na wyniki finansowe spółki.

Nowy, bardziej przystępny cenowo model Tesli wszedł w fazę wczesnej produkcji, ale zwiększenie wolumenu oczekiwane jest dopiero pod koniec 2025 roku. W efekcie jego realny wpływ na wyniki przesuwa się raczej na 2026 rok, a brak zaktualizowanych prognoz dostaw dodatkowo potęguje niepewność.

W szerszej perspektywie Tesla pozostaje firmą technologiczną, a nie wyłącznie producentem samochodów. Jednak przy malejących zyskach z działalności motoryzacyjnej, firma musi zacząć realizować swoje ambitne plany, a nie jedynie je zapowiadać. Spokojny, niemal wycofany ton Elona Muska podczas konferencji mógł rozczarować inwestorów — był to raczej „Musk wyciszony” niż „Musk-wizjoner”, zwłaszcza w momencie, gdy oczekiwano zdecydowanego i pewnego przywództwa.

Tesla nadal rozwija swoją długoterminową wizję, obejmującą wdrożenie platformy robotaksówek, rozwój AI i robotyki oraz wprowadzenie tańszych modeli. Jednak w krótkim okresie, przy pogarszających się fundamentach, rozproszeniu uwagi zarządu i utrzymujących się problemach z dostawami, presja na kurs akcji prawdopodobnie nie ustąpi.

Autor: Josh Gilbert, analityk eToro

Zagraniczne kasyna online i polski fiskus — co warto wiedzieć o podatkach i prawie?

W dobie globalizacji i łatwego dostępu do zagranicznych platform hazardowych online coraz więcej osób decyduje się na grę w kasynach internetowych działających poza granicami kraju. Jednak zanim zdecydujesz się na taki krok, warto dobrze zrozumieć, jakie konsekwencje podatkowe i prawne może to za sobą nieść.

Czy granie w zagranicznym kasynie online jest legalne?

Zgodnie z polskim prawem (art. 29a ust. 2 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych, t.j. Dz. U. z 2025 r. poz. 595), uczestnictwo w grach hazardowych przez Internet, organizowanych przez podmioty inne niż wykonujące monopol państwa w tym zakresie, jak np. Totalizator Sportowy, jest zasadniczo nielegalne. Blokowane są nawet strony internetowe zagranicznych kasyn przez polskich dostawców Internetu (blokują adresy IP nielegalnych platform hazardowych). Dodatkowo, art. 107 § 2 Kodeksu karnego skarbowego przewiduje karę grzywny za sam udział w zagranicznej grze hazardowej online, niezależnie od osiągnięcia korzyści majątkowej.

Zgodnie z art. 30 § 5 KKS, sąd jest zobowiązany do orzeczenia przepadku korzyści majątkowej uzyskanej z czynu zabronionego polegającego na uczestnictwie w nielegalnej grze hazardowej. Oznacza to, iż środki finansowe pozyskane z tytułu wygranych w nielegalnie działających kasynach, nawet po ich wypłacie i wprowadzeniu do obrotu gospodarczego, podlegają zajęciu na rzecz Skarbu Państwa.

Co istotne, na gruncie art. 2 ust. 1 pkt 4 ustawy o PIT, wygrane takie nie podlegają opodatkowaniu, gdyż pochodzą z czynności niebędących przedmiotem prawnie skutecznej umowy. Niemniej jednak, brak obowiązku podatkowego nie stanowi legitymizacji tak pozyskanych środków, ani nie wyłącza odpowiedzialności karnej.

Należy podkreślić, że przepis art. 107 § 2 KKS w sposób wyraźny penalizuje samo uczestnictwo w zagranicznej grze hazardowej, bez konieczności osiągnięcia jakiejkolwiek korzyści majątkowej. Zakaz ten obejmuje wszystkie podmioty prowadzące działalność hazardową na terytorium RP bez wymaganej koncesji, niezależnie od ich siedziby czy miejsca rejestracji.

W konsekwencji, udział w grach organizowanych przez podmioty nieposiadające koncesji wydanej przez Ministra Finansów RP stanowi czyn zabroniony, co pociąga za sobą ryzyko odpowiedzialności karnej oraz utraty pozyskanych w ten sposób środków finansowych.

A co, jeśli gram za granicą?

Kluczowe znaczenie ma miejsce, z którego podatnik gra. Jeśli znajduje się fizycznie poza terytorium Polski, np. przebywa na wakacjach w kraju UE i gra w legalnie działającym w tym państwie kasynie internetowym, to nie podlega pod polski zakaz uczestnictwa w grach hazardowych przez Internet. W takiej sytuacji bardzo ważne jest posiadanie dowodów potwierdzających pobyt poza Polską w momencie gry i wygranej. Mogą to być:

  • bilety lotnicze,
  • rezerwacje i faktury za noclegi,
  • faktury za paliwo lub zakupy za granicą,
  • potwierdzenia transakcji kartą.

Dobrze udokumentowany pobyt zagraniczny może stanowić skuteczną obronę przed ewentualnymi sankcjami skarbowymi.

Kiedy wygrana z zagranicznego kasyna jest zwolniona z podatku?

Zgodnie z art. 21 ust. 1 pkt 6 ustawy o PIT, wolne od podatku dochodowego są wygrane w kasynach gry oraz w grach bingo pieniężne i fantowe, urządzanych i prowadzonych przez uprawniony podmiot na podstawie przepisów o grach hazardowych obowiązujących w państwie członkowskim Unii Europejskiej lub w innym państwie należącym do Europejskiego Obszaru Gospodarczego.

Uwaga: Zwolnienie to NIE DOTYCZY internetowych kasyn, nawet jeśli są legalne w kraju, z którego działają, a podatnik gra z Polski. Jednak jeśli podatnik gra z terytorium tego kraju (np. przebywa we Francji i gra w licencjonowanym kasynie francuskim), można bronić się przed zarzutem nielegalnego uczestnictwa oraz można skorzystać ze zwolnienia z PIT, pod warunkiem odpowiedniego udokumentowania sytuacji.

W interpretacji indywidualnej wydanej przez DKIS z dnia 8 listopada 2017 r., nr: 0111-KDIB2-3.4011.172.2017.1.AB rozstrzygnięto kwestię opodatkowania wygranych osiąganych przez polskiego rezydenta podatkowego w turniejach i grach pokera organizowanych na terytorium Francji. Wnioskodawca, będący studentem na stałe zamieszkałym w Polsce, zamierzał brać udział zarówno w stacjonarnych turniejach pokerowych we Francji, jak i w grach online prowadzonych przez licencjonowane francuskie podmioty.

Kluczowym elementem sprawy było ustalenie, czy wygrane osiągane we Francji podlegają opodatkowaniu w Polsce oraz czy kwalifikują się do zwolnienia z podatku dochodowego. Wnioskodawca argumentował, że zgodnie z umową o unikaniu podwójnego opodatkowania między Polską a Francją (UPO), dochody z tytułu wygranych w grach hazardowych nie są wymienione w szczególnych przepisach tej umowy, co oznacza, że podlegają opodatkowaniu wyłącznie w państwie rezydencji, czyli w Polsce.

Jednocześnie powołał się na art. 21 ust. 1 pkt 6 ustawy o PIT, który przewiduje zwolnienie
z opodatkowania wygranych w kasynach gry oraz grach bingo, pod warunkiem że są one organizowane przez podmioty posiadające odpowiednie licencje w państwach UE lub Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Ponieważ francuscy organizatorzy gier pokerowych działali legalnie na podstawie lokalnych przepisów hazardowych, a Polska i Francja mają podpisaną umowę umożliwiającą wymianę informacji podatkowych (UPO), spełnione zostały wszystkie warunki do zastosowania tego zwolnienia.

KIS uznał stanowisko wnioskodawcy za prawidłowe, potwierdzając, że wygrane w pokerze osiągane na terytorium Francji nie podlegają opodatkowaniu w Polsce na mocy art. 21 ust. 1 pkt 6 ustawy o PIT. Dodatkowo, skoro dochody te są zwolnione, nie ma obowiązku wykazywania ich w rocznym zeznaniu podatkowym.

Jak udokumentować wygraną?

Aby uniknąć problemów z organem skarbowym, podatnik powinien posiadać:

  • zaświadczenie o wygranej wystawione przez kasyno (to jedyny oficjalny dowód),
  • dokumenty potwierdzające legalność kasyna i organizatora,
  • dokumenty potwierdzające pobyt za granicą w czasie gry.

Wyrok NSA z dnia 15 maja 2008 r., sygn.: II FSK 393/07, potwierdza, że tylko formalne zaświadczenie z kasyna jest wystarczające dla celów podatkowych.

Ryzyko w przypadku braku dokumentów

Jeśli podatnik nie posiada dokumentów potwierdzających legalne źródło dochodu, organ podatkowy może uznać wygraną za przychód z nieujawnionych źródeł i opodatkować go sankcyjną stawką 75%. Dodatkowo, brak dowodów może skutkować orzeczeniem przepadku wygranej.

Wygrane w nielegalnych kasynach – co trzeba wiedzieć?

Jeżeli podatnik korzysta z nielegalnych kasyn działających na polskim rynku, sytuacja prawna jest znacznie bardziej skomplikowana niż w przypadku legalnych gier hazardowych. Zgodnie z art. 2 ust. 1 pkt 4 ustawy o PIT, przepisów tej ustawy nie stosuje się do przychodów wynikających z czynności, które nie mogą być przedmiotem prawnie skutecznej umowy. Oznacza to, że wygrane osiągnięte
w nielegalnych kasynach teoretycznie nie podlegają opodatkowaniu podatkiem dochodowym, ponieważ sama umowa pomiędzy graczem a nielegalnym operatorem jest nieważna z punktu widzenia prawa.

Jednakże brak obowiązku podatkowego nie oznacza, że taka działalność jest dozwolona. Uczestnictwo w nielegalnych grach hazardowych może narazić podatnika na poważne konsekwencje prawne, w tym na odpowiedzialność karną. Polskie prawo przewiduje kary za udział w nielegalnym hazardzie, a ponadto organy ścigania mogą skonfiskować nielegalnie uzyskane środki. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli podatnik nie musi odprowadzać podatku od takich wygranych, to i tak ryzykuje utratę tych pieniędzy oraz poniesienie sankcji karnych.

Podsumowanie

Granie w zagranicznych kasynach online z Polski jest nielegalne i grozi karą grzywny oraz przepadkiem wygranych na rzecz Skarbu Państwa – mimo że takie dochody nie podlegają opodatkowaniu podatkiem dochodowym. Paradoks polskiego prawa sprawia, że podatnicy nie muszą płacić PIT od nielegalnych wygranych, ale mogą stracić wszystkie pieniądze i ponieść konsekwencje karne. Wyjątkiem są sytuacje, gdy gramy fizycznie przebywając za granicą w legalnym kasynie – wtedy wygrane mogą być całkowicie zwolnione z podatku, pod warunkiem odpowiedniego udokumentowania.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, radca prawny w Kancelarii Prawnej Skarbiec, specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym i strategicznym dla przedsiębiorców

Polski rynek prywatnych akademików dynamicznie rośnie – liczba łóżek wzrośnie o 70% do 2027 roku

Polski rynek prywatnych akademików (PBSA – purpose-built student accommodation) dynamicznie się rozwija, odpowiadając na rosnące zapotrzebowanie wynikające z deficytu miejsc noclegowych oraz systematycznego wzrostu liczby studentów – zarówno krajowych, jak i zagranicznych. W ciągu najbliższych dwóch lat liczba łóżek w prywatnych akademikach zwiększy się aż o 70%, a Warszawa stanie się największym rynkiem w kraju.

Zdaniem  Doroty Lachowskiej, dyrektor działu badań rynku w Knight Frank –  „wskaźnik dostępności miejsc w akademikach w Polsce wynosi zaledwie 8,9%, co oznacza, że na jedno łóżko przypada aż 12 studentów. Dla porównania, średnia europejska jest znacznie wyższa. Ta strukturalna luka tworzy bardzo silne fundamenty pod rozwój prywatnych akademików.”

Obecnie w Polsce działa 443 akademików oferujących łącznie ok. 115 200 miejsc. Zaledwie 13% tej liczby stanowią prywatne domy studenckie. W nadchodzących latach ten udział będzie rósł – tylko do 2027 roku na rynek trafi niemal 8 800 nowych łóżek w PBSA.

Największym rynkiem prywatnych akademików pozostaje Kraków z niemal 3 650 łóżkami, ale liderem stanie się Warszawa, która do roku akademickiego 2026/2027 zyska blisko 5 000 nowych miejsc noclegowych. Dynamiczny rozwój notują również Trójmiasto, Poznań oraz Wrocław.

„Wzrost zasobów PBSA jest nie tylko reakcją na deficyt podaży, ale również efektem zmieniających się oczekiwań studentów. Szukają oni komfortowych warunków, prywatności i bogatej oferty usług dodatkowych, które coraz częściej oferują właśnie akademiki prywatne,” – dodaje Adam Kotarski, młodszy analityk w dziale badań rynku w Knight Frank.

Na rynku dominują duzi operatorzy tacy jak Student Depot (4 200 łóżek) czy Xior Student Housing (3 600 łóżek). Do grona aktywnych graczy dołączyły także nowe marki, m.in. StudentSpace – platforma stworzona przez Signal Capital Partners, Griffin Capital Partners i Echo Investment, która do końca 2025 roku odda dwa obiekty w Krakowie z 1 200 łóżkami.

Pomimo wzrostu podaży, popyt wciąż przewyższa dostępność. Tylko w ciągu ostatniego roku liczba studentów w Polsce wzrosła o 35 000, przekraczając 1,28 mln osób. Ponadto, w roku akademickim 2024/2025 w Polsce studiowało ponad 108 600 obcokrajowców – o niemal 50% więcej niż w 2018 roku.

W największych miastach dostępność miejsc w PBSA wynosi zaledwie od 0,7% do 3,0%. Największe niedobory występują w Warszawie i Poznaniu, gdzie na jedno łóżko przypada odpowiednio 145 i 135 studentów.

„Wysoki poziom obłożenia, sięgający 98%, sprawia, że studenci rezerwują miejsca z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Jest to sektor o bardzo niskim ryzyku pustostanów, co stanowi istotną zaletę z punktu widzenia inwestorów,” – wyjaśnia Sylwia Jankowska, ekspertka rynku PRS i PBSA w Knight Frank.

Prywatne akademiki oferują wyższy standard niż tradycyjne domy studenckie. Do dyspozycji mieszkańców są przestrzenie wspólne, siłownie, pralnie, miejsca do nauki czy strefy chilloutu. To właśnie ten dodatkowe udogodnienia przyciąga młodych ludzi, którzy coraz częściej wybierają komfort i jakość.

Czynsze w PBSA różnią się w zależności od lokalizacji i standardu. Najniższe stawki obowiązują w Łodzi (od 1 200 zł za łóżko w pokoju dwuosobowym), najwyższe – w Warszawie (od 2 500 do nawet 4 650 zł za pokój jednoosobowy).

Zainteresowanie inwestorów rośnie. Największą dotychczas transakcją był zakup przez Xior Student Housing trzech akademików BaseCamp w Polsce za 108 mln euro. W 2025 roku firma nabyła kolejny obiekt – Basecamp Wrocław z 775 jednostkami.

„Polski rynek PBSA oferuje jedne z najwyższych stóp kapitalizacji w Europie – na poziomie ok. 6%, podczas gdy w Europie Zachodniej są one niższe, w przedziale 4,25–5%. To sprawia, że Polska staje się atrakcyjnym kierunkiem dla inwestorów instytucjonalnych,” – podsumowuje Sylwia Jankowska.

Wszystko wskazuje na to, że sektor prywatnych akademików w Polsce wchodzi w fazę szybkiego wzrostu – z ogromnym potencjałem długoterminowego rozwoju.

Euro próbuje odbicia po decyzji EBC – mieszane dane PMI wspierają wspólną walutę

Europejski Bank Centralny podjął decyzję zgodną z oczekiwaniami, ale po jej ogłoszeniu euro próbuje znowu nabrać wiatru w żagle. Mieszane wskaźniki PMI ze Starego Kontynentu ostatecznie także można interpretować jako wspierające wspólną walutę. Polski złoty stara się utrzymywać dobrą pozycję, ale rynek wywiera na nim lekką presję.

Not great, not terrible

Wskaźniki wyprzedzające (badające nastroje w przedsiębiorstwach) ze Starego Kontynentu wypadły mieszanie. Duża część z nich znalazła się poniżej granicy 50 pkt, czyli po stronie recesyjnej, ale łatwo równocześnie odnaleźć wśród nich pozytywy. Ale po kolei. Zacznijmy od Francji, gdzie PMI przemysłowe po słabym czerwcu wróciło do tendencji wzrostowej, ale zatrzymało się na poziomie 48,4 pkt, czyli minimalnie poniżej prognoz. Natomiast usługi zgodnie z oczekiwaniami wykazały 49,7 pkt, znajdując się tym samym bardzo blisko granicy ekspansji. Jeszcze lepiej prezentuje się największa gospodarka UE, gdzie indeks dla przemysłu co prawda nie wypełnił konsensusu, ale potwierdził trend zwyżkowy, osiągając 49,2 pkt. Niemieckie usługi tym razem symbolicznie przebiły prognozy i kluczowy poziom, wykazując 50,1 pkt. Wreszcie cała strefa euro, gdzie PMI przemysłowe jeszcze znajduje się po stronie spowolnienia. Jednak wynik 49,8 pkt nie tylko potwierdza pozytywny kierunek, ale równocześnie jest najlepszym rezultatem od prawie trzech lat. Na koniec najmocniejszy odczyt naszego zestawienia, czyli usługi na terenie unii walutowej to już 51,2 pkt, co wyraźnie przekroczyło rynkowe oczekiwania. Chociaż powyższe dane powinniśmy uznać za istotne i ostatecznie całkiem pozytywne dla EUR, to w trakcie czwartkowej sesji nie stanowiły one najważniejszego impulsu. Ten miał nadejść po południu wraz z decyzją Rady Prezesów Europejskiego Banku Centralnego.

EBC postoi i poczeka

Zgodnie z oczekiwaniami decydenci strefy euro pozostawili koszt pieniądza na niezmienionym poziomie, co w przypadku stopy refinansowej oznacza 2,15 %, a depozytowej 2%. Komunikat po posiedzeniu można uznać za bardzo lakoniczny, ale też nie jest to żadną niespodzianką. Rada Prezesów zwraca uwagę, że inflacja aktualnie znajduje się w średnioterminowym celu banku centralnego określonym na 2%. Presja inflacyjna w dalszym ciągu się zmniejsza, a pensje rosną wolniej. EBC twierdzi również, że zgodnie z założeniami wcześniejszych obniżek, europejska gospodarka pozostaje odporna na zawirowania. Jednak równocześnie decydenci podkreślają, że ryzyka pozostają w mocy, ze szczególnym uwzględnieniem napięć geopolitycznych i handlowych. Dlatego Rada pozostaje ostrożna w swoim podejściu i nie określa dalszej ścieżki postępowania, a decyzje będą podejmowane na każdym posiedzeniu zgodnie z napływającymi danymi. Czyli w zasadzie dostaliśmy klasycznie ostrożne podejście EBC, co przynajmniej w teorii powinno wspierać EUR. Już od jutra uwaga przeniesie się za Atlantyk, gdzie w przyszłym tygodniu swoją decyzję ogłosi amerykański Komitet Otwartego Rynku. Rynek oczekuje, że także w tym przypadku stopy zostaną utrzymane, co tylko podgrzeje spekulacje wobec następnych, czyli już wrześniowych posiedzeń najważniejszych banków centralnych.

Kurs EUR/USD znowu przy 1,175 $

Już wczoraj wieczorem kurs EUR/USD po raz pierwszy od dwóch tygodni na dłużej przebił opór przy 1,175 $. W trakcie czwartkowej sesji doszło jednak do korekty, która próbowała zawrócić eurodolara poniżej tego poziomu, ale po decyzji EBC obserwujemy ponowną próbę wyjścia wyżej. W krótkim terminie trudno przesądzać o kierunku głównej pary świata, ponieważ, oprócz decyzji monetarnych i związanych z nimi narracji, uwaga ogniskuje się wokół polityk handlowych USA. Komunikaty dotyczące możliwej umowy Stanów z UE są w dalszym ciągu niejednoznaczne i nieoficjalne. Jednak także termin wprowadzenia zaporowych ceł przez prezydenta Donalda Trumpa był już tyle razy przesuwany, że można się spodziewać dosłownie wszystkiego. Wracając do polityki pieniężnej, oczywistym pozostaje, że przestrzeń do dalszego luzowania jest zdecydowanie większa po amerykańskiej stronie, co w dłuższym terminie powinno stanowić obciążenie dla USD. Złoty radzi sobie względnie dobrze w trakcie dzisiejszej sesji, chociaż pozostaje pod lekką presją. Kurs EUR/PLN próbuje testować 4,26 zł, a kurs USD/PLN wraca powyżej 3,62 zł.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Europejski Bank Centralny utrzymuje stopy procentowe. Lekko jastrzębia Lagarde wspiera euro

Zgodnie z oczekiwaniami, Europejski Bank Centralny utrzymał dziś stopy na niezmienionym poziomie, dokonując pierwszej od przeszło roku pauzy. Ruch uzasadnić można zarówno podwyższoną niepewnością, którą prezeska Lagarde niejednokrotnie akcentowała podczas wieńczącej posiedzenie konferencji prasowej, jak i skalą ostatnich obniżek, obecny poziom stóp można bowiem rozważać w kontekście “docelowego”. Wspominamy o tym zresztą nieprzypadkowo, po umiarkowanie jastrzębich w naszej opinii komunikatach prezeski Lagarde, rynek przestał w pełni wyceniać kolejne cięcie stóp – nie tylko w tym roku, ale i w przyszłym.

Prezeska Lagarde – do czego zdążyła nas już przyzwyczaić – wiele mówiła o zależności od danych, unikając przy tym deklaracji wobec dalszych ruchów banku. Wprawnie wyminęła pytanie dotyczące cięcia stóp na jesieni, które wpisywało się w bazowy scenariusz banku w czerwcu. Niejednokrotnie podkreślała dobre odczyty inflacyjne, które wykazują, że presja inflacyjna znajduje się u celu i powinna w nim w średnim terminie pozostać, akcentowała jednak kwestie związane z gospodarką, która w opinii banku pozostaje odporna. Stanowiło to spore zaskoczenie w obliczu słów wiceprezesa De Guindosa podczas Forum w Sintrze, zaznaczał on bowiem, że wzrost pozostaje słaby, a Q2 i Q3 przyniosą w jego opinii płaski wzrost.

Czołową różnicą w zakresie komunikatu prasowego względem tego, który otrzymaliśmy w czerwcu, była “niepewność” i to ją uznajemy za kluczowy motyw lipcowego posiedzenia. Bank pozostaje uważny na to w jaką stronę zmierzają negocjacje dot. porozumienia handlowego między UE i USA. Zważając na ostatnie doniesienia prasowe, osiągnięcie konsensusu między stronami stało się bardziej prawdopodobne, we wrześniu przekaz banku może być już więc nieco bardziej precyzyjny.

Po początkowym osłabieniu, które, nawiasem mówiąc, przypisujemy w dużej mierze kolejnemu silnemu odczytowi z amerykańskiego rynku pracy, kurs EUR/USD wzrósł o blisko 0,5%.

Autor: Michał Jóźwiak – analityk Ebury

Biuro do wynajęcia w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu? Ranking biznesowych lokalizacji

Wybór biura to decyzja o wadze strategicznej, daleko wykraczająca poza sam adres w stopce maila. To inwestycja w DNA firmy, jej wizerunek, efektywność zespołu i zdolność do przyciągania największych talentów. Na polskiej mapie komercyjnej od lat dominują trzej giganci: Warszawa, Kraków i Wrocław. Każde z tych miast oferuje unikalny ekosystem biznesowy, ale które z nich okaże się najlepszym fundamentem dla Twojej historii sukcesu?

Odpowiedź jest bardziej złożona, niż mogłoby się wydawać. To, co idealne dla międzynarodowej korporacji finansowej, może być nieoptymalne dla zwinnego startupu technologicznego. Zamiast powierzchownego porównania, przeprowadzimy analizę, która uwzględnia twarde dane, specyfikę rynku i czynniki, o których często zapomina się w ferworze poszukiwań.

Warszawa: gdzie bije serce polskiego biznesu

Warszawa to bezdyskusyjny lider, biznesowy tygiel, w którym mieszają się największy kapitał, ambicje i możliwości. Rynek biurowy w stolicy jest jak jej puls – dynamiczny, czasem przytłaczający, ale zawsze wyznaczający kierunek. To tutaj swoje centrale lokują globalni gracze, a decyzje mają największy ciężar gatunkowy.

  • Śródmieście i Wola: To epicentrum polskiego biznesu. Nowoczesne wieżowce stały się symbolem sukcesu, a lokalizacja w sercu miasta to przede wszystkim prestiż. Klastry firm z sektora finansowego, doradczego i prawnego dominują w tej części miasta. Jednak za ten status trzeba zapłacić. Stawki czynszu za powierzchnie klasy A w centralnych lokalizacjach oscylują w przedziale 22-28 €/m², a dla klasy B rzadko spadają poniżej 16-19 €/m².
  • Mokotów (Służewiec): Legendarny „Mordor”, niegdyś synonim korporacyjnego zagłębia, przechodzi transformację. Choć wciąż jest to ogromne centrum biurowe, popularne wśród firm telekomunikacyjnych i outsourcingowych, oferuje bardziej konkurencyjne stawki. To wybór dla firm szukających skali i optymalizacji kosztów.

Decydując się na biura do wynajęcia Warszawa, trzeba być gotowym na wysoką konkurencję i najwyższe w kraju koszty. W zamian otrzymuje się dostęp do niezrównanego rynku i możliwości. To miasto dla graczy o najwyższych aspiracjach.

Kraków: Smocza Jama dla talentów i technologii

Kraków to miasto o dwóch obliczach. Z jednej strony historyczna stolica z unikalną atmosferą, z drugiej – potężny ośrodek akademicki, który stał się kuźnią talentów dla sektorów IT, SSC/BPO i gamingu. To właśnie ta mieszanka przyciąga firmy jak magnes.

  • Strefy Biznesowe (np. Bonarka, Quattro Business Park): Tutaj lokują się głównie duże centra usług wspólnych (SSC/BPO), doceniające dostęp do nowoczesnej powierzchni klasy A i bliskość uczelni.
  • Podgórze i Zabłocie: Postindustrialne dzielnice, które stały się kreatywnym sercem miasta. W starych fabrykach swoje miejsce znalazły software house’y, agencje marketingowe i startupy, tworząc unikalny, twórczy ekosystem.
  • Centrum i okolice: Prestiżowe, kameralne biura w odrestaurowanych kamienicach to domena kancelarii i butikowych firm doradczych.

Kraków to strategiczny wybór dla firm, dla których największym kapitałem są ludzie. Stawki czynszu są tu bardziej przystępne niż w stolicy – za powierzchnię klasy A płaci się średnio 14-17 €/m². Wybierając biura do wynajęcia Kraków, inwestuje się przede wszystkim w kapitał ludzki.

Wrocław: dynamika i innowacja z widokiem na Odrę

Wrocław często określany jest mianem „polskiej Doliny Krzemowej”. Miasto od lat konsekwentnie stawia na innowacje, przyciągając gigantów z branży IT i centra badawczo-rozwojowe (R&D). Jego rynek biurowy jest nieco mniejszy, ale nadrabia dynamiką wzrostu i doskonałą atmosferą do życia.

Zachodnie Centrum Biznesu, w rejonie Placu Strzegomskiego, to najszybciej rozwijający się hub biznesowy. Nowoczesne biurowce tworzą spójną tkankę, dobrze skomunikowaną z resztą miasta. Wrocław oferuje świetny kompromis między kosztami a jakością życia. Czynsze za nowoczesne powierzchnie kształtują się na poziomie zbliżonym do Krakowa, czyli 14-16,5 €/m². To miasto przyciąga firmy technologiczne, które szukają nie tylko pracowników, ale i miejsca, w którym ci pracownicy będą chcieli zostać na dłużej.

Cena to nie wszystko. Na co naprawdę trzeba zwrócić uwagę?

Wybór miasta to dopiero preludium. Analizując konkretne oferty, łatwo wpaść w pułapkę patrzenia wyłącznie na stawkę czynszu za metr kwadratowy. To fundamentalny błąd. Prawdziwy koszt i wartość biura kryją się w szczegółach.

  • Całkowity koszt najmu: Stawka bazowa to nie wszystko. Należy doliczyć opłaty eksploatacyjne (średnio 18-25 PLN/m²), które pokrywają utrzymanie części wspólnych, ochronę czy podatki. Do tego dochodzi współczynnik powierzchni wspólnych (add-on factor), oznaczający, że wynajmując 100 m² biura, płacimy realnie za 108-115 m², wliczając w to nasz udział w korytarzach czy recepcji.
  • Elastyczność umowy: Standardem są umowy na 3, 5 lub 7 lat. Ale co, jeśli firma szybko rośnie lub działa w zmiennym otoczeniu? Rynek coraz mocniej otwiera się na biura serwisowane i coworkingi, które oferują elastyczne warunki i gotową infrastrukturę. To idealne rozwiązanie na start lub dla projektów o niepewnej przyszłości.
  • Pakiety zachęt: Na rynku najemcy, charakteryzującym się wysokim poziomem pustostanów, można wynegocjować atrakcyjne warunki. Do standardu należą wakacje czynszowe (rent-free periods), czyli kilka miesięcy bez opłat, oraz kontrybucje finansowe (fit-out contribution) na aranżację powierzchni. Znajomość tych mechanizmów to klucz do optymalizacji kosztów.

Kompleksowy wynajem biur to proces, w którym diabeł tkwi w szczegółach.

Przyszłość jest zielona: ESG i certyfikacje

Współczesny biznes to nie tylko zysk. Coraz większą rolę odgrywa zrównoważony rozwój i dbałość o dobrostan pracowników. Certyfikaty takie jak BREEAM czy LEED (oceniające ekologiczny charakter budynku) oraz WELL (skupiony na zdrowiu i komforcie użytkowników) przestają być marketingowym dodatkiem. Dla międzynarodowych korporacji i firm budujących wizerunek odpowiedzialnego pracodawcy, stają się one wymogiem. Nowoczesne biurowce w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu w dużej mierze spełniają te najwyższe standardy.

Ranking biznesowych lokalizacji: porównanie w pigułce

Choć każdy wybór jest indywidualny, poniższa tabela może pomóc w usystematyzowaniu kluczowych różnic między trzema największymi miastami w Polsce:

Kategoria Warszawa Kraków Wrocław
Średni koszt (Klasa A) ★☆☆☆☆ (najwyższy) ★★★☆☆ (średni) ★★★☆☆ (średni)
Dostęp do talentów IT ★★★★☆ ★★★★★ ★★★★★
Dostęp do talentów Finanse/SSC ★★★★★ ★★★★★ ★★★★☆
Prestiż lokalizacji ★★★★★ ★★★★☆ ★★★★☆
Jakość życia ★★★☆☆ ★★★★☆ ★★★★★

A co, jeśli nie „Wielka Trójka”?

Choć Warszawa, Kraków i Wrocław dominują, warto obserwować rosnący potencjał rynków wschodzących. Trójmiasto, z unikalnym dostępem do portów i skandynawskiego kapitału, Poznań jako centrum logistyczne i targowe, a także Łódź i Katowice, które przechodzą spektakularne rewitalizacje, stają się coraz ciekawszą alternatywą, oferując niższe koszty i nienasycony rynek pracy.

Kluczowe informacje

  • Decyzja o wyborze lokalizacji biura uznawana jest za strategiczny element rozwoju przedsiębiorstwa, mający bezpośredni wpływ na budowanie wizerunku, efektywność operacyjną zespołu oraz potencjał w zakresie pozyskiwania i utrzymywania wykwalifikowanych talentów.
  • Polski rynek biurowy zdominowany jest przez Warszawę, charakteryzującą się najwyższymi stawkami i prestiżem, oraz Kraków i Wrocław, które stanowią atrakcyjne ośrodki dla sektorów IT i SSC/BPO, oferując bardziej konkurencyjne koszty najmu.
  • Analiza całkowitych kosztów najmu wykracza poza stawkę bazową, wymagając uwzględnienia opłat eksploatacyjnych oraz współczynnika powierzchni wspólnych. Istnieje możliwość negocjowania warunków, takich jak wakacje czynszowe czy kontrybucje finansowe na aranżację powierzchni.
  • Rynek biurowy coraz częściej oferuje elastyczne formy najmu, jak biura serwisowane i coworking, odpowiadając na potrzeby dynamicznie rozwijających się firm. Ponadto, rośnie znaczenie certyfikacji ESG (BREEAM, LEED, WELL), co jest wymogiem dla przedsiębiorstw dążących do zrównoważonego rozwoju i poprawy dobrostanu pracowników.

Rejestracja firmy internetowej – jak uniknąć błędów?

Wzrost popularności e-commerce sprawia, że coraz więcej osób decyduje się na zakładanie firmy dla ecommerce, widząc w tym sektorze szansę na szybki rozwój i szeroki zasięg sprzedaży. Choć prowadzenie sklepu internetowego wydaje się dostępne i atrakcyjne, sama rejestracja firmy internetowej wymaga dokładności i znajomości przepisów. Już na tym etapie pojawiają się kluczowe decyzje, które mają wpływ na późniejszą księgowość e-commerce, rozliczenia podatkowe i obsługę formalności w zakresie VAT-UE czy VAT OSS. Warto współpracować z biurem rachunkowym, które specjalizuje się w obsłudze księgowości dla sklepów internetowych i może doradzić, jak prawidłowo przejść proces rejestracji firmy tak, aby uniknąć błędów mogących skutkować dodatkowymi kosztami czy opóźnieniami.

Wybór formy prawnej i jego konsekwencje dla księgowości e-commerce

Jednym z pierwszych kroków przy rejestracji firmy internetowej jest wybór odpowiedniej formy prawnej działalności. Najczęściej osoby rozpoczynające działalność w e-commerce decydują się na jednoosobową działalność gospodarczą lub spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Każda z tych form wiąże się z odmiennymi obowiązkami w zakresie księgowości e-commerce, odpowiedzialności majątkowej i obciążeń podatkowych. Biuro rachunkowe obsługujące księgowość dla e-commerce pomoże ocenić, która forma prawna będzie najkorzystniejsza w kontekście rodzaju działalności, skali planowanej sprzedaży oraz potrzeb w zakresie optymalizacji podatkowej. Dzięki temu właściciel sklepu internetowego uniknie błędu wyboru nieodpowiedniej formy prawnej, który w przyszłości mógłby ograniczać rozwój firmy lub generować wyższe koszty prowadzenia działalności.

Dobór odpowiednich kodów PKD przy rejestracji firmy dla ecommerce

Przy rejestracji firmy internetowej konieczne jest także wskazanie odpowiednich kodów PKD, które definiują przedmiot działalności gospodarczej. Księgowość dla sklepów internetowych powinna uwzględniać przede wszystkim kod PKD 47.91.Z – sprzedaż detaliczna prowadzona przez domy sprzedaży wysyłkowej lub Internet, jako podstawowy kod dla e-commerce. W przypadku działalności dodatkowej, takiej jak dropshipping czy sprzedaż hurtowa, biuro rachunkowe specjalizujące się w księgowości dla dropshipping może doradzić, jakie dodatkowe kody PKD uwzględnić w rejestracji. Błędny wybór lub pominięcie odpowiednich kodów PKD na tym etapie może skutkować problemami przy rozliczeniach podatkowych lub w trakcie kontroli skarbowych.

Rejestracja do VAT i VAT-UE – jak uniknąć formalnych pomyłek

Podczas rejestracji firmy internetowej często pojawia się pytanie o konieczność rejestracji jako podatnik VAT lub VAT-UE, szczególnie gdy sklep internetowy zamierza prowadzić sprzedaż do innych krajów Unii Europejskiej. Księgowość dla e-commerce obejmuje obowiązek rozliczania VAT według odpowiednich stawek właściwych dla kraju konsumenta, a w przypadku sprzedaży transgranicznej warto rozważyć przystąpienie do procedury VAT OSS. Biuro rachunkowe obsługujące księgowość dla dropshipping i sklepów internetowych może przeprowadzić właściciela firmy przez procedurę rejestracyjną, minimalizując ryzyko błędów formalnych, takich jak niewłaściwy moment zgłoszenia czy brak wymaganych dokumentów. Dzięki temu przedsiębiorca zyskuje pewność, że wszystkie obowiązki podatkowe zostaną spełnione prawidłowo od początku działalności.

Automatyzacja jako element wsparcia już przy zakładaniu firmy

Już w momencie rejestracji firmy internetowej warto myśleć o automatyzacji procesów księgowych. Nowoczesne biuro rachunkowe specjalizujące się w księgowości e-commerce potrafi nie tylko doradzić w zakresie doboru PKD czy formy opodatkowania, ale także wdrożyć systemy automatyzujące ewidencję sprzedaży, rozliczenia VAT i przygotowywanie deklaracji podatkowych. Automatyzacja księgowości pozwala oszczędzić czas, zmniejszyć ryzyko błędów i zapewnić właścicielowi sklepu internetowego stały wgląd w dane finansowe w czasie rzeczywistym. To rozwiązanie szczególnie istotne w przypadku działalności w modelu dropshipping, gdzie liczba transakcji jest bardzo duża i ręczne prowadzenie księgowości byłoby nieefektywne.

Najczęstsze błędy przy rejestracji firmy internetowej i jak ich uniknąć

Do najczęstszych błędów popełnianych przez przedsiębiorców zakładających firmę internetową należą: niewłaściwy wybór formy prawnej, brak odpowiedniego kodu PKD, pominięcie obowiązku rejestracji VAT lub VAT-UE, a także nieprawidłowe przygotowanie dokumentów rejestracyjnych. Biuro rachunkowe specjalizujące się w księgowości dla sklepów internetowych zna te problemy i potrafi im zapobiec, prowadząc przedsiębiorcę krok po kroku przez cały proces formalny. Współpraca z takim partnerem pozwala uniknąć dodatkowych kosztów, opóźnień w rozpoczęciu działalności i problemów z późniejszym rozliczaniem podatków.

Jak prawidłowa rejestracja firmy wpływa na sprawne prowadzenie księgowości e-commerce

Prawidłowa rejestracja firmy internetowej jest fundamentem sprawnego prowadzenia księgowości e-commerce. Dzięki wsparciu biura rachunkowego, które rozumie specyfikę branży online i oferuje usługi dostosowane do potrzeb księgowości dla dropshipping i księgowości dla sklepów internetowych, przedsiębiorca może już od początku działalności uniknąć formalnych błędów i w pełni skoncentrować się na rozwoju swojego biznesu. Automatyzacja procesów księgowych, właściwy dobór kodów PKD, prawidłowa rejestracja VAT i VAT-UE oraz wsparcie w analizie obowiązków podatkowych pozwalają prowadzić sklep internetowy zgodnie z przepisami, minimalizując ryzyko błędów i kosztownych korekt. W obliczu zmian w prezentacji treści w Google, takich jak AI Overviews czy AI Mode, rzetelna księgowość staje się również elementem budowania wiarygodności i profesjonalnego wizerunku firmy w oczach klientów i partnerów biznesowych. Dlatego warto już przy rejestracji firmy internetowej postawić na profesjonalne doradztwo księgowe i unikać błędów, które mogą spowolnić rozwój e-commerce.

Transport przyszłości, nowe technologie zmieniające logistykę i przewozy

Branża transportowa i logistyczna stoi przed licznymi wyzwaniami. W uporaniu się z nimi pomagają przedsiębiorcom innowacje technologiczne, które w ogromnym stopniu zmieniają logistykę oraz przewozy. Sprawdźmy, jak wygląda transport przyszłości.

Innowacje technologiczne kształtują obecnie ludzkie życie – zarówno codzienne aktywności, jak i poszczególne dziedziny gospodarki. Nowe technologie w transporcie wspomagają całą branżę TSL, pomagając przedsiębiorcom dostosować się do wyzwań stawianych przez rynek, regulacje prawne czy rosnące oczekiwania klientów. Miejscem, gdzie prezentowane są nowoczesne technologie w transporcie oraz innowacje logistyczne, jak też sposoby wykorzystania ich w branży TSL, są targi transportowe TransLogistica Poland.

Sztuczna inteligencja, elektryfikacja, roboty magazynowe – TSL przyszłości

Nowoczesne technologie w transporcie w znacznym zakresie związane są z rozkwitem szeroko pojętych rozwiązań informatycznych. Transport przyszłości najprawdopodobniej kształtowany będzie przez rozwój sztucznej inteligencji.

Systemy FMS

Już teraz wyliczać można rozwiązania w tej dziedzinie, jakie wpływają na pracę przedsiębiorstw z branży TSL, pomagając im radzić sobie z wyzwaniami naszych czasów oraz działać coraz efektywniej. Dla przykładu, systemy FMS pozwalają na automatyczne układanie tras czy grafików. W znacznej mierze przyspiesza to cały proces pracy nad nimi, usprawniając działanie firmy.

TransLogistica

Wraz z telematyką i coraz lepszymi systemami GPS, rozwiązania te pomagają wytyczać takie trasy, po których pojazdy poruszały się będą szybciej i bezpieczniej. To z kolei usprawni dostarczanie towarów do klientów, a kierowcom zapewni lepsze warunki pracy. Dzięki nowym technologiom, trasy planować można w taki sposób, aby zużycie paliwa było jak najniższe, co pozytywnie przełoży się na wyniki finansowe i poprawi przyjazność dla środowiska naturalnego.

IoT

Bardzo wiele możliwości dla transportu, spedycji i logistyki oferuje Internet rzeczy (IoT). Rozwiązania z jego zakresu pozwalają nie tylko na śledzenie przesyłek w czasie rzeczywistym, ale też na

  • optymalizację tras,
  • zarządzanie flotą,
  • monitorowanie warunków transportu (np. dzięki czujnikom temperatury, wilgotności, itd.)
  • zwiększenie poziomu bezpieczeństwa (monitorowanie stanu technicznego pojazdów, identyfikowanie potencjalnych problemów, zapobieganie wypadkom, śledzenie oraz zabezpieczanie ładunków, itp.).

Widocznym już teraz trendem, który w nadchodzących latach będzie się rozwijał ze względu na wymogi prawne oraz oczekiwania klientów odnoście ochrony środowiska, będzie elektryfikacja flot. Elektryczne pojazdy dostawcze są coraz częściej spotykane na drogach i należy przypuszczać, że w najbliższym czasie e-furgonetki czy elektryczne chłodnie wyprą spalinowe odpowiedniki.

Jeśli chodzi o nowe technologie w logistyce, to z pewnością rozwijała się będzie automatyzacja magazynów. Chodzi tu nie tylko o coraz lepsze systemy komputerowe, ale też chociażby o roboty służące do kompletowania zamówień.

To oczywiście tylko przykłady trendów technologicznych, jakie prawdopodobnie kształtowały będą branżę TSL w przyszłości. Te i wiele innych rozwiązań w nowoczesnych wydaniach zaprezentować można na Międzynarodowych Targach Transportu i Logistyki TransLogistica Poland.

TransLogistica

TransLogistica Poland – dlaczego warto wziąć udział?

Międzynarodowe Targi Transportu i Logistyki TransLogistica Poland to jedno z największych tego typu wydarzeń w Europie Środkowej. Odbywają się co roku w Warszawie, a w ich trakcie prezentowane są produkty i usługi związane z sektorem TSL, w tym oczywiście innowacje technologiczne.

Wystawcy zyskują szansę zaprezentowania najlepszych technologii dla branży, nawiązać wartościowe kontakty i pokazać się przed najważniejszymi graczami rynkowymi. Odwiedzający z kolei mogą znaleźć najlepsze rozwiązania, produkty oraz usługi, jakie pomogą skrócić łańcuch dostaw, zoptymalizować czas i działania firmy, a także przynieść wymierne korzyści finansowe.

Mówiąc krótko, targi TransLogistica Poland to najlepsze miejsce, aby przekonać się, jak będzie wyglądał transport przyszłości.

USA i Japonia zawierają przełomowe porozumienie handlowe: stawki celne obniżone, fundusz 550 mld USD na inwestycje

Stany Zjednoczone i Japonia osiągnęły przełomowe porozumienie handlowe, które zapowiada nową erę we wzajemnych stosunkach gospodarczych, zwiastując jednocześnie szersze implikacje dla globalnej polityki handlowej. Prezydent Donald Trump, po intensywnych negocjacjach, ogłosił uzgodnienie obniżenia planowanej stawki celnej na import japońskich produktów, w tym kluczowych dla japońskiej gospodarki samochodów, z pierwotnie zakładanych 25% do poziomu 15%. Decyzja ta, będąca owocem 75-minutowej rozmowy w Gabinecie Owalnym, została oficjalnie uwieńczona ustaleniem szczegółowych warunków współpracy między obiema stronami.

Kluczowym, integralnym elementem tego porozumienia jest ambitne utworzenie funduszu inwestycyjnego o imponującej wartości 550 miliardów dolarów. Celem tego funduszu jest napędzanie rozwoju infrastruktury oraz intensywne tworzenie miejsc pracy na terenie Stanów Zjednoczonych. Środki te nie tylko mają za zadanie znacząco wzmocnić amerykańską gospodarkę, ale także posłużyć jako strategiczne narzędzie do budowania długofalowej, stabilnej współpracy inwestycyjnej między USA a Japonią, co może umocnić ich sojusz gospodarczy w perspektywie globalnej.

Informacja o zawarciu umowy wywołała natychmiastową i wyraźnie pozytywną reakcję na japońskim rynku kapitałowym. Szczególnie spektakularny wzrost odnotowały notowania akcji producentów samochodów, co odzwierciedla ulgę i optymizm branży najbardziej narażonej na potencjalne cła. Analitycy zgodnie oceniają, że porozumienie zostało odebrane jako znacznie bardziej znaczący i stabilizujący impuls gospodarczy niż bieżąca niepewność polityczna w Japonii, gdzie ewentualna zmiana premiera po nadchodzących wyborach do wyższej izby parlamentu budziła wcześniej pewne obawy. Japoński Nikkei225 wzrósł o ponad 3% i jest obecnie na poziomie 41 090 pkt.

Zawarte porozumienie wpisuje się w szerszy kontekst globalnej polityki handlowej administracji Trumpa, konsekwentnie opartej na zasadzie tzw. „taryf wzajemnych” – czyli dążeniu do wyrównywania barier celnych w relacjach z kluczowymi partnerami handlowymi. Dla przemysłu motoryzacyjnego, a także dla złożonych łańcuchów dostaw w całym regionie Azji, porozumienie to oznacza znacznie większą przewidywalność. Taka stabilizacja może skutecznie ograniczyć wcześniejsze napięcia handlowe i niepewność, które hamowały inwestycje i rozwój.

Obniżenie stawki celnej do 15% to wprawdzie wciąż koszt dla importerów japońskich produktów, jednak jest to wartość wyraźnie niższa niż pierwotnie zapowiadane 25%. Ta redukcja może znacząco sprzyjać zwiększeniu wolumenu handlu między oboma krajami, stymulując wymianę towarów. Z kolei utworzenie potężnego funduszu inwestycyjnego stanowi potężny impuls do rozwoju sektora infrastrukturalnego w USA, co jest zgodne z priorytetami administracji. Jego skuteczne wdrożenie może pogłębić optymizm, który jest już wyraźnie widoczny na rynkach finansowych, zwiastując dalsze inwestycje i wzrost. Poza oczywistymi korzyściami ekonomicznymi, porozumienie to może również przyczynić się do poprawy stabilności polityczno-gospodarczej w regionie Azji i Pacyfiku, wzmacniając pozycję obu partnerów w obliczu globalnych wyzwań. USDJPY obecnie znajduje się powyżej wczorajszego zamknięcia z wyceną na poziomie 146.874. Natomiast rentowność 10-letnich obligacji japońskich wzrosła do 1.59%.

Autor: Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

ChatGPT jako sklep przyszłości – jak AI zmienia zasady handlu online

OpenAI ogłosiła plany wprowadzenia prowizji od sprzedaży dokonywanej za pośrednictwem swojego flagowego chatbota. To strategiczne posunięcie, które ma na celu monetyzację ogromnego ruchu użytkowników, zmienia krajobraz e-commerce i stawia nowe wyzwania zarówno sprzedawcom, jak i technologicznym gigantom czerpiącym zyski z handlu w internecie. Podobne rozwiązanie wprowadziła Perplexity, zmieniając sztuczną inteligencję z doradcy w sprzedawcę. Czy to początek końca sklepów internetowych, jakie znamy?

Jak donosi „Financial Times”, OpenAI planuje zintegrować system finalizacji zakupów bezpośrednio w ChatGPT, umożliwiając użytkownikom realizowanie transakcji bez opuszczania interfejsu czata. Sprzedawcy, którzy realizują zamówienia za pośrednictwem tego systemu, będą płacić prowizję na rzecz OpenAI. To znaczący krok w kierunku dywersyfikacji źródeł przychodów firmy. – OpenAI nie musi budować magazynów ani własnej platformy, by rozdawać karty w e-commerce. ChatGPT, zintegrowany z koszykiem i płatnościami, może stać się doradcą prowadzącym klienta od rekomendacji po zakup. Transakcje realizowane będą u zewnętrznych partnerów, a OpenAI pobierze prowizję od każdej z nich. To osadzony w rozmowie model podobny do afiliacji, w którym OpenAI zarabiać będzie na ogromnej skali sprzedaży tłumaczy Piotr Szewczyk z agencji marketingowej Get Noticed Agency.

Obecnie OpenAI generuje przychody przede wszystkim z trzech źródeł: dostępu do API (dla firm i deweloperów), subskrypcji konsumenckich (ChatGPT Plus i ChatGPT Pro) oraz umów licencyjnych i partnerskich, m.in. z Microsoftem – który zyskuje prawo do 20% przychodów firmy – oraz sprzedaży usług dla przedsiębiorstw. OpenAI poinformowała, że jej roczna skala przychodów (annualized revenue run rate) wzrosła w czerwcu do 10 miliardów dolarów. Dla porównania, w grudniu 2024 roku wynosiła ona 5,5 miliarda dolarów. Mimo to w ubiegłym roku start-up odnotował straty na poziomie około 5 miliardów dolarów, a według prognozy opublikowanej przez The Information do 2026 mogą one wzrosnąć do 14 mld rocznie. Osiągnięcie rentowności firma przewiduje dopiero w 2029 roku.

Współpraca z Shopify rozkwita

Nie jest tajemnicą, że OpenAI intensyfikuje poszukiwania nowych źródeł przychodów, testując kolejne sposoby monetyzacji swoich narzędzi. W kwietniu 2025 roku spółka kierowana przez Sama Altmana nawiązała współpracę z platformą e-commerce Shopify, co umożliwiło wprowadzenie zaawansowanych funkcji zakupowych w ChatGPT. Użytkownicy już teraz mogą przeglądać produkty, porównywać ceny i czytać recenzje, a wkrótce będą mogli również finalizować zakupy w ramach jednego płynnego procesu. Nowe ciągi kodu, takie jak „buy_now” czy „shopify_checkout_url”, odkryte w publicznych plikach ChatGPT, sugerują rychłe zmiany.

Integracja zakupowa w ChatGPT to kolejny cios dla tradycyjnych modeli biznesowych. Jak zauważa „Financial Times”, konsumenci coraz częściej zwracają się do chatbotów AI w celu wyszukiwania produktów i zakupów, co stanowi zagrożenie dla firm zarabiających na reklamach i przekierowaniach na strony sprzedawców, takich jak Google. OpenAI, idąc o krok dalej, planuje stworzenie własnej przeglądarki, co może jeszcze bardziej zagrozić pozycji giganta z Mountain View.

Co więcej, partnerstwo z Shopify, które umożliwia płynne zakupy w ramach jednego interfejsu, może gruntownie zmienić sposób, w jaki konsumenci dokonują zakupów online. – Zamiast przeszukiwać wiele stron internetowych, użytkownik zada pytanie ChatGPT i otrzyma spersonalizowane rekomendacje. Na ich podstawie dokona zakupu w kilka sekund. To wizja concierge shopping, w której sztuczna inteligencja pełni rolę osobistego asystenta zakupowego, zdolnego do zrozumienia naszych preferencji i dostosowania oferty w czasie rzeczywistym tłumaczy Piotr Szewczyk. Jego zdaniem, dzięki ogromnej bazie użytkowników OpenAI ma szansę przekształcić ChatGPT w marketplace, konkurujący z takimi gigantami jak Amazon czy Google Shopping. – W przyszłości może się okazać, że sklepy internetowe i wielkie platformy sprzedażowe staną się zbędne, a ich rolę przejmą chatboty. Już dziś coraz częściej mówi się o tym, że za jakiś czas zastąpią one większość aplikacji stając się centrum dowodzenia naszym cyfrowym życiem. Sklepy internetowe muszą być na tę zmianę gotowe. Sytuacja, w której zamiast tworzyć opisy na Allegro sprzedawcy wprowadzają informacje o produktach bezpośrednio do baz danych sztucznej inteligencji, przestaje być abstrakcją mówi ekspert z Get Noticed Agency.

Podobnego zdania jest Daniel Kędzierski z FastTony, firmy dostarczającej narzędzia do automatyzacji marketingu dla małych i średnich przedsiębiorstw, która niedawno wypuściła własny model językowy. – Prawda jest taka, że to tylko faza przejściowa. Ostateczny cel jest taki, żeby użytkownicy w ogóle nie opuszczali ekosystemu OpenAI. Obecnie sporym problemem, z jakim boryka się branża, jest atrybucja sprzedaży, czyli przypisanie jej odpowiedniemu kanałowi. Chodzi o to, żeby wiedzieć, czy klient zakupił produkt dzięki reklamie na Facebooku, mailingowi, wyszukiwarce Google, czy może kampanii z influencerem. Dawniej było to prostsze, bo firmy mogły dokładnie śledzić użytkowników w sieci, ale przepisy takie jak RODO ograniczyły możliwość śledzenia internautów bez ich świadomej zgody. W interesie Sama Altmana jest, aby cały proces sprzedażowy odbywał się w oknie czata tłumaczy Kędzierski i dodaje, że pójście OpenAI w tym kierunku było oczywiste dla każdego, kto uważnie obserwuje rozwój jej API i bierze udział w programach partnerskich. – W FastTony od kwietnia 2024 roku przygotowujemy technologię zintegrowaną z budowanym przez OpenAI kanałem sprzedaży. Pracy jest jeszcze wiele, ale Agentic AI i zapowiedź wprowadzenia nowego kanału sprzedaży to jasne sygnały, że OpenAI przekroczyło półmetek i coraz szybciej zbliża się do celu, a my biegniemy w tym wyścigu razem z nią mówi Daniel Kędzierski.

Dla sprzedawców korzystających z platformy Shopify, integracja z flagowym narzędziem OpenAI już dziś otwiera nowe możliwości skalowania sprzedaży. Ich produkty mogą być automatycznie wyświetlane milionom użytkowników ChatGPT, co zwiększa widoczność i potencjalne zyski. Jednak prowizje, które OpenAI planuje pobierać, mogą stanowić wyzwanie, szczególnie dla mniejszych marek o ograniczonych marżach.

Sprzedaż za pośrednictwem sztucznej inteligencji to nie tylko benefity, lecz również wyzwania. – Sprzedawcy będą musieli dostosować się do nowej rzeczywistości, w której tzw. AIO, czyli optymalizacja pod kątem sztucznej inteligencji staje się równie ważna, co tradycyjne SEO. Marki, które zadbają o dostarczanie szczegółowych danych produktowych, takich jak opisy, ceny, rozmiary czy opinie, mają większe szanse na pojawienie się w rekomendacjach popularnych chatbotów uważa Piotr Szewczyk.

Konkurencja nie śpi

OpenAI nie jest jedyną firmą, która dostrzega potencjał w AI-driven commerce. Microsoft, partner OpenAI, wprowadził w kwietniu 2025 roku program Copilot Merchant, umożliwiający sprzedawcom tworzenie wirtualnych sklepów w swoim asystencie AI. Perplexity AI oferuje funkcję „Buy With Pro”, a Amazon eksperymentuje z asystentem zakupowym „Buy for Me”. Ta rywalizacja wskazuje na rosnący trend w kierunku „agent-led commerce”, gdzie sztuczna inteligencja nie tylko odpowiada na pytania, ale aktywnie prowadzi użytkownika przez cały proces zakupowy. – Czy ChatGPT stanie się nowym Amazonem czy Google Shopping? Czas pokaże. Jedno jest pewne, eldorado darmowych usług AI właśnie się kończy, a przyszłość należy do tych, którzy potrafią wykorzystać potencjał sztucznej inteligencji w handlu internetowymkwituje przedstawiciel Get Noticed Agency.

Rynki czekają na reformy – czy rekonstrukcja rządu przyniesie oczekiwane zmiany?

Rekonstrukcja rządu zaproponowana przez Donalda Tuska to odpowiedź na wyzwania polityczne oraz gospodarcze, ale najprawdopodobniej jest podyktowana chęcią utrzymania koalicji w nadchodzącym trudnym okresie dla rządzących. W sierpniu stanowisko prezydenta obejmuje Karol Nawrocki, którego współpraca z rządem stoi pod dużym znakiem zapytania, przede wszystkim w kontekście próby zdobycia większych środków z Unii Europejskiej i jednoczesnego zmniejszania ogromnego deficytu, który utrzymywany jest na nadmiernie wysokich poziomie.

Najważniejszą zmianą w rządzie jest utworzenie superresortu finansów i gospodarki, co z perspektywy rynku wydaje się być ciekawym posunięciem. Z pewnością utrzymanie władzy dotyczącej dalszego rozwoju w rękach osoby respektowanej przez rynki finansowe jest dobrym posunięciem, biorąc pod uwagę ogromne potrzeby pożyczkowe polskiego rządu. Równoczesne utrzymanie władzy w dwóch ministerstwach: w resorcie finansów dążącym do dyscypliny budżetowej i oszczędności oraz gospodarki, która zależna jest od wydatków publicznych — często prowadzi do napięć oraz pozornie wykluczających się celów. Niemniej ruch ten może być związany z chęcią zakończenia stagnacji z braku kluczowych reform dotyczących polityki fiskalnej i budowania podstaw dalszego wzrostu gospodarczego.

Nowy resort ma być czytelnym punktem kontraktowym dla inwestorów krajowych oraz zagranicznych, jak i dla partnerów instytucjonalnych, co powinno poprawić klimat inwestycyjny. Władza w jednym ręku ma usprawnić proces decyzyjny, który wyglądał na bardzo ospały w ostatnich miesiącach. Ostatecznie jednak należy pamiętać, że o kluczowych zmianach będzie decydować cała koalicja.

Głównym wyzwaniem dla nowego ministerstwa jest nadmierny deficyt fiskalny, który wyraźnie przekracza poziom 6%, co stawia Polskę wśród krajów o największej luce finansów. Oczywiście można to wiązać z nadzwyczajnymi wydarzeniami związanymi z Covidem kilka lat temu czy również wojną na Ukrainie, która przestawiła pewne priorytety dotyczące wydatków w Polsce.

Warto pamiętać, że tak duży resort może wcale nie zmniejszyć napięcia między rządem oraz nowym prezydentem wywodzącym się z opozycji, co teoretycznie i prawdopodobnie praktycznie może utrudnić konsolidację fiskalną oraz wdrażanie reform.

Warto również zauważyć powstanie Ministerstwa Energii. Jest to zmartwychwstanie po jego zamknięciu w 2019 roku i przekazaniu kompetencji do ministerstwa aktywów państwowych czy klimatu. Teoretycznie ma to być krok w kierunku nacisku na dalszą transformację energetyczną w Polsce, która stanowi kluczowy problem w kontekście długoterminowego rozwoju i zachęcania zagranicznych inwestorów nie tylko do inwestowania, ale również pozostania w Polsce.

Rynki w zasadzie nie zareagowały na ogłoszone zmiany. Złoty traci dzisiaj minimalnie, natomiast jest to powiązane z umocnieniem dolara na szerokim rynku. Indeksy na GPW zyskują, ale głównie dzięki fali optymizmu wobec negocjacji handlowych ze Stanami Zjednoczonymi. Jednym z problemów obecnej rekonstrukcji może być fakt, że minister Domański będzie miał teraz mniej czasu na pewne zmiany, o które proszą inwestorzy już od dłuższego czasu. Chodzi oczywiście o podatek od zysków kapitałowych. Choć Ministerstwo Finansów wielokrotnie zapowiadało nadchodzące zmiany, to na ten moment można zauważyć, że jedynie na zapowiedziach całe potencjalne zmiany się zakończyły.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Lagarde zapowiada pauzę w luzowaniu polityki monetarnej EBC – rynek czeka na sygnały w sprawie przyszłych cięć

Dla wielu lato jest czasem na odpoczynek. EBC najprawdopodobniej podąży tym tropem, utrzymując w czwartek stopy na niezmienionym poziomie i nie dzieląc się planami na przyszłość.

Kluczowe punkty:

  • EBC utrzyma w czwartek stopy na niezmienionym poziomie.
  • Słaby wzrost sugeruje dalsze luzowanie.
  • Perspektywy gospodarcze są niejasne przez niepewność dot. ceł.
  • Lagarde w dużej mierze powtórzy komentarze z czerwca.
  • W tym miesiącu nie ma projekcji gospodarczych.
  • Spodziewamy się jeszcze jednego cięcia EBC, zapewne w dalszej części tego roku.

Jak powszechnie oczekiwano, Rada Prezesów zdecydowała się w czerwcu na ósmą z rzędu obniżkę stóp procentowych, w wyniku której stopa depozytowa wynosi 2%. Inflacja jest obecnie tuż powyżej docelowego poziomu 2%, a wzrost gospodarczy jest powolny, bank centralny może więc zaangażować się w dalsze rozluźnianie polityki monetarnej. Jastrzębi zwrot w komunikatach Europejskiego Banku Centralnego w czerwcu w połączeniu z podwyższoną niepewnością handlową oznaczają jednak, że pauza w tym tygodniu jest właściwie pewna.

Wykres 1: Stopa depozytowa EBC (2020 – 2025)Bieżące obawy koncentrują się na nowych groźbach celnych Trumpa i potencjalnym wpływie amerykańskiego protekcjonizmu na europejską gospodarkę. Koszt kredytu schodzi na dalszy plan. Jeśli USA i UE nie dojdą do porozumienia, od 1 sierpnia cła dla Wspólnoty wzrosną do 30%. Problemem dla decydentów jest to, że niezwykle trudno określić zarówno to, czy uda się osiągnąć konsensus, jak i to jak poważne dla gospodarki będą konsekwencje ceł, szczególnie biorąc pod uwagę nieprzewidywalną i zmienną naturę Trumpa.

Z racji na niezwykle wysoką niepewność, prezeska Christine Lagarde nie powinna być skora do dzielenia się wskazówkami dotyczącymi dalszej ścieżki stóp procentowych, do czego zdążyła nas już przyzwyczaić. Zamiast tego prawdopodobnie powtórzy w dużej mierze swoje komentarze z czerwca, kiedy stwierdziła, że polityka monetarna jest „w dobrym miejscu”, a EBC zbliża się do końca cyklu obniżek. Jednocześnie raczej nie zamknie drzwi do dalszych cięć, szczególnie że wzrost ceł może mieć dla strefy euro dezinflacyjne implikacje. W „drastycznym” scenariuszu, który zakłada wyższe cła i niepewność handlową, EBC spodziewa się niższej presji cenowej, szczególnie w długim terminie.

Nawet pomijając utrzymującą się niepewność handlową, uważamy, że odczyty nie dają EBC przekonujących argumentów, by ponownie obniżać stopy procentowe już teraz, szczególnie że na czerwcowym posiedzeniu decydenci postawili poprzeczkę dla cięć bardzo wysoko. Można by argumentować, że niedawna aprecjacja wspólnej waluty i wzrost globalnych cen ropy mogą zwiększyć presję na Radę Prezesów, by ponownie obniżyć stopy. Niemniej, uważamy, że wpływ tych czynników na perspektywy inflacji w średnim terminie jest raczej minimalny i nie zmusi banku do podjęcia działań w tym tygodniu.

Wykres 2 Inflacja w strefie euro (2019 – 2025)Uważamy, że komunikaty EBC nie będą miały dużego wpływu na euro – Lagarde zapewne w miarę możliwości nie będzie się do niczego zobowiązywać, a dalsza ścieżka stóp procentowych w strefie euro pozostanie niejasna. Biorąc jednak pod uwagę, że rynki są obecnie podzielone w kwestii terminu kolejnego cięcia (jego prawdopodobieństwo we wrześniu jest wyceniane w ok. 45%), możliwa jest pewna zmienność, jeśli słowa Lagarde przechylą szalę na którąś stronę. Kolejna obniżka stóp procentowych EBC jest naszym zdaniem prawdopodobna, może jednak zostać odroczona do dalszej części roku, chyba że dojdzie do znacznego pogorszenia relacji handlowych między Unią Europejską i USA. Sygnały dotyczące negocjacji w owej sprawie pozostaną w nadchodzących tygodniach w centrum uwagi, po części przez ich potencjalnie duży wpływ na decyzje EBC.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (24.07) o godz. 14:15, a konferencja prasowa prezeski Lagarde rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Matthew Ryan, CFA; Roman Ziruk – analitycy Ebury

Górny Śląsk utrzymuje pozycję lidera w sektorze magazynowo-przemysłowym w Polsce

0

Według najnowszego raportu firmy doradczej Savills, Górny Śląsk niezmiennie pozostaje jednym z najważniejszych hubów magazynowo-przemysłowych w Polsce. Na koniec pierwszego kwartału 2025 roku całkowite zasoby powierzchni magazynowej w regionie osiągnęły 5,86 mln m kw., co oznacza wzrost o 6% r/r. W okresie od stycznia do marca br. podaż nowej powierzchni wyniosła 118 100 m kw., niemal podwajając wynik z analogicznego okresu 2024 roku.

– Chociaż odnotowany wolumen nowej podaży był jednym z najwyższych kwartalnych wyników w okresie ostatnich 2 lat, nie jest on sygnałem formowania się nowego trendu.  W kolejnych kwartałach 2025 r. przyrost powierzchni magazynowej w regionie, będzie zdecydowanie poniżej tego poziomu. W rezultacie, spodziewamy się tendencji spadkowej tymczasowo podwyższonego wskaźnika pustostanów. Równocześnie rosnący udział obiektów realizowanych w formule BTS oraz duże wolumeny przednajmu, potwierdzają dojrzałość i elastyczność sektora – mówi Patrycja Dzikowska, Associate Director, Research, Savills.

Na tym drugim, po warszawskim, największym rynku logistycznym, ponad połowa zasobów została wybudowana w ciągu ostatnich pięciu lat, co gwarantuje wysoki standard techniczny. Niezmiennym atutem regionu pozostaje strategiczna lokalizacja, na przecięciu głównych arterii komunikacyjnych – autostrad A1 i A4, co czyni go istotnym węzłem transportowym zarówno dla krajowych, jak i międzynarodowych przepływów towarowych. Wartością dodaną jest również obecność Euroterminala Sławków, istotnego ogniwa w europejsko-azjatyckim łańcuchu dostaw.

Popyt całkowity z wolumenem 228 300 m kw. zawartych umów najmu, odnotował delikatną tendencję wzrostową w porównaniu z analogicznym kwartałem 2024 r. Jednocześnie uwagę zwraca znacząco wyższy niż zazwyczaj udział odnowień umów w strukturze najmu, zgodny z obserwowanym trendem ogólnopolskim. W świetle wyzwań stawianych przez ograniczone zasoby pracowników, zwłaszcza na rynkach o bardzo niskim poziomie bezrobocia, najemcy wykazują ostrożną postawę wobec relokacji aktywności do nowych inwestycji.

W budowie znajduje się obecnie 270 000 m. kw., z czego ponad połowa (52%) została już zabezpieczona umowami najmu na koniec I kwartału br. Największe realizowane projekty to m.in.: Booster Zabrze LemonTree (108 600 m kw.) oraz Panattoni Park Sosnowiec Expo (62 100 m kw.). W I kwartale br. oddano do użytku obiekty m.in. w Rudzie Śląskiej (Prologis Park Ruda Śląska) i Zabrzu (Fortress Logistic Park Zabrze).

– W ostatnich trzech latach wysoki poziom popytu, średnio prawie 1 mln m kw. rocznie, potwierdza atrakcyjność Górnego Śląska jako lokalizacji dla inwestycji magazynowych i produkcyjnych. Dzięki silnym tradycjom i zapleczu przemysłowemu, region niezmiennie przyciąga firmy zainteresowane rozwojem działalności – komentuje Michał Chodecki, Head of Industrial, Savills.

Czynsze bazowe za powierzchnie o standardowej specyfikacji technicznej kształtują się w przedziale 4,20-5,30 euro/m kw./miesiąc, natomiast stawki efektywne są odpowiednio niższe w zależności od zastosowanych pakietów zachęt dla najemców i wynoszą od 2,90 do 4,75 euro/m kw./miesiąc.

Ceny gruntów inwestycyjnych o dużym areale, spełniających wymagania infrastrukturalne wynoszą od 200 do 400 PLN/m kw. w zależności od lokalizacji.

Chociaż regionalny rynek przemysłowo – logistyczny charakteryzuje się wysokim stopniem rozwoju i coraz bardziej ograniczoną dostępnością dobrze przygotowanych gruntów pod nowe magazyny, nadal przyciąga inwestorów dzięki silnemu zapleczu przemysłowemu i rozwiniętej infrastrukturze. Zrównoważony rozwój, wysoki standard nowo powstających obiektów i dbałość o atrakcyjność lokalizacji sprawiają, że Górny Śląsk pozostaje kluczowym rejonem w krajowym krajobrazie logistycznym.

Jak amerykańskie cła na miedź zmieniają globalne kierunki handlu i ceny surowca?

Przy obecnym rozwoju sztucznej inteligencji czy zielonej energii, zapotrzebowanie na miedź będzie rosnąć jeszcze mocniej i sektor ten będzie kluczowym pod względem całego popytu. Stąd też zainteresowanie inwestorów finansowych.

Wobec tego wprowadzenie przez D.Trumpa 50% ceł na import miedzi do USA oznacza przełomowy moment dla globalnego rynku tego strategicznego metalu. Główną motywacją wprowadzenia ceł na miedź jest chęć odrodzenia amerykańskiego przemysłu miedziowego oraz zapewnienia bezpieczeństwa dostaw tego krytycznego materiału. Miedź jest jednym z najważniejszych metali na świecie, wykorzystywanym w szerokim zakresie, od kabli elektrycznych i rur po pojazdy elektryczne i systemy energetyczne.

Przedstawiciele amerykańskiego rządu argumentują, że dumping i nadprodukcja na globalnym rynku osłabiły krajową produkcję miedzi, pozostawiając Amerykę zależną od zagranicznych źródeł metalu dla kluczowych przemysłów, takich jak produkcja broni. Podczas gdy USA posiadają znaczące kopalnie, produkujące ok. 1,1 mln ton miedzi w 2024 roku (a rafinuje się mniej na poziomie 890 tys. ton), zużycie rafinowanego metalu osiągnęło 1,6 miliona ton, co oznacza, że import jest niezbędny do wypełnienia luki.

Dostęp do taniej miedzi z Ameryki Południowej, Afryki lub Chin spowodował, że produkcja miedzi w USA stała się w mniejszym stopniu opłacalna. Wobec tego przez lata obserwowaliśmy upadek amerykańskich zdolności przetwórczych miedzi. Jak wskazuje lutowe rozporządzenie wykonawcze Trumpa, USA mają obfite rezerwy miedzi, ale nasze zdolności topienia i rafinacji znacznie odbiegają od globalnych konkurentów.

– Stany Zjednoczone posiadały kilka działających hut pod koniec lat 90., ale dziś aktywne są tylko dwie, jedna w Arizonie i druga w Utah. Ten spadek nastąpił w miarę jak Chiny budowały coraz większe ilości hut – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz w XTB. – Obecnie pod względem rafinacyjnym Chiny są absolutną potęgą na świecie z produkcją na poziomie 12 mln ton. Jedynie 2 kraje w 2024 r. przekroczyły produkcję na poziomie 1 mln ton. Było to Chile z produkcją na poziomie 1,9 mln ton oraz Japonia na poziomie 1,6 mln ton.

Zapowiedzi ceł spowodowały bezprecedensowy wzrost różnicy cenowej między amerykańską giełdą COMEX a londyńską LME. Spread między tymi rynkami wzrósł z około 300 USD za tonę na początku 2025 r. do ponad 2500 USD za tonę po ogłoszeniu 50% ceł. Co więcej, jednodniowy wzrost cen miedzi na COMEXie był największym od kilkudziesięciu lat.

Ogłoszenie ceł spowodowało masowe przekierowanie dostaw miedzi do amerykańskich portów przed wejściem w życie ceł. Prowadziło to również do niedoboru miedzi na innych giełdach, co prowadziło do zwyżki na szerokim rynku. Niewiele jest nabywców w Azji, którzy chcą dostarczać miedź do USA.

Miedź w USA musi być obecnie ponad 50% droższa, jeśli miałoby się opłacać w dalszym ciągu kierować miedź na tamten rynek, stąd bardzo duży wzrost na COMEXie. Jednocześnie ceny nie są aż tak wysokie, a Stany Zjednoczone potencjalnie mogłyby w kolejnych latach osiągnąć niezależność od dostawców. Kraje takie jak Peru, Chile czy Kongo będą musiały znaleźć inne rynki pod względem wysyłki rudy. To samo tyczy się miedzi rafinowanej, przede wszystkim z Chin.

– Dla polskiego giganta miedziowego KGHM sytuacja prezentuje się dwojako. Firma może w tym momencie korzystać z wyższych światowych cen miedzi oraz potencjalnego przekierowania dostaw z USA na inne rynki – wyjaśnia ekspert XTB. – Od kwietniowego dołka akcje spółki wzrosły nawet o 30%. Spółka pozostaje jednak wyraźnie poniżej ostatnich lokalnych szczytów cenowych z 2024 r., czy historycznych szczytów z 2021 r. powyżej 200 zł za akcję.

Dla światowych liderów jak BHP, Codelco czy Glencore sytuacja jest bardziej skomplikowana. Mogą skorzystać z potencjalnie wyższych światowych cen miedzi, jednocześnie tracą dostęp do lukratywnego amerykańskiego rynku.

– Wzrost cen na amerykańskim COMEXie pokazuje jak mocne perspektywy w dłuższym terminie stoją przed globalnym rynkiem miedzi w przypadku braku rozwoju podaży w niedalekiej przyszłości – komentuje M.Stajniak z XTB. – Jednocześnie ogromna niepewność związana z cłami, nie będzie zachęcać spółek globalnych do inwestycji.

Polski rynek elektromobilności rośnie – samochody w pełni elektryczne stanowią już 7,6% nowych aut

  • Na koniec czerwca 2025 r. łączna liczba zarejestrowanych w Polsce samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) wynosiła 98 583 szt.
  • Liczba ogólnodostępnych punktów ładowania w ubiegłym miesiącu wzrosła do 10 255, z czego 3 396 stanowiły punkty DC
  • W czerwcu 2025 r. udział ogłoszeń BEV w łącznej liczbie ofert pojazdów używanych na portalu OTOMOTO wyniósł 1,1%
  • Polish EV Outlook Index (PEVO Index) to comiesięczne zestawienie kluczowych danych i statystyk sektora e-mobility w Polsce

Samochody elektryczne

Na koniec czerwca 2025 r. flota osobowych, dostawczych i ciężarowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) w Polsce liczyła 98 583 szt. Park osobowych BEV składał się z 89 407 szt. (+45% r/r), a liczba rejestracji nowych pojazdów tego typu wyniosła 3 779 szt. (wzrosła o 79% rok do roku). Na koniec czerwca 2025 r. flota całkowicie elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych zwiększyła się do 9 176 szt. (+35% r/r). Park osobowych, wodorowych FCEV liczył 488 szt. (+112% r/r). Najpopularniejszymi, nowymi osobowymi modelami BEV w czerwcu 2025 r. były Tesla Model 3 (366 zarejestrowanych szt.), Tesla Model Y (333 szt.) oraz Ford Explorer (199 szt.). Na podium wśród marek znalazły się Tesla, BMW oraz Ford. Udział BEV na rynku nowych samochodów osobowych w czerwcu 2025 r. wyniósł 7,6%, co stanowi kolejny z rzędu rekord na polskim rynku elektromobilności.

Infrastruktura ładowania

W Polsce na koniec czerwca 2025 r. funkcjonowało 10 255 (+40% r/r) ogólnodostępnych punktów ładowania, w tym 6 860 AC (+28% r/r) oraz 3 396 DC (+61% r/r). Wzdłuż sieci TEN-T było dostępne 986 punktów ładowania, czyli o 29% więcej niż w czerwcu 2024 r. „PEVO Index” zawiera ponadto informacje na temat miast o najlepiej rozwiniętej infrastrukturze dla pojazdów zeroemisyjnych. Pierwsza jest Warszawa (795 punktów w czerwcu 2025 r.), a kolejne miejsca zajmują Gdańsk (348), Kraków (311) Poznań (294) oraz Szczecin (286).

Dane do „PEVO Index” dostarczają: PSNM, IBRM Samar oraz OTOMOTO.

Kurs dolara słabnie na fali spekulacji o obniżkach stóp procentowych

Od kilku dni widzimy kolejny odwrót od dolara amerykańskiego. Kanada pokazuje, że po obniżkach stóp procentowych, ceny wcale nie znajdują się wciąż pod tak silną kontrolą. W tle wzrost cen kakao i blady strach padający na miłośników czekolady.

Słabszy klimat dla dolara

Ostatnie dni ponownie przyniosły kilka słabszych sygnałów dla dolara amerykańskiego. Z jednej strony obserwujemy niższe od oczekiwań wyniki indeksów Conference Board – wczoraj spadek wyniósł 0,3%, wobec prognozowanego 0,2%, co wskazuje na stopniowe pogarszanie się nastrojów. Z drugiej strony, jak bumerang powraca temat większych szans na wrześniową obniżkę stóp procentowych. Rosnące prawdopodobieństwo takiego ruchu zazwyczaj osłabia walutę. Gospodarka USA ma obecnie wyraźnie wyższe stopy procentowe niż strefa euro, więc jest zdecydowanie przestrzeń na ten krok. Presja na FED wywołuje jednak kolejne konflikty, które znów działają na niekorzyść dolara.

Co z Kanada?

Kanada obniżyła stopy procentowe znacznie szybciej niż jej jedyny lądowy sąsiad. Wielu analityków zadaje sobie pytanie, czy nie zbyt szybko. Główny wskaźnik wynosi bowiem 2,75%, a inflacja w czerwcu wzrosła do 1,9%. Powoduje to, że realne stopy, po uwzględnieniu inflacji, znalazły się na poziomie niecałego procenta. Wczorajsze dane o inflacji producenckiej pokazują, że temat zmian cen może wcale nie być pod kontrolą. Tylko w czerwcu rosły one, nie to 0,1%, ale o 0,4%. To sugeruje, że wkrótce ze strony producentów możemy doświadczyć presji na podwyżki. Taki scenariusz w dłuższej perspektywie umacnia dolara kanadyjskiego, gdyż nie tylko oddala szanse obniżek stóp procentowych, ale stawia pytanie o ewentualnie podwyżki.

Czy znów powinniśmy się bać cen czekolady?

Ostatnie miesiące wydawały się korzystne dla łasuchów. Hurtowa cena kakao spadła z ponad 11 000 dolarów za tonę do niewiele ponad 7 000 dolarów. Problem w tym, że w ostatnim tygodniu widzimy ponad 10% odbicia w górę od dołków. Jest tutaj kilka powodów. Z jednej strony wydłużająca się pora sucha powoduje, że zbiory na Wybrzeżu Kości Słoniowej mogą okazać się niższe, niż oczekiwano. W efekcie już teraz producenci zaczęli wstrzymywać się ze sprzedażą, licząc na dalszy wzrost cen, co zresztą ma miejsce. Nie bez znaczenia jest też sytuacja na walutach. Słabnący dolar, w którym wyrażone są kontrakty terminowe, powoduje, że lokalni producenci dostawaliby mniej. Dostawaliby, gdyby nie podnieśli cen…

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Autor: Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Koniec z „dożywotnim” prawem wykonywania zawodu – czas na okresową ocenę lekarzy

Weryfikacja lekarzy w Polsce – pilna konieczność dla bezpieczeństwa pacjentów i zaufania publicznego. Brak działającego systemu rewalidacji zagraża pacjentom.

Obecnie w Polsce praktycznie nie funkcjonuje efektywny system rewalidacji lekarzy – czyli okresowej weryfikacji uprawnień i kompetencji). Po uzyskaniu prawa wykonywania zawodu lekarze nie podlegają regularnej ocenie jakości swojej pracy ani obowiązkowej recertyfikacji. Choć formalnie istnieje obowiązek ustawicznego kształcenia i zbierania tzw. punktów edukacyjnych, to w praktyce nikt tego nie egzekwuje. W rezultacie – jak alarmują eksperci – dziesiątki, a nawet setki polskich lekarzy od lat nie uczestniczyły w żadnych szkoleniach czy konferencjach, prowadząc praktykę medyczną na poziomie sprzed kilkudziesięciu lat. Taki stan rzeczy sprawia, że spadek kompetencji lub braki w aktualnej wiedzy często wychodzą na jaw dopiero przy łóżku pacjentów, narażając ich zdrowie i życie.

Brak systemowej weryfikacji umiejętności lekarzy przekłada się bezpośrednio na pogorszenie bezpieczeństwa pacjentów. Profesor Adam Dziki zwraca uwagę, że Polska należy do krajów o jednej z najwyższych śmiertelności z powodu raka jelita grubego w Europie – jedną z przyczyn jest fakt, że wielu chirurgów nie doskonali swoich umiejętności i operuje przestarzałymi metodami. Innymi słowy, brak ciągłego doskonalenia zawodowego oznacza gorsze wyniki leczenia. Nawet najlepsze leki czy sprzęt nie uratują pacjenta, jeśli zabieg zostanie wykonany niezgodnie z aktualnymi standardami. Pomimo tego obecne przepisy nie przewidują żadnych sankcji za zaniedbanie doskonalenia zawodowego – lekarz, który nie zbiera wymaganych punktów edukacyjnych, wciąż bez przeszkód wykonuje zawód. Taki dziurawy system uniemożliwia również identyfikację lekarzy mających problemy (np. wypalonych zawodowo, z trudnościami w pracy czy w życiu osobistym), którym należałoby zapewnić wsparcie lub czasowe ograniczenie praktyki. W efekcie brak mechanizmu rewalidacji oznacza, że dopóki nie dojdzie do poważnego błędu lub skargi pacjenta – nikt nie weryfikuje jakości pracy lekarza.

Zawód lekarza to szczególna odpowiedzialność i publiczne zaufanie

Lekarz należy do zawodów zaufania publicznego, co potwierdza Konstytucja RP i przepisy prawa. Społeczeństwo oczekuje od osób wykonujących ten zawód najwyższych kwalifikacji, etycznej postawy oraz pełnej odpowiedzialności za swoje działania. Nie bez przyczyny mówi się o etosie lekarza – przedstawiciele tej profesji mają bezpośredni wpływ na zdrowie i życie obywateli, służą ochronie fundamentalnych wartości społecznych. Aby sprostać temu wyjątkowemu zaufaniu, lekarze muszą być transparentni w swojej praktyce, w pełni odpowiedzialni za decyzje i godni zaufania każdego dnia. Niestety, długotrwały brak systemowej kontroli jakości opieki medycznej przyczynił się do kryzysu zaufania społecznego. Oznacza to, że miliony ludzi nie wierzą, iż lekarze zawsze postępują profesjonalnie i rzetelnie. Tego zaufania nie da się odbudować samymi kampaniami wizerunkowymi –konieczne są realne działania, które pokażą społeczeństwu, że środowisko lekarskie dba o utrzymanie najwyższych standardów i nie toleruje zaniedbań.

Zawód lekarza to powołanie, które wymaga stałej pracy nad sobą. Medycy, bardziej niż przedstawiciele wielu innych profesji, powinni pozostawać otwarci na ocenę i informację zwrotną – zarówno od pacjentów, jak i kolegów z zespołu. Taka kultura transparencji i odpowiedzialności w medycynie leży w interesie całego społeczeństwa. Pacjent ma prawo oczekiwać, że lekarz regularnie aktualizuje swoją wiedzę i umiejętności, a jeśli tego nie robi – że zostanie to wychwycone odpowiednio wcześnie.

Dlatego wprowadzenie systemu rewalidacji lekarzy nie jest atakiem na autonomię profesji, lecz przeciwnie – niezbędnym warunkiem utrzymania prestiżu i wiarygodności tego zawodu.

Efektywne modele istnieją – czas na polską reformę

W wielu krajach na świecie zawód lekarza podlega okresowej ocenie i odnowieniu uprawnień. Są państwa, w których lekarz co kilka lat musi udowodnić, że nadal spełnia wymogi do wykonywania zawodu – przedstawiając dowody doskonalenia zawodowego i pozytywne opinie, a brak takiego potwierdzenia skutkuje nawet utratą prawa wykonywania zawodu. Doświadczenia międzynarodowe pokazują, że taki system rewalidacji działa skutecznie, podnosząc jakość opieki i eliminując z praktyki osoby, które nie powinny już samodzielnie leczyć pacjentów. Nie musimy jednak kopiować żadnego modelu wprost. Możemy stworzyć rozwiązanie dostosowane do polskich realiów – ważne jednak, by nabrało ono mocy prawnej i faktycznie działało, a nie było kolejnym martwym przepisem.

Samorząd lekarski oraz decydenci od lat dyskutują o zapewnieniu jakości w ochronie zdrowia. Pora przejść od dyskusji do czynów. Rewalidacja medyków nie musi oznaczać biurokratycznej szykany – jeśli zostanie zaprojektowana mądrze, stanie się narzędziem rozwoju zarówno dla lekarzy, jak i dla całego systemu opieki zdrowotnej. Ważne, by wdrażając reformę uwzględnić głos środowiska lekarskiego i stworzyć mechanizmy wsparcia – np. dla tych, którzy wymagają doszkolenia, a nie wyłącznie karania. Celem jest podnoszenie jakości, a nie piętnowanie lekarzy. Dobrze zaplanowany program rewalidacji będzie przede wszystkim służył społeczeństwu : bezpieczeństwu pacjentów i wzmocnieniu prestiżu polskiej medycyny.

Proponowany model okresowej rewalidacji lekarzy

Aby rewalidacja była skuteczna, powinna opierać się na ciągłym procesie oceny i doskonalenia – rozłożonym na powtarzalne cykle pięcioletnie. Każdy lekarz, niezależnie od specjalizacji, co 5 lat odnawiałby prawo wykonywania zawodu po spełnieniu jasno określonych kryteriów jakościowych. Poniżej kluczowe założenia takiego modelu:

  • Pięcioletni cykl rewalidacji: Co 5 lat kompleksowa ocena lekarza, kończąca się potwierdzeniem prawa wykonywania zawodu na kolejny okres (lub – w skrajnych przypadkach – decyzją o jego zawieszeniu lub cofnięciu). Pięć lat to okres na tyle długi, by lekarz mógł zrealizować zaplanowany rozwój, a jednocześnie na tyle krótki, by nie dopuścić do utrwalania się złych nawyków lub zaległości.
  • Coroczne rozmowy rozwojowe (oceny okresowe): W każdym roku cyklu lekarz odbywa jedną formalną rozmowę podsumowująco-rozwojową z wyznaczonym doświadczonym kolegą (mentorem lub koordynatorem ds. rewalidacji). Taka przyjazna ocena pracy ma na celu omówienie osiągnięć i ewentualnych trudności, wskazanie obszarów do poprawy oraz zaplanowanie dalszego rozwoju zawodowego na kolejny rok. Regularne rozmowy zapewnią bieżącą informację zwrotną – lekarz nie będzie zaskoczony wymaganiami, a w razie potrzeby otrzyma wsparcie (np. rekomendację szkoleń, staży, konsultacji).
  • „Teczka zawodowa” lekarza (portfolio rozwoju): Każdy medyk prowadziłby indywidualną dokumentację doskonalenia zawodowego, w której gromadziłby dowody swojego rozwoju. Mogą to być certyfikaty zrealizowanych kursów, szkoleń, warsztatów, zaświadczenia o uczestnictwie w konferencjach, kongresach naukowych, potwierdzenia lektury istotnych publikacji (np. udział w e- learningach, zaliczenie testów wiedzy), opisy przeanalizowanych trudnych przypadków lub komplikacji, prace naukowe, osiągnięcia w miejscu pracy itp. Celem „teczki” jest wykazanie, że lekarz stale podnosi swoje kwalifikacje i utrzymuje aktualną wiedzę – czyli realizuje w praktyce ideę ustawicznego kształcenia. Teczka będzie oceniana podczas rewalidacji, ale też stanowi narzędzie samokontroli dla samego
  • Informacja zwrotna od pacjentów: Integralną częścią oceny są opinie pacjentów. Co pięć lat (przed decyzją rewalidacyjną) pacjenci anonimowo wypełnialiby ankiety oceniające komunikację, zaangażowanie i sposób leczenia przez danego lekarza. Dodatkowo pacjenci mieliby stałą możliwość zgłaszania uwag lub pochwał na temat opieki – np. przez specjalny portal samorządu lekarskiego. Taka wielostronna informacja zwrotna pozwoli dostrzec mocne strony lekarza (np. empatię, umiejętność tłumaczenia chorób) oraz sygnały ostrzegawcze (np. powtarzające się skargi na brak komunikacji czy szacunku). Ważne, by opinie pacjentów służyły głównie rozwojowi – np. gdy pacjenci wskazują, że chcieliby lepszych wyjaśnień, lekarz może doskonalić kompetencje komunikacyjne.
  • Informacja zwrotna od zespołu medycznego: Ocena koleżeńska to kolejny filar rewalidacji. W ramach procesu co 5 lat współpracownicy lekarza (inni lekarze, pielęgniarki, przełożeni) przekazują anonimowo swoje spostrzeżenia. Chodzi o kwestie takie jak praca zespołowa, przestrzeganie procedur, dzielenie się wiedzą, kultura pracy. Często to właśnie inni medycy najwcześniej dostrzegają, że kolega ma np. trudności z jakąś techniką albo przeciwnie – wyróżnia się świetnym podejściem do trudnych przypadków. Ustrukturyzowana informacja od współpracowników pomoże wychwycić zarówno sygnały alarmowe (np. lekceważenie standardów, konflikty w zespole), jak i dobre praktyki warte upowszechnienia.
  • Obowiązek ciągłego podnoszenia kwalifikacji: Samorząd lekarski wraz z instytucjami zdrowia powinien jasno określić, ile aktywności rozwojowych musi podjąć lekarz w każdym cyklu i jak będą one punktowane. Udział w kursach doskonalących, zdobywanie dodatkowych umiejętności (np. certyfikaty z wąskich dziedzin), udział w projektach badawczych czy publikacje naukowe – wszystko to powinno być promowane i wymagane. Ustawiczne kształcenie musi stać się realnym obowiązkiem, a nie pustym hasłem. W praktyce oznacza to np. minimalną liczbę godzin szkoleń rocznie czy określoną pulę punktów edukacyjnych do zdobycia w ciągu 5 lat (z zachętą do przekraczania minimum). Ważne, by system punktów był prosty i przejrzysty, a ich zbieranie łatwo weryfikowalne. Lekarz zmotywowany do nauki to lekarz leczący nowocześnie i bezpiecznie.
  • Całościowa ocena i decyzja o prawie wykonywania zawodu: Po upływie 5 lat zebrane zostają wszystkie elementy – wyniki corocznych rozmów rozwojowych, zawartość „teczki” (czy wymagane aktywności zostały zrealizowane), opinie pacjentów i zespołu, ewentualnie dodatkowe sprawdzenie kompetencji (np. analiza losowo wybranej dokumentacji medycznej prowadzonej przez lekarza). Komisja rewalidacyjna – złożona z przedstawicieli samorządu lekarskiego i ekspertów – dokonuje kompleksowej oceny zawodowej lekarza. Jeśli wszystko jest w porządku, odnawia pełne prawo wykonywania zawodu na kolejny pięcioletni okres. Jeśli są braki – lekarz otrzymuje zalecenia (np. uzupełnienie pewnych szkoleń w określonym terminie, dodatkowa weryfikacja za rok). W skrajnych sytuacjach, gdy zaniedbania są poważne lub stwierdzono niebezpieczne praktyki – możliwe jest zawieszenie lub ograniczenie prawa wykonywania zawodu do czasu poprawy. Decyzja komisji musi opierać się na obiektywnych kryteriach i dowodach z całego cyklu. Taki mechanizm na zakończenie cyklu gwarantuje, że prawo do wykonywania zawodu lekarza będzie faktycznie potwierdzeniem odpowiednich kompetencji, a nie tylko formalnością nadaną raz na zawsze.

Cele wprowadzenia systemu rewalidacji

Proponowany system okresowej rewalidacji lekarzy ma przynieść wymierne korzyści dla pacjentów, lekarzy i całego systemu ochrony zdrowia. Do najważniejszych celów takiej reformy należą:

  • Zwiększenie bezpieczeństwa pacjentów: Regularna weryfikacja kompetencji i doskonalenia zawodowego przełoży się na wyższy poziom opieki. Pacjent zyska pewność, że jego lekarz praktykuje według aktualnej wiedzy medycznej i podlega nadzorowi jakości. Mniej będzie błędów wynikających z przestarzałych metod czy zaniedbań w edukacji, co bezpośrednio oznacza ochronę zdrowia i życia chorych.
  • Wychwytywanie lekarzy potrzebujących wsparcia: System rewalidacji zadziała jak sito, które pozwoli wcześnie zidentyfikować tych lekarzy, którzy mają trudności – czy to z nadążaniem za postępem wiedzy, czy np. z powodu osobistych problemów przekładających się na pracę. Zamiast czekać na skargi pacjentów lub tragiczne zdarzenia, będzie można reagować zawczasu: kierować takich lekarzy na dodatkowe szkolenia, staże doskonalące, mentoring albo – jeśli to konieczne – czasowo ograniczyć zakres ich działań dla dobra pacjentów. Nikt nie zostanie pozostawiony sam sobie – nawet najlepsi profesjonaliści mogą czasem potrzebować korekty kursu lub pomocy i ten system im to umożliwi.
  • Wzmocnienie jakości opieki medycznej: Kumulatywnym efektem rewalidacji będzie ogólny wzrost jakości usług zdrowotnych. Standaryzacja wymagań co do doskonalenia sprawi, że każdy lekarz w Polsce będzie zmotywowany trzymać wysoki poziom. To oznacza bardziej skuteczne leczenie, aktualne procedury, mniej powikłań. Poprawa jakości będzie widoczna w statystykach zdrowotnych – krótszym czasie hospitalizacji, lepszych wynikach terapii, wyższym zadowoleniu pacjentów.
  • Odbudowa zaufania społecznego do lekarzy: Wprowadzenie transparentnego, sprawiedliwego systemu oceny pokaże społeczeństwu, że środowisko lekarskie rozlicza się z własnych obowiązków wobec pacjentów. Gdy pacjenci zobaczą, że lekarz nie otrzymuje „dożywotniego glejtu”, lecz co kilka lat musi wykazać się aktualnością wiedzy oraz dobrą opinią – ich zaufanie zacznie wracać. Społeczny odbiór zawodu lekarza się poprawi, bo każdy będzie wiedział, że za tytułem „doktor” stoi realna, świeża wiedza i weryfikowane kompetencje. To z kolei przełoży się na lepszą współpracę pacjent – lekarz, większy szacunek i poprawi wizerunku lekarzy w oczach opinii publicznej.
  • Wzmocnienie kultury odpowiedzialności i samodoskonalenia wśród lekarzy: Obowiązkowa rewalidacja z naturalnych względów zachęci lekarzy do stałego rozwoju – nie tylko ze strachu przed utratą uprawnień, ale przede wszystkim dlatego, że stanie się to normą zawodową. Młodzi lekarze od początku kariery będą świadomi, że ciągła nauka i podleganie ocenie to element profesjonalizmu. Starsi lekarze zyskają bodziec, by nie osiadać na laurach. Całe środowisko lekarskie stopniowo przejdzie zmianę mentalną: powstanie kultura ciągłego doskonalenia, dzielenia się wiedzą, refleksji nad własną praktyką. Będzie to również kultura wzajemnego wspierania się i rozliczania – gdzie koledzy motywują się nawzajem do zachowania najwyższych standardów. Taka postawa wzmocni jedność środowiska i jego autonomiczną odpowiedzialność (samorząd lekarski pokaże, że potrafi zadbać o jakość w swoim gronie).
  • Przywrócenie dumy z zawodu lekarza jako powołania: Wreszcie, system rewalidacji może paradoksalnie stać się źródłem dumy dla samych lekarzy. Dlaczego? Bo każde pozytywne przejście procesu oceny będzie świadectwem ich profesjonalizmu. Lekarze, którzy ciężko pracują nad sobą, będą mieli oficjalne potwierdzenie swoich kompetencji – coś na kształt „certyfikatu zaufania” od społeczeństwa. To poczucie docenienia i jasnego określenia standardów podniesie prestiż zawodu. W publicznej narracji lekarz znów stanie się synonimem najwyższej wiedzy, etyki i odpowiedzialności, a nie (jak niestety bywa teraz) obiektem nieufności czy krzywdzących uogólnień. Duma z bycia lekarzem powróci, gdy cała grupa zawodowa pokaże, że traktuje swoją misję serio i potrafi sama wymagać od siebie więcej niż ktokolwiek inny.

Wezwanie do działania – wspólna odpowiedzialność lekarzy i władz

Opisany powyżej program rewalidacji lekarzy to nie zbiór abstrakcyjnych postulatów, lecz konkretna propozycja naprawy polskiego systemu ochrony zdrowia u jego fundamentów. Teraz potrzebna jest odwaga i determinacja , by wcielić ją w życie. Apelujemy do całego środowiska lekarskiego – do samorządu lekarskiego, izb i stowarzyszeń, liderów opinii – o głośne wsparcie tej reformy. To właśnie lekarze powinni stać na czele zmian, które przywrócą należny szacunek ich zawodowi. Nie bójmy się wymagających standardów – one służą nam wszystkim. Pokażmy pacjentom, że potrafimy rozliczać się ze swojego powołania i że każdy prawdziwy lekarz chce być lepszy każdego dnia.

Władze publiczne oraz decydenci systemowi – Ministerstwo Zdrowia, uczelnie medyczne, Narodowy Fundusz Zdrowia – również muszą wziąć odpowiedzialność za wdrożenie tej reformy. Konieczne będą zmiany prawne – nowelizacja ustawy o zawodach lekarza, wprowadzenie aktów wykonawczych ustanawiających procedury rewalidacji. Niezbędne będzie też zapewnienie środków i infrastruktury: system informatyczny do prowadzenia „teczek” i ankiet, szkolenia dla mentorów prowadzących rozmowy rozwojowe, mechanizmy finansowania doskonalenia (np. dofinansowanie kursów dla lekarzy). To inwestycja, która zwróci się wielokrotnie w postaci uniknionych błędów medycznych, zdrowszego społeczeństwa i bardziej efektywnego systemu. Nie można dłużej odkładać tych decyzji – każdy rok zwłoki to kolejne niepotrzebne tragedie i dalsza erozja zaufania.

Na koniec warto podkreślić: medycyna to nie zwykły zawód – to służba i powołanie. By to powołanie wypełniać godnie, nie wystarczy jednorazowy dyplom. W świecie postępującej wiedzy naukowej tylko ciągły rozwój gwarantuje najwyższą jakość opieki. Dlatego raz jeszcze zwracamy się do Koleżanek i Kolegów lekarzy oraz do naszych reprezentantów w samorządzie – czas na odważną zmianę! Wdrożenie skutecznego programu rewalidacji lekarzy powinno stać się naszym wspólnym priorytetem. Zróbmy to dla dobra pacjentów, dla przyszłości naszego zawodu i dla własnego sumienia. Polska medycyna może znów stać się powodem do dumy – jeśli sami zadbamy o to, by każdy lekarz był przejrzysty, odpowiedzialny i godny zaufania, na miarę oczekiwań tego wyjątkowego zawodu zaufania publicznego. Nie czekajmy – działajmy teraz, bo zdrowie Polaków nie może dłużej czekać!

Autor: dr Łukasz Rakasz, Ordynator Oddziału Neurochirurgii Dziecięcej w Szpitalu Dziecięcym przy ul. Niekłańskiej, Forum Ekspertów Ad Rem

Leki onkologiczne nie pojawiają się z dnia na dzień: co tak naprawdę jest potrzebne do opracowania terapii przeciwnowotworowej

Leki onkologiczne nie powstają z dnia na dzień. Ich rozwój to złożony, wieloetapowy proces – od identyfikacji celów molekularnych, przez modelowanie struktur białkowych, po testowanie precyzyjnych terapii komórkowych. Dr Ioannis Papasotiriou, założyciel RGCC International, wyjaśnia, co tak naprawdę kryje się za nowoczesną farmakologią onkologiczną i jak walka z rakiem coraz bardziej zależy od ukierunkowanych, spersonalizowanych rozwiązań.

Rozwój nowego leku, zwłaszcza w onkologii, to złożony i wieloaspektowy proces. Mówiąc o „leku”, należy pamiętać, że odnosi się on do czegoś więcej niż tylko zwykłej tabletki czy zastrzyku. Leki to zazwyczaj substancje (często chemiczne) zaprojektowane w celu celowania i zwalczania mechanizmów chorobowych, ale w onkologii wyzwanie jest znacznie bardziej złożone.

W leczeniu raka lek musi oddziaływać na mechanizmy obecne nie tylko w komórkach nowotworowych, ale także w normalnych, zdrowych komórkach. Ponadto komórki nowotworowe znane są ze swojej zdolności adaptacji do leczenia w miarę upływu czasu, co komplikuje opracowywanie skutecznych terapii. Co więcej, rak nie jest pojedynczą chorobą, ale obejmuje wiele podgrup, które zachowują się odmiennie w różnych guzach, a nawet w różnych obszarach tego samego guza. Ta różnorodność podkreśla potrzebę precyzyjnego i spersonalizowanego podejścia w onkologii.

Aby skutecznie leczyć raka, niezbędne są zaawansowane terapie. Obejmują one produkty inżynierii genetycznej, modyfikowane produkty komórkowe lub specjalnie wyszkolone komórki, zaprojektowane do bardziej precyzyjnej walki z rakiem.

Niezależnie od rodzaju nowego leku lub zaawansowanej terapii, proces rozwoju leku przebiega według określonych etapów. Pierwszym krokiem jest głębsze zrozumienie podstawowego mechanizmu napędzającego progresję choroby. Ten etap nazywa się identyfikacją celu. W tym celu opieramy się na danych uzyskanych z próbek pobranych od pacjentów lub za pomocą modeli komórkowych opracowanych w laboratorium, zwanych guzami nowotworowymi. Obserwując ten sam mechanizm konsekwentnie występujący w tym samym typie nowotworu na określonym etapie choroby, możemy zidentyfikować potencjalny cel.

Następnym krokiem jest weryfikacja znaczenia celu. Zazwyczaj celem jest białko o nadmiernej ekspresji lub mutacji. Na tym etapie weryfikujemy rolę celu w progresji choroby, często poprzez eksperymenty, takie jak „knockdowny”. Można również zastosować dodatkowe techniki, takie jak klonowanie w modelach komórkowych. Następnie koncentrujemy się na kompleksowym zrozumieniu cech białka docelowego, w tym jego struktury i funkcji. Na podstawie tych cech, w tym jego lokalizacji i roli w chorobie, określamy, czy należy opracować cząsteczkę chemiczną, biocząsteczkę czy produkt komórkowy, który będzie ukierunkowany na to białko.

Jeśli struktura białka na to pozwala, możemy przystąpić do odkrywania leków poprzez opracowanie małych cząsteczek organicznych, które mogą hamować jego funkcję. Jeśli białko ma potencjał antygenowy, możemy rozważyć opracowanie przeciwciała monoklonalnego, które będzie je blokować.

W przypadku białek o bardziej złożonych funkcjach możemy rozważyć opracowanie produktów inżynierii genetycznej lub terapii komórkowych.

Na tym etapie powinniśmy mieć związek wiodący lub lek kandydacki. Następnie kandydaci ci są oceniani pod kątem skuteczności i toksyczności w hodowlach komórkowych i modelach zwierzęcych. Dane zebrane w tych testach są gromadzone w dokumentacji technicznej, która potwierdza kliniczny potencjał i bezpieczeństwo leku. Jeśli dane te uzasadniają korzyści kliniczne i bezpieczeństwo, podejmujemy decyzję o kontynuowaniu badań na ludziach. W Europie decyzję o rozpoczęciu badań na ludziach podejmują albo krajowe organy kompetentne, albo Europejska Agencja Leków (EMA), o ile wniosek jest rozpatrywany zgodnie ze scentralizowaną procedurą. Na tym etapie lek jest określany jako Badany Produkt Leczniczy (IMP).

O autorze:

Dr Ioannis Papasotiriou urodził się w Monachium w Niemczech i jest absolwentem Wydziału Medycznego Uniwersytetu w Salonikach w Grecji. Specjalizował się zarówno w genetyce człowieka (Uniwersytet w Zurychu), jak i hematologii onkologicznej (MLU/UKH/Halle/Saale). Uzyskał tytuł magistra biologii molekularnej na Uniwersytecie Westminsterskim oraz drugi tytuł magistra onkologii na Uniwersytecie w Nottingham.

Uzyskał stopień doktora (MD, Ph.D.) na Uniwersytecie MLU, koncentrując się na inhibitorach kinazy tyrozynowej (TKI) w ludzkich liniach komórkowych raka. W latach 2001–2004 założył i pełnił funkcję dyrektora Arzt Genetik Zentrum w Salonikach.

Rynek mieszkaniowy w Polsce: nasycenie ofertą i spadek nowych inwestycji w I połowie 2025 r.

Czerwcowe dane Głównego Urzędu Statystycznego potwierdzają ostrożność deweloperów w rozpoczynaniu nowych projektów mieszkaniowych. Liczba uruchomionych inwestycji spadła poniżej 9 tys., a w całym pierwszym półroczu była niższa o ponad 15 proc. niż przed rokiem.

Wzrost oferty, przeciętny popyt i ograniczona dostępność kredytów skłaniają inwestorów do ostrożności. To rynek, który nie tyle słabnie, co szuka równowagi.

Rozpoczęte budowy

Opublikowane przez GUS dane dotyczące budownictwa mieszkaniowego za czerwiec potwierdzają prognozowane uprzednio przez analityków, powolne obniżanie się wolumenu nowych inwestycji. O ile w kwietniu i maju miesięczny poziom nowych mieszkań w uruchamianych inwestycjach deweloperskich przekraczał 11 tys., o tyle wartość ta spadła w czerwcu do 8,8 tys.

– Gdyby natomiast porównać wyniki pierwszego półrocza do analogicznego okresu w 2024 r., deweloperzy zainicjowali o ponad 15 proc. mniej budów nowych lokali mieszkalnych niż rok wcześniej. Warto wspomnieć jednak o bardzo wysokiej zeszłorocznej bazie, gdy deweloperzy uruchamiali inwestycje z przekonaniem o potencjalnym przedłużeniu programu ułatwiającego dostęp do kredytów hipotecznych, co nie doszło jednak do skutku – komentuje Patryk Kozierkiewicz, radca prawny Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

W ujęciu kwartalnym, okres kwiecień-czerwiec był najsłabszym kwartałem pod względem nowych inwestycji deweloperskich od czasu II kwartału 2023 r.

Sytuacja ta nie oznacza bynajmniej nagłego osłabienia kondycji sektora. Jest raczej wynikiem pragmatyzmu związanego z bardzo wysoką ofertą dostępnych mieszkań, która w największych siedmiu miastach wynosi dziś 62 tys. i rośnie nieprzerwanie od września 2023 roku (dane: Otodom Analytics).

– Nasycenie dostępnymi lokalami i przeciętny popyt, skłaniają inwestorów do ograniczenia kosztów oraz ryzyka – uważa Patryk Kozierkiewicz. Tym samym zmniejszają oni swoją aktywność, dopasowując ofertę do aktualnych warunków rynkowych. Stąd obserwowane bardzo stopniowe wyhamowywanie nowych projektów.

– W niedalekiej przyszłości wspomniany trend mogą odwrócić dalsze obniżki stóp procentowych, które z pewnością przyczyniłyby się do liczniejszych odwiedzin klientów w biurach sprzedaży – podkreśla radca prawny PZFD.

Pozwolenia na budowę

Jeszcze większy trend spadkowy zaobserwować możemy w zakresie pozwoleń na budowę udzielonych inwestorom. W okresie od stycznia do czerwca br. deweloperzy uzyskali w urzędach zgody na budowę 75,8 tys. lokali, co stanowi spadek o nieco ponad 25 proc. względem pierwszego półrocza 2024 r.

Gdyby takie samo tempo utrzymało się w drugiej połowie roku, mówilibyśmy o najsłabszym wyniku w zakresie uzyskanych pozwoleń od 2017 r.

– Powodem tego jest, częściowo, zapas pozwoleń uzyskanych w ubiegłych latach oraz wspomniane wcześniej planowane obniżenie wolumenu nowych inwestycji w związku z niską dostępnością do kredytów hipotecznych – zauważa Patryk Kozierkiewicz.

Pozwolenia na użytkowanie

Największą stabilizację widzimy natomiast w zakresie mieszkań oddanych do użytkowania, których liczba spadła względem pierwszego półrocza 2024 r. o zaledwie 2,9 proc. i wyniosła w sektorze deweloperskim 57 tys.

– Z perspektywy ostatnich 7-8 lat, nie można uznać takiego wyniku za zadowalający. Budowa mieszkań oddawanych do użytkowania w ostatnich dwóch latach rozpoczynała się bowiem w okresie niżu inwestycyjnego z lat 2022-2023, wywołanego inflacją, wysokimi stopami procentowymi i pełnoskalową wojną za wschodnią granicą. Mając na uwadze ok. 2-letni okres budowy, obecnie do użytkowania oddawane są właśnie te lokale z czasów mniejszej aktywności inwestycyjnej – komentuje radca prawny PZFD.

Z uwagi na wysokie ożywienie aktywności rynkowej wywołanej okresem obowiązywania programu Bezpieczny Kredyt 2 proc., trend ten powinien ulegać w najbliższych dwóch latach stopniowemu odwróceniu.

Ransomware uderza nie tylko w dane firm, ale też w morale pracowników

W ciągu ostatnich 12 miesięcy wzrosła liczba ataków ransomware bazujących na metodach socjotechnicznych – wynika z badania „State of Ransomware 2025” przeprowadzonego przez firmę Sophos. Co więcej, zespoły odpowiadające za bezpieczeństwo informatyczne w firmach coraz częściej mierzą się z konsekwencjami ataków wykraczającymi poza kwestie techniczne. Z każdym z tych incydentów wiążą się nie tylko koszty operacyjne, ale także stres, nieobecności w pracy czy nawet zwolnienia pracowników działów IT.

Raport firmy Sophos wskazuje, że kradzież danych uwierzytelniających to wciąż jedna z najczęstszych na świecie przyczyn umożliwiających prowadzenie ataków ransomware na przedsiębiorstwa. Chociaż jej udział w 2025 r. spadł do 23% (z 29% w roku ubiegłym), nadal stanowi istotny wektor ataku na systemy IT. Szczególnie narażone są średnie firmy (zatrudniające do 250 pracowników) – w ich przypadku aż 30% wszystkich ataków ransomware w ostatnich 12 miesiącach zaczęło się od przejęcia danych uwierzytelniających. Istotne zagrożenie stanowią również ataki wykorzystujące techniki socjotechniczne. Wiadomości e-mail zawierające złośliwe oprogramowanie były źródłem 19% ataków na firmy na świecie, a phishing odpowiadał za 18% przypadków (wzrost o 7 punktów procentowych r/r).

Jednym z najważniejszych działań prewencyjnych w firmach jest edukacja. Zespół powinien być dobrze przygotowany, znać potencjalne zagrożenia, umieć rozpoznawać sygnały ostrzegawcze oraz odpowiednio reagować. Jednak samo przygotowanie techniczne do walki z cyberatakami to dziś za mało. Ataki ransomware silnie uderzają w ludzi, którzy znajdują się w ich centrum, czyli przede wszystkim w zespoły ds. IT i cyberbezpieczeństwa. Dlatego firmy powinny uzupełniać szkolenia z cyberhigieny o rozwijanie umiejętności radzenia sobie ze stresem, a także rozważyć zapewnienie wsparcia psychologicznego dla swoich zespołów – wskazuje Chester Wisniewski, dyrektor ds. technologii w firmie Sophos.

Stres ukrytym kosztem cyberataku

Wszystkie firmy, których dane zostały zaszyfrowane w wyniku ataku ransomware, zaobserwowały negatywne konsekwencje wśród personelu ds. IT oraz cyberbezpieczeństwa. Oprócz wyzwań związanych z przywracaniem sprawności systemów, mierzyli się oni także z obciążeniem psychicznym. Aż 41% respondentów wskazało na wzmożony stres i lęk przed kolejnym atakiem. Z kolei jedna trzecia zwróciła uwagę na pojawienie się poczucia winy związanego z tym, że nie udało się zatrzymać incydentu na czas.

Problemy te miały też wymiar praktyczny – aż 31% respondentów zgłosiło nieobecności pracowników działów IT spowodowane stresem lub pogorszeniem zdrowia psychicznego po incydencie. Ransomware stanowi więc nie tylko zagrożenie dla danych czy ciągłości działania przedsiębiorstwa. Jest również czynnikiem wpływającym na kondycję psychiczną osób odpowiedzialnych za cyfrowe bezpieczeństwo.

Utracone zaufanie czy szansa na poprawę?

40% respondentów odnotowało zwiększoną presję ze strony kadry kierowniczej na działy IT po incydencie. Co czwarty badany wskazuje, że w jego firmie doszło do wymiany lidera ds. bezpieczeństwa. To pokazuje, że część firm reaguje poprzez wywieranie presji lub personalne rozliczenia za ataki, co może dodatkowo pogłębiać stres w zespole.

Warto pamiętać, że ludzki błąd czy luka w zabezpieczeniach nie zawsze wynikają z zaniedbania czy złych intencji pracownika. Często są skutkiem posiadania ograniczonych zasobów, niewystarczających zabezpieczeń czy zbyt dużej liczby równolegle wykonywanych zadań. W zarządzaniu sytuacją po incydencie kluczowa jest analiza jego źródłowych przyczyn i wspólne wyciąganie wniosków. Pozwoli to nie tylko zidentyfikować luki w zabezpieczeniach, ale również wypracować skuteczniejsze procedury cyberbezpieczeństwa oraz wzmocnić zaufanie w zespole – komentuje Chester Wisniewski.

Ataki ransomware stanowią nie tylko próbę złamania zabezpieczeń IT w firmach, ale testują również kulturę organizacyjną oraz podejście do pracowników. Od tego, jak przedsiębiorstwo reaguje na kryzys, zależy nie tylko jego reputacja, ale i to czy utrzyma w zespole doświadczonych specjalistów. Dlatego tak ważne jest, aby mówić o potrzebie budowania bezpieczeństwa w przedsiębiorstwach uwzględniając zarówno kwestie techniczne, jak i wsparcie dla pracowników, którzy są za nie odpowiedzialni.

O raporcie

Dane z raportu „State of Ransomware 2025” pochodzą z badania przeprowadzonego wśród 3,4 tys. liderów IT oraz cyberbezpieczeństwa w okresie od stycznia do marca 2025 roku. Badanych pytano o ich doświadczenia związane z ransomware w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Respondenci pochodzili z 17 krajów z obu Ameryk, Europy, Azji i rejonu Pacyfiku. Badane firmy zatrudniały od 100 do 5 tys. pracowników, a ich roczne przychody wahały się od 5 milionów dolarów do ponad 50 miliardów dolarów.

UDW – co to oznacza w kontekście wiadomości e-mail?

W komunikacji e-mailowej istnieją pewne funkcje, które są w stanie znacząco wpłynąć na poziom prywatności i poufności korespondencji. Jedną z nich jest tzw. ukryta kopia wiadomości, oznaczana skrótem UDW. Mimo tego, że codziennie wymieniamy dziesiątki e-maili, to wiele osób albo wcale nie zna tej funkcji, albo nie wie, jak ani po co z niej korzystać. Odpowiedź na pytanie, UDW mail co to znaczy, powinna więc stać się częścią każdego szkolenia z zakresu komunikacji elektronicznej w firmie.

Czym jest ukryta kopia wiadomości e-mail i jak działa?

Ukryta kopia, oznaczona skrótem UDW (od ang. skrótu BCC, czyli Blind Carbon Copy), jest funkcją pozwalającą na wysłanie wiadomości e-mail do wybranych odbiorców bez ujawniania ich adresów pozostałym adresatom. W praktyce, osoby znajdujące się w polu „UDW” otrzymują przesłaną wiadomość, lecz ich obecność na liście odbiorców nie jest widoczna ani dla głównych adresatów, ani dla siebie nawzajem.

Zastosowanie tej funkcji pozwala przede wszystkim zapewnić odbiorcom korespondencji lepszy poziom ochrony danych osobowych. Korzystając z niej, można bowiem w łatwy sposób chronić prywatność adresatów, co szczególnie przydaje się w sytuacjach, kiedy wysyłka wiadomości obejmuje większą liczbę osób pochodzących z różnych środowisk lub organizacji.

Kiedy warto korzystać z funkcji UDW i jakie wiążą się z tym korzyści?

Pytanie UDW mail co to znaczy i do czego służy, jest bardzo często zadawane przez osoby zarządzające korespondencją firmową. Funkcja ukrytej kopii znajduje zastosowanie w wielu codziennych sytuacjach – zarówno w komunikacji służbowej, jak i prywatnej. Warto z niej korzystać, kiedy wysyłamy wiadomość do dużej grupy odbiorców, którzy nie znają się nawzajem lub gdy zależy nam na zachowaniu poufności poszczególnych danych kontaktowych.

Jednym z najważniejszych argumentów przemawiających za korzystaniem z ukrytej kopii jest ochrona prywatności. Wysyłając wiadomość bez UDW do wielu osób, narażamy bowiem ich adresy e-mail na ujawnienie innym odbiorcom, co może być nie tylko postrzegane jako nieprofesjonalne, lecz również naruszać aktualnie obowiązujące przepisy dotyczące ochrony danych. W firmach, które komunikują się z klientami lub kontrahentami, brak stosowania ukrytej kopii w wiadomości e-mail może prowadzić do nieuprawionego udostępniania danych osobowych i co za tym idzie, nieść za sobą konsekwencje nie tylko wizerunkowe, ale i prawne.

Kolejną istotną zaletą funkcji UDW jest możliwość informowania wybranych osób o wymienianej korespondencji bez wiedzy innych uczestników. Może to być przydatne np. w relacjach służbowych, kiedy chcemy, aby przełożony był włączony w rozmowę, lecz bez wpływu na dynamikę komunikacji i ujawniania jego uczestnictwa innym uczestnikom e-mailowej rozmowy.

Wszystko to sprawia, że znajomość oraz umiejętne korzystanie z funkcji UDW stanowi jeden z kluczowych elementów wchodzących w skład profesjonalnej komunikacji e-mailowej. Odpowiadając na pytanie UDW mail co to znaczy, warto podkreślić, że chodzi tu przede wszystkim o skuteczne zarządzanie poufnością w elektronicznej korespondencji.

Sankcja kredytu darmowego – czy Sąd Najwyższy przyniesie porządek w orzecznictwie?

W pierwszych sześciu miesiącach br. do Rzecznika Finansowego wpłynęło więcej wniosków w kwestii podjęcia interwencji czy przedłożenia istotnych poglądów w sprawach sądowych dotyczących sankcji kredytu darmowego (SKD) niż w całym 2024 roku. Jeszcze większy wzrost widać w przypadku liczby interwencji dotyczących SKD. Jak przekonują prawnicy, orzecznictwo jest zróżnicowane, zapadają wyroki zarówno korzystne, jak i nieprzychylne dla kredytobiorców. Ewentualna uchwała Sądu Najwyższego mogłaby przyczynić się do większej spójności w orzekaniu. Eksperci prognozują również, że w najbliższych miesiącach znacznie wzrośnie liczba zgłoszeń z tego zakresu kierowanych do Rzecznika Finansowego.

Wnioski i interwencje

Jak wynika z danych za pierwsze półrocze 2025 roku (stan na 30 czerwca 2025 r.), 932 wnioski wpłynęły do Rzecznika Finansowego w kwestii przedłożenia istotnych poglądów w sprawach sądowych dotyczących SKD. Natomiast w całym 2024 roku było ich 901, a w 2023 roku – 28. Adrian Goska, radca prawny z Kancelarii SubiGo, nie dziwi się, że liczba wniosków kierowanych do Rzecznika rośnie tak dynamicznie. Zdaniem eksperta, SKD jako instytucja prawna ma ogromny potencjał do ochrony konsumentów. Wielu z nich kieruje się do Rzecznika po tym, jak ich reklamacje zostały odrzucone przez instytucje finansowe w sposób automatyczny, bez pogłębionej analizy. To poczucie lekceważenia swoich racji często prowadzi do dalszego zaangażowania się w sprawę i eskalacji sporu. Obecnie mamy do czynienia nie z „modą” na SKD, ale z uzasadnionym ruchem konsumenckim.

– Wzrost liczby składanych wniosków wynika przede wszystkim z faktu, że temat możliwości skorzystania z SKD stał się medialny. Konsumenci dowiedzieli się, że ich umowy kredytu lub pożyczki mogą zawierać wady prawne, które umożliwiają zastosowanie tej instytucji. W tej kwestii istotne znaczenie miał również wyrok TSUE z 13 lutego 2025 roku, wydany w sprawie o sygn. akt C-472/23 – komentuje radca prawny Agnieszka Dudek, wykładowca Uniwersytetu WSB Merito.

Według stanu na 30 czerwca, w 2025 roku liczba interwencji dotyczących SKD wyniosła 2783. W całym 2024 roku było ich 2134, a w 2023 roku – 240. Jak przekonuje adwokat Milena Mocarska z Kancelarii MBM Legal, ten wzrost nie świadczy o narastaniu problemu związanego z wadliwością umów kredytowych, ponieważ wnioski zazwyczaj nie dotyczą zobowiązań zaciąganych w ostatnim czasie, tylko kilka lat wcześniej. Ekspertka zaznacza, że interwencji Rzecznika Finansowego jest więcej, gdyż przybywa wniosków ze strony konsumentów. Ta postawa kredytobiorców wynika z coraz większej ich świadomości w zakresie przysługujących im praw.

– Widzimy zjawisko o charakterze wręcz lawinowym. Jego skala jest niepokojąca, bo dochodzi do systemowego i masowego naruszania przepisów o kredycie konsumenckim. Gdyby instytucje finansowe rzetelnie przestrzegały prawa – w szczególności w zakresie informowania o rzeczywistej rocznej stopie oprocentowania, kosztach dodatkowych i zasadach wcześniejszej spłaty – SKD byłaby narzędziem stosowanym incydentalnie. Tymczasem staje się ona jednym z głównych sposobów dochodzenia sprawiedliwości przez konsumentów, co jest wyraźnym sygnałem dla regulatorów i rynku, że coś w tym systemie nie działa – zwraca uwagę mec. Adrian Goska.

Zróżnicowane orzecznictwo

Na początku roku w przestrzeni publicznej pojawiła się informacja, że Rzecznik Finansowy rozważa wystąpienie do Sądu Najwyższego z wnioskiem o podjęcie uchwały dotyczącej SKD. Jednakże wobec prac Doradczego Komitetu Naukowego i procedowania projektu nowej ustawy o kredycie konsumenckim, podjęcie tego kroku jest wciąż analizowane. Radca prawny Agnieszka Dudek podkreśla, że uchwały podejmowane przez SN odgrywają istotną rolę w procesie ujednolicania i kształtowania linii orzeczniczej. Jak dodaje ekspertka, obecnie masowe pozwy dotyczące SKD są nowym zjawiskiem w polskich sądach. Na ten moment orzecznictwo w tym zakresie jest bardzo zróżnicowane. Zapadają zarówno wyroki korzystne dla kredytobiorców, jak i rozstrzygnięcia nieprzychylne. Potencjalna uchwała SN mogłaby wskazać kierunek i przyczynić się do większej spójności w orzekaniu.

– Co do zasady podjęcie przez SN uchwały dotyczącej przesłanek do stosowania SKD jest – w mojej ocenie – potrzebne. Mogłoby to rozwiązać problem dużej rozbieżności w orzecznictwie sądów powszechnych w tego rodzaju sprawach. Należy bowiem mieć na uwadze, że obecnie nie ma jednolitego stanowiska co do sposobu wykładni przepisów ustawy w zakresie poszczególnych przesłanek do skorzystania z ww. sankcji – dodaje adwokat Milena Mocarska.

Rzecznik Finansowy prowadzi analizy dotyczące bieżących zagadnień związanych z SKD. Obecnie trwa etap prac wewnętrznych, które stanowią element szerszych działań realizowanych w ramach Doradczego Komitetu Naukowego. Wyniki oraz wnioski z tych analiz zostaną zaprezentowane po zakończeniu całego procesu, który znajduje się już w mocno zaawansowanej fazie. W tej chwili trudno wskazać orientacyjny termin zakończenia prac.

– Dotychczasowa działalność Rzecznika Finansowego pozwala przypuszczać, że raport będzie szczegółowo i rzetelnie opisywał kwestie związane z bieżącymi zagadnieniami dotyczącymi SKD. Prace powinny odbywać się w tempie, które pozwoli na zachowanie wspomnianego standardu rzetelności. Niemniej jednak, mając na uwadze interes osób, które zaciągnęły kredyt konsumencki, upływ czasu nie działa na ich korzyść. Kredytobiorcy mają bowiem możliwość złożenia oświadczenia o skorzystaniu z SKD w okresie do jednego roku od dnia całkowitej spłaty kredytu lub pożyczki – informuje ekspertka z MBM Legal.

Jeszcze więcej zgłoszeń

Jak podaje Rzecznik Finansowy, trudno w tym momencie precyzyjnie określić liczbę spodziewanych w 2025 roku wniosków interwencyjnych dotyczących SKD, ponieważ jest to uwarunkowane od kilku niezależnych od tej instytucji czynników. Po pierwsze, będzie to uzależnione od postępowania kredytodawców – w szczególności od tego, czy na rynku w dalszym ciągu będą pojawiały się umowy zawierające wady prawne oraz jak kredytodawcy będą reagować na zgłaszane reklamacje. Po drugie, znaczenie będzie miała także aktywność samych kredytobiorców oraz podmiotów ich reprezentujących, takich jak pełnomocnicy czy kancelarie odszkodowawcze, a dokładniej – ich skłonność do kierowania spraw do Rzecznika Finansowego po nieuwzględnieniu reklamacji przez instytucje finansowe.

– Można założyć, że w 2025 roku liczba wniosków o pogląd prawny przekroczy poziom 2000, a próśb o interwencję będzie powyżej 5000. Wszystko będzie zależeć od tego, jak będą reagować kredytodawcy. Jeżeli nadal będą masowo odrzucać reklamacje, nie wdrażając zmian w procedurach i nie dostosowując treści umów do wymogów ustawowych, wówczas konsumenci będą zmuszeni do dalszego kierowania spraw do Rzecznika. Równie istotna jest jakość składanych wniosków. Jeżeli pełnomocnicy będą skrupulatnie przygotowywać zgłoszenia, zawierające jasne i rzeczowe argumenty prawne, liczba skutecznych interwencji może rosnąć szybciej niż liczba samych wniosków. W przeciwnym razie Rzecznik może być zalewany wnioskami o niskiej jakości, co spowolni cały proces – dodaje radca prawny Adrian Goska.

Z kolei według Agnieszki Dudek, w bieżącym roku można spodziewać się znacznego wzrostu liczby wniosków kierowanych do Rzecznika Finansowego w sprawach interwencji dotyczących SKD. Ekspertka przekonuje, że skala zgłoszeń będzie w dużej mierze uzależniona od liczby przypadków, w których banki odrzucą oświadczenia konsumentów o skorzystaniu z sankcji, a także od treści wyroków zapadających w tych sprawach przed sądami.

– Liczba wniosków kierowanych do Rzecznika Finansowego z pewnością będzie rosła. Kwestia kredytów konsumenckich i ich wadliwości jest coraz szerzej komentowana w mediach. Z mojego doświadczenia wynika, że reakcje kredytodawców na zgłaszane reklamacje są zawsze takie same. To znaczy, reklamacje nie są uwzględniane i konieczne jest wystąpienie na drogę postępowania sądowego – podsumowuje adwokat Milena Mocarska.

Deweloperzy hamują z nowymi inwestycjami, ale podaż mieszkań wciąż rośnie. Ceny stabilne

Czerwiec, podobnie jak drugi kwartał tego roku, przyniósł spadek sprzedaży nowych mieszkań w większości największych metropolii. Zmniejszyła się tam również aktywność inwestycyjna firm deweloperskich. Jednak jeszcze nie na tyle, by zatrzymać wzrost liczby mieszkań w ofercie. Jaki to miało wpływ na ich ceny?

Czerwcowe wyniki sprzedażowe firm deweloperskich okazały się dla wielu z nich wyjątkowo zimnym prysznicem – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Łodzi, Poznaniu i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii deweloperzy znaleźli chętnych na łącznie ok. 3,8 tys. mieszkań, czyli o 14% mniej niż w maju. O 5% słabszy był też wynik sprzedażowy firm deweloperskich w drugim kwartale. Można to uznać za niespodziankę wszak poprawiła się w tym okresie zdolność kredytowa potencjalnych nabywców mieszkań. Logika podpowiada, że powinien więc wzrosnąć popyt na nie. I wzrósł, ale tylko w dwóch metropoliach. Warto zauważyć, że trzeci kwartał z rzędu wzrosły wyniki sprzedażowe deweloperów działających w Trójmieście (+6%) i miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (+4%).Wyk.1 - Mieszkania sprzedane przez deweloperów w Q2 2025

W pozostałych pięciu metropoliach miał miejsce spadek liczby zawartych umów deweloperskich w drugim kwartale. O tąpnięciu możemy mówić w przypadku Poznania (-23%) i Łodzi (-18%). W Krakowie sprzedanych nowych mieszkań było w drugim kwartale o 8% mniej niż w pierwszym. Z kolei w Warszawie, gdzie tradycyjnie sprzedaż była największa – o 3%, a we Wrocławiu – o 1%.

–  Na początku lipca Rada Polityki Pieniężnej po raz drugi obniżyła stopy procentowe, a na horyzoncie są kolejne obniżki. Pierwsza być może już nawet we wrześniu. Ci, którzy rozważają zaciągnięcie kredytu o przejściowo stałej stopie procentowej, która nie zmieni się przez pięć lat, najpewniej zwlekają z decyzją. Tym bardziej, że zdają sobie oni sprawę, że oferta mieszkań jest tak duża, że nie trzeba podejmować decyzji zakupowej pod presją czasu. Zwłaszcza, jeśli gra on na korzyść kupujących. A tak było do tej pory – komentuje Marek Wielgo.

Co prawda w siedmiu metropoliach deweloperzy wprowadzili do sprzedaży w drugim kwartale łącznie niespełna 13,8 tys. mieszkań, czyli o 12% mniej niż w pierwszym kwartale tego roku.  Warto jednak zwrócić uwagę na lokalne różnice. We Wrocławiu i Trójmieście deweloperzy rzucili w drugim kwartale na rynek po ponad 2,5 tys. mieszkań, czyli o odpowiednio 15% i 34% więcej niż w poprzednich trzech miesiącach.Wyk.2 - Mieszkania wprowadzone przez deweloperów w Q2 2025

W pozostałych metropoliach widać wyraźne hamowanie nowej podaży. W porównaniu z pierwszym kwartałem najbardziej skurczyła się ona w Poznaniu (-48%) i Łodzi (-45%), a więc w metropoliach, które doświadczyły największego spadku sprzedaży mieszkań. W Krakowie deweloperzy wprowadzili w drugim kwartale na rynek o 19% mniej lokali niż w pierwszym, w Warszawie – o 16%, a Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – o 14% mniej.

W Łodzi już od roku deweloperzy wprowadzają do sprzedaży z każdym kwartałem coraz mniej mieszkań (z odbiciem w pierwszym kwartale tego roku). W Krakowie to już trzeci z rzędu kwartał spadku liczby mieszkań wprowadzonych do sprzedaży, zaś w Warszawie i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – drugi. Z odwrotną sytuacją mamy do czynienia we Wrocławiu, gdzie od dwóch kwartałów nowa podaż rośnie.

Istotne jest też jednak to, czy nowa podaż nadal przewyższała popyt. W drugim kwartale ten korzystny z punktu widzenia potencjalnych nabywców mieszkań trend utrzymał się w Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Natomiast w Warszawie , Łodzi i Poznaniu deweloperzy wprowadzili do sprzedaży mniej mieszkań niż sprzedali. Mimo to we wszystkich metropoliach wzrosła ich liczba w ofercie. Po prostu wróciły do niej mieszkania, z których cześć nabywców zrezygnowała. W efekcie oferta firm deweloperskich urosła do rekordowych rozmiarów. W Warszawie pod koniec czerwca można było przebierać wśród blisko 17 tys. lokali, w Krakowie – 11,3 tys., Wrocławiu – ponad 11,1 tys., Trójmieście – blisko 8,8 tys.,  Łodzi – ok. 10,1 tys., Poznaniu – ponad 8,3 tys., a w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – ok. 11,1 tys. Dla tych, którzy mogą sobie pozwolić na zakup nowego M sytuacja wydaje się więc komfortowa.Wyk.3 - Oferta mieszkań od deweloperów w Q2 2025

Tak więc do tej pory czas grał na korzyść kupujących nowe mieszkania. W tych rejonach metropolii, w których inwestycji deweloperskich jest najwięcej, mogą oni liczyć na spore opusty cenowe. Nie miało to jednak większego wpływu na średnią cenę metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów. Także drugi kwartał tego roku upłynął w większości metropolii pod znakiem stabilizacji średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań. Oczywiście zdarzały się jej wzloty.

Pamiętajmy jednak, że dzieje się tak nie tylko wtedy, gdy deweloperzy podnoszą ceny mieszkań. Ten sam efekt może przynieść pojawienie się na rynku droższych lokali, wyprzedaż najtańszych lokali albo kombinacja obydwu czynników – zauważa Marek ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Dodatkowo, w czerwcu, taka sytuacja miała miejsce np. w Łodzi. W sprzedaży pojawiła się tam duża pula nowych mieszkań, których średnia cena metra kwadratowego wyniosła ponad 13,8 tys. zł za metr kwadratowy. To sporo, jak na ten rynek. W dodatku kupujący wybierali częściej lokale z dolnej i średniej półki cenowej – średnio po ok. 11 tys. zł za metr.  Średnia cena metra kwadratowego wszystkich mieszkań w ofercie łódzkich deweloperów wzrosła więc o 1%.  Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w Krakowie. Zaś na 1% zwyżkę w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii decydujący wpływ miał raczej drugi czynnik, czyli wyprzedaż stosunkowo tanich mieszkań.

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w drugim kwartale średnia cena metra kwadratowego utrzymała się na stałym poziomie we Wrocławiu (ok. 14,7 tys. zł/m kw.), zaś tylko o 1% w stosunku do marca wzrosła w Warszawie (ok. 18 tys. zł/m kw.), Krakowie (ok. 16,8 tys. zł/m kw.), Łodzi (ok. 11,6 tys. zł/m kw.) i Poznaniu (ok. 13,5 tys. zł/ m kw.). Jednak w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (ok. 11,3 tys. zł/m kw.) i Trójmieście (blisko 16,9 tys. zł/ m kw.) podwyżka była bardziej zauważalna, bo średnia wzrosła w tym czasie o odpowiednio 2% i 3%.Wyk.4 - Ceny nowych mieszkań w Q2 2025 - zmiana kdk

Przy czym na podwyżkę w Trójmieście zapracował Gdańsk, o którym wielokrotnie pisaliśmy, że jest specyficzną metropolią. Ze względu na jej atrakcyjność turystyczną powstaje tu dużo drogich mieszkań w projektach ulokowanych m.in. w pobliżu Zatoki Gdańskiej oraz Śródmieścia. Warto odnotować, że w drugim kwartale Trójmiasto zepchnęło Kraków na trzecie miejsce w rankingu najdroższych metropolii, zaś w stolicy średnia cena metra kwadratowego przebiła symboliczny pułap 18 tys. zł.

Porównując średnie ceny metra kwadratowego nowych mieszkań z czerwca tego roku i analogicznego okresu roku ubiegłego warto zwrócić uwagę, że był to kolejny miesiąc, w którym w większości metropolii stopniała różnica. Np. we Wrocławiu jeszcze w styczniu tego roku wynosiła ona 12%, zaś w czerwcu – 5%. Na drugim biegunie jest Trójmiasto, w którym średnia cena metra kwadratowego była w czerwcu o 10% wyższa niż rok temu, podczas gdy w styczniu różnica wynosiła 8%.

Po sześciu miesiącach największe szanse na tytuł najbardziej stabilnej cenowo metropolii w 2025 r. zachowuje Warszawa. Zmiana średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań w okresie 12 miesięcy wynosiła tu w czerwcu tylko 2%. Z kolei w Krakowie, Łodzi i Poznaniu było to 3%, a w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – 5%.Wyk.5 - Ceny nowych mieszkań w Q2 2025 - zmiana rdr

Ten niewielki na przestrzeni ostatnich lat wzrost średniej ceny metra kwadratowego jest w dużym stopniu efektem rosnącej liczby mieszkań w segmencie popularnym, czyli z bardziej przystępnymi cenami. Np. w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście i Poznaniu do tego segmentu zaliczyliśmy mieszkania z ceną mieszczącą się w przedziale 12-15 tys. zł za metr kwadratowy, natomiast w Łodzi i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – w przedziale 9-12 tys. zł za metr.

I tak, w Krakowie, w czerwcu, kupujący mieli do wyboru blisko 2,9 tys. mieszkań z ujawniona ceną 12-15 tys. zł za metr kwadratowy, czyli aż o 53% więcej niż rok wcześniej. Więcej niż przed rokiem mieszkań w segmencie popularnym jest też w  Warszawie (o 51%), Wrocławiu (o 47%), Poznaniu (o 29%) i Trójmieście (o 8%). Choć w tej ostatniej metropolii drugi kwartał przyniósł spadek oferty o 14%. I najpewniej to dlatego średnia cena metra kwadratowego poszybowała w tym czasie górę aż o 3%.

Także w Łodzi i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii przybyło mieszkań z ceną 9-12 tys. zł za metr kwadratowy. W tej pierwszej metropolii oferta zwiększyła się w ciągu roku z ok. 3,6 tys. do ponad 4,6 tys., czyli o 28%, zaś w drugiej – z ok. 2,6 tys. do blisko 4,6 tys., czyli o 73%.

Czy stabilizacja cen może utrzymać się także w kolejnych miesiącach? Podpowiedzią może być wskaźnik średniego czasu wyprzedaży mieszkań w ofercie firm deweloperskich.  W drugim kwartale wzrósł on we wszystkich metropoliach. W Łodzi i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii ponad dwa lata trwałaby wyprzedaż mieszkań przy założeniu, że deweloperzy nie wprowadzaliby w tym czasie kolejnych. Dodajmy, że osiem kwartałów to granica, powyżej której mówimy o nadpodaży mieszkań, co oznacza presję na spadek cen.  Z odwrotną sytuacją mamy do czynienia wtedy, gdy wskaźnik wyprzedaży nie przekracza czterech kwartałów. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia jeszcze rok temu w Trójmieście, Krakowie i  Warszawie. Obecnie w tych trzech metropoliach, ale też we Wrocławiu i Poznaniu mamy okres równowagi rynkowej, co oznacza, że mieszkania w ofercie wyprzedałyby się w czasie od roku do dwóch. Jednak przy wyprzedaży powyżej półtora roku przekroczona zostaje strefa wysokiej podaży, co oznacza to, że konkurencja na rynku mocno się zaostrza. Z taką sytuacją mamy obecnie do czynienia zwłaszcza w Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu.Wyk.6 - Wskaźnik popytu na nowe mieszkania w Q2 2025

Popyt nie pozostanie jednak obojętny na poprawiającą się dostępność kredytów mieszkaniowych i jesienią sprzedaż mieszkań prawdopodobnie wyraźnie się ożywi. Oczywiście, o ile w gospodarce, a w konsekwencji na rynku pracy, nie wydarzy się nic, co mogłoby zgasić optymizm nabywców kredytowych – prognozuje ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Pojawia się też pytanie, czy przy takiej perspektywie deweloperzy nie powrócą do wysokiego tempa wprowadzania nowych projektów licząc na żniwa sprzedażowe.

Polityczne ryzyko wobec Fedu i jego wpływ na kurs dolara

W ostatnich tygodniach coraz częściej pojawiają się opinie, że szok inflacyjny wywołany przez amerykańskie cła nie będzie szczególnie dotkliwy, a nawet jeśli się pojawi, to jego charakter będzie raczej przejściowy. W związku z tym, rynek uwzględnia w wycenach możliwość obniżek stóp procentowych przez Rezerwę Federalną. Argumenty na poparcie tej tezy opierają się najczęściej na wynikach badań ankietowych dotyczących oczekiwań inflacyjnych, które przestały rosnąć, oraz na umiarkowanych odczytach inflacji, co podkreślają także przedstawiciele administracji prezydenckiej.

Pomijając fakt, że banki centralne – mając na uwadze własne błędy w ocenie inflacji w czasie pandemii i bezpośrednio po niej – powinny dziś z większą ostrożnością wypowiadać się na temat przejściowego charakteru zjawisk cenowych, trudno jednoznacznie stwierdzić, jak trwały lub tymczasowy będzie obecny impuls inflacyjny. Warto zwrócić uwagę, że amerykański dolar znacznie się umocnił w ostatnich latach, co było efektem ostrożnej i jastrzębiej polityki Fedu. W sytuacjach, gdy rosło ryzyko inflacyjne, rynki zazwyczaj zakładały wzrost stóp procentowych. Tak było chociażby wtedy, gdy rosły szanse na zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich – oczekiwania inflacyjne wyraźnie wówczas wzrosły w związku z przewidywaną ekspansywną polityką fiskalną.

Obecnie rynek spodziewa się inflacji na poziomie około 3,5 proc. w perspektywie roku oraz obniżki stóp procentowych o ponad 100 punktów bazowych w tym samym okresie. Od początku kwietnia oczekiwania te pozostają raczej stabilne.

Istotnym czynnikiem ryzyka pozostaje również presja polityczna na Rezerwę Federalną. Prezydent Trump wielokrotnie krytykował prezesa Fed Jerome’a Powella – nie tylko za politykę monetarną, ale ostatnio także za koszty remontu centrali banku. Sugerował nawet możliwość usunięcia Powella ze stanowiska z powodu rzekomego „oszustwa”. Bez względu na to, czy faktycznie do tego dojdzie, nowy przewodniczący Fed po zakończeniu kadencji Powella w maju 2026 r. najprawdopodobniej będzie bardziej przychylny luzowaniu monetarnemu. W takim scenariuszu możliwe są trzy dodatkowe cięcia stóp procentowych – jedno więcej niż obecnie wycenia rynek.

Dalsze wzrosty EUR/USD są moim zdaniem wysoce prawdopodbne. Silniejsze obniżki stóp mogą zaszkodzić wiarygodności Fed i zwiększyć oczekiwania inflacyjne, co negatywnie przełoży się na dolara. Choć scenariusz całkowitej utraty niezależności przez Fed nie jest podstawowym wariantem, to ryzyko uszczerbku na zaufaniu inwestorów jest realne.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Jak formy wtryskowe napędzają innowacje w polskiej produkcji?

W cieniu medialnego szumu wokół AI, elektromobilności i zrównoważonego rozwoju dokonuje się przemysłowa rewolucja, o której rzadko się mówi – ale która ma fundamentalne znaczenie dla gospodarki. Mowa o nowoczesnej produkcji form wtryskowych, będącej podstawą dziesiątek branż: od motoryzacji, przez medycynę, aż po elektronikę użytkową. To właśnie precyzyjne formy wtryskowe stoją za sukcesem tysięcy produktów, z którymi mamy styczność każdego dnia – choć często nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. I to one dziś przechodzą transformację technologiczną, która w dłuższej perspektywie może zdefiniować konkurencyjność całych sektorów przemysłu.

Dlaczego formy wtryskowe są dziś kluczowe?

Globalny wyścig technologiczny w dużej mierze rozgrywa się na poziomie detali. Liczy się nie tylko sam pomysł, ale jego efektywne wdrożenie – a to często zaczyna się od formy. W erze masowej personalizacji i krótkich cykli życia produktu firmy potrzebują narzędzi produkcyjnych, które łączą trwałość z elastycznością i precyzją.

Nowoczesna produkcja form wtryskowych to nie tylko inżynieria, to również zarządzanie projektem, kontrola jakości i integracja z systemami automatyki przemysłowej. Produkcja form wtryskowych staje się więc obszarem, w którym spotykają się zaawansowane technologie, innowacja i strategia biznesowa. Dobrym przykładem może być Fullbax Formy – polska firma działająca w Chinach, która łączy lokalne koszty z europejskim standardem wykonania. Oferując pełen proces – od projektu po testy i dostawę gotowej formy – udowadnia, że również w tym obszarze można wdrażać modele współpracy oparte na transparentności, elastyczności i gwarancji jakości.

Polska jako centrum precyzyjnej produkcji

W ostatnich latach Polska zyskała renomę solidnego partnera w zakresie wysoko zaawansowanej produkcji. Rodzime firmy coraz częściej nie tylko realizują zlecenia dla światowych koncernów, ale także same projektują rozwiązania o wysokim stopniu zaawansowania technologicznego. Kluczowe znaczenie ma tu dostęp do wykwalifikowanych specjalistów, parków maszynowych opartych o CNC i 5-osiowe centra obróbcze oraz kompetencji w zakresie projektowania CAD/CAM.

Z drugiej strony, presja na skracanie łańcuchów dostaw i regionalizację produkcji sprzyja rozwojowi lokalnych narzędziowni. Coraz więcej przedsiębiorstw – także spoza Polski – szuka partnerów, którzy mogą zaoferować szybki czas realizacji, elastyczność oraz wysoki poziom zrozumienia potrzeb klienta.

Transformacja cyfrowa na poziomie narzędziowni

Warto podkreślić, że transformacja cyfrowa nie omija firm zajmujących się formami wtryskowymi. Wdrażane są systemy MES i ERP, które pozwalają lepiej planować produkcję i analizować dane z maszyn w czasie rzeczywistym. Coraz powszechniej stosowane są symulacje przepływu materiału (Mold Flow), pozwalające optymalizować proces jeszcze przed wykonaniem formy.

To zwiększa efektywność i znacząco ogranicza ryzyko błędów, a co za tym idzie – redukuje koszty.

W stronę bardziej zrównoważonej produkcji

Formy wtryskowe odgrywają również ważną rolę w zielonej transformacji przemysłu. Dzięki precyzyjnemu projektowaniu i wysokiej jakości wykonania możliwe jest minimalizowanie odpadów produkcyjnych i wydłużenie żywotności narzędzi. Dodatkowo, rozwój materiałów biodegradowalnych i recyklingowalnych wymaga coraz bardziej wyspecjalizowanych form, które muszą sprostać zupełnie nowym wymaganiom technicznym.

Technologia, która buduje przewagę

Choć formy wtryskowe nie trafiają na okładki magazynów technologicznych, to ich znaczenie dla nowoczesnego przemysłu jest nie do przecenienia. To właśnie one umożliwiają realizację innowacyjnych projektów, skracają czas wejścia produktu na rynek i pozwalają firmom działać szybciej, lepiej i bardziej odpowiedzialnie. 

Alphabet przed wynikami – AI i rosnące oczekiwania inwestorów

Alphabet opublikuje wyniki finansowe w środę (czasu USA), a ponieważ akcje spółki notowane są obecnie przy najniższej wycenie wśród tzw. Magnificent Seven pod względem wskaźnika forward P/E, rośnie zainteresowanie inwestorów. Seria podwyżek rekomendacji ze strony brokerów w ubiegłym tygodniu odzwierciedla rosnący optymizm co do perspektyw spółki w drugiej połowie roku.

Obok usług chmurowych i YouTube, kluczowym elementem długoterminowej strategii pozostaje sztuczna inteligencja. Alphabet nadal intensywnie inwestuje w Gemini – swoją flagową platformę AI – a także w produkty reklamowe i narzędzia dla biznesu oparte na sztucznej inteligencji. W obliczu rosnącego zainteresowania inwestorów komercyjnymi zastosowaniami AI, rynek będzie uważnie śledził informacje dotyczące integracji Gemini z wyszukiwarką Google, pakietem Workspace oraz Google Cloud – mogą one być jednym z głównych punktów konferencji wynikowej.

Mimo optymizmu związanego z AI, nie wszystkie obszary działalności są pozbawione ryzyk. Część inwestorów wyraża obawy co do długofalowego wpływu generatywnej AI na tradycyjne wyszukiwanie Google. Coraz więcej użytkowników sięga po ChatGPT i inne platformy oparte na AI w celu uzyskiwania informacji i rekomendacji. Dodatkowo, badania wskazują, że młodsze pokolenia coraz częściej wybierają media społecznościowe, takie jak TikTok, jako źródło informacji – z pominięciem wyszukiwarek – co może budzić niepokój.

W tle narastają również napięcia regulacyjne – niebawem spodziewana jest decyzja sądu w sprawie ewentualnych zmian strukturalnych w Alphabet po ubiegłorocznym orzeczeniu antymonopolowym dotyczącym Google Search. Coraz częściej pojawiają się głosy wzywające do przymusowego wydzielenia przeglądarki Chrome, co mogłoby zagrozić dominującej pozycji Google w segmencie wyszukiwania – i to może powstrzymywać niektórych inwestorów do czasu uzyskania większej jasności.

Rynek będzie też bacznie przyglądał się nakładom inwestycyjnym. Najwięksi gracze technologiczni toczą obecnie wyścig zbrojeń w zakresie infrastruktury dla AI, a Alphabet nie jest wyjątkiem. Wobec gwałtownie rosnącego zapotrzebowania możliwe jest kolejne podniesienie rocznych nakładów kapitałowych. W obecnym środowisku obowiązuje zasada: albo inwestujesz, albo zostajesz w tyle.

Tradycyjnie, kluczowym obszarem będzie również Google Cloud. Rynek oczekuje wzrostu na poziomie ok. 27 proc. r/r – jeśli uda się przebić ten wynik, a jednocześnie utrzymać silne wyniki w wyszukiwarce, kurs akcji może zyskać po publikacji wyników.

Autor: Josh Gilber, analityk eToro

Budownictwo mieszkaniowe w czerwcu 2025: kolejny spadek rozpoczętych inwestycji

Najnowsza informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w czerwcu oraz w pierwszym półroczu bieżącego roku, komunikuje postępujące spowolnienie aktywności inwestycyjnej inwestorów. Ja zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl średnioterminowa tendencja spadkowa głównych statystyk budownictwa mieszkaniowego tym samym ma się coraz gorzej, rozwijając się w kierunku swoich historycznych minimów.

Malejący trend GUS-owskich statystyk budownictwa mieszkaniowego uległ w czerwcu dalszemu rozwinięciu, co może już budzić obawy o ryzyko załamania koniunktury inwestycyjnej pierwotnego segmentu rodzimej mieszkaniówki. Ponownie w procesie hamowania aktywności inwestycyjnej prym wiodą deweloperzy, którym jednak tym razem dość wyraźnie dotrzymują kroku inwestorzy budujący na własne potrzeby. Szczególnie niepokojąco prezentują się dane najbardziej istotne z punktu widzenia stanu bieżącej koniunktury, czyli dotyczące mieszkań, których budowę rozpoczęto. Wygląda na to, że coraz bardziej dają o sobie znać obawy budowniczych mieszkań o perspektywy rozwoju koniunktury sprzedażowej nowych mieszkań w przewidywalnej perspektywie.

Wyk.1 - Statystyki budownictwa mieszkaniowego w czerwcu 2025

W ubiegłym miesiącu inwestorzy ruszyli ogółem z budową niespełna 16 tys. mieszkań, co jest rezultatem dokładnie o jedną czwartą gorszym od uzyskanego w czerwcu ub. roku i aż o 17 proc. licząc miesiąc do miesiąca. Kolejny raz mocne tąpnięcie zaliczyli deweloperzy z wynikiem zaledwie 8,8 tys. rozpoczętych lokali. To jeden z dwóch ich najsłabszych wyników licząc od połowy 2023 r.

Tymczasem w pierwszej połowie bieżącego roku w Polsce ruszyła budowa blisko 111 tys. mieszkań i domów, co oznacza prawie 10-procentowy regres w odniesieniu do analogicznego okresu ub. roku. Z kolei deweloperzy uzyskali wynik 68 tys. lokali, czyli o 15 proc. słabszy w relacji rok do roku. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl takie rezultaty jednoznacznie świadczą o coraz bardziej niepokojącym, wyraźnie postępującym hamowaniu koniunktury inwestycyjnej pierwotnego rynku mieszkaniowego. Potwierdzają to niedawne dane BIG DATA RynekPierwotny.pl, które pokazały kwartalny spadek o 12% liczby mieszkań wprowadzonych do sprzedaży przez deweloperów na 7 największych rynkach w II kwartale 2025.

Niestety niewiele lepiej prezentują się GUS-owskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym, choć w tym przypadku ujemny półroczny wynik jest wyłącznie dziełem deweloperów. W sumie w czerwcu w ramach wszystkich form budownictwa pozyskano niespełna 19 tys. decyzji administracyjnych, co oznacza spadek o 9 proc. względem tegorocznego maja, i regres rzędu ponad 23 proc. w relacji rok do roku. Natomiast od początku roku inwestorzy pozyskali z górą 121 tys. pozwoleń, co oznacza wynik gorszy w relacji do analogicznego okresu ub.  roku o 16 proc.

O ile inwestorzy indywidualni uzyskali w pierwszym półroczu wynik o 6 proc. lepszy w relacji rdr, to rezultat deweloperskich pozwoleń w tym okresie na poziomie niespełna 76 tys. jest o ponad jedną czwartą gorszy. To po części efekt bardzo słabego czerwca, gdy deweloperzy pozyskali zaledwie 11 tys. pozwoleń, o 13 proc. mniej mdm i 35 proc. w relacji rdr. Tego typu statystyki zaliczają się do historycznie najsłabszych wyników pozyskiwania przez deweloperów przedmiotowych decyzji administracyjnych. Trwały spadek tego wskaźnika zwiększa ryzyko niedostatku podaży w dłuższej perspektywie czasowej lat 2026-2027, zwłaszcza jeśli kolejne obniżki stóp procentowych doprowadzą do większej niż dotychczas stymulacji popytu.

Obrazu stanu rynku inwestycji mieszkaniowych w Polsce nie poprawiają wolumeny lokali oddawanych do użytkowania. W tegorocznym czerwcu było takich mieszkań w sumie zaledwie 15,5 tys., czyli 6 proc. więcej niż miesiąc wcześniej i 5 proc. mniej w relacji rok do roku. Z kolei wynik od początku roku rzędu 92 tys. lokali oddanych jest o ponad 3 proc. gorszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku.

Najnowsza informacja GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce kolejny raz prezentuje zdecydowanie pesymistyczną wymowę. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl coraz bardziej niepokojąco prezentują się statystyki mieszkań rozpoczętych, które w czerwcu kontynuowały ruch w kierunku swojego wieloletniego dna notowań. Z kolei mieszkania oddane to dno już osiągnęły, co nie wywołało w czerwcu istotnego statystycznie wzrostowego odreagowania.

Jednocześnie coraz słabiej wypadają statystyki deweloperskich pozwoleń na budowę, które szorują po dnie wieloletnich minimów notowań. Jeśli faktycznie uznać je za wiarygodny wskaźnik optymizmu inwestycyjnego deweloperów, to trudno nie dopatrzeć się słabnących z miesiąca na miesiąc nastrojów budowniczych mieszkań na sprzedaż lub wynajem. Pogłębiający się regres zarówno w rozpoczęciach, pozwoleniach jak i lokalach oddanych do użytkowania wskazują na dawno nie spotykaną asekurację przedsiębiorców mieszkaniowych w dość mocno niepewnym dla nich środowisku gospodarczym.

Jego pierwszorzędnym efektem jest rekordowa oferta mieszkań deweloperskich, która w efekcie utrzymującej się od miesięcy przewagi podaży nad popytem, na koniec pierwszego półrocza przekroczyła poziom 77 tys. lokali na 7 największych rynkach, czyli o blisko jedną trzecią większy w relacji rok do roku. Tym samym do czasu odwrócenia się trendu rosnącego oferty mieszkań rynku pierwotnego, nie należy oczekiwać ożywienia GUS-owskich statystyk budownictwa mieszkaniowego.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Chaos wokół Jerome’a Powella – jak pogłoski Trumpa wpłynęły na globalne rynki walutowe

Doniesienia sugerujące, że prezydent Trump był bliski zwolnienia prezesa Fedu Powella, doprowadziły do kilkudziesięciominutowej wyprzedaży dolara. W obliczu szybkiego zdementowania informacji przez samego prezydenta oraz kolejnych silnych danych makro amerykańska waluta zakończyła jednak tydzień umocnieniem.

Kluczowe punkty:

  • PLN pozostaje silny mimo rekordowego deficytu budżetowego.
  • Trump zaprzecza, jakoby prezes Fedu Powell miał zostać zwolniony.
  • Dobre dane z USA wspierają USD względem większości walut.
  • Negocjacje handlowe będą prowadzone do ostatniej chwili.
  • EBC utrzyma stopy na niezmienionym poziomie i zasygnalizuje elastyczność.
  • Słabe dane z brytyjskiego rynku pracy stawiają BoE w trudnej sytuacji.

Choć nie jest jasne, czy Donald Trump rzeczywiście ma takie uprawnienia, reakcja rynków na rzeczone pogłoski była gwałtowna. Przez kilkadziesiąt minut obserwowaliśmy powrót trendu „sell America”, który wstrząsnął światem w kwietniu: akcje, obligacje i dolar doświadczyły bezlitosnej wyprzedaży. Silna reakcja rynków ponownie zmusiła administrację Trumpa do wycofania się, a sam Trump wystosował naprędce zaprzeczenie, jakoby przymierzał się do takiego ruchu. Sytuacja na rynkach momentalnie się odwróciła, a dolar zdołał zakończyć tydzień niewielką aprecjacją względem większości głównych walut. Wydarzenie to stanowi przypomnienie o ryzykach, jakie niesie dla rynków trumpowski chaos, oraz o kluczowej roli rynków w utrzymywaniu w ryzach nieprzewidywalnych działań prezydenta.

Kwestia prezesury Jerome’a Powella powinna na jakiś czas przycichnąć, uwaga przeniesie się więc ponownie na wielką niewiadomą, jaką są negocjacje handlowe poprzedzające 1 sierpnia, czyli termin wejścia w życie nowych stawek ceł. Dodatkowej zmienności możemy spodziewać się w czwartek (24.07), kiedy odbędzie się posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego oraz opublikowane zostaną wstępne wskaźniki PMI z głównych gospodarek. Szereg drugorzędowych danych ze świata pomoże nam zweryfikować ekonomiczną narrację widoczną w odczytach z ostatnich tygodni: Stany Zjednoczone są odporne, aktywność gospodarcza w strefie euro niewielka, lecz stała, a w Wielkiej Brytanii dochodzi do niepokojącego spowolnienia.

PLN

Po tym jak Trump szybko zdementował pogłoski, jakoby miał zwolnić prezesa Fedu Powella, zmienność na rynku walutowym wróciła do typowego dla okresu wakacyjnego niskiego poziomu. Wszystkie waluty regionu doświadczyły niewielkiej aprecjacji względem euro, przy czym złoty najsilniejszej (+0,5%). Ruch ten przypisujemy w dużej mierze czynnikom zewnętrznym. Inflacja bazowa odnotowała co prawda skromny wzrost (do 3,4%), był to jednak odczyt zgodny z oczekiwaniami i mieszczący się wciąż w celu NBP (2,5% ± 1 pp.).

Bardziej niepokojący dla NBP może być ponowny wzrost dynamiki płac, która w ciągu trzech miesięcy przyspieszyła z 7,7% do 9%. Biorąc jednak pod uwagę słabsze w ostatnim czasie odczyty twardych danych ekonomicznych – w tym sprzedaży detalicznej – lekkie ożywienie popytu wewnętrznego dzięki większemu rozporządzalnemu dochodowi nie powinno stanąć na drodze do kolejnych cięć stóp procentowych, w tym na najbliższym posiedzeniu we wrześniu. We wtorek (22.07) przekonamy się, jak wspomniana sprzedaż detaliczna kształtowała się w czerwcu.

Poza tym uważnie przyglądamy się fundamentom makroekonomicznym. Choć deficyt budżetowy jest na poziomach kilkukrotnie wyższych niż w standardowych warunkach, to nie budzi obecnie wśród inwestorów większych obaw. Biorąc pod uwagę zwiększone wydatki na obronność, luka rzędu 120 mld zł (41% rocznego planu) nie jest zaskakująca. Deficyt na rachunku obrotów bieżących również nie wywiera większej presji na złotego, mimo że w maju przekroczył oczekiwania. Jego skumulowana wartość odpowiada obecnie zaledwie 1% PKB, co oznacza, że Polska jest w dobrym miejscu przed potencjalnym wdrożeniem zapowiadanych przez prezydenta Trumpa 30-proc. ceł na Unię Europejską.

EUR

Oczekuje się, że podczas lipcowego posiedzenia (czwartek 24.07) Europejski Bank Centralny utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Raczej nie będzie miało ono wpływu na rynki, ponieważ nie będą publikowane rewizje projekcji banku a prezeska Lagarde na tyle, na ile to możliwe, będzie unikała jednoznacznych deklaracji. Spodziewamy się, że Rada Prezesów nie dostarczy nam wielu wskazówek dot. dalszych działań, zostawiając wszystkie furtki otwarte.

Jesteśmy przekonani, że cykl cięć stóp procentowych jest niemal zakończony, uwaga będzie więc skupiona na wojnie handlowej z USA. Rynki powoli zwiększają swoje oczekiwania dotyczące poziomu amerykańskich ceł na europejskie towary, jako że nie widać znaczących postępów w negocjacjach, a ostateczny termin na osiągnięcie porozumienia (1 sierpnia) jest coraz bliżej. Lipcowe wskaźniki PMI (czwartek 24.07) zapewne będą ponownie zgodne ze skromnym wzrostem, ledwo wystarczającym do utrzymania gospodarki blisko pełnego zatrudnienia.

USD

Pomijając nagłówki dotyczące prezesa Rezerwy Federalnej Jerome’a Powella, amerykańska gospodarka pozostaje odporna nawet w obliczu pojawiających się w danych inflacyjnych pierwszych oznak wpływu ceł. Ostatnie odczyty sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej oraz cotygodniowe dane o liczbie nowych deklaracji bezrobocia były lepsze, niż oczekiwano. Choć raport dotyczący dynamiki cen nie odbiegał zbytnio od szacunków, inflacja bazowa dla towarów nieco wzrosła, co może wskazywać, że cła zaczynają na nie oddziaływać, w miarę jak zanika pozytywny efekt zapełniania magazynów przed wprowadzeniem nowych stawek.

Pełne zatrudnienie, zdrowy wzrost popytu, ogromny deficyt fiskalny i uporczywa inflacja nie idą w parze z luźniejszą polityką monetarną. Sądzimy, że Fed oprze się presji Trumpa i utrzyma w przyszłym tygodniu (środa 30.07) stopy na niezmienionym poziomie, na co wskazują także rynki, przypisując obniżce stóp procentowych zaledwie kilkuprocentowe prawdopodobieństwo. Nie ma również powodu, by Fed miał sygnalizować, że wkrótce dojdzie do cięć. Rynki wciąż uważają obniżkę stóp procentowych we wrześniu za scenariusz bazowy, solidne dane z ubiegłego tygodnia stawiają to jednak pod znakiem zapytania, co po części wsparło dolara względem innych walut.

GBP

Opublikowane w ubiegłym tygodniu dane dotyczące Wielkiej Brytanii miały specyficzny stagflacyjny ton. Inflacja zaskoczyła w górę, szczególnie jej bardziej stabilna miara bazowa. Niepokój budzi wciąż dynamika cen w sektorze usługowym, która sięga blisko 5%. Stopa bezrobocia wzrosła, a zatrudnienie po raz piąty z rzędu spadło, w wyniku rewizji poprawiły się jednak złe dane za wcześniejszy miesiąc. Te kontrastujące ze sobą informacje stawiają Bank Anglii w niezwykle trudnej sytuacji. Choć wciąż oczekujemy, że w sierpniu stopy procentowe zostaną obniżone, ostatni trend wzrostowy inflacji oznacza, że bank powinien zdecydować się na ostrożny ton, sugerujący, że dalsze cięcia będą bardzo stopniowe.

Kiepskie dane z ostatnich tygodni znajdują odzwierciedlenie w powolnym spadku kursu GBP/EUR, przy czym funt wciąż utrzymuje swoją pozycję względem dolara. Światełkiem w tunelu dla Wielkiej Brytanii jest to, że wskaźniki PMI są jak dotąd lepsze niż opóźnione realne dane. Z tego względu ich czwartkowa publikacja (24.07) nabiera dodatkowego znaczenia.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce: 1,7 mld euro inwestycji i 63 transakcje w H1 2025

W pierwszej połowie 2025 roku polski rynek nieruchomości komercyjnych odnotował wyraźne ożywienie, osiągając wolumen inwestycyjny na poziomie 1,7 mld euro i realizując aż 63 transakcje we wszystkich głównych sektorach. Na prowadzenie wysunął się sektor magazynowy, odpowiadający za 40% całkowitej wartości transakcji, w tym za rekordową umowę typu sale & leaseback w regionie CEE. Rośnie także znaczenie lokalnego kapitału, który coraz śmielej konkuruje z funduszami zagranicznymi. Choć instytucje nadal zachowują ostrożność, prywatni inwestorzy wykorzystują okres korzystnych wycen – co może zwiastować dalsze ożywienie w kolejnych miesiącach.

Rynek inwestycyjny – w dobrą stronę

Pierwsza połowa 2025 r. przyniosła wzrost aktywności na polskim rynku nieruchomości komercyjnych, z łącznym wolumenem inwestycyjnym w wysokości ok. 1,7 mld euro. Zrealizowano 63 transakcje, we wszystkich głównych sektorach rynku, przy czym to segment magazynowy przyciągnął największą ilość kapitału i przyniósł najbardziej spektakularną umowę. Żadna z pozostałych transakcji odnotowanych na rynku nie przekroczyła progu 80 mln euro.

Rynek inwestycyjny - w dobrą stronę

Łącznie sektor magazynowy odpowiadał za 40% całkowitego wolumenu w Polsce. Nieruchomości biurowe były sprzedawane zarówno w Warszawie, jak i w kluczowych miastach regionalnych. Sektor handlowy, ostatnio koncentrujący się na parkach handlowych i centrach handlowych zlokalizowanych w mniejszych miastach, odnotował znaczący wzrost sprzedaży nieruchomości przeznaczonych do dalszej przebudowy. Segment mieszkaniowy zrealizował 6 transakcji i stanowił 13% całkowitego wolumenu.

Rynek inwestycyjny

Polski rynek nieruchomości komercyjnych charakteryzuje się obecnie niską aktywnością inwestorów instytucjonalnych, którzy w wielu przypadkach wciąż zmagają się ze spadającymi wycenami swoich aktywów i pozostają mocno selektywni przy nowych zakupach. Ten trend obserwowany jest nie tylko w Polsce, ale szerzej na świecie.

„Obecnie aktywność inwestycyjna w Polsce, ze względu na obniżone ceny nieruchomości, jest w dużej mierze napędzana przez kapitał prywatny, w tym lokalny, którego udział w rynku rośnie. Polski kapitał staje się coraz bardziej widoczny na rynku nieruchomości komercyjnych, z 14% udziałem w całkowitym wolumenie i średnią wartością transakcji ok. 13 mln euro.” – komentuje Bartłomiej Krzyżak, Senior Director, Investment w Avison Young

Rynek w liczbach:

  • Wynik H1 2025 na poziomie wyniku H1 2024
  • 1,7 miliarda euro – całkowity wolumen inwestycyjny w H1 2025
  • 63 transakcje
  • Największa historycznie transakcja sale & leaseback w regionie CEE w Q2 2025

Sektor magazynowy – niegasnący potencjał

Sektor magazynowy zajął pierwsze miejsce jako najlepiej prosperujący segment rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce w pierwszej połowie 2025 roku. Wygenerował najwyższy wolumen inwestycyjny, odpowiadając za 40% wartości transakcji, oraz odnotowując najbardziej spektakularną umowę.

W kwietniu sfinalizowano największą transakcję sale & leaseback w całym regionie CEE, której wartość przekroczyła 253 mln euro. Amerykański REIT Realty Income Corporation nabył dwa obiekty od polskiego producenta okien Eko-Okna. Inwestycja ta oznaczała długo oczekiwany powrót dużych transakcji logistycznych i stanowiła ponad jedną trzecią całkowitego wolumenu sektora. Natomiast wartość żadnej z pozostałych transakcji w tym sektorze nie przekroczyła 80 mln euro.

Sektor magazynowy, z wynikiem prawie 2,5-krotnie wyższym rok do roku, był główną siłą napędową polskiego rynku inwestycyjnego w pierwszej połowie roku. Strategie inwestycyjne w segmencie nadal koncentrują się głównie na nowoczesnych aktywach o dużym potencjale zwrotu, ale rośnie również apetyt na aktywa o dłuższych okresach WAULT, gdzie obecne ceny nie odzwierciedlają jeszcze korzyści związanych z wydłużonymi okresami najmu.

Sektor w liczbach:

  • 694 miliony euro – wolumen sektora w H1 2025
  • Największa historycznie transakcja typu sale & leaseback w regionie CEE
  • 3 transakcje portfelowe w H1 2025

Sektor biurowy – okazje w całej Polsce

Rynek inwestycji biurowych w Polsce nadal cieszy się dużym zainteresowaniem inwestorów, choć kupujący pozostają bardzo selektywni. Strategie „value-add” i „core+” zyskują na popularności w konkretnych lokalizacjach, zwłaszcza tam, gdzie oczekiwania sprzedających i kupujących zbliżyły się do siebie. Co ciekawe, ponad 1/3 kapitału zainwestowanego w biura pochodzi od polskich inwestorów.

„Kapitał „core” pozostaje mało aktywny, ponieważ inwestorzy realizujący takie strategie nadal unikają ryzyka związanego z niepewnością gospodarczą i geopolityczną. W związku z tym w pierwszej połowie 2025 r. na rynku miały miejsce tylko trzy transakcje tego typu: warszawskie budynki Wronia 31 i Plac Zamkowy – Business with Heritage oraz High5ive I&II w Krakowie. Z kolei inwestorzy typu „value-add” i oportunistyczni wykazują większą, choć ostrożną, aktywność, poszukując okazji bez przepłacania za aktywa.” – komentuje Marcin Purgal, Senior Director, Investment w Avison Young

Pomimo utrzymującego się zachowawczego podejścia inwestorów, najlepsze aktywa biurowe w miastach regionalnych, znajdujące się w dobrych lokalizacjach i oferujące stabilne przepływy pieniężne, mogą być nadal atrakcyjne zarówno dla inwestorów instytucjonalnych, jak i prywatnych. W związku z tym, w pierwszej połowie 2025 r., 13 z 23 sprzedanych budynków było zlokalizowanych poza Warszawą i odpowiadało za prawie 50% wolumenu sektora.

Sektor w liczbach:

  • 411 milionów euro – wolumen sektora w H1 2025
  • 23 transakcje
  • 13 aktywów sprzedanych na rynkach regionalnych
  • Polski kapitał odpowiadał za ponad 1/3 wolumenu sektora

Sektor handlowy – przebudowy i utrzymująca się dominacja parków handlowych

Po kilku dużych transakcjach najlepszymi centrami handlowymi w 2024 r., na początku 2025 r. parki handlowe i centra „convenience” zdominowały sektor. Te klasy aktywów, powszechnie uważane za bezpieczne inwestycje, niezmiennie cieszyły się dużym zainteresowaniem inwestorów, stanowiąc 50% wszystkich transakcji i 59% całkowitego wolumenu sektora w I półroczu.

Transakcją, która wyróżniła się w tym okresie, było nabycie portfela 10 małych parków handlowych A Centrum przez czeskiego inwestora My Park, który tym samym zadebiutował na polskim rynku. Niedługo po tej transakcji została sfinalizowana sprzedaż Arkad Wrocławskich, będących w trakcie rozbiórki, do Vastint. Kolejną znaczącą transakcją było przejęcie bydgoskiego CH Glinki przez Redkom Development. W obu transakcjach Avison Young reprezentował stronę sprzedającą.

„Spodziewamy się kolejnych transakcji parkami handlowymi i nieruchomościami typu „convenience”, ale także centrami handlowymi o dominującej pozycji w miastach i o solidnych, stabilnych fundamentach, które pozostają również w obszarze zainteresowania inwestorów.” – komentuje Artur Czuba, Senior Director, Investment w Avison Young

Sektor w liczbach:

  • 322 milionów euro – wolumen sektora w H1 2025
  • 20 transakcji
  • 2 istotne transakcje z planem przyszłej przebudowy z udziałem Avison Young
  • Debiut nowego inwestora z Czech w segmencie parków handlowych

Sektor PRS – transakcje w Warszawie i Gdańsku

W pierwszej połowie 2025 r. rynek mieszkaniowy w Polsce zrealizował wolumen inwestycji w wysokości 223 mln euro, z czego za 150 mln euro odpowiadały 3 projekty PRS w Warszawie. AFI Europe zrealizowało 2 z tych transakcji, a trzeci projekt pozyskała od Xior Student Housing Syrena RE. Pozostałe 3 transakcje zostały sfinalizowane przez NREP i dotyczyły trzech aktywów co-livingowych zlokalizowanych w Gdańsku, przy których zespół inżynierów Avison Young świadczył kompleksowe usługi m.in. monitoringu projektu i nadzoru prac budowlanych.

Obecnie ponad 50% istniejących zasobów PRS znajduje się w posiadaniu 3 głównych operatorów. Platforma Resi4Rent pozostaje niekwestionowanym liderem pod względem ukończonych lokali PRS, a za nią plasują się Vantage Rent i państwowy Fundusz Mieszkań na Wynajem. Łącznie zarządzają one około 11 400 lokalami w modelu PRS.

Jeśli chodzi o nowe inwestycje, Resi4Rent również jest liderem rynku, odpowiadając za prawie 1/3 mieszkań w budowie. Na kolejnych miejscach znajdują się platforma Life Spot (14%) i Fundusz Mieszkań na Wynajem (10%).

Co nas czeka w drugiej połowie roku?

Nadszedł ostatni moment, aby skorzystać z atrakcyjnych cen nieruchomości. Wraz z wyczekiwanymi obniżkami stóp procentowych, spodziewany jest spadek stóp kapitalizacji, co sprawia, że obecne warunki są szczególnie korzystne dla kupujących.

Oczekujemy stabilnej aktywności inwestorów typu „mid-cap”, we wszystkich klasach aktywów nieruchomości komercyjnych.

Spodziewamy się, że po ustabilizowaniu się sytuacji gospodarczej, na rynek powróci kapitał typu „core”, przywracając duże transakcje najlepszymi aktywami.

Autor: Paulina Brzeszkiewicz-Kuczyńska – Research and Data Manager w Avison Young

Odkrycie złóż ropy i gazu Wolin East – wzmocnienie bezpieczeństwa energetycznego, ale bez rewolucji

Odkrycie największego konwencjonalnego złoża ropy i gazu ziemnego w Polsce – Wolin East na Bałtyku (22 mln ton ropy i 5 mld m³ gazu) – komentuje ekspert BCC ds. energetyki i transformacji energetycznej, Maciej Stańczuk. 

Kanadyjska firma Central European Petroleum (CEP) poinformowała dziś, 21 lipca, o odkryciu dużych złóż ropy naftowej i gazu ziemnego na Morzu Bałtyckim, w rejonie Świnoujścia.

Złoże Wolin East zawiera około 22 milionów ton wydobywalnych węglowodorów oraz 5 miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego. Jest to jedno z największych odkryć tego typu w Europie w ostatnich latach.

– To, że odkryto ponoć największe złoża ropy i gazu w powojennej Polsce, nie przesądza jeszcze o ich rzeczywistym wpływie na polską gospodarkę. A ten, niestety, będzie ograniczony: przez kilka lat wydobycie ropy mogłoby wzrosnąć z obecnego poziomu ok. 4% do 8% krajowego zapotrzebowania. Również zasoby gazu ziemnego nie są przełomowe.
Oczywiście jest to ważna informacja z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Polski – które niewątpliwie ulegnie wzmocnieniu, co należy ocenić pozytywnie. Niemniej jednak, drugim Kuwejtem czy Katarem niestety nie zostaniemy – komentuje Maciej Stańczuk, ekspert BCC ds. energetyki i transformacji energetycznej.

Koncesja „Wolin” obejmuje obszar 593 km² i została przyznana przez Ministra Klimatu i Środowiska.

Dymek za miliardy. Przerwa na papierosa w pracy dzieli i kosztuje

Aż 60% zatrudnionych uważa, że pracodawcy nie powinni ingerować w ich nawyki związane z paleniem, a 58% nie oczekuje wsparcia ze strony firmy w walce z nałogiem, wynika z ankiety Gi Group Holding. Problem jednak istnieje – „przerwy na dymka” i częstsza absencja palaczy z powodów zdrowotnych kosztują pracodawców w Polsce nawet 42 miliardy złotych rocznie. Równocześnie wielu pracowników sygnalizuje, że czują się marginalizowani ze względu na swój nałóg. Czy polityki prozdrowotne firm da się pogodzić z zasadą równego traktowania?

Regulacje dotyczące palenia w miejscu pracy

Kodeks pracy, który jest podstawowym aktem regulującym relacje pracownicze, nie zawiera przepisów bezpośrednio odnoszących się do palenia papierosów w miejscu pracy. Przewiduje natomiast co najmniej 15-minutową przerwę dla osób pracujących minimum sześć godzin dziennie. Przy dłuższym wymiarze – powyżej dziewięciu i szesnastu godzin – konieczne jest wprowadzenie dodatkowych przerw. Ponadto pracodawca ma możliwość wprowadzenia jednej przerwy w wymiarze nieprzekraczającym 60 minut, która nie jest wliczana do czasu pracy – z przeznaczeniem na posiłek lub załatwienie spraw prywatnych. To od decyzji pracownika zależy, czy czas ten przeznaczy np. na wyjście na papierosa.

Pracodawca może wprowadzić zakaz palenia wyrobów tytoniowych podczas przerw, zarówno w pomieszczeniach, jak i na terenie zewnętrznym firmy. Podstawą prawną takiego zakazu są przepisy Kodeksu pracy (art.207) oraz rozporządzenie dotyczące bezpieczeństwa i higieny pracy. Zatrudniony, który naruszy te zasady naraża się na otrzymanie upomnienia, nagany lub kary finansowej za bagatelizowanie przepisów BHP oraz przeciwpożarowych. Jeśli natomiast nagminnie lekceważy przyjęty regulamin, może zostać zwolniony dyscyplinarnie.

Aby uniknąć sytuacji konfliktowych dotyczących ograniczenia swobody korzystania z wyrobów tytoniowych, pracodawca powinien w czytelny i jasny sposób przedstawić osobom zatrudnionym taką informację. Rozwiązaniem może być umieszczenie w widocznych miejscach tabliczek informacyjnych przypominających o obowiązującym zakazie palenia w miejscu pracy – wyjaśnia Grzegorz Gojny, Dyrektor Regionalny Gi Group.

Nie tylko zdrowie. Nałóg pracowników uderza w firmowe budżety

Palenie tytoniu jest realnym wyzwaniem dla pracodawców zarówno organizacyjnym, jak i finansowym. Z badań przeprowadzonych przez Biuro Analiz Sejmowych wynika, że wychodzenie przez pracowników na tzw. dymka zajmuje ok. czterech godzin pracy w tygodniu, a to w ciągu roku daje 22 dni robocze. Według wielu badań korzystanie z wyrobów tytoniowych wpływa też na wydłużanie się okresu chorobowego. Ze statystycznego punktu widzenia przeciętny palacz przebywa na zwolnieniu lekarskim o 2,7 dnia dłużej niż osoba niepaląca.

Z danych opublikowanych w 2023 roku przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny wynika, że co czwarty Polak wychodzi zapalić w czasie pracy. Konsekwencje tego zjawiska głównie obciążają państwową służbę zdrowia – leczenie takich osób kosztuje ok. 50 mld zł rocznie. Natomiast ekspertyzy Biura Analiz Sejmowych wskazują, iż pracodawcy z tytułu ,,przerwy na papierosa” tracą rocznie mniej więcej 42 mld złotych.

Problem z nałogowym paleniem nie ogranicza się wyłącznie do aspektów finansowych. Oddziałuje to negatywnie również na efektywność pracy – brak nikotyny może powodować dekoncentrację, rozdrażnienie i w konsekwencji obniża jakość wykonywanych zadań.

Palenie w pracy to temat, o którym rzadko mówi się otwarcie – jest niewygodny, choć przecież realny. Wiąże się z ryzykiem napięć i konfliktów – gdy część zespołu regularnie wychodzi na papierosa, łatwo o frustrację i nieporozumienia. To więc nie tylko kwestia zdrowia czy kosztów, ale również realne wyzwanie dla menedżerów, którzy chcą budować spójną i sprawiedliwą kulturę organizacyjną – komentuje Piotr Cieśliński, Principal w Wyser Executive Search.

Kwestie zdrowotne

Osoby palące są bardziej narażone na różne przewlekłe choroby układu oddechowego, a także sercowo-naczyniowego oraz na nowotwory. Jest to znaczący problem – według danych Polskiej Akademii Nauk z 2023 roku około 29% dorosłych Polaków paliło papierosy, czyli 8 mln osób. Jednocześnie ok. 14 mln osób było narażonych na skutki biernego palenia.

Co na to pracodawcy? Wiele z nich postanawia działać – firmy angażują się w kampanie antynikotynowe, inwestują w programy zdrowotne. Do takich inicjatyw można zaliczyć program „Firma bez dymu” stworzony przez prezesa zarządu Kliniki i Ośrodka Badań nad Nikotynizmem Free Forever Michała Lacha.

Zdrowie i dobrostan stają się coraz ważniejsze dla firm, które chcą realnie wspierać swoich pracowników. Dlatego coraz więcej organizacji podejmuje działania promujące zdrowy tryb życia, oferując programy wsparcia i inicjatywy sprzyjające utrzymaniu dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Troska o kondycję zespołu to nie tylko kwestia zdrowia – to też budowanie kultury opartej na wzajemnym szacunku i zrozumieniu, które przekładają się na lepszą współpracę i atmosferę w miejscu pracy – dodaje Danuta Protasewicz,  Regional Manager w Grafton Recruitment.

Czy pracodawca powinien pomagać w rzucaniu palenia?

Zdania pracowników są podzielone. W ankiecie przeprowadzonej przez Grafton Recruitment 58% respondentów opowiedziało się przeciw angażowaniu się firm w walkę z nałogiem palenia. Natomiast 42% ankietowanych poparło takie inicjatywy.czy firma powinna wspierać walka z paleniem

Z kolei w ankiecie przeprowadzonej przez Gi Group na pytanie, czy pracodawca powinien pomagać pracownikowi rzucić palenie, aż 60% zareagowało negatywnie. Natomiast za tego rodzaju wsparciem zagłosowało 40% respondentów.czy pracodawca powinien pomagać rzucać palenie

Między troską a wykluczeniem – palacze pod presją

Prowadzone przez pracodawców działania ograniczające palenie papierosów mogą w niektórych przypadkach skutkować pośrednią dyskryminacją. Zdarza się, że palący sygnalizują poczucie marginalizacji i wykluczenia.

Firmy coraz częściej zwracają uwagę na zapewnienie bezpiecznych i zdrowych warunków pracy. Działania ograniczające palenie tytoniu powinny być jednak realizowane z dużą ostrożnością. Wciąż zdarzają się przypadki nieformalnej dyskryminacji palących, wynikającej z przekonania, że są mniej wydajni lub częściej korzystają z nieobecności chorobowych. Rozwiązaniem jest wprowadzenie jasnych i przejrzystych polityk oraz regulaminów, zgodnych z obowiązującym prawem i opartych na zasadzie równego traktowania wszystkich pracowników, niezależnie od ich nawyków czy stylu życia – podsumowuje Grzegorz Gojny, Dyrektor Regionalny Gi Group.

Na UJ opracowano nową terapię osteoartrozy stawów (choroby zwyrodnieniowej stawów)

Nowa metoda leczenia osteoartrozy (OA) opracowana na Uniwersytecie Jagiellońskim jest już po zakończeniu II fazy badań klinicznych. W skali Polski to ewenement, by technologia medyczna rozwijana w środowisku akademickim była na tak wysokim poziomie wdrożeniowym. Terapia polega na wykorzystaniu komórek macierzystych mezenchymalnych (MSCs), które po wszczepieniu do chorych stawów istotnie redukują dolegliwości bólowe związane z OA, a także stymulują proces regeneracji uszkodzonych tkanek.

Opracowana na UJ terapia to wynik kilkunastoletniej pracy zespołu naukowego pod kierownictwem prof. dr hab. Ewy Zuby-Surmy z Zakładu Biologii Komórki, Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii UJ i kilkuletniej współpracy z Galen-Ortopedia sp. z o.o. w Bieruniu, w której przeprowadzono I i II fazę badań klinicznych opracowanego leku.

Opracowano pełen proces terapii

Nowa terapia ma charakter kompleksowy. Obejmuje sposób przygotowania preparatu złożonego z komórek macierzystych mezenchymalnych (MSCs – z ang. Mesenchymal Stem Cells). Są one izolowane z tkanki tłuszczowej chorego pacjenta, a następnie w ściśle kontrolowanych warunkach hodowane i namnażane. Cała opracowana technologia obejmuje ponadto odpowiednie przygotowanie pacjenta do przyjęcia leku, a także zastosowanie określonej formulacji komórek MSCs i sposób podawania produktu leczniczego do chorego stawu.

Opracowana terapia funkcjonuje pod nazwą MesoCellA-Ortho i jest przeznaczona do leczenia osteoartrozy stawów, w tym stawu kolanowego. Aby lek mógł trafić na rynek, konieczne jest jeszcze przeprowadzenie III fazy badań klinicznych, do której UJ chciałby zaprosić partnera z branży MedTech. Obecnie trwają poszukiwania firmy lub inwestora do wspólnego przeprowadzenia procesu transferu technologii i komercjalizacji.

Na czym polega terapia MesoCellA-Ortho?

Komórki macierzyste MSCs są w organizmach obecne w wielu tkankach, przede wszystkim w tkance tłuszczowej i szpiku kostnym. Mają one szczególne właściwości – pod wpływem różnych bodźców przeistaczają się (różnicują) do komórek różnych tkanek, w tym kości, chrząstki czy tłuszczu. Dodatkowo posiadają znaczący potencjał wydzielniczy, przez co odgrywają istotną i pożyteczną rolę w regulowaniu wielu procesów związanych z regeneracją tkanek, w tym powstawania naczyń krwionośnych, a także hamowania i wygaszania stanów zapalnych.

– Wiele badań naukowych dowodzi, że komórki macierzyste, podane w miejsce uszkodzenia tkankowego, stymulują regenerację tych tkanek. Pracując nad nową terapią, bazowaliśmy na tym zjawisku. W przypadku naszej terapii zaczynamy od pobrania tkanki tłuszczowej pacjenta, czyli liposukcji. Z tej tkanki izolowane są komórki macierzyste, a następnie, zgodnie z opracowaną przez nas metodą, są one hodowane i namnażane, tak by uzyskać odpowiednio dużą ich liczbę. Hodowla MSCs w laboratorium będącym wytwórnią farmaceutyczną, zajmuje około dwóch tygodni. W tym czasie pacjent poprzez ćwiczenia fizjoterapeutyczne przygotowywany jest do tego, by w sposób optymalny przyjąć lek. Chodzi o to, by pieczołowicie przygotowany preparat zadziałał w pełni efektywnie – wyjaśnia prof. dr hab. Ewa Zuba-Surma, liderka zespołu, który opracował lek MesoCellA-Ortho.

MesoCellA-Ortho należy do kategorii innowacyjnych terapii personalizowanych, którego sposób działania jest oparty na naturalnych mechanizmach biologicznych, gdzie podstawą są komórki własne pacjenta. W praktyce jest to autologiczny przeszczep komórek, co potencjalnie zwiększa skuteczność leczenia i zarazem obniża ryzyko wystąpienia skutków ubocznych czy powikłań związanych z ryzykiem odrzucenia przeszczepu.

– Każdy lek, który jest wytwarzany indywidualnie dla pacjenta, podlega restrykcyjnemu panelowi badań kontroli jakości i musi posiadać swój certyfikat, potwierdzający jego jakość i możliwość zastosowania. Te procedury kontrolne są ściśle określone przez przepisy i obowiązują wszystkich producentów leków na każdym etapie ich wytwarzania. W przypadku opracowanej przez nas terapii kluczowe jest to, że opracowaliśmy lek zgodnie z wymogami prawa polskiego i europejskiego. To znacząco zwiększa prawdopodobieństwo, że w przyszłości uzyska on od agencji certyfikujących nowe leki, takich jak EMA czy FDA, zezwolenia na jego wprowadzenie na rynek – zaznacza dr Anna Łabędź-Masłowska z Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii UJ, członkini zespołu naukowego oraz współtwórca leku MesoCellA-Ortho.

Satysfakcjonujące testy kliniczne w I i II fazie

Obie fazy badań klinicznych realizowano przy współpracy z Galen-Ortopedia sp. z o.o. w Bieruniu. W badaniach wzięło udział blisko 200 pacjentów dotkniętych osteoartrozą, którym podawano nowy lek do uszkodzonego stawu kolanowego.

– Podczas badania klinicznego mieliśmy ściśle zdefiniowane punkty końcowe. Dotyczyły one potwierdzenia bezpieczeństwa i skuteczności terapii. Bezpieczeństwo leku zostało wykazane w sposób jednoznaczny, przy czym nie zaobserwowano żadnych skutków ubocznych. Skuteczność potwierdzono poprzez skrupulatne mierzenie komfortu życia pacjentów poddawanych terapii. Trzeba zaznaczyć, że komfort analizowano za pomocą konkretnych skal stosowanych w ortopedii, a więc badania opierały się na twardych danych, a nie tylko na subiektywnych opiniach pacjentów – dodaje prof. dr hab. Ewa Zuba-Surma.

W badaniach skuteczności uzyskano bardzo optymistyczne rezultaty. U pacjentów zaobserwowano obniżenie poziomu bólu wywołanego osteoartrozą, co korzystnie przekładało się na parametry określające jakość życia (korzystano m.in. z formularza SF-36 zdefiniowanego pod kątem badań klinicznych). Ponadto pacjenci odzyskiwali możliwości ruchowe.

Pacjenci poddani terapii potwierdzali, że mają większe możliwości wykonywania czynności ruchowych, które wcześniej były dla nich trudne lub niemożliwe do wykonania. Co ważne, podczas II fazy badań klinicznych ocenialiśmy również stan i jakość chrząstki w obrębie stawów kolanowych z użyciem rezonansu magnetycznego. W badaniach tych potwierdziliśmy, iż po zastosowaniu leku zachodziły korzystne zmiany w strukturze podchrzęstnej warstwy kości – kości gąbczastej. Zmniejszenie bólu u pacjentów wiążemy z ogólną poprawą jakości i struktury tkanek dotkniętych osteoartrozą, a to może oznaczać, że nowy lek działa bezpośrednio na przyczynę choroby, czyli zwyrodnienia i ubytki tkankowe, co w świecie medycznym jest niezwykle cenne – mówi prof. dr hab. n. med. Krzysztof Ficek, Prezes Galen-Ortopedia sp. z o.o. w Bieruniu oraz współtwórca leku MesoCellA-Ortho, który pełnił rolę głównego badacza w badaniu klinicznym leku MesoCellA-Ortho.

Całkowite wyleczenie stawów w badaniach w modelu zwierzęcym

Przed wykonaniem badania klinicznego lek testowano na dużych zwierzętach – w modelu świńskim, gdzie w stawach kolanowych zaindukowane były ubytki chrząstki i kości charakterystyczne dla OA. Był to model, w którym zwierzętom można było podawać preparat przygotowany z ludzkich MSCs, bez ryzyka odrzucenia „przeszczepu” komórek ze strony układu odpornościowego. To, co zwróciło uwagę badaczy, to stopień wyleczenia chorych stawów u tych zwierząt.

Po upływie pół roku od podania leku, w chorych stawach nie mogliśmy już zidentyfikować miejsc, które wcześniej były uszkodzone. Stwierdzaliśmy, iż w tym okresie następowało całkowite wygojenie powierzchni uszkodzonych stawów i że odzyskiwały one swoją funkcjonalność – dodaje dr Anna Łabędź-Masłowska.

W badaniach na zwierzętach wykazano, iż podane do chorych stawów MSCs najczęściej różnicują w kierunku tkanki chrzęstnej szklistej, co w opinii twórców terapii jest bardzo istotnym walorem terapeutycznym.

Transfer technologii

Za komercjalizację terapii MesoCellA-Ortho odpowiada Centrum Transferu Technologii UJ, CITTRU.

– Kolejnym krokiem na drodze do rynku jest przeprowadzenie III fazy badań klinicznych. Na tym etapie chcemy zawrzeć umowę partneringową z podmiotem o odpowiednim potencjale i doświadczeniu. Po zakończeniu badań klinicznych będziemy wspólnie wnosić o zgodę na dopuszczenie leku do obrotu – w pierwszej kolejności w Europejskiej Agencji Leków. W przyszłości chcielibyśmy rozszerzać zasięg terytorialny na inne kontynenty. Oczywiście terapia objęta jest ochroną patentową – mówi dr inż. Gabriela Konopka-Cupiał, dyrektorka Centrum Transferu Technologii UJ, CITTRU.

Opracowany produkt MesoCellA-Ortho został wyróżniony prestiżowymi nagrodami gospodarczymi, w tym jako „Polski Produkt Przyszłości” (PARP) oraz nagrodą Gospodarczą Prezydenta RP w kategorii „Badania i Rozwój”.

30% kobiet za zawodowy sukces uznaje objęcie roli menedżerskiej. Mężczyźni często mierzą wyżej

0

Polki chcą się rozwijać, natomiast nie zawsze mają ku temu odpowiednie warunki. Może to wpływać na ich ambicje zawodowe oraz ocenę własnych możliwości. Zdarza się bowiem, że środowisko pracy sprzyja im mniej niż ich współpracownikom. Pomimo licznych zmian społecznych i programów DE&I wciąż nie widać wyraźnego progresu w tym zakresie. Jak wynika z raportu Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2025. Polityka DE&I w praktyce”, zaledwie 46 proc. specjalistek i menedżerek pozytywnie ocenia swoje perspektywy zawodowe. 

  • 65 proc. kobiet i 77 proc. mężczyzn deklaruje zadowolenie z zajmowanego stanowiska.
  • O tym, że płeć pracownika nie wpływa na możliwości awansu, jest przekonanych 68 proc. mężczyzn i zaledwie 37 proc. kobiet.
  • 57 proc. profesjonalistek przyznaje, że w toku kariery doświadczyło przeszkód wynikających z ich płci. Najczęściej przejawiało się to faworyzowaniem mężczyzn w miejscu pracy.

Choć według Eurostatu Polska wyróżnia się jednym z najniższych poziomów luki płacowej w Unii Europejskiej, a według GUS wskaźnik zatrudnienia kobiet rośnie, to wyniki tegorocznego raportu Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2025. Polityka DE&I w praktyce” pokazują, że droga do równości pozostaje wyboista. Kobiety – i mężczyźni – rzadziej niż przed rokiem twierdzą, że szanse na sprawiedliwe wynagrodzenie oraz awans nie zależą od płci pracownika. Więcej profesjonalistek i profesjonalistów uważa też, że w swojej karierze napotkali trudności wynikające z ich płci.

Kobiety mierzą się z licznymi wyzwaniami na rynku pracy, co potwierdzają wyniki kolejnych edycji badania Hays. Jednym z niepokojących wniosków są niższe aspiracje specjalistek. U kobiet zainteresowanie poszczególnymi szczeblami zawodowymi rośnie, aby osiągnąć szczyt na poziomie menedżerskim, a następnie odnotować ogromny spadek. Wśród mężczyzn taka zależność nie występuje – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz, Executive Director CEE – Enterprise Solutions w Hays.

Profesjonalistki nie widzą siebie w zarządach?

Chociaż w organizacjach nie brakuje menedżerek, to w gronie dyrektorów, członków zarządu i prezesów wciąż należą do mniejszości. Specjalistki rzadziej od specjalistów utożsamiają stanowiska takiej rangi z sukcesem zawodowym. Tegoroczna edycja badania ujawniła, że 30 proc. kobiet utożsamia sukces zawodowy z objęciem roli kierowniczej, natomiast 28 proc. – dyrektorskiej. Zaledwie 6 proc. chciałoby zasiąść w fotelu prezeski.

Jaki poziom stanowiska musisz objąć, aby uważać siebie za osobę, która odniosła sukces?

  Kobieta Mężczyzna
Specjalista 2% 1%
Samodzielny specjalista 14% 11%
Menedżer/ Kierownik 30% 15%
Dyrektor 28% 25%
Członek zarządu 8% 12%
Dyrektor zarządzający/ Prezes 6% 18%
Właściciel 4% 9%
Inne* 8% 9%

*Wśród innych respondentki najczęściej deklarowały, że nie utożsamiają sukcesu zawodowego z poziomem zajmowanego stanowiska. Respondenci wymieniali stanowiska o międzynarodowym zakresie odpowiedzialności oraz rolach umiejscowionych w globalnych strukturach firmy.

Źródło: Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2025. Polityka DE&I w praktyce”

Aleksandra Tyszkiewicz wskazuje dwa możliwe powody takiego stanu rzeczy. – Z jednej strony można wskazać na brak pewności siebie, wynikający z tradycyjnego wychowania dziewczynek i braku dostępu do mentoringu oraz odpowiednich sieci wsparcia. Specjalistki często wątpią, czy sobie poradzą. Doświadczenie pokazuje, że postawa „Jeśli nie spełniam wymagań w 100%, to nie aplikuję” zdecydowanie częściej występuje u kandydatek niż u kandydatów. Z drugiej natomiast strony, środowisko zarządcze wciąż jest dla kobiet niedostępne i nieprzystępne, wymagając od nich dużych poświęceńpodkreśla ekspertka Hays.

Podobnego zdania jest Agnieszka Czarnecka, Head of HR Consultancy CEE w Hays, która podkreśla, że wiele kobiet wciąż doświadcza przeszkód w drodze na szczyt. – Uprzedzenia i brak zaufania do ich kompetencji sprawiają, że aby objąć stanowisko zarządcze i odnieść na nim sukces muszą dać z siebie 200 procent. Nierzadko również przetrzeć szlak, bowiem w zarządach firm kobiety wciąż należą do mniejszości lub nie ma ich wcale.

Problematyczne pogodzenie ról

To oczywiste, że nie każdy marzy o pracy w roli dyrektora czy prezesa. Dotyczy to zarówno profesjonalistek, jak i profesjonalistów. Jednak doświadczenie współpracy z wieloma firmami i ekspertkami pokazuje, że u kobiet nieubieganie się o takie stanowiska bardzo często nie wynika z braku chęci, lecz jest rezultatem zdroworozsądkowych kalkulacji.

Wiele specjalistek ma poczucie, że nie może sobie pozwolić na tak istotne zwiększenie nakładu obowiązków. Pomimo powolnych zmian, w polskim społeczeństwie pracę opiekuńczą wciąż częściej wykonują kobiety. Mają w związku z tym świadomość, że podjęcie roli zarządczej będzie dla nich oznaczało konieczność ciągłego dokonywania niełatwych wyborów. Obawiają się, że stres związany z nieustannym żonglowaniem licznymi obowiązkami doprowadzi do wypalenia i obniżenia jakości życia – komentuje Agnieszka Czarnecka.

Znajduje to odzwierciedlenie w wynikach badania. Chociaż zmalał odsetek kobiet i mężczyzn, którzy w swojej karierze napotkali problemy z pogodzeniem pracy z wychowaniem dzieci, to wciąż takie doświadczenie ma za sobą aż 59 proc. respondentek i 33 proc. respondentów. Najczęstszym wyzwaniem jest dla pracujących rodziców brak możliwości pełnego uczestnictwa w życiu dziecka (69 proc. kobiet i 73 proc. mężczyzn) oraz konieczność wyboru między zaangażowaniem w życie rodzinne lub zawodowe (69 proc. kobiet i 58 proc. mężczyzn).

Czy w swojej karierze kiedykolwiek napotkałeś/ napotkałaś przeszkody związane z pogodzeniem pracy z wychowywaniem dziecka/ dzieci?

  Kobieta Mężczyzna
Tak 59% 33%
Nie 41% 67%

Wyłącznie respondenci, którzy wychowują co najmniej jedno dziecko.

Źródło: Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2025. Polityka DE&I w praktyce”

Czy mamy do czynienia z regresem DE&I?

Chociaż w porównaniu z rokiem 2023 nieznacznie wzrósł odsetek firm, które mają wdrożoną politykę równości, różnorodności i inkluzji (Diversity, Equity & Inclusion, DE&I), to maleje przekonanie pracodawców, że polityki te są dostrzegane i w pełni zrozumiane przez pracowników. Eksperci zauważają, że w okresie gospodarczej niepewności firmy w pełni koncentrują się na wynikach finansowych. W konsekwencji, aktywności związane z budowaniem kultury organizacyjnej tracą na znaczeniu.

Równanie szans wymaga ciągłej dyskusji, odnoszenia się do zmieniającego się kontekstu oraz otwartości na potrzeby drugiego człowieka. Rozwiązania, które działały w organizacjach kilka lat temu, dzisiaj mogą być nieaktualne. DE&I to proces, który cały czas ewoluuje, a wraz z nim powinna polityka firm w tym zakresie. Teraz jest to szczególnie istotne, ponieważ w „trudniejszych” czasach organizacje w pełni koncentrują się na finansowym aspekcie swojej działalności, poświęcając znacznie mniej uwagi projektom związanym z kształtowaniem kultury organizacyjnej – komentuje Agnieszka Czarnecka.

O raporcie

Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2025. Polityka DE&I w praktyce” powstał na bazie odpowiedzi zebranych w okresie od marca do maja 2025 roku. Publikacja zawiera wyniki badania, w którym udział wzięło blisko 1.500 specjalistek i specjalistów, w tym ponad 850 respondentów reprezentujących pracodawców. Część danych uwzględnionych w raporcie pochodzi z badania pierwotnie opisanego na łamach Raportu płacowego Hays ze stycznia 2025 r. Wyniki zostały uzupełnione komentarzami ekspertów rynku pracy.

Pokolenie Z w pracy – różne województwa, różne priorytety, różne oczekiwania

Młode pokolenie pracowników w Polsce nie jest jednorodne. Ich potrzeby i oczekiwania wobec pracy różnią się w zależności od płci, miejsca zamieszkania czy regionu, z którego pochodzą. W Opolskim najważniejsze są pieniądze, w Lubelskim młodzi stawiają na rozwój, a zetki mieszkające w Świętokrzyskim wyróżniają się najwyższym poziomem zaangażowania. To wyniki badania Work War Z, zrealizowanego przez platformę Enpulse, służącą do pomiaru i budowania zaangażowania pracowników.

– Work War Z to największe badanie w Polsce poświęcone pokoleniu Z. Jego wyniki dają więc wgląd w to, jak myślą i czego oczekują młodzi pracownicy – mówi Magda Pietkiewicz, twórczyni platformy Enpulse. – Wnioski? Dość proste: pokolenie Z to nie jest jedna, spójna grupa z tymi samymi oczekiwaniami. Młodzi z różnych regionów Polski myślą o pracy inaczej, mają inne priorytety i co innego ich motywuje. Dlatego jeśli firma naprawdę chce do nich trafić, nie wystarczy jedna uniwersalna oferta. Trzeba zrozumieć, co dla tych młodych ludzi w danym miejscu naprawdę się liczy – i co może sprawić, że zostaną na dłużej – dodaje.

W Opolu chcą pieniędzy, w Lublinie możliwości rozwoju

Młodzi z województwa opolskiego największą wagę przywiązują do wynagrodzenia i benefitów – aż 53 proc. z nich wskazało to jako najważniejszy element pracy. To zdecydowanie więcej niż średnia krajowa wynosząca 41 proc. Tymczasem w województwie świętokrzyskim tylko 34 proc. badanych uznało zarobki za swój główny priorytet.

Różnice regionalne widać także w podejściu do rozwoju zawodowego. W województwie lubelskim co piąty młody pracownik (20 proc.) wskazał rozwój jako najważniejszy czynnik przy wyborze pracy – to najwyższy wynik w Polsce. Dla porównania, w województwie zachodniopomorskim rozwój jako kluczowy element wskazało jedynie 10 proc. respondentów. Średnia krajowa w tym zakresie wynosi 15 proc.

– Są różne priorytety w różnych regionach. Na przykład zetki z Opolszczyzny mówią wprost: pieniądze to dla nich podstawa – aż 57 proc. wskazuje je jako najważniejszy czynnik przy wyborze pracy. Tymczasem w Małopolsce ten odsetek jest mniejszy o 15 proc. – tłumaczy Magda Pietkiewicz. – Dziś młodzi wiedzą, czego chcą. Jeśli firma nie spełnia ich oczekiwań, szybko szukają czegoś innego. Dlatego pracodawcy muszą patrzeć szerzej niż tylko na pensję i pomyśleć, co naprawdę oferują jako miejsce pracy – dodaje.

Najbardziej zaangażowane zetki mieszkają w Świętokrzyskim

W skali całego kraju 39 proc. młodych ludzi deklaruje wysoki poziom zaangażowania w pracy. W województwie świętokrzyskim odsetek ten jest najwyższy – sięga 50 proc. Jeśli chodzi o postrzeganie znaczenia zaangażowania, w województwie warmińsko-mazurskim aż 96 proc. młodych uważa, że bycie zaangażowanym w pracę jest dla nich ważne lub bardzo ważne. To o 6 proc. więcej niż średnia krajowa. Z kolei w województwach dolnośląskim i zachodniopomorskim taki pogląd podziela „jedynie” po 87 proc. respondentów. Warto zwrócić uwagę, że samoocena zaangażowania a zrozumienie, jak to jest ważne w pracy, to dwie odmienne kwestie.

Lubuskie zetki chcą wsparcia

W województwie lubuskim aż 25 proc. młodych ludzi deklaruje, że nie czują się doceniani w pracy – to więcej niż średnia krajowa wynosząca 19 proc. W tym regionie przełożeni powinni kłaść szczególny nacisk na relacje w zespole – dla 16 proc. (czyli o 6 proc. więcej niż średnia krajowa) lubuskich zetek idealny szef to taki, który dba o dobrą atmosferę w zespole.

– Problem ze wsparciem i komunikacją występuje w wielu regionach. Przykładowo, na Dolnym Śląsku aż 24 proc. młodych nie zgadza się ze stwierdzeniem, że pracodawca jasno się z nimi komunikuje, a dla kolejnych 17 proc. komunikacja jest na tyle nijaka, że są wobec niej obojętni. Co więcej, trudności mogą pojawić się już na starcie. Teoretycznie, w skali całego kraju najważniejszym elementem onboardingu są dla zetek szkolenia wprowadzające. Po głębszej analizie okazuje się jednak, że dla młodych z Zachodniopomorskiego liczą się przede wszystkim jasne informacje o zadaniach i obowiązkach (24 proc. wskazań w porównaniu do 18 proc. wśród ogółu badanych). Wszyscy chcą dobrze zacząć – ale nie wszędzie dostają do tego odpowiednie warunki – zaznacza Magda Pietkiewicz, twórczyni platformy Enpulse.

Regionalne potrzeby to klucz

– Młode pokolenie w Polsce nie stanowi monolitu – zetki z różnych regionów mają różne potrzeby i oczekiwania. To jest tak, że młodzi ludzie z Dolnego Śląska mają inne pomysły na to, co jest ważne w pracy, niż ci z Podkarpacia, czy dajmy na to, z Pomorza. Dlatego tak ważne jest, żeby pracodawcy zwracali uwagę na szczegóły i lokalne różnice. Tylko wtedy mogą dobrze zrozumieć sytuację i wprowadzić zmiany, które naprawdę działają. Pracodawcy, którzy potrafią słuchać młodych i dopasować swoje oferty do potrzeb zetek z konkretnego regionu, mają dużo większe szanse na stworzenie zaangażowanego i lojalnego zespołu – mówi Magda Pietkiewicz.

Polski rynek nieruchomości handlowych notuje spadek w I półroczu 2025

Jak podsumowała międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield, wartość transakcji na rynku nieruchomości handlowych sfinalizowanych do końca czerwca 2025 roku wyniosła 320 mln EUR. Mimo że wynik ten był o 35% niższy od średniej z ostatnich pięciu lat, to drugie półrocze stanie prawdopodobnie pod znakiem dużego ożywienia na rynku kapitałowym, dzięki czemu wolumen może być zbliżony do rezultatu z 2024 roku.

Dobra passa na handlowym rynku kapitałowym stanowi kontynuację trendów z 2024 roku, kiedy to wartość transakcji przekroczyła 1,6 miliarda euro i była najwyższą od 2019 roku. Wynik ten przewyższył rezultat sektora logistycznego i dorównał aktywności inwestycyjnej w biurach.

W pierwszej połowie 2025 roku wolumen inwestycji w sektorze handlowym osiągnął 320 milionów euro — około 35% poniżej pięcioletniej średniej. Jednak biorąc pod uwagę obecne nastroje inwestorów oraz wolumen obiektów planowanych do sprzedaży, przewidujemy, że druga połowa roku przyniesie znaczące odbicie, potencjalnie zbliżając się do rekordowych wolumenów z roku ubiegłego. Polski sektor handlowy odzwierciedla tym samym trend ożywienia na europejskim rynku kapitałowym, z utrzymującą się aktywnością transakcyjną i odzyskanym zaufaniem inwestorów, komentuje Aleksandra Włodarczyk, Associate, Capital Markets, Cushman & Wakefield.

Podczas gdy rok 2024 charakteryzował się dużymi transakcjami dotyczącymi centrów handlowych, pierwsza połowa 2025 roku została zdominowana przez aktywność w segmencie parków handlowych. Największą transakcją było przejęcie portfela 10 parków przez czeskiego inwestora My Parks, co oznaczało zarówno wejście tej firmy na polski rynek, jak i największą sprzedaż portfela parków handlowych od czterech lat. Podkreśla to utrzymującą się płynność tego segmentu oraz rosnący apetyt inwestorów na skalę.

Mimo to centra handlowe pozostają atrakcyjnym segmentem dla wielu inwestorów. Drugą co do wielkości transakcją w pierwszej połowie roku było przejęcie Arkad Wrocławskich we Wrocławiu przez firmę Vastint, która planuje przekształcenie obiektu w nowoczesny projekt typu mixed-use. Dodatkowo, w pierwszej połowie roku właściciela zmieniło sześć regionalnych centrów handlowych, w tym trzy obiekty Plaza Centres na Górnym Śląsku przejęte przez ukraiński fundusz Focus Estate Fund, a także Pasaż Świętokrzyski w Kielcach, Galeria Świdnicka i Galeria Młyńska w Raciborzu.

Apetyt banków na finansowanie podąża za apetytem inwestorów i możliwością ewentualnego wyjścia z finansowania, ocenianą poprzez istniejący i przewidywany popyt. Widzimy już zwiększoną aktywność części z nich w tym sektorze, szczególnie jeśli jest możliwość dywersyfikacji ryzyka poprzez portfelowe finansowanie. W dalszym ciągu średni poziom finansowania to 50% wartości rynkowej z amortyzacją oraz marżą ściśle uzależnioną od jakości budynku, poziomu obłożenia i WAULT. Okres finansowania jest przeważnie nieco krótszy niż WAULT. Średni poziom marży lekko spadł i dla najlepszych nieruchomości może być w okolicy 2% rocznie. Istotnym elementem branym pod uwagę przez banki przy ocenie konkretnego projektu jest w dalszym ciągu poziom energii pierwotnej i strategia ESG oraz planowana ścieżka dekarbonizacyjna w przypadku starszych budynków, podsumowuje Mira Kantor-Pikus, Partner, Equity, Debt & Alternative Investments, Capital Markets, Cushman & Wakefield.

Minister Majewska wnioskuje o wyjaśnienia przepisów dotyczących zatrudniania cudzoziemców

Ustawa o warunkach dopuszczalności powierzenia pracy cudzoziemcom obowiązuje już od 1 czerwca, jej zapisy budzą jednak wiele wątpliwości. Na podstawie dokumentu przygotowanego przez Zespół Roboczy ds. Rynku Pracy działającego w ramach Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców, Minister Agnieszka Majewska skierowała do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wystąpienie o wydanie objaśnień prawnych co do przepisów, których interpretacja budzi wątpliwości przedsiębiorców i ekspertów. Celem objaśnień jest doprowadzenie do jednolitego stosowania prawa oraz usprawnienie procedury załatwiania spraw przez właściwe organy.

Listę kilkunastu punktów, które zdaniem Rzecznik MŚP wymagają objaśnienia, otwiera przepis, w którym wskazano, iż w przypadku kierowania cudzoziemca przez podmiot powierzający pracę do innego podmiotu może się to odbywać wyłącznie na podstawie umowy z agencją pracy tymczasowej. Zdaniem wielu przedsiębiorców nie jest jasne, czy przepis ten wyłącza możliwość świadczenia usługi outsourcingu procesowego z udziałem cudzoziemców. Z kolei, jeżeli intencją ustawodawcy nie jest wyeliminowanie dopuszczalności outsourcingu procesowego, to – pyta Minister Majewska – czy prawidłowa jest praktyka żądania przez organy legalizujące pracę cudzoziemców przedstawienia przez podmiot powierzający pracę wpisu do rejestru agencji zatrudnienia.

Kolejne z zapytań dotyczy tego, czy przedsiębiorca, który zawiera z cudzoziemcem wpisanym do CEIDG umowę o wykonywanie pracy lub świadczenie usług w ramach jego działalności gospodarczej, jest zwolniony z weryfikowania legalności pobytu takiego cudzoziemca. Agnieszka Majewska pyta też m.in., czy po wejściu w życie ustawy cudzoziemcy zatrudnieni na podstawie umów zlecenia będą mogli incydentalnie wykonywać pracę przez większą liczbę godzin bez konieczności zmiany zezwolenia na pracę. Pełną wersję wystąpienia do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej można znaleźć w załączniku do Komunikatu. O odpowiedzi ministerstwa będziemy informować zainteresowanych przedsiębiorców natychmiast niezwłocznie po jej otrzymaniu.

Rusza nabór do programu „Startups Are Us” dla startupów MedTech i FinTech – wsparcie z Funduszy Europejskich

Rusza nabór wniosków do programu „Startups Are Us”, finansowanego z Funduszy Europejskich dla Nowoczesnej Gospodarki 2021–2027 (FENG). Obecna edycja jest skierowana do startupów działających w sektorach MedTech i FinTech – dwóch strategicznych i dynamicznie rozwijających się obszarach nowoczesnej gospodarki. Nabór potrwa do 20 sierpnia 2025 r.

Celem inicjatywy jest wzmocnienie pozycji polskich startupów na rynku międzynarodowym, a także przyspieszenie ich rozwoju technologicznego i biznesowego. Wybrane firmy będą mogły liczyć na kompleksowe wsparcie obejmujące szkolenia realizowane w Polsce oraz zagraniczne misje gospodarcze, umożliwiające nawiązywanie relacji z inwestorami, partnerami branżowymi oraz potencjalnymi klientami.

Według danych Europejskiego Stowarzyszenia Przemysłu Technologii Medycznych (MedTech Europe), wartość rynku technologii medycznych w Europie przekroczyła już 160 miliardów euro, a Polska coraz śmielej zaznacza swoją obecność w tym segmencie. Z kolei sektor FinTech niezmiennie utrzymuje się w czołówce najbardziej innowacyjnych obszarów gospodarki – według raportu NBP z 2024 roku, ponad 70% Polaków aktywnie korzysta z cyfrowych usług finansowych, co stwarza ogromny potencjał rozwoju dla nowych podmiotów oferujących rozwiązania technologiczne w tym zakresie.

– Zgodnie z prognozami Komisji Europejskiej i OECD, technologie medyczne oraz rozwiązania finansowe oparte na innowacjach cyfrowych będą odgrywać kluczową rolę w rozwoju europejskiej gospodarki w najbliższej dekadzie. Widzimy, że właśnie w tych sektorach powstają rozwiązania, które odpowiadają na realne potrzeby ludzi i instytucji – od poprawy jakości opieki zdrowotnej po bezpieczeństwo i automatyzację usług finansowych. Wspierając startupy MedTech i FinTech, inwestujemy w zdolność polskich firm do globalnej ekspansji oraz budujemy fundamenty odpornej i nowoczesnej gospodarki – mówi Aleksandra Wadowska, kierownik Sekcji Projektów Międzynarodowych w PARP.

Dla kogo przeznaczony jest program?

Program „Startups Are Us” skierowany jest do młodych firm technologicznych, które posiadają innowacyjne pomysły z obszaru opieki zdrowotnej lub usług finansowych i chcą rozwijać je w oparciu o model biznesowy uwzględniający ekspansję na rynki zagraniczne. Udział w programie mogą zgłosić startupy, które prowadzą działalność gospodarczą na terytorium Polski co najmniej od roku, ale nie dłużej niż pięć lat. Konkurs otwarty jest dla firm na różnych etapach rozwoju – od projektów będących w fazie prototypu, poprzez minimum viable product (MVP), aż po startupy aktywnie rozwijające swoją działalność.

Do udziału w naborze mogą zgłaszać się startupy rozwijające nowatorskie rozwiązania technologiczne w dwóch kluczowych obszarach: ochronie zdrowia oraz usługach finansowych i ubezpieczeniowych. W przypadku sektora MedTech mogą to być m.in. urządzenia diagnostyczne, narzędzia chirurgiczne, zaawansowane systemy obrazowania, implanty, technologie diagnostyki in vitro czy też oprogramowanie wspierające działanie placówek medycznych. Z kolei w branży FinTech poszukiwane są projekty obejmujące takie rozwiązania jak cyfrowe systemy płatności, platformy pożyczkowe, robo-doradcy, technologie blockchain w usługach finansowych, insurtech czy narzędzia do zarządzania ryzykiem.

Jednym z kluczowych warunków udziału w programie jest posiadanie wstępnie opracowanego modelu biznesowego, który zakłada skalowanie działalności i wejście na rynki zagraniczne. Zgłaszane projekty powinny wpisywać się w tematykę konkursu: w przypadku branży MedTech dotyczyć technologii i urządzeń wspierających diagnostykę, leczenie, opiekę nad pacjentem oraz poprawę jakości życia. Natomiast w sektorze FinTech – obejmować rozwiązania informatyczne wspierające świadczenie lub korzystanie z usług finansowych.

Zgłoszenia mogą składać startupy prowadzące działalność gospodarczą na terenie Polski od co najmniej 12 miesięcy, jednak nie dłużej niż pięć lat.

Międzynarodowe misje i praktyczne wsparcie rozwoju

Wybrane w procesie konkursowym startupy wezmą udział w programie rozwojowym obejmującym misje wyjazdowe do wybranych krajów, połączone z intensywnym komponentem edukacyjnym realizowanym w Polsce. Uczestnicy będą mieli okazję zaprezentować swoje rozwiązania podczas międzynarodowych wydarzeń branżowych, spotkań z potencjalnymi inwestorami, akceleratorami i partnerami biznesowymi. Otrzymają także dostęp do sieci ekspertów, mentorów i instytucji wspierających rozwój międzynarodowy, co stanowi szansę na znaczące przyspieszenie wzrostu i komercjalizację produktu na globalną skalę.

Fed odporny na presję polityczną – Logan ostrzega przed zbyt szybkim luzowaniem polityki pieniężnej

Lorie Logan, prezes oddziału Rezerwy Federalnej w Dallas, opowiedziała się za utrzymaniem restrykcyjnej polityki monetarnej, podkreślając, że stopy procentowe powinny pozostać na wyższym poziomie jeszcze przez pewien czas. Jej zdaniem tylko w ten sposób możliwe będzie trwałe sprowadzenie inflacji do celu wyznaczonego przez Fed. Choć Logan nie wyklucza wcześniejszego cięcia stóp w przypadku dalszego osłabienia inflacji i pogorszenia sytuacji na rynku pracy, przestrzega przed nadmiernym optymizmem, jaki pojawił się po serii korzystnych danych inflacyjnych. Jak zaznaczyła, podobne epizody w przeszłości często kończyły się rozczarowaniem.

Mimo że przez pięć ostatnich miesięcy inflacja była słabsza od oczekiwań, Logan uważa, że w czerwcu preferowany przez Fed wskaźnik inflacji może przyspieszyć. Wpływ na to mogą mieć m.in. nowe cła, których koszty są stopniowo przerzucane na konsumentów. To właśnie niepewność związana z konsekwencjami polityki handlowej sprawia, że Fed przyjmuje podejście „wait and see” – wstrzymując się z decyzjami dotyczącymi stóp procentowych i analizując rozwój sytuacji.

Taka postawa przedstawicieli Fed, w tym Logan, wywołuje istotne konsekwencje dla rynków finansowych. Utrzymywanie restrykcyjnej polityki pieniężnej i dłuższy okres wysokich stóp procentowych może prowadzić do wzrostu rentowności obligacji skarbowych oraz umocnienia dolara amerykańskiego. Z kolei wyższe rentowności obligacji mogą skłaniać inwestorów do przesunięcia kapitału z rynku akcji do rynku długu, co może skutkować osłabieniem indeksów giełdowych.

Ponadto, niepewność co do przyszłej polityki Fed może zwiększyć zmienność na rynkach finansowych. Inwestorzy będą szczególnie wrażliwi na publikacje danych dotyczących inflacji, rynku pracy oraz polityki handlowej, które mogą zmieniać oczekiwania dotyczące przyszłych decyzji monetarnych. Ewentualny wzrost inflacji wywołany nowymi cłami może dodatkowo zaostrzyć oczekiwania inwestorów wobec dalszego utrzymania restrykcyjnej polityki monetarnej.

Od początku roku Rezerwa Federalna nie dokonała żadnych zmian stóp procentowych. W czerwcu połowa z 19 członków FOMC prognozowała jednak, że jeszcze w tym roku możliwe są dwie obniżki. Druga połowa członków komitetu pozostała bardziej ostrożna, co wynika z różnic w ocenie wpływu ceł na poziom cen i kondycję gospodarki. Taki rozłam wśród decydentów Fed dodatkowo zwiększa niepewność na rynkach, powodując okresowe wahania notowań aktywów finansowych.

Logan stanowczo podkreśliła również znaczenie niezależności Rezerwy Federalnej w prowadzeniu polityki pieniężnej. Jej zdaniem zbyt szybkie obniżki stóp mogą chwilowo wspomóc zatrudnienie, ale w dłuższej perspektywie grożą narastaniem inflacji. Taka retoryka, szczególnie wobec nacisków ze strony prezydenta Trumpa na szybkie luzowanie polityki pieniężnej, sygnalizuje inwestorom, że Fed będzie odporny na presję polityczną, co może przyczynić się do stabilizacji oczekiwań rynkowych w średnim okresie. Od początku lipca, para walutowa EURUSD straciła na wartości ponad 1.6%.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

REDD ogłasza zmianę na stanowisku CTO. Stery technologii obejmuje Kamil Kosiński

REDD, dostawca danych o nieruchomościach komercyjnych, ogłasza zmianę na stanowisku Chief Technology Officer (CTO). Po siedmiu latach współtworzenia i rozwijania REDD, ze stanowiskiem CTO żegna się Judyta Bartnicka. Jej miejsce zajmuje Kamil Kosiński – doświadczony lider technologiczny, który ma poprowadzić firmę w nowy etap rozwoju.

Judyta Bartnicka związana była z REDD (oraz wcześniejszą spółką założycieli) od 2017 roku. W ciągu kilku lat zbudowała od podstaw zespół technologiczny, który stworzył platformę REDD i wspierał jej rozwój na wielu płaszczyznach – od komercjalizacji danych, przez wdrażanie AI, aż po ekspansję na rynki zagraniczne.

„Judyta to jedna z najbardziej zdeterminowanych osób, jakie znam. Nie tylko zbudowała systemy, zbudowała zespół, który zbudował REDD. Nie byłoby tej platformy bez niej” -mówi Tom Ogrodzki, CEO REDD. „To dla nas ważny moment – pożegnanie i przywitanie jednocześnie. Dziękuję Judycie za wszystko, co zrobiła dla REDD – i już nie mogę się doczekać, by zobaczyć, co przyniesie jej kolejny rozdział zawodowy.” – dodaje Ogrodzki.

Na stanowisko CTO REDD powołany został Kamil Kosiński – lider z imponującym doświadczeniem w budowaniu zaawansowanych rozwiązań technologicznych
i skalowaniu organizacji. Znany z umiejętności tworzenia „superzespołów” i dostarczania wysokiej jakości produktów, Kosiński wnosi do REDD unikalne połączenie wiedzy technicznej i strategicznej wizji.

„Kamil buduje superludzkie zespoły, które tworzą superludzkie oprogramowanie. Posiada rzadkie połączenie: głęboką wiedzę technologiczną, doskonały instynkt i spektakularne doświadczenie. Razem wejdziemy z REDD na nowy poziom rewolucjonizując nasz stack technologiczny, integrując AI na każdym poziomie i skupiając się na maksymalnej wydajności oraz jakości platformy” – podkreśla Tom Ogrodzki.

„REDD to miejsce z ogromnym potencjałem technologicznym i wizją, która wykracza poza klasyczne rozumienie rynku nieruchomości. Cieszę się, że mogę dołączyć do zespołu, który nie boi się myśleć odważnie i budować rzeczy naprawdę przełomowe. Przed nami intensywny czas skalowania, optymalizacji i głębokiej integracji AI. Jestem przekonany, że razem z zespołem dostarczymy rozwiązania, które zmienią sposób, w jaki działa ten rynek.” – podsumowuje Kamil Kosiński, CTO w REDD.