Czy Polska stanie się hubem suwerennej infrastruktury cyfrowej?

Suwerenność cyfrowa to możliwość samodzielnego kształtowania i używania infrastruktury cyfrowej do wewnętrznych celów kraju. Abyśmy mogli mówić o suwerenności cyfrowej, Polska musi kontrolować przede wszystkim infrastrukturę sieciową i samodzielnie produkować jej komponenty. W dzisiejszym świecie niemal każde działanie wymaga skorzystania z infrastruktury technologicznej, dlatego nasz kraj nie powinien zaniedbywać tego obszaru na rzecz cyfrowych gigantów z innych państw. Nie jesteśmy na przegranej pozycji, ale mamy potencjał do zdobywania technologicznej niezależności znacznie szybciej. Z jakich działań możemy być dumni, a w jakich obszarach wiele nam brakuje do bardziej zaawansowanych technologicznie krajów?

Polskie inwestycje w cyfrową suwerenność

Polskie i europejskie inwestycje w cyfrową suwerenność koncentrują się na budowie i rozwoju lokalnej infrastruktury przetwarzania danych. Dzięki nim państwo może realnie kontrolować przepływ i bezpieczeństwo informacji obywateli i instytucji. Centra danych spełniające restrykcyjne normy (np. NIS2, DORA, ISO 27001) są istotnym elementem tej strategii. Ich rozwój to konkretne inwestycje polskich firm w technologie, miejsca pracy i kompetencje.

Warto wiedzieć:

Jak podaje Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu 2024:

Usługi chmurowe są kluczowym elementem transformacji cyfrowej w Polsce. Oznacza to, że ponad 70% firm przeniosło swoje dane do chmury.

Kto sprawuje nadzór nad danymi?

Kto sprawuje nadzór nad danymi?

Dane mają zawsze fizyczną lokalizację, dlatego właściciel informacji powinien wiedzieć, gdzie są przechowywane i móc o tym decydować. Zlokalizowane w Europie serwery zapewniają stabilność działania i wysoką wydajność. Firmy w Europie, w tym w Polsce wybierają dostawców chmury zgodnych z RODO, którzy gwarantują wysokie standardy bezpieczeństwa.

Czy należy bać się europejskich chmur? Oczywiście, że nie! Przykładem jest tutaj Play we współpracy ze Scaleway. Połączenie kompetencji tych firm pozwala wdrożyć sztuczną inteligencję z suwerenną, europejską chmurą.

Scaleway to europejski dostawa usług chmurowych oferujący polskim firmom wiele możliwości. Serwery znajdują się m.in. w Polsce, Francji i Holandii. Scaleway zapewnia zgodność z RODO i ISO 27001, szyfrowanie danych i całodobowy monitoring. Dodatkowo działania wspierane są przez sztuczną inteligencję. To technologie, które pozwalają maszynom na wykonywanie zadań, które wymagają ludzkiego rozumowania, uczenia, planowania i podejmowania decyzji. AI bazuje na algorytmach, co pozwala zautomatyzować działanie w różnych środowiskach.

Globalny kapitał czy lokalne interesy?

Wejście do Polski takich gigantów, jak Google, Microsoft czy Amazon, stawia nas przed poważnym dylematem: jak pogodzić dynamiczny rozwój infrastruktury cyfrowej z potrzebą zachowania suwerenności cyfrowej i ochrony lokalnych interesów w ramach Unii Europejskiej? Z jednej strony, inwestycje tych firm w centra danych na polskim terytorium są szansą na wzmocnienie bezpieczeństwa danych oraz przyciągnięcie kolejnych inwestycji. Z drugiej strony, zacieśnianie współpracy z globalnymi dostawcami budzi obawy o nadmierne uprzywilejowanie zagranicznych podmiotów kosztem polskich firm.

Możemy utracić kontrolę nad strategiczną infrastrukturą cyfrową i suwerennością danych, a to będzie mieć konsekwencje nie tylko dla gospodarki, ale i dla bezpieczeństwa narodowego. Dlatego zadaniem polskich władz jest wypracowanie modelu, który pozwoli korzystać z mocy obliczeniowej globalnych gigantów, jednocześnie wzmacniając krajowych i europejskich dostawców.

Technologie przyszłości na polskiej ziemi

Nasz kraj dynamicznie wkracza w przyszłość technologii. Stawiamy na rozwój kwantowych systemów bezpieczeństwa, sztucznej inteligencji, blockchain oraz półprzewodników. Polska zbudowała największą w Europie sieć światłowodową do kwantowej wymiany kluczy, a jej zaangażowanie w europejskie inicjatywy, takie jak EuroQCI i EuroHPC, podkreśla pozycję kraju jako aktywnego gracza na arenie high-tech.

Jednocześnie w naszym kraju rozwijamy kompetencje w obszarze AI. Polskie centra superkomputerowe wspierają badania i tworzenie krajowych modeli (Bielik). Także blockchain zyskuje na znaczeniu jako fundament nowoczesnej, zdecentralizowanej gospodarki cyfrowej.

Oprócz tego coraz więcej inwestujemy w sektor półprzewodników, wspierając europejskie regulacje i budując infrastrukturę z udziałem globalnych graczy. Wszystko to wpisuje się w strategiczną politykę cyfrowej suwerenności i wzmacniania pozycji technologicznej kraju na mapie Europy.

Wąskie gardła polskiego rozwoju technologicznego

Mimo upływu terminu wdrożenia europejskich regulacji do prawa krajowego, prawo w Polsce wciąż nie zostało dostosowane, co z kolei hamuje rozwój infrastruktury cyfrowej i sieci 5G. W rozwoju technologii 5G Polska pozostaje w tyle za średnią UE. Według danych NASK jedynie 63% gospodarstw domowych ma dostęp do sieci 5G, a aukcje na priorytetowe pasma częstotliwości rozpoczęły się dopiero w 2023 roku.

Rosnące ryzyko dominacji dużych platform cyfrowych stwarza wyzwania dla suwerenności cyfrowej Polski i wymaga silniejszych działań wspierających lokalne przedsiębiorstwa oraz rozwój krajowej infrastruktury cyfrowej. Bardzo ograniczeniem są braki kompetencyjne w obszarze edukacji cyfrowej — zarówno na poziomie kształcenia formalnego, jak i wśród nauczycieli czy pracowników administracji. Aby nadrobić te zaległości, w Polsce musi przyspieszyć wiele procesów, które będą wspierać rozwój umiejętności cyfrowych na wszystkich poziomach.

Jaką rolę w budowaniu cyfrowej suwerenności mają operatorzy telekomunikacyjni?

Jaką rolę w budowaniu cyfrowej suwerenności mają operatorzy telekomunikacyjni?

Operatorzy telekomunikacyjni są naturalnymi sojusznikami w rozwijaniu krajowej infrastruktury cyfrowej. Inwestycje w sieci światłowodowe, maszty telekomunikacyjne oraz eliminacja tzw. białych plam są fundamentami, na których opiera się dostęp do nowoczesnych usług cyfrowych.

W Polsce funkcjonują już dostawcy europejskich usług chmurowych. Jednym z nich jest Scaleway, który działa we współpracy z marką Play Rozwiązania dla Biznesu. To nowoczesne projekty wzmacniające lokalny ekosystem, oferując chmurę publiczną i prywatną oraz rozwiązania oparte na AI dostosowane do potrzeb administracji i biznesu.

Play – lider usług telekomunikacyjnych i cyfrowych w Polsce

Telekomy to nie tylko dostawcy internetu, ale również potencjalni partnerzy państwa w budowie bezpiecznej, niezależnej infrastruktury cyfrowej. Pokazują to liczne inwestycje w światłowody, rozwój sieci 5G, a także wsparcie dla europejskich projektów cyfryzacji.

Play jest częścią grupy Iliad — dynamicznie rozwijającej się europejskiej grupy telekomunikacyjnej dostępnej m.in. we Francji i Włoszech.

Play wraz ze Scaleway oferuje usługi chmurowe na podstawie europejskich standardów ochrony danych. Dzięki temu rozwiązaniu Polska ma szansę nie tylko nadążyć za cyfrową transformacją, ale też realnie wytyczać jej kierunek.

GPS dla firm – nie tylko dla branży transportowej. Kto jeszcze powinien rozważyć inwestycję?

Systemy GPS przez lata kojarzone były przede wszystkim z firmami transportowymi i spedycyjnymi, które zarządzają dużymi flotami pojazdów poruszających się po całej Europie. Dziś jednak technologia monitoringu flotowego jest znacznie bardziej uniwersalna – a jej potencjał coraz częściej dostrzegają również firmy z innych branż. Kto jeszcze może realnie zyskać na wdrożeniu systemu GPS? I jakie konkretne korzyści wiążą się z taką inwestycją?

Usługi serwisowe i techniczne w terenie

Firmy zajmujące się montażami, naprawami, przeglądami instalacji czy obsługą awaryjną – zarówno w sektorze B2B, jak i B2C – codziennie wysyłają swoich pracowników w teren. Posiadanie systemu monitorującego pojazdy pozwala nie tylko śledzić trasę i czas pracy ekip, ale też sprawnie reagować na zmieniające się zlecenia. To również sposób na ograniczenie zbędnych przejazdów i efektywniejsze planowanie harmonogramu.

W praktyce oznacza to większą punktualność, lepszą obsługę klienta i niższe koszty paliwa. Dodatkowo monitoring GPS może pomóc w rozliczaniu czasu pracy i weryfikacji realizacji zadań – co ma ważne znaczenie przy umowach serwisowych.

Handel i dystrybucja lokalna

Firmy handlowe i dystrybucyjne obsługujące dany region – np. hurtownie, firmy cateringowe, dostawcy produktów FMCG – coraz częściej zarządzają kilkunastoma lub kilkudziesięcioma pojazdami. Nawet jeśli nie są to klasyczne ciężarówki, lecz busy i samochody osobowe, zastosowanie systemu GPS przekłada się na większą kontrolę nad procesem dostaw.

System GPS dla firm ułatwia identyfikowanie opóźnień, analizowanie przestojów oraz kontrolowanie tras – co ma bezpośredni wpływ na jakość obsługi klienta. Nowoczesna aplikacja pozwala także automatycznie generować raporty z wykonanych dostaw i czasów realizacji tras.

Budownictwo i firmy wykonawcze

W firmach budowlanych, instalacyjnych czy zajmujących się infrastrukturą techniczną, flota pojazdów to nie tylko auta dostawcze, ale również maszyny i sprzęt przemieszczający się między placami budowy. W takich przypadkach monitoring GPS staje się narzędziem nie tylko do kontroli lokalizacji, ale również do zabezpieczenia sprzętu i ograniczenia ryzyka nadużyć.

Zintegrowane rozwiązania umożliwiają także kontrolę eksploatacji maszyn, przypomnienia serwisowe czy analizę wykorzystania zasobów. Przekłada się to na dłuższą żywotność sprzętu, niższe koszty operacyjne i lepsze zarządzanie zasobami w czasie rzeczywistym.

Administracja, instytucje i organizacje społeczne

GPS dla firm może przynieść wymierne efekty również w sektorze publicznym. Samorządy, organizacje pozarządowe, spółki komunalne czy instytucje państwowe dysponują flotami, które realizują codzienne zadania – od przewozów, przez kontrolę terenową, po działania interwencyjne.

System GPS wspiera przejrzystość i efektywność pracy, co z punktu widzenia instytucji publicznych ma ogromne znaczenie. Dzięki nowoczesnym rozwiązaniom możliwe jest także prowadzenie raportów zgodnych z wymogami sprawozdawczymi, rozliczanie czasu pracy i tworzenie audytowalnych ścieżek przebiegu pojazdów.

Firmy usługowe z flotą osobową

Warto pamiętać, że systemy zarządzania flotą znajdują zastosowanie również tam, gdzie używa się aut osobowych – np. w firmach ubezpieczeniowych, doradczych, farmaceutycznych czy windykacyjnych. Kontrola nad sposobem wykorzystania pojazdów służbowych, ich lokalizacją i efektywnością przemieszczania się to realne narzędzie do optymalizacji kosztów i ułatwienie pracy działu administracyjnego.

Oprogramowanie flotowe umożliwia także integrację z kartami paliwowymi czy harmonogramami serwisów, co w przypadku większych zespołów mobilnych znacznie upraszcza codzienne zarządzanie.

Główne funkcje systemów do zarządzania flotą

Flotman to system telematyczny zaprojektowany z myślą o różnych modelach działalności – od firm transportowych, przez serwisowe, po administrację publiczną. Oferuje szereg funkcjonalności, a najważniejsze z nich to:

  • Monitoring GPS w czasie rzeczywistym – precyzyjne dane o lokalizacji pojazdów z możliwością podglądu tras i postojów.
  • Raporty zużycia paliwa – identyfikacja nieekonomicznej jazdy, nadmiernych postojów i zużycia paliwa.
  • Panel KPI i dashboardy – gotowe wskaźniki efektywności (np. czas pracy kierowców, wykorzystanie floty, przekroczenia prędkości).
  • Zarządzanie harmonogramami i serwisami – przypomnienia o przeglądach, ubezpieczeniach, wymianie opon i innych obowiązkach.
  • Moduł do rozliczania czasu pracy – wsparcie dla działu kadr i administracji.
  • Alerty operacyjne – powiadomienia o nieautoryzowanych postojach, przekroczeniach prędkości czy opuszczeniu strefy geograficznej.

System jest dostępny z poziomu przeglądarki i urządzeń mobilnych, co umożliwia zarządzanie flotą z dowolnego miejsca.

Rozwiązania takie jak Flotman odpowiadają na potrzeby nie tylko dużych przewoźników, ale też mniejszych firm usługowych i instytucji publicznych. Warto spojrzeć na GPS szerzej – jako inwestycję, która przynosi realne efekty także poza branżą TSL.

Już 30 tys. firm w Polsce z ukraińskim kapitałem. Połowa powstała po wybuchu wojny

0

Na początku lipca 2025 roku w Krajowym Rejestrze Sądowym odnotowano około 30 000 firm, których ostatecznymi beneficjentami są obywatele Ukrainy. Ponad połowa z tych przedsiębiorstw została założona po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej wojny. Spośród 29 044 firm, których właścicielami są Ukraińcy, 13 014 biznesów (czyli prawie połowa) zostało otwartych po lutym 2022 roku.

Centrum Analityczne Gremi Personal podkreśla, że około 6% wszystkich nowych firm zarejestrowanych w Polsce w ciągu ostatnich 3,5 lat należy do Ukraińców – w tym czasie powstało łącznie 208 251 nowych podmiotów. Najczęściej wybieraną formą prawną przez ukraińskich przedsiębiorców jest spółka z ograniczoną odpowiedzialnością (sp. z o.o.) – takich firm jest aż 27 656, czyli 95% wszystkich ukraińskich spółek w Polsce.

Najwięcej ukraińskich firm zarejestrowano w następujących województwach:

  • mazowieckie (w tym Warszawa) – 11 568 firm,
  • małopolskie (Kraków i okolice) – 3 200,
  • dolnośląskie (Wrocław i region) – 3 019.

Wśród przedsiębiorstw założonych przez Ukraińców po 2022 r. ponad 75% to firmy z kapitałem zakładowym poniżej 10 tys. zł, a tylko 133 firmy mają kapitał powyżej 500 tys. zł. Łączny kapitał wszystkich ukraińskich firm w rejestrze przekracza 7,34 mld zł, z czego 533 mln zł przypada na firmy utworzone po wybuchu wojny.

W 2024 roku ukraińscy przedsiębiorcy i pracownicy wpłacili do budżetu Polski prawie 1,65 mld zł w formie podatków dochodowych i CIT. Mimo że 45% firm zostało założonych po rozpoczęciu wojny, ich łączny kapitał jest 12 razy mniejszy, niż kapitał przedsiębiorstw utworzonych wcześniej.

Te dane wskazują na to, że Ukraińcy w Polsce wzmacniają gospodarkę i pozytywnie wpływają na jej rozwój poprzez swój niebagatelny wkład w formie podatków, ale też codziennej konsumpcji. I nie zabierają pracę, tylko ją dają innym, co również wpływa na jakość usług i konkurencję w biznesie. Oczywiście prowadząc biznes w Polsce powinni dostosowywać się do zasad panujących w naszej gospodarce i biznesie i jeżeli chcą się dalej rozwijać to muszą to robić na zasadach panujących tu i w Unii Europejskiej. I to może być dla niektórych z nich wyzwanie, gdyż prowadzenie biznesu w Ukrainie różni się w wielu „aspektach” od prowadzenia biznesu w Polsce. – komentuje Damian Guzman, zastępca dyrektora generalnego Gremi Personal.

Grillowanie, palenie i przechowywanie. Nowe przepisy ograniczą swobodę użytkowania balkonów i tarasów

Grillowanie na balkonach i tarasach to jedna ze spotykanych praktyk towarzysząca okresom wiosennym i letnim. Choć skala tego zjawiska jest marginalna, mamy uchwalone we wspólnotach jasne i precyzyjne regulaminy, w których albo całkowicie zabraniamy tego procederu, albo przyzwalamy wyłącznie na użycie elektrycznych urządzeń do przygotowywania posiłków. Najczęściej jednak grillowanie ma miejsce w obrębie ogródków na częściach parterowych budynków, gdzie właściciele bądź najemcy traktują tę przestrzeń niemal jak ROD.

Po wprowadzeniu nowych przepisów i zmianach ustawowych konieczna będzie aktualizacja wszystkich obowiązujących regulaminów. Będziemy w nich precyzowali kwestie grillowania, ale także np. limity maksymalnego obciążenia barier balkonowych i tarasowych. Trzeba przyznać, że obecnie wieszanie kwietników czy innych form obciążających konstrukcje zewnętrzne i stanowiących wyraźne zagrożenie to margines i sporadyczne przypadki. W nowym budownictwie deweloperzy, już na etapie projektu, potrafią wydzielić i przygotować miejsce do sadzenia roślin na balkonach i tarasach, w taki sposób, aby było to bezpieczne dla jego mieszkańców.

Nowa ustawa reguluje również kwestie ubezpieczeń OC na wypadek sytuacji uszkodzeń i zdarzeń z udziałem niewłaściwie przechowywanych przedmiotów na balkonach i tarasach.

Trzeba zaznaczyć, że obowiązek takiego rozbudowanego ubezpieczenia przejdzie na mieszkańców. Sądzę, że to kwestia czasu, a takie zapisy o odpowiedzialności cywilnej w związku z bezpieczeństwem przedmiotów przechowywanych na balkonach i tarasach, będą uwzględniane w ofertach standardowych ubezpieczeń mieszkań do kredytów hipotecznych.

Dodatkowe obowiązki wynikające ze zmian ustawowych na pewno zwiększą koszty zarządzania nieruchomościami. Trudno określić pełen zakres takich inspekcji, jak i to czy będą one przeprowadzane regularnie i grupowo. Jeśli będzie to się odbywać, podobnie jak np. przegląd wentylacji popularnie zwanym „kominiarskim”, to nie będzie to miało znaczącego wpływu na koszt czynszu i utrzymania nieruchomości.

Warto podkreślić, przy tej okazji, że najczęściej zarówno balkon, jak i taras, są częściami wspólnymi nieruchomości, jedynie oddanymi do wyłącznego użytkowania przez konkretnych nabywców w aktach notarialnych. To użytkownik balkonu ponosi koszty, jego utrzymania i konserwacji. Odpowiada również formalnie za wszelkie szkody powstałe w wyniku jego złego użytkowania bądź skutków złego przechowywania na nim przedmiotów. Już dzisiaj każdy mieszkaniec nieruchomości odpowiada za ww. szkody w ramach przepisów objętych w kodeksie prawa cywilnego.

Odpowiedzialność, jak i możliwości egzekwowania przez Zarządców nowych przepisów jest zdecydowanie symboliczna. Zarządcy Nieruchomości nie mają żadnych możliwości nakładania sankcji i fizycznego pilnowania przestrzegania regulaminów, jak i obowiązujących przepisów. Doskonałym przykładem na typową niemoc sprawczą jest kwestia pozostawienia przedmiotów w ciągach komunikacyjnych czy halach garażowych, gdzie jedyne organy uprawnione do karania to Sądy Powszechne lub np. Straż Pożarna w trakcie prowadzonej kontroli. Oczywiście Zarządcy Nieruchomości starają się regulować te kwestie poprzez odpowiednie regulaminy, ale oprócz tego nie posiadamy prawnych możliwości nałożenia jakichkolwiek sankcji na mieszkańców.

Mieliśmy taki przykład w ostatnich latach, gdzie na jednej nieruchomości uprzątnęliśmy garaż w porozumieniu z Zarządem Wspólnoty. Mieszkańcy zgłosili te sprawę na policję, oskarżając nas o przywłaszczenie mienia i wiązało się to ze sporymi nieprzyjemnościami. Oczywiście pozostaje Zarządom i Zarządcom droga sądowa, ale w praktyce jest ona długa i dość mało efektywna.

Dzisiaj dużo większym problemem niż grillowanie, czy obciążanie balustrad, jest wciąż palenie wyrobów tytoniowych na balkonach lub tarasach. Myślę, że zmiany przepisów i wprowadzenie jakiegoś rodzaju sankcji za ten rodzaj uciążliwej aktywności sąsiadów byłby przyjęty z dużo większym entuzjazmem.

W mojej opinii ustawodawca powinien pozwolić Zarządcy Nieruchomości na możliwość nakładania nawet minimalnych sankcji, tak aby nasze interwencje i czuwanie nad przestrzeganiem regulaminów było bardziej efektywne. Gdyby takie przepisy się pojawiły w Polskim prawie, skutkowałoby to podniesieniem bezpieczeństwa i lepszym komfortem życia mieszkańców.

Komentarz Mariusza Łubińskiego, Prezesa Zarządu Admus Sp. z o.o., firmy wyspecjalizowanej w zarządzaniu nieruchomościami, dotyczący zmiany przepisów w zakresie użytkowania balkonów i tarasów.

Druga połowa 2025 przyniesie ożywienie na rynku nieruchomości. Kapitał znów płynie do magazynów i parków handlowych

Obniżone stopy procentowe w strefie euro i luzowanie polityki pieniężnej w Polsce pozwolą ożywić inwestycje na rynku nieruchomości. Wyraźny wzrost wartości transakcji inwestycyjnych w sektorze prognozowany jest jeszcze w tym roku.  

Konsekwentne cięcie stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny oraz początek obniżek stóp w Polsce i regionie CEE są pozytywnym impulsem dla rozwoju nowych inwestycji i transakcji realizowanych w sektorze nieruchomości komercyjnych. Niższe koszty finansowania mają wpływ na optymalizację wycen i poprawę rentowności projektów, co podbija konkurencyjność nieruchomości jako klasy aktywów inwestycyjnych. Rynek spodziewa się wyraźnego wzrostu wartości wolumenu transakcyjnego w Europie w drugiej połowie roku oraz większej aktywności inwestorów w Polsce w miarę łagodzenia polityki pieniężnej.

W wyniku serii obniżek stóp procentowych wprowadzonych przez Europejski Bank Centralny stopa refinansowa w strefie euro spadła do 2,15 proc., a prognozowana po wakacjach kolejna obniżka może zbić ją do poziomu 1,75 proc. Cięcie stóp procentowych prze EBC przyniosło już efekty, w drugim kwartale br. wartość wolumenu inwestycyjnego była wyższa niż transakcji sfinalizowanych w analogicznym okresie rok wcześniej.

W Polsce po kilkunastu miesiącach utrzymywania stopy referencyjnej na poziomie 5,75 proc. i obniżkach w maju i lipcu br. jej poziom wynosi obecnie 5 proc. Dalsze cięcie stóp spodziewane jest we wrześniu. O kolejnych redukcjach mówi sama RPP, która biorąc pod uwagę efektywne schodzenie do celu inflacyjnego, jeszcze w tym roku widzi przestrzeń do obniżenia stóp od 25 pb do 50 pb do wysokości 4,50 proc. Poza stabilizacją inflacji, za taką decyzją przemawiają dobre perspektywy makroekonomiczne, jak i zakładany tegoroczny wzrost PKB do poziomu 3,4 proc. Według analiz ekonomistów w Polsce jest przestrzeń do obniżenia stóp procentowych do 3,5 proc. do końca 2026 roku.

W cenie inwestycje z potencjałem wzrostu

Obniżki stóp procentowych pozwalają zwiększyć dostępność finansowania i zredukować jego koszt. Już pierwsza obniżka stóp przyczyniła się do widocznego wzrostu wartości wolumenu inwestycyjnego wygenerowanego w Polsce w drugim kwartale br. w porównaniu z pierwszym. Duża ilość transakcji, która rejestrowana jest na naszym rynku świadczy o wyjątkowej intensywności działań inwestorów, ale poziom przepływu inwestycyjnego pokazuje mocny spadek średniej wartości transakcji.

Kapitał poszukuje przede wszystkim stabilnych aktywów w długim przedziale czasu. Jednocześnie rośnie zainteresowanie nieruchomościami z potencjałem do wzrostu wartości, projektami do przebudowy, jak również inwestycjami z perspektywami zmiany funkcji i przeznaczonymi do repozycjonowania.

Inwestorzy wybiórczo podchodzą do rynku i skrupulatnie analizują swoje wybory. Największym powodzeniem w Polsce cieszą się tym roku na powrót nieruchomości magazynowe i aktywa z sektora logistyki i produkcji, w przypadku których stopy kapitalizacji kształtują się na poziomie 6,25–6,50 proc.

W pierwszym półroczu br. rynek inwestycyjny w naszym kraju odnotował mniejsze zainteresowanie nieruchomościami biurowymi i handlowymi, bo w tych sektorach oczekiwania cenowe kupujących i właścicieli obiektów nadal się różnią. W segmencie retail akwizycje dotyczą głównie parków handlowych, które dają u nas rocznie 7-8 proc. zwrotu.

Lokalny kapitał źródłem inwestycji

Na rynku transakcji inwestycyjnych dominują inwestorzy z obszaru CEE, których udział w akwizycjach w Polsce sięga już niemal 40 proc. Poza podmiotami inwestycyjnymi z regionu, duży – 30 proc. udział w wolumenie inwestycyjnym ma obecnie kapitał z USA. Kraje Europy Zachodniej plasują się na kolejnej pozycji wśród inwestorów aktywnych w naszym kraju, a ich zaangażowanie w zakupy wynosi 20 proc.

W transakcjach na rynku nieruchomości regularnie zwiększa się też udział polskiego kapitału. W pierwszej połowie 2025 roku rodzimi inwestorzy odpowiedzialni byli za ponad 14 proc. zrealizowanego wolumenu inwestycyjnego.

Rynek transakcyjny, zarówno w Polsce, jak i Europie nadal cechuje niewielka aktywność inwestorów instytucjonalnych, którzy są bardzo wymagający, szczególnie po spadku wycen posiadanych aktywów. Po obniżkach stóp kapitał będzie jednak intensywniej poszukiwał alternatywy dla niżej oprocentowanych obligacji i depozytów, a nieruchomości jako źródło stabilnych dochodów będą odzyskiwać swoją dawną pozycję inwestycyjną.

Obniżone koszty inwestycji, dzięki niższym stopom procentowym pozwalają zniwelować różnicę pomiędzy oczekiwaniami sprzedających i kupujących, co przełożyć się może w najbliższym czasie na większą ilość transakcji o większym nominale. Niższy koszt pieniądza będzie także działał stymulująco, jeśli chodzi o realizację nowych projektów deweloperskich i komercyjnych. Ich skala, ze względu na utrzymujące się wciąż napięcia geopolityczne jest jednak trudna do przewidzenia. Niemniej, spodziewamy się, że druga połowa 2025 roku przyniesie zauważalne ożywienie w inwestycjach na naszym rynku.

Autor: Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner, CEO w Walter Herz

Polsko-niemiecki spór o terminal w Świnoujściu

– Ewidentnie potrzeba nam gospodarczego resetu w relacjach polsko-niemieckich – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Jesteśmy na bardzo trudnym etapie relacji, gdy z jednej strony Niemcy są dla nas nadal bardzo silnym partnerem wymiany handlowej, a jednocześnie poszczególne elementy naszych aspiracji rozwojowych wywołują u naszych sąsiadów frustrację, której nie rozumiem i która jest dla nas niepokojąca. Mamy silny port, mamy potencjał rozwoju na naszym obszarze basenu Morza Bałtyckiego, potrzebujemy terminala kontenerowego w Świnoujściu i pogłębienia Odry w celach tranzytowych. Oprotestowanie tych inwestycji ze strony Niemieckiej nie powinno mieć miejsca – mówi Hanna Mojsiuk.

Szanujemy stronę niemiecką, ale próba blokady polskich inwestycji to skandal

Przedsiębiorcy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie pozytywnie więc odpowiadają na stanowisko wiceministra infrastruktury Arkadiusza Marchewki, który zapowiada walkę o realizację terminala kontenerowego w Świnoujściu oraz braku odstąpienia ani o krok w planach realizacji zadania. Terminal kontenerowy nie podoba się stronie niemieckiej. Do sądu inwestycja zaskarżona została przez niemieckie organizację ekologiczne.

Inicjatywa obywatelska Lebensraum Vorpommern z wyspy Uznam złożyła skargę na decyzję środowiskową dot. budowy głębokowodnego terminala kontenerowego w Świnoujściu. Do czasu rozstrzygnięć międzynarodowych Wojewódzki Sąd Administracyjny wydał decyzję zawieszającą realizację zadania.

– Nie zgadzamy się z tym, by strona niemiecka kwestionowała zasadność inwestycji gospodarczych w Polsce. Działanie mające zablokowanie budowy głębokowodnego terminala przeładunkowego w Świnoujściu uznajemy za skandaliczne. Szanujemy stronę niemiecką, jako organizacja otoczenia biznesu zawsze zabieramy głos w sprawach transgranicznych apelując o porozumienie, dialog i wypracowywanie rozwiązań, które będą godzić tak ważne, wspólne interesy. Od jakiegoś czasu widzimy jednak, że ten dialog jest bardzo trudny – przyznaje Hanna Mojsiuk.

– Terminal jest ważny dla rozwoju portu Szczecin – Świnoujście i wzmocnienia naszej pozycji inwestycyjnej dla sektora offshrore, onshore i ogólnie w kontekście polskiej, gospodarczej racji stanu. Wszelkie wątpliwości strony niemieckiej były wyjaśniane, a niestety nie udało się znaleźć porozumienia. Uważamy, że inwestycja ja powinna być zrealizowana – mówi Hanna Mojsiuk.

Prezes Północnej Izby Gospodarczej zwraca uwagę na jeszcze jeden kontrowersyjny temat – kontrole na granicy polsko-niemieckiej trwają po stronie niemieckiej od jesieni 2023 roku. Strona naszych sąsiadów oburzyła się jednak w momencie, gdy to polska strona wprowadziła analogiczne kontrole.

– Oczekujemy partnerstwa – dodaje Hanna Mojsiuk.

Świnoujście może być gigantem

Eksperci sektora TSL działający w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie zwracają uwagę na to, że Świnoujście ma potencjał, by być najważniejszym miastem w tej części kraju.

– To nieliczne miasto, które jest w stanie połączyć potencjał turystyki i przemysłu. Musimy dbać o te proporcje. Jeżeli nam się to uda, to będziemy mieć kurort, który będzie przyciągać turystów z całego świata oraz inwestorów – mówi prezes Północnej Izby Gospodarczej w Świnoujściu Kamil Pyclik.

Dla transportu, spedycji i logistyki wszelkie inwestycje związane z terminalem kontenerowym, sektorem offshore i portem są bardzo ważne.

– Świnoujście już jest gigantem, a mamy regionalne aspiracje, by iść jeszcze wyżej. Terminal kontenerowy to szansa na pozyskiwanie nowych inwestorów i transportów z odległych części świata. To sprawi wzrost popytu na spedycję morską w tej części kraju, to także bodziec rozwoju sektora intermodalnego, gdy okaże się, że transporty drogą morską przypłyną do Świnoujścia, a następnie koleją rozjadą się do innych części Polski. Musimy dbać o gospodarczy rozwój tej części Polski, bo wzrost konkurencyjności w tym przypadku jest wzmocnieniem dla naszego sektora TSL – mówi Laura Hołowacz, prezes zarządu Grupy CSL.

Lipiec rozczarował nadmorską turystykę – mniej turystów niż w czerwcu

Turystów nie brakuje, ale ich liczba byłaby zdecydowanie większa, gdyby nie kapryśna pogoda. Aura sprawia, że wiele osób rezygnuje z wakacji nad morzem, przenosi je na sierpień lub decyduje się na wyjazd zagranicę. – Widzimy, że obłożenie w hotelach waha się od 60 do 80%. Turyści decydujący się na wyjazd nad morze w tym sezonie zdecydowanie preferują takie miejsca, gdzie można ciekawie wypoczywać bez gwarancji pogody. Są takie dni, gdy spotkamy więcej osób przy hotelowym basenie niż na plaży – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Brzydka aura zaprasza turystów do biur podróży”

Lipiec dla zachodniopomorskiej turystyki jest trudnym miesiącem, co wynika przede wszystkim z nieprzewidywalnej i kapryśnej pogody. Od wielu hoteli i obiektów turystycznych otrzymujemy informacje, że czerwiec, a nawet maj były lepsze jeżeli chodzi o obłożenie, a w wielu przypadkach hotele i pensjonaty odnotowują wiadomości i telefony z prośbą o anulowanie rezerwacji lub przeniesienie jej na sierpień.

– Pogoda jest zawsze głównym czynnikiem determinującym zainteresowanie turystów naszymi kurortami. W latach 2023-2024 odsetek turystów planujących urlop w Polsce wynosił zwykle ok. 55% – spodziewamy się, że w tym roku może spaść nawet do 45% – pogoda będzie czynnikiem zapraszającym nas do biur podróży. To dla naszej krajowej turystyki zła wiadomość – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Jako Północna Izba Gospodarcza zawsze zachęcamy turystów do spędzania czasu w Polsce. Zachodniopomorskie ma do zaoferowania wiele atrakcji – od szerokiego pasa nadmorskiego, przez wysokiej jakości hotele czy infrastrukturę, która poprawia się z sezonu na sezon. Pomijając niepewną pogodę, tak naprawdę naszym kurortom nie brakuje niczego do plasowania ich w czołówce tych, które są najpopularniejsze i cieszące się największym zainteresowaniem w skali europejskiej.  Co pociesza – wiele hoteli ma 100% obłożenie na sierpień. To dałoby im zasłużone odbicie po trudnym lipcu. Zauważamy także, że zainteresowanie Świnoujściem, Międzyzdrojami i Kołobrzegiem turystów z zagranicy pozostaje bardzo wysokie niezależnie od pogody – dodaje Hanna Mojsiuk.

Hotele nie narzekają, ale nadmorska aura nie napawa także entuzjazmem

Obiekty turystyczne zauważają, że sytuacja gospodarcza i niesprzyjająca pogoda przekładają się na sytuację turystyczną w województwie zachodniopomorskim. Przykłady? Więcej turystów krajowych, a mniejszy udział zagranicznych w strukturze turystycznej.

– Niemiecki kryzys gospodarczy jest faktem. To wciąż najliczniejsza grupa turystów nad polskim morzem, gdy mówimy o turystach zagranicznych, ale nie da się ukryć, że bywały lata, gdy było ich więcej. Polski turysta nadal uważa krajowy wypoczynek za atrakcyjny i cieszy nas, że wypoczywający nie rezygnują z rezerwacji w hotelu, gdy jest brzydka pogoda, a szukają alternatywnych terminów lub przyjeżdżają korzystać z hotelu – mówi Grzegorz Dobosz, właściciel hotelu Hamilton w Świnoujściu.

– Mimo komunikatów płynących odnośnie złej pogody w Polsce goście chętnie wybierają się nad polskie morze. Jeżeli w hotelu jest dużo atrakcji, goście mają opcję na spędzenie czasu zarówno w trakcie dni słonecznych, jak i tych pozwalających złapać oddech. Widzimy spore zainteresowanie przyjazdami oraz gotowość do spontanicznych rezerwacji. Mamy większość gości krajowych, głównie: zachodniopomorskie, lubuskie, wielkopolskie, dolnośląskie – zauważalna jest również małopolska i mazowieckie. Zagranica to głównie Niemcy. Zauważalni są równie Czesi, tych rok do roku jest coraz więcej – dodaje Piotr Gontarz z hotelu Linea Mare w Pobierowie.

Apartamenty na wynajem w najgorszej sytuacji

Jak wygląda sytuacja w apartamentach nadmorskich? Tutaj problem zdaje się być jeszcze większy niż w hotelach. Zauważalne jest, że turyści preferują wynajem hotelu, gdy liczą na atrakcje inne niż nocleg. Apartamenty na wynajem zwykle wybierane są przez osoby liczące na tańszy pobyt, ale szerszą eksplorację atrakcji danej miejscowości.

– Spadek rok do roku jest zauważalny. To przede wszystkim kwestia pogody oraz wzrostu podaży apartamentów na rynku turystycznym. Jeżeli mamy mniej atrakcyjną aurę, to naturalne jest, że turyści decydują się na wynajem hotelu, nawet jeżeli ten jest droższy. Ceny apartamentów wzrosły, ale wielu właścicieli zdecydowało się na korektę w lipcu, gdy okazało się, że głównym problemem jest właśnie kapryśna aura. Wiele apartamentów podczas wynajmowania „z dnia na dzień” można znaleźć w naprawdę atrakcyjnych, często wręcz posezonowych cenach – mówi ekspert rynku nieruchomości Mirosław Król.

Największym zainteresowaniem turystów tradycyjnie cieszy się Świnoujście, Międzyzdroje oraz Kołobrzeg. Podczas mniej atrakcyjnej aury turyści rzadziej wybierają mniejsze i bardziej kameralne miejscowości nadmorskie.

8 ważnych zmian w przepisach dla prowadzących biznes, w drugim kwartale 2025 r.

Osiem ważnych zmian w przepisach, w tym osiem pozytywnych i dwie wśród nich, które mogą być również postrzegane jako wyzwanie dla biznesu, to bilans drugiego kwartału tego roku według autorów Polskiego Barometru TMF Group.

TMF Group to globalna firma specjalizująca się w świadczeniu usług zgodności i administracyjnych ze 125 biurami w 87 jurysdykcjach podatkowych, w tym z dwoma biurami w Polsce. To właśnie eksperci firmy pracujący na co dzień w biurach w Katowicach i w Warszawie opracowują Polski Barometr TMF Group, czyli raport zawierający istotne dla prowadzenia biznesu w Polsce zmiany księgowe i podatkowe oraz administracyjne.

Jak wskazują autorzy barometru to pierwszy raz w ponad półtorarocznej historii opracowania, kiedy liczba zmian pozytywnych dla biznesu jest znacząco większa od negatywnych.

Pozytywne zmiany dla biznesu

Jedną z kluczowych zmian, które znalazły się w opracowaniu, jest decyzja Rady Ministrów o odroczeniu obowiązku raportowania ESG dla firm objętych dyrektywą o sprawozdawczości w zakresie zrównoważonego rozwoju. W praktyce oznacza to, że duże przedsiębiorstwa po raz pierwszy będą musiały raportować dane niefinansowe dopiero w 2028 roku, a małe i średnie spółki giełdowe – w 2029 roku. Zdaniem ekspertów TMF Group, to rozsądny krok, który daje firmom więcej czasu na przygotowanie się do nowych obowiązków i budowę odpowiednich struktur.

„Decyzja o odroczeniu obowiązku raportowania ESG to rozsądny krok w kierunku bardziej zrównoważonego wdrażania regulacji. Dla wielu firm, szczególnie tych średnich i mniejszych, oznacza to więcej czasu na przygotowanie się do nowych wymagań, budowę kompetencji i wdrożenie odpowiednich systemów raportowania” – tłumaczy Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

Kolejną korzystną dla przedsiębiorców zmianą jest podniesienie limitu sprzedaży uprawniającego do zwolnienia z VAT. Od początku 2026 roku przedsiębiorcy, którzy osiągną roczny obrót nieprzekraczający 240 tys. złotych, będą mogli korzystać ze zwolnienia z podatku VAT. Wcześniej takie zwolnienie możliwe było w przypadku przedsiębiorców, których roczny obrót nie przekraczał 200 tys. złotych. Ekspert TMF Group, Mikołaj Ślusarek, zwraca uwagę, że choć to pozytywna zmiana, warto pamiętać, że wielu klientów oczekuje faktur z VAT, co może ograniczyć realny wpływ nowelizacji na rynek. Jak podkreśla, nowelizacja tworzy warunki do wyboru, ale nie zawsze przełoży się na masowe korzystanie ze zwolnienia.

Wśród istotnych deregulacji znalazło się także zniesienie obowiązku publikowania strategii podatkowej przez największe firmy. Do tej pory przedsiębiorcy byli zobowiązani do przygotowywania i publicznego udostępniania takich dokumentów, co wiązało się z dodatkowymi kosztami i obowiązkami formalnymi. Nowelizacja ustawy o CIT, która weszła w życie w czerwcu, zlikwidowała ten wymóg.

Eksperci TMF Group podkreślają, że jest to wyraźny sygnał upraszczania przepisów i lepszego wyważenia między przejrzystością a efektywnością. Współautorka barometru Magdalena Grzegorczyk oceniła tę zmianę jako racjonalny krok deregulacyjny, który ogranicza kosztowne i często nieefektywne obowiązki informacyjne.

Kolejną zmianą zauważoną przez ekspertów TMF Group są coraz częściej pojawiające się interpretacje podatkowe, według których udostępnienie danych osobowych w zamian za dostęp do usług może być traktowane jako forma zapłaty, a co za tym idzie – podlegać opodatkowaniu podatkiem VAT. Oznacza to, że dane osobowe, jako forma wynagrodzenia, mogą stanowić podstawę do nałożenia podatku, co wpisuje się w realia gospodarki cyfrowej, w której transakcje niepieniężne stają się coraz powszechniejsze.

W barometrze uwzględniono również zmiany w przepisach o zatrudnianiu cudzoziemców. Nowe regulacje wprowadzone w czerwcu zmierzają w kierunku cyfryzacji i większej przejrzystości, ale jednocześnie nakładają na pracodawców liczne obowiązki dokumentacyjne oraz nowe ograniczenia, między innymi w zakresie outsourcingu.

„Zmiany idące w kierunku cyfryzacji i przejrzystości zatrudniania cudzoziemców to krok w stronę nowoczesnego rynku pracy. Firmy zyskają jasne reguły, a państwo skuteczniejsze narzędzia do przeciwdziałania nadużyciom” – ocenia Anna Jendo, ekspert TMF Group.

Regulacyjne wyzwania dla biznesu

Mimo zalet opisanych wcześniej, ta sama regulacja wprowadza szereg nowych obowiązków biurokratycznych dla pracodawców. Nie tylko komplikuje się proces zatrudniania pracowników z zagranicy, ale także zwiększa ryzyko poważnych zakłóceń w funkcjonowaniu łańcuchów dostaw. Firmy zobowiązane są m.in. do przechowywania dokumentacji przez dwa lata, zapewniania tłumaczenia umów oraz dokładnej weryfikacji podstaw pobytu kandydatów. Dodatkowo, ograniczenia dotyczące outsourcingu pracy szczególnie dotykają agencje pracy tymczasowej, co może skutkować poważnymi brakami kadrowymi w sektorach takich jak logistyka, rolnictwo czy przemysł.

Eksperci TMF Group ostrzegają, że wzrost obowiązków administracyjnych oraz ryzyko kar finansowych – sięgających nawet 50 tys. zł – mogą znacząco obciążyć zwłaszcza małe i średnie przedsiębiorstwa. Pracodawcy alarmują, że nawet drobne błędy w dokumentacji mogą skutkować dotkliwymi sankcjami, co stawia pod znakiem zapytania sensowność i czas wprowadzenia tej regulacji.

Druga regulacja stanowiąca wyzwania dla biznesu dotyczy firm oferujących darmowy dostęp do treści lub usług tzw. freemium. Eksperci TMF Group zwracają uwagę na pojawiające się ryzyka regulacyjne, w tym związane z interpretacją przepisów podatkowych w kontekście danych osobowych. Coraz więcej wskazuje na to, że fiskus może traktować dane osobowe jako formę zapłaty, a tym samym podstawę do naliczenia VAT.

„Przedsiębiorcy mieliby obowiązek wyceny danych osobowych, określenia ich wartości rynkowej i odprowadzenia podatku – mimo że nie otrzymują za nie realnej zapłaty” – mówi Mikołaj Ślusarek, ekspert TMF Group.

Deweloperzy z GPW radzą sobie lepiej niż reszta rynku – sprzedaż wyższa niż średnia

W drugim kwartale br. statystyki kontraktacji deweloperów mieszkaniowych notowanych na rynku podstawowym i Catalyst warszawskiej GPW komunikują pewną stabilizację sprzedaży nowych lokali zarówno w relacji rok do roku jak i kwartał do kwartału mimo, że szeroki rynek odnotował gorsze wyniki.

Notowana na warszawskiej GPW stawka 15-tu deweloperów mieszkaniowych, w okresie kwiecień-czerwiec br. znalazła nabywców na 5108 lokali. Oznacza to symboliczny 1-procentowy regres w relacji rok do roku, z kolei kwartał do kwartału zanotowano wzrost rzędu niemal 5 proc. To lepsze wyniki niż szeroki rynek na 7 największych miastach ogółem, który odnotował spadek odpowiednio rok do roku na poziomie 4% i kwartał do kwartału 5%. Tymczasem wynik za pierwsze półrocze na poziomie 10052 jednostek jest wyraźnie słabszy w relacji rok do roku, notując 9-procentowy spadek, podczas gdy rynek – spadł o 12%. Tego typu statystyki oznaczają, że rynek próbuje poddać się sprzedażowej stabilizacji, z której duzi deweloperzy wychodzą z lepszymi wynikami niż mniejsze podmioty.

Tym razem połowa stawki prezentowanych firm znalazła się w minionym kwartale „pod kreską”, a ich średni regres sprzedaży rdr wyniósł 8 proc, czyli znacznie mniej niż przed rokiem, kiedy wyniósł prawie pięciokrotnie więcej. W sumie rynek mieszkań deweloperskich w Polsce w II kw. 2025 utrzymał się na poziomie zbliżonym do ubiegłego roku.

Tymczasem, jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, rynkowi liderzy (Dom Development, Murapol, Grupa Archicom, Robyg) wciąż utrzymują relatywnie wysoką sprzedaż, co świadczy o ich stabilnej pozycji, atrakcyjnej ofercie i elastyczności. Co jednak dosyć niepokojące, widoczne są jednak istotne różnice w dynamice sprzedaży pomiędzy poszczególnymi spółkami – część deweloperów notuje mocne wzrosty, a inni wyraźne spadki. Dane pokazują, że pomimo nadal trudnego otoczenia gospodarczego (np. wysokie stopy procentowe, niska dostępność kredytów) sprzedaż wciąż jest relatywnie wysoka, zwłaszcza w przypadku dużych, znanych marek, choć tym razem także mniejsze podmioty (Wikana, Dekpol) pokazały wyniki godne uznania.

Najprawdopodobniej skutkiem słabnącej sprzedaży nowych mieszkań wśród części graczy jest wyraźne hamowanie aktywności inwestycyjnej deweloperów. Niestety, rynek budownictwa mieszkaniowego w Polsce coraz wyraźniej zwalnia. W maju i czerwcu zanotowano istotne statystycznie spadki w oddawanych i rozpoczynanych lokalach, podczas gdy liczba mieszkań w realizacji rośnie. To sygnał, że deweloperzy działają ostrożniej i wolniej niż rok wcześniej. W kolejnych miesiącach warto obserwować, czy dynamika się unormuje, szczególnie w odpowiedzi na ewentualne kolejne obniżki stóp procentowych, czy stabilizację kosztów materiałów.

Tab.1 - Sprzedaż deweloperów giełdowych
Następstwem tego typu sytuacji jest wciąż rosnąca oferta mieszkaniowego rynku pierwotnego, która na koniec półrocza przekroczyła na 7 największych rynkach poziom 77 tys. lokali, o blisko jedną trzecią więcej w relacji rok do roku.

Niezbyt optymistyczną sytuacją sprzedażową spółek deweloperskich najmniej zdają się przejmować inwestorzy giełdowi, którzy swoimi zleceniami ponownie wywindowali indeks WIG-Nieruchomości na maksima już ponad 13-letniej hossy. Od lat ich niezachwiana wiara w siłę deweloperki mieszkaniowej robi wrażenie, wobec czego bardzo trudno jest przewidzieć, kiedy zostanie wystawiona na poważniejszą próbę. Wynika to najprawdopodobniej z faktu dobrych lub bardzo dobrych wyników sprzedaży w latach 2023-2024 głównych branżowych tuzów notowanych na GPW, za którymi z opóźnieniem podążają wyniki finansowe i kolejne profity dywidendowe (zgodnie z Polskimi Standardami Rachunkowości przychód i zysk ze sprzedaży mieszkań jest rozpoznawany dopiero po wydaniu gotowego lokalu nabywcy).

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Asymetryczny kompromis czy sukces dyplomacji? Polityczne i gospodarcze echa nowej umowy USA-UE

Stany Zjednoczone i Unia Europejska ogłosiły osiągnięcie długo oczekiwanego porozumienia handlowego, które – choć zawarte w formule ustnej – ma szansę znacząco wpłynąć na relacje transatlantyckie i kierunek globalnej polityki gospodarczej. Umowa została zaprezentowana jako kompromis, mający z jednej strony ograniczyć ryzyko eskalacji wojny celnej, a z drugiej otworzyć nowe perspektywy współpracy handlowej, inwestycyjnej i technologicznej między dwiema największymi gospodarkami świata.

Kluczowe ustalenia zakładają wprowadzenie od 1 sierpnia 2025 r. 15-procentowego cła na większość towarów eksportowanych z UE do Stanów Zjednoczonych. Nowe stawki obejmą m.in. samochody, farmaceutyki oraz komponenty elektroniczne, takie jak półprzewodniki. Cła te mają zastąpić wcześniej zapowiadane, znacznie wyższe taryfy, sięgające nawet 50%. W zamian Unia Europejska zobowiązała się do zakupu amerykańskiej energii o wartości 750 mld USD, zwiększenia inwestycji w USA o dodatkowe 600 mld USD oraz dokonania wielomiliardowych zakupów amerykańskiego sprzętu wojskowego. Strony uzgodniły również dostęp bezcłowy dla towarów z USA na rynek unijny, co ma wzmocnić eksport amerykańskich produktów do Europy.

Choć umowa została ogłoszona jako sukces obu stron, zawiera wiele spornych kwestii i niejasności. Prezydent Donald Trump poinformował, że leki oraz metale zostały całkowicie wyłączone z porozumienia. Jednak przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen skorygowała tę informację, wskazując, że farmaceutyki objęto jednak 15-procentową stawką celną, a dla metali ma zostać wprowadzony system kwotowy. Dodatkowo, porozumienie nie zostało sformalizowane w formie pisemnej — jego warunki ustalono ustnie, co rodzi pytania o trwałość i jednoznaczność zobowiązań.

Reakcje polityczne w Europie są podzielone. Donald Trump określił porozumienie mianem „największej umowy handlowej w historii USA z UE”, podkreślając jego znaczenie dla amerykańskiego rolnictwa, przemysłu i sektora energetycznego. Ursula von der Leyen mówiła o „stabilności” i „przewidywalności” w relacjach handlowych. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz oraz premier Włoch Giorgia Meloni ocenili umowę jako „zrównoważoną” i „korzystną” dla obydwu stron. W odmiennym tonie wypowiedziały się rządy Francji i Holandii, które skrytykowały porozumienie jako „asymetryczne” i „niekorzystne” z perspektywy interesów europejskich eksporterów. Niemieckie lobby przemysłowe ostrzegło z kolei, że umowa może wysłać „zły sygnał” dla przyszłości transatlantyckiej współpracy gospodarczej.

Rynki finansowe zareagowały optymistycznie. Kontrakty terminowe na amerykański indeks S&P 500 wzrosły o 0,4%, a europejskie indeksy giełdowe zanotowały wzrosty na początku sesji na poziomie około 1%. Jednakże w późniejszej fazie sesji większość indeksów europejskich (w tym także polski WIG20) odnotował spadki. Przed stronami umowy pozostaje jednak wiele do wyjaśnienia. Cła na stal i aluminium z UE wciąż utrzymują się na poziomie 50%, choć będą podlegać nowemu systemowi kwotowemu. W ciągu trzech tygodni ma również zakończyć się postępowanie w ramach sekcji 232 dotyczące ceł na farmaceutyki. UE zapowiedziała, że obecne porozumienie to jedynie etap w szerszym procesie negocjacyjnym, który ma prowadzić do dalszego wyrównania warunków handlowych i usunięcia barier strukturalnych.

Ekonomiści pozostają ostrożni w ocenach. Eksperci z Bloomberg Economics wskazują, że umowa daje Europie jedynie ograniczoną ulgę gospodarczą. W ich opinii, rzeczywiste obniżenie barier celnych jest symboliczne, a ryzyko regulacyjne dla sektora farmaceutycznego nie zostało w pełni zażegnane. Choć porozumienie może przynieść krótkoterminową stabilizację, jego długoterminowe skutki pozostają niepewne.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Nowa hierarchia wartości pracowników: atmosfera, równowaga, bezpieczeństwo

Wynagrodzenie nadal ma znaczenie, ale nie gra już pierwszych skrzypiec. Dzisiejsi pracownicy – szczególnie ci z młodszych pokoleń – szukają miejsc pracy, które nie tylko płacą dobrze, ale też szanują ich czas, potrzeby i emocje. Jak pokazuje najnowszy raport Randstad Employer Brand Research 2025, wyłania się nowa definicja atrakcyjnego pracodawcy. I nie chodzi już tylko o benefity czy modny open space.

Raport pokazuje, że aż 56% badanych za jeden z najważniejszych czynników przy wyborze miejsca pracy uznaje równowagę między życiem zawodowym a prywatnym. Elastyczność, zrozumienie i autonomia to wartości, które nabrały ogromnego znaczenia – szczególnie po doświadczeniach pandemii.

Pracownicy poszukują efektywnych sposobów na lepsze zarządzanie niezbędną równowagą między pracą a życiem osobistym” – mówi Dorota Pałysiewicz, Dyrektor HR w Brown-Forman Polska, odpowiedzialna za region Central and Eastern Europe. „Kolejne pokolenia coraz lepiej radzą sobie z organizacją życia zawodowego i innych sfer, takich jak rodzina, przyjaźnie, rozrywka czy pasje”.

To nie oznacza lenistwa. Wręcz przeciwnie – chodzi o lepsze zarządzanie własną energią i koncentracją. Pałysiewicz podkreśla, że kluczowe stają się: samoświadomość, dyscyplina i umiejętność skupienia się na najważniejszych zadaniach.

Nie można jednak ignorować podstaw. 71% respondentów nadal uważa, że atrakcyjne wynagrodzenie to warunek konieczny, by uznać pracodawcę za godnego uwagi. Pensja to nie tylko narzędzie przetrwania – to także wyraz szacunku i docenienia. Firmy, które płacą uczciwie, szybciej zdobywają lojalność pracowników.

Atmosfera robi różnicę

Na trzecim miejscu w hierarchii potrzeb znalazła się… atmosfera. To już nie tylko „miły dodatek”. 63% pracownikówdeklaruje, że właśnie klimat w pracy wpływa na ich decyzje zawodowe. Kiedy współpraca, szacunek i dobra komunikacja są codziennością – rośnie zaangażowanie i satysfakcja.

„Misja i kultura organizacyjna, w której szacunek dla pracownika stanowi fundament, mają ogromne znaczenie” – podkreśla Dorota Pałysiewicz. „Równouprawnienie niezależnie od wieku, płci czy stanowiska buduje zdrowe relacje w firmie”. W praktyce oznacza to mniej hierarchii, więcej współpracy i równe traktowanie wszystkich członków zespołu – od stażysty po dyrektora.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Po pandemicznych i gospodarczych turbulencjach pracownicy są wyczuleni na jedno: stabilność. 61% badanych jako jeden z kluczowych czynników wymienia pewność zatrudnienia. Nie chodzi tylko o formę umowy, ale o długofalową wizję i transparentność. Firmy, które jasno komunikują swoje cele, strategię i oczekiwania, budują zaufanie. Jak wynika z raportu Randstad: „W firmach, które oferują stabilne warunki oraz wspierające środowisko pracy, widać pozytywny wpływ na morale, motywację i realizację strategii”.

Walka o talenty trwa – i wygrają ją ci, którzy naprawdę słuchają swoich ludzi. Bo dzisiaj pracownicy nie szukają wyłącznie pracy. Szukają miejsca, w którym będą chcieli zostać.

Tesla traci tempo na rynku EV, ale liczy na autonomię i robotaksówki

  • Tesla odnotowała drugi z rzędu spadek przychodów rok do roku – przychody z segmentu motoryzacyjnego spadły o 16% r/r.
  • Kurs akcji spadł po publikacji wyników, gdy inwestorzy zaczęli na nowo oceniać zasadność optymistycznych założeń wobec spółki w obliczu trudnej pierwszej połowy 2025 roku.
  • Inwestorzy pokładają nadzieje w konferencji wynikowej z udziałem Elona Muska, licząc na aktualizacje dotyczące robotaksówek, nowych produktów i inicjatyw AI.
  • Elon Musk ostrzegł przed trudnościami, stwierdzając: „prawdopodobnie czeka nas jeszcze kilka trudnych kwartałów”.

Jak wyjaśnia Neil Wilson, Analityk strategii inwestycyjnych w Saxo Bank, dla inwestorów kwartalne wyniki Tesli od dawna stanowią okazję do odwrócenia uwagi od słabej sprzedaży pojazdów i skupienia się na pozytywnych aspektach działalności spółki. Tym razem jednak trudno wskazać, co dokładnie miałoby być tymi pozytywami.

Elon Musk był wyjątkowo otwarty w kwestii problemów sprzedażowych. Jak powiedział: „Możliwe, że przed nami kilka trudnych kwartałów. Nie twierdzę, że tak się stanie, ale istnieje taka możliwość – czwarty kwartał, pierwszy, może drugi. Jednak w momencie, gdy osiągniemy masową autonomię w drugiej połowie przyszłego roku, a najpóźniej do jego końca, będę zaskoczony, jeśli sytuacja finansowa Tesli nie będzie bardzo korzystna”.

Wyniki za II kwartał były umiarkowanie rozczarowujące, co nie było zaskoczeniem – spadek dostaw był widoczny jeszcze przed publikacją raportu. Na początku miesiąca Tesla poinformowała o 14-procentowym spadku dostaw pojazdów. Dziś rano opublikowano dane wskazujące na spadek sprzedaży w UE o jedną trzecią. Produkcja modeli 3/Y wzrosła o 3%, ale pozostałe modele zanotowały spadek aż o 45%. Brak jasnej strategii dotyczącej nowych modeli budzi niepokój w kontekście malejącego udziału w rynku i rosnącej konkurencji. Globalna sprzedaż pojazdów elektrycznych dynamicznie rośnie, a Tesla zaczyna tracić tempo.

Spółka praktycznie wycofała się z prognoz dotyczących sprzedaży, sygnalizując brak pewności co do powrotu na ścieżkę wzrostu. Po znaczącym spadku dostaw w I kwartale, Tesla zapowiadała aktualizację prognoz po II kwartale – do czego jednak nie doszło. Zrezygnowano również z narracji o „dwóch falach wzrostu sprzedaży”. Firma wskazała natomiast na wpływ ceł i zakłóceń w łańcuchach dostaw, które mogą ograniczyć dostawy w drugiej połowie roku.

W raporcie kwartalnym Tesla pisze: „Trudno jest ocenić wpływ zmieniającej się globalnej polityki handlowej i fiskalnej na łańcuchy dostaw w branży motoryzacyjnej i energetycznej, naszą strukturę kosztów oraz popyt na dobra trwałego użytku i związane z nimi usługi. Mimo że dokonujemy rozważnych inwestycji, które mają umożliwić wzrost w naszych segmentach pojazdów i energii, rzeczywiste rezultaty będą zależeć od różnych czynników, w tym od szerokiego otoczenia makroekonomicznego, tempa wzrostu naszych działań związanych z technologią autonomicznej jazdy oraz rozbudowy produkcji w naszych fabrykach.”

Całkowite przychody spadły o 12% r/r do poziomu 22,5 mld USD. Dochód operacyjny zmniejszył się o 42% do 900 mln USD, co przełożyło się na marżę operacyjną na poziomie 4,1%. Zysk na akcję (EPS) wyniósł 0,40 USD wobec oczekiwań na poziomie 0,42 USD. Marża brutto wyniosła 17,2%, przewyższając prognozy (16,5%), choć spadła z 18% rok wcześniej. Przychody z segmentu motoryzacyjnego spadły o 16% r/r, osiągając poziom 16,7 mld USD w drugim kwartale. W tym przychody ze sprzedaży kredytów regulacyjnych zmniejszyły się do 439 mln USD z 890 mln USD rok wcześniej.

Po ogłoszeniu wyników kurs akcji pozostał stabilny w handlu posesyjnym, jednak zaczął spadać, gdy CFO Vaibhav Taneja odniósł się do skutków ustawy „One Big Beautiful Bill”, która zniosła federalne dopłaty w wysokości 7500 USD do zakupu pojazdów elektrycznych.

Pojawia się jednak pytanie: czy dopłaty mają jeszcze znaczenie, skoro Tesla zamierza zdominować rynek AI i robotyki? Coraz częściej pojawia się właśnie taka, optymistyczna narracja.

W obliczu spadającej sprzedaży pojazdów Tesla stara się przekonać inwestorów, że przekształca się w firmę technologiczną z obszaru AI i robotyki. Przedstawiciele spółki określili II kwartał jako punkt zwrotny w przejściu od lidera rynku EV do lidera w dziedzinie sztucznej inteligencji i robotyki.

Ale czy na pewno?

Wpływowy analityk i długoletni entuzjasta Tesli, Dan Ives, określił Elona Muska mianem „CEO na czas wojny”, dodając, że wizja Tesli w zakresie autonomii i robotyki „zaczyna nabierać kształtów”. Podtrzymał pozytywną rekomendację dla akcji, wskazując Teslę i Nvidię jako „dwie najlepsze opcje inwestycyjne w obszarze fizycznego zastosowania AI na najbliższe lata”.

Ives prognozuje, że AI i robotyka mogą zwiększyć wartość Tesli do biliona dolarów – czyli poziomu zbliżonego do obecnej kapitalizacji rynkowej.

Musk zapowiedział, że usługa Tesla Robotaxi obejmie połowę populacji USA do końca roku. Biorąc pod uwagę, że obecnie jedyne wdrożenie funkcjonuje w ograniczonym zakresie w Austin, plan ten wydaje się mało realny. Oznaczałoby to konieczność pełnego wdrożenia technologii FSD w każdym większym mieście USA w ciągu pięciu miesięcy. Autonomiczna jazda była obiecywana od lat, ale nadal nie została w pełni zrealizowana – obecna usługa w Teksasie wymaga obecności pracownika Tesli w pojeździe. Waymo, należące do Alphabet, wydaje się być znacznie dalej w tym wyścigu.

Segment energii i usług

To jeden z nielicznych pozytywnych akcentów w kwartalnym raporcie. Zysk brutto z działalności związanej z produkcją i magazynowaniem energii wzrósł zarówno kwartał do kwartału, jak i rok do roku, osiągając rekordowe 846 mln USD – mimo że przychody z tego segmentu spadły o 7% r/r z powodu niższych średnich cen sprzedaży. Zysk brutto z usług i pozostałych segmentów wzrósł o 64% kw/kw i o 17% r/r, częściowo dzięki poprawie rentowności działalności Superchargerów, wynikającej z większego wolumenu. Tesla zwiększyła swoją sieć ładowarek o 18% r/r.

Uwaga na fałszywe maile z Microsoftu i Google – rośnie liczba oszustw

Użytkownicy popularnych usług takich jak Google, Microsoft czy Spotify powinni zachować szczególną ostrożność – w czasie wakacji nasilają się ataki phishingowe mające na celu kradzież danych osobowych i numerów kart kredytowych. Eksperci firmy Check Point alarmują, że letnie wakacje sprzyjają nasileniu tego typu oszustw.

Wielu ekspertów zwraca uwagę, że okres wakacyjny to czas, kiedy cyberprzestępcy szczególnie intensywnie wykorzystują okresy urlopowe i związane z nimi zmiany w zachowaniach konsumentów.  – Powrót Spotify i wzrost oszustw związanych z podróżami, szczególnie w związku z nadchodzącymi wakacjami i feriami szkolnymi, pokazują, jak ataki phishingowe dostosowują się do zachowań użytkowników i sezonowych trendów – zauważa Omer Dembinsky, ekspert firmy Check Point Software Technologies.

Główne cele: użytkownicy Microsoftu, Google’a i Spotify

Z danych Check Point Software wynika, że w drugim kwartale 2025 roku najczęściej wykorzystywanymi markami w kampaniach phishingowych były: Microsoft (25%), Google (11%) i Apple (9%). Spotify uplasowało się na czwartej pozycji z wynikiem 6%. Eksperci podkreślają, że popularność tych marek czyni je idealnym celem dla cyberprzestępców – zaufanie użytkowników ułatwia oszustom podszywanie się pod oficjalne serwisy.

Microsoft, Google i Apple to marki, na których codziennie polegają miliony ludzi. Niestety, są one również najczęściej wykorzystywane przez cyberprzestępców w swoich próbach wyłudzenia danych – wyjaśnia Omer Dembinsky. Użytkownicy tych platform, jak i wielu innych, są więc narażeni na działania oszustów, którzy potrafią perfekcyjnie imitować oficjalne strony internetowe.Microsoft, Google i Spotify na celowniku cyberprzestępców

Microsoft, Google i Spotify na celowniku cyberprzestępców

Najczęściej wykorzystywane marki w 2 kwartale 2025 roku to:

  1. Microsoft – 25%
    2. Google – 11%
    3. Apple – 9%
    4. Spotify – 6%
    5. Adobe – 4%
    6. LinkedIn – 3%
    7. Amazon – 2%
    8. Booking – 2%
    9. WhatsApp – 2%
    10. Facebook – 2%

Jak działają ataki phishingowe?

Phishing polega na podszywaniu się pod znane marki w celu wyłudzenia danych. Przestępcy rozsyłają fałszywe wiadomości e-mail, nakłaniając ofiary do kliknięcia w link prowadzący do spreparowanej strony logowania. Tak było m.in. w przypadku Spotify. Ofiary informowano o konieczności aktualizacji konta, co prowadziło do przejęcia ich danych, w tym podpiętych numerów kart kredytowych.

Phishing nadal jest potężnym narzędziem w arsenale cyberprzestępców. W drugim kwartale 2025 roku napastnicy podjęli intensyfikację działań, podszywając się pod najbardziej zaufane marki na świecie – mówi Check Point w swoim raporcie.

Eksperci podkreślają znaczenie podstawowych zasad bezpieczeństwa: sprawdzania adresów URL, ignorowania podejrzanych wiadomości, korzystania z uwierzytelniania dwuskładnikowego i aktualizowania oprogramowania. Kluczowe jest także zwiększanie świadomości użytkowników – to właśnie niewiedza bywa najsłabszym ogniwem.

Kurs dolara i euro w trendach bocznych – co dalej z USD/PLN i EUR/USD?

Rynkowe trendy w dalszym ciągu wydają się niezagrożone. Kurs EUR/USD zakotwiczył powyżej 1,17 $, ale brakuje mu impulsu do ataku na niedawne szczyty. Dolarowi nie odpuszcza też złoty, co utrudnia USD/PLN trwalsze odejście od 3,60 zł. Kurs EUR/PLN zawęża konsolidację, co dla optymistów może być wskazaniem zbliżającego się końca marazmu. Czy WIG20 stoi na progu wybicia kolejnego oporu?

Tabela. Maksima i minima głównych walut oraz notowania WIG20. Zakres: 21.07.2025 – 25.07.2025

Para walutowa EUR/USD EUR/PLN USD/PLN WIG20
Minimum 1,1617 4,2399 3,6088 2917,68
Maksimum 1,1787 4,2596 3,6530 2965,96

 

EUR/USD

Wykres kursu euro do dolara, interwał 4-godzinowy

Wykres kursu euro do dolara, interwał 4-godzinowy

Naszą rynkową opowieść zaczynamy od głównej pary globu. Kurs EUR/USD w lipcu próbował wygenerować korektę trwającego już pięć miesięcy trendu wzrostowego, ale została ona szybko zanegowana. Nie udało się jej trwale wybić poziomów, z których zaczął się atak na niedawne (i zarazem 4-letnie) szczyty powyżej 1,18 $. Taki układ handlu można uznać za mocny sygnał potwierdzający trwałość tendencji zwyżkowej. Dopiero realne wybicie linii trendu, potwierdzone naruszeniem rejonu wsparcia wyznaczonego przez ok. 1-centowy kanał powyżej 1,145 $, będzie silnym sygnałem sprzedaży EUR. Równocześnie wciąż brakuje impulsów do skutecznego ataku na wspomniane wcześniej maksima, ale to ten scenariusz należy w dalszym ciągu uznać za bardziej prawdopodobny. Wybicie tego oporu ostatecznie może zwiastować próbę dojścia nawet na szczyty z 2020 roku, znajdujące się przy 1,23 $.

USD/PLN

Wykres kursu dolara do złotego, interwał 4-godzinowy

Wykres kursu dolara do złotego, interwał 4-godzinowy

Jak to z reguły bywa, kurs USD/PLN jest prawie lustrzanym odbiciem kursu EUR/USD. Oznacza to, że lipcowa korekta tak naprawdę stała się potwierdzeniem trwającego trendu spadkowego. Także w tym przypadku powrotowi do tendencji zabrakło pary do ataku na niedawne kilkuletnie minima. Jeżeli w najbliższych tygodniach (bądź co bądź wakacyjnych, a więc niejednokrotnie związanych z mniejszą zmiennością) na rynek nie wpłyną silne impulsy, to złoty może mieć problem z wybiciem kluczowego teraz wsparcia przy 3,58 zł. Z drugiej strony bliskość tego poziomu sprawia, że w dalszym ciągu atak na niego to bliższy scenariusz, niż trwałe wyjście górą powyżej lokalnych szczytów w rejonie 3,68 zł. W przypadku złamania wspomnianych dołków otworzy się ścieżka dla kursu dolara na zejście w długim terminie nawet do minimów z 2018 roku przy 3,30 zł.

EUR/PLN

Wykres kursu euro do złotego, interwał 4-godzinowy

Wykres kursu euro do złotego, interwał 4-godzinowy

Skoro na szerokim rynku trudno dostrzec zmiany tendencji, to z pewnością nie znajdziemy ich na najważniejszej parze z perspektywy naszej gospodarki, czyli EUR/PLN. Kurs euro trwa w ulubionym dla siebie trendzie bocznym. Nadzieją dla oczekujących zwiększonej zmienności może być fakt, że konsolidacja sukcesywnie się zawęża, co w określonych sytuacjach może stanowić przedsmak wyjścia w którymś kierunku z obserwowanego korytarza bocznego. Ponieważ kurs euro ciąży w kierunku południowym to, mając na uwadze scenariusze bazowe dla wcześniej opisywanych par, można wysnuć wniosek, że w przypadku opuszczenia konsolidacji, będzie to oznaczało wyjście dołem. W takim przypadku trzeba zakładać atak na rejon wsparcia powyżej 4,20 zł, którego pokonanie będzie szansą zejścia o kolejne 5 groszy niżej. Jeżeli jednak rynek podda presji złotego, to dopiero trwałe wyjście powyżej oporu przy 4,31 zł ostatecznie zaneguje trwającą konsolidację. W takim wypadku trzeba będzie wziąć pod uwagę podejście pod szczyty z ostatniej jesieni w pobliżu 4,37 zł.

WIG20

Wykres notowań WIG20, interwał 1-godzinowy

Wykres notowań WIG20, interwał 1-godzinowy

Na koniec warto spojrzeć na wykres głównego indeksu warszawskiej giełdy. Chociaż ostatni tydzień nie był łatwy dla GPW, to już cały ostatni miesiąc można uznać za sukces naszych blue chipów. W kilka tygodni WIG20 poszedł w górę o blisko 300 pkt, co stanowi doskonały przykład przyciągania kapitału przez  największe rodzime spółki. Jak już wspomniałem aktualnie coraz trudniej generować wzrosty, ale warto brać pod uwagę, że ten indeks nie był tak wysoko od kilkunastu lat. W takim razie ostatnią korektę można uznać po prostu za część trwającego trendu wzrostowego. Niedźwiedzie musiałyby przebić linię wsparcia wyznaczoną przez początek ostatniego ruchu zwyżkowego, aby móc myśleć o przejęciu sentymentu. Natomiast byki mogą próbować dostrzec formację chorągiewki, a realizacja tego układu oznaczałaby kolejne, mocne wyjście do góry.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Trump vs Powell – polityczna gra o przyszłość dolara

Marazm na notowaniach EUR/USD, mimo jastrzębiego odbioru konferencji prasowej Lagarde. Po krytycznych słowach wobec szefa Fed, Trump postanawia iść krok dalej i wpada z wizytą do siedziby Rezerwy Federalnej. Srebro lśni mocniej od złota, cena blisko 40 USD, czyli najwyżej od 2011. 

Niepokój w EBC

Wczorajszy dzień mógł przynieść większą zmienność na rynkach za sprawą posiedzenia EBC, a szczególnie późniejszej konferencji prezes Lagarde. Brak zmiany kosztu pieniądza, a przede wszystkim nieco bardziej jastrzębi ton prezes EBC, nie wpłynęły jednak znacząco na perspektywy rynkowe. Stopy procentowe w strefie euro pozostały bez zmian, depozytowa na poziomie 2%, a refinansowa 2,15%. Spadek inflacji do zakładanego celu przekonał decydentów, że nie ma w tym momencie sensu działać. Rynek widzi obecnie niewielką przestrzeń do obniżki kosztu pieniądza w tym roku, ale oczywiście kluczową kwestią pozostanie wojna handlowa z USA i wysokość ceł. Nawet gdyby przed 1 sierpnia udało się zejść ze stawką z 25 do 15%, to i tak będzie to spore wyzwanie dla europejskich przedsiębiorców eksportujących towary do USA, szczególnie w przypadku motoryzacji. EUR/USD pozostaje w układzie wzrostowym, ale – jeśli początek sierpnia będzie coraz bliżej i ciągle nie będzie wtedy umowy handlowej między USA a UE – możemy się spodziewać zniecierpliwienia inwestorów, co zadziała na niekorzyść dla wspólnej waluty.

Trump z wizytą w FED

Prezydent USA, mimo że sam mianował prezesa Fed, nie szczędzi w ostatnich tygodniach krytycznych słów pod jego adresem. Po wielu nieeleganckich słowach Trump mimo wszystko stwierdził jednak, że Powell „zrobi to, co powinien”, więc nie ma potrzeby go zwalniać. Kością niezgody pozostaje wysokość stóp procentowych. Prezydent twierdzi, że powinny być one na poziomie 1% (byłoby miło, skoro koszty obsługi długu tak rosną w USA). Z kolei decydenci z Fed uważają, że trzeba poczekać i obserwować napływające dane, by móc ogłosić okiełznanie inflacji. Wczoraj wieczorem Trump „odwiedził” prezesa Fed w siedzibie Rezerwy Federalnej. To kolejny incydent, który podważa niezależność prezesa banku centralnego. Niemniej jednak media ogłosiły, że spotkanie przebiegło w przyjaznej atmosferze. Nie miało więc ono większego wpływu na waluty. Tym bardziej że nie znamy szczegółów spotkania i możemy się jedynie domyślać, że rozmowa dotyczyła polityki monetarnej i kwestii handlowych. Jak ostatnio zakomunikował Fed po posiedzeniu, czynnikiem hamującym obniżki są właśnie zawirowania w handlu, za które odpowiada prezydent USA. Nowy szef banku centralnego ma być ogłoszony w grudniu bądź styczniu. Tak wczesny wybór następcy to też pstryczek w ucho dla prezesa Powella, którego kadencja kończy się dopiero w maju.

Srebro nadal daleko od rekordów

W ostatnim czasie bardzo często można przeczytać o rekordach na cenach złota. Kurs oscyluje w granicach poziomu 3300-3400. I choć rekordy z kwietnia są ciągle maksymalnymi wartościami, to popyt na ten surowiec nie spada, zarówno po stronie banków centralnych, jak i inwestorów indywidualnych. Jednak w ostatnim czasie kurs srebra przyćmił zachowanie złota i kontynuuje wspinaczkę na okrągłą wartość 40 USD (w tym roku startował z poziomu 30 USD). Z czego wynika tak duży popyt? Tutaj sytuacja jest nieco inna niż w przypadku złota. Za spore zakupy odpowiada przemysł, w którym srebro jest wykorzystywane choćby przy produkcji paneli fotowoltaicznych, pojazdów elektrycznych i hybrydowych czy elektroniki. Co ciekawe kursowi srebra nadal daleko jednak do rekordowych poziomów z 1980 roku, kiedy widzieliśmy szczyt na poziomie 50 USD za uncję. Inna sprawa, że 45 lat temu siła nabywcza USD była o wiele większa i teraz srebro musiałoby kosztować 4 razy więcej, by odzwierciedlić ówczesną wartość.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

MCI sprzedaje Grupę IAI globalnemu funduszowi Montagu Private Equity

0

MCI Capital podpisał z Montagu Private Equity umowę sprzedaży wszystkich akcji w Grupie IAI, która jest liderem rynku oprogramowania dla e-commerce w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. To jeden z największych exitów w historii MCI i kolejne bardzo udane wyjście funduszu z inwestycji w sektorze spółek technologicznych.

MCI z sukcesem zrealizował strategię budowy wartości Grupy IAI w wymiarze produktowym i geograficznym. W ciągu siedmiu lat obecności funduszu, Grupa IAI, rozwijana wspólnie z jej założycielami – Pawłem Fornalskim i Sebastianem Mulińskim – zrealizowała szereg inwestycji, znacząco zwiększyła skalę działalności, wzmocniła struktury organizacyjne i ugruntowała pozycję lidera rozwiązań SaaS dla branży e-commerce w Polsce. Sukces IAI w skutecznej realizacji strategii wzrostu pozwolił na pozyskanie nowego, prestiżowego inwestora jakim jest Montagu Private Equity.

Zaangażowanie w Grupę IAI było dla nas doskonałym przykładem realizacji naszej strategii inwestycyjnej – poprzez aktywne wsparcie w rozwoju organicznym i akwizycjach udało się zbudować lidera rynku SaaS dla e-commerce w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. To udany przykład sukcesji właścicielskiej i dobrej współpracy funduszu z założycielami spółki w zakresie szybkiej budowy wartości, która została doceniona przez inwestorów – mówi Tomasz Czechowicz, założyciel i partner zarządzający MCI.

 – IAI to firma z ogromnym potencjałem, innowacyjną kulturą organizacyjną i wysoką jakością technologii, co w pełni potwierdziło podpisanie umowy sprzedaży z wysokiej jakości partnerem. Dziękujemy zespołowi IAI za udaną współpracę i życzymy dalszych sukcesów pod skrzydłami nowego inwestora – dodaje Filip Berkowski, starszy partner inwestycyjny w MCI Capital.

Od lokalnego lidera do regionalnego gracza

MCI zainwestowało w Grupę IAI w 2018 roku, gdyż dostrzegło wówczas potencjał rosnącego rynku e-commerce w Polsce i regionie CEE. Argumentem była także silna pozycja IAI jako dostawcy kompleksowego oprogramowania dla e-sklepów. Od początku współpracy plan rozwoju obejmował zarówno wzrost organiczny – poprzez budowę nowoczesnych i kompleksowych produktów odpowiadających na potrzeby dynamicznie rozwijającego się sektora e-commerce – jak i rozwój nieorganiczny poprzez akwizycje.

W 2021 roku Grupa IAI przejęła spółkę ShopRenter – lidera rynku na Węgrzech – co zapoczątkowało jej zagraniczną ekspansję. Dwa lata później, w 2023 roku, firma nabyła pakiet kontrolny spółki AtomStore – polskiego dostawcy rozwiązań dla większych sklepów internetowych. Pozwoliło to grupie zagospodarować segment klientów enterprise.

W efekcie tych działań Grupa IAI stała się największym w Polsce – pod względem GMV – dostawcą platform SaaS dla e-commerce, obsługując ponad 10% całego obrotu rynku e-commerce w Polsce.

Innowacja i skalowalność motorem wzrostu

Sercem oferty Grupy IAI pozostaje platforma IdoSell, skierowana do średnich i dużych sklepów (merchantów) realizujących tysiące transakcji miesięcznie. Firma zbudowała wokół niej kompleksowy ekosystem usług wspierających rozwój e-commerce – od płatności i logistyki, przez narzędzia marketingowe, po sprzedaż międzynarodową. Równolegle rozwijana jest również m.in. platforma IdoBooking, dedykowana branży apartamentowej, wspierająca obiekty w zarządzaniu sprzedażą online. Już dziś około 20% merchantów IAI prowadzi aktywną sprzedaż za granicą – m.in. w Niemczech, Czechach czy Francji.

Wspierając rozwój IAI, MCI konsekwentnie inwestowało w rozwój nowych funkcjonalności i produktów, które odpowiadają na rosnące oczekiwania rynku i umożliwiają skalowanie działalności klientów. Dzięki temu Grupa nie tylko zwiększyła swoją przewagę technologiczną, ale też stała się partnerem wzrostu dla profesjonalnych e-sklepów w Polsce i regionie.

Silne fundamenty finansowe i technologiczne

W okresie inwestycji MCI – Grupa IAI blisko 6-krotnie zwiększyła skalę swojej działalności i odnotowała znakomite wyniki finansowe – wartość transakcji obsługiwanych przez platformę (GMV) przekroczyła 20 mld zł w 2024 roku, a w bieżącym roku Grupa planuje osiągnąć około 300 mln zł przychodów. Spółka może też pochwalić się wyjątkowo dobrymi wskaźnikami charakterystycznymi dla dojrzałych firm SaaS: bardzo niskim wskaźnikiem churn, wysokim poziomem retencji klientów oraz spełnianiem tzw. Rule of 40.

Transakcja wyjścia

MCI wspólnie z doradcami – PwC, DJM, Deloitte i CMS – rozpoczął przygotowania spółki do startu procesu wyjścia z inwestycji we wrześniu 2025. Atrakcyjny model biznesu IAI jeszcze przed startem procesu przyciągnął zainteresowanie uznanych inwestorów, które doprowadziło do podpisania umowy inwestycyjnej z Montagu Private Equity. Warunkiem zamknięcia transakcji jest otrzymanie zgód regulacyjnych.

Hotel System Betasi – nowoczesne rozwiązanie, które porządkuje hotelową codzienność

Prowadzenie hotelu wypoczynkowego czy resortu to nie tylko goście i rezerwacje, ale cała skomplikowana logistyka działania obiektu, którą trzeba mieć pod kontrolą każdego dnia. W tej branży nie ma miejsca na błędy, dlatego coraz więcej świadomych właścicieli obiektów noclegowych sięga po profesjonalne systemy do zarządzania. Hotel System Betasi to narzędzie, które powstało właśnie z myślą o potrzebach Hotelarzy i w oparciu o doświadczenia zdobyte w największych polskich obiektach.

Rozwiązanie nie tylko dla dużych hoteli

Systemy hotelowe mają największy sens tam, gdzie codzienne operacje wykraczają daleko poza samą rezerwację noclegu. Hotele ze strefą spa, zapleczem konferencyjnym, kilkoma punktami gastronomicznymi, atrakcjami dodatkowymi czy indywidualną ofertą dla grup wymagają narzędzia, które porządkuje skomplikowaną logistykę działania.

Hotel System pozwala nie tylko zarządzać dostępnością pokoi, ale też sprawnie koordynować pracę różnych działów — od recepcji, przez gastronomię i housekeeping, aż po MICE czy wellness. To rozwiązanie dla tych, którzy potrzebują realnego wsparcia systemowego w zarządzaniu złożonymi usługami i dużą ilością zmiennych, a nie tylko prostego systemu do wprowadzania rezerwacji.

Wdrożenie może być elastyczne — funkcjonalności można rozbudowywać stopniowo, zgodnie z tempem rozwoju obiektu i konkretnymi potrzebami operacyjnymi.

Intuicyjna obsługa bez zbędnej komplikacji

W przypadku systemów dla rozbudowanych obiektów hotelowych prostota nie oznacza ograniczeń, a raczej czytelną organizację pracy i łatwość w obsłudze kluczowych funkcji. Choć system oferuje szeroki zakres możliwości – od zarządzania noclegami, przez obsługę gastronomii i spa, po organizację konferencji – jego obsługa pozostaje logiczna i spójna.

Układ interfejsu i logika działania zostały zaprojektowane z myślą o praktyce: najważniejsze operacje, takie jak tworzenie rezerwacji, wystawianie rachunków czy bieżące zarządzanie dostępnością, układają się naturalnie w rytm codziennej pracy, co pozwala szybko się wdrożyć. Nawet nowi członkowie zespołu bez trudu odnajdują się w systemie, a jego działanie wspiera sprawne funkcjonowanie obiektu od pierwszego dnia.

Funkcjonalności, które wspierają codzienną pracę

Hotel System dostarcza narzędzi niezbędnych do sprawnego zarządzania nowoczesnym i wielofunkcyjnym obiektem hotelowym. Moduły takie jak rezerwacje, meldunki, rozliczenia i raportowanie działają w jednym spójnym środowisku, co znacząco usprawnia pracę zespołów operacyjnych. System wspiera również sprzedaż usług dodatkowych – od pakietów spa po wydarzenia specjalne – umożliwiając pełną kontrolę nad ofertą i przychodami z różnych źródeł.

Integracja z systemami płatności i wewnętrznymi punktami sprzedaży pozwala na precyzyjne zarządzanie finansami oraz płynne prowadzenie obsługi gościa na każdym etapie jego kontaktu z obiektem — od pierwszej rezerwacji po końcowe rozliczenie.

Zgodność z przepisami i aktualizacje na bieżąco

W branży hotelarskiej zmiany w przepisach to codzienność — a ich niedopilnowanie może kosztować sporo nerwów i pieniędzy. Betasi regularnie aktualizuje swój system, zapewniając zgodność z obowiązującym prawem. Dzięki temu właściciele i managerowie mogą skupić się na prowadzeniu biznesu, bez obaw o formalności czy kontrole urzędowe.

Wsparcie techniczne, które naprawdę działa

Firma stawia na realną pomoc, więc za systemem stoi zespół, który zna jego działanie nie tylko od strony technicznej, ale także praktycznej – w kontekście codziennych wyzwań operacyjnych. Klienci mogą zawsze liczyć na dział wsparcia i szybki kontakt z osobą kompetentną, gotową rozwiązać konkretny problem lub doradzić w bardziej złożonej sytuacji. To wsparcie, które realnie odciąża zespół hotelowy i pozwala skupić się na gościach, nie na technologii.

Dlaczego warto wybrać Hotel System Betasi?

Hotel System to więcej niż narzędzie — to kompleksowe rozwiązanie stworzone z myślą o profesjonalnym zarządzaniu rozbudowanym obiektem hotelowym. System łączy elastyczność konfiguracji, wysoką funkcjonalność i przejrzystość obsługi z realnym, merytorycznym wsparciem technicznym. Betasi współpracuje z obiektami, które oczekują stabilnych rozwiązań, możliwości rozwoju i partnera rozumiejącego specyfikę branży.

Lagarde jastrzębia, ale euro bez reakcji. Polityczna presja na Fed rośnie

Wczorajszy dzień przyniósł szereg informacji ze świata polityki i gospodarki, jednak żadna z nich nie miała istotnego wpływu na rynek walutowy. Kurs EUR-USD zakończył dzień praktycznie bez zmian, co odzwierciedla brak realnego impulsu do zmiany wyceny wspólnej waluty względem dolara.

Uwagę rynku przyciągnęło przede wszystkim posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, podczas którego stopy procentowe pozostały bez zmian, co było zgodne z oczekiwaniami. Prezes Christine Lagarde przyjęła nieco bardziej jastrzębie stanowisko niż wcześniej zakładano, jednak nie zmieniło to znacząco perspektyw rynkowych. Niemniej jednak rynek już wcześniej wyceniał jedynie niewielkie prawdopodobieństwo dalszego luzowania, więc wczorajsze wydarzenia nie wywarły istotnego wpływu na wycenę euro. Dla rynku stało się bowiem jasne, że cykl obniżek zakończy się najpóźniej we wrześniu, a zmiana stóp o 25 punktów bazowych nie ma obecnie dużego znaczenia dla kierunku notowań EUR.

Równolegle opublikowano wstępne indeksy PMI dla strefy euro i Stanów Zjednoczonych. W Europie wskaźniki okazały się nieco lepsze od prognoz i wykazały poprawę względem poprzedniego miesiąca. W USA ogólny indeks PMI również wypadł wyraźnie powyżej oczekiwań, jednak zaskoczeniem był spadek wskaźnika dla przemysłu poniżej granicy ekspansji (50 pkt), co może sygnalizować słabość tego sektora. Z drugiej strony, pozytywnie zaskoczyły dane z amerykańskiego rynku pracy – liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spadła do najniższego poziomu od trzech miesięcy, co wskazuje na utrzymującą się siłę rynku pracy.

Wieczorem uwaga rynków skupiła się na medialnej wizycie Donalda Trumpa w Rezerwie Federalnej. Spotkanie to miało na celu publiczne podważenie pozycji przewodniczącego Fed Jerome’a Powella, jednak prezes banku centralnego wykazał się opanowaniem i był dobrze przygotowany na tę konfrontację. Choć wizyta nie przyniosła żadnych nowych informacji, ponownie unaoczniła trwającą presję polityczną wobec Fed. Trump dał do zrozumienia, że chętnie odwołałby Powella, ale wie, że rynki zareagowałyby na taki ruch negatywnie. W dłuższej perspektywie takie działania mogą naru­szać niezależność instytucji, nawet jeśli ich wpływ nie jest natychmiast widoczny w codziennej zmienności rynkowej.

W kontekście braku świeżych impulsów i neutralnej reakcji na ostatnie wydarzenia, inwestorzy z coraz większym zainteresowaniem wyczekują przyszłotygodniowego posiedzenia FOMC. Kluczowe pytanie dotyczy tego, czy presja polityczna i silne dane z rynku pracy znajdą odzwierciedlenie w głosowaniach członków Komitetu oraz w oficjalnej komunikacji Fed. To właśnie ten czynnik może stanowić potencjalny punkt zwrotny dla USD i rynku obligacji.

Autor: Łukasz Zembik, OANDA TMS Brokers

Wolniej, drożej, później – transport lotniczy w trudnej sytuacji i bez perspektywy na szybką poprawę

  • Transport lotniczy na zakręcie – rekordowe opóźnienia w dostawach samolotów i rosnące koszty
  • Lotniska i kontrola ruchu nie nadążają – opóźnienia lotów mogą wzrosnąć sześciokrotnie do 2035 r.
  • Popyt rośnie, podaż spada – lotnictwo walczy z wąskimi gardłami i brakami w produkcji
  • Globalna flota się starzeje – średni wiek samolotów osiągnął rekordowy poziom 14,8 lat

Branża lotnicza znajduje się w krytycznym momencie – problemem nie jest popyt na przewozy lotnicze, ale wąskie gardła i dramatycznie duże opóźnienia w dostawach nowych samolotów. Ich odrobienie przy obecnym tempie produkcji zajęłoby 14 lat! (tj. dwukrotnie więcej niż przed pandemią). Wolne tempo unowocześniania floty to także wyższe koszty dla linii lotniczych, stąd wyzwaniem dla nich jest równoważenie w kilkuletniej perspektywie zwiększania skali działalności operacyjnej z rentownością.

  • Wzrosła nierównowaga pomiędzy zwiększonym popytem a zmniejszoną podażą: zwiększył się popyt na przewozy i tym samym na samoloty, ich dostawy są z kolei mniejsze niż przed pandemią i nic nie wróży, aby miało się to szybko zmienić z powodu tarć handlowych – zakłóceń w dostawach surowców i komponentów do produkcji jak i zwrotu w kierunku zwiększenia produkcji na potrzeby wojskowe.
  • Zakłócenia w łańcuchu dostaw pozostają poważnym wąskim gardłem – w 2024 r. dostawy samolotów spadły o 31% w porównaniu z szczytowym poziomem osiągniętym przez branżę w 2018 r.
  • Historycznie wysoki poziom opóźnień w dostawach – przy obecnym tempie ich likwidacja zajęłaby 14 lat.
  • Kolejny rekord – średni wiek floty lotniczej w skali globalnej wzrósł do rekordowego poziomu 14,8 lat. Starzenie się floty obciąża zaś wyniki linii lotniczych – nie tylko zmniejsza ich potencjał wzrostu w odpowiedzi na zwiększone zapotrzebowanie na przewozy, ale także przyczynia się do zwiększenia kosztów zużycia paliwa (wespół z rosnącymi kosztami paliw oraz kosztami pracowniczymi).
  • Wyzwaniem będzie równoważenie wzrostu przewozów z ich rentownością – zaspokojenie popytu nie tylko nie będzie łatwe, ale także – opłacalne.
  • Ograniczona przepustowość lotnisk oraz wydolność systemu kontroli ruchu – już latem ubiegłego roku tylko 65% lotów przyleciało na czas, a prognozy wskazują, że opóźnienia będą rosnąć w kolejnych latach! Według Komisji Europejskiej opóźnienia w europejskiej przestrzeni powietrznej mogą wzrosnąć sześciokrotnie do 2035 r. Szczególnie zatłoczona jest przestrzeń powietrzna Europy Środkowej – może więc czas na powrót do projektu europejskiej przestrzeni powietrznej.
  • Produkcja lotnicza: większość innowacji będzie wymagała kolejnej dekady, aby osiągnąć fazę dojrzałości do wdrożenia na skalę produkcyjną, w międzyczasie trzeba rozsądnie równoważyć inwestycje w zwiększenie obecnej produkcji i w rozwój zdolności produkcyjnych nowych technologii.

Branża lotnicza znajduje się w krytycznym momencie, mierząc się z jednej strony z ożywieniem gospodarczym (popyt na loty związany także z odrodzoną turystyką) po pandemii, ale z drugiej strony będąc narażonym na napięcia geopolityczne, utrzymujące się ograniczenia w łańcuchach dostaw, a jednocześnie szybko przyspieszający w skali globalnej program działań na rzecz zrównoważonego rozwoju w lotnictwie. W sektorze produkcyjnym i transportu lotniczego w opinii Allianz Trade zakłócenia w łańcuchu dostaw pozostają poważnym wąskim gardłem. Producenci silników, dostawcy komponentów i producenci oryginalnego wyposażenia (OEM) mają trudności z przyspieszeniem produkcji w odpowiedzi na rosnący popyt. W rzeczywistości wąskie gardła w zakresie wykwalifikowanej siły roboczej, surowców i zdolności logistycznych nadal opóźniają dostawy samolotów na całym świecie, krzyżując plany linii lotniczych i wpływając na zwiększenie ich kosztów. Szacujemy, że w 2024 r. dostawy spadły o 31% w porównaniu z szczytowym poziomem osiągniętym przez branżę w 2018 r., kiedy to udało się dostarczyć około 1800 samolotów na całym świecie. Ubiegłoroczny wynik był również o 30% niższy od prognoz wytwórców (co pokazuje, iż nawet u źródła nie ma kontroli i pewności odnośnie scenariusza rozwoju sytuacji).

Z utrzymującą się dysproporcją pomiędzy popytem a podażą na nowe samoloty wiążą się dwa główne negatywne skutki:

  1. Popyt przewyższa dostawy = zaległości osiągają historyczny poziom: W świetle utrzymującego się silnego popytu na samoloty komercyjne, ale ograniczonych dostaw, zaległości osiągnęły pod koniec ubiegłego roku około 17 000 samolotów, co stanowi rekordowy poziom w branży. Z tego powodu, przy obecnym tempie dostaw, likwidacja obecnych zaległości zajęłaby prawie 14 lat, czyli dwukrotnie więcej niż średnia z 6 lat przed pandemią.
  2. Starzenie się floty = wysokie koszty i emisja dwutlenku węgla: Drugą poważną konsekwencją jest to, że w wyniku opóźnień w dostawach średni wiek globalnej floty wzrósł do rekordowego poziomu 14,8 lat, co stanowi znaczny wzrost w porównaniu ze średnią wynoszącą 13,6 lat w latach 1990-2024. W największym stopniu efekt tego odczuwają same linie lotnicze, ponieważ starsza flota oznacza wyższe koszty utrzymania i większe zużycie paliwa. Według IATA, gdyby nie spadek efektywności paliwowej branży (w następstwie postępującego starzenia się floty), linie lotnicze zużyłyby o 1,4 mld galonów mniej paliwa lotniczego, a emisja CO2 byłaby o 13,6 mln ton niższa.

Kontynuując temat środowiska, w opinii Allianz Trade potrzeba dekarbonizacji lotnictwa nie jest już długoterminową ambicją, ale raczej pilną koniecznością. Ramy regulacyjne, takie jak unijna inicjatywa „Fit for 55” czy wymogi dotyczące paliw lotniczych SAF (ekologiczne paliwa wytwarzane z alternatywnych źródeł a nie z surowców kopalnych) oraz globalne mechanizmy rozliczania emisji dwutlenku węgla zmuszają zarówno linie lotnicze, jak i producentów do przyspieszenia realizacji strategii zrównoważonego rozwoju, często przed osiągnięciem gotowości technologicznej  do wdrożenia nowych rozwiązań na skalę przemysłową. Rozbieżność ta będzie się utrzymywać i stanowić będzie coraz większe wyzwanie dla branży. Na przykład SAF jest obecnie poważnym problemem dla linii lotniczych, ponieważ kosztuje od 2 do 5 razy więcej niż konwencjonalne paliwo lotnicze, co wynika z ograniczonych mocy produkcyjnych, wysokich kosztów surowców i restrykcyjnych regulacji dotyczących łańcucha dostaw. Mimo tego wraz ze wzrostem wymogów dotyczących stosowania SAF popyt na to ekologiczne paliwo przewyższa podaż, co dodatkowo winduje wzrost jego cen. Jest to istotne obciążenie finansowe dla linii lotniczych (branży o relatywnie niskich marżach) i zagraża możliwości zwiększania skali działań na rzecz dekarbonizacji w najbliższej przyszłości.

W rzeczywistości w najbliższym okresie bezpośrednim wyzwaniem dla linii lotniczych w opinii Allianz Trade jest zrównoważenie przywrócenia (czy nawet zwiększenia) działalności operacyjnej z rentownością. Popyt na podróże lotnicze silnie wzrósł, co przyniosło szczególne korzyści sektorom związanym z turystyką i zwiększyło popyt na tanie linie lotnicze obsługujące trasy krótkodystansowe, ale jednocześnie presja kosztowa na linie lotnicze jest wysoka. Ceny paliwa lotniczego (biopaliw), niedobory siły roboczej i presja inflacyjna nadal skutkować mogą erozją marż, a konieczność ponownych inwestycji w odnowę floty i transformację cyfrową stanowi dodatkowe obciążenie dla przewoźników.

Oprócz dekarbonizacji i wyższych kosztów istnieje jeszcze jedna poważna przeszkoda: ograniczona przepustowość lotnisk, która uniemożliwia liniom lotniczym zaspokojenie rosnącego popytu. Oprócz opóźnień w dostawach samolotów, które powodują ograniczenia liczby miejsc w samolotach, przewoźnicy borykają się również z problemami związanymi z przestrzenią powietrzną, szczególnie w Europie. Według Komisji Europejskiej opóźnienia w europejskiej przestrzeni powietrznej mogą wzrosnąć sześciokrotnie do 2035 r., ponieważ oczekiwać można, że nawet 80% centrów kontroli ruchu lotniczego osiągnie kres swojej wydolności. Już latem 2024 r. tylko 65% lotów przyleciało na czas, a prognozy wskazują, że opóźnienia będą rosnąć w kolejnych latach. Komisja ostrzega, że wiele krajowych systemów kontroli ruchu lotniczego działa na granicy swoich możliwości lub przekracza je i bez pilnych reform nie będzie w stanie sprostać przyszłemu wzrostowi ruchu lotniczego. Aby temu zaradzić, Bruksela wzywa do podjęcia natychmiastowych działań politycznych i inwestycji w rekrutację, szkolenia i modernizację kontroli przestrzeni powietrznej. Apeluje ona o przyspieszenie w zatrudnianiu nowych kontrolerów, aby zaspokoić potrzeby przed 2030 r. a jednocześnie o ponowne przemyślenie przez kraje członkowskie projektu europejskiej przestrzeni powietrznej (szczególnie w zatłoczonej Europie Środkowej) oraz solidne finansowanie modernizacji technologicznej, w tym automatyzacji i systemów wspomaganych sztuczną inteligencją na lotniskach.

Z drugiej strony niestabilność geopolityczna, związana z napięciami handlowymi, konfliktami lub ograniczeniami przestrzeni powietrznej, również zmienia planowanie tras lotniczych, umowy leasingowe i priorytety obronne producentów OEM. Ponowne podwyższenie ceł przez prezydenta Trumpa rzuca nowe cienie na branżę lotniczą, grożąc zakłóceniem jej kruchego ożywienia po pandemii. Turystyka do Stanów Zjednoczonych, kluczowe źródło przychodów dla wielu (zwłaszcza europejskich) linii lotniczych słabnie, odnotowując w marcu spadek ruchu o 17% r/r z Europy Zachodniej, a wskaźnik obłożenia samolotów na początku I kw. spadł do 78% (z 84% wcześniej). Zmiana w polityce doprowadziła do bojkotu podróży przez Kanadyjczyków, którzy stanowią największą grupę turystów w USA, a w całej Europie narastają nastroje antyamerykańskie. Jednocześnie Airbnb, Booking.com i Expedia ostrzegły, że ich wyniki finansowe będą niższe od oczekiwań ze względu na słaby popyt w Stanach Zjednoczonych. Linie lotnicze z Ameryki Północnej prognozują obecnie najsłabszy  w skali globalnej wzrost przychodów w 2025 r. , odnotowując spadek przychodów w pierwszym kwartale o 10% w ujęciu kwartalnym.

Innowacje po stronie producentów: dla producentów samolotów pojawienie się nowych technologii, takich jak zaawansowana mobilność powietrzna (AAM), napęd wodorowy i operacje oparte na sztucznej inteligencji oznaczają w opinii Allianz Trade głębokie (by nie rzec przełomowe) zmiany, które zgodnie z oczekiwaniami staną się kluczowym obszarem działalności, ale… większość tych innowacji będzie wymagała kolejnej dekady, aby osiągnąć fazę dojrzałości do wdrożenia na skalę produkcyjną. W perspektywie krótko- i średnioterminowej wyzwaniem więc będzie dostosowanie zapotrzebowania (do obecnych możliwości produkcyjnych), zharmonizowanie inwestycji z poziomem gotowości technologicznej oraz zapewnienie bezpieczeństwa i zgodności z przepisami.

Polacy wyraźnie unikają reklam w telewizji. Ponad 77 proc. sięga w tym czasie po komórkę [BADANIE]

Blisko 8 na 10 respondentów przyznaje, że zdarza im się przeglądać treści w telefonie komórkowym podczas przerw reklamowych w telewizji. W ten sposób zachowują się przede wszystkim osoby młode, z wysokimi zarobkami oraz z miast liczących od 20 tys. do 49 tys. mieszkańców. Z kolei postawę przeciwną zajmują głównie ankietowani z najstarszej grupy wiekowej, z najniższymi dochodami oraz z miejscowości mających od 5 tys. do 19 tys. ludności. Autorzy badania wskazują też na zależność pomiędzy częstotliwością oglądania tradycyjnej telewizji i wspomnianym przeglądaniem treści w telefonie podczas przerw reklamowych.

77,5% uczestników badania UCE RESEARCH i Hybrid Europe deklaruje, że zdarza się im przeglądać treści w telefonie komórkowym podczas przerw reklamowych w telewizji. 20,3% ankietowanych tego nie robi, a 2,2% respondentów – nie pamięta. Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview). Wzięło w nim udział 1004 Polaków w wieku 18-80 lat.

– Mamy tu do czynienia ze zjawiskiem multiscreeningu, które polega na jednoczesnym przeglądaniu treści na wielu ekranach – telewizorze, laptopie, tablecie lub smartfonie. To oczywisty efekt gwałtownego rozwoju technologii i jej upowszechnienia. Jeśli dodamy do tego tendencję do uciekania od wszelkiego rodzaju reklam, którymi jesteśmy codziennie bombardowani, to liczba osób deklarujących przeglądanie treści w telefonie podczas przerw reklamowych w telewizji nie powinna dziwić – komentuje Beata Komosa-Trzaska, współautorka badania z Hybrid Europe.

Autorzy badania wskazują również, że telefon stał się już dawno nieodłącznym towarzyszem naszego życia, niezależnie od okoliczności. Bez niego często czujemy się zagubieni, a nawet przerażeni. Jednocześnie eksperci zwracają uwagę na różny stosunek do reklam w zależności od sposobu targetowania. Zwykle lepiej tolerujemy te, które umieszczane są kontekstowo, czyli trafiają do odbiorców wtedy, kiedy ci aktywnie przeglądają treści związane z interesującym ich tematem. W telewizji reklamy nie są w ten sposób odbierane. Wyjątek może stanowić sponsoring. Wyświetlenie billboardu sponsorskiego tuż przed programem częściej w umysłach widzów łączy reklamowaną markę z oglądaną treścią.

– Uciekamy od reklam, które nie trafiają w nasze aktualne potrzeby, a tych ciągle, mimo rozwoju technologii pozwalających na precyzję, jest nadal najwięcej. W telewizji, ze względu na jej masowy charakter, dominują kampanie reklamowe marek masowych. W efekcie tendencje do uciekania od nich są silne – wyjaśnia Adam Iwiński, współautor badania z Hybrid Europe.

O tym, że zdarza się im przeglądać treści w telefonie komórkowym podczas przerw reklamowych w telewizji, mówią przede wszystkim osoby w wieku 25-34 lat (wśród nich – 89,7%), z miesięcznymi dochodami netto ponad 9 tys. zł (84,6%) i z miast liczących od 20 tys. do 49 tys. mieszkańców (81,7%).

– Osoby w wieku 25-34 lat, mieszkające w miastach i stosunkowo dużo zarabiające oglądają telewizję w sposób mniej selektywny niż młodsze segmenty wiekowe. Jednocześnie otoczone są zewsząd elektroniką w postaci laptopów, smartfonów bądź tabletów. To może być powodem, dla którego wyróżniają się pod względem tego wskaźnika. Jednak jest to jedna z hipotez, która wymagałyby potwierdzenia – mówi Beata Komosa-Trzaska.

Z kolei nie przeglądają treści w telefonie komórkowym podczas przerw reklamowych głównie osoby w wieku 75-80 lat (wśród nich – 58,3%), z miesięcznymi dochodami netto poniżej 1 tys. zł (36,8%) oraz z miejscowości mających od 5 tys. do 19 tys. mieszkańców (24,4%).

– Te osoby są najbardziej przywiązane do tradycyjnej telewizji i jednocześnie najmniej zdigitalizowane. Ten wynik prawdopodobnie nikogo więc nie zaskakuje. Według danych firmy Nielsen, osoby po 75. roku życia to grupa spędzająca przed telewizorem ponad 6 godzin dziennie. Można więc zaryzykować twierdzenie, że jest on dla seniorów w podobnym stopniu towarzyszem życia, jak smartfon dla pokolenia Z – dodaje ekspertka.

Z badania wiemy też, jak często respondenci oglądają tradycyjną telewizję. Spośród tych, którzy robią to codziennie, 78,1% deklaruje, że zdarza się im przeglądać treści w telefonie komórkowym podczas przerw reklamowych. W przypadku ankietowanych oglądających telewizję kilka razy w tygodniu – o ww. czynności wspomina 77,9%. Natomiast wśród osób, które robią to rzadziej niż raz w tygodniu, mówi o tym 73,7%.

– Widzimy stosunkowo niedużą rozbieżność wyników. Możemy jednak zaobserwować zależność między malejącą częstotliwością oglądania telewizji i niższą skłonnością do korzystania z telefonu podczas przerw reklamowych. Osoby, które rzadziej siadają przed TV, podchodzą bardziej selektywnie do wyboru kanałów i programów. Decydują się na te, które są dla nich najbardziej interesujące. Tym samym rzadziej odwracają swoją uwagę od tego rodzaju treści, pozostając z programem nawet w czasie przerw reklamowych – podsumowuje Adam Iwiński.

***
Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie zostało przeprowadzone w II kwartale 2025 roku metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Hybrid Polska na próbie 1004 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

W pogoni za wynikami – wskazówki AWS dla optymalizacji zysku z AI

Pomimo obiecujących perspektyw w zakresie produktywności, wielu menadżerów wciąż boi się wyjść ze skalowanie GenAI poza fazę proof-of-concept. Najczęstsze obawy dotyczą prywatności danych, dokładności wyników, niejasnego zwrotu z inwestycji oraz potencjalnych konsekwencji prawnych i regulacyjnych. Wskazówkami na temat optymalizacji zysków z wykorzystaniem AI podzielił się z naszą redakcją Andrzej Horawa, Dyrektor Generalny AWS w Polsce.

Aby zbudować zaufanie i przejrzystość wykorzystania AI w firmie, klienci wdrażają rozbudowane zasady zarządzania AI, polityki i standardy oraz jasne wytyczne dotyczące użytkowania. Jednak wykazanie wyraźnego zwrotu z inwestycji w AI, aby uzasadnić koszty projektu, zwłaszcza na poziomie kadry kierowniczej i zarządu, pozostaje poważną przeszkodą.

Wyzwanie to wynika częściowo z trudności w ilościowym określeniu wzrostu wydajności pracy umysłowej, którą optymalizuje generatywna AI. Na przykład, jak przełożyć skrócenie czasu rozwiązania problemu z 10 godzin do 1 godziny dzięki chatbotowi HR na wartość biznesową? Bez tego obliczenie zwrotu, które przekona zarząd do dalszych inwestycji, jest praktycznie niemożliwe. Biorąc pod uwagę te wyzwania, firmy coraz częściej badają różne rozwiązania AI, aby znaleźć odpowiednią równowagę między wydajnością, kosztami i łatwością wdrożenia.

Potężne modele AI firmy Anthropic, Mistral, Meta czy Amazon sprawiają, że generatywna sztuczna inteligencja jest bardziej dostępna niż kiedykolwiek. Modele te mogą generować tekst, od pracy kreatywnej po generowanie kodu, przygotować i zobrazować analizę trendów, tłumaczenie językowe, analizę wideo czy grafiki. Każda z tych funkcji pozytywnie wpływa na produktywność.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy, wraz z rosnącą popularnością generatywnej sztucznej inteligencji wśród klientów korzystających z Amazon Bedrock, naszej usługi do tworzenia aplikacji na bazie generatywnej sztucznej inteligencji, klienci potwierdzili, że szeroki wybór modeli, zabezpieczenia i baza wiedzy ułatwiają tworzenie aplikacji AI. Obecnie dziesiątki tysięcy klientów korzysta z Amazon Bedrock do tworzenia aplikacji generatywnej sztucznej inteligencji w celu rozwiązywania różnorodnych problemów biznesowych we wszystkich branżach. W Polsce jedną z tych firm jest, Allianz który korzysta z Bedrocka do obsługi wniosków ubezpieczeniowych. Z kolei Nest Bank automatyzuje obsługę klienta korzystając z innej naszej usługi, Amazon Connect.

Co ciekawe, uzyskanie najlepszych wyników z modeli nie polega tylko na wyborze najnowszych rozwiązań. Połączenie modeli dostosowanych do potrzeb z najlepszymi praktykami w zakresie promptowania, często nazywanego inżynierią promptów, może przynieść znacznie lepsze wyniki pod względem dokładności i opłacalności. Dzięki udostępnieniu wielu przykładów pożądanych wyników użytkownicy mogą skutecznie skalibrować model do ich potrzeb, co przekłada się na większą dokładność, spójność, niższe koszty i lepszą wydajność.

Innym podejściem do podnoszenia poziomu generatywnej sztucznej inteligencji w biznesie jest tzw. retrieval-augmented generation (RAG). W tym podejściu modele sztucznej inteligencji są szkolone na konkretnych danych i nie wykraczają poza nie. Dzięki trenowaniu modelu na danych wyselekcjonowanych i dostarczonych przez użytkownika, wyniki pracy są dokładniejsze, a konieczność interwencji człowieka zmniejszona. Na przykład firma Audi niedawno wdrożyła wewnętrznego asystenta generatywnego AI, który wykorzystuje dane firmy w czasie rzeczywistym za pomocą RAG i Amazon SageMaker, aby usprawnić wyszukiwanie informacji w wewnętrznej dokumentacji i zwiększyć produktywność pracowników. Podobnie AstraZeneca wykorzystuje technologię RAG w połączeniu z Amazon Bedrock do transformacji procesu badań klinicznych, umożliwiając zespołom klinicznym szybki dostęp do istotnych informacji poprzez interfejs konwersacyjny, co przyspiesza rozwój nowych leków.

Chociaż optymalne podpowiadanie i RAG są potężnymi narzędziami, nie są one panaceum. Wybór modelu pozostaje sprawą najwyższej wagi i utrzymujemy, że nie ma jednego modelu, który będzie najlepszy dla wszystkich. Dlatego właśnie wprowadziliśmy sześć nowych modeli Amazon Nova, które zapewniają wiodący w branży stosunek ceny do wydajności, aby poszerzyć rosnącą ofertę najszerszych i najbardziej wydajnych modeli w Amazon Bedrock dla klientów.

Chociaż większość zadań może być wykonywana przez modele najbardziej zaawansowane, użycie modelu zbyt zaawansowanego do danego zadania będzie kosztować więcej i spowoduje niepotrzebne opóźnienia. Sztuczka polega na wybraniu rozwiązania, które jest wystarczające dla danego zadania, co zazwyczaj oznacza najmniejszy, najtańszy i najszybszy model, który może je wykonać.

Nadzór ludzki, selekcja i informacje zwrotne są również niezbędne do zapewnienia odpowiedniej jakości wyników i przestrzegania zasad odpowiedzialnego stosowania sztucznej inteligencji. Żaden z obecnych generatywnych systemów sztucznej inteligencji nie jest wystarczająco niezawodny, aby w pełni zautomatyzować cały proces biznesowy. Współpraca między człowiekiem a sztuczną inteligencją ma kluczowe znaczenie w naszych dążeniach do stworzenia bardziej niezawodnych, odpowiedzialnych i godnych zaufania systemów sztucznej inteligencji. Niezbędna jest również edukacja. Według tegorocznej edycji badania Unlocking Poland’s AI Potential, 45% polskich firm zmaga się z niedoborem kompetencji cyfrowych. Bez wyszkolonych kadr osiągnięcie sukcesu w implementacji AI jest niemożliwe.

Jesteśmy zaangażowani w demokratyzację dostępu i szkoleń w zakresie generatywnej sztucznej inteligencji, solidnych narzędzi do odpowiedzialnego rozwoju sztucznej inteligencji oraz inicjatyw dla klientów i partnerów, aby zapewnić bardziej zrównoważoną przyszłość. Odpowiedzialne wykorzystanie tych technologii ma kluczowe znaczenie dla wspierania ciągłych innowacji. Jednym ze sposobów, w jaki to robimy, jest zapewnienie klientom narzędzi i wskazówek potrzebnych do bezpiecznego, pewnego i odpowiedzialnego tworzenia i skalowania generatywnej sztucznej inteligencji.

Hans Essaadi nowym Prezesem Grupy Żywiec

Z początkiem sierpnia stanowisko Prezesa Grupy Żywiec obejmie Hans Essaadi. Hans będzie w pełni odpowiedzialny za strategię rozwoju firmy, zarządzanie rachunkiem wyników, siecią browarów oraz rozwojem zespołu spółki. Będzie podlegał Glennowi Catonowi, Prezesowi HEINEKEN na Region Europy.

Zmiana ta jest związana z planowanym objęciem nowych obowiązków przez Simona Amor, który stoi na czele Grupy Żywiec od 2021 roku. Simon obejmie rolę Senior Director Global Transformation i będzie raportował bezpośrednio do Dolfa van den Brinka, CEO firmy HEINEKEN.

Hans Essaadi to doświadczony menedżer z wieloletnim doświadczeniem w Europie, na Bliskim Wschodzie, w Azji i Afryce. Rozwijając karierę w HEINEKEN zajmował coraz wyższe stanowiska kierownicze, w tym m.in. stanowisko dyrektora zarządzającego w HEINEKEN Malaysia Berhad w Malezji i Al Ahram Beverages w Egipcie, wywierając wpływ i konsekwentnie przyczyniając się do wzrostu wszędzie tam, gdzie pracował.

W swojej ostatniej roli jako Dyrektor Zarządzający Nigerian Breweries, Hans przyczynił się do wzrostu segmentu premium, rozwoju zorientowanej na Klienta drogi do rynku, rozwoju kultury współpracy oraz znaczącego zwiększenia efektywności firmy. Z sukcesem przeprowadził także zespól Nigerian Breweries przez pełen niepewności okres gospodarczy, obejmujący ogromne ryzyko kursowe, wysoką inflację i presję na płynność.

Do czasu objęcia obowiązków przez Hansa, pełna odpowiedzialność za Grupę Żywiec spoczywa, tak jak dotychczas, w rękach Simona Amor.

Pierwsze półrocze drugiej kadencji Trumpa – geopolityczne zawirowania, nowe inwestycje i wyzwania dla rynków globalnych

  • Pierwsze sześć miesięcy drugiej kadencji Trumpa charakteryzowało się odważną retoryką, niejednoznacznością polityczną oraz ponownym dążeniem do realizacji priorytetów „America First” – od handlu i podatków po sztuczną inteligencję i obronność narodową.
  • Pomimo trwającej presji politycznej wywieranej na Rezerwę Federalną, zagrożeń związanych z cłami oraz niepewnością legislacyjną, rynki pozostały w dużej mierze odporne, a akcje były wspierane przez momentum sztucznej inteligencji oraz optymizm pro-wzrostowy.
  • W miarę jak punkt ciężkości przesuwa się z zapowiedzi w stronę realizacji, pojawia się nowy zestaw inwestycji wspieranych przez Trumpa, obejmujących tematy strukturalne, takie jak infrastruktura AI, obronność, nacjonalizm zasobowy i aktywa cyfrowe, obok aktywów wrażliwych na cięcia stóp procentowych oraz małych spółek.

W ciągu zaledwie sześciu miesięcy od powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu, rynki zostały dotknięte lawiną decyzji politycznych, powodujących geopolityczne przetasowania i ekonomiczne zawirowania. Jak echo pobrzmiewają słowa Lenina, że zdarzają się całe dekady, gdy nic się nie dzieje, a potem nadchodzą tygodnie, w trakcie których dzieje się więcej niż przez poprzednie dekady. W pierwszej połowie 2025 roku rząd USA przyjął bardziej niezależną, stanowczą postawę na arenie międzynarodowej, ożywiając protekcjonistyczną retorykę oraz przedstawiając ambitne plany podatkowe i wydatkowe, wspierając przy tym innowacje i bezpieczeństwo narodowe.

Jak podkreśla Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo, rynki okazały się w dużej mierze odporne na politykę Trumpa 2.0. Akcje nieprzerwanie rosną, a optymizm wokół sztucznej inteligencji wzmacnia wyceny spółek technologicznych. Zmienność pozostaje na niskim poziomie mimo licznych gróźb związanych z cłami, zaostrzeniem przepisów imigracyjnych i politycznym naciskiem wywieranym na Rezerwę Federalną.

Patrząc w przyszłość, rynki mogą potrzebować przesunięcia uwagi z medialnego szumu na konkretne efekty. Kilka tematów z ery Trumpa 2.0 wydaje się gotowych do przejścia od spekulacji do realizacji, co może potencjalnie zmienić przepływy kapitałowe oraz kierunki inwestycji w drugiej połowie 2025 roku.

Napięcia handlowe: dużo słów, mało czynów

Handel był jednym z najczęściej poruszanych tematów przez Trumpa w pierwszej połowie roku, z wielokrotnymi groźbami wprowadzenia ceł, szczególnie wobec Chin i Meksyku. Jednak do tej pory realizacja tych zapowiedzi była ograniczona.

  • Cła, którymi Trump wielokrotnie groził, ostatecznie nie zostały wprowadzone. Inwestorzy w dużej mierze ignorują takie zagrożenia, a rynki często rosną po tym, gdy kluczowe terminy mijają bez żadnych zmian.
  • Podejście Trumpa do handlu jest postrzegane bardziej jako narzędzie taktyczne niż bezpośrednie zagrożenie dla globalnej wymiany handlowej.

Patrząc w przyszłość:

  • Jeśli cła zostaną wprowadzone po 1 sierpnia, sektory cykliczne – w szczególności motoryzacja, przemysł i sektor detaliczny w USA – mogą zmagać się z presją na marże.
  • Z drugiej strony, kolejne opóźnienie może przywrócić apetyt na ryzyko, zwłaszcza w przypadku eksporterów z Azji oraz beneficjentów globalnego łańcucha dostaw, takich jak Indie i Azja Południowo-Wschodnia.

Niezależność Fed: rosnąca presja, spokojne rynki

Stała krytyka Rezerwy Federalnej ze strony Trumpa oraz jego apele o obniżki stóp procentowych coraz bardziej stawiają niezależność Fedu pod lupą. Niemniej jednak, przewodniczący Jerome Powell do tej pory opiera się presji politycznej.

  • Publiczna krytyka Trumpa nasiliła się, włącznie z sugestiami dotyczącymi usunięcia Powella oraz ryzykiem powołania nieformalnego przewodniczącego Fed.
  • Chociaż inflacja zmalała, Fed utrzymuje stabilne stanowisko polityczne, powołując się na zależność od danych oraz ostrożność w związku ze zmiennością cen wywołaną przez cła.
  • Rynki już uwzględniają w cenach obniżki stóp, co wspiera skłonność do podejmowania ryzyka.

Patrząc w przyszłość:

  • Przemówienie Powella w Jackson Hole w sierpniu oraz spotkanie FOMC we wrześniu będą kluczowymi wskaźnikami kierunku polityki.
  • Jeśli dojdzie do obniżek stóp, może to wzmocnić ideę „Trump Put”, sugerując, że polityka będzie dostosowywać się do słabości rynku.
  • Jeśli Fed się oprze, zmienność może powrócić, zwłaszcza wśród aktywów wrażliwych na zmiany stóp procentowych.

„Wielka Piękna Ustawa Podatkowa”: obietnica czy mrzonka?

W typowy dla Trumpa sposób „Wielka Piękna Ustawa Podatkowa” została ogłoszona z dużym rozmachem, obiecując ulgi podatkowe i stymulację prorozwojową dla gospodarki. Jednak do tej pory plan pozostaje bardziej wizją niż rzeczywistą ustawą.

  • Propozycja obejmuje obniżki podatków dla firm, ulgi na zyski kapitałowe oraz zachęty dla małych przedsiębiorstw.
  • Rynki początkowo entuzjastycznie zareagowały na decyzje, postrzegając je jako powrót do bodźców fiskalnych z 2017 roku.
  • Jednak pojawiają się obawy dotyczące finansowania, czasu realizacji oraz politycznego impasu.

Patrząc w przyszłość:

  • Rynki wydają się oczekiwać, że jakaś wersja ustawy podatkowej zostanie uchwalona, choćby w ograniczonej formie.
  • Impas legislacyjny mógłby wywołać rozczarowanie polityczne i odwrócić optymizm wokół akcji wrażliwych na podatki.
  • Z drugiej strony, nawet częściowe uchwalenie ustawy może wydłużyć okres wzrostu akcji małych i średnich spółek oraz pobudzić inwestycje biznesowe.

Nowe kierunki inwestycji związane z polityką Trumpa: tematy do obserwacji

W miarę jak decyzje zaczynają przechodzić w fazę realizacji, inwestorzy zaczynają skupiać się na tematach, które mogą mieć bardziej trwały wpływ podczas drugiej kadencji Trumpa.

Sztuczna inteligencja i infrastruktura

Trump ogłosił inicjatywę infrastrukturalną AI o wartości 500 miliardów USD, współfinansowaną przez sektor publiczny i prywatny, z udziałem takich gigantów, jak Softbank, OpenAI i Oracle. Dodatkowo, projekt ustawy podatkowej Partii Republikańskiej zakłada:

  • 250 milionów USD na finansowanie programów cyberbezpieczeństwa opartych na AI,
  • Ulgi podatkowe dla producentów chipów budujących fabryki w USA.

Wydatki przedsiębiorstw pozostają na wysokim poziomie pomimo krótkoterminowej zmienności wyników finansowych:

  • Według danych Biura Spisu Ludności USA, wskaźniki wykorzystania AI w USA podwoiły się w porównaniu do poprzedniego roku.
  • Firmy, takie jak Microsoft i Meta, zwiększają swoje działania w zakresie rozwoju AI, dostosowując struktury wewnętrzne do priorytetów związanych z generatywną AI.
  • Globalna konkurencja w inwestycjach się zaostrza. Chiny nadal zabiegają o chipy Nvidia, podczas gdy Meta rozszerza swoje wewnętrzne laboratoria AI.

Takie zaangażowanie sugeruje, że sztuczna inteligencja nie jest chwilowym trendem, ale strukturalną zmianą, która może określić kolejny cykl wydatków kapitałowych firm.

Sektor obronny i bezpieczeństwo

Trump podpisał kilka rozporządzeń wykonawczych wspierających innowacje militarne, cyberbezpieczeństwo i krajowy przemysł stoczniowy. Projekt ustawy wydatkowej Partii Republikanów przewiduje:

  • 150 miliardów USD na sektor obronny łącznie,
  • 29 miliardów USD na przemysł stoczniowy,
  • 170 miliardów USD na ochronę granic.

Niestabilność geopolityczna, od konfliktu między Rosją a Ukrainą po napięcia w Cieśninie Tajwańskiej, podkreśla strategiczne znaczenie tych działań. Zaproponowano również budżet w wysokości 24 miliardów USD na kosmiczny system obrony rakietowej nazwany „Golden Dome” („Złota Kopuła”).

Te zobowiązania sprawiają, że obronność staje się jednym z bardziej trwałych obszarów polityki Trumpa, który prawdopodobnie skorzysta ze wsparcia obydwu partii.

Metale i sektor górniczy

Nacjonalizm surowcowy staje się ważnym tematem za kadencji Trumpa. Rozporządzenia wykonawcze wspierające wydobycie metali ziem rzadkich, miedzi oraz eksplorację energii mają na celu zmniejszenie zależności od zagranicznych dostawców.

Kluczowe wydarzenia:

  • Inwestycja Departamentu Obrony w MP Materials, przez co Pentagon stał się jego największym udziałowcem.
  • Proponowane cła na importowaną stal, aluminium i miedź, mające na celu ożywienie amerykańskich zdolności produkcyjnych.

Te zmiany oznaczają długoterminowe wsparcie dla amerykańskiej infrastruktury wydobywczej i energetycznej, co ma wpływ na ceny surowców i akcje spółek przemysłowych.

Aktywa cyfrowe i bitcoin

Trump zajął zaskakująco proaktywne stanowisko wobec kryptowalut:

  • Podpisano rozporządzenie wykonawcze ustanawiające amerykańską strategiczną rezerwę Bitcoina.
  • Szersza strategia w zakresie cyfrowych finansów ma na celu uczynienie USA liderem innowacji w technologii blockchain.
  • Kluczowe etapy legislacyjne są spodziewane w drugiej połowie roku, w tym głosowanie w Senacie nad ustawą Stablecoin Bill oraz CLARITY Act.

Choć kryptowaluty pozostają zmiennymi aktywami, kierunek regulacyjny pod rządami Trumpa wydaje się wspierać innowacje zamiast je ograniczać, co może potencjalnie odblokować przepływy instytucjonalne.

Akcje małych spółek

Dzięki większej ekspozycji na popyt krajowy i mniejszej wrażliwości na globalne łańcuchy dostaw, akcje małych spółek mają szansę skorzystać na:

  • Proponowanych obniżkach podatków,
  • Łagodniejszych warunkach regulacyjnych,
  • Programach wydatków fiskalnych ukierunkowanych na infrastrukturę i innowacje.

Te czynniki mogą przyczynić się do osiągania ponadprzeciętnych wyników, zwłaszcza jeśli „Wielka Piękna Ustawa Podatkowa” zostanie przyjęta przez Kongres.

Sektor bankowy

Połączenie obniżek stóp procentowych i deregulacji tworzy sprzyjające warunki dla amerykańskich banków:

  • Niższe koszty finansowania mogą zwiększyć rentowność,
  • Łagodniejszy nadzór regulacyjny może przyspieszyć aktywność fuzji i przejęć,
  • Podstawowe wskaźniki kredytowe pozostają stosunkowo stabilne.

Dzięki temu sektor bankowy staje się atrakcyjny dla inwestorów liczących na powrót wycen do średniej historycznej i na dywidendy.

Inwestycje związane z obniżkami stóp procentowych przez Fed

Pomimo obecnego stanowiska Fed, rynki już uwzględniają możliwości obniżek stóp do końca roku. Jeśli dojdzie do cięć, mogą one przynieść szerokie skutki:

  • Sektory wrażliwe na zmiany oprocentowania, w tym użyteczności publicznej, fundusze REIT i dobra konsumpcyjne, mogą skorzystać na spadku rentowności obligacji.
  • Akcje o wysokich dywidendach mogą odzyskać popularność, szczególnie wśród inwestorów poszukujących dochodu, którzy dokonują realokacji ze środków w gotówce.
  • Akcje wzrostowe, zwłaszcza w technologii i usługach komunikacyjnych, mogą otrzymać dodatkowy impuls dzięki spadającym stopom dyskontowym.
  • Spadający kurs dolara amerykańskiego może wspierać akcje i surowce spoza USA, wzmacniając przepływy kapitału na rynki wschodzące i złoto.

Chiny: od produkcji do innowacji

Trajektoria rozwoju gospodarczego Chin coraz bardziej opiera się na przejściu od produkcji napędzanej eksportem do innowacji w dziedzinie zaawansowanych technologii.

Pomimo przeszkód demograficznych i ograniczeń handlowych kapitał nadal płynie do sektora AI i półprzewodników.

Zwrot Chin odzwierciedla głębszą transformację – od ilości do jakości oraz od globalnego outsourcingu do krajowych możliwości.

Prognozy dla dolara amerykańskiego

Połączenie politycznych ingerencji w politykę Fed, rosnących deficytów fiskalnych i potencjalnych obniżek stóp może obniżyć wartość dolara. Słabszy dolar może:

  • Sprawić, że amerykańskie aktywa będą mniej atrakcyjne dla zagranicznych inwestorów,
  • Zwiększyć atrakcyjność europejskich i azjatyckich akcji,
  • Podnieść zyski amerykańskich międzynarodowych korporacji,
  • Zwiększyć popyt na złoto, ropę i inne surowce.

Te warunki makroekonomiczne sprzyjają międzynarodowej dywersyfikacji, selektywnej alokacji funduszy na rynki wschodzące oraz ekspozycji na surowce w drugiej połowie roku.

Analiza pokazuje, że w obliczu polityki prezydenta Trumpa rynki globalne wykazują różną dynamikę, co podkreśla znaczenie dywersyfikacji portfela inwestycyjnego. Skupienie się wyłącznie na jednym regionie, takim jak USA, może narażać inwestorów na ryzyko związane z lokalnymi kryzysami czy zmianami politycznymi. Rozproszenie kapitału na różne regiony pozwala zminimalizować ryzyko i zwiększyć potencjał zysków. Dodatkowo, lokowanie środków na rynkach rozwiniętych i wschodzących umożliwia korzystanie z różnych cykli gospodarczych, co może prowadzić do bardziej stabilnych wyników – podsumowuje Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Polska liderem Europy Środkowo-Wschodniej w rozwoju centrów danych

0

Gwarancja stabilnych dostaw energii, dostęp do atrakcyjnych lokalizacji oraz spełnienie wymogów środowiskowych to kluczowe czynniki decydujące o uruchomieniu nowych centrów danych, twierdzą eksperci kancelarii Baker McKenzie. Z tego powodu perspektywy rozwoju OZE i energii atomowej mogą przyciągnąć do Polski coraz więcej zagranicznych inwestorów.

Zainteresowanie Polską jako miejscem do lokowania centrów danych rośnie i zdaniem ekspertów Baker McKenzie wzmacniać je będą dodatkowo ograniczenia administracyjne dla tego rodzaju inwestycji wprowadzane przez inne kraje. Między innymi z powodu problemów z podażą energii ograniczenia dla rozwoju centrów danych wprowadziły w Europie takie kraje jak Holandia, Francja i Irlandia. Zużycie energii w centrach danych jest 40 razy większe niż w innych nieruchomościach komercyjnych.

– Mamy do czynienia z migracją biznesu centrów danych w poszukiwaniu czystych, a przede wszystkim dostępnych i stabilnych źródeł energii – mówi Agnieszka Skorupińska, partnerka kierująca praktyką zrównoważonego rozwoju i transformacji energetycznej w warszawskim biurze Baker McKenzie. – Pomyślność rozwoju OZE i uruchomienie elektrowni atomowych, w tym plany dotyczące modułowych reaktorów jądrowych (SMR), będą mieć kluczowe znaczenie dla tego sektora w Polsce.

Polska staje się liderem regionu Europy Środkowo-Wschodniej pod względem liczby i mocy centrów danych, jak wynika z danych firmy doradczej JLL. W 2024 roku znajdowały się w Polsce 123 centra danych, a eksperci szacują, że wielkość rynku mierzona zasobami mocy zwiększy się niemal trzykrotnie do 500 MW w 2030 roku. Wzrost tego sektora związany jest z rozwojem technologii opartych na sztucznej inteligencji, zwiększeniem liczby danych przetwarzanych w chmurze, upowszechnianiem urządzeń wykorzystujących IoT (Internet of Things) i rosnącą popularnością mediów społecznościowych.

– Inwestorzy coraz wyraźniej dostrzegają wzrost zapotrzebowania na infrastrukturę centrów danych w regionie, a Polska wyrasta na jedną z kluczowych jurysdykcji w tym obszarze. Mimo istniejących wyzwań proceduralnych i formalnych, potencjał naszego kraju jest duży i budzi zainteresowanie zarówno inwestorów instytucjonalnych, jak i korporacji rozwijających centra danych dla własnych potrzeb – mówi Weronika Achramowicz, partner zarządzająca Baker McKenzie w Polsce, współkierująca praktyką transakcyjną. – Co więcej, planowane inwestycje w energetykę atomową znacząco wzmacniają konkurencyjność Polski jako lokalizacji dla długoterminowych, zrównoważonych inwestycji technologicznych.

Zdaniem prawników Baker McKenzie na etapie planowania inwestycji trzeba wziąć pod uwagę czas niezbędny do wynegocjowania długoterminowej umowy na dostawy energii (Power Purchase Agreement) oraz na rozpatrzenie wniosków składanych do Polskich Sieci Energetycznych odpowiedzialnych za dystrybucję. PSE działa pod coraz większą presją związaną z jednej strony z rosnącymi mocami OZE, które oczekują na zgodę na przyłączenie do sieci, z drugiej z wnioskami na pobór energii ze strony operatorów centrów danych, które sięgają rekordowych wartości rzędu 500, 800 czy 1000 MW. Zarówno sieć przesyłowa, jak i przepisy regulujące procedury wydawania zgód wymagają zmian.

Obecnie większość całkowitej komercyjnej powierzchni serwerowej w Polsce zlokalizowana jest w Warszawie. Duże miasta dominują na liście preferowanych lokalizacji. Jednak im większy obiekt, tym większe wyzwania związane między innymi z aspektami środowiskowymi. Eksperci Baker McKenzie zwracają uwagę, że czynniki związane z lokalizacją i społeczną odpowiedzialnością biznesu są w przypadku centrów danych ściśle ze sobą powiązane. O umiejscowieniu centrum decydują przede wszystkim miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego (MPZP), ale równie istotny jest dostęp do wody używanej do chłodzenia systemu, odpady i kwestia odprowadzania nadmiarowego ciepła.

Znaczenie kwestii ESG odgrywa istotną rolę w planowaniu inwestycji w centra danych oraz w poszukiwaniu rozwiązań, które pozwolą ograniczyć ich negatywny wpływ na środowisko. W niektórych przypadkach – na przykład przy podłączeniu centrum danych do lokalnej sieci ciepłowniczej, co umożliwia wykorzystanie generowanego przez nie ciepła do ogrzewania budynków mieszkalnych – konieczne są odpowiednie ułatwienia prawne.

Prawnicy Baker McKenzie zwracają uwagę na dodatkowe możliwości, z jakich korzystać mogą inwestorzy, w tym związane z wykorzystaniem terenów brownfield, czyli poprzemysłowych lub pierwotnie zabudowanych, które często mają doskonałą lokalizację i spełniają warunki niezbędne dla centrum danych. Jak podkreśla Weronika Guerquin-Koryzma, partnerka oraz szefowa praktyki nieruchomości w warszawskim biurze Baker McKenzie:

– Inwestycje na terenach typu brownfield umożliwiają wykorzystanie lokalizacji w pobliżu, lub wręcz w miastach, co jest kluczowe w kontekście bliskości użytkowników i wydajności infrastruktury. Choć pełne dostosowanie istniejącego obiektu lub dostępnej działki poprzemysłowej do planów inwestycyjnych nie zawsze będzie możliwe, to jednak dostęp do infrastruktury ma ogromny wpływ na czas realizacji projektu i jego atrakcyjność.

Sztuczna inteligencja w bankach – jak algorytmy zmieniają doświadczenia klientów

Największe banki w Polsce i na świecie wykorzystują obecnie tylko część możliwości, jakie dają narzędzia oparte na sztucznej inteligencji (AI), wynika z raportu międzynarodowej firmy doradczej Kearney. Rozwiązania AI zdecydują o przyszłości sektora i pozycji konkurencyjnej banków i fintechów.

Eksperci Kearney zidentyfikowali siedem obszarów, w których AI może poprawiać jakość i efektywność obsługi: zdalna aktywacja kont w ciągu kilku minut, prostszy proces oceny klienta zgodnie z zasadami „poznaj swojego klienta” (KYC) i przeciwdziałania praniu pieniędzy (AML), wsparcie decyzji finansowych, personalizowanie i rozszerzanie usług, sprzedaż oparta o wydarzenia w życiu klienta, precyzyjna i szybka obsługa dostępna całodobowo oraz interfejs głosowy w aplikacji mobilnej.

Polskie banki – pionierzy w Europie w korzystaniu ze zdobyczy nowych technologii – osiągnęły już wysoki poziom zaawansowania w zdalnej aktywacji kont. Wykorzystują do tego selfie, OCR (przetwarzanie obrazów na tekst), e-dowody, a w niektórych przypadkach także automatyczną analizę dokumentów.

– Polskie banki uważane są za innowacyjne i nowoczesne – to efekt rozwiązań wdrażanych konsekwentnie przez sektor w ostatnich dwudziestu latach. Pod względem zaawansowania usług cyfrowych i mobilnych wyprzedzają wiele banków w innych krajach rozwiniętych – mówi Krystian Kamyk, partner i dyrektor zarządzający Kearney w CEE oraz współautor raportu. – Przejście na wyższy poziom i utrzymanie dotychczasowego tempa rozwoju będzie wymagało od polskich banków zastosowania algorytmów, które analizowałyby zachowania klienta w czasie rzeczywistym.

Algorytmy sztucznej inteligencji pozwalają proaktywnie proponować klientom skorzystanie z dostępnych w ofercie możliwości, a następnie udoskonalają swoje sugestie na bazie historii interakcji.

Eksperci Kearney zwracają uwagę na korzyści wynikające z użycia narzędzi AI, dzięki którym banki mogą podnieść poziom bezpieczeństwa oraz lepiej dopasować ofertę do potrzeb klienta. Algorytmy mogą na bieżąco analizować profil ryzyka klienta, samodzielnie prosić o aktualizację danych lub przesłanie dodatkowych dokumentów. Próby oszustw mogą być wykrywane w czasie rzeczywistym. Pozwalają na to techniki biometrii behawioralnej, które analizują tempo i kolejność wpisywania danych lub wykorzystywane urządzenia i wykrywają odstępstwa od normy.

Narzędzia AI mogą też wspierać klienta w zarządzaniu finansami. W oparciu o analizę wydatków, wpływów i zobowiązań algorytmy mogą w czasie rzeczywistym sugerować konkretne działania takie jak przesunięcie środków, rozłożenie większego wydatku na raty lub ostrzegać o ryzyku przekroczenia budżetu. Spersonalizowana analiza w połączeniu z poszerzaniem usług oferowanych przez banki sprawia, że bankowe aplikacje stają się narzędziem wspierającym codzienne aktywności klientów. Za ich pomocą klienci mogą szybciej i łatwiej dokonywać drobnych płatności – doładowań telefonu, opłat za subskrypcje, bilety miejskie i parkingi, a także przyspieszyć płatności za e-zakupy.

Ponadto narzędzia AI monitorują zachowania i zdarzenia życiowe klienta, by trafnie przewidywać jego potrzeby produktowe i we właściwym momencie rekomendować konkretne oferty, takie jak karta kredytowa, kredyt gotówkowy, lokata czy ubezpieczenie. Propozycje są wyświetlane w sposób zautomatyzowany, często z opcją natychmiastowej akceptacji w aplikacji mobilnej.

Tego rodzaju rozwiązania są nadal na początkowym etapie rozwoju w polskich bankach, jak wynika z analiz Kearney. Dostępne są narzędzia do kategoryzacji wydatków i podstawowej analizy finansowej, jednak wsparcie decyzyjne oparte na AI, w szczególności rekomendacje lub ostrzeżenia kontekstowe, są dopiero w fazie koncepcji. Znaczna część banków rozwija swoją ofertę produktów, natomiast wdrożenia algorytmów opartych o analizę zachowań i kontekstu zdarzeń, takich jak na przykład propozycja oferty ubezpieczenia związana z zakupem biletu lotniczego, jest nadal sporadyczna.

– Tak zwany lifestyle banking, w którym usługi finansowe w aplikacji stają się centrum zarządzania codziennymi sprawami klienta, można dzięki nowoczesnym technologiom udoskonalić zwiększając personalizację oferty – mówi Karolina Leśkiewicz, dyrektorka w warszawskim biurze Kearney i współautorka raportu. – Narzędzia AI kształtują trendy współczesnej bankowości i pomagają budować przewagę konkurencyjną podmiotów, które z nich korzystają.

Narzędzia AI mogą być wykorzystane również, by zwiększać efektywność obsługi – klient może mieć całodobowo kontakt z bankiem bez konieczności czekania. AI może przejąć kontakt z klientem w kanałach takich jak czat, połączenie głosowe czy e-mail, automatyzując odpowiedzi i przekierowując sprawy do konsultantów tylko w razie potrzeby. Kluczowe dla banków jest wykorzystanie algorytmizacji do zwiększenia precyzji i poprawności odpowiedzi oraz zakresu spraw wymagających obsługi możliwych do załatwienia zdalnie. Dla klientów starszych lub preferujących proste i tradycyjne formy komunikacji sprawdza się zwłaszcza interfejs głosowy – użytkownik może sterować aplikacją mobilną i wykonywać operacje za pomocą poleceń wydawanych w rozmowie.

Z analiz Kearney wynika, że niektóre banki wdrożyły voiceboty na infoliniach, jednak nie pełnią one jeszcze roli pełnoprawnych asystentów. Natomiast funkcjonalność głosowa w aplikacjach mobilnych została wdrożona w części banków, ale jest traktowana jako rozwiązanie dodatkowe, a nie główny kanał interakcji.

Jak wynika z raportu Kearney, klienci banków, którzy w ostatnim roku uruchamiali konta lub nowe usługi w zdecydowanej większości mieli świadomość, że ich obsługa przebiega ze wsparciem narzędzi AI. Eksperci zwracają uwagę jednak na niską gotowość klientów na kontakt z AI – blisko co trzeci deklaruje brak lub bardzo niską otwartość na korzystanie z tych rozwiązań, a niemal połowa nie jest do nich w pełni przekonana.

Jak polskie przedsiębiorstwa wdrażają AI? Wyniki badania Bilans Kapitału Ludzkiego

Coraz więcej firm w Polsce dostrzega potencjał sztucznej inteligencji, ale wiele z nich wciąż nie potrafi przekuć go w konkretne działania. Najnowsze badanie przeprowadzone w ramach projektu Bilans Kapitału Ludzkiego pokazuje, jak firmy podchodzą do wdrażania AI, gdzie już ją stosują, co je blokuje oraz jakie kompetencje będą kluczowe w erze cyfrowej transformacji.

Badanie jakościowe ujawniło, że sztuczna inteligencja znajduje zastosowanie w pięciu głównych obszarach:

  • obsłudze klienta,
  • sprzedaży,
  • rozwoju produktów i usług,
  • planowaniu/logistyce,
  • zarządzaniu ryzykiem.

Badani przedsiębiorcy najchętniej wdrażają AI w procesach powtarzalnych, łatwych do standaryzacji i niewymagających skomplikowanego nadzoru – mówi Robert Zakrzewski z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości – Firmy podkreślają, że AI najlepiej sprawdza się tam, gdzie człowiek wykonuje czasochłonne, rutynowe zadania.

O czym świadczy takie podejście?

To pokazuje, że bardzo minimalizujemy jeszcze ryzyka. Powtarzalne, rutynowe, nieskomplikowane, ale czasochłonne zadania – to na tym uczą się polskie firmy. Nie

eksperymentujemy jeszcze za często w obszarach, które jawią się jako bardziej ryzykowne. Ciekawe jest też to, że firmy z blizniaków bez AI dostrzegają mniej możliwości wdrożeń i mniej potencjalnych korzyści, co wynika z ograniczeń w wiedzy. A jak nie wiedzą, nie mają motywacji do próbowania – dodaje Anna Szczucka z Centrum Ewaluacji i Analiz Polityk Publicznych UJ.

Kto już korzysta z AI?

Spośród badanych firm, największy postęp w zakresie wdrażania narzędzi AI widać w dużych i średnich przedsiębiorstwach. To organizacje dysponujące zespołami IT i budżetami, które pozwalają budować zintegrowane z systemami zarządczymi działającymi w firmach rozwiązania. Przebadane mikro i małe firmy sięgają najczęściej po gotowe aplikacje typu plug&play takie jak chatboty, narzędzia do automatyzacji marketingu czy analizy danych. Ich zaletą jest niska bariera wejścia – zarówno finansowa, jak i technologiczna.

AI jako wsparcie i inspiracja

Firmy, które już korzystają z AI, wskazują na konkretne korzyści:

  • oszczędność czasu,
  • poprawę efektywności,
  • odciążenie pracowników od żmudnych zadań,
  • lepsze dopasowanie produktów i usług do potrzeb klientów.

Dla wielu z nich sztuczna inteligencja staje się nie tylko narzędziem operacyjnym, ale również źródłem inspiracji do tworzenia nowych rozwiązań czy eksplorowania danych. W niektórych przypadkach wdrożenie AI wpłynęło też na zmianę kultury organizacyjnej – przyspieszyło cyfryzację i otworzyło zespoły na eksperymenty z nowymi modelami pracy.

Sztuczna inteligencja to dziś nie tylko zaawansowana technologia, ale przede wszystkim katalizator zmiany sposobu myślenia o procesach i organizacji pracy. W firmach, które  aktywnie i refleksyjnie wdrażają te rozwiązania, obserwuje się wzrost innowacyjności oraz gotowości do uczenia się i zdolności adaptacyjnych – mówi Anna Szczucka z Centrum Ewaluacji i Analiz Polityk Publicznych UJ.

W zależności od branży firmy zauważają różne korzyści:

  • dostosowanie do oczekiwań klientów (m.in. medycyna, IT/OT, finanse, budownictwo),
  • poprawa jakości produktów i usług (handel, marketing, life sciences),
  • wpisanie się w trendy technologiczne (transport, logistyka, IT/OT).

Co powstrzymuje firmy przed wdrożeniem AI?

Choć badani przedsiębiorcy, którzy jeszcze nie wdrożyli rozwiązań opartych na AI dostrzegają ich potencjał, to wielu z nich nie wie, od czego zacząć jej wdrażanie w firmie. Główne bariery to:

  • brak wiedzy o dostępnych narzędziach,
  • obawy o bezpieczeństwo danych,
  • niepewność co do odpowiedzialności za błędy AI,
  • niedopasowana infrastruktura IT,
  • brak kompetencji cyfrowych i trudności w pozyskaniu specjalistów.

Część badanych przedsiębiorców dostrzega potencjał AI i wie, że można ona im pomóc w różnych aspektach działalności. Brakuje im jednak wiedzy, jak i od czego zacząć – komentuje Iwona Krysińska z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Klucz do wdrożeń? Kompetencje i edukacja

Wyniki badania podkreślają wagę kompetencji, takich jak: umiejętność komunikowania się z AI (np. prompt engineering), analityka danych, elastyczność i zdolność adaptacji, umiejętność doboru odpowiednich narzędzi do potrzeb firmy.

Firmy, które już korzystają z AI, znacznie lepiej oceniają swoje kompetencje cyfrowe niż te, które jeszcze nie podjęły takich działań.

Gotowi na przyszłość?

Nowe technologie redefiniują sposób działania firm – niezależnie od ich wielkości. Aby

skorzystać z potencjału AI, firmy w Polsce muszą inwestować nie tylko w narzędzia, ale przede wszystkim w ludzi i kompetencje. Trwa kolejny etap badania – badanie ilościowe, które pozwoli uszczegółowić i poszerzyć zakres wiedzy zdobytej na poprzednich etapach badania oraz przeprowadzić analizy na poziomie ogółu przedsiębiorstw reprezentujących wytypowane do badania branże (mające największy potencjał wykorzystania AI).

Dane pochodzą z badania jakościowego, którego częścią  były pogłębione wywiady z 25 parami „bliźniaczych” firm (o zbliżonej charakterystyce, m.in. tej samej branży i wielkości, z których jedna wykorzystuje AI, a druga nie, podobnej skali i branży – jedna korzystająca z AI, druga jeszcze nie). Przeprowadzono ponad 50 wywiadów z przedstawicielami zarządów firm, dyrektorami IT, właścicielami przedsiębiorstw, czyli kluczowymi osobami w firmach.

O badaniu:

Badanie zostało zrealizowane w ramach tematycznego modułu projektu Bilans Kapitału Ludzkiego AI – inicjatywy Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości i Uniwersytetu Jagiellońskiego. To jedno z największych źródeł danych o rynku pracy w Polsce, prowadzone od 2009 roku. Projekt łączy badania przekrojowe i tematyczne, odpowiadające na aktualne wyzwania rynku i gospodarki.

Koszty pracy biją rekordy – 43% firm rezygnuje z kandydatów o zbyt wysokich oczekiwaniach

Zatrudnienie pracownika w Polsce jeszcze nigdy nie było tak wymagające finansowo. W 2015 roku całkowity koszt obsadzenia jednego etatu w sektorze przedsiębiorstw wynosił przeciętnie 5 349 zł miesięcznie. Dziś, w połowie 2025 roku, ten sam wskaźnik przekroczył już 10 000 zł, co oznacza wzrost o 100% w ciągu dziesięciu lat, wynika z danych GUS. Taka dynamika wzrostu sprawia, że przyjęcie do zespołu nowej osoby staje się coraz większym wyzwaniem dla przedsiębiorców. Według badania Grupy Progres, aż 43% firm rezygnuje z zatrudnienia kandydata, jeśli jego oczekiwania finansowe są zbyt wysokie, a dla 37% pracodawców największym wyzwaniem są właśnie rosnące oczekiwania płacowe obecnej kadry.

Koszty związane z zatrudnianiem pracowników w Polsce osiągają coraz wyższe – dla wielu firm wręcz zaporowe – poziomy, co wyraźnie widać na przestrzeni ostatnich lat. W 2015 r. przeciętny całkowity wydatek brutto na jedną osobę wynosił 5 349 zł miesięcznie. Pięć lat później, w 2020 r., wzrósł do 7 042 zł. Kolejne lata przyniosły dalsze podwyżki: w 2022 r. było to już 8 641 zł, a w 2023 – 9 665 zł. Równolegle zwiększały się również koszty jednej godziny pracy: z 38 zł w 2015 r., przez 51 zł w 2020, do 61 zł w 2022 i 69 zł w 2023. Obecnie obsadzenie etatu staje się jeszcze poważniejszym wyzwaniem finansowym dla przedsiębiorców.

Tylko w czerwcu 2025 r. przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 9% względem analogicznego miesiąca poprzedniego roku, osiągając poziom 8 881,84 zł. Oznacza to, że całkowite obciążenia związane z utrzymaniem etatu – uwzględniające składki społeczne, fundusze pracownicze, szkolenia, delegacje czy koszty rekrutacji – przekroczyły próg 10 000 zł miesięcznie na osobę. Jednostkowe koszty pracy, według danych z I kwartału tego roku, osiągnęły poziom 170,93 punktów, co potwierdza nasilającą się presję finansową, z jaką mierzą się polscy przedsiębiorcy. Od stycznia 2026 r. przewidywana jest kolejna podwyżka – płaca minimalna wzrośnie do 4 806 zł brutto, a stawka godzinowa do 31,40 zł, co pociągnie za sobą wyższe składki na ZUS, Fundusz Pracy oraz inne obowiązkowe należności.

– Pracownik to dziś inwestycja z wysokim progiem wejścia – mówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres. Nie każdy jest w stanie przeskoczyć ten pułap, bo koszty zatrudnienia rosną nie tylko w wyniku podwyżek płac, ale także z powodu coraz większych obciążeń związanych z podatkami, składkami i innymi kosztami dodatkowymi. To zróżnicowanie wymusza na firmach bardziej strategiczne i zindywidualizowane podejście do planowania zatrudnienia oraz zarządzania budżetem przeznaczonym na wynagrodzenia. Szczególnie, że pod tym względem pracownicy i kandydaci mają coraz wyższe oczekiwania, często są one uzasadnione, jednak nie każda firma jest w stanie im sprostać – dodaje Cezary Maciołek.

W praktyce oznacza to, że wielu pracodawców musi podejmować trudne decyzje dotyczące procesu rekrutacji i polityki wynagrodzeń, co potwierdzają wyniki najnowszego badania Grupy Progres. Aż 43% firm rezygnuje z przyjęcia kandydata, jeśli jego oczekiwania finansowe przekraczają ich możliwości budżetowe. Dla 37% największym wyzwaniem są rosnące wymagania płacowe obecnej kadry, które istotnie obciążają finanse przedsiębiorstwa. Dodatkowo, 24% wskazuje na wysokie koszty szkoleń i benefitów jako czynnik znacznie zwiększający całkowite wydatki personalne. Tyle samo firm postrzega proces rozstawania się z pracownikami jako kosztowny i problematyczny, co jeszcze bardziej komplikuje zarządzanie zespołem.

Branżowe różnice w wydatkach

Jak wynika z danych GUS („Mały rocznik statystyczny Polski”), w 2023 roku koszty pracy znacząco różniły się w zależności od branży. W sektorze informacji i komunikacji miesięczne obciążenie związane z zatrudnieniem jednego pracownika wynosiło aż 17 101 zł brutto, przy godzinowym koszcie pracy sięgającym 117 zł. Podobne wartości odnotowano w górnictwie i wydobywaniu — 17 114 zł miesięcznie i 119 zł za godzinę.

Wysoko plasował się również sektor finansów i ubezpieczeń, gdzie całkowity koszt pracy wynosił przeciętnie 14 868 zł (103 zł/h). W energetyce i gazownictwie firmy ponosiły wydatki rzędu 14 555 zł miesięcznie, co dawało 103 zł za godzinę.

Branże specjalistyczne, takie jak działalność profesjonalna, naukowa i techniczna, generowały średni koszt na poziomie 13 108 zł miesięcznie i 90 zł za godzinę pracy. W administracji publicznej i obronie narodowej obciążenie wynosiło 10 731 zł oraz 76 zł/h, a w rolnictwie, leśnictwie, łowiectwie i rybactwie koszt średnio 10 266 zł miesięcznie i 70 zł za godzinę.

W sektorze opieki zdrowotnej i pomocy społecznej średni koszt pracy kształtował się na poziomie 9 979 zł miesięcznie (71 zł/h), a w transporcie i magazynowaniu – 9 626 zł i 65 zł za godzinę. Dla handlu i napraw pojazdów wartości te wynosiły odpowiednio 8 439 zł i 58 zł.

W edukacji wynosił on 8 606 zł, przy godzinowym na poziomie 80 zł. Działalność kulturalna, rozrywkowa i rekreacyjna generowała 8 288 zł miesięcznie i 58 zł/h. Przetwórstwo przemysłowe oraz budownictwo notowały zbliżone obciążenia: odpowiednio 8 736 zł i 8 742 zł miesięcznie, przy godzinowym koszcie pracy wynoszącym 60 i 58 zł. W obsłudze rynku nieruchomości całkowity koszt zatrudnienia sięgał 9 420 zł miesięcznie (66 zł/h), a w działalności administracyjnej i wspierającej — 7 430 zł (51 zł/h).

Najniższe wartości odnotowano w branży zakwaterowania i gastronomii, gdzie miesięczny koszt utrzymania pracownika wynosił 6 510 zł, a godzinowy – 44 zł.

Mimo rosnącego znaczenia kosztów pracy dla gospodarki, świadomość Polaków na temat rzeczywistej struktury tych obciążeń wciąż pozostaje ograniczona. Większość pracowników utożsamia całkowite nakłady ponoszone przez firmę jedynie z pensją netto, pomijając dodatkowe elementy, takie jak składki ZUS, fundusze świadczeń, rekrutacja, szkolenia czy zapewnienie bezpieczeństwa pracy. Brak pełnej wiedzy w tym zakresie utrudnia podejmowanie świadomych decyzji zarówno po stronie pracowników, jak i pracodawców – zwłaszcza w kontekście szybko zmieniających się przepisów i rosnących zobowiązań finansowych.

– Narastające braki kadrowe i rosnące wydatki związane z zatrudnieniem mogą stać się mieszanką o bardzo poważnych konsekwencjach dla rynku pracy i kondycji firm. Niewiedza na temat rzeczywistych kosztów i wyzwań związanych z zatrudnieniem dodatkowo utrudnia podejmowanie skutecznych decyzji. W tej sytuacji konieczne jest poszukiwanie nowych, innowacyjnych rozwiązań, które pozwolą lepiej zarządzać zasobami ludzkimi, optymalizować wydatki i jednocześnie odpowiadać na zmieniające się potrzeby rynku oraz pracowników. Niestety na znaczące obniżki czy spadek kosztów zatrudniania nie ma co liczyć, dlatego wdrażanie efektywnych strategii jest dziś nie tylko wskazane, ale wręcz niezbędne – podsumowuje Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres.

***

Badanie Grupy Progres zostało zrealizowane metodą CAWI, w terminie od 1 do 14 czerwca 2025 roku. Wzięło w nim udział 500 respondentów – przedsiębiorców oraz przedstawicieli firm, którzy są osobami decyzyjnymi w zakresie zatrudnienia i polityki płacowej. Próba miała charakter celowy i objęła firmy z różnych branż oraz o różnej wielkości – od mikro i małych, przez średnie, aż po duże przedsiębiorstwa. Zakres geograficzny badania obejmował całą Polskę. Celem było zebranie opinii przedsiębiorców dotyczących kosztów pracy, procesów rekrutacyjnych, wynagrodzeń oraz aktualnych wyzwań związanych z zatrudnianiem i utrzymaniem pracowników.

ZUS i składka zdrowotna wzrosną w przyszłym roku. Przedsiębiorcy: obciążenie małych firm jest za duże

Przedsiębiorcy: składki ZUS i zdrowotna przygniatają małych przedsiębiorców. Kilkaset złotych więcej od 2026 roku.

– Polityka gospodarcza rządu powinna zmierzać w stronę ograniczania obciążania małych i średnich firm. Od miesięcy mówimy o tym, że sytuacja przedsiębiorców nie jest najlepsza, a wielu przedsiębiorców niemal codziennie zgłasza nam, że bieżące koszty i obciążenia pożerają zyski – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Zwiększenie comiesięcznych składek ZUS najbardziej dotyka najmniejsze firmy – dodaje Hanna Mojsiuk.

Przedsiębiorcy czują się przytłaczani

W 2026 roku comiesięczne składki przedsiębiorców na ZUS wzrosną o niemal 153 zł, co w skali roku oznacza dodatkowy wydatek rzędu 1836 złotych. Do tego dochodzi wzrost minimalnej składki zdrowotnej, koszt płacy minimalnej, wzrost opłat za media czy coraz częściej zgłaszany przez przedsiębiorców koszt użytkowania nieruchomości. Od roku 2026 przedsiębiorcy będą więc płacić kilkaset złotych miesięcznie więcej.

– Apelujemy do rządzących oraz ministrów zajmujących się gospodarką, by przyjrzeli się temu, jak mocno obciążani są kosztami mali i średni przedsiębiorcy. Wiele mówimy o deregulacji, o wzroście konkurencyjności, o tym, by budować silną gospodarkę. Tymczasem zauważamy, że wielu przedsiębiorców nie jest w stanie utrzymać małej firmy, bo bieżące koszty rosną. Ostatnio rozmawiałam z jednym z restauratorów ze Szczecina, który powiedział mi wprost: mam klientów, ale wszystkie zyski są pożerane przez wzrost kosztów. Tak się po prostu nie da bezpiecznie funkcjonować – mówi Hanna Mojsiuk.

Przedsiębiorcy apelują, by ograniczyć wzrost obciążeń wynikających ze składek zdrowotnych i ubezpieczeniowych dla sektora MŚP oraz wrócić do tematu obniżenia składki zdrowotnej dla przedsiębiorców.

– Przedsiębiorcy potrzebują tego jak powietrza. Zmniejszajmy obciążenia firm. Dajmy im rosnąć, a nie przytłaczajmy kosztami – mówi Hanna Mojsiuk.

– Dla małych przedsiębiorców każda kolejna podwyżka ZUS to realny problem. Wbrew pozorom nie wszyscy prowadzący firmy osiągają wysokie zyski – bardzo wielu przedsiębiorców działa na granicy opłacalności. Każdy dodatkowy koszt to ogromne wyzwanie. Małe firmy nie mają zaplecza finansowego wielkich korporacji. Kolejna podwyżka składek to nie tylko obciążenie, ale także realne ryzyko likwidacji i miejsc pracy i wykreślenie przedsiębiorcy z bazy CDEiG – dodaje Katarzyna Rogoźnicka, doradca gospodarczy.

Eksperci: „Mobilizacja jest potrzebna do rozwoju, a nie do wniosków o upadłość”

Początek roku dla małych i średnich firm jest bardzo trudny. W czerwcu 2025 roku 39 firm ogłosiło upadłość, co stanowi drugi najwyższy wynik w tym roku. Jednocześnie rozpoczęto 407 nowych postępowań restrukturyzacyjnych. Wiele firm przyznaje, że I i II kwartał rozczarował jeżeli chodzi o ilość klientów. Problem ma handel, gastronomia, sektor usługowy. Wciąż nie ma także ożywienia w transporcie, budownictwie czy w przemyśle.

– Każde obciążenie dla przedsiębiorców sektora MŚP jest odczuwalne. Jeżeli połączymy każdy z tych składników w comiesięczną całość to okaże się, że wypracowanie zysku dla jednoosobowej działalności gospodarczej czy małej firmy okazuje się trudnym zadaniem. Przedsiębiorcy są mocno obciążani kosztami mediów, wzrostu cen surowców, a daniny podatkowe powinny być tak regulowane, by nie przygniatać małych firm. Wzrost składki ZUS prognozowany na bazie średniej krajowej w sektorze przedsiębiorstw najbardziej krzywdzący jest właśnie dla małych firm, które często nie są w stanie wypracować zysku na poziomie bazy wyjściowej wyliczania składki. Rząd przyjmuje bowiem, że średnia krajowa to ok. 9,5 tysiąca złotych – mówi Paweł Skotnicki, ekspert gospodarczy i ubezpieczeniowy.

Byliśmy bardzo zadowoleni prowadząc obsługę prawną małych i średnich podmiotów gospodarczych, że udało się naszym klientom przetrwać pandemię i jej negatywne ekonomiczne skutki. A teraz systematycznie dokładane są kolejne znaczne obligatoryjne koszty i wiele firm będzie walczyć o przetrwanie. To nie tylko dodatkowe koszty ZUS w 2026 roku ale także wzrost minimalnego wynagrodzenia a tym samym roszczenia pozostałych pracowników o kolejne podwyżki wynagrodzeń. To za duże obciążenia dla małych i średnich przedsiębiorców, którzy wspierają naszą gospodarkę. Nie wystarczy tylko zmniejszenie formalnych obowiązków przedsiębiorców, ale potrzebna jest realna pomoc Państwa mobilizująca przedsiębiorców do rozwoju firm a nie do wniosków o upadłość – komentuje mecenas Grażyna Wódkiewicz, prawnik i partner w kancelarii Wódkiewicz Sosnowski Jarosiewicz.

Transformacja rynku pracy pod wpływem AI: co czeka pracowników i pracodawców?

AI nie oznacza końca pracy, lecz jej głęboką przemianę. To narzędzie o ogromnym potencjale – zarówno zagrożeń, jak i szans. Przyszłość zależy od tego, czy uda się zapewnić sprawiedliwy i inkluzywny model transformacji.

Postępujący rozwój technologii opartych na sztucznej inteligencji (AI) wywiera coraz silniejszy wpływ na globalny rynek pracy. Według raportu World Economic Forum (WEF), do 2030 roku transformacji ulegnie około 22 proc. obecnych stanowisk pracy¹. Zmiany te obejmują zarówno eliminację zawodów o charakterze rutynowym i administracyjnym, jak i powstawanie nowych ról, m.in. w sektorze opieki zdrowotnej, edukacji, zielonej energii oraz technologii cyfrowych².

W obliczu tych przemian kluczowego znaczenia nabierają kompetencje pracowników. Szacuje się, że aż 39 proc. aktualnych umiejętności zawodowych stanie się przestarzała jeszcze przed końcem obecnej dekady³. Polska, podobnie jak wiele innych państw, boryka się z niedoborem zarówno specjalistów tworzących systemy AI, jak i użytkowników zdolnych do ich efektywnego wykorzystywania. Bez szeroko zakrojonych działań systemowych w obszarze edukacji i polityki rynku pracy może dojść do sytuacji, w której nowe miejsca pracy pozostaną nieobsadzone⁴.

Według szacunków WEF, nawet 59 proc. pracowników będzie wymagało przekwalifikowania, z czego 11 proc. może nie uzyskać niezbędnych kompetencji⁵. Jednocześnie Międzynarodowa Organizacja Pracy (ILO) wskazuje, że jedynie około 2,3 proc. stanowisk na świecie ma potencjał do pełnej automatyzacji przy użyciu technologii AI⁶. Oznacza to, że większość zawodów zostanie raczej przekształconych niż całkowicie zlikwidowanych.

Zróżnicowanie wpływu AI jest jednak znaczące. Pracownicy administracyjno-biurowi, szczególnie kobiety, są znacznie bardziej narażeni na automatyzację – 24 proc. ich zadań charakteryzuje się wysoką ekspozycją na AI, a 58 proc. średnią⁷. ILO szacuje, że globalnie 3,7 proc. miejsc pracy kobiet może zostać zautomatyzowanych, w porównaniu z 1,4 proc. w przypadku mężczyzn⁸. Dysproporcje te są szczególnie widoczne w krajach wysoko rozwiniętych.

Różnice geograficzne są równie istotne. Choć AI może zwiększać produktywność i eliminować monotonne czynności, jej wdrożenie wymaga odpowiedniej infrastruktury cyfrowej i kompetencji, których brakuje w wielu krajach Globalnego Południa⁹. Przykładowo, w Ameryce Łacińskiej niemal połowa zawodów, które mogłyby być wspomagane przez AI, nie wykorzystuje nawet komputerów w codziennej pracy¹⁰.

Warto zwrócić uwagę, że wiele systemów AI, mimo że pozornie zautomatyzowanych, wymaga znacznego wkładu człowieka – zarówno na etapie trenowania modeli, jak i w bieżącej obsłudze¹¹. Co więcej, nowe technologie rodzą zapotrzebowanie na zawody, które jeszcze dekadę temu nie istniały, jak np. specjaliści ds. zarządzania danymi czy trenerzy modeli językowych¹².

Wobec szybkiego tempa zmian technologicznych niezbędne staje się promowanie kształcenia ustawicznego (lifelong learning) jako filaru nowoczesnej polityki edukacyjnej. Pracownicy powinni mieć możliwość ciągłego uzupełniania kwalifikacji, szczególnie w zakresie kompetencji cyfrowych i AI. W Polsce konieczna jest nie tylko rozbudowa programów przekwalifikowania, ale także gruntowna reforma systemu nauczania – zarówno w szkołach, jak i na uczelniach wyższych. Zgodnie z unijnymi rekomendacjami, edukacja powinna obejmować nie tylko aspekty techniczne, lecz także etyczne i społeczne wykorzystania AI¹³. Komisja Europejska, m.in. w ramach AI Act i Digital Education Action Plan, wskazuje na potrzebę rozwijania tzw. AI literacy, promowania interdyscyplinarności oraz wdrażania AI do programów nauczania, np. poprzez wspieranie kierunków łączących informatykę z prawem, psychologią czy etyką¹⁴. Wysokie ryzyko związane z zastosowaniem AI w edukacji (np. w procesach oceniania lub rekrutacji) wymaga szczególnej odpowiedzialności instytucji szkolnictwa wyższego, które powinny również aktywnie wspierać nauczycieli akademickich w zdobywaniu nowych kompetencji¹⁵.

AI nie oznacza końca pracy, lecz jej głęboką przemianę. To narzędzie o ogromnym potencjale – zarówno zagrożeń, jak i szans. Przyszłość zależy od tego, czy uda się zapewnić sprawiedliwy i inkluzywny model transformacji, który umożliwi ludziom nabycie nowych kompetencji, a firmom – pełne wykorzystanie możliwości technologii. Bez świadomych, systemowych działań cyfrowa rewolucja może pogłębić już istniejące nierówności – zamiast je niwelować.

Autor: Jacek J. Wojciechowicz
————————-
Autor jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich i prezesem Ai4smart sp. z o.o.

Rynek inwestycji private equity traci impet – czy okres niepewności to czas na okazje?

0

Globalne ożywienie na rynku private equity, które zaczęło się w ubiegłym roku i utrzymało pozytywną tendencję w pierwszym kwartale 2025 roku, słabnie. Z raportu Bain & Company, podsumowującego pierwsze półrocze, wynika że do zmiany trendu przyczyniają się narastające trudności rynkowe i gospodarcze, w tym niepewność związana z cłami.

Wpływ polityki celnej na transakcje private equity wciąż nie jest w pełni znany, jednak wstępne sygnały o spowolnieniu w drugim kwartale jeszcze bardziej komplikują sytuację funduszy, które już od wielu kwartałów odczuwają presję na szybsze wyjścia z inwestycji, zwrócenie kapitału inwestorom i pozyskanie nowych środków na inwestycje.

Z danych Bain & Company wynika, że w kwietniu pojawiły się wyraźne oznaki spowolnienia w obszarze wykupów – wartość transakcji zmniejszyła się o 24% w porównaniu do średniej z pierwszego kwartału, a liczba zawieranych umów spadła o 22%. Spowolnienie objęło również procesy wyjść z inwestycji, zwłaszcza w kontekście planowanych IPO, gdzie wiele projektów zostało przesuniętych lub całkowicie anulowanych.

Najnowsze dane wyraźnie kontrastują z optymistycznymi trendami obserwowanymi w pierwszym kwartale, który zapowiadał silny rok pod względem aktywności transakcyjnej. Wówczas rynki kredytowe były otwarte, inflacja była pod kontrolą, a stopy procentowe spadały. Wartość transakcji osiągnęła wtedy 189 miliardów dolarów – najwyższy poziom od drugiego kwartału 2022 roku, niemal dwukrotnie przewyższając dane z pierwszego kwartału 2024 roku, kiedy wartość transakcji wyniosła 95 miliardów dolarów.

Spowolnienie obserwowane w drugim kwartale jest bezpośrednim skutkiem niepewności towarzyszącej zmienności ceł, które zaburzyły długoterminowe plany inwestorów private equity w momencie, gdy ich zaufanie zaczynało się odbudowywać – wynika z analizy Bain. Choć w krótkim okresie ograniczenia w transakcjach mogą się utrzymywać, autorzy raportu sugerują, że odnoszące sukcesy fundusze private equity powinny wykorzystać trwający okres niepewności, szukając okazji do inwestycji. Ponadto eksperci Bain zwracają uwagę na rosnącą presję na fundusze, aby te przyspieszyły realizację transakcji, bo na ich kontach zalega 1,2 biliona dolarów od inwestorów. Niemal 25% z tej kwoty pozostaje niewykorzystana od ponad czterech lat, co dodatkowo motywuje fundusze do podejmowania decyzji inwestycyjnych.

Obecne zawirowania nie uniemożliwiają realizacji przejęć. Na rynku nadal są obecni zarówno kupujący, jak i sprzedający zainteresowani przeprowadzeniem transakcji, a historia pokazuje, że nabywcy z jasno określonymi celami M&A pozostają aktywni nawet w trudnych czasach. Każda taka sytuacja ma swoich zwycięzców i przegranych, a najlepsze okazje często pojawiają się właśnie w momentach największej niepewności. Ta zasada pozostaje aktualna również w 2025 roku. Jeśli niepewność związana z polityką celną ustąpi, optymizm może powrócić szybciej, niż się spodziewamy. Firmy, które będą przygotowane na ten moment, zyskają przewagę – mówi Paweł Szreder, partner w Bain & Company.

W zbudowaniu przewagi w obecnie zmiennym otoczeniu kluczowe dla firm private equity będzie proaktywne podejście do transakcji oraz szczegółowa analiza możliwości inwestycyjnych – tak, aby wykorzystać niepewność rynkową na swoją korzyść.

 – Niezależnie od rozwoju obecnej sytuacji, fundusze private equity muszą wykazywać się kreatywnością w podejściu do transakcji, skrupulatnością w realizacji analiz due diligence i dostosowaniu strategii spółek portfelowych, aby maksymalnie wykorzystać najlepsze okazje, które rodzi dzisiejsza niepewność dodaje Paweł Szreder. – Nie chodzi tu wyłącznie o ocenę krótkoterminowego wpływu ceł na popyt, konkurencyjność czy marże spółek, ale o zdolność do spojrzenia szerzej – na długoterminowy potencjał adaptacyjny spółek portfelowych w nowej, post-globalistycznej erze. Zwycięzcami w tych warunkach będą fundusze, które potrafią działać proaktywnie w celu wzmacniania pozycji konkurencyjnej spółek portfelowych w warunkach niepewności. W sytuacji, gdy wielu inwestorów przyjmuje postawę „czekać i obserwować”, pojawia się możliwość wyróżnienia się przez zdecydowane działania. Ponieważ rynek pozostaje nieprzewidywalny, wdrażanie strategii i modeli operacyjnych umożliwiających szybkie działania korygujące będzie kluczem do sukcesu.

Niepewność rynkowa nową rzeczywistością

Eksperci Bain zwracają uwagę, że zmienność obserwowana w ostatnich miesiącach znacząco utrudnia precyzyjne prognozowanie. Branża private equity musi jednak zaakceptować nową rzeczywistość, w której globalne wzorce handlowe oraz geopolityka przechodzą głęboką i trwałą transformację. Oznacza to, że dotychczasowe modele biznesowe firm portfelowych, oparte na stabilnych łańcuchach dostaw i przewidywalnych warunkach rynkowych, tracą na aktualności.

W mniej sprzyjającym otoczeniu rynkowym fundusze private equity muszą skoncentrować się na poprawie wyników finansowych swoich spółek portfelowych, łącząc rygorystyczną kontrolę kosztów z efektywnością działań sprzedażowych. Kluczową rolę odegra wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji, która umożliwia wdrażanie rozwiązań zwiększających efektywność operacyjną. Ponadto istotne będzie zwiększenie dźwigni operacyjnej – tak, aby wzrost przychodów przekładał się na wyższe marże. Wreszcie, główni uczestnicy rynku powinni rozważyć aktualizację planów rozwoju dla swoich firm portfelowych, kładąc szczególny nacisk na wykazanie realnego potencjału wzrostu EBITDA, co pozwoli udowodnić ich atrakcyjność i stabilność na przyszłość.

AI napędza transformację przemysłu – 93% liderów widzi w niej przewagę konkurencyjną

Sektor przemysłowy wkracza w nową erę – inteligentnej produkcji, w której sztuczna inteligencja (AI) staje się nie tylko narzędziem automatyzacji, lecz integralną częścią strategii biznesowej. Aż 93% światowych liderów branży przemysłowej widzi w pełnej integracji AI źródło przewagi konkurencyjnej, a 96% firm biorących udział w badaniu już odnotowało poprawę efektywności operacyjnej – wynika z raportu KPMG pt. „Intelligent manufacturing. A blueprint for creating value through AI-driven transformation”. Największym wyzwaniem w trakcie wdrażania AI w przemyśle pozostaje jakość i integracja danych, luka kompetencyjna oraz obawy pracowników wobec zmian.

Od automatyzacji do transformacji

Globalny przemysł produkcyjny w dużej mierze przekroczył etap pilotażowych wdrożeń rozwiązań opartych na AI. Obecnie liderzy rynku przechodzą do fazy, w której sztuczna inteligencja jest trwale osadzona w strukturach operacyjnych. AI staje się częścią codziennej pracy zespołów integrując się z systemami zarządzania produkcją  (ang. Manufacturing Execution Systems, MES), robotyką przemysłową czy cyfrowymi bliźniakami (ang. digital twins).

W efekcie przedsiębiorstwa o wyższym poziomie dojrzałości technologicznej rozwijają zaawansowane zastosowania AI, inwestując w inteligentne ekosystemy produkcyjne, przekształcając modele biznesowe i rozszerzając ofertę o usługi oparte na danych – takich jak Product-as-a-Service.

W polskim przemyśle dostrzegamy dużą różnorodność podejść – są firmy rodzinne, które dopiero zaczynają swoją przygodę z automatyzacją, jak i globalni gracze, którzy testują zaawansowane rozwiązania AI w swoich centrach kompetencyjnych. Wyzwania są jednak często podobne: brak interoperacyjności systemów, ograniczona dostępność danych produkcyjnych w czasie rzeczywistym i niedobór kompetencji cyfrowych na poziomie operacyjnym. Z drugiej strony rosnące oczekiwania związane z dekarbonizacją, zwiększającymi się kosztami energii i niepewnością łańcuchów dostaw sprawiają, że inwestycje w AI mogą być nie tylko szansą na wzrost, ale też koniecznym warunkiem przetrwania i konkurencyjności na rynku – mówi Anna Sińczuk, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Lider doradców dla branży produkcyjnej w KPMG w Polsce.

Szybsze podejmowanie decyzji, mniejsze ryzyko biznesowe i redukcja kosztów

Wyniki badania pokazują, że sztuczna inteligencja w przemyśle produkcyjnym przynosi przede wszystkim korzyści operacyjne. Respondenci najczęściej wskazywali na szybsze podejmowanie decyzji opartych na danych (42%), lepszą zgodność regulacyjną i redukcję ryzyk (37%) oraz wzrost efektywności i obniżenie kosztów (36%). Znacznie rzadziej ankietowani wskazywali na rozwój nowych produktów czy zdobycie przewagi konkurencyjnej (po 23%), co sugeruje, że w produkcji przemysłowej AI jest dziś wykorzystywana głównie jako narzędzie usprawniające procesy, a nie jako katalizator innowacji. To pokazuje, że wiele firm wciąż stoi przed szansą przekształcenia AI z rozwiązania operacyjnego w element przewagi strategicznej.

Sektor przemysłowy wkracza w nową erę – inteligentnej produkcji

Wdrażaniu AI nadal towarzyszą istotne wyzwania. 56% globalnych światowych producentów zmaga się z jakością i integracją danych, a 40% wskazuje na lukę kompetencyjną i opór wobec zmian. W odpowiedzi na te wyzwania, 80% organizacji z sektora produkcyjnego inwestuje w rozwój kompetencji pracowników, m.in. poprzez szkolenia z zakresu AI.

Wdrażanie sztucznej inteligencji w przemyśle przestało być innowacją – to dziś strategiczna konieczność. AI nie tylko automatyzuje zadania, ale umożliwia podejmowanie decyzji w czasie rzeczywistym, co przekłada się na realne korzyści: większą elastyczność, lepsze prognozowanie i optymalizację produkcji. Kluczowe znaczenie ma jednak jakość danych – bez spójnej, zintegrowanej infrastruktury nawet najbardziej zaawansowane modele AI nie zrealizują swojego potencjału. Dlatego tak ważne jest, by firmy budowały kompetencje nie tylko w obszarze technologii, ale też zarządzania danymi i zmianą organizacyjną. W Polsce obserwujemy duże zainteresowanie AI wśród producentów działających w sektorze motoryzacyjnym, FMCG czy przemyśle ciężkim. Jednak często towarzyszy temu podejście punktowe, ograniczone do pojedynczych wdrożeń, np. predykcyjnego utrzymania ruchu. Przed nami jeszcze sporo pracy w obszarze budowania zaufania do algorytmów, przełamywania silosów organizacyjnych oraz inwestycji w nowoczesne platformy danych – mówi Leszek Ortyński, Dyrektor, Lider ds. AI i Data Science w KPMG w Polsce.

O raporcie:

Raport KPMG pt. „Intelligent manufacturing” powstał w ramach serii publikacji „Intelligent Industries”, która pokazuje jak producenci mogą wykorzystać AI do zwiększenia efektywności operacyjnej, przyspieszenia innowacji oraz budowy odpornych i zrównoważonych ekosystemów przemysłowych.

Seria raportów „Intelligent Industries” obejmuje osiem kluczowych raportów sektorowych, których wnioski opierają się na pogłębionym badaniu z wykorzystaniem zróżnicowanych metod badawczych:

  • Ilościowe badanie ankietowe przeprowadzone wśród 1 390 decydentów, w tym 163 liderów wyższego szczebla z sektora produkcji przemysłowej. Respondenci pochodzą z ośmiu globalnych rynków: Australii, Chin, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Kanady, Francji, Japonii oraz Stanów Zjednoczonych.
  • Wywiady z ośmioma ekspertami w dziedzinie sztucznej inteligencji, obejmujące obszary technologii AI, regulacji rządowych oraz zastosowań przemysłowych, uzupełnione konsultacjami z ekspertami sektorowymi KPMG.
  • Po dziesięć wywiadów dla każdego z ośmiu sektorów z profesjonalistami specjalizującymi się w wykorzystaniu AI w danej branży.

Sztuczna inteligencja zmienia polski przemysł – 30% firm już wdrożyło AI

Prawie co trzecia średnia i duża firma z sektora produkcji (30%) dokonała już pierwszych wdrożeń technologii AI, a kolejnych 37% jest w trakcie tego procesu. Aż 79% podmiotów wskazało, że osiągnęło zamierzone korzyści dzięki sztucznej inteligencji. Równocześnie coraz więcej przedsiębiorstw (40%, +14 p.p. r/r.), w związku z wdrożeniem AI, decyduje się też na redukcję liczby rekrutacji na stanowiska niewymagające doświadczenia. Wyzwaniem pozostaje kwestia cyberbezpieczeńśtwa – chociaż 94% firm deklaruje weryfikacje tej kwestii przed wdrożeniem sztucznej inteligencji, to zaledwie co trzeci (34%) dokonuje realnych inwestycji.

Jak wynika z badania EY – Jak polskie firmy wdrażają AI – sektor produkcji był obszarem, w którym najwięcej firm dokonało już pierwszych wdrożeń AI. Zrobił to prawie co trzeci średni i duży podmiot (30%), co stanowi wyższą wartość niż w usługach (24%) i handlu (10%). Widoczny jest też znaczny przyrost – w badaniu realizowanym rok wcześniej na tym etapie było 21% firm działających w tej branży. Kolejne 37% podmiotów podało natomiast, że jest właśnie w trakcie procesu wdrożenia.

Produkcja to sektor, w którym najwięcej (23%) firm wskazało, że ich priorytet dla rozwiązań AI jest „bardzo wysoki” (względem 16% w usługach i 7% w branży handlowej). Aż 41% przedsiębiorstw z tej gałęzi gospodarki zaznaczyło też, że jest „zdecydowanie gotowych” na implementację rozwiązań AI (dla handlu wartość ta wyniosła 24%, a w sektorze usług 36%). Jednocześnie zmniejszają się bariery w podjęciu decyzji o wprowadzeniu sztucznej inteligencji. Największymi wciąż pozostają wyzwania procesowe (26% wskazań) i jest to o 1 p.p. więcej niż rok temu, ale już trudności technologiczne zmniejszyły się to poziomu 16% (-15 p.p. r/r.), a na problem wysokich kosztów wskazuje tylko 10% (-10 p.p. /r.) badanych.

– W ciągu zaledwie roku odsetek firm produkcyjnych zdecydowanie gotowych na implementację AI wzrósł o ponad 10 p.p., podobnie jak tych, dla których sztuczna inteligencja jest bardzo wysokim priorytetem. To potwierdza, że sektor ten dostrzega ogromny potencjał AI w optymalizacji procesów biznesowych. Już teraz produkcja przewodzi pod kątem liczby wdrożeń, a dane wskazują, że wiele firm wciąż jest na etapie adaptacji strategii i badania możliwości. Widzimy, jak sztuczna inteligencja staje się kluczowym narzędziem do podnoszenia efektywności łańcucha dostaw, redukcji kosztów i wspierania zrównoważonych praktyk. To daje sygnał, że jeszcze przez długi czas sektor produkcyjny będzie liderować, jeżeli chodzi o implementację AI – mówi Marta Cicholska, Partnerka EY, Liderka Zespołu Supply Chain & Operations.

Sztuczna inteligencja przynosi produkcji korzyści

Większość, bo 79% firm produkcyjnych, wskazało, że osiągnęła zamierzone korzyści dzięki rozwiązaniom opartym na AI. Co trzeci podmiot (33%) odnotował wzrost wydajności na poziomie od 11% do 20%, a 30% z nich wskazało na wartość od 21 do 40%. Najczęściej wymienianą wśród przedsiębiorstw produkcyjnych zmianą była poprawa jakości usług (40%), zwiększenie skali działania (37%) i wzrost przychodów (35%), który był zauważalnie częściej wspominany niż w przypadku branż usługowych i handlowych (oba po 22%). Sektor produkcji najchętniej implementował sztuczną inteligencję w ramach funkcji IT (41%), marketingu (37%) oraz sprzedaży i obsługi klienta (po 36%).

Czy AI zabierze pracę w produkcji?
Ze względu na wzrost znaczenia narzędzi opartych na sztucznej inteligencji, 40% firm produkcyjnych zdecydowało się zredukować liczbę rekrutacji na stanowiska niewymagające doświadczenia (+14 p.p. r/r.), podczas gdy w sektorze handlowym jest to jedynie 22%. Produkcja lideruje też, jeżeli chodzi o wprowadzanie zmian w modelu operacyjnym strukturach i procesach ze względu na AI. Dziś zrobiło to już 48% przedsiębiorstw, co stanowi znaczy wzrost względem 31% w poprzedniej edycji.

– Sztuczna inteligencja zmienia model zatrudnienia, a firmy muszą postawić pracowników w centrum tych zmian. Obecnie rynek jest podzielony: 36% pracowników widzi konieczność adopcji AI, 21% jest sceptycznych, a 19% obawia się utraty pracy. Te różnice pogłębiają lukę kompetencyjną AI – często pomijany problem, który grozi brakiem wykwalifikowanych w temacie sztucznej inteligencji pracowników. Wdrażanie AI to nie tylko technologia, ale przede wszystkim inwestycja w rozwój osób w firmie i nabywanie przez nich nowych kompetencji. Pokazując, że AI to narzędzie zwiększające efektywność, możemy zminimalizować tzw. AI Gap i zabezpieczyć przyszłość organizacji – mówi Katarzyna Ellis, Liderka Zespołu People Consulting, EY Polska.

Bezpieczeństwo bardzo pomijanym aspektem

Aż 94% firm przyznaje, że weryfikowało kwestie bezpieczeństwa przy wdrażaniu AI przynajmniej w ograniczonym aspekcie, a odsetek przedsiębiorstw które deklarują pełną analizę wzrósł o 12 p.p. Jednocześnie, realne inwestycje w zabezpieczenie systemów sztucznej inteligencji deklaruje zaledwie co trzeci podmiot (34%), a tylko 18% firm łączy zabezpieczenia proceduralne i narzędziowe do uzyskania kompletnej ochrony. W przypadku sektora przemysłowego zabezpieczenia te odpowiadają nie tylko za poprawne działanie sfery IT, ale i OT – Operational Technology – czyli samej strefy produkcyjnej, w której sztuczna inteligencja odpowiada m.in. za poprawne działanie robotów i maszyn przemysłowych. Naruszenie bezpieczeństwa w tym obszarze może więc skutkować wstrzymaniem całej produkcji. Wyraźny rozdźwięk pomiędzy deklaracjami, a działaniami wskazuje na to, że wiele firm poprzez wdrażania AI realnie zmniejsza swoje cyfrowe bezpieczeństwo.

– Produkcja od lat jest najczęściej atakowanym sektorem, a złożoność tych ataków jest większa niż kiedykolwiek, co potwierdzają głośne incydenty bezpieczeństwa w Polski i zza granicą. Brak zabezpieczenia systemów sztucznej inteligencji wspierających procesy produkcyjne może doprowadzić do szeregu bardzo poważnych konsekwencji. Naruszenie integracji danych wejściowych, na których pracuje AI, może przykładowo doprowadzić do nieefektywnego planowania procesu produkcji, nadmiarowych postojów, czy nawet w niektórych wdrożeniach wpłynąć na jakość produktu końcowego. Ze względu na charakter działania modeli sztucznej inteligencji odnalezienie przyczyny może być dużo bardziej skomplikowane, niż w przypadku systemów OT stosujących tradycyjne algorytmy – mówi Leszek Mróz, Partner EY w centrum kompetencji EY dla usług bezpieczeństwa OT/IoT.

O badaniu
Druga edycja badania – Jak polskie firmy wdrażają AI – została opracowana na zlecenie EY Polska przez Cube Research w ostatnim kwartale 2024 roku na próbie 501 dużych i średnich przedsiębiorstw działające w branżach produkcyjnej, usługowej i handlowej.

Na UW opracowano proekologiczny materiał polimerowy dla przemysłu

Na Uniwersytecie Warszawskim opracowano metodę wytwarzania nowego typu polimerów koordynacyjnych do zastosowania w przemyśle. Nowy materiał pochłania dwutlenek węgla i jednocześnie funkcjonuje jako ekologiczny katalizator reakcji chemicznych. Podczas takich reakcji skumulowany w kryształach polimeru dwutlenek węgla jest utylizowany, stając się substratem do produkcji organicznych węglanów.

Na Wydziale Chemii UW, pod kierownictwem dr hab. Elżbiety Megiel, prof. ucz., odkryto sposób wytwarzania nowych materiałów polimerowych zdolnych do absorpcji dwutlenku węgla i jednocześnie posiadających właściwości katalityczne. Materiały te należą do grupy polimerów koordynacyjnych (MOF – z ang. metal-organic frameworks) o wysokiej porowatości. Twórczynie technologii wiedzą, jak wytwarzać je prostą metodą, używając powszechnie dostępnych i niedrogich substratów.

Ekologiczny materiał dla producentów węglanów

Opracowaliśmy nowy materiał, który jest katalizatorem reakcji chemicznych. Przy zastosowaniu różnego rodzaju epoksydów pozwala on wytwarzać w prosty sposób cenne dla przemysłu organiczne węglany, bez konieczności użycia toksycznych substancji. To oznacza pewien przełom, ponieważ dotychczas w przemysłowe procesy produkcji organicznych węglanów wpisane były metody szkodliwe dla środowiska. Nasz nowy materiał może umożliwić odejście od tych praktyk i pozyskiwanie w przyszłości węglanów w ekologiczny i bezpieczny sposób – mówi dr hab. Elżbieta Megiel, prof. ucz. Z Wydziału Chemii UW.

Twórcy technologii podkreślają, że zastosowana w utylizacji CO2 reakcja chemiczna charakteryzuje się 100% efektywnością atomową, a to oznacza, że jako metoda bezodpadowa jest wyjątkowo ekologiczna. Dzięki zastosowaniu opracowanych katalizatorów, które są wysoce selektywne, pozwala uzyskiwać produkty o bardzo wysokiej czystości. Chodzi tu między innymi o organiczne węglany produkowane obecnie na skalę przemysłową do wielu zastosowań. między innymi takich jak elektrolity w bateriach litowo-jonowych, składniki preparatów kosmetycznych i farmaceutycznych i substraty do otrzymywania biodegradowalnych polimerów.

Utylizacja CO2

W odkrytej technologii kluczowy jest aspekt ekologiczny. Materiały o tak wysokiej porowatości (ich powierzchnia właściwa wynosi od 400 do 700 metrów kwadratowych na każdy gram substancji) silnie adsorbują dwutlenek węgla. Można to porównać do wchłaniania wody przez gąbkę. Kryształy tych polimerów adsorbując CO2 nie tracą swoich właściwości katalitycznych. Można je więc użyć jako katalizatory w reakcjach, w których CO2 staje się substratem i jest zutylizowany.

Te nanostruktury, które mają postać proszku lub sprasowanych, pastylek, można użyć już po pochłonięciu CO2, w reaktorach chemicznych, gdzie uwięziony dwutlenek wchodzi w reakcję z epoksydami węgla i tworzy organiczne węglany. Tym samym następuje jego utylizacja. Jeśli zastosujemy epoksyd pozyskiwany z materiałów odnawialnych np. tlenek etylenu, tlenek limonenu czy tlenek α-pinenu, które mogą być pozyskiwane z biomasy, to trudno o bardziej ekologiczny rezultat. Wykorzystujemy w ten sposób odpadowy CO2 w oparciu o zasady zrównoważonego rozwoju – wyjaśnia dr hab. Elżbieta Megiel.

To jaki węglan organiczny powstanie w wyniku zastosowania opracowanych katalizatorów, zależy od tego, jaki epoksyd posłuży za podstawę reakcji chemicznej. Ważne jest to, iż po zakończeniu reakcji katalizator można w łatwy sposób w pełni odzyskać do ponownego użytku, nie traci on bowiem swoich właściwości katalitycznych po kilkukrotnym zastsowaniu. W trakcie badań rozwojowych zespół twórców potwierdził stabilność odkrytych nanomateriałów do temperatury 400oC. Można je przechowywać w normalnej atmosferze i szerokim zakresie temperatur. Można z nich też wielokrotnie korzystać.

Komercjalizacja

Technologia została objęta ochroną patentową w Polsce i zagranicą. Jej komercjalizację prowadzi Centrum Transferu Technologii i Wiedzy UW. Twórcy planują nawiązać współpracę z przedstawicielami przemysłu, by dokonać dalszych testów i docelowo wdrożyć rozwiązanie do użytku.

Na tym etapie zależy nam na podniesieniu gotowości technologicznej wynalazku. Wykazuje on wysoką efektywność w kontrolowanych warunkach laboratoryjnych, natomiast do przeprowadzenia pełnych testów w skali przemysłowej potrzebny nam jest partner z zewnątrz. Zespół twórców gotowy jest współpracować z partnerami na dalszych etapach prac badawczych i wdrożeniowych – mówi dr hab. inż. Przemysław Dubel, prof. ucz., dyrektor CTTW UW.

Pochłaniacz CO2?

Ze względu na to, że odkryte materiały adsorbują z powietrza dwutlenek węgla, potencjalnie można je wykorzystywać jako pochłaniacze tego cieplarnianego gazu. Twórcy technologii zastrzegają jednak, iż raczej materiał ten należy rozpatrywać jako jedną z wielu dostępnych opcji, ponieważ na rynku istnieją materiały i substancje o wyższej skuteczności w pochłanianiu CO2, jak na przykład polietylenoimina oraz etylenodiamina. Jednakże w przypadku amin nie jest możliwa utylizacja CO2 bezpośrednio do użytecznych produktów, jakimi są w przypadku opracowanej na UW metody cykliczne węglany organiczne.

Mogę sobie wyobrazić, że docelowo nasza technologia jest wykorzystywana do adsorbcji CO2 na przykład z gazów odlotowych pochodzących z produkcji przemysłowej czy produkcji energii, a następnie materiał ten trafia na linie produkcyjne organicznych węglanów. Z technicznego punktu widzenia nie ma przeciwwskazań czy ograniczeń, by tak się stało. Dziś jednak ważne jest to, by nową technologią zainteresowali się potencjalni partnerzy, którzy poddadzą ją testom w skali przemysłowej i pomogą ją wdrożyć do powszechnego zastosowania – dodaje dr hab. Elżbieta Megiel.

Więcej o nowym materiale polimerowym

Nowe materiały polimerowe powstają w wyniku połączenia kwasu 1,4 naftalenodikarboksylowego, 4-aminotriazolu lub 5-aminotetrazolem z klastrami jonów glinu. Mają one postać wysoko-porowatego krystalicznego materiału stałego.

Surowce niezbędne do produkcji tych polimerów są powszechnie dostępne i niedrogie. Samo wyprodukowanie nowych polimerów odbywa się w ramach prostej, bezpiecznej dla środowiska i również nisko-kosztowej syntezy. Nowe polimery w procesie karboksylacji epoksydu służą jako wysoce selektywne katalizatory reakcji, w wyniku której z epoksydu oraz zaadsorbowanego dwutlenku węgla powstaje użyteczny organiczny węglan.

Nie tylko wojny celne i inflacja. Coface ostrzega przed trudną sytuacją gospodarczą w latach 2025-2026

W obliczu narastających napięć geopolitycznych i nieprzewidywalnych decyzji handlowych światowa gospodarka wyraźnie hamuje. W najnowszym Coface Risk Review eksperci ostrzegają, że lata 2025–2026 upłyną pod znakiem spowolnienia gospodarczego i eskalacji kryzysów międzynarodowych. Na liście zagrożeń dominują taryfy celne w USA oraz konflikty na Bliskim Wschodzie. Uwzględniając obecne warunki oraz wdrożone środki, Coface obniżyło ocenę ryzyka dla 23 sektorów i 4 krajów.

Powrót Donalda Trumpa do Białego Domu, nowe taryfy celne i eskalujące konflikty zbrojne – to dziś główne siły kształtujące światową gospodarkę. USA prowadzą konfrontacyjną politykę handlową, w tle rośnie napięcie na Bliskim Wschodzie, a Unia Europejska z kolei zmaga się z utratą konkurencyjności i koniecznością szybkich reform. Jakie konsekwencje dla światowej gospodarki – i dla Polski – mogą mieć zagrożenia wskazane w Coface Risk Review?

Gospodarka światowa – niepewność to nowa norma

Perspektywy dla światowej gospodarki są bardziej niepewne niż kiedykolwiek wcześniej. Wszystko zależy od sytuacji geopolitycznej i decyzji handlowych prezydenta USA. Donald Trump przedłużył termin negocjacji z partnerami handlowymi chcącymi uniknąć wyższych ceł – nową, ostateczną datą wejścia w życie tzw. taryf wzajemnych oraz nowych, 50% ceł na miedź jest 1 sierpnia. W trakcie 90-dniowego zawieszenia USA ogłosiły wstępne warunki porozumień z Wielką Brytanią, Chinami i Wietnamem. Jeśli jednak do porozumień nie dojdzie, ponowne wdrożenie ceł może mocno uderzyć w globalny wzrost gospodarczy. Prognozy ekspertów Coface przewidują wyraźne spowolnienie – wzrost na poziomie 2,2% w 2025 r. i 2,3% w 2026 r., ale jeśli napięcia będą się nasilać, wzrost może spaść poniżej 2%.

Niepewność dotyczy również inflacji. Obecnie sytuacja wydaje się stabilna, ale może się to szybko zmienić – zwłaszcza jeśli wzrosną ceny energii. W USA inflacja może sięgnąć 4% do końca 2025 r. Banki centralne prawdopodobnie będą ostrożne z dalszymi decyzjami. Eksperci Coface twierdzą jednak, że jeśli inflacja w USA zostanie opanowana, Rezerwa Federalna może zacząć obniżać stopy już jesienią 2025 r. Z kolei Europejski Bank Centralny wskazuje, że zbliża się do zakończenia cyklu obniżek stóp procentowych. Natomiast silny kurs euro względem dolara może skłonić do realizacji jeszcze jednej obniżki w tym roku.

W Europie sytuacja jest jeszcze bardziej nieprzewidywalna – możliwe, że wreszcie zostaną wprowadzone opóźnione reformy finansów publicznych. Niemcy uruchomiły program stymulacyjny, ale jego skali nie da się jeszcze oszacować.

Mieszanka odporności i słabości w krajach rozwiniętych

Gospodarka USA mierzy się z dwiema niewiadomymi – jak wysokie będą taryfy celne i jak rynek sobie z nimi poradzi. Choć zaufanie konsumentów spada, rynek pracy pozostaje silny. Spadek PKB w I kwartale (-0,2%) był wynikiem zapobiegawczego gromadzenia zapasów przez firmy.

W Europie Niemcy odnotowały niewielki wzrost, gospodarka Francji pozostaje w stagnacji, Włochy mogą wkrótce wyhamować, a Hiszpania utrzymuje dynamikę dzięki turystyce
i funduszom unijnym. Jednocześnie Polska na początku 2025 roku osiągnęła jeden
z najlepszych wyników gospodarczych, pomimo stagnacji naszych zachodnich sąsiadów. Coface prognozuje dalsze przyspieszenie wzrostu gospodarczego w naszym kraju w latach 2025 i 2026.

– Kluczowym czynnikiem napędzającym ten wzrost będą inwestycje wspierane przez zwiększoną absorpcję funduszy unijnych oraz stopniowe łagodzenie polityki pieniężnej – mówi dr Mateusz Dadej, Główny Ekonomista Coface w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. – Chociaż wpływ środków unijnych na gospodarkę jest opóźniony, bazowym scenariuszem dla polskiej gospodarki pozostaje wyraźny wzrost dynamiki inwestycji w drugiej połowie 2025 roku oraz na początku 2026 roku – dodaje ekspert.

Bliski Wschód i nadpodaż – rynek ropy balansuje na krawędzi

Konflikt między Izraelem a Iranem ponownie wzbudził obawy o stabilność rynku ropy naftowej. Pomimo znaczącej deeskalacji po interwencji Stanów Zjednoczonych, ryzyko ponownego zaostrzenia sytuacji pozostaje wyraźne. Świadczą o tym konsekwentne deklaracje Iranu dotyczące kontynuacji programu wzbogacania uranu. W rezultacie ceny ropy utrzymują się na poziomie wyższym niż przed eskalacją konfliktu, dyskontując obecne ryzyko geopolityczne.

Poza tym zagrożeniem geopolitycznym podstawowe czynniki rynkowe wskazują na spadek cen. Rośnie produkcja w krajach spoza OPEC+, popyt słabnie przez napięcia handlowe, a państwa OPEC+ wracają z dodatkowymi wolumenami (2,2 mln baryłek dziennie). Eksperci Coface przewidują, że jeśli nie wybuchnie poważny kryzys, ceny prawdopodobnie będą się dynamicznie zmieniać, ale utrzymają się w przedziale 65–75 USD za baryłkę.

Coface obniża ocenę ryzyka 4 krajom i 23 sektorom

W raporcie Coface Risk Review wskazano również kraje i sektory, którym Coface obniżył ocenę ryzyka, sygnalizując pogarszające się warunki gospodarcze i biznesowe. Wśród nich znalazły się Malezja (obniżenie z A3 do A4), Singapur (obniżenie oceny z A2 do A3), Rumunia (obniżenie oceny z A4 do B) oraz Tajlandia (z oceny A4 do B).

Coface obniżyło również oceny ryzyka dla 23 branż – w tym dla metalurgii, budownictwa, transportu, sektora chemicznego, tekstyliów i maszyn.

Sytuacja Polski w obliczu globalnych napięć

Wśród rosnącej niepewności gospodarczej i obniżek ocen ryzyka Polska wyróżnia się stosunkowo stabilną pozycją. Jednak obecne warunki geopolityczne cechuje wysoka nieprzewidywalność.

– Decyzje polityczne, w szczególności te podejmowane przez prezydenta USA, znacząco wpływają na poziom niepewności wśród przedsiębiorstw na całym świecie. Polska od dawna jest znaczącym beneficjentem bezpośrednich inwestycji zagranicznych, które odegrały kluczową rolę w historycznym wzroście gospodarczym kraju – tłumaczy dr Mateusz Dadej. – Jednak w obliczu obecnej niestabilności globalnej, skłonność inwestorów do podejmowania nowych projektów może zostać ograniczona. Wielomilionowe inwestycje zagraniczne, często planowane z kilkuletnim wyprzedzeniem, stają się ryzykowne w sytuacji braku przewidywalności polityki handlowej. Polska – rynek wciąż klasyfikowany jako „wschodzący” – może nie spełniać obecnych kryteriów ryzyka przyjmowanych przez globalne przedsiębiorstwa – dodaje ekspert.

Coface Risk Review jasno pokazuje, że globalna gospodarka wchodzi w fazę zwiększonego ryzyka. Wojny handlowe, napięcia geopolityczne i presja inflacyjna ograniczają inwestycje
i spowalniają wzrost gospodarczy. Nawet kraje z solidnymi fundamentami muszą działać ostrożnie i szybko dostosowywać się do zmiennych warunków.

Ekspert BCC o restrukturyzacji rządu: „Czas na merytoryczne i skuteczne decyzje”

Zmiany w rządowej strukturze gospodarczej budzą nadzieję na bardziej efektywną i spójną politykę ekonomiczną. Maciej Stańczuk, ekspert BCC ds. energetyki i transformacji energetycznej oraz przewodniczący Komisji BCC ds. Transformacji Energetycznej, ocenia je bardzo pozytywnie. Nowe superministerstwo łączące finanse z gospodarką oraz dedykowane ministerstwo energetyki mogą przynieść długo oczekiwany impuls dla polskiej gospodarki i transformacji energetycznej.

Środowiska biznesowe od dawna monitowały brak centrum gospodarczego rządu, rozłożenie kompetencji decyzyjnych w sprawach gospodarczych na wiele ministerstw. Nie rozumieliśmy sensu istnienia np. ministerstwa przemysłu, trudno wymienić choćby jedną inicjatywę tego ministerstwa, która byłaby wdrożona i zakończyła się sukcesem. Jeśli coś zapamiętamy, to tylko liczne faux pas b. Pani Minister na konferencjach prasowych. W szczególności trudno było uprawiać slalom decyzyjny w sektorze energetycznym, którego kompetencje rozłożone były między 4 ministerstwami. Teraz to się z dużym prawdopodobieństwem powinno zmienić.

Mamy nowe superministerstwo łączące finanse z gospodarką pod kierownictwem jednej z najjaśniejszych postaci tego rządu – pracowitego i merytorycznego A. Domańskiego.

Bardzo liczymy na Pana Ministra w drugiej połowie obecnej kadencji. Ponadto mamy wreszcie ministerstwo energetyki, które powinno skupić kompetencje dotychczas rozproszone w wielu miejscach. Liczymy, że pod kierownictwem min. Motyki, ten resort nada transformacji energetycznej Polski nowego impulsu, którego dotychczas tak nam brakowało. Ponadto zlikwidowanych zostało kilka innych resortów, o których działalności i tak mało kto słyszał. Mamy nadzieję, że wkrótce ustawy deregulacyjne skierowane zostaną na ścieżkę legislacyjną, a zadba o nie sam Pan Premier.

Generalnie dzień dzisiejszy należy ocenić z punktu widzenia polskiej gospodarki jako obiecujący. Bardzo mocno trzymamy kciuki za jego powodzenie!

Maciej Stańczuk ekspert BCC ds. energetyki i transformacji energetycznej. przewodniczący Komisji BCC ds. Transformacji Energetycznej

Geopolityczne napięcia nadal wpływają na zmienność cen ropy i paliw

W ciągu ostatniego tygodnia ceny benzyny 95 i oleju napędowego ponownie wzrosły, niemal w takim samym stopniu jak tydzień wcześniej. Cena benzyny 95 wzrosła o 1 grosz za litr, a cena diesla o 4 grosze.

Cena ropy Brent na giełdzie w Rotterdamie pozostała stosunkowo stabilna. W piątek, 11 lipca, utrzymywała się nieco powyżej psychologicznego poziomu 70 dolarów za baryłkę, jednak w poniedziałek, 14 lipca, spadła poniżej tej granicy i pozostała na tym poziomie przez resztę tygodnia. W porównaniu ze średnią z czerwca, wynoszącą 62,75 dolara, cena nieznacznie wzrosła, ale w ujęciu rocznym jest o ponad 14% niższa niż ubiegłoroczna wartość 81,20 dolara. W ciągu ostatniego miesiąca cena spadła o niemal 9%. Na kształtowanie się cen wpływa obecnie kilka kluczowych czynników.

W ostatnich miesiącach organizacja OPEC+ zmieniła swoją strategię – odchodzi od krótkoterminowego manipulowania cenami na rzecz długofalowego utrzymywania i stopniowego zwiększania udziału w rynku. Dzięki pozycji największego i najtańszego producenta z największymi rezerwami, OPEC+ może elastycznie reagować na zmiany rynkowe. Nowa strategia ma na celu znalezienie równowagi między maksymalizacją przychodów (poprzez wyższe ceny), a utrzymaniem udziału w rynku. Przejawem tej zmiany jest zaplanowane zwiększenie produkcji – niespodziewany wzrost o 548 000 baryłek dziennie od sierpnia oraz zniesienie dotychczasowego limitu produkcyjnego wynoszącego 2,2 mln baryłek dziennie od września.

W ramach 18. pakietu sankcji UE obniżono pułap cenowy na ropę z Rosji ze 60 do 47,60 dolarów za baryłkę, aby ograniczyć przychody tego kraju. Limit ten będzie dynamicznie dostosowywany do cen rynkowych. Sankcje obejmują również zakaz importu rosyjskich produktów naftowych z krajów trzecich oraz działania wymierzone w tzw. „flotę cieni” tankowców. Skuteczność tych środków pozostaje jednak niepewna – Stany Zjednoczone nie przyłączyły się do obniżonego limitu, a Rosja wciąż eksportuje ropę do Chin i Indii. Ten krok może spowodować niewielki wzrost cen, jeśli inni producenci nie zrekompensują zmniejszonej podaży.

Kolejnym istotnym czynnikiem jest prawdopodobne niedoszacowanie przez rynek rezerwowych mocy produkcyjnych OPEC. W swojej analizie Standard Chartered wskazuje, że rzeczywiste moce są znacznie mniejsze, niż powszechnie się zakłada, co może doprowadzić do wzrostu cen ropy nawet o 15 dolarów za baryłkę. Goldman Sachs również podniósł swoją prognozę – dla Brent do 66 dolarów, a dla WTI do 63 dolarów za baryłkę w drugiej połowie 2025 roku, powołując się na niskie zapasy ropy w krajach OECD, ograniczone możliwości produkcyjne Rosji i ryzyko zakłóceń w dostawach. Prognoza ta sugeruje możliwość wzrostu cen w dłuższej perspektywie, choć w krótkim okresie rynek może pozostawać pod presją spodziewanej nadpodaży w 2026 roku.

Napięcia geopolityczne wciąż stanowią ryzyko dla rynku ropy. Choć konflikt między Izraelem a Iranem w ostatnich tygodniach nieco przycichł, nadal istnieje zagrożenie zakłóceń w kluczowych szlakach transportowych, takich jak Cieśnina Ormuz. Każda eskalacja mogłaby prowadzić do krótkoterminowych wahań cen.

Jeśli ceny ropy utrzymają się na obecnym poziomie, prawdopodobna jest stabilizacja cen paliw. W dłuższej perspektywie kierunek zmian będzie zależny od opisanych powyżej czynników.

Komentarz przygotował Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce

Sąd oddala skargę Panek SA w sprawie kary za naruszenie RODO

0

W maju 2025 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę spółki Panek SA na decyzję Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) dotyczącą nałożenia wysokiej kary pieniężnej za naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych. Sprawa dotyczy incydentu z 2020 roku, kiedy to podczas wdrażania nowej wersji strony internetowej firmy doszło do nieuprawnionego ujawnienia danych osobowych.

Incydent z 2020 roku – ujawnienie danych osobowych

W kwietniu 2020 r. Panek SA zgłosił do UODO, że podczas uruchamiania nowej witryny internetowej doszło do wycieku danych osobowych. Problem polegał na ujawnieniu folderu z plikami pochodzącymi z poprzedniej wersji strony, które zostały zaindeksowane przez robota Google. Zawierały one dane ponad 7 tysięcy osób, m.in. imiona, nazwiska, adresy e-mail, adresy zamieszkania, numery telefonów, hasła dostępu do panelu klienta, a także w ograniczonym zakresie numery PESEL (które jednak nie zostały szerzej ujawnione).

Decyzja Prezesa UODO i nałożone kary

Prezes UODO, Mirosław Wróblewski, nałożył na Panek SA karę pieniężną w wysokości ponad 1,5 mln zł za naruszenie artykułów 32 i 28 RODO dotyczących bezpieczeństwa przetwarzania danych osobowych oraz obowiązków administratora i podmiotu przetwarzającego. Dodatkowo na podmiot przetwarzający dane na rzecz Panek SA nałożono karę ponad 20 tys. zł.

Zarzuty i skarga Panek SA

Spółka odwołała się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, zarzucając m.in. niewłaściwe przeprowadzenie postępowania przez organ nadzorczy, brak rzetelnego wyjaśnienia przyczyn incydentu, błędną interpretację przepisów RODO oraz nieuzasadnioną odpowiedzialność za działania podmiotu przetwarzającego. Panek SA kwestionowała również sposób ustalenia wysokości kary.

Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego

WSA potwierdził zasadność decyzji Prezesa UODO. Sąd podkreślił, że kluczowym zagadnieniem była kwestia zapewnienia przez administratora danych odpowiednich środków techniczno-organizacyjnych oraz skutecznego nadzoru nad podmiotem przetwarzającym. Zdaniem sądu Panek SA nie wykazał, że wypełnił obowiązki w zakresie zarządzania ryzykiem i monitorowania bezpieczeństwa danych.

WSA wskazał, że zgodnie z rozporządzeniem 2016/679 (RODO) to na administratorze spoczywa obowiązek rzetelnej analizy ryzyka, dokumentowania zabezpieczeń i nadzorowania podmiotów przetwarzających dane. Brak takich działań oznacza naruszenie obowiązków ochrony danych osobowych.

Dodatkowo sąd uznał, że wysokość nałożonej kary mieści się w ramach prawnych i została obliczona z uwzględnieniem wytycznych Europejskiej Rady Ochrony Danych, co eliminuje podejrzenia o arbitralność decyzji.


Sygnatura wyroku: II SA/Wa 45/25

Źródło: Urząd Ochrony Danych Osobowych (UODO)

Stabilizacja zatrudnienia i rosnące płace w przemyśle i logistyce – raport Gi Pro 2025

W przemyśle i logistyce zatrudnienie pozostaje stabilne, przy czym firmy nadal ostrożnie podchodzą do rekrutacji. Stawiają na kluczowe kompetencje i specjalistyczne role, takie jak operatorzy maszyn, technicy utrzymania ruchu czy specjaliści ds. logistyki. W obliczu niepewnej koniunktury gospodarczej szukają też bardziej elastycznych form zatrudnienia, które pozwalają utrzymać efektywność przy zwiększających się kosztach, wynika z raportu Gi Pro „Wynagrodzenia w produkcji i logistyce: stanowiska niższego i średniego szczebla”. Pensje rosną – zgodnie z danymi GUS w I kwartale tego roku średnia płaca w sektorze przedsiębiorstw przekroczyła 8 600 zł brutto, o 8,4% więcej niż rok temu.

Zróżnicowanie nastrojów – przemysł ostrożny, logistyka coraz pewniejsza

W czerwcu 2025 roku wskaźnik koniunktury spadł do -7,7 wobec -6,4 w maju, choć nadal utrzymuje się na wyższym poziomie niż przed rokiem (-10,1), wynika z danych GUS. Przedsiębiorstwa mierzą się z ograniczonym popytem i rosnącymi kosztami, co skłania je do dalszej optymalizacji działalności. Z kolei w branży transportu i logistyki czerwcowy wskaźnik koniunktury wyniósł -0,8, co świadczy o stopniowej poprawie nastrojów. Firmy coraz lepiej oceniają swoją bieżącą sytuację ekonomiczną, choć prognozy na nadchodzące kwartały pozostają ostrożne.

Zatrudnianie z kalkulatorem w ręku – tylko konkretne kompetencje i kluczowe role

W czerwcu 2025 roku w sektorze przedsiębiorstw pracowało 6,43 mln osób, co oznacza spadek o 0,8% w porównaniu do roku ubiegłego. W przetwórstwie przemysłowym na koniec marca br. było 21,6 tys. wakatów, a najczęściej poszukiwano robotników i rzemieślników (43,8%), a także operatorów oraz monterów maszyn i urządzeń (22,9%). Z kolei w transporcie i logistyce wolnych etatów było nieco ponad 10 tys., wynika z danych GUS.struktura wolnych miejsc pracy

Jeszcze nie tak dawno brak rąk do pracy był problemem w większości zakładów produkcyjnych i centrów logistycznych. Obecnie trudności rekrutacyjne wciąż są zauważalne, jednak coraz częściej dotyczą konkretnych, wyspecjalizowanych stanowisk. Firmy podchodzą do zatrudniania z większą ostrożnością, skupiając się na obsadzeniu kluczowych ról, a rekrutacje mają na celu przede wszystkim uzupełnienie wakatów – podkreśla Agnieszka Żak, Dyrektor Regionalna Gi Group.

Z raportu Gi Pro „Wynagrodzenia w produkcji i logistyce: stanowiska niższego i średniego szczebla” wynika, że popyt na pracowników jest zróżnicowany, a nowe miejsca pracy powstają głównie tam, gdzie istnieje wyraźne zapotrzebowanie. Pracę najłatwiej znajdują operatorzy maszyn, automatycy i mechanicy, czyli pracownicy z kompetencjami technicznymi. Poszukiwane są także osoby mające uprawnienia UDT i doświadczenie w obsłudze wózków widłowych, specjaliści ds. planowania logistyki i zarządzania magazynem oraz specjaliści ds. kontroli jakości. Jednocześnie w wielu zakładach zapotrzebowanie na pracowników niewykwalifikowanych wyraźnie się ustabilizowało, a w niektórych wręcz zmalało. To efekt postępującej automatyzacji oraz ostrożniejszego podejścia do planowania zatrudnienia. W logistyce liczba ofert spadła także z powodu stabilizacji wolumenów w e-commerce.

Część dużych przedsiębiorstw, zwłaszcza w branży motoryzacyjnej i AGD, czeka na rozwój sytuacji, ograniczając nadgodziny, wstrzymując dodatkowe rekrutacje, a także w większym stopniu korzystając z pracowników tymczasowych oraz outsourcingu. Po te rozwiązania sięgają także mniejsze firmy.

– Wzrost kosztów pracy oraz wahania popytu zmuszają firmy do szukania elastycznych rozwiązań kadrowych. Współpraca z agencjami pracy czy outsourcing wybranych procesów pozwala zachować płynność operacyjną bez nadmiernego obciążania budżetu – dodaje Agnieszka Żak, Dyrektor Regionalna Gi Group.

Trudności rekrutacyjne

Z danych tegorocznego „Barometru rynku pracy” Gi Group Holding wynika, że większość firm z branży przemysłowej oraz sektora transportu i logistyki napotyka trudności w pozyskiwaniu pracowników na różnych poziomach struktury organizacyjnej. W przemyśle największy problem dotyczy rekrutacji wykwalifikowanej kadry średniego szczebla (19%), z kolei w transporcie i logistyce – wykwalifikowanej kadry wyższego szczebla (19%). Jednocześnie podobna grupa pracodawców (17% w przemyśle i 19% w transporcie i logistyce) mówi o barierach w obsadzeniu stanowisk na wszystkich szczeblach.

Choć trudności występują w obu branżach, ich przyczyny są odmienne. W przemyśle najczęściej są to wygórowane oczekiwania finansowe aplikujących oraz trudne warunki pracy (po 36%). Co trzecia firma wskazuje na wycofywanie się kandydatów z rekrutacji. Częstszym problemem jest niedopasowanie kompetencji (30%) niż brak zainteresowania ofertami (21%). W transporcie i logistyce natomiast głównym wyzwaniem jest rezygnacja z udziału w rekrutacji – wskazało na to aż 44% pracodawców oraz niedopasowanie lub niedobór kompetencji (41%), w dalszej kolejności brak kandydatów (33%). Co ciekawe, oczekiwania finansowe kandydatów są w tym sektorze najmniej problematyczne – tylko 26% firm uznało je za przeszkodę, co jest najniższym wynikiem wśród wszystkich badanych branż.

Polska dysponuje najmniejszym w Europie niewykorzystanym potencjałem rynku pracy, a to oznacza, że nie możemy liczyć na łatwe uzupełnienie braków kadrowych. Mimo to są jeszcze rezerwy, po które warto sięgnąć. Warto podkreślić, że jedynie 14% osób w wieku 20–24 lata w Polsce łączy pracę z nauką, podczas gdy średnia w Unii Europejskiej wynosi 21%. Z kolei wskaźnik zatrudnienia osób z niepełnosprawnościami w naszym kraju to zaledwie około 34%, wobec unijnej średniej na poziomie 55%. Nadal też nie w pełni wykorzystujemy potencjał pracowników 50+ oraz możliwości, jakie daje praca w niepełnym wymiarze godzin – tłumaczy Agnieszka Zielińska, Dyrektor Polskiego Forum HR.

Płace rosną, ale…

Zgodnie z danymi GUS w maju br. przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 8670 zł brutto, co oznacza wzrost o 8,4% rok do roku. W przetwórstwie przemysłowym osiągnęło ono 8302 zł, a w transporcie i gospodarce magazynowej – 8430 zł. Mediana płac, która lepiej odzwierciedla realny poziom wynagrodzeń, jest niższa. W styczniu 2025 roku wynosiła ona 6500 zł w przetwórstwie przemysłowym oraz 6708 zł w logistyce, podczas gdy ogólnokrajowa mediana wyniosła 6883 zł brutto. Największe podwyżki odnotowano na stanowiskach niższego szczebla, głównie z powodu podniesienia płacy minimalnej.

Na przestrzeni ostatnich miesięcy obserwujemy dalszy wzrost wynagrodzeń w sektorze produkcyjnym i logistycznym, choć nie wszędzie przebiega on w równym tempie. Najbardziej zauważalne zmiany dotyczą stanowisk niższego szczebla, głównie ze względu na podwyżki płacy minimalnej. W przypadku pozostałych stanowisk wzrosty, choć stabilne, były już dużo mniej dynamiczne, co przekłada się na dalsze spłaszczanie siatek płac. To zjawisko staje się coraz większym wyzwaniem, zarówno w kontekście zaangażowania pracowników, jak i ich utrzymania – wyjaśnia Beata Oczkowicz, Dyrektor ds. rekrutacji stałych w Gi Group.

Wynagrodzenia w kluczowych rolach w produkcji i logistyce w 2025 roku odzwierciedlają rosnącą selektywność rynku. Technicy ds. utrzymania ruchu zarabiają średnio od 7200 zł do 11500 zł  brutto – wysokość wynagrodzeń wynika z ograniczonej dostępności specjalistów oraz rosnącej złożoności technologii wykorzystywanych w zakładach produkcyjnych, która wymaga zarówno wiedzy, jak i doświadczenia. Z kolei pracownicy kontroli jakości w produkcji otrzymują pensje w wysokości 5500 – 9000 zł brutto, co plasuje je na średnim poziomie w branży. Planiści produkcji zarabiają od 7000 do 11000 zł brutto, w zależności od doświadczenia i złożoności procesów. Pracownicy produkcyjni z uwagi na niższą barierę wejścia najczęściej otrzymują między 4700 zł a 7000 zł brutto.

W logistyce specjaliści mogą liczyć na wynagrodzenie w granicach 6500–9500 zł brutto, przy czym w największych ośrodkach przemysłowych – takich jak Warszawa, Wrocław czy Katowice – pensje sięgają górnych granic tego przedziału. W pozostałych regionach najczęściej oferowane stawki oscylują wokół 6500–8000 zł. Wyższe wynagrodzenia dotyczą głównie specjalistów zajmujących się planowaniem transportu lub zarządzaniem dużymi magazynami, czyli stanowisk wymagających wysokich kompetencji organizacyjnych i analitycznych.wynagrodzenia wynagrodzenia wynagrodzenia

Jak wynika z raportu Gi Grup Pro, w regionach o wysokim stopniu uprzemysłowienia i dużej liczbie inwestycji – takich jak Mazowsze, Dolny Śląsk czy Pomorze – pensje są średnio o 10–15% wyższe niż w reszcie kraju. Z kolei w mniej rozwiniętych obszarach, jak Podkarpacie czy Lubuskie, wynagrodzenia bywają niższe o 5–10%. Różnice te wynikają m.in. ze skali aktywności gospodarczej w danym regionie, konkurencyjności lokalnego rynku pracy oraz kosztów życia, które wpływają na oczekiwania płacowe kandydatów.

– Rynek produkcji i logistyki w 2025 roku charakteryzuje się równowagą – nie ma masowych zwolnień, ale również nie ma wyraźnych wzrostów zatrudnienia. Firmy koncentrują się na optymalizacji kosztów i ostrożnym planowaniu przyszłości – podsumowuje Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group.

O raporcie

Analiza rynku pracy została przygotowana na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) oraz ofert pracy opublikowanych na jednym z największych portali ogłoszeniowych w Polsce. Suma wszystkich ogłoszeń z wybranego okresu to 2 011 763, w tym 225 955 z sektora przemysłowego i 111 320 z logistyki i prac magazynowych. Tabele wynagrodzeń zostały opracowane przez ekspertów ds. rekrutacji Gi Group na podstawie analizy wynagrodzeń w II kwartale 2025 roku – objęła ona 12 028 rekordów kandydatów oraz budżety wynagrodzeń 191 firm przemysłowych, z czego 89% zatrudniało do 250 pracowników na pełen etat. Raport prezentuje miesięczne wynagrodzenia brutto w PLN wraz z premiami.

Kuehne+Nagel zwiększa udział w rynku w pierwszej połowie 2025 r. w segmentach logistyki morskiej i lotniczej

  • Strategiczne działania sprzedażowe napędzają znaczny wzrost obrotu netto i zysku brutto
  • Zwiększone wolumeny, szczególnie w logistyce lotniczej
  • Skutki wahań kursów walut negatywnie wpłynęły na EBIT o 24 mln CHF w pierwszej połowie 2025 roku
  • Znaczny wzrost wolnych przepływów pieniężnych do 295 mln CHF w pierwszej połowie 2025 roku
CHF million H1 2025 H1 2024 Δ Δ* Q2 2025 Q2 2024 Δ Δ*
Obrót netto 12,479 11,554 8% 12% 6,149 6,046 2% 8%
Zysk brutto 4,424 4,273 4% 7% 2,187 2,197 -1% 6%
EBITDA 1,193 1,185 1% 4% 566 609 -7% -1%
EBIT 744 778 -4% -1% 342 402 -15% -9%
Zyski za okres 555 576 -4% -1% 252 298 -15% -10%

*skorygowane o wpływ kursów walut

Pomimo szerokiego spektrum zewnętrznych wyzwań, Grupa Kuehne+Nagel osiągnęła solidne wyniki operacyjne w pierwszej połowie 2025 roku. Obrót netto wzrósł o 8% rok do roku do 12,5 mld CHF, lub o 12% po uwzględnieniu skutków wahań kursów walut. EBIT wyniósł 744 mln CHF, a zysk 555 mln CHF. Wolumeny znacząco wzrosły, szczególnie w dywizji logistyki lotniczej.

Zyski w pierwszej połowie 2025 roku zostały obciążone negatywnymi efektami walutowymi w wysokości 3% (24 mln CHF) oraz jednorazowymi wydatkami w logistyce kontraktowej w wysokości 16 mln CHF (zaksięgowane w drugim kwartale).

Największe niekorzystne efekty walutowe wystąpiły w segmencie logistyki morskiej, ponieważ jest to działalność rozliczana w dolarach amerykańskich, a następnie w logistyce lotniczej i innych jednostkach biznesowych.

Podstawowe oceny wyników finansowych i prognozy na rok 2025 pozostają bez zmian. Biorąc pod uwagę wyłącznie niekorzystne zmiany kursów walut, firma Kuehne+Nagel oczekuje obecnie, że EBIT wyniesie od 1,45 mld CHF do 1,65 mld CHF.

Stefan Paul, Prezes Zarządu Kuehne+Nagel International AG:

„Solidne wyniki operacyjne w pierwszej połowie 2025 roku po raz kolejny wykazały naszą odporność w trudnym środowisku rynkowym. Realizacja strategicznych inicjatyw sprzedażowych okazuje się bardzo skuteczna. W logistyce morskiej zwiększyliśmy wolumeny o 2%, a w logistyce lotniczej o 7% – to znacznie więcej niż ogólny wzrost rynku. Dzięki tym działaniom położyliśmy fundamenty pod dalsze zwiększanie udziału w rynku, szczególnie w logistyce morskiej i lotniczej”.

Logistyka morska

CHF million H1 2025 H1 2024 Δ Δ* Q2 2025 Q2 2024 Δ Δ*
Obrót netto 4,711 4,057 16% 20% 2,212 2,131 4% 11%
Zysk brutto 1,093 1,017 8% 11% 516 514 8%
EBIT 368 397 -7% -5% 158 200 -21% -16%

*skorygowane o wpływ kursów walutowych

W pierwszej połowie 2025 r. obrót netto w jednostce biznesowej logistyki morskiej wzrósł o 16% rok do roku, osiągając 4,7 mld CHF. EBIT wyniósł 368 mln CHF, znacznie obciążony negatywnymi efektami walutowymi. Współczynnik konwersji wyniósł 34%. W pierwszej połowie 2025 r. wolumen kontenerów wzrósł o 2% rok do roku do 2,1 mln TEU. Szczególnie godne uwagi są znaczące wzrosty udziału w rynku Kuehne+Nagel na trasie handlowej z Azji do Europy.

„Dzień wyzwolenia” oznaczał punkt zwrotny w drugim kwartale 2025 r.  Po nim dolar amerykański wszedł w wyraźną fazę osłabienia, a niepewność wokół ceł znacznie wzrosła. Popyt i stawki za usługi logistyki morskiej były odpowiednio zmienne. W tym środowisku Kuehne+Nagel z powodzeniem zrekompensowało spadające wolumeny do i z USA wzrostami na innych rynkach.

Logistyka lotnicza

CHF million H1 2025 H1 2024 Δ Δ* Q2 2025 Q2 2024 Δ Δ*
Obrót netto 3,649 3,392 8% 11% 1,867 1,809 3% 10%
Zysk brutto 874 822 6% 9% 435 430 1% 8%
EBIT 230 210 10% 13% 114 116 -2% 5%

*skorygowane o wpływ kursów walutowych

Obrót netto segmencie logistyki lotniczej wzrósł o 8% rok do roku w pierwszej połowie 2025 r. do 3,6 mld CHF. EBIT wzrósł w szybszym tempie, zwiększając się o 10% do 230 mln CHF. Współczynnik konwersji wyniósł 26%. W pierwszej połowie 2025 roku wolumeny frachtu lotniczego wzrosły o 7% rok do roku do 1,1 mln ton.

 

Jednostka biznesowa logistyki lotniczej osiągnęła szczególnie silny wzrost w segmentach produktów łatwo psujących się, półprzewodników i infrastruktury chmurowej (hyper scalers) – obiecującej dziedziny, którą Kuehne+Nagel aktywnie rozwija.

Logistyka drogowa

CHF million H1 2025 H1 2024 Δ Δ* Q2 2025 Q2 2024 Δ Δ*
Obrót netto 1,752 1,770 -1% 2% 881 910 -3% 1%
Zysk brutto 668 670 2% 337 345 -2% 2%
EBIT 47 66 -29% -26% 28 36 -22% -17%

*skorygowane o wpływ kursów walutowych

W pierwszej połowie 2025 roku obrót netto w segmencie logistyki drogowej wyniósł 1,8 mld CHF przy EBIT na poziomie 47 mln CHF. Sieć drogowa pozostała niedostatecznie wykorzystana z powodu osłabionego popytu na rynkach europejskich.

Dzięki przejęciu hiszpańskiego dostawcy logistyki drobnicowej TDN, Kuehne+Nagel dodatkowo wzmocniło swoją obecność na Półwyspie Iberyjskim i znacznie rozszerzyło regionalny zasięg dla klientów. Transakcja została sfinalizowana pod koniec drugiego kwartału 2025 r.

Logistyka kontraktowa

CHF million H1 2025 H1 2024 Δ Δ* Q2 2025 Q2 2024 Δ Δ*
Obrót netto 2,367 2,335 1% 5% 1,189 1,196 -1% 5%
Zysk brutto 1,789 1,764 1% 5% 899 908 -1% 5%
EBIT 99 105 -6% -2% 42 50 -16% -10%

*skorygowane o wpływ kursów walutowych

W pierwszej połowie 2025 roku obrót netto w jednostce biznesowej logistyki kontraktowej wyniósł 2,4 mld CHF przy EBIT na poziomie 99 mln CHF. Wynik został obciążony nadzwyczajną rezerwą w wysokości 16 mln CHF związaną z trwającym dochodzeniem międzybranżowym we Włoszech. Z punktu widzenia operacyjnego, drugi kwartał 2025 r. był najsilniejszy w historii tej dywizji.

W czerwcu 2025 r. logistyka kontraktowa rozszerzyła swoją długoletnią współpracę z Louis Vuitton i otworzyła nowe centrum dystrybucji w Tokio, aby obsługiwać rynek japoński.

Dr Joerg Wolle, Przewodniczący Rady Dyrektorów Kuehne+Nagel International AG:

„W pierwszej połowie 2025 r. Kuehne+Nagel po raz kolejny osiągnęło silne wyniki operacyjne w środowisku naznaczonym niepewnością geopolityczną. Wzrost obrotów wyraźnie przewyższył średnią rynkową, potwierdzając strategiczny kierunek spółki. Kuehne+Nagel jest na dobrej drodze do dalszego wzmocnienia swojej pozycji rynkowej”.

Lekarze i informatycy dominują wśród ubezpieczonych od utraty dochodu [RAPORT]

  • Branża medyczna i IT to najczęściej ubezpieczane grupy zawodowe od utraty dochodu w Polsce – wynika z najnowszych danych Leadenhall Insurance.
  • Z analizy firmy wynika też, że średni miesięczny przychód ubezpieczonych wynosi prawie 17 tys. zł, ale połowa klientów zarabia poniżej 13 tys. zł miesięcznie.
  • Ubezpieczenie często kupują osoby prowadzące działalność gospodarczą, które w przypadku niezdolności do pracy nie mogą liczyć na wysokie świadczenia z ZUS-u.
  • Wypłata z polisy sięga do 80% utraconych w związku z chorobą lub wypadkiem zarobków.

Analiza Leadenhall Insurance powstała w oparciu o dane z prawie 7,5 tys. aktywnych polis ubezpieczenia od utraty dochodu (stan na kwiecień 2025 r.). Statystyki firmy pokazują, że najbardziej zainteresowani ochroną są przedstawiciele dwóch branż: medycznej i technologicznej. Lekarze wszystkich specjalizacji stanowią 34% ubezpieczonych, a specjaliści IT kolejne 12%. W grupie medyków najczęściej po ochronę sięgają anestezjolodzy (7,4% wszystkich polis), lekarze chorób wewnętrznych i kardiolodzy (5,9%) oraz chirurdzy różnych specjalizacji (5,2%). Wśród specjalistów IT dominują programiści (78% tej grupy), a także analitycy systemów, architekci oprogramowania i kierownicy projektów IT.

Duży udział lekarzy wśród ubezpieczonych od utraty dochodu nie dziwi. Ich praca wymaga precyzji i sprawności fizycznej, a nawet drobne problemy zdrowotne mogą uniemożliwić wykonywanie zawodu. Ale ubezpieczenie od utraty dochodu to nie tylko produkt dla lekarzy czy programistów. Sięgają po nie przede wszystkim osoby pracujące na kontraktach B2B, które w razie poważnych problemów ze zdrowiem dotyka niski ZUS czy zaburzona ciągłość przychodów. Coraz większe zainteresowanie widzimy wśród menadżerów z różnych sektorów, kierowców i kurierów, „złotych rączek” – fachowców od drobnych napraw i remontów, a także w branży beauty, np. barberzy czy kosmetyczki mówi Rajmund Rusiecki, Prezes Zarządu w Leadenhall Insurance.

Ile trzeba zarabiać, żeby ubezpieczyć się od utraty dochodu?

Statystyki pokazują, że większość kupujących polisy zarabia kilkanaście tysięcy złotych na rękę miesięcznie. Ale z ochrony mogą korzystać też osoby o niższych czy wręcz małych dochodach. Średnie miesięczne zarobki ubezpieczonych wynoszą 16,7 tys. zł brutto. Z analizy wynika, że 12,9% ubezpieczonych zarabia do 7 tys. zł miesięcznie, kolejnych 28,9% osiąga dochód w przedziale 7-13 tys. zł, a 58,2% przekracza próg 13 tys. zł miesięcznie.

Dane pokazują, że ubezpieczenie od utraty dochodu to nie tylko produkt dla zamożnych. Ponad 40% naszych klientów zarabia poniżej 13 tys. zł miesięcznie. To często młodzi specjaliści, początkujący przedsiębiorcy czy osoby z mniejszych miejscowości, które nie mają oszczędności i dobrze zdają sobie sprawę z ryzyka utraty dochodów dodaje Rajmund Rusiecki z Leadenhall Insurance.

Najwięcej ubezpieczeń zawierają osoby z woj. śląskiego (13%), wielkopolskiego (12,1%) i mazowieckiego (11,6%). Na drugim końcu zestawienia znalazły się woj. podlaskie (1,2%), świętokrzyskie (1,3%) i lubuskie (1,8%). Ubezpieczenie od utraty dochodu częściej wybierają mężczyźni, którzy stanowią 63% wszystkich ubezpieczonych.

Jak działa ubezpieczenie od utraty dochodu?

Zadaniem ubezpieczenia jest rekompensata zarobków utraconych w wyniku nieszczęśliwego wypadku lub choroby. Główne ryzyko, które obejmuje polisa, to całkowita czasowa niezdolność do pracy – sytuacja, w której ubezpieczona osoba po leczeniu może powrócić do swojego zawodu. Wsparcie wynosi nawet 80% średniego miesięcznego przychodu i wypłacane jest przez czas niezdolności do pracy – standardowo do maksymalnie 24 miesięcy. Świadczenie obliczane jest na podstawie zarobków z 12 miesięcy przed zakupem ochrony. Polisa może również objąć trwałą niezdolność do pracy. W tym przypadku świadczenie może wynosić nawet 10-krotność rocznych przychodów.

Niezdolność do pracy obejmuje wykonywanie konkretnego zawodu wskazanego w polisie, a nie jakiejkolwiek pracy. Dlatego ubezpieczony nie ma obowiązku przekwalifikowania się, czego wymaga ZUS. To kluczowa różnica, szczególnie dla specjalistów, którzy nie mogliby wykonywać swojego zawodu, ale teoretycznie mogliby pracować w innej profesji – wyjaśnia Rajmund Rusiecki z Leadenhall Insurance.

Ubezpieczenie od utraty dochodu – przykłady szkód

  • Chirurg przeszedł udar niedokrwienny mózgu, który spowodował ubytki neurologiczne i całkowitą okresową niezdolność do pracy. 58-latek przez 24 miesiące otrzymywał świadczenie w wysokości 8 tys. zł miesięcznie łącznie 192 tys. zł.
  • Lekarka zachorowała na złośliwego raka piersi. Przeszła operację oraz chemio- i radioterapię. Przez 16 miesięcy niezdolności do pracy otrzymała z ubezpieczenia około 110 tys. zł.
  • Kierownik budowy doznał skomplikowanego złamania podudzia w wypadku w pracy. Po leczeniu operacyjnym i ponownej operacji usunięcia śrub dwukrotnie orzeczono u niego okresową niezdolność do pracy. Otrzymywał świadczenie w wysokości 6,5 tys. zł miesięcznie.