Firmy wdrażają AI głównie dla automatyzacji procesów, nie tworzenia treści

Nietworzenie treści, a automatyzacja i optymalizacja procesów jest obszarem, w którym organizacje najchętniej wdrażają sztuczną inteligencję. W badaniu Linux Foundation z 2025 roku odpowiedź tę wskazała co czwarta osoba[1]. Raport “The Economic and Workforce Impacts of Open Source AI” wskazuje ponadto, że dla 71 proc. firm wykorzystujących AI ważne jest, czy narzędzia są udostępniane na licencji open source[2]. Eksperci Linux Polska wyjaśniają, dlaczego kwestia ta ma tak duże znaczenie oraz zdradzają, jak stworzenie Agentów AI w jednej z rządowych agencji umożliwiło automatyzację 70 proc. zapytań.

Automatyzacja procesów głównym celem wdrożeń AI

Organizacje przyznają, że sztuczna inteligencja znajduje szerokie zastosowanie w ich działalności. Jako priorytet najczęściej uznają automatyzację i optymalizację procesów – taką odpowiedź wskazała co czwarta osoba. W pierwszej trójce znalazło się również generowanie treści (17 proc.) oraz generowanie kodu (14 proc.)[3]. Jak tłumaczy Kacper Szczepaniuk, Observability Specialist w Linux Polska, automatyzacja przy pomocy narzędzi AI pozwala ograniczyć czas potrzebny do wykonywania długotrwałych, powtarzalnych zadań.

Przykładem jest jedna z agencji rządowych, której pracownicy przeszukiwali dokumenty ręcznie i musieli interpretować zapisy prawne bez wyszukiwania kontekstowego. Taki sposób realizacji zadań prowadził do dużego obciążenia pracą i wydłużenia czasu potrzebnego do rozpatrywania spraw. Aby rozwiązać ten problem, stworzyliśmy rozwiązanie łączące Agenta AI z ogólnodostępnym modelem LLM wytrenowanym pod pracę z agentami. Wzbogaciliśmy kontekst zapytania wysyłanego do LLM, a bazę wiedzy i zbiór dokumentów przekształciliśmy na formę wektorową. Wdrożenie rozwiązania skróciło czas wyszukiwania o 65 proc., zautomatyzowało 70 proc. zapytań oraz obniżyło eskalacje interpretacyjne o 40 proc. Przeniesienie procesu biznesowego na system agentów AI przyczyniło się do standaryzacji sposobu pracy i większej satysfakcji pracowników – mówi Kacper Szczepaniuk, Linux Polska.

Organizacje chcą ułatwiać pracę dzięki narzędziom AI

Raport Linux Foundation wskazuje także, że organizacje wykorzystują sztuczną inteligencję w obszarze obsługi klienta (11 proc. odpowiedzi), researchu (6 proc.) oraz klasyfikowania danych (5 proc.)[4]. Celem tych działań jest przede wszystkim usprawnienie i ułatwienie codziennej pracy. O jednym z przypadków takiego zastosowania narzędzi AI opowiada Maciej Wawrzyniak, Senior Solutions Architect w Linux Polska.

Jeden z klientów zgłosił się do nas z problemem utrudnionego dostępu nietechnicznych użytkowników do hurtowni danych. Brak znajomości SQL powodował, że do obsługi nawet prostych pytań angażowani byli specjaliści BI lub analitycy danych. Taka organizacja pracy była bardzo czasochłonna, obciążała zespoły techniczne i powodowała opóźnienia podczas podejmowania decyzji biznesowych. Klientowi zależało na rozwiązaniu, które umożliwi każdemu użytkownikowi zadawanie pytań w języku naturalnym, które następnie zostaną automatycznie przetłumaczone na zapytania SQL. W tym celu opracowaliśmy chatbota AI, którego wdrożenie pozwoliło osiągnąć główny cel projektu i poprawiło satysfakcję pracy zespołów obciążonych wcześniej dodatkowymi obowiązkami. Podczas pracy nad tym projektem skorzystaliśmy między innymi z takich rozwiązań jak PGVector, Confluence, Podman czy k3s, czyli lekkiej wersji Kubernetesa – wyjaśnia Maciej Wawrzyniak, Linux Polska.

Organizacje chcą wdrażać narzędzia AI, jeśli są open source

Choć wydawałoby się, że o wdrożeniu narzędzi i modeli opartych na sztucznej inteligencji decydują przede wszystkim określone funkcjonalności, organizacje zwracają uwagę również na inne kwestie. Według badań Linux Foundation 29 proc. przedsiębiorstw traktuje priorytetowo to, czy rozwiązania AI są open source, a kolejne 42 proc. preferuje tego typu narzędzia. Kwestia ta jest neutralna dla 17 proc. organizacji. Co ciekawe, 6 proc. ma negatywny stosunek do modeli open source AI, co oznacza, że preferują rozwiązania komercyjne.[5]

Jak podkreśla Radosław Żak-Brodalko, Enterprise Architect w Linux Polska, choć odsetek organizacji unikających open source AI jest niewielki, warto przyjrzeć się powodom takiego podejścia. W opinii eksperta chodzi przede wszystkim o obawy dotyczące bezpieczeństwa IT.

Kwestia ta jest ciekawa, ponieważ podczas gdy część organizacji obawia się ryzyka związanego z narzędziami open source, inne decydują się na ich wdrożenie, ponieważ uważają je za bezpieczniejsze od rozwiązań komercyjnych. Należy tu podkreślić, że aspekt bezpieczeństwa jest często niesłusznie utożsamiany wyłącznie z lukami lub błędami w kodzie, które są wykorzystywane podczas ataków cybernetycznych – mówi Radosław Żak-Brodalko, Linux Polska.

Ekspert wyjaśnia, na co należy dodatkowo zwracać uwagę: – Poza kwestią kodu bezpieczeństwo IT wiąże się z koniecznością analizy wielu innych czynników, między innymi rodzaju licencji, obciążenia projektami, strefy czasowej, ryzyka geopolitycznego. Istotne są również zainteresowanie projektem oraz jego dokumentacja. W przypadku oprogramowania open source bezpieczeństwo związane ze wszystkimi tymi aspektami może być zbadane przy pomocy SourceMation – narzędzia do analizy ryzyka. Analiza taka powinna być przeprowadzona przed wdrożeniem w organizacji każdego nowego narzędzia lub komponentu. Niestety, często etap ten jest pomijany ze względu na luki kompetencyjne. Aby ograniczyć ten problem, SourceMation prezentuje wyniki analizy ryzyka w postaci prostej do interpretacji skali.

Przykłady zastosowania narzędzi open source AI pokazują, że kwestie finansowe nie są jedynym powodem, dla którego organizacje się na nie decydują. Rozwiązania otwartoźródłowe są również szansą na tworzenie nowych, dostosowanych do potrzeb organizacji narzędzi i przyczyniają się do rozwoju sztucznej inteligencji.

[1] Linux Foundation, 2025, The Economic and Workforce Impacts of Open Source AI

[2] Jak wyżej.

[3] Jak wyżej.

[4] Jak wyżej.

[5] Jak wyżej.

Wartość inwestycji venture capital w Polsce w drugim kwartale 2025 roku wyniosła 549 mln PLN

PFR Ventures i Inovo.vc przygotowały raport podsumowujący transakcje na polskim rynku venture capital (VC) w drugim kwartale 2025 roku. Z danych wynika, że w tym okresie 48 spółek pozyskało 549 mln PLN od 37 funduszy.

W drugim kwartale 2025 roku przez polski rynek VC przepłynęło 549 mln PLN. To łączna wartość kapitału, który polskie i zagraniczne fundusze zainwestowały w 48 transakcjach w rodzime innowacyjne przedsiębiorstwa. Zaobserwowaliśmy przyrost o 30% względem kwartalnej średniej liczby inwestycji z poprzednich 5 kwartałów.

Rysunek 1 Wartość transakcji. Celowo w zestawieniu osobno prezentujemy megarundy (outliers), które zaburzają statystyczny obraz
Rysunek 1 Wartość transakcji. Celowo w zestawieniu osobno prezentujemy megarundy (outliers), które zaburzają statystyczny obraz

W porównaniu do pierwszego kwartału 2025 roku, wartość zainwestowanych środków zwiększyła się o ponad 22% przy zbliżonej liczbie zaangażowanych funduszy. Zmianie uległa liczba transakcji, która wzrosła szczególnie w segmencie rund zalążkowych.

– Pierwszy raz od końca 2023 roku przebiliśmy pułap 30 rund zalążkowych – w drugim kwartale mamy ich aż 40. Jednocześnie w trzech z nich znalazł się kapitał unijny (FENG). Biorąc pod uwagę, że w najbliższych miesiącach liczba transakcji, w których obecne będą środki unijne istotnie się zwiększy, ożywienie tego rynku jest dopiero przed nami – komentuje Aleksander Mokrzycki, wiceprezes PFR Ventures.

Odnotowaliśmy także 8 inwestycji na późniejszych etapach rozwoju spółek. Największą z nich była runda C firmy Spacelift, która pozyskała ponad 191 mln PLN od Five Elms Capital, Inovo VC i Endeavor Catalyst. Na pułapie rund A wyróżnia się transakcja przeprowadzona fundusz Vinci, który zapewnił około 36 mln PLN dla SR Robotics.

– Runda Spacelift to dowód na to, że można zbudować firmę głęboko osadzoną w polskim ekosystemie, ale grającą o globalne stawki. Ich zespół ma wszystkie cechy kandydata na kolejnego polskiego jednorożca. Ambitni przedsiębiorcy mają dziś coraz więcej opcji. Pieniądz wraca i narasta dynamika. Jesteśmy w czasie nowej gorączki złota wraz z AI – wykorzystajmy to, koszt alternatywny jest za wysoki – sygnalizuje Karol Lasota, partner
w Inovo.vc.

Spośród 48 wszystkich odnotowanych transakcji, aż 21 to inwestycje z udziałem funduszy PFR Ventures. Odpowiadały one za blisko 44% całego kapitału zainwestowanego w innowacyjne polskie przedsiębiorstwa w tym kwartale. Wynik ten jest zbliżony do wartości osiągniętej w poprzednim kwartale. Zdecydowana większość transakcji została przeprowadzona przy istotnym zaangażowaniu krajowych prywatnych funduszy oraz aniołów biznesu.

Trzy rundy zostały przeprowadzone przy udziale zasilanego środkami z FENG (UE) funduszu Hard2beat. Zainwestował on 7,5 mln PLN w Defendeye, Defguard i Neuromedical. Blisko 2/3 z tej kwoty pochodzi z środków unijnych, a pozostałą część zapewnili inwestorzy prywatni.

Inflacja blisko celu NBP. Spadek do 3,1% r/r w lipcu

W lipcu odnotowano wyraźne wyhamowanie tempa inflacji. Po czerwcowym odczycie inflacji konsumenckiej na poziomie 4,1 proc. r/r, wstępny szacunek za lipiec wskazuje na spadek do 3,1 proc. r/r — powyżej oczekiwań rynkowych, które kształtowały się na poziomie 2,85 proc. W ujęciu miesięcznym inflacja wyniosła 0,3 proc., również przewyższając konsensus rynkowy (0,15 proc.).

Po wielu miesiącach inflacja powróciła w okolice celu inflacyjnego NBP, mieszcząc się w jego górnym paśmie odchyleń (2,5 proc. ± 1 p.p.). Zarówno projekcje NBP, jak i oczekiwania rynkowe sugerują, że inflacja powinna utrzymać się w tym przedziale do końca roku.

Spadek inflacji w ujęciu rocznym wynika przede wszystkim z niższych cen paliw (spadek o 6,8 proc. r/r), obniżonych taryf za gaz obowiązujących od lipca, a także efektu bazy, związanego z częściowym odmrożeniem cen energii w lipcu ubiegłego roku (wzrost cen nośników energii o 2,4 proc. r/r).

Sierpniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej będzie miało charakter niedecyzyjny, dlatego kluczowe znaczenie dla oceny dalszego tempa obniżek stóp procentowych będzie miał sierpniowy odczyt inflacji, po którym najwcześniej we wrześniu mogą zapaść pierwsze decyzje dotyczące stóp procentowych w Polsce.

Autor: Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Rośnie ilość cudzoziemców, którzy kupują mieszkania w Polsce. Mają określony typ lokali, które poszukują

– Nawet co trzecia osoba, która rozpoczyna rozmowę o zakupie nieruchomości to osoba pochodzenia Ukraińskiego. Widzimy, że jeszcze dwa lata temu osoby z tego kraju były naszymi klientami, gdy szukały mieszkań na wynajem, a teraz coraz częściej decydują się na zakup mieszkania. Zwykle jest to konkretny rodzaj nieruchomości – mały lokal, w dobrym stanie lub do niskobudżetowego remontu z rynku wtórnego – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości. – Osoby z Ukrainy są zniecierpliwione przedłużającą się wojną. Podejmują w Polsce pracę i zaczynają zauważać, że drożejący wynajem nie jest najlepszym sposobem na życie – mówi ekspert rynku nieruchomości.

Kiedyś 6% w skali roku. Teraz może być 15% – cudzoziemcy napędzają rynek nieruchomości

Trend zakupu nieruchomości przez obywateli Ukrainy w Polsce jest rosnący od wielu lat – to kwestia znajdowania tutaj zatrudnienia, ale także tego, że osoby przyjeżdżające do Polski w obawie przed wojną, coraz częściej odnajdują tutaj miejsce dla siebie do życia.

– Nie da się żyć przez tyle lat na walizkach. Wiele osób więc decyduje się na kredyty lub przeznacza oszczędności całego życia na to, by kupić mieszkanie w Polsce. Zdolność kredytowa osób z Ukrainy nie jest zła. Zauważamy, że coraz większa część uchodźców podejmuje stałą pracę i nie ma problemów z pozyskaniem kredytu. Oczywiście nie mówimy tutaj o milionach, ale o kwocie, która uzupełnia możliwość zakupu mieszkania – mówi Mirosław Król.

Rynek nieruchomości jest nadal w trudnej sytuacji. Transakcje dokonywane przez osoby z Ukrainy są jednymi z ważniejszych dla wielu podmiotów zajmujących się obrotem nieruchomości.

– Bywa, że co trzeci klient w danym miesiącu to obywatel Ukrainy, który chce kupić mieszkanie. Kiedyś były to osoby głównie z gotówką, a teraz coraz częściej mamy do czynienia z osobami, które zdobyły kredyt – mówi Mirosław Król.

– Cudzoziemcy najczęściej kupują mieszkania w dużych miastach takich jak: Warszawa, Kraków, Poznań czy Wrocław. W 2023 roku sprzedaż mieszkań cudzoziemcom stanowiła około 6-7% transakcji. W tym roku może być ten wskaźnik nawet trzykrotnie wyższy – przyznaje Król.

Mniejsze lokale gotowe do zamieszkana na celowniku cudzoziemców

Czy osoby spoza Polski decydujące się na zakup nieruchomości mają preferowany rodzaj lokalu? Eksperci wskazują na pewne tendencje – dominują osoby kupujące mieszkania „dla siebie”, a nie z myślą o inwestycjach. Preferowane są mieszkania na rynku wtórnym oraz o metrażu nie przekraczającym 50 metrów kwadratowych, ale z zaznaczeniem, że większym zainteresowaniem cieszą się małe mieszkania dwu i trzy pokojowe niż kawalerki.

– Klienci z Ukrainy zwykle myślą o zakupie nieruchomości w celu osiedlenia się. Cena odgrywa najważniejszą rolę. Zwykle to mieszkania o mniejszym metrażu, ale możliwie dobrym standardzie. Mniejszą rolę odgrywa lokalizacja, a to, by mieszkanie było gotowe do zamieszkania i było możliwie wygodne pod kątem mieszkania w nim całych rodzin – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

– Zdarza się, że cudoziemcy zmieniają miasto w Polsce, bo nie chcą już wynajmować mieszkania, a nie stać ich na zakup na tak drogim rynku jak Warszawa czy Kraków. Atrakcyjniejsze stają się wówczas takie lokalizacje jak: Łódź, Bydgoszcz czy Szczecin, gdzie mieszkania na rynku wtórnym można kupić już za około 8 tysięcy złotych za metr kwadratowy – mówi Mirosław Król.

Transition Technologies PSC otwiera spółkę zależną w Turcji

Transition Technologies PSC, polski integrator rozwiązań IT, uruchamia trzecią w tym roku spółkę zależną. Po Wielkiej Brytanii i Dubaju przyszedł czas na Turcję. Firma działa pod skróconą nazwą TT PSC Turkey AS. To strategiczny krok w globalnej ekspansji TT PSC, która dostrzega ogromny potencjał dynamicznie rozwijającego się rynku tureckiego, stojącego u progu dużej rewolucji technologicznej i przemysłowej. Nowa filia ma wspierać rozwój sprzedaży i pozyskiwanie nowych klientów w regionie.

Nowa spółka TT PSC Turkey AS swoją siedzibę założyła w Stambule, jednym z najdynamiczniej rozwijających się rynków technologicznych regionu. Otwarcie biura to przemyślany, strategiczny krok, którego celem jest rozwój sprzedaży oraz budowanie trwałych relacji z nowymi partnerami biznesowymi. Kluczowym elementem procesu będzie współpraca z lokalnymi specjalistami ds. sprzedaży. Ich znajomość realiów i potrzeb lokalnego rynku ma pomóc w skutecznym dopasowaniu oferty. TT PSC Turkey AS skoncentruje się przede wszystkim na oferowaniu usług związanych z implementacją i migracją systemów PLM (Product Lifecycle Management), rozwiązań IoT oraz integracją systemów IT/OT, a także doradztwem w zakresie cyfrowej transformacji przemysłu.

– „Turcja jest dziś na przyspieszonej ścieżce cyfryzacji przemysłu, co jest napędzane dynamicznym rozwojem gospodarki. Widzimy tam wyraźne zapotrzebowanie na innowacje, zarówno po stronie firm produkcyjnych, jak i instytucji publicznych” – komentuje Wojciech Wąsik, Dyrektor Zarządzający TT PSC Turkey AS. – „Dostrzegamy wyraźne zapotrzebowanie na rozwiązania klasy PLM, IoT, AI, a także na kompetencje integracyjne, zwłaszcza w sektorach produkcji, energetyki i obronności. Naszą ambicją jest być partnerem tej transformacji, wspierając tureckie przedsiębiorstwa w procesie cyfryzacji” – dodaje.

W pierwszym etapie działalności spółka skoncentruje się na budowie sieci kontaktów, pozyskaniu pierwszych klientów i promocji rozwiązań wspierających modernizację przemysłu.

Dlaczego Turcja?

Turcja aktywnie poszukuje najnowszych technologii i zaawansowanych rozwiązań oraz intensywnie inwestuje w systemy zarządzania cyklem życia produktów (PLM), które optymalizują procesy od koncepcji po wycofanie produktu z rynku. Rośnie także zapotrzebowanie na automatyzację procesów produkcyjnych i efektywne zarządzanie danymi. Nie bez znaczenia są również rozwiązania chmurowe i zaawansowane cyberbezpieczeństwo, kluczowe dla ochrony danych i infrastruktury. W tych strategicznych obszarach TT PSC dysponuje solidnymi i sprawdzonymi kompetencjami, zdobywanymi przez lata w międzynarodowych projektach IT.

Według raportu „Sector Study on Digitalization of the Manufacturing Industry in Turkey”, wdrażanie technologii Industry 4.0 – takich jak Internet Rzeczy (IoT), sztuczna inteligencja (AI), automatyzacja czy przetwarzanie danych w chmurze może znacząco zwiększyć konkurencyjność tureckiego eksportu, zwłaszcza na rynku Unii Europejskiej. Duże inwestycje w obronność ($47 mld w budżecie na 2025 rok) również pokazują silną potrzebę zaawansowanych technologii, w tym cyfryzacji produkcji obronnej.

Wojciech Wąsik dodaje, że dla wielu tureckich firm transformacja cyfrowa to nie tylko wyzwanie technologiczne, ale też kompetencyjne. – „Wiele z nich nie posiada jeszcze kompetencji wewnętrznych do realizacji cyfrowej transformacji. Poszukują partnerów z międzynarodowym doświadczeniem, którzy pomogą im zbudować skalowalne, zintegrowane i bezpieczne rozwiązania typu PLM, IoT, AI i Cloud, a także zapewnią eksperckie doradztwo. TT PSC idealnie wpisuje się w tę potrzebę, oferując sprawdzone kompetencje projektowe i wdrożeniowe.”

Brama do nowych rynków

Turcja, z ponad 85 milionami mieszkańców, jest jednym z największych rynków w regionie. Rozwinięty przemysł (motoryzacja, elektronika, maszyny, chemia) oraz rosnącą liczbą centrów R&D i zakładów produkcyjnych sprawiają, że kraj staje się naturalnym hubem logistycznym i produkcyjnym dla firm z Unii Europejskiej i Bliskiego Wschodu. TT PSC dostrzega w tym regionie zarówno szansę na rozwój nowych rynków, jak i możliwość świadczenia usług o zasięgu regionalnym, szczególnie w sektorach, w których ma silne doświadczenie.

Zespół lokalny będzie rozwijany stopniowo, a działania TT PSC Turkey AS będą koordynowane we współpracy z centralą, pozostałymi oddziałami w Europie a także kluczowymi partnerami biznesowymi. To już ósmy zagraniczny oddział TT PSC po Niemczech, Francji, Danii, USA, Tajwanie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Wielkiej Brytanii.

Fed utrzymuje stopy bez zmian. Historyczny rozłam wśród gubernatorów

Zgodnie z oczekiwaniami, Rezerwa Federalna pozostawiła stopy procentowe bez zmian, utrzymując docelowy przedział dla stopy funduszy federalnych na poziomie 4,25–4,50 proc. To już piąta z rzędu decyzja o utrzymaniu poziomu stóp, a ostatnia obniżka miała miejsce jeszcze w grudniu 2024 roku. Choć większość członków FOMC poparła utrzymanie stóp, dwóch gubernatorów – Christopher Waller i Michelle Bowman – zgłosiło zdanie odrębne, opowiadając się za obniżką o 25 punktów bazowych już na lipcowym posiedzeniu. Finalnie spadło prawdopodbieńśtwo redukcji kosztu pieniądza we wrześniu wyceniane przez Fed Funds Futures. Wynosi ono juz mniej niż 50 proc. W efekcie dolar amerykański umocnił się a rentowności amerykańskich obligacji wzrosły.

Historyczny rozłam wśród gubernatorów

Dyskusje wewnątrz Fed nabierają intensywności. Głosy sprzeciwu ze strony członków Zarządu Rezerwy Federalnej (czyli samych gubernatorów) są zjawiskiem rzadkim. W całych kadencjach dwóch poprzednich przewodniczących Fed – Bena Bernankego i Janet Yellen – nie odnotowano ani jednego sprzeciwu wśród gubernatorów. Ostatni przypadek dwóch sprzeciwów ze strony członków Rady Gubernatorów miał miejsce pod koniec 1993 roku za kadencji Alana Greenspana. Bowman i Waller prezentują pogląd, że ryzyko trwałego wzrostu inflacji w wyniku ceł jest niewielkie, a większą uwagę należy poświęcić potencjalnemu spowolnieniu gospodarczemu. Warto zaznaczyć, że Christopher Waller bywa nieoficjalnie wskazywany jako jeden z potencjalnych kandydatów na następcę Jerome’a Powella. Dodatkowego kontekstu dostarcza trwała presja polityczna ze strony prezydenta Trumpa, który od miesięcy domaga się agresywnych cięć stóp procentowych, atakując bezpośrednio politykę Powella.

Powell konsekwentny – brak wskazówek co do wrześniowego cięcia

Podczas konferencji prasowej po posiedzeniu FOMC Jerome Powell nie dał żadnych wskazówek, które sugerowałyby, że we wrześniu nastąpi obniżka stóp. W swoim wystąpieniu pozostał wierny dotychczasowemu kursowi, wskazując, że skutki polityki rządu, a zwłaszcza najnowszych ceł handlowych, nadal pozostają niejasne. Podkreślił, że Fed ma komfortową pozycję, by poczekać na kolejne dane makroekonomiczne i podjąć decyzję dopiero przy większej przejrzystości sytuacji gospodarczej.

Powell wielokrotnie odnosił się do sytuacji na rynku pracy, wskazując niską stopę bezrobocia jako najważniejszy wskaźnik. Choć wzrost zatrudnienia wyraźnie spowolnił, przewodniczący zaznaczył, że przyczyną jest m.in. spadek imigracji, co może ograniczać liczbę nowych miejsc pracy bez sygnalizowania realnego pogorszenia koniunktury. Zdaniem Powella obecna polityka pieniężna pozostaje umiarkowanie restrykcyjna, ale nie ogranicza gospodarki w sposób nieproporcjonalny.

Prawdopodobieństwo cięcia stóp we wrześniu spadło i obecnie nie przekracza znacząco 50 proc. Brak wyraźnego sygnału ze strony Powella i niezmieniony przekaz ze strony większości przedstawicieli Komitetu wskazują, że decydenci nie są jeszcze gotowi na zmianę kursu. To istotna różnica w porównaniu z rokiem 2024, kiedy to już na lipcowym posiedzeniu Fed przygotowywał rynek do wrześniowego cięcia. Choć tamta sytuacja dotyczyła początku cyklu łagodzenia polityki, a obecna dotyczy jedynie jego wznowienia, różnica w komunikacji pozostaje znacząca.

Fed będzie miał jeszcze jedną okazję do zasygnalizowania swoich zamiarów: konferencja w Jackson Hole, organizowana przez Fed z Kansas City w dniach 21–23 sierpnia, gdzie przewodniczący Fed tradycyjnie wygłasza przemówienie. W przeszłości Fed wielokrotnie wykorzystywał to wydarzenie do przygotowania rynku na zmiany polityki monetarnej.

Kluczowa będzie ścieżka danych

Aby wrześniowa obniżka stóp faktycznie doszła do skutku, najbliższe publikacje danych muszą jednoznacznie wskazywać na osłabienie. Do kolejnego posiedzenia poznamy jeszcze dwa raporty z rynku pracy oraz dwa odczyty inflacji. Najważniejsze będą oczywiście dane o stopie bezrobocia oraz wskaźnikach CPI i PCE. Scenariusz, w którym bezrobocie wzrasta, a inflacja pozostaje umiarkowana, mógłby przeważyć szalę na korzyść obniżki stóp po wakacjach.

Autor: Łukasz Zembik, OANDA TMS Brokers

Warszawski rynek biurowy: wysoka nowa podaż, historycznie niski poziom nowych inwestycji

W II kwartale 2025 roku warszawski rynek biurowy odnotował największy od trzech lat wolumen nowo dostarczonej powierzchni wynika z raportu BNP Paribas Real Estate Poland „Review – rynek biurowy w Warszawie II kw. 2025 roku”. Jednocześnie liczba projektów w budowie spadła do historycznie najniższego poziomu.

Rekordowa nowa podaż, ale mniej nowych inwestycji

Warszawski rynek biurowy w okresie od początku kwietnia do końca czerwca 2025 roku wyróżnił się rekordowym wynikiem nowej podaży. Do użytku oddano prawie 80 tys. m kw., co było najwyższym wynikiem od końca 2022 roku. Do największych projektów ukończonych w tym czasie należą m.in. The Bridge (47 tys. m kw.) zrealizowany przez Ghelamco, Office House (27,8 tys. m kw.) od Echo Investment oraz Nowa Bellona (4,8 tys. m kw.). Wszystkie nowe inwestycje zlokalizowane są przy rondzie Daszyńskiego, czyli w samym sercu warszawskiego zagłębia biurowego.

To był najlepszy wynik oddanej powierzchni od trzech lat! Ale jednocześnie trzeba zwrócić uwagę, że deweloperzy mocno ograniczyli nowe budowy. Na koniec czerwca w realizacji było tylko ok. 150 tys. m kw. – to z kolei najniższy poziom od lat. Co to oznacza? W najbliższych latach nowoczesnych biur może być po prostu mniej, szczególnie w topowych lokalizacjach – komentuje Małgorzata Fibakiewicz, Starsza Dyrektorka Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Obecnie, wśród inwestycji, które są w trakcie budowy, wyróżniają się zlokalizowane w strefach centralnych miasta – Upper One (35,5 tys. m kw.), V Tower (30,8 tys. m kw.) czy Studio A (26,6 tys. m kw.).

Stabilny popyt i dominacja centrum

Aktywność najemców utrzymuje się na stabilnym poziomie w porównaniu do poprzednich kwartałów. W samym II kwartale całkowity wolumen transakcji brutto osiągnął poziom 154,7 tys. m kw. Łączny popyt brutto w pierwszym półroczu osiągnął ponad 300 tys. m kw., co oznacza spadek o 5% w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Największym zainteresowaniem najemców niezmiennie cieszą się centralne obszary miasta oraz Służewiec.

W okresie od początku kwietnia do końca czerwca 2025 roku strukturę transakcji najmu zdominowały przedłużenia dotychczasowych umów, stanowiące aż 59% wszystkich zawartych kontraktów. Nowe umowy również miały istotny udział, odpowiadały za 34% całkowitej liczby transakcji, natomiast ekspansje firm miały 6% udziału w całkowitym wolumenie.

Zgromadzone dane wskazują na ostrożność najemców w zawieraniu umów przednajmu. W II kwartale 2025 roku stanowiły one zaledwie 4,1% całkowitej aktywności najemców,
a z perspektywy ostatnich 12 miesięcy – 16,2%.

Największą transakcją na warszawskim rynku biurowym w II kwartale 2025 roku było przedłużenie umowy przez firmę Polkomtel na 22 tys. m kw. w Multimedialnym Domu Plusa
w Służewcu. Wśród znaczących kontraktówznalazła się także poufna umowa najmu w budynku Generation Park X w strefie Centrum Zachód (18 tys. m kw.) oraz przedłużenie najmu przez PZU w Konstruktorskiej Business Center (6,5 tys. m kw.), również zlokalizowanej na Służewcu. Warto podkreślić, że wszystkie spośród pięciu największych transakcji dotyczyły przedłużeń istniejących umów, co odzwierciedla aktualne nastawienie najemców w stolicy.

Malejący wskaźnik pustostanów

Na koniec czerwca 2025 roku w Warszawie dostępnych było 683 tys. m kw. powierzchni biurowej, a współczynnik pustostanów spadł w ujęciu rocznym do 10,8%. Szczególnie wyraźna poprawa nastąpiła w centrum miasta, gdzie dostępność biur zmniejszyła się do 7,8%, co oznacza spadek o 1,3 punktu procentowego rok do roku. Odmienna sytuacja występuje poza centralnymi lokalizacjami – tam wskaźnik wzrósł do 13,3%, czyli o 1 punkt procentowy w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Wśród obszarów z najwyższym udziałem niewynajętej powierzchni wyróżnia się Służewiec, gdzie poziom pustostanów sięga aż 21,1%. Z kolei najniższe wartości obserwowane są w Centrum Zachód (5,4%) oraz na Ursynowie i Wilanowie (7,3%). Znaczące różnice widoczne są również w zależności od wieku budynków. Najmniejszy wskaźnik pustostanów notują obiekty wybudowane w ostatnich pięciu latach – tylko 4,9%. W przypadku budynków liczących od 6 do 10 lat poziom ten wynosi już 7% a w starszych, ponad 10-letnich – już 13,7%.

Stabilne czynsze

Stawki czynszów wywoławczych w stolicy pozostają na stabilnym poziomie, choć przy nowych projektach mogą być nieco wyższe.

– Czynsze wywoławcze za najlepsze powierzchnie pozostają stabilne i w centrum wynoszą od 22,50 do 26,00 EUR/m kw./miesiąc. W nowych projektach w budowie stawki mogą sięgnąć nawet 28,00 EUR/m kw./miesiąc. Natomiast w strefach poza centrum stawki wahają się od 14,00 do 18,00 EUR/m kw./miesiąc. Opłaty eksploatacyjne osiągają poziom nawet 40 PLN/m kw./miesiąc – podaje Ewa Nicewicz, Starsza Konsultantka, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Umowa modelowa kredytu hipotecznego – banki zyskają stabilność, klienci przejrzystość

Środkiem obniżającym ryzyko prawne w sektorze bankowym będzie upowszechnienie stosowania umowy modelowej kredytu hipotecznego.

Pod koniec lipca 2025 r. odbyła się zorganizowana przez Rzecznika Finansowego oraz Europejski Kongres Finansowy (EKF) konferencja poświęcona prezentacji umowy modelowej kredytu hipotecznego. Stworzenie i upowszechnienie umowy modelowej stanowiło główną tegoroczną rekomendację EKF. Pomyślne wdrożenie takiej umowy w bankach umożliwi realizację drugiej z rekomendacji EKF, jaką jest uruchomienie krajowego rynku listów zastawnych (https://www.efcongress.com/rekomendacje/rekomendacje-2025/). Rekomendacje te są wynikiem dyskusji prowadzonych podczas EKF. Najsilniej podkreślano w nich fakt, że największym ryzykiem na rynku finansowym jest obecnie ryzyko prawne, które przewyższyło nawet ryzyko kredytowe. Ryzyko prawne jest negatywnie oceniane również przez zagranicznych inwestorów rozważających inwestycje w polski sektor bankowy. Specyficzną cechą tego ryzyka jest zaś to, że nie jest ono powiązane wyłącznie z kredytami czynnymi, ale także z kredytami już dawno spłaconymi.

Celem stosowania umowy modelowej pozbawionej klauzul abuzywnych (niedozwolonych postanowień umownych rażąco naruszających interesy konsumentów) jest osiągnięcie korzyści przez obie jej strony. Dzięki niej banki uzyskają ograniczenie ryzyka prawnego i większe zaufanie w sektorze. A konsumenci, których interesy będą uwzględnione w umowie kredytu, skorzystają z niższych marż dzięki zmniejszeniu kosztownego ryzyka prawnego. Doniosłym efektem wdrożenia umowy modelowej byłoby także zwiększenie stabilności całego rynku finansowego w Polsce, a więc także bezpieczeństwa wszystkich depozytów.

Główny ciężar realizacji tej inicjatywy wzięli na siebie koordynator EKF prof. UG dr hab. Leszek Pawłowicz oraz lider Klubu Odpowiedzialnych Finansów przy EKF Andrzej Reich. Umowę modelową przygotowała natomiast wybrana przez Kapitułę EKF grupa ekspertów prawnych cieszących się uznaniem instytucji rynku finansowego. Działa ona pod przewodnictwem prof. dr hab. Michała Romanowskiego (UW). Czuję się zaszczycona zaproszeniem do tego grona. Prace nad tekstem umowy modelowej będą jeszcze kontynuowane w sierpniu i wrześniu, by ewentualnie uwzględnić zgłoszone uwagi.

W celu umożliwienia ich zgłaszania wszystkim zainteresowanym umowa modelowa została upubliczniona na stronie EKF: Modelowa-umowa-kredytu-hipotecznego-EKF-2025.pdf. Już w trakcie jej publicznej prezentacji na konferencji swoje uwagi zapowiedzieli: Rzecznik Finansowy, Komisja Nadzoru Finansowego oraz Związek Banków Polskich.

Jednocześnie Kapituła EKF czyni starania, by ostateczny tekst umowy modelowej został przyjęty na posiedzeniu Komitetu Stabilności Finansowej, najważniejszego w Polsce organu współpracy i koordynacji działań na rzecz stabilności krajowego systemu finansowego oraz nadzoru makroostrożnościowego. Komitet ten tworzą: prezes NBP, minister finansów, przewodniczący KNF i prezes BFG. Celem przedłożenia umowy modelowej jest udzielenie przez Komitet rekomendacji do jej dobrowolnego wdrażania przez banki. Chodzi o redukcję bardzo wysokiego ryzyka prawnego w Polsce.

Od dłuższego czasu UOKiK pracuje nad projektem wzoru umowy kredytu hipotecznego, który miałby być stosowany obligatoryjnie. Wciąż jednak projekt ustawy nie został ogłoszony i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się to stanie. W tym sensie umowa modelowa, stworzona w ramach EKF, nie jest projektem konkurencyjnym dla projektu UOKiK-u. Gdyby ustawa nakazująca bankom stosowanie wzorca przygotowanego przez UOKiK została przyjęta przez parlament, banki musiałyby wzorzec ten w pełni stosować albo – gdyby rodził on dla nich nie dające się zabezpieczyć ryzyka (związane np. z długością okresu wymaganej stopy stałej) – ograniczyć udzielanie kredytów, ewentualnie podwyższyć marże.

Gdyby do wdrożenia wzorca umowy miał zostać wykorzystany akt legislacyjny, to powinien on zawierać zasadę dobrowolności jego stosowania. Banki dobrowolnie wdrażałyby wzorzec, gdyby korzyści z tego wynikające przeważały nad wadami (postrzeganymi z punktu widzenia ich interesów), wynikającymi głównie z prokonsumenckiego ukształtowania postanowień wzorca i ze zwiększonych kosztów obsługi kredytów.

Wprowadzenie wzorca umowy do stosowania aktem legislacyjnym, w oparciu o zasadę dobrowolności, ma też zaletę. Pozwalałoby wykorzystać przywilej, jakim cieszą się klauzule odpowiadające przepisom dyspozytywnym, przewidzianym w art. 1 ust. 2 i motywie 13 Dyrektywy 93/13. Uregulowanie to ogranicza dopuszczalność sądowej kontroli abuzywności wzorca.

Jednak w razie wykorzystania drogi legislacyjnej właściwszym rozwiązaniem nie jest uchwalenie wzorca umowy ustawą, lecz wprowadzenie go aktem wykonawczym, np. rozporządzeniem ministra finansów. Pozwalałoby to uniknąć w przyszłości długiej procedury przygotowywania ewentualnie potrzebnych zmian aktu legislacyjnego ze wzorcem. Ustalanie treści wzorca rozporządzeniem ministra finansów wykluczałby także „wrzutki” na ostatnich etapach procesu legislacyjnego w parlamencie, stwarzające ryzyko braku spójności wzorca z innymi wymogami nałożonymi na banki.

Prof. UJ dr hab. Iwona Karasek-Wojciechowicz
————————-
Autorka jest członkinią Towarzystwa Ekonomistów Polskich i radcą prawnym.

Co trzecia firma uzależnia zatrudnianie cudzoziemców od polityki migracyjnej i postaw polityków

Aż 28% firm w Polsce przyznaje, że decyzje o zatrudnianiu cudzoziemców w ich zespole zależą od polityki migracyjnej państwa i postawy polityków. Jednocześnie 55% pracodawców planuje zwiększenie zatrudnienia obcokrajowców – wynika z najnowszego badania Grupy Progres. Przedsiębiorcy mierzą się jednak z szeregiem barier, takich jak zawiłe przepisy, legalizacja pracy, rotacja pracowników i trudności integracyjne. 70% firm dostrzega pilną potrzebę wsparcia ze strony państwa.

Rosnące znaczenie czynników politycznych w decyzjach kadrowych to wyraźny sygnał, że rekrutacja zagraniczna przestaje być wyłącznie sprawą wewnętrzną firm. Pracodawcy potrzebują nie tylko pracowników, ale także przewidywalnego, stabilnego i wspierającego otoczenia prawnego. Tymczasem zmienność przepisów i niejednoznaczne sygnały płynące z poziomu centralnego skutecznie zniechęcają część firm do otwierania się na cudzoziemców.

To niepokojące, że tak duży odsetek firm uzależnia swoje decyzje kadrowe od polityki i nastrojów polityków. Rynek pracy potrzebuje stabilności, a migracja zarobkowa – długofalowego podejścia, nie chwilowych deklaracji. Nawet jeśli 72% firm deklaruje dziś brak wpływu polityki migracyjnej na rekrutację, to te 28% odczuwających ten wpływ to już bardzo znacząca grupa, której nie można ignorować – komentuje Magda Dąbrowska, wiceprezeska Grupy Progres.

Bariery i wyzwania w zatrudnianiu cudzoziemców

Wśród najczęściej wskazywanych wyzwań związanych z zatrudnianiem cudzoziemców dominują kwestie prawne i organizacyjne. 43% firm jako główną przeszkodę uznaje legalizację pobytu i pracy, a 40% – rotację pracowników. Dla 28% problematyczna jest adaptacja kulturowa i językowa, tyle samo pracodawców wskazuje zmienność przepisów jako istotną trudność. Dodatkowo 23% firm deklaruje, że brakuje kandydatów do pracy, a 15% ma problemy z integracją cudzoziemców w zespołach.

Największą barierą integracyjną pozostaje język – wskazuje na nią aż 45% badanych. Kolejne to różnice kulturowe (18%) oraz stereotypy i uprzedzenia (13%). Pojawiają się też problemy z budowaniem relacji (8%) i zrozumieniem odmiennych systemów pracy (8%).

Wiele firm nie radzi sobie z integracją, ale też nie ma do tego narzędzi. Aż 90% badanych nigdy nie uczestniczyło w programach integracyjnych, choć 38% widzi potrzebę szkoleń międzykulturowychzauważa Magda Dąbrowska, wiceprezeska Grupy Progres. – Bez aktywnego wsparcia instytucji publicznych i lepszej edukacji kulturowej trudno mówić o realnej, trwałej integracji – dodaje Magda Dąbrowska.

Jakie zmiany są potrzebne? Głos biznesu jest jasny

Przedsiębiorcy oczekują przede wszystkim skrócenia procedur (55%) i uproszczenia przepisów (43%), a także dofinansowań dla pracodawców zatrudniających cudzoziemców (45%). 38% wskazuje na potrzebę uruchomienia programów integracyjnych, a wśród dodatkowych sugestii pojawiają się m.in. dofinansowanie nauki języka polskiego, kursy obywatelskie, czy wydłużenie okresów zatrudnienia na 18 lub 36 miesięcy.

Na pytanie, jakie działania mogłyby ułatwić adaptację cudzoziemców w ich zespole, firmy wskazują: szkolenia i spotkania integracyjne, oznaczenia i komunikaty w języku ukraińskim, naukę języka polskiego lub rosyjskiego, pomoc finansową, pracę w grupach z obywatelami Ukrainy, obecność koordynatora integracyjnego oraz budowanie atmosfery otwartości.

To konkretne i realistyczne postulaty. Nie mówimy o kosztownych strategiach, tylko o działaniach, które można wdrożyć tu i teraz. Niestety, tylko 43% firm zna założenia nowej polityki migracyjnej na lata 2025–2030, co oznacza, że aż 57% – czyli ponad połowa – nie ma o niej wiedzy. To pokazuje brak skutecznej komunikacji ze strony państwa. A przecież zgodnie z tą polityką to właśnie pracodawca odgrywa kluczową rolę w procesie integracji cudzoziemcówmówi Magda Dąbrowska, wiceprezeska Grupy Progres.

Kto powinien kształtować politykę migracyjną? Firmy chcą mieć głos

Zdecydowana większość pracodawców (72%) uważa, że powinni oni mieć wpływ na tworzenie polityki migracyjnej. Tyle samo (72%) nie widzi dziś wpływu zmian migracyjnych na swoje działania, ale 28% już go odczuwa. Równocześnie 55% firm planuje zatrudniać więcej cudzoziemców, a 48% korzysta z usług doradczych dotyczących legalizacji pracy. Pomimo gotowości do rekrutacji, aż 80% firm nie czuje się przygotowanych do zatrudniania osób spoza Europy, np. z Kolumbii czy Filipin.

Jeśli Polska chce pozyskiwać pracowników z dalszych regionów świata, takich jak Kolumbia czy Filipiny, musi zadbać o odpowiednią infrastrukturę administracyjną, szkoleniową i kulturową. Dziś tego przygotowania po prostu nie ma – ani po stronie urzędów, ani po stronie pracodawców. Aż 80% firm w naszym badaniu przyznało, że nie czuje się gotowych na zatrudnianie osób spoza Europy. To wyraźny sygnał, że bez systemowego wsparcia i realnych narzędzi adaptacyjnych, nie będziemy w stanie konkurować o talenty z innych krajów. Długofalowa polityka migracyjna to nie tylko dokument – to powinny być konkretne rozwiązania i stabilne ramy, które muszą być znane, zrozumiałe i dostępne dla biznesupodsumowuje Magda Dąbrowska, wiceprezeska Grupy Progres.

***

O badaniu:

Badanie zostało przeprowadzone przez Grupę Progres w czerwcu i lipcu 2025 roku wśród 600 przedstawicieli firm działających na terenie Polski. Respondentami były osoby decyzyjne w zakresie zatrudnienia – właściciele, członkowie zarządów, dyrektorzy HR i menedżerowie odpowiedzialni za politykę personalną. Celem badania było zidentyfikowanie barier i potrzeb pracodawców związanych z zatrudnianiem cudzoziemców, ocena ich gotowości do integracji pracowników zagranicznych oraz zbadanie poziomu wiedzy na temat polityki migracyjnej państwa. Firmy objęte badaniem reprezentowały sektory, które najczęściej korzystają z pracy cudzoziemców – m.in. przemysł, logistyka, produkcja, budownictwo, rolnictwo, HoReCa i usługi. W próbie znalazły się zarówno mikro-, małe, średnie, jak i duże przedsiębiorstwa, z różnych regionów Polski. Dzięki temu możliwe było uchwycenie zróżnicowanych perspektyw i doświadczeń. Badanie zrealizowano metodą ilościową – głównie w formie ankiety internetowej (CAWI), a uzupełniająco także w formie wywiadów telefonicznych (CATI).

Polscy inwestorzy stawiają na dywersyfikację. Słabnie zainteresowanie Nvidią, rośnie popyt na spółki z Azji i Europy

  • Chociaż w II kwartale 2025 roku polscy inwestorzy indywidualni nadal wspierali uznane marki technologiczne, takie jak Apple i Alphabet, dotychczasowi faworyci, tacy jak Microsoft i Nvidia, odnotowali spadek liczby akcjonariuszy.
  • Chiński producent pojazdów elektrycznych BYD otwiera listę spółek z największym wzrostem popularności – liczba inwestorów zwiększyła się o 30 proc. w ujęciu kwartalnym; na drugim miejscu znalazła się Novo Nordisk z wynikiem 24 proc..
  • W II kwartale 2025 roku wzrosło zainteresowanie inwestorów spółkami zbrojeniowymi, co było związane z rosnącymi napięciami geopolitycznymi.

W burzliwym II kwartale, polscy inwestorzy indywidualni częściowo wycofywali się z amerykańskich gigantów technologicznych, a jednocześnie dywersyfikowali swoje portfele, kierując środki m.in. do takich spółek jak BYD, Novo Nordisk oraz europejskie firmy z sektora obronnego – wynika z danych platformy inwestycyjnej eToro.

eToro przeanalizowało zarówno największe procentowe zmiany liczby inwestorów w ujęciu kwartalnym, jak i 10 najpopularniejszych spółek wśród użytkowników z Polski. W czołówce zestawienia nie zaszły duże zmiany – liderem pozostaje NVIDIA, tuż za nią plasuje się Tesla. Co ciekawe, obie spółki odnotowały spadki – liczba inwestorów NVIDII zmniejszyła się o 8 proc., a Tesli o 6 proc..

Zmiana nastąpiła na trzecim miejscu – Amazon awansował z 1-procentowym wzrostem, spychając Microsoft poza podium. Microsoft zanotował aż 10-procentowy spadek liczby posiadaczy akcji i spadł na piątą pozycję.

Tabela 1: Najczęściej posiadane akcje w Polsce w II kwartale 2025 roku

Firma Zmiana kwartał do kwartału
1 NVIDIA Corporation -8%
2 Tesla Motors, Inc. -6%
3 Amazon.com Inc 1%
4 Apple 7%
5 Microsoft -10%
6 Alphabet 3%
7 Meta Platforms Inc -3%
8 Advanced Micro Devices Inc -5%
9 Intel -3%
10 Alibaba -1%

 

Paweł Majtkowski, analityk eToro, powiedział: „Miniony kwartał był burzliwy dla rynków finansowych. Wszystko zaczęło się od tzw. Dnia Wyzwolenia i ogłoszenia nowych ceł, co natychmiast wywołało panikę na giełdach na całym świecie. Jednak do końca czerwca indeksy S&P 500 oraz Nasdaq zdołały się spektakularnie odbić, osiągając historyczne maksima. W Polsce najbardziej zauważalny spadek popularności dotyczył gigantów technologicznych – Nvidii, Tesli i Microsoftu. To wyraźna korekta po miesiącach silnych wzrostów tych spółek, szczególnie w sektorze technologii i sztucznej inteligencji. Inwestorzy realizują zyski, a jednocześnie dywersyfikują swoje portfele w odpowiedzi na rosnące wyceny firm technologicznych. Sektor pozostaje atrakcyjny, jednak wysokie wyceny skłaniają część inwestorów do ograniczenia ekspozycji i większej selektywności w jego ramach.”

BYD, Novo Nordisk i Take-Two na czele rankingu największych wzrostów popularności akcji

W II kwartale 2025 roku odnotowano wyraźny wzrost liczby polskich inwestorów indywidualnych posiadających akcje wielu spółek – najsilniejszy w sektorach technologii i przemysłu. Liderem zestawienia została chińska firma produkująca pojazdy elektryczne BYD, która zanotowała 30-procentowy wzrost liczby akcjonariuszy w ujęciu kwartalnym. Tuż za nią uplasowała się duńska firma farmaceutyczna Novo Nordisk z wynikiem 24 proc., co wynika z utrzymującego się zainteresowania jej terapiami cukrzycy i otyłości. Trzecie miejsce zajął amerykański wydawca gier Take-Two Interactive – twórca serii Grand Theft Auto – z 19-procentowym wzrostem liczby inwestorów.

W tym samym czasie zauważalnie wzrosło także zainteresowanie spółkami z sektora obronnego. Największy kwartalny przyrost akcjonariuszy w tej kategorii odnotował niemiecki producent sprzętu wojskowego Rheinmetall AG – o 18 proc. – co odzwierciedla rosnące zaufanie rynku do producenta pojazdów i systemów uzbrojenia. Amerykański gigant zbrojeniowy Lockheed Martin zanotował 9-procentowy wzrost liczby inwestorów, najpewniej napędzany rosnącą liczbą zamówień rządowych oraz trwającymi procesami modernizacji sił zbrojnych państw NATO. Z kolei Rolls-Royce, znany z działalności w branży lotniczej i energetycznej, zyskał 8 procent nowych akcjonariuszy – częściowo dzięki roli, jaką odgrywa w dostarczaniu systemów napędowych do zastosowań wojskowych.

Trend ten wskazuje na szersze przesunięcie kapitału w kierunku spółek związanych z technologiami obronnymi i bezpieczeństwem w obliczu rosnących napięć geopolitycznych.

Tabela 2: Największe wzrosty popularności akcji w Polsce w II kwartale 2025 roku

Firma Zmiana kwartał do kwartału
1 BYD Co Ltd 30%
2 Novo Nordisk A/S SPONS 24%
3 Take Two Interactive Software Inc 19%
4 Rheinmetall AG 18%
5 PepsiCo 12%
6 Lockheed Martin Corporation 9%
7 Rolls-Royce 8%
8 Xiaomi Corp 8%
9 MercadoLibre 7%
10 Apple 7%

Paweł Majtkowski dodał: „W tym okresie polscy inwestorzy wyraźnie postawili na większą dywersyfikację portfela, coraz częściej kierując uwagę ku akcjom spoza rynku amerykańskiego. Największy wzrost zainteresowania dotyczył chińskiej spółki BYD – światowego lidera w segmencie pojazdów elektrycznych. Jednocześnie obserwowaliśmy boom na akcje spółek z branży zbrojeniowej, napędzany trwającymi napięciami geopolitycznymi. W tym obszarze polscy inwestorzy rozproszyli ekspozycję, inwestując w niemieckiego Rheinmetalla, amerykańskiego Lockheed Martina oraz brytyjskiego Rolls-Royce’a. Znacząco wzrosło również zainteresowanie duńską spółką Novo Nordisk, której kurs akcji spadł o ponad 51 proc. w ciągu ostatniego roku. Inwestorzy w Polsce dostrzegają, że firma wciąż oferuje atrakcyjny potencjał wzrostu – zarówno w zakresie leczenia cukrzycy, jak i, co jeszcze ważniejsze, terapii otyłości. Ten trend wyraźnie pokazuje, że polscy inwestorzy stają się coraz bardziej świadomi i aktywnie poszukują okazji inwestycyjnych poza tradycyjnym rynkiem amerykańskim.”

Polscy inwestorzy realizują zyski na bankach i spółkach technologicznych

W II kwartale 2025 roku kilka znanych spółek zanotowało istotny spadek liczby polskich inwestorów indywidualnych, co wskazuje na zmieniające się nastroje oraz możliwe przetasowania w portfelach. Największy spadek odnotował brazylijski bank Itaú Unibanco, którego baza akcjonariuszy zmniejszyła się o ponad trzydzieści procent. MicroStrategy zanotowało blisko piętnaście procentowy spadek liczby inwestorów, co zbiegło się z dalszymi wahaniami na rynku kryptowalut oraz znaczącą ekspozycją spółki na Bitcoina.

Kilka dużych, amerykańskich i globalnych spółek z segmentu blue chip również odnotowało zauważalne spadki. Bank of America (minus 13 proc.) oraz Oracle (minus 11 proc.) straciły znaczną liczbę inwestorów indywidualnych. Szczególnie istotny jest dziesięcioprocentowy spadek liczby akcjonariuszy Microsoftu, zważywszy na rozmiar i dominującą pozycję firmy w sektorze technologicznym; może to świadczyć o realizacji zysków po długim okresie wzrostów oraz przesunięciu uwagi inwestorów na nowsze, bardziej spekulacyjne spółki wzrostowe.

Tabela 3: Największe spadki popularności akcji w Polsce w II kwartale 2025 roku

Firma Zmiana kwartał do kwartału
1 Itau Unibanco Holding -31%
2 MicroStrategy Incorporated -15%
3 Bank of America Corp -13%
4 Oracle Corporation -11%
5 Atos SE -11%
6 Microsoft -10%
7 Solventum Corporation -10%
8 Walt Disney -10%
9 Prosus NV -9%
10 Zoom Video Communications Inc -9%

Paweł Majtkowski powiedział: „Spośród spółek, których popularność wśród polskich inwestorów wyraźnie spadła w drugim kwartale 2025 roku, wyróżnił się brazylijski gigant bankowy Itau Unibanco Holding. Inwestorzy w Polsce, podobnie jak na rynkach światowych, zdecydowali się realizować zyski po bardzo udanym początku roku. W pierwszej połowie roku akcje Itau Unibanco wzrosły o ponad 35 proc., co skłoniło inwestorów do wniosku, że wycena spółki ogranicza dalszy potencjał wzrostu. Decyzje wielu inwestorów potwierdził rynek, gdyż od początku lipca kurs akcji spadł już o ponad 7 proc.. Spadająca popularność Microsoftu i Oracle wynika natomiast z rosnących obaw inwestorów o tempo przyszłego wzrostu segmentu usług chmurowych. Warto zauważyć, że akcje Microsoftu straciły na popularności w Polsce szybciej niż na rynkach globalnych, co podkreśla większą wrażliwość polskich inwestorów na te kwestie.”

Greenwashing na celowniku UOKiK. Allegro, InPost, DHL i DPD z zarzutami wprowadzania konsumentów w błąd

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Tomasz Chróstny, postawił zarzuty czterem dużym firmom z sektora e-commerce i logistyki – Allegro, InPost, DPD Polska oraz DHL eCommerce – w związku ze stosowaniem praktyk greenwashingu. To pierwsze tak zdecydowane działania UOKiK przeciwko pseudoekologicznemu marketingowi, który może wprowadzać konsumentów w błąd co do rzeczywistego wpływu usług i produktów na środowisko.

Zielone hasła pod lupą

Firmy, jak wynika z ustaleń Urzędu, promowały swoje działania jako prośrodowiskowe, choć komunikaty takie jak „zielona flota”, „zeroemisyjna dostawa” czy „paczkomat ratuje pszczoły” opierały się na niepełnych, nieweryfikowalnych lub wybiórczo przedstawionych danych. W niektórych przypadkach działania promowane jako ekologiczne – np. sadzenie drzew czy redukcja CO₂ – były uzależnione od warunków, o których konsumenci nie byli dostatecznie informowani.

– Zielone hasła nie mogą być pustymi obietnicami. Konsument ma prawo do rzetelnej informacji o rzeczywistym wpływie usługi na środowisko, a nie do manipulacji skojarzeniami czy kreatywnego liczenia emisji – podkreśla Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK.

Allegro: drzewo tylko dla wybranych

Allegro promowało kampanię „Sadzimy drzewa za odbiór przesyłek w Allegro One”, w ramach której za każde 10 odbiorów przesyłek firma miała sadzić drzewo „w imieniu” klienta. Jednak od 2024 roku wprowadzono nowy warunek – wymagany był dodatkowy krok w postaci wpisania dedykacji online w ciągu 30 dni. Informacja o zmianie została przekazana wyłącznie w jednym mailu marketingowym, a opcja składania dedykacji była czasowo niedostępna. Co więcej, drzewa sadzono z wyprzedzeniem, a następnie symbolicznie przypisywano je użytkownikom. UOKiK zarzucił Allegro wprowadzenie konsumentów w błąd – w tym brak jasnej komunikacji warunków akcji.

DHL: ekologiczne nadania… pod warunkiem

DHL promował odbiór paczek z punktów jako rozwiązanie „ECO”, sugerując, że konsumenci dokonują prośrodowiskowego wyboru. Problem w tym, że założenie to opierało się na domniemaniach – jak choćby pieszy odbiór przesyłki czy korzystanie z punktu po drodze z pracy. Jednocześnie flota DHL wciąż opiera się głównie na pojazdach spalinowych, a lokalne akcje prośrodowiskowe (np. ule na dachu, sprzątanie rzek) miały charakter incydentalny. Urząd postawił spółce cztery zarzuty greenwashingu.

DPD: „zielona flota” tylko z nazwy?

Slogany typu „zeroemisyjna dostawa” czy „neutralność dla środowiska” pojawiały się w kampaniach DPD. Tymczasem rzeczywisty ślad węglowy usług kurierskich – obejmujący cały łańcuch logistyczny – nie został w pełni przedstawiony. Komunikaty pomijały m.in. pochodzenie energii do ładowania pojazdów elektrycznych czy udział aut spalinowych w dostawach. Prezes UOKiK uznał takie przekazy za mogące wprowadzać w błąd i postawił spółce aż sześć zarzutów.

InPost: automat paczkowy jak dziewięć drzew?

InPost reklamował swoje usługi jako „zeroemisyjny e-commerce”, a paczkomaty® jako urządzenia „redukujące tyle CO₂, co 9 drzew rocznie”. Tego rodzaju hasła – według UOKiK – nie zostały jednak należycie udowodnione. W rzeczywistości większość floty InPostu to nadal pojazdy wysokoemisyjne, a dane dotyczące sposobu odbioru paczek przez konsumentów (czy faktycznie przychodzą pieszo lub rowerem) nie zostały zebrane. Spółka wykorzystała również w aplikacji kalkulator emisji CO₂, którego algorytm opierał się na wybiórczych danych. InPost usłyszał trzy zarzuty.

Ekościema zniechęca do prawdziwych działań

UOKiK przestrzega, że takie praktyki nie tylko wprowadzają konsumentów w błąd, ale również mogą zniechęcać do prawdziwie proekologicznych działań – zarówno klientów, jak i uczciwych przedsiębiorców, którzy inwestują w realne, a nie marketingowe rozwiązania.

– Zastosowanie hasła „ekologiczny” musi iść w parze z faktami. Inaczej mamy do czynienia z ekościemą, która podważa zaufanie do rynku – zaznacza Chróstny.

Surowe konsekwencje

Jeśli zarzuty się potwierdzą, każdej z firm grozi kara w wysokości do 10% rocznego obrotu – za każdą zidentyfikowaną praktykę. Prezes UOKiK prowadzi także dziewięć postępowań wyjaśniających wobec spółek z branży odzieżowej, detalicznej, e-commerce i transportowej.

UOKiK: Kontakt z infolinią nie może być droższy niż zwykłe połączenie. Po interwencji Urzędu przewoźnicy zmieniają praktyki

0

Jeśli kontaktujesz się z infolinią przewoźnika w sprawie zakupionego biletu, nie powinieneś płacić więcej niż za zwykłe połączenie głosowe – przypomina Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny poinformował o zakończeniu postępowania wyjaśniającego, w którym sprawdzono praktyki ponad 30 firm transportowych i platform internetowych. Efekt? Przedsiębiorcy obniżyli koszty połączeń lub udostępnili infolinie bezpłatne.

Opłaty za infolinię – co mówi prawo?

Zgodnie z przepisami obowiązującymi od stycznia 2023 r., jeśli konsument kontaktuje się z przedsiębiorcą w sprawie już zawartej umowy – np. aby zmienić termin przejazdu, numer biletu czy złożyć reklamację – opłata za połączenie nie może być wyższa niż standardowa stawka operatora telekomunikacyjnego. Dotyczy to także przewoźników osób, w tym linii lotniczych, kolejowych i autobusowych.

– Jeżeli przedsiębiorca udostępnia konsumentom numer telefonu w celu kontaktu dotyczącego zawartej umowy, nie może dowolnie ustalać kosztu tego połączenia – przypomina Tomasz Chróstny. – Konsument nie powinien ponosić dodatkowych opłat za uzyskanie informacji lub złożenie reklamacji.

Ponad 30 firm pod lupą UOKiK

W ramach działań sprawdzających Urząd przyjrzał się infoliniom m.in. PKP Intercity, Traveltech (europodroze.pl, euroautokar.pl), Astarium (KOLEO), Teroplan (e-podróżnik.pl, superpks.pl, busportal.pl), a także międzynarodowym platformom takim jak Booking.com, Kiwi.com, eSky czy Opodo. Wszystkie te podmioty – po interwencji UOKiK – dostosowały zasady obsługi telefonicznej do obowiązujących przepisów.

Niektóre z nich, jak TAP Portugal czy Opodo, udostępniły bezpłatne numery dla klientów z Polski. Inne – np. Kiwi.com czy Sindbad – jasno informują, że koszt połączenia odpowiada taryfie operatora.

Wizz Air oddaje pieniądze

Szczególne zastrzeżenia wzbudziła infolinia Wizz Air. Linia lotnicza pobierała dodatkową opłatę za minutę połączenia oraz za czas oczekiwania na konsultanta. Po działaniach UOKiK spółka zmieniła praktykę – klienci dzwoniący w sprawie rezerwacji są kierowani na numer zgodny z taryfą operatora. Dodatkowo, Wizz Air zwrócił konsumentom niesłusznie pobrane środki w postaci punktów WIZZ o wartości 150% pierwotnie poniesionych kosztów.

Konsument ma prawo do prostego i taniego kontaktu

UOKiK przypomina, że firmy powinny nie tylko udostępniać numery telefonów zgodne z taryfą operatora, ale również dbać o to, aby ich odnalezienie na stronie internetowej było łatwe i intuicyjne. Wskazane jest również, aby przedsiębiorcy zagraniczni zapewnili możliwość kontaktu w języku polskim – szczególnie w sprawach reklamacyjnych.

– Prowadzimy stały monitoring w zakresie udostępnianych infolinii – zapewnia Tomasz Chróstny. – Naszym celem jest zapewnienie konsumentom rzeczywistego, dostępnego i uczciwego kontaktu z firmą, bez ukrytych opłat i barier.

Od porwań do cyberataków – współczesne zagrożenia w lotnictwie

Terroryzm lotniczy to zjawisko równie stare jak samo lotnictwo cywilne. Problemy związane z atakami na samoloty, porwaniami czy zamachami na lotniska pojawiały się od początków awiacji i ewoluowały wraz z rozwojem transportu powietrznego.

Pierwsze przypadki porwań samolotów

Za pierwszy udokumentowany przypadek porwania samolotu uznaje się incydent z 1931 roku. Wówczas w Peru grupa rewolucjonistów uprowadziła mały samolot należący do Byrona Rickardsa. Samolot typu Ford Trimotor został przejęty w miejscowości Arequipa. Porywacze zażądali, aby pilot przewiózł ich do Limy, stolicy kraju, gdzie planowali podjąć działania rewolucyjne.

Chociaż ten przypadek trudno jednoznacznie sklasyfikować jako terroryzm lotniczy, ponieważ miał on podłoże stricte polityczne, to w latach 60. i 70. XX wieku nastąpiła fala porwań samolotów o wyraźnie terrorystycznym charakterze.

„Złoty wiek porwań”

W latach 60. i 70. XX wieku porwania samolotów stały się poważnym problemem globalnym. W tym okresie pojawiły się dwa główne kierunki, do których porywacze żądali skierowania samolotów:

  1. Za Żelazną Kurtynę – w krajach bloku wschodniego, takich jak Polska i Czechosłowacja, porwania często były motywowane chęcią ucieczki na Zachód. Porywacze zmuszali pilotów do lądowania w krajach Europy Zachodniej, co było sposobem na opuszczenie krajów komunistycznych.
  2. Na Kubę – w Stanach Zjednoczonych liczne porwania samolotów miały na celu zmuszenie pilotów do lądowania na Kubie. W pewnym momencie sytuacja stała się tak poważna, że amerykańskie linie lotnicze zmuszone były do szkolenia swoich pilotów z języka hiszpańskiego, aby mogli negocjować z porywaczami.

Pod koniec lat 60. porwania samolotów zdarzały się na całym świecie średnio raz w tygodniu!

Środki zaradcze i zmiany w procedurach bezpieczeństwa

Z uwagi na narastające zagrożenie porwaniami, linie i władze lotnicze wprowadziły szereg środków bezpieczeństwa. Załogi samolotów zaczęto szkolić w zakresie postępowania w przypadku porwania, a na lotniskach wdrożono dodatkowe procedury kontroli pasażerów i bagażu. W kolejnych dekadach, a zwłaszcza po zamachach z 11 września 2001 roku, środki ochrony lotnictwa cywilnego zostały jeszcze bardziej zaostrzone, a kontrola bezpieczeństwa na lotniskach stała się standardem na całym świecie.

Współczesne zagrożenia w lotnictwie

Obecnie terroryzm lotniczy zmienia swoje oblicze. Współczesne zagrożenia nie ograniczają się już jedynie do porwań samolotów, ale obejmują również cyberataki, próby zniszczenia infrastruktury lotniczej, czy systemów kontroli lotów.

Rola prawa międzynarodowego w przeciwdziałaniu terroryzmowi lotniczemu

Prawo międzynarodowe w zakresie bezpieczeństwa lotnictwa jest elastyczne i dynamicznie dostosowuje się do nowych zagrożeń. Choć nie istnieje doskonały zbiór przepisów, to prawo unijne jest obecnie jednym z najlepiej rozwiniętych systemów normujących kwestie bezpieczeństwa w lotnictwie cywilnym. Z kolei regulacje międzynarodowe, mimo że uprzedniej akceptacji państw dla swojej skuteczności, stanowią konieczność w globalnym świecie transportu lotniczego.

Konwencja Haska i Konwencja Pekińska to przykłady skutecznych regulacji prawnych mających na celu przeciwdziałanie terroryzmowi lotniczemu. Konwencja Haska ustanawia zasady ścigania osób dokonujących porwań samolotów, natomiast Konwencja Pekińska rozszerza zakres odpowiedzialności na osoby, które wspierają działania terrorystyczne w lotnictwie. Jednakże niektóre zapisy Konwencji Pekińskiej budzą kontrowersje, szczególnie w zakresie odpowiedzialności przewoźników lotniczych, którzy mogą obawiać się nadmiernej kontroli w przypadku incydentów.

Skuteczne regulacje i środki zapobiegawcze

Najskuteczniejsze regulacje w zakresie bezpieczeństwa lotniczego opierają się na kilku kluczowych elementach:

  • Wymiana danych wywiadowczych – efektywne monitorowanie zagrożeń i współpraca międzynarodowa pozwalają na szybsze wykrywanie potencjalnych ataków.
  • Wzmożone kontrole – szczegółowe procedury sprawdzania pasażerów i bagażu, w tym zaawansowane systemy skanowania oraz analiza zachowań podróżnych.
  • Edukacja i prewencja – szkolenie personelu lotniczego, współpraca z agencjami bezpieczeństwa oraz kampanie informacyjne dla pasażerów zwiększające świadomość zagrożeń.

Historia terroryzmu lotniczego pokazuje, jak istotne jest ciągłe dostosowywanie procedur bezpieczeństwa do nowych wyzwań. Choć dziś porwania samolotów zdarzają się znacznie rzadziej niż w latach 60. i 70., lotnictwo cywilne wciąż pozostaje potencjalnym celem dla organizacji terrorystycznych, co wymaga stałej czujności i wdrażania nowoczesnych środków ochrony.

Autorem artykułu jest dr Mateusz Osiecki Koordynator kierunku studiów Prawo lotnicze z pilotażem na Lazarski Aviation Academy.

Mamy niższe stopy procentowe, ale boomu na mieszkania nie widać. Kupujący wciąż czekają

W drugim kwartale 2025 r. po raz pierwszy od siedmiu miesięcy RPP obniżyła stopę referencyjną. Jednak nie wpłynęło to znacząco na zainteresowanie rynkiem mieszkaniowym. Wprawdzie wolumen udzielanych kredytów hipotecznych ma tendencję wzrostową, ale w dalszym ciągu wielu klientów oczekuje dobrego momentu do wejścia na rynek.

Choć Rada Polityki Pieniężnej stworzyła lepsze niż dotychczas środowisko do finansowania zakupów kredytem hipotecznym, to klienci wcale nie rozpoczęli szturmu na oferty. Wyniki Indeksu Popytu w raporcie Barometr Metrohouse i Credipass tworzonym przy udziale ekspertów portalu RynekPierwotny.pl wskazują, że pod względem aktywności nowych klientów na rynku mieszkaniowym, to I kw. tego roku charakteryzował się większą liczbą prezentacji. – Być może klienci oczekują na kontynuację spadków stóp, co w rezultacie pozwoli im zbudować wyższą zdolność kredytową, a tym samym umożliwi zakup nieruchomości o parametrach przystających do swoich gospodarstw domowych, komentuje Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse, współautor raportu.

Rynek wtórny: Ciąg dalszy cenowej stabilizacji

Co zatem powstrzymuje klientów do powrotu na rynek? Część z potencjalnych nabywców nadal oczekuje spadków cen. Jeśli porównamy obecne ceny do analogicznych sprzed roku, to w większości miast nie widać znaczących obniżek. Jednocześnie podaż w dalszym ciągu utrzymuje się na wysokim poziomie, co powoduje, że poszukiwania mieszkania odbywają się w coraz szerszych interwałach czasowych. Duży wachlarz ofert z rynku wtórnego, ale i tych produkowanych przez deweloperów jest więc paradoksalnie hamulcem w poszukiwaniach.Wyk.1 - Średnie ceny transakcyjne na rynku wtórnym

Nie można też mówić o zwiększeniu zainteresowania zakupami inwestycyjnymi. – Oceniamy, że zaledwie co piąte mieszkanie jest obecnie nabywane w celach innych niż zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych. Coraz bardziej nasycony rynek najmu jest dużym wzywaniem dla inwestorów, którzy muszą coraz uważniej śledzić specyfikę różniących się od siebie lokalnych rynków, aby zachować rentowność konkurencyjną w stosunku do innych produktów na rynku kapitałowym, mówi Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse. Sektor nieruchomości jest jednak wybierany jako nadal bezpieczne aktywo pozwalające zachować wartość pieniądza w czasie.

Rynek pierwotny: Gdańsk coraz mocniej zostawia w tyle Kraków

Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl x FLTR wskazują, że na rynku deweloperskim na uwagę zasługuje kolejny rekord cenowy Warszawy. Polska stolica ofertowo przekroczyła bowiem poziom 18 000 zł/m kw. – Ważniejsza wydaje się jednak zmiana cenowa dotycząca Gdańska. Stolica Pomorza była po raz kolejny miastem z najszybciej drożejącym nowym metrażem. Co więcej, tempo kwartalnych zmian cenowych przyspieszyło (z 3,1% do 3,7%). Dlatego Gdańsk pod względem cen nowego metrażu znów zostawił w tyle Kraków i zbliżył się do Warszawy, mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.Wyk.2 - Średnie ceny transakcyjne na rynku pierwotnym

Duży wzrost gdańskiej średniej ceny 1 m kw. był związany głównie z rosnącym udziałem w ofercie mieszkań kosztujących powyżej 20 000 zł/m kw. Pod koniec czerwca 2025 r. takie „M” stanowiły już 31% oferty gdańskich deweloperów. Analogiczny wynik z Warszawy (24%) był dużo mniejszy, nie wspominając np. o Krakowie (13%). W drugim największym mieście kraju, zmiany struktury cenowej oferty były nieduże. Inna sytuacja dotyczyła Gdańska, gdzie od kwietnia do czerwca br. nadal rozbudowywał się segment najdroższych mieszkań deweloperskich.

– Uwagę zwraca m.in. fakt, że w II kw. 2025 r. to Gdańsk, a nie Warszawa przodował pod względem udziału sprzedażowego nowych mieszkań kosztujących powyżej 25 000 zł/m kw. (7% vs 5% sprzedaży deweloperów), dodaje Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Dylemat kredytowy w czasach spadających stóp

W ostatnich miesiącach widać wyraźne ożywienie na rynku kredytów hipotecznych. Wzrosła zarówno liczba składanych wniosków, jak i średnia kwota kredytu, co świadczy o rosnącym zainteresowaniu finansowaniem zakupu nieruchomości. To reakcja rynku na kolejne obniżki stóp procentowych i poprawiającą się dostępność kredytów.

– Obniżki stóp procentowych poprawiły nie tylko warunki cenowe kredytów, ale przede wszystkim zdolność kredytową klientów. Widzimy większą aktywność na rynku i powrót wielu kupujących, którzy wcześniej wstrzymywali się z decyzją o zakupie nieruchomości, komentuje Andrzej Łukaszewski, współautor raportu Barometr Metrohouse i Credipass.

W nowym otoczeniu rynkowym, kiedy wiadomo już, że nie będzie rządowych programów dopłat do rat kredytów a rynek spekuluje o kolejnych obniżkach stóp procentowych, kredytobiorcy stają przed zupełnie nowym dylematem. Jeszcze na początku roku dominowała potrzeba stabilności i bezpieczeństwa – klienci najczęściej wybierali kredyty z oprocentowaniem stałym. Dziś coraz częściej pojawiają się pytania o kredyty oparte na stopie zmiennej.

– Kluczowe  teraz pytanie brzmi: jak dalej będą wyglądać warunki cenowe kredytów w obu wariantach oprocentowania? Pomimo coraz mniejszej różnicy nominalnej pomiędzy tymi dwoma sposobami oprocentowania kredytu, to nadal oprocentowanie stałe pozostaje niższe, ale oprocentowanie zmienne zaczyna być realną alternatywą, zauważa Andrzej Łukaszewski z Credipass.

Gospodarka USA zaskakuje na plus. Kurs dolara umacnia się wobec euro i złotego

Poranne doniesienia o trzęsieniu ziemi w Rosji to niejedyne istotne informacje, które otrzymaliśmy z tamtej części globu. Kalendarz makroekonomiczny wreszcie obfituje w ważne publikacje. Dziś został otwarty decyzją w sprawie kosztu pieniądza w Chinach. Następny był odczyt inflacji w Australii. Przed południem dostaliśmy dane o PKB z Europy, a w południe dołączyły odczyty z amerykańskiego rynku pracy.

Po drugiej stronie globu

Środę otworzyły informacje o trzęsieniu ziemi na dalekim wschodzie Rosji. Wywołało ono fale tsunami. Ostrzeżenia o zagrożeniu wydano również dla Stanów Zjednoczonych i Japonii. Ostatecznie nie odnotowano poważnych zniszczeń, przez co wydarzenie nie wpłynęło na notowania takich walut jak jen czy juan. W przypadku drugiej z wymienionych, większe znaczenie miała dzisiejsza decyzja w sprawie stóp procentowych. Chiny zgodnie z oczekiwaniami obniżyły koszt pieniądza do poziomu 4,75%. Mimo że CNY jest walutą zarządzaną, co oznacza, że nie jest w pełni wolnorynkowa, to dzisiejszy ruch zmniejsza jej atrakcyjność w oczach inwestorów. Chwilę po decyzji z Państwa Środka opublikowano dane o inflacji konsumenckiej z Australii. W ujęciu rocznym indeks CPI spadł z 2,4% do 2,1%. Jest to zniżka głębsza od prognozowanej 2,2% r/r. W wyniku dzisiejszych danych zarówno chiński juan, jak i australijski dolar osłabiły się do waluty amerykańskiej.

Mieszane dane z Europy

Dziś do południa otrzymaliśmy kilka istotnych danych ze Starego Kontynentu. Wstępne PKB dla strefy euro to wzrost o 1,4% r/r. Mimo że odczyt jest gorszy od poprzedniego (1,5% r/r), to przewyższa oczekiwania (1,2% r/r). Niższe od prognoz były natomiast dane PKB w ujęciu rocznym z Włoch i Niemiec. W przypadku naszych zachodnich sąsiadów dodatkowo odnotowano wzrost sprzedaży detalicznej z 2,6% r/r/ do 4,6% r/r. Ta iskierka nie zdołała jednak umocnić dziś euro, któremu ciąży i ciążyć będzie nowe porozumienie handlowe między Unią a Stanami Zjednoczonymi. Wśród reszty dzisiejszych publikacji z Europy znalazły się wzrost sprzedaży detalicznej w Szwecji i utrzymanie wzrostu PKB w Czechach na poziomie 2,4% r/r. W środę obydwie korony delikatnie tracą do złotego. Kurs SEK/PLN o godzinie 14:00 to 0,383 PLN, a CZK/PLN zniżkuje do 0,1738 PLN.

Dobre dane z USA

Do godziny 14:30 poznaliśmy dane ze Stanów Zjednoczonych, które umocniły dolara. Zmiana zatrudnienia w sektorze prywatnym (poza rolnictwem) to 104 tys., co jest rezultatem wyższym od oczekiwanych 75 tys. Annualizowane PKB także przewyższyło prognozy (2,5%), gdyż wzrosło do 3%. W obydwóch przypadkach jest to wyjście z ujemnych poziomów, które wskazały poprzednie odczyty. Dodatkowo inflacja bazowa (bez żywności i energii) spadła z 3,5% k/k do 2,5% k/k. Spadek nie był jednak tak głęboki, jak prognozowany 2,3% k/k. Silna gospodarka w połączeniu ze spadającą inflacją oddala termin obniżek kosztu pieniądza za oceanem, co jednocześnie umacnia amerykańskiego dolara. Tuż po publikacji notowania głównej pary walutowej świata przełamują poziom 1,15 USD. Przypomnę, że jeszcze w piątek kurs EUR/USD próbował sięgnąć 1,18 USD. Tempo w jakim euro oddaje pola „zielonemu” pokazuje, jak bardzo od momentu zawarcia umowy handlowej UE-USA zmienił się sentyment wokół unijnej waluty. Przepływ kapitału do USD po raz kolejny źle znosi PLN. Kurs EUR/PLN to 4,27 PLN, natomiast USD/PLN przebija 3,72 PLN.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Od 2 sierpnia nawet 35 milionów kary dla firm, które nie zastosują się do nowych regulacji związanych z AI ACT

Rusza kolejny etap wdrażania Europejskiego Aktu o Sztucznej Inteligencji: od 2 sierpnia nawet 35 milionów kary dla firm, które nie zastosują się do regulacji.

Europejski Akt o Sztucznej Inteligencji (AI Act) Unii Europejskiej, pierwsze na świecie kompleksowe regulacje dotyczące AI, od 2 sierpnia 2025 roku realnie wpłynie na funkcjonowanie przedsiębiorstw. Od tego dnia zaczynają obowiązywać kluczowe zobowiązania dla firm, instytucji rządowych i dostawców AI w całej UE, w tym kary za nieprzestrzeganie przepisów. SD Worx podsumowuje, co to oznacza dla organizacji i ich pracowników.

„Europejskie zasady dotyczące sztucznej inteligencji, zwane także AI Act, czy aktem o sztucznej inteligencji, weszły w życie 1 sierpnia 2024 roku. Znaczna część przepisów zacznie – zgodnie z założeniami regulacji – obowiązywać bezpośrednio po upływie dwóch lat, tj. 2 sierpnia 2026 roku. Część jednak wejdzie w życie wcześniej – np. właśnie w sierpniu 2025 r. Korzystanie z narzędzi AI w miejscu pracy jest atrakcyjne przede wszystkim ze względu na oszczędność czasu, zmniejszone koszty czy usprawnienie pewnych procesów. Jak pokazują jednak badania opinii publicznej, zaufanie do narzędzi AI jest niewielkie. Stosowanie narzędzi AI – a szczególnie tzw. narzędzi wysokiego ryzyka – rodzić będzie po stronie pracodawców na mocy AI Act szereg nowych obowiązków, w tym przede wszystkim konieczność stałej weryfikacji prawidłowego działania systemów i bieżącego monitorowania działania tych narzędzi przez człowieka, który będzie zobowiązany posiadać odpowiednie kompetencje, uprawnienia oraz przeszkolenie w tym zakresie – mówi  Marcin Sanetra, radca prawny z LL.M. Kancelaria PCS Paruch Chruściel Schiffter Stępień Kanclerz. Dodatkowo, pracodawcy zobligowani będą do prowadzenia rejestru zdarzeń. Mowa tutaj o zdarzeniach istotnych dla monitorowania systemów AI po ich wprowadzeniu do obrotu tak, aby umożliwić identyfikowanie sytuacji stwarzających ryzyko dla zdrowia, bezpieczeństwa lub praw podstawowych. Długość okresu monitorowania będzie zależeć od przeznaczenia danego systemu, jednak nie może być on krótszy niż sześć miesięcy.”

Kary do 35 milionów euro

Od 2 lutego tego roku zakazane są systemy AI o niedopuszczalnym poziomie ryzyka, a firmy muszą zapewnić, że ich pracownicy posiadają kompetencje w zakresie sztucznej inteligencji. Podmioty, które od 2 sierpnia nie będą przestrzegać tych zasad, narażają się na grzywny w wysokości nawet 35 milionów euro lub 7 proc. globalnych rocznych przychodów. Wachlarz sankcji za nieprzestrzeganie wprowadzonych rozporządzeniem regulacji jest uzależniony również od lokalnych przepisów prawnych, a także wedle ustawodawcy powinny uwzględniać sytuację MŚP i start-upów, aby kary nie zagrażały ich stabilności ekonomicznej.

„Kolejnym ważnym obowiązkiem leżącym po stronie pracodawców będzie odpowiednia komunikacja na linii pracodawca – pracownicy. Pracodawcy będą zobowiązani informować przedstawicieli pracowników i pracowników, których to dotyczy, o stosowaniu wobec nich systemów AI wysokiego ryzyka i o zasadach, na podstawie których systemy te funkcjonują. Otwarte, ale krytyczne podejście do narzędzi AI będzie kluczowe dla firm wdrażających nowe, zaawansowane systemy i rozwijających nowoczesne technologie w swoich miejscach pracy. Wszystkich takich pracodawców czeka również skodyfikowanie i wprowadzenie w życie zasad wewnętrznych oraz dobrych praktyk do organizacji, często wychodzących poza ramy obowiązujących i zmieniających się przepisów. Może to okazać się czasochłonne, ale z pewnością pozwoli uniknąć wielu pułapek, i skutecznie wykorzystać nowe technologie do budowania konkurencyjnego, przyjaznego miejsca pracy przyszłości” – mówi Marcin Sanetra, radca prawny z LL.M. Kancelaria PCS Paruch Chruściel Schiffter Stępień Kanclerz.

Nowe obowiązki dla dostawców modeli GPAI

Jedną z grup, które w związku z wejściem w życie przepisów mogą spodziewać się zmian, są obecni na rynku UE – dostawcy, którzy począwszy od 2 sierpnia 2025 roku wprowadzą modele sztucznej inteligencji ogólnego przeznaczenia (GPAI). Modele te są zaprojektowane do wykonywania szerokiego zakresu zadań, a także są trenowane na ogromnych zbiorach danych i cechują się dużą wszechstronnością. Najbardziej znanym przykładem są duże modele językowe (LLM), takie jak GPT-4o zintegrowany z ChatGPT. Już 10 lipca br. Europejskie Biuro ds. AI opublikowało ostateczną wersję kodeksów postępowania. Wynika z nich, że dostawcy takich modeli muszą m.in.: przygotować dokumentację techniczną, przestrzegać praw autorskich, zapewnić przejrzystość danych treningowych. Z kolei Dostawcy modeli GPAI, świadczący swoje usługi na rynku UE przed 2 sierpnia 2025 r. mają czas na pełne dostosowanie się do przepisów do 2 sierpnia 2027 r.

Nadzór i zarządzanie

Akt o Sztucznej Inteligencji wprowadza ramy prawne z uprawnieniami do wdrażania i egzekwowania przepisów na dwóch poziomach. Na poziomie krajowym każde państwo członkowskie UE musi do 2 sierpnia 2025 roku wyznaczyć co najmniej jeden organ nadzoru rynku oraz jeden organ notyfikujący. Organy te będą odpowiedzialne odpowiednio za monitorowanie systemów AI oraz zgłaszanie niezależnych jednostek oceniających zgodność. Państwa członkowskie muszą do tego dnia opublikować informacje o krajowych organach oraz sposobach kontaktu z nimi.

Na poziomie europejskim nadzór będzie koordynowany przez Biuro ds. AI oraz Europejską Radę ds. AI. Zostanie również utworzone Forum Doradcze oraz Panel Naukowy złożony z niezależnych ekspertów.

Dlaczego to ważne dla działów HR i pracowników?

Wspominane rozporządzenie ma bezpośredni wpływ na sposób wykorzystywania AI. Jak szeroki jest to zakres widać jak na dłoni na przykładzie działów HR. Ustalenia, które wprowadza omawiane rozporządzenie znajdą zastosowanie w takich aspektach jak: rekrutacja, zarządzanie wynikami, analityka HR i monitorowanie pracowników. Tak szerokie spektrum funkcjonowania przyczynia się do tego, że liderzy HR mają spore wyzwanie, aby zadbać o to, żeby wszystkie narzędzia AI stosowane w tych obszarach były przejrzyste, sprawiedliwe i zgodne z nowymi przepisami.

  • Sprawiedliwość i brak dyskryminacji: Systemy AI wykorzystywane przy podejmowaniu decyzji o zatrudnieniu lub awansie muszą być zrozumiałe i wolne od uprzedzeń. Zespoły HR powinny przeanalizować swoje narzędzia i dostawców pod kątem zgodności z przepisami.
  • Zaufanie pracowników i przejrzystość: Pracownicy zyskają większy wgląd w to, jak systemy AI wpływają na ich pracę – np. w zakresie harmonogramów, ocen czy nadzoru. To szansa dla HR, by budować zaufanie poprzez jasną komunikację na temat wykorzystania AI i ochrony danych.
  • Odpowiedzialność dostawców: Działy HR korzystające z zewnętrznych narzędzi AI muszą upewnić się, że ich dostawcy spełniają nowe wymogi dotyczące przejrzystości i dokumentacji. Może to wymagać aktualizacji umów i procesów zakupowych.
  • Szkolenia i zarządzanie zmianą: Wraz z formalizacją zasad zarządzania AI, HR odegra kluczową rolę w szkoleniu menedżerów i pracowników w zakresie odpowiedzialnego korzystania z AI oraz wdrażaniu etycznych praktyk w kulturze organizacyjnej.

„Dostawcy modeli AI ogólnego przeznaczenia, obecnych na rynku mają czas do 2 sierpnia 2027 r. na pełne dostosowanie się do nowych przepisów. Dodatkowe obowiązki dla systemów AI wysokiego ryzyka wejdą w życie w 2026 i 2027 roku. Ten kamień milowy odzwierciedla zaangażowanie UE w promowanie innowacji przy jednoczesnym zapewnieniu, że AI jest bezpieczna, przejrzysta, zgodna z europejskimi wartościami – i stawia HR w centrum odpowiedzialnego wdrażania AI w miejscu pracy” – mówi Tom Saeys, dyrektor operacyjny SD Worx

Nowa fala ataków na inwestorów kryptowalutowych – kampania JSCEAL wyłudza dane za pomocą fałszywych reklam i aplikacji

Cyberprzestępcy po raz kolejny wykorzystują dynamicznie rosnący rynek kryptowalut, którego wartość szacuje się już na niemal 4 miliardy dolarów. Tym razem nowa kampania złośliwego oprogramowania, wykorzystująca fałszywe reklamy zachęcające do pobrania zmodyfikowanych aplikacji kryptowalutowych, uderzyła głównie w europejskich inwestorów – ostrzegają stojący za odkryciem specjaliści cyberbezpieczeństwa z Check Point Research.

Kampania JSCEAL trwa najprawdopodobniej od marca 2024 roku i stanowi doskonały przykład tego, jak cyberprzestępcy wykorzystują stale rosnącą popularność kryptowalut, by wyłudzać dane i pieniądze.

Tylko w pierwszej połowie bieżącego roku cyberprzestępcy przeprowadzili ponad 35 tys. fałszywych kampanii reklamowych, które dotarły do co najmniej 3,5 miliona użytkowników! Zdaniem ekspertów Check Pointa, szczególnie niepokojąca jest modularna, wielowarstwowa struktura tej kampanii, która umożliwia dynamiczną zmianę taktyk i ładunków złośliwego oprogramowania na każdym etapie infekcji.

Jak wygląda schemat działań?

Wszystko zaczyna się od fałszywych reklam w mediach społecznościowych. Po kliknięciu użytkownik trafia na profesjonalnie wyglądającą stronę, która zachęca go do pobrania rzekomej aplikacji inwestycyjnej. W rzeczywistości jest to instalator zawierający złośliwe oprogramowanie.

Według analityków Check Point Research JSCEAL działa w trzech etapach:

  1. Instalacja – użytkownik pobiera fałszywy plik (tzw. instalator MSI).
  2. Profilowanie systemu – złośliwy kod zbiera informacje o komputerze, zainstalowanych programach i ustawieniach.
  3. Atak właściwy – uruchamiane jest złośliwe oprogramowanie, które kradnie dane do portfeli kryptowalutowych oraz loginy i hasła.

Kampania wykorzystuje skomplikowaną strukturę i nowoczesne technologie, takie jak tzw. compiled JavaScript (JSC), czyli specjalnie skompilowane pliki JavaScript, które są trudne do wykrycia przez standardowe programy antywirusowe. Złośliwy kod uruchamiany jest z pomocą platformy Node.js, co dodatkowo utrudnia jego identyfikację.

Szczególnie narażeni są użytkownicy aplikacji do handlu kryptowalutami, zwłaszcza ci instalujący nowe programy za pośrednictwem reklam lub spoza oficjalnych sklepów (np. Google Play czy App Store).

Jak się chronić?

Check Point zaleca korzystanie z profesjonalnych rozwiązań bezpieczeństwa, które potrafią wykryć i zablokować ataki podobne do JSCEAL. Istotne są również działania prewencyjne takie jak unikanie klikania w podejrzane reklamy, instalowanie aplikacji wyłącznie z oficjalnych źródeł, bieżące aktualizacje systemów, czy wykorzystywanie dwuskładnikowego uwierzytelniania w aplikacjach do kryptowalut.

Związki w pracy pod lupą HR. Co może, a co powinien zrobić pracodawca?

Romans w pracy to temat, który budzi emocje i choć może znacząco wpływać na atmosferę i relacje w zespole, często jest bagatelizowany. Eksperci Grafton Recruitment podkreślają, że organizacje powinny podchodzić do takich sytuacji z wyczuciem, respektując prywatność pracowników, nie ignorując jednocześnie ryzyk brak jasnych reguł może prowadzić do konfliktu interesów, napięć oraz problemów prawnych i wizerunkowych.

Romans – prywatna sprawa czy wyzwanie organizacyjne?

Jak wynika z badania IRCenter, 19% Polaków zakochało się w osobie poznanej w pracy, a 13% było w relacji romantycznej z koleżanką lub kolegą z biura. Jednocześnie 5% respondentów przyznało się do zdrady, a tyle samo doświadczyło niewierności ze strony partnera lub partnerki, którzy nawiązali relację intymną w miejscu zatrudnienia. Choć dane te potwierdzają, że związki emocjonalne w środowisku zawodowym nie są rzadkie, temat ten bywa jednak bagatelizowany lub pomijany, głównie z obawy przed oceną otoczenia i możliwymi konsekwencjami zawodowymi.

Coraz więcej organizacji zdaje sobie jednak sprawę, że zarówno całkowity zakaz, jak i ignorowanie takich sytuacji nie przynoszą pożądanych efektów. Kluczowe znaczenie ma świadome i odpowiedzialne podejście, zakładające z jednej strony poszanowanie prywatności pracowników, a z drugiej opierające się na jasno określonych zasadach. Jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez Grafton Recruitment, potrzebę wprowadzenia przejrzystych reguł dotyczących relacji uczuciowych między pracownikami dostrzega 65% respondentów. Spośród nich 41% uważa, że zasady te powinny dotyczyć sytuacji, w których występuje zależność służbowa, natomiast 24% opowiada się za wdrożeniem regulacji obowiązujących w całej strukturze firmy.

Romans w pracy Ankieta Grafton Recruitment

Gry relacja staje się ryzykiem. Od flirtu do konfliktu interesów

Relacje uczuciowe w środowisku zawodowym mogą zaburzać obiektywizm w podejmowaniu decyzji, prowadząc do napięć, poczucia niesprawiedliwości i niepewności w zespole. Jeśli pozostają niejawne lub są niewłaściwie zarządzane, często wywołują domysły i nieporozumienia. Jednym z najczęstszych skutków jest spadek zaufania – szczególnie gdy pojawiają się podejrzenia o faworyzowanie jednej z osób. Może to prowadzić do obniżenia motywacji pozostałych członków zespołu, którzy czują się pomijani lub marginalizowani. Dodatkowym ryzykiem jest trudność w utrzymaniu dyskrecji, zwłaszcza w przypadku zakończenia relacji, co może prowadzić do konfliktów na gruncie zawodowym. Tego typu napięcia często wymagają reorganizacji pracy, a w skrajnych przypadkach mają negatywny wpływ na wizerunek firmy.

– Brak jasno określonych zasad dotyczących relacji uczuciowych między pracownikami może prowadzić do napięć, konfliktów, a nawet obniżenia morale zespołu. Równie istotna jest konsekwencja działania ze strony organizacji, jej brak sprzyja poczuciu niesprawiedliwości i zaostrzeniu napięć, a w dłuższej perspektywie może skutkować osłabieniem zaangażowania i obniżeniem efektywności całego zespołu– komentuje Michał Piernik, rekruter w Grafton Recruitment i prowadzący podcast Stacja HR.

Aspekt prawny: kiedy prywatność przestaje być prywatna

Z perspektywy przepisów prawa relacje uczuciowe w miejscu pracy nie są zabronione – Kodeks pracy gwarantuje zatrudnionym prawo do prywatności. Jednocześnie nakłada obowiązek przestrzegania regulaminu pracy oraz poszanowania zasad współżycia społecznego. W praktyce oznacza to, że relacje osobiste pozostają sprawą prywatną, o ile nie zakłócają funkcjonowania środowiska zawodowego. Natomiast jeżeli zażyłość rzutuje na pracę zespołu – na przykład prowadzi do utraty bezstronności w podejmowaniu decyzji – pracodawca ma prawo, a niekiedy obowiązek, zareagować.

– Prawo pracy zakłada, że relacje osobiste są sprawą prywatną dopóki nie oddziałują negatywnie na środowisko zawodowe. Dlatego tak ważne jest, by organizacje miały przygotowane mechanizmy reagowania — nie tyle po to, by kontrolować pracowników, ile by zapobiegać nadużyciom i zapewniać wszystkim równe warunki pracy – mówi Andrzej Orzechowski, Partner w kancelarii Zawirska Ruszczyk.

Biorąc pod uwagę, że relacje osobiste mogą wpływać na ocenę kompetencji, decyzje o awansach, podwyżkach czy podziale obowiązków w zespole, a tym samym na poczucie równego traktowania, organizacje powinny działać prewencyjnie – wprowadzając jasne zasady, dbając o etykę organizacyjną i chroniąc równowagę w relacjach zawodowych. Kluczowe jest, aby obowiązujące polityki były przejrzyste, dostępne dla wszystkich pracowników i konsekwentnie egzekwowane.

Jeśli relacja łączy pracownika i jego przełożonego, mamy do czynienia z konfliktem interesów. Osoba pozostająca w relacji z podwładnym nie powinna podejmować decyzji dotyczących tej osoby – takich jak przyznanie premii, podwyżka wynagrodzenia czy zmiana stanowiska. W takich przypadkach konieczne jest wyłączenie bezpośredniego przełożonego z procesu decyzyjnego, który powinien przejąć menedżer wyższego szczebla – wyjaśnia Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.

Obowiązek powiadomienia pracodawcy o nawiązaniu relacji uczuciowej zależy od okoliczności. Gdy między stronami występuje zależność służbowa, rekomendowane jest poinformowanie działu HR. Pozwala to zapobiec ryzyku nierównego traktowania i chronić interesy zespołu. Jeśli natomiast relacja nie ma wpływu na codzienną współpracę, formalne zgłoszenie nie jest konieczne.

Rola działu HR polega przede wszystkim nie tyle na reagowaniu w sytuacjach spornych, ale budowaniu klarownych zasad postępowania, wzmacniających zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Aby skutecznie zarządzać relacjami osobistymi w miejscu pracy, niezbędne jest wprowadzenie przejrzystych i spójnych zasad. Pracodawcy powinni także zadbać o to, by menedżerowie potrafili rozpoznawać potencjalne źródła napięć i odpowiednio na nie reagować. Równie ważne jest stworzenie przestrzeni do otwartej, bezpiecznej komunikacji, w której pracownicy mogą zgłaszać problemy bez obawy o konsekwencje – podsumowuje Michał Piernik.

Hakerzy zaatakowali popularną, randkową aplikację. Wyciek kilkudziesięciu tysięcy danych osobowych

Tea Dating Advice – amerykańska aplikacja wyłącznie dla kobiet, z 1,6 miliona użytkowniczek – poinformowała o „nieautoryzowanym dostępie” do 72 000 zdjęć przesłanych przez kobiety. Wśród nich znajdowały się zdjęcia przedstawiające kobiety trzymające dokumenty tożsamości, służące do weryfikacji – mimo że polityka prywatności Tea zapewnia, iż takie dane są „natychmiast usuwane” po zakończeniu procesu uwierzytelnienia.

Poważny wyciek danych związany z aplikacją Tea — platformą umożliwiającą kobietom anonimowe dzielenie się informacjami o mężczyznach — został po raz pierwszy ujawniony na forum 4chan, znanym z kontrowersyjnych i problematycznych treści. Jeden z użytkowników 4chana twierdził, że wszystkie obrazy wykorzystywane do weryfikacji użytkowników (selfie i zdjęcia dokumentów tożsamości) były przechowywane bez żadnych zabezpieczeń i uprawnień w publicznym magazynie Google Firebase. Incydent wywołał jednak ponownie obawy dotyczące prywatności, zniesławienia oraz zaufania do aplikacji promujących odpowiedzialność.

Ten wyciek to bolesne przypomnienie, że nawet aplikacje zaprojektowane z myślą o ochronie użytkowników mogą poważnie zagrozić ich prywatności. Przechowywanie tysięcy selfie i zdjęć dokumentów w publicznym folderze bez żadnych zabezpieczeń to nie tylko niedbalstwo — to realne zagrożenie’’ – uważa Wojciech Głażewski, dyrektor firmy cyberbezpieczeństwa Check Point Software w Polsce.

Wyciek obejmował około 72 000 obrazów, w tym 13 000 zdjęć do weryfikacji (selfie i dokumenty) oraz 59 000 zdjęć przesłanych przez użytkowników, którzy zarejestrowali się przed lutym 2024 roku. Nie wyciekły adresy e-mail ani numery telefonów. Firma Tea poinformowała, że zatrudniła ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa i twierdzi, że problem został już rozwiązany.

Kiedy korzystamy z aplikacji, które proszą nas o najbardziej osobiste dane, oczekujemy, że będą one odpowiednio chronione. To oznacza stosowanie silnych zabezpieczeń od samego początku, a nie dopiero po wystąpieniu problemu. Należy zatem zachować ostrożność” – dodaje ekspert firmy Check Point.

Aplikacja w ostatnim czasie zyskała na popularności – ale także spotkała się z krytyką ze strony osób zarzucających jej uprzedzenia wobec mężczyzn. Tea umożliwia kobietom sprawdzanie, czy potencjalni partnerzy są żonaci lub zarejestrowani jako przestępcy seksualni, a także prowadzenie wstecznego wyszukiwania obrazów, by chronić się przed tzw. „catfishingiem” (oszustwami polegającymi na tworzeniu fałszywej tożsamości w sieci).

Najlepsze sposoby pakowania paczek kurierskich – poradnik dla nadawców

Prawda bywa brutalna: nieprawidłowe zapakowanie przesyłki jest najczęstszą przyczyną odrzucenia reklamacji przez firmy kurierskie. To nie jest drobne niedopatrzenie. To argument, który sprawia, że w przypadku uszkodzenia przewoźnik może umyć ręce, zrzucając całą odpowiedzialność na nadawcę. Zamiast oszczędzać kilka minut, warto zainwestować je w spokój i pewność, że zrobiło się wszystko, co należy.

Jaki karton wybrać?

Wszystko zaczyna się od opakowania. To szkielet, na którym opiera się całe bezpieczeństwo przesyłki. Kusząca wydaje się opcja ponownego użycia kartonu po butach czy ostatnim zamówieniu internetowym. To jednak pozorna oszczędność. Pudełko z odzysku ma już za sobą historię – jego włókna są osłabione, a niewidoczne mikropęknięcia mogą zawieść w najmniej oczekiwanym momencie. Dlatego sięgaj po nowy karton, zawsze gdy to możliwe.

To nie wszystko. Karton kartonowi nierówny. Zwróć uwagę na jego specyfikację.

  • Tektura 3-warstwowa: Idealna do lekkich przedmiotów, ubrań, dokumentów. Sprawdzi się przy paczkach do kilku kilogramów.
  • Tektura 5-warstwowa: Absolutna konieczność przy wysyłce cięższych lub delikatnych towarów (powyżej 10-15 kg), takich jak elektronika, słoiki czy części samochodowe. Dwie warstwy falowania zapewniają znacznie lepszą sztywność i amortyzację.

Rozmiar również ma kluczowe znaczenie. Zbyt duży karton to pole do popisu dla grawitacji – przedmiot będzie w nim swobodnie latał. Zbyt mały nie zostawi miejsca na warstwę ochronną. Ideał? Kilka centymetrów luzu z każdej strony przedmiotu na wypełniacz.

Czym wypełnić paczkę?

Pusta przestrzeń to największy wróg zawartości. To ona pozwala przedmiotom na niekontrolowany taniec wewnątrz paczki, prowadzący prosto do uszkodzeń. Tu na scenę wkraczają wypełniacze. Ich zadaniem jest unieruchomienie towaru i stworzenie bezpiecznej strefy zgniotu.

Co masz do dyspozycji?

  • Folia bąbelkowa: Klasyk, niezastąpiony przy owijaniu kruchych przedmiotów.
  • Poduszki powietrzne: Lekkie jak piórko, świetnie wypełniają duże, puste przestrzenie, nie dodając paczce zbędnej wagi.
  • Papier i tektura: Zgnieciony papier, wióry papierowe (SizzlePak) czy arkusze tektury falistej to ekologiczne i skuteczne rozwiązania.
  • Domowe alternatywy: W duchu zero waste można sięgnąć po stare gazety, ścinki z niszczarki czy nawet wytłaczanki po jajkach.

Profesjonalną techniką, stosowaną w logistyce, jest metoda „pływająca”. Polega na stworzeniu na dnie kartonu warstwy amortyzującej, umieszczeniu na niej przedmiotu, a następnie tak szczelnym wypełnieniu pozostałej przestrzeni, by przedmiot był „zawieszony” w wypełniaczu, nie dotykając żadnej ze ścianek.

Czego nie wolno wysyłać? Krytyczna lista przedmiotów zabronionych

To prawdopodobnie najważniejszy punkt, którego zignorowanie może prowadzić do poważnych konsekwencji. Każdy przewoźnik posiada listę towarów wyłączonych z przewozu. Wysyłając je, ryzykujesz nie tylko zniszczeniem paczki i brakiem odszkodowania, ale także jej zwrotem na własny koszt czy nawet konsekwencjami prawnymi.

Chociaż listy różnią się między firmami, do najczęstszych przedmiotów zabronionych należą:

  • Aerozole i pojemniki pod ciśnieniem (dezodoranty, lakiery do włosów).
  • Materiały łatwopalne (farby, rozpuszczalniki, perfumy na bazie alkoholu).
  • Akumulatory i baterie litowo-jonowe (często z ograniczeniami).
  • Alkohol, wyroby tytoniowe.
  • Żywe zwierzęta i rośliny.
  • Leki na receptę, narkotyki.
  • Artykuły o wyjątkowej wartości (biżuteria, antyki), które często wymagają specjalnego ubezpieczenia.

Zawsze sprawdzaj regulamin wybranego przewoźnika przed nadaniem paczki!

Taśma, etykiety i ostatnie szlify

Gdy zawartość jest już bezpieczna, czas na solidne zamknięcie. Zwykła taśma biurowa nie wchodzi w grę. Potrzebujesz szerokiej, mocnej taśmy pakowej. Najskuteczniejsza metoda to zaklejanie w kształcie litery H – zabezpieczasz nie tylko główne łączenie na środku, ale także wszystkie krótsze krawędzie. To usztywnia całą konstrukcję.

Etykieta przewozowa musi być przyklejona na największej, płaskiej powierzchni kartonu, bez zagięć na krawędziach. Upewnij się, że kod kreskowy jest w pełni widoczny i czytelny. Platformy takie jak Sendit pozwalają na szybkie wygenerowanie poprawnej etykiety.

Porada dla zaawansowanych: Włóż do środka paczki kopię etykiety adresowej. Jeśli zewnętrzna naklejka ulegnie zniszczeniu, to jedyna szansa na identyfikację przesyłki w sortowni. Możesz też pomyśleć o naklejkach ostrzegawczych („Ostrożnie szkło”, „Góra/Dół”). Choć automatyczne sortownie bywają na nie obojętne, dla kuriera doręczającego mogą być cenną wskazówką.

Wysyłka za granicę – formalności

Wysyłka międzynarodowa to test wytrzymałości dla każdego opakowania. Dłuższa trasa i więcej punktów przeładunkowych oznaczają, że wysyłając tanie paczki do Węgier czy tanie paczki do Rumunii, warto podwoić starania i dodać dodatkową warstwę zabezpieczeń.

Jednak w przypadku wysyłki poza Unię Europejską dochodzi jeszcze jeden, absolutnie kluczowy element: formalności celne. Konieczne jest wypełnienie deklaracji celnej (CN22 lub CN23), w której precyzyjnie opisujesz zawartość paczki i jej wartość. Od tych informacji zależy naliczenie cła i podatków w kraju docelowym. Pominięcie tego kroku gwarantuje zatrzymanie paczki na granicy.

Pakowanie to coś więcej niż obowiązek

Staranne pakowanie paczek kurierskich to inwestycja. Dla firm e-commerce to część unboxing experience – moment, w którym klient wyrabia sobie opinię o marce. Estetyczna bibuła, ekologiczny wypełniacz i kartka z podziękowaniem potrafią zdziałać cuda. Dla osoby prywatnej to wyraz szacunku dla odbiorcy i dla samego przedmiotu.

Pamiętaj, dobrze zapakowana paczka to nie koszt, to ubezpieczenie. Ubezpieczenie przed stresem, stratami finansowymi i zszarganymi nerwami. To spokojna głowa nadawcy i uśmiech na twarzy adresata. I chyba o to w tym wszystkim chodzi.

 

Kluczowe informacje

  • Odpowiednie przygotowanie przesyłki jest fundamentalne, gdyż niedokładne zapakowanie stanowi główną przyczynę odrzucania roszczeń reklamacyjnych przez firmy kurierskie, minimalizując ryzyko finansowych strat w przypadku uszkodzenia towaru.
  • Wybór właściwego opakowania początkowego jest kluczowy; rekomenduje się stosowanie nowych kartonów, których konstrukcja (np. tektura 3- lub 5-warstwowa) powinna być adekwatna do specyfiki, wagi oraz kruchości zawartości, co zapewnia optymalną ochronę.
  • Wypełnienie pustych przestrzeni wewnątrz paczki jest niezbędne dla unieruchomienia transportowanego przedmiotu oraz stworzenia strefy amortyzacji. Stosowanie specjalistycznych wypełniaczy, takich jak folia bąbelkowa czy poduszki powietrzne, znacząco redukuje ryzyko uszkodzeń podczas transportu.
  • Kwestia przedmiotów wyłączonych z przewozu wymaga szczególnej uwagi; każdorazowo obligatoryjne jest weryfikowanie regulaminu danego przewoźnika, co pozwala uniknąć sankcji prawnych, zwrotów przesyłek oraz utraty prawa do ewentualnego roszczenia odszkodowawczego w przypadku uszkodzenia lub utraty.
  • Finalizacja pakowania wymaga zastosowania mocnej taśmy pakowej, optymalnie w konfiguracji „H”, co wzmacnia strukturę opakowania. Etykieta przewozowa musi być trwale umieszczona na płaskiej powierzchni, zapewniając jej pełną czytelność. Dodatkowo, rekomendowane jest umieszczenie kopii etykiety wewnątrz przesyłki.

Transformacja cyfrowa w Polsce przyspiesza. Firmy inwestują w chmurę, automatyzację i integrację

Dostawcy rozwiązań wspierający transformację cyfrową już od dłuższego czasu obserwują zmieniające się trendy i rosnące zapotrzebowanie na automatyzację wielu procesów zarówno w biznesie jak i jednostkach administracji publicznej.

– „Chociaż Polska nie znajduje się w czołówce, jeśli chodzi o cyfryzację i automatyzację procesów, w ostatnich latach jako kraj odnotowaliśmy największe tempo wzrostu poziomu cyfryzacji. Są jednak takie dziedziny, w których wręcz bijemy na głowę czołówkę krajów europejskich. Dla przykładu rozwiązania stosowane u nas w bankowości elektronicznej, wsparcie sprzedaży w postaci chat botów czy też narzędzia do pracy zdalnej w biznesie, są wzorem dla wielu rozwiniętych rynków na świecie. Rodzima struktura rynku IT i rozwiązań dedykowanych przedsiębiorcom stawia na technologie wspierające administrację, marketing i sprzedaż. Chętnie wdrażamy AI, NLP i machine learning, ale w obszarach, w których firmy mogą czerpać zysk już w krótkim terminie. Przedsiębiorcy najczęściej wybierają rozwiązania IT w dziedzinach dość oczywistych, jak np. oprogramowanie dla wsparcia sprzedaży czy ogólnie rozumianego obrotu dokumentów” – mówi Maciej Wójcicki IT Solutions Architect w ITBoom Sp. z o.o.

Ciekawym przykładem często wykorzystywanych rozwiązań, który podaje Jacek Wołczuk, IT Solution Architect / Support Team Manager w ITBoom Sp. z o.o. są autorskie rozwiązania opracowane przez ITBoom – m.in. elektroniczne wnioski urlopowe, obieg dokumentów, system rezerwacji sal konferencyjnych i parkingów – są z powodzeniem wdrażane i chętnie wykorzystywane w organizacjach o różnej strukturze i skali działania zarówno w sektorze prywatnym jak i państwowym.

– „Kluczowe atuty tego rodzaju rozwiązań to szybki i sprawny proces analizy oraz wdrożenia, a także możliwość daleko idącej customizacji zgodnie ze zmieniającymi się potrzebami klienta. Dzięki otwartej architekturze systemów nasze rozwiązania mogą być integrowane z popularnymi narzędziami HR, takimi jak Sage Symfonia, Teta HR czy Enova365” – wyjaśnia Jacek Wołczuk.

Eksperci wskazują, że wciąż jest duża bariera psychologiczna, jeśli chodzi o wdrażanie wszelkich innowacyjnych rozwiązań.

– „Nadal   wiele   firm   nie   jest   jednak jeszcze   mentalnie   gotowych na proces transformacji cyfrowej. Przy sceptycznym podejściu pracowników czy zarządu, wprowadzenie zmian   a   nawet   zasugerowanie   nowych   rozwiązań   nie   jest   łatwym   zadaniem. Jednak nasze doświadczenie pokazuje, że firmy, które zdecydowały się przeprowadzić proces cyfryzacji są z jego efektów zadowolone. Zarówno menedżerowie, jak i pracownicy liniowi doceniają fakt digitalizacji, który poprawił efektywność ich pracy. Chętnie stawiają na rozwój i przydzielają budżety na transformację cyfrową swoich organizacji. Pieniądze idą szczególnie w takie obszary, które umożliwią organizację biznesu bardziej online i w efekcie dużo sprawniejsze działanie. Księgowość, HR i logistyka są w tym zakresie najlepiej rozwinięte” – wymienia Maciej Wójcicki.

Warto też pamiętać, że transformacja cyfrowa to nie tylko ułatwienie codziennej pracy, ale też element, który jest pomocny w kontekście wymagań prawa (RODO, EZD). Automatyzacja tych procesów przekłada się na oszczędność czasu, redukcję błędów oraz większą przejrzystość i dostępność danych kadrowych – co ma ogromne znaczenie również w sektorze publicznym.

– „Transformacja cyfrowa w Polsce może znacznie przyspieszyć, także dzięki szerszej implementacji usług chmurowych. To one​ w ostatnich latach przekonują najbardziej biznes w Polsce do inwestycji w IT. Chmura jest po prostu wygodna, prosta, nie wymaga zbyt dużych inwestycji w infrastrukturę IT, utrzymanie i serwis. Jestem przekonany, że przyszłość Polskich firm jest mocno osadzona w chmurze” – podsumowuje Maciej Wójcicki.

Bank Millennium z zyskiem 511 mln zł w I półroczu 2025. Wzrost o 43% r/r mimo presji kosztów

Grupa Kapitałowa Banku Millennium S.A. wypracowała w drugim kwartale 2025 r. zysk netto w wysokości 331 mln zł oraz 511 mln zł w pierwszej połowie 2025 r. (wzrost o 43% r/r). 2kw25 charakteryzował się relatywnie istotnym wpływem zarówno pozytywnych, jak i negatywnych zdarzeń jednorazowych oraz nadal podwyższonym poziomem kosztów związanych z portfelem kredytów hipotecznych walutowych.

Podstawowa działalność operacyjna pozostała solidna i stanowiła główne źródło dobrego wyniku kwartalnego. Wzrost portfela kredytowego był umiarkowany (bez zmian kw/kw), dynamika w segmencie korporacyjnym wyraźnie przyspieszyła (+3% kw/kw, +6% r/r), przy czym szczególnie silny wzrost odnotowano w segmencie małych firm. Dla kontrastu, portfel detaliczny wykazał ujemną dynamikę kw/kw i r/r, co było efektem szybkiego spadku portfela kredytów hipotecznych walutowych oraz niskiej sprzedaży nowych kredytów hipotecznych w PLN, która nie zdołała zrównoważyć solidnej sprzedaży kredytów konsumpcyjnych. Nadwyżka płynności dalej rosła (depozyty +2% kw/kw i +4% r/r), a wskaźnik kredyty/depozyty osiągnął nowe minimum na poziomie 61%. Liczba aktywnych klientów detalicznych kontynuowała trend wzrostowy (3,193 mln, +4% r/r), a wartość produktów inwestycyjnych wzrosła o 9% kw/kw, przekraczając 13,0 mld zł.

Jestem zadowolony z osiągniętych wyników, zysku netto w wysokości 331 mln zł w 2Q25 oraz 511 mln zł w I półroczu 2025 roku, pomimo utrzymujących się wysokich kosztów portfela walutowych kredytów hipotecznych. Drugi kwartał i pierwsze półrocze 2025 roku przyniosły solidne rezultaty w obszarze bankowości detalicznej i korporacyjnej Banku. Chciałbym podkreślić wyniki w bankowości korporacyjnej, gdzie w I półroczu 2025 r. produkcja nowych kredytów wzrosła aż o 66% rok do roku, głównie za sprawą dynamicznego wzrostu w obszarze nowych kredytów inwestycyjnych. W raportowanym okresie dostarczyliśmy naszym klientom wiele nowych rozwiązań i produktów, na czym zawsze się skupiamy. Wszystko to osiągnęliśmy przy nieustannym stawianiu na jakość naszych usług i pozytywne doświadczenia klientów, za co zostaliśmy uhonorowani nagrodami branżowymi. ” – skomentował Joao Bras Jorge, Prezes Banku Millennium.

Z satysfakcją podkreślam, że po pierwszym półroczu 2025 roku jesteśmy na dobrej drodze do realizacji inicjatyw Strategii 2028: Wartość i Wzrost, a także aktywnie monitorowaliśmy kluczowe cele biznesowe i finansowe. Koncentrowaliśmy się na trwałym wzroście w segmencie detalicznym, umacnianiu pozycji Banku w segmencie średnich i dużych przedsiębiorstw oraz poprawie rentowności. Strategicznym priorytetem Banku była digitalizacja, rozbudowa oferty produktowej, w tym produktu inwestycyjnego i oszczędnościowego oraz ciągłe podnoszenie jakości obsługi klienta.” dodał prezes Joao Bras Jorge.

W ramach realizacji strategii w raportowanym okresie Bank Millennium wdrożył m.in. potwierdzenie tożsamości w aplikacji mObywatel w procesie otwierania konta online, a także wprowadził promocję EKO dla kredytu hipotecznego, dzięki której osoby kupujące nieruchomość z niskim zapotrzebowaniem na energię skorzystają z obniżonego oprocentowania.

Realizowano również działania mające na celu digitalizację procesów związanych z kartami płatniczymi i kredytami hipotecznymi, a także wdrożenia adresujące wymogi Ustawy o dostępności. W segmencie bankowości przedsiębiorstw, Millennium jako pierwszy bank na rynku, udostępnił klientom firmowym usługę Millenet Link Lite, która pozwala na automatyczną wymianę plików z bankiem za pośrednictwem chmury. Ponadto bank we współpracy z KUKE wprowadził ofertę zielonych gwarancji i rozpoczął pilotaż tzw. prostej pożyczki z nieokreślonym celem finansowania dla klientów segmentu przedsiębiorstw.

Rosnące wykorzystanie AI wpływa na sposób pracy, oczekiwania wobec pracodawców i decyzje zawodowe

Rosnąca presja technologiczna i niestabilność gospodarcza sprawiają, że wielu pracowników wstrzymuje się z decyzjami zawodowymi. Według raportu Michael Page Talent Trends 2025, liczba osób aktywnie poszukujących nowego miejsca zatrudnienia spadła względem ubiegłego roku aż o 14 punktów procentowych. Zmniejszyła się także liczba pracowników, którzy próbowali negocjować podwyżkę. Wśród zatrudnionych rosną też wątpliwości dotyczące transparentności firm. Wpływ na to ma także coraz większe znaczenie nowoczesnych technologii, w tym generatywnej sztucznej inteligencji, która coraz częściej staje się elementem codziennej pracy.

Mimo utrzymującej się niskiej stopy bezrobocia w Polsce, która według GUS[1] wynosi obecnie 5,2%, pracownicy wciąż odczuwają niepewność. Jak wynika z raportu Michael Page Talent Trends 2025[2], obecnie jedynie 34% zatrudnionych aktywnie poszukuje pracy, co oznacza spadek aż o 14 punktów procentowych. Nieznacznie zmalał także odsetek pracowników próbujących negocjować podwyżkę. Co istotne, tylko 19% z nich udało się ją uzyskać.

Wpływ na rosnące znaczenie zaufania ma także dynamicznie zmieniające się środowisko pracy. Dla wielu osób istotna jest dziś możliwość wykonywania obowiązków zdalnie, a aż 40% pracowników rozważyłoby zmianę miejsca zatrudnienia, jeśli wymagano by od nich częstszej obecności w biurze. Nieodłącznym elementem codziennej pracy stała się również generatywna sztuczna inteligencja, z której korzysta już 47% aktywnych zawodowo Polaków.

Obecnie możemy zaobserwować na rynku pracy dużą niepewność. Firmy podchodzą do nowych rekrutacji z większą ostrożnością, a pracownicy rzadziej decydują się na zmianę miejsca zatrudnienia lub próby negocjacji wynagrodzenia. W takich warunkach zaufanie staje się kluczowe dla budowania stabilnych i odpornych organizacji. To ono pozwala tworzyć zaangażowane zespoły, które lepiej radzą sobie z wyzwaniami i zmianami, co przekłada się na sukces firmy – tłumaczy Konrad Michałek, senior director i członek zarządu Michael Page Polska.

Zaufanie buduje zaangażowanie i sukcesy firm

W środowisku pełnym wyzwań to właśnie zaufanie wewnątrz organizacji buduje jej odporność. Tymczasem, jak pokazuje raport Michael Page Talent Trends 2025[3], aż 77% pracowników ma obawy, że ich aktywność może być monitorowana przez pracodawców, co może osłabiać poczucie bezpieczeństwa i wpływać na relacje w zespole. Równocześnie, wielu aktywnych zawodowo Polaków uważa, że ich firmy nie są w pełni transparentne. W tym aspekcie ankietowani najczęściej zwracają uwagę na niewystarczającą przejrzystość w takich kwestiach jak: podejmowanie trudnych decyzji w organizacji (57%), reagowanie na opinie pracowników (52%), komunikowanie wyzwań (47%) oraz udostępnianie informacji finansowych (45%). Tymczasem zaufanie buduje silniejsze relacje, zwiększa zaangażowanie i pomaga zespołom lepiej reagować na zmiany. Dbanie o przejrzystą komunikację i jasne zasady staje się zatem realnym wyróżnikiem pracodawcy.

Zaufanie to fundament każdej silnej organizacji oraz źródło zaangażowania i motywacji w zespołach, które potrafią skutecznie mierzyć się z wyzwaniami. To ono pozwala nie tylko budować trwałe relacje wewnątrz firmy, ale także przyciągać i zatrzymywać najlepsze talenty na konkurencyjnym rynku pracy. W czasach wyzwań gospodarczych i szybkich zmian w biznesie otwarta komunikacja wewnętrzna może budować odporność organizacyjną, pomagając w realizacji ich celów – wyjaśnia Konrad Michałek.

[1] Bezrobotni zarejestrowani i stopa bezrobocia. Stan w końcu czerwca 2025 r., GUS, 23.07.2025, https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rynek-pracy/bezrobocie-rejestrowane/bezrobotni-zarejestrowani-i-stopa-bezrobocia-stan-w-koncu-czerwca-2025-r-,2,155.html, dostęp 24.07.2025

[2] Talent Trends 2025, Michael Page, czerwiec 2025, https://www.michaelpage.pl/en/talent-trends, dostęp 24.07.2025.

[3] Talent Trends 2025, Michael Page, czerwiec 2025, https://www.michaelpage.pl/en/talent-trends, dostęp 24.07.2025.

SAS: rośnie liczba prób oszustw i wyłudzeń w sektorze finansowym

Postęp technologiczny sprawia, że oszustwa i próby wyłudzenia stają się coraz bardziej wyrafinowane i wyglądają coraz bardziej autentycznie. Tymczasem konsekwencje finansowe tego typu działań są ogromne. Według ostatniego raportu Nasdaq, globalny sektor bankowy traci w wyniku oszustw prawie 500 miliardów dolarów rocznie. Na znaczące straty narażone są inne gałęzie gospodarki oraz konsumenci. Ci ostatni muszą zachować szczególną ostrożność w trwającym sezonie letnim – pośpiech związany z wyjazdami to dla przestępców motywacja do nasilenia oszustw i ataków.

Według danych opublikowanych przez Agencję Unii Europejskiej ds. Cyberbezpieczeństwa (ENISA), w latach 2023-2024 prawie połowa zgłoszonych w Europie cyberataków wymierzona była w banki. Konsumenci byli w tym okresie celem co dziesiątego ataku. Chociaż ekosystem cyberprzestępczości zmienia się dynamicznie wraz z ewolucją oprogramowania, banki prawdopodobnie pozostaną w jego centrum. Wolumeny przetwarzanych transakcji, dostęp do środków finansowych i wrażliwych danych sprawiają, że pomimo wdrażania zaawansowanych narzędzi bezpieczeństwa banki stanowią szczególny obiekt zainteresowania cyberprzestępców – zarówno od strony korporacyjnej, jak i konsumenckiej.

Rozwój platform do płatności natychmiastowych, cyfryzacja usług finansowych, zwiększenie liczby dostawców technologii – to wszystko czynniki, które utrudniają jednoznaczne zweryfikowanie, czy dany proces płatniczy jest podejrzany, czy związany np. ze zmianą interfejsu lub modelu świadczenia usług – mówi Marta Prus–Wójciuk, Head of Fraud Practice, SAS Central Europe. – Pojawianie się nowych systemów, zwykle projektowanych z myślą o wygodzie i elastyczności, wymaga od użytkowników stałego monitorowania czynników ryzyka – dodaje.

Współcześnie zarówno osoby niezwiązane z sektorami szczególnie narażonymi na nowoczesne oszustwa, jak i pracownicy przedsiębiorstw powinni być szczególnie wyczuleni na wysoce realistyczne próby wymuszenia przelewów czy dostępów do kont. Zjawisko upowszechniania się niskokosztowych generatywnych narzędzi do manipulacji niekiedy określane jest jako „demokratyzacja wyłudzeń”. Eksperci wskazują, że na tzw. czarnym rynku przestępczym ceny gotowych pakietów skonfigurowanego oprogramowania do generowania deepfake’ów zaczynają się już od niecałych 100 PLN. Co więcej, algorytmy cały czas się uczą, co w praktyce oznacza, że z czasem zyskują zdolność coraz lepszego omijania detektorów. To jak wyścig zbrojeń, w którym nielegalna technologia próbuje prześcignąć zabezpieczenia oraz ludzką uważność.

700% wzrostu

Według szacunków Deloitte, w ostatnich latach liczba odnotowanych przypadków wykorzystania deepfake’ów przy próbach wyłudzeń wymierzonych w firmy sektora finansowego zwiększyła się ośmiokrotnie. Takie tempo wzrostu pokazuje nie tylko, że generatywne narzędzia wspomagające oszustwa stają się coraz łatwiej dostępne, ale też że w świecie przestępczym uchodzą za wysoce skuteczne. Jakość wygenerowanego cyfrowo głosu, mimiki twarzy czy struktury dokumentów sprawia, że coraz potrzebniejsza staje się szczegółowa, wieloetapowa weryfikacja wszystkich rozmówców, z którymi nie mamy bezpośredniego kontaktu.

Zaawansowanych technologicznie metod wyłudzeń jest wiele i są nam one coraz lepiej znane, natomiast podczas pierwszego kontaktu z nimi czujność bywa uśpiona. Często konsumenci zwyczajnie nie biorą pod uwagę, że komunikat na danym kanale może nie pochodzić z zaufanego źródła – mówi Marta Prus – Wójciuk. – Obok deepfake’ów stale rośnie także popularność np. spersonalizowanego i zautomatyzowanego, szeroko dystrybuowanego phishingu mejlowego czy SMS-owego (smishingu), który sam w sobie generuje miliardowe straty dla przedsiębiorstw na całym świecie – dodaje.

Należy chronić się aktywnie

W raporcie z tegorocznego badania SAS i Economist Impact Future of Intelligent Banking: AI, Risk and Innovation in 2025 wskazano, że 80% dyrektorów zatrudnionych w sektorze finansowym spodziewa się znaczącego wpływu cyberataków, oszustw i przestępstw finansowych na działalność operacyjną ich instytucji w nadchodzącej dekadzie. Dla wielu decydentów odpowiedzią na to wyzwanie mogą być transformacja cyfrowa i odpowiednie wdrożenia AI, które umożliwią bankom zwiększenie sprawności operacji i szeroko rozumianej odporności na ataki.

Powinniśmy pamiętać, że kompetencje cyfrowe to cenny zasób w kontekście chronienia się przed utratą pieniędzy. – mówi Marta Prus – Wójciuk. – Instytucje finansowe stale dostosowują rozwiązania wykorzystujące AI, żeby skutecznie wykorzystywać je do zwiększenia wykrywalności oszustw czy przyspieszenia analizowania i modelowania ryzyka. Tymczasem dostępne narzędzia mogą wspierać nas również w jednostkowej analizie mniejszych ataków, choćby poprzez weryfikację adresów mejlowych, tożsamości rozmówców czy zakresu kompetencji osób podających się za pracowników instytucji – dodaje.

Raport Intelligent Banking: The Future Ahead, oparty na odpowiedziach 1700 członków kadry kierowniczej wyższego szczebla z sektora bankowego i finteCh, jest kontynuacją badania Banking in 2035, opublikowanego po raz pierwszy przez Economist Impact i SAS w 2022 roku.

Amerykański renesans przemysłowy wokół AI – strategia Trumpa zmienia rynek i priorytety inwestorów

  • Plan działania Trumpa w obszarze AI oznacza przejście od innowacji do wdrożeń przemysłowych, koncentrując się na chipach, energetyce, infrastrukturze i chmurze.
  • Największe szanse mogą pojawić się poza Big Tech – w fizycznych i cyfrowych fundamentach, które umożliwiają skalowanie AI.
  • W obliczu zbieżności polityki i kapitału inwestorzy potrzebują strategii obejmującej cały łańcuch wartości AI, nie tylko modele front-endowe.

Jak podsumowuje Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo,  plan działania Trumpa w zakresie AI nabiera tempa. W ubiegłym tygodniu administracja przeszła od ogólnej wizji do realizacji, podpisując trzy rozporządzenia wykonawcze dotyczące przyspieszenia infrastruktury, promocji eksportu i neutralności ideologicznej. Razem sygnalizują one, że USA przechodzą od wdrażania AI do jej przemysłowego zastosowania na dużą skalę.

Cele rozporządzeń:

  • Promowanie eksportu AI poprzez wsparcie amerykańskich firm w sprzedaży pełnych pakietów AI – obejmujących chipy, chmurę, cyberbezpieczeństwo i oprogramowanie – na rynki globalne, szczególnie w konkurencji z Chinami.
  • Przyspieszenie rozbudowy infrastruktury poprzez ułatwienie budowy centrów danych i systemów energetycznych, nawet jeśli oznacza to złagodzenie niektórych przepisów środowiskowych.
  • Dążenie do neutralności ideologicznej w narzędziach AI wykorzystywanych przez rząd – posunięcie prawdopodobnie skierowane do politycznej bazy Trumpa, koncentrujące się na sposobie działania i trenowania AI.

Razem te działania przywracają znany amerykański model: ograniczenie biurokracji, stymulowanie wzrostu i umożliwienie szybkiego skalowania przez firmy prywatne przy wsparciu państwa. Zmienia to również sposób, w jaki inwestorzy mogą postrzegać ekspozycję na AI – uwaga przesuwa się z modeli front-endowych na warstwy fundamentów: chipy, moc obliczeniową, energię, chmurę i cyberbezpieczeństwo.

Strategia inwestycyjna w zmieniającym się łańcuchu wartości AI

  1. Produkcja chipów – mózg sztucznej inteligencji. Chip to podstawowe narzędzie w „gorączce AI”. Od procesorów graficznych i pamięci po układy logiczne i połączenia międzykomponentowe – półprzewodniki są fundamentem każdego przełomu w AI. Strategia eksportowa Trumpa promuje pełne pakiety AI, co sprzyja firmom posiadającym zarówno projektowanie, jak i produkcję chipów. Strategicznie ta warstwa znajduje się na styku polityki przemysłowej, bezpieczeństwa łańcucha dostaw i handlu międzynarodowego. To sprawia, że jest to temat inwestycyjny o długim horyzoncie, wspierany zarówno przez krajową rozbudowę infrastruktury, jak i zagraniczny popyt.

Kluczowi gracze do śledzenia: NVIDIA, AMD, ARM, Intel, Micron, TSMC. Dostawcy sprzętu: ASML, Lam Research, Applied Materials.

  1. Sieci i łączność – skalowanie zaplecza. W miarę rozwoju AI dane muszą być przesyłane szybciej i sprawniej. Sieci stają się kluczową infrastrukturą umożliwiającą niskie opóźnienia w treningu, inferencji i wdrażaniu modeli. Ta warstwa rzadko przyciąga uwagę, ale zyskuje na znaczeniu inwestycyjnym, ponieważ najwięksi dostawcy chmury, sektor prywatny i projekty rządowe potrzebują sieci o dużej przepustowości i niskich opóźnieniach.

Kluczowi gracze do śledzenia: Broadcom, Marvell, Cisco, Arista Networks.

  1. Energia i zasilanie – paliwo dla AI. Wzrost zapotrzebowania na centra danych już obciąża sieci energetyczne, a obciążenia AI są coraz bardziej energochłonne. Trump stawia na niezależność energetyczną, co może skierować kapitał do nowych źródeł energii i stabilnych dostawców. Energetyka jądrowa, szczególnie w formie małych reaktorów modułowych (SMR), oferuje długoterminowe rozwiązanie zapewniające czystą energię dostępną 24/7 – coś, co najwięksi dostawcy chmury coraz częściej rozważają.

Warto śledzić dwa obszary: energetykę konwencjonalną: Vistra, Constellation Energy, Talen Energy oraz energetykę jądrową: Oklo, GE Vernova, BWX Technologies, NuScale.

  1. Infrastruktura chmurowa AI – warstwa platformowa. Chmura to kręgosłup dystrybucji AI – miejsce treningu modeli, przechowywania danych i ich dostarczania na dużą skalę. Strategia eksportowa Trumpa wspiera integrację całego stosu AI – od chipów po chmurę. To również obszar, w którym możemy zobaczyć przekształcone finansowanie na wzór ustawy CHIPS, przekierowane na politycznie korzystne cele, takie jak partnerstwa publiczno-prywatne w zakresie suwerennej mocy obliczeniowej.

Kluczowi gracze do śledzenia: Amazon (AWS), Microsoft (Azure), Google Cloud. Dostawcy infrastruktury: Vertiv, DigitalOcean, Nabors Industries.

  1. Oprogramowanie, dane i cyberbezpieczeństwo – warstwa inteligencji. Front-end AI to miejsce, gdzie realizowana jest wartość. W kontekście nacisku na „neutralność ideologiczną” w zamówieniach rządowych, platformy oferujące przejrzystość, możliwość audytu i bezpieczeństwo mogą zyskać przewagę. Ta warstwa generuje powtarzalne przychody i znajduje się najbliżej użytkownika – korzysta zarówno z politycznego wsparcia na szczeblu federalnym, jak i z rosnącego zapotrzebowania na bezpieczne, zgodne z regulacjami środowiska pracy zintegrowane z AI.

Kluczowi gracze do śledzenia: Palantir, Oracle, ServiceNow, IBM. Cyberbezpieczeństwo: CrowdStrike, Palo Alto Networks, Zscaler, Cloudflare. Dane i analityka: Snowflake, MongoDB.

Inwestowanie w cały łańcuch wartości AI

Plan Trumpa wpisuje się w klasyczny cykl amerykańskiego wzrostu przemysłowego – napędzanego deregulacją, finansowaniem publicznym i rywalizacją geopolityczną. Dla inwestorów oznacza to przesunięcie narracji z zastosowań AI na jego zdolności operacyjne. Długoterminowa strategia może obejmować dywersyfikację w obszarach:

  • Kapitałochłonna infrastruktura: chipy, energia, infrastruktura.
  • Oprogramowanie i usługi z powtarzalnymi przychodami: chmura, AI korporacyjne, cyberbezpieczeństwo.
  • Wsparcie polityczne: produkcja, czysta energia, technologie obronne.

To przejście od „szumu wokół AI” do jej infrastruktury – i to tam może kryć się trwała wartość.

Nowe otwarcie rządu Tuska, stare problemy gospodarki – analiza prof. Gomułki

Zmiany polityczne i gospodarcze ostatnich tygodni mogą mieć dalekosiężne konsekwencje dla kondycji finansów publicznych i stabilności makroekonomicznej Polski – ocenia prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC. W swoim komentarzu wskazuje na rosnące ryzyka związane z kurczącą się podażą pracy, spowolnieniem wzrostu PKB i rosnącymi wydatkami publicznymi, a także dostrzega szanse na pozytywne reformy, m.in. w energetyce, nadzorze właścicielskim i wymiarze sprawiedliwości.

Dwa główne wydarzenia ostatniego miesiąca to:

  1. Reorganizacja rządu Donalda Tuska, pojawienie się nowego prezydenta RP oraz perspektywa wyborów parlamentarnych w roku 2027 z konsekwencjami dla polityki makroekonomicznej Polski w roku 2025 oraz w latach 1926-2027;
  2. Silny wzrost ryzyk dla stabilności finansów publicznych w reakcji na oczekiwany spadek tempa wzrostu polskiego PKB i spadek podaży pracowników oraz silne wzrosty wydatków publicznych na zdrowie, transfery socjalne i wydatki wojskowe.

Kilka zmian w składzie Rady Ministrów może mieć poważne konsekwencje pozytywne. Jedna z nich to obniżenie cen energii przez przyspieszenie transformacji energetycznej na rzecz wiatru i paneli fotowoltaicznych oraz zamykanie elektrowni węglowych. Druga to zapowiedziane odpolitycznienie rad nadzorczych i zarządów w Spółkach Skarbu Państwa. Trzecia ważna zmiana na lepsze to zapowiedziana przez nowego ministra sprawiedliwości reforma w obszarze wymiaru sprawiedliwości.

Stabilność wzrostu gospodarczego zależy w dużym stopniu od uniknięcia problemów w systemie finansów publicznych. W porównaniu z większością krajów na świecie, dług publiczny w relacji do PKB jest w Polsce umiarkowanie wysoki, ale bankructwo w latach 80 ubiegłego wieku, bardzo niski poziom nagromadzonego bogactwa na mieszkańca oraz niejasna perspektywa wejścia Polski do strefy euro podtrzymują ryzyko niewypłacalności, co podnosi wymagane przez inwestorów rentowności skarbowych papierów wartościowych. W tej nowej sytuacji wynik sektora finansów publicznych powinien być w Polsce w przedziale od nadwyżki około 0-2% PKB w okresie dobrej koniunktury do deficytu 2-4% PKB w okresie recesji. Oznacza to konieczność zbudowania trwałej poprawy średniorocznego wyniku o około 3pp. PKB z poziomu około 4% deficytu do około1% deficytu. Prawdopodobnie potrzebne będzie zwiększenie dochodów z podatku VAT.

W rolnictwie mamy dużą rezerwę zatrudnienia, aby ją uaktywnić potrzebne będą większe inwestycji w obszarze szkolnictwa zawodowego i mieszkań publicznych. Obecny rząd jest świadom konieczności takich działań.

Warszawski rynek biurowy w I połowie 2025: stabilizacja, selektywna aktywność i koncentracja na centrum

0

W pierwszej połowie 2025 roku warszawski rynek biurowy potwierdził swoją odporność i zdolność do adaptacji w zmieniających się warunkach gospodarczych. Obserwujemy umiarkowaną aktywność najemców (300 tys. mkw.), przy braku bardziej spektakularnych transakcji. Na stołecznym rynku przybyło 85 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni, z czego aż 93% trafiło do stref centralnych głównie za sprawą prestiżowych projektów takich jak The Bridge (51 800 mkw.) i Office House (27 800 mkw.). Jednocześnie wskaźnik pustostanów wciąż pozostaje stabilny (10,8%), a w budowie na koniec czerwca 2025 roku znajdowało się 140 000 mkw. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO prezentuje najnowszy raport pt. „Rynek biurowy w Warszawie w I połowie 2025 roku”.

Popyt – stabilizacja i ostrożna ekspansja

Całkowity popyt brutto w pierwszej połowie roku wyniósł około 300 000 mkw., wynik był nieznacznie niższy niż w analogicznych okresach 2024 roku i 2023 roku, o odpowiednio 5% i 6%. W strukturze transakcji dominowały nowe umowy i ekspansje, które stanowiły 57% całkowitej aktywności najemców, podczas gdy przedłużenia dotychczasowych umów i renegocjacje sięgnęły 43%. Centralny Obszar Biznesu oraz strefa Centrum odpowiadały łącznie za 55% całkowitej aktywności najemców na warszawskim rynku biurowym. Z  kolei Służewiec był najbardziej aktywną strefą poza centrum, odpowiadając za 24% całkowitego popytu w Warszawie. Podczas gdy w lokalizacjach centralnych dominowały nowe umowy najmu i ekspansje (58%), w przypadku Służewca większość transakcji stanowiły przedłużenia i renegocjacje (53%). Największą dynamikę na warszawskim rynku biurowym w I połowie 2025 roku wykazywały firmy z branż finansowej, technologicznej, produkcyjnej oraz usług dla biznesu. Poszukiwały one biur, które umożliwiają jednocześnie efektywne zarządzanie kosztami i oferują nowoczesne, komfortowe warunki pracy.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Badań i Analiz Rynkowych, AXI IMMO, wskazuje: „W pierwszej połowie roku obserwowaliśmy dalszą koncentrację aktywności najemców w centralnych lokalizacjach, gdzie przypadło aż 55% całkowitego popytu. Średnia wielkość nowej transakcji najmu w I połowie 2025 roku wyniosła 600 mkw., podczas gdy średnia wielkość transakcji dotyczącej przedłużenia dotychczasowej umowy najmu oscylowała wokół 1 500 mkw. Na tym tle należy wyróżnić Służewiec, który mimo nadal wysokiego wskaźnika pustostanów, odnotował 24% udziału w popycie, co pokazuje, że niektóre lokalizacje pozacentralne w dalszym ciągu są cenione przez najemców, głównie w formule renegocjacji”.

Nowa podaż i powierzchnia w budowie – koncentracja na centralnych lokalizacjach

W I połowie 2025 roku oddano do użytku 85 000 mkw. nowej powierzchni biurowej, niemal w całości skoncentrowanej w strefach centralnych. Największe realizacje to The Bridge (51 800 mkw.) oraz Office House (27 800 mkw.). Jednocześnie zauważalny jest wyraźny spadek wolumenu inwestycji w budowie, obecnie trwają prace nad 140 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, co oznacza spadek o 48% r/r. Największymi nowo powstającymi biurowcami są Upper One (35 900 mkw., Strabag), V Tower (32 700 mkw., Cornerstone), Studio A (26 600 mkw., Skanska), Skyliner II (24 000 mkw., Karimpol). Deweloperzy koncentrują się niemal wyłącznie na projektach zlokalizowanych w Śródmieściu i jego bezpośrednim otoczeniu w dzielnicy Wola.

Pustostany – stabilizacja z trendem spadkowym w centrum

Na koniec czerwca 2025 roku wskaźnik pustostanów dla całej Warszawy wyniósł 10,8%, utrzymując się na podobnym poziomie jak kwartał wcześniej. W centrum miasta odnotowano wzrost współczynnika pustostanów o 0,4 p.p. w relacji do poprzedniego kwartału i jednocześnie spadek o 1,3 p.p. w ujęciu rocznym. W rezultacie wskaźnik pustostanów w strefach centralnych wyniósł 7,8% na koniec czerwca 2025 roku. Najemcy konsekwentnie preferują lokalizacje centralne, dobrze skomunikowane i z dostępem do pełnej infrastruktury miejskiej. W starszych strefach biurowych, jak Służewiec, Żwirki i Wigury czy Aleje Jerozolimskie, współczynniki pustostanów utrzymują się na wyższych poziomach, co powoduje większą presję na właścicieli w zakresie modernizacji lub przekształceń funkcjonalnych budynków.

Jakub Potocki, Associate Director, Dział Powierzchni Biurrowych, AXI IMMO, komentuje: „Rynek biurowy wyraźnie się dziś polaryzuje. Z jednej strony mamy nowoczesne projekty biurowe w centrum jak np. The Bridge czy Office House, które przyciągają firmy szukające prestiżu i nowej jakości. Z drugiej strony, widzimy rosnące zainteresowanie najemców gotowymi powierzchniami podnajmowanymi na elastycznych warunkach. To efekt wysokich kosztów wykończenia i potrzeby szybkiego startu operacyjnego. Firmy coraz ostrożniej podchodzą do relokacji, a wiele transakcji dotyczy dziś przedłużeń w dotychczasowych lokalizacjach.”

Czynsze – stabilizacja z presją wzrostową w centrum

W I połowie 2025 roku stawki czynszów bazowych utrzymały się na stabilnym poziomie. W najlepszych lokalizacjach strefy centralnej odnotowano przedziały między 19 a 26,5 EUR/mkw./miesiąc, a w przypadku najbardziej prestiżowych projektów nawet powyżej 30 EUR/mkw./miesiąc. Dla porównania, w lokalizacjach poza centrum najemcy mogli liczyć na stawki od 9,50 EUR/mkw./miesiąc.

Polskie firmy liderem wdrażania AI w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

Tylko 18% badanych przedsiębiorców w Polsce nie inwestuje w sztuczną inteligencję, wykazując się największą otwartością na AI w regionie Europy Środkowej, Wschodniej i Południowo-Wschodniej, gdzie ten odsetek wynosi 43%.

Tempo inwestycji jest definiowane przez niepewność gospodarczą. Jednak w Polsce jest ona znacznie niższa (46%) niż w regionie (58%).
Rośnie obawa co do stabilności legislacyjnej – brak jasnych regulacji obejmujących AI sugerowało 37% respondentów.

Badanie EY – Barometr Przedsiębiorczości 2025 – to efekt rozmów z przedsiębiorcami z 16 krajów Europy Środkowej, Wschodniej i Południowo-Wschodniej, w tym z Polski. Celem była próba oceny stanu przedsiębiorczości w regionie, również w zakresie innowacyjności. Okazało się, że polscy przedsiębiorcy są liderami w korzystaniu z cyfrowych narzędzi, w tym z obszaru sztucznej inteligencji.

Innowacyjność wspierana AI polegała przede wszystkim na zmianie lub ulepszaniu produktów i usług. Prawie połowa respondentów uważała, że cyfryzacja pozwoli poprawić bieżące funkcjonowanie organizacji. Jednocześnie nasz kraj zdecydowanie przoduje w regionie, jeśli chodzi o otwartość na tę technologię. Podczas gdy 56% przedsiębiorców w Polsce zainwestowało do 100 tys. dolarów w AI, w pozostałych krajach badanej części Europy 43% nie podjęło żadnych działań obejmujących sztuczną inteligencję. Dla porównania w Polsce ten odsetek wynosi tylko 18%.

Tempo inwestycji było spowalniane przez ryzyko gospodarcze i niepewność. W tym zakresie Polska okazała jednak stabilniejsza (46% wskazań) niż reszta regionu (58%). Respondenci narzekali przede wszystkim na wysokie stopy procentowe i niekorzystne warunki kredytowe (36% w Polsce i 24% regionalnych). Badana część Europy miała większe niż Polacy problemy z dostępem do funduszy (41% vs. 28%), a bezpieczeństwo finansowe stało się poważnym wyzwaniem przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.

Polacy najczęściej korzystali z AI do analizowania danych (44%), a niemal połowa respondentów (46%) spodziewała się znacznej poprawy wydajności i produktywności dzięki zastosowaniu AI. Dodatkowo Polacy zdecydowanie częściej niż reszta regionu inwestowali w usprawnienia działań marketingowych czy sprzedaży online (63% vs 52%).

„Mniejsze przedsiębiorstwa często mają ograniczone zasoby, więc tworzenie aplikacji AI we własnym zakresie sprawia im trudności, także z powodu koniecznych inwestycji w infrastrukturę i zespoły. Mogą jednak dostosowywać do swoich wymagań już dostępne rozwiązania i platformy, co znacząco skraca czas i zmniejsza początkowe nakłady. Niezależnie od przyjętego rozwiązania zawsze ze szczególna uwagą należy traktować kwestie ochroną danych firmy, gdyż stosowanie rozwiązań AI otwiera nowe obszary podatności na cyberataki.”– uważa Bartosz Pacuszka, Partner EY Polska, Lider Zespołu AI Technology.

Przedsiębiorcy wskazywali, że sztuczna inteligencja niesie za sobą ryzyko związane z ochroną prywatności (41%), a brak jasnych regulacji obejmujących AI sugerowało 37% respondentów. Zdaniem polskich firm potrzebne są ramy prawne, które dadzą im poczucie bezpieczeństwa i zapewnią wprowadzanie odpowiedzialnego AI do operacji biznesowych.

– Wdrożenie sztucznej inteligencji w organizacji to nie tylko wyzwanie technologiczne, ale także prawne. Debata na temat zmian legislacyjnych na poziomie krajowym i europejskim, w tym regulacji związanych z AI ACT, rozwija się równie dynamicznie, jak prace nad nowymi innowacjami. Mimo to, technologia wciąż wyprzedza regulacje, co stawia przed działami prawnymi istotną odpowiedzialność. Już teraz muszą one rekomendować wprowadzenie wewnętrznych rozwiązań w przedsiębiorstwach, podczas gdy dyskusje na ten temat dopiero się toczą. W kontekście AI ACT, organizacje powinny być proaktywne w dostosowywaniu swoich strategii do nadchodzących regulacji, aby zapewnić zgodność i minimalizować ryzyko prawne – dodaje Justyna Wilczyńska-Baraniak, Partnerka EY, Liderka Zespołu Prawa Własności Intelektualnej, Technologii i Danych Osobowych w Kancelarii EY Law.

O badaniu
Barometr Przedsiębiorczości 2025 został przeprowadzony w lutym i marcu 2025 roku w 16 krajach regionu: Bułgarii, Chorwacji, na Cyprze, w Czechach, Estonii, Grecji, na Węgrzech, Łotwie, Litwie, Malcie, w Polsce, Rumunii, Serbii, Słowacji, Słowenii i Turcji. Przebadano 1031 przedsiębiorstw, w tym 179 w Polsce.

Wśród polskich respondentów największą grupą były firmy przemysłowe i z sektorów: energetycznego, konsumenckiego oraz ochrony zdrowia. Polskie firmy wciąż są stosunkowo młode – tylko 30% istnieje ponad 20 lat. Zdecydowana większość ankietowanych przedsiębiorców albo samodzielnie stworzyła firmę, albo z partnerami. Tylko 11% respondentów odziedziczyło biznes. Ponad jedna trzecia organizacji to firmy rodzinne i większość z nich (75%) nie jest notowana na żadnej giełdzie papierów wartościowych. Prawie jedna trzecia badanych organizacji osiągała przychody poniżej 10 mln USD rocznie. Drugie tyle miało przychody sięgające 49 mln USD. Średnie zatrudnienie w 42% badanych firm wynosiło między 50 a 250 pracowników.

Warszawa liderem rynku biurowego w Polsce. 44% całkowitej aktywności najemców w kraju

W pierwszej połowie 2025 roku warszawski rynek biurowy potwierdził swoją dominującą pozycję w kraju. Do użytku oddano ponad 85 000 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej, a całkowity wolumen najmu osiągnął 301 000 m kw., co stanowiło 44% całkowitej aktywności najemców w Polsce. Pomimo ograniczonej liczby nowych inwestycji, rynek pozostaje stabilny. Czynsze utrzymują się na stałym poziomie, a najemcy koncentrują się na zrównoważonych i doskonale zlokalizowanych obiektach.

Warszawski rynek biurowy utrzymuje pozycję lidera w kraju zarówno pod względem wielkości zasobów, jak i aktywności najemców. Na koniec czerwca 2025 roku całkowita powierzchnia biurowa w stolicy wyniosła 6,33 mln m kw., co stanowiło niemal połowę wszystkich zasobów biurowych w Polsce. W pierwszej połowie 2025 roku oddano do użytku ponad 85 000 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego aż 80 000 m kw. przypadło na drugi kwartał, co było najwyższym kwartalnym wynikiem od trzech lat.

„Oddanie do użytku największej realizacji w pierwszym półroczu – biurowca The Bridge (Ghelamco) o powierzchni 47 000 m kw., to ważny punkt na mapie stołecznych inwestycji biurowych. Mimo tej spektakularnej realizacji, skala nowej podaży pozostaje ograniczona. Aktualnie w budowie znajduje się zaledwie 130 000 m kw. powierzchni, z czego większość powstaje w centralnych lokalizacjach, co potwierdza koncentrację nowych projektów w najbardziej prestiżowych częściach miasta,” komentuje Michał Kusy, analityk w dziale badań rynku w Knight Frank.

Popyt najemców utrzymuje się na wysokim poziomie. W I połowie 2025 roku wynajęto łącznie 301 000 m kw. powierzchni biurowej, co odpowiada 44% całkowitego wolumenu transakcji w Polsce. W strukturze najmu dominowały renegocjacje (43%) oraz nowe umowy (ponad 40%), natomiast ekspansje firm stanowiły 8% całkowitej aktywności.

„Widzimy wyraźną polaryzację rynku – najemcy coraz częściej wybierają biura oferujące najwyższy standard techniczny, środowiskowy i lokalizacyjny. To właśnie w centralnych lokalizacjach stolicy odnotowaliśmy wzrost popytu aż o 32% w porównaniu z rokiem ubiegłym,” – dodaje Mariusz Dąbkowski, starszy negocjator w Knight Frank

Dodatkowo, coraz większe znaczenie w decyzjach najemców odgrywają kwestie związane
ze zrównoważonym rozwojem. W I połowie roku aż 71% wynajętej powierzchni przypadało na budynki z zielonymi certyfikatami środowiskowymi, a niemal połowa (48%) na obiekty o najwyższych klasach certyfikacji, takich jak BREEAM Excellent, Outstanding czy LEED Platinum.

Pomimo stosunkowo wysokiej nowej podaży, poziom pustostanów w Warszawie wzrósł tylko nieznacznie. W II kwartale 2025 roku wyniósł 10,8%, co oznacza wzrost o 0,3 pp. w porównaniu do poprzedniego kwartału. W centralnych strefach miasta (COB, Centrum, Rondo Daszyńskiego) poziom ten jest istotnie niższy i wynosi zaledwie 7,8%, podczas gdy w strefach pozacentralnych sięga 13,3%. Najniższy wskaźnik pustostanów odnotowano na Mokotowie – 5,4%, z wyłączeniem Służewca, gdzie nadal utrzymuje się on na najwyższym poziomie – 21,1%.

Czynsze wywoławcze w II kwartale 2025 roku pozostały stabilne. W lokalizacjach centralnych mieściły się zazwyczaj w przedziale od 18 do 28 EUR/m kw./miesiąc, przy czym w najbardziej prestiżowych projektach przekraczały tę wartość. Poza centrum stawki wynosiły od 10 do 17 EUR/m kw./miesiąc. Opłaty eksploatacyjne również nie uległy zmianie i utrzymują się w zakresie od 18 do 38 PLN/m kw./miesiąc.

Czy transparentność płac zmieni rynek pracy? Specjaliści mówią „tak”

7 czerwca 2026 roku przypada termin wdrożenia przepisów bazujących na dyrektywie Unii Europejskiej o równości i jawności wynagrodzeń. Pierwszym krokiem w tym kierunku było uchwalenie w maju br. nowelizacji Kodeksu pracy, nakładającej na pracodawców nowe obowiązki, m.in. związane z informowaniem kandydatów o przewidzianym wynagrodzeniu. Jak wynika z najnowszego badania Hays Poland, pracownicy przyjmują te zmiany z optymizmem. Zdecydowana większość specjalistów i menedżerów liczy bowiem na to, że dzięki nowym przepisom, informacje o zarobkach przestaną być utajniane.

  • 65 proc. specjalistów i menedżerów uważa, że nowelizacja Kodeksu pracy o przepisy dot. jawności płac faktycznie zwiększy dostęp do tej informacji w procesach rekrutacyjnych.

  • Już w 2024 roku 79 proc. pracowników i 67 proc. pracodawców twierdziło, że ujawnianie płac ma sens, choć firmy, które były gotowe na nadchodzące zmiany, stanowiły mniejszość.
  • Rynek potrzebuje równych i transparentnych rekrutacji, a profesjonaliści pokładają w nowych przepisach duże nadzieje. Entuzjazm ten powoduje, że mogą przyglądać się działaniom pracodawców jeszcze dokładniej.

Polski rynek pracy jest coraz bliżej wdrożenia zmian mających na celu wyrównanie płac i zwiększenie przejrzystości procesów rekrutacyjnych. Choć zgodnie z nowymi przepisami pracodawcy nadal nie będą zobligowani do podawania informacji o wynagrodzeniu w ofertach pracy, to kandydaci patrzą w przyszłość z entuzjazmem.

Specjaliści pokładają w nowych przepisach duże nadzieje

Pieniądze były od lat tematem tabu – zarówno dla profesjonalistów, jak i firm. Tak wynika z badania opisanego na łamach raportu agencji doradztwa personalnego Hays Poland i kancelarii Baker McKenzie „Wynagrodzenia – największe tabu polskiego rynku pracy?” z 2024 roku. Nie dość, że tylko 15 proc. specjalistów przyznało wówczas, że znane są im wynagrodzenia kolegów i koleżanek z zespołu, to w dodatku aż 77 proc. organizacji zadeklarowało brak transparentności płac w organizacji. Obie strony były jednak zgodne: jawność ma sens.

Ponad rok od premiery raportu, po pracach nad zmianami w Kodeksie pracy, specjaliści nadal wykazują się dużym entuzjazmem względem jawności płac. Potwierdzają to wyniki najnowszego badania Hays przeprowadzonego w okresie od czerwca do lipca 2025 roku wśród ponad 800 specjalistów i menedżerów. Aż 65 proc. profesjonalistów zgadza się ze stwierdzeniem, iż nowe przepisy faktycznie zwiększą jawność wynagrodzeń w rekrutacji. Zaledwie 13 proc. uważa, że nowe przepisy nie wpłyną na praktyki pracodawców.

Czy uważasz, że nowe przepisy o transparentności płac realnie zwiększą jawność wynagrodzeń w rekrutacji?

Zdecydowanie tak 41%
Raczej tak 24%
Trudno powiedzieć 22%
Raczej nie 8%
Zdecydowanie nie 5%

Źródło: badanie Hays Poland, czerwiec-lipiec 2025

Brak transparentności firm stwarza warunki sprzyjające powstawaniu nieuzasadnionych dysproporcji wynagrodzeń, utrzymywaniu luki płacowej pomiędzy kobietami i mężczyznami oraz niepotrzebnemu wydłużaniu procesów rekrutacyjnych. Specjaliści są już tym zmęczeni i pokładają duże nadzieje w odgórnych zmianach przepisów. Ich niezadowolenie z obecnych praktyk przejawia się również w decyzjach, jakie podejmują. Nasze poprzednie badanie wykazało bowiem, że 36 proc. kandydatów zazwyczaj rezygnuje z aplikowania na ofertę pracy, jeśli brakuje w niej kluczowych elementów. A większość z nich uznaje za taki informację o oferowanym wynagrodzeniu.” – komentuje Agnieszka Czarnecka, Head of HR Consultancy na Europę Środkowo-Wschodnią w Hays.

To, jak w praktyce firma podejdzie do nowych zasad, może mieć duży wpływ na jej wizerunek oraz konkurencyjność na rynku.

Oczekiwania kontra rzeczywistość: czy zmiana w rekrutacjach faktycznie nadejdzie?

Ze znowelizowanych przepisów wynika m.in., że pracodawcy zobowiązani są do podania informacji o wynagrodzeniu w treści ogłoszenia rekrutacyjnego, przed rozmową kwalifikacyjną lub nawiązaniem stosunku pracy. W rzeczywistości może się zatem okazać, że dotychczasowe praktyki firm nie ulegną zmianie. Skąd zatem tak duży optymizm kandydatów?

Jak zauważa Agnieszka Czarnecka: „Rosnąca liczba pracodawców i kandydatów przekonuje się o tym, że dzięki ujawnianiu informacji o oferowanym wynagrodzeniu – już na wczesnym etapie rekrutacji – procesy stają się szybsze, efektywniejsze i tym samym tańsze. Stąd też, nawet jeżeli nie z chęci skrupulatnego wypełnienia obowiązków wynikających z prawa, to chociażby dla samej przewagi nad innymi rekrutującymi firmami, organizacje nie powinny zwlekać z ujawnianiem informacji o przewidzianym wynagrodzeniu.”

Pozytywna ocena wpływu nowych przepisów na praktyki stosowane na polskim rynku pracy może również wynikać z rosnącej dojrzałości i świadomości jego uczestników. Pracownicy coraz więcej mówią o potrzebie zmian w zakresie transparentności wynagrodzeń, a firmy nie pozostają głuche na ich potrzeby. Potwierdzają to wyniki badania opisane w raporcie Hays i Baker McKenzie – aż 65 proc. pracodawców uważa, że wykazywanie się transparentnością w kontekście wynagrodzeń wiąże się przede wszystkim ze zwiększeniem efektywności i czasu trwania rekrutacji. Kolejne 32 proc. przyznaje, że działa to pozytywnie na wizerunek firmy.

Jak zrobić to dobrze?

Niezależnie od preferencji firm czy pracowników, zmiany będą musiały nastąpić. W perspektywie długofalowej, jawność to przede wszystkim korzyści, jednak należy się do niej solidnie przygotować.

O czym należy pamiętać z punktu widzenia HR? „Kluczowe są trzy działania: uporządkowanie i ustandaryzowanie procesu ustanawiania wysokości wynagrodzeń, wartościowanie stanowisk oraz regularne przeglądy siatki płac. W kontekście procesu zwiększania jawności wynagrodzeń w organizacjach będzie to miało pozytywny wpływ nie tylko na zatrzymywanie i pozyskiwanie talentów, ale również relacje pomiędzy pracownikami, współpracę i spadek liczby konfliktów. Już teraz potwierdzają to firmy, które zdecydowały się ujawnić płace nawet w ograniczonym zakresie.” – podkreśla Agnieszka Czarnecka z Hays.

Ponadto, w kontekście nowych rekrutacji, warto dokonać bilansu potencjalnego ryzyka i korzyści. Może bowiem okazać się, że zalet tego rozwiązania będzie więcej niż wad. Praktyka pokazuje, że ogłoszenie zawierające szczegółową informację o wynagrodzeniu jest w stanie przyciągnięć większą liczbę odpowiednich i bardziej zdecydowanych kandydatów. Dzięki temu proces jest szybszy i prostszy.

Decyzja Fed w cieniu ceł i politycznej presji. Dolar może zyskać

Fed ponownie oprze się presji ze strony prezydenta Trumpa i w środę piąty raz z rzędu utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie.

Kluczowe punkty:

  • Fed po raz piąty z rzędu utrzyma stopy na niezmiennych poziomach.
  • Amerykański rynek pracy radzi sobie dobrze, inflacja rośnie.
  • Dwoje członków FOMC może zagłosować za cięciem.
  • Powell ma pozytywnie wypowiadać się odnośnie gospodarki, przyjąć postawę wait-and-see.
  • Nie będzie dot plotu i nowych projekcji gospodarczych.
  • Rynki wyceniają prawdopodobieństwo cięcia we wrześniu na 2/3.

Po ogłoszeniu 2 kwietnia ceł przez Donalda Trumpa rynki szybko zaczęły wyceniać bardziej agresywne tempo obniżek stóp procentowych Fedu w 2025 r. ze względu na spekulacje, że restrykcje handlowe wywołają spowolnienie w największej gospodarce świata. Obecnie nie tylko rozpoczęło się podpisywanie porozumień (z których za najistotniejsze uznajemy te z Unią Europejską i Japonią), ale też nie widać oznak spowolnienia. Wydaje się, że w II kwartale PKB USA doświadczy odbicia, po tym jak w I nieznacznie się skurczył. Wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej rosną, konsumenci okazują się odporni, a na rynku pracy w dobrym tempie przybywa miejsc. Jednocześnie inflacja w czerwcu ponownie wzrosła, do najwyższego od czterech miesięcy poziomu 2,7%.

Wykres 1: Dynamika miejsc pracy w sektorach pozarolniczych (2023 – 2025)

Wszystko to oznacza, że Fed w tym tygodniu niemal na pewno ponownie utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie – wyceny kontraktów futures sugerują, że prawdopodobieństwo cięcia jest bliskie zeru. Prezes Jerome Powell wielokrotnie powtarzał, że bank czeka, aż uzyska większą klarowność w kontekście postępów w negocjacjach handlowych i wpływu ceł na amerykańską gospodarkę – tak zrobi zapewne również podczas środowej konferencji. Cła prawdopodobnie będą miały negatywny wpływ na wzrost gospodarczy w USA, a do tego oczekuje się, że będą oddziaływać w kierunku wyższej inflacji, choćby tymczasowo. Oznacza to, że bez kolejnych odczytów nie da się dokładnie określić dalszego harmonogramu ani tempa cięć stóp procentowych.

Możliwe jednak, że głosowanie nie będzie jednomyślne – Christopher Waller i Michelle Bowman (oboje powołani przez Trumpa podczas jego pierwszej kadencji w Białym Domu) opowiadali się za ich obniżką już w lipcu. Choć zdarza się, że oficjele Fedu się wyłamują, nie dochodzi do tego często. Zgodnie z naszymi wyliczeniami ok. 85% głosowań FOMC od początku 2020 r. było jednomyślne, do wyłamania się dwojga prezesów poszczególnych banków systemu (a nie tylko głosujących członków) podczas jednego posiedzenia doszło zaś po raz ostatni ponad 30 lat temu w 1993 r. Interesującym wątkiem jest to, że Waller jest jedną z osób, które mogą zastąpić Powella na stanowisku prezesa Fedu, a jego opowiedzenie się za obniżką bez wątpienia spotkałoby się z uznaniem prezydenta.

Inwestorzy będą również uważnie śledzić konferencję prasową Powella, wypatrując wskazówek na temat możliwości cięcia we wrześniu, które pozostaje bazowym scenariuszem rynkowym (wyceniane w kontraktach futures na 66%). Sądzimy, że Powell ponownie będzie wypowiadał się z optymizmem o warunkach na rynku pracy, który prawdopodobnie raz jeszcze określi jako „solidny”. Może również ponownie ostrzec, że Fed spodziewa się latem wyższej inflacji w wyniku ceł. Spodziewamy się ponownego stwierdzenia, że Fed otrzyma w trakcie lata wiele nowych informacji, raczej jednak nie posunie się do wspomnienia w tym kontekście o wrześniowym posiedzeniu.

Sytuacja Fedu jest obecnie dość trudna. Można by argumentować, że ryzyka dla wzrostu stwarzane przez zwiększoną niepewność handlową powinny uzasadniać silniejsze rozluźnianie polityki monetarnej. Ostatnie dane gospodarcze są jednak dość dobre, a implikacje inflacyjne ceł nie uległy jeszcze pełnej materializacji. Uważamy więc, że decydenci nie są w odpowiednim miejscu, by obniżyć stopy procentowe lub choćby zasygnalizować, że są tego bliscy. Utrzymanie ostrożnej postawy wait-and-see pozwala naszym zdaniem pozostawić otwartą furtkę dla wrześniowego cięcia bez zobowiązywania się do takiego działania.

Wykres 2: Oczekiwania inflacyjne wg Uniwersytetu Michigan (2015 – 2025)

Jeśli chodzi o reakcję rynku walutowego, komentarze podkreślające siłę rynku pracy w USA i wyrażające jednocześnie obawy o podwyższoną inflację prawdopodobnie wesprą dolara, szczególnie biorąc pod uwagę skalę jego deprecjacji od początku roku. Wyprzedaży amerykańskiej waluty możemy się zaś spodziewać, jeśli Powell wyrazi przekonanie, że spowodowany cłami skok inflacji jest tymczasowy, a przy tym wprost stwierdzi, że do wrześniowego posiedzenia Fed będzie wiedział znacznie więcej.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (30.07) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autor: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

Transformacja sektora obronnego przyspiesza. Polska z szansą na silniejszą pozycję

Rosnąca niestabilność geopolityczna, przyspieszona cyfryzacja oraz zmiana podejścia do odporności łańcuchów dostaw – to tylko niektóre z czynników wpływających na przyszłość sektora lotnictwa i obronności. Z raportu KPMG „Emerging Trends in Aerospace and Defense 2025” wynika, że światowi liderzy firm z tych branż koncentrują się dziś na inwestycjach w innowacje, reorganizacji struktur operacyjnych oraz budowie elastycznych partnerstw sprzyjających skalowaniu rozwiązań.

Wśród najważniejszych trendów zidentyfikowanych przez ekspertów KPMG znalazła się m.in. inżynieria modelowa i wykorzystanie danych w czasie rzeczywistym. Przemysł w coraz większym zakresie wdraża technologie cyfrowe umożliwiające testowanie i optymalizację systemów bez konieczności ich fizycznego prototypowania. Rośnie także nacisk na działania uodparniające łańcuchy dostaw firmy z sektora lotnictwa i obronności przechodzą do podejścia skoncentrowanego na niezawodności dostaw, lokalizacji produkcji (ang. nearshoring) i dywersyfikacji źródeł komponentów. Ponadto na znaczeniu operacyjnym zyskuje cyberbezpieczeństwo, co podyktowane jest m.in. wzrostem liczby połączonych systemów, w tym w infrastrukturze krytycznej.

Dla Polski obecna sytuacja to moment strategicznej szansy. Po latach ograniczonego udziału w globalnym przemyśle obronnym możemy realnie wzmocnić swoją pozycję jako partner technologiczny i produkcyjny w ramach struktur NATO i UE. Konflikt w Ukrainie uświadomił krajom Europy, jak ważna jest regionalna zdolność do szybkiego reagowania – zarówno pod względem produkcji, jak i kompetencji inżynieryjnych. Jednocześnie wciąż mamy wiele do nadrobienia w zakresie współpracy między sektorem publicznym a prywatnym oraz lepszego wykorzystania potencjału naszych ośrodków badawczo-rozwojowych. Jeśli chcemy odegrać większą rolę w europejskim ekosystemie lotnictwa i obronności, potrzebujemy bardziej konsekwentnej polityki przemysłowej i inwestycji w wyspecjalizowane kompetencje. Mamy ku temu podstawy – teraz kluczowe będzie ich skoordynowane uruchomienie – komentuje Iwona Sprycha, Partner, Deal Advisory, KPMG w Polsce.

Raport KPMG zwraca uwagę również na znaczenie transformacji organizacyjnej – firmy z branży lotniczej i obronnej odchodzą od hierarchicznych modeli zarządzania na rzecz bardziej zwinnych struktur, opartych na zespołach międzyfunkcyjnych i krótszych cyklach decyzyjnych. Zmienia się też podejście do innowacji – priorytetem staje się szybkie wdrażanie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, automatyzacji i inżynierii cyfrowej. Jednocześnie inwestycje w rozwój kompetencji – zarówno technicznych, jak i przywódczych – stają się nieodzownym elementem budowania przewagi konkurencyjnej.

O raporcie:

Raport „Emerging Trends in Aerospace and Defense 2025” powstał na podstawie pogłębionych rozmów z liderami branży lotnictwa i obronności z całego świata – przedstawicielami producentów, dostawców, instytucji publicznych i firm technologicznych. Eksperci KPMG przeanalizowali zarówno bieżące wyzwania operacyjne, jak i długofalowe strategie firm, uwzględniając wpływ czynników geopolitycznych, technologicznych i regulacyjnych. Publikacja opiera się na autorskiej analizie dziesięciu kluczowych trendów, które kształtują przyszłość sektora.

Wydatki publiczne przekroczyły 1,8 bln zł, czyli 49,4% PKB i nadal rosną szybciej niż gospodarka

W 2024 roku wydatki publiczne w Polsce wyniosły 1,8 biliona złotych, czyli 49,4% PKB – więcej niż średnia w Unii Europejskiej. W przeliczeniu na jednego mieszkańca to blisko 48 tys. zł, a na jednego pracującego – ponad 103 tys. zł. Dane pochodzą z najnowszej, czternastej edycji raportu „Rachunek od państwa” przygotowanego przez Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR).

Raport pokazuje, jak rosnące wydatki publiczne przekładają się na wyższe podatki dziś lub w przyszłości. Jak przypomniano w opracowaniu, wydatki państwa finansowane są wyłącznie z dwóch źródeł – z podatków oraz z długu publicznego, który w kolejnych latach skutkuje dodatkowymi kosztami dla obywateli.

„Nie ma czegoś takiego jak pieniądze publiczne, są tylko pieniądze podatników” – przypomina FOR, cytując Margaret Thatcher.

Wydatki rosną szybciej niż gospodarka

Od 2015 roku udział wydatków publicznych w PKB wzrósł o 7,9 punktu procentowego – najszybciej w całej Unii Europejskiej. W 2025 roku mogą one przekroczyć 50% PKB.
FOR wskazuje trzy główne przyczyny tej sytuacji:

  1. Relatywnie szybki wzrost gospodarczy – wspierany m.in. przez napływ pracowników z Ukrainy, maskował rosnące problemy strukturalne.
  2. Wzrost obciążeń fiskalnych – w latach 2015–2024 podatki i składki zwiększyły się o 4,4% PKB, co daje Polsce trzecie miejsce w regionie pod względem ich wysokości (po Słowenii i Chorwacji).
  3. Rosnące zadłużenie sektora publicznego – dług wzrósł w tym okresie o 118%, czyli o ponad 21 tys. zł na mieszkańca.

Emerytury i renty największym wydatkiem państwa

Największą kategorią wydatków pozostają świadczenia emerytalne i rentowe – w przeliczeniu na jednego mieszkańca wyniosły 13 369 zł, czyli więcej niż łącznie na ochronę zdrowia (5 762 zł) i edukację (5 076 zł).

Według FOR, utrzymanie wysokich wydatków emerytalnych bez reform grozi dalszym obciążeniem budżetu i spowolnieniem rozwoju gospodarki. Organizacja od lat postuluje m.in.:

  • stopniowe podnoszenie wieku emerytalnego,
  • włączenie rolników, sędziów, prokuratorów i służb mundurowych do powszechnego systemu,
  • likwidację przywilejów wcześniejszych emerytur,
  • rezygnację z dodatkowych świadczeń, takich jak „trzynastki” i „czternastki”.

W latach 2015–2024 wydatki socjalne wzrosły realnie o 62%, co było czwartym najwyższym wynikiem w UE. W relacji do PKB wzrosły o 2,8 punktu procentowego – najszybciej spośród wszystkich państw członkowskich.

Odsetki od długu coraz większym obciążeniem

Po latach stabilnych kosztów obsługi długu, wzrost stóp procentowych od 2021 roku spowodował gwałtowne zwiększenie wydatków na odsetki.

W 2024 roku Polacy zapłacili w przeliczeniu na mieszkańca 225 zł więcej niż rok wcześniej – łącznie około 2 400 zł.

W 2025 roku koszt obsługi długu ma przekroczyć 2 600 zł na osobę, co oznacza, że Polska znajdzie się w czołówce państw UE pod względem kosztów zadłużenia – ustępując jedynie Węgrom i Rumunii.

Dla porównania, koszt programu „800+” to ok. 1 705 zł na mieszkańca.

Wydatki na obronność: rekordowe, ale nie decydują o deficycie

Wydatki na armię w 2024 roku wyniosły 3,8% PKB, co plasuje Polskę na pierwszym miejscu w NATO (przy średniej 2,7%).

Od 2015 roku nakłady na obronę wzrosły o 1,6 punktu procentowego PKB, jednak – jak zauważa FOR – nie tłumaczy to całości wzrostu wydatków publicznych.

W przeliczeniu na mieszkańca oznacza to wzrost z 803 zł w 2015 roku do 3 585 zł w 2024 roku.

Jednocześnie całkowite wydatki państwa zwiększyły się o ponad 17 tys. zł na mieszkańca – a wydatki wojskowe odpowiadają za ok. 14% tego wzrostu.

Deficyt i dług publiczny: Polska pod unijną kontrolą

W 2024 roku deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniósł 6,6% PKB – drugi najwyższy w UE.

Komisja Europejska prognozuje, że w 2025 roku spadnie jedynie do 6,1% PKB, a Międzynarodowy Fundusz Walutowy przewiduje, że deficyt przekroczy 3% PKB aż do 2030 roku.

Od 2024 roku Polska jest ponownie objęta procedurą nadmiernego deficytu, zawieszoną wcześniej w czasie pandemii i wojny w Ukrainie.

Choć w ramach programu ReArm Europe możliwe jest zwiększenie wydatków obronnych o 1,5% PKB, FOR podkreśla, że to nie wydatki wojskowe są główną przyczyną deficytu, lecz nadmierne wydatki socjalne i strukturalny wzrost kosztów państwa.

Struktura sektora finansów publicznych

Raport zwraca uwagę, że wydatki publiczne nie ograniczają się do budżetu centralnego.
System obejmuje ponad 61 tysięcy jednostek, w tym szkoły, uczelnie, szpitale, samorządy, fundusze celowe (ZUS, NFZ, KRUS), a także liczne instytucje państwowe i spółki, takie jak zarządy cmentarzy komunalnych, parki miejskie czy studia filmowe „TOR”, „Zebra”, „Kadr”.

Wnioski

Wydatki publiczne w Polsce osiągnęły rekordowy poziom – 1,8 bln zł – i nadal rosną szybciej niż gospodarka. Coraz większe transfery socjalne i koszt obsługi długu ograniczają możliwości inwestycyjne państwa, a utrzymanie wysokiego poziomu wydatków bez reform grozi dalszym zadłużaniem i wyższymi podatkami w przyszłości.

FOR apeluje o powrót do odpowiedzialnej polityki fiskalnej, która ograniczy tempo wzrostu wydatków, a środki publiczne skieruje w stronę działań sprzyjających rozwojowi i trwałemu wzrostowi gospodarczemu.

Kurs dolara górą, bo Trump znów ugrał swoje. Co dalej ze złotym?

Informacje o porozumieniu handlowym USA z UE wyrwały złotego z wakacyjnego letargu, para EUR/PLN wciąż pozostaje jednak w ciasnym przedziale. Wyprzedaż euro sugeruje, że inwestorzy odbierają porozumienie jako silnie niezrównoważone, na czym zyskuje dolar. Niepewność związana ze zbliżającym się terminem wprowadzenia ceł (01.08) maleje, kalendarz makroekonomiczny na nadchodzące dni jest jednak wyjątkowo intensywny.

Kluczowe punkty:

  • UE i Japonia zawarły porozumienia handlowe z USA.
  • Amerykańska gospodarka pozostaje silna.
  • Poniedziałkowe umocnienie USD ciąży PLN.
  • EBC utrzymał stopy procentowe i zasugerował koniec rozluźniania.
  • GBP traci przez słabsze odczyty gospodarcze z Wlk. Brytanii.

Postępy w negocjacjach handlowych po „dniu wyzwolenia” były ślamazarne, w końcu widzimy jednak ich namacalne efekty. Nieco optymizmu wlało w serca inwestorów już środowe porozumienie na linii USA–Japonia, które dało nadzieję na to, że Stany skłonne będą do kompromisów. W weekend ogłoszono zaś ramową umowę z Unią Europejską, zgodnie z którą na większość eksportowanych ze wspólnoty dóbr zostaną nałożone cła w wysokości 15%, co kończy miesiące gorączkowych spekulacji i ogromnej niepewności.

Zwłaszcza to drugie jest dla rynków wyjątkowo dobrą wiadomością, co widać zarówno na giełdach amerykańskich, jak i europejskich. Inwestorzy przygotowywali się na możliwość znacznie wyższych ceł po obu stronach Atlantyku, co prawdopodobnie miałoby ogromny wpływ na globalną gospodarkę. Choć wiele szczegółów porozumienia musi zostać jeszcze doprecyzowane, a same cła bez wątpienia będą miały negatywny wpływa na wzrost gospodarczy, inwestorzy i tak mogą odetchnąć z ulgą, nie spełnił się bowiem najgorszy scenariusz.

Ruchy na rynku walutowym będą w tym tygodniu podyktowane konsekwencjami zawartych w ostatnich dniach porozumień handlowych i wszelkimi informacjami dotyczącymi prowadzonych w ostatniej chwili negocjacji z innymi krajami. Dodatkowo dotrą do nas dane z USA i strefy euro dotyczące PKB w II kwartale (środa 30.07) oraz odczyty inflacyjne z Polski i Wspólnoty (czwartek 31.07 i piątek 01.08), a w środę (30.07) FOMC podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych.

PLN

Słabe twarde dane ekonomiczne za czerwiec i oporny wzrost płac (9%), mogący podtrzymywać presję inflacyjną na dłużej, nie wpłynęły istotnie na złotego. W zakresie krajowych odczytów szansę na to mają kluczowe dane inflacyjne za lipiec (czwartek 31.07). Przypomnijmy, że podczas ostatniej konferencji prasowej prezes NBP Adam Glapiński zaznaczył, że powinna znaleźć się ona w zakresie celu banku, a to oznaczałoby spadek do wartości nieprzekraczającej 3,5% i sięgnięcie najniższych poziomów od przeszło roku. Dane te są tym istotniejsze, że będą mieć bezpośredni wpływ na skalę cięć stóp procentowych w tym roku. Jeżeli nie przyniosą one podwyższonej zmienności, złoty pozostanie zależny od czynników zewnętrznych zapewne aż do ostatnich dni sierpnia, kiedy rozpocząć mogą się spekulacje na temat decyzji Rady.

Na arenie międzynarodowej zaś coraz mniej niewiadomych, niedziela przyniosła bowiem porozumienie handlowe na linii USA–UE. W ramach ustaleń eksport większości towarów z Unii Europejskiej do Stanów Zjednoczonych objęty zostanie stawką 15% bez ceł w drugą stronę. Ponadto Unia zobowiązuje się do zakupu energii z USA za 750 mld USD, inwestycji 600 mld USD w amerykańską gospodarkę oraz znacznych ilości amerykańskiego sprzętu wojskowego. Istotnie asymetryczny układ można uznać za swego rodzaju porażkę europejskich negocjatorów. O ile podkreślany wielokrotnie przez prezydenta Trumpa deficyt USA w handlu towarami z UE rzeczywiście jest zauważalny, o tyle równie widoczny jest surplus w zakresie usług, a groźby dodatkowych obciążeń dla amerykańskich spółek technologicznych miały stanowić kluczową kartę przetargową.

W obliczu malejącej niepewności oraz świetnych danych makroekonomicznych z ostatnich tygodni zyskuje dolar. Do wczesnych godzin popołudniowych jego umocnienie względem euro sięgnęło już blisko 0,7%. Traci na tym złoty, który został wyrwany z wakacyjnego letargu. Skala osłabienia jest jednak relatywnie niewielka – kurs EUR/PLN odnotował wzrost o zaledwie 0,3% i raczej nie wyjdzie poza bardzo wąski przedział, w którym porusza się od kwietniowego „dnia wyzwolenia”.

EUR

Doniesienia, że Unia Europejska jest bliska zawarcia ramowego porozumienia z USA, oraz względnie jastrzębi ton prezeski Lagarde podczas wieńczącej lipcowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego konferencji prasowej wspierały w ubiegłym tygodniu euro. Choć samo posiedzenie nie przyniosło rewelacji – utrzymano stopy procentowe na niezmienionym poziomie i powtórzono, że polityka monetarna jest w „dobrym miejscu” – to komunikaty prezeski Christine Lagarde można uznać za nieco zaskakujące. Wyraziła ona dużą pewność w kontekście inflacji i nie próbowała obniżać wyceny euro, co wsparło nieznacznie wspólną walutę. W obliczu nowych informacji dotyczących polityki handlowej spodziewamy się, że EBC na kilku kolejnych posiedzeniach nie zmieni swojej polityki monetarnej. Nie można też wykluczyć, że dokonał już ostatniej obniżki stóp procentowych w obecnym cyklu.

W środę (30.07) opublikowane zostaną wstępne dane o PKB w II kwartale, a w piątek (01.08) wstępny odczyt inflacji w lipcu, przy czym na euro największy wpływ będą miały zapewne skutki porozumienia handlowego. Rynki akcji jak dotąd pozytywnie reagują na wiadomość o nim, euro doświadcza jednak wyprzedaży, co może sugerować, że ostateczny kształt ugody nieco odbiega od tego, co było wyceniane.

USD

Amerykańska gospodarka wciąż nie zwalnia. Firmy wydają się w dużej mierze odporne na niepewność spowodowaną cłami Trumpa – tak przynajmniej pozwala sądzić zbiorczy PMI od S&P za lipiec, który wzrósł do najwyższego od grudnia poziomu 54,6. Nie widać również oznak masowych zwolnień, a ubiegłotygodniowa liczba nowych deklaracji bezrobotnych była najniższa od kwietnia. Nieco zaskakuje, że ostatnia siła amerykańskiej gospodarki nie znalazła dotąd odzwierciedlenia w kursie dolara, może to jednak wynikać z utrzymujących się obaw przed piątkowym (01.08) terminem wprowadzenia ceł.

Poza rozwojem sytuacji handlowej istotna dla rynków będzie decyzja FOMC (środa 30.07). Choć nie spodziewamy się zmiany stóp procentowych, możliwe, że dojdzie do nieczęstej sytuacji, w której kilkoro członków się wyłamie i opowie się za ich obniżką. Prezes Jerome Powell prawdopodobnie odroczy jednak decyzję, podkreślając ponownie, że aby Fed miał lepszy ogląd sytuacji, potrzeba więcej danych dotyczących ekonomicznych implikacji ceł, a na potencjalne cięcia Komitet może zdecydować się dopiero na jesieni.

GBP

Kolejna porcja rozczarowujących danych ekonomicznych z ubiegłego tygodnia zwiększyła obawy dotyczące kondycji brytyjskiej gospodarki, przez co funt w dalszym ciągu radził sobie gorzej niż większość pozostałych walut G10. Sprzedaż detaliczna w czerwcu i zbiorczy PMI za lipiec zaskoczyły w dół i były spójne z narracją o stagnacji. Informacje, że brytyjski rząd zapożyczył się w czerwcu na większą skalę, niż oczekiwano, również nie zmniejszyły presji na kanclerz Rachel Reeves, która jesienią niemal na pewno będzie musiała ponownie podnieść podatki, by uniknąć fiskalnej katastrofy.

Szybko postępujące pogorszenie się sytuacji gospodarczej jest problematyczne dla Banku Anglii i rodzi pytanie, czy Komitet uzna za priorytet wsparcie wzrostu i rynku pracy, czy utrzymanie stabilnych cen. Wciąż uważamy, że obniżka stóp procentowych o 25 pb. w sierpniu jest wysoce prawdopodobna, obawy dotyczące inflacji mogą jednak sprawić, że późniejsze cięcia będą przeprowadzane co najwyżej w stopniowym tempie.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan i Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

UODO: Polityka rozwoju sztucznej inteligencji powinna silniej chronić prywatność obywateli

Polityka rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce do 2030 roku wymaga zdecydowanego wzmocnienia w zakresie ochrony danych osobowych i prawa do prywatności – uważa Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski. W przesłanych Ministerstwu Cyfryzacji uwagach do projektu dokumentu wskazuje na szereg braków i konieczność pogłębienia przepisów w duchu konstytucyjnych gwarancji oraz unijnych regulacji.

Uwagi Prezesa UODO zostały wypracowane po przeprowadzeniu wewnętrznych konsultacji z ekspertami urzędu oraz Społecznego Zespołu Ekspertów ds. sztucznej inteligencji. Główna konkluzja? Projekt polityki AI przedstawia zbyt ogólne podejście do kwestii bezpieczeństwa danych, pomijając sektorowe różnice oraz konkretne zagrożenia wynikające z wykorzystywania AI w administracji, ochronie zdrowia czy sądownictwie.

Ochrona danych osobowych jako zasada horyzontalna

Prezes Wróblewski podkreśla, że ochrona prywatności i danych osobowych powinna być traktowana jako zasada horyzontalna – obowiązująca niezależnie od sektora: czy to infrastruktura, zdrowie, edukacja, administracja publiczna, innowacje, czy otwarte dane.

– Wdrażanie sztucznej inteligencji w działaniach państwa wymaga najpierw przeglądu obowiązujących przepisów oraz stworzenia przejrzystych podstaw prawnych, zgodnych z konstytucyjną zasadą praworządności – wskazuje Prezes UODO.

W jego ocenie szczególnie wrażliwe są te obszary, które wiążą się z przetwarzaniem danych biometrycznych, zdrowotnych, genetycznych czy dotyczących karalności – np. w systemach stosowanych przez sądy czy szpitale.

Obowiązek oceny skutków dla praw podstawowych

Prezes UODO zaznacza, że każde działanie legislacyjne dotyczące AI powinno być poprzedzone rzetelną oceną wpływu na prawa podstawowe obywateli. Jego zdaniem obecna wersja „Polityki AI” nie przewiduje takiej praktyki w wystarczającym zakresie, co grozi wprowadzeniem rozwiązań zagrażających prywatności i autonomii jednostki.

Zwraca również uwagę na konieczność stworzenia publicznego rejestru systemów sztucznej inteligencji wykorzystywanych przez administrację publiczną – wraz z opisem ich funkcji, podstaw prawnych działania, celów i skutków zastosowania.

Potrzeba jasnych ram regulacyjnych

Wśród postulatów Prezesa UODO znalazły się m.in.:

  • doprecyzowanie roli Prezesa UODO jako niezależnego organu nadzorującego ochronę danych w kontekście AI,
  • uzupełnienie polityki AI o obowiązek zgodności z RODO, unijnym AI Act oraz Konwencją 108+,
  • klasyfikacja danych przetwarzanych w Polsce według stopnia ich wrażliwości,
  • określenie zasad przetwarzania danych krytycznych w infrastrukturze krajowej,
  • wskazanie ryzyk związanych z pseudonimizacją i wykorzystaniem danych otwartych.

W ocenie UODO to właśnie brak regulacji dotyczących pseudonimizacji i otwartych danych może prowadzić do pozornego zapewnienia anonimowości przy jednoczesnej możliwości ponownej identyfikacji obywatela.

Edukacja cyfrowa kluczowa dla odpowiedzialnego rozwoju AI

Urząd podkreśla również znaczenie działań edukacyjnych. W ocenie Prezesa Wróblewskiego konieczne jest wzmocnienie kompetencji cyfrowych obywateli – niezależnie od tego, z jakimi technologiami i platformami mają kontakt. Tylko świadomi użytkownicy są w stanie realnie korzystać z przysługujących im praw i rozpoznawać potencjalne zagrożenia wynikające z rozwoju AI.

Uwagi Prezesa UODO są jednoznaczne: bez systemowego podejścia do ochrony prywatności, Polska nie będzie w stanie zbudować zaufania obywateli do systemów sztucznej inteligencji. W jego ocenie obecna wersja „Polityki AI” stanowi krok w dobrym kierunku, ale wymaga istotnych uzupełnień, aby odpowiadała na realne wyzwania w zakresie prawa do prywatności i danych osobowych.

Bliskość na życzenie – gdy AI zastępuje ludzi w relacjach

Dziś ludzie z przypadłościami takimi jak dysleksja,czy problemy z liczeniem w pamięci mogą skutecznie zarządzać firmami realizującymi projekty dla banków, administracji publicznej czy agencji kosmicznych. Jeszcze 30 lat temu nie byłoby to możliwe, ale Excel, automatyczna korekta błędów w Wordzie czy swobodny dostęp do wiedzy, jaki zapewnia technologia rozwiązują ten problem. To dzięki niej ograniczenia, które kiedyś skreślały ludzi – takie jak deficyty edukacyjne, problemy zdrowotne czy kiepski start – dziś stały się drugorzędne. Obecnie stoimy u progu rewolucji AI i czujemy, że świat znów ruszy mocno do przodu. Ale każda rewolucja ma swoją cenę i swoje ofiary.

Ciemna strona sztucznej inteligencji

AI coraz częściej zastępuje użytkownikom terapeutów, przyjaciół, a nawet partnerów. Narzędzia takie jak Replika czy Character.ai wręcz celują w symulowanie relacji romantycznych i erotycznych. Coraz trudniej odróżnić, gdzie kończy się interakcja z programem, a zaczyna więź emocjonalna.

Popularne chatboty, takie jak ChatGPT czy Claude, mimo że teoretycznie neutralne, również pełnią funkcję emocjonalnych powierników. Firma Anthropic przyznaje, że już teraz 2,9% interakcji z Claude’em dotyczy potrzeb emocjonalnych. To sporo, biorąc pod uwagę skalę użytkowania.

Jako przykład może posłużyć historia Ayring – 28-letniej studentki pielęgniarstwa, która zakochała się w stworzonym przez siebie wirtualnym partnerze o imieniu Leo. Nadała mu dominujący charakter, zmysłowość i zdolność wyrażania emocji. Związek z Leo pochłaniał jej ponad 20 godzin tygodniowo. Kiedy bot staje się kimś ważniejszym niż ludzie z krwi i kości, warto zadać sobie pytanie – czy to jeszcze relacja, czy już obsesja? To nie jest tania sensacja — to sygnał ostrzegawczy.

Osobowość na zamówienie

Intensywne korzystanie ze sztucznej inteligencji sprawia, że AI zna nas lepiej niż niejeden współpracownik czy nawet kolega. Wie, jak formułujemy myśli, jaki mamy styl zarządzania, z kim pracujemy i w jakim kontekście. Tworzy nasz profil komunikacyjny, który później wykorzystuje do precyzyjnego dopasowania odpowiedzi na nasze zapytania, wykorzystując tzw. „alignment layer” – warstwy dopasowania, w której, zanim wygenerują finalną odpowiedź, zadają sobie pytanie: „Jak pytający chciałby, abym odpowiedział?”

Odpowiedzi są filtrowane między innymi przez styl zapytań, rolę, jaką pełnimy zawodowo lub prywatnie, kontekst, w którym zadajemy pytanie, poziom techniczny – czyli jak nasz prompt jest skomplikowany, ale też naszą postawę czy chociażby sposób pracy.

W efekcie ChatGPT mówi dokładnie to, co chcemy usłyszeć — w formie, która pasuje jak rękawiczka. Ani za dużo, ani za mało. Ani emocjonalnie, ani chłodno. Idealnie dobrane. To brzmi jak spełnienie marzeń, ale tylko na początku.

People pleaser 2.0 — kiedy algorytm staje się lustrem

Odpowiedzi AI są tak perfekcyjnie spersonalizowane, że czasem sam zaczynam się łapać na myśli czy może faktycznie nikt nie zna mnie lepiej niż algorytm? Może właśnie dlatego coraz więcej osób rozmawia z AI zamiast z ludźmi? Może to ten subtelny komfort sprawia, że przestajemy szukać zewnętrznej konfrontacji?

To nie jest technologia. To lustro, które zamiast zadawać pytania, potwierdza. Zamiast weryfikować, wspiera. Zamiast rozwijać, ugładza. A jeśli w tym lustrze widzimy tylko siebie — to znaczy, że przestaliśmy się konfrontować, rozwijać, sięgać po coś nowego. Ten związek z algorytmem jest wygodny, ale kosztowny.

AI nie tylko wspiera użytkownika, ale go „rozumie” — w cudzysłowie. Bo to rozumienie algorytmiczne, oparte na wzorcach językowych i analizie behawioralnej, nie na empatii. Ale skutki są prawdziwe: zaspokojone potrzeby, poczucie bliskości, uzależnienie emocjonalne.

Każdy przełom ma swoją cenę

Nie chodzi o to, żeby bać się AI, ale też nie warto się oszukiwać: jeśli codziennie rozmawiamy z narzędziem, które zawsze mówi to, co chcemy usłyszeć – to nie mamy do czynienia z technologiąm, tylko z lustrem, w którym widzimy . tylko potakiwanie, potwierdzenie, komfort.  – to znaczy, że możemy stracić poczucie rzeczywistości.

Autorem artykułu jest Bartosz Szkudlarek, CEO Eversis, ekspert z 25-letnim doświadczeniem w tworzeniu oprogramowania dla biznesu.

Silny dolar, słaby złoty. Rynki reagują na porozumienie handlowe z UE

Prezydent USA po raz kolejny pokazał swoją sprawczość. Tym razem osiągnął korzystne dla swojego kraju (przynajmniej na pierwszy rzut oka) porozumienie handlowe z UE. Umowa między dwiema strefami, odpowiedzialnymi za ok. ⅓ światowego handlu, to także w teorii świetna informacja dla większości rynków finansowych. A to dopiero początek naładowanego impulsami tygodnia.

Umówieni?

Miesiące negocjacji, przeciągania liny, niejednokrotnie ostrych słów z obu stron. Unijni urzędnicy przez długi czas przekonywali, że będą w stanie zawrzeć ugodę o wręcz bezcłowej strefie handlu między transatlantyckim sojusznikami. Ostatecznie zwycięsko (jeżeli w rozgrywkach celnych można kogoś uznać za wygranego) z tej batalii wychodzi USA, które na papierze ugrało dobre warunki. Produkty importowane z UE mają być objęte 15% cłami (z wyłączeniem globalnej stawki 50% na stal i aluminium), z uwzględnieniem rynku motoryzacyjnego, który przez długi czas był zagrożony wyższymi opłatami. Zresztą KE też próbuje przedstawić umowę jako swój sukces, skoro prezydent Donald Trump planował wprowadzenie nawet 30% stawek na europejskie produkty. Jednak pozostałe aspekty umowy, czyli głównie zobowiązanie Unii do zakupu amerykańskich surowców i sprzętu wojskowego za setki miliardy dolarów (a także do europejskich inwestycji w USA) trudno interpretować inaczej, niż jako sukces amerykańskiej administracji. Właśnie, interpretacja. Na ten moment nie znamy wszystkich szczegółów porozumienia, ale – podobnie jak w przypadku umowy USA-Japonia – również układ USA-UE jest publicznie różnie opisywany przez obie strony. Za główne sprzeczne punkty można uznać podejście do produktów farmaceutycznych, czy do wspomnianych już surowców (aluminium i stal), a wreszcie do importu amerykańskich produktów (a możliwe, że nawet usług) na teren Unii. To raczej wątpliwe, aby te nieporozumienia wykoleiły zawarte porozumienie, ale mogą one wprowadzać resztki niepewności do rynkowej rozgrywki.

Rynek premiuje USD

Pierwsze rynkowe reakcje na umowę USA-UE wyglądały na poprawę sentymentu, związaną ze zmniejszeniem ryzyka na polu napięć handlowych między kluczowymi graczami. Jednak kolejne przedpołudniowe godziny handlu to już studzenie pozytywnych nastrojów na europejskich aktywach. Z jednej strony można to uznać za klasyczne zachowanie, w myśl rynkowego hasła: kupuj plotki, sprzedawaj fakty. Z drugiej strony nie należy wykluczać, że wraz z upływającymi godzinami inwestorzy starają się spojrzeć bardziej chłodnym okiem na zawarte porozumienie. A takie spojrzenie coraz bardziej premiuje w tej grze Amerykanów. Unia może i uniknie najgorszego dla siebie scenariusza, ale to i tak jej producenci znajdą się pod większą presją, a unijny wzrost gospodarczy może być zauważalnie wolniejszy. Po godz. 10 całkiem przyzwoite wzrosty utrzymują się jeszcze na większości parkietów giełdowych Starego Kontynentu, ale niepokojące oznaki stają się powoli zauważalne na indeksach rynków wschodzących, niestety ze szczególnym uwzględnieniem Warszawy (WIG20 -1%). Jednak najmocniej reaguje rynek walutowy, który w miarę postępu poniedziałkowej sesji coraz bardziej premiuje dolara. W ten sposób kurs EUR/USD po raz pierwszy od tygodnia spadł poniżej 1,17 $. Taki układ na głównej parze globu przekłada się na presję na waluty EM, a zwłaszcza na nasz region, co znacząco osłabia polskiego złotego. Kurs USD/PLN sięgnął prawie 3,65 zł, czyli figury widzianej ostatnio 10 dni temu. Natomiast kurs EUR/PLN zbliżył się do 4,26 zł.

Tydzień pełen impulsów

Poniedziałkowy kalendarz makro jest wręcz ekstremalnie pusty, co utrudnia rynkom szukanie impulsów poza umową USA-UE. Jednak kolejne dni mogą ich nam przynieść aż w nadmiarze. Lokalnie kluczowy będzie czwartkowy odczyt dynamiki cen z naszego kraju. Według oczekiwań analityków lipcowy CPI w ujęciu rocznym może spaść nawet poniżej 3% i utrzymywać się w celu inflacyjnym NBP (2,5% +/- 1%) przez kolejne miesiące. Taki układ byłby zgodny z przewidywaniami samego banku centralnego, który ostatnio w Sejmie mówił (ustami wiceprezes Marty Kightley) o spodziewanym utrzymywaniu się inflacji w celu w średnim terminie. Taki scenariusz będzie premiował dalsze, możliwe, że szybsze i głębsze obniżki stóp ze strony RPP (kolejne decyzyjne posiedzenie we wrześniu). Globalnie oczy inwestorów zwrócą się na Waszyngton, gdzie decyzję monetarną ogłosi tamtejszy FOMC. Konsensus zakłada utrzymanie kosztu kredytu na tym samym poziomie w związku z niepewnością, jak duży wpływ na amerykańską gospodarkę mogą mieć podwyższone cła. Dlatego jeszcze więcej wagi przykładać się będzie do słów szefa Fed Jerome’a Powella, na którego nieustanne naciski (w celu obniżek stóp) wywiera prezydent Trump i jego administracja. Na poprawę nastrojów mogą wpłynąć wyniki kwartalne amerykańskich gigantów giełdowych (Meta, Microsoft, Amazon i Apple), którzy rzadko zawodzą oczekiwania.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Autor: Adam Fuchsanalityk w InternetowyKantor.pl

Spółdzielnie bez prawa wykupu mieszkań? Eksperci ostrzegają przed skutkami zmian

Z zaniepokojeniem obserwujemy, że obecnie wprowadzane zmiany w ustawie o społecznych formach rozwoju mieszkalnictwa nie przewidują możliwości przekształcenia w pełną własność mieszkań budowanych przez spółdzielnie mieszkaniowe w kredycie preferencyjnym. Pozostawia to spółdzielnie, budujące mieszkania tańsze w spłacie, poza systemem sprawiedliwej transformacji mieszkania lokatorskiego we własność. W naszej ocenie jest to niekonstytucyjne działanie, gdyż lokator spłaca 100% wartości mieszkania, a jest pozbawiony prawa do własności rzeczy, za której wytworzenie w całości zapłacił (wpłacając wkład własny, następnie przez 30 lat spłacając kredyt, bez żadnych grantów bezzwrotnych, bezpłatnie przekazywanych gruntów pod budowę i innej pomocy państwa).

Już do tej pory zasady udzielania kredytu preferencyjnego dla spółdzielni były tak restrykcyjne (np. konieczność posiadania pozwolenia na budowę przy składaniu wniosku), że spółdzielnie miały ogromny problem z pozyskaniem takiego finansowania. Poza spółdzielniami współpracującymi z programem „Mieszkania lokatorskie”, żadne inne nie dostały go w ciągu ostatnich kilku lat. Natomiast od momentu ogłoszenia planowanych zmian dotyczących przyszłych edycji programu SBC, wiążących się z brakiem własności mieszkania po jego spłacie,  żadna istniejąca spółdzielnia nie złożyła nawet wniosku o taki kredyt. Brak perspektywy dojścia do własności odbiera spółdzielniom motywację do budowy nowych zasobów — obarczenie prywatnych, dobrowolnych zrzeszeń, jakimi są spółdzielnie mieszkaniowe, zarządzaniem quazi wspólnym zasobem w najmie na zawsze czy brak możliwości jego sprzedaży na rynku np. w przypadku kłopotów ze spłatą czynszu przez lokatora skutecznie zniechęcają do starania się o budowę takich mieszkań.

Tym samym ustawodawca zamyka spółdzielniom drogę do budowy mieszkań lokatorskich w kredycie preferencyjnym, pozostawiając jedyną obecnie możliwość – droższy kredyt budowlany. To rozwiązanie sprawdzi się w dużych ośrodkach miejskich, gdzie zarobki są wyższe, migracje częstsze, a osób chętnych na mieszkanie lokatorskie z dojściem do własności więcej. Natomiast w małych ośrodkach, gdzie ludzie żyją stabilniej, migrują rzadziej, zarabiają mniej, a wybór mieszkań jest bardzo ograniczony – bardziej sprawdziłby się kredyt preferencyjny. Bez dojścia do własności przestaje jednak być możliwy do realizacji przez spółdzielnie.

Brak możliwości wykupu lokalu negatywnie wpływa na poczucie życiowego bezpieczeństwa. Osoba spłacająca przez lata czynsz zostaje na starość bez majątku, który mogłaby przekazać dzieciom lub sprzedać w razie potrzeby. Biuro Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji Kancelarii Sejmu trafnie zauważa ryzyko, że osoby pozostające przez całe życie w najmie mogą nie być w stanie opłacać czynszu po przejściu na emeryturę, co grozi ich eksmisją z mieszkań, które wcześniej finansowały.

Czekamy na dalsze propozycje rządowe dotyczące kolejnych części zapowiadanego programu „Pierwsze klucze”, według którego to spółdzielnie miały być podmiotem budującym na rynku pierwotnym. Mamy nadzieję na ułatwienia, a nie utrudnienia, takie jak utrata możliwości budowania mieszkań z dojściem do własności w tańszym preferencyjnym kredycie przez spółdzielnie, szczególnie w mniejszych miastach — tam, gdzie kryzys mieszkaniowy najbardziej doskwiera, a alternatyw po prostu nie ma.

Autorką komentarza jest Monika Chełstowska, dyrektor zarządzająca programu „Mieszkania lokatorskie”.

Polska logistyka potrzebuje impulsu. Czy CPK jest na to odpowiedzią?

Branża transportu, spedycji i logistyki (TSL) w Polsce znajduje się na zakręcie. Niestabilność globalnych szlaków handlowych, napięcia geopolityczne i rosnące koszty operacyjne odbijają się na kondycji sektora. W ciągu ostatniego roku z rynku zniknęło ponad 120 firm transportowych, a zadłużenie branży przekroczyło 1,4 mld złotych – wynika z danych Komitetu Obrony Przewoźników i Pracodawców Transportu oraz Krajowego Rejestru Długów.

– Branża TSL potrzebuje nowego kierunku rozwoju. Strategiczny hub przeładunkowy może stać się kluczem do odzyskania konkurencyjności i niezależności logistycznej kraju – przekonuje Joanna Porath, właścicielka agencji celnej AC Porath.

Świat VUCA i upadek dotychczasowych modeli

Wojna na Ukrainie, kryzys na Morzu Czerwonym i zmieniająca się polityka handlowa USA pod rządami Donalda Trumpa radykalnie zmieniły warunki funkcjonowania światowego handlu. Niestabilność dotychczasowych korytarzy transportowych, takich jak kolejowy Jedwabny Szlak, sprawia, że polskie firmy TSL ponoszą coraz większe koszty, tracąc konkurencyjność i płynność finansową.

Joanna Porath podkreśla, że rok 2025 nie przyniósł poprawy sytuacji: – Niestabilność szlaków transportowych bez przerwy wpływa na czas dostaw i dramatycznie podnosi koszty operacyjne. Polska potrzebuje alternatyw i realnej zmiany pozycji w łańcuchach dostaw.

Polska tylko podwykonawcą

Jak zauważa raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Branża TSL w obliczu autonomizacji i wojny”, fundamentalnym problemem jest to, że Polska nie dysponuje międzynarodowej rangi hubem logistycznym. – Jesteśmy często tylko podwykonawcami w łańcuchu dostaw zdominowanym przez duże europejskie podmioty. Nie mamy własnych hubów logistycznych o znaczeniu międzynarodowym – mówi Porath.

To właśnie tu upatruje się szansy dla Centralnego Portu Komunikacyjnego, który mógłby stać się nie tylko lotniskiem, ale i strategicznym hubem przeładunkowym, obsługującym ruch intermodalny i kierującym potokami towarów między Europą a Azją.

CPK z potencjałem, ale też z barierami

CPK, jako centralny punkt łączący transport lotniczy, kolejowy i drogowy, ma szansę na zmianę pozycji Polski w międzynarodowej logistyce. – Gdy kraj posiada własny strategiczny hub przeładunkowy, zyskuje kontrolę nad potokami transportowymi i może łagodzić niespodziewane kryzysy – zaznacza Porath.

Jak podkreśla Sebastian Wróbel, założyciel FreightTech.org, istotne będzie wzmocnienie transportu intermodalnego. Wskazuje on jednak na istotne ograniczenia infrastrukturalne: przepustowość linii kolejowych, brak terminali zdolnych do obsługi pełnych składów, a także zbyt niską prędkość przewozów.

– W Niemczech terminali intermodalnych jest ponad 160, a w Polsce o 3/4 mniej – zauważa Wróbel.

Główna bariera: prawo celno-podatkowe

Choć infrastruktura jest ważna, eksperci zgodnie podkreślają, że bez zmian legislacyjnych Polska nie będzie atrakcyjnym partnerem dla międzynarodowych operatorów logistycznych. Kluczowe problemy to brak odprawy fiskalnej w modelu odroczonego VAT, nadmierna odpowiedzialność agencji celnych oraz niski stopień digitalizacji procesów.

– Bez zmiany prawa celno-podatkowego nie przyciągniemy importerów. Możemy zbudować ogromne lotnisko i kolej szybkich prędkości, a i tak nie będziemy konkurencyjni – ostrzega Joanna Porath.

Kompleksowe podejście potrzebne od zaraz

Eksperci podkreślają, że sukces CPK jako hubu logistycznego nie zależy tylko od infrastruktury. Konieczne są zmiany systemowe, przyciągnięcie zagranicznych inwestorów i operatorów oraz pełna integracja procesów logistycznych. W przeciwnym razie Polska pozostanie peryferyjnym wykonawcą, a nie kluczowym graczem na rynku transportowym Europy Środkowo-Wschodniej.

– Jeśli chcemy, aby CPK rzeczywiście funkcjonował jako hub dla regionu, musimy już teraz rozpocząć prace nad dostosowaniem naszego systemu prawno-celnego do najlepszych europejskich standardów. Sama infrastruktura to za mało – podsumowuje Joanna Porath.

Brak współpracy z UODO zakończył się karą finansową dla przedsiębiorcy z branży gastronomicznej

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski nałożył karę administracyjną w wysokości 18 941 zł na przedsiębiorcę prowadzącego działalność gastronomiczną. Decyzja ta jest wynikiem uporczywego uchylania się firmy od współpracy z organem nadzorczym i braku udzielenia wymaganych informacji w toku postępowania skargowego dotyczącego przetwarzania danych biometrycznych.

Sprawa sięga 2021 roku, kiedy to do UODO wpłynęła skarga od osoby fizycznej, wskazująca na nieprawidłowości związane z przetwarzaniem jej danych osobowych przez hotelarza z miejscowości T. Jak wynika z ustaleń urzędu, pracodawca miał wykorzystywać dane biometryczne – najprawdopodobniej odciski palców – swoich pracowników, w tym skarżącej.

Prezes UODO wielokrotnie wzywał przedsiębiorcę do złożenia wyjaśnień, w tym do przedstawienia podstawy prawnej przetwarzania danych biometrycznych, wskazania okresu ich przechowywania, celu ich gromadzenia oraz sposobu spełnienia obowiązku informacyjnego wobec osób, których dane były przetwarzane. Mimo licznych prób kontaktu – ostatniego w maju 2024 roku – urząd nie otrzymał żadnej odpowiedzi.

Pomimo ostrzeżeń, że dalsze ignorowanie wezwań może skutkować karą, przedsiębiorca nie podjął żadnych działań. W związku z tym, w styczniu 2025 roku UODO wszczął z urzędu postępowanie w sprawie naruszenia przepisów RODO, konkretnie art. 58 ust. 1 lit. a) i e). Ponownie wezwano przedsiębiorcę do przedstawienia informacji istotnych dla wymiaru kary oraz umożliwiono mu odniesienie się do zarzutów.

Brak jakiejkolwiek reakcji również na tym etapie postępowania doprowadził do uznania, że doszło do celowego i świadomego unikania współpracy z organem nadzorczym. Jak wskazano w uzasadnieniu decyzji, taka postawa stanowiła istotną przeszkodę w rzetelnym i kompleksowym rozpoznaniu sprawy oraz przyczyniła się do przedłużenia postępowania skargowego.

Zdaniem Prezesa UODO, działanie przedsiębiorcy miało charakter rażący i nosiło znamiona lekceważenia obowiązków wynikających z przepisów o ochronie danych osobowych. Kara została więc wymierzona nie tylko za konkretne naruszenie obowiązków informacyjnych, ale także za brak należytej współpracy z organem nadzorczym, co – zgodnie z art. 83 ust. 5 lit. e RODO – podlega sankcjom finansowym.