Nowy prezydent, nowe perspektywy dla rynku pracy?

Od 6 sierpnia na rynku pracy mogą zacząć zachodzić zmiany. Wszystko za sprawą nowego prezydenta, Karola Nawrockiego, zapowiadającego, że już w pierwszym dniu urzędowania skieruje do Sejmu projekty ustaw realizujące najważniejsze elementy jego programu wyborczego. Nowy prezydent zapowiedział politykę nastawioną na wzmocnienie sytuacji ekonomicznej rodzin, wsparcie przedsiębiorczości oraz rozwój lokalnej infrastruktury. Dla pracodawców i pracowników oznacza to potencjalne zmiany w otoczeniu prawnym i finansowym, które mogą wpłynąć na decyzje kadrowe, inwestycyjne i płacowe.

Kierunek, jaki obrał Karol Nawrocki, wskazuje na próbę przełamania barier rozwoju gospodarczego poprzez uproszczenie systemu podatkowego, zwiększenie dochodów rozporządzalnych obywateli oraz pobudzenie inwestycji lokalnych. W teorii otwiera to nowe perspektywy na rynku pracy oraz stwarza szanse dla przedsiębiorców i pracowników. Kluczowe jednak będzie, jak te założenia zostaną wdrożone w praktyce.

Podatkowy kontrakt – uproszczenia i ulgi

Jednym z pierwszych działań prezydenta ma być złożenie projektu ustawy obniżającej podstawową stawkę VAT z 23% do 22%. Według założeń nowej głowy państwa, zmniejszenie tej stawki ma przynieść realne oszczędności dla konsumentów i ograniczyć presję inflacyjną. Równocześnie do Sejmu trafił pakiet ustaw podatkowych, przewidujący między innymi wprowadzenie zerowego PIT-u dla rodzin wychowujących co najmniej dwoje dzieci – do 140 tysięcy złotych rocznego dochodu dla każdego z rodziców. Prezydent zapowiada również podwyższenie drugiego progu podatkowego do tego samego poziomu oraz likwidację podatku od zysków kapitałowych (tzw. podatku Belki) do granicy 140 tysięcy złotych rocznie. Ulgi podatkowe mają objąć także prorodzinnych przedsiębiorców niezależnie od formy opodatkowania – zarówno liniowego, jak i ryczałtowego. Uproszczeniu ulec ma także system rozliczeń: składki zdrowotne, ZUS i PIT będą płacone jednym przelewem. Karol Nawrocki zapowiadał też, że nie podpisze żadnej ustawy podnoszącej podatki dla obywateli.

– To sygnał dla rynku, że otoczenie fiskalne ma być przewidywalne, a system podatkowy prostszy i bardziej przyjazny dla pracujących i przedsiębiorców. Przejrzystość i stabilność to kluczowe wartości w gospodarce, szczególnie w czasie globalnej zmienności – mówi Cezary Maciołek, ekspert rynku pracy i prezes Grupy Progres. – Z perspektywy pracowników uproszczenie systemu podatkowego może poprawić motywację i poczucie bezpieczeństwa, ale jednocześnie istnieje ryzyko, że zmiany nie przełożą się na realny wzrost wynagrodzeń czy stabilność zatrudnienia. Dla przedsiębiorców to z kolei szansa na łatwiejsze planowanie i rozwój, ale także wyzwanie związane z koniecznością szybkiego dostosowania się do nowych regulacji oraz złożonością korzystania z ulg, które nie zawsze gwarantują automatyczny wzrost zatrudnienia czy inwestycji. W dodatku nie każda firma będzie mogła sobie pozwolić na podwyżki wynagrodzeń, co może ograniczyć pozytywne efekty tych zmian na rynku pracy – dodaje Cezary Maciołek.

Emerytury mają rosnąć

Najnowsze dane Zakładu Ubezpieczeń Społecznych pokazują, że liczba emerytów w Polsce systematycznie rośnie – w ciągu roku, od grudnia 2023 do grudnia 2024, przybyło ich 100 tys., a w maju 2025 roku świadczenia pobierało już 6,366 mln osób. Średnia emerytura brutto również rośnie – w całym 2024 roku wynosiła 3862,61 zł, a w maju 2025 osiągnęła 4189,54 zł, mimo sezonowych wahań po marcowej waloryzacji podnoszącej świadczenia o około 250 zł. Prezydent zapowiedział, że za jego kadencji waloryzacja świadczeń emerytalnych będzie realizowana tak, aby podwyżki wynosiły co najmniej 150 zł rocznie i zawsze przewyższały tempo wzrostu cen.

Wielka Czwórka Rozwoju i inwestycje lokalne

W zakresie rozwoju gospodarczego Karol Nawrocki zapowiedział realizację tzw. Wielkiej Czwórki Rozwoju: Centralnego Portu Komunikacyjnego, energetyki jądrowej, rozbudowy portów oraz tworzenia nowych stref inwestycyjnych. Równolegle uruchomiony ma zostać program inwestycji lokalnych – obejmujący modernizację dróg, szkół, sieci kanalizacyjnych i cyfrowych oraz budowę ścieżek rowerowych we wszystkich gminach w Polsce. Według nowego prezydenta inwestycje lokalne to zlecenia dla polskich firm i praca dla Polaków z każdej gminy w Polsce. Niskie, proste i prorodzinne podatki – podatkowy kontrakt – mają dodatkowo wspierać ten rozwój.

Realizacja tak ambitnych planów nie jest pozbawiona wyzwań. Koordynacja działań na różnych szczeblach administracji może napotkać na biurokratyczne przeszkody, a niedobory wykwalifikowanej siły roboczej w sektorach takich jak budownictwo czy energetyka mogą spowolnić tempo inwestycji – zaznacza Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres. –  Ponadto, globalne wahania gospodarcze i niepewność na rynkach mogą wpłynąć na koszty i dostępność materiałów, co z kolei może podnieść koszty realizacji projektów lub opóźnić ich wykonanie. Dlatego kluczowe będzie nie tylko uruchomienie programów, ale także skuteczne zarządzanie ryzykiem oraz elastyczne dostosowywanie strategii do zmieniających się warunków – mówi ekspert ds. rynku pracy.

Polityka migracyjna tak, ale…

Zapowiadane zmiany to także wypowiedzenie przez Polskę unijnego Paktu Migracyjnego oraz działania na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa granic w kontekście nielegalnej migracji.

Polityka migracyjna jest dziś kluczowym czynnikiem wpływającym na decyzje kadrowe wielu polskich firm. Oczywiście musi być dobrze regulowana i skutecznie walczyć z nielegalną migracją oraz szarą strefą pracy, jednak ignorowanie wpływu, jaki mają na rynek pracy przepisy i postawa polityków, może poważnie ograniczyć dostęp do wykwalifikowanych pracowników, zwłaszcza w branżach z niedoborem kadrowym. Dlatego tak ważne jest, aby nie tylko rządzący, ale także przedsiębiorcy mieli realny głos w kształtowaniu tych polityk oraz aby państwo zapewniło im wsparcie w uproszczeniu procedur i integracji cudzoziemcówpodkreśla Cezary Maciołek.

Z najnowszego badania Grupy Progres wynika, że aż 28% firm w Polsce przyznaje, że decyzje o zatrudnianiu cudzoziemców w ich zespole zależą właśnie od polityki migracyjnej i postawy polityków. Jednocześnie 55% pracodawców planuje zwiększenie zatrudnienia obcokrajowców, ale ponad 70% firm dostrzega pilną potrzebę wsparcia ze strony państwa.

Przedsiębiorcy oczekują przede wszystkim skrócenia procedur (55%) i uproszczenia przepisów (43%), a także dofinansowań dla pracodawców zatrudniających cudzoziemców (45%). Ponadto, 38% wskazuje na konieczność uruchomienia programów integracyjnych, takich jak dofinansowanie nauki języka polskiego, kursy obywatelskie czy wydłużenie okresów zatrudnienia na 18 lub 36 miesięcy. Co więcej, mimo rosnącego zainteresowania zatrudnianiem cudzoziemców, tylko 43% firm zna założenia nowej polityki migracyjnej na lata 2025–2030, co oznacza, że aż 57% przedsiębiorstw pozostaje w tej kwestii nieświadomych. Co więcej, zdecydowana większość pracodawców (72%) uważa, że powinni oni mieć realny wpływ na tworzenie polityki migracyjnej.

Zmiany zapowiadane przez nowego prezydenta tworzą realną szansę na ożywienie gospodarcze i poprawę warunków na rynku pracy, zwłaszcza dzięki uproszczeniu systemu podatkowego, wsparciu rodzin oraz inwestycjom lokalnym. Jednak sukces tych reform będzie w dużej mierze zależał od sprawnej i konsekwentnej realizacji planów, otwartości na dialog z przedsiębiorcami oraz elastycznego dostosowywania strategii do zmieniających się warunków gospodarczych. Nie mniej ważne będzie uwzględnienie potrzeb rynku pracy, szczególnie w obszarze migracji i zatrudniania wykwalifikowanych pracowników. Tylko kompleksowe podejście, łączące stabilność fiskalną, wsparcie inwestycji i efektywne regulacje migracyjne, może przynieść trwały rozwój i zwiększyć konkurencyjność Polski na arenie międzynarodowej.

***

O badaniu:

Badanie zostało przeprowadzone przez Grupę Progres w czerwcu i lipcu 2025 roku wśród 600 przedstawicieli firm działających na terenie Polski. Respondentami były osoby decyzyjne w zakresie zatrudnienia – właściciele, członkowie zarządów, dyrektorzy HR i menedżerowie odpowiedzialni za politykę personalną. Celem badania było zidentyfikowanie barier i potrzeb pracodawców związanych z zatrudnianiem cudzoziemców, ocena ich gotowości do integracji pracowników zagranicznych oraz zbadanie poziomu wiedzy na temat polityki migracyjnej państwa. Firmy objęte badaniem reprezentowały sektory, które najczęściej korzystają z pracy cudzoziemców – m.in. przemysł, logistyka, produkcja, budownictwo, rolnictwo, HoReCa i usługi. W próbie znalazły się zarówno mikro-, małe, średnie, jak i duże przedsiębiorstwa, z różnych regionów Polski. Dzięki temu możliwe było uchwycenie zróżnicowanych perspektyw i doświadczeń. Badanie zrealizowano metodą ilościową – głównie w formie ankiety

Fatalne dane z rynku pracy kończą spektakularny rajd dolara?

Ostatnie dni przyniosły jeden z silniejszych zwrotów w sile dolara. Doświadczył on największej tygodniowej aprecjacji od października 2022 r., a następnie bardzo dynamicznej wyprzedaży po publikacji piątkowego raportu NFP. Amerykańska waluta istotnie umocniła się także względem złotego. Kurs USD/PLN powrócił do poziomów notowanych ostatnio w pierwszych dniach czerwca.

Kluczowe punkty:

  • USD w górę najmocniej od października 2022 r.
  • Raport NFP doprowadza do wyprzedaży USD.
  • Fed jastrzębi, oczekuje się jednak cięcia we wrześniu.
  • Nowe cła Trumpa wchodzą w życie.
  • EUR w dół, inwestorzy trawią porozumienie handlowe USA–EU.
  • BoE powinien obniżyć stopy, możliwe trzy rodzaje głosów.

W ciągu pierwszych czterech dni ubiegłego tygodnia dolar bardzo dynamicznie się umacniał. Kurs kluczowej z perspektywy globalnego handlu pary EUR/USD spadł w ciągu zaledwie kilku dni z okolic 1,18 do 1,14, co stanowi jego najbardziej gwałtowne osłabienie od 2022 r. Amerykańska waluta wspierana była przez wysoce asymetryczne porozumienie Stanów Zjednoczonych z Unią Europejską, solidny raport dotyczący PKB oraz dość jastrzębią pauzę Fedu. Jerome Powell odwiódł jednak inwestorów od wyceniania kolejnego cięcia stóp procentowych na wrzesień jedynie na chwilę. Piątkowy raport NFP (non-farm payrolls) całkowicie zmienił bowiem pogląd rynku na kondycję amerykańskiego rynku pracy, a tym samym na stopy procentowe Fedu, co wywołało momentalną wyprzedaż amerykańskiej waluty.

Minął termin na negocjacje handlowe ze Stanami Zjednoczonymi, w życie weszły więc znacznie wyższe cła dla wielu krajów. W nocy z czwartku na piątek zmienność pozostała jednak dość ograniczona, co łączymy w dużej mierze z faktem, że zawarto wcześniej większość najważniejszych porozumień, a wyższe stawki względem Szwajcarii (39%) czy Kanady (35%) będą obowiązywać tylko przez jakiś czas. W przyszłym tygodniu dobiega końca rozejm w wojnie handlowej między USA i Chinami, ale jego przedłużenie wydaje się niemal pewne.

Istotne dla rynków będzie czwartkowe (07.08) posiedzenie Banku Anglii. Kolejna obniżka stóp procentowych o 25 pb. wydaje się bardzo prawdopodobna, możliwe jednak, że głosujący podzielą się na trzy grupy (ruch w dół o 25 lub 50 pb. albo pauza), a komentarze będą sugerować, że w przyszłości do cięć będzie dochodzić co najwyżej raz na kwartał.

PLN

Ostatnie dni lipca przyniosły najsilniejszy wzrost kursu USD/PLN od kwietnia 2024 r., co wiążemy przede wszystkim z wysoce asymetrycznym porozumieniem handlowym między USA i Unią Europejską, niezłą dynamiką PKB USA w II kwartale oraz dość jastrzębimi komunikatami Fedu. Zyski dolara ograniczone zostały jednak przez fatalne dane z amerykańskiego rynku pracy.

Względem referencyjnego euro złoty utrzymuje się wciąż w bardzo ciasnym przedziale. Od kwietniowego „dnia wyzwolenia” zmienność pary EUR/PLN nie przekracza 6 groszy (4,23–4,29). Choć globalna niepewność istotnie spadła, to czynniki zewnętrzne – w tym dalsza wycena ekonomicznych implikacji transatlantyckiego porozumienia handlowego oraz kolejne wieści z Białego Domu – powinny pozostać w sierpniu dla polskiej waluty kluczowe.

Ubiegłotygodniowe dane z kraju nie miały większego wpływu na złotego. Lipcowa inflacja nieznacznie przekroczyła oczekiwania, spadła jednak poniżej górnej granicy celu inflacyjnego NBP (2,5% ± 1 pp.). Odczyt utwierdził nas w przekonaniu, że RPP będzie kontynuować w tym roku cięcia stóp procentowych, niepewne są tylko ich skala i termin. Wciąż oczekujemy kolejnej obniżki na najbliższym posiedzeniu decyzyjnym we wrześniu. Dalszą ścieżkę stóp, poza czynnikami zewnętrznymi, warunkować powinny regulacje cen energii oraz – przede wszystkim – jesienny budżet.

Głosowanie Sejmu dotyczące dalszego zamrożenia cen prądu odbędzie się we wtorek (05.08). Ustawa zawiera jednak zapisy dotyczące odblokowania inwestycji w farmy wiatrowe na lądzie i prawdopodobnie zostanie zawetowana przez Karola Nawrockiego, który w środę (06.08) zostanie zaprzysiężony na Prezydenta RP. Choć decyzja raczej nie zostanie podjęta w tym tygodniu, spodziewamy się, że ostatecznie ceny zostaną zamrożone co najmniej do końca roku. Nieco większa niepewność spowija kwestie związane z budżetem. W obliczu luźniejszej polityki fiskalnej RPP może zdecydować się na bardziej konserwatywne działania w polityce monetarnej, co zmniejszyłoby przestrzeń na dalsze cięcia stóp. Więcej w tym kontekście będziemy wiedzieć jednak dopiero we wrześniu.

EUR

Rynki w dalszym ciągu patrzą krytycznym okiem na szczegóły porozumienia handlowego między USA i Unią Europejską, w wyniku czego w ubiegłym tygodniu euro na krótko spadło poniżej poziomu 1,14 względem dolara, nim w piątek doświadczyło odbicia. Cła wynoszące 15% są znacznie niższe niż 30–50%, którymi w ostatnich miesiącach groził Trump. Mimo to rynki i kraje europejskie wyraźnie liczyły na lepsze warunki, obejmujące większe ustępstwa i bazowe cła bliższe 10%, o które oficjele walczyli podczas negocjacji.

Uczestnicy rynku będą teraz obserwować skalę wpływu ceł na gospodarkę strefy euro. Na sierpniowe wskaźniki PMI, które będą pierwszym realnym odczytem w tym kontekście, przyjdzie nam jednak poczekać do 23.08. Jak na razie gospodarka radzi sobie dość dobrze – ubiegłotygodniowe publikacje PKB w II kwartale (1,4%) i dynamiki cen w lipcu (2%) zaskoczyły w górę. Powinno to zmniejszyć presję na Europejski Bank Centralny, by ponownie ciąć stopy procentowe. Rynki wyceniają obecnie prawdopodobieństwo kolejnej obniżki przed końcem roku na ok. 50%.

USD

Ostatnie dni były dla dolara wyjątkowo burzliwe. Amerykańska waluta przez większą część tygodnia doświadczała silnej aprecjacji, nim w piątek wstrząsnęła nią publikacja raportu NFP. Komunikaty Fedu po środowym posiedzeniu były jastrzębie. Prezes Jerome Powell pozytywnie wypowiadał się o sile rynku pracy i sugerował, że nie ma pośpiechu, by ponownie rozluźniać politykę monetarną. Co nie zdarza się często, dwoje członków FOMC (Michelle Bowman i Christopher Waller) zagłosowało za obniżką stóp procentowych – po raz pierwszy od ponad 30 lat podczas jednego posiedzenia wyłamało się dwoje prezesów regionalnych oddziałów Fedu, a nie tylko uprawnionych do głosowania członków.

Jak się okazało, ten gołębi sprzeciw nie był bezpodstawny. Choć sam odczyt NFP za lipiec – mimo zaskoczenia w dół – nie stanowi poważnego powodu do obaw, to niespotykanie duża rewizja w dół danych za maj i czerwiec o w sumie 258 tys. miejsc pracy zdecydowanie budzi niepokój. Silnie wpłynęło to na zmianę naszej percepcji amerykańskiego rynku pracy, powinno także całkowicie odmienić narrację Fedu, który raczej nie ma wyboru i będzie musiał zdecydować się we wrześniu na cięcie stóp procentowych.

GBP

Ostatni tydzień był w Wielkiej Brytanii niezwykle spokojny, niemal całkowicie pozbawiony znaczących odczytów oraz informacji istotnych z perspektywy polityki fiskalnej i monetarnej. Handel funtem był w dużej mierze zależny od ruchów dolara, w wyniku czego kurs GBP/USD spadł do najniższego poziomu od połowy maja, nim po piątkowej publikacji słabego raportu NFP wzrósł do ok. 1,33. Obawy dotyczące kruchych perspektyw fiskalnych Wysp są wciąż żywe, biorąc jednak pod uwagę skalę lipcowej wyprzedaży funta, istnieje zapewne przestrzeń na jego lekką aprecjację.

Uwaga skupi się w tym tygodniu na czwartkowym (07.08) oświadczeniu Banku Anglii. Rosnąca inflacja i wysoce niepokojąca sytuacja na rynku pracy stawiają Komitet w trudnej sytuacji. Choć spodziewamy się, że większość decydentów zagłosuje za obniżeniem stóp procentowych, nie bylibyśmy zaskoczeni, gdyby podzielili się oni na trzy grupy: większość zagłosowałaby za cięciem o 25 pb., kilka osób za większym, o 50 pb., a jedna lub dwie za brakiem zmian. Poza rozkładem głosów interesujące będzie, czy BoE podtrzyma retorykę o „stopniowych i ostrożnych” obniżkach w przyszłości. Podejrzewamy, że tak – jeśli jednak dojdzie pod tym względem do zmiany, funt niemal na pewno doświadczy wyprzedaży.

Autorzy: Matthew Ryan i Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

OPEC zwiększa wydobycie ropy, a rynek obawia się nadpodaży. Trump zwalnia komisarz ds. statystyk pracy

Nie milkną echa piątkowego odczytu z amerykańskiego rynku pracy. Rośnie presja na FED, by we wrześniu obniżyć stopy procentowe. OPEC chce wydobywać więcej ropy, rynek obawia się nadpodaży. Kalendarz makro pozwala spokojnie wejść w tydzień.

Czas na „dobrego księgowego”?

Stara anegdota mówi, że gdy zapytasz dobrego księgowego, ile to jest 2+2. to wcale nie odpowie, że 4, tylko zapyta „a ile ma wyjść?”. Najwyraźniej podobnej refleksji zabrakło pani Erice McEntarfer, komisarz ds. statystyk pracy, która w weekend pożegnała się z urzędem. Zapalnikiem do tej decyzji był kolejny już słaby odczyt z amerykańskiego rynku pracy, co ewidentnie nie spodobało się prezydentowi USA. Donald Trump nie tylko ją zwolnił, ale oskarżył również o fałszerstwa w okresie przedwyborczym. Teraz można się spodziewać, że następca pani Eriki wejdzie w rolę „dobrego księgowego”. Jeśli tak się stanie, do amerykańskich odczytów trzeba będzie pochodzić z pewnym dystansem. Tak jak do odczytów makroekonomicznych z Chin.

Abstrahując już od personalnego zamieszania, to piątkowe dane są zdecydowanie dobre dla… Donalda Trumpa. Oczywiście podważają narrację o tym, że wojny celne nie wpływają na amerykański rynek pracy. Za to dość znacząco zwiększają szanse na cięcie stóp procentowych już na wrześniowym posiedzeniu. A przecież właśnie na tym zależało prezydentowi USA. Do tej pory rynek bardziej skłaniał się ku opcji pozostawienia kosztu pieniądza na niezmienionym poziomie, teraz szala przechyliła się w kierunku obniżki. I właśnie ta zmiana percepcji stała za piątkowym drastycznym osłabieniem dolara.

Więcej paliwa

Weekend był ciekawy także dla handlujących ropą. Podczas zdalnego posiedzenia kartelu OPEC ustalono kolejne zwiększenie wydobycia czarnego złota o ponad 500 tysięcy baryłek dziennie już od września. Tym samym organizacja potwierdza, że rezygnuje z polityki podbijania cen ropy, na rzecz zwiększania udziałów w rynku. A wszystko to dzieje się w otoczeniu dużej niepewności co do stanu światowej gospodarki, w którą co chwilę uderzają cła Trumpa. Budzi to (słuszne) obawy o nadpodaż tego surowca i wprowadzanie sporych dysproporcji na tym rynku. Kolejne think tanki obniżają cenę ropy w swoich predykcjach i coraz częściej możemy przeczytać o zejściu nawet do 50 dolarów za baryłkę. Co ciekawe powinno to pozytywnie wpłynąć zarówno na tempo globalnego PKB, jak i ma szansę zakotwiczyć inflację na niższych poziomach.

W kalendarzu makro hula wiatr

Poniedziałkowy kalendarz makro nie zarzuca inwestorów nadmiarem odczytów. Tym samym pozwala na skupienie się na weekendowych wydarzeniach i pewne „przeżucie” wyżej opisanych impulsów. Z rynkowego punktu widzenia warto zwrócić uwagę na odczyt inflacji w Szwajcarii. Tamtejsza dynamika cen zaskoczyła delikatnie w górę, jednak i tak pozostaje na poziomach bliskich zera i daje przestrzeń do dalszych obniżek stóp procentowych. Jest to o tyle istotne, że Szwajcarzy mocno obrywają od Trumpa w wojnie celnej i wiele wskazuje na to, że lokalna gospodarka znów będzie potrzebować dopingu w postaci ujemnych stóp. Po południu dostaniemy jeszcze odczyty o zamówieniach w przemyśle w USA i w sumie to by było na tyle. Złoty w tych warunkach traci na wartości, jest to jednak bardziej odreagowanie piątkowego umocnienia niż reakcja na jakiejś nowe impulsy. Dolar znowu dobija do 3,70 zł, podczas gdy euro kosztuje 4,275 zł i pozostaje w czteromiesięcznej konsolidacji.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Inwestycje w nieruchomości komercyjne 2025: wzrost w segmencie magazynowym i living

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce wszedł w fazę stabilizacji, utrzymując wysoki poziom wolumenu pomimo ograniczonej liczby dużych transakcji. W pierwszej połowie 2025 roku całkowity wolumen inwestycji wyniósł 1,67 mld EUR, co jest wynikiem o 7% niższym niż przed rokiem, ale aż o 70% wyższym w porównaniu do analogicznego okresu
w 2023 roku.

„Na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce widać wyraźny wzrost aktywności inwestorów, szczególnie w segmencie biur w Warszawie, aktywach z długimi umowami najmu oraz wybranych projektach magazynowych. Procesy sprzedażowe stają się coraz bardziej konkurencyjne. Wysoka aktywność najemców i ograniczona podaż wolnych powierzchni w centrum Warszawy przekładają się na rosnące zainteresowanie inwestorów prywatnych zarówno polskich, jak i zagranicznych,” – komentuje Krzysztof Cipiur, dyrektor zarządzający i szef działu rynków kapitałowych w Knight Frank.

W pierwszym półroczu największy udział w wolumenie transakcji miały nieruchomości magazynowe (42%), biura utrzymały silną pozycję (25%), a sektor living – obejmujący najem instytucjonalny (BTR) i prywatne akademiki (PBSA) – odpowiadał już za 13% rynku. Udział sektora handlowego spadł do 19%, a hotelowego – do zaledwie 1%.

Kapitał europejski nadal dominuje, stanowiąc ponad 60% wolumenu inwestycyjnego, z silną reprezentacją inwestorów z Polski i regionu CEE. Inwestorzy krajowi odpowiadali za 15% całkowitego wolumenu. Rośnie także aktywność funduszy z USA, czego przykładem jest transakcja najmu zwrotnego (sale & leaseback – SLB) między Realty Income a Eko-Okna (zakup dwóch zakładów za pond 250 mln euro), dzięki której zwiększył się udział kapitału amerykańskiego do 23%.

Magazyny: rekordowy wzrost i największa transakcja SLB w regionie

Rynek magazynowy wygenerował niemal 694 mln euro, co oznacza wzrost o 136% r/r. Duży wpływ na ten wynik miała rekordowa transakcja SLB – firma Eko-Okna sprzedała dwa zakłady o powierzchni 264 000 m kw. za 253 mln euro. Była to największa transakcja typy SLB w Europie Środkowo-Wschodniej.

„Segment magazynowy pozostaje atrakcyjny dla inwestorów instytucjonalnych. Wysokie zainteresowanie aktywami logistycznymi wynika z silnych fundamentów i relatywnie niskiego ryzyka. Stopy kapitalizacji dla najlepszych obiektów uległy lekkiej kompresji i wynoszą 6,25%,”  – podkreśla Krzysztof Cipiur.

Biura: mniejszy wolumen, ale aktywność nie słabnie

Transakcje biurowe osiągnęły wartość 411 mln euro. Choć liczba transakcji pozostała stabilna, dominowały mniejsze obiekty z cenami poniżej 15 mln euro. W ramach 23 zrealizowanych w pierwszym półroczu transakcji, 10 dotyczyło obiektów w Warszawie. Odpowiadały one za ponad połowę całkowitego wolumenu.

„Na rynkach regionalnych obserwujemy wyraźne ożywienie po stronie kapitału lokalnego
i regionalnego, który coraz skuteczniej konkuruje z inwestorami zagranicznymi. Skupiają się oni na mniejszych, atrakcyjnie wycenionych obiektach z dobrym potencjałem wynajmu,”
– wskazuje Dorota Lachowska, dyrektor działu badań rynku w Knight Frank.

Stopy kapitalizacji w tym segmencie pozostają stabilne i dla najlepszych obiektów pozostają na poziomie lekko powyżej 6%.

Handlowe: więcej transakcji, ale mniejszy wolumen

W sektorze handlowym zawarto 20 transakcji o łącznej wartości 322 mln euro, co oznacza spadek wolumenu o 36% r/r, mimo wzrostu liczby transakcji (z 14 rok wcześniej). Dominowały małe parki handlowe i obiekty typu convenience w miastach do 100 tys. mieszkańców.

Rynek handlowy niezmiennie przyciąga inwestorów prywatnych i regionalnych, którzy koncentrują swoje zainteresowanie na małych, atrakcyjnie wycenionych obiektach w miastach do 100 tys. mieszkańców. Równocześnie nie zawarto ani jednej transakcji czołową galerią handlową o zasięgu regionalnym.

Stopy kapitalizacji dla najlepszych centrów handlowych szacowane są na stabilnym poziomie ok. 6%.

Living: sektor na fali wzrostu

Wolumen inwestycji w sektorze living przekroczył 227 mln euro, czyli aż o 172% więcej niż rok wcześniej. Największą transakcją był zakup przez AFI Europe projektu BTR w Warszawie za 61,8 mln euro. Xior Student Housing natomiast nabył prywatny akademik BaseCamp we Wrocławiu za 55 mln euro.

„Living to obecnie jeden z najszybciej rozwijających się segmentów rynku. Inwestorzy zagraniczni traktują Polskę jako rynek wzrostowy z atrakcyjnymi stopami kapitalizacji, wyższymi niż w Europie Zachodniej,” – dodaje Sylwia Jankowska, ekspert w sektorze BTR i PBSA w Knight Frank.

Stopy kapitalizacji wynoszą 5,5% dla BTR i 6% dla prywatnych akademików.

Silne fundamenty makroekonomiczne sprzyjają inwestycjom

Polska pozostaje jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek UE, a wzrost PKB ma osiągnąć 3,4% w 2025 roku. Stabilizacja inflacji wpłynęła na obniżenie przez NBP stóp procentowych do 5%. Europejski Bank Centralny również kontynuuje łagodzenie polityki monetarnej obniżając stopę referencyjną do poziomu 2,15%.

PMI polskiego przemysłu rośnie, ale kondycja sektora pozostaje słaba

0

Po dwóch zaskakujących i silnych spadkach w maju i w czerwcu, w lipcu br., zgodnie z oczekiwaniami, wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wzrósł o 1,1 pkt m/m – do 45,9 pkt. Mimo poprawy, poziom indeksu koniunktury pozostaje wyraźnie poniżej neutralnego progu 50 pkt. Sugeruje to, że warunki gospodarcze w krajowym przetwórstwie pogarszają się, choć w lipcu w wolniejszym tempie niż w czerwcu.

Czynniki zewnętrzne hamują popyt

W lipcu zwolniły nieco dynamiki spadków wszystkich kluczowych składowych wskaźnika PMI, choć wciąż były one stosunkowo szybkie. Badanie pokazuje, że na perspektywach sektora przemysłowego ciąży sytuacja u naszych partnerów handlowych. Nowe zamówienia eksportowe spadły w największym stopniu od sierpnia 2023 r., przy czym jako źródło osłabienia firmy często wymieniały Niemcy. Jednocześnie, ankietowani menadżerowie byli nieco bardziej optymistyczni jeżeli chodzi o przyszłą produkcję. Nadzieje wiązano z nowymi rynkami i inwestycjami, a jako zagrożenie dla sprzedaży wymieniano konkurencję z Azji. Firmy w Polsce podtrzymały też obawy o skutki zaostrzenia taryf celnych i napięć handlowych.

Odczyt PMI w polskim przemyśle wpisał się w opublikowany wcześniej wynik badania koniunktury gospodarczej GUS. Wyrównany sezonowo wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury w przetwórstwie przemysłowym wzrósł w lipcu do -8,6 z -9,1 w czerwcu. Z kolei w badaniu ESI (Economic Sentiment Indicator) Komisji Europejskiej nastroje w polskim przetwórstwie pogorszyły się (z -15,4 do -15,9, przy długookresowej średniej -13,7). Wyniki tzw. miękkich wskaźników nie zawsze przekładają się na rzeczywiste twarde dane napływające z gospodarki, więc należy je intepretować z ostrożnością. Niemniej, mimo pewnych rozbieżności, wszystkie trzy badania zwracają uwagę na słabość po stronie nowych zamówień. Naszym zdaniem, te nieco odmienne wyniki poszczególnych badań świadczą też o zróżnicowanej sytuacji poszczególnych firm i branż wytwórczych w Polsce i pozwalają wskazać, że na szerokie, trwałe ożywienie w sektorze przemysłowym musimy jeszcze chwilę poczekać.

Nadzieją lepsze nastroje w Niemczech i strefie euro

Szansą dla mocniejszego odbicia aktywności wytwórczej w Polsce jest poprawiająca się ostatnio koniunktura u naszych kluczowych partnerów handlowych, tj. w strefie euro, w tym u naszego zachodniego sąsiada. W ostatecznym odczycie wskaźnik PMI dla niemieckiego przetwórstwa wzrósł w lipcu do 49,1 pkt i był to poziom najwyższy od niemal 3 lat. Jak zauważają autorzy badania PMI, choć produkcja przemysłowa w Niemczech rośnie ostrożnie, to wzrost ten utrzymuje się mimo wygaśnięcia efektów z wiosny związanych ze zwiększonym eksportem do USA. O tym, że firmy nie przestawiły się jeszcze na tryb trwałego ożywienia, świadczy jednak postępująca redukcja zapasów. Eksperci S&P Global podkreślają, że ostrożne odzyskiwanie dynamiki sektora wytwórczego w eurozonie obejmuje coraz więcej krajów. Hamulcowym jest słabiej radzącą sobie ostatnio Francja, która mierzy się z problemami fiskalnymi i ryzykiem ustąpienia obecnego rządu. Nowe porozumienie handlowe między UE a USA może wesprzeć korzystne tendencje przez zmniejszenie niepewności w otoczeniu zewnętrznym.

wskaźnik PMI

Autor: Monika Siergiejuk, Biuro Analiz Makroekonomicznych PZU

Krótkoterminowa stabilność cen ropy, długoterminowe ryzyka geopolityczne

Decyzja OPEC+ o zwiększeniu produkcji ropy naftowej o 547 tys. baryłek dziennie od września 2025 roku nie wpłynęła znacząco na ceny surowca, ponieważ rynek wcześniej uwzględnił ten ruch w swoich oczekiwaniach. Zmiana ta jest częścią szerszego planu stopniowego wycofywania się z wcześniejszych cięć produkcyjnych, a organizacja uzasadniła ją pozytywnym stanem globalnej gospodarki oraz niskim poziomem zapasów ropy.

Notowania surowca pozostały stabilne: cena ropy Brent wzrosła jedynie o 0.16%, osiągając poziom 69.78 USD za baryłkę, natomiast WTI zyskała 0.28%, dochodząc do 67.52 USD. Spokojna reakcja rynków potwierdza, że decyzja OPEC+ była zgodna z wcześniejszymi sygnałami i nie stanowiła zaskoczenia.

Jednocześnie pojawiły się nowe czynniki ryzyka związane z napięciami geopolitycznymi. Stany Zjednoczone zagroziły wprowadzeniem 100-procentowych taryf wtórnych wobec podmiotów kupujących rosyjską ropę, co ma na celu zwiększenie presji na Moskwę. Część tankowców zmieniła trasę po ogłoszeniu tych sankcji, jednak Indie — jeden z głównych odbiorców rosyjskiego surowca — zapowiedziały kontynuację zakupów, mimo gróźb ze strony administracji Trumpa.

W przypadku, gdyby Indie jednak ograniczyły import rosyjskiej ropy, rynek mógłby utracić nawet 1.7 mln baryłek dziennie. Taki scenariusz mógłby zrównoważyć prognozowaną nadwyżkę podaży w czwartym kwartale 2025 roku oraz w 2026 roku, dając OPEC+ większą swobodę w dalszym luzowaniu cięć na poziomie 1.66 mln baryłek dziennie.

Zgodnie z szacunkami Goldman Sachs, rzeczywisty wzrost podaży ze strony ośmiu krajów OPEC+ może wynieść nawet 1.7 mln baryłek dziennie, ponieważ inni członkowie kartelu ograniczyli swoją produkcję po wcześniejszych przekroczeniach ustalonych limitów.

Na rynku utrzymują się jednak obawy o wpływ polityki celnej Trumpa na globalny wzrost gospodarczy oraz popyt na paliwa, zwłaszcza w kontekście słabszych danych z amerykańskiego rynku pracy. Choć decyzja OPEC+ była neutralna dla cen, to właśnie czynniki geopolityczne mogą w najbliższych miesiącach zaważyć na równowadze podaży i popytu na globalnym rynku ropy.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Ewelina Rolak dołącza do Avison Young

Do zespołu Valuation and Advisory w Avison Young w Polsce dołącza Ewelina Rolak i obejmuje stanowisko Valuer.

Ewelina jest akredytowanym rzeczoznawcą majątkowym z doświadczeniem w wycenie nieruchomości komercyjnych i mieszkaniowych. Na początku swojej ścieżki zawodowej była związana z segmentem nieruchomości handlowych, pracując u właściciela i zarządcy centrów handlowych. W kolejnych latach Ewelina była aktywna również w innych sektorach rynku, sporządzając operaty szacunkowe m.in. parków handlowych, magazynów, inwestycji deweloperskich, lokali użytkowych, budynków biurowych, gruntów inwestycyjnych oraz nieruchomości mniej typowych, np. budowanych w systemie BTS.

Ewelina zdobywała również doświadczenie działając po stronie kredytodawcy, gdzie m.in. weryfikowała wartości nieruchomości mających stanowić zabezpieczenie ekspozycji kredytowych a także analizowała kosztorysy budowlane w celu wypłaty kolejnych transz kredytu.

Przed dołączeniem do Avison Young Ewelina pracowała w takich firmach jak CEETRUS, Bank Pekao S.A. czy Emmerson Evaluation.

Polski rynek biurowy H1 2025: stagnacja podaży i rekordowy popyt w regionach

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację na największych rynkach biurowych w Polsce na koniec pierwszej połowy 2025 roku. W Warszawie aktywność najemców do końca czerwca 2025 roku zanotowała delikatny spadek. Z kolei dla rynków regionalnych pierwsze półrocze było bardzo owocne pod względem poziomu popytu, bo wyższe aż o 37% r/r. Jednocześnie nową podaż i aktywność deweloperską można niezmiennie określić jednym słowem – „stagnacja”. Ożywienia w podaży i co za tym idzie wyższych wolumenów powierzchni oddawanej do użytku można spodziewać się dopiero po 2027 roku.

PODAŻ: nowa podaż najniższa od 14 lat

Na koniec II kwartału 2025 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na największych rynkach w Polsce wyniosły około 13,1 mln mkw.

Do końca czerwca do użytku oddano przede wszystkim budynki biurowe zlokalizowane w Warszawie. W regionach ukończono bowiem budowę zaledwie jednego biurowca. Tym samym poziom nowej podaży w pierwszej połowie tego roku wynoszący niecałe 88 000 mkw. był zbliżony do rezultatu z analogicznego okresu w roku 2011, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research Poland, Cushman & Wakefield.

Największe oddane do użytku w Warszawie biurowce do końca II kwartału to The Bridge (47 000 mkw. – Ghelamco) oraz Office House (27 800 mkw. – Echo Investment). W miastach regionalnych ukończono z kolei budynek Dymka 188 w Poznaniu (2400 mkw. – Dom Medialny Św. Wojciech).

W budowie znajduje się obecnie 325 000 mkw., z czego 135 000 mkw. przypada na rynek warszawski a 190 000 mkw. na regiony. Według szacunków Cushman & Wakefield polski rynek biurowy powiększy się w 2025 roku o ok. 210 000 mkw. (wliczając już oddane projekty w 1 półroczu), natomiast w 2026 roku jedynie o 100 000 mkw. Większy poziom nowej powierzchni możliwy jest dopiero po 2027 roku, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research Poland, Cushman & Wakefield.

POPYT: regiony poszły na rekord

W pierwszym półroczu całkowita aktywność najemców w Warszawie wyniosła ponad 301 000 mkw., co oznacza delikatny spadek, bo o ok. 5% r/r. W okresie od stycznia do czerwca w strukturze transakcji nieznacznie przeważały renegocjacje, których udział wyniósł 43%, nowe umowy odpowiadały za 40% wynajętej powierzchni, odnotowano także podwyższoną wielkość powierzchni zajętej przez właściciela – 9%. Udział ekspansji z kolei wyniósł 8%.

Na rynkach regionalnych sumaryczny popyt był wyższy niż w stolicy i rekordowy dla rynku regionalnego. Całkowity wolumen transakcji przekroczył 387 000 mkw., co stanowi wzrost o 37% względem analogicznego okresu 2024 roku. Do osiągnięcia tak świetnego wyniku przyczynił się przede wszystkim wysoki poziom popytu w Krakowie, który w samym drugim kwartale wyniósł ponad 122 000 mkw. W strukturze transakcji w miastach regionalnych dominowały renegocjacje, które odpowiadały za 58% wolumenu, nowe umowy zaś za 34% najmu, a ekspansje – za około 6%. Powierzchnie zajęte przez właściciela dotyczyły około 1% całego wolumenu umów, tłumaczy Michał Galimski, Partner, Head of Office Sector, Cushman & Wakefield.

Prognozy dotyczące popytu mogą z czasem być coraz bardziej optymistyczne. Jak wskazuje raport Cushman & Wakefield „What occupiers want”, po kilku latach ograniczania wielkości wynajmowanej powierzchni te czasy dobiegają końca. Co prawda jeszcze 32% firm, w skali globalnej, planuje, bowiem redukcje powierzchni, natomiast już co ósmy najemca deklaruje zamiar wynajęcia dodatkowej przestrzeni biurowej. Jednocześnie średnia wielkość nowo podpisywanych umów najmu wzrosła od 2023 roku o 13%.

Według wyników nadchodzącej nowej edycji raportu Business Environment Assessment Study (BEAS), opracowywanego od kilku lat przez Cushman & Wakefield i Antal, wskazują, że firmy działające w Polsce prezentują bardziej optymistyczne podejście do planowania przestrzeni niż średnia globalna. 18,2% organizacji planuje bowiem zwiększenie zajmowanej powierzchni, co stanowi o około 43% wyższy odsetek, aniżeli firm planujące jej redukcję (12,7%). Przeważająca część ankietowanych – średnio aż 45% – deklaruje z kolei chęć utrzymania dotychczasowej powierzchni biurowej, komentuje Ewa Derlatka Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

PUSTOSTANY: poziom powierzchni niewynajętej z delikatnymi wahnięciami

Średni wskaźnik pustostanów w Polsce na koniec II kw. 2025 roku wyniósł 14,2%, co stanowi wzrost o 0,1 pp. względem I kw. 2025 roku, ale spadek o 0,2 pp. względem czerwca 2024 roku.

W stolicy wskaźnik niewynajęcia wzrósł o 0,3 pp. względem poprzedniego kwartału i wyniósł 10,8%. W miastach regionalnych zaobserwowano nieznaczne spadki w Łodzi, Lublinie i Szczecinie, natomiast wzrost dostępności zaobserwowano w Katowicach. – o 1,6 pp. Wskaźnik niewynajęcia dla miast regionalnych pozostaje podwyższony i wynosi średnio 17,5%. Na wszystkich rynkach biurowych objętych analizą dostępna powierzchnia wyniosła 1,86 mln mkw., co jest zbliżonym poziomem względem II kwartału ubiegłego roku, tłumaczy Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

CZYNSZE: drożej głównie w centrum

W czerwcu 2025 roku stawki „premium” za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły przeciętnie 24,00-27,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 15,00-19,00 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach poza centralnych.

W Warszawie wzrosty czynszu zaobserwowano przede wszystkim w nowo oddawanych budynkach w Centrum. Z kolei w budynkach istniejących, zarówno w strefach centralnych i poza centralnych o wysokim poziomie obłożenia, czynsze rosły na poziomie zbliżonym do wskaźnika inflacji, poprzez indeksację czynszu ofertowego. W miastach regionalnych najlepsze biura w centrum były oferowane średnio w przedziale cenowym 14,00-17,00 EUR/ mkw./ miesiąc. Jednocześnie stawki czynszu wyższe od średniej odnotowywane są w budynkach nowo oddawanych lub umiejscowionych w dobrych lokalizacjach, podsumowuje Jan Szulborski, Business Development & Insight Manager, Cushman & Wakefield.

Tomasz Chojnacki dołącza do Newmark Polska jako Dyrektor Regionalny na Południową Polskę

0

Z dniem 1 sierpnia br. Tomasz Chojnacki, ekspert z blisko 20-letnim doświadczeniem na rynku nieruchomości komercyjnych, dołączył do międzynarodowej firmy doradczej Newmark Polska, obejmując stanowisko Dyrektora Regionalnego na Południową Polskę w Dziale Powierzchni Biurowych. Do jego głównych obowiązków należy reprezentowanie najemców powierzchni biurowych w procesach relokacji oraz renegocjacji umów najmu.

– Intensywny rozwój rynków regionalnych w obszarze nieruchomości biurowych wymaga nie tylko dogłębnej znajomości branży, ale również umiejętności elastycznego reagowania na potrzeby klientów. Właśnie dlatego funkcję Dyrektora Regionalnego powierzyliśmy Tomaszowi Chojnackiemu – osobie, która łączy wieloletnie doświadczenie z prawdziwym zaangażowaniem w budowanie i utrzymywanie trwałych relacji z klientami – mówi Karol Wyka, Dyrektor Zarządzający Działu Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

– Z ogromną radością dołączam do zespołu Karola w Newmark Polska, aby wspólnie realizować ambitne plany firmy związane z rozwojem naszej obecności na południu Polski. Sektor biurowy oferuje nowoczesne powierzchnie i przyciąga inwestorów innowacyjnymi budynkami, które spełniają najwyższe standardy środowiskowe. Specjalizuję się w kompleksowym wspieraniu najemców na każdym etapie procesu poszukiwania i wynajmu biur, dlatego jestem przekonany, że razem osiągniemy kolejne sukcesy i znacząco wzmocnimy pozycję firmy w tym dynamicznie rozwijającym się regionie – mówi Tomasz Chojnacki, Dyrektor Regionalny w Dziale Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

Przed dołączeniem do Newmark Polska Tomasz Chojnacki pełnił funkcję dyrektora w zespole reprezentacji najemcy biurowego w Katowicach, szefa regionu śląskiego oraz zastępcy szefa sektora biurowego w firmie doradczej CBRE w Polsce, zapewniając pełną obsługę lokalnych oraz międzynarodowych klientów. Wcześniej odpowiadał za zarządzanie portfelem nieruchomości komercyjnych zlokalizowanych na terenie Górnego Śląska. W trakcie swojej kariery zawodowej współpracował z wieloma renomowanymi firmami, m.in. AT&T, Orange, Softserve, Jamf Software, Play czy Rockwell Automation. Jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Słabe dane z USA wywołują korektę na rynku walutowym i surowcowym

Rynki czekały na korektę na głównej parze walutowej i się doczekały. Powodem były słabe dane z tamtejszego sektora pracy. Indeksy koniunktury nie zatrzęsły giełdą, a waluty i surowce reagowały głównie na odczyty ze Stanów Zjednoczonych.

Rynek pracy w USA

Miało być tak dobrze. Miejsca pracy miały wracać za ocean, a dane miały się poprawiać. Niestety jak pokazały odczyty makroekonomiczne z piątku, nie dzieje się to od razu. W Stanach Zjednoczonych pokazano wzrost stopy bezrobocia w lipcu – z 4,1% na 4,2%. Ten element był zgodny z przypuszczeniami. To, co zaskoczyło analityków to zmiana zatrudnienia. Oczekiwali oni większej, zarówno w sektorze pozarolniczym, jak i prywatnym. Rynek zareagował bardzo intensywnie. W rezultacie, tuż po publikacji euro odrobiło połowę strat względem dolara, które poniosło w minionym, bardzo słabym tygodniu. Dane te również przełożyły się na kurs względem złotego. Po samych odczytach dolar odbił się od poziomu 3,75 zł i zanurkował poniżej 3,70 zł.

Indeksy koniunktury w tle

Piątek miał upłynąć pod dyktando danych z indeksów koniunktury. Problem w tym, że wskaźniki PMI okazały się bardzo zgodne z prognozami analityków, co powodowało, że nie wpływały na rynki. Strefa euro pokazała 49,8 pkt. Niby poniżej granicy oddzielającej przewagę odpowiedzi negatywnych od pozytywnych, ale zaledwie 0,2 pkt. Do tego była to najlepsza wartość od lat. Polska nie miała najlepszego wyniku od dwóch miesięcy, ale za to symbolicznie o 0,1 pkt powyżej oczekiwań. Odczyty z USA były niejednoznaczne. Indeks PMI pokazał delikatną poprawę, za to raport ISM wyraźne pogorszenie. Potwierdziło to tylko ruch zapoczątkowany danymi z rynku pracy.

Spadek cen ropy

Piątek przyniósł nam również przecenę ropy naftowej. Część tego ruchu to oczywiście wpływ słabszych danych z USA, które stawiają pod znakiem zapytania ilość surowca na rynku. To właśnie jego możliwy nadmiar jest powodem tej sytuacji. Teoretycznie w tym tygodniu mija ultimatum, jakie Donald Trump postawił Rosji. Jednak wielu analityków wskazuje na to, że Rosjanie reeksportują ropę przez bardzo poważne gospodarki, takie jak Chiny, Indie czy Turcja. Wątpliwe jest zatem, by doszło do spełnienia gróźb obłożenia wszystkich towarów z tych państw drakońskimi sankcjami. Do 8 sierpnia pozostało mało czasu, by formalnie wszystko przygotować. Nie zmienia to faktu, że obecna administracja jest bardzo zdeterminowana w takich tematach i może chcieć zapowiedzi zrealizować. W rezultacie może nas czekać bardzo ciekawy tydzień na rynku ropy, gdzie piątkowa przecena o 2,5 dolara na baryłce nie będzie uchodzić za dużą zmianę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Autor: Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Wpływ geopolityki na rynek IPO – analiza pierwszych 6 miesięcy 2025 r.

Pierwsza połowa 2025 roku na globalnym rynku pierwszych ofert publicznych akcji (IPO) była okresem pełnym wyzwań i zmian, które wpłynęły na dynamikę debiutów giełdowych na całym świecie. Według najnowszego raportu EY Global IPO Trends, w tym czasie na światowych giełdach miało miejsce 539 debiutów, które łącznie wygenerowały przychody o wartości 61,4 miliarda USD. Pomimo utrzymania się liczby ofert na poziomie roku poprzedniego, wartość pozyskanych środków wzrosła, co świadczy o rosnącym znaczeniu wybranych transakcji.

Geopolityka i rynek – jak niepewność wpłynęła na IPO?

Pierwsze sześć miesięcy 2025 r. upłynęło pod znakiem zwiększonej zmienności i niepewności na rynkach finansowych. Główne źródła napięć to protekcjonistyczna polityka handlowa USA, wojna w Ukrainie oraz konflikt na Bliskim Wschodzie. Te czynniki sprawiły, że inwestorzy zaczęli traktować wyższe premie za ryzyko jako nową normę, co jest sygnałem rosnącej odporności na zewnętrzne wstrząsy, ale jednocześnie wpłynęło na selektywność i ostrożność wobec nowych ofert.

Anna Zaremba, Partnerka EY, podkreśla, że europejski rynek IPO odczuł mocno skutki zapowiedzi podwyżek ceł przez administrację USA, co skutkowało koniecznością stosowania wyższych dyskont i większym naciskiem inwestorów na rentowność oraz stabilność firm. Dodatkowo, konflikty zbrojne w regionie zwiększyły presję na rynki energii i oczekiwania inflacyjne.

Dominacja trzech potęg: USA, Indie i Chiny

Na globalnym tle trzy rynki – Stany Zjednoczone, Indie i Chiny – przeprowadziły ponad 100 IPO każdy, dominując światowy krajobraz debiutów. Stany Zjednoczone z 109 debiutami pozostają liderem pod względem liczby i wartości ofert. W Chinach odnotowano wzrost udziału w światowych przychodach z IPO do jednej trzeciej całego rynku, co oznacza znaczny wzrost w porównaniu z poprzednim rokiem.

W Europie, mimo że ogólna liczba IPO spadła i wyniosła zaledwie 50 ofert, co stanowiło 9 proc. globalnych transakcji, region Centralnej i Południowo-Wschodniej Europy wyróżnił się 22 debiutami, stanowiąc aż 44 proc. wszystkich europejskich ofert. Wśród najbardziej spektakularnych europejskich debiutów znalazły się m.in. spółki z Sztokholmu – Asker Healthcare oraz fundusz PE Röko, a także hiszpańska grupa HBX z branży turystycznej. Polski debiut Diagnostyki na GPW, wyceniony na ponad 421 milionów USD, jest jednym z największych IPO ostatnich lat w Warszawie.

Struktura branżowa IPO i trendy inwestycyjne

Analiza branżowa pokazuje, że największy udział w pierwszych ofertach miały firmy z sektora przemysłowego – aż 24 proc. wszystkich IPO. Na kolejnych miejscach uplasowały się produkty konsumpcyjne i handel (18 proc.) oraz sektor technologii, mediów, rozrywki i telekomunikacji – 17 proc. Napięcia geopolityczne oraz ryzyko związane z łańcuchami dostaw skłaniają firmy do przenoszenia produkcji i inwestycji w zaawansowane technologie oraz infrastrukturę przemysłową, co widać w rosnącej wartości ofert technologicznych – wzrost o 19 proc. rok do roku.

Warto także zauważyć rosnącą dojrzałość spółek debiutujących na giełdzie – mediana wieku firm w Europie wzrosła do 29 lat, co wskazuje na większą stabilność i dostęp do dojrzałych biznesów, choć często z dłuższym okresem rozwoju poza rynkiem publicznym.

Wzrost znaczenia transgranicznych IPO

Pierwsza połowa 2025 roku przyniosła rekordowy udział ofert transgranicznych, stanowiących 14 proc. wszystkich IPO na świecie. Choć ich wartość była niższa niż w rekordowych latach 2020–2021, a wyniki tych ofert często ustępowały krajowym, USA pozostają głównym rynkiem docelowym, przyciągając 93 proc. takich transakcji. Na giełdach amerykańskich notowanych jest obecnie aż 62 proc. zagranicznych emitentów, zwłaszcza z Chin i Singapuru.

Anna Zaremba wskazuje, że osłabienie dolara i cykl obniżek stóp mogą zachęcić inwestorów do poszukiwania okazji inwestycyjnych także w Azji i Europie, gdzie giełdy inwestują w uproszczenie regulacji i rozwój infrastruktury, aby zwiększyć swoją atrakcyjność dla międzynarodowych emitentów.

Prognozy na drugą połowę 2025 roku

Eksperci EY przewidują, że światowe rynki kapitałowe będą stopniowo wchłaniać efekty napięć politycznych i geopolitycznych, które coraz silniej są wliczane w wyceny aktywów. Dla Europy nadchodząca jesień może okazać się czasem kluczowych debiutów, które zweryfikują pozycję kontynentu w globalnym wyścigu IPO.

Niedokończony projekt wielkiej galerii. Upadłość Color Parku i wyrok dla inwestora

Jeszcze kilka lat temu Color Park w Nowym Targu miał być jednym z najbardziej imponujących projektów handlowych na południu Polski – regionalnym centrum handlowo-rozrywkowym, które miało odmienić oblicze miasta. Mówiono o „podhalańskim San Francisco”, o setkach miejsc pracy, multipleksie kinowym i pasażu z luksusowymi butikami. Dziś miejsce to przypomina raczej opuszczony plac budowy – z betonowym szkieletem niedokończonego obiektu, zarastającym chaszczami terenem i atmosferą niejasności, podejrzeń i konfliktów. To historia nietrafionej inwestycji, gdzie brak pieniędzy, niegospodarność i wyrok skazując prezesa pogrzebały ambitne plany i wizje budowy pięknego obiektu handlowego.

Ambitny początek i wielkie plany

W 2017 roku projekt galerii handlowej Color Park został oficjalnie zaprezentowany przez Zbigniewa Głowackiego, lokalnego przedsiębiorcę i prezesa spółki Nowotarska sp. z o.o. Na sześciu hektarach gruntów, tuż przy trasie Zakopianka na granicy Nowego Targu i Szaflar, miało powstać nowoczesne centrum handlowe z pasażem butików, hipermarketem, marketem budowlanym i pierwszym pod Tatrami multipleksem kinowym. Do realizacji inwestycji zaangażowano uznane firmy z branży: Tech-Bud miała odpowiadać za wykonawstwo, Mallson Polska za komercjalizację projektu, a firma Mayland Real Estate – znana z realizacji takich obiektów jak krakowska Serenada, opolska Karolinka czy gdyńska Riviera – została wybrana jako inwestor zastępczy. Wizja była imponująca, a mieszkańcy regionu patrzyli z nadzieją na nadchodzące zmiany.

Problemy finansowe i pierwsze oznaki kryzysu

Entuzjazm zaczął wygasać już w 2018 roku. Choć Głowacki publicznie deklarował, że jego spółka dysponuje „kilkudziesięcioma milionami złotych”, faktyczny stan finansów Nowotarskiej był daleki od tak optymistycznych zapewnień. Jak wynika z późniejszych oświadczeń inwestorów, którzy udzieli przedsiębiorcy pozyczki (finansowanie pomostowe) – Artura Kawy i Dariusza Kalinowskiego – do ukończenia całej inwestycji potrzebne było ponad 100 mln zł, a w grudniu 2018 r. spółce brakowało płynności finansowej.

Wtedy też Głowacki zaoferował inwestorom finansowym objęcie obligacji o wartości ok. 6 mln zł. Fundusze te miały pozwolić na pokrycie zobowiązań wobec wykonawców i kontynuowanie inwestycji. Niestety, mimo zastrzyku gotówki – inwestycja w praktyce stanęła. Prace wykonano jedynie w podstawowym zakresie: część robót murowo-żelbetowych została zakończona, ale dalsze etapy – w tym montaż konstrukcji stalowej dachu – nie zostały rozpoczęte. Środki się wyczerpały, a spółka zaczęła pogrążać się w zadłużeniu.

W miarę jak sytuacja finansowa spółki pogarszała się, coraz więcej podmiotów zaczęło kierować wobec niej roszczenia. Największe z nich – Tech-Bud sp. z o.o. – dochodzi należności w wysokości ponad 4,19 mln zł tytułem wykonanych usług projektowych i budowlanych. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez kancelarię reprezentującą Tech-Bud, dochodzona kwota obejmuje wyłącznie należność główną, bez odsetek i kosztów procesowych. Inne firmy oraz osoby prywatne – wykonujące usługi dla inwestora – również zgłosiły swoje wierzytelności. W ciągu zaledwie miesiąca od ogłoszenia upadłości spółki w Krajowym Rejestrze Zadłużonych (wrzesień 2024 r.) swoje roszczenia zgłosiło łącznie 14 wierzycieli.

Postępowanie upadłościowe i działania syndyka

W połowie 2024 roku sąd ogłosił upadłość spółki Nowotarska sp. z o.o. Syndyk masy upadłościowej – Paweł Głodek – złożył listę wierzytelności oraz operat szacunkowy dotyczący majątku spółki. Dokument ten obejmuje opis i wycenę nieruchomości położonych przy ul. Krakowskiej w Nowym Targu – miejsca, gdzie powstać miał Color Park.

Zbigniew Głowacki i jeden z wierzycieli złożyli zastrzeżenia do wyceny, ale Sędzia-Komisarz uznał je za bezzasadne. Tym samym syndyk może kontynuować procedury zmierzające do sprzedaży majątku. Proces ten nadzoruje Rada Wierzycieli, która zgodnie z przepisami ustawy Prawo upadłościowe kontroluje działania syndyka, bada stan funduszy masy upadłości i opiniuje kluczowe decyzje.

Spór o własność i oskarżenia

Głowacki nie zgadza się z decyzją o upadłości. Publicznie twierdzi, że jego projekt został „przejęty dzięki pozornemu zadłużeniu w wysokości 13,5 mln zł, mimo że wartość majątku sięgała – według jego wyceny – 240 mln zł”. Z kolei inwestorzy finansowi, którzy udzielali pożyczki w 2018 roku (Artur Kawa i Dariusz Kalinowski) – podkreslaja, ze nie przejęli oni żadnego majątku, a właścicielem nieruchomości nadal jest Głowacki.

W przesłanym 29 lipca 2025 roku oświadczeniu inwestorzy informują: – ‘’Należy stanowczo podkreślić, iż nikt nie przejął majątku Zbigniewa Głowackiego, jest on nadal właścicielem spółki posiadającej nieruchomości w Nowym Targu. Zgodnie z Ustawą Prawo upadłościowe z 28 lutego 2003 r., majątkiem spółki w procesie upadłości zarządza Syndyk, a jego działania nadzoruje Sąd upadłościowy oraz Rada wierzycieli. Głównym celem jest zaspokojenie niespłaconych przez spółkę wierzycieli, nie przejęcie spółki. Cały proces jest ściśle uregulowany przepisami prawa. Główną osobą zarządzająca masą upadłości (czyli całym majątkiem spółki po ogłoszeniu upadłości) jest Syndyk, którego zadaniem jest zabezpieczenie majątku, spieniężenie go oraz podział uzyskanych środków między wierzycieli. Syndyk nie działa dowolnie – jego decyzje muszą być zgodne z celem postępowania i często wymagają zgody Sądu. To Sąd upadłościowy nadzoruje pracę syndyka i zatwierdza kluczowe decyzje, np. sprzedaż ważnych składników majątku. Rozpatruje również spory wierzycieli, zatwierdza listę wierzytelności oraz zatwierdza plan podziału środków. Po zakończeniu postepowania upadłościowego, zarządzanie spółką wraz z majątkiem pozostałym po zaspokojeniu wszystkich wierzycieli i pokryciu kosztów postępowania upadłościowego wraca do inwestora – Zbigniewa Głowackiego.’’ Postępowanie upadłościowe trwa, aby zabezpieczyć interes wierzycieli.

W oświadczeniu wskazują, że pierwotnym źródłem problemów była decyzja Głowackiego o rozpoczęciu budowy bez zapewnienia pełnego finansowania. W ich ocenie, działania inwestora już w 2018 roku były ryzykowne, a medialne wypowiedzi o posiadaniu wielomilionowych środków nie miały pokrycia w faktach.

Wysokość kwoty szacunkowej wartości majątku spółki, publicznie wycenianej przez jej prezesa Głowackiego, również budzi zdumienie nie tylko inwestorów lecz również wierzycieli… Według opinii ekspertów rynkowych podawanie takich wycen nie ma pokrycia w rzeczywistości, może wprowadzić w błąd wierzycieli i być forma nacisku na syndyka, który (wraz z sadem) wyceni majątek nieruchomości i całej inwestycji przez procesem sprzedaży.

Wyrok sądowy skazujący prezesa Głowackiego za próbę wpływu na postępowanie upadłościowe

Dodatkowym ciosem dla Głowackiego był ( według informacji Gazety Wyborczej, GW, 25.07.2025, ‘’Kulisy upadku galerii handlowej przy zakopiance. Jest pierwszy wyrok w tej sprawie’’), wyrok z 24 lipca 2025 roku. Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów uznał go winnym złożenia propozycji przekupstwa syndyka  i wymierzył karę jednego roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na jeden rok. Sąd uznał, że Głowacki obiecał przekazanie 200 tys. zł w zamian za korzystne sprawozdanie o stanie finansów spółki. Uznano, że działał w silnych emocjach po utracie władzy nad firmą, a jego niekaralność złagodziła wyrok. Sprawa nie jest jeszcze prawomocna.

Równolegle toczy się śledztwo w Nowym Targu, prowadzone przez lokalną prokuraturę. Dotyczy ono domniemanego oszustwa na szkodę spółki Nowotarska, którego miały dopuścić się fundusze finansujące projekt. Jak zaznacza prokurator Janusz Tętniowski, sprawa prowadzona jest „w sprawie”, a nie przeciwko konkretnej osobie – nikt nie usłyszał zarzutów. Śledczy próbują ustalić, czy którakolwiek ze stron została celowo wprowadzona w błąd.

Czy projekt można jeszcze uratować?

Pomimo upadłości i licznych kontrowersji, pojawia się nadzieja, że inwestycja może jeszcze zostać dokończona – choć już nie przez Głowackiego. Inwestorzy finansowi oraz przedstawiciele władz lokalnych liczą, że sprzedaż nieruchomości przez syndyka pozwoli nowemu właścicielowi wznowić realizację projektu. Władze miasta deklarują otwartość na współpracę w tym zakresie.

Dziś inwestorzy finansowi mówią wprost: Obecnie najważniejszym celem, zarówno dla władz miasta jaki i wierzycieli Nowotarska, powinno być jak najszybsze dokończenie przez Syndyka spółki Nowotarska procesu sprzedaży nieruchomości. Nowy właściciel nieruchomości współpracując z samorządem lokalnym, mógłby przejąć realizację inwestycji, kontynuując ją zgodnie z koncepcją władz miejskich oraz odpowiadając na potrzeby i oczekiwania mieszkańców Nowego Targu.

USA uderzają w szwajcarski eksport. SNB rozważa powrót do ujemnych stóp procentowych

Trump ogłosił szereg „podatków importowych”. Cel ten sam – „ochrona amerykańskiego rynku”. Szwajcaria objęta 39% stawką, czy to może oznaczać powrót do ujemnych stóp procentowych? Uspokojenie sytuacji na notowaniach PLN.

Nie ma lekko

Prezydent USA nie próżnuje i robi wszystko, by wrócił pełnoskalowy protekcjonizm w handlu. Nowe taryfy wejdą w życie 7 sierpnia i obejmują szereg produktów importowanych z wielu krajów. Stawki w większości przypadków są niższe niż te zapowiedziane w kwietniu. Jednak w gronie „szczęściarzy”, którym udało się wynegocjować, nie ma np. Kanady i Szwajcarii z większych gospodarek. Choćby Unia Europejska czy Japonia mogły liczyć na gest Trumpa, a finalne cła wyniosą 15%. Nadal jednak mowa o pyrrusowym zwycięstwie, a patrząc choćby na głosy z sektora motoryzacyjnego już widać obawy o dalsze funkcjonowanie. Choćby Volkswagen już zapowiada mld euro kosztów z tym związane, nie mówiąc o planowanych zwolnieniach w związku z dostosowaniem się do nowej sytuacji w handlu. Dodajmy też, że czy UE, czy Japonia zobowiązała się do dużych inwestycji w USA, co może być trudne do spełnienia, a z pewnością administracja Trumpa tego tematu nie odpuści, więc raczej mówimy tu o tymczasowej stawce celnej 15%. Oberwało się też Kanadzie, a widzimy tutaj zdecydowany wątek polityczny, gdyż prezydent USA nie był zadowolony z progresu w walce z narkobiznesem.

Kolejne uderzenie w szwajcarski eksport

Spory kłopot gospodarczy może mieć wspomniana Szwajcaria, gdzie stawka ceł na eksport do USA wyniesie aż 39%. Dla kraju, który opiera się na wywozie towarów to wręcz tragedia. Tym bardziej że poza głównym partnerem handlowym Niemcami, właśnie z USA handel jest największy, a jak można się domyślić właśnie deficyt handlowy ze Szwajcarią w kwocie blisko 40 mld USD, skłonił Trumpa do takich działań. W takiej sytuacji nie jest wykluczone, że Bank Szwajcarii zdecyduje się obniżyć koszt pieniądza poniżej 0 i wejść w wartości ujemne. Z jednej strony kwestia ceł, ale z drugiej utrudniającym eksport jest mocny CHF. SNB ma przestrzeń, by wykonać ruch na stopach, biorąc pod uwagę niską inflację bliską 0. Taka decyzja mogłaby osłabić franka szwajcarskiego. Rząd tego neutralnego kraju ma czas do 7 sierpnia, by spróbować negocjować umowę handlową z USA.

„Spuchnięty” piątkowy kalendarz

Dzisiejsza sesja przebiega dość spokojnie na notowaniach PLN, mimo to jednak ten tydzień PLN nie może zaliczyć do udanych, a największe straty poniósł do USD (blisko 15 groszy). Niemniej jednak patrząc na piątkowy kalendarz zawierający dość sporo potencjalnych impulsów do handlu, może się okazać, że to cisza przed burzą na rynku walutowym. Pojawił się już odczyty PMI dla przemysłu z Europy. In plus wypadł ten z Hiszpanii (51,9 pkt), in minus z kolei z Niemiec i Francji – odpowiednio 49,1 i 48,2 pkt, czyli w rejonach recesyjnych poniżej 50 pkt. Idealnie w celu EBC wypadła inflacja CPI, wyniosła 2% w lipcu w relacji r/r.  Wszystko to jednak przystawki, a daniem głównym będą dane z amerykańskiego rynku pracy. W ostatnim czasie niemal wszystko działa na korzyść USD – perspektywa utrzymania stóp w USA we wrześniu, PKB za II kwartał, czy również będzie tak z rynkiem pracy? Nisko ustawiona jest poprzeczka w przypadku liczby nowych miejsc pracy poza rolnictwem raptem 106 tys., nieco wyższe ma być bezrobocie 4,2% vs 4,1% w czerwcu. EUR/USD zatrzymał się, póki co w pobliżu wsparcia na 1,14. Lepsze dane mogą skutkować testem tego poziomu. To nie koniec danych na dzisiaj, o 16.00 poznamy jeszcze indeks ISM dla przemysłu z USA.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Ice Code Games jako pierwsza spółka giełdowa w Polsce wdraża strategię skarbcową opartą na Bitcoinie

Ice Code Games S.A., notowana na rynku NewConnect, ogłasza porozumienie z grupą inwestorów w sprawie rozpoczęcia realizacji strategii skarbcowej opartej na Bitcoinie. Spółka pozyska 1mln EUR już w ramach podwyższenia kapitału pierwszej inwestycji od grupy inwestorów, mających już doświadczenie związane z wprowadzaniem strategii skarbcowej opartej na Bitcoinie.

To pierwsza tego typu inicjatywa wśród publicznych firm w Polsce. Celem jest dywersyfikacja rezerw gotówkowych oraz długoterminowe zabezpieczenie wartości aktywów spółki w oparciu o najbardziej rozpoznawalne aktywo cyfrowe świata – Bitcoin.

Bitcoin jako aktywo strategiczne – przechowywanie wartości i pozycjonowanie na przyszłość

Zarząd spółki podjął decyzję o ustanowieniu nowej długoterminowej strategii zarządzania zyskami i przepływami pieniężnymi, koncentrującej się na akumulacji Bitcoina. Spółka postrzega Bitcoina nie tylko jako zabezpieczenie przed inflacją, lecz także jako globalną sieć monetarną, która może radykalnie zmienić sposób, w jaki firmy przechowują wartość. Zgodnie z podejściem międzynarodowych liderów, ICG zamierza przeprowadzać inteligentne pozyskiwanie kapitału poprzez instrumenty finansowe, aby zbudować rezerwę w Bitcoinie, która będzie rosła w czasie.

Pierwsza faza realizacji strategii Bitcoin Treasury

ICG prowadzi negocjacje dotyczące emisji akcji z wyłączeniem prawa poboru z konsorcjum inwestorów międzynarodowych, którzy wnoszą także specjalistyczne kompetencje w zakresie traktowania Bitcoina jako strategicznego aktywa korporacyjnego. Inwestorzy deklarują pozyskanie 1 000 000 EUR, a akcje będą obejmowane przez inwestorów po cenie 0,11 zł. Część dotychczasowych akcjonariuszy zadeklarowała też wsparcie poprzez udzielenie pożyczki konwertowalnej oraz drugi co do wielkości akcjonariusz ICG zobowiązał się do wzmocnienia bilansu Spółki poprzez konwersję wszystkich swoich niespłaconych pożyczek, wynoszących około 1,6 mln zł, po tej samej cenie emisyjnej.

Wzorowane na globalnych liderach

Strategia skarbcowa (ang. Bitcoin treasury strategy) polega na wykorzystaniu nadwyżek gotówkowych spółki do budowy rezerwy wartości w postaci Bitcoina. W praktyce oznacza to, że spółka przeznacza część środków własnych lub pozyskanych z emisji na zakup BTC, traktując go jako długoterminowe aktywo zabezpieczające.

Koncepcja ta została już z powodzeniem wdrożona przez wiele notowanych na giełdzie spółek na całym świecie. W szczególności amerykańskie firmy notowane na giełdzie – takie jak Strategy Inc. (dawniej MicroStrategy), która od 2020 r. zgromadziła ponad 200 000 BTC – znacząco zwiększyły swoją widoczność rynkową, zaangażowanie inwestorów oraz wartość długoterminową. Przedsiębiorstwa te dowiodły, że przeznaczenie części skarbu korporacyjnego na bitcoina może służyć jako długoterminowy magazyn wartości, przyciągnąć nowych – technologicznie świadomych – inwestorów i działać jako zabezpieczenie przed utratą wartości walut fiducjarnych.

Stając się pierwszą spółką giełdową w Polsce, która przyjmie podobną strategię, ICG plasuje się w czołówce innowacji finansowych, wpisując się w cyfrową transformację rynków kapitałowych i systemów monetarnych na całym świecie.

„Dzięki pozyskanemu kapitałowi, a przede wszystkim dzięki doświadczeniu naszych szwedzkich partnerów inwestycyjnych, którzy z sukcesem uczestniczyli już we wdrażaniu strategii Bitcoin treasury w spółkach notowanych, możemy dziś wypracować i zaimplementować optymalny model funkcjonowania tej części Ice Code Games. Wierzę, że połączenie ich know-how z naszym potencjałem operacyjnym przełoży się na wymierne, długoterminowe korzyści dla wszystkich interesariuszy” – powiedział Mateusz Pilski, Prezes Zarządu Ice Code Games.

Notowana brama do ekspozycji na bitcoina

Dzięki utworzeniu skarbca w Bitcoinie, ICG stwarza unikalne i regulowane narzędzie dla inwestorów – w szczególności indywidualnych akcjonariuszy – do uzyskania pośredniej ekspozycji na Bitcoina poprzez rynek akcji. Dla wielu inwestorów bezpośredni dostęp do Bitcoina może być ograniczony z uwagi na złożoność techniczną, kwestie bezpieczeństwa lub niepewność regulacyjną. Strategia ICG oferuje dostępną, przejrzystą i profesjonalnie zarządzaną alternatywę – notowaną na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Dzięki temu ICG staje się nie tylko innowatorem korporacyjnym, ale także bramą dla tradycyjnych inwestorów do udziału we wzroście Bitcoina w znanym im formacie – publicznie notowanej akcji. Firma zwiększa jednocześnie swoją rozpoznawalność jako innowator finansowy w sektorze gier i umacnia długoterminowy charakter swojej strategii kapitałowej.

„Jestem niesamowicie podekscytowany, że jesteśmy na drodze do zostania pierwszą notowaną spółką w Polsce, która wdraża i realizuje strategię skarbcową opartą na Bitcoinie w ramach naszego nowego obszaru działalności. To prawdopodobnie zwiększy również naszą widoczność jako spółki publicznej” – dodaje Mateusz Pilski.

Aktywność IPO w regionie EMEA ponownie nabiera tempa

Pomimo gwałtownego wzrostu zmienności i spadków na rynkach akcji na początku drugiego kwartału 2025 roku wywołanych ogłoszeniem ceł przez Stany Zjednoczone, europejskie indeksy zdołały się odbudować. Choć liczba debiutów giełdowych w pierwszym półroczu była niższa niż rok wcześniej, pozytywne sygnały z europejskich parkietów oraz udane emisje wskazują na rosnącą gotowość emitentów do powrotu na rynek. Dalsze ożywienie aktywności IPO w drugiej połowie roku będzie jednak w dużej mierze uzależnione od stabilizacji sytuacji makroekonomicznej i geopolitycznej. Na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie kolejny udany debiut.

Pierwsze półrocze 2025 r. na europejskim rynku IPO upłynęło pod znakiem ograniczonej aktywności, mimo poprawy warunków rynkowych w II kwartale. Wartość pierwotnych ofert publicznych (IPO) przeprowadzonych na europejskich rynkach w pierwszym półroczu 2025 r. wyniosła 4,1 mld euro, co oznacza spadek względem analogicznego okresu 2024 r. o 64proc., podczas którego pozyskano 11,4 mld euro. Liczba debiutów również zmalała do 28 w trakcie pierwszych sześciu miesięcy bieżącego roku w porównaniu z 36 debiutami w analogicznym okresie roku poprzedniego. W drugim kwartale 2025 r. przeprowadzono 12 IPO o łącznej wartości 1,0 mld euro. Zgodnie z raportem PwC, IPO Watch EMEA, dalsze ożywienie rynku IPO w Europie będzie zależne od utrzymania stabilności makroekonomicznej i geopolitycznej.

Podsumowanie I półrocza 2025 r. na GPW w Warszawie

Pierwsze półrocze roku 2025 Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) może zaliczyć do udanych. Łączna wartość IPO na GPW osiągnęła prawie 2 mld zł. Dobry rezultat pierwszego półrocza br. zawdzięczamy przede wszystkim dwóm debiutom na rynku głównym GPW tj. Diagnostyki oraz Arlen. Biorąc także pod uwagę debiut Żabki z października 2024 r., można mówić o pozytywnym trendzie, który wskazuje na rosnące zaufanie inwestorów do udziału w ofertach na rodzimym rynku. Najważniejszym debiutem pierwszego półrocza była oferta Diagnostyki, która miała miejsce w pierwszym kwartale 2025 r., i której wartość wyniosła 1,7 mld zł i odpowiadała za 85 proc. wszystkich debiutów podczas całego półrocza. Drugim debiutem na głównym parkiecie GPW było czerwcowe IPO spółki Arlen S.A. Spółka uplasowała ofertę w wysokości 270,9 mln zł, co w połączeniu z silnym zainteresowaniem inwestorów sektorem specjalistycznej odzieży ochronnej, wywindowało ceny akcji o 10 proc. na otwarciu podczas pierwszego dnia notowań. W drugim kwartale 2025 r. na alternatywnym rynku NewConnect zadebiutowały 4 spółki, które łącznie pozyskały blisko 30 mln zł. Największą ofertę (23,4 mln zł) uplasowała spółka Green Lanes specjalizująca się w tworzeniu zaawansowanych technologicznie materiałów opartych na roślinach jednorocznych.

„Pierwsze półrocze 2025 roku było dla GPW okresem wyraźnego ożywienia i silnego wzrostu. Od początku roku indeksy WIG, WIG20 i mWIG40 odnotowały stopy zwrotu bliskie 30 proc., osiągając wyniki lepsze niż inne główne indeksy europejskie. Pomimo wzrostu zmienności i niepewności na rynkach globalnych, polska giełda wykazała się dużą odpornością, a po kwietniowych zawirowaniach związanych z nałożeniem ceł przez USA, szybko odreagowała. Na rynku pierwotnym uwagę inwestorów zwróciły przede wszystkim oferty Diagnostyki oraz Arlen, których łączna wartość osiągnęła blisko 2 mld złotych. W obecnym otoczeniu rynkowym oraz powracającej co jakiś czas niepewności, wczesna ocena gotowości do IPO oraz możliwość podjęcia szybkich działań będą kluczowe w celu uplasowania oferty w najbardziej odpowiednim momencie” – mówi Kamil Wardzyński, Dyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych PwC Polska.

Podsumowanie europejskiego rynku ofert pierwotnych w I półroczy 2025 r.

Zgodnie z najnowszym raportem PwC „IPO Watch EMEA”, pierwsze półrocze 2025 roku na europejskich rynkach kapitałowych rozpoczęło się z dużymi nadziejami, które jednak zostały wystawione na próbę przez gwałtowne zmiany geopolityczne i makroekonomiczne. Po obiecującym początku roku, w którym indeksy giełdowe notowały wzrosty, kwiecień przyniósł silne załamanie nastrojów w związku z ogłoszeniem przez administrację USA nowych ceł. W efekcie wiele indeksów spadło nawet o 10 proc., a zmienność osiągnęła poziomy niewidziane od czasów pandemii. Mimo tych zawirowań, rynki kapitałowe zdołały się ustabilizować w maju i czerwcu, głównie dzięki 90-dniowemu zawieszeniu ceł, co wywołało tzw. „relief rally”. Indeksy takie jak Stoxx600 i DAX30 zakończyły półrocze na plusie – rosnąc odpowiednio o 7 proc. i 20 proc..

Największym debiutem giełdowym w Europie w pierwszym półroczu 2025 roku była oferta Asker Healthcare, która pozyskała 823 mln euro na giełdzie Nasdaq w Sztokholmie. Tuż za nią uplasowały się HBX Group International z ofertą o wartości blisko 750 mln euro na hiszpańskiej BME oraz Röko, również notowane w Sztokholmie, z ofertą wartą 482 mln euro. Na kolejnym miejscu znalazł się debiut Diagnostyki na GPW z ofertą o wartości 404 mln euro. Diagnostyka była nie tylko jednym z największych debiutów w Europie, ale też jednym z najlepiej przyjętych – kurs akcji wzrósł o prawie 60 proc. od momentu debiutu (stan na 30 czerwca 2025). Perspektywy na drugą połowę 2025 roku pozostają niepewne, ponieważ dalszy rozwój rynku IPO będzie uzależniony od politycznej i makroekonomicznej stabilności.

„Pierwsze półrocze 2025 roku ukazało złożoną rzeczywistość europejskich rynków kapitałowych, które stawiały czoła różnorodnym wyzwaniom, od napięć makroekonomicznych po niepewność geopolityczną. Choć w I kwartale rynki pokazywały stabilizujące tendencje, nagły spadek w kwietniu naruszył zaufanie inwestorów. Patrząc w przyszłość, kluczowe dla ożywienia rynku będzie zapewnienie stabilności makroekonomicznej oraz staranne przygotowanie spółek do IPO. Oczekujemy wzrostu liczby debiutów, zwłaszcza wśród firm, traktują IPO jako istotny element długofalowej strategii rozwoju i które utrzymają gotowość do wykorzystania korzystnych okien transakcyjnych w drugiej połowie roku oraz w pierwszych miesiącach 2026 r.” – mówi Bartosz Margol, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC Polska.

Aktywność na europejskim rynku IPO w I półroczu od 2021* r.

Aktywność na europejskim rynku IPO w I półroczu od 2021
* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch EMEA oraz w Raporcie.

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2021*

Aktywność na europejskim rynku IPO * Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch EMEA oraz w Raporcie.

O raporcie IPO Watch EMEA

Począwszy od I kwartału 2024 roku, raport IPO Watch Europe został zastąpiony przez IPO Watch EMEA, który w ramach analizy rynku IPO, poza Europą, obejmuje także regiony Bliskiego Wschodu oraz Afryki. Poprzednie edycje IPO Watch Europe są dostępne pod adresem: www.pwc.pl/ipowatch.

Raport IPO Watch EMEA obejmuje debiuty na głównych giełdach w regionie EMEA (włączając w to giełdy w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Islandii, Norwegii, Turcji, Serbii, Szwajcarii, Bliskiego Wschodu oraz Afryki) i jest publikowany kwartalnie. Przeniesienia pomiędzy rynkami w ramach jednej giełdy, nie zostały uwzględnione w statystykach. Raport dotyczy okresu od 1 stycznia do 30 czerwca 2025 roku i został sporządzony w oparciu o daty debiutów akcji lub praw do akcji.

Raport IPO Watch EMEA obejmuje wyłącznie oferty o wartości powyżej 5 mln USD, dane nie obejmują debiutujących na giełdach funduszy zamkniętych, firm zajmujących się rozwojem biznesu (tzw. Business Development Companies) oraz transakcji na rynkach nieregulowanych. Dla zapewnienia porównywalności, dane za poprzednie okresy prezentowane w raporcie IPO Watch EMEA zostały odpowiednio przekształcone. Komentarz do rynku polskiego omawia wszystkie debiuty na rynku głównym GPW w Warszawie oraz rynku nieregulowanym NewConnect, niezależnie od ich wartości.

Value4Capital inwestuje w Univio. W planach ekspansja w Europie i intensyfikacja działań M&A

  • Value4Capital (V4C), jeden z wiodących w regionie CEE funduszy private equity, po spełnieniu się warunków zawieszających transakcję, w tym po uzyskaniu zgody Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), sfinalizował nabycie większościowego pakietu w kapitale Univio.
  • Przy wsparciu silnego inwestora finansowego Univio zamierza kontynuować dynamiczny rozwój i postawić na pozyskiwanie nowych klientów oraz inwestycje w kolejne partnerstwa i technologie. W kolejnym kroku model rozwoju sprawdzony w Polsce zamierza przenieść na grunt międzynarodowy.
  • Współpraca obu firm skoncentruje się między innymi na dynamicznym rozwoju działań M&A. Na celowniku są firmy o komplementarnej ofercie produktowej, również za granicą. Partnerstwo obejmie także wsparcie w rozwoju nowych usług skierowanych do nowych segmentów rynku.

Realizowana przez ponad 25 lat strategia wzrostu Univio opierała się na trzech filarach: skalowaniu działalności organicznej, aktywnej polityce M&A oraz ekspansji zagranicznej. Pozyskanie inwestora finansowego w postaci V4C otwiera nowe możliwości rozwoju.

– Naszym celem jest budowa firmy o międzynarodowym zasięgu i silnej pozycji na rynkach zagranicznych. To wymaga kapitału, doświadczenia transakcyjnego oraz dostępu do międzynarodowej sieci kontaktów biznesowych. Kompleksowe wsparcie w tym obszarze zapewni nam V4C. Fundusz nie tylko dostarczy niezbędne dla rozwoju finansowanie, ale wniesie również potrzebne know-how w zakresie akwizycji i skalowania działalności w Polsce i za granicą – skomentował Grzegorz Kuczyński, CEO Univio.

– Zgodnie z naszą strategią inwestycyjną postawiliśmy na Univio, bo to firma o sprawdzonym modelu biznesowym, stabilnej historii rentowności i dużym potencjale wzrostu. Po finalizacji transakcji intensywnie pracujemy z zarządem spółki nad opracowaniem aktualizacji strategii Univio, by w pełni wykorzystać drzemiący w niej potencjał – powiedział Rafał Ałasa, partner funduszu Value4Capital.

Value4Capital to doświadczony inwestor private equity, działający w formule “buy and build” poprzez wspieranie rozwoju organicznego oraz akwizycji. Ceniony jest za efektywne budowanie wartości swoich spółek portfelowych – w przeszłości wsparł takie firmy jak home.pl czy Shoper.

Zintegrowane rozwiązania wspierają rosnące oczekiwania klientów

Szybkie tempo rozwoju rynku sprawia, że klienci stawiają firmom IT coraz wyższe wymagania. Aby sprostać rosnącej złożoności projektów, niezbędne są nowe zasoby oraz specjalistyczna wiedza. Univio dynamicznie odpowiada na te zmiany, systematycznie rozbudowując ofertę usług omnichannel, także przy wsparciu sztucznej inteligencji.

Klienci oczekują dziś doradztwa i optymalizacji całego procesu sprzedaży oraz obsługi klienta offline-online wykorzystując wydajne technologie i sztuczną inteligencję. Dlatego systematycznie poszerzamy ofertę usług wspierających cyfrową transformację operacyjną i sprzedażową firm handlowych. Obejmuje ona m.in. wdrożenia e-commerce, rozwiązania z zakresu AI, zaawansowaną analitykę danych, strategie dynamicznego zarządzania ceną (Pricing Omnichannel 360°), rozwiązania łączące systemy PIM z narzędziami AI, oraz integrację kanałów online i offline – zaznacza Tomasz Gutkowski, Head of Business Development w Univio.

Ekspansja zagraniczna na pierwszym planie

Univio wspiera swoich partnerów w przekształcaniu modelu handlu w kierunku większej automatyzacji i skalowalności. Firma aktywnie rozwija działalność również poza granicami Polski.

Od dłuższego czasu skutecznie wykorzystujemy potencjał rynków międzynarodowych – współpracujemy z klientami z Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Skandynawii. Wierzymy, że w najbliższych latach europejski rynek znacząco przyspieszy. Dlatego stawiamy na dalszy rozwój poza Polską, w pierwszej kolejności koncentrując się na regionie DACH, a w kolejnym etapie także na innych częściach Europy. Jesteśmy na to dobrze przygotowani – pozyskanie inwestora to kolejny znaczący krok na drodze do realizacji naszej strategii – mówi Dominik Janes,  Managing Partner w Univio Europe GmbH.

Univio od lat jest aktywne na rynku M&A’s w Polsce (przejęło m.in. Empathy Interactive czy Global4Net). Z pomocą nowego inwestora to doświadczenie będzie teraz wykorzystywać poza krajem.

– Dynamicznie zmieniające się warunki rynkowe oraz rosnące znaczenie procesów konsolidacyjnych sprawiają, że obszar fuzji i przejęć, zwłaszcza za granicą, staje się dla nas strategicznie ważny. Univio planuje w pełni wykorzystać swoje możliwości w tym zakresie, a wsparcie silnego partnera, jakim jest Value4Capital, będzie tu dodatkowym atutem – zaznacza Marek Lose, CFO Univio.

Jeszcze bardziej kompleksowa oferta

Wg analizy IDC Poland rynek ICT w Polsce w roku 2024 wart był 25,73 mld USD. Sam rynek IT w przeliczeniu na złotówki miał wartość 76,15 mld zł. To wciąż olbrzymi potencjał do zagospodarowania. W odpowiedzi na zmieniające się potrzeby klientów Univio zamierza rozszerzać swoją ofertę, wchodząc w innowacyjne rozwiązania oraz nowe wertykały. Natomiast za granicą firma planuje dostarczać różnorodne usługi z obszaru omnichannel, dostosowane do lokalnych preferencji technologicznych.

Banki CEE w dobrej formie mimo rosnących napięć geopolitycznych – raport Forvis Mazars

Banki regionu CEE w dobrej kondycji finansowej wobec wzrostu ryzyka geopolitycznego w 2025 roku – najnowszy raport poświęcony sektorowi bankowemu przygotowany przez Forvis Mazars.

Forvis Mazars, międzynarodowa firma świadcząca usługi audytorskie, podatkowe i doradcze, opublikowała dziewiątą edycję badania raportowania finansowego 26 grup bankowych z Europy Zachodniej. Analiza, oparta na danych dotyczących oczekiwanych strat kredytowych zawartych w raportach rocznych za 2024 rok, wskazuje na dobrą sytuację sektora pomimo rosnących napięć gospodarczych. Dodatkowo, Forvis Mazars w Polsce opublikował suplement do raportu, koncentrujący się na analizie 18 banków z regionu CEE, w tym 10 z Polski. Dokument ten potwierdza solidną kondycję banków z regionu, a także poprawę wskaźników związanych z portfelami kredytów niepracujących (NPL).

  • W 2024 r. banki z regionu CEE odnotowały 4,9% spadek netto wpływu oczekiwanych strat kredytowych (ECL) na wynik – mniej niż 8% spadek obserwowany w Europie Zachodniej (WE).
  • Wskaźnik pokrycia portfela kredytowego odpisami na oczekiwane straty kredytowe znacząco się obniżył – o 0,37 pkt proc. – z 3,89% na koniec 2023 roku do 3,52% na koniec 2024 roku. Tempo spadku w regionie CEE było wyższe niż w Europie Zachodniej, gdzie analogiczny wskaźnik zmniejszył się jedynie o 0,10 pkt proc.
  • Istotnym czynnikiem spadku ogólnego poziomu pokrycia była redukcja wskaźnika pokrycia dla ekspozycji zaklasyfikowanych do Fazy 3. Wskaźnik pokrycia dla Fazy 3 obniżył się o 4,4 pkt proc., z 61,4% na koniec 2023 roku do 57,0% na koniec 2024 roku. Również w tym przypadku spadek okazał się głębszy niż w Europie Zachodniej, gdzie wyniósł jedynie 0,8 pkt proc.

Oczekuje się, że zmiany w polityce handlowej Stanów Zjednoczonych będą miały wpływ na jakość aktywów i poziom inwestycji w przyszłych okresach sprawozdawczych. Jednak dane za 2024 rok wskazują na historycznie niski poziom ryzyka kredytowego, co wzmacnia odporność banków na potencjalne zagrożenia w 2025 roku.

Na podstawie danych ujawnionych w rocznych sprawozdaniach finansowych 18 banków z regionu CEE, suplement wykazuje, że:

  • Tendencje obserwowane w bankach CEE są zgodne z trendami zaobserwowanymi wśród banków WE.
  • Średni wskaźnik pokrycia portfela kredytowego odpisami (dla aktywów wycenianych według zamortyzowanego kosztu) spadł z 3,89% w 2023 r. do 3,52% w 2024 r. Spadek o 37 punktów bazowych był większy niż 10 p.b. odnotowany w grupie WE.
  • Udział kosztów ryzyka w zyskach operacyjnych banków CEE obniżył się z 9,8% do 8,5%, na skutek spadku odpisów z tytułu ECL i wzrostu zysków operacyjnych o średnio 13%. Podobny trend zaobserwowano w grupie WE – tam przy 20% wzroście zysku operacyjnego udział kosztów ryzyka spadł z 16% w 2023 r. do 12%
    w 2024 r.
  • Banki CEE zwiększyły średnią wartość ekspozycji kredytowych brutto o 6,24%, przy jednoczesnym spadku poziomu odpisów ECL o 3,5%.
  • Struktura klasyfikacji ekspozycji kredytowych według ryzyka kredytowego pozostała stabilna: 83,7% ekspozycji znajdowało się w Fazie 1, a 4,4% w Fazie 3 (w 2023 r. było to odpowiednio 84,3% i 4,5%). Udział Fazy 2 wzrósł z 11,2% do 11,9%.
  • Wskaźnik pokrycia ekspozycji w Fazie 3 spadł znacząco – z 61,4% do 57% (spadek o 440 p.b.).
  • W porównaniu do banków WE, banki z regionu CEE charakteryzują się wyższym udziałem ekspozycji w Fazie 3 (4,4% vs 2,1%) oraz niższym udziałem ekspozycji w Fazie 1 (83,7% vs 89,2%) na koniec 2024 r.

Szymon Turkowski, Partner w Dziale Audytu i Doradztwa dla Instytucji Finansowych Forvis Mazars w Polsce, który nadzorował przygotowanie suplementu dla banków CEE, komentuje:

„Portfele kredytowe banków CEE pozostają bardziej ryzykowne niż w przypadku banków Europy Zachodniej, jednak także w ich przypadku odnotowaliśmy spadek ryzyka kredytowego w 2024 roku. Szczególnie istotny był spadek wskaźnika pokrycia dla ekspozycji niepracujących – o 440 punktów bazowych, co przełożyło się na ogólny spadek pokrycia portfela kredytowego o 37 p.b. Oba te spadki były wyraźnie większe niż w przypadku banków zachodnich (odpowiednio 80 p.b. i 10 p.b.). Poprawa ta potwierdza dobrą odporność banków CEE na potencjalne szoki, szczególnie w kontekście nasilających się napięć geopolitycznych. Spodziewamy się, że zmiany w amerykańskiej polityce handlowej – jeszcze nieuwzględnione w wynikach za 2024 r. – mogą mieć wpływ na wyniki finansowe w roku 2025.”

O badaniu

Pierwotne badanie Forvis Mazars zostało oparte na danych ujawnionych w raportach rocznych 26 europejskich banków, opublikowanych przed 1 kwietnia 2025 r. Suplement dotyczący regionu CEE został przygotowany na podstawie danych 18 banków, których raporty roczne ukazały się przed 1 lipca 2025 r. Żadne z badań nie uwzględniało komunikatów prasowych, prezentacji inwestorskich ani innych publikacji zewnętrznych. Szczegółowa metodologia została opisana w treści raportu i suplementu.

Ceny materiałów budowlanych w 1H 2025: utrwalony, ale umiarkowany spadek

Pierwsze półrocze br. upłynęło pod znakiem stabilizacji dynamiki cen materiałów budowlanych w wąskim przedziale wartości ujemnych nie przekraczających poziomu -1 proc. Sęk w tym, że taka sytuacja utrzymuje się już od ponad roku i zdaje się nie mieć końca. Niezmiennie także w czerwcu spadkowy trend na poziomie ułamka procenta w relacji rok do roku został zachowany.

Komunikowana co miesiąc przez Grupę PSB średnia dynamika cen materiałów budowlanych w relacji rok do roku w czerwcu zanotowała kolejny raz kosmetyczny, typowy dla ostatnich okresów, spadek wartości, tym razem o 0,8%. W ujęciu detalicznym zniżka wyniosła 0,4%, z kolei w kanale hurtowym 1,1%. Tym sposobem średnie zmiany stawek w relacji miesiąc do miesiąca pozostają wciąż bardzo mało znaczące dla rynkowej koniunktury.Wyk.1 - Średnia dynamika cen materiałów budowlanych - VI 2023 - 2025

Wzrost cen w czerwcu 2025 r. w porównaniu do analogicznego miesiąca 2024 r. odnotowano zaledwie w 3 grupach towarowych, bez zmian pozostały ceny w 5 kategoriach, natomiast spadki wystąpiły w 12 podgrupach. Takie proporcje w dalszym ciągu wskazują na silnie utrwalony trend spadkowy o zdecydowanie umiarkowanym charakterze.

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl największy spadek cen wystąpił w przypadku izolacji termicznych (-4,5%), oświetlenia, elektryki (-3,8%) oraz izolacji wodochronnych (-3,5%). Z kolei największe podwyżki dotyczyły kategorii: płyty OSB, drewno (+3,4%) oraz farby, lakiery (+1,9%). Widoczny jest trend malejący pozycji drożejących, a tym samym rosnącej przewagi grup pozostających w trendach spadkowych.

Koniunktura na rynku materiałów budowlanych pozostaje – co oczywiste – bezpośrednio zależna od sytuacji w krajowej budowlance. A ta, jak niedawno zakomunikował Polski Związek Pracodawców Budownictwa, właśnie mierzy się z najpoważniejszym kryzysem od 2016 roku.

Teraz potwierdzenie tezy o rekordowo słabej koniunkturze rodzimego sektora budowalnego zostało zakomunikowane przez warszawską giełdę. Indeks WIG-Budownictwo zanurkował w zaledwie kilka sesji o jedną dziesiątą wartości, co w głównej mierze było następstwem podobnej przeceny akcji Budimex SA, jednego z głównych branżowych tuzów.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl dotychczas giełdowy wskaźnik koniunktury spółek budowlanych prezentował się relatywnie mocno, zwłaszcza na tle zdecydowanie pogarszającego się ich środowiska gospodarczego. Było to zapewne spowodowane mocno nagłaśnianymi w mediach prognozami zbliżającego się boomu inwestycyjnego w ramach krajowej gospodarki w segmentach budownictwa drogowego, kolejowego, energetycznego, wojskowego czy mieszkaniowego finansowanych ze środków unijnych. Tymczasem w przedmiotowej kwestii wciąż nic albo bardzo niewiele się dzieje, co może wpływać deprymująco nie tylko na inwestorów giełdowych, ale wszystkich innych uczestników rynku budowlanego, nie wyłączając producentów materiałów budowlanych.

Szumnie zapowiadane ożywienie w segmencie infrastrukturalnym opóźnia się już o kilkanaście miesięcy, co powinno powodować presję na struktury decyzyjne państwa, które zdaniem ekspertów rynkowych jak dotąd zawodzą systemowo na całej linii nie tylko w ostatnich miesiącach. Ostatnie załamanie notowań Budimexu może być wyraźnym sygnałem zbliżającej się dużymi krokami trwałej zapaści koniunkturalnej w rodzimej budowlance, o ile gremia rządowe nie podejmą stosownych działań już w najbliższej przyszłości.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

USA uderzają cłami w Kanadę, Szwajcarię i Indie – rynki reagują spadkami

Prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump, ogłosił wprowadzenie nowej fali taryf celnych, które mają na celu ochronę amerykańskiego rynku, a jednocześnie stanowią istotną zmianę w polityce handlowej kraju. Zgodnie z ogłoszeniem, średnia stawka celna wzrośnie z obecnych 13.3% do 15.2%. To znaczący wzrost, biorąc pod uwagę, że jeszcze przed powrotem Trumpa do Białego Domu w 2024 roku, średni poziom ceł wynosił zaledwie 2.3%. Taki skok oznacza powrót do bardziej protekcjonistycznej polityki handlowej, która może mieć dalekosiężne konsekwencje dla globalnych łańcuchów dostaw i równowagi handlowej.

Nowe taryfy mają wejść w życie po północy 7 sierpnia, a ich zakres obejmie szeroki wachlarz produktów importowanych z różnych krajów. Cła na towary pochodzące z Kanady wzrosną nawet do 35%, co może doprowadzić do pogorszenia stosunków handlowych między Ottawą a Waszyngtonem. Wysokie stawki objęły także inne rozwinięte gospodarki, takie jak Szwajcaria, której produkty obłożono cłem w wysokości 39%. Mimo pewnych ustępstw, Unia Europejska, Japonia oraz Korea Południowa zgodziły się na ujednoliconą stawkę 15%, co może świadczyć o chęci utrzymania stabilnych relacji handlowych z USA.

Administracja Trumpa zapowiedziała również, że to nie koniec zmian. W najbliższym czasie planowane jest rozszerzenie ceł na kolejne sektory, w tym przemysł farmaceutyczny, branżę półprzewodników oraz towary uznawane za strategiczne surowce, co może jeszcze bardziej zaostrzyć relacje z kluczowymi partnerami gospodarczymi i pogłębić napięcia na rynkach międzynarodowych. Decyzje prezydenta szybko wywołały reakcje na światowych rynkach finansowych. Globalne indeksy giełdowe odnotowały spadki – indeks DAX notuje stratę rzędu 1,63% w pierwszych godzinach piątkowego handlu. Kontrakty terminowe na indeks SP500 są obecnie 1% na minusie względem wczorajszego zamknięcia. Nasz rodzimy WIG20 również traci – jest ponad 2% poniżej kreski.

Nowa struktura taryf obejmie import z około 40 państw, z których część otrzymała indywidualnie ustalone stawki. Indie zostały objęte cłem w wysokości 25%, Tajwan 20%, a Republika Południowej Afryki 30%. W przypadku Meksyku zastosowano 90-dniowy okres przejściowy, który ma umożliwić kontynuację negocjacji i ewentualne dostosowanie warunków handlu do nowych realiów. Jednocześnie warto zaznaczyć, że towary objęte porozumieniem USMCA między Kanadą, Meksykiem i Stanami Zjednoczonymi, nie zostaną na razie objęte dodatkowymi opłatami, co ma zapobiec natychmiastowym zakłóceniom w handlu regionalnym.

Trwają również prace nad zaostrzeniem przepisów dotyczących tzw. zasad pochodzenia, które mają uniemożliwić firmom przekierowywanie towarów przez państwa trzecie w celu ominięcia amerykańskich ceł. Nowe regulacje mogą podnieść taryfy na takie towary nawet do poziomu 40%, jeśli zostaną uznane za próbę obejścia systemu. Wdrożenie tych przepisów może być wyjątkowo skomplikowane, zwłaszcza dla służb celnych, które będą musiały w krótkim czasie przystosować się do nowych obowiązków i zwiększonej kontroli nad przepływem towarów. Obecna sytuacja wprowadza znaczny poziom niepewności. W Stanach Zjednoczonych zarówno przedsiębiorcy, jak i inwestorzy muszą liczyć się z możliwością dalszych zawirowań, zarówno w zakresie kosztów importu, jak i ryzyka zakłóceń w dostawach.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Czarter widmo i ataki na krytyczną infrastrukturę – konflikt na Bliskim Wschodzie także w sieci

Kiedy świat wstrzymywał oddech w związku z eskalacją konfliktu izraelsko-irańskiego, cyberprzestępcy i sponsorowane przez struktury państwowe grupy APT intensyfikowały działania. Analitycy FortiGuard Labs zaobserwowali zarówno wyrafinowane ataki na krytyczną infrastrukturę, jak i próby wyłudzeń funduszy od ludności cywilnej na fałszywą ewakuację. W jaki sposób toczy się współczesna wojna hybrydowa?

13 czerwca 2025 r. Izrael rozpoczął operację Rising Lion – ofensywę wymierzoną w strategiczne cele militarne Iranu. Przez kolejnych dwanaście dni trwała wymiana ataków, a sytuacja była na tyle poważna, że w wyciszenie konfliktu zaangażowały się również Stany Zjednoczone, co ostatecznie doprowadziło do zawieszenia broni. Ale w cieniu tych geopolitycznych wydarzeń rozgrywał się też front cyfrowy, a cyberprzestępcy wykorzystywali kryzys na Bliskim Wschodzie w swoich działaniach.

Fałszywa ewakuacja i samolot widmo

Cyberprzestępcy prowadzili ukierunkowaną kampanię phishingową, oferując „czarter luksusowego odrzutowca” z Tel Awiwu do USA. Pod fałszywą domeną „lineageembraer[.]online” informowano o fikcyjnym locie 26 czerwca 2025 r. z lotniska Ben Guriona do Teterboro (New Jersey) i oferowano miejsce w ekskluzywnym samolocie za 2166 dolarów. Jak wskazują analitycy Fortinet, już sama kwota budziła wątpliwości – była podejrzanie niska, zważywszy, że realne koszty czarteru Embraera Lineage 1000E na takiej trasie to ponad 10 tys. dolarów za osobę. Ofiary proszono o podanie danych osobowych (w tym numeru paszportu) oraz instruowano o płatności w zależności od tego, czy operatorzy stwierdzą, że osoba składająca wniosek jest „poważna”. Prawdopodobnie miało to tworzyć fałszywe poczucie legitymizacji podczas selektywnego zbierania danych o wysokiej wartości.

Wszystko wskazuje na precyzyjnie zaplanowane oszustwo mające na celu kradzież tożsamości, danych finansowych i środków osób próbujących uciec z objętego konfliktem regionu. Niestety, nawet w takiej sytuacji zawsze znajdą się oszuści gotowi wykorzystać strach czy desperację innych – w tym przypadku obawy przed wznowieniem działań militarnych – wskazuje Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów w firmie Fortinet.

Kulisy jednego z najdłuższych cyberataków ostatnich lat

Równolegle eksperci z FortiGuard Labs prowadzili dochodzenie w sprawie trwającego dwa lata ataku na krajową infrastrukturę krytyczną w jednym z państw Bliskiego Wschodu. Incydent trwał co najmniej od maja 2023 r. do lutego 2025 r., a pierwsze oznaki naruszenia mogły sięgać nawet maja 2021 r. To jeden z najdłuższych i najbardziej zaawansowanych incydentów cyberszpiegostwa wymierzonych w krytyczną infrastrukturę państwową w tym regionie.

Za atak odpowiada prawdopodobnie irańska grupa APT znana jako Lemon Sandstorm (alias Rubidium, Pioneer Kitten). Rozpoczął się on od kradzieży danych uwierzytelniających VPN i umieszczenia w systemie tzw. backdoorów umożliwiających m.in. wykonywanie poleceń i operacji na plikach. Hakerzy posługiwali się także narzędziami umożliwiającymi przenikanie do głębszych warstw infrastruktury IT i OT oraz unikanie wykrycia.

Cyberprzestępcy mogli przy tym zbierać informacje z naruszonego serwera obejmujące nazwę, adres IP, port, nazwę systemu operacyjnego i komputera, nazwę użytkownika, wersję środowiska. Mogli również tworzyć i usuwać pliki oraz katalogi, przenosić je lub kopiować. Pod koniec 2024 roku (listopad-grudzień) ofiara ataku podjęła kroki, aby go powstrzymać, co spowodowało gwałtowny wzrost aktywności przestępców. Podjęte zostały nasilone próby odzyskania dostępu, realizowane m.in. z pomocą kampanii phishingowych (często z użyciem skompromitowanych skrzynek poczty elektronicznej stron trzecich z regionu Bliskiego Wschodu), które miały ułatwić kradzież danych uwierzytelniających. Analitycy FortiGuard Lab nie znaleźli żadnych potwierdzonych zakłóceń w działaniu systemów OT, jednak zaobserwowali prowadzenie ukierunkowanego rekonesansu i proces zbierania danych uwierzytelniających, wskazujące na duże zainteresowanie przestępców tymi systemami.

Cyberzagrożenia w cieniu geopolityki

Atak na infrastrukturę krytyczną oraz oszustwo z czarterem obrazują dwa oblicza współczesnych zagrożeń – sponsorowane przez państwo oraz napędzane oportunizmem. Oba wykorzystują luki w systemach i ludzkiej psychice w momentach kryzysu.

Eksperci Fortinet wskazują, że incydenty te są ważnym ostrzeżeniem dla przedsiębiorstw i instytucji na całym świecie – nawet segmentacja sieci, monitoring i działania prewencyjne nie gwarantują bezpieczeństwa bez pozyskania świadomości co do nowych technik stosowanych przez przeciwników. W epoce cyfrowych konfliktów ofiarami ataków są nie tylko cele wojskowe – coraz częściej stają się nimi zwykli ludzie, z których desperacji przestępcy czerpią zyski.

Już 73% podmiotów z całego świata korzystających z infrastruktury OT doświadczyło cyberataku, co stanowi znaczący wzrost w porównaniu z 49% w 2023 roku[1]. Dla instytucji zarządzających infrastrukturą krytyczną najważniejsze jest wdrożenie wieloskładnikowego uwierzytelniania (MFA) i regularnego zmieniania danych uwierzytelniających, a także wzmocnienie segmentacji sieci oraz przestrzeganie zasad braku zaufania, tzw. zero‑trust. Zalecane jest również wdrożenie mechanizmów analizujących zachowanie użytkowników oraz prowadzenie regularnych testów penetracyjnych i zewnętrznych audytów bezpieczeństwa. Koniecznie należy też przygotować i ćwiczyć plany reagowania na wypadek incydentów – podkreśla Robert Dąbrowski.

[1] Raport Fortinet „2024 State of Operational Technology and Cybersecurity Report”

Jak wykorzystać bramy pneumatyczne w skutecznej promocji eventów plenerowych?

W dobie rosnącej konkurencji o uwagę odbiorcy podczas eventów nie wystarczy już zwykłe logo na banerze. Marka, która chce się wyróżnić i zostać zapamiętana, musi zadbać o odpowiednią obecność w przestrzeni. Bramy pneumatyczne to jedno z najbardziej efektownych i funkcjonalnych narzędzi promocji podczas wydarzeń plenerowych. Sprawdź, jak je wykorzystać, by naprawdę działały.

1. Punkt wejścia, który buduje pierwsze wrażenie

Bramy reklamowe często są pierwszym elementem wizualnym, z jakim uczestnik eventu ma kontakt. Ich duży format, wyrazisty nadruk i centralne umiejscowienie tworzą naturalną „bramę do wydarzenia”. To moment, w którym marka może nie tylko przywitać uczestników, ale też zapisać się w ich pamięci. Dobrze zaprojektowana brama jest jak efektowny front sklepu – prowadzi do środka i ustawia ton całości.

2. Maksymalna widoczność, nawet z dużej odległości

Dzięki wysokości i konstrukcji, bramy pneumatyczne działają jak ruchomy billboard. Nadrukowane na nich logo, hasło reklamowe czy identyfikacja wizualna są widoczne z daleka – niezależnie od otoczenia. W przestrzeni plenerowej, gdzie trudno o precyzyjną kontrolę nad layoutem wizualnym, brama daje gwarancję, że marka nie zniknie w tłumie.

3. Funkcjonalność organizacyjna + reklama w jednym

Bramy pneumatyczne nie są tylko dekoracją. Ich konstrukcja pozwala wykorzystać je jako punkty informacyjne: do oznaczenia wejść, startu lub mety (np. w biegach), stref sponsorskich, rejestracji czy VIP. W ten sposób łączą funkcję użytkową z promocyjną – co czyni je wyjątkowo efektywnym narzędziem marketingowym.

4. Szybki montaż i mobilność, która robi różnicę

Czas i logistyka to dwa największe wyzwania organizatorów wydarzeń. Bramy pneumatyczne są lekkie, szybkie w montażu (często w mniej niż 10 minut) i łatwe do transportu – mieszczą się w kompaktowej torbie. Nie wymagają stałej konstrukcji ani ciężkiego sprzętu – wystarczy dmuchawa lub wentylator. Dzięki temu są idealnym rozwiązaniem również w sytuacjach awaryjnych lub „na ostatnią chwilę”.

5. Wielorazowe wykorzystanie = oszczędność

Dobrze wykonana brama z materiałów wysokiej jakości może być wykorzystywana wielokrotnie – bez utraty efektu wizualnego. Przy odpowiedniej konserwacji, nadruk zachowuje świeżość, a sama konstrukcja szczelność. Dla marek, które cyklicznie uczestniczą w eventach, to inwestycja, która realnie się zwraca.

Dlaczego warto postawić na bramy pneumatyczne?

Bramy pneumatyczne to nie tylko efektowna forma reklamy – to kompleksowe narzędzie wspierające widoczność, logistykę i wizerunek marki. Ich siła tkwi w połączeniu prostoty, funkcjonalności i ogromnego potencjału brandingowego. W przestrzeni plenerowej są jednym z niewielu formatów, które łączą komunikację wizualną z praktycznym zastosowaniem. Dla firm, które planują aktywną obecność na targach, festiwalach, zawodach czy wydarzeniach miejskich, to rozwiązanie, które zdecydowanie warto mieć w swoim arsenale promocyjnym. Jeśli poszukujesz sprawdzonego producenta reklamy pnematycznejna polskim rynku, sprawdź ofertę Luxpol. 

Automat na butelki plastikowe Splask Collect PET – odpowiedź na wyzwania systemu kaucyjnego

W obliczu nadchodzącego systemu kaucyjnego, który wejdzie w życie w Polsce pod koniec 2025 roku, właściciele sklepów stoją przed wyzwaniem wdrożenia sprawnego i bezpiecznego rozwiązania do odbioru plastikowych opakowań. Na ratunek przychodzi Splask Collect PET – automatyczny automat na butelki plastikowe, który dzięki zaawansowanej technologii i eleganckiemu wzornictwu idealnie wpisuje się w potrzeby nowoczesnych placówek handlowych.

Europejska produkcja i technologia kontroli jakości

Splask Collect PET powstaje w całości na terenie Unii Europejskiej. Produkcja oparta jest na komponentach klasy przemysłowej, a projekt urządzenia zakłada jego bezproblemowe działanie w trybie ciągłym. Wsparcie serwisowe dostępne jest całodobowo, co przekłada się na wysoki poziom operacyjności, również w przypadku intensywnego użytkowania.

Urządzenie zostało wyposażone w system wielopoziomowej weryfikacji przyjmowanych opakowań. Odczyt kodów kreskowych i QR realizowany jest za pomocą skanera 360°, a dodatkowa kontrola parametrów fizycznych (takich jak kształt, masa czy obecność hologramów) pozwala na skuteczne eliminowanie opakowań niezgodnych z regulaminem systemu. Takie podejście zwiększa poziom bezpieczeństwa operacyjnego i ogranicza ryzyko nadużyć.

Wydajność i zarządzanie przestrzenią

W codziennej pracy sklepu szczególne znaczenie ma wydajność rozwiązania oraz jego wpływ na organizację zaplecza. Splask Collect PET przetwarza do 40 butelek na minutę, a zintegrowany pojemnik o objętości 500 litrów pozwala na dłuższą pracę bez potrzeby opróżniania. Zastosowany system dwuetapowej kompresji znacząco zmniejsza objętość zgromadzonych odpadów, co przekłada się na rzadsze kursy odbioru i mniejsze zużycie materiałów eksploatacyjnych, takich jak worki czy pojemniki.

Z punktu widzenia zarządzania przestrzenią, jest to rozwiązanie korzystne – pozwala ograniczyć konieczność przechowywania dużych ilości odpadów, jednocześnie nie ingerując znacząco w dostępną przestrzeń handlową.

Estetyka, higiena i komunikacja wizualna

Zaprojektowane z myślą o nowoczesnych wnętrzach, urządzenie może być indywidualnie dopasowane do identyfikacji wizualnej danego punktu handlowego. Boczne panele o łącznej powierzchni 3 m² mogą pełnić funkcję reklamową lub informacyjną, a ekran dotykowy umożliwia integrację z kampaniami promocyjnymi lub edukacyjnymi.

Warto wspomnieć także o aspektach higienicznych. Splask Collect PET jest wyposażony w system neutralizacji zapachów oraz automatyczną dezynfekcję, co podnosi komfort użytkowania – zarówno dla osób dokonujących zwrotu opakowań, jak i dla pracowników sklepu.

Integracja i obsługa techniczna

Proces instalacji urządzenia został uproszczony do minimum – zazwyczaj trwa nie dłużej niż godzinę i nie wymaga żadnych specjalistycznych prac poza podłączeniem do standardowego zasilania 220 V. Urządzenie można zintegrować z systemami kasowymi i lojalnościowymi, co umożliwia automatyczne naliczanie kaucji i punktów.

Zdalna obsługa obejmuje monitoring, diagnostykę oraz aktualizacje oprogramowania – dostępne z poziomu komputera lub aplikacji mobilnej. Dzięki temu zarządzanie urządzeniem nie wymaga stałej ingerencji technicznej na miejscu.

Wartość dodana w praktyce

Chociaż podstawową funkcją urządzenia jest przyjmowanie opakowań zgodnie z przepisami systemu kaucyjnego, jego obecność może mieć szersze konsekwencje operacyjne. Automatyzacja procesu wpływa na organizację pracy w sklepie – ograniczając konieczność ręcznego odbioru i przeliczania opakowań. W placówkach o dużym ruchu pozwala to lepiej rozłożyć obowiązki personelu i uniknąć zatorów przy kasach czy punktach serwisowych.

Z kolei zmniejszenie objętości odpadów oznacza mniej kursów odbioru i bardziej przewidywalne koszty operacyjne związane z zarządzaniem zapleczem. Tego typu usprawnienia – choć na pierwszy rzut oka niewidoczne – odgrywają istotną rolę w utrzymaniu ciągłości pracy i porządku organizacyjnego.

Dla kogo przeznaczone jest to rozwiązanie?

Splask Collect PET adresowany jest przede wszystkim do:

  • sklepów o powierzchni powyżej 200 m², które zostaną objęte obowiązkiem uczestnictwa w systemie kaucyjnym,
  • punktów detalicznych poszukujących kompaktowych i estetycznych rozwiązań w obszarze zbiórki opakowań zwrotnych,
  • sieci handlowych zainteresowanych wdrożeniem standaryzowanego systemu, z możliwością wyboru formy finansowania (zakup, leasing lub dzierżawa).

Technologia wspierająca system kaucyjny w praktyce

System kaucyjny to nie tylko nowy obowiązek regulacyjny, ale także okazja do wprowadzenia trwałych, praktycznych usprawnień w funkcjonowaniu placówek handlowych. Splask Collect PET odpowiada na realne potrzeby sklepów – od prostoty instalacji, przez wydajność, aż po spójność wizualną z otoczeniem. To narzędzie, które może stać się trwałym elementem codziennej logistyki w nowoczesnym punkcie sprzedaży – wspierając zarówno zgodność z przepisami, jak i sprawność operacyjną.

Więcej informacji dostępnych jest na stronie: automat na butelki plastikowe

XTB z rekordową liczbą klientów i spadającym zyskiem. Rośnie presja kosztowa

W pierwszym półroczu 2025 roku XTB odnotowało dynamiczny wzrost liczby klientów i rekordowe przychody. Jednak pod tymi pozytywnymi wynikami kryje się spadek rentowności i wyraźnie rosnące koszty operacyjne.

XTB chwali się rekordowym napływem klientów – w ciągu sześciu miesięcy do platformy dołączyło ponad 361,6 tys. nowych użytkowników, co stanowi wzrost o blisko 56% rok do roku. Łączna liczba aktywnych klientów osiągnęła poziom 853,9 tys., o prawie 70% więcej niż rok wcześniej.

W ślad za tym wzrosły również przychody – do 1,16 mld zł, czyli o 23,8% r/r. Jednak mimo dynamicznego wzrostu bazy użytkowników, zysk netto spadł o 11,4%, do poziomu 410,1 mln zł. To pierwszy spadek zyskowności od czasu pandemii i sygnał, że szybka ekspansja nie pozostaje bez kosztów.

Koszty rosną szybciej niż marża

Spółka tłumaczy spadek rentowności rosnącymi kosztami działalności operacyjnej, które sięgnęły 608,7 mln zł – o niemal 30% więcej niż rok wcześniej. Przyczyną były głównie wyższe nakłady na marketing (także offline), wzrost zatrudnienia, świadczenia pracownicze oraz większe prowizje płacone operatorom płatności.

O ile średni koszt pozyskania klienta – według XTB – pozostaje stabilny, to sam model ekspansji oparty na agresywnym marketingu i rosnących kosztach może rodzić pytania o trwałość przewagi konkurencyjnej, zwłaszcza w warunkach niestabilnego otoczenia rynkowego.

Struktura przychodów: mniejsza rola towarów, większa walut i akcji

Największy udział w strukturze przychodów XTB miały nadal instrumenty CFD oparte na indeksach (46,3%), jednak zauważalny jest spadek udziału CFD na towary (do 33,1% z 48,2% rok wcześniej). Wzrosło natomiast znaczenie instrumentów walutowych (do 15,6%) oraz akcji i funduszy ETP.

Wartość obrotów akcjami i funduszami ETF osiągnęła 8,85 mld USD (+118,6% r/r), co może być wynikiem aktywnych kampanii promujących inwestycje długoterminowe. Jednocześnie te źródła odpowiadały już za ponad 5% przychodów grupy.

Rośnie baza depozytowa, ale czy nadąża za ryzykiem?

Na koniec czerwca 2025 roku aktywa klientów wyniosły ponad 36 mld zł, z czego tylko 4,6 mld zł stanowiły środki pieniężne. Dużą część portfela zajmują więc instrumenty o podwyższonym ryzyku, co może rodzić pytania o stabilność bazy klientów w przypadku silniejszego spadku nastrojów na rynkach.

Wzrost depozytów netto (+117,6% r/r do 7,2 mld zł) świadczy o atrakcyjności oferty oprocentowania wolnych środków, ale to rozwiązanie kosztowne z punktu widzenia marż i długofalowego bilansu.

Strategia ekspansji i produktowa ofensywa

XTB intensywnie rozszerza ofertę – m.in. o rachunki IKZE, IKE, PEA, opcje oraz (planowane) kryptowaluty. Firma zaznacza, że dalsze plany uzależnione są od zgód regulatorów, zwłaszcza w związku z wejściem w życie rozporządzenia MiCA.

Na rynkach zagranicznych firma wykorzystuje silny budżet promocyjny, w tym kampanie z udziałem Tysona Fury’ego. Jednak tak silna zależność od rozpoznawalnych twarzy i intensywnego marketingu może okazać się mniej skuteczna w dojrzałych segmentach inwestorów.

Wnioski: dużo szumu, mniej zysku

XTB zbudowało wizerunek dynamicznie rosnącej platformy inwestycyjnej, ale kosztem malejącej rentowności i presji kosztowej. W kolejnych kwartałach kluczowe będzie nie tylko dalsze pozyskiwanie klientów, ale przede wszystkim utrzymanie ich aktywności i kontrola kosztów stałych.

Nie jest jasne, czy obecny model ekspansji będzie zrównoważony bez ciągłego zwiększania budżetu marketingowego i poszerzania oferty. Pytanie o długoterminową jakość pozyskiwanych klientów i realny zwrot z inwestycji pozostaje otwarte – zwłaszcza jeśli sentyment na rynkach ulegnie pogorszeniu.

Powell mówi jasno: stopy zostają, dług publiczny to nie problem banków centralnych

Czwartkowe ruchy na forex determinowane są decyzją w sprawie kosztu pieniądza w Stanach Zjednoczonych i postawą prezesa FED podczas wczorajszej konferencji prasowej. Wynikiem jest dalsze umocnienie dolara. Mniejsze waluty, takie jak japoński jen czy kanadyjski dolar, nie zareagowały na decyzje monetarne swoich banków centralnych. W Polsce spada inflacja!

Powell pełni obowiązki

Wczorajsza decyzja Komitetu Otwartego Rynku była zgodna z prognozami. Koszt pieniądza w USA pozostał na niezmienionym przedziale 4,25%-4,5%. Głosowanie nie było jednomyślne. Dwóch członków FOMC opowiadało się za cięciem stóp o ćwierć punktu procentowego. Jak można się domyślać, byli to przedstawiciele mianowani przez Trumpa. Następnie odbyła się konferencja prasowa prezesa FED. Wydźwięk przemówienia pozostaje jastrzębi. Powell twierdzi, że polityka monetarna jest umiarkowanie restrykcyjna. Stopy procentowe są na właściwym poziomie, aby zarządzać utrzymującą się niepewnością dotyczącą ceł i inflacji. Zapytany, czy podczas podejmowania decyzji uwzględnia fakt, że wysoki koszt pieniądza zwiększa obciążenia związane z obsługą zadłużenia, zaprzeczył i dodał, że żaden bank centralny nie powinien tego robić. Konsekwencją decyzji oraz wydźwięku konferencji była kolejna fala umocnienia dolara. Wczoraj wieczorem kurs EUR/USD osunął się do 1,14 USD.

Bez zmian w Kanadzie i Japonii

Decyzje monetarne zapadły także w innych dużych gospodarkach. W Kraju Liścia Klonowego koszt pieniądza pozostawiono na poziomie 2,75%. Decyzja była zgodna z rynkowymi oczekiwaniami i nie wpłynęła znacznie na notowania dolara kanadyjskiego. Loonie w tym tygodniu pozostaje pod wpływem czynników zewnętrznych. Osłabia się względem umacniającego się USD i zyskuje do słabego EUR. Scenariusz braku zmian stóp procentowych zrealizował się także w Kraju Kwitnącej Wiśni. Koszt pieniądza wynosi tam 0,5%. Mimo braku zmian, decydenci z Japonii pozostają ostrożni, ze względu na ostatnie wzrosty inflacji konsumenckiej i płac. Jen wypada dziś gorzej niż loonie. Słabnie zarówno do dolara amerykańskiego, jak i do euro. Kurs USD/JPY wraca dziś na poziom 150 JPY, gdzie ostatni raz byliśmy na początku kwietnia.

Inflacja u celu

W czwartek rano poznaliśmy wstępny odczyt tempa wzrostu cen konsumenckich za lipiec w Polsce. Prognozy mówiły o zniżce z 4,1% r/r do 2,85% r/r. Znaczny spadek argumentowano efektem bazy, niższymi cenami paliw czy umocnieniem krajowej waluty. Ostateczny rezultat to 3,1% r/r, czyli poziom wyższy od spodziewanego. Mimo to oznacza zejście do celu Narodowego Banku Polskiego, który wynosi 2,5% z przedziałem odchyleń o +/- 1 punktu procentowego. Wyższy od konsensusu był także odczyt w ujęciu miesięcznym. Wzrost o 0,3% m/m był dwa razy wyższy od spodziewanego 0,15% m/m. Dzisiejsze publikacje z kraju nie miały istotnego wpływu na notowania złotego. Kurs EUR/PLN oscyluje dziś przy 4,27 PLN, USD/PLN to 3,73 PLN, GBP/PLN zszedł poniżej 4,94, natomiast CHF/PLN przebija 4,59 PLN.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Z Chin nadciąga fala deflacji. Co to oznacza dla polskiego konsumenta?

0

GUS w szybkim szacunku potwierdził dziś powszechnie oczekiwany spadek CPI (Consumer Price Index) rok do roku. Inflacja konsumencka w lipcu tego roku wyniosła r/r 3,1 proc., wobec 4,1 proc. w czerwcu. Niższemu odczytowi pomogła wysoka baza z ubiegłego roku, związana z częściowym uwolnieniem od lipca 2024 r. cen energii elektrycznej. Z kolei od lipca tego roku konsumenci w kraju korzystają z niższych cen gazu ziemnego, choć na poziomie cen nośników energii kompensował to wzrost opłaty mocowej na rachunkach za prąd. Bazując na opublikowanych w szybkim szacunku GUS danych, naszym zdaniem inflacja bazowa w lipcu była zbliżona do czerwcowego poziomu 3,4 proc. r/r.

Obniżki stóp procentowych na horyzoncie

Pomimo że spadek CPI r/r okazał się być nieco płytszy niż wskazywała mediana prognoz (2,8-2,9 proc., w zależności od źródła), inflacja w Polsce znowu znalazła się w przedziale dopuszczalnych przez NBP odchyleń od celu inflacyjnego. Najprawdopodobniej CPI r/r utrzyma się w tym przedziale do czasu kolejnych szoków, czy to wewnętrznych, czy z gospodarki światowej. Naszym zdaniem, daje to przestrzeń do kolejnych cięć stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, przy czym następnej obniżki spodziewamy się we wrześniu.

Co mają Chiny do inflacji w Polsce

Obecnie największym ryzykiem dla obniżania się ścieżki CPI r/r wydają się być ceny ciepła systemowego. Z drugiej strony, Europa, w tym Polska, może odczuwać zwiększoną presję deflacyjną ze strony m.in. Chin, które, wobec zmian w polityce handlowej USA, będą starały się szukać zagranicznych rynków zbytu dla produkowanych u nich towarów. Moce produkcyjne chińskiego przemysłu przekraczają możliwości absorbcji przez popyt wewnętrzny. Nadwyżka towarowa w bilansie płatniczym Państwa Środka w relacji do światowego PKB jest obecnie rekordowo wysoka, a deflacja cen producentów (Producer Price Index – PPI) w Chinach pogłębia się.

inflacja

Autor: Dawid Pachucki, dyrektor Biura Analiz Makroekonomicznych, główny ekonomista PZU

Bumech wchodzi w sektor obronny – podejmuje współpracę z uznanym producentem z RPA

Spółka Bumech SA, notowana na GPW, ogłosiła plany rozpoczęcia nowego etapu działalności, dywersyfikując swoje dotychczasowe portfolio i wchodząc w produkcję sprzętu wojskowego. W ramach strategicznego rozwoju Grupy Bumech, Spółka podpisała list intencyjny z południowoafrykańskim producentem OTT Technologies – uznanym na świecie dostawcą pojazdów opancerzonych.  Porozumienie ma na celu nawiązania współpracy w zakresie rozpoczęcia procesu produkcji na terenie Polski samochodów opancerzonych z przeznaczeniem dla służb mundurowych na terenie Europy. Strony porozumienia prowadzą obecnie negocjacje w przedmiocie ustalenia szczegółowych warunków współpracy.

Założeniem współpracy jest umożliwienie Grupie Bumech pozyskanie możliwości prowadzenia w pierwszej kolejności procesu montażu pojazdów w oparciu o gotowe podzespoły dostarczane przez OTT, a następnie samodzielne prowadzenie produkcji w oparciu o surowce i podzespoły pochodzące z obszaru Unii Europejskiej. Współpraca przewiduje transfer technologii, wspólne prace projektowe oraz wsparcie OTT przy uruchomieniu produkcji. Rynki docelowe obejmują Europę Północną i Środkowo-Wschodnią, kraje bałtyckie, nordyckie oraz Bałkany. Projekt dywersyfikacji działalności Bumechu wpisuje się w strategiczne cele rozwoju krajowego potencjału obronnego.

To dla nas moment przełomowy. W oparciu o własne zasoby, infrastrukturę i pozyskany know-how, wchodzimy na dynamicznie rozwijający się rynek obronny. Współpraca z OTT Technologies otwiera przed nami nowe perspektywy, pozwalając zaoferować Europie sprawdzone, a teraz lokalnie produkowane rozwiązania wojskowe. Wychodząc naprzeciw narastającym potrzebom w zakresie obronności i odpowiadając na zapowiedzi repolonizacji gospodarki jesteśmy optymistycznie nastawieni na odbiór naszych przyszłych produktów wytwarzanych w polskich zakładach produkcyjnych – powiedział Michał Kończak, wiceprezes zarządu Bumech S.A.

W ramach współpracy Grupa Bumech planuje licencyjną produkcję m.in. nowoczesnych czterokołowych wielozadaniowych pojazdów bojowych typu HMMWV (od ang. high-mobility multipurpose wheeled vehicle), z myślą o rynku europejskim. Według informacji z ubiegłego roku, tylko zapotrzebowanie polskiej armii na pojazdy tego typu szacowane jest na około 3 tysiące egzemplarzy[1]. Dodatkowo zapotrzebowanie na tego typy pojazdy jest także w straży granicznej i policji.

Pojazdy produkowane obecnie przez OTT to nowoczesne, wielozadaniowe pojazdy bojowe charakteryzujące się wysoką mobilnością i zaawansowanym poziomem ochrony. Wyposażone w jeden z najmocniejszych układów napędowych w swojej klasie, zapewniają sprawne poruszanie się w trudnym terenie. Spełniają standardy balistyczne i przeciwminowe EN1063 oraz STANAG 4569. Mogą pełnić różne funkcje, m.in. jako nośnik uzbrojenia z różnymi typami wieżyczek, transporter opancerzony (APC), pojazd policyjny, patrolowy lub dowodzenia, co czyni je wszechstronnym rozwiązaniem dla sił zbrojnych i służb bezpieczeństwa.

Pojazdy OTT, przeszły już testy polowe, uzyskały certyfikaty NATO i są gotowe do produkcji. W ramach współpracy, w wybranych modelach, zostanie przeprojektowany m.in. układ napędowy i silnik, by spełniać europejskie normy. Proces tzw. „zeuropeizowania” obejmie również zastosowanie europejskich komponentów – docelowo ponad 70% pojazdu będzie produkowane z części i podzespołów pochodzących z UE.

Produkcja seryjna ma ruszyć w zakładach Bumech, które zostaną dostosowane do nowych zadań dzięki istniejącemu parkowi maszynowemu. Do końca października br. planujemy podpisanie umowy licencyjnej z OTT Technologies. Zakładamy, że pierwsze trzy egzemplarze pojazdów powstaną w modelu montażowym do końca I kwartału 2026 roku. Pojazdy wykorzystamy do promocji naszej oferty na targach i pokazach w celu pozyskania kontraktów na rynku europejskim – powiedział Michał Kończak – Rozpoczęcie współpracy z OTT Technologies oznacza wejście Bumechu w nowy segment działalności. Rozwój działań w tym segmencie będzie jednym z kluczowych kierunków opracowywanej strategii dla Grupy Kapitałowej Bumech – podsumował.

OTT Technologies to prywatna firma z Republiki Południowej Afryki, działająca od 1980 r.. OTT specjalizuje się w projektowaniu, produkcji, modyfikacjach i wsparciu eksploatacyjnym pojazdów wojskowych i dla służb bezpieczeństwa. Obecnie jest największym producentem pojazdów opancerzonych w RPA, z zakładem produkcyjnymi także w USA. Firma dostarczyła ponad 2 tys. pojazdów na potrzeby klientów na całym świecie, w tym ONZ, co świadczy o wysokim zaufaniu wobec produktów tej marki. OTT posiada certyfikaty ISO potwierdzające wysokie standardy jakości, ochrony środowiska i bezpieczeństwa pracy. Działa zgodnie z prawem międzynarodowym i jest zarejestrowana w południowoafrykańskim NCACC, co umożliwia jej produkcję i sprzedaż pojazdów opancerzonych oraz ich podzespołów.

[1] https://zbiam.pl/kolejne-pojazdy-kltv-dotarly-do-rosomak-s-a/

Daniel Koralewski dołącza do Avison Young

0

Do zespołu Valuation and Advisory w Avison Young w Polsce dołącza Daniel Koralewski i obejmuje stanowisko Assistant Valuer.

Daniel jest absolwentem Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, gdzie zdobył tytuł inżyniera z zakresu Gospodarki Przestrzennej. Posiada praktyczne doświadczenie w branży nieruchomości oraz budowlanej, które zdobywał zarówno w kraju, jak i za granicą. Pracował przy realizacji projektów budowlanych w Londynie, gdzie zajmował się również obsługą techniczną budynków.

W Avison Young Daniel wspiera Dział Wycen, zajmując się analizą danych rynkowych, opracowywaniem zestawień porównawczych oraz przygotowywaniem operatów szacunkowych dla nieruchomości komercyjnych.

Leasing bez BIK i KRD dla nowych firm. Jak sfinansować swój biznes?

Rozpoczęcie działalności gospodarczej wymaga przemyślanych decyzji finansowych, szczególnie w zakresie pozyskania niezbędnego sprzętu transportowego. Leasing dla nowych firm bez BIK stanowi praktyczne rozwiązanie dla przedsiębiorców, którzy nie posiadają jeszcze ustabilizowanej historii kredytowej lub borykają się z negatywnymi wpisami w bazach dłużników. Forma finansowania pojazdów bez konieczności sprawdzania baz Biura Informacji Kredytowej czy Krajowego Rejestru Długów, umożliwia systematyczne rozwijanie działalności nawet w przypadku ograniczonej wiarygodności finansowej.

Na czym polega leasing dla nowych firm bez BIK i KRD?

Nowe przedsiębiorstwa napotykają znaczące bariery w dostępie do tradycyjnego finansowania. Banki rutynowo odmawiają kredytów firmom działającym krócej niż 24 miesiące, traktując krótki staż rynkowy jako czynnik ryzyka. Jednocześnie wymogi dotyczące dokumentacji finansowej, gwarancji czy wpłaty własnej często przekraczają możliwości początkujących przedsiębiorców, czyniąc standardowe formy kredytowania niedostępnymi.

Leasing bez sprawdzania baz dłużników stanowi alternatywną metodę finansowania, która koncentruje się na aktualnej sytuacji przedsiębiorstwa bardziej niż na jego przeszłości finansowej. Firma leasingowa ocenia zdolność do regulowania rat na podstawie bieżących dochodów oraz charakteru prowadzonej działalności, pomijając negatywne wpisy w systemach informacji kredytowej.

Mechanizm ten opiera się na tym, że przedmiot leasingu pozostaje własnością leasingodawcy przez cały okres finansowania, co znacząco ogranicza ryzyko operacyjne. W przypadku problemów ze spłatą umowy leasingu, pojazd może zostać odzyskany, zapewniając naturalną formę zabezpieczenia transakcji.

Główne cechy leasingu bez weryfikacji w bazach

Aspekt Leasing tradycyjny Leasing bez BIK i KRD
Sprawdzanie historii kredytowej Obligatoryjne Brak
Czas oczekiwania na decyzję 5-14 dni 1-3 dni
Wymagana dokumentacja Rozbudowana Minimalna
Wpłata własna Często wymagana Prawie zawsze wymagana
Ocena ryzyka Na podstawie historii Na podstawie bieżącej sytuacji

Jak uzyskać leasing bez BIK i KRD?

Proces uzyskania finansowania bez sprawdzania baz dłużników charakteryzuje się uproszczoną procedurą aplikacyjną. Przedsiębiorca składa wniosek wraz z podstawowym pakietem dokumentów, który obejmuje zaświadczenie o prowadzeniu działalności gospodarczej oraz dowód tożsamości.

Doradca leasingowy analizuje wniosek pod kątem aktualnej płynności finansowej oraz charakteru branży, w której działa firma. Szczególną uwagę poświęca się perspektywom rozwoju przedsiębiorstwa, które mogą wpływać na regularne spłacanie rat.

Etapy procesu aplikacyjnego

Etapy procesu aplikacyjnego wyglądają następująco:

  1. Złożenie wniosku – wypełnienie formularza z podstawowymi danymi firmy
  2. Weryfikacja dokumentów – sprawdzenie aktualności zaświadczeń i uprawnień
  3. Ocena zdolności finansowej – analiza bieżących dochodów i potencjału
  4. Wybór pojazdu – wskazanie konkretnego modelu do sfinansowania
  5. Podpisanie umowy – finalizacja warunków i przekazanie pojazdu

Cały proces może zostać zrealizowany w czasie krótszym niż 72 godziny od złożenia kompletnego wniosku, co stanowi znaczącą przewagę nad tradycyjnymi formami finansowania.

Warunki zawarcia umowy leasingowej dla nowych firm

Firmy rozpoczynające działalność mogą liczyć na elastyczne podejście do warunków finansowania, dostosowane do specyfiki młodych przedsiębiorstw. Okres finansowania zazwyczaj wynosi od 24 do 60 miesięcy, umożliwiając precyzyjne dopasowanie wysokości raty do możliwości finansowych.

Kluczowe parametry umowy leasingowej dla nowych firm to:

  • Minimalna wpłata własna – czasami wynosi nawet 0%, eliminując barierę wejścia
  • Wysokość raty – kalkulowana indywidualnie na podstawie wartości pojazdu
  • Okres leasingu – elastyczny, dostosowany do planów biznesowych
  • Warunki przedterminowej spłaty – możliwość wcześniejszego zakończenia umowy
  • Opcja wykupu – prawo nabycia pojazdu po zakończeniu finansowania

Warunki zawarcia umowy uwzględniają również specyficzne potrzeby różnych branż. Leasing dla nowych firm bez BIK może obejmować pojazdy dostawcze dla firm kurierskich, samochody osobowe dla działalności usługowej czy specjalistyczny sprzęt transportowy dla przedsiębiorstw budowlanych.

Leasing samochodu bez BIK i KRD. Jakie są możliwości finansowania?

Zakres pojazdów dostępnych w ramach leasingu bez sprawdzania baz obejmuje praktycznie wszystkie kategorie środków transportu wykorzystywanych w działalności gospodarczej. Samochody osobowe, pojazdy dostawcze oraz ciężarowy sprzęt transportowy mogą zostać sfinansowane bez konieczności przedstawiania pozytywnej historii kredytowej.

Kategorie pojazdów dostępne w leasingu bez baz

Dostępne kategorie pojazdów:

  • Samochody osobowe – dla reprezentacji firmy i wizyt u klientów
  • Samochody dostawcze – od kompaktowych VAN-ów, po większe ciężarówki
  • Motocykle i skutery – dla kurierów i małych firm usługowych
  • Maszyny budowlane na podwoziu samochodowym – dla firm z branży konstrukcyjnej

Leasing operacyjny umożliwia pełne odliczenie kosztów eksploatacji pojazdu, podczas gdy leasing zwrotny pozwala na finansowanie już posiadanego sprzętu transportowego. Każda z tych opcji może być realizowana bez sprawdzania negatywnych wpisów w systemach informacji kredytowej.

Firma leasingowa może również udzielić finansowania na pojazdy używane, co dodatkowo rozszerza możliwości wyboru dla przedsiębiorców o ograniczonym budżecie. Leasing samochodów z drugiej ręki często charakteryzuje się niższymi ratami przy zachowaniu elastycznych warunków spłaty.

Gdzie szukać ofert leasingu dla nowych firm?

Rynek finansowania pojazdów bez sprawdzania baz oferuje różnorodne rozwiązania dostosowane do potrzeb początkujących przedsiębiorców. Specjalistyczne firmy leasingowe koncentrują się na obsłudze klientów z negatywną historią kredytową lub krótkim stażem działalności, oferując dedykowane produkty finansowe.

Kryteria wyboru leasingodawcy

Przy wyborze partnera finansowego warto zwrócić uwagę na kilka kluczowych aspektów:

  • Doświadczenie w obsłudze nowych firm – znajomość specyfiki młodych przedsiębiorstw
  • Czas podejmowania decyzji – szybkość procesu akceptacji wniosku
  • Elastyczność warunków – możliwość negocjacji parametrów umowy
  • Zakres oferowanych pojazdów – dostępność różnych kategorii sprzętu
  • Wsparcie doradcy – profesjonalna pomoc w doborze optymalnego rozwiązania

Otrzymać leasing można również poprzez pośredników finansowych, którzy współpracują z wieloma leasingodawcami jednocześnie. Taki model umożliwia porównanie ofert i wybór najkorzystniejszych warunków finansowania.

Przedsiębiorca może również skorzystać z kalkulatorów online, które pozwalają na wstępną ocenę kosztów finansowania przed złożeniem formalnego wniosku. Narzędzia te uwzględniają specyfikę leasingu bez sprawdzania historii kredytowej, prezentując realistyczne szacunki rat i całkowitych kosztów.

Leasing dla nowych firm

Współczesny rynek finansowy oferuje młodym przedsiębiorstwom realne możliwości pozyskania niezbędnego sprzętu transportowego bez konieczności budowania długoterminowej historii kredytowej. Dla nowych firm to rozwiązanie, które umożliwia skuteczne konkurowanie na rynku nawet w początkowej fazie rozwoju biznesu.

Korzyści dla nowych przedsiębiorstw:

  • Zachowanie płynności finansowej – brak konieczności zamrażania kapitału na zakup pojazdu
  • Optymalizacja podatkowa – możliwość odliczenia rat jako koszt prowadzenia działalności
  • Elastyczność finansowa – dostosowanie warunków do cyklu przychodów firmy
  • Szybki dostęp do sprzętu – realizacja inwestycji bez długotrwałych procedur
  • Profesjonalny wizerunek – nowoczesny tabor jako element budowania marki

Możliwość skorzystania z leasingu bez negatywnej weryfikacji w bazach dłużników oznacza, że każdy przedsiębiorca może sfinansować niezbędny pojazd, niezależnie od swojej złej historii finansowej czy krótkiego stażu rynkowego. Ta forma finansowania stanowi praktyczne narzędzie systematycznego rozwoju przedsiębiorstwa, umożliwiając koncentrację na działalności operacyjnej, bardziej niż na pozyskiwaniu kapitału.

Artykuł został opracowany przy współpracy z Internetowym Funduszem Leasingowym oferującym leasing bez BIK i KRD dla przedsiębiorców z całej Polski, w tym specjalistyczne rozwiązania finansowania pojazdów dla nowych firm oraz podmiotów z negatywną historią kredytową.

Ta zmiana pozwoli Ci wystawiać nawet 100 faktur w minutę

Zarządzanie finansami firmy wymaga nie tylko znajomości prawa i analizy kosztów, ale również sprawnego obiegu dokumentów księgowych. W świecie, w którym czas oznacza pieniądz, coraz więcej firm decyduje się na cyfryzację procesów księgowych. Jednym z najefektywniejszych sposobów usprawnienia rozliczeń z klientami jest automatyczne fakturowanie cykliczne. Dla kadry zarządzającej, menedżerów i właścicieli firm to rozwiązanie, które pozwala nie tylko oszczędzać czas, ale także optymalizuje cash flow.

Czym jest automatyczne fakturowanie cykliczne?

Automatyczne fakturowanie cykliczne to funkcjonalność w programach do faktur, która pozwala ustawić harmonogram wystawiania faktur dla regularnych klientów. Raz skonfigurowany cykl (np. co miesiąc, kwartał czy tydzień) powoduje, że faktury są generowane automatycznie, bez konieczności ingerencji użytkownika.

Dla firm oferujących usługi abonamentowe, wynajem, czy cykliczne dostawy, jest to narzędzie nie tylko wygodne, ale wręcz niezbędne. Pozwala uniknąć błędów ludzkich, opóźnień oraz konieczności przypominania sobie o terminach.

Korzyści z automatycznego fakturowania dla firm i zarządzających

Automat w fakturowaniu oznacza szereg strategicznych przewag dla firmy:

  • Optymalizację czasu pracy– dzięki eliminacji ręcznego wystawiania faktur, możesz skupić się na istotnych dla firmy zadaniach
  • Lepsze planowanie przychodów – z góry zaplanowane terminy faktur pozwalają przewidywać cash flow z wyprzedzeniem i efektywniej zarządzać zasobami finansowymi,
  • Zwiększenie płynności finansowej – regularność wpływów poprawia zdolność operacyjną firmy i pozwala unikać zatorów płatniczych,
  • Redukcję ryzyka błędów – automatyzacja minimalizuje ryzyko literówek, pomyłek w kwotach, dublowania dokumentów czy pominięcia faktur,
  • Zwiększenie transparentności – zautomatyzowane systemy pozwalają na łatwe audytowanie procesów i szybki dostęp do historii faktur,
  • Wzmocnienie relacji z klientami – terminowe, powtarzalne działania budują zaufanie i lojalność.

Co ważne, automatyzacja tego procesu uwiarygadnia firmę w oczach klienta jako zorganizowaną i terminową. To nie tylko sprawa wewnętrzna – to element wizerunku nowoczesnego, profesjonalnego partnera biznesowego.

Jak działa fakturowanie cykliczne w praktyce?

Aby zobrazować jak działa fakturowanie cykliczne w praktyce, posłużymy się przykładem firmy informatycznej świadczącej usługi wsparcia IT w modelu abonamentowym dla 50 klientów. Zamiast co miesiąc wystawiać po jednej fakturze, w programie ustawia harmonogram dla każdego kontrahenta. W pierwszym dniu miesiąca system automatycznie generuje 50 faktur, wysyła je klientom oraz zapisuje w systemie do dalszego rozliczenia.

Nie dochodzi do pomyłek, terminowość rośnie, a zespół może skupić się na bardziej strategicznych zadaniach niż mechaniczne wystawianie dokumentów.

Problemy, które rozwiązuje automatyczne fakturowanie

Z danych serwisu Faktura.pl wynika, że małe i średnie firmy czekają na przelew średnio 13,6 dnia, a w niektórych branżach nawet do 22 dni. Taka sytuacja może prowadzić do zachwiania płynności finansowej, szczególnie w okresach zwiększonych wydatków, jak wypłaty wynagrodzeń, opłaty za media czy podatek VAT. Automatyzacja fakturowania pozwala skrócić ten czas i zredukować ryzyko poprzez:

  • eliminację opóźnień w wystawieniu dokumentu – faktury są tworzone automatycznie o wskazanej porze, bez ryzyka ludzkiego błędu czy zapomnienia,
  • szybsze przekazanie faktury do kontrahenta – dokument trafia do klienta natychmiast po wygenerowaniu, bez konieczności manualnego wysyłania,
  • integrację z systemami przypominającymi o terminach płatności – automatyczne powiadomienia e-mail czy SMS mogą zminimalizować liczbę spóźnionych przelewów.

Dodatkowo, automatyczne faktury mogą być oznaczone unikalnym identyfikatorem i powiązane z konkretnym cyklem rozliczeniowym, co znacznie upraszcza analizę danych finansowych i przyspiesza proces windykacyjny. W skali całego przedsiębiorstwa oznacza to większą przewidywalność przychodów i sprawniejsze zarządzanie budżetem operacyjnym.

kto-najdluzej-czekal-na-przelew-w-ii-kw-2025

Dzięki takim narzędziom, zarządy firm mogą podejmować lepiej uzasadnione decyzje biznesowe oparte na realnych danych, a nie opóźnionych spływach środków.

Jakie firmy najbardziej skorzystają?

Choć korzyści są uniwersalne, automatyczne fakturowanie cykliczne szczególnie warto wdrożyć w firmach, których model biznesowy opiera się na stałych kontraktach i przewidywalnym harmonogramie świadczenia usług. Do takich należą:

  • Firmy IT – ze względu na powszechny model B2B i abonamentowy, gdzie regularne rozliczenia za wsparcie techniczne, utrzymanie serwerów czy licencje są standardem,
  • Biura rachunkowe – obsługa klientów w ujęciu miesięcznym, kwartalnym lub rocznym czyni z automatyzacji naturalne narzędzie do organizacji pracy,
  • Firmy produkcyjne i dystrybucyjne – które realizują cykliczne dostawy surowców lub komponentów, często rozliczane w stałych interwałach,
  • Sektor usług medycznych i edukacyjnych – np. placówki prywatne oferujące pakiety zajęć, abonamenty terapeutyczne lub edukacyjne, które wymagają systematycznych rozliczeń,
  • Agencje marketingowe, PR i konsultingowe – współpraca w modelu retainerowym, czyli stałych pakietach usług, wymaga punktualnego fakturowania.

Ponadto, z ogromnych korzyści mogą skorzystać:

  • Software house’y i startupy SaaS – gdzie automatyzacja fakturowania stanowi fundament skalowalności i obsługi rosnącej liczby użytkowników,
  • Deweloperzy i zarządcy nieruchomości – wystawiający co miesiąc setki dokumentów za czynsze, media i opłaty serwisowe,
  • Operatorzy e-commerce i platform subskrypcyjnych – gdzie fakturowanie użytkowników końcowych odbywa się z wysoką częstotliwością i w dużej skali.

Dla samozatrudnionych informatyków, copywriterów, prawników czy doradców fakturowanie cykliczne to szansa na uporządkowanie rozliczeń, poprawę terminowości i mniej stresu przy zamknięciu miesiąca. W praktyce oznacza to więcej czasu na rozwój działalności, a mniej na biurokrację.

Wdrożenie w firmie: na co zwrócić uwagę?

Przy wyborze narzędzia do automatyzacji faktur warto wziąć pod uwagę:

  • Intuicyjność obsługi – zrozumiały interfejs pozwala ograniczyć koszty szkoleń,
  • Możliwość personalizacji faktur – logo, szablony, pola niestandardowe,
  • Integrację z księgową – eksport danych, zdalny dostęp,
  • Bezpieczeństwo danych – zgodność z RODO i szyfrowanie,
  • Wsparcie techniczne – szybka reakcja na pytania i problemy.

Rekomendowane rozwiązanie

Jednym z najlepiej ocenianych na polskim rynku systemów do fakturowania cyklicznego jest program do faktur oferowany przez Faktura.pl.

Z poziomu aplikacji można nie tylko zautomatyzować samo wystawianie dokumentu, ale również w pełni zaplanować jego wysyłkę przez e-maila. System automatycznie prześle fakturę do klienta na wskazany i dodatkowo wyśle wiadomość SMS z przypomnieniem o wystawionym dokumencie. Co więcej, zarówno treść e-maila, jak i SMS-a może być dowolnie modyfikowana przez użytkownika – można ją spersonalizować pod kątem tonu komunikacji, języka marki czy informacji dodatkowych. To znacznie podnosi poziom profesjonalizmu obsługi i skraca czas reakcji klientów.

Co istotne, program do fakturowania Faktura.pl jest zintegrowany z Krajowym Systemem e-Faktur (KSeF), który od 2026 roku stanie się obowiązkowy dla wszystkich przedsiębiorców. Dzięki temu firmy korzystające z systemu już dziś są gotowe na nadchodzące zmiany legislacyjne i nie muszą obawiać się kosztownej migracji czy reorganizacji procesów w ostatniej chwili.

Dla firm oferujących usługi abonamentowe, wynajem, czy cykliczne dostawy, jest to narzędzie nie tylko wygodne, ale wręcz niezbędne. Pozwala uniknąć błędów ludzkich, opóźnień oraz konieczności przypominania sobie o terminach.

Mądre zarządzanie finansami zaczyna się od automatyzacji

Dla podejmujących codziennie strategiczne decyzje finansowe, automatyczne fakturowanie cykliczne to narzędzie, które pozwala odzyskać kontrolę nad czasem, poprawić płynność i uniknąć błędów. To inwestycja w efektywność, która procentuje każdego miesiąca. W świecie cyfrowym, kto pierwszy zautomatyzuje procesy, ten zyska przewagę rynkową.

Dolar zyskuje po decyzji Fed, złoty zaskakuje siłą – inflacja w Polsce w celu

Wczorajsza decyzja Federalnego Komitetu Otwartego Rynku zgodnie z oczekiwaniami nie zmieniła stóp procentowych. Dobre dane spowodowały silne umocnienie dolara, które ku zaskoczeniu wielu nie przełożyło się na słabość złotego. Inflacja w Polsce wróciła do celu.

Kolejny dzień siły dolara

Środa była dniem czekania na informacje z USA. Zaczęło się od danych z rynku pracy. Raport ADP pokazał wyższy od oczekiwań wynik. Lepiej wypadły też odczyty o PKB. Amerykanie oczywiście podają je w annualizowany sposób, by ciężej było zorientować się, co naprawdę się dzieje. Gdyby jednak cały rok był taki jak ostatni kwartał, gospodarka rosłaby o 3%, a nie jak sądzono o 2,4%. Dostaliśmy zatem informacje, że sytuacja jest dobra na obydwóch głównych frontach, mimo wysokich stóp procentowych. Nie jest to otoczenie, które wymusza obniżki. Decyzja Federalnego Komitetu Otwartego Rynku zgodnie z oczekiwaniami była formalnością – nie zmieniono wskaźników. Sama wypowiedź Jeroma Powella była różnie odbierana przez komentatorów. Jedni uważają, że chciał trochę przypodobać się obecnej administracji bardziej jastrzębią retoryką, która sprzyja obniżkom. Patrząc jednak na reakcję rynków, można odnieść wrażenie, że dominuje wersja o tym, że szanse na zmniejszenie stóp procentowych spadły. W rezultacie we wrześniu przeważają szanse na utrzymanie ich na niezmienionym poziomie, podobnie jak w grudniu. Wygląda na to, że obniżki przesunęły się o jedno posiedzenie później.

Jak reagowały waluty?

Dolar wczoraj zaczynał dzień w okolicach poziomu 1,15500 na parze EURUSD. Kończył go już odbiciem od poziomu 1,14000. Co ciekawe, ruch ten nie przełożył się na osłabienie złotego, jak to zwykle ma miejsce. Gdy kapitał płynie do USA, najczęściej powoduje to przecenę walut naszego regionu. Wczoraj z kolei złoty się umacniał względem euro. Jest to duża niespodzianka, gdyż wielu analityków spodziewało się, że wraz z osiągnięciem okolic 1,14 na EURUSD kurs euro względem złotego przekroczy poziom 4,30 zł. Do tej bariery brakuje jednak aż 3 groszy. Względem dolara przy tak silnym jego umocnieniu złoty oczywiście tracił. Pierwszy raz od początku czerwca zobaczyliśmy na wykresach okolice 3,75 zł.

Kogo zaskoczyła inflacja?

To, że inflacja w lipcu w Polsce spadnie, to wszyscy analitycy byli zgodni. Nie byli jednak pewni o ile. Większość prognoz oscylowała w okolicach 3%, często delikatnie poniżej. Faktyczny odczyt pokazał jednak 3,1%. Nie jest to zatem tak dobrze, jak oczekiwano, ale miesiąc temu mieliśmy jednak 4,1%. Jesteśmy zatem po raz pierwszy od ponad roku w celu inflacyjnym. Przez ten rok byliśmy powyżej tego poziomu, mniej więcej o uwolnienie kosztu energii. Jest jednak ważna zmiana – RPP traci argument przeciwko kolejnym obniżkom stóp procentowych. Mamy bowiem właśnie na tle innych państw naszego regionu wyjątkowo wysokie stopy względem inflacji. Gdyby obniżki miały przyspieszyć, należy się spodziewać osłabienia polskiej waluty. Dzisiaj jednak tego ruchu nie widać, więc rynki nie przewidują, że odczyt ten wpłynie na decyzję RPP, był w końcu powyżej oczekiwań.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja CPI,

14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Autor: Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Nowe pomysły UE na e-commerce z Chin szansą dla logistyki kontraktowej

Parlament Europejski chce, aby każda paczka e-commerce importowana spoza Unii była obciążana opłatą manipulacyjną wynoszącą 0,5 euro, ale tylko w scenariuszu, kiedy najpierw trafi do centrum konsolidacji i stamtąd zostanie wysłana do konsumenta. W innym przypadku wysokość daniny wyniesie 2 euro. To niepowtarzalna okazja dla sektora logistyki kontraktowej, który mógłby zarządzać taką konsolidacją oraz dostawami w imieniu platform sprzedażowych pochodzących głównie z Chin. Te z pewnością potrzebują dostępu do europejskich konsumentów, choć sama Unia dąży do ograniczenia napływu zakupów internetowych z Państwa Środka, mimo że generują one wzrosty, również w logistyce dla e-commerce.

Wydarzenia ostatnich tygodni potwierdzają, że Unia Europejska konsekwentnie dąży do ograniczenia napływu zagranicznego e‑commerce, a zwłaszcza towarów o niskiej wartości zwolnionych z cła, których import w 2024 r. osiągnął wolumen sięgający 4,6 mld przesyłek. To ok. 12 mln paczek dziennie lub 145 indywidualnych pakunków odprawianych na granicach Wspólnoty co sekundę. W ubiegłym roku aż 91% wszystkich zamówień tego typu pochodziło z Chin, a szacunki na ten rok zakładają dalszy wzrost wolumenu, czemu sprzyja polityka USA. To właśnie chiński e-commerce budzi najwięcej obaw, sprzeciwu i skupia uwagę unijnych urzędników, zwłaszcza że fala napływającego importu przybiera na sile. Dobrze pokazują to dane z lat 2022 i 2023, kiedy tanich paczek o wartości do 150 euro zaimportowano odpowiednio 1,4 mld i 2,3 mld.

Budzący wiele kontrowersji temat chińskiego e-commerce był wielokrotnie omawiany na różnych szczeblach unijnej administracji, ale na początku lipca br. sprawy nieco przyspieszyły, ponieważ Parlament Europejski przyjął sprawozdanie zawierające szereg interesujących rozwiązań zaproponowanych przez Komisję Europejską. Spośród wielu pomysłów mających na celu m.in. zwiększenie dokładności kontroli, zagwarantowania bezpieczeństwa produktów, przyspieszenia odpraw i odciążenia służb celnych, a także zwiększenia wpływów do budżetów narodowych i unijnej kasy znalazły się również trzy bardzo intersujące elementy, w tym jeden mający potencjalnie ogromne znaczenie dla europejskiego sektora logistycznego obsługującego handel internetowy.

Na początek likwidacja zwolnień i opodatkowanie

Z pewnością wartym uwagi postulatem jest zapowiadana od dawna likwidacja zwolnienia celnego dla przesyłek o wartości do 150 euro, która według obecnego kalendarza ma zacząć obowiązywać od marca 2028 r. i być częścią wielkiej reformy celnej UE. Posłowie warunkowo poparli także pomysł KE, aby każdą paczkę e-commerce pochodzącą spoza Wspólnoty obciążyć niedyskryminującą opłatą manipulacyjną (ang. handling fee) w wysokości 2 euro. Warunkowa zgoda oznacza, że PE chce, aby Komisja sprawdziła najpierw, czy opłata będzie proporcjonalna, zgodna z przepisami Światowej Organizacji Handlu oraz czy nie zostanie przeniesiona na kupujących. Unia liczy bowiem, że daninę pokryją platformy internetowe, pomimo że opisywane zmiany zachwieją fundamentami polityki cenowej i modelem dostaw azjatyckich sprzedawców.

Nowy podatek nakładany na importowany e-commerce ma być stały i dotyczyć każdej przesyłki, niezależnie od jej wartości. W praktyce, obok elementów finansowych, bezpieczeństwa i kontroli, danina ma także pełnić funkcję zniechęcającą i obniżać wolumen indywidualnych paczek napływających z Chin poprzez bezpośrednie podniesienie kosztów importu. Jednocześnie pojawiają się deklaracje, że w unijnych gabinetach trwają już kolejne prace wycelowane w chińskie platformy e-commerce, jednak Bruksela słowami Komisarza ds. ochrony konsumentów deklaruje, że nie chce odcinać się od Państwa Środka, ale będzie dążyć do ograniczenia ryzyka w stosunkach handlowych.

Ucywilizowanie importu e-commerce przez konsolidację zamówień w magazynach

Najważniejszą propozycją z punktu widzenia logistyki wydaje się jednak postulat, aby obok podatku w wysokości 2 euro zaproponować platformom alternatywę w postaci daniny wynoszącej tylko 0,5 euro, pod warunkiem jednak, że importowane towary będą konsolidowane i wysyłane do konsumentów z magazynów znajdujących się na terenie Wspólnoty. Ma to wzmocnić sprawczość organów celnych i nadzoru rynku oraz podnieść skuteczność kontroli. Sprawozdanie PE wzywa wręcz państwa członkowskie i Komisję do rozważenia wszystkich możliwych sposobów do zachęcania do takich praktyk, z uproszczonym trybem nadawania statusu zaufanego przedsiębiorcy włącznie. Praktyczne uzasadnienie takiego trybu procesowania chińskiego importu e-commerce wydaje się wręcz oczywiste. Kontrola i clenie przesyłek trafiających do magazynów byłoby znacznie prostsze niż sprawdzanie każdej paczki wysyłanej z krajów trzecich.

Na takim modelu skorzystałyby nie tylko platformy sprzedażowe płacące niższą opłatę manipulacyjną, ale także operatorzy logistyki kontraktowej dla sektora e-commerce, którzy zarządzaliby operacjami w imieniu platformy. Zakres ich odpowiedzialności mógłby być dowolnie rozszerzony np. o fulfillment lub obsługę zwrotów. Naturalnym beneficjentem proponowanego rozwiązania byłby także sektor magazynowy.PROPOZYCJE UE W ZAKRESIE IMPORTU E-COMMERCE B2C

Chińscy sprzedawcy i tak migrują do Europy

– Strategia kotwiczenia zasobów wewnątrz rynków zbytu nie jest nowa, ponieważ od lat chińskie platformy rozwijają zdolności logistyczne w Europie, w tym także w Polsce. Dotyczy to nie tylko serwisów pochodzących z Azji, ale również gigantów e-commerce z innych kontynentów. Każdy z największych światowych serwisów sprzedażowych działających w Europie ma w naszym kraju albo lokalny magazyn, który bardzo często obsługuje również rynek regionalny, albo ściśle współpracuje z którymś z operatorów na ostatniej mili. Dotychczasowe strategie rozbudowy zdolności logistycznych nie były jednak motywowane narzuconą polityką podatkową, ale naturalną potrzebą obecności na chłonnym rynku Unii Europejskiej, gdzie 77% użytkowników internetu kupuje online, z czego aż 46% zamawia odzież obuwie i akcesoria. Teraz motywacja ma mieć inny charakter i w praktyce nie pozostawi serwisom wyboru, ponieważ jest bardzo mało prawdopodobne, aby platformy utrzymały dotychczasowy model biznesowy dopłacając 2 euro do każdego wysłanego zamówienia, zwłaszcza w scenariuszu likwidacji zwolnienia de minimis – wyjaśnia Marcin Smoła, dyrektor operacyjny w spółce ID Logistics Polska, świadczącej kompleksowe rozwiązania logistyczne i transportowe, obsługę e-commerce oraz zarządzanie łańcuchem dostaw w 18 krajach.

– W praktyce ten proces już zachodzi i jest to jedna z przyczyn przyspieszenia unijnej debaty. Kluczową kwestią pozostaje więc to, aby wykorzystać ogromny potencjał, jaki dla sektora logistycznego stwarzają przedstawione propozycje w zakresie konsolidowania zamówień na terenie Wspólnoty. Bez wątpienia skorzysta na tym logistyka kontraktowa, ponieważ nawet gdyby przyjąć zeszłoroczny wolumen przesyłek wynoszący 4,6 mld sztuk, to każda z nich będzie potrzebowała indywidualnej obsługi. Nie bez znaczenia pozostaną również wpływy z tytułu opłat handlingowych, które teoretycznie w 2024 r. mogłyby wynieść 2,3 mld euro, a za taką kwotę można wybudować 5 terminali kontenerowych, dokładnie takich jak ten otwarty w czerwcu w gdańskim Baltic Hub. Z całą pewnością kraje Wspólnoty będą konkurować o to, aby to u nich budowano i obsługiwano magazyny, w których paczki z Chin będą konsolidowane. Byłby to bardzo pozytywny bodziec do rozwoju rynku kontraktowego i logistyki e-commerce w Europie oraz ważny impuls dla krajów takich jak Polska, która mogłaby umocnić swoją pozycję, jako ważnego węzła logistycznego w regionie. Uważamy, że do takiej rywalizacji należy się jednak bardzo dobrze przygotować, zarówno na szczeblu państwowym, jaki i branżowym – podsumowuje Marcin Smoła z ID Logistics.

Dlaczego chińscy sprzedawcy mieliby dopłacać do zakupów Europejczyków?

Przede wszystkim dlatego, że Chiny nie mają zbyt wielu alternatyw, co udowodniła już salwa celna USA wymierzona w tamtejsze platformy. Pokazała ona przy okazji, jak duże znaczenie dla azjatyckich gigantów e-commerce ma rynek europejski oraz jak ważną rolę odgrywa Unia dla tamtejszych przewozów lotniczych.

Od połowy maja br. za oceanem nie obowiązuje już zwolnienie celne dla przesyłek o niskiej wartości importowanych z Chin i Hong Kongu, dla których limit cenowy jeszcze niedawno wynosił 800 dol. Zamiast tego paczki obsługiwane przez amerykańską pocztę (USPS) są clone na poziomie 54% lub alternatywnie podlegają stałej opłacie wynoszącej 100 dol. Dostawy obsługiwane przez komercyjnych operatorów podlegają z kolei cłom wynoszącym 30%. To strategia, którą po części zamierza naśladować Unia, tj. chce zlikwidować zwolnienie i nałożyć nowe daniny.

Skutki takich praktyk natychmiast odczuł transport lotniczy

Według IATA, kiedy w maju zlikwidowano zwolnienie de minimis w USA oraz podniesiono cła importowe, praca przewozowa w lotniczym cargo na trasie Azja-Ameryka Płn. zanotowała spadek sięgający 10,7% rdr, oraz 12,3% względem kwietnia. Było to wyjątkowo mocne tąpnięcie, zwłaszcza że inne ważne szlaki transportowe zanotowały wzrosty. Korytarz transportowy Azja-Europa, gdzie przekierowano część eksportu, zyskał 13,4% rdr oraz 2,3% mdm. O 10,8% rdr i 3,9% mdm zwiększyła się także praca przewozowa na trasie łączącej Azję i Bliski Wschód,  a spadek zanotowano jedynie na połączeniach pomiędzy Azją i Afryką.

Podobne obserwacje do IATA mieli także analitycy Aevean, według których import przesyłek e-commerce o niskiej wartości z Chin do USA spadł w maju w porównaniu do kwietnia aż o 43%, a głównym rynkiem dla tanich przesyłek stała się Europa. To właśnie rynek europejski oraz Azji płd.-wsch. sprawiły, że wynik eksportu lotniczego w chińskim e-commerce na poziomie ok. 400 tys. ton był tylko o 3% niższy niż w kwietniu. Dane z kolejnych miesięcy pokażą czy chińscy sprzedawcy zwrócą się ponownie ku amerykańskim konsumentom, czy zintensyfikują swoje działania na kierunku europejskim, azjatyckim lub w Ameryce Łacińskiej.

Dokładnie takiego scenariusza, czyli przekierowania zwiększonych wolumenów paczek do Europy obawia się UE, bo Państwo Środka raczej nie będzie zadowolone z utraty lub ograniczenia działań na obu rynkach. Wpłynęło by to niekorzystnie nie tylko na samych sprzedawców, ale także na kondycję tamtejszego sektora lotniczego. Jak wskazują analitycy Rotate, monitorujący przepływy e‑commerce w powietrzu, tanie przysyłki z Chin wysyłane zarówno do Europy, jak i USA mają znaczący udział w strukturze transportu lotniczego.  Tylko w 2024 r. osiągnęły one poziom 1,2 mln ton i stanowiły 55% całkowitego chińskiego eksportu drogą lotniczą.

Czy europejski sektor logistyczny obsługujący e-commerce w ogóle potrzebuje tanich paczek z Chin?

Jeśli wziąć pod uwagę oficjalne unijne dane dotyczące 4,6 mld przesyłek o niskiej wartości, spośród których 91% pochodziło z Państwa Środka, to oznacza to, że europejscy operatorzy logistyczni byli 2024 r. w mniejszym lub większym stopniu zaangażowani w obsługę ponad 4,18 mld pojedynczych dostaw pochodzących z Chin. Już sama skala prowadzonych operacji pokazuje, jakim potencjałem dysponują największe platformy z dalekowschodnim rodowodem. Inna strona medalu jest taka, że europejska logistyka pracująca na rzecz e-commerce potrzebuje każdego możliwego bodźca, bo choć nie może narzekać  na brak zajęć to jej tempo wzrostu znacząco odbiega od pozostałej dwójki konkurentów znajdujących się na światowym podium.

Według danych brytyjskiego centrum analitycznego Transport Intelligence (Ti) zeszłoroczne przychody europejskiego sektora pracującego na rzecz handlu internetowego osiągnęły wartość 94,6 mld euro, co oznacza wzrost o 9,4%. W tym samym okresie lider globalnego rynku, czyli Ameryka Płn. z przychodami 200,4 mld euro zanotowała wzrost o 14,6%, natomiast Azja z wartością sięgającą 198,6 mld euro urosła o 14,9%.

Cały globalny rynek logistyki e-commerce urósł w 2024 r. o 13,6% rdr osiągając wartość 521,9 mld euro, co jest jednocześnie podwojeniem wyniku tuż sprzed pandemii, jednak po odjęciu czynników inflacyjnych zeszłoroczny rynek urósł realnie o 9% rdr.

W  2025 r. globalny rynek logistyki e-commerce oraz fulfillment ma się powiększyć o kolejne 15,5% osiągając nominalną wartość ok. 602,8 mld euro.  Widać wyraźnie, że Europa odstaje i nie chodzi tylko o wynik na tle liderów rankingu z 2024 r., ale również o dłuższą perspektywę. Tempo wzrostu regionu Azji i Pacyfiku w latach 2020-2024 wyniosło 11% i było nieco wyższe niż w Ameryce Płn., która osiągnęła 10%. Europa może się pochwalić wynikiem na poziomie 8%.

Europie przydałby się większy wolumen e-commerce przynajmniej z kilku innych powodów

Pierwszym z nich jest argument samych profesjonalistów zarządzających łańcuchem dostaw w obrębie handlu elektronicznego, mówiący o tym, że udział e-commerce w całym wolumenie towarów obsługiwanych w ramach logistyki kontraktowej będzie rósł i to znacząco. W zeszłym roku aż 30% przebadanych przez Ti operatorów deklarowało, że zamówienia internetowe stanowią 41-50% całości obsługiwanych wolumenów. To wynik znacznie lepszy niż poprzednia edycja badania, gdzie produkty zamawiane online stanowiły 11-20% całości obsługiwanego wolumenu.

W zeszłym roku dodatkowe 20% respondentów zadeklarowało w badaniu, że e-commerce to nawet 51-60% całości towarów, ale zupełnie inaczej ma wyglądać sytuacja za 5 lat. Ponad 23% zarządzających logistyką kontraktową szacuje, że aż 61-70% ruchu w biznesie będzie generowana przez produkty sprzedawane online. Kolejne 20% respondentów wierzy, że będzie to 41-50%, a ok. 16% zakłada udział e-commerce na poziomie 51-60%. Poniżej 15% respondentów uważa również, że e-commerce wyniesie 71-80%, a ok. 6% badanych, że będzie to 81-90%. Są nawet tacy, którzy zakładają, że za 5 lat udział e-commerce w ich biznesie wyniesie 91-100%, ale jest ich zaledwie kilka procent.

Wyraźną ewolucję trendu na rynku logistyki e-commerce widać także w zasięgu geograficznym obsługiwanych towarów. O ile w 2024 r. średnio 65% wolumenu e-commerce stanowiły przepływy krajowe, a 35% międzynarodowe, to za 5 lat proporcja ma się zmienić i wynieść odpowiednio 55% do 45%. Tak duży wzrost ma być przede wszystkim zasługą największych chińskich graczy, którzy umacniają swoją popularność na rynkach zachodnich i zyskują coraz większe rzesze klientów.

Jak zatem wygląda globalny układ sił jeśli chodzi o sprzedaż przez internet?

Z danych ECDB wynika, że światowa sprzedaż towarów e-commerce w modelu B2C może osiągnąć w tym roku nieco ponad 5 bln dol., co będzie oznaczało nominalny wzrost o 9,7% względem 2024 r., a w ujęciu realnym o 5,1% do 4,562 mld dol. Nie wiadomo jeszcze jak na estymacje wpłynie trwająca wojna handlowa i nakładanie przez kraje wzajemnych ograniczeń. Wiadomo jednak, że od 2017 r. globalny sektor e-commerce B2C rozwija się w bardzo dobrym tempie wynoszącym średnio 14%.

Dzieje się tak głównie za sprawą Chin i USA, które w ubiegłym roku odpowiadały za prawie 70% globalnych przychodów e‑commerce. Zdecydowanie dominującą pozycję miały jednak Chiny, gdzie wartość rynku sięgnęła ponad 1,9 bln dol., co oznacza, że wygenerowały one 43% całkowitej wartości sektora. Na drugim miejscu znalazły się USA z przychodami sięgającymi nieco ponad 1 bln dol., co odpowiadało 23% udziału w sprzedaży. Na trzecim miejscy była Europa, gdzie na wydatki w internecie wydano 694 mld dol., co zagwarantowało 15% globalnego tortu e-commerce.

Prognozy na najbliższe lata nie zapowiadają rewolucji e-commerce w Europie, a szkoda

Z estymacji ECDB wynika, że w latach 2024-2028 najszybciej rozwijającym się kontynentem będzie Azja, której przychody powiększą się o 42,7% do prawie 3,8 bln dol. Obie Ameryki urosną o 36,1% do prawie 1,67 mld dol. Natomiast trzeci pod względem wartości rynku kontynent europejski urośnie najwolniej, bo tylko o 27,1% do wartości 901 mld dol. To wolniej od Australii i Oceanii (37%) oraz Afryki, która pod względem tempa wzrostu ma się rozwijać najszybciej dochodząc do 52,6% w 2028 r. Wartość tego rynku będzie jednak niewielka i wyniesie tylko 29 mld dol.

Warto także zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt, który może pomóc Europie w osiąganiu lepszych wyników na polu e‑commerce. Obecnie 72% globalnych przychodów w handlu elektronicznym B2C generowanych jest na platformach działających w modelu marketplace, a 6 spośród 10 największych serwisów tego typu posiada chiński rodowód. W Azji strony marketplace odpowiadają za 97% przychodów całego sektora e-commerce. Podobnie jest Ameryce Południowej i Centralnej, gdzie udział w przychodach wynosi 96%. Zupełnie inaczej jest w Ameryce Płn. i Europie, gdzie udział witryn marketplace wynosi odpowiednio 46% oraz 47%.

Krzysztof Oflakowski

Wynajem mieszkania coraz droższy – raport z lipca 2025 roku

0

Najem drożeje kolejny kwartał z rzędu. Z raportu Rankomat.pl i Rentier.io wynika, że w kolejnym roku akademickim na znaczne wzrosty kosztów najmu muszą przygotować się studenci z Torunia. Najem małego mieszkania (do 30 m²) zdrożał tam o prawie 15% r/r, a dużego (powyżej 60 m²) – o niemal 20%. Pomimo dwóch tegorocznych obniżek stóp procentowych, najem w zdecydowanej większości przypadków wciąż jest tańszy niż rata kredytu na takie samo mieszkanie. Rekordzistą jest Kraków – rata kredytu na mieszkanie o powierzchni 50 m² jest tam aż o 1 187 zł wyższa niż koszt najmu. Warto też dodać, że opłacalność inwestycji w mieszkanie na wynajem zaczęła przewyższać oprocentowanie lokat bankowych. To wynik spadku oprocentowania w połączeniu ze wzrostem stawek najmu.

W raporcie kwartalnym prezentujemy oddzielnie dane dotyczące kosztu najmu mieszkań o powierzchni 30 m², 50 m² i 70 m². Wśród 17 analizowanych miast najdrożej jest oczywiście w Warszawie. Najem kawalerki o powierzchni 30 m² kosztuje tam 2 735 zł. Dla porównania – w Toruniu czy Białymstoku za podobną kwotę można wynająć mieszkanie o powierzchni 70 m². W przypadku średniego mieszkania (50 m²) w stolicy jest to kwota 3 643 zł, a dużego (70 m²) – niemal 5 000 zł miesięcznie (dokładnie 4 947 zł).

Oprócz Warszawy najdroższymi miastami pod kątem najmu są Gdańsk, Kraków i Wrocław. Najem mieszkania o powierzchni 30 m² kosztuje tam ok. 2 400 zł, a 50 m² – ok. 3 100 zł. W przypadku większych lokali rozbieżności w cenach są większe. Dla mieszkania o powierzchni 70 m² koszt w Gdańsku to 4 025 zł, w Krakowie 3 850 zł, a we Wrocławiu 3 700 zł.

Tak jak Warszawa jest wyraźnie najdroższa wśród 17 analizowanych miast, tak wyraźnie najtańszym jest Częstochowa. Najem mieszkania o powierzchni 30 m² kosztuje tam 1 386 zł. W przypadku średniego mieszkania (50 m²) – 1 824 zł, a dużego (70 m²) – 2 484 zł.2025-07-31 Stawki

Studenci zapłacą dużo więcej za najem mieszkania w Toruniu

Studenci jeszcze przez sierpień i wrzesień będą cieszyć się wakacjami, ale część z nich zapewne już myśli o tym, ile będzie kosztował najem mieszkania w kolejnym roku akademickim. Niestety, stawki najmu w większości badanych przez nas miast rosną. Najmocniejsze wzrosty odnotowaliśmy w Toruniu. Najem dużych mieszkań (powyżej 60 m²) zdrożał tam o niemal 20% r/r, a małych (do 30 m²) – o prawie 15%. Jedynie w przypadku średnich mieszkań (30–60 m²) wzrost jest umiarkowany – 6% r/r, czyli zbliżony do przeciętnego.

Jeśli chodzi o największy ośrodek akademicki w Polsce, czyli Warszawę, to wzrosty są tu nieznaczne – zdecydowanie poniżej średniej. Koszt najmu małego mieszkania wzrósł o 4,2%, średniego – o 2,5%, a dużego – o 1,6%. Pomimo ograniczonych wzrostów, koszt najmu w Warszawie pozostaje najwyższy spośród badanych miast.

Próg 100 tys. studentów przekraczają Kraków, Poznań i Wrocław. W ich przypadku wzrosty są zwykle zbliżone do przeciętnego poziomu, czyli wynoszą ok. 5% r/r. Wyjątkiem są duże mieszkania w Poznaniu, których najem zdrożał aż o 9% r/r.2025-07-31 Zmiany

W Krakowie najtrudniej przenieść się z mieszkania najmowanego do własnego

Wiele młodych osób szczególnie interesuje jak kształtują się poziomy rat kredytów hipotecznych w porównaniu do kosztów najmu. Dobrą informacją dla nich jest to, że dzięki obniżkom stóp procentowych połączonym z niewielkimi spadkami cen mieszkań, dostępność lokali powoli się poprawia. Przeniesienie się z mieszkania wynajmowanego do własnego jest więc nieco łatwiejsze niż jeszcze kilka miesięcy temu

Niestety, poprawa ta wciąż jest zbyt mała. W większości badanych przez nas miast rata kredytu (z 10% wkładem własnym, na 30 lat) nadal jest znacznie wyższa niż koszt najmu. Rekordzistą jest tu Kraków. Zamiana wynajmowanej kawalerki o powierzchni 30 m² na własne mieszkanie o takiej samej powierzchni oznacza wzrost wydatków o 512 zł miesięcznie. W przypadku lokalu o powierzchni 50 m² koszty wzrosną o 1 187 zł. Duże różnice występują również w Warszawie, gdzie przeniesienie się do własnego mieszkania oznacza wzrost wydatków odpowiednio o 483 zł i 1 066 zł.

Zbliżenie poziomu rat i kosztów najmu wymaga dalszego spadku oprocentowania kredytów – do poziomu poniżej 5%. Obecnie wynosi ono ponad 6%.

2025-07-31 Najem a rata

Lokaty zaczynają przegrywać z mieszkaniami na wynajem

Dalsze obniżki stóp procentowych podwyższą szansę na pierwsze własne mieszkanie tylko pod warunkiem, że mocno nie wzrosną ich ceny. Tymczasem tańsze i łatwiej dostępne kredyty hipoteczne zwykle oznaczają zwiększony popyt na zakup nieruchomości, a wyższy popyt to wyższe ceny. Popyt może dodatkowo wzrosnąć, jeśli do kupujących mieszkania dla siebie ponownie dołączą inwestorzy kupujący z myślą o wynajmie.

Po ostatnich obniżkach stóp procentowych tego rodzaju inwestycje ponownie zaczynają wydawać się atrakcyjne. Rentowność inwestycji w mieszkanie na wynajem zaczyna bowiem  przewyższać oprocentowanie lokat bankowych i obligacji.

W badanych przez nas miastach rentowność netto wynosi od 4,2% w Krakowie do 5,8% w Sosnowcu. Podane wartości uwzględniają podatek i wszystkie koszty związane z zakupem i utrzymaniem mieszkania m. in. odświeżanie mieszkania czy jego ubezpieczenie.  To ostatnie jest szczególnie istotne, ponieważ odpowiednie ubezpieczenie chroni właściciela przed nieprzewidzianymi wydatkami, np. związanymi z zalaniem, pożarem czy szkodami wyrządzonymi przez najemców.

Zwracamy jednak uwagę, że to wartości netto. Te poziomy odpowiadają oprocentowaniu lokaty bankowej ze stawką odpowiednio 5,2% i 7,2%. Druga ważna kwestia – nasze wyliczenia zakładają, że mieszkanie jest zamieszkane przez pełne 12 miesięcy w roku.

Podsumowując – wiele wskazuje na to, że jeśli stopy procentowe nadal będą spadać, to czeka nas zahamowanie, a może nawet spadek stawek najmu. Spadnie bowiem popyt na najem, ponieważ młodzi będą przenosić się z mieszkań wynajmowanych do własnych. Wyhamowanie wzrostu lub spadek stawek najmu może wzmocnić wzrost podaży, ponieważ podejmowanie nowych inwestycji w mieszkania na wynajem zaczyna przekraczać poziom opłacalności.2025-07-31 Rentowność

Nowe przepisy unijne budzą niepokój w branży odzieżowej. Przedsiębiorcy apelują o dialog i rozsądek w implementacji zmian

Trwające w Komisji Europejskiej prace nad finalną wersją nowelizacji dyrektywy 2008/98/WE w sprawie odpadów budzą coraz większe obawy wśród polskich przedsiębiorców z sektora odzieżowo-tekstylno-obuwniczego. Projekt zmian przewiduje wprowadzenie szeregu obowiązków, które mają zostać wdrożone przez państwa członkowskie – w tym Polskę – w nadchodzących miesiącach. Branża ostrzega jednak, że nowe przepisy, choć oparte na ważnych celach środowiskowych, mogą znacząco podnieść koszty działalności i uderzyć w konkurencyjność polskich firm.

Nowe obowiązki dla producentów i dystrybutorów

Kluczową zmianą w projekcie jest wprowadzenie tzw. rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP). Zgodnie z tą zasadą, każdy podmiot wprowadzający na rynek wyroby tekstylne, odzieżowe czy obuwnicze – niezależnie czy jest producentem czy importerem – zostanie zobowiązany do finansowania całego procesu gospodarowania odpadami. W praktyce oznacza to opłatę modulacyjną od każdej sztuki wyrobu wprowadzanego na rynek.  Z tej opłaty finansowane będą koszty zbiórki, sortowania, recyklingu, a także edukacji konsumenckiej w zakresie właściwego postępowania z używaną odzieżą i tekstyliami.

Obowiązek rejestracji i udziału w PRO

Każde państwo członkowskie UE będzie musiało stworzyć Organizację Odpowiedzialności Producentów (PRO)  i prowadzić krajowy rejestr producentów i importerów. Wpis będzie obowiązkowy dla wszystkich podmiotów działających na rynku. Brak wpisu będzie oznaczać zakaz sprzedaży wyrobów w Polsce.  Organizacja PRO będzie odpowiedzialna za organizację zbiórki, dalsze przetwarzanie odpadów i wypełnianie obowiązków wynikających z dyrektywy. PRO będą musiały uzyskać specjalne zezwolenie państwowe i spełniać rygorystyczne wymogi finansowe i organizacyjne.

Zasady ekomodulacji i nowe obowiązki raportowe

Wysokość składek, które firmy będą wnosić do PRO, będzie ustalana zgodnie z zasadami tzw. ekomodulacji. Oznacza to, że składka za dany produkt będzie zależała m.in. od jego trwałości, możliwości naprawy, udziału materiałów z recyklingu oraz wolumenu produkcji. To rozwiązanie ma promować projektowanie bardziej zrównoważonych produktów, ale może też istotnie zwiększyć koszty działalności – zwłaszcza dla firm, które wytwarzają duże ilości odzieży niskomarżowej.

Dodatkowo, producenci oraz PRO będą zobowiązani do przekazywania szczegółowych danych na temat ilości wprowadzanych produktów, funkcjonowania systemów zbiórki oraz uzyskiwanych efektów środowiskowych. To nowe, czasochłonne i kosztowne obowiązki administracyjne, które – zdaniem wielu firm – będą trudne do spełnienia bez dodatkowego wsparcia.

Odzież używana nie będzie już odpadem

Nowe regulacje przewidują, że odzież używana nadająca się do ponownego użycia nie będzie traktowana jako odpad. To zmiana, która na pierwszy rzut oka wydaje się korzystna, ale w praktyce oznacza konieczność dostosowania przepisów dotyczących transportu, magazynowania i obrotu takimi produktami. Szczególnie mocno wpłynie to na rynek second-handów oraz działalność organizacji zajmujących się ponownym obiegiem ubrań.

Platformy e-commerce pod lupą

Ważnym elementem projektu jest również uregulowanie sprzedaży internetowej. Platformy e-commerce – zarówno krajowe, jak i zagraniczne – będą miały obowiązek weryfikowania, czy sprzedawcy posiadają ważny wpis do rejestru producentów. To próba ograniczenia nielegalnej lub nieuczciwej konkurencji, ale również dodatkowy obowiązek administracyjny dla serwisów sprzedażowych.

Branża apeluje do rządu o dialog i realne wsparcie

Przedstawiciele sektora odzieżowego i tekstylnego apelują do polskiego rządu o aktywne włączenie branży w proces wdrażania nowych przepisów i opracowania szczegółowych rozwiązań na poziomie krajowym.

– Nie kwestionujemy potrzeby zmian, ale apelujemy o rozsądek i dialog – podkreśla Tadeusz Wawrzyniak, prezes Związku Pracodawców Przemysłu Odzieżowego i Tekstylnego PIOT. – System ROP w odniesieniu do tekstyliów to zbyt poważna reforma, by przeprowadzać ją bez udziału firm, które mają ją finansować i realizować. Obawiamy się, że cały ciężar przełożony będzie na legalnie działające firmy, głównie MŚP, a szara i czarna sfera oraz nielegalny import nie będzie w tym systemie partycypował. Powinniśmy w pierwszej kolejności wprowadzić na fakturach zarówno w obrocie krajowym jak i międzynarodowym obowiązek wpisywania kodu CN, to uporządkuje statystykę i możliwość monitorowania obrotu a później identyfikacji wolumenu. Potrzebujemy czasu, jasnych przepisów, a przede wszystkim konstruktywnej współpracy z administracją. W przeciwnym razie ucierpią nie tylko przedsiębiorcy, ale i konsumenci.

Wśród głównych postulatów branży znajdują się:

  • rzetelne konsultacje społeczne przy tworzeniu polskich przepisów wdrażających dyrektywę,
  • zapewnienie realistycznych terminów wdrożenia i okresów przejściowych,
  • wsparcie doradcze i finansowe, zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw.

– Polski przemysł odzieżowy i tekstylny – który zatrudnia dziesiątki tysięcy osób i stanowi istotny element krajowej gospodarki – jest gotowy na ekologiczne zmiany, ale oczekuje, że będą one projektowane z głową i wdrażane we współpracy z biznesem – podsumowuje Tadeusz Wawrzyniak.

Globalny gracz w onkologii rozwija struktury w Polsce. Exact Sciences uruchamia hub w Warszawie

0

Exact Sciences – dostawca testów skriningowych i diagnostycznych w onkologii – uruchomił w Warszawie międzynarodowy hub. Centrum wspiera działalność firmy na kilkudziesięciu rynkach w regionach EMEA, LATAM, APAC i w Kanadzie, pomagając pacjentom i lekarzom w podejmowaniu trafniejszych decyzji na wczesnym etapie choroby – wtedy, gdy mają one największe znaczenie.

Zespół Exact Sciences w Polsce liczy obecnie blisko 100 ekspertów różnych narodowości. Zapewniają oni multidyscyplinarne wsparcie w kluczowych obszarach, takich jak: medical affairs, clinical affairs, patient advocacy, marketing, logistyka, IT, PMO, czy talent aqusition. Warszawskie centrum jest również główną lokalizacją międzynarodowego zespołu obsługi, odpowiadającego za całościową koordynację procesu, od przyjęcia zlecenia wykonania testu po dostarczenie lekarzom jego wyników.Zespół Exact Sciences w Polsce

Uruchomiony właśnie hub Exact Sciences w Polsce jest potwierdzeniem strategicznej roli, jaką nasz kraj pełni w strukturze firmy. Budujemy zespół o międzynarodowym charakterze, który wspiera działania organizacji na wielu poziomach – od spraw medycznych, przez obsługę klientów i rozwój rynku, po działalność edukacyjną. Kluczową rolę odgrywają ludzie – pełni pasji, kompetencji i zaangażowania w naszą misję”  – mówi Paweł Krogulec, Country Manager Poland & CEE w Exact Sciences. Lokalnie koncentrujemy nasze wysiłki na zapewnieniu pacjentkom chorującym na raka piersi dostępu do testów genomowych, które pełnią ważną rolę w podejmowaniu decyzji terapeutycznych. Wierzymy, że z tego rozwiązania – zapewnianego powszechnie w innych krajach Europy – będą mogły korzystać niebawem również Polki” – dodaje.

Exact Sciences zatrudnia ponad 7 000 osób na całym świecie. Międzynarodowe struktury firmy – obejmujące wszystkie rynki poza USA – są zarządzane z siedziby w Zug w Szwajcarii i wspierane przez hub w Polsce. Z tych dwóch ośrodków firma zapewnia dostęp do testów diagnostycznych, rozwija obecność w regionie oraz skutecznie realizuje procesy operacyjne – wszystko po to, by szybciej i skuteczniej dostarczać pacjentom i specjalistom najbardziej nowoczesne rozwiązania diagnostyczne.

„W naszej pracy przyczyniamy się do wyeliminowania raka. Każde nasze działanie wynika z tej misji. Jestem dumny, że mogę zainaugurować działalność naszego międzynarodowego centrum w Polsce, co pomoże pacjentom na całym świecie uzyskać większy dostęp do testów genomicznych. Chcemy tym samym współtworzyć przyszłość, w której nowotwory są wykrywane wcześniej i leczone w sposób bardziej spersonalizowany” – podkreśla Raj Pudipeddi, Chief Growth Officer w Exact Sciences. Polska została wybrana na lokalizację naszego centrum ze względu na wyjątkowy potencjał strategiczny i dostęp do światowej klasy specjalistów. To kraj z rozwijającym się środowiskiem innowacji i współpracy. Właśnie takie warunki są niezbędne, by wspierać globalną działalność firmy i realizować nasze ambitne plany rozwoju na rynkach międzynarodowych” – dodaje.

Exact Sciences oferuje innowacyjne testy diagnostyczne, które umożliwiają wcześniejsze wykrycie nowotworów i pomagają lekarzom podejmować trafniejsze decyzje terapeutyczne. Wśród nich są również testy wielogenowe, które wspierają optymalny dobór leczenia dostosowanego do indywidualnych potrzeb pacjentek chorujących na nowotwór piersi. Firma aktywnie angażuje się także w inicjatywy edukacyjne i społeczne. Innowacyjność, spójność, jakość, współpraca i odpowiedzialność, to kluczowe wartości na których Exact Sciences opiera swoją działalność.

W ramach społecznego zaagażowania firma Exact Sciences została w tym roku partnerem badania „Perspektywa pacjentek w leczeniu raka piersi w Polsce”, przeprowadzonego przez Instytut Ochrony Zdrowia we współpracy z Fundacją OnkoCafe – Razem Lepiej, Fundacją OmeaLife oraz Federacją „Amazonki”. Wnioski z badania wskazują, że fizyczne, jak i emocjonalne obciążenie związane z leczeniem, u dziewięciu na dziesięć pacjentek, jest powodowane przez skutki uboczne chemioterapii. Testy wielogenowe mogą pomóc ocenić, czy pacjentka rzeczywiście odniesie korzyść z jej zastosowania. Wiedza o tych badaniach jest jednak wciąż ograniczona – tylko jedna na trzy kwalifikujące się kobiety słyszała o możliwości wykonania testu. Pacjentki z rakiem piersi deklarują chęć skorzystania z testów wielogenowych pozwalających na bezpieczne odstąpienie od chemioterapii.

Co 35 minut próba wyłudzenia kredytu – dane ZBP za II kwartał 2025 r.

W II kwartale 2025 roku w Polsce odnotowano 3 787 prób wyłudzeń kredytów na łączną kwotę 93,4 mln zł – wynika z najnowszego raportu infoDOK przygotowanego przez Związek Banków Polskich. To oznacza, że średnio co 35 minut ktoś próbował nielegalnie uzyskać finansowanie z wykorzystaniem cudzych danych osobowych. Choć liczba prób pozostała na podobnym poziomie co kwartał wcześniej, wartość udaremnionych prób wyraźnie pokazuje, że przestępcy coraz śmielej celują w wysokie kwoty.

📊 Kluczowe dane – II kwartał 2025

Wskaźnik Wartość
Liczba prób wyłudzeń 3 787
Łączna kwota prób 93,4 mln zł
Średnia kwota jednej próby 16 800 zł
Największa udaremniona próba 1,58 mln zł
Udział 20 największych prób 21% całej kwoty

Mazowsze i Śląsk na czele, Dolny Śląsk w dynamicznym wzroście

Niechlubnym liderem pozostaje województwo mazowieckie, gdzie udaremniono 538 prób na kwotę 22,2 mln zł – niemal dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Tuż za nim uplasowało się:

  • Śląskie – 492 próby, 9,6 mln zł
  • Dolnośląskie – 392 próby, 12,6 mln zł (+100% r/r)
  • Wielkopolskie – 357 prób (wzrost z 277)
  • Łódzkie – 234 próby (wzrost ze 162)

Wzrost aktywności przestępczej obserwowany jest niemal w każdym regionie. Eksperci wskazują, że może to wynikać zarówno z większej skuteczności wykrywania, jak i z rosnącej skali zorganizowanej działalności przestępczej.

Mniej zastrzeżeń dokumentów – mniejsze zagrożenie czy fałszywe poczucie bezpieczeństwa?

W II kwartale 2025 r. do Systemu DOKUMENTY ZASTRZEŻONE zgłoszono 27 161 dokumentów – to o 2 tys. mniej niż w I kwartale. Baza liczy już ponad 2,68 mln wpisów, jednak jej przyrost wyraźnie hamuje.

Czy to znak poprawy bezpieczeństwa? Nie do końca. Eksperci ostrzegają, że:

  • Mniej zgłoszeń nie oznacza mniej zagrożeń – przestępcy mogą działać „po cichu” lub testować nowe metody.
  • Spadek może wynikać z obniżonej czujności obywateli, a nie faktycznej poprawy sytuacji.
  • Bierność w zastrzeganiu dokumentów zwiększa ryzyko wykorzystania ich przez przestępców.

Czasem cisza to tylko pozorny spokój przed kolejną falą prób. Dlatego szybkie zastrzeżenie dokumentu powinno być odruchem bezwarunkowym – ostrzega Włodzimierz Kiciński, wiceprezes ZBP.

Rynek faktoringu rośnie o 8 proc. w I półroczu 2025 – przedsiębiorcy finansują już 16,6 mln faktur

Pierwsze półrocze 2025 r. przyniosło zdecydowany wzrost obrotów branży faktoringowej w Polsce. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów nabyły w tym okresie wierzytelności o łącznej wartości blisko 246,6 mld zł. To o 8 proc. więcej niż rok wcześniej, gdy wynik ten sięgał 228,3 mld zł. Z usług faktoringowych korzysta obecnie 29,4 tys. krajowych przedsiębiorstw. Przekazały one do sfinansowania 16,6 mln faktur.

Polski Związek Faktorów (PZF) skupia obecnie większość spółek świadczących usługi faktoringowe w Polsce. Należą do niego 4 banki komercyjne, 20 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania, a także 6 podmiotów o statusie partnera.

– Bieżący rok przynosi jak dotąd korzystne dla branży faktoringowej informacje i jednoznacznie wskazuje, że nasz rynek nabiera tempa. Wzrost obrotów o 8 proc. w pierwszych sześciu miesiącach pokazuje dobrą kondycję sektora. Co ważne, rośnie też liczba podmiotów gospodarczych zainteresowanych pozyskiwaniem finansowania w formie faktoringu. Obsługujemy ich już blisko 30 tys.

Niezmiennie jesteśmy po to, aby wspierać polskich przedsiębiorców i pomagać im w utrzymywaniu płynności finansowej, rozwijaniu biznesu, poszukiwaniu nowych rynków i kontrahentów. Finansowanie działalności łączymy z podnoszeniem bezpieczeństwa obrotów handlowych, oferując klientom ubezpieczenie należności, tak istotne w obecnej sytuacji geopolitycznej. Dlatego nie dziwi nas nieustający wzrost liczby przedsiębiorców sięgających po usługi faktoringu, które dają wiele dodatkowych korzyści. Cieszy także coraz większa liczba faktur, które są podstawą do uzyskania środków w postaci zaliczek na poczet przyszłych płatności od objętych umowami kontrahentów mówi Konrad Klimek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF.

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 29,4 tys. przedsiębiorstw. Przekazały one do sfinansowania 16,6 mln faktur o łącznej wartości 246,6 mld zł.

– Dalszy dynamiczny rozwój naszej branży zależeć będzie zarówno od czynników makroekonomicznych, jak i geopolitycznych, a także od ich oddziaływania na firmy i sektory korzystające z finansowania w formie faktoringu. Prognozy na cały rok 2025 są optymistyczne, a przewidywany wzrost PKB ma sięgnąć, według analiz Krajowej Izby Gospodarczej, poziomu 3,6 proc. To dla nas pozytywny sygnał. Negatywną rolę może jednak odegrać widmo ciągnącej się wojny celnej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską. Na ten moment towary eksportowe objęte będą 15 proc. stawką celną, ale zdajemy sobie sprawę, że sytuacja jest dynamiczna, a kolejne zmiany mogą być kwestią czasu. To z kolei może wpłynąć na pogorszenie sytuacji branż eksportujących do USA, zarówno tych które kooperują bezpośrednio, jak i pośrednio, z partnerami zza oceanu. W szczególności dotyczyć to może sektorów: metalowego i motoryzacyjnego, narażonych w takiej sytuacji na dużą zmienność popytu i cen.

Firmy faktoringowe sprawdziły się już wielokrotnie w różnych warunkach, jako stabilni partnerzy finansowi naszych producentów i eksporterów, toteż nie mam wątpliwości, że także w przypadku obecnie występujących ryzyk będziemy dla nich ważnym wsparciem  mówi Konrad Klimek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF.

Z usług firm faktoringowych w ujęciu sektorowym, najczęściej korzystają przedsiębiorstwa dystrybucyjne i produkcyjne. Stanowią blisko osiem na dziesięć podmiotów sięgających po tę formę finansowania działalności gospodarczej.

Lipcowy spadek inflacji otwiera drogę do dalszego luzowania polityki pieniężnej

Inflacja wreszcie wyhamowała. W lipcu spadła do 3,1 proc., wobec 4,1 proc. miesiąc wcześniej – to najniższy poziom od wielu miesięcy. Choć tak duża zmiana może zaskakiwać, była ona spodziewana przez analityków. A konto tego spadku RPP obniżyła stopy procentowe już na początku lipca. Teraz rynek gra pod kolejne cięcie, możliwe już we wrześniu.

Co ważne, inflacja wróciła w szeroki przedział celu inflacyjnego NBP – 2,5 proc. z odchyleniem o 1 punkt procentowy. To pierwszy raz od dłuższego czasu, kiedy inflacja mieści się w tym zakresie.

W ujęciu miesięcznym ceny wzrosły o 0,3 proc., co oznacza mniejszą presję cenową w okresie letnim. Jednak mimo znacznego spadku ogólnej inflacji, ceny żywności nadal rosną – w ujęciu rocznym o 4,9 proc. Jednocześnie cały czas inflacji pomaga taniejące paliwo – w lipcu aż o 6,8 proc. rok do roku. Nośniki energii podrożały umiarkowanie, o 2,4 proc. Od początku lipca obowiązuje niższa o 14,8 proc. taryfa na gaz ziemny dla gospodarstw domowych, co również przyczyniło się do obniżenia wskaźnika inflacji. Inflacja spada także dzięki efektowi bazy bowiem z rocznego wskaźnika wypadł lipiec 2024 roku, kiedy doszło do częściowego odmrożenia cen energii, co skutkowało ich gwałtownym wzrostem.

W kolejnych miesiącach inflacja powinna nadal spadać, choć skala tych spadków nie będzie już tak spektakularna jak w lipcu. Duże znaczenie ma w tym kontekście dalsze zamrożenie cen energii elektrycznej do końca roku. Zapisy w tej sprawie znalazły się w tzw. ustawie wiatrakowej, przyjętej przez Senat z poprawkami. Teraz musi się nimi zająć Sejm. Niewykluczone jednak, że proces wprowadzania zmian się opóźni, jeśli Prezydent zdecyduje się zawetować ustawę. Ostateczne przyjęcie tych regulacji powinno jednak wesprzeć proces dezinflacyjny i pozwolić inflacji spaść w drugiej połowie roku poniżej poziomu 2,5 proc.

Silny lipcowy spadek inflacji był przewidywany i właściwie został już wcześniej uwzględniony przez Radę Polityki Pieniężnej. To między innymi z tego powodu RPP zdecydowała się w lipcu na drugą w tym roku obniżkę stóp procentowych. W sumie, od maja, stopy zostały ścięte o 0,75 punktu procentowego. Obecna sytuacja tworzy przestrzeń do dalszych obniżek. Wydaje się, że na wrześniowym posiedzeniu (2–3 września) Rada może zdecydować się na kolejne cięcie o 0,25 punktu procentowego.

Spadająca inflacja to dobra wiadomość dla posiadaczy depozytów bankowych. Przy lipcowej inflacji na poziomie 3,1 proc., realny zysk z rocznych lokat zakładanych w sierpniu 2024 r., z przeciętnym oprocentowaniem rynkowym, wyniósł 1,05 proc. przed opodatkowaniem. Po potrąceniu podatku Belki daje to około 0,28 proc. realnego zysku. To oznacza, że lokaty znów zaczynają chronić oszczędności przed inflacją – co nie miało miejsca od jesieni zeszłego roku.

Warto zwrócić uwagę, że według badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego inflacja wciąż pozostaje głównym zmartwieniem polskich inwestorów – 24 proc. respondentów wskazuje ją jako największe zagrożenie dla swoich aktywów. Jednocześnie analiza składu portfeli pokazuje, że polski inwestor jest wyraźnie bardziej wrażliwy na lokalne zmiany stóp procentowych niż przeciętny inwestor globalny.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Jak się przygotować do egzaminu na doradcę podatkowego?

Egzamin na doradcę podatkowego to jedno z najbardziej wymagających postępowań kwalifikacyjnych w Polsce, ale także przepustka do prestiżowego i stabilnego zawodu. Planując podjęcie tej ścieżki kariery, warto wcześniej zapoznać się z przebiegiem egzaminu i metodami przygotowania.

Jak wygląda egzamin na doradcę podatkowego?

Egzamin na doradcę podatkowego składa się z dwóch etapów:

  1. części pisemnej;
  2. części ustnej.

Część pisemna

Część pisemna obejmuje test jednokrotnego wyboru (100 minut) oraz zadanie polegające na sporządzeniu pisma procesowego (180 minut). Podczas rozwiązywania zadań kandydaci mogą korzystać wyłącznie z aktów prawnych opublikowanych w dziennikach urzędowych – bez komentarzy i opracowań. Aby zaliczyć tę część, trzeba uzyskać co najmniej 80% punktów z testu oraz minimum 10 punktów za zadanie.

Po pozytywnym wyniku części pisemnej kandydat składa wniosek o wyznaczenie terminu egzaminu ustnego.

Część ustna

Część ustna polega na odpowiedzi na 10 wylosowanych pytań. Na przygotowanie przysługuje 15 minut, z możliwością notowania odpowiedzi. Egzamin trwa zwykle od 45 do 60 minut, a zdający musi uzyskać co najmniej 70% punktów (42 na 60 możliwych).

W teorii możliwe jest nieudzielenie odpowiedzi na jedno lub dwa pytania i nadal zdanie egzaminu, o ile pozostałe zostaną ocenione maksymalnie. W praktyce jednak decyzja o wyniku zależy w pełni od Komisji, która może nie zaliczyć egzaminu przy braku odpowiedzi na któreś z pytań.

Pytania egzaminacyjne są jawne – ich baza zawiera:

  • 1500 pytań testowych,
  • 50 zagadnień do pisma procesowego,
  • 1300 pytań otwartych do egzaminu ustnego.

Z czego uczyć się do egzaminu na doradcę podatkowego?

Aby zwiększyć swoje szanse na sukces, warto skorzystać ze sprawdzonych materiałów przygotowujących do egzaminu. Mogą to być na przykład materiały przygotowanych przez biuro rachunkowe Krajowa Kancelaria Rachunkowa, które obejmują każdy z etapów egzaminu:

  • Przygotowanie do testów. „Egzamin na doradcę podatkowego – testy z odpowiedziami” zawiera aktualne pytania z odpowiedziami i podaniem podstawy prawnej. Świetny sposób na ćwiczenie refleksu i utrwalanie wiedzy.
  • Przygotowanie do egzaminu ustnego. „Egzamin ustny na doradcę podatkowego – opracowanie” zawiera dokładne odpowiedzi na pytania egzaminacyjne, idealne do nauki i samodzielnego powtarzania materiału. Odpowiedzi są przygotowane tak, aby zmieścić się w oczekiwanym na egzaminie czasie odpowiedzi na pytania.
  • Pakiet 2w1. „Egzamin na doradcę podatkowego – testy + pytania i odpowiedzi” to kompletne wsparcie do obu części egzaminu w jednym zestawie. Zawiera konkretną, niezbędną wiedzę merytoryczną wyjaśnioną zrozumiałym językiem, niezbędne podstawy prawne, przykłady, komentarze i ważne wskazówki.

Każdy z wyżej wymienionych materiałów dostępny jest pod adresem: https://kkr.edu.pl/testy-na-doradce-podatkowego

Kiedy warto zacząć się uczyć i jak się przygotować?

Przygotowania do egzaminu na doradcę podatkowego warto rozpocząć z dużym wyprzedzeniem – minimum kilka miesięcy, a w niektórych przypadkach nawet rok wcześniej. Wszystko zależy od poziomu wiedzy wyjściowej oraz dostępnego czasu. Wczesne rozpoczęcie nauki pozwala też lepiej rozplanować powtórki i zmniejszyć stres tuż przed egzaminem.

W pierwszej kolejności należy zgromadzić odpowiednie materiały i ułożyć harmonogram nauki. Do części pisemnej warto przeznaczyć ok. 2 miesięcy systematycznej pracy. Kluczowe jest osiąganie 80% punktów w testach i znajomość struktury pism procesowych. Natomiast do egzaminu ustnego przygotowania mogą trwać nawet 6 miesięcy. Sprawdza się codzienne przerabianie pytań według działów, ścisły harmonogram i systematyczne powtórki.

Dobrze sprawdza się nauka w blokach czasowych (np. 2x2h dziennie), ćwiczenie wypowiedzi przed lustrem lub nagrywanie się, a także śledzenie zmian w prawie. Warto też rozważyć jednoczesne przygotowania do obu części egzaminu – zakres materiału w dużej mierze pokrywa się, co pozwala zaoszczędzić czas po zdaniu części pisemnej.

Gdzie szukać więcej informacji o egzaminie na doradcę podatkowego?

Więcej informacji o przebiegu egzaminu, wymaganiach i najczęstszych pułapkach, można przeczytać w szczegółowym artykule na ten temat, m.in. na stronie Ministerstwa Finansów, stronie Krajowej Izby Doradców Podatkowych oraz blogu Krajowej Kancelarii Rachunkowej, w publikacji pt. „Jak wygląda egzamin na doradcę podatkowego?”.

Magazyny pod presją – rośnie zadłużenie sektora, inwestycje hamują, a presja kosztowa narasta

Na koniec maja 2025 r. zaległości firm z sektora magazynowania i przechowywania towarów osiągnęły wartość 389 mln zł, co oznacza wzrost o 10,2% r/r – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK. Choć liczba firm mających problem z regulowaniem zobowiązań pozostała niemal niezmieniona, ich długi stają się coraz bardziej znaczące. Sektor mierzy się z konsekwencjami spowolnienia gospodarczego, wysokich kosztów i presji inwestycyjnej – a przy tym tylko część firm planuje sięgać po finansowanie zewnętrzne.

Należności rosną mimo stabilnej liczby dłużników

W maju 2025 r. liczba firm magazynowych wpisanych do rejestru niesolidnych dłużników wyniosła 2 890, wobec 2 884 rok wcześniej. Mimo niewielkiej zmiany liczebnej, wartość zaległych zobowiązań wzrosła aż o 36 mln zł – do poziomu 389 mln zł. Szczególnie mocno wzrosły długi podmiotów przechowujących pozostałe towary (PKD 52.10.B) – o 16,8% r/r. Nieco mniejszy, ale nadal zauważalny był wzrost w segmencie magazynowania paliw gazowych (PKD 52.10.A) – o 0,4%.

Hamowanie rynku po latach dynamicznego wzrostu

Po boomie pandemicznym i intensywnym wzroście e-commerce, sektor magazynowy w Polsce wszedł w fazę wyhamowania. Według raportu AXI IMMO, aktywność deweloperska w 2024 roku spadła o 30% r/r, a nowa podaż powróciła do poziomów sprzed pandemii. Z kolei dane REDD pokazują, że w I kwartale 2025 r. oddano do użytku zaledwie 0,57 mln m² nowej powierzchni – najmniej od kilku lat.

Presja kosztów, ESG i kadry: potrójne wyzwanie dla firm

W ocenie dr. hab. Waldemara Rogowskiego, głównego analityka BIG InfoMonitor, sektor zmaga się z rosnącymi kosztami operacyjnymi, wymogami ESG i trudnościami kadrowymi:

  • Presja kosztowa: wysokie koszty energii, utrzymania obiektów i wynagrodzeń ograniczają rentowność.
  • Transformacja ESG: konieczność inwestycji w odnawialne źródła energii, automatyzację, systemy zarządzania energią.
  • Kadry: chroniczny brak wykwalifikowanych pracowników zwiększa koszty pracy i utrudnia operacyjną elastyczność.

Dodatkowo, w warunkach niestabilności geopolitycznej, zmienności walut i niepewności regulacyjnej, firmy są zmuszone do bardziej ostrożnego planowania i zarządzania ryzykiem.

Finansowanie inwestycji: głównie ze środków własnych

Jak wynika z badań BIG InfoMonitor, choć rosnące inwestycje mogą być szansą na odbicie, aż 45% firm planuje rozwój w oparciu o środki własne. Tylko mniejszość planuje sięgnąć po leasing lub kredyt inwestycyjny, co może ograniczyć tempo modernizacji. Jednocześnie, zaciąganie zobowiązań inwestycyjnych zwiększa ryzyko utraty płynności w warunkach kosztowego napięcia.

Długofalowe fundamenty pozostają silne

Pomimo aktualnych trudności, długoterminowe perspektywy sektora pozostają pozytywne:

  • Polska jako hub logistyczny Europy Środkowo-Wschodniej zyskuje na znaczeniu.
  • E-commerce i skracanie łańcuchów dostaw (nearshoring) wspierają popyt na magazyny.
  • Infrastruktura i lokalizacja Polski stanowią przewagę konkurencyjną wobec innych krajów regionu.

– Kluczowe będzie skuteczne zarządzanie ryzykiem i kontrola zobowiązań. Dane o wiarygodności płatniczej kontrahentów stają się dziś nieodzownym narzędziem dla firm chcących zachować konkurencyjność – podkreśla Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

📌 Najważniejsze dane – sektor magazynowy, maj 2025

Wskaźnik Wartość Zmiana r/r
Liczba niesolidnych dłużników (PKD 52) 2 890 +6
Łączna kwota zadłużenia 389 mln zł +10,2%
Zaległości – PKD 52.10.A (paliwa) 2,52 mln zł +0,4%
Zaległości – PKD 52.10.B (inne towary) 105,2 mln zł +16,8%
Aktywność deweloperów (2024) 2,6 mln m² -30% r/r
Nowa podaż Q1 2025 0,57 mln m² najniżej od kilku kwartałów

🔍 Wnioski:

  • Branża nie znajduje się w kryzysie, ale coraz silniej odczuwa skutki zmian gospodarczych.
  • Ryzyko niewypłacalności rośnie pomimo stabilnej liczby dłużników – problemem jest rosnące zadłużenie.
  • Firmy muszą balansować między inwestycjami a kontrolą płynności.
  • Kluczowe w najbliższych miesiącach będą: efektywność operacyjna, monitoring ryzyk, współpraca z wiarygodnymi partnerami i dywersyfikacja źródeł finansowania.

Mikrofirmy nadal pod presją kosztów. Spadek akcji kredytowej, mimo wzrostu wartości portfela

W pierwszym półroczu 2025 roku mikroprzedsiębiorcy w Polsce nadal działali w wymagającym otoczeniu gospodarczym. Wysokie stopy procentowe, drożejąca energia i rosnące wynagrodzenia miały bezpośredni wpływ na ich kondycję finansową i decyzje kredytowe. Choć wartość portfela kredytowego mikrofirm wzrosła do 75,8 mld zł, to skala nowej akcji kredytowej spadła zarówno pod względem liczby, jak i wartości udzielonych zobowiązań – wynika z danych Biura Informacji Kredytowej (BIK).

Wzrost wartości portfela, ale spadek liczby i wartości nowych kredytów

Na koniec czerwca 2025 r. portfel kredytowy mikroprzedsiębiorstw wynosił 75,8 mld zł, co stanowiło 14,3% łącznego zadłużenia firm i samorządów. W porównaniu do grudnia 2024 r. oznacza to wzrost o 2,3 mld zł (3,1%). Jednak liczba nowo udzielonych kredytów spadła o 2,2%, a wartość – o 1,3% r/r, osiągając poziom 11,54 mld zł.

– Udział kredytów mikrofirm w PKB pozostaje niski i wynosi zaledwie ok. 2%, a poziom ukredytowienia to tylko 17% – mniej niż co piąta firma korzysta aktywnie z kredytowania – komentuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Mikrofirmy finansują głównie bieżącą działalność

Struktura portfela pokazuje, że ponad 70% kredytów mikrofirm to zobowiązania krótkoterminowe – głównie kredyty obrotowe (33,3%) i w rachunku bieżącym (27,1%). Kredyty inwestycyjne stanowią jedynie 22,7%, co sugeruje ostrożność firm w podejmowaniu ryzykownych działań rozwojowych.

Usługi i handel dominują w strukturze zadłużenia

Najwięcej kredytów trafia do:

  • firm usługowych39,1% wartości portfela,
  • handlowych27,9%,
  • produkcyjnych14,3%,
  • budowlanych13,1%.

Usługi na czele, ale presja kosztów odczuwalna

Liderem pod względem nowej akcji kredytowej były mikrofirmy z sektora usług. W I półroczu 2025 r. zaciągnęły one 34,6 tys. kredytów o wartości 4,22 mld zł, co oznacza niewielki wzrost o 0,6% r/r. Rosnące wynagrodzenia i ceny energii zwiększyły koszty prowadzenia działalności, co szczególnie dotknęło gastronomię, hotelarstwo i branżę beauty.

– Na plus działa natomiast popularność usług związanych z tzw. ekonomią doświadczeń i wzrost wynagrodzeń, który wspiera konsumpcję usług luksusowych i rekreacyjnych – zaznacza prof. Rogowski.

Handel pod presją spadku konsumpcji

Firmy handlowe zaciągnęły 16,2 tys. kredytów o wartości 2,87 mld zł, co oznacza spadek o 3,6% r/r. Ograniczenie wydatków konsumpcyjnych i wzrost niepewności wśród konsumentów bezpośrednio przełożyły się na mniejszy popyt na kredyt.

Produkcja i budownictwo wyhamowują

Sektor produkcyjny zaciągnął 7,4 tys. kredytów o wartości 1,52 mld zł (spadek o 5,3% r/r). Firmy w tej branży odczuły wpływ recesji w Niemczech, rosnących ceł, cen energii i presji płacowej.

Branża budowlana natomiast zaciągnęła 13,2 tys. kredytów na 2,06 mld zł, co oznacza spadek o 4,9% r/r. Sektor nadal odczuwa spowolnienie inwestycyjne rozpoczęte w 2024 r. Największym problemem są braki kadrowe i spadek popytu na usługi wykończeniowe.

Spłacalność kredytów: niewielkie pogorszenie

Ogólny Indeks jakości kredytów mikrofirm wyniósł w czerwcu 2025 r. 5,36%, co oznacza pogorszenie o 0,3 pkt proc. względem czerwca 2024 r. W porównaniu z majem, jakość spłacalności również uległa pogorszeniu (+0,11 pkt proc.).

  • Kredyty inwestycyjne: 2,48% (poprawa jakości r/r),
  • Kredyty w rachunku bieżącym: 5,15% (pogorszenie o 0,58),
  • Kredyty obrotowe: 7,93% (pogorszenie o 0,2).

Perspektywy: ostrożność zamiast ekspansji

Niski poziom ukredytowienia i ograniczona aktywność inwestycyjna mikrofirm pokazują, że sektor ten pozostaje ostrożny w obliczu niepewności gospodarczej. Wysokie koszty działalności, w tym koszty pracy i energii, ograniczają zdolność firm do ekspansji i podejmowania nowych projektów.

– Mikroprzedsiębiorcy nadal w dużej mierze finansują się z własnych środków i ostrożnie sięgają po kredyt. To ogranicza potencjał wzrostu sektora, ale jednocześnie zmniejsza jego wrażliwość na szoki rynkowe – podsumowuje dr hab. Waldemar Rogowski.


📊 Podsumowanie kluczowych danych – I półrocze 2025:

  • Wartość portfela kredytów mikrofirm: 75,8 mld zł (+3,1% r/r)
  • Wartość nowej akcji kredytowej: 11,54 mld zł (−1,3% r/r)
  • Największy udział: usługi (39,1%), handel (27,9%)
  • Najwięcej kredytów: usługi – 34,6 tys.
  • Jakość kredytów (Indeks ogólny): 5,36% (+0,3 r/r)
  • Udział kredytów mikrofirm w PKB: ~2%
  • Ukredytowienie sektora: ~17%