MCI Capital pozyskuje 70 mln zł z emisji obligacji – większość objęta przez inwestorów instytucjonalnych

0

MCI Capital uplasowało emisję obligacji o łącznej wartości 70 mln zł. Głównym celem emisji była budowa rynku instytucji dla obligacji funduszu oraz wydłużenie zapadalności istniejącego długu obligacyjnego.

Historycznie wyemitowane obligacje MCI miały termin wykupu w grudniu 2026 r. oraz w styczniu 2027 r. Uwzględniając profil działalności spółka podjęła decyzję o przygotowaniu nowej emisji skierowanej przede wszystkim do inwestorów instytucjonalnych. – Zakończona sukcesem emisja o wartości 70 mln zł pozwoli dokonać wcześniejszego wykupu istniejących obligacji i pozostać z 3-letnim tenorem długu, z którym, tak jak komunikowaliśmy Inwestorom w trakcie prac na tą emisją, jako zarząd spółki czujemy się komfortowo – mówi Ewa Ogryczak, wiceprezes MCI Capital. Pełen wykup obligacji serii T1 i T2 zostanie zrealizowany w dnia 18 sierpnia 2025 r.

Spółka zrealizowała także główny cel budowy rynku instytucjonalnego jako stabilnej bazy finansowania. Większość tej emisji (ponad 50 mln PLN) zostało objęte przez Inwestorów instytucjonalnych. MCI była historycznie aktywna na rynku obligacji instytucjonalnych, natomiast ostatnie lata wysokich stóp procentowych spowodowały, że spółka skupiła się na pozyskiwaniu bardziej elastycznego i tańszego długu bankowego.

– Poprzez realizację tej emisji chcemy też pokazać, że nadal pragniemy być aktywni na rynku obligacji i rozwijać ten kanał jako adekwatny dla profilu działalności MCI oraz zapewniający nam większe bezpieczeństwo i dywersyfikację źródeł finansowania – dodaje Ewa Ogryczak. W przyszłości MCI nie wyklucza kolejnych emisji prospektowych, w których celem będzie przed wszystkim zwiększenie zainteresowania naszą emisją dużych inwestorów instytucjonalnych oraz wydłużanie tenoru papierów.

– Chcielibyśmy bardzo serdecznie podziękować wszystkim Inwestorom za zaufanie wyrażone objęciem naszych obligacji i naszym doradcom w tym projekcie, zespołowi Noble Securities oraz kancelarii Dubiński Jeleński Masiarz za profesjonalną obsługę transakcji – podsumowuje Ewa Ogryczak.

Spotkanie Trump–Putin może wpłynąć na ceny ropy, złoto i kurs złotego

Inflacja w Polsce za lipiec na poziomie 3,1%. Czy to oznacza większy ruch na stopach we wrześniu? Wysyp danych z brytyjskiej gospodarki, niemal wszystkie z pozytywnym akcentem. Piątkowe spotkanie Trump-Putin ważne dla rynku ropy naftowej, ale i dla złotego. 

Inflacja w Polsce w końcu w celu

Niespodzianki nie było, a dynamika cen mierzona wskaźnikiem CPI utrzymała się na poziomie wstępnych szacunków, czyli 3,1%. To znacznie niższa wartość niż w czerwcu (4,1%). W końcu więc poziom inflacji znalazł się w celu inflacyjnym, który wynosi 2,5% +/- 1%. W teorii taki wynik otwiera szeroko drzwi do kontynuacji obniżek przez RPP. Coraz szersze grono analityków oczekuje więc, że we wrześniu może pojawić się głębszy ruch, czyli obniżka o 50 pkt bazowych. Do końca roku rynek zakłada zejście do poziomu 4% na stopie procentowej, co nie jest niemożliwe, tym bardziej jeśli inflacja utrzyma się w ryzach. Nie jest to informacja dobra dla PLN, który może być pod presją podażową do końca roku.

Dobre wieści dla Banku Anglii

Dzisiaj w kalendarzu spora dawka danych makro z brytyjskiej gospodarki. Trzeba przyznać, że wypadły one zaskakująco dobrze. Wartość PKB za czerwiec wyniosła 0,4%, przy prognozie 0,2%. Pozytywnie wypadła też produkcja przemysłowa za czerwiec, która zakotwiczyła na poziomie 0,7% i znacznie przekroczyła oczekiwania analityków (0,3%). Funt w relacji do większości głównych walut zyskuje dzisiaj na wartości, z wyjątkiem jena japońskiego, który jest dzisiaj najmocniejszą walutą w koszyku G10. Poprawa wskaźników gospodarczych może skłonić Bank Anglii do wstrzymania się z obniżkami stóp. Tym bardziej że już poprzednie posiedzenie zakończyło się na ostrzu noża – minimalną większością głosów koszt pieniądza został zmniejszony o 25 pkt bazowych.

Jedno spotkanie – lawina zmienności?

W piątek czeka nas ważne spotkanie na najwyższym szczeblu między Trumpem i Putinem, a głównym tematem będzie wojna w Ukrainie. Jak wspominaliśmy już w tym tygodniu, oczekiwania nie są duże, a jednak decyzje, które mogą tam zapaść wywołają zamieszanie, choćby na notowaniach ropy naftowej. Brak zapowiedzi zaostrzenia sankcji lub wprowadzenia nowych ceł na rosyjskie produkty ropopochodne może sprzyjać spadkom cen tego surowca. Również na złocie możemy oczekiwać reakcji rynków. Jeśli zmniejszy się napięcie geopolityczne, inwestorzy wrócą do kupowania ryzykownych aktywów, a złoto takowym nie jest. Dla złotego ewentualne zakończenie konfliktu to dobra informacja, bo oznacza zniknięcie potencjalnego ryzyka eskalacji konfliktu. Dzisiaj w kalendarzu jeszcze odczyt PPI z USA, a także liczba nowych zasiłków dla bezrobotnych, również z tego zakątka świata.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Gdzie najtaniej naładować auto elektryczne w Polsce? Porównanie operatorów sierpień 2025

Wakacje to czas wzmożonego ruchu na drogach. Kierowcy samochodów elektrycznych wybierający się w podróż po Polsce, chcąc zaplanować swoją trasę, powinni przeanalizować, u którego operatora ładowanie będzie najbardziej korzystne dla ich portfela. Aktualizowany co miesiąc przez EV Klub Polska i elektromobilni.pl ranking cen ładowania pokazuje, że część firm reaguje na sygnały rynkowe, wprowadzając promocje i nowe modele taryfowe. Inne natomiast konsekwentnie podnoszą swoje stawki za ładowanie. Którego operatora powinni wybrać użytkownicy samochodów elektrycznych, aby ładowanie było jak najtańsze?

Po ogłoszeniu w lipcu wakacyjnych promocji przez wybranych operatorów, kilku z kolejnych jeszcze na koniec miesiąca dokonało zmian w swoich cennikach, dlatego w sierpniowym zestawieniu cen mamy kolejne duże zmiany.

Nowym aktywnym graczem na polskim rynku staje się ChargeIn. Operator oferuje zarówno stacje AC, jak i DC z atrakcyjnymi promocjami czasowymi. Firma posiada atrakcyjny cennik weekendowy oraz nocny (22:00-6:00): 1,69 zł/kWh na stacjach AC (standardowo 1,89 zł/kWh) oraz 1,99 zł/kWh na stacjach DC (standardowo 2,49 zł/kWh). Dodatkowo firma oferuje preferencyjną cenę 1,99 zł/kWh na nowo otwartych stacjach DC przez pierwsze trzy miesiące oraz 20% rabatu dla członków EV Klub Polska.

Enefit Polska wprowadził promocję na wybranych stacjach, obniżając ceny na stacjach DC i HPC do końca wakacji do poziomu 1,69 zł/kWh, co czyni go jednym z najtańszych publicznych operatorów stacji ładowania. Również Eleport zdecydował się na wprowadzenie promocji obowiązującej do końca września. Nowa stawka wynosi 2,39 zł/kWh za ładowanie DC. Oznacza to obniżkę o 4% (0,10 zł/kWh) w przypadku szybkiego ładowania w porównaniu z lipcowymi cenami, podczas gdy stawki AC pozostały na tym samym poziomie (1,99 zł/kWh).

Zupełnie inną politykę przyjął Shell Recharge, który w lipcu wprowadził podwyżkę cen do 3,30 zł/kWh na wszystkich stacjach DC w Polsce. Z kolei w sierpniu zdecydował się na segmentację cenową w zależności od lokalizacji. Nowy model taryfowy przewiduje koszty kilowatogodziny od 2,99 zł (jedna stacja w Polsce) przez przedziały 3,19-3,29-3,39 zł, aż do maksymalnej kwoty 3,59 zł w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach z najwyższą mocą.

Ekoen, jako operator stosujący dynamiczne stawki ładowania, wykorzystuje okresy wysokiej produkcji energii odnawialnej (OZE) w polskim systemie elektroenergetycznym, oferując ceny spadające nawet do 0,99 zł/kWh. Tak atrakcyjna stawka powoduje, że pod hubami Ekoen tworzą się kolejki. Aby usprawnić rotację na swoich stacjach, firma wprowadziła dodatkową opłatę 0,5 zł/min, która naliczana jest do rachunku, gdy sesja ładowania trwa powyżej 50 minut. Co więcej, Ekoen obniżył stałe stawki na Miejscach Obsługi Podróżnych (MOP) z 2,99 na 2,19 zł/kWh, co może nie tylko istotnie zredukować koszty ładowania podczas dalekich podróży, ale również zwiększyć atrakcyjność tych lokalizacji.

Nie można pominąć również sierpniowych zmian w sieci Supercharger (Tesla). Na stacjach do 150 kW minimalna stawka spadła z 1,2 na 1 zł/kWh (w wybranych godzinach pozaszczytowych), jednak standardowa cena wzrosła z 1,5 na 1,6 zł/kWh, a maksymalna z 1,6 na 1,9 zł/kWh. Największa obniżka ceny ma miejsce w Lublinie na stacjach powyżej 150 kW, gdzie w wybranych godzinach koszt kilowatogodziny wynosi zaledwie 0,9 zł za ładowanie mocą do 250 kW. To obecnie najtańsza opcja ultraszybkiego ładowania (HPC) w Polsce, choć dostępna wyłącznie dla użytkowników pojazdów Tesla. Podobnie jak przy stacjach do 150 kW, standardowa cena wzrosła z 1,5 na 1,6 zł/kWh, a maksymalna z 1,8 do 1,9 zł/kWh.

Sierpniowe zmiany w cennikach operatorów potwierdzają, że polski rynek ładowania pojazdów elektrycznych znajduje się w fazie intensywnej konkurencji i różnicowania strategii operacyjnych. Od wprowadzania promocji czasowych i rabatów dla członków EV Klub Polska, przez segmentację geograficzną, po dynamiczne ceny reagujące na warunki w systemie energetycznym – operatorzy testują różne modele biznesowe w poszukiwaniu optymalnej formuły.

„Okres wakacyjny to czas wzmożonych dalekich podróży, a wraz z nimi – zwiększonego ruchu na stacjach ładowania. Większe potencjalne obłożenie sprawia, że operatorzy, aby zwiększyć swoje zyski, muszą jeszcze aktywniej zabiegać o uwagę kierowców, reagując elastycznie na to, co dzieje się na rynku. Sierpniowe korekty cenowe pokazują, że rynek ładowania EV w Polsce zaczyna wchodzić w fazę dojrzałości strategicznej. Operatorzy nie tylko inwestują w rozwój infrastruktury, ale też coraz aktywniej zarządzają polityką cenową, odpowiadając na sygnały płynące od klientów i konkurencji. Coraz częściej pojawiają się modele hybrydowe – od cen dynamicznych po promocje czasowe – co pokazuje, że sektor ewoluuje i może przełożyć się na korzystniejsze stawki ładowania dla użytkowników aut elektrycznych” – komentuje Łukasz Lewandowski, CEO EV Klub Polska.

„Brak stabilizacji na rynku cen ładowania bez wątpienia jest problemem. Rozpiętość cenowa od 0,90 zł/kWh do nawet 3,59 zł/kWh to różnica prawie 300%. Dodatkowo rosnąca złożoność modeli taryfowych – ceny dynamiczne, promocje czasowe, segmentacja geograficzna oraz brak jasnych przekazów cenowych na etapie planowania podróży – może skutecznie zniechęcać obecnych oraz przyszłych użytkowników pojazdów elektrycznych. Zamiast transparentności mamy labirynt cenowy, w którym nawet doświadczony kierowca EV może się pogubić. Z tego względu kluczowe jest wprowadzenie standardów przejrzystości cenowej. Takie rozwiązanie pozwoliłoby nie tylko na jasne określenie kosztów, ale też ułatwiłoby planowanie podróży” – wskazuje Maciej Gis, Kierownik Kampanii elektromobilni.pl.

Ranking cen ładowania, przygotowany przez Fundację EV Klub Polska oraz portal użytkowników samochodów elektrycznych elektromobilni.pl aktualizowany jest cyklicznie, co miesiąc. Ranking publikowany jest na stronach evklub.pl, elektromobilni.pl, w aplikacji EV Klub Polska oraz na profilach mediów społecznościowych. Przytoczone dane pochodzą od operatorów. W rankingu można znaleźć stawki następujących operatorów: Greenway Polska, Ekoen, Ionity, Tesla, Shell Recharge, ORLEN Charge, Polenergia eMobility, Tauron, Powerdot, Lidl, Eleport, Horyzont EV, GO+EAuto, Budimex Mobility, Enefit, Charge Europa, MOYA energia, NOXO, ChargeIn, Enefit.

Raport WASDE prognozuje rekordowe zbiory kukurydzy, ograniczoną podaż soi oraz presję cenową na rynku pszenicy

  • USDA prognozuje rekordową produkcję kukurydzy w USA oraz wyższe zapasy końcowe, co powoduje spadek cen kukurydzy.
  • Ceny soi są wspierane ze względu na niższe niż oczekiwano zbiory i bardziej ograniczone zapasy, co pomaga utrzymać wyższe ceny.
  • Ceny pszenicy spadają razem z kukurydzą w reakcji na dużą podaż na rynku światowym.
    Najnowszy raport USDA World Agricultural Supply and Demand Estimates (WASDE) wstrząsnął we wtorek amerykańskimi rynkami zbóż, wywołując gwałtowne zmiany cen kukurydzy, soi i pszenicy. Największym zaskoczeniem okazały się prognozy dla kukurydzy, wskazujące na jeszcze większe zbiory niż oczekiwali inwestorzy. Soja natomiast odnotowała korektę w dół ze względu na mniejsze zbiory i ograniczoną podaż. Ceny pszenicy spadają razem z kukurydzą ponieważ globalna nadwyżka utrzymywała presję na rynku.

W przypadku kukurydzy USDA podniosło prognozę produkcji do rekordowych 16,742 mld buszli, czyli o blisko 5% powyżej średnich oczekiwań rynkowych, przy plonie wynoszącym 188,8 buszla z akra i zwiększonym areale zasiewów. Przełożyło się to na gwałtowny wzrost prognozowanych zapasów końcowych na przyszły rok do 2,117 mld buszli – powyżej zarówno oczekiwań, jak i prognozy z poprzedniego miesiąca. Reakcja rynku była natychmiastowa: grudniowe kontrakty futures na kukurydzę spadły o 3,3% do poziomu 3,92 USD za buszel, ustanawiając nowy kontraktowy dołek.

Ogromne zbiory pogłębiły strukturę contango na rynku, gdzie terminowe kontrakty futures są notowane powyżej cen spot, co odzwierciedla koszty magazynowania i finansowania. W warunkach nadpodaży ta różnica może się dodatkowo zwiększać, co stanowi dodatkową przewagę dla spekulantów utrzymujących pozycje krótkie. Przy rolowaniu kontraktów na późniejsze terminy ich wyższe ceny stopniowo zbliżają się do niższej ceny rynkowej (spot), co daje inwestorowi dodatkowy zysk z tytułu rolowania (roll yield), który może częściowo kompensować spadki cen bazowych. Przykładowo kontrakt na grudzień 2026 kosztuje obecnie o 49 centów więcej niż kontrakt na grudzień 2025, co przekłada się na roczny dodatkowy zysk z rolowania na pozycji krótkiej rzędu około 12%.

Ole Hansen, dyrektor ds. strategii surowców w Saxo konkluduje, że wielomiesięczne osłabienie cen doprowadziło sektor do wieloletnich minimów, co wspiera wspomniane strategie krótkiej sprzedaży realizowane przez spekulantów – nie tylko na rynku kukurydzy, ale czasami także na soi i przede wszystkim na rynku pszenicy, gdzie fundusze hedgingowe utrzymują krótką pozycję netto od rekordowych 37 miesięcy.

Rynek soi wykazał odmienną dynamikę. Prognozy produkcji obniżono do 4,292 mld buszli, czyli o blisko 2% poniżej oczekiwań, ponieważ spadek areału zasiewów przeważył nad niewielkim wzrostem plonów do 53,6 buszla z akra. Zapasy końcowe zredukowano do 290 mln buszli – prawie o 15% poniżej prognoz rynkowych. Bardziej napięty bilans podaży i popytu podbił notowania listopadowych kontraktów na soję, które tego dnia wzrosły o 2,1%, odwracając wcześniejsze spadki.

W bilansie pszenicy w USA obyło się bez większych niespodzianek – produkcja pozostała niemal bez zmian na poziomie 1,927 mld buszli, a zapasy końcowe były jedynie nieznacznie niższe od prognoz. Na rynku globalnym podaż wciąż jest wysoka – światowe zapasy końcowe, zgodne z oczekiwaniami, wynoszą 261,6 mln ton. Grudniowe kontrakty futures na pszenicę w Chicago spadły o 1,8% do 5,2375 USD za buszel, osiągając również nowy dołek kontraktowy, co podkreśla silny wpływ międzynarodowych przepływów podaży z rejonu Morza Czarnego, Europy i Australii.

Ole Hansen, patrząc w przyszłość, uważa, że kilka czynników wciąż może zmienić obraz sytuacji po raporcie WASDE. Kluczowe będą zasiewy i warunki pogodowe na początku sezonu w Ameryce Południowej – zwłaszcza w Brazylii i Argentynie, gdzie niekorzystna aura mogłaby ograniczyć globalną podaż soi i pośrednio wspierać ceny kukurydzy. W USA wyniki żniw mogą podważyć lub potwierdzić optymistyczne prognozy plonów USDA, szczególnie w przypadku kukurydzy. Istotne będą także zmiany w chińskich wzorcach zakupowych lub polityce handlowej, które mogą szybko zmodyfikować oczekiwania popytowe. Innymi niewiadomymi pozostają marże na biopaliwa, które wpływają zarówno na popyt na kukurydzę, jak i na soję.

Na ten moment raport WASDE wyznaczył jasny kierunek: jeszcze większe zbiory kukurydzy w USA wywierają presję na ceny, soja zyskuje wsparcie dzięki napiętemu bilansowi podaży, a pszenica pozostaje pod presją globalnej nadpodaży. Struktura contango na rynku zbóż odzwierciedla przekonanie inwestorów o stabilnych dostawach w krótkim terminie – jednak ze względu na wielkość żniw i zmiany warunków pogodowych ta pewność może zostać wystawiona na próbę.

– W obecnej sytuacji rynkowej inwestorzy mogą rozważyć różne strategie inwestycyjne oparte na rynku zbóż, uwzględniając zróżnicowane tendencje podaży i popytu. Rekordowe zbiory kukurydzy w USA oraz struktura contango na rynku futures stwarzają możliwości dla inwestorów preferujących strategie krótkiej sprzedaży. Z kolei ograniczona podaż soi, wynikająca z mniejszych zbiorów i zapasów, może sprzyjać moze sprzyjać długoterminowym inwestycjom. Presja cenowa na pszenicę, spowodowana obfitymi globalnymi dostawami, może skłaniać do ostrożności lub stosowania strategii hedgingowych. Wykorzystanie instrumentów takich jak kontrakty futures, opcje czy ETF-y może pomóc w implementacji tych strategii. Dywersyfikacja portfela pozwala na lepsze zarządzanie ryzykiem i wykorzystanie różnych okazji rynkowych wynikających z różnorodnych trendów podaży i popytu na rynku zbóż – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Prognozy rynkowe i wyniki sierpniowego raportu WASDE

Prognozy rynkowe i wyniki sierpniowego raportu WASDE

Kukurydza na CBOT, kontrakt grudzień 2025

Kukurydza na CBOT, kontrakt grudzień 2025
Soja na CBOT, kontrakt listopad 2025

Soja na CBOT, kontrakt listopad 2025
Pszenica na CBOT, kontrakt grudzień 2025

Pszenica na CBOT, kontrakt grudzień 2025
Pozycje długie, krótkie i netto funduszy spekulacyjnych w trzech kluczowych kontraktach terminowych na zbożaPozycje długie, krótkie i netto funduszy spekulacyjnych w trzech kluczowych kontraktach terminowych na zboża

Prognozy dla chińskiego juana

Juan chiński znacznie odbił z minimów notowanych po „dniu wyzwolenia” i w ostatnich miesiącach wykazuje się wyjątkową odpornością względem dolara.

Kluczowe punkty:

  • CNY umocnił się od „dnia wyzwolenia”.
  • W ujęciu ważonym handlem CNY mocno spada.
  • Cła USA odroczone do 10.11.
  • Wpływ ceł na gospodarkę jest dotąd ograniczony.
  • Kryzys na rynku nieruchomości i słaby popyt wciąż stanowią ryzyka.
  • Rewidujemy w górę prognozy dla CNY.

Para USD/CNY jest obecnie blisko najniższego poziomu od listopada. W ujęciu ważonym handlem juan stracił jednak istotnie po wyprzedaży dolara względem większości walut. Indeks CFETS RMB sięgnął w lipcu najniższego poziomu od pierwszych tygodni 2021 r., a od początku roku stracił ok 6%. To najgorsze wyniki indeksu w jego 9-letniej historii.

Wykres 1: Kurs USD/CNY (sierpień 2024 – sierpień 2025)Wojna handlowa między USA i Chinami weszła w nową fazę, gdy na początku drugiej kadencji Trump zaprezentował najwyższe od przeszło stu lat stawki ceł. Chińskie produkty zostały w szczytowym momencie objęte stawką 145% – obniżono ją jednak znacznie po rozmowach w Genewie i Londynie, podczas których zabezpieczono również porozumienie o dostarczaniu przez Chiny metali ziem rzadkich i magnesów do USA. Choć ustalono ramową umowę handlową, napięcie jest wciąż obecne, szczególnie że administracja Trumpa podjęła kroki mające na celu ograniczenie reeksportu chińskich produktów przez inne kraje.

USA i Chiny oskarżają się wzajemnie o łamanie rozejmu handlowego i nie rozwiązano wszystkich kwestii spornych. Ostateczny termin na osiągnięcie porozumienia odsunięty został o kolejne 90 dni, do 10 listopada. Niemniej oczekuje się, że relacje między Stanami Zjednoczonymi i Chinami pozostaną napięte, a na Państwo Środka zostaną nałożone jedne z wyższych, jeśli nie najwyższe cła spośród partnerów handlowych USA. Podejrzliwość wobec Chin jest wysoka i zgodnie z niedawnym badaniem ankietowym Pew Research Center obie strony amerykańskiej sceny politycznej postrzegają je jako rywala, przy czym Republikanie patrzą na nie mniej przychylnie.

Wpływ ceł na chińską gospodarkę jest na razie stosunkowo ograniczony – przyspieszenie i zmiana ścieżek eksportu pomagały ją dotąd chronić. Spodziewamy się, że w przyszłości cła znajdą odzwierciedlenie w słabszym wzroście Chin, ponieważ restrykcje handlowe prawdopodobnie obniżą eksport, stłumią inwestycje i będą ciążyć zaufaniu konsumentów. Skala osłabienia jest jednak trudna do oszacowania i będzie zależeć w dużym stopniu od warunków ostatecznego porozumienia i tego, na ile Chiny zdołają złagodzić cios poprzez dywersyfikację handlu.

Do intensyfikacji napięć ze Stanami Zjednoczonymi doszło w wyjątkowo wymagającym dla Chin czasie, kiedy ich gospodarka jest wciąż chwiejna przez efekty kryzysu na rynku nieruchomości i słabszy krajowy popyt. Przyszłość rynku nieruchomości mieszkalnych nie napawa optymizmem: populacja kurczy się, a ceny domów wciąż spadają. Ostatnie odczyty były mieszane. W pierwszej połowie 2025 r. dynamika PKB przekroczyła oczekiwania, wzrost eksportu z II kwartału jednak raczej się nie utrzyma, a sprzedaż detaliczna odzwierciedla kiepski popyt wewnętrzny. Wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej są bliskie stagnacji, zaś zyski w sektorze przemysłowym obniżyły się, co wzmacnia dezinflacyjne obawy. Najwięcej mówi zapewne spadek cen – inflacja PPI jest ujemna od niemal trzech lat, a CPI pozostaje bliska zera (w lipcu dokładnie 0,0%).

Wykres 2: Inflacja w Chinach (2015 – 2025)

Chiny kontynuują starania stymulacyjne, które mają wspierać gospodarkę na tej długiej i wyboistej drodze. W maju Bank Ludowy Chin (PBoC) ogłosił szereg działań, w tym obniżenie o 50 pb. stopy rezerw obowiązkowych (reserve requirement ratio) dla instytucji finansowych i o 10 pb. 7-dniowej stopy reverse repo. Później podobnie postąpił z 1-roczną i 5-letnią stopą LPR (loan prime rates), które po cięciu o 10 pb. wynoszą odpowiednio 3,0% i 3,5%. Dalsze rozluźnianie polityki monetarnej jest możliwe, przy czym PBoC nie wydaje się spieszyć. Władze w dalszym stopniu podkreślają skupienie się na konsumpcji, a program sprzedaży z odkupem (trade-in) odniósł sukces. Potrzebne będzie jednak więcej długoterminowych działań, szczególnie przez wzgląd na wciąż słaby sektor nieruchomości.

Wykres 3: 1-roczna i 5-letnia stopa LPR w Chinach (2020 – 2025)

Zachowanie juana oraz sygnały z PBOC sugerują, że chińskie władze są zadowolone ze stosunkowo stabilnego kursu waluty. Podczas ostatnich miesięcy poruszał się właściwie zgodnie z dolarem, osłabiając się tym samym względem wielu innych walut. Uważamy, że chińskie władze prawdopodobnie skupią się na zachowaniu tej względnej stabilności. W połączeniu z naszym pesymistycznym poglądem na dolara w dłuższym terminie sprawia to, że w horyzoncie naszej prognozy spodziewamy się dość stabilnego kursu USD/CNY zbliżonego do obecnego poziomu.

  USD/CNY EUR/CNY CNY/PLN
Q3-2025 7,30 8,20 0,51
E-2025 7,35 8,30 0,50
Q1-2026 7,40 8,35 0,50
Q2-2026 7,42 8,40 0,49
E-2026 7,50 8,50 0,48

Autor: Roman Ziruk – analityk Ebury

Smartlink Partners inwestuje 17 mln zł i zapowiada nowy fundusz o wartości 100 mln zł

Smartlink Partners, fundusz venture capital skoncentrowany na inwestycjach w spółki technologiczne głównie w rundach seed, zamyka pierwsze półrocze 2025 roku z pięcioma nowymi spółkami w portfelu, z których cztery mają siedziby poza Polską. Łączna wartość zaangażowanego kapitału w tym okresie wyniosła ponad 17 mln złotych, a całkowita suma inwestycji od początku działalności zbliżyła sie do 40 mln złotych.

Fundusz systematycznie rozwija ekosystem inwestycyjny, oparty na doświadczeniu zespołu JRH ASI S.A., przedsiębiorców zrzeszonych m.in. w Corporate Connections, menedżerów i inwestorów oraz Bartłomieja Kurylaka i Pawła Szydłowskiego współzałożycieli i współzarządzających funduszu. Nowy fundusz planowany jest przy współpracy z diasporą polską w USA skupiona wokół „60 Million Congress” i jego organizatora Zbigniewa Klonowskiego. Łącząc kapitał z międzynarodową siecią kontaktów, Smartlink wspiera rozwój spółek technologicznych, które odpowiadają na realne wyzwania biznesowe i społeczne, dysponują silnymi zespołami oraz mają potencjał do skalowania swoich pomysłów na rynkach zagranicznych.

Dzięki modelowi „przedsiębiorcy dla przedsiębiorców” Smartlink angażuje się nie tylko finansowo, ale również operacyjnie, wspierając startupy od rund seedowych, przez ekspansję, aż po przygotowania do wejścia na rynek publiczny.

Nowe inwestycje z globalnym potencjałem

W pierwszym kwartale Smartlink koncentrował się na projektach o wyraźnym potencjale międzynarodowym i ambitnym zapleczu technologicznym. Do portfela funduszu dołączyła m.in. Prosoma, z siedzibą w Holandii, rozwijająca cyfrową terapię wspierającą pacjentów onkologicznych w procesie leczenia i rekonwalescencji. W Stanach Zjednoczonych fundusz zainwestował w District.org, czyli właściciela Campus AI, który buduje globalną platformę szkoleniową opartą na generatywnej sztucznej inteligencji.

Smartlink oferuje wsparcie w wielu obszarach – w sektorze SaaS otrzymała je czeska spółka Choice, dostarczająca rozwiązania cyfrowe dla branży gastronomicznej i dynamicznie rozwijająca działalność w Europie, natomiast w obszarze sport-tech firma zaangażowała się w rozwój ReSpo Vision — spółki tworzącej zaawansowane systemy AI do analizy wideo i danych sportowych dla profesjonalnych lig i mediów. Z kolei w segmencie biotechnologii fundusz postawił na brytyjskie Nanovery, rozwijające nanoroboty RNA wspierające diagnostykę i rozwój terapii genowych.

Budujemy fundusz, który realnie wspiera rozwój — zarówno inwestorów szukających ambitnych projektów, jak i founderów budujących firmy o globalnym potencjale. Inwestujemy w spółki z klarowną wizją, dopasowanym do rynku produktem, mocnym zespołem i wyraźną strategią międzynarodowego skalowania. Kluczowe znaczenie ma dla nas połączenie doświadczenia operacyjnego, dostępu do kapitału oraz szerokiej sieci kontaktów, które pomagają startupom szybciej rosnąć i skuteczniej zdobywać nowe rynki – mówi Bartłomiej Kurylak, Partner Zarządzający w Smartlink Partners.

Z kolei Paweł Szydłowski, Partner Zarządzający w Smartlink Partners, podkreśla – Od początku naszym celem było budowanie mostów między Europą Środkowo-Wschodnią a rynkami globalnymi. Dziś widzimy, jak te założenia się realizują: większość spółek w naszym portfelu prowadzi działalność międzynarodową, a dla ponad połowy rynki zagraniczne – nie Polska – są głównym priorytetem biznesowym. To dla nas najlepszy dowód, że można budować globalne firmy, startując z regionu CEE.

Nowy fundusz na horyzoncie – Smartlink Partners 2

Równolegle z realizacją bieżących inwestycji, Smartlink przygotowuje się do uruchomienia drugiego wehikułu inwestycyjnego – Smartlink Partners 2. Nowy fundusz powstanie przy wsparciu inwestycyjnym JRH ASI S.A., we współpracy z siecią organizacji The Company oraz środowiskiem polskiej diaspory biznesowej w USA, skupionej wokół  „60 Million Congress”. Planowany kapitał funduszu to co najmniej 100 mln złotych. Zakończenie procesu fundraisingowego przewidziano  na początek 2026 roku, a rozpoczęcie działalności operacyjnej na drugi kwartał przyszłego roku.

Po niespełna dwóch latach obecności na rynku, Smartlink Partners umacnia pozycję aktywnego inwestora w Europie Środkowo-Wschodniej, konsekwentnie zwiększając także zaangażowanie na rynku amerykańskim, gdzie w niedługim czasie zostanie otwarte nowe biuro dzięki współpracy z przedstawicielami Polonii skupionymi wokół 60 Million Congress.

W USA planujemy skoncentrować się na projektach na nieco wcześniejszym etapie rozwoju niż w Europie. Już teraz budujemy tam solidną sieć kontaktów — przede wszystkim w Bay Area, ale także w Miami, Chicago i Nowym Jorku. Mocno angażujemy się też w rozwój Vistula Valley Club — inicjatywy, która tworzy pomost między Polską a USA i wspiera Polaków — przedsiębiorców, inżynierów i naukowców — w stawianiu pierwszych kroków na amerykańskim rynku – dodaje Bartłomiej Kurylak.

Spadek inflacji potwierdzony

Finalny odczyt inflacji w lipcu wyniósł 3,1 proc. rok do roku oraz 0,3 proc. w ujęciu miesięcznym, co jest zgodne z wcześniejszym szacunkiem GUS.

Największe wzrosty cen w skali roku odnotowano w kategoriach: edukacja (+8,6 proc.), napoje alkoholowe i wyroby tytoniowe (+6,5 proc), restauracje i hotele (+5,8 proc.) oraz żywność i napoje bezalkoholowe (+4,9 proc.). Z kolei największe spadki cen zanotowano w transporcie (–4,6 proc.) oraz w odzieży i obuwiu (–1,3 proc.).

Po wielu miesiącach inflacja powróciła w okolice celu NBP, mieszcząc się w górnym paśmie dopuszczalnych odchyleń (2,5 proc. ± 1 p.p.). Zarówno lipcowa projekcja banku centralnego, jak i oczekiwania rynkowe wskazują, że inflacja powinna utrzymać się w tym przedziale przez najbliższe kwartały.

Z wypowiedzi członków Rady Polityki Pieniężnej wynika, że wśród głównych czynników proinflacyjnych pozostaje wciąż silna presja płacowa. W czerwcu wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw wzrosły o 9,0 proc. r/r, wobec oczekiwań na poziomie 8,6 proc. Dane za lipiec poznamy w przyszłym tygodniu. Ekonomiści spodziewają się dalszych obniżek stóp procentowych – łącznie o ok. 50 punktów bazowych do końca bieżącego roku.

Autor: Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

5 rzeczy, których nie wiedziałeś o dyskach serwerowych

Dyski serwerowe różnią się od konsumenckich nie tylko ceną i oznaczeniami, ale także budową, sposobem działania i przeznaczeniem. Choć na pierwszy rzut oka mogą wyglądać identycznie jak dyski montowane w zwykłych komputerach, to ich zastosowanie w serwerze sprawia, że muszą sprostać znacznie większym wymaganiom. Poniżej zebrano 5 faktów, które z perspektywy codziennego użytkowania serwera bywają zaskakujące – i które warto znać, zanim wybierze się dysk do zastosowań profesjonalnych.

1. Dyski serwerowe pracują 24/7 – i są do tego stworzone

Podstawowa różnica między dyskami serwerowymi a domowymi to tryb pracy. Podczas gdy przeciętny użytkownik komputera uruchamia sprzęt na kilka godzin dziennie, serwer działa nieprzerwanie przez całą dobę, 7 dni w tygodniu, często bez restartu przez wiele miesięcy. Z tego powodu dyski serwerowe projektuje się z myślą o ciągłym obciążeniu, dużej odporności na wibracje, wyższych temperaturach pracy i znacznie wydłużonym czasie bezawaryjnej eksploatacji (MTBF). Użytkowanie zwykłego dysku w serwerze może doprowadzić do szybszego zużycia i nieprzewidzianych awarii.

2. SSD do serwera to zupełnie inna liga niż SSD do laptopa

Choć wszystkie dyski SSD bazują na pamięci flash, to serwerowe konstrukcje cechują się inną architekturą. Najważniejszym parametrem nie jest wyłącznie prędkość odczytu, ale trwałość, liczba możliwych zapisów (TBW) i zachowanie pod obciążeniem wielowątkowym. Serwerowe SSD często korzystają z technologii SLC lub eMLC, podczas gdy konsumenckie modele opierają się na tańszych, mniej trwałych kościach TLC lub QLC. Dodatkowo serwerowe dyski są wyposażone w kondensatory podtrzymujące dane w razie zaniku zasilania i w zaawansowane systemy kontroli błędów. To właśnie te cechy decydują o ich niezawodności w środowiskach produkcyjnych.

3. Nie każdy interfejs oznacza taką samą wydajność

Na rynku dostępne są dyski SATA, SAS oraz NVMe – wszystkie te standardy występują także w wersjach serwerowych. SATA oferuje podstawową przepustowość (do 6 Gb/s), wystarczającą do mniej wymagających zadań. SAS (Serial Attached SCSI) to już interfejs dedykowany do zastosowań profesjonalnych – zapewnia lepsze osiągi, większą niezawodność, a także obsługę wielu połączeń jednocześnie. Natomiast NVMe to obecnie najszybsze rozwiązanie – komunikujące się bezpośrednio z procesorem przez magistralę PCIe, zapewniające nawet kilkunastokrotnie wyższe prędkości odczytu i zapisu niż SATA. W serwerach różnice te przekładają się bezpośrednio na czas odpowiedzi aplikacji, stabilność działania systemu i ogólną wydajność infrastruktury.

4. Zużycie dysku można dokładnie przewidzieć – jeśli wiadomo, gdzie patrzeć

W przypadku serwerowych SSD bardzo ważnym parametrem jest TBW (Total Bytes Written), czyli łączna ilość danych, jaką można bezpiecznie zapisać na dysku w czasie jego życia. To właśnie ten wskaźnik pokazuje realną trwałość urządzenia, a nie deklarowana pojemność czy prędkość. W środowisku serwerowym można też korzystać z narzędzi do monitorowania stanu dysku – np. SMART, Dell OMSA, HPE Smart Storage Administrator czy open-source’owych rozwiązań typu smartctl. Dzięki temu da się przewidzieć potencjalną awarię z wyprzedzeniem i zaplanować wymianę nośnika bez ryzyka utraty danych.

5. Źle dobrany dysk może zablokować cały serwer

Wielu użytkowników nie zdaje sobie sprawy, że nie wszystkie dyski będą działać z każdą platformą serwerową. Niektóre serwery (szczególnie od producentów takich jak Dell, HPE czy Lenovo) korzystają z tzw. dysków kwalifikowanych – czyli zatwierdzonych przez producenta i często opatrzonych specjalnym firmware’em. Włożenie zwykłego dysku może skutkować brakiem rozruchu, ograniczeniem prędkości lub brakiem dostępu do narzędzi zarządzania RAID-em. Dlatego przy zakupie warto upewnić się, czy dany dysk jest kompatybilny z serwerem – najlepiej skonsultować się ze specjalistą lub skorzystać z oferty sprawdzonych dostawców serwerowych, takich jak np. Bizserver.

Podsumowanie

Dyski serwerowe to komponenty zaprojektowane z myślą o niezawodności, stabilności i długotrwałej eksploatacji. Różnią się od domowych odpowiedników nie tylko parametrami, ale także konstrukcją i zgodnością z systemami serwerowymi. Wybór właściwego nośnika ma bezpośredni wpływ na wydajność i bezpieczeństwo danych. Przed zakupem warto wziąć pod uwagę nie tylko pojemność czy cenę, ale przede wszystkim standard pracy, interfejs, typ kości pamięci i zgodność z platformą. Dobrze dobrany dysk serwerowy to gwarancja spokoju, zaś źle dobrany może stać się początkiem poważnych problemów.

Jaka drukarka do domu? Atramentowa czy laserowa?

Wybór odpowiedniej drukarki do domu to decyzja, która wymaga rozważenia kilku kluczowych aspektów. Na rynku dostępne są dwa główne rodzaje drukarek: atramentowe i laserowe. Każda z nich ma swoje wady i zalety, a decyzja o tym, która będzie lepsza do Twojego użytku, zależy od tego, jak często zamierzasz drukować, jaki rodzaj dokumentów chcesz drukować i, oczywiście, jakie masz wymagania dotyczące kosztów eksploatacji.

W tym artykule pomożemy Ci wybrać odpowiednią drukarkę, porównując oba typy urządzeń, a także wskazując, jak tusz oraz toner do drukarki i nne materiały eksploatacyjne mogą wpłynąć na koszty eksploatacji.

Koszty eksploatacji – co bardziej się opłaca?

Koszty materiałów eksploatacyjnych, takich jak tusz czy toner, to jeden z najważniejszych czynników przy wyborze drukarki.

  • Drukarka atramentowa: W przypadku drukarek atramentowych koszty wymiany tuszu mogą być dość wysokie, zwłaszcza przy intensywnym użytkowaniu. Choć same drukarki są często tańsze w zakupie, regularna wymiana tuszy – jak tusz do drukarki Brother – może znacząco podnieść koszty druku w dłuższej perspektywie. Jednak wybór zamienników, takich jak tusz Print.ink, pozwala na obniżenie kosztów druku bez utraty jakości. 
  • Drukarka laserowa: Drukarki laserowe charakteryzują się wyższymi kosztami początkowymi, ale ich tonery są bardziej wydajne. Dzięki temu koszty na stronę są znacznie niższe. Wybór tonerów Estio jest doskonałym rozwiązaniem, ponieważ zapewnia wysoką jakość przy niższej cenie, co czyni drukarki laserowe bardziej ekonomicznymi w przypadku dużych nakładów druku. 

Wskazówka: Jeśli zależy Ci na oszczędnościach przy dużej liczbie wydruków, wybierz drukarkę laserową z tonerami Estio.

Jakość druku – co wybrać, aby uzyskać najlepsze efekty?

Jakość druku to kwestia, którą warto dokładnie przemyśleć, zwłaszcza jeśli zależy Ci na wyrazistych kolorach lub wysokiej jakości druku zdjęć.

  • Drukarka atramentowa: Drukarki atramentowe oferują świetną jakość kolorowego druku, co sprawia, że są idealne do drukowania zdjęć, grafik i innych materiałów kolorowych. Dzięki drukarce atramentowej, uzyskasz żywe, intensywne kolory, a także szczegóły, które będą wyraźne i dokładne. 
  • Drukarka laserowa: Drukarki laserowe oferują doskonałą jakość druku tekstu, jednak w przypadku kolorowych wydruków ich jakość może być nieco gorsza w porównaniu do drukarek atramentowych. Wydruki kolorowe będą wystarczającej jakości do prostych dokumentów graficznych, ale nie będą tak precyzyjne jak te uzyskane z drukarek atramentowych. 

Wskazówka: Jeśli zależy Ci na wysokiej jakości kolorowych wydrukach, takich jak zdjęcia i grafiki, lepszym rozwiązaniem będzie drukarka atramentowa.

Szybkość druku – co wybrać, aby zaoszczędzić czas?

Szybkość druku to kluczowy aspekt, jeśli drukujesz dużo dokumentów.

  • Drukarka atramentowa: Drukarki atramentowe są zazwyczaj wolniejsze w porównaniu do drukarek laserowych, zwłaszcza przy dużych nakładach druku. Jeśli drukujesz głównie dokumenty tekstowe, może to być uciążliwe. 
  • Drukarka laserowa: Drukarki laserowe oferują znacznie wyższą szybkość druku. Dzięki technologii tonera, są w stanie szybko wydrukować dużą liczbę stron, co czyni je idealnym rozwiązaniem do biura lub dla osób, które drukują często i w dużych ilościach. 

Wskazówka: Jeśli zależy Ci na szybkości druku i wydajności, drukarka laserowa będzie lepszym wyborem.

Wydajność – co wybrać na długie lata?

Jeśli zależy Ci na długotrwałej wydajności, warto wybrać odpowiednią technologię.

  • Drukarka atramentowa: Choć drukarki atramentowe są tańsze w zakupie, ich tusze zużywają się szybciej i częściej wymagają wymiany, co zwiększa koszty eksploatacji w dłuższym czasie.  
  • Drukarka laserowa: Drukarki laserowe są bardziej wydajne w dłuższym okresie, zwłaszcza przy dużym wolumenie druku. Tonery laserowe wystarczają na większą liczbę stron, co oznacza, że rzadziej będziesz musiał wymieniać materiał eksploatacyjny. 

Wskazówka: Jeśli planujesz dużo drukować przez długi czas, drukarka laserowa będzie bardziej opłacalna, szczególnie przy użyciu tonerów Estio.

Atramentowa czy laserowa?

Wybór między drukarką atramentową a laserową zależy głównie od tego, jakie masz potrzeby. Jeśli zależy Ci na wysokiej jakości kolorowych wydrukach (np. zdjęcia, obrazy), najlepszym wyborem będzie drukarka atramentowa. Jeśli natomiast drukujesz dużo dokumentów tekstowych i zależy Ci na szybkości i wydajności, lepszym wyborem będzie drukarka laserowa.

W obu przypadkach wybór zamienników Estio i Print.ink pozwala zaoszczędzić na kosztach eksploatacji, nie rezygnując z jakości wydruków.

White Stone Development – Inwestycje mieszkaniowe w Warszawie i Szczecinie oraz plany dalszej ekspansji

White Stone Development (WSD), dynamicznie rozwijająca się firma deweloperska specjalizująca się w projektach mieszkaniowych i komercyjnych, przyspiesza tempo rozwoju, realizując nowe inwestycje w Warszawie i Szczecinie. Firma, której działalność od lat koncentruje się na realizacji projektów dla funduszy zagranicznych, planuje również dalszą ekspansję, poszukując nowych gruntów pod inwestycje mieszkaniowe oraz Co-Living.

Jednym z kluczowych projektów, które firma zamierza wprowadzić na rynek, jest budowa osiedla Bukovo w Szczecinie, którego przedsprzedaż rozpocznie się już w sierpniu 2025 roku. W ramach inwestycji powstanie 113 lokali mieszkalnych w trzech nowoczesnych budynkach, które zostaną zrealizowane do końca 2026 roku. Projekt architektoniczny przygotowała pracownia CITY Architekci, która posiada duże doświadczenie w realizacji projektów mieszkaniowych i komercyjnych, takich jak Baltic Business Park czy Cascade Residence. – „Chcemy zwiększyć naszą obecność na rynku nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych, realizując projekty o większej skali, uwzględniając przy tym zmieniające się oczekiwania rynkowe i potrzeby klientów” – mówi Anna Suchodolska, co-CEO White Stone Development.

Projekt Bukovo to odpowiedź na rosnący popyt na mieszkania w Szczecinie, który – jak wskazują analizy rynku – nie zmniejszy się w najbliższych latach. Szczególny nacisk w realizacji projektu kładziony będzie na wysoki standard wykończenia oraz rozwiązania proekologiczne, które zyskują na znaczeniu wśród klientów.

Równocześnie, firma rozpoczyna realizację inwestycji w Warszawie – Piniova Apartamenty, które powstaną w jednej z najbardziej prestiżowych lokalizacji stolicy – na Mokotowie, w otoczeniu zieleni i blisko Wisły. W ramach projektu wybudowane zostaną dwa trzykondygnacyjne budynki z 74 mieszkaniami. Architektonicznie projekt Piniova Apartamenty stworzyła warszawska pracownia ZOA Architekci, znana z realizacji na rynku mieszkaniowym i komercyjnym.

Odpowiedź na zmieniające się potrzeby rynku

Nowe inwestycje White Stone Development to reakcja na rosnący popyt na mieszkania oraz zmieniające się oczekiwania klientów. Zgodnie z najnowszym raportem Alior Banku, na polskim rynku nadal brakuje około 300–400 tys. mieszkań, a klienci stają się coraz bardziej wymagający. Wzrost znaczenia lokalizacji, większy metraż, wyższy standard wykończenia oraz proekologiczne rozwiązania to cechy, które w przyszłości będą determinować wybór mieszkań.

– „Chcemy, aby nasze inwestycje nie tylko spełniały oczekiwania klientów, ale również wprowadzały nowoczesne rozwiązania technologiczne i ekologiczne. Zmieniające się potrzeby rynku są dla nas wskazówką, jak kształtować przyszłość naszych projektów” – podkreśla Katarzyna Szymborska, Co-CEO odpowiedzialna za marketing i sprzedaż w WSD.

Strategia poszerzania portfela gruntów

White Stone Development nie zamierza spoczywać na laurach i już teraz intensywnie poszukuje nowych terenów inwestycyjnych. Anna Suchodolska wskazuje, że firma jest przygotowana na zakup kolejnych gruntów pod inwestycje mieszkaniowe, a także plany rozwoju Co-Living, które cieszą się rosnącym zainteresowaniem, zwłaszcza w dużych miastach.

„Prowadzimy intensywne analizy ofert rynkowych, by rozbudować nasz dotychczasowy portfel gruntów. Jesteśmy także otwarci na finansowanie kolejnych projektów za pomocą emisji obligacji, jeśli pojawią się atrakcyjne oferty inwestycyjne” – mówi Anna Suchodolska.

Warto dodać, że firma z sukcesem realizuje swoje projekty finansowe, pozyskując fundusze na rozwój działalności. Według danych z portalu Obligacje.pl, 80% emisji długów korporacyjnych w 2025 roku trafiło do deweloperów, co wskazuje na duże zaufanie inwestorów do sektora nieruchomości.

Dalsza ekspansja i współpraca z zagranicznymi funduszami

Plany White Stone Development obejmują nie tylko inwestycje w Warszawie i Szczecinie, ale również dalszą ekspansję na inne rynki lokalne. Firma planuje kontynuować współpracę z zagranicznymi funduszami, a także rozwijać projekty o większej skali, zarówno dla klientów indywidualnych, jak i w modelu wykonawczym dla dużych firm. – „Nasza strategia rozwoju zakłada większą obecność na rynku deweloperskim, realizację projektów o większej skali oraz wzrost naszej pozycji na rynku mieszkaniowym w Polsce” – podsumowuje Anna Suchodolska.

Do tej pory, od 2015 roku, White Stone Development sprzedała ponad 2100 mieszkań o łącznej wartości blisko 700 mln zł, a realizacja kolejnych projektów tylko umocni pozycję firmy jako lidera na rynku deweloperskim w Polsce.

Wellbeing pracowników – dlaczego 2025 to czas na strategiczne podejście

Jeszcze kilka lat temu działania wellbeingowe w firmach kojarzyły się głównie z pojedynczymi inicjatywami. Na przykład okazjonalne warsztaty o zdrowym odżywianiu, sesja masaży relaksacyjnych z okazji Dnia Kobiet, czy jednorazowe zajęcia jogi. Dziś widać wyraźną zmianę. Wellbeing pracowników ewoluuje i przestaje być dodatkiem, a staje się elementem strategii organizacyjnej.

Według raportu SD Worx, dobrostan pracowników jest największym wyzwaniem, przed jakim stoją firmy w 2025 roku.  Wskazało go aż 28% przedsiębiorstw w Polsce i Europie. Choć w porównaniu z 2024 r. odsetek ten spadł, nadal utrzymuje się na najwyższych pozycjach listy priorytetów. Nie bez powodu 53% Polaków przyznaje, że praca jest dla nich źródłem stresu i psychicznego obciążenia, a niemal połowa nie czuje się „w pełni zdrowo i komfortowo” w swoim miejscu pracy.

Dlaczego wellbeing pracowników się opłaca?

Inwestowanie w wellbeing w miejscu pracy to nie tylko odpowiedź na oczekiwania pracowników, ale również realne korzyści biznesowe. Firmy, które dbają o zdrowie fizyczne i psychiczne zespołu, obserwują m.in.:

  • niższą rotację i absencję,
  • większe zaangażowanie pracowników,
  • lepszą atmosferę w miejscu pracy,
  • wzrost produktywności i kreatywności.

Co istotne, pracownicy coraz częściej wybierają pracodawców, którzy w swojej kulturze organizacyjnej stawiają na człowieka. Wellbeing pracowników jest dziś elementem employer brandingu, który przyciąga talenty.

Od akcji ad hoc do strategii

Polskie firmy dojrzewają. Zamiast działań w stylu „zróbmy coś na Dzień Zdrowia”, coraz częściej wdrażają długofalowe przemyślane programy wellbeingowe. Mają one jasno określone cele, harmonogram, spójny przekaz, a czasem również mierniki sukcesu. Co najważniejsze jednak, są dopasowane do realnych potrzeb pracowników.

To odejście od „checklisty benefitów” na rzecz przemyślanej polityki, w której wellbeing staje się integralną częścią kultury organizacyjnej. Dzięki temu łatwiej jest uzyskać długotrwałe efekty. Od poprawy zdrowia pracowników po zwiększenie ich satysfakcji zawodowej.

Gotowe rozwiązania czy program szyty na miarę?

Na rynku dostępne są dwa główne podejścia.
Pierwsze to gotowe pakiety usług wellbeingowych – często oparte na platformach. Takie platformy dają pracownikom dostęp do całej biblioteki usług i treści. W tym cykli webinarów prowadzonych przez ekspertów, czy konsultacji z ekspertami. Warto jednak, aby narzędzie oferowało także możliwość monitorowania faktycznego wykorzystania. Pracodawca powinien wiedzieć ilu pracowników realnie korzysta z dostępnych zasobów i które z nich cieszą się największym zainteresowaniem. To pozwala ocenić efektywność inwestycji i pozwala podejmować decyzje odnośnie kontynuacji współpracy.

Drugie podejście to programy dedykowane, tworzone od podstaw w oparciu o analizę potrzeb zespołu, specyfikę branży i indywidualne wyzwania firmy. Tutaj każdy element, od tematyki warsztatów, przez harmonogram działań, po kanały komunikacji, jest projektowany z myślą o konkretnych pracownikach i celach organizacji. Takie rozwiązania wymagają większego zaangażowania, ale zwykle przy dobrej organizacji pozwalają osiągnąć lepsze, długofalowe efekty, bo są ściśle dopasowane do realnych potrzeb i kultury firmy.

Dlaczego teraz?

Wysoki poziom stresu, rosnące oczekiwania pracowników i coraz większa konkurencja o talenty sprawiają, że 2025 rok jest momentem, w którym wellbeing przestaje być opcją, a staje się koniecznością. Firmy, które zbudują spójny, strategiczny program, zyskają przewagę rynkową i lojalność pracowników.

Warto pamiętać, że wellbeing pracowników to nie wydatek, a inwestycja. Dobrze zaprojektowany program potrafi przełożyć się na twarde wskaźniki biznesowe – od mniejszej liczby zwolnień lekarskich po lepsze wyniki zespołów projektowych.

Dbanie o wellbeing pracowników to inwestycja w przyszłość firmy.
Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak stworzyć program dopasowany do specyfiki Twojej branży i potrzeb Twojego zespołu, sprawdź rozwiązania Wellbeing Ideas . W naszej pracy łączymy sprawdzone metody z indywidualnym podejściem, aby Twoja firma mogła zrobić krok w stronę zdrowej i zintegrowanej organizacji.

Geopolityczne napięcia zwiększają zmienność na giełdach

Prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump, zapowiedział stanowcze działania wobec Władimira Putina, jeśli ten nie zgodzi się na zawieszenie broni w czasie nadchodzącego szczytu w Anchorage na Alasce. Trump stwierdził, że brak gotowości ze strony Moskwy spotka się z „bardzo surowymi konsekwencjami”, co jest jasnym sygnałem, że Biały Dom oczekuje konkretów, a nie kolejnych pozorowanych gestów ze strony Rosji.

Zanim doszło do tej deklaracji, Trump odbył szereg rozmów telefonicznych z europejskimi przywódcami – w tym z Emmanuelem Macronem, Friedrichem Merzem oraz Ursulą von der Leyen – którzy naciskali, by podjął bardziej zdecydowaną próbę mediacji pomiędzy Rosją a Ukrainą. W wyniku tych konsultacji prezydent USA zadeklarował możliwość zorganizowania kolejnego, bardziej konstruktywnego spotkania z Wołodymyrem Zełenskim. Celem miałoby być omówienie perspektyw zawieszenia broni oraz wypracowanie wspólnych gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy.

Zarówno Trump, jak i jego europejscy partnerzy, wykluczają możliwość jakichkolwiek negocjacji dotyczących ukraińskiego terytorium. Macron jednoznacznie podkreślił, że decyzje w tej sprawie należą wyłącznie do władz w Kijowie i obecnie nie istnieją żadne poważne propozycje wymiany terytoriów. Stanowisko to pozostaje w sprzeczności z żądaniami Moskwy, która jako warunek rozpoczęcia negocjacji stawia uznanie aneksji Donbasu i Krymu. Prezydent Zełenski kategorycznie odrzuca tę możliwość, podkreślając, że integralność terytorialna Ukrainy nie podlega dyskusji.

Jednym z rozważanych scenariuszy jest organizacja trójstronnego szczytu z udziałem Trumpa, Putina i Zełenskiego w Turcji. Choć pomysł ten spotkał się z ostrożnym zainteresowaniem, brak jest na razie jednoznacznych sygnałów, że do takiego spotkania rzeczywiście dojdzie. Trump zaznaczył jednak, że jeśli nie uzyska od Putina jasnych deklaracji w sprawie zawieszenia broni, zrezygnuje z dalszych rozmów. Mimo wcześniejszych ostrzeżeń nie zdecydował się dotąd na wprowadzenie nowych sankcji wobec Rosji. Zamiast tego podjął działania gospodarcze wobec Indii, podnosząc cła na towary importowane z tego kraju w odpowiedzi na zakupy rosyjskiej ropy.

Choć Trump stara się przedstawiać jako kluczowy mediator w konflikcie, jego ostrożność i brak konkretnych działań budzą wątpliwości co do skuteczności tej strategii. Europa pozostaje zdeterminowana, by nie dopuścić do kompromisów odbywających się kosztem Ukrainy, jasno opowiadając się za jej suwerennością i potrzebą międzynarodowych gwarancji bezpieczeństwa. W tym kontekście los przyszłych rozmów zależeć będzie nie tylko od postawy Putina, lecz także od gotowości Trumpa do podjęcia bardziej zdecydowanych kroków w imię pokoju.

W zależności od dalszego rozwoju sytuacji politycznej, możliwe są istotne skutki dla rynków finansowych. Scenariusz zawarcia porozumienia i ogłoszenia trwałego zawieszenia broni prawdopodobnie wywołałby pozytywną reakcję na światowych giełdach. Z kolei brak porozumienia, a zwłaszcza eskalacja napięcia między USA a Rosją, mogłaby wywołać reakcję odwrotną. Rynki akcji mogłyby gwałtownie spaść, a inwestorzy poszukiwaliby bezpiecznych aktywów – złoto mogłoby wyraźnie zyskać na wartości. Ropa naftowa, szczególnie Brent, mogłaby znów osiągać wysokie poziomy cenowe, jeśli wzrośnie ryzyko dalszych zakłóceń w dostawach surowców energetycznych. Od początku sierpnia Brent straciło ponad 8,5% na wartości, a WTI aż 9,7%.. Wczorajsze dane o zapasach ropy wskazały na zwiększenie się zeszłotygodniowych zapasów czarnego złota o 3 mln baryłek. Dodatkowo Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) prognozuje, że do 2026 roku globalna podaż ropy naftowej przewyższy popyt, co może doprowadzić do znacznej nadpodaży na rynku. Fundamenty póki co wskazują na to, że w najbliższym czasie ropa mogłaby dalej tracić na wartości. Natomiast zagrożeniem dla tego jest właśnie niepewność.

Niepewność związana z decyzjami Trumpa – który balansuje pomiędzy presją dyplomatyczną a brakiem realnych działań ekonomicznych – zwiększa zmienność na rynkach. Inwestorzy będą uważnie śledzić nie tylko przebieg szczytu w Anchorage, ale również ewentualne deklaracje dotyczące trójstronnego spotkania z udziałem Putina i Zełenskiego. W krótkim okresie przewaga emocji nad fundamentami może zwiększyć wahania cen aktywów, ale długofalowo to kierunek polityki USA i stanowisko Europy będą kluczowe dla stabilizacji otoczenia geopolitycznego i gospodarki światowej.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

NBP liderem zakupów złota – popyt banków centralnych najwyższy od dekady

0

Złoto w czasach geopolitycznego napięcia i powracającej wojny celnej – odzyskuje swoją pozycję jako filar stabilności. W ciągu ostatnich 12 miesięcy zyskało ponad 37%, a od początku roku niemal 28% (XAU/USD). Cena uncji nadal wysoko, a popyt – zarówno ze strony inwestorów indywidualnych, jak i banków centralnych – osiągnął najwyższy poziom od dekady. Eksperci Tavex podkreślają: złoto nie tylko chroni kapitał, ale daje coś znacznie cenniejszego – poczucie stabilności. Jak inwestować w nie z głową? I czy to wciąż dobry moment na zakup? Tavex odpowiada na pytania, które dziś zadają sobie zarówno doświadczeni gracze, jak i ostrożni debiutanci.

Złoto znów na celowniku inwestorów. Co napędza popyt na metal, który nie zna granic?

W drugim kwartale 2025 roku popyt na złoto osiągnął wartość 132 miliardów dolarów – najwyższą w historii. Choć mogłoby się wydawać, że na fali są dziś kryptowaluty, sztuczna inteligencja i nowe technologie, inwestorzy masowo wracają do najstarszego znanego sposobu ochrony kapitału. Złoto – w formie sztabek, monet i rezerw banków centralnych – przeżywa renesans, potwierdzając swoją rolę jako globalnej waluty pozbawionej ryzyka kredytowego.

Z raportu Światowej Rady Złota wynika, że całkowity popyt na złoto wzrósł o 45% r/r w ujęciu wartościowym. Szczególnie silny był segment inwestycji fizycznych – globalna sprzedaż sztabek i monet osiągnęła 307 ton, co daje 11-procentowy wzrost względem ubiegłego roku. To najmocniejsze pierwsze półrocze od 2013 roku. Równolegle swoją pozycję wzmacniają banki centralne. Choć ich zakupy spowolniły względem I kwartału, wciąż były istotne – 166 ton w Q2 2025. Liderem pozostaje Narodowy Bank Polski. Ponadto, według badania Światowej Rady Złota aż 95% instytucji bankowych na świecie spodziewa się dalszego wzrostu rezerw złota w ciągu najbliższego roku.

Złoto nie generuje bieżących dochodów, ale jego siła tkwi w odporności na zawirowania rynku. Właśnie dlatego zarówno doświadczeni gracze, jak i ostrożni debiutanci coraz częściej włączają je do swojego portfela – komentuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex.

Czemu cały świat zwraca się ku temu królewskiemu kruszcowi? Czy chodzi jedynie o zalety zabezpieczenia przed geopolitycznymi zawirowaniami?

Walory inwestycji w złoto

Korzyści płynące z inwestowania w złoto możemy rozpocząć od kluczowej cechy — zachowanie siły nabywczej, na tle innych aktywów. Na dłuższą metę, złoto zabezpiecza kapitał przed utratą wartości na skutek wysokiego poziomu inflacji. Jednak, co dla nas – Polaków – jest największą przewagą złota ponad innymi formami lokaty? Fakt, że w Polsce złoto inwestycyjne nie podlega podatkom VAT, czyli najprościej jest z niego zwolnione, a po pół roku od zakupu jest zwolnione także z podatku dochodowego. Złoto można łatwo spieniężyć – niezależnie od wartości inwestycji, co daje mu przewagę nad nieruchomościami czy przedmiotami kolekcjonerskimi. Mimo wysokiej płynności, jest to jednak narzędzie przede wszystkim długoterminowe – jego siła ujawnia się w czasie.

Złoto ma ograniczoną podaż i to jest jedna z jego zalet. Co więcej, w odróżnieniu do akcji czy obligacji złoto nie jest narażone na ryzyko niewypłacalności emitenta. Żadna firma czy spółka, realnie nie posiada wpływu na naszą inwestycję. Fizyczne posiadanie złota daje nam poczucie bezpieczeństwa oraz niezależności. Ten metal szlachetny nie jest podporządkowany żadnemu konkretnemu systemowi finansowemu czy polityce monetarnej, dlatego też przez wielu jest nazywany przysłowiową ostoją stabilności — szczególnie w okresach kryzysu – podkreśla Grzegorz Nowakowski, Public Affairs Manager w Tavex.

Z czym trzeba się liczyć, inwestując w złoto?

Patrząc obiektywnie, należy również wspomnieć o istniejących niedogodnościach związanych ze złotem. Na początku wspomnijmy o czymś kluczowym dla większości osób, czyli brak bieżących dochodów. Kruszec ten nie generuje przepływów pieniężnych, zatem korzyści z jego posiadania mają prawo pojawić się jedynie z tytułu wzrostu wyceny. Jest to więc sposób dla cierpliwych inwestorów, którzy mogą sobie pozwolić na „zamrożenie” inwestowanej kwoty.

Dla osób liczących na szybkie zyski nie jest to odpowiednia droga. Zmienność rynku kruszców oraz wahania cen złota, częste obracanie aktywem może powodować straty. Kolejnym z minusów jest forma bezpiecznego przechowywania dóbr. Gdy już za zainwestowane pieniądze otrzymamy sztabkę złota, trzeba strategicznie przemyśleć miejsce skrytki. Dla osób, które nie chcą się martwić posiadaniem złota w domu, banki lub inne podmioty oferują odpłatne skrytki, gdzie możemy przechowywać naszą inwestycję pod odpowiednią ochroną. Jest też inny sposób, lecz on również wiąże się z istotnym wydatkiem — zakup specjalistycznego sejfu do naszego domu. Wtedy wszystko mamy pod ręką, nawet w sytuacji, kiedy musimy działać szybko.

Choć złoto wciąż nie jest wyborem masowym, jego znaczenie systematycznie rośnie. W ubiegłym roku zdecydowało się na nie 13% Polaków – głównie z myślą o długoterminowej ochronie kapitału (46%) i zabezpieczeniu przed inflacją (28%). Co istotne, dla 17% badanych atutem była dostępność inwestycji już od niewielkich kwot. To pokazuje, że złoto – mimo elitarnej reputacji – staje się narzędziem dostępnym dla szerokiego grona inwestorów. W czasach, gdy wartość pieniądza potrafi znikać szybciej niż zaufanie do rynków, warto rozważyć ten sprawdzony od wieków sposób przechowywania wartości.

Historyczne szczyty i gwałtowna korekta – tydzień silnych wahań na rynku złota

Poniedziałek przyniósł spadek ceny złota o 2,5 proc. po deklaracji prezydenta Donalda Trumpa, że złoto nie będzie objęte amerykańskimi cłami. Jeszcze w piątek notowania kruszcu przekroczyły poziom 3 500 dolarów za uncję po tym, jak Amerykańska Służba Celna ogłosiła, że sztabki złota importowane ze Szwajcarii zostaną objęte 39-procentowym cłem. Gdyby Stany Zjednoczone faktycznie zaczęły nakładać cła na fizyczne złoto, oznaczałoby to poważne konsekwencje dla całego globalnego rynku. To segment, w którym Polska pozostaje jednym z aktywnych graczy. Według danych Światowej Rady Złota, w II kwartale Narodowy Bank Polski był największym nabywcą złota spośród wszystkich banków centralnych.

W piątek złoto osiągnęło historyczny rekord cenowy. Cena uncji na rynku terminowym wzrosła do poziomu przekraczającego 3 500 dolarów. Była to reakcja na niespodziewaną decyzję Amerykańskiej Służby Celnej, która zakwalifikowała sztabki złota o masie 1 kilograma i 100 uncji importowane ze Szwajcarii jako towar podlegający 39-proc. cłu. Informacja ta błyskawicznie poruszyła rynki, ponieważ inwestorzy zaczęli kalkulować możliwe skutki ograniczenia podaży fizycznego złota na rynek amerykański. Napięcie nie trwało jednak długo. W poniedziałek prezydent Trump wycofał się z tej interpretacji, co natychmiast przełożyło się na korektę cen. Notowania kontraktów terminowych na złoto spadły o 2,5 proc., a sesja zakończyła się nieznacznie powyżej poziomu 3400 dolarów za uncję. Rynek odreagował równie gwałtownie, jak zareagował wcześniej, choć poziom cen nadal pozostaje wysoki. Cena złota wyrażona w dolarach wzrosła w ciągu ostatnich 12 miesięcy o 36 proc. Złoto, jak wcześniej, potwierdziło swoją pozycję bezpiecznej przystani w czasach niepewności, a popyt inwestycyjny poszybował w obliczu niestabilnej polityki handlowej, napięć geopolitycznych i silnego wzrostu cen.

Ważnym źródłem popytu na złoto pozostają banki centralne. Według danych Światowej Rady Złota za II kwartał najwięcej, bo 19 ton kruszcu zakupił Narodowy Bank Polski. Fundusz Naftowy Azerbejdżanu kupił 16 ton, a do grona głównych nabywców należały też banki centralne Turcji, Kazachstanu i Chin. W sumie banki centralne kupiły w II kwartale 166 ton złota, co oznacza spowolnienie w porównaniu z I kwartałem.

W II kwartale 2025 roku globalny popyt na złoto wzrósł o 3 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2024 roku, osiągając poziom 1 249 ton. Jednocześnie, licząc według wartości, popyt wzrósł aż o 45 proc., do 132 miliardów dolarów, co odzwierciedla rosnące ceny kruszcu. Kluczową rolę odgrywał popyt inwestycyjny, który wzrósł aż o 78 proc., oraz wspomniane już, nieco słabsze niż w I kwartale, zakupy banków centralnych. Najwięcej złota inwestycyjnego kupowano w Chinach i Europie. Za wzrostem stała niepewność gospodarcza, rosnące ceny złota i brak atrakcyjnych alternatyw.

Zakupy złota w postaci sztabek i monet wzrosły globalnie o 11 proc., osiągając najwyższy poziom od 2013 roku. Największy popyt na fizyczne złoto odnotowano w Chinach i Indiach. W USA natomiast nastąpił gwałtowny spadek – zarówno w porównaniu z poprzednim kwartałem, jak i z 2024 rokiem. Popyt na sztabki i monety spadł tam do zaledwie 9 ton, co oznacza najniższy poziom od IV kwartału 2019 roku. W Europie natomiast popyt na złoto jako bezpieczną przystań odbudował się. Wzrost wyniósł 6 proc. wobec poprzedniego kwartału i aż 156 proc. r/r. Fundusze ETF zwiększyły swoje globalne zasoby o kolejne 170 ton, choć to mniej niż w I kwartale, kiedy zakupiły 227 ton.

Silnie spadł natomiast popyt na złotą biżuterię. Spadek o 14 proc. rok do roku, do poziomu 341 ton, to jeden z najniższych wyników od czasu pandemii w 2020 roku. Spadek popytu na całym świecie wynika głównie z rekordowo wysokich cen, które ograniczyły dostępność złota dla konsumentów.

Popyt na złoto w sektorze technologicznym spadł o 2 proc. rok do roku, co wiąże się z niepewnością związaną z taryfami, uderzającą w producentów elektroniki. Mimo to raport Światowej Rady Złota zwraca uwagę na rosnące wykorzystanie złota w mikroprocesorach i serwerach obsługujących rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, co wspiera ten segment mimo ogólnego spadku.

Podaż złota wzrosła o 3 proc. rok do roku co było efektem wzrostu wydobycia (909 ton) oraz recyklingu (347 ton). Największy przyrost produkcji odnotowano w Ghanie, Brazylii, Kanadzie i Uzbekistanie. Spadki miały miejsce w Indonezji i Mali.

W perspektywie kolejnych miesięcy raport zakłada, że wzrost zainteresowania funduszami ETF może się utrzymać, a inwestycje w sztabki i monety pozostaną silne. Inwestycje detaliczne mają pozostać na solidnym poziomie, choć możliwe jest lekkie osłabienie w drugiej połowie roku. Zakupy banków centralnych również mają być kontynuowane, mimo ostatniego spowolnienia. Popyt na biżuterię najprawdopodobniej pozostanie niski ze względu na wysokie ceny, a podaż z recyklingu utrzyma się na stabilnym poziomie, chyba że sytuacja gospodarcza gwałtownie się pogorszy. Wysokie ceny i globalna niepewność mogą nadal wspierać silny rynek złota w 2025 roku.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro

Nvidia i AMD wracają do Chin – w zamian oddadzą 15% przychodów USA

  • Nvidia i AMD odzyskały dostęp do rynku chińskiego, zgadzając się na przekazanie USA opłaty w wysokości 15% od sprzedaży – jest to bezprecedensowy warunek licencyjny.
  • Umowa podnosi przychody w krótkim okresie, ale obniża marże i powoduje, że firmy są narażone na ryzyko związane ze zmiennością w relacjach handlowych między USA a Chinami.
  • Dla inwestorów ryzyko polityczne staje się teraz czynnikiem napędzającym zyski w strategicznych sektorach, takich jak chipy AI.

Nvidia i AMD zabezpieczyły sobie drogę powrotną do chińskiego rynku chipów AI – jednak nie bez poniesienia kosztów. Bezprecedensowo obie firmy zgodziły się przekazać rządowi USA 15% przychodów ze sprzedaży wybranych chipów do Chin w zamian za licencje eksportowe niezbędne do prowadzenia tam działalności.

Jacob Falkencrone, główny strateg inwestycyjny w Saxo podkreśla, że dla Wall Street to nie tylko nietypowa umowa handlowa – to wzorzec pokazujący, jak geopolityka, wyniki finansowe oraz pozycja rynkowa są dziś nierozerwalnie powiązane. Dla inwestorów to rzadka okazja, by na żywo obserwować, jak ryzyko polityczne może przekształcać się zarówno w szansę, jak i w zagrożenie.

Umowa – po części dyplomacja, po części transakcja

Porozumienie pozwala firmie Nvidia sprzedawać swój chip AI H20 oraz AMD swój MI308 w Chinach – produkty specjalnie zaprojektowane tak, aby ominąć wcześniejsze amerykańskie ograniczenia eksportowe. W zamian obie spółki zgodziły się przekazywać Waszyngtonowi 15% przychodów ze wszystkich powiązanych z tym sprzedaży. Żadna amerykańska firma wcześniej nie zgodziła się oddawać części przychodów jako warunku uzyskania licencji eksportowej.

Dla Nvidia stawka jest ogromna. W ostatnim roku fiskalnym spółka wygenerowała w Chinach około 17 miliardów USD – co stanowiło 13% jej globalnych przychodów, natomiast AMD osiągnęło tam przychody w wysokości około 6,2 miliarda USD, czyli 24% swojej sprzedaży. Po zamrożeniu eksportu w kwietniu, umowa pozwala firmom wrócić na chiński rynek. Dla Białego Domu to sposób na kontrolowanie kluczowej technologii i bezpośrednie czerpanie zysków z tej kontroli.

To uderzający przykład, jak globalny dostęp do rynku może dziś wiązać się z opłatą – a poborcą opłaty często bywa rząd, a nie konkurent” – komentuje Jacob Falkencrone.

Umowa została zawarta zaledwie kilka dni po spotkaniu CEO Nvidii, Jensena Huanga, z prezydentem Donaldem Trumpem, co podkreśla transakcyjny charakter polityki handlowej USA. W takim otoczeniu dostęp do rynku nie jest negocjowany tylko w ministerstwach handlu – jest ustalany w Gabinecie Owalnym.

Implikacje dla Nvidii i AMD

Umowa daje natychmiastowy dostęp do rynku, na którym krajowe chińskie chipy AI pozostają w tyle pod względem wydajności. Analitycy szacują, że Nvidia sama może odzyskać około 8 miliardów USD kwartalnie z przychodów, które wcześniej były poza jej zasięgiem.

Jednak cena tej umowy to nie tylko 15% prowizji. Marże ulegną obniżeniu, a ryzyko polityczne nie zniknęło – zyskało po prostu nową cenę. Pekin nadal może wprowadzić własne ograniczenia, a polityka USA może ulec zmianie po kolejnych wyborach. Chińskie media państwowe już oskarżyły chipy Nvidii o potencjalne luki w zabezpieczeniach, ale firma zdecydowanie temu zaprzecza.

Odzyskanie przychodów to nie to samo, co odzyskanie kontroli – zwłaszcza gdy zarówno klient, jak i twój własny rząd mogą w każdej chwili zmienić warunki współpracy” – dodaje Jacob Falkencrone.

Od ryzyka do szansy – perspektywa inwestora

W najbardziej optymistycznym scenariuszu, popyt chiński na chipy H20 i MI308 utrzyma się na wysokim poziomie po 2026 roku, opłata zostanie wchłonięta przez cenę, a rosnące globalne wydatki na infrastrukturę AI utrzymają dynamikę zysków. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz pośredni: sprzedaż odbudowuje się w nadchodzącym roku, ale Pekin przyspiesza produkcję lokalnych chipów, co zawęża okno dochodowe do końca tej dekady.

Jednak prawdziwe ryzyko to nowe napięcia geopolityczne – nowe ograniczenia eksportowe ze strony Waszyngtonu lub odwetowy zakaz Pekinu mogłyby sprawić, że 15% prowizja stanie się nieistotna z dnia na dzień, bo sprzedaż zniknie. To umowa, która kupuje czas, a nie pewność. Zapewnia ona obu firmom krótkoterminowy wzrost przychodów oraz utrzymanie chińskich klientów w swoim ekosystemie, ale jednocześnie powoduje, że polityka rządowa wlicza się w bezpośredni koszt prowadzenia biznesu.

Obecnie nie chodzi wyłącznie o sprzedaż najlepszego chipa – chodzi o umiejętność poruszania się po najbardziej grząskim gruncie politycznym we współczesnym handlu” – mówi Jacob Falkencrone.

Szerszy kontekst – zmieniająca się strategia handlowa

Stworzenie precedensu ma znaczenie. Jeśli Waszyngton uzna tę strategię za udaną, model może zostać zastosowany w innych kluczowych sektorach. W kontekście półprzewodników rentowność i strategiczna autonomia są teraz ściśle związane z klimatem politycznym. Dla inwestorów indywidualnych to przypomnienie, że w przypadku AI i zaawansowanych technologii prognozy zysków są tak samo wrażliwe na negocjacje handlowe, jak na plany rozwoju produktów.

Perspektywy na przyszłość

To, czy stanie się to jednorazowym kompromisem, czy standardowym narzędziem w polityce handlowej USA, określi jego długoterminowy wpływ. Jeśli Chiny odpowiedzą własnymi warunkami lub przyspieszą krajową produkcję chipów, obecna szansa może szybko zniknąć. Oto możliwe scenariusze, które warto rozważyć:

  • Oficjalna reakcja polityczna Pekinu, w szczególności działania na rzecz subsydiowania krajowej produkcji chipów AI.
  • Testowanie tego modelu współpracy przez Biały Dom w innych sektorach opartych na eksporcie.
  • Szerokie czynniki rynkowe, takie jak dane o inflacji z sierpnia i polityka Fed, które mogą wpłynąć na wyceny w dużych firmach technologicznych.

Krótkoterminowe zwycięstwa, choć długoterminowe zasady wciąż są nieustalone

Ta umowa to więcej niż opowieść o wynikach finansowych firm – to obraz nowej globalnej rzeczywistości handlowej, w której granice pełnią funkcję punktów kontrolnych z możliwością negocjacji opłat. Dla Nvidii i AMD krótkoterminowe zwycięstwo jest oczywiste: powrót na kluczowy rynek. Jednak zabezpieczając ten dostęp, sygnalizują, że nawet najbardziej innowacyjne firmy mogą zostać wciągnięte w polityczne spory.

Dla inwestorów kluczową lekcją jest uwzględnianie polityki jako części równania zysków. Przewaga konkurencyjna w tej erze może nie polegać tylko na szybszych chipach, ale na szybszej adaptacji do rzeczywistości politycznej. Firmy, które to opanują, będą tymi, które przetrwają, gdy zasady nieuchronnie znowu się zmienią.

Umowa między Nvidią, AMD a USA podkreśla wagę dywersyfikacji portfela inwestycyjnego, zwłaszcza w kontekście ryzyka politycznego. Sektor AI oferuje ogromny potencjał, ale jest podatny na międzynarodowe napięcia. Inwestując w AI, warto wybierać firmy, które elastycznie adaptują się do zmieniających się warunków. Dodatkowo, warto zainwestować w przedsiębiorstwa działające na różnych rynkach geograficznych oraz w różnych obszarach technologii, takich jak przetwarzanie danych, chmurowe rozwiązania AI czy infrastruktura –  mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Popyt na biura w Krakowie rośnie o 85% – spadek pustostanów do 17,3% i ograniczona podaż

W pierwszej połowie 2025 roku krakowski rynek biurowy wyróżnił się na tle regionów największym wzrostem aktywności najemców. Miasto odnotowało popyt na poziomie 172 000 m kw. – to aż 85% więcej niż rok wcześniej. Z kolei wskaźnik pustostanów spadł do 17,3%, czyli o 2,9 p.p w porównaniu do końca 1 poł. 2024 roku. Na koniec czerwca całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Krakowie wynosiły 1,83 mln kw., przy czym w pierwszym półroczu nie oddano do użytku żadnego nowego biurowca, co wpisuje się w ogólnopolski trend ograniczonej podaży na rynkach regionalnych.

Blisko jedna czwarta całkowitej podaży znajduje się w strefie Centrum (434 700 m kw.), natomiast największa aktywność deweloperów skupia się obecnie w strefie Południowy Zachód oraz Centrum, gdzie powstaje odpowiednio 31 700 m kw. i 24 000 m kw. nowoczesnych powierzchni. Eksperci Savills wskazują, że do końca 2027 roku rynek biurowy w mieście może urosnąć nawet o ok. 100 000 m kw. nowych biur, ale obecnie w trakcie budowy jest 65 200 m kw., a rozpoczęcie budowy kolejnych projektów deweloperzy uzależniają od sytuacji rynkowej.

Największy wpływ na strukturę popytu w I półroczu miały duże renegocjacje umów najmu – odpowiadały one aż za 71% całości transakcji, podczas gdy nowe umowy stanowiły 21%, ekspansje 7%, a pre-lety pozostają marginalne z 1% udziałem. Średni wolumen renegocjowanych powierzchni osiągnął prawie 3000 m kw., co odzwierciedla niski poziom nowej podaży oraz ostrożność najemców połączoną z kalkulacją kosztów na urządzanie nowego biura.

Na koniec czerwca w Krakowie dostępnych było 317 500 m kw. wolnej powierzchni, co daje współczynnik pustostanów na poziomie 17,3%. Najniższy poziom pustostanów utrzymuje się w centralnej części miasta (jedynie 7%), natomiast w pozostałych strefach wskaźnik ten dochodzi nawet do 25%. Warto dodać, że niemal jedna czwarta wolnej powierzchni, pochodzi z budynków oddanych na rynek po 2020 roku.

Stawki czynszów za najlepsze biura w Krakowie znajdują się w przedziale 14-17 EUR/m kw./miesiąc, a w najbardziej prestiżowych projektach sięgają nawet 19,50 EUR/m kw./miesiąc. Wzrost czynszów w najatrakcyjniejszych projektach jest równoważony najemcom w postaci bogatszych pakietów zachęt, takich jak zwolnienia z czynszu, czy większe budżety na aranżacje.

Z perspektywy najemców, krakowski rynek oferuje dziś bardzo ograniczony wybór w najwyższej klasie biurowców, zwłaszcza w ścisłym centrum. W wyniku niskiej nowej podaży oraz coraz większej świadomości najemców co do kosztów urządzania nowego biura, obserwujemy wysoki udział renegocjacji. Stopniowy spadek pustostanów wywołuje presję na wzrost czynszów, który częściowo kompensowany jest dla najemców przez bogatsze pakiety zachęt. Najemcy w Krakowie, zwłaszcza z sektorów usług biznesowych czy nowych technologii, coraz większą wagę przywiązują do jakości powierzchni, elastyczności umów oraz możliwości długoterminowej ekspansji w jednym obiekcie. To czynniki, które będą kształtowały konkurencję między właścicielami w kolejnych latach – mówi Jarosław Pilch, Head of Tenant Representation, Savills.

Ograniczona nowa podaż przy stabilnym popycie w nadchodzących kwartałach, najprawdopodobniej będzie prowadzić do dalszego spadku pustostanów i stopniowego wzrostu czynszów, zwłaszcza w projektach zlokalizowanych w centrum i najlepiej skomunikowanych z resztą miasta.

Kraków utrzymuje status lidera rynku biurowego wśród polskich miast regionalnych. Tak silny wzrost popytu, przy zerowej nowej podaży w I półroczu i ograniczonej aktywności deweloperskiej w całym 2025 roku sprzyja właścicielom i już teraz przekłada się na spadek pustostanów oraz rosnące czynsze. Kluczowe transakcje to duże renegocjacje, które wskazują na szczególną zdolność miasta do utrzymywania obecnych najemców i są prognostykiem długoterminowej stabilizacji rynku. Skutkiem tej sytuacji będzie najprawdopodobniej wzrost aktywności deweloperów w kolejnych latach – dodaje Wojciech Mazur, Associate Kraków Region, Savills.

Popyt na biura w Trójmieście rośnie o 5% w pierwszej połowie 2025 r.

Pomimo chwilowego wyhamowania nowej podaży, fundamenty trójmiejskiego rynku biurowego pozostają mocne, o czym świadczy wzrost aktywności deweloperskiej o 40% rok do roku. Pierwsze półrocze 2025 roku zdefiniowała zmiana w strukturze popytu, w której kluczową siłą stały się renegocjacje umów, potwierdzając przywiązanie najemców do Trójmiasta. Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w regionie na koniec czerwca wyniosły 1,07 mln m kw.

Zgodnie z najnowszym raportem międzynarodowej firmy doradczej Savills, w pierwszej połowie roku popyt na biura w Trójmieście wyniósł 53 400 m kw., co stanowi wzrost o 5% w porównaniu z analogicznym okresem w 2024 roku. Aktywność najemców była stabilna i równomiernie rozłożona pomiędzy kwartałami – 26 400 m kw. wynajęto w I kwartale i 27 000 m kw. w II.

Kluczowa zmiana zaszła w strukturze zawieranych transakcji, gdzie renegocjacje zdominowały popyt, stanowiąc aż 55% jego wolumenu. Jest to odwrócenie trendu z pierwszej połowy 2024 roku, kiedy to nowe umowy odpowiadały za 54% popytu. Co więcej, renegocjowane umowy w 1 poł. 2025 roku dotyczyły znacznie większych powierzchni – średnio 2400 m kw. – podczas gdy nowe umowy opiewały na średnio 830 m kw.

Fakt, że ponad połowa wszystkich transakcji to renegocjacje, pokazuje, że firmy stawiają dziś na bezpieczeństwo i przewidywalność, odkładając na później kosztowne przeprowadzki. Część najemców nie tylko zostaje w swoich biurach, ale przy okazji optymalizuje zajmowaną powierzchnię. Choć obecnie daje to firmom silną kartę w negocjacjach z właścicielami, rynek najemcy nie będzie trwał wiecznie. Cisza po stronie nowej podaży to zapowiedź przyszłych wyzwań, zwłaszcza dla dużych najemców poszukujących nowoczesnej przestrzeni do rozwoju – komentuje Wioleta Wojtczak, Head of Research, Savills Polska.

W okresie od stycznia do końca czerwca na trójmiejski rynek nie dostarczono żadnego nowego budynku biurowego. Mimo to, aktywność deweloperska rośnie – na koniec czerwca w budowie znajdowało się 32 200 m kw. powierzchni, co oznacza wzrost o 40% rok do roku. Wszystkie realizowane obecnie inwestycje zlokalizowane są w Gdańsku, a największą z nich jest projekt PUNKT firmy Torus (12 000 m kw.). Należy jednak zaznaczyć, że ze względu na wyzwania związane z komercjalizacją i finansowaniem, część planowanych projektów biurowych została wstrzymana. Gdyby wszystkie plany deweloperów doszły do skutku, do końca 2027 roku rynek w Gdańsku, Gdyni i Sopocie urósłby nawet o 80 000 m kw. nowoczesnej powierzchni.

Trójmiejski rynek biurowy zdaje się stabilizować po okresie dynamicznego rozwoju. Choć w pierwszym półroczu nie oddano żadnych nowych budynków, to potencjał rozwojowy pozostaje duży, o czym świadczy wzrost o 40% wolumenu powierzchni w budowie. Kluczowe jest zróżnicowanie rynku. Podczas gdy Gdynia mierzy się z wysokim wskaźnikiem pustostanów na poziomie 23,6%, Gdańsk z wynikiem 9,2% pozostaje zdrowym i chłonnym rynkiem. To właśnie tam koncentruje się nowa aktywność deweloperska i niemal cały popyt. Przewidujemy, że w najbliższych latach ograniczona nowa podaż, w połączeniu ze stabilnym popytem, doprowadzi do spadku wskaźnika pustostanów i stworzy presję na wzrost czynszów, szczególnie w najlepiej zlokalizowanych i nowoczesnych budynkach w Gdańsku – mówi Piotr Skuza, Associate Director w dziale powierzchni biurowych Savills w Trójmieście.

Na koniec czerwca w Trójmieście dostępnych do wynajęcia było 135 100 m kw. biur, co przełożyło się na wskaźnik pustostanów na poziomie 12,7%, czyli o 20 punktów bazowych wyższym niż rok wcześniej. Widać jednak wyraźne zróżnicowanie między miastami – w Gdańsku wskaźnik pustostanów wynosi 9,2% (74 100 m kw. wakatów), podczas gdy w Gdyni sięga on 23,6% (54 500 m kw.). Pozytywnym sygnałem dla najemców jest stabilizacja czynszów, które w budynkach klasy A utrzymują się na poziomie 13,00-15,00 EUR za m kw. miesięcznie.

Rynek biurowy w Poznaniu w pierwszej połowie 2025 roku

0

Łączna powierzchnia nowoczesnych biur w Poznaniu przekracza już 678 000 m kw. i w pierwszej połowie roku minimalnie wzrosła. Poznań był jedynym regionalnym miastem w Polsce, w którym odnotowano nową podaż, która w dodatku była wyjątkowo skromna i wyniosła zaledwie 2400 m kw. Aktywność najemców utrzymuje się na wysokim poziomie – do końca czerwca wynajęto ponad 32 000 m kw., co oznacza wzrost popytu o 4% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego.

Zasoby biurowe w Poznaniu koncentrują się przede wszystkim w trzech głównych strefach: Centrum (44% podaży), Zachód (30%) i Wschód (14%). W pierwszych dwóch obszarach znajduje się także większość dostępnej powierzchni – te dwie lokalizacje skupiają aż 85% pustostanów miasta, a wskaźnik pustostanów w Poznaniu wyniósł 14,8%, co oznacza wzrost o 0,9 p.p r/r.

Aktualnie w stolicy Wielkopolski w budowie jest ponad 52 000 m kw. powierzchni, z czego 5500 m kw. zostanie oddane jeszcze w tym roku. Pozostała powierzchnia pojawi się na rynku w 2026 roku, w tym planowane ukończenie projektu AND2 (37 800 m kw.). To pozwala z optymizmem patrzeć na przyszłość rynku oraz oczekiwać stopniowej równowagi między popytem a podażą, która może być odzwierciedlona w spadku dostępnej powierzchni w przyszłości.

Czynsze dla powierzchni klasy A utrzymują się na stabilnym poziomie 13-17 EUR/m kw./miesiąc, przy czym w najlepszych projektach i lokalizacjach sięgają wartości nawet do 19 EUR. Najemcy ponoszą również koszty eksploatacyjne na poziomie 20–35 PLN/m kw./miesiąc.

Stolica Wielkopolski umacnia pozycję jako ważny regionalny rynek biurowy. Stabilna aktywność najemców potwierdza, że Poznań postrzegany jest jako miasto o znaczącym potencjale rozwoju. Choć obecnie nowa podaż pozostaje umiarkowana, perspektywa najbliższych 2 lat napawa optymizmem. Coraz większy wybór powierzchni w nowoczesnych projektach daje najemcom komfort i możliwości optymalizacji przestrzeni, co jest kluczowe w dobie dynamicznych zmian na rynku – mówi Mateusz Jakubowicz, Regional Manager Poznań w Savills.

Z perspektywy najemców, sytuacja na poznańskim rynku biurowym również wygląda obiecująco. Jarosław Pilch, Head of Tenant Representation w Savills, podkreśla:

W Poznaniu widzimy rosnącą selektywność najemców. Firmy coraz większą wagę przywiązują do zaawansowanych technologicznie budynków, które zapewniają wysoki standard wykończenia oraz możliwość elastycznej aranżacji przestrzeni. Wzrost kosztów związanych z aranżacją biur oraz presja czynszowa powodują z kolei, że proces negocjacji staje się bardzo istotny dla efektywnego zarządzania budżetem. Poznań pozostaje atrakcyjną lokalizacją zarówno dla firm krajowych, jak i międzynarodowych.

Wrocławski rynek biurowy H1 2025: wysoka aktywność najemców i rosnące pustostany

Wrocławski rynek biurowy w pierwszej połowie 2025 roku odnotował wyjątkowo wysoką aktywność najemców, którzy najczęściej przedłużali umowy najmu. Pomimo braku nowej podaży, odnotowany został wzrost pustostanów. Łączne zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej wynoszą 1,35 mln m kw., z czego aż 36% przypada na strefę centralną miasta. W budowie pozostaje mniej niż 20 000 m kw., co stanowi aż 52% spadek r/r.

W pierwszym półroczu popyt najemców wzrósł o ponad 50% r/r i osiągnął poziom 80 700 m kw., co odpowiada 21% całkowitej aktywności na regionalnych rynkach biurowych w Polsce. Największy wolumen transakcji odnotowano w strefie Zachód (44%), następnie w Centrum (30%) i Południe (21%).

Struktura transakcji potwierdza wysoki poziom renegocjacji (51% wolumenu), podczas gdy nowe umowy stanowiły 34%, ekspansje 9%, a umowy przednajmu w projektach w budowie 6%. Coraz więcej firm decyduje się na mniejsze powierzchnie – ponad 20 nowych najemców wybrało moduły o powierzchni 100-500 m kw., a średnia wielkość nowej transakcji wyniosła nieco poniżej 800 m kw.

Na koniec czerwca wrocławski rynek oferował 277 700 m kw. wolnej powierzchni, co przekłada się na wskaźnik pustostanów sięgający 20,5% – to wzrost o 2,3 p.p r/r, który oznacza jeden z najwyższych poziomów w kraju. Najwięcej dostępnej powierzchni znajduje się w strefie Centrum, gdzie wskaźnik pustostanów wynosi aż 23% oraz w strefie Zachód (21,5%). Najniższe poziomy obserwowano w strefach Południe (16,8%) i Północny Wschód. (15,8%).

Czynsze za powierzchnię biurową klasy A na rynku wrocławskim wahają się w przedziale 14-16,5 EUR/m kw./miesiąc. Dodatkowo, w nowych inwestycjach rośnie skala pakietów zachęt dla najemców, co pozwala zniwelować skutki wzrostu oczekiwań właścicieli w kwestii czynszów. Koszty eksploatacyjne utrzymują się na poziomie 19-30 PLN/m kw./miesiąc.

Wrocław niezmiennie potwierdza rolę jednego z filarów regionalnych rynków biurowych. Aktywność najemców w pierwszej połowie roku skupiła się na przedłużaniu umów najmu oraz ich renegocjacjach. Mimo braku nowej podaży zanotowaliśmy jednak wyraźny wzrost pustostanów. Najemcy coraz większą wagę przykładają do jakości budynków, elastyczności wynajmowanej przestrzeni i efektywności kosztowej. Obserwujemy także większą aktywność firm z sektora nowoczesnych usług biznesowych i IT, które szukają kompaktowych, energooszczędnych powierzchni w dobrze skomunikowanych lokalizacjach. Przed nami okres optymalizacji portfeli przez właścicieli i dalsza koncentracja rynku wokół najlepiej zarządzanych obiektówWioleta Wojtczak, Head of Research, Savills Polska.

Eksperci Savills prognozują, że w najbliższych kwartałach na wrocławskim rynku popyt pozostanie na wysokim poziomie i będzie można zaobserwować więcej nowych najmów. To w połączeniu z ograniczoną podażą, zwłaszcza w 2026 roku, spowoduje spadek dostępnej powierzchni. Najemcy zainteresowani biurami najwyższej klasy będą musieli podejmować szybkie i zdecydowane kroki w celu zabezpieczenia swoich planów.

Dla najemców obecna sytuacja na rynku wrocławskim przynosi szereg nowych możliwości. Szeroki wybór powierzchni, pakiety zachęt ze strony właścicieli oraz presja na jak najwyższą jakość biura sprawiają, że mają dziś oni silną pozycję przetargową. Jednocześnie coraz większym wyzwaniem staje się zarówno efektywne zaplanowanie nowego biura, z uwzględnieniem kosztów fit-outu i oczekiwań pracowników, jak i elastyczność umów pozwalająca optymalnie zarządzać przestrzenią w szybko zmieniającym się otoczeniu biznesowym. Nowe kontrakty na mniejsze, lepiej dopasowane moduły biurowe to wyraźny trend, który zyskuje na znaczeniuJarosław Pilch, Head of Tenant Representation, Savills.

Spadek deficytu handlowego USA. Indyjska rupia pod presją

Sukces amerykańskiej polityki widać, chociaż w danych o deficycie handlowym. Nie wiadomo jednak, czy jest to zasługa ceł, czy słabości dolara. Rupia indyjska znajduje się pod presją w związku z ultimatum Trumpa na Rosję, a izraelska szekla ma przed sobą słabsze perspektywy.

Polityka Trumpa skuteczna

Poznaliśmy wczoraj dane na temat wymiany handlowej USA. Bilans handlu zagranicznego wypadł słabiej, niż prognozowano i wyniósł w czerwcu 60,2 mld USD. Oznacza to, że był niższy nie tylko od oczekiwań, ale przede wszystkim najniższy od sierpnia 2023. Pokazuje to skuteczność obecnych działań. Z drugiej strony można też spojrzeć na dane cząstkowe. W czerwcu eksport wcale nie rósł. Po prostu import spadł znacznie bardziej. Wielu obserwatorów wskazuje na fakt, że firmy zmniejszyły dostawy do minimum, by optymalizować stawki ceł. Może to oznaczać, że więcej towaru trafi do USA po podpisaniu umów handlowych i wynik po raz kolejny się pogorszy. Nie brakuje również głosów, że za równoważeniem handlowym stoją nie tylko działania administracji, ale przede wszystkim bardzo duży spadek wartości dolara. Przy tak słabej walucie import stał się relatywnie bardzo drogi, co z pewnością go ogranicza. Z drugiej strony tani dolar wspiera amerykańskich eksporterów.

Indie nie zmieniają stóp procentowych

Indyjska rupia jest ostatnio pod sporą presją. Wczorajszy brak obniżek stóp procentowych pomimo silnie spadającej inflacji nie zmienił tej sytuacji. Główny wskaźnik ma wartość 5,5%, z kolei poziom wzrostu cen wynosi zaledwie 2,1%. Oznacza to, że główna stopa procentowa jest niemal 3,5% wyższa od inflacji. Jest to wyjątkowo wysoki parametr w porównaniu do innych państw. Porównywalny wynik mają z głównych gospodarek tylko Chiny, w których spowolnienie gospodarcze powoduje, że inflacja niemal nie istnieje. Indie jednak są pod silną polityczną presją obecnie z USA. Kraj ten jest bardzo zaangażowany w reeksportowanie rosyjskich surowców energetycznych. Wygląda na to, że jeżeli Rosja nie wstrzyma działań wojennych do końca tygodnia, sankcjami zostaną objęte również państwa, które reeksportują towary z tego kraju. Byłby to bardzo bolesny cios dla tamtejszej gospodarki. Rezygnacja z rosyjskiej ropy też nie będzie łatwa.

Słabość izraelskiej szekli

Ostatnie dni nie są łaskawe dla izraelskiej szekli. Dla tamtejszej giełdy również nie. Powoli dochodzimy do etapu, gdzie wydarzenia geopolityczne zaczynają wpływać na gospodarkę. Warto w tym miejscu również dodać 15% cła na eksport towarów do USA, które dodatkowo pogarszają sprawę. W przypadku szekli izraelskiej należy zwrócić również uwagę na sytuację na stopach procentowych. Główny wskaźnik wynosi bowiem 4,5%, a inflacja pomimo lekkiego wzrostu w lipcu wynosi 3,3%. Oznacza to, że jest przestrzeń na cięcia stóp. Gdyby do nich doszło, szekla izraelska, która od początku miesiąca staniała z 1,10 zł na 1,07 zł może tracić dalej na wartości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Autor: Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Akcje, obligacje, złoto – co wybrać przy oczekiwanych cięciach stóp w USA?

  • Osłabienie danych z rynku pracy może skłonić Fed do zmiany stanowiska, a rynki obecnie czekają na obniżki stóp procentowych we wrześniu. Taki scenariusz może istotnie przedefiniować makroekonomiczne podejście do alokacji kapitału w różnych klasach aktywów.
  • Spadające stopy procentowe zazwyczaj wspierają spółki wzrostowe, obligacje, złoto oraz strategie dochodowe. Jednak utrzymujące się ryzyko inflacyjne sprawia, że selektywność w doborze aktywów pozostaje kluczowa.
  • To może być rzadka okazja do repozycjonowania portfeli – z uwzględnieniem równowagi między dochodowością, defensywnością a wrażliwością na zmiany stóp, w przededniu nowego cyklu polityki pieniężnej.

Jak podsumowuje Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo,  po długim okresie podwyższonych stóp procentowych, mających na celu opanowanie inflacji, pojawiające się oznaki spowolnienia gospodarczego oraz słabsze dane z rynku pracy powodują zmianę oczekiwań. Inwestorzy coraz bardziej wierzą, że Federalny Komitet ds. Operacji Otwartego Rynku (FOMC) przygotowuje się do złagodzenia polityki – potencjalnie już we wrześniu.

Kontrakty terminowe na fundusze Fed wskazują obecnie na ponad dwie obniżki stóp procentowych w nadchodzących kwartałach. Dochodowość obligacji rządowych spadła, rynki akcji się dostosowują, a amerykański dolar zaczął tracić na wartości. Dla inwestorów to już nie tylko kwestia tego, czy dojdzie do obniżek stóp, ale jak dostosować portfele inwestycyjne do zmieniającego się cyklu.

Akcje: co posiadać, gdy stopy procentowe spadają

Spadające stopy procentowe zwykle wspierają wyceny akcji, jednak efekt ten nie rozkłada się równomiernie. W kontekście zmiany kierunku polityki pieniężnej na znaczeniu zyskują selekcja sektorów, styl inwestycyjny oraz jakość aktywów

Oto strategiczne podejście do inwestowania w akcje:

Zwiększ udział spółek wzrostowych – ale selektywnie

Sektor technologiczny, a także inne sektory z długim okresem wzrostu zazwyczaj zyskują najwięcej przy niższych stopach procentowych, które zwiększają wartość przyszłych zysków, co sprzyja firmom o wysokim potencjale wzrostu. Inwestorzy muszą jednak być selektywni: niektóre duże spółki technologiczne mają już w wycenach bardzo optymistyczne założenia co do wyników.

Ruch w kierunku opóźnionych spółek cyklicznych

Jeśli cięcia stóp procentowych przyczynią się do skutecznego ustabilizowania oczekiwań dotyczących wzrostu gospodarczego, sektory bardziej wrażliwe na warunki ekonomiczne, takie jak małe spółki czy sektor finansowy i przemysłowy, mogą odnotować lepsze wyniki. Pozostawały w tyle za szerszym rajdem i mogą skorzystać na poprawie warunków finansowych.

Malejące stopy procentowe zwykle wspierają wyceny akcji, ale ich wpływ nie jest jednolity. W miarę jak polityka pieniężna zmienia kierunek, coraz większe znaczenie mają sektor, styl inwestycyjny i jakość spółek.

Postaw na dochód z akcji

Gdy dochodowość obligacji spada, rentowność dywidend staje się bardziej atrakcyjna, ponieważ inwestorzy szukają alternatywnych źródeł dochodu. Sektory takie jak, przedsiębiorstwa użyteczności publicznej, infrastruktura i spółki dywidendowe mogą przyciągnąć kapitał nastawiony na dochód. Warto rozważyć rotację do sektorów oferujących zarówno stabilność, jak i zrównoważone wskaźniki wypłat.

Taktyczne wykorzystanie wrażliwości na stopy procentowe w realnych aktywach

REIT-y i deweloperzy mieszkaniowi to jedne z najbardziej wrażliwych na zmiany stóp procentowych segmenty rynku akcji. REIT-y logistyczne zyskują na znaczeniu w związku z przekształceniami globalnych łańcuchów dostaw, a REIT-y centrów danych odpowiadają na rosnący popyt związany z infrastrukturą dla AI. Spółki skoncentrowane na rynku mieszkaniowym oraz deweloperzy mogą dodatkowo zyskać na malejących stopach kredytów hipotecznych i dostępności mieszkań.

Podkreślenie defensywności marży

Cła i ograniczenia po stronie podaży mogą utrzymywać inflację na wysokim poziomie, co zwiększa ryzyko stagflacji. W takim przypadku siła cenowa i jakość operacyjna stają się kluczowymi czynnikami konkurencyjności.

W warunkach spowolnienia gospodarczego firmy w dobrej kondycji finansowej, z siłą cenową i dyscypliną operacyjną, są lepiej przygotowane do przetrwania. Defensywne sektory, takie jak opieka zdrowotna i podstawowe produkty konsumpcyjne, a także wybrane sektory przemysłowe, mogą oferować kombinację odporności na zmienność rynkową oraz potencjału wzrostowego. Jednak ryzyko związane z polityką pozostaje – na przykład, cła mogą wywierać presję na ceny konsumenckie, a potencjalne obniżki cen leków mogą stanowić wyzwanie dla perspektyw zysków firm farmaceutycznych.

Rozważenie wpływu kursu walut na globalne portfele

Cięcia stóp procentowych przez Fed często prowadzą do osłabienia USD, ale przy rosnącym poziomie długu USA oraz nadchodzącej niepewności politycznej, osłabienie USD może być w tym cyklu bardziej strukturalne. Dla inwestorów bez ekspozycji na USD, może to wpłynąć na zwroty z amerykańskich akcji. Strategie zabezpieczania walutowego mogą pomóc w zarządzaniu tą ekspozycją.

Obligacje: od dochodowości do całkowitej stopy zwrotu

Redukcje stóp procentowych historycznie stanowiły pozytywny katalizator dla obligacji, szczególnie tych o średnim i długim okresie zapadalności. Gdy dochodowość spada, ceny obligacji rosną, oprócz dochodu generując zyski kapitałowe. Gdzie warto ulokować kapitał:

Wybór optymalny: obligacje średnioterminowe (5–10 lat)

Obligacje te zapewniają równowagę między wrażliwością na malejące stopy procentowe a odpornością na zmienność na końcu krzywej. Inwestorzy często wykorzystują ETF-y obligacji rządowych lub korporacyjnych o średnim terminie zapadalności jako część swojej podstawowej ekspozycji na obligacje.

Szukanie bezpiecznego zysku: obligacje o ratingu inwestycyjnym

Obligacje korporacyjne o ratingu inwestycyjnym wciąż oferują atrakcyjne dochody przy stosunkowo niskim ryzyku kredytowym. Mogą one zwiększyć potencjał dochodowy i poprawić jakość alokacji w instrumenty o stałym dochodzie, zwłaszcza w okresie malejących stóp procentowych.

Zwiększenie dochodu w ujęciu taktycznym: krótkoterminowe obligacje wysokodochodowe

Obligacje wysokodochodowe o krótkiej zapadalności mogą oferować wyższe dochody bez ryzyka długoterminowych zmian stóp procentowych. Mogą służyć jako taktyczne uzupełnienie portfeli dla inwestorów poszukujących lepszego dochodu przy jednoczesnym utrzymywaniu krótkiej zapadalności.

Pozycjonowanie się na odbicie krzywej dochodowości: strategie typu „steepener”

Gdy Rezerwa Federalna zaczyna obniżać stopy procentowe, krótkoterminowe stopy procentowe zazwyczaj maleją szybciej niż długoterminowe. Może to spowodować, że krzywa dochodowości – czyli różnica między rentownościami obligacji krótkoterminowych i długoterminowych – zacznie się „wypiętrzać” w kierunku bardziej normalnego kształtu. Inwestorzy mogą się na to przygotować poprzez:

  • ETF-y typu steepener, które korzystają na zwiększającej się różnicy między rentownościami obligacji krótkoterminowych i długoterminowych;
  • Drabiny obligacyjne (bond ladders), czyli strategię polegającą na zakupie obligacji o zróżnicowanych terminach zapadalności (np. 1, 3, 5 i 10 lat), co pozwala zarządzać ryzykiem reinwestycji i potencjalnie korzystać na wypiętrzaniu się krzywej.

Te strategie mają na celu nie tylko zyskiwanie na malejących stopach procentowych, ale także na tym, jak różne części rynku obligacji reagują z różną prędkością.

Podsumowując, przy dochodowościach wciąż na wysokim poziomie oraz rosnącym wsparciu politycznym, obligacje stają się coraz bardziej atrakcyjne jako narzędzie nie tylko ochrony kapitału, ale również jako źródło istotnego całkowitego zwrotu.

Rzeczowe aktywa trwałe: zabezpieczenie z potencjałem wzrostu

Rzeczowe aktywa trwałe mogą skutecznie uzupełniać tradycyjne portfele podczas cykli łagodzenia polityki monetarnej, szczególnie w kontekście ryzyka inflacyjnego i walutowego. Oto, jak warto rozważyć ich pozycjonowanie:

Przeznaczenie środków na złoto jako zabezpieczenie

Złoto zazwyczaj dobrze sobie radzi, gdy realne stopy procentowe spadają, a dolar się osłabia. Według Charu Chanana złoto może stanowić bezpieczną przystań dla kapitału oraz pełnić funkcję zabezpieczenia przed ryzykiem błędów w polityce gospodarczej, nagłymi wzrostami inflacji czy napięciami geopolitycznymi. Dla inwestorów akceptujących wyższą zmienność, srebro może być alternatywą, ponieważ często porusza się w tym samym kierunku co złoto, ale z większymi wahaniami. Ze względu na mieszane zapotrzebowanie na metale przemysłowe i szlachetne, srebro może zyskać więcej, jeśli globalny wzrost utrzyma się.

Infrastruktura dla dochodu i odporności

Aktywa infrastrukturalne – zwłaszcza te powiązane z regulowanymi przedsiębiorstwami użyteczności publicznej lub generujące dochody indeksowane do inflacji – mogą zyskiwać na niższych stopach procentowych, przyciągając kapitał poszukujący stabilnego, długoterminowego dochodu. Notowane na giełdzie fundusze i ETF-y infrastrukturalne oferują zdywersyfikowaną ekspozycję na ten segment rynku.

Te strategie dotyczące aktywów rzeczowych mogą poprawić dywersyfikację portfela, jednocześnie oferując zabezpieczenie przed inflacją i zmiennością, gdy cykl gospodarczy się zmienia.

Podsumowanie

Choć Fed jeszcze nie obniżył stóp procentowych, reakcja rynków wyprzedza działania banku centralnego. Dla inwestorów okazja leży w odpowiednim pozycjonowaniu się przed przewidywaną zmianą: równoważeniu ekspozycji na różne klasy aktywów, koncentrowaniu się na jakości w obrębie segmentu akcji, selektywnym wydłużaniu okresu zapadalności obligacji oraz rozważeniu aktywów rzeczowych zarówno jako elementów dywersyfikacji, jak i zabezpieczeń.

– Spodziewane obniżki stóp procentowych przez Fed otwierają nowe możliwości w obszarze obligacji, zwłaszcza tych o średnim terminie zapadalności. W środowisku zmieniającej się polityki monetarnej dywersyfikacja portfela nabiera jeszcze większego znaczenia – nie tylko dla ochrony kapitału, ale też dla wykorzystania potencjału różnych klas aktywów. Inwestorzy, którzy chcą odpowiednio ustawić się na ten cykl, powinni rozważyć większy udział instrumentów dłużnych, surowców defensywnych oraz ETF-ów tematycznych. Warto zwrócić szczególną uwagę na strategie i narzędzia, które pomagają podejmować trafne decyzje inwestycyjne w dynamicznych warunkach rynkowych. W tym czasie kluczowe staje się świadome zarządzanie ryzykiem i bieżące monitorowanie sygnałów płynących z banków centralnych – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo Banku w Polsce.

Rynek luksusowych nieruchomości w Warszawie: lokalni milionerzy napędzają popyt

Warszawa coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność na mapie miast, w których luksus staje się realnym i dostrzegalnym zjawiskiem. Jak pokazuje raport Henley & Partners, Polska – z Warszawą na czele – znajduje się w gronie najszybciej rozwijających się rynków klientów premium na świecie, notując wzrost liczby osób zamożnych o 83% w ciągu ostatniej dekady.

Eksperci CBRE wskazują, że popyt na luksusowe nieruchomości w Warszawie napędzany jest głównie przez lokalnych przedsiębiorców i osoby zamożne, a nie przez kapitał zagraniczny. To odróżnia stolicę Polski od zachodnioeuropejskich metropolii, gdzie rynek luksusowy często opiera się na międzynarodowych inwestorach i globalnych trendach. W Warszawie luksus dopiero się kształtuje – nie obserwujemy jeszcze zjawisk typowych dla bardziej rozwiniętych rynków, takich jak nieruchomości sygnowane przez znane marki modowe czy posiadanie rezydencji w kilku miastach świata, w których prowadzi się działalność biznesową. Pod tym względem bliżej nam dziś do Pragi czy Budapesztu niż do Paryża czy Londynu. Rynki luksusowe w Europie Środkowo-Wschodniej rozwijają się w podobnym tempie i wciąż są zdominowane przez lokalny kapitał. Choć każda z tych stolic ma swoją specyfikę, łączy je fakt, że luksus nie jest jeszcze zjawiskiem masowym, a raczej niszowym segmentem rynku, który dopiero buduje swoją tożsamość i prestiż.

Mimo to, w stolicy można już wskazać konkretne lokalizacje, które spełniają kryteria rynku premium. Śródmieście, okolice Łazienek Królewskich oraz najbardziej prestiżowe części Powiśla to miejsca, gdzie luksusowe inwestycje stają się coraz bardziej widoczne. Ceny ofertowe w tych lokalizacjach mogą sięgać nawet powyżej 20 milionów złotych za największe lokale, a stawki za metr kwadratowy w jednostkowych przypadkach przekraczają 70–80 tysięcy złotych. Co istotne, w najbardziej eleganckich budynkach w Warszawie odnotowujemy nadal wiele transakcji, w których powierzchnia apartamentów jest znacznie mniejsza niż w analogicznych inwestycjach zagranicznych – często nie przekracza 50 m² – przy wysokiej cenie za metr kwadratowy. Ewidentny jest więc wzrost znaczenia klasy średniej, która jest w stanie zainwestować dużą sumę w nieduże mieszkanie – mówi Katarzyna Borkowska, Head of Residential Sales and Letting, Signature Estates, CBRE.

Warszawa ma przed sobą długą drogę, by dołączyć do grona globalnych centrów luksusu, jednak kierunek rozwoju jest wyraźny. Wzrost liczby milionerów, rosnące aspiracje osób o wysokim statusie majątkowym oraz zmieniające się oczekiwania co do jakości życia i przestrzeni mieszkaniowej sprawiają, że stolica Polski staje się coraz bardziej atrakcyjna dla segmentu premium. Warszawa nie konkuruje jeszcze z Mediolanem czy Zurychem, ale buduje własną definicję luksusu – bardziej lokalną, świadomą i osadzoną w realiach dynamicznie rozwijającego się rynku.

Jak uniknąć błędów przy obsadzaniu stanowisk menedżerskich

Promować pracownika z wewnątrz organizacji czy zatrudnić specjalistę z rynku – to pytanie, które zadaje sobie wiele firm, zwłaszcza gdy chodzi o obsadzenie stanowiska o strategicznym znaczeniu. Eksperci Gi Group Holding podkreślają, że nie ma jednej, uniwersalnej odpowiedzi – decyzja zależy od dostępnych w firmie kompetencji, dynamiki zespołu, celów biznesowych, a także od kosztów, nie tylko finansowych.

Nowe kompetencje, nowe pomysły – siła rekrutacji zewnętrznej

Rekrutacja osoby z zewnątrz daje dostęp do szerszego grona kandydatów i umożliwia pozyskanie unikalnych kompetencji, których brakuje wewnątrz organizacji, szczególnie w obszarach wymagających specjalistycznej wiedzy lub doświadczenia. Często oznacza również pozyskanie nowej energii, inspiracji oraz gotowości do zmiany dotychczasowych sposobów działania – zatrudnienie osoby z zewnątrz może przyczynić się do przyspieszenia procesów transformacyjnych oraz wzrostu innowacyjności zespołu. W wielu przypadkach pozwala to także uniknąć napięć związanych z awansami wewnętrznymi – zwłaszcza gdy o stanowisko ubiega się kilku równie dobrze ocenianych pracowników.

Z perspektywy długofalowej strategii HR, zewnętrzna rekrutacja to nie tylko sposób na uzupełnianie luk kompetencyjnych, lecz także skuteczne narzędzie budowania kultury organizacyjnej otwartej na zmianę, różnorodność doświadczeń i ciągłe doskonalenie.

Osoby pozyskane z rynku często potrafią dostrzec obszary wymagające usprawnień, które dla osób od lat pracujących w danej firmie mogą być niewidoczne. To właśnie oni najczęściej inicjują zmiany, kwestionują utarte schematy i wnoszą nowe pomysły. Z zewnątrz łatwiej zauważyć, co można zrobić lepiej. Warto jednak pamiętać, że skuteczna rekrutacja zewnętrzna wymaga nie tylko trafnego dopasowania kompetencyjnego, ale również kulturowego – podkreśla Michał Piernik, rekruter i trener w Grafton Recruitment oraz prowadzący podcast Stacja HR.

Docenić potencjał – siła rekrutacji wewnętrznej

Rekrutacja wewnętrzna pozwala na bardziej świadomą i trafną ocenę dopasowania danej osoby do nowej roli. Organizacja zna już potencjał kandydata, jego dotychczasowe osiągnięcia, styl pracy, kompetencje oraz zgodność z kulturą firmy. Taki awans skraca czas wdrożenia na nowym stanowisku, tym samym zwiększa efektywność operacyjną. Dodatkowo działa motywująco na pozostałych pracowników – stanowi czytelny sygnał, że firma dostrzega zaangażowanie i inwestuje w rozwój zatrudnionych.

Wewnętrzne awanse budują pozytywną atmosferę, wzmacniają poczucie sprawczości oraz tworzą jasne ścieżki kariery, co jest szczególnie istotne w kontekście długofalowego zarządzania ludźmi. Pracownicy widzą, że ich wysiłek, rozwój i inicjatywa są zauważane i realnie przekładają się na możliwości rozwoju kariery. To z kolei buduje trwałe relacje z organizacją i znacząco zmniejsza poziom rotacji – mówi Tomasz Tarabuła, Dyrektor Regionalny Gi Group.

Potwierdzają to badania. Z tegorocznego „Barometru Rynku Pracy” Gi Group Holding wynika, że jednym z kluczowych czynników skłaniających pracowników do zmiany pracy jest ograniczona ścieżka rozwoju zawodowego. Wśród najczęściej wskazywanych powodów znalazły się: niesatysfakcjonujące wynagrodzenie (37%), chęć zmiany lub znudzenie obecną pracą (27%), brak możliwości rozwoju kompetencji (26%) oraz brak realnych szans na awans (24%). Warto przy tym podkreślić, że 43,6% badanych planuje zmianę pracy w ciągu najbliższych dwóch lat, a rotacja pracowników jest jednym z głównych wyzwań dla firm – 47,1% organizacji deklaruje, że w ostatnich miesiącach zmagało się z odejściami przynajmniej jednej grupy pracowników.

Powody chęci zmiany pracy

Wielu pracowników rozważających zmianę pracy motywuje swoją decyzję brakiem perspektyw na awans w najbliższym czasie. W praktyce oznacza to, że organizacje nie zawsze doceniają lub wykorzystują ich potencjał. Tymczasem utrata takich osób wiąże się z realnymi kosztami – firma traci doświadczonych pracowników oraz efekty ich długoletniego zaangażowania i relacji, które budowali zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz organizacji – wyjaśnia Tomasz Tarabuła, Dyrektor Regionalny Gi Group.

Pracodawcy, choć coraz częściej podejmują działania mające zapobiegać rotacji, nie zawsze stawiają na rozwój kadr. Tylko 18% firm wskazuje rozwój kompetencji jako element strategii zatrzymywania pracowników, wynika z „Barometru Rynku Pracy” Gi Group Holding.

Dobry specjalista to jeszcze nie lider

Jednym z najczęstszych popełnianych błędów popełnianych podczas rekrutacji jest założenie, że świetny ekspert automatycznie sprawdzi się w roli lidera. Tymczasem kompetencje wymagane do skutecznego zarządzania znacząco różnią się od tych, które decydują o efektywności nawet najlepszego eksperta w określonej dziedzinie. Dlatego firmy, które rozważają awanse wewnętrzne stają przed wyzwaniem właściwego dopasowania profilu kompetencyjnego pracownika do wymagań stanowiska menedżerskiego – nie tylko pod kątem wiedzy merytorycznej, ale również umiejętności przywódczych.

– W procesie rekrutacji kluczowe jest rozróżnienie predyspozycji i konkretnych wymagań wynikających z nowej roli. Kompetencje takie jak umiejętność podejmowania decyzji w warunkach niepewności, zarządzania zespołem, w tym budowania relacji są fundamentem efektywnego przywództwa. Niezbędne jest jednak także doświadczenie w strategicznym planowaniu, zdolność do inspirowania i komunikowania wizji – komentuje Karolina Popiel, Associate Partner W Wyser Executive Search.

Tymczasem zgodnie z dostępnymi danymi, zdecydowana większość osób obejmujących stanowiska kierownicze nie ma do tego wcześniejszego przygotowania, głównie w zakresie i praktycznych narzędzi przywódczych. Skutkuje to często trudnościami w adaptacji do nowej roli, błędami decyzyjnymi oraz spadkiem efektywności zespołów.

Aby awanse wewnętrzne były skuteczne i długofalowo wspierały rozwój organizacji, firmy powinny proaktywnie identyfikować potencjał pracowników i inwestować w ich rozwój jeszcze przed objęciem nowej roli. Odpowiednio zaplanowane programy mentoringowe, coachingowe i rozwojowe nie tylko minimalizują ryzyko nieudanego awansu, lecz także wzmacniają zaangażowanie i zwiększają retencję kluczowych talentów. Takie podejście pozwala ograniczyć ryzyko niepowodzenia oraz uniknąć sytuacji, w której awans – zamiast być szansą – staje się pułapką – dodaje Karolina Popiel.

Inwestycja w transfer czy w rozwój pracownika?

Zarówno rekrutacja wewnętrzna, jak i zewnętrzna mają swoje miejsce w strategii zarządzania talentami. Kluczem jest diagnoza: jakie kompetencje są naprawdę niezbędne, czego potrzebuje zespół i czy organizacja jest gotowa na zmianę.

Jednym z najczęstszych błędów przy obsadzaniu stanowiska jest opieranie decyzji na schematach – czy to poprzez automatyczne promowanie wewnętrznych kandydatów z założenia, że „zawsze tak było”, czy też poleganie wyłącznie na potencjale „nowej energii”. Tymczasem każda decyzja rekrutacyjna powinna wynikać z rzetelnej analizy aktualnych potrzeb biznesowych oraz dostępnych zasobów. Czasem to rekrutacja zewnętrzna – mimo wyższych kosztów i dłuższego procesu wdrożenia – okazuje się najlepszą inwestycją. Z kolei awans wewnętrzny jest dużą szansą zarówno dla firmy, jak i pracownika, jednak tylko wtedy, gdy firma przygotuje go do nowej roli i zapewni wsparcie w dalszym rozwoju podsumowuje Michał Piernik, rekruter i trener w Grafton Recruitment oraz prowadzący podcast Stacja HR.

Pandora padła ofiarą cyberataku – dane klientów zagrożone przez zewnętrzną platformę

Pandora, znana na całym świecie marka biżuterii, padła ofiarą cyberataku, który umożliwił nieautoryzowany dostęp do danych osobowych części klientów. Firma poinformowała o incydencie za pośrednictwem wiadomości e-mail, zaznaczając, że naruszenie bezpieczeństwa miało miejsce na zewnętrznej platformie trzeciej strony, a nie w jej wewnętrznych systemach.       

Mark Weir, ekspert firmy Check Point, uważa, że to dopiero początek problemów dla klientów sieci. – Detaliści tacy jak Pandora to łakome kąski dla cyberprzestępców. Konsumenci ufają znanym markom i bez wahania przekazują im swoje dane osobowe. To zaufanie obniża czujność i przestępcy doskonale o tym wiedzą. 

Chociaż według oświadczenia Pandora nie doszło do wycieku informacji finansowych ani szczególnie wrażliwych danych, atak objął takie dane, jak imiona i nazwiska, numery telefonów oraz adresy e-mail. Marka zapewniła, że incydent został opanowany, a systemy bezpieczeństwa zostały wzmocnione, by zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości.

Według Weira, choć wyciek dotyczy jedynie podstawowych danych, takich jak imię, e-mail czy data urodzenia, to wystarczy, by cyberprzestępcy rozpoczęli działania phishingowe, przeprowadzali ataki typu credential stuffing (czyli wykorzystywanie tych samych haseł na różnych serwisach), a nawet tworzyli fałszywe tożsamości. W cyberprzestrzeni to solidny punkt wyjścia do znacznie poważniejszych ataków – dodaje ekspert.

Słabe ogniwo: zewnętrzne integracje

Cyberatak miał miejsce przez zewnętrzną platformę – co, jak zauważa Weir, nie jest niczym wyjątkowym w branży detalicznej. – Integracje z systemami trzecimi to częsty, ale niedostatecznie monitorowany element infrastruktury. Gdy dochodzi do naruszenia w takim miejscu, nie zawsze wszystkie osoby dotknięte incydentem są o tym informowane.

Według danych raportu „Worldwide Wish List. The Most-wanted Luxury Brands and Items Around the World” („Światowa lista życzeń. Najbardziej pożądane marki i wyroby luksusowe na świecie”), Pandora znajdowała się na szczycie najbardziej wyszukiwanych marek biżuterii w Czechach i w Polsce w Internecie. Polacy z wynikiem ponad 166,6 milionów wyszukań, zajęli 2 miejsce na świecie, a za tą marką rozglądaliśmy się około 23,3 milionów razy (Rzeczpospolita, 14.12.2023)

Krytyka komunikacji Pandory

Mimo że Pandora spełniła formalny obowiązek poinformowania klientów, jej działania spotkały się z krytyką za brak przejrzystości. – Reakcja firmy była niejasna i pozbawiona szczegółów. Według przepisów ICO (brytyjskiego urzędu ds. ochrony danych osobowych) zgłoszenie naruszenia powinno nastąpić w ciągu 72 godzin od wykrycia incydentu – zauważa Weir. – Tymczasem Pandora nie podała żadnej osi czasu ani nie ujawniła, kiedy zawiadomiono odpowiednie organy.

Klienci zostali odesłani do ogólnej strony pomocy, bez konkretnej instrukcji, jak chronić swoje dane. Zdaniem eksperta, komunikacja z poszkodowanymi powinna zawierać wyraźne wskazówki i odnośniki do wsparcia np. ze strony NCSC (National Cyber Security Centre).

Niska wrażliwość danych nie oznacza niskiego ryzyka. Nawet podstawowe informacje, jeśli trafią w niepowołane ręce, mogą mieć długofalowe konsekwencje dla bezpieczeństwa i zaufania klientów.

Co dalej?

Pandora stoi teraz przed wyzwaniem odbudowy zaufania klientów oraz dopracowania procedur bezpieczeństwa i komunikacji w sytuacjach kryzysowych. W dobie rosnącej liczby cyberzagrożeń, nawet największe globalne marki nie mogą sobie pozwolić na niedopatrzenia.

Klienci powinni zachować czujność szczególnie wobec wiadomości e-mail i SMS-ów z nieznanych źródeł – i rozważyć zmianę haseł oraz aktywację uwierzytelniania dwuskładnikowego tam, gdzie to możliwe.

Rynek kredytów mieszkaniowych w lipcu 2025: więcej chętnych, większe kwoty

O 45,2% r/r wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w lipcu 2025 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wartość Indeksu oznacza, że w lipcu 2025 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 45,2% w porównaniu do lipca 2024 r.

W lipcu 2025 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 40,93 tys. osób w porównaniu do 30,62 tys. rok wcześniej, co przekłada się na wzrost o 33,7% r/r. O 9,3% wzrosła również liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy w lipcu br. w porównaniu do czerwca br.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego wyniosła w lipcu 2025 r. 473,44 tys. zł i była wyższa o 8,6% niż w lipcu 2024 r. W porównaniu do czerwca br. była niższa o 0,7%.

– W lipcu w porównaniu do czerwca br. o 10% wzrosła liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy, a w ujęciu rocznym wzrosła o ponad 1/3. Pomimo wciąż wysokich stóp procentowych, jednych z najwyższych wśród krajów UE, wiele osób obecnie wnioskuje o kredyt mieszkaniowy – zauważa dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

– Lipcowy odczyt Indeksu popytu potwierdza rosnący popyt na kredyty mieszkaniowe, który rośnie zarówno w wyniku pierwszej obniżki stóp procentowych i oczekiwaniu na kolejne, jak i wzrostu wynagrodzeń także w ujęciu realnym. Czynniki te przyczyniają się do rosnącej dostępności kredytu mieszkaniowego i wpływają mobilizująco na kredytobiorców do większej aktywności na rynku kredytowym.

Na wysokość wartości BIK Indeksu Popytu wpływ ma średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego, która w lipcu br. była wyższa o 8,6% niż rok temu. W mojej opinii, w kolejnych miesiącach czerwcowy rekord średniej wnioskowanej kwoty kredytu zostanie pobity – dodaje prof. Rogowski.

StaffHealth pozyskuje 24 mln zł – inwestorem min. Maciej Zientara

Startup StaffHealth pozyskał 6,5 mln dolarów (ok. 24 mln zł) finansowania. Wśród inwestorów znaleźli się Rubicon Partners, Maciej Zientara i Wojciech Duda. Wspólnie wierzą, że spółka ma potencjał, by zdobyć znaczącą pozycję na wartym miliardy dolarów, ale wciąż rozdrobnionym rynku pracy tymczasowej w sektorze ochrony zdrowia w USA.

StaffHealth rozwiązuje realny problem kadrowy, z którym zmagają się szpitale i placówki medyczne w Stanach Zjednoczonych. Jednocześnie odpowiada na potrzeby personelu medycznego, który szuka większej elastyczności i kontroli nad grafikiem.

– Z naszego punktu widzenia to, co jest najważniejsze w StaffHealth, to rozwiązanie znaczącego problemu, jeżeli chodzi o dostęp do kadry medycznej przez profesjonalne placówki, czyli tak naprawdę bardzo dynamiczne zarządzanie zmianą. Z punktu widzenia pracownika to jest aplikacja, dzięki której personel medyczny może przeglądać lub wybierać dostępne dyżury i ustalać własny grafik. A jeżeli chodzi o placówkę – można szybko obsadzić i uzupełnić zmiany kadrowe – mówi Wojciech Duda, inwestor i wiceprezes Zarządu Duda Holding.

Sercem spółki jest zaawansowana technologicznie platforma opracowana w Polsce. Za rozwój operacyjny na rynku USA odpowiada doświadczony amerykański zespół.

– Bardzo spodobało nam się to, że jest podmiot technologicznie osadzony w Polsce, co jest zarówno skuteczne, jak i tańsze, ale produktowo i rynkowo jest osadzony na ogromnym rynku amerykańskim. Panowie, dzięki pracy Mariusza Nowaka (CTO – przyp. red.), stworzyli bardzo skalowalne rozwiązanie marketplace’owe, które pozwala w bardzo krótkim czasie obsłużyć dużą liczbę leadów w oparciu o gotową platformę informatyczną. To był podstawowy trigger mojej wiary w to, że na istniejącym, w sumie już dzisiaj mocno ułożonym rynku, można dać realną przewagę technologiczną i kosztową – komentuje Maciej Zientara, inwestor i założyciel Supernova Group.

Zaangażowany fundusz Rubicon Partners pełni w projekcie rolę venture buildera – nie tylko zapewnia kapitał, ale aktywnie uczestniczy w budowie firmy.

– W tej sytuacji Rubicon, a także ja jako prowadzący ten projekt, budowaliśmy polską część przedsięwzięcia. Z drugiej strony mamy naszych co-founderów, partnerów ze Stanów Zjednoczonych, którzy wywodzą się z branży pracy tymczasowej w sektorze ochrony zdrowia. Połączyliśmy więc siły: doświadczenie ludzi z branży, którzy działali w niej jeszcze, kiedy była ona analogowa, a do tego dołączyliśmy technologię z Polski. Ten miks wydaje się być bardzo obiecujący – mówi Grzegorz Golec, co-CEO StaffHealth i partner zarządzający w Rubicon Partners.

Rynek, na którym działa StaffHealth, jest wart około 20 mld dolarów. Najwięksi gracze mają zaledwie kilkanaście procent udziałów, co otwiera możliwości dla nowych, technologicznie zaawansowanych graczy.

– Ten rynek dopiero się tworzy, procesy konsolidacyjne będą trwały, i po prostu, jeżeli ktoś w nim uczestniczy dzisiaj, to ma bardzo dużą szansę na to, żeby załapać się na któreś z liderskich miejsc w ciągu najbliższych kilku lat. To jest też dodatkowy argument, który powoduje, że wydaje nam się, że ta inwestycja jest dosyć obiecująca – dodaje Grzegorz Golec.

Według Mariusza Nowaka, CTO StaffHealth, w modelu B2B w USA pracuje aż 5 mln pielęgniarek. Największy konkurent startupu pozyskał już finansowanie w wysokości 500 mln dolarów.

Obecnie trwa runda SAFE na 2,5 mln dolarów, która ma wspierać dalszy rozwój, w tym ewentualne akwizycje tradycyjnych agencji pracy. Środki zostaną przekształcone w udziały w kolejnej rundzie, planowanej na przełom 2025 i 2026 roku.

Wśród wyzwań inwestorzy wskazują m.in. utrzymanie tempa wzrostu oraz skalowanie działalności.

– Postrzegam ryzyko troszkę z innej perspektywy. Chodzi o utrzymanie tempa gry na rynku. Ponieważ firma rośnie w wysokim tempie, intensywnie będzie rosło zapotrzebowanie na kapitał obrotowy. Spółka potrzebuje kolejnych rund finansowania, żeby nadganiać potrzeby i konkurencję. Jeśli rynek chce od nas tego rozwiązania, to gońmy do przodu. Stąd też obecny SAFE i stąd też runda. Trzeba teraz dodawać paliwa – podkreśla Maciej Zientara.

Za bezpośredni nadzór nad spółką i bieżącą współpracę zespołów odpowiada Grzegorz Golec, co zapewnia inwestorom komfort działania mimo geograficznego rozproszenia.

W perspektywie kilku lat inwestorzy przewidują wzrost wartości StaffHealth od pięciu do siedmiu razy i wskazują na różne możliwe scenariusze wyjścia.

– Jeżeli spółka zrealizuje konsekwentnie ścieżkę wzrostu, to będzie łakomym kąskiem dla funduszy private equity. Wyobrażam sobie także inne scenariusze, na przykład IPO. To jest spółka, która może być dobrym podmiotem dywidendowym. Oczywiście istnieje także ścieżka wyjścia do inwestora branżowego, jeśli będziemy odpowiednio duzi, gdyż patrząc na obecny etap rozwoju rynku spodziewamy się apetytu na transakcje konsolidacyjne ze strony największych graczy – mówi Grzegorz Golec.

– Jestem przekonany, że skończymy typowym M&A. Amerykanie kochają wzrost i budowanie wartości przez M&A. Spodziewam się, że wchodząc między trzecim a czwartym rokiem od dzisiaj, wartość tej spółki wzrośnie między 5 a 7 razy i po prostu zostaniemy kupieni – podsumowuje Maciej Zientara.

Rynek usług hotelarskich i SPA w Polsce rośnie w siłę – do 2029 roku przekroczy wartość 11 mld zł

Wartość rynku usług hotelarskich i SPA w Polsce wzrosła w 2024 roku o 16,7% r/r, osiągając poziom 7,8 mld zł. Trend ten wpisuje się w szersze, globalne ożywienie sektora turystycznego. W warunkach rosnących kosztów usług i zmieniających się preferencji klientów, sektor premium redefiniuje pojęcie luksusu. Prognozy wskazują, że do 2029 roku rynek usług hotelarskich i SPA w Polsce przekroczy wartość 11 mld zł.

Branża hotelarska i SPA w Polsce rośnie

Według danych GUS do końca lipca ubiegłego roku liczba hoteli cztero- i pięciogwiazdkowych w Polsce wzrosła o niemal 3% r/r – w kategorii obiektów pięciogwiazdkowych wzrost o 4,3%, a czterogwiazdkowych o 2,6%. Hotele cztero- i pięciogwiazdkowe stanowiły w 2024 roku 22% całej oferty w Polsce, czyli łącznie 571 obiektów (473 czterogwiazdkowych i 98 pięciogwiazdkowych). Hotele trzygwiazdkowe wciąż stanowiły największą grupę w ogólnej liczbie obiektów, jednak w porównaniu z rokiem ubiegłym ich liczba zmniejszyła się o 6.

Polska pozostaje jednym z najbardziej atrakcyjnych rynków hotelowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Potwierdza to również pozytywna ocena sektora przez inwestorów instytucjonalnych i transakcje obiektami hotelowymi z sektora premium na rynku inwestycyjnym. W 2024 roku zostało przeprowadzonych kilka transakcji sprzedaży hoteli 4 i 5-gwiazdkowych mówi Monika Dębska-Pastakia, Partner Associate, Liderka Zespołu Real Estate w Dziale Deal Advisory, KPMG w Polsce

Rynek usług hotelarskich i SPA w 2024 roku odnotował ponowny wzrost wartości sprzedaży. Według szacunków Euromonitor International jego wartość osiągnęła rekordowe 7,8 mld zł, co oznacza wzrost o 16,7% r/r. W Polsce bez wątpienia trwa rozwój tej branży, który wpisuje się w globalne trendy wzrostowe. Prognozy wskazują, że do 2029 roku rynek usług hotelarskich i SPA w Polsce przekroczy wartość 11 mld zł. Zjawisko to potwierdza wchodzenie na rynek nowych marek hotelowych z segmentu premium.

Najlepszym dowodem na to, że rynek hotelowy w klasie premium ma przed sobą pozytywne perspektywy jest nie tylko rosnąca baza hoteli cztero- i pięciogwiazdkowych, ale przede wszystkim coraz lepsze wyniki operacyjne hoteli luksusowych. Kluczowe wskaźniki dotyczące sektora hotelowego, tj. RevPAR, ADR i wskaźnik obłożenia notują rosnące wartości zarówno w hotelach miejskich, jak i obiektach w nadmorskich czy górskich kurortach. Kluczowe czynniki napędzające wzrost to systematycznie rosnący popyt, szczególnie w turystyce biznesowej i turystyce międzynarodowej, oraz wyższe stawki za dobę hotelową (ADR) mówi Monika Dębska-Pastakia, Partner Associate, Liderka Zespołu Real Estate w Dziale Deal Advisory, KPMG w Polsce.

Rynek usług hotelarskich i SPA w Polsce

Luksusowe hotele w Polsce podnoszą ceny, oferując gościom nowe doświadczenia

Choć liczba turystów w Polsce wróciła do poziomu sprzed pandemii, hotele wciąż nadrabiają straty, co przekłada się na rosnące ceny – także w segmencie premium.

Aby zrekompensować gościom wyższe koszty, hotele luksusowe inwestują w coraz bardziej kreatywne rozwiązania: od unikalnego designu i spójnej architektury, przez oddziaływanie na różne zmysły gości: zapachy, smaki i widoki, które mają odzwierciedlać unikalne walory hotelu. Coraz częściej luksus powstaje na bazie tradycji – wiele hoteli mieści się w odrestaurowanych, zabytkowych budynkach, nadając im nową funkcję i charakter. W ten sposób luksusowe hotele nie są tylko przedłużeniem tradycji, ale bazując na niej, wytwarzają zupełnie nową, eklektyczną jakość. Coraz większe znaczenie mają także czynniki ekologiczne, zwłaszcza w segmencie hoteli o najwyższym standardzie, na co inwestorzy zwracają uwagę w obliczu zarówno przepisów legislacyjnych, jak i rosnących oczekiwań klientów.

Rynek luksusowych hoteli i SPA w Polsce dojrzewa – zarówno pod względem oferty, jak i oczekiwań konsumentów. Poszukują oni unikalnych przeżyć, co potwierdzają dane Euromonitora – aż 41% zamożnych klientów deklaruje zwiększenie wydatków na podróże i wellness. Dla inwestorów oznacza to konieczność dostarczania projektów z wyraźną tożsamością, silnym elementem lokalnym i długofalowym potencjałem. Luksus to dziś nie tylko metraż i materiały premium, ale przede wszystkim jakość doświadczenia. Dynamiczny wzrost wartości rynku oraz rosnące zainteresowanie turystyką wellness wskazują, że segment ten może być jednym z kluczowych motorów wzrostu całego sektora hotelarskiego w nadchodzących latach – mówi Tomasz Wiśniewski, Partner w Dziale Deal Advisory, Szef Zespołu Wycen w KPMG w Europie Środkowo-Wschodniej.

****

O RAPORCIE:

Raport pt. „Rynek dóbr luksusowych w Polsce. Czy sztuka jest luksusem”, opublikowany w grudniu 2024 roku, jest 15. edycją publikacji KPMG o rynku luksusu w Polsce. Na potrzeby raportu przyjęto, że dobrem luksusowym jest każde dobro opatrzone marką powszechnie uznawaną za luksusową na danym rynku lub takie, które ze względu na swoją specyfikę (unikalność, wysoką cenę itp.) nabiera luksusowego charakteru. Raport powstał m.in. w oparciu o dane: Ministerstwa Finansów, GUS, NBP, baz danych: Euromonitor International, cen transakcyjnych Cenatorium oraz innych źródeł, takich jak raporty i artykuły branżowe.

Trump nasila presję handlową na Indie i inne kraje wspierające Rosję

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump nasila presję handlową na kluczowych partnerów gospodarczych, zapowiadając nowe, znacznie wyższe cła. Najostrzejsze działania mają dotknąć Indie, które – jak podkreślił Trump – kontynuują zakupy rosyjskiej ropy, wspierając tym samym machinę wojenną Kremla. Obecna stawka celna na towary z Indii wynosi 25%, jednak w ciągu 24 godzin ma zostać „bardzo znacznie” podniesiona.

Nowe taryfy obejmą również sektor farmaceutyczny i półprzewodników. Wstępne stawki mają zostać ogłoszone jeszcze w tym tygodniu, a w przypadku leków mają wzrosnąć do 150%, a następnie nawet do 250% w ciągu 12–18 miesięcy. Głównym celem tych działań jest wymuszenie relokacji produkcji z Azji do Stanów Zjednoczonych.

Trump zapowiedział również wprowadzenie tzw. ceł wtórnych, które mają objąć wszystkie kraje importujące rosyjską energię – jako element zwiększania presji na Rosję w kontekście wojny w Ukrainie. Według nieoficjalnych doniesień te groźby doprowadziły do rozważenia przez Kreml czasowego zawieszenia ataków powietrznych na Ukrainę.

Chiny, które pozostają w centrum amerykańskich napięć handlowych, wciąż prowadzą negocjacje z USA. Trump stwierdził, że strony są „bliskie porozumienia” w sprawie przedłużenia trwającego rozejmu handlowego, który ma wygasnąć 12 sierpnia. Obecna umowa przyniosła złagodzenie wzajemnych ceł i ograniczeń eksportowych – m.in. w zakresie magnesów ziem rzadkich. Prezydent USA zapowiedział, że spotka się z Xi Jinpingiem wyłącznie w przypadku finalizacji umowy. Ostatnia runda rozmów odbyła się w Sztokholmie i była trzecim spotkaniem na szczeblu negocjacyjnym w ciągu ostatnich trzech miesięcy.

Nowa strategia handlowa Trumpa wpisuje się w szerszą kampanię redefinicji globalnych zasad wymiany handlowej z korzyścią dla USA. W ubiegłym tygodniu Waszyngton zresetował obowiązujące cła, ustalając nowe stawki w przedziale od 10% do 41% wobec różnych partnerów handlowych.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

E-commerce odbiera ruch galeriom i centrom handlowym

Jak wynika z obserwacji zachowań przeszło 1,4 miliona konsumentów, w pierwszej połowie br. w centrach i galeriach handlowych było o 6,9% mniej klientów niż w analogicznym okresie ub.r. Jednocześnie ubyło wizyt w ww. placówkach – 14,5% rdr. Spadki w omawianych zakresach odnotowano we wszystkich województwach. Do tego częstotliwość odwiedzin tych miejsc zmniejszyła się o blisko 8,5% rdr. Z kolei średni czas trwania wizyty uległ skróceniu o niespełna 4%.

Klienci lekko odpuszczają

Według raportu firmy technologicznej Proxi.cloud i Grupy Blix, w I połowie 2025 roku liczba klientów w centrach i galeriach handlowych spadła o 6,9% w porównaniu z analogicznym okresem 2024 roku. Dane zostały zgromadzone przy wykorzystaniu technologii opartej o geofencing. Wielkość próby wyniosła ponad 1,4 mln unikalnych konsumentów. Finalnie zbadano ruch w 719 placówkach.

– Spadek liczby klientów świadczy o rosnącej konkurencji ze strony e-commerce. Ten wynik to przejaw odchodzenia do mniejszych formatów handlu, takich jak parki handlowe i centra convenience store. Mamy też do czynienia ze zmieniającymi się zachowaniami konsumpcyjnymi, zwłaszcza młodych konsumentów – tzw. pokolenia Z. Handel coraz bardziej odczuwa spadek liczby klientów w centrach i galeriach handlowych, który jest obserwowany od czasu pandemii w 2020 roku – komentuje dr hab. Małgorzata Twardzik, prof. SGH z Instytutu Zarządzania ww. uczelni.

Z kolei zdaniem Mateusza Nowaka z Proxi.cloud, część spadku rdr. liczby klientów mogą tłumaczyć zeszłoroczne Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, które odbywały się w okresie objętym analizą. Ekspert dodaje, że takie wielkie imprezy sportowe powodują wzrost mobilności ludzi. To przekłada się na większy ruch w galeriach. Jednocześnie ze szczegółowego zestawienia wynika, że w I poł. 2025 roku liczba klientów w centrach i galeriach handlowych zmniejszyła się rdr. we wszystkich województwach. Największe spadki odnotowano w świętokrzyskim – o 11,1%, podkarpackim – o 9,3%, a także podlaskim – o 9,2%. Najmniej zaś ubyło konsumentów w mazowieckim – 4,4%, wielkopolskim – 4,5%, jak również pomorskim – 5%.

– Te dane pokazują, że nie mamy do czynienia z jednolitym trendem, a raczej z wielowątkowym zjawiskiem zależnym od lokalnych uwarunkowań. Największe spadki w świętokrzyskim, podkarpackim i podlaskim mogą być wynikiem niższego poziomu urbanizacji, mniejszej liczby nowoczesnych centrów handlowych oraz niższej siły nabywczej mieszkańców. W tych regionach dostępność alternatywnych form zakupów – np. e-commerce z szybką dostawą – także rośnie, co zwiększa migrację do kanałów online. Natomiast mniejsze spadki w mazowieckim, wielkopolskim czy pomorskim można łączyć z lepiej rozwiniętą infrastrukturą, większą konkurencją na rynku oraz bardziej zróżnicowaną ofertą centrów handlowych – zaznacza dr Karolina Małagocka z Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.

Mniej odwiedzin

Jak wynika z raportu, w I połowie 2025 roku liczba wizyt w centrach i galeriach handlowych spadła o 14,5% w porównaniu z analogicznym okresem 2024 roku. Zdaniem Weroniki Piekarskiej z Proxi.cloud, spadek liczby wizyt może być naturalną konsekwencją zmieniającego się modelu konsumpcji. Klienci odwiedzają galerie rzadziej, ale z większą intencją. To niekoniecznie oznacza, że zostawiają mniej pieniędzy. Wartość pojedynczego paragonu może być nawet wyższa. Sama liczba wizyt, choć istotna z punktu widzenia frekwencji, nie daje pełnego obrazu kondycji tego sektora.

– Zmienia się shopping experience, a liczba wizyt nie oddaje już w pełni wartości klienta. Wiele sieci detalicznych inwestuje obecnie w modele oparte na danych i personalizacji. Starają się przyciągać nie wszystkich, ale właściwych klientów, których wartość życiowa jest wysoka. Mimo to, tak wyraźny spadek odwiedzin może być ostrzeżeniem dla placówek, które wciąż funkcjonują według starych modeli – opartych na masowym ruchu i impulsowym zakupie – dodaje ekspertka Akademii Leona Koźmińskiego.

Patrząc na bardziej szczegółowe dane, widzimy, że w I połowie 2025 roku były dwucyfrowe spadki rdr. liczby wizyt w centrach i galeriach handlowych we wszystkich województwach. Największe zaobserwowano w świętokrzyskim – o 27,2%, podkarpackim – o 20,4%, a także śląskim – o 18,3%. Najmniejsze zaś odnotowano w lubuskim – o 10,6%, mazowieckim – o 10,8%, jak również wielkopolskim – o 10,9%. W opinii dr. Krzysztofa Łuczaka z Grupy Blix, dwucyfrowe spadki liczby wizyt rdr. we wszystkich województwach to sygnał o skali ogólnopolskiej zmiany zachowań konsumenckich. Obserwujemy nie tylko problem lokalny, ale strukturalną zmianę w całym kraju. Według eksperta, to powinno skłonić branżę do głębszej analizy i wdrożenia działań zapobiegawczych nastawionych na zahamowanie obecnego trendu.

– Jednym z powodów spadku liczby wizyt może być coraz większa oferta sklepów postrzeganych jako tańsze, np. w parkach handlowych, dyskontach nieżywnościowych, które ostatnio rozwijają m.in. działy odzieżowe i przemysłowe. Ma to znaczenie w regionach o niższych dochodach, do których należą województwa, m.in. świętokrzyskie czy podkarpackie. W regionach przygranicznych, np. w lubuskim czy też śląskim, za część wizyt mogą odpowiadać zagraniczni klienci – analizuje dr hab. Małgorzata Twardzik.

Częstotliwość i czas pod lupą

Z raportu wynika również, że częstotliwość odwiedzania centrów i galerii handlowych spadła rdr. o 8,4%. Zdaniem eksperta z Grupy Blix, ten spadek można uznać za umiarkowany, ale wyraźny. Według dr. Łuczaka, konsumenci odwiedzają centra handlowe rzadziej, ale bardziej świadomie. Nie jest to gwałtowny odpływ, lecz raczej efekt utrwalających się nowych nawyków zakupowych. Klienci coraz częściej planują wizyty z wyprzedzeniem, korzystając z aplikacji zakupowych z listami zakupów czy gazetkami promocyjnymi. Ponadto ograniczają liczbę wyjść, a zakupy robią szybciej i konkretniej.

– Spadek częstotliwości odwiedzania centrów i galerii handlowych o 8,4% jest spory. Prawdopodobnie ma związek z coraz szerszą ofertą platform e-commerce, wygodą takich zakupów, możliwością płacenia z odroczonym terminem, np. do 30 dni lub więcej, opcją przymierz teraz, zapłać później. Ten wynik może być również konsekwencją zakazu handlu w niedziele, zmian w zwyczajach zakupowych konsumentów, a także rozwoju mniejszych formatów handlu, oferujących tańsze produkty – stwierdza ekspertka z SGH.

Z raportu wiemy też, że w I połowie br. średni czas trwania wizyty w ww. obiektach uległ skróceniu o 3,8% w porównaniu z analogicznym okresem 2024 r. W opinii Mateusza Nowaka, tak niewielka zmiana może wynikać z mniejszych kolejek w poszczególnych sklepach czy bardziej celowego odwiedzania tych placówek przez konsumentów. Zmiany średniego czasu wizyty nie powinny być również intensywnie skorelowane z dynamiką ruchu czy liczby klientów. Według Weroniki Piekarskiej, nie można wykluczyć wpływu takich czynników, jak oferta handlowa czy jakość obsługi. Jeśli klienci nie znajdują w galerii wystarczająco szerokiego wyboru lub nie czują się zachęceni do pozostania dłużej, np. z braku rozrywki czy stref relaksu, naturalnie skracają swoją obecność. Długość wizyty może być też pośrednim miernikiem atrakcyjności danego obiektu.

– Centra handlowe przestają być tzw. destination places. Dla branży to impuls do zmiany – zwiększania wartości czasu spędzanego na miejscu, tworzenia bardziej angażujących przestrzeni, poprawy jakości obsługi oraz oferty usługowej. Konsumenci chcą dziś doświadczenia, nie tylko zakupów, więc ono musi być dobrze zaprojektowane. Placówki, które to zrozumieją, mogą nie tylko utrzymać lojalność klientów, ale wręcz ją zwiększyć – podsumowuje dr Karolina Małagocka z Akademii Leona Koźmińskiego.

Cisco Talos odkrywa poważne podatności w ponad 100 modelach laptopów Dell

0

Cisco Talos ujawnił pięć poważnych podatności w oprogramowaniu układowym Dell ControlVault3 oraz w powiązanych z nim interfejsach API dla systemu Windows. Zbiorczo nazwane ReVault, luki te stanowią realne zagrożenie dla ponad 100 modeli laptopów Dell — często wykorzystywanych w środowiskach o podwyższonych wymaganiach bezpieczeństwa.

Czym jest Dell ControlVault?

Dell ControlVault3 (oraz nowsza wersja ControlVault3+) to rozwiązanie sprzętowe odpowiedzialne za przechowywanie wrażliwych danych logowania: haseł, odcisków palców, szablonów biometrycznych czy kodów zabezpieczających. Zamiast przechowywać je w systemie operacyjnym, dane te trafiają do wydzielonego układu na płytce zwanej Unified Security Hub (USH), połączonej z czytnikiem linii papilarnych, kartą inteligentną czy modułem NFC.

Rozwiązanie to stosowane jest w ponad 100 modelach laptopów Dell – głównie z serii Latitude, Precision oraz Rugged – często wykorzystywanych w takich sektorach jak administracja publiczna, sektor finansowy czy infrastruktura krytyczna.

Jak działa atak ReVault?

ControlVault scenario Cisco Talos (002)

ReVault to nie tylko zbiór luk w oprogramowaniu. To także potencjalny sposób na przejęcie pełnej kontroli nad komputerem – niezależnie od tego, czy napastnik działa zdalnie, czy ma fizyczny dostęp do urządzenia. Oto dwa możliwe scenariusze, które pokazują skalę ryzyka:

  1. Działania po przejęciu kontroli nad sprzętem

W systemie Windows, nawet użytkownik bez uprawnień administratora może — za pomocą dostępnych API — nawiązać komunikację z firmware’em ControlVault i uruchomić w nim dowolny kod. Pozwala to m.in. na wykradanie kluczy kryptograficznych i trwałą modyfikację firmware’u. W efekcie możliwe jest zainstalowanie tzw. implantu — złośliwego kodu ukrytego w firmware, który może pozostać niewidoczny i zostać wykorzystany później do ponownego ataku, nawet po reinstalacji systemu.

  1. Atak fizyczny na sprzęt

Wystarczy fizyczny dostęp do laptopa, by za pomocą złącza USB połączyć się z płytką USH (Unified Security Hub) i przeprowadzić atak — bez potrzeby znajomości hasła, PIN-u czy klucza szyfrowania dysku. Dodatkowo, jeśli system skonfigurowano do logowania odciskiem palca, zmodyfikowany firmware może zaakceptować dowolny odcisk, umożliwiając dostęp do systemu osobie nieuprawnionej.

Jak ograniczyć ryzyko?

  • Aktualizacja oprogramowania:
    Najskuteczniejszą metodą ochrony jest instalacja najnowszych wersji firmware’u. Dell udostępnia je najpierw na swojej stronie, a z czasem również przez Windows Update. Dell udostępnił już aktualizacje, których instalacja rozwiązuje wykryty przez Cisco Talos problem. 
  • Wyłączenie nieużywanych komponentów:
    Jeśli urządzenia biometryczne (czytnik linii papilarnych, karta NFC, smart card) nie są wykorzystywane, warto wyłączyć odpowiednie usługi w Menedżerze usług i urządzeniach w Windows.
  • Zmiana ustawień logowania:
    W środowiskach podwyższonego ryzyka, takich jak hotele, przestrzenie współdzielone czy podróże służbowe, zaleca się tymczasowe wyłączenie logowania biometrycznego. Można także rozważyć aktywację funkcji Enhanced Sign-in Security (ESS) dostępnej w systemie Windows.

Jak wykryć potencjalne naruszenie bezpieczeństwa?

  • Detekcja fizycznej ingerencji:
    W wielu modelach laptopów Dell można w BIOS-ie włączyć detekcję otwarcia obudowy. System poinformuje użytkownika o możliwym naruszeniu fizycznym.
  • Monitorowanie logów systemowych:
    Nieoczekiwane awarie usług, takich jak Windows Biometric Service czy Credential Vault, mogą sugerować próbę ataku lub nieprawidłowe działanie firmware’u.
  • Sygnatury w oprogramowaniu ochronnym:
    Użytkownicy Cisco Secure Endpoint powinni zwrócić uwagę na alert: „bcmbipdll.dll Loaded by Abnormal Process”, który może wskazywać na nieautoryzowaną aktywność.

Incydent ReVault po raz kolejny udowadnia, że cyberbezpieczeństwo nie kończy się na systemie operacyjnym. Sprzęt, na którym działa system, powinien być traktowany jako równie istotny element bezpieczeństwa co oprogramowanie czy jego konfiguracja.

Podatności w firmware’ach, takich jak Dell ControlVault, pokazują, że nawet najlepiej zabezpieczone środowiska mogą zostać przełamane, jeśli jeden z komponentów zostanie pominięty w ocenie ryzyka. Prawdziwe bezpieczeństwo wymaga pełnej widoczności – od aplikacji, przez system, aż po warstwę sprzętową.

Nowy prezydent, nowy układ sił. Karol Nawrocki zapowiada weta dla rządowych reform

6 sierpnia 2025 roku urząd prezydenta obejmie Karol Nawrocki. W kampanii wyborczej prezydent-elekt zapowiadał, że nie poprze rządowych projektów ustaw dotyczących reform wymiaru sprawiedliwości, w tym przepisów przywracających konstytucyjny ład w sądach i dotyczących tzw. neosędziów. Zapowiedział również, że przedstawi własne propozycje zmian w sądownictwie.

Nawrocki zapowiadał też sprzeciw wobec prywatyzacji oraz chęć wprowadzenia ulg podatkowych szacowanych na 19 mld zł rocznie, mimo że Polska pozostaje objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu.

Dla większości parlamentarnej oznacza to konieczność poszukiwania nowych ścieżek reform – takich, które można przeprowadzać bez zmiany ustaw lub z ograniczonym udziałem prezydenta.

Dotychczasowa praktyka prezydenckiego weta

W trakcie obecnej kadencji parlamentu prezydent Andrzej Duda zawetował sześć z 184 ustaw, a siedem skierował do Trybunału Konstytucyjnego. Oznacza to, że nie podpisał zaledwie 7 proc. ustaw. Choć sama groźba weta mogła wpływać na tempo prac legislacyjnych, nie blokowała ich całkowicie.

Eksperci podkreślają, że rząd powinien kontynuować prace nad reformami, nawet jeśli niektóre ustawy zostaną zawetowane. W razie braku podpisu prezydenta, odpowiedzialność polityczna za brak zmian spadnie na głowę państwa.

Reformy możliwe bez udziału prezydenta

W przypadku trwałej blokady legislacyjnej, rząd nadal ma do dyspozycji instrumenty zmian w rozporządzeniach i aktach wykonawczych. Nie mogą one nakładać nowych obowiązków na obywateli, ale mogą upraszczać procedury, łagodzić obowiązki lub poprawiać praktykę działania urzędów.

Przykładem są rozwiązania z ustawy o VAT, które pozwalają ministrowi finansów obniżać stawki podatkowe dla wybranych towarów w drodze rozporządzenia (art. 146ef w zw. z art. 146 ustawy o VAT). Minister może także – w wyjątkowych przypadkach – zawiesić pobór podatku w akcie wykonawczym.

Prywatyzacja jako możliwy kierunek zmian

Choć Karol Nawrocki zapowiedział blokadę prywatyzacji, część działań w tym obszarze nie wymaga zgody prezydenta ani zmian ustawowych.

Polska pozostaje krajem o najwyższym udziale własności państwowej w gospodarce w UE. Według szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego, w 2016 roku przedsiębiorstwa kontrolowane przez państwo odpowiadały za ok. 17 proc. wartości dodanej w gospodarce i 13 proc. zatrudnienia.

Rząd może zbywać udziały w większości spółek państwowych za zgodą Rady Ministrów, z wyjątkiem 30 podmiotów wymienionych w ustawie o zarządzaniu mieniem państwowym z 2016 r. Na tej liście znajdują się m.in.:
KGHM, PKN Orlen, PZU, PKO BP, PGE, Lotos, Energa, Enea, PGNiG, Poczta Polska, Totalizator Sportowy czy Grupa Azoty.

W przypadku pozostałych spółek – w tym wielu zależnych podmiotów – sprzedaż udziałów jest możliwa bez konieczności nowelizacji ustaw. Przykładem jest sprzedaż spółki Polska Press przez Orlen, która wymaga jedynie zgody rady nadzorczej.

W sektorze finansowym zmniejszenie udziału państwa można byłoby przeprowadzić np. poprzez sprzedaż Alior Banku (kontrolowanego przez PZU) lub części akcji Pekao, nad którym kontrolę sprawuje konsorcjum PZU i PFR.

Znaczenie budżetu państwa

Jedyną ustawą, której prezydent nie może skutecznie zawetować, pozostaje ustawa budżetowa. Dla rządu Donalda Tuska będzie to kluczowe narzędzie polityki gospodarczej w warunkach drugiego najwyższego deficytu w UE oraz procedury nadmiernego deficytu prowadzonej przez Komisję Europejską.

Wnioski

Objęcie urzędu przez Karola Nawrockiego 6 sierpnia 2025 r. zapowiada nowy etap współistnienia władzy wykonawczej i ustawodawczej. Zapowiedzi prezydenta-elekta mogą utrudnić realizację części reform, zwłaszcza dotyczących sądownictwa i prywatyzacji.

Jednocześnie rząd zachowuje możliwość wprowadzania ograniczonych, ale realnych zmian – zarówno poprzez rozporządzenia, jak i decyzje dotyczące mienia państwowego. W przypadku kluczowych ustaw, w tym budżetu, inicjatywa pozostaje po stronie rządu i większości parlamentarnej.

W praktyce skuteczność rządzenia po 6 sierpnia będzie zależeć nie tylko od relacji między prezydentem a parlamentem, ale także od zdolności do wykorzystywania dostępnych narzędzi prawnych i administracyjnych, które nie wymagają podpisu głowy państwa.

Grupa Żabka z silnym wzrostem sprzedaży i EBITDA w I półroczu 2025 oraz programem skupu akcji

Grupa Żabka kontynuuje dynamiczny rozwój. Na koniec czerwca 2025 r. sieć liczyła już 11 793 sklepy, co oznacza wzrost o niemal 11% r/r. Grupa planuje przyspieszyć ekspansję i w roku 2025 uruchomić ponad 1 300 nowych placówek w Polsce i w Rumunii, wobec wcześniejszych planów zakładających 1 100 otwarć.

Pomimo wysokiej bazy z drugiego kwartału poprzedniego roku oraz niekorzystnych warunków pogodowych w maju, sprzedaż porównywalna (LfL) wzrosła w pierwszym półroczu 2025 r. o 6,1%. Rozwój kanałów cyfrowych oraz dalsze umacnianie pozycji w Rumunii wspierały wzrost sprzedaży. W efekcie skonsolidowana sprzedaż do klienta końcowego wyniosła 14,8 mld zł, rosnąc rok do roku o 14,4%, a przychody ze sprzedaży: 12,8 mld zł (+14,7%).

Rozbudowa sieci, poprawa LfL oraz dyscyplina kosztowa przyczyniły się do wzrostu skorygowanego wyniku EBITDA o 18,2%, do 1 654 mln zł na koniec pierwszego półrocza 2025 r. Marża skorygowanego wyniku EBITDA wzrosła o 0,4 p.p., osiągając poziom 11,2%.

Zgodnie z sezonowym trendem, drugi kwartał przyniósł silne przepływy gotówkowe. W efekcie wskaźnik finansowego długu netto do skorygowanego wyniku EBITDA obniżył się o 0,5x rdr, osiągając na koniec pierwszego półrocza poziom 1,2x.

Tomasz Suchański, CEO Grupy Żabka, komentuje:

Osiągnięte dobre wyniki finansowe za pierwsze półrocze 2025 potwierdzają skuteczność zaprezentowanej inwestorom strategii rozwoju, opartej na nowoczesnym ekosystemie modern convenience. Systematycznie zwiększamy skalę działalności, zarówno poprzez rozwój sieci sklepów, jak i rozbudowę oferty cyfrowej, notując wzrost sprzedaży porównywalnej (LfL) oraz całkowitej sprzedaży do klienta końcowego. Przyspieszamy ekspansję – w ciągu sześciu miesięcy otworzyliśmy ponad 800 nowych placówek, co przybliża nas do realizacji nowego celu: ponad 1300 otwarć w całym 2025 r. Dynamiczny rozwój obserwujemy również na rynku rumuńskim, gdzie sieć Froo uruchomiła ponad 100 sklepów zaledwie rok po debiucie. W najbliższym czasie będziemy koncentrować się na zwiększaniu efektywności oraz realizacji strategicznego celu, jakim jest podwojenie wartości sprzedaży do klienta końcowego w latach 2023–2028.

Tomasz Blicharski, Group Chief Strategy & Development Officer, dodaje:

Pierwsze półrocze 2025 oraz II kwartał to dobry okres dla naszej firmy, w którym, według danych Nielsena, rozwijaliśmy się  ponad dwukrotnie szybciej niż rynek, zwiększając swój udział do 10,6% z 9,9% rok wcześniej. W czerwcu 2025 r. zakończyliśmy strategiczny projekt montażu pieców gastronomicznych we wszystkich sklepach, dzięki czemu możemy rozwijać menu posiłków na ciepło “Prosto z pieca” w skali całej Polski. Przyczyniło się to do dwucyfrowego wzrostu sprzedaży dań gotowych (QMS), co znacząco wsparło wzrost sprzedaży LfL w pierwszym półroczu o 6,1%. Systematycznie inwestujemy w rozwój oferty produktowej, która odpowiada na potrzeby naszych klientów. Rozszerzyliśmy ofertę śniadaniową o posiłki na ciepło  jak np. tosty z szynką czy panini z jajecznicą – i tylko w pierwszym miesiącu od ich wprowadzenia sprzedaliśmy milion produktów z tej kategorii. W obszarze cyfrowym rozwijamy ofertę Żabka Ads, dzięki czemu klienci mogą łatwiej poznawać nasze promocje i z nich korzystać. Równocześnie znacząco powiększyliśmy asortyment produktów dostępnych do szybkiego zakupu i dostawy online – teraz można zamówić już ponad 10 tysięcy różnych produktów przez naszą nową platformę delio+. W całym 2025 roku spodziewamy się solidnego wzrostu sprzedaży LfL (w przedziale od średnich do wysokich jednocyfrowych wartości  procentowych), który będzie wspierany innowacjami oraz rozwojem rozwiązań cyfrowych, co pozwoli nam dalej umacniać pozycję lidera w branży.

Marta Wrochna-Łastowska, CFO Grupy Żabka, powiedziała:

Rosnąca sprzedaż, przekładająca się na pozytywne efekty skali, korzystnie wpłynęła na zyskowność bezpośrednią. W połączeniu z dyscypliną kosztową przełożyło się to w II kwartale 2025r. na 20% wzrostu skorygowanego wyniku EBITDA oraz poprawę marży skorygowanego wyniku EBITDA o 0,6 p.p. do poziomu 13%. Wolne przepływy pieniężne wzrosły o 15% dzięki skutecznej kontroli wydatków i efektywności kosztowej. Zgodnie z sezonowym trendem, drugi kwartał przyniósł silne przepływy gotówkowe. W efekcie wskaźnik finansowego długu netto do skorygowanego wyniku EBITDA obniżył się o 0,5x rdr, osiągając na koniec pierwszego półrocza poziom 1,2x. Wypracowane  wyniki stanowią solidną podstawę do utrzymania marży skorygowanego wyniku EBITDA na poziomie 12–13% na koniec 2025 r. oraz dalszej poprawy rentowności skorygowanego zysku netto do około 3% w krótkim okresie.

Kluczowe informacje nt. wyników Grupy Żabka po 1H 2025 roku:

  • Przychody ze sprzedaży w I półroczu 2025 r. wzrosły o 14,7%, do poziomu 12,8 mld zł. W samym drugim kwartale przychody wzrosły o 16,2%, do poziomu 7,1 mld zł. Ten rezultat to efekt solidnego wzrostu organicznego, napędzanego mocną sprzedażą LfL oraz rozbudową sieci sklepów i kanałów cyfrowych.
  • Sprzedaż do klienta końcowego w okresie 6 miesięcy tego roku sięgnęła 14,8 mld zł, czyli o 14,4% więcej niż przed rokiem. W drugim kwartale sprzedaż wzrosła o 14%, do 8,1 mld zł.
  • Sprzedaż LfL wzrosła o 6,1% zarówno w pierwszym półroczu, jak i w drugim kwartale, pomimo wysokiej bazy z drugiego kwartału 2024 r. oraz nietypowo chłodnej pogody w maju. Wzrost ten wynikał w dużej mierze z innowacji w obszarze komercyjnym oraz rozwoju nowej oferty produktowej, zwłaszcza w segmencie dań gotowych (QMS).
  • Poprawa marży bezpośredniej oraz utrzymywanie dyscypliny kosztowej pozwoliły zwiększyć skorygowaną EBITDA w drugim kwartale o 20,1% rok do roku, do poziomu 1 057 mln zł. W całym pierwszym półroczu wzrosła ona o 18,2%, do 1 654 mln zł. Marża skorygowanego wyniku EBITDA wzrosła do 13% w drugim kwartale (wobec 12,4% rok wcześniej) oraz 11,2% w całym półroczu (wobec 10,9% rok wcześniej).
  • Na koniec czerwca 2025 r. sieć Grupy Żabka – największa convenience w Europie – liczyła 11 793 placówki w Polsce i Rumunii, co oznacza wzrost o 10,8% względem 10 640 rok wcześniej. Tylko w drugim kwartale otworzono 368 nowych sklepów. Według założeń z IPO, potencjał rynku to blisko 19 500 sklepów w Polsce oraz około 4 000 w Rumunii, co wskazuje na duże możliwości dalszej ekspansji.
  • Kanały cyfrowe (DCO) zanotowały w pierwszym półroczu 2025 r. wzrost sprzedaży do klienta końcowego o 26% (28% w II kwartale), co znacząco wpłynęło na wyniki Grupy i zbliżyło ją do realizacji celu z IPO zakładającego pięciokrotny wzrost przychodów DCO do 2028 r. Kluczowe inicjatywy to udoskonalenie Żabka Ads oraz rozszerzenie oferty q-commerce do ponad 10 tys. produktów na platformie delio+.
  • Skorygowany zysk netto w pierwszej połowie 2025 r. wyniósł 144 mln zł, co oznacza wzrost o 82,9% w porównaniu do poprzedniego roku. W drugim kwartale było to 221 mln zł wobec 176 mln zł rok wcześniej (+25,5%).
  • Wolne przepływy pieniężne w pierwszym półroczu sięgnęły 1 165 mln zł wobec 1,26 mld zł rok wcześniej. W drugim kwartale 2025 r. wzrosły o ponad 14%, do 1 074 mln zł, dzięki kontroli wydatków i efektywności kosztowej.
  • Nakłady inwestycyjne (CAPEX) w pierwszym półroczu 2025 r. wyniosły 740 mln zł, co oznacza wzrost o 14,7% rok do roku. Inwestycje objęły rozbudowę sieci oraz modernizację placówek, w tym montaż pieców gastronomicznych, umożliwiających wprowadzenie nowej oferty dań typu street food.
  • Zadłużenie Grupy Żabka systematycznie maleje. Na koniec drugiego kwartału 2025 r. wskaźnik finansowego długu netto do skorygowanego wyniku EBITDA spadł do poziomu 1,2x, o 0,5x w ciągu ostatnich miesięcy. Grupa planuje dalszą redukcję zadłużenia.

 

Podsumowanie wyników za IH 2025 i 2Q 2025
 
W mln PLN 2Q 2025 2Q 2024 Zmiana IH 2025 IH 2024 Zmiana
Przychody ze sprzedaży 7 124 6 133 16,2% 12 791 11 148 14,7%
Zysk brutto ze sprzedaży 1 327 1 111 19,4% 2 141 1 829 17,0%
EBITDA 1 002 866 +15,7% 1 547 1 379 +12,2%
Skorygowany wynik EBITDA* 1 057 881 +20,1% 1 654 1 399 +18,2%
Wynik netto 192 157 22,4% 67 58 14,8%
Skorygowany wynik netto** 221 176 25,5% 144 79 82,9%

* Skorygowany wynik EBITDA obliczony jako EBITDA przed uwzględnieniem czynszów z tytułu najmu i marż obliczonych na podstawie sprzedaży do klienta końcowego

* Skorygowany wynik netto obejmuje zysk netto powiększony o korekty EBITDA, po uwzględnieniu efektu podatkowego

Wybrane KPI i mierniki efektywności

(wszystkie marże obliczone na podstawie sprzedaży do klienta końcowego)

2Q 2025 2Q 2024 Zmiana IH 2025 IH 2024 Zmiana
Skonsolidowana sprzedaż do klienta końcowego, w mln PLN*** 8 133 7 126 14,1% 14 751 12 893 14,4%
Liczba sklepów na koniec okresu

w tym Rumunia

      11 793

109

10 640

5

+10,8%
Wzrost sprzedaży porównywalnej (LFL) 6,1% 9,3% -3,2 p.p. 6,1% 10,3% -4,2 p.p.
Nowo uruchomione sklepy

w tym Rumunia

368

22

313

5

+17,6% 804

51

714

5

+12,6%
Marża EBITDA 12,3% 12,1% +0,2 p.p. 10,5% 10,7% -0,2 p.p.
Marża skorygowanego wyniku EBITDA* 13,0% 12,4% +0,6 p.p. 11,2% 10,9% +0,4 p.p

***Sprzedaż realizowana przez sklepy działające pod szyldem Żabka, a także przez tzw. Nowe Silniki Rozwoju. Wielkość ta nie jest tożsama z przychodami ze sprzedaży Spółki. 

Skup akcji własnych

Zgodnie z raportem bieżącym z dnia 31 lipca 2025, Rada Dyrektorów Grupy Żabka zatwierdziła program skupu akcji własnych w celu realizacji zobowiązań wynikających z długoterminowego planu motywacyjnego (LTIP) na lata 2025–2027, o którym Spółka informowała podczas IPO. Program ruszy w sierpniu i obejmie do 4,2 mln akcji.

Skup zostanie przeprowadzony na rynku regulowanym zgodnie z zasadami MAR, a jego realizację powierzono domowi maklerskiemu Trigon.

Celem programu LTIP jest wzmocnienie długoterminowego zaangażowania kluczowych pracowników poprzez powiązanie wynagrodzenia motywacyjnego z długoterminowym wzrostem wartości generowanym przez Spółkę, w tym wzrostem wyniku EBITDA i sprzedaży do klienta końcowego oraz poprawą wskaźników ESG.

Poważna luka bezpieczeństwa w Cursor IDE. Hakerzy mogli atakować programistów

Popularne narzędzie do programowania wspierane przez AI miało lukę. Podatność pozwalała na dostęp do komputerów deweloperów.

Cursor IDE, jedno z najpopularniejszych narzędzi programistycznych wspieranych przez sztuczną inteligencją, był podatny na ataki hakerskie. To efekt luki, która pozwalała na zdalne wykonanie dowolnego kodu bez wiedzy użytkownika. Sytuacja umożliwiała uzyskanie stałego dostępu do komputera dewelopera oraz modyfikowanie projektów nad którymi pracowano – ostrzegają eksperci firmy Check Point Research.

Narzędzia programistyczne oparte na sztucznej inteligencji zmieniają sposób tworzenia oprogramowania, ale jednocześnie tworzą nowe wektory ataków oparte na zaufaniu. MCPoison pokazuje, jak łatwo można wykorzystać automatyzację i wygodę do cichej, długotrwałej eksploatacji w środowiskach współdzielonego kodowania – powiedział Oded Vanunu, szef działu badań nad podatnościami w produktach w firmie Check Point Software.          

Autorzy badania zapewniają, że atak wykorzystujący lukę systemową CVE-2025-54136 (nazwaną MCPoison) nie jest czysto teoretyczny. W środowiskach zespołowych (gdzie projekty są współdzielone przez repozytoria) wystarczyło, żeby jedna osoba miała dostęp do zapisu, by zainfekować MCP i rozprzestrzenić zagrożenie. Mechanizm przypomina cybernetycznego konia trojańskiego, z tą różnicą, że użytkownik sam otwiera drzwi.              

– Atak mógł być całkowicie niewidoczny i powtarzany przy każdym uruchomieniu projektu – zaznaczają eksperci Check Point Research. Wszystko sprowadza się do tzw. MCP (Model Context Protocol) czyli plików konfiguracyjnych w Cursorze, które określają, jak AI ma działać w konkretnym projekcie. W normalnych warunkach użytkownik akceptuje MCP raz, przy pierwszym uruchomieniu. Problem w tym, że nikt już nie sprawdza, czy zawartość tego pliku się zmieniła.

Badacze bezpieczeństwa cybernetycznego odkryli, że po jednorazowej akceptacji pliku MCP, można go później dowolnie zmodyfikować, np. wstawiając złośliwy kod, który otwiera tylne drzwi (ang. backdoor), wysyła dane do zewnętrznego serwera lub uruchamia skrypty. Co najgorsze – za każdym razem, gdy ofiara otwiera projekt, kod uruchamia się automatycznie i bez ostrzeżeń.

Dla firm i zespołów deweloperskich oznacza to realne ryzyko:

  • Ciągły, niewidoczny dostęp do środowiska ofiary przez osoby postronne,
  • Ekspozycję haseł, tokenów API, kluczy chmurowych i innych wrażliwych danych,
  • Zagrożenie dla kodu źródłowego, własności intelektualnej oraz danych klientów,
  • Utratę zaufania do automatyzacji AI, która miała zwiększać bezpieczeństwo i efektywność.

Check Point poinformował twórców Cursor IDE o luce 16 lipca 2025 roku. Naprawa została udostępniona dwa tygodnie później, 30 lipca. To jednak nie koniec problemu – ekspertom zależy, by cała branża zaczęła inaczej podchodzić do zaufania w narzędziach opartych na AI.

Co powinni zrobić menedżerowie IT i zespoły programistyczne?

Przede wszystkim należy traktować pliki MCP jak kod źródłowy, przeglądać je, kontrolować wersje i ograniczyć do nich dostęp. Nie wolno ślepo ufać automatyzacji AI, nawet jeśli coś wygląda na nieszkodliwe, warto wiedzieć, co robi. Analitycy Check Pointa zalecają również ograniczanie uprawnień w repozytoriach, ponieważ dostęp do zapisu powinien być przemyślany.

Odkrycie podatności CVE-2025-54136 (in. MCPoison) pokazuje, że nawet narzędzia tworzone z myślą o zwiększeniu produktywności mogą stać się wektorem ataku. W dobie rosnącej integracji AI w środowiskach programistycznych – od IDE po CI/CD – kluczowe jest, by bezpieczeństwo szło w parze z innowacją.

Dane zza oceanu bez wpływu na rynki walutowe

Dane zza oceanu nie spowodowały zmian na rynkach. W Szwajcarii symbolicznie zwiększa się poziom wzrostu cen, aczkolwiek na razie wygląda na to, że nie grozi to podwyżkami stóp procentowych. W tle Turcja pokazuje coraz niższą inflację, co w końcu powinno zrobić przestrzeń do kolejnych cięć stóp.

Spokojny dzień na dolarze

Po wielu bardzo intensywnych dniach przyszedł w końcu moment uspokojenia. W poniedziałek aktywność na głównej parze walutowej była bardzo niska. Dzień wolny w Kanadzie raczej nie miał tutaj większego wpływu. Analitycy wskazują na neutralne dane na temat zamówień. Te w przemyśle miały spadać o 4,9%, a spadły 4,8% w czerwcu. Na dobra trwałego użytku spodziewano się aż 9,3% gorszego wyniku, a otrzymano 9,4%. Z kolei zamówienia na dobra bez środków transportu wzrosły o 0,2%. Pokazuje to, jak duży problem ma branża motoryzacyjna. Dane te jednak – jak już wspomniano – nie miały wpływu na waluty. Wydaje się, że rynek czeka przynajmniej na dzisiejszy odczyt bilansu handlu zagranicznego. Pokaże nam to, jak skuteczne są działania obecnej ekipy prezydenckiej. Gdybyśmy nie mieli kolejnej poprawy, jest ryzyko, że spirala celna może się rozszerzać.

Inflacja w Szwajcarii

Szwajcaria gra w swoją własną grę. W lipcu inflacja się co prawda podwoiła, ale z poziomu 0,1% na 0,2%, co nie jest przesadnym problemem. Warto zwrócić uwagę, że stopy procentowe w Szwajcarii wynoszą już 0%. Szwajcaria jest zatem jednym z niewielu Państw Zachodu posiadającym ujemne realne stopy. Trzeba jednak pamiętać, że gospodarka tego kraju bardzo cierpi przez nadmiernie umacniającego się franka. Z tego też powodu trzymane są niższe, niż można by standardowo oczekiwać, stopy procentowe. W ten sposób ograniczane są dalsze umocnienia tej waluty. Patrząc na obecną sytuację, widać jak na dłoni wydarzenia, które doprowadziły do problemu z kredytami frankowymi. Frank jest bowiem oprocentowany dużo niżej niż inne waluty, a działania Szwajcarskiego Narodowego Banku dążą do jego osłabienia. Teoretycznie brzmi to, jak dobry moment, by się zadłużyć we frankach. Wiemy jednak z historii, jak się kończy taki pomysł.

14 miesiąc spadku inflacji z rzędu

Tym imponującym wynikiem może się obecnie pochwalić Turcja. Jest też oczywiście ciemna strona tego rekordu. Pomimo czternastu obniżek, inflacja nadal wynosi 33,5%. Tak, 33,5% – autorowi nie wcisnęła się „3” przez pomyłkę drugi raz. W tym czasie tamtejszy bank centralny wstrzymał nawet przez chwilę cykl obniżek stóp procentowych i podniósł je w kwietniu tego roku. W lipcu doszło jednak do cięć. Główna stopa wynosi teraz 43%. Jest to drugi najwyższy wynik na świecie, zaraz po Wenezueli. Warto jednak pamiętać, że jeszcze niedawno rekordzistą była Argentyna, która jeszcze pod koniec 2023 roku miała główny wskaźnik na poziomie 126%. Nie zmienia to faktu, że Argentyna obniża stopy procentowe na kredyt, bo inflacja jest tam zauważalnie wyższa niż w Turcji. Lira turecka w dalszym ciągu ma administracyjnie ustalany kurs względem dolara, by stabilizować sytuację. Im niższa będzie jednak inflacja, tym przeceny liry powinny być słabsze.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA –  bilans handlowy.

Autor: Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Przemysł i logistyka liderami inwestycji na polskim rynku nieruchomości komercyjnych w 2025 r.

Od początku 2025 roku polski rynek inwestycji komercyjnych wykazywał symptomy stabilizacji. Z danych zawartych w raporcie BNP Paribas Real Estate Poland „Review. Rynek inwestycyjny w Polsce. II kw. 2025” wynika, że łączna wartość zawartych od początku roku umów osiągnęła 1,7 mld euro. Na szczególną uwagę zasługuje rosnąca obecność rodzimego kapitału, coraz aktywniej angażującego się w krajowe projekty.

Umiarkowana dynamika rynku

W drugim kwartale br. widoczne było ożywienie wśród inwestorów, choć skala zawieranych transakcji pozostała ograniczona. Na rynku dominowały mniejsze przedsięwzięcia, co odzwierciedla wpływ niestabilnej sytuacji geopolitycznej oraz wymagających warunków gospodarczych.

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce wykazywał oznaki stabilizacji choć nadal funkcjonuje w otoczeniu niepewności makroekonomicznej. Od początku roku zawarto transakcje o wartości 1,7 mld EUR, co stanowi około 45% rocznej średniej z ostatnich pięciu lat – ocenia Mateusz Skubiszewski, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Przemysł i logistyka na czele inwestycji

Na podstawie analizy całkowitego wolumenu inwestycji od początku roku, liderem pozostaje sektor przemysłowo-logistyczny. Tego typu aktywa przyciągnęły 694 mln euro, co oznacza imponujący wzrost o aż 136% rok do roku. Największą transakcją w tym segmencie nieruchomości była sprzedaż i wynajem zwrotny portfela Eko Okna (264 tys. m kw.) zrealizowana przez Realty Income za 253 mln euro. Wśród istotnych inwestycji warto wymienić także zakup kompleksu AFI Home Metro Szwedzka (dawniej Bohema) w Warszawie. Obiekt ten o powierzchni 20 600 m kw. nabyty został przez AFI Europe za kwotę 76,2 mln euro. Z kolei wartość sprzedaży bydgoskiego centrum dystrybucyjnego LPP (103 tys. m kw.), spółce inwestycyjnej  Reico IS EAM, o wartości  75,8 mln euro.

Od początku roku sektor biurowy zanotował wolumen inwestycji na poziomie 411 mln euro, natomiast sektor handlowy – 322 mln euro. Oznacza to spadki odpowiednio o 49% i 36% w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland prognozują jednak, że w drugiej połowie 2025 roku możliwe jest ożywienie segmentu handlu, m.in. dzięki planowanym dużym transakcjom, co może pozytywnie wpłynąć na całoroczny bilans.

Duże inwestycje wciąż rzadkością

Najatrakcyjniejsze aktywa typu core pozostają poza zasięgiem wielu zagranicznych inwestorów z uwagi na wciąż wysokie koszty finansowania i wynikową lukę cenową pomiędzy oczekiwaniami sprzedających  i kupujących w tej klasie aktywów. Część graczy rynkowych przyjmuje strategię „czekania na rozwój sytuacji”, skupiając się na obiektach o mniejszej skali i przewidywalnym profilu ryzyka. W pierwszym półroczu zanotowano tylko jedną dużą transakcję o wartości przekraczającej 250 mln euro.

W drugiej połowie roku oczekiwane jest stopniowe ożywienie rynku, wspierane przez przewidywaną obniżkę stóp procentowych przez banki centralne. Może to skutkować kompresją stóp kapitalizacji i zwiększeniem atrakcyjności nieruchomości jako klasy aktywów – komentuje Mateusz Skubiszewski.

Mniejsze transakcje wciąż na fali

Analiza wolumenu transakcji inwestycyjnych od początku roku pokazuje, że najwyższą aktywność odnotowano w segmencie transakcji o wartości od 40 do 100 mln euro. Łączna wartość tego typu umów wyniosła 769 mln euro, co oznacza wzrost o 137% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Z kolei transakcje do 20 mln euro osiągnęły wartość 293 mln euro, notując spadek o 16% r/r. W przypadku największych inwestycji, przekraczających 100 mln euro, całkowity wolumen wyniósł 254 mln euro,
co stanowi spadek o 65% r/r. Dane te odzwierciedlają preferencje inwestorów wobec projektów o mniejszym ryzyku i większej przewidywalności.

Krajowy kapitał na fali wznoszącej

Od początku roku największy udział w strukturze inwestycji miał kapitał pochodzący z Europy, odpowiadający za 59% łącznych nakładów. Na drugim miejscu znalazły się fundusze amerykańskie z udziałem wynoszącym 23%. Inwestorzy z Bliskiego Wschodu ulokowali 12% kapitału, natomiast środki z Afryki stanowiły 2% całkowitego wolumenu.

Jak wskazują analitycy BNP Paribas Real Estate Poland, od początku roku wyraźnie wzrósł udział inwestorów krajowych. Polscy inwestorzy odgrywają coraz bardziej znaczącą rolę w całkowitym wolumenie inwestycji. Świadczy to o rosnącym zaufaniu do lokalnego rynku oraz większej gotowości do lokowania kapitału w krajowe nieruchomości komercyjne.

Stabilne stopy kapitalizacji

W pierwszym półroczu 2025 roku stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów w Polsce utrzymywały się na stabilnym poziomie: 6,25% dla biur i magazynów, 6,50% dla centrów handlowych oraz 5,25% dla obiektów logistycznych obsługujących e-commerce.

Brak dekompresji wskazuje na oczekiwanie dalszych obniżek kosztów finansowania. Obecne poziomy stóp są wciąż zbyt wysokie, by przyciągnąć globalny kapitał – rynek zdominowany jest przez inwestorów oportunistycznych z regionu CEE. Wysokie koszty kapitału ograniczają aktywność deweloperską, co przełoży się na mniejszą podaż nowych, wynajętych obiektów. Wsparciem dla rynku mogą być środki z KPO, stanowiące obecnie istotne paliwo wzrostu gospodarczego – podsumowuje Karolina Wojciechowska, Dyrektorka, Dział Rynków Kapitałowych BNP Paribas Real Estate Poland

Sztuczna inteligencja a rynek pracy – kto się boi, a kto widzi szanse?

Badanie „People at work 2025: A Global Workforce View” ujawnia szeroki wachlarz sprzecznych emocji pracowników związanych z wpływem AI na ich miejsce pracy. Wiele osób dostrzega pozytywne możliwości sztucznej inteligencji, innym towarzyszą obawy i niepewność związane z ryzykiem redukcji stanowiska pracy z powodu AI. Technologia, która już dziś zmienia rynek pracy, może stanowić też wyzwanie dla retencji pracowników. Obecnie 30 proc. osób, które uważają, że ich pracę można łatwo zastąpić, aktywnie poszukuje nowej pracy.

  • Tylko 9 polskich pracowników liczy na to, że sztuczna inteligencja będzie wsparciem dla ich pracy,
    a 7 proc. obawia się utraty pracy z tego powodu. Jednocześnie 10 proc. przyznaje, że nie ma pojęcia, w jaki sposób AI wpłynie na ich pracę w bliskiej przyszłości.
  • W przypadku polskich pracowników ich wiek w znikomym stopniu kształtuje opinie na temat znaczenia AI na ich pracę. Tylko 11 proc najmłodszych polskich pracowników (18-26 lat) wyraża optymizm, a 12 obawia się, że sztuczna inteligencja wkrótce wyprze ich z rynku. Za to 13 proc. nie wie, jak AI wpłynie na ich pracę. Najbezpieczniej czują się osoby w wieku +55 – tylko 5 proc. obawia się utraty pracy z powodu AI,
    a 9 proc. wyraża optymizm.
  • W Polsce to pracownicy umysłowi mają najbardziej wyklarowany pogląd, jak AI wpłynie na ich pracę (13 liczy na wsparcie, ale aż 10 proc. obawia się utraty pracy). Dla porównania, wśród robotników wykwalifikowanych 10 proc. wyraża optymizm, a zaledwie 6 proc obawia się wyparcia przez AI. Na świecie pracownicy umysłowi najczęściej wyrażali optymizm (średnio 24 proc., przy rekordowym wskazaniu
    w Egipcie – 36 proc.).

– Rozwój sztucznej inteligencji to nie tylko zmiana technologiczna, bowiem wiele dzieje się też w emocjach pracowników, niezależnie od kraju – mówi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska. – Część z nich widzi w AI narzędzie pozytywnych zmian, ale równie ważną emocją jest niepewność. Pracodawcy, którzy rozpoznają i odpowiednio zaopiekują się obawami zatrudnionych, wyjaśniając wpływ technologii i szkoląc ludzi w zakresie korzystania z nowych narzędzi, najlepiej wykorzystają prawdziwy potencjał sztucznej inteligencji i zbudują zespoły gotowe na przyszłość.

Kluczowe wnioski z raportu „People at work 2025: Sztuczna inteligencja”

Dominują mieszane uczucia: 17 proc. pracowników na świecie zdecydowanie zgadza się z twierdzeniem, że sztuczna inteligencja pozytywnie wpłynie na ich pracę w ciągu najbliższego roku. Aż 33 proc. badanych ma mieszane uczucia w związku z AI. Co dziesiąty pracownik zdecydowanie wyraża obawę, że AI wyprze go z pracy.

Nadzieje i obawy: Co ciekawe, kraje o najbardziej optymistycznym spojrzeniu na sztuczną inteligencję, takie jak Egipt czy Indie, mają również najwyższy odsetek pracowników obawiających się zastąpienia. Wskazuje to, że potencjał AI budzi zarówno ekscytację, jak i obawy dotyczące jej ostatecznych efektów.

Niepewność = niepokój: 44 proc. badanych (suma odpowiedzi zgadzam się/zdecydowanie zgadzam się) nie wie, jak AI wpłynie na ich pracę. Ta niepewność może przyczyniać się do niepokoju, przy czym na niektórych rynkach wysoki odsetek pracowników obawiających się zastąpienia idzie w parze z dużą liczbą osób, które nie mają pojęcia, jak sztuczna inteligencja wpłynie na ich przyszłość zawodową.

Różnice w zależności od branży i rodzaju pracy

Pierwsi użytkownicy są bardziej optymistyczni: Pracownicy sektorów usług technologicznych, finansów, ubezpieczeń i technologii informacyjnych są bardziej skłonni do pozytywnego spojrzenia na AI, jednak częściej wyrażają obawy związane z zastąpieniem. Sektory te cenią sobie efektywność i przewagę konkurencyjną, które sztuczna inteligencja może wzmocnić. Widać jednak ogromne różnice regionalne. W Europie najczęściej pokładający nadzieję w AI pracownicy usług technologicznych (19 proc.) oraz sektora finansowego (18 proc.), wyrażają taką opinię dwukrotnie rzadziej niż w regionie Bliskiego Wschodu i Afryki (odpowiednio 37 proc. i 42 proc.).

Pracownicy umysłowi są jednocześnie optymistyczni i pełni obaw: Programiści, pracownicy naukowi, inżynierowie są najbardziej skłonni wierzyć, że sztuczna inteligencja pozytywnie wpłynie na ich pracę (24 proc.), ale są również najbardziej zaniepokojeni tym, że zostaną zastąpieni przez technologię (13 proc.). Oni także najczęściej przyznają, że nie wiedzą, co przyniesie przyszłość (14 proc).

Sektory skoncentrowane na człowieku wykazują ostrożność: Pracownicy branż w dużym stopniu polegających na interakcjach międzyludzkich, jak opieka zdrowotna i pomoc społeczna, częściej wyrażają obawy dotyczące wpływu AI na świat pracy.

Wiek: Pracownicy w przedziałach wiekowych 18-26 i 27-39 lat najczęściej wykazują zarówno optymizm (średnio 19 proc. i 21 proc.), jak i obawy wobec długoterminowego wpływu AI na ich karierę (14 proc i 12 proc). Osoby z długim stażem pracy (+55) najczęściej uważają, że sztuczna inteligencja wywrze niewielki wpływ na ich pracę zanim zdążą ukończyć karierę (5 proc.). W Polsce jednak wiek w znikomym stopniu wpływa na optymizm związany z AI. Zaledwie 11 proc. najmłodszych i 9 proc. pracowników liczy, że nowa technologia wesprze ich w pracy. Polacy w wieku przedemerytalnym najrzadziej obawiają się, że AI wyprze ich z pracy (5 proc.).

Region: Kraje Bliskiego Wschodu i Afryki mają najwyższy odsetek pracowników przekonanych, że AI pozytywnie wpłynie na ich pracę (27 proc.), a Europa najniższy (11 proc.). Do optymistycznych regionów należy także Ameryka Łacińska (19 proc.) podczas gdy Ameryka Północna (13 proc.) oraz region Azji i Pacyfiku (16 proc.) plasują się pośrodku. W Polsce jedynie 9 proc. pracowników liczy, że sztuczna wesprze ich w pracy – co stanowi mizerny wynik w porównaniu z Egiptem i Indiami (odpowiednio 36 proc. i 34 proc.). Najrzadziej jednak nadzieje w AI pokładają pracownicy w Japonii i Szwecji (odpowiednio 4 proc. i 6 proc.).

Stres związany z AI skłania do szukania pracy: Pracownicy obawiający się wyparcia ich z pracy przez technologię, dwukrotnie częściej twierdzą, że doświadczają wysokiego stresu w pracy. Strach przed byciem zastąpionym skłania do aktywnego poszukiwania nowego zatrudnienia (ponad 30 proc.), w porównaniu z 16 proc. osób niewyrażających niepokoju.

Metodologia raportów „People at Work 2025”

Raport „People at Work” opiera się na kompleksowym badaniu Global Workforce Survey przeprowadzonym przez zespół ADP Research. Badanie, prowadzone corocznie od 2015 roku, zostało zaprojektowane przez zespół analityków ADP Research tak, by przedstawiało rynek pracy z perspektywy samych pracowników. W ten sposób dostarcza informacji, które pozwalają modyfikować świat pracy dzięki lepszemu zrozumieniu nastrojów i oczekiwań pracowników.

Bazując na danych ankietowych zebranych wśród niemal 38 tys. pracujących dorosłych na 34 rynkach z sześciu kontynentów, raport „People at Work 2025” przedstawia reprezentatywny obraz globalnej siły roboczej, umożliwiając porównywanie nastrojów pracowników panujących w różnych krajach i regionach. Respondenci pochodzą z różnych branż, mają różne wykształcenie, pracują stacjonarnie lub zdalnie oraz posiadają zróżnicowane kompetencje. Rekrutują się z organizacji każdej wielkości – od firm kilkuosobowych do korporacji, spośród pracowników wszystkich szczebli w firmowej hierarchii oraz indywidualnych przedsiębiorców.

Unikalną cechą serii raportów „People at Work 2025” jest szczegółowy pomiar nastrojów pracowników przy użyciu autorskiej metodologii opracowanej przez ADP Research. Oprócz charakterystyki demograficznej, respondenci klasyfikowani są ze względu na rodzaj wykonywanej pracy – opartej na wiedzy, kwalifikacjach lub cyklicznych powtarzalnych czynnościach – niezależnie od branży. Wgląd w dane „People at Work” w tak różnych wymiarach oferuje precyzyjny i szczegółowy obraz. Raporty łączą globalne trendy ze spostrzeżeniami na temat poszczególnych rynków, od sztucznej inteligencji i wpływu inflacji na posiadanie wielu źródeł zatrudnienia, po trendy płacowe i rozwój kariery.

Deszczowe lato i zmieniające się nawyki konsumentów uderzają w branżę piwowarską

Deszczowe lato nie sprzyja sprzedaży piwa, zarówno w Polsce, jak i na świecie. W ostatnim tygodniu obserwowaliśmy znaczące spadki na giełdach, które dotknęły największych globalnych producentów tego trunku. Akcje Anheuser-Busch i Heinekena zanotowały korektę rzędu 13 proc. To reakcja na gorsze wyniki sprzedaży – w Europie w przypadku Heinekena, a w Brazylii i Chinach, jeśli chodzi o Anheuser-Busch.

Zmieniające się nawyki konsumenckie, szczególnie wśród młodszych pokoleń, stają się coraz większym wyzwaniem dla browarów. Globalne dane pokazują wyraźny trend spadku konsumpcji alkoholu – w ciągu ostatnich 20 lat globalny odsetek dorosłych poniżej 35. roku życia, którzy deklarują picie alkoholu, zmniejszył się z 72 do 62 proc. W Polsce trend ten także jest wyraźny i potwierdza go rosnąca popularność piwa bezalkoholowego, którego sprzedaż w pierwszym kwartale tego roku wzrosła aż o 18 proc. rok do roku.

W Polsce pogoda również nie sprzyja producentom piwa. Tegoroczne lato jest wyjątkowo deszczowe, co przekłada się na niższy popyt w szczycie sezonu. To może pogłębić problemy, z jakimi branża boryka się już od dłuższego czasu. Według danych Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego, w pierwszym półroczu sprzedaż piwa spadła o 6 proc.

Widać to po przedstawionych w minionym tygodniu wynikach dwóch największych koncernów piwowarskich na świecie – Heineken i Anheuser-Busch. Obie spółki zanotowały spadek wolumenów sprzedaży piwa, przy jednoczesnym wzroście przychodów, co nastąpiło głównie dzięki podwyżkom cen piwa.

Heineken, który generuje około 35 proc. swojej sprzedaży w Europie, najbardziej odczuł spadki właśnie na tym rynku. Wolumen sprzedaży w regionie zmniejszył się aż o 4,8 proc., co przełożyło się na ogólny spadek globalny o 0,4 proc. rok do roku. To co prawda lepszy wynik niż w pierwszym kwartale, ale nadal poniżej oczekiwań rynku. Z powodu rozczarowujących wyników kurs akcji spółki spadł w ciągu ostatniego tygodnia o 12,8 proc., mimo że zysk operacyjny wzrósł o 7,4 proc.

Jeszcze bardziej ucierpiał Anheuser-Busch, którego akcje w ciągu tygodnia straciły 13,7 proc. W II kwartale wolumen sprzedaży spadł o 1,9 proc., co wyraźnie rozminęło się z oczekiwaniami analityków, którzy zakładali spadek jedynie o 0,3 proc. Problemy koncentrowały się głównie na rynkach w Chinach i Brazylii. Mimo trudnego otoczenia firma zwiększyła przychody o 3 proc., do 15 mld dolarów, a zysk operacyjny wzrósł o 6,5 proc. Wzrosty te wynikały jednak z podwyżek cen, a nie z poprawy popytu, co budzi obawy inwestorów o przyszłą rentowność. Dodatkowo, działalność spółki w USA obciążają 50-proc. cła na aluminium, które wpływają na marże i wycenę.

Obie spółki są obecnie wyceniane relatywnie nisko – prognozowany wskaźnik C/Z (forward P/E) wynosi 14,5 dla Heinekena i 15,5 dla Anheuser-Busch. Pomimo wzrostów przychodów, rynek wyraźnie nie wierzy w trwałość tego trendu, skoro za nim nie idzie realny wzrost sprzedaży. Coraz więcej wskazuje na to, że branża piwowarska wchodzi w okres stagnacji – z ograniczonym potencjałem wzrostu i presją na marże wynikającą z rosnących kosztów surowców oraz zmieniających się preferencji konsumentów. Warto jednak zauważyć, że na tle całego rynku bardziej odporne na spadki sprzedaży pozostają marki piwa premium takie jak Stella Artois czy Corona.

Sektor piwowarski, tradycyjnie uznawany za defensywny i stabilny, dziś zmaga się z istotnymi wyzwaniami strukturalnymi. Spadek spożycia alkoholu wśród młodych dorosłych, rosnące koszty operacyjne, silna zależność wyników od coraz bardziej zmiennej pogody oraz ograniczony wzrost wolumenów sprzedaży tworzą mieszankę, która zniechęca inwestorów. Dla poszukujących okazji inwestycyjnych może to oznaczać konieczność selektywnego podejścia – szczególnie w kontekście firm, które mają silną pozycję na rynkach rozwijających się lub potrafią skutecznie przestawić się na produkty bezalkoholowe.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Jarosław Sołomacha nowym koordynatorem SEO w Polska Press Grupie

1 sierpnia 2025 roku stanowisko koordynatora SEO w Polska Press Grupie objął Jarosław Sołomacha. To doświadczony dziennikarz, redaktor i ekspert w zakresie optymalizacji treści. W ostatnich latach związany był z redakcją SpidersWeb.pl, gdzie odpowiadał za strategię SEO oraz pełnił funkcję redaktora prowadzącego serwisu.

Jarosław Sołomacha, Polska Press Grupa
Jarosław Sołomacha, Polska Press Grupa

Jarosław Sołomacha swoją karierę zawodową rozpoczął w 2005 roku jako zastępca redaktora naczelnego „Kuriera Siemiatyckiego”. W latach 2007–2021 był związany z Polska Press Grupą. W „Kurierze Porannym” pracował jako dziennikarz śledczy, kryminalny i społeczny, a od 2008 roku kierował działem online tego tytułu. Z czasem jego kompetencje obejmowały również inne redakcje, w tym „Gazetę Współczesną”, serwisy „Nasze Miasto” oraz inne portale należące do spółki.

Od 2021 roku pracował w SpidersWeb.pl jako szef wydawców online, odpowiadając za redakcyjne SEO i rozwój treści. W przeszłości prowadził także zajęcia z dziennikarstwa internetowego na Uniwersytecie w Białymstoku.

Nowy koordynator SEO będzie odpowiedzialny za rozwój strategii optymalizacji treści w serwisach należących do Polska Press Grupy, wspieranie redakcji regionalnych i tematycznych oraz wdrażanie najlepszych praktyk w zakresie widoczności treści w wyszukiwarkach.

Spektakularne wyniki Palantira w Q2 2025 – ponad 1 mld USD przychodów i wzrost o 48%

Palantir Technologies wyróżnia się na tle globalnych firm technologicznych nie tylko imponującym tempem wzrostu, lecz także unikalnym połączeniem kompetencji w zakresie zaawansowanego oprogramowania opartego na sztucznej inteligencji i silnej obecności w sektorze obronnym. Firma skutecznie łączy działalność komercyjną z długofalową współpracą z rządami i wojskiem, co zapewnia jej wyjątkową pozycję rynkową i wysoką odporność na zmienność koniunktury.

W drugim kwartale 2025 roku Palantir odnotował spektakularne wyniki finansowe, osiągając ponad 1 mld USD przychodów, co oznacza wzrost o 48% rok do roku i istotne przekroczenie rynkowych prognoz (939 mln USD). Skorygowany zysk na akcję wyniósł 0,16 USD, również powyżej oczekiwań. Szczególnie dynamiczny rozwój firma zanotowała na rynku amerykańskim, gdzie przychody wzrosły aż o 68% r/r i sięgnęły 733 mln USD. W segmencie komercyjnym w USA wzrost wyniósł 93%, natomiast w sektorze rządowym – 53%, co podkreśla zdolność firmy do skalowania oferty zarówno wśród klientów instytucjonalnych, jak i publicznych.

W kontekście prognoz całorocznych Palantir zrewidował swoje szacunki w górę, oczekując przychodów w przedziale 4,14–4,15 mld USD, czyli znacznie powyżej wcześniejszych prognoz analityków (ok. 3,91 mld USD). Kurs akcji spółki wzrósł po publikacji wyników o około 3,5%, osiągając 160,66 USD. Warto przy tym zaznaczyć, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy akcje Palantira zyskały ponad 500%, co czyni go jednym z liderów hossy napędzanej przez rosnący popyt na rozwiązania z zakresu AI.

Kluczowym motorem rozwoju spółki pozostaje sztuczna inteligencja, a w szczególności wdrożenia dużych modeli językowych (LLM) i infrastruktura związana z chipami. Prezes firmy, Alex Karp, określił wpływ AI na działalność Palantira jako „oszałamiający” i zapowiedział ambicję uczynienia z firmy „dominującego programisty przyszłości”. Palantir nie tylko szybko rozwija swoje produkty AI, ale także zdobywa strategiczne kontrakty – m.in. z Pentagonem, czy US Space Force. Jednym z najważniejszych osiągnięć kwartału było zawarcie 10-letniego kontraktu z Armią USA o wartości 10 mld USD, obejmującego konsolidację kilkudziesięciu wcześniejszych umów. Choć kontrakt ten ma charakter kosztowy i nie wpłynął bezpośrednio na zysk, stanowi on wzorzec dla przyszłych projektów federalnych i wzmacnia pozycję Palantira jako kluczowego partnera obronnego USA i ich sojuszników.

Na tle konkurencji Palantir wyróżnia się nie tylko dynamiką wzrostu, lecz także imponującą marżą brutto sięgającą około 80% oraz szeroką ekspozycją zarówno na rynek AI, jak i sektor obronny. Podczas gdy inne firmy z branży sztucznej inteligencji, takie jak Snowflake czy Salesforce, skupiają się głównie na kliencie komercyjnym, Palantir skutecznie łączy kompetencje technologiczne z głębokim zakorzenieniem w sektorze publicznym. W porównaniu z tradycyjnymi firmami zbrojeniowymi, jak BAE Systems czy Lockheed Martin, oferuje elastyczność i innowacyjność właściwe dla dynamicznego sektora nowych technologii.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Prime Batteries z nowym inwestorem – T2Y Capital dołącza do akcjonariatu spółki portfelowej InnoEnergy

Prime Batteries Technology – wiodący producent baterii litowo-jonowych i systemów magazynowania energii w Europie, pozyskał nowego inwestora. Do grona akcjonariuszy spółki dołączył fundusz T2Y Capital, specjalizujący się w inwestycjach w sektorze transformacji energetycznej. Prime Batteries od 2022 roku jest spółką portfelową InnoEnergy – europejskiego lidera innowacji w obszarze zielonej energii i czystych technologii.

Prime Batteries, z siedzibą w Bukareszcie, to jeden z najbardziej zaawansowanych technologicznie dostawców rozwiązań do magazynowania energii opartych na technologii litowo-jonowej.  Spółka dysponuje w pełni zintegrowanym łańcuchem wartości – od produkcji ogniw bateryjnych, przez montaż kompletnych systemów, aż po rozwój własnego oprogramowania do zarządzania bateriami (Battery Management System). Prime Batteries dostarcza rozwiązania dla klientów z sektora energetyki, przemysłu, motoryzacji i logistyki, a jej systemy magazynowania energii są wykorzystywane m.in. przez Hidroelectrica – największego producenta energii odnawialnej w Rumunii.

InnoEnergy wspiera Prime Batteries od 2022 roku. Współpraca umożliwiła firmie rozpoczęcie dynamicznej ekspansji na rynki europejskie oraz skalowanie działalności do poziomu przemysłowego. Obecnie Prime Batteries dysponuje zakładem produkcyjnym o mocy 2,3 GWh rocznie, a do 2030 roku planuje zwiększyć produkcję do ponad 8 GWh. Kluczowym elementem tej strategii jest budowa nowej fabryki w Fundulea, której planowana moc wyniesie 6 GWh. Wartość inwestycji szacowana jest na 700 mln euro. Dzięki współpracy z InnoEnergy, Prime Batteries zyskała dostęp do europejskiej sieci partnerów technologicznych i inwestorów, co umożliwiło jej realizację zamówień dla klientów z Niemiec, Polski, Norwegii, Hiszpanii i Włoch.

Partnerstwo z T2Y Capital to dla Prime Batteries kolejny ważny kamień milowy w rozwoju firmy. Nowy inwestor wnosi nie tylko kapitał, ale również komplementarną wiedzę i dostęp do nowych rynków. T2Y Capital to partner, który pomoże spółce rozszerzyć ofertę, m.in. o model Battery-as-a-Service, oraz dynamicznie zwiększyć zasięg sprzedaży międzynarodowej, odpowiadając na rosnące zapotrzebowanie.

– Z radością witamy T2Y Capital jako nowego akcjonariusza i silnego partnera na kolejnym etapie naszego rozwoju. Dzięki ich wsparciu możemy dalej zwiększać nasze moce produkcyjne. Obecność T2Y Capital wzmacnia pozycję Prime Batteries jako wiodącego dostawcy technologii litowo-jonowej w Europie, oferującego innowacyjne rozwiązania dla rynku – dodaje Vicentiu Ciobanu, prezes Prime Batteries.

T2Y Capital to fundusz inwestycyjny typu growth equity, skoncentrowany na sektorze energetycznym oraz branżach pokrewnych. Celem funduszu jest skalowanie innowacyjnych firm z ugruntowanym modelem biznesowym poprzez dostarczanie kapitału oraz wiedzy strategicznej i operacyjnej. T2Y Capital inwestuje w całym łańcuchu wartości, wspierając budowę europejskich liderów transformacji energetycznej. Firma działa zgodnie z najwyższymi standardami zrównoważonego inwestowania jako fundusz sklasyfikowany zgodnie z artykułem 9 rozporządzenia SFDR, co czyni go wiarygodnym partnerem dla podmiotów z sektora zielonej transformacji.

– Prime Batteries to europejski „ukryty czempion” sektora energetycznego. Firma jest liderem technologicznym, posiada ugruntowaną pozycję na rynku UE i działa w oparciu o rentowny model biznesowy. Jako partner strategiczny, T2Y Capital będzie wspierać jej ekspansję międzynarodową i pomoże skalować sukces Prime Batteries do poziomu gigawatowego – podkreśla Benedikt Friedrich, Dyrektor Zarządzający ds. Inwestycji w T2Y Capital.

Inwestycja T2Y Capital to kolejny dowód na rosnące znaczenie Prime Batteries w europejskim ekosystemie zrównoważonej energii. Dzięki wsparciu dwóch silnych partnerów – InnoEnergy i T2Y Capital – firma jest gotowa, by odegrać kluczową rolę w budowie niezależnego, innowacyjnego i konkurencyjnego łańcucha wartości baterii w Europie.