Mapa ryzyk w bankowości: cyberataki, geopolityka, regulacje i AI

Niezmiennie od kilku lat najważniejszym rodzajem ryzyka dla banków są cyberzagrożenia. Istotności nabrało ryzyko geopolityczne, które w tegorocznym badaniu EY oraz Instytutu Finansów Międzynarodowych (IIF) zajęło trzecie miejsce, podczas gdy rok temu było dopiero na 12. pozycji.

Najważniejsze rodzaje ryzyka wynikają z działania sił zewnętrznych, od polityki monetarnej po napięcia handlowe i konflikty geopolityczne oraz ewolucji modeli operacyjnych i postępującej digitalizacji – wynika z 14. badania dotyczącego zarządzania ryzykiem w sektorze bankowym zatytułowanego „Zwinność w zmienności: przywrócenie równowagi priorytetów CRO w zmieniającej się agendzie ryzyka”.

10 rodzajów ryzyka najważniejszych dla CRO w ciągu najbliższych 12 miesięcy
Wzrost znaczenia geopolityki wynika z wojny w Ukrainie, konfliktów na Bliskim Wschodzie oraz napiętych relacji handlowych. Dlatego 38% członków zarządu ds. ryzyka (CRO) wskazało geopolitykę jako istotne ryzyko, co oznacza wzrost o 137% rok do roku (wtedy było to jedynie 16% wskazań). To drugie najpoważniejsze ryzyko wskazywane przez członków zarządów banków zajmujących się ryzykiem, zaraz po cyberryzykach, które wskazało 72% badanych. Dla 36% respondentów istotne są zmieniające się wymagania regulacyjne, a dla 31% kwestie związane z ESG.

Z roku na rok rośnie waga cyberzagrożeń a ich dominacja jest obecnie bezsprzeczna. Wart zauważenia jest istotny wzrost znaczenia ryzyk geopolitycznych oraz przetasowanie w zakresie głównych ryzyk finansowych. Kwestie geostrategiczne budzą duże zaniepokojenie wśród CRO z powodu szerokiego zakresu ich potencjalnych konsekwencji dla banków, od wzrostu inflacji po odporność operacyjną. CRO stawiają czoła coraz większej liczbie różnorodnych ryzyk. Dlatego podchodzą oni coraz bardziej proaktywnie do zarządzania ryzykiem, aby reagować na nie bardziej zwinnie i skutecznie – mówi Paweł Preuss, Partner EY Polska, lider sektora finansowego.

Szefowie ryzyka istotnych systemowo banków na świecie (G-SIB) widzą podział ryzyk nieco inaczej; ponad połowa z nich (55%) podkreślała znaczenie regulacji.

Nieco inne spojrzenie największych banków nie jest zaskoczeniem, ponieważ podlegają one większej liczbie regulacji, a w wielu jurysdykcjach są jedynymi zobowiązanymi do przestrzegania przepisów Bazylei III – dodaje Paweł Preuss.

W ciągu najbliższych trzech lat cyberbezpieczeństwo niezmiennie będzie priorytetem dla CRO, razem z technologią, w tym sztuczną inteligencją (AI), geopolityką i ESG.

Kwestie niepokojów na świecie wskazywane jako bardzo poważne ryzyko są różnie traktowane w zależności od wielkości badanego banku i regionu, w którym działa. Ponad połowa, bo aż 64% Globalnie Systemowo Ważnych Banków (G-SIB), umieściła geopolitykę w pierwszej piątce.

Zmiany geopolityczne to nie tylko konflikty zbrojne czy handlowe, ale także potencjalne zagrożenie cyberatakami inspirowanymi przez państwa lub organizacje przestępcze – uważa Janusz Miszczak, Partner EY, Lider Działu Zarządzania Ryzykiem Finansowym i Analityki.

Aby zarządzać ryzykiem geopolitycznym, CRO chcą wzmocnić zabezpieczenia systemów informatycznych, analizować sytuację i przygotowywać odpowiednie scenariusze, a także wprowadzać dokładniejsze zasady zgodności z przepisami. Ponad połowa (56%) zapowiada, że geopolityka stanie się jednym z ważniejszych priorytetów w ich działalności.

Ryzyko finansowe

Najnowsze badanie EY pokazało, że żadne z rodzajów ryzyka finansowego nie znalazło się w pierwszej dziesiątce najpoważniejszych rodzajów ryzyka. Wśród najważniejszych w ciągu najbliższego roku, CRO wymienili hurtowe ryzyko kredytowe, wskazane przez 1/3 respondentów. Ryzyko kredytowe klientów detalicznych będzie ważne dla 24%, a dla niecałej 1/5 (19%) będzie to ryzyko płynności i finansowania. Prawie tyle samo CRO (18%) wymieniło także ryzyko stopy procentowej w księdze bankowej (IRRBB).

Warto pamiętać, że biznes bankowy to w istocie zarządzanie ryzykiem finansowym. Widać efekty wieloletnich inwestycji w ludzi i narzędzia, ponieważ szefowie ryzyka mają wysokie przekonanie o zdolności kontrolowania tego ryzyka – mówi Janusz Miszczak.

Większość CRO (67%) powiedziała, że ma wystarczające ramy zarządzania ryzykiem finansowym, a ¼ twierdziła, że opiera je na najlepszych praktykach. Planują dalsze ograniczenia poprzez zaostrzenie standardów kredytowych, zwłaszcza dla sektorów wysokiego ryzyka, oraz zwiększenie wymagań dotyczących zabezpieczeń.

Ryzyko klimatyczne i zrównoważonego rozwoju

Ponad połowa CRO (53%) stwierdziła, że ryzyko związane z ujawnianiem informacji dotyczących ESG jest poważnym ryzykiem, zwłaszcza wizerunkowym. Prawie tyle samo (48%) wymieniło bezpośrednie skutki zmian klimatycznych. Transformacja w stronę zrównoważonego rozwoju to ryzyko dla 44%, a dla 42% zarządzanie celami i zadaniami publicznymi.

Obawy związane z ESG są traktowane jako nieco mniej istotne, zwłaszcza w porównaniu z poprzednimi latami. Ale sprawozdawczość ESG w krajach unijnych, wymuszona m.in. przez CSRD, nadal pozostaje w centrum uwagi – uważa Paweł Flak, Lider Doradztwa Regulacyjnego FS EY.

Zdaniem 63% CRO w ciągu roku oraz w perspektywie trzech lat ryzyko klimatyczne może mieć wpływ na ryzyko kredytowe, ale za to ryzyko wizerunkowe powinno się – ich zdaniem – zmniejszać.

Regulacje

Badane przez EY banki działają w różnych częściach świata, a poszczególne jurysdykcje mają odrębne priorytety. Stanowi to poważne wyzwanie dla CRO. Zdaniem ponad połowy z nich regulacje ostrożnościowe mają największą istotność, obok odporności operacyjnej oraz cybernetycznej.

Bazylea III, czyli międzynarodowe umowy przygotowane przez Bazylejski Komitet Nadzoru Bankowego regulujące działalność bankową, obejmują większość respondentów. Okazało się, że 21% jest już blisko finalizacji dostosowania się do nowych przepisów, a 18% już jest w pełni przygotowanych. Najlepiej radzą sobie istotne systemowo banki.

Większe banki koncentrują się przede wszystkim na wpływie zmienianych wymogów kapitałowych na konkurencyjność oraz na rosnących kosztach dostosowania się do regulacji. Widać też różnice w przepisach poszczególnych regionów, zwłaszcza między USA a Unią Europejską. Dotyczą one np. kapitału czy płynności finansowej i mają wpływ na konkurencyjność instytucji finansowych w USA i UE – uważa Janusz Miszczak.

Odporność operacyjna

Nagłośnione w mediach zakłócenia w działaniu systemów IT latem 2024 roku pokazały, jak ważne jest, aby strategia zachowania ciągłości działalności była wdrażana we wszystkich obszarach działalności firmy. CRO twierdzą, że ich najważniejsze priorytety w zakresie zwiększania odporności operacyjnej na najbliższe trzy lata obejmują cyberbezpieczeństwo, dane oraz technologie.

Banki stosują szereg metod, które pozwalają uwzględnić odporność operacyjną w apetycie na ryzyko, ale tylko 14% CRO z największych organizacji wskazało ją wśród pięciu najważniejszych rodzajów ryzyka w nadchodzących 12 miesiącach.

Sztuczna inteligencja w zarządzaniu ryzykiem

Prawie połowa badanych CRO (45%) wykorzystuje AI do analizy danych, w tym wykrywania anomalii, a 41% do automatyzacji zadań operacyjnych. Niewiele mniej, bo 40% analizuje dokumenty z pomocą sztucznej inteligencji.

Najważniejsze jest używanie AI do przeciwdziałania wielu rodzajom ryzyka, począwszy od oszustw (59%), poprzez zgodność z regulacjami (44%), aż po ryzyko kredytowe (40%).

Przeszkodą w powszechnym stosowaniu AI są ograniczenia budżetowe. Ponadto 60% wskazało na problemy z opracowaniem programu odpowiedzialnej sztucznej inteligencji, a 42% respondentów narzekało na brak odpowiednich kwalifikacji pracowników.

Dlatego CRO szukają osób, które mają biznesową i specjalistyczną wiedzę technologiczną. Połowa z nich uważa, że w długoterminowej perspektywie przyciąganie i zatrzymywanie talentów będzie w branży bankowej coraz trudniejsze.

O badaniu
EY we współpracy z Instytutem Finansów Międzynarodowych przeprowadził badanie wśród banków na całym świecie od września 2024 r. do listopada 2024 r. Łącznie udział wzięło 115 banków z 45 krajów. Najwięcej z Ameryki Północnej (31%) i Europy (25%). Banki Azji i Pacyfiku stanowiły 16%, Ameryki Łacińskiej 15%, a Bliskiego Wschodu 13%.

Połowa pracujących Zetek oddałaby część urlopu za 4-dniowy tydzień pracy

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zapowiada pilotaż skróconego czasu pracy, docelowo mamy pracować o 20 proc. mniej w skali roku. Efekty dotychczasowych eksperymentów w tym zakresie – krajowych i zagranicznych – wskazują, że takie rozwiązanie pozytywnie wpływa na wyniki finansowe firm i satysfakcję zatrudnionych. Ponad ⅓ osób aktywnych zawodowo w Polsce byłaby nawet gotowa zrezygnować z części urlopu w zamian za 4-dniowy tydzień pracy. Jednak polscy pracodawcy wciąż są sceptyczni – w całym 2024 r. tylko w dziewięciu ogłoszeniach na polskim portalu rekrutacyjnym No Fluff Jobs oferowano możliwość skróconego czasu pracy, a w tym roku, jak na razie, tylko w jednym. 

37 proc. aktywnych zawodowo Polek i Polaków zgodziłoby się na zmniejszenie wymiaru urlopu wypoczynkowego w zamian za skrócenie czasu pracy do czterech dni w tygodniu. Takiego rozwiązania nie poparłoby 35 proc. osób, a 28 proc. jest niezdecydowanych. Wśród pracowników i pracowniczek z pokolenia Z aż 50 proc. byłoby zainteresowanych takim rozwiązaniem. W pozostałych grupach wiekowych ten odsetek jest znacznie niższy – wśród osób w wieku od 35 do 44 lat jest to 41 proc., od 25 do 34 lat – 38 proc., od 45 do 54 lat – 34 proc. i od 55 do 64 lat – 26 proc. Bardziej przychylni takiemu rozwiązaniu są mężczyźni – 39 proc. – niż kobiety – 34 proc. To dane z badania przeprowadzonego na potrzeby raportu „Jak urlopujemy” No Fluff Jobs. 

Skrócony czas pracy jako benefit? Pracodawcy nie są zainteresowani

Już wkrótce zainteresowane firmy i organizacje będą mogły przetestować różne modele skrócenia czasu pracy w ramach pilotażowego programu zapowiedzianego przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Docelowo planowane jest zmniejszenie wymiaru czasu pracy o 20 proc. w skali roku przy zachowaniu dotychczasowej wysokości wynagrodzeń. Resort zwraca uwagę na fakt, że Polacy należą do najbardziej zapracowanych narodów w Europie, jednak nie zawsze przekłada się to na efektywność, zwiększa natomiast ryzyko wypalenia zawodowego. Urzędnicy wskazują również, że, według analiz, skrócony czas pracy nie wpływa negatywnie na wyniki finansowe przedsiębiorstw.

Coraz więcej mówi się o równowadze między życiem zawodowym a prywatnym, na co duży wpływ miała zmiana zachowań społecznych w czasie pandemii koronawirusa. Szczególnie pokolenie Z ceni wolny czas, w którym może korzystać z szerokiej oferty dostępnych możliwości. Dlatego z perspektywy pracowników pomysł skrócenia czasu pracy przy zachowaniu dotychczasowego wynagrodzenia na pewno brzmi atrakcyjnie (de facto to jakby 20-procentowa podwyżka). Eksperymenty w różnych krajach i firmach pokazały, że takie rozwiązanie może przynieść korzystne rezultaty, pozytywnie wpływając na produktywność i zadowolenie zatrudnionych, choć te próby były prowadzone w stosunkowo krótkich okresach – mówi Paulina Król, Chief People and Operations Officer w No Fluff Jobs.

Czy to jest najlepszy czas, żeby o takich zmianach rozmawiać w obecnym polskim kontekście gospodarczym? Wiem, że wielu pracodawców jest sceptycznych. Niezależnie od rozwiązań systemowych pracodawcy, oczywiście, mogą sami oferować możliwość krótszego czasu pracy w firmie, zwiększając tym samym swoją konkurencyjność na rynku pracy. W Polsce nie widać jednak szczególnego zainteresowania takim rozwiązaniem – w całym 2024 r. na No Fluff Jobs pojawiło się 9 ogłoszeń oferujących skrócony czas pracy, a w tym roku, jak na razie, tylko jedno. Patrząc też na to jak pracodawcy ostatnio odchodzą od pracy zdalnej na rzecz hybrydowej i biurowej, widać, że to nie jest moment na „rozluźnianie” zasad. Natomiast pilotaż pokaże, czy pomysł ministerstwa spotka się z innymi reakcjami.

Krótszy czas pracy sprawdza się już w Polsce i za granicą

Najgłośniejszym przykładem udanego eksperymentu z wprowadzeniem 4-dniowego tygodnia pracy w Polsce jest poznański Herbapol. Wdrażanie tego projektu rozpoczęto już w 2023 r. W ubiegłym roku firma uzyskała najlepsze wyniki finansowe od kilkunastu lat, czemu towarzyszyło zmniejszenie rotacji oraz absencji pracowników i pracowniczek. W ostatnich miesiącach zaczęto również pilotażowo wdrażać programy skrócenia czasu pracy w jednostkach samorządowych np. w Lesznie, Świebodzicach i Włocławku. Tutaj zdecydowano się na inne rozwiązanie – 7 godzin pracy dziennie przez 5 dni w tygodniu. 

Za granicą pilotażowe programy polegające na skróceniu tygodnia pracy już od kilku lat regularnie wprowadzają różne kraje i firmy – np. Islandia, Wielka Brytania, Niemcy czy japoński oddział Microsoftu. Stwierdzono, że eksperymenty te pozytywnie wpłynęły na produktywność i zadowolenie pracowników oraz pracowniczek. 

Nowy trojan „Crocodilus” atakuje telefony Polaków

Niebezpieczny trojan na smartfony zaatakował polskich użytkowników. Uwaga na dane w naszych telefonach – ostrzegają eksperci.

Kilka miesięcy temu analiza zespołu ThreatFabric ujawniła nowego groźnego mobilnego trojana  „Crocodilus”, który błyskawicznie ewoluował i przyczynił się do globalnej epidemii ataków. Narzędzie, początkowo namierzone w Turcji w marcu 2025 roku, żeruje dziś na ofiarach w Europie, Ameryce Południowej, a nawet w Azji. W ostatnich tygodniach Crocodilus atakował m.in. polskich użytkowników za sprawą złośliwych reklam w mediach społecznościowych.

Nowe złośliwe oprogramowanie działa z zaskakującą precyzją. Ofiara najpierw widzi niewinne ogłoszenie w mediach społecznościowych, zwykle zachęcające do pobrania aplikacji bankowej lub zakupowej z atrakcyjnym bonusem. Gdy tylko zainstaluje fałszywą aplikację – zaczyna się inwigilacja. W taki sposób Crocodilus przejął kontrolę m.in. nad urządzeniami polskich internautów. Za sprawą nałożenia fałszywych okien logowania na prawdziwe aplikacje bankowe, malware przejmował dane wpisywane przez użytkowników, które ostatecznie trafiły wprost w ręce cyberprzestępców. Reklama targetowana była tak, by trafić do osób powyżej 35 roku życia, czyli tych, które potencjalnie mogą dysponować największymi zasobami finansowymi.

Obraz 1. Złośliwa reklama, wskazana przez ThreatFabric.com, jako źródło ataku Crocodilusem

Złośliwa reklama, wskazana przez ThreatFabric

Nowe wersje Crocodilusa potrafią dodawać fałszywe kontakty do listy w telefonie. – Potencjalnie istnieje ryzyko odebrania telefonu od zaufanej instytucji, np. banku, pod który podszywać się będzie cyberprzestępca. Napastnicy mogą wykorzystać też dostęp do SMS-ów, kodów uwierzytelniających oraz lokalizacji urządzenia. – ostrzegają eksperci Check Point Software.

Według analiz firmy Check Point Software Technologies aż 65% firm na świecie doświadczyło w ostatnim roku incydentu związanego z cyberatakami na urządzenia mobilne, a w 2024 roku liczba ataków na Androida wzrosła o 35% w porównaniu z rokiem poprzednim. Eksperci biją na alarm: mobilne złośliwe oprogramowanie przestaje być niszowym zagrożeniem. To pełnoprawne narzędzia szpiegowskie, działające 24 godziny na dobę. W kontekście tego niepokojącego trendu warto dodać, że już 75% Polaków płaci telefonem za zakupy, co czyni ich potencjalnymi celami ataków finansowych. Bezpieczeństwo mobilne staje się więc dziś jednym z kluczowych wyzwań cyfrowego świata.

Crocodilus nie jest pierwszy, ale może okazać się najgroźniejszym z dotychczasowych zagrożeń na smartfony. Jego sukces wynika z szybkiej ewolucji: twórcy nieustannie aktualizują jego funkcje, by omijał zabezpieczenia Google Play Protect i trudniej było go wykryć tradycyjnym oprogramowaniem antywirusowym.

Kosmiczny wyścig nabiera tempa – Polacy wśród graczy nowej ery

Na środę zaplanowano start w przestrzeń kosmiczną polskiego astronauty Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego. Będzie pierwszym Polakiem, który odwiedzi Międzynarodową Stację Kosmiczną, a dotrze do niej dzięki kapsule Crew Dragon od SpaceX. Operatorem lotu jest firma Axiom Space. Ten fakt dobrze podkreśla boom, który trwa obecnie w przestrzeni kosmicznej. Na orbitę jest obecnie wysyłana rekordowa liczba astronautów i ładunków. To wszystko dzieje się za sprawą rosnącej konkurencji i coraz większej liczby prywatnych firm dołączających do tego wyścigu. Dzięki temu także mniejsze kraje, jak Polska (wspierana przez Europejską Agencję Kosmiczną), mogą wysłać w kosmos swojego przedstawiciela.

Już dziś czeka nas kolejny lot polskiego astronauty. Poprzednie i jedyne takie zdarzenie miało miejsce 27 czerwca 1978 roku, kiedy Mirosław Hermaszewski odbył lot pojazdem Sojuz na stację kosmiczną Salut 6. Lot to ważne wydarzenie dla rozwijającej się w Polsce branży kosmicznej. Byłoby jednak ono niemożliwe bez wsparcia i współpracy w ramach Europejskiej Agencji Kosmicznej. W tym roku polska składka do ESA wynosi niecałe 200 mln euro. Wzrost aktywności polskiej branży kosmicznej następuje na tle ogólnego boomu w branży kosmicznej na świecie.

W latach 2023 i 2024 ludzkość wyniosła na orbitę rekordowe liczby obiektów – odpowiednio 2895 i 2849, co potwierdza trwający globalny boom technologii kosmicznych. Prym wiodą Stany Zjednoczone (ponad 2200 obiektów rocznie), a dynamicznie rosną Chiny (z 210 do 266), Rosja (z 66 do 98) oraz mniejsze, lecz coraz bardziej aktywne kraje, jak Francja, Japonia i Indie. W 2024 roku Polska po raz pierwszy wystrzeliła 2 obiekty, zaznaczając swoją obecność w kosmosie. Dane pokazują, że trwa nowa era wyścigu kosmicznego, w którym stawką jest kontrola nad danymi, łącznością i technologiczną przyszłością. Do tego dochodzą ogromne aspiracje tej branży, która zapowiada, że w ciągu kilku lat człowiek ma ponownie zawitać na Księżyc, a w ciągu dekady dotrzeć do Marsa.

Za start rakiety Falcon 9 wynoszącej kapsułę Crew Dragon, na pokładzie której znalazł się polski astronauta, odpowiada SpaceX – prywatna firma Elona Muska, wyceniana dziś na astronomiczną kwotę 350 mld dolarów, czyli więcej niż rynkowa kapitalizacja Boeinga czy Lockheed Martin. Choć spółka kontroluje ponad 60 proc. globalnych startów orbitalnych, ostatnie dni pokazały, że jej przyszłość może być zagrożona przez narastający konflikt między Muskiem a prezydentem Trumpem. Kontrakty z NASA i Pentagonem to nie tylko źródło istotnych przychodów, ale też fundament wyceny opartej na długoterminowych relacjach z rządem. Polityczne napięcia mogą także uderzyć w rozwój Starlinka, który zależy od zezwoleń i międzynarodowych licencji. Mimo obaw o przyszłość SpaceX, przykład tej firmy pokazuje, że możliwości inwestycyjne na tym rynku są coraz szersze – od rakiet, po satelity, a także pozyskiwane z przestrzeni kosmicznej obrazy i dane. Innowacje stworzone przy okazji eksploracji kosmosu zwykle później znajdują zastosowanie przy wielu produktach używanych na Ziemi.

Branża kosmiczna nie znika z radarów inwestorów, choć wiele ważnych firm z tej branży, jak SpaceX, znajduje się poza rynkiem publicznym. Inwestowanie w tę młodą, pochłaniającą dużo kapitału branżę kosmiczną bywa wyzwaniem. W ciągu ostatniego roku fundusz ETF ARK Space Exploration and Innovation (ARKX) wzrósł o 44,6 proc., a iShares US Aerospace & Defense ETF (ITA) wzrósł o 33,6 proc., co znacznie przebiło wyniki indeksu S&P500 (+11,9 proc.). Trzeba jednak pamiętać, że część funduszy wiąże ze sobą branżę kosmiczną z branżą obronną, która także w ostatnim czasie przeżywa boom. W perspektywie 5 lat wyniki branży wyglądają już mniej spektakularnie – w ciągu ostatnich pięciu lat ETF ARKX zyskał tylko 3,97 proc., podczas gdy S&P500 zarobił 97,3 proc. W tym czasie zbankrutowała spółka córka Virgin Galactic (SPCE) – Virgin Orbit.

Inwestorzy mają coraz szerszy dostęp do akcji firm z sektora kosmicznego. Są wśród nich firmy wojskowe, jak Lockheed Martin (LMT), firmy budujące rakiety – Rocket Lab (RKLB), silniki – HEICO (HEI), czy zajmujące się nawigacją – Trimble (TRMB). Ciekawą gałęzią pozostaje turystyka kosmiczna, której przedstawicielem jest Virgin Galactic (SPCE). Do grona innowacyjnych spółek dołączyły także AST SpaceMobile (ASTS), rozwijająca satelitarną sieć komórkową, Planet Labs (PL), oferująca codzienne obrazowanie Ziemi z orbity, oraz Redwire (RDW.L), dostawca zaawansowanych komponentów i technologii dla NASA i ESA.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Polska nie goni – Polska wyznacza tempo

0

Polska od lat imponuje dynamicznym wzrostem, na świecie będąc coraz częściej przytaczaną jako przykład udanej transformacji, a niekiedy wręcz cudu gospodarczego. Sukces ten nie jest dziełem przypadku, lecz efektem konsekwentnej pracy milionów ludzi, firm i instytucji. W najnowszym raporcie Pekao „Czas Polski. Jak się wzbogaciła i zmienia w odporną gospodarkę opartą na wiedzy?” eksperci podsumowują dotychczasowe osiągnięcia i wyznaczają ambitne cele na najbliższe 10 lat.

Sukcesy gospodarcze Polski: od transformacji do europejskiej czołówki

Polska od kilku dekad notuje dynamiczny postęp cywilizacyjny. Tylko na przestrzeni ostatnich 10 lat jej PKB urósł o ponad 1/3 (niemal najmocniej spośród wszystkich państw UE), a dystans względem średniej unijnej w zakresie PKB per capita skurczył się o dziewięć punktów procentowych. Nasz kraj odnosi wymierne sukcesy na arenie międzynarodowej, konsekwentnie zwiększając swoje udziały w globalnym eksporcie towarów i usług.
W tym czasie wartość zagranicznej sprzedaży towarów wzrosła około dwukrotnie, usług zaś blisko trzykrotnie. Dzięki dynamicznemu wzrostowi dochodów ludności Polska zyskuje na znaczeniu nie tylko jako konkurencyjna baza produkcyjna, ale też jako konsument. Wzrost spożycia prywatnego był w ostatnich latach zdecydowanie najszybszy spośród 10 czołowych rynków UE, a już w tym roku Polska prześcignie Holandię pod względem jego nominalnej wartości, wskakując do unijnej pierwszej piątki. Coraz bardziej widoczne są również efekty rozwoju gospodarki opartej na wiedzy. Najszybciej rosnącym obszarem są usługi wiedzochłonne, a Polska najszybciej w regionie zwiększa aktywność badawczo-rozwojową
i zalicza awans w unijnych rankingach innowacyjności.

– Głównymi źródłami sukcesu polskiej gospodarki były w tym czasie jej główne przewagi konkurencyjne: niskie koszty pracy przy rosnącej jakości i wydajności, korzystna lokalizacja
w sercu Europy, stały postęp w dziedzinie infrastruktury, a także stabilność polityczna, ekonomiczna i finansowa kraju. Przewagi te wzmacniane były mechanizmami ochronnymi unijnego rynku, na którym Polska odgrywa coraz ważniejszą rolę. Ich owocami był nie tylko dalszy napływ kapitału zagranicznego i silne włączenie w regionalne łańcuchy dostaw, ale też mocny rynek wewnętrzny i postępująca internacjonalizacja polskich firm
– wskazuje dr Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista Banku Pekao S.A.

Inwestycje – klucz do kolejnej fazy rozwoju

Autorzy raportu wskazują, że Polska stoi w obliczu znaczącego przełomu, jaki w najbliższych latach może i powinien dokonać się w obszarze inwestycji. Jest to sfera, która w ostatnich latach pozostawała w cieniu szybko rosnącej konsumpcji i eksportu. Według prognoz zawartych w raporcie, łączna wartość inwestycji w polskiej gospodarce może sięgnąć biliona złotych w 2030 roku. Istotnym czynnikiem tego wzrostu mają być m.in. duże programy transformacyjne, realizowane w różnych obszarach, w tym zwłaszcza zielonej transformacji sektora energii, bezpieczeństwa militarnego, infrastruktury transportowej (w tym CPK, KDP), efektywności energetycznej, cyfryzacji czy gospodarki obiegu zamkniętego.

Nabierające tempa inwestycje infrastrukturalne to w większości duże przedsięwzięcia
o strategicznym znaczeniu, które w najbliższych latach przyspieszą rozwój wielu sektorów gospodarki, ale też bez których nie wyobrażamy sobie nowoczesnego państwa i gospodarki. Będą one stanowiły fundament pod dalsze, trudniejsze etapy transformacji
– podkreśla Krzysztof Mrówczyński, menedżer ds. analiz sektorowych, współautor raportu.

Ambitne cele społeczno-gospodarcze na 2035 rok

Wizja Polski za 10 lat jest optymistyczna: kraj zamożniejszy, bardziej zaawansowany technologicznie i lepiej skomunikowany.

Przewidujemy, że PKB per capita Polski może do tego czasu przekroczyć poziom Włoch,
a inwestycje sięgnąć 25% PKB. Polska będzie też miejscem życia o wyższej jakości – Polacy będą żyli średnio o 5 lat dłużej, płace osiągną poziom 80% średniej UE, a domknięciu ulegnie luka w zakresie podaży mieszkań
– zapowiada dr Piotr Bartkiewicz, współautor raportu.

Równie ważna będzie zmiana struktury gospodarki – większy udział przemysłu wysokich technologii i usług opartych na wiedzy. Polska powinna też zwiększyć wydatki na badania
i rozwój do 2,5% PKB, a infrastruktura komunikacyjna i energetyczna osiągnie w pełni standardy zachodnie. Blisko 60% energii elektrycznej konsumowanej w Polsce powinno do tego czasu pochodzić z odnawialnych źródeł. Postawione cele są ambitne, ale zdaniem autorów realistyczne przy założeniu kontynuacji dotychczasowych trendów, podjęcia pełnego wysiłku transformacyjnego oraz w miarę stabilnego otoczenia globalnego.

Polskie branże przyszłości – siła w innowacji i modernizacji

Raport wskazuje również na branże, które w nadchodzących latach mogą stać się motorami wzrostu i będą budować nowoczesną polską gospodarkę. To nie tylko dotychczasowe gwiazdy polskiego eksportu, takie jak przemysł spożywczy, meblarski czy wyrobów z tworzyw sztucznych, w których pożądane jest przesuwanie się polskich firm w górę hierarchii producentów i w stronę segmentów premium. Do tego grona autorzy raportu zaliczają również niektóre branże wysokich technologii, w których pozycja polskich firm jest słabsza, ale z uwagi na korzystne otoczenie popytowe, będą one mieć w najbliższych latach dobre warunki do rozwoju (np. sektor IT, przemysł zbrojeniowy, branża farmaceutyczna czy produkcja pozostałego sprzętu transportowego). Oprócz tego raport wskazuje kilka atrakcyjnych obszarów nowych kompetencji, na które warto postawić z uwagi na znakomite perspektywy globalne, takie jak komponenty dla przemysłu OZE i elektromobilności, przemysł kosmiczny czy produkcja półprzewodników. Są to sektory, które w przyszłości mogą znacząco zwiększyć wartość dodaną i konkurencyjność Polski na globalnym rynku.

Raport „Czas Polski” to nie tylko podsumowanie imponujących osiągnięć, lecz przede wszystkim mapa drogowa do kolejnej dekady transformacji – gospodarczej, technologicznej
i społecznej. Polska stoi u progu nowej ery, w której inwestycje, innowacje i zrównoważony rozwój będą fundamentem trwałego sukcesu.

Rozmowy handlowe USA-Chiny i siła gospodarki: rynek ignoruje chaos

  • Ryzyka rosną, ale bez paniki – polityczne, instytucjonalne i gospodarcze niepewności rosną, ale rynki utrzymują stabilność dzięki solidnym danym gospodarczym.
  • Rozmowy handlowe trwają dalej – negocjacje między USA a Chinami postępują wolniej, z ograniczonymi efektami i wyraźniejszymi różnicami stanowisk, ale najgorszy okres niepewności wydaje się już za nami.
  • Odporność gospodarki utrzymuje Fed w trybie wyczekiwania – Federalny Komitet ds. Otwartego Rynku (FOMC) najprawdopodobniej pozostanie przy obecnym poziomie stóp, ponieważ wzrost gospodarczy utrzymuje się na stabilnym poziomie, a spekulacje wokół potencjalnego następcy Jerome’a Powella wprowadzają dodatkową niepewność.

W czasie gdy rozmowy handlowe pomiędzy USA a Chinami w Londynie trwają już drugi dzień  inwestorzy z uwagą śledzą sprzeczne doniesienia medialne – od wciąż realnego zagrożenia wojną celną, przez napięcia między Donaldem Trumpem a Elonem Muskiem, po zamieszki w Los Angeles. Choć ryzyka narastają na wielu frontach, rynki pozostają zaskakująco stabilne.

Dlaczego? Jak podkreśla Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo, fundamenty gospodarki wciąż pozostają solidne. Ta makroekonomiczna odporność daje obecnej administracji przestrzeń do prowadzenia twardych negocjacji, a inwestorom – możliwość skupienia się na długoterminowych podstawach, zamiast reagowania na krótkoterminowy szum informacyjny.

Spektrum ryzyka się poszerza

Prezydent Trump konsekwentnie wykorzystuje strategię zakłóceń – zarówno w obszarze handlu, technologii, jak i wpływu korporacyjnego. Choć podejście to okresowo zwiększa zmienność, stanowi element szerszej taktyki mającej na celu wzmocnienie pozycji negocjacyjnej i osiągnięcie konkretnych rezultatów.

Obecna sytuacja nie musi oznaczać utraty kontroli – mamy raczej do czynienia z dywersyfikacją ryzyka na wielu płaszczyznach:

  • Niepewność polityki gospodarczej: Kluczowe pozostają kwestie kontroli eksportu, ewentualnego wycofywania ceł oraz postępującego rozdziału technologicznego między USA a Chinami.
  • Szum polityczny: Konflikt Trump–Musk raczej nie wpłynie na szeroki rynek, ale może generować istotną zmienność na poziomie poszczególnych spółek – zwłaszcza Tesli oraz firm powiązanych z polityką w zakresie elektromobilności i sztucznej inteligencji.
  • Napięcia instytucjonalne: Uwaga rynku pozostaje skupiona na działaniach Rezerwy Federalnej, szczególnie po wypowiedziach Trumpa dotyczących planów sukcesji na stanowisku prezesa Fed.

Nie mamy tu do czynienia z jedną dominującą narracją – sytuacja generuje zarówno ryzyka spadkowe, jak i potencjalne impulsy wzrostowe, w zależności od dalszego rozwoju wydarzeń.

Rozmowy handlowe trwają, ale szybkich efektów nie widać

Choć rozmowy handlowe między USA a Chinami nadal budzą umiarkowany optymizm, era łatwych zwycięstw – takich jak zawieszenia ceł czy symboliczne ustępstwa – dobiegła końca. Na stole pozostały znacznie trudniejsze, strukturalne kwestie: ograniczenia technologiczne, łańcuchy dostaw metali ziem rzadkich, wizy studenckie oraz zagadnienia związane z bezpieczeństwem narodowym. To spory o charakterze strategicznym, których nie da się rozwiązać w kilku rundach negocjacji.

Mimo to, niepewność handlowa wyraźnie zmalała w porównaniu z chaosem z początku kwietnia. Rynki stały się bardziej selektywne, a handel przestał być głównym czynnikiem wpływającym na wyceny aktywów.

Implikacje inwestycyjne:

  • Dalsze łagodzenie retoryki może stworzyć sprzyjające warunki dla spółek cyklicznych, technologii wrażliwych na Chiny oraz sektora półprzewodników.
  • W przypadku ponownej eskalacji napięć lub impasu w rozmowach, inwestorzy mogą zwrócić się ku aktywom defensywnym oraz rynkom poza USA.

Fed zachowuje cierpliwość w obliczu stabilnych danych

Piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy potwierdził elastyczne podejście Rezerwy Federalnej. Wzrost gospodarczy pozostaje stabilny, rynek pracy utrzymuje się na solidnym poziomie, a presja inflacyjna słabnie – co daje decydentom przestrzeń do utrzymania stóp procentowych bez zmian i obserwowania wpływu ceł na gospodarkę. Rynki w dużej mierze zignorowały ponowione apele prezydenta Trumpa o obniżkę stóp o 100 punktów bazowych, a oczekiwania przesunęły się w kierunku mniej niż dwóch cięć po 25 pb do końca roku.

Implikacje inwestycyjne:

  • Sektory defensywne, takie jak opieka zdrowotna i podstawowe dobra konsumpcyjne, mogą pozostać atrakcyjne w środowisku ostrożnej polityki i utrzymującej się niepewności.
  • Pozycja sektora technologicznego jako lidera może się utrzymać, ponieważ oczekiwania łagodzenia polityki pieniężnej wspierają aktywa o długoterminowym potencjale wzrostu, zwłaszcza akcje firm z sektora AI oraz dużych spółek technologicznych.
  • Jeśli inflacja lub niespodziewane zdarzenia polityczne wpłyną na oczekiwania, sektory wrażliwe na stopy procentowe – jak nieruchomości i usługi użyteczności publicznej – mogą znaleźć się pod presją.
  • Słabsze otoczenie dla dolara amerykańskiego może sprzyjać rynkom surowców i akcji zagranicznych, podczas gdy jego odbicie może negatywnie wpłynąć na te aktywa.

Cień nowego prezesa Fed?

Dużo większe poruszenie wywołały ostatnie wypowiedzi Donalda Trumpa, który zasugerował, że ma już wybranego następcę Jerome’a Powella, a oficjalne ogłoszenie może nastąpić „bardzo niedługo”. To otwiera scenariusz tzw. „cienia prezesa” – sytuacji, w której kandydat Trumpa zaczyna kształtować oczekiwania rynkowe jeszcze przed objęciem stanowiska.

Taki rozwój wydarzeń mógłby podważyć tradycyjne ramy niezależności Rezerwy Federalnej. Jeśli nowy kandydat zacznie sygnalizować preferencje dotyczące przyszłej polityki monetarnej, rynki mogą zacząć ignorować komunikaty obecnego prezesa jeszcze przed końcem jego kadencji.

Implikacje inwestycyjne:

  • Rynek obligacji może być szczególnie wrażliwy na wszelkie sygnały ze strony potencjalnego następcy – zwłaszcza jeśli będą one gołębie.
  • Rentowności krótkoterminowe mogą reagować na zmiany oczekiwań dotyczących decyzji o stopach procentowych, natomiast długoterminowe – na obawy o niezależność Fed.
  • Złoto może pełnić rolę neutralnego zabezpieczenia – chroniąc zarówno przed niepewnością polityczną, jak i potencjalnym spadkiem wiarygodności banku centralnego.

Na co powinni zwracać uwagę inwestorzy?

Na razie rynki koncentrują się na tym, co najważniejsze: na solidnych danych makroekonomicznych, słabnącej inflacji, malejącej zmienności w handlu i cierpliwej postawie prezentowanej przez Fed.

To połączenie wystarcza, by utrzymać apetyt na ryzyko i niską zmienność. Chociaż wciąż pojawiają się zaskakujące newsy, ich wpływ na rynki wyraźnie maleje. Dopóki fundamenty pozostają stabilne, inwestorzy wolą patrzeć przez pryzmat danych, a nie szumu informacyjnego.

Złoty kontynuuje dobrą passę. Inwestorzy czekają na dane o inflacji i ruch Trumpa

Główna para walutowa świata w okolicach 1,1430, czekamy na doniesienia z frontu rozmów handlowych USA z Chinami, a także jutrzejsze odczyty inflacyjne zza oceanu. Dane z brytyjskiego rynku pracy ciążą notowaniom funta na rynku FX. Złoty utrzymuje dobrą passę do EUR, USD i CHF. 

Czekamy na rozstrzygnięcie

Na popularnym „edku” trwa faza wyczekiwania. Na EUR/USD dzisiejszy poranek zaczął się od spadku w okolice 1,1370, ale dolar z każdą godziną odrabiał straty i piął się w górę. Aktualnie znów wkraczamy w rejon oporu w przedziale 1,1430-1,1470. Na ten moment nie mamy więc rozstrzygnięcia, a inwestorzy zapewne będą czekać na wieści dotyczące dwóch ważnych aspektów. Z jednej strony to kwestia rozmów handlowych USA-Chiny, których finałem ma być choćby częściowe porozumienie podpisane na weekendowym spotkaniu grupy G7. Trumpowi zależy przede wszystkim na metalach rzadkich, by znów rozruszać eksport przez Chiny. Z kolei Państwo Środka liczy na brak restrykcji w temacie szeroko pojętych zaawansowanych technologii. Z drugiej strony jutro nastąpi publikacja danych inflacyjnych z USA. Prognozy zakładają nieco większą dynamikę cen. Jeśli publikacje będą zgodne z prognozami, to powinien być to plus dla USD. Wyższa inflacja stanowi mocny argument dla Fed, by utrzymywać jastrzębie podejście i odsuwać w czasie luzowanie monetarne.

Dane z rynku pracy osłabiają GBP

Na rynku FX zauważalna jest dzisiaj słabość funta brytyjskiego. To konsekwencja gorszych danych z tamtejszego rynku pracy. Wyższa niż miesiąc wcześniej okazała się stopa bezrobocia i wyniosła 4,6%. Znacznie gorzej wypada też sytuacja mierzona liczbą nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Prognoza zakładała wzrost do 9,5 tys., natomiast publikacja pokazała aż 33,1 tys. Co ważne dla polityki monetarnej Banku Anglii, mamy również spowolnienie tempa wynagrodzeń (spadek względem poprzedniego miesiąca o 0.3%). Cały obraz brytyjskiego rynku pracy pokazuje więc słabszy moment, co może skutkować wzmocnieniem scenariusza przyspieszonych obniżek stóp sygnowanych przez BoE. Dla funta brytyjskiego to niezbyt korzystna informacja, więc traci do głównych walut, do USD blisko 0,4%, do EUR również w okolicach 0,4%.

Powiew optymizmu na krajowych aktywach

Dzisiaj na krajowej giełdzie widzimy odreagowanie, szczególnie w sektorze bankowym, który w ostatnich dniach cierpiał po doniesieniach o tym, że koalicja rządząca poważnie myśli o nowym podatku bankowym od nadmiarowych zysków. Najnowsze informacje są jednak takie, że w zaplanowanym na jutro expose premiera Tuska ten pomysł się nie znajdzie, a jeden z koalicjantów nie uwzględnił tej idei wśród swoich priorytetów. Jutro premier ma też przedstawić wniosek o wotum zaufania dla swojego rządu. Powiew optymizmu na krajowych aktywach widać również na PLN. Kurs EUR/PLN, po wczorajszym spadku do poziomu 4,27, kontynuuje dzisiaj marsz dalej na południe i aktualnie schodzimy blisko 2 grosze niżej. Dzisiaj w kalendarzu praktycznie nie ma już ważnych publikacji makro, o 22 planowane jest przemówienie Donalda Trumpa.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Rola i zastosowanie pomp w różnych gałęziach przemysłu

Pompy przemysłowe to urządzenia, które wykorzystywane są w wielu procesach technologicznych, odpowiadając za efektywny transport cieczy i gazów w zakładach produkcyjnych, chemicznych, spożywczych, farmaceutycznych czy energetycznych. Dzięki swojej różnorodności konstrukcyjnej i funkcjonalnej, umożliwiają precyzyjne dostosowanie do specyfiki danej aplikacji, a ich niezawodność ma bezpośredni wpływ na ciągłość i bezpieczeństwo procesów przemysłowych. Jakie są ich główne typy? Jak dobrać pompę do aplikacji przemysłowej? Odpowiadamy.

Jakie są główne typy pomp wykorzystywanych w przemyśle?

W zależności od charakterystyki medium, warunków pracy oraz wymaganej wydajności, stosuje się różne rodzaje pomp przemysłowych. Do najbardziej rozpowszechnionych należą pompy tłokowe, membranowe, odśrodkowe czy śrubowe. Każda z nich znajduje zastosowanie w określonych warunkach. Na przykład pompy tłokowe ARO, które są oferowane pod linkiem: https://www.pompy-przemyslowe.pl/pompy-tlokowe-aro doskonale sprawdzają się w przemyśle poligraficznym czy lakierniczym, co jest efektem tego, że osiągają wysokie ciśnienie niezbędne do transferu wysokolepkich produktów. Innym przykładem mogą być dostępne pod linkiem: https://www.pompy-przemyslowe.pl/produkty/pompy-przemyslowe/elektryczne-pompy-membranowe-aro elektryczne pompy membranowe, które znajdują zastosowanie w przypadku aplikacji wymagających cichej pracy, niskiego zużycia energii i wysokiej odporności chemicznej. Dodatkową zaletą jest ich kompaktowa konstrukcja oraz możliwość pracy na sucho, dzięki której urządzenia tego typu sprawdzają się w wielu różnych branżach.

jakie sa glowne typy pomp wykorzystywanych w przemysle

Gdzie znajdują zastosowanie pompy przemysłowe?

Zakres zastosowań pomp w przemyśle jest niezwykle szeroki. W branży spożywczej pompy są wykorzystywane do transportu cieczy spożywczych o różnej lepkości, np. soków, śmietany czy olejów przy zachowaniu rygorystycznych norm higienicznych. W przemyśle chemicznym służą do przesyłania agresywnych substancji, takich jak kwasy czy zasady, które wymagają materiałów odpornych na korozję. Z kolei w energetyce pompy odgrywają istotną rolę w systemach chłodzenia i obiegu wody technologicznej. W każdym z wymienionych przypadków istotny jest właściwy dobór pompy do wymagań danej aplikacji, ponieważ wpływa on nie tylko na efektywność procesów, ale również bezpieczeństwo ich realizacji. Przykłady zastosowań można znaleźć na stronie: https://www.pompy-przemyslowe.pl/aplikacje-przemyslowe-pomp, gdzie przedstawiono konkretne rozwiązania dostosowane do potrzeb różnych gałęzi przemysłu.

Jak dobrać pompę do konkretnej aplikacji przemysłowej?

Dobór pompy powinien opierać się na dokładnej analizie parametrów medium (lepkość, temperatura, agresywność chemiczna), wymagań wydajnościowych, warunków montażowych oraz oczekiwanej żywotności. W praktyce, dobór odpowiedniego modelu warto powierzyć specjalistom, którzy uwzględnią wszystkie aspekty techniczne i eksploatacyjne. Nie bez znaczenia jest również dostępność serwisu oraz części zamiennych, co wpływa na koszty i czas przestojów w produkcji.

Podsumowując należy stwierdzić, że pompy przemysłowe to nie tylko urządzenia do przetłaczania cieczy, ale komponenty, które decydują o sprawności i wydajności całych linii technologicznych. Warto zatem nie tylko odpowiednio je dobrać, ale zainwestować również w sprawdzone rozwiązania, co wpłynie na efektywność procesów produkcyjnych i pozwoli ograniczyć ryzyko awarii.

Nowe podejście do regulacji szansą na większe zaangażowanie banków w rozwój gospodarki

0

Eksperci wskazują na konieczność nowego podejścia do regulacji dotyczących współczynników koncentracji celem zwiększenia zaangażowania banków w strategiczne inwestycje.

Przewidywalne otoczenie prawne to jeden z najważniejszych czynników wpływających na kondycję i zdolność banków do finansowania rozwoju polskiej gospodarki. O wpływie przepisów prawa na sytuację sektora rozmawiano podczas XV edycji Europejskiego Kongresu Finansowego. Podczas debat prowadzonych przez ekspertów firmy doradczej Deloitte wskazywano także na potencjalne korzyści dla branży wynikające ze sprzedaży produktów ubezpieczeniowych.

Jednym z tematów Europejskiego Kongresu Finansowego była konkurencyjność polskiego sektora bankowego. Biorący udział w debatach przedstawiciele banków, firm doradczych oraz instytucji nadzorczych omawiali najważniejsze wyzwania oraz szanse na wzmocnienie pozycji banków na arenie europejskiej. Deloitte był partnerem wydarzenia.

Jakość i tempo wdrażania regulacji

Jednym z tematów Kongresu była kwestia regulacji oraz ich wpływu na rozwój polskiego sektora bankowego. Uczestnicy debaty „Otoczenie regulacyjne – co można zrobić, aby zwiększyć konkurencyjność i potencjał rozwojowy sektora bankowego?” wskazali na obserwowaną w ostatnich miesiącach dużą zmienność czynników makroekonomicznych oraz geopolitycznych. Podkreślono, że niestabilność otoczenia wymaga podjęcia działań, które wzmocnią polskie banki, co ma szczególne znaczenie dla zapewnienia finansowania dużych projektów infrastrukturalnych. Jedną z postulowanych zmian była konieczność weryfikacji przepisów dotyczących limitów koncentracji. Zdaniem panelistów obecne progi zaangażowania kapitałowego utrudniają finansowanie dużych projektów infrastrukturalnych przez banki.

Eksperci szanse na rozwój upatrują w procesie zmian regulacyjnych. Jako przykład właściwych działań w tym zakresie wskazano ogłoszone przez Urząd Komisji Nadzoru Finansowego propozycje rozwiązań służących uproszczeniu przepisów dotyczących usług finansowych na jednolitym rynku Unii Europejskiej. Podkreślona została także konieczność zmiany sposobu wdrażania przepisów unijnych. Powszechnym zjawiskiem w Polsce jest bowiem tzw. gold-plating, czyli wprowadzanie dodatkowych, bardziej rygorystycznych wymogów niż te określone w dyrektywach, co ma negatywny wpływ na potencjał rozwojowy sektora. Jednocześnie wskazano, że stabilność sektora finansowego jest dobrem wspólnym, co oznacza, że działania związane z przepisami powinny być odpowiednio planowane, ze względu na ich znaczenie dla dobrobytu obywateli i funkcjonowania państwa. Wśród działań związanych z przepisami wymieniono także konieczność określenia celu, jaki chce się osiągnąć poprzez wdrożenie danej zmiany prawnej oraz prowadzenia analizy skutków uchwalonego prawa.

Prowadzący debatę Przemysław Szczygielski, lider usług dla sektora finansowego w Polsce, Ukrainie i krajach bałtyckich w Deloitte wskazał, że istotnym z punktu widzenia konkurencyjności polskiego sektora bankowego jest różnica w tempie wdrażania danej regulacji przez poszczególne kraje. Zdaniem eksperta, odpowiednie planowanie procesu legislacyjnego pozwoli zminimalizować koszty wynikające z tego zjawiska, związane z m.in. prowadzonymi arbitrażami regulacyjnymi. Rozwiązaniem, które również może wzmocnić rodzime banki, jest umożliwienie im korzystania z baz danych instytucji publicznych i sektorowych (np. ZUS, rejestry kredytowe). Po uzyskaniu zgody klienta na udostępnienie takich danych, banki mogłyby lepiej rozumieć potrzeby klienta i dzięki temu dokładniej dopasowywać swoją ofertę produktową.

Jedną z cech polskiego sektora bankowego jest odporność na zmiany gospodarcze, co potwierdzają doświadczenia takich wydarzeń jak np. pandemia. Aby wzmocnić jego zdolność do rywalizowania na arenie europejskiej i światowej, warto rozważyć kierunkową zmianę regulacji, szczególnie tam, gdzie przepisy krajowe nadmiernie wykraczają poza minimalne wymogi unijne oraz tam, gdzie możemy wspomóc inwestycje. Potrzebujemy rozwiązań proporcjonalnych, przewidywalnych i wspierających innowacyjność. Tylko w takim otoczeniu banki będą mogły skutecznie finansować rozwój gospodarki i odpowiadać na dynamicznie zmieniające się potrzeby klientów – powiedział Przemysław Szczygielski.

Ubezpieczenia szansą dla sektora

Podczas konferencji omawiano także strategię stabilizacji przychodów banków poprzez zaangażowanie sektora w sprzedaż ubezpieczeń. Uczestnicy panelu „Ubezpieczenia – stabilne przychody w środowisku nadchodzących obniżek stóp procentowych?” zwrócili uwagę, że w przypadku polskich banków przychody z tego segmentu stanowią kilka procent całkowitych wpływów, podczas gdy w takich krajach jak Francja czy Hiszpania potrafią one sięgać poziomu 20-30 proc.

Eksperci podkreślili, że dystrybucja produktów ubezpieczeniowych może nie tylko zwiększyć, ale również ustabilizować wyniki finansowe banków. Jest to związane z ich acyklicznością, czyli odpornością na zmienne warunki rynkowe. Wskazano, że sprzedaż tego typu produktów nie zależy od takich czynników jak wysokość stóp procentowych, co ma szczególnie istotne znaczenie w czasach spadającego kosztu kredytu. Paneliści podkreślili także możliwe korzyści w zakresie budowania relacji z konsumentami, jakie banki mogą odnotować dzięki sprzedaży ubezpieczeń. Wysoki poziom jakości tego typu usług może sprawić, że osoby, które zdecydowały się na kupno tych produktów staną się lojalnymi klientami banku.

Oprócz możliwych szans omawiano także bariery, jakie ograniczają zaangażowanie banków w segmencie ubezpieczeniowym. Elementem, na który zwrócono uwagę, są często zmieniane regulacje, co komplikuje proces dystrybucji. Jednocześnie, klienci sektora bankowego są przyzwyczajeni do możliwości nabywania produktów na zasadzie „one-click” i tego samego oczekują w przypadku ubezpieczeń.

Podczas debaty eksperci podkreślili, że polski sektor bankowy wyróżnia się wysokimi standardami nadzoru, jakością świadczonych usług oraz efektywnym wykorzystaniem nowoczesnych technologii w obszarze sprzedaży ubezpieczeń. Zwrócono również uwagę na konieczność wprowadzenia zachęt podatkowych wspierających rozwój produktów emerytalnych i oszczędnościowych. W kontekście zmian demograficznych rośnie znaczenie promowania długoterminowego oszczędzania, do czego szczególnie dobrze nadają się produkty ubezpieczeniowe.

Doświadczenia rynków zachodnich pokazują, że udział ubezpieczeń w strukturze przychodów banków może być znacząco wyższy. Wymaga to jednak uproszczenia przepisów i stabilizacji procesu legislacyjnego. Sektor bankowy ma potencjał, by odegrać istotną rolę w upowszechnianiu ubezpieczeń w Polsce i realnie przyczynić się do zmniejszania luki ubezpieczeniowej – powiedział Marcin Warszewski, partner, lider usług dla sektora ubezpieczeń, Deloitte.

Grupa Selena podpisała umowę warunkową ws. zakupu spółek Izolacja – Jarocin i TES

Zarząd Spółki Selena FM S.A. poinformował, że w dniu dzisiejszym spółka zależna od Spółki, tj. Selena Industrial Technologies sp. z o.o., zawarła umowę zmierzającą do nabycia w drodze wezwania 51,03% akcji spółki „IZOLACJA – JAROCIN” S.A. z siedzibą Jarocinie oraz 100% udziałów w spółce Przedsiębiorstwo Handlowo-Produkcyjne TES sp. z o.o. z siedzibą w Niwkach Daleszyckich, obie transakcje pod warunkiem zawieszającym uzyskania od Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów bezwarunkowej decyzji wyrażającej zgodę na koncentrację polegającej na przejęciu kontroli nad „IZOLACJA – JAROCIN” S.A. oraz Przedsiębiorstwo Handlowo-Produkcyjne TES sp. z o.o. w drodze nabycia odpowiednio akcji i udziałów, zgodnie z właściwymi przepisami Ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów.

Jednocześnie, wraz z informacją o transakcji Selena poinformowała o wszczęciu procedury wezwania do zapisywania się na sprzedaż 100% akcji IZOLACJA – JAROCIN S.A.

O finalizacji transakcji i spełnieniu się warunku zawieszającego Zarząd Spółki Selena FM S.A. poinformuje w osobnych komunikatach.

„Izolacja – Jarocin” Spółka Akcyjna to firma z wieloletnią tradycją, która obecnie dysponuje jedną z najszerszych w kraju, kompleksową ofertą wyrobów hydroizolacyjnych i uszczelniających dla budownictwa, która obejmuje m.in. nowoczesne papy termozgrzewalne – modyfikowane elastomerami SBS, jak i oksydowane, tradycyjne papy asfaltowe, membrany bitumiczne na dachy skośne, dyspersyjne masy asfaltowe oraz masy na rozpuszczalnikach organicznych, grubowarstwowe masy szpachlowe oraz płyty warstwowe do termoizolacji dachów. Wyroby Spółki zyskały uznanie w postaci blisko 20 medali i wyróżnień na największych krajowych targach budownictwa, w tym Złoty Medal Międzynarodowych Targów Poznańskich. Izolacja – Jarocin jest wielokrotnym laureatem w niezależnych rankingach dynamicznie rozwijających się przedsiębiorstw, takich jak m.in Gazele Biznesu, czy Diamenty Forbesa.

TES Sp. z o.o. to polski producent wysokiej jakości pap bitumicznych, działający na rynku od ponad dwóch dekad. Firma specjalizuje się w produkcji materiałów hydroizolacyjnych dla budownictwa ogólnego, w tym pap asfaltowych, mas bitumicznych, klejów do łączenia papy oraz produktów do budownictwa drogowego. Efektywna linia produkcyjna, kontrola jakości oraz rozwiązania technologiczne sprawiają, że produkty TES łączą trwałość, odporność na warunki atmosferyczne i zgodność z europejskimi normami jakości. Firma współpracuje z sieciami handlowymi, dystrybutorami i firmami wykonawczymi na terenie całej Polski oraz rynkach eksportowych.

Rośnie liczba Polaków mających trudności ze snem – raport „Sen Polaków 2025”

41,4% Polaków jest niezadowolonych z jakości swojego snu, co oznacza wzrost rdr. Najwięcej osób skarży się, że długo nie może zasnąć, bo np. ma gonitwę myśli – 42,9%. W ub.r. też przeważnie to było przyczyną niewyspania. Teraz drugim powodem jest wielokrotne budzenie się w nocy – 34,1%. W tej kwestii nastąpił wzrost rdr. Na trzeciej pozycji w rankingu jest martwienie się o swoją przyszłość – 33,1%. To też jest częściej deklarowane niż poprzednio. Czwarty wróg snu to stres – 29,5%, dużo częściej zgłaszany niż rok temu. Na piątym miejscu widać nadużywanie technologii – 25,7%, co także się nasiliło. Według autorów raportu, wyniki pokazują, że społeczeństwo nie czuje się bezpiecznie, m.in. przez problemy finansowe i gospodarcze. To wszystko może prowadzić do błędnego koła bezsenności i utrudniać codzienne funkcjonowanie. 

Według raportu UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl, obecnie 52,7% Polaków jest zadowolonych z jakości swojego snu. W 2024 r. tak deklarowało 53,8%. Z kolei przeciwne stanowisko teraz zajmuje 41,4% rodaków (poprzednio – 41%). Natomiast 5,9% uczestników sondażu jest niezdecydowanych (na początku ub.r. – 5,2%). Z najnowszej, tj. czwartej już, edycji raportu wynika, że najwięcej niezadowolonych osób po prostu długo nie może zasnąć (np. ma gonitwę myśli, rozmyśla o różnych sytuacjach) – 42,9% (wcześniej – 44,3%).

– Fakt, że po raz kolejny najwięcej osób, jako główną przyczynę trudności ze snem, wskazuje gonitwę myśli, jest wręcz alarmującym sygnałem. Widać, że społeczeństwo mierzy się z wieloma problemami, w tym finansowymi, zawodowymi, rodzinnymi i zdrowotnymi. Ponad 40% Polaków towarzyszy przewlekły stres, który może być związany zarówno z sytuacją indywidualną, jak i ogólnokrajową czy globalną. W dłuższej perspektywie problem z zaśnięciem może prowadzić do błędnego koła bezsenności, które pogłębia problemy psychiczne – ostrzega psycholog i współautor raportu Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

Na drugim miejscu w zestawieniu jest wielokrotne budzenie się w nocy – 34,1% (w zeszłej edycji – 28,7%). – To jeden z najczęstszych sygnałów zaburzeń utrzymania snu, który również może wynikać z życia w stresie. W takim przypadku warto też przyjrzeć się zarówno zdrowiu fizycznemu, jak i emocjonalnemu, a także warunkom, w jakich śpimy. Zignorowanie tego objawu może prowadzić do przewlekłej bezsenności – dodaje psycholog Michał Murgrabia.

Na trzeciej pozycji widać martwienie się o swoją przyszłość – 33,1% (poprzednio – 30,6%). – Rosnąca liczba osób, które na to wskazują, jest bardzo czytelnym sygnałem społecznym. Żyjemy w czasie niepewności – gospodarczej, geopolitycznej i klimatycznej. To wszystko odciska piętno na poczuciu bezpieczeństwa. Wielu ludzi czuje się przytłoczonych wyzwaniami dnia codziennego, ale też tym, co może nastąpić. Inflacja, kryzysy mieszkaniowe, sytuacja polityczna czy rosnące tempo życia. Wszystko to powoduje przewlekły stres. Taki stan niepokoju wpływa nie tylko na sen, ale także na jakość funkcjonowania w ciągu dnia – wyjaśnia współautor raportu.

Czwarte miejsce w rankingu ma stres – 29,5% (w poprzedniej edycji – 19,8%). – Jego źródła są zróżnicowane – od presji zawodowej, przez sytuację rodzinną, aż po ogólne poczucie przeciążenia obowiązkami i brakiem czasu na odpoczynek. To błędne koło, bo brak snu obniża zdolność radzenia sobie ze stresem, co z kolei jeszcze bardziej pogłębia bezsenność. Jeśli taki stan utrzymuje się dłużej niż kilka tygodni, to zaczyna wpływać na codzienne funkcjonowanie – podkreśla ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

Z kolei na piątym miejscu widać nadużywanie technologii przed zaśnięciem (telewizor, komputer, telefon) – 25,7% (wcześniej – 20,6%). – To, że co czwarty dorosły Polak przyznaje się do tego, pokazuje dużą skalę problemu. Urządzenia emitujące niebieskie światło zaburzają wydzielanie melatoniny. To opóźnia zasypianie i pogarsza jakość snu – tłumaczy psycholog Michał Murgrabia.

Do tego z badania wynika, że 3,4% ankietowanych nie potrafi wskazać źródeł swoich problemów ze snem (poprzednio – 6,6%). Natomiast spośród konkretnych przyczyn najrzadziej podawane są różnego rodzaju ekscytacje (wyjazdy, spotkania itp.) – 3,8% (wcześniej – 3,4%), dziecko budzące się w nocy – 4,1% (3,8%), a także kiepskie warunki do spania (za zimno, za ciepło, zły materac itd.) – 5,8% (4%).

***
Opis metody analitycznej/badawczej

Raport pt. „Sen Polaków. Straty dla gospodarki. Edycja 2025” powstał na kanwie specjalnego badania opinii publicznej, przeprowadzonego metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i platformę ePsycholodzy.pl na próbie 1008 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Stabilny popyt, słaba podaż. Rynek biurowy w miastach regionalnych trzyma poziom

Najemcy pozostają aktywni i konsekwentnie poszukują nowoczesnych przestrzeni do pracy, pomimo zauważalnego spadku wolumenu nowo oddawanej powierzchni biurowej w ośmiu głównych miastach regionalnych. Takie wnioski płyną z raportu „At a Glance – Rynek powierzchni biurowych w miastach regionalnych w I kwartale 2025 roku”, opracowanego przez ekspertów BNP Paribas Real Estate Poland. Dane wskazują, że popyt brutto utrzymuje się na stabilnym poziomie, a zainteresowanie wysokiej jakości biurami rośnie, zwłaszcza w miastach takich jak Kraków, Wrocław czy Trójmiasto.

Aktywność najemców w regionach wzrasta

Na koniec pierwszego kwartału 2025 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych w Polsce osiągnęły poziom 6,76 mln m kw. Liderem pozostaje Kraków z zasobami sięgającymi 1,83 mln m kw., co stanowi 27% całkowitej powierzchni w regionach. Drugie miejsce zajmuje Wrocław, który dysponuje 1,36 mln m kw. nowoczesnej przestrzeni biurowej, czyli 20% udziału w rynku. Na trzeciej pozycji znajduje się Trójmiasto z wynikiem 1,06 mln m kw., co odpowiada udziałowi na poziomie 16%.

W okresie od stycznia do marca bieżącego roku zarejestrowano łącznie 177 tys. m kw. transakcji najmu, co oznacza wzrost o 27% w porównaniu z pierwszym kwartałem ubiegłego roku. Największym zainteresowaniem nadal cieszy się Kraków, gdzie wynajęto przeszło 56 tys. m kw. powierzchni biurowej, co stanowi 32% całkowitego wolumenu. We Wrocławiu najemcy pozyskali ponad 43 tys. m kw. (25% udziału), natomiast w Trójmieście wynajęto 26 tys. m kw. (15% udziału). Wyższy popyt brutto względem analogicznego okresu poprzedniego roku zanotowano również w Trójmieście, Katowicach, Poznaniu i Lublinie.

Zgodnie z danymi zawartymi w raporcie BNP Paribas Real Estate Poland, w strukturze zawartych w pierwszym kwartale 2025 roku umów najmu dominowały renegocjacje obowiązujących kontraktów, które odpowiadały za 48% całkowitego wolumenu popytu. Nowe najmy stanowiły 43% wszystkich sfinalizowanych transakcji, natomiast ekspansje odpowiadały za pozostałe 8%.

– Odnowienia umów najmu, często wiążą się z redukowaniem wynajmowanej przestrzeni. Spodziewamy się, że w kolejnych kwartałach 2025 roku nastąpi redefinicja modelu pracy hybrydowej, co może spowodować większą gotowość pracowników do powrotu do biur. A to z kolei pozytywnie wpłynie na ożywienie popytu na regionalnych rynkach biurowych – wskazuje Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektorka Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Do największych transakcji najmu należało odnowienie umowy najmu 8,4 tys. m kw. w kompleksie Business Garden II w budynku K we Wrocławiu, przez poufnego najemcę oraz nowa umowa najmu 7,2 tys. m kw. w krakowskim kompleksie DOT Office C. Jak wskazują dane z raportu, trzy z pięciu największych transakcji zawarto we Wrocławiu.

Stagnacja nowej powierzchni

Dotychczasowy wolumen nowej powierzchni biurowej w regionach w pierwszym kwartale 2025 roku powiększył się jedynie o 2,4 tys. m kw. — był to rekordowo niski przyrost w całej historii rynku biurowego w miastach regionalnych. Nowa powierzchnia została dostarczona w Poznaniu w ramach inwestycji Dymka188, zrealizowanej przez Dom Medialny Św. Wojciech.

W nadchodzących miesiącach planowane jest oddanie do użytkowania pojedynczych budynków biurowych, jednak ogólna aktywność deweloperska pozostaje ograniczona. Pomimo stabilnego popytu, inwestorzy wstrzymują się z uruchamianiem nowych projektów z uwagi na utrzymujący się wysoki poziom powierzchni niewynajętej.

Na koniec marca 2025 roku w ośmiu głównych miastach regionalnych dostępnych od ręki było około 1,18 mln m kw. powierzchni biurowej, co przełożyło się na wskaźnik pustostanów wynoszący 17,5%. W analizowanym okresie odnotowano zarówno spadki, jak i wzrosty tego wskaźnika – niższą dostępność powierzchni zarejestrowano w Katowicach i Krakowie, natomiast w Poznaniu i Wrocławiu nastąpił wzrost o ponad 1 punkt procentowy. Największą dostępność biur odnotowano w Łodzi (22,3%), podczas gdy najmniejszą w Szczecinie (8,0%).

Analitycy BNP Paribas Real Estate Poland wskazują, że największe zasoby niewynajętej powierzchni koncentrują się w budynkach mających ponad 10 lat. W ich ocenie, wysoki wskaźnik pustostanów utrzyma się również w kolejnych miesiącach, a proces ich absorpcji może potrwać od 3 do 5 lat.

Jeśli chodzi o poziom czynszów bazowych w budynkach biurowych klasy A na rynkach regionalnych kształtowały się one na poziomie 12-17 EUR, z kolei w nowych obiektach lub tych położonych w atrakcyjnych lokalizacjach sięgały nawet 19,50-23 EUR za metr kwadratowy miesięcznie. Najwyższe stawki odnotowano w Poznaniu, a także w Krakowie i Wrocławiu. Opłaty eksploatacyjne we wszystkich regionalnych miastach nie przekraczały poziomu 37 PLN/m kw./miesiąc, a ich wysokość zależała głównie od efektywności technicznej budynku oraz standardu zarządzania.

Więcej przestrzeni, więcej udogodnień

Na koniec I kw. w budowie znajdowało się kilka obiektów, których łączna powierzchnia biurowa wyniesie blisko 310 tys. m kw. Największym realizowanym projektem jest Quorum Office Park B we Wrocławiu, oferujący ponad 53 tys. m kw. powierzchni biurowej. Inwestycja, realizowana przez firmę Cavatina, ma zostać ukończona w II kwartale 2025 roku. Kolejnymi co do wielkości projektami są AND2 w Poznaniu – obiekt o powierzchni 37 tys. m kw. (Von der Heyden Group) oraz Tischnera Green Park 1 w Krakowie oferujący 24 tys. m kw. nowych biur (Stalprodukt).

Obecnie nowe obiekty tworzone są z dbałością o przestrzeń biurową sprzyjającą przyjaznym miejscom pracy. Poprawa jakości życia zawodowego pracowników może przyczynić się bowiem do sukcesu organizacji. Firmy, które je tworzą, wspierają rozwój kompetencji, a także promują otwartą komunikację, współpracę i zdrową równowagę między życiem zawodowym a prywatnym.

Dbając o dobre samopoczucie pracowników, w przestrzeni biurowej warto wprowadzić wiele elementów przywołujących domowe wnętrze takich jak: pufy, hamaki, czy wygodne fotele. Warto również pomyśleć o stworzeniu przestrzeni do wypoczynku czy relaksu (np. pokoje gier), co pozwala na integrację i kształtowanie poczucia przynależności do grupy. Pamiętajmy, że zaangażowanie pracowników wzrasta tam, gdzie czują się częścią większej misji – podkreśla Dorota Mielke, Zastępca Dyrektorki, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.

PTEC: Współpraca ciepłownictwa i elektroenergetyki wpłynie na obniżenie cen ciepła, emisji CO2 i poprawę efektywności systemu

Podczas tegorocznego Kongresu Ciepłownictwa w Nałęczowie, Polskie Towarzystwo Energetyki Cieplnej (PTEC) zaprezentowało najnowszy raport pt. „Integracja sektora ciepłowniczego i elektroenergetycznego, czyli jak wykorzystać transformację ciepłownictwa systemowego do zapewnienia bezpieczeństwa dostaw ciepła i stabilizacji pracy systemu elektroenergetycznego”. Dokument zawiera kompleksową analizę kondycji sektora, wskazuje jego strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju oraz przedstawia konkretne scenariusze technologiczne, wskazujące korzyści ze współpracy z Krajowym Systemem Elektroenergetycznym (KSE).

Ciepło systemowe – fundament codziennego życia milionów Polaków

Raport PTEC nie tylko analizuje kondycję sektora ciepłownictwa systemowego oraz zmiany na rynku elektroenergetycznym, lecz także wskazuje konkretne rozwiązania, które mogą uczynić ciepłownictwo jednym z kluczowych elementów transformacji energetycznej. W obliczu dynamicznych zmian na rynku energii i polityki klimatycznej UE, ciepło systemowe zyskuje nową rolę – stabilizatora, integratora i aktywnego uczestnika przekształceń w elektroenergetyce – podkreśla Dariusz Marzec, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej i Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej.

Raport PTEC wskazuje na szczególny potencjał „sector coupling” – czyli integracji systemu elektroenergetycznego z ciepłowniczym – jako odpowiedzi na niestabilność generacji z OZE. Ciepłownictwo, dzięki takim technologiom jak kogeneracja, Power to Heat i magazyny ciepła, może stać się filarem elastyczności KSE.

Eksperci zaznaczają, że obecnie systemy ciepłownicze dostarczają energię cieplną do ok. 15 milionów mieszkańców Polski, z czego blisko 70% populacji miejskiej korzysta z ciepła systemowego. Długość sieci ciepłowniczych systematycznie rośnie, jednak udział sieci niskotemperaturowych jest w tym przypadku znikomy.

Struktura paliw w sektorze dynamicznie się zmienia: choć węgiel wciąż dominuje (61,2%), to jego udział systematycznie spada. Rośnie za to znaczenie gazu ziemnego (13% w 2023 r.) oraz źródeł odnawialnych, wśród których biomasa odpowiada aż za 97% ciepła z OZE. Cechą wyróżniającą polskie ciepłownictwo systemowe jest kogeneracja – czyli jednoczesne wytwarzanie energii cieplnej i elektrycznej. Źródła kogeneracyjne odpowiadały w 2023 r. za około 62% ciepła w systemach, a elektrociepłownie wytworzyły 27 TWh energii elektrycznej, co stanowiło około 16% całkowitej produkcji prądu w kraju.

W ciągu ostatnich pięciu lat moc zainstalowana instalacji fotowoltaicznych wzrosła z 1 do ponad 21 GW. Całkowita moc źródeł energii w KSE w 2024 r. osiągnęła ponad 72 GW, z czego aż 46,2% stanowiły OZE. Jednak brak równoległego wzrostu elastyczności systemu skutkował nadpodażą energii – tylko w 2024 r. odnotowano ponad 680 GWh nierynkowego redysponowania jednostek OZE, a do kwietnia 2025 r. kolejne 390 GWh.

Efektem były m.in. ujemne ceny energii – w 2024 r. wystąpiły przez 186 godzin, a w pierwszych czterech miesiącach 2025 r. już przez 129 godzin. Te wahania podkreślają potrzebę rozwoju elastycznych odbiorców energii i integracji sektorów.

Ciepłownictwo systemowe jako stabilizator KSE

Po raz pierwszy przeprowadzono roczną optymalizację pracy układów ciepłowniczych (2024–kwiecień 2025) z wykorzystaniem rzeczywistych danych z Towarowej Giełdy Energii oraz generacji KSE. Analizą objęto pięć wariantów transformacji dużego systemu ciepłowniczego o mocy 725 MW:

  • Wariant 1 – stan obecny: kogeneracja i kotły węglowe
  • Wariant 2 – stan po transformacji: kogeneracja + Power to Heat + magazyn ciepła
  • Wariant 2B – jak wyżej, z większym udziałem Power to Heat przy wysokim udziale OZE (>40%)
  • Wariant 2C – jak Wariant 2, ale bez wsparcia dla kogeneracji
  • Wariant 3 – stan po transformacji: tylko ciepło z gazu, biomasy, pomp ciepła i Power to Heat (bez kogeneracji)

Wszystkie warianty z udziałem magazynów ciepła. Najlepsze efekty kosztowe osiągnięto w Wariancie 2, gdzie połączenie kogeneracji i PtH zapewniło najniższe koszty zmienne produkcji ciepła – 30 PLN/GJ.

Raport PTEC pokazuje jednoznacznie, że ciepłownictwo systemowe powinno stać się aktywnym uczestnikiem transformacji elektroenergetycznej. Warunkiem jest rozwój nowoczesnych technologii i umożliwienie im pracy w odpowiedzi na realne sygnały rynkowe – szczególnie w kontekście nadwyżek OZE i ujemnych cen – wskazuje Monika Gruźlewska, dyrektorka PTEC. – Dla skutecznego rozwoju sector coupling, czyli integracji sektora elektroenergetycznego i ciepłowniczego, konieczne jest wprowadzenie szerokiego pakietu zmian regulacyjnych, instytucjonalnych i finansowych.

Eksperci PTEC zaznaczają, że potrzebne są działania wspierające rozwój technologii typu Power to Heat, w tym pomp ciepła i kotłów elektrodowych. Aby kotły elektrodowe mogły partycypować w procesie dekarbonizacji niezbędne jest uznanie wytwarzanego przez nie ciepła jako odnawialnego. Dodatkowo, aby wspomniane technologie mogły efektywnie wesprzeć dekarbonizację systemów ciepłowniczych, konieczne jest zakwalifikowanie całego strumienia wytwarzanego przez nie ciepła jako ciepła z OZE. Wymaga to również obniżenia opłat za moc zamówioną oraz zapewnienia preferencyjnych warunków przyłączeniowych do sieci elektroenergetycznej. Istotna jest także zmiana sposobu taryfowania ciepła – tak, aby uwzględniał on wysiłki przedsiębiorstw ciepłowniczych na rzecz dekarbonizacji, np. Poprzez premie za wytwarzanie ciepła z OZE oraz bardziej elastyczne podejście do rozliczania nakładów inwestycyjnych.

Konieczne są także zmiany w mechanizmach wsparcia dla jednostek kogeneracyjnych. W szczególności wskazane jest wydłużenie terminów realizacji projektów objętych systemem wsparcia – zarówno w zakresie uzyskania pozwoleń na budowę, jak i uruchomienia produkcji energii. Równocześnie należy złagodzić rygorystyczne przepisy uniemożliwiające ponowny udział w systemie wsparcia w przypadku przekroczenia terminów. Istotne jest również zwiększenie dostępnych środków na premie kogeneracyjne – poprzez przesunięcie niewykorzystanych funduszy z nierozstrzygniętych naborów – oraz utrzymanie uproszczonego modelu taryfowego, który zapewni stabilność finansową jednostkom kogeneracyjnym i wesprze finansowanie transformacji lokalnych systemów. Warto również wydłużyć możliwość zaliczania kogeneracji do definicji efektywnego systemu ciepłowniczego po 2040 roku.

Niezbędne jest stworzenie ram regulacyjnych dla rozwoju magazynów ciepła, w tym przede wszystkim umożliwienie ich taryfowania. Magazyny te mogą odegrać istotną rolę w zwiększeniu elastyczności systemów ciepłowniczych oraz w bilansowaniu pracy Krajowego Systemu Elektroenergetycznego.

Kluczowe znaczenie ma zapewnienie adekwatnego wsparcia finansowego dla inwestycji w dekarbonizację ciepłownictwa. Należy objąć pomocą publiczną budowę magazynów ciepła – również jako samodzielne projekty – oraz rozwój kotłów elektrodowych wykorzystywanych w systemach ciepłowniczych. Istotne jest również kontynuowanie programów wspierających wysokosprawną kogenerację. Rekomenduje się zwiększenie intensywności pomocy publicznej do poziomu 60% kosztów kwalifikowalnych oraz podniesienie progu notyfikacji pomocy publicznej do 100 mln euro na projekt. W perspektywie długoterminowej niezbędne jest przedłużenie funkcjonowania Funduszu Modernizacyjnego po 2030 roku, jako strategicznego instrumentu finansowania transformacji sektora ciepłowniczego.

Transformacja sektora wymaga również uproszczenia procedur inwestycyjnych i deregulacji barier administracyjnych. Dotyczy to zwłaszcza projektów związanych z rozwojem technologii Power to Heat, które powinny być objęte preferencyjnym trybem zatwierdzania i realizacji – w szczególności w kontekście ich znaczenia dla neutralności klimatycznej i bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Czy kary RODO mogą się przedawniać? Prezes UODO składa skargę do NSA

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), Mirosław Wróblewski, złożył skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA) w sprawie dotyczącej głośnego incydentu naruszenia ochrony danych osobowych przez Santander Bank Polska SA. Spór dotyczy podstawowej, a zarazem niezwykle istotnej kwestii: czy do administracyjnych kar pieniężnych wynikających z unijnego rozporządzenia RODO można stosować polskie przepisy o przedawnieniu?

Tło sprawy

Sprawa sięga 2018 roku, kiedy to dokumenty bankowe zawierające dane osobowe klientów Santander Bank Polska zostały skradzione, a następnie porzucone na śmietniku. Pomimo oczywistego naruszenia bezpieczeństwa danych, bank nie poinformował ani Prezesa UODO (co nakazuje art. 33 ust. 1 RODO), ani osób, których dane dotyczyły (art. 34 ust. 1 RODO). Dopiero po interwencji organu nadzorczego działania te zostały częściowo zrealizowane — jednak z wyraźnym uchybieniem terminów.

W wyniku postępowania administracyjnego Prezes UODO nałożył na bank karę pieniężną w wysokości 1 440 549 zł oraz zobowiązał go do spełnienia obowiązku informacyjnego wobec klientów. Bank odwołał się od decyzji, a Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Warszawie uchylił decyzję w części dotyczącej kary, powołując się na przedawnienie.

O co toczy się spór?

Sednem sporu prawnego jest ustalenie, czy do kar administracyjnych nałożonych w oparciu o RODO mogą mieć zastosowanie krajowe przepisy o przedawnieniu, w szczególności art. 189g § 1 Kodeksu postępowania administracyjnego (k.p.a.).

Rozporządzenie RODO nie zawiera bowiem zapisów dotyczących terminów przedawnienia karalności, ani też nie upoważnia państw członkowskich UE do wprowadzania ich w swoim prawie krajowym. W tej sytuacji pojawia się pytanie, czy stosowanie przepisów krajowych nie narusza zasady pierwszeństwa, jednolitości i skuteczności prawa Unii Europejskiej.

Argumentacja Prezesa UODO

W skardze kasacyjnej Prezes Mirosław Wróblewski wskazuje, że zawiadomienie o naruszeniu ochrony danych to jeden z filarów systemu ochrony prywatności w Unii Europejskiej. Oparcie wykładni przepisów na założeniu, że obowiązki te przestają obowiązywać po przekroczeniu terminów ich realizacji, prowadziłoby do osłabienia skuteczności całego systemu.

Według Prezesa UODO termin przedawnienia – o ile w ogóle miałby być brany pod uwagę – powinien być liczony od momentu faktycznego zrealizowania obowiązków informacyjnych, nawet jeśli miało to miejsce z opóźnieniem. Przyjęcie innej wykładni oznaczałoby w praktyce premiowanie bezczynności administratora danych.

Co więcej, w opinii organu nadzorczego, przepis art. 189g § 1 k.p.a. nie znajduje zastosowania do administracyjnych kar pieniężnych przewidzianych w art. 83 RODO. Ich charakter i funkcja są bowiem ściśle unijne, a zastosowanie przepisów krajowych mogłoby prowadzić do rozbieżności interpretacyjnych i nierównego traktowania podmiotów w państwach członkowskich.

Wniosek o pytanie prejudycjalne do TSUE

Z uwagi na doniosłość sprawy, Prezes UODO zawnioskował również o to, by NSA zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z pytaniem prejudycjalnym. Celem tego kroku jest uzyskanie jednoznacznej interpretacji prawa unijnego w kontekście dopuszczalności stosowania krajowych terminów przedawnienia wobec kar nakładanych na podstawie RODO.

Sprawa precedensowa dla ochrony danych w Polsce

Prezes UODO uważa, że sprawa ma charakter precedensowy i jej rozstrzygnięcie będzie miało kluczowe znaczenie dla praktyki stosowania RODO w Polsce. Od decyzji NSA zależeć będzie bowiem nie tylko możliwość dochodzenia odpowiedzialności administracyjnej w przypadku opóźnień w zawiadamianiu o incydentach, ale także ogólna skuteczność systemu nadzoru nad przetwarzaniem danych osobowych.

W przypadku uznania, że krajowe przepisy o przedawnieniu nie mają zastosowania do kar pieniężnych z RODO, nadzór nad ochroną danych zyska mocniejsze narzędzie egzekwowania przepisów. W przeciwnym razie powstanie ryzyko, że podmioty przetwarzające dane będą unikać odpowiedzialności za naruszenia po upływie określonego czasu, niezależnie od wagi incydentu.

Moderowanie opinii. Czemu jest ważne?

Opinie klientów są jednym z najważniejszych czynników wpływających na decyzje zakupowe. Aż 84 proc. konsumentów ufa recenzjom online tak samo, jak osobistym rekomendacjom. Negatywne komentarze mogą jednak zaszkodzić reputacji firmy – zwłaszcza, jeśli są nieprawdziwe. Usługi moderowania opinii, takie jak te oferowane przez agencję BOW24, stają się więc ważnym narzędziem w budowaniu i ochronie wizerunku marki.

 

Dlaczego moderowanie opinii jest istotne?

Klienci przed podjęciem decyzji o zakupie produktu lub skorzystaniu z usługi często przeglądają opinie w internecie. Pozytywne recenzje budują zaufanie i zwiększają szanse na konwersję, podczas gdy negatywne mogą odstraszyć potencjalnych klientów. Moderowanie opinii pozwala na eliminację fałszywych lub nieuczciwych komentarzy, które mogą wprowadzać w błąd i szkodzić firmie. Negatywne opinie nie zawsze wynikają z rzeczywistych doświadczeń klientów. Często są efektem działań nieuczciwej konkurencji lub hejterów. BOW24 oferuje profesjonalne wsparcie w zgłaszaniu i usuwaniu takich treści, pomagając chronić wizerunek firmy przed pomówieniami i zniesławieniem.

 

Kiedy moderowanie opinii ma największe znaczenie?

W sytuacjach, gdy firma staje się obiektem fali negatywnych komentarzy – np. z powodu nieporozumienia, błędów w obsłudze lub działań konkurencji – szybka reakcja ma ogromne znaczenie. BOW24 monitoruje wzmianki o marce w czasie rzeczywistym, umożliwiając natychmiastowe działanie – zgłaszanie fałszywych opinii czy odpowiadanie na krytykę w sposób profesjonalny.

 

Nowe firmy i produkty często zmagają się również z brakiem opinii, co może budzić nieufność klientów. Moderowanie opinii umożliwia kontrolowane budowanie reputacji poprzez zachęcanie do pozytywnych recenzji i eliminację nieuzasadnionej krytyki. BOW24.pl wspiera marki w tym procesie, oferując kompleksowe usługi zarządzania wizerunkiem.

 

Jak BOW24 wspiera moderowanie opinii?

Agencja BOW24 specjalizuje się w kompleksowej ochronie wizerunku online. Ich oferta moderowania opinii obejmuje m.in. monitorowanie wzmianek o marce na różnych platformach, w tym w zamkniętych grupach na mediach społecznościowych, dzięki czemu można wychwycić negatywne komentarze zanim przerodzą się w kryzys. Na uwagę zasługuje też możliwość usuwania fałszywych opinii poprzez zgłaszanie ich do administracji Google (kup opinie na Google, by jeszcze lepiej zadbać o markę), Facebooka czy serwisu ZnanyLekarz.

 

Moderowanie opinii to ważny aspekt zarządzania wizerunkiem w internecie. Szczególnie ważne okazuje się w sytuacjach kryzysowych – np. przy wprowadzaniu na rynek nowych produktów, w branżach o wysokiej konkurencji oraz na platformach, gdzie opinie bezpośrednio wpływają na sprzedaż. Dzięki profesjonalnemu wsparciu oferowanemu przez BOW24 firmy mogą chronić swoją reputację, budować zaufanie klientów i zwiększać widoczność w sieci.

Polityka znowu szkodzi złotemu – rynki nie lubią niepewności

Akcje i aktywa ryzykowne wzrosły w ubiegłym tygodniu wraz z dalszym nabieraniem przez inwestorów pewności, że najgorszego w kontekście ceł Trumpa uda się uniknąć. Złoty był jednak jedną z najgorzej radzących sobie walut emerging markets, do czego przyczyniły się informacje o wotum zaufania dla rządu.

Kluczowe punkty:

  • Entuzjazm inwestorów względem Polski nieco przygasł.
  • Dobry raport NFP wsparł w piątek USD.
  • Napięcie związane z USA i Chinami spada po rozmowie Trumpa i Xi.
  • EBC ponownie obniża stopy; sugeruje koniec cyklu.
  • Uwagę przyciągną raporty dotyczące rynku pracy i PKB w Wlk. Brytanii.

Dolar utrzymywał się w wąskich przedziałach względem pozostałych walut G10, ucierpiały waluty safe haven, jak jen japoński i frank szwajcarski, a inwestorzy szukali zwrotów w bardziej egzotycznych miejscach. Zyskały głównie waluty Ameryki Łacińskiej oraz państw basenu Oceanu Spokojnego, najsilniej real brazylijski i won koreański, dzięki krajowym wydarzeniom. Ostatecznie wydarzenia tygodnia (czerwcowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego i raport NFP z amerykańskiego rynku pracy) nie wywołały poruszenia i nie zmieniły istotnie podstawowej narracji: EBC nie obniży stóp procentowych znacznie poniżej 2%, zaś amerykańska gospodarka pozostaje odporna na chaos celny.

Największe obawy o wpływ ceł Trumpa na wzrost gospodarczy i zatrudnienie w USA wydają się już przemijać, powracamy więc do inflacji. Najważniejszy jest publikowany w środę (11.06) majowy raport z USA. Ekonomiści spodziewają się niewielkiego podbicia miary bazowej ze względu na wzrost cen importowych, niepewność jest jednak bardzo wysoka, brak bowiem historycznego odniesienia. Dużo będzie się działo w tym tygodniu w Wielkiej Brytanii – we wtorek (10.06) poznamy dane z rynku pracy, a w czwartek (12.06) miesięczną dynamikę PKB w kwietniu. Szereg wystąpień oficjeli EBC powinien rzucić nieco światła na wyraźnie jastrzębi zwrot banku podczas czerwcowego posiedzenia.

PLN

Złoty był w ubiegłym tygodniu jedną z najgorzej radzących sobie walut rynków wschodzących – wygląda na to, że polityczna niepewność negatywnie rzutuje na sentyment inwestorów. Premier Tusk, którego pozycja po wyborach prezydenckich wydaje się osłabiona, przedstawił wniosek o wotum zaufania w środę (11.06). Powszechnie oczekuje się, że wotum zostanie uchwalone, polityczne zamieszanie nie jest jednak tym, co chcą widzieć inwestorzy.

Poza powyższym uwagę zwróciła również czerwcowa decyzja Rady Polityki Pieniężnej. Jak oczekiwano, stopy procentowe pozostały na niezmienionym poziomie, komentarze prezesa Adama Glapińskiego były jednak nieco bardziej jastrzębie niż wcześniej, co obniża prawdopodobieństwo cięcia w lipcu. Biorąc pod uwagę opublikowane w ostatnich tygodniach dane i reakcję Glapińskiego, nie będziemy zaskoczeni, jeśli do redukcji stóp dojdzie w dalszej części roku, na tym etapie nie wykluczamy jednak zupełnie cięcia w przyszłym miesiącu.

EUR

EBC w ubiegłym tygodniu zaskoczył nieco rynki, gdy prezeska Christine Lagarde powiedziała, że cykl cięć stóp procentowych zbliża się do końca. Prawdą jest, że przy stopach na poziomie 2% i inflacji zbliżonej do niego lub wyższej przestrzeń do dalszych obniżek wydaje się ograniczona. Niemniej bezpośredniość tego przekazu zaskoczyła inwestorów i pozwoliła euro odnotować niewielkie zyski.

Faktyczne dane gospodarcze wydają się utrzymywać w strefie euro na dobrym poziomie, za ich relatywną siłę widoczną w dynamice PKB w I kwartale i niemieckim eksporcie mogą jednak odpowiadać w dużej mierze ich opóźnienie i zniekształcenia związane z cłami. Ten tydzień powinien być dla euro spokojny, szykują się tylko odczyty drugorzędowe i przemówienia członków EBC. Uczestnicy rynku będą również śledzić rozmowy handlowe między USA i Chinami.

USD

Szereg niepewnie słabych danych z USA zakończył się w piątek dość dobrym, choć mieszanym raportem NFP (non-farm payrolls) za maj. Choć w wyniku rewizji w dół zniknęło niemal 100 tys. miejsc pracy w ostatnich miesiącach, ogólny obraz pasował do tego, jaki obserwujemy od jakiegoś czasu: kreacja miejsc pracy jest solidna, choć spada, i brak oznak stałych zwolnień. Zaskoczenie w górę płacami wzmocniło poczucie, że Rezerwa Federalna może pozwolić sobie na obserwowanie sytuacji bez podejmowania działań, i sprawiło, że rynki wyceniają obniżki stóp procentowych Fedu najwcześniej we wrześniu.

Amerykański rynek obligacji skarbowych ustabilizował się po kilku trudnych tygodniach, pozostaje jednak wrażliwy na wszelkiego rodzaju szoki. Mogłoby nim być choćby zaskoczenie w górę raportem inflacyjnym w tę środę (11.06). Będziemy również bardzo uważnie obserwować kolejną rundę rozmów między amerykańskimi i chińskimi przedstawicielami, która odbędzie się w Londynie w poniedziałkowe popołudnie (09.06). Inwestorzy będą mieli nadzieję, że ubiegłotygodniowa „bardzo dobra” rozmowa telefoniczna między Trumpem i Xi toruje drogę do kompromisu, znalezienia wspólnego gruntu i porozumienia, które doprowadzą ostatecznie do wprowadzenia niższych ceł.

GBP

Aprecjacja funta względem dolara i euro trwa. W ubiegłym tygodniu rewizje w górę majowych wskaźników PMI uprawomocniły jastrzębią postawę Banku Anglii. Perspektywa cięć została odsunięta co najmniej do jesieni. Członkowie rady są wciąż podzieleni w kwestii ścieżki stóp procentowych, większość z nich wydaje się jednak popierać ich utrzymanie, a prezes Andrew Bailey w zeszłym tygodniu ponownie podkreślił, że bank będzie podchodzić do obniżek „ostrożnie i stopniowo”.

Oczekuje się, że dane z rynku pracy (wtorek 10.06) pokażą ponownie wzrost płac o ponad 5%, czyli wystarczający, by wspierać konsumpcję mimo podwyższonej inflacji. Wyłączenie Wielkiej Brytanii z wysokich ceł USA na stal i aluminium oraz ocieplenie relacji między Wyspami i Unią Europejską potwierdzają, że kraj znajduje się w dość dobrym miejscu w obliczu reorganizacji globalnego handlu. Nasze nastawienie względem funta pozostaje pozytywne.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Stabilny rynek pracy w USA i Kanadzie. Indie z silniejszą obniżką stóp procentowych

Piątek był dniem odczytów z rynków pracy w Ameryce Północnej. Zarówno dane z USA, jak i Kanady były bliskie oczekiwań, z lekkimi, pozytywnymi niespodziankami. W tle Indie obniżyły stopę procentową z 6% na 5,5%.

Dane z amerykańskiego rynku pracy

Jak to zawsze bywa w przypadku odczytów z rynku pracy, piątkowe dane zza oceanu zapowiadały się na bardzo interesujące. W tym miesiącu jednak analitycy bardzo dobrze przewidzieli to, co się stanie. Spodziewali się bezrobocia na 4,2% i tyle właśnie zobaczyliśmy. Zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym miała wynosić 130 tysięcy etatów. Faktycznie utworzono 9 tysięcy więcej. W sektorze prywatnym różnica była większa – wobec oczekiwanych 120 tysięcy otrzymaliśmy 140 tysięcy. W tych danych jednak różnica 9 i 20 tysięcy to niemal trafienie w prognozę. To właśnie to było powodem tylko delikatnego umocnienia amerykańskiej waluty na rynku.

Dane z Kanady

Równolegle z danymi z amerykańskiego rynku pracy poznaliśmy te same z Kanady. Tam również obyło się bez rewolucji. Bezrobocie zgodnie z oczekiwaniami wzrosło do poziomu 7%. Wbrew prognozom nie ubyło jednak 12 tysięcy miejsc pracy, a przybyło 8,8 tysiąca. W przypadku Kanady – ze względu na znacznie mniejszą ilość obywateli – taka różnica jest jednak znacznie istotniejsza niż dla USA. Jest też jeszcze jedna ważna i korzystna informacja dla tego kraju. Ubyło niemal 50 tysięcy miejsc pracy na część etatu, za to miejsca te z nawiązką przybyły na pełen etat. Dolar kanadyjski, podobnie jak amerykański, szedł po tych danych lekko w górę. Dobre dane o miejscach pracy okazały się bowiem istotniejsze niż wzrost stopy bezrobocia.

Indie tną stopy

W piątek w Indiach doszło do większej od przypuszczeń obniżki stóp procentowych. Rynek oczekiwał przejścia z 6% na 5,75%. Decyzja banku centralnego spowodowała jednak, że nowy poziom wynosi 5,5%. Kraj ten jest obecnie w dobrym miejscu do cięć. Po szczycie inflacji na poziomie 6,21% w październiku, w wyniku sześciu kolejnych spadkowych miesięcy jest na poziomie 3,16%. W rezultacie, nawet po silniejszej obniżce mamy obecnie realne stopy procentowe powyżej 2%. Pozostaje miejsce na dalsze cięcia. Trzeba jednak pamiętać, że tamtejsi decydenci są bardziej zachowawczy niż europejscy. W pandemii wskaźniki wynosiły 4%, a nie blisko 0% jak na Zachodzie. M.in. z tego też powodu inflacja w ciągu ostatniej dekady nie przekroczyła tam ani razu 8%. Z drugiej strony część analityków przewiduje, że obecny cykl obniżek może być dodatkowo wzmocniony przez ryzyko wojny handlowej prowadzonej przez USA. Indyjska rupia przyjęła piątkową decyzję naprawdę spokojnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

SYMFONIA w chmurze – zarządzaj firmą w nowoczesny sposób

W dobie cyfryzacji coraz więcej firm decyduje się na rozwiązania, które pozwalają działać elastycznie, bezpiecznie i efektywnie. Jednym z nich jest SYMFONIA w chmurze – system, który umożliwia zarządzanie biznesem z dowolnej lokalizacji, o każdej porze i na dowolnym urządzeniu. To nowoczesne podejście do prowadzenia firmy, które realnie ułatwia pracę i obniża koszty operacyjne.

Czym jest SYMFONIA online?

To chmurowa wersja znanego systemu ERP, która pozwala korzystać z funkcjonalności SYMFONIA bez potrzeby inwestowania we własną infrastrukturę IT. Dzięki usługom dostarczanym przez firmę Itmation, zyskujesz dostęp do bezpiecznego, stale aktualizowanego środowiska pracy, które działa na stabilnych serwerach, objętych stałym wsparciem technicznym.

Dlaczego warto przejść na SYMFONIA w chmurze?

? Dostęp z każdego miejsca i o każdej porze

Praca w trasie, zdalne zespoły, elastyczne godziny? Z SYMFONIA online masz nieprzerwany dostęp do danych i aplikacji niezależnie od miejsca i czasu. Wystarczy połączenie z internetem.

? Bezpieczeństwo danych

Twoje dane są chronione przed atakami hakerskimi, awariami sprzętu czy błędami użytkowników. SYMFONIA w chmurze wykorzystuje nowoczesne zabezpieczenia i sprawdzone narzędzia, które dbają o ciągłość działania i ochronę informacji.

? Pełna elastyczność

Zarządzasz licencjami użytkowników na bieżąco – dodajesz i usuwasz konta zgodnie z potrzebami firmy. Płacisz tylko za to, z czego rzeczywiście korzystasz.

⚙️ Błyskawiczne wdrożenie

Obawiasz się migracji do chmury? Niepotrzebnie. Eksperci Itmation zajmują się całym procesem, bez angażowania Twoich pracowników i przerywania codziennych obowiązków.

? Jasne koszty i niższe wydatki

Dzięki przejrzystemu modelowi abonamentowemu wiesz, ile zapłacisz za usługę każdego miesiąca. Co więcej, rezygnujesz z kosztów związanych z zakupem serwerów, ich utrzymaniem i obsługą specjalistów IT.

Już korzystasz z SYMFONIA? Przenieś ją do chmury

Masz klasyczną wersję SYMFONIA, ale chcesz pracować nowocześniej? Możesz łatwo przenieść swój system do chmury bez konieczności zakupu nowej licencji. Otrzymujesz dostęp do wydajnego środowiska, zdalnego wsparcia i gwarancji bezpieczeństwa danych. Eksperci Itmation przeprowadzą migrację szybko i bezproblemowo.

Dopiero zaczynasz? Zacznij od razu z SYMFONIA online

SYMFONIA w wersji online to zestaw modułów, które możesz wdrażać etapami, w zależności od potrzeb swojej firmy. Do dyspozycji masz m.in.:

  • prowadzenie księgowości (KPiR, ryczałt, deklaracje, UPO, amortyzacja),

  • kadry i płace (ewidencja czasu pracy, listy płac, urlopy),

  • automatyczny odczyt dokumentów (OCR),

  • wystawianie faktur,

  • integrację z innymi programami księgowymi.

Zarządzanie finansami firmy jeszcze nigdy nie było tak proste. Automatyzacja wielu procesów skraca czas realizacji zadań, minimalizuje ryzyko błędów i pozwala skupić się na tym, co naprawdę ważne – rozwoju biznesu.

Dlaczego Itmation?

To firma, która od lat specjalizuje się w chmurowym hostingu systemów ERP, takich jak SYMFONIA. Dysponuje nowoczesną infrastrukturą IT, stale rozwijaną i serwisowaną, a jej administratorzy są zawsze gotowi, by pomóc w razie problemów technicznych. Dzięki temu możesz mieć pewność, że Twoje środowisko pracy działa nieprzerwanie i bez zakłóceń.

Wybierz SYMFONIA w chmurze i rozwijaj swój biznes

Jeśli szukasz sposobu na usprawnienie działania firmy, SYMFONIA online to rozwiązanie dla Ciebie. Skontaktuj się z zespołem Itmation, by poznać dostępne warianty abonamentów i dobrać opcję dopasowaną do Twoich potrzeb. Zyskaj czas, bezpieczeństwo, niższe koszty i pełną kontrolę nad firmowymi operacjami – wszystko w jednym miejscu.

Karty dla Par w Praktyce – Jak Spędzić Wieczór we Dwoje z Grą Karcianą

W dobie nieustannego biegu, napiętych grafików i ekranów, które przykuwają nasz wzrok niemal przez cały dzień, trudno znaleźć chwilę tylko dla siebie i drugiej połówki. Na szczęście istnieje prosty, ale niezwykle skuteczny sposób na wspólne spędzenie czasu – karty dla par. To nie tylko forma rozrywki, ale także narzędzie do pogłębiania relacji, poznawania siebie i przełamywania codziennej rutyny.

Dlaczego warto sięgnąć po gry karciane dla 2 osób?

Wiele par szuka inspiracji na spędzenie wieczoru w niebanalny sposób. Kino? Oglądanie seriali? Kolacja? To wszystko brzmi dobrze, ale z czasem staje się przewidywalne. Gra dla par, szczególnie w formie kart, to doskonała alternatywa, która wnosi świeżość i interaktywność do związku.

Gry karciane dla dwojga to idealne połączenie zabawy i komunikacji. Pozwalają spojrzeć na partnera z nowej perspektywy, odkryć nieznane dotąd cechy, a czasem nawet odważyć się na szczere rozmowy, na które brakowało odwagi w codziennym biegu.

Jak wygląda wieczór z grą dla par?

Przede wszystkim warto zadbać o atmosferę. Świece, przekąski, cicha muzyka w tle – wszystko to stworzy intymną aurę. Następnie wybieramy odpowiedni zestaw kart dla par. W zależności od rodzaju gry, może to być lekka rozgrywka z pytaniami i wyzwaniami, gra oparta na poznawaniu siebie lub nieco bardziej pikantna wersja, podkręcająca atmosferę.

Na przykład:

  • Gra z pytaniami o wspomnienia i marzenia.
  • Gra z zadaniami wymagającymi współpracy lub kreatywności.
  • Gra z flirtującymi kartami do budowania napięcia i bliskości.

Kluczem jest dopasowanie typu gry do nastroju i oczekiwań obojga partnerów.

Gry dla par vs. gra na imprezę

Choć gry karciane dla 2 osób są tworzone z myślą o intymności i wzajemnym poznaniu, wiele z nich może świetnie sprawdzić się także jako gra na imprezę. Wystarczy wybrać wersję bardziej uniwersalną lub imprezową, by zaangażować większą liczbę uczestników. Gry na imprezę mogą bazować na losowych pytaniach, zabawnych wyzwaniach czy rywalizacji par – wszystko zależy od charakteru wydarzenia.

Korzyści z sięgnięcia po gry dla par:

  1. Wzmocnienie relacji – rozmowy, śmiech i wspólna zabawa zbliżają bardziej niż niejedna romantyczna kolacja.
  2. Poznawanie siebie – nawet po latach razem można dowiedzieć się o sobie czegoś nowego.
  3. Odmiana rutyny – zamiast kolejnego wieczoru przed telewizorem, warto sięgnąć po talię kart.
  4. Elastyczność – jedna talia może służyć równie dobrze we dwoje, jak i w większym gronie.

Dlaczego Warto Postawić na Karty dla Par jako Pomysł na Wieczór We Dwoje?

Karty dla par to prosty, a zarazem genialny sposób na spędzenie czasu we dwoje. Bez potrzeby wychodzenia z domu, bez skomplikowanych przygotowań. Wystarczy talia kart, chęć do wspólnej zabawy i otwartość na nowe doświadczenia. Jeśli szukasz inspiracji na nadchodzący wieczór, gra dla par może okazać się strzałem w dziesiątkę. A kto wie, może stanie się waszym nowym rytuałem?

Polskie ciepłownictwo na zakręcie: sektor traci rentowność, a inwestycje są zbyt niskie

0

Do przeprowadzenia dekarbonizacji brakuje co najmniej 200 mld zł. Skuteczną transformację sektora umożliwi podjęcie działań strategicznych i regulacyjnych.

Polski sektor ciepłowniczy przechodzi obecnie okres transformacji i stoi przed szeregiem wyzwań. Wciąż odczuwalne są skutki wywołanego przez wojnę w Ukrainie, związanego z tym kryzysu energetycznego i skokowego wzrostu cen surowców. Na to nakładają się zobowiązania regulacyjne (w tym wysoki koszt emisji CO2) oraz zmniejszenie liczby odbiorców związane m.in. z przechodzeniem na indywidualne źródła ciepła. Plany dekarbonizacji wymagają natomiast olbrzymich inwestycji, które szacuje się na przedział od 200 do blisko 400 mld zł. Niezbędnym elementem do ich wprowadzenia są odpowiednie ramy legislacyjne, wynika z raportu EY „Ciepłownictwo systemowe w obliczu zmian”.

Polskie ciepło uzależnione od węgla

Miks energetyczny sektora ciepłowniczego oparty głównie na węglu to dziś koszt nie tylko środowiskowy, ale także biznesowy. Szczególnym wyzwaniem jest ujemna rentowność, którą szczególnie dotknięte są przedsiębiorstwa wytwarzające ciepło w kogeneracji. Główne przyczyny to nieadekwatny system taryfowy oraz gwałtowny wzrost kosztów działalności, w tym cen energii i emisji CO2, jakich sektor doświadczył w ostatnich latach. Udział węgla w polskim systemie ciepłowniczym systematycznie spada, osiągając poziom 61% w 2023, najniższy od kiedy zaczęto go publikować. Chociaż udział OZE jednocześnie rośnie to pełna dekarbonizacja sektora, wymuszana regulacjami, będzie wymagać olbrzymich inwestycji, sięgających setek miliardów złotych.

Wielowymiarowa transformacja

Co szczególnie istotne, polski sektor ciepłowniczy od czasu kryzysu energetycznego zmaga się z ujemną rentownością na poziomie -22% (dane za 2023 rok). W największym stopniu wpływa na to ujemny wynik sektora przedsiębiorstw wytwarzających ciepło w kogeneracji (czyli wraz z energią elektryczną), którego rentowność wyniosła -38%. Na tę sytuację wpływ miał nieadekwatny do dynamicznych zmian system taryfowy i skokowy wzrost kosztów działalności.

Cena za 1 GJ w okresie 2021-2023 zwiększyła się o aż 120% (z 47,7 zł do 104,7 zł), a koszt emisji CO2 w latach 2020-2023 podniósł się ponad 6-krotnie (z 15 euro/t do 100 euro/t), co szczególnie uderzyło w oparty na węglu polski sektor ciepłowniczy. Dodatkowo branża zmaga się z coraz wyższymi cenami samych surowców – podczas gdy koszt węgla kamiennego w 2023 r. wzrósł 2,5-krotnie w stosunku do średniej, to koszty gazu zwiększyły się aż pięciokrotnie, a biomasa zanotowała czterokrotny skok w porównaniu ze średnimi poziomami z tego samego okresu.

Zwrot w kierunku bardziej ekologicznych rozwiązań sprawia, że udział węgla w polskim systemie ciepłowniczym systematycznie spada. W 2017 roku było to 74%, podczas gdy w 2023 wartość ta wyniosła już 61,2%. Wzrasta także udział odnawialnych źródeł energii (z 6,9% w 2013 do 14,4% w 2023). Według unijnej dyrektywy EED udział ten ma wynieść 100% w 2050 r. W chwili obecnej przygotowane analizy sugerują jednak, że pełna dekarbonizacja wiąże się z koniecznością olbrzymich inwestycji. Według szacunków Forum Energii jest to od 196 do 225 mld złotych, podczas gdy wyliczenia Narodowego Centrum Badań i Rozwoju sugerują kwotę nawet dwa razy większą, bo 428 mld zł. Tymczasem wskaźnik płynności finansowej sektora wynosi obecnie 0,57. To z kolei może przełożyć się na duże problemy w uzyskaniu zewnętrznego finansowania. Potwierdza to praktyka rynkowa – w 2023 r., choć wartość inwestycji sięgnęła prawie 5 mld zł, mniej niż 30% z nich zostało sfinalizowanych ze źródeł zewnętrznych.

Miks energetyczny oparty głównie na węglu to dziś koszt nie tylko ekologiczny, ale także biznesowy. Branża boryka się z wyzwaniem pozyskania setek miliardów złotych na transformację energetyczną przy jednoczesnych problemach z rentownością. Jest to też duże wyzwanie dla legislatorów przy określaniu taryf. Obecnie wciąż kontynuowany jest program zamrażania cen energii i ciepła, ale w najbliższym czasie konieczne jest stworzenie długofalowego rozwiązania, akceptowalnego dla producentów i odbiorców sektora ciepłowniczego. Wierzę, że transformacja sektora zostanie opracowana w sposób kompleksowy, aby umożliwić jego dekarbonizację i modernizację – mówi Dariusz Kryczka, Partner EY Law, Lider Centrum Kompetencyjnego Europejskiego Zielonego Ładu EY.

Ramy prawne nakładają na sektor nowe obowiązki

Krajowe ramy prawne dotyczące sektora ciepłowniczego pokazują kierunek dla transformacji tej branży w Polsce. Jednym z najważniejszych dokumentów w krajowych regulacjach jest „Polityka Energetyczna Polski do 2040 r.” (PEP2040), czyli zespół wytycznych dla przedsiębiorców, samorządów i obywateli w zakresie transformacji polskiej gospodarki w kierunku niskoemisyjnym. Założenia stawiają na rozwój kogeneracji, zwiększenie udziału OZE, wykorzystanie ciepła z odpadów, czy modernizacja systemu dystrybucji, w tym popularyzacja magazynów ciepła czy inteligentnych sieci przesyłowych (smart grids).

Polska implementuje też w tej kwestii regulacje unijne. Jednym z kluczowych dokumentów jest strategia „Fit for 55”, na której wnioskach opiera się inicjatywa REPowerEU i Heat Pump Action Plan. REPowerEU ma na celu odejście od rosyjskich paliw kopalnych i przechodzenie na odnawialne źródła energii, a HPAP – zwiększenie liczby instalacji pomp ciepła do poziomu 6 mln rocznie. W czerwcu 2024 r. Komisja Europejska przyjęła także rozporządzenie Net-Zero Industry Act, który ma usprawnić procedury i skrócić terminy wydawania pozwoleń na „projekty strategiczne”, którymi w wypadku branży ciepłowniczej są instalacje zeroemisyjne.

Natomiast od d 1 stycznia 2025 średnie obiekty energetycznego spalania (Medium Combustion Plants, MCP) o mocy powyżej 5 MW muszą dostosować się do nowych, rygorystycznych norm emisji. Warto dodać, że krajowy dokument, wyznaczający kierunek realizacji postanowień PEP2040 czy Fit for 55, czyli „Strategia dla ciepłownictwa do 2030 r. z perspektywą do 2040 r.”, wciąż jest opracowywany. Opiera się on z jednej strony na planach dotyczących rozwoju ciepłownictwa w Polsce, m.in. 85% efektywnych systemów ciepłowniczych do 2030 r., wzrost udziału OZE w całym sektorze do poziomu 28,4%, spadek emisji CO2 o co najmniej 34% oraz 1,5 mln nowych gospodarstw domowych przyłączonych do sieci, a z drugiej – wskazuje na konieczne zmiany, jak chociażby nowy system taryfowania czy wprowadzenie hierarchii źródeł ciepła.

Aby dostosować się do tych i innych regulacji, polska branża ciepłownicza musi przejść głęboką transformację. Pomóc w tym mają programy wsparcia, zarówno na poziomie krajowym, jak i europejskim, takie jak utworzony w ramach EU ETS Fundusz Modernizacyjny, a w ramach niego program „OZE – źródło ciepła dla ciepłownictwa” o budżecie w wysokości 2 mld zł.

Ważnym źródłem finansowania sektora ciepłowniczego jest też LIFE Clean Energy Transition, czyli podprogram LIFE Programme for the Environment and Climate Action, z budżetem 1 mld euro przewidzianym do 2027. Jednym z największych jest natomiast Krajowy Plan Odbudowy (KPO), z którego Polska otrzyma w sumie 25,27 mld euro (108,6 mld zł) w postaci dotacji i 34,54 mld euro (148,5 mld zł) w formie preferencyjnych pożyczek. Zgodnie z celami UE znaczna część budżetu KPO jest przeznaczona na cele klimatyczne (44,96%), a więc m.in. na transformacje sektora energetycznego.

Potrzebujemy szeregu zmian w regulacjach nałożonych na sektor ciepłowniczy oraz skutecznego planu pozyskania finansowania umożliwiającego realizację ambitnych celów stawianych na poziomie krajowym i europejskim. Plany wspólnoty zbiegły się w czasie z kryzysem na rynku energetycznym, który szczególnie uderzył w oparty na węglu polski system ciepłowniczy. Dlatego potrzebujemy kompleksowego i przemyślanego planu transformacji energetycznej w Polsce, dającego firmom narzędzia do jego realizacji tak by zmaksymalizować korzyści dla odbiorców – komentuje Dariusz Kryczka.

Jak zorganizować udaną imprezę firmową w stolicy?

Imprezy firmowe pozwalają pracownikom budować relację, co jest równie istotne, jak przemyślane prowadzenie biznesu. Nic więc dziwnego, że coraz więcej firm organizuje takie wydarzenia. Można je połączyć ze świętowaniem dobrych wyników firmy lub po prostu potraktować jako imprezę integracyjną zespołu.

Niezależnie od skali wydarzenia, warto postawić na profesjonalny catering biznesowy. Dzięki temu organizatorzy mogą skupić się na innych sprawach, a o pyszne jedzenie oraz obsługę uczestników zadbają osoby, które mają w tym duże doświadczenie. Jeżeli planujesz w najbliższym czasie zorganizować imprezę firmową i szukasz sprawdzonego cateringu, koniecznie zapoznaj się z dalszą częścią artykułu. Znajdziesz tu krótkie omówienie najważniejszych zalet związanych z taką usługą oraz kilka sprawdzonych inspiracji.

Co warto wziąć pod uwagę, wybierając catering na imprezy firmowe?

Sprawny przebieg imprezy firmowej ma kluczowe znaczenie dla zadowolenia uczestników, w czym z pewnością pomoże nowoczesny catering Warszawa. Należy mieć na uwadze, że taka usługa może całkowicie odmienić atmosferę podczas imprezy, a nawet podnieść jej prestiż. Wybór cateringu powinien uwzględniać miejsce imprezy, jej charakter oraz oczekiwania związane z serwowanym jedzeniem.

W celu dokonania sprawnego wyboru najlepszej firmy cateringowej warto zastanowić się również nad takimi elementami, jak liczba gości, forma serwowania posiłków oraz potrzeby dietetyczne. Mając te informacje, można skontaktować się z firmą, która zapewni profesjonalny catering okolicznościowy idealnie odpowiadający potrzebom gości.

Dlaczego warto postawić na catering biznesowy?

Dzięki skorzystaniu z opcji cateringu, osoby odpowiedzialne za organizację imprezy firmowe mogą tak naprawdę całkowicie zapomnieć o sprawach związanych z jedzeniem, podawaniem posiłków, dostarczeniem ich na miejsce wydarzenia i wielu innych rzeczach. Jest to więc istotne ułatwienie, szczególnie że bardzo często lista spraw, którymi należy się zająć, jest naprawdę długa. Skoro więc można zasięgnąć pomocy profesjonalnej firmy cateringowej, to błędem byłoby z tego nie skorzystać. Daje to gwarancję wyjątkowego smaku serwowanych potraw i przekąsek oraz profesjonalnej obsługi podczas całego wydarzenia.

Jak wybrać idealny catering dla firm?

Chociaż czasami trzeba porównać kilka ofert, aby można było znaleźć najlepszy catering, zdecydowanie warto to zrobić. Dzięki niemu każde spotkanie biznesowe czy impreza firmowa będą dobrze wspominane przez uczestników. Znalezienie idealnej firmy od cateringu, która spełni oczekiwania nawet najbardziej wymagających klientów, wymaga sprawdzenia referencji oraz doświadczenia w obsłudze podobnych wydarzeń. Należy również upewnić się, że firma zapewni sprawną logistykę, co oznacza punktualność i sprzęt oraz pracowników zajmujących się podawaniem jedzenia. Jeżeli nie chcesz ryzykować, czy wybrana firma cateringowa Warszawa sprosta Twoim oczekiwaniom, możesz skorzystać ze sprawdzonej oferty, która od lat zbiera doskonałe opinie.

Catering na imprezy firmowe Warszawa

Niezależnie więc od tego, czy zależy Ci na budowaniu wizerunku firmy, zintegrowaniu zespołu, czy innych celach, catering na imprezy firmowe Warszawa z pewnością pomoże w ich osiągnięciu. Profesjonalna firma cateringowa przygotuje eleganckie dania, zimne napoje i inne ustalone dodatki, dzięki czemu wydarzenia firmowe będą przebiegały w doskonałej atmosferze.

Pokolenie Z na rynku pracy: redefinicja kariery i nowych kompetencji

Zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez Pracuj.pl, przedstawiciele pokolenia Z stawiają na umiejętności miękkie w budowaniu kariery zawodowej. Aż 54% respondentów z tej grupy uznaje takie kompetencje jak empatia, komunikatywność czy umiejętność pracy zespołowej za kluczowe w kontekście rozwoju zawodowego. Zaskakujący wniosek? Młodsza generacja wcale nie podąża za utartymi ścieżkami kariery, które do tej pory opierały się głównie na wykształceniu akademickim i wiedzy specjalistycznej. To pokolenie, które redefiniuje podejście do sukcesu zawodowego, stawiając na elastyczność, rozwój i umiejętność dostosowania się do zmieniającego się rynku pracy.

Umiejętności miękkie na wagę złota

Jak wynika z badania, umiejętności interpersonalne to niejedyna kompetencja, na którą kładzie nacisk pokolenie Z. 37% ankietowanych wskazuje na umiejętności specjalistyczne, a 35% uznaje znajomość języków obcych za kluczową. „Młodsza generacja nie boi się zmian, a ich umiejętność przystosowania się do dynamicznych warunków rynkowych staje się ich atutem. Kompetencje miękkie oraz umiejętności adaptacyjne, takie jak zdolność do pracy w zróżnicowanych zespołach czy komunikacja, stają się jeszcze istotniejsze niż formalne wykształcenie czy doświadczenie zawodowe” – mówi Dorota Pałysiewicz, podkreśla Dorota Pałysiewicz, Dyrektor HR w Brown-Forman Polska, odpowiedzialna za region Central and Eastern Europe.

Zmiana podejścia do kariery

Tradycyjne podejście do kariery zawodowej, oparte na formalnym wykształceniu i ścisłej specjalizacji, zmienia się. W przeszłości ukończenie renomowanej uczelni oraz doświadczenie w danej branży były fundamentami sukcesu zawodowego. Dziś to elastyczność i umiejętność szybkiej adaptacji do zmieniającego się rynku pracy stają się kluczowe. W tym kontekście miękkie kompetencje, takie jak zarządzanie relacjami, rozwiązywanie problemów czy efektywna komunikacja, zyskują na znaczeniu.

Wskazówki dla pracodawców? Jak zauważa Pałysiewicz, „pracodawcy powinni zwracać uwagę na postawy kandydatów, którzy potrafią myśleć poza utartymi schematami, wykazują inicjatywę w pracy zespołowej oraz skutecznie komunikują się w różnorodnych zespołach.’’ Ekspert podkreśla, że to właśnie te cechy młodszej generacji mogą przyczynić się do stworzenia bardziej innowacyjnych i elastycznych zespołów w organizacjach.

Globalizacja i umiejętność autoprezentacji

Również w kontekście globalizacji zmieniają się oczekiwania młodych pracowników. 35% osób w wieku 18-24 lata uważa, że znajomość języków obcych jest niezbędna, podczas gdy wśród osób w wieku 55-65 lat tylko 19% podziela to zdanie. To pokazuje, jak wielkie znaczenie ma globalizacja oraz możliwość rozwoju zawodowego poza granicami kraju.

Pokolenie Z wyróżnia także większe znaczenie autoprezentacji. Aż 18% młodych przedstawicieli tej generacji uznaje ją za istotną w budowaniu kariery. Dla porównania, tylko 11% pracowników w wieku 55-65 lat podziela to zdanie. Wskazuje to na rosnące znaczenie personal branding, nie tylko w kontekście poszukiwania pracy, ale również w budowaniu sieci kontaktów zawodowych. Stałą częścią polityki personalnej w firmie Brown-Forman jest zachęcanie pracowników, także tych wchodzących na rynek pracy, do korzystania ze nauki przez doświadczenie, uczenie się od innych oraz korzystanie z dostępnych szkoleń, także w obszarach dotyczących prezentowania siebie i swoich doświadczeń.

Pokolenie Z charakteryzuje się również bardziej pragmatycznym podejściem do kariery niż starsi pracownicy. „Młodsze pokolenie nie boi się zmieniać ścieżek zawodowych. Są elastyczni i otwarci na różne możliwości, nie trzymają się sztywnych schematów,” zauważają eksperci. Dla nich kluczowe jest zdobywanie doświadczenia w różnych rolach, a niekoniecznie podążanie za tradycyjną hierarchią kariery.

Zmieniające się podejście do kariery przez pokolenie Z ma kluczowe znaczenie dla przyszłości rynku pracy. Firmy, które będą w stanie dostosować swoje strategie rekrutacyjne do nowych oczekiwań młodych pracowników, zyskają elastyczne, innowacyjne zespoły, które skutecznie odnajdą się w dynamicznym środowisku biznesowym. Umiejętności miękkie, adaptacyjność oraz globalne spojrzenie na rozwój zawodowy stanowią fundamenty kariery młodych pokoleń. Pracodawcy, którzy zrozumieją te zmiany i zaadoptują je do swoich strategii zarządzania talentami, będą w stanie stworzyć organizacje przyszłości – bardziej elastyczne, innowacyjne i otwarte na zmiany.

Obniżka stóp EBC szansą dla polskiego rynku nieruchomości komercyjnych

0

Obniżka stóp procentowych o 25 punktów bazowych przez Europejski Bank Centralny to długo wyczekiwany impuls zarówno dla Europy, jak i polskiego rynku nieruchomości komercyjnych. Niższe koszty finansowania zwiększają atrakcyjność nieruchomości jako klasy aktywów oraz potencjalnych stóp zwrotu, co powinno przełożyć się na większą płynność i wzrost liczby transakcji. W pierwszym kwartale 2025 roku wartość transakcji wzrosła o 72% rok do roku, a liczba sfinalizowanych umów osiągnęła najwyższy poziom od dwóch lat, co świadczy o powrocie zaufania inwestorów i stopniowej stabilizacji rynku.

Warto jednak podkreślić, że pełny efekt obniżek stóp będzie widoczny w kolejnych kwartałach. Już teraz obserwujemy napływ zarówno kapitału zagranicznego, jak i krajowego, co jest pozytywnym sygnałem dla rynku. Szczególnie atrakcyjne pozostają segmenty magazynów, logistyki, PRS (mieszkania na wynajem) i data-center, które mogą liczyć na dalsze ożywienie. Z kolei biura i handel wymagają większej elastyczności w wycenach oraz wdrażania nowych strategii zarządzania aktywami, aby utrzymać konkurencyjność w zmieniającym się otoczeniu.

Autor: Mark Richardson, Head of Investment, Savills 

Podatek od nadmiarowych zysków banków? ZBP: to uderzy w całą gospodarkę

Związek Banków Polskich stanowczo sprzeciwia się pomysłowi wprowadzenia nowego podatku od tzw. nadmiarowych zysków w sektorze bankowym. Prezes ZBP, dr Tadeusz Białek, ocenia propozycję jako „wysoce nietrafioną” i ostrzega, że jej realizacja może zagrozić stabilności finansowania polskiej gospodarki.

„Banki to krwiobieg gospodarki”

Można oczywiście nałożyć kolejne podatki, ale z czego będziemy finansować gospodarkę, jeśli nie będziemy mieć kapitałów? – pyta retorycznie prezes ZBP. – Gospodarka bez banków nie może funkcjonować – dodaje.

Jak zaznacza Białek, w warunkach spadających stóp procentowych i rosnącego popytu na kredyty hipoteczne i inwestycyjne, banki powinny mieć możliwość wspierania rozwoju gospodarczego, a nie być obciążane kolejnymi daninami fiskalnymi.

Największy płatnik podatków w Polsce

ZBP podkreśla, że banki już teraz w ogromnym stopniu zasilają budżet państwa. W 2023 roku:

  • sektor bankowy wpłacił 13,5 mld zł podatku CIT, co stanowiło 25% całkowitych wpływów z CIT,
  • prawie 6 mld zł wyniosły wpływy z tytułu podatku bankowego,
  • dodatkowo banki przekazały 1,5 mld zł z PIT i 3,5 mld zł w formie dywidend.

Nie ma drugiego sektora w Polsce, który w takim stopniu wspierałby państwo – mówi dr Białek.

Państwowy udział i pomoc w finansowaniu długu publicznego

Prezes ZBP przypomina także, że ponad 50% sektora bankowego pozostaje pod bezpośrednią lub pośrednią kontrolą Skarbu Państwa. Zarówno Minister Aktywów Państwowych, jak i Minister Finansów mają być przeciwni pomysłowi nowego podatku – dostrzegając, jak duży wkład banki już teraz wnoszą do budżetu.

Warto również podkreślić, że banki w Polsce odgrywają kluczową rolę w obsłudze długu publicznego. Ponad 36% ich aktywów stanowią obligacje skarbowe i papiery dłużne instytucji publicznych, takich jak PFR i BGK. Dla porównania, kredyty stanowią obecnie tylko 33% aktywów sektora – co jest ewenementem nie tylko w skali UE, ale i świata.

Zamiast obciążeń – wsparcie dla rozwoju

ZBP przekonuje, że obciążenie sektora bankowego dodatkowymi podatkami w momencie, gdy gospodarka potrzebuje taniego i szeroko dostępnego finansowania, byłoby działaniem krótkowzrocznym i populistycznym.

Dajcie nam państwo finansować gospodarkę. Czas skończyć z traktowaniem banków jak chłopców do bicia – apeluje prezes Związku Banków Polskich.

Wnioski? Pomysł podatku od nadmiarowych zysków banków spotkał się z ostrą krytyką nie tylko ze strony branży, ale także – jak sugeruje ZBP – z grona samego rządu. Zamiast dodatkowego fiskalnego obciążania sektora, eksperci apelują o stworzenie warunków sprzyjających inwestycjom i stabilnemu rozwojowi gospodarczemu.

Michael / Ström uruchamia własne TFI

Michael / Ström Dom Maklerski otworzył własne Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych. Michael / Ström TFI ma koncentrować się na inwestycjach w szeroki wachlarz instrumentów dłużnych – od obligacji skarbowych, przez korporacyjne, po emisje prywatne, zarówno z Polski, jak i z rynków zagranicznych. To naturalna kontynuacja i rozwinięcie dotychczasowego modelu działalności spółki, który stawia na stabilność, specjalistyczną wiedzę i efektywne zarządzanie ryzykiem.

Strategiczny krok w rozwoju instytucji finansowej

Nowe TFI jest kluczowym elementem długoterminowej strategii Michael / Ström, zakładającej rozwój instytucji finansowej wyspecjalizowanej w rynku papierów dłużnych i kompleksowej obsłudze inwestorów. Jak podkreśla Michał Ząbczyński, prezes domu maklerskiego, dzięki rozbudowanej sieci sprzedaży i unikalnym kompetencjom firma ma szansę wyróżnić się wśród niezależnych TFI działających w Polsce.

W skład oferty Michael / Ström TFI wejdą znane już fundusze zamknięte inwestycyjne (FIZ-y), takie jak:

  • Michael / Ström Obligacji Korporacyjnych FIZ,
  • Michael / Ström Obligacji Korporacyjnych 2 FIZ,
  • Michael / Ström Obligacji Dużych Spółek FIZ.

W planach są także nowe fundusze, które mają odpowiedzieć na zmieniające się potrzeby inwestorów i warunki rynkowe.

Doświadczony zarząd i zespół specjalistów

Na czele nowo utworzonego TFI stanął Grzegorz Chłopek – menedżer z ponad 30-letnim doświadczeniem w branży finansowej, znany m.in. z długoletniej pracy w Nationale-Nederlanden PTE (w tym jako prezes) oraz z zarządu PKO TFI, gdzie odpowiadał za ofertę produktową, sprzedaż i marketing. Jego bogata wiedza i znajomość rynku kapitałowego mają zapewnić silne przywództwo i dalszy rozwój spółki.

Michael / Ström posiada unikatowe kompetencje w zakresie rynku długu. Cieszę się, że mogę dołączyć do zespołu, który nie tylko zna rynek, ale potrafi też skutecznie zarządzać ryzykiem i wykorzystywać pojawiające się okazje inwestycyjne – powiedział Grzegorz Chłopek.

Stanowisko wiceprezesa objął Jakub Domagalski, który wcześniej zasiadał w zarządzie Superfund TFI. Domagalski wnosi do organizacji blisko 20 lat doświadczenia w zarządzaniu ryzykiem, kontrolingu i planowaniu finansowym.

W skład zespołu zarządzających portfelami funduszy weszli także:

  • Bartosz Wałecki – związany z Michael / Ström od 4 lat,
  • Tomasz Wronka – pracujący w firmie od ponad 3 lat.

Silna pozycja i dynamiczny rozwój

Michael / Ström Dom Maklerski dysponuje obecnie aktywami na rachunkach klientów o wartości ponad 4 mld zł, z czego ponad 600 mln zł znajduje się w bezpośrednim zarządzaniu. Celem na najbliższy rok jest przekroczenie 1 mld zł aktywów zarządzanych.

Firma konsekwentnie rozwija swoją obecność w kraju – w ostatnim roku otworzyła trzy nowe oddziały: w Bydgoszczy, Toruniu i Rzeszowie. Łącznie w Polsce działa już 12 punktów obsługi klienta, w których pracuje niemal 50 doradców inwestycyjnych.

Dla kogo oferta Michael / Ström TFI?

Nowa oferta TFI skierowana jest głównie do zamożnych inwestorów prywatnych oraz instytucjonalnych, którzy szukają rozwiązań o niższym profilu ryzyka i oczekują powtarzalnych stóp zwrotu. Towarzystwo zamierza wykorzystywać dogłębną analizę fundamentalną, wiedzę ekspercką i doświadczenie zdobyte przez dekadę funkcjonowania domu maklerskiego na rynku obligacji.

Rynek pracy w USA traci impet. Czy raport NFP zaskoczy?

Tradycyjnie w pierwszy piątek miesiąca rynki finansowe kierują uwagę na raport z amerykańskiego rynku pracy. Konsensus agencji Bloomberg zakłada, że w maju gospodarka USA utworzyła 126 tys. nowych miejsc pracy – wyraźnie mniej niż w poprzednich dwóch miesiącach, ale wynik ten byłby zbliżony do średniej z ostatnich 12 miesięcy. Choć sugeruje to pewne osłabienie dynamiki zatrudnienia, nie oznacza jeszcze załamania.

Dane opublikowane przed raportem NFP dają mieszany obraz. Opublikowane we wtorek dane z badania JOLTS wykazały niespodziewany wzrost liczby wakatów w kwietniu, co jest pozytywnym sygnałem, biorąc pod uwagę, że dane te zbierane są na koniec miesiąca – a więc mają wpływ na kolejne tygodnie. Wskaźnik zatrudnienia również wzrósł do 3,5 proc., co stanowi najlepszy wynik od września ubiegłego roku. Mimo to, w porównaniu do niskiego poziomu bezrobocia, wskaźnik ten nadal jest dość niski, co może oznaczać ostrożność firm w zatrudnianiu. Podobne wnioski płyną z analizy wskaźnika zwolnień, który utrzymuje się na poziomie 2,1 proc. i nie wykazuje dalszych spadków. Oznacza to, że osoby zatrudnione niechętnie zmieniają pracę, mając świadomość, że nowe oferty zatrudnienia mogą być ograniczone.

Z kolei dane o nowych wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych sugerują wyraźniejsze osłabienie. W tygodniu zakończonym 31 maja liczba nowych wniosków wzrosła do 247 tys., co stanowi najwyższy poziom od października 2024 r. Średnia z czterech tygodni również wzrosła – do 235 tys., co również jest najwyższym wynikiem od października ubiegłego roku. Liczba wniosków była tym samym o 8 proc. wyższa niż w analogicznym tygodniu rok wcześniej. To wyraźne przyspieszenie w stosunku do średniorocznego wzrostu na poziomie około 4,5 proc. Dodatkowo, z ostatniego badania Conference Board wynika, że konsumenci coraz częściej odczuwają pogorszenie sytuacji na rynku pracy – trudniej jest znaleźć nową pracę, a liczba dostępnych wakatów spada.

Wnioski płynące z tych danych są ostrożnie pesymistyczne – rynek pracy nie załamuje się, ale wyraźnie wytraca impet. Jeśli dane o liczbie nowych miejsc pracy będą zgodne z oczekiwaniami lub nieznacznie niższe, prawdopodobnie nie wywołają silniejszej reakcji na rynku walutowym – zwłaszcza na parze EUR/USD. Zaskoczenie w górę mogłoby jednak krótkoterminowo umocnić dolara. Z kolei do jego osłabienia doszłoby raczej tylko w przypadku wyraźnie słabszych danych – istotnie poniżej prognoz.

Jak zawsze, oprócz samej liczby nowych miejsc pracy, inwestorzy zwrócą szczególną uwagę na stopę bezrobocia (prognozowaną bez zmian na poziomie 4,2 proc.) oraz dynamikę płac godzinowych. Jeśli te dane nie zaskoczą, to właśnie liczba nowo utworzonych miejsc pracy zdecyduje o interpretacji całego raportu.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Debiut Green Lanes na NewConnect zaplanowany na 16 czerwca

16 czerwca 2025 r. Green Lanes S.A., producent ekologicznych materiałów budowlanych, oficjalnie zadebiutuje na rynku NewConnect. Spółka oparta na autorskiej technologii przetwarzania roślin jednorocznych – takich jak len czy konopie włókniste – intensyfikuje przygotowania do uruchomienia przemysłowej produkcji swojego kluczowego materiału: tarcicy Strumber®.

Nowoczesny zakład w Tarnawatce, którego budowa trwa, ma umożliwić firmie osiągnięcie pełnej zdolności produkcyjnej oraz zapewnić powtarzalne przychody. Pierwszy etap rozruchu przewidziany jest na koniec 2025 roku.

Nowy etap rozwoju: produkcja na skalę przemysłową

Jak podkreśla Piotr Pietras, współzałożyciel i prezes zarządu Green Lanes S.A., debiut giełdowy to symboliczny moment w rozwoju firmy – zakończenie jednej fazy wzrostu i początek kolejnej. – „Równolegle z wejściem na NewConnect intensyfikujemy prace związane z montażem linii produkcyjnej w zakładzie w Tarnawatce. Niedawno zakończyliśmy rozładunek kluczowego sprzętu i rozpoczynamy jego instalację” – mówi Pietras.

Zakład produkcyjny ma zostać uruchomiony w I połowie 2026 roku. W pierwszej fazie jego moce produkcyjne sięgną ok. 3 tys. m³ rocznie. Docelowo firma planuje osiągnięcie zdolności wytwórczych na poziomie 10 tys. m³, a po pozytywnej walidacji rynkowej produktu – dalszą ekspansję.

Finansowanie i realizacja inwestycji

Na budowę zakładu w Tarnawatce przeznaczone zostały środki z emisji akcji serii C, przeprowadzonej pod koniec 2024 roku. Pozyskano wówczas około 12,5 mln zł brutto. W I kwartale bieżącego roku Green Lanes odebrał linię produkcyjną, która obejmuje zarówno moduły przygotowujące surowiec, jak i główny ciąg technologiczny.

Transport maszyn z gdańskiego portu do Tarnawatki zrealizowano w maju, a proces montażu rozpocznie się w czerwcu. Pełne uruchomienie produkcji planowane jest na IV kwartał 2025 r.

Strumber® – ekologiczna alternatywa dla drewna

Green Lanes stworzył materiał Strumber® jako odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie na zrównoważone, trwałe i estetyczne rozwiązania budowlane. Tarcica ta produkowana jest z włókien roślin jednorocznych – alternatywy dla drewna litego – i może być wykorzystywana m.in. w meblarstwie, wykończeniach wnętrz, stolarce otworowej czy podłogach.

Strumber® wyróżnia się odpornością na uszkodzenia mechaniczne i może być konfigurowany zgodnie z wymaganiami klienta, co czyni go atrakcyjnym materiałem dla projektantów i producentów mebli.

Zainteresowanie ze strony branży i projektantów

Spółka odnotowuje duże zainteresowanie produktem zarówno w kraju, jak i za granicą. – „Docieramy z naszym materiałem do odbiorców od Mediolanu po Osakę. Chcemy być obecni tam, gdzie spotyka się świat designu, innowacji i odpowiedzialnej produkcji” – zaznacza Piotr Pietras.

Strumber® został zaprezentowany m.in. podczas Milan Design Week 2025 w ramach Isola Design Festival. Tam premierę miała kolekcja mebli ReHemptation wykonana z wariantu Strumber® Flax (na bazie lnu), zaprojektowana przez Husarska Design Studio. Produkt spotkał się z bardzo pozytywnym odbiorem, co umocniło pozycję spółki jako innowatora na rynku ekologicznych materiałów.

Obecność na międzynarodowej scenie

Materiał Green Lanes został także wyróżniony w polskim pawilonie EXPO 2025 w Osace, gdzie jest prezentowany w ramach wystawy „Zielone Technologie – Plantacja Idei”. EXPO potrwa do 13 października 2025 roku i przyciągnie miliony odwiedzających z całego świata.

Spółka planuje także aktywny udział w krajowych wydarzeniach branżowych. W czerwcu zaprezentuje się na targach FurnitechExpo w Warszawie, a we wrześniu na Dremie w Poznaniu. Będą to okazje do dalszego budowania rozpoznawalności marki i poszerzenia sieci partnerów handlowych.

Przyszłość pod znakiem wzrostu

– „Uruchomienie zakładu pozwoli nam generować stałe przychody i osiągnąć pierwsze zyski. To kluczowy krok na drodze do długofalowego budowania wartości dla Akcjonariuszy” – mówi Jacek Kramarz, współzałożyciel i wiceprezes zarządu Green Lanes S.A.

Debiut spółki na rynku NewConnect, planowany na 16 czerwca, stanowi kolejny etap w historii dynamicznie rozwijającej się firmy. Ambicje Green Lanes wykraczają poza polski rynek – to marka, która chce na trwałe zaistnieć w światowym sektorze zielonych technologii.

Leżak plażowy z nadrukiem – spraw, by logo Twojej firmy błyszczało z PrintX Group

Planując letnią kampanię marketingową, coraz więcej marek szuka sposobu, by wyróżnić się na przepełnionych plażach i eventach plenerowych. Właśnie dlatego leżak plażowy z nadrukiem stał się jednym z najbardziej pożądanych gadżetów sezonu. Połączenie praktycznego wykorzystania, komfortu wypoczynku i dużej powierzchni reklamowej sprawia, że leżak z logo firmy przyciąga wzrok skuteczniej niż klasyczne, jednorazowe ulotki.

PrintX Group – producent artykułów reklamowych z wieloletnim doświadczeniem – doskonale rozumie te potrzeby. Jako leżaki producent stawia na kompleksową obsługę: od projektu graficznego, przez dobór tkanin odpornych na promieniowanie UV, aż po precyzyjne wykończenie drewnianej konstrukcji. Dzięki temu każda partia opuszczająca nasz zakład spełnia rygorystyczne normy jakości, a jednocześnie zachwyca żywymi barwami nadruku.

Dlaczego leżaki reklamowe są tak skuteczne?

  1. Mobilność. W kilka sekund złożysz je do kompaktowych wymiarów i przeniesiesz w dowolne miejsce, zmieniając każdy fragment plaży w strefę promującą Twoją markę.

  2. Ergonomia. Solidne bukowe drewno i trzystopniowa regulacja oparcia gwarantują wygodę, dzięki której odbiorca będzie kojarzył Twoje logo z miłym odpoczynkiem.

  3. Trwałość. Wykorzystujemy druk sublimacyjny, który nie blaknie nawet po długim kontakcie ze słońcem i słoną wodą, więc Twoje przesłanie pozostaje czytelne przez wiele sezonów.

W ofercie PrintX Group znajdują się leżaki reklamowe z logo dedykowane zarówno dużym kampaniom, jak i zamówieniom butikowym. Niezależnie od nakładu zapewniamy wsparcie naszych grafików, którzy pomogą wkomponować hasło oraz identyfikację wizualną w projekt tak, by pozostawić maksymalny efekt „wow”. Jeśli potrzebujesz jeszcze większej personalizacji, proponujemy leżaki reklamowe z nadrukiem w technologii full-print – od krawędzi do krawędzi, bez kompromisów.

Coraz popularniejsze są również leżaki z logo przeznaczone do biur, showroomów czy stref chill-out na targach. Ich obecność natychmiast łamie formalny charakter przestrzeni, budując atmosferę otwartości i relaksu. Co ważne, nasze leżaki z nadrukiem wyposażone są w wymienne poszycia, dzięki czemu możesz zmieniać przekaz w zależności od sezonu lub konkretnej akcji promocyjnej, nie inwestując w nową konstrukcję.

Jeśli marzysz o projekcie, który odda ducha Twojej marki w 100 %, wybierz leżaki z własnym logo. Zespół PrintX Group doradzi Ci w wyborze najlepszej tkaniny. Sprawdź ofertę leżaków reklamowych https://printxgroup.pl/produkty/lezaki-reklamowe/ z logo.

Klienci PrintX Group doceniają także przejrzystą wycenę. Cena jednostkowa maleje wraz z wielkością zamówienia, a kalkulacja obejmuje wszystko – od projektu graficznego po pakowanie w kartony z indywidualnym nadrukiem. Dzięki temu już przy zamówieniu kilkudziesięciu sztuk leżaki reklamowe generują koszt niższy niż standardowe kampanie online w przeliczeniu na tysiąc kontaktów. Co ważne, kontakt ten jest namacalny: Twoje logo towarzyszy odbiorcy przez długie godziny, a nie miga na ekranie przez sekundę, budując trwalszą relację z marką.

Jako producent leżaków plażowych wiemy, że czas to pieniądz, dlatego proces realizacji – od akceptacji wizualizacji do wysyłki – zamykamy zwykle w ciągu siedmiu dni roboczych. Oferujemy także magazynowanie gotowych produktów prosto na wydarzenia sponsorowane przez Twoją markę.

Leżak plażowy z nadrukiem to inwestycja, która pracuje dla Ciebie przez cały sezon, a często znacznie dłużej. Angażuje zmysły, buduje pozytywne skojarzenia i staje się naturalnym tłem zdjęć wrzucanych do mediów społecznościowych. Jeśli chcesz, aby Twoje leżaki reklamowe z logo stały się ulubionym rekwizytem letnich wspomnień Twoich klientów, zaufaj PrintX Group. Skontaktuj się z nami już dziś, a wspólnie stworzymy mobilną strefę relaksu, która zamieni plażę w planszę reklamową Twojego sukcesu.

Flagi reklamowe – efektywne narzędzie promocji w każdej przestrzeni

Flagi reklamowe – efektywne narzędzie promocji w każdej przestrzeni

Flagi reklamowe to jedno z najskuteczniejszych rozwiązań do przyciągania uwagi w przestrzeni publicznej. Dzięki swojej prostocie i efektowności skutecznie wyróżniają markę na tle konkurencji, zarówno w trakcie wydarzeń, jak i na stałe przy siedzibach firm. Ich duża powierzchnia reklamowa oraz dynamiczny ruch na wietrze sprawiają, że stają się doskonałym rozwiązaniem do promocji na różnych eventach, festiwalach, targach, czy innych imprezach publicznych. Flagi reklamowe to mobilne narzędzie, które można łatwo transportować i montować. Są także bardzo trwałe – materiał użyty do ich produkcji jest odporny na zmienne warunki pogodowe, co czyni je idealnym wyborem na różnorodne wydarzenia zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz.

Jakie typy flag reklamowych możemy wybrać?

Flagi reklamowe dostępne są w różnych typach, które różnią się między sobą konstrukcją, materiałem, a także przeznaczeniem. W zależności od potrzeby można zdecydować się na flagi o prostszej konstrukcji, idealne do użytku na krótkoterminowych eventach, bądź na bardziej zaawansowane flagi, które sprawdzą się w trudniejszych warunkach atmosferycznych.

Flagi Standard: to popularny wybór, który doskonale sprawdza się na krótkoterminowych wydarzeniach, takich jak promocje, targi czy festiwale. Te lekkie flagi wykonane z aluminium są łatwe do montażu i demontażu, co czyni je wygodnymi w użyciu. Dodatkowo materiał flagi jest odporny na promieniowanie UV, co zapewnia długowieczność grafiki. Flagi Standard są dostępne w różnych kształtach i rozmiarach, dzięki czemu można je dostosować do różnorodnych potrzeb i przestrzeni.

Flagi Pro: to bardziej zaawansowane rozwiązanie, stworzone z myślą o długotrwałym użytkowaniu w trudniejszych warunkach. Wyposażone w solidne maszty, często wykonane z włókna szklanego, są odporne na silne wiatry oraz inne zmienne warunki pogodowe. Flagi Pro doskonale sprawdzają się na długoterminowych kampaniach reklamowych, gdzie wymagania dotyczące wytrzymałości są wyższe. Flagi te charakteryzują się także wyjątkową odpornością na blaknięcie, dzięki czemu grafika pozostaje wyrazista przez długi czas.

Gdzie i jak wykorzystywać flagi reklamowe?

Flagi reklamowe to niezwykle wszechstronne narzędzie, które znajduje swoje zastosowanie w różnych przestrzeniach – zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Doskonale sprawdzają się na eventach, targach, imprezach plenerowych oraz jako stała forma reklamy przy biurach, sklepach i innych punktach sprzedaży. Dzięki dynamicznemu ruchowi na wietrze przyciągają uwagę przechodniów i zwiększają widoczność reklamy. Flagi mogą również stanowić część identyfikacji wizualnej firmy, co daje możliwość promowania marki w sposób efektywny i wyróżniający się w tłumie.

Windery reklamowe – mobilne rozwiązanie do promocji

Windery reklamowe to doskonała alternatywa dla tradycyjnych flag, oferując mobilność oraz prostotę montażu. Ich konstrukcja umożliwia szybki montaż i demontaż, co sprawia, że są idealne na eventy, targi i festiwale. Windery charakteryzują się dynamiczną formą, która na wietrze przyciąga wzrok, co zwiększa skuteczność reklamy. Ich konstrukcja jest odporna na zmienne warunki atmosferyczne, co czyni je uniwersalnym rozwiązaniem zarówno do stosowania na zewnątrz, jak i w zamkniętych przestrzeniach.

Personalizacja flag i winderów reklamowych

Personalizacja flag reklamowych to kluczowy element skutecznej promocji. Możliwość zaprojektowania flagi, która będzie odpowiadać indywidualnym potrzebom firmy, daje duże możliwości w zakresie przekazu reklamowego. Dzięki personalizacji flagi mogą odzwierciedlać charakter marki i jej wartości. Firmy mogą wybierać kształt, rozmiar, kolor oraz nadruk na flagach, co pozwala na pełne dopasowanie do specyfiki działalności. Dodatkowo personalizowane flagi i windery to doskonały sposób na promocję specjalnych ofert, wydarzeń czy produktów.

Korzyści z wykorzystania flag reklamowych

Flagi reklamowe to inwestycja, która szybko się zwraca. Ich dużą zaletą jest mobilność, łatwość montażu i demontażu, co sprawia, że są idealnym rozwiązaniem na różne wydarzenia. Flagi mogą być wykorzystywane przez długi czas, co czyni je efektywnym i ekonomicznym rozwiązaniem do promocji marki. Dzięki różnym rodzajom flag oraz możliwości pełnej personalizacji, firmy mogą w prosty sposób wyróżnić się na tle konkurencji. Dzięki dynamicznemu ruchowi na wietrze, flagi zyskują dodatkową efektywność, przyciągając wzrok przechodniów z większej odległości.

Flagi reklamowe to jedno z najbardziej efektywnych narzędzi marketingowych, które pozwalają na skuteczne przyciąganie uwagi i promowanie marki. Dzięki różnorodnym typom flag, personalizacji i łatwości montażu, mogą być stosowane w wielu różnych kontekstach – na wydarzeniach, przy sklepach, biurach, a także w przestrzeniach publicznych. Flagi są także długoterminową inwestycją, która nie tylko przyciąga uwagę, ale również wzmacnia wizerunek marki i jej rozpoznawalność. To narzędzie, które łączy funkcjonalność, mobilność i estetykę, umożliwiając firmom skuteczną promocję.

Glapiński gra na przeczekanie, EBC obniża stopy procentowe, USA poprawiają bilans

Europejski Bank Centralny zgodnie z oczekiwaniami tnie stopy procentowe. Wyraźny spadek deficytu handlowego USA dzięki chaotycznej polityce celnej. Konferencja prasowa NBP przygotowuje grunt pod lipcową decyzję.

EBC nie zaskakuje rynków

Zgodnie z oczekiwaniami główna stopa procentowa została wczoraj obniżona z 2,25% na 2%. W komunikacie nie przedstawiono w sumie nic zaskakującego. To, że inflacja znajduje się bardzo blisko celu, to przecież wiemy. Pojawił się tam również banał o postępowaniu zgodnie z danymi, które będą napływać. Co to znaczy? Być może mamy właśnie koniec cyklu obniżek, tak jak przewidywano. Jest jednak otwarta furtka, która jest tym bardziej prawdopodobna, z uwagi na to, że nowa prognoza inflacji jest niższa o 0,3% – zarówno dla 2025, jak i 2026 roku. Nie zabrakło oczywiście fragmentu o wyjątkowej niepewności. Mowa o potencjalnej wojnie handlowej z USA. To właśnie strach przed eskalacją taryf celnych powoduje, że przedsiębiorcy mniej chętnie inwestują. To z kolei przekłada się na wolniejszy wzrost PKB i więcej przestrzeni na dalsze cięcia stóp. Jak reagują rynki? Oczekiwano 0,25% w dół. Otrzymano 0,25% w dół. Podczas konferencji było widać podniesioną zmienność, ale wszystko wróciło do normy szybko.

Dane z USA

Pomiędzy decyzją o obniżce stóp procentowych a konferencją prasową, mieliśmy dane z USA. Głównym odczytem były dane o bilansie handlu zagranicznego. Po trzech rekordowych miesiącach kwiecień okazał się dużo lepszy, tak jak oczekiwano. Należy oczywiście wziąć pod uwagę, że nie wynika to z poprawy konkurencyjności gospodarki, tylko z taryf celnych. Jednak w krótkim okresie takie działania są finansowane z portfeli konsumentów, którzy kupują droższe dobra. W długim okresie możliwe jest przeniesienie produkcji. Tutaj jednak na przeszkodzie niestety stoi niestabilność warunków gry. Przedsiębiorcy boją się budować fabryk, widząc jak często stawki celne ulegają zmianom. Obecny deficyt jest najniższy od września 2023 roku.

Konferencja prezesa NBP

Konferencje profesora Adama Glapińskiego mają swoją specyficzną dynamikę, odróżniającą je od tych jego odpowiedników z Zachodu. Zaczęło się od informacji, że chociaż inflacja się obniża i pozostaje poniżej celu NBP, to Rada uznała, iż nie należy zmieniać stóp procentowych. W komunikacie wskazano na przyspieszające tempo wzrostu PKB oraz wciąż dość wysoką dynamikę płac, jako czynniki działające potencjalnie proinflacyjnie. Równocześnie zaznaczono, że inflacja może zejść w tym roku do 3%. Pojawił się temat cen energii i korzystnych warunków na rynku surowcowym. Zwrócono też uwagę na wysoki deficyt budżetowy oraz ryzyko przekroczenia poziomu 60% zadłużenia w relacji do PKB. Konferencja wyglądała trochę jak przygotowanie gruntu pod decyzję o braku zmian w lipcu. Świadczą o tym odwołania do cen energii z IV kwartału oraz projektu budżetu, które zazwyczaj nie są znane z takim wyprzedzeniem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na dane z rynku pracy. O 14:30 zaprezentowane zostaną odczyty zarówno z USA, jak i Kanady.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

90% specjalistów w Polsce chce krótszego tygodnia pracy, ale nie mniejszych zarobków

90 proc. profesjonalistów chce pracować w modelu czterodniowego tygodnia pracy, o ile nie wpłynie to na ich zarobki.

Jak wynika z raportu agencji doradztwa personalnego Hays Poland „Czterodniowy tydzień pracy 2025”, większość specjalistów i menedżerów uważa, że Polska jest gotowa na zainicjowanie zmian prowadzących do skrócenia wymiaru czasu pracy. Takiego zdania jest 55 proc. respondentów, natomiast przeciwnego – 25 proc.

  • 10 proc. profesjonalistów posiada doświadczenie pracy w modelu czterodniowego tygodnia pracy, a 79 proc. z nich ocenia je pozytywnie.
  • Jako największe korzyści skróconego tygodnia pracy specjaliści wskazują więcej czasu wolnego (83 proc.) oraz poprawę ogólnej satysfakcji z życia (79 proc.). Jako największe zagrożenia – obniżenie wynagrodzenia (51 proc.) oraz pracę w nadgodzinach (41 proc.).
  • Zdaniem respondentów najbardziej atrakcyjnym rozwiązaniem do przetestowania w zapowiedzianym programie pilotażowym jest redukcja liczby dni pracy w tygodniu (68 proc.).

Temat czterodniowego tygodnia pracy od lat przewija się w debacie dotyczącej przyszłości rynku pracy. Za każdym razem budzi wiele emocji, gromadząc entuzjastycznych zwolenników oraz zaciekłych przeciwników. Jest to w pełni zrozumiałe. Zarówno dla pracowników, pracodawców, jak i polskiej gospodarki niezaprzeczalnie byłaby to zmiana rewolucyjna.

Czy Polska jest gotowa na skracanie wymiaru czasu pracy?

Badanie Hays Poland przeprowadzone wśród polskich specjalistów i menedżerów w maju 2025 r. wykazało, że chociaż zdania są podzielone, to większość uważa, że Polska jest gotowa na skracanie wymiaru czasu pracy. Odpowiedzi „zdecydowanie tak” udzieliło 28 proc. respondentów, natomiast „raczej tak” – 27 proc.

Czy uważasz, że Polska jest gotowa na skrócenie standardowego wymiaru czasu pracy?

28% Zdecydowanie tak
27% Raczej tak
20% Trudno powiedzieć
14% Raczej nie
11% Zdecydowanie nie

Źródło: Raport Hays Poland „Czterodniowy tydzień pracy 2025”

Idea skracania tygodnia pracy jest ważna i potrzebna. Negatywne trendy demograficzne, automatyzacja oraz rozwój AI sprawiają, że teraz jest odpowiedni czas na testowanie rozwiązań dopasowanych do przyszłości rynku pracy. Uważam jednak, że jako społeczeństwo wciąż nie jesteśmy gotowi na wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy. Aby było to możliwe, potrzeba określenia konkretnych ram funkcjonowania takiego modelu, odpowiedniego zasobu technologicznego oraz większej dojrzałości po stronie pracowników i pracodawców – komentuje Łukasz Grzeszczyk, Executive Director CEE – Talent Location Strategy w Hays.

Profesjonaliści są za, ale równocześnie mają obawy

Komentarze respondentów badania odzwierciedlają podobny sentyment. Chociaż optymiści wyraźnie przeważają nad pesymistami, to ci drudzy stanowią aż ¼ respondentów badania. Gotowość Polski do skrócenia czasu pracy najczęściej jest argumentowana pozytywnymi doświadczeniami osobistymi oraz innych państw, dynamiczną transformacją cyfrową oraz siłą polskiej gospodarki. Osoby przeciwnego zdania zazwyczaj argumentują je niewystarczającą produktywnością pracy, ryzykiem ograniczenia konkurencyjności oraz… słabością polskiej gospodarki.

Podczas gdy optymiści sugerują, że nasza gospodarka jest rozwinięta, więc powinna wybiegać w przyszłość, pesymiści argumentują, że Polska wciąż jest krajem „na dorobku” i nie może sobie pozwolić na skracanie czasu pracy.

W świadomości polskiego społeczeństwa zakiełkowało przekonanie, że Polska jest gotowa na obranie takiego kierunku. Częściowo jest to uzasadnione – pracujemy efektywniej, posiadamy zautomatyzowane narzędzia pracy, jesteśmy świadomi potrzeb związanych z dobrostanem psychicznym. Jednak cztery lata temu, kiedy realizowaliśmy poprzednią edycję badania, ta koncepcja wydawała się bliższa niż obecnie. W 2021 nastroje rynkowe były bardzo pozytywne. Teraz funkcjonujemy w zupełnie innym kontekście gospodarczym. Zarówno firmy, jak i pracownicy potrzebują większego poczucia bezpieczeństwa, co sprawia, że tak rewolucyjne zmiany mogą budzić więcej obaw – argumentuje Aleksandra Tyszkiewicz, Executive Director CEE – Enterprise Solutions w Hays.

W porównaniu z 2021 r. zmalał entuzjazm do pracy w czterodniowym tygodniu pracy

Możliwe, że to właśnie większa niepewność profesjonalistów wobec kondycji rynku pracy sprawia, że ich otwartość na pracę w modelu czterodniowego tygodnia jest mniejsza niż w poprzedniej edycji badania Hays. W modelu zakładającym pracę 4 dni w tygodniu po 8 godzin dziennie, z zachowaniem pełnego wynagrodzenia chciałoby pracować 90 proc. respondentów. To o 6 pkt proc. mniej niż w roku 2021. Wciąż jednak zdecydowana większość, bo aż 91 proc. respondentów, uznałoby ofertę umożliwiającą pracę w tym modelu za bardziej atrakcyjną od takiej, która tego nie przewiduje.

Nieco inaczej oceniane zostały pozostałe modele. W tym zakładającym skrócenie liczby dni pracujących kosztem wydłużenia dnia pracy do 10 godzin chciałoby pracować 46 proc. respondentów badania Hays (o 6 pkt proc. mniej niż w 2021 r.). Najmniejszym zainteresowaniem cieszy się model 4 dni po 8 godzin, lecz z 80% dotychczasowego wynagrodzenia. Pracować w ten sposób chciałoby zaledwie 16 proc. profesjonalistów (o 3 pkt proc. mniej niż w poprzedniej edycji badania).

Czy chciałbyś/ chciałabyś pracować w modelu 4-dniowego tygodnia pracy?

  Model 1: 4 dni w tygodniu, 8h dziennie, 100% wynagrodzenia Model 2: 4 dni w tygodniu, 10h dziennie, 100% wynagrodzenia Model 3: 4 dni w tygodniu, 8h dziennie, 80% wynagrodzenia
Zdecydowanie tak 77% 15% 2%
Tak 8% 12% 3%
Raczej tak 5% 19% 11%
Trudno powiedzieć 2% 9% 7%
Raczej nie 2% 15% 18%
Nie 1% 8% 17%
Zdecydowanie nie 5% 22% 42%

Źródło: Raport Hays Poland „Czterodniowy tydzień pracy 2025”

Krótszy tydzień pracy zwycięża nad krótszym dniem pracy i zwiększeniem urlopu

Według wstępnych zapowiedzi Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, nadchodzący program pilotażowy ma na celu przetestowanie trzech rozwiązań: redukcję liczby dni pracy w tygodniu, skrócenie dnia pracy oraz przyznanie dodatkowych dni urlopu.  Respondenci badania Hays Poland zapytani o to, które z powyższych rozwiązań jest dla nich najbardziej atrakcyjne, w zdecydowanej większości wskazują na redukcję dni pracy w tygodniu.

Które z rozwiązań uwzględnionych w pilotażu jest dla Ciebie najbardziej atrakcyjne?

68% Redukcja liczby dni pracy w tygodniu
17% Skrócenie dnia pracy
15% Przyznanie dodatkowych dni urlopu

Źródło: Raport Hays Poland „Czterodniowy tydzień pracy 2025”

Eksperci Hays Poland podkreślają, że przetestowanie w firmach o odmiennych profilach różnych rozwiązań skrócenia czasu pracy pozwoli odpowiedzieć na pytanie, czy Polska jest gotowa na taką zmianę. Prawda może jednak leżeć gdzieś pośrodku. Może się bowiem okazać, że Polska znajduje się na dobrej drodze do skrócenia czasu pracy, lecz urzeczywistnienie czterodniowego tygodnia będzie wymagało skoordynowanego wysiłku rozłożonego na lata.

Dzisiaj w dyskusji nad czterodniowym tygodniem pracy pojawia się wiele niewiadomych – kto ma decydować o jego wprowadzeniu, czy wpłynie to na wynagrodzenie pracowników, czy dodatkowy dzień wolny powinien być rotacyjny itd. Program pilotażowy mógłby pomóc zidentyfikować tzw. punkty zapalne i zainicjować zmiany, które umożliwią wdrożenie czterodniowego tygodnia pracy. Polska może jednak być na to gotowa dopiero za kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt lat. Wiele będzie też zależało od sytuacji gospodarczej w kraju i na świecie – podkreśla Aleksandra Tyszkiewicz z Hays.

O raporcie

Raport „Czterodniowy tydzień pracy 2025” został opracowany na podstawie danych uzyskanych w badaniu na temat rynku pracy, przeprowadzonym metodą CAWI w maju 2025 r. wśród ponad 1800 specjalistów i menedżerów. Celem badania jest zbadanie opinii na temat czterodniowego tygodnia pracy, a także ich gotowości do świadczenia obowiązków zawodowych w trzech różnych wariantach.

Polska logistyka 2025: 78% firm ocenia kondycję logistyki dobrze, ale spada optymizm i rosną koszty

Aż 78% firm logistycznych w Polsce ocenia kondycję sektora logistyki dobrze lub bardzo dobrze. Jednak, jak wynika z dziś opublikowanego raportu ManpowerGroup „Dokąd zmierzasz logistyko?”, widać wyraźną zmianę nastrojów: mniej firm deklaruje optymizm, a rośnie liczba tych, które z większą ostrożnością patrzą w przyszłość. Największym wyzwaniem w prowadzeniu biznesu są wysokie koszty logistyki, w tym paliw i energii. To druga edycja raportu. Partnerem merytorycznym raportu jest Łukasiewicz – Poznański Instytut Technologiczny.

Polski sektor logistyki jest dziś oceniany pozytywnie – blisko 8 na 10 firm ocenia jego kondycję jako dobrą lub bardzo dobrą. Jednak w porównaniu z pierwszą edycją raportu z 2021 roku optymizm firm jest wyraźnie słabszy. W 2025 roku spadł odsetek respondentów wystawiających najwyższe oceny, tj. „bardzo dobrze” – z 22% w 2021 roku do 14%, jednocześnie wzrosła liczba organizacji, które negatywnie postrzegają sytuację w branży – z 1% do 7% obecnie. Blisko co siódmy badany (15%) ocenił kondycję branży neutralnie. Najwięcej firm, bo 50% zakłada dziś wzrost obrotów nie większy niż 10%. Dla porównania, w 2021 było to 31% przedsiębiorstw. Równocześnie znacząco zmalał odsetek firm prognozujących bardziej dynamiczne wzrosty, tj. w przedziale od 11% do 30% – z 43% w 2021 roku do 28% w 2025 roku. Na wzrost przekraczający 50% liczy dziś już tylko 1% respondentów (w 2021 roku 4%). Blisko jedna piąta organizacji (18%) nie przewiduje żadnych wzrostów.

Branża w obliczu rosnących kosztów i wyzwań kadrowych

Firmy logistyczne mierzą się dziś głównie z rosnącymi kosztami operacyjnymi, w tym paliwa i energii (44%), brakiem wykwalifikowanej kadry (37%) oraz niewłaściwym poziomem zapasu (26%). Wyzwaniem jest także niewystarczający poziom obsługi klienta i rosnące oczekiwania w tym obszarze (20%) a także brak odpowiedniego wsparcia ze strony systemów IT. Najmniej wskazań dotyczy obsługi logistycznej wielokanałowej sprzedaży (5%) i dostosowania logistyki do wymogów eko (8%). Dla porównania w 2021 roku największą trudnością był brak wsparcia IT, na który narzekało 38% badanych, niedobór wykwalifikowanych pracowników (34%) oraz zbyt wysokie koszty logistyki (31%).

– Wyzwania, takie jak wysokie koszty logistyki i niedobory wykwalifikowanej kadry, pozostają kluczowymi barierami rozwoju, choć coraz większą rolę odgrywają kwestie związane z obsługą klienta i ekologią. Firmy stawiają na innowacje, automatyzację magazynów, sztuczną inteligencję oraz cyfryzację procesów, jako klucz do podniesienia efektywności i konkurencyjności. Jednak sukces wdrożeń zależy od właściwego zarządzania zmianą, w tym inwestycji w rozwój kompetencji pracowników. To połączenie technologii i kapitału ludzkiego będzie decydować o pozycji polskiej logistyki na globalnym rynku w najbliższych latach. Firmy inwestujące dziś w rozwój wewnętrzny i kompetencje przyszłości, zbudują trwałą przewagę. W logistyce wygrywać będą ci, którzy będą najszybciej rozwijać swoje zasoby – podkreśla Tomasz Walenczak, Dyrektor Generalny ManpowerGroup w Polsce.

Przewaga dzięki technologii

Z raportu wynika, że w opinii firm logistycznych automatyzacja i robotyzacja procesów magazynowych (54%) będą miały największy wpływ na rozwój branży w najbliższych latach. Na kolejnych miejscach znalazły się sztuczna inteligencja, której potencjał dostrzega 49% firm, a także cyfryzacja i digitalizacja procesów, wskazywane przez 41% organizacji. Mniej popularne, choć wciąż istotne, są technologie związane z autonomicznymi pojazdami (20%) oraz Big Data Analytics (20%). W perspektywie najbliższych lat firmy planują inwestycje przede wszystkim w AI (35%), automatyzację i robotyzację w magazynie (31%) oraz cyfryzację i digitalizację procesów (22%). Najmniej wskazań otrzymały Big Data (9%) i sharing economy (16%).

– Decyzje dotyczące inwestycji w nowe technologie muszą być dobrze uzasadnione i dopasowane do potrzeb firmy. Organizacje chcą inwestować w sztuczną inteligencję i automatyzacje, ale niepokoi relatywnie niski odsetek wskazań dotyczący planów inwestowania w Big Data. Bo jak skutecznie wdrażać AI bez dobrej jakości danych? Kompletne i rzetelne dane, charakteryzujące między innymi przepływy, zapasy, strukturę kosztów, są kluczowe. Powinny one stanowić podstawę podjęcia decyzji o zasadności inwestowania w innowacyjne rozwiązania technologiczne i organizacyjne bazujące na AI, a jednocześnie później, na etapie stosowania tych rozwiązań, decydują o efektywności ich wdrożenia. Pozytywne jest to, że dojrzałość technologiczna firm w obszarze logistyki rośnie z roku na rok, jednak należy pamiętać, że ta dojrzałość w praktyce nie polega tylko na zakupie technologii, ale przede wszystkim na ich efektywnym wdrażaniu i zastosowaniu – mówi Marta Cudziło, Z-Ca Dyrektora Centrum Nowoczesnej Mobilności, Kierownik Grupy Badawczej Logistyka w Łukasiewicz-Poznański Instytut Technologiczny.

Plany inwestycyjne firm na 2025 rok

Biorąc pod uwagę plany inwestycji na bieżący rok najwięcej organizacji wskazało pozyskiwanie nowych pracowników (40%), wdrażanie nowoczesnych technologii (33%) i budowę nowych magazynów (25%). Blisko co piąta firma nie planuje w ogóle nowych inwestycji w 2025 roku (19%). Najmniej organizacji chce inwestować w elektryfikację floty (10%) i ograniczenie emisyjności procesów (14%).

Raport „Dokąd zmierzasz logistyko” powstał w oparciu o badanie, przeprowadzone metodą CAWI, w którym wzięło udział 188 przedstawicieli branży. Do udziału w ankiecie zaprosiliśmy przedsiębiorstwa reprezentujące sektor logistyczny – zarówno firmy spedycyjne, przewoźników, operatorów, jak i organizacje, które w swoich strukturach zarządzają logistyką wewnętrzną. Ankietowani odpowiedzieli na 27 pytań dotyczących kondycji sektora logistycznego, w tym wyzwań HR.

AWS European Sovereign Cloud – niezależna chmura w UE ruszy pod koniec 2025 roku

Amazon Web Services (AWS) przedstawił dziś szczegóły dotyczące utworzenia AWS European Sovereign Cloud – w pełni niezależnego, europejskiego Regionu chmurowego, którego otwarcie planowane jest na koniec 2025 r. Nowa struktura będzie zarządzana przez obywateli Unii Europejskiej i podlegać będzie wyłącznie europejskim regulacjom prawnym.

AWS utworzy nową organizację europejską z centralą i trzema spółkami zależnymi zarejestrowanymi w Niemczech. Na czele projektu stanie Kathrin Renz, dotychczasowa wiceprezes AWS Industries, która obejmie stanowisko dyrektor zarządzającej. Projekt, którego uruchomienie planowane jest na koniec 2025 roku, powstanie w Brandenburgii i będzie wspierany inwestycją o wartości 7,8 mld euro.

Nasi klienci nie chcą wybierać między ograniczonymi rozwiązaniami a pełną funkcjonalnością AWS. Dlatego stworzyliśmy chmurę, która spełnia europejskie wymogi suwerenności cyfrowej, zachowując jednocześnie portfolio usług, bezpieczeństwo i wydajność, których klienci oczekują od AWS” – powiedziała Kathrin Renz, dyrektor zarządzająca AWS European Sovereign Cloud.

AWS European Sovereign Cloud będzie w całości zlokalizowany w UE, fizycznie i cyfrowo oddzielony od innych regionów AWS i będzie działać jako niezależna chmura dla Europy. Wszystkie kluczowe elementy – infrastruktura, technologia, kadra zarządzająca i zespół operacyjny – będą zlokalizowane wyłącznie na terenie Unii Europejskiej. Dostęp do centrów danych, wsparcie techniczne i obsługa klienta będą prowadzone wyłącznie przez pracowników mieszkających w UE.

W ramach projektu powstanie dedykowane Centrum Operacyjne ds. Bezpieczeństwa (Security Operations Center) oraz niezależna rada nadzorcza złożona z czterech członków będących obywatelami UE, w tym co najmniej jednego niezwiązanego z Amazonem. Rada będzie prawnie zobowiązana do działania w najlepszym interesie AWS European Sovereign Cloud.

Infrastruktura będzie wyposażona w niezależną sieć, własne połączenia AWS Direct Connect oraz dedykowany europejski urząd certyfikacji. Projekt przewiduje również wdrożenie Sovereign Requirements Framework (SRF) – kompleksowego zestawu kontroli technicznych, prawnych i operacyjnych.

AWS European Sovereign Cloud zaoferuje kompleksowy pakiet usług, obejmujący sztuczną inteligencję, moc obliczeniową, kontenery, bazy danych, usługi sieciowe i bezpieczeństwo. Usługi związane ze sztuczną inteligencją będą obejmować Amazon Bedrock, Amazon Q oraz Amazon SageMaker. Zostały one zbudowane na fundamencie suwerenności już na etapie projektowania i ułatwią klientom spełnienie wymogów suwerenności cyfrowej, zapewniając jednocześnie niezbędne bezpieczeństwo, kontrolę i zgodność z przepisami. Klienci będą mogli również wybierać spośród szerokiej gamy rozwiązań Partnerów AWS. Po uruchomieniu usługi będą dostępne dla wszystkich klientów i partnerów. Nowy Region został zaprojektowany tak, aby mógł działać autonomicznie nawet w przypadku przerwania połączenia z resztą świata.

Cyberprzestępcy omijają uwierzytelnianie wieloskładnikowe, przejmując sesje za pomocą proxy

0

Wieloskładnikowe uwierzytelnianie (MFA) od lat uchodzi za skuteczne i stosunkowo niedrogie zabezpieczenie przed phishingiem. Jednak cyberprzestępcy już dawno nauczyli się je obchodzić, by uzyskać dostęp do firmowej infrastruktury IT.

„Cyberprzestępcy coraz częściej potrafią ominąć mechanizmy MFA” – mówi Thorsten Rosendahl z Cisco Talos. „Obserwujemy wyraźny wzrost liczby ataków typu adversary-in-the-middle. To oznacza, że firmy nie mogą już polegać wyłącznie na dotychczasowych, sprawdzonych środkach ochrony – muszą ponownie je przemyśleć i dostosować”.

Cisco Talos przedstawia najnowsze techniki, narzędzia i luki wykorzystywane obecnie przez cyberprzestępców do obchodzenia zabezpieczeń MFA:

  1. Coraz więcej atakujących wykorzystuje technikę adversary-in-the-middle (AiTM). Zamiast tworzyć fałszywe strony logowania – jak w klasycznych kampaniach phishingowych – stosują odwrócone serwery proxy, które łączą się bezpośrednio ze stroną docelową. Ofiara myśli, że korzysta z usługi jak zwykle, ale w rzeczywistości przesyła dane przez serwer należący do atakującego. Gdy pojawia się prośba o uwierzytelnienie MFA i użytkownik ją zatwierdza, cyberprzestępca przechwytuje ciasteczko uwierzytelniające, uzyskując pełen dostęp do aktywnej sesji.
  2. Gotowe zestawy narzędzi typu Phishing-as-a-Service (PhaaS), takie jak Evilproxy czy Tycoon 2FA, obniżają próg wejścia dla cyberprzestępców. Dzięki szablonom, filtrom IP i user-agent oraz mechanizmom omijania zabezpieczeń, nawet osoby bez zaawansowanej wiedzy technicznej mogą przeprowadzać rozbudowane ataki na dużą skalę.
  3. Tradycyjne metody ochrony przestają wystarczać – filtry antyspamowe, szkolenia dla pracowników czy proste MFA oparte na haśle i powiadomieniu push można łatwo obejść, jeśli atakujący dysponuje odpowiednią infrastrukturą. Szczególnie niebezpieczna jest sytuacja, gdy po przejęciu dostępu przestępca dodaje własne urządzenia MFA do konta – taki krok często pozostaje niezauważony.

Kluczowa jest dziś odpowiednia prewencja – organizacje, które inwestują w trwałe i odporne metody uwierzytelniania, lepiej radzą sobie z wyrafinowanymi technikami phishingowymi, znacząco zwiększając poziom bezpieczeństwa i ograniczając pole działania cyberprzestępców.

Jednym z najbardziej obiecujących rozwiązań jest WebAuthn – standaryzowana, bezhasłowa metoda uwierzytelniania oparta na kryptografii publicznej. MFA w tej wersji wykorzystuje klucze kryptograficzne powiązane z oryginalną domeną witryny, co praktycznie uniemożliwia ich podrobienie przez fałszywe strony czy serwery proxy.

Niemniej jednak, WebAuthn wciąż jest rzadko stosowane w firmach. Cisco Talos zaleca ponowną ocenę strategii MFA i oferuje wsparcie w dostosowaniu ich do nowych wyzwań – od nowoczesnej analizy sieci IT, przez ochronę aplikacji opartych na AI, po kompleksowe architektury bezpieczeństwa w modelu Zero Trust.

Nowy impuls inwestycyjny z NATO: 1,5% PKB na cyberbezpieczeństwo i infrastrukturę

W ramach NATO trwają obecnie przygotowania do zaplanowanego za niecałe trzy tygodnie szczytu w Hadze. Niedawno sekretarz generalny NATO, Mark Rutte, ponownie wezwał kraje członkowskie do zwiększenia wydatków z 2 proc. do 5 proc. PKB. Polska już właściwie spełnia ten warunek, jako jedyna w Sojuszu. Nowością jest jednak propozycja podziału tych wydatków: 3,5 proc. PKB miałoby być przeznaczone na zasadnicze wydatki wojskowe, a dodatkowe 1,5 proc. na inwestycje takie jak infrastruktura i cyberbezpieczeństwo. Rosnące nakłady na cyberbezpieczeństwo to szansa, ale i ryzyko dla firm działających w tej branży. W przededniu szczytu CrowdStrike – druga największa firma w sektorze cyberbezpieczeństwa – odnotowała 20-proc. wzrost przychodów.

Cyberbezpieczeństwo w ostatnim czasie rzadko znika z pierwszych stron gazet. Warto przypomnieć, że w Polsce funkcjonują Wojska Obrony Cyberprzestrzeni – wyspecjalizowany rodzaj Sił Zbrojnych, służący do ochrony infrastruktury państwa w wymiarze cyfrowym. Zbliżający się szczyt NATO, zaplanowany na 25 czerwca w Hadze, może okazać się przełomowy dla finansowania tego obszaru. Sekretarz generalny Sojuszu, Mark Rutte, proponuje ambitny plan zwiększenia wydatków obronnych z obecnych 2 proc. PKB do 5 proc. rocznie. Co istotne, aż 1,5 proc. z tego budżetu miałoby zostać przeznaczone na inwestycje powiązane z obronnością, takie jak infrastruktura i właśnie cyberbezpieczeństwo. Mówimy więc o impulsie inwestycyjnym o wartości niemal 100 mld dolarów rocznie.

Dla rynku to sygnał jednoznaczny – pieniędzy w branży będzie więcej, a inwestorzy już to wyczuli. Notowania firm związanych z cyberbezpieczeństwem są w trendzie wzrostowym, ale – co pokazały najnowsze wyniki CrowdStrike – to jeszcze nie koniec potencjału. Wicelider rynku zanotował w ostatnim kwartale 20-proc. wzrost przychodów, mimo że wciąż odczuwa skutki swojej wielkiej awarii systemów z sierpnia 2024 roku. W perspektywie kilku kwartałów to jednak tylko epizod, który nie zatrzymuje tempa wzrostu.

W tym sektorze rozmiar wpływa na sposób prowadzenia biznesu. Najwięksi klienci – rządy i korporacje – wolą mieć wszystko u jednego dostawcy. To zmniejsza ryzyko, ułatwia zarządzanie i przyspiesza wdrażanie zabezpieczeń. Palo Alto i CrowdStrike to dziś liderzy tego podejścia, choć konkurencja ze strony gigantów, takich jak Microsoft, Broadcom (po przejęciu VMWare) czy Google (gotowe zapłacić 32 mld dolarów za Wiz), coraz śmielej zaznacza swoją obecność. Tyle że ci “zintegrowani” gracze nie publikują osobnych danych dla segmentu cyber, więc trudno ocenić ich rzeczywisty udział w rynku.

Palo Alto, jako główny dostawca dla amerykańskich instytucji federalnych, stoi przed szansą wykorzystania szczytu NATO do ekspansji na inne rynki. Z kolei CrowdStrike – z bardziej międzynarodowym profilem – ma okazję wejść do gry, jeśli kraje europejskie odpowiedzą na wezwanie do zwiększenia wydatków na cyberbezpieczeństwo. Jedynym zagrożeniem pozostaje ryzyko czasowego wstrzymania wydatków przez administrację USA, choć taki scenariusz wydaje się mało realny.

Warto też zwrócić uwagę na mniejszych graczy. Firmy takie jak Zscaler czy Cloudflare – z bardziej elastyczną ofertą – rosną szybciej niż branżowi giganci, a ich usługi często okazują się bardziej dopasowane do potrzeb konkretnych odbiorców. Dla inwestorów to ciekawa nisza. Rynek cyberbezpieczeństwa żyje z jednego – ze wzrostu. Jeśli dynamika inwestycji się utrzyma, będzie przestrzeń na dalsze zwyżki wycen. Jeśli nie, to wiele firm może okazać się przewartościowanych. Wiele w branży zależy od tego, co postanowią przywódcy NATO za trzy tygodnie.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Program „Czyste Powietrze”: Wnioskodawca sam wybiera Operatora – stanowisko NFOŚiGW po interwencji PCP

Po interwencji Związku Pracodawców Czystego Powietrza (PCP) w sprawie zasad przyjmowania wniosków o dofinansowanie w ramach programu „Czyste Powietrze”, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przedstawił jednoznaczne stanowisko w sprawie wybierania Operatorów programu.

Po niedawnej interwencji przedstawicieli Związku w NFOŚiGW w sprawie procedur przyjmowania wniosków o dofinansowanie w programie “Czyste Powietrze”, Zarząd NFOŚiGW zajął jasne, jednoznaczne stanowisko w sprawie wybierania Operatorów programu. Jak wynika z dokumentu zatwierdzonego przez Roberta Gajdę, Zastępcę Prezesa Zarządu NFOŚiGW, “w przypadku osób kwalifikujących się do wsparcia Operatora, to Wnioskodawca podejmuje decyzję, gdzie chce złożyć wniosek i ze wsparcia jakiej instytucji chce skorzystać (Operator gminny lub WFOŚiGW)”. To klarowne stanowisko odbieramy jako dbałość o to, aby nie pozostawić mieszkańców bez wsparcia.

Jesteśmy bardzo wdzięczni władzom NFOŚiGW za szybką reakcję i odpowiedź, która znacząco poprawiła klarowność programu “Czyste Powietrze”. Dzięki temu stanowisku wiemy, że Wnioskodawca sam decyduje, gdzie się udać, sam wybiera Operatora (w tym przypadku właściwą gminę lub WFOŚiGW), co dotychczas było dowolnie interpretowane, a często niemożliwe. Ta decyzja, mam nadzieję, jednoznacznie uporządkuje zasady działania programu i przyspieszy w sposób zdecydowany cały proces. Bardzo dziękuję za to stanowisko NFOŚiGWkomentuje Mariusz Dąbek, prezes Zarządu PCP.Jednocześnie zwracamy się do przedstawicieli WFOŚiGW, aby działały w duchu tego dokumentu i respektowały decyzję NFOŚiGW.

Związek PCP nieprzerwanie deklaruje wsparcie całego programu, starając się komunikować zarówno administrację rządową, samorządową, jak i przedsiębiorców oraz beneficjentów “Czystego Powietrza”.

Pierwszym krokiem udanej realizacji jest właśnie zapewnienie płynności programu, m.in. przez sprawne przyjmowanie wniosków i ich szybką weryfikację. Z kolei firmy, działające w ramach Związku, zobowiązują się do zachowania należytej staranności wykonania usług.

Przedsiębiorstwa, które nie chcą działać w duchu zasad określonych w statucie Związku PCP, są eliminowane z jego grona, co – niestety – już miało miejscedodaje Mariusz Dąbek.

Minimalne emerytury, rosnące koszty życia. Seniorzy nie mają za co żyć

Ponad połowa seniorów ma emerytury mniejsze niż 4 tysiące złotych brutto. „To pieniądze na przeżycie, a nie na życie”.

– Emeryci w Polsce na pewno nie mogą mówić o „wesołej starości”. Wielu z nich żyje na skraju ubóstwa, a nawet jeżeli dochodzi do waloryzacji to jest ona zbyt niska, by pokrywać wzrost kosztów życia – mówi Paweł Skotnicki, ekspert ubezpieczeniowy. – Najnowszy raport ZUS pokazuje, że w dobie starzejącego się społeczeństwa wartość emerytur będzie spadać i nawet jeżeli wiek emerytalny nie będzie podnoszony to i tak wielu seniorów będzie pracować tak długo, jak tylko będzie to możliwe – dodaje ekspert.

„Państwo zapewnia więc środki na „przeżycie”, a „życie” człowiek musi zapewnić sobie sam”

Najnowszy raport Zakładu Ubezpieczeń Społecznych dotyczy sytuacji polskich emerytów po waloryzacji świadczeń do której doszło w I kwartale roku 2025. Dane pokazują, że wciąż połowa seniorów żyje za mniej niż 3,5 tys. zł brutto miesięcznie. To raptem 40 proc. średniej krajowej, która w kwietniu przekroczyła 9 tys. złotych. Średnie emerytury rosną, a waloryzacje rokrocznie mają miejsce. To jednak nie wystarcza, by nadgonić wzrost cen, a ten ma miejsce nawet jeżeli inflacja spada i nie powoduje już galopady wzrostu kosztów.

Seniorzy najbardziej narzekają na opłaty za leki, rehabilitację oraz opłaty związane z czynszem i mediami. Trudno spodziewać się, by świadczenie na poziomie kilku tysięcy złotych było w stanie zaspokoić potrzeby coraz dłużej żyjących seniorów.

W opinii eksperta ubezpieczeniowego Pawła Skotnickiego sytuacja emerytalna Polaków jest zła, a perspektywy są jeszcze gorsze.

– 40 czy 45 lat składkowych nie jest rentowną inwestycją, a emeryci uzyskują zwykle minimalne środki na emeryturę, a na środki na życie w komforcie. Państwo zapewnia więc środki na „przeżycie”, a „życie” człowiek musi zapewnić sobie sam – mówi Paweł Skotnicki, ekspert ubezpieczeniowy.

– 10 lat przed emeryturą ludzie zaczynają zwykle zauważać fatalną sytuację emerytalną i zaczynają się obawiać o swoje źródła utrzymania. Trzeba wtedy odkładać więcej, inwestować więcej i nie da się zabezpieczyć emerytury w sposób wystarczający. Widzę poważny problem z tym, że nie oszczędzamy na emeryturę – mówi Paweł Skotnicki.  – Tej kultury oszczędzania na emeryturę w Polsce nie ma, a ja jestem zwolennikiem myślenia, że już młodzi ludzie powinni 20% swoich wpływów oszczędzać długoterminowo – dodaje ekspert.

„Wysokość emerytur w Polsce jest na alarmującym poziomie”

Przeciętna emerytura na poziomie nieco ponad 4 tysiące złotych brutto to 3,4 tysiące złotych na rękę, czyli nieco mniej niż płaca minimalna.

– Wysokość emerytur w Polsce jest na alarmującym poziomie, a będzie jeszcze gorzej, a moim zdaniem pokolenie obecnych 30 latków nie będzie mieć w przyszłości żadnej gwarancji emerytury. System długofalowo nie jest w stanie się utrzymać. Zauważam, że im większe miasto, tym większa świadomość tego, jak wyglądać będzie sytuacja emerytalna – mówi Paweł Skotnicki.

– Ubezpieczenia emerytalne są ważne i cieszą się zainteresowaniem, ale wciąż za małym, by nie martwić się o przyszłość – mówi Paweł Skotnicki.

Ekspert dodaje, że zauważalne jest, że coraz więcej osób zabezpiecza się na emeryturę np. inwestując w nieruchomości. W tym momencie poza oszczędzaniem gotówki to najpopularniejszy sposób na zabezpieczanie emerytalne.

Wzrost najmu powierzchni handlowych w Europie i Polsce. Kto dominuje, a kto goni?

Z najnowszej analizy ponad 2000 transakcji przeprowadzonych przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield wynika, że w 2024 roku aktywność najemców w Europie została ponownie zdominowana przez sieci modowe i gastronomię, ale to operatorzy rozrywkowi zanotowali największy wzrost zainteresowania powierzchnią. Podobne trendy obserwowaliśmy w Polsce. Ponadto polski rynek odpowiadał za 12% transakcji europejskich.

Wyższe czynsze we wszystkich segmentach rynku retail

W 2024 roku czynsze za wynajem powierzchni handlowych kontynuowały trend wzrostowy, o czym świadczą znaczące wzrosty stawek we wszystkich kategoriach obiektów. W przypadku parków handlowych czynsze wywoławcze za najlepsze lokale osiągnęły rekordowe poziomy w wielu krajach Starego Kontynentu.

Dynamiczny wzrost odnotowano również przy głównych ulicach handlowych – stawki wzrosły w 44% z 209 monitorowanych ulic (w porównaniu z 30% na koniec 2022 roku i 35% na koniec 2023 roku), a w 53% analizowanych lokalizacji pozostały na stabilnym poziomie.

Największe wzrosty nadal dotyczą najbardziej atrakcyjnych ulic z ofertą produktów luksusowych, co wynika zarówno z silnego popytu ze strony najemców, jak i niskich wskaźników pustostanów. Pod tym względem wyróżniają się Włochy, a także ulice handlowe na Węgrzech i w Polsce. Na polskim rynku roczny wzrost, porównując IV kwartał 2024 roku do analogicznego okresu z 2023, wyniósł 15%. Świadczy to o rosnącej atrakcyjności tego typu lokalizacji zarówno wśród najemców, jak i samych konsumentów. Polskie ulice handlowe stają się tym samym coraz ciekawszą alternatywą dla lokali oferowanych przez centra handlowe, tłumaczy Michał Masztakowski, Head of Retail Poland, Cushman & Wakefield.

Spośród 107 europejskich rynków centrów handlowych monitorowanych przez Cushman & Wakefield, jedna trzecia odnotowała wzrosty czynszów, a spadki wystąpiły jedynie w dwóch przypadkach – to znacząca zmiana w porównaniu z 2023 roku, w którym stawki zmniejszyły się w niemal 10% lokalizacji.

Szczególnie duże podwyżki miały miejsce w Portugalii, Polsce i we Włoszech. W polskich centrach handlowych średnie roczne wzrosty dla najlepszych centrów w ośmiu głównych aglomeracjach wyniosły 10-12%, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Operatorzy rozrywkowi z większym apetytem na najem

Jak pokazują dane transakcyjne Cushman & Wakefield, szczególnie dużą aktywność zaobserwowano w przypadku najemców z branży rozrywkowej, którzy podpisali o 15% więcej umów i wynajęli o jedną piątą więcej powierzchni niż w 2023 roku, zgłaszając przy tym zapotrzebowanie na większe lokale. Mimo iż operatorzy obiektów rozrywkowych sfinalizowali najmniej transakcji spośród 10 wyszczególnionych w raporcie segmentów rynku handlowego, to osiągnęli trzeci wynik pod względem wolumenu wynajętej powierzchni z 9-procentowym udziałem w całkowitym popycie.

Podobne trendy dotyczące rosnącej aktywności operatorów rozrywkowych dotyczą także Polski. Dla przykładu, rozrywka jest jednym z tych elementów tenant-mix centrów handlowych, które najmocniej przyciągają do nich polskich klientów. Jak wynika z tegorocznego badania Cushman & Wakefield przeprowadzonego wśród respondentów w Polsce, duże centra handlowe to niekwestionowany lider, jeśli chodzi o zaspokajanie potrzeb rozrywkowych polskich konsumentów – 50% ankietowanych najczęściej wybiera właśnie te obiekty. I choć ta kategoria najemców odpowiada za 2% liczby lokali w centrach, to w odniesieniu do powierzchni ten udział byłby znacznie większy, ponieważ kina, kręgielnie, sale zabaw czy siłownie zajmują wielkopowierzchniowe lokale. I mimo że nie stanowią one większości tenant-mix, to pozytywnie wpływają na odwiedzalność, komentuje Ewa Derlatka – Chilewicz.

Dodatkowo, jak podaje Cushman & Wakefield, łączna liczba transakcji w sektorze handlowym pozostała na poziomie zbliżonym do odnotowanego rok wcześniej. W niemal wszystkich segmentach rynku zaobserwowano największe zainteresowanie lokalami do 600 mkw., które odpowiadały za 84% wszystkich umów (85% w Polsce) i dwie piąte powierzchni wynajętej w 2024 roku. Wyjątek stanowili tu operatorzy rozrywkowi, którzy preferowali większe powierzchnie mogące pomieścić ścianki wspinaczkowe, parki trampolin czy centra wirtualnej rzeczywistości.

Moda i gastronomia napędzają handlowy popyt

Branża rozrywkowa odnotowała największy wzrost aktywności na rynku najmu, ale to sieci modowe pozostały najbardziej aktywnym segmentem – odpowiadały za 39% wynajętej powierzchni i niemal jedną trzecią wszystkich transakcji. Wśród najbardziej aktywnych marek w 2024 roku znalazły się sklepy z odzieżą sportową JD Sports i Sports Direct, a także brandy należące do grup H&M oraz Inditex.

Na drugim miejscu pod względem wolumenu transakcji uplasował się sektor gastronomiczny. W 2024 roku operatorzy z tej branży sfinalizowali o 3% więcej umów, wynajmując powierzchnię zbliżoną ilościowo do tej odnotowanej w poprzednim roku. Odpowiadali oni tym samym za 17% wszystkich transakcji i 8% wynajętej powierzchni. Najbardziej aktywne na rynku najmu były znane restauracje szybkiej obsługi takie jak McDonald’s, KFC, Burger King i Popeys, a także rozwijające się koncepty, m.in. Hawaiian Poke Bowl, oraz sieci oferujące napoje bubble tea, takie jak Bubblify czy Crazy Bubble.

Moda i gastronomia to dwa segmenty, które mają bardzo mocny wpływ również na rozwój polskiego rynku handlowego. W 2024 najemcy modowi odpowiadali za 36% wynajętej powierzchni i 27% wszystkich transakcji. Z kolei sektor F&B sfinalizował 12% wszystkich transakcji, co przełożyło się na 9% zakontraktowanej powierzchni. Warto w tym miejscu dodać, że polskim rynkiem cały czas interesują się nowe sieci handlowe, na co pracują między innymi pozytywne wyniki sprzedaży detalicznej, duża otwartość polskich konsumentów na debiutujące u nas marki i bardzo zróżnicowany rynek pod względem liczby oferowanych lokalizacji handlowych. Potwierdzają to dane – tylko w 2024 do Polski weszło 28 nowych marek, komentuje Anna Oberc- Krzycka, Leasing Team Manager, Retail Agency, Cushman & Wakefield.

W obliczu rosnących czynszów i szerszych wyzwań branżowych, takich jak niestabilny wskaźnik ufności konsumenckiej, wysokość kosztów operacyjnych, a ostatnio także kwestia ceł, która generuje niepewność związaną z procesem pozyskiwania towarów i ich cenami, sieci handlowe skupiają się na maksymalnym wykorzystaniu możliwości zwiększenia przychodów ze sprzedaży przy jednoczesnej optymalizacji kosztów.

Sieci handlowe koncentrują się na przekształcaniu swoich flagowych sklepów w strategiczne destynacje, kładąc większy nacisk na jakość niż na ich liczbę. Obserwujemy również wyraźne przyspieszenie aktywności międzynarodowej – marki poszukują możliwości wejścia na kolejne rynki, na których mogłyby się rozwijać. Jednak w strategiach lokalizacyjnych często stawiają na ekspansję raczej w poszczególnych miastach niż w skali całego kraju. To z kolei generuje wyjątkowo silny popyt na najlepsze lokalizacje – sieci handlowe rywalizują o powierzchnię, której podaż pozostaje ograniczona, co w efekcie napędza wzrost czynszów w kluczowych lokalizacjach handlowych. Obecnie dużą niewiadomą jest długofalowy wpływ wprowadzenia ceł na popyt. Nie ujawni się on tak szybko, jak zawirowania na giełdach, i nie wszędzie będzie jednakowy, ale ostatnie wydarzenia dodatkowo komplikują sytuację i zwiększają koszty w łańcuchach dostaw sieci handlowych. W ramach naszego raportu »European Retail Radar« nadal będziemy monitorować dane, co pozwoli nam określić potencjalny wpływ tych zmian na aktywność na rynku najmu powierzchni handlowych w Europie, podsumowuje Robert Travers, Dyrektor Działu Nieruchomości Handlowych w regionie EMEA, Cushman & Wakefield.

Jak zwiększyć trwałość nadruków na tekstyliach? Przegląd najlepszych technik i trików

Nadruki na tekstyliach to dziś nie tylko forma dekoracji, ale również skuteczne narzędzie marketingowe, wyróżnik marki czy sposób na personalizację ubrań. Niezależnie od tego, czy chodzi o koszulki z logo firmy, torby promocyjne, czy odzież sportową – trwałość nadruku jest kluczowa. Niewyraźne, popękane czy spłowiałe grafiki szybko tracą swoją funkcję i estetykę. Jak więc zadbać o to, aby nadruki utrzymały swoją jakość przez długi czas? Sprawdź najlepsze techniki i triki.

1. Wybór odpowiedniej technologii nadruku

Pierwszym i najważniejszym czynnikiem wpływającym na trwałość nadruku jest dobór właściwej metody druku. To od niej w dużej mierze zależy, jak długo nadruk będzie wyglądał jak nowy.

  • Sitodruk to jedna z najbardziej cenionych technik ze względu na wyjątkową trwałość. Farby przenoszone są bezpośrednio na tkaninę przez specjalne siatki, co pozwala uzyskać intensywne kolory i odporność na wielokrotne pranie. Ta metoda sprawdza się najlepiej przy dużych nakładach i prostych projektach kolorystycznych.
  • W przypadku personalizacji na mniejszą skalę popularny jest termotransfer, czyli nadruk z użyciem folii flex lub flock, które są wgrzewane w tkaninę. Są trwałe, jednak mogą być bardziej podatne na ścieranie w miejscach zagięć.
  • Dla materiałów syntetycznych, zwłaszcza poliestrowych, doskonale sprawdza się sublimacja. Barwnik wnika bezpośrednio w strukturę włókien, co sprawia, że nadruk jest niemal niewyczuwalny w dotyku, nie pęka i nie blaknie nawet po dziesiątkach prań.
  • Coraz popularniejszy jest także druk DTG (Direct to Garment) – bezpośredni nadruk na tkaninie, który pozwala uzyskać niezwykłą szczegółowość i bogactwo kolorów. Jego trwałość jest wysoka, ale wymaga odpowiedniego utrwalenia i pielęgnacji.

W skrócie: sitodruk i sublimacja to najbardziej trwałe rozwiązania, podczas gdy DTG i termotransfer oferują większą elastyczność i możliwości personalizacji.

2. Przygotowanie materiału przed nadrukiem

Równie ważne, co sam nadruk, jest przygotowanie tkaniny przed procesem zdobienia. Pomijanie tego kroku może skutkować nierównym przyjęciem farby lub jej szybkim ścieraniem się.

Zaleca się wstępne pranie materiału, szczególnie bawełny, by pozbyć się resztek chemikaliów oraz uniknąć późniejszego skurczenia się tkaniny. Warto też dokładnie oczyścić i wygładzić powierzchnię materiału, zwłaszcza w przypadku DTG i termotransferu – nadruk przylega wtedy lepiej i równomiernie.

Przy tkaninach syntetycznych dobrze jest także wykonać stabilizację termiczną, czyli delikatne podgrzanie materiału, by uniknąć jego deformacji podczas nadruku.

3. Utrwalanie nadruku

Niezależnie od zastosowanej technologii, utrwalanie nadruku ma kluczowe znaczenie dla jego odporności na ścieranie i pranie. Szczególnie ważne jest to w przypadku druku cyfrowego (DTG) i sitodruku, gdzie farba musi odpowiednio związać się z tkaniną.

Najczęściej stosuje się prasę termiczną, która zapewnia odpowiedni docisk i temperaturę, gwarantując trwałość nadruku. W produkcji przemysłowej wykorzystuje się piekarniki tunelowe, które zapewniają jednakowe warunki utrwalania dla każdej sztuki, co przekłada się na powtarzalność i wysoką jakość. Bez odpowiedniego utrwalenia nawet najlepszy projekt może szybko stracić swój urok.

4. Prawidłowa pielęgnacja – edukacja użytkownika

Ostatnim, ale równie istotnym elementem, jest odpowiednia pielęgnacja gotowego produktu. Nawet najwyższej jakości nadruk może ulec zniszczeniu, jeśli nie będzie właściwie użytkowany.

Warto przekazywać klientom jasne zalecenia dotyczące prania i prasowania – np. pranie w niskiej temperaturze (do 40°C), przewracanie odzieży na lewą stronę, unikanie suszarek bębnowych czy prasowanie tylko od wewnątrz.

Edukacja klienta to kluczowy krok w wydłużeniu życia nadruku. Dobrze przygotowane instrukcje pielęgnacji powinny towarzyszyć każdemu produktowi z nadrukiem.

Jak zwiększyć trwałość nadruków? Podsumowanie

Trwałość nadruków na tekstyliach to efekt połączenia kilku elementów: odpowiedniej technologii, dobrego przygotowania materiału, właściwego utrwalenia oraz świadomego użytkowania. Inwestując w jakość na każdym z tych etapów, możesz mieć pewność, że twoje nadruki będą prezentować się świetnie nawet po wielu cyklach prania. A to z kolei przekłada się na zadowolenie klientów, trwałość marki i profesjonalny wizerunek.

Jeśli interesujesz się personalizacją odzieży, zapraszamy do odwiedzenia i zapoznania się z usługami HFT71.

Liczba milionerów rośnie: 562 tys. nowych w USA, Polska wciąż w tyle za Zachodem

  • Stany Zjednoczone przodują na świecie pod względem przyrostu liczby milionerów – w ubiegłym roku przybyło ich 562 tysiące, co daje łącznie 7,9 miliona osób.
  • Globalna populacja osób o ultrawysokim majątku wzrosła o 6,2%.
  • Osoby zamożne przeznaczają już 15% swoich aktywów na inwestycje alternatywne, takie jak fundusze private equity czy kryptowaluty.

29. edycja raportu World Wealth Report 2025, opublikowana przez Capgemini, pokazuje, że w 2024 roku liczba osób zamożnych na świecie (HNWIs – High-Net-Worth Individuals) zwiększyła się o 2,6%. Najbardziej dynamicznie rosło grono ultrabogatych (UHNWIs – Ultra-High-Net-Worth Individuals), które powiększyło się o 6,2%. To efekt dobrej koniunktury na światowych giełdach – zwłaszcza w USA – oraz rosnącego entuzjazmu wokół rozwoju sztucznej inteligencji, co przełożyło się na wyższe zyski z portfeli inwestycyjnych. Alternatywne formy lokowania kapitału, takie jak private equity czy kryptowaluty, na stałe wpisały się w strukturę majątkową tej grupy i stanowią obecnie 15% jej łącznych aktywów.

W Polsce skala zamożności pozostaje znacznie mniejsza – pod koniec 2024 roku w naszym kraju mieszkało 20,5 tys. HNWIs. Choć liczebnie daleko nam do krajów Europy Zachodniej, pod względem rozkładu kapitału obserwujemy podobne zjawiska: niemal połowa posiadanych nad Wisłą środków znajduje się w rękach zaledwie 2% najbogatszych przedstawicieli tej grupy.

Hossa w USA napędza wzrost majątku

Wzrost zamożności w 2024 roku napędzały sprzyjające warunki stóp procentowych oraz bardzo dobre wyniki amerykańskich giełd. Największy przyrost odnotowano w Ameryce Północnej – liczba osób zamożnych wzrosła tam o 7,3%. W tym samym czasie Europa, Ameryka Łacińska i Bliski Wschód mierzyły się z wyzwaniami makroekonomicznymi, co skutkowało spadkiem liczby HNWIs w tych regionach.

Z danych Capgemini wynika, że:

  • W Europie liczba osób zamożnych zmniejszyła się o 2,1% na skutek stagnacji gospodarczej w największych krajach regionu. Tylko w Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech ubyło odpowiednio 14 tys., 21 tys. i 41 tys. milionerów. Jednocześnie populacja UHNWIs wzrosła tam o 3,5%, co świadczy o postępującej koncentracji majątku.
  • Region Azji i Pacyfiku zanotował wzrost HNWIs o 2,7%, choć tempo wzrostu znacząco różniło się w zależności od kraju.
  • W Ameryce Łacińskiej liczba osób zamożnych spadła aż o 8,5%, głównie z powodu spadku wartości walut i niestabilności fiskalnej. Największe spadki dotyczyły Brazylii (-13,3%) i Meksyku (-13,5%).
  • Na Bliskim Wschodzie liczba HNWIs zmniejszyła się o 2,1%, co miało związek z niższymi cenami ropy.

Wśród największych rynków zdecydowanym liderem były Stany Zjednoczone, gdzie liczba milionerów zwiększyła się aż o 562 tysiące – co oznacza wzrost o 7,6% w porównaniu z rokiem poprzednim. W regionie Azji i Pacyfiku wyraźny przyrost odnotowały Indie i Japonia (po 5,6%), gdzie przybyło odpowiednio 20 tys. i 210 tys. osób zamożnych. Dla porównania, w Chinach liczba HNWIs spadła o 1%.

Zmiana pokoleniowa wymusza nowe podejście w zarządzaniu majątkiem

Firmy zajmujące się zarządzaniem majątkiem przygotowują się na ogromne zmiany – w ciągu najbliższych 20 lat aż 83,5 biliona dolarów trafi w ręce spadkobierców. To oznacza narodziny nowej generacji HNWIs. Jak pokazuje raport, proces ten będzie przebiegał stopniowo: do końca 2030 roku zmiana pokoleniowa obejmie 30% tej grupy, do 2035 – 63%, a do 2040 roku już 84%.

– Nadchodzący transfer majątku będzie momentem przełomowym dla całego sektora – komentuje Piotr Siuda, Vice President, Head of Financial Services, Capgemini Polska – choć na świecie przybywa zamożnych osób, aż 81% spadkobierców planuje zmienić firmę zarządzającą swoim majątkiem w ciągu roku lub dwóch od jego otrzymania. Utrata tak dużej grupy niezadowolonych klientów to realne zagrożenie dla branży – dodaje.

W Polsce majątek również coraz bardziej skoncentrowany

Według danych z raportu, na koniec 2024 roku w Polsce mieszkało 20,49 tys. osób zamożnych, dysponujących łącznym majątkiem o wartości 72,19 mld USD. Zdecydowaną większość stanowili tzw. „millionaires next door” (osoby posiadające aktywa o wartości od 1 do 5 milionów dolarów) – 18,32 tys. osób miało łącznie 34,04 mld USD. W grupie „mid-tier millionaires” (z majątkiem od 5 do 30 milionów dolarów) znalazło się 1,98 tys. Polaków dysponujących kwotą rzędu 19,39 mld USD, a grono „ultrabogatych” („ultra-high-net-worth individuals” – osoby z aktywami przekraczającymi 30 milionów dolarów) liczyło 170 osób, których majątek osiągnął 18,75 mld USD.

– Dane pokazują, że chociaż najliczniejszą grupę stanowią osoby z majątkiem do 5 milionów dolarów, to niemal połowa zgromadzonych w Polsce aktywów znajduje się w rękach zaledwie 2% lokalnych HNWIs – wskazuje Piotr Siuda z Capgemini Polska.

Inne wartości, inne potrzeby

Nowe pokolenie osób zamożnych przychodzi z zupełnie innymi oczekiwaniami niż ich rodzice. Wymaga to odejścia od klasycznych strategii i szybkiej adaptacji oferty do ich potrzeb. Firmy muszą również zadbać o odpowiednie wsparcie technologiczne dla doradców – w tym dostarczanie rozwiązań opartych o AI, które pomogą utrzymać zarówno klientów, jak i kluczowych pracowników.

Na początku 2025 roku HNWIs lokowali już 15% swoich aktywów w inwestycjach alternatywnych – m.in. w funduszach private equity i kryptowalutach. Coraz częściej są też skłonni podejmować ryzyko, by pomnażać majątek – szczególnie widoczne jest to wśród millenialsów i przedstawicieli pokolenia Z. Aż 61% z nich inwestuje w klasy aktywów o wyższym potencjale wzrostu oraz niszowe produkty finansowe.

Aby skutecznie przyciągnąć młodsze pokolenie zamożnych klientów, firmy zarządzające majątkiem muszą gruntownie przemyśleć swoją ofertę – zarówno pod kątem produktów, jak i sposobu obsługi. Raport wskazuje kilka kluczowych obszarów wymagających transformacji:

  • Inwestycje alternatywne: aż 88% doradców zauważa, że millenialsi i przedstawiciele pokolenia Z wykazują znacznie większe zainteresowanie aktywami takimi jak private equity czy kryptowaluty, niż ich rodzice z pokolenia baby boomers.
  • Nowe centra obsługi: połowa doradców finansowych przyznaje, że brak lokalnych struktur wspierających codzienną obsługę klientów – takich jak zespoły operacyjne, zaplecze technologiczne czy zespoły zgodności – w dynamicznie rozwijających się hubach finansowych (np. Singapurze, Hongkongu, Zjednoczonych Emiratach Arabskich czy Arabii Saudyjskiej) może skłonić zamożnych klientów do przeniesienia swoich środków do firm oferujących większą dywersyfikację, atrakcyjniejsze zwroty z inwestycji i korzystniejsze otoczenie regulacyjne.
  • Usługi szyte na miarę: poza tradycyjnym zarządzaniem finansami, klienci coraz częściej oczekują dodatkowego wsparcia w stylu concierge – np. organizacji luksusowych podróży, dostępu do prywatnej opieki medycznej czy rozwiązań chroniących przed cyberzagrożeniami. Dla wielu z nich to kluczowy element budowania długofalowej relacji z firmą zarządzającą majątkiem.
  • Doświadczenie cyfrowe: doradcy finansowi wskazują, że najważniejszym narzędziem w obsłudze młodych HNWIs są platformy cyfrowe zaprojektowane w sposób kompleksowy, zapewniający całościowy wgląd w sytuację klienta i konkretne rekomendacje. Na dalszym planie znajduje się inteligentna automatyzacja zadań operacyjnych – jak generowanie podsumowań spotkań czy obsługa korespondencji.

Cyfrowy deficyt zwiększa rotację doradców

Z raportu wynika, że co trzecia osoba pracująca w roli doradcy finansowego odczuwa niezadowolenie z powodu niedostatecznego wsparcia technologicznego ze strony swojej firmy. Przekłada się to nie tylko na spadek efektywności, ale też pogłębia przepaść technologiczną między firmą a potrzebami klientów. Co więcej, aż 62% młodych HNWIs deklaruje, że podążyłoby za swoim doradcą w przypadku jego odejścia do innej firmy. W efekcie lojalność klientów coraz mocniej zależy od utrzymania dobrych relacji z personelem – a to wcale nie jest łatwe.

Między innymi z powodu tych zmian sektor wealth management będzie musiał przemyśleć swoje podejście i stworzyć ofertę lepiej dopasowaną do oczekiwań młodszych klientów oraz ich zróżnicowanych potrzeb inwestycyjnych. Kluczem do sukcesu stanie się intuicyjne, spójne środowisko cyfrowe, które nie tylko usprawni pracę doradców, ale też pomoże utrzymać ich zaangażowanie i lojalność – podsumowują autorzy raportu.

Metodologia badania

Model szacowania wielkości rynku zastosowany w World Wealth Report 2025 obejmuje 71 krajów, które łącznie odpowiadają za ponad 98% globalnego dochodu narodowego brutto oraz 99% światowej kapitalizacji giełdowej. W ramach badania Capgemini 2025 Global HNW Insights Survey przeprowadzono ankiety wśród 6 472 osób zamożnych (HNWIs), w tym 5 473 przedstawicieli młodszego pokolenia, z czterech regionów: obu Ameryk, Europy, Azji i Pacyfiku oraz Bliskiego Wschodu. Badanie 2025 Wealth Management Executive Survey objęło 141 respondentów z 10 rynków – w tym przedstawicieli firm wyspecjalizowanych w zarządzaniu majątkiem, banków uniwersalnych, niezależnych brokerów oraz biur rodzinnych. Z kolei 2025 Relationship Manager Survey, zrealizowane przez firmę Phronesis Partners, uwzględnia 1 306 odpowiedzi z 12 rynków.