Branża tworzyw sztucznych stawia na modernizację mimo trudnego otoczenia

Polski sektor przetwórstwa tworzyw sztucznych w dużej mierze uzależniony jest od sytuacji gospodarczej w Unii Europejskiej, a w szczególności od kondycji ekonomicznej krajów będących kluczowymi partnerami handlowymi – przede wszystkim Niemiec, Czech, Francji i Włoch. Obecne spowolnienie gospodarcze w Niemczech, jako największym odbiorcy polskich produktów z tworzyw sztucznych, znacząco ograniczyło możliwości rozwoju eksportu i zahamowało dynamikę sprzedaży zagranicznej.

Choć od końca 2022 roku obserwuje się spadek cen surowców, co teoretycznie mogło pozytywnie wpłynąć na rentowność i wolumen sprzedaży, realny popyt – zwłaszcza w sektorze budownictwa i motoryzacji – pozostał wyraźnie osłabiony. Słaba koniunktura w tych branżach odbija się na całym łańcuchu dostaw, w tym na producentach wyrobów z tworzyw.

Wciąż jednak największą część produkcji stanowią opakowania jednostkowe, które – mimo nasilającej się presji regulacyjnej i niekiedy nieuzasadnionej krytyki medialnej – dowodzą swojej praktyczności i funkcjonalności. Branża staje przed rosnącą liczbą wyzwań legislacyjnych, m.in. w związku z wdrażaniem unijnych regulacji takich jak dyrektywa SUP, EPR czy pakiet PPWR. Z drugiej strony, planowane wdrożenie ogólnokrajowego systemu kaucyjnego może przyczynić się do poprawy wizerunku całego sektora, podkreślając jego rolę w gospodarce obiegu zamkniętego.

Pomimo niepewności na rynku europejskim, wielu krajowych przetwórców pozostaje umiarkowanie pozytywnie nastawionych. Przedsiębiorstwa inwestują w modernizację parków maszynowych oraz automatyzację procesów produkcyjnych, co zwiększa ich efektywność i konkurencyjność wobec zagranicznych graczy. Coraz więcej firm podkreśla, że ich rozwiązania technologiczne i know-how nie ustępują poziomowi zachodnich konkurentów – a wręcz przeciwnie, pozwalają na elastyczne dostosowanie się do zmieniających się oczekiwań klientów i przepisów.

Perspektywy dla branży w roku 2025 rysują się umiarkowanie optymistycznie. Prognozy wzrostu PKB na poziomie 3–4% oraz poprawa konsumpcji prywatnej mogą stworzyć warunki sprzyjające odbudowie popytu. Kluczowe jednak będzie utrzymanie tempa inwestycji – zarówno w nowe technologie, jak i w podnoszenie efektywności energetycznej oraz prośrodowiskowe rozwiązania. Elastyczność operacyjna, innowacyjność i umiejętność szybkiego reagowania na zmiany otoczenia regulacyjnego staną się podstawą dla stabilnego rozwoju sektora w nadchodzących latach.

Autor: Robert Szyman, dyrektor generalny Polskiego Związku Przetwórców Tworzyw Sztucznych

Inflacja bazowa CPI w Polsce zgodna z oczekiwaniami – 3,3% w maju

Inflacja bazowa CPI wyniosła w Polsce 3,3 proc. i jest to odczyt zgodny z oczekiwaniami.

Inflacja bazowa CPI wyłącza z obrachunków komponent cen żywności i energii, czyli dwa czynniki najbardziej związane z decyzjami politycznymi, więc jest najbardziej rynkowym odczytem. Choć od kilku miesięcy jej odczyty powoli pokazują coraz mniejsze wartości, to jednak spadek ten jest zgodny z założeniami większości uczestników rynku. Trudno więc się spodziewać, że mógłby w jakimś stopniu zaskoczyć członków RPP i wpłynąć na zmianę ich nastawienia na najbliższym posiedzeniu.

Autor: Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

ZPP przeciwko rozszerzeniu podatku od sprzedaży detalicznej na e-commerce

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) wyraził stanowczy sprzeciw wobec planów Ministerstwa Finansów dotyczących rozszerzenia podatku od sprzedaży detalicznej na sektor e-commerce. W opublikowanym stanowisku organizacja ocenia tę propozycję jako szkodliwą dla innowacyjności i konkurencyjności polskich oraz europejskich firm działających w handlu internetowym. ZPP apeluje o natychmiastowe wstrzymanie prac nad nowelizacją i sugeruje, że ewentualna dyskusja o opodatkowaniu e-handlu powinna toczyć się na poziomie unijnym.

Nieskuteczność podatku w handlu tradycyjnym

Podatek od sprzedaży detalicznej obowiązuje w Polsce od 2021 roku. Zgodnie z uzasadnieniem do ustawy jego celem miało być zwiększenie dochodów budżetowych oraz ograniczenie agresywnej optymalizacji podatkowej stosowanej przez największe sieci handlowe. Zakładano również, że rozwiązanie to pomoże chronić małe sklepy o polskim kapitale.

Jednak, jak podkreśla ZPP, w praktyce efekt ten nie został osiągnięty. Liczba niewielkich placówek handlowych nadal spada. Tylko w latach 2015–2021 rynek skurczył się o ok. 10%, a w kolejnych latach trend ten utrzymał się – w 2022 roku zamknięto 4 tys. sklepów, a w 2023 r. kolejne 2%. Pomimo progu zwolnienia z podatku przy przychodach poniżej 17 mln zł miesięcznie, dominacja dużych graczy nie została ograniczona.

E-commerce pod presją – kolejne obciążenia to błąd

ZPP podkreśla, że rozszerzenie podatku na e-commerce dotknie przede wszystkim małe i średnie sklepy internetowe, które stanowią blisko połowę tego rynku. Branża już teraz boryka się z rosnącymi kosztami działalności, m.in. reklamy internetowej, logistyki czy energii. Na tym tle szczególnie niepokojąca jest rosnąca konkurencja ze strony azjatyckich platform, które – jak wskazuje organizacja – często unikają opodatkowania poprzez zaniżanie wartości przesyłek lub ich sztuczne dzielenie.

W opinii ZPP nowy podatek nie tylko obniży konkurencyjność krajowych firm, ale również pogłębi istniejące nierówności w dostępie do rynku, faworyzując podmioty spoza Unii Europejskiej. Przedsiębiorcy, którzy działają zgodnie z prawem, mogą znaleźć się w jeszcze trudniejszej sytuacji.

Potrzeba wspólnych działań w Unii Europejskiej

Związek zaznacza, że temat opodatkowania e-commerce powinien być rozpatrywany w szerszym kontekście – nie jako jednostronna inicjatywa krajowa, lecz jako wspólny projekt unijny. Żadne z państw członkowskich UE nie wprowadziło dotąd analogicznego rozwiązania, a fragmentaryzacja regulacji podatkowych wewnątrz wspólnego rynku może negatywnie wpłynąć na jego rozwój.

ZPP wskazuje, że działania legislacyjne powinny skupić się na wyrównywaniu warunków konkurencji pomiędzy firmami z UE a podmiotami z tzw. państw trzecich. Tylko współpraca na poziomie europejskim może doprowadzić do skutecznych i sprawiedliwych rozwiązań.

Perspektywy rynku e-commerce zagrożone

Pomimo szacowanego dynamicznego wzrostu rynku e-commerce w Polsce – z obecnych 100 mld zł do prognozowanych 192 mld zł w 2028 roku (według PwC), ZPP ostrzega, że takie prognozy mogą się nie ziścić. Dodatkowe obciążenia fiskalne mogłyby zahamować rozwój tego sektora, ograniczając inwestycje i innowacje.

Klienci nie szukają już sprzętu. Szukają rozwiązań

Rozmawiamy z Tomaszem Bętkowskim – właścicielem firmy Bętkowski Service, dilerem marek Husqvarna, Stiga, AL-KO, FJDynamics, Cub Cadet i John Deere – o tym, jak zmienia się rynek maszyn do pielęgnacji terenów zielonych – jak technologia i automatyzacja wpływają na sposób myślenia o kosztach, jakości i efektywności.

Jeszcze kilka lat temu automatyzacja była traktowana jako ciekawostka. Dziś to rozwiązanie praktyczne – oszczędzające koszty. Skąd ta zmiana?

Rzeczywiście, jeszcze pięć–sześć lat temu klienci patrzyli na autonomiczne kosiarki z pewną rezerwą. Postrzegano je jako kosztowną nowinkę, raczej dla pasjonatów niż do pracy na dużą skalę. To się diametralnie zmieniło, głównie z dwóch powodów.

Po pierwsze – koszty pracy i paliwa stale rosną, a jednocześnie dostępność pracowników sezonowych czy operatorów sprzętu maleje. To realny problem, który dotyka zarówno firmy prywatne, jak i instytucje publiczne. Po drugie – technologia naprawdę dojrzała. Dzisiejsze maszyny autonomiczne, takie jak FJDynamics RM21 czy Husqvarna Ceora, oferują precyzję, niezawodność i łatwość obsługi, jakie jeszcze kilka lat temu były nieosiągalne.

Z naszej perspektywy – jako doradców i dystrybutorów – ta zmiana jest korzystna. Możemy oferować rozwiązania, które obniżają koszty operacyjne, zwiększają jakość wykonania usług i przewidywalność pracy. To nie jest już kwestia wyboru „czy”, ale „kiedy” warto wdrożyć automatyzację.

Czy taki model pracy jest dziś dostępny również dla mniejszych firm i instytucji?

Tak, i to jest jedna z największych zmian. Automatyzacja przestała być zarezerwowana wyłącznie dla dużych graczy. Coraz więcej średnich firm ogrodniczych, zarządców osiedli, a nawet mniejszych gmin zaczyna wdrażać autonomiczne maszyny jako element codziennej pracy.

To możliwe, ponieważ bariera wejścia znacząco się obniżyła – zarówno cenowo, jak i organizacyjnie. Oczywiście, nie każda maszyna nadaje się do każdego terenu. I tu zaczyna się nasza rola jako doradców. Kluczowe są takie czynniki jak rodzaj terenu, harmonogram pracy, wymagania estetyczne, czy preferencje zespołu technicznego. Dokładamy dużej staranności, aby klient otrzymał rozwiązanie, które rzeczywiście odpowiada jego potrzebom, sprzedajemy nie tylko sprzęt, ale również całościową koncepcję organizacji pracy.

To znaczy, że klienci przychodzą dziś po nie po maszynę, a po rozwiązanie?

Coraz częściej – po rozwiązanie. I to bardzo dobra zmiana. Jeszcze kilka lat temu typowe pytanie brzmiało: „Ile kosztuje ta kosiarka?”. Dziś słyszymy raczej: „Mamy 18 hektarów w kilku lokalizacjach. Jak możemy to zoptymalizować?”. I to są zupełnie inne rozmowy – bardziej strategiczne, długofalowe.

Naszym celem nie jest sprzedaż „na siłę”. Zawsze podkreślam, że trzeba najpierw zrozumieć klienta, jego potrzeby, ograniczenia, cele, a dopiero potem mówić o urządzeniu. Dlatego oferujemy nie tylko sam sprzęt, ale też wdrożenie, szkolenie operatorów, konfigurację systemów zarządzania flotą i oczywiście serwis. Ten model się sprawdza, bo nie tylko sprzedaż, ale również wsparcie jest dziś kluczowe dla zaufania i długoterminowej współpracy.

Jakie są dalsze kierunki rozwoju Bętkowski Service?

Dla nas rozwój to przede wszystkim dalsze wzmacnianie modelu doradczo-serwisowego. Sprzęt można dziś kupić w wielu miejscach. Ale szybka pomoc w sezonie, elastyczność, dostęp do części – to są rzeczy, które decydują, czy klient wróci i czy poleci nas dalej.

Widzimy rosnące zainteresowanie systemami zarządzania flotą, urządzeniami elektrycznymi i robotami, które można nadzorować zdalnie, analizować ich efektywność, a nawet planować zadania na podstawie warunków pogodowych. Będziemy w tym obszarze jeszcze bardziej aktywni. Naszą ambicją jest być partnerem w optymalizacji pracy – od ogrodu po stadion. Dla klientów indywidualnych, samorządów, firm komunalnych i sektora sportowego.

I na koniec, proszę opowiedzieć w jaki sposób zarządzanie zielenią staje się dziś bardziej profesjonalne niż kiedyś?

Zieleń przestaje być wyłącznie elementem dekoracyjnym. Dla wielu instytucji staje się symbolem jakości zarządzania przestrzenią. I dlatego nie wystarczy „mieć sprzęt” – trzeba mieć dobrze dobrany sprzęt, właściwy system pracy, wsparcie techniczne i kontrolę kosztów.

Naszym zadaniem – jako firmy – jest pomóc klientom wejść na ten poziom. Nie tylko dostarczając technologię, ale również edukując, wspierając i pokazując, że zautomatyzowana, efektywna i ekologiczna pielęgnacja zieleni jest dziś nie tylko możliwa, ale wręcz konieczna.

Turbulencja – pierwsza polska studencka rakieta na paliwo ciekłe szykuje się do lotu

Zespół AGH Space Systems z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie zaprezentował najnowszą wersją Turbulencji – pierwszej w Polsce studenckiej rakiety z napędem na ciekłe paliwo. Już w drugiej połowie lipca br. rakieta odbędzie swój pierwszy lot podczas wydarzenia Loty Rakiet Eksperymentalnych na poligonie w Toruniu, organizowanego przez Polskie Towarzystwo Rakietowe.

Grafika ilustrująca elementy składowe rakiety Turbulencji

Projekt Turbulencja, którego początki sięgają roku 2017, jest efektem wieloletnich prac, licznych udoskonaleń konstrukcyjnych oraz testów technologicznych, prowadzonych przez kolejne pokolenia członków zespołu AGH Space Systems. Obecna wersja rakiety jest najbardziej zaawansowaną technicznie konstrukcją w historii zespołu i stanowi ważny krok w kierunku upowszechnienia technologii z napędem na ciekłe paliwo LRE (Liquid Rocket Engine) w polskich projektach studenckich.

– Turbulencja to nie tylko rakieta – to dowód na to, potrafimy tworzyć technologię, która dorównuje światowym standardom. Dla nas to lata pracy, pasji i determinacji – mówi Mikołaj Ostrowski – lider sekcji rakiet AGH Space Systems.

Innowacyjna technologia i dopracowana inżynieria

Turbulencja wyróżnia się przede wszystkim zastosowaniem ciekłego paliwa – etanolu oraz podtlenku azotu – magazynowanych w jednym zbiorniku, przedzielonym ruchomym, szczelnym tłokiem. Rakieta zasilana jest silnikiem Zawisza4000. Dzięki tej konfiguracji układu napędowego zespół może precyzyjnie kontrolować proces spalania oraz efektywnie zarządzać ciśnieniem paliwa, co znacząco zwiększa wydajność napędu w porównaniu do klasycznych rozwiązań.

Kluczowe cechy rakiety Turbulencja:

  • Zaawansowany napęd ciekłopaliwowy: wykorzystujący etanol
    i podtlenek azotu, z innowacyjnym systemem podziału zbiorników;
  • System odzysku dwustopniowy: mały spadochron hamujący i główny spadochron zapewniają bezpieczny powrót rakiety na ziemię;
  • Ładowność: rakieta może przenosić do 4 kg ładunku w standardzie 3U (10 × 10 × 30 cm);
  • Wymiary: długość – 4,5m; średnica – 20cm; waga przed zatankowaniem – 60kg; waga po zatankowaniu – 80kg.

Sukcesy i uznanie międzynarodowe

Choć pierwszy lot Turbulencji odbędzie się dopiero tego lata, projekt od początku budził zainteresowanie środowiska rakietowego. W 2018 roku zespół uczestniczył w prestiżowych zawodach Spaceport America Cup w Nowym Meksyku (USA), zajmując drugie miejsce w kategorii rakiet hybrydowych i ciekłopaliwowych (latających do 30 000 stóp), mimo że rakieta nie odbyła wtedy lotu. Wysoko oceniona została wówczas dokumentacja techniczna oraz prezentacja projektu.

W 2024 roku Turbulencja została także zaprezentowana podczas European Rocketry Challenge, gdzie zespół zdobył uznanie sędziów za profesjonalizm, jakość inżynieryjną oraz kompleksowe podejście do procedur bezpieczeństwa i zarządzania projektem.

Pierwszy lot

Planowany na lipiec 2025 lot to dla zespołu nie tylko symboliczne zwieńczenie wieloletniej pracy, ale również punkt wyjścia do kolejnych misji – w tym startów na większe pułapy oraz eksperymentów z ładunkami naukowymi.

– Zależy nam, aby Turbulencja nie była jednorazowym osiągnięciem, ale początkiem serii eksperymentalnych rakiet ciekłopaliwowych w Polsce. Chcemy, aby stała się platformą testową dla przyszłych innowacji, również tych komercyjnych i naukowych – dodaje Mikołaj Cichoń, odpowiedzialny za podsekcję mechaniki rakiet.

Rejestracje nowych pojazdów w Polsce – maj 2025: Hybrydy i elektryki rosną, ciężarówki w odwrocie

Maj 2025 okazał się kolejnym miesiącem wzrostów w rejestracjach nowych samochodów osobowych i dostawczych w Polsce – wynika z analizy Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM) oraz Związku Dealerów Samochodów (ZDS). Wzrosty te są szczególnie widoczne w segmencie pojazdów z napędami alternatywnymi, podczas gdy tradycyjne jednostki napędowe i segment samochodów ciężarowych notują spadki.

Samochody osobowe: stabilny wzrost, boom na hybrydy i elektryki

W maju 2025 r. zarejestrowano w Polsce 46 641 nowych samochodów osobowych, co oznacza wzrost o 6,8% r/r (czyli o 2 987 sztuk więcej niż w maju 2024). Warto zwrócić uwagę na dynamiczny wzrost rejestracji wśród klientów indywidualnych (+7,1% r/r) oraz w rejestracjach na REGON (+6,7%).

Struktura napędów w nowych rejestracjach pokazuje wyraźną zmianę preferencji Polaków:

  • Samochody hybrydowe (HEV + MHEV): 21 654 szt. (+2% r/r)
  • Plug-in Hybrid (PHEV + EREV): 2 362 szt. (+118,5% r/r)
  • Elektryczne (BEV + FCEV): 2 869 szt. (+121,9% r/r)
  • Benzynowe: 14 623 szt. (-4,6% r/r)
  • Diesel: 3 638 szt. (-3,9% r/r)
  • LPG: 1 490 szt. (+58,2% r/r)

Zarówno plug-iny, jak i auta całkowicie elektryczne osiągnęły historyczne wzrosty – powyżej 100% rok do roku. Ten trend jest częściowo efektem wprowadzenia programu NaszEauto, który – mimo początkowego braku entuzjazmu – zaczął skutkować zwiększonym zainteresowaniem konsumentów.

Samochody dostawcze: odbicie na plusie

Maj 2025 przyniósł wzrost także w segmencie lekkich pojazdów dostawczych do 3,5 tony – zarejestrowano 5 297 pojazdów, co oznacza wzrost o 10,8% r/r (+516 sztuk).

Struktura napędów:

  • Diesel: 4 871 szt. (+13,8% r/r)
  • Elektryczne i hybrydowe: 181 szt. (+12,4%)
  • Benzyna: 227 szt. (-32,6% r/r)
  • CNG/LNG: 1 szt.

Ruch w stronę niskoemisyjnych pojazdów dostawczych jest jeszcze umiarkowany, ale widoczny.

Samochody ciężarowe: spadki mimo niskiej bazy

W przeciwieństwie do segmentów osobowych i dostawczych, rynek pojazdów ciężarowych wciąż znajduje się w regresie.

  • Pojazdy powyżej 16 ton: 2 244 szt. (-6,3% r/r)
  • Pojazdy 3,5–16 ton: 253 szt. (-9,3% r/r)

Największe spadki dotyczą pojazdów z silnikami diesla, a segment elektryczny i alternatywny (CNG/LNG) jest nadal marginalny. Eksperci PZPM wskazują, że mimo słabego roku 2024, sytuacja w tym segmencie nie ulega poprawie – co może świadczyć o głębszym kryzysie inwestycyjnym lub strukturalnym w branży transportowej.

Podsumowanie pięciu miesięcy 2025 roku

Analiza okresu styczeń–maj 2025 r. pokazuje:

  • Samochody osobowe: 235 724 szt. (+4% r/r)
  • Samochody dostawcze: 27 119 szt. (+3,7% r/r)
  • Samochody ciężarowe pow. 16T: 10 443 szt. (-4,9% r/r)
  • Samochody ciężarowe 3,5–16T: 996 szt. (-20,8% r/r)
  • Autobusy pow. 3,5T: 1 052 szt. (+14%)
  • Motocykle i motorowery: 19 083 szt. (+6,3%) i 5 921 szt. (+11,1%)

Komentarz ekspertów: nowe marki, nowe technologie, nowe szanse

Według Jakuba Farysia (prezes PZPM) i Pawła Tuzinka (prezes ZDS), rynek pokazuje oznaki zdrowego wzrostu – zwłaszcza dzięki upowszechnieniu hybryd oraz zwiększonemu zainteresowaniu elektrykami. Zbliżający się koniec pierwszego półrocza daje nadzieję na dobre wyniki całoroczne, szczególnie jeśli programy wsparcia pozostaną atrakcyjne i łatwo dostępne.

Eksperci ostrzegają jednak, że segment ciężarówek wymaga pilnej interwencji, by zahamować spadkowy trend. Wskazują także na rosnącą konkurencję ze strony nowych marek, szczególnie tych oferujących napędy alternatywne.

Źródło: Raport ZDS i PZPM na podstawie danych CEP, maj 2025.

Inflacja w Polsce w maju niższa od oczekiwań – finalny odczyt wyniósł 4,0 proc.

Finalny odczyt inflacji za maj wyniósł 4,0 proc. r/r, nieco poniżej wstępnego szacunku na poziomie 4,1 proc. W ujęciu miesięcznym inflacja wyniosła -0,2 proc., zgodnie z wcześniejszymi prognozami.

Tegoroczna ścieżka inflacji kształtuje się wyraźnie poniżej oczekiwań sprzed kilku miesięcy. Procesy dezinflacyjne zyskują na sile – w maju największy wpływ na spadek tempa wzrostu cen miały niższe ceny paliw.

Dynamika spadku inflacji jest na tyle silna, że już w okresie wakacyjnym odczyty mogą znaleźć się w górnym paśmie celu inflacyjnego NBP (2,5 proc. z odchyleniem +/- 1 pkt proc.). Sprzyjać temu będą m.in. znacząca obniżka taryf gazowych od lipca oraz efekt bazy związany z częściowym odmrożeniem cen energii w ubiegłym roku.

Jeszcze dwa tygodnie temu rynek zakładał, że obniżka stóp procentowych w lipcu jest scenariuszem bazowym, szczególnie w kontekście sprzyjających temu danych makroekonomicznych. Jednak wynik wyborów prezydenckich wywołał obawy wśród członków RPP dotyczące możliwego braku konsolidacji fiskalnej.

Kierunek dalszej polityki pieniężnej powinien zostać lepiej określony po publikacji lipcowej projekcji inflacyjnej NBP oraz konferencji z udziałem Prezesa Glapińskiego, które mogą dostarczyć kluczowych wskazówek co do perspektyw stóp procentowych w Polsce.

Autor: Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Płaca minimalna wyniesie 4806 złotych brutto. Przedsiębiorcy mówią o kompromisie

Płaca minimalna w 2026 roku wzrośnie o 140 złotych brutto do kwoty 4806 złotych. To mniejszy wzrost niż w minionych latach, ale przedsiębiorcy przyznają, że jest to kompromis pomiędzy możliwościami przedsiębiorców, a oczekiwaniami pracowników. – Dynamika wzrostu płac musiała zostać skorygowana, bo w ostatnich miesiącach widzimy, że sektor MŚP, handel, usługi czy przemysł wyhamował jeżeli chodzi o wzrost płac. Podobnie jest w jeszcze niedawno bardzo progresywnej branży IT, transporcie czy w budownictwie. Gospodarka oczekuje stabilizacji, stąd taka korekta płacy minimalnej zdaje się być rozsądnym kompromisem – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Wiadomo już jaka będzie propozycja przyszłorocznej płacy minimalnej

Podwyżka płacy minimalnej nazywana jest przez przedsiębiorców „dobrym kompromisem”. Jak przyznają eksperci ostatnie lata przynosiły znaczny progres we wzroście wynagrodzeń, a płaca minimalna rosła nawet dwa razy w roku.

– Wzrosty płacy minimalnej stymulowane przez Rząd w poprzednich kadencjach doprowadzały do rozpędzania się presji płacowej i do znacznego wzrostu kosztów pracowniczych w wielu sektorach. Przedsiębiorcy są świadomi tego, że pensje muszą rosnąć, bo zatrzymanie dobrych kadr wymaga działania z ich strony i proponowania im godnej płacy. W obecnej sytuacji gospodarczej lekka korekta płacy minimalnej jest właściwą decyzją Rządu i przedsiębiorcy ją popierają – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Presja płacowa zmniejszyła się, bo mniejsza jest inflacja i wzrost cen. Oczywiście pensje nie rosną w każdej branży w tym samym tempie i widzimy, że tam, gdzie brakuje rąk do pracy to wynagrodzenia rosną szybko, ale to jest regulowane przez rynek, a nie przez rządzących i takie działanie wydaje się zasadne. Widzimy, że pensje zatrzymały się w sektorze IT, usługach czy w transporcie. To branże, które w ostatnich miesiącach notują słabsze wyniki – mówi Hanna Mojsiuk.

Przedsiębiorcy spodziewają się, że od 2027 roku pensje minimalne przekroczą 5 tysięcy złotych brutto.

– To granica psychologiczna i przyjdzie czas, by ją przekroczyć, ale wszelkie decyzje o wzroście płacy minimalnej muszą być uargumentowane sytuacją gospodarczą – mówi Hanna Mojsiuk.

Mniejsza inflacja i spokojniejszy wzrost cen to mniejsza presja płacowa

Eksperci rynku pracy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej przyznają, że zmiany w płacy minimalnej w tym roku budzą mniej emocji niż w latach ubiegłych.

– Proponowany przez rząd wzrost płacy minimalnej o wartość prognozowanej inflacji tj. 3% czyli 140 złotych jest najniższa podwyżką od kilku lat. Warto jednak zauważyć, ze w ostatnich latach płaca minimalna w Polsce rosła najszybciej w Europie co powodowało istotny wzrost kosztów zatrudnienia w przedsiębiorstwach jednocześnie prowadząc często do spłaszczenia poziomu wynagrodzenia. Należy tez dodać, ze sama wysokość minimalnego wynagrodzenia wpływa również na szereg zobowiązań. Tym samym proponowany obecnie wzrost płacy minimalnej na rok 2026 wydaje się być rozsądnym rozwiązaniem. Oczywiście należy jednak pamiętać, ze wszystko zależy od punktu widzenia i zapewne storna organizacji pracowniczych będzie próbowała naciskać i forsować wyższy wzrost wynagrodzenia minimalnego na przyszły rok – komentuje Łukasz Żak, prawnik i ekspert rynku pracy.

Zmian wynagrodzeń eksperci nie spodziewają się po branżach sezonowych.

– Hotele, restauracje, drobny handel, usługi sprzątające, budownictwo sezonowe, tutaj widzimy rekrutacje rozpędzone już w pełni. Hotele i gastronomia muszą rekrutować już po majówce. Ten sezon póki co rozpędza się dość powoli, ale widzimy, że tak jak rośnie zainteresowanie nadmorską turystyką, tak też przedsiębiorcy są zdecydowani na zatrudnianie pracowników. Na ten moment nie ma problemów z rekrutacją, a propozycje stawek godzinowych są bardzo podobne do ubiegłorocznych. Najbardziej brakuje osób do sprzątania i prac porządkowych, a więcej chętnych widzimy w gastronomii – mówi Anna Sudolska, ekspertka rynku pracy IDEA HR Group.

Najlepiej zarządzane firmy w Polsce: poznaj laureatów czwartej edycji Deloitte Best Managed Companies

0

Czwarta edycja programu Best Managed Companies wyłoniła 45 firm, które w wyjątkowy sposób łączą długofalową strategię z codzienną praktyką biznesową. Wyróżnienie przyznawane jest przedsiębiorstwom, które wykazują się dojrzałością operacyjną i strategiczną – ocenianą nie przez pryzmat wyników finansowych, lecz poprzez jakość zarządzania, efektywność operacyjną, spójną kulturę organizacyjną i umiejętność adaptacji. Program Deloitte, realizowany z udziałem ekspertów i niezależnych przedstawicieli świata biznesu i nauki, promuje firmy myślące długofalowo i budujące odpowiedzialną przewagę.

Program Best Managed Companies jest obecny w kilkudziesięciu krajach na świecie i co roku gromadzi tysiące prywatnych firm, które poddają się wnikliwej, wieloetapowej ocenie. Jego idea narodziła się w 1993 roku w kanadyjskim oddziale Deloitte jako odpowiedź na potrzebę wzmacniania lokalnej przedsiębiorczości i promowania najlepszych praktyk zarządczych w firmach prywatnych i rodzinnych. Od samego początku celem programu było wyróżnianie organizacji, które w sposób świadomy, odpowiedzialny i skuteczny budują swoją pozycję rynkową. Z biegiem lat inicjatywa zyskała międzynarodowy zasięg. Dziś obejmuje ponad 50 krajów, a firmy uczestniczące w programie przechodzą szczegółową ocenę m.in. w obszarach strategii, zarządzania, kultury organizacyjnej i innowacyjności.

W ramach programu Best Managed Companies nie ograniczamy się jedynie do wyróżniania firm, które osiągnęły wysoki poziom dojrzałości biznesowej, ale przede wszystkim aktywnie wspieramy je w dalszym rozwoju. Udział w programie to nie tylko prestiżowy tytuł, ale przede wszystkim okazja do wzięcia udziału w warsztatach prowadzonych przez naszych ekspertów. Firmy mają możliwość skonfrontowania swoich praktyk zarządczych z międzynarodowymi standardami i uzyskania pogłębionej informacji zwrotnej. Dla wielu z nich to właśnie ten etap – jeszcze przed ogłoszeniem wyników – staje się punktem zwrotnym i impulsem do dalszego rozwoju mówi Michał Lejman, partner associate w dziale doradztwa podatkowego Deloitte, lider Best Managed Companies Poland.

Doświadczone jury z eksperckim zapleczem

W tegorocznej edycji jury ponownie połączyło dwie perspektywy – akademicką i biznesową – tworząc zespół ekspertów, który nie tylko ocenia i rozumie aspekty teoretyczne, ale także praktyczne. Do składu dołączyli Dominika Bettman, przedsiębiorczyni, liderka i mentorka oraz Marcin Grzymkowski, założyciel Sportano.pl. Ich doświadczenie i znajomość realiów rynkowych wzbogaciły prace jury o praktyczną perspektywę oraz pogłębioną ocenę wyzwań, z jakimi mierzą się współcześnie przedsiębiorstwa.

W gronie jurorów ponownie znaleźli się: Iva Georgijew, partnerka w Deloitte Polska i przewodnicząca rady nadzorczej Deloitte Central Europe, Dariusz Duma z FBN Poland, prof. Izabela Koładkiewicz z Akademii Leona Koźmińskiego, dr Adam Kowalik z Uniwersytetu SWPS, Andrzej Horawa z Amazon Web Services, Krzysztof Domarecki z Selena Group oraz Krzysztof Augustynowicz z Salesforce.

Tegoroczną edycję wspierali partnerzy główni: Amazon Web Services (AWS) oraz Salesforce. Partnerami merytorycznymi były: Akademia Leona Koźmińskiego, FBN Poland, Wydział Nauk Społecznych w Warszawie Uniwersytetu SWPS. Partnerem medialnym wydarzenia był Puls Biznesu.

Firmy z wizją i konsekwencją tegoroczni laureaci programu

W gronie laureatów czwartej edycji programu znalazło się 45 firm: 9 debiutujących w programie oraz 36, które pomyślnie przeszły proces recertyfikacji. Recertyfikacja to specjalna procedura, która pozwala laureatom poprzednich edycji uzyskać pogłębioną analizę zmian zachodzących w firmie na tle otoczenia rynkowego i makroekonomicznego, a także przedłużyć status najlepiej zarządzanego przedsiębiorstwa.

Wśród wyróżnionych znalazły się zarówno dynamiczne, rosnące spółki, jak i firmy z ugruntowaną pozycją rynkową łączy je jedno: konsekwentne budowanie wartości w oparciu o przemyślaną strategię, rozwój kompetencji i zdolność do adaptacji. Program jest otwarty dla prywatnych i rodzinnych firm działających w Polsce, niezależnie od wielkości czy branży, które są gotowe poddać się wnikliwej ocenie i chcą rozwijać się w oparciu o najlepsze praktyki zarządcze.

Laureaci czwartej edycji plebiscytu Deloitte Best Managed Companies Poland:

Ampol-Merol sp. z o.o.; Domator24 sp. z o.o.; Kopalnie Dolomitu S.A. w Sandomierzu; Helio S.A.; Impact Clean Power Technology S.A.; Marathon International sp. z o.o., sp.k.; Model-Art sp. z o.o.; Nowy Styl sp. z o.o. oraz Transfer Multisort Elektronik sp. z o.o.

Firmy z III edycji programu, które przeszły recertyfikację i utrzymują tytuł Best Managed Company na kolejny rok:

Adamietz sp. z o.o.; BGW sp. z o.o.; Grupa Progres sp. z o.o.; Klimas sp. z o.o.; Neuca S.A.; Solvera Gawel Technology S.A.; Univio S.A.; ZARYS International Group sp. z o.o., sp.k.; Zet Transport sp. z o.o.

Firmy z II edycji programu, które przeszły recertyfikację i utrzymują tytuł Best Managed Company na kolejny rok:

Amplus sp. z o.o.;  ASTOR sp. z o.o.; Blachotrapez sp. z o.o.; Chespa sp. z o.o.; Euroterm TGS sp. z o.o.; GT Trailers sp. z o.o. ; Malow sp. z o.o.; Przedsiębiorstwo Pszczelarskie Łysoń sp. z o.o.; Rohlig Suus Logistics S.A.; Tutlo sp. z o.o.; VIVE Textile Recycling sp. z o.o. oraz YES Biżuteria S.A.

Firmy z I edycji programu, które przeszły recertyfikację i utrzymują tytuł Best Managed Company na kolejny rok:

Ceramika Paradyż sp. z o.o.; Falken Trade Polska sp. z o.o.; Fibrain sp. z o.o.; Grupa Cichy-Zasada sp. z o.o., sp.j.; G8 S.A.; Lemarpol Wózki Widłowe sp. z o.o.; MARMA Polskie Folie sp. z o.o.; Martex sp. z o.o.; Maxcom S.A.; NOVOL sp. z o.o.; Osadkowski sp. z o.o.; Profix sp. z o.o.; Protech sp. z o.o.; Selena FM S.A.; Splast sp. z o.o.

Jedna praca nie wystarcza: co czwarty pracownik na świecie dorabia na boku

0

Choć globalne zatrudnienie osiągnęło w 2024 r. rekordowy poziom, to według raportu ADP Research „People at Work 2025” aż 57 proc. pracowników na świecie żyje od wypłaty do wypłaty. Badanie pokazuje również, że 23 proc. badanych ma dwie prace lub więcej, aby pokryć swoje niezbędne wydatki. Ankieta, w której wzięło udział prawie 38 tys. pracowników z 34 krajów, ujawnia także wyraźne dysproporcje regionalne i podziały pokoleniowe pod względem ich odporności finansowej.

Kluczowe wnioski z badania „People at work 2025”:

W Polsce aż 46 proc. pracowników żyje od wypłaty do wypłaty, co oznacza, że ich zarobki wystarczają tylko na pokrycie codziennych potrzeb. Model pracy w kilku miejscach w naszym kraju nie jest popularny – decyduje się na niego jedynie 10 proc. ankietowanych, co jest najniższym wynikiem wśród badanych krajów. Model pracy w jednym miejscu jest najczęstszy w Europie (średnio 84 proc.), a przodują w nim właśnie Polska (90 proc.), Włochy (87 proc.) i Niemcy (86 proc.). Co znamienne, najczęściej w Europie dodatkową pracę podejmują ludzie zamieszkujący w zamożniejszych od Polski krajach: w Szwajcarii (24 proc.) i w Szwecji (21 proc.). Jedno miejsce pracy najczęściej mają też badani w Japonii (89 proc.), Korei Południowej (87 proc.), Wielkiej Brytanii, Francji, Holandii (85 proc.), Kanadzie (84 proc.) i w USA (83 proc.).

  • Gdy pensja nie wystarcza: Podejmowanie dodatkowej pracy niekoniecznie podnosi bezpieczeństwo finansowe. Ponad połowa (54 proc.) osób z jedną pracą, 59 proc. pracowników z dwiema i 61 proc. pracowników z trzema lub więcej źródłami dochodu nadal z trudem wiąże koniec z końcem.
  • Różnice regionalne: Najwięcej pracowników żyjących od wypłaty do wypłaty jest w Egipcie (84 proc.) oraz Arabii Saudyjskiej (79 proc.) i Filipinach (78 proc.). W ujęciu regionalnym najgorzej pod tym względem jest w krajach Afryki i Bliskiego Wschodu, gdzie 70 proc. pracowników konsumuje swoje wynagrodzenie w całości. Trochę lepsza sytuacja jest w Ameryce Łacińskiej (63 proc.) i Ameryce Północnej (58 proc.). Na drugim biegunie są Europa (51 proc.) oraz kraje Azji i Pacyfiku (48 proc.).
  • Różnice pokoleniowe: Pracownicy poniżej 40. roku życia częściej podejmują dodatkową pracę w celu zdobycia doświadczenia zawodowego (40 proc.). Prawie jedna trzecia z nich chce dorobić, by sfinansować swoją edukację lub szkolenie zawodowe. Z kolei tylko 27 proc. pracowników powyżej czterdziestki robi to, aby zdobyć doświadczenie zawodowe, a 21 proc. podejmuje dodatkowe zajęcie, aby sfinansować swoje szkolenie.

Dodatkowa praca – wybór czy konieczność?

Badanie pokazuje, że większość pracowników podejmuje dodatkową pracę, by pokryć niezbędne koszty utrzymania, zarobić na niestandardowe wydatki lub odłożyć oszczędności na emeryturę. Model pracy w dwóch lub kilku miejscach jest najczęstszy w regionie Afryki i Bliskiego Wschodu (34 proc.), Ameryce Łacińskiej (24 proc.) oraz regionie Azji i Pacyfiku (24 proc.). Posiadanie kilku prac bywa koniecznością tam, gdzie średnie płace są niskie w stosunku do kosztów utrzymania w danym kraju. Na życie od wypłaty do wypłaty najrzadziej skarżą się pracownicy w dojrzałych gospodarkach: w Korei Południowej (18 proc.), Japonii (29 proc.), Tajwanie (30 proc.) a także w Chinach (31 proc.).

Ponad połowa pracowników na świecie żyje od wypłaty do wypłaty. 
W Polsce – sytuacja trochę lepsza

W Polsce aż jedna trzecia osób pracujących w kilku miejscach decyduje się na to, by pokryć bieżące wydatki. Jednak częstszym motywem podejmowania dodatkowego zatrudnienia jest chęć zarobienia na niestandardowe wydatki (53 proc.), odłożenie środków na poduszkę finansową czy emeryturę (42 proc.) lub zdobycie nowego doświadczenia zawodowego (33 proc.). Kobiety częściej wskazują, że wynagrodzenie wystarcza im „na styk” (51 proc., vs 42 proc. mężczyzn). Problem ten częściej dotyka też pracowników powyżej 55 roku życia (51 proc.).

Wysokie koszty życia – wyzwanie także dla pracodawców

Wynagrodzenie za pracę jest podstawą dochodów większości pracowników. Nasze dane pokazują, że nawet rekordowe zatrudnienie w skali świata nie przekłada się na bezpieczeństwo finansowe. Prawie dwie trzecie osób pracujących w trzech miejscach nadal z trudem wiąże koniec z końcem. To wskazówka dla pracodawców, by przyjąć bardziej holistyczne podejście do wynagrodzeń – mówi Nela Richardson, główna ekonomistka ADP.

– W przypadku małych i średnich przedsiębiorstw borykających się z niskimi marżami, podwyżki wynagrodzeń mogą nie zawsze być wykonalne. Kreatywność w tym zakresie nadal jest możliwa i może mieć ogromne znaczenie dla konkurencyjności. Opieka medyczna, jednorazowe premie, dofinansowania celowe (zajęć sportowych, posiłków, opieki nad dziećmi itp.) mogą odciążyć pracowników i stanowić alternatywę dla szukania innej pracy. Dla pracodawcy tak ruch może zwiększyć lojalność i produktywność, budować silniejsze, bardziej trwałe i solidarne zespoły – mówi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska.

Metodologia raportów „People at Work 2025”

Raport „People at Work” opiera się na kompleksowym badaniu Global Workforce Survey przeprowadzonym przez zespół ADP Research. Badanie, prowadzone corocznie od 2015 roku, zostało zaprojektowane przez zespół analityków ADP Research tak, by przedstawiało rynek pracy z perspektywy samych pracowników. W ten sposób dostarcza informacji, które pozwalają modyfikować świat pracy dzięki lepszemu zrozumieniu nastrojów i oczekiwań pracowników.

Bazując na danych ankietowych zebranych wśród niemal 38 tys. pracujących dorosłych na 34 rynkach z sześciu kontynentów, raport „People at Work 2025” przedstawia reprezentatywny obraz globalnej siły roboczej, umożliwiając porównywanie nastrojów pracowników panujących w różnych krajach i regionach. Respondenci pochodzą z różnych branż, mają różne wykształcenie, pracują stacjonarnie lub zdalnie oraz posiadają zróżnicowane kompetencje. Rekrutują się z organizacji każdej wielkości – od firm kilkuosobowych do korporacji, spośród pracowników wszystkich szczebli w firmowej hierarchii oraz indywidualnych przedsiębiorców.

Unikalną cechą serii raportów „People at Work 2025” jest szczegółowy pomiar nastrojów pracowników przy użyciu autorskiej metodologii opracowanej przez ADP Research. Oprócz charakterystyki demograficznej, respondenci klasyfikowani są ze względu na rodzaj wykonywanej pracy – opartej na wiedzy, kwalifikacjach lub cyklicznych powtarzalnych czynnościach – niezależnie od branży. Wgląd w dane „People at Work” w tak różnych wymiarach oferuje precyzyjny i szczegółowy obraz. Raporty łączą globalne trendy ze spostrzeżeniami na temat poszczególnych rynków, od sztucznej inteligencji i wpływu inflacji na posiadanie wielu źródeł zatrudnienia, po trendy płacowe i rozwój kariery.

Wdrożenie systemu typu workflow to recepta na optymalne procesy biznesowe

Niewydajny przebieg procesów, nieefektywna komunikacja i brak możliwości łatwego monitorowania statusu zadań to problemy, które w dobie powszechnej automatyzacji mogą bardzo negatywnie wpływać na konkurencyjność firmy. Jak zatem usprawnić te obszary bez ponoszenia ogromnych kosztów? W wielu przypadkach rozwiązaniem pozwalającym na tego typu optymalizację procesów biznesowych jest wdrożenie systemu workflow.

Niewydajny przebieg procesów, nieefektywna komunikacja i brak możliwości łatwego monitorowania statusu zadań to problemy, które w dobie powszechnej automatyzacji mogą bardzo negatywnie wpływać na konkurencyjność firmy. Jak zatem usprawnić te obszary bez ponoszenia ogromnych kosztów? W wielu przypadkach rozwiązaniem pozwalającym na tego typu optymalizację procesów biznesowych jest wdrożenie systemu workflow.

Nieoptymalny przebieg procesów biznesowych w firmach – z czego to wynika?

Rozwój firmy i zwiększanie się jej przychodów to bez wątpienia rzeczy, o których marzy wielu przedsiębiorców. Często okazuje się jednak, że wraz z zatrudnianiem kolejnych pracowników, tworzeniem zespołów i oddziałów czy pozyskiwaniem nowych klientów pojawiają się także pewne problemy. Poszczególne procesy, które do tej pory działały zadowalająco, stają się bowiem niedostosowane do nowych warunków. To natomiast powoduje trudności z przekazywaniem informacji oraz współpracą między działami i przekłada się na spadek wydajności pracy.

Niektórym przedsiębiorcom może wydawać się, że taki obrót spraw wpisany jest wręcz w rozwój organizacji i nie powinniśmy się nim nadto przejmować. W rzeczywistości dla firmy jest to realna strata pieniędzy. Spadek wydajności procesów to bowiem wydłużenie czasu wykonywania zadań i znaczący wzrost kosztów. Taka sytuacja wymaga więc jak najszybszego podjęcia działań naprawczych.

W wielu przypadkach firmy wiedzą, co konkretnie przyczynia się do utraty efektywności. Menedżerowie, a nawet zaangażowani w wykonywanie zadań pracownicy, mają często także konkretne pomysły na to, jak można byłoby zmienić kształt procesów, by zautomatyzować wchodzące w ich skład czynności i zapewnić wydajność ich przebiegu. Nie mają jednak przy tym technicznych możliwości potrzebnych do wdrożenia zmian.

Przedsiębiorcy często nie chcą zlecać firmom zewnętrznym tworzenia gotowych, dopasowanych do potrzeb pojedynczych procesów narzędzi. Dzieje się tak dlatego, że takie projekty wiążą się z wysokimi kosztami i długim czasem realizacji. Odpowiadają przy tym wyłącznie na jeden problem i nie dają możliwości reagowania w przyszłości, kiedy pojawią się kolejne wyzwania związane z przebiegiem poszczególnych procesów.

Co zatem zrobić, by zyskać możliwość samodzielnej optymalizacji i automatyzacji procesów w firmie? Najlepszą odpowiedzią na tę potrzebę często okazuje się wdrożenie systemu workflow.

Jak wdrożenie systemu workflow może pomóc w rozwiązaniu najważniejszych problemów współczesnych firm?

Aby zrozumieć, w jaki sposób wdrożenie systemu workflow wspiera współczesne przedsiębiorstwa i pomaga w automatyzacji procesów w firmie, musimy najpierw dowiedzieć się, jak w ogóle działają tego typu narzędzia. Na początku przytoczmy więc nieco teorii i wyjaśnijmy sobie, czym jest omawiane przez nas rozwiązanie.

System workflow jest więc oprogramowaniem, które pozwala na zarządzanie przebiegiem procesów. Rozwiązanie takie pozwala między innymi na ustalenie etapów zadań, wyznaczanie kolejności ich realizacji, definiowanie tego, kto odpowiada za wykonywanie konkretnych czynności oraz sprawdzanie postępów pracy. Tego typu systemy często oparte są o technologie low-code i BPMN, które sprawiają, że optymalizacja procesów biznesowych przy ich użyciu nie wymaga wiedzy na temat programowania.

Poznaliśmy już definicję systemu workflow. Aby lepiej zrozumieć jego specyfikę, warto jednak także dowiedzieć się, jak rozwiązanie to działa w praktyce. Wyobraźmy sobie zatem konkretną sytuację. Pracownik odpowiedzialny za workflow w biznesie chce usystematyzować obieg konkretnego typu dokumentu (na przykład faktury), a dodatkowo zdigitalizować jak najwięcej związanych z nim czynności. Ze względu na swoje wieloletnie doświadczenie osoba ta doskonale zdaje sobie sprawę z wszystkich wąskich gardeł obecnego procesu i dostrzega potencjał do automatyzacji poszczególnych zadań.

Jeśli nasz przykładowy pracownik miałby dostęp do profesjonalnego, opartego na technologiach low-code i BPMN systemu workflow dla firm, mógłby wykorzystać swoją wiedzę i samodzielnie zaprojektować przebieg całego procesu, określić jego uczestników i poszczególne kroki, a także przetestować stworzone rozwiązanie, wdrożyć je, a w razie potrzeby również zaimplementować ulepszenia. Tego typu oprogramowanie daje więc możliwość łatwego realizowania konkretnych pomysłów i wdrażania usprawnień, tam gdzie jest to najbardziej potrzebne – bez konieczności zlecania zewnętrznym firmom projektowania złożonych i drogich rozwiązań.

System workflow dla firm – przykładowe zastosowania

Wymieniony przykład to zaledwie jedno z wielu zastosowań systemu zarządzania procesami (workflow). Wdrażając tego typu rozwiązanie, zyskujemy bowiem także wiele innych możliwości, takich jak na przykład:

  • cyfryzacja obiegu dokumentów (np. rozpisywanie etapów procesów, dodawanie elektronicznych formularzy);
  • wdrożenie elektronicznego obiegu faktur (np. projektowanie i konfigurowanie obiegu, ustawianie automatycznego wysyłania powiadomień, wymagania akceptacji);
  • tworzenie i modyfikowanie procesów przepływu umów (np. określanie ścieżek i kroków procesów, nadawanie dostępów, weryfikowanie i monitorowanie zadań);
  • usprawnienie i automatyzacja procesów HR (np. stworzenie możliwości składania elektronicznych wniosków urlopowych, digitalizacja rozliczeń delegacji, umożliwienie automatycznego wydawania zaświadczeń).

Wszystkie wymienione działania stanowią jedynie kilka z przykładów zastosowania systemu zarządzania procesami. Ze względu na to, że oprogramowanie to oferuje narzędzia do samodzielnego projektowania i modyfikowania workflow, jego możliwości są tak naprawdę ograniczone jedynie przez wyobraźnię korzystających z niego osób.

system workflow

Najważniejsze korzyści z systemu workflow dla firm

Nie trudno domyślić się, że wdrożenie systemu workflow może przynieść firmie wiele korzyści. Aby mieć jeszcze lepszą świadomość tego, jak istotne może okazać się to oprogramowanie, warto jednak wymienić wszystkie najważniejsze zalety płynące z jego implementacji. Zaliczyć do nich możemy między innymi:

  • możliwość cyfryzacji poszczególnych procesów biznesowych – w zależności od aktualnych możliwości firmy zdigitalizować będzie można poszczególne czynności lub nawet całe procesy;
  • lepszą kontrolę nad procesami i przejrzystość działań – dzięki wykorzystaniu systemów opartych o low-code i BPMN projektowaniem procesów zajmować mogą się osoby, które dokładnie znają specyfikę poszczególnych czynności oraz związane z nimi wyzwania;
  • automatyzację powtarzalnych zadań – system workflow wyposażony w kreator procesów umożliwi zautomatyzowanie prostych, powtarzalnych czynności; to natomiast pozwoli pracownikom skupić się na złożonych zadaniach, które może realizować tylko człowiek;
  • skrócenie czasu realizacji procesów – dzięki automatyzacji poszczególnych zadań oraz uzyskaniu możliwości wykonywania niektórych czynności w formie cyfrowej, realizacja procesów będzie przebiegać znacznie szybciej;
  • zmniejszenie ryzyka błędów ludzkich – automatyzacja procesów to nie tylko oszczędność czasu, ale także znaczące ograniczenie ryzyka pomyłek;
  • redukcję kosztów – automatyzacja zadań, szybsze tempo realizacji procesów i brak konieczności zlecania firmom zewnętrznym opracowywania dedykowanych konkretnym czynnościom narzędzi to realna i znacząca oszczędność dla przedsiębiorstwa.

Jak widać, lista korzyści z systemu workflow jest naprawdę imponująca. Nic więc dziwnego, że wdrożeniem tego rozwiązania interesuje się coraz więcej firm.

Kto powinien wdrożyć system workflow i jak najlepiej to zrobić?

Wdrożenie systemu workflow na wielu polach wspiera działanie przedsiębiorstw. Nie każda organizacja odniesie jednak takie same korzyści z jego implementacji. Kto zatem może zyskać na tym najwięcej? Przede wszystkim średnie i duże firmy. W tego typu organizacjach realizowanych jest bowiem wiele różnych (często bardzo złożonych) ciągów czynności, które dzięki systemowi workflow można zautomatyzować i zoptymalizować. To również takie firmy często zmagają się z utratą konkurencyjności, która wynika bezpośrednio z niskiej efektywności procesów biznesowych.

Jak natomiast powinno wyglądać wdrożenie, jeśli zależy nam, by zmaksymalizować płynące z niego zyski? Tak jak w przypadku implementacji każdego narzędzia, pracę warto rozpocząć od dokładnej analizy potrzeb, wyznaczenia celu i wyboru odpowiedniego oprogramowania. Cały proces wdrażania takich systemów i automatyzacji poszczególnych procesów szczegółowo opisany został w artykule Biznesowa 3: zarządzanie procesami, elektroniczne obiegi dokumentów, technologie IT.

LOGITO – system workflow do automatyzacji i optymalizacji procesów biznesowych

Tak jak zaznaczaliśmy wcześniej, jedną z kluczowych kwestii przy wdrożeniu systemu workflow jest to, by tego typu oprogramowanie oparte było o technologie low-code i BPMN. Istotna jest również jego elastyczność, intuicyjność i prostota obsługi. To dzięki tym właściwościom możliwe będzie bowiem samodzielne modyfikowanie procesów i nadawanie im dowolnego kształtu.

Rozwiązaniem, które spełnia wymienione wymagania jest LOGITO – system workflow dopasowany do potrzeb biznesu. System ten zapewnia dostęp do kreatora procesów, dzięki któremu pracownicy mogą łatwo projektować, testować i wdrażać poszczególne pomysły. Wiele usprawnień i automatyzacji w obiegu dokumentów, faktur czy umów może zostać dzięki niemu zaimplementowanych bez konieczności zlecania pracy podmiotom zewnętrznym. To natomiast pozwala korzystającym z niego firmom zaoszczędzić zarówno czas, jak i pieniądze.

Jeśli Twoje przedsiębiorstwo również zmaga się z problemami związanymi z efektywnością procesów, nie powinieneś czekać, aż trudności te negatywnie wpłyną na konkurencyjność i pozycję rynkową organizacji. Już dziś postaw więc na profesjonalny system workflow i zapewnij swojej firmie narzędzia pozwalające na bezproblemowe usprawnienie tych obszarów, które najbardziej tego wymagają.

Dolar najtańszy od 2021 roku. Kurs dolara spada do 3,68 zł

Rynek próbuje dzisiaj lawirować między nadziejami związanymi z weekendowym spotkaniem G-7 a wzrostem potencjalnych ryzyk, choćby na Bliskim Wschodzie. Wczorajsza inflacja ze Stanów dalej jest odporna na efekt ceł. Dolar do złotego jest najtańszy od czerwca 2021 roku.

Cła dalej rządzą…

Przed nami posiedzenie liderów największych gospodarek świata. Spotkanie rozpocznie się w niedzielę w Kanadzie i potrwa trzy dni. W tym czasie ma być poruszanych mnóstwo kwestii, jednak rynek najbaczniej będzie obserwować te dotyczące umów handlowych. Biały Dom już komunikuje, że w tym czasie prezydent Trump ma odbyć sporo rozmów bilateralnych. Ta najważniejsza z nich to spotkanie z liderem Chin, w czasie którego teoretycznie ma dojść do podpisania porozumienia wynegocjowanego w tym tygodniu. Prezydent USA wydaje się zadowolony z efektu tych pertraktacji, nie do końca jednak wiadomo, jak bardzo usatysfakcjonowana jest strona chińska, co może budzić pewien niepokój. Inwestorzy liczą, że także inne negocjacje handlowe posuną się w tym czasie do przodu. Problem może być fakt, że z 90 krajów, z którymi „chciałby” się dogadać Trump, realne negocjacje są prowadzone tylko z 18. Dzisiaj administracja USA wysłała sygnał, że Amerykanie mogą przedłużyć termin obowiązywania niższych ceł, który na ten moment wygasa na początku lipca, ale tylko dla tych krajów, które rozpoczęły negocjacje. Zobaczymy, jak skutecznym motywatorem okaże się ten zabieg.

..ale nie inflacją

Wczorajszy odczyt inflacji w Stanach został uznany za optymistyczny. Dynamika cen dla konsumentów w ujęciu rocznym co prawda okazała się wyższa niż przed miesiącem, jednak niższa od prognoz analityków. Jeszcze lepiej wyglądał odczyt miesięczny, jednak tu w grę wchodzą zaokrąglenia i wydaje się, że nie można mu za bardzo ufać. Ostatecznie w maju ceny wzrosły tylko o 0,1%. Po wczorajszym odczycie rynek coraz bardziej przekonuje się do scenariusza z wrześniową obniżką stóp procentowych. Łącznie w tym roku są wyceniane dwa takie posunięcia, to drugie w grudniu. Dzisiaj dodatkowo poznamy dynamikę cen producenckich, która ma delikatnie wzrosnąć do poziomu 2,6%. To właśnie na tym wskaźniku w pierwszej kolejności powinniśmy odczuć efekt nakładanych ceł. Producenci przynajmniej na razie amortyzują ich efekt, między innymi schodzeniem z zapasów.

Funt znowu obrywa

Czwartek to kolejny dzień z odczytami z brytyjskiej gospodarki i kolejne rozczarowanie. Nie da się ukryć, że Wyspiarze mają za sobą paskudny okres, jeśli chodzi o odczyty makroekonomiczne. Dzisiaj rozczarowała produkcja przemysłowa, która dalej się kurczy zarówno w perspektywie miesiąca, jak i roku. Analitycy nie zakładali wzrostów produkcji jednak spodziewali się wyraźniejszego odbicia w kierunku zera. Wcześniej mocno rozczarował rynek pracy, a w szerszej perspektywie trudno znaleźć pozytywy. W tym tygodniu brytyjska waluta każdego dnia traciła względem euro. Kurs EURGBP dochodzi dziś do 0,853 €. Złoty z kolei dzisiaj pozostaje w środku stawki. Osłabia się do mocnego na szerokim rynku euro, a umacnia wobec słabego dolara. Ten dzisiaj wyznacza kolejne dołki lokalne i jest już najtańszy od 4 lat. Kurs USDPLN wynosi obecnie 3,68 zł.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Akcjonariusze Tarczyński zdecydowali o emisji akcji na rozwój Grupy

Walne zgromadzenie akcjonariuszy Tarczyński S.A., lidera segmentu przekąsek białkowych w branży FMCG, zagłosowało za uchwałą o emisji nie więcej niż 2 mln akcji serii G. Środki pozyskane z emisji posłużą rozbudowie mocy produkcyjnych kabanosa, a także realizacji projektów innowacyjnych.

Emisja akcji serii G, o której zdecydowali akcjonariusze spółki Tarczyński na walnym w dniu 12 czerwca, może zostać przeprowadzona w trybie subskrypcji prywatnej w ramach oferty publicznej, która nie wymaga sporządzenia, zatwierdzenia ani udostępnienia prospektu lub innego dokumentu ofertowego. Kapitał pozyskany z emisji spółka zamierza przeznaczyć na rozbudowę mocy produkcyjnych kabanosów oraz realizację projektów innowacyjnych. O terminie przeprowadzenia oferty zdecyduje zarząd spółki.

Akcjonariusze zdecydowali na walnym także o wypłacie dywidendy w kwocie 29,5 mln zł z zysku wypracowanego w 2024 r. (2,60 zł na jedną akcję, z zastrzeżeniem, że w przypadku zarejestrowania akcji serii G spółki na rachunkach papierów wartościowych najpóźniej w dniu dywidendy, akcje te będą uczestniczyć w dywidendzie za rok obrotowy 2024 na równi z pozostałymi akcjami spółki). Dzień dywidendy został wyznaczony na 12 września, a wypłata dywidendy nastąpi 16 września. Pozostały zysk netto wypracowany w 2024 r. w kwocie 82,1 mln zł został przeznaczony na kapitał zapasowy. Akcje Serii G będą uczestniczyć w dywidendzie z zysku za 2024 rok, jeżeli zostaną zarejestrowane na rachunkach akcjonariuszy najpóźniej w dniu dywidendy (tj. 12 września 2025 r.).  W przeciwnym razie, będą uczestniczyć w dywidendzie począwszy od zysku wypracowanego za rok 2025.

Spółka realizuje politykę stałej wypłaty dywidendy stanowiącej ok. 25 proc. skonsolidowanych zysków netto, niezależnie od rosnących nakładów inwestycyjnych i przewiduje kontynuację tej polityki. Łączna wartość środków wypłaconych akcjonariuszom w odniesieniu do lat 2022, 2023 i 2024 wynosi 80,6 mln zł.

W 2024 roku Grupa Tarczyński wypracowała 2,068 mld zł przychodów ze sprzedaży, co stanowi wzrost o 8,2 proc. rok do roku. Wynik EBITDA ukształtował się na poziomie 255,2 mln zł w 2024 r., tj. o 19,0 proc. więcej niż w 2023 r., a zysk netto wyniósł 119,8 mln zł, co przekłada się na 7,2-proc. wzrost w porównaniu z rokiem poprzedzającym.

„Nie idealna, ale akceptowalna” – rządowa propozycja płacy minimalnej oceniona przez BCC

Rada Ministrów przedstawiła propozycję wysokości minimalnego wynagrodzenia oraz minimalnej stawki godzinowej za pracę w 2026 roku. Propozycje te zostaną przekazane Radzie Dialogu Społecznego (RDS).

Zgodnie z propozycją rządu, minimalne wynagrodzenie za pracę w 2026 roku ma wynieść 4806 zł brutto, natomiast minimalna stawka godzinowa – 31,40 zł.

Propozycja rządu wychodzi naprzeciw apelowi BCC i Rady Przedsiębiorczości, aby do kwestii płacy minimalnej podejść w sposób racjonalny. Nie było żadnych przesłanek gospodarczych, aby wzrost był tak wysoki, jak pierwotnie proponowało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Choć przedstawiona propozycja nie jest z naszego punktu widzenia idealna, to jednak jest zbliżona do naszych oczekiwań – ocenił prezes Związku Pracodawców Business Centre Club, Łukasz Bernatowicz.

  W ostatnich latach w Polsce płaca minimalna rosła skokowo, co stanowiło ogromne obciążenie dla wielu przedsiębiorców i przyczyniło się do zamknięcia licznych firm.

Wciąż oczekujemy na działania rządu, które zniwelują negatywne skutki tzw. Polskiego Ładu. W tej sytuacji ponowny, znaczący wzrost płacy minimalnej byłby dużym błędem – dodał Łukasz Bernatowicz.

Jeśli Rada Dialogu Społecznego nie osiągnie porozumienia w wyznaczonym terminie i nie uzgodni wysokości minimalnego wynagrodzenia, rząd ustali je w drodze rozporządzenia Rady Ministrów.

Studenci ruszyli na łowy. Boom na wynajem mieszkań przed sezonem akademickim 2025

W maju wyszukiwania mieszkań na wynajem na Otodom przekroczyły już 1,1 mln, a liczba zapytań zawierających hasła „studenckie”, „blisko uczelni” czy „na studia” wzrosła aż o 83% r/r. Najczęściej pytamy o dwa pokoje za maksymalnie trzy tysiące złotych za miesiąc. Rynek najmu dostosowuje swoje oferty do wakacyjnego studenckiego boomu.

„Choć liczby bezwzględne mogą sugerować stagnację, dynamika popytu wśród studentów pokazuje inny obraz. Obserwujemy silną sezonowość – maj to czas, gdy rynek się budzi. Przedsezonowy okres dopiero się zaczyna, ale sygnałem alarmowym może być coraz mniejsza dostępność mieszkań o najczęściej wyszukiwanych parametrach, szczególnie w dużych miastach”, wyjaśnia Milena Chełchowska, ekspertka rynku mieszkaniowego
w Otodom.Najem studencki wykres Otodom

Poszukiwane najczęściej

Obecnie na topie są mieszkania dwupokojowe, bowiem odpowiadają już za 54,6% wszystkich wyszukiwań. To jeden punkt procentowy więcej niż w kwietniu i zaledwie o 0,8 p.p. mniej niż w szczycie zeszłorocznego sezonu wakacyjnego. Natomiast ceny dopuszczane przez poszukujących mieszkań dwupokojowych w maju to przede wszystkim granica 3 tys. zł, co stanowi aż 30% takich wyszukiwań. 20% potencjalnych najemców wybrało granicę 2,5 tys. zł, a 17% – poziom maksymalny 3,5 tys. zł na wynajem mieszkania za miesiąc. Z danych Otodom wynika, że w tym zakresie również nastąpiły przesunięcia zarówno w stosunku do kwietnia 2025, jak i maja zeszłego roku. Widoczny jest większy udział wyszukiwań z wyższą kwotą maksymalną.

„Zauważalny jest zwrot w kierunku wyższych budżetów, co nie oznacza, że studenci chcą płacić więcej – po prostu coraz trudniej znaleźć mieszkanie spełniające konkretne oczekiwania w kwocie niższej. Podobnie wzrost udziału mieszkań dwupokojowych w wyszukiwaniach to nie tylko efekt zmieniających się preferencji – to także reakcja na jakość oferty. Studenci mogą sondować rynek w poszukiwaniu komfortu i prywatności, ale za rozsądną cenę. Problem w tym, że coraz trudniej dziś o taki kompromis”, dodaje Chełchowska.

Rynek najmu się kurczy

W maju 2025 oferta Otodom mieszkań na wynajem wynosiła ponad 45,8 tys. ogłoszeń. Jest to wynik zdecydowanie mniejszy niż całkowita liczba ogłoszeń dla tej kategorii w tym samym czasie w ubiegłym roku, ale też mniej niż w kwietniu 2025. Jednocześnie odsetek ofert na wynajem, które określają nieruchomość jako dobrą dla studentów w minionym miesiącu wyniosła 2 tys. i jest wyższa niż w kwietniu. Udział takich studenckich ogłoszeń w całkowitej liczbie ogłoszeń na wynajem osiągnął poziom 4,35%, czyli więcej niż w poprzednich miesiącach.

Wyraźnie następuje większe ukierunkowanie ogłoszeń mieszkań na wynajem dla studentów. Widoczna jest sezonowość tego udziału, a najwyższy wynik w zeszłym roku przypadł na wrzesień, kiedy to udział równy był 7%, zwiększając się stopniowo już od marca. W tym roku obserwujemy podobne zjawisko już teraz. Liczba mieszkań tzw. studenckich w ofercie ogółem różni się w zależności od lokalizacji i jest ich najwięcej w miastach średniej wielkości z prężnie działającymi ośrodkami akademickimi, w tym między innymi w Olsztynie, Lublinie i Białymstoku. Tam mieszkań „dla studenta” jest najwięcej i ich udział w ofercie przekroczył w maju 12%.

„Rynek najmu mieszkań w Polsce – choć chwilowo z ograniczoną podażą – zaczyna wchodzić w fazę przedsezonowego rozruchu. Jednocześnie dane Otodom w maju 2025 pokazują rosnącą aktywność studentów, większe zainteresowanie lokalami dwupokojowymi i stopniowy wzrost udziału ofert opisywanych jako mieszkanie dobre dla studenta. W efekcie mniejszej podaży i rosnących oczekiwań cenowych sezon wynajmu mieszkań przez studentów może być zarówno intensywny, jak i konkurencyjny”, podsumowuje Milena Chełchowska, Otodom.

e-Izba przeciwko rozszerzeniu podatku od sprzedaży detalicznej na e-commerce

Izba Gospodarki Elektronicznej (e-Izba) wyraziła stanowczy sprzeciw wobec planowanego przez Ministerstwo Finansów rozszerzenia podatku od sprzedaży detalicznej na handel internetowy. W opublikowanym 11 czerwca 2025 roku stanowisku skierowanym do Premiera Donalda Tuska, organizacja reprezentująca polski sektor e-commerce ostrzega, że nowy podatek może poważnie uderzyć w małych i średnich przedsiębiorców działających w internecie, ograniczyć ich konkurencyjność i zahamować wzrost całej gospodarki cyfrowej.

Nowy podatek zagrożeniem dla tysięcy e-przedsiębiorców

Według e-Izby, objęcie sprzedaży na odległość – w tym transakcji dokonywanych przez sklepy internetowe i platformy cyfrowe – podatkiem od sprzedaży detalicznej, znacząco zwiększy koszty działalności tysięcy e-przedsiębiorców. Szczególnie mocno skutki tej zmiany mogą odczuć krajowi mikroprzedsiębiorcy i lokalni producenci, którzy dzięki niskim barierom wejścia do e-commerce mogli dotąd skutecznie konkurować z większymi podmiotami, również na rynkach zagranicznych.

Organizacja podkreśla, że internetowy handel detaliczny różni się zasadniczo od działalności wielkopowierzchniowych sklepów stacjonarnych – zarówno pod względem struktury kosztów, jak i modelu operacyjnego. Zastosowanie tego samego mechanizmu opodatkowania dla dwóch tak różnych segmentów rynku może zdaniem e-Izby prowadzić do zaburzenia konkurencji i uprzywilejowania największych graczy.

Dysproporcje między unijnymi a pozaunijnymi platformami

Jednym z głównych zarzutów e-Izby wobec propozycji resortu finansów jest fakt, że nowa danina najprawdopodobniej nie obejmie największych zagranicznych platform sprzedażowych spoza Unii Europejskiej. To oznacza, że w praktyce obciążenie spadnie głównie na polskie firmy, które sprzedają swoje produkty przez krajowe platformy, takie jak Allegro, Eobuwie czy Empik.

Organizacja wskazuje, że działania tego typu – w połączeniu z rosnącą presją cenową ze strony azjatyckich marketplace’ów – mogą doprowadzić do dalszego pogorszenia warunków konkurencji, zmniejszenia inwestycji w innowacje i zahamowania rozwoju sektora.

Fiskalny cel zamiast regulacyjnego?

Zdaniem autorów stanowiska, celem proponowanych zmian nie jest faktyczne wyrównywanie konkurencyjności między formatami sprzedaży, lecz pozyskanie dodatkowych wpływów budżetowych. e-Izba przypomina, że pierwotnym celem podatku od sprzedaży wielkopowierzchniowej było wsparcie lokalnych sklepów w rywalizacji z dużymi sieciami handlowymi. W przypadku e-commerce – zauważa – taki efekt nie wystąpi, a nowe obciążenia uderzą przede wszystkim w najmniejsze podmioty, które i tak zmagają się z trudnościami rynkowymi.

Premier chwali gospodarkę, sektor cyfrowy prosi o rozwagę

W dokumencie przywołano również wystąpienie Donalda Tuska, który podczas swojego expose wskazywał na najwyższy w Unii Europejskiej wzrost gospodarczy w ostatnim półtoraroczu. Według e-Izby, to właśnie polscy przedsiębiorcy – w tym z sektora e-commerce – odegrali kluczową rolę w tym sukcesie. Wprowadzenie dodatkowego podatku może ich jednak zdaniem pozbawić motywacji do dalszej ekspansji i osłabić pozytywną dynamikę rozwoju.

Postulat e-Izby: nie rozszerzać podatku, tylko doprecyzować przepisy

Na zakończenie swojego stanowiska e-Izba apeluje o:

  • powstrzymanie się od rozszerzania podatku od sprzedaży detalicznej na e-commerce,
  • skoncentrowanie prac legislacyjnych na doprecyzowaniu istniejących regulacji,
  • niewprowadzanie dodatkowych obciążeń fiskalnych dla branży handlu cyfrowego.

Stanowisko zostało przekazane nie tylko Premierowi, lecz także m.in. ministrom finansów, rozwoju, cyfryzacji oraz przewodniczącym kluczowych komisji sejmowych zajmujących się innowacyjnością i gospodarką.

Symfonia z kolejną akwizycją w Rumunii. Przejęła lokalnego dostawcę oprogramowania ERP

Grupa Symfonia, wiodący na polskim rynku dostawca innowacyjnego oprogramowania dla małych i średnich przedsiębiorstw, włącza do swojego portfolio kolejną spółkę technologiczną. NextUp to dynamicznie rozwijająca się firma dostarczająca oprogramowanie ERP dla rumuńskich przedsiębiorstw. – Zarówno w Polsce, jak i w Rumunii, dążymy do stworzenia kompleksowego i spójnego ekosystemu technologicznego dla biznesu. Naszym celem jest dostarczanie zintegrowanych, najwyższej klasy rozwiązań dostosowanych do potrzeb jak największej liczby branż. – mówi CEO Grupy Symfonia, Piotr Ciski.

NextUp jest kluczowym graczem w cyfrowym krajobrazie Rumunii, oferującym zintegrowane rozwiązania dla lokalnych przedsiębiorców. Firma zdobyła uznanie na rynku rumuńskim, wspierając stabilny rozwój tamtejszego sektora MŚP poprzez nowocześnie zaprojektowane rozwiązania ERP oraz chmurowy system płacowy. NextUp odnotowało solidny 35% roczny wzrost przychodów w 2024 r. Dynamikę rozwoju podkreśla również portfolio klientów – ponad 6000 z różnych branż. Przejęcie NextUp umożliwia połączenie ich kompetencji z rozwiązaniami oferowanymi przez Softeh Plus, inną rumuńską spółką, kupioną przez Grupę Symfonia, wyspecjalizowaną w systemach ERP oraz obsłudze rynku ochrony zdrowia i farmaceutycznego, skoncentrowaną głównie na firmach z sektora MŚP.

Symfonia mocniejsza w Rumunii i Polsce. NextUp wchodzi w skład Grupy

– Akwizycja NextUp to przemyślany krok w kierunku wzmocnienia naszej pozycji na rynkach, na których już działamy. Dzięki niej łączymy zespoły i technologie, które dobrze znają lokalne wyzwania i potrzeby klientów. Chcemy nie tylko rozwijać produkty, ale szybciej i skuteczniej odpowiadać na realne problemy firm w całym regionie. To nie tyle ekspansja, ile krok w stronę optymalizacji, mający na celu sprawniejsze dostarczanie wartości klientom. –mówi Piotr Ciski. CEO Grupy Symfonia podkreśla, że technologie chmurowe rozwijane przez NextUp doskonale wpisują się w strategię firmy, koncentrującą się na innowacyjnych rozwiązaniach cloudowych. – Ich integracja przyczynia się do długoterminowego wzrostu oraz nowoczesnej transformacji oferty Grupy Symfonia – dodaje Ciski.

Połączenie sił z Grupą Symfonia i nasze partnerstwo stanowią ogromną szansę dla obydwu firm. Celem jest zintegrowanie naszych mocnych stron i tworzenie lepszych rozwiązań dla naszych klientów. Wspólnie będziemy nadal odkrywać nowe możliwości i przyczyniać się do stałego rozwoju naszej branży. – mówi Roxana Epure, partnerka zarządzająca w NextUp.

Wraz z przejęciem, sfinalizowanym na początku czerwca 2025 r., pracownicy NextUp dołączają do Grupy Symfonia w zakresie wymiany doświadczeń i dostępu do międzynarodowych zasobów. Kadra zarządzająca pozostanie lokalna. NextUp kontynuuje zobowiązanie wobec swoich klientów do utrzymania wysokiego poziomu usług, oferując wsparcie, którego potrzebują na swojej ścieżce cyfryzacji biznesu.

Symfonia poszerza portfolio. Od HR, przez ERP, po płace w chmurze

NextUp jest kolejną spółką, która weszła w ostatnim czasie w skład Grupy Symfonia. Poprzednią, ogłoszoną w maju tego roku, była firma inEwi, specjalizująca się w ewidencji czasu pracy. Wcześniej portfolio produktowe Symfonii poszerzyły narzędzia Nefeni, Softeh Plus, HRTec i moreBIT, co pokazuje dążenie do łączenia zarówno horyzontalnych, jak i wertykalnych rozwiązań ERP. – Zarówno w Polsce, jak i w Rumunii, dążymy do stworzenia kompleksowego i spójnego ekosystemu technologicznego dla biznesu – mówi CEO Grupy Symfonia.

Podkreśleniem pozycji Symfonii, jest także jej docenienie przez Fundację Digital Poland i Baker McKenzie. Firma znalazła się bowiem w gronie 100 czołowych marek technologicznych na rynkach Centralnej i Wschodniej Europy. To wyróżnienie potwierdza pozycję Symfonii jako lidera innowacji i cyfrowej transformacji w całym regionie CEE.

Luka w Windowsie wykorzystana w kampanii hakerskiej. Wystarczy otworzyć plik PDF

Świat cyberbezpieczeństwa znów został zaskoczony. Grupa Stealth Falcon przeprowadziła zaawansowaną kampanię cyberszpiegowską, wykorzystującą nową lukę typu zero-day w systemie Windows (CVE-2025-33053). To jedna z najbardziej wyrafinowanych operacji cyberszpiegowskich ostatnich lat – uważają stojący za odkryciem analitycy Check Point Research. Co niepokojące, ataki tego typu coraz częściej wymykają się poza granice tradycyjnych celów, także w stronę krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Jedno kliknięcie myszki. Użytkownik właśnie otworzył niewinnie wyglądający skrót do pliku PDF opisującego uszkodzenia wojskowego sprzętu. Jednak w rzeczywistości rozpoczął się cyberatak, i to taki, którego ślady w systemie są niemal niemożliwe do wykrycia! Tak wyglądały kulisy nowej, alarmującej kampanii cyberszpiegowskiej prowadzonej przez grupę Stealth Falcon. Według najnowszego raportu Check Point Research, wykorzystano w niej nieznaną wcześniej lukę typu „zero-day” w systemie Windows (CVE-2025-33053), którą Microsoft załatał dopiero 10 czerwca 2025 roku.              

W trakcie otwierania pliku uruchamiał się tzw. Horus Loader, czyli specjalnie zaprojektowany program, który usuwał ślady wcześniejszych etapów infekcji. Fałszywy dokument PDF otwierany był jedynie „na pokaz”, a tle instalowano końcowy moduł szpiegowski – Horus Agent. Ten ostatni to niestandardowy backdoor napisany w języku C++, zaprojektowany specjalnie dla platformy Mythic, wykorzystywanej zwykle przez zespoły testujące zabezpieczenia (tzw. red teamy). Zdaniem analityków Check Point Research, w rękach cyberprzestępców stał się jednak narzędziem do cichego zbierania danych, śledzenia zachowań użytkownika i uruchamiania kolejnych złośliwych poleceń.

W tej historii nie mówimy o typowym wirusie z internetu. Horus Agent to zaawansowane narzędzie szpiegowskie, zdolne do działania tygodniami bez wykrycia, dostosowujące się do środowiska systemowego, a nawet ukrywające się pod postacią takich plików jak „explorer.exe” czy „ipconfig.exe”, które są powszechnie obecne na komputerach z Windows.

Zagrożenie jest poważne. Luki w systemie Windows, takie jak CVE-2025-33053, mogą dotyczyć milionów urządzeń – zarówno w firmach, jak i w administracji publicznej. Microsoft wypuścił już poprawkę, ale jak pokazuje historia, nie każdy użytkownik zainstaluje ją na czas. Tym razem celem była Turcja, ale z technicznego punktu widzenia równie dobrze mógł to być urząd wojewódzki, firma z sektora energetycznego czy polskie Ministerstwo Obrony.

Z danych udostępnionych przez Check Point Software wynika, że co tydzień polskie organizacje atakowane są średnio 1700 razy! W sektorze administracyjnym i wojskowym odsetek ten jest jeszcze wyższy i sięga blisko 1900 ataków. Część z nich bywa dotkliwa – w Polsce w ostatnich latach mieliśmy już do czynienia z poważnymi incydentami: zaatakowano Polską Agencję Kosmiczną (POLSA), przeprowadzano niezliczone ataki DDoS, atakowano administrację oraz uczelnie wyższe. Jednak kampania Stealth Falcon to zupełnie inny poziom. Nie była to kradzież danych dla okupu czy złośliwe blokowanie stron internetowych, tylko precyzyjna operacja szpiegowska.

Check Point zareagował błyskawicznie, aktualizując swoje systemy ochrony i publikując zalecenia dla firm. Eksperci radzą, by monitorować skrzynki e-mail pod kątem załączników zawierających podejrzane skróty, obserwować połączenia z zewnętrznymi serwerami WebDAV oraz weryfikować działanie systemowych procesów, które mogą działać w nietypowych kontekstach.

Kampania hakerska była kolejnym sygnałem ostrzegawczym, nie tylko dla rządów, ale także dla sektora prywatnego. Jak pokazuje przykład Stealth Falcon, zaawansowane narzędzia szpiegowskie nie są już zarezerwowane wyłącznie dla supermocarstw. Dziś wystarczy wiedza, infrastruktura i determinacja, by zagrozić stabilności nawet największych systemów.

Kraków gospodarzem ABSL Summit już po raz trzeci

W dniach 23-25 czerwca w Centrum Kongresowym ICE Kraków odbędzie się ABSL Summit 2025: Embrace technology, Empower people. Wydarzenie zgromadzi około 1500 liderów biznesu, przedstawicieli administracji publicznej, ekspertów i ekonomistów z całego świata. W dziesiątkach debat wezmą udział m.in. dr Mario Draghi, Krzysztof Gawkowski, Andrzej Domański, Beata Javorcik, Michał Baranowski, Mark Brzezinski, czy Jacek Siewiera. Miasto Kraków już po raz trzeci z rzędu będzie gospodarzem konferencji.

ABSL Summit jest jednym z najważniejszych wydarzeń sektora usług biznesowych w Europie. Każdego roku gości około 1500 liderów biznesu z największych globalnych firm, przedstawicieli sektora publicznego i naukowców analizujących globalne trendy i ich wpływ na rozwój ekonomiczny i społeczny. Hasło tegorocznego wydarzenia, którego organizatorem jest Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) to „Embrace technology Empower people”.

Janusz Dziurzyński, Prezes ABSL: Tytuł tegorocznego ABSL Summit obrazuje myśl przewodnią działalności naszego sektora. Nasi pracownicy są najważniejszą wartością, a dzięki rozwojowi technologii mogą wykorzystać swój pełny potencjał. Nasza wizja przyszłości opiera się na 3T: Talentach, Technologii i Transformacji. Polski sektor usług biznesowych jest przykładem sukcesu, którego może zazdrościć nam reszta świata. Dzięki podnoszeniu kwalifikacji pracowników, wdrażaniu nowoczesnych technologii i rosnącej specjalizacji jesteśmy fundamentem, na którym Polska może budować swoją konkurencyjność na globalnej mapie biznesowej.

Kraków gospodarzem ABSL Summit trzeci rok z rzędu

Stolica Małopolski pozostaje jednym z liderów sektora usług biznesowych w Europie i na świecie. Kraków stale udowadnia, jak pozytywny wpływ na życie mieszkańców ma aktywna współpraca miasta i biznesu. Inwestorzy nieustannie doceniają Kraków za dostęp do szerokiej puli wyspecjalizowanych talentów, poziom życia i dostęp do jakościowej oferty powierzchni biurowej.

Aleksander Miszalski, Prezydent Krakowa, miasta gospodarza ABSL Summit 2025: Obecność ABSL Summit w Krakowie potwierdza silną pozycję naszego miasta na mapie usług biznesowych nie tylko w Polsce, ale całej Europie. Systematyczna praca sprawiła, że znajdujemy się w czołówkach rankingów najlepszych miast do inwestowania. Nasze doświadczenie w budowaniu relacji z biznesem pozwala nam wspólnie tworzyć specjalistyczne miejsca pracy dla mieszkańców i inwestować w dalszy rozwój miasta. Duże wydarzenia branżowe integrujące przedsiębiorców, takie jak ABSL Summit 2025, tworzą przestrzeń do dialogu i wymiany doświadczeń, które umacniają pozycję Krakowa jako lidera branży.

Sektor usług biznesowych motorem napędowym konkurencyjności

W świetle zmian geopolitycznych sektor usług biznesowych staje się odpowiedzią na najważniejsze wyzwania Polski i Europy w kwestii globalnej konkurencyjności. Stały wzrost w kategoriach budujących gospodarkę pomimo pandemii COVID-19 i agresji Rosji na Ukrainę pokazuje, że sektor usług biznesowych dzięki swojej odporności na czynniki zewnętrzne i potencjałowi innowacyjnemu opartemu na transformacji technologicznej może być motorem napędowym gospodarki.

Podczas dwóch dni ABSL Summit 2025 odbędzie się szereg wystąpień, prezentacji i debat, w trakcie których eksperci przedyskutują szanse i wyzwania stojące przed polską i europejską gospodarką. W ramach głównego przemówienia dr Mario Draghi omówi najważniejsze wyzwania wpływające na konkurencyjność Europy w obszarze technologii i innowacji oraz przedstawi strategie mające budować przewagę gospodarczą wspólnoty europejskiej.

Goście konferencji będą mieli również okazję zapoznać się z przemyśleniami ekspertów ze świata biznesu, polityki i nauki, m.in. Krzysztofa Gawkowskiego, wicepremiera i ministra cyfryzacji; Andrzeja Domańskiego, ministra finansów; Beaty Javorcik, głównej ekonomistki Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju; Michała Baranowskiego, wiceministra rozwoju i technologii; Marka Brzezinskiego, byłego ambasadora USA w Polsce; Richarda R. Neelyego, emerytowanego generała dywizji sił powietrznych USA. Dodatkowo na otwarcie konferencji Jacek Siewiera, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego połączy się z Hagi, skąd przekaże publiczności na żywo kluczowe tematy obecne na szczycie NATO.

EY: Firmy stawiające na mobilność pracowników lepiej radzą sobie z brakami kadrowymi

0

Jak wynika z raportu EY, prawie 3 na 4 przedsiębiorstwa wskazują, że rekrutacja na stanowiska seniorskie trwa u nich ponad rok. Tymczasem firmy, które postawiły na rozwinięcie obszaru mobilności pracowniczej 3,7 razy częściej wskazują, że jest to odpowiedź na krótkookresowe braki kadrowe. To zjawisko zyskuje też uznanie u samych pracowników. Prawie połowa (48%) uważa, że takie doświadczenie skłania ich do pozostania w obecnym miejscu zatrudnienia.

Wyzwania związane ze zmianami demograficznymi w postaci starzejącego się społeczeństwa oraz gwałtowny rozwój technologii, a co za tym idzie – zapotrzebowanie na nowe kompetencje – sprawiły, że firmy stoją przed wyzwaniami związanymi z pozyskaniem specjalistów na kluczowe pozycje. W międzynarodowym badaniu EY 2025 Mobility Reimagined Survey aż 48% pracodawców przyznało, że ma problem ze znalezieniem kandydatów, którzy wpisywaliby się w ich potrzeby biznesowe, a 74% wskazuje, że rekrutacja na stanowiska seniorskie często trwa ponad rok.

Jednym z czynników, który pozwala rozwiązać ten problem jest postawienie na rozwój mobilności specjalistów wewnątrz organizacji. Według badania EY jest to obecnie trzecia (po AI i upskillingu) najpopularniejsza strategia mitygowania problemu braku talentów, zarówno w perspektywie krótko, jak i długoterminowej. Wyniki wskazują, że takie metody są także bardzo dobrze postrzegane przez samych pracowników. Aż 85% respondentów odpowiedziało, że praca za granicą może stanowić dużą zmianę w ich życiu, a prawie połowa (48%), że takie doświadczenie zwiększa szanse na pozostanie w obecnym miejscu zatrudnienia.

– Wyjazd za granicę daje pracownikom unikalne możliwości rozwoju osobistego i zawodowego. Skutecznie realizowane plany mobilności to dla pracownika wyraźny sygnał, że firma podchodzi strategicznie do budowania ich ścieżki kariery, co przekłada się na wyraźnie korzystniejszy poziom retencji. Pracownicy chętniej zostają w firmie, jeżeli wiedzą, że ich opcje rozwoju i awansu nie ograniczają się tylko do lokalnego rynku – mówi Wioletta Marciniak-Mierzwa, Senior Manager w zespole People Consulting, EY Polska.

Strategiczne podejście do mobilności odpowiedzią na braki kadrowe

Badanie EY wyłoniło pięć kluczowych aspektów, które definiują przedsiębiorstwa z rozwiniętymi kompetencjami dot. mobilności pracowników. Są nimi strategiczne dostosowanie mobilności do szerszych celów organizacji, wykorzystanie jej do rozwoju przyszłych talentów, automatyzacja funkcji, outsourcing oraz elastyczność programu. Firmy, które najlepiej zaadresowały wszystkie te obszary 3,7 razy częściej wskazywały, że mobilność jest odpowiedzią na krótkookresowe braki kadrowe, 1,6 razy częściej zwracają uwagę na pozytywny zwrot z inwestycji z programu mobilności, 1,8 razy częściej potwierdziły że znacząco pomaga ona napędzać rozwój biznesu.

Programy mobilnościowe, które są w stanie realizować cele organizacyjne i rekrutacyjne sprawiają także, że same przedsiębiorstwa mają aż dwukrotnie wyższą szansę na osiągnięcie 10% wzrostu przychodów. Jednocześnie, pomimo tego, że większość (90%) pracodawców dostrzega te korzyści, tylko 30% z nich je osiąga. Wpływa na to m.in. wyzwania związane z zarządzaniem danymi i nieefektywny model operacyjny. Niemniej, aż 66% pracodawców spodziewa się zwiększenia inwestycji w narzędzia cyfrowe wspomagające procesy mobilnościowe i cyfryzację, przy czym głównymi korzyściami będą oszczędności i wzrost wydajności.

Dodatkowo, firmy z rozwiniętym obszarem mobilności są 3,6 razy bardziej skłonne do rutynowego korzystania z GenAI, w tym 1,6 razy chętniej używają AI w celu ułatwienia pozyskiwania talentów z wewnątrz organizacji. Jest też 2,7 razy bardziej prawdopodobne, że podniosą wartość inwestycji w technologie mobilności i cyfryzacji w ciągu najbliższych dwóch lat. Liczba specjalistów ds. mobilności regularnie korzystających z GenAI wzrosła z 22% w ubiegłym roku do 35% w 2025. Aż 70% z nich uważa, że sztuczna inteligencja będzie miała pozytywny wpływ na ten obszar oraz na elastyczność pracy, produktywność pracowników i zarządzanie ryzykiem.

– Mobilność pracowników wewnątrz organizacji to obecnie nie tylko narzędzie wspierające strategię HR, ale również obszar wymagający szczególnej uwagi pod kątem zgodności z przepisami. Dla przykładu, 1 czerwca nastąpiły bardzo istotne zmiany w polskim prawie imigracyjnym, co naturalnie budzi wątpliwości interpretacyjne. Warto pamiętać, że obok samych przepisów, zespoły odpowiedzialne za mobilność muszą stale monitorować także kwestie podatkowe czy compliance. Odpowiednia ocena ryzyka wymaga więc podejścia interdyscyplinarnego oraz znajomości przepisów i wykładni prawa, ponieważ tylko tak można uniknąć kosztownych błędów i zapewnić płynność operacyjną. Nowoczesne narzędzia, jak AI, mogą bardzo pomóc w odpowiednim planowaniu relokacji, monitorowaniu i realizacji procesu, natomiast nie zastąpią one szerokiej wiedzy i wykwalifikowanych specjalistów – mówi Rafał Rogala, ekspert ds. migracji, Senior Manager w zespole People Advisory Services, EY Polska.

O badaniu:
Raport EY Mobility Reimagined Survey 2025 powstał na podstawie anonimowej ankiety obejmującej 503 pracowników i 571 pracodawców z wielu sektorów i 22 krajów na całym świecie, w obu Amerykach, regionie Azji i Pacyfiku oraz regionie EMEIA.

Polski e-handel pod presją wojny celnej – ale z szansą na ekspansję

Ogromna niepewność w światowym handlu nie pozostanie bez wpływu na polski eksport, w tym na e-handel z zagranicą. Ryzyko globalnej wojny celnej to dla przedsiębiorców nie tylko wyzwanie, ale przede wszystkim szansa na znalezienie nowych rynków i partnerów biznesowych. Perspektywiczne rynki można znaleźć po obu stronach Atlantyku, zaś w części krajów sprzedawcy notują średni wzrost sprzedaży nawet o ponad 20 proc. rocznie.

Rozmowy handlowe USA z Unią Europejską nie przynoszą rezultatów, co będzie skutkować wprowadzeniem 50-proc. ceł na import z krajów Wspólnoty – to opinia prezydenta Donalda Trumpa. Eskalacja konfliktu może doprowadzić do redukcji polskiego PKB o 0,43 proc. – wskazuje z kolei Polski Instytut Ekonomiczny. Jednocześnie w USA trwa batalia sądowa dotycząca przekroczenia uprawnień przez prezydenta Donalda Trumpa i legalności ogłoszonych niedawno ceł.

Rynek finansowy oczekuje rozstrzygnięć w tej sprawie. Tymczasem euro od początku 2025 r. umocniło się do dolara już o prawie 10 proc.

Niepewność związana z polityką celną USA stanowi poważny czynnik ryzyka dla polskich firm, także tych, które działają w sektorze cross-border e-commerce. Sytuacji nie poprawia kondycja gospodarcza Niemiec, a więc największego zagranicznego odbiorcy towarów z polskich sklepów internetowych – według najnowszych prognoz Komisji Europejskiej, Niemcy zakończą 2025 r. z zerową dynamiką wzrostu gospodarczego.

Warto zagospodarować przestrzeń na innych rynkach i skorzystać na wciąż wznoszącym trendzie rozwoju e-commerce. Analiza ECDB z marca br. wskazuje, że o ile globalne przychody sektora cross-border e-commerce przekroczyły w 2024 r. kwotę 1,1 bln dolarów, o tyle prognoza na 2025 r. wskazuje na możliwość przekroczenia wartości 1,2 bln dolarów (+25 proc. wobec 2022 r.).

Polski sektor cross-border e-commerce urośnie w Europie Środkowo-Wschodniej

Wzrost kosztów prowadzenia działalności przekładający się na skok cen towarów, a do tego zmiany w globalnych łańcuchach dostaw, prowadzące do opóźnień w transporcie i dostawach – to podstawowe skutki wojny celnej, których obawiają się przedsiębiorcy prowadzący handel online za granicą. Często porównują obecną sytuację do turbulencji w handlu z Wielką Brytanią, które miały miejsce w następstwie brexitu.

Wówczas polscy eksporterzy wyszli z zamieszania obronną ręką. Wiele wskazuje na to, że tym razem będzie podobnie, choć nie obędzie się bez konieczności znalezienia nowych rynków.

Obserwacje ekspertów Ebury wskazują, że polskie podmioty obecne w sektorze cross-border e-commerce zdecydowanie częściej będą szukać swoich szans w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. To rynki mające duży potencjał w porównaniu do nasyconego, wysoce konkurencyjnego i zdominowanego przez Amazon rynku Europy Zachodniej.

Państwa takie jak Rumunia, Bułgaria, Słowacja, a także znane ze znaczącego udziału e-commerce w handlu detalicznym Czechy stwarzają zdaniem przedsiębiorców większe szanse na bezpieczny rozwój i wyższe marże. A jednocześnie pozwalają optymalizować koszty związane z transportem towarów.

Widać to chociażby po rosnącej aktywności polskich e-sklepów na popularnych w tych krajach platformach marketplace, np. eMag – jak podaje raport „Cross-border z Polski 2024” (przygotowany przez Idosell we współpracy z GOInternational), sprzedawcy e-commerce w Rumunii i Bułgarii odnotowują wzrosty sprzedaży rzędu 20-39 proc. rocznie.

Warto zwrócić uwagę, że chęć rozwoju transgranicznych kanałów sprzedaży przez rodzimych przedsiębiorców wpisuje się w wyraźny ogólnoeuropejski trend – tylko w ubiegłym roku aż 36 proc. zakupów e-commerce w Europie zostało zrealizowanych w modelu cross-border (raport „TOP 500 B2C Cross-Border Retail Europe).

Z kolei w polskim sektorze e-commerce, jak podaje Eurostat, w 2024 r. udział transgranicznej sprzedaży do pozostałych krajów UE sięgnął 6 proc., a do krajów pozaunijnych – ponad 2 proc. (Eurostat: Percentage of turnover from e-commerce).

Polskie firmy coraz śmielej spoglądają za ocean. Szanse w Kanadzie

Niepewność związana z polityką celną USA pozostaje ogromna. Można założyć, że firmy z sektora cross-border e-commerce, dotychczas obecne bądź planujące inwestycje w tym kraju, będą szukać alternatywy i szans na bardziej przewidywalny rozwój.

Nasze rozmowy z przedsiębiorcami wskazują, że dla e-sklepów, które chcą prowadzić sprzedaż poza Europą, perspektywicznym rynkiem w Ameryce Północnej może okazać się Kanada. Relacje handlowe z tym krajem są regulowane przez umowę CETA, która eliminuje cła na większość towarów w wymianie pomiędzy Kanadą a UE. A potencjał kanadyjskiego rynku jest bardzo kuszący – wystarczy wspomnieć o prawie 30 mln konsumentów kupujących online i ponad 30 proc. udziale cross-border w rynku e-commerce.

I chociaż w transgranicznym handlu online w Kanadzie dominuje wymiana towarów z USA, to mówiąc wprost, przedsiębiorcy widzą swoją szansę w pogorszeniu tych relacji, przez wzgląd na cła lub wysoką niepewność z nimi związaną. Liczą na to, że będą mogli zagospodarować część rynku i zaoferować towary kanadyjskim klientom. Jakie kategorie produktów cieszą się powodzeniem? ECDB wskazuje w raporcie z kwietnia br., że największe z kategorii sprzedawanych w Ameryce Północnej w kanale e-commerce to: elektronika, hobby i rozrywka, moda.

Według danych ECDB (kwiecień 2025 r.) rynek e-commerce w Kanadzie rozwija się w tempie 7,1 proc. rocznie. Sprzedaż na nim jest skupiona wokół największych platform marketplace – 57 proc. obrotów generuje czołowa piątka, m.in. Amazon, Walmart i Costco.

Autor: Maciej Michalski, Senior Head of Desk w Ebury

Cena kakao spada o 8%. Inwestorzy reagują na deszcze w Afryce Zachodniej

W ostatnim tygodniu cena kakao spadła na światowych rynkach o 8 proc., a powodem są opady deszczu w Afryce Zachodniej, które mogą poprawić tegoroczne zbiory. Notowaniom kakao w ostatnich tygodniach i miesiącach towarzyszy zwiększona zmienność. Po spektakularnym wzroście cen w ciągu ostatnich lat, sięgającym nawet 350 proc., do poziomu prawie 13 tys. dolarów za tonę, surowiec doświadcza dziś gwałtownych wahań cen. Za cały czas utrzymujące się wysokie ceny odpowiadają przede wszystkim zmiany klimatyczne, ale za bieżące wahania coraz częściej odpowiadają także inwestorzy, którzy chętnie inwestują w kontrakty na kakao.

W ciągu ostatniego tygodnia cena kontraktów na kakao spadła o 8 proc., a tylko we wtorek 10 czerwca zanotowano spadek aż o 6 proc. Na rynku obserwujemy obecnie zwiększoną zmienność, napływa wiele informacji dotyczących produkcji, zbiorów oraz pogody. Dane te są analizowane przez szerokie grono inwestorów, w tym coraz aktywniejszych inwestorów indywidualnych, którzy coraz chętniej angażują się w rynek kontraktów terminowych.

Bezpośrednim czynnikiem wpływającym na ostatni spadek cen są opady deszczu w Afryce Zachodniej, które mogą poprawić tegoroczne zbiory. Prognozy meteorologiczne zapowiadają dalsze ulewy w Ghanie i na Wybrzeżu Kości Słoniowej, dwóch kluczowych producentach kakao. To właśnie te prognozy zmniejszają obawy o dostępność surowca i prowadzą do przeceny kontraktów. W ostatnim czasie rynek reaguje bardzo nerwowo, a inwestorzy natychmiast uwzględniają w wycenach każdą zmianę pogody czy nowe dane z plantacji. To ważne, ponieważ po suszy i problemach z podażą w pierwszym kwartale roku, nawet krótkotrwała poprawa warunków może realnie przełożyć się na większą produkcję w ramach tzw. mid-crop, czyli drugiego zbioru kakao w sezonie.

Deszcze są postrzegane przez inwestorów jako sygnał poprawy przyszłych zbiorów. Jednak zdają oni sobie sprawę, że mimo ostatnich opadów sytuacja w regionie nie jest jeszcze w pełni opanowana. Ponad jedna trzecia obszaru Ghany i Wybrzeża Kości Słoniowej wciąż zmaga się z suszą. A zmienność pogodowa tylko potęguje niepewność na rynku.

Inwestorzy śledzą również dane o zapasach. W styczniu ich poziom spadł do najniższego poziomu od 1994 roku, wynosił zaledwie 1,26 mln worków. Od tego czasu zapasy wzrosły do 2,26 mln worków, co także ogranicza presję na dalszy wzrost cen. Mimo spadków rok do roku, wyniki przerobu kakao były lepsze od oczekiwań analityków, którzy spodziewali się znacznie większych spadków spożycia drożejącego surowca. Europejskie fabryki przerobiły tylko o 3,7 proc. mniej kakao niż rok wcześniej, azjatyckie o 3,4 proc., a amerykańskie o 2,5 proc. Dane te świadczą o pewnej odporności konsumpcji i pomogły w stabilizacji rynku pod koniec kwietnia.

Zmienność zwiększa także niepewność związana z amerykańskimi cłami. Stawka 10 proc. na import kakao dotyczy wszystkich krajów, co wywołało niezadowolenie wśród producentów. Mimo zawieszenia innych ceł, podstawowa stawka wciąż obowiązuje, a ostateczna wysokość ewentualnych obniżek celnych pozostaje nieznana. Zmienność pozostaje wysoka, a inwestorzy z niecierpliwością wyczekują kolejnych prognoz pogody i sygnałów z plantacji, które mogą w każdej chwili odwrócić trend.

Bez względu na sytuację na giełdach światowych, czekolada w polskich sklepach nadal drożeje. Cena tabliczki przekroczyła już 6 zł, a samo kakao w ubiegłym roku podrożało o niemal 40 proc. Producenci szybko przerzucili wyższe koszty na konsumentów, podnosząc ceny i zmieniając receptury. Coraz powszechniejsze stało się też zjawisko shrinkflacji, czyli zmniejszania gramatury tabliczek do 90 g, a nawet 80 g. Choć ceny kakao na giełdzie spadają, nie należy spodziewać się obniżek w sklepach. Kakao to tylko część kosztów, drogie pozostają m.in. praca i transport. Dodatkowo producenci rzadko obniżają ceny, szczególnie jeśli mimo wzrostu cen popyt na słodycze utrzymuje się na wysokim poziomie.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Maciej Wieczorkiewicz dołącza do Avison Young

0

Do zespołu doradców technicznych Avison Young w Polsce dołącza Maciej Wieczorkiewicz.

Maciej to doświadczony inżynier z wieloletnią praktyką w zarządzaniu projektami fit-out i inwestycjami w sektorze nieruchomości komercyjnych. W trakcie rozwoju kariery zawodowej pracował w takich firmach jak Made In Terior, TECAS Fitout czy Colliers Define. Posiada kompetencje nie tylko w zakresie projektowania powierzchni ale również nadzoru realizacji prac budowlanych wszystkich branż. Maciej wielokrotnie koordynował prace zespołów technicznych, odpowiadając również za negocjacje umów, zarządzanie kosztami i harmonogramami inwestycji, a także relacjami z interesariuszami.

„Cały nasz zespół posiada szerokie doświadczenie zarówno w realizacji jak i w monitorowaniu projektów fit-out powierzchni biurowych. – komentuje Tomasz Daniecki, Director, Head of Technical Advisory – Natomiast wraz z dołączeniem Macieja do naszego zespołu, będziemy mogli zaangażować się w świadczenie usług monitorowania prac fit-out w jeszcze większym zakresie.”

Inflacja w USA: Fed dostaje argumenty za obniżką stóp procentowych

Inflacja konsumencka w Stanach Zjednoczonych po raz czwarty z rzędu zaskoczyła in plus, sygnalizując wyraźne osłabienie presji cenowej. W maju wskaźnik CPI wzrósł zaledwie o 0,1 proc. w ujęciu miesięcznym, zarówno w ujęciu ogólnym, jak i po wyłączeniu cen energii i żywności. To wynik zdecydowanie niższy od oczekiwań rynkowych, odpowiednio 0,2 proc. i 0,3 proc., który może mieć istotne konsekwencje dla polityki monetarnej Rezerwy Federalnej.

Roczna dynamika inflacji wzrosła z 2,3 proc. do 2,4 proc., natomiast inflacja bazowa pozostała na poziomie 2,8 proc. Mimo wprowadzenia ceł przez administrację prezydenta Trumpa, ich wpływ na ceny pozostaje ograniczony. Owszem, wzrosty zanotowano w niektórych kategoriach importowanych towarów. Ceny sprzętu AGD wzrosły o 0,8 proc., a zabawek o 1,3 proc. Jednak w innych segmentach wiodczne są spadki. Przykładowo ceny nowych samochodów obniżyły się o 0,3 proc., a używanych o 0,5 proc. W ujęciu zbiorczym ceny towarów, z wyłączeniem energii i żywności, praktycznie się nie zmieniły.

Również w sektorze usług inflacja jest niska. Ceny biletów lotniczych skorygowały się aż o 2,7 proc., noclegów hotelowych o 0,1 proc., a dynamika czynszów nadal słabnie. Spowolnienie wzrostu płac oraz niższe koszty operacyjne mogą tłumaczyć ten umiarkowany wzrost cen.

W kolejnych miesiącach możliwe jest, że skutki ceł będą bardziej widoczne, szczególnie gdy firmy przestaną korzystać z wcześniejszych zapasów. Mimo to dotychczasowe dane sugerują, że ryzyko silnego szoku inflacyjnego wyraźnie zmalało.

W kontekście polityki Fed takie dane wzmacniają scenariusz pierwszej obniżki stóp procentowych we wrześniu. Choć cła mają umiarkowany wpływ na ceny, a rynek pracy wciąż pozostaje relatywnie silny, to niska inflacja może przekonać bank centralny do rozpoczęcia cyklu łagodzenia. Czerwcowe i lipcowe posiedzenia prawdopodbnie nie wprowadzą żadynch zmian w parametrach polityki monetarnej, tak wynika z dotychczasowej komunikacji Fed.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

95% polskich firm korzysta z chmury, 82% testuje AI – raport KPMG i Microsoft

Już ponad 80% firm w Polsce jest w fazie wdrażania rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji (AI), a 95% korzysta z usług chmurowych – wynika z czwartej edycji raportu „Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu”, przygotowanego przez KPMG w Polsce we współpracy z Microsoft. Główny wskaźnik transformacji cyfrowej wzrósł do 5,5 pkt na dziesięciostopniowej skali, co oznacza poprawę o 0,4 pkt w porównaniu z rokiem ubiegłym. Największy postęp dotyczy implementacji technologii i potencjału do transformacji cyfrowej, ale w obszarze strategii cyfryzacji odnotowano spory spadek. Jednocześnie, mimo wzrostu liczby firm posiadających zespół ds. cyberbezpieczeństwa, tylko 40% liderów uważa, że ich organizacja jest wystarczająco chroniona przed cyfrowymi zagrożeniami.

Firmy inwestują w technologię, ale brakuje im strategicznego kompasu

Wskaźnik główny „Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu” osiągnął w 2025 roku poziom 5,5 pkt, rosnąc drugi rok z rzędu. Implementacja technologii uzyskała najwyższy wynik – 6,7 pkt, a potencjał do transformacji – 6,3 pkt. Cyberbezpieczeństwo i zarządzanie ryzykiem oceniono na 5,9 pkt. Jedynym obszarem z wynikiem niższym niż przed rokiem okazała się strategia cyfryzacji, która spadła z 4,3 do 2,9 pkt – mimo że 56% firm, które nie posiadają formalnego dokumentu strategii deklaruje plany jego opracowania w nadchodzących miesiącach.

Brak spójnego podejścia strategicznego przekłada się także na decyzje budżetowe i kadrowe – 27% firm planuje ograniczenie nakładów na cyfryzację, a 23% deklaruje redukcję zatrudnienia w tym obszarze. Co istotne, duże firmy nadal wypadają lepiej – ich wskaźnik główny wyniósł 5,8 pkt, podczas gdy sektor MŚP osiągnął wynik 5,3 pkt. Choć dysproporcje nadal istnieją, z roku na rok maleją – mniejsze firmy coraz lepiej przyswajają nowe technologie pomimo ograniczonych zasobów.

W tegorocznej edycji badania KPMG przedsiębiorstwa uzyskały wyższe niż w innych obszarach wyniki w zakresie implementacji technologii. Niewiele niższy rezultat otrzymał potencjał firm do dalszej transformacji cyfrowej. Najgorzej wypadł jednak obszar strategii transformacji, który jako jedyny odnotował spadek aż o 1,4 pkt. osiągając 2,9 pkt w dziesięciostopniowej skali. To pokazuje, że firmy działające w Polsce koncentrują się na realizacji technologicznych inicjatyw, natomiast relatywnie mniej uwagi poświęcają etapowi planowania strategicznego – mówi Radosław Kowalski, Partner, Szef Zespołu Data&Cloud w KPMG w Polsce, Microsoft Alliance CEE Leader.

Sztuczna inteligencja ostrożnie wchodzi do firm

Aż 82% firm biorących udział w badaniu KPMG przygotowanym w partnerstwie z Microsoft zadeklarowało, że w jakimkolwiek stopniu rozpoczęło wdrażanie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji (AI), podczas gdy rok wcześniej było to zaledwie 28%. Można odnieść wrażenie, że firmy chcą, aby widoczna była choćby najmniejsza ich aktywność w tym obszarze. Ponad połowa wdrożeń AI ma obecnie charakter ograniczony, ale dane wyraźnie wskazują na szybki postęp adaptacji – firmy chętnie testują rozwiązania i szukają takich, które rzeczywiście przyniosą największą wartość dodaną.

Najczęściej wykorzystuje się AI w obszarach marketingu i obsłudze klienta. Wśród głównych korzyści biznesowych związanych z wdrażaniem sztucznej inteligencji firmy wskazują nowe możliwości personalizacji produktów i usług (40% wskazań), optymalizację kosztów dzięki automatyzacji procesów (38%) i zwiększenie precyzji prognoz i analiz (34%). Po drugiej stronie są wyzwania, które firmy napotykają wdrażając rozwiązania oparte na AI. Do kluczowych barier należą problemy z bezpieczeństwem i prywatnością danych (46%), trudności z integracją z istniejącą infrastrukturą (39%) oraz trudności z akceptacją nowych technologii przez pracowników (34%) i brak odpowiednich kompetencji w zespole (30%).

Sztuczna inteligencja zmienia sposób, w jaki przedsiębiorstwa analizują dane, projektują usługi, personalizują ofertę czy obsługują klientów. Firmy, które już dziś integrują AI w swoich modelach operacyjnych – od łańcuchów dostaw po sprzedaż – zyskują przewagę, której nie sposób szybko odrobić. Transformacja cyfrowa to proces wymagający integracji nowych technologii z istniejącymi strukturami organizacyjnymi. Sukces w tej dziedzinie wymaga nie tylko odpowiednich narzędzi, ale także gotowości do nauki i adaptacji wśród pracowników oraz menedżerów – mówi Rafał Albin, Dyrektor odpowiedzialny za kanał partnerski, Microsoft w Polsce.

Technologia wyprzedza strategię

Sztuczna inteligencja staje się nowym standardem w cyfrowym krajobrazie biznesu w Polsce. Wiele firm wdraża ją na próbę – często bez wcześniejszych analiz opłacalności czy oceny ryzyka.

Odsetek przedsiębiorstw deklarujących jakikolwiek stopień implementacji wzrósł niemal trzykrotnie w porównaniu z poprzednim rokiem – z 28% do 82%. Można odnieść wrażenie, że firmy chcą, aby widoczna była choćby najmniejsza ich aktywność w tym obszarze. Ponad połowa wdrożeń AI ma obecnie charakter ograniczony, ale dane wyraźnie wskazują na szybki postęp adaptacji – firmy chętnie testują rozwiązania i szukają takich, które rzeczywiście przyniosą największą wartość dodaną. W kolejnej edycji badania będziemy mogli przekonać się, czy adaptacja przebiegła sprawnie – podkreśla Radosław Kowalski, Partner, Szef Zespołu Data&Cloud w KPMG w Polsce, Microsoft Alliance CEE Leader.

Pomimo kroków podjętych w stronę zorganizowanego wdrażania AI, mniej niż połowa firm (43%), które już korzystają ze sztucznej inteligencji, posiada sformalizowaną ścieżkę implementacji, np. w formie strategii i polityki. Ponadto mimo pozytywnych doświadczeń, tylko nieliczne firmy potrafią rzetelnie mierzyć efektywność wdrożeń w zakresie AI.

Nie ma transformacji cyfrowej bez sztucznej inteligencji. Technologie chmurowe oraz cyberbezpieczeństwo są niezbędne, ale to sztuczna inteligencja wyznacza dziś kierunek rozwoju. Inwestycje w AI to już nie przewidywanie przyszłości – to budowanie jej w czasie rzeczywistym. Firmy, które chcą być liderami swoich branż, powinny nie tylko korzystać z AI – powinny uczynić ją częścią swojej strategii – dodaje Rafał Albin, Dyrektor odpowiedzialny za kanał partnerski, Microsoft w Polsce.

Chmura powszechna jak nigdy dotąd

Z rozwiązań chmurowych korzysta już 95% firm w Polsce – to wzrost o 24 p.p. w ciągu roku. Chmura wspiera nie tylko operacje IT, ale jest też podstawą wdrażania zaawansowanych technologii – w tym AI – i umożliwia elastyczne skalowanie działań. Wciąż jednak potrzebna jest edukacja w zakresie rozwiązań chmurowych, o czym świadczyć mogą obawy przedsiębiorstw – 1/3 wskazuje na ryzyko naruszenia bezpieczeństwa informacji oraz przerwy w dostępności usług.

Cyberbezpieczeństwo: więcej struktur, ale rosną też obawy

Pomimo że 56% firm ma już wydzielony zespół ds. cyberbezpieczeństwa (wzrost o 16 p.p. r/r), tylko 40% liderów uważa, że ich firma jest wystarczająco chroniona przed cyberzagrożeniami. To spadek aż o 17 p.p. w porównaniu z poprzednim rokiem. Jednocześnie trzykrotnie wzrósł odsetek respondentów, którzy określili poziom zabezpieczeń swojej organizacji jako mały. To pokazuje, że sama obecność struktur nie wystarczy – potrzebne są inwestycje w ludzi, procedury i kulturę bezpieczeństwa.

Kompetencje cyfrowe priorytetem

Ponad połowa firm (54%) deklaruje, że w najbliższych miesiącach zamierza intensywnie rozwijać kompetencje cyfrowe swoich pracowników. Przedsiębiorstwa, które inwestują równolegle w technologie i ludzi, osiągają wyższe wyniki w obszarze potencjału do transformacji, implementacji technologii oraz cyberbezpieczeństwa i zarządzania ryzykiem. W warunkach szybkiego rozwoju AI i chmury to właśnie kapitał ludzki może przesądzić o sukcesie cyfrowej zmiany.

Grupa Pracuj w gronie spółek technologicznych na GPW

Po sesji giełdowej 13 czerwca br. akcje Grupy Pracuj zostaną przeniesione do indeksu sektorowego WIG-informatyka. Dotychczas przypisane były do subindeksu WIG-media. To symboliczny krok w kierunku umacniania pozycji Grupy Pracuj jako firmy technologicznej, której coraz większa część biznesu koncentruje się na rozwiązaniach HR Software oferowanych w modelu SaaS.

– Jesteśmy spółką technologiczną, która od wielu lat tworzy i wdraża zaawansowane rozwiązania cyfrowe w obszarze HR. Zatrudniamy 300 ekspertów IT w Polsce, Niemczech i w Ukrainie. Każdego dnia rozwijają oni naszą platformę HR Tech, obejmującą serwisy rekrutacyjne, aplikacje mobilne oraz systemy takie jak eRecruiter, softgarden czy Kadromierz, oferowane w modelu Software as a Service. Wspieramy w ten sposób zarówno pracodawców, jak i kandydatów, w procesach rekrutacyjnych oraz zarządzaniu kapitałem ludzkim – informuje Magdalena Cumanis, Dyrektorka Komunikacji Korporacyjnej Grupy Pracuj.

– W opublikowanej niedawno Strategii rozwoju do 2030 roku jasno wskazujemy, że systemy HR będą miały coraz większe znaczenie dla przychodów Grupy Pracuj. Przeniesienie naszej spółki z indeksu WIG-media do WIG-informatyka to potwierdzenie naszej transformacji w stronę wiodącej platformy HR Tech w Europie – dodaje Magdalena Cumanis.

Zarząd Grupy Pracuj w maju tego roku przyjął strategiczne założenia na lata 2025-2030. Przychody Grupy w tym okresie mają organicznie wzrosnąć do około 1,4 mld zł, czyli o ponad 80% w porównaniu z 2024 rokiem, przy utrzymaniu skorygowanej marży EBITDA powyżej 40%. Jednocześnie Grupa zamierza dokonywać selektywnych przejęć, głównie w obszarze HR post-hire, które będą dodatkowym źródłem wzrostu. Docelowo, przychody Grupy Pracuj mają w około połowie pochodzić z serwisów rekrutacyjnych oraz w około połowie z obszaru HR Software.

WIG-informatyka jest sektorowym subindeksem skupiającym spółki notowane na GPW, uczestniczące w indeksie WIG, które zostały jednocześnie zaklasyfikowane do sektora „informatyka”. W jego skład wchodzi obecnie 27 spółek.

Akcje Grupy Pracuj zostały jednocześnie zaklasyfikowane do indeksów makrosektorowych WIGtech i WIGtechTR, skupiających spółki z branży biotechnologii, gier, informatyki, telekomunikacji oraz nowych technologii. Akcje spółki są również przypisane do innych indeksów na GPW, takich jak: mWIG40, WIG-Poland, WIG140, GPWB-CENTR, CEEplus, WIGdiv oraz WIGdivplus.

Komunikat ZBP po rozprawie TSUE w temacie WIBOR

Komisja Europejska i polski rząd zajęły na rozprawie w TSUE jednoznaczne stanowisko:

  • WIBOR nie podlega kontroli zgodności z dyrektywą konsumencką 93/13, a konsument na żadnym etapie nie został wprowadzony w błąd.
  • Bank spełnił obowiązek informacyjny wymagany przepisami unijnymi. Nie ma podstaw do informowania o technicznej metodzie wyznaczania wskaźnika.
  • WIBOR jest wskaźnikiem zgodnym z prawem unijnym i krajowym. To kluczowy wskaźnik referencyjny objęty zaostrzonym nadzorem regulacyjnym, zgodny z Rozporządzeniem BMR.

W środę 11 czerwca odbyła się rozprawa przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotycząca wskaźnika WIBOR, na którym oparte są kredyty złotowe o zmiennej stopie oprocentowania. Sędziowie TSUE wysłuchali stanowisk uczestników postępowania. W trakcie rozprawy poinformowano, że Rzecznik Generalny przygotuje opinię, która ma zostać przedstawiona 11 września 2025 r. Nie ma w tym nic zaskakującego – taka opinia sporządzana jest w większości przypadków, które toczą się przed TSUE. Wyrok Trybunału zostanie wydany najwcześniej kilka miesięcy po ogłoszeniu wspomnianej opinii Rzecznika Generalnego.

Przedstawiciel Komisji Europejskiej zaznaczył, że sprzeczne z celem regulacji BMR byłoby badanie zgodności wskaźnika WIBOR z dyrektywą konsumencką. Prowadziłoby to do podważenia całego systemu wskaźników referencyjnych w Unii Europejskiej. Podkreślił również, że przepisy BMR zostały przyjęte w interesie publicznym, gwarantują równowagę stron i – co kluczowe – wysoki poziom ochrony konsumentów. Banki, stosując wskaźniki objęte BMR, działają zgodnie z prawem. Obowiązek informacyjny został przez bank spełniony zgodnie z przepisami prawa. Nie ma podstaw, by wymagać od banków szczegółowego informowania konsumentów o technicznych aspektach wyznaczania wskaźnika.

Reprezentant rządu RP z kolei zaakcentował, że polska ustawa o kredycie hipotecznym ściśle reguluje zasady ustalania zmiennego oprocentowania i zapewnia wysoki poziom ochrony konsumenta. WIBOR, jako kluczowy wskaźnik referencyjny w świetle przepisów unijnych, nie powinien być dodatkowo oceniany przez sądy krajowe. Dopuszczenie takiej kontroli uderzałoby w zaufanie do jednolitego rynku finansowego i rodziłoby ryzyka także dla samych konsumentów.

W podobnym tonie wypowiedział się przedstawiciel rządu portugalskiego. Wskazał, że w sprawie chodzi o umowę konsumencką opartą na wskaźniku wpisanym na wykaz kluczowych wskaźników przyjęty przez Komisję Europejską , co potwierdza jego zgodność z unijnym prawem. Zaznaczył również, że zmienna stopa procentowa, oparta na dozwolonym wskaźniku, nie generuje dla konsumenta ryzyka.

Stanowiska wyżej wymienionych podmiotów są w pełni zgodne z wielokrotnie wyrażanym stanowiskiem sektora bankowego i krajowych regulatorów – nie ma żadnych podstaw do tego, by badać WIBOR i podważać jego rzetelność, wiarygodność i zgodność z prawem. Jest on wskaźnikiem obiektywnym, rynkowym i zależnym przede wszystkim od polityki pieniężnej banku centralnego. Ustalanie WIBOR jest w pełni transparentne i jawne.

Konkludując, nie ma możliwości zakwestionowania ani samego WIBOR, ani umów odnoszących się do tego wskaźnika. Znajduje to pełne odzwierciedlenie w orzecznictwie polskich sądów, które we wszystkich dotychczasowych prawomocnych wyrokach oddaliły zarzuty wobec umów opartych na WIBOR.

PG Silesia składa plan restrukturyzacyjny – priorytetem rentowność i rozwój do 2030

Grupa Bumech, zajmująca się wydobyciem węgla kamiennego w kopalni Silesia w Czechowicach-Dziedzicach, poinformowała, że Zarządca działający w imieniu PG Silesia złożył w Sądzie Rejonowym Katowice-Wschód Plan Restrukturyzacyjny. Plan przewiduje wdrożenie zestawu środków naprawczych, których celem jest przywrócenie PG Silesia pełnej zdolności regulowania zobowiązań, osiągnięcie trwałej rentowności oraz utorowanie drogi do dalszego rozwoju w latach 2025–2030.

To dobry plan, który Spółka – po jego zatwierdzeniu przez Sąd – będzie chciała zrealizować. Przyjęte założenia oparte są o nasze zdolności produkcyjne i realne możliwości, które razem dają naszemu zakładowi górniczemu niezbędną perspektywę działania. Tak ważną zarówno dla pracowników, społeczności lokalnej jak i akcjonariuszy. Liczymy, że w efekcie planowanych działań przywrócimy rentowność i pełną zdolność do regulowania zobowiązań – powiedział Andrzej Bukowczyk, wiceprezes zarządu Bumech SA.

Mimo trwającego postępowania sanacyjnego PG Silesia utrzymuje ciągłość wydobycia, koncentrując się na złożach o najwyższych parametrach opałowych, na które utrzymuje się stabilny popyt. Decyzje o uruchamianiu nowych frontów są podejmowane elastycznie, w oparciu o bieżące ceny rynkowe oraz warunki geologiczne i inwestycyjne.

Przyjęte w Planie Restrukturyzacji założenia zakładają prowadzenie wydobycia węgla w oparciu o system jednościanowy i stopniowe udostępnianie kolejnych złóż węgla, przy zachowaniu możliwie krótkich okresów przezbrajania ścian wydobywczych. To są optymalne założenia – podkreśla Andrzej Bukowczyk.

Warto też przypomnieć, że w pierwszych dniach czerwca Naczelny Sąd Administracyjny orzekł w dwóch sprawach związanych z  koncesją PG Silesia na wydobycie pod Goczałkowicami. NSA oddalił zarówno złożony w 2013 roku wniosek o wygaszenie koncesji na wydobycie węgla kamiennego w granicach gminy uzdrowiskowej Goczałkowice-Zdrój, jak i zapoczątkowaną w 2019 roku, sprawę dotyczącą przedłużenia koncesji do roku 2044. W uzasadnieniu Sąd orzekł, że Gmina Goczałkowice Zdrój nie może wywodzić interesu prawnego z norm zadaniowych, w tym norm związanych z jej statusem gminy uzdrowiskowej, a właściciele nieruchomości gruntowych nie mogą sprzeciwiać się eksploatacji górniczej.

Przyjęte i już realizowane działania naprawcze przynoszą pierwsze efekty. W I kwartale 2025 r. Grupa Bumech zaraportowała 4,3 mln zł zysku operacyjnego w porównaniu do 30,9 mln zł straty w okresie od stycznia do marca 2024 r. Wynik EBITDA Grupy Bumech za pierwsze trzy miesiące br. wyniósł 12,3 mln zł. Wyniki te zostały osiągnięte przy 87,1 mln zł przychodów ze sprzedaży (spadek o 43% rdr.). Skonsolidowana strata netto wyniosła 0,4 mln zł, podczas gdy w analogicznym okresie ubiegłego roku strata wyniosła 31,4 mln zł. Dzięki skutecznemu ograniczeniu kosztów operacyjnych Grupa zaraportowała 11,3 mln zł dodatnich przepływów pieniężnych netto z działalności operacyjnej oraz 7,2 mln zł przepływów pieniężnych netto razem.

MCI zrealizował pełne wyjście z Answear.com z niemal 3-krotnym zwrotem

MCI.TechVentures zrealizował całkowite wyjście z inwestycji w Answear.com, jedną z wiodących platform modowych e-commerce w Europie Środkowej i Wschodniej. Fundusz sprzedał w transakcji typu ABB cały posiadany pakiet akcji – 3.666.355 sztuk, stanowiący 19,32% udziału w kapitale zakładowym spółki – realizując blisko 3-krotny zwrot Cash-on-Cash.

Inwestycja MCI w Answear była prowadzona we współpracy z założycielem i CEO spółki – Krzysztofem Bajołkiem. W okresie inwestycyjnym zrealizowano strategię rozwoju Answear do pozycji w jednego z liderów fashion e-commerce w Europie Środkowo-Wschodniej. Kluczowymi etapami tego rozwoju były ekspansja międzynarodowa, konsekwentne rozszerzanie oferty produktowej oraz przyciąganie nowych marek, w tym poprzez strategię buy-build (akwizycje).

Transakcja wpisuje się w strategię MCI zakładającą realizację zwrotu z inwestycji poprzez sprzedaż dojrzałych aktywów i reinwestowanie kapitału w kolejne projekty inwestycyjne w sektorze nowych technologii. Fundusz zakłada realizację kolejnych wyjść z inwestycji w tym roku.

Answear to świetna historia wzrostu. Firma rozwija się znacznie szybciej od konkurentów i zwiększa przychody w tempie 15-20% rocznie. Duży wkład w ten projekt miał też przez lata Tomasz Czechowicz. Spółka zrealizowała dla nas ważny etap transformacji w kierunku marek premium i zakończyła integrację PRM, co obciążyło wyniki poprzedniego roku. Answear ma bardzo silny zespół menadżerski, który na kolejne lata postawił sobie ambitne cele i jestem przekonany, że je osiągnie. Dzisiejsza transakcja spotkała się z dużym zainteresowaniem i była bardzo udana. Firma pozyskała świetnych inwestorów finansowych, którymi są wiodące polskie fundusze. Jest to na pewno też wyraz zaufania rynku do MCI i Answear – powiedział Paweł Borys, Partner Zarządzający MCI Capital, członek Rady Nadzorczej Answear.

W 2024 roku Answear osiągnął ponad 1,5 mld zł przychodów, co oznacza wzrost o 19,8% rok do roku. Już w pierwszym kwartale 2025 roku spółka kontynuowała ten trend, notując 352,5 mln zł przychodów (+22,2% r/r) oraz EBITDA w wysokości 9,9 mln zł, czyli niemal trzykrotnie więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Poprawa rentowności była możliwa m.in. dzięki wzrostowi marży brutto, stabilizacji kosztów marketingowych oraz wzrostowi średniej wartości koszyka (+5,6% r/r). W pierwszym kwartale 2025 roku spółka osiągnęła także rekordowe wyniki operacyjne: 2,53 mln aktywnych klientów (+22% r/r), 82,2 mln wizyt na stronie (+8% r/r), wzrost stopy konwersji do 1,68%.

Zgodnie z przyjętym programem opcji menedżerskich (ESOP), Answear zakłada dynamiczny wzrost EBITDA w kolejnych latach: 80 mln zł w 2025, 100 mln zł w 2026 i 120 mln zł w 2027, a także ambitne cele w zakresie wzrostu wartości akcji do poziomów 40, 50 i 60 zł. MCI, pozostając w gronie akcjonariuszy oraz zobowiązując się do 9-miesięcznego lock-upu, potwierdza swoje przekonanie co do perspektyw dalszego wzrostu i realizacji tych celów przez Answear.

Jawność cen mieszkań obowiązkowa – co się zmienia dla kupujących i deweloperów?

Ceny mieszkań pod pełnym nadzorem – w ciągu 2 miesięcy każdy deweloper będzie musiał ujawniać je na własnej stronie internetowej. Dotyczy to wszystkich ofert, także tych w rezerwacji. Choć już dziś 77% cen jest publicznie dostępnych, nowe przepisy mają zakończyć informacyjny chaos i dać kupującym realne narzędzie do negocjacji. Czy zmieni to rynek? Sprawdzamy.

21 maja 2025 roku Sejm przyjął nowelizację ustawy deweloperskiej, której celem jest większa przejrzystość cen mieszkań oferowanych przez deweloperów. Zmiany mają wzmocnić pozycję negocjacyjną kupujących i ułatwić podejmowanie świadomych decyzji. Proces legislacyjny budził duże zainteresowanie zarówno w branży, jak i w mediach. Co oznacza w praktyce dla rynku, deweloperów i przyszłych właścicieli mieszkań?

Nowe obowiązki deweloperów

Największą nowością, jaka wynika z uchwalonej przez Sejm nowelizacji tzw. ustawy deweloperskiej, jest obowiązek posiadania i prowadzenia przez deweloperów własnej strony internetowej. Choć może to wydawać się oczywistością w dzisiejszych czasach, dla wielu mniejszych firm działających lokalnie będzie to realna zmiana organizacyjna i finansowa. To właśnie za pośrednictwem tej strony konsumenci uzyskają dostęp do kluczowych informacji o inwestycjach m.in. części ogólnej prospektu informacyjnego, lokalizacji przedsięwzięcia, danych kontaktowych dewelopera, a przede wszystkim: aktualnych cen lokali i części przynależnych.

Warto dodać, że jeśli wystąpią rozbieżności pomiędzy ceną podaną na stronie dewelopera a tą oferowaną przy podpisaniu umowy, nabywca będzie miał prawo domagać się sprzedaży po tej korzystniejszej.

To krok w stronę większej transparentności rynku, ale nie przeceniałbym wpływu samej publikacji cen. Znaczenie ma jednak coś innego – pojawi się także obowiązek ujawniania historii zmian cen, co pozwoli kupującym lepiej zrozumieć dynamikę rynku i realnie wzmocni ich pozycję negocjacyjną – podkreśla Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom.

Dodatkowo, ceny mają trafiać codziennie także do ogólnodostępnego portalu dane.gov.pl. Na razie jednak brakuje jasnych wytycznych co do formatu przesyłania tych danych, co może utrudnić ich porównywanie i obniżyć użyteczność całego systemu.

Ryzyko jest takie, że zamiast przejrzystości otrzymamy informacyjny chaos. Jeśli każdy deweloper będzie przesyłał dane w innym formacie, porównywanie cen stanie się nie tyle łatwiejsze, co wręcz niemożliwe zauważa Katarzyna KuniewiczTymczasem właśnie możliwość porównania cen miała być jednym z filarów tej zmiany.

Nowe przepisy nakładają również obowiązki na platformy z ogłoszeniami nieruchomości. Zamieszczane na nich oferty deweloperów będą musiały zawierać adres ich własnej strony internetowej, gdzie znajdują się pełne dane o cenach.

Nazwa może mylić

Choć medialnie nowelizacja została okrzyknięta „ustawą o jawności cen”, w rzeczywistości jej kluczowym celem nie jest ujawnienie czegoś, co rzekomo było ukryte.  Jak podkreślają eksperci Otodom ceny mieszkań były bowiem w większości znane. Według danych Otodom Analytics, aż 77% cen ofertowych można było wcześniej znaleźć bez konieczności kontaktu z deweloperem.

Mówimy o nowelizacji ustawy deweloperskiej, a nie o rewolucji jawności cen. To przede wszystkim regulacja, która zobowiązuje deweloperów, również tych najmniejszych, do prowadzenia strony internetowej i publikowania podstawowych informacji o inwestycjach, w tym cen. To duża zmiana organizacyjna, ale nie oznacza, że dotąd ceny nie były jawne. Jednak nazwa sugerująca „ujawnienie” cen może prowadzić do fałszywych wniosków – tłumaczy Katarzyna Kuniewicz.

Okazuje się więc, że problemem nie była niejawność cen, tylko rozproszenie informacji i brak spójnych standardów ich prezentacji. Teraz, przynajmniej w teorii, wszystko ma znaleźć się w jednym miejscu i w tej samej formie.

Czy zmiany wpłyną na ceny mieszkań?

Początkowo nowe przepisy budziły pewne wątpliwości. Ich brzmienie sugerowało, że obowiązek publikacji obejmie jedynie lokale gotowe do odbioru. Senat wprowadził jednak poprawki, które rozwiały te obawy. W efekcie jawne będą nie tylko ceny mieszkań dostępnych „od ręki”, ale również tych, które są dostępne w ramach rezerwacji. To oznacza pełen wgląd w stawki za metr kwadratowy wszystkich oferowanych lokali – bez wyjątków.

Czy dostęp kupujących do historii zmian cen może wpłynąć na ceny mieszkań? Eksperci nie pozostawiają złudzeń.

Upowszechnienie informacji o cenach mieszkań to istotny krok w kierunku większej przejrzystości rynku, ale nie należy oczekiwać, że samo to działanie przełoży się na spadek stawek. Obecnie na rynku deweloperskim dostępnych jest rekordowo dużo ofert – ponad 110 tys. lokali w 20 największych aglomeracjach. To relacja między popytem a podażą oraz rosnąca konkurencja między deweloperami będą miały realny wpływ na poziom cen, a nie same wymogi dotyczące ich publikacji – podsumowuje Katarzyna Kuniewicz.

Nowa prognoza kursu dolara i euro do 2026 r.

Złoty pozostaje jedną z najlepiej radzących sobie walut rynków wschodzących na świecie. Mimo ogromnych zmian w globalnym krajobrazie politycznym i gospodarczym zmienność kursu EUR/PLN jest raczej ograniczona, podobnie jak było w 2024 r. Waluta ma szansę pozostać w okolicy obecnych poziomów ze względu na dobre perspektywy gospodarcze, wciąż wysokie stopy procentowe i mocne fundamenty.

Kluczowe punkty:

  • Kurs EUR/PLN utrzymuje się w wąskim przedziale.
  • Dalsza redukcja stóp NBP przed nami.
  • Wzrost gospodarczy jest dość silny.
  • Cła Trumpa stanowią niewielkie ryzyko.
  • Sytuacja fiskalna wydaje się napięta.
  • Prognozujemy stabilny kurs EUR/PLN, bliski obecnych poziomów.

We wcześniejszej części roku złoty osiągnął najlepszą pozycję względem euro od 2015 r. (4.13), obecnie para jest blisko poziomu 4,25. Cła Trumpa i dość nagły zwrot Narodowego Banku Polskiego ku rozluźnianiu polityki monetarnej zaważyły na sentymencie wobec waluty, jego pogorszenie okazało się jednak tymczasowe. Plany fiskalne Niemiec i handel „sell America” wsparły europejskie aktywa, a polskie akcje w ostatnich miesiącach były jednymi z radzących sobie najlepiej na świecie.

Wykres 1: Kurs EUR/PLN (czerwiec 2024 – czerwiec 2025)

Cła Trumpa nie powinny mieć bardzo silnego wpływu na gospodarkę

Podobnie jak w przypadku innych krajów Unii Europejskiej, cła Trumpa wpłyną na wzrost gospodarczy Polski. Eksport do USA stanowi ok. 3,5% całkowitego eksportu – Stany Zjednoczone są siódmym największym odbiorcą dla naszego kraju. Możliwe zakłócenie handlu UE stanowi dodatkowe ryzyko, z uwagi na to, że Polska ma silne połączenia z europejskimi łańcuchami dostaw. Ogólnie wpływ ten powinien być jednak ograniczony i raczej nie przekroczy kilku dziesiątych PKB w 2025 r.

Spadek inflacji sprzyja kontynuacji cięć NBP

Inflacja w Polsce przebyła długą drogę i po tym, jak między wrześniem a marcem utrzymywała się na zbliżonym poziomie, później zaczęła spadać, w maju do 4,1%. Wieści z tego frontu są ostatnio pozytywne, a presja cenowa jest obecnie sporo niższa, niż zakładano na początku roku. Miara bazowa również zmierza w dobrym kierunku – w kwietniu spadła do będącego poniżej oczekiwanego poziomu 3,4%, wracając do widełek celu NBP (2,5% ± 1 pp.) po raz pierwszy od połowy 2021 r.

Słabsza inflacja i wyhamowanie wzrostu płac do jednocyfrowych wartości pozwoliły NBP na zmianę kursu – po trwającej 19 miesięcy pauzie w maju zdecydował się na obniżkę stóp procentowych o 50 pb. Rada Polityki Pieniężnej podkreśliła jednak, że ruch ten nie jest początkiem cyklu cięć, pozostawiając sobie jak najwięcej możliwości w okresie zwiększonej niepewności. Prezes Adam Glapiński wspomniał wówczas, że rozluźnianie polityki może zostać wznowione w lipcu (kiedy opublikowane zostaną nowe projekcje) lub jesienią. Od tamtej pory jego retoryka skierowała się nieco bardziej w jastrzębią stronę, choć nadal w pełni nie wykluczamy cięcia na najbliższym posiedzeniu. Sądzimy, że prawdopodobne jest jeszcze co najmniej 50 pb. obniżek w tym roku i spodziewamy się kontynuacji cięć w 2026 r.

Wykres 2: Stopa referencyjna NBP (2015 – 2025)

Napięta sytuacja fiskalna zwraca uwagę

Polska gospodarka przyspieszyła, a jej fundamenty makroekonomiczne pozostają solidne. Deficyt na rachunku obrotów bieżących wzrósł, nie oczekuje się jednak, by zmienił się on istotnie, a rezerwy walutowe odpowiadają zdrowym ośmiu miesiącom pokrycia importu. Sytuacja fiskalna, którą prezes Glapiński wskazuje jako ryzyko inflacyjne, wydaje się jednak napięta. Oczekuje się, że deficyt instytucji rządowych i samorządowych będzie redukowany z 6,6% PKB w 2024 r. bardzo stopniowo, podbijając stosunek długu do PKB w najbliższych latach. W 2026 r. stosunek ten powinien sięgnąć 60%. Choć krajowy dług jest o ok. 20 pp. niższy niż średnia unijna, to wysokie stopy procentowe oznaczają, że koszty obsługi długu są znacznie powyżej poziomów sprzed pandemii i stanowią jedne z najwyższych w Europie.

Napięta sytuacja fiskalna z jednej strony jest związana ze wzrostem wydatków na obronność, (które na poziomie ok. 5% PKB są jednymi z najwyższych w NATO), z drugiej – jest również efektem wyższych transferów społecznych. Wygrana w wyborach prezydenckich konserwatywnego kandydata Karola Nawrockiego oznacza prawdopodobnie, że możliwości wprowadzenia reform liberalnego rządu będą w dalszym ciągu ograniczone, a konsolidacja finansów publicznych może okazać się trudniejsza.

Prognozujemy utrzymanie się kursu EUR/PLN blisko obecnych poziomów

Uważamy, że złoty powinien utrzymać swoją pozycję względem euro w horyzoncie naszej prognozy. Polska wydaje się być w dobrej pozycji, by przez drugą kadencję Trumpa przejść w miarę suchą stopą, jej perspektywy gospodarcze są dobre, stopy procentowe wciąż wysokie, a fundamenty solidne. Zmieniły się ryzyka, ich bilans wydaje się jednak zrównoważony. Z jednej strony ponowne zainteresowanie inwestorów Europą jest pozytywne, z drugiej zaś RPP obniża stopy procentowe, wzrosła globalna niepewność, a perspektywa zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej wydaje się bardziej odległa.

  EUR/USD USD/PLN EUR/PLN*
Q2-2025 1,13 3,75 4,25
Q3-2025 1,14 3,75 4,25
E-2025 1,15 3,70 4,25
Q1-2026 1,16 3,65 4,25
E-2026 1,18 3,60 4,25

*prognoza EUR/PLN jest prognozą złotego,

prognoza EUR/USD ma kluczowe znaczenie dla prognozy USD/PLN

Autor: Roman Ziruk – starszy analityk rynkowy Ebury

Nie tylko Ikea i Volvo. Co Szwecja ma do zaoferowania polskim inwestorom?

Patrząc na bliskość geograficzną i zacieśniającą się współpracę w zakresie bezpieczeństwa w rejonie Morza Bałtyckiego, Szwecja może się stać w najbliższych latach jednym z bardziej atrakcyjnych rynków polskiej ekspansji zagranicznej. Mimo specyfiki, polegającej na dużych wymaganiach jakościowych, jest to kierunek perspektywiczny z punktu widzenia bezpośrednich inwestycji zagranicznych.  Według ubiegłorocznego Światowego Raportu Inwestycyjnego UNCTAD Szwecja pozostawała czwartym najbardziej atrakcyjnym rynkiem dla BIZ w Europie i trzynastym na świecie. 

Najnowsze dane pokazują, że w ciągu ostatnich trzech lat wartość bezpośrednich inwestycji w Szwecji wyniosła 130 mld USD z rekordowymi napływami zarówno w 2022, jak i w 2023 roku.

Według Szwedzkiej Izby Handlowej, inwestycje zagraniczne zwiększają produktywność lokalnych przedsiębiorstw, przede wszystkim, kiedy są przejmowane przez firmy z Europy, Ameryki Północnej i Japonii. Jak podają autorzy raportu UNCTAD, głównymi krajami inwestującymi w Szwecji są Wielka Brytania, Luksemburg, Holandia, Niemcy, Stany Zjednoczone i Norwegia.

Pozytywne prognozy gospodarcze

Szwedzki Bank Swedbank w swoim styczniowym opracowaniu zapowiada, że Szwecja wraca na trwałą ścieżkę wzrostu: Riksbank – Bank Centralny będzie obniżał wysokość stóp procentowych, a popyt krajowy stanie się motorem wzrostu. Jak podkreślają eksperci, pomimo geopolitycznej niepewności szwedzka gospodarka ma potencjał, aby rozwijać się szybciej niż zwykle. Swedbank przewiduje, że szwedzki PKB wzrośnie o 2% w tym roku i o 3% w 2026 r.

Warto również zauważyć, że Szwecja należy do nielicznych rozwiniętych gospodarek europejskich, które wykazują zarówno nadwyżkę na rachunku bieżącym, jak i niski dług publiczny. Relacja długu (sektora instytucji rządowych i samorządowych) do PKB kraju została oszacowana przez Szwedzki Narodowy Urząd Długu na 33% w 2024 r. Zakłada się, że pozostanie on stabilny w najbliższej przyszłości 2.

Czy warto?

W 2023 r. Szwecja odnotowała znaczny spadek BIZ, ale utrzymała silną pozycję czwartego najbardziej atrakcyjnego rynku w Europie. Bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ) w Szwecji wzrosły o 5,3 mld USD we wrześniu 2024 r. w porównaniu ze wzrostem o 318,2 mln USD w poprzednim kwartale.

– Kraj utrzymuje wysoki poziom atrakcyjności dla inwestorów zagranicznych ze względu na wielojęzyczną i wykwalifikowaną siłę roboczą, bardzo wysoką siłę nabywczą na mieszkańca, gospodarkę będącą w czołówce nowych technologii i innowacji, a także korzystny system podatkowy – podkreśla Joanna Jasińska, analityk inwestycyjny PFR TFI.

Szwedzki rząd podjął działania mające na celu rozwój wsparcia dla inwestycji, koncentrując się na kluczowych sektorach (biotechnologie i przetwórstwo spożywcze), a także szybko rozwijających się rynkach (kraje bałtyckie, Indie, Brazylia itp.). Z drugiej strony, inwestowanie w Szwecji może być wymagające od strony formalnej.13 września 2023 r. szwedzki parlament zatwierdził ustawę o BIZ, tworzącą krajowy system monitorowania bezpośrednich inwestycji zagranicznych.  Zgodnie z nowymi przepisami wszystkie inwestycje zagraniczne muszą podlegać obowiązkowym procedurom powiadamiania i zatwierdzania przez Inspektorat Produktów Strategicznych3 .

Eksport, inwestycje i stabilny rozwój, czyli polsko-szwedzka współpraca gospodarcza

Wzajemne polsko-szwedzkie obroty handlowe utrzymują się na dobrym poziomie, a eksport z naszego kraju w 2023 r. osiągnął wartość ponad 6 miliardów euro.  – To również następstwo współpracy pomiędzy różnymi branżami, przede wszystkim przemysłowymi. To czym należy pamiętać – Szwecja jest jednym z głównych inwestorów w Polsce, a tamtejsze firmy odgrywają istotną rolę w polskiej gospodarce, zwłaszcza w sektorach przemysłowych, usługowych oraz nowoczesnych technologii- przypomina Joanna Jasińska. W 2023 r. firmy ze Szwecji zainwestowały nad Wisłą ponad 10 miliardów euro. Szwedzcy inwestorzy doceniają stabilność polskiego rynku oraz Polska4, będąca jednym z największych rynków w Europie Środkowo-Wschodniej, oferuje atrakcyjne warunki dla inwestorów zagranicznych, co przyciąga coraz większe zainteresowanie kapitału szwedzkiego.

Według danych Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, Polska w 2023 r. wyeksportowała na drugą stronę Bałtyku produkty o wartości 7,9 mld EUR. Natomiast wartość importowanych towarów to 6,9 mld EUR i w ostatnich latach maleje. Saldo wymiany towarowej między Polską a Szwecją wyniosło w tamtym roku 1 mld EUR.

– Dla polskich przedsiębiorstw planujących ekspansję na wymagający, ale perspektywiczny rynek szwedzki, istotnym wsparciem może być Fundusz Ekspansji Zagranicznej zarządzany przez PFR TFI. Fundusz oferuje finansowanie kapitałowe w formule joint venture, wspierając firmy w budowie zagranicznej obecności – m.in. poprzez przejęcia lokalnych podmiotów, rozwój zielonych inwestycji czy tworzenie zakładów produkcyjnych. Elastyczność modelu inwestycyjnego funduszu, jego długoterminowa perspektywa oraz znajomość specyfiki rynków zagranicznych, mogą stanowić istotną przewagę dla firm planujących przemyślane wejście na rynek szwedzki i skuteczną adaptację do jego regulacyjnych oraz środowiskowych wymogów – przekonuje J. Jasińska z PFR TFI.

Szwedzi obudzili się w innej Europie

Szwedzi doskonale zdają sobie sprawę, że w ciągu ostatnich dwóch dekad gospodarki państw Europy Środkowej i Wschodniej wzrosły realnie o 60–80%. Największy rozwój odnotowano w Polsce, Rumunii, Słowacji, Litwie i Bułgarii. Nowe państwa członkowskie utrzymały znacznie wyższy wzrost gospodarczy, nawet w porównaniu z gospodarką USA i skorzystały ze swojej przewagi konkurencyjnej, dostępu do dużego rynku UE i rzeczywistego wzrostu wydajności pracy – podkreśla na łamach szwedzkiego magazynu „Smedjan” Petar Ganev z bułgarskiego Instytutu Gospodarki Rynkowej i współautor raportu „Ożywienie konkurencyjnej przewagi Europy” opublikowanego przez EPICENTER w styczniu 2025 r.

W tym samym okresie rzeczywisty wzrost gospodarczy Szwecji wyniósł 38%, podczas gdy w Danii i Norwegii – 28–29%. Wzrost w regionie nordyckim jest wyższy niż średnia w UE, ale nadal mniejszy niż w Europie Środkowo-Wschodniej.

Rynek dla ambitnych graczy

– W mojej ocenie Szwecja to bardzo dobry kierunek dla wyjątkowo zaawansowanych graczy. Jest bardzo wymagający i respektujący nieraz wyśrubowane normy środowiskowe. Z drugiej strony to kraj z rosnącym deficytem w wielu zawodach i specjalizacjach. Platforma współpracy to zarówno przemysł stoczniowy, jak i lotniczy, szeroko rozumiana obronność i bezpieczeństwo, ale także przemysł wydobywczy i szeroko rozumiany recykling. Oczywiście nie możemy zapominać o farmacji i przemyśle spożywczym. Na rynek szwedzki zdecydowanie warto wejść, ale najlepiej zrobić to poprzez lokalne przedsiębiorstwo, które ułatwi nam adaptację na tamtym rynku – zdecydowanie przekonuje Joanna Jasińska.

W Szwecji, jak i większości europejskich krajów istnieje problem sukcesji w firmach rodzinnych. Z badania Szwedzkiego Stowarzyszenia Biznesowego wynika, że ​​średni wiek szwedzkich liderów biznesu wynosi 51,3 lat, a odsetek liderów biznesu, którzy mają 55 lat i więcej, sięga 40%. Z kolei 14% liderów biznesu ma ponad 65 lat. Łącznie zarządzają oni 53 500 firmami, zatrudniającymi nieco ponad 186 000 pracowników. Jeśli doliczyć kierowników firm bez innych pracowników, to jest to w sumie ok. 200 000 osób5.

Źródła danych:

  1. https://www.swedbank.com/newsroom/press-releases.details.swedbank-economic-outlook:-optimism-dawns-in-sweden-at-last.0E1DA2E89B60A78D.html.
  2. https://www.riksgalden.se/fi/press-and-publications/press-releases-and-news/press-releases/2024/swedens-debt-increases-but-at-slower-rate/.
  3. One year with the Swedish FDI-regime | Delphi
  4.  https://www.poland-export.pl/g/wspolpraca-z-zagranica-47/articles/eksport-do-szwecji-wspolpraca-handlowa-ze-szwecja-2024-7058.html.
  5.  Ownership and generational change in companies – Företagarna

Tłumaczenia szwedzki online – tłumacz języka szwedzkiego

Galerie i centra handlowe nie muszą upadać. Trzeba tylko umiejętnie połączyć online i offline

Dynamiczny rozwój e-commerce wpływa na spadek ruchu w galeriach i centrach handlowych. Jednak klasyczne placówki wciąż mają duży potencjał. Trzeba tylko umiejętnie łączyć online i offline. Takie rozwiązania jak drive-to-store pozwalają poprawić efektywność, przy jednoczesnym obniżeniu kosztów pozyskania klienta. E-sklepy nie są w stanie zastąpić ww. obiektów w 100%. Do tego dochodzi kolejny wątek. W ub.r. Ukraińcy mocno zasilili ruch. Jednak w centrum uwagi nie powinno być to, ile osób przyjdzie na zakupy, a to, ile z nich je w ogóle zrobi. To sprawia, że zmieniają się nie tylko same galerie i centra handlowe, ale też ewoluuje ich sposób komunikacji z klientami. Teraz mocno stawia się na efektywność. O zmieniających się placówkach i relacjach z konsumentami mówi Adam Iwiński, prezes Hybrid Europe.

Według Adama Iwińskiego, prezesa Hybrid Europe, dynamiczny rozwój e-commerce przyczynia się do spadku ruchu w galeriach handlowych. Pandemia przyspieszyła przechodzenie konsumentów do zakupów online, które stały się wygodniejsze i często bardziej atrakcyjne cenowo. W efekcie wielu klientów odwiedza ww. placówki rzadziej lub w ogóle rezygnuje z zakupów stacjonarnych. Pojawiają się więc pytania o wpływ e-handlu na dalsze funkcjonowanie galerii i centrów handlowych, zwłaszcza że e-sklepy stają się niezwykle atrakcyjną alternatywą w okresie wzmożonych zakupów, czyli m.in. przed Wielkanocą czy Bożym Narodzeniem.

– Dane z raportu „E-commerce w Polsce 2024”, opublikowanego przez Gemius, pokazują, że polski rynek e-commerce wzrośnie o 12-15% w tym roku, a jego wartość osiągnie 20 miliardów złotych. To ogromny trend, który nie może być ignorowany przez tradycyjne kanały sprzedaży, a zwłaszcza galerie i centra handlowe, które muszą odpowiedzieć na potrzeby zmieniających się konsumentów – zaznacza Iwiński.

Do tego ekspert dodaje, że mimo ekspansji e-commerce, sprzedaż w punktach stacjonarnych wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie. Przede wszystkim za sprawą rozwiązań typu click & collect. Oznacza to, że konsumenci dokonują zakupów online, a odbierają je w tradycyjnych sklepach. Szacuje się, że opcja ta stanowi ok. 15-20% całkowitej sprzedaży w galeriach handlowych. Klasyczne placówki wciąż mają potencjał, ale trzeba umieć połączyć to z cyfrowym światem.

– Raport „Handel i konsumpcja w Polsce 2024” wskazuje na ciekawy trend. 62% Polaków, regularnie robiących zakupy online, deklaruje, że często odwiedza sklepy stacjonarne, aby dotknąć i sprawdzić produkty przed dokonaniem transakcji. To właśnie połączenie świata online z doświadczeniem zakupów w offline stanowi fundament rozwoju rozwiązań reklamowych typu drive-to-store – dodaje Adam Iwiński.

Według danych Hybrid Europe, efektywność ww. kampanii wzrosła o 30% w ciągu ostatniego roku, przy jednoczesnym obniżeniu kosztów pozyskania klienta o 20%. Oznacza to, że można skierować bardziej zaangażowanych konsumentów do sklepów fizycznych, co ma bezpośredni wpływ na zwiększenie konwersji offline.

– Warto jeszcze wspomnieć o danych z raportu „Retail Real Estate in Europe 2024”, opracowanego przez CBRE. Z nich wynika, że galerie i centra handlowe, które zaczęły inwestować w zintegrowane technologie i zmieniać sposób komunikacji z klientami, notują wzrosty przychodów nawet o 4-6% w stosunku do poprzednich lat. Tego typu placówki, które postawiły na doświadczenia zakupowe i połączenie z e-commerce, a nie tylko na zwykły ruch klientów, mają teraz nie tylko większy wpływ na decyzje zakupowe, ale również na jakość tych transakcji – komentuje prezes Hybrid Europe.

Jak przekonuje ekspert, tradycyjne galerie i centra handlowe nie są skazane na zapomnienie. Wręcz przeciwnie, ten segment rynku wciąż ma ogromny potencjał, zwłaszcza jeśli mówimy o łączeniu doświadczeń online i offline w sposób, który odpowiada na zmieniające się potrzeby konsumentów. Dla części z nich zakupy stacjonarne to nie tylko nabywanie produktów. To składowa procesu, który obejmuje emocje, interakcje z produktami i markami, możliwość natychmiastowego posmakowania, przymierzenia czy obejrzenia czegoś na żywo. W tym kontekście e-commerce na pewno nie jest w stanie zastąpić galerii handlowych w 100%.

– Wciąż jest sporo osób, które preferują zakupy stacjonarne. Branża stara się wykorzystać ten trend i dostarczać maksymalną wartość klientom galerii handlowych. Takie podejście efektywnie wspierają rozwiązania reklamowe typu drive-to-store, które zaczynają być nie tylko popularne, ale wręcz kluczowe w skutecznym budowaniu ruchu w tego typu placówkach. Kampanie reklamowe, których celem jest pozyskanie wizyty zakupowej w placówce stacjonarnej, pomagają łączyć nakłady online z rzeczywistymi odwiedzinami w sklepach stacjonarnych, w ten sposób zwiększając efektywność marketingową – podkreśla Adam Iwiński.

Z analiz Hybrid Europe wynika również, że ogromny wpływ na handel ma demografia, w tym sytuacja związana z migracją Ukraińców. Oni nadal stanowią istotną grupę klientów dla wielu branż. Ich obecność nie jest również bez znaczenia dla sektora retail. W ubiegłym roku mocno zasilili ruch w galeriach handlowych. Pojawiają się więc pytania o przyszłość w tym zakresie.

– Wiele podmiotów, zwłaszcza z branży handlowej, dostosowało swoje strategie reklamowe do nowej grupy odbiorców. Przykładowo, wprowadzili reklamy w języku ukraińskim czy specjalne promocje skierowane do tej grupy. Niektóre marki odnotowały nawet kilkunastoprocentowe wzrosty sprzedaży w segmentach, w których Ukraińcy stanowili znaczącą część klientów – wylicza ekspert.

Według analiz Hybrid Europe, nawet jeśli tradycyjny pomiar ruchu wskaże na stagnację lub spadek, to zastosowanie skutecznych kampanii reklamowych typu drive-to-store może skutkować wzrostem wyników finansowych. Coraz częściej w biznesie celem nie jest to, ile osób przyjdzie do placówki handlowej, a to, ile z nich zrobi tam zakupy. To sprawia, że zmieniają się nie tylko same centra handlowe, ale też ich sposób komunikacji z klientami. Teraz liczy się efektywność.

– Nadchodzący czas może być okresem, w którym wzajemne uzupełnianie się światów online i offline da nam najlepsze rezultaty. Jeśli połączymy to z efektywnym wykorzystaniem narzędzi reklamowych i ścisłą współpracą z markami, to wyniki mogą być zaskakująco pozytywne. Takie podejście z pewnością pozwoli stworzyć wartość dodaną dla wszystkich uczestników rynku – podsumowuje prezes Hybrid Europe.

Przedsiębiorcy zniecierpliwieni. Deregulacja musi przyspieszyć

– Deregulacja jest w Polsce koniecznością. Przedsiębiorcy z dużym entuzjazmem przyjęli zapowiedzi premiera Donalda Tuska. Kampania wyborcza ze zrozumiałych względów spowolniły impet prac nad rozwiązaniami, ale teraz jest czas, by dokończyć to, co zostało rozpoczęte – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. Projekt deregulacyjny dotyczący wspierania przedsiębiorców czy uproszczenia procedur administracyjnych jest przygotowywany przez Ministerstwo Rozwoju. W opinii przedsiębiorców to dobry pierwszy krok w ułatwianiu biznesowi codziennej działalności.

Deregulacja potrzebuje konkretów i przyspieszenia

Projekt deregulacyjny przygotowywany przez Ministerstwo Rozwoju zakłada uproszczenie prowadzenia działalności nierejestrowanej czy milczącą zgodę w wyszczególnionych w ustawie zagadnieniach gospodarczych. Kilka dni temu prezydent podpisał również pakiet deregulacyjny zakładający 6 miesięczne vacatio legis dla zmian przepisów dotyczących przedsiębiorców, co odebrano pozytywnie szczególnie w kontekście zmian podatkowych. 

Zmiany są doceniane, ale ustawa deregulacyjna w zakresie proponowanym przez zespół Rafała Brzoski zdaje się tracić impet, a ustawy opracowywane przez Rząd RP dotyczą wąskiego zakresu tematów gospodarczych.

– Wciąż mam nadzieję, że choć część zgłoszonych postulatów będzie dalej analizowana i wdrażana, ponieważ obecne nastroje wśród sektora MŚP są dalekie od optymistycznych. Coraz częściej obserwuję stagnację, wstrzymywanie inwestycji oraz ostrożność w podejmowaniu decyzji o zakładaniu nowych spółek czy jednoosobowych działalności gospodarczych – w porównaniu do ubiegłego roku. Na sytuację wpływają również rosnące obciążenia finansowe, które znacząco utrudniają planowanie i rozwój działalności. Zauważalna jest wzmożona aktywność organów skarbowych – zarówno w zakresie weryfikacji spadku obrotów, jak i trudności w rejestracji nowych podatników VAT. Dodatkowym obciążeniem jest perspektywa wprowadzenia KSeF, który generuje kolejne wydatki i wyzwania organizacyjne.

Lutowe zaangażowanie przedsiębiorców pokazało jasno, że problem barier regulacyjnych jest poważny i wymaga systemowego podejścia – mówi Agnieszka Zamaro-Wiśniewska, ekspert Północnej Izby Gospodarczej w zakresie finansów.

– Symbolicznym przykładem utraconej szansy jest wycofanie się z planowanych zmian dotyczących obowiązku opłacania składek ZUS przy działalności nierejestrowanej – problemu realnie dotykającego wielu drobnych usługodawców – mówi Agnieszka Zamaro-Wiśniewska.

– Nadal wierzę, że choć część zgłoszonych postulatów zostanie podjęta i wdrożona. Bez realnej zmiany otoczenia prawnego trudno będzie mówić o rozwoju przedsiębiorczości w Polsce – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Deregulacja to temat z natury skomplikowany i wychodzę z założenia, że lepiej zajmować się mniejszą ilością ważnych tematów, ale robić t skutecznie. Obawiamy się jako przedsiębiorcy, że ważne tematy utkwią w konsultacjach międzyresortowych, a w efekcie końcowym okaże się, że nie znajdą politycznej aprobaty – mówi Hanna Mojsiuk.

– Deregulacja i repolonizacja to dwie obietnice mocno oddziałowujące na przedsiębiorców. Ich realizację uznajemy za priorytet – mówi Hanna Mojsiuk.

„Dużym problemem polskiej legislacji jest inflacja ustawodawcza”

Przedsiębiorcy przekonują, że Polska musi być krajem ze sprawną strukturą przepisów. Mimo postępów nadal wiele zagadnień z prawa budowlanego, pozwoleń na zatrudnienie czy przepisów związanych z regulacją handlu i usług zdają się być niepotrzebnym mnożeniem administracji.

– Dużym problemem polskiej legislacji jest inflacja ustawodawcza. Tworzonych jest mnóstwo przepisów, one często wzajemnie się wykluczają, brakuje im konkretnych interpretacji. Za pozytywne uznajemy wprowadzenie sześciomiesięcznego Vacatio Legis dla przepisów podatkowych. Pamiętamy słynny Polski Ład, który z tygodnia na tydzień zmieniał prządek prawny, a przedsiębiorcy całymi miesiącami nie mogli odnaleźć się w chaosie prawnym – mówi mecenas Marek Jarosiewicz.

– Jeżeli chcemy budować konkurencyjną gospodarkę to nie możemy pozwolić na to, by przedsiębiorcy grzęźli w dokumentach, papierach, pozwoleniach czy regulacjach z których tak naprawdę część ma zasadność. Przedsiębiorcy na co dzień zakopani są w obowiązkach, papierach, dokumentach, a tak naprawdę bardzo często jedyny raz gdy je widzą to wtedy, gdy są wypełniane, a następnie lądują na wieczność w segregatorach. Zapowiedź deregulacji traktujemy poważnie i w tematach związanych z działalnością sektora MŚP ułatwienia są wręcz konieczne – mówi ekspert gospodarczy Paweł Skotnicki.

Globalna logistyka pod presją taryf i spowolnienia gospodarczego. Transport coraz droższy

Aż 70% zarządzających procesami logistycznymi w Europie twierdzi, że ciągu 72 godzin będzie w stanie odpowiedzieć na nowe zakłócenia pojawiające się łańcuchu dostaw. Jednocześnie 92% zgadza się co do tego, że wzrosną koszty wymiany handlowej, a 68% spodziewa się większej zmienności otoczenia biznesowego. Przez światową gospodarkę przelała się już potężna fala obniżek prognoz, ale logistyka wciąż radzi sobie zadziwiająco dobrze, co potwierdzają liczne dane za I kw. br. Nie oznacza to jednak, że spadki nie dogonią w końca sektora, bo co do tego na rynku panuje konsensus. Pozostaje tylko pytanie na co przygotować i co zapewni dalszy wzrost w nieprzewidywalnych czasach?  

Wojna handlowa destabilizuje globalny wzrost i handel

Nie wiadomo jeszcze, jak trwałe efekty dla światowej gospodarki i sektora logistycznego przyniesie obowiązujące 90 dni porozumienie zamrażające konflikt gospodarczy pomiędzy Chinami i USA. Wiadomo jednak, że wprowadzone dotychczas ograniczenia, które w praktyce osiągnęły poziom bliski embarga na obustronną wymianę towarową, wyrządziły tak daleko idące szkody, że odczuwa je cały świat. Demontaż międzynarodowego ładu gospodarczego, który USA same przez dekady budowały odbił już swoje piętno na prognozach PKB, doprowadził do spadków w handlu, degradacji zaufania do obowiązujących zasad, pogorszenia nastrojów w wielu sektorach gospodarki i wzrostu cen, także w logistyce. Wszystkie te zmiany wystąpiły w ciągu zaledwie kilku miesięcy, a niemal codziennie pojawiają się nowe rewelacje, które bynajmniej nie wróżą stabilizacji, o końcu turbulencji nie wspominając.

Gospodarki drżą z niepokojem patrząc na topniejące prognozy

Przykładem może być chociażby Unii Europejska, nad którą wciąż wisi odroczona groźba ceł w wysokości 50% na towary wysyłane za ocean. To byłby naprawdę bolesny cios dla wielu bogatych gospodarek Wspólnoty, tymczasem dość niespodziewanie do takiego właśnie poziomu (50%) skoczyły już stawki na stal i aluminium importowane do USA. W ciągu zaledwie kilku dni pojawiły się więc dwa nowe, niezwykle istotne wątki, a przecież nie tak dawno, bo w kwietniu br. Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) obciął już tegoroczną prognozę światowego PKB do 2,8%. Jeszcze w styczniu było to 3,3%. Do 3% zredukowano także perspektywy na 2026 r., które trzy miesiące wcześniej wynosiły 3,3%. Obniżeniu uległa także niezwykle ważna dla sektora logistycznego dynamika w handlu, która w tym roku ma osiągnąć 1,7%, a za rok 2,5%. W styczniu było to odpowiednio 3,2% i 3,3%. Fundusz nie ma wątpliwości, że głównym hamulcowym wzrostu i źródłem globalnych zmartwień jest polityka celna USA, a analitycy podkreślają, że nieprzewidywalność z jaką poszczególne narzędzia są wdrażane, odbija się nie tylko na bieżącej aktywności gospodarczej, ale sprawia także, że coraz trudniej jest formułować spójne wewnętrznie i terminowe prognozy na przyszłość.

Kiepskie nastroje w MFW nie są odosobnione, bo perspektywy dla międzynarodowego handlu obniżyła również Światowa Organizacja Handlu (WTO), według której tegoroczna wymiana towarowa skurczy się o 0,2%. WTO ostrzega jednak, że w przypadku odnowienia lub wdrożenia kolejnych ograniczeń, handel towarami może spaść nawet o 1,5%. Degradację warunków makroekonomicznych widzi także Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), która tegoroczny wzrost PKB obniżyła z 3,3% do 3,1%, a przyszłoroczny z 3,3% do 3%. Na wiosnę do grona pesymistów dołączyła Komisja Europejska, która własne perspektywy rozwojowe szacuje obecnie na poziomie 1,1%. Nieco lepiej ma być w przyszłym roku, ale dynamika sięgająca 1,6% to i tak wynik daleki od doskonałości. Na tle słabych prognoz opublikowanych przez KE całkiem nieźle wypada za to Polska, która mimo obniżki z 3,6% i tak ma się rozwijać w tempie 3,3% w roku bieżącym i 3% w przyszłym, a to dobry sygnał dla krajowych operatorów.

Zmienność i problemy w gospodarce natychmiast widać w logistyce

Stopień wpływu, jaki na logistykę wywiera galopujące tempo zmian i nieprzewidywalność wdrażanych scenariuszy widać m.in. w nasilającym się przekonaniu sektora o nieuchronnym wzroście stawek transportowych, zarówno w powietrzu, jak na wodzie. Dobrze pokazuje to globalny indeks nastrojów w logistyce morskiej i lotniczej prowadzony przez brytyjskie centrum analityczne Transport Intelligence (Ti). Tylko w drugim tygodniu maja 2025 r. aż 77,8% spośród setek ankietowanych profesjonalistów zatrudnionych w sektorze transportu morskiego spodziewało się wzrostu stawek na oferowane przez siebie usługi. W lotnictwie towarowym odsetek ten sięgał 56,3%. Tydzień później, było to odpowiednio 53,3% i 83,1% ekspertów. W ostatnim tygodniu maja w obu przypadkach odsetek takich przewidywań wyraźnie przebił 90%. Trzy dni przed końcem miesiąca kontynuację wzrostów cen w lotniczym cargo zapowiadało aż 94,7% badanych, natomiast przekonanie o droższych usługach logistycznych na oceanach wyrażało 92,8% respondentów, z czego najbardziej pesymistyczne prognozy przypisywano trasie z Azji do Europy Zach. i Płn., gdzie do podwyżek było przekonanych aż 97,3% ekspertów. Wielu z nich zapowiadało, że skok na tym szlaku będzie znaczący. Zapowiedzi dalszych wzrostów przyniosło również otwarcie czerwca. Na początku miesiąca 79,4% deklaracji potwierdzało wyższe stawki w lotnictwie towarowym, a 91% w obsłudze ładunków na morzach i oceanach.

Przeświadczenie o nieuchronnym wzroście stawek to jednak nie wszystko, ponieważ kiedy cała paleta niesprzyjających czynników makroekonomicznych trafiła niedawno w ręce analityków z Drewry, obok wzrostów cen zapowiedzieli oni także globalny spadek w przeładunkach kontenerowych w portach. Według ich kalkulacji wolumen kontenerowy skurczy się w całym 2025 r. o 1%.

Czego spodziewają się eksperci ds. logistyki w Europie

Zmieniająca się co kilka tygodni dynamika na globalnej scenie gospodarczej z pewnością nie napawa optymizmem przede wszystkim operatorów realizujących usługi po obu stronach Pacyfiku, zwłaszcza w USA, gdzie według WMF spadek eksportu może sięgnąć 12,6%. Nie oznacza to jednak, że kolejne zakłócenia, scenariusze kryzysowe oraz potencjalne kierunki rozwoju wydarzeń nie są przedmiotem przemyśleń ekspertów ds. logistyki pracujących w Europie.

Jest dokładnie odwrotnie, a diagnozy stawiane przez międzynarodowe instytucje mają swoje bezpośrednie odzwierciedlenie w oczekiwaniach i nastrojach profesjonalistów zarządzających łańcuchami dostaw na Starym Kontynencie. Na początku 2025 r. Maersk i Reuters Events zapytał 391 z nich m.in. o to, jak bardzo zmienne będzie środowisko łańcuchów zaopatrzenia w porównaniu rokiem ubiegłym? Aż 68% odpowiedziało, że spodziewa się większej zmienności niż w 2024 r. z czego 21% twierdzi, że otoczenie będzie znacząco zmienne. Zaledwie 8% wierzy, że zmienność w bieżącym roku osłabnie, a 28% uważa, że pozostanie na takim samym poziomie. Jednocześnie 80% zarządzających logistyką wskazało, że największym zagrożeniem jest obecnie prawdopodobieństwo nagłych zmian na polu ceł i taryf. Równie istotnym elementem do końca 2025 r. ma być także niska stabilność polityczna prowadzącą do nagłych zmian regulacyjnych. Twierdzi tak 64% badanych, a niewiele mniej, bo 54% uważa, że istotne jest także ryzyko zakłóceń na kluczowych szalkach handlowych. Czynniki te na dalszy plan zepchnęły groźby cyberataków (53%) oraz konflikty międzypaństwowe (48%).

Panuje zgodność co do wzrostu kosztów

Podobnie do globalnych zapowiedzi wzrostu cen publikowanych cyklicznie przez Ti, także w opinii europejskich ekspertów panuje przekonanie, że radykalne i nagłe zmiany w międzynarodowym krajobrazie handlowym doprowadzą do zwiększenia kosztów. Dotyczyć to będzie  zarówno importu, jak i eksportu. Zgodność co do realizacji takiego scenariusza sięga 92%, jednak skala wzrostów oceniana jest na różnym poziomie. Znaczące podwyżki prognozuje 26% logistyków, umiarkowanie skoki cenowe 44%, natomiast 22% stawia na niskie zwiększenie obciążeń. Spośród pozostałych 8% nikt nie wierzy, że wymiana towarowa w tym roku będzie znacząco tańsza, a 6% uważa, że poziom kosztów utrzyma się do końca roku.

Dominuje pewność i gotowość do podejmowania szybkich i znaczących decyzji

Pomimo oczekiwanej dużej nieprzewidywalności europejscy eksperci są pewni co do tego, że będą w stanie podejmować szybkie i istotne decyzje w reakcji na kolejne zmiany regulacji i warunków w łańcuchach zaopatrzenia. W analizie Maersk i Reuters aż 23% zarządzających operacjami twierdzi, że może podjąć adekwatne i skuteczne kroki w ciągu 24 godzin. Dwie doby dla procesu decyzyjnego potrzebuje 26% badanych, natomiast 21% deklaruje, że znajdzie rozwiązanie w ciągu 72 godzin. Oznacza to, że 70% ekspertów w Europie będzie w stanie skutecznie odpowiedzieć na zmiany w ciągu maksymalnie trzech dni. Jeśli na podjęcie decyzji i wdrożenie odpowiednich planów potrzeba będzie tygodnia, to do wspominanych 70% dołączy kolejne 20%, co przy skali potencjalnych problemów daje imponujące 90% przedsiębiorstw gotowych do radzenia sobie z nowymi wyzwaniami.

Zagrożenia dostrzega polski rynek kontraktowy, ale różnią się one w zależności od zasięgu prowadzonych operacji

– Sektor logistyki kontraktowej – w którym specjalizuje się ID Logistics – jest częściowo chroniony przed napięciami w handlu transkontynentalnym, ponieważ opiera się głównie na działalności lokalnej. W dłuższej perspektywie sprzedaż usług logistyki kontraktowej może jednak ucierpieć, jeśli wzrost gospodarczy oraz wyniki sprzedażowe naszych klientów osłabną w wyniku ostatniej wojny celnej – mówi Yann Belgy, dyrektor zarządzający w spółce ID Logistics Polska, świadczącej kompleksowe rozwiązania logistyczne i transportowe, obsługę e-commerce oraz zarządzanie łańcuchem dostaw.

Patrząc na polski rynek logistyki kontraktowej, warto jednak rozróżnić logistykę krajową oraz europejskie centra logistyczne. Logistyka krajowa nadal odczuwa skutki spowolnienia konsumpcji w wielu sektorach, szczególnie w handlu detalicznym produktami spożywczymi. Ma to bezpośredni wpływ na sprzedaż naszych klientów oraz zwiększa presję na ceny i marże. Z drugiej strony, Polska od kilku lat stała się domem dla centrum europejskich operacji fulfillment i centrów dystrybucji – zwłaszcza dla sektora e-commerce oraz branży modowej. Coraz więcej firm decyduje się realizować dostawy z Polski do całej lub znacznej części Europy, korzystając z naszej efektywności kosztowej, rozwiniętej infrastruktury oraz elastyczności. Pomimo lekkiego spowolnienia, ta pozytywna dynamika nadal się utrzymuje. W szczególności w regionach zachodnich i południowych obserwujemy nowe projekty i inwestycje – dodaje Yann Belgy.

– W ID Logistics nadal robimy wszystko, co w naszej mocy, aby być blisko naszych klientów – proaktywnie odpowiadać na ich potrzeby, utrzymywać wysoką elastyczność oraz stale inwestować w innowacje i doskonałość operacyjną. Te proste zasady pozwalają nam zapewnić naszym klientom wartość, której potrzebują od swojego partnera logistycznego, a co za tym idzie, pozwalają nam dalej rozwijać się w sposób dynamiczny i zrównoważony, nawet w tak nieprzewidywalnych czasach – podsumowuje dyrektor zarządzający ID Logistics.

Pomimo wielu przeciwności rok w polskiej logistyce rozpoczął się całkiem nieźle

Dobrze wypadły m.in. polskie porty. Gdynia w pierwszym kwartale zwiększyła przeładunki kontenerów o 26,5%. Ponad 278,4 tys. TEU to przede wszystkim zasługa nowych serwisów żeglugowych, ale silny impuls na początku roku otrzymał także Gdańsk. Przeładowane ponad 624 tys. TEU oznacza skok rdr sięgający 17%. Tu obok ważnej roli rozwoju infrastruktury istotnym czynnikiem były również nowe serwisy i połączenia.

Silną pozycję w Polsce utrzymuje także e-commerce, który według BaseLinker zwiększył w kwietniu sprzedaż o 8,2% rdr, a mdm o 0,3 proc. W ujęciu rocznym skoczyła zarówno liczba zamówień (o 4,9%) oraz ich średnia wartość (+3,1% rdr). Niski miesięczny wzrost jest niestety obciążany spadkiem zamówień o 1,9%, ale rekompensuje go wzrost średniej wartości zakupów o 2,3%, co jest interpretowane jako sygnał nasycającego się rynku i objaw bardziej przemyślanych zakupów przez konsumentów, którzy zamiast rozdrobnionych transakcji decydują się na większe, ale rzadsze zakupy. Ważne jednak, że e-commerce w Polsce wciąż rośnie, ponieważ jest to budująca wiadomość nie tylko dla logistyki kontraktowej, ale także dla rynku KEP.  On także rośnie i ma dobre perspektywy. Z raportu opublikowanego w ostatnich dniach maja przez Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE) wynika m.in., że w 2024 r. w Polsce wysłano ponad 1,21 mld przesyłek kurierskich, co jest nowym rekordem zarówno w liczbach bezwzględnych, jak i wartości rynku oraz wolumenu usług. Rynek kurierski urósł wolumenowo o 15,3%, a przychodowo o 16,1% i jest to bezpośrednia konsekwencja popularności e-commerce nad Wisłą. Ciekawy jest także fakt, że o ile w 2023 r. usługi kurierskie stanowiły 71,3% wartości całego rynku usług pocztowych, a także 51,7% ich wolumenu, to rok temu było to już odpowiednio 73,3% i 56,6%. UKE przewiduje, że rynek kurierski będzie nadal rósł i w najbliższych latach może przekroczyć poziom 1,5 mld paczek rocznie.

Wzrost e-commerce to bardzo dobra wiadomość dla sektora magazynowego

W tym obszarze nowy rok również przyniósł garść pozytywnych wiadomości, pomimo faktu, że sektor popadł w lekką stagnację. Według marcowego raportu AXI IMMO polski sektor przemysłowo-logistyczny utrzymuje pozycję jednego z kluczowych segmentów na rynku komercyjnym zarówno w Polsce, jak i w Europie. W 2024 r. wynajęto w naszym kraju 5,8 mln mkw przestrzeni, co oznacza wzrost o 4% rdr.. Całkowita powierzania magazynowa wyniosła 34,5 mln, co jest z kolei wzrostem o 9% rdr. Według zapowiedzi bieżący rok nie przyniesie większych niespodzianek i krajowy sektor magazynowy pozostanie jednym z najsilniejszych na Starym Kontynencie. Rynek będzie się jednak mierzył z wyzwaniami napędzanymi m.in. ograniczą dostępnością pracowników oraz wysokimi kosztami adaptacji i przeprowadzek, ale będzie to sprzyjało renegocjacjom kontraktów. Aktualna prognoza dla popytu silnie akcentuje e-commerce, który ma wygenerować największy potencjał dla wzrostu. Sytuację na rynku magazynowym podobnie oceniają eksperci z Paribas Real Estate, wskazując, że w 2024 r. obserwowaliśmy powrót do bardziej zrównoważonego tempa rozwoju znanego sprzed pandemii, a grono najbardziej aktywnych najemców pochodziło z sektora handlowego (20% popytu brutto), który wyprzedził dotychczasowego lidera, czyli logistykę (14%). Na trzecim miejscu uplasował się e-commerce (11%). Struktura najemców zmieniła się jednak wraz z rozpoczęciem roku. Według Colliers w I kw. 2025 r. największe zainteresowanie magazynami pochodziło ze strony operatorów logistycznych (35%), na drugim miejscu znalazł się handel (16%), następnie produkcja (9%) oraz dystrybucja i e-commerce (po 6%). Cały rynek wyraźnie zwolnił, ale popyt brutto i tak wzrósł o ok. 15% rdr.

Lotnicze cargo nad Wisłą miało słabszy rok

Urząd Lotnictwa Cywilnego (ULC) nie podał jeszcze danych za pierwszy kwartał br., ale warto wspomnieć, że poparzeni rok zakończył się spadkiem ładunków obsłużonych na polskich lotniskach (-0,8% rdr), pomimo że ostatni kwartał przyniósł wzrost sięgający 16,6% rdr, głównie za sprawą portu Rzeszów Jasionka (+61,1% rdr).

W 2025 r. trudno będzie oczekiwać spektakularnych skoków przeładunków, zwłaszcza że kwartalne dane Międzynarodowego Stowarzyszenia Transportu Lotniczego (IATA) pozują, że lotnicze cargo w Europie rozwija się wolniej niż w pozostałych dwóch regionach o znaczącym udziale w rynku, co nie jest najlepszą wróżbą dla krajowych wyników, zwłaszcza, że ruch cargo w Polsce to zaledwie ułamek europejskiego potencjału. Według danych IATA wzrost pracy przewozowej (CTK) w europejskim lotnictwie towarowym w I kw. wyniósł tylko 1,7%, podczas gdy w regionie Azji i Pacyfiku 7,3%, a w Ameryce Płn. 2,6%. Pod względem CTK cały rynek urósł z kolei o 2,4%, a na trasach międzynarodowych, które odpowiadały za 87,3% końcowego wyniku, wzrost wyniósł 3,1%.

Niezły start lotnictwa towarowego na poziomie globalnym na początku II kw.

Dane opublikowane przez IATA w ostatnich dniach maja pokazują, że przy uwzględnieniu nieprzewidywalności i zmienności warunków makroekonomicznych i handlowych, również kwiecień osiągnął dobry wzrost pracy przewozowej (5,8% rdr). Było to zasługą kilku nakładających się na siebie czynników, ze zwiększonym sezonowym popytem generowanym przez sektor mody i dóbr konsumpcyjnych włącznie. Zwyczajowo szczyt transportowy w tych branżach przypada właśnie na okres pomiędzy kwietniem a czerwcem, aby zagwarantować dostępność towarów przed rozpoczęciem lata. Drugi z istotnych czynników napędzających lotnicze cargo od początku roku to mówiąc delikatnie pospiech importerów wynikający z m.in. zapowiadanej od dłuższego czasu likwidacji zwolnienia celnego dla przesyłek e-commerce o niskiej wartości wlatujących do USA. Do wzrostu popytu przyczyniły się także kolejne zapowiedzi zmian stawek celnych oraz niższe ceny paliw.

Podsumowując, włącznie z kwietnim ogólny popyt na przewozy cargo od początku roku do końca kwietnia 2025 r. wrósł o 3,4%, (w Europie o 2,5%), ale analitycy badający ten rynek nie mają złudzeń, że na lotnictwo towarowe czekają poważane wyzwania, których należy się spodziewać w kolejnych miesiącach i trzeba się do nich przygotować. IATA zaznacza także, że zmiany w politykach handlowych, zwłaszcza w USA, już przekształcają zapotrzebowanie na usługi lotnicze i wyraźnie wpływają na dynamikę eksportu. Przewodnicy lotniczy będą zatem musieli wykazać się dużą elastycznością i kreatywnością w miarę rozwoju sytuacji w trakcie roku.

To samo dotyczy cargo pływającego na oceanach

Ostrzeżenia o nieprzewidywalności oraz komunikaty o nowych, mniej dostrzegalnych zagrożeniach napływają już niemal z każdej strony również w transporcie morskim. Te od BIMCO, największego na świecie międzynarodowego stowarzyszenia żeglugowego mówią m.in., że wzrost podaży na nowe jednostki kontenerowe osiągnie w 2025 r. wzrost 6,2% i 3,1 % w 2026 r. To na pozór dobra wiadomość, którą zawarto w ostatnim raporcie dotyczącym żeglugi kontenerowej, zaraz potem wyjaśniono jednak, że będą to dostawy o 35­-50% niższe niż w 2024 r. Co ważniejsze, mimo że podaż wzrośnie, to popyt na kontenerowce spanie, do przedziału 1-2% w tym i w kolejnym roku, a to już wyniki znacznie gorsze niż w 2024 r. kiedy dostarczono 12,1% więcej jednostek, z kolei popyt osiągnął pułap 19-20%. BIMCO wyjaśnia, że taka dysproporcja przyczyni się do znaczącego osłabienia równowagi podaży i popytu na rynku, a ma być to spowodowane powrotem jednostek na szlak handlowy przez Morze Czerwone.

Powołując się na względy bezpieczeństwa załóg, jednostek i ładunków, taki scenariusz wykluczyli już najwięksi operatorzy, w tym Maersk i Hapag Lloyd, podkreślając, że z pewnością nie nastąpi to szybko. Jak wskazuje Xeneta, gdyby taki scenariusz jednak został zrealizowany i jednostki w dużej skali powróciłyby na Morze Czerwone, to doprowadziłoby to zalania rynku nadwyżką pojemności, gdyż brak konieczności opływania Afryki wymagałby po prostu mniejszej liczby statków. To z kolei doprowadziłby do globalnego załamania się stawek transportowych, a następnie do 6% spadku popytu na transport kontenerowy (liczonego w milach TEU).

W kontekście spadków w logistyce morskiej warto jeszcze wrócić do przytoczonej wcześniej prognozy Drewry, według której wolumen przeładunków kontenerowych skurczy się w tym roku o 1%. Gdyby taka estymacja rzeczywiście się zrealizowała, to byłoby to wydarzenie prawdziwie historyczne, ponieważ od początku prowadzenia pomiarów w 1979 r., podobną obniżkę zanotowano tylko dwukrotnie. Pierwsza z nich nastąpiła podczas kryzysu finansowego w 2009 r. (-8,4%), natomiast druga w czasie pandemii koronawirusa w 2020 r. (-0,9%). Teraz równie destrukcyjny potencjał, kwalifikujący się do zapisywania w kronikach sektora ma także polityka celna USA, co tylko potwierdza, z jak dużymi wyzwaniami mierzy się obecnie logistyka.

Krzysztof Oflakowski

Ceny ropy w górę, ale paliwa jeszcze nie drożeją. Co dalej z cenami na stacjach?

W minionym tygodniu ceny benzyny Natural 95 i oleju napędowego nieznacznie spadły – o 1 grosz na litrze. Cena ropy Brent na giełdzie w Rotterdamie wzrosła o 3,20 dolara za baryłkę, a w poniedziałek, 9 czerwca, wzrost ten był kontynuowany, osiągając dwumiesięczne maksimum na poziomie 67 dolarów za baryłkę.

Rynek ropy przechodzi obecnie przez interesujące zmiany, a ceny zachowują się wbrew przewidywaniom. OPEC+, kontrolujący około 40% globalnej produkcji ropy, niedawno zgodził się zwiększyć dostawy ropy o 411 000 baryłek dziennie w lipcu, kontynuując podobne podwyżki z maja i czerwca. Na rynek ropy wpływają także liczne ostatnie wydarzenia. Ukraiński atak dronowy na rosyjskie cele budzi obawy o możliwe zakłócenia w rosyjskiej infrastrukturze naftowej, a malejące szanse na porozumienie nuklearne między USA a Iranem oznaczają, że amerykańskie sankcje wobec irańskiego sektora naftowego prawdopodobnie pozostaną w mocy. Dodatkowo, pożary lasów w kanadyjskiej Albercie doprowadziły do wstrzymania produkcji przekraczającej 340 000 baryłek dziennie, co stanowi około 7% całkowitej produkcji tego regionu.

Bank of America (BofA) przewiduje, że ceny ropy mogą wzrosnąć w krótkim okresie z powodu presji na zarządzających portfelami inwestycyjnymi, by zamknęli krótkie pozycje. Ten optymizm wspierają wydarzenia geopolityczne, takie jak ataki Ukrainy na rosyjskie obiekty, oraz oczekiwania silnego popytu latem. Z drugiej strony, HSBC ostrzega, że wzrosty produkcji OPEC+ mogą doprowadzić do nadwyżki na rynku po sezonie letnim, co potencjalnie obniży ceny. Goldman Sachs przewiduje, że OPEC+ będzie kontynuować zwiększanie produkcji, z ostateczną podwyżką o 411 000 baryłek dziennie w sierpniu, co może dalej wpływać na równowagę rynkową.

W najbliższym czasie można się spodziewać utrzymania stabilnych cen paliw, z możliwością ich niewielkiego wzrostu. Kluczowym czynnikiem determinującym miesięczne i długoterminowe zmiany pozostaje cena ropy – w szczególności to, czy obecny wzrost utrzyma się w czasie.

Komentarz przygotował Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce

Badanie SAS i Economist Impact: przyszłość bankowości jest inteligentna, ale obarczona ryzykiem

Nowe badanie zrealizowane przez Economist Impact we współpracy z SAS pokazuje, że bankowość jest na rozdrożu. Eksperci mówią wprost: przyszłość nie będzie na nas czekać.

Instytucje finansowe na całym świecie muszą nadążać za rosnącą zmiennością gospodarczą i gwałtownym przyspieszeniem technologicznym. Jak czytamy w nowym badaniu przyszłości sektora bankowego, banki muszą działać już teraz, jeśli chcą uchronić się przed utratą pozycji rynkowej.

„Przed nami decydująca dekada dla bankowości, definiowana przez skomplikowanie regulacji, przełomy technologiczne i eskalację cyberzagrożeń” – powiedział Stu Bradley, starszy wiceprezes ds. ryzyka, nadużyć i compliance w SAS. „Aby utrzymać pozycję i przewodzić w erze cyfrowej inteligencji, sektor finansowy musi przywrócić zaufanie konsumentów na dużą skalę, wzmacniając procesy zarządzania danymi i wprowadzając innowacje w etyczny sposób”.

GenAI jest (wszech)obecna, ale zwrot z inwestycji wymaga czasu… i pomysłu

Badanie wykazało niemal powszechne przyjęcie generatywnej sztucznej inteligencji; aż 99% ankietowanych dyrektorów potwierdziło wdrożenia GenAI. Ponad połowa dyrektorów wskazuje jednak, że dotychczasowe projekty GenAI przyniosły ograniczone lub nikłe korzyści finansowe.

Ponadto, podczas gdy innowacje GenAI zwiększają wykrywalność oszustw, przestępcy wykorzystują je do tworzenia deepfake’ów i syntetycznych tożsamości, które wymykają się konwencjonalnym metodom wykrywania. Prawie 80% ankietowanych dyrektorów spodziewa się, że cyberataki, oszustwa i przestępstwa finansowe będą miały duży wpływ na działalność operacyjną w nadchodzącej dekadzie.

„Korzyści płynące z wdrożenia GenAi, takie jak usprawnienie operacji i personalizacja doświadczeń klientów, wprowadzają również znaczące ryzyko operacyjne, etyczne i regulacyjne” – powiedziała Melanie Noronha, dyrektor ds. polityki i spostrzeżeń w Economist Impact. „Banki muszą równoważyć innowacje z czujnością na każdym kroku”.

Zarządzanie ryzykiem to już nie jest zwykły biznes

Dzisiejsza zmienność makroekonomiczna, charakteryzująca się wahaniami stóp procentowych, naprężeniami płynności i pęknięciami systemów finansowych, sprawiła też, że inteligentne zarządzanie ryzykiem stało się kluczowym elementem strategii odporności instytucji. Z raportu wynika, że:

  • Wahania stóp procentowych ujawniają luki w płynności, obniżając wartość rynkową aktywów o stałym dochodzie i zmniejszając depozyty klientów.
  • W odpowiedzi banki wdrażają sztuczną inteligencję do dynamicznych testów warunków skrajnych, modelowania ryzyka płynności i analizy ryzyka w czasie rzeczywistym.
  • Zagrożenia w zakresie zgodności z nasilają się ze względu na fragmentaryczne ramy regulacyjne dotyczące prywatności danych, sztucznej inteligencji i cyberbezpieczeństwa.

„Banki muszą włączyć elastyczne zarządzanie ryzykiem do każdej warstwy swoich transformacji cyfrowych i operacyjnych” – powiedziała Melanie Noronha. „W świecie coraz szybszych zmian odporność jest czymś więcej niż tylko zabezpieczeniem – to katalizator wzrostu i przewagi konkurencyjnej”.

Zarządzanie i regulacja na plus, Fintechy i e-banki w natarciu

Większość dyrektorów z sektora bankowego (68%) nie postrzega regulacji jako ograniczeń, ale jako czynniki sprzyjające innowacjom. Banki zwracają na etykę sztucznej inteligencji większą uwagę niż kiedykolwiek. Na przykład wiodące instytucje, takie jak Standard Chartered i DBS Bank, wdrażają dedykowane modele zarządzania sztuczną inteligencją, aby zrównoważyć innowacje z przejrzystością i uczciwością, wyznaczając nowe standardy branżowe w zakresie odpowiedzialnych innowacji.

Tradycyjne banki spodziewają się dalszego nasilenia konkurencji ze strony banków wyłącznie cyfrowych, innowatorów z branży fintech, Big Techów, a także banków centralnych gotowych emitować własne waluty cyfrowe. Mimo to strategiczne partnerstwa, zwłaszcza z firmami z branży fintech i Big Tech, są jednymi z najszybszych sposobów na skalowanie innowacji i odblokowywanie nowych segmentów klientów.

Te partnerstwa mogą jednak wiązać się z ryzykiem – 43% badanej kadry kierowniczej wymienia udostępnianie danych stronom trzecim jako główną obawę w zakresie bezpieczeństwa. W odpowiedzi, jak zauważono w badaniu, banki stosują wspólne zarządzanie, jasne protokoły danych i zintegrowane cyberbezpieczeństwo w celu ochrony współpracy.

„Inercja jest poważnym zagrożeniem dla tradycyjnych podmiotów z tej branży” – dodaje Melanie Noronha. „Niepowodzenie banków w przekształceniu technologii, zarządzania i talentów w prawdziwe, skoncentrowane na kliencie innowacje może oznaczać ich upadek”.

5 imperatywów dla udanej innowacji

W najnowszym raporcie zidentyfikowano także pięć podstawowych strategii pozwalających na osiągnięcie pozycji lidera w erze inteligentnej bankowości:

  1. Wzmocnienie zarządzania danymi i sztuczną inteligencją na rzecz etycznych innowacji i odporności operacyjnej.
  2. Budowanie zaufania klientów poprzez przejrzystość, ochronę danych i etyczne praktyki AI.
  3. Udoskonalenie compliance dzięki zautomatyzowanej, usprawnionej współpracy między działami firm.
  4. Dążenie do strategicznego partnerstwa z firmami fintech i Big Tech w celu zwiększenia zasięgu i możliwości.
  5. Przyspieszenie innowacji strategicznych poprzez podnoszenie kwalifikacji pracowników i modernizację infrastruktury.

„Liderzy bankowości powinni pamiętać, że przyszłość nie będzie na nich czekać” – powiedział Alex Kwiatkowski, dyrektor ds. globalnych usług finansowych w SAS. „Ci, którzy przewodzą z nastawieniem na cyfrową inteligencję i innowacje nie tylko zwiększą odporność przedsiębiorstwa – pomogą też przedefiniować branżę, jednocześnie kładąc solidne podstawy pod jej przyszły wzrost”.

Raport Intelligent Banking: The Future Ahead jest oparty na odpowiedziach 1700 członków kadry kierowniczej wyższego szczebla z sześciu kontynentów oraz na pogłębionych wywiadach z wybranymi członkami kadry kierowniczej sektora bankowego i fintech. Publikacja jest kontynuacją przełomowego badania Banking in 2035, opublikowanego po raz pierwszy przez Economist Impact i SAS w 2022 roku.

Wpływ importu z Ukrainy i umowy Mercosur na sektor spożywczy w Polsce

Wyzwania geopolityczne mają istotny wpływ na kluczowe segmenty krajowego sektora rolno-spożywczego. Zmiany w handlu między Unią Europejską a Ukrainą, negocjacje z państwami Mercosur oraz napięcia w polityce celnej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, Chinami i UE to kwestie, które kształtują nowe realia gospodarcze. Analizę tych zagadnień przedstawia najnowszy raport sektorowy Banku Pekao S.A. „Geopolityka na talerzu. Przemysł spożywczy w nowych realiach gospodarczych”. 

W ubiegłym roku polski przemysł spożywczy, mimo wielu wyzwań, zanotował solidne wyniki. Na tle całego krajowego przetwórstwa przemysłowego wyróżnił się dodatnią dynamiką wartości produkcji sprzedanej. W 2024 roku wzrost osiągnięto również pod względem wolumenu produkcji. Jego tempo przekroczyło 4 proc., co pozwoliło rodzimej branży uplasować się w czołówce najszybciej rozwijających się sektorów produkcji żywności w Unii Europejskiej. Jednocześnie po raz kolejny zwiększył się eksport artykułów rolno-spożywczych, choć w jego wynikach widać było negatywne efekty spadku cen surowców rolnych z pierwszej połowy roku oraz umocnienia polskiej waluty.

Fundamenty krajowego sektora spożywczego pozostają mocne, co ma obecnie duże znaczenie w obliczu wysokiej zmienności powodowanej czynnikami nie tylko gospodarczymi, ale też politycznymi. A wyzwań w tym obszarze nie brakuje.

Po agresji rosyjskiej na Ukrainę, w ramach pomocy zaatakowanemu państwu, Unia Europejska zliberalizowała dostęp do rynku unijnego dla ukraińskich towarów. W sektorze rolno-spożywczym efektem był istotny wzrost eksportu z Ukrainy do UE, co miało też swoje negatywne konsekwencje. O ile potrzeba pomocy Ukrainie nie budziła sprzeciwu społecznego, to już dynamicznie rosnący import do Unii i coraz silniejsza presja konkurencyjna na wyroby unijne, wywołały sprzeciw środowisk rolniczych w części krajów członkowskich, głównie graniczących z Ukrainą. Efektem było wprowadzenie pewnych ograniczeń ilościowych w przywozie. Ukraina, pomimo strat wojennych, pozostaje bardzo dużym producentem i eksporterem surowców rolnych, posiadającym przewagę cenową nad UE. Dla Polski oznacza to konieczność dostosowania się do nowych warunków, aby utrzymać tempo rozwoju nie tylko w kraju, ale też w sprzedaży do innych państw członkowskich.

Sytuację dodatkowo komplikuje czekająca na finalizację umowa handlowa Unii Europejskiej z krajami Mercosur. Samo porozumienie ma duże znacznie gospodarcze dla europejskiego przemysłu, ale zwiększy też dostępność unijnego rynku dla tańszych surowców rolnych z Ameryki Południowej. Z uwagi na strukturę towarową importu, Polska należy do grupy krajów UE najbardziej narażonych na negatywne skutki. Jest to pochodna asortymentu, w którym specjalizują się państwa Mercosur (drób, wołowina, cukier), który pokrywa się z ofertą eksportową polskiej branży spożywczej.

Ostatnie miesiące były również okresem intensywnych zmian w polityce celnej Stanów Zjednoczonych i Chin, które były wynikiem rosnących napięć politycznych na świecie. Relacje handlowe pomiędzy USA a UE mocno się zmieniały w ostatnim czasie i najpewniej wysoka zmienność pozostanie elementem rzeczywistości w kolejnych kwartałach. Co ważne, z punktu widzenia całej polskiej branży produkcji żywności, nawet w sytuacji wysokiego spadku eksportu z Polski oraz z UE do USA, negatywne skutki będą bardzo ograniczone. Spadek przychodów nie powinien przekroczyć 0,3 proc. Tak jak niewielkie powinny być straty z tytułu amerykańskich ceł na UE, tak i nieznaczne korzyści może odnieść Polska z ewentualnego wzrostu napięć na linii Chiny – USA.

Raport „Geopolityka na talerzu. Przemysł spożywczy w nowych realiach gospodarczych” został przygotowany przez Grzegorza Rykaczewskiego, eksperta z Departamentu Analiz Makroekonomicznych Banku Pekao S.A.

Więcej informacji na temat powyższych kwestii oraz szczegółowe oceny wpływu można znaleźć w pełnej wersji raportu na stronie banku https://www.pekao.com.pl/analizy-makroekonomiczne/publikacja.html?id=3a330cc5-2b1f-4d21-a393-874b72c4da3e.

USA i Chiny osiągają wstępne porozumienie ws. metali ziem rzadkich i technologii

Po dwóch dniach intensywnych negocjacji handlowych w Londynie, przedstawiciele Stanów Zjednoczonych i Chin osiągnęli wstępne porozumienie w sprawie ram wdrożenia tzw. konsensusu genewskiego. Głównym celem tego planu jest przywrócenie przepływu towarów wrażliwych – w tym komponentów technologicznych i surowców strategicznych – które dotąd były blokowane przez wzajemne restrykcje handlowe. Osiągnięcie to stanowi potencjalnie ważny krok w kierunku deeskalacji trwającego od dłuższego czasu konfliktu handlowego między dwiema największymi gospodarkami świata.

Ramowe porozumienie zakłada m.in. zobowiązanie Chin do przyspieszenia dostaw metali ziem rzadkich (kluczowych dla przemysłu zbrojeniowego, elektronicznego i energetycznego) oraz gotowość USA do złagodzenia niektórych ograniczeń eksportowych, obejmujących np. technologie i komponenty podwójnego zastosowania. Należy jednak podkreślić, że plan ten wymaga jeszcze formalnej akceptacji politycznej ze strony obu przywódców a więc nie stanowi jeszcze prawnie wiążącej umowy.

Mimo ogólnego postępu, szczegóły uzgodnionego dokumentu pozostają niejasne. Istnieje realne ryzyko, że porozumienie zostanie odrzucone przez najwyższe władze, zwłaszcza w świetle nierozwiązanych kwestii strukturalnych. Wśród nich znajdują się m.in. chroniczna nadwyżka handlowa Chin wobec USA oraz zarzuty dotyczące dumpingu, czyli sprzedaży towarów na rynku amerykańskim poniżej kosztów produkcji, co uderza w lokalnych producentów.

Podsumowując, osiągnięcie ramowego porozumienia stanowi pozytywny sygnał dla rynków, sugerujący możliwość zbliżenia stanowisk obu stron. Niemniej jednak, do pełnej normalizacji relacji handlowych wciąż daleka droga. Kluczowe decyzje należą teraz do liderów politycznych, a skomplikowana natura sporu oznacza, że każda forma porozumienia pozostaje obarczona wysokim ryzykiem politycznym i ekonomicznym.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS

Minister Majewska zabiera głos w sprawie płacy minimalnej: apel o rozwagę i dialog

W związku z planami dotyczącymi wysokości płacy minimalnej na rok 2026, głos w debacie publicznej zabrała Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, Agnieszka Majewska. W piśmie skierowanym do Premiera Donalda Tuska oraz Przewodniczącego Rady Dialogu Społecznego Piotra Dudy, Majewska wyraziła poważne zaniepokojenie tempem wzrostu minimalnego wynagrodzenia oraz jego skutkami dla sektora MŚP.

Rosnące koszty zatrudnienia barierą dla przedsiębiorców

Minister Majewska zauważyła, że dynamiczny wzrost płacy minimalnej w ostatnich latach stanowi poważne wyzwanie dla wielu firm, zwłaszcza tych najmniejszych. Jej zdaniem, rosnące koszty pracownicze coraz częściej wskazywane są przez przedsiębiorców jako główna bariera w prowadzeniu działalności gospodarczej. Co więcej, presja na podnoszenie wynagrodzeń nie ogranicza się jedynie do najniżej zarabiających – wpływa również na konieczność zwiększania pensji pozostałym pracownikom, niezależnie od kondycji finansowej firmy.

Zdaniem Rzecznik MŚP, taka sytuacja prowadzi do ryzyka redukcji zatrudnienia, odpływu wykwalifikowanych kadr oraz do niekorzystnego spłaszczenia struktury wynagrodzeń, co może zniechęcać pracowników do podnoszenia kwalifikacji i rozwijania kompetencji.

Oderwanie od realiów gospodarczych

W swoim stanowisku Majewska wskazała również, że obecna polityka w zakresie ustalania płacy minimalnej nie uwzględnia realnych możliwości ekonomicznych polskich przedsiębiorców. Cytując wyniki badań, podkreśliła, że obciążenia nakładane na firmy – w tym koszty pracy – rosną szybciej niż ich przychody, co znacząco utrudnia utrzymanie konkurencyjności.

Szybki wzrost minimalnego wynagrodzenia wpływa nie tylko na płace, lecz także na inne zobowiązania finansowe przedsiębiorców. Wzrosły m.in. składki na ubezpieczenia społeczne (w tym dla korzystających z programu Mały ZUS Plus), a także kary pieniężne, których wysokość powiązana jest z płacą minimalną. To wszystko dodatkowo pogarsza warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce.

Apel o dialog i rozwagę

Minister Majewska wyraziła też obawy wobec propozycji podniesienia płacy minimalnej, które – jej zdaniem – znacząco przekraczają poziomy wynikające z obowiązujących przepisów. Rzecznik MŚP zauważa, że obecna propozycja Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej nie została poprzedzona odpowiednim dialogiem społecznym i nie odzwierciedla rzeczywistych możliwości finansowych polskich firm. Z tego powodu podziela ona zastrzeżenia zgłaszane przez organizacje pracodawców.

Wysiłki deregulacyjne niewystarczające

W swoim wystąpieniu Majewska z aprobatą odniosła się do podejmowanych działań na rzecz deregulacji gospodarki. Zastrzegła jednak, że ich pozytywne efekty są niewystarczające w obliczu rosnących kosztów prowadzenia działalności, takich jak nowe obowiązki regulacyjne czy zasady ustalania składki zdrowotnej.

Na zakończenie Rzecznik MŚP wskazała, że brak spójnej i proprzedsiębiorczej polityki ogranicza potencjał rozwojowy polskich firm. „Niewystarczająca ilość proprzedsiębiorczych zmian obniża konkurencyjność polskich firm i ma negatywny wpływ na możliwość ich rozwoju” – podsumowała Agnieszka Majewska.