Czy USA dołączą do wojny z Iranem? Decyzja Trumpa zdecyduje o dalszym kursie rynków

Kryzys na Bliskim Wschodzie osiąga nowy poziom intensywności, a sytuacja geopolityczna w regionie staje się coraz bardziej niestabilna. W centrum uwagi znajdują się Stany Zjednoczone, Izrael oraz Iran – trzy kluczowe podmioty, których decyzje i działania mogą zaważyć na przyszłości całego regionu. W ostatnich dniach coraz wyraźniej zarysowują się kontury możliwej eskalacji konfliktu zbrojnego, choć jednocześnie pozostają otwarte kanały dyplomatyczne. To moment krytyczny, w którym każde posunięcie polityczne i militarne może mieć daleko idące konsekwencje.

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że podejmie decyzję w ciągu najbliższych dwóch tygodni, czy Stany Zjednoczone dołączą do izraelskich ataków na cele w Iranie. Choć Trump przez lata znany był z ostrej retoryki wobec władz w Teheranie, jego obecna postawa jest bardziej powściągliwa. Wypowiedzi przedstawicieli administracji sugerują, że prezydent rozważa różne scenariusze, w tym możliwość powrotu do rozmów dyplomatycznych. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt podkreśliła, że decyzja nie została jeszcze podjęta i że amerykańskie działania będą uzależnione od rozwoju sytuacji i ewentualnych sygnałów ze strony Iranu.

Tymczasem Izrael zdecydowanie zaostrzył swoje działania wojskowe. Siły zbrojne tego kraju przeprowadziły serię ataków na terytorium Iranu, koncentrując się na celach związanych z programem nuklearnym oraz infrastrukturą rakietową. Według izraelskich źródeł, zbombardowano m.in. ośrodki badań nad bronią jądrową, zakłady produkcji rakiet oraz nieczynny, ale symbolicznie istotny reaktor w Araku. Premier Izraela Benjamin Netanjahu ogłosił, że strategicznym celem operacji jest trwałe wyeliminowanie zdolności Iranu do produkcji broni masowego rażenia, zarówno nuklearnej, jak i konwencjonalnej. W jednym ze swoich wystąpień stwierdził, że „nikt nie jest bezpieczny”, co zostało zinterpretowane jako bezpośrednie ostrzeżenie skierowane do najwyższego przywódcy duchowego Iranu, ajatollaha Alego Chameneiego.

Reakcja Iranu była szybka, choć ograniczona w skali. Teheran zdecydował się na atak rakietowy, który trafił w izraelski cel cywilny – szpital, raniąc kilka osób. Choć atak ten nie spowodował ofiar śmiertelnych, jego symbolika i charakter stanowią istotny sygnał eskalacji. Władze Iranu zapewniają jednocześnie, że pozostają „zaangażowane w dyplomację” i nie dążą do zdobycia broni jądrowej. Teheran podkreśla, że jego działania są wyłącznie odpowiedzią na agresję ze strony Izraela i mają charakter defensywny.

Społeczność międzynarodowa zareagowała z rosnącym niepokojem. Unia Europejska wezwała obie strony do natychmiastowej deeskalacji i wznowienia rozmów dyplomatycznych. Szczególnie aktywni na tym polu są przedstawiciele Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec, którzy planują spotkanie z irańskim ministrem spraw zagranicznych Abbasem Araghchim w Genewie. Celem rozmów ma być przywrócenie kanałów komunikacji i stworzenie warunków do wznowienia negocjacji na temat irańskiego programu nuklearnego. Brytyjski premier Keir Starmer wystosował apel do prezydenta Trumpa, wzywając go do utrzymania otwartej drogi do dyplomacji i unikania działań, które mogłyby doprowadzić do niekontrolowanej eskalacji konfliktu.

W podobnym tonie wypowiadają się Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Włochy, które również nawołują do zakończenia działań wojennych. Oba państwa podkreślają, że wojna w regionie mogłaby mieć katastrofalne skutki nie tylko dla Bliskiego Wschodu, ale także dla stabilności globalnej. W szczególności obawiają się zakłóceń w dostawach ropy naftowej, które mogłyby doprowadzić do szoku cenowego na światowych rynkach energetycznych.

Wpływ obecnych wydarzeń na rynki finansowe jest zauważalny, choć nie można jeszcze mówić o panice. Po ostrożnych wypowiedziach Karoline Leavitt kontrakty terminowe na amerykańskie akcje przestały spadać, co można odczytać jako sygnał, że inwestorzy wciąż liczą na pokojowe rozwiązanie konfliktu. Jednocześnie cena ropy Brent obniżyła się o 2.7%, choć nadal utrzymuje się około 11% powyżej poziomu z 12 czerwca. To wskazuje, że rynek naftowy wciąż wycenia znaczące ryzyko geopolityczne, ale nie zakłada jeszcze całkowitego załamania dostaw surowca.

Sytuacja jest jednak dynamiczna i może szybko się zmienić. W przypadku dalszej eskalacji ze strony Izraela lub odwetu Iranu na cele amerykańskie bądź izraelskie, rynki mogą zareagować gwałtownie. Inwestorzy coraz uważniej śledzą informacje płynące z regionu oraz stanowisko administracji amerykańskiej. Z kolei dyplomaci europejscy intensyfikują swoje działania, próbując zapobiec pełnoskalowemu konfliktowi.

Ważnym elementem układanki jest także postawa państw sąsiednich, które choć bezpośrednio nie uczestniczą w konflikcie, mogą odegrać rolę w jego dalszym przebiegu. Arabia Saudyjska, Egipt oraz Turcja na razie zachowują wstrzemięźliwość, ale bacznie obserwują sytuację, gotowe zareagować w razie zagrożenia swoich interesów. Ewentualne rozszerzenie działań wojennych mogłoby wpłynąć również na bezpieczeństwo w cieśninie Ormuz – kluczowym szlaku morskim dla transportu ropy.

Obecna sytuacja na Bliskim Wschodzie charakteryzuje się wysokim poziomem napięcia i dużą niepewnością co do dalszego rozwoju wydarzeń. Z jednej strony mamy do czynienia z intensyfikacją działań militarnych ze strony Izraela, z drugiej – z ostrożnym, ale nie wykluczającym dyplomacji stanowiskiem Stanów Zjednoczonych. Reakcje Iranu są umiarkowane, ale nie wykluczają dalszych działań odwetowych. Społeczność międzynarodowa – zwłaszcza kraje europejskie – podejmuje wysiłki na rzecz zapobieżenia eskalacji, jednak ich skuteczność pozostaje niepewna. Kluczowe będą nadchodzące dni, a w szczególności decyzja Donalda Trumpa oraz przebieg rozmów dyplomatycznych w Genewie. W tym kontekście Bliski Wschód ponownie staje się areną, na której krzyżują się interesy globalnych potęg, a równowaga między wojną a pokojem wisi na włosku.

Autor: Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Geopolityka winduje ceny ropy, ale ceny paliw w Polsce jeszcze bez zmian

W minionym tygodniu ceny benzyny 95 i oleju napędowego pozostały niemal bez zmian. Cena benzyny 95 nie uległa zmianie, natomiast cena diesla spadła nieznacznie – o 1 grosz za litr. W tym tygodniu ceny również pozostają stabilne.

Po gwałtownym wzroście w piątek i korekcie w poniedziałek ceny ropy ponownie zaczęły rosnąć w wyniku kolejnych wypowiedzi Donalda Trumpa w mediach społecznościowych, które wzbudziły obawy przed potencjalnym konfliktem zbrojnym. Trump wezwał do „bezwarunkowej kapitulacji” Iranu i apelował o ewakuację Teheranu, co zwiększyło niepewność na rynku i wpłynęło na wzrost cen ropy. W efekcie indeks zmienności OVX wzrósł o 15%, osiągając najwyższy poziom od ponad trzech lat, co sygnalizuje rosnące zdenerwowanie inwestorów.

Trwający konflikt między Izraelem a Iranem wpływa nie tylko na ceny ropy, ale także na globalny transport ropy naftowej – szczególnie w rejonie cieśniny Ormuz, przez którą przepływa około 20% światowych dostaw tego surowca. Napięcia regionalne sprawiły, że firmy żeglugowe wykazują większą ostrożność zarówno na Morzu Czerwonym, jak i w cieśninie Ormuz. Choć transport morski – w tym kluczowy handel ropą – nadal odbywa się przez cieśninę, rosnące koszty ubezpieczeń i możliwe przekierowania statków, mające na celu ominięcie stref konfliktu, podnoszą ogólne koszty transportu.

Przyszły kierunek cen ropy i wynikających z nich cen paliw pozostaje niepewny. W skrajnym scenariuszu prognozy (np. JPMorgan) ostrzegają, że ceny ropy mogą sięgnąć nawet 130 dolarów za baryłkę – poziomu ostatnio notowanego w marcu 2022 r., po inwazji Rosji na Ukrainę. Z drugiej strony, szybka deeskalacja i dyplomatyczne rozwiązanie konfliktu mogłyby doprowadzić do spadku cen.

Obecnie cena ropy Brent jest o 10 dolarów za baryłkę wyższa niż wcześniej, osiągając poziom z listopada ubiegłego roku, gdy cena benzyny 95 była wyższa o około 30 groszy za litr, a cena diesla – o niemal 50 groszy. Biorąc pod uwagę umocnienie polskiego złotego, jeśli cena ropy utrzyma się na poziomie 75 dolarów za baryłkę, możliwy wzrost cen paliw w najbliższych tygodniach może wynieść nieco mniej niż wspomniane 30 i 50 groszy za litr odpowiednio dla benzyny 95 i oleju napędowego.

Komentarz przygotował Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce

Zadłużenie polskiego sektora motoryzacyjnego rośnie – ponad 309 mln zł zaległości producentów

Przemysł motoryzacyjny, jeden z filarów polskiej gospodarki i źródło pracy dla setek tysięcy osób, coraz bardziej odczuwa skutki geopolitycznych napięć i kosztownej transformacji energetycznej. Najnowsze dane BIG InfoMonitor  i BIK pokazują, że zaległości płatnicze firm z sektora motoryzacji gwałtownie rosną i na koniec kwietnia 2025 wyniosły ponad 309 mln zł. Kłopoty mają też komisy samochodowe i dealerzy nowych samochodów oraz mechanicy, których przeterminowane zobowiązania przekroczyły 1,2 mld zł. To wyraźny sygnał ostrzegawczy dla całej branży.

Branża automotive odpowiada w Polsce za niemal 8 proc. PKB, 13,5 proc. rocznego eksportu i setki tysięcy miejsc pracy. Polska to przede wszystkim kluczowy hub produkcji części motoryzacyjnych. Tylko ta gałąź stanowi 5 proc. całej produkcji przemysłowej, a jej wartość w 2023 roku wyniosła blisko 123 mld zł. – Mimo że w pierwszym kwartale 2025 roku liczba rejestracji nowych pojazdów wzrosła o 2,5 proc. r/r, a liczba zarejestrowanych samochodów osobowych napędzanych alternatywnie zwiększyła się o ponad
11 proc., to ogólna kondycja rynku nadal budzi niepokój. Problemy ma głównie produkcja samochodów, która odnotowała spadek o 17,2 proc. r/r. Eksport komponentów zmniejszył się natomiast o 4,5 proc.
– zauważa dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.  Sytuacji nie poprawia rosnąca presja płacowa czy wysokie koszty energii. Pewne ożywienie może natomiast przynieść zatwierdzone przez Radę Unii Europejskiej złagodzenie podejścia do rozliczania emisji CO₂. Według aktualnych regulacji, w latach 2025–2027 będą one liczone jako średnia z trzech lat, co daje producentom nieco więcej elastyczności w dostosowaniu się do wymogów klimatycznych. Nowe przepisy weszły w życie pod koniec maja.

Złagodzenie unijnych przepisów to istotna zmiana, szczególnie w kontekście aktualnych danych płynących z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK. Po kilku latach, w których poziom przeterminowanego zadłużenia w branży motoryzacyjnej stopniowo malał, w 2025 roku nastąpił istotny zwrot. Na koniec kwietnia zaległości producentów motoryzacyjnych przekroczyły 309 mln zł, co oznacza wzrost o ponad 60 proc. rok do roku. Za zdecydowaną większość odpowiada eskalacja zaległego zadłużenia w segmencie produkcji części i akcesoriów (PKD 293), gdzie kwota zaległości wzrosła z niespełna 18 mln zł w kwietniu 2024 do ponad 280 mln zł w analogicznym okresie bieżącego roku. To skok o ponad 1400 procent, który trudno uznać za efekt jedynie trendu branżowego, szczególnie, że w bazie BIG InfoMonitor przybyło w tym czasie zaledwie 12 podmiotów z branży automotive.

– Najprawdopodobniej mamy do czynienia z przypadkiem jednej lub kilku dużych firm, które w ostatnich miesiącach wpadły w poważne problemy finansowe, na przykład weszły w postępowania restrukturyzacyjne lub ogłosiły upadłość, a ich zaległe zobowiązania zostały zgłoszone do rejestru. Możliwy jest również efekt kumulacji przeterminowanego długu z poprzednich okresów, który teraz został formalnie ujawniony. W 2024 roku w sektorze sprzedaży części do pojazdów przeprowadzono aż 62 postępowania restrukturyzacyjne, co było jednym z najwyższych wyników w całej branży motoryzacyjnej. Równocześnie, jak wynika z danych rynkowych, ponad połowa firm w Polsce zmagała się z fakturami opóźnionymi o ponad 30 dni, co wskazuje na skalę zatorów płatniczych pogłębiających problemy finansowe producentów i dostawców – wskazuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor. – Polskie firmy motoryzacyjne specjalizujące się w produkcji części w dużym stopniu uzależnione są od eksportu. Zmniejszenie zamówień z Niemiec i Francji przekłada się automatycznie na zmniejszenie ich przychodów. Jednak tak wysoki wzrost zaległości w jednym segmencie wskazuje raczej na wystąpienie zdarzenia jednorazowego o dużej skali. To przypomnienie, że sytuacja finansowa nawet największych firm może się gwałtownie pogorszyć i warto ją monitorować nie tylko przez pryzmat ogólnych wskaźników makroekonomicznych, ale również wiarygodności płatniczej– dodaje Waldemar Rogowski.

Warto zaznaczyć, że pozostałe segmenty motoryzacji, m.in. handel i naprawa pojazdów, również notują wzrosty przeterminowanego zadłużenia, ale mają one bardziej równomierny i rozłożony charakter. Kłopoty finansowe przedsiębiorstw zajmujących się hurtowym i detalicznym obrotem pojazdami samochodowymi i mechaników samochodowych, przekroczyły w kwietniu 1,2 mld zł i w zasadzie od czterech lat oscylują na podobnym poziomie.

 – Motoryzacja stoi dziś na rozdrożu. Wzrost zaległego zadłużenia to wyraźny sygnał alarmowy, który nie może zostać zignorowany. Dodatkowy czas, który producenci zyskali dzięki złagodzeniu unijnych przepisów środowiskowych nie wystarczy, jeśli zabraknie zdecydowanych działań. Jeżeli dodamy do tego niepewność w zakresie ceł – wartość europejskiego eksportu branży automotiv do Stanów Zjednoczonych przekracza 30 mld USD rocznie. Stabilne finansowanie i szybki dostęp do rzetelnych danych gospodarczych to warunki konieczne, by branża mogła skutecznie przejść przez proces transformacji i uniknąć poważnych perturbacji. Monitoring zadłużenia nie jest jedynie formalnym obowiązkiem, lecz realnym narzędziem do zarządzania ryzykiem i budowania przewagi konkurencyjnej. Dzięki przejrzystości i odpowiedzialnemu podejściu do finansów polski sektor motoryzacyjny ma szansę wyjść z obecnego kryzysu silniejszy – podsumowuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

Wojna celna podniesie zapotrzebowanie na gotówkę. Firmy mogą nie wytrzymać presji

Silny kontrast w tym, jak firmy po obu stronach Atlantyku postępują z kapitałem obrotowym (na podstawie wskaźnika WCR w dniach[1]): amerykańskie wypłacają gotówkę swoim akcjonariuszom, podczas gdy europejskie zwiększają akcję kredytową dla swoich odbiorców.

  • Globalne zapotrzebowanie na kapitał obrotowy (mierzone wskaźnikiem WCR) wzrosło w 2024 r., osiągając najwyższy poziom od 2008 r. (+2 dni do 78), napędzane dłuższym obiegiem należności (DSO +2 dni).
  • Europejskie korporacje działały jako ukryci bankierzy, udzielając kredytów handlowych o szacunkowej wartości 11 mld EUR; amerykańskie spółki wykorzystały uwolnioną gotówkę do nagradzania swoich akcjonariuszy.
  • Jeśli taryfy „Dnia Wyzwolenia” zostaną w pełni wdrożone, firmy będą musiały sfinansować dodatkowe 8,5 mld EUR w Europie i 15,5 mld USD w USA (tj. 3 dni obrotu).

Allianz Trade, światowy lider w dziedzinie ubezpieczeń transakcji handlowych publikuje dziś raport dotyczący zapotrzebowania na kapitał obrotowy (WCR – working capital requirement) i długości okresu obiegu należności (DSO – days sales outstanding). Wyniki podkreślają rosnącą rozbieżność między strategiami firm w Ameryce Północnej i Europie, ujawniając, w jaki sposób firmy radzą sobie z niepewnością gospodarczą, słabym popytem i zmieniającą się polityką handlową.

Globalne zapotrzebowanie na kapitał obrotowy osiągnęło najwyższy poziom od 2008 roku

W 2024 r. globalny wskaźnik WCR wzrósł o +2 dni do 78, najwyższego poziomu od czasu globalnego kryzysu finansowego w 2008r., z jak na razie bardzo ograniczonymi symptomami złagodzenia trendu na początku 2025 roku. Podczas gdy wzrost zapotrzebowania na kapitał obrotowy miał miejsce w większości regionów, to na ich tle wyróżniała się Europa Zachodnia z 4-dniowym wzrostem, i to już trzeci rok z rzędu, podczas gdy APAC (Region Azji i Pacyfiku)  odnotował na jej tle tylko umiarkowany wzrost zapotrzebowania na kapitał obrotowy (+2 dni). Z kolei Stany Zjednoczone wyróżniały się spadkiem tego zapotrzebowania, co spowodowane było zmniejszaniem (redukcją) zapasów – destockingiem.

„Do czwartego kwartału 2024 r. 35% globalnych firm miało WCR przekraczający 90 dni obrotu, a częściowe dane wskazują na nieco większy niż zwykle jego kwartalny wzrost” – stwierdza Ano Kuhanathan, szef działu badań korporacyjnych w Allianz Trade. „Jednak pomimo rekordowo wysokiego importu zapasy amerykańskich przedsiębiorstw spadły, co wskazuje raczej na ich selektywny, a nie powszechny sposób gromadzenia. Zwiększyło to zyski i uwolniło kapitał amerykańskich firm, przygotowując grunt pod wykup akcji własnych, który w 2025 r. przekroczy 1 bln USD (w I kw. Miał on skalę 234 mld USD). Amerykańskie firmy nie stawiają na wzrost, przekierowując kapitał z magazynów do portfeli, a z fabryk do akcjonariuszy„.

Wzrost wskaźnika WCR był skoncentrowany: do wzrostu wskaźnika WCR w Ameryce Północnej, Europie Zachodniej i regionie Azji i Pacyfiku przyczyniło się głównie siedem sektorów, w których przyczynił się do tego słaby popyt: sprzęt transportowy, chemikalia, energia, handel detaliczny, maszyny i urządzenia, metale i oprogramowanie/usługi informatyczne. Z kolei sektory, w których mieliśmy do czynienia ze spadkami WCR były bardziej rozproszone, przy czym w większości sektorów w USA WCR poprawił się, a kilka konkretnych sektorów w Europie (papier, usługi B2C, hotelarstwo) także odnotowało jego skrócenie (poprawę).

Za wzrostem zapotrzebowania na kapitał obrotowy stoją głównie dłuższe terminy płatności, zwłaszcza w Europie, w której firmy działają jako ukryci bankierzy

W 2024 r. okres rotacji należności w skali globalnej (DSO) wzrósł o +2 dni, tj. nieco więcej niż ogólny wzrost wskaźnika WCR – co czyni ją główną przyczyną wzrostu zapotrzebowania na kapitał obrotowy. Równolegle nieznacznie wzrósł średni okres zwłoki w płatnościach (DPO – Days Payable Outstanding) o +1 dzień, a wskaźnik rotacji zapasów  (DIO – Days Intentory Otstanding) pozostawał stabilny.

Warto przy tym zaznaczyć, iż wskaźnik DIO (czyli okres pokazujący ile czasu zajmuje firmom przekształcenie zapasów w sprzedaż) europejskich przedsiębiorstw wydłużył się, poziom ich należności (kredytowania odbiorców) był wysoki, podczas gdy skrócił się wskaźnik DPO (zwłoka w zapłacie zobowiązań, czyli jak długo przedsiębiorstwa korzystały po terminie z kredytu kupieckiego od swoich dostawców), co skutkowało znacznie wyższym zapotrzebowaniem na kapitał obrotowy – rosnącym wskaźnikiem WCR.

„Przy wyższych zapasach i niższym DPO nasuwa się wniosek, iż europejskie firmy świadomie finansowały swoich partnerów handlowych wydłużając im terminy płatności i biorąc na siebie większe ryzyko” – stwierdza Maxime Lemerle, główny analityk ds. badań nad niewypłacalnością w Allianz Trade. „W okresie od czwartego kwartału 2024 r. do pierwszego kwartału 2025 r. firmy efektywnie udzieliły dodatkowych 11 miliardów euro kredytów firmowych swoim odbiorcom – w skali miesiąca prawie dorównując od początku roku nowym przepływom kredytowym banków „.

Co może pójść nie tak z trwającą wojną handlową?

W obliczu rekordowo wysokiej niepewności i napięć handlowych, które mają się utrzymać, globalny wzrost gospodarczy pozostanie na najniższym poziomie od 2008 r. (z wyłączeniem epizodów recesji). W tym kontekście słaby popyt będzie wyzwaniem dla obrotów firm w 2025 roku. Ponieważ amerykańskie firmy mają niższe zapasy, a europejskie ponoszą znaczne ryzyko kredytowe, pozostają one podatne na rosnące potrzeby finansowe.

„W niekorzystnym scenariuszu, WCR znacznie wzrośnie. Gdyby amerykańskie cła zostały wprowadzone w wysokości ogłoszonej w „Dniu Wyzwolenia”, wzrost PKB spadłby o -1 punkt procentowy, co spowodowałoby wzrost wskaźnika WCR; firmy musiałyby sfinansować dodatkowe 8,5 mld EUR w Europie i 15,5 mld USD w USA w porównaniu z naszymi bazowymi prognozami WCR (co odpowiada równowartości 3 dni obrotu w obu regionach). Dodatkowo, jeśli poślizgi fiskalne i szoki inflacyjne wywołane podażą spowodują wzrost stóp procentowych o +1 punkt procentowy, WCR może wzrosnąć o 14 mld EUR w Europie i 26 mld USD w USA” – wyjaśnia Ana Boata, szefowa działu badań makroekonomicznych w Allianz Trade.

[1] Wskaźnik WCR (working capital requirement) – informuje o tym, ile dni firma potrzebuje na przekształcenie swoich zasobów w gotówkę. Rosnący WCR wskazuje, iż firma potrzebuje więcej czasu na generowanie gotówki z działalności operacyjnej i ma potencjalnie większe zapotrzebowanie na kapitał obrotowy

Czy automatyczne akcje w połączeniu z chatem to klucz do przyszłości efektywnej obsługi klienta?

W e-commerce czas reakcji to często klucz do sukcesu. Klienci oczekują natychmiastowej odpowiedzi, niezależnie od tego, czy pytają o dostępność produktu, status zamówienia, czy możliwość zwrotu. Dlatego coraz więcej firm stawia na automatyzację obsługi klienta i nowoczesne chaty, które pozwalają być bliżej konsumenta — zawsze wtedy, gdy tego potrzebuje. Jak automatyczne akcje zmieniają podejście do customer supportu?

Na czym polega automatyzacja obsługi klienta?

Automatyzacja obsługi klienta to wdrożenie rozwiązań, które pozwalają skrócić czas reakcji na zapytania i ograniczyć udział człowieka w powtarzalnych zadaniach. Dzięki temu zespół może skupić się na bardziej złożonych i wartościowych działaniach, a klienci zyskują szybką i skuteczną odpowiedź.

Obecnie automatyzacja obsługi klienta coraz częściej odbywa się za pomocą akcji, które można skonfigurować według własnych potrzeb. System analizuje nowe wiadomości i podejmuje odpowiednie kroki: przypisuje wiadomość do konkretnego działu, nadaje jej status, wysyła gotową odpowiedź lub przekazuje do odpowiedniego kanału. Wszystko bez potrzeby ręcznego działania.

Takie automatyzacje mogą też działać w ramach chatu. Więcej na ten temat możesz przeczytać tutaj: https://responso.com/pl/produkty/chat/.

Automatyzacja obsługi klienta — jakie korzyści daje?

Warto zauważyć, że wdrożenie automatycznych rozwiązań w obsłudze klienta przekłada się nie tylko na oszczędność czasu. To także sposób na lepsze wykorzystanie zasobów i poprawę jakości relacji z klientami. Do najważniejszych korzyści zaliczamy:

  • szybszą reakcję na zapytania – automatyczne akcje działają natychmiast po otrzymaniu wiadomości. Klient otrzymuje potwierdzenie i często również gotową odpowiedź,
  • oszczędność czasu zespołu – pracownicy nie muszą wykonywać żmudnych, powtarzalnych czynności, ponieważ system robi to za nich,
  • lepszą organizację pracy – wiadomości są automatycznie analizowane przypisane do odpowiednich osób lub działów, co eliminuje chaos i niepotrzebne przekazywanie spraw,
  • poprawę trafności na marketplace – szybka odpowiedź i uporządkowana komunikacja wpływają na ocenę sprzedawcy na Allegro, Amazon czy eBay,
  • większą satysfakcję klientów – klient czuje się zaopiekowany, gdy natychmiast otrzymuje odpowiedź lub potwierdzenie, że jego wiadomość trafiła w dobre ręce,
  • poprawę współczynnika konwersji – …czyli przede wszystkim sprzedaży. Automatyzacja obsługi klienta pozwala szybko rozwiązać problemy i rozwiać wątpliwości, z którymi klienci spotykają się na ścieżce zakupowej.

Automatyzacja to zatem realna zmiana jakościowa. Klient nie musi czekać, a Ty masz większą kontrolę nad całą komunikacją. W połączeniu z nowoczesnym chatem na stronie to potężne wsparcie codziennej pracy zespołu obsługi klienta. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj: https://responso.com/pl/produkty/automatyczne-akcje/.

Responso – postaw na szybki kontakt z klientem

Zestawienie automatycznych akcji i chatu na stronie sklepu to odpowiedź na dzisiejsze potrzeby e-commerce. Szybkość, organizacja i dostępność 24/7 budują zaufanie i wpływają na większą konwersję. Jeśli chcesz, by Twoja obsługa klienta była naprawdę efektywna, zapoznaj się z ofertą firmy Responso, która daje Ci ku temu wszystkie niezbędne narzędzia. Szczegóły znajdziesz na stronie https://responso.com/pl/.

Broker ubezpieczeniowy to doradca, a nie pośrednik

Jeszcze niedawno broker ubezpieczeniowy był kimś, kto pomagał znaleźć tańszą polisę. Dziś rosnące ryzyko i coraz większe oczekiwania klientów sprawiają, że rola brokera zmienia się radykalnie. O tym, dlaczego nie da się już oddzielić ochrony ubezpieczeniowej od kompleksowego zarządzania ryzykiem, rozmawiamy z Marcinem Warzycą, prezesem zarządu Galicja Brokers.

Jeszcze dekadę temu broker kojarzył się głównie z kimś, kto pomaga znaleźć tańszą polisę.

To prawda – jeszcze niedawno broker był postrzegany jako ten, kto zna stawki, zna rynek, wie, gdzie można wynegocjować korzystniejsze warunki i szybciej zamówić polisę. To była rola czysto transakcyjna, skoncentrowana wokół produktu. Ale świat biznesu się zmienił. Dziś najważniejsze jest to jak firma funkcjonuje, gdzie jest narażona, jakie procesy mogą doprowadzić do przestoju, roszczenia czy utraty reputacji. Szczególnie w branżach wysokiego ryzyka mnóstwo zależy od jakości procedur, technologii, organizacji pracy, zabezpieczeń, logistyki. Klient nie potrzebuje dziś pośrednika ubezpieczeniowego, tylko kogoś, kto zrozumie te procesy w całości i pomoże je przełożyć na język ochrony ubezpieczeniowej. Dlatego rola brokera polega dziś na doradztwie w zakresie ograniczania ryzyka.

Ta zmiana nie przyszła znikąd. Ubezpieczyciele są dziś bardziej wymagający. Chcą aby klient udokumentował, że aktywnie zarządza swoim ryzykiem. A to wymaga od brokera zupełnie innych kompetencji niż kiedyś – wiedzy o procesach operacyjnych, znajomości przepisów branżowych, świadomości zmian technologicznych i umiejętności przekładania tego na język analizy ryzyka.

Jak klienci reagują na to, że broker ubezpieczeniowy chce analizować ich procedury, zabezpieczenia, systemy zarządzania? Czy przedsiębiorcy są na to gotowi?

To bardzo ciekawe, w ostatnich latach obserwujemy stopniową, ale wyraźną zmianę w podejściu przedsiębiorców do naszej roli. Jeszcze do niedawna prośba o wgląd w procedury operacyjne, dokumentację zabezpieczeń czy sposób zarządzania flotą budziła opór. Klienci traktowali to jako ingerencję, zbędną biurokrację albo, co gorsza, próbę szukania problemów „tam, gdzie ich nie ma”. Dla wielu firm broker miał być niewidoczny – miał załatwić polisę, a nie zadawać trudnych pytań.

Dziś to się zmienia. Coraz więcej firm zaczyna rozumieć, że jeśli chcą realnej ochrony, muszą wpuścić nas do środka. Nie po to, by ich kontrolować, ale po to, by ich lepiej chronić. I ta zmiana wynika z doświadczenia. Z tego, że przedsiębiorcy zobaczyli, jak łatwo można przegrać sprawę o odszkodowanie, bo zabrakło jednej procedury. Jak trudno udowodnić brak winy, gdy nie ma dokumentacji. Jak szybko ubezpieczyciel potrafi wykorzystać lukę w zabezpieczeniach jako powód odmowy wypłaty. W tym sensie to nie my przekonujemy klientów do „głębokiej inspekcji” – to rzeczywistość ich do tego zmusza.

Oczywiście, nadal zdarza się, że trafiamy na zamknięte drzwi. Jednak najlepsze efekty osiągamy tam, gdzie od początku budujemy relację opartą na otwartości i wspólnym celu, nie tylko taniej polisie, ale stabilnym, przewidywalnym prowadzeniu działalności operacyjnej.

Zarządzanie ryzykiem w firmach transportowych i przemysłowych to często złożony proces: flota, ludzie, środowisko, dane. Jak budujecie zespoły, które potrafią poradzić sobie z taką złożonością?

Zarządzanie ryzykiem to zadanie, które wymaga znacznie więcej niż tylko znajomości rynku ubezpieczeń. To codzienne poruszanie się w przestrzeni, gdzie przecinają się zagadnienia techniczne, prawne, środowiskowe, kadrowe i informatyczne. Dlatego w Galicji od lat inwestujemy w budowę interdyscyplinarnych zespołów, które potrafią zrozumieć, z czego wynika ryzyko operacyjne u klienta.

Podstawą jest to, że nie działamy według sztywnego schematu „jeden pracownik – jeden klient”. Każdy projekt traktujemy zespołowo. Do pracy przy kliencie przypisujemy specjalistów od konkretnych ryzyk: majątkowych, transportowych, środowiskowych, cybernetycznych. Współpracujemy też z inżynierami, audytorami i prawnikami branżowymi. Naszą ambicją nie jest obsłużyć klienta – tylko zrozumieć jego model biznesowy na tyle dobrze, żeby umieć przewidzieć, co może pójść nie tak. Stawiamy na ludzi, którzy potrafią zadać klientowi trudne pytania, ale też wyciągnąć z odpowiedzi praktyczne wnioski. Co ważne – rozwijamy też nasze zespoły inwestując w szkolenia branżowe, wyjazdy studyjne, warsztaty z udziałem specjalistów z dziedziny przemysłu i transportu. Nie da się skutecznie doradzać w zakresie ryzyka bez kontaktu z realnymi problemami.

Złożoność ryzyka nie przeraża nas – traktujemy ją jako przestrzeń do budowania wartości. Bo im bardziej złożony jest problem, tym większa różnica między polisą z katalogu, a realnie dopasowaną ochroną

Co tracą firmy, które patrzą na ubezpieczenia w „tradycyjny” sposób?

Największym błędem z reguły jest próba sprowadzenia całego procesu do formalności. Oczekiwanie, że przygotujemy polisę, zorganizujemy przetarg, porównamy oferty i dopilnujemy podpisów. Problem w tym, że ubezpieczenie to nie jest tylko kwestia zgodności z wymogiem kontraktowym czy prawnym. Firmy, które działają w ten sposób, zwykle dowiadują się o słabości swojej ochrony dopiero wtedy, gdy dochodzi do szkody. I to właśnie wtedy okazuje się, że polisa nie obejmuje istotnych ryzyk, że brakuje kluczowych klauzul, że odpowiedzialność jest ograniczona, a szkoda – choć realna – nie zostanie zrekompensowana.

Czasem wystarczy drobny detal – brak klauzuli regresowej przy współpracy z podwykonawcą, źle zdefiniowany moment przejścia odpowiedzialności za ładunek. To nie są niuanse – to rzeczy, które mogą przesądzić o przetrwaniu przedsiębiorcy na rynku.

Często przedsiębiorcy nie wykorzystują potencjału, jaki daje broker jako stały doradca. Nie pytają, nie proszą o analizę ryzyk, nie otwierają się na dialog o tym, jak wygląda ich działalność od środka. Traktują polisę jak formularz. Tymczasem to właśnie ta otwartość pozwala zbudować program ochrony, który działa nie tylko na papierze, ale przede wszystkim w rzeczywistości.

Jak wygląda typowy dzień pracy konsultanta do spraw ryzyka? Z czym dziś mierzy się taki specjalista i co naprawdę wnosi do firmy klienta?

Typowy dzień zaczyna się nie od sprawdzenia maili z wycenami, ale od rozmowy z klientem: co się zmieniło w zakładzie, czy są planowane nowe inwestycje, jakie wyzwania pojawiają się przy pracy z kontrahentami, czy są planowane zmiany we flocie samochodowej albo wejście na nowe rynki. Tylko znając kontekst, można cokolwiek doradzić. Potem często są wizyty w zakładach – przegląd procedur, analiza raportów BHP, dokumentacja zabezpieczeń przeciwpożarowych, rozmowa z osobą odpowiedzialną za logistykę, czasem z działem IT. Bo ryzyko nie mieszka w tabelce, a w nawykach, skrótach, przestarzałych procedurach i niedopowiedzianych założeniach.

Bardzo dużo czasu nasi brokerzy spędzają też na analizie danych – historii szkód, częstości zdarzeń, profilu ryzyka flotowego, analizie regresów. Tu nie chodzi tylko o to, by wynegocjować dobrą stawkę. Chodzi o to, żeby wykazać się przed ubezpieczycielem: pokazać, że klient podejmuje działania, że ryzyko jest kontrolowane, że nie działa na oślep. W tym sensie broker to nie tyle reprezentant klienta wobec rynku, co tłumacz i adwokat jego sposobu działania.

Jesteśmy też obecni w momentach, w których trzeba podjąć decyzję. Czy podpisać nową umowę z kontrahentem, jeśli wymaga ona ubezpieczenia na nietypowych warunkach? Czy wyłączyć odpowiedzialność pracownika za szkodę kontraktową? Czy wdrożyć monitoring floty jako element polityki prewencji? To są pytania operacyjne, ale broker, który zna firmę, bierze w nich udział jako doradca.

Codzienność brokera to dziś nie tylko polisy. To planowanie, weryfikacja, edukacja, mediacja, analiza, czasem kryzysowe zarządzanie. I właśnie dlatego mówimy jasno – jeśli klient oczekuje od nas tylko „tańszej oferty”, to znaczy, że nie potrzebuje brokera. Potrzebuje kalkulatora. My jesteśmy od czegoś zupełnie innego.

Czy w takim razie rola brokera w przyszłości może polegać na tym, żeby eliminować konieczność korzystania z ubezpieczeń?

W pewnym sensie tak. Jeśli broker rozumie swoją rolę szerzej niż tylko jako sprzedawcę ochrony finansowej, to jego głównym zadaniem staje się nie tyle ubezpieczyć klienta, co zmniejszyć prawdopodobieństwo, że będzie musiał z tej ochrony skorzystać. Im rzadziej dochodzi do szkód, tym lepiej świadczy to o pracy brokera. Oczywiście, nie ma świata bez ryzyka. Ubezpieczenia zawsze będą potrzebne – jako bufor, jako mechanizm wypłaty, jako ochrona ostatniej instancji. Ale jeśli klient postrzega polisę jako jedyne zabezpieczenie, to znaczy, że system prewencji nie działa. Naszym zadaniem – już dziś – jest przesunąć ten ciężar, z samego finansowania szkody na zarządzanie jej przyczynami. I to nie jest abstrakcja. To bardzo konkretna praca – analiza procesów, identyfikacja słabych punktów, szkolenia, zmiany w procedurach, audyty techniczne.

W idealnym modelu broker to nie ktoś, kto załatwia pieniądze po wypadku. To ktoś, kto pomaga ten wypadek zawczasu przewidzieć i zminimalizować jego skutki – albo w ogóle go uniknąć. I jeśli klienci będą mieli coraz mniej szkód dzięki naszej pracy, to nie znaczy, że broker stanie się zbędny. To znaczy, że zacznie pełnić swoją rolę naprawdę dobrze.

Marcin Warzyca

BROKER – Wiceprezes Zarządu

https://galicjabrokers.pl/

John Graham pokieruje CIMA i Association of International Certified Professional Accountants

The Chartered Institute of Management Accountants (CIMA) ogłosił dziś, że John Graham FCMA, CGMA został wybrany 92. Prezydentem Instytutu. Będzie on również pełnił funkcję 10. Współprzewodniczącego Association of International Certified Professional Accountants  (dalej: Stowarzyszenia) – globalnej federacji utworzonej przez AICPA i CIMA.

Przez znaczną część swojej kariery zawodowej John Graham pracował w brytyjskiej Narodowej Służbie Zdrowia (National Health Service, NHS), pełniąc wiele funkcji w różnych jednostkach organizacyjnych – w tym w Wydziale Zdrowia (Department of Health). Przez minione 16 lat zajmował stanowiska CFO i Dyrektora Finansowego. Obecnie pełni funkcję Chief Finance Officer – Tameside and Glossop IC NHS FT & Stockport NHS Foundation Trust oraz Deputy Chief Executive – Stockport NHS Foundation Trust.

John Graham jest pierwszym urzędującym Prezydentem CIMA, który podczas swojej kadencji zajmuje jednocześnie pełno­etatowe stanowisko w wyższej kadrze menadżerskiej NHS.

W trakcie swojego roku urzędowania jako Prezydent CIMA John będzie współpracował z Prze­wod­niczącą Stowarzyszenia, Lexy Kessler CPA, CGMA i CEO Stowarzy­sze­nia Markiem Kozielem CPA, CGMA nad wytyczeniem strategicznego kierunku rozwoju profesji w ramach projektu „Finanse i rachunkowość 2040: razem ku przyszłości” (Finance and Accounting 2040: Rise to the Future Together).

– Świat jest obecnie bardziej nieprzewidywalny niż kiedykolwiek wcześniej i pełen wyzwań. Mimo to profesja finansowo-księgowa niezmiennie wykazuje niezwykłą odporność. Pojawiają się ogromne możliwości, napędzane transformacją cyfrową oraz rosnącym zapotrzebowaniem na specjalistów finansowych, którzy oferują nie tylko wiedzę techniczną, lecz także umiejętność krytycznego myślenia, elastyczność i strategiczną intuicję – powiedział John Graham FCMA, CGMA, Prezydent CIMA i Współprzewodniczący Association of International Certified Professional Accountants. – Musimy patrzeć przed siebie, aby tworzyć przy­sz­łość profesji – przewidując, jakie  kompetencje, wiedza i możliwości zdefiniują kolejne pokolenie.

W ciągu najbliższego roku John spotka się z członkami i kandydatami w Afryce, Azji, Europie i Ameryce Północnej, aby promować rosnące możliwości kariery w zakresie finansów, które napędzane są dzięki nowym technologiom, takim jak sztuczna inteligencja, oraz dynamicznie rozwijające się obszary (np. zrównoważony rozwój biznesu).

– Funkcja 92. Prezydenta CIMA i 10. Współprzewodniczącego Association of International Certified Professional Accountants to dla mnie wielkie wyróżnienie. Stowarzy­szenie jest globalną organizacją, która buduje zaufanie, tworzy możliwości i wspie­ra dobrobyt jednostek, firm, społeczności i gospodarek na całym świecie – dodał John Graham. – Jestem zasz­czy­cony wyborem na stanowisko Prezydenta Instytutu. Przyjmuję tę rolę z poczuciem misji oraz optymizmem i jestem gotów, by słuchać, nawiązywać relacje i wspólnie kształtować naszą przyszłość.

John Graham uzyskał tytuł Associate Chartered Management Accountant (ACMA) w 1999 roku oraz tytuł Fellow Chartered Management Accountant (FCMA) w 2011 roku. Przez lata aktywnie promował Instytut jako jego ambasador i orędownik. Pełnił liczne funkcje kierownicze w struk­turach Instytutu i Stowarzyszenia, skupiając się na promocji rachunkowości zarządczej oraz wzmac­nianiu zaangażowania członków.

Był m.in. członkiem i przewodniczącym komisji kształcenia ustawicznego oraz komisji stan­dardów zawodowych CIMA. Obecnie zasiada w komisji członkowskiej, egzaminacyjnej i nomina­cyj­nej. Przewodniczył również Radzie Obszaru CIMA na region Północno-Zachodniej Anglii i Pół­noc­nej Walii, której nadal pozostaje członkiem.

John mieszka z żoną w Liverpoolu w Wielkiej Brytanii. Ma troje dzieci. Jest przewodniczącym za­rzą­du sieci placówek szkolnych oraz członkiem zarządu New Directions – czołowego dostawcy us­ług opieki społecznej dla dorosłych. Pasjonuje się podróżami; jest zapalonym kibicem.

Słabnący popyt w USA i nowe cła – trudny czas dla polskich eksporterów

Departament Handlu USA opublikował dane, które studzą optymizm inwestorów. W maju sprzedaż detaliczna spadła o 0,9%, a produkcja przemysłowa praktycznie stanęła w miejscu. To wyraźny sygnał, że po marcowym boomie zakupowym największa gospodarka świata zaczyna tracić rozpęd. Wówczas Amerykanie, obawiając się wzrostu cen na skutek polityki celnej administracji Trumpa, masowo ruszyli do sklepów. Teraz popyt wyraźnie słabnie, a konsumenci wstrzymują się z większymi wydatkami. “Polscy eksporterzy mogą odczuć to na własnej kieszeni” – ostrzega Krzysztof Liszka z Get Noticed Agency.

Paul Cosaro, dyrektor generalny Picnic Time Inc., producenta akcesoriów piknikowych z Kalifornii, nie musi czytać makroekonomicznych analiz, żeby zrozumieć, co się dzieje. Jak podaje portal AP News, jego firma odnotowała spadek zamówień od detalistów nawet o 40% tego lata. To brutalna arytmetyka: za koszyk piknikowy, który w późnym 2024 roku kosztował 120 dolarów, dziś trzeba zapłacić 137 dolarów. Firma musiała podnieść ceny średnio o 11-14%, a rachunek za cła wyniósł milion dolarów – trzy razy więcej niż rok wcześniej. Efekt? Zamrożenie zatrudnienia i coraz bardziej nerwowe rozmowy z klientami, którzy anulują zamówienia, bo nie wiedzą, ile przyjdzie im zapłacić jutro.

Amerykańska gospodarka zaczyna wysyłać sygnały ostrzegawcze. Ellen Zentner z Morgan Stanley Wealth Management ujmuje to obrazowo: „dzisiejsze dane sugerują, że konsumenci zwalniają, ale jeszcze nie nacisnęli na hamulec”. W maju sprzedaż detaliczna spadła o 0,9%. Najbardziej spektakularny okazał się spadek w sektorze motoryzacyjnym – aż o 3,5%. To echo marcowego szaleństwa, gdy Amerykanie rzucili się do salonów samochodowych, chcąc ubiec zapowiadane 25-procentowe cło na importowane pojazdy i części.

 – Obserwujemy klasyczny przypadek doom spendingu. To zjawisko polegające na impulsywnym, często nieprzemyślanym wydawaniu pieniędzy w reakcji na stres, niepewność lub pesymistyczne perspektywy ekonomiczne. Kluczowe jest tu zrozumienie, że konsumenci nie kierują się już wyłącznie ceną obowiązującą dziś, lecz również swoimi przewidywaniami co do cen w przyszłości. Ten mechanizm może prowadzić do chwilowego wzrostu sprzedaży, ale długofalowo pogłębia niestabilność popytu tłumaczy Krzysztof Liszka z Get Noticed Agency.

Cyfrowy handel trzyma kurs wzrostowy

Najnowsze dane amerykańskiego departamentu handlu pokazują fascynujący paradoks współczesnej gospodarki. Podczas gdy tradycyjny handel cierpi, sprzedaż online wzrosła o 0,9%. To nie przypadek – cyfrowi konsumenci są bardziej elastyczni, szybciej porównują ceny i łatwiej znajdują alternatywy. Grupa kontrolna, obejmująca sprzedaż detaliczną z wyłączeniem paliw, samochodów i materiałów budowlanych, wzrosła w maju o 0,4%, co sugeruje, że amerykańska gospodarka wciąż ma tętno, choć może nieco słabsze. Sytuację pogorszyć może fakt, że wielkie sieci handlowe – Walmart, Lululemon i The J.M. Smucker Company – nie czekają na rozwój wydarzeń i już teraz podnoszą ceny, aby zniwelować skutki malejącej konsumpcji.

Detaliści stoją przed wyzwaniem. Muszą jednocześnie uzasadnić podwyżki cen, utrzymać lojalność klientów i nie stracić wypracowanej latami pozycji rynkowej. W e-commerce obserwujemy fascynujące zjawisko – amerykańskie marki przyspieszają promocje sezonowe, przenosząc kampanie 'powrót do szkoły’ z lipca na czerwiec. To nie tylko zmiana kalendarza, to fundamentalna rewizja strategii marketingowej. Dane pokazują, że konsumenci stali się łowcami okazji. Śledzą ceny przez porównywarki i używają wtyczek do monitorowania rabatów – mówi ekspert z Get Noticed Agency.

Amerykański przemysł złapał zadyszkę

Produkcja przemysłowa w USA ledwo drgnęła – wzrost o 0,1% w maju jest bliski granicy błędu statystycznego. Wyłączając sektor motoryzacyjny bilans jest ujemny (spadek o 0,3%). Tymczasem ceny importowe, wyłączając paliwa i żywność, wzrosły o 0,4%, a w skali roku o 1,3%. Jak podaje Reuters, wzrost cen importu (z wyłączeniem paliw i żywności) napędzany jest osłabieniem dolara – amerykańska waluta straciła w tym roku około 6,2% w ujęciu ważonym wolumenem handlu. Agresywna polityka handlowa Donalda Trumpa zachwiała zaufaniem inwestorów do amerykańskiej waluty, osłabiając atrakcyjność rodzimych aktywów. – To kolejny sygnał, że inflacja wzrośnie tego lata i jesienią, gdy ceny zaczną odzwierciedlać wyższe koszty towarów objętych cłami powiedział Ayers brytyjskiej agencji prasowej.

Z kolei główny ekonomista z Oxford Economics uważa, że najgorsze dopiero przed nami. – Zapowiedzi wprowadzenia ceł wyraźnie wpłynęły na decyzje dotyczące dużych zakupów, zwłaszcza samochodów. Na razie niewiele wskazuje na to, by prowadziły one do ogólnego ograniczenia wydatków konsumpcyjnych. Spodziewamy się jednak wyraźniejszego spowolnienia w drugiej połowie roku, gdy taryfy zaczną realnie uszczuplać portfele konsumentówmówi Michael Pearce.

Ekonomiści szacują, że wzrost wydatków konsumenckich w bieżącym kwartale wyniesie co najmniej 2,0% w ujęciu rocznym, po spowolnieniu do 1,2% w pierwszym kwartale. Według prognoz oddziału Rezerwy Federalnej z Atlanty w drugim kwartale 2025 r. Ameryka znów nabierze wiatru w żagle. Analitycy przewidują wzrost PKB aż o 3,5%. w ujęciu rocznym. To spory zwrot w porównaniu z początkiem roku, kiedy gospodarka skurczyła się o 0,2%. Głównym motorem poprawy ma być import. W pierwszym kwartale wyraźnie spadł, bo firmy masowo ściągały towary z zagranicy, próbując uprzedzić wprowadzenie ceł. Teraz, kiedy ten efekt wygasł, wskaźniki znów się odbijają – i to ma dodać gospodarce paliwa.

Polscy eksporterzy na zakręcie

W obliczu rosnących ceł w USA i wyraźnego spowolnienia amerykańskiej gospodarki, polski eksport – a szczególnie sprzedaż na rynek amerykański – stoi przed poważnym testem. Dane Polskiego Instytutu Ekonomicznego pokazują, że w 2024 roku polskie towary wyeksportowane do USA osiągnęły wartość 12,6 mld USD, co stanowiło około 3,3% całości polskiego eksportu.

W tej chwili najbardziej dotkliwe cła dotyczą sektora motoryzacyjnego. 3 kwietnia 2025 roku wprowadzono 25‑procentowe stawki taryfowe na import samochodów, a wraz z majem – również na części samochodowe, z wyłączeniem tych pochodzących z krajów porozumienia USMCA. Obowiązują również cła na stal, aluminium (25%) oraz uniwersalne taryfy na import (10%).

Nowa rzeczywistość wymusza na polskich eksporterach natychmiastową rewizję strategii: od aktualizacji cenników i warunków Incoterms, poprzez wprowadzenie klauzul indeksacyjnych i wydłużanie terminów płatności, aż po rozważanie relokacji części produkcji poza Unię Europejską. W międzyczasie amerykańscy importerzy skrupulatnie weryfikują, kto pomimo nowych taryf jest w stanie wciąż oferować konkurencyjną marżę tłumaczy Krzysztof Liszka z Get Noticed Agency.

Kiedy internet przestaje być ludzki – era informacji generowanych dla maszyn

Internet powstał z myślą o ludziach, ale jego przyszłość może należeć do maszyn. W nowym paradygmacie to nie my przeglądamy sieć – to sztuczna inteligencja przegląda ją za nas. Taki scenariusz przedstawia dziennikarz BBC Thomas Germain. Czy to koniec swobodnego eksplorowania sieci i początek epoki zunifikowanych informacji, w której algorytm decyduje, co powinniśmy wiedzieć, a co lepiej pominąć?

Internet, jaki znamy, opiera się na prostej umowie społecznej. Strony internetowe udostępniają swoje treści wyszukiwarkom za darmo. Google w zamian kieruje do nich użytkowników, którzy klikają w reklamy i robią zakupy. To fundament cyfrowej ekonomii – około 68% aktywności internetowej rozpoczyna się od wyszukiwarek, a 90% wyszukiwań odbywa się w Google. Ta symbioza, która napędzała rozwój sieci przez dekady, powoli dobiega końca. Przynajmniej tak uważa Thomas Germain, dziennikarz technologiczny BBC. W artykule „AI Mode: Is Google about to destroy the web?” maluje on obraz sieci, która przestaje być przestrzenią dla ludzi. Jego zdaniem przyszłość należy do sztucznej inteligencji, która stanie się głównym odbiorcą i dostawcą treści, wyręczając nas we wszystkich czynnościach.

Pierwszym sygnałem, że stary internet umiera, a w jego miejsce powoli powstaje nowy, jeszcze nie do końca zdefiniowany twór,  jest wprowadzenie przez Google trybu AI mode. Nowa wersja najpopularniejszej wyszukiwarki internetowej świata to coś więcej niż generowane przez sztuczną inteligencję odpowiedzi, pojawiające się nad listą linków w wynikach wyszukiwania. Google idzie o krok dalej, wprowadzając rozwiązanie, które całkowicie zmienia sposób, w jaki użytkownik wchodzi w interakcję z wyszukiwarką. Korzysta ono z ogromnej bazy danych Google oraz modelu językowego Gemini 2.0, oferując podobne doświadczenie co chatboty. Na dynamicznym interfejsie – automatycznie dopasowującym się do charakteru zadanego pytania – pojawia się pogłębione podsumowanie, często z multimedialnymi elementami: tekstem, zdjęciami i wykresami.

Wyobraź sobie bibliotekę, w której zamiast książek bibliotekarz własnymi słowami opowiada ci ich treść. Brzmi wygodnie? Google właśnie przekształca internet w coś podobnego, tyle że w skali makro. A wydawcy treści patrzą na to z rosnącym przerażeniem. Wprawdzie linki nie znikną całkowicie. Przynajmniej na razie. Staną się natomiast jednym z elementów widocznych na dynamicznym interfejsie wyników wyszukiwania. W branży mówi się, że liczba kliknięć spadnie o połowę. W nowej rzeczywistości pozycjonowanie stanie się ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej, bo większość internautów będzie miała styczność tylko z najwyżej rankingującymi pozycjami – mówi Marcin Stypuła z Semcore, agencji specjalizującej się w marketingu internetowym.

Dane już teraz są alarmujące. Według firmy analitycznej BrightEdge, wprowadzenie AI Overviews (poprzednika AI Mode) spowodowało spadek liczby kliknięć o 30%, podczas gdy liczba wyświetleń wzrosła o 49%.

Cytowani przez BBC eksperci malują przyszłość internetu w ciemnych barwach. AI Mode może wyeliminować główne źródło przychodów wydawców i zniechęcić ich do dalszego tworzenia treści. Mowa tu o milionach stron internetowych, których egzystencja uzależniona jest od organicznego ruchu z wyszukiwarki. Bez nich internet będzie stopniowo pustoszeć, tracąc różnorodność i bogactwo dostępnych informacji.

Internet? Nie, to zombie!

Nie brakuje też głosów twierdzących, że najgorsze już się wydarzyło – internet od dawna jest martwy, a większość aktywności online to jedynie symulacja. Teoria martwego internetu (Dead Internet Theory) to jedna ze współczesnych teorii spiskowych, która zakłada, że znaczna część treści w sieci – posty, komentarze, recenzje, a nawet profile społecznościowe – tworzona jest nie przez ludzi, lecz przez sztuczną inteligencję i boty. Według jej zwolenników przełom nastąpił około 2016–2017 roku, kiedy to  większość „żywego” internetu miała zostać zastąpiona treściami generowanymi automatycznie, a prawdziwi użytkownicy stali się jedynie biernymi odbiorcami. Główny zarzut dotyczy tego, że internet – który miał być miejscem swobodnej wymiany myśli i platformą demokratyzującą dostęp do informacji – został skolonizowany przez algorytmy, a jego zawartość jest dziś w dużej mierze iluzją kontrolowaną przez korporacje technologiczne i służby wywiadowcze.

Odkąd pamiętam, co kilka lat ktoś wieszczy koniec internetu, śmierć SEO albo dominację botów. Po piętnastu latach w branży mogę powiedzieć jedno: to nie koniec, to kolejny etap. Internet się zmienia, tak jak zmieniają się algorytmy, formaty i narzędzia. Ale zmiana to nie zagłada. To wyzwanie. Nasze badanie SemcoreLAB, w które zaangażowaliśmy ponad 100 ekspertów i 30 marek, pokazało jednoznacznie: SEO nie tylko żyje, ale ma się świetnie. Wzrost ruchu o 2,9 mln użytkowników i zwrot z inwestycji liczony w setkach tysięcy dolarów to nie teorie – to fakty. Zamiast ogłaszać śmierć internetu, lepiej nauczyć się poruszać w jego nowej rzeczywistości – mówi Marcin Stypuła, prezes agencji Semcore.

Choć teoria martwego internetu nie ma potwierdzenia w faktach, staje się coraz bardziej popularna w czasach rozwoju sztucznej inteligencji. Krytycy zwracają uwagę, że choć niektóre z założeń teorii są przesadzone, samo zjawisko „zautomatyzowanej sieci” staje się coraz bardziej realne. Sztuczna inteligencja już dziś produkuje ogromne ilości treści, który trudno odróżnić od ludzkiej twórczości. Do tego dochodzą farmy botów wpływające na opinię publiczną i zamykające internautów w bańkach informacyjnych.

Apokalipsa? Musimy na nią poczekać

Thomas Germain w swoim artykule przedstawia również bardziej zrównoważony punkt widzenia, w którym internet jako taki nie zniknie. Dziennikarz zwraca uwagę, że platformy społecznościowe wciąż kwitną, a serwisy oparte na modelu subskrypcyjnym radzą sobie doskonale. Przypomina on również, że apokaliptyczne wizje dotyczące końca internetu to nic nowego. Magazyn „Wired” ogłosił „śmierć sieci” już w 2010 roku, a podobne głosy słychać było przy okazji popularyzacji smartfonów czy mediów społecznościowych. Do apokalipsy jednak nie doszło – internet nie zniknął, lecz przeszedł kolejną fazę ewolucji.

Jak może wyglądać internet przyszłości? Jeśli „machine web” zastąpi „world wide web”, internet w pierwszej kolejności tworzozny będzi nie dla ludzi, lecz dla algorytmów. W tym nowym paradygmacie treści nie powstają już z myślą o czytelnikach, lecz po to, by zasilić podające nam gotowe odpowiedzi modele językowe. Zamiast wędrować po linkach i konsumować treści na własnych warunkach, internauta dostanie skondensowane informacje wygenerowane przez chatboty. Demis Hassabis z Google DeepMind przewiduje, że wydawcy będą w przyszłości pomijać publikowanie materiałów dla ludzi – wystarczy bowiem, że przekażą je bezpośrednio sztucznej inteligencji. – To obraz sieci uproszczonej do granic – wygodnej, ale wypranej z niszowych treści, różnorodności opinii i świeżości. Zamiast bogactwa głosów dostaniemy zunifikowaną interpretację świata. Takie warunki sprzyjają cichej cenzurze, kontroli nad przekazywanymi informacjami i promowaniu wybranych narracji – ostrzega ekspert z Semcore.

Pojawia się również fundamentalne pytanie: kto zapłaci twórcom, jeśli ich główną publicznością staną się maszyny? Jak zauważa Matthew Prince, szef Cloudflare: „roboty nie klikają w reklamy”. Dominujący w internecie model biznesowy może runąć, jeśli użytkownicy przestaną odwiedzać strony źródłowe.

W nowym świecie właściciele modeli językowych mają bezpośrednio płacić wydawcom za dostęp do treści. Już dziś „New York Times” licencjonuje treści Amazonowi, a Google płaci Redditowi 60 milionów dolarów rocznie za dane do treningu AI. Jednocześnie największe grupy medialne wchodzą we współpracę z OpenAI, sprzedając dostęp do swoich archiwów w formie licencji. Jednak zdaniem ekspertów, jak Tom Critchlow z firmy Raptive, taki model nie zadziała na szeroką skalę, bo mniejsze redakcje i niezależni wydawcy nie dysponują treściami, które byłyby równie atrakcyjne. Istnieje ryzyko, że bez mniejszych graczy internet stanie się zamkniętą strukturą, kontrolowaną przez korporacje i pozbawioną niezależnych głosów.

ZBP komentuje wyrok TSUE w sprawie C-396/24: Koniec teorii dwóch kondykcji

Komunikat ZBP w sprawie wyroku TSUE w sprawie C-396/24 z dnia 19 czerwca 2025 r.

Rozliczenie stron tylko według teorii salda – teoria dwóch kondykcji niezgodna z unijnym prawem.

Dnia 19 czerwca 2025 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok w sprawie C-396/24, dotyczącej zasad rozliczeń między konsumentem a bankiem po uznaniu umowy kredytu za nieważną z powodu klauzul abuzywnych. Sprawa została skierowana przez Sąd Okręgowy w Krakowie, który wystąpił z pytaniami prejudycjalnymi do TSUE.

Kluczowe rozstrzygnięcie Trybunału

Trybunał jednoznacznie zakwestionował zgodność z prawem Unii Europejskiej tzw. teorii dwóch kondykcji, która była dotychczas powszechnie stosowana w polskim orzecznictwie. Zgodnie z nią każda ze stron nieważnej umowy mogła osobno domagać się zwrotu spełnionego świadczenia, niezależnie od rozliczeń drugiej strony. Konstrukcja ta w praktyce wymuszała na bankach składanie tzw. kontrpozwów w celu dochodzenia lub zabezpieczenia roszczenia o zwrot kapitału – co jako ZBP wielokrotnie krytykowaliśmy jako źródło zbędnych kosztów i komplikacji procesowych.

TSUE uznał, że taka praktyka jest sprzeczna z Dyrektywą 93/13. Trybunał opowiedział się za uproszczonym modelem rozliczenia, zgodnym z tzw. teorią salda – czyli zasadą, zgodnie z którą rozliczeniu podlega wyłącznie różnica między świadczeniami stron. Konsument może dochodzić od banku wyłącznie nadpłaconej kwoty ponad wartość wypłaconego kapitału kredytu. Z kolei bank może żądać dopłaty tylko wówczas, gdy suma spłat konsumenta jest niższa niż kwota kapitału.

Znaczenie dla praktyki sądowej

Wyrok TSUE będzie mieć istotne konsekwencje dla rozstrzygania spraw frankowych w Polsce. Wskazując, że sądy krajowe powinny odstąpić od utrwalonego orzecznictwa, jeżeli jest ono niezgodne z prawem Unii, Trybunał potwierdził, że celem po unieważnieniu umowy powinno być przywrócenie równowagi między stronami. Oznacza to:

  • uproszczenie zasad rozliczeń,
  • szybsze zakończenie sporów,
  • ograniczenie ryzyk związanych z przedawnieniem roszczeń banków o zwrot kapitału.

ZBP z satysfakcją przyjmuje rozstrzygnięcie TSUE – jego treść jest zgodna z naszym stanowiskiem prezentowanym od samego początku w debacie publicznej. Uważamy, że wyrok powinien być dodatkowym impulsem do zawierania ugód między konsumentami a bankami, jako najszybszego i najbardziej efektywnego sposobu rozwiązania sporów.

Rygor natychmiastowej wykonalności – brak kategorycznej oceny

Odnosząc się do trzeciego pytania prejudycjalnego, TSUE nie zajął jednoznacznego stanowiska. Trybunał wskazał jedynie, że nadanie nieprawomocnemu wyrokowi zasądzającemu kapitał rygoru natychmiastowej wykonalności może być niezgodne z prawem UE, jeśli krajowy porządek prawny nie przewiduje wystarczających środków ochrony konsumenta przed negatywnymi skutkami takiego rozwiązania. Z uwagi na marginalne znaczenie tej kwestii w polskiej praktyce, jej wpływ na krajowe orzecznictwo będzie ograniczony.

Kleje Loctite do gwintów – poradnik, jaki klej anaerobowy wybrać?

Każdy, kto choć raz skręcał elementy metalowe, wie, jak uciążliwe potrafią być samoistnie luzujące się śruby. Rozwiązaniem tego problemu są kleje anaerobowe, które zabezpieczają gwinty przed przypadkowym odkręcaniem. Sprawdź, jak dobrać najlepszy produkt do Twoich potrzeb i jak poprawnie stosować kleje Loctite w praktyce.

Kleje anaerobowe – czym właściwie są?

Kleje anaerobowe to specjalistyczne preparaty, które utwardzają się wyłącznie w środowisku bez dostępu tlenu, po zetknięciu się z metalową powierzchnią. Kleje Loctite najczęściej wykorzystuje się je do zabezpieczania gwintów, połączeń cylindrycznych oraz innych miejsc narażonych na luzowanie spowodowane drganiami.

Rodzaje klejów Loctite – jaką wytrzymałość wybrać?

Na rynku znajdziesz kleje o różnej sile działania, dlatego przed zakupem warto znać specyfikę każdego z nich.

Kleje lekko demontowalne – Loctite 222

Klej Loctite 222 to preparat o niskiej sile mocowania, przeznaczony do połączeń, które w przyszłości planujesz rozkręcać. Idealnie sprawdza się przy śrubach regulacyjnych, delikatnych elementach elektronicznych czy sprzęcie gospodarstwa domowego. Dzięki temu klejowi bez problemu zabezpieczysz gwint, ale demontaż w razie potrzeby przebiegnie sprawnie i bez wysiłku.

Kleje średnio demontowalne – Loctite 243

Loctite 243 to najbardziej uniwersalny klej anaerobowy na rynku. Jego średnia siła mocowania sprawdza się doskonale w połączeniach mechanicznych, które są narażone na ciągłe drgania, np. w maszynach, motocyklach czy narzędziach ogrodowych. Klej anaerobowy Loctite 243 umożliwia demontaż za pomocą narzędzi, jednak wymaga nieco większej siły niż produkty lekkie.

Kleje trudno demontowalne – Loctite 270

Do połączeń trwałych, których nie planujesz demontować, najlepiej nadaje się Loctite 270. Ten klej zapewnia mocne zabezpieczenie elementów pod dużym obciążeniem, takich jak wały napędowe czy ciężkie maszyny. Demontaż połączeń zabezpieczonych Loctite 270 możliwy jest tylko przy użyciu wysokiej temperatury, która osłabia wiązanie kleju.

Jak poprawnie stosować kleje anaerobowe Loctite?

Poprawne stosowanie kleju gwarantuje pełną wytrzymałość i trwałość połączenia.

Przygotowanie powierzchni – użycie odtłuszczacza Loctite 7063

Aby klej zadziałał skutecznie, powierzchnia musi być dokładnie oczyszczona i odtłuszczona. Najlepszym wyborem jest tu Loctite 7063 – preparat odtłuszczający, który szybko i skutecznie usuwa wszelkie zanieczyszczenia, zapewniając optymalne warunki do klejenia. Dowiedz się więcej

Technika aplikacji kleju na gwinty – krok po kroku

  1. Dokładnie oczyść gwint odtłuszczaczem.

  2. Nałóż cienką warstwę kleju anaerobowego na długości gwintu.

  3. Wkręć śrubę w miejsce docelowe, zapewniając dobre dopasowanie elementów.

  4. Usuń ewentualny nadmiar kleju, który może wypłynąć.

Proces utwardzania – jak długo czekać?

Wstępne utwardzenie kleju anaerobowego następuje już po około 30-60 minutach od aplikacji, ale na pełną wytrzymałość połączenia warto poczekać minimum 24 godziny. Temperatura otoczenia oraz rodzaj metalu mogą wpłynąć na czas utwardzania kleju.

Demontaż połączeń zabezpieczonych klejami Loctite

Kleje Loctite różnią się łatwością demontażu – poznaj praktyczne wskazówki, jak sobie poradzić z rozłączaniem elementów.

Łatwe demontaże – kleje lekko i średnio demontowalne

Kleje takie jak Loctite 222 oraz Loctite 243 można łatwo rozkręcić za pomocą standardowych narzędzi. Wystarczy użyć klucza lub wkrętaka i delikatnie, stopniowo zwiększać siłę, aż do momentu, gdy gwint się rozluźni.

Trudne demontaże – metoda podgrzewania kleju

Klej Loctite 270 wymaga nieco bardziej zaawansowanej techniki. Połączenia trudno demontowalne najlepiej usunąć poprzez punktowe podgrzewanie palnikiem lub opalarką. Pod wpływem wysokiej temperatury klej traci właściwości, umożliwiając rozkręcenie gwintu. Pamiętaj jednak, aby robić to ostrożnie, unikając sąsiadujących elementów z tworzyw sztucznych czy łatwopalnych substancji.

Kolory klejów Loctite – znaczenie barw

Kolor kleju to nie tylko efekt estetyczny, ale również praktyczne wskazanie siły wiązania preparatu:

  • Fioletowy Loctite 222 – lekko demontowalny.

  • Niebieski Loctite 243 – średnio demontowalny, najczęściej stosowany.

  • Zielony Loctite 270 – trudno demontowalny, bardzo silny.

Zawsze warto zwracać uwagę na oznaczenia kolorystyczne, aby nie popełnić błędu przy wyborze odpowiedniego produktu. Zobacz więcej o tym jak wybrać kleje loctite: https://www.v-slot.pl/do-czego-sluza-kleje-loctite-jakie-wybrac-dlaczego-sa-najlepsze

Gdzie najlepiej kupić kleje Loctite?

Kleje anaerobowe nie są dostępne w każdym sklepie, warto więc wybrać dostawcę specjalizującego się w produktach technicznych. W ofercie sklepu V-SLOT.pl znajdziesz szeroki wybór klejów Loctite, w różnych pojemnościach – najczęściej 10 ml lub 50 ml. Możesz również zamówić inne produkty specjalistyczne jak profile aluminiowe czy drukarki 3D, dopasowane do indywidualnych potrzeb.

Jeśli szukasz profesjonalnych klejów Loctite, sprawdź ofertę na V-SLOT.pl i wybierz produkt dopasowany do Twoich potrzeb!

Kurs dolara nie spada mimo rozczarowujących odczytów – rynki patrzą na Bliski Wschód

Wtorek był dniem bardzo złych odczytów dla dolara. Zaczęło się dobrymi danymi dla euro, wyciągającymi zainteresowanie na naszą stronę oceanu. Po południu naszły gorsze z amerykańskiej gospodarki. Wszystko to jednak okazało się niewystarczające, by osłabić USD. Strach przed rozwojem sytuacji na Bliskim Wschodzie okazał się ważniejszy.

Dane z Niemiec

Wczoraj poznaliśmy odczyt indeksu ZEW z Niemiec. Wyniósł on  47,5 pkt. Jest to przede wszystkim wynik wyraźnie lepszy od oczekiwań mówiących o 34,9 pkt. Był to również drugi najlepszy rezultat w ciągu ostatniego roku. Co to oznacza? Istotną poprawę nastrojów u naszego zachodniego sąsiada. Indeks ten bada bowiem nastroje wśród analityków i inwestorów instytucjonalnych. Patrząc na niego widzimy potencjał na rozwój. Jest to zatem bardzo dobry sygnał dla euro. Niemcy jako główna gospodarka obszaru wspólnej waluty mają na nią największy wpływ. Wczoraj rynek nie reagował jednak jeszcze na dane z Europy, bo czekał na dużo ważniejsze popołudniowe odczyty zza oceanu.

Odczyty z USA

Wspomniane dane to sprzedaż detaliczna i produkcja przemysłowa. Sprzedaż detaliczna wypadła słabiej od oczekiwań. W ujęciu miesięcznym był to spadek o 0,9%, a oczekiwania mówiły o 0,7%. Produkcja przemysłowa z kolei zmniejszyła się o 0,2%, mimo że prognozowano wzrost o 0,1%. Co ciekawe, dane te zderzyły się w czasie ze zmianą nastrojów na rynku. W standardowej sytuacji takie odczyty powinny silnie osłabiać dolara. Problem w tym, że było on już wyjątkowo słaby i rynek powoli zaczynał już  realizować zyski z osłabienia amerykańskiej waluty. W rezultacie pomimo dobrych danych z Europy i słabych z USA nie zobaczyliśmy osłabienia dolara. Analitycy zwracają uwagę na dwa elementy. Z jednej strony nadchodząca decyzja w sprawie stóp procentowych. Z drugiej napięcia w związku z sytuacją na Bliskim Wschodzie. Im goręcej w tamtej części świata, tym lepiej dla dolara.

Czy Amerykanie obniżą stopy procentowe?

Dzisiaj wieczorem zobaczymy wspomnianą powyżej decyzję w sprawie stóp procentowych w USA. Rynek jest realnie pewien, że na dzisiejszym posiedzeniu nie dojdzie do zmian tych wskaźników. Obecny scenariusz mówi o tym, że najbliższa obniżka ma mieć miejsce dopiero we wrześniu. Dzisiaj jednak obok decyzji poznamy po niej również komunikat. Jest to o tyle istotne, że jeżeli FED wskaże na słabszą kondycję gospodarki – co patrząc na wczorajsze dane jest możliwe – mogą zmienić się oczekiwania na lipiec. Z drugiej strony, jeżeli będzie malowany obraz silnej gospodarki i inflacji utrzymującej się na wysokich poziomach, może zmienić się oczekiwanie kolejnego cięcia na październik. W pierwszym z tych scenariuszy należy się spodziewać osłabienia dolara. Natomiast odsuwanie obniżek powinno spowodować umocnienie amerykańskiej waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 14:30 – USA – pozwolenia na budowę domów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polski rynek magazynowy stabilny, choć tempo inwestycji słabnie

Polski rynek magazynowy utrzymuje stabilny kurs, mimo wyhamowania tempa wzrostu obserwowanego po okresie pandemii. Zasoby powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyły 35,3 mln m kw., co oznacza wzrost o 7,7% r/r. Jednym z najważniejszych trendów na rynku jest dynamiczny rozwój powierzchni zgodnych z zasadami zrównoważonego rozwoju.

Coraz więcej „zielonych” magazynów

Aspekty ESG coraz silniej wpływają na decyzje inwestorów, deweloperów i najemców. Obecnie ponad połowa (55%) całkowitej powierzchni magazynowej w Polsce posiada zielone certyfikaty środowiskowe. Co piąty magazyn spełnia najwyższe standardy certyfikacji, takie jak BREEAM Excellent lub Outstanding.

– Zrównoważony rozwój to już nie tylko trend, ale rynkowy standard. Zielone certyfikaty wpływają nie tylko na wizerunek, ale przede wszystkim na realne oszczędności operacyjne i łatwiejszy dostęp do finansowania,Natalia Mika, starszy negocjator w dziale najmu powierzchni przemysłowych i magazynowych w Knight Frank.

Ten kierunek szczególnie widoczny jest w sektorze projektów BTS (built to suit). W ostatnich 12 miesiącach aż 65% nowej powierzchni oddanej do użytku w ramach tego typu inwestycji było certyfikowanych ekologicznie.

Spadek aktywności deweloperskiej

W I kwartale 2025 roku deweloperzy oddali do użytku 680 000 m kw. nowej powierzchni, czyli o 20% mniej niż rok wcześniej. Jeszcze silniejszy spadek odnotowano w przypadku projektów w budowie – ich wolumen zmniejszył się o 41% r/r do poziomu 1,4 mln m kw.

– Wysokie koszty finansowania i bardziej wyważony popyt skłaniają deweloperów do ostrożniejszego planowania nowych inwestycji. Dominuje strategia „budujemy, jeśli mamy najemcę,  – dodaje Natalia Mika.

Aż 60% powierzchni aktualnie w budowie jest zabezpieczone umowami przednajmu, co świadczy o ograniczeniu projektów spekulacyjnych.

Solidny popyt i wzrost renegocjacji

W I kwartale 2025 r. podpisano umowy najmu na 1,1 mln m kw. – to wynik o 16% wyższy niż rok wcześniej, choć niższy od średniej kwartalnej z 2024 r. (1,5 mln m kw.). Ponad połowa wolumenu przypadła na trzy największe rynki: Warszawę, Górny Śląsk i Polskę Centralną.

Popyt był napędzany głównie przez renegocjacje istniejących umów (56% wolumenu), co wskazuje na ostrożność najemców. Nowe umowy stanowiły 36%, a ekspansje jedynie 7%.

Stabilizacja czynszów, rosnący poziom pustostanów

Wskaźnik pustostanów wzrósł do poziomu 8,5% (z 7,45% na koniec 2024 roku), co wynika z przewagi nowej podaży nad popytem netto. Pomimo tego czynsze pozostają stabilne – w segmencie logistycznym wahają się od 3,8 do 5 EUR/m kw., a w magazynach miejskich od 5 do 7,5 EUR/m kw.

– Wzrost pustostanów to naturalna konsekwencja wcześniejszego boomu inwestycyjnego. Rynek wraca do równowagi, a stabilność czynszów świadczy o jego dojrzałości,Szymon Sobiecki, analityk w dziale badań rynku w Knight Frank.

Adgar Poland: Elastyczność, wygoda i przewidywalność – rośnie popularność Ready Office!

Adgar Poland konsekwentnie udoskonala portfel innowacyjnych modeli najmu przestrzeni biurowych. To odpowiedź na zmieniający się rynek i rosnące potrzeby firm, które oczekują wygodnych i elastycznych rozwiązań. Jednym z najchętniej wybieranych obecnie produktów tej marki jest Ready Office – koncept zapewniający niezależne, kompaktowe biura na wyłączność dla jednego najemcy o uniwersalnej aranżacji, w pełni umeblowane i gotowe do pracy.

Biura w konwencji Ready Office – o powierzchni od 150 do 400 mkw. – dostępne są niemal od ręki. Koncept umożliwia bowiem rozpoczęcie działalności bez konieczności przeprowadzania kosztownych i czasochłonnych remontów czy prac aranżacyjnych. Przy czym najemcy mogą oczywiście zdecydować się na dostosowanie przestrzeni do własnych potrzeb – zarówno funkcjonalnych, jak i estetycznych czy wizerunkowych.

Co istotne, Ready Office zlokalizowane w budynku Adgar Park West to nie tylko przestrzeń do pracy – to również dostęp do szeregu udogodnień, które znacząco podnoszą komfort najemców. Na terenie kompleksu funkcjonuje m.in. restauracja, siłownia, dodatkowe salki spotkań oraz rozbudowana strefa relaksu dostępna dla wszystkich najemców. W jej skład wchodzą m.in. piłkarzyki, dart, konsola do gier, flipper oraz gry planszowe – rozwiązania, które cieszą się szczególnym powodzeniem wśród firm, nieposiadających takich udogodnień we własnych biurach.W zależności od preferencji, biura dostępne są z pakietem usług dodatkowych – takich jak sprzątanie, kawa, meble – lub bez nich. Jednym z największych atutów Ready Office jest bez wątpienia jego elastyczność – minimalny okres najmu to 6 miesięcy, co czyni to rozwiązanie atrakcyjnym zarówno dla szybko rozwijających się startupów, jak i dojrzałych organizacji poszukujących przestrzeni adekwatnej do skali swojej obecnej działalności, przechodzących reorganizację, szukających optymalizacji kosztów lub rozglądających się za tymczasową lokalizacją na czas trwania remontu we własnych obiektach.

„Coraz więcej firm poszukuje rozwiązań, które zapewnią im płynność operacyjną i przewidywalność kosztową. Ready Office powstało właśnie z myślą o tych najemcach, którym zależy na pełnej przejrzystości, zapewnieniu sprzyjających warunków pracy dla zespołu i skupieniu się wyłącznie na swoim biznesie” – mówi Monika Szelenberger, Head of Asset & Leasing Management w Adgar Poland.

Z rozwiązania skorzystały już m.in. takie firmy jak China Harbour Engineering Company, międzynarodowy lider w realizacji projektów. China Harbour wybrał model długoterminowy i zdecydował się na dopasowanie aranżacji do swoich potrzeb, co najlepiej świadczy o elastycznym podejściu Adgar Poland, również w przypadku gotowych produktów.

„Zdecydowaliśmy się na Ready Office, ponieważ zależało nam na szybkim uruchomieniu biura w nowej lokalizacji, a jednocześnie chcieliśmy zadbać o jego aranżację i możliwość personalizacji wynajmowanej przestrzeni. Adgar Poland zapewnił nam wsparcie na każdym etapie – od projektu po ostateczne dostosowanie biura do wszystkich naszych potrzeb. To dla nas rozwiązanie, które łączy wygodę, transparentność kosztów i doskonałą jakość” – mówi przedstawiciel China Harbour Engineering Company.

Podaż przestrzeni biurowej w modelu Ready Office będzie przez Adgar Poland sukcesywnie rozwijana. W budynku Adgar Park West A już wkrótce dostępne będzie kolejne tego typu biuro o powierzchni 240 mkw – zlokalizowane na 2. piętrze i przeznaczone dla firm, które potrzebują nowoczesnego i funkcjonalnego biura bez konieczności angażowania czasu i budżetu na projektowanie od podstaw.

„Wierzymy, że przyszłość należy do rozwiązań elastycznych, dopasowanych do zmieniających się potrzeb wielu firm, działających na warszawskim rynku i zapewniających maksymalny komfort użytkowania. Ready Office to właśnie taka propozycja – dostępna od ręki, bez ukrytych kosztów, z przejrzystą strukturą opłat i wsparciem przyjaznego zarządcy na każdym etapie najmu” – podkreśla Tomasz Stopka, Leasing and Flexible Workplaces Manager w Adgar Poland.

Więcej informacji o konceptach biurowych Adgar Poland: https://www.adgar.pl

Fed ostrożny w obliczu presji inflacyjnej i polityki Trumpa. Decyzja w cieniu ceł i ryzyk

Rezerwa Federalna w USA najprawdopodobniej po raz czwarty z rzędu pozostawi stopy procentowe bez zmian, co odzwierciedla ostrożne podejście do prowadzenia polityki pieniężnej w warunkach utrzymującej się niepewności gospodarczej. Spodziewane jest pozostawienie stopy referencyjnej w przedziale 4.25–4.5%. Prawdopodobna decyzja może wynikać z konieczności dalszego monitorowania wpływu działań administracji prezydenta Donalda Trumpa, w szczególności polityki celnej, na inflację i wzrost gospodarczy. Fed nie chce podejmować pochopnych kroków w sytuacji, gdy potencjalne zmiany taryf celnych mogą ponownie wywołać presję cenową i zakłócić stabilność rynku.

Podczas dzisiejszego posiedzenia inwestorzy i ekonomiści z uwagą przeanalizują nowe projekcje makroekonomiczne. Rynek przewiduje, że mogą one zawierać nieznacznie obniżone prognozy wzrostu gospodarczego na ten rok oraz umiarkowany wzrost oczekiwań inflacyjnych na 2026. Pomimo że inflacja w ostatnich miesiącach wyhamowała i zbliżyła się do celu 2%, Fed nie zdecydował się jeszcze na rozpoczęcie cyklu obniżek stóp procentowych. Przewodniczący Jerome Powell prawdopodobnie zaznaczy, że utrzymująca się stabilność cen nie eliminuje ryzyka ich ponownego wzrostu, zwłaszcza w przypadku ewentualnego wdrożenia nowych ceł.

Komunikat Fed może zawierać subtelne zmiany językowe, wskazujące na wysoką, choć obecnie stabilną niepewność gospodarczą. Taka ocena ma związek z niedawnym ograniczeniem napięć handlowych między USA a Chinami oraz zawieszeniem części wcześniej zapowiedzianych taryf. Mimo wcześniejszych ostrzeżeń Fed o możliwym negatywnym wpływie polityki handlowej na inflację i zatrudnienie, bieżące dane wskazują na względną równowagę – rynek pracy pozostaje silny, a presja inflacyjna słabnie. Strategia „wait-and-see” przyjęta przez Fed przynosi oczekiwane efekty i nie wymaga w tej chwili modyfikacji.

W najbliższych miesiącach uwaga uczestników rynku skupi się na dalszym rozwoju sytuacji gospodarczej oraz wynikach negocjacji handlowych, zwłaszcza w relacjach z Chinami. Możliwe, że ewentualne obniżki stóp procentowych nastąpią dopiero jesienią, najwcześniej we wrześniu lub grudniu. Tempo i kierunek zmian będą zależeć od tego, jak gospodarka USA zareaguje na zmieniające się uwarunkowania globalne.

Podczas konferencji prasowej Jerome Powell będzie odpowiadał na pytania dotyczące nie tylko inflacji i przyszłości stóp procentowych, lecz także swojego ostatniego spotkania z prezydentem Trumpem. Prezydent, zwolennik bardziej ekspansywnej polityki monetarnej, ponownie wezwał do znacznych obniżek stóp, argumentując, że mogą one pobudzić wzrost gospodarczy i ułatwić zarządzanie długiem publicznym. Powell może być również pytany o przyszłość mechanizmu wypłat odsetek od rezerw (IORB), który jest przedmiotem rosnącej krytyki politycznej. Propozycje jego likwidacji mogłyby istotnie ograniczyć możliwości Fed w zakresie kontroli krótkoterminowych stóp procentowych, co czyni tę kwestię szczególnie istotną w kontekście bieżącej polityki pieniężnej.

Autor: Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Dla młodych Polaków galerie handlowe wciąż są ważnym miejscem. Szczególnie w małych i średnich miastach

0

W ocenie 36,4% Polaków, w obecnej sytuacji gospodarczej, społecznej i rynkowej w kraju jest za dużo galerii i centrów handlowych. Tak uważają głównie osoby w wieku 45-54 lat, zarabiające ponad 9 tys. zł netto miesięcznie i mieszkańcy miast mających 200-499 tys. ludności. Z kolei dla 46,1% rodaków wciąż nie jest dość tego typu obiektów w Polsce. To przeważnie opinia najmłodszych dorosłych, nieinformujących o poziomie swoich dochodów oraz konsumentów z miast liczących 100-199 tys. osób. Niezależnie od sytuacji zawodowej, większość grup społecznych nie widzi nadmiaru takich placówek. Zwłaszcza dotyczy to studentów i uczniów, dla których mogą być one miejscem pracy.

Według 36,4% społeczeństwa, w obecnej sytuacji (tj. gospodarczej, społecznej i rynkowej) w Polsce jest za dużo galerii i centrów handlowych. W ten sposób wypowiadają się przede wszystkim osoby w wieku 45-54 lat (wśród nich 44,8%), z miesięcznymi dochodami netto powyżej 9 tys. zł (50%) i mieszkańcy miast liczących 200-499 tys. ludności (48,3%). Tak wynika z badania UCE RESEARCH i Hybrid Europe.

– Konsumenci w dojrzałym wieku i osoby o stabilnej sytuacji finansowej mogą częściej wybierać inne formy zakupów, w tym e-commerce. Często oceniają wizyty w centrach handlowych jako zbyt czasochłonne. Poczucie, że takich obiektów jest zbyt dużo szczególnie wybrzmiewa wśród osób, które pamiętają ich dynamiczny rozwój w Polsce. Postrzegają aktualną liczbę takich placówek przez pryzmat własnych preferencji zakupowych. Do tego należy dodać, że to mieszkańcy większych miast szczególnie odczuwają przesycenie tego typu obiektami – komentuje Adam Iwiński, współautor badania i CEO Hybrid Europe.

Z kolei 46,1% ankietowanych stwierdza, że w obecnych czasach nie ma zbyt wielu galerii i centrów handlowych w Polsce. Tak deklarują głównie konsumenci w wieku 18-24 lat (wśród nich 59,8%), nieinformujący o wysokości swoich miesięcznych dochodów netto (53,8%) oraz mieszkańcy miast liczących 100-199 tys. ludności (57,5%).

– Galerie i centra handlowe pełnią ważną funkcję szczególnie dla młodych konsumentów. Postrzegają oni takie placówki nie tylko jako miejsce zakupów, ale także przestrzeń do spotkań towarzyskich i rozrywki. Grupa najmłodszych shopperów korzysta z galerii w sposób kompleksowy, odwiedzając sklepy, restauracje, kina czy strefy coworkingowe. Częste wizyty sprawiają, że takie miejsca nie są postrzegane jako zbyt gęsto występujące. Szczególnie odnosi się to do mieszkańców miast średniej wielkości, gdzie tego typu obiekty mogą stanowić kluczowy element lokalnej infrastruktury, oferując szeroki zakres marek i usług w jednym miejscu. Doceniają oni wygodny dostęp do szerokiej oferty handlowej i usługowej – mówi Adam Iwiński.

Do tego Michał Rosiak, odpowiedzialny w Hybrid Europe za rozwój rozwiązań analitycznych, dedykowanych handlowi, zaznacza, że unikanie odpowiedzi na temat dochodów może dotyczyć osób będących na etapie edukacji lub wczesnej kariery zawodowej. – Dla nich galerie i centra handlowe pozostają jedną z niewielu dostępnych form spędzania czasu. W mojej ocenie, wyniki potwierdzają, że mimo rosnącej popularności e-commerce, tego typu obiekty wciąż mają istotne znaczenie dla młodych konsumentów – stwierdza ekspert.

Biorąc pod uwagę wielkość miejsca zamieszkania, respondenci zostali podzieleni na 7 grup. W dwóch z nich przeważa odpowiedź, że obecnie jest za dużo centrów i galerii handlowych w Polsce. Dotyczy to osób z miast liczących 200-499 tys. mieszkańców i co najmniej 500 tys. osób.

– Są to ośrodki z największą dostępnością centrów handlowych, gdzie najtrudniej znaleźć uzasadnienie dla kolejnego takiego obiektu. Z kolei w mniejszych miastach galerie i centra handlowe mogą być nadal postrzegane jako ważny element życia zakupowego. I będzie ich tam coraz więcej, jeśli analiza potencjału rynkowego wykaże zapotrzebowanie na takie obiekty. Jednak ich forma może ewoluować. Zamiast dużych kompleksów, mogą powstawać mniejsze centra, dopasowane do lokalnych potrzeb, łączące handel, gastronomię i usługi. To wpisywałoby się w ogólny trend dostosowywania przestrzeni handlowych do zmieniających się preferencji konsumentów – prognozuje CEO Hybrid Europe.

Ze względu na aktualną sytuację zawodową, respondenci zostali podzieleni na 8 grup. W 6 z nich więcej wskazań przypada na odpowiedź przeczącą temu, że w Polsce jest zbyt wiele galerii. Największą przewagę widać wśród studentów i uczniów (tak – 19,6%, nie – 73,1%). Tylko renciści w większości uważają, że tych obiektów jest już dość (tak – 54,3%, nie – 25,7%). Z kolei opinie osób na macierzyńskim, tacierzyńskim lub wychowawczym są równo podzielone (tak – 40%, nie – 40%).

– Dla uczniów i studentów centra handlowe pełnią szereg istotnych ról – jako miejsca zakupów, spotkań, rozrywki, ale także pracy. Z kolei renciści mogą je uważać za mniej dostosowane do ich możliwości, np. pod względem dostępności najtańszych ofert. Natomiast dla osób przebywających na urlopie macierzyńskim, tacierzyńskim lub wychowawczym centra handlowe mogą być zarówno wygodnym miejscem zakupów i spędzania czasu z dziećmi, jak i przestrzenią, w której odczuwają nadmiar bodźców. Wyniki naszego badania ewidentnie pokazują, że postrzeganie centrów handlowych najmocniej zależy od wielkości miasta, gdzie dany obiekt jest zlokalizowany, a także od stylu życia i codziennych nawyków danej grupy – podsumowuje Michał Rosiak.

***
Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Hybrid Europe na próbie 1008 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Mabion i NovalGen rozpoczynają badania kliniczne cząsteczki NVG-222 angażującej limfocyty T

Mabion wypuszcza pierwszą partię cząsteczki angażującej limfocyty T nowej generacji NovalGen do badań klinicznych na ludziach.

W ramach znaczącego kroku mającego na celu przyspieszenie globalnej walki z nowotworami krwi i trudnymi do leczenia guzami litymi, Mabion – biologiczne CDMO – zawarł strategiczne partnerstwo rozwojowe i produkcyjne z londyńską firmą NovalGen, z którą o rozpoczęciu współpracy w ramach realizacji zleceń CDMO informował w raporcie bieżącym nr 13/2024 z 16 sierpnia 2024 roku. Celem zawartego partnerstwa jest wprowadzenie na rynek leku – cząsteczki angażującej działanie limfocytów T (T-cell engager), NVG-222 – do pierwszej fazy badań klinicznych na ludziach. Rozpoczęcie badania klinicznego jest planowane na drugą połowę 2025 r.

Zwolnienie pierwszej partii leku w ramach współpracy Mabion i NovalGen jest historycznym momentem dla rozwoju immunoterapii nowej generacji, stanowiąc istotną szansę na powrót do zdrowia dla pacjentów chorych na raka. Wykorzystanie rosnących i sprawdzonych możliwości produkcyjnych i rozwojowych Mabion w celu zminimalizowania ryzyka w produkcji farmaceutycznej, transferu technologii, rozwoju i zgodności klinicznej stanowi platformę dla przyszłej współpracy nad opracowywanymi przez NovalGen przełomowymi terapiami, w tym obiecującymi kandydatami zarówno w onkologii, jak i poza nią.

„Skuteczny transfer procesu produkcyjnego i pakietu analitycznego dla produktu, potwierdzony produkcją leku do badań klinicznych i jego dopuszczeniem do obrotu, są wyraźnym dowodem doskonałości operacyjnej Mabion. Przeprowadzone aktywności odbywały się w środowisku systemu jakości, który został zweryfikowany przez NovalGen podczas pomyślnie zakończonego audytu jakości. Osiągnięcia te są bezpośrednim wynikiem transformacji Mabion w CDMO, którą rozpoczęliśmy w 2023 r. oraz ciągłej realizacji naszej Strategii 2025-2030. Nie tylko rozszerzyliśmy nasze możliwości produkcyjne i portfolio technologii, ale także wzmocniliśmy nasz potencjał biznesowy i procesy wewnętrzne, umożliwiając nam działanie jako światowej klasy CDMO zaspokajający potrzeby globalnych klientów” komentuje dr n. med. Julita Balcerek, Członek Zarządu ds. Operacyjnych w Mabion S.A.

NVG-222 to bispecyficzna cząsteczka angażująca do swoich mechanizmów działania receptory ROR1 i CD3, która może być stosowana zarówno w leczeniu nowotworów krwi, jak i guzów litych. Jest to pierwszy środek wykorzystujący autorską technologię AutoRegulation (AR) firmy NovalGen, zaprojektowaną w celu złagodzenia toksyczności, poprawy skuteczności i rozszerzenia indeksu terapeutycznego engagerów komórek T. Technologia ta oferuje potencjał zmiany paradygmatu w terapiach immunoonkologicznych, zapewniając bezpieczniejsze leczenie pacjentom chorym na raka bez poświęcania skuteczności terapeutycznej.

Udana produkcja NVG-222 stanowi kamień milowy na naszej drodze do zapewnienia pacjentom bezpieczniejszych i skuteczniejszych immunoterapii. Nasza współpraca z Mabion, zaufanym partnerem CDMO, charakteryzowała się wyjątkowym wykonaniem technicznym, wspólnym zaangażowaniem w jakość produktu i dążeniem do dostarczania innowacyjnych terapii, które rzeczywiście wpływają na życie pacjentów. Przygotowując się do rozpoczęcia badań klinicznych w drugiej połowie 2025 r. i kontynuując rozwój naszego pipeline’u, zwłaszcza w onkologii i wskazaniach autoimmunologicznych, z niecierpliwością czekamy na rozszerzenie naszej współpracy z Mabion, aby przyspieszyć dostarczanie transformacyjnych rozwiązań dla pacjentów z wysokimi niezaspokojonymi potrzebami medycznymi” dodaje profesor Amit Nathwani, Założyciel i Prezes Zarządu NovalGen.

Kolumbijczycy coraz liczniejsi na polskim rynku pracy. Ponad trzykrotny wzrost w dwa lata

Największą grupą cudzoziemców pracujących w Polsce nadal są Ukraińcy, ale ich udział w rynku pracy systematycznie spada. Na 1 210 027 (stan na koniec marca 2025 wg ZUS) przypada 797 990 obywateli Ukrainy. Pracownicy z państw trzecich stanowią obecnie połowę pracowników tymczasowych w Polsce, a liczba obywateli z innych krajów niż Ukraina wzrasta w dużym tempie. W przypadku obywateli Kolumbii odnotowano ponad 3-krotny wzrost w ciągu dwóch lat – informuje Centrum Analityczne Gremi Personal.

W 2015 roku oficjalnie w Polsce pracowało 108 osób z Kolumbii. W 2023 było to już 5 200 osób, a w 2025 (dane za koniec marca ZUS) – 16 389. W ciągu zaledwie dwóch lat nastąpił ponad 3-krotny wzrost ich udziału w rynku pracy. Najwięcej obywateli Kolumbii pracuje w województwie mazowieckim (3 137), a najmniej – bo zaledwie 75 obywateli Kolumbii – w warmińsko-mazurskim. Tak duża różnica regionalna wynika z faktu, że najniższe bezrobocie w skali kraju jest wokół stolicy.

Sektory w jakich dominują – 6 789 osób zatrudnionych jest w sekcji N PKD obejmującej wiele rodzajów działalności wspomagających działalność gospodarczą, ale niewymagających specjalistycznej wiedzy, co obejmuje: działalność agencji pracy tymczasowej, działalność agentów i pośredników turystycznych oraz organizatorów turystyki, działalność pomocnicza związana z utrzymaniem porządku w budynkach, działalność związana z pakowaniem oraz wynajem i dzierżawa.

Jednocześnie rośnie liczba pozytywnych decyzji dotyczących pobytu stałego lub czasowego wydanych Kolumbijczykom – w 2024 roku wydano ich ponad 3 tys.

W 2023 roku Kolumbijczycy byli 20 najliczniejszą grupą narodową zatrudnioną przez Gremi Personal (91.67% mężczyzn i 8.33% kobiet), rok później była to już 5 najliczniejsza grupa (62.16% mężczyzn i 37.84% kobiet) po obywatelach Ukrainy, Gruzji, Białorusi oraz Mołdawii.

Jako pracownicy Kolumbijczycy bardzo doceniają stabilność zatrudnienia. Zależy im na związaniu się z jednym pracodawcą na dłuższy czas. Cechuje ich wysoki poziom motywacji oraz wytrwałość. Są wydajni i sumienni. O takiego pracownika najczęściej proszą pracodawcy, którzy mają problemy z dużą rotacją u siebie w firmie. Najwięcej pracują w szeroko pojętej branży spożywczej: w zakładach przetwórstwa owocowo-warzywnego, rybnego, mlecznego, mięsnego – od przetwórstwa owoców do produkcji lodów i ciast. – wylicza Anna Dzhobolda, dyrektorka departamentu rekrutacji międzynarodowych w Gremi Personal.

Od 15 sierpnia 2024 r. Kolumbijczycy pracujący w Polsce są zobowiązani do posiadania wizy, niezależnie od długości planowanego pobytu. Jednocześnie Kolumbijczycy, którzy przed tą datą wjechali do Polski na podstawie ruchu bezwizowego i rozpoczęli pracę w oparciu o zezwolenie na pracę, mogą ją legalnie kontynuować. Część z nich przekroczyła zewnętrzną granicę strefy Schengen bez wizy w innym kraju niż Polska, a do Polski dotarli przekraczając jedynie granicę wewnętrzną. Jaka część Kolumbijczyków posiada paszporty biometryczne trudno oszacować, ale nastąpił duży wzrost udzielonych im zezwoleń na pracę, bo aż o 352% na przełomie 2023 i 2024 r. Do czasu ograniczenia ruchu bezwizowego obywatele Kolumbii mogli przebywać i pracować na terenie Polski do 90 dni.

Dynamiczny wzrost liczby Kolumbijczyków na polskim rynku pracy to nie tylko efekt otwarcia kanałów migracyjnych – to wyraźny sygnał, że w warunkach chronicznego niedoboru kadr pracownicy migrujący stają się realnym aktywem strategicznym, a nie tylko tymczasowym „łataniem wakatów”. W sektorach takich jak przemysł spożywczy czy logistyka, gdzie rotacja i presja operacyjna są szczególnie wysokie, stabilni, zmotywowani pracownicy z Kolumbii coraz częściej są postrzegani jako długofalowa inwestycja. Ten przykład dobrze pokazuje, jak globalna mobilność talentów oraz zmiany geopolityczne wpływają na lokalne strategie HR, zmuszając firmy do przedefiniowania podejścia do retencji, onboardingu i budowania marki pracodawcy. – komentuje Yuriy Grygorenko, dyrektor Centrum Analitycznego Gremi Personal.

Medicalgorithmics wzmacnia Zarząd i Radę Nadzorczą

Akcjonariusze Medcialgorithmics podczas Walnego Zgromadzenia 17 czerwca br. wybrali nową Radę Nadzorczą, a ta powołała nowy Zarząd Spółki. W skład Rady na kadencję 2025-2028 powołani zostali: mec. Michał Żółtowski – Przewodniczący, Paweł Lewicki, Maksymilian Fraszka, Michał Wnorowski – Wiceprzewodniczący, Marzena Piszczek.

Dotychczasowy Członek Rady Nadzorczej, światowej klasy ekspert w obszarze medtech i współzałożyciel Biofund Capital Management LLC, dr n.med. Kris Siemionow został powołany na funkcję Prezesa Zarządu. Nowym Dyrektorem Finansowym (CFO) i członkiem Zarządu ds. finansowych został związany z Grupą Medicalgorithmics od 2018 r. Michał Zapora, który pełnił wcześniej funkcję Kontrolera Finansowego Spółki.

Przemysław Tadla pozostaje jako CTO, a Jarosław Jerzakowski jako COO notowanego na GPW medtechu. W związku z rekordową liczbą nowych umów oraz rekordowym zainteresowaniem unikalną w skali świata technologią Medicalgorithmics, panowie Tadla i Jerzakowski skupią się na pracy operacyjnej poza Zarządem i dalszej, intensywnej integracji i rozwoju software’u oraz wzmocnieniu globalnej sprzedaży i dystrybucji.

Rok 2025 jest przełomowy dla polskiego medtechu, który może się pochwalić dużo większym zainteresowaniem produktami spółki i przyspieszeniem pozyskiwania nowych klientów. Od początku tego roku Medicalgorithmics podpisał 12 nowych umów – z partnerami z USA, Kanady, Australii, Korei, Turcji i innych krajów europejskich. Dla porównania, w całym 2024 r. Grupa pozyskała łącznie 13 nowych klientów. Jednocześnie polski medtech notuje mocny wzrost liczby badań EKG. W I kwartale tego roku osiągnęły one poziom 92 tys. badań, co oznacza wzrost o blisko 100% r/r.  Zmiany w Zarządzie spółki pozwolą jeszcze bardziej efektywnie wykorzystać dobrą sytuację medtechu, a objęcie funkcji Prezesa Zarządu przez dra Siemionowa tworzy potencjał do jeszcze bardziej dynamicznego, globalnego rozwoju Medicalgorithmics przy koncentracji na osiągnięciu cash break even.

Jako osoba od lat wspierająca rozwój Medicalgorithmics z radością i satysfakcją obejmuję powierzoną mi funkcję. Dzięki zaangażowaniu naszego zespołu, doskonałym produktom i potwierdzeniu najwyższej jakości i efektywności naszych zaawansowanych algorytmów sztucznej inteligencji DRAI w międzynarodowym, prestiżowym badaniu DRAI Martini, opublikowanym w Nature, znajdujemy się w świetnym dla spółki momencie. Mamy know-how, zasoby i potencjał, by dalej dynamicznie się rozwijać i osiągnąć założone w opracowanej przez Biofund strategii rozwoju cele, maksymalnie efektywnie wykorzystując zainteresowanie naszymi produktami w najbliższych miesiącach. Dziękuję wszystkim zaangażowanym w rozwój Medicalgorithmics. Wierzę, że możemy z optymizmem patrzeć w przyszłość i wyznaczać światowe standardy badań kardiologicznych – komentuje dr. n. med. Kris Siemionow, Prezes Zarządu Medicalgorithmics S.A.

Dr n. med. Kris Siemionow (MD, PhD ) jest z wykształcenia chirurgiem kręgosłupa i przedsiębiorcą, który założył i współtworzył wiele firm medycznych, które wykorzystują zaawansowaną technologię do poprawy wyników klinicznych.

Jest współzałożycielem Holo Surgical Inc, firmy zajmującej się chirurgią cyfrową, która opracowała oparty na sztucznej inteligencji system naprowadzania chirurgicznego, który ma obecnie zastosowanie kliniczne. Firma została przejęta w 2020 r. za 500 mln PLN. Jest także współzałożycielem Inteneural Networks Inc, firmy, która wykorzystuje uczenie maszynowe do diagnozowania zaburzeń neurodegeneracyjnych. Firma została przejęta w 2022 r. za 320 mln PLN. Dr Siemionow jest tez współzałożycielem Kardiolytics Inc. – firmy, która wykorzystuje uczenie maszynowe sztucznej inteligencji w rozwijaniu algorytmów do automatycznej analizy obrazów tomografii komputerowej serca i układu krwionośnego.

Dr Siemionow ukończył rezydenturę w Cleveland Clinic Foundation w zakresie chirurgii ortopedycznej oraz podspecjalizacje z chirurgii kręgosłupa w Rush University Medical Center. Jego doktorat skupiał się na wpływie stanu zapalnego na funkcję komórek nerwowych. Dr Siemionow jest współzałożycielem Global Spine Outreach, organizacji non-profit, której misją jest „ratowanie dzieci z poważnymi deformacjami kręgosłupa”. Dr Siemionow jest autorem ponad 100 recenzowanych artykułów, streszczeń i rozdziałów w książkach dotyczących chirurgii i podstawowych badań naukowych. Posiada 50 patentów i zgłoszeń patentowych, które zostały z powodzeniem skomercjalizowane.

Michał Zapora to doświadczony lider finansowy z ponad 15-letnim doświadczeniem w obszarze controllingu, raportowania finansowego oraz audytu. Karierę rozpoczynał w firmach doradczych, m.in. w EY, gdzie przez 6 lat zdobywał doświadczenie w zakresie audytu oraz doradztwa biznesowego, uczestnicząc w projektach z obszaru optymalizacji procesów, controllingu, raportowania zarządczego oraz zarządzania ryzykiem. W Medicalgorithmics pracuje od 2018 r., stopniowo rozwijając swoją rolę – od analityka finansowego do Kontrolera Finansowego i Finance Manager’a. Odpowiada między innymi za raportowanie wewnętrzne i zewnętrzne oraz nadzór nad procesami finansowymi i budżetowaniem. W swojej karierze pełnił także funkcje finansowe w startup’ach technologicznych, gdzie odpowiadał m.in. za tworzenie modeli finansowych, analizy finansowe i rozwój narzędzi raportowych.

Większość przedsiębiorców nie zna Rzecznika MŚP – raport Malcom Finance

Choć Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców działa w Polsce już od 2018 roku, większość właścicieli firm z sektora MŚP wciąż nie wie, czym zajmuje się ta instytucja. Jak pokazuje raport Malcom Finance „Polskie MŚP wychodzą na prostą”, blisko połowa przedsiębiorców (42 proc.) nie słyszała o istnieniu Rzecznika MŚP, a jedynie 5,5 proc. badanych potrafiło poprawnie wskazać kompetencje.

Rzecznik MŚP został powołany do reprezentowania interesów mikro, małych i średnich firm w kontaktach z administracją państwową. Jednak brak wiedzy o jego działaniach sprawia, że przedsiębiorcy rzadko korzystają z możliwości, jakie daje ta instytucja. Wśród badanych, którzy słyszeli o Rzeczniku, aż 70 proc. spośród tych, którzy słyszeli o takiej funkcji, przyznaje, że nie zna zakresu jego kompetencji.

W dobie rosnących kosztów, presji płacowej i zmian prawnych, właściciele firm wskazują również na przeciążenie obowiązkami administracyjnymi jako istotną barierę. Właśnie w takich sytuacjach realne wsparcie powinien zapewniać Rzecznik MŚP – reprezentując interesy firm w kontaktach z urzędami, zgłaszając bariery prawne i proponując zmiany legislacyjne. Problem w tym, że większość przedsiębiorców nie wie, że może na niego liczyć.

Z badania wynika, że jedynie 18 proc. badanych managerów słyszała o Rzeczniku MŚP i wie, czym się zajmuje, 40 proc. słyszała, ale nie potrafi wskazać jego kompetencji. Warto podkreślić, że poprawnie je wskazało tylko 5,5 proc. respondentów. Jednocześnie aż jedna trzecia przedsiębiorców wskazuje zmiany regulacyjne jako główne zagrożenie dla stabilności biznesu.

Według najnowszych danych GUS, w maju 2025 r. aż 1/3 przedsiębiorstw z sektora transportu i gospodarki magazynowej wskazywało niejasne, niespójne i niestabilne przepisy prawne jako jedną z głównych barier w prowadzeniu działalności. W sektorze TSL jest zdecydowaną większość stanowią małe i średnie firmy. Dlatego świadomość istnienia Rzecznika MŚP oraz możliwości wsparcia legislacyjnego mogłaby istotnie wzmocnić stabilność i rozwój tego kluczowego dla gospodarki obszaru – podkreśla Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce.Firmy coraz częściej podejmują kroki, aby samodzielnie niwelować bariery utrudniające im funkcjonowanie. W przypadku opóźnionych płatności sięgają po faktoring, co pozwala zachować płynność finansową mimo długich terminów uregulowania zobowiązań.

Podobne działania badane firmy podejmują w przypadku innych najczęściej wskazywanych barier: inwestując w automatyzację procesów, by zredukować wysokie koszty pracy, na które wskazywał niemal co trzeci menedżer. Warto jednak podkreślić, że w obliczu rosnących kosztów prowadzenia działalności oraz niepewności prawnej, którą sygnalizuje jedna trzecia badanych firm, niezbędna jest współpraca z instytucjami publicznymi – w tym z Rzecznikiem MŚP, który może reprezentować interesy przedsiębiorców wobec urzędów i inicjować zmiany uproszczające procedury. Tej roli nie można w pełni oddać prywatnym podmiotom.

O badaniu:

Raport Malcom Finance Polskie MŚP wychodzą na prostą i łapią oddech. Stan i perspektywy na 2025 r., w którym 200 menedżerów polskich MŚP z branży TSL oraz innych branż wzięło udział w badaniu przeprowadzonym przez SW Research na temat kondycji swoich firm.

Trans Polonia kupuje holenderską Grupę Nijman/Zeetank za 34,9 mln euro

Trans Polonia S.A. (TPG), notowany na GPW międzynarodowy operator transportowo-logistyczny, podpisał umowę nabycia 100% udziałów w holenderskiej spółce Nijman/Zeetank Holding B.V (N/Z) oraz 100% udziałów w powiązanej z GK Nijman/Zeetank spółce N & K Equipment B.V. Nijman/Zeetank jest renomowanym dostawcą rozwiązań logistycznych dla płynnych surowców i szkła oraz jednym z kluczowych przewoźników w europejskiej branży transportu ADR – materiałów niebezpiecznych. W ocenie Zarządu Grupy TPG, transakcja ta stanowi istotny krok w rozwoju firmy, rozbudowując jej kompetencje m.in. o kluczowy w branży chemicznej segment przewozów intermodalnych.  Dodatkowo TPG skokowo zwiększy skalę we wszystkich obszarach działalności oraz poszerzy zasięg geograficzny operacji.

Nijman/Zeetank to wykwalifikowany europejski dostawca rozwiązań logistycznych w transporcie płynnych surowców chemicznych, paliw, olejów, gazu oraz szkła. Ponadto spółka dysponuje segmentem usług logistyki wewnątrzzakładowej oraz magazynowania dla przemysłu hutniczego szkła. N/Z działa na rynkach europejskich, a w szczególności w krajach Beneluksu, Polski i Wielkiej Brytanii. W 2024 r. Grupa N/Z wypracowała niemal 300 mln PLN przychodów ze sprzedaży.

Łączna wartość transakcji ustalona została na maksymalną kwotę 34,9 mln euro (150 mln zł), a jej ostateczna wysokość będzie uzależniona od realizacji kluczowych wskaźników efektywności przez Grupę N/Z wskazanych w umowie. Pierwsza płatność ceny określona została na kwotę 20 mln EUR, pozostała kwota ceny uzależniona będzie od realizacji KPI. Transakcja zostanie w całości sfinansowana przy wykorzystaniu finansowania dłużnego w postaci kredytu bankowego.

– Trans Polonia od wielu lat jest jedną z czołowych firm transportowo-logistycznych na europejskim rynku transportu towarów niebezpiecznych. Nieustannie pracujemy nad konsekwentnym umacnianiem tej pozycji. Włączenie Nijman/Zeetank do Grupy Trans Polonia zredefiniuje skalę naszej działalności oraz otworzy przed Grupą TPG nowe perspektywy wzrostu. Wynikiem przejęcia będzie skokowe zwiększenie skali niemal we wszystkich obszarach naszej działalności, wzmocnienie oferty dla nowych i obecnych klientów oraz wejście na strategiczny rynek przewozów intermodalnych. – komentuje Dariusz Cegielski, Prezes Zarządu Grupy TPG.

Grupa N/Z dysponuje kompletnym zapleczem infrastrukturalnym w postaci baz logistycznych, zlokalizowanych w Spijkenisse w Holandii (Rotterdam), w Sandomierzu oraz St. Helens w Wielkiej Brytanii (Liverpool), flotą pojazdów  (648 szt.), flotą tankkontenerów (530 szt.), parkiem specjalistycznych maszyn, kontraktami handlowymi, licencjami oraz wykwalifikowaną kadrą.

Ponadto Nijman/Zeetank dysponuje bezpośrednim dostępem do przeładunków w Porcie Rotterdam (jeden z kluczowych portów strefy ARA) oraz bazą logistyczną zlokalizowaną bezpośrednio przy porcie, a także kompetencjami w obsłudze tego obszaru, co jest dużym atutem w rozwoju transportu intermodalnego płynnych surowców.

Nabycie Nijman/Zeetank, który specjalizuje się w efektywnym transporcie intermodalnym chemikaliów na terenie Europy przy optymalnym wykorzystaniu tankkontenerów jest dla rozwoju Grupy kluczowe. Po połączeniu flota Grupy TPG przekroczy 1000 jednostek transportowych stając się jedną z największych w Europie. Dodatkowo dzięki centrum magazynowym i bezpośredniemu dostępowi do przeładunków w porcie Rotterdam, wchodzimy na zupełnie nowy poziom. Przede wszystkim wzmacniamy nasze kompetencje w transporcie intermodalnym, wydłużamy też łańcuchy dostaw m.in. o Wielką Brytanię. Co równie ważne zyskujemy nowych klientów umacniając naszą pozycję w usługach, które już realizujemy, ponieważ części z nich N/Z nie miał w swojej ofercie. – podkreśla Dariusz Cegielski.

W ocenie Zarządu TPG, jedną z kluczowych przewag Nijman/Zeetank jest także ogromne doświadczenie holenderskiej spółki w transporcie szkła. Jest to nowy segment działalności dla TPG, a Zarząd dostrzega w nim znaczny potencjał rynkowy oraz zamierza kontynuować jego rozwój.

Produkcja wysokogatunkowego szkła na potrzeby rynku budowlanego jest nieodzownym elementem rozwoju gospodarczego. Wysoki poziom inwestycji infrastrukturalnych, rynek ogólno – budowlany jak i deweloperski zarówno w Polsce jak i za granicą tworzą dobrą perspektywę do lokowania swoich inwestycji w tym obszarze. Dodanie  transportu szkła do działalności Grupy uważamy za niezwykle istotną część transakcji.– dodaje Cegielski.

W celu zapewnienia płynnej integracji, Dyrektor Generalny Grupy N/Z pozostaje zatrudniony i zaangażuje się w działalność biznesową przez następne 2 lata po przejęciu Grupy N/Z przez Trans Polonię.

Nabycie grupy Nijman/Zeetank to kolejny krok w realizacji strategii rozwoju Grupy Kapitałowej Trans Polonia w Europie i w Polsce, opartej o zrównoważony wzrost organiczny oraz intensywny program akwizycyjny. Połączenie kompetencji oraz synergii operacyjnych przyniesie Grupie trwałe korzyści. Transakcja wzmocni pozycję Grupy jako jednego z kluczowych przedsiębiorstw na rynku transportu w Europie.

WZA ATAL S.A. podjęło decyzję o wypłacie dywidendy

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy ATAL S.A. – ogólnopolskiego dewelopera, podjęło decyzję o podziale zysku wypracowanego przez Spółkę w 2024 roku. Zeszłoroczny zysk w kwocie 277,821 mln zł zostanie podzielony w następujący sposób:

  • 237.933.025,00 zł, tj. 5,50 zł na jedną akcję na wypłatę dywidendy,
  • pozostałą część zysku netto na kapitał zapasowy.

Dzień dywidendy został ustalony na 15 lipca br., a dzień wypłaty dywidendy na 3 września 2025 roku.

ATAL od początku swojej obecności na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie regularnie dzieli się z akcjonariuszami wypracowanym zyskiem. Od 2015 do 2025 roku łączna wartość wypłaconej dywidendy sięgnie aż ok. 1,5 mld złotych – mówi Zbigniew Juroszek, prezes zarządu ATAL SA. 

Rynki nieco spokojniejsze, ale konflikt Bliskiego Wschodu nadal głównym czynnikiem ryzyka

Nie milkną echa konfliktu Izraela z Iranem, emocje podsyca także Donald Trump. Dziś poznaliśmy też serię odczytów ze Stanów, a w Polsce Ministerstwo finansów opublikowało raport z wykonania budżetu.

Mniej asymetrii niż zakładano

Rynki finansowe powoli dostosowują się do zmiany poglądu na temat konfliktu na Bliskim Wschodzie. Jeszcze wczoraj panowało przekonanie, że mamy do czynienia z konfliktem asymetrycznym, gdzie wyraźną przewagę ma Izrael. Jednak w ostatnich godzinach Iranowi coraz częściej udaje się przełamać parasol ochronny nad głównymi miastami wroga. I choć Izraelczycy chwalą się kolejnymi sukcesami operacji Rising Lion, to jednak istnieje coraz większe ryzyko, że walki będą trwać dłużej, niż to pierwotnie zakładano. Chyba że do akcji wkroczą Amerykanie. Donald Trump w swoim stylu już wezwał mieszkańców Teheranu do ewakuacji. Na rynkach większe wrażenie zrobił jednak ruch amerykańskiego prezydenta, który opuścił szczyt G-7, by zwołać Radę Bezpieczeństwa. Iran, wyprzedzając trochę rozwój wydarzeń, wyraził chęć negocjacji z USA, co ma przynajmniej opóźnić włączenie się do ofensywy amerykańskich wojsk. Niepokojące doniesienia płyną dzisiaj także z cieśniny Ormuz. Jest ona kluczowa dla globalnego handlu, a wielu analityków uznaje ją za główny czynnik ryzyka dla rynków. Doszło tam do zderzenia dwóch tankowców, a co najmniej jeden z nich stanął w ogniu. Przynajmniej na razie brakuje dowodów na celowe działanie którejś ze stron konfliktu. Spekuluje się jednak, że problemy z GPS-em w tym regionie, które w ostatnich godzinach są coraz częściej raportowane, to pochodna działań wojennych.

Kalendarz makro

W ostatnim czasie inwestorzy mniej uwagi poświęcają odczytom makroekonomicznym. W natłoku doniesień geopolitycznych figury te giną gdzieś w szumie informacyjnym. Co nie zmienia faktu, że można z nich wyciągać sensowne wnioski. Jak choćby z dzisiejszego raportu dotyczącego cen eksportu i importu w USA. Zwłaszcza ta druga część jest istotna, wynik na poziomie 0% wygląda optymistycznie, wskazując, że efekt ceł wciąż nie jest widoczny. Mniej powodów do zadowolenia przynosi odczyt o sprzedaży detalicznej w Stanach, która wyraźnie hamuje. Co więcej, nie tylko majowy odczyt rozczarował, ale także kwietniowy otrzymał korektę w dół. Później poznamy także odczyt z produkcji przemysłowej. Analitycy spodziewają się tu delikatnej poprawy względem poprzedniego odczytu. Wcześniej po naszej stronie oceanu pozytywnie zaskoczył indeks ZEW, który pokazuje nastroje gospodarcze w Niemczech. Z samego rana poznaliśmy także decyzję Banku Japonii w sprawie stóp procentowych. Te pozostały na poziomie 0,50%, co było zgodne z oczekiwaniami rynków.

Obejdzie się bez nowelizacji

Ministerstwo Finansów opublikowało sprawozdanie z wykonania budżetu. Kilka rzeczy od razu mocno rzuca się w oczy. Przede wszystkim zaskakująco dobry wynik dochodów z VAT-u i PIT-u. Te pierwsze są 20% wyższe niż przed rokiem, a drugie 16%. Nie do końca wiadomo, skąd aż takie przyrosty, zwłaszcza że w drugą stronę zaskoczyły wpływy z CIT-u. Te są o 28% niższe niż przed rokiem, co bardzo źle świadczy o stanie naszej gospodarki. Kiepsko wygląda także przyrost deficytu, który przekroczył już 100 mld zł w tym roku. Co więcej, skumulowany deficyt dla ostatnich 12 miesięcy wynosi już 266 mld. Tegoroczny budżet zakłada, że nie urośnie on więcej niż do 289 mld. Analitycy zakładają, że powinno się to udać i nie będzie potrzebna nowelizacja budżetu. Złoty dzisiaj pozostaje w lekkiej defensywie, tracąc zarówno względem euro, które kosztuje 4,275 zł, jak i do dolara, za którego zapłacimy blisko 3,70 zł.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

XV edycja programu LIDER: 54 młodych naukowców otrzymało łącznie 97,5 mln zł na innowacyjne projekty badawcze

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło wyniki jubileuszowej, XV edycji programu LIDER, realizowanego ze środków Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W tegorocznym konkursie wyłoniono 54 laureatów, którzy łącznie otrzymali 97,5 mln zł dofinansowania na autorskie projekty badawcze. Średnia wartość grantu wyniosła 1,74 mln zł. Uroczysta gala wręczenia symbolicznych czeków i dyplomów odbyła się z udziałem ministra nauki dr. inż. Marcina Kulaska, wiceministra prof. Marka Gzika oraz dyrektora NCBR prof. Jerzego Małachowskiego.


LIDER – program wspierający młodych naukowców

Program LIDER od 15 lat umożliwia młodym badaczom zdobycie doświadczenia w zarządzaniu projektami badawczo-rozwojowymi (B+R) i budowaniu własnych zespołów naukowych. Celem jest rozwój kompetencji naukowych i organizacyjnych, a także wsparcie dla projektów o wysokim potencjale wdrożeniowym. Minister nauki, Marcin Kulasek, podkreślił, że inicjatywa ta wspiera osoby, które potrafią łączyć naukę z praktyką, przyczyniając się do rozwoju innowacyjnej gospodarki w Polsce.

– Program LIDER inspiruje młode pokolenie naukowców do podejmowania ambitnych wyzwań badawczych – dodał prof. Jerzy Małachowski, dyrektor NCBR.


Statystyki XV edycji

Do tegorocznej edycji zgłoszono 392 wnioski. Po ocenie eksperckiej wybrano 54 najlepsze projekty:

  • 57% projektów prowadzonych jest przez mężczyzn, 43% przez kobiety (wzrost udziału kobiet w porównaniu do poprzedniej edycji).
  • Średni wiek laureatów wynosi 35 lat; najmłodszy ma 28, najstarszy 49 lat.
  • Większość zwycięzców posiada stopień doktora i wieloletnie doświadczenie badawcze.
  • 33 projekty realizowane są na uczelniach technicznych (59% wszystkich projektów), 15 na uniwersytetach, 8 w instytutach badawczych.
  • Dominują nauki inżynieryjne i techniczne, ale są też projekty z zakresu nauk medycznych, rolniczych, przyrodniczych, humanistycznych i społecznych.

Geografia i ośrodki naukowe

W projektach przeważają jednostki z największych ośrodków akademickich:

  • Kraków – 14 laureatów
  • Warszawa – 9 laureatów
  • Wrocław – 7 laureatów
  • Gliwice, Gdańsk, Poznań, Łódź – po 4 laureatów

Najwięcej projektów zgłoszono z:

  • Akademii Górniczo-Hutniczej – 7 projektów,
  • Politechniki Warszawskiej – 6 projektów,
  • Politechniki Wrocławskiej – 5 projektów.

Najlepszy projekt: technologia ognioodpornych belek stropowych

Najwyżej ocenionym wnioskiem w XV edycji był projekt „WoodBeamFire”, zgłoszony przez dr inż. Agnieszkę Wdowiak-Postulak z Politechniki Świętokrzyskiej. Otrzymał on niemal 1,8 mln zł dofinansowania.

Efektem projektu będzie opracowana technologia wzmacniania zginanych oraz ścinanych belek stropowych drewnianych z rozmieszczonymi otworami za pomocą elementów stalowych oraz materiałów kompozytowych FRP. Celem badań będzie poprawa nośności, sztywności, nośności ogniowej i możliwości szybkiego montażu instalacji technicznych wraz z monitorowaniem elementów konstrukcyjnych i identyfikacji klas jakości drewna za pomocą analizy generowanych przez wady sygnałów z wykorzystaniem baz wzorcowych. W projekcie ważna będzie klasyfikacja wizualna z symulacją akustyczną; praca elementów konstrukcyjnych zginanych oraz ścinanych pod obciążeniem statycznym oraz wielokrotnie zmiennym z wykorzystaniem emisji akustycznej oraz optycznego systemu pomiarowego, badania odporności ogniowej oraz modelowanie teoretyczne i numeryczne – tłumaczy swój projekt dr inż. Agnieszka Wdowiak-Postulak.

Projekt dotyczy opracowania nowej technologii wzmacniania drewnianych belek stropowych z otworami, zwiększającej ich nośność i odporność ogniową. Zastosowanie znajdą stalowe i kompozytowe elementy wzmacniające, a istotną rolę odegra analiza akustyczna sygnałów generowanych przez defekty drewna oraz zaawansowane metody pomiarowe i symulacje numeryczne. Wyniki badań mają być chronione patentem, a opracowana technologia – oferowana rynkowo.

Program LIDER będzie wsparciem w rozwoju mojej kariery naukowej oraz członków zespołu badawczego. Planujemy przeprowadzenie badań eksperymentalnych, wykonanie analiz teoretycznych i numerycznych, opublikowanie artykułów naukowych, udział w konferencjach międzynarodowych, przygotowanie rozprawy habilitacyjnej oraz zgłoszenie do ochrony patentowej rozwiązania opracowanego w ramach projektu. Dzięki dofinansowaniu projektu planuję podnieść kompetencje w zakresie zarządzania oraz kierowania zespołem badawczym, wspólnie opracować technologię, która będzie miała zastosowanie praktyczne i posiadała potencjał wdrożeniowy – dodała dr inż. Agnieszka Wdowiak-Postulak.


Plany na przyszłość

NCBR zapowiada kontynuację programu. Trwają prace nad jego aktualizacją, by lepiej dostosować go do zmieniających się warunków i potrzeb naukowców. Kolejny konkurs planowany jest na III lub IV kwartał 2025 roku.

GoodMills Polska uruchamia nową linię przemiałową w Kutnie – inwestycja za ponad 25 mln euro

W zakładzie GoodMills Polska w Kutnie zakończono rozbudowę linii przemiałowej, co stanowi istotny etap w realizacji strategii rozwoju firmy. Inwestycja o wartości 25,1 mln euro pozwoliła na podwojenie zdolności produkcyjnych tego młyna i zwiększenie jego znaczenia w strukturze całej Grupy GoodMills. Zakład stał się największym w grupie i jednym z największych obiektów tego typu w Polsce.GoodMills

Większa moc przemiałowa i rozbudowa infrastruktury

Nowy młyn pszenny, uruchomiony w zakładzie przy ul. Chopina 29, zwiększył dobową zdolność przemiałową z 440 do 880 ton, co przekłada się na roczną wydajność na poziomie około 280 tys. ton. Po zakończeniu inwestycji łączna zdolność produkcyjna GoodMills Polska osiągnęła 780 tys. ton rocznie – wcześniej było to 640 tys. ton.

W ramach inwestycji powstały nowe powierzchnie produkcyjne oraz towarzysząca im infrastruktura. Rozbudowano m.in. silosy mączne (z 960 do 4060 ton pojemności) i zwiększono wydajność systemu załadunku mąki z 25 do 100 ton na godzinę. Usprawnienia te mają na celu poprawę efektywności logistyki i zaopatrzenia odbiorców przemysłowych.

Zastosowanie nowoczesnych rozwiązań technologicznych

Nowa linia została zaprojektowana w oparciu o technologie szwajcarskiej firmy Bühler, znanej w branży młynarskiej. Dzięki temu obie linie produkcyjne w Kutnie są technologicznie spójne, co ma znaczenie z punktu widzenia organizacji pracy i utrzymania jakości.

W zakładzie uruchomiono również laboratoria zbożowe i mączne, wyposażone w automatyczny system poboru prób firmy Phaeton – pierwszy tego typu w Polsce. Zmodernizowano również obiekty administracyjne i socjalne.

Aspekty środowiskowe i bezpieczeństwo

W trakcie rozbudowy uwzględniono kwestie związane z efektywnością energetyczną i ochroną środowiska. Ciepło ze sprężarek wykorzystywane jest do ogrzewania laboratorium, a na terenie zakładu powstał zbiornik na wodę deszczową.

Zwiększono także poziom zabezpieczeń – obiekt wyposażono w system monitoringu, w tym kamery termowizyjne i oprogramowanie wykrywające obecność osób na granicy terenu zakładu. Wprowadzono także dodatkowe zabezpieczenia przeciwpożarowe, w tym nowy zbiornik oraz sieć hydrantów.

Rozbudowa zakładu w Kutnie wiąże się również z lokalnymi skutkami gospodarczymi – liczba pracowników wzrosła z 45 do 56 osób, a firma współpracuje z lokalnymi podwykonawcami i dostawcami. Zakład ma obecnie istotne znaczenie nie tylko dla GoodMills Polska, ale także dla lokalnego rynku pracy i infrastruktury logistycznej.

Kolejne plany inwestycyjne

GoodMills Polska zapowiada kolejną inwestycję – budowę piątego młyna w Polsce, tym razem we wschodniej części kraju. Jak podkreśla zarząd spółki, przygotowania do realizacji tego projektu są już zaawansowane.

Wzrost zainteresowania inwestorów kryptowalutami. Z czego wynika?

Kryptowaluty istnieją od nieco ponad 15 lat. Początkowo zainteresowaniem nimi było niewielkie i ograniczało się do osób pochodzących z kręgów gamingowych, IT i technologicznych. Z czasem na waluty wirtualne zwrócili uwagę przedstawiciele świata finansów i inwestorzy, którzy zaczęli traktować je jako atrakcyjne aktywa do lokowania swoich oszczędności. Obecnie inwestycje w Bitcoina lub podobne instrumtny nikogo nie dziwi. Co więcej, liczba osób kupujących kryptowaluty rośnie na całym świecie. Dowiedz się zatem, z czego wynika wzrost zainteresowania inwestorów kryptowalutami.

Kryptowaluty alternatywą dla klasycznych inwestycji w niepewnych czasach

Kilka ostatnich lat przyniosło niemałe zmiany na świecie i zawirowania, które na zawsze zmieniły światową gospodarkę. Pandemia spowodowała przerwanie łańcuchów dostaw, a konflikt zbrojny w Europie doprowadził do wysokiej inflacji na Starym Kontynencie. Ponadto zwiększyło się zagrożenie ze strony gospodarki chińskiej, która nie podlega wielu regulacjom klimatycznym i jakościowym, przez co może produkować więcej i taniej niż kraje z półkuli północnej. Wyzwaniem dla gospodarek w różnych krajach na świecie jest także populistyczna polityka, która wpływa na gwałtowne wahania na giełdzie i spadek zaufania inwestorów do rządów centralnych.

W dzisiejszych czasach inwestorzy są bardzo wyczuleni na wszelkie sygnały płynące z gospodarki. Niedoświadczeni mogą poddawać się emocjom, jednak gracze, którzy inwestują od lat, wiedzą, kiedy powinni zareagować sprzedając lub kupując określone aktywa. Co ciekawe, w obu grupach inwestorów rośnie zainteresowanie kryptowalutami. Wielu z nich śledzi np. bitcoin cfd plus500 i inwestuje część kapitału w kontraktach krótkoterminowych. Dlaczego tak się dzieje? Co skłania inwestorów do zakupu kryptowalut?

Kryptowaluty nie podlegają pod bank centralny

Zainteresowanie inwestorów kryptowalutami częściowo wynika z faktu, iż aktywa tego typu nie podlegają pod bank centralny. Instytucje takie jak Narodowy bank Polski nie mają nad nimi żadnej kontroli, dlatego nie mogą kształtować ich kursów, regulować cen ich sprzedaży, ani maksymalnych kwot, które można przeznaczyć na zakup wirtualnych pieniędzy bez konieczności uiszczania podatku. Kryptowaluty opierają się na zdecentralizowanym systemie na całym świecie, dlatego ich wartość kształtuje wyłącznie popyt i podaż.

Brak regulacji kryptowalut przez banki centralne to z jednej strony powód do radości, z drugiej czynnik zwiększający niepokój u inwestorów. Zdecentralizowana sprzedaż, brak opodatkowania i łatwość przeprowadzania transakcji zachęcają do kupowania aktywów w takiej formie, gdyż usprawnia w szczególności zawieranie kontraktów jednodniowych. Dodatkowo waluty wirtualne można wykorzystać do opłacania różnych transakcji w Internecie, a także wypłacać w bankomatach na całym świecie w lokalnej walucie. Niepokój związany z inwestycją wynika głównie z powodu niepełnej znajomości zasad związanych z transakcjami tego typu i bezpiecznym przechowywaniem zakupionych aktywów.

Alternatywne inwestycje na niepewne czasy

W ostatnich latach doszło do zaburzenia światowego porządku i ograniczenia zaufania do giełdy. Dotyczy to w szczególności giełdy amerykańskiej, które podlega ciągłym wahaniom z powodu wojny celnej i chaotycznych decyzji administracji Donalda Trumpa. Z kolei giełdy w Europie coraz częściej nie zapewniają atrakcyjnej stopy zwrotu dla inwestorów. W przypadku kryptowalut decyzje polityczne nie mają większego znaczenia, a ewentualne konflikty i kryzysy jedynie wzmacniają popyt. Dzięki kryptowalutom inwestorzy mogą efektywniej dywersyfikować kapitał i dbać o bezpieczeństwo portfela finansowego, chroniąc się przed utratą wszystkich środków w przypadku załamania giełdy lub notowań różnych funduszów inwestycyjnych.

Nastroje inwestorów i trendy na rynku nieruchomości w Polsce 2025 r.

Rynek nieruchomości w Polsce pozostaje w fazie oczekiwania na kluczowe impulsy inwestycyjne, zauważa Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner, CEO w Walter Herz. – Nadal mocno wyczuwalna jest potrzeba obecności i oczekiwanie na inwestorów typu core i core plus, którzy mogliby zapewnić stabilizację oraz rozwój projektów o niskim profilu ryzyka. Obserwujemy jednocześnie duże zainteresowanie zakupem gruntów pod zabudowę mieszkaniową w największych miastach, z których każde charakteryzuje własna specyfika, dlatego analizy należy przeprowadzać lokalnie, w odniesieni do konkretnego regionu – informuje Bartłomiej Zagrodnik.

– Deweloperzy na coraz większą skalę poszukują możliwości adaptacji starszych budynków i zmiany ich funkcji, co wynika zarówno z ograniczonej dostępności gruntów, jak i rosnącego znaczenia zrównoważonego rozwoju w podejściu do inwestycji. W praktyce działania w tym obszarze hamuje wciąż niedostatecznie przejrzyste i nieelastyczne otoczenie prawne. Uczestnicy rynku zgodnie wskazują na potrzebę poprawy regulacji, co przyczyniłoby się do pobudzenia podaży, szczególnie w kontekście projektów mieszkaniowych – przyznaje. – W segmencie biurowym natomiast rynek oczekuje głównie spadku kosztów finansowania, co umożliwiłoby powrót do Polski inwestorów z Europy Zachodniej oraz Azji. Obecny poziom stóp procentowych i niepewność makroekonomiczna pozostają barierami dla większej aktywności kapitałowej w tym sektorze – zaznacza Bartłomiej Zagrodnik.

Emil Domeracki, Partner, Board Member Land Development Advisory w Walter Herz potwierdza, że podczas wydarzenia niezmiennie widoczne było wyraźne zainteresowanie inwestorów dobrze zlokalizowanymi gruntami pod zabudowę mieszkaniową. – Wiele firm deweloperskich i podmiotów inwestycyjnych deklaruje gotowość do zawierania transakcji. Z licznych, przeprowadzonych rozmów z uczestnikami FRN wynika, że utrzymuje się duży popyt na dobrze przygotowane grunty mieszkaniowe. Inwestorzy są gotowi do działania, pod warunkiem zapewnienia stabilnych warunków i sprawnego otoczenia administracyjnego. Jednak tempo wydawania decyzji administracyjnych, szczególnie jeśli chodzi o pozwolenia na budowę, pozostaje wciąż kluczowym wyzwaniem w procesie wprowadzania na rynek nowych projektów. Usprawnienie pracy jednostek administracyjnych pozwoliłoby firmom zwiększyć płynność działania – wskazuje Emil Domeracki.

Podkreśla jednocześnie, że mimo trudności inwestorzy zagraniczni intensyfikują aktywność transakcyjną w Polsce. – W obliczu skomplikowanych procedur administracyjnych i często niespójnych zmian w przepisach planistycznych, preferują dziś mniejsze, bezpieczne projekty w największych miastach wojewódzkich. Stąd lokalne kompetencje i znajomość rynków regionalnych nabiera obecnie decydującego znaczenia w budowaniu zaufania i trwałych relacji z inwestorami. Aktualnie prowadzimy i nadzorujemy procesy administracyjne dla kilku nowych, mniej znanych inwestorów z regionu Morza Bałtyckiego, a także z Turcji i Węgier. Obecność tego kapitału jest potwierdzeniem, że Polska nadal pozostaje atrakcyjnym rynkiem do inwestycji – przyznaje.

Jak informuje Damian Karkosiński, Investment and Acquisition Specialist w Walter Herz, duże zainteresowanie gruntami pod zabudowę wielorodzinną mieszkaniową idzie w parze z gotowością do zawierania szybkich transakcji. – Obecne warunki rynkowe wciąż wymagają ostrożności inwestorów. Oczekiwane, dalsze obniżki stóp procentowych stanowiłyby istotny impuls dla potencjalnego ożywienia tempa sprzedaży mieszkań. Zdaniem analityków, biorących udział w Forum, ceny mieszkań pozostaną stabilne, wykazując tendencje wzrostowe w średnim terminie. Istotną rolę w przypadku rynku mieszkaniowego mógłby odegrać powrót inwestorów indywidualnych, którzy lokują kapitał w nieruchomości nabywane za gotówkę. W dłuższym horyzoncie coraz większy wpływ na koniunkturę w sektorze będą miały czynniki demograficzne, w tym struktura popytu i potrzeby mieszkaniowe młodego pokolenia. Nie bez znaczenia pozostają również decyzje legislacyjne i kierunek polityki mieszkaniowej. W tym, ewentualne próby nałożenia podatku od posiadania wielu nieruchomości mogą mieć znaczący wpływ na wyhamowanie aktywności inwestycyjnej w tym segmencie.

RPP może zaskoczyć już w lipcu – inflacja bazowa daje argumenty

Dane o inflacji bazowej zgodnie z oczekiwaniami pokazują spadek. Rosną zatem szanse, że na lipcowym posiedzeniu dojdzie do obniżek stóp. Izraelski rynek okazał się teflonowy, mimo walk nie ma negatywnego wpływu. Japonia utrzymała stopy procentowe.

Inflacja nie zaskakuje

Wczoraj poznaliśmy dane na temat inflacji bazowej, czyli tej bez cen żywności oraz energii – wynosi 3,3%. Oznacza to, że jest to odczyt o 0,7% niższy od standardowego wskaźnika CPI liczonego przez cały koszyk konsumentów. Dane te były zgodne z przypuszczeniami. Potwierdza to tylko prognozy analityków, że we wrześniu należy oczekiwać obniżek stóp procentowych w Polsce. Teoretycznie decyzja ta mogłaby zapaść wcześniej, ale w sierpniu nie ma posiedzenia. Z drugiej strony lipcowe spotkanie wydaje się zbyt wczesnym terminem. Są jednak analitycy, którzy przewidują, że w tym miesiącu może dojść do cięcia stóp procentowych o 0,25%. Taki ruch spowodowałby najprawdopodobniej osłabienie polskiej waluty.

Co z tym Izraelem?

Rynki wyraźnie zakładają, że w obecnej konfrontacji z Iranem to Izrael wyjdzie obronną ręką. Część inwestorów bała się, że otwarty konflikt i irańskie ataki mogą wpłynąć negatywnie na giełdę. Oczekiwanie to nie wytrzymuje jednak konfliktu z danymi. Indeks TA 35, główny wskaźnik giełdy Tel Awiw osiągnął bowiem dzisiaj rekord wszechczasów. Poprzedni miał wczoraj. Jak widać taktyczne uderzenie tuż po zamknięciu notowań (Izrael ma wolne piątki i pracujące niedziele) pozwoliło tamtejszemu parkietowi otworzyć się dopiero 2 dni po pierwszych atakach. Giełda nie reagowała już wówczas strachem, widząc sukcesy militarne. Do łask wraca też izraelska szekla. ILS względem euro jest już powyżej poziomów sprzed ataku. Względem dolara jest też na poziomach sprzed czwartkowego votum zaufania i wyjścia jednego z koalicjantów z rządu. Widać zatem, że inwestorzy uważają, że czeka nas wyciszenie konfliktu.

Japonia nie zmienia stóp procentowych

W nocy poznaliśmy decyzję Banku Japonii w sprawie stóp procentowych. Pozostały one na niezmienionym poziomie 0,5%. W większości państw stopy na takich poziomach to efekt długiego cyklu obniżek, często w celu uniknięcia kryzysu. Jednak Japonia ostatni raz tak wysokie wskaźniki jak teraz miała w 2008 roku. Pokazuje to, w jak odmiennych warunkach względem naszych, podejmuje decyzje ten bank centralny. Informacja o utrzymaniu stóp procentowych była zgodna z oczekiwaniami rynków, stąd brak reakcji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,

15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Ile wydamy na wakacje w 2025 roku? Średnio 1761 zł na osobę – to więcej niż rok temu

W obliczu rosnących kosztów życia i niepewności gospodarczej Polacy wciąż muszą zachować rozwagę w planowaniu wakacyjnych wydatków. W tym roku przeciętne gospodarstwo domowe wyda na nie 4 401,70 zł, czyli o niecałe 2 proc. i 67 zł więcej niż rok temu. Jednocześnie średni wakacyjny rachunek na osobę wyniesie 1 761 zł – to o 27 zł i niecałe 2 proc. więcej niż w 2024 r.

Polacy wciąż ostrożne podchodzą do wakacyjnych wydatków. Jednak mimo utrzymujących się barier finansowych wielu planuje letni wypoczynek, starannie dostosowując budżet do realiów cenowych – wynika z raportu Wakacyjny Portfel Polaków 2025, przygotowanego przez Związek Banków Polskich.

Wakacje są coraz droższe

W 2025 r. Polacy planują wydać na wakacje nieco więcej niż rok temu. Średnia deklarowana kwota wydatków na letni wypoczynek w przeliczeniu na osobę wyniesie 1 761 zł, czyli o 27 zł i niecałe 2 proc. więcej niż w 2024 r. W przypadku gospodarstw domowych planowany budżet to średnio 4 401,7 zł. Kwota ta jest o 67,3 zł wyższa niż w ubiegłym roku i aż o 1006 zł wyższa niż trzy lata temu.

To pokazuje, że choć skala wzrostu wydatków wyhamowała, to Polacy nie zamierzają rezygnować z wypoczynku i zakładają większe wydatki niż w ubiegłym roku. Co więcej – coraz większą wagę przywiązują do planowania wakacyjnego budżetu i bezpieczeństwa finansowego podczas podróży. W tym roku znowu królują kierunki dobrze znane i sprawdzone takiej jak Bałtyk, Mazury i polskie góry, choć ich ceny momentami dorównują zagranicznym kurortom komentuje dr Przemysław Barbrich, dyrektor Zespołu Komunikacji i PR, Związek Banków Polskich.

Polacy najchętniej spędzają urlop w kraju – w tym roku taką opcję wybiera 58 proc. respondentów (o 2 p.p. więcej niż w 2024 r.). Wakacje za granicą planuje 23 proc. badanych (o 1 p.p. mniej niż w 2024 r.), podczas gdy 13 proc. deklaruje pozostanie w domu, a 6 proc. jeszcze nie podjęło decyzji.

Choć koszty wakacji rosną, pozostajemy ostrożni w kwestii finansowania letniego wypoczynku. Aż 60 proc. respondentów zdecydowanie nie planuje sięgać po kredyt ani pożyczkę na wakacje, a 22 proc. raczej nie rozważa takiego kroku. To oznacza, że łącznie aż 82 proc. ankietowanych zamierza sfinansować urlop z własnych środków. W ubiegłym roku odsetek ten był na takim samym poziomie.

Propozycje na każdą kieszeń

W tegorocznej edycji raportu oszacowano także koszty tygodniowego urlopu dla czteroosobowej rodziny w trzech wariantach cenowych – do 5 tys., do 10 tys. i do 15 tys. zł – tak by każdy mógł wybrać opcję dopasowaną do swojego budżetu.

W najtańszej wersji przygotowano zestawienie cenowe dla urlopu na Mazurach. Tygodniowy nocleg, w zależności o wybranego obiektu, kosztuje tu od ok. 990 do 3 130 zł. Aby pokazać realne koszty wyżywienia, autorzy raportu zebrali średnie ceny popularnych i stosunkowo niedrogich dań i napojów serwowanych w lokalnych restauracjach. Przykładowy paragon za obiad dla czteroosobowej rodziny na Mazurach wynosi 275,54 zł. W przypadku atrakcji dużo zależy od indywidualnych preferencji. Kierunek ten oferuje wiele darmowych aktywności, ale także sporo odpłatnych takich jak parki linowe, spływy kajakowe, czy parki wodne, za które trzeba zapłacić od 150 do 233 zł.

W wariancie do 10 tys. zł autorzy raportu zaproponowali pobyt nad Bałtykiem. W kalkulacjach uwzględniono podróż pociągiem z Krakowa do Gdańska, zakwaterowanie w apartamencie oraz standardowe wakacyjne wydatki takie jak jedzenie, atrakcje i drobne przyjemności. Tygodniowy pobyt w apartamencie w Gdańsku, kosztuje około 4 681 zł, podczas gdy w ubiegłym roku było to 3 553 zł, co oznacza wzrost o 1 018 zł r/r. Równocześnie szacunkowy koszt wyżywienia z uwzględnieniem wyjść do restauracji i drobnych przekąsek wynosi 2 100 zł, czyli o 200 zł więcej niż w 2024 r. Do tego należy dodać wydatki na atrakcje, które są zróżnicowane i w zależności od preferencji wyniosą od 800 do 1 000 zł za tydzień.

W ostatnim wariancie z budżetem do 15 tys. zł przeanalizowano koszty wakacji za granicą w obiektach typu all inclusive. W raporcie przyjrzano się najczęściej wybieranym kierunkom takim jak Egipt, Grecja czy Hiszpania. I tak, tygodniowy pobyt dla czteroosobowej rodziny z pełnym wyżywieniem w Egipcie kosztuje około 13 580 zł. Nieco więcej zapłacimy za pobyt w Grecji – około 13 923 zł – oraz w Hiszpanii – około w 13 958 zł. Warto wziąć pod uwagę, że w porównaniu z ubiegłym rokiem ceny za pobyt w Egipcie znacząco wzrosły (o ok. 4 080 zł), a w Hiszpanii zmalały (aż o 5 828 zł).

White Stone Development z nową dynamiką: mieszkaniówka i Co-Living napędzają rozwój, biura na marginesie

Grupa White Stone Development (WSD) zakończyła 2024 rok z silnymi wynikami finansowymi, potwierdzając swoją strategiczną transformację. Przy przychodach rzędu 291 mln zł, wzroście o 11% r/r i zysku przekraczającym 26 mln zł, spółka nie tylko umacnia swoją pozycję w segmencie mieszkaniowym, ale także konsekwentnie buduje fundamenty pod rozwój rynku Co-Livingu. Jak wskazują dane, to właśnie inwestycje mieszkaniowe i dedykowane projekty na wynajem stają się dziś kluczowymi filarami jej działalności.

Eksplozja przychodów z mieszkaniówki. Sprzedaż ponad 400 lokali

W 2024 roku segment mieszkaniowy wygenerował przychody na poziomie 160 mln zł, co oznacza dziesięciokrotny wzrost względem roku poprzedniego. Jak zaznacza Anna Suchodolska, współprezes WSD: – „Przychody rozpoznawane są tylko w odniesieniu do lokali, których notarialne zbycie na rzecz klientów nastąpiło w okresie sprawozdawczym”.

To efekt uruchomienia sprzedaży gotowych mieszkań w inwestycjach Zamienie i Józefosław. W ciągu roku zawarto umowy notarialne na sprzedaż około 400 lokali. Dodatkowo podpisano umowy na kolejne 150 mieszkań, które zostaną rozpoznane w wynikach przyszłych okresów.

Ten skok sprzedażowy miał miejsce mimo niełatwego otoczenia rynkowego – wysokich cen mieszkań, kosztów kredytów hipotecznych, niepewności politycznej oraz ograniczonej podaży gruntów. – „Bardzo ważnym parametrem w segmencie inwestycji mieszkaniowych jest postęp w zakresie realizacji projektów oraz skala zawieranych umów deweloperskich i przedwstępnych, które jednak nie znajdują odzwierciedlenia w sprawozdaniach finansowych sporządzanych zgodnie z polskimi przepisami” – dodaje Suchodolska.

Nowe inwestycje i plany na 2025

W 2024 r. uruchomiono IX etap osiedla „Zielone Zamienie” oraz finalną fazę inwestycji Ornament w Szczecinie – oba projekty zostały objęte bankowym finansowaniem. W bieżącym roku (2025) Grupa szykuje się do rozpoczęcia kolejnych inwestycji w Zamieniu (X etap), Warszawie i Szczecinie, jednocześnie prowadząc analizy zakupu nowych terenów pod zabudowę.

Co-Living – nowy fundament działalności

Coraz większą rolę w strategii WSD odgrywa segment Living & Co-Living. Przełomowym momentem było podpisanie we wrześniu 2024 roku umowy sprzedaży części działki inwestycyjnej na warszawskich Bielanach. Działka przeznaczona jest pod budowę budynku z mieszkaniami na wynajem dla funduszu PRS, a Grupa WSD odpowiada za kompleksowe zarządzanie procesem budowlanym i wykończeniowym.

To największa pojedyncza transakcja w historii firmy, o wartości przekraczającej 200 mln zł – zarazem największa tego typu umowa w Polsce w tym segmencie. Przychody z tej działalności w 2024 roku wyniosły 2,8 mln zł, jednak główna część realizacji ruszyła dopiero w listopadzie – co zapowiada większe wpływy w 2025 r.

Wyjście z biur: koniec ery Celebro i Cybernetyki

W odpowiedzi na zmieniające się trendy – spadek zapotrzebowania na powierzchnie biurowe, popularyzację pracy zdalnej oraz zmniejszenie dostępności finansowania – Grupa zdecydowała się wyciszyć działalność komercyjną. W 2023 roku sprzedano biurowce Celebro i działkę przy ul. Cybernetyki w Warszawie. Obecnie jedyną aktywną nieruchomością komercyjną w portfelu jest Fort Mokotów, który po rewitalizacji i niemal pełnej komercjalizacji wspiera wizerunek firmy. Przychody z tego segmentu w 2024 roku wyniosły około 10 mln zł.

Spadek przychodów budowlanych po sprzedaży SPS

W segmencie budownictwa i technologii Grupa wygenerowała 116 mln zł przychodów, co jest wynikiem niższym niż w latach poprzednich. Spadek ten jest naturalnym efektem sprzedaży w 2023 roku spółki SPS Construction Sp. z o.o., która wcześniej generowała znaczną część obrotów. Obecnie WSD posiada w strukturze wykonawczej jedynie spółkę MAAT4.

Wiarygodność finansowa i niższe zadłużenie

W lutym 2024 roku Grupa przeprowadziła emisję obligacji o wartości 25 mln zł, z marżą WIBOR 3M + 4,4%. – „Odsetki od obligacji naszej spółki były zawsze wypłacane w terminie, nigdy nie odnotowano przypadku naruszenia warunków emisji” – zaznacza zarząd WSD. Silny popyt potwierdza wysoka stopa redukcji przekraczająca 70%.

Od wejścia na rynek długu Grupa wyemitowała obligacje o łącznej wartości 198,5 mln zł, z czego 167,5 mln zł było notowanych na Catalyst. Do tej pory spłacono 127 mln zł, w tym 96 mln zł z obligacji notowanych. Po emisji z lutego 2024 roku w obrocie pozostaje 71,5 mln zł i – co istotne – w 2025 roku nie przypadają żadne zapadalności.

Eksperci podkreślają, że po sprzedaży aktywów biurowych i spółki wykonawczej, Grupa wykazuje dziś wyraźnie niższy poziom zadłużenia niż do połowy 2023 r.

Jesienią decyzja TSUE w sprawie WIBOR. Konsumenci w stanie wyczekiwania

„Złotówkowicze” jeszcze nie szturmują sądów i prawników. Ekspert mówi o wyczekiwaniu na wyrok TSUE.

Eksperci nie mają wątpliwości, że bez jasnego stanowiska Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie ma szans na to, by temat nieuczciwie ptraktowanych przez banki konsumentów rozwiązać z korzyścią dla nich. Do rozstrzygnięcia zostały kwestie dotyczące informowania kredytobiorców o ryzyku zmiennego oprocentowania czy zagadnienia związane z prawami konsumenta. – Szanse na uzyskanie pozytywnego wyroku i nowych warunków umowy kredytowej dla „WIBORwoców” oceniam wysoko, ale ten temat potrzebuje jeszcze cierpliwości – mówi mec. Marek Jarosiewicz, adwokat i ekspert gospodarczy.

Zmiana, która wygenerowała wiele ludzkich tragedii

W temacie orzecznictwa dotyczącego WIBORu interesy poszczególnych grup zainteresowanych tematem wydają się dość sprzeczne. Kredytobiorcy przekonują, że WIBOR nie jest oparty na realnych transakcjach międzybankowych, a jego ustalanie jest nieprzejrzyste dla konsumentów oraz, że zostali wprowadzeni w błąd. Przedstawiciele banków przekonują, że WIBOR jest zgodny z prawem i spełnia wymogi regulacyjne. Jak zachowują się więc sądy? Prawnicy mówią o „pierwszych jaskółkach”, ale jednocześnie dużej niepewności w tym temacie. Wiele sądów wstrzymuje postępowania w sprawach WIBOR do czasu wydania orzeczenia przez TSUE.

– W tej chwili trochę „wiemy, że nic nie wiemy” i to wyczekiwanie do września wciąż pozostanie z nami. Dopiero stateczne rozstrzygnięcia będą mieć większe znaczenie dla konsumentów, tak było w przypadku spraw frankowych – mówi mecenas Marek Jarosiewicz.

Rozstrzygnięcia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej będą mieć miejsce we wrześniu. Pytań i wątpliwości w tym zakresie jest jeszcze wiele.

– Wysłuchane mają być stanowiska wszystkich stron. Trybunał widzi potrzebę wyjaśnienia wielu kwestii. Banki zgłaszają wątpliwość, co do tego czy prawidłowość WIBORu podlega dyskusji na szczeblu krajowym i lokalnych praw konsumenckich. Kolejna sprawa dotyczy informowania przez banki o tym, jak WIBOR działa, a wielu klientów nie miało świadomości jak mogą wzrosnąć ich zobowiązania. To były wielkie tragedie ludzkie i wzrosty zobowiązań nawet o kilkaset procent. To doprowadzało do sprzedaży nieruchomości, upadłości konsumenckich czy innych sytuacji związanych z życiowymi dramatami konsumentów – mówi mecenas Marek Jarosiewicz.

„Stan wyczekiwania”

Konsumenci są zainteresowani przyszłością kredytów o zmiennej stopie procentowej opartej na WIBORZe, ale jednocześnie wielu obawia się dużego zaangażowania w temat, który może okazać się niemożliwy do wygrania.

– Pytań w tych tematach jest całkiem sporo, ale powszechniejsze jest wyczekiwanie na decyzje Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Jeżeli to rozstrzygnięcie będzie pozytywne to spodziewam się lawiny spraw analogicznej do lawiny z czasów szczytu zgłoszeń od frankowiczów – dodaje mecenas Jarosiewicz.

W opinii prawników sytuacja jest niejednoznaczna i bez jasnego orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a jednocześnie przy silnym lobbingu bankowym trudno spodziewać się regularnego orzecznictwa na korzyść konsumentów. Banki przekonują, że WIBOR jest prawidłowym wskaźnikiem referencyjnym, a konsumenci byli informowani o ryzyku.

Prawnicy przekonują, że „WIBORowcy” i „złotówkowicze” mają przestrzeń do walki, a im wcześniej sprawy będą rozpatrywane przez sądy, tym łatwiej będzie egzekwować prawa konsumentów, gdy okaże się, że orzeczenie TSUE będzie korzystne dla osób uznających, że raty kredytowe wzrosły im bezprawnie.

Ceny paliw w Polsce pójdą w górę – do 20 groszy za litr już w tym tygodniu

Napięcie na Bliskim Wschodzie wciąż oddziałuje na ceny ropy naftowej na świecie. Po gwałtownym wzroście cen w zeszłym tygodniu, wczoraj mimo trwającego konfliktu notowania ropy WTI spadły o około 2 proc. Był to efekt pojawiających się informacji o możliwej deeskalacji. Początkowo ceny ropy spadły nawet o 4,5 proc., by potem ponownie wzrosnąć. W tym tygodniu możemy się spodziewać pierwszych podwyżek cen paliw na polskich stacjach do 20 groszy na litrze. Dalszy wzrost światowych cen ropy może utrudnić walkę z inflacją i opóźnić obniżki stóp procentowych.

Po informacji o możliwej deeskalacji konfliktu Izrael–Iran, ceny ropy WTI spadały wczoraj na globalnych giełdach o 4,5 proc. Po spadkach cena zaczęła jednak ponownie rosnąć, dzień zakończył się ostatecznie spadkiem o około 2 proc. To niewielki ruch w dół w porównaniu do zeszłotygodniowych wzrostów po wybuchu konfliktu. W czwartek 13 czerwca cena ropy Brent wzrosła w ciągu dnia aż o 13 proc., był to największy skok od początku wojny w Ukrainie w 2022 roku. Ostatecznie dzień zakończył się wzrostem o 7 proc.

Czy ropa pozostanie droga na dłużej? Niekoniecznie. Choć rynki zareagowały nerwowo na ostatnie wydarzenia, fundamenty nie wskazują na trwały kryzys podażowy. Globalny popyt na ropę utrzymuje się na stabilnym poziomie, a OPEC+ już wcześniej ograniczał wydobycie. Kluczowe jest jednak to, że wciąż dostępna pozostaje znacząca rezerwa mocy produkcyjnych, głównie w Arabii Saudyjskiej, sięgająca 4 mln baryłek dziennie. Dla porównania, cała produkcja Iranu to około 3 mln baryłek. To właśnie ta rezerwa działa jak poduszka bezpieczeństwa, skutecznie ograniczając ryzyko trwałego wzrostu cen.

Obawy budzi natomiast strategiczne położenie cieśniny Ormuz. To przez ten wąski przesmyk przepływa aż 30 proc. światowego morskiego handlu ropą. W teorii każdy konflikt w regionie niesie ryzyko zakłóceń, ale całkowita blokada szlaku pozostaje mało prawdopodobna. Iran sam korzysta z Ormuzu jako głównej drogi eksportowej, a jego ewentualne zamknięcie uderzyłoby nie tylko w gospodarkę kraju, ale też w relacje z kluczowymi partnerami handlowymi jak Chiny.

Historia pokazuje, że ceny ropy często reagują gwałtownie na geopolityczne napięcia, jak to miało miejsce w zeszłym tygodniu, ale równie szybko wracają do normy. Tak było podczas inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku, a także podczas pierwszej i drugiej wojny w Zatoce Perskiej. Wyjątkiem był kryzys naftowy lat 70., wtedy ceny ropy wzrosły aż o 300 proc., a świat pogrążył się w recesji. Dziś jednak mamy inny świat: przepływ informacji jest szybszy, logistyka bardziej elastyczna, a inwestorzy szybciej analizują ryzyko. To sprawia, że nawet jeśli ceny chwilowo rosną, nie musi to oznaczać trwałej zmiany trendu.

Nie zmienia to jednak faktu, że wzrost cen ropy na światowych rynkach może utrudnić walkę z inflacją zarówno w Polsce, jak i globalnie. A tym samym opóźnić proces spadku stóp procentowych. Ceny ropy w ciągu ostatniego tygodnia wzrosły z około 60 do ponad 70 dolarów, czyli niemal o 15 proc. Dla polskich kierowców oznacza to jedno: droższe tankowanie. Obecne podwyżki mogą oznaczać wzrost ceny benzyny na stacjach o około 20 groszy. Ale jeśli trend się utrzyma, ceny benzyny i diesla mogą wzrosnąć nawet o 30–40 groszy na litrze. Taki wzrost, choć pozornie niewielki, może być impulsem inflacyjnym, zwłaszcza że paliwa mają silny wpływ na ceny transportu i logistyki, a w konsekwencji na cały koszyk konsumencki. To właśnie spadające ceny paliw przyczyniły się w ostatnich miesiącach do szybszego spadku inflacji.

Choć inflacja w Polsce wyraźnie wyhamowała, rosnące ceny paliw mogą odwrócić ten trend. Rada Polityki Pieniężnej może w takim scenariuszu zyskać dodatkowy argument za utrzymaniem stóp procentowych na obecnym poziomie. Jeśli sytuacja na Bliskim Wschodzie się zaostrzy, a ropa przekroczy poziom 80 dolarów, presja inflacyjna może powrócić.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Menedżerowie bardziej ufają AI niż własnym współpracownikom

Jeszcze kilka lat temu sztuczna inteligencja (AI) była traktowana raczej jako eksperyment niż realne narzędzie wspierające liderów. Dziś coraz częściej zasiada symbolicznie przy stole obrad zarządów. Z badania „AI Has a Seat in the C-Suite” przeprowadzonego w 2025 roku przez Wakefield Research na zlecenie SAP wynika, że 74% menedżerów wyższego szczebla w firmach z rocznym przychodem powyżej 1 mld dolarów w USA ufa radom AI bardziej niż tym, które słyszy od bliskich. To nie jest już ciekawostka – to nowy porządek w podejmowaniu decyzji biznesowych. W Polsce okazuje się, że brak wiedzy wśród kadry zarządzającej jest jednym z hamulców przy wdrażaniu rozwiązań opartych na AI.

Rekomendowane przez AI

W 55% organizacji badanych na zlecenie SAP AI już dziś zastępuje lub pomija tradycyjne procesy decyzyjne. W firmach o przychodach przekraczających 5 miliardów dolarów to standard. Aż 48% liderów korzysta z narzędzi generatywnej AI codziennie, 15% – nawet kilka razy dziennie.

Do czego są wykorzystywane? Przede wszystkim do analizy danych i rekomendacji decyzyjnych (52%), identyfikowania ryzyk wcześniej niezauważalnych (48%) czy budowania alternatywnych scenariuszy (47%). AI wspiera także rozwój produktów, planowanie budżetowe i badania rynku – każdy z tych obszarów wskazało po 40% ankietowanych.

Zmienia się nie tylko sposób podejmowania decyzji, ale też oczekiwania wobec managerów. Coraz więcej firm poszukuje osób, które potrafią interpretować dane wygenerowane przez AI, rozumieją mechanizmy ich działania i potrafią ocenić ich wiarygodność. Kompetencje cyfrowe nie są już dodatkiem – stają się filarem skutecznego przywództwa.

– Skuteczne przywództwo nie polega już wyłącznie na doświadczeniu, intuicji i umiejętności zarządzania zespołem – coraz częściej jego kluczowym elementem staje się zdolność do współpracy ze sztuczną inteligencją. AI wchodzi do zarządów nie jako zagrożenie, ale jako partner wspierający analizę danych, identyfikację ryzyk i budowanie alternatywnych scenariuszy działania. Umiejętność interpretacji danych redefiniuje rolę lidera w organizacji – mówi Adam Ajtner, Headhunter w Wyser Executive Search.

Ciekawym wnioskiem płynącym z badania są również pozytywne skutki wdrożenia AI w zarządzaniu – 39% menedżerów zauważa poprawę work-life balance, 38% deklaruje lepsze samopoczucie psychiczne, a 31% niższy poziom stresu. To oznacza, że dobrze zaprojektowana integracja AI może nie tylko zwiększyć efektywność, ale też realnie poprawić jakość życia kadry zarządzającej.

Nadal wiele firm boryka się z problemem dostępu do wiarygodnych danych. Wynika to z braku spójności między działami IT i biznesowymi, trudności integracyjnych czy wątpliwej jakości samych danych. Rozwiązaniem może być wprowadzenie wspólnej warstwy semantycznej danych w organizacji, która integruje dane z różnych źródeł i wspiera podejmowanie trafnych decyzji zasilanych przez wiarygodną AI.

Wnioski z raportu są jednoznaczne: AI już dziś odgrywa realną rolę w zarządzaniu. A od liderów wymaga się nie tylko intuicji i doświadczenia, ale umiejętności pracy z danymi i technologią.

Brak wystarczającej wiedzy wśród polskiej kadry zarządzającej

Jak wynika z „Barometru Rynku Pracy 2025” Gi Group Holding automatyzacja jest dla firm przede wszystkim narzędziem do zwiększania efektywności – zarówno w obszarze produkcji, jak i operacji biznesowych – aż 47% przedsiębiorstw utożsamia ją właśnie z tymi obszarami. Dla 34% firm automatyzacja to integracja systemów IT, mająca na celu poprawę efektywności pracy, a 32,7% postrzega ją jako sposób na lepsze wykorzystanie danych i narzędzi cyfrowych w podejmowaniu decyzji. Najrzadziej rozumiana jest jako zastępowanie pracy ludzkiej przez technologie w rutynowych zadaniach – tak wskazało 28,6% firm.jak firmy rozumieją automatyzację

Firmy, które nie wprowadzają automatyzacji i AI najczęściej argumentują to ograniczeniami technicznymi (25,9%) oraz obawami o bezpieczeństwo danych (24,6%) i wysokimi kosztami wdrożenia (24,3%).przeszkody automatyzacji i AI Barometr Rynku Pracy

Jednym z głównych hamulców we wdrażaniu sztucznej inteligencji i automatyzacji w firmach okazuje się brak wiedzy kadry zarządzającej – wskazuje na to aż 25% badanych organizacji. To pokazuje, że mimo rosnącej obecności AI w przestrzeni publicznej i biznesowej, wielu liderów nadal nie rozumie, jak działa ta technologia, jakie korzyści może przynieść, a także jakie warunki muszą zostać spełnione, by jej wdrożenie miało sens. Brakuje kompetencji cyfrowych, ale również świadomości, że AI to nie tylko narzędzie dla działów IT – to wsparcie strategiczne, które może znacząco podnieść jakość podejmowanych decyzji i tempo reagowania na zmiany rynkowe.

– Kompetencje związane z rozumieniem technologii stają się nie tyle atutem, co koniecznością. Jeśli lider nie zna potencjału AI i automatyzacji, nie będzie w stanie podejmować trafnych decyzji w oparciu o dane, ocenić ryzyk związanych z technologią ani rozpoznać, kiedy warto po nią sięgnąć. Brak wiedzy w tym zakresie oznacza nie tylko ograniczoną innowacyjność, ale też ryzyko pozostania w tyle za konkurencją, która lepiej wykorzystuje możliwości cyfrowej transformacji – podsumowuje Daniel Piaszczyk, Executive IT Partner w Wyser Executive Search.

AI Chamber ogłasza plan dla regionu CEE

  • AI Chamber (Izba AI) zaprezentowała pięciopunktowy CEE AI Action Plan, który ma pobudzić innowacje AI, wesprzeć adopcję sztucznej inteligencji przez MŚP, zmniejszyć luki w transformacji cyfrowej regionu i umocnić pozycję Europy Środkowo-Wschodniej jako nowej siły napędowej AI w Europie.
  • Plan podkreśla, że nawet umiarkowany wzrost adopcji AI może przynieść dodatkowe 90–100 miliardów euro rocznie do regionalnego PKB. Małe i średnie przedsiębiorstwa stanowią trzon gospodarek regionu CEE, dlatego strategiczne wdrażanie AI w tym sektorze może stać się nową dźwignią wzrostu.
  • Premiera AI Action Plan w czasie prezydencji Polski w Radzie UE sygnalizuje ambitne aspiracje regionu na arenie europejskiej.

Europa Środkowo-Wschodnia (CEE) ma szansę dołączyć do grona globalnie konkurencyjnych centrów innowacji w zakresie sztucznej inteligencji – pod warunkiem, że podejmie zdecydowane działania już teraz. Taką okazję otwiera CEE AI Action Plan, zaprezentowany dziś przez AI Chamber podczas szczytu EU Digital Summit w Gdańsku, odbywającego się pod auspicjami polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Oparty na twardych danych ekonomicznych i wypracowany w ścisłej współpracy z partnerami z całego regionu, AI Action Plan pojawia się w kluczowym momencie: przy ponad 150 milionach mieszkańców i łącznym PKB na poziomie 2,5 biliona euro, CEE znajduje się na rozdrożu – decyzje podjęte w ciągu najbliższych 24 miesięcy zdefiniują długoterminową ścieżkę jej rozwoju.

Wysoka stawka dla niedocenianego regionu

Wskaźnik adopcji AI w Europie Środkowo-Wschodniej znacznie odstaje od krajów Europie Zachodniej. Do 2024 r. tylko 4–6% firm z regionu CEE wdrożyło AI – w porównaniu ze średnią UE wynoszącą 13,5%, wciąż dalekiej od unijnego celu 75% do 2030 roku. MŚP są jeszcze dalej w tyle, a większość z nich wciąż znajduje się w fazie eksperymentalnej.

Europa Środkowo-Wschodnia stanowi 22% populacji Unii Europejskiej, ale tylko 11% jej PKB. Sztuczna inteligencja może być narzędziem, które nada gospodarczemu wzrostowi nową dynamikę. AI Action Plan wskazuje, że pełne wykorzystanie potencjału AI może zwiększyć PKB regionu nawet o 100 miliardów euro rocznie (5%), co odpowiada gospodarce wielkości Chorwacji lub Węgier. W bardziej ambitnym scenariuszu zyski mogłyby sięgnąć 135 miliardów euro, czyli 8% PKB. Ale czas działa na niekorzyść – bez szybkich, wspólnych działań, potencjalne zyski mogą stopnieć do zaledwie 15 miliardów euro rocznie.

Mocne strony CEE – doświadczenie w tworzeniu nowoczesnych technologii, światowej klasy edukacja STEM, bogate zaplecze techniczne i rozwijający się ekosystem startupowy – tworzą wyjątkową szansę do zmiany. AI może być „mnożnikiem siły”, umożliwiającym MŚP skalowanie, przyciągającym inwestycje i podnoszącym jakość życia w całej Europie Środkowo-Wschodniej.

Pięć filarów: konkretna mapa drogowa dla regionu CEE

CEE AI Action Plan przedstawia konkretną, dopasowaną do realiów regionu strategię bazującą na wykonalnych rekomendacjach, która ma pomóc zwiększyć produktywność, przyspieszyć przełomowe, skalowane innowacje i zniwelować luki konkurencyjności między Wschodem a Zachodem UE. Strategia opiera się na skoordynowanych działaniach regionalnych i zakłada współpracę między rządami, biznesem, środowiskiem naukowym i społeczeństwem obywatelskim, by stworzyć zintegrowany ekosystem AI w Europie Środkowo-Wschodniej. Plan AI Chamber bazuje na pięciu filarach, które odpowiadają na kluczowe bariery spowalniające rozwój i wdrażanie AI – zwłaszcza wśród MŚP, stanowiących 99% firm w regionie i generujących około połowy jego PKB.

To plan transformacji, ale nie gotowa recepta dla każdego. Będziemy współpracować z samorządami, administracją krajową i partnerami w każdym kraju CEE, aby dostosować AI Action Plan do lokalnych potrzeb i skutecznie wdrożyć go tam, gdzie może przynieść największy efekt. – mówi Tomasz Snażyk, prezes AI Chamber.

Pierwszy filar to infrastruktura. Region nadal nie dysponuje odpowiednią mocą obliczeniową: choć Bułgaria i Czechy inwestują w superkomputery, całościowe możliwości CEE są nadal znacznie niższe niż w Europie Zachodniej. Plan zakłada stworzenie regionalnej sieci HPC (High-Performance Computing), łączącej istniejące krajowe zasoby, z dostępem dla startupów, MŚP i naukowców. Wspierane będą także testbedy branżowe, np. w sektorze zdrowia i pojazdów autonomicznych.

W zakresie baz danych, AI Chamber proponuje powołanie sieci CEE Open Data Knowledge Network, która umożliwi wymianę dobrych praktyk między instytucjami publicznymi oraz uprości dostęp do krajowych portali danych dla badaczy i programistów. Wspólne standardy zarządzania danymi i transgraniczne „data trusts” w sektorach takich jak zdrowie i produkcja przemysłowa umożliwią bezpieczne łączenie danych do trenowania modeli AI.

Kapitał ludzki to jednocześnie atut i słabość regionu. CEE kształci światowej klasy absolwentów kierunków STEM, ale boryka się z odpływem talentów i brakiem doświadczenia praktycznego we wdrożeniach AI. Plan przewiduje ponad 1000 stypendiów, nowoczesne programy edukacyjne oraz inicjatywę Brain Circulation, która ma zachęcić specjalistów AI do powrotu i objęcia stanowisk w startupach, laboratoriach i instytucjach publicznych.

Region potrzebuje spójnego i przewidywalnego podejścia do regulacji AI. Wraz z wejściem w życie unijnego AI Act rządy krajów Europy Środkowo-Wschodniej stają przed nowym wyzwaniem. Plan zakłada stworzenie regionalnych piaskownic regulacyjnych (sandboxów), które pozwolą startupom bezpiecznie testować systemy sztucznej inteligencji, nie tonąc w zawiłościach prawnych. AI Chamber postuluje również powołanie Rady Polityki Sztucznej Inteligencji w Europie Środkowo-Wschodniej, która reprezentowałaby interesy regionu i MŚP w Brukseli.

Największym wyzwaniem Europy Środkowo-Wschodniej pozostaje niedobór kapitału inwestycyjnego. W 2024 roku startupy z CEE zebrały zaledwie 2,3 mld euro finansowania VC – ułamek całkowitej kwoty w Europie Zachodniej. Ponieważ mniej niż 10% inwestycji UE w AI dociera do Europy Środkowo-Wschodniej, AI Chamber proponuje m.in. uruchomienie programów krajowego finansowania B+R oraz utworzenie funduszy AI, hubów innowacji AI przy uczelniach oraz programów transferu technologii w całym regionie. Pomogłyby one przekształcić obiecujące pomysły – zwłaszcza w tradycyjnych sektorach, takich jak produkcja i rolnictwo – w gotowe produkty i skalowalne firmy.

Najbliższe 12–24 miesiące są kluczowe i wymagają odważnych, skoordynowanych i natychmiastowych działań, aby zapewnić sobie pozycję konkurencyjnej, napędzanej innowacjami gospodarki w UE. Ten okres zadecyduje, czy Europa Środkowo-Wschodnia będzie globalnym graczem w dziedzinie AI – czy biernym obserwatorem, – dodaje Snażyk – AI to dźwignia ekonomiczna naszego pokolenia. Jeśli wyposażymy MŚP w odpowiednie narzędzia, dane i kapitał, nie będą one tylko konkurować. – pomożemy im przewodzić.

Rebranding regionu: od outsourcingu do centrum innowacji

Autorzy AI Action Plan podkreślają: nowa stratega ma zmienić postrzeganie regionu tak, aby CEE przestała być kojarzona wyłącznie z usługami outsourcingu – a zaczęła budować wizerunek źródła innowacji, badań i globalnych startupów. Plan zakłada stworzenie portfolio „CEE AI Champions”, obejmującego firmy takie jak UiPath, Rossum czy Infermedica, oraz międzynarodową kampanię wizerunkową, która ma umieścić region na globalnej mapie AI.

CEE nie musi kopiować Doliny Krzemowej ani Zachodu – region powinien wykorzystać własne atuty. Dzięki lokalnym ekosystemom, utalentowanym kadrom i wspólnemu impulsowi, możemy budować startupy globalnej klasy z Pragi, Sofii czy Wilna – a nie tylko z Londynu czy San Francisco. – podkreśla Snażyk

Kluczowy moment dla regionu CEE i całej Europy

Małe i średnie przedsiębiorstwa są fundamentem gospodarek CEE – dlatego strategiczne wdrażanie AI może stanowić potężny katalizator wzrostu gospodarczego. Sztuczna inteligencja wyłania się dziś jako kluczowe narzędzie w walce z największymi wyzwaniami rozwojowymi regionu – takimi jak spadek demograficzny, rosnące koszty pracy czy potrzeba utrzymania globalnej konkurencyjności. Tymczasem utrzymująca się przepaść cyfrowa między Wschodem a Zachodem Europy wciąż hamuje potencjał AI w kluczowych sektorach, takich jak przemysł, ochrona zdrowia czy administracja publiczna.

KPMG: ESG zyskuje realne znaczenie w modelach tworzenia wartości firm

0

Zrównoważony rozwój zyskuje realne znaczenie w procesach decyzyjnych firm i inwestorów. Jak wynika z danych KPMG 72% firm z sektorów energetycznego, chemicznego i wydobywczego deklaruje, że czynniki ESG są dziś trwale włączone w model tworzenia wartości. Ponad 70% przedstawicieli sektora energetycznego obserwuje gwałtowny wzrost inwestycji w zieloną transformację, a 64% inwestorów angażuje kapitał w projekty zwiększające efektywność energetyczną. W tej nowej rzeczywistości ESG przestaje być traktowane jako koszt lub obowiązek regulacyjny – staje się krytycznym narzędziem budowania odporności, pozyskiwania finansowania i zarządzania ryzykiem.

Przykłady płynące z rynków międzynarodowych jasno pokazują, że świat nie wycofuje się z ambicji klimatycznych – przeciwnie, ESG zyskuje coraz mocniejsze osadzenie w praktyce biznesowej. W Stanach Zjednoczonych, mimo kontrowersji politycznych wokół ESG, 99% największych firm amerykańskich publikuje raporty ESG, mimo braku obowiązku ustawowego, a 92% liderów ESG w USA uważa, że przejrzystość raportowania buduje zaufanie inwestorów i klientów. Co więcej, 90% firm z listy Fortune Global 500 utrzymuje swoje cele neutralności klimatycznej, mimo niestabilności regulacyjnej i politycznej[1].

Z kolei w Chinach wdrażane są krajowe standardy raportowania, które nakładają konkretne wymogi nie tylko na poziomie organizacji, ale i produktów. Obowiązkiem raportowania śladu węglowego objęto już 100 grup produktów, a w nadchodzących miesiącach liczba ta wzrośnie do 200. To dowód, że także poza Europą ESG staje się nieodłączną częścią ładu gospodarczego.

Dojrzewanie ESG oznacza odchodzenie od mody w kierunku trwałych wartości. To dziś realne narzędzie budowania odporności firm na zmieniające się warunki rynkowe, geopolityczne i klimatyczne. Coraz częściej to nie regulacje, ale rynek i partnerzy biznesowi wymagają przejrzystości i zaangażowania. ESG przestaje być czymś narzuconym – jest wybierane, bo się po prostu opłaca – przyznała Justyna Wysocka-Golec, Partnerka, Liderka Zespołu ESG, Dekarbonizacji i Bioróżnorodności w KPMG w Polsce, podczas wydarzenia organizowanego przez KPMG w Polsce, ESG Market Foresight 2025.

Rekordowe inwestycje, rosnąca rola instytucji finansujących transformację

Mimo przesunięcia części obowiązków raportowych, transformacja energetyczna nie zwalnia. Inwestycje w czystą energię i zielone technologie w 2024 roku osiągnęły rekordowe 2,1 bln dolarów, co oznacza wzrost o 11% rok do roku. Z danych zawartych w raporcie KPMG „Energy transition investment outlook: 2025 and beyond” wynika, że 7 na 10 przedstawicieli sektora energetycznego obserwuje gwałtowny wzrost inwestycji w projekty transformacyjne, a 72% badanych z sektorów energetycznego, chemicznego i wydobycia surowców wskazuje, że czynniki ESG zostały włączone do mechanizmów generowania wartości w organizacji.

Dodatkowo, aż 64% inwestorów finansowało projekty związane z efektywnością energetyczną, 56% – z odnawialnymi źródłami energii i energetyką niskoemisyjną, a 54% – z magazynami energii i infrastrukturą sieciową. Widoczny jest także coraz większy wpływ europejskich mechanizmów wsparcia – od Funduszu Innowacyjnego, przez EU ETS, po InvestEU, którego zdolność do ponoszenia ryzyka została w ostatnich miesiącach zwiększona. Istotną rolę w nadchodzących latach ma odegrać również planowany Bank Dekarbonizacji Przemysłu, którego budżet wstępnie oszacowano na 100 mld euro.

Kolejne lata przyniosą również wzrost znaczenia działań z zakresu ESG w sektorze żywnościowym. Z jednej strony rośnie świadomość wpływu emisji gazów cieplarnianych z rolnictwa na globalny klimat, z drugiej – zainteresowanie projektami magazynowania dwutlenku węgla poprzez wdrażanie praktyk rolnictwa regeneratywnego. Zmiana modeli biznesowych pomoże również w adresowaniu wpływów, ryzyk i szans związanych z innym istotnym czynnikiem środowiskowym – utratą bioróżnorodności. Rozwijaniu ekspertyzy biznesowej w tym zakresie sprzyjać będą czynniki, takie jak globalne ramy Kunming-Montreal, wymogi prawne (np. unijne Nature Restoration Law czy nakierowana na walkę z wylesianiem dyrektywa EUDR), a także upowszechnianie się narzędzi i standardów raportowania kwestii związanych z ekosystemami i różnorodnością biologiczną, takich jak ramy TNFD.

Zrównoważony rozwój jako filtr decyzyjny

Rola ESG wykracza dziś daleko poza kwestie środowiskowe. W równym stopniu dotyczy odpowiedzialnego zarządzania łańcuchami dostaw, przeciwdziałania greenwashingowi, analizy ryzyk geopolitycznych, społecznych i technologicznych oraz wdrażania innowacji – w tym wykorzystania sztucznej inteligencji w raportowaniu i przetwarzaniu danych niefinansowych. Dla wielu firm ESG stało się filtrem decyzyjnym – punktem odniesienia dla oceny stabilności, planowania inwestycji oraz zarządzania reputacją i zgodnością.

W obecnej fazie dojrzewania ESG warto zadać sobie nie tylko pytanie „czy?”, ale przede wszystkim „jak?”. Firmy dysponują już ogromną ilością danych – teraz kluczowe jest ich wykorzystanie do projektowania realnych zmian w modelach biznesowych. Odroczenie części obowiązków raportowych to nie czas na przeczekanie, ale na wzmocnienie kompetencji, uporządkowanie procesów i przygotowanie się technologiczne do tego, co nieuniknione. Niezbędne jest również rozpoznanie dostępnych źródeł finansowania – zarówno w ramach funduszy unijnych, jak i zmieniającej się oferty sektora finansowego. ESG to nie tylko wymóg formalny, ale konkretna inwestycja w odporność – na zakłócenia w łańcuchach dostaw, na niestabilność cen energii czy zmiany regulacyjne. Im szybciej zaczniemy to rozumieć, tym większą elastyczność i przewagę zyskamy – podkreśla Justyna Wysocka-Golec, Partnerka, Liderka Zespołu ESG, Dekarbonizacji i Bioróżnorodności w KPMG w Polsce.

[1] Na podstawie danych Reuters

Prezes UODO żąda wyjaśnień od Ruchu Kontroli Wyborów ws. nieautoryzowanej aplikacji używanej podczas wyborów prezydenckich

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, Mirosław Wróblewski, zwrócił się do Stowarzyszenia Ruch Kontroli Wyborów – Ruch Kontroli Władzy (RKW) z prośbą o szczegółowe wyjaśnienia dotyczące możliwych nieprawidłowości w przetwarzaniu danych osobowych podczas wyborów prezydenckich w 2025 roku. Zastrzeżenia UODO budzi mobilna aplikacja, której używano rzekomo do weryfikacji wyborców głosujących na podstawie zaświadczeń poza miejscem zamieszkania – mimo że nie była ona autoryzowana przez Krajowe Biuro Wyborcze.

Podejrzenia o nieuprawnione przetwarzanie danych osobowych

Jak wynika z komunikatu UODO, do urzędu wpłynęło zawiadomienie o możliwości występowania nieprawidłowości związanych z przetwarzaniem danych osobowych podczas tegorocznych wyborów. Z informacji dostępnych w przestrzeni publicznej wynika, że członkowie obwodowych komisji wyborczych mogli używać nieautoryzowanej aplikacji RKW do dodatkowej weryfikacji osób głosujących na podstawie zaświadczeń o prawie do głosowania.

Prezes UODO uznał, że dalsze wyjaśnienia są konieczne, ponieważ zgromadzone dotychczas informacje wskazują na możliwość wystąpienia ryzyka naruszenia praw lub wolności osób, których dane dotyczą.

Szczegółowe pytania do Stowarzyszenia RKW

W piśmie skierowanym do Stowarzyszenia Prezes UODO zażądał m.in. wskazania:

  • podstawy prawnej przetwarzania danych osobowych za pomocą aplikacji,
  • celu przetwarzania danych,
  • konkretnych kategorii danych, które były gromadzone w formularzach aplikacji,
  • miejsca fizycznego przechowywania danych,
  • sposobu szyfrowania danych i stosowanych mechanizmów zabezpieczeń przed nieautoryzowanym dostępem,
  • informacji, czy dane były wykorzystywane również w innych celach niż obsługa procesu wyborczego.

Aplikacja poza nadzorem państwowym

Jednym z najpoważniejszych zarzutów jest brak autoryzacji aplikacji RKW przez Krajowe Biuro Wyborcze (KBW), co oznacza, że jej stosowanie w oficjalnym procesie wyborczym mogło naruszać przepisy zarówno o ochronie danych osobowych, jak i o przeprowadzaniu wyborów.

W kontekście wyborów, przetwarzanie danych osobowych – takich jak imię, nazwisko, numer PESEL, adres zameldowania czy informacje o miejscu głosowania – podlega ścisłym regulacjom, a ich przetwarzanie może się odbywać wyłącznie na podstawie jasno określonych i zgodnych z prawem przesłanek.

UODO bada legalność działań i poziom zabezpieczeń

Prezes UODO podkreślił, że nie chodzi jedynie o fakt gromadzenia danych, ale również o sposób ich zabezpieczenia oraz ewentualną możliwość nieautoryzowanego dostępu. W tym kontekście szczególnie istotne stają się pytania dotyczące użytej infrastruktury informatycznej, lokalizacji danych, ewentualnego szyfrowania i dokumentowania dostępu.

Zgodnie z ogólnym rozporządzeniem o ochronie danych (RODO), każdy administrator danych ma obowiązek wdrożyć odpowiednie środki techniczne i organizacyjne, które zapewnią zgodność z przepisami oraz bezpieczeństwo danych.

Możliwe konsekwencje

Jeśli okaże się, że Stowarzyszenie RKW nie spełniło wymogów RODO, może zostać pociągnięte do odpowiedzialności administracyjnej. UODO może nałożyć kary finansowe, a także nakazać zaniechanie przetwarzania danych czy usunięcie niezgodnie z prawem zgromadzonych informacji. W skrajnym przypadku sprawa może trafić również do prokuratury, jeżeli zostanie uznana za naruszenie prawa wyborczego.

Oczekiwanie na odpowiedź

Do momentu publikacji niniejszego materiału Stowarzyszenie RKW nie odniosło się publicznie do zarzutów Prezesa UODO. Termin udzielenia wyjaśnień został wyznaczony przez urząd, a dalsze kroki będą zależne od uzyskanych informacji.

Polskie firmy stawiają na odporne sieci – 92% planuje zwiększyć inwestycje

0

Większość awarii wynika z przeciążenia sieci, cyberataków i błędów konfiguracji – ale liderzy IT wierzą, że odpowiednia infrastruktura może nie tylko zapewnić ciągłość działania, ale też odblokować przyszłą wartość biznesową.

Kluczowe informacje:

  • Sieci przechodzą transformację infrastrukturalną: 97% liderów IT w Polsce uważa, że modernizacja sieci jest kluczowa dla wdrożenia AI, IoT i chmury. 92% z nich planuje zwiększyć inwestycje w infrastrukturę sieciową.
  • AI napędza potrzebę odporności: Jedna poważna awaria rocznie w każdej firmie kosztuje globalnie aż 160 mld USD[1] – najczęściej spowodowana jest przeciążeniami, cyberatakami lub błędną konfiguracją.
  • Nowoczesne sieci to nowa wartość: 84% polskich liderów biznesowych uważa, że modernizacja infrastruktury wpłynie pozytywnie na przychody, a 92% spodziewa się realnych oszczędności dzięki inteligentnym, bezpiecznym i adaptacyjnym sieciom.
  • Strategiczne decyzje CEO wspierają działania IT: 97% CEO planuje rozwijać wykorzystanie AI, a 78% powierza decyzje inwestycyjne CIO lub CTO.

Firma Cisco opublikowała wyniki nowego globalnego badania, które pokazuje, że przedsiębiorstwa na całym świecie przechodzą fundamentalną zmianę w podejściu do infrastruktury IT. W badaniu Cisco wzięło udział ponad 8000 liderów biznesu i IT z 30 krajów, w tym z Polski. Wyniki badania dostarczają ciekawych wniosków: Asystenci AI, agenci oraz obciążenia oparte na danych i coraz bardziej dynamiczne środowiska pracy znacząco wpływają na sposób działania firm – a także na charakter i obciążenie ich sieci.

W połączeniu z powszechnością urządzeń połączonych z siecią, wymogiem nieprzerwanego działania 24/7 oraz rosnącymi zagrożeniami bezpieczeństwa, zmiany te wymuszają ewolucję i dostosowanie infrastruktury. W efekcie liderzy IT na nowo definiują rolę sieci – czym jest, jakie możliwości oferuje i jak chroni organizację. Sieć, którą budują dziś, zadecyduje o tym, jaką firmą będą jutro.

To zjawisko nie ominęło także polskich firm, które coraz częściej postrzegają nowoczesną infrastrukturę nie tylko jako wsparcie operacyjne, ale jako strategiczny fundament dla dalszego rozwoju w erze AI. Jak pokazują dane z raportu, wyróżniono sześć sygnałów nadchodzącej zmiany w polskich firmach:

  1. Sieć to strategiczny priorytet:
    97% liderów IT wskazuje, że nowoczesna infrastruktura jest niezbędna do wdrożenia AI, IoT i chmury. 92% planuje zwiększyć wydatki na sieci w ramach całkowitego budżetu IT.
  2. Bezpieczna sieć jako fundament rozwoju:
    93% uznaje bezpieczne sieci za ważne dla funkcjonowania i wzrostu firmy – a 44% za absolutnie kluczowe. 94% uważa, że modernizacja sieci zwiększy poziom cyberbezpieczeństwa.
  3. AI zwiększa presję na niezawodność sieci:
    95% liderów IT wskazuje, że odporna sieć jest dziś nieodzowna – tym bardziej że 84% z nich doświadczyło poważnych awarii, które globalnie kosztują firmy łącznie aż 160 mld USD rocznie.
  4. AI jako motor wzrostu przychodów:
    47% liderów IT uważa, że modernizacja sieci pomoże zwiększyć przychody, zwłaszcza poprzez wdrażanie narzędzi AI automatyzujących i personalizujących ścieżki klienta.
  5. Infrastruktura obliczeniowa musi nadążyć za AI:
    75% przyznaje, że ich centra danych nie są dziś gotowe na wymagania AI. 85% planuje zwiększyć ich wydajność – lokalnie, w chmurze lub hybrydowo.
  6. Sieci przyszłości muszą być inteligentne:
    95% liderów widzi potrzebę wdrożenia autonomicznych, opartych na AI sieci. Jednak tylko 39% wdrożyło już kluczowe funkcje, takie jak segmentacja, widoczność i kontrola.

„Sztuczna inteligencja zmienia wszystko – a infrastruktura znajduje się w centrum tej rewolucji. To sieć napędzała każdą falę cyfrowej transformacji, od IoT po pracę hybrydową i obronę przed zagrożeniami. Liderzy IT wiedzą, że sieć, którą zbudują dziś, określi, czym będzie ich biznes jutro” – mówi Chintan Patel, CTO i VP ds. inżynierii rozwiązań, Cisco EMEA.

Nowoczesna infrastruktura napędza rozwój i oszczędności

Już dziś liderzy IT dostrzegają realne korzyści z modernizacji sieci – poprawę doświadczeń klientów (46%), zwiększenie efektywności (39%) i przyspieszenie innowacji (42%). Jednak wiele z tych korzyści jest zagrożonych, jeśli infrastruktura nie została zaprojektowana z myślą o AI i skalowaniu w czasie rzeczywistym.

Aby w pełni wykorzystać potencjał wzrostu i oszczędności, firmy muszą wyeliminować kluczowe bariery: rozproszone systemy (61%), niepełne wdrożenia (52%) i ręczne zarządzanie (50%). Inteligentniejsze, bezpieczniejsze i bardziej elastyczne sieci to dziś jeden z najsilniejszych argumentów inwestycyjnych. 84% respondentów uważa, że modernizacja sieci przełoży się bezpośrednio na wzrost przychodów, a aż 92% spodziewa się istotnych oszczędności – dzięki lepszym operacjom, mniejszej liczbie awarii i niższemu zużyciu energii.

CEO wspierają liderów IT w cyfrowej transformacji

Z innych badań Cisco wynika, że prezesi firm zgadzają się z liderami IT w sprawie kluczowej roli infrastruktury w erze AI. 97% planuje rozszerzyć wykorzystanie sztucznej inteligencji, a 78% opiera decyzje inwestycyjne na rekomendacjach CIO lub CTO. Jednocześnie 74% CEO przyznaje, że przestarzała infrastruktura już dziś hamuje rozwój. Dlatego zarządy wspierają liderów technologii w ich działaniach – a 96% z nich podkreśla znaczenie zaufanych partnerstw w drodze do sukcesu.

O badaniu

Globalne badanie przeprowadzono na zlecenie Cisco w grudniu 2024 roku przez Sandpiper Research & Insights. Wzięło w nim udział 8 065 liderów IT i biznesu odpowiedzialnych za strategię i infrastrukturę sieciową w organizacjach zatrudniających powyżej 250 pracowników, w 30 krajach.

[1] Oszacowane na podstawie średnich kosztów przestojów zgłaszanych przez liderów IT, ekstrapolowane globalnie w oparciu o liczbę firm zatrudniających ponad 250 pracowników (źródło: Statista) i dostosowane do profilu próby badawczej Cisco.

Polski rynek nieruchomości komercyjnych po pierwszych 5 miesiącach 2025 roku

Pierwsze miesiące 2025 roku przyniosły wiele wydarzeń na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce – już w ciągu dwóch pierwszych miesięcy odnotowano łącznie 12 transakcji. Przedmiotem zakupów były aktywa ze wszystkich sektorów tego rynku. W kwietniu sfinalizowano największą w historii transakcję typu sale & leaseback, nie tylko w Polsce, ale także w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Polski producent okien, firma Eko-Okna, sprzedał 2 magazyny o łącznej powierzchni około 264 tys. mkw i wartości blisko 1 miliarda złotych, jednocześnie je wynajmując. Nabywcą został amerykański fundusz typu REIT Realty Income Corporation.

Dzięki wartości tej transakcji całkowity wolumen inwestycji po pierwszych 4 miesiącach roku wyniósł już około 1,1 miliarda euro. Był to wynik wyraźnie lepszy niż w analogicznym okresie roku 2024, co zapowiadało istotny wzrost aktywności inwestycyjnej na rynku. Co więcej, był to zwiastun powrotu dużych transakcji magazynowych, na które od dawna czekał rynek.

W maju aktywność nieco spowolniła i odnotowaliśmy tylko 3 transakcje – wszystkie w sektorze biurowym, wszystkie w Warszawie, o łącznej wartości zaledwie ok. 70 milionów euro. Co to oznacza dla rynku?

Polski rynek nieruchomości komercyjnych w 2025 roku po pierwszych 5 miesiącach

Zaledwie nabranie tchu

„Liczba transakcji w maju nie jest szczególnie imponująca, ale nie oznacza większego spowolnienia. Patrząc tylko na nasz pipeline projektów na sprzedaż, pozostajemy optymistyczni, jeśli chodzi o aktywność rynkową. – komentuje bieżącą sytuację na rynku Marcin Purgal, Senior Director, Investment w Avison Young – Dalej liczymy na to, że wolumen na koniec 2025 roku przekroczy 5 miliardów euro. Oczywiście, wszystko będzie zależało od transakcji osiągających duże wartości – w szczególności w sektorze logistycznym czy handlowym – na które czekamy. Historyczna ograniczona aktywność inwestorów instytucjonalnych wynikała w ostatnich kilku latach z wielu czynników, w tym ze spadku wartości nieruchomości, wysokiego kosztu pieniądza czy też trudniejszego pozyskania finasowania zewnętrznego. Inwestorzy dalej podchodzą dość selektywnie do wyboru aktywów do kupienia i jest to sytuacja obserwowana nie tylko w Polsce, ale również na całym świecie. Obecnie w Polsce mamy sytuację, gdzie głównymi graczami są mniejsi inwestorzy, kapitał prywatny, czy też fundusze value-add, ponieważ ceny nieruchomości spadły i łatwiej o okazję.”

Polski kapitał rośnie w siłę

Na okazje cenowe poluje również polski kapitał, który staje się coraz bardziej widoczny w strukturze transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych – i to nie tylko mieszkaniowych. 2 z 3 akwizycji zrealizowanych w maju 2025 należały do polskich inwestorów. W jednej z nich, sprzedaży warszawskiego biurowca Lighthouse, doradzał Avison Young, który współwyłącznie reprezentował sprzedającego, Octava Property Trust.

W latach 2018-2022 średni procentowy udział polskiego kapitału w całkowitym wolumenie rynku wynosił ok. 2%. Od 2023 obserwujemy skokowy wzrost, przekraczający odpowiednio 7% i 10% w kolejnych dwóch latach. W całym 2024 roku polski kapitał, z 40 zrealizowanymi transakcjami, odpowiadał za 31% pod względem ilości transakcji i 10% pod względem wolumenu transakcji; średnia wartość transakcji wynosiła 12 milionów euro.

W pierwszym kwartale b.r. polscy inwestorzy zrealizowali 12 transakcji, które odpowiadały za 34% pod względem liczby transakcji i 17% pod względem wolumenu; średnia wartość transakcji wynosiła 10 milionów euro.

„Polscy inwestorzy, ze względu na posiadany kapitał – często gotówkowy – skupiają się głównie na mniejszych i tańszych aktywach. Ich zainteresowaniem w sektorze handlowym cieszą się zarówno pojedyncze, wolnostojące sklepy spożywcze, jak i parki handlowe, których cena oscyluje wokół kwot 5-15 mln euro, ale potrafi również zbliżyć się do kwot ok. 30 mln euro w przypadku nowszych i większych nieruchomości. W obszarze zainteresowania polskich inwestorów są też starsze obiekty biurowe o stabilnym przepływie pieniężnym i ugruntowanych lokalizacjach.” – dodaje Marcin Purgal

Sektor magazynowy

Polski sektor magazynowy po pierwszym kwartale 2025 r. był liderem pod względem zrealizowanego wolumenu (202 milionów euro i udział 29% w ogólnym wolumenie), a był to wynik bez wspomnianej wcześniej transakcji Eko-Okna, która została zrealizowana w kwietniu. Poza tą transakcją, nie było żadnej innej sprzedaży w tym sektorze, ani w kwietniu ani w maju.

Mimo to, wraz z wyczekiwanym większym przyspieszeniem na rynku inwestycyjnym, spodziewamy się rosnącej liczby transakcji portfelowych, a także transakcji fuzji i przejęć. Jedna znacząca transakcja została już sfinalizowana – GLP sprzedał swoje aktywa magazynowe do Ares Management (w tym duże portfolio znajdujące się w Polsce) w ramach globalnej transakcji typu M&A.

Sektor handlowy

Po sprzedaży kilku dużych centrów handlowych typu „prime” w 2024 r., początek 2025 r. został zdominowany przez aktywa typu „convenience” . Ta klasa aktywów, niezmiennie postrzegana jako bezpieczna opcja inwestycyjna utrzymuje swoją atrakcyjność wśród inwestorów. Spodziewamy się kolejnych transakcji parkami handlowymi i obiektami typu „convenience”, ale uwagę powinny też wzbudzić galerie handlowe o dominującej pozycji w miastach i stabilnych fundamentach. Ta klasa aktywów jest obecnie dość szeroko analizowana przez inwestorów i w niedługim czasie powinny pojawić finalizować się kolejne transakcje.

Sektor biurowy

Rynek inwestycji biurowych w Polsce cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem inwestorów, choć kupujący dalej podchodzą do transakcji bardzo selektywnie. Strategie „value-add” i „core+” zyskują na popularności w określonych lokalizacjach, szczególnie tam, gdzie wartości zbliżyły do siebie oczekiwania sprzedających i kupujących.

Kapitał typu „core” pozostaje nieznacznie aktywny, ponieważ inwestorzy reprezentujący tego typu strategie nadal unikają ryzyka związanego z zawirowaniami gospodarczymi i geopolitycznymi. Z kolei inwestorzy typu „value-add” i oportunistyczni wykazują większą – aczkolwiek zachowawczą – aktywność, poszukując okazji bez przepłacania za aktywa.

„Ostatnim widocznym trendem na rynku nieruchomości biurowych są zakupy całych obiektów z przeznaczeniem na prowadzenie własnej działalności lub częściowo na potrzeby własne, a w pozostałej części na wynajem. Ostatnie tego typu transakcje dotyczyły takich firm jak Ryanair, Enter Air, Prokuratura Generalna czy PZPN, które nabyły budynki biurowe (zarówno puste jak i częściowo wynajęte) w celu ulokowania tam swojej siedziby, oczywiście po uprzednim remoncie i pracach adaptacyjnych. Z perspektywy użytkownika końcowego zakup i remont może być bardziej atrakcyjny niż najem lub budowa siedziby od nowa.” – komentuje Marcin Purgal

Rekordowe zainteresowanie najmem w maju 2025 – mieszkań ubywa

Najem wraca do gry – i to z przytupem. W maju liczba odpowiedzi na ogłoszenia wzrosła aż o 15% względem kwietnia, osiągając najwyższy poziom w 2025 roku. Mimo wzmożonego zainteresowania, liczba dostępnych ofert spadła – o 3% w ujęciu miesięcznym. Rotacja ogłoszeń w serwisie Otodom zwiększyła się o ponad 30% w stosunku do kwietnia, co oznacza, że mieszkania znikają z rynku znacznie szybciej niż wcześniej. Czy wchodzimy w fazę “kto pierwszy ten wynajmuje”?

Na koniec maja w serwisie Otodom dostępnych było 23,9 tys. ofert mieszkań na wynajem. Aż 66% z nich dotyczyło największych polskich miast – Warszawy, Trójmiasta, Wrocławia, Poznania, Krakowa, Katowic i Łodzi – gdzie łącznie można było wybierać spośród 15,8 tys. ogłoszeń. Co istotne, w ciągu zaledwie jednego miesiąca dodano i zakończono aż 7,6 tys. ofert. Tak wysoka rotacja w tak krótkim czasie może świadczyć o dynamicznym, a momentami wręcz gorączkowym ruchu na rynku najmu.

– Maj to graniczny miesiąc, który trudno jednoznacznie zinterpretować. Stąd nasuwa się pytanie: to zaledwie cisza przed burzą, czy już chłodna zmiana rynkowych nastrojów? Z jednej strony, obserwujemy jeszcze względny spokój przed tradycyjnym sezonem wakacyjnym. Z drugiej strony, dane jasno pokazują początek wzmożonego ożywienia po stronie popytowej i zauważalny wzrost rotacji ofert. Jednocześnie, w największych miastach, takich jak Trójmiasto, liczba ogłoszeń gwałtownie spadła – w przypadku tej konkretnej lokalizacji o niemal 20% względem początku miesiąca. Ta dysproporcja między rosnącym zainteresowaniem a kurczącą się bazą może potęgować presję cenową w kolejnych miesiącach – wyjaśnia Milena Chełchowska, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

W przeciwieństwie do Trójmiasta, odmienną dynamikę rynku prezentują Kielce i Lublin. To właśnie w Lublinie odnotowano największy wzrost liczby ofert w ujęciu miesięcznym – aż o 7%. W Warszawie, Poznaniu, Rzeszowie, Olsztynie czy Katowicach zmiany były minimalne i mieściły się w przedziale od 0% do 1%. Tymczasem popyt wystrzelił. Aż 322 tys. odpowiedzi na ogłoszenia stanowi wynik porównywalny ze styczniowym ożywieniem – a nawet go przewyższający. To najwyższy poziom zainteresowania najmem od początku 2025 roku.

Zielona Góra jak Warszawa? Akceptowalne ceny najmu rosną

Dwupokojowe mieszkania niezmiennie królują w wynikach – stanowią aż 52% wszystkich wyszukiwań. W maju najczęściej poszukiwano tego typu lokali o powierzchni powyżej 40 mkw. i około 30 mkw. – odpowiadały one odpowiednio za 22% i 17% wszystkich zapytań. Choć struktura popytu pozostaje stabilna, w niektórych lokalizacjach widoczne jest przesunięcie granicy akceptowalnych cen. W największych aglomeracjach – Lublin, Kraków, Poznań, Trójmiasto, Warszawa, Wrocław i Zielona Góra – najemcy koncentrowali się w maju na ofertach do 3 000 zł. W miastach takich jak Białystok, Bydgoszcz, Katowice, Olsztyn, Opole, Rzeszów, Szczecin i Łódź największą popularnością cieszyły się mieszkania dwupokojowe z czynszem do 2 500 zł. Tylko w Kielcach ogłoszenia do 2 000 zł stanowiły najczęściej wyszukiwany przedział cenowy.

– Gdy wybór ofert na rynku najmu się kurczy (-8% rok do roku), rośnie tolerancja cenowa najemców, którzy nie chcą przegapić atrakcyjnych propozycji. Co ciekawe, mimo wzmożonego zainteresowania i ograniczonej dostępności mieszkań, średnie stawki pozostają na stabilnym poziomie. W maju przeciętny koszt wynajmu wyniósł 3 584 zł, czyli 70 zł za metr kwadratowy – zauważa Milena Chełchowska.

Czynsze wahały się od 2 073 zł w Białymstoku do 4 930 zł w Warszawie, która niezmiennie pozostaje najdroższym rynkiem. W stolicy poziom opłat utrzymuje się jednak na względnie stałym poziomie, co może świadczyć o osiągnięciu granicy akceptowalnych stawek. Natomiast na tle innych miast wyróżniają się Kielce, Trójmiasto i Olsztyn, gdzie w ujęciu miesięcznym ceny najmu wzrosły o 2–3%. Olsztyn rozwija się szczególnie dynamicznie także z perspektywy roku. Stawki najmu poszły tam w górę aż o 13,9%, co może wskazywać na ograniczoną podaż i rosnące zainteresowanie tamtejszą ofertą. Z kolei w Opolu i Katowicach obserwowane są największe spadki względem kwietnia (odpowiednio -1.9% i -1.6%), prawdopodobnie będące efektem korekt po wcześniejszych podwyżkach lub sygnałem przejściowego osłabienia popytu. Analizując ogólny obraz sytuacji, rynek co prawda wytraca tempo, ale się nie zatrzymuje – dalszy rozwój zależy w dużej mierze od lokalnych uwarunkowań.

Pogoda przerwała trend. Klimatyzacja przestała być atutem

Tegoroczny maj okazał się nietypowy nie tylko pod względem dynamiki rynku najmu, ale również z uwagi na pogodę, która wyraźnie wpłynęła na strukturę wyszukiwań.

– Zazwyczaj, gdy zaczynają się cieplejsze miesiące – a maj tradycyjnie do nich należy – obserwujemy rosnące zainteresowanie mieszkaniami z udogodnieniami takimi jak balkon czy klimatyzacja. Tymczasem maj 2025 był najzimniejszy od 34 lat, co znalazło odzwierciedlenie w preferencjach użytkowników. Podczas gdy w poprzednich latach właśnie w tym okresie następował dynamiczny wzrost liczby wyszukiwań mieszkań z klimatyzacją (+20% m/m w maju 2023, +43% m/m w 2022), w tym roku nie odnotowaliśmy żadnej zmiany w ujęciu miesięcznym. To szczególnie zaskakujące w kontekście ogólnego wzrostu zainteresowania najmem (+21% w porównaniu z majem 2024) – dodaje Milena Chełchowska.

Podobną anomalię widać także w przypadku mieszkań z balkonem. W maju 2025 liczba wyszukiwań takich lokali wzrosła zaledwie o 14% miesiąc do miesiąca i 17% rok do roku. To wynik wyraźnie słabszy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy przy zaledwie 5-procentowym wzroście całkowitego popytu, zainteresowanie balkonami wzrosło aż o 14% m/m i 61% r/r. Majowa aura nie tylko więc wszystkich zaskoczyła, ale też odwróciła utrwalony sezonowy trend.

Farmacja napędza warszawski rynek biurowy – raport Cushman & Wakefield o rosnącej roli sektora

Sektor farmaceutyczny stał się jednym z kluczowych graczy na warszawskim rynku biurowym – wynika z najnowszego raportu „Zoom in on Pharma Sector” przygotowanego przez firmę Cushman & Wakefield. W ciągu ostatnich lat firmy farmaceutyczne – zarówno te zajmujące się badaniami, rozwojem, jak i produkcją leków – wynajęły w Warszawie już około 172 tys. m² powierzchni biurowej, co czyni je szóstym co do wielkości sektorem najemców w stolicy.

Sektor farmaceutyczny rośnie w siłę

Polska branża farmaceutyczna ma coraz większe znaczenie gospodarcze. Zgodnie z raportem Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości z 2024 roku, w kraju działa ponad 700 firm farmaceutycznych, z czego aż 221 ma siedzibę w Warszawie. Branża zatrudnia około 80–100 tys. osób, a jej roczne przychody szacowane są na 11,5 mld euro.

Choć udział zatrudnienia w produkcji farmaceutycznej (0,97%) jest niższy niż unijna średnia (1–3%), sektor ten ma przed sobą dobre perspektywy. Rosnące wydatki zdrowotne, starzejące się społeczeństwo oraz przenoszenie łańcuchów dostaw do Europy sprzyjają jego dalszemu rozwojowi.

Warszawa – biurowa stolica farmacji

Warszawa przyciąga liderów sektora – 19 z 20 firm o najwyższych przychodach w branży farmaceutycznej ma swoje biura właśnie tutaj. Popyt na powierzchnie biurowe wśród firm z tej branży systematycznie rośnie: od 100 tys. m² w latach 2010–2014, przez 150 tys. m² w latach 2015–2019, aż po 172 tys. m² w okresie 2020–2024.

Cechą charakterystyczną dla tego sektora jest wyraźna preferencja dla lokalizacji poza ścisłym centrum miasta. Aż 74% powierzchni zajmowanych przez firmy farmaceutyczne znajduje się w takich obszarach jak:

  • Służewiec – 40%,
  • Centrum Zachód – 16%,
  • Korytarz Żwirki i Wigury – 11%.

To wyróżnia je na tle innych branż, np. finansów czy IT, które chętniej wybierają centralne lokalizacje.

Stabilność i długofalowe planowanie

W okresie 2020–I kw. 2025 roku aż 62% transakcji najmu zawieranych przez sektor farmaceutyczny to renegocjacje umów – znacznie powyżej średniej rynkowej wynoszącej 41%. Pokazuje to, że firmy farmaceutyczne stawiają na długoterminową stabilność i są lojalnymi najemcami.

Jednocześnie są to jedni z najbardziej wymagających klientów – poza lokalizacją, zwracają szczególną uwagę na:

  • dostępność parkingów i dojazd do lotniska,
  • jakość powierzchni i standard techniczny,
  • obecność nowoczesnych rozwiązań technologicznych,
  • certyfikację ekologiczną, obejmującą coraz częściej nie tylko budynek, ale i konkretne biura,
  • aranżację sprzyjającą dobrostanowi pracowników – np. zgodną ze standardami WELL lub ESG.

Biura nowej generacji – zmiana podejścia

Zgodnie z danymi Cushman & Wakefield, 48% powierzchni zajmowanej przez sektor farmaceutyczny mieści się w budynkach powstałych po 2014 roku. To efekt rosnących wymagań dotyczących komfortu pracy, zrównoważonego rozwoju i nowoczesnej infrastruktury. Przewiduje się, że firmy ulokowane w starszych budynkach będą w najbliższych latach dążyć do relokacji lub modernizacji swoich przestrzeni.

Właściciele starszych obiektów biurowych już dziś podejmują działania modernizacyjne, aby utrzymać konkurencyjność i przyciągać najemców z tego dynamicznie rozwijającego się sektora.

Logistyka – fundament efektywnej farmacji

Eksperci Cushman & Wakefield podkreślają, że produkcja i logistyka mają kluczowe znaczenie w funkcjonowaniu sektora farmaceutycznego. Rosnące zapotrzebowanie na rozwiązania typu „zimny łańcuch dostaw” oraz konieczność spełniania restrykcyjnych norm jakości i bezpieczeństwa sprawiają, że firmy potrzebują nowoczesnych i wyspecjalizowanych magazynów oraz zakładów produkcyjnych.

Inwestycje w infrastrukturę logistyczną stanowią fundament dalszego rozwoju i odporności branży, zwłaszcza w kontekście globalnych wyzwań związanych z bezpieczeństwem dostaw.

Warszawa konkurencyjna w skali Europy

Średnia wielkość transakcji najmu powierzchni biurowej przez firmy farmaceutyczne w Warszawie wynosi 1 560 m², co plasuje ją w górnej części europejskiego przedziału (1 000–1 700 m²). To potwierdza, że polska stolica staje się coraz bardziej atrakcyjna dla globalnych graczy i rośnie jej znaczenie jako centrum rozwoju nowoczesnej farmacji.