Jan Bloch – „król kolei” patronem głównego dworca w Radomiu

„Król kolei żelaznych”, finansista i filantrop, a także inicjator linii kolejowej, która stała się tzw. żelaznym oknem na świat dla Radomia – Jan Bloch – został patronem dworca Radom Główny. Dziś odbyła się uroczystość nadania imienia obiektowi.Jan Bloch patronem dworca Radom Główny_fot.PKPS.A.1

Uroczystość nadania imienia Jana Blocha dworcowi kolejowemu Radom Główny odbyła się przed budynkiem dworca, gdzie odsłonięto – umieszczoną na elewacji obiektu – pamiątkową tablicę poświęconą patronowi. W wydarzeniu wzięli udział m.in. Filip Chrzanowski, dyrektor pionu strategii​ PKP S.A., Łukasz Molenda, zastępca prezydenta Radomia, dr Adam Duszyk, radny miasta Radomia, inicjator nadania dworcowi kolejowemu Radom Główny imienia Jana Blocha oraz reprezentanci środowisk społecznych, kulturalnych i administracji publicznej.

Patron dworca Radom Główny, Jan Bloch – urodzony 24 czerwca 1836 r. w Radomiu (zm. 7 stycznia 1902 r. w Warszawie) – to polski finansista i przemysłowiec, kupiec i właściciel domu bankowego, zasłużony dla kolei m.in. jako twórca istotnej dla rozwoju Łodzi Drogi Żelaznej Fabryczno-Łódzkiej – niewielkiego odcinka torów, który połączył Łódź z resztą kraju. To z jego inicjatywy powstała także bardzo ważna dla Radomia linia kolejowa łącząca Dęblin z Dąbrową Górniczą, która dla rozwoju miasta stała się tak zwanym żelaznym oknem na świat. Obecny zabytkowy dworzec kolejowy w Radomiu jest także częścią tej inwestycji. Jan Bloch odnosił sukcesy również w wielu różnych dziedzinach, takich jak: bankowość, przemysł cukierniczy, spożywczy, leśny czy też w rolnictwie. Był także zaangażowanym działaczem społecznym i filantropem, m.in. współtworzył struktury ubezpieczeniowe dla pracowników kolei oraz wspierał działalność instytucji charytatywnych.

Jan Bloch jest doskonałym przykładem pozytywistycznych działań, społecznika zaangażowanego w sprawy pracownicze oraz człowieka wielu talentów, który realizował się nie tylko w dziedzinie gospodarki i biznesu, ale przede wszystkim kolejnictwa. To wyjątkowa postać dla Radomia i nie jest przypadkiem, iż uroczystość nadania jego imienia dworcowi Radom Główny odbywa się dokładnie w 189. rocznicę urodzin patrona – mówi Dariusz Grajda, wiceprezes zarządu PKP S.A.

Dworzec kolejowy w Radomiu oddano do użytku 25 stycznia 1885 r. Gmach dworca został zaprojektowany przez Adolfa Schimmelpfenniga, warszawskiego architekta pochodzenia niemieckiego, projektanta dworców, pałaców i kościołów. Budynek powstał poza ówczesnymi granicami miasta na terenie wsi Prędocinek, a w 1899 r. teren ten został włączony do miasta. W lipcu 1915 r. dworzec został częściowo spalony przez wycofujące się wojska rosyjskie, a następnie ze zmianami odbudowany przez władze austriackie. W latach 1989-1992 przeprowadzono generalny remont dworca, podczas którego zmieniono układ wnętrza oraz dobudowano pawilon poczekalni. W latach 2011-2013 obiekt przeszedł kompleksową modernizację, dzięki której został dostosowany do nowoczesnych standardów obsługi podróżnych. Dworzec został dostosowany do potrzeb wszystkich pasażerów, także osób z niepełnosprawnościami i o ograniczonej mobilności.

Radom Główny to już 19. dworzec kolejowy, który otrzymał swojego patrona w ramach programu nadawania wybranym dworcom imion wybitnych Polaków, realizowanym przez Polskie Koleje Państwowe S.A. Swoich patronów mają także m.in. dworce: Kraków Główny, Warszawa Centralna, Gdańsk Główny oraz Tarnów, a wczoraj dworzec Olsztyn Główny został nazwany imieniem Mikołaja Kopernika.

Zawieszenie broni czy cisza przed burzą? Rynki finansowe wybierają optymizm

Dynamika sytuacji na Bliskim Wschodzie nie pozwala nawet na chwilę odwrócić wzroku. Wtorkowa sesja przebiega pod dyktando apetytu na ryzyko, co pompuje giełdy, ale też polskiego złotego. Spada natomiast cena złota, a ropa naftowa tąpnęła do poziomów sprzed dwóch tygodni. Premier Donald Tusk daje RPP kolejny powód do zwiększenia tempa obniżek stóp procentowych.

Dziwna wojna

Rakiety i pociski zdominowały niebo nad Bliskim Wschodem, zmuszając do coraz szerszego zawieszenia operacji lotniczych w tym regionie. Dziś rano można było założyć, że wreszcie doszło do realnej deeskalacji, a wszystkie strony potwierdziły zawieszenie broni. Taki rozwój sytuacji byłby oczywiście za prosty dla jednej z globalnych beczek prochu. Nie minęło nawet kilka godzin, gdy Izrael oskarżył Iran o złamanie zasad rozejmu poprzez kolejny atak rakietowy. Persowie zaprzeczają, a Żydzi bez niespodzianki grożą odwetem. W trakcie pisania tych słów jedną z ostatnich informacji jest wpis prezydenta Donalda Trumpa w social mediach. Amerykański przywódca ogłasza, że Izrael nie zaatakuje już Iranu. Na ten moment w trwałość tego kruchego zawieszenia broni najbardziej uwierzyli inwestorzy, którzy ruszyli na zakupy, równocześnie pozbywając się ze swoich portfeli tzw. bezpiecznych przystani.

Kruchy rozejm, trwały risk on?

Już w poniedziałek, kiedy konflikt wkraczał w nową fazę w związku z irańskim atakiem na amerykańską bazę w Katarze, rynki podchodziły do eskalacji z daleko posuniętą powściągliwością. Efekt zwiększonego ryzyka był zauważalny, ale w żadnym wypadku nie wyglądało to na nerwowe reakcje. Natomiast wraz z wtorkiem i szansą na zawieszenie broni inwestorów ogarnęła wręcz euforia. Indeksy giełdowe wystrzeliły, a na czele europejskiego peletonu odnajdziemy Warszawę, gdzie WIG20 zyskuje wyraźnie powyżej 2%. Rynek walutowy bez oporu dołączył do pozytywnego sentymentu. Kurs EUR/USD balansuje ponownie na 1,16 $, cały czas testując lokalne i zarazem kilkuletnie maksima. Odpływ kapitału z dolara klasycznie kieruje go w stronę walut EM. Jednak, podobnie jak z GPW w przypadku rynku kapitałowego, tak na forexie polski złoty jest jednym z liderów. Kurs EUR/PLN znowu zerka na 4,25 zł, znajdując się blisko czerwcowych minimów. Kurs USD/PLN próbuje naruszyć trwale od góry poziom 3,67 zł. Jeżeli to wsparcie pęknie, to technicznie kolejny ważny punkt odnajdziemy w rejonie 3,64 zł. W tym miejscu kurs dolara znajdował się ponad 4 lata temu. Dzisiejsza euforia okazuje się szczególnym obciążeniem dla dwóch aktywów. Cena uncji złota koryguje się do niewiele ponad 3300 $. Jeszcze mocniej obrywa najbardziej wrażliwa na bliskowschodnie wydarzenia ropa naftowa. W jej przypadku nastąpiło prawdziwe tąpnięcie i za baryłkę odmiany Brent trzeba płacić już 68 $, widziane ostatnio dwa tygodnie temu. Inwestorzy wyraźnie nie chcą uwierzyć w ryzyka, zagrażające globalnemu wzrostowi. Czy rzeczywistość nie wystawi ceny za ten optymizm przekonamy się w kolejnych miesiącach.

Elektryczny premier

Prawdopodobna deeskalacja na Bliskim Wschodzie nie tylko ogranicza ryzyko geopolityczne, ale koryguje również ceny kluczowych surowców. To kolejny z szeregu argumentów, który może przekonać Radę Polityki Pieniężnej do szybszego i odważniejszego cięcia stóp w naszym kraju. We wczorajszym komentarzu wspominałem o danych makro, głównie z rynku pracy, które także wytrącają z ręki decydentów powody dla dalszego prowadzenia restrykcyjnej polityki monetarnej. Najnowsze doniesienia z dziś tylko podgrzewają spekulacje wokół lipcowej decyzji RPP. Premier Donald Tusk ogłosił, że rząd przedłuży zamrożenie cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych (zamiast września osłona będzie działać do końca roku). Przy prognozowanych spadkach taryf zatwierdzanych przez Urząd Regulacji Energetyki rachunki nie powinny radykalnie wzrosnąć od stycznia. Ciężar przesłanek za obniżkami stóp może przełamać opór rodzimych decydentów przed szybszą ścieżką luzowania.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Nowe oblicze luksusu: Tomasz Osman o przyszłości jubilerstwa, technologii i zaufaniu

Jeszcze kilka lat temu nikt nie wierzył, że pierścionek zaręczynowy można kupić przez internet. Dziś Tomasz Osman, współtwórca sukcesu SAVICKI, opowiada o tym, jak technologia, emocje i autentyczność kształtują nowoczesny świat jubilerstwa. W rozmowie z Redakcją zdradza, dlaczego luksus nie zniknie przez automatyzację, jak buduje się zaufanie młodego pokolenia oraz dlaczego lider bez marki osobistej nie ma dziś racji bytu.

⁠Trendy i transformacja branży jubilerskiej

Jakie kluczowe zmiany zauważyłeś w branży jubilerskiej w ciągu ostatnich 5 lat?

Największą zmianą jest to, że biżuteria przestała być kupowana wyłącznie „na okazje”. Klient nie czeka już na ślub, zaręczyny czy rocznicę, szuka biżuterii, która wyraża jego styl na co dzień. To zatarcie granic między „luksusem” a „codziennością” zmieniło całą dynamikę branży. Kolejnym przełomem było wejście klientów do świata online, zaufanie do zakupów biżuterii w internecie rośnie z roku na rok.

Zmienia się też język marek: mniej patosu, więcej autentyczności. Mniej złotych literek, więcej realnych emocji.

Czy tradycyjny model sprzedaży w jubilerstwie ma jeszcze przyszłość, czy wszystko zmierza w stronę digital-first?

Salony nie znikną, ale ich rola się zmienia. Fizyczna obecność marki ma dziś znaczenie w budowaniu zaufania, ale doświadczenie klienta zaczyna się online. My nie patrzymy na to jako wybór: albo offline, albo online. My budujemy podejście phygital, integrację obu światów, w której klient może płynnie przechodzić z jednego do drugiego.

Digital-first to dziś sposób myślenia o całym biznesie, nie tylko o sprzedaży.

Jakie wyzwania stoją dziś przed markami jubilerskimi, które chcą zbudować lojalność młodszych pokoleń klientów?

Trzeba przestać mówić do klientów językiem reklamy z lat 90. Młode pokolenie kupuje sercem, ale też oczekuje spójności, uczciwości i emocji. Nie wystarczy opowiadać o miłości, trzeba ją pokazać w relacji z klientem, w obsłudze, w wartościach firmy.

Drugie wyzwanie to tempo, pokolenie Z nie będzie czekać dwa tygodnie na odpowiedź. Chcą przeżyć coś wyjątkowego, ale szybko, intuicyjnie i bez barier.

⁠Technologia i innowacje w świecie luksusu

Czy uważasz, że technologie typu TryOn staną się nowym standardem?

Zdecydowanie tak. W SAVICKI już od kilku lat rozwijamy autorską wersję TryOn i widzimy, jak przełamuje to największą barierę psychologiczną klienta: „czy będzie mi pasować”.

To nie tylko narzędzie sprzedażowe, to doświadczenie, które buduje zaufanie i zmienia sposób podejmowania decyzji.

Jakie inne technologie są Twoim zdaniem przyszłością dla branży jubilerskiej (AI, AR, blockchain)?

AI w personalizacji to gamechanger. Możliwość dopasowania rekomendacji biżuterii nie tylko do preferencji, ale i emocjonalnych sygnałów, jakie zostawia klient, to przyszłość.

Blockchain? Tak, ale nie jako moda, tylko jako sposób na autentyczność, certyfikaty, pochodzenie surowców, etyczny łańcuch dostaw.

AR to naturalne przedłużenie doświadczenia zakupowego, zwłaszcza w e-commerce.

Jak pogodzić luksusowy charakter marki z rosnącą automatyzacją procesów sprzedażowych?

Luksus nie znika przez automatyzację wręcz przeciwnie, automatyzacja pozwala zostawić ludziom czas na to, co najważniejsze: emocje, doradztwo, relację.

U nas np. obsługa klienta nie zaczyna się od bota, ale kończy dzięki niemu szybciej, bo bot przygotowuje informacje, zanim doradca podejmie rozmowę.

Automatyzacja powinna uwalniać zasoby, a nie zastępować człowieka tam, gdzie jest niezastąpiony.

⁠Przywództwo i zarządzanie zmianą

Jakie decyzje uważasz za przełomowe w swojej karierze?

Dołączenie do SAVICKI w 2017 roku w momencie, gdy nikt rozsądny nie wierzył, że da się sprzedawać pierścionki zaręczynowe przez internet.

Zmieniliśmy model biznesowy, zbudowaliśmy e-commerce, który działa w całej Europie, i przeszliśmy od „rodzinnej firmy jubilerskiej” do nowoczesnej marki z ambicją wejścia do mainstreamu modowego.

Ale najtrudniejsze decyzje to zawsze te kadrowe, odejścia, zmiany, zatrzymanie toksyczności, nawet jeśli chwilowo boli.

⁠Klient premium i emocje w e-commerce

Co dziś oznacza „doświadczenie klienta” w kontekście zakupu pierścionka zaręczynowego online?

To przede wszystkim bezpieczeństwo emocjonalne.

Klient nie kupuje produktu, kupuje odwagę, decyzję, symbol. I potrzebuje, żebyśmy go przez ten moment przeprowadzili, delikatnie, ale konkretnie.

Dla nas „doświadczenie” to nie tylko UX, to język, obsługa, sposób doradztwa, personalizacja opakowania, a nawet moment, w którym ktoś pyta: „czy na pewno jesteś gotowy, żeby oświadczyć się z tym pierścionkiem?”.

Jakie dane konsumenckie są najważniejsze w zarządzaniu marką jubilerską premium?
Dane pokazują zachowania, ale estetyka pokazuje intencje.

Najcenniejsze są dane jakościowe: które zdjęcia zatrzymują uwagę? Co zapisują na Pintereście? Jakie słowa wpisują w wyszukiwarkę nie szukając produktu, ale emocji?

My analizujemy też momenty zwątpienia klienta. Gdzie znika? Co go blokuje? To tam budujemy przewagę, nie na samym końcu koszyka, ale w połowie ścieżki.

⁠Marka osobista i rola lidera

Jaką rolę odgrywa osobisty wizerunek lidera w budowaniu zaufania do marki?

Ogromną. Ludzie nie ufają logotypom. Ufają twarzom, wartościom i autentyczności.

W świecie przesytu i braku zaufania, marka osobista lidera to nie dodatek, to tarcza, która chroni przed kryzysem i megafon, który pozwala pokazać kierunek.

Nie wierzę w marki bez lidera. Nawet jeśli stoi z tyłu, to jego decyzje decydują o wszystkim.

Jakie cechy są dziś kluczowe u liderów prowadzących transformację w tradycyjnych branżach?

Odporność psychiczna. Umiejętność słuchania danych, ale działanie wbrew schematom.

Zdolność podejmowania trudnych decyzji szybko, ale nie pochopnie.

I najważniejsze: zdolność zarządzania nie tylko ludźmi, ale też tempem, bo jeśli zespół nie nadąża, to nawet najlepszy pomysł się przewróci.

Henryka Bochniarz na czele Rady Nadzorczej Wirtualnej Polski Holding S.A.

24 czerwca Rada Nadzorcza WP Holding wybrała Henrykę Bochniarz do pełnienia funkcji Przewodniczącej Rady Nadzorczej. W poprzedniej kadencji tę funkcję sprawował Piotr Walter.

Henryka Bochniarz to uznana liderka polskiego biznesu, ekonomistka i wieloletnia orędowniczka dialogu społecznego oraz rozwoju gospodarki wolnorynkowej. Założycielka Konfederacji Lewiatan (organizacji zrzeszającej przedsiębiorców w Polsce) i jej wieloletnia Prezydentka; obecnie Przewodnicząca Rady Głównej. Twórczyni Akademii Przywództwa wspierającej rozwój liderek i liderów. Współzałożycielka Kongresu Kobiet. Była ministra przemysłu i handlu, filantropka, wspiera równość i różnorodność wśród kadry zarządzającej.

Obecnie w Radzie Nadzorczej Wirtualnej Polski Holding (powołanej na nową kadencję przez Walne Zgromadzenie w dniu 23 czerwca) zasiadają:

  • Henryka Bochniarz – Przewodnicząca
  • Beata Barwińska-Piotrowska – Wiceprzewodnicząca
  • Katarzyna Beuch
  • Mariusz Jarzębowski
  • Joanna Różycka-Iwan
  • Paweł Wujec

Zastosowania opasek zaciskowych w domu i ogrodzie – praktyczne porady

Opaski zaciskowe, a więc popularne trytytki, większości osób kojarzą się przede wszystkim z instalacjami elektrycznymi. Tymczasem przydać się mogą w każdym gospodarstwie domowym. To wbrew pozorom bardzo uniwersalne akcesoria, które warto mieć zawsze pod ręką. Wiedzą o tym doskonale majsterkowicze czy ogrodnicy.

Opaski zaciskowe – nieocenione przy porządkowaniu przewodów i w sytuacjach awaryjnych

O tym zastosowaniu wie chyba każdy. Opaski zaciskowe są powszechnie wykorzystywane do porządkowania kabli – od urządzeń różnego rodzaju. Dzięki temu przewody nie plączą się i prezentują się od razu znacznie lepiej. Aby odróżnić różne typy kabli od siebie, sięgnąć można po kolorowe trytytki lub opaski z etykietą.

Niepozorne opaski zaciskowe są przydatne także w tzw. sytuacjach awaryjnych. Gdy urwie się uchwyt w torbie, pęknie wieszak w szafie czy zepsuje zamek błyskawiczny – trytytka w tym pomoże. Oczywiście niekiedy rozwiązuje problem jedynie tymczasowo, ale to zawsze coś.

To dlatego trytytki kochają wszyscy majsterkowicze

Opaski zaciskowe są w stanie z powodzeniem zastąpić metalowe lub plastikowe haczyki. Wystarczy je przeciągnąć przez otwór i mocno zacisnąć, zostawiając odpowiedniej wielkości pętelkę. Potem można je powiesić np. na gwoździu. Taki haczyk sprawdzi się w garażu czy piwnicy.

Trytytki przychodzą z pomocą także wówczas, gdy trzeba zabezpieczyć szafki przed dziećmi. Można je także wykorzystać przy okazji podróży, aby dobrze zamknąć torbę lub walizkę.

Opaski zaciskowe niezawodne również w ogrodzie

Okazuje się, że trytytki bardzo dobrze sprawdzają się też w ogrodzie. Za ich pomocą można przywiązywać rośliny do podpór, zabezpieczyć siatkę ogrodzeniową czy zamontować folie tunelowe. Są lepszym rozwiązaniem niż standardowe druciki, bo nie rdzewieją i cechuje je większa elastyczność. Na zewnątrz warto wybierać opaski zaciskowe odporne na szkodliwe działanie promieniowania UV.

Jak widać, opaski zaciskowe to bardzo uniwersalne akcesoria, które mogą znacznie ułatwić życie. Są wytrzymałe, wszechstronne i banalnie proste w użyciu. Dobrze jest je więc mieć w swoim domu lub mieszkaniu. Przydać się mogą w garażu, piwnicy lub ogrodzie. Warto przy tym stawiać na trytytki naprawdę wysokiej jakości – wykonane z solidnych materiałów i odporne na promieniowanie słoneczne. Przy zakupie należy też wziąć pod uwagę ich długość – w końcu nie zawsze trzeba wykorzystywać najdłuższe dostępne w sklepach opaski zaciskowe.

Scenariusze i skutki eskalacji konfliktu izraelsko-irańskiego

Nie powtórzy się jednocześnie szok podażowy z lat 70-ych: nastąpiła poprawa efektywności energetycznej i ropy naftowa ma już mniejszy udział w globalnym PKB (w 1973 r. odpowiadała za prawie połowę globalnego zużycia energii; obecnie jest to około jednej trzeciej).

  • Eskalacja na linii Izrael-Iran wstrząsa rynkami ropy, zwiększając ryzyko stagflacji. Ceny ropy Brent wzrosły o około 20% powyżej poziomów z początku czerwca z powodu obaw o zakłócenia w przepływie ropy.
  • Utrzymuje się ryzyko szerszej regionalnej eskalacji: mimo iż eksport z Iranu był już wcześniej ograniczony przez sankcje, to nie można wykluczyć zakłóceń w dostawach ropy w odniesieniu do całego regionu – w postaci blokady cieśniny Ormuz, obsługującej 20% światowych dostaw ropy i gazu.
  • Przedłużająca się blokada mogłaby wywindować ceny ropy powyżej 100 USD/bbl. Obecnie w opinii Allianz Trade szacować można, iż cena ropy Brent pozostanie między 70 USD/bbl a 80 USD/bbl, co odzwierciedla umiarkowaną premię za ryzyko. Kraje konsumujące ropę mogą uwolnić rezerwy strategiczne, a producenci OPEC mogą dostosować moce produkcyjne w celu ustabilizowania rynków.
  • Rynki finansowe wykazały się ostrożnością, przy zmienności indeksów giełdowych, a główne rynki amerykańskie i europejskie odrobiły początkowe straty. Rynki obligacji były dość stabilne, ale nie można wykluczyć wzrostu ich rentowności w przypadku dalszej eskalacji napięć. Zauważalne były także wahania walutowe, szczególnie w przypadku izraelskiego szekla i irańskiego riala.
  • Harmonogram rozwiązania konfliktu jest niepewny, z podstawowym scenariuszem wymiany militarnych ciosów na ograniczona skalę i jednocześnie ciągłych wysiłków dyplomatycznych, chociaż nie można wykluczyć ryzyka eskalacji w kierunku poważniejszego konfliktu.

Długotrwałe napięcia między Izraelem a Iranem dramatycznie nasiliły się w ciągu ostatnich dni, co pociągnęło za sobą spodziewane wstrząsy na światowych rynkach energii.

Ceny ropy Brent wzrosły o+ 20% powyżej cen z początku czerwca, odzwierciedlając „premię za strach geopolityczny”, gdy inwestorzy przygotowywali się na potencjalne zakłócenia w przepływie ropy z Bliskiego Wschodu. Wzrost ten odzwierciedla wzorzec obserwowany w poprzednich okresach geopolitycznych obaw: podczas ataków na tankowce w pobliżu cieśniny Ormuz w czerwcu 2019 r. ceny ropy wzrosły o około +4% w ciągu jednego dnia; amerykański atak na irańskiego generała Soleimaniego w styczniu 2020 r. również spowodował wzrost cen ropy Brent o blisko +4%. W 2006 r. konflikt Izraela z Hezbollahem w Libanie wpłynął na podniesienie cen ropy Brent do rekordowego wówczas poziomu 80 USD za baryłkę. Porównania historyczne sugerują, że jeśli obecna konfrontacja pozostanie ograniczona – ograniczona do retoryki i starć zastępczych, czyli bez większych zakłóceń w dostawach – to ceny ropy mogą wzrosnąć o 5-10%, z dziennymi skokami w przypadku wystąpienia jakiegokolwiek incydentu, aby następnie ustabilizować się. Jednak w przypadku braku faktycznego wpływu konfliktu na podaż ropy, globalne wolne moce produkcyjne i wysokie bufory zapasów pomogą ograniczyć trwałe wzrosty cen, jak to miało miejsce na początku 2020 roku. Rzeczywiście – OPEC+ zapowiedział niedawno znaczny wzrost produkcji, a sam rynek ropy naftowej w 2025 roku doświadcza nadpodaży.

Wykres 1: Ceny ropy reagują na wydarzenia na Bliskim Wschodzie

Ceny ropy reagują na wydarzenia na Bliskim Wschodzie

Źródła: LSGE Datastream, Allianz Research

Mający jedynie lokalny zasięg irańsko-izraelski konflikt nie zmniejszyłby znacząco wydobycia ropy naftowej: Eksport Iranu był już dotychczas ograniczony przez sankcje, a Iran wydobywa „tylko” 5% światowej ropy

W opinii Allianz Trade ryzyko szerszej regionalnej eskalacji jest jednak niemałe. Iran mógłby zagrozić żegludze w Zatoce Perskiej lub zachęcać do ataków na infrastrukturę naftową Zatoki. Przykładem mogą być wcześniejsze, historyczne precedensy: embargo na ropę w wyniku wojny arabsko-izraelskiej w 1973 r. i rewolucja irańska w 1979 r. zmniejszyły światowe dostawy ropy o około 5-10% co spowodowało podwojenie cen ropy w ciągu kilku miesięcy. Nawet mniejszy szok związany z wojną w Zatoce Perskiej w 1990 r. spowodował podwojenie cen ropy z 18 USD/bbl do 36 USD/bbl w mniej niż trzy miesiące. Porównywalne do tamtych zakłócenia w podaży mogłyby w dzisiejszych czasach spowodować wzrost cen ropy Brent do poziomu trzycyfrowego.

Dlatego wszystkie oczy zwrócone są na cieśninę Ormuz: punkt przerzutowy dla 20% światowej ropy naftowej i gazu ziemnego

Zablokowanie cieśniny na dłuższy czas mogłoby spowodować wzrost cen ropy powyżej 100 USD za baryłkę. W takim scenariuszu ucierpiałyby również dostawy gazu, ponieważ tankowce LNG katarskie i państw Zatoki Perskiej przepływają przez cieśninę przed dotarciem do Azji, Europy i innych krajów. Na razie scenariusz bazowy jest jednak mniej apokaliptyczny – najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest to, iż kryzys wprowadzi do cen ropy i gazu trwałą, ale umiarkowaną premię za ryzyko. Ceny ropy Brent mogą wahać się w podwyższonym przedziale od 70 USD/bbl do 80 USD/bbl, dopóki utrzymują się napięcia. Odzwierciedla to zarówno zapobiegawcze gromadzenie zapasów, jak i spekulacyjne pozycjonowanie pod najgorsze scenariusze. Kraje konsumujące ropę mogą zareagować uwolnieniem rezerw strategicznych w celu uspokojenia rynków, podczas gdy producenci OPEC (zwłaszcza Arabia Saudyjska) mogą dalej wykorzystywać wolne moce produkcyjne. Reakcja OPEC może być jednak ostrożna: producenci z Bliskiego Wschodu cieszą się wyższymi przychodami z premii za ryzyka geopolityczne i mogą woleć utrzymać obecny status quo dopóki nie pojawi się prawdziwy niedobór w podaży.

Ostatnie wahania cen ropy naftowej mogą obniżyć wzrost gospodarczy w USA i Europie o mniej niż -0,1 punktu procentowego, pozostawiając bez zmian bazowy scenariusz Allianz Trade wzrostu gospodarczego

Trwały wzrost cen ropy naftowej działa jak klasyczny szok podażowy, zwiększając inflację przy jednoczesnym tłumieniu wzrostu (presja stagflacyjna). Jednak w porównaniu z latami 70-tymi XX wieku skala tego zjawiska jest dziś umiarkowana ze względu na poprawę efektywności energetycznej i mniejszy udział ropy naftowej w PKB. W 1973 r. ropa naftowa stanowiła prawie połowę globalnego zużycia energii; obecnie jest to około jednej trzeciej. W związku z tym obecny szok cenowy, choć bolesny, ma łagodniejszy wpływ na produkcję i inflację niż w przeszłości. Wzrost o +10 USD za baryłkę, jaki miał miejsce w pierwszym tygodniu wymiany ciosów, dodaje około +0,2 punktu procentowego do inflacji w USA i obniża wzrost PKB o około -0,1 punktu procentowego. Europa stoi w obliczu podobnego efektu: każdorazowy wzrost cen ropy o 10% (w euro) podnosi inflację w strefie euro o około 0,1-0,2 punktu procentowego, a europejski PKB również ulega wtedy zmniejszeniu o -0,1 punktu procentowego.

Rynki finansowe pozostają ostrożne, ale zmienność będzie się utrzymywać

Do zamknięcia w piątek 13 czerwca, indeks S&P 500 spadł o -1,1%, podczas gdy akcje europejskie również zniżkowały (Stoxx Europe 600: -0,9%). Regionalne rynki akcji zareagowały bardziej znacząco na wydarzenia, ponieważ indeks w Dubaju spadł o 5%, a Abu Zabi o 3,5%. Ruchom tym towarzyszyła dynamika „ucieczki do przystani” – rentowności zachodnich obligacji skarbowych spadały, a waluty typu „save haven”, takie jak frank szwajcarski, zyskiwały. Jednak do poniedziałku 16 czerwca, kiedy deeskalacja wydawała się prawdopodobna, początkowa reakcja rynku na ryzyko została w dużej mierze ponownie wyceniona. Główne amerykańskie i europejskie indeksy giełdowe odrobiły niemal wszystkie piątkowe straty. Zgodnie z obecnym Allianz Trade scenariuszem bazowym można przyjąć, że rynek obligacji, w tym rentowności 10-letnich obligacji USA i strefy euro, pozostanie na obecnych poziomach. Dalsza eskalacja, w tym atak na irańską infrastrukturę eksportującą ropę naftową lub zablokowanie cieśniny Ormuz prawdopodobnie pociągnie za sobą wzrost rentowności obligacji rządowych w USA i strefie euro o 30 do 50 pb, ponieważ wyższe ceny ropy i wynikające z nich obawy o inflację wywołają jastrzębie reakcje banków centralnych. Już po pierwszych atakach w regionie odnotowano znaczne ruchy walutowe, a nowy izraelski szekl stracił 3,5% na początkowych ruchach, ale od tego czasu odzyskał znaczną część spadku. Irański rial stracił około 10% po pierwszych uderzeniach, co zniweczyło wszystkie zyski z ostatnich kilku tygodni, jakie miały miejsce po rozpoczęciu rozmów między Iranem a USA.

Harmonogram rozwiązania obecnej sytuacji pozostaje niepewny

Allianz Trade scenariusz bazowy (o prawdopodobieństwie 55%) zakłada wymianę przez dłuższy czas ograniczonych militarnych ciosów, bez celowania w infrastrukturę eksportującą energię w Iranie, ani w inne siły wojskowe. Scenariusz negatywny jest jednak nadal realnie możliwy (30%), ponieważ izraelscy przywódcy sygnalizowali wolę kontynuowania obecnego kursu działań. Wiązałoby się to z aktywnym atakowaniem wszystkich rodzajów infrastruktury energetycznej, zaangażowaniem na większą skalę zewnętrznych sił wojskowych i z zamknięciem cieśniny Ormuz. W tle rozważać mozna również scenariusz pozytywny (10%), ponieważ nadal mają miejsce wysiłki dyplomatyczne w celu zatrzymania konfliktu. Teheran zasygnalizował 16 czerwca zamiar powrotu do stołu negocjacyjnego.

Tabela 1: Scenariusze eskalacji konfliktu izraelsko-irańskiego

Scenariusze eskalacji konfliktu izraelsko-irańskiego

Uwaga: 5% pozostawiono na scenariusz ryzyka skrajnego

Źródła: Allianz Trade Research

Skutki gospodarcze konfliktu w regionie są widoczne od początku eskalacji

W Izraelu normalizacja, jaką już można było obserwować po wojnie w Strefie Gazy rozpoczętej w październiku 2023 r., obecnie wyhamowała. Strajki zakłócają normalną działalność gospodarczą, a wydatki na obronę rosną. Przewidywano, że dług publiczny Izraela w stosunku do PKB spadnie nieznacznie w 2025 r. do 67,7%, ale konflikt wywraca te założenia a skala wzrostu będzie zależeć od tego, jak długo trwać będzie otwarty konflikt, ale doprowadzi to zapewne do pogorszenia ratingu kredytowego Izraela. W Egipcie ponownie mamy do czynienia z niedoborem energii, ponieważ zamknięcie izraelskiego pola gazowego Lewiatan odcięło kluczowe dostawy. W związku z wysokimi temperaturami latem, które napędzają szczytowe zapotrzebowanie na gaz, Egipt stoi teraz przed perspektywą wcześniejszego zakupu awaryjnych dostaw LNG. Dzieje się to w czasie, gdy ceny LNG wzrosły od razu po rozpoczęciu działań militarnych o +6,6%, co prowadzi do wzrostu kosztów zarówno dla sektora publicznego, jak i prywatnego, które już zmagały się z kryzysem w kosztach utrzymania i inflacją na poziomie 16,8% w maju 2025 r., co potęguje trudną sytuację fiskalną Egiptu. W Zatoce Perskiej wyższe ceny ropy naftowej (75 USD za baryłkę w Allianz Trade obecnym scenariuszu bazowym) przyniosą korzyści finansom publicznym, zwłaszcza w Bahrajnie, Kuwejcie i Arabii Saudyjskiej. Jednak jednocześnie wzrosły swapy ryzyka kredytowego od czasu rozpoczęcia nalotów 13 czerwca, co wskazuje na wyższe koszty zadłużenia zarówno w Zatoce Perskiej, jak i w Izraelu.

Zrównoważony rozwój pod presją zysków. Badanie EY ujawnia sceptycyzm inwestorów

0

W najnowszej edycji badania EY Institutional Investor Survey, po raz pierwszy w jego 10-letniej historii, przeprowadzono pogłębioną analizę, która wskazuje na wyraźny rozdźwięk pomiędzy deklaracjami a rzeczywistymi działaniami przedsiębiorców na rzecz zrównoważonego rozwoju (ESG). Wyniki badania pokazują, że mimo iż prawie dziewięciu na dziesięciu ankietowanych (88 proc.) twierdzi, że ich firma zwiększyła wykorzystanie informacji związanych z ESG, aż dwie trzecie (66 proc.) respondentów uważa, że ich instytucja prawdopodobnie zmniejszy uwzględnianie czynników ESG w procesie podejmowania decyzji inwestycyjnych.

Dlaczego tak się dzieje?

Decyzje inwestycyjne są obecnie w dużej mierze uzależnione od bieżącej sytuacji makroekonomicznej i geopolitycznej. Prawie dwie trzecie (63 proc.) ankietowanych wskazuje, że zmiany w cyklu koniunkturalnym mają największy wpływ na ich strategię inwestycyjną. Wzrost presji na osiąganie krótkoterminowych zysków, zauważony w poprzednich badaniach, nadal utrudnia długoterminowe inwestycje w zrównoważony rozwój.

Najbliższy czas pokaże, czy ustne deklaracje i realne działania inwestorów będą się do siebie zbliżać. Z jednej strony, inwestorzy wykazują pewne „zmęczenie zrównoważonym rozwojem”, z drugiej jednak, największe światowe gospodarki utrzymują ambitne cele z tym związane. Osiągnięcie tych założeń wymaga od firm opracowania nowych modeli biznesowych, które integrują wszystkie aspekty związane ze zrównoważonym rozwojem – mówi Rafał Hummel, lider zespołu ds. raportowania i atestacji ESG.

Greenwashing – poważny problem

Badanie ujawnia również, że greenwashing pozostaje poważnym problemem, który podważa zaufanie inwestorów. Aż 85 proc. badanych stwierdziło, że nierzetelne stwierdzenia dotyczące wyników w obszarze zrównoważonego rozwoju są dziś poważniejszym problemem niż pięć lat temu. Mimo to, 93 proc. inwestorów wierzy, że firmy osiągną swoje cele w zakresie zrównoważonego rozwoju i dekarbonizacji, co może świadczyć o braku głębokiego zaangażowania w monitorowanie postępów.

Jak należy raportować o ESG?

Niemal jedna trzecia (36 proc.) inwestorów jest niezadowolona z postępów firm w dostarczaniu raportów ESG. 80 proc. ankietowanych uważa, że miary istotności i porównywalność raportowania zrównoważonego rozwoju wymagają poprawy. Wdrożenie jednolitych ram regulacyjnych, takich jak CSRD, może znacząco zwiększyć użyteczność raportów dla inwestorów.

Metodologia badania
Badanie EY Institutional Investor Survey zawiera opinie 350 decydentów inwestycyjnych z instytucji finansowych na całym świecie. Dodatkowe informacje uzyskano poprzez wywiady z indywidualnymi inwestorami instytucjonalnymi oraz ekspertami EY.

Rozejm Izrael–Iran kruchy, ale rynki odetchnęły. Ropa spada poniżej 70 USD

We wtorek prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ogłosił zawieszenie broni między Izraelem a Iranem, jednak kilka godzin później Izrael oskarżył Teheran o naruszenie porozumienia, twierdząc, że wykrył wystrzelenie rakiet. W odpowiedzi izraelski minister obrony nakazał przeprowadzenie silnych uderzeń na cele w Teheranie. Choć Iran nie potwierdził oficjalnie zgody na rozejm, według anonimowych źródeł Trump zabiegał o pomoc emira Kataru w przekonaniu Iranu do zaakceptowania zawieszenia broni, co miało się ostatecznie udać.

Rozejm ogłoszono po symbolicznym ataku Iranu na amerykańską bazę wojskową Al Udeid w Katarze. Atak nie spowodował ofiar, a USA oraz Katar zostali o nim uprzedzeni. Donald Trump ocenił incydent jako „słaby” i podziękował Iranowi za wcześniejsze ostrzeżenie. Izrael, który wcześniej ogłosił osiągnięcie swoich celów wojennych, zgodził się na rozejm pod warunkiem zaprzestania dalszych działań ofensywnych przez Iran. Rynki finansowe zareagowały na informacje o deeskalacji konfliktu z wyraźną ulgą – ceny ropy Brent spadły poniżej 70 USD za baryłkę.

Wydarzenia te miały miejsce w kontekście amerykańskich ataków na kluczowe irańskie obiekty jądrowe – Fordow, Natanz i Isfahan – które, jak stwierdził Trump, zostały „całkowicie zniszczone”. Wiceprezydent JD Vance oświadczył, że Iran nie jest już w stanie zbudować broni atomowej, a zapasy wzbogaconego uranu zostały „zakopane”, choć nie jest jasne, gdzie obecnie się znajdują. Eksperci zgodnie oceniają, że irańska odpowiedź miała charakter przede wszystkim symboliczny, a atak na Katar był pokazem siły, który nie miał na celu dalszej eskalacji.

Donald Trump zapowiedział, że zawieszenie broni „będzie trwałe” i nie spodziewa się ponownej wymiany ognia między Izraelem a Iranem. Niemniej jednak, wciąż niepokój budzi przyszłość irańskiego programu nuklearnego oraz prawdziwe intencje Teheranu. Choć Iran twierdzi, że wzbogaca uran jedynie w celach cywilnych, państwa zachodnie oraz kraje arabskie obawiają się, że może on zostać wykorzystany w celach wojskowych. Izrael podkreśla, że jego działania miały na celu uniemożliwienie Iranowi zdobycia broni jądrowej oraz zniszczenie jego potencjału rakietowego.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Ewa Grzech dołącza do DHL eCommerce Polska jako PR Director

W czerwcu do zespołu DHL eCommerce Polska dołączyła Ewa Grzech, obejmując stanowisko PR Director.

Ewa Grzech to ekspertka w dziedzinie komunikacji z wieloletnim doświadczeniem, które zdobywała pracując w branży beauty, technologicznej i FMCG. Jest absolwentką Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego, swoją karierę zaczynała w agencji Edelman Polska, a potem po stronie biznesu w Huawei Technologies.  Przed dołączeniem do DHL eCommerce Polska kierowała działem Integrated Communications w Avon Cosmetics Polska.

Specjalizuje się w prowadzeniu działań w obszarach komunikacji korporacyjnej i produktowej, media relations, zarządzania kryzysowego oraz społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR).

W DHL eCommerce Polska jako PR Director będzie odpowiadać za strategię komunikacji zewnętrznej, relacje z mediami – pełniąc funkcję rzecznika prasowego – a także za zarządzanie kryzysem.

Kraków liderem usług biznesowych. Już 108 tys. pracowników w 312 centrach

0

Dane z najnowszego raportu ABSL Sektor Usług Biznesowych w Polsce 2025 potwierdzają znaczenie sektora dla polskiej gospodarki. Szacowany udział usług biznesowych w PKB wzrósł do 5,7%, a wartość eksportu w 2024 r. oscylowała wokół 42,3 miliardów USD.

Wzrost wartości sektora usług biznesowych w Polsce i rosnąca specjalizacja potwierdzają mocną pozycję Polski na globalnej mapie usług. Na koniec pierwszego kwartału 2025 r. nad Wisłą działało 2081 centrów usług biznesowych należących do 1 258 inwestorów z 50 państw. W okresie 1 stycznia 2024 – 31 marca 2025 w Polsce zostało otwartych 61 nowych centrów, zajmujących się głównie IT (42,6%) oraz badaniami i rozwojem (26,2%). Tylko w nowych centrach stworzono 5 400 miejsc pracy.

Specjalizacja polskiego sektora usług biznesowych wciąż przyspiesza, stabilizując naszą pozycję w czołówce lokalizacji wybieranych przez międzynarodowych inwestorów – zaznacza Janusz Dziurzyński, prezes ABSL – Nasze działania w kierunku transformacji polskiego sektora usług biznesowych od dostawcy usług do roli strategicznego partnera mają wyraźne odzwierciedlenie w liczbach. Udział usług wiedzochłonnych osiągnął już prawie 60%, a procesy mid-office obejmujące kompleksowe zadania, takie jak wielowymiarowe planowanie, procesy cyberbezpieczeństwa czy pogłębiona analityka przekroczyły 54%. Stajemy się prawdziwym zagłębiem specjalistycznych usług w skali globalnej.

Talent i technologia motorem transformacji

Pracownicy z wysokimi kwalifikacjami pozostają najważniejszym atutem polskiego sektora usług biznesowych. Na koniec pierwszego kwartału 2025 r. w centrach usług biznesowych w Polsce zatrudnionych było 488 700 osób, co oznacza wzrost o 6,2% r/r. Ponadto szacunki wskazują, że zatrudnienie obejmujące realizację usług biznesowych, zarówno w centrach usług biznesowych jak i poza nimi, wynosi 2,3 mln osób.

Pracownicy centrów są w coraz większym stopniu wspierani przez rozwój technologii. 78% firm w sektorze zwiększyło w ostatnim roku wydatki na szkolenia. AI jest wykorzystywana do zadań poznawczych już przez 90% firm, a ponad 74% centrów używa inteligentnej automatyzacji do przyspieszenia prostych procesów, odblokowując tym samym potencjał pracowników do bardziej rozwijających zadań. Specjalizację sektora widać również poprzez zmiany w strukturze zatrudnienia. Rośnie średnia wieku pracowników. Już 46% pracowników w centrach jest w wieku 35+, co odzwierciedla wzrost zapotrzebowania na doświadczone zespoły do obsługi coraz bardziej złożonych funkcji. Blisko 80% firm wdraża lub kontynuuje wdrażanie strategii transformacyjnych, przy czym ponad 55% firm rozszerzyło zakres świadczonych usług.

– Dane jednoznacznie wskazują, że w minionym roku utrzymał się trend związany ze stabilnym wzrostem zatrudnienia i wzrostem wartości eksportu coraz bardziej zaawansowanych usług. W przypadku informacji o zwolnieniach, w praktyce mieliśmy do czynienia z przepływami pracowników w ramach sektora – podkreśla Dariusz Kubacki, wiceprezes ABSL ds. analiz biznesowych. – Warto zwrócić też uwagę, że wraz ze wzrostem specjalizacji sektora kształtuje się model biznesowy. Centra stają się wyspecjalizowane w obsłudze klientów z wybranych branż np. energetycznej czy ochrony zdrowia. Następuje też bardzo wyraźna zmiana – myślimy o pracownikach przez pryzmat kompetencji, a nie stanowisk pracy.

Mocna pozycja na globalnej mapie usług biznesowych

Jedną z głównych cech sektora usług biznesowych w Polsce jest umiędzynarodowienie. Ponad 84% miejsc pracy w centrach usług biznesowych tworzą firmy z kapitałem zagranicznym, pochodzące z 50 krajów. Tym samym systematycznie rośnie wartość eksportu usług biznesowych. W 2024 r. wyniosła 42,3 mld USD. Wzrasta również wartość eksportu na pracownika – na koniec 2024 r. wynosiła 64 300 USD, osiągając wzrost o 52,3% od 2016 r. Jednocześnie szacunki ABSL wskazują, że wartość eksportu na pracownika na koniec 2025 r. osiągnie 65 400 USD.

Janusz Dziurzyński podkreśla: – Aż pięć krajów importuje z polskich centrów usługi o wartości przekraczającej 2 miliardy USD każdy. Są to Niemcy, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Holandia, Szwajcaria. Wartość eksportu do Niemiec – głównego rynku eksportowego dla polskich centrów usług biznesowych – zbliża się do 5 miliardów USD.

Kraków – centrum kompetencji i talentów

Kraków niezmiennie utrzymuje pozycję jednego z kluczowych ośrodków sektora usług biznesowych. W pierwszym kwartale 2025 r. w 312 krakowskich centrach usług zatrudnionych było blisko 108 tys. osób.  Krakowskie centra budują swoją pozycję poprzez innowacje i przejmowanie coraz bardziej wyspecjalizowanych procesów wymagających wysokich kompetencji i doświadczenia.

Kraków ugruntował swoją pozycję wśród inwestorów jako miasto wyspecjalizowane w procesach IT oraz ważny ośrodek innowacji, zaś sam sektor usług biznesowych pozostaje znaczącym katalizatorem rozwoju technologicznego miasta – podkreśla Aleksander Miszalski, Prezydent Krakowa Doskonałym przykładem jest współpraca sektora z krakowskimi uniwersytetami, która pozwala na lepsze przygotowanie studentów do wyzwań rynku pracy. Warto również wskazać na rozwój infrastruktury biznesowej niezbędnej do pozyskiwania międzynarodowych inwestorów.

***

Raport ABSL Sektor Usług Biznesowych w Polsce 2025 miał swoją premierę na ABSL Summit – jednym z najważniejszych wydarzeń sektora w Europie. Materiał powstał we współpracy z firmami Colliers, Mercer, Randstad oraz Randstad Enterprise. Patronem honorowym publikacji jest Polska Agencja Inwestycji i Handlu.

Uniwersytet Zielonogórski uruchamia własne venture studio. Partnerem The Heart

  • Uniwersytet Zielonogórski oraz venture builder The Heart, przy współpracy z przedstawicielami lokalnego i ogólnopolskiego biznesu, uruchamiają UZ Venture Studio. To pierwszy w Polsce wehikuł venture buildingowy działający przy uczelni wyższej. Inicjatywa łączy potencjał akademicki z praktyką biznesową, tworząc nowe możliwości dla krajowych startupów i ich founderów.
  • UZ Venture Studio powstało z myślą o wspieraniu efektywnego transferu technologii z uczelni do biznesu. Celem jest przede wszystkim budowa trwałych mostów między nauką a biznesem – na wzór sprawdzonych modeli popularnych w Stanach Zjednoczonych czy Europie Zachodniej. Program łączy wsparcie merytoryczne, eksperckie i infrastrukturalne, oferując uczestnikom pełen proces walidacji, mentoringu i przygotowania do rozmów z inwestorami.
  • Rozpoczął się właśnie otwarty nabór do pierwszej edycji programu. Do współpracy zaproszeni są innowatorzy, badacze, przedsiębiorcy i startupowcy z całej Polski.

Uniwersytet Zielonogórski – jako pierwsza uczelnia w Polsce – uruchamia własne Venture Studio, które ma stać się akceleratorem innowacyjnych pomysłów i platformą komercjalizacji wiedzy akademickiej. Partnerem w realizacji projektu jest warszawski venture builder The Heart, specjalizujący się w tworzeniu startupów opartych na innowacjach cyfrowych i projektach badawczo-rozwojowych.

Projekt UZ Venture Studio łączy zasoby uczelni, know-how ekspertów i potrzeby realnego rynku. Powstała struktura umożliwia tworzenie nowych firm od podstaw – w ścisłej współpracy środowisk naukowych z biznesem. To miejsce, gdzie studencki pomysł, badania naukowe mogą zostać przekształcone w skalowalny startup, gotowy do pozyskania finansowania i wejścia na rynek. Venture Studio to nie inkubator, czy typowy program akceleracyjny. Działa w formule venture buildingu – procesie, w którym zespół ekspertów i mentorów aktywnie współtworzy spółkę od zera: od walidacji rynkowej, przez projektowanie modelu biznesowego, po przygotowanie pitch decku i strategii wejścia na rynek.

Program trwający do końca 2025 zakłada wybór minimum 3 projektów, które przejdą pełen proces walidacji i komercjalizacji. Równolegle budowany jest pipeline kolejnych inicjatyw, które mają potencjał technologiczny, społeczny lub naukowy. Udział w programie mogą zgłaszać nie tylko studenci, absolwenci i naukowcy Uniwersytetu Zielonogórskiego, ale także przedsiębiorcy i szeroko rozumiany biznes, jako potencjalny partner komercjalizujący. UZ Venture Studio wyróżnia się bowiem silnym modelem współpracy nauki z biznesem, opartym na stałym udziale partnerów rynkowych na każdym etapie projektu – od selekcji tematów po komercjalizację. Wybór konkretnych projektów opiera się na realnych potrzebach zgłaszanych przez partnerów biznesowych, którzy jednocześnie mogą być odbiorcami rozwijanych technologii.

Wierzymy, że uczelnia może być czymś więcej niż miejscem nauki – może być motorem rozwoju innowacyjnych firm. Naszym celem jest stworzenie trwałej platformy, która nie kończy się na pilotażu, ale buduje nowe pokolenie przedsiębiorców głęboko osadzonych w technologii i wiedzy – mówi kierujący projektem dr n. med. MBA Rafał Kieszek z Uniwersytetu Zielonogórskiego.

UZ Venture Studio działa w oparciu o cykl warsztatów i program edukacyjny „Akademia Venture Building”, który przekazuje uczestnikom praktyczne kompetencje z zakresu projektowania modeli biznesowych, badań rynku, rozwoju produktu i przygotowania do rozmów z inwestorami. Projekt integruje zasoby oraz kompetencje Centrum Przedsiębiorczości i Transferu Technologii (CPiTT), Centrum Doskonałości Naukowej i Technologicznej, jak i partnerów biznesowych. – Ten projekt jest otwarty dla founderów z całej Polski – liczy się wartość pomysłu, gotowość do pracy i ambicja zbudowania czegoś realnego. UZ Venture Studio to przestrzeń, w której nie tylko testujemy pomysły, ale wspólnie je realizujemy. To ma być najszybsza możliwa, kompletna ścieżka wynajdywania, budowy i komercjalizacji pomysłów studentów przez biznes – podkreśla Zbigniew Leś Dyrektor ds. Partnerstw Naukowych i Transferu Technologii w The Heart.

Venture Studio skupia się na sektorach o dużym potencjale: inżynieria, technologie IT, zdrowie, zielona energia, technologie żywnościowe, kosmiczne oraz deep tech. Projekty rozwijane w ramach programu mają szansę nie tylko na rozwój, ale także wejście na rynek z pełnym zapleczem organizacyjnym, prawnym i inwestycyjnym.

Na zakończenie pierwszej edycji działania projektu planowana jest ogólnopolska konferencja UZ Startup Summit, podczas której zaprezentowane zostaną pierwsze efekty działalności studia, a także projekty gotowe do wejścia w fazę inwestycyjną.

***

Zadanie finansowane z środków Budżetu Państwa pt. „UZ Venture Studio – Proaktywna Edukacja w Stronę Przedsiębiorczości” Umowa nr MNiSW/2024/DAP/324 z dnia 20.11.2024 r. Kwota dofinansowania 1 600 000,00 zł

Rusza przebudowa wiaduktu przy ul. Kuzienniczej w Jaworze. Inwestycja za 6,8 mln zł

23 czerwca 2025 roku podpisana została umowa pomiędzy Dolnośląską Służbą Dróg i Kolei a firmą BERGER Bau, obejmująca realizację kolejnej inwestycji drogowo-inżynieryjnej na Dolnym Śląsku. Jest to kompleksowa przebudowa wiaduktu w ciągu ulicy Kuzienniczej w Jaworze – obiekcie zlokalizowanym w kilometrze 2+117 dawnej drogi wojewódzkiej nr 374.

Inwestycja o wartości 6,8 mln zł netto stanowi odpowiedź na wyzwania wynikające z pogarszającego się stanu technicznego istniejącej infrastruktury oraz rosnącego natężenia ruchu, zarówno kołowego, jak i kolejowego. Obejmuje ona nie tylko rozbiórkę istniejącego, wyeksploatowanego wiaduktu, ale również budowę nowego obiektu o konstrukcji zespolonej stalowo-betonowej, przebudowę przyległego układu drogowego oraz pełne wyposażenie i zabezpieczenie inżynierskie. Główne cele realizacji to poprawa bezpieczeństwa i funkcjonalności drogi wojewódzkiej w tej części Jawora, usprawnienie układu komunikacyjnego w mieście oraz długofalowe wsparcie dla lokalnej infrastruktury transportowej. Zakończenie prac planowane jest na 31 grudnia 2026 roku.

Nowa konstrukcja nad torami i drogą

Nowy ustrój nośny wiaduktu będzie wykonany w technologii zespolonej, z wykorzystaniem elementów stalowych scalanych na placu budowy i uzupełnianych o żelbetowe płyty pomostowe betonowane na miejscu.

– Podpory obiektu zostaną przebudowane i wzmocnione – m.in. poprzez wykonanie nowych fundamentów i ciosów podłożyskowych oraz montaż nowych łożysk. Istotnym elementem będzie wykonanie hydroizolacji i skutecznego odwodnienia płyty pomostowej, zabezpieczenie antykorozyjne wszystkich stalowych komponentów, a także pełne wyposażenie w elementy bezpieczeństwa: dylatacje, gzymsy, balustrady i oznakowanie – mówi Janusz Buhl, Dyrektor Budownictwa Mostowego firmy BERGER Bau.

Przebudowa dojazdów i korekta niwelety

W ramach prac przewidziano również kompleksową przebudowę dojazdów do wiaduktu – na odcinku o długości 183,85 m, z jezdnią o zmiennej szerokości od 7,34 do 8,00 metrów. Zaplanowano korektę niwelety drogi w celu dopasowania jej do geometrii nowego obiektu, wykonanie nowej konstrukcji nawierzchni, wzmocnienie poboczy oraz instalację znaków pomiarowych do długofalowego monitoringu przemieszczeń.

Organizacja prac nad czynną linią kolejową

Jednym z istotnych aspektów tej inwestycji jest jej realizacja nad czynną, wielotorową linią kolejową oraz drogą powiatową. Ze względu na bezpieczeństwo i koordynację z zarządcą infrastruktury kolejowej, harmonogram prac uwzględnia wprowadzenie czasowych zamknięć torowych – w szczególności w fazie demontażu starego wiaduktu i usuwania materiałów budowlanych z torowiska. Montaż nowej konstrukcji stalowej odbędzie się sekcyjnie, z użyciem ciężkiego sprzętu dźwigowego, a elementy będą scalane bezpośrednio na placu budowy.

Wyzwania projektowe i planowane technologie

Choć konstrukcja wiaduktu jest uznawana za standardową, realizacja nad aktywną infrastrukturą kolejową wymaga przestrzegania procedur technologicznych i precyzyjnego harmonogramowania robót.

– BERGER Bau planuje wdrożenie szeregu rozwiązań technicznych, które umożliwią utrzymanie maksymalnego bezpieczeństwa na każdym etapie inwestycji, przy jednoczesnym zachowaniu wysokiego tempa realizacji. Zakres działań obejmie m.in. organizację placu budowy z zachowaniem ciągłości komunikacyjnej oraz przeprowadzenie niezbędnej wycinki drzew kolidujących z nową konstrukcją – mówi Janusz Buhl, Dyrektor Budownictwa Mostowego firmy BERGER Bau.

Korzyści dla regionu i lokalnej społeczności

W rezultacie przebudowy mieszkańcy Jawora zyskają nie tylko bezpieczniejszy i bardziej funkcjonalny wiadukt, ale także poprawę przepustowości drogi wojewódzkiej w tym newralgicznym punkcie komunikacyjnym.

– Zmodernizowany obiekt zapewni lepsze połączenie między dzielnicami miasta oraz poprawi dostępność do kluczowych tras regionalnych i krajowych. Inwestycja przełoży się również na ograniczenie obecnych utrudnień, wynikających ze złego stanu technicznego istniejącej infrastruktury – wylicza Janusz Buhl, Dyrektor Budownictwa Mostowego firmy BERGER Bau.

Nowy kontrakt wpisuje się w szerokie portfolio współpracy BERGER Bau z Dolnośląską Służbą Dróg i Kolei. Obecnie spółka realizuje równolegle szereg inwestycji na zlecenie DSDiK, w tym remont drogi wojewódzkiej nr 340 na odcinku Bukowice–Rościsławice, przebudowę odcinka drogi wojewódzkiej nr 333 od węzła Legnica Północ do granicy miasta Legnica, modernizację drogi wojewódzkiej nr 396 pomiędzy miejscowościami Solniki Wielkie i Bierutów, remont DW 340 w rejonie Borkowic i S5 Trzebnica oraz przebudowę DW 319 między granicą województwa a miejscowością Kotla. Do tego dochodzą rozległe prace przy poprawie stanu technicznego drogi wojewódzkiej nr 324 Góra–Niechlów oraz budowa nowego mostu w miejscowości Jugowice w ciągu DW 383, jak również kompleksowa rozbiórka i budowa obiektów inżynieryjnych w miejscowości Jaroszówka na drodze wojewódzkiej nr 335.

Mocny złoty to tańsze wakacje. Euro i dolar najtańsze od lat

Mimo wzrostu napięcia międzynarodowego kurs złotego pozostaje stabilny. A wakacyjny wyjazd za granicę może w tym roku być tańszy niż przez ostatnie pięć lat. I to nie tylko dzięki promocjom biur podróży czy ograniczaniu wydatków, ale także za sprawą mocnego złotego. Po długim okresie, gdy kursy walut działały na naszą niekorzyść, wreszcie karta się odwraca.

Złoty jest dziś najsilniejszy wobec euro od 2018 roku, a wobec dolara – od 2021. W praktyce oznacza to konkretne oszczędności. Za 1000 euro, które wydamy podczas wakacji, zapłacimy dziś o 430 zł mniej niż trzy lata temu. To różnica, która może pokryć koszt dodatkowego noclegu czy rodzinnej kolacji.

Skąd ta zmiana? Stabilność naszej waluty to w dużej mierze zasługa wysokich stóp procentowych w Polsce, solidnych fundamentów gospodarczych i oczekiwań, że Europejski Bank Centralny będzie wkrótce luzował politykę monetarną. To wszystko działa na korzyść złotego, który umacnia się także wobec dolara. Amerykańska waluta jest obecnie najtańsza od pięciu lat, jeśli spojrzymy na kurs z początku wakacji.

Kurs złotego wobec euro i dolara w okresie początku wakacji

Data USD/PLN EUR/PLN
23.06.2025 3,73 4,27
23.06.2024 4,05 4,33
23.06.2023 4,07 4,45
23.06.2022 4,47 4,70
23.06.2021 3,80 4,53
23.06.2020 3,93 4,45

Źródło: eToro (dane z 23.06.2025 g 16:30 CET)

Dla turystów to świetna wiadomość. Tanieją nie tylko loty czy same wycieczki, ale też wszystkie wydatki na miejscu – noclegi, jedzenie, bilety wstępu czy transport lokalny. Zyskuje także branża turystyczna, która operuje w walutach obcych i dzięki lepszemu kursowi może bardziej elastycznie kształtować ofertę.

Oczywiście trzeba pamiętać, że mocny złoty nie oznacza automatycznie tanich wakacji. W grę wchodzi jeszcze lokalna inflacja. Jednak i tu są dobre wieści. W krajach takich jak Hiszpania, Grecja czy Włochy, czyli najpopularniejszych wakacyjnych kierunkach Polaków, wzrost cen jest niższy niż w Polsce. U nas inflacja w maju wyniosła 4 proc., a tam jest to znacznie mniej.

Główne ryzyko leży po stronie geopolityki, szczególnie na Bliskim Wschodzie. Wzrost cen ropy może potencjalnie podnieść koszty transportu i wywołać szerszą presję inflacyjną. Na razie jednak wszystko wskazuje na obiecujące lato – i to nie tylko pod względem pogody, ale także dla portfela.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Zawieszenie broni między Iranem a Izraelem. Rynki reagują euforycznie

W nocy doszło do zawieszenia broni pomiędzy Iranem a Izraelem. Rynki bardzo wierzą w skuteczność tego porozumienia o czym świadczy gwałtowna reakcja rynków. W międzyczasie poznaliśmy słabsze dane z Polski.

Zawieszenie broni na Bliskim Wschodzie

W nocy Donald Trump oświadczył, że doszło do zawieszenia broni pomiędzy Iranem i Izraelem. Brzmi to na pierwszy rzut oka zaskakująco, ale działania wojenne naprawdę ustały. Nie znamy oczywiście szczegółów warunków pokojowych, ale znamy reakcję rynków. Widać dużą ulgę. Silnie zyskuje izraelska szekla, gdyż Izrael uchodzi za zwycięzcę tej wojny. Co ciekawe – traci amerykańska waluta. Powodem zmniejszenia wartości jest fakt, że w trakcie działań militarnych USA uchodziło za bezpieczną przystań. Teraz gdy ryzyka spadają, inwestorzy wracają do bardziej ryzykownych inwestycji. W rezultacie dolar znów jest blisko najniższych poziomów względem euro od końca 2021 roku.

Jak reagowały pozostałe rynki?

Pokój na Bliskim Wschodzie to oczywiście spadek cen ropy naftowej. Skoro nie będzie zamknięcia Cieśniny Ormuz ani blokady Kanału Sueskiego, to nagle z wyceny surowca zniknęło dużo ryzyk. O tym, jak dużo najlepiej świadczy fakt, że wczoraj w godzinach wieczornych w Londynie wyceniano baryłkę ropy na 76 USD. Dzisiaj rano jest już to 68 USD. Mamy zatem przeszło 10% przeceny w ciągu około 12 godzin. Koniec działań wojennych widać również na giełdach. Dzisiejsze otwarcia są bardzo optymistyczne. Zmiany nie są aż tak widoczne jak na ropie, ale większość parkietów europejskich otwierała się około 1% powyżej wczorajszych poziomów zamknięcia.

Dane z Polski

Wczoraj zobaczyliśmy pakiet danych z Polski. Produkcja przemysłowa w skali rocznej wzrosła o 3,9%, co jest wynikiem nieco poniżej oczekiwań mówiących o 4,4%. Budowlano-montażowa spadła zgodnie z prognozami o 2,9%. Poznaliśmy również odczyty z rynku pracy. Zatrudnienie zmniejszyło się o 0,8% w skali roku, za to pensje rocznie rosną o 8,4%. Są to niestety w obydwu przypadkach dane delikatnie słabsze, niż przypuszczano. Na uwagę zasługuje średnie wynagrodzenie. Po dwóch miesiącach powyżej 9000 zł brutto spadło ono do 8670 zł brutto. Dlaczego wynagrodzenie zmalało, skoro pensje zwiększają się o 8,4%? Powodem jest fakt, że wzrost liczy się w ujęciu rocznym. Dane za marzec i kwiecień są zwyczajowo zawyżone, gdyż w tych miesiącach wypłaca się najczęściej premie roczne. W rezultacie mamy swoistą anomalię. Występuje ona jednak co roku i nie należy się nią przejmować. Rynek na grosze odczyty zareagował delikatnym osłabieniem złotego. Po zawieszeniu broni na Bliskim Wschodzie widać napływ inwestorów do złotego, a po osłabieniu nie ma już żadnego śladu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,

14:30 – Kanada – inflacja konsumencka,

16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów Conference Board.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

CoolCryo w drodze na rynek USA. Medinice rozpoczyna procedurę dopuszczenia przez FDA

Medinice S.A. poinformowała w dzisiejszym komunikacie, że w dniu 23 czerwca 2025 r. złożyła do U.S. Food and Drug Administration (FDA) wniosek typu Premarket Notification 510(k) dla urządzenia CoolCryo do chirurgicznej ablacji serca, inaugurując tym samym formalną procedurę, związaną z dopuszczeniem produktu do sprzedaży na rynku Stanów Zjednoczonych. Nominalny czas oceny w trybie 510(k) przez FDA wynosi 90 dni, przy czym faktyczny termin uzyskania decyzji zależy od ewentualnych zapytań regulatora o dodatkowe dane. Zarząd będzie na bieżąco informował rynek o kolejnych etapach procesu oceny FDA.

– Złożenie 510(k) to kluczowy krok w kierunku komercjalizacji CoolCryo na największym rynku urządzeń medycznych na świecie. Pragniemy podkreślić wysoką jakość współpracy z zespołem FDA i podziękować za merytoryczne wsparcie podczas serii spotkań w trybie “Pre-Submission Review Process”. Jesteśmy przekonani, że ta współpraca doprowadzi do dopuszczenia naszej technologii do sprzedaży na rynku USA. – Sanjeev Choudhary, Prezes Zarządu Medinice

Dopuszczenie CoolCryo do obrotu w Stanach Zjednoczonych stanowi kluczowy element strategii Medinice, zakładającej globalne skalowanie innowacyjnych technologii kardiologicznych. Globalny rynek urządzeń do ablacji serca został wyceniony na ok. 8 mld dolarów w 2024 r. i prognozuje się, że osiągnie 18 mld dolarów do 2033 r.  (źródło: Business Research Insights )

– Adresowany przez CoolCryo segment krioablacji kardiochirurgicznej prezentuje wysoką dynamikę wzrostu w ciągu ostatnich lat. Dopuszczenie poprzez procedurę 510(k) zmniejsza ryzyko regulacyjne i koszty w porównaniu z procedurą PMA, co znacząco poprawia profil ROI projektu CoolCryo. – mówi Piotr Łoziński, Dyrektor Finansowy Medinice S.A.

CoolCryo to przełomowy system w chirurgicznej krioablacji serca, wykorzystujący ciekły azot o wyjątkowo wysokiej sile mrożenia. Dodatkowym atutem jest elastyczna, podgrzewana końcówka aplikatora. Takie rozwiązanie pozwala na skrócenie czasu zabiegu i poprawia efektywność leczenia różnych arytmii serca. W maju tego roku system CoolCryo został zaprezentowany środowisku kardiochirurgicznemu podczas Konferencji ISMICS (International Society for Minimally Invasive Cardiothoracic Surgery) 25th Annual Scientific Meeting w Stambule, gdzie spotkał się z dużym zainteresowaniem specjalistów i potencjalnych partnerów.

Jak przygotować operat nieruchomości i uzyskać rzetelną wycenę?

Wycena nieruchomości to kluczowy element wielu procesów gospodarczych i prawnych. Niezależnie od tego, czy planujesz sprzedać działkę, zaciągnąć kredyt hipoteczny, czy potrzebujesz dokumentacji do celów podatkowych lub sądowych – niezbędny będzie operat szacunkowy nieruchomości. W poniższym artykule wyjaśniamy, czym jest operat nieruchomości, kto może go wykonać i jak zapewnić sobie rzetelną wycenę.

Czym jest operat szacunkowy nieruchomości?

Operat szacunkowy to oficjalny dokument opracowany przez rzeczoznawcę majątkowego, zawierający szczegółową analizę i wycenę wartości nieruchomości. Dokument ten może być wykorzystywany m.in. w:

  • transakcjach kupna-sprzedaży,
  • postępowaniach sądowych,
  • ustalaniu wartości zabezpieczenia kredytu,
  • celach podatkowych i spadkowych,
  • wycenie aktywów spółki (np. wycena spółki posiadającej majątek nieruchomościowy).

Kto może sporządzić operat nieruchomości?

Wycena przedsiębiorstwOperat może być przygotowany wyłącznie przez osobę posiadającą uprawnienia zawodowe w zakresie szacowania nieruchomości – czyli rzeczoznawcę majątkowego. W niektórych przypadkach wymagany jest dodatkowo biegły rzeczoznawca, np. w sprawach sądowych.

Wybierając specjalistę, warto zwrócić uwagę na jego doświadczenie, zakres dotychczasowych wycen oraz opinie klientów. Dobry wyceniacz nieruchomości to gwarancja profesjonalizmu i zgodności operatu z obowiązującymi przepisami prawa.

Jak przebiega przygotowanie operatu szacunkowego?

  1. Zlecenie wyceny: kontaktujesz się z rzeczoznawcą majątkowym, określasz cel wyceny i przedstawiasz niezbędne dokumenty (np. akt własności, wypis z rejestru gruntów, mapy geodezyjne).
  2. Analiza stanu prawnego i technicznego nieruchomości: rzeczoznawca bada dokumentację i przeprowadza oględziny.
  3. Wybór podejścia wyceny: w zależności od rodzaju nieruchomości i celu wyceny, stosuje się podejście porównawcze, dochodowe, kosztowe lub mieszane.
  4. Sporządzenie operatu szacunkowego: dokument zawiera m.in. opis nieruchomości, analizę rynku, metodykę wyceny oraz ostateczne oszacowanie wartości.
  5. Wydanie operatu: otrzymujesz dokument w formie papierowej lub elektronicznej, który może zostać wykorzystany w procesie prawnym lub gospodarczym.

Jak uzyskać rzetelną wycenę nieruchomości?

Aby operat był wiarygodny i uznawany przez instytucje, należy:

  • wybrać doświadczonego rzeczoznawcę,
  • przekazać komplet dokumentów,
  • zapewnić dostęp do nieruchomości,
  • określić cel wyceny, co wpływa na dobór metod i danych rynkowych,
  • unikać wpływania na wartość wyceny (np. narzucania oczekiwanej kwoty).

Pamiętaj, że operat to dokument urzędowy, który musi być zgodny z przepisami i standardami zawodowymi. Fałszywa lub nierzetelna wycena może być zakwestionowana przez bank, sąd czy urząd skarbowy.

Dlaczego warto zadbać o profesjonalny operat nieruchomości sporządzony przez biegłego rzeczoznawcę?

Przygotowanie profesjonalnego operatu szacunkowego to proces wymagający wiedzy, doświadczenia i rzetelnej analizy rynku. Współpraca z kompetentnym rzeczoznawcą nieruchomości pozwala nie tylko uzyskać wiarygodną wartość nieruchomości, ale także zabezpieczyć się przed błędami, które mogłyby kosztować Cię czas, pieniądze i nerwy. Niezależnie czy chodzi o wycenę spółki, działki czy mieszkania – warto zadbać o solidny operat nieruchomości sporządzony przez uznanego biegłego rzeczoznawcę.

Przegląd najciekawszych ulg i dotacji dla firm w drugiej połowie 2025 r.

0

Najbliższe miesiące przyniosą przedsiębiorstwom nowe możliwości w zakresie pozyskiwania finansowania ze środków unijnych. Eksperci KPMG przygotowali zestawienie najważniejszych form wsparcia finansowego dostępnych dla przedsiębiorców – nie tylko dużych korporacji, ale także małych i średnich firm, a nawet startupów i jednostek samorządu terytorialnego. Wśród propozycji wyróżniają się programy skierowane do średnich i dużych firm z takich branż jak nowoczesne technologie, przemysł, energetyka, medycyna, infrastruktura czy bezpieczeństwo i obronność. Najwięcej możliwości otwiera się w trzech obszarach: innowacji, transformacji energetycznej oraz ekspansji zagranicznej.

Lata 2025-27 powinny upłynąć pod znakiem intensyfikacji wydatkowanych środków z funduszy unijnych na dofinansowanie projektów realizowanych przez przedsiębiorstwa.

Komisja Europejska kładzie coraz większy nacisk na zwiększanie konkurencyjności europejskiej gospodarki, co przekłada się na intensyfikację wsparcia dla firm inwestujących w innowacje, zieloną transformację i ekspansję zagraniczną. W latach 2025–2027 przedsiębiorcy – niezależnie od wielkości – mają wyjątkową szansę na pozyskanie finansowania unijnego wspierającego rozwój i wzrost ich pozycji rynkowej. To idealny moment, by aktywnie korzystać z dostępnych ulg i dotacji – mówi Kiejstut Żagun, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Szef Zespołu ds. Innowacji, Ulg i Dotacji, KPMG w Polsce.

Od B+R po elektromobilność – szeroki katalog możliwości

W tym roku przedsiębiorcy mogą skorzystać z dotacji sięgających nawet 90% kosztów kwalifikowanych. Zakres wsparcia obejmuje m.in. prace B+R i wdrożenia innowacji (do 80% lub 70% kosztów), inwestycje w infrastrukturę B+R, cyfryzację i „zazielenienie działalności”, rozwój kompetencji i ekspansję zagraniczną, budowę stacji ładowania i magazynów energii (do 100% i 65% kosztów), modernizację procesów produkcyjnych i termomodernizację budynków (do 80% kosztów).

Ścieżka SMART to jeden z najpopularniejszych i jednocześnie największy program unijny, który pozwala pozyskać dotacje na prace badawcze, zakup maszyn, automatyzację procesów, certyfikację, rozwój eksportu, a nawet szkolenia. Minimalna wartość projektu to 1 mln zł (dla MŚP). Łączny budżet na 2025 rok wynosi 2,1 mld zł. Firmy, które chcą zakwalifikować się do konkursu muszą być innowacyjne co najmniej na skali krajowej.

Nowością jest uruchomiony w 2024 roku program STEP, dedykowana zarówno MŚP, jak i dużym przedsiębiorstwom platforma na rzecz technologii strategicznych dla Europy – inicjatywa unijna, która ma na celu wzmocnienie konkurencyjności przemysłu rynku wewnętrznego UE. Inicjatywa integruje fundusze z 11 różnych programów unijnych. Wspiera projekty z zakresu technologii cyfrowych i deep tech (AI, cyberbezpieczeństwo, obliczenia kwantowe, robotyka, 5G) oraz biotechnologii. Przewidziano też istotne środki na projekty związane z „czystymi” technologiami, w tym magazynowaniem energii, wodorowymi źródłami zasilania czy materiałami przyszłości. O wsparcie mogą ubiegać się projekty badawczo-rozwojowe oraz projekty inwestycyjne, dotyczące wytwarzania technologii krytycznych dla UE lub wzmacniania ich łańcuchów wartości.

Dodatkowe środki będą dostępne w ramach programu MEZOInwestycje (dla MŚP z województwa śląskiego) oraz w ramach inicjatyw transformacji energetycznej i GOZ, skierowanych także do dużych firm i konsorcjów. Przedsiębiorstwa mogą ubiegać się o dofinansowanie inwestycji w wysokości od 2 do 5 mln zł, przy intensywności wsparcia do 60%.

Transformacja energetyczna w praktyce – inwestycje z potencjałem wsparcia

W drugiej połowie 2025 roku szerokie wsparcie przewidziano także dla projektów związanych z poprawą efektywności energetycznej i wykorzystaniem odnawialnych źródeł energii. Dotacje obejmują m.in. modernizację systemów grzewczych, instalacje fotowoltaiczne, pompy ciepła czy inteligentne systemy zarządzania energią – zarówno w przemyśle, jak i w sektorze użyteczności publicznej. Z tego typu finansowania mogą skorzystać także przedsiębiorstwa zajmujące się dostarczaniem wody i odbiorem ścieków – na przykład w ramach inwestycji w automatyzację procesów, zmniejszanie energochłonności obiektów technicznych czy wdrażanie systemów monitorowania strat wody. Dofinansowania będą dostępne m.in. z programów FEnIKS oraz oferty NFOŚiGW.

Transformacja energetyczna jest jednym z najważniejszych priorytetów Polski oraz całej UE. Realizacja tego celu wspierana jest i będzie za pomocą wielu instrumentów wsparcia. Warto mieć na względzie, że trwają intensywne prace nad uruchomieniem nowych naborów w tym zakresie. Warto trzymać rękę na pulsie i obserwować nowe możliwości wsparcia dla przedsiębiorstw jakie pojawiają się w tym obszarze – mówi Marcin Mańkowski, Dyrektor w Dziale Doradztwa Podatkowego, Zespół ds. Innowacji, Ulg i Dotacji, KPMG w Polsce.

Przegląd najciekawszych ulg i dotacji dla firm w drugiej połowie 2025

Branża obronna z rekordowym budżetem PERUN i EDF

Firmy działające na rzecz obronności i bezpieczeństwa mogą wziąć udział w programach o najwyższej alokacji środków – PERUN oraz Europejskim Funduszu Obronnym (EDF). W ich ramach możliwe jest uzyskanie do 90%, a nawet 100% finansowania projektów badawczo-rozwojowych, realizowanych zarówno samodzielnie, jak i w konsorcjach europejskich. Łączna pula środków do rozdysponowania w ramach programu PERUN to 3 mld zł, zaś dla EDF 8 mld zł.

Szansa na dofinansowanie dla szpitali i sektora zdrowia

Także instytucje ochrony zdrowia mogą skorzystać ze wsparcia finansowego, obejmującego m.in. wdrożenie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, integrację systemów z platformą e-zdrowie, zwiększenie cyberbezpieczeństwa oraz cyfryzację dokumentacji medycznej. Poziom wsparcia może sięgać nawet 100% kosztów.

Co istotne, wiele programów przewiduje zwrot kosztów poniesionych nawet kilka miesięcy przed złożeniem wniosku – pod warunkiem spełnienia określonych warunków formalnych. Eksperci KPMG rekomendują przegląd poszczególnych konkursów na stronach internetowych Funduszy Europejskich zarówno ogólnokrajowych, jak i dla poszczególnych województw, a także wcześniejsze zaplanowanie inwestycji i przygotowanie dokumentacji, by nie stracić możliwości aplikowania, gdy ruszy nabór.

Kandydaci oczekują konkretów. Brak informacji o wynagrodzeniu zniechęca do aplikowania

Pomimo wciąż niejednoznacznej sytuacji na rynku pracy, wielu profesjonalistów deklaruje otwartość na atrakcyjne propozycje zawodowe. Zarówno po stronie firm, jak i kandydatów dominuje jednak ostrożność. Pracodawcy dokładnie analizują  swoje potrzeby, zanim uruchomią rekrutację, a kandydaci mają precyzyjne oczekiwania wobec elementów oferty, które miałyby im zrekompensować potencjalne ryzyko towarzyszące zmianie pracy. Okazuje się jednak, że już na etapie zapoznawania się z ogłoszeniem rekrutacyjnym pojawia się wyzwanie – brak kluczowych informacji, który powstrzymuje ich przed aplikowaniem.

  • 38 proc. specjalistów i menedżerów przyznaje, że w ogłoszeniach pracodawców najbardziej brakuje im informacji o wynagrodzeniu.

  • Dla 94 proc. kandydatów czasem jest to jednoznaczne z rezygnacją z aplikowania i udziału w procesie rekrutacyjnym.

  • Jednocześnie, większość z nich teraz bardziej niż w przeszłości jest skłonna zaaplikować na ofertę pracy, w której nie ma wszystkich informacji.

Zarówno profesjonaliści, jak i firmy mają precyzyjne oczekiwania względem drugiej strony. Firmy nie zawsze jednak mówią wprost o elementach swojej oferty, na co zwracają uwagę kandydaci.

Profesjonaliści chcą wiedzieć, czy warto zaangażować się w rekrutację

Badania i obserwacje Hays od lat pokazują, że głównym powodem zmiany pracy niezmiennie jest wysokość wynagrodzenia. Tymczasem na rynku wciąż pozostaje to tematem tabu. Potwierdzają to wyniki najnowszego badania Hays przeprowadzonego w okresie od maja do czerwca 2025 roku wśród ponad 900 specjalistów i menedżerów. Elementem, którego najczęściej brakuje kandydatom w ofertach pracy, jest bowiem wysokość wynagrodzenia.

Pomimo zmian zachodzących na rynku oraz w świadomości pracodawców, firmy wciąż mają obawy, aby w swoich ofertach pracy ujawniać informację o wynagrodzeniu. Najczęściej argumentują to tym, że nie chcą, by na ogłoszenie aplikowały osoby motywowane przede wszystkim pieniędzmi. Tymczasem jest to naturalny impuls do pracy. Decyzja o pominięciu tej informacji nierzadko skutkuje wydłużeniem procesu i negatywnymi doświadczeniami rekrutacyjnymi kandydatów – zauważa Justyna Chmielewska, Director w Hays Poland.

To jednak nie jedyna bolączka kandydatów. Wielu z nich w ofertach pracy brakuje też informacji o etapach procesu rekrutacyjnego (12 proc.), co może pokazywać, że mają negatywne doświadczenia związane z wieloetapowymi i wydłużającymi się rekrutacjami. Te z kolei zazwyczaj wynikają z nadmiernej powściągliwości firm przed podjęciem ostatecznej decyzji, zbyt rozbudowanych procesów decyzyjnych lub chęci zatrudnienia tzw. fioletowej wiewiórki, czyli osoby z różnorodnymi umiejętnościami, które praktycznie nie występują w takim połączeniu.

Jakich informacji najbardziej brakuje Ci w ofertach pracy?

Wynagrodzenie 38%
Etapy rekrutacji 12%
Możliwości rozwoju 9%
Model pracy 9%
Forma zatrudnienia 7%
Nazwa firmy 7%
Benefity 6%
Bezpośredni przełożony 5%
Działalność firmy 5%
Inne 2%

Możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi

Źródło: badanie Hays Poland, maj-czerwiec 2025

Profesjonaliści aplikujący na oferty pracy wskazują też, że przed wysłaniem CV chcieliby wiedzieć o możliwościach rozwoju przewidzianych na danym stanowisku i modelu pracy, w którym mieliby funkcjonować (po 9 proc.), a także formie zatrudnienia i nazwie rekrutującej firmy (po 7 proc.).

Jak dodaje Justyna Chmielewska, wątpliwości kandydatów nie budzi wyłącznie pominięcie określonych informacji, ale czasem też sposób, w jaki zostały przedstawione. – Wystarczy, że są opisane zbyt ogólnie bądź językiem wewnętrznym firmy, który nie jest zrozumiały dla każdego. Zauważamy to szczególnie na przykładzie wzmianki o pracy hybrydowej. Dla kandydatów nie jest to wystarczająca informacja. Brakuje im dokładnej liczby dni, w które powinni pojawić się w biurze. Aby uniknąć takich problematycznych sytuacji i zadbać o swój dobry wizerunek, pracodawcy powinni spróbować postawić się w roli kandydata i szczegółowo opisać to, na czym może mu najbardziej zależeć. Kluczem do przyciągania właściwych talentów jest transparentna komunikacja – podkreśla ekspertka Hays Poland.

„Brak informacji? Nie ryzykuję”

Frustracja i niepewność wynikające z braku najważniejszych informacji w ogłoszeniach prowadzą do rezygnacji z aplikowania na ofertę pracy. Potwierdzają to wyniki badania – najwięcej, bo 36 proc. specjalistów i menedżerów szukających pracy przyznaje, że często podejmuje wówczas taką decyzję. Kolejne 30 proc. profesjonalistów robi to sporadycznie, ale 13 proc. zawsze rezygnuje z aplikowania, jeśli w ofercie pracy brakuje ważnych dla nich informacji. To pokazuje, jak łatwo jest stracić kandydata w pierwszym, kluczowym etapie rekrutacji.

Jak często rezygnujesz z aplikowania na ofertę, w której brakuje ważnych dla Ciebie informacji?

Zawsze 13%
Często 36%
Sporadycznie 30%
Rzadko 15%
Nigdy 6%

Źródło: badanie Hays Poland, maj-czerwiec 2025

Wielu kandydatów ma poczucie zagubienia na rynku pracy. Dostrzegają, że w wielu rekrutacjach mierzą się z większą konkurencją i obserwują, jak procesy się wydłużają. To powoduje, że czują się zniechęceni w obliczu kolejnego wyzwania, jakim jest aplikowanie „w ciemno” na ofertę, która nie dostarcza odpowiedzi na wszystkie pytania. Argument ten nie powinien jednak zawsze przesądzać o rezygnacji z udziału w takim procesie. Czasem warto bowiem zaryzykować i spróbować swoich sił także w tej rekrutacji – szczególnie, jeśli brakujące informacje to jedynie skrawek tego, co zawiera ogłoszenie – tłumaczy Justyna Chmielewska.

Potrzeba większej transparentności

Mimo że 94 proc. profesjonalistów przynajmniej czasami rezygnuje z aplikowania na niepełne ogłoszenia, to dzisiaj ich podejście do tej kwestii jest nieco mniej radykalne niż w przeszłości. Aż 62 proc. respondentów przyznaje, że dzisiaj są bardziej skłonni zaaplikować na ofertę, w której brakuje informacji, niż jeszcze kilka lat temu. Wynika to przede wszystkim z niepewności rynkowej i potrzeby zabezpieczenia swojej kariery na różne sposoby. Wciąż jednak pozostaje 38 proc. kandydatów, którzy są równie sceptyczni wobec „wybrakowanych” ofert pracy, co kiedyś.

Jaki płynie z tego wniosek dla pracodawców? Potrzeba większej transparentności – szczególnie w zakresie oferowanej płacy, na co szczególną uwagę zwrócili respondenci badania Hays. Tę w pewnym stopniu może zagwarantować nadchodząca ustawa o jawności wynagrodzeń. Niezbędna jest też elastyczność. Organizacje powinny zidentyfikować te oczekiwania wobec kandydatów, które są dla nich nienegocjowane, oraz takie, w ramach których są gotowe na ustępstwa, a następnie podkreślić to w ogłoszeniu. Świadomość tego, kogo dokładnie szuka firma i co takiej osobie może zaoferować, będzie też kluczowa dla aplikujących.

Daniel Kędzierski: „Zbudowaliśmy AI, która rozumie, dlaczego ludzie kupują”

Wielkie korporacje dysponują nieograniczonymi budżetami reklamowymi, zespołami specjalistów i zaawansowanymi technologiami, co pozwala im dominować na rynku. Tymczasem dla wielu małych i średnich przedsiębiorstw skuteczny marketing online nie jest czymś oczywistym. Odpowiedzią na ten problem ma być narzędzie FastTony z autorskim modelem językowym, stworzonym na bazie wiedzy z psychologii behawioralnej. „Dzięki naszej technologii najmniejsi przedsiębiorcy mogą korzystać z mechanizmów, którymi dotąd posługiwali się tylko najwięksi gracze” – mówi założyciel firmy Daniel Kędzierski. 

FastTony działa na polskim rynku już od ponad dekady. Początkowo marka kojarzona była z zaawansowanymi narzędziami do automatyzacji reklam, tworzonymi z myślą o dużych agencjach i domach mediowych. Po odejściu współzałożyciela w 2022 r., zarząd obrał nowy kierunek – rozpoczęto prace nad zupełnie nowym produktem dla małych i średnich firm, który właśnie doczekał się przełomowego momentu w swoim rozwoju. Flagowe narzędzie POST jako pierwsze zyskało własny model językowy – zaprojektowany na bazie setek badań z zakresu psychologii behawioralnej. Teraz nawet najmniejsze przedsiębiorstwa mogą tworzyć kampanie i prowadzić komunikację na podstawie wiedzy, z której dotąd korzystały wyłącznie duże domy mediowe zatrudniające ekspertów od psychologii sprzedaży. 

Behawiorysta zawsze pod ręką

Za całym przedsięwzięciem stoi Daniel Kędzierski, doświadczony przedsiębiorca, który od lat wspiera firmy w reklamie i komunikacji marketingowej. Kędzierski zasłynął z tego, że ukończył szkołę średnią w 11 dni, a jako nastoletni hacker dla zabawy włamał się do jednego z polskich banków. Swego czasu gazeta Rzeczpospolita nazwała go polskim Elonem Muskiem. Jego misją jest demokratyzacja narzędzi marketingowych. Wierzy, że technologia powinna wyrównywać szanse, a nie pogłębiać różnice. – Wszyscy mówią o rewolucji AI, ale niewielu potrafi pokazać konkretne, działające narzędzia, które faktycznie zmieniają ich firmę. My stworzyliśmy właśnie takie rozwiązanie. Włożyliśmy w nie trzy lata ciężkiej pracy i ponad dziesięć mln zł. To pierwszy na świecie system do projektowania kampanii oparty o psychografię i heurystyki decyzyjne. To, co udało się nam zbudować, nie ma odpowiednika na globalnym rynku mówi Kędzierski.  W budowie autorskiego modelu językowego wspierał go m.in. dr Maciej Chrzanowski – naukowiec związany z Politechniką Rzeszowską, specjalizujący się w badaniach nad sztuczną inteligencją. Od lat interesuje się również informatyką afektywną oraz zagadnieniami z pogranicza inżynierii społecznej.

Jak działa SI od FastTony?

FastTony został zaprojektowany tak, aby maksymalnie uprościć proces tworzenia treści i umożliwić korzystanie z narzędzia osobom bez żadnego doświadczenia w marketingu. Użytkownik wybiera jedną z dostępnych strategii, a system automatycznie dostosowuje ją do jego firmy. Następnie odpowiada na 27 pytań, które pozwalają ustalić, jak postrzega własny biznes i kim są jego klienci. To wystarczy, by FastTony stworzył kompletną kampanię z gotowymi tekstami, grafikami i rekomendacjami dotyczącymi publikacji i promocji. 

Sam proces tworzenia kampanii z wykorzystaniem nowego modelu językowego FastTony opiera się na zaawansowanej sekwencji składającej się z 25 etapów. Wszystko dzieje się w tle i przypomina pracę sztabu doradców, z tą różnicą, że kampania gotowa jest w mniej niż minutę. 

Na początku system sięga po informacje dostępne w płatnych bazach danych, aby lepiej poznać działalność użytkownika i jego klientów. Segmentuje ich psychograficznie (czyli na podstawie stylu życia, wartości i postaw), mapuje ich potrzeby i analizuje tzw. mikromomenty — krótkie chwile, w których podejmowane są decyzje zakupowe. Sprawdza też, gdzie znajdują się „kotwice nawyków” – czyli co sprawia, że klienci wracają do pewnych zachowań lub marek. Na podstawie zebranych danych FastTony tworzy wiele równoległych profili klientów, wykorzystując zaawansowane modele analityczne. System buduje nawet dziesiątki wariantów, by jak najprecyzyjniej uchwycić rzeczywiste motywacje, intencje zakupowe oraz emocje, które towarzyszą użytkownikowi w kontakcie z marką. Aby je zwizualizować, narzędzie generuje również klasyczne persony zakupowe. – Persona zakupowa, choć powszechnie stosowana w marketingu, to dla nas najuboższy i najmniej precyzyjny sposób opisywania klienta. Traktujemy ją raczej jako uproszczoną wizualizację niż rzeczywiste narzędzie analityczne. Wierzymy, że nasza technologia pozwoli wypracować nowy standard, oparty nie na intuicji i uogólnieniach, lecz na twardych danych, dynamicznych wzorcach zachowań i rzeczywistym zrozumieniu emocji oraz intencji zakupowych klientówmówi Kędzierski.

W kolejnym etapie FastTony analizuje trendy rynkowe w oparciu o dane z wielu źródeł (big data mining), obserwuje działania konkurentów, ich komunikację i to, jak reagują na nią odbiorcy. To nie tylko śledzenie treści – system bada, które reklamy wywołują emocje, kliknięcia i decyzje zakupowe. Następnie system dobiera odpowiedni język perswazji, czyli sposób mówienia, który będzie najlepiej trafiał do konkretnej grupy. Wybiera też tzw. „triggery” – bodźce, które zwiększają szansę na zakup. Następnie SI planuje kolejność i intensywność działań, dobiera właściwą sekwencję komunikatów, przewiduje reakcje i personalizuje opowieść o marce lub produkcie. Co ważne, robi to w oparciu o wiedzę z zakresu neuroplastyczności – czyli tego, jak mózg reaguje na różne typy bodźców. Na koniec FastTony tworzy mapę punktów styku klienta z marką – od pierwszego kontaktu po finalizację zakupu. W tej fazie system uwzględnia dziesiątki strategii, taktyk oraz zbadanych naukowo efektów, w tym popularny w marketingowej popkulturze efekt FOMO (strach przed przegapieniem okazji). 

Sztuczna inteligencja w liczbie mnogiej

Ważnym elementem FastTony jest pixel kod, który użytkownicy umieszczają na swoich stronach internetowych. To coś więcej niż kod śledzący. To cyfrowy obserwator, który z niezwykłą dokładnością analizuje, jak ludzie poruszają się po stronie, w co klikają, ile czasu poświęcają konkretnym treściom, a kiedy tracą zainteresowanie. W czasie rzeczywistym algorytmy wychwytują wzorce i zależności, których nawet najbardziej doświadczony analityk nie jest w stanie dostrzec. I choć wiemy, jak zaprogramowaliśmy nasz model językowy, to nie zawsze potrafimy wytłumaczyć, w jaki sposób dochodzi on do swoich wniosków. Widzimy natomiast, że trafia w punkt, co przekłada się na spektakularne wynikitłumaczy Kędzierski.

Budowanie własnego modelu językowego brzmi dumnie, ale dla większości firm – również w Polsce – to po prostu nieopłacalne i niepotrzebne. Wbrew medialnym nagłówkom, takie projekty jak Bielik nie są tworzone od zera, tylko bazują na istniejących, otwartych rozwiązaniach. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku FastTony. – Od początku wiedzieliśmy, że kluczem nie jest stworzenie własnego modelu na pokaz, ale mądre dostosowanie istniejących technologii do konkretnych zastosowań. Zamiast budować własny model od podstaw, zdecydowaliśmy się na adaptację istniejącej architektury i przeprowadzenie fine-tuningu na danych specyficznych dla naszego zastosowania. Tego typu podejście jest nie tylko bardziej efektywne kosztowo, ale również szybsze we wdrożeniu,  pozwala uzyskać wyższą jakość predykcji. Jest to zdecydowanie lepsze podejście niż budowanie sztucznej inteligencji od zera tłumaczy Kędzierski.

FastTony nie polega wyłącznie na własnym modelu językowym. Aplikacja wykorzystuje także możliwości  ChatGPT, Claude, Gemini i LLaMA, a także kilkanaście mniej znanych, wyspecjalizowanych modeli, które – choć nieobecne w mainstreamie – są powszechnie wykorzystywane w środowiskach badawczych i naukowych. Dzięki temu system łączy elastyczność dużych modeli językowych z precyzją narzędzi eksperckich, tworząc wyjątkowo skuteczne zaplecze analityczno-kreatywne. Każdy komunikat generowany przez FastTony jest weryfikowany przy pomocy wskaźnika Persuasive Fit Index (PFI), który ocenia go pod względem zdolności do zmiany percepcji odbiorcy. Posty tworzone przez system nie schodzą poniżej poziomu 90 proc. skuteczności, a najczęściej osiągają wyniki zbliżone do 100 proc. Dla porównania, standardowe modele, takie jak GPT, osiągają wyniki na poziomie 50–80 proc., choć wyższe rezultaty zdarzają się w przypadku osób, które potrafią je odpowiednio poprowadzić – zwłaszcza jeśli są specjalistami w zakresie marketingu i perswazji.

Trzy lata przed konkurencją

Za powstaniem FastTony stało przekonanie, że prawdziwe innowacje powstają z wyprzedzeniem – zanim pojawi się popyt i zanim inni zrozumieją, dokąd zmierza rynek. – Gdy trzy lata temu zaczynałem pracę nad tym rozwiązaniem, wiedziałem, że technologia, która pozwoli mi osiągnąć zamierzony cel, jeszcze nie istnieje. Wiedziałem jednak, że jesteśmy coraz bliżej i trzeba być na nią przygotowanym. Stało się tak, jak przewidywałem. Dzięki temu udało się nam osiągnąć własną osobliwość technologiczną, czyli moment, w którym możliwości systemu wyraźnie wykraczają poza wszystko, co było dostępne wcześniej mówi Kędzierski i dodaje, że kolejnym istotnym wyróżnikiem FastTony jest ciągłe gromadzenie danych o cyklach i fluktuacjach rynkowych. – Takich informacji nie da się pozyskać poprzez symulację. Muszą być gromadzone metodycznie, w długim horyzoncie czasowym, aby model AI mógł wiarygodnie odwzorowywać rzeczywiste mechanizmy rynkowe. Wszystko to sprawia, że znajdujemy się dziś tam, gdzie inni będą próbowali dojść jeszcze przez długie lata

O prawdziwości tej opinii świadczyć może fakt, że Daniel Kędzierski został laureatem prestiżowej nagrody Kotler Awards 2024 w kategorii technologia marketing automation, a stworzona przez niego firma – jako jedna z nielicznych w Polsce – uzyskała status oficjalnego partnera technologicznego Meta. –  Wierzę, że sukces FastTony to dopiero początek jeszcze większych osiągnięć na arenie międzynarodowej. Cieszy mnie, że mogliśmy wyróżnić firmę, która stanowi przykład doskonałości i innowacyjności, zgodnie z wartościami prof. Philipa Kotlera  – powiedział dr inż. Jacek Kotarbiński, członek Rady Doradczej Kotler Impact Europe i juror Kotler Awards Poland.

Automatyzacja marketingu oznacza realne oszczędności dla małych przedsiębiorców – zarówno czasu, jak i pieniędzy. W porównaniu do usług agencji marketingowych, których koszty są zazwyczaj bardzo wysokie, Kędzierski oferuje swoje rozwiązanie już za 197 zł miesięcznie.  

Prorosyjscy hakerzy z Noname057(16) przyznają się do ataków DDoS przed szczytem NATO

Oczy całego świata skupione są na Hadze, w której odbywa się, pierwszy po objęciu urzędu przez prezydenta Trumpa, szczyt Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego. Dwudniowe spotkanie wykorzystują prorosyjscy cyberprzestępcy, którzy dokonali ataku DDoS na wybrane portale administracji i biur NATO – informuje Check Point Research. Wg ekspertów atak mógł poprzedzać bardziej zaawansowane kampanie cybernetyczne wymierzone w Sojusz.

Zespół Check Point Research odnotował wstępne sygnały aktywności typu DDoS (rozproszony atak odmowy usługi), które można powiązać z prorosyjską grupą Noname057(16). Grupa publicznie przyznała się do przeprowadzenia ataków na biuro NATO w Holandii oraz na wybrane portale cyfrowe powiązane z administracją Hagi.

Noname057(16) przyznaje się do ataków DDoS przed szczytem NATOZgodnie z informacjami z darkwebowych forów oraz prorosyjskich kanałów komunikacji, Noname057(16) zakłóciło działanie usług internetowych powiązanych z infrastrukturą koordynacyjną NATO w Holandii. Działania te odpowiadają charakterystyce wolumetrycznych ataków DDoS, polegających na przeciążaniu wybranych punktów końcowych, co prowadzi do czasowego braku dostępności usług lub spadku ich wydajności.      

Choć obecne skutki wydają się ograniczone, kampanie DDoS mogą poprzedzać szersze działania z zakresu cyberzagrożeń. Zdarzenia tego typu pokazują, że motywowani politycznie „aktorzy zagrożeń” częściej dążą do zakłócenia działania systemów i wywołania szumu medialnego, niż do bezpośredniego włamania. – uważa Wojciech Głażewski, country manager firmy Check Point Software w Polsce.  

Wg Check Point Research organizacje powiązane z wojskiem, NATO i dyplomacją powinny zachować czujność, monitorować ewentualne anomalie w infrastrukturze oraz zrewidować swoje procedury obrony przed atakami DDoS.   

Noname057(16) jest znana z oportunistycznych działań zakłócających, powiązanych z wydarzeniami geopolitycznymi w Europie. Ich celem jest przede wszystkim wywołanie uciążliwych przerw w działaniu usług publicznych podczas ważnych wydarzeń politycznych. Prorosyjska grupa znana jest ze swojej działalności w Polsce – w połowie maja cyberprzestępcy zaatakowali m.in. Polską Wytwórnia Papierów Wartościowych, portal operatora komórkowego PLAY, a także należący do Polskiej Grupy Zbrojeniowej ośrodek badawczo-rozwojowy OBRUM. W zeszłym roku NoName057(16) usiłował z kolei zablokować strony Profilu Zaufanego, systemu autoryzacyjnego portalu klienta autostrad A4 (a4go.pl), obywatel.gov.pl, wrocławskiej karty miejskiej URBANCARD, NeoBus Polska, a także zaatakować stronę Senatu RP.

ORLEN jako pierwszy na świecie komercjalizuje technologię Multifuel do produkcji energii z wodoru i gazu

0

Grupa ORLEN, jako pierwsza na świecie, komercjalizuje technologię Multifuel, która umożliwia produkcję energii elektrycznej i ciepła z wykorzystaniem wodoru, gazu ziemnego lub ich mieszanki w dowolnych proporcjach i w pełni zautomatyzowanym procesie.

Multifuel to innowacyjne rozwiązanie opracowane przez koncern, we współpracy ze spółką Horus Energia, które przyspieszy wykorzystanie paliw alternatywnych w przemyśle, przyczyniając się do redukcji emisji CO2 w tym sektorze. Jego biznesowe zastosowanie sprzyja łagodnej transformacji energetycznej, pozostawiając użytkownikom elastyczność w doborze wykorzystywanych źródeł energii. System wielopaliwowy Multifuel może być stosowany w nowych oraz już pracujących jednostkach wytwórczych, zwiększając sprawność produkcji energii elektrycznej nawet o 5 procent. ORLEN, wraz ze swoim partnerem, wystąpił o ochronę patentową swojego wynalazku.

– Skutecznie przekuwamy pomysły w konkretne rozwiązania rynkowe. Opracowaliśmy, przetestowaliśmy, a teraz rozpoczynamy wdrażanie i komercjalizację unikalnego na skalę światową systemu wielopaliwowego Multifuel. Jego zastosowanie umożliwia produkcję energii z nisko- i zeroemisyjnych źródeł, takich jak gaz ziemny i wodór, w zależności od ich dostępności. Nasze rozwiązanie to ważny krok w transformacji energetycznej, przybliżający nas do osiągnięcia neutralności emisyjnej w 2050 roku. Multifuel od początku rozwijaliśmy z myślą o szerokim zastosowaniu w przemyśle, by wspierać w ten sposób dekarbonizację polskiej gospodarki – mówi Tomasz Jarmicki, Dyrektor Biura Rozwoju i Wdrożeń Technologii Gazowych ORLEN.

System Multifuel to unikalna nakładka na silnik gazowy dużej mocy, od 300 kWel do 2 MWel, która może być stosowana w wielu gałęziach przemysłu, m.in. w energetyce, w tym w hubach energetycznych, klastrach energii, czy jako stabilizacja Krajowego Systemu Energetycznego. Innowacyjna technologia stworzona przez ORLEN znajduje zastosowanie także w procesach ładowania samochodów elektrycznych na stacjach. Ponadto może być wykorzystywana w wielkoskalowym budownictwie wielorodzinnym, w galeriach handlowych, czy obiektach użyteczności publicznej, wymagających zapewnienia stałych dostaw energii elektrycznej lub rezerwowego źródła prądu.

W technologii Multifuel gaz ziemny, wodór i ich dowolne mieszanki są dostarczane do silnika gazowego poprzez dwa niezależne układy zintegrowane z systemem sterowania i kontroli. Dzięki nim można dowolnie, w czasie pracy jednostki, zmienić proporcje składu mieszanki, czego nie oferuje żadne inne rozwiązanie dostępne na rynku. Dawki paliwa są regulowane automatycznie, bez konieczności redukcji mocy, a zmiana parametrów może nastąpić w ciągu jednego cyklu pracy silnika.

Wysoką efektywność i niezawodność autorskiej technologii ORLEN potwierdziły pomiary kluczowych parametrów operacyjnych prototypowego urządzenia. Podczas testów z wykorzystaniem ponad pół tony wodoru w różnych mieszaninach z gazem ziemnym maksymalna sprawność produkcji energii elektrycznej wzrosła o ponad 5 procent w odniesieniu do parametrów fabrycznych silnika gazowego bez nakładki Multifuel. Testy wykazały także bezpieczeństwo zastosowania mieszaniny wodoru oraz gazu ziemnego w procesach energetycznych.

W ramach umowy zawartej przez ORLEN z Horus Energia spółka ta wprowadziła do swojej oferty produkty wyposażone w technologię Multifuel, które mają zastosowanie w nowych i już istniejących instalacjach energetyki rozproszonej. Dzięki temu możliwa jest ich dekarbonizacja poprzez stopniowe przestawienie na zasilanie gazami alternatywnymi. ORLEN zgłosił system Multifuel do Urzędu Patentowego Rzeczpospolitej Polskiej, a także do europejskiego odpowiednika – EPO.

Ekspresowa przesyłka tego samego dnia – czy to możliwe i kiedy się opłaca?

Żyjemy w czasach, gdy wszystko dzieje się „na już”. Kawa na wynos gotowa w minutę, wiadomość obiegająca świat w sekundę. A co z paczką? Czy można wysłać coś rano i oczekiwać, że odbiorca dostanie to jeszcze przed wieczorem? Ekspresowa przesyłka tego samego dnia brzmi jak marzenie ściętej głowy dla wielu, ale czy faktycznie jest to tylko pobożne życzenie? Okazuje się, że niekoniecznie. Rynek usług kurierskich dynamicznie odpowiada na rosnące zapotrzebowanie na błyskawiczne dostawy.

Realia dostawy tego samego dnia

Dostarczenie przesyłki w dniu jej nadania jest jak najbardziej realne, szczególnie na terenie dużych miast i aglomeracji. Wyobraź sobie sytuację: pilny dokument musi trafić na drugi koniec miasta przed ważnym spotkaniem. Albo zapomniany prezent urodzinowy dla bliskiej osoby. W takich chwilach standardowa wysyłka, nawet ta najszybsza, po prostu nie wchodzi w grę.

Rozwój technologii, zaawansowane systemy logistyczne i specjalnie dedykowane floty kurierskie sprawiły, że to, co kiedyś było luksusem dostępnym dla nielicznych, dziś staje się coraz bardziej powszechną opcją. Oczywiście, istnieją pewne ograniczenia. Nie każdą paczkę da się tak wysłać, a zasięg geograficzny usługi bywa limitowany. To nie jest żadna magia, choć efekt potrafi być magiczny. Za kulisami działa precyzyjnie naoliwiona maszyna logistyczna, gdzie każda minuta ma znaczenie.

Kiedy portfel mówi „tak” – opłacalność ekspresowej wysyłki

Zastanawiasz się pewnie, kiedy warto sięgnąć po taką usługę? Przecież szybkość często idzie w parze z wyższą ceną. Są jednak sytuacje, w których koszt ekspresowej dostawy jest w pełni uzasadniony, a nawet okazuje się inwestycją.

Kiedy więc warto rozważyć przesyłkę tego samego dnia?

  • Gdy liczy się każda chwila: zgubione klucze dostarczone tuż przed wyjazdem, umowa wymagająca natychmiastowego podpisu, czy część zamienna, od której zależy ciągłość pracy w firmie.
  • W sytuacjach kryzysowych: dostarczenie leków, ważnych dokumentów medycznych.
  • Dla biznesu: zaoferowanie klientom dostawy tego samego dnia może być asem w rękawie, znacząco podnosząc atrakcyjność oferty i budując lojalność. W branży e-commerce to coraz częściej spotykany standard, który pozwala wyróżnić się na tle konkurencji.
  • Niespodzianki i prezenty „last minute”: bo czasem najlepsze pomysły przychodzą na ostatnią chwilę, a radość obdarowanej osoby jest bezcenna.

Czasami spokój ducha, pewność, że przesyłka dotrze na czas, jest warta więcej niż pieniądze. To trochę jak z ubezpieczeniem – płacimy za poczucie bezpieczeństwa.

Blaski i cienie ekspresowej dostawy

Jak każda usługa, również przesyłki ekspresowe tego samego dnia mają swoje jasne i nieco ciemniejsze strony. Zacznijmy od zalet, bo tych jest całkiem sporo. Przede wszystkim, to niezwykła szybkość. Możliwość niemal natychmiastowego przekazania przedmiotu z punktu A do punktu B to komfort, który trudno przecenić. Dla firm oznacza to zadowolonych klientów i sprawniejsze procesy. Dla osób prywatnych – rozwiązanie naglących problemów.

Jednak nie ma róży bez kolców. Głównym wyzwaniem jest oczywiście koszt, zazwyczaj wyższy niż w przypadku standardowych opcji wysyłki. Trzeba też pamiętać o ograniczonym zasięgu – usługa ta jest najczęściej dostępna w obrębie jednego miasta lub aglomeracji. Kolejna kwestia to konieczność precyzyjnego zaplanowania wszystkiego. Zarówno nadawca, jak i odbiorca muszą być dostępni w określonym, często wąskim, przedziale czasowym. Czasem logistyka może napotkać też prozaiczne przeszkody, jak korek w godzinach szczytu czy nagłe załamanie pogody. To trochę jak próba złapania ostatniego pociągu – ekscytujące, ale i nieco stresujące.

Jak to działa od kuchni? Logistyka przesyłek „na już”

Może się wydawać, że to proste – kurier odbiera paczkę i wiezie prosto do adresata. W rzeczywistości za sprawnym działaniem przesyłek tego samego dnia stoi złożony system. Kluczową rolę odgrywają tu kurierzy miejscy, często poruszający się na skuterach czy rowerach, aby ominąć miejskie zatory. Coraz częściej wykorzystywane są specjalne algorytmy optymalizujące trasy przejazdu w czasie rzeczywistym.

Firmy kurierskie inwestują w rozbudowane centra logistyczne i punkty przeładunkowe zlokalizowane strategicznie w różnych częściach miasta. To pozwala na szybkie sortowanie i przekazywanie paczek kolejnym kurierom. Niezbędne są także zaawansowane systemy informatyczne do zarządzania zleceniami, śledzenia przesyłek i komunikacji z klientami. Znalezienie odpowiedniego przewoźnika oferującego takie usługi może ułatwić broker kurierski, który agreguje oferty wielu firm. Cały ten mechanizm musi działać z precyzją szwajcarskiego zegarka, by paczka dotarła na czas.

Co najczęściej podróżuje ekspresem?

Zastanawiasz się, jakie przedmioty są najczęściej wysyłane w trybie ekspresowym? Lista jest całkiem długa i różnorodna. Na czele znajdują się oczywiście dokumenty – umowy, faktury, pisma urzędowe, projekty. Szybkość ich dostarczenia bywa kluczowa dla powodzenia wielu przedsięwzięć biznesowych.

Często wysyłana jest także drobna elektronika i akcesoria – zapomniana ładowarka, pilnie potrzebny kabel czy nowy gadżet, który ma być prezentem. Wiele aptek i firm farmaceutycznych korzysta z tej formy dostawy dla leków i środków medycznych, zwłaszcza tych wymagających szybkiego transportu. Nie można zapomnieć o kwiatach i drobnych upominkach, które dzięki ekspresowej dostawie mogą sprawić radość dokładnie wtedy, kiedy trzeba. Próbki towarów, materiały reklamowe, a nawet ciepłe posiłki z restauracji (choć to już bardziej wyspecjalizowany segment) – wszystko to może być przedmiotem przesyłki tego samego dnia. Raczej nie wyślemy w ten sposób kompletu mebli ogrodowych, ale dla mniejszych, pilnych przesyłek jest to idealne rozwiązanie.

Ile to kosztuje? Czynniki wpływające na cenę

Cena ekspresowej przesyłki tego samego dnia jest wypadkową kilku czynników. Podstawowym jest oczywiście odległość – im dalej paczka ma podróżować, tym koszt będzie wyższy. Znaczenie ma również waga i gabaryty przesyłki; większe i cięższe paczki generują wyższe opłaty.

Nie bez znaczenia jest pora dnia. Zlecenia składane późnym popołudniem lub wieczorem, wymagające nocnej logistyki, mogą być droższe. Podobnie w weekendy czy święta – dostępność kurierów bywa wtedy ograniczona, co wpływa na cenę. Rodzaj przewożonego towaru również może mieć znaczenie, szczególnie jeśli wymaga specjalnych warunków transportu, na przykład chłodniczych. Warto sprawdzić cenniki i opcje dostępne u różnych przewoźników lub poprzez platformy brokerskie, które często oferują konkurencyjne stawki na przesyłki ekspresowe tego samego dnia. Pamiętajmy, że płacimy za wyjątkową szybkość i złożoność operacji logistycznej.

A co jeśli paczka musi jechać dalej?

Ten artykuł koncentruje się na dostawach realizowanych w ciągu jednego dnia, które z natury rzeczy dotyczą raczej krótszych, lokalnych lub krajowych dystansów. Co jednak, gdy nasza przesyłka musi pokonać znacznie większą odległość, na przykład trafić do innego kraju? Chociaż dostawa tego samego dnia na trasach międzynarodowych jest zjawiskiem rzadkim i niezwykle kosztownym (zarezerwowanym głównie dla bardzo pilnych przesyłek dyplomatycznych czy medycznych), to istnieją bardzo szybkie opcje wysyłki zagranicznej. Jeśli więc stoisz przed wyzwaniem wysłania czegoś poza granice Polski i czas odgrywa istotną rolę, warto zainteresować się ofertami na przesyłki międzynarodowe kurierem. Choć nie będzie to ten sam dzień, to często można liczyć na dostawę już następnego dnia roboczego do wielu europejskich krajów.

Podsumowując

Ekspresowa przesyłka tego samego dnia to już nie futurystyczna wizja, a całkiem realna i coraz częściej wybierana usługa. Jest niezwykle przydatna w sytuacjach podbramkowych, gdy czas to pieniądz, a nawet więcej – spokój ducha. Choć wiąże się z wyższymi kosztami i pewnymi ograniczeniami, jej zalety w wielu przypadkach przeważają nad wadami. Czy warto? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam, analizując konkretną potrzebę i sytuację. Jedno jest pewne: dobrze wiedzieć, że gdy zegar tyka nieubłaganie, istnieje opcja, by wygrać ten wyścig z czasem.

Rynek wtórny wyraźnie zwalnia. Sprzedający czekają na nabywcę coraz dłużej

Sprzedaż mieszkań z drugiej ręki wyraźnie zwolniła. W niektórych miastach takich jak Opole na kupującego trzeba dziś czekać nawet 76 dni, czyli o blisko 30% dłużej niż rok temu. Najszybciej znikają z rynku niewielkie mieszkania, zwłaszcza te w dużych miastach i… do remontu. Najnowsze dane Otodom pokazują, że dziś liczy się nie tylko lokalizacja, ale też metraż i potencjał inwestycyjny.

Sprzedający na rynku wtórnym nie mają dziś zbyt wiele powodów do optymizmu. Choć liczba ofert sprzedaży mieszkań wciąż utrzymuje się na relatywnie wysokim poziomie, rotacja ogłoszeń wyraźnie spowalnia. Mniej transakcji oznacza, że mieszkania dłużej pozostają na rynku, a proces sprzedaży staje się bardziej wymagający. Zmniejsza się również aktywność kupujących – w maju liczba odpowiedzi na ogłoszenia była niższa niż miesiąc wcześniej, co potwierdza ostrożniejsze podejście po stronie popytu.

Jak w tym kontekście kształtuje się realny czas sprzedaży mieszkań? Które lokalizacje i typy nieruchomości cieszą się największym zainteresowaniem, a które wymagają od sprzedających większej cierpliwości? Odpowiedzi dostarczają najnowsze dane Otodom.

Sprzedający muszą uzbroić się w cierpliwość

W II kwartale 2025 roku najdłużej na nabywcę czekali właściciele mieszkań w Opolu – mediana czasu trwania ogłoszenia w tym mieście wyniosła aż 76 dni. To o niemal trzy tygodnie więcej niż w Rzeszowie (59 dni) i w Szczecinie (56 dni), które uzupełniają trójkę miast z najdłuższym czasem sprzedaży mieszkań z drugiej ręki. Po przeciwnej stronie zestawienia znajduje się Poznań, gdzie mieszkania z rynku wtórnego sprzedają się najszybciej – mediana to tylko 38 dni. W Katowicach (39 dni) i Warszawie (40 dni) również nie trzeba długo czekać na nabywcę.

W ciągu ostatniego roku w niemal wszystkich miastach wojewódzkich mediana czasu trwania ogłoszeń w kategorii „mieszkania na sprzedaż” na rynku wtórnym wzrosła, a sprzedający muszą dziś dłużej czekać na kupujących niż przed rokiem – komentuje Milena Chełchowska, ekspertka rynku mieszkaniowego OtodomCo jednak istotne, w szerszym ujęciu czas publikacji ogłoszeń zmienia się powoli. W ostatnich sześciu latach tempo wzrostu tego wskaźnika nie przekraczało 1% z kwartału na kwartał, co pokazuje, że rynek wtórny mimo wszystko pozostaje stabilny – dodaje.

O ile dłużej niż rok temu muszą dziś czekać sprzedający na rynku wtórnym? W Gdańsku, Kielcach, Opolu, Rzeszowie i Wrocławiu  mediana czasu sprzedaży mieszkań wydłużyła się aż o około 30% w porównaniu z II kwartałem 2024 roku. W Białymstoku, Krakowie i Warszawie wzrost ten sięga 20–25%. Wyjątek stanowi Szczecin, gdzie czas oczekiwania na nabywcę pozostał bez zmian, oraz Bydgoszcz – jedyne miasto wojewódzkie, w którym mieszkania sprzedają się dziś szybciej niż przed rokiem (spadek mediany o 5% r/r).

Lokalizacja i metraż mają znaczenie

Sprzedaż mieszkania z drugiej ręki w najmniejszych ośrodkach miejskich to większe wyzwanie. W miastach do 50 tys. mieszkańców ogłoszenia pozostają aktywne średnio przez 65 dni. Dla porównania  w średnich miastach (od 50 do 100 tys. mieszkańców) czas ten skraca się do 44 dni, a w największych aglomeracjach nabywcę można znaleźć już po około 41 dniach.

Również metraż mieszkania ma wpływ na tempo sprzedaży, a im większa powierzchnia, tym dłużej trwa znalezienie kupca. W maju 2025 roku mediana czasu publikacji ogłoszenia dla mieszkań o powierzchni powyżej 90 m² wyniosła 69 dni. Tymczasem lokale o metrażu poniżej 40 m² znajdowały nabywców znacznie szybciej, bo po zaledwie 46 dniach.

Na rynku wtórnym doskonale widać, że mniejsze mieszkania sprzedają się szybciej. Wynika to z faktu, że są bardziej dostępne pod względem ceny całkowitej, a tym samym atrakcyjniejsze dla szerokiej grupy kupujących, zarówno inwestorów, jak i osób szukających własnego M. Co ciekawe, na rynku deweloperskim sytuacja wygląda nieco inaczej: choć kawalerki i małe mieszkania rzeczywiście znikają najszybciej, to zaraz po nich kupowane są także te największe. Najdłużej natomiast czekają na nabywców mieszkania średnie o powierzchni od 60 do 90 m². Jednocześnie warto zauważyć, że to właśnie rynek wtórny charakteryzuje się dziś wyraźnie szybszą rotacją ogłoszeń niż rynek deweloperski – komentuje Milena Chełchowska.

Mieszkania do remontu znikają szybciej

Choć mogłoby się wydawać, że lokale wymagające nakładów finansowych będą czekać na nabywcę dłużej, dane Otodom pokazują coś zupełnie odwrotnego. W ostatnim kwartale mieszkania z rynku wtórnego oznaczone w ogłoszeniu jako „do remontu” znikały z portalu średnio po 50 dniach. Dla porównania, lokale bez takiej adnotacji potrzebowały o 2 dni więcej, a ich mediana czasu publikacji wyniosła 52 dni.

Co ciekawe, przewaga tej pierwszej grupy nie jest chwilowym zjawiskiem. W ciągu ostatnich sześciu lat tylko raz zdarzyło się, by to mieszkania do remontu czekały na nabywcę dłużej – i to zaledwie o jeden dzień. Średnio ogłoszenia z tej kategorii znikają z rynku o 5 dni szybciej niż te w lepszym stanie technicznym. Dlaczego? Tego typu nieruchomości często postrzegane są jako okazje inwestycyjne lub dają większą swobodę w aranżacji,  a to przemawia zarówno do inwestorów, jak i osób planujących zakup „na własnych warunkach”.2025_06_23_Mediana czasu publikacji ogłoszen

Mieszkania do remontu bywają postrzegane jako te z dużym  potencjałem. To często lokale w atrakcyjnych lokalizacjach, które wymagają modernizacji, ale dają możliwość podniesienia wartości nieruchomości. Dlatego interesują się nimi nie tylko osoby szukające mieszkania dla siebie, lecz także inwestorzy oraz tzw. flipperzy, którzy zawodowo zajmują się zakupem, remontem i odsprzedażą nieruchomości z zyskiem – podsumowuje Milena Chełchowska.

Ropa rośnie, ale bez paniki. Cieśnina Ormuz wciąż otwarta

0

Rynek ropy zareagował w ograniczony sposób po weekendowej ostrej eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. Najpierw Stany Zjednoczone dokonały nalotów bombowych na infrastrukturę nuklearną w Iranie, natomiast później parlament Iranu zatwierdził blokadę Cieśniny Ormuz. Ceny ropy naftowej Brent i WTI otworzyły się 5% wyżej po weekendzie, znajdując się najwyżej od początku stycznia bieżącego roku, ale obecnie duża część wzrostów została już zneutralizowana. Na nieco ponad godzinę przed otwarciem europejskich rynków ropa Brent kosztuje niecałe 78 USD, natomiast ropa WTI poniżej 75 USD za baryłkę. Wzrost cen ropy spadł z 5% do zaledwie 1%. Ograniczone ruchy na rynku ropy naftowej są związane z brakiem faktycznych działań w cieśninie Ormuz. Iran nie dokonał fizycznej blokady, ani nie zdecydował się na atak żadnej jednostki, a co więcej, nie doszło do żadnego ataku na pozycje Amerykanów w bliskich okolicach Iranu.

W tym momencie cały czas normalnie przebiega przepływ tankowców przez cieśninę, wykorzystując wody terytorialne Omanu oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Niemniej nie można wykluczyć dalszej eskalacji sytuacji. Stany Zjednoczone nawołują obecnie do szybkich rozmów pokojowych, co wydaje się jednak mało prawdopodobne. Stany Zjednoczone poprosiły również Chiny o słowną interwencję, aby Iran nie decydował się na faktyczne działania w cieśninie Ormuz. Przez cieśninę Ormuz przepływa ok. 20% podaży ropy, głównie z Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu, Iraku czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, ale również Iranu. Co równie ważne, większość tej ropy trafia do krajów azjatyckich, w głównej mierze Chin.

Cieśnina Ormuz

Statki w dalszym ciągu przepływają przez cieśninę, choć wiele znajduje się na redzie. Źródło: VesselFinder.Com

Po silnej eskalacji konfliktu nie widać również dużych ruchów na pozostałych rynkach. Złoto zyskało niecały 1% na otwarciu, ale obecnie traci ok. 0,3%, a EURUSD powraca powyżej 1,1500. Ograniczony wzrost cen ropy nie oznacza jednak braku wzrostu na stacjach paliw. Ceny paliw będą reagować na wcześniejszą eskalację konfliktu, dlatego średnia krajowa może powrócić w okolice 6 zł za litr, za benzynę 95.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Nieruchomości komercyjne w Polsce przyciągają inwestorów. 686 mln euro w Q1 2025

Pomimo utrzymujących się napięć geopolitycznych i niepewności w globalnym handlu, polski rynek nieruchomości komercyjnych rozpoczął 2025 rok z wyraźnym wzrostem aktywności inwestycyjnej. W pierwszym kwartale zawarto transakcje o łącznej wartości 686 mln euro, co oznacza wzrost o 64% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku – wynika z raportu BNP Paribas Real Estate Poland „Review. Rynek inwestycyjny w Polsce w I kw. 2025 roku”. Inwestorzy coraz chętniej kierują się ku mniejszym, bardziej elastycznym aktywom.

Lepszy początek roku

Wartość zrealizowanych transakcji w pierwszym kwartale 2025 roku sygnalizuje ożywienie na rynku, mimo że poziomy nadal pozostają poniżej rekordowych wolumenów z lat 2018–2019. Według analityków BNP Paribas Real Estate Poland, Polska pozostaje atrakcyjnym rynkiem dla inwestorów zagranicznych – także tych debiutujących – co znajduje potwierdzenie w rosnącej liczbie składanych ofert.

Struktura kapitału

Wśród inwestorów dominował kapitał europejski, który odpowiadał za 61% zainwestowanych środków. Co istotne, 32% przypadło na środki pochodzące spoza strefy euro, z czego ponad połowa pochodziła z Polski. Udział inwestorów z Bliskiego Wschodu wyniósł 17%, a kapitał z Ameryki odpowiadał za 13% wolumenu.

Czynniki geopolityczne, takie jak trwające negocjacje między Rosją, USA i Ukrainą oraz globalne napięcia handlowe, stanowią potencjalne wyzwania dla rynku inwestycyjnego w 2025 roku. Taka niepewność osłabia oczekiwania dotyczące kompresji oczekiwanych stóp zwrotu. Przełom geopolityczny mógłby znacząco pobudzić wzrost rynku, zachęcając do inwestycji na większą skalę. Trajektorię rynku będzie również kształtowała polityka monetarna zarówno Polski, jak i Unii Europejskiej. Kwietniowa obniżka stóp procentowych w strefie euro z perspektywą dalszych spadków daje nadzieję na powrót apetytu inwestorów na nieruchomości komercyjne zarówno w Europie, jak i w Polsce – ocenia Mateusz Skubiszewski, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Mniejsze transakcje na fali

Rynek charakteryzował się zwiększoną liczbą mniejszych transakcji. Wolumen inwestycji do 20 mln EUR wzrósł o 47% r/r, a segment 40–100 mln EUR odnotował imponujący wzrost na poziomie 187%. Oznacza to rosnące zainteresowanie projektami o bardziej przewidywalnym profilu ryzyka i łatwiejszym zarządzaniu. Brak było natomiast większych transakcji portfelowych – tylko trzy zawarte umowy przekroczyły 50 mln EUR. Niska aktywność w segmencie aktywów typu core sugeruje przyjęcie przez wielu inwestorów strategii wyczekiwania. Może to również świadczyć o przesunięciu w kierunku mniejszych, łatwiejszych w zarządzaniu aktywów.

Stabilne stopy kapitalizacji

W pierwszym kwartale 2025 r. stopy kapitalizacji dla kluczowych klas aktywów pozostały na stabilnym poziomie, co odzwierciedla ostrożne nastawienie inwestorów w obliczu utrzymującego się niepewnego otoczenia rynkowego makroekonomicznego i geopolitycznego. Dla najlepszych biur i obiektów magazynowych wyniosły 6,25%, dla centrów handlowych – 6,50%, a dla obiektów logistycznych obsługujących e-commerce – ok. 5,25%.

– Brak istotnej dekompresji wskazuje na oczekiwanie inwestorów na dalsze obniżki kosztów finansowania i stabilizację warunków makroekonomicznych. Perspektywa luzowania polityki monetarnej w strefie euro oraz spadek kosztów długu mogą w kolejnych kwartałach sprzyjać stopniowej kompresji stóp kapitalizacji – wskazuje Karolina Wojciechowska, Dyrektorka, Dział Rynków Kapitałowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Aktywa przemysłowo-logistyczne liderem

Największy udział w wolumenie inwestycyjnym miały nieruchomości z sektora przemysłowo-logistycznego – 202 mln EUR, co stanowi wzrost o 47% r/r. Aż cztery z pięciu największych transakcji w analizowanym okresie dotyczyły tego segmentu.

Do najważniejszych transakcji zaliczają się:

  • Panattoni Park Tricity South II (78 tys. m kw.) – 59 mln EUR, nabywca: Clarion,
  • P3 Grodzisk Park (69 tys. m kw.) – 53 mln EUR, nabywca: Prologis,
  • Panattoni Park Tricity East V (50 tys. m kw.) – 41 mln EUR, nabywca: Fortress REIT,
  • Panattoni Park Gdańsk IV & East II (42 tys. m kw.) – 36 mln EUR, nabywca: Hillwood.

Aktywa handlowe i biurowe wracają do gry

Drugie miejsce w strukturze inwestycji przypadło sektorowi handlowemu – 189 mln EUR, co oznacza wzrost aż o 203% rok do roku. Segment biurowy przyciągnął 164 mln EUR, czyli o 53% więcej niż w I kwartale 2024 roku. Największą transakcją w tym okresie była sprzedaż biurowca Wronia 31 w Warszawie (16 tys. m kw.), który Uniqa Real Estate nabyła od LaSalle IM za 69 mln EUR.

Złoto nie rośnie mimo wojny. Banki centralne kupują, ale inwestorzy wybierają dolara

Mimo spektakularnego nalotu amerykańskich bombowców na irańskie instalacje nuklearne i narastających napięć na Bliskim Wschodzie, cena złota pozostała zaskakująco stabilna. Wbrew oczekiwaniom rynku, który liczył na gwałtowny wzrost notowań, kruszec stracił w minionym tygodniu około 50 USD/oz i dziś wyceniany jest na poziomie 3360 dolarów za uncję. Eksperci wskazują na umocnienie dolara jako główny czynnik wyhamowujący wzrosty cen metali szlachetnych.


Dolar silniejszy, złoto w cieniu

Zamiast szukać bezpieczeństwa w złocie, inwestorzy – w obliczu wzmożonej niepewności – zwrócili się ku dolarowi amerykańskiemu. Ten klasyczny „safe haven” w czasach globalnego kryzysu zaoferował większą płynność, co tymczasowo osłabiło popyt na kruszec. Efekt? Ceny złota pozostały stabilne, mimo ogromnego szoku geopolitycznego.

Złoto nie zareagowało również na wypowiedź Donalda Trumpa, który nalot określił jako „najwspanialszą operację militarną w historii USA”. Inwestorzy – przynajmniej na razie – nie spodziewają się natychmiastowej eskalacji, a reakcja rynków surowcowych i finansowych pozostała umiarkowana.


Cieśnina Ormuz i ryzyko inflacji

Sytuacja może jednak ulec szybkim zmianom. Iran zapowiedział odwet i rozważa zablokowanie cieśniny Ormuz – kluczowego szlaku dla światowego handlu ropą i gazem LNG. Parlament zatwierdził już stosowny plan, czekając na decyzję Najwyższej Rady Bezpieczeństwa. Goldman Sachs ostrzega, że rzeczywista blokada może podbić ceny ropy powyżej 120 USD za baryłkę, co grozi falą inflacji – zwłaszcza w gospodarkach azjatyckich i amerykańskiej.


Rezerwa Federalna w cieniu polityki i stagflacji

Choć Rezerwa Federalna utrzymała stopy procentowe bez zmian, to jej komunikaty były mniej optymistyczne: obniżka prognoz wzrostu PKB i podwyższenie oczekiwań inflacyjnych wpisują się w coraz wyraźniejszy scenariusz stagflacji.

Tymczasem Donald Trump publicznie skrytykował szefa Fedu Jerome’a Powella, sugerując, że po ewentualnym powrocie do Białego Domu może go zastąpić. Wśród kandydatów wymieniany jest m.in. Christopher Waller, który nie wyklucza pierwszych obniżek już w lipcu.


Banki centralne wybierają złoto

Pomimo krótkoterminowej słabości cenowej, fundamenty rynku złota pozostają bardzo mocne. Według Światowej Rady Złota (WGC), aż 95% banków centralnych planuje zwiększyć rezerwy złota w ciągu najbliższego roku. Co więcej, 73% zadeklarowało chęć ograniczenia udziału dolara w rezerwach – to sygnał głębokiej zmiany w światowej architekturze walutowej.

Banki centralne wymieniają dolary na złoto, traktując kruszec jako bardziej neutralne i bezpieczne aktywo rezerwowe – szczególnie w kontekście rosnącego długu publicznego USA i napięć geopolitycznych.


Prognozy: 4000 USD za uncję w ciągu roku?

Bank of America utrzymuje odważną prognozę: do połowy 2026 roku cena złota może sięgnąć nawet 4000 USD za uncję. Powodem nie są jednak wyłącznie napięcia geopolityczne, ale głównie spadające zaufanie do dolara i obawy o wypłacalność USA. Sytuację pogarszać ma forsowany przez Trumpa gigantyczny pakiet wydatków budżetowych („big beautiful bill”).

Podobnie wypowiada się Nassim Nicholas Taleb, autor „Czarnego łabędzia”, który w ostatnich analizach stwierdził: „Złoto to dziś jedyna efektywna waluta rezerwowa. Dolar to tylko narzędzie transakcyjne.”


Podsumowanie: złoto spokojne dziś, ale gotowe na skok jutro

Choć złoto nie wystrzeliło po ataku USA na Iran, to brak gwałtownych wzrostów nie oznacza braku potencjału. Wręcz przeciwnie – rynki pokazują, że złoto coraz bardziej pełni funkcję strategicznego aktywa o długoterminowej wartości.

Jeśli nie dojdzie do natychmiastowej deeskalacji na Bliskim Wschodzie, a dolar zacznie słabnąć w wyniku działań politycznych i monetarnych, złoto może nie tylko wrócić do wzrostów, ale też wyznaczyć nowe historyczne maksima.

Jubileusz Forum Liderów PPP

Dekada partnerstwa: jubileuszowe Forum Liderów PPP podsumowało 10 lat rozwoju partnerstwa publiczno-prywatnego w Polsce.

Jubileuszowa, dziesiąta edycja Forum Liderów PPP, która odbyła się 16 czerwca 2025 roku w Warszawie, stała się symbolicznym momentem podsumowania dekady działań na rzecz popularyzacji partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP) w Polsce. Wydarzenie zgromadziło parlamentarzystów, przedstawicieli administracji rządowej i samorządowej, ekspertów oraz reprezentantów sektora prywatnego. Gościem honorowym Forum był senator Adam Szejnfeld – inicjator ustawy o PPP z 2008 roku, uznawany za „ojca PPP” w Polsce.Adam Szejnfeld

Wielki Medal Senatu dla Forum Liderów PPP

Za szczególne zasługi w upowszechnianiu idei PPP Forum zostało uhonorowane Wielkim Medalem Senatu Rzeczypospolitej Polskiej. Wyróżnienie wręczono prezes Kamili Król – za wieloletnie zaangażowanie w budowę zaufania wokół modelu współpracy sektora publicznego i prywatnego oraz skuteczne działania wspierające implementację ustawy.

Szejnfeld: „Potrzebujemy setek projektów rocznie”

Otwarcia konferencji dokonał senator Adam Szejnfeld, który przypomniał, że choć nowoczesna ustawa o PPP obowiązuje już od 2009 roku, to potencjał tej formuły w Polsce pozostaje wciąż niewykorzystany. Do tej pory podpisano zaledwie 204 umowy o łącznej wartości ok. 10 mld zł, z czego aż 90% przypadło na samorządy. Po zauważalnym spadku liczby projektów w latach 2022–2023, obecnie widoczny jest wyraźny wzrost.

– Jeśli chcemy, by PPP realnie wspierało rozwój kraju, konieczne jest zwiększenie jego skali. Nie kilku, ale kilkuset projektów rocznie – mówił senator, apelując o większą aktywność sektora prywatnego.

Podkreślił również, że PPP to nie tylko forma finansowania, ale efektywny sposób zarządzania ryzykiem i jakością realizacji inwestycji. W jego ocenie, poza klasyczną infrastrukturą, przyszłość PPP powinna obejmować także projekty z obszaru obronności i transformacji energetycznej.

Żywno i Sekuła: potrzeba jasnych definicji i wsparcia dla samorządów

Wicemarszałek Senatu Maciej Żywno zwrócił uwagę na problem tzw. „quasi-PPP” – projektów realizowanych poza ustawową formułą, co rodzi nieufność i dezorientację wśród samorządów i inwestorów. Podkreślił, że konieczne jest stworzenie spójnego i stabilnego otoczenia prawnego, które jasno określi zasady współpracy.

Senator Joanna Sekuła, wiceprzewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. PPP, wskazała natomiast, że w dobie ograniczonego dostępu do środków unijnych i krajowych PPP staje się często jedyną realną drogą do realizacji potrzebnych lokalnie inwestycji. Przypomniała udany przykład z Sosnowca, gdzie w ramach PPP zrealizowano termomodernizację 24 budynków.

– PPP to nie tylko źródło kapitału, ale też know-how, technologia i długoterminowe zaangażowanie partnera prywatnego – zaznaczyła senator Sekuła.

Między interesem publicznym a prywatnym zyskiem

Forum składało się z dwóch głównych części. W pierwszej uczestnicy analizowali kierunki rozwoju PPP w Polsce, inspirując się przykładami z Europy i krajowymi projektami zakończonymi sukcesem. W drugiej części debatowano nad sposobami godzenia interesu publicznego z zyskami sektora prywatnego.

Senator Szejnfeld wskazał, że wciąż barierą pozostaje przekonanie, że PPP to rozwiązanie trudne i ryzykowne. Dlatego konieczne jest uproszczenie procedur, opracowanie standardowych dokumentów oraz stworzenie centralnego funduszu wspierającego przygotowanie projektów – w tym analiz wykonalności, dokumentacji technicznej i oceny ryzyka.

Forum jako platforma współpracy i wiedzy

Od 2016 roku Forum Liderów PPP stanowi najważniejszą w Polsce platformę dialogu w zakresie partnerstwa publiczno-prywatnego. Jego celem jest edukacja, budowa zaufania między sektorami oraz promocja PPP jako narzędzia wspierającego rozwój społeczności lokalnych i całego kraju.

Jubileuszowa edycja była nie tylko okazją do świętowania, ale przede wszystkim do spojrzenia w przyszłość – przyszłość, która w ocenie uczestników Forum wymaga odwagi, wizji i silnej współpracy między sektorem publicznym a prywatnym.

Kurs dolara rośnie po ataku USA na Iran, złoty zaskakująco stabilny

Wojna izraelsko-irańska wysuwa się na pierwszy plan jako kluczowy czynnik warunkujący handel na rynku walutowym po tym, jak w piątek dołączyły do niej USA, bombardując główne ośrodki nuklearne w Iranie. Podczas gdy napięcia geopolityczne rosną, dolar odzyskał status safe haven. Z kolei złoty w obliczu napięć na Bliskim Wschodzie pozostaje dość odporny.

Kluczowe punkty:

  • PLN względnie odporny, ale zaczyna tydzień od wyprzedaży.
  • USA zaatakowały w weekend irańskie ośrodki nuklearne.
  • USD odzyskał status safe haven i umocnił się względem pozostałych walut G10.
  • Globalne ceny ropy rosną przez obawy o podaż.
  • FOMC utrzymał stopy procentowe, dot plot wskazuje wciąż na dwa cięcia.
  • BoE zagłosował za utrzymaniem stóp (6:3) i nie zmienił forward guidance.

Dane makroekonomiczne, a nawet posiedzenie Rezerwy Federalnej zeszły na dalszy plan, a niezbyt już liczne grono osób wierzących w siłę dolara musiało poczuć się uspokojone tym, że amerykańska waluta wydaje się utrzymywać status safe haven w okresie poważnych napięć geopolitycznych. Dolar umocnił się względem wszystkich pozostałych głównych walut. Ubiegły tydzień nie był szczególnie zły dla walut rynków wschodzących, rynek futures na akcje otworzył się zaś w niedzielę na poziomie bliskim temu sprzed tygodnia. Z tego wynika, że był to przede wszystkim ruch dolara, a sentyment do ryzyka pozostaje stosunkowo odporny w obliczu konfliktu.

W zwykłych okoliczność w centrum uwagi znalazłyby się w tym tygodniu odczyty wskaźników PMI (poniedziałek 23.06). Dane gospodarcze i dotyczące polityki monetarnej będą musiały jednak rywalizować z nagłówkami dotyczącymi Bliskiego Wschodu, w szczególności dotyczącymi potencjalnego odwetu Iranu na amerykańskich interesach. Kluczowa będzie reakcja cen ropy. Dotąd kontrakty futures na ropę wzrosły istotnie, jednak zasadnie i do poziomu, z którym gospodarki mogą sobie poradzić.

PLN

Złoty pozostaje dość odporny w obliczu napięć na Bliskim Wschodzie. W ubiegłym tygodniu radził sobie lepiej niż pozostałe waluty regionu i zdołał odnotować niewielkie zyski względem referencyjnego euro.

Krajowe dane mają dezinflacyjny rys. Odczyty z ostatnich dni pokazały, że inflacja bazowa spadła do najniższego od czerwca 2021 r. poziomu 3,3%. Wszystkie dane z poniedziałku (23.06) mają podobny wydźwięk. Dynamika płac, prawdopodobnie najważniejsza z nich, wróciła do trendu spadkowego po wzroście w kwietniu i zaskoczyła w dół (8,4%), wzmacniając przekonanie, że presja cenowa w Polsce będzie w dalszym ciągu kierować się w dół.

Wydaje się, że zaskoczenia w dół widoczne w różnych odczytach ciążą w poniedziałek nieznacznie złotemu, wzmacniając wyprzedaż z powodu napięć na Bliskim Wschodzie. Ruchy są jednak ograniczone, a para EUR/PLN utrzymuje się w wąskim przedziale. W najbliższych dniach będziemy uważni na krajowe dane, w szczególności dotyczące sprzedaży detalicznej (wtorek 24.06). Istotniejsze dla kształtowania się kursu EUR/PLN okażą się jednak zapewne sygnały ze świata.

EUR

W ubiegłym tygodniu nie było wielu wieści gospodarczych ani dotyczących polityki monetarnej w strefie euro, które mogłyby poruszyć rynki. Te pierwsze są wciąż zniekształcone przez zwiększony eksport do USA przed wprowadzeniem ceł Trumpa. W konsekwencji handel wspólną walutą zależał niemal całkowicie od wydarzeń poza strefą euro, w szczególności wojny izraelsko-irańskiej. Euro generalnie ucierpiało na rosnących cenach ropy i na tym, że Europa jest ogromnym importerem energii – w przeciwieństwie do USA, które stały się teraz kolejnym eksporterem.

Ten tydzień zapowiada się podobnie – euro rozpoczęło go niżej, a ceny ropy dalej rosną. Najważniejszą publikacją ze strefy euro w tym tygodniu są opublikowane dziś rano wstępne wskaźniki PMI za czerwiec. W ostatnich miesiącach wskaźnik zbiorczy utrzymywał się tuż powyżej poziomu 50 pkt – w czerwcu było tak samo. Dane nieco rozczarowały brakiem poprawy w sektorze przemysłowym. Aktywność w usługach z kolei już się nie kurczy, ale również nie rośnie.

USD

Podczas gdy uwaga rynków przestała być skupiona na danych gospodarczych i dotyczących polityki monetarnej, tych w USA było w ubiegłym tygodniu wiele. Rysują one wciąż mieszany obraz. Rynek nieruchomości mieszkalnych radzi sobie szczególnie słabo, z kolei na rynku pracy w dalszym ciągu widoczne są oznaki umiarkowanego ochłodzenia, szczególnie w cotygodniowych nowych deklaracjach bezrobotnych. Inne wskaźniki radzą sobie nieco lepiej, a nowcast GDPNow Fedu z Atlanty wskazuje obecnie na silne odbicie amerykańskiego wzrostu w II kwartale, na poziomie ok. 3,5% w ujęciu zannualizowanym.

Rezerwa Federalna zauważyła tę niepewność podczas swojego ostatniego posiedzenia w ubiegłym tygodniu. Stopa fed funds została utrzymana na niezmienionym poziomie, jak powszechnie oczekiwano. FOMC był jednak nieco bardziej jastrzębi, niż wyceniano. Prezes Jerome Powell ponownie ocenił amerykańską gospodarkę i rynek pracy jako „solidne”, zbył zaś milczeniem zachęcający majowy raport dotyczący inflacji CPI. Ostatnie słabe dane z rynku pracy skłaniają jednak część decydentów do skrętu w stronę szybszego obniżenia stóp procentowych. Nie sądzimy, że te rozbieżności uda się rozwiązać, zanim poznamy co najmniej jeden odczyt non-farm payrolls i inflacji.

GBP

Ciąg kiepskich danych z Wielkiej Brytanii, który rozpoczął się dwa tygodnie temu, trwał również w ubiegłym tygodniu. Inflacja była powyżej oczekiwań, sprzedaż detaliczna spadła zaś w maju o 2,7% w ujęciu miesięcznym, znacznie silniej, niż szacowano. Te słabe odczyty, przychodzące tuż po najgorszym pod względem utraty miejsc pracy miesiącu od pandemii, wzmacniają stagflacyjne obawy.

Bank Anglii zgodnie z oczekiwaniami utrzymał w ubiegłym tygodniu stopy procentowe na niezmienionym poziomie, przy czym gołębi rozkład głosów (trzy osoby za natychmiastowym cięciem) sugeruje, że Radę coraz bardziej niepokoją perspektywy wzrostu i sytuacja na rynku pracy. Forward guidance w kontekście stóp pozostało jednak niezmienione, oficjele powtórzyli, że przyszłe obniżki będą „stopniowe i ostrożne”. Choć oznacza to, że cięcie w sierpniu nie jest pewne, rynki swap wciąż wyceniają w dużej mierze obniżkę na najbliższym posiedzeniu i jeszcze jedną do końca roku.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

SEO + Ads + analityka – czy kursy marketingowe dadzą Ci realne umiejętności?

Dlaczego trzy filary marketingu internetowego są dziś nierozłączne

Algorytmy wyszukiwarki wprowadzają generatywne odpowiedzi, system reklamowy Google wykorzystuje sztuczną inteligencję do prognoz ROAS, a Google Analytics 4 śledzi każdy mikroruch użytkownika w czasie rzeczywistym. To oznacza, że specjalista, który zna tylko jedno z tych narzędzi, szybko traci przewagę. Dlatego na rynku pojawiają się kursy marketingowe łączące kurs SEO, Kurs Google Ads i pełne moduły analityczne. Pytanie brzmi, czy intensywna hybryda rzeczywiście daje twarde umiejętności, czy kończy się powierzchownym klikaniem po panelach.

Oferta sukceswinternecie.pl – od szybkiego webinaru po czteromodułowy Kurs Marketingu 4 w 1

Jeśli szukasz programu, który łączy trzy filary, warto przejrzeć propozycje z sukceswinternecie.pl. Dla osób z napiętym kalendarzem Robert Duda prowadzi „Marketing Internetowy od podstaw – szkolenie online na żywo”, dwugodzinny warsztat obejmujący skondensowane wprowadzenie do SEO, Ads i Analytics. Dla tych, którzy potrzebują głębszej ścieżki, serwis oferuje „Kurs Marketingu 4 w 1 – edycja 2025”, gdzie cztery bloki tematyczne (podstawy, kurs SEO, Kurs Google Ads, analityka) są rozłożone na kilkadziesiąt lekcji wideo i ćwiczenia praktyczne. Samodzielne moduły, takie jak „Kurs SEO od podstaw 2025” i pełne Szkolenia Google Ads, pozwalają dobudować brakujące kompetencje, jeśli chcesz iść metodą klocków.

Jak kurs SEO przygotowuje grunt pod interpretację danych

Solidne Szkolenie SEO zaczyna się od audytu technicznego strony, analizy Core Web Vitals i struktury nagłówków. Już na tym etapie uczestnik zbiera pierwsze metryki w Google Analytics 4, ucząc się, jak korelować prędkość ładowania z zachowaniem użytkownika. Dzięki temu, gdy w kolejnym module pojawia się analiza słów kluczowych, kursant umie ocenić, na które frazy – choć popularne – nie warto budować treści, bo generują wysokie współczynniki odrzuceń. Takie połączenie techniki i danych sprawia, że SEO przestaje być sztuką wstawiania słów kluczowych, a staje się procesem opartym na liczbach.

Co daje kurs Google Ads, gdy znasz już SEO – i odwrotnie

Kurs Goolge AdsW części Kurs Google Ads pierwsze ćwiczenie polega na imporcie konwersji z GA4, dzięki czemu każdy klik w kampanii Search czy Performance Max jest od razu oceniany przez wspólny model atrybucji. Uczestnik przekonuje się, że fraza, która dopiero wspina się w organicu, może już teraz przynieść sprzedaż z reklamy, jeśli skonfiguruje słowa w dopasowaniu ścisłym i zadba o wysoki wynik jakości. Z kolei dane z raportu wyszukiwanych haseł podpowiadają, jakie nagłówki rozwinąć w artykułach blogowych. Hybryda nie polega więc na nauce dwóch systemów obok siebie, lecz na ciągłej wymianie insightów.

Rola analityki: Szkolenie Marketingowe bez GA4 to dziś strata czasu

W programie sukceswinternecie.pl segment analityczny nie jest dodatkiem, lecz trzecią nogą całej konstrukcji. Kursanci od pierwszej lekcji konfigurują zdarzenia w GA4, uczą się tworzyć niestandardowe raporty i integrują dane z Google Ads. Dzięki temu Szkolenia Google Ads nie kończą się na kliku „opublikuj”, a kurs SEO nie ogranicza się do śledzenia pozycji – oba kanały są mierzone wspólną miarą, co pozwala realnie ocenić koszt pozyskania klienta. Bez tych dashboardów trudno byłoby określić, czy kampania oparta na słowie Szkolenie Marketingowe konwertuje dzięki reklamie, czy dzięki wzrostowi widoczności organicznej.

Czy kursy marketingowe online są wystarczająco praktyczne, by wdrożyć narzędzia AI

Jednym z wyróżników oferty Sukces w Internecie jest włączenie modułów AI do każdego z trzech bloków. W module SEO uczestnik testuje narzędzia do generowania szkiców artykułów, które potem poprawia w oparciu o wytyczne E‑E‑A‑T. W Google Ads eksperymentuje z generatywnymi nagłówkami i rozszerzeniami opartymi na dynamicznych wartościach, a w GA4 buduje predykcyjne audytorium „prawdopodobni kupujący”. Dzięki temu całość kursu odpowiada realnej pracy specjalisty, który nie tylko klika w ustawienia, lecz także integruje AI z własną strategią.

Przewaga certyfikatu łączonego nad pojedynczymi dyplomami

Rynek szkoleniowy pęka w szwach od pojedynczych certyfikatów: tu kurs seo, tam Kurs Google Ads. Tymczasem firmy częściej pytają o kompetencje łączone, zwłaszcza gdy trzeba raportować pełny lejek sprzedażowy. Certyfikat „Kurs Marketingu 4 w 1” potwierdza, że absolwent rozumie zależności między optymalizacją treści, stawką CPC a współczynnikiem konwersji, co oszczędza rekruterowi czas i budżet na onboarding. Według danych publikowanych przez Sukces w Internecie, 78 % uczestników hybrydowego programu uzyskuje pierwsze płatne zlecenie w ciągu 60 dni od ukończenia szkolenia.

Jak ocenić, czy to kurs dla Ciebie – checklista przed zapisem

Masz stronę, która już zbiera ruch? Wybierz modułowy układ i dobuduj Szkolenie SEO lub Szkolenia Google Ads osobno. Startujesz od zera? Postaw na kompletny Kurs Marketingu w wersji 4 w 1 – nauczysz się podstaw, przejdziesz przez narzędzia i zakończysz certyfikowanym egzaminem. Już prowadzisz kampanie, ale brakuje Ci pomiaru? Skup się na części analitycznej, bo bez GA4 nie dowiesz się, czy budżet na słowa kursy marketingowe i Szkolenie Marketingowe rzeczywiście się zwraca.

Jeden program, trzy kompetencje – realna wartość czy marketingowa obietnica?

Doświadczenia absolwentów Sukces w Internecie pokazują, że hybrydowy kurs może być skuteczniejszy niż trzy osobne szkolenia, jeśli spełnia dwa warunki: pełna integracja danych i bieżący mentoring. Bez wspólnego dashboardu SEO, Ads i analityka pozostają osobnymi światami. Bez trenera nie wiesz, czy błędny tag tytułowy czy zła grupa reklamowa psuje wynik jakości. Gdy oba warunki są spełnione, kurs 3 w 1 staje się szybkim pasem do realnych umiejętności, które możesz od razu zmonetyzować – i ostatecznie właśnie o to chodzi w marketingu online.

Nowa wojna o ropę? USA atakują Iran, a świat przygotowuje się na droższą energię

  • Stany Zjednoczone przeprowadziły bezpośrednie ataki na irańskie obiekty jądrowe. To znacząca zmiana układu sił, która wprowadza dodatkową niepewność na rynkach
  • Cieśnina Ormuz to strategiczny punkt transportowy, który odpowiada za około 20% światowego eksportu ropy. Nawet bez jej całkowitego zablokowania, wzrost ryzyka zakłóceń w dostawach już wpływa na wzrost cen energii i presję inflacyjną. Może to opóźnić decyzje banków centralnych o cięciach stóp procentowych – także w przypadku amerykańskiej Rezerwy Federalnej.
  • W tym otoczeniu relatywnie lepiej mogą zachowywać się spółki z sektora energetycznego i zbrojeniowego. Z kolei rynki europejskie i wschodzące w Azji – szczególnie te uzależnione od importu surowców energetycznych – mogą znaleźć się pod większą presją makroekonomiczną.

W miniony weekend Stany Zjednoczone, z inicjatywy prezydenta Donalda Trumpa, przeprowadziły ataki powietrzne na trzy kluczowe irańskie obiekty jądrowe. Jak wskazuje Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo, to historyczna eskalacja napięcia na Bliskim Wschodzie, która wstrząsnęła rynkami i wzbudziła pytania nie tylko o stabilność geopolityczną, ale również o kondycję instytucjonalną i wiarygodność przywództwa USA w oczach inwestorów. Dodatkowe kontrowersje wywołał fakt, że decyzja została podjęta bez zgody Kongresu.

Choć pełna skala odwetu Iranu pozostaje nieznana, rynki już teraz koncentrują uwagę na Cieśninie Ormuz – wąskim szlaku, przez który przepływa około 20% światowych dostaw ropy. Nawet sama groźba zakłóceń w tym regionie wystarcza, by podnieść zmienność na rynkach, wywołać presję inflacyjną i wpłynąć na wycenę wielu klas aktywów.

Inwestorzy mierzą się dziś z kombinacją kilku czynników ryzyka: możliwym zaburzeniem dostaw energii, szokiem inflacyjnym, opóźnieniami w obniżkach stóp procentowych oraz narastającą niepewnością makroekonomiczną na świecie.

Pozorna stabilność może być złudna

Decyzja prezydenta Trumpa o zbombardowaniu irańskich instalacji jądrowych rzuca cień na perspektywy dla akcji i innych ryzykownych aktywów. Choć początkowa reakcja rynków była relatywnie spokojna, inwestorzy nie powinni popadać w samozadowolenie.

Dlaczego warto zachować czujność?

  • Presja na rynku ropy pozostaje silna: Ogólny trend wskazuje na narastającą presję w globalnym łańcuchu dostaw energii. Nawet bez całkowitego zamknięcia Cieśniny Ormuz, wyższe koszty frachtu i ubezpieczeń mogą trwale podnieść ceny surowców.
  • Ropa + słaby wzrost = ryzyko stagflacji: Długotrwały wzrost cen ropy w warunkach słabnącej koniunktury może przywrócić obawy o stagflację – scenariusz, który historycznie był niekorzystny dla cen akcji i nastrojów konsumenckich.
  • Ryzyko opóźnionych cięć stóp: Banki centralne mogą stać się ostrożniejsze w luzowaniu polityki pieniężnej, jeśli inflacyjne oczekiwania wzrosną. W USA sytuację dodatkowo komplikuje uporczywa inflacja bazowa, napięcia wokół ceł i presja ze strony prezydenta na Fed, co podważa niezależność banku centralnego.
  • Nieprzewidywalność jako czynnik ryzyka: Nagła zmiana strategii USA – od wyczekiwania do aktywnego ataku – wzmacnia poczucie niestabilności decyzyjnej. To może ograniczać skłonność firm i inwestorów do podejmowania długoterminowych zobowiązań kapitałowych.

Na co zwracać uwagę w najbliższym czasie?

  • Reakcja Iranu: Ewentualny atak na siły USA lub blokada Cieśniny Ormuz stanowiłaby punkt zwrotny. Zakłócenia w globalnym handlu surowcami energetycznymi mogłyby wywołać efekt domina w łańcuchach dostaw, eskalując presję kosztową i destabilizując rynki frachtowe.
  • Ceny ropy:  Trwałe przekroczenie progu 100 USD za baryłkę mogłoby zainicjować powrót do rotacji kapitału w kierunku aktywów odpornych na inflację oraz skorygować oczekiwania względem dalszej normalizacji polityki pieniężnej przez główne banki centralne.
  • Obligacje skarbowe USA: Rentowności amerykańskich obligacji skarbowych mogą podlegać silnym wahaniom – zarówno w kierunku spadków (wzmożony popyt na bezpieczne przystanie), jak i wzrostów (obawy o wtórną presję inflacyjną).
  • Dolar amerykański: Możliwy „short squeeze” na USD może prowadzić do zaostrzenia warunków finansowych, szczególnie w gospodarkach wrażliwych na zadłużenie w walutach obcych, takich jak rynki wschodzące.
  • Rotacja sektorowa na giełdach: Rynki w Azji i Europie, zwłaszcza te o wysokiej zależności od importu energii, mogą znaleźć się w niekorzystnym położeniu. Względną odporność mogą wykazywać sektory defensywne, w tym przemysł zbrojeniowy oraz energetyka.
  • Polityczny paraliż w USA: Brak zgody Kongresu na działania militarne może pogłębiać podziały polityczne, utrudnić procesy legislacyjne i zwiększyć obawy o stabilność instytucjonalną.
  • Potencjalne reakcje Rosji i Chin: Choć epicentrum napięć znajduje się na osi USA–Iran, nie można wykluczyć reakcji ze strony Rosji i Chin. Oba państwa posiadają istotne interesy energetyczne i strategiczne w regionie Zatoki Perskiej, co może skutkować próbą wykorzystania sytuacji do wzmocnienia własnej pozycji geopolitycznej.

Przegląd potencjalnych kierunków dla portfela inwestycyjnego

Poniższy fragment nie stanowi porady inwestycyjnej. Jego celem jest uporządkowanie kluczowych ryzyk i ekspozycji portfelowych w kontekście rosnącej niepewności rynkowej.

Ekspozycja na sektor energii jako element zabezpieczający

Spółki z sektora energetycznego mogą skorzystać na wzroście cen ropy. Fundusze ETF skoncentrowane na sektorze energii zapewniają szeroką ekspozycję na koncerny paliwowe i firmy usługowe – bez konieczności handlowania na rynku kontraktów terminowych.

Sektor obronny i złoto jako wskaźniki napięć geopolitycznych

W przypadku dalszej eskalacji konfliktu, spółki zbrojeniowe oraz producenci złota mogą przyciągać kapitał jako tzw. „bezpieczne przystanie”. Historycznie te segmenty rynku wykazywały odporność w okresach napięć międzynarodowych i podwyższonej inflacji. Mogą stanowić uzupełnienie dla bardziej cyklicznych sektorów, takich jak technologie czy konsumpcja.

Warto jednak pamiętać, że klasyczne właściwości złota mogą być ograniczone w środowisku rosnących rentowności obligacji i silnego dolara.

Ostrożność wobec ekspozycji na rynki wschodzące Azji i Europy

Gospodarki silnie uzależnione od importu surowców – m.in. Indie, Tajlandia, Filipiny oraz wiele krajów europejskich – mogą doświadczać presji wynikającej z rosnących kosztów energii, deprecjacji walut lokalnych i odpływu kapitału. Utrzymujące się wysokie ceny ropy zwiększają ryzyko stagflacji lub recesji w tych regionach.

Dla porównania, USA – jako eksporter netto energii – są relatywnie mniej narażone na ten typ szoku, choć nie są odporne na szerszą zmienność rynkową.

Spółki wzrostowe a presja makroekonomiczna

Segmenty rynku wrażliwe na stopy procentowe i koszty finansowania – jak szybko rozwijające się technologie czy spółki we wczesnej fazie rozwoju – mogą doświadczać rewizji wycen i presji na marże, jeśli inflacja opóźni cykl luzowania polityki monetarnej. Warto przemyśleć horyzont inwestycyjny i dywersyfikację, zwłaszcza przy koncentracji na jednym sektorze.

Instrumenty dłużne jako stabilizator portfela

Fundusze obligacji krótkoterminowych lub strategie elastyczne mogą ograniczać wrażliwość portfela na zmiany stóp procentowych, oferując przy tym atrakcyjny dochód – zwłaszcza jeśli krzywa dochodowości reaguje na przeciwstawne siły: presję inflacyjną i popyt na bezpieczne aktywa.

Wojna, ropa, złoty i stopy – globalne napięcia kontra lokalne fundamenty

Wojna na Bliskim Wschodzie wkroczyła w nową, bardziej niebezpieczną fazę. Jednak inwestorzy, świadomi złożoności konfliktu, starają się zachować spokój. Przy dynamice wydarzeń trudno zakładać utrzymanie się takiego wyrachowania w dłuższym terminie. Jeżeli czynniki globalne nie przesłonią argumentów lokalnych, to RPP może być coraz bliższa kolejnej obniżki stóp.

USA kontra Iran

Kiedy w Polsce cieszyliśmy się urokami słonecznego weekendu, wojna na Bliskim Wschodzie wchodziła w nową, jeszcze bardziej niebezpieczną fazę. Bezpośrednie zaangażowanie USA otwiera całkiem nowy rozdział tego konfliktu. Przez dużą dynamikę wydarzeń wciąż trudno ocenić długofalowe skutki aktualnej eskalacji. W globalnej perspektywie nieustannie powtarzane jest znaczenie Cieśniny Ormuz (oddziela ona Iran od Omanu i ZEA), przez którą codziennie przepływa ok. 20% światowego eksportu ropy. Co prawda irański parlament zezwolił na blokadę tej strategicznej przeprawy, ale ostateczna decyzja należy tak naprawdę do Najwyższego Przywódcy, ajatollaha Alego Chameneiego. Chociaż na pierwszy rzut oka można przyjąć, że Republika Islamska ma asa w rękawie, to sprawa nie jest tak czarno-biała. Przy blokadzie cieśniny trudno założyć, aby tankowce z irańską ropą przepływały wciąż swobodnie, a zdecydowana większość tamtejszego surowca pokonuje swoją podróż właśnie tamtędy. Dodatkowo znakomita część ropy z Iranu płynie do Chin, a Teheran raczej nie może sobie pozwolić na utratę tak znaczącego sojusznika. Można postawić tezę, że powyższe argumenty przemówiły do inwestorów w trakcie poniedziałkowej sesji.

Dyskontowanie ryzyka, ropa i USD

Inwestorzy zauważalnie zmniejszają ekspozycję na ryzyko na otwarciu tygodnia, ale na całe szczęście na rynkach nie dostrzeżemy objawów paniki. Najciekawiej prezentuje się kluczowe aktywo w kontekście eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, czyli ropa naftowa. Handel co prawda otworzył się luką wzrostową i na poziomie ponad 78 USD, co było próbą ataku na zeszłotygodniowe (i 5-miesięczne) maksima. Wydawało się to całkiem naturalnym i logicznym zachowaniem w związku ze wzrostem ryzyka, ale od tego momentu nastąpiła wręcz wyprzedaż. O godz. 15 za baryłkę odmiany Brent (w teorii bardziej wrażliwą na wydarzenia na Bliskim Wschodzie, bo notowaną w Londynie) trzeba płacić już wyraźnie poniżej piątkowego zamknięcia, czyli nieznacznie powyżej 75 USD. Najwyraźniej inwestorzy uznali, że wydarzenia z ostatnich kilkudziesięciu godzin były już w dużej mierze zdyskontowane przez rynek. Trudniej prezentuje się sytuacja giełdowa, ponieważ prawie wszystkie europejskie indeksy są pod kreską (wyjątkiem np. Amsterdam, który rośnie o 0,7%), ale trudno mówić o wielkiej ofensywie podaży. Wśród czerwonych latarni Starego Kontynentu niestety znajdziemy GPW, ponieważ WIG20 na dwie godziny przed końcem sesji traci 1,3%. Wreszcie, po dłuższym czasie, w obliczu wzrostu ryzyka swoje walory bezpiecznej przystani ujawnia ponownie USD. To w klasyczny sposób przekłada się na osłabienie walut rynków wschodzących, w tym polskiego złotego. Mimo wszystko straty PLN pozostają w dalszym ciągu ograniczone, ale tendencja na najważniejszych parach złotowych staje się dla naszego orła coraz trudniejsza. Kurs EUR/PLN dobija do lokalnych szczytów przy 4,28 zł, a kurs USD/PLN testuje 3,73 zł. Kurs EUR/USD wrócił w okolice otwarcia i oscyluje przy 1,147 $.

Praca coraz mniej popłaca

Rada Polityki Pieniężnej dostała dziś kolejne argumenty za kontynuacją obniżek stóp procentowych nad Wisłą. Najważniejsze pochodzą z rynku pracy, gdzie płace w sektorze przedsiębiorstw (powyżej 9 pracowników) wracają do trendu spadkowego (w kwietniu odczyt zaskoczył odbiciem do +9,3%). Dodatkowo majowy rezultat +8,4% w ujęciu rocznym raz jeszcze wypadł wyraźnie poniżej prognoz. Członkowie RPP wielokrotnie zwracali uwagę, że to właśnie schłodzenie na rynku pracy otworzy przestrzeń do cięć kosztu kredytu. Cały czas spada też zatrudnienie, ale na szczęście w stabilnym tempie -0,8% rok do roku. Gdyby tego było mało, to w dalszym ciągu zniżkują ceny producentów (ten trend trwa już 2 lata), tym razem PPI w ujęciu rocznym wyniosło -1,5%. W kontrze do powyższych danych można postawić publikację o produkcji przemysłowej w naszym kraju, która w zeszłym miesiącu wyniosła aż +3,9% rdr. Jednak w tym przypadku warto zwrócić uwagę na dwa aspekty. Po pierwsze sam wynik był niższy od oczekiwań (+4,3%). Po drugie akurat ten wskaźnik już od kilku kwartałów jest jednym z najmniej stabilnych w naszej gospodarce. To skutkuje brakiem trendu, a zatem utrudnia ocenę wpływu jednego z kluczowych odczytów dla rodzimego rynku. Niemniej dzisiejszy pakiet publikacji pomaga w podsycaniu spekulacji o lipcowej obniżce stóp ze strony RPP. Niestety główny argument przeciw takiemu scenariuszowi pozostaje daleko poza wpływem naszych decydentów monetarnych. Dalsza eskalacja wojny na Bliskim Wschodzie może pokrzyżować wiele planów dezinflacyjnych.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Stacja naziemna SatRev w Omanie już działa

Polska firma SatRev przekazała klientowi nową stację naziemną na terenie Omanu. Budowa stacji to zwieńczenie dotychczasowej współpracy z ETCO, wiodącą omańską spółką przemysłu kosmicznego. 

Zaprojektowana i wykonana we Wrocławiu antena o średnicy 3.5 m umożliwia kontakt z satelitami przy wykorzystaniu pasma UHF i S. Ochronę przed trudnymi warunkami atmosferycznymi zapewnia kopuła (radome), opracowana przez inżynierów SatRev. Stacja jest położona na omańskiej pustyni w pobliżu wybrzeża, więc konieczne było zabezpieczenie zarówno przed piaskiem, jak i morską bryzą o dużym zasoleniu.

fot. SatRev – Montaż kopuły
fot. SatRev – Montaż kopuły

Rozwiązanie cechuje się modułową architekturą, która umożliwia elastyczne skalowanie zarówno po stronie sprzętowej (np. dodawanie kolejnych anten lub pasm komunikacji), jak i usługowej (np. integracja z nowymi platformami satelitarnymi, systemami AI czy narzędziami do analizy danych). Dzięki temu stacja może być w krótkim czasie dostosowana do obsługi wielu klientów i konstelacji – zarówno komercyjnych, jak i rządowych – w modelu usługowym G-SaaS (Ground Station as a Service).

Projekt był kolejnym krokiem w realizacji strategii SatRev dostarczania kompletnych, suwerennych zdolności kosmicznych.

„Ta stacja to nie tylko infrastruktura – to klucz, który otwiera drzwi do całego regionu GCC. Dla naszych partnerów i inwestorów to jasny sygnał: SatRev jest gotów skalować się globalnie, tu i teraz” – mówi Grzegorz Zwoliński, CEO SatRev.

„Budowa tej stacji to przykład, jak polskie firmy mogą przejmować inicjatywę w obszarach krytycznych dla przyszłości – od technologii kosmicznych po infrastrukturę strategiczną. Suwerenność danych, niezależność operacyjna i szybki dostęp do informacji stają się dziś fundamentem bezpieczeństwa i rozwoju” – mówi January Ciszewski, CEO JRH ASI S.A., inwestora wspierającego rozwój SatRev.

Nowoczesna gospodarka potrzebuje stabilnej energii

W obliczu jednego z największych blackoutów w historii Europy, który sparaliżował Półwysep Iberyjski i ujawnił słabości niestabilnych źródeł energii, Polska wyraźnie pokazuje, że bezpieczeństwo energetyczne i rozwój cyfrowy mogą iść w parze z ambitną, pragmatyczną transformacją. Inwestując miliardy euro w nowoczesną energetykę jądrową i technologie SMR, nasz kraj buduje solidny fundament pod rozwój centrów danych, innowacji oraz nowoczesnych usług cyfrowych. W ten sposób już dziś stajemy się wzorem dla regionu, jak skutecznie łączyć zieloną transformację z technologiczną racjonalnością i zapewnić stabilność dla gospodarki XXI wieku.

Centra danych odporne na blackout

Pod koniec kwietnia w Europie doszło do jednego z najpoważniejszych blackoutów ostatnich lat, obejmującego niemal cały obszar Półwyspu Iberyjskiego. Przerwa w dostawach prądu trwała ponad dobę i dotknęła miliony osób w Hiszpanii oraz Portugalii. Zakłócenia w dostępie do energii elektrycznej sparaliżowały wiele usług publicznych oraz działalność gospodarczą w regionie.

Analiza przyczyn tej sytuacji wskazuje na złożoną sekwencję zdarzeń i brak jednej, jednoznacznej przyczyny. System energetyczny Półwyspu Iberyjskiego był w dużym stopniu oparty na odnawialnych źródłach energii, głównie fotowoltaice, która w chwili awarii odpowiadała za ponad połowę produkcji energii elektrycznej. W ciągu kilku sekund doszło do gwałtownej utraty nawet 15 GW mocy w systemie – według operatora REE, przyczyną były automatyczne odłączenia dużych bloków generacji, prawdopodobnie głównie instalacji fotowoltaicznych w południowo-zachodniej Hiszpanii, uruchomione przez zabezpieczenia w reakcji na nieokreślone zakłócenia systemowe. W efekcie powstały poważne niestabilności sieci, a automatyczne systemy bezpieczeństwa doprowadziły do odłączenia Półwyspu od reszty europejskiej sieci (Francji), co z kolei pogłębiło kryzys i zakończyło się utratą synchronizacji oraz wyłączeniem pozostałych źródeł energii. Oficjalne raporty podkreślają, że blackout był skutkiem łańcucha zdarzeń: masowych automatycznych odłączeń generacji odnawialnej, braku wystarczającej rezerwy elastyczności oraz bardzo ograniczonej liczby połączeń międzysystemowych z innymi krajami. Śledztwo w sprawie dokładnych przyczyn awarii nadal trwa, a żaden z pojedynczych czynników nie został wskazany jako wyłączny winowajca.

Skutki awarii były odczuwalne na wielu poziomach. Mieszkańcy zostali pozbawieni podstawowych udogodnień codziennego życia – nie działało oświetlenie, windy, systemy ogrzewania i chłodzenia, a także bankomaty i terminale płatnicze. Komunikacja miejska została sparaliżowana, a lokalne sklepy i firmy musiały czasowo zawiesić działalność. Dodatkowym problemem okazały się przerwy w dostępie do usług cyfrowych – przez pewien czas nie działała telefonia i internet, co w realiach cyfrowej gospodarki przełożyło się na wymierne straty finansowe i operacyjne.

Najlepiej z tą trudną sytuacją poradziły sobie jednak kluczowe sektory, takie jak centra danych. Dzięki rozbudowanym systemom zasilania awaryjnego – przede wszystkim agregatom prądotwórczym oraz układom bateryjnym – centra danych utrzymały ciągłość działania nawet podczas najgłębszego kryzysu. Profesjonalne zarządzanie systemami zasilania sprawiło, że najważniejsze usługi cyfrowe, od których zależy funkcjonowanie wielu branż i instytucji, w dużej mierze pozostały dostępne bez poważniejszych zakłóceń.

Katalizator zmian w energetyce

Kryzys energetyczny uwidocznił, jak kluczowe dla funkcjonowania współczesnej gospodarki i społeczeństwa są nieprzerwane dostawy prądu. Nic więc dziwnego, że blackout stał się impulsem do zmiany podejścia do kwestii bezpieczeństwa energetycznego zarówno w oczach opinii publicznej, jak i decydentów w wielu krajach Europy. Coraz większe wątpliwości zaczęły budzić dotychczasowe przekonania, że szybka transformacja energetyczna oparta głównie na odnawialnych źródłach wystarczy do zapewnienia stabilności systemu. Wzrost poziomu cyfryzacji i rosnące potrzeby energetyczne – szczególnie widoczne w sektorze centrów danych i branży nowych technologii – unaoczniły, jak istotne są inwestycje w pewne, niezawodne źródła energii – przy zachowaniu celów dekarbonizacyjnych.

Zmieniające się nastawienie najlepiej widać na przykładzie Niemiec i Szwajcarii. W Niemczech przez lata prowadzono politykę stopniowego wycofywania się z energetyki jądrowej. Punktem kulminacyjnym było wyłączenie ostatnich trzech reaktorów w 2023 roku. Jednak już po dwóch latach, w obliczu kryzysu energetycznego, wzrostu cen energii i narastających obaw o bezpieczeństwo systemu, nowy rząd zapowiedział odejście od tej polityki. Kanclerz Friedrich Merz nie tylko otwarcie skrytykował decyzję o rezygnacji z atomu, ale także zapowiedział inwestycje w nowe technologie, przede wszystkim w małe reaktory modułowe (SMR), mające zapewnić stabilne, niskoemisyjne źródło energii potrzebnej nowoczesnej gospodarce cyfrowej.

Podobny zwrot można zaobserwować w Szwajcarii, gdzie od 2018 roku obowiązywał zakaz budowy nowych elektrowni jądrowych. W 2024 roku, reagując na narastające obawy społeczne i gospodarcze dotyczące bezpieczeństwa dostaw energii, tamtejszy rząd zdecydował o zniesieniu tego zakazu i ogłosił plany realizacji projektów SMR. Nowe, bardziej elastyczne i skalowalne technologie mają nie tylko zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne, ale też wesprzeć rozwój takich sektorów, jak centra danych czy nowoczesny przemysł technologiczny.

O powrocie do energetyki jądrowej coraz częściej dyskutują politycy i eksperci nie tylko w Europie, lecz także na świecie. Powszechne staje się przekonanie, że stabilność i przewidywalność dostaw energii to fundament dla rozwoju gospodarki cyfrowej, a inwestycje w nowoczesne rozwiązania jądrowe – w tym SMR – są kluczowym narzędziem do realizacji tego celu. Zainteresowanie tymi technologiami rośnie również w biznesie: globalne firmy technologiczne, takie jak Google, AWS czy Microsoft, podpisują umowy na dostawy prądu z nowych, niskoemisyjnych reaktorów, widząc w nich gwarancję ciągłości operacji i przewagi konkurencyjnej”, komentuje Piotr Kowalski, dyrektor zarządzający Stowarzyszenia Polish Data Center Association.

Polska odpowiedź na wyzwania energetyczne XXI wieku

W europejskiej dyskusji na temat przyszłości energetyki Polska wyróżnia się jako państwo konsekwentnie wdrażające realne, długoterminowe rozwiązania, które odpowiadają na najważniejsze wyzwania współczesnej gospodarki. Istotnym elementem tej strategii jest inwestycja o wartości 15 miliardów euro obejmująca budowę elektrowni jądrowej o mocy 6–9 GW na północy kraju. Tak duży projekt pozwoli nie tylko znacząco obniżyć emisje w polskim sektorze energetycznym, ale przede wszystkim zapewni stabilność dostaw prądu – niezależnie od wahań pogodowych czy nieregularności produkcji energii ze źródeł odnawialnych.

W Polsce trwają obecnie zaawansowane prace nad rozwojem małych reaktorów modułowych (SMR), prowadzonych przez prywatne podmioty, w szczególności w ramach współpracy Synthos i Orlenu. Tego typu innowacyjne, skalowalne technologie mogą w przyszłości stać się odpowiedzią na rosnące potrzeby rynku, zwłaszcza w kontekście rozwoju centrów danych. Dla tego sektora kluczowe znaczenie mają niezawodne, przewidywalne i niskoemisyjne źródła zasilania. SMR-y, jeśli zostaną wdrożone, mogłyby być lokalizowane bliżej odbiorców przemysłowych, oferując im większą niezależność energetyczną i mniejsze koszty przesyłu. Tendencja ta wpisuje się w światowy trend dywersyfikacji i decentralizacji systemów energetycznych.

Tak przemyślana strategia daje Polsce mocne podstawy pod rozbudowę nowoczesnej infrastruktury cyfrowej. Zarówno inwestycje w wielkoskalową energetykę jądrową, jak i rozwój SMR-ów stanowią gwarancję bezpieczeństwa energetycznego i podtrzymania konkurencyjności gospodarki w cyfrowej rzeczywistości. Stabilne, niskoemisyjne źródła energii są kluczem do dalszego napływu inwestycji w centra danych, rozwoju branży technologicznej i wdrażania zaawansowanych rozwiązań takich jak sztuczna inteligencja czy technologie chmurowe.

Wnioski płynące z niedawnej awarii na Półwyspie Iberyjskim są oczywiste: transformacja sektora energii nie może odbywać się kosztem technicznej racjonalności. Kluczowe stają się rzetelne analizy, transparentne zarządzanie siecią i miks energetyczny oparty o zrównoważone źródła gwarantujące dostępność podstawy zasilania (ang. base load) – w tym SMR. W dobie dynamicznego rozwoju centrów danych, sztucznej inteligencji i usług chmurowych, niezawodność krajowego systemu elektroenergetycznego jest filarem nowoczesnej gospodarki. Dlatego cieszy fakt, że Polska, łącząc podejście pragmatyczne z ambicjami klimatycznymi, wyrasta na lidera innowacyjnej, odpornej na kryzysy transformacji energetycznej i cyfrowej w tej części Europy. Stanowimy bowiem przykład dla innych państw poszukujących złotego środka między wzrostem gospodarczym, bezpieczeństwem i odpowiedzialnością za środowisko”, komentuje Piotr Kowalski.

Sytuacja na Półwyspie Iberyjskim dobitnie pokazała Europie, jak ważne jest zachowanie balansu pomiędzy dynamicznym rozwojem OZE, a inwestycjami w przewidywalne i stabilne technologie, takie jak energetyka jądrowa. To przypomnienie, że nawet najbardziej ambitne cele klimatyczne nie powinny przesłaniać konieczności zapewnienia ciągłości dostaw prądu, zwłaszcza w obliczu lawinowo rosnących potrzeb cyfrowych.

Archicom sfinalizował sprzedaż biurowca City 2 we Wrocławiu za 31 mln euro

Archicom, jeden z wiodących deweloperów mieszkaniowych w Polsce, będący częścią Echo Group sfinalizował sprzedaż biurowca City 2 we Wrocławiu za 31 mln euro prywatnemu polskiemu inwestorowi. Tym samym Archicom koncentruje się na rynku mieszkaniowym i pozyskuje kapitał na rozwój banku ziemi.

City 2 zlokalizowany jest przy ul. Traugutta 55 we Wrocławiu. Biurowiec jest częścią projektu City Forum, spełniającego najwyższe standardy ESG. Budynek zaprojektowany przez pracownię architektoniczną SRDK Studio Projekt oferuje blisko 13 tys. mkw. powierzchni najmu (GLA). Pięciokondygnacyjny biurowiec jest niemal w całości wynajęty. Wśród najemców znajdują się cenione na rynku firmy i instytucje: m.in. Orange, Narodowy Fundusz Zdrowia, Bank Millennium, Asseco oraz City Space. Nowym właścicielem został polski prywatny inwestor.

– Sprzedaż City 2 to ostatni krok w realizacji naszej strategii optymalizacji portfela nieruchomości. Naszym celem jest skupienie się na branży budowy mieszkań na sprzedaż i umacnianiu pozycji jednego z liderów rynku w tym segmencie. Biurowiec spełnia najwyższe standardy techniczne i środowiskowe, a jego renomowani najemcy gwarantują stabilność przychodów. Jestem przekonany, że City 2 będzie świetnym uzupełnieniem portfela inwestora. Sfinalizowana sprzedaż jest wynikiem znakomitej współpracy i wsparcia Archicomu w ramach grupy kapitałowej przez zespół transakcyjny Echo Investment – mówi Rafał Zboch, członek zarządu Archicom nadzorujący transakcję.

City 2 wyróżnia się wysokiej klasy architekturą oraz rozwiązaniami ekologicznymi. Certyfikaty LEED na poziomie Platinum oraz WELL Health & Safety potwierdzają, że spełnia on najwyższe standardy zrównoważonego budownictwa. Budynek jest w 100 proc. zasilany zieloną energią oraz posiada systemy ograniczające zużycie wody pitnej. Energooszczędne oświetlenie LED gwarantuje zaś oszczędności w zużyciu energii elektrycznej.

Biurowiec City 2 położony jest w strategicznej części centrum biznesowego Wrocławia, w odległości około 5 minut spaceru od centrum miasta i 10 minut od Dworca Głównego. W bezpośrednim sąsiedztwie znajdują się liczne restauracje, kawiarnie i centra handlowe.

Sprzedaż biurowca przez Archicom jest częścią strategii spółki, która skupia się na realizacji projektów mieszkaniowych. W pierwszym kwartale 2025 roku Archicom odnotował 29 proc. wzrost sprzedaży rok do roku, osiągając najlepszy wynik wśród czołowych deweloperów mieszkaniowych w Polsce. Spółka wprowadziła do oferty 1 022 mieszkania – w tym 389 w Krakowie – oraz sprzedała 530 lokali. Do końca roku Archicom planuje przekazać klientom 2 400 mieszkań, przekraczając tym samym wynik osiągnięty w całym 2024 roku.

W transakcji uczestniczyli również zewnętrzni partnerzy: kupującego reprezentowała kancelaria prawna LS Corporate Legal Szermach oraz firma doradcza Colliers. Doradztwo finansowe kupującemu zapewniła firma SP Corporate. Z kolei Archicom reprezentowany był przez kancelarię A&O Shearman oraz firmę doradczą CBRE.

Debiut Circle na NYSE: spektakularny wzrost kursu i gorąca dyskusja o wycenie

Olbrzymie zyski przyniósł inwestorom giełdowy debiut Circle, tym bardziej należy oczekiwać, że kurs akcji będzie podlegał bardzo dużym wahaniom. Ten debiut może bardzo przyczynić się do rozwoju rynku kryptowalut.

Circle Internet Group zadebiutowała na NYSE 5 czerwca 2025 r. Akcje podczas IPO zaoferowano po 31 USD (powyżej zakładanego wcześniej przedziału 27–28 USD). Spółka pozyskała ok. 1,1 miliarda USD.

– Kurs akcji spółki podczas debiutu wzrósł w szczytowym momencie o 223%, a więc zyski inwestorów były bardzo duże, ale jednocześnie nie był to debiut bardzo udany dla spółki, skoro swoje akcje mogła wycenić znacznie wyżej, zarabiając na IPO o trzy miliardy dolarów więcej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tymoteusz Turski, analityk rynku akcji w XTB.

Głównym produktem Circle jest stablecoin USDC. W 2024 r. Circle wygenerowało 1,68 mld USD przychodów – głównie z odsetek od rezerw USDC (obligacji skarbowych USA). W I kw. 2025 r. przychody z rezerw wzrosły o 55% do 557 mln USD. Jej zysk netto w 2024 r. wyniósł 155 mln USD, a to oznacza spadek o 42% r/r.

Udział rynkowy USDC stanowi ok. 24,4% rynku stablecoinów, którego całkowita kapitalizacja wynosi obecnie 250 mld USD.

– Kurs akcji Circle jest więc wyceną jej przyszłości, bo spółka działa na bardzo szybko rozwijającym się rynku – ocenia ekspert XTB. – Poziomy wyceny spółki należy uznać za horrendalne skoro wskaźnik ceny do zysku P/E wynosił aż 161.

USD Coin (USDC) to popularny stablecoin, którego wartość jest powiązana z dolarem amerykańskim w stosunku 1:1. To oznacza, że każdy token USDC można wymienić na 1 dolara amerykańskiego (i odwrotnie). USDC został stworzony przez konsorcjum Centre (Circle i Coinbase) w celu zapewnienia stabilnej waluty cyfrowej, która ułatwia globalne transakcje i inne transakcje związane z kryptowalutami.

Każdy USDC jest zabezpieczony rezerwami w dolarach amerykańskich i krótkoterminowymi obligacjami Skarbu Państwa, a rezerwy są regularnie audytowane przez niezależne firmy. USDC jest emitowany przez regulowane podmioty, co zapewnia większą przejrzystość i wiarygodność w porównaniu do niektórych innych stablecoinów.

Transakcje USDC są zazwyczaj szybsze i tańsze niż tradycyjne przelewy bankowe. USDC działa na blockchainie, co zapewnia jego bezpieczeństwo i odporność na ataki. Pomimo stabilności, USDC może być narażony na zmienność rynku kryptowalut, jeśli emitent nie jest w stanie utrzymać powiązania z dolarem. Jest zabezpieczony rezerwami bankowymi, a potencjalne problemy banków mogą mieć wpływ na stabilność USDC.

Circle chce wykorzystać rosnącą rolę stablecoinów w handlu, płatnościach transgranicznych i finansach instytucjonalnych. Ustawa GENIUS w USA może dać USDC przewagę regulacyjną w globalnych rozliczeniach. Obecnie główną konkurencją dla stablecoina USDC są Tether i Ripple. W 2025 r. Firma uruchomiła Circle Payments Network, to system do natychmiastowych rozliczeń stablecoinowych dla banków, neobanków i portfeli cyfrowych.

– Stablecoiny i bitcoiny to dwa bardzo różne aktywa, skoro stablecoiny są powiązane z dolarem, to nie należy spodziewać tak dużych zysków bądź strat jak na bitcoinie – komentuje T.Turski z XTB. – Kto inwestuje bardzo spekulacyjnie, to uzupełniając swój portfel skieruje się ku bitcoinowi. Natomiast sam debiut giełdowy Circle sprzyjać będzie coraz większej akceptacji kryptowalut ze strony kluczowych graczy na rynkach finansowych.

PMI dla przemysłu w Niemczech najwyższe od 2022 r.

Odczyt PMI dla przemysłu w Niemczech za czerwiec wyniósł 49,0 pkt wobec oczekiwań na poziomie 48,9 pkt.

Tym samym był to najwyższy odczyt od 2022 roku, wyraźnie zbliżający się do umownego progu „ożywienia” w gospodarce, czyli wyczekiwanego odczytu na poziomie 50 pkt.

W przypadku PMI dla usług w Niemczech mamy wyraźnie pozytywne zaskoczenie – odczyt wyniósł 49,4 pkt wobec prognoz na poziomie 47,8 i ostatniego odczytu 47,1.

W przypadku PMI dla przemysłu w strefie euro mamy delikatne rozczarowanie i odczyt na poziomie 49,4 pkt wobec oczekiwań 49,60. PMI dla usług natomiast zgodnie z konsensusem na poziomie 50 pkt.

Autor: Szymon Gil, Doradca inwestycyjny, CIIA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Zegarki Tissot – co warto wiedzieć przed zakupem?

Wybór zegarka Tissot to decyzja, która łączy elegancję z funkcjonalnością. Ta szwajcarska marka, działająca od 1853 roku, słynie z precyzji wykonania oraz innowacyjnych rozwiązań technicznych. Przed zakupem warto poznać praktyczne aspekty różnych modeli, by dokonać wyboru idealnie dopasowanego do codziennych potrzeb.

Zegarki Tissot – funkcjonalność na pierwszym miejscu

Tissot wyróżnia się na rynku zegarków Swiss Made szerokim wachlarzem funkcji dostępnych w różnych modelach. Od podstawowych czasomierzy wskazujących godzinę i datę, przez chronografy z funkcją stopera, aż po zaawansowane zegarki z dotykową technologią T-Touch oferujące kompas, barometr, wysokościomierz czy termometr.

Kluczem do satysfakcji z zakupu jest dopasowanie funkcjonalności zegarka do swojego stylu życia. Dla aktywnych osób niezastąpione będą modele z serii T-Sport, wyposażone w wodoodporność na poziomie 100 m lub więcej, stoper i podświetlenie tarczy. Z kolei biznesmeni docenią eleganckie zegarki z linii T-Classic z precyzyjną datą oraz subtelnymi wskaźnikami faz księżyca czy rezerwą chodu.

Mechanizmy – serce zegarka Tissot

Wybór mechanizmu w zegarku Tissot ma bezpośredni wpływ na jego funkcjonalność, precyzję i komfort użytkowania. Marka oferuje trzy główne rodzaje napędów:

  • Mechanizmy kwarcowe – zasilane baterią, niezwykle dokładne, wymagające minimalnej konserwacji, idealne dla osób ceniących bezobsługowość;
  • Mechanizmy automatyczne – napędzane ruchem nadgarstka, dla miłośników tradycyjnego zegarmistrzostwa, oferujące charakterystyczny „żywy” ruch wskazówki sekundowej;
  • Mechanizmy z technologią Powermatic 80 – zapewniające imponującą rezerwę chodu do 80 godzin, co oznacza, że zegarek będzie działał jeszcze przez ponad trzy dni po zdjęciu z nadgarstka.

Technologia Powermatic 80 to prawdziwy przełom w kategorii zegarków, oferujący funkcjonalność wcześniej dostępną jedynie przy wyborze znacznie droższych modeli premium – obecnie także bardziej budżetowe czasomierze mogą zapewniać taką funkcjonalność.

Technologia T-Touch w zegarkach Tissot – innowacja na Twoim nadgarstku

Seria T-Touch to flagowe zegarki Tissot, wyposażone w dotykowe szybki umożliwiające sterowanie funkcjami poprzez dotknięcie tarczy. Model Tissot T-Touch Connect Solar łączy funkcjonalność czasomierza sportowego z elementami smartwatcha, oferując powiadomienia z telefonu, śledzenie aktywności fizycznej oraz zasilanie energią słoneczną.

Inteligentne zegarki wykraczają funkcjonalnością ponad standardowe tradycyjne wybory. Zwykle charakteryzują się jednak bardziej nowoczesnym designem. Tego rodzaju zegarki Tissot są idealnym wyborem przede wszystkim dla osób aktywnych fizycznie, gadżeciarzy czy też tych, którzy cenią sobie użyteczność.

Wodoodporne zegarki Tissot – świetny wybór dla aktywnych osób

Tissot przykłada dużą wagę do wodoodporności swoich zegarków, co przekłada się bezpośrednio na możliwości ich użytkowania. Podstawowe modele z oznaczeniem 30 m (3 bar) są odporne na przypadkowy kontakt z wodą. Zegarki z wodoodpornością 100 m (10 bar), jak Seastar 1000, nadają się do pływania i snorkelingu. Natomiast profesjonalne modele nurkowe z serii Seastar 2000 Professional, z wodoodpornością 600 m, spełnią oczekiwania nawet zawodowych nurków.

Warto zwrócić uwagę na ten parametr, szczególnie jeśli zegarek ma towarzyszyć nam podczas aktywności wodnych lub w zmiennych warunkach atmosferycznych.

Zegarki Tissot – praktyczne rozwiązania w codziennym użytkowaniu

Tissot wprowadza szereg praktycznych rozwiązań, które zwiększają komfort codziennego użytkowania. System szybkiej wymiany paska pozwala na zmianę wyglądu zegarka bez użycia narzędzi. Antyrefleksyjne szafirowe szkło zwiększa czytelność tarczy w różnych warunkach oświetleniowych. Z kolei luminescencyjne wskazówki i indeksy umożliwiają odczyt czasu nawet przy całkowitej ciemności.

W zegarkach Tissot Seastar zastosowano zawór helowy, który zapobiega uszkodzeniom podczas dekompresji – funkcja kluczowa dla profesjonalnych nurków. Natomiast modele Tissot PR100 oferują zabezpieczenie koronki, chroniące mechanizm przed przypadkowym przestawieniem i przedostawaniem się wody.

Jaki zegarek Tissot wybrać – podsumowanie

Przed zakupem zegarka Tissot warto określić, jakie funkcje są dla nas najważniejsze. Codzienne użytkowanie w biurze wymaga innych parametrów niż intensywne treningi sportowe czy nurkowanie. Warto również wziąć pod uwagę styl życia – osoby aktywne docenią wodoodporność i wytrzymałość, podczas gdy w środowisku biznesowym liczy się elegancja oraz czytelność.

Niezależnie od wybranego modelu, zegarki Tissot oferują wyjątkowe połączenie szwajcarskiej precyzji, funkcjonalności i stylu w przystępnej cenie. W sklepie Doliński profesjonalni doradcy pomogą dopasować konkretny model do indywidualnych potrzeb, zapewniając, że wybrany zegarek będzie nie tylko efektownym dodatkiem, ale przede wszystkim praktycznym, codziennym narzędziem na lata. Dzięki temu każda chwila stanie się jeszcze bardziej wyjątkowa, a zakup zegarka Tissot to inwestycja, która będzie cieszyć przez wiele lat.

Czy cieśnina Ormuz zostanie zablokowana? Rynki surowcowe w stanie alarmowym

W obliczu eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, szczególnie po amerykańskich atakach na irańskie obiekty nuklearne z 23 czerwca 2025 roku, zarówno rynek ropy, jak i gazu ziemnego znalazły się pod silną presją geopolityczną. O ile natychmiastowe skutki fizyczne tych działań (w postaci rzeczywistych zakłóceń w dostawach) nie są jeszcze widoczne, to napięcie w regionie przekłada się na wyraźny wzrost premii ryzyka, czego efektem są gwałtowne reakcje cenowe i rosnąca nerwowość wśród uczestników rynku. Cena ropy Brent w reakcji na naloty USA przekroczyła poziom 80 USD za baryłkę, choć później cofnęła się do okolic 77 USD. Mimo że aktualne fundamenty podaży i popytu pozostają stabilne, to obecne wyceny uwzględniają rosnące ryzyko zaburzeń w najważniejszym szlaku eksportowym surowców energetycznych – cieśninie Ormuz.

Iran produkuje obecnie około 3,3 miliona baryłek ropy dziennie, z czego niemal 1,7 miliona trafia na eksport – mimo obowiązujących sankcji międzynarodowych. Znaczna część tego eksportu kierowana jest do Chin, które utrzymują aktywne kanały importu irańskiej ropy z pominięciem oficjalnych rejestrów. Oznacza to, że Iran odpowiada za około 4 proc. światowego eksportu ropy. Historia ostatnich lat pokazuje, że choć sankcje ograniczyły zdolność Iranu do dalszego wzrostu produkcji, nie zdołały skutecznie ograniczyć jego pozycji eksportowej. Jednak w kontekście ewentualnych działań odwetowych i dalszej eskalacji konfliktu, zagrożone mogą być nie tylko irańskie instalacje, ale również kluczowe punkty transportowe w regionie.

Cieśnina Ormuz pozostaje najważniejszym wąskim gardłem dla globalnego handlu ropą i gazem. Przez ten ściśle kontrolowany przesmyk codziennie przepływa około 21 milionów baryłek ropy i produktów naftowych, co stanowi jedną piątą światowej podaży. Dodatkowo, Ormuz pełni również krytyczną rolę dla rynku LNG – każdego dnia transportuje się przez nią ponad 10 miliardów stóp sześciennych gazu skroplonego, z czego aż 9 miliardów pochodzi z Kataru, trzeciego co do wielkości eksportera LNG na świecie. Ponieważ L7G stanowi obecnie połowę światowego handlu gazem ziemnym, blokada tego szlaku miałaby natychmiastowy, dramatyczny wpływ na globalną równowagę energetyczną.

Na tym tle, rosnące ceny gazu w Europie, choć pozornie oderwane od bezpośredniego wpływu Iranu, należy traktować jako efekt psychologiczny wynikający z postrzeganego ryzyka. Tylko od piątku (12 czerwca) europejski benchmark TTF wzrósł o około 13 proc. osiągając niemal 42 EUR/MWh. Wzrost ten zbiegł się z doniesieniami o izraelskim ataku na infrastrukturę gazową w polu South Pars – największym złożu gazowym świata, współdzielonym przez Iran i Katar. Chociaż większość irańskiego gazu konsumowana jest lokalnie, a jego wpływ na rynek europejski jest znikomy, to ewentualne zakłócenia w działalności katarskich terminali LNG lub w transporcie przez Ormuz mają realną zdolność wywołania zaburzeń podaży dla kluczowych importerów – takich jak Chiny, Indie, a pośrednio również UE, która ok. 10 proc. swojego importu LNG opiera na dostawach z Kataru.

Obecna sytuacja na rynku ropy i gazu przypomina mechanizm domino – bez względu na to, gdzie nastąpi pierwszy wstrząs, jego konsekwencje mogą szybko przemieścić się w głąb całego globalnego systemu energetycznego. OPEC+, choć dysponuje znaczną rezerwą mocy produkcyjnych (IEA szacuje ją na 5,5 mln baryłek dziennie), nie jest w stanie w pełni skompensować fizycznej blokady cieśniny Ormuz. Dotyczy to zarówno ropy, jak i LNG – rurociągi alternatywne z Arabii Saudyjskiej i ZEA mają łączną przepustowość ledwie 2,6 mln baryłek dziennie, co odpowiada tylko 10 proc. przepływu przez Ormuz.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Budowa gigafabryki AI to historyczna szansa na rozwój krajowego ekosystemu technologii i innowacji

Udział Polski w europejskim programie budowy gigafabryk sztucznej inteligencji może stać się przełomem dla krajowej gospodarki cyfrowej oraz znaczącym impulsem dla rozwoju polskiego sektora nowych technologii – uważa reprezentujący branżę technologiczną Związek Cyfrowa Polska. W piśmie do wiceministra cyfryzacji Dariusza Standerskiego eksperci organizacji przedstawili kilka rekomendacji, które mogą pomóc w jak najsprawniejszym wdrożeniu tego ambitnego pomysłu.

Gigafabryka AI w Polsce może nie tylko zwiększyć naszą konkurencyjność w regionie, ale też realnie wpłynąć na zdolność polskich firm, start-upów, uczelni i instytucji badawczych do współtworzenia europejskiego rynku sztucznej inteligencji na światowym poziomie – komentuje Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

Organizacja wystosowała pismo do wiceministra cyfryzacji Dariusza Standerskiego w tej sprawie. Podkreślono w nim, że „Polska może wnieść unikalne kompetencje i zasoby do europejskiego ekosystemu AI”. Związek wskazuje również, że gigafabryka sztucznej inteligencji w Polsce powinna nie tylko stanowić centrum obliczeniowe dużej skali, ale także pełnić funkcję ośrodka wymiany wiedzy i doświadczeń dla środowisk akademickich, naukowych i biznesowych. Projekt powinien wspierać rozwój lokalnych talentów, edukację przyszłych specjalistów oraz tworzenie innowacyjnych rozwiązań w sektorze nowych technologii.

Porady dla rządu od ekspertów technologicznych

Tym niemniej, pojawiły się też pewne zastrzeżenia: eksperci Cyfrowej Polski wyraźnie zaznaczają, że budowa gigafabryki powinna opierać się na otwartym i bezpiecznym ekosystemie technologicznym, który zapewni interoperacyjność i uniezależni infrastrukturę od zastrzeżonych, zamkniętych rozwiązań. Kluczowe jest zastosowanie technologii gwarantujących zaufanie i bezpieczeństwo – zarówno rozwiązań europejskich, jak i innych spełniających najwyższe standardy jakości, transparentności oraz cyberbezpieczeństwa.

Cyfrowa Polska zwraca również uwagę na wyzwania energetyczne związane z rozwojem zaawansowanej infrastruktury AI. „Efektywność energetyczna jest kluczowym elementem odpowiedzialnego rozwoju infrastruktury AI. Największe systemy sztucznej inteligencji powinny być oparte o energooszczędne technologie” – stwierdzono w piśmie do wiceministra cyfryzacji.

Aby zapewnić pełną zgodność z najlepszymi praktykami europejskimi, Cyfrowa Polska rekomenduje nawiązanie bezpośrednich kontaktów roboczych z operatorami już istniejących superkomputerów i fabryk AI. – Warto w procesie planowania i budowy gigafabryki czerpać z doświadczeń firm technologicznych, które posiadają praktyczne kompetencje w zakresie projektowania skalowalnych, energooszczędnych i suwerennych środowisk sztucznej inteligencji – mówi Michał Kanownik.

Prezes Cyfrowej Polski podkreśla, że organizacja w pełni popiera i pochwala ambicje związane z projektem gigafabryki AI, a uwagi organizacji mają na celu wsparcie rządu i zagwarantowanie maksymalnego wykorzystania dostępnych możliwości. – Liczymy, że realizacja takiego przedsięwzięcia będzie przebiegać przy ścisłym partnerstwie technologicznym pomiędzy stroną publiczną a krajowym sektorem cyfrowym. Deklarujemy naszą chęć zaangażowania się w tę współpracę – zaznacza.

FED utrzymuje stopy bez zmian, wskazując na niepewność związaną z taryfami Trumpa

W warunkach niepewności geopolitycznej i gospodarczej decyzja FED o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie zapewnia rynkom pewną stabilność. Rynek nie wyceniał obniżki stóp, ale oczekiwał aktualizacji prognoz gospodarczych oraz wskazania potencjalnego terminu kolejnego ruchu ze strony FED. Bank centralny obniżył prognozę wzrostu PKB USA na ten rok, podnosząc jednocześnie oczekiwania dotyczące inflacji i stopy bezrobocia. Mimo że FED spodziewa się wzrostu inflacji do poziomu 3 proc. do końca roku (powyżej obecnego poziomu), podtrzymał wcześniejsze zapowiedzi dwóch obniżek stóp procentowych do końca 2025 r.

Utrzymanie referencyjnych stóp procentowych USA na wysokim poziomie (obecnie 4,25–4,5 proc.) to niekorzystna informacja dla zadłużonych państw — w tym Polski — ponieważ podnosi koszt obsługi długu, gdy inwestorzy mają do dyspozycji bezpieczną i atrakcyjną alternatywę w postaci amerykańskich obligacji. Również rynki wschodzące mają trudności z przyciąganiem kapitału zagranicznego w takim środowisku.

FED zasygnalizował krok we właściwym kierunku, przyznając, że niepewność gospodarcza „zmalała” — co potencjalnie otwiera drogę do obniżek stóp, jeśli inflacja pozostanie w ryzach. Mimo to zaznaczono, że poziom niepewności nadal pozostaje „podwyższony”.

Niepewność wciąż wiąże się z taryfami celnymi wprowadzonymi przez byłego prezydenta Donalda Trumpa. Przewodniczący FED, Jerome Powell, wskazał, że efekty taryf nie są natychmiastowe, ponieważ wiele towarów trafiających do sprzedaży zostało zaimportowanych na długo przed ich wprowadzeniem. „Zaczynamy obserwować pewne efekty i spodziewamy się, że w nadchodzących miesiącach będzie ich więcej” – powiedział. Dodał, że wzrost cen można już zauważyć w niektórych kategoriach, takich jak komputery osobiste czy sprzęt audiowizualny, co bezpośrednio wiąże się ze wzrostem ceł.

Powell podkreślił, że na horyzoncie widać szok kosztowy, ponieważ producenci, importerzy i sprzedawcy nadal próbują ustalić, kto finalnie poniesie koszty ceł nałożonych do tej pory. Sytuację może dodatkowo skomplikować kolejna runda agresywnych taryf importowych, którą Trump rozważa wprowadzić już w przyszłym miesiącu. „Wszyscy, z którymi rozmawiam, spodziewają się istotnego wzrostu inflacji w kolejnych miesiącach z powodu taryf, ponieważ ktoś musi w końcu ponieść te koszty — czy to producent, eksporter, importer, czy detalista. Ostatecznie część tych kosztów zostanie przerzucona na konsumenta końcowego” – stwierdził Powell. Dodał, że FED będzie w stanie podejmować mądrzejsze decyzje, jeśli odczeka kilka miesięcy, aby zrozumieć, w jakim stopniu wyższe cła przełożą się na inflację.

Obecne oczekiwania rynkowe wskazują na pierwszą obniżkę stóp procentowych we wrześniu. Jeśli jednak inflacja za czerwiec i lipiec okaże się niższa od prognoz, a rynek pracy zacznie wykazywać oznaki osłabienia, FED może rozważyć wcześniejszą decyzję — już podczas posiedzenia w dniach 29–30 lipca.

Inwestorzy nie oczekiwali obniżki stóp ani zmiany w dotychczasowym, ostrożnym podejściu FED – i takie właśnie sygnały otrzymali. FED opiera swoje stanowisko na „solidnym” rynku pracy i stabilnej gospodarce. Złagodzenie stanowiska w kwestii niepewności makroekonomicznej może jednak świadczyć o gotowości do rozpoczęcia cyklu obniżek w drugiej połowie roku, o ile inne kluczowe wskaźniki pozostaną stabilne. Choć FED nie wydaje się spieszyć z decyzją, nie wyklucza jej pod odpowiednimi warunkami.

Autor: Bogdan Maioreanu, analityk eToro w Rumunii