Ekspert o ustawie deregulacyjnej: nie spotkałem jeszcze przedsiębiorcy, który uważa proponowane zmiany za rewolucyjne

Skrócenie czasu kontroli, dłuższe vacatio legis dla zmian podatkowych, podniesienie limitu zwolnienia z VAT, zniesienie obowiązku publikacji strategii podatkowej – to tylko niektóre z pomysłów, które znalazły się w pierwszym pakiecie zmian deregulacyjnych przygotowanych przez rząd. Celem nowelizacji ma być ułatwienie życia przedsiębiorcom i zmniejszenie liczby zbędnych formalności. Jednak, jak wskazuje ekspert SaldeoSMART, wiele z proponowanych zasad już dziś funkcjonuje w polskim systemie prawnym, tylko nie zawsze są egzekwowane. Na ile omawiane zmiany faktycznie wprowadzą powiew świeżości do rzeczywistości biznesowej?

Projekt deregulacji gospodarki to inicjatywa mająca na celu uproszczenie przepisów i ograniczenie obciążeń administracyjnych, szczególnie w obszarze podatków. Jako część szerzej zrealizowanej akcji społecznej, zebrano ponad 400 propozycji zmian, a około 300 z nich trafiło do dalszego procedowania przez administrację rządową. Na tej podstawie przygotowano cztery pakiety legislacyjne, z których jak dotąd tylko pierwszy przeszedł całą ścieżkę legislacyjną i wejdzie w życie.

Zmiany korzystne, ale czy nowe?

Pierwszy pakiet przepisów obejmuje zmiany w dziewięciu ustawach, w tym w ordynacji podatkowej, ustawie o VAT oraz przepisach dotyczących CIT. Zdaniem Wojciecha Frankiewicza, Partnera w Kancelarii Staniek&Partners i eksperta SaldeoSMART w zakresie prawa podatkowego, niektóre z tych propozycji mogą mieć realny wpływ na codzienne funkcjonowanie firm. Przykładowo zmiana w zakresie limitu zwolnienia z VAT z 200 tys. zł do 240 tys. zł czy wydłużenie do sześciu miesięcy okresu wejścia w życie niekorzystnych dla przedsiębiorców przepisów.

Na duży plus należy ocenić skrócenie o połowę czasu kontroli mikroprzedsiębiorstw, a szerzej także ogólne dostosowanie dotkliwości i częstotliwości inspekcji do rozmiaru firmy – mówi Wojciech Frankiewicz. – Tego rodzaju audyty są nierzadko dużym obciążeniem operacyjnym, powodują przestoje, dezorganizację pracy, a niekiedy wręcz wstrzymują procesy decyzyjne. Im krócej trwają i im mniej inwazyjne są dla przedsiębiorców, tym lepiej – podkreśla.

Dobre intencje, stare wyzwania

Nie wszystkie propozycje zawarte w pierwszym pakiecie budzą jednak entuzjazm. Część z nich w ocenie eksperta ma charakter czysto deklaratywny. Szeroko komentowane w mediach domniemanie niewinności podatnika formalnie już obowiązuje: zarówno w ordynacji podatkowej, jak i kodeksie postępowania administracyjnego istnieją zasady, zgodnie z którymi niedające się uniknąć wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść podatnika. Podobnie zapowiadane tzw. „wezwania miękkie”, które mają dawać przedsiębiorcom szansę na mniej formalny kontakt z urzędnikiem i wyjaśnienie wątpliwości podatkowych jeszcze przed wszczęciem oficjalnego postępowania. Ten mechanizm również już funkcjonuje w prawie polskim, choć pod inną nazwą.

Zasad gwarantujących podatnikowi prawo do uczciwego i bezstronnego traktowania nie trzeba wymyślać od nowa, one są już zapisane w obowiązujących przepisach. Problem polega na tym, że organy skarbowe nierzadko je ignorują, a firmy wciąż spotykają się z uznaniowym podejściem urzędników, rozbieżnymi interpretacjami tego samego przepisu oraz brakiem przewidywalności co do skutków swoich działań biznesowych – komentuje Wojciech Frankiewicz.

Sedno problemu nietknięte

Ekspert zauważa również, że w aktualnym projekcie deregulacyjnym brakuje tego, co dla firm najistotniejsze: systemowego uporządkowania prawa i poprawy jego stosowania w praktyce. Zmiany koncentrują się głównie na pojedynczych ułatwieniach, które nie dotykają kluczowych bolączek polskiego systemu podatkowego, takich jak mnogość przepisów i brak jednolitych standardów ich stosowania, przewlekłość postępowań administracyjnych czy nadmiar obowiązków informacyjnych nakładanych na przedsiębiorców. W rezultacie nawet pozornie proste czynności wiążą się z ryzykiem błędu, za który odpowiedzialność ponosi wyłącznie firma, niezależnie od jej intencji czy skali działalności.

Wiele podmiotów, szczególnie z sektora MŚP, nie ma dziś zasobów, by samodzielnie odnaleźć się w gąszczu przepisów. Przygotowując dla jednego z klientów zestawienie obowiązków wynikających tylko z prawa pracy, ochrony środowiska i przepisów korporacyjnych, zidentyfikowaliśmy długą na dziesięć stron listę terminów, których trzeba dochować. A gdzie w tym wszystkim jeszcze obowiązki wynikające z prawa podatkowego? – zwraca uwagę Wojciech Frankiewicz, ekspert SaldeoSMART. – Przedsiębiorcy chcą przede wszystkim jasnych reguł, których będą mogli się trzymać. Tymczasem obecny system przypomina często tor przeszkód, w którym nietrudno o potknięcie, a organy skarbowe niekiedy sprawiają wrażenie, jakby tylko na nie czekały – dodaje.

Ostrożny optymizm

Na razie przedsiębiorcy reagują na pomysły zmian z ostrożnym sceptycyzmem. Propozycje zawarte w pierwszym pakiecie deregulacyjnym traktowane są raczej jako zapowiedź kierunku niż realna poprawa warunków prowadzenia biznesu. Sam ekspert SaldeoSMART ocenia je jednak z nieco większym optymizmem.

Jeśli choć część nowych zasad zacznie być rzeczywiście przestrzegana, a kolejne modyfikacje będą wprowadzane z myślą o uproszczeniu, a nie fiskalizacji prawa, będzie to krok w dobrym kierunku. Ale nawet najlepsze przepisy niewiele dadzą, jeśli nie zmieni się mentalność urzędnicza. Gdy odpowiednik ZUS w Wielkiej Brytanii wykryje nieprawidłowość, kontaktuje się z firmą, by wspólnie ją wyjaśnić, zanim podejmie dalsze kroki. W Polsce natomiast przedsiębiorca często dowiaduje się o nieumyślnym błędzie podatkowym po kilku latach i musi od razu uregulować całą zaległość wraz z odsetkami. Takie doświadczenia zniechęcają do działania i wstrzymują rozwój biznesu – podsumowuje Frankiewicz.

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłasza pierwszy nabór w programie STEP

Komisja Europejska uruchomiła nową inicjatywę STEP, mającą na celu uniezależnienie Unii Europejskiej od rynków zewnętrznych, ochronę łańcuchów wartości w kluczowych sektorach oraz wzmocnienie pozycji Europy na arenie międzynarodowej. W jej ramach Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło pierwszy konkurs. 300 mln zł z programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki przeznaczono na projekty B+R w obszarze biotechnologii.

Ostatnie lata – naznaczone globalną pandemią oraz międzynarodowymi konfliktami – obnażyły słabości dotychczasowego systemu gospodarczego, w tym m.in. zakłócenia w łańcuchach dostaw oraz nadmierne uzależnienie od produkcji zlokalizowanej w Azji. W odpowiedzi na te zagrożenia Komisja Europejska rozpoczęła działania, które mają na celu budowę silniejszego, bardziej odpornego i innowacyjnego przemysłu europejskiego.

Głównym narzędziem jest program STEP, czyli Platforma na rzecz Technologii Strategicznych dla Europy (ang. Strategic Technologies for Europe Platform). To nowa inicjatywa Komisji Europejskiej, opracowana z myślą o zmniejszeniu strategicznych zależności UE od rynków zewnętrznych (w szczególności Stanów Zjednoczonych i Chin). Ma też na celu ochronę i wzmacnianie łańcuchów wartości w obszarach technologicznych uznanych za strategiczne dla Unii. Te obszary to technologie cyfrowe i innowacje deep-tech, czyste i zasobooszczędne technologie oraz biotechnologie. STEP dąży także do wzmocnienia pozycji Europy na arenie międzynarodowej oraz zwiększenia jej konkurencyjności i odporności na wyzwania globalne, takie jak kryzysy klimatyczne czy geopolityczne.

W Polsce działania w ramach inicjatywy STEP są finansowane z programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki.

Z entuzjazmem podchodzimy do możliwości, jakie daje instrument STEP. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju odpowiada w nim za wspieranie innowacyjnych projektów badawczo-rozwojowych, które przyczynią się do rozwoju technologii krytycznych lub rozwiązań mających na celu ochronę i wzmacnianie łańcuchów wartości technologii krytycznych. Sprawdzą się tu zatem wizjonerzy, najlepsi z najlepszych w wybranych branżach, którzy potrafią wykazać wpływ swojego projektu na wzmocnienie konkurencyjności polskiej i unijnej gospodarki – tłumaczy prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. – W pierwszym naborze kierujemy wsparcie do sektora biotechnologicznego. Szukamy projektów, które rozwijają przełomowe rozwiązania w zakresie bioinżynierii, biofarmacji, bioprodukcji, bioinformatyki i innych zastosowań nauki do organizmów żywych, a także wzmacniają łańcuchy wartości w obszarze biotechnologii, zmniejszają zależność UE od dostawców spoza Europy.

STEP w obszarze biotechnologii

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło pierwszy konkurs w ramach STEP dla projektów z obszaru biotechnologii. Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie ustanowienia tej inicjatywy, biotechnologie należy rozumieć jako „zastosowanie nauki i technologii do organizmów żywych, a także ich części, produktów i modeli w celu zmiany żywych lub nieżywych materiałów do tworzenia wiedzy, towarów i usług”. Szczegółowy, zamknięty katalog technologii istotnych dla STEP wskazano w Wytycznych Komisji Europejskiej. Umieszczono tu takie obszary, jak: DNA/RNA; białka i inne cząstki; kultury komórkowe i tkankowe oraz inżynieria tkankowa i komórkowa; techniki procesów biotechnologicznych; geny i wektory RNA; bioinformatyka oraz nanobiotechnologia. Listę uzupełniają leki zawarte w unijnym wykazie produktów leczniczych o krytycznym znaczeniu oraz ich składniki.

Technologie krytyczne w dwóch ścieżkach

Technologie krytyczne oraz technologie ich łańcuchów wartości rozwijane będą w ramach projektów badawczo-rozwojowych, obejmujących badania przemysłowe i prace rozwojowe albo tylko prace rozwojowe, dofinansowane przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w dwóch ścieżkach:

  • Ścieżka A – dla projektów badawczo-rozwojowych, które wnoszą na rynek wewnętrzny UE innowacyjny lub najnowocześniejszy lub przełomowy element o znaczącym potencjale gospodarczym (wymagana jest kombinacja co najmniej dwóch z tych elementów),
  • Ścieżka B – dla projektów badawczo-rozwojowych, które przyczyniają się do ograniczania lub zwalczania strategicznej zależności Unii.

W naborze NCBR o dofinansowanie mogą ubiegać się przedsiębiorstwa oraz ich konsorcja z innymi przedsiębiorstwami, organizacjami badawczymi lub organizacjami pozarządowymi, które prowadzą działalność w obszarze biotechnologii.

Budżet naboru to łącznie 300 mln zł (150 mln zostanie przeznaczonych na Ścieżkę A oraz drugie tyle – na Ścieżkę B).

Nabór wniosków o dofinansowanie dla projektów w Ścieżce B (Strategiczna niezależność) rozpocznie się 15 lipca i potrwa do 29 sierpnia 2025 r., natomiast nabór wniosków w Ścieżce A (Innowacyjność) rozpocznie się 22 lipca i potrwa do 5 września 2025 r. Złożone wnioski zostaną poddane dwuetapowej ocenie merytorycznej oraz ocenie finansowej.

Poza projektami badawczo-rozwojowymi, znajdującymi się w gestii Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, w ramach inicjatywy STEP możliwe jest również finansowanie projektów o charakterze inwestycyjnym, obejmujących m.in. budowę linii produkcyjnych, rozbudowę zakładów czy wdrażanie kontroli jakości – w tym przypadku wnioski będą przyjmowane przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości.

Realizowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju nabór programu STEP w obszarze biotechnologii jest realizowany w ramach Priorytetu 5. „Wsparcie projektów realizujących cele inicjatywy STEP” programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki.

Szkoła wolna od smartfonów – projekt ustawy trafił do Sejmu

27 czerwca 2025 r. Klub parlamentarny Polski 2050 złożył w Sejmie projekt ustawy regulującej korzystanie ze smartfonów przez uczniów szkół podstawowych na terenie tych placówek. Inicjatywa, której autorem jest Marszałek Sejmu Szymon Hołownia, ma na celu ograniczenie uzależnienia dzieci od ekranów oraz poprawę ich zdrowia psychicznego, koncentracji i relacji społecznych. Projekt ustawy to realizacja jednej z obietnic wyborczych, którą zapowiadał Marszałek Hołownia podczas kampanii prezydenckiej.

„Istnieje problem wykorzystywania naszych dzieci przez gigantów cyfrowych, którzy nic sobie robią z ich bezpieczeństwa i z ich przyszłości. Projekt będzie zawierał bardzo jasne, czytelne regulacje dotyczące bana na smartfony w szkołach podstawowych, żeby choć te 7–8 godzin nasze dzieci mogły być skupione na czymś innym niż tylko zasysaniem różnych treści z internetu.” – mówił Szymon Hołownia podczas konferencji programowej 20 czerwca br.

Nowe przepisy mają obowiązywać we wszystkich szkołach podstawowych w Polsce – oznacza to konieczność wprowadzenia regulacji korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń służących do komunikacji na odległość na terenie szkoły. Wyjątki będą możliwe – np. w uzasadnionych przypadkach medycznych lub edukacyjnych – ale muszą zostać zapisane w statucie szkoły. Projekt nie zabrania wnoszenia telefonów – to szkoły zdecydują, czy i jak organizować np. depozyty.

Analogiczne regulacje będą mogły wprowadzić szkoły ponadpodstawowe oraz inne placówki oświatowe, jednak tam decyzja o ewentualnym zakazie będzie fakultatywna. Każda z tych placówek będzie zobowiązana do podjęcia decyzji w ciągu 3 miesięcy od wejścia w życie ustawy. W procesie ustalania zasad szkoły będą miały obowiązek zasięgnięcia opinii rady rodziców oraz samorządu uczniowskiego – opinia nie będzie wiążąca, ale formalnie wymagana.

Projektowane rozwiązania są zgodne z trendami europejskimi – podobne zakazy obowiązują już m.in. we Francji, Holandii, Szwecji i Belgii*.

W Polsce problem tzw. „smartwicy” narasta. Dzieci i młodzież spędzają z telefonem kilka godzin dziennie – często kosztem kontaktów z rówieśnikami, rodziną i nauki. Korzystanie z urządzeń mobilnych wpływa negatywnie na koncentrację, zdrowie psychiczne i fizyczne uczniów oraz rozwój ich umiejętności społecznych. Projektowana ustawa ma pomóc szkołom i rodzicom w budowaniu bardziej zrównoważonych nawyków cyfrowych.

To nie jest zwykły gadżet. To strategia budowania relacji z klientem

Każdy przedsiębiorca wie, że zdobycie nowego klienta kosztuje pięć razy więcej niż utrzymanie dotychczasowego. Gadżety reklamowe przestają być postrzegane jako zwykłe dodatki promocyjne, a stają się przemyślanymi narzędziami marketingowymi. Właściwie dobrane prezenty firmowe mogą stać się kluczem do budowania długotrwałych relacji z klientami i zwiększenia ich lojalności. Dlaczego więc warto traktować gadżety jako strategiczną inwestycję w rozwój biznesu, a nie jedynie jako koszt marketingowy?

Psychologia prezentu. Dlaczego małe gesty mają wielką moc?

Zasada wzajemności to jeden z najsilniejszych mechanizmów psychologicznych, który wpływa na nasze zachowania w relacjach biznesowych. Gdy otrzymujemy prezent, nawet symboliczny, czujemy naturalną potrzebę odwzajemnienia tego gestu, co przekłada się na większą skłonność do zakupów. Dobrze zaprojektowany gadżet firmowy staje się częścią codziennego życia klienta, przypominając o marce przy każdym użyciu. Pozytywne skojarzenia z marką budują się poprzez użyteczność prezentu – im częściej klient korzysta z gadżetu, tym silniejsza staje się więź emocjonalna.

Strategiczny wybór – jak dopasować gadżet do grupy docelowej?

Segment docelowy determinuje skuteczność całej strategii gadżetowej, dlatego kluczowe jest głębokie zrozumienie potrzeb i stylu życia odbiorców. Dla klientów biznesowych idealnie sprawdzą się gadżety biurowe z GiftDesign.pl, które podkreślą profesjonalizm i będą codziennie przypominać o współpracy. Funkcjonalność gadżetu powinna bezpośrednio odpowiadać na rzeczywiste potrzeby klientów – bezużyteczny przedmiot szybko trafi do szuflady i zostanie zapomniany. Jakość wykonania musi odzwierciedlać standardy firmy, ponieważ tandetny gadżet może negatywnie wpłynąć na postrzeganie marki.

Budowanie lojalności przez codzienność. Siła praktycznych prezentów

Przedmioty codziennego użytku mają wyjątkową moc budowania świadomości marki, ponieważ towarzyszą klientowi przez długie miesiące czy nawet lata. Przykładem może być kubek termiczny personalizowany z GiftDesign.pl, który codziennie przypomina o firmie podczas porannej kawy. Regularne ekspozycje marki w naturalny sposób wzmacniają jej rozpoznawalność i budują pozytywne skojarzenia bez agresywnych działań reklamowych. Klient, który używa firmowego gadżetu, nieświadomie staje się ambasadorem marki, prezentując ją w swoim otoczeniu zawodowym i prywatnym. 

Szczególnie wartościowe są gadżety sezonowe, jak gadżety na wakacje z GiftDesign.pl, które towarzyszą klientom w wyjątkowych momentach. Wspomnienia pozytywne związane z wakacjami czy podróżami służbowymi dodatkowo wzmacniają emocjonalną więź z marką.

Jak gadżety przekładają się na wyniki biznesowe?

Zwrot z inwestycji w gadżety reklamowe można mierzyć przez pryzmat zwiększonej lojalności klientów, częstotliwości zakupów i wartości zamówień. Badania pokazują, że koszt pozyskania nowego klienta może być nawet dziesięciokrotnie wyższy od kosztu utrzymania dotychczasowego przez właściwie dobrane prezenty. Wskaźniki NPS (Net Promoter Score) często wzrastają po wdrożeniu przemyślanej strategii gadżetowej, co przekłada się na większą skłonność do rekomendacji. 

Redukcja kosztów pozyskiwania nowych klientów następuje naturalnie, gdy dotychczasowi stają się ambasadorami marki dzięki pozytywnym doświadczeniom. Ważne jest także monitorowanie reakcji klientów na otrzymane gadżety oraz zbieranie feedbacku, który pomoże w optymalizacji przyszłych działań.

Polska Press Grupa będzie drukować „Gazetę Wyborczą”

26 czerwca br. Polska Press Grupa podpisała umowę z Wyborcza sp. z o.o., należącą do Agory SA. Na mocy porozumienia, od września br. „Gazeta Wyborcza” będzie drukowana w drukarniach należących do Polska Press Grupy. Tym samym do grona wydawców korzystających z usług poligraficznych spółki dołącza kolejny ogólnopolski tytuł.

Od września 2025 roku do grona klientów dołączy spółka Wyborcza – wydawca zarówno papierowej, jak i cyfrowej wersji „Gazety Wyborczej”. Zgodnie z umową zawartą 26 czerwca br., druk „Gazety Wyborczej” będzie realizowany w drukarniach należących do Grupy.

Polska Press Grupa umocni swoją pozycję na rynku usług poligraficznych, nawiązując współpracę z nowym partnerem.

– Cieszymy się, że tak uznany tytuł jak „Gazeta Wyborcza” będzie u nas drukowany. To dowód zaufania do naszych kompetencji i jakości, którą oferujemy. Dostarczamy najlepsze rozwiązania z zakresu druku coldsetowego oraz heatsetowego i jesteśmy gotowi sprostać oczekiwaniom nawet najbardziej wymagających partnerów, a ta współpraca to dla nas ważny krok w dalszym rozwoju segmentu usług poligraficznych – mówi Zenon Nowak, prezes zarządu Polska Press Grupy.

To partnerstwo jest efektem decyzji spółki Wyborcza o zamknięciu drukarni w Warszawie oraz całkowitym przeniesieniu usług poligraficznych do zewnętrznego dostawcy.

– Podjęliśmy strategiczną decyzję o zmianie procesu produkcji i przeniesieniu wszystkich usług poligraficznych Wyborczej do firmy zewnętrznej. Wybraliśmy Polska Press, bo to partner, który gwarantuje nam wysoką jakość, kompleksową usługę, dobre warunki finansowe, ale przede wszystkim elastyczny model współpracy, co w przypadku długoterminowego kontaktu i dynamicznie zmieniającego się rynku mediów, jest niezmierne ważne podsumowuje Mikołaj Chrzan z zarządu spółki „Wyborcza”.

Andrzej Wroński obejmie stanowisko CEO w 7R

0

Andrzej Wroński obejmie stanowisko CEO w 7R i pokieruje dalszym rozwojem strategicznym firmy.

Andrzej Wroński zostanie Prezesem Zarządu w 7R – jednego z wiodących deweloperów nowoczesnych powierzchni magazynowych i przemysłowych w Polsce, z rosnącą obecnością w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Funkcję obejmie w nadchodzących miesiącach; dokładna data rozpoczęcia pracy zostanie ogłoszona wkrótce.

Andrzej wnosi do 7R ponad 20 lat doświadczenia w zarządzaniu i operacjach na rynku nieruchomości logistycznych. Wraz z jego dołączeniem, rozpocznie się nowy rozdział w historii firmy – oparty nie tylko na dostarczaniu nowoczesnych powierzchni magazynowych, ale także na tworzeniu kompleksowego ekosystemu rozwiązań wspierających najemców w ich działalności.

– 7R od zawsze wyróżniało się innowacyjnym i elastycznym podejściem. Pod kierownictwem Andrzeja wejdziemy w nowy etap rozwoju, skupiając się na dalszym wzmacnianiu naszych kompetencji. Budujemy platformę, która wspiera naszych najemców i partnerów w efektywnym działaniu, szybkiej adaptacji do zmian oraz realizacji celów zrównoważonego rozwoju – mówi Petri Valkama, Partner i Zastępca CIO w NREP.

Dogłębna znajomość branży oraz wizjonerskie podejście Andrzeja Wrońskiego mają wzmocnić pozycję 7R jako preferowanego partnera dla wymagających najemców.

– Cieszę się, że wkrótce dołączę do 7R w tak ważnym momencie – mówi Wroński. – Firma wyróżnia się wysoką jakością, zaangażowaniem w zrównoważony rozwój i budowanie długofalowej współpracy. Naszym celem jest bycie zaufanym partnerem i kompleksową platformą zarówno dla najemców, jak i inwestorów. Dzięki połączeniu lokalnej ekspertyzy z elastycznym podejściem inwestycyjnym, 7R ma solidne fundamenty do tworzenia trwałej wartości dla najemców, partnerów kapitałowych i akcjonariuszy.

Pod kierownictwem Andrzeja Wrońskiego 7R planuje przyspieszyć realizację strategii rozwoju, umocnić pozycję w regionie oraz kontynuować ekspansję poza Polską, dostarczając coraz większą wartość swoim najemcom, partnerom i inwestorom.

Rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych w I kwartale 2025 r.

Początek 2025 roku na rynku powierzchni przemysłowo-logistycznych w Polsce upłynął pod znakiem stabilizacji – zarówno po stronie deweloperów, jak i najemców. Według raportu „At A Glance – rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych w Polsce” podsumowującego pierwszy kwartał 2025 roku, całkowity wolumen transakcji najmu wyniósł 1,11 mln m kw., co oznacza wzrost o 16% rok do roku. Jednocześnie aż 56% tej powierzchni stanowiły odnowienia dotychczasowych umów, co wskazuje na ostrożne podejście firm do zawierania nowych kontraktów.

Mniejsza aktywność deweloperów

W omawianym okresie oddano do użytku blisko 700 tys. m kw. nowej powierzchni przemysłowo-logistycznej, co oznacza spadek o 20% względem analogicznego okresu roku poprzedniego. Najwięcej nowych obiektów powstało w regionach: Dolny Śląsk (269 tys. m kw.), Górny Śląsk (118 tys. m kw.) oraz w strefie Poznań (61 tys. m kw.).

Całkowity wolumen powierzchni w budowie osiągnął poziom 1,37 mln m kw. – to o 41% mniej niż przed rokiem i 22% mniej niż w IV kw. ubiegłego roku. Do największych realizowanych obecnie projektów należą: Panattoni Park Zgierz II (68 tys. m kw.), Park Magazynowy Tuszyn (59 tys. m kw.) oraz 7R Park Lublin (57 tys. m kw.). Największa aktywność deweloperska skoncentrowana była w strefach: Warszawa II (326 tys. m kw.), Górny Śląsk (270 tys. m kw.) oraz Polska Centralna (253 tys. m kw.). Obserwowany w Polsce spadek liczby nowych inwestycji przemysłowo-logistycznych wpisuje się w globalny trend ograniczania tempa rozwoju sektora magazynowego.

Budowy spekulacyjne będące swoistym papierkiem lakmusowym sektora powierzchni przemysłowo-logistycznych są ograniczone, a deweloperzy rozpoczynają inwestycje zabezpieczone odpowiednio wysokim poziomem przednajmu. W kolejnych kwartałach raczej nie spodziewamy się większych zmian: udział odnowień umów nadal będzie dominował w strukturze popytu brutto, a aktywność deweloperów pozostanie na niskim poziomie, co w dłuższej perspektywie może wpłynąć na obniżenie wskaźnika pustostanów – komentuje Ludwika Korzeniowska, Dyrektorka Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych BNP Paribas Real Estate Poland.

Przewaga odnowień umów najmu, w czołówce firmy 3PL

W I kwartale 2025 wolumen transakcji najmu wyniósł ponad 1,1 mln m kw., a największy popyt na powierzchnie przemysłowo-logistyczne odnotowano w regionach: Warszawa II (246 tys. m kw.), Górny Śląsk (228 tys. m kw.) i Polska Centralna (152 tys. m kw.). Wśród największych transakcji znalazły się: nowa umowa najmu 67 tys. m kw. w 7R Park Gdańsk III, odnowienia umów najmu 55 tys. m kw. w Prologis Park Chorzów przez Moto-Profil oraz 50 tys. m kw. w P3 Łódź II przez OBI.

Według analityków BNP Paribas Real Estate Poland, średni poziom wynajęcia projektów w budowie przekroczył 58%. W okresie od początku stycznia do końca marca największy udział w popycie brutto miały firmy z sektora 3PL, które odpowiadały za 33% wszystkich transakcji najmu. Na drugim miejscu znalazły się firmy handlowe z 15% udziałem w całkowitym wolumenie.

Choć dominowały przedłużenia umów (56%), a nowe najmy stanowiły 36% wolumenu, popyt na powierzchnie przemysłowo-logistyczne w Polsce pozostaje na stabilnym poziomie. Jego utrzymaniu sprzyjają solidne fundamenty gospodarcze, strategiczne położenie Polski w europejskich łańcuchach dostaw, rosnące znaczenie nearshoringu, konkurencyjne koszty operacyjne, dostępność wykwalifikowanej kadry, rozwinięta infrastruktura oraz dostęp do rynku UE.

Na rynku pojawili się nowi gracze – CIRRO E-Commerce, dostawca rozwiązań logistycznych dla e-commerce, oficjalnie zadebiutował w Polsce, natomiast litewski fundusz inwestycyjny Nordspace planuje budowę stu parków biznesowych w segmencie Small Business Units.

Czynsze stabilne, wzrost pustostanów

Po wcześniejszych wzrostach, czynsze za powierzchnie przemysłowo-logistyczne uległy stabilizacji. Na koniec I kwartału 2025 roku stawki za standardowe obiekty wahały się od 3,20 do 8,50 EUR/m kw./miesiąc – najwyższe notowano w lokalizacjach miejskich, takich jak Warszawa i Kraków. Najemcy obiektów typu SBU płacili wyższe stawki, natomiast rynki z większym poziomem pustostanów oferowały większe pakiety zachęt.

Wskaźnik pustostanów na koniec marca 2025 roku wyniósł 8,5%, co oznacza wzrost o 1,0 p.p. w ujęciu kwartalnym. Najwyższy poziom niewynajętej powierzchni odnotowano w strefie Zachód (20,1%), a najniższy – w strefie Opole (2,4%). Łącznie na rynku dostępnych było 2,9 mln m kw. powierzchni niewynajętej.

Self storage zyskuje na znaczeniu

Analitycy BNP Paribas Real Estate Poland zwracają uwagę na rosnące znaczenie rynku magazynów samoobsługowych (SelfStorage), którego dynamiczny rozwój szczególnie widoczny jest w dużych aglomeracjach. Obecnie w Polsce działa blisko 200 obiektów tego typu.

Wzrost segmentu self storage napędzany jest przede wszystkim rosnącym zapotrzebowaniem na elastyczne i efektywne rozwiązania magazynowe – zarówno wśród klientów indywidualnych, jak i firm unikających długoterminowych umów najmu. Szczególnie chętnie z takiego rozwiązania korzystają firmy z sektora e-commerce, który znajduje się na wczesnym etapie rozwoju w Polsce, ale jego tempo ekspansji jest obiecujące.

Magazyny a bezpieczeństwo energetyczne

Postępująca automatyzacja produkcji i procesów magazynowania towarów zwiększa zapotrzebowanie na niezawodne źródła zasilania. Nawet krótkie przerwy w dostawie energii elektrycznej mogą generować istotne straty dla firm czy najemców, co czyni bezpieczeństwo energetyczne kluczowym aspektem działalności operacyjnej.

Do najczęściej stosowanych środków zaradczych, które mają zminimalizować ryzyko i potencjalne straty spowodowane przez przerwy w dostawie prądu, należą systemy zasilania awaryjnego, zapewniające ciągłość działalności operacyjnej przedsiębiorstwa przez pewien czas. W ostatnim czasie na popularności zyskują również instalacje fotowoltaiczne i wiatrowe. Kluczową rolę w tym kontekście odgrywają jednak magazyny energii, które standardowo służą do gromadzenia nadwyżki wyprodukowanej ze słońca lub wiatru energii – podsumowuje Robert Pawłowski, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych BNP Paribas Real Estate Poland

Poznański rynek mieszkaniowy 2025: stabilne ceny, ostrożni deweloperzy, dynamiczny najem

Na poznańskim rynku mieszkaniowym widać coraz wyraźniej, że deweloperzy zdejmują nogę z gazu, ale kupujący wciąż są aktywni. Ceny pozostają stabilne, zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym, gdzie według danych Otodom średnia stawka sięga już niemal 12 tys. zł za mkw. Równolegle kwitnie najem. W mieście, gdzie uczy się blisko 100 tys. studentów, popyt na wynajmowane mieszkania nie słabnie, a Poznań staje się jednym z najważniejszych ośrodków rozwoju sektora PRS w Polsce.

Choć rynek mieszkaniowy w stolicy Wielkopolski nie doświadcza dziś gwałtownych zmian, to pod powierzchnią widać znaczące przetasowania. Z jednej strony zachowawcze podejście deweloperów, którzy wolą wstrzymać nowe inwestycje niż ryzykować nadpodaż. Z drugiej niesłabnący popyt i dynamiczny rozwój sektora najmu, który w Poznaniu nabiera wyjątkowego charakteru dzięki silnej obecności studentów i rosnącemu udziałowi najmu instytucjonalnego. Przyglądamy się, jak wygląda aktualna kondycja poznańskiego rynku mieszkaniowego zarówno od strony podaży, jak i oczekiwań kupujących i najemców.

Poznańscy deweloperzy: ostrożni, ale aktywni

Jak wskazują dane Otodom, w pierwszym kwartale roku poznańscy deweloperzy wprowadzili do sprzedaży niespełna 1,6 tys. mieszkań, czyli aż o 53% mniej niż rok wcześniej. To wyraźny sygnał, że branża chłonie zmieniające się realia i ostrożnie podchodzi do nowych inwestycji.

Widzimy, że deweloperzy w Poznaniu działają z większą rozwagą. Ograniczają liczbę nowych projektów, ale równocześnie nie rezygnują z planowania kolejnych etapów inwestycji. Koncentrują się na sprzedaży tego, co już mają w ofercie. To podejście minimalizuje ryzyko nadpodaży, a jednocześnie pozwala reagować elastycznie na sygnały z rynku – komentuje Agata Stachowiak, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Warto zaznaczyć, że zainteresowanie zakupem mieszkań w Poznaniu pozostaje dość wysokie – w pierwszym kwartale 2025 roku sprzedano 1,2 tys. lokali, co oznacza wzrost o 9% względem analogicznego okresu ubiegłego roku. Przy obecnym tempie sprzedaży i braku nowych wprowadzeń do oferty, czas potrzebny na całkowite wyprzedanie dostępnych mieszkań wynosi 6,4 kwartału, a więc tylko nieznacznie przekracza poziom uznawany za równowagę rynkową (4–6 kwartałów).

Mimo ograniczenia liczby nowo wprowadzanych lokali, dane GUS pokazują, że poznańscy deweloperzy nie rezygnują z dalszego rozwoju. W pierwszych czterech miesiącach 2025 roku uzyskali oni ponad 2,1 tys. pozwoleń na budowę – to wynik zbliżony do zeszłorocznego. Co więcej, liczba rozpoczętych budów w I kw. roku wzrosła aż o 37% r/r., sięgając 1,5 tys.

Stabilna oferta i ceny

Poznań to dziś jedno z miast, gdzie kupujący mogą liczyć na szeroki wybór mieszkań deweloperskich i względny spokój cenowy. Na koniec maja 2025 r. w ofercie deweloperów znajdowało się 7,4 tys. lokali. To niemal tyle samo co miesiąc wcześniej, ale o 12% więcej niż rok temu. Najwięcej nowych inwestycji było dostępnych w rejonie Nowego Miasta Północ, Naramowic, Umultowa i Radojewa – aż 23% całej oferty. Drugim ważną lokalizacją są Jeżyce i Łazarz, które odpowiadają za 19% dostępnych mieszkań. Pozostałe części miasta utrzymują zbliżony udział, na poziomie 10–12%.

Z kolei ceny nowych mieszkań w Poznaniu nie ulegają większym wahaniom. Od listopada 2024 r. średnia stawka za mkw. utrzymuje się na poziomie 12,9 tys. zł. To wzrost zaledwie o 3% r/r. Przeciętne mieszkanie o powierzchni 54 mkw. kosztuje tu dziś około 687 tys. zł, czyli niespełna 12 tys. zł więcej niż przed rokiem.

Prawie 12 tys. zł/mkw. na rynku wtórnym

Poznański rynek wtórny również utrzymuje stabilny kurs. W maju 2025 r. w serwisie Otodom dostępnych było 3,9 tys. ofert sprzedaży mieszkań, czyli tyle samo, co w poprzednich miesiącach. Jednak w skali roku oznacza to wzrost podaży aż o 29%. Równocześnie ceny pozostają stabilne: średni koszt mkw. wynosi 11,8 tys. zł, co stanowi wzrost o zaledwie 1% r/r.

Taki układ sił sprzyja kupującym. Mają szerszy wybór i większe pole do negocjacji. Jednocześnie zmusza sprzedających do większego realizmu cenowego. A jak pokazują dane Otodom, na poznańskim rynku wtórnym to metraż w dużej mierze kształtuje cenę. Najmniejsze mieszkania (do 40 mkw.) kosztują dziś średnio 12,8 tys. zł/mkw., a więc o 19% więcej niż największe lokale, przekraczające 90 mkw., których stawka za metr to 10,8 tys. zł.

Mniejsze mieszkania są najczęściej wybierane przez inwestorów oraz singli, którzy szukają kompaktowych lokali w atrakcyjnych lokalizacjach. To generuje większy popyt i podbija ceny. Z kolei większe metraże, choć droższe w całkowitej cenie, oferują bardziej atrakcyjny przelicznik za metr kwadratowy – komentuje Agata Stachowiak, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Miasto wynajmu i PRS-ów

Poznań to dziś jeden z najważniejszych punktów na mapie polskiego rynku najmu, zarówno prywatnego, jak i instytucjonalnego. W mieście, gdzie uczy się blisko 100 tys. studentów, zapotrzebowanie na mieszkania na wynajem nie słabnie. Z jakim wydatkiem muszą się liczyć potencjalni najemcy w stolicy Wielkopolski?

Najmniejsze lokale, o powierzchni do 40 mkw., kosztują średnio 2068 zł miesięcznie. Mieszkania w najpopularniejszym segmencie  40–60 mkw., chętnie wybierane przez pary i młode rodziny, wiążą się z wydatkiem rzędu 2633 zł. Większe lokale, o metrażu 60–90 mkw., wynajmowane są średnio za 3543 zł, a za największe (powyżej 90 mkw.)  trzeba zapłacić już 4358 zł miesięcznie.

Silny i chłonny rynek sprawił, że Poznań stał się pionierem najmu instytucjonalnego (PRS). To właśnie tutaj ruszył pierwszy projekt Funduszu Sektora Mieszkań na Wynajem, a dziś miasto znajduje się w krajowej czołówce pod względem liczby inwestycji w tym modelu. Nowe inwestycje PRS takie jak te przy ul. Śniadeckich czy Saperskiej  cieszą się blisko 95-procentowym poziomem wynajęcia.

Poznań to dziś rynek o silnym fundamencie popytowym – przyciąga studentów, młodych profesjonalistów i osoby migrujące do miasta za pracą. W warunkach ograniczonej oferty akademików naturalnym kierunkiem rozwoju staje się tu najem instytucjonalny, który odpowiada na potrzeby najemców szukających alternatywy dla rynku prywatnego. PRS-y stają się tym samym nie tylko uzupełnieniem poznańskiego rynku mieszkaniowego, ale i rosnącą konkurencją dla prywatnych wynajmujących – podsumowuje Agata Stachowiak, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Polska administracja w chmurze – szybka adopcja, niska jakość wdrożeń

Ponad 70 proc. polskich jednostek administracji publicznej korzysta już z rozwiązań chmurowych – wynika z najnowszego raportu o stanie wdrożeń cloud computingu w sektorze publicznym. Samorządy lokalne są w tym zakresie bardziej otwarte niż administracja centralna, która wciąż podchodzi do chmury dość ostrożnie. Z raportu płyną jednak niepokojące wnioski dotyczące jakości i świadomości wdrożeń: zdecydowana większość instytucji publicznych korzystających z chmury opiera się na usługach jednego dostawcy, co budzi obawy o zjawisko vendor lock-in, czyli uzależnienia od pojedynczego partnera technologicznego. Co więcej, eksperci zwracają uwagę na brak długofalowych strategii chmurowych w administracji.

Raport został przygotowany wspólnymi siłami ekspertów Związku Cyfrowa Polska i kancelarii Andersen Tax & Legal. – Poddaliśmy szczegółowej analizie kryteria wyboru dostawców przez organy administracji publicznej oraz struktury kosztów związanych z przechowywaniem danych w chmurze. Wszystko po to, aby zdiagnozować obecny poziom uchmurowienia polskiej administracji publicznej oraz zidentyfikować najważniejsze wyzwania stojące na drodze wdrażania technologii cloud w sektorze publicznym – mówi Mikołaj Śniatała, ekspert w kancelarii Andersen Tax & Legal.

Jak wynika z raportu, choć skala adopcji technologii w instytucjach publicznych rośnie, to widoczne są  poważne luki w planowaniu, zabezpieczeniach i zarządzaniu środowiskami chmurowymi w tych jednostkach. Eksperci Cyfrowej Polski wskazują na powszechny brak przejrzystej strategii wdrażania chmury – większość jednostek administracji nie planuje migracji, nie analizuje ryzyk ani nie bada nowych rozwiązań.  Nie planuje też zmiany dostawcy ani dywersyfikacji usług. Według ekspertów, ten brak strategii ogranicza elastyczność i odporność systemu. Cyfryzacja sektora publicznego w Polsce, mimo widocznych postępów, wciąż zbyt często sprowadza się do jednostkowych wdrożeń usług chmurowych. Takie działania, choć same w sobie wartościowe, nie są częścią spójnej strategii. W efekcie brakuje całościowego podejścia do monitorowania kosztów i mierzenia efektywności wdrażanych rozwiązań, co znacząco utrudnia ocenę ich realnego wpływu – mówi Michał Kanownik, prezes Cyfrowej Polski.

Vendor lock-in realnym zagrożeniem

Jednym z najważniejszych wniosków z raportu jest skala uzależnienia polskiej administracji od jednego dostawcy. 78 proc. wszystkich jednostek korzystających z chmury używa rozwiązań tylko jednej firmy. Wskazuje to na ryzyko tzw. vendor lock-in, czyli trwałego związania z jednym podmiotem technologicznym. Co więcej, aż 7 na 10 instytucji przy wyborze usług chmurowych kieruje się dotychczasowymi umowami licencyjnymi, a nie oceną bezpieczeństwa, innowacyjności czy opłacalności.

Tymczasem, jak oceniają w raporcie eksperci, w przypadku usług chmurowych niezbędne jest zagwarantowanie, że nie dojdzie do uzależnienia się od jednego dostawcy. – Istotne jest zwłaszcza to, aby warunki umowne określające prawa i obowiązki obu stron umowy obejmowały procedurę migracji i wyjścia z chmury – uważa Michał Kanownik.

Niezwykle ważna jest też kwestia cyberbezpieczeństwa – podkreślono w raporcie. Tylko 7 proc. badanych przez Cyfrową Polskę i kancelarię Andersen Tax & Legal jednostek publicznych uznało bezpieczeństwo za główne kryterium wyboru dostawcy usług chmurowych. To może budzić uzasadnione obawy – szczególnie w kontekście przechowywania danych wrażliwych, przetwarzanych przez instytucje publiczne.

Niewykorzystany potencjał rozwiązań krajowych

Eksperci, którzy brali udział w przygotowaniu opracowania, wskazują ponadto na niewykorzystane możliwości rodzimych rozwiązań chmurowych, a zwłaszcza na ograniczenia projektów takich jak Rządowa Chmura Obliczeniowa (RCO) czy system Zapewniania Usług Chmurowych (ZUCH). Jak wynika z raportu, ich niska adopcja przez podmioty administracji wynika z braku zaufania, nieczytelności instytucjonalnej, słabej oferty technicznej oraz braku wsparcia wdrożeniowego. W praktyce sektor publiczny nie traktuje ZUCH jako realnej alternatywy wobec globalnych dostawców.

Obserwację rażąco niskiej popularności tych dostawców potwierdza także Najwyższa Izba Kontroli, która w wystąpieniu pokontrolnym z 16 marca 2025 r. wskazała, że w latach 2020-2022 w bazie ZUCH było zaledwie 9 podmiotów, które podjęły aktywność w systemie – dodaje Mikołaj Śniatała z kancelarii Andersen Tax & Legal.

Polska w chmurze, czyli polityka Cloud-First

Zdaniem Michała Kanownika rozwiązaniem niektórych z tych problemów mogłoby być wprowadzenie w Polsce polityki Cloud-First, zachęcającej administrację do priorytetowego wykorzystywania rozwiązań chmurowych przy jasnym określeniu zasad, standardów i wymagań wobec dostawców. – Taka polityka wyznaczyłaby kierunki rozwoju, zwiększyłaby przewidywalność projektów IT w administracji i ułatwiła współpracę z sektorem technologicznym – wskazuje prezes Cyfrowej Polski.

W ramach promowania polityki Cloud-First rząd miałby wydawać rekomendacje dotyczące wykorzystania chmury. W ocenie ekspertów Cyfrowej Polski, określenie zasad i warunków, które będą musiały zostać spełnione przez dostawców usług, usprawniłoby nabywanie rozwiązań chmurowych przez jednostki administracji. Podmioty publiczne oraz zewnętrzni dostawcy musieliby znać warunki brzegowe oraz wymagania dotyczące produktów i usług, które mają zostać wdrożone. Jednocześnie zespoły IT działające w administracji mogłyby skutecznie i z wyprzedzeniem planować i opracowywać przyszłe rozwiązania – wyjaśniono w raporcie.

Opracowanie, który właśnie opublikowaliśmy, wskazuje na brak spójnej strategii, niski poziom dbałości o bezpieczeństwo i brak dywersyfikacji dostawców w dziedzinie rozwiązań chmurowych. Dlatego wspólnie z ekspertami z różnych środowisk apelujemy o wypracowanie spójnej krajowej polityki rozwoju chmury, zwiększenie kompetencji w administracji oraz stworzenie warunków dla większej konkurencji na rynku usług cloud computing – podsumowuje Michał Kanownik.

Odpowiedzi na pytania dotyczące m.in. typu danych przechowywanych w chmurze, preferowanych przez administrację dostawców, czynników wpływających na ich wybór oraz kosztów korzystania z usług chmurowych zebrane zostały od 82 jednostek administracji publicznej w okresie od stycznia do maja 2025 r.

Wypłaty z Ekstraklasy za sezon 2024/25 przekroczyły 300 mln zł

Ekstraklasa SA wypłaciła ponad 298 mln zł 18 klubom ligi za sezon 2024/25. To o 18 mln zł więcej niż pierwotnie planowano. Tym samym jest to najwyższa kwota przekazana klubom w historii rozgrywek. Oprócz środków pieniężnych, kluby otrzymały również świadczenia barterowe o wartości ok. 3 mln zł. Ekstraklasa SA, zgodnie z łączącą ją z federacją umową, przekazała 10,5 mln zł Polskiemu Związkowi Piłki Nożnej. Podjęto również decyzję, że część środków, wypracowanych w trakcie sezonu 2024/25, zostanie przesunięta do budżetu na kolejny sezon i przeznaczona na wypłatę dla piątego reprezentanta Polski w europejskich pucharach w sezonie 2026/27.

Miniony sezon PKO Bank Polski Ekstraklasy był bardzo udany pod względem sportowym i frekwencyjnym. Bardzo nas cieszy, że do tych osiągnięć możemy dołożyć także rekord finansowy. Łączna kwota ok. 309 mln zł dla klubów i federacji to więcej niż budżet założony na początku sezonu oraz najwyższa suma w historii naszej ligi. W ten sposób budujemy silne zaplecze finansowe klubów, które jest kluczowe dla sukcesów sportowych w coraz bardziej konkurencyjnym świecie futbolu  – mówi Marcin Animucki, prezes Ekstraklasa SA.

Coraz większe środki przekazywane klubom od kilku lat przekładają się na jeszcze większe emocje w rozgrywkach ligowych i coraz większe sukcesy w europejskich pucharach, a w konsekwencji coraz wyższą pozycję w rankingu UEFA. Musimy jednak wciąż pracować, by co najmniej utrzymać tę pozycję, jak najwyżej punktując w europejskich rozgrywkach. Dlatego też wraz z Radą Nadzorczą podjęliśmy wspólnie decyzję o zabezpieczeniu dodatkowo wypracowanych środków z tegorocznych przychodów i przesunięciu ich na następny rok. Wypłacimy je wówczas ekstraklasowej drużynie, która jako piąta będzie uczestniczyć w europejskich pucharach. Rozpocznie ona grę od drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji, tak jak czwarty zespół w tabeli, i dlatego będzie to wsparcie w tej samej wysokości – wyjaśnia Marcin Animucki.

Finansowa czołówka PKO Bank Polski Ekstraklasy pod względem wysokości wypłat z ligi w sezonie 2024/25 jest taka sama jak jej podium sportowe. Najwięcej pieniędzy, bo aż 36,1 mln zł, trafiło do Mistrza Polski, Lecha Poznań. Raków Częstochowa zainkasował blisko 30,2 mln zł, a Jagiellonia Białystok otrzymała z ligi przeszło 26 mln zł.

2025-06-26 Ekstraklasa_model_podzialu 2025-06-26 Ekstraklasa_podzial srodkow za 2024_2025

Na wzroście przychodów Ekstraklasy korzysta cała liga, chociaż oczywiście najwyżej premiowane są wysokie i powtarzalne wyniki na boisku. Warto podkreślić, że w tym roku po raz pierwszy aż dwa kluby przekroczyły pułap 30 mln zł wypłaconych środków, a wypłata dla mistrza osiągnęła rekordowy poziom 36 mln zł. Patrząc na przeciwny koniec finansowej tabeli, jeszcze dwa sezony temu siedem klubów otrzymywało wypłatę poniżej 10 mln zł, podczas gdy tym razem nie było ani jednego takiego klubu. Wszystko to odzwierciedla wysoką i wciąż rosnącą wycenę naszej ligi przez nadawców oraz partnerów marketingowych, na co systematycznie pracujemy – wyjaśnia Krzysztof Bauza, dyrektor finansowy Ekstraklasa SA.

Pula przekazana bezpośrednio klubom przez Ekstraklasę w sezonie 2024/25 wyniosła ponad 298 mln zł, podczas gdy dziesięć lat temu, w sezonie 2014/15, było to 122 mln zł. Ten progres dokonał się przede wszystkim za sprawą pozyskiwania przez ligową spółkę kolejnych, coraz wyższych kontraktów dotyczących transmisji meczowych. Obecnie głównym źródłem ligowych wpływów jest czteroletnia umowa z Canal+ na łączną kwotę 1,3 mld zł. Przychody najwyższej polskiej ligi piłkarskiej pochodzą także ze sprzedaży scentralizowanych praw marketingowych, w tym umów sponsorskich. W sezonie 2024/25 Ekstraklasę wspierali PKO Bank Polski jako partner tytularny oraz Totalizator Sportowy jako partner główny, a także Engelbert Strauss, Stihl, DrWitt, adidas, EA Sports, Sega, SportZoo, Tisa, Opta oraz marka Aztorin. Oprócz tego Ekstraklasa sprzedaje prawa mediowe za granicę oraz otrzymuje wpływy licencyjne związane z wykorzystywaniem wyników rozgrywek PKO Bank Polski Ekstraklasy przez firmy bukmacherskie.

Pula 298 mln zł za sezon 2024/25 została podzielona zgodnie z modelem ustalonym przez kluby. Połowa tych środków, ok. 149 mln zł, to dzielona równo kwota stała, z której każdy z 18 klubów otrzymał blisko 8,3 mln zł. Druga składowa (33,5%) to pula za wynik sportowy z ostatniego sezonu, która wyniosła ok. 99,8 mln zł. Na wysokość wypłaty dla danego klubu miało przede wszystkim wpływ wywalczone miejsce w tabeli, a także ewentualna premia za awans do pucharów europejskich lub – w przypadku klubu spadającego do niższej ligi – opłata solidarnościowa. Pula dla spadkowiczów wynosi 1% całości środków przekazywanych klubom i jest wypłacana klubom z co najmniej dwuletnim stażem w Ekstraklasie.

Ważną składową kwot przekazywanych klubom jest także wypłata za wyniki sportowe osiągnięte w ciągu ostatnich pięciu sezonów – tzw. ranking historyczny. Wynosi ona 14% całej puli i jest dzielona zgodnie z zasadą, że najwyższą wagę ma sezon właśnie zakończony, a najniższą sezon najbardziej odległy. W ten sposób za sezon 2024/25 rozdysponowaliśmy ok. 41,7 mln zł. Na najwyższą kwotę zapracowała tym razem Legia Warszawa. Stołeczny klub otrzymał z tego tytułu prawie 4,4 mln zł. Za nim znalazły się Pogoń Szczecin z 4,1 mln zł oraz Raków Częstochowa z 3,9 mln zł – tłumaczy Krzysztof Bauza.

Jak co roku Ekstraklasa współfinansowała organizowany przez PZPN program Pro Junior System. W minionym sezonie wypłata na ten cel wyniosła prawie 7,3 mln zł i została sfinansowana m. in. przez PKO Bank Polski jako partnera tytularnego rozgrywek i sponsora projektów Akademie Klasy Ekstra, Ekstra Talent i Ekstra Klub. Ta część wypłaty trafiła do siedmiu ekstraklasowych klubów.

Po raz kolejny, największą część środków z tytułu programu Pro Junior System przekazaliśmy klubowi KGHM Zagłębie Lubin. Za sezon 2024/25 było to ponad 2,4 mln zł. Z puli PJS został także zasilony budżet Fundacji Ekstraklasy, która promuje piłkę nożną wśród młodzieży oraz wspiera rozwój młodych piłkarzy i piłkarek, organizując projekty Akademii Klasy Ekstra, Ekstra Talent, program Ekstra Klub czy szkolenia dla trenerów. Oprócz tego kluby na piłkę młodzieżową otrzymują z Ekstraklasy po 1 mln zł w ramach kwoty stałej. Oznacza to, że łącznie za sezon 2024/25 przekazaliśmy na szkolenie młodzieży blisko 25,5 mln zł. Środki, które przeznaczamy na ten cel, pochodzą od sponsora tytularnego, PKO Banku Polskiego, a także z licencji bukmacherskich i z kar Komisji Ligi – podsumowuje Marcin Animucki.

Poza wypłatami pieniężnymi ligowa spółka w zakończonym niedawno sezonie przekazała klubom również świadczenia barterowe o łącznej wartości ok. 3 mln zł. Wśród tego typu świadczeń znalazły się m.in. sprzęt sportowy, w tym piłki, jak również Ekstraklasa udostępniła klubom statystyki meczowe i fitnessowe, nabyte na potrzeby sztabów szkoleniowych, oraz maty ochronne na murawę.

W sezonie 2024/25 Ekstraklasa SA zasiliła kwotą 10,5 mln zł budżet PZPN – część tej sumy jest przekazywana z tytułu zarządzania ligą, a część służy finansowaniu wynagrodzenia sędziów, delegatów i obserwatorów meczowych.

Europejski Akt o Dostępności wchodzi w życie 28 czerwca 2025 – co to oznacza dla firm?

28 czerwca 2025 roku zaczną obowiązywać postanowienia Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA). Nowe przepisy zobowiązują firmy do zadbania o to, aby osoby z niepełnosprawnościami mogły bez ograniczeń korzystać z ich produktów, takich jak komputery i telefony komórkowe, ale także oprogramowanie i aplikacje. Brak zgodności z nowymi wymogami to nie tylko ryzyko kar finansowych – to realne zagrożenie utraty pozycji rynkowej i reputacji.

Osoby z niepełnosprawnością zgłaszają problemy z uzyskiwaniem dostępu do cyfrowych usług o ponad 50 proc. częściej niż użytkownicy bez niepełnosprawności. Problem cyfrowego wykluczenia, na które odpowiedź stanowi EAA, może dotyczyć więc 1 na 4 obywateli Unii Europejskiej. W odpowiedzi na te wyzwania, firmy muszą zmienić podejście do swoich produktów i usług już na etapie ich planowania. Human-Centered Design – projektowanie zorientowane na użytkownika – staje się nie tylko sposobem na spełnienie wymogów regulacyjnych, ale również skuteczną strategią budowania trwałej przewagi konkurencyjnej.

Człowiek w centrum zainteresowania

Pojęcie projektowanie zorientowane na użytkownika może mieć zastosowanie w wielu dziedzinach. Odnosi się do techniki rozwiązywania problemów, w której stawia się człowieka jako główny punkt odniesienia. W usługach i produktach cyfrowych oznacza to, że proces ich tworzenia powinien brać pod uwagę indywidualne ludzkie potrzeby.

Projektowanie nowych rozwiązań i usług cyfrowych musi uwzględniać unikalne zdolności umysłowe i fizyczne konsumentów. Przykładem takiego działania może być dodanie możliwości uruchomienia usługi w trybie ciemnym lub wyszukiwania głosowego. Warto wziąć także pod uwagę czynniki demograficzne i osobowościowe, potencjalne emocjonalne reakcje przy korzystaniu z rozwiązań technicznych, a także zróżnicowanie językowe i kulturowe. Uwzględnienie tych wartości pozwala na znaczne poszerzenie grupy konsumenckiej – tłumaczy Jakub Andrzejewski, Business Development Manager for Poland & CIS w firmie Progress Software. – Ponadto, ulepsza ogólny komfort klientów poprzez głębszą personalizację oraz redukowanie czynników powodujących frustrację.

Zmiana niepozbawiona wyzwań

Jak ukazuje badanie firmy Progress Human-Centered Software Design: A State of the Marketplace, świadomość znaczenia dostępności cyfrowej wśród firm jest dziś bardzo wysoka – aż 98 proc. respondentów dostrzega wartość projektowania zorientowanego na użytkownika. Równocześnie jednak tylko niewielka część firm – zaledwie 34 proc. – przekłada tę wiedzę na praktykę, podejmując konkretne działania, takie jak szkolenie zespołów, zmiana wewnętrznej polityki czy dostosowywanie produktów do potrzeb różnych użytkowników. Największą przeszkodą okazuje się modernizowanie już istniejących aplikacji.

Aż 86 proc. badanych przyznaje, że wprowadzanie zmian w starszym oprogramowaniu jest trudniejsze niż projektowanie nowych rozwiązań od zera, z uwzględnieniem wymogów dostępności. Dla wielu firm oznacza to konieczność podejmowania niełatwych decyzji: czy skupić się na rozwoju nowych produktów, czy inwestować w dostosowanie tych już istniejących. Rzadko kiedy możliwe jest zrealizowanie obu strategii jednocześnie, co przekłada się na to, że zgodność z zasadami dostępności dotyczy dziś jedynie około 59 proc. aplikacji – mówi Jakub Andrzejewski.

Wśród dodatkowych barier, które utrudniają wdrożenie podejścia HCD, firmy wskazują m.in. wysoką złożoność procesów projektowych, ograniczone budżety, brak specjalistycznych narzędzi oraz niewystarczającą współpracę pomiędzy zespołami odpowiedzialnymi za produkt.

Co grozi firmom, które nie dostosują się do nowych regulacji?

Niezależnie od trudności, firmy dostarczające usługi cyfrowe muszą jasno określić swoje podejście do kwestii dostępności. Wymuszają to zarówno nowe unijne regulacje, jak i oczekiwania konsumentów, którzy coraz częściej wybierają rozwiązania odpowiadające ich indywidualnym potrzebom. Ignorowanie tego trendu może okazać się bardzo kosztowne. Z raportu firmy UserWay wynika, że przedsiębiorstwa, które nie inwestują w poprawę dostępności, tracą miliardy dolarów względem konkurencji, która postawiła na użytkownika i inkluzywne podejście do projektowania.

Ponadto, w ramach EAA przewidziane są konkretne sankcje dla tych, którzy nie dostosują się do wymogów. Nadzór nad ich przestrzeganiem sprawować będą różne instytucje – w zależności od branży – m.in. PFRON, UKE, minister właściwy ds. cyfryzacji czy inspekcja transportu drogowego. Co istotne, kontrola może zostać wszczęta już przy pojawieniu się „uzasadnionych wątpliwości” co do zgodności danego produktu z regulacjami. Efektem uznania oferty firmy za niezgodną z EAA może być nakaz wprowadzenia zmian, a nawet konieczność wycofania produktu z rynku oraz zakaz jego dalszej sprzedaży.

Przedsiębiorstwa mogą zostać także poddane karom finansowym. Ich wysokość może sięgnąć aż 10-krotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia, jednak nie więcej niż 10% rocznego obrotu firmy. Dla mniejszych podmiotów może być to groźny cios w płynność finansową. Natomiast w przypadku dużych firm może oznaczać przede wszystkim poważne straty wizerunkowe oraz utratę zaufania klientów.

Branża drzewna w Polsce – najgłębszy kryzys od dekad i niepewna przyszłość

Polski przemysł drzewny – obejmujący tartaki, producentów płyt, opakowań drewnianych, mebli, celulozy i papieru – przeżywa jedno z najtrudniejszych załamań od dekad. Spadki produkcji i eksportu, gwałtownie malejąca rentowność firm oraz rosnące zadłużenie i upadłości zachwiały fundamentami tej branży. Rząd ogłosił wprawdzie w 2024 roku „pakiet dla przemysłu drzewnego” z szeregiem działań wspierających, jednak efekty tych inicjatyw będą odczuwalne dopiero w przyszłości. Tymczasem sektor mierzy się z konsekwencjami taniego importu z Ukrainy i ograniczeń w pozyskiwaniu krajowego surowca. Banki sygnalizują rosnące ryzyko, a przedsiębiorcy rozpaczliwie szukają sposobów na utrzymanie płynności – od restrukturyzacji po faktoring. Czy druga połowa 2025 roku przyniesie długo wyczekiwane odbicie, czy raczej pogłębi kryzys?

Jeszcze niedawno uchodziła za jeden z motorów polskiego eksportu i lidera europejskiego przetwórstwa drewna. Dziś – u progu lata 2025 roku – branża drzewna walczy o przetrwanie. Powodów obecnego kryzysu jest wiele, ale większość z nich ma wspólny mianownik – gwałtowne załamanie równowagi między kosztami a popytem. Po pandemicznym boomie lat 2020–2021 przyszło długie wyhamowanie – głównie na rynkach zagranicznych, na których opiera się duża część polskiej produkcji. Recesja konsumencka w Niemczech, ograniczenie inwestycji w Europie Zachodniej i spadek zamówień eksportowych odczuwalne są do dziś nie tylko w zakładach meblarskich, ale także w tartakach, papierniach czy u producentów płyt drewnopochodnych.

Skumulowane ciosy uderzają w branżę

Jednocześnie krajowi producenci zmagają się z rosnącymi kosztami – energii, pracy, transportu, materiałów – które trudno przerzucić na klientów. W efekcie marże gwałtownie się skurczyły. Do tego dochodzi mocny złoty, który podcina skrzydła eksporterom. Coraz częściej opłaca się wstrzymać produkcję niż realizować kontrakty z ujemną rentownością. Branżowe stowarzyszenia alarmują: jeśli trend się nie odwróci, nawet 50 tysięcy miejsc pracy może zniknąć z rynku, a wartość potencjalnych strat przekroczy 12 miliardów złotych.

O ile malejący popyt można jeszcze tłumaczyć cyklem koniunkturalnym, o tyle zalew taniego drewna i półproduktów z Ukrainy to dla wielu firm nóż w plecy. Po zniesieniu ceł i kontyngentów przez Unię Europejską – w geście solidarności z ogarniętym wojną sąsiadem – rynek zalały transporty drewna, sklejki i elementów palet, oferowane często po cenach niższych niż koszty produkcji w Polsce. Szczególnie boleśnie skutki tego importu odczuwają producenci opakowań drewnianych – z paletami na czele – którzy coraz częściej są wypierani z rynku, mimo że jeszcze niedawno byli jego liderami.

Surowiec na wagę złota – dramatyczny spadek podaży drewna w kraju

Branża drzewna bez drewna? Jeszcze kilka lat temu taki scenariusz wydawał się nierealny. Tymczasem firmy z sektora przetwórstwa drewna coraz częściej wprost mówią o realnym deficycie surowca. Wszystko za sprawą serii decyzji środowiskowych, które ograniczyły pozyskiwanie drewna w Lasach Państwowych.

Wprowadzone od początku 2024 roku moratorium, obejmujące ok. 20% powierzchni lasów, odcięło dostęp do cennych drzewostanów w regionach takich jak Bieszczady, Puszcza Białowieska czy Karpacka. Dyrektor Generalny Lasów Państwowych potwierdził, że w 2025 roku oferta drewna do sprzedaży będzie mniejsza o około 2 mln m³ względem roku ubiegłego. To ogromna różnica, która przekłada się na cały rynek – od tartaków, przez producentów płyt, po zakłady meblarskie i papiernie.

Reakcja rządu – pakiet wsparcia, blokady importu i pierwsze reformy

Choć przez długi czas politycy unikali jednoznacznych deklaracji wobec pogarszającej się sytuacji przemysłu drzewnego, w końcu – pod presją branży i opinii publicznej – zaczęli działać. W marcu 2024 roku zaprezentowano tzw. „Pakiet dla Przemysłu Drzewnego”: zestaw dziewięciu rekomendacji, które miały zwiększyć dostępność surowca dla krajowych przetwórców i ograniczyć eksport nieprzetworzonego drewna. Najważniejsze założenia obejmowały zwiększenie puli drewna dla krajowych klientów, premiowanie firm prowadzących głęboki przerób na terenie Polski oraz preferowanie dostaw do odbiorców lokalnych, by zmniejszyć ślad transportowy. Wprowadzono także m.in. większy udział sprzedaży ofertowej dla zweryfikowanych odbiorców krajowych.

Pod koniec 2024 roku rząd chwalił się, że pakiet przynosi pierwsze efekty: eksport drewna do Chin spadł o 39% (czyli o 108 tys. ton). Jednak Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego (PIGPD) studziła ten entuzjazm. Wskazywała też na paradoks: mimo deklarowanej ochrony krajowego przemysłu, w całym 2024 roku eksport surowca z Polski wzrósł o ponad 26% – do 4,2 mln m³, w tym wywóz poza UE zwiększył się o 25%.

Równolegle do działań wspierających przetwórców, rząd próbuje też ograniczyć napływ taniego surowca z Ukrainy. W marcu 2025 roku polskie służby celne zaczęły zatrzymywać na granicy transporty drewna i półproduktów drzewnych z Ukrainy. Środowisko drzewne poparło tę decyzję, domagając się jednocześnie wprowadzenia unijnych ceł antydumpingowych na ukraińskie drewno, na wzór sankcji zastosowanych w czerwcu 2025 roku przez UE wobec sklejki liściastej z Chin (do 62,4%). W Brukseli jednak nadal brakuje konsensusu w tej sprawie, a Komisja Europejska nie chce ryzykować precedensu ograniczania handlu z krajem objętym wojną.

Rząd dostrzegł także problem konkurencji między przemysłem drzewnym a energetyką. Przez lata duża część wartościowego drewna – w tym sortymenty pełnowartościowe – trafiała do elektrociepłowni jako biomasa. Przemysł od lat alarmował, że traci przez to dostęp do surowca, który mógłby być przetwarzany z większą wartością dodaną. W czerwcu 2025 roku rząd wykonał pierwszy ruch – rozporządzeniem wyłączono część sortymentów z kwalifikacji jako biomasa. Ten długo oczekiwany krok PIGPD określiła jako „pierwszy prawdziwy sygnał, że głos przemysłu został wysłuchany”.

Branża w liczbach – pierwsze oznaki odbicia czy cisza przed burzą?

Od stycznia 2025 r. funkcjonuje nowy system sprzedaży drewna z preferencjami dla lokalnego przerobu i ograniczeniami eksportu surowca, co ma wspierać krajowy przemysł. Wreszcie, po miesiącach zapaści, polski przemysł drzewny zaczął łapać oddech. Dane Głównego Urzędu Statystycznego napawają ostrożnym optymizmem – przynajmniej w przypadku części sektora. W marcu 2025 roku produkcja sprzedana wyrobów z drewna, korka, słomy i wikliny wzrosła aż o 13,3% rok do roku, co uplasowało przemysł drzewny w czołówce najszybciej rozwijających się branż przetwórstwa. W całym pierwszym kwartale wzrost wyniósł 6,9%. Najnowsze dane za maj pokazują wzrost o 7,6%.

Branża odbiera te wyniki jako sygnał, że najgorsze może już być za nią – przynajmniej jeśli chodzi o podstawową produkcję tartaczną i elementy drewniane. Firmy zaczynają nadrabiać zaległości z końca 2024 roku, a niektóre z nich – głównie średniej wielkości zakłady – notują wzrosty portfela zamówień z krajowego rynku. Trudno jednak mówić o powszechnym odbiciu – szczególnie, gdy spojrzymy na sektor meblarski.

Tu sytuacja nadal jest daleka od komfortowej. Producenci mebli weszli w 2025 rok z bagażem problemów – zmniejszonymi zamówieniami, rosnącymi kosztami i presją ze strony taniego importu. W 2024 roku wolumen eksportu mebli zmniejszył się o 6%, a import mebli wzrósł o 10%. Wartość produkcji sprzedanej mebli w I kwartale 2025 roku wyniosła 14,8 mld zł i choć to wynik niewiele niższy niż przed rokiem, wciąż nie widać wyraźnego odbicia. Światełkiem w tunelu może być wzrost produkcji sprzedanej mebli o 8,7% w maju 2025 roku. Eksport mebli – dotąd lokomotywa całej branży – nadal pozostaje jednak osłabiony, bo rynek niemiecki, kluczowy dla polskich producentów, wciąż nie wrócił do formy.

Jest jednak iskierka nadziei – i to z rynku krajowego. W kwietniu 2025 roku sprzedaż detaliczna w kategorii „meble, RTV, AGD” wzrosła realnie o 13,2% rok do roku. Łączny wzrost w pierwszych czterech miesiącach roku sięgnął 12,5%. Analitycy ING zauważyli, że „początek II kwartału 2025 r. wyglądał bardziej optymistycznie niż niemrawy I kwartał”, wskazując na jednoczesny wzrost popytu konsumenckiego i spadek inflacji. Eksperci B+R Studio oceniają, że cały 2025 rok będzie okresem stabilizacji, ale na wyraźny powrót do dynamiki sprzed kryzysu branża będzie musiała jeszcze poczekać.

Długi, niewypłacalność, widmo upadłości – finanse branży na krawędzi

Choć dane produkcyjne z początku 2025 roku dają nadzieję na poprawę, to obraz finansowej kondycji firm z branży drzewnej wciąż jest alarmujący. Wzrost zadłużenia, utrata płynności i narastające ryzyko bankructw pokazują, że wielu przedsiębiorców balansuje na granicy upadłości. Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów, zadłużenie firm z sektora drzewnego przekroczyło już 100 milionów złotych – to o ponad 30 mln zł więcej niż zaledwie 2,5 roku temu. Największe trudności mają tartaki, a także producenci palet, elementów ogrodowych czy podłóg.

Problemy nie omijają również branży meblarskiej. Łączne długi firm produkujących meble w krajowym rejestrze długów sięgają już 130 mln zł, po wzroście o ponad 20% rok do roku. – „Coraz więcej przedsiębiorstw musi wybierać między utrzymaniem płynności a spłatą zobowiązań” – wskazują analitycy branżowi. Gorsza kondycja finansowa producentów mebli rykoszetem uderza również w sektor drzewny – przede wszystkim w dostawców surowca i komponentów, którzy często pracują na niskich marżach i nie są w stanie samodzielnie absorbować opóźnień w płatnościach.

Niepokojąco wygląda również dynamika niewypłacalności. W całej gospodarce w I kwartale 2025 roku upadłość ogłosiło, według Coface, 1969 firm – to o 20% więcej niż rok wcześniej. Branża drzewna znajduje się w czołówce najbardziej zagrożonych sektorów. Już w 2024 roku liczba niewypłacalnych firm w tym obszarze wzrosła o rekordowe 167% – z 27 przypadków w III kwartale 2023 do 72 rok później. Eksperci biją na alarm: „Tysiące firm z branży drzewnej jest zagrożonych upadłością” – ostrzega Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego.

Najtrudniejsza sytuacja panuje we wschodnich regionach Polski, gdzie ograniczenia w dostępie do surowca najmocniej dały się we znaki. Na Podlasiu i Podkarpaciu zamknięto już 22% działających firm. Słabnący popyt, rosnące koszty energii i pracy, dramatycznie drogie drewno – to wszystko sprawia, że nawet firmy z długą historią działalności i mocną pozycją lokalną, nie są dziś pewne jutra.

Kredytowy klincz i finansowe koło ratunkowe – kto pomoże branży?

Chociaż rząd próbuje uspokoić sytuację w branży drzewnej – m.in. poprzez zmiany w systemie sprzedaży drewna i priorytet dla lokalnych odbiorców – to realne efekty tych działań mają dopiero nadejść. W czerwcu 2025 roku wiele firm nadal boryka się z dramatycznymi brakami surowca, niepewnością jutra i kurczącymi się zasobami finansowymi. Problemy te nie uszły uwadze sektora bankowego – ale zamiast wsparcia, pojawiła się reakcja defensywna.

„Branża ma złe PKD” – mówią dziś w bankach, porównując sytuację firm drzewnych do tej, w jakiej kilka lat temu znalazły się przedsiębiorstwa budowlane. Instytucje finansowe zaczęły traktować sektor jako podwyższonego ryzyka – głównie ze względu na niestabilność dostaw surowca, spadające przychody i trudności z prognozowaniem sytuacji rynkowej. Jak relacjonują przedsiębiorcy, uzyskanie nowego kredytu czy leasingu stało się bardzo trudne – banki żądają dodatkowych zabezpieczeń, skracają okresy finansowania lub odmawiają go całkowicie. Podwyższone stopy procentowe, mimo pierwszej obniżki w maju 2025, wciąż windują koszt obsługi zadłużenia, co pogłębia kryzys płynności w firmach.

W tej sytuacji coraz częściej mówi się o potrzebie realnego wsparcia ze strony państwa. – „Robimy wszystko, żeby firmy mogły prowadzić działalność. Jeśli ktoś będzie poszkodowany, będziemy pracować nad modelami wsparcia finansowego” – deklarował wiceminister klimatu Mikołaj Dorożała. Branża oczekuje jednak konkretów: specjalnego funduszu stabilizacyjnego, preferencyjnych linii kredytowych na zakup drewna, czy gwarancji państwowych zabezpieczających kontrakty z Lasami Państwowymi. Na razie Ministerstwo Klimatu ograniczyło się do powołania zespołów roboczych z udziałem przedstawicieli Lasów i przemysłu – ale bez wymiernych rezultatów.
Faktoring – finansowa tarcza dla przemysłu drzewnego

W obliczu ograniczonego dostępu do kredytu i pogarszającej się sytuacji płynnościowej, firmy z sektora drzewnego coraz częściej sięgają po alternatywne formy finansowania. Jedną z nich – i zarazem najdynamiczniej rosnącą – jest faktoring. Zyskuje on szczególnie na popularności wśród małych i średnich tartaków oraz producentów mebli i komponentów drewnianych, które najdotkliwiej odczuwają presję zatorów płatniczych i długich terminów od kontrahentów.

Według danych Polskiego Związku Faktorów już kilkanaście procent firm z sektora leśno-drzewnego korzysta z tej formy finansowania – co oznacza setki milionów złotych uwolnionych z zamrożonych faktur.

Faktoring to nie tylko finansowanie bieżącej działalności. To także narzędzie, które pozwala firmom z branży drzewnej zachować płynność, kontrolować ryzyko niewypłacalności kontrahentów i bezpiecznie rozwijać eksport. W obecnej sytuacji gospodarczej, elastyczne finansowanie staje się warunkiem przetrwania dla wielu przedsiębiorstw. Szczególnie ważna jest szybkość – wiele zakładów nie może sobie pozwolić na kilkutygodniowe oczekiwanie na decyzję kredytową, podczas gdy faktoring można uruchomić nawet w kilka godzin – podkreśla Dominik Łada, Kierownik ds. finansowania biznesu w Bibby Financial Services.

Perspektywy i nadzieje – czy branża przetrwa kryzys?

Branża drzewna w połowie 2025 roku stoi na granicy: z jednej strony pogłębiający się kryzys surowcowy i finansowy, z drugiej – pierwsze sygnały zmian i nadziei. Wciąż rosnące zadłużenie firm, fala niewypłacalności, ograniczony dostęp do kredytów i surowca – to codzienność wielu przedsiębiorstw. Rządowy „Pakiet dla Przemysłu Drzewnego”, nowe zasady sprzedaży drewna i zapowiedzi wsparcia to krok w dobrą stronę, ale ich efekty są odłożone w czasie.

Firmy ratują się elastycznymi rozwiązaniami finansowymi, takimi jak faktoring, który pomaga zachować płynność i stabilność operacyjną. Sektor wciąż posiada silne atuty – doświadczenie, jakość, eksportowy potencjał – ale bez skutecznych działań systemowych i realnej współpracy z administracją, może nie przetrwać tej próby.

Nadzieją pozostaje nadchodząca druga połowa roku. Jeśli przyniesie uspokojenie sytuacji surowcowej, trwałe wsparcie finansowe i wzrost popytu, branża drzewna może odbić się od dna. Jeśli nie – wielu firmom grozi trwała utrata konkurencyjności, a Polsce – osłabienie jednego z filarów przemysłowego eksportu.

Ceny kakao i kawy lecą w dół – a dolar razem z nimi

Ostatnie dni były bardzo udane dla miłośników czegoś słodkiego do kawy. Nie dość, że w wyniku realizacji zysków ze spekulacji na surowcach w dół idą zarówno ceny kontraktów na kawę, jak i kakao, to jeszcze wyrażone są one w silnie taniejącym dolarze.

Dolar najtańszy od 2020 roku

Jeszcze wczoraj kurs dolara wyrażony w polskich złotych był najniższy od 2021 roku. Tamte minima jednak szybko pękły i dziś oglądamy najniższe poziomy od 2020. Do nich brakuje obecnie amerykańskiej walucie trochę ponad jednego grosza. Niewykluczone więc, że kiedy ten tekst zostanie opublikowany będziemy już mówić o najtańszym dolarze od 2017 roku. Tamte minima znajdują się jednak 15 groszy niżej niż obecne notowania, więc nawet przy obecnych działaniach administracji USA nie należy się spodziewać ich przekroczenia w kolejnych dniach. Dlaczego dolar aż tak traci? Należy wskazać na sumę kilku czynników. Zacznijmy od geopolityki. Przez ostatnie kilkanaście dni niepewność wobec działań na Bliskim Wschodzie sztucznie wzmacniała dolara, a osłabiała złotego. Teraz ten element zniknął. Po drugie inwestorzy lubią pewność. Jeżeli jest coś, czego bez wątpienia nie daje im obecna administracja, to jest to właśnie pewność. Po trzecie, i nie mniej istotne, inwestorzy spodziewają się przyspieszenia cyklu obniżek stóp procentowych. Sumę tych czynników widzimy na wykresach.

Dobre wiadomości nie tylko dla łasuchów

Wiele osób narzeka, że serwisy informacyjne składają się z samych złych wiadomości. Nic bardziej mylnego. W zeszłym tygodniu doszło do dużego przełomu na rynku kakao. Jeszcze tydzień temu cena kontraktu znajdowała się na poziomie 10 000. Dzisiaj to już poniżej 9 000. Warto zwrócić uwagę, że od początku roku spadek wynosi już ponad 25%. Dla wielu osób bardziej istotne informacje płyną jednak z rynku kawy. Po tym jak w lutym kontrakty na ten surowiec osiągnęły historyczne maksima, rozpoczął się trend spadkowy. Obecnie ceny obu tych surowców są słodko-gorzkie. Z jednej strony jest to około 30% poniżej szczytów, co powinno przecież cieszyć. Z drugiej strony nigdy przed 2024 rokiem żaden z nich nawet nie zbliżał się do poziomów, na które obecnie spadł. Będzie zatem taniej, co nie znaczy, że tanio. No i trzeba pamiętać, że kontrakty wyrażane są w dolarach, a ten też tanieje.

Czesi nie zaskakują

Wczoraj poznaliśmy decyzję Czeskiego Narodowego Banku w sprawie stóp procentowych. Po majowej obniżce, dzisiaj utrzymano stopy procentowe na niezmienionym poziomie (3,5%). Analitycy wskazują co prawda, że inflacja w maju wzrosła do 2,4% w ujęciu rocznym (1,8% w kwietniu). Dane z kwietnia należy jednak traktować jako jednorazową anomalię, bo w 2024 w tym miesiącu był skok inflacji. W tym roku, w porównaniu do poziomu z 2024, wzrost w kwietniu okazał się więc niższy. Po samej decyzji na rynku nie było zgodności, co do dalszych scenariuszy. Zaczęło się dużą, kilkuminutową przecenę korony czeskiej, ale po chwili waluta naszych południowych sąsiadów była już silniejsza niż przed ogłoszeniem tej decyzji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – PKB,
  • 14:30 – USA – zamówienia na dobra,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Miedź kontynuuje rajd wzrostowy w wyniku ograniczeń podaży związanych z cłami

  • Ceny miedzi rosną piąty dzień z rzędu ze względu na napiętą sytuację podażową na rynku londyńskim, napędzaną zakupami przed oczekiwaną zapowiedzią ceł importowych przez USA.
  • Chociaż obecny trend cenowy jest wynikiem zakłóceń logistycznych i dynamiki zapasów, długoterminowe perspektywy dla miedzi pozostają zdecydowanie bycze.
  • Boom na infrastrukturę cyfrową, połączony z rosnącym popytem na pojazdy elektryczne i sieci ładowania, a także zwiększonym zapotrzebowaniem na sprzęt do chłodzenia, ma potencjał spowodować znaczny wzrost zapotrzebowania na energię, a co za tym idzie – na jej główny przewodnik, miedź.

Ceny miedzi rosną w odpowiedzi na spadek cen energii, który jest efektem usunięcia kluczowej premii za ryzyko podaży związane z niedawnymi napięciami na Bliskim Wschodzie, co sprawiło, że metale przemysłowe stały się w tym tygodniu najlepszym performerem wśród surowców. Ole Hansen, dyrektor ds. strategii surowców w Saxo zauważa, że Indeks Bloomberg Commodity Industrial Metals wzrósł o 2%, a prym wiedzie miedź, która rozszerzyła już imponujący rajd od początku roku do około 22%, plasując się wśród najlepiej radzących sobie głównych surowców w 2025 roku.

Na London Metal Exchange (LME) trzymiesięczne kontrakty terminowe na miedź są notowane w pobliżu wielomiesięcznych szczytów w przedziale 9 800 – 10 000 USD za tonę metryczną. Tymczasem na nowojorskiej giełdzie COMEX miedź wysokiej jakości jest wyceniana na blisko 5 USD za funt po tym, jak w marcu chwilowo osiągnęła rekordowy poziom 5,37 USD, napędzana gorączkowymi zakupami przed oczekiwaną zapowiedzią amerykańskich ceł importowych.

Miedź kontynuuje rajd wzrostowy

Miedź wysokiej jakości, kontrakt na pierwszy miesiąc – Źródło: Saxo.

Ograniczenie podaży napędza napiętą sytuację na rynku

Ostatni wzrost cen miedzi nastąpił w warunkach niedoboru podaży w Londynie, gdzie zapasy miedzi na LME znacznie uszczupliły się w ostatnich tygodniach. Łatwo dostępne rezerwy zmniejszyły się w dużej mierze z powodu wzrostu importu do USA, gdyż handlowcy i producenci śpieszyli się, aby zabezpieczyć dostawy surowca przed wprowadzeniem nowych taryf celnych. Wyczerpanie zapasów w magazynach LME spowodowało, że krótkoterminowe kontrakty na miedź są droższe niż te z dostawą w dalszej przyszłości, co jest klasycznym sygnałem ograniczonej dostępności fizycznej.

Choć obecny impet cenowy jest napędzany przez zakłócenia logistyczne i dynamikę zapasów, długoterminowe perspektywy dla miedzi pozostają zdecydowanie bycze. W miarę jak gospodarka światowa przyspiesza przejście na elektryfikację, miedź – najbardziej efektywny i wszechstronny przewodnik przemysłowy na świecie – staje się coraz bardziej niezbędna.

Chiny i USA a rozwój sieci energetycznych: dwaj giganci głodni miedzi

Chiny pozostają na czele globalnej ekspansji sektora energetycznego. W ciągu ostatniej dekady zużycie energii elektrycznej w Chinach rosło średnio o 5–6% rocznie i obecnie jest dwukrotnie wyższe niż w Stanach Zjednoczonych. Do 2030 roku zapotrzebowanie na energię elektryczną w Chinach może przekroczyć 11 000 terawatogodzin (TWh), co odpowiada mocy 1 biliona paneli słonecznych, 1,5 miliona turbin wiatrowych o mocy 4 MW każda lub około 1 200–1 400 reaktorów jądrowych.

Tymczasem w USA rośnie silne zainteresowanie produkcją energii elektrycznej, co prowadzi do ponownego uruchamiania elektrowni jądrowych w celu zaspokojenia przyszłego popytu, a częściowo w celu zrekompensowania niestabilnej produkcji z odnawialnych źródeł, takich jak energia słoneczna i wiatrowa. Constellation Energy, największy operator elektrowni jądrowych w USA, prognozuje, że krajowe zapotrzebowanie na energię elektryczną będzie rosło dwukrotnie szybciej do 2030 roku w porównaniu z poprzednią dekadą. Zmiana ta jest napędzana przez:

  • Sztuczną inteligencję i centra danych o dużej skali;
  • Adopcję pojazdów elektrycznych i rozwój sieci ładowania;
  • Relokację przemysłu do kraju (reshoring);
  • Boom w infrastrukturze cyfrowej, napędzany przez centra obliczeniowe AI i energochłonne usługi w chmurze.

Te wydarzenia, a zwłaszcza boom w infrastrukturze cyfrowej oraz rosnący popyt na sprzęt do chłodzenia, wykorzystywany do łagodzenia skutków wzrostu temperatur w niektórych częściach świata, stanowią silny, dodatkowy czynnik napędzający popyt na miedź. W efekcie Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) prognozuje wzrost globalnego zużycia miedzi z 26 milionów ton w 2023 roku do niemal 33 milionów ton do 2035 roku, co oznacza wzrost o 26%, napędzany przez rozwój czystej energii oraz wdrożenie infrastruktury cyfrowej.

Nowy wieloletni supercykl w ruchu?

Historycznie surowce poruszały się w ramach długotrwałych, napędzanych popytem supercykli, czyli wieloletnich okresów podwyższonych zwrotów, wywołanych fundamentalnymi zmianami w globalnych trendach gospodarczych. Ostatnie supercykle to:

  • Lata 1970–1990: ekspansja monetarna po Bretton Woods i szoki naftowe (+780% zwrotu indeksu BCOM);
  • Lata 2000–2020: industrializacja Chin i Indii (+470%);
  • Obecny rajd, który potencjalnie rozpoczął się w 2020 roku, może oznaczać początek nowego supercyklu surowcowego, napędzanego przez to, co niektórzy analitycy nazywają „Sześcioma D”, czyli dekarbonizację, deglobalizację, wydatki obronne (Defense spending), de-dolaryzację, demografię oraz susze i zmiany klimatyczne (Droughts & climate change).

Miedź stanowi centralny element wielu z tych megatrendów, z uwagi na swoją kluczową rolę w infrastrukturze sieci energetycznych, systemach energetycznych oraz technologii energii odnawialnej. Elektryfikacja świata – od wiejskich obszarów Indii po centra danych w USA – wymaga szybkiego i trwałego rozwoju sieci elektrycznej. Najbardziej jest to widoczne w Chinach.

Perspektywy: Metal przyszłości

Aktualny wzrost cen miedzi, spowodowany rzeczywistym ograniczeniem podaży, obrazuje, jak dynamicznie fundamenty rynkowe mogą wpływać na wyniki w warunkach ograniczonej dostępności surowca. Jednak poza krótkoterminowym kryzysem podażowym, globalna transformacja energetyczna tworzy solidne podstawy dla trwałego, strukturalnego wzrostu popytu. Jeśli podaż nie nadąży – szczególnie biorąc pod uwagę trwające niedoinwestowanie w sektorze górnictwa i rafinacji – scenariusz wyższych cen i rosnącej zmienności stanie się bardzo prawdopodobny. Jako jeden z nielicznych surowców łączących krótkoterminowy byczy impet z długoterminowymi megatrendami, miedź konsekwentnie umacnia swoją pozycję jako „metal przyszłości”.

– Dywersyfikacja portfela inwestycyjnego jest kluczowa w kontekście obecnej zmienności na rynku miedzi. Nawet przy megatrendach wspierających ten metal – jak transformacja energetyczna i cyfryzacja – krótkoterminowe szoki podażowe dowodzą, że żaden surowiec nie jest wolny od nieprzewidywalnych wstrząsów. Rozłożenie inwestycji między różne klasy aktywów pozwala zredukować ekspozycję na nagłe spadki wartości jednego sektora, co jest szczególnie istotne w obliczu geopolitycznych napięć wpływających na ceny surowców. Dodatkowo, dywersyfikacja geograficzna i sektorowa zabezpiecza przed lokalnymi kryzysami, jak np. przyspieszone zakupy miedzi w USA wywołujące niedobory w Europie czy Azji. Podsumowując – zrównoważony portfel nie tylko łagodzi straty, ale też umożliwia wykorzystanie szans z różnych rynków, co w 2025 r. jest niezbędne przy rosnącej niepewności gospodarczej – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Spadek cen ropy pomaga branży lotniczej

Obserwowany od poniedziałku spadek cen ropy o ponad 11 proc. przyniósł ulgę całemu sektorowi lotniczemu. We wtorek po południu akcje Lufthansy, jednego z głównych konkurentów polskiego LOT-u, wzrosły ponad 6 proc. Chociaż nastroje inwestorów są pozytywne, to trwałe odbicie w branży będzie jednak zależeć od czegoś więcej niż tylko cen ropy czy paliwa lotniczego.

Cena ropy Brent spadła w tym tygodniu już o ponad 11 proc. To wyjątkowo silny ruch, nawet jak na zmienny rynek surowców. Impulsem była informacja o zawieszeniu broni między Izraelem a Iranem, ogłoszona przez prezydenta USA Donalda Trumpa. Reakcją rynków było zaskoczenie i wyraźna ulga. Spadek cen ropy w połączeniu ze złagodzeniem sytuacji geopolitycznej to pozytywny sygnał dla akcji linii lotniczych – o ile nie pojawią się inne czynniki ryzyka, jak np. spadająca liczba rezerwacji.

Ceny paliwa lotniczego nie są tożsame z cenami ropy, ale są z nimi ściśle powiązane. Surowcem do jego produkcji jest ropa naftowa, a ostateczną cenę kształtują także koszty rafinacji, transportu, magazynowania, podatki oraz specyfika podaży i popytu na samym rynku paliwa lotniczego. Ponieważ paliwo to stanowi ok. 20-30 proc. kosztów operacyjnych linii lotniczych, spadek cen ropy obniża bezpośrednio ich wydatki. To w może mieć pozytywny wpływ na marże, zwłaszcza na trasach średnio- i dalekodystansowych. W silnie konkurencyjnym otoczeniu niższe koszty energii dają też większą elastyczność w kształtowaniu cen biletów lub marż.

Po stronie popytowej również można liczyć na wsparcie wynikające ze spadku cen ropy. Spadające ceny ropy działają jak bodziec stymulacyjny, mogą zwiększyć zarówno konsumpcję, jak i aktywność podróżniczą. Do tego wyklucza to scenariusz odbicia inflacji, czego obawiała się część inwestorów w dłuższym terminie. Dla Lufthansy i innych linii lotniczych, może to oznaczać podwójnie pozytywny scenariusz.

Spośród pięciu globalnych linii lotniczych notowanych na giełdzie to Lufthansa wykazała najwyższy roczny wzrost przychodów – 9,9 proc. Jednocześnie jednak osiągnęła najniższą rentowność bowiem marża EBIT z ostatnich 12 miesięcy wyniosła zaledwie 3,8 proc. Wskazuje to na wyższe koszty, nieefektywność lub słabszą siłę cenową. Z tego względu niższa wycena,  wskaźnik cena/zysk na poziomie 6,1, wydaje się uzasadniona. Dla porównania, Polskie Linie Lotnicze LOT, które nie są notowane na giełdzie, osiągnęły w 2024 roku marżę EBIT na poziomie 8,1 proc. Czyli ponad 2 razy wyższą niż Lufthansa.

Porównanie giełdowych linii lotniczych

Linia lotnicza Wzrost przychodów r/r w I kw. (%) Wskaźnik C/Z prognozowany Marża EBIT (ostatnie 12 mies.) (%)
Delta Air Lines 2,1 8,9 9,3
Lufthansa 9,9 6,1 3,8
Ryanair 5,9 11,8 11,2
Singapore Airlines 2 15,7 8,9
United Airlines 5,4 7,5 9,9
Średnia 5,1 10 8,6

Źródło: Tickr

Najwyższą wycenę z linii lotniczych notowanych na giełdzie ma Singapore Airlines (C/Z 15,7), choć marża EBIT wynosi przeciętne 8,9 proc. Liderem rentowności pozostaje Ryanair ( marża 11,2 proc.) z drugą najwyższą wycena (C/Z 11,8). Delta i United Airlines osiągają ponadprzeciętne marże – odpowiednio 9,3 proc. i 9,9 proc., a mimo to ich wskaźniki C/Z są niższe: 8,9 i 7,5.

We wtorek akcje Lufthansy w ciągu dnia zyskały już ponad 6 proc., w środę wzrost zmniejszył się do 3,5 proc. Akcje niemieckiego przewoźnika są jednak nadal notowane ok. 67 proc. poniżej historycznego maksimum z 2018 roku. W długim terminie to oznacza znaczną przestrzeń do wzrostu. Jeśli ceny ropy utrzymają się na niskim poziomie, Lufthansa może poprawić swoje marże. Paliwo, jeden z największych składników kosztów, tanieje, co działa bezpośrednio na korzyść rentowności. Mimo niskiej wyceny, spółka musi jednak nadrobić zaległości operacyjne, o czym świadczy przeciętna marża z ostatnich 12 miesięcy. Same niskie ceny ropy nie wystarczą. Kluczowe będą ogólna kondycja gospodarki i popyt na podróże. Bez stabilnej sytuacji makro i solidnego popytu potencjał wzrostu pozostaje ograniczony. Ryzyko geopolityczne w cieśninie Ormuz nadal istnieje. Niepewność po stronie podaży na rynku ropy się utrzymuje, a nagłe wzrosty cen mogą znów podnieść koszty linii lotniczych.

Dane na dzień 25.06.2025 g. 12:00 CET

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Jak globalny lider technologiczny rozwija zespół ekspertów w Polsce: doświadczenie SOFTSWISS

Branża technologiczna podlega nieustannym przemianom: narzędzia ewoluują, zmieniają się dobre praktyki, a bycie na bieżąco wymaga ciągłego uczenia się. Tradycyjna edukacja często nie jest w stanie sprostać tak dynamicznemu tempu. Właśnie dlatego kluczową rolę odgrywają inicjatywy wewnętrzne, tworzące przestrzeń do zgłębiania tematów, które naprawdę pasjonują specjalistów, oraz do dzielenia się praktyczną wiedzą. W SOFTSWISS, globalnej firmie technologicznej z siedzibą na Malcie i centrami deweloperskimi w Polsce, podejście to nie tylko jest wspierane, lecz stanowi fundament kultury organizacyjnej.

W czerwcu tego roku ponad 100 inżynierów, analityków, product managerów i architektów spotka się w Warszawie podczas wewnętrznej konferencji deweloperskiej SOFTSWISS – wielowątkowego wydarzenia, którego program nie powstaje odgórnie, lecz jest tworzony przez samych twórców technologii.

– Spodziewałem się, że otrzymamy około dziesięciu zgłoszeń i zrealizujemy dziesięć wystąpień – bez konieczności selekcji. Tymczasem na każde miejsce zgłosiło się trzech prelegentów, a wybór okazał się naprawdę trudny – mówi Stanislau Biarkovich, Principal Architecture Manager i jeden z organizatorów konferencji.

Większość prezentacji koncentruje się na strategicznych wyzwaniach związanych z poprawą wydajności – stabilnością, szybkością działania, optymalizacją kosztów i procesów. – To właśnie definiuje nas jako firmę. Jesteśmy globalną marką technologiczną z 16-letnim doświadczeniem. Nasze produkty są już dojrzałe, a kluczowe znaczenie ma niezawodne przetwarzanie ogromnych wolumenów danych oraz budowanie skalowalnych zasobów wiedzy. To wyzwania typowe dla poziomu enterprise – podkreśla Stanislau.

Tym, co wyróżnia zespół SOFTSWISS, jest fakt, że konferencja nie opiera się na wystąpieniach kadry zarządzającej z dopracowanymi prezentacjami. To platforma tworzona przez członków zespołu, którzy zdobyli realne doświadczenie i chcą się nim podzielić.

– Nie ma prelekcji opartych na kompilacjach treści z Internetu. Każda z nich jest praktyczna i osadzona w rzeczywistości – zauważa Yahor Maisevich, Principal Engineering Manager i współorganizator wydarzenia.

Od rzeczywistych przypadków użycia po innowacje z zakresu AI

Przykładem może być prezentacja Pavla Biarkovicha zatytułowana „Precision Targeting: Teaching the System Who to Recalculate”. Choć na pierwszy rzut oka dotyczy klasycznego problemu optymalizacji segmentacji, w rzeczywistości jest to opowieść o tym, jak przemyślane modelowanie danych i logika oparta na regułach doprowadziły do znaczącej poprawy wydajności systemu – eliminując zbędne przeliczenia i kierując zasoby obliczeniowe tam, gdzie mają największe znaczenie.

Z kolei Brian Azzopardi, Head of Engineering, w swojej prelekcji „An Economist’s Guide to Architecting and Building Web-Scale Platforms” prezentuje nietuzinkowe podejście do tematu skalowania systemów. Jako ekonomista z wykształcenia, przenosi zasady efektywności i zarządzania ograniczonymi zasobami na grunt architektury chmurowej, pokazując, jak logiczne myślenie systemowe może przełożyć się na stabilność i wydajność w skali globalnej.

– Zbudowaliśmy platformę, która obsługuje 100 milionów urządzeń z opóźnieniem poniżej 500 milisekund i bez ani jednego przestoju przez ponad dekadę. To nie kwestia szczęścia – to rezultat systemowego podejścia, wdrażanego konsekwentnie od początku do końca. Czas programisty i zasoby serwera traktujemy z taką samą dyscypliną, jaką stosuje się w ekonomii – podkreśla Azzopardi.

Sztuczna inteligencja – co nie powinno dziwić – odgrywa istotną rolę w agendzie konferencji. Prezentacja „AI Discovery: How to Understand the Data Without Breaking It” analizuje, w jaki sposób agenci AI oraz narzędzia takie jak Data Catalog i Data Lineage mogą wspierać programistów i analityków w bezpiecznej eksploracji coraz bardziej złożonych środowisk danych.

– Problemem nie są wyłącznie wadliwe pipeline’y – mówi prelegent Aleksandr Platonov. – Chodzi o strach przed przypadkowym uszkodzeniem czegoś, o czym nawet nie wiedzieliśmy, że istnieje. Tego rodzaju lęk potrafi sparaliżować całe zespoły. Obecnie testujemy rozwiązania, w których agenci AI wskazują właścicieli danych, ścieżki wpływu, a nawet potencjalne ryzyka – bezpośrednio w środowisku IDE.

Inne prezentacje poświęcone AI dotyczą m.in. automatycznego podpowiadania najlepszych praktyk oraz agentów LLM wspierających optymalizację komunikacji z klientami. Wszystkie razem pokazują, jak głęboko badawczo-rozwojowe podejście jest zakorzenione w codziennej pracy inżynierów SOFTSWISS.

Budowanie kultury, w której rodzą się eksperci

– Stworzyliśmy tę konferencję nie po to, by przekazywać strategię, lecz aby ją odkrywać – podkreślają organizatorzy. – Gdy dajesz ludziom przestrzeń do mówienia o tym, co ich technicznie ekscytuje lub frustruje, otrzymujesz jasne sygnały: co działa, co nie działa i dokąd zmierzamy.

Dlaczego zatem w programie znalazły się również tematy wykraczające poza technologię?

– Przykładem jest wystąpienie dotyczące zarządzania ryzykiem. Zaintrygowało mnie, że prelegent nie ogranicza się do perspektywy biznesowej – nawiązuje również do codziennego życia. To jedna z tych prezentacji, które „każdy powinien wysłuchać”. Niektórzy mogą zacząć stosować podejście do ryzyka nie tylko zawodowo, ale również prywatnie – mówi Stanislau Biarkovich.

– Nawet jeśli sala wypełniona jest inżynierami, warto czasem spojrzeć szerzej. Jeżeli temat jest merytoryczny i dobrze poprowadzony – z pewnością znajdzie swoje miejsce – dodaje Yahor Maisevich.

Uczynienie tej wewnętrznej wiedzy widoczną i dostępną to sposób, w jaki SOFTSWISS przekształca indywidualne doświadczenia w przewagę całej organizacji. To nie tylko konferencja – to mechanizm pielęgnowania ciekawości, wzmacniania relacji i przygotowywania firmy na wyzwania, jakie stawia przed nami przyszłość.

Allianz Trade: Polskie firmy przodują w ESG, mimo łagodniejszych celów redukcji emisji

Wojna handlowa podważa ambicje klimatyczne firm, chociaż polskie firmy są spokojne o ich realizację – i nie bez podstaw!

Firmy są pragmatyczne: mają mniejsze ambicje w dziedzinie redukcji CO₂, ale zwiększają zaangażowanie na innych polach, także (a może przede wszystkim) polskie! Tak praktyczne cele, jak rozwój zrównoważonych produktów najczęściej wskazywany był przez polskich menedżerów. Co więcej, polskie firmy są przed innymi europejskimi w realizacji dotychczasowych celów redukcji emisji! Mają więc obecnie komfort skupienia się na tych aspektach, które przyniosą bieżące korzyści zarówno im, jak i środowisku gdyż ESG to nie tylko obowiązki i koszty, ale także wymierne oszczędności i wzrost konkurencyjności.

  • Rosnąca niepewność geopolityczna i gospodarcza zmienia ambicje klimatyczne firm. Według globalnego badania Allianz Trade[1], firmy pozostają jednak silnie zaangażowane w zasady ESG, a 84% z nich zgłasza aktywne zaangażowanie kierownictwa wyższego szczebla – wzrost z 77% w 2024 r. – napędzany wyższymi ich wskazaniami w Polsce (a także w Niemczech i we Włoszech).
  • Kluczowe priorytety obejmują opracowywanie zrównoważonych produktów, zwiększanie odporności łańcucha dostaw i zwiększanie inwestycji w ekologiczne technologie. Jednak tylko 22% (z badanych firm) dąży do zmniejszenia emisji CO₂ o ponad 5%, w porównaniu z 31% w 2024 roku. Wiele z nich wyznacza obecnie skromniejsze cele na poziomie 1-3%, zwłaszcza w Niemczech, Francji i Hiszpanii.
  • Wzrosła ufność w osiągnięcie zerowej emisji netto (84% menedżerów firm badanych w „Badaniu światowego handlu” Allianz Trade czuje, iż ich firmy są na dobrej drodze) – w największym stopniu spokojni o realizacje tego celu są polscy przedsiębiorcy (wzrost wskazań r/r o 19 punktów procentowych!). Nie bez podstaw – Polska ma większy komfort wynikający z większego postępu w realizacji dotychczasowych celów.
  • Postępowi (w ochronie środowiska) zagrażają jednak rosnące napięcia handlowe między USA a Chinami i protekcjonistyczna polityka. Rosnący deficyt handlowy USA w zakresie czystych technologii i niepewność polityczna wyraźnie kontrastują z rosnącą dominacją eksportową Chin. Podczas gdy wiele globalnych rynków korzysta z tańszych zielonych technologii, ponieważ Chiny dywersyfikują swój eksport, to rosnący protekcjonizm, zwłaszcza w USA, będzie nadal podnosił ich koszty.

W opinii Sławomira Bąka, członka Zarządu Allianz Trade ds. Oceny RyzykaPolskie firmy są bardzo pragmatyczne – wiele z nich widzi w ESG nie obowiązek, ale szansę. Nie tylko na obniżenie kosztów (np. poprzez tak liczne inwestycje w pozyskiwanie ekologicznej energii), ale także na zwiększenie konkurencyjności swoich produktów. Bardziej ekologiczne produkty mają znaczenie nie tylko dla końcowych konsumentów, ale są także preferowane przez importerów w ich łańcuchach dostaw.

Polska jest też wyraźnie przed innymi europejskimi krajami w realizacji przez firmy dotychczasowych celów klimatycznych (do 2030 roku). Oczywiście, nie oznacza to, iż mamy już najczystszy biznes (i w związku z tym środowisko). Dużo jeszcze przed nami do zrobienia gdyż startowaliśmy z dużo gorszej pozycji, chociaż osiągnęliśmy zdecydowanie więcej z wyznaczonych celów, niż firmy z innych europejskich krajów. Postępy są najłatwiejsze na początku, a trudniejsze gdy jest coraz bliżej do osiągnięcia wysokich norm ekologicznych, ale… Polskie firmy nie boją się tego o czym świadczy ich najwyższy w globalnym badaniu Allianz Trade wskaźnik ufności i akceptacji dla osiągnięcia zerowej emisji. Są w tym pewne siebie bowiem wiedzą, że po pierwsze potrafią a po drugie, że to się im opłaca. Stąd ich spokój i determinacja na optymalnej ścieżce jaką obrały – połączenia celów klimatycznych i biznesowych. Warto więc oczywiście racjonalizować założenia bieżącej polityki na styku gospodarczo-środowiskowym, ale bardziej ją dostosowywać niż z niej rezygnować, gdyż „zielone” firmy i produkty będą coraz większym atutem polskiego biznesu. Może to właśnie polski sposób na wyjście z „pułapki średniego dochodu”, to jest ta pożądana innowacyjność? Nie warto natomiast upatrywać ich konkurencyjności na dłuższą metę w starszych, brudnych technologiach – to się nie opłaca, ponadto nigdy nie wygramy w tym względzie z Chinami czy Indiami.

Niepewność geopolityczna zmienia ambicje klimatyczne – w krajach i firmach. Rok 2025 w opinii Allianz Trade jest szczególnie kluczowym rokiem dla dyplomacji klimatycznej gdyż można zakładać, że poszczególne kraje ogłaszać będą swoje cele – wkłady (w realizację porozumienia), ustalone na szczeblu krajowym (NDC) w ramach porozumienia paryskiego na rok 2035. Jednak większość krajów, w tym główni gracze, tacy jak Chiny i UE, nie dotrzymała lutowego terminu i oczekiwać można, że przedstawią one swoje cele przed konferencją ONZ w sprawie zmian klimatu (COP30) w Brazylii w 2025 roku. Po wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z porozumienia paryskiego, duże są nadzieje na to, że Chiny i UE przejmą rolę liderów podczas COP30. Niemniej jednak konflikty handlowe między USA a Chinami, w szczególności nałożenie ceł po obu stronach i odwetowe kontrole eksportu krytycznych minerałów przez Chiny mogą utrudnić postęp w zakresie ochrony środowiska i globalną transformację energetyczną. Chociaż Chiny są największym na świecie emitentem zanieczyszczeń, są również wiodącym eksporterem czystych technologii i odgrywają kluczową rolę w dostarczaniu pojazdów elektrycznych, baterii i paneli słonecznych. Zakłócenia w handlu i przepływach inwestycyjnych mogą zatem odbić się na globalnych łańcuchach dostaw i wstrzymać działania na rzecz klimatu na całym świecie. W tym kontekście niepewności i rosnącej presji zewnętrznej wiele firm ponownie ocenia swoje strategie klimatyczne, a nawet może zacząć ograniczać swoje ambicje w tym względzie.

Badanie Allianz Trade Global Survey 2025 potwierdziło, że firmy zmieniły swoje priorytety w zależności od presji geopolitycznej, jaką odczuwają. Warto jednak podkreślić, iż aż w 84% firm kierownictwo wyższego szczebla deklaruje obecnie aktywne zaangażowanie w kwestie ESG, w porównaniu z 77% w 2024 roku. Największy wzrost odnotowano w Niemczech (+14 punktów procentowych), Polsce (+13 punktów procentowych) i we Włoszech (+12 punktów procentowych). Priorytety ESG uległy jednak zmianie: głównym priorytetem jest obecnie rozwój zrównoważonych i innowacyjnych produktów, najczęściej wskazywanym w Polsce (29% badanych firm), Francji i Wielkiej Brytanii (po 27%) oraz Włoszech (26%). Zwiększenie odporności łańcucha dostaw jest drugim w kolejności najczęściej obecnie deklarowanym priorytetem, najczęściej wskazywanym przez firmy z przez USA (28%), Niemiec i Hiszpanii (po 27%). Inwestycje i innowacje w zakresie zielonych technologii zajęły trzecie miejsce, szczególnie w Chinach, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych (wszystkie na poziomie 27%), a następnie w Polsce (26%) oraz we Włoszech i Niemczech (oba na poziomie 25%).

Skupiając się na poszczególnych sektorach zauważyć można wyjątkową presję: stąd właśnie sektory energii elektrycznej, farmacji i handlu detalicznego nadają najwyższy priorytet zrównoważonemu rozwojowi produktów i innowacjom (wykres 1). Z kolei branże budowlana i papiernicza priorytetowo traktują zwiększenie odporności w swoim łańcuchu dostaw, ponieważ ciągłość operacyjna i pozyskiwanie materiałów mają w nich kluczowe znaczenie. Sektory takie jak energia elektryczna, sprzęt transportowy, surowce energetyczne i chemikalia priorytetowo traktują inwestycje i innowacje w zakresie zielonych technologii, dążąc do zmniejszenia wpływu na środowisko i wspierania przejścia na gospodarkę niskoemisyjną.

Wykres 1: Priorytety środków ESG dla biznesu, odchylenie od średniej w punktach procentowych

Priorytety środków ESG dla biznesu, odchylenie od średniej w punktach procentowych

Źródła: Allianz Trade Global Survey 2025, Allianz Research

Jednak pomimo wzmożonej aktywności ESG, ambicje klimatyczne słabną. Liczba firm dążących do redukcji emisji CO₂ o ponad 5% gwałtownie spadła, z 31% w 2024 r. do zaledwie 22% w 2025 r. (-9 punktów procentowych). Spadł również odsetek firm stawiających sobie cel redukcji emisji na poziomie 3-5% (o -4 punkty procentowe zw porównaniu z ubiegłorocznym badaniem), podczas gdy odsetek firm dążących do skromnych cięć na poziomie 1-3% wzrósł z 20% do 33%. Największe spadki ambitnych celów odnotowano w Hiszpanii (-19 punktów procentowych), Polsce (-14 punktów procentowych) i Chinach (-12 punktów procentowych). Tymczasem odsetek firm deklarujących umiarkowane ambicje gwałtownie wzrósł w Hiszpanii (+22 punkty procentowe), Niemczech (+18 punktów procentowych) i Francji (+16 punktów procentowych). Zmiany te odzwierciedlają nie tylko ostrożność przedsiębiorstw, ale także kontekst w jakim działają firmy w poszczególnych krajach (wykres 2). W Polsce i Singapurze, gdzie obowiązują cele klimatyczne na 2030 r., obecnie do ich realizacji mogą wystarczyć łagodniejsze cięcia (emisji) przez korporacje. Jednak w krajach, które pozostają w tyle (w realizacji dotychczas przyjętych celów), takich jak USA, Wielka Brytania i Niemcy, malejące obecnie ambicje firm w zakresie redukcji emisji są szczególnie niepokojące.

Wykres 2: Różnica w emisjach CO2 w 2023 r. w stosunku do celu na 2030 r. i celów emisyjnych firmy, w punktach procentowych

Różnica w emisjach CO2

Źródła: KE, Climate Action Tracker, Allianz Trade Global Survey 2025, Allianz Research. Uwaga: Singapur nie został uwzględniony w badaniu Allianz Global Trade Survey 2024, a zatem nie wykazuje różnic w redukcji emisji.

Rosnąca akceptacja przedsiębiorstw dla osiągnięcia zerowej emisji netto do 2050 r. napotyka na przeszkody ze strony niepewnej polityki handlowej USA. W 2025 roku 84% firm stwierdziło, że są na dobrej drodze do osiągnięcia zerowej emisji netto, w porównaniu z 74% w 2024 roku. Zaufanie w realizację tego celu jest szczególnie wysokie w Polsce (wzrost r/r o 19 punktów procentowych) oraz w branży komputerowej i telekomunikacyjnej (95%), farmaceutycznej (89%) i energetycznej (88%). Kluczowym czynnikiem w ich realizacji są preferencje podatkowe: 48% firm wymienia ulgi podatkowe na ekologiczną produkcję jako najskuteczniejszą formę wsparcia, szczególnie w USA, Wielkiej Brytanii i Niemczech. Na kolejnych miejscach plasuje się zniesienie ceł na produkty ekologiczne (46%), co jest najbardziej popularne w USA (51%) i we Włoszech (49%), oraz obniżenie cen zielonych technologii (44%), co jest kluczowym priorytetem we Włoszech (49%). Niepewność związana z polityką Stanów Zjednoczonych zagraża jednak dynamice zielonej transformacji. Wyniki ankiety odzwierciedlają również rosnące obawy o konsekwencje odwrócenia polityki USA dla zielonej transformacji. Amerykańska ustawa o redukcji inflacji (IRA) pomogła zwiększyć inwestycje w czystą energię z 75 mld USD w 2018 r. do 273 mld USD w 2024 r., pobudzając tym samym wzrost produkcji pojazdów elektrycznych, baterii i paneli słonecznych. Jednak niedawna przerwa w wypłatach przyznanych środków federalnych wzbudziła obawy amerykańskich firm, zwłaszcza w sytuacji rosnącego napięcia w globalnym handlu. W 2023 r. deficyt handlowy USA w zakresie czystych technologii osiągnął -77,7 mld USD, podczas gdy równocześnie Chiny odnotowały nadwyżkę na tym polu w wysokości 148 mld USD (wykres 3), co odzwierciedla ich rosnącą dominację w zielonych technologiach. Warto zauważyć, że eksport produktów czystej energii z Chin do USA wzrósł z 4,0% całkowitego eksportu (1994-2003) do 18,1% (2014-2023). Jeśli ten kanał zostanie zakłócony, USA mogą stanąć w obliczu poważnych komplikacji w realizacji swoich celów klimatycznych.

Wykres 3: Bilans handlowy produktów czystych technologii, w mld USD

Bilans handlowy produktów czystych technologii, w mld USD

Źródło: MFW, Allianz Research.

Protekcjonizm może zakłócić globalne łańcuchy dostaw czystej energii. Do końca kwietnia 2025 r. Stany Zjednoczone wprowadziły 90 nowych środków dotyczących importu materiałów krytycznych, w porównaniu z dziewięcioma uruchomionymi w 2024 r. (wykres 4). Chiny odpowiedziały wprowadzeniem dziewięciu nowych taryf celnych i ograniczeniami eksportowymi. Chociaż eksport niektórych chińskich czystych technologii do USA pozostaje minimalny (np. pojazdy elektryczne i panele słoneczne), to jedna czwarta chińskiego eksportu akumulatorów litowo-jonowych w 2024 r. była przeznaczona na rynek USA a znaczna część eksportu wyrobów związanych z energią słoneczną z Azji Południowo-Wschodniej do USA nadal opiera się na chińskich komponentach – co oznacza, że pośrednia ekspozycja handlu tymi pro-ekologicznymi produktami na zakłócenia handlowe jest nadal wysoka. Ponadto powodem do poważnych obaw są chińskie ograniczenia eksportu krytycznych minerałów, zwłaszcza pierwiastków ziem rzadkich. Opóźnienia lub odmowy licencji eksportowych zakłócają globalną produkcję czystych technologii. Jednak chińscy producenci również stoją w obliczu ryzyka: trwające ograniczenia i słaby globalny popyt mogą zmniejszyć ich zamówienia i zwiększyć nieprzewidywalność rynku i popytu.

Wykres 4: Liczba interwencji dotyczących przywozu i wywozu materiałów krytycznych

Liczba interwencji dotyczących przywozu i wywozu materiałów krytycznych

Źródła: GTA, Allianz Research. Uwaga: Środki protekcjonistyczne na koniec kwietnia 2025 r.

Podczas gdy wojna handlowa rzuca długi cień na globalną gospodarkę, to z analizy Allianz Trade wynika, że szczególnie niepokojące są jej krótkoterminowe konsekwencje dla procesu przejścia na czystą energię. Globalne spowolnienie gospodarcze zwiększyłoby ryzyko wzrostu emisji i groziłoby wyhamowaniem tempa inwestycji w czyste technologie. W latach 2015-2024 inwestycje w czyste technologie wzrosły o +78%, znacznie przewyższając (trzykrotnie!) ogólny wzrost inwestycji tym czasie o jedynie +25%. Liderem były Chiny ze wzrostem na poziomie +134%, następnie Europa z „zielonymi” nakładami zwiększonymi +75% i Ameryka Północna z +65%. Globalne spowolnienie może jednak odwrócić ten trend, skłaniając firmy do przedkładania krótkoterminowych oszczędności nad długoterminowe innowacje. W takich warunkach rządy często subsydiują najtańsze – i często najbrudniejsze – formy energii. Podczas gdy niektóre rządy dążą do stymulowania wzrostu poprzez inwestycje w czyste technologie (np. USA w ramach ustawy o redukcji inflacji), to rosnące koszty handlu mogą sprawić, że czysta energia stanie się mniej dostępna. W Stanach Zjednoczonych koszty produkcji czystych technologii są już o 70-130% wyższe niż w Chinach ze względu na ceny pracy, materiałów i energii. Taryfy zaostrzają tę dysproporcję, szczególnie na wrażliwym na ceny rynku energii. W czasie, gdy sama zmiana klimatu (w postaci jej konsekwencji dla krajów i firm w postaci m.in. katastrof naturalnych) staje się coraz większym wyzwaniem gospodarczym, takie krótkowzroczne środki mogą przynieść odwrotny skutek, utrudniając zarówno ożywienie gospodarcze, jak i realizację celów klimatycznych. Tymczasem polityka UE może odegrać kluczową rolę. Mechanizm granicznej korekty emisji dwutlenku węgla (CBAM) i nowe przepisy dotyczące baterii promują przejrzystość w łańcuchu dostaw. Jeśli jednak UE złagodzi te przepisy w celu złagodzenia napięć geopolitycznych, grozi to zmniejszeniem motywacji Chin do dekarbonizacji procesów przemysłowych, a tym samym podważeniem globalnego postępu w dziedzinie klimatu.

W perspektywie średnioterminowej zmienia się krajobraz handlu czystymi technologiami. Podczas gdy Stany Zjednoczone do tej pory wyłączyły import czystych technologii z podnoszonych niedawno ceł, to kontrole eksportu w Chinach skłaniają producentów czystych technologii do dywersyfikacji rynków eksportowych. Może to przynieść korzyści UE i innym regionom, umożliwiając dostęp do tańszych zielonych technologii i przyspieszając dekarbonizację. Może to jednak również podsycać debaty na temat protekcjonizmu przemysłowego, szczególnie w przypadku pojazdów elektrycznych. Podczas gdy gospodarki wschodzące pozbawione lokalnych możliwości w zakresie czystych technologii mogłyby skorzystać na tańszym chińskim eksporcie, to gospodarki rozwinięte (w tym UE) muszą znaleźć równowagę między wspieraniem krajowego przemysłu a dostarczaniem przystępnych cenowo rozwiązań klimatycznych. Przewidujemy, że globalny rynek czystych technologii potroi się w ciągu następnej dekady, a szybsze ich wdrażanie obniży koszty. W ciągu ostatnich dziesięciu lat koszty technologii czystej energii spadły już o -42%, co podkreśla fakt, że otwarty handel i inwestycje realizowane z wyprzedzeniem a nie protekcjonizm są najskuteczniejszymi strategiami osiągnięcia transformacji energetycznej, która jest nie tylko sprawiedliwa i pożądana, ale także opłacalna.

[1] Globalne badanie światowego handlu Allianz Trade 2025. Obejmujące 4500 firm w Chinach, Francji, Niemczech, Włoszech, Polsce, Singapurze, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, przeprowadzone w dwóch rundach – przed i po ogłoszeniu ceł w Dniu Wyzwolenia 2 kwietnia. Pełny raport z badania tutaj

 

Kredyty w maju 2025: wzrosty w gotówkowych i mieszkaniowych, spadek w ratalnych

Maj 2025 r. przyniósł wyraźne ożywienie w części segmentów rynku kredytowego. Banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów mieszkaniowych, gotówkowych oraz kart kredytowych niż w analogicznym miesiącu rok wcześniej. Jedynym produktem, który wykazał spadek zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym, były kredyty ratalne.

Kredyty gotówkowe: kontynuacja wzrostowego trendu

W maju 2025 r. liczba udzielonych kredytów gotówkowych wzrosła o 17,8% r/r, a ich wartość zwiększyła się o 24,5%. Średnia kwota kredytu gotówkowego wyniosła 26 041 zł, co oznacza wzrost o 13,6% w porównaniu do maja 2024 r.

– Kredytobiorcy zaciągają kredyty gotówkowe na coraz wyższe kwoty. Jest to możliwe głównie dzięki konsolidacjom oraz wydłużeniu okresu kredytowania lub korzystniejszym warunkom finansowym – tłumaczy prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK. – Wysokokwotowe kredyty powyżej 50 tys. zł dominują. Po pięciu miesiącach ich łączna wartość wyniosła już 48,35 mld zł. Osiągnięcie poziomu 100 mld zł w całym 2025 roku wydaje się niemal pewne – dodaje.

Kredyty mieszkaniowe: wyraźne odbicie rynku

W ujęciu rocznym liczba kredytów mieszkaniowych udzielonych w maju wzrosła o 23,7%, a ich łączna wartość o 31,2%. W porównaniu do kwietnia wzrost wyniósł odpowiednio 1,3% i 1,7%. Średnia kwota kredytu mieszkaniowego osiągnęła rekordowe 439 290 zł – o 6% więcej niż przed rokiem.

– Sprzedaż kredytów hipotecznych w maju potwierdza ożywienie rynku, mimo braku programów wsparcia i wciąż wysokiego oprocentowania. Wartość akcji kredytowej sięgnęła 8,25 mld zł – poziomu niewidzianego od 2021 r. – mówi prof. Rogowski. – Wzrost wynika z oczekiwań wobec przyszłych obniżek stóp procentowych i ustabilizowania cen mieszkań. Dodatkowo efekt statystyczny związany z niską bazą z maja 2024 r. wzmacnia pozytywne dynamiki – dodaje ekspert.

Kredyty ratalne nadal w odwrocie

Kredyty ratalne pozostają najsłabszym segmentem. W maju ich liczba spadła o 15,9% r/r, a wartość o 4,5%. Jednocześnie średnia kwota kredytu ratalnego wzrosła o 13,6%, do poziomu 2 213 zł.

– Spadki wynikają z ograniczenia transakcji niskokwotowych, często pochodzących z przekształcania zobowiązań typu BNPL w kredyty bankowe – wyjaśnia prof. Rogowski. – Choć segment droższych towarów utrzymuje wartość kredytów na względnie stabilnym poziomie, poprawę może przynieść dopiero wzrost konsumpcji. A ten wymaga zmniejszenia niepewności geopolitycznej, politycznej i ekonomicznej – ocenia analityk BIK.

Karty kredytowe: umiarkowany wzrost

W maju 2025 r. wydano o 9,6% więcej kart kredytowych niż rok wcześniej, a wartość przyznanych limitów wzrosła o 22,1%. Natomiast w ujęciu pięciomiesięcznym (styczeń–maj) zanotowano spadek liczby nowych kart o 2,9% r/r, przy jednoczesnym wzroście wartości o 7,6%.

Jakość portfela kredytowego nadal dobra

Chociaż w maju 2025 r. pogorszyły się BIK Indeksy Jakości kredytów w ujęciu miesiąc do miesiąca, dane roczne pokazują pozytywny trend.

– Indeksy Jakości wszystkich czterech produktów kredytowych nadal znajdują się na bezpiecznym poziomie, co wskazuje na niskie ryzyko kredytowe. Rok do roku obserwujemy poprawę – ocenia prof. Rogowski. – Ryzyko kredytowe nie jest obecnie największym zagrożeniem dla banków – bardziej istotne wydają się ryzyka prawne, m.in. podważanie stawki WIBOR w kredytach mieszkaniowych czy stosowanie sankcji kredytu darmowego w konsumpcyjnych – dodaje.

Polskie firmy zyskają pierwszeństwo w przetargach? Trwają prace nad nowelizacją przepisów

Polskie firmy powinny mieć preferencje w przetargach na krajowe inwestycje. „Jest kilka inwestycji, gdzie możemy już powiedzieć: sprawdzam”.

Przepisy jeszcze nie weszły w życie, ale w skali całej Europy coraz głośniej mówi się o konieczności wzmacniania rynku wewnętrznego i stawiania na wykonawców z krajów wspólnoty. Jeszcze szerzej państwa narodowe powinny zwracać uwagę na to, by to rodzimi wykonawcy i przedsiębiorcy mieli szansę na realizację zadań realizowanych na terenie kraju.

– Europa dojrzała wreszcie do jasnego stwierdzenia, że start w przetargach na realizację europejskich inwestycji, przedstawicieli państw trzecich to nie jest sprawiedliwość, a zmniejszanie konkurencyjności naszych firm. Trzymamy mocno za słowo premiera Donalda Tuska, który na Kongresie Morskim mówił o repolonizacji. Inwestycje z KPO oraz wielkie zadania infrastrukturalne, które niebawem się rozpoczną będą testem czy polskie firmy będą mieć szansę na realizację tych projektów – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Repolonizacja i wspieranie europejskiej gospodarki

W parlamencie trwają prace nad nowelizacją przepisów, która ma wprowadzić do polskiego prawa zakaz startu w przetargach firm z tzw. państw trzecich. Taka zmiana jest oczekiwana przez przedsiębiorców krajowych, którzy w przetargach publicznych musieli rywalizować nie tylko z europejskimi gigantami, ale też firmami np. z Azji, które często były w stanie zaproponować dużo niższe koszty prowadzenia inwestycji. Takie sytuacje wypychały z rynku polskie firmy, które mogły liczyć najwyżej na partnerstwo lub podwykonawstwo w realizacji zadania.

Niedopuszczanie do postępowania wykonawców, którzy nie są stronami umów międzynarodowych lub nie są członkami Unii Europejskiej to ważna zmiana. Krok w stronę wzmacniania europejskiej gospodarki, a jednocześnie poprawa konkurencyjności dla krajowych firm.

– Czas, gdy polskie firmy mogły stanowić jedynie zaplecze dla gigantów, którzy trafiali na polski rynek i wygrywali przetargi, bo „zagraniczna firma gwarantuje jakość” to nareszcie przeszłość. Mamy nadzieję, że przepisy o wspieraniu rynków krajowych wejdą w życie jak najszybciej, a inwestorzy już teraz zaczną zwracać uwagę na kryteria pochodzenia firmy czy konsorcjum, które składa oferty – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Dlaczego to tak ważna zmiana dla polskich przedsiębiorców?

– To kwestia pewnej sprawiedliwości gospodarczej – mówi Hanna Mojsiuk. – Firmy z Turcji, Chin czy Indii „kłusowały” na polskim rynku wychwytując ciekawe zlecenia, głównie z sektora publicznego i budując konsorcja z firmami europejskimi zdobywały przewagę w przetargach, traktując polskie firmy jako podwykonawców. Oczywiście nie zamykamy się na możliwość współpracy międzynarodowej, a przykład np. budowy zakładu Polimery Police pokazuje, że światowy know-how jest nam potrzebny do realizacji specjalistycznych inwestycji, ale należy przyjąć, że w przypadku np. budwy dróg, polskie firmy posiadają kompetencje – mówi Hanna Mojsiuk.

Prawo Zamówień Publicznych do zmiany?

Przedsiębiorcy od dawna postulują, by w przetargach europejskich nie brać pod uwagę ofert spoza Europy. Opracowywane przepisy mówią obecnie  „państwach trzecich”. Zwracamy jednak uwagę, że troska o kondycję naszych przedsiębiorców oraz możliwość realizowania przez nich zadań inwestycyjnych, wymaga od zamawiających zwracania uwagi na to, jakie podmioty stają do przetargów.

– Jeżeli firma z Polski jest w stanie realizować zadanie inwestycyjne i złożyła ofertę, która gwarantuje wykonanie zadania to nie mam wątpliwości, że taka firma powinna mieć pierwszeństwo w realizacji inwestycji – Ustawa Prawo zamówień publicznych kładzie nacisk na jawność postępowań i równe traktowanie wszystkich oferentów. Naszym zdaniem biorąc pod uwagę sytuację geopolityczną wymaga ona zmiany. Przed nami realizacja inwestycji z KPO, zadań związanych z obronnością czy z infrastrukturą. Uznajemy, że jest to moment, gdy firmy z Polski, ewentualnie konsorcja firm z Polski i Europy, są w stanie je dobrze realizować – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Jednym z testów czy repolonizacja zacznie funkcjonować w praktyce, a nie w teorii będzie rozstrzygnięcie przetargu na budowę trzech etapów Zachodniego Drogowego Obejścia Szczecina. Do przetargu zgłosiły się firmy z Polski i jesteśmy bardzo ciekawi jak rozpatrzone zostaną ich oferty – mówi Hanna Mojsiuk.

Jak prowadzić dochodowy biznes z koszulkami z nadrukiem?

Czy zastanawiałeś się kiedyś nad prowadzeniem własnego biznesu w branży modowej? Koszulki z nadrukiem to nie tylko moda, ale również świetna okazja do zbudowania zyskownej działalności. W artykule przyjrzymy się, co jest potrzebne, aby rozpocząć tę przygodę. Omówimy analizę rynku, modeli sprzedaży, grupy docelowe, koszty początkowe i strategie marketingowe, które pomogą Ci rozwinąć swój biznes oraz zwiększyć jego dochodowość.

Wprowadzenie do branży koszulek z nadrukiem

Koszulki z nadrukiem są jednym z najpopularniejszych produktów w przemyśle odzieżowym. Dzięki możliwości personalizacji stanowią idealny wybór dla różnych grup klientów, od korporacji poszukujących gadżetów marketingowych, po osoby indywidualne pragnące wyróżnić się oryginalnym designem. Rynek odzieży personalizowanej rozwija się dynamicznie, co sprawia, że jest atrakcyjny dla nowych przedsiębiorców.

Analiza rynku i grupy docelowe

Przed rozpoczęciem działalności konieczne jest zbadanie rynku i zidentyfikowanie potencjalnych klientów. Można wyróżnić kilka segmentów docelowych: młodzież, firmy, rodziny oraz pary. Bluzy dla par z kapturem (https://escobart.pl/bluzy-dla-par) są doskonałym przykładem niszy, która cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Produkty te, podobnie jak koszulki dla par (https://escobart.pl/koszulki-dla-pary), przyciągają uwagę dzięki możliwości wspólnej personalizacji garderoby, co podkreśla jedność i indywidualność związku.

Model sprzedaży – online czy stacjonarnie?

Wybór odpowiedniego modelu sprzedaży to klucz do sukcesu. Sprzedaż online oferuje niższe koszty początkowe i szerszy zasięg. Z kolei sklepy stacjonarne umożliwiają bezpośredni kontakt z klientem, co może zwiększyć zaufanie do marki. Warto jednak zastanowić się nad połączeniem obu tych modeli, aby maksymalizować korzyści i rozszerzać działalność na większą skalę.

Koszty początkowe i przygotowanie do startu

Rozpoczęcie działalności z koszulkami z nadrukiem wymaga inwestycji w sprzęt do druku oraz materiały. Koszty początkowe zależą od skali działalności, ale nawet niewielki budżet może wystarczyć na stworzenie dobrze działającej firmy. Kluczowe jest też nawiązanie współpracy z solidnymi dostawcami surowców i partnerami.

Strategie marketingowe i budowanie marki

Skuteczny marketing jest fundamentem sukcesu w branży odzieżowej. Budowanie marki opartej na jakości i unikalnym stylu przyciągnie klientów. Wykorzystanie social media, influencer marketingu oraz kampanii reklamowych pozwoli dotrzeć do szerokiej grupy odbiorców. Ważne jest także oferowanie różnorodnych produktów, takich jak ubrania dla par (https://escobart.pl/odziez-dla-par), co zwiększa atrakcyjność oferty i różnicuje działalność.

Skalowanie działalności

Jednym z głównych atutów biznesu z koszulkami z nadrukiem jest jego elastyczność i możliwości skalowania. Po osiągnięciu stabilnej pozycji na rynku, można rozważyć rozszerzenie asortymentu o nowe produkty i kolekcje, takie jak odzież dziecięca czy odzież sportowa z personalizowanym designem. Możliwości są niemal nieograniczone.

Columbus sprzedaje udziały we wszystkich 116 spółkach farmowych i magazynowych

0

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Columbus Energy wyraziło zgodę na zbycie zorganizowanej części przedsiębiorstwa (ZCP) Grupy Columbus, czyli udziałów we wszystkich 116 spółkach farmowych i magazynowych. Pozwoli to na całkowite wyzerowanie finansowania zewnętrznego Spółki, które obciąża bilans i wyniki Grupy. Wartość sprzedawanych aktywów to ok. 700 mln zł, a wartość pasywów to ok. 610 mln zł. Columbus zarobi na tym ok. 90 mln zł i wyzeruje dług. Ta transakcja umożliwi odzyskanie pełnej zdolności finansowania core biznesu Spółki, a tym samym zdobycie nowego zewnętrznego kapitału, które jest niezbędne do finansowania programu „Czyste Powietrze”.

System dotacyjny „Czyste Powietrze” nie może nabrać tempa – zarówno w wydawaniu decyzji dla złożonych wniosków klientów (Columbus złożył ponad 5000 wniosków, a w poczekalni ma przynajmniej drugie tyle do złożenia), wypłat zaliczek, a rozliczenia zrealizowanych inwestycji z WFOŚ praktycznie są martwe. To konieczny ruch strategiczny, aby mieć ciastko – potencjalny zysk z inwestycji farm fotowoltaicznych i magazynów energii wróci do Columbus, i jeść ciastko – zdobycie nowego finasowania, aby móc transformować tysiące umów z klientami z dotacją „Czyste Powietrze”mówi Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy.

Zgoda Walnego Zgromadzenia na przeprowadzenie transakcji pozwoli na oddłużenie Columbus Energy i tym samym – na odzyskanie pełnej zdolności finansowania core biznesu Spółki oraz umożliwi pozyskanie zewnętrznego finansowania, niezbędnego do dalszej działalności operacyjnej. Konieczność transakcji wynika z niedrożności i ułomności operacyjnej programu „Czyste Powietrze”, które dotyczy całego rynku firm wykonawczych.

Wielomiesięczne opóźnienia i niewydolność systemu wydawania decyzji o dotacje, brak podpisywania umów przez WFOŚ-ie i brak wypłaty środków z programu „Czyste Powietrze” zmusiły nas do zbudowania nowej strategii finansowania Grupy. Sprzedajemy biznes inwestycyjny razem z jego finansowaniem,
a bilans Columbusa pozostawiamy bez obciążeń, aby zbudować lewar dla niedrożnego systemu dotacji, za to z potężnym budżetem ponad 100 mld zł. Pozwoli to na uwolnienie bilansu inwestycyjnego
i dopasowanie się do programu „Czyste Powietrze”.
Dzięki przeprowadzonej transakcji Columbus Energy będzie nadal liderem rynku realizującym program transformacji energetycznej kraju i zmniejszania emisji polskich gospodarstw mówi Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy.

Transakcja polega na sprzedaży zorganizowanej części przedsiębiorstwa (ZCP) Grupy Columbus, w której skład wchodzą udziały we wszystkich spółkach zarządzających farmami fotowoltaicznymi i magazynami energii, jak również pełną infrastrukturą niezbędną do prowadzenia ich działalności. Nabywcą zostanie spółka Ruby01A sp. z o.o., należąca do Gemstone ASI, która jest w 100% zależna od Dawida Zielińskiego.

Jak wynika z przyjętej uchwały Walnego Zgromadzenia, przedwstępna umowa sprzedaży ZCP ma zostać podpisana do końca czerwca br. i będzie zawierać klauzule dotyczące uczestnictwa Columbus w zyskach z ewentualnych dalszych transakcji zbycia aktywów wchodzących w skład ZCP. Tak więc wszelkie zyski wychodzące ponad wartość transakcji trafią z powrotem do Columbus Energy i jego akcjonariuszy.

UODO: potrzebne doprecyzowanie zasad dostępu do danych w CEIDG i PIP

0

Prace nad tzw. Pakietem Deregulacyjnym, przygotowanym przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii, mają na celu uproszczenie przepisów oraz ułatwienie prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Jednak w ocenie Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), Mirosława Wróblewskiego, nowe rozwiązania wymagają doprecyzowania – szczególnie w zakresie dostępu do danych osobowych oraz zasad działania systemów teleinformatycznych, takich jak Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej (CEIDG) i Punkt Informacji dla Przedsiębiorcy (PIP).

Niejasne zasady dostępu do danych

Prezes UODO nie kwestionuje głównego celu proponowanych zmian, jakim jest poprawa warunków prowadzenia działalności gospodarczej. Podkreśla jednak, że projektowane przepisy wymagają precyzyjnego określenia zasad dostępu do systemu teleinformatycznego i zakresu danych, które mają być w nim udostępniane. Szczególną uwagę zwraca na brak jasnych reguł dotyczących:

  • kto i w jakim trybie będzie miał dostęp do informacji zgromadzonych w PIP,
  • jakie dane będą publikowane i w jaki sposób,
  • jak odbywać się będzie wymiana informacji pomiędzy systemem PIP a Krajową Administracją Skarbową (KAS) w kontekście wykazu podatników VAT.

Zgodnie z rozporządzeniem RODO (art. 5 ust. 1 lit. a i ust. 2), każda operacja przetwarzania danych musi być przejrzysta i rozliczalna. Obecna wersja projektu, zdaniem UODO, nie spełnia tych wymogów – brakuje w niej wskazania ról podmiotów, trybu przekazywania danych (czy odbywać się będzie on na wniosek, czy z urzędu) oraz informacji o podmiotach odpowiedzialnych za publikację danych.

Pytania o model przetwarzania i odpowiedzialność administratorów

Jednym z kluczowych problemów jest brak jednoznacznego określenia, kto będzie pełnił funkcję administratora danych w nowych systemach. Prezes UODO wskazuje, że w projekcie brakuje definicji modelu przetwarzania danych osobowych, który wskazywałby:

  • jaki jest cel przetwarzania,
  • kto podejmuje decyzje o zakresie i sposobie publikacji danych,
  • kto odpowiada za bezpieczeństwo i zgodność działań z przepisami o ochronie danych.

W opinii UODO, bez wyraźnego określenia tych elementów niemożliwe będzie zapewnienie odpowiedniego poziomu ochrony danych osobowych użytkowników CEIDG i PIP.

Ryzyko nieuprawnionego łączenia baz danych

Szczególne zastrzeżenia budzi również kwestia potencjalnego łączenia baz danych, mimo że projektodawca w uzasadnieniu wskazuje na ich rozdzielność. Prezes UODO przypomina, że motyw 31 RODO wyraźnie zakazuje łączenia rejestrów danych w sposób umożliwiający stworzenie „superbazy”, jeśli nie ma ku temu wyraźnych podstaw prawnych i nie przeprowadzono odpowiedniej analizy ryzyka.

Brak jednoznacznych zapisów w projektowanych przepisach rodzi obawę, że dane mogą być przetwarzane w sposób przekraczający pierwotny cel ich zbierania, co zwiększa ryzyko nadużyć i naruszenia prywatności.

Digitree Group ogłasza strategię 2025–2027. Celem: 150 mln zł przychodów

  • Digitree Group – polska grupa technologiczno-marketingowa – ogłosiła strategię rozwoju na lata 2025-2027. Grupa kończy fazę intensywnych przekształceń organizacyjnych z jasnym planem działania i ambicją dalszego rozwoju biznesu. Jej głównymi akcjonariuszami są Euvic, Budmat, Hasco TM, Buffis i Fundacja Rodziny Śmiechowskich.
  • Na fundamencie dotychczasowej działalności Digitree Group buduje grupę reklamową – bardziej efektywna operacyjnie organizacja ma być trampoliną do wzrostu w najbardziej perspektywicznych obszarach rynku marketingu cyfrowego.
  • Kluczowym elementem planu spółki notowanej na GPW jest wzmocnienie synergii między jej spółkami zależnymi oraz wejście w dynamicznie rosnące obszary. Stawia na dwa mocne filary: segment technologiczny oraz kompetencje agencyjne w nowej, mocniejszej odsłonie.
  • Celem Grupy jest konsekwentna budowa skali i wzrost efektywności operacyjnej. Ambicją zarządu jest osiągnięcie 150 mln zł skonsolidowanych przychodów i 7 proc. rentowności EBITDA w 2027 r., przy jednoczesnym reinwestowaniu zysków w rozwój i akwizycje.

Digitree Group integruje kluczowe kompetencje w obszarach e-mail marketingu, zarządzania bazami mailingowymi, automatyzacji działań marketingowych, mediów cyfrowych i kompleksowej realizacji kampanii digital. Notowana na GPW spółka planuje pójść o krok dalej: zbudować silną grupę reklamową oraz rozwinąć ofertę o nowe usługi z największym potencjałem wzrostu.

Za nami okres intensywnych zmian — wykonaliśmy solidną pracę nad uporządkowaniem organizacji. Dziś, dzięki silnemu zapleczu i wsparciu naszych akcjonariuszy, jesteśmy gotowi na kolejny etap: skalowanie działalności i wejście na ścieżkę dynamicznego wzrostu, zarówno organicznego, jak i wspieranego akwizycjami. Naszą przewagą są autorskie technologie, wzmacniane doświadczeniem partnerów, co przekłada się na realną wartość w każdym obszarze Grupypodkreśla Tobiasz Wybraniec, prezes zarządu Digitree Group, której głównymi akcjonariuszami są Euvic, Budmat, Hasco TM, Buffis i Fundacja Rodziny Śmiechowskich.

Dwa filary wzrostu: technologia i agencje

Nowa strategia Digitree Group zakłada rozwój oparty na dwóch kluczowych filarach: mocnym zapleczu technologicznym (SARE, INIS, Fast White Cat) oraz przebudowie i wzmocnieniu segmentu agencyjnego (JU:, Sales Intelligence) – tak, by odpowiadał na potrzeby klientów szukających kompleksowej, nowoczesnej obsługi marketingowej.

Zdaniem liderów spółki, branża marketingowa wchodzi w fazę głębokiej transformacji — tradycyjne kanały reklamowe tracą na znaczeniu, a marki oczekują szybkich, mierzalnych efektów i gotowych do wdrożenia rozwiązań opartych na danych i technologii.

Rynek potrzebuje grupy marketingowej nowego typu — zwinnej, technologicznej i nastawionej na realny efekt. Nowa strategia to plan oparty na konkretach: spółki pozostają rentowne i autonomiczne, a równocześnie wzmacniamy sprzedaż grupową, by dostarczać klientom spójny, komplementarny pakiet usług digital — dodaje Tobiasz Wybraniec.

Nowe kierunki rozwoju: influencerzy i AI

Zgodnie z ogłoszonym dziś planem, Digitree Group rozwija ofertę o kolejne segmenty digital marketingu, które rosną szybciej niż tradycyjne formy reklamy.

Na bazie starego Digitree budujemy coś nowego — fundament jest solidny, a my potraktowaliśmy go jak trampolinę. Najtrudniejsze mamy za sobą — uporządkowaliśmy, co trzeba, i właśnie stawiamy kropkę nad i. Inwestujemy w technologię, automatyzację i nowe kompetencje. Nasz cel? Być inteligentną grupą reklamową, która dowozi wyniki od strategii aż po mierzalny zwrot z każdej złotówki — wylicza Tobiasz Wybraniec.

Digitree Group identyfikuje dziś wiele potencjalnych kierunków rozwojowych, z których część planuje zrealizować w najbliższych kwartałach. Swoje kompetencje rozbuduje w szybko rosnących segmentach, takich jak influencer marketing i treści social-first, otwierając nowe kanały dotarcia do młodszych odbiorców, by wzmacniać wiarygodność marek klientów. Zamierza także rozwijać nowoczesne SEO z wykorzystaniem AI/LLM (sztucznej inteligencji i modeli językowych). Równolegle Grupa chce wzmacniać kompetencje mediowe i dalej automatyzować działania marketingowe, co umożliwi pełną obsługę dużych kampanii z wykorzystaniem zaawansowanej analityki danych.

Zamykanie silosów, porządkowanie procesów i budowanie wspólnego frontu to warunek rozwoju biznesu. To nie teoria — to nasz konkretny plan na wzrost i lepsze wykorzystanie tego, co już mamy. W tym modelu wypracowane zyski idą na rozwój i akwizycje — mówi Tobiasz Wybraniec, dodając, że nie chcą być holdingiem spółek, funkcjonujących obok siebie. Celem jest model, w którym każdy podmiot ma jasny cel biznesowy, odpowiada za własne wyniki, ale korzysta z synergii w obszarach technologicznych, kompetencyjnych i – tam, gdzie to możliwe – sprzedażowych.

Jednym z priorytetów Grupy jest utrzymanie rentowności i autonomii spółek, które koncentrują się na własnej sprzedaży, przy jednoczesnym rozwoju wspólnych działań tam, gdzie generują realną wartość — przede wszystkim w usługach agencyjnych.

Finansowy cel zarządu: 150 mln zł przychodów i rosnąca rentowność

Zarząd Digitree Group stawia na mocny, organiczny wzrost, dodatkowo wzmacniany potencjalnymi przejęciami w wybranych, najbardziej perspektywicznych obszarach. Celem finansowym zarządu jest osiągnięcie do 2027 roku 150 mln zł skonsolidowanych przychodów i 7-proc. rentowności EBITDA w 2027 r. To przełożyć się ma na wzrost wartości dla akcjonariuszy spółki.

Nowa strategia pozwala Digitree konsekwentnie budować wartość dla akcjonariuszy. Zwiększenie skali skonsolidowanych przychodów, rentowność i przewaga technologiczna — to nasze główne priorytety na najbliższe lata. Dobrze rozumiemy oczekiwania rynku kapitałowego i będziemy na bieżąco dzielić się informacjami o realizacji naszej strategii — podkreśla Przemysław Marcol, członek zarządu Digitree Group.

Długoterminowy plan zakłada inwestowanie wypracowanych zysków w rozwój organiczny i akwizycje, z myślą o dalszym wzmacnianiu pozycji rynkowej i budowie wartości dla akcjonariuszy. Decyzje dotyczące ewentualnej dywidendy będą podejmowane z uwzględnieniem aktualnej sytuacji finansowej, tempa realizacji założeń strategii i długoterminowych potrzeb kapitałowych.

Trendy na rynku pracy 2025: księgowość wciąż w cenie, ale wymagania rosną

Ponad 17 tys. osób miesięcznie (!) – z taką intensywnością aplikowano w zeszłym roku na stanowiska księgowe, a w ciągu 4 lat całościowa liczba aplikacji wzrosła o 54% (dane OLX Praca). W tym roku apetyt na pracę w księgowości wcale nie maleje, chociaż poprzeczka wisi bardzo wysoko. Do branży wejdą nieliczni. Jakie oferty ściągają uwagę poszukujących? Którzy kandydaci mają największe szanse na sukces w 2025 roku? Dlaczego praca w księgowości to dla wielu złoty graal? Sytuacji przygląda się Barometr nastrojów księgowych 2025 przygotowany przez fillup k24 we współpracy z SKWP.

– Mamy do czynienia z trudną sytuacją. Liczba chętnych do pracy w księgowości rośnie, ale otwartych rekrutacji wcale nie przybywa. Ostatnie 3 lata, biorąc pod uwagę dane z portalu OLX Praca, wskazują wręcz na spowolnienie w poszukiwaniach pracowników na stanowiska księgowe. Rok 2024 pokazał dodatkowo, że pożądany jest konkretny profil księgowego – doświadczony ekspert. Aż 75% pracodawców poszukiwało księgowych ze wcześniejszym doświadczeniem zawodowym! Tymczasem największą popularnością wśród aplikujących cieszą się oferty skierowane do osób będących na początku swojej kariery. Na stanowiska niewymagające wcześniejszego doświadczenia spływało w ubiegłym roku 190% więcej aplikacji per ogłoszenie – zwraca uwagę Artur Kaczmarek, dyrektor ds. komunikacji w e-file.

Te kompetencje są kartą przetargową w 2025 roku

Co kryje się pod tak upragnionym „doświadczeniem zawodowym”? Barometr daje wgląd w szczegóły.

– Wśród pożądanych umiejętności najczęściej wymienianych przez badanych w pytaniach otwartych znalazły się zarówno kompetencje miękkie, jak i twarde. Rozpiętość oczekiwań świetnie widać już przy pierwszych trzech najpopularniejszych wskazaniach. Na podium znalazły się: znajomość przepisów (gruntowna znajomość prawa podatkowego, zwłaszcza VAT, CIT, PIT, ustawy o rachunkowości oraz umiejętność ich interpretacji i stosowania w praktyce), doświadczenie rozumiane jako biegłość w obsłudze programów księgowych i rozliczaniu różnych form opodatkowania oraz samodzielność – poszukiwany pracownik musi wiedzieć, jak organizować swoją codzienną pracę, jak pracować poza utartymi schematami, musi mieć odwagę w podejmowaniu pewnych decyzji bez ciągłego nadzoru. Z wymaganiem samodzielności badani łączyli też oczekiwanie odpowiedzialności za powierzone zadania – wyjaśnia Wojciech Jagodziński, ekspert ds. badań w e-file.

Tymczasem pracowników z takim know-how jest jak na lekarstwo. Aż 40% księgowych sygnalizuje trudności w znalezieniu specjalisty do swoich zespołów, zaś wśród zarządzających odsetek wzrasta do prawie 55%.

Prestiż zawodu przyciąga jak magnes

Wymagania względem księgowych są w ostatnim czasie wyśrubowane, ale kandydatów to wcale nie zniechęca. Jak pokazują badania, zawód księgowego ma świetną renomę.

– Możliwość rozwijania się, dobre wynagrodzenie (mediana wynagrodzenia głównego księgowego wynosiła w ubiegłym roku prawie 14 tys. zł brutto), stabilne zatrudnienie, szansa na działanie analityczne i kreatywne, poczucie bycia ważnym dla firmy – na te atuty pracy w księgowości wskazywali respondenci w naszym ubiegłorocznym badaniu „Portret księgowych w Polsce”. Wizja atrakcyjnej i dynamicznej ścieżki kariery przyciąga adeptów sztuki księgowej, nawet jeśli wiedzą, że wejście do branży będzie trudne – podsumowuje Artur Kaczmarek.

Praca w księgowości – czy automatyzacja zabierze etaty?

Coraz popularniejsze narzędzia, które służą do automatyzacji powtarzalnych zadań, a także sztuczna inteligencja postrzegane są jako te, które odbiorą pracę tzw. białym kołnierzykom. Zawody, które jeszcze niedawno uznawane były za stabilne źródło dochodu i gwarantowały ciekawą karierę zawodową, dzisiaj powszechnie uważane są za niedające już takiej pewności. Dla wielu na liście osób, których zawody mogą zniknąć pod naporem automatyzacji i AI, są księgowi i pracownicy administracyjni. Czy branża finansowa i administracja rzeczywiście mają się czego obawiać?

Automatyzacja i sztuczna inteligencja w księgowości i administracji – zagrożenie czy ułatwienie?

Wszystko, co nowe, może nieść ze sobą obawy, ale też powodować ekscytację. Nie inaczej jest z rewolucją automatyzacji i AI, która od kilku lat dzieje się na naszych oczach, a wraz z pojawieniem się w 2025 roku udoskonalonego narzędzia ChatGPT 4.0 przybrała na sile. Niezależnie od wykonywanego zawodu na automatyzację i AI warto spojrzeć jak na ułatwienie, a nie zagrożenie. Ostatecznie to zawsze człowiek podpisuje się pod swoją pracą i za nią odpowiada.

Narzędzia do automatyzacji pracy księgowej i sztuczna inteligencja mogą wspomóc Cię w powtarzających się zadaniach, które do tej pory były dla Ciebie nużące. Jeżeli pracujesz w księgowości jako freelancer, korzystanie z omawianych narzędzi może nawet przynieść wzrost Twoich zarobków. Księgowy, który w ręce narzędzi oddaje przygotowywanie faktur, proste obliczenia czy wyszukiwanie interpretacji podatkowych, znacznie oszczędza swój czas, a co za tym idzie – jest efektywniejszy, bo zyskuje przestrzeń na inne działania. Brak monotonii w pracy niezależnie od formy zatrudnienia oznacza też mniejsze ryzyko wypalenia zawodowego. Jakie inne korzyści niesie ze sobą automatyzowanie zadań i korzystanie z AI w księgowości? Przede wszystkim skupienie się twórczych i strategicznych działaniach umożliwia człowiekowi szybsze nabywanie kluczowych kompetencji do awansu na wyższe stanowiska.

Podobną perspektywę mogą mieć pracownicy administracji. Większość powtarzalnych zadań, w tym odpowiadanie na maile o podobnej treści, porządkowanie i przetwarzanie danych i dokumentów, zarządzanie kalendarzem spotkań, a nawet tworzenie raportów to czynności, które przez erą automatyzacji i AI w administracji mogły zajmować długie godziny (a nawet dni), a dzisiaj – liczone są w minutach. Zastanów się, jaka jest lista Twoich codziennych obowiązków i sprawdź, jak AI i narzędzia do automatyzacji mogą Ci w niej pomóc. Te nowinki technologiczne dla pracowników administracji zwiększają ich efektywność dzięki automatyzacji powtarzalnych zadań i optymalizowaniu procesów np. w administracji biurowej czy samorządowej.

Jak AI i automatyzacja zmieniają rynek pracy w księgowości i administracji?

Nowoczesna praca księgowa i praca administracja coraz częściej wiążą się z korzystaniem ze sztucznej inteligencji i narzędzi do automatyzacji. O ile robotyzacja księgowości nie jest niczym nowym, bo historia korzystania z robotów RPA sięga co najmniej poprzedniej dekady, o tyle AI w administracji jest nową dziedziną. Właśnie dlatego księgowi oraz pracownicy biurowi i administracyjni powinni najpierw nauczyć się efektywnego komunikowania z AI (to tzw. prompt engineering) oraz poznać zagadnienia związane z ochroną danych. Z czasem przydatna może okazać się też umiejętność tworzenia asystentów i agentów AI dla administracji.

Zmiany na rynku pracy w księgowości i w administracji widać już dziś. Nowoczesne narzędzia pracy wpływają na kluczowe kompetencje i rozwój zawodów. Wzrasta znaczenie kontaktu podatnika czy przedsiębiorcy z księgowym, zwłaszcza jeśli klient nie ufa AI. Stawiaj zatem na rozwój umiejętności miękkich. Kluczowe stają się też doradztwo finansowe i biznesowe oraz rozwój w obszarze analityki danych. Nie inaczej jest w pracy w administracji. Jak podaje Szkoła Główna Handlowa, nawet 72% dzisiejszych stanowisk pracy (około 880 tys. osób) w polskiej administracji publicznej może skorzystać na współpracy z AI. Ciekawe perspektywy rozwoju czekają na specjalistów, którzy zajmą się projektowaniem chatbotów z AI dla administracji. Dzięki nim przez całą dobę obywatel będzie mógł liczyć na odpowiedź mailową, na czacie albo w mediach społecznościowych.

Na koniec warto pamiętać, że najważniejsza droga rozwoju to poznanie narzędzi AI i do automatyzacji oraz znalezienie pomysłu na to, jak wykorzystać je w swojej codziennej pracy. Zanim zaczniesz promptować, pamiętaj, aby zadbać o ochronę danych i postępować zgodnie z regulaminem korzystania z AI, który obowiązuje w Twoim miejscu pracy. Sprawdzaj efekt pracy AI, bo zdarza się jej halucynować. Pamiętaj, że ma też tendencje do stronniczości i dyskryminacji.

Silny złoty, słaby dolar. Kurs dolara zbliża się do psychologicznej granicy 3,60 zł

Złoty może spoglądać na Polaka na ziemskiej orbicie bez zazdrości. Podobnie do naszego astronauty rodzima waluta łamie kolejne bariery. Szczególnie kosmicznie PLN prezentuje się na parze z USD, w stosunku do którego jest najsilniejszy od ponad 4 lat. Obraz USD/PLN jest pochodną EUR/USD, gdzie dla euro nawet sky is the limit to już za mało.

Kurs EUR/USD coraz wyżej

Szczególnie w trakcie wtorkowej sesji widoczny był klasyczny przepływ kapitału z dolara na europejską stronę Atlantyku. Kurs EUR/USD jeszcze w poniedziałek testował dolne ograniczenie korytarza wzrostowego, w którym ta para porusza się już od 5 miesięcy. Ostatecznie została potwierdzona trwałość trendu, a eurodolar błyskawicznie odbił na północ, aby śrubować tegoroczne szczyty. Coraz większe znaczenie zyskuje opór w pobliżu 1,163 $, którego wybicie może skierować kurs EUR/USD w rejon 1,169 $. W dolara aktualnie uderza geopolityka, polityka i polityka pieniężna. Częściowa i krucha deeskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie włączyła w pełni rynkowy tryb risk on, co z reguły wiąże się z ucieczką od USD. Podobno pojawiła się szansa na szybsze przegłosowanie ustawy budżetowej w amerykańskim Senacie. Gigantyczne i coraz większe zadłużenie USA to kolejny cios w dolara. Wreszcie Jerome Powell, zeznając w amerykańskim Kongresie, jak lew stara się bronić podejścia wait and see ze strony banku centralnego, ale część członków FOMC coraz śmielej przechodzi do gołębiego obozu. Jeżeli weźmiemy pod uwagę bliski końcowi cykl luzowania w strefie euro, a dopiero nadchodzące obniżki w Stanach, to dostajemy prostą receptę na kolejne tygodnie, a może nawet miesiące dalszego osłabiania USD. Zagrożeniem dla takiego scenariusza nie zostanie chyba nawet ryzyko rozpalenia wojny celnej (terminy negocjacji umów handlowych coraz bliższe), bo to ona stanowiła zarzewie dla trwającego trendu.

PLN patrzy w niebo

Dzisiejszy płaski handel na parach złotowych może stanowić potwierdzenie dla zasadności wczorajszego gwałtownego umocnienia PLN. Oczywiście stanowi on tylko część rynkowej układanki, w ramach której w trakcie wtorkowej sesji kapitał klasyczną, ale wysoką falą popłynął z USD w kierunku walut EM. Polski złoty był jednym z głównych beneficjentów tej kalibracji portfeli inwestorów. Najgłębsze zyski są oczywiście widoczne na parze z USD, gdzie kurs dolara przebił strefę czerwcowych minimów i zbliżył się do 3,65 zł. USD/PLN sukcesywnie pogłębia już ponad 4-letnie dołki. Na horyzoncie coraz śmielej pojawia się azymut 3,60 zł, który ma walory zarówno psychologiczne, jak i techniczne. PLN wyprowadził mocne uderzenie także w kierunku EUR, chociaż z powodu bliskiej relacji między tymi walutami spadek kursu euro nie był aż tak spektakularny. Kurs EUR/PLN w ciągu dwóch sesji wymazał 3 grosze z wykresu i ponownie znalazł się blisko 4,25 zł, gdzie można pokusić się o umiejscowienie punktu równowagi tej pary w dobiegającym końca drugim kwartale. Chociaż w tym momencie polski złoty wygląda na nienasyconego, to w nadchodzących miesiącach może w niego uderzyć nadchodzący coraz większymi krokami cykl obniżek stóp procentowych. Argumenty dla szybszego i głębszego luzowania stają coraz poważniejsze.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Cisza na placach budowy. Deweloperzy rezygnują z nowych inwestycji

Najnowsza informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w maju oraz pierwszych pięciu miesiącach bieżącego roku, zakomunikowała dość niepokojącą kontynuację średnioterminowej tendencji spadkowej głównych statystyk budownictwa mieszkaniowego.

Wyraźny trend spadkowy GUS-owskich statystyk budownictwa mieszkaniowego został ponownie potwierdzony w publikacji danych za maj. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl w dalszym ciągu w oczy rzuca się hamowanie aktywności inwestycyjnej deweloperów, nawet pomimo korekcyjnego odbicia w przypadku nowych pozwoleń na budowę. Może to świadczyć o obawach budowniczych mieszkań w kwestii perspektyw rozwoju koniunktury sprzedażowej nowych mieszkań już w najbliższych miesiącach.

Wyk.1 - Statystyki budownictwa mieszkaniowego GUS - V 22 - V 25

W ubiegłym miesiącu inwestorzy ruszyli ogółem z budową 19 tys. mieszkań, co jest rezultatem o prawie 4 proc. gorszym od uzyskanego w maju ub. roku i o 5 proc. licząc miesiąc do miesiąca. Coraz słabiej z nowymi inwestycjami wypadają deweloperzy z wynikiem zaledwie nieco ponad 11 tys. rozpoczętych lokali. To ponownie jeden z ich najsłabszych wyników licząc od połowy 2023 r.

Tymczasem od początku bieżącego roku w Polsce ruszyła budowa blisko 95 tys. mieszkań i domów, co oznacza 6 -procentowy regres w odniesieniu do analogicznego okresu ub. roku. Z kolei deweloperzy uzyskali wynik 59,5 tys. lokali, czyli o ponad jedną dziesiątą słabszy w relacji rok do roku. Take rezultaty jednoznacznie świadczą o postępującym hamowaniu koniunktury inwestycyjnej pierwotnego rynku mieszkaniowego.

Niestety niewiele lepiej prezentują się GUS-owskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym, choć w tym przypadku GUS zakomunikował niewielkie korekcyjne odbicie. W sumie w maju w ramach wszystkich form budownictwa pozyskano 20,7 tys. decyzji administracyjnych, co oznacza wzrost o 9 proc. względem poprzedzającego kwietnia, ale jednocześnie regres rzędu ponad 16 proc. w relacji rok do roku. Natomiast od początku roku inwestorzy pozyskali niespełna 103 tys., co oznacza spadek w relacji do analogicznego okresu ub.  roku o 14 proc.

Z kolei wynik deweloperskich pozwoleń na poziomie niespełna 12,7 tys. w maju i bez mała 65 tys. od początku roku komunikuje dość wyraźne odbicie mdm o 19 proc., jednak jednocześnie bardzo wyraźne tąpnięcie rdr odpowiednio o 26 i 24 proc. Tego typu statystyki zaliczają się do historycznie najsłabszych wyników pozyskiwania przez deweloperów przedmiotowych decyzji administracyjnych.

Jednoznacznie negatywny obraz stanu inwestycji mieszkaniowych w Polsce potwierdzają wolumeny lokali oddawanych do użytkowania. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl w tegorocznym maju było takich mieszkań w sumie zaledwie niespełna 15 tys., czyli aż o 9 proc. mniej niż miesiąc wcześniej i niecałe 2 proc. w relacji rok do roku. Z kolei wynik od początku roku rzędu 76,7 tys. lokali oddanych jest o ponad 3 proc. gorszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku.

Najnowsza informacja GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce ma tym samym ponownie zdecydowanie pesymistyczną wymowę. Tym razem szczególnie niepokojąco prezentują się statystyki mieszkań oddanych do użytkowania, które w maju zanotowały swoje wieloletnie dno notowań. Może to odzwierciedlać opóźnienia inwestycji lub wolniejsze zakończenia projektów deweloperskich.

Pomimo korekcyjnego odbicia pozwoleń na budowę deweloperów, które uznaje się za wiarygodny wskaźnik ich optymizmu inwestycyjnego, trudno nie dopatrzeć się słabnących nastrojów budowniczych mieszkań na sprzedaż lub wynajem. Widoczny regres zarówno w rozpoczęciach, pozwoleniach jak i lokalach oddanych do użytkowania sugerują ostrożniejsze podejście branży, która może reagować na niepewność ekonomiczną, rosnące koszty budowy, czy oczekiwania odnośnie stóp procentowych.

Co ciekawe, indywidualne inwestycje są bardziej stabilne, choć dane GUS pokazują ogólny spadek budownictwa indywidualnego, tempo tego spadku jest łagodniejsze niż w przypadku deweloperów.

Niestety, rynek budownictwa mieszkaniowego w Polsce coraz wyraźniej zwalnia. W maju zanotowano istotne statystycznie spadki w oddawanych i rozpoczynanych lokalach, podczas gdy liczba mieszkań w realizacji rośnie. To sygnał, że deweloperzy działają ostrożniej i wolniej niż rok wcześniej. W kolejnych miesiącach warto obserwować, czy dynamika się unormuje, szczególnie w odpowiedzi na ewentualne zmiany stóp procentowych lub stabilizację kosztów materiałów.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Polska znowu w kosmosie. Historyczny lot misji IGNIS z udziałem polskiego astronauty

25 czerwca 2025 roku o godzinie 8:31 czasu polskiego z przylądka Canaveral na Florydzie wystartowała misja IGNIS – pierwsza w historii Polski misja technologiczno-naukowa realizowana na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) z udziałem polskiego astronauty. To przełomowy moment dla polskiej nauki, technologii i gospodarki.Misja IGNIS

Na pokładzie kapsuły Crew Dragon, wyniesionej przez rakietę Falcon 9 firmy SpaceX, znalazł się Sławosz Uznański-Wiśniewski – inżynier i specjalista misji, który jako pierwszy Polak zasiądzie na ISS. Towarzyszą mu astronauci z Węgier, Indii i Stanów Zjednoczonych, tworząc międzynarodową załogę misji Ax-4. Po raz pierwszy od czterech dekad przedstawiciele Polski, Węgier i Indii wspólnie udają się na orbitę w ramach narodowych programów kosmicznych.

– Blisko dwa pokolenia czekały na ten moment – aż Polska wróci do udziału w badaniach i rozwoju technologii kosmicznych – mówił po starcie minister rozwoju i technologii Krzysztof Paszyk.

Nowa era polskiego sektora kosmicznego

Misja IGNIS to efekt współpracy Ministerstwa Rozwoju i Technologii z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA), sfinansowana przez polski rząd. Jej celem jest rozwój kompetencji naukowych, technologicznych i edukacyjnych w Polsce oraz realny udział naszego kraju w globalnym wyścigu technologicznym.

Polski astronauta spędzi 14 dni na ISS, gdzie przeprowadzi 13 eksperymentów naukowych przygotowanych przez polskie instytuty, uczelnie i firmy technologiczne. Będą to m.in. badania nad wykorzystaniem mikroglonów w medycynie, wpływem hałasu na organizm człowieka, komunikacją bez użycia mięśni czy testy algorytmów sztucznej inteligencji w warunkach mikrograwitacji.

– Kosmos to nie tylko marzenia o przyszłości. To także gospodarka, bezpieczeństwo i rozwiązania wpływające na codzienne życie – zaznacza minister Paszyk.

Nauka i edukacja ramię w ramię

Misja ma również wymiar edukacyjny. Aż 20% jej czasu zaplanowano na działania skierowane do dzieci i młodzieży. W czasie misji przewidziane są bezpośrednie połączenia z ISS, podczas których uczniowie z całej Polski będą mogli zadać pytania polskiemu astronaucie oraz śledzić demonstracje eksperymentów edukacyjnych. Towarzyszyć temu będą warsztaty, wykłady i pikniki naukowe w całym kraju.

– Misja IGNIS ma inspirować nowe pokolenia, rozbudzać ciekawość świata i budować przyszłe kadry polskiej nauki i inżynierii – podkreśla minister Paszyk.

Polska w gronie twórców, nie tylko uczestników

Prezes Polskiej Agencji Kosmicznej, dr Marta Ewa Wachowicz, podkreśla, że IGNIS to nie tylko symboliczny, ale i strategiczny krok. To dowód, że Polska nie jest już tylko uczestnikiem międzynarodowych misji, ale ich współtwórcą – z własnym wkładem merytorycznym, eksperymentalnym i edukacyjnym.

Wyniki misji mogą znaleźć zastosowanie nie tylko w sektorze kosmicznym, ale również w medycynie, neurotechnologii, systemach komunikacji czy biotechnologii. To potwierdzenie, że inwestowanie w technologie kosmiczne przekłada się na rozwój całej gospodarki.

Rynek magazynowy w Polsce dostosowuje się do nowej rzeczywistości

Polska gospodarka mocno odbiła w 2024 roku. Realny PKB wzrósł w tym roku o 2,9%, co oznacza znaczny wzrost w porównaniu z zaledwie 0,2% w 2023 roku. Ożywienie było napędzane głównie przez konsumpcję prywatną, wspieraną przez silny wzrost płac, zwiększone wsparcie rządowe dla gospodarstw domowych, poprawę zaufania konsumentów i złagodzenie presji inflacyjnej. Prognozuje się, że w 2025 r. realny PKB wzrośnie o 3,6%, podczas gdy w 2026 r. spodziewany jest umiarkowany wzrost, który powinien wynieść 3,1%.

Poziom zatrudnienia spadł w pierwszej połowie 2024 r., odzwierciedlając stłumioną aktywność gospodarczą w poprzednim roku, a stopa bezrobocia wyniosła 2,9% na koniec roku. W latach 2025 i 2026 spodziewany jest umiarkowany wzrost zatrudnienia, ograniczany przez stagnację siły roboczej i kurczącą się populację w wieku produkcyjnym. Oczekuje się jednak, że rosnąca stopa zatrudnienia wśród przesiedleńców z Ukrainy pozytywnie wpłynie na ogólny poziom zatrudnienia. Przewiduje się, że bezrobocie nieznacznie spadnie w 2025 i 2026 r., odpowiednio do 2,8% i 2,7%.

Inflacja HICP wyniosła 3,7% w 2024 roku. W 2025 r. prognozowany jest tymczasowy wzrost inflacji zasadniczej do 4,7%, spowodowany odmrożeniem cen energii i wzrostem akcyzy. Polska jest największą gospodarką w regionie Europy Środkowo-Wschodniej i jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek w Unii Europejskiej, szczycąc się również stabilnym rynkiem pracy z utrzymanymi konsekwentnie niskimi stopami bezrobocia. W rzeczywistości Eurostat sklasyfikował Polskę jako kraj o drugiej najniższej stopie bezrobocia w UE w 2024 roku.

Rynek magazynowy w Polsce – stabilizacja z nutą ostrożności

„Na początku 2025 r. polski rynek magazynowy wykazywał oznaki stabilizacji, której towarzyszyła rosnąca ostrożność wśród

zarówno deweloperów, jak i najemców. Gracze rynkowi coraz bardziej koncentrują się na ograniczaniu ryzyka w świetle zmieniającego się krajobrazu gospodarczego i geopolitycznego.” – zauważa Dorota Koseska, Director, Industrial Agency w Avison Young

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyły 35 mln mkw. Jest to jednak również sygnał spowolnienia przyszłego potencjału wzrostu. Powierzchnia niewynajęta osiągnęła rekordowy poziom 3 mln mkw, co przekłada się na średni wskaźnik pustostanów na poziomie nieco ponad 8%.

W I kw. dominowały renegocjacje umów najmu, które stanowiły ok. 60% transakcji, ponieważ najemcy przedkładali ciągłość operacyjną i kontrolę kosztów nad relokację lub ekspansję.

Nowe inwestycje uległy znacznemu spowolnieniu. W budowie pozostawało jedynie 1,4 mln mkw powierzchni, przy czym uwaga skupiona była na projektach typu (BTS/BTO). Projekty spekulacyjne są mniej powszechne i starannie zarządzane pod kątem ryzyka.

Czynsze utrzymywały się na stabilnym poziomie i wynosiły od 3,70 do 5,50 euro/mkw miesięcznie, w zależności od lokalizacji i jakości aktywów. Efektywne stawki czynszu znajdują się pod presją w regionach o wysokim poziomie pustostanów, co skłania wynajmujących do oferowania coraz bardziej konkurencyjnych warunków najmu.

Wysoką aktywność najemców odnotowano w Warszawie, na Górnym Śląsku, w Łodzi oraz Trójmieście, gdzie podpisano największą od początku roku umowę najmu.

Najwyższy poziom pustostanów odnotowano w Polsce Zachodniej i we Wrocławiu, gdzie wynajmujący stają się coraz bardziej elastyczni zarówno pod względem okresu najmu, jak i oferowanych stawek czynszu.

„W kontekście tego, co nas czeka, spodziewamy się utrzymania obecnych trendów. Przedłużenia umów najmu będą nadal dominować w popycie, podczas gdy deweloperzy pozostaną selektywni przy rozpoczynaniu nowych inwestycji. Nearshoring staje się kluczowym czynnikiem wzrostu, szczególnie w regionach przygranicznych. Polski rynek magazynowy przechodzi od szybkiej ekspansji do bardziej dojrzałej fazy, zdefiniowanej przez strategiczne, dostosowane do popytu inwestycje.” – dodaje Dorota Koseska.

Perspektywa najemców

Polski rynek magazynowy wykazuje tendencję do tworzenia korzystnych warunków dla najemców, zwłaszcza w regionach o wyższym poziomie pustostanów oraz w starszych lub mniej elastycznych obiektach.

Z kolei warunki sprzyjające wynajmującym dominują w lokalizacjach o ograniczonej dostępności, szczególnie w przypadku dużych powierzchni (>30 000 mkw). W takich przypadkach deweloperzy posiadający gotowe do wynajęcia obiekty mogą dyktować warunki, ponieważ dostępność często ma większe znaczenie niż cena, szczególnie przy czasie realizacji nowych inwestycji wynoszącym od 8 do 12 miesięcy.

„W rezultacie rynek staje się coraz bardziej hybrydowy, a przewaga leży po stronie tych, którzy są najlepiej przygotowani do zaspokojenia bieżącego popytu, czy to poprzez elastyczność, czy natychmiastową dostępność.” – podsumowuje Katarzyna Madej, Director, Industrial Agency w Avison Young

W ostatnich latach najemcy przestali poszukiwać standardowej powierzchni magazynowej na rzecz rozwiązań dostosowanych do ich potrzeb operacyjnych.

Kluczowe oczekiwania najemców wobec deweloperów:

  • Dostosowanie do konkretnych procesów (np. lekkiej produkcji, montażu, pakowania lub specjalistycznej logistyki)
  • Elastyczne warunki najmu i harmonogramy inwestycji (okres najmu, etapowe zajmowanie powierzchni, potencjał ekspansji)
  • Proaktywne wsparcie w całym projekcie, od doradztwa technicznego i uzyskiwania pozwoleń po terminową dostawę

Coraz większy nacisk kładzie się również na:

  • Zrównoważony rozwój z popytem na certyfikowane budynki (BREEAM, systemy oszczędzania energii i gotowość do wykorzystania energii odnawialnej)
  • Strategiczną lokalizację, w której dostęp do infrastruktury transportowej, siły roboczej i logistyka ostatniej mili przeważają nad kwestiami kosztowymi
  • Elastyczność partnera, który rozumie ich działalność i wspiera cały proces inwestycyjny.

Jakie trendy obserwujemy w tym roku?

„Nearshoring nabiera kształtu, a firmy przenoszą się bliżej Europy Zachodniej i Północnej. Polska, a zwłaszcza jej wschodnie i południowo-wschodnie regiony, korzystają ze swojej lokalizacji i infrastruktury.” – komentuje Łukasz Ciepły, Director, Industrial Agency w Avison Young

Regiony o wysokiej dostępności powierzchni konkurują o najemców – w zachodniej Polsce i na obszarach o wysokim poziomie pustostanów wynajmujący stoją w obliczu większej presji, co sprzyja elastycznym umowom najmu i zachętom finansowym, atrakcyjnym dla firm dbających o budżet.

„ESG staje się coraz ważniejsze w decyzjach najemców – najemcy wymagają obecnie standardów takich jak BREEAM, panele słoneczne i odzyskiwanie energii. – podkreśla Łukasz Ciepły – Nowoczesne, ekologiczne budynki mają przewagę nad starszymi magazynami.”

Nowe technologie odpowiadają na rosnące koszty operacyjne – niedobory siły roboczej napędzają inwestycje w automatyzację magazynów i inteligentne rozwiązania, zwłaszcza w centrach logistycznych i e-commerce.

Wewnętrzne nadużycia groźniejsze niż zewnętrzne ataki. Raport KPMG o „oszustach w garniturach”

Wewnętrzne nadużycia stanowią jedno z największych wyzwań dla organizacji na całym świecie – generują straty finansowe, podważają zaufanie i nierzadko prowadzą do kryzysów reputacyjnych. Jak pokazuje najnowszy raport KPMG „Global profiles of the fraudster”, za nadużyciami najczęściej stoją doświadczeni pracownicy często działający w grupach i wykorzystujący słabe punkty w mechanizmach kontrolnych. Najpowszechniejszą formą nadużycia pozostaje sprzeniewierzenie majątku, w szczególności defraudacje środków i nieprawidłowości w obszarze zakupów, występujące w różnych działach, od operacyjnych po biura zarządu. Co istotne, większość incydentów wykrywana jest dzięki sygnalistom lub innym nieformalnym źródłom informacji.

Mężczyzna w średnim wieku z wieloletnim stażem najczęstszym sprawcą nadużyć

Z raportu KPMG wynika, że typowy sprawca nadużycia to mężczyzna w wieku od 36 do 55 lat, posiadający wieloletni staż – często przekraczający sześć lat – i silną pozycję w organizacji. Osoba taka bywa postrzegana jako lojalna, godna zaufania, a nierzadko nawet inspirująca dla otoczenia. To właśnie ugruntowana pozycja w firmie oraz dostęp do strategicznych informacji i procesów sprawiają, że takie osoby mogą przez długi czas pozostawać poza podejrzeniami. Paradoksalnie, to nie outsiderzy, ale wysoko oceniani pracownicy najczęściej okazują się sprawcami nadużyć.

Najczęściej spotykanym rodzajem oszustwa jest sprzeniewierzenie majątku – w tym defraudacja środków finansowych oraz manipulacje w procesach zakupowych. Przypadki tego rodzaju stanowiły 52% wszystkich incydentów analizowanych w badaniu. Kolejną kategorią było fałszowanie dokumentacji (29%), które często wykorzystywano jako narzędzie ułatwiające sprzeniewierzenie środków. Kradzież aktywów stanowiła 24% analizowanych wykroczeń.

Korporacyjni oszuści najczęściej nie działają sami

Zgodnie z wnioskami z badania, do nadużyć dochodzi najczęściej w działach operacyjnych, finansowych, zakupowych oraz biurze zarządu – czyli tam, gdzie łączą się kompetencje decyzyjne, dostęp do środków finansowych i znajomość procedur. Wiele z tych sytuacji nie wynika z wyrafinowanych metod działania, ale z niewystarczającej kontroli lub nieefektywnych mechanizmów zgodności, które uniemożliwiają wykrycie drobnych nadużyć na wczesnych etapach.

Ponad połowa badanych przypadków (55%) dotyczyła działań grupowych – najczęściej sprawcy działali we współpracy z innymi – w grupach liczących od 2 do 5 osób. Współsprawcy to zazwyczaj inni pracownicy tej samej organizacji, ale coraz częściej aktywne stają się osoby spoza firmy – np. dostawcy lub partnerzy zewnętrzni.

Kluczową rolę w wykrywaniu incydentów odgrywają sygnaliści oraz inne nieformalne źródła informacji, co potwierdza znaczenie kultury organizacyjnej sprzyjającej zgłaszaniu nieprawidłowości.

Skuteczne wykrywanie nadużyć gospodarczych to dziś nie tylko kwestia technologii, ale przede wszystkim odpowiednio zaprojektowanego i konsekwentnie wdrażanego systemu zarządzania ryzykiem. Doświadczenie pokazuje, że wiele przypadków nieprawidłowości można było wykryć wcześniej – lub im zapobiec – gdyby w organizacji funkcjonowały sprawne mechanizmy compliance oraz kultura zgłaszania nieprawidłowości. Dlatego tak ważne jest, aby firmy regularnie weryfikowały swoje procedury, szkoliły pracowników i monitorowały obszary szczególnie narażone na ryzyko oszustw. Dzięki połączeniu audytu śledczego, analizy danych i wiedzy eksperckiej jesteśmy w stanie nie tylko identyfikować nieprawidłowości, ale też wspierać organizacje w budowaniu środowiska, w którym ryzyko nadużyć jest realnie ograniczane – mówi Iwona Sprycha, Partner w Dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Luki w kontroli wewnętrznej i brak nadzoru najczęstszymi przyczynami nadużyć

Do podstawowych przyczyn nadużyć zalicza się słabe lub niewłaściwie wdrożone mechanizmy kontroli wewnętrznej, brak nadzoru nad osobami na wyższych stanowiskach oraz zbyt duże zaufanie wobec długoletnich pracowników. Co istotne, niemal połowa zbadanych przypadków przekroczenia uprawnień gospodarczych została popełniona przez osoby, które wcześniej działały zgodnie z zasadami uczciwości i przejrzystości. To wyraźnie pokazuje, jak kluczowe jest ciągłe zarządzanie ryzykiem nadużyć – niezależnie od stażu pracy czy dotychczasowej reputacji zatrudnionych osób.

Jak ograniczyć ryzyko nadużyć gospodarczych?

Skuteczne ograniczanie ryzyka nadużyć gospodarczych wymaga wielowymiarowego podejścia. Kluczowe znaczenie ma wzmacnianie mechanizmów kontroli wewnętrznej oraz promowanie etycznej kultury pracy. Równie istotne jest usprawnianie mechanizmów wykrywania nadużyć i wspieranie transparentnej współpracy pomiędzy działami i pracownikami. Coraz większą wagę zyskuje także dokładna analiza postaw i priorytetów potencjalnych kontrahentów, a także dostosowywanie się do dynamicznych zmian technologicznych — w tym zapewnianie odpowiedniego poziomu cyberbezpieczeństwa.

O raporcie:         
Raport KPMG „Global profiles of the fraudster. The enemy within — profiling the corporate fraudster” powstał na podstawie badania przeprowadzonego wśród ekspertów ds. forensic z firm członkowskich KPMG na całym świecie. Każdy z nich wypełnił szczegółowy kwestionariusz dotyczący sprawców nadużyć, których działania zostały uprzednio zbadane na zlecenie poszkodowanej organizacji. W wielu przypadkach dochodzenie obejmowało także bezpośrednie rozmowy z oszustami, co pozwoliło na dogłębną analizę ich profilu oraz charakteru popełnionego przestępstwa. Raport opiera się na analizie 256 przypadków nadużyć badanych przez KPMG w ciągu ostatnich pięciu lat. Ponieważ część spraw dotyczyła więcej niż jednej osoby, w sumie w badaniu uwzględniono co najmniej 669 sprawców.

Kurs dolara podatny na sygnały z Fed. Rynki wyceniają wcześniejsze cięcia stóp

Wczorajsze półroczne przesłuchanie przewodniczącego Fed przed Izbą Reprezentantów USA nie przyniosło istotnych nowych informacji. Powell powtórzył dotychczasową linię retoryczną Rezerwy Federalnej, która wskazuje, że nie ma presji, by szybko dostosowywać politykę pieniężną, a decydenci mogą pozwolić sobie obserwowanie wpływu polityki handlowej USA na inflację i koniunkturę. Niemniej jednak bankier centralny przyznał, że wpływ ceł na inflację jest obecnie słabszy, niż zakładano w kwietniu. Może to utorować drogę do wcześniejszych cięć stóp procentowych, niż się jeszcze niedawno spodziewano.

Przesłuchanie miało miejsce w czasie, gdy wewnątrz Fed coraz wyraźniej widać różnice zdań. W poniedziałek członkini Zarządu Fed, Michelle Bowman, opowiedziała się za obniżką stóp już w lipcu, jeśli presja inflacyjna pozostanie ograniczona. Jej wypowiedź przyczyniła się do osłabienia dolara amerykańskiego. Podobne stanowisko prezentował wcześniej Christopher Waller, który uważa, że obecny poziom stopy funduszy federalnych jest o 1,25–1,5 punktu procentowego wyższy od poziomu neutralnego. Oba te nazwiska są wymieniane jako potencjalni następcy Powella w przyszłym roku, co dodatkowo nadaje ich głosom politycznego ciężaru.

Jednocześnie jednak inni członkowie FOMC zaczęli sygnalizować bardziej ostrożne podejście. Prezes oddziału Fed w Kansas City wyraził brak pośpiechu w kwestii łagodzenia polityki monetarnej, a Michael Barr zaznaczył, że realna gospodarka pozostaje w solidnej kondycji, co przemawia za utrzymaniem obecnego poziomu kosztu pieniądza.

W efekcie coraz wyraźniejsze stają się oznaki rosnących podziałów wewnątrz Fed. Konsensus, który jeszcze kilka miesięcy temu wydawał się spójny, zaczyna się „kruszyć”. Już w lipcu możliwa jest gorąca debata o zasadności obniżki stóp, zwłaszcza jeśli najbliższe dane inflacyjne nie wykażą wyraźniejszego wpływu ceł na ceny.

Taki scenariusz może wzmocnić oczekiwania rynkowe na dalsze luzowanie polityki pieniężnej. Od zeszłego tygodnia rynki wyceniły dodatkowe obniżki stóp o około 12 punktów bazowych do końca roku. Jeśli niejednolitość stanowisk wewnątrz FOMC będzie się pogłębiać, wycena ta prawdopodobnie wzrośnie. To natomiast zła wiadomość dla dolara, który może znaleźć się pod dalszą presją spadkową.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Booksy, Docplanner, teraz Ty? KAYA VC szuka nowych talentów z globalnym potencjałem

KAYA, znana z inwestycji w jednorożce z CEE, szuka kolejnych talentów startupowych w Polsce i regionie. Uruchamia właśnie fundusz o wartości 70 mln EUR.

  • KAYA to jeden z najbardziej doświadczonych i skutecznych funduszy venture w regionie CEE. Od kilkunastu lat wspiera founderów na etapie early stage, teraz rozpoczyna nową falę inwestycji.
  • Booksy, Docplanner, Jutro Medical czy Zeta Labs – to tylko niektóre z technologicznych perełek z Polski, które KAYA wsparła do tej pory, pomagając tym zespołom zbudować światowej klasy firmy.
  • W swoim piątym funduszu KAYA ma do dyspozycji 70 mln EUR. Planuje wesprzeć nawet 25 startupów w osiąganiu przez nie pozycji globalnych liderów, finansując je od etapu pomysłu do rundy A.

Warszawa, Praga 25 czerwca 2025 r. – KAYA, jeden z najbardziej uznanych funduszy venture capital w Europie Środkowo-Wschodniej, ogłosił tzw. first closing swojego piątego funduszu. Specjalizujący się w inwestycjach early-stage podmiot zebrał właśnie 70 mln EUR. Przeznaczy je na wsparcie innowacji technologicznych w CEE. Nowy fundusz koncentrować się będzie zwłaszcza na Polsce, Czechach i Słowacji. Rozpocznie też działalność w dla siebie nowych a szybko rozwijających się ekosystemach startupów, w tym w Bułgarii, na Węgrzech, w Chorwacji oraz Słowenii.

Fundusz, który w swej historii wspierał jedne z najbardziej znanych startupowych sukcesów w regionie, ma już swoją bogatą historię w Polsce. Poprzednie inwestycje KAYA obejmowały grupę znaczących, polskich startupów technologicznych, takich jak Booksy (w ubiegłym roku przekroczył 100 mln EUR przychodów) czy Docplanner (jest już w klubie jednorożców). Do szybko rozwijających się polskich firm wspieranych przez KAYA należą też m.in. Jutro Medical, Zeta Labs i Yoneda Labs. Efekt działań ekosystemu KAYA w regionie to również wzrost i rozwój słynnego czeskiego jednorożca Rohlik. Łącznie na dziś KAYA ma w swoim portfelu ponad 45 firm, a wartość jej udziałów w tych spółkach wynosi 350 mln EUR.

Teraz fundusz planuje wesprzeć do 25 startupów, od fazy pre-seed do serii A. Średnia wielkość inwestycji KAYA to zazwyczaj od 1 do 3 mln EUR. W przypadku spółek portfelowych osiągających wyjątkowo dobre wyniki, fundusz może łącznie przeznaczyć nawet 20 mln EUR w kolejnych rundach i poprzez współinwestycje z zaufanymi partnerami.

NOWI LIDERZY FUNDUSZU I ZAŁOŻYCIELE Z GLOBALNYMI ASPIRACJAMI

Sama KAYA wkracza w nową fazę ze wzmocnionym przywództwem. Jednym z członków zarządu funduszu został bowiem Karel Zheng, który pracuje w KAYA od 2018 r. – z wyjątkiem okresu, gdy prowadził własny startup.

– Jako przedstawiciel pokolenia Z zamierzam wnieść świeżą perspektywę kogoś, kto niejako „dorastał online”, jest połączony z globalnymi społecznościami i intuicyjnie rozumie, w jaki sposób dzisiejsi założyciele myślą o produkcie, kulturze i wpływie na otoczenie. Chcemy być w stanie szybciej rozpoznawać pojawiające się trendy, nie tracąc przy tym nic z dyscypliny i doświadczenia naszych starszych partnerów. Uważam, że połączenie tych perspektyw pokoleniowych daje KAYA przewagę konkurencyjną i pomoże nam efektywniej znaleźć kolejne, wyjątkowe firmy – podkreśla Karel Zheng.

– Ostatnia dekada pokazała, że w Europie Środkowo-Wschodniej pęcznieje pula talentów technologicznych, które przyczyniły się do wielu globalnych sukcesów – a KAYA stoi za wieloma z nich od prawie 15 lat. Szukamy założycieli z wielkimi marzeniami i odwagą, aby wejść na globalny rynek. Chcemy być ich pierwszymi i długoterminowymi partnerami: wchodzimy na wczesnym etapie i pozostajemy aktywni także wówczas, gdy ich firma rozwija się w prawdziwie światową, wpływową organizację – dodaje Tomas Obrtac, jeden z pięciu partnerów funduszu.

KAYA nie tylko inwestuje w technologię, ale także sama aktywnie wykorzystuje ją do usprawniania własnej działalności. Od 2018 r. rozwija autorską platformę danych, monitorującą globalną scenę startupów w czasie rzeczywistym i pomagającą wychwytywać wczesne sygnały dochodzące ze strony obiecujących firm. To właśnie ta możliwość cyfryzacji przyciągnęła niegdyś do zespołu Vaclava Ryslinka, wówczas studenta matematyki i fizyki. Dziś Ryslinek sam jest inwestorem, a dzięki jego pracy platforma stopniowo stała się ważnym narzędziem do identyfikowania nowych możliwości inwestycyjnych. Jego wykształcenie techniczne daje mu także mandat do głębokich dyskusji na temat technologicznych aspektów produktów, a tym samym pozwala budować silniejsze więzi i zrozumienie między inwestorami a założycielami startupów z inżynieryjnym DNA.

PONADPRZECIĘTNE ZWROTY I WIZJA PRZYSZŁOŚCI

– Cykl życia funduszu VC trwa zwykle ponad 10 lat, więc wiemy już, że nasze pierwsze trzy fundusze osiągają wyjątkowe zwroty. Uruchamiając piątą generację funduszu, mamy dobre wyczucie, jak dobrać odpowiedni rozmiar funduszu, tak aby był on odpowiedni do liczby możliwości inwestycyjnych dostępnych na rynku, a jednocześnie zapewniał wysokie zyski inwestorom. Pracujemy ze stabilną bazą inwestorów, ale dzięki dodaniu nowych podmiotów do naszego ekosystemu, zainteresowanie nowym funduszem okazało się wyższe niż oczekiwaliśmy – zauważa Tomas Pacinda, który dołączył do KAYA w 2015 r. i pracował m.in. w zarządach spółek Slevomat i Twisto, a ostatnio Footshop i Upheal.

Wśród inwestorów KAYA znajdują się przedsiębiorcy z Europy Środkowej, founderzy, a także międzynarodowe fundusze, duże instytucje i banki regionalne. Co ciekawe, od samego początku KAYA nie specjalizowała się w żadnej konkretnej branży ani segmencie biznesu.

– Naszym celem jest ciągłe myślenie o technologiach i trendach przyszłości. Kiedy zainwestowaliśmy w Rohlika, firma ta była niezrozumiana przez tradycyjnych inwestorów z sektora software’u i niemalże spisana przez nich na straty. Ale nie przez nas. Dlatego też aktywnie przyglądamy się różnym mniej tradycyjnym sektorom VC, takim jak m.in. biotechnologia, nowe materiały, opieka zdrowotna. Uważamy się za generalistów, tj. fundusz, który nie jest przywiązany do żadnej konkretnej domeny. Wierzymy, że rozumiemy nastroje, mentalność przedsiębiorców pochodzących z Europy Środkowo-Wschodniej i możemy ich wspierać w dowolnym miejscu na świecie – mówi Martin Rajcan, który mieszka w Londynie i pracuje głównie z założycielami pochodzącymi z CEE a zlokalizowanymi poza regionem.

Rajcan wcześniej pracował w KKR (private equity), był aniołem biznesu, by następnie w roli dyrektora zarządzającego pomóc niemieckiemu startupowi software’owemu Priori Data w udanym exicie w 2018 r.

WSPARCIE W ROZWOJU: EKSPERCI I KAPITAŁ UZUPEŁNIAJĄCY

14 lat doświadczenia na rynku nauczyło KAYA, że młode firmy potrzebują pomocy szczególnie w 2 obszarach. Pierwszym z nich jest dostęp do ekspertów, którzy mogą skutecznie doradzać założycielom w wielu kwestiach. KAYA oferuje swoim spółkom portfelowym dostęp do grona ekspertów, mających doświadczenie w prowadzeniu własnych firm lub budowaniu i skalowaniu globalnych firm. Sieć ta obejmuje np. Tomasa Cupra – czeskiego przedsiębiorcę i założyciela pierwszego czeskiego jednorożca Rohlik, eksperta AI i założyciela EquiLibre Technologies Martina Schmida, Juraja Masara i Veronikę Kolejak z Better Stack, Michala Valko, który pracował z Markiem Zuckerbergiem nad Llama 3, oraz Jakuba Jurovycha, który stoi za Deepnote.

Drugim obszarem, w którym założyciele potrzebują pomocy, jest zabezpieczenie kolejnych inwestycji. Ponieważ proces budowania relacji i zaufania jest długotrwały, KAYA pomaga inwestorom przyspieszyć rozmowy z innymi funduszami, które dobrze zna i z którymi współpracuje od wielu lat. Należą do nich m.in. brytyjsko-amerykański Index Ventures, europejski Creandum, Goldman Sachs oraz globalne fundusze, takie jak EQT.

Sektor BSS w Polsce rośnie mimo globalnych turbulencji. Zatrudnienie wzrosło o 6,2%

Wyprzedzić zmianę: strategiczne wyzwania i szanse dla sektora usług biznesowych w Polsce.

Najnowszy raport ABSL komentuje Piotr Wierzbicki, CEO Capgemini Polska:

Opublikowany dziś raport ABSL „Sektor usług biznesowych w Polsce 2025” jednoznacznie potwierdza wyjątkową pozycję Polski jako kluczowego gracza na globalnym rynku usług biznesowych. Sektor, obejmujący ponad 2 081 aktywnych centrów i zatrudniający blisko 489 000 specjalistów na koniec I kwartału 2025 r., stanowi dynamiczny motor konkurencyjności polskiej gospodarki. Jego udział w PKB na poziomie 5,7%, a także 7,6% udziału w zatrudnieniu w sektorze przedsiębiorstw, świadczą o jego rosnącym znaczeniu. Pomimo globalnych wyzwań sektor odnotował 6,2% wzrost zatrudnienia rok do roku, a scenariusz optymistyczny zakłada osiągnięcie poziomu 523 000 miejsc pracy do 2026 r.. Polska, dzięki wysoko wykwalifikowanym i elastycznym specjalistkom i specjalistom, umacnia swoją pozycję jako kluczowy węzeł europejskiej gospodarki usługowej.

Choć sektor usług biznesowych w Polsce dynamicznie się rozwija, działa w otoczeniu pełnym wyzwań — niestabilnym, trudnym do przewidzenia i coraz bardziej złożonym. Rosnące napięcia geopolityczne, takie jak globalne przetasowania handlowe i utrata zaufania do stabilnych łańcuchów dostaw — w tym szok wywołany ogłoszeniem 2 kwietnia 2025 r. szerokich ceł przez nową administrację USA — tworzą presję na dostosowanie modeli operacyjnych. Dodatkowo, niedobór wykwalifikowanych specjalistów na kluczowych stanowiskach oraz szybkie zmiany technologiczne, związane z wdrażaniem AI, automatyzacją i przebudową procesów biznesowych, wymagają od organizacji szybkiej reakcji. W takim środowisku sektor nie może pozwolić sobie na stagnację. Konieczne jest konsekwentne wdrażanie rozwiązań sprzyjających większej elastyczności, efektywności i innowacyjności. Polska staje się nie tylko zapleczem operacyjnym, ale strategicznym centrum kompetencji, które ma potencjał, by aktywnie kształtować przyszłość globalnych usług.

Kluczem do dalszego rozwoju sektora jest inwestowanie w talenty i technologię — dwa fundamenty transformacji. Sztuczna inteligencja (AI), w tym generatywna AI (GenAI), jest postrzegana jako strategiczna szansa przez 84,6% firm działających w branży. Wymaga to jednak świadomego budowania własnych kompetencji w tym obszarze. Niezbędne jest rozwijanie umiejętności związanych z AI na wszystkich poziomach organizacyjnych. Choć 90% polskich liderów i liderek już wykorzystuje AI do wzmacniania zdolności poznawczych zespołów, wciąż widoczna jest luka kompetencyjna: zaledwie 35% pracowników i pracownic przeszło odpowiednie szkolenia z zakresu AI. Firmy muszą działać szybko, by zapewnić, że pracownicy i pracownice przyszłości — niezależnie od stanowiska — będą dysponować praktyczną wiedzą w tym obszarze.

Aby utrzymać tempo rozwoju, sektor musi pozostać zwinny i elastyczny w podejściu do organizacji pracy. Coraz większe znaczenie zyskuje model, w którym zadania są dzielone na mniejsze elementy i przypisywane zespołom w sposób dostosowany do ich kompetencji oraz dostępności. Takie podejście pozwala lepiej wykorzystywać potencjał pracowników, zwiększa wydajność i pozytywnie wpływa na satysfakcję z pracy. Kultura ciągłego uczenia się i szybkiego dostosowywania się do zmian staje się ważnym wyróżnikiem konkurencyjnym. Jednocześnie sektor przechodzi transformację — od tradycyjnych modeli usług do generatywnych usług biznesowych, które opierają się na automatyzacji, sztucznej inteligencji oraz elastycznym, modułowym podejściu do świadczenia usług. Dzięki temu firmy nie tylko usprawniają operacje, ale również aktywnie tworzą nową wartość dla klientów.

Polski sektor usług biznesowych ma solidne podstawy, by umacniać swoją pozycję w globalnym ekosystemie. Jego przyszłość będzie zależeć od umiejętnego łączenia technologii, talentów i elastycznych modeli działania. To dobry moment, by nie tylko efektywnie reagować na zmiany, ale z ambicją — i kompetencją — kształtować globalne standardy, a nie jedynie się do nich dostosowywać.

Firmy lekceważą „czerwone flagi”

Polskie firmy coraz częściej wybierają restrukturyzację jako sposób na uniknięcie bankructwa. Konsekwencją tego jest spadek liczby sądowych orzeczeń o upadłości. W 2024 roku aż 4,5 tys. firm zdecydowało się na restrukturyzację. Niestety, dla wielu z nich decyzja o ułożeniu się z dłużnikami okazuje się mocno spóźniona. Dlaczego tak się dzieje i jak temu zapobiec?

Według danych Krajowego Rejestru Długów, 18 procent firm, które ostatecznie decydują się na restrukturyzację już od dwóch lat figuruje w bazie dłużników. A 25 procent przedsiębiorców, którzy zdecydowali się na zrestrukturyzowanie, od roku ma status mocno zadłużonych. Firmy coraz chętniej decydują się na restrukturyzację, jednak dla wielu z nich jest już za późno. Dlaczego?

Przedsiębiorcy często zwlekają z decyzją o skorzystaniu z pomocy doradcy restrukturyzacyjnego. Przyczyną jest bagatelizowanie problemów przedsiębiorstwa lub trudność w przyznaniu się przed sobą do „porażki”. Tymczasem zaproszenie specjalisty do przeprowadzenia analizy stanu firmy to nie jest porażka. – mówi Konrad Latoch z kancelarii Lege Restrukturyzacje.

Kiedy pojawiają się „czerwone flagi”, które powinny dać do myślenia przedsiębiorcy i zmusić go do działania?

Pierwszym sygnałem nadchodzących problemów jest zwłoka w opłacie faktury przy jednoczesnym braku perspektyw jej zapłaty w bliskiej przyszłości. Dużo poważniejsze w skutkach jest toczące się przeciwko przedsiębiorcy postępowanie sądowe o kwotę przewyższającą możliwości firmy (istnieje duże ryzyko przegrania tej sprawy). Ostatnim momentem na decyzje jest zwłoka w spłacie rat kredytów, która uprawnia podmiot finansowy do wypowiedzenia umowy pożyczki i postawienia całego długu w stan natychmiastowej wymagalności. Przeczekanie, zwłaszcza tej ostatniej sytuacji, prowadzi firmę już tylko do bankructwa.

Często przedsiębiorcy w kryzysie zgłaszają się do specjalistów, gdy jest już za późno. Wówczas restrukturyzacja firmy nie jest możliwa i zostaje tylko ogłoszenie upadłości. Odbudowanie firmy w sensie operacyjnym oraz wizerunkowym po upadłości jest niezwykle trudne i najczęściej niemożliwe. wyjaśnia Konrad Latoch z kancelarii Lege Restrukturyzacje.

Zdaniem eksperta, restrukturyzacja nie jest ucieczką od długów. Wręcz przeciwnie, wcześnie rozpoczęta pokazuje, że firma chce działać uczciwie i chce naprawić trudną sytuację. Restrukturyzacja zwiększa także szansę na korzystne układy z wierzycielami, np. rozłożenie długów na raty czy umorzenie części zobowiązań.

– Statystyki mówią same za siebie. Efektywność postępowań upadłościowych wynosi w Polsce około 12 procent i nie każdy dłużnik może z tego skorzystać. Skuteczność restrukturyzacji to około 70 procent.podsumowuje Konrad Latoch.

Polski sektor IT zmienia priorytety. 40% firm planuje rekrutacje, 17% redukcje

Jak wynika z analizy firmy rekrutacyjnej Experis, 17% pracodawców z branży IT planuje redukcje etatów w trzecim kwartale 2025 roku, 40% organizacji deklaruje chęć rekrutacji, a 42% nie przewiduje zmian kadrowych. Najczęstszą przyczyną zakończenia współpracy z pracownikiem jest zamknięcie tymczasowego projektu oraz spadek popytu na usługi firm. Z danych Job Market Insights wynika, że liczba ofert pracy w sektorze IT spada drugi miesiąc z rzędu, plasując się w maju na poziomie 31 829 – wobec 32 482 w kwietniu i 33 443 w marcu.

Prognoza rekrutacyjna dla branży IT w Polsce na czas od lipca do końca września wynosi +23%. Oznacza to niewielki wzrost o 2 punkty procentowe w porównaniu z poprzednim kwartałem oraz o 1 punkt procentowy rok do roku. Dla porównania, ogólna prognoza zatrudnienia dla Polski kształtuje się na poziomie +11%.

4 na 10 firm IT planuje powiększać zespoły

40% firm z sektora IT w Polsce planuje rekrutacje w nadchodzących miesiącach. Najczęściej wskazywanymi powodami takiego podejścia są rozwój organizacji (46%), dążenie do utrzymania przewagi konkurencyjnej, a co za tym idzie chęć pozyskania nowych kompetencji (38%) oraz ekspansja na nowe rynki (33%). Po drugiej stronie skali znajdują się plany redukcji zatrudnienia, które deklaruje 17% pracodawców z tej branży. Najczęściej wskazywane przez nich powody to zakończenie projektów (60%), spadek popytu na usługi lub produkty firmy (30%) oraz zmiany rynkowe ograniczające zapotrzebowanie na wybrane specjalizacje (30%).

Jak podkreśla Anna Nowakowska, kierownik zespołu Experis Perm, polskie firmy IT, mimo globalnych zwolnień w Big Techach, nadal intensywnie rekrutują, co wynika między innymi z rosnącego zapotrzebowania na kompetencje technologiczne związane z cyfryzacją, chmurą i cyberbezpieczeństwem. – Struktura naszego krajowego rynku oparta jest głównie na małych i średnich przedsiębiorstwach, software-house’ach i centrach usług wspólnych, co sprawia, że jest on mniej podatny na globalne kryzysy. Polska pozostaje też ważnym hubem outsourcingowym i nearshoringowym dla Europy, a dodatkowo dynamicznie rozwija strategiczne sektory, jak fintech czy e-administracja. Na wysoką prognozę rekrutacyjną firm wpływają też inwestycje w cyfryzację sektora publicznego i prywatnego, wspierane przez środki unijne. Prognozy nie są więc wyrazem optymizmu, lecz odpowiedzią na realne potrzeby rynku i deficyt talentów IT – dodaje ekspertka.

Stabilność w IT priorytetem dla niemal połowy firm

Aż 42% przedsiębiorstw z sektora IT nie planuje zmian kadrowych w nadchodzącym kwartale. Najczęściej wskazywanymi przyczynami są odpowiednie dopasowanie obecnego zespołu do celów firmy (48%), stabilna sytuacja rynkowa, która nie wpłynie na potrzebę zwiększenia zespołu (36%) oraz strategia organizacyjna koncentrująca się na utrzymaniu obecnej kadry (28%). Na decyzję o utrzymaniu obecnego poziomu zatrudnienia wpływa także brak planowanych ekspansji czy dużych projektów w najbliższym czasie (28%).

– Po latach intensywnego wzrostu obserwujemy wyraźne ograniczenie planów ekspansji, co sygnalizuje wejście sektora IT w fazę stabilizacji i dojrzałości. W czasie pandemii wiele firm musiało przyspieszyć transformację cyfrową, realizując w 1-2 lata projekty, które pierwotnie planowano na 5-10 lat, aby zapewnić ciągłość działania i dostępność usług online. Obecnie nasi klienci coraz częściej podkreślają, że aktualnie koncentrują się na konsolidacji procesów, podnoszeniu efektywności operacyjnej i jakości świadczonych usług, a także lepszym wykorzystaniu już zatrudnionych specjalistów. To naturalny etap rozwoju, w którym priorytetem staje się optymalizacja i skupienie się na realnej wartości biznesowej projektów, a nie dalsze skalowanie zespołów – zaznacza Nowakowska.

Sytuacja w polskim sektorze IT wpisuje się w globalny trend

Na tle globalnych danych sektor IT nadal utrzymuje relatywnie silną pozycję, choć nie tak dynamiczną, jak przed kilkoma laty. Wśród ośmiu analizowanych branż, IT osiąga najwyższy wskaźnik rekrutacyjny na świecie – prognoza netto zatrudnienia globalnie wynosi +36%.

Zdaniem Nowakowskiej, choć tempo wzrostu branży IT w naszym kraju jest niższe niż globalna średnia, Polska nadal wyróżnia się w Europie Środkowo-Wschodniej, wraz z rosnącym zapotrzebowaniem na kompetencje w obszarze chmury, AI, cyberbezpieczeństwa i inżynierii oprogramowania. – Największy wzrost rekrutacji w całej gospodarce notują obecnie Zjednoczone Emiraty Arabskie, a zaraz po nich Indie, gdzie IT odgrywa kluczową rolę. To poziom, który Polsce trudno będzie osiągnąć, biorąc pod uwagę skalę rynku i dostępność talentów. Jednocześnie rynki takie jak Argentyna, Węgry czy Rumunia wykazują większą ostrożność inwestycyjną, co z drugiej strony podkreśla relatywną odporność polskiego sektora IT – komentuje ekspertka.

ManpowerGroup zapytał pracodawców o przyczyny rekrutacji nowych pracowników, redukcji etatów oraz braku zmian w liczbie zatrudnionych. Pracodawcy wskazując na powody zmian personalnych mogli wybrać maks. 3 odpowiedzi. Badanie zostało przeprowadzone globalnie, w terminie 1-30.04.2025. Na świecie wzięło w nim udział ponad 40 000 firm, z czego w Polsce było to 524.

Presja płacowa w IT słabnie. Liczy się jakość, nie ilość

Po okresie intensywnych przetasowań i kryzysu związanego z globalnymi zwolnieniami, sektor IT wchodzi w etap stabilizacji – zarówno pod względem liczby ofert pracy, jak i poziomu wynagrodzeń. Z „Raportu wynagrodzeń i trendów w IT” opracowanego przez Grafton Recruitment wynika, że polski rynek IT dojrzewa i redefiniuje priorytety kompetencyjne.

AI i dane napędzają rynek

W centrum zainteresowania firm pozostają obszary sztucznej inteligencji, data science oraz rozwiązań chmurowych, co nie pozostaje bez wpływu na wysokość wynagrodzeń. Wśród najlepiej opłacanych ról dominują stanowiska związane z architekturą AI – przeciętne wynagrodzenie AI Architecta sięga do 40 000 zł brutto miesięcznie. Trochę mniej zarabiają MLOps Engineer i GenAI Engineer (23 000–28 000 zł), a także Data Architect (28 000-35 000 zł) i Data Scientist (21 000-28 000 zł). Wysokie stawki osiągają także Big Data Developer (26 000-32 000 zł), NLP Engineer (20 000-26 000 zł) i Computer Vision Engineer (19 000-25 000 zł).Tabele wynagrodzeń. Raport IT Grafton Recruitment

Presja płacowa słabnie

Raport pokazuje wyraźne wyhamowanie dynamiki wynagrodzeń. O ile w 2023 roku wzrost płac wyniósł ponad 14%, obecnie ustabilizował się na poziomie 10,1%. To efekt zarówno spadku inflacji (z 17% do 5,4%), jak i ostrożniejszego podejścia firm do polityki wynagrodzeń. Podwyżki wprowadzane z automatu przestają być normą – decyzje płacowe coraz częściej uzależnione są od konkretnych kompetencji.

Widoczna jest także większa elastyczność po stronie kandydatów. Po fali zwolnień w latach 2022–2024 wielu z nich skłonnych jest dziś zaakceptować wynagrodzenie zbliżone do dotychczasowego w zamian za większą stabilność zatrudnienia.

– Dojrzewający rynek premiuje elastyczność i kompetencje, które realnie wspierają realizację celów biznesowych. Dlatego w cenie są dziś specjaliści, którzy potrafią pracować na styku technologii i strategii – rozumieją potrzeby organizacji, potrafią przekładać je na rozwiązania IT i jednocześnie komunikować ich biznesową wartość interesariuszom – mówi Agata Jemioła, Branch Manager w Grafton Recruitment.

Rynek pracy się odbudowuje

Dane z raportu Grafton Recruitment wskazują, że sektor IT, choć wciąż nie wrócił do poziomu sprzed spowolnienia, notuje wyraźne oznaki rozwoju. Wskaźnik popytu na role IT w I kwartale 2025 roku osiągnął poziom 0,90 względem analogicznego okresu w 2023 roku. Dla porównania, ogólny wynik dla rynku pracy w Polsce wynosi obecnie 1,04 – oznacza to, że dynamika rekrutacji w IT pozostaje poniżej średniej rynkowej.

Jednocześnie obserwujemy wyraźne przyspieszenie w obszarach strategicznych, takich jak AI, big data i rozwiązania chmurowe. W pierwszym kwartale 2025 roku zapotrzebowanie na specjalistów AI/ML było niemal dwukrotnie wyższe niż dwa lata temu. To efekt intensyfikacji wdrożeń rozwiązań opartych na AI w organizacjach, które coraz częściej przekształcają te technologie w kluczowe zasoby operacyjne.Popyt na role. Raport IT Grafton Recruitment

Dojrzałość rynku wymusza nowe strategie

Rosnąca dojrzałość polskiego rynku IT znajduje odzwierciedlenie w strategiach zatrudnienia. Firmy coraz częściej odchodzą od masowego skalowania zespołów na rzecz selektywnego pozyskiwania doświadczonych ekspertów. Maleje liczba ofert dla juniorów, co potwierdzają dane o spadającej liczbie aplikacji i niższych widełkach płacowych w tej grupie.

– Rynek rezygnuje z podejścia  „ilościowego” na rzecz jakości. Kompetencje AI, data i cloud to dziś nie tylko przewaga technologiczna, ale też fundament modelu biznesowego. Zdolność ich integracji z celami operacyjnymi firmy to realny miernik wartości pracownika IT – podkreśla Joanna Wanatowicz, Dyrektor Zarządzająca Grafton Recruitment.

O raporcie: W raporcie prezentowane są wyniki badania przeprowadzonego metodą CAWI w okresie od kwietnia do maja 2025 roku. Wzięło w nim udział 187 respondentów, wśród których 161 osób zadeklarowało aktualne zatrudnienie w sektorze IT.

Przedsiębiorcy zyskali oręż w sporach o zwrot VAT – ważny wyrok WSA

Termin zwrotu podatku VAT nie może zostać przedłużony w ramach postępowania odwoławczego. Postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu może być wydane tylko w momencie prowadzenia postępowania w danej procedurze, a więc nie w sytuacji, gdy sprawa trafi do ponownego rozpatrzenia.

Tak, na korzyść przedsiębiorcy, orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi  w wyroku z 9 kwietnia 2025 r.

Oznacza to, że postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu VAT może zostać zastosowane tylko przez organ I instancji, który prowadzi postępowanie w danej procedurze i to on decyduje o tym, czy zasadność zwrotu wymaga dodatkowego zweryfikowania. Jeśli organ odwoławczy uchyli decyzję organu I instancji i przekaże mu sprawę do ponownego rozpoznania, to nie ma on już możliwości ponownego przedłużenia terminu zwrotu VAT.

Kontrole podatkowe

Nadal niezapełniona w poprzednich latach luka w VAT powoduje każdego roku intensywną aktywność organów podatkowych. W 2023 r. urzędy skarbowe wykryły w ramach kontroli podatkowych i czynności sprawdzających uszczuplenia na kwotę 9,5 mld zł, czyli więcej niż rok wcześniej (ok. 9 mld zł). Od 2023 r. rośnie również liczba kontroli VAT, podczas gdy przez osiem poprzednich lat dominowały kontrole w zakresie podatków dochodowych (PIT, CIT). Urzędy skarbowe zatrzymują też coraz więcej zwrotów VAT. Wracają również sprawy karuzeli podatkowych, szczególnie dotyczących usług budowlanych. Organy podatkowe interesują się także m.in. usługami niematerialnymi, ale nie tylko.

Karuzela VAT i fikcyjne faktury

Naczelnik urzędu skarbowego przeprowadził w jednej z firm kontrolę podatkową m.in. w zakresie rozliczeń z 2016 r., w wyniku której stwierdził, że faktury dokumentujące nabyte przez nią tekstylia są fikcyjne. Uznał, że firma uczestniczyła w karuzeli podatkowej, w której nabywała tkaniny od kontrahenta w Polsce, a dostawy kierowane były na Słowację. W 2019 r. wydał decyzję, w której określił przedsiębiorcy ponad 63 tys. zł zwrotu VAT zamiast wykazanych przez niego w deklaracji do zwrotu 432 tys. zł.

Trzykrotne przedłużenie terminu zwrotu VAT

W 2021 r. dyrektor izby administracji skarbowej podtrzymał decyzję naczelnika w mocy. Na początku 2022 r. uchylił ją sąd, a w listopadzie 2023 r. jego wyrok podtrzymał NSA. Pół roku później DIAS zastosował się do wyroku i uchylił w całości decyzję organu I instancji, zwracając mu sprawę do ponownego rozpatrzenia. Następnie, od sierpnia 2024 r. naczelnik urzędu skarbowego trzykrotnie przedłużał termin zwrotu VAT pozostałych 369 tys. zł, i trzykrotnie jego postanowienia w tej sprawie podtrzymywał w mocy dyrektor izby administracji skarbowej.

Trzeba czasu na zgromadzenie dowodów

Dyrektor IAS tłumaczył, że tak długo prowadzone postępowanie w tej sprawie to „wina” Naczelnego Sądu Administracyjnego, który w swoim wyrok zwrócił uwagę, że organy podatkowe nie zdołały jednoznacznie, zrozumiale i przekonująco, wyjaśnić, na czym polegało zarzucanie przez nie przedsiębiorcy oszustwo podatkowe. Dlatego też zasadnym było prowadzenie tego postepowania tak długo, aż urzędnicy zgromadzą dowody na rzeczywiste uszczuplenie przez przedsiębiorcę wpływów Skarbu Państwa.

Zasady zwrotu VAT

Na początku 2025 r. pełnomocnik przedsiębiorcy wniósł skargę do WSA w Łodzi, wnosząc o uchylenie decyzji organu II instancji i zasądzenie zwrotu kosztów postępowania. Sąd poddał pod analizę treść art. 87 ust. 2 ustawy o podatku od towarów i usług. Przepis ten stanowi, że zwrot VAT następuje w zasadniczym terminie 60 dni liczonych od dnia złożenia przez podatnika rozliczenia w tym podatku, z którego wynika zwrot. Jeśli jego zasadność wymaga dodatkowego zweryfikowania, naczelnik urzędu skarbowego może przedłużyć ten termin do czasu zakończenia weryfikacji rozliczenia podatnika dokonywanego w ramach czynności sprawdzających, kontroli podatkowej lub postępowania podatkowego, albo postępowania kontrolnego. Po zakończeniu weryfikacji pozytywnym dla podatnika wynikiem, organ zobowiązany jest dokonać na jego konto zwrotu wraz z odsetkami.

Przesłanki przedłużenia terminu zwrotu VAT

W oparciu o ww. regulację sąd stwierdził, że aby mogło dojść do skutecznego przedłużenia terminu zwrotu podatku, muszą zostać spełnione łączenie 3 przesłanki: termin do dokonania zwrotu jeszcze nie upłynął, weryfikacja odbywa się w toku czynności sprawdzających, kontroli podatkowej, postępowania podatkowego albo kontrolnego, oraz powzięcie przez organ przekonania o konieczności dodatkowej weryfikacji co najmniej z uprawdopodobnionych powodów. Co istotne, mając na uwadze treść wyroku NSA wydanego w składzie 7 sędziów z 23 kwietnia 2018 r. (sygn. I FSK 255/17), termin zwrotu VAT może zostać skutecznie przedłużony tylko gdy przed jego upływem podatnikowi doręczy się postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu. Po upływie tego terminu przedłużanie terminu zwrotu podatku jest niemożliwe, bo wraz z jego upływem podatnik nabiera prawa do zwrotu. Poza tym, skoro termin na zwrot VAT upłynął, to nie ma czego przedłużać. Jak orzekł łódzki sąd – w tym przypadku nie ma znaczenia, że istnieją uzasadnione wątpliwości co do prawidłowości rozliczenia podatku przez skarżącego.

Tylko organ I instancji może przedłużać zwrot VAT

WSA dodatkowo podzielił wyrażane w orzecznictwie stanowisko, że skoro weryfikacja rozliczenia podatnika ma być dokonywana w ramach określonych postępowań, to postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu podatku może być wydane tylko w momencie prowadzenia tych postępowań, a więc nie może zostać wydane w trakcie postępowania odwoławczego. Oznacza to, że postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu VAT może zostać zastosowane tylko przez organ I instancji, który prowadzi postępowanie w danej procedurze i to on decyduje o tym, czy zasadność zwrotu wymaga dodatkowego zweryfikowania.

Po uchyleniu decyzji nie jest możliwe wydanie postanowienia o przedłużeniu

Sąd zauważył, że co prawda w tej sprawie zaskarżone postanowienie o przedłużeniu z grudnia 2024 r. zostało wydane w czasie trwania postępowania przed organem I instancji, jednak postępowanie to toczy się przed tym organem ponownie – po uchyleniu przez DIAS wcześniejszej decyzji naczelnika US z października 2019 r. A po uchyleniu decyzji nie jest możliwe wydanie postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu VAT, organ I instancji nie nabywa bowiem w skutek uchylenia takich uprawień (wyrok WSA w Łodzi, z 9 kwietnia 2025 r., sygn. akt I SA/Łd 100/25).

Kontrole podatkowe – jak się przygotować?

Jak przygotować firmę do kontroli podatkowej? Kluczowe jest uporządkowanie dokumentacji finansowo-księgowej. Warto stworzyć system archiwizacji i obiegu dokumentów, który ułatwi przebieg kontroli. Przeprowadzanie regularnych audytów wewnętrznych pozwala na wykrycie ewentualnych nieprawidłowości zanim zostaną one zauważone przez kontrolerów. Współpraca z doradcą podatkowym również może pomóc w rozwiązywaniu problemów podatkowych, a także w przygotowaniu się do ewentualnej kontroli. Warto pamiętać, że konsekwencje zakwestionowania rzeczywistego charakteru czynności opodatkowanych mogą być poważne, również w zakresie odpowiedzialności karnej i karnoskarbowej.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający w Kancelarii Prawnej Skarbiec, specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz reprezentacji przedsiębiorców w toku kontroli podatkowych i obronie przed urzędniczym bezprawiem

Dokąd zmierza ESG? Raport Pekao o przyszłości zielonej transformacji w Europie

0

Po latach szybkiego rozwoju polityka klimatyczna Unii Europejskiej znalazła się na rozdrożu. Spadek emisyjności europejskiej gospodarki został osiągnięty, ale towarzyszył temu znaczny wzrost kosztów energii i przegrana w rywalizacji z Chinami o prymat w zielonych technologiach. Wszystko to wymaga korekty kursu i zawężenia priorytetów. Komisja Europejska już zaczęła to robić liberalizując m.in. standardy emisji dla branży motoryzacyjnej oraz wymogi raportowania ESG. To jednak najpewniej nie koniec zmian. W swoim najnowszym raporcie: „Dokąd zmierza ESG?” ekonomiści Pekao analizują, jakie obszary polityki klimatycznej UE zyskają a jakie stracą na znaczeniu w najbliższej dekadzie.

Polityka ESG narodziła się w erze niskich stóp procentowych i spokoju w relacjach międzynarodowych. Teraz weszliśmy w erę rywalizacji pomiędzy krajami i drogiego kapitału. Stany Zjednoczone odwróciły się od ESG, aby poprawić konkurencyjność własnej gospodarki. Stwarza to presję na Unię Europejską by albo obniżyła koszty własnej polityki klimatycznej, albo dowiodła, że warto je ponosić w imię budowy przewag konkurencyjnych w zielonych technologiach. Czarnym koniem w tym wyścigu są Chiny  – zauważa dr Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista Banku Pekao S.A.

Największym wyzwaniem polityki ESG jest transformacja energetyczna. Jej pierwszy etap, czyli budowę mocy OZE – jak zauważają autorzy raportu – mamy już jednak za sobą. Energetyka odnawialna w sprzyjających warunkach pogodowych w większości krajów UE jest już w stanie zaspokoić ponad 100 proc. zapotrzebowania na energię. Na dużo więcej OZE w obecnych warunkach nie ma miejsca w systemie. Pytanie co dalej. Zdaniem ekonomistów Pekao wysiłek regulatorów rynku i biznesu skieruje się ku magazynowaniu energii, zarówno elektrycznej, jak i ciepła. Sprzyjają temu zarówno względy biznesowe – rosnąca liczba okazji do arbitrażu na rynku energii – jak i logika transformacji energetycznej, w tym potrzeba stabilizacji systemów energetycznych opartych o OZE.

Magazynowanie energii nie doprowadzi jednak szybko do obniżenia cen energii – głównego wyzwania z punktu widzenia konkurencyjności. Być może koszty tej technologii docelowo spadną, tak jak to się stało z kosztami fotowoltaiki, ale zanim do tego dojdzie Unia Europejska zdecyduje się na obniżenie cen energii dla przemysłu doraźnymi metodami: zmniejszeniem jego opodatkowania i subsydiowaniem. Należy się też spodziewać działań na rzecz uelastycznienia popytu na energię, m.in. poprzez taryfy dynamiczne.

Jesteśmy sceptykami co do perspektyw wodoru jako nośnika energii. Aby wodór przynosił korzyść dla środowiska musi być wytwarzany z nadwyżek energii OZE. Tych zaś nie ma i jeszcze długo nie będzie wystarczająco dużo, by zaspokoić popyt wszystkich zainteresowanych. Sądzimy że magazyny energii wygrają konkurencję z producentami wodoru o ich zagospodarowanie, gdyż dysponują technologią o wyższej sprawności, niższej cenie i mniej skomplikowanej pod względem infrastruktury towarzyszącej. Zielony wodór ma największe perspektywy jako substytut wodoru szarego w procesach przemysłowych, na przykład w produkcji nawozów – argumentuje dr Karol Pogorzelski, ekonomista Banku Pekao S.A.

Unia Europejska z jednej strony chciałaby rozpocząć dekarbonizację przemysłu, ale w dobie napięć geopolitycznych nie może sobie pozwolić na utratę branż o strategicznym znaczeniu, np. przemysłu stalowego, chemicznego czy mineralnego. Dlatego do ich dekarbonizacji w większym stopniu zastosowane zostaną zachęty finansowe niż kary. Komisja Europejska zapewni im też większą ochronę przed konkurencyjnym importem, a być może zdecyduje się na subwencjonowanie eksportu. Nie wykluczamy przy tym nawet pewnego „rozmiękczenia” samej polityki klimatycznej względem strategicznych gałęzi przemysłu czy łagodzenia skutków wzrostu kosztów emisji, jeśli okaże się to konieczne dla zachowania ich stabilności.

Unia Europejska zainicjowała strategiczny zwrot w podejściu do regulacji zrównoważonego rozwoju, przechodząc od fazy intensywnego tworzenia nowych przepisów do etapu ich upraszczania i zwiększania spójności. Celem tych działań jest nie tylko zwiększenie efektywności regulacyjnej, ale również poprawa konkurencyjności europejskich przedsiębiorstw bez rezygnacji z ambicji klimatycznych i społecznych. Coraz więcej państw wprowadza obowiązek raportowania ESG, harmonizując swoje regulacje z międzynarodowymi standardami takimi jak ISSB czy GRI, aby poprawić interoperacyjność i zmniejszyć obciążenia administracyjne dla firm raportujących – dodaje Ewa Kurek, ekonomistka Banku Pekao S.A.

Autorzy raportu twierdzą ponadto, że Unia nie porzuci też ambicji co do elektromobilności, ale priorytet nada nie tyle subsydiowaniu popytu, ile budowie łańcucha dostaw akumulatorów w Europie i ochronie własnego rynku przed konkurencją z Chin. Dekarbonizacja innych sektorów przemysłu oraz rolnictwa będzie musiała natomiast ustąpić pola względom strategicznym – utrzymaniu własnych zdolności w kluczowych branżach, m.in. produkcji stali oraz nawozów. Sądzą też, że objęcie paliw dla gospodarstw domowych systemem handlu emisjami (ETS 2.0) zostanie odłożone w czasie.

Raport został przygotowany pod kierunkiem Ernesta Pytlarczyka przez zespół ekonomistów Banku Pekao S.A., w tym m.in. przez Karola Pogorzelskiego, Ewę Kurek, Pawła Kowalskiego, Grzegorza Rykaczewskiego, Wiktora Mrozowskiego, Kamila Łuczkowskiego i Marcina Gancarza.

NBP: Polacy trzymają niemal bilion złotych na ROR-ach. Eksperci ostrzegają: pieniądze bez pracy tracą wartość

Według najnowszych (opublikowanych dziś o g. 14) danych NBP, w maju 2025 r. podaż pieniądza M3 (gotówka w obiegu, jak i różne formy depozytów bankowych) wyniosła 2 569,9 mld zł i była o 22,8 mld zł wyższa niż na koniec kwietnia 2025. Na depozytach bieżących Polacy trzymali 978,8 mld zł, a na terminowych do dwóch lat włącznie – 396,5 mld zł.

Najnowsze dane banku centralnego i jak to się odnosi do oszczędności Polaków – komentuje ekspert z Finax, Przemysław Barankiewicz:

Według najnowszych danych Narodowego Banku Polskiego, na koniec maja 2025 r. podaż pieniądza M3 wyniosła ok. 2,57 bln zł. Znaczącym źródłem wzrostu były depozyty bieżące gospodarstw domowych. Obecnie aż 978,8 mld zł to środki zgromadzone na ROR, mimo że dla Kowalskiego realne zyski z takich form oszczędzania są bliskie zeru.

Najnowsze dane NBP sprowadzają się do zasadniczego wniosku: w Polsce wciąż trzymamy w bankach oszałamiające sumy. Choć coraz chętniej gromadzimy oszczędności, to niestety w strukturze depozytów przeważają te o niskim oprocentowaniu. I o ile inflacja nie jest już dwucyfrowa (w maju wyniosła 4,2%) to wciąż istotnie oddziałuje na siłę nabywczą pieniądza, bo przecież ceny nadal rosną. Zmieniło się jedynie tempo tego wzrostu, ale cel inflacyjny NBP (2,5% ± 1 pkt proc.) na tę chwilę pozostaje poza zasięgiem. Przy inflacji na poziomie 4-5%, spadek wartości naszych pieniędzy może sięgnąć nawet 25% w ciągu zaledwie 6 lat, a połowę w 14. To sygnał ostrzegawczy dla oszczędzających – kapitał, który nie pracuje, po prostu topnieje.

Tak ponura perspektywa powinna skierować Polaków w stronę przemyślanego inwestowania. Najlepiej w sposób zdywersyfikowany i długoterminowy. Według naszego ostatniego badania Financial Wellness Index by Finax, najwięcej osób regularnie oszczędzających jest wśród respondentów w wieku 25-34 lata, co cieszy, bo wczesny start pozwala wykorzystać ogromną siłę procentu składanego. Przykład? 200 zł może wydawać się niewielką kwotą, ale jeśli zaczniemy systematycznie odkładać taką sumę co miesiąc przez 40 lat, to nawet bez inwestowania uzbieramy 96 tys. zł. A jeśli zainwestujemy te pieniądze ze średnią stopą zwrotu 8% rocznie, możemy zgromadzić nawet 700 tys. zł. Co istotne, większość tej kwoty to nie nasze wpłaty, a wypracowane zyski.

Jak zatem chronić kapitał i w co inwestować? Zamiast o gromadzeniu wszystkich pieniędzy na rachunku bieżącym, myślmy o obligacjach skarbowych indeksowanych inflacją, surowcach czy wreszcie produktach emerytalnych. Jednym z ciekawszych choć wciąż mało znanym jest OIPE (Ogólnoeuropejski Indywidualny Produkt Emerytalny) spod parasola trzeciego filaru. To narzędzie stworzone na poziomie unijnym z myślą o długoterminowym budowaniu kapitału odpornego na inflację. W Polsce funkcjonuje na podobnych zasadach jak IKE, a więc przy spełnieniu określonych warunków zwalnia z tzw. podatku Belki. Dobrym punktem wyjścia dla inwestorów są też robodoradcy, którzy automatycznie budują i zarządzają portfelem inwestycyjnym opartym m.in. o ETF-y. To wygodny i efektywny sposób, by wejść w świat inwestowania w sposób uporządkowany i zgodny z własnymi potrzebami.

W czasach, gdy inflacja pochłania nasze oszczędności, koniecznością staje się inwestowanie – niekoniecznie agresywne, ale przemyślane i długofalowe. Polacy mają dziś do dyspozycji więcej narzędzi niż kiedykolwiek wcześniej. Warto z nich korzystać, by skutecznie zabezpieczyć swoją przyszłość i spać spokojnie.

Nowelizacja Warunków Technicznych: projekt rozporządzenia już w konsultacjach publicznych

W połowie czerwca Ministerstwo Rozwoju i Technologii przedstawiło projekt rozporządzenia określającego parametry techniczne, które muszą spełniać budynki w Polsce. Zbiór przepisów, nazywany potocznie Warunkami Technicznymi (WT), reguluje m.in. kwestie dostępności, bezpieczeństwa konstrukcji, efektywności energetycznej, akustyki czy bezpieczeństwa pożarowego. Przedstawione przez resort propozycje to krok w stronę poprawy bezpieczeństwa, nowoczesności  i komfortu użytkowników mieszkań.

Zaproponowane przez MRiT zmiany aktualizują rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 12 kwietnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Jest to podstawowy akt prawny regulujący wznoszenie budynków w Polsce. Zawarte w nim przepisy były wielokrotnie aktualizowane tak, aby dostosować regulacje do wyzwań związanych z rozwojem technologii i zmianami otoczenia. Do opracowania obecnej nowelizacji rozporządzenia MRiT powołało Zespół Doradczy do spraw przepisów techniczno-budowlanych. Zaproszono do niego interesariuszy i ekspertów w dziedzinie szeroko pojętego procesu budowlanego. Efektem prac zespołu są ogłoszone kilka dni temu propozycje przepisów, które obecnie zostały przekazane do konsultacji publicznych.

Jednym z obszarów regulowanych przez rozporządzenie jest akustyka. Warunki Techniczne określają, że zarówno budynek, jak i urządzenia z nim związane, powinny być zaprojektowane i wykonane w taki sposób, aby poziom hałasu, na który będą narażeni użytkownicy lub ludzie znajdujący się w sąsiedztwie, nie stanowił zagrożenia dla ich zdrowia. Co więcej, ma on umożliwiać im pracę, odpoczynek i sen w zadowalających warunkach. – Problem nadmiernego hałasu, zwłaszcza w środowisku zurbanizowanym, to zagadnienie, które narasta od lat. Według różnych szacunków, w budynkach spędzamy 80-90% czasu i środowisko akustyczne, które na nas wpływa, jest w głównej mierze kształtowane właśnie tam. Zapewnienie odpowiednich warunków akustycznych chroni przed negatywnym wpływem hałasu na nasze zdrowie – chronicznym zmęczeniem, chorobami układu krążenia i układu nerwowego, a także przed uszkodzeniami słuchu. Zaproponowanie przez resort m.in. obowiązkowych klas akustycznych dla budynków wielorodzinnych to krok w dobrą stronę – mówi Henryk Kwapisz, przewodniczący zarządu Stowarzyszenia MIWO, skupiającego producentów wełny mineralnej.

Podobnie jest z regulacjami dotyczącymi efektywności energetycznej. Obecnie, zgodnie z danymi Komisji Europejskiej, budynki odpowiadają za ok. 40% całkowitego zużycia energii  na terenie UE. Redukcja tego wskaźnika to prawdziwe wyzwanie dla wszystkich państw członkowskich, w tym Polski. Jednocześnie wdrożenie rozwiązań na rzecz ograniczenia zużycia energii w budynkach niesie ze sobą szereg długofalowych korzyści dla gospodarstw domowych, przedsiębiorców i całej gospodarki, takich jak niższe rachunki, wyższy komfort termiczny, czy też optymalizacja inwestycji w infrastrukturę energetyczną. Zaproponowany przez MRIT standard określający maksymalne zapotrzebowanie budynków na energię to zmiana, która przyczyni się do obniżenia kosztów ich użytkowania i tym samym do większych oszczędności dla obywateli. Co więcej, został już opublikowany projekt rozporządzenia w sprawie metodologii wyznaczania charakterystyki energetycznej budynku, czyli znamy też poziomy EP (energii pierwotnej) dla poszczególnych klas energetycznych. Np. klasa A+ dla budynku jednorodzinnego czy wielorodzinnego to EP=0. Zatem do inwestorów trafia konkretne narzędzie pomagające ocenić, czy budynek jest efektywny czy nie.

Projekt rozporządzenia WT obejmuje również zmiany w zakresie bezpieczeństwa przeciwpożarowego budynków. Celem nowych regulacji jest ograniczenie ryzyka rozwoju pożaru, dzięki czemu materialne i społeczne skutki pożarów staną się mniej dotkliwe. W tym kontekście, ważnymi zmianami w nowych WT,  są:

  • wprowadzenie obowiązkowych barier ogniowych w warstwie palnej izolacji cieplnej ścian zewnętrznych,
  • doprecyzowanie wymagań dotyczących ścian zewnętrznych na granicy stref pożarowych,
  • wprowadzenie regulacji odnoszących się do podziałów ogniowych na dachach i elewacjach budynków wielkopowierzchniowych (np. hal czy centrów handlowych).

To właśnie dzięki stosowaniu biernych zabezpieczeń przeciwpożarowych – w szczególności wykorzystaniu niepalnych materiałów, takich jak wełna mineralna – możliwe jest skuteczne ograniczenie rozprzestrzeniania się ognia. Przekłada się to bezpośrednio na poprawę bezpieczeństwa użytkowników budynków oraz zmniejszenie strat materialnych i środowiskowych. – Zmiany w wymaganiach dotyczących bezpieczeństwa pożarowego to długo oczekiwany i potrzebny element nowelizacji. Pożary to nie tylko straty materialne – to także realne zagrożenie dla życia, zdrowia oraz funkcjonowania społeczności lokalnych. Każdy zapis, który może podnieść poziom bezpieczeństwa, ma ogromne znaczenie – podkreśla Monika Hyjek, ekspertka MIWO ds. bezpieczeństwa pożarowego.

W opinii ekspertów MIWO zaproponowane przez resort rozwiązania idą w dobrym kierunku, jednak w niektórych obszarach konieczne jest ich doprecyzowanie, a nawet rozszerzenie – szczególnie w kontekście stosowania nowoczesnych technologii i materiałów budowlanych.

Konsultacje publiczne warunków technicznych potrwają do 13 lipca br. Zgodnie z zapowiedziami MRiT, rozporządzenie wejdzie w życie 20 września 2026 r. Będzie ono kluczowe dla wielu branż: inwestorów, projektantów i producentów wyrobów budowlanych.