Rafał Piasecki nowym Dyrektorem Marketingu Polska Press Grupy

Polska Press Grupa ma nowego Dyrektora Marketingu. 1 lipca br. stanowisko objął Rafał Piasecki – doświadczony strateg z bogatym dorobkiem w obszarze marketingu, komunikacji i brandingu.

Rafał Piasecki to doświadczony strateg marketingowy. W latach 2023–2025 pełnił funkcję Dyrektora Marketingu w DaGrasso TEPC/ORKLA, gdzie odpowiadał m.in. za repozycjonowanie marki DaGrasso. Wcześniej zdobywał doświadczenie na stanowiskach menedżerskich i eksperckich w Samsung Group oraz agencjach One Eleven, DDB, Young & Rubicam Brands czy CAM Media. Odpowiadał tam za tworzenie i realizację strategii marketingowych i komunikacyjnych, działania z zakresu influencer marketingu oraz PR – zarówno na rynku polskim, jak i globalnym.

Posiada wieloletnie doświadczenie w zakresie rebrandingu oraz wdrażania działań dostosowanych do potrzeb biznesowych organizacji. Dysponuje ekspercką wiedzą i znajomością narzędzi komunikacji z klientami w kanałach B2C i B2B, które łączy z doskonałą orientacją w branży medialnej.

Rafał Piasecki jest również wykładowcą na Uniwersytecie Łódzkim na kierunku dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Ukończył antropologię kulturową na tej samej uczelni.

Jednocześnie Polska Press poinformowała, że Eliza Słoma-Górska, dotychczasowa Dyrektor Biura Marketingu i Projektów Specjalnych podjęła decyzję o odejściu z Polska Press Grupy.

Minister Majewska przedstawiła propozycje zmian w ubezpieczeniach społecznych dla MŚP

Poprawa przepisów dotyczących ubezpieczeń społecznych mikroprzedsiębiorców, małych i średnich przedsiębiorców to przedmiot wystąpienia Rzecznika MŚP do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Ministra Rozwoju i Technologii. Jak zaznacza Agnieszka Majewska, propozycje zmian mają charakter deregulujący, uproszczeniowy lub doprecyzowujący. Przedstawiony pakiet niezbędnych zmian przyczyni się do poprawy sytuacji firm przy jednoczesnym usprawnieniu pracy właściwych urzędów, na czele z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych. Postulaty zmian legislacyjnych zostały wypracowane w toku współpracy z Zespołem Roboczym ds. Ubezpieczeń Społecznych, działającym w ramach Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku MŚP.

Pierwsza propozycja dotyczy zwaloryzowania kwoty przychodu za poprzedni rok, stanowiącej jedną z podstaw do korzystania z preferencji Mały ZUS Plus. Minister Majewska postuluje podniesienie tej kwoty ze 120 tys. zł na 170 tys. zł oraz wprowadzenie mechanizmu jej corocznej waloryzacji w oparciu o średnioroczny wskaźnik wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych. Jak bowiem zauważa, „aktualnie obowiązujący limit nie odpowiada obecnym realiom gospodarczym, ponadto z uwagi na upływ czasu oraz inne czynniki obiektywne powodujące m.in. duże wzrosty inflacji i cen, stał się nieadekwatny i nieprzystający do obecnych kosztów wykonywania działalności gospodarczej”. Agnieszka Majewska postuluje także zmianę przepisu umożliwiającego zgłaszanie zamiaru korzystania z Małego ZUS Plus, w sposób pozwalający na realne dokonanie tego w dowolnym momencie roku kalendarzowego, a nie tylko na początku roku.

Kolejna zmiana obejmuje przedsiębiorców pobierających emeryturę. Minister Majewska występuje po zniesienie obowiązku uiszczania przez takie osoby składki rentowej, gdyż nabywając prawo do emerytury przedsiębiorca tym samym nie będzie mógł skorzystać z renty.

Kolejna grupa proponowanych rozwiązań dotyczy wakacji składkowych. Rzecznik MŚP proponuje, by z liczby pracowników warunkującej możliwość korzystania z ulgi wyłączyć osoby zatrudnione w charakterze praktykanta, stażysty lub przyuczenia zawodowego, co bardzo często dotyczy rzemiosła. Ponadto Agnieszka Majewska wskazuje na zasadność uchylenia obowiązku złożenia zaświadczenia lub oświadczenia o udzielonej pomocy de minimis, gdyż informacje takie są powszechnie dostępne w systemie teleinformatycznym Prezesa UOKiK, skąd mogą być pobrane przez ZUS.

Wśród ograniczeń korzystania ze zwolnienia wakacje składkowe jest zakaz wykonywania działalności gospodarczej na rzecz byłego pracodawcy. Jak sygnalizują przedsiębiorcy, przepis ten stwarza wiele trudności interpretacyjnych w praktyce, związanych z brakiem jasnej definicji „byłego pracodawcy”. Dlatego Minister Majewska zwraca uwagę na potrzebę wprowadzenie do ustawy odpowiedniej definicji.

W związku z zaniechaniem projektu Centralnej Informacji Emerytalnej i obniżaniem się tzw. stopy zastąpienia, rośnie znaczenie rzetelnej edukacji i informacji ubezpieczonych i w tym kontekście wskazane jest nałożenie na ZUS obowiązku corocznego informowania ubezpieczonego o stanie konta i prognozowanej wysokości świadczenia emerytalno-rentowego, co umożliwi przedsiębiorcom podejmowanie świadomych decyzji o korzystaniu z ewentualnych ulg lub innych ułatwień.

Rzecznik MŚP zwraca uwagę, iż wskutek prawdopodobnie błędnego sformułowania przepisów przedsiębiorcy korzystający z ulgi Mały ZUS Plus albo wakacji składkowych wyłączeni są z możliwości korzystania z programu „Aktywny rodzic”. Dlatego Minister Majewska występuje z inicjatywą doprecyzowania przepisów, co zlikwiduje nieuzasadnione ograniczenia, na jakie napotyka część przedsiębiorców, chcących łączyć przedsiębiorczość z rodzicielstwem.

Agnieszka Majewska proponuje ujednolicenie limitów przychodów pomiędzy działalnością nierejestrową a działalnością rozliczaną ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych, w oparciu, o które ustalany jest obowiązek opłacania składki zdrowotnej. Takie zrównanie pozwali realizować zasadę uczciwej konkurencji. Rzecznik MŚP postuluje też zmianę ustalania wysokości składki na ubezpieczenie zdrowotne osób niepełnosprawnych wykonujących działalność gospodarczą.

Ostatni element wystąpienia Minister Majewskiej dotyczy przepisu, regulującego status płatników i procedury postępowania ZUS w pierwszym okresie obowiązywania znowelizowanych przepisów. Zakład stosuje ten przepis przejściowy do dziś, uzasadniając nim odmowę wypłaty świadczeń zasiłkowych, co zdaniem Rzecznika MŚP jest krzywdząca w skutkach nadinterpretacją.

Jak reasumuje swoje wystąpienie Minister Majewska, proponowane przez nią zmiany legislacyjne będą mieć pozytywny wpływ na warunki wykonywania działalności gospodarczej, „a w szczególności korzystnie wpłyną na przejrzystość przepisów prawa, ujednolicenie ich wykładni, uproszczenie obowiązków administracyjnych związanych z wykonywaniem działalności gospodarczej oraz wysokość kosztów związanych z wykonywaniem takiej działalności” na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

Kurs dolara spada poniżej kluczowego poziomu 3,60 zł – co dalej?

Drugą połowę roku zaczynamy kolejnymi ciosami w dolara. Pierwszego dnia lipca „zielony” wygląda tak, jakby opuścił gardę i zapomniał, że na forex nie można zrobić sobie przerwy po kiepskim pierwszym półroczu. Notowania EUR/USD przebijają 1,18 USD, a kurs USD/PLN przełamuje 3,60 PLN. Czy popołudniowe dane ze Stanów Zjednoczonych zmienią krajobraz na forex?

Europejski przemysł spowalnia

Wtorkowe dane PMI dla przemysłu, mimo że były odczytami finalnymi, okazały się zaskakujące w poszczególnych przypadkach. Badany indeks przyjmuje wartości od 0 do 100 pkt. Poziomem neutralnym jest 50 pkt. Wszystko, co powyżej sugeruje rozwój, a to, co poniżej – dekoniunkturę. Przemysł strefy euro znalazł się w obszarze recesji. Publikacja 49,5 pkt. była o 0,1 punktu procentowego powyżej prognoz. Jest to konsekwencja odczytów wskazujących na spowolnienie w takich krajach jak Niemcy (49 pkt.) czy Francja (48,1 pkt.). Wśród dzisiejszych publikacji negatywnym zaskoczeniem była ta z Polski, gdzie mimo oczekiwanego wzrostu z 47,1 pkt. do 48 pkt. odnotowano spadek do 44,8 pkt. W innym klimacie prezentują się dane ze Szwajcarii. Helweci zaskoczyli wzrostem z 42,1 pkt. do 49,6 pkt (konsensus 44 pkt.). Zgodnie z oczekiwaniami w strefie dekoniunktury pozostała również Wielka Brytania (47,7 pkt.).

Wynik powyżej 50 pkt. królował w innej części globu. Oprócz nielicznych państw starego kontynentu (Czechy, Hiszpania), w strefie rozwoju znalazły się głównie gospodarki z Azji: Japonia (50,1 pkt.), Indie (58,4 pkt.), Chiny (50,4 pkt.) oraz Australia (50,6 pkt.). Przed nami popołudniowe publikacje z USA, które ostatnio wypadają mieszanie. Indeks PMI zgodnie z oczekiwaniami ma pozostać przy wartości 52 pkt. Inaczej prezentuje się prognoza raportu ISM, któremu Amerykanie zwykli przypisywać większą wagę. Jego główny wskaźnik ma delikatnie wzrosnąć z 48,5 pkt do 48,8 pkt. – pozostanie więc w strefie recesji.

Co dalej z dolarem?

Popołudniowe odczyty z amerykańskiego przemysłu oraz JOLTS (liczba wakatów) wydają się być dziś ostatnią nadzieją na jakiekolwiek umocnienie waluty zza oceanu. Słabość dolara jest widoczna wszem i wobec na forex. Główna para walutowa świata dotarła w południe do poziomu 1,183 USD. Porannemu umocnieniu euro towarzyszyły wstępne odczyty inflacji konsumenckiej ze strefy euro. Indeks HICP zgodnie z konsensusem wzrósł z 1,9% do 2% r/r. Inflacja bazowa HICP pozostała przy 2,3% r/r. W ujęciu miesięcznym odnotowano wzrost inflacji konsumenckiej z 0% do 0,3% m/m oraz subindeksu bazowego z 0% do 0,4% r/r. Marsz EUR/USD w kierunku północnym to także słabszy dolar, co związane jest z trwającymi pracami legislacyjnymi nad ustawą podatkową Trumpa. Ta z kolei wiąże się z niepewnością o przyszłe nierównowagi w budżecie Stanów Zjednoczonych. Wiszący nad USA wzrost zadłużenia, połączony z obniżkami stóp przez FED w drugiej połowie 2025 roku, powoduje, że inwestorzy odwracają się od amerykańskiej waluty.

USD/PLN poniżej 3,60 PLN

Spustoszenie na dolarze widać również w relacji do krajowej waluty. Nowy miesiąc zaczynamy z przytupem, przełamując poziom 3,60 PLN. Najniższym poziomem odnotowanym podczas wtorkowej sesji przed południem był 3,585 PLN. Analitycy zastanawiają się, jak długo może potrwać ten swobodny spadek. Przypomnijmy, że ubiegły miesiąc rozpoczynaliśmy poziomem 3,75 PLN, początek marca to równe 4 PLN, a połowa stycznia to nawet 4,20 PLN. Oznacza to, że notowania dolara są na najniższych poziomach nie tylko w tym roku, ale od maja 2018 roku! Kiedy obecny trend może ulec zmianie? Nie wydaje się, aby dzisiejsze odczyty z USA o godzinie 16:00 mogły coś zmienić na trwałe, jednak mogą lokalnie zachwiać notowaniami. Dodatkowo warto bacznie obserwować jutrzejszą decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych oraz liczne dane z amerykańskiego rynku pracy (raporty o zmianie zatrudnienia, o planowanej liczbie zwolnień), których w tym tygodniu nie zabraknie.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

24,7% firm korzysta z AI w rekrutacji, a 34,1% w zarządzaniu zasobami ludzkimi – raport Gi Group 2025

Automatyzacja i sztuczna inteligencja stają się ważnym elementem współczesnego HR. W rekrutacji wykorzystuje je obecnie 24,7% przedsiębiorstw, a 34,1% w zarządzaniu zasobami ludzkimi – wynika z „Barometru Rynku Pracy” Gi Group Holding. Jednocześnie aż 45,1% firm nie planuje wdrażania tych rozwiązań – głównie z powodu niskiej świadomości płynących z nich korzyści, braku zasobów i ograniczeń budżetowych.

Coraz więcej firm stawia na inteligentne rozwiązania

Automatyzacja i sztuczna inteligencja wspierają już zarówno rekrutację, jak i codzienne zarządzanie zasobami ludzkimi. W rekrutacji pomagają w selekcji kandydatów, analizie CV, prowadzeniu wstępnych rozmów czy planowaniu spotkań.

– Technologia zmienia sposób, w jaki firmy pozyskują kandydatów, a osoby szukające pracy aplikują na stanowiska. Kilka kliknięć na telefonie wystarczy, by wysłać CV, porozmawiać z chatbotem lub umówić się na rozmowę, najczęściej online. Rekruterzy z kolei cenią sobie wsparcie automatyzacji i sztucznej inteligencji w analizie CV, dopasowywaniu profilu kandydata do oferty, planowaniu spotkań czy przeprowadzaniu wstępnych wywiadów – komentuje Agnieszka Żak, Dyrektor Regionalna Gi Group.

Jednocześnie automatyzacja i AI usprawniają wdrożenie nowych pracowników, umożliwiają monitorowanie wyników, personalizację ścieżek rozwoju czy prognozowanie rotacji. Dzięki tym technologiom firmy podejmują trafniejsze decyzje i szybciej reagują na potrzeby zespołu.

Cyfrowe awatary już wspierają onboarding pracowników, ułatwiając ich adaptację w firmie. Rozwiązania oparte na AI są także coraz częściej wykorzystywane w szkoleniach – dostosowują treści do stylu uczenia się oraz celów zawodowych, rekomendując indywidualne ścieżki rozwoju. Nie tylko zwiększają efektywność nauki, ale realnie wspierają rozwój kompetencji i przygotowanie do codziennych obowiązków. Co więcej, narzędzia AI umożliwiają monitorowanie postępów i oceny skuteczności działań rozwojowych, dostarczając cennych danych zarówno pracownikom, jak i managerom oraz działom HR – dodaje Daniel Piaszczyk, Senior Partner w Wyser Executive Search.

Jak wynika z „Barometru rynku pracy” Gi Group Holding, już co czwarta firma (24,7%) stosuje takie rozwiązania w procesach rekrutacyjnych, a więcej niż co trzecia (34,1%) w zarządzaniu zasobami ludzkimi, przy czym 16,5% organizacji wykorzystuje je dla obu tych celów. Jednocześnie blisko połowa przedsiębiorstw (45,1%) nadal nie używa tego typu rozwiązań i nie planuje ich wprowadzenia.Wykorzystanie AI w rekrutacji Barometr Rynku Pracy

Wdrożenie AI zależne od branży i wielkości firmy

Z „Barometru Rynku Pracy” Gi Group Holding wynika, że najbardziej zainteresowane automatyzacją i AI w HR są średnie firmy – jedynie 37% z nich nie planuje wdrożenia tych rozwiązań. 44% już to zrobiło w obszarze zarządzania zasobami ludzkimi, a 27% w procesach rekrutacyjnych.

Otwartość na wdrożenie tych technologii w rekrutacji przejawiają właściwie wszystkie branże, nieco częściej firmy z sektora usług (27%) oraz przemysłu (26%) niż handlu (22%). Po technologie w zarządzaniu w HR najchętniej sięga transport i logistyka (42%) oraz handel (39%), nieco rzadziej przemysł i usługi (odpowiednio 35% i 37%), najrzadziej – sektor publiczny (24%).AI w rekrutacji_Branża_Barometr

Technologia wkroczyła już do świata HR, jednak jeszcze wiele firm nie korzysta z jej możliwości. Bariery to brak odpowiednich zasobów, ograniczenia budżetowe oraz niska świadomość możliwości, jakie oferuje automatyzacja i AI – komentuje Agnieszka Żak, Dyrektor Regionalna Gi Group.

Intuicja, etyka, transparentność – tego AI nie zrobi za nas

Choć AI znacząco usprawnia i przyspiesza pracę specjalistów HR, nie jest w stanie całkowicie zastąpić ludzkich kompetencji – w szczególności empatii, intuicji czy zdolności do budowania relacji.

– Rozwiązania technologiczne nie powinny być stosowane bez odpowiedniego nadzoru ze strony człowieka. Aby zapewnić rzetelność i uczciwość działania algorytmów, konieczne jest ich monitorowanie oraz weryfikowanie wyników. Automatyzacja wspiera rekrutera, ale nie podejmuje za niego decyzji – mówi Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.

Wraz z rozwojem narzędzi AI pojawiają się również wyzwania – nie tylko technologiczne, ale także prawne i etyczne. Kluczem do ich efektywnego wdrożenia jest umiejętne łączenie ludzkiej intuicji i doświadczenia z potencjałem algorytmów, przy jednoczesnym zachowaniu przejrzystości oraz przestrzegania obowiązujących przepisów. Wdrażanie algorytmów musi odbywać się w zgodzie z przepisami dotyczącymi ochrony danych osobowych (RODO) oraz zasadą równego traktowania kandydatów. Szczególną uwagę należy zwrócić na transparentności działania systemów – pracownicy i kandydaci powinni wiedzieć, w jaki sposób ich dane są przetwarzane i na jakiej podstawie podejmowane są decyzje.

–  Standardy etyczne zyskują na znaczeniu wraz z rosnącym wpływem technologii na procesy HR. Istotne jest nie tylko rozwijanie narzędzi opartych na AI, ale również świadome zarządzanie ich skutkami – zarówno w wymiarze społecznym, jak i prawnym. To sprawia, że coraz ważniejsze staje się zaangażowanie zespołów łączących kompetencje, które będą gwarantować odpowiedzialne i zgodne z regulacjami wykorzystanie sztucznej inteligencji – podsumowuje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.

Link do „Barometru rynku pracy 2025”: https://www.gigroupholding.com/polska/insights/barometr-rynku-pracy-2025/?utm_source=media&utm_medium=pr&utm_campaign=barometr_19

Ponad połowa Polaków uważa, że zarabia za mało i rozważa zmianę pracy

Mimo dynamicznego wzrostu wynagrodzeń i rekordowo niskiej stopy bezrobocia w Polsce, wielu pracowników nadal czuje się nieusatysfakcjonowanych wysokością swojego wynagrodzenia. Połowa polskich zatrudnionych (50,9 proc.) uważa, że zarabia za mało, a tylko 46,3 proc. postrzega wysokość swojej wypłaty jako uczciwą w porównaniu z tą, którą dostają ich współpracownicy na podobnych stanowiskach. To wnioski z najnowszego międzynarodowego badania przeprowadzonego przez SD Worx, wśród 5 625 menedżerów HR i 16 000 pracowników z 16 krajów Europy.

Choć ostatnie badanie Randstad „Workmonitor Pulse 2025” pokazuje, że w Polsce 55 proc. pracowników wolałoby mniej stresującą pracę niż wyższe wynagrodzenie[1], to dane te nie są jednoznaczne ze stwierdzeniem, że osoby zatrudnione w Polsce nie mają zastrzeżeń do wysokości swoich wypłat. Najnowsze badanie „HR & Payroll Pulse Europe 2025” przeprowadzone przez SD Worx pokazuje, że zarówno połowa polskich (50,9 proc.) jak i europejskich pracowników (49 proc.) uważa, że otrzymuje zbyt niskie wynagrodzenie za pracę, którą wykonują. Tylko 46,3 proc. polskich pracowników (i 42,2 proc. Europejczyków) uważa, że ich wynagrodzenie jest uczciwe w porównaniu z tym, które dostają ich koleżanki i koledzy na podobnych stanowiskach w ich organizacji. Fakt, że ten stan bardzo nie podoba się pracownikom potwierdzają dane – w Polsce blisko połowa (44,2 proc.) zatrudnionych szuka nowej pracy.

Rosnące wynagrodzenia nie zaspokajają oczekiwań

Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w kwietniu 2025 roku wyniosło 9 045,11 zł, co oznacza wzrost o 9,3 proc. w porównaniu do kwietnia 2024 roku . Jednakże, mimo wzrostu, wielu pracowników nadal odczuwa, że wysokość ich wynagrodzenia jest nieadekwatna do ich zaangażowania i zakresu obowiązków.

– Obserwujemy, że rosnące wynagrodzenia nie zawsze przekładają się na poczucie satysfakcji wśród pracowników. Wielu z nich oczekuje nie tylko wyższych płac, ale także większej przejrzystości w polityce wynagrodzeń oraz doceniania ich wkładu w rozwój firmy. Pracodawcy powinni zwrócić uwagę na te aspekty, aby skutecznie przyciągać i zatrzymywać talenty, ale też by poprawić komunikację na temat wysokości całkowitego wynagrodzenia, które przecież znacznie przekracza kwotę widoczną na pasku wypłat – tłumaczy Paulina Zasempa, People Country Lead w SD Worx Poland.

Dobra komunikacja pomoże zmniejszyć rotację pracowników

Obecnie firmy muszą mierzyć się nie tylko z rosnącymi oczekiwaniami płacowymi, ale również z dużą rotacją kadry i trudnościami w zatrzymaniu talentów. Ponad połowa europejskich firm (52,8 proc.) dostrzega problem – firmy te obawiają się, że w nadchodzących latach ich organizacja będzie w coraz większym stopniu borykać się z niedoborem pracowników. A co trzeci zatrudniony Europejczyk (32,6 proc.) zauważa, że jego zespół boryka się z wysokim wskaźnikiem odejść. W odpowiedzi na rosnące oczekiwania pracowników, 58,3 proc. polskich biznesów ankietowanych przez SD Worx przyznaje, że inwestuje w większą przejrzystość wynagrodzeń, a 52 proc. firm angażuje się w eliminowanie nierówności płacowych w swoich organizacjach.

Ogromnie cieszy fakt, że ponad połowa polskich firm jest już zaangażowanych w eliminowanie nierówności płacowych. To nie tylko słuszny kierunek zmian, ale też wyróżnik każdego nowoczesnego pracodawcy. Obecnie, kiedy mamy tak wysoki wskaźnik migracji pracowników i tak wiele talentów zgłasza w badaniu chęć zmiany miejsca zatrudnienia, dbanie o sprawiedliwe, równe, ale też przejrzyste wynagradzanie jest podstawą tworzenia inkluzywnego i pożądanego miejsca pracy  – komentuje Paulina Zasempa.

[1] https://info.randstad.pl/hubfs/Workmonitor%20Pulse%202025%20-%20PL.pdf

Ailleron Innovation Forum 2025 w Krakowie – od sztucznej inteligencji do autonomicznej bankowości

12 czerwca 2025 roku w krakowskim Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha odbyła się trzecia edycja Ailleron Innovation Forum (AIF) – jedno z najważniejszych wydarzeń w Europie poświęconych przyszłości usług finansowych, sztucznej inteligencji i inkluzywności w branży FinTech. Ponad 250 przedstawicieli sektora finansowego i technologicznego spotkało się, by wspólnie dyskutować o kluczowych trendach, wyzwaniach i innowacjach, które przekształcają rynek.

Chris Skinner – głos światowej klasy eksperta

Gościem specjalnym AIF był Chris Skinner – uznany ekspert, futurysta i autor bestsellerów, który od lat jest uznawany za jeden z najważniejszych autorytetów w obszarze bankowości i finansów cyfrowych. Podkreślił on konieczność odwagi i proaktywności liderów branży, apelując: „Nie możemy pozostać bierni, kiedy technologia przepisuje zasady finansów na nowo.” Jego wystąpienie idealnie oddało ducha całego forum, które nie tylko śledzi zmiany, ale również współtworzy ich kierunek.

Cztery kluczowe ścieżki tematyczne i globalna perspektywa

Tegoroczne AIF wyróżniała rozbudowana, międzynarodowa agenda oraz transmisja online, która umożliwiła udział szerokiej publiczności. Forum zostało podzielone na cztery główne ścieżki tematyczne:

  • The Engagement Shift – dotycząca zmieniających się sposobów komunikacji i sprzedaży w finansach, w tym integracji bankowości z sektorem retail i e-commerce. Uczestnicy dyskutowali o roli kanałów cyfrowych w zwiększaniu efektywności sprzedaży oraz o innowacyjnych rozwiązaniach w leasingu.
  • Smarter Than Ever – poświęcona zastosowaniu sztucznej inteligencji w bankowości, decyzjom podejmowanym w czasie rzeczywistym oraz przyszłości doświadczenia klienta (UX). Eksperci pokazali, jak inteligentne systemy wpływają na szybkość obsługi i personalizację usług.
  • Designed for All – koncentrująca się na inkluzywności i projektowaniu produktów finansowych dostępnych dla wszystkich użytkowników, niezależnie od indywidualnych potrzeb. Prezentacje m.in. przedstawicieli Revolut i George Labs podkreślały, że inkluzywność to nie tylko zgodność z regulacjami, ale przede wszystkim katalizator innowacji i zaangażowania klientów.
  • The Autonomous Bank – omawiająca automatyzację procesów bankowych, aspekty prawne transformacji oraz rolę AI w codziennym zarządzaniu finansami osobistymi. Paneliści debatowali o granicach automatyzacji – zarówno technologicznych, jak i etycznych – oraz o praktycznych wdrożeniach inteligentnych rozwiązań.

Wśród uczestników znaleźli się przedstawiciele czołowych instytucji finansowych i technologicznych, takich jak Alior Bank, mBank, BNP Paribas, Credit Agricole, Pekao Leasing, Revolut, Santander Consumer Bank, Związek Banków Polskich i wielu innych.

Najważniejsze momenty konferencji

Prezes Ailleron, Sławomir Soszyński, otwierając wydarzenie, przedstawił 10 globalnych trendów, które obecnie kształtują usługi finansowe – od robotycznych doradców po Open Banking i AI w zarządzaniu finansami. Zadał też pytanie, czy tradycyjne aplikacje bankowe mają przyszłość w nowym, cyfrowym świecie.

Keynote „Future-Ready Finance” zwrócił uwagę na oczekiwania pokolenia Z oraz globalne zmiany, takie jak „dewesternizacja” finansów cyfrowych. Dyskusje wokół danych, sprzedaży cyfrowej oraz integracji bankowości z handlem detalicznym stanowiły ważną część programu.

Panel „Real-Time Banking” pokazał, jak decyzje podejmowane na bieżąco poprawiają jakość obsługi i personalizację, a prezentacje ekspertów Alior Banku i Santander Consumer Banku wzbudziły duże zainteresowanie, prezentując konkretne zastosowania AI.

Inkluzywność jako motor innowacji

Prezentacje dotyczące inkluzywnego designu ukazały, że otwarte i dopasowane do potrzeb różnych użytkowników produkty finansowe stają się źródłem przewagi konkurencyjnej. Przykłady z Revolut czy George Labs dowiodły, że sztuczna inteligencja może skutecznie wspierać personalizację i angażować szerokie grupy klientów, co buduje lojalność i napędza rozwój.

Autonomia i automatyzacja w bankowości

Ścieżka „The Autonomous Bank” była okazją do rozmowy o transformacji prawnej, automatyzacji i roli AI w codziennych finansach. Eksperci z Ailleron i partnerów podkreślali, że automatyzacja to nie tylko kwestia technologii, ale także etyki i realnych potrzeb klientów.

Networking i budowanie społeczności innowatorów

Wieczorne spotkanie networkingowe na tarasie Mangghi z widokiem na Wawel stworzyło przestrzeń do dalszych rozmów o ESG, cyfrowych liderach i nowych wyzwaniach, takich jak wpływ narzędzi AI typu ChatGPT. Dyskusje toczyły się także w mediach społecznościowych, potwierdzając, że AIF to nie tylko konferencja, ale dynamiczna społeczność.

Ryzyko kredytowe krajów i sektorów w 2025 r. – trendy, wyzwania i perspektywy na II kwartał

Przez ostatnie dwa i pół roku (10 kwartałów) więcej było przypadków podnoszenia oceny ryzyka kredytowego krajów niż jego obniżania. Obecnie mamy punkt zwrotny – podwyżki ratingów krajów już nie są liczniejsze. Co więcej – obecnie obniżki notują kluczowe gospodarki wysokorozwinięte. Sektory: trzeci kwartał z rzędu obniżenia ich perspektyw; w porównaniu do 2019r. sektorów działających w realiach niskiego ryzyka jest zdecydowanie mniej (9% obecnie wobec 15% w IV kw. 2019r.).

  • Punkt zwrotny: po dwóch i pół roku konsekwentnego podnoszenia netto ratingów ryzyka krajów i sektorów, w ostatnim Allianz Trade przeglądzie (aktualnego ryzyka) odnotowaliśmy równą już liczbę ocen podwyższanych jak i obniżanych.
  • Uwaga eksporterzy – dywersyfikacja jest nie tylko konieczna, ale i łatwiejsza? Bowiem drugi ciekawy trend to przesunięcie globalnej odporności gospodarczej z gospodarek wysokorozwiniętych na gospodarki wschodzące. Zaawansowane gospodarki stoją w obliczu rosnącej presji fiskalnej i politycznej, co doprowadziło do obniżenia ratingów o jeden stopień dla Stanów Zjednoczonych, Francji i Belgii, z których wszystkie mają rating A1, podczas gdy rynki wschodzące, w tym np. Argentyna, Nigeria i Peru wykazują ostrożne oznaki ożywienia, z podwyżkami o jeden stopień do C3 dla Argentyny i Nigerii oraz B1 dla Peru.
  • Sektory – trzeci kwartał z rzędu nieznaczne pogorszenie perspektywy ryzyka, z 16 ocenami obniżonymi i 12 podniesionymi.
  • Sektory – obniżenie ocen miało miejsce w większości regionów, głównie ze średniego do wrażliwego ryzyka, ale szczególnie w sektorze motoryzacyjnym ze względu na słabe perspektywy popytu i silną konkurencję. Połowa aktualizacji ocen dotyczyła sprzętu transportowego oraz oprogramowania i usług IT.
  • Ogólnie rzecz biorąc, w większości sektorów ratingi ryzyka pozostają poniżej poziomów z 2019 r., a jedynymi wyjątkami są elektronika, komputery i telekomunikacja, metale, oprogramowanie i IT oraz papier, gdzie po okresie pandemii podwyżki ocen ryzyka przeważyły nad obniżkami.

Najnowsze kwartalne aktualizacje Allianz Trade dotyczące ryzyka dla poszczególnych krajów pokazują, że nad niektórymi wysoko rozwiniętymi gospodarkami zbierają się chmury, ale nad niektórymi rynkami wschodzącymi jest już jasno. Po dwóch i pół roku konsekwentnego podwyższania ratingów netto, w naszym ostatnim przeglądzie odnotowaliśmy równą liczbę podwyższeń i obniżek ocen (po pięć z każdej strony), przy czym obniżki dotyczyły w szczególności gospodarek o wysokim dochodzie, a podwyżki były korzystne tylko dla gospodarek wschodzących. Skutki niepewności rozwijają się z większą intensywnością w krajach rozwiniętych, podkreślając pęknięcia w polityce fiskalnej i przewidywalne średnio- i długoterminowe konsekwencje zarówno zakłóceń polityki, jak i braku działania. W szczególności Stany Zjednoczone, Francja i Belgia odnotowały pogorszenie swoich perspektyw makroekonomicznych, co znalazło odzwierciedlenie we wskaźnikach, których używamy do naszych średnioterminowych ocen, skłaniając do obniżenia oceny z AA1 do A1 dla wszystkich trzech krajów.

Wykres 1: Mapa ryzyka dla poszczególnych krajów, II kw. 2025 r. (pokolorowana według krótkoterminowych ratingów ryzyka)

Mapa ryzyka dla poszczególnych krajów

Źródło: Allianz Research, na podstawie metodologii ryzyka kraju i ocen ryzyka kraju na II kwartał 2025 r.

W przypadku Stanów Zjednoczonych pogorszyło się zarówno ryzyko makroekonomiczne, jak i polityczne. Kluczowe wskaźniki fiskalne, w tym saldo budżetowe, dług publiczny i płatności odsetkowe, uległy znacznemu pogorszeniu w ciągu ostatnich kilku lat. Perspektywy fiskalne pozostają trudne. Przewidywane przyjęcie znacznego pakietu fiskalnego do jesieni, który ma znacznie zwiększyć deficyt pierwotny do 2026 r., prawdopodobnie zaostrzy presję, zwłaszcza w środowisku utrzymujących się wysokich stóp procentowych. Koszty odsetkowe gwałtownie rosną, a deficyt federalny może osiągnąć ponad 8% PKB w 2026 r. przy ograniczonych dowodach na zbliżającą się konsolidację fiskalną. Równolegle wzrosło ryzyko polityczne, wraz z niestabilnymi decyzjami dotyczącymi polityki handlowej i współpracy wielostronnej.

W przypadku Francji ryzyko makroekonomiczne pogorszyło się ze względu na słabe wskaźniki fiskalne (saldo budżetowe, dług publiczny, zadłużenie zagraniczne i koszty obsługi). Wskaźniki te prawdopodobnie nie ulegną poprawie w dającej się przewidzieć przyszłości. Spodziewamy się, że deficyt fiskalny zmniejszy się w przyszłym roku (do 5% PKB), ale pozostanie wyższy niż prognozowany przez rząd, a koszty refinansowania również będą wyższe. Jesienią na pierwszy plan powróci polityczny impas w sprawie ustawy budżetowej na 2026 r., a rząd prawdopodobnie będzie miał trudności ze znalezieniem znacznych oszczędności w obliczu rosnących potrzeb w zakresie wydatków na obronność. Rozwiązanie Zgromadzenia Narodowego jest nadal realną opcją, choć nie spodziewamy się tego w naszym scenariuszu bazowym. W obliczu braku konsolidacji fiskalnej i wolniejszego niż oczekiwano ożywienia gospodarczego, wyraźnie widoczne są obawy krystalizujące się w perspektywie długoterminowej.

Sytuacja fiskalna Belgii uległa osłabieniu z powodu utrzymującego się deficytu, rosnących wydatków i ograniczonych postępów w konsolidacji fiskalnej. Planowane reformy strukturalne utknęły w martwym punkcie, podczas gdy nowe zobowiązania wydatkowe nadal zwiększają presję na finanse publiczne. Umiarkowany wzrost PKB oczekiwany w latach 2025-2026, w połączeniu z nierównowagą strukturalną i rosnącymi zobowiązaniami fiskalnymi, wzmacnia długoterminowe obawy. Szczególnie zauważalny jest brak wiarygodnych i skoordynowanych środków mających na celu przywrócenie stabilności fiskalnej zarówno na szczeblu federalnym, jak i regionalnym. Dynamika ta przyczynia się do pogorszenia perspektyw fiskalnych, przy rosnącym obciążeniu wskaźników zadłużenia. Chociaż Belgia zachowuje swój (dobry) status inwestycyjny, to obecnie ma najniższy poziom ratingu od ponad trzech dekad – co podkreśla pilną potrzebę znalezienie sposobu na wprowadzenie dyscypliny fiskalnej i odnowienie przejrzystości polityki w celu zapewnienia stabilności fiskalnej w perspektywie średnioterminowej.

W międzyczasie, pomimo trwających wyzwań politycznych lub gospodarczych, kilka gospodarek wschodzących wykazuje oznaki stopniowego ożywienia. W tym kwartale podwyższono ratingi Albanii (BB2), Argentyny (C3), Nigerii (C3), Peru (B1) i Surinamu (C3), podkreślając ostrożny optymizm na tych rynkach. Z drugiej strony, Botswana (BB2) straciła swój „zielony” status na Allianz Trade mapie, odzwierciedlając rosnącą presję w sektorze diamentów. Rating Mauritiusa (C3) również został obniżony w związku z niższymi niż oczekiwano przychodami podatkowymi, które zaczynają utrudniać długoterminowe planowanie fiskalne.

W kwietniu 2025 r. MFW zatwierdził nowy czteroletni instrument Extended Fund Facility o wartości 20 mld USD dla Argentyny, z początkową wypłatą w wysokości 12 mld USD  w celu wsparcia bieżących działań stabilizacyjnych i reformatorskich. Administracja prezydenta Milei poczyniła znaczące postępy, w tym płynne wprowadzenie nowego systemu walutowego, spadek miesięcznej inflacji do 2,8% w kwietniu, nadwyżki fiskalne sięgające 0,6% PKB oraz odbicie aktywności gospodarczej, płac realnych i redukcji ubóstwa. Kluczowe cele obejmują wzmocnienie zewnętrznych buforów i odzyskanie dostępu do międzynarodowych rynków kapitałowych. Rząd zobowiązał się również do zwiększenia przejrzystości finansowej i deregulacji gospodarki w celu zwiększenia formalizacji. Poprawa nastrojów rynkowych znajduje odzwierciedlenie w spadku premii za ryzyko Argentyny, torując drogę do pełniejszego powrotu na rynek.

Peru doświadczyło silnego ożywienia gospodarczego w 2024 r., przy wzroście sięgającym +3,3%, inflacji zakotwiczonej w docelowym przedziale i nadwyżce na rachunku obrotów bieżących w wysokości 2,2% PKB. Wzrost był napędzany przez odbicie w sektorach pierwotnych, rosnącą konsumpcję prywatną i solidne inwestycje publiczne. Chociaż deficyt fiskalny wzrósł do 3,5% PKB, Peru utrzymało silne bufory, w tym niski dług publiczny i wysokie rezerwy międzynarodowe. Oczekiwać można, że w 2025 r. wzrost spowolni do 3%, ale odporność konsumpcji prywatnej zrównoważy słabsze inwestycje publiczne i niepewność polityczną. Sektor finansowy pozostaje zdrowy, a reformy są w toku w celu zwiększenia odporności i ożywienia rynków kapitałowych. w roku przedwyborczym nie spodziewamy się większych reform strukturalnych, ale silne fundamenty Peru, spore rezerwy, ograniczona ekspozycja na handel z USA i nieco niedowartościowana waluta powinny wspierać konkurencyjność i zapewniać pole manewru.

Pozycja zewnętrzna Nigerii poprawiła się w ciągu ostatnich 12 miesięcy dzięki wprowadzeniu ortodoksyjnej polityki makroekonomicznej. Po zezwoleniu na płynność nairy, oficjalny kurs wymiany zrównał się z kursem na rynku równoległym, wywołując szok inflacyjny, ale przywracając kontrolę nad pozycją zewnętrzną bankowi centralnemu. Od tego czasu rezerwy międzynarodowe znacznie wzrosły, a ich pokrycie importu przekracza obecnie 3,5 miesiąca. Na froncie fiskalnym rząd Nigerii zlikwidował subsydia energetyczne, a perspektywy długu publicznego również uległy poprawie. Inflacja utrzymuje się jednak na poziomie ponad 20%, a powszechny brak bezpieczeństwa i zbliżające się wybory w 2027 r. wskazują na utrzymujące się niestabilności.

Sektory – ocena ryzyka

Tymczasem obniżki ratingów sektorowych koncentrowały się głównie w sektorze motoryzacyjnym. Ratingi ryzyka sektorowego pogorszyły się w ujęciu netto trzeci kwartał z rzędu, z 16 obniżkami (w porównaniu do 23 w I kwartale), zwłaszcza w sektorze motoryzacyjnym, i tylko 12 podwyżkami (wobec 5 w I kwartale). To nieznaczne pogorszenie otoczenia ryzyka odzwierciedla wyzwania, przed którymi firmy nadal stoją w perspektywie krótkoterminowej, w tym spowalniający cykl gospodarczy, rozbieżne cykle monetarne, rosnące koszty nakładów, wysoką niepewność, utrzymującą się wojnę handlową i nowe zagrożenia związane z eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Obniżki ratingów miały miejsce głównie w Ameryce Łacińskiej (7) i regionie Azji i Pacyfiku (5). Większość przypadków (10) dotyczyła sektora motoryzacyjnego, z obniżeniem ocen zarówno dla producentów, jak i dostawców w Meksyku (do wysokiego ryzyka) oraz w Japonii, Korei Południowej i Ekwadorze (do wrażliwego ryzyka), a także obniżeniem ocen dla producentów motoryzacyjnych w Niemczech i Finlandii. Wszystkie te obniżki były spowodowane ryzykiem związanym z taryfami celnymi oraz faktem, że producenci samochodów – a co za tym idzie, ich dostawcy – będą musieli zarządzać dodatkowymi kosztami w obliczu „idealnej burzy”, wynikającej ze słabego popytu, intensywnej konkurencji cenowej i ograniczonej polityki zachęt publicznych (dopłat dla konsumentów), które w poprzednich latach silnie wpływały na rentowność. Szczególnie narażeni na sytuację na rynek amerykańskim są japońscy i południowokoreańscy producenci samochodów, podczas gdy amerykański przemysł motoryzacyjny ma łańcuch dostaw ściśle powiązany (a więc i narażony) z Meksykiem. Dla europejskich producentów pogarszające się perspektywy globalnego handlu stanowią nową przeszkodę do pokonania, obok tych wcześniejszych: zaostrzonych ram regulacyjnych (dotyczących danych i emisji dwutlenku węgla), ogólnie słabych perspektyw gospodarczych regionu i rosnącej konkurencji ze strony chińskich marek.

Inne obniżki ratingów dotyczyły różnych sektorów, przyjmując z reguły trajektorię od średniego do wrażliwego poziomu ryzyka: rolno-spożywczego w Panamie, elektroniki na Węgrzech, sprzętu maszynowego w RPA, papieru w Kolumbii, metali w Japonii i farmaceutyków w Meksyku. Z drugiej strony, lepsze oceny ryzyka odnotowano głównie w przypadku sprzętu transportowego (we Francji, Chile i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, wszystkie na średnim poziomie) oraz oprogramowania i usług IT (w Czechach i Malezji na niskim poziomie ryzyka, a w Kolumbii na średnim), które łącznie odpowiadają za połowę wzrostów. W Europie Zachodniej poprawę en bloc odczuwa sektor budowlany (zwłaszcza Hiszpania i Irlandia), a w krajach Ameryki Łacińskiej poprawę odczuwa handel detaliczny (zwłaszcza Chile i Kolumbia).

Korekty te doprowadziły do zasadniczo stabilnego globalnego obrazu ratingów, z niewielką większością sektorów (54%) po stronie pozytywnej (niskie lub średnie ryzyko). Jednak patrząc na perspektywy, we wszystkich regionach ratingi sektorów są w większości albo średnie (45%, tj. stabilne kw/kw), albo wrażliwe na ryzyko (43%, tj. -1pp kw/kw). Ogólny rozrzut ryzyka jest zauważalny pomiędzy stosunkowo najbezpieczniejszym regionem (Azja) a najbardziej ryzykownym (Ameryka Łacińska i w trochę mniejszym stopniu Europa Środkowo-Wschodnia).

Co więcej – ogólnie rzecz biorąc, sektorów działających w realiach niskiego ryzyka jest nadal mniej (9%) niż przed pandemią (15% w 4. kwartale 2019 r.).

Wykres 2: Zmiany ocen ryzyka sektorowego w II kwartale 2025 r.

Zmiany ocen ryzyka sektorowego w II kwartale 2025

Źródło: Allianz Research, na podstawie metodologii ryzyka sektorowego i mapy ryzyka sektorowego na II kwartał 2025 r

Wykres 3: Oceny ryzyka sektorowego na połowę czerwca 2025 r., w liczbie krajów, według poziomu ryzyka

Oceny ryzyka sektorowego na połowę czerwca 2025 r., w liczbie krajów, według poziomu ryzyka

Źródła: Allianz Research, na podstawie metodologii ryzyka sektorowego i mapy ryzyka sektorowego na II kwartał 2025 r.

Euro najsilniejsze od lat, dolar pod presją

Jeszcze niedawno wydawało się, że dolar dotarł do dna. Dzisiaj widzimy jak puka od spodu. Amerykanie bardzo skutecznie realizują plan osłabienia swojej waluty. Niestabilność psuje jednak mocno optymizm przedsiębiorców. Inflacja w Polsce przyspiesza, ale nie budzi niepokoju.

Inflacja w Polsce

Wczoraj poznaliśmy wstępny odczyt inflacji za czerwiec w Polsce. Ceny dla konsumentów rosną o 4,1%. To z jednej strony 0,1% powyżej oczekiwań. Z drugiej strony to drugi najniższy rezultat w ciągu roku. Warto też zwrócić uwagę, że w lipcu 2024 doszło do zmian w stawkach za energię. Częściowe uwolnienie cen spowodowało, że inflacja podskoczyła do góry. Kluczowa zatem będzie wartość wskaźnika za miesiąc, kiedy w danych nie będzie już widać tego efektu. Trzeba pamiętać, że najbliższa decyzja RPP już jutro. Odczyt ten nie powinien wpłynąć na poziom stóp procentowych – rynki nadal oczekują utrzymania ich na niezmienionym poziomie. Pamiętajmy też, że w sierpniu posiedzenie jest niedecyzyjne. Najbliższa obniżka jest zatem możliwa dopiero we wrześniu. Z tego też powodu rynek przyjął dane o inflacji bardzo spokojnie.

Dolar znów szuka dna

Amerykańska waluta nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Pokazano natomiast słabsze od oczekiwań dane na temat tamtejszej gospodarki. Był to naprawdę alarmujący odczyt Chicago PMI. Wynik 40,4 pkt pokazuje wyraźną przewagę odpowiedzi negatywnych. Oczekiwania były pesymistyczne, ale wynosiły 43 pkt. Mamy zatem dużo gorszy wynik od i tak niekorzystnych prognoz. Słabo wypadł również indeks Dallas FED, który również pokazuje nieprzychylne nastawienie ankietowanych. Jak się okazuje, pomimo słabego dolara, gospodarka amerykańska nie widzi przyszłości pozytywnie. Powodem jest najprawdopodobniej niestabilność sytuacji. Przy tak silnych zmianach przedsiębiorcy boją się bowiem inwestować, nie wiedząc jakie warunki gry będą obowiązywać, jak zrealizują inwestycje. W rezultacie trwa odwrót od USD. Dzisiaj rano po raz pierwszy od 2021 roku za jedno euro trzeba było zapłacić więcej niż dolara i osiemnaście centów.

Spadek inflacji za Odrą

Wczoraj poznaliśmy dane na temat inflacji w Niemczech. Wynik 2% to dokładnie poziom, którego się oczekuje. Warto zwrócić uwagę, że rynek prognozował 2,2% – czyli wartość wyższą, ale nadal zbliżoną do docelowego pułapu. W normalnej sytuacji obniżająca się inflacja w głównej gospodarce strefy euro powinna zapowiadać przyspieszenie cyklu obniżek stóp procentowych.  To z kolei powinno osłabiać europejską walutę. Obecnie jednak euro jest silne głównie dzięki słabości dolara. W rezultacie dane te tylko opóźniły kolejne wzrosty na głównej parze walutowej świata, którą jest EURUSD.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień odczytów indeksów koniunktury, oprócz tego warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – liczba wakatów wg Jolts.

Autor: Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Cisco rozszerza strategiczną współpracę z Realem Madryt

0

Firma Cisco ogłosiła rozszerzenie strategicznej współpracy z Real Madryt. Partnerstwo, które trwa już niemal dwie dekady, wchodzi w nową fazę, obejmując nie tylko legendarny stadion Santiago Bernabéu, ale również kompleks treningowy Real Madrid Sports City.

Od momentu rozpoczęcia współpracy trzy lata temu przy modernizacji stadionu, Cisco dostarczyło kluczowe rozwiązania w zakresie łączności, bezpieczeństwa, transmisji i cyfrowych doświadczeń kibiców. W efekcie Bernabéu stał się jednym z najbardziej zaawansowanych technologicznie obiektów sportowych na świecie.

Nowy wymiar stadionowego doświadczenia

Dzięki zastosowaniu innowacyjnych technologii Cisco, kibice na Santiago Bernabéu mogą korzystać z błyskawicznej łączności (ponad 60 Mb/s upload i download), zaawansowanych systemów bezpieczeństwa oraz nieskompresowanych transmisji wideo 4K w czasie rzeczywistym – wszystko to w tłumie liczącym nawet 80 000 osób. Rozwiązania te wspierają pięć strategicznych filarów działalności klubu: innowacje, łączność, treści cyfrowe, transmisje oraz bezpieczeństwo.

Real Madrid Sports City – kolejny krok w cyfrowej transformacji

Nowy etap partnerstwa skoncentrowany będzie na rozwoju Real Madrid Sports City – centrum treningowego, które pełni również funkcję głównego ośrodka zarządzającego technologiczną infrastrukturą klubu. Cisco planuje w najbliższych latach wdrożenie:

  • najnowszych standardów łączności Wi-Fi 7,
  • centrum danych gotowego na obsługę sztucznej inteligencji (AI-ready),
  • zaawansowanych rozwiązań z zakresu obserwowalności i cyberbezpieczeństwa.

Nowe inwestycje pozwolą zwiększyć odporność cyfrową całej infrastruktury klubu i przygotować ją na kolejne innowacje.

Wspólna wizja, wspólne wartości

Jeszcze w tym roku stadion Bernabéu będzie gospodarzem pierwszego w historii meczu National Football League (NFL) w Hiszpanii. Starcie Miami Dolphins z Washington Commanders zaplanowane na listopad będzie technologicznym wyzwaniem, które – dzięki infrastrukturze Cisco – stadion z pewnością zrealizuje celująco. Firma jest również Oficjalnym Partnerem Technologicznym NFL, wspierającym ligę podczas międzynarodowych wydarzeń, w tym NFL International Games 2025.Alex Wicks, CEO Santiago Bernabeu Stadium; Agostino Santoni, Senior Vice President Cisco EMEA South_2

Real Madryt i stadion Bernabéu symbolizują to, co w sporcie najważniejsze: pasję, wspólnotę, łączność i doskonałość. Jesteśmy dumni, że możemy być częścią tej wizji i wspierać klub w jego cyfrowej ewolucji – powiedział Rizwan Hanid Head of Sports, Media & Entertainment w Cisco.

Rozszerzenie współpracy z Realem Madryt potwierdza rolę Cisco jako kluczowego partnera technologicznego dla najbardziej wymagających organizacji sportowych na świecie. To także dowód na skuteczność zintegrowanego podejścia technologicznego, które przygotowuje klub na wyzwania ery sztucznej inteligencji i przyszłości cyfrowej.

Jak generatywna sztuczna inteligencja zmienia polskie miejsca pracy? Raport Michael Page 2025

Niemal połowa polskich pracowników korzysta z jakiegoś narzędzia GenAI w trakcie wykonywania swoich obowiązków zawodowych – wynika z raportu Michael Page Talent Trends 2025. Zdaniem ankietowanych wykorzystanie sztucznej inteligencji zwiększyło ich produktywność w miejscu pracy, a także pomogło poprawić jej jakość. Jednocześnie, jedynie co piąty pytany deklaruje, że pracodawca dobrze przygotowują go do pracy z AI.

Powszechny dostęp do narzędzi bazujących na generatywnej sztucznej inteligencji sprawił, że dla wielu osób korzystanie z nich stało się codziennością, także w pracy. Jak wynika z raportu Michael Page Talent Trends 2025, aż 47% pracowników deklaruje, że wykonując swoje obowiązki zawodowe sięga po rozwiązania AI, takie jak ChatGPT, Midjourney czy Microsoft Copilot. Co więcej, aż 74% z nich sięga po te rozwiązania przynajmniej raz w tygodniu.

Sztuczna inteligencja w pracy to już standard

Obecność rozwiązań opartych o AI, to dziś naturalny element pracy w licznych sektorach. Nie tylko wspiera działania operacyjne, ale także skraca czas realizacji zadań i zwiększa efektywność zespołów. Według raportu Michael Page Talent Trends 2025, 71% pracowników korzystających z generatywnej sztucznej inteligencji zauważa, że ich produktywność wyraźnie wzrosła, a 69% dostrzega, że jakość wykonywanej pracy się poprawiła. Co więcej, 65% ankietowanych zwraca uwagę, że narzędzia AI pozwoliły im skupić się na bardziej satysfakcjonujących zadaniach.

Rosnąca popularność rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji sprawiła, że Polacy coraz chętniej wykorzystują je także w pracy. Trzeba jednak pamiętać, że AI to wciąż tylko narzędzie, którego  skuteczność zależy od umiejętności użytkownika potrafiącego jasno sformułować oczekiwania, zweryfikować efekty oraz wprowadzić niezbędne poprawki. Rola tych umiejętności będzie w przyszłości rosnąć, dlatego w interesie samego pracownika jest, żeby na bieżąco śledzić rozwój tych narzędziami i móc zwiększać wydajność swojej pracy – tłumaczy Kacper Grabowski, senior director i członek zarządu w Michael Page

Narzędzia AI – Pracownicy potrzebują jasnych wytycznych

Generatywna AI szybko trafia do rąk pracowników, jednak często dzieje się to poza oficjalnymi kanałami – co trzeci użytkownik sięga po narzędzia niezapewnione przez pracodawcę. Jednocześnie tylko 21% pracowników uważa, że firma odpowiednio przygotowuje ich do pracy z AI, podczas gdy ponad połowa czuje brak wsparcia lub nie jest tego pewna. To pokazuje, jak ważne jest wprowadzenie klarownych zasad korzystania z AI oraz zapewnienie odpowiednich szkoleń, które pomogą pracownikom wykorzystać pełnię możliwości tych technologii.

Rosnąca popularność narzędzi AI stanowi dziś wyzwanie dla pracodawców. Ich wdrożenie wymaga zarówno dostosowania do niej istniejących procesów, jak i przygotowania zespołów oraz wprowadzenia przejrzystych zasad korzystania ze sztucznej inteligencji, szczególnie w kontekście ochrony danych. Dlatego część organizacji inwestuje we własne rozwiązania, które gwarantują, że wrażliwe dane nie wydostaną się poza organizację. Z narzędzi AI korzystamy także w Michael Page, opierając się na zestawie zasad i wskazówek dotyczących ich wykorzystania w codziennej pracy. Widzimy już jednak po pierwszych badaniach wydajności, że takie podejście pozytywnie wpływa na efektywnoś. W niektórych firmach wdrożenie sztucznej inteligencji, może prowadzić do ograniczenia liczby osób potrzebnych do wykonywania pewnych zadań, jednak od początku roku wyraźnie wzrosła liczba organizacji tworzących nowe stanowiska, w celu analizy i optymalizacji procesów z wykorzystaniem AI – wyjaśnia Kacper Grabowski.  

Jakie są prognozy gospodarcze Polski na 2025? Inflacja, PKB i wpływ globalnej polityki

Prognozy gospodarcze na ten rok mają dużą marżę błędu – co wynika z nieoczekiwanych zmian w polityce Stanów Zjednoczonych, które mają znaczący wpływ na sytuację w Europie. Obecnie można przewidywać, że rok 2025 zapisałby się jako okres rozwoju gospodarczego – lepszy niż 2024. Inflacja wydaje się stabilizować – oszacowano, że przez cały rok powinna oscylować wokół 4%. Prognozy dotyczące wzrostu PKB – według instytucji międzynarodowych – zwracają uwagę na wzrost na poziomie 4%. Uspokojenie dynamiki wzrostu wynagrodzeń powinno również odciążyć koszty pracy dla przedsiębiorców. Zarządzanie niepewnością wymaga jednak elastyczności i gotowości do dostosowań w obliczu zmieniających się warunków – co jest kluczowe dla stabilności polskiej gospodarki w nadchodzących latach

– Pomimo pozytywnych pierwszych sygnałów, na horyzoncie znajdują się zmienne, które mogą zakłócić te prognozy – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan. – Niezbędne jest wzięcie pod uwagę czynników, które mogą wpłynąć na sytuację za kilka miesięcy. Na przykład, jeśli Donald Trump nałoży nowe sankcje na Unię Europejską, a Unia odpowie podobnymi działaniami – istnieje ryzyko, że sytuacja może się znacznie pogorszyć. W tej chwili obserwujemy potencjalne trudności w rozwoju niemieckiego przemysłu oraz w brytyjskiej gospodarce – co w efekcie odbije się na Polsce. Na tę chwilę jednak nie przewiduje się większych negatywnych zdarzeń, które mogłyby wpłynąć na wzrost gospodarczy poniżej 3% w 2025 roku – prognozuje Mariusz Zielonka.

Proteine Resources pozyskuje 9,5 mln EUR na autonomiczną fabrykę białka dla zwierząt domowych

Biotechnologiczny Proteine Resources z 9,5 mln EUR finansowania. Spółka zbuduje autonomiczną fabrykę dodatków funkcjonalnych i suplementów dla zwierząt domowych.

  • Proteine Resources, twórca innowacyjnej technologii produkcji alternatywnego białka, pozyskał 9,5 mln EUR finansowania z akceleratora dla firm deeptechowych. To pozwoli mu na 10-krotne rozbudowanie mocy produkcyjnych, w formule autonomicznej pierwszej tego typu platformy produkcyjnej, wspieranej przez AI.
  • Produkt Proteine Resources powstaje w oparciu o pozostałości produkcyjne przy masowej hodowli grzybów, głównie pieczarek. Spółka w opatentowanym procesie biotechnologicznym zamienia je w wysokiej jakości białko – dodatek funkcjonalny dla zwierząt domowych. 
  • Polska spółka opracowała i przygotowuje też do szerokiej komercjalizacji pierwszy na świecie skalowalny zamiennik wołowiny przy o 50% niższych kosztach produkcji. Startup w ten sposób zaoferuje suplementy oraz dodatki żywieniowe klasy weterynaryjnej.

Polski startup biotechnologiczny Proteine Resources ogłosił pozyskanie 9,5 mln euro w ramach tzw. finansowania mieszanego (grant + inwestycja w udziały) w ramach prestiżowego programu EIC Accelerator (EICA, Horizon Europe). To zaledwie 9. spółka z Polski, która dostała tego typu finansowanie, w 2025 r. jedynie ok. 4 proc. firm, których wnioski przyjęto, dostało takie wsparcie. EIC Accelerator, porównywany często do amerykańskiego Y Combinatora, skoncentrowany jest zdecydowanie na rozwiązaniach z segmentu deeptech.

– EIC Accelerator to miejsce, w którym deeptech dostaje skrzydeł. Tu, by stać się inwestycyjnym celem, trzeba przejść przez wielomiesięczny proces i trafić pod lupę licznego grona ekspertów. Dla naszego zespołu to więc potwierdzenie, że budujemy coś naprawdę przełomowego – zaznacza Bartłomiej Roszkowski, współzałożyciel Proteine Resources i jednocześnie absolwent Y Combinator.

PREMIUM PET FOOD Z MINIMALNĄ EMISJĄ CO2

Proteine Resources tworzy funkcjonalne, wysokowydajne białka dostosowane do potrzeb zwierząt domowych, koncentrując się na ich zdrowiu, przyswajalności i smakowitości produktu oraz zrównoważonym rozwoju. Wykorzystuje do tego łatwo skalowalną, sterowaną AI, autorską platformę biokonwersji grzybni. To największa i najbardziej wartościowa – a marnowaną podczas uprawy – część grzybów (m.in. popularnych pieczarek). Protein Resources w złożonym, powtarzalnym procesie zamienia je w najwyższej  jakości białko owadzie.

– Nasza opatentowana technologia umożliwia sterowany algorytmami AI autonomiczny proces transferu i kumulacji w owadzich “mikro bioreaktorach” całego leczniczego bogactwa grzybów – tłumaczy Konrad Włodarczyk, założyciel Proteine Resources i twórca technologii.

Białko wyprodukowane w tym procesie technologicznym jest bogate m.in. w łatwo przyswajalną taurynę i L-argininę — kluczowe aminokwasy m.in. dla kotów i aktywnych zwierząt domowych. Te elementy wspierają ich odporność oraz równowagę immunologiczną, kondycję sierści i skóry oraz redukują występowanie alergii. Już wkrótce będą składnikami karm i suplementów dla zwierząt domowych. Dodatkowo, produkcja białka o klasie wysokojakościowej wołowiny emituje niemal 100-krotnie mniej CO2 niż w przypadku produkcji jej mięsnego odpowiednika.

– Dostarczamy składniki o realnych, potwierdzonych właściwościach funkcjonalnych m.in. koncentraty białkowe, aktywne składniki, prebiotyki, witaminy, suplementy i dodatki. To istota naszego biotechnologicznego DNA – podkreśla Bartłomiej Roszkowski.

Co kluczowe, gotowy produkt Proteine Resources odznacza się także doskonałym smakiem, docenianym nawet przez koty, które znane są z trudności w akceptacji alternatywnych źródeł białka.

SKALOWANIE I DECENTRALIZACJA PRODUKCJI

Dzięki pozyskanym 9,5 mln euro z EICA, Proteine Resources planuje zbudować 10-krotnie większy zakład pilotażowy w okolicach Siedlec (woj. Podlaskie) i następnie uruchomić pierwszą na świecie pełnoskalową i w całości autonomiczną fabrykę białka owadziego. Już wkrótce, w rozbudowanym zakładzie spółka będzie wytwarzać nawet 100 ton produktu rocznie. W ten sposób Proteine Resources przygotuje modułową, energooszczędną architekturę produkcyjną, skalowalną w dowolnym miejscu na świecie mającym dostęp do odpadów rolniczych. Finansowanie pozwoli również skomercjalizować autorski produkt spółki czyli funkcjonalny odpowiednik wołowiny (1:1) dla segmentu premium pet food.

– Nasze zintegrowane systemy automatyzacji i sterowania oparte na AI pozwolą znacząco obniżyć koszty operacyjne i umożliwią zdecentralizowaną produkcję. Zmieni to sposób, w jaki rozwijane są zrównoważone źródła białka, pozwalając na ich masową produkcję oraz zyskując przychylność ze strony producentów produktów premium dla zwierząt – zapowiada Konrad Włodarczyk, założyciel i co-CEO.

CYRKULARNOŚĆ I ŁATWE SKALOWANIE

Istotą cyklu produkcyjnego Proteine Resources jest jego cyrkularność i dążenie do realnej zeroemisyjności. Według analiz spółki, więksi producenci grzybów wydają nawet 80 tys. euro rocznie na utylizację łodyg i grzybni. Technologia polskiej spółki zamienia ten koszt w przychód. Sposób produkcji Proteine Resources eliminuje koszty zarządzania odpadami, redukuje emisje gazów cieplarnianych i ryzyko skażenia środowiska oraz daje lokalnym rolnikom udział w cyrkularnej rewolucji żywnościowej.

– Pomagamy przekształcić problem w źródło zysku. Do tego robimy to w sposób skalowalny, mierzalny i neutralny emisyjnie. Rocznie w Unii Europejskiej powstaje nawet 6,5 mln ton odpadów grzybowych, których utylizacja jest obecnie bardzo uciążliwa i kosztochłonna – mówi Bartłomiej Roszkowski.

Te cechy biotechnologicznej firmy docenili inwestorzy, jak i niezależni eksperci z sektora deeptech. Proteine wspierane jest już przez fundusze SMOK Ventures i Bitspiration Booster VC.

– To, co zbudowało Proteine, to nie tylko produkt a skalowalna platforma. Spółka przekształca jedno z największych wyzwań środowiskowych rolnictwa w skalowalny biznes o prawdziwie biotechnologicznym charakterze. To rzadkość – podkreśla Borys Musielak, managing partner w SMOK Ventures.

– Zrównoważona i jednocześnie agresywnie skalowana biotechnologia to rzadka mieszanka. Model Proteine łączy wszystko, co najważniejsze: cyrkularność, autonomię i globalną multiplikację rozwiązania– dodaje Andrzej Targosz, jeden z partnerów z Bitspiration Booster.

ORLEN pozyskuje 600 mln euro z emisji zielonych euroobligacji na transformację energetyczną

0

ORLEN z powodzeniem przeprowadził emisję zielonych euroobligacji o wartości 600 mln euro. Oferta spółki spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem – popyt aż 2,5-krotnie przewyższył wielkość emisji. Koncern wykorzysta pozyskane środki na sfinansowanie transformacji energetycznej oraz działania łagodzące skutki zmian klimatu.

– Sukces emisji zielonych euroobligacji ORLEN to dowód zaufania ze strony międzynarodowych inwestorów do naszych planów rozwoju przedstawionych w strategii koncernu. Transformacja energetyczna i budowa wartości Grupy ORLEN do 2035 roku wymaga inwestycji w wysokości ponad 30 mld złotych rocznie. Dlatego tak ważnym elementem naszych działań jest zabezpieczenie stabilnego finansowania tego rozwoju. Najnowsza emisja obligacji pozwoliła nam pozyskać długoterminowe finansowanie na wymagającym rynku europejskim, co dodatkowo potwierdza przekonanie inwestorów o solidnej i bezpiecznej sytuacji finansowej firmy. Pozyskane środki przeznaczymy m.in. na rozwój odnawialnych źródeł energii oraz rozbudowę infrastruktury zeroemisyjnego transportu drogowego – powiedział Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Oferta obligacji o wartości 600 mln euro ma stałe oprocentowanie na poziomie 3,625 proc. rocznie. Są to obligacje z siedmioletnim terminem wykupu przypadającym na 2 lipca 2032 r. Emisja miała międzynarodowy charakter i w większości została objęta przez zagranicznych inwestorów, z czego ponad 60 proc. to inwestorzy o profilu ESG, czyli wymagający od emitenta spełniania określonych kryteriów związanych ze zrównoważonym rozwojem. Wartość zapisów wyniosła 1,49 mld euro, co oznacza blisko 2,5-krotną nadsubskrypcję.

– Zgodnie ze strategią do 2035 roku, ORLEN przeznaczy na inwestycje 350-380 mld zł w perspektywie dekady, z czego 40 proc. będą stanowiły projekty z segmentu Energy. Najważniejsze obejmują inwestycje w modernizację i rozbudowę sieci dystrybucyjnych energii i gazu, dalszy rozwój OZE, budowę magazynów energii, bloków parowo-gazowych, czy małych reaktorów modułowych. To inwestycje, które wesprą transformację energetyczną Polski i zapewnią bezpieczną, zeroemisyjną energię. Dlatego tak ważne jest pozyskiwanie efektywnych i długoterminowych źródeł ich finansowania. Emisja zielonych obligacji to kolejny ważny krok, który pomoże nam w realizacji ambitnych planów strategicznych – powiedziała Magdalena Bartoś, Wiceprezes Zarządu ORLEN ds. Finansowych.

Środki pozyskane w ramach emisji posłużą do sfinansowania realizowanych przez Grupę ORLEN inwestycji wspierających transformację energetyczną i łagodzenie zmian klimatu. W szczególności zostaną przeznaczone na finansowanie rozwoju odnawialnych źródeł energii (budowę i akwizycję nowych mocy produkcyjnych OZE), zeroemisyjnego transportu (dalszy rozwój sieci szybkich ładowarek samochodów elektrycznych oraz infrastruktury ładowania autobusów i samochodów wodorowych) oraz wzrost efektywności energetycznej.

Zakres i sposób wykorzystania pieniędzy będą zgodne z opracowanymi przez ORLEN zasadami zrównoważonego finansowania – tzw. Green Finance Framework opublikowanego na stronie orlen.pl. Zasady te spełniają międzynarodowe standardy i zostały poddane weryfikacji przez agencję Moody’s Ratings, która przyznała im wysoką ocenę na poziomie SQS2 (bardzo dobry). Tak wysoką ocenę otrzymały dotąd tylko nieliczne firmy zbliżone do profilu biznesowego ORLEN.

To już druga emisja zielonych euroobligacji ORLEN. Pierwsza, zrealizowana w 2021 roku, umożliwiła emisję 5 tys. obligacji o łącznej wartości 500 mln euro.

Komputronik S.A. – plany rozwoju i poprawy rentowności na kolejny rok finansowy

Grupa Komputronik wygenerowała w roku finansowym zakończonym w marcu 2025 r. 1,7 mld zł skonsolidowanych przychodów, co oznacza 3,9% wzrost rdr. Sam Komputronik S.A. zwiększył sprzedaż o 4,4 proc., do poziomu 1,65 mld zł, a w kluczowym kanale omnichannel aż o 13% rdr. Spółka spłaciła już 50% zobowiązań układowych i spodziewa się poprawy wyników w 2025 r. Ma to umożliwić m.in. pozyskanie inwestora EUVIC 2030, znaczące zwiększenie finansowania i optymalizacje w modelu biznesowym.

Wzrost pomimo trudnego otoczenia rynkowego

Mimo spowolnienia gospodarczego, silnej presji kosztowej i stagnacji cen elektroniki konsumenckiej oraz konkurencji ze strony nieautoryzowanych importerów korzystających z nadwyżek towarowych w innych krajach Europy – w 2024 r. Grupa Komputronik zwiększyła przychody o 3,9% do poziomu 1,7 mld zł. Jeszcze wyższy wzrost – o 4,4% – odnotowała spółka dominująca, czyli Komputronik S.A., generując 1,65 mld zł. przychodu. Na wynik złożyła się m.in. rosnąca sprzedaż komputerów PC marki Komputronik, laptopów, smartfonów, ale również sprzętu gamingowego i rozwiązań smarthome. W segmencie B2B wzrosła sprzedaż usług outsourcingu IT i projektów w zakresie bezpieczeństwa IT.

Na szczególną uwagę zasługuje wysoki, 13-procentowy wzrost sprzedaży w kanale omnichannel, znacząco przewyższający dynamikę wzrostu całego rynku elektroniki użytkowej. To efekt działań w zakresie integracji kanałów sprzedaży, automatyzacji procesów oraz rozwoju marketingu cyfrowego.

Rok 2024 był okresem, w którym skupialiśmy się na wzroście sprzedaży w kanałach OMNI i w tym zakresie na pewno odnieśliśmy sukces. Wzrost sprzedaży o kilkanaście procent na rynku elektroniki konsumenckiej, który charakteryzował się raczej stabilizacją, a nie wzrostami, udowadnia, że mamy spory potencjał. Jest też jasnym sygnałem dla naszych kluczowych dostawców, że potrafimy sprzedawać mimo niesprzyjających rynkowych okoliczności – tłumaczy Wojciech Buczkowski, prezes zarządu Komputronik S.A.

Wysokie koszty operacyjne i strategia wpływają na wynik

Mimo rosnących przychodów, w mijającym roku finansowym Komputronik odnotował stratę przed opodatkowaniem 14,4 mln zł, co jest wynikiem gorszym niż w 2023 roku. Jednocześnie wypracowana EBITDA wyniosła w 2024 roku 9,1 mln zł. Najistotniejszymi czynnikami, które wpływały na wyniki Grupy Komputronik w minionym roku obrotowym były:

  • wciąż bardzo silna presja płacowa,
  • istotny wzrost kosztów pozyskania ruchu internetowego,
  • niekorzystne wahania kursów walut,
  • nadwyżki towarowe w Europie, które wspierały silną konkurencję ze strony importu równoległego – poza oficjalną polską dystrybucją.

Jak każda firma, także i my odczuwamy silną presję płacową. Wzrost niektórych kosztów rdr. jest dwucyfrowy – tłumaczy Wojciech Buczkowski i dodaje: – Czasowe obniżenie rentowności jest jednak nie tylko efektem skumulowania niekorzystnych zjawisk rynkowych, ale również naturalną konsekwencją przyjętej przez nas strategii opartej na wzroście udziałów w rynku. Choć podjęte decyzje wpłynęły na okresowe pogorszenie wyników finansowych, to długoterminowo przyniosą wymierne efekty.

Prezes Komputronik zwraca jednocześnie uwagę, że w latach 2020-2024 spółka osiągnęła lepsze wyniki od tych założonych w planie restrukturyzacyjnym. – Wypracowaliśmy przez te lata zysk EBITDA wyższy od zakładanego w tym okresie o 11,9 mln zł, co potwierdza nasze zdolności do realizacji układu. Obecnie wchodzimy w etap, który zakłada koncentrację na poprawie marż i optymalizacji kosztowej. Efekty już widać – w IV kwartale poprawiliśmy rentowność o 1 p.p., a marżę o 1,5 p.p, co przy utrzymaniu poziomu kosztów stałych w naszej ocenie będzie miało istotny wpływ na wyniki finansowe osiągane w kolejnych kwartałach.

Poprawa rentowności i dynamika sprzedaży powyżej rynku

W 2025 r. Komputronik zakłada dalszy wzrost sprzedaży przy jednoczesnej poprawie rentowności. Mimo planowanego wzrostu obrotów spółka chce utrzymać koszty na poziomie nieznacznie wyższym niż w 2024 r. W mijającym roku finansowym Komputronik wdrożył autorski system wyliczania efektywnej rentowności transakcji w różnych kanałach i segmentach oraz mechanizmy wspierające eliminację potencjalnie nierentownej sprzedaży. Nacisk na wzrost rentowności w relacjach z dostawcami oraz zastosowanie zaawansowanej analityki i automatyzacji przełożyły się na istotną poprawę dochodów po uwzględnieniu bezpośrednich kosztów transakcyjnych.

– Naszym celem w nadchodzącym roku jest kontynuacja tego trendu – poprzez priorytetyzację sprzedaży asortymentu o wyższej marżowości, rozwój oferty własnych marek oraz dalszą digitalizację i wykorzystanie sztucznej inteligencji w procesach decyzyjnych w zakresie utrzymywania optymalnego łańcucha dostaw – przekonuje Wojciech Buczkowski.

Wzrost limitów kupieckich do 190 mln zł wpłynie na poprawę wyników

Na poprawę sytuacji spółki i zdolność do generowania przychodów i wyższych marż ma wpłynąć także większy dostęp do kapitału. Po ograniczeniach finansowania w ostatnich latach, Komputronik pozyskał nowe, istotne środki. Składa się na nie przede wszystkim emisja akcji kierowana do dotychczasowego akcjonariusza WB iTotal oraz do nowego inwestora – Euvic 2030, wehikułu inwestycyjnego Wojciecha Wolnego i Rafała Sonika. Ta transakcja da spółce ok. 5 mln zł środków na inwestycje i rozwój. Dodatkowo Komputronik uzyskał znaczny wzrost dostępnych limitów kredytu kupieckiego u dostawców, dzięki dostarczeniu poręczeń i innych gwarancji finansowych na kwotę 20 mln zł (limity w oparciu o te instrumenty wzrosły już o 7 mln zł począwszy od kwietnia 2025 roku). Dodatkowo Spółka jest na etapie uruchamiania 10 mln zł limitu faktoringu odwrotnego, zyskała też nowe limity w oparciu o limity handlowe zabezpieczone przez ubezpieczycieli należności handlowych.

W sumie, środki z emisji akcji razem z uruchomieniem faktoringu odwrotnego i wykorzystaniem dodatkowych instrumentów gwarancji i ubezpieczeń zwiększą o ok 20% możliwości finansowe Komputronik. Wzrost limitów kredytu kupieckiego i innych instrumentów finansujących z obecnych 148 mln zł do blisko 190 mln zł nastąpi już w trzecim kwartale 2025 roku kalendarzowego.

Współpraca z Euvic 2030 to istotne wsparcie, pozwalające nam w większym stopniu wykorzystać rynkowe szanse – tłumaczy Wojciech Buczkowski i dodaje: – Nie bez znaczenia jest także zaufanie, jakie w ten sposób otrzymujemy od inwestorów. To bez wątpienia istotny sygnał z rynku, że jesteśmy na dobrej ścieżce rozwoju.

Nowe finansowanie umożliwia zwiększenie dostępności produktów i zakup większych partii towarów w korzystnych cenach. Dzięki temu spółka ogranicza koszty logistyki i zapewnia szerszy asortyment dostępny w sprzedaży. – Efekty tego procesu będą w pełni widoczne w nadchodzących kwartałach – poprzez systematyczną poprawę możliwości sprzedażowych i oczekiwaną poprawę wyników finansowych – tłumaczy Wojciech Buczkowski.

Komputronik liczy na markę własną i platformę B2B

Komputronik spodziewa się w trwającym roku finansowym pozytywnego wpływu wyników spółek zależnych na wynik skonsolidowany. W segmencie konsumenckim liczy na wyższą sprzedaż komputerów PC oferowanych pod własną marką. W segmencie usług dla przedsiębiorstw, spodziewa się ożywienia w segmencie małych i średnich firm. – Efektem naszych wysiłków w dopasowaniu oferty do potrzeb małych i średnich firm jest platforma B2B. Ten segment oczekuje dopasowanego asortymentu, limitów handlowych, różnych form finansowania, doradców biznesowych oraz dostępu do bardziej zaawansowanych usług i produktów. Dlatego skonsolidowaliśmy kanały dotarcia do małych klientów biznesowych w ramach nowoczesnej platformy e-commerce. Ważną rolę w tym segmencie odgrywa Komputronik Biznes, który obsługuje niestandardowe potrzeby tych klientów – tłumaczy Wojciech Buczkowski.

Spółka oczekuje, że zrealizowane inwestycje — zarówno w zapasy, nowoczesne systemy IT, jak i rozwój zespołów — w połączeniu z pozyskaniem dodatkowych źródeł finansowania, przełożą się na wyraźną poprawę wyniku EBITDA w bieżącym roku obrotowym. – Odzyskaliśmy zaufanie rynku i wzmocniliśmy fundamenty finansowe Grupy. Mimo spłaty rat układowych zachowujemy dużą płynność i dysponujemy kapitałem obrotowym netto na poziomie 164,7 mln zł. To silne fundamenty, które w połączeniu z dyscypliną kosztową i nieustanną optymalizacją procesową, pozwalają nam patrzeć na obecny rok finansowy z optymizmem – przekonuje Wojciech Buczkowski.

TTMS z kontraktem w sektorze obronnym w zakresie implementacji protokołu NATO

Transition Technologies MS (TTMS), dynamicznie rozwijający się polski software house, podpisał umowę z jedną z największych firm zbrojeniowych w Polsce. Umowa dotyczy stworzenia oprogramowania zgodnego ze standardem komunikacyjnym opracowanym przez NATO. Zlecenie będzie ważnym elementem systemów kluczowych dla obronności Polski.

W ramach projektu będziemy odpowiedzialni za stworzenie modułów oprogramowania zgodnych ze standardem NFFI (NATO Friendly Force Information). Protokół NFFI to standard komunikacyjny opracowany przez NATO, umożliwiający wymianę informacji o położeniu i statusie sił własnych („blue force tracking”) w czasie zbliżonym
do rzeczywistego.
Jego głównym zadaniem jest zapewnienie interoperacyjności systemów dowodzenia i śledzenia położenia sił różnych państw członkowskich NATO oraz partnerów koalicyjnychmówi Marcin Kubec, dyrektor operacyjny TTMS.

Projekt potrwa około półtora roku.

To dwunasty kontrakt w sektorze obronnym pozyskany przez TTMS od początku działalności spółki. Pod koniec 2024 r. spółka poinformowała o kontrakcie dla Agencji NATO Standarization Office, zdobytym w konsorcjum z siostrzaną firmą Transition Technologies Software oraz BREVCO Services, na implementację rozwiązania IT, które będzie służyć do  zarządzania bazą terminologii NATO.

TTMS posiada wieloletnie doświadczenie we wdrażaniu rozwiązań dla sektora obronnego i współpracy przy projektach NATO, wyróżnia się znajomością specyfiki funkcjonowania sił zbrojnych. Firma działa w sektorze obronnym od 2016 r. i jest jedną z niewielu polskich firm IT, które posiadają odpowiednie certyfikaty bezpieczeństwa i koncesje pozwalające na udział w przetargach zbrojeniowych. W 2024 r. TTMS podwoił wartość portfela zamówień w segmencie obronnym.

TTMS jest członkiem NATO Innovation Hub – centrum innowacji zrzeszającego firmy specjalizujące się w projektach wojskowych i współpracujące przy inicjatywach badawczo-rozwojowych.

Decydująca faza negocjacji UE–USA: czy unikniemy wojny celnej, która wstrząśnie rynkami finansowymi?

Trwające negocjacje handlowe pomiędzy Unią Europejską a administracją Donalda Trumpa wchodzą w decydującą fazę, a ich wynik może mieć istotny wpływ na rynki finansowe. Do 9 lipca strony muszą osiągnąć porozumienie, aby uniknąć drastycznego wzrostu ceł – w przeciwnym razie większość eksportu UE do USA może zostać objęta 50-procentowymi taryfami. W 2024 roku wartość unijnego eksportu samochodów i części samochodowych do Stanów Zjednoczonych wyniosła 52.8 mld euro, co czyni ten sektor największym beneficjentem handlu transatlantyckiego. Dodatkowo, UE sprzedała do USA stal i aluminium o wartości 24 mld euro, głównie z Niemiec, Francji i Włoch.

Unia jest gotowa zaakceptować 10-procentowe uniwersalne cło na wiele towarów, lecz domaga się preferencyjnych warunków dla strategicznych sektorów, takich jak farmaceutyki, półprzewodniki, alkohol oraz lotnictwo cywilne. Szczególnym celem UE jest uzyskanie zwolnień z obecnych 25-procentowych ceł na samochody i części oraz 50-procentowych na stal i aluminium, które w obecnym kształcie zagrażają konkurencyjności europejskiego przemysłu.

Komisja Europejska uznaje propozycję USA za lekko niekorzystną, ale nadal dopuszcza jej przyjęcie jako kompromis, który pozwoliłby na czasowe porozumienie i kontynuowanie negocjacji po 9 lipca. Równocześnie Bruksela przygotowuje się na ewentualność fiaska rozmów – w takim scenariuszu gotowy jest pakiet środków odwetowych obejmujących cła na amerykańskie towary o wartości 21 mld euro, w tym na soję, drób i motocykle, oraz dodatkowe taryfy na produkty o wartości 95 mld euro, takie jak samoloty Boeinga, amerykańskie samochody i bourbon. Dodatkowo UE rozważa wprowadzenie kontroli eksportu i ograniczeń w dostępie do zamówień publicznych.

Wśród możliwych scenariuszy wymienia się porozumienie z umiarkowaną nierównowagą, dalsze przedłużenie rozmów lub całkowite ich zerwanie, co uruchomiłoby pełną eskalację wojny handlowej. Taka eskalacja może wprowadzić znaczną zmienność na rynkach finansowych, prowadząc do osłabienia euro, wzrostu premii za ryzyko dla spółek przemysłowych i sektora motoryzacyjnego oraz obniżenia wycen spółek powiązanych z handlem transatlantyckim. Inwestorzy z niepokojem śledzą rozwój sytuacji, ponieważ niepewność co do wyniku negocjacji może prowadzić do wzmożonej awersji do ryzyka, zmienności na rynkach akcji oraz wzrostu popytu na bezpieczne aktywa, takie jak obligacje skarbowe USA czy złoto.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Złoty zyskał na inflacyjnym zaskoczeniu – cięć stóp nie będzie

Inflacyjne zaskoczenie w górę w praktyce zamyka dyskusję o możliwym cięciu stóp przez RPP. Taki układ przez najbliższe tygodnie będzie fundamentalnie wspierał złotego, ponieważ następne decyzyjne posiedzenie Rady dopiero we wrześniu. Na szerokim rynku na razie brakuje impulsu, kurs EUR/USD wyhamował i tworzy lokalną konsolidację poniżej 1,175 $.

Horyzonty RPP

W Polsce w ostatnich kwartałach mogliśmy się od tego odzwyczaić. Inflacyjny flesz (wstępne i szczątkowe dane) za czerwiec zaskoczył w górę. Co prawda rezultat 4,1% (przy oczekiwanym 4%) trudno uznać za silny negatywny sygnał w procesie dezinflacji, ale hasło wyższej dynamiki cen z pewnością rzuca się w oczy. Ten odczyt zasadniczo zamyka spekulacje wokół konkluzji środowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej, chociaż tak naprawdę nie powinien mieć z nią nic wspólnego. Zarządzanie polityką pieniężną można porównać do sterowania dużym okrętem. Dlatego decydenci zobowiązują się stosować perspektywę średniego terminu, co oznacza horyzont 6-8 kwartałów. W tym kontekście najważniejsza staje się przygotowana przez NBP najnowsza projekcja inflacyjna. Jej szczegóły poznają na razie tylko członkowie Rady i to wspomniana projekcja ma być podstawą dla najbliższych decyzji. Czy w tej analizie pojawią się powody do odważniejszych ruchów ze strony RPP? Nie wszyscy jeszcze porzucili to założenie, chociaż scenariusz bazowy przynajmniej na lipiec jest klarowny. Brak ruchu na stopach z ewentualną komunikacją otwierającą możliwość wrześniowego cięcia. Wtedy pojawi się pytanie, kiedy rynek zacznie dyskontować dalsze luzowania monetarne w Polsce. Jeśli jednak w komunikacie Rady (albo później na konferencji prezesa Adama Glapińskiego) wybrzmią jastrzębie nuty, to złoty będzie miał za sobą silne lokalne fundamenty przez najbliższe tygodnie.

EBC dostaje argument za obniżką

W Polsce żyjemy naszą inflacją, ale szeroki rynek zdecydowanie większą wagę przykładał do dynamiki cen w największej unijnej gospodarce. Po piątkowych negatywnych zaskoczeniach inflacyjnych z Francji i Hiszpanii, urosły obawy też o Niemcy. Jednak już w porannych danych z poszczególnych landów było widać korzystne sygnały dla całej RFN. Takowe rzeczywiście się zmaterializowały w zaskakującym spadku wskaźnika CPI do równych 2% w ujęciu rocznym (poprzednio 2,1%, prognoza 2,2%). Było to najniższe wskazanie od października i przynajmniej otwiera ono furtkę do spekulacji o dalszych cięciach stóp ze strony EBC. Taki scenariusz powinien stanowić obciążenie dla euro, ale rynek w pierwszym momencie przyjął powyższe dane ze spokojem. Wcześniejsza publikacja o włoskiej dynamice cen była zgodna z konsensusem (1,7% rok do roku). Natomiast niepokojąco wygląda niemiecka sprzedaż detaliczna. W maju w ujęciu rocznym poszła w górę jedynie o 1,6%, daleko nie wypełniając oczekiwań (3,3%) i mocno oddalając się od poprzedniej publikacji (4,6%). Z drugiej strony mniejsze zaangażowanie konsumentów może być jednym z kluczowych czynników dezinflacyjnych.

Spokojny poniedziałek przed burzą?

Inwestorzy na rynku walutowym podchodzą do dzisiejszych danych ze spokojem. Można odnieść wrażenie, że po ostatnich gwałtownych zmianach potrzeba naprawdę silnego impulsu do wykreowania dalszego kierunku. Wygaszenie zmienności na otwarciu tygodnia trudno jednoznacznie interpretować, chociaż korekta ostatnich ruchów byłaby czymś naturalnym i pozwoliła na stabilniejszą kontynuację trendów. Przed godz. 15 kurs EUR/USD utrzymuje się powyżej 1,17 $ z delikatną tendencją spadkową. Przekłada się to na kurs USD/PLN, który odbija do 3,62 zł, a kurs EUR/PLN balansuje na 4,24 zł. Najlepiej złoty radzi sobie na parze z funtem – kurs GBP/PLN spada w kierunku 4,95 zł (najniżej od kwietnia). Jedną z najmocniejszych walut szerokiego rynku jest dziś frank szwajcarski, co skutkuje powrotem kursu CHF/PLN w pobliże 4,54 zł.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Zbrojeniówka na celowniku inwestorów: wysokie wyceny, wysokie oczekiwania

  • Zwiększające się wydatki na obronność w Europie, zwłaszcza w Niemczech, Polsce, Francji i Wielkiej Brytanii, przekładają się na rosnące zainteresowanie spółkami z sektora zbrojeniowego.
  • Rheinmetall należy do 20 najczęściej wybieranych akcji w regionie CEE i zajmuje 5. miejsce wśród europejskich spółek notowanych na giełdzie.
  • Wyceny europejskich firm obronnych, takich jak Rheinmetall, osiągają obecnie znacznie wyższe poziomy niż historycznie – przykładowo, mnożnik ceny do prognozowanego zysku na 2025 rok wynosi 60 dla Rheinmetall i aż 227 dla Palantir.

Spółki obronne stały się jednym z najgorętszych tematów na rynkach finansowych. Od czasu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę ich popularność znacząco wzrosła, a inwestorzy coraz chętniej włączają je do swoich portfeli – zauważa Oskar Bernhardtsen, Nordic Investment Strategist  Saxo Banku. Przykładem może być Rheinmetall, który znalazł się wśród 20 najczęściej wybieranych akcji w regionie CEE. Dla porównania, jeszcze w 2021 roku, przed wybuchem konfliktu, spółki zbrojeniowe praktycznie nie występowały w portfelach inwestorów. Dziś, po kilku latach, ten temat inwestycyjny zdominował rynek. Jednak wciąż pozostaje pytanie: czy rosnąca popularność może oznaczać ryzyko bańki?

Analiza portfeli ponad miliona klientów Saxo Banku pokazuje, że Rheinmetall jest dziesiątą najpopularniejszą spółką na świecie i piątą wśród europejskich firm notowanych na giełdzie. Dane te potwierdzają rosnące zainteresowanie tym tematem nie tylko w Europie Środkowo-Wschodniej, lecz także w innych częściach świata.

 Jak pokazują nasze dane, popularność spółek obronnych znacząco różni się w zależności od regionu. Rheinmetall zajmuje 18. miejsce wśród najczęściej wybieranych akcji w Europie Środkowo-Wschodniej, podczas gdy w Danii plasuje się już na 4. pozycji, a w Szwajcarii na 10. Z kolei Palantir i Leonardo, mimo niskiej pozycji w regionie CEE (odpowiednio 615. i 1462. miejsce), cieszą się znacznie większym zainteresowaniem w Europie Zachodniej. Podobny trend obserwujemy w przypadku Saaba i Kongsberga, które są popularniejsze w Wielkiej Brytanii, Danii i Belgii niż w Europie Środkowo-Wschodniej – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo Banku w Polsce i dodaje: Dzięki szerokiej ofercie Saxo Banku klienci mają możliwość łatwego dostępu do wszystkich wymienionych spółek obronnych, co umożliwia skuteczną dywersyfikację portfela niezależnie od lokalizacji czy przyjętej strategii inwestycyjnej.

Chociaż obecność spółek obronnych takich jak Rheinmetall w portfelach inwestorów nie jest już niczym zaskakującym, warto zwrócić uwagę, że ich wyceny osiągnęły poziom porównywalny z gigantami technologicznymi, takimi jak Apple czy Microsoft.

Choć Rheinmetall pozostaje najbardziej rozpoznawalną spółką w sektorze obronnym, inwestorzy wykazują również duże zainteresowanie innymi firmami z tej branży, takimi właśnie jak Saab, Palantir, Kongsberg czy Leonardo. Pod względem wyceny, Rheinmetall notowany jest na poziomie około 60-krotności prognozowanych zysków na 2025 rok, Saab – 46-krotności, a Kongsberg – 49-krotności. Na tle tych firm wyróżnia się Palantir, którego mnożnik wynosi aż 227, co znacząco odbiega od reszty. Warto jednak pamiętać, że jako spółka technologiczna z ekspozycją na sektor obronny, Palantir nie powinna być bezpośrednio porównywana z tradycyjnymi europejskimi firmami zbrojeniowymi.

W 2021 roku wyceny spółek obronnych były znacznie niższe niż obecnie – przykładowo, Rheinmetall notowany był na poziomie 9-krotności zysku na akcję, a Saab na 16-krotności. Obecne mnożniki są istotnie wyższe, co może sugerować, że europejskie firmy zbrojeniowe stały się relatywnie drogie względem swoich zysków. Nawet przy założeniu realizacji prognoz na 2027 rok, obecne ceny akcji mogą wydawać się wygórowane w kontekście historycznych wycen. Wzrosty są znaczące: wycena Rheinmetall jest obecnie trzykrotnie wyższa niż w 2021 roku, Leonardo – czterokrotnie, Saab – dwukrotnie, a Kongsberg – o 75% wyższa. Wszystkie te spółki są dziś wyceniane wyraźnie powyżej swoich historycznych średnich, zarówno w ujęciu bieżącym, jak i z uwzględnieniem prognozowanych wyników.

dane od 2025 roku wzwyż to prognozy oparte na średnich szacunkach analityków

Źródło: Koyfin, Saxo Bank – dane od 2025 roku wzwyż to prognozy oparte na średnich szacunkach analityków, którzy objęli te akcje swoją rekomendacją.

Pomimo wysokich wycen, cztery europejskie spółki obronne od 2022 roku notują solidny wzrost zysków na akcję (EPS), co jest bezpośrednim efektem zwiększonych wydatków obronnych w Europie. Prognozy wskazują na utrzymanie tego trendu w kolejnych trzech latach. Z wyjątkiem Leonardo, wszystkie analizowane firmy osiągnęły stabilny wzrost EPS na poziomie od 20% do 60%. Jeśli dynamika ta się utrzyma, trudno mówić o bańce spekulacyjnej. Niższy i bardziej zmienny wzrost zysków w przypadku Leonardo tłumaczy jego relatywnie niższą wycenę (wskaźnik P/E) w porównaniu z innymi europejskimi firmami zbrojeniowymi. Choć wysokie mnożniki mogą sugerować ryzyko przewartościowania, to jednak silny wzrost zysków oraz pozytywne prognozy mogą uzasadniać dalszy wzrost cen akcji w tym sektorze.

dane od 2025 roku wzwyż to prognozy oparte na średnich szacunkach analityków

Źródło: Koyfin, Saxo Bank – dane od 2025 roku wzwyż to prognozy oparte na średnich szacunkach analityków, którzy objęli te akcje swoją rekomendacją.

Rosnące wydatki obronne to jeden z kluczowych czynników napędzających wzrost wartości akcji europejskich spółek zbrojeniowych. Zgodnie z prognozami, w 2024 roku większość krajów europejskich przeznaczy na obronność co najmniej 2% PKB, realizując tym samym pierwotny cel NATO. Niektórzy eksperci przewidują jednak, że przez pewien czas budżety te mogą wzrosnąć nawet do 5% PKB, co mogłoby dodatkowo zwiększyć oczekiwania wobec wyników finansowych firm z sektora.

Fakt, że obecne wyceny spółek obronnych są historycznie wysokie, może sugerować istnienie bańki spekulacyjnej. Z drugiej strony, silny wzrost zysków na akcję (EPS) oraz prognozy jego utrzymania przez co najmniej kolejne trzy lata wskazują, że wzrost cen akcji może być kontynuowany.

Z perspektywy inwestora kluczowe pytanie brzmi: jak wysokie będą europejskie budżety obronne w nadchodzących latach? To właśnie one – szczególnie w takich krajach jak Niemcy, Polska, Francja czy Wielka Brytania – pozostają głównym motorem napędowym wzrostu wartości spółek z sektora obronnego.

Do 2027 roku prognozowany wzrost przychodów wynosi: 100% dla Rheinmetall, 80% dla Saaba, 60% dla Kongsberga i 23% dla Leonardo. Jeśli cel 5% PKB zostanie osiągnięty, szacunki te mogą jeszcze wzrosnąć. Z drugiej strony, zakończenie wojny w Ukrainie i powrót budżetów obronnych do poziomu 2–2,5% PKB w kolejnych latach może sprawić, że obecne prognozy okażą się zbyt optymistyczne, co mogłoby prowadzić do korekty cen akcji w sektorze.

Presja na Fed rośnie, kurs dolar spada – złoty i euro na fali wzrostowej

Dolar osiągnął nowe minima od „dnia wyzwolenia” w obliczu rosnącej presji na Rezerwę Federalną, by obniżyła stopy procentowe. Złoty w zeszłym tygodniu umocnił się względem amerykańskiej waluty o ponad 2%, a tym samym kurs USD/PLN znalazł się najniżej od 2018 r.

Kluczowe punkty:

  • PLN radzi sobie dobrze, podobnie jak inne waluty Europy.
  • Ataki Trumpa na prezesa Fedu Powella przybierają na sile.
  • USD powraca do spadków.
  • PMI w strefie euro wskazują na nikły wzrost.
  • PMI w UK przełamują passę kiepskich odczytów.
  • Ceny ropy obniżają się, w miarę jak spada napięcie na Bliskim Wschodzie.

 

Źródłem wspomnianej presji są administracja Trumpa, która coraz wyraźniej daje do zrozumienia, że nie respektuje niezależności banku centralnego, oraz słabsze dane gospodarcze z USA. Jednocześnie nie obserwujemy kontynuacji handlu „sell America”, który wystraszył rynki w kwietniu. Amerykańskie akcje osiągają wręcz nowe maksima, a obligacje skarbowe również dobrze sobie radzą. Niemniej dolar ponownie pełni rolę wentyla bezpieczeństwa podczas konfliktów handlowych i w ubiegłym tygodniu doświadczył silnej deprecjacji względem zdecydowanej większości głównych walut.

 

W tym tygodniu w centrum reflektorów znajdą się dwa odczyty. We wtorek (01.07) wstępny raport inflacyjny ze strefy euro pomoże określić, jak dużą przestrzeń do dalszych obniżek ma Europejski Bank Centralny. Tego dnia, od raportu JOLTS, rozpocznie się również szereg publikacji z amerykańskiego rynku pracy, którego punktem kulminacyjnym będzie raport NFP (non-farm payrolls) za czerwiec w czwartek (03.07). Duża część ostatniej wątłości dolara jest reakcją na postrzeganą słabość amerykańskich danych. Informacje z rynku pracy ostatecznie potwierdzą tezę o znaczącym spowolnieniu w USA – lub jej zaprzeczą. Spodziewamy się w związku z tym znaczących ruchów walut.

PLN

Za złotym świetny tydzień – umocnił się o ponad 0,5% względem euro i o ponad 2% względem ogólnie słabszego dolara. Jest to wynikiem przede wszystkim zderzenia się słabości dolara oraz statusu złotego jako europejskiej waluty o wysokiej becie. Lokalnie uwaga skupiła się na danych gospodarczych, których większość zaskoczyła lekko w dół. Szczególnie warty odnotowania jest powrót dynamiki płac na ścieżkę spadkową po jej wzroście w kwietniu. W połączeniu ze słabszymi wynikami sektora przemysłowego i nieimponującej sprzedaży detalicznej wspiera to rozważanie dalszych cięć stóp procentowych w Polsce.

Sygnały z NBP, a w szczególności retoryka prezesa Adama Glapińskiego po ostatniej decyzji dotyczącej polityki monetarnej, pozwalają sądzić, że do kolejnej obniżki w tę środę (02.07) jeszcze nie dojdzie. Niemniej będziemy wypatrywać sygnałów, że jest ona tuż za rogiem. Poza konferencją prasową Glapińskiego (03.07) istotne będą również nowe projekcje makroekonomiczne.

EUR

Majowe wskaźniki PMI ze strefy euro nie zmieniły obrazu ledwo rosnącej gospodarki, która polega obecnie na perspektywach ogromnej stymulacji fiskalnej w Niemczech w dalszej części roku. Nie stoi to jednak na przeszkodzie do aprecjacji euro względem dolara, którą wspierają zabezpieczające przepływy od inwestorów posiadających zbytnią ekspozycję na amerykańskie aktywa oraz kurczenie się różnicy między stopami procentowymi w USA i Europie.

Wstępny odczyt inflacji (wtorek 01.07) pomoże ocenić, czy jest jeszcze przestrzeń na dalsze cięcia EBC z poziomu 2%, na którym też zgodnie z oczekiwaniami ma uplasować się czerwcowa dynamika cen.

USD

Opublikowane w ubiegłym tygodniu dane gospodarcze były mieszane. Niska liczba nowych rozpoczętych budów nieruchomości mieszkalnych oraz słabe dane o osobistych dochodach i wydatkach zostały zrównoważone przez niższą liczbę nowych deklaracji bezrobotnych i wysoką zamówień środków trwałych. Podsumowując, ton danych z ostatnich tygodni był słabszy, nie na tyle jednak, by pozwalał na wyciągnięcie daleko idących wniosków.

Dane z rynku pracy (01–03.07) powinny w dużej mierze pozwolić rozstrzygnąć tę kwestię. Istotne są również dalsze losy ustawy budżetowej. Dyskusje są gorące, a brak powodzenia negocjacji implikowałby znaczne zacieśnianie polityki fiskalnej od przyszłego roku. Jest to jednak naszym zdaniem mało prawdopodobny scenariusz.

GBP

Dane PMI za czerwiec w Wielkiej Brytanii nieco przewyższyły oczekiwania, co pomogło częściowo rozwiać ciemne chmury po ostatnich kiepskich odczytach dotyczących zatrudnienia i sprzedaży detalicznej. Dzięki temu w obliczu ogólnej wyprzedaży dolara funt dotrzymał kroku innym walutom europejskim, co wyraźnie kontrastuje z jego gorszymi wynikami w ostatnim czasie.

Ten tydzień raczej nie przyniesie aktualnych danych gospodarczych, handel funtem będzie więc zależeć głównie od wydarzeń na świecie, podczas gdy wyczekujemy na wyklarowanie ścieżki cięć stóp procentowych Banku Anglii.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Wybierasz kierunek studiów? Sprawdź, po których studiach zarabia się najwięcej i gdzie opłaca się wyjechać

Dla tych, którzy wciąż stoją przed dylematem, co studiować, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW) we współpracy z Ośrodkiem Przetwarzania Informacji – Państwowym Instytutem Badawczym (OPI PIB) udostępniło 10. edycję ogólnopolskiego systemu monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów szkół wyższych (ELA). Dzięki aktualnym danym każdy może sprawdzić, po jakich kierunkach studiów zarabia się najwięcej do pięciu lat po uzyskaniu dyplomu, a także jak długo trwa poszukiwanie pracy. W tym roku system został wzbogacony o nowe wskaźniki opisujące ekonomiczne losy absolwentów w zależności od województwa, w którym ukończyli studia.

ELA – cenne narzędzie nie tylko dla młodych

System ELA powstał i jest rozwijany przez Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy na zlecenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. To jedno z najbardziej zaawansowanych rozwiązań tego typu w Europie. Od 2016 roku dostarcza wiarygodnych danych na temat losów zawodowych absolwentów szkół wyższych.

Tegoroczna edycja została rozszerzona o dane dotyczące wewnętrznych migracji absolwentów oraz ich aktywności zawodowej w zależności od województwa ukończenia studiów i obecnego miejsca zamieszkania. To nie tylko cenne źródło informacji dla przyszłych studentów i studentek, ale także przydatne narzędzie dla samorządów, które chcą lepiej zrozumieć mobilność młodych ludzi i planować skuteczną politykę regionalną.

– System ELA pozwala sprawdzić m.in., które kierunki studiów zapewnią w przyszłości najwyższe zarobki, jak długo absolwenci szukają pracy po ukończeniu uczelni, a także – co stanowi nowość – jakie są ich dalsze losy w podziale na województwa, w których studiowali, oraz te, w których obecnie mieszkają i pracują – mówi Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Maria Mrówczyńska.

Dzięki tym dodatkowym informacjom ELA stała się nie tylko cennym źródłem wiedzy dla maturzystów, lecz także realnym wsparciem dla samorządów. Pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego młodzi ludzie opuszczają swoje regiony i co można zrobić, aby ich zatrzymać, zwłaszcza tych najbardziej utalentowanych – dodaje wiceminister Mrówczyńska.

Migracje po studiach – nowe spojrzenie w ELA

Nowe dane przedstawiamy na przykładzie absolwentów i absolwentek studiów II stopnia i jednolitych studiów magisterskich z rocznika 2023. Analiza dotyczy ich mobilności regionalnej oraz aktywności ekonomicznej w pierwszym roku po studiach. W ELA dostępne są również analogiczne dane dla roczników od 2019 roku, obejmujące wszystkie poziomy studiów.

Mechanizmy migracyjne zaprezentowano na podstawie trzech wskaźników. Dla każdego województwa przedstawiono procentowy udział absolwentów, którzy po uzyskaniu dyplomu zdecydowali się na opuszczenie województwa, w którym studiowali.

– Najczęściej swoje województwo zamieszkania zmieniali absolwenci z województwa warmińsko-mazurskiego. Był to udział niemal trzy razy większy niż w przypadku absolwentów z województwa podkarpackiego (43,9% wobec 15,3%). Drugim województwem o absolwentach najbardziej skłonnych do migracji do innego regionu Polski było województwo dolnośląskie (36,2%) – mówi dr hab. Mikołaj Jasiński, ekspert OPI PIB.

Dwa pozostałe wskaźniki odnoszą się do ekonomicznego bilansu migracji.

Pierwszy – pokazuje różnicę w nominalnych zarobkach między absolwentami, którzy po studiach wyjechali z województwa, w którym się kształcili, a tymi, którzy w nim pozostali. Drugi wskaźnik opisuje relatywną pozycję ekonomiczną obu grup – tych, którzy po dyplomie przenieśli się do innego regionu oraz tych, którzy zostali w województwie ukończenia studiów. Mierzy on różnicę pomiędzy wartościami Względnego Wskaźnika Zarobków (WWZ) w obu tych grupach.

– Największy dodatni bilans nominalnych wynagrodzeń związany z wyjazdami na podstawie danych systemu ELA widać wśród osób, które studiowały w województwie śląskim (+1454,18 zł) i warmińsko-mazurskim (+1273,64 zł). Największy ujemny wśród absolwentów z województwa dolnośląskiego (-345,02 zł). Bilans najbliższy zeru wystąpił w dwóch województwach: zachodniopomorskim (0 zł) i podkarpackim (+15,70 zł) – mówi dr hab. Agnieszka Chłoń-Domińczak, prof. SGH, ekspertka OPI PIB. Warto jednak pamiętać, że te same kwoty zarabiane w regionach o różnym poziomie ekonomicznym świadczą o różnej pozycji na lokalnym rynku pracy – dodaje profesor Chłoń-Domińczak.

Najnowsze dane pokazują, że województwa znacznie różnią się pod względem bilansu pozycji rynkowej absolwentów wyjeżdzających względem pozostających w województwach, w których uzyskali dyplom.

– Największy pozytywny bilans wyjazdów pod tym względem odnotowaliśmy dla województwa śląskiego – +0,22. Oznacza to, że absolwenci, którzy po studiach wyjechali z województwa śląskiego zarabiali w pierwszym roku po studiach o 22% lokalnych średnich zarobków więcej od tych, którzy pozostali w województwie śląskim – tłumaczy dr Marek Bożykowski, ekspert OPI PIB. Wskazania najbardziej neutralne (najbliższe zeru) zaobserwowaliśmy dla województwa zachodniopomorskiego (+0,01), natomiast wartości ujemne – w trzech województwach: podkarpackim, lubelskim i opolskim (po -0,03) – dodaje doktor Bożykowski.

W przypadku Względnego Wskaźnika Zarobków można zaobserwować jeszcze silniejszą niż dla nominalnych zarobków zależność między bilansem wyjazdów a skłonnością absolwentów do wyjazdów z województwa studiowania. Korelacja pomiędzy tymi wielkościami okazała się dodatnia i dwukrotnie wyższa niż w poprzednim przypadku, równa 0,28. To oznacza, że decyzje migracyjne absolwentów częściej wynikają z chęci poprawy pozycji na rynku pracy, a nie tylko z różnic w zarobkach.

Trzy województwa – trzy mechanizmy migracji absolwentów

Absolwenci z województwa warmińsko-mazurskiego najczęściej decydowali się na wyjazd po uzyskaniu dyplomu. Towarzyszyły temu wyraźne „premie” – zarówno w postaci wyższego bilansu nominalnych wynagrodzeń, jak i lepszej pozycji ekonomicznej w porównaniu do tych, którzy pozostali w regionie.

Inaczej sytuacja wyglądała w województwie dolnośląskim. Choć odsetek wyjeżdżających był również wysoki, to wyższe zarobki osiągali absolwenci, którzy zostali. Województwo dolnośląskie należy do regionów z najwyższymi wynagrodzeniami w kraju – nie tylko wśród absolwentów, ale także ogółu zatrudnionych (dane GUS). Co ciekawe, absolwenci, którzy opuścili ten region, mimo niższych zarobków, osiągnęli wyższą pozycję ekonomiczną względem tych, którzy zostali. Może to sugerować, że kierowali się nie tyle wysokością wynagrodzenia, co szansą na poprawę statusu zawodowego.

Województwo podkarpackie, mimo najniższych w kraju zarobków (zarówno wśród ogółu mieszkańców, jak i absolwentów), cechuje się najmniejszą skłonnością do migracji. Wyjeżdżający z tego regionu zarabiali podobnie do tych, którzy pozostali, a po uwzględnieniu lokalnych kosztów życia i poziomu wynagrodzeń ich pozycja ekonomiczna była nawet nieco niższa. Oznacza to, że mieszkańcy Podkarpacia nie mieli silnych bodźców ekonomicznych do opuszczenia regionu po studiach.

Nie tylko pieniądze – co jeszcze wpływa na decyzje absolwentów?

Najnowsze dane ELA to ważne źródło wiedzy o mobilności absolwentów i ekonomicznych aspektach ich decyzji. Choć korelacja między skłonnością do migracji a opłacalnością wyjazdu jest dodatnia, nie jest bardzo silna. Sugeruje to, że pozaekonomiczne czynniki, takie jak więzi społeczne, koszty życia czy jakość środowiska pracy również mogą odgrywać istotną rolę w podejmowaniu decyzji o zmianie miejsca zamieszkania po studiach, ale weryfikacja tego wymagałaby osobnych badań, z użyciem źródeł danych innych niż rejestrowe.

Ogólnopolski system monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów szkół wyższych (ELA)

System ELA został stworzony i jest prowadzony przez Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy (OPI PIB) na zlecenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW). Dostarcza wiarygodnych informacji o sytuacji absolwentów polskich uczelni na rynku pracy. Bazuje on na danych, które już od dawna gromadzone są w rejestrach publicznych. ELA czerpie dane z innego systemu rozwijanego również w OPI PIB, czyli z POL-onu oraz wykorzystuje informacje z rejestru osób objętych ubezpieczeniem społecznym, który jest prowadzony przez ZUS. Wszystkie dane przetwarzane przez system są zanonimizowane oraz wdrożone zostały odpowiednie mechanizmy, które gwarantują bezpieczeństwo. System jest bardzo nowoczesny i przyjazny dla użytkownika. Posiada narzędzia pozwalające m.in. na generowanie raportów, rankingów i infografik, zgodnie z potrzebami użytkownika.

Nowy etap dla INTERSPORT Polska

INTERSPORT Polska S.A. rozpoczyna proces podwyższenia kapitału zakładowego oraz wprowadza zmiany w składzie Rady Nadzorczej, odpowiadając na rosnącą konkurencję i zmieniające się oczekiwania klientów. Strategiczna decyzja ma na celu wzmocnienie pozycji firmy na rynku sportowym.

Kapitał na inwestycje – elastyczność i priorytety rozwojowe

Zarząd INTERSPORT Polska podjął uchwałę o podwyższeniu kapitału do 5 milionów złotych poprzez emisję do 50 milionów akcji serii M po cenie 0,75 zł za akcję. Emisja odbędzie się w trybie prywatnym, umożliwiając szybkie pozyskanie środków od wybranych inwestorów.

„Pozyskane środki przeznaczymy na rozwój sieci sprzedaży, kanały online i offline w modelu omnichannel, digitalizację oraz podnoszenie jakości obsługi klienta” – podkreśla Zarząd INTERSPORT Polska S.A.

Zmiany w Radzie Nadzorczej – transparentność i nadzór właścicielski

Spółka wprowadza zmiany w składzie Rady Nadzorczej, dostosowując jej strukturę do obecnego układu właścicielskiego. Nowy skład łączy międzynarodowe doświadczenie, wiedzę branżową i kompetencje finansowe. „Chcemy, aby Rada Nadzorcza była forum konstruktywnego dialogu, co buduje zaufanie inwestorów i partnerów biznesowych” – dodaje Zarząd.

Nowy skład Rady Nadzorczej:

  • Janusz Pieła – ponad 25 lat doświadczenia w branży sportowej, współwłaściciel LARIX
  • Krzysztof Pieła – współzałożyciel LARIX, specjalista w dystrybucji marek sportowych
  • Iuliia Maksymenko – Dyrektor Zarządzająca INTERSPORT Ukraina, regionalna menedżerka INTERSPORT International odpowiedzialna za region Europy Środkowej
  • Maciej Skrzycki – były dyrektor Sklepu Biegacza, ekspert w zakresie obsługi klienta
  • Thorsten Schmitz – były Dyrektor Zarządzający INTERSPORT Austria, ekspert retailowej strategii
  • Serhiy Usichenko – Specjalista w zakresie zarządzania finansami
  • Piotr Dygas – adwokat, partner w kancelarii DZNP, ekspert prawa handlowego

Rynek sportowy w Polsce – kontekst decyzji INTERSPORT

Decyzje właścicielskie INTERSPORT Polska zapadają w czasie dynamicznego rozwoju rynku sportowego, który rośnie o 6% rocznie (2023–2028). Wzrost popularności segmentów premium i outdoor oraz prognozowana wartość rynku sprzętu outdoorowego i fitness na poziomie 7 miliardów złotych do 2028 roku stwarzają przestrzeń do dalszych inwestycji.

„Nowe otwarcie to połączenie solidnego kapitału finansowego z jeszcze większym potencjałem ludzkim. To ambitny plan rozwoju, który przygotuje INTERSPORT Polska na przyszłe zmiany rynkowe” – podsumowuje Zarząd spółki.

Co czeka deweloperów i kupujących mieszkania w II połowie 2025 r.?

Rynek mieszkaniowy w Polsce znajduje się w punkcie zwrotnym. Po pierwsze: trwa największa od lat zmiana regulacyjna dotycząca publicznego dostępu do cen mieszkań, która nie tylko wpłynie na relacje między sprzedającymi i kupującymi, ale także na codzienną działalność deweloperów. Po drugie: na tle historycznie wysokich ale stabilnych cen popyt okazuje się słabszy niż jeszcze rok temu. A mimo to podaż mieszkań dynamicznie rośnie. Czy zatem sprzedaż w 2025 roku ma szansę być wyższa niż w 2024 roku?

27% firm deweloperskich w obliczu zmian

Na rynku deweloperskim trwa okres intensywnych przygotowań i niepewności co do przyszłości. Branża szykuje się do wejścia w życie nowelizacji ustawy, która zobowiązuje deweloperów do posiadania własnych stron internetowych i publikowania na nich pełnych informacji o cenach oferowanych mieszkań – od startu sprzedaży aż do jej zakończenia. Dotyczy to cen za metr kwadratowy, pomieszczeń dodatkowych (jeśli nie są wliczone w cenę główną), zmian stawek z datami oraz zasad promocji. Dane te będą też raportowane do portalu dane.gov.pl.

Czy i dla kogo to będzie wyzwanie? Dla deweloperów realizujących inwestycje wielorodzinne publikowanie cen online to już standard – większość udostępnia je bez konieczności kontaktu z biurem sprzedaży. Inaczej wygląda to na obrzeżach miast i w tzw “obwarzankach” , gdzie przeważają projekty domów. Z danych Otodom wynika, że spośród ok. 1,7 tys. aktywnych deweloperów działających na 20 głównych rynkach z aglomeracjami ok. 470 firm deweloperskich (27%) specjalizuje się w sprzedaży domów w aglomeracjach największych miast. Ze względu na stosunkowo niewielką skalę poszczególnych projektów do tej pory ich sprzedaż odbywała się nie w oparciu o na własne strony internetowe ale o ogłoszenia lokalne i portale ogłoszeniowe. Dlatego to właśnie te firmy mogą mieć największy problem z dostosowaniem się do nowych wymogów.

Dla wszystkich firm deweloperskich istotnym wyzwaniem pozostaje sposób raportowania cen – zarówno na własnych stronach internetowych, jak i w portalu dane.gov.pl. Np. wciąż nie ma pełnej jasności, czy deweloperzy prowadzący równocześnie kilka inwestycji będą musieli tworzyć odrębne strony dla każdej z nich ani w jakiej dokładnie formie mają być przekazywane dane cenowe do portalu rządowego. Choć PZFD zaangażował się w prace nad jednolitym dla całej branży rozwiązaniem, na szczegółowe wytyczne branża musi jeszcze poczekać. Tymczasem warto podkreślić, że firmy już teraz mogą – i zdecydowanie powinny – dokonać rejestracji w systemie dane.gov.pl. Zwlekanie z tym obowiązkiem do ostatniej chwili grozi przeciążeniem systemu, opóźnieniami i organizacyjnym chaosem.

Przy okazji nowych obowiązków deweloperów warto podkreślić jeszcze jeden aspekt – termin wprowadzania zmian. W przestrzeni medialnej pojawiają się, informacje, że deweloperzy będą zobowiązani do publikacji cen mieszkań już 11 lipca, co może być mylące dla wielu klientów. W rzeczywistości od momentu podpisania nowelizacji ustawy przez Prezydenta obowiązuje miesięczne vacatio legis, po którym deweloperzy mają dwa miesiące na dostosowanie się do przepisów, a więc nowelizacja ustawy w praktyce zacznie działać dopiero we wrześniu.

Czy sprzedaż deweloperów w 2025 roku ma szansę być wyższa niż w 2024 r.?

Prognozowanie na rynku mieszkaniowym jest trudne nie tylko dlatego, że dotyczy przyszłości, lecz przede wszystkim z powodu niejasności co do czynników, które w przeszłości kształtowały popyt i podaż. Znamy efekty dotychczasowej gry rynkowej, ale trudno wskazać, co miało decydujący wpływ na poziom cen czy ofertę mieszkań. Wolumen sprzedaży nie jest tu miarodajny – w sektorze deweloperskim transakcja staje się pewna dopiero po przeniesieniu własności, a motywy zakupu często pozostają nieznane. To właśnie indywidualne decyzje i zmienne okoliczności wpływające na nabywców utrudniają trafne prognozy popytu i podaży, a co za tym idzie – cen. Z tego powodu zamiast liniowych prognoz częściej opracowuje się scenariusze, uwzględniające różne możliwe ścieżki rozwoju rynku.

Na kształtowanie się sytuacji na rynku mieszkaniowym w kilku największych polskich miastach w ostatnich 5 latach istotny wpływ wywarło przede wszystkim szereg zewnętrznych w stosunku do rynku mieszkaniowego czynników o charakterze makroekonomicznym i społecznym. W efekcie, zarówno podaż jak i popyt podlegały gwałtownym zmianom nie tylko w relacji rok do roku ale nawet kwartał do kwartału.

Tę zmienność dobrze obrazują dane sprzedażowe. W 2020 roku liczba mieszkań sprzedanych na 7 największych rynkach w Polsce (Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Łódź, Trójmiasto, Katowice) wyniosła 44,8 tys., a w kolejnych latach odpowiednio:

  • w 2021 r. – 59,6 tys. (wzrost o 33%);
  • w 2022 r. – 36,1 tys. (spadek o 39%);
  • w 2023 r. – 51,1 tys. (wzrost o 42%);
  • w 2024 r. – 36,8 (spadek o 28%).

Podobnie zachowywała się nowa podaż na rynku deweloperskim, czyli tzw. wprowadzenia. W 2020 roku liczba mieszkań wprowadzonych do oferty (do sprzedaży) na 7 największych rynkach w Polsce (Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Łódź, Trójmiasto, Katowice) wyniosła 43,8 tys. a w kolejnych latach odpowiednio:

  • w 2021 r. – 52,3 tys. (wzrost o 19%);
  • w 2022 r. – 43,3 tys. (spadek o 17%);
  • w 2023 r. – 41 tys.; (spadek o 5%)
  • w 2024 r. – 53,3 tys. (wzrost o 30%).

Efektem tak wyraźnego rozdźwięku pomiędzy bieżącą podażą i bieżącym popytem na analizowanych 7 rynkach były zaskakujące zmiany liczby mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie na koniec grudnia w kolejnych latach. Na koniec 2019 roku na 7 największych rynkach w Polsce (Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Łódź, Trójmiasto, Katowice) oferowanych było 36,5 tys. mieszkań, a w kolejnych grudniach:

  • w 2020 r. – 43,1 tys.;
  • w 2021 r. – 36,1 tys.;
  • w 2022 r. – 46 tys.;
  • w 2023 r. – 34,8 tys.;
  • w 2024 r. – 55,3 tys.

Jednocześnie – niezależnie od zachowania popytu i podaży – we wszystkich analizowanych latach średnie ceny oferowanych przez firmy deweloperskie mieszkań rosły. Na koniec grudnia 2019 roku cena przeciętnego mieszkania deweloperskiego oferowanego w największych miastach wynosiła 513,4 tys. zł (8 950 zł/m²),  podczas gdy na koniec 2024 roku już: 803,5 tys. zł (14 768 zł/m²). Zatem wzrost ceny całkowitej przeciętnego oferowanego mieszkania wyniósł w tym okresie 57% a ceny wyrażonej w zł/m² – 65% (!).

Jakich zmian zatem na rynku mieszkaniowym w największych polskich miastach spodziewamy się w drugiej połowie 2025 roku?

Dzięki prowadzonemu na potrzeby Otodom Analytics monitoringowi rynku mieszkaniowego wiele już o 2025 roku wiemy. W pierwszych 5 miesiącach roku firmy deweloperskie wprowadziły do sprzedaży 20,9 tys. mieszkań. Popyt odpowiedział zakupem 15,3 tys. mieszkań. W efekcie na koniec maja na 7 największych rynkach oferta mieszkań deweloperskich sięgnęła 62 tys. Gdyby sprzedaż w kolejnych miesiącach 2025 roku kształtowała się tak jak od czerwca do grudnia 2024 roku, to roczny wolumen sprzedaży wyniesie 36,5 tys., co będzie oznaczało minimalny spadek rok do roku.

To obecnie najbardziej prawdopodobny scenariusz. Jednak po majowej obniżce stóp procentowych i wyraźnej (wzrostowej) reakcji popytu, prawdopodobny staje się również inny scenariusz. Taki, który mógłby się zrealizować, gdyby został wsparty kolejnymi obniżkami podstawowej stopy procentowej NBP.  W tym scenariuszu sprzedaż na 7 największych rynkach mogłaby od lipca 2025 roku kształtować się tak, jak w 2023 roku (co jest możliwe przy wysokiej ofercie i powszechności akcji rabatowych). W efekcie liczba mieszkań sprzedanych sięgnęłaby 45 tys., co oznaczałoby, że w drugim półroczu 2025 roku moglibyśmy odnotować sprzedaż wyższą o 28% od tej z pierwszego półrocza. W porównaniu rok do roku (2025 r. do 2024 r. ) wzrost sięgnąłby wówczas 22%.

Realizacja każdego ze scenariuszy (pierwszy to 36,5 tys. mieszkań sprzedanych, drugi to 45 tys. mieszkań sprzedanych) jest relatywnie wysoka i dla każdego z nich oscyluje wokół 35%, choć dzisiaj wyraźnie bliższy realizacji wydaje się scenariusz z niższą sprzedażą. Wiele będzie zależało od wyników, jakie zobaczymy na koniec czerwca. Najmniej prawdopodobny wydaje się obecnie scenariusz, którego nie został opisany (choć uczciwie trzeba o nim wspomnieć) a który zakłada załamanie się  sprzedaży w drugiej części roku i w 2026 roku. Aby się zrealizował, w otoczeniu polskiego rynku mieszkaniowego musiałoby dojść do wydarzeń, które po doświadczeniach pandemii, szoku inflacyjnego i wybuchu wojny w Ukrainie trudno dziś sobie wyobrazić.

Autor: Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom

Inflacja w Polsce wzrosła w czerwcu – koniec marzeń o obniżce stóp?

Według danych GUS inflacja w czerwcu wzrosła do 4,1 proc. Już w środę poznamy decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. Mimo wzrostu inflacji za kolejną obniżką stóp przemawia prawdopodobny silny spadek inflacji od lipca, jednak wiele wskazuje na to, że tym razem Rada nie zdecyduje się na taki krok.

Inflacja w czerwcu, według wstępnych danych GUS, wzrosła do poziomu 4,1 proc. z 4 proc. odnotowanych w maju. Inflacja po raz kolejny wzrosła także w ujęciu miesięcznym o 0,1 proc. Wzrost wynika przede wszystkim z drożejącej żywności (wzrost o 4,9 proc. r/r), przy spadających cenach energii i paliw. To jednak prawdopodobnie ostatni epizod wzrostu inflacji w tym roku. Już od lipca dynamika cen powinna wyraźnie zacząć hamować.

Mimo czerwcowego przyspieszenia, inflacja znajduje się na dobrej ścieżce do spadku poniżej 3 proc. w lipcu. Zadziała tu efekt bazy, ponieważ z rocznego odczytu inflacji wypadnie lipiec 2024 roku, kiedy nastąpiło częściowe odmrożenie cen energii, co wywołało ich gwałtowny wzrost. Dodatkowo od lipca obowiązywać zacznie niższa o 14,8 proc. taryfa na gaz ziemny dla gospodarstw domowych. Sejm przyjął również ustawę przedłużającą zamrożenie cen energii elektrycznej do końca 2025 roku. Wszystkie te elementy powinny wesprzeć proces dezinflacyjny i pozwolić inflacji zbliżyć się w drugiej połowie roku do celu inflacyjnego, który wynosi 2,5 proc. z dopuszczalnym odchyleniem o jeden punkt procentowy.

Dodatkowym czynnikiem wspierającym spadek inflacji jest silny złoty. Umocnienie krajowej waluty skutkuje spadkiem cen towarów importowanych. Szczególnie wyraźnie widać to w relacji do dolara, który kosztuje obecnie jedynie 3,61 zł, co oznacza najniższy poziom od 2018 roku. Również euro utrzymuje się na niższym poziomie niż podczas poprzedniego posiedzenia RPP, wynosząc 4,23 zł. Na wartość złotego wpływają między innymi utrzymujące się wyższe stopy procentowe, podczas gdy stopy obniża EBC, Bank Anglii czy też Czeski bank centralny.

Czy oznacza to, że Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się jutro na kolejną obniżkę stóp? Wydaje się, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest utrzymanie stóp bez zmian, mimo dynamicznie postępującego spadku inflacji. Rada, podejmując decyzję, będzie kierować się lipcową projekcją inflacyjną przygotowaną przez Narodowy Bank Polski. Wzrost inflacji w czerwcu może stanowić argument za pozostawieniem stóp na obecnym poziomie. Choć sytuacja na Bliskim Wschodzie uległa uspokojeniu, a ceny ropy na rynkach światowych zaczęły spadać, to Rada nadal będzie uwzględniać ryzyko ich ponownego wzrostu, co miałoby istotny wpływ na inflację w Polsce. W ostatnich miesiącach proces dezinflacyjny był bowiem w dużym stopniu wspierany właśnie przez taniejącą ropę. Rada może również zwrócić uwagę na wysoki poziom deficytu budżetowego oraz ryzyko wynikające z ekspansywnej polityki fiskalnej. Polska znajduje się obecnie w procedurze nadmiernego deficytu Unii Europejskiej.

Kolejne decyzyjne posiedzenie RPP odbędzie się po wakacjach, w dniach 2-3 września. Do tego czasu inflacja powinna być już znacznie niższa, co może ułatwić Radzie podjęcie decyzji o obniżce stóp procentowych.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Finansowanie przemysłu obronnego w Polsce – przegląd funduszy i programów publicznych

Stale rośnie dostępność środków publicznych wspierających sektor obronny na poziomie europejskim, międzynarodowym oraz krajowym. Do nowych instrumentów finansowania należą m.in. Program SAFE, Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności (FBiO), PFR DeepTech oraz Polish Defence Fund (PDF), którego utworzenie jest planowane przez Ministerstwo Obrony Narodowej – wynika z raportu „Przegląd dostępnych środków publicznych na rozwój sektora obronnego w Polsce” autorstwa PwC Polska. 

Dostępne fundusze i programy finansujące program obronności można podzielić na te działające na poziomie międzynarodowym/europejskim, na poziomie krajowym oraz dostępne ulgi i preferencje podatkowe. Głównym instrumentem na poziomie NATO jest NIF, NATO Innovation Fund, niezależny fundusz venture capital, wspierany przez 24 państwa członkowskie NATO, który inwestuje w nowatorskie startupy z branży nauki i inżynierii, aby wzmocnić obronność, bezpieczeństwo i odporność państw członkowskich.

Do mechanizmów europejskich zaliczamy finansowane od stycznia 2024 r. przez Europejski Bank Inwestycyjny (EBI) projekty obronne, w tym projekty podwójnego zastosowania (tzw. dual use), jednak nie inwestycje o ściśle wojskowym wymiarze. Drugim instrumentem europejskim jest European Defence Fund. EDF finansuje badania i rozwój, z dużym naciskiem na badania i odkrywanie nowej wiedzy, która w przyszłości może być zastosowana w obszarze militarnym i pokrewnych. Fundusz nie wspiera inwestycji produkcyjnych.

“W kontekście dużych zmian geopolitycznych należy na bieżąco weryfikować użyteczność wszystkich instrumentów wsparcia sektora obronnego oraz dual-use i dostosowywać je zarówno do strategicznych potrzeb państwa, jak też rynku. Programowanie działań wspierających sektor obronny, w tym wydatkowanie środków publicznych w tym zakresie powinno służyć bezpieczeństwu Polski, rozwojowi suwerenności technologiczno-przemysłowej, jak też długofalowemu pobudzaniu rozwoju gospodarczego kraju i podnoszeniu konkurencyjności przedsiębiorstw. Jest coraz więcej dostępnych środków, wiele zaangażowanych instytucji, dlatego szczególne znaczenie ma koordynacja działań zarówno w warstwie programowej (w tym strategia rozwoju polskiego przemysłu obronnego), jak też instytucjonalnej” – mówi Dionizy Smoleń, partner PwC Polska, lider zespołu usług dla sektora publicznego.

Na poziomie krajowym największym potencjalnym wsparciem są środki z Polityki Spójności w perspektywie 2021 – 2027, których Polska jest największym beneficjentem. W ich ramach możliwe jest finansowanie badań, rozwoju i innowacji w projektach środowiskowych i infrastrukturalnych. W ramach wsparcia krajowego wyróżnić można również:

  • Polską Strefę Inwestycji (PSI) – zasady udzielania pomocy są regulowane krajowym rozporządzeniem. W 2022 roku znowelizowano rozporządzenie strefowe, w którym wprost wskazano, iż produkcja broni, amunicji i materiałów wybuchowych nie może być objęta zwolnieniem podatkowym. Aktualnie trwają prace nad zmianami przepisów w tym zakresie.
  • Grant Rządowy – program wspierania strategicznych i kluczowych inwestycji dla kraju, nie wyklucza wsparcia inwestycji z sektora obronnego.
  • Fundusz Inwestycji Kapitałowych – podstawowym zadaniem Funduszu jest nabywanie lub obejmowanie akcji lub udziałów przez Skarb Państwa reprezentowany przez ministra właściwego do spraw aktywów państwowych.
  • Program PERUN – dotacja z budżetu krajowego. Mogą ją otrzymać projekty, które mają największą szansę na stworzenie technologii przynoszącej wzrost potencjału naukowego i rzeczywiste zwiększenie zdolności w zakresie obronności i bezpieczeństwa państwa.

“Rozwój przemysłu obronnego oraz sektora dual-use powinien służyć rozwojowi regionalnemu, wzrostowi gospodarczemu i podnoszeniu konkurencyjności. Pobudzenie zdolności inwestycyjnych w obronność poprzez uaktualnienie legislacji będzie miało pozytywny wpływ na funkcjonowanie całego rynku. Warto skorzystać z tej szansy i wzorować się na Komisji Europejskiej, która wprowadza liczne nowe instrumenty wspierające inwestycje w obronność. To ogromna szansa dla Polski na zbudowanie pozycji liderskiej w zupełnie nowym dla nas sektorze” – mówi Mieczysław Gonta, partner PwC Polska, lider zespołu dotacji i ulg podatkowych.

Do nowych instrumentów pozwalających na dofinansowanie sektora obronnego zaliczamy m.in.:

  • Program SAFE – 150 mld euro na pożyczki na wydatki wojskowe. Element planu ReArm Europe o łącznym szacowanym budżecie 800 mld euro. Środki z SAFE zostaną wypłacone zainteresowanym państwom członkowskim na żądanie, na podstawie ich planów krajowych.
  • Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności – powstały poprzez przesunięcie środków z KPO (Instrumentu Zielonej Transformacji Miast). Środki z FBiO mają trafić na budowę infrastruktury ochrony cywilnej oraz inwestycje w cyberbezpieczeństwo. Ze środków nie mogą być finansowane zakupy uzbrojenia.
  • PFR DeepTech – program, który umożliwi finansowanie zaawansowanych technologicznie projektów przez doświadczone fundusze Venture Capital. Dodatkowym celem jest wsparcie technologii z potencjałem podwójnego zastosowania (tzw. dual-use).
  • Polish Defence Fund – w planie jest funduszu inwestycyjnego, którego koncepcję wypracowało Ministerstwo Obrony Narodowej. PDF jako niezależny i rynkowy podmiot ma mobilizować kapitał na potrzeby strategicznych inwestycji w sektorze obronnym oraz podwójnego zastosowania. Fundusz będzie skupiał się na start-upach i małych i średnich przedsiębiorcach

8 kwietnia 2025 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji strategicznych oraz kluczowych inwestycji w zakresie potrzeb obronności państwa i bezpieczeństwa publicznego oraz ustanawiania stref ochronnych dla niektórych terenów zamkniętych, przedłożony przez Ministra Obrony Narodowej. Nowe przepisy przewidują uproszczenie i usprawnienie procesu inwestycyjno-budowlanego, jeśli chodzi o przygotowanie oraz realizację strategicznych inwestycji dotyczących obronności państwa. Czas przygotowania i realizacji inwestycji skróci się średnio z 6 do 3 lat.

Wydatki na obronę a rynek długu – czy Europa poradzi sobie z rosnącym zadłużeniem?

  • Europejskie inwestycje w obronność wzrosły o +75% od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku.
  • Duży wzrost nakładów r/r w celu osiągnięcia proponowanego celu 3,5% PKB na podstawowe wydatki obronne (z zadeklarowanych 5% ogółem, w tym 1,5% na infrastrukturę krytyczną) – w stosunku do poziomu PKB z 2024 roku będzie to wymagało od Niemiec wydawania 64 mld USD więcej rocznie, od Francji 45 mld USD, a od Włoch 47 mld USD i od Wielkiej Brytanii 41 mld USD.
  • Zdolności przemysłowe pozostają w tyle, europejski przemysł nie jest w stanie dostarczyć więcej – portfele zamówień europejskich firm obronnych wzrosły o +70% od 2022 r., a zaległości (w ich realizacji) o +60% do ponad 1 bln EUR, jednak nakłady inwestycyjne nadal pozostają na poziomie jedynie około 5% ich przychodów (przemysłu obronnego) – tj. na równi z poziomami z 2020 r. i znacznie poniżej innych kapitałochłonnych branż, takich jak motoryzacja czy nowoczesne technologie
  • Kolejny problem: skąd wziąć pieniądze – jak dotąd tylko Belgia zamierza podnieść podatki, aby sfinansować wzrost wydatków obronnych, podczas gdy np. Wielka Brytania decyduje się na zmianę budżetu poprzez cięcie udzielanej pomocy zagranicznej.
  • Finansowanie obrony nowym długiem będzie pierwszym wyborem dla wielu rządów ponieważ podatki lub cięcia wydatków są politycznie kosztowne. Podniesienie wskaźnika wydatków obronnych nie jest jednak jednorazowym bodźcem – oznacza ono strukturalny wzrost nakładów. Poleganie na długu wystawi zatem poślizg fiskalny na próbę rynkową: podniesienie wydatków na obronność o +1-2 punkty procentowe PKB za pomocą długu niemal mechanicznie zwiększy wskaźniki zadłużenia o +10-20 punktów procentowych w ciągu następnej dekady. Mogłoby to zwiększyć spready obligacji skarbowych w strefie euro o +10-40 pb, pogarszając sytuację fiskalną.
  • Uciekanie się do mechanizmów finansowania na poziomie UE oferuje niewielką ulgę, ponieważ w dużej mierze stanowiłoby to ćwiczenie księgowe – płatności odsetek od wspólnego długu UE nadal musiałyby być finansowane z budżetów krajowych.

Jeden cel, wiele ścieżek i nierówne zobowiązania

Od czasu inwazji Rosji na Ukrainę na pełną skalę w 2022 r., europejskie inwestycje obronne gwałtownie wzrosły (+75%), przy czym lwia ich część została skierowana na zakup sprzętu (85% wzrostu). W porównaniu do nich wydatki na badania i rozwój wzrosły o skromne +26%. W 2023 r. europejskie zmówienia obronne (zakupy uzbrojenia) po raz pierwszy przekroczyły 100 mld EUR – co stanowiło blisko jedną trzecią całkowitych wydatków na obronność w tym roku. Perspektywa docelowego poziomu 3,5% PKB dla podstawowych wydatków obronnych zmienia obecnie planowanie strategiczne. Jeśli ten punkt odniesienia będzie na trwałe przyjęty, a PKB rosnąc będzie w konserwatywnym średnim tempie +1,5% w latach 2026-2029, to skumulowane wydatki na obronę mogą osiągnąć 2,6 bln EUR. Z tego od 660 mld EUR do 925 mld EUR może zostać przeznaczone na zamówienia i innowacje. Jeśli trendy z 2024 r. utrzymają się, wydatki inwestycyjne mogą wynieść około 845 mld EUR w tym okresie – blisko kwoty, którą UE prognozuje jako niezbędną do przezbrojenia do 2030 r. Jeśli jednak wzrost wydatków utrzyma się na poziomie z 2023 r., łączna wartość inwestycji spadnie w kierunku dolnej granicy tego przedziału.

Wyzwanie polega nie tylko na tym, ile się wydaje, ale także na tym, gdzie trafiają pieniądze

Z analiz Allianz Trade wynika, że w 2023 r. prawie 42% europejskich budżetów obronnych pochłaniały koszty osobowe. Dla porównania, Stany Zjednoczone przeznaczają 37% swojego budżetu obronnego na zamówienia i badania i rozwój. Europa musi przestawić się na inwestycje przemysłowe – ustalając poziom bazowy na co najmniej 30% całkowitych wydatków na obronność – w celu modernizacji zdolności i dostosowania się do standardów transatlantyckich. Co więcej, droga do wydatków na poziomie 3,5% PKB jest nierówna. Osiągnięcie tego poziomu wymagałoby dodatkowych 261 mld USD rocznie dla wszystkich członków NATO w UE w porównaniu z poziomami z 2024 roku, ale Niemcy planują osiągnąć ten cel do 2029 roku, Francja do 2030 roku, a Wielka Brytania do 2035 roku. Włochy zobowiązały się do osiągnięcia tego celu, ale ostrzegają, że może to zająć dekadę.

Polska już przekroczyła poprzeczkę, wydając 4,1% PKB na obronność w 2024 r. (wykres 1). W przypadku Niemiec przepaść jest ogromna.

Zwiększenie wydatków na obronność z 2,1% do 3,5% PKB oznaczałoby roczny wzrost o 63,6 mld USD. Francja musiałaby dodać 44,9 mld USD, Włochy 46,5 mld USD, a Wielka Brytania 41,2 mld USD. Szersze wydatki związane z bezpieczeństwem – na infrastrukturę, odporność energetyczną i cyberbezpieczeństwo – wynoszą już około 1,5% PKB w większości europejskich państw członkowskich NATO. Chociaż definicje pozostają elastyczne, obecne poziomy sugerują, że wiele krajów mogłoby osiągnąć benchmark 1,5% wydatków na obronność do 2035 r. poprzez realokację i ukierunkowane inwestycje. Potwierdzają to dane sektorowe z większych gospodarek, nawet po wyłączeniu wydatków socjalnych lub środowiskowych. Mimo to pojawiają się pęknięcia w konsensusie. Hiszpania, zobowiązując się do podniesienia wydatków na obronność z 1,3% do 2,1% PKB do końca dekady, utrzymuje klauzulę rezygnacji z celu 3,5%. Decyzja premiera Pedro Sáncheza wydaje się bardziej polityczna niż ekonomiczna, ponieważ sytuacja fiskalna Hiszpanii uległa poprawie. Może ona jednak stanowić precedens dla innych państw borykających się z podobnymi ograniczeniami politycznymi. Słowacja ma zastrzeżenia, a kilku członkom UE wciąż brakuje do osiągnięcia minimalnego poziomu 2% PKB NATO.

Wykres 1: Odstęp od celu 3,5% podstawowych wydatków na obronę od poziomów z 2024 r. (w %) i deficytów fiskalnych (w % PKB)

Odstęp od celu

Źródła: EBC, NATO, Allianz Research. Uwaga: Bilans fiskalny dla USA od 2023 r.

Europejski przemysł wciąż nadrabia zaległości i nie jest w stanie dostarczyć znacznie więcej – wynika z analiz Allianz Trade

Fala inwestycji po Ukrainie przełożyła się na gwałtowny wzrost zamówień w największych europejskich firmach obronnych. Nowe zamówienia wśród 30 wiodących europejskich firm obronnych wzrosły o+ 70% od końca 2021 r., podczas gdy zaległości w ich realizacji wzrosły o ponad +60% i przekroczyły 1 bilion EUR w ubiegłym roku. Zamówienia w 2024 r. szacowane są na 1,5-krotność rocznych przychodów, podczas gdy zaległości stanowią 6,5-krotność rocznej sprzedaży (wykres 2), co wskazuje, że wiele firm działa na poziomie zbliżonym do pełnego wykorzystania mocy produkcyjnych. Rheinmetall, kluczowy dostawca artylerii i amunicji, potroił swoje zaległości od końca 2022 r., osiągając 33 mld EUR w 1. kwartale 2025 r. Jednak pomimo rosnącego popytu, nakłady inwestycyjne w całym sektorze pozostają na niskim poziomie. W 2023 r. firmy obronne zainwestowały nieco ponad 5% przychodów (wykres 3) – na równi z poziomami z 2020 r. i znacznie poniżej innych kapitałochłonnych branż, takich jak motoryzacja czy technologia. Ta niechęć odzwierciedla utrzymujące się wśród zarządów firm wątpliwości co do trwałości obecnego ożywienia w sektorze obronnym. Formalne zobowiązanie państw członkowskich UE do utrzymania celu 3,5% PKB mogłoby pomóc zakotwiczyć oczekiwania i odblokować inwestycje na większą skalę w moce produkcyjne.

Kolejnym problemem w opinii Allianz Trade jest zależność zewnętrzna – ale tu obraz jest zróżnicowany. Podczas gdy Komisja Europejska poinformowała, że 78% importu wojskowego UE w okresie od lutego 2022 r. do lipca 2023 r. pochodziło spoza UE – głównie z USA – to szczegółowe dane handlowe przedstawiają bardziej zniuansowany rozkład. W przypadku Francji, Niemiec, Włoch, Hiszpanii i Polski wewnątrzunijny udział importu broni i amunicji utrzymuje się na poziomie około 50%. Chociaż udział importu z USA, Izraela i Korei Południowej nieznacznie wzrósł – z 28% do 32% – nie ma dowodów na przytłaczającą zależność. Jednak luki w niektórych segmentach rzeczywiście są rażące. Europa pozostaje w tyle w zakresie kluczowych technologii, takich jak drony, półprzewodniki, usługi w chmurze i zaawansowane czujniki.

W pierwszym kwartale 2025 r. Ukraina nadal importowała 95% swoich dronów z Chin, co podkreśla brak konkurencyjnej europejskiej alternatywy. Słaba pozycja przemysłowa UE w dziedzinie technologii wojskowych nowej generacji stwarza zagrożenie, zwłaszcza w świecie, w którym konflikty mogą wybuchać w cyberprzestrzeni i stratosferze równie często jak na lądzie czy morzu. Ekspansja przemysłu obronnego UE koncentrowała się dotychczas na krótkoterminowych potrzebach pola walki: amunicji, dronach i systemach lądowych. Trwała baza obronna wymaga jednak inwestycji we wszystkie sektory, w tym w marynarkę wojenną, lotnictwo i kosmonautykę oraz nowe technologie. Obejmuje to sztuczną inteligencję, robotykę i bezpieczną komunikację – krytyczne dla strategicznej autonomii. Europa musi również zacieśnić współpracę. Czas oczekiwania na nowe platformy wojskowe wynosi od 5 do 15 lat. Bez skoordynowanego planowania istnieje ryzyko, że nowe pieniądze zostaną utopione w powielaniu, opóźnieniach i marnotrawstwie. Potrzebna jest szczegółowa mapa drogowa i strategia przemysłowa .

Wykres 2: Stosunek rocznych zaległości w realizacji zamówień do przychodów największych europejskich firm zbrojeniowych

Wykres 2: Stosunek rocznych zaległości w realizacji zamówień do przychodów największych europejskich firm zbrojeniowych


Dane z działów obrony firm Airbus, Thales, Rolls-Royce, Kongsberg, Northrop Grumman i Thyssenkrupp (segment systemów morskich). Źródła: Dokumenty korporacyjne, LSEG Datastream, Allianz Research

Wykres 3: Roczny wskaźnik nakładów inwestycyjnych największych europejskich firm zbrojeniowych

Wykres 3: Roczny wskaźnik nakładów inwestycyjnych największych europejskich firm zbrojeniowych

Źródła: Dokumenty korporacyjne, LSEG Datastream, Allianz Research

Pozostaje pytanie: jak sfinansować dozbrojenie bez rozdmuchiwania deficytów?

Przywrócenie zasad fiskalnych UE w 2024 r., wraz z reaktywacją krajowej klauzuli korekcyjnej, zapewnia pewien margines swobody. Dla siedmiu państw członkowskich UE, które nadal znajdują się poniżej progu 2%, ta swoboda znosi wymówki dla dalszych opóźnień w zwiększaniu wydatków na obronność. W najbliższym czasie wydatki finansowane długiem – albo poprzez pożyczki krajowe, albo instrumenty na szczeblu UE – oferują najbardziej realną ścieżkę. Niemcy i Szwecja decydują się na zadłużenie; Grecja planuje zmienić priorytety w ramach istniejącego budżetu. Belgia dąży do podniesienia podatków, podczas gdy Wielka Brytania zdecydowała się na cięcie swojej pomocy zagranicznej. Żadna z tych strategii nie stanowi jednak trwałego rozwiązania. Realokacja funduszy UE może pomóc tymczasowo wypełnić lukę. Około 90 mld EUR mogłoby zostać przekierowane z programu Next Generation EU (NGEU) na wsparcie projektów podwójnego zastosowania i związanych z obronnością poprzez ukierunkowane pożyczki – szczególnie dla państw o ograniczonych możliwościach fiskalnych. Polska przedstawiła model, który przenosi 6 mld EUR z wydatków ekologicznych na wydatki obronne podwójnego zastosowania za pośrednictwem banku rozwoju, omijając terminy wypłat NGEU. Podobne modele można powielać za pomocą instytucji krajowych, takich jak niemiecki KfW, francuski CDC lub włoski Cassa Depositi e Prestiti. Na poziomie UE proponowany plan ReArm Europe – potencjalnie finansowany poprzez wspólne pożyczki SAFE (Platforma Strategicznych Technologii dla Europy) – mógłby zmobilizować do 150 mld EUR. Luźniejsze zasady dotyczące zadłużenia pomogłyby Włochom, Hiszpanii i innym nadwyrężonym budżetom wziąć udział w tym przedsięwzięciu. Teoretycznie UE mogłaby wspólnie zmobilizować do 800 mld EUR. Jednak jak zawsze, wdrożenie będzie zależało bardziej od woli politycznej poszczególnych krajów niż od zestawu narzędzi Brukseli, podczas gdy ostatecznym wyzwaniem jest przekonanie rynków do zakupu dodatkowego długu bez żądania znacznie wyższych stóp procentowych, a tym samym uniknięcie fiskalnego ciosu zwrotnego.

Wydatki na obronę nie są jednorazowym bodźcem; oznaczają one strukturalny wzrost nakładów

Roczny wzrost budżetu obronnego o 1-2 punkty procentowe PKB spowodowałby mechaniczny wzrost wskaźników zadłużenia o co najmniej 10-20 punktów procentowych w ciągu dekady, jeśli byłby finansowany długiem. W przeciwieństwie do jednorazowych pakietów stymulacyjnych, kraj nie może przerosnąć strukturalnego wzrostu wskaźnika deficytu. Nawet gdyby mnożnik fiskalny wydatków na obronę był większy niż jeden, wynikający z tego wyższy poziom PKB po prostu zwiększyłby wydatki jako udział w PKB. Spready obligacji skarbowych, które zmniejszyły się w ostatnich latach dzięki ściślejszemu zarządzaniu fiskalnemu, niemal na pewno uległyby rozszerzeniu. Wzrost wskaźnika zadłużenia do PKB o 1 punkt procentowy zazwyczaj zwiększa spready o 1-2 punkty bazowe (zob. wykres 6).[1] W ciągu dziesięciu lat może to oznaczać wzrost kosztów pożyczek o 10-40 pb, w zależności od kraju i ratingu kredytowego. Jak dotąd, poprawa salda pierwotnego uspokoiła rynki. Deficyty Włoch i Hiszpanii są bliskie zbilansowania, a spready utrzymują się poniżej 100 pb – daleko od rekordowych poziomów z czasów kryzysu, wynoszących ponad 400 pb. Raz utracone zaufanie inwestorów można jednak powoli odzyskać. Uciekanie się do mechanizmów finansowania na poziomie UE oferuje jedynie tymczasową ulgę, ponieważ w dużej mierze stanowiłoby to ćwiczenie księgowe – płatności odsetek od wspólnego długu UE nadal musiałyby być finansowane z budżetów krajowych. Europejscy przywódcy polityczni muszą zatem ostrożnie sekwencjonować wydatki i jasno komunikować się, aby uniknąć płoszenia rynków obligacji. Jedną z potencjalnych kompensat jest globalna niepewność geopolityczna. W miarę jak polityka Stanów Zjednoczonych staje się coraz bardziej nieprzewidywalna, inwestorzy mogą poszukiwać alternatyw dla obligacji skarbowych. Europejski dług państwowy może stać się bezpieczną przystanią, zapewniając okno niższych kosztów finansowania zewnętrznego nawet przy rosnących emisjach. Ta ulga może jednak okazać się tymczasowa.

Wykres 4: Stosunek długu do PKB w % (na 2024 r.) w porównaniu z obecnymi spreadami 10-letnich obligacji skarbowych w punktach bazowych

Stosunek długu do PKB

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

UE pomoże zwiększyć inwestycje w obronność przy jednoczesnym zachowaniu bezpieczeństwa i autonomii. Nowy instrument SAFE zapewnia ramy dla pożyczek wspieranych z budżetu UE i wspólnych zamówień, wprowadzając jednocześnie kilka nowych zachęt podatkowych. W ramach SAFE pomoc finansowa będzie przyznawana wyłącznie na zamówienia obejmujące co najmniej jedno państwo członkowskie i drugi kwalifikujący się kraj (kwalifikują się państwa członkowskie UE-EOG-EFTA i Ukraina oraz wszystkie kraje, które podpisały partnerstwo w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony z UE, takie jak Kanada). Kwalifikowalność dotyczy nie tylko krajów, ale także wykonawców i podwykonawców produktów i usług obronnych, a wszyscy zaangażowani w proces zamówień powinni mieć nie tylko swoje kierownictwo wykonawcze, ale także swoje obiekty i aktywa zlokalizowane w kwalifikującym się kraju i nie powinni w żadnym wypadku być kontrolowani przez państwo trzecie lub podmiot ze względów bezpieczeństwa. Wykonawcy z państw trzecich mogą uczestniczyć w postępowaniu, jeśli ich zaangażowanie nie przekracza 35% wartości zamówienia. Ramy SAFE zapewniają pewną elastyczność umowną stronom zamówień: wartość umów może zostać zmieniona, a w razie potrzeby można również włączyć nowych wykonawców. Produkty w ramach SAFE są zwolnione z podatku VAT, a nowy próg 900 000 EUR został ustalony dla zamówień na dostawy i usługi w celu ominięcia przepisów UE dotyczących zamówień publicznych, ponieważ Komisja dąży do zapewnienia elastyczności dla małych zamówień i umożliwienia większego udziału europejskim MŚP.

[1] Bezpośrednia zależność wykazuje elastyczność równą jeden między długiem do PKB a spreadami obligacji rządowych, jak pokazano na wykresie 4. Korzystając z bardziej wyrafinowanych regresji panelowych z dodatkowymi zmiennymi, współczynnik beta wzrasta do dwóch.

Transition Technologies PSC otwiera spółkę w Dubaju

Transition Technologies PSC (TT PSC) przyspiesza ekspansję na Bliskim Wschodzie zakładając spółkę w Dubaju – TTPSC Information Technology Consultants. To właśnie w tym regionie, zwłaszcza w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej, spółka widzi ogromny potencjał wzrostu, m.in. dla nowoczesnej technologii.

„Z każdym miesiącem przyspieszamy naszą międzynarodową ekspansję, zarówno na dobrze znanych rynkach europejskich, jak i w dynamicznie rozwijających się regionach Bliskiego Wschodu. Po uruchomieniu w kwietniu oddziału w Wielkiej Brytanii, nadszedł czas na kolejny krok – założenie spółki w Dubaju.”  – mówi Konrad Dróżka, dyrektor zarządzający TT PSC odpowiedzialny za rozwój nowo założonej spółki. Jak dodaje: „To przemyślana, strategiczna decyzja, która otwiera przed nami nowe możliwości rozwoju i pozyskiwania kontraktów w tym regionie. Już teraz współpracujemy tu z pierwszymi klientami, a nasze dotychczasowe doświadczenia są bardzo obiecujące. Liczymy, że jeszcze w tym roku uda się nam rozpocząć kolejne projekty i nawiązać współpracę z nowymi partnerami.”

Po Niemczech, Francji, Danii, USA, Tajwanie i Wielkiej Brytanii jest to już siódmy zagraniczny oddział TT PSC.

„Warto podkreślić, że Zjednoczone Emiraty Arabskie przywiązują dużą wagę do cyfryzacji kluczowych sektorów przemysłu – energetycznego, zbrojeniowego oraz stalowego. Centralną rolę w tej transformacji odgrywają systemy zarządzania cyklem życia produktu (PLM) oraz sztuczna inteligencja, co przekłada się na intensywne inwestycje regionu w rozwój talentów i infrastruktury technologicznej. “ zwraca uwagę Konrad Dróżka.

Dodatkowo, w zeszłym roku Arabia Saudyjska ogłosiła wartą 100 mld USD inicjatywę Project Transcendence, której celem jest zbudowanie silnej pozycji kraju w globalnym wyścigu technologicznym. Całość wpisuje się w program Vision 2030, projekt rządowy, którego celem jest dywersyfikacja gospodarki i uniezależnienie jej od ropy.

Potwierdzeniem tych ambicji jest niedawna zapowiedź Humain – państwowej spółki, która planuje uruchomienie funduszu Humain Ventures o wartości 10 mld USD, by inwestować w startupy z USA, Europy i Azji oraz rozwijać kompetencje w strategicznych obszarach, takich jak infrastruktura AI i projektowanie chipów.

Tego typu inicjatywy pokazują, że Bliski Wschód nie chce już tylko korzystać z cudzych innowacji, ale samodzielnie kształtować globalny porządek technologiczny. Konrad Dróżka uważa, że dla firm z Polski to sygnał, że czas przestać traktować ten region wyłącznie jako rynek zbytu i zacząć widzieć go jako partnera w budowaniu przyszłości.

„Dziś brakuje im jedynie specjalistów, co otwiera realną szansę dla polskich firm, których eksperci IT cieszą się uznaniem na całym świecie. W regionie, który chce przekształcić gospodarki bazujące na surowcach w nowoczesne centra innowacji, polscy partnerzy mogą odegrać ważną rolę – nie tylko jako dostawcy, ale współtwórcy rozwiązań.” – dodaje.

Jego zdaniem, synergia nowoczesnych technologii IT, AI i rozwiązań przemysłowych otwierają nowe perspektywy ekspansji na rynkach o wysokim potencjale.

Ponad 12% spółek z o.o. wpisanych do KRD – 3,8 mld zł niespłaconych zobowiązań

Żadna forma prawna nie chroni przed długiem, jeśli ktoś prowadzi interesy w sposób nierzetelny i nie płaci w terminie za zamówione usługi czy towary. Efekt? Spółki prawa handlowego, ale też organizacje społeczne, zawodowe, samorządowe czy inne podmioty prawa publicznego, mogą trafić do Krajowego Rejestru Długów, jeśli mają przeterminowane i nieuregulowane zobowiązania finansowe. Ich zadłużenie w KRD wynosi ponad 5,6 mld zł i cały czas rośnie. Z każdym miesiącem przybywa też takich dłużników – rok temu było ich blisko 99 tys., dziś to już 106,6 tys. Największą grupę dłużników stanowią jednak spółki z ograniczoną odpowiedzialnością.

Z analiz Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej wynika, że łączny dług podmiotów niebędących konsumentami wynosi blisko 11,2 mld zł. Z tego nieco mniej niż połowa przypada na jednoosobowe działalności gospodarcze (5,5 mld zł), a większa część, czyli 5,6 mld zł – na spółki prawa handlowego oraz inne formy organizacji, takie jak: fundacje, stowarzyszenia, spółdzielnie, związki zawodowe, izby gospodarcze czy nawet przedsiębiorstwa państwowe. Wśród nich są organizacje społeczne, zawodowe, samorządowe lub podmioty prawa publicznego. Najwięcej emocji budzą jednak nierzetelne spółki z o.o.

Spółka z o.o. – bezpieczna, ale nie dla kontrahentów

Na koniec 2024 roku w Rejestrze Przedsiębiorców KRS zarejestrowanych było ponad 726 tys. podmiotów, z czego przeszło 687,5 tys. stanowiły spółki prawa handlowego (nie licząc spółek europejskich). W polskim prawie handlowym istnieje siedem rodzajów spółek: spółka jawna, spółka partnerska, spółka komandytowa, spółka komandytowo-akcyjna, spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, prosta spółka akcyjna oraz spółka akcyjna. Największą popularnością wśród przedsiębiorstwu cieszą się spółki z o.o. Na koniec 2024 roku w KRS widniało 602 307 spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Obecnie 12 proc. z nich wpisanych jest do KRD.

Do Krajowego Rejestru Długów wpisanych jest prawie 72 tys. spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Mają łącznie 3,8 mld zł długu. Ten rodzaj spółki wybiera w Polsce tak wielu przedsiębiorców, bo jest postrzegana jako bezpieczna, elastyczna i stosunkowo prosta w prowadzeniu. Spółkę z o.o. można założyć nawet przez Internet i dość łatwo pozyskuje się kapitał poprzez chociażby wprowadzanie nowych wspólników lub podwyższanie kapitału zakładowego. Do jej zalet należy też, a może przede wszystkim, ograniczona odpowiedzialność wspólników – wspólnicy odpowiadają za zobowiązania spółki tylko do wysokości wniesionego kapitału, co chroni ich majątek prywatny przed egzekucją w przypadku problemów finansowych spółki.

Niestety, wielu nierzetelnych przedsiębiorców wykorzystuje właśnie ten fakt do różnych nadużyć, czego przykładem jest aż 443 605 przeterminowanych zobowiązań finansowych, za jakie spółki z o.o. wpisano do Krajowego Rejestru Długów. To inaczej niż w przypadku jednoosobowej działalności gospodarczej, gdzie odpowiedzialność finansowa przedsiębiorcy jest zasadniczo nieograniczona i osobista, a właściciel odpowiada za wszystkie zobowiązania firmy całym swoim majątkiem, zarówno firmowym, jak i prywatnym (np. domem, samochodem, oszczędnościami). W przeciwieństwie do spółki z o.o., gdzie odpowiedzialność wspólników jest ograniczona do wysokości wniesionego kapitału, w JDG nie ma takiej ochrony majątku osobistego. Wielu przedsiębiorców decyduje się więc na spółkę z o.o., z obawy przed ryzykiem finansowym, jakie musieliby ponieść w przypadku niepowodzenia swojego biznesu – komentuje Sandra Czerwińska, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Fundacja na spółkę ze stowarzyszeniem

Ale oprócz spółek z ograniczoną odpowiedzialnością sporą część dłużników w KRD stanowią również spółki komandytowe, które są winne wierzycielom ponad 332,6 mln zł, spółki akcyjne – 324,9 mln zł i spółki jawne – 151,4 mln zł. Ich obecność w rejestrze nie dziwi, biorąc pod uwagę fakt, że spółki prawa handlowego są nastawione stricte na prowadzenie działalności gospodarczej i dzielenie zysku między wspólników/akcjonariuszy. Ponoszą więc ryzyko inwestycyjne i transakcyjne, które może przynieść różne konsekwencje.

Dziwić może natomiast obecność w Krajowym Rejestrze Długów rożnego rodzaju fundacji, stowarzyszeń czy spółdzielni. Ale i na to jest wytłumaczenie:

Do KRD trafiają nie tylko spółki prawa handlowego, osoby fizyczne czy JDG-i ale wszystkie podmioty prowadzące działalność gospodarczą, które nie wywiązują się z umów, nie płacą rachunków, kredytów, czynszu czy innych zobowiązań, i zostają z tego tytułu wpisane do rejestru przez swoich wierzycieli. Jest to związane z faktem, że aktywnie uczestniczą w obrocie gospodarczym i ponoszą ryzyko finansowe. Warto zauważyć, że zarówno fundacje, jak i stowarzyszenia mogą prowadzić działalność gospodarczą lub odpłatną działalność pożytku publicznego, co wiąże się z zawieraniem umów, zaciąganiem zobowiązań i wspominanym ryzykiem finansowym. Po wpisie do KRS fundacje i stowarzyszenia uzyskują osobowość prawną, a to pozwala im na samodzielne zawieranie umów, zaciąganie zobowiązań i prowadzenie działalności – wyjaśnia Sandra Czerwińska, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Przy złym zarządzaniu środkami, fundacje i stowarzyszenia tracą płynność finansową i z powodu przeterminowanych zobowiązań finansowych zostają wpisane do KRD. Jak się jednak okazuje – nie jest to odosobniony przypadek.

Obecnie widnieje w KRD 920 fundacji, których łączny dług opiewa na 35,1 mln zł, oraz prawie 2,5 tysiąca różnego rodzaju stowarzyszeń, związków czy spółdzielni, zadłużonych na blisko 70 mln zł. Obecność w KRD działa w tym przypadku jako mechanizm kontroli rzetelności finansowej organizacji i ostrzeżenie dla potencjalnych partnerów biznesowych czy instytucji finansujących, że choć fundacje i stowarzyszenia realizują cele społeczne, to przez złe zarządzanie budżetem, mogą też być źródłem poważnych kłopotów – zauważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Dolar najsłabszy od 2018 r. – słabe dane z USA i perspektywy obniżek stóp procentowych osłabiają walutę

Dolar jest już najsłabszy nie od 2020 roku, a tym razem od 2018. W danych z Azji znów gorszy odczyt z Japonii i lekka poprawa w Chinach. W tle stabilizują się ceny ropy naftowej na świecie, gdzie niemal zapomniano o sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Dolar najtańszy od 2018 roku

Ostatni raz tak tanio można było kupić dolara w 2018 roku. Warto jednak pamiętać, że najniższy kurs wyniósł wówczas imponujące 30 groszy mniej niż obecnie. Ten wynik wydaje się być niezagrożony, przynajmniej na najbliższy czas. Nie zmienia to faktu, że ostatnie dni są bardzo trudne dla amerykańskiej waluty. W piątek dodatkowo otrzymaliśmy dane na temat dochodów i wydatków Amerykanów. W obydwu przypadkach mieliśmy wynik słabszy od oczekiwań. Ostatnio rosną też szanse na przyspieszenie cyklu obniżek stóp procentowych. W rezultacie mamy kolejne sygnały, które przekładają się na osłabienie dolara.

Dane z Azji

Dzisiaj w nocy poznaliśmy pakiet danych z Azji. Rozpoczęło się od Japonii – produkcja przemysłowa spadła tam w ciągu roku o 1,8%. Jest to tyle duża niespodzianka, że analitycy prognozowali wzrosty. Pomimo tych słabszych danych jen japoński zyskiwał, ale było to raczej odbicie po poprzednim gorszym tygodniu. Następnie poznaliśmy indeksy koniunktury z Chin. Te z kolei wypadły lepiej od oczekiwań. Wynik dla przemysłu wyniósł 49,7 pkt, a dla usług 50,5 pkt. Oba były zatem w środku skali, blisko poziomu 50 pkt rozdzielającego przewagę odpowiedzi pozytywnych od negatywnych. Warto zwrócić uwagę, że juan chiński również jest w ostatnich tygodniach w silnym odwrocie. Chińczycy – podobnie jak Amerykanie – postanowili najwyraźniej podnieść konkurencyjność swojej gospodarki słabą walutą. Nie są jednak tak skuteczni. W rezultacie juan zyskuje względem dolara, ale traci względem euro. To sugeruje, że strumień towarów z Chin, zamiast do USA, powinien być powoli przekierowywany na nasz kontynent.

Stabilizacja ropy

Od środy ropa przebywa w bardzo wąskim korytarzu wahań jak na ten surowiec. Jest to dwudolarowy przedział pomiędzy 66 a 68 dolarów za baryłkę. Oczywiście liczone jako ropa Brent, czyli ten gatunek surowca, który jest kwotowany na giełdzie w Londynie. Po zamieszaniu na Bliskim Wschodzie nie ma już żadnego śladu. W piątek na rynek trafiły kolejne dane o zamknięciu kolejnych miejsc wydobycia w USA. Spadek był o 1 punkt procentowy większy, niż oczekiwano. Należy jednak pamiętać, że w pierwszej kolejności zamykane są tam źródła relatywnie niewielkiej mocy, które przy obecnych poziomach cenowych przestają być opłacalne ekonomicznie. Likwidowanie powinno jednak docelowo ograniczać nadwyżkę surowca na rynku i związany z nią spadek cen.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja CPI,

15:45 – USA – indeks Chicago PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Develia sprzedaje Arkady Wrocławskie spółce Vastint Poland za około 183 mln zł

0

Develia podpisała umowę sprzedaży nieruchomości, na której znajduje się wielofunkcyjny budynek Arkady Wrocławskie ze spółką Vastint Poland, należącą do międzynarodowej grupy inwestującej w nieruchomości komercyjne. Cena sprzedaży netto to 42,967 mln euro (ok. 182 mln zł).

Arkady Wrocławskie to oddany do użytku w 2007 r. obiekt handlowo-biurowy znajdujący się we Wrocławiu w kwartale ul. Powstańców Śląskich, ul. Swobodnej, ul. Komandorskiej oraz ul. Nasypowej. Umowa podpisana przez Develię dotyczy sprzedaży nieruchomości gruntowej wraz z całą zabudową wielofunkcyjną. Aktualnie obiekt znajduje się w procesie rozbiórki.

– Finalizując transakcję sprzedaży Arkad Wrocławskich zrealizowaliśmy jeden z naszych kluczowych strategicznych celów, jakim jest dezinwestycja portfela biurowego i handlowego. Strategia, którą oparliśmy na tym założeniu pozwoliła nam w ostatnich latach reinwestować środki w rozwój priorytetowego dla nas segmentu mieszkaniowego poprzez rozwój organiczny oraz transakcje M&A i jednocześnie istotnie zwiększyć udziały Develii w tym rynku – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Cieszę się, że nową inwestycję na miejscu Arkad Wrocławskich, które przez lata były ważnym miejscem dla mieszkańców stolicy Dolnego Śląska, będzie realizował inwestor z dużym doświadczeniem w projektach mixed-use, co pozytywnie wpłynie na atrakcyjność tego kwartału miasta – dodaje Andrzej Oślizło.

Umowa sprzedaży obiektu Arkady Wrocławskie została podpisana ze spółką Vastint Poland, należącą do międzynarodowej grupy inwestującej w nieruchomości komercyjne. Wartość transakcji wynosi 42,967 mln euro (ok. 182 mln zł).

– Sprzedaż Arkad Wrocławskich w pełni wpisuje się w politykę inwestycyjną Develii. Środki pozyskane z transakcji w wysokości 26 mln EUR przeznaczymy na spłatę kredytu zaciągniętego na jej prefinansowanie. Pozostałą kwotę chcemy płynnie reinwestować w segment mieszkaniowy zapewniający nam wyższe stopy zwrotu, co będzie możliwe dzięki finalizacji przejęcia Bouygues Immobilier Polska w najbliższym czasie – mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes Develii.

Aktualnie obiekt Arkady Wrocławskie znajduje się w procesie rozbiórki, którą rozpoczęła Develia i zrealizowała w zakresie demontażu zewnętrznych elementów nieruchomości, a kontynuować będzie Vastint Poland. Nowy właściciel na zakupionym terenie planuje zrealizować nowoczesny obiekt wielofunkcyjny.

Arkady Wrocławskie od wielu lat były centralnym punktem spotkań, zakupów i wydarzeń kulturalnych, odgrywając istotną rolę w komercyjnym krajobrazie Wrocławia. Dziś wkraczamy w nowy rozdział historii tego miejsca. Nasze plany zakładają rozbiórkę istniejącego kompleksu i realizację nowoczesnej, wielofunkcyjnej inwestycji. Nowy projekt, starannie zaprojektowany i harmonijnie wpisujący się w tkankę centrum miasta, przyniesie trwałą wartość lokalnej społeczności. Przyciągnie zarówno mieszkańców, jak i przedsiębiorców, tworząc tętniącą przestrzeń do życia, pracy i spędzania wolnego czasu – mówi Roger Andersson, dyrektor zarządzający Vastint Poland.

Vastint Poland zrealizował dotychczas we Wrocławiu m.in. kompleks biurowy Business Garden oraz budynek biurowy B10 wraz z hotelem Element by Westin.

Doradcą prawnym Develii w ramach transakcji była firma Dentons, a komercyjnym Avison Young. Wsparcie prawne dla Vastint zapewnił Legal Kraft.

Niezależność Fed a kurs dolara – czy dolar zyska w lipcu?

Pod koniec ubiegłego tygodnia kurs EUR/USD przestał rosnąć i zatrzymał się tuż powyżej poziomu 1,1750. Może to sugerować koniec słabości dolara, choć odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna – wszystko zależy od przyczyn, które stoją za ostatnim wzrostem oczekiwań rynkowych na obniżki stóp procentowych w USA. To właśnie te oczekiwania były prawdopodobnie głównym czynnikiem osłabiającym dolara.

Znaczenie ma jednak to, dlaczego inwestorzy zaczęli zakładać, że Rezerwa Federalna zdecyduje się szybciej obniżyć stopy. Prawdopodbnie stoi za tym fakt, że rynek doszedł do wniosku, że wpływ ceł na inflację okaże się słabszy niż wcześniej sądzono. Co prawda nie możemy wykluczyć tego, że efekt inflacyjny taryf może dopiero nadejść w drugiej połowie roku, co uzasadniałoby bardziej ostrożne podejście Fed. W takim scenariuszu decyzja o pierwszej obniżce stóp mogłaby zapaść dopiero jesienią, a nie w lipcu – jak zaczęły to ostatnio wyceniać rynki.

Bardziej niepokojący byłby jednak scenariusz, w którym uczestnicy rynku dochodzą do wniosku, że Fed zaczyna ulegać presji politycznej ze strony Białego Domu. Nie chodzi tu o osobę Jerome’a Powella, lecz o pozostałych członków Komitetu Otwartego Rynku, w tym dwóch gubernatorów (Christophera Wallera i Michelle Bowman), którzy ostatnio wypowiadali się w znacznie bardziej „gołębi” tonie niż przewodniczący Fed. Ich sugestie, że do obniżki może dojść już w lipcu, nie przeszły bez echa.

W tym kontekście warto przypomnieć, że członkowie Rady Gubernatorów, która stanowi większość w FOMC, rzadko kiedy głosują inaczej niż reszta. W ciągu ostatnich 25 lat zdarzyło się to jedynie cztery razy. Bowman, co ciekawe, była jedną z osób, które wcześniej wyraziły sprzeciw – w 2023 roku nie poparła obniżki o 50 punktów bazowych. Gdyby w lipcu zarówno ona, jak i Waller, zagłosowali przeciwko utrzymaniu stóp bez zmian, byłby to wyraźny sygnał rozdźwięku w łonie samej rady. Taka sytuacja nie miała miejsca od lat 90., za czasów Alana Greenspana.

Tego rodzaju pęknięcie połączone z presją ze strony prezydenta, mogłoby poważnie zaszkodzić wizerunkowi Fed jako instytucji niezależnej. W oczach rynków taki rozwój wydarzeń mógłby potwierdzać zarzuty, że amerykański bank centralny działa zbyt opieszale, jeśli chodzi o luzowanie polityki pieniężnej, co z kolei tylko zachęcałoby Biały Dom do jeszcze silniejszych nacisków. Nawet jeśli stopy pozostałyby bez zmian w lipcu, dolar w takim otoczeniu niekoniecznie by zyskał – z powodu rosnących wątpliwości co do niezależności amerykańskiego banku centralnego. Ryzyko politycznego wpływu na Fed stanowi wciąz istotne źródło niepewności dla USD.

Autor: Łukasz Zembik, OANDA TMS Brokers

Podatek katastralny w Polsce od trzeciego lokum – czy spełni swoją rolę?

Kwestia podatku katastralnego w Polsce należy już od dawna do jednej z najbardziej palących i kontrowersyjnych kwestii dotyczących nie tylko rodzimej polityki fiskalnej, ale także finansowania samorządów czy też perspektyw rozwojowych krajowej gospodarki przestrzennej. Czy fakt wręcz rekordowej w ostatnim czasie medialnej popularności tematu katastru może zwiastować jego pewną materializację w krajowych realiach podatkowych?

Koncepcja wprowadzenia w Polsce podatku katastralnego, który miałby zastąpić tradycyjną daninę od nieruchomości, posiada już swoją bogatą i dość długą historię. Jeszcze do niedawna proces ten, dość szczęśliwie zresztą dla rodzimych posiadaczy jakichkolwiek nieruchomości, pozostawał w martwym punkcie. Tymczasem, jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, w niedawnym okresie przedwyborczym kwestia opodatkowania krajowych nieruchomości podatkiem od wartości zdominowała rodzimą przestrzeń medialną na niespotykaną dotąd skalę. Efektem jest wysyp propozycji i koncepcji z projektem ustawy autorstwa Lewicy na czele. Pytanie, na ile są one realne i możliwe do zastosowania.

Od trzeciego, a może piątego lokum. A stawka? Nawet do 4 procent…

Projekt ustawy autorstwa Lewicy wprowadzającej w Polsce podatek katastralny zakłada opodatkowanie taką daniną osób posiadających więcej niż dwa mieszkania. Jest to propozycja dość dobrze korespondująca z pomysłem minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyny Pełczyńskej-Nałęcz, która jednak dodatkowo proponuje wyłączenia dla właścicieli w zależności od liczby dzieci. Oznacza to, że jeżeli właściciel mieszkań ma co najmniej dwójkę dzieci i deklaruje, że jego mieszkania będą przeznaczone dla potomstwa, to te lokale miałyby być zwolnione z podatku katastralnego w stosunku jedno mieszkanie na jedno dziecko.

Inna, znacznie bardziej oryginalna propozycja, złożona w Sejmie w formie petycji obywatelskiej, zakłada opodatkowanie katastrem piątej i kolejnych nieruchomości mieszkalnych i gruntowych. Miały by być to nieruchomości będące przedmiotem najmu lub dzierżawy, nie wykorzystywane efektywnie (pustostany), a także służące właścicielowi jako „second home” lub mieszkanie wakacyjne, jeżeli ten posiadałby już co najmniej 4 inne nieruchomości.

Najciekawiej jednak wyglądają w tym przypadku proponowane stawki daniny: 2 proc. wartości katastralnej dla piątej i szóstej nieruchomości, 3 proc. dla siódmej i ósmej, wreszcie 4 proc. dla dziewiątej i kolejnych.

Od decyzji do materializacji bardzo daleka droga

Tymczasem dyskusję na temat wprowadzenia podatku katastralnego wypadałoby zacząć od analizy gotowości państwa polskiego do jego wprowadzenia. Tego typu kwestia raczej nie jest specjalnie podnoszona przy okazji prezentowania kolejnych pomysłów decydentów zapowiadających rewolucję w opodatkowaniu rodzimych nieruchomości. Tymczasem kataster to nie to samo, co zadysponowanie podatku od cukru czy dochodów sektora bankowego, które można wprowadzić od ręki i natychmiast liczyć profity budżetu państwa.

Polska niestety nie dysponuje ani niezbędną infrastrukturą administracyjną, ani tym bardziej kompleksowym systemem ewidencji wartości nieruchomości. Obecnie działający system ewidencji gruntów i budynków (EGiB) nie zawiera dokładnych wycen rynkowych nieruchomości. Poza tym księgi wieczyste są niekompletne i często nieaktualne. Brakuje centralnej bazy wartości nieruchomości. Przed wprowadzeniem katastru konieczna jest więc gruntowna reforma systemu ewidencji nieruchomości.

Poza tym podatek katastralny wymagałby stworzenia systemu regularnej i precyzyjnej taksacji nieruchomości – powszechnego systemu wyceny. Obsługa podatku katastralnego, w tym systemu wyceny, wymagałaby powołania licznego, specjalistycznego aparatu urzędniczego, którego zbudowanie, a następnie koszty funkcjonowania liczone byłyby w setkach milionów złotych rocznie. Sam koszt masowej wyceny kilkunastu milionów nieruchomości byłby gigantyczny, a sam proces złożony, długotrwały oraz narażony na liczne spory i manipulacje.

Prawdopodobnie rodzime społeczeństwo także wciąż nie jest w pełni gotowe na wprowadzenie tej daniny, co może skutkować silnym społecznym sprzeciwem.

Jak podatek katastralny wpłynąłby na krajowy rynek nieruchomości?

Najbardziej prawdopodobnym skutkiem wprowadzenia w Polsce katastru byłoby zniechęcenie do inwestowania w obłożone tym podatkiem nieruchomości. Trzeba mieć świadomość, że dotyczyłby on nie tylko nieruchomości mieszkalnych, ale także gruntowych czy komercyjnych, o czym się praktycznie nie wspomina w ostatnich publikacjach dotyczących tego tematu.

Zapewne przedmiotowa regulacja wywołałaby u właścicieli większej liczby mieszkań zdecydowany odruch podażowy. Przy umiarkowanych stawkach, nie wyższych niż 1 proc. wartości lokum, byłby on jeszcze stosunkowo ograniczony. Jednak przy większej skali, np. 2 proc. i więcej jak to bywa proponowane, mógłby skutkować wyprzedażową paniką mieszkań inwestycyjnych. Biorąc pod uwagę „wielką niewiadomą” wolumenów lokacyjnych mieszkaniowych pustostanów w Polsce, skutki takiej sytuacji byłyby trudne do przewidzenia.

Jak duża ilość lokali mieszkalnych pojawiłaby się na rynku po wprowadzeniu podatku od wartości, będzie zależało od formy jego wprowadzenia, a przede wszystkim od stawek daniny. W przypadku stawki 1-procentowej z całą pewnością rozwiązałby się mniejszy lub większy worek z podażą mieszkań dotychczas przetrzymywanych jako lokata kapitału. Wolumen rzędu 100-150 tys. lokali jest jak najbardziej realny, co przez jakiś czas dość mocno mogłoby wpływać na ceny mieszkań zarówno na mieszkaniowym rynku wtórnym jak i pierwotnym.

Podatek katastralny w Polsce, czyli jaki?

Propozycje polityków wprowadzenia podatku katastralnego w Polsce mogą budzić szereg wątpliwości. Wprowadzenie tej daniny od trzeciego lokum ma z jednej strony uruchomić jej funkcjonowanie w Polsce zgodnie z unijnymi zaleceniami, z drugiej jednak ma zapobiec narażaniu się swemu elektoratowi. Jak bowiem wiadomo, od lat w kraju istnieje stanowcza społeczna awersja w odniesieniu do podatku od wartości nieruchomości.

Gdyby faktycznie wprowadzić go w ten sposób, kataster objąłby około 300 – 400 tys. w większości tych najtańszych, inwestycyjnych mieszkań, z około 16 mln ogółem, i objąłby około 1 proc. podatników. Z kolei wśród tych nieopodatkowanych od wartości (czyli w przypadku pierwszych dwóch) znalazłyby się dziesiątki tysięcy najdroższych, luksusowych mieszkań i domów należących do wąskiego grona najbogatszych Polaków. W ten sposób podatek katastralny poza bardzo poważnym uszczerbkiem swojej efektywności nie spełniłby warunku sprawiedliwości społecznej, czyli obciążenia w pierwszym rzędzie najbardziej zasobnych w majątek rodaków.

Poza tym niebagatelne koszty wprowadzenia, a następnie utrzymania katastru w Polsce odpowiadałyby wszystkim nieruchomościom m.in. mieszkaniowym, natomiast dochód z racji wyższego opodatkowania katastralnego dotyczyłby tylko mniej więcej 3 procent ogółu lokali.  Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl to rodzi pytanie o finansową skuteczność takiego rozwiązania. We Włoszech podatek katastralny pobierany jest od drugiego lokum, a wpływy z niego wynoszą około 0,4 proc. PKB, czyli mniej więcej tyle, ile w Polsce z obecnego podatku od powierzchni. Przy katastrze od trzeciego posiadanego mieszkania w skrajnym przypadku budżetowe wpływy z kosztami mogłyby się wręcz nie zbilansować. Tymczasem główną misją podatku katastralnego jest radykalne podniesienie dochodów samorządów i w ten sposób odciążenie budżetu państwa, a nie bezefektywne pozorowanie działań zgodnych z zaleceniami Komisji Europejskiej czy OECD.

Trudno jest też do końca uzasadnić zwolnienie z podatku katastralnego osób posiadających co najmniej dwójkę dzieci w relacji jedno mieszkanie na jedno dziecko. To kolejny krok w kierunku wyłączenia z przedmiotowej daniny najzamożniejszej grupy rodaków.

Tymczasem, ażeby podatek katastralny w Polsce przyniósł namacalne efekty, opodatkowanie nim powinno dotyczyć bez wyjątku wszystkich mieszkań i domów, z pewnością jednak w sposób progresywny. Przykładowe stawki to 0,3 proc. od pierwszego lokum, 0,5 od drugiego, i nawet 1 proc. od trzeciego i kolejnych. Oczywiście niezbędny byłby powszechny na świecie w takim przypadku system ulg i zwolnień dla gorzej sytuowanych obywateli, m.in. dla seniorów, rodzin wielodzietnych czy inwalidów.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Inflacja CPI w Polsce w czerwcu powyżej prognoz

Wstępny odczyt czerwcowej inflacji CPI w Polsce wynosi 4,1 proc. i jest o 0,1 p.p. wyższy od zarówno poprzedniego odczytu, jak i oczekiwanego.

Tego typu zaskoczenie z pewnością umocni RPP przy utrzymaniu stopy procentowej na obecnym poziomie na najbliższym posiedzeniu, nawet pomimo słabych odczytów ekonomicznych z poprzedniego tygodnia.

Autor: Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Zbroimy się na potęgę, ale brakuje 250 tys. pracowników do armii i przemysłu zbrojeniowego

Polska inwestuje w rozwój potencjału militarnego na niespotykaną dotąd skalę, ale tempo realizacji planów może ograniczyć trudna sytuacja na rynku pracy. Jak wynika z opracowania „CE Economic Outlook” firmy doradczej Deloitte, branża ta będzie musiała zatrudnić dodatkowo około 70 tys. żołnierzy, 90 tys. specjalistów w przemyśle zbrojeniowym i 77 tys. osób w łańcuchach dostaw. Stanowi to istotne wyzwanie, jako że już dziś ponad 40 proc. spośród wszystkich firm w Polsce zgłasza trudności w obsadzeniu wakatów, a w ciągu najbliższych 10 lat liczba osób w wieku produkcyjnym spadnie o kolejne 800 tys. Bez dodatkowych działań zwiększających podaż pracy, rozbudowa sektora obronnego może prowadzić do presji płacowej, ograniczenia konkurencyjności polskich firm i wolniejszego wzrostu dochodów podatkowych.

Obecna skala zatrudnienia w przemyśle zbrojeniowym w Polsce jest znacząco mniejsza niż poziom potrzebny do realizacji planów modernizacyjnych. Do 2035 roku sektor ten będzie potrzebował wraz z siłami zbrojnymi i zapleczem technicznym ok. 250 tys. nowych pracowników. Będzie to wynikało zarówno z większej skali zamówień i liczniejszej armii, jak i rosnącej roli polskiego przemysłu w dostawach uzbrojenia. To ogromna zmiana, zwłaszcza że równolegle systematycznie zmniejsza się grupa osób w wieku między 18 a 44 lat. Utrzymanie równowagi będzie wymagało nie tylko zwiększenia zatrudnienia w przemyśle obronnym, ale także kompensacji ubytków kadrowych w innych branżach. W tym procesie istotną rolę może odegrać aktywizacja zawodowa studentów, seniorów czy osób z niepełnosprawnościami.

Jednocześnie polityka państwa powinna sprzyjać przepływowi pracowników do bardziej produktywnych sektorów, co poprawi efektywność wykorzystania zasobów i poszerzy wpływy z podatków, które są niezbędne do finansowania obronności. Równolegle należy przystosować system edukacyjny i szkoleniowy, by szybciej i skuteczniej odpowiadał na potrzeby sektora zbrojeniowego i Sił Zbrojnych RP.

Ambitne założenia zwiększenia zdolności militarnych wymagają nie tylko zakupów nowoczesnego uzbrojenia i rozbudowy jego produkcji w kraju, ale całego ekosystemu wsparcia: wyszkolonego personelu, infrastruktury, kompetencji przemysłowych i serwisowych. Bez ludzi nie da się zbudować nowoczesnej, skutecznej armii. W sytuacji, gdy mamy rekordowo niskie bezrobocie na poziomie 2,8 proc., a oprócz tego odnotowujemy stały spadek liczby osób w wieku produkcyjnym, to zapewnienie odpowiedniej liczby specjalistów staje się jednym z największych wyzwań dla całej branży – podkreśla Mariusz Ustyjańczuk, partner, lider sektora obronnego, Deloitte w Europie Środkowej.

Długofalowe finansowanie sektora

Inwestycje w obronność, choć nie należą do wydatków bezpośrednio wspierających wzrost gospodarczy, stanowią formę strategicznego ubezpieczenia. Ich celem jest zapobieganie konfliktom, które pociągają za sobą znacznie większe koszty. Według danych Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, kraje prowadzące wojnę na własnym terytorium notują średnio o 7 p.p. niższy PKB per capita niż państwa o podobnym profilu, które nie doświadczyły działań zbrojnych. Z tej perspektywy kwoty przeznaczane na obronność mogą okazać się nie obciążeniem, a warunkiem utrzymania stabilności gospodarczej oraz uniknięcia strat ekonomicznych i społecznych.

W związku z potrzebą trwałego podniesienia nakładów na ten cel, Polska musi znaleźć źródła finansowania bardziej zrównoważone niż dalszy wzrost długu publicznego, który zbliża się do konstytucyjnego limitu 60 proc. PKB. Długofalowo optymalną ścieżką jest wspieranie wzrostu gospodarczego i dążenie do poprawy sytuacji ekonomicznej, co przełoży się na wzrost produktu krajowego brutto i wyższe dochody podatkowe.

Inwestycje w obronność wymagają nie tylko znacznych nakładów finansowych, ale też realokacji zasobów w gospodarce. W warunkach starzejącego się społeczeństwa i jednej z najniższych stóp bezrobocia w Unii Europejskiej wyzwaniem staje się zarówno znalezienie funduszy, jak i wykwalifikowanych pracowników do realizacji tych planów. Dlatego strategia bezpieczeństwa musi być dziś ściśle powiązana z polityką rynku pracy i długoterminowym planem rozwoju – dodaje dr Aleksander Łaszek, lider zespołu analiz ekonomicznych, Deloitte.

Wydajność jako warunek sukcesu

Rozbudowa przemysłu obronnego w Polsce powinna iść w parze ze wzrostem efektywności tak, aby jak najlepiej wykorzystać dostępne zasoby. Głównym warunkiem skutecznej transformacji będzie odejście od pracochłonnych metod wytwarzania na rzecz ustandaryzowanych procesów przemysłowych. Wymaga to z jednej strony inwestycji w automatyzację po stronie firm, z drugiej, przemyślanej i długofalowej strategii zakupowej po stronie wojska. Efektywność może poprawić m.in. utrzymanie przewidywalnego, długoterminowego portfela zamówień, dbanie o komplementarność różnych typów uzbrojenia czy też aktywne włączenie sektora prywatnego i partnerstwa publiczno-prywatne.

Presja na szybkie podniesienie efektywności sektora jest duża ze względu na realność zagrożenia. Wiele krajów z regionu Europy Środkowej zdecydowało się na gwałtowny wzrost wydatków obronnych wraz z rozpoczęciem inwazji Rosji na Ukrainę. Dane pokazują wyraźną zależność – im bliżej Moskwy znajduje się stolica danego państwa, tym wyższy jest jego poziom nakładów na cele militarne w relacji do PKB. Przykładem może być Polska, w której poniesione koszty przekraczają 4 proc. PKB, a także kraje bałtyckie, takie jak Estonia, Łotwa czy Litwa – wszystkie powyżej poziomu 2,5-3 proc. PKB.

Kurs dolara blisko 7-letnich minimów. Złoty zyskuje na globalnej słabości USD

Jeszcze na poniedziałkowym otwarciu wydawało się to odległym mirażem, a jednak złoty może mieć zaraz za sobą jeden z najlepszych tygodni w tym roku. PLN korzysta z ucieczki kapitału od USD i poprawy rynkowych nastrojów. Czy to koniec dyskusji o lipcowej decyzji RPP? Czy wręcz przeciwnie – doskonały punkt wyjścia do zwiększonej zmienności w najbliższych dniach?

Tydzień PLN

Na początek warto zobrazować, jak skuteczny atak w tym tygodniu przeprowadził złoty na parach z głównymi walutami. Najmocniejsza (bo ponad 10-groszowa) zmiana widoczna jest na USD/PLN i jest to zgodne z globalnym trendem ucieczki od USD. Kurs dolara zbliżył się do 7-letnich minimów i wciąż może zdecydować się na testowanie 3,60 zł. Jednak do zmienności na parach dolarowych można było się w ostatnich miesiącach przyzwyczaić. Inwestorzy tym razem przesunęli ekspozycję na ryzyko głębiej, co poskutkowało wyrwaniem z marazmu nawet pary EUR/PLN. Kurs euro zanurkował w tym tygodniu o blisko 5 groszy, docierając tym samym w pobliże 4,23 zł. Można ten obszar uznać za istotny technicznie, ponieważ w jego pobliżu odnajdziemy dolne ograniczenie majowego trendu bocznego. Wybicie tego wsparcia będzie wyraźnym sygnałem dla podejścia do 4,20 zł. Jeżeli w przyszłym tygodniu nie zaskoczy polski odczyt inflacyjny (poniedziałek), a RPP zachowa się zgodnie z oczekiwaniami (brak ruchu w środę), to lokalne czynniki pozostaną silnym fundamentem dla złotego. Nawet w przypadku korekty aktualnych trendów straty rodzimej waluty mogą być ograniczone.

Kurs EUR/USD na szczytach

Lokalne fundamenty to jednak tylko część równania na parach złotowych. Na pierwszym miejscu pozostaje globalny przepływ kapitału. Na ten składa się m.in. ekspozycja na inwestycyjne ryzyko ze strony największych graczy. Dlatego właśnie w tym tygodniu tak bardzo zyskały waluty rynków wschodzących, w tym PLN. Jednak wiele z tego co opisujemy powyżej bierze swój początek na głównej parze świata. A kurs EUR/USD w dalszym ciągu zdaje się nienasycony i w piątkowe popołudnie testuje lokalne i zarazem kilkuletnie szczyty przy 1,173 $. Nastawienia inwestorów nie zmieniły dane o wydatkach Amerykanów. Ulubiona miara inflacyjna Rezerwy Federalnej, czyli PCE, poszła górę w ujęciu rocznym o 2,3%. Podobna zmiana dotknęła PCE Core, który wyniósł 2,7% rdr. Tak delikatne zmiany w maju nie powinny wpływać na zmianę optyki amerykańskich decydentów. Dlatego też mogą stanowić co najwyżej pretekst, a nie fundamentalny impuls dla dalszego postrzegania USD. Coraz większe piętno na polityce monetarnej USA odciska prezydent Donald Trump. Jego podejście do kwestii następcy na stanowisku szefa Fed można postrzegać jako próbę wywierania presji na bankierach. Nie można wykluczyć, że ostatecznie znajdzie to odzwierciedlenie w ruchach władzy monetarnej. Wtedy należałoby to uznać za negatywny sygnał co do niezależności banku centralnego.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

PZU i Bank Pekao robią kolejny krok na drodze do połączenia

PZU SA i Bank Pekao SA podpisały dokument wstępnie ustalający zasady współpracy obydwu firm przy potencjalnej transakcji reorganizacji grupy kapitałowej i stworzenia nowej grupy bankowo-ubezpieczeniowej (tzw. term sheet). Podpisanie dokumentu to kolejny krok w przygotowaniu transakcji, zacieśniający współpracę stron. Ustalono m.in., że spółki powołają Komitet Sterujący oraz wspólne grupy robocze, które będą realizowały prace nad projektem.

Zgodnie z podpisanym 2 czerwca memorandum o współpracy, PZU i Pekao chcą doprowadzić do reorganizacji i zwiększenia efektywności grupy kapitałowej poprzez uwolnienie nadwyżki kapitałowej sięgającej nawet 20 mld zł. W pierwszym etapie prowadzącym do potencjalnej transakcji planowany jest podział PZU SA poprzez wyodrębnienie spółki holdingowej oraz w 100 proc. zależnej od niej spółki prowadzącej działalność operacyjną w zakresie ubezpieczeń majątkowych i pozostałych osobowych. W drugim etapie spółka holdingowa PZU zostanie połączona z Bankiem Pekao jako podmiotem przejmującym. Ostateczną decyzję co do połączenia podejmą akcjonariusze obu spółek.

W term sheet wskazano, że PZU już podjęło i prowadzić będzie działania zmierzające do przeprowadzenia podziału i stworzenia struktury holdingowej. Dokument określa zasady współdziałania obu stron w dążeniu do zrealizowania planowanej transakcji, zadania do wykonania, poszczególne etapy prac. W celu zapewnienia ścisłej koordynacji działań, strony powołają Komitet Sterujący złożony z prezesów PZU i Pekao oraz po jednym członku zarządu z każdej ze spółek. Komitet będzie zbierał się regularnie i podejmował decyzje jednomyślnie.  Określi on m.in. harmonogram i kamienie milowe projektu. Strony zatrudnią też wspólnie zewnętrznego menedżera projektu oraz utworzą grupy robocze – wspólne oraz własne – dla poszczególnych obszarów działań związanych z realizacją projektu.

W term sheet wskazano także, że strony określą zasady ustalania parytetu wymiany akcji PZU na akcje Banku Pekao, które miałyby zostać wydane akcjonariuszom PZU w procesie połączenia tych spółek. Parytet ma zostać ustalony biorąc pod uwagę interes wszystkich akcjonariuszy, w tym akcjonariuszy mniejszościowych, a wyceny PZU i Banku Pekao zostaną dokonane przez renomowane podmioty wybrane odpowiednio przez ubezpieczyciela i bank.

Chcemy przeprowadzić absolutnie unikatową co do skali, złożoności i znaczenia transakcję. Nie było takiej na naszym rynku finansowym. Gramy o uwolnienie od 15 do 20 mld zł kapitału dla akcjonariuszy PZU i Pekao i dla polskiej gospodarki. Mobilizuje to nas i bank, angażuje wielu pracowników, najlepszych doradców i wymaga zgodnego współdziałania. Podpisanie term sheet, organizującego prace i wytyczającego ścieżkę, to sygnał, że realizujemy konkretne działania i zmierzamy do celu – mówi Andrzej Klesyk, p.o. prezes zarządu PZU.

Prace nad stworzeniem nowej i ważnej dla polskiej gospodarki grupy finansowej wkraczają w kolejny etap. Mamy klarowną mapę drogową, tworzymy merytoryczne zespoły robocze i wrzucamy wyższy bieg w naszej współpracy. Przed nami jeszcze wiele wyzwań, ale dzięki dobrej organizacji i kooperacji z PZU jesteśmy na dobrej drodze do zrealizowania tego ambitnego projektu – mówi prezes zarządu Banku Pekao Cezary Stypułkowski.

Term sheet potwierdza, że intencją stron jest zrealizowanie potencjalnej transakcji do 30 czerwca 2026 r. PZU i Bank Pekao zaznaczają, że przeprowadzenie transakcji jest uzależnione od szeregu czynników od nich niezależnych, m.in. wejścia w życie odpowiednich zmian legislacyjnych, w tym nowelizacji czterech ustaw (o zasadach zarządzania mieniem państwowym, prawa bankowego, o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej oraz o dystrybucji ubezpieczeń), uzgodnienia i zawarcia przez strony stosownej dokumentacji transakcyjnej (w terminie do 120 dni od dnia wejścia w życie koniecznych zmian legislacyjnych), uzyskania zgód Rady Ministrów oraz szeregu zgód regulacyjnych, w szczególności KNF.

Pierwsza potwierdzona śmierć pacjenta w wyniku cyberataku na brytyjski system medyczny NHS

Brytyjski system ochrony zdrowia NHS zmaga się z tragicznymi konsekwencjami cyberataku, który miał miejsce 3 czerwca ubiegłego roku. W jego wyniku doszło nie tylko do paraliżu systemu opieki zdrowotnej w Londynie, ale – jak właśnie potwierdzono – także do śmierci pacjenta. To pierwszy przypadek, gdy zgon został bezpośrednio powiązany z działaniami cyberprzestępców.

Jak poinformował King’s College Hospital NHS Foundation Trust, jeden z pacjentów zmarł niespodziewanie podczas trwania ataku. – Śledztwo w sprawie incydentu związanego z bezpieczeństwem pacjenta wykazało szereg czynników, które przyczyniły się do śmierci, w tym opóźnienie w otrzymaniu wyniku badania krwi, spowodowane zakłóceniem pracy usług diagnostycznych – przekazał rzecznik placówki.

Cyberatak, przeprowadzony przez powiązaną z Rosją grupę ransomware’ową Qilin , uderzył w firmę Synnovis, odpowiedzialną za świadczenie usług diagnostyki laboratoryjnej, głównie w południowo-wschodnim Londynie. W wyniku ataku opóźnionych zostało 1 100 zabiegów onkologicznych, odwołano 2000 wizyt ambulatoryjnych a ponad 1000 operacji przesunięto na inny termin.

Najbardziej dotknięte zostały szpitale: Guy’s and St Thomas’, King’s College oraz Lewisham and Greenwich, a także przychodnie podstawowej opieki zdrowotnej w sześciu dzielnicach Londynu oraz dwa ośrodki zdrowia psychicznego.

Z powodu braku dostępu do systemów diagnostycznych, placówki medyczne nie mogły przeprowadzać standardowego dopasowania grup krwi i były zmuszone do stosowania krwi uniwersalnej grupy 0. To z kolei – jak poinformowało NHS England – przyczyniło się do ogólnokrajowego niedoboru krwi tej grupy.

Dane pacjentów opublikowane w sieci

W wyniku ataku cyberprzestępcy nie tylko sparaliżowali działanie systemów, ale również wykradli i upublicznili wrażliwe dane medyczne pacjentów. To kolejny aspekt pokazujący, jak poważne mogą być skutki naruszenia bezpieczeństwa cyfrowego w służbie zdrowia.

Były dyrektor ds. cyberbezpieczeństwa NHS Scotland, Deryck Mitchelson, obecnie pełniący tę samą funkcję w firmie Check Point, skomentował: Potwierdzona śmierć pacjenta to tragedia, ale nie jest zaskoczeniem. NHS opiera się na skomplikowanej sieci dostawców i usługodawców. To oznacza, że jesteśmy tylko tak bezpieczni, jak nasze najsłabsze ogniwo. Dla tych, którzy stoją za tym atakiem: to nie był bezosobowy akt. Nie chodziło tylko o dane czy systemy – chodziło o opiekę. O ludzi. Jeden z nich właśnie stracił życie. I to powinno naprawdę ciążyć na sumieniu.

Prezes Synnovis, Mark Dollar, dodał Jesteśmy głęboko zasmuceni, że ubiegłoroczny przestępczy cyberatak został zidentyfikowany jako jeden z czynników przyczyniających się do śmierci tego pacjenta.

Nowa era cyberzagrożeń

Tragiczne wydarzenia w Wielkiej Brytanii przypominają, że cyberatak to nie tylko kwestia utraty danych – to realne zagrożenie dla życia i zdrowia. W świecie, w którym służba zdrowia coraz bardziej polega na technologii, cyberbezpieczeństwo staje się równie ważne jak skuteczna terapia.

Sektor medyczny jest stałym celem ataków również w Polsce

Przed kilkoma dniami ofiara ataku padła Poznańska Pracownia Patomorfologii i Cytologii Paweł Kurzawa. Cyberprzestępcy włamali się do systemu informatycznego, szyfrując dane i żądając okupu. Choć nie potwierdzono wycieku danych, istnieje ryzyko, że nieuprawnione osoby mogły uzyskać dostęp do wrażliwych informacji, takich jak imiona i nazwiska pacjentów, daty urodzenia, numery PESEL, telefony oraz adresy e-mail.

Atak dotyczył plików zawierających wyniki badań. Pracownia poinformowała o incydencie Urząd Ochrony Danych Osobowych oraz policję, zabezpieczyła dokumentację i przeniosła dane na nowe serwery.

Wcześniej celem były m.in. szpital MSWiA w Krakowie, ALAB Laboratoria czy SPZOZ w Pajęcznie – co pokazuje, jak atrakcyjnym celem dla cyberprzestępców stają się dane medyczne.

W maju br. przedsiębiorcy założyli ponad 25 tys. jednoosobowych firm. To wzrost o blisko 5 proc. r/r

Jak wynika z analizy danych MRiT, w maju liczba wniosków dotyczących założenia jednoosobowej działalności gospodarczej spadła o ponad 9% w porównaniu z kwietniem. Natomiast rok do roku nastąpił wzrost o blisko 5%. Ostatnio prawie połowa takich przypadków dotyczyła biznesów, które nie miały wskazanego województwa prowadzenia działalności. Jednocześnie zgłoszeń ws. założenia JDG było mniej niż dotyczących jej zawieszenia. Ponadto liczba wniosków o wznowienie JDG spadła o blisko 16% w porównaniu z miesiącem wcześniejszym i o 2% w stosunku do maja 2024 roku.

Z danych udostępnionych przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT) wynika, że w maju br. do rejestru CEIDG (Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej) wpłynęło 25,2 tys. wniosków dotyczących założenia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 9,4% mniej niż miesiąc wcześniej, kiedy takich przypadków odnotowano 27,9 tys. Z kolei porównując dane rok do roku, widzimy wzrost o 4,6%. W maju 2024 roku było ich 24,1 tys.

– Z punktu widzenia gospodarki bardziej miarodajny i interpretowalny jest wynik rok do roku niż miesiąc do miesiąca. W tym przypadku wzrost liczby wniosków dotyczących założenia jednoosobowej działalności gospodarczej o 4,6% trzeba ocenić pozytywnie. Niemniej jednak nie należy ignorować wskazanego spadku mdm. Kluczowe jest pytanie, czy są to cykliczne korekty czy oznaki pogorszenia się warunków dla przedsiębiorczości – komentuje dr hab. Małgorzata Porada-Rochoń, prof. Uniwersytetu Szczecińskiego z Instytutu Ekonomii i Finansów tej uczelni.

W ocenie mec. Łukasza Goszczyńskiego z kancelarii prawa gospodarczego GKPG, spadek w stosunku miesiąc do miesiąca nie jest aż tak bardzo istotny, ale nie należy go lekceważyć. Z kolei wzrost rok do roku może wskazywać na polepszenie się nastrojów wśród obywateli, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z działalnością gospodarczą. Do tego mec. Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, dodaje, że to jest dobra jaskółka. Jednak, według eksperta, sytuację trzeba dalej obserwować, bo ten wzrost nie jest jeszcze jakąś stałą tendencją. Przedsiębiorcy, szczególnie ci najmniejsi, cały czas czekają na zapowiadane zmiany w prawie. Jeżeli one się nie pojawią, to sytuacja szybko może się zmienić w drugą stronę.

– Taki spadek miesiąc do miesiąca należy oceniać ostrożnie, w szczególności przyglądając się bacznie procesom i zjawiskom rynkowym, a także kolejnym danym. Mniej nowych firm oznacza mniejszą konkurencję i ograniczenia z innowacjami, co może w dłuższej perspektywie doprowadzić do stagnacji gospodarczej – dodaje ekspertka z Uniwersytetu Szczecińskiego.

Ponadto z danych MRiT wynika, że w maju br. 11,3 tys. wniosków (tj. 44,9% wszystkich z tego zakresu) dotyczyło firm, które nie miały wskazanego województwa prowadzenia działalności. Dla porównania, biorąc pod uwagę dane dotyczące województw, najwięcej zgłoszeń dotyczyło mazowieckiego – 2,4 tys., śląskiego – 1,4 tys. i wielkopolskiego – 1,4 tys.

– Tego typu sytuacja wynika zarówno z wygody, bo prawo na to pozwala, ale coraz częściej – z faktycznie prowadzonego profilu działalności gospodarczej. Przedsiębiorcy wykonują zlecenia na terenie całego kraju i nie chcą określać się na papierze, z której części kraju pochodzą, żeby nie ograniczać sobie zleceń przychodzących z różnych części Polski. I to jest sytuacja dość naturalna – ocenia mec. Adrian Parol.

W maju br. liczba wniosków dotyczących założenia JDG była więc mniejsza od liczby wniosków dotyczących zawieszenia JDG (25,2 tys. vs. 26,8 tys.). Jak przekonuje dr hab. Małgorzata Porada-Rochoń, prof. US, dane miesięczne należy oceniać z należytą ostrożnością. Przedstawiona sytuacja nie napawa optymizmem, ale też nie powinna nadmiernie niepokoić. Przywołane dane potwierdzają wyniki comiesięcznego monitoringu nastrojów polskich przedsiębiorstw w maju 2025 roku. Według nich, 24% mikrofirm przewiduje pogorszenie sytuacji gospodarczej, choć w kwietniu było to 36%.

– Skala zakładanych JDG w stosunku do liczby zawieszonych firm jest dość symboliczna. I raczej nie wyciągałbym z tego żadnych konkretnych wniosków. Chociaż należy też dodać, że ten proces trzeba dalej obserwować i analizować, ale raczej z perspektywy szerszego okresu. Wówczas obraz sytuacji będzie pełniejszy – twierdzi ekspert z kancelarii GKPG.

Dr hab. Małgorzata Porada-Rochoń, prof. US, zwraca uwagę na ostrożność sektora bankowego w zakresie finansowania JDG, w tym wymagania dotyczącego oceny zdolności kredytowej. One sprawiają, że finansowanie ekspansji i rozwoju może być ograniczone. Według ekspertki, szczególnego znaczenia nabiera również konieczność dostępu do kapitału w celu wznowienia działalności po uprzednim zawieszeniu. W marcu 2025 roku, w porównaniu z marcem 2024 roku, banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom mniej kredytów (-2,9%) i na niższą wartość (-4,4%).

– Zgadzam się z tym stwierdzeniem, że w dzisiejszych czasach konieczność dostępu do kapitału nabiera szczególnego znaczenia. Jednak nasz sektor bankowy trochę po macoszemu traktuje przedsiębiorców, zwłaszcza tych najmniejszych, bo z reguły widzi tam spore ryzyko, które niestety, ale często się sprawdza – dodaje mec. Adrian Parol.

Według danych resortu, w maju br. do rejestru CEIDG wpłynęło 17,5 tys. wniosków o wznowienie jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 15,8% mniej niż w kwietniu br. Wówczas takich przypadków odnotowano 20,7 tys. Natomiast rdr. widać spadek o 2%. W maju ub.r. było ich 17,8 tys.

– Zbliżający się okres wakacyjny i urlopowy cyklicznie rezonuje ze wzrostem zatrudniania pracowników sezonowych i wznawiania jednoosobowych działalności gospodarczych. Większa liczba tego typu wniosków w kwietniu niż w kolejnym miesiącu może wskazywać na rozpoczęcie działalności sezonowej w okresie tzw. majówki. Branżami, które w sposób szczególny wpisują się w kolaż biznesu sezonowego, są przede wszystkim turystyka i hotelarstwo, gastronomia, branża eventowa, transport i okolicznościowy handel – zaznacza dr hab. Małgorzata Porada-Rochoń, prof. US.

Podsumowując, mec. Łukasz Goszczyński uzupełnia, że ten 2% spadek rok do roku może trochę martwić, bo przecież w maju powinien już zacząć się sezon letni w usługach, gdzie to ożywienie w kwestii wznawiania JDG zawsze było zdecydowanie większe. Jedynym sensownym wyjaśnieniem może być to, że przedsiębiorcy z tego typu decyzją trochę się wstrzymali, bo na drodze stanęła im kiepska pogoda. Być może ocenili oni, że przy tak niesprzyjających warunkach jeszcze poczekają. Dlatego ekspert uważa, że z jednoznaczną oceną sytuacji należy poczekać, aż będą dostępne dane z czerwca br.

Make Dollar Weak Again? Kurs dolara najniższy od lat, złoty triumfuje

Europejska inflacja w cieniu amerykańskiej. Dolar w dalszym ciągu w głębokiej defensywie. Złoty kontynuuje atak na euro. Pasmo sukcesów prezydenta Donalda Trumpa.

Inflacja w Europie zaskakuje

W piątek rozpoczynamy comiesięczny sezon wstępnych odczytów inflacyjnych. Na razie ich wyniki zaskakują w górę, a równocześnie dobitnie pokazują różnice w unii walutowej. Francuski CPI w ujęciu rocznym wyniósł 0,9%, co w przypadku drugiej gospodarki UE wskazywałoby na przestrzeń do dalszych obniżek stóp w strefie euro. Jednak rzut beretem przez Pireneje i sytuacja staje się mniej oczywista. W Hiszpanii wskaźnik inflacji podskoczył do 2,2% rdr, czyli znalazł się w pobliżu aktualnych stóp procentowych, co może wzmagać ostrożność u monetarnych decydentów. Mimo wszystko powyższe publikacje nie były w stanie wykreować głębszego rynkowego impulsu. Takowy może jednak przyjść po południu, gdy poznamy dane o wydatkach Amerykanów. W południe kurs EUR/USD utrzymuje się stabilnie powyżej 1,17 $.

Make Dollar Weak Again

Prezydent USA może zaliczyć mijający tydzień do jednych z najbardziej udanych za swego urzędowania. Najpierw zasadniczo wymusił zawieszenie broni między Izraelem a Iranem, co zdjęło z rynków część ryzyka geopolitycznego. Potem szczyt NATO zgodził się na zwiększenie wydatków na obronność do 5% PKB, co z pewnością pozytywnie przełoży się na przemysł. Wreszcie w piątek Chińczycy potwierdzili, że uzgodnili z Amerykanami szczegóły handlowej umowy ramowej. Dzięki niej do USA mają ponownie popłynąć metale ziem rzadkich, bez których nie istnieje nowoczesna technologia. Wall Street na historycznych szczytach, a dolar najsłabszy od lat (co ma poprawić konkurencyjność amerykańskiej gospodarki). Jeżeli Donald Trump swoimi sugestiami co do następcy w fotelu szefa Fed wywoła ruch ze strony banku centralnego, a początek lipca rzeczywiście zmaterializuje umowy handlowe z największymi partnerami, to chyba resztę wakacji prezydent USA będzie mógł już spędzić na polu golfowym.

Piątek nie przynosi zmian, PLN w natarciu

Piątkowa sesja przebiega na GPW pod dyktando niedźwiedzi, ale indeksy oddają tylko drobne z pokaźnych tegotygodniowych zysków. WIG porusza się dziś w kontrze do rynków bazowych, Europa świeci się na zielono, z liderem w postaci paryskiego CAC40 (+1,2%). Na rynku walutowym dolar pozostaje w defensywie, a złoty nie przestaje atakować. Kurs EUR/USD coraz pewniej czuje się powyżej 1,17 $, czy to tylko przystanek w kontynuacji trendu? Kurs USD/PLN nie oddala się szczególnie od 3,60 zł, co może sugerować wciąż istniejącą szansę na przetestowanie tego poziomu. Siła rodzimej waluty jest dziś potwierdzona na EUR/PLN, który w dalszym ciągu spada i zbliża się do 4,23 zł, widzianego ostatnio w maju. Czy to już koniec spekulacji wobec nadchodzącej w najbliższą środę decyzji RPP?

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – Raport na temat wydatków Amerykanów (PCE),
  • 16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Adam Fuchs analityk w InternetowyKantor.pl

Nowe przepisy ułatwią ładowanie pojazdów elektrycznych w budynkach wielorodzinnych

  • Ministerstwo Klimatu i Środowiska przedstawiło projekt nowelizacji ustawy o elektromobilności, który zdecydowanie ułatwia instalowanie punktów ładowania w budynkach wielorodzinnych. Propozycja resortu przewiduje m.in. możliwość samodzielnego zlecania przez mieszkańców niezbędnej ekspertyzy w przypadku bezczynności zarządcy budynku.
  • Projekt zmian jest efektem zaangażowania PSNM w rządową inicjatywę deregulacyjną „SprawdzaMY”, w ramach której zaproponowane zostały zmiany w zapisach do projektu ustawy.
  • Nowe przepisy spowodują, że mieszkańcy budynków wielorodzinnych zyskają realną możliwość korzystania z najtańszego sposobu ładowania samochodów elektrycznych, pewność prawną oraz precyzyjnie określone terminy.

Obecnie instalowanie punktów ładowania w budynkach wielorodzinnych w Polsce wciąż stanowi poważne wyzwanie. Zarządcy nieruchomości bardzo często nie stosują obowiązujących przepisów lub błędnie je interpretują. Aktualnie obowiązująca procedura przewiduje, że po złożeniu wniosku przez mieszkańca posiadającego tytuł do lokalu i miejsca postojowego, zarząd wspólnoty lub spółdzielni zleca wykonanie ekspertyzy określającej dopuszczalność instalacji punktu ładowania. – Niestety wobec braku przepisów umożliwiających egzekucję tej procedury powtarzają się przypadki blokowania instalacji ładowarek. Zarządy bardzo często nie realizują obowiązku zlecenia ekspertyzy lub odmawiają wydania zgody, nawet gdy ekspertyza tej odmowy nie uzasadnia. Przyczynia się to do opóźniania (często na długie miesiące) lub nawet uniemożliwiania instalacji punktów ładowania. W konsekwencji, obowiązujące, niedoskonałe prawo utrudnia mieszkańcom budynków wielorodzinnych korzystanie z samochodów elektrycznych, wpływając negatywnie na rozwój rynku e-mobility – mówi Jan Wiśniewski, dyrektor działu analiz PSNM.

W celu poprawy sytuacji PSNM zaangażowało się w rządową inicjatywę deregulacyjną „SprawdzaMY”, w ramach której zaproponowało optymalizację obowiązującej procedury. Postulaty branży zostały w znacznym zakresie uwzględnione – MKIŚ zaprezentowało niedawno projekt Ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych, który przewiduje m.in. uprawnienie wnioskodawcy do zlecenia sporządzenia ekspertyzy po bezskutecznym upływie terminu (na podstawie projektu 14 dni), który na zlecenie tej czynności ma zarządca budynku. W sytuacji, gdy złożona ekspertyza potwierdza techniczną możliwość instalacji, a nie występują przesłanki ustawowe do odmowy, wnioskodawca może przystąpić do realizacji inwestycji po bezskutecznym upływie wskazanego terminu lub w przypadku bezpodstawnej odmowy wydania zgody. Wprowadzenie nowych przepisów znacząco ułatwi mieszkańcom budynków wielorodzinnych uruchamianie prywatnych punktów ładowania i zachęci Polaków do przesiadania się do samochodów elektrycznych.

PSNM w ramach konsultacji publicznych przedstawiło propozycje doprecyzowania projektowanych przepisów, które mają wyeliminować pozostałe luki prawne i zwiększyć skuteczność nowych rozwiązań.

Doceniamy kierunek zmian zaproponowany przez MKIŚ, to potrzebna i potencjalnie bardzo korzystna zmiana. Widzimy jednak przestrzeń do dalszego udoskonalenia przepisów. Przede wszystkim proponujemy doprecyzowanie terminu, w którym zarządca ma obowiązek poinformować wnioskodawcę o zleceniu ekspertyzy – powinno to nastąpić niezwłocznie, lecz nie później niż w terminie 3 dni roboczych. Obecne brzmienie „niezwłocznie” pozostawia zbyt dużą swobodę interpretacyjną – wyjaśnia Jan Wiśniewski z PSNM – Kluczową kwestią pozostaje również wzmocnienie mechanizmów egzekwowania procedury. Obecna konstrukcja przepisu nie wyklucza sytuacji, w której zarządca może utrudniać lub uniemożliwiać przeprowadzenie ekspertyzy poprzez niedopuszczenie pracowników podmiotu wykonującego analizę do wizji lokalnej czy pomiarów w budynku. Dlatego postulujemy wprowadzenie jasnego obowiązku umożliwienia dostępu do nieruchomości oraz współpracy z ekspertami – dodaje.

Zgodnie z wynikami badania EV1000, przeprowadzonego przez EV Klub Polska wśród niemal 1000 rzeczywistych użytkowników samochodów elektrycznych, blisko 50% wszystkich sesji ładowania odbywa się w warunkach domowych. Jest to rozwiązanie zarówno najtańsze, jak i najwygodniejsze, co sprawia, że możliwość ładowania pojazdu w domu stanowiła istotny czynnik decyzyjny przy wyborze samochodu elektrycznego zamiast spalinowego. Głównym motywatorem tej preferencji są korzyści ekonomiczne. Mimo że koszt zakupu samochodów elektrycznych – nawet po uwzględnieniu dostępnych programów dopłat – nadal często przewyższa cenę ich spalinowych odpowiedników, to analiza kosztów eksploatacyjnych wykazuje, że różnica ta może stosunkowo szybko zostać zrekompensowana. Przy ładowaniu w domu, szczególnie w taryfie nocnej (ok. 0,62 zł/kWh), przejechanie 100 km kompaktowym autem elektrycznym zużywającym średnio 17,5 kWh/100 km kosztuje około 11 zł. Dla porównania, pokonanie tego samego dystansu samochodem spalinowym zużywającym 5 l/100 km przy cenie paliwa 6 zł/l generuje koszt rzędu 30 zł. Oznacza to, że przy średnim rocznym przebiegu w Polsce wynoszącym ok. 18 tys. km, właściciel samochodu elektrycznego ładowanego głównie w domu może zaoszczędzić co najmniej 3,5 tys. zł rocznie na samych kosztach energii w porównaniu do użytkownika pojazdu spalinowego, co czyni pojazdy elektryczne jeszcze bardziej konkurencyjnymi wobec aut spalinowych.

Projektowane rozwiązania wpisują się w europejski trend wspierania elektromobilności. Udrożnienie nieefektywnej procedury instalowania punktów ładowania w budynkach wielorodzinnych pozwoli na zwiększenie popytu i wykorzystania pojazdów elektrycznych przez osoby fizyczne. Zdaniem PSNM, zwiększone zapotrzebowanie na prywatne punkty ładowania stworzy również nowe możliwości biznesowe dla firm zajmujących się m.in. instalacją stacji ładowania, serwisem i konserwacją infrastruktury, czy też doradztwem i audytami energetycznymi.

20% transportu UE w polskich rękach – jak długo utrzymamy dominację?

Obecnie Polska odpowiada za realizowanie 20% transportu towarów w Unii Europejskiej. Wyprzedza między innymi Niemcy i Hiszpanię, które odpowiadają kolejno za 15% i 14%[1]. W branży pojawiają się jednak wyzwania w postaci dynamicznie zmieniającego się rynku, rosnących kosztów, czy starzejącej się kadry kierowców. Chcąc zachować swoją pozycję, polskie przedsiębiorstwa muszą być gotowe do pokonania tych trudności.

Polska branża transportowa była przez lata uważana za jedną z najbardziej konkurencyjnych na europejskim rynku. Głównymi atutami rodzimych firm były niskie koszty operacyjne oraz spora liczba dostępnych kierowców. Jednak w 2024 roku liczba nowo rejestrowanych ciężarówek spadła o 20% względem 2023 roku. Trend ten utrzymuje się w 2025 roku, co oznacza, że przewoźnicy nie tylko nie inwestują w nową flotę, a wręcz ją redukują.

– Polska nadal jest europejskim liderem w transporcie drogowym, pomimo trudności, jakie napotykamy w ostatnich latach. Wzrost kosztów, zmieniające się regulacje unijne oraz problemy kadrowe to jedne z głównych wyzwań, z jakimi borykają się polskie firmy – mówi Michał Pszona, General Manager na obszar Europy Środkowej i Północno-Wschodniej w sennder.

Które koszty rosną?

Podstawowym kosztem w branży transportowej jest paliwo. Cena benzyny na przestrzeni ostatnich pięciu lat wzrosła o ponad połowę, zaś w przypadku oleju napędowego był to wzrost o około 2/3. Branża jest wrażliwa również na zmiany kursów walut. Firmy transportowe zarabiające w euro tracą na wymianie, gdy jego wartość spada. W Polsce obserwowany jest również stały wzrost inflacji – średnio w ciągu ostatnich pięciu lat wyniósł 7,58%. Wpływa ona na zwiększenie kosztów operacyjnych oraz podwyżki wynagrodzeń w wielu branżach, w tym właśnie w transporcie.

Jednym z głównych celów przyjętej przez Komisję Europejską inicjatywy Zielony Ład jest zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych o 55% do 2030 roku. Oznacza to w praktyce konieczność zredukowania liczby pojazdów spalinowych, a tym samym zainwestowania np. we flotę ciężarówek elektrycznych. Tymczasem koszt takiego pojazdu jest czterokrotnie wyższy od ceny klasycznego spalinowego, wobec czego polskie firmy muszą przygotować się na spore wydatki w związku z czekającą je transformacją energetyczną. Proces ten dopiero raczkuje i rozwija się dużo wolniej, niż w krajach Europy Zachodniej. W 2024 roku Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przeprowadził konsultacje na ten temat, określając maksymalny budżet programu na miliard złotych[2]. Temat jednak ucichł i na ten moment brakuje konkretów.

Rosnące problemy kadrowe

Innym wyzwaniem, jakie napotyka branża, jest konieczność uzupełniania braków kadrowych. Zawód kierowcy nie jest atrakcyjny dla osób młodych. Obrazuje to średnia wieku wśród kierowców w UE, która wynosi 47 lat.

Liczba wakatów zwiększyła się także w momencie mobilizacji pracowników ukraińskich, stanowiących sporą część kadr. W tej sytuacji firmy europejskie decydują się na zwiększanie swojej bazy pracowników kierowcami spoza Europy. Przykładem mogą być litewskie przedsiębiorstwa tworzące centra szkoleniowe w Indiach, aby przygotować tamtejszych kierowców do pracy na Starym Kontynencie – zwraca uwagę ekspert sennder.

Co czeka branżę w kolejnych latach?

Tym, co z pewnością może pomóc polskiej branży w utrzymaniu pozycji lidera, będzie postawienie na innowacyjne rozwiązania. Na firmy transportowe pozytywnie wpłynie również poszukiwanie sposobów na oszczędzanie zasobów.

Prowadząc firmę transportową warto skoncentrować się na cyfryzacji i optymalizacji tras. Pozwala to redukować puste przejazdy i zwiększać rentowność przedsiębiorstwa – mówi Michał Pszona.

Potencjalne czynniki, jakie mogą zwiększyć popyt na usługi transportowe, to rozwój przemysłu zbrojeniowego w Europie lub odbudowa ukraińskiej gospodarki. Konieczność dostaw wyposażenia militarnego czy zwiększenie dystrybucji we wschodniej części kontynentu mogłyby znacząco pomóc w odbiciu w branży.

[1] Key figures on European transport – 2024 edition

[2] Dofinansowanie do zeroemisyjnych pojazdów ciężarowych. Drugie konsultacje społeczne programu – Fundusz Modernizacyjny – Portal Gov.pl