Allianz: Aż 75% Polaków planuje wakacyjny wyjazd – rośnie też budżet

Aż ¾ Polaków planuje wakacyjny wyjazd w okresie od czerwca do września – wynika z badania „International Travel Confidence Index 2025” na zlecenie Allianz Partners. To jeden z najwyższych wyników w Europie, wyprzedzają nas jedynie Włosi (83 proc.) i Hiszpanie (80 proc.). Widać również nowy trend: rodacy planują wydać więcej na wakacje i poszukują luksusowych doświadczeń. Są gotowi ograniczyć codzienne wydatki, by zrealizować urlopowe marzenia.

Zgodnie z badaniem „International Travel Confidence Index 2025” na zlecenie Allianz Partners 58 proc. Polaków deklaruje, że spędzi wakacje w kraju: najwięcej nad morzem (32 proc.) oraz w górach (22 proc.). Z kolei 1/3 badanych (35 proc.) wyjedzie za granicę. Średni budżet, jaki planują przeznaczyć, to około 6431,32 zł[1] w przeliczeniu na jedno gospodarstwo domowe (wzrost o 1091,71 zł w stosunku do 2024 r.), co plasuje Polaków w czołówce najoszczędniejszych turystów w UE. Dla porównania Austriacy planują przeznaczyć na wakacje około 11 138 zł (2 622 EUR), Holendrzy – około 10 042 zł (2 364 EUR), a Hiszpanie jedynie 4 486 zł (1 056 EUR).

Mimo że apetyt na podróże pozostaje wysoki, znaczenie mają kwestie finansowe – 61 proc. europejskich podróżnych obawia się rosnących kosztów wyjazdów. Polacy martwią się nimi najmniej (43 proc. wskazań) – mniej niż Niemcy (69 proc.), Brytyjczycy (68 proc.) czy Włosi (68 proc.). Co piąty z nas (22 proc.) w ogóle nie planuje wyjazdów – w tej grupie prawie połowa ze względów finansowych. To relatywnie niski odsetek w porównaniu z innymi krajami (np. w Holandii: 30 proc, w Niemczech: 34 proc.).

Polacy w ślad za innymi Europejczykami są skłonni ograniczać codzienne wydatki, aby wyjechać na wypoczynek: 65 proc. z nas planuje zrezygnować z rozrywek, a 61 proc. odłoży w czasie zakup samochodu czy remont mieszkania. Jednocześnie, gdy już planujemy wyjazd, chcemy, aby był wyjątkowy – aż 51 proc. polskich turystów (najwięcej w zestawieniu) zadba o luksusowe doświadczenia podczas podróży (nie szczędząc przy tym większych wydatków – w końcu wakacje są raz w roku).

– Wyniki badania „International Travel Confidence Index 2025” pokazują, że Polacy niezmiennie kochają letni wypoczynek. Wakacje są ważnym czasem regeneracji i oderwania od codzienności, nawet jeśli oznacza to konieczność ograniczenia innych wydatków. To zjawisko obserwujemy także w innych krajach Europy, jednak w Polsce trend jest szczególnie wyraźny – mówi Agnieszka Krupa, dyrektor zarządzająca Allianz Partners Polska.

Nowy styl podróży: świadomie i bez stresu. Co liczy się najbardziej?

  • Ponad dwie trzecie badanych (66 proc.) uwzględnia ryzyko środowiskowe – takie jak pożary czy powodzie – przy wyborze miejsca na wakacje (wzrost o 5 p.p.).
  • Ponad połowa (56 proc.) planuje zmienić sposób podróżowania, aby ograniczyć swój wpływ na środowisko, np. wybierając bardziej zrównoważony transport lub ekologiczne zakwaterowanie (wzrost o 5 p.p.).
  • Jeden na dwóch turystów (54 proc.) ma świadomość cyberzagrożeń podczas podróży, m.in. przy korzystaniu z publicznych sieci wi-fi, ładowarek USB czy ogólnodostępnych komputerów (wzrost o 6 p.p.).
  • Co drugi (53 proc.) obawia się, że on sam lub jego towarzysze podróży mogą zachorować podczas wakacji.
  • Blisko połowa (48 proc.) martwi się ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi, co oznacza wzrost o 8 p.p. względem wcześniejszych deklaracji.
  • 44 proc. dostrzega ryzyko dla swojego bezpieczeństwa związane z przestępczością, terroryzmem lub niepokojami społecznymi.
  • Tyle samo (44 proc.) ma na uwadze sytuację geopolityczną.

Ubezpieczenia coraz popularniejsze: Polska liderem

Wraz ze wzrostem wakacyjnych wydatków rośnie w Europie świadomość potencjalnych kosztów związanych z zakłóceniami podróży. Coraz więcej osób planujących wyjazd decyduje się na dodatkową ochronę w postaci ubezpieczenia turystycznego. Aż 69 proc. (wzrost o 3 p.p.) podróżnych z Polski deklaruje, że wykupi ubezpieczenie turystyczne lub już je posiada. Kieruje nimi przede wszystkim chęć zapewnienia sobie pomocy medycznej i powrotu do kraju (57 proc. wskazań) oraz zwrot ewentualnych kosztów leczenia za granicą (50 proc. wskazań). Coraz większe znaczenie dla nabywców ubezpieczeń podróżnych ma szybka obsługa roszczeń i dostęp do telemedycyny 24/7 – oczekuje tego ponad 80 proc. badanych.

W 2025 roku widać wyraźny zwrot ku bardziej świadomemu, odpowiedzialnemu i spersonalizowanemu podróżowaniu. W tym kontekście rośnie rola ubezpieczeń turystycznych. Oczekujemy od nich nie tylko ochrony, ale także realnego wsparcia: szybkiej obsługi, całodobowej pomocy medycznej i rozwiązań, które zwiększają komfort podróży – dodaje Agnieszka Krupa z Allianz Partners Polska.

Choć popularność ubezpieczeń turystycznych w Polsce rośnie, nadal 31 proc. podróżujących Polaków nie decyduje się na ich zakup. Główne powody to przede wszystkim przekonanie, że ubezpieczenie nie jest potrzebne – bo podróż jest krótka (30 proc.), tania (17 proc.) lub cel uznawany za bezpieczny (20 proc.). Ponadto co czwarty Polak (24 proc.), spośród rezygnujących z zakupu ubezpieczenia, kieruje się przekonaniem, że wystarczy zdać się na własną odpowiedzialność.

O badaniu

Badanie „International Travel Confidence Index 2025” zostało przeprowadzone na zlecenie Allianz Partners przez OpinionWay na grupie 9 300 osób z 9 europejskich krajów metodą CAWI w dniach 11 – 22 kwietnia 2025 r. W Polsce badaniem objętych zostało 1045 respondentów.

[1] Przeliczenie według średniego kursu NBP z dnia 27.05.2025 r. – 1 EUR = 4,2479 PLN.

Jawność wynagrodzeń coraz bliżej. Firmy szykują się na unijną dyrektywę

Zbliżające się wdrożenie unijnej dyrektywy o przejrzystości wynagrodzeń jest impulsem do wprowadzenia bardziej transparentnych i sprawiedliwych polityk płacowych, eliminowania nierówności, wyrównywania zarobków kobiet i mężczyzn. Choć zarówno zatrudnieni, jak i pracodawcy dostrzegają zalety przyszłych zmian, nie brakuje też niepokoju o możliwe napięcia i konflikty. Pracodawcy stoją przed wyzwaniami związanymi z weryfikacją systemów płacowych, zwracają także uwagę na możliwy wzrost oczekiwań finansowych – wynika z najnowszej edycji „Barometru Rynku Pracy 2025” przygotowanej przez Gi Group Holding.

Koniec tabu wokół płac? Firmy już się przygotowują

Unijne przepisy mają na celu wyrównanie szans – przede wszystkim w zakresie wynagrodzeń kobiet i mężczyzn. Nowe regulacje przewidują obowiązek udostępniania pracownikom informacji o strukturze płac i poziomach wynagrodzeń na porównywalnych stanowiskach, a także o zasadach stosowanych przy awansach i podwyżkach. Jednocześnie nakłada na pracodawców obowiązek raportowania różnic płacowych oraz publikowania widełek wynagrodzeń w ofertach pracy.

– Transparentność płacowa to nie tylko planowany regulacyjny obowiązek, ale również trend budujący  nowoczesną kulturę organizacyjną. Jasne zasady wynagradzania pozwalają wyeliminować nierówności, wzmacniając poczucie sprawiedliwości, uczciwości i zaufania wewnątrz organizacji – podkreśla prof. Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Państwa UE mają czas na dostosowanie swoich przepisów do regulacji unijnych. do 7 czerwca 2026 r., jednak firmy już zaczynają przygotowania do nadchodzących zmian.

Na wprowadzenie regulacji należy patrzeć szerzej, nie tylko w kontekście prawym. Zmiany w polityce płac – o ile będzie ona spójna i sprawiedliwa – pomogą w zarządzaniu oczekiwaniami kadr i ograniczą ryzyko rotacji. Natomiast jeżeli pracownicy dostrzegą niezrozumiałe dla nich dysproporcje w wynagrodzeniach lub nie otrzymają informacji na temat kryteriów podwyżek oraz perspektyw awansu, będą odczuwali frustrację i niezadowolenie, co w skrajnych przypadkach doprowadzi do rezygnacji z pracy – komentuje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.

Ewidentne korzyści, ale i obawy. Co pracujący myślą o jawności płac?

Według zatrudnionych najważniejszą zmianą, jaka nastąpi po wprowadzeniu dyrektywy będzie ułatwienie poszukiwania nowej pracy i porównywania ofert (35,5% wskazań), wynika Z „Barometru Rynku Pracy” Gi Group Holding. Wśród kolejnych korzyści widzą zapobieganie dyskryminacji płacowej i poprawienie równości wynagrodzeń (odpowiednio 31,3% oraz 29,5%) oraz  ułatwienie negocjowania wysokości pensji z pracodawcą (28,7%). Na zwiększenie zaufania wskazuje natomiast 18,7% badanych. We wprowadzaniu regulacji zatrudnieni dostrzegają jednak nie tylko zalety, widzą także ryzyka – przede wszystkim możliwość pojawienia się napięć i kłótni w zespole (26,2%). Nieco mniejsze grono  dostrzega w jawności płac ryzyko obniżenia motywacji (14,2%).

Warto zwrócić uwagę na różnice w postrzeganiu skutków regulacji przez kobiety i mężczyzn, co może być odzwierciedleniem zarówno ich doświadczeń zawodowych, jak i postrzegania realiów rynku pracy. Podczas gdy 37% respondentek jest przekonanych, że jawność płac pomoże zapobiegać nierównościom, wśród mężczyzn takie zdanie wyraża jedynie 26%. Także więcej kobiet niż mężczyzn jest zdania, że nowe przepisy doprowadzą do realnej równości płac w organizacji i zmniejszą różnice w wynagrodzeniach. Natomiast mężczyźni znacznie częściej zwracają uwagę na potencjalne zagrożenie dla atmosfery w zespole – obawiają się, że jawność wynagrodzeń może prowadzić do konfliktów i napięć (30%).skutki jawności wynagrodzeń płeć barometr

Fakt, że to kobiety w większym stopniu dostrzegają potencjał, jaki niesie ze sobą wdrożenie unijnej dyrektywy nie powinien dziwić – to one odczuwają konsekwencje nierówności. Liczą, że nowe regulacje realnie przyczynią się do wyrównania płac i ograniczenia dyskryminacji. Dla wielu z nich to nie tylko kwestia przepisów, ale szansa na rzeczywistą zmianę ich sytuacji na rynku pracy – tłumaczy Agnieszka Żak, Dyrektor Regionalna Gi Group.

Także wykształcenie ma wpływ na ocenę skutków przejrzystości wynagrodzeń. Osoby z wyższym wykształceniem częściej zauważają, że może ona ułatwić poszukiwanie pracy, przeciwdziałać dyskryminacji płacowej, wspierać równość i negocjacje płacowe. Wynika to prawdopodobnie z ich większej wiedzy o rynku pracy oraz doświadczeń zawodowych.

Największe bariery?

Nowe regulacje dają organizacjom realną szansę na uporządkowanie polityki wynagrodzeń i budowanie bardziej przejrzystej, i w efekcie, sprawiedliwszej kultury organizacyjnej. Wdrożenie unijnej dyrektywy to jednak złożony proces, wymagający nie tylko likwidacji luki płacowej, ale stworzenia bardziej sprawiedliwego i zrozumiałego systemu wynagradzania oraz szans awansu, który wspiera równość w miejscu pracy. Firmy widzą związane z tym wyzwania – wskazują na trudności w weryfikacji polityk płacowych i ewentualnym uzasadnianiu różnic, a także na możliwe napięcia oraz prawdopodobny wzrost oczekiwań ze strony pracowników – komentuje Piotr Wajgielt, Executive Manager w Wyser.

Najczęściej wskazywane przez pracodawców trudności związane z wprowadzeniem przepisów dotyczą konieczności uzasadnienia istniejących różnic wynagrodzeń (36,3% badanych firm), potencjalnych napięć i konfliktów w zespołach (35,9%) oraz rosnących oczekiwań finansowych pracowników po ujawnieniu stawek (34,3%).

Analizując wyniki, można zauważyć, że przedsiębiorcy bardziej obawiają się potencjalnych nieporozumień i tarć wewnątrz zespołu niż formalnego dostosowania firmy do nowych regulacji (16,9%), czy kosztów procesu wdrożenia (13,1%).wyzwania firmy jawność wynagrodzeń barometr

Obawy te nasilają się wraz z wielkością organizacji – w dużych firmach trudność tłumaczenia się z różnic płacowych deklaruje aż 45% badanych pracodawców (dla porównania, w małych firmach odsetek ten wynosi 31%). Podobny trend widać w przypadku obaw o atmosferę w zespole – o ile w małych firmach 34% pracodawców obawia się konfliktów, o tyle w dużych odsetek ten rośnie do niemal 39%. Z kolei wzrost oczekiwań płacowych częściej niepokoi największe przedsiębiorstwa (42%). Takie wyniki sugerują, że nierówności płacowe częściej występują w dużych firmach – co jest poniekąd zrozumiałe. Większa liczba pracowników, zróżnicowanie stanowisk i bardziej rozbudowana siatka płac sprzyjają rozbieżnościom w wynagrodzeniach.

– Dla wielu pracowników wynagrodzenie to nie tylko wartość finansowa, ale także odzwierciedlenie ich kompetencji, zaangażowania i wkładu w rozwój firmy. Dlatego tak ważne jest, aby zmiany w obszarze przejrzystości płac były wdrażane w sposób przemyślany – z poszanowaniem istniejących struktur, w oparciu o rzetelne dane i klarowną strategię. Kluczowe będzie przygotowanie menedżerów i zespołów HR – zarówno pod względem merytorycznym, jak i komunikacyjnym – by potrafili jasno tłumaczyć zasady wynagradzania i adekwatnie odpowiadać na pytania czy emocje pracowników. Transparentność wynagrodzeń może realnie wspierać budowanie zaufania i zaangażowania o ile stanie się częścią świadomego podejścia do zarządzania ludźmi – komentuje Piotr Wajgielt, Executive Manager w Wyser.

Widełki płac w ofertach pracy – to już się dzieje

Już teraz coraz więcej organizacji decyduje się na podawanie wynagrodzeń w ogłoszeniach. Taki ruch nie tylko zwiększa liczbę aplikacji, ale przyspiesza proces zatrudnienia. Potwierdzają to dane portali ogłoszeniowych – ogłoszenia zawierające informację o wynagrodzeniu generują nawet 40% więcej aplikacji. W niektórych branżach, takich jak produkcja czy logistyka, ta różnica jest jeszcze większa.

W przypadku ofert pracy podanie widełek wynagrodzeń jest kluczowe – ogłoszenia bez tych informacji mają niską skuteczność. Kandydaci, przede wszystkim ci niższego szczebla, oczekują konkretów i to one przesądzają o kliknięciu w ogłoszenie i aplikowaniu. Firmy, które tego nie realizują, wyraźnie przegrywają w walce o pracowników. W praktyce rynek sam więc wymusił jawność wynagrodzeń – tłumaczy Agnieszka Żak, Dyrektor Regionalna Gi Group.

W przypadku stanowisk specjalistycznych wpływ jawności stawek na liczbę aplikacji jest mniej jednoznaczny. Kandydaci w większym stopniu zwracają uwagę na markę firmy, zakres projektów, możliwości rozwoju czy kulturę organizacyjną. Tu brak podania widełek płac w ogłoszeniu nie ma aż takiego znaczenia, zwłaszcza gdy oferta jest atrakcyjna w pozostałych obszarach.

– Nie dziwi mnie, że coraz więcej osób, zwłaszcza z młodszych pokoleń, chce znać stawki już na etapie ogłoszenia – pozwala im to szybciej ocenić, czy dana oferta odpowiada ich oczekiwaniom i uniknąć niepotrzebnych rozmów rekrutacyjnych. Większa przejrzystość nie tylko skraca negocjacje płacowe i wzmacnia wizerunek firmy, ale też sprzyja budowaniu bardziej równościowego i inkluzywnego środowiska pracy. W dłuższej perspektywie to krok w stronę uczciwszego i bardziej przejrzystego rynku pracy – podsumowuje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment

Unilink rośnie w siłę – strategiczne przejęcie Priori otwiera drzwi do Słowenii

Unilink S.A. ogłosił nabycie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością Priori Zavarovanje d.o.o. („Priori”), jednej z czołowych firm brokerskich w Słowenii.

Umowa ta wzmacnia znacząco pozycję Acrisure i Unilink w regionie, obejmującym 8 państw: Polskę, Bułgarię, Rumunię, Mołdawię, Czechy, Słowację, Chorwację a teraz również Słowenię. 

Jasmin Osmanovic, założyciel Priori, nadal będzie pełnił funkcję jej Prezesa Zarządu (CEO).

Igor Rusinowski, Prezes Grupy Unilink powiedział: 

– Uzasadnieniem dla zakupu Priori jest jej wiodąca pozycja rynkowa, doświadczenie w pośrednictwie ubezpieczeniowym na rynku korporacyjnym oraz komplementarna kultura organizacyjna, która kładzie nacisk na tworzenie wartości dla klientów i innowacje technologiczne. Cieszę się, że mogę powitać Jasmina i cały zespół Priori w Grupie Unilink.
Partnerstwo z Acrisure i Unilink umożliwi imponującemu zespołowi Priori dostęp do naszych międzynarodowych możliwości w zakresie ubezpieczeń dla biznesu, rozwiązań MGA, doświadczenia na rynku londyńskim i pośrednictwa reasekuracyjnego. Liczymy na wspaniałą współpracę! 

Jasmin Osmanovic, Prezes Zarządu i założyciel Priori, tak skomentował ogłoszenie transakcji:

– Jesteśmy podekscytowani rozpoczęciem nowego rozdziału dla Priori. Mam pewność, że dołączając do Acrisure i Unilink, zyskamy lepsze warunki dla naszych klientów, a także wzmocnimy naszą pozycję w Słowenii. To bardzo pozytywna zmiana dla naszych klientów, pracowników i wszystkich partnerów biznesowych. 

Szczegóły umowy nie zostały ujawnione. 

Prezes NBP ostrzega przed ryzykami inflacyjnymi – cięcie stóp w lipcu niepewne

Niespotykanie krótka, 15-minutowa konferencja prezesa Glapińskiego nie przyniosła przełomu, może zostać uznana jednak za względnie jastrzębią. Prezes, choć wspominał o spadkach inflacji, zwracał uwagę na ponowny wzrost płac w sektorze korporacyjnym, czy ożywienie gospodarcze, szczególnie zarysowane w ostatnich danych dot. sprzedaży detalicznej.

Podniósł temat decyzji URE, który ogłosił nowe taryfy na sprzedaż gazu od lipca, zwracając uwagę na to, że prawdopodobnie obniży to ścieżkę inflacji, sprowadzając dynamikę cen w okolice 3% w III kwartale. Wyjątkowo często odwoływał się jednak do potencjalnego wygaśnięcia wsparcia w zakresie cen energii elektrycznej oraz – przede wszystkim – kwestii luźnej polityki fiskalnej i niepewności co do kształtu wrześniowego budżetu, stanowiących jego zdaniem kluczowe ryzyka proinflacyjne.

Tak duża emfaza na powyższe może nieznacznie odsuwać oczekiwania wobec obniżki w lipcu, kiedy pojawią się nowe projekcje inflacji oraz wzrostu gospodarczego. Nieśmiało odnotował to złoty, skala ruchu była jednak bardzo ograniczona, kwestia cięcia na najbliższym posiedzeniu pozostaje bowiem otwarta, a sama RPP – zależna od danych.

Autor: Michał Jóźwiak – analityk Ebury

B-Act wypłaci dywidendę w wysokości 8 groszy na akcję

Zwyczajne Walne Zgromadzenie spółki B-Act S.A., notowanej na rynku NewConnect, zatwierdziło wypłatę dywidendy w wysokości 8 groszy na akcję, co oznacza wzrost o 14% r/r. Łączna wartość dywidendy wyniesie 783,4 tys. zł brutto. Decyzja jest zgodna z wcześniejszą rekomendacją Zarządu oraz pozytywną opinią Rady Nadzorczej i stanowi potwierdzenie bardzo dobrego roku finansowego 2024. Dzień dywidendy ustalono na 18 czerwca 2025 r., natomiast wypłata środków nastąpi 2 lipca 2025 r.

Podczas Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia, które odbyło się 5 czerwca 2025 roku, akcjonariusze B-Act S.A. podjęli uchwałę o podziale zysku za rok obrotowy 2024 r. i wypłacie dywidendy w wysokości 0,08 zł na jedną akcję. Łącznie do inwestorów trafi ponad 783 tys. zł brutto, a reszta zysku zasili kapitał zapasowy spółki, wzmacniając finansowe fundamenty spółki.

Dzień dywidendy ustalono na 18 czerwca 2025 r., natomiast wypłata środków nastąpi 2 lipca 2025 r.  Wypłata dywidendy jest efektem rekordowych wyników finansowych spółki oraz konsekwentnej polityki dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami.

Zysk netto B-Act za 2024 rok wyniósł 1,69 mln zł, co oznacza przekroczenie wcześniejszych prognoz. Przychody spółki sięgnęły 27,89 mln zł i były o 71% wyższe niż rok wcześniej. Dzięki wysokiej rentowności i stabilnej sytuacji finansowej (5 mln zł dostępnych środków pieniężnych na koniec roku), spółka mogła nie tylko zwiększyć dywidendę r/r, ale także kontynuować inwestycje i ekspansję międzynarodową.

Zatwierdzenie dywidendy przez Walne Zgromadzenie to wyraz zaufania akcjonariuszy do naszej strategii i potwierdzenie, że konsekwentny rozwój przynosi realne rezultaty. Po raz drugi dzielimy się zyskiem, jednocześnie utrzymując tempo wzrostu i rozwijając naszą obecność na rynkach międzynarodowych. Chcemy, aby nasi inwestorzy czuli, że są częścią sukcesu B-Act – mówi Adam Białachowski, prezes B-Act.

W 2024 roku B-Act pozyskał nowe kontrakty o wartości ponad 50 mln zł, a jego backlog wzrósł do blisko 81 mln zł. Spółka rozwijała działalność za granicą, m.in. na rynku ukraińskim, gdzie uzyskała status przedsiębiorstwa krytycznego dla gospodarki, oraz aktywnie uczestniczyła w projektach związanych z sektorem obronnym i infrastrukturą w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

EBC obniży stopy o 25 pb? Rynki już to wyceniły, kluczowe pytanie: co dalej jesienią

Decyzja Europejskiego Banku Centralnego zaplanowana na dziś nie powinna przynieść większego zaskoczenia dla rynków. Inwestorzy są niemal jednomyślnie przekonani, że EBC kolejnej obniżki stóp procentowych o 25 punktów bazowych, sprowadzając stopę depozytową do poziomu 2,00 proc. Takie posunięcie było wielokrotnie sygnalizowane w ostatnich tygodniach przez członków Rady Prezesów – zaledwie kilku przedstawicieli „jastrzębiego” skrzydła, jak Robert Holzmann z Austrii, wyrażało wątpliwości co do potrzeby dalszego luzowania polityki.

Dodatkowym argumentem za dzisiejszą obniżką stóp będą prawdopodobnie lekko zrewidowane prognozy gospodarcze. EBC może nieznacznie obniżyć zarówno szacunki wzrostu gospodarczego, jak i inflacji na 2025 rok. Główne przesłanki tych korekt to spodziewane negatywne skutki gospodarcze amerykańskich ceł, niższe ceny energii oraz silniejsze euro, które działa dezinflacyjnie. Co istotne, najnowsze dane o inflacji z maja – opublikowane przed dwoma dniami – w pełni potwierdzają ten kierunek rewizji i stanowią mocny fundament dla dzisiejszej decyzji o obniżce.

Z perspektywy rynku walutowego dzisiejsze posiedzenie nie powinno mieć większego wpływu na notowania euro. Obniżka stóp jest już bowiem w pełni wyceniona, a brak potencjału do gołębiej niespodzianki (dovish surprise) ogranicza możliwość większych wahań kursowych. Reakcja rynku będzie więc najprawdopodobniej ograniczona, szczególnie jeśli komunikat banku nie zawiera sygnałów bardziej agresywnego dalszego luzowania.

W szerszym horyzoncie inwestorzy koncentrują się na pytaniu, co dalej po czerwcowej decyzji. Obecny konsensus zakłada jeszcze jedną obniżkę stóp w tym roku – we wrześniu – która sprowadziłaby stopę depozytową do 1,75 proc. Za takim scenariuszem przemawiają obawy o wzrost gospodarczy oraz ryzyko, że inflacja może tymczasowo spaść poniżej celu EBC (2 proc.). Z drugiej strony, jeśli amerykańska polityka celna zostanie wprowadzona w bardziej agresywnej formie, mogłoby to zadziałać proinflacyjnie w średnim terminie, co z kolei ograniczyłoby przestrzeń do dalszych cięć.

Choć po ostatnich danych inflacyjnych rynek dopuszcza nawet możliwość zejścia stopy depozytowej do 1,50 proc. do końca roku, taki scenariusz wymagałby dalszego osłabienia danych makroekonomicznych. W obliczu wysokiej niepewności globalnej (zwłaszcza wokół amerykańskiej polityki handlowej) EBC będzie prawdopodobnie skłaniać się ku strategii „wait-and-see” po ewentualnym jesiennym ruchu.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

RPP utrzymała stopy procentowe. Obniżki możliwe już w lipcu

Poznaliśmy czerwcową decyzję RPP. Tym razem zdecydowano o utrzymaniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie. Co to oznacza? Kiedy można spodziewać się dalszych obniżek? Jak zareagował polski złoty? Więcej na ten temat pisze Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB, w poniższym komentarzu:

Rada Polityki Pieniężnej zgodnie z oczekiwaniami zadecydowała o utrzymaniu stóp procentowych bez zmian. Było to zgodne z oczekiwaniami rynku oraz zgodne z wcześniejszymi zapowiedziami. W trakcie majowego posiedzenia RPP ścięła stopy procentowe o 50 punktów bazowych, pierwszy raz od jesieni 2023 roku. Teraz kolejnym terminem możliwej obniżki będzie lipiec, kiedy poznamy najnowsze projekcje inflacyjne.


Członkowie Rady wielokrotnie podkreślali, że potrzebują czasu oraz więcej danych, aby podjąć decyzję o kolejnej obniżce. Warto jednak wspomnieć, że kolejna obniżka, która będzie miała miejsce w lipcu lub we wrześniu, będzie początkiem cyklu obniżek stóp procentowych. Inflacja w Polsce za maj spadła do poziomu 4,1% r/r i wszystko wskazuje na to, że nowa ścieżka inflacji pokaże szybszy spadek do celu niż podczas marcowej publikacji. Oczywiście pojawiły się pewne czynniki ryzyka, które mogą wstrzymać Radę przed szybszymi obniżkami. Jest to oczywiście ostatnie odbicie dynamiki płac. Dynamika ta wzrosła za kwiecień aż do 9,3% r/r z poziomu 7,7% r/r w marcu. Kolejnym czynnikiem ryzyka jest niepewność dotycząca sytuacji fiskalnej w Polsce i jej wpływie na kształtowanie się inflacji. Jeśli rząd rozpocznie mocniejsze wydatki, ale jednocześnie nie będzie podnosił podatków, może to oznaczać większe ryzyko dotyczące nadmiernego zadłużenia oraz generować presję na wzrost cen. Prof. Glapiński wielokrotnie podkreślał, że ekspansywna polityka fiskalna będzie brana pod uwagę w podejmowaniu kolejnych decyzji.

Rynek wycenia jedną obniżkę w perspektywie najbliższych 3 miesięcy, natomiast w perspektywie 12 miesięcy widzi stopę na poziomie 4,0%, co oznaczałoby 5 obniżek o 25 punktów bazowych od obecnego poziomu. Warto wspomnieć, że prof. Glapiński mówił na poprzednim posiedzeniu, że widzi przestrzeń do zejścia stóp procentowych nawet do 3,5%.
Złoty pozostaje stabilny po decyzji, choć traci od początku tego tygodnia ze względu na zawirowania polityczne i niepewność dotyczącą dalszych prac rządu z kolejnym opozycyjnym prezydentem. Za dolara płacimy 3,76 zł, natomiast za euro 4,28 zł. 

RPP utrzymuje stopy procentowe. Rynek czeka na obniżki już w lipcu

Zgodnie z oczekiwaniami rynkowymi Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopy procentowe NBP na obecnym poziomie, stopa referencyjna wynosi 5,25 proc.

Większość uczestników rynku spodziewa się kolejnej obniżki stóp procentowych już w lipcu, przy jednoczesnej łącznej skali obniżek sięgających 50-100 punktów bazowych do końca roku.

Niższa prognozowana ścieżka inflacji na 2025 rok oraz perspektywa osiągnięcia odczytów inflacyjnych mieszczących się w górnym przedziale celu NBP (2,5 proc. z odchyleniem +/- 1 pp.) już w okresie wakacyjnym – m.in. dzięki znaczącej obniżce taryf gazowych od lipca oraz efektowi bazy związanym z zeszłorocznym częściowym odmrożeniem cen energii – tworzą warunki sprzyjające rozpoczęciu cyklu obniżek stóp procentowych.

Rynek z dużym zainteresowaniem oczekuje czwartkowej konferencji Prezesa Glapińskiego, zwłaszcza w kontekście spekulacji, które pojawiły się po ogłoszeniu wyników poniedziałkowych wyborów, dotyczących możliwego zaostrzenia stanowiska RPP w odpowiedzi na obawy o potencjalnie bardziej ekspansywną politykę fiskalną.

Autor: Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Nowy Zarząd PTEC wybrany – Dariusz Marzec prezesem Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej

Podczas Krajowego Zgromadzenia Członków Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej (PTEC), które odbyło się w 4 czerwca w Nałęczowie, podjęto decyzję o wyborze władz organizacji na kolejną kadencję. Prezesem Zarządu PTEC został wybrany Dariusz Marzec, Prezes Zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Wśród najważniejszych celów działalności Towarzystwa, prezes PTEC wskazał aktywne wspieranie procesu dekarbonizacji ciepłownictwa systemowego w Polsce. Podkreślił znaczącą rolę organizacji w budowaniu efektywnej współpracy z administracją rządową oraz instytucjami europejskimi – zwłaszcza w kontekście prac nad kluczowymi zmianami legislacyjnymi wpływającymi na kierunek i tempo transformacji oraz finansowania inwestycji dekarbonizacyjnych.

Transformacja w kierunku nowoczesnych, inteligentnych systemów ciepłowniczych powinna być prowadzona w sposób społecznie odpowiedzialny. Oznacza to ograniczanie kosztów dla odbiorców końcowych poprzez dobrze przemyślany dobór miksu wytwórczego i paliwowego, a także optymalne wykorzystanie funduszy pomocowych. To jedno z głównych zadań, przed którymi stoi dziś branża – i całe Towarzystwo – wskazuje Dariusz Marzec. – Nie ma skutecznej transformacji ciepłownictwa bez współpracy z sektorem elektroenergetycznym, gazowym czy samorządami. Tylko wspólne planowanie – z myślą o systemie jako całości – pozwoli nam optymalnie wykorzystać technologie, takie jak kogeneracja, Power-to-Heat, magazyny ciepła czy ciepło odpadowe.

Krajowe Zgromadzenie Członków zdecydowało również o uzupełnieniu dotychczasowego składu zarządu Towarzystwa. Bartosz Krysta, wiceprezes ds. handlowych Enea S.A., został powołany na stanowisko wiceprezesa zarządu PTEC. Krysta jest doktorem nauk ekonomicznych, ekspertem z 27-letnim doświadczeniem w zakresie rozwoju handlu i sprzedaży w spółkach energetycznych. To specjalista w obszarze ciepłownictwa, optymalizacji aktywów, zarządzania portfelem, hurtowej sprzedaży energii elektrycznej i instrumentów z nią związanych, a także controllingu oraz zarządzania ryzykiem.

Transformacja ciepłownictwa to proces rozpisany na dekady – wymaga stabilnego, przewidywalnego otoczenia regulacyjnego oraz jasnych sygnałów inwestycyjnych. Bez nich trudno będzie podejmować decyzje o modernizacjach i budowie nowych źródeł wytwórczych. PTEC będzie aktywnie zabiegać o stworzenie takich warunków – podkreśla Dariusz Marzec, Prezes Zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej oraz Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej.

Aktualny skład zarządu PTEC:

Prezes Zarządu: Dariusz Marzec (PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.)

Wiceprezesi Zarządu:

  • Bartosz Krysta (Enea S.A.)
  • Marcin Laskowski (PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.)
  • Marcin Staniszewski (Tauron Ciepło Sp. z o.o.)
  • Krzysztof Zamasz (Grupa Veolia w Polsce)

Członkowie Zarządu:

  • Andrzej Gajewski (ORLEN Termika S.A.)
  • Arkadiusz Kosiel (Fortum Silesia S.A.)
  • Grzegorz Krystek (PGE Energia Ciepła S.A.)

TSUE zajmie się sprawą WIBOR-u. Historyczna decyzja dla kredytów złotówkowych

11 czerwca 2025 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej po raz pierwszy w historii zajmie się sprawą polskiego kredytu złotówkowego, którego oprocentowanie oparte jest na wskaźniku referencyjnym WIBOR. Sprawa została zarejestrowana pod sygnaturą C-471/24 i trafiła do Trybunału na skutek skierowania przez Sąd Okręgowy w Częstochowie pytań prejudycjalnych. To przełomowy moment w historii polskiego rynku finansowego – porównywalny z początkiem spraw frankowych w TSUE.

WIBOR – fundament kredytów złotówkowych

WIBOR od dekad stanowi podstawę dla wyznaczania oprocentowania kredytów hipotecznych i konsumenckich udzielanych w złotych polskich. Jego wysokość rzutuje bezpośrednio na koszt kredytu dla milionów Polaków. Choć przez lata wskaźnik ten był traktowany jako rynkowy standard, to coraz częściej podnoszone są argumenty wskazujące na jego nietransparentność i wątpliwą zdolność do odzwierciedlenia rzeczywistych warunków rynkowych.

Podstawowym problemem związanym z WIBOR-em jest sposób jego ustalania. Nie opiera się on na realnych transakcjach międzybankowych, lecz na deklaracjach banków, które informują, po jakiej stopie mogłyby pożyczyć środki innym instytucjom. W praktyce jednak rynek pożyczek międzybankowych niemal nie funkcjonuje, co oznacza, że WIBOR w istocie nie odzwierciedla rzeczywistych kosztów finansowania.

Cztery pytania z Częstochowy – o co chodzi w sprawie C-471/24?

W ramach sprawy rozpoznawanej przez TSUE Sąd Okręgowy w Częstochowie zadał cztery pytania prejudycjalne, które dotyczą fundamentalnych kwestii związanych z funkcjonowaniem wskaźników referencyjnych, przejrzystością umów kredytowych oraz zakresem ochrony konsumentów wynikającej z dyrektywy 93/13/EWG. Pytania te dotyczą:

  1. Zakresu badania abuzywności postanowień odwołujących się do wskaźnika referencyjnego WIBOR – czy można uznać, że klauzula ustalająca oprocentowanie kredytu na podstawie WIBOR-u może być uznana za nieuczciwą w rozumieniu Dyrektywy 93/13?
  2. Transparentności informacji przekazywanych konsumentowi – czy bank dostatecznie poinformował kredytobiorcę o mechanizmie działania WIBOR-u oraz jego wpływie na wysokość zobowiązania?
  3. Potencjalnego naruszenia równowagi kontraktowej stron – czy konstrukcja kredytu, w której konsument ponosi ryzyko związane ze zmiennością WIBOR-u, jest zgodna z zasadą równowagi i lojalności kontraktowej?
  4. Skutków eliminacji postanowień dotyczących WIBOR-u – czy po uznaniu klauzuli za abuzywną umowa może być kontynuowana w pozostałym zakresie, np. z oprocentowaniem ustalonym wyłącznie na podstawie marży?

Pytania te są nie tylko istotne z punktu widzenia sprawy indywidualnej, lecz także mają ogromne znaczenie systemowe. Odpowiedzi Trybunału mogą przesądzić o dalszym losie tysięcy spraw sądowych, w których konsumenci kwestionują legalność i uczciwość stosowania wskaźnika WIBOR.

Analogiczna sytuacja jak w sprawach frankowych?

Pełnomocnicy kredytobiorców, w tym autor niniejszego komentarza, podkreślają, że sprawa WIBOR-u przypomina na wielu płaszczyznach wcześniejsze sprawy dotyczące kredytów waloryzowanych do franka szwajcarskiego. Również wówczas głównym problemem było nieprzejrzyste ukształtowanie mechanizmu ustalania świadczenia kredytobiorcy, brak transparentnych informacji oraz nierównowaga stron.

W przypadku kredytów opartych na WIBOR-ze sytuacja jest bardzo podobna: konsument nie ma realnego wpływu na wybór wskaźnika, nie ma wiedzy o tym, jak jest on wyliczany, a ryzyko zmienności jest przerzucone wyłącznie na niego. Umowy nie zawierają wystarczających informacji pozwalających ocenić wpływ WIBOR-u na całkowity koszt kredytu, a sam sposób kalkulacji wskaźnika nie jest przejrzysty – nawet dla profesjonalnych pełnomocników.

WIBOR a Dyrektywa 93/13 – standardy unijne

Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem TSUE, obowiązkiem przedsiębiorcy zawierającego umowę z konsumentem jest nie tylko unikanie stosowania nieuczciwych postanowień umownych, ale także zapewnienie, aby umowa była sformułowana w sposób jasny, zrozumiały i umożliwiający konsumentowi podjęcie świadomej decyzji.

Zgodnie z Dyrektywą 93/13, za nieuczciwe uznaje się postanowienia, które nie zostały indywidualnie uzgodnione, naruszają dobre obyczaje i rażąco naruszają interesy konsumenta. W sprawie WIBOR-u wątpliwości budzą wszystkie trzy przesłanki:

  • brak indywidualnego uzgodnienia – postanowienia dotyczące wskaźnika referencyjnego mają charakter narzucony, są standardowym elementem umów,
  • naruszenie dobrych obyczajów – wskaźnik nie opiera się na realnym rynku i jest w pełni kontrolowany przez instytucje finansowe,
  • rażące naruszenie interesów konsumenta – wysokość rat może wzrosnąć o kilkadziesiąt procent w krótkim czasie, bez jakiegokolwiek wpływu konsumenta na ten proces.

Argumenty strony konsumenckiej

Z punktu widzenia pełnomocnika kredytobiorców, kluczowym zarzutem wobec banków jest niewystarczające informowanie klientów o tym, czym w ogóle jest WIBOR, jak jest ustalany, kto go kontroluje i jakie ryzyka wiążą się z jego zmiennością. W materiałach marketingowych dominował przekaz o „stabilnym i przewidywalnym kredycie złotówkowym”, który „chroni przed ryzykiem kursowym”, podczas gdy kluczowe ryzyko – stopy procentowej – zostało całkowicie pominięte.

Dopiero po gwałtownych podwyżkach stóp procentowych w 2022 i 2023 roku kredytobiorcy zaczęli masowo odczuwać skutki uzależnienia rat od wskaźnika WIBOR. Dla wielu z nich oznaczało to wzrost miesięcznych rat nawet o 100% w stosunku do pierwotnych założeń.

Co się stanie, jeśli TSUE przyzna rację konsumentom?

Ewentualne orzeczenie TSUE potwierdzające abuzywność postanowień dotyczących WIBOR-u może otworzyć drogę do tysięcy pozwów o:

  • stwierdzenie nieważności umowy w całości,
  • wykreślenie z umowy WIBOR-u i utrzymanie jej w mocy z samą marżą,
  • zwrot nadpłat powstałych wskutek stosowania wskaźnika referencyjnego,
  • podważenie tytułów egzekucyjnych, a w skrajnych przypadkach – wznowienie zakończonych postępowań egzekucyjnych.

Z punktu widzenia praktyki sądowej orzeczenie Trybunału będzie miało charakter precedensowy. Już dziś wiele sądów wstrzymuje postępowania do czasu wydania orzeczenia przez TSUE, traktując tę sprawę jako fundamentalną dla oceny legalności kredytów złotówkowych.

Dla kredytobiorców to przede wszystkim szansa na sprawiedliwe i zgodne z prawem ukształtowanie stosunków umownych oraz ochronę przed niekontrolowanym ryzykiem finansowym. W obliczu kryzysu kosztów życia i drastycznego wzrostu rat kredytowych, orzeczenie TSUE może stać się jednym z najważniejszych rozstrzygnięć ostatnich lat w zakresie prawa konsumenckiego.

Podsumowanie

Sprawa C-471/24 to nie tylko pytanie o legalność WIBOR-u. To pytanie o granice uczciwości w relacjach między bankiem a konsumentem. O granice zaufania do instytucji finansowych. I o to, czy Polska – jako członek Unii Europejskiej – zagwarantuje swoim obywatelom taki sam poziom ochrony, jaki mają konsumenci w innych państwach UE. Wierzę, że Trybunał, idąc śladem spraw frankowych, opowie się po stronie przejrzystości, równości kontraktowej i lojalności wobec konsumenta.

Autor: adw. Karolina Pilawska, Pilawska Zorski Adwokaci

Transatlantycki poker: USA podbijają stawkę cłami – czy UE odpowie, sprawdzi czy spasuje?

Amerykańskie cła rzucają wyzwanie Europie – zostały one ponownie zawieszone na czas drugiej rundy rozmów, ale jednocześnie Amerykanie podbijają stawkę cłami na stal i aluminium. Czy odpowiedź UE będzie spójna? To ma decydujące znaczenie dla osiągnięcia porozumienia, gdyż Wspólnota mimo wszystko ma sporo atutów w ręku, będąc jednocześnie największym dostawcą na rynek amerykański.

  • Stany Zjednoczone wstrzymały proponowaną podwyżkę ceł na towary z UE o 50 punktów procentowych – pierwotnie ustaloną na 1 czerwca – do 9 lipca w związku z napiętymi, ale prowadzonymi rozmowami handlowymi (po czym podbiły stawkę podnosząc cła na stal i aluminium)
  • Zapowiadana generalna podwyżka ceł na produkty europejskie podniosłaby średnie amerykańskie cła na import z UE z 9% do około 30%, co wiązałoby się z ryzykiem strat w eksporcie UE w wysokości 100 mld EUR, co odpowiada 0,5% PKB UE
  • W opinii Allianz Trade szczególnie zagrożone są firmy z sektorów: maszynowego, motoryzacyjnego i spożywczego, zwłaszcza w Niemczech, we Włoszech i Francji.
  • Stany Zjednoczone również odczułyby skutki kryzysu w wymianie handlowej z UE: po realizacji zapowiedzianej podwyżki ceł inflacja w USA wzrosłaby o 0,4 punktu procentowego, zaś wzrost gospodarczy spadłby o -0,2 punktu procentowego.
  • Na razie UE jest podzielona w przyjęciu wspólnego stanowiska: niektóre państwa członkowskie opowiadają się za zdecydowaną reakcją, podczas gdy inne obawiają się pogorszenia sytuacji USA lub narażenia na szwank ich krajowych interesów gospodarczych. Rozważane są również ustępstwa, takie jak import LNG i produktów rolnych, dostosowanie podatku cyfrowego i współpraca w zakresie obronności.
  • UE musi znaleźć konsensus wśród państw członkowskich, aby uniknąć chaotycznej lub rozwodnionej – a tym samym nieskutecznej reakcji, która uniemożliwiłaby osiągnięcie wymiernych ustępstw i tym samym ulgi dla wymiany handlowej i podważyłaby wiarygodność UE w transatlantyckiej dyplomacji.
  • UE ma w zanadrzu karty przetargowe: oprócz dotychczasowych propozycji zwiększenia zakupów amerykańskiego gazu LNG i surowców rolnych są to także: włączenie uzbrojenia z USA do unijnego programu finansowania obronności SAFE a także wzajemne zerowe stawki celne na (wybrane?) produkty przemysłowe oraz ujednolicenie podatku cyfrowego. Dodatkowo w grze są opcje porozumień handlowych (i przekierowania części eksportu – uniezależnienia się w części od rynku USA) na rynki Mercosur czy nawet – Chin

Taryfa w wysokości 50% to szybka przegrana we wzajemnym, transatlantyckim handlu. Stosunki handlowe między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską znowu są zagrożone, po tym gdy 23 maja Stany Zjednoczone ogłosiły potencjalne 50% cła na towary z UE, co stanowiło dramatyczną eskalację w porównaniu z 20-punktową podwyżką, którą wcześniej ogłoszono w „Dniu Wyzwolenia”. Po początkowym odłożeniu ich wprowadzenia na kolejny okres negocjacji, pojawiły się nowe utrudnienia w postaci ceł na stal i aluminium.

Szeroki pakiet ceł na liczne towary z UE, który pierwotnie miały wejść w życie 1 czerwca, został obecnie wstrzymany do 9 lipca w następstwie kontaktów dyplomatycznych i wstępnego porozumienia w sprawie kontynuowania negocjacji na bardziej konkretnych podstawach. Podczas gdy ponad 40% amerykańskiego importu z UE uniknęłoby ceł ze względu na zwolnienia sektorowe (tj. farmaceutyki, półprzewodniki i elektronika), średnia amerykańska taryfa celna na towary europejskie nadal wzrosłaby z około 9% do około 30%. Podniosłoby to średni poziom globalnych amerykańskich ceł importowych z 12% do około 16%, zbliżając się do poziomów uznawanych za recesyjne.

UE jest największym dostawcą dóbr importowanych przez USA, z całkowitym importem sięgającym 618 mld USD w 2024 r., przed Meksykiem (510 mld USD), Chinami (463 mld USD) i Kanadą (422 mld USD). Szacujemy, że cła nałożone przez USA na UE zwiększyłyby inflację w USA o 0,4 punktu procentowego i zmniejszyłyby wzrost amerykańskiego PKB o -0,2 punktu procentowego, grożąc tym samym wykolejeniem i tak już słabej prognozy wzrostu o +1,3do +1,5% w 2025 roku.

Po stronie europejskiej wyższe amerykańskie cła mogą spowodować straty w eksporcie o wartości ponad 100 mld USD, co odpowiada około 0,5% PKB UE – i jest to uderzenie podobne w skali do tego, czego prawdopodobnie doświadczą Chiny po niedawnym porozumieniu z USA. Skutki odczują w szczególności kraje silnie uzależnione od eksportu do USA – takie jak Niemcy i Irlandia, ponosząc wymierne straty. W efekcie tych ceł PKB Niemiec może spaść nawet o -0,6%, podczas gdy Irlandia może stracić do -3,4%, zwłaszcza jeśli wpłynęłoby to ostatecznie także na eksport produktów farmaceutycznych. Z szerszej, europejskiej perspektywy w opinii Allianz Trade szczególnie narażone są sektory: maszyn i urządzeń, chemiczny, motoryzacyjny i rolno-spożywczy. Straty eksportowe w samym sektorze maszyn i urządzeń mogą wynieść łącznie 6,7 mld USD w odniesieniu do Niemiec, 2,6 mld USD dla Włoch i 1,5 mld USD dla Francji (zob. tabela 1). Wydarzenia te wzmacniają nasze oczekiwania co do gołębiej postawy EBC, z prognozami dla stopy końcowej na poziomie 1,5%.

Tabela 1: 10 najbardziej dotkniętych amerykańskimi cłami europejskich sektorów eksportowych

Kraj Sektor Eksport (mld USD) Maksymalna strata  w eksporcie
(mld USD)
Niemcy Maszyny i urządzenia 35.5 6.7
Niemcy Producenci samochodów 29.7 5.6
Włochy Maszyny i urządzenia 13.7 2.6
Irlandia Chemikalia – przemysłowe i inne 10.7 2.0
Francja Sprzęt transportowy 8.1 1.5
Francja Maszyny i urządzenia 7.8 1.5
Irlandia Chemikalia – Tworzywa sztuczne i guma 7.4 1.4
Włochy Przemysł rolno-spożywczy – Produkcja żywności i napojów 7.1 1.3
Włochy Tekstylia – odzież i obuwie 6.7 1.3
Słowacja Producenci samochodów 6.6 1.2

Źródła: UNCTAD, Allianz Research

UE prezentuje niespójny front, nie osiągając (jak na razie) konsensusu. Pomimo wspólnego interesu w uniknięciu szkodliwej wojny celnej, UE ma trudności z przedstawieniem w pełni jednolitego stanowiska. Podczas gdy instytucje w Brukseli opowiadają się za szybkim rozwiązaniem, wciąż występują wewnętrzne podziały co do zakresu i treści środków zaradczych i ustępstw UE. Niektóre państwa członkowskie opowiadają się za zdecydowaną reakcją, naciskając na skalibrowane działania odwetowe ukierunkowane na wrażliwy import z USA. Projekt listy UE obejmuje towary z USA o wartości do 95 mld EUR objętych cłami odwetowych, w tym między innymi 10,5 mld EUR w sektorze lotniczym i kosmicznym, 10,3 mld EUR w sektorze części samochodowych, 6,4 mld EUR na towary rolne i 7,2 mld EUR na sprzęt elektryczny. Jednak część państw członkowskich jest bardziej ostrożna, obawiając się pogorszenia relacji z USA lub narażenia na szwank ich lokalnych, krajowych interesów gospodarczych.

Występują również różnice co do tego, ile UE powinna zaoferować Stanom Zjednoczonym w zamian za ulgi celne. Na początku tego roku UE zaproponowała 50 mld EUR dodatkowego importu z USA, koncentrując się głównie na LNG i produktach rolnych, takich jak soja. Kwota ta może jednak okazać się zbyt niska w stosunku do oczekiwań USA, z których UE importowała towary o wartości około 370 mld EUR w 2024 r., w porównaniu z prawie 590 mld EUR z Chin lub prawie 530 mld EUR eksportu UE do USA.

Administracja USA prawdopodobnie oczekuje, że Europa zwiększy import z USA o 100 mld EUR lub nawet więcej. Ponadto, dalsze ustępstwa, zwłaszcza w kwestiach wrażliwych politycznie, takich jak opodatkowanie działalności cyfrowej lub opłaty związane z klimatem, wywołały wewnętrzne nieporozumienia. Te tarcia wewnątrz UE skomplikowały postawę negocjacyjną Brukseli, nawet jeśli Komisja Europejska dąży do przyspieszenia dyskusji przed upływem terminu 9 lipca. Istnieje ryzyko, że reakcja będzie chaotyczna lub rozwodniona, mało spójna, co nie doprowadzi w efekcie do wynegocjowania znaczących ustępstw handlowych, podważając jednocześnie wiarygodność UE w transatlantyckiej dyplomacji.

W opinii Allianz Trade Unia Europejska ma w zanadrzu karty przetargowe. W obliczu presji ze strony USA, UE zaczęła przedstawiać szerszy pakiet handlowy mający na celu rozładowanie napięć przy jednoczesnym uwzględnieniu swoich kluczowych interesów gospodarczych. Opcje te, różniące się pod względem ambicji i wykonalności, mają na celu stworzenie wzajemnie korzystnej ścieżki rozwoju (patrz tabela 2).

Kluczowe propozycje obejmują zarówno już przedstawione pomysły (takie jak zwiększenie importu LNG i amerykańskich produktów rolnych), jak i ożywienie ram taryfowych zero za zero dla towarów przemysłowych oraz złagodzenie lub dostosowanie podatków cyfrowych i mechanizmu dostosowania cen na granicach z uwzględnieniem emisji dwutlenku węgla (CBAM) w celu zmniejszenia tarć z eksporterami z USA.

Tabela 2: Opcje negocjacyjne UE

Atut – karta przetargowa Opis Korzyści dla USA Korzyści dla UE Kraje najbardziej na tym korzystające
Zwiększony import LNG Zwiększenie importu amerykańskiego LNG do UE Zmniejsza deficyt handlowy, zwiększa eksport energii z USA Zapewnia stabilne dostawy energii, dywersyfikuje źródła Niemcy, Holandia, Polska
Zakupy produktów rolnych Zobowiązanie do zakupu większej ilości amerykańskiej soi i wołowiny Wspiera amerykański sektor rolniczy, ważny politycznie Utrzymuje dostęp rolnictwa do rynku amerykańskiego Francja, Hiszpania, Włochy
Umowa taryfowa zero za zero (samochody i produkty przemysłowe) Wzajemne znoszenie ceł na kluczowe towary przemysłowe Poprawia dostęp USA do rynku UE, symboliczna wygrana Uniknięcie znacznych ceł na samochody, zwiększenie eksportu przemysłowego Niemcy, Słowacja, Włochy
Korekty podatku cyforwego Opóźnienie lub zmiana podatków od usług cyfrowych wymierzonych w amerykańskie firmy Chroni amerykańskich gigantów technologicznych przed wyższymi podatkami Tworzy przestrzeń dla szerszej transakcji, pozwala uniknąć sporów prawnych Irlandia, Francja, Szwecja
Elastyczność mechanizmu granicznej korekty emisji dwutlenku węgla (CBAM) Dostosowanie wdrożenia CBAM w celu złagodzenia obaw USA Minimalizuje koszty amerykańskich eksporterów Zachowuje dyplomację handlową, pokazuje przywództwo klimatyczne Niemcy, Dania, Francja
Obrona i współpraca w zakresie bezpieczeństwa Zwiększenie wydatków UE na amerykański sprzęt obronny nawet o 75 mld euro Sygnały sojuszniczej jedności, potencjalny impuls gospodarczy dla sektora obronnego Wzmacnia strategiczną autonomię, buduje dobrą wolę Polska, kraje bałtyckie, Francja

Źródło: Allianz Research

Niektórzy członkowie UE badają również, czy współpraca w zakresie obronności i bezpieczeństwa – w tym zakupy amerykańskiego sprzętu wojskowego i wspólne inicjatywy – mogłaby pomóc osłodzić szerszą umowę. Ponieważ Europa dąży do zwiększenia wydatków na obronność i ma cel zrealizować  50% zamówień na sprzęt pochodzący z Europy, mogłoby to pozwolić na przeznaczenie do 75 mld EUR dla firm amerykańskich (tj. 50% funduszy z programu SAFE).

Podczas gdy niektóre z tych opcji oferują wyraźne obopólne korzyści, inne napotykają wewnętrzny opór w Europie. Jak pokazał spór wokół umowy z Mercosurem, liberalizacja w obszarze rolno-spożywczym budzi obawy w państwach członkowskich (zwłaszcza z południa UE, ale nie tylko – także w Polsce), podczas gdy dostosowanie podatków cyfrowych jest politycznie wrażliwe w kilku stolicach (np. Dublinie, Luksemburgu itp.). Niemniej jednak Bruksela postrzega te kompromisy jako potencjalnie konieczne, aby uniknąć znacznie bardziej kosztownych konsekwencji gospodarczych w przypadku wprowadzenia ceł.

Michał Fidut awansuje na członka Zarządu Allianz Trade i wiceprezesa Euler Hermes Collections

Michał Fidut został członkiem Zarządu nadzorującym działalność obszaru sprzedaży i marketingu w Allianz Trade w Polsce.

Rada Nadzorcza Towarzystwa Ubezpieczeń Euler Hermes SA, wchodzącego w skład Grupy Allianz, powołała z dniem 1 czerwca 2025 roku Michała Fiduta na stanowisko członka Zarządu. Decyzją Walnego Zgromadzenia Udziałowców został także powołany na stanowisko wiceprezesa Zarządu Euler Hermes Collections sp. z o.o. Michał Fidut zastępuje Macieja Harczuka, który opuszcza Allianz Trade.

Powołanie Michała Fiduta do struktur zarządczych Allianz Trade w Polsce jest następstwem wewnętrznego awansu. Dotychczas, przez blisko dziesięć lat, zarządzał kanałem sprzedaży brokerskiej w Euler Hermes i Allianz Trade. Michał Fidut posiada ponad 30-letnie doświadczenie zawodowe. Od 2001 roku jest związany z Euler Hermes i Allianz Trade w Polsce. Zaczynał jako specjalista w dziale sprzedaży ubezpieczeń, następnie kierował Regionem Centralnym, a od 2015 roku był Dyrektorem Biura Sprzedaży Brokerskiej. Na początku swojej kariery zdobywał także kompetencje zawodowe w międzynarodowej firmie z branży motoryzacyjnej.

Jest absolwentem studiów socjologicznych na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II oraz studiów magisterskich na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończył także studia podyplomowe preMBA na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Brał udział w licznych szkoleniach z zakresu sprzedaży i negocjacji.

Prywatnie interesuje się trendami komunikacji biznesowej. Jest także miłośnikiem muzyki oraz fotografii.

EUindTech2025 w Krakowie: Ekoinnowacje jako klucz do bezpieczeństwa i konkurencyjności

Ekoinnowacje powinny stać ważnym elementem dyskusji o bezpieczeństwie narodowym, którego fundamentem jest silna i odporna gospodarka – powiedział Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium, w czasie konferencji EUindTech2025 w Krakowie. 

EUindTech2025 to konferencja odbywająca się w dniach 2-4 czerwca w Krakowie, jedno z wydarzeń polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Bank Millennium jest partnerem konferencji.

W drugim dniu wydarzenia, w panelu „Ekoinnowacje w regionach i państwach: Czy Polska może sobie pozwolić na brak eko-innowacyjności?” uczestnicy dyskutowali o tym, jak wspierać transformację przemysłową, przełamywać bariery i wzmacniać pozycję państw i regionów. Dyskusja objęła również zagadnienia związane z budowaniem odporności i przewag konkurencyjnych przedsiębiorstw w kontekście wyzwań związanych z bezpieczeństwem, gospodarką, energetyką i zmianami klimatycznymi.

Panel moderował Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium, pomysłodawca raportu „Eko-indeks Millennium. Potencjał ekoinnowacyjności regionów”. Wstępem do dyskusji była prezentacja raportu.

Zielona transformacja i ekoinnowacje to nie tylko przejaw odpowiedzialności za środowisko, ale także strategiczny kierunek rozwoju gospodarek i źródło przewag konkurencyjnych firm. Powinny one być także ważnym elementem dyskusji o bezpieczeństwie narodowym, którego fundamentem jest silna i odporna gospodarka. Wzmocnieniu odporności gospodarki sprzyja m.in. wysoki udział energii ze źródeł odnawialnych, odejście od paliw kopalnych, odpowiedzialna gospodarka surowcami naturalnymi, w tym surowcami krytycznymi. Ekoinnowacje pozwalają zmniejszyć zależność od importu surowców, także surowców krytycznych, które mają kluczowe znaczenie  w transformacji energetycznej i cyfrowej. To niezbędny element budowy konkurencyjnej i odpornej polskiej gospodarki. Aby to osiągnąć, niezbędna jest współpraca, ale także komunikacja oparta na języku korzyści i wartości — powiedział Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

W panelu wzięli udział Maria Andrzejewska, dyrektor generalna UNEP/GRID-Warszawa; Janusz Cieślak, prezes zarządu MetalERG; Michał Nowosielski, naczelnik Wydziału Polityki Surowcowej i Spraw Międzynarodowych w Ministerstwie Klimatu i Środowiska; Agnieszka Wicha, doradczyni zarządu Związku Banków Polskich i Krzysztof Śmierciak, prezes zarządu Fire Protection. Z prezentacją wprowadzającą wystąpił także Chris Lo, dyrektor regionalny Rady Rozwoju Handlu Hongkongu na Europę, Azję Centralną i Izrael.

EUindTech2025 jest konferencją organizowaną przez Instytut Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią Polskiej Akademii Nauk oraz Województwo Małopolskie w ramach polskiej prezydencji w Radzie UE poświęconą dyskusji o obecnym stanie rozwoju wspólnoty, wyzwaniach technologicznych i przyszłych trendach w obszarze zmian w przemyśle.

EUIndTech2025 gromadzi szerokie grono przedstawicieli instytucji unijnych, administracji krajowej i samorządowej, organizacji międzynarodowych oraz przedstawicieli nauki i przemysłu. Efektem konferencji będzie opracowanie „Deklaracji Krakowskiej” zawierającej zalecenia dla nowych polityk UE w czterech kluczowych obszarach: technologia, materiały, nauka i biznes oraz społeczność w działaniu.

Decyzja EBC już w czwartek. Obniżka stóp niemal pewna

Niemal nie ma wątpliwości, że Rada Prezesów Europejskiego Banku Centralnego dokona w tym tygodniu ósmego cięcia w tym cyklu. Dalsza przyszłość jest mniej pewna, co może narazić w czwartek euro na pewną zmienność.

Kluczowe punkty:

  • EBC ponownie obniży stopy o 25 pb.
  • Biorąc pod uwagę ryzyka celne, Lagarde będzie gołębia.
  • Bilans ryzyk dla wzrostu pozostanie skierowany w dół.
  • Prognoza inflacji na 2025 r. zostanie obniżona.
  • Lagarde podtrzyma podejście zależne od danych.
  • Spodziewamy się pauzy w lipcu, stopy depozytowej na 1,75% na koniec roku.

Obniżka stóp procentowych EBC o 25 pb. jest w pełni wyceniana przez rynki przed posiedzeniem w ten czwartek, nie powinna więc mieć żadnego wpływu na kurs euro. Rynki będą dokładnie analizować ton komunikatów banku, w szczególności konferencję prasową prezeski Christine Lagarde, wypatrując wskazówek na temat tempa i skali dalszego rozluźniania polityki monetarnej. Podejrzewamy, że – jak bywa od jakiegoś czasu – Lagarde nie zdradzi wiele, a zamiast tego bank będzie czekał na nadchodzące dane i rozwój wydarzeń na froncie handlowym, nim podejmie decyzje o dalszych działaniach.

Wizja ceł zwiększa szanse na cięcia stóp EBC

Bez wątpienia największą niewiadomą dla Europejskiego Banku Centralnego są amerykańskie cła. W negocjacjach między USA i Unią Europejską nie poczyniono dotąd istotnych postępów, odsunięcie do 9 lipca gróźb Trumpa dotyczących 50-procentowych ceł pozwoliło jednak wspólnemu blokowi na chwilę oddechu. Choć Biały Dom wydaje się zdecydowany, by utrzymać przynajmniej 10-procentowe bazowe cła na UE. Moc Trumpa bez wątpienia osłabła po orzeczeniu amerykańskiego sądu – trudno bowiem wyobrazić sobie, jak prezydent uzasadni nałożenie ceł, jeśli nie jest pewne, czy ma do tego prawo.

W tle impasu związanego z cłami rozwój wydarzeń we wspólnym bloku przemawia za dalszymi cięciami EBC. Inflacja w strefie euro pozostaje ograniczona i w maju spadła poniżej celu 2%. Presja cenowa osłabła po „dniu wyzwolenia”, głównie przez globalny spadek cen ropy (w przypadku ropy Brent o 15% od 2 kwietnia) i aprecjację euro (kurs euro w ujęciu ważonym handlem wzrósł o niemal 3%). Osłabła również presja płacowa, co powinno dodatkowo wspierać przekonanie, że wynoszący 2% cel inflacyjny będzie osiągnięty. Dynamika płac negocjowanych spadła w I kwartale do najniższego od trzech lat poziomu 2,4% względem 4,1% w IV kwartale ubiegłego roku.

Wykres 1: Dynamika płac negocjowanych w strefie euro (2015 – 2025)PKB w strefie euro bez dobrych perspektyw

Przez cały ten czas perspektywy wzrostu PKB w bloku pozostają kruche. Gospodarka strefy euro w I kwartale doświadczyła ekspansji o solidne 0,3%, było to jednak spowodowane do pewnego stopnia przyspieszonym eksportem do USA przed wprowadzeniem ceł. Wskaźniki o wysokiej częstotliwości nie są szczególnie dobre – zbiorczy PMI spadł w maju poniżej granicznego poziomu 50 pkt (do 49,5 pkt) po raz pierwszy od grudnia. Choć można to w jakiejś części przypisać niepewności handlowej, głównym czynnikiem jest słaby popyt w bloku. Szczególnie niepokojące są kiepskie wyniki sektora usługowego.

Wykres 2: Wskaźniki PMI w strefie euro (2022 – 2025)

Prawdopodobna rewizja prognoz inflacji w dół

Spodziewamy się, że podczas swojej konferencji prasowej Lagarde pozostanie gołębia. Prawdopodobnie powie, że czynione są dalsze postępy na drodze do dezinflacji i zaznaczy, że ze względu na cła bilans ryzyk dla wzrostu pozostaje skierowany w dół. Biorąc pod uwagę niepewność dotyczącą negocjacji handlowych, nie spodziewamy się żadnych zmian forward guidance w komentarzach Lagarde i oświadczeniu Rady. Decydenci będą chcieli utrzymać szeroki wachlarz możliwości, zachowane więc zostanie podejmowanie decyzji z posiedzenia na posiedzenie. Lagarde może zostać zapytana o doniesienia, że przygotowuje się do objęcia stanowiska prezesa Światowego Forum Ekonomicznego, zostaną one jednak zapewne zdementowane.

Uwagę przyciągną w tym tygodniu również zrewidowane projekcje makroekonomiczne, które będą dla euro prawdopodobnie kluczowe. Biorąc pod uwagę spadek presji cenowej po „dniu wyzwolenia”, uważamy, że możliwa jest dość silna rewizja w dół prognoz inflacji na 2025 r., a bank może nawet powiedzieć, że spodziewa się jej powrotu do celu 2% w dalszej części roku (czyli rok wcześniej, niż zakładano). W dłuższym terminie sprawę nieco komplikuje wpływ stymulacji fiskalnej w Niemczech, ale może nie znaleźć pełnego odzwierciedlenia w najbliższych prognozach.

To jeszcze nie koniec cięć

Uważamy, że obniżenie stopy procentowej EBC o 25 pb. na posiedzeniu w tym tygodniu jest właściwie przesądzone. Dalsza ich ścieżka jest jednak mniej pewna. Ostatnie komunikaty członków Rady Prezesów, w tym głównego ekonomisty Philipa Lane’a, pozwalają sądzić, że pauza na posiedzeniu w lipcu jest bardzo prawdopodobna, szczególnie biorąc pod uwagę opinie, że możemy być już na długoterminowym neutralnym poziomie stopy procentowej lub w jego pobliżu. Wrześniowe posiedzenie może przynieść zmiany, zależy to jednak w dużej mierze od publikowanych do tego czasu danych. W każdym razie spodziewamy się jeszcze dwóch cięć stopy procentowej EBC przed końcem roku, w wyniku czego stopa depozytowa spadłaby do 1,75%.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (05.06) o godz. 14:15, a konferencja prasowa prezeski Lagarde rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Matthew Ryan, CFA; Roman Ziruk – analitycy Ebury

Kurs dolara rośnie po JOLTS, rynek czeka na decyzję RPP

W środową sesję inwestorzy wchodzą z mieszanymi emocjami. Z jednej strony prezydent USA znów wymachuje cłami, a z drugiej dane z amerykańskiego rynku pracy pozytywnie zaskoczyły. W Polsce czekamy na decyzję RPP.

Znowu te cła

Nie kończy się temat wojen handlowych. Wczoraj mieliśmy kolejny akord tego konfliktu, gdy prezydent USA – Donald Trump – zapowiedział podwojenie taryf na stali i aluminium. Nowe stawki w wysokości 50% wchodzą w życie już od dzisiaj, choć administracja w Waszyngtonie podkreśla, że są otwarci na negocjacje. Warto tu zauważyć, że Amerykanie są największym importerem stali na świecie i około jednej czwartej konsumpcji tego materiału zasilana jest przez kraje trzecie. Obie te stawki najbardziej uderzą w Kanadę, ale na liście znaczących „ofiar” mamy też Niemcy, Koreę czy Japonię. Inwestorzy też wyczekują efektów tych tygodniowych rozmów na linii USA – Chiny. Wydaje się, że panują tu względnie optymistyczne nastroje i rynek upatruje tu bardziej szansę niż zagrożenie. Choć obie strony w ostatnim czasie wzajemnymi oskarżeniami o łamanie wcześniejszych umów zrobiły wiele, by ten sentyment był jednak gorszy.

JOLTS-y podciągnęły dolara

Zamieszanie wywołane przez nowe cła zostało jednak przyćmione przez zaskakująco dobry raport JOLTS. Liczba nowych wakatów w USA wyniosła 7,39 mln i o blisko 300 tysięcy przekroczyła oczekiwania analityków. Jest to również wynik wyraźnie lepszy od wcześniejszego odczytu, który swoją drogą został dodatkowo zrewidowany w górę. Rynek pracy w tym momencie wydaje się kluczowy dla Rezerwy Federalnej i to on w największym stopniu będzie wpływał na przyszły koszt pieniądza. A skoro jest tak dobrze, to inwestorzy zaczynają wątpić w sens dynamicznego cięcia stóp. Warto pamiętać, że od pewnego czasu na rynku opcyjnym można było zaobserwować większą chęć zabezpieczania ryzyka niższych stóp. Jeszcze miesiąc temu prawdopodobieństwo cięcia stóp już w lipcu wynosiło ponad 50%, dzisiaj jest dwukrotnie niższe i termin kolejnej obniżki przesunął się bardziej na wrzesień.

RPP decyduje

Tak długo nie będziemy musieli za to czekać na obniżkę stóp w Polsce. I choć ta nie zostanie raczej ogłoszona już po dzisiejszym posiedzeniu, to rynek wydaje się pewny, że nastąpi ona w lipcu. Zresztą w ostatnim czasie dostaliśmy kilka czynników, które sugerują, że czerwcowa decyzja o pozostawieniu kosztu pieniądza bez zmian może być gorąca. Przede wszystkim mamy inflację, która ewidentnie kieruje się do celu banku centralnego. Robi to znacznie szybciej, niż wcześniej zakładał NBP, dlatego inwestorzy powoli oczekują bardziej stromej ścieżki dla stóp procentowych. I chyba właśnie o to będzie rozgrywana dzisiejsza gra. Dzisiejszy komunikat po posiedzeniu powinien zawierać już wyraźne sugestie, co do bardziej gołębiego sentymentu w Radzie. Kluczowa jednak będzie jutrzejsza konferencja przewodniczącego Adama Glapińskiego. Warto pamiętać, że każde bardziej agresywne podejście do cięcia stóp powinno ciążyć złotemu. Nasza waluta dzisiaj pozostaje względnie stabilna po wczorajszym osłabieniu.  Dolar przed południem kosztuje 3,755 zł, a euro 4,28 zł.

Po południu oprócz komunikatu RPP czeka nas także jego kanadyjski odpowiednik. Szczególną uwagę warto zwrócić też na raport ADP, zwłaszcza jeśli ten potwierdzi dobre wczorajsze dane. Ciekawy może być także odczyt ISM ze Stanów, który zostanie opublikowany o 16:00.

Autor: Krzysztof Adamczak –  analityk w InternetowyKantor.pl

Miliard robotów z AI do 2050 roku? To nie żart, tylko plan największych gigantów technologii

Już za niecałe pięć lat deficyt pracowników w sektorze produkcji ma wynieść około 8 mln etatów. Problem ten będzie się pogłębiał wraz z upływem czasu, dlatego coraz większe nadzieje pokłada się w technologii Embodied AI, a przede wszystkim w humanoidalnych robotach wyposażonych w zaawansowaną sztuczną inteligencję. Według prognoz Morgan Stanley, rynek robotów humanoidalnych może do 2050 r. osiągnąć wartość niemal 5 bln USD rocznie, a liczba wdrożonych urządzeń przekroczy miliard.

Spowolnienie wzrostu populacji w krajach wysoko rozwiniętych oraz malejąca liczba osób w wieku produkcyjnym stwarzają poważne wyzwania dla utrzymania siły roboczej. Eksperci z firmy analitycznej Bain&Company szacują, że do 2030 r. globalny niedobór pracowników produkcyjnych może wynieść nawet 8 mln osób, co znacząco zwiększa potrzebę automatyzacji.

Roboty humanoidalne, które kiedyś były domeną science fiction, dziś coraz częściej postrzegane są jako ważny element współczesnej gospodarki. Połączenie rozwoju sztucznej inteligencji, innowacji w inżynierii mechanicznej oraz nowoczesnych metod produkcji przyspieszyło proces wprowadzenia na rynek maszyn o ludzkich kształtach i zdolnościach. W efekcie wizja Embodied AI, czyli sztucznej inteligencji zamkniętej w fizycznej formie, nabrała realnego kształtu.

Technologie Embodied AI zmieniają sposób projektowania i zarządzania procesami produkcyjnymi. Takie urządzenia mogą uzupełniać zasoby ludzkie wszędzie tam, gdzie brakuje rąk do pracy. Jednak równie ważne jest ich odpowiednie wdrożenie tak, by stały się częścią spójnego, cyfrowego ekosystemu produkcyjnego. Humanoidalne roboty to nie tylko maszyny, ale także nowe źródło danych i interakcji, które trzeba efektywnie zintegrować z istniejącymi systemami klasy PLM, MES czy IoT – mówi Jacek Gralak, AI Practice Area Director w Transition Technologies PSC.

Trzy filary rewolucji

Według prognoz Morgan Stanley, proces masowej ekspansji rynkowej ma rozpocząć się już w 2030 r., a do 2035 r. na świecie może działać około 13 mln robotów humanoidalnych, skoncentrowanych przede wszystkim w sektorach przemysłowym i komercyjnym. Zaledwie 15 lat później ich liczba ma wzrosnąć do 1,07 mld. Co więcej, aż 90% tych maszyn pozostanie zaangażowanych w działalność produkcyjną i usługową. Analitycy przewidują, że ta dynamiczna ekspansja sprawi, że roczna wartość rynku robotów humanoidalnych w 2050 r. wyniesie ok. 4,7 bln USD. Roboty te przestaną być innowacyjnym dodatkiem – staną się fundamentalnym filarem przemysłu, logistyki, medycyny, a także codziennych usług, redefiniując w ten sposób krajobraz gospodarczy i społeczny przyszłości.

To, co dziś obserwujemy, to nie pojedynczy przełom, lecz synergiczna dojrzałość wielu technologii jednocześnie. Trzy filary tej rewolucji to zaawansowane systemy AI, coraz lepsze mechaniczne „ciała” oraz znaczne obniżki kosztów produkcji – zauważa Jacek Gralak. Już teraz największe firmy inwestują w rozwój robotów umiejących chodzić, podnosić przedmioty i podejmować decyzje dzięki sztucznej inteligencji. Prognozy zakładają znaczący spadek cen tych maszyn: z obecnych około 200 000 dolarów za sztukę do ok. 50 000 dolarów w 2050 r., a także pojawienie jeszcze tańszych odpowiedników w rozwijających się gospodarkach.

Ekspansja robotów humanoidalnych wymaga nie tylko rozwoju samej technologii, ale też pełnej integracji i odpowiedniego zarządzania zmianą w organizacji. To wyzwanie dla całego łańcucha wartości – od dostawców komponentów, przez integratorów, aż po użytkowników końcowych – podkreśla ekspert TT PSC i dodaje: – To nie tylko technologia czy inwestycja, to również wyzwanie społeczne, które wymaga szerokiego dialogu i odpowiedzialnego podejścia biznesu. Jeśli te maszyny mają pracować obok nas i w naszych domach, musimy zdefiniować, jak wpłyną na naszą pracę, relacje społeczne i codzienne życie. Otwiera to zarówno nowe możliwości, jak i poważne wyzwania.

Republika robotów humanoidalnych

Z jednej strony humanoidalne roboty mogą zapełnić luki w miejscach, gdzie brakuje ludzi lub praca jest niebezpieczna, monotonna czy niechciana. Z drugiej strony, istnieje realne ryzyko, że powszechna automatyzacja zastąpi wielu pracowników, ponieważ mogą one wykonywać niemal każde fizyczne zadanie człowieka. Jeśli osiągną odpowiedni poziom inteligencji i niezawodności, będą konkurować z ludźmi w wielu zawodach: od pracowników fabryk, przez sprzątaczy, aż po pracowników sektora usługowego, jak kucharze czy sprzedawcy. Tempo rozwoju AI oraz robotyki, w połączeniu z ograniczonym społecznym dialogiem na ten temat, może sprawić, że skala zmian zaskoczy wiele środowisk. Analiza Morgan Stanley wskazuje, że do połowy XXI wieku roboty humanoidalne mogą wpływać na aż 40% pracowników i 75% zawodów.

Chińskie władze nie kryją ambicji w dziedzinie robotyki humanoidalnej. Dla Pekinu rozwój zaawansowanej robotyki to nie tylko kwestia technologicznego prestiżu, ale potencjalna odpowiedź na rosnące wyzwania: globalne napięcia handlowe, kurczącą się populację i spowalniający wzrost gospodarczy. Jak wynika z oficjalnych dokumentów, w ciągu ostatniego roku na ten sektor Pekin przeznaczył ponad 20 mld USD, a także stworzył fundusz o wartości blisko 140 mld USD, aby wspierać startupy w takich obszarach jak sztuczna inteligencja i robotyka.

Obietnica przyszłości „Ja, Robot”, w której maszyny zajmują się obowiązkami domowymi i służą jako opiekunowie, przyciągnęła prawie każdą dużą firmę technologiczną zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Chinach. Humanoid Optimus wzbudził globalne zainteresowanie od czasu debiutu w 2022 r., a sam projekt może wygenerować ponad 10 bln USD przychodów wg zapowiedzi Tesli.

Jak twierdzi Xi Ning, profesor katedry robotyki i automatyki na Uniwersytecie w Hongkongu, chociaż może minąć kolejne pięć do 10 lat, zanim roboty humanoidalne wywrą rzeczywisty wpływ na społeczeństwo, to mogą one ostatecznie stać się kolejną powszechnie przyjętą elektroniką użytkową.

Historia technologii uczy, że nawet najbardziej obiecujące innowacje mogą napotkać bariery, czego przykładem są np. Google Glass, Segway czy metaverse. Humanoidalna forma robota może nie być najbardziej efektywną, być może przyszłość należy do modularnych, wyspecjalizowanych maszyn, a nie uniwersalnych humanoidów. Dodatkowo społeczny opór wobec „maszyn wśród ludzi” może być znacznie silniejszy niż się wydaje – podsumowuje Jacek Gralak.

Średnie ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego – maj 2025

W Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście i Poznaniu maj był kolejnym miesiącem, który upłynął pod znakiem stabilizacji lub spadku średniej ceny metra kwadratowego. Jej podwyżki wyhamowały w Łodzi, ale w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii średnia znów wzrosła, tym razem aż o 2% – wynika z danych portalu GetHome.pl.

W ostatnich trzech miesiącach to właśnie Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia oraz Łódź wyróżniają się na tle pozostałych metropolii. Chodzi o to, że tylko w tych dwóch metropoliach średnia cena metra kwadratowego używanych mieszkań poszybowała w górę. Natomiast w pozostałych miastach spadała lub utrzymywała poziom z lutego – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia (niespełna 8,8 tys. zł/m kw.) i Łódź (nieco ponad 8,8 tys. zł/m kw.) są wciąż najtańszymi metropoliami. Na rynku wtórnym wysoki udział mają tam mieszkania w PRL-owskich blokach i starych kamienicach. Wzrost średniej ceny metra kwadratowego może być w dużej mierze efektem rosnącego odsetka nowych lokali, których w ostatnich latach powstawało tam bardzo dużo. W dodatku chętnie inwestowali w nie tzw. flipperzy, którzy próbują teraz sprzedać nowe mieszkania.

Tymczasem – jak wynika z danych portalu GetHome.pl – w maju tylko w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych na rynku wtórnym poszła w górę, i to aż o 2%, Natomiast w Łodzi spadła o 1%. Podobnie w Krakowie, gdzie średnia zeszła poniżej pułapu 17 tys. zł (do niespełna 16,9 tys. zł/m kw.). Poziom z kwietnia utrzymała zaś we Wrocławiu (ok. 14,3 tys. zł/m kw.),  Warszawie (ok. 17,8 tys. zł/m kw.), Trójmieście (ok. 15,8 tys. zł/m kw.) i Poznaniu (ok. 11,7 tys. zł/m kw.).wyk. 1 - średnie ceny mieszkań z rynku wtórnego - m-m

W Warszawie i Krakowie średnia cena metra kwadratowego mieszkań z drugiej ręki leci w dół już od roku. W efekcie jest niższa o odpowiednio 5% i 4%. W ciągu 12 miesięcy najbardziej wzrosła ona w Trójmieście i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (+3%). We Wrocławiu i Poznaniu jest wyższa niż przed rokiem o 2%, zaś w Łodzi – o 1%.wyk. 2 - średnie ceny mieszkań z rynku wtórnego r-r

Po kwietniowym spadku oferty mieszkań na rynku wtórnym maj przyniósł jej stabilizację w niemal wszystkich metropoliach. Jak wynika z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar, oferta zwiększyła się tylko w Warszawie – o 2% (do 19,3 tys. lokali) oraz w Trójmieście – o 1%  (do 9 tys.). Tyle samo mieszkań co w kwietniu było na rynku wtórnym w Krakowie (9,8 tys. lokali), Wrocławiu (10,4 tys.), Łodzi (5,7 tys.), Poznaniu (4,1 tys.) i Katowicach (2,4 tys.).wyk. 3 - mieszkania w sprzedaży na rynku wtórnym

Z danych Adradar wynika, że pod koniec maja w całym kraju było zamieszczonych ok. 156,5 tys. unikalnych ofert sprzedaży mieszkań, czyli o 1% więcej niż miesiąc wcześniej. Co ważne, w maju na rynku wtórnym pojawiło się 33,5 tys. nowych unikalnych ofert, czyli o 2% więcej niż w kwietniu. Z drugiej strony wycofano ich tylko 32 tys., czyli o 39% mniej.wyk. 4 - mieszkaniowy rynek wtórny

Nie musi to jednak oznaczać spadku sprzedaży. W poprzednim miesiącu z oferty zniknęło rekordowo dużo mieszkań, bo część sprzedających mogła je wycofać z rynku w oczekiwaniu na nową falę popytową, której spodziewają się po wejściu w życie nowego programu wsparcia kredytobiorców. Przypomnijmy, że – według zapowiedzi Ministerstwa Technologii i Rozwoju – z dopłat mają korzystać kupujący mieszkania na rynku wtórnym.

Na ogół wygrywa on z pierwotnym pod względem dostępności mieszkań na przeciętną kieszeń. Tylko w Krakowie ceny używanych mieszkań w przeliczeniu na metr kwadratowy są wyższe niż nowych. W dodatku z każdym miesiącem ta różnica topnieje. W pozostałych metropoliach droższe są mieszkania w ofercie firm deweloperskich, np. w Łodzi i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii o ok. 30% – komentuje ekspert portalu GetHome.pl.wyk. 5 - średnia cena mieszkań w maju (rynek pierwoty i wtórny)

Nvidia wyznacza kierunek AI 2.0. Kto skorzysta na kolejnej fali?

  • Wyniki finansowe Nvidia oraz jej długoterminowa wizja na nowo rozpaliły narrację wokół sztucznej inteligencji, sygnalizując nadejście AI 2.0 – napędzanego m.in. przez Reasoning AI czy Agentic AI.
  • Możliwości inwestycyjne w obszarze AI wykraczają poza Nvidię, a beneficjentami drugiego rzędu stają się firmy z sektorów półprzewodników, infrastruktury danych, oprogramowania korporacyjnego, cyberbezpieczeństwa oraz suwerennych systemów AI.
  • Do kluczowych ryzyk należą niepewność geopolityczna, wysokie wyceny oraz rosnąca konkurencja, zwłaszcza ze strony alternatywnych dostawców układów scalonych oraz krajowych inicjatyw zmierzających do budowy samowystarczalnych ekosystemów AI.

Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo w swej analizie podkreśla, że najnowsze wyniki finansowe Nvidii to nie tylko silny kwartał – to strategiczny punkt zwrotny dla inwestycji w AI. Pomimo odpisu zapasów powiązanych z Chinami na poziomie 4,5 mld USD, firma odnotowała wzrost przychodów r/r o 69% oraz przedstawiła odważną wizję gospodarki opartej na AI.

Co ważniejsze, CEO Jensen Huang zaprezentował architekturę tego, co określa jako kolejny etap rewolucji AI. Dla inwestorów nie chodzi tu jedynie o jedną spółkę – to sygnał, że AI wkracza w głębszą, bardziej strukturalną fazę, a możliwości inwestycyjne się rozszerzają.

Choć Nvidia pozostaje centralną siłą napędzającą popyt na infrastrukturę AI, imponujące wyniki kwartalne firmy podnoszą także oczekiwania wobec beneficjentów drugiego rzędu – podmiotów dostarczających, wspierających lub skalujących wdrożenia AI.

Strategia Nvidia dla AI 2.0

Jensen Huang wskazał kluczowe czynniki, które w nadchodzącej dekadzie będą kształtować popyt na sztuczną inteligencję:

  1. Reasoning AI (Rozumowanie AI)

AI przechodzi od prostego generowania wyników do realizacji złożonego, wieloetapowego rozumowania i podejmowania decyzji. Architektura Blackwell Nvidii została stworzona z myślą o tym przełomie, oferując większą pamięć i szybsze przetwarzanie, które sprostają najbardziej wymagającym zastosowaniom.

  1. Agentic AI (Agenci AI)

Huang określił to jako przełomowy krok. Agentic AI to autonomiczne systemy zdolne do samodzielnego planowania, działania i ciągłego doskonalenia – przechodzące od roli wsparcia do inicjowania działań. To znacząco zwiększa zapotrzebowanie na moc obliczeniową.

  1. Enterprise AI (Sztuczna inteligencja dla przedsiębiorstw)

Przedsiębiorstwa coraz głębiej integrują AI w kluczowe obszary działalności – od logistyki i finansów, po sektor medyczny – co przemienia AI w długoterminową inwestycję kapitałową.

  1. Robotyka, przemysłowe AI i automatyzacja produkcji

AI jest coraz powszechniej wdrażana w sektorze produkcyjnym – od predykcyjnej konserwacji maszyn po automatyzację procesów robotycznych (RPA) – co generuje rosnące zapotrzebowanie na edge computing (przetwarzanie brzegowe) oraz analizę danych w czasie rzeczywistym.

  1. Suwerenne systemy AI

Popyt na AI wykracza poza hyperskalery. Rządy, operatorzy telekomunikacyjni oraz regionalni dostawcy usług chmurowych inwestują w suwerenną infrastrukturę AI, co prowadzi do dywersyfikacji źródeł popytu i modeli wdrożeń.

Więcej: Jak sztuczna inteligencja zmienia język technologii — nowe terminy i neologizmy w cyfrowym świecie

Motywy inwestycyjne i konsekwencje wykraczające poza Nvidię

Choć Nvidia pozostaje epicentrum rynku AI, jego ekspansja tworzy szerszy wachlarz możliwości inwestycyjnych:

Półprzewodniki i infrastruktura układów scalonych

Wraz z rosnącą złożonością i powszechnością modeli AI, wzrasta zapotrzebowanie nie tylko na moc obliczeniową, lecz także na cały ekosystem chipów wspierających te rozwiązania.

  • Advanced Micro Devices (AMD) oraz Broadcom stanowią kluczowe alternatywy dla Nvidii, dostarczając akceleratory AI i układy sieciowe.
  • Marvell Technology wspiera przepływ danych AI dzięki szybkim interkonektom i dedykowanym układom scalonym.
  • TSMC i ASML pozostają fundamentem produkcji nowej generacji chipów AI, zaopatrując zarówno Nvidię, jak i jej konkurentów.
  • Chińskie giganty, takie jak Alibaba, Tencent i Baidu, testują alternatywy dla sprzętu Nvidii – własne rozwiązania oraz chipy AI produkowane przez Huawei Technologies. To podkreśla rosnący trend w kierunku samowystarczalności AI w Chinach, z implikacjami dla globalnego zapotrzebowania na chipy i dynamiki geopolitycznej.

Infrastruktura centrów danych i zasilania

Szkolenie i inferencja modeli AI wymagają ogromnych zasobów energetycznych oraz sprzętowych, co napędza rozwój firm wspierających fizyczną rozbudowę centrów danych.

  • Super Micro Computer (SMCI) produkuje serwery zoptymalizowane pod AI, wykorzystujące GPU Nvidii, co stawia firmę w korzystnej pozycji wobec rozbudowy centrów hyperskalowych i korporacyjnych.
  • Vertiv Holdings dostarcza rozwiązania z zakresu chłodzenia oraz infrastruktury zasilania dla centrów danych AI – kluczowy element przy rosnącej gęstości mocy obliczeniowej.

Oprogramowanie i automatyzacja w przedsiębiorstwach

Rozwój Agentic AI oraz rosnąca adopcja AI w firmach zwiększają zapotrzebowanie na oprogramowanie do zarządzania, automatyzacji i zabezpieczania inteligentnych procesów biznesowych.

  • Palantir (PLTR) wspiera analitykę danych oraz wdrażanie modeli AI dla klientów z sektora publicznego i korporacyjnego.
  • ServiceNow (NOW) rozwija obecność w obszarze AI, oferując automatyzację procesów biznesowych w dużych przedsiębiorstwach.

Cyberbezpieczeństwo

Wraz ze skalowaniem wdrożeń AI rosną zagrożenia, co czyni cyberbezpieczeństwo kluczowym elementem kolejnego etapu rozwoju. Obejmuje ochronę modeli AI oraz zabezpieczenie suwerennych zasobów danych.

  • CrowdStrike (CRWD) i Palo Alto Networks (PANW) oferują zaawansowane platformy bezpieczeństwa dostosowane do środowisk chmurowych i AI.
  • Zscaler (ZS) zapewnia bezpieczny dostęp do rozproszonych obciążeń obliczeniowych AI oraz wdrożeń w architekturze edge computing.

Suwerenna infrastruktura AI

W miarę jak państwa przyspieszają dążenia do niezależności danych i pozycji lidera w AI, suwerenna infrastruktura AI staje się kluczowym tematem inwestycyjnym. Rządy i regionalni dostawcy usług chmurowych budują bezpieczne, lokalne systemy wspierające cele bezpieczeństwa narodowego, badań oraz polityki przemysłowej.

  • Dell Technologies (DELL) zdobył kontrakt na budowę NERSC-10 – superkomputera nowej generacji dla Departamentu Energii USA, opartego na platformie Vera Rubin Nvidii. Firma rozwija także moce suwerennej infrastruktury AI w regionie MENA.
  • Oracle (ORCL) pozycjonuje Oracle Cloud Infrastructure (OCI) jako bezpieczną, zgodną z regulacjami platformę AI dla zastosowań regulowanych i suwerennych, zdobywając zaufanie rządów i dużych przedsiębiorstw.
  • Cisco Systems (CSCO) współpracuje z rządami Bliskiego Wschodu, dostarczając bezpieczną infrastrukturę chmurową dla AI, stając się znaczącym graczem w suwerennej infrastrukturze AI.

Ryzyka do monitorowania

  • Niepewność geopolityczna: Kontrole eksportowe, zwłaszcza wobec Chin, mogą nadal zakłócać łańcuchy dostaw oraz ograniczać dostęp do kluczowych rynków.
  • Presja na wyceny: Liderzy rynku AI wyceniani są na najwyższym poziomie. Każdy sygnał spowolnienia popytu lub opóźnień wdrożeń może wywołać wzrost zmienności.
  • Rosnąca konkurencja: Mimo że Nvidia pozostaje liderem, AMD oraz niestandardowe układy scalone (np. od hyperskalerów) szybko zmniejszają dystans.

Kurs dolara: chwilowe umocnienie czy początek nowego trendu?

Po osiągnięciu tegorocznych maksimów na początku tygodnia, kurs EURUSD ponownie osłabł (1,1370), co można tłumaczyć oczekiwaniami wobec nadchodzących danych z amerykańskiego rynku pracy. Jeśli potwierdzą one dalszą siłę rynku, jak sugerował wczorjaszy raport JOLTs, może to umocnić przekonanie, że Fed nie będzie spieszyć się z obniżkami stóp procentowych. Taka postawa banku centralnego, zorientowana na stabilność cen mimo zagrożeń dla wzrostu i presji politycznej, stanowi wyraźne wsparcie dla dolara.

Wiarygodna i konsekwentna polityka pieniężna, zwłaszcza w obliczu presji inflacyjnej wywołanej taryfami, była już wcześniej czynnikiem wzmacniającym dolara, m.in. za pierwszej prezydentury Trumpa i w ubiegłym roku. Jednak dziś ten argument wydaje się coraz mniej przekonujący. Pomimo licznych zagrożeń (problemy fiskalne, ryzyko utraty statusu waluty rezerwowej), dolar osłabia się w średnim terminie jedynie w umiarkowany sposób.

Jednym z powodów może być dwuznaczność polityki USA. Choć nieprzewidywalne działania handlowe mogą szkodzić gospodarce, równie możliwy jest nagły zwrot – jak choćby czasowe obniżki ceł na Chiny, które w przeszłości wspierały USD. Potencjalne złagodzenie polityki celnej, przy jednoczesnym braku obniżek stóp przez Fed, mogłoby ograniczyć negatywne skutki dla wzrostu i ponownie umocnić walutę. Tego rodzaju scenariusze są wciąż realne i można spekulować, że to one w dużej mierze powstrzymują większą falę odpływu kapitału od dolara.

Można też zakładać, dla wielu inwestorów trudne do zaakceptowania jest też wyobrażenie, że największa gospodarka świata mogłaby pogrążyć się w kryzysie wskutek własnych błędów. To przekonanie również może tłumaczyć utrzymującą się relatywną siłę dolara.

W dłuższym horyzoncie dolar najprawdopodobniej będzie się jednak osłabiał. Skala ryzyk – zarówno wewnętrznych, jak i globalnych jest zbyt poważna, by mogła zostać zignorowana. Należy jednak pamiętać, że ta droga nie będzie jednokierunkowa. Przejściowe fazy umocnienia dolara będą naturalnym elementem tego procesu i nie powinny być zaskoczeniem. Byliśmy tego świadkiem wczoraj.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Ruszyła 26. edycja Deloitte Technology Fast 50 Central Europe – nabór trwa do końca sierpnia

0

Rozpoczął się nabór do 26. edycji prestiżowego rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe, który wyróżnia najszybciej rozwijające się i najbardziej innowacyjne firmy technologiczne z regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Program, od lat ceniony wśród przedsiębiorców, umożliwia lokalnym liderom technologicznym zaprezentowanie swojego potencjału na arenie międzynarodowej. Zgłoszenia można przesyłać do 31 sierpnia 2025 roku, a wyniki zostaną ogłoszone 20 listopada.

Tegoroczna edycja rankingu wprowadza nowości w kilku kategoriach. Oprócz głównej listy Fast 50, zaktualizowane zostały zasady w ramach kategorii Companies to Watch i Impact Stars, a także pojawiła się nowa kategoria specjalna AI Value Driver. CE Rocketship Innovations in GenAI, opracowana we współpracy z Google Cloud. Celem nowej formuły jest wyróżnienie firm skutecznie wdrażających generatywną sztuczną inteligencję (GenAI) w praktyce biznesowej.

Jakie firmy mogą wziąć udział?

Aby zakwalifikować się do głównego rankingu, spółki muszą spełnić szereg kryteriów, m.in.:

  • wygenerować przychody roczne na poziomie co najmniej 50 tys. euro w latach 2021–2023 oraz 100 tys. euro w 2024 r.,
  • posiadać główną siedzibę w jednym z 19 krajów regionu (w tym m.in. Polska, Czechy, Litwa, Ukraina, Chorwacja),
  • działać w jednym z sektorów: komunikacja, fintech, medtech, oprogramowanie, cyberbezpieczeństwo, środowisko, media i rozrywka, sprzęt komputerowy,
  • zachować regionalną strukturę własności – co najmniej 51% udziałów musi należeć do podmiotów z Europy Środkowo-Wschodniej.

Program obejmuje zarówno dojrzałe firmy z ugruntowaną pozycją, jak i młode przedsiębiorstwa, które wykazują wysoką dynamikę wzrostu. – Zależy nam, by ranking pokazywał pełne spektrum innowacyjności w regionie i reagował na zmieniające się potrzeby rynku – mówi Michał Przybylski, dyrektor w dziale Advisory i lider Programu Deloitte Technology Fast 50 CE w Polsce.

Nowe i zmienione kategorie

  • Companies to Watch – liczba wyróżnień została ograniczona do 10. Program skierowany jest do firm młodszych niż pozostałe uczestniczki, działających co najmniej od końca 2021 r. z minimalnymi przychodami: 10 tys. euro w 2023 r. i 30 tys. euro w 2024 r.
  • Impact Stars – nagroda za pozytywny wpływ na otoczenie w jednej z pięciu dziedzin: fintech, cyberbezpieczeństwo, ESG, medtech/biotech oraz obronność. W każdym kraju może zostać wyróżniona maksymalnie jedna firma w danym obszarze.
  • AI Value Driver. CE Rocketship Innovations in GenAI – nowa kategoria specjalna dla firm skutecznie wykorzystujących generatywną sztuczną inteligencję. Ocenie podlegają m.in. skalowalność, architektura rozwiązania i jego dojrzałość technologiczna.

Udział to szansa na rozwój i rozpoznawalność

Deloitte Technology Fast 50 CE to nie tylko ranking, ale również przestrzeń do nawiązywania kontaktów, zdobywania wiarygodności w oczach inwestorów, partnerów biznesowych i klientów, a także szansa na promocję na rynkach zagranicznych. Udział w programie może znacząco zwiększyć widoczność młodych firm technologicznych i przyspieszyć ich ekspansję międzynarodową.

Polska z silną reprezentacją

W ubiegłorocznej edycji programu aż jedna trzecia laureatów pochodziła z Polski. Na liście znalazły się m.in. SmartLunch, Solidstudio, Plenti, Alsendo, Advanced Protection Systems, kicket.com, DAC.digital, Rite NRG, Apzumi i PhotoAiD. Polskie firmy zdobywały także wyróżnienia w kategoriach specjalnych, potwierdzając rosnącą konkurencyjność krajowego sektora technologicznego.

Partnerami polskiej edycji w 2024 roku byli m.in. Bank UBS, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, Toronto Business Development Centre, Datasite oraz BLIK.

Kluczowe daty:

  • Termin nadsyłania zgłoszeń: do 31 sierpnia 2025 r.
  • Ogłoszenie wyników: 20 listopada 2025 r.

Szczegóły dotyczące programu, kryteriów oraz formularze zgłoszeniowe dostępne są na stronie internetowej Deloitte Technology Fast 50 Central Europe.

NBP sygnalizuje brak zmian stóp procentowych, ale dane mówią coś innego

Zdaniem Mariusza Zielonki, głównego ekonomisty Konfederacji Lewiatan, po ostatnich wypowiedziach prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego można wnioskować, że stopy procentowe pozostaną na obecnym poziomie. Zielonka zauważa jednak, że sytuacja makroekonomiczna może uzasadniać jeszcze jedną, niewielką obniżkę – o 25 punktów bazowych.

Ekonomista zwraca uwagę na kilka czynników, które powinny zostać uwzględnione przy podejmowaniu decyzji w zakresie polityki pieniężnej. Jednym z nich jest ryzyko nowej wojny celnej na linii USA–UE, zapowiadanej przez amerykańską administrację. Dodatkowo, indeks PMI dla polskiego przemysłu spadł poniżej neutralnej granicy 50 punktów, co sygnalizuje wyraźne oznaki spowolnienia w tym sektorze.

Kolejnym istotnym czynnikiem jest inflacja, która według najnowszych danych obniżyła się do poziomu 4,2%. Choć nadal pozostaje powyżej celu inflacyjnego NBP, to jej systematyczny spadek może skłaniać do ponownego rozważenia łagodniejszej polityki pieniężnej.

Jak zaznacza Zielonka, po 1 czerwca do otoczenia makroekonomicznego doszedł jeszcze jeden element niepewności – możliwość korzystania z prawa weta przez nowo wybranego prezydenta. Choć – jak podkreśla – z ekonomicznego i gospodarczego punktu widzenia takie weta mogą być nieuzasadnione, ich pojawienie się może być próbą zamanifestowania silnej pozycji nowej głowy państwa. Tego rodzaju działania mogą jednak wywołać dodatkową presję na gospodarkę w nadchodzących miesiącach.

Podsumowując, główny ekonomista Lewiatana wskazuje, że mimo retoryki NBP sugerującej utrzymanie stóp na obecnym poziomie, istnieją przesłanki przemawiające za symboliczną obniżką. Decyzje w tej sprawie będą jednak coraz silniej uzależnione nie tylko od wskaźników makroekonomicznych, ale także od czynników politycznych, które mogą kształtować klimat inwestycyjny i stabilność gospodarczą Polski w drugiej połowie 2025 roku.

Postępowania frankowe w 2025 roku – nowe dane i planowane zmiany legislacyjne

Ministerstwo Sprawiedliwości poinformowało o wyraźnej poprawie sytuacji w sądach dotyczących spraw frankowych. Po okresie intensywnego napływu pozwów w ostatnich miesiącach następuje spadek liczby nowych postępowań, a jednocześnie ich rozpatrywanie przebiega znacznie szybciej. Dane za pierwszy kwartał 2025 roku potwierdzają ten trend – zmniejsza się zainteresowanie kierowaniem spraw na drogę sądową przez kredytobiorców, a sądy zwiększają efektywność pracy.

Według statystyk pracy sądów powszechnych w zakresie spraw frankowych następuje znaczna poprawa efektywności i załatwialności. W I instancji w pierwszym kwartale 2025 roku zarejestrowano 12 606 nowych spraw, co oznacza spadek o połowę w stosunku do analogicznego okresu 2024 roku. Wskaźnik opanowania wpływu spraw osiągnął poziom 179,1, co przekłada się na wzrost załatwialności o ponad 85%, podczas gdy rok wcześniej wskaźnik ten wynosił 96,3%. Liczba spraw pozostających do rozpatrzenia zmniejszyła się o niemal 10 tysięcy, z 146 562 do 136 585.

W II instancji odnotowano nieznaczny wzrost wpływu spraw – o 6,9%, co wynika z efektywniejszego rozstrzygania sporów na poziomie I instancji. Jednocześnie liczba zaległych spraw wzrosła jedynie o 2,9%, a wskaźnik opanowania wpływu wzrósł do 86,9 z poziomu 45,6 w 2024 roku, co oznacza poprawę załatwialności o ponad 90%.

Równolegle rośnie liczba zawieranych ugód – w pierwszym kwartale 2025 roku zawarto ich 11 495, a od początku 2024 roku liczba ta przekroczyła już 55 tysięcy. To kolejny sygnał wzrostu zainteresowania alternatywnymi metodami rozstrzygania sporów oraz efektywności systemu sądowniczego.

Minister sprawiedliwości Adam Bodnar podkreślił, że prognozy dotyczące spadku liczby spraw frankowych zostały potwierdzone przez bieżące dane. Zapowiedział dalsze działania mające na celu usprawnienie postępowań, m.in. w ramach programu Cyfrowy Sąd. Już latem planowane jest testowanie wybranych funkcjonalności cyfrowych, a w ciągu roku mają zostać udostępnione moduły Digitalnego Asystenta Sędziego. Ponadto Ministerstwo aktywnie wspiera mediacje jako sposób na przyspieszenie i odciążenie sądów.

W kontekście tych pozytywnych zmian rząd pracuje nad ustawą o usprawnianiu postępowań frankowych, której celem jest zwiększenie efektywności prowadzenia spraw i przyspieszenie ich rozstrzygnięć. Nowe przepisy mają obowiązywać jeszcze w 2025 roku, po krótkim okresie vacatio legis.

Najważniejsze zmiany przewidziane w ustawie to m.in. automatyczne zawieszenie spłaty rat kredytu na czas trwania procesu, co wyeliminuje konieczność składania wniosków o zabezpieczenie. Ponadto przepisy umożliwią częstsze prowadzenie spraw na posiedzeniach niejawnych, także na etapie apelacji, oraz pozwolą na rozliczanie wzajemnych roszczeń w jednym postępowaniu, co uprości i skróci proces sądowy.

Projekt ustawy powstał w wyniku szerokiego dialogu społecznego – Ministerstwo analizuje ponad 200 opinii i uwag zgłoszonych przez zainteresowane strony. Celem jest nie tylko wsparcie kredytobiorców frankowych, ale również poprawa funkcjonowania całego wymiaru sprawiedliwości, dzięki redukcji zaległości i szybszemu rozpoznawaniu różnorodnych spraw obywateli.

Podsumowując, statystyki oraz zapowiadane zmiany legislacyjne wskazują na systematyczną poprawę sytuacji w polskich sądach frankowych. Efektywność postępowań rośnie, liczba nowych spraw maleje, a dzięki planowanym reformom procesy mają stać się jeszcze bardziej przyjazne i szybkie dla wszystkich stron.

Prawo do prawdy: Europejska odpowiedź na rosnące zagrożenie dezinformacją

W coraz bardziej zdigitalizowanym świecie dezinformacja staje się jednym z kluczowych wyzwań cywilizacyjnych. Dotyka nie tylko opinii publicznej, ale również prywatnych osób i firm, podważając zaufanie do mediów, instytucji oraz samej prawdy. W Europie, w tym w Polsce, problem ten przybiera na sile – jak pokazują dane z badania Eurobarometr, 45% obywateli Unii Europejskiej uważa dezinformację za poważne zagrożenie dla życia społecznego.

W odpowiedzi na ten kryzys Robert Szustkowski (Źródło) przedsiębiorca, filantrop i aktywista – zainicjował projekt mający na celu rozszerzenie „Prawa do bycia zapomnianym” także na media, które w jego ocenie pełnią funkcję administratorów danych osobowych. Propozycja ta spotkała się z aprobatą nie tylko ze strony Komisji Europejskiej, ale także uzyskała potwierdzenie w orzecznictwie – Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że na podstawie RODO można domagać się usunięcia danych z cyfrowych publikacji, nawet jeśli pierwotnie zostały opublikowane zgodnie z prawem.

„Tylko odpowiedzialne i wysokiej jakości dziennikarstwo może zastąpić przestrzeń informacyjną, którą dziś często dominują niekontrolowane media społecznościowe” – podkreśla Robert Szustkowski.
Źródło

Dezinformacja jako narzędzie wpływu

Zgodnie z danymi Eurobarometru z 2022 roku, co trzeci obywatel UE regularnie styka się z nieprawdziwymi informacjami. Na świecie, aż 60% osób deklaruje trudność w odróżnieniu faktów od fałszu w internecie. W Polsce sytuacja jest szczególnie niepokojąca – EUvsDisinfo Lab odnotowało 1443 przypadki zorganizowanych kampanii dezinformacyjnych w ciągu ostatniej dekady. W ostatnich miesiącach Polska znalazła się w czołówce państw najczęściej atakowanych cyfrowo – według wicepremiera odpowiedzialnego za cyfryzację.

Źródła dezinformacji są różnorodne – od tematów zdrowotnych, przez migrację, po narracje uderzające w instytucje UE i znane postaci. Często są one celowo tworzone w celu manipulowania opinią publiczną lub osiągania korzyści politycznych i finansowych. „To nie cenzura, ale budowanie bezpiecznych ram – ochrona przed przemocowym aktywizmem i wsparcie dla platform fact-checkingowych” – tłumaczy Gillian Tett, dziennikarka Financial Times, apelując do liderów o aktywne wspieranie walki z dezinformacją.

Systemowe rozwiązania dla Europy

Propozycja Szustkowskiego (Źródło) to nie tylko deklaracja – to konkretne mechanizmy. Jego plan zakłada m.in. powołanie Rzecznika Praw Czytelnika, który miałby wspierać osoby poszkodowane przez nieprawdziwe treści oraz utworzenie europejskiego rejestru naruszeń dóbr osobistych. Projekt ten zyskał aprobatę przedstawicieli Komisji Europejskiej.

Równolegle na poziomie unijnym wdrażane są działania systemowe, takie jak:

  • Rozporządzenie Digital Services Act (DSA) – zobowiązujące platformy cyfrowe do usuwania nielegalnych treści i ograniczania zasięgu dezinformacji.
  • Krajowe centra EDMO (European Digital Media Observatory) – które koordynują działania weryfikacyjne i edukacyjne w poszczególnych państwach UE.

Nowe przepisy pozwolą obywatelom domagać się usunięcia bezprawnych treści w ramach prostego procesu administracyjnego. Orzeczenie NSA wpisuje się w tę tendencję, przypominając, że jeśli dane osobowe nie są już niezbędne do celów publicznych, należy je usunąć.

Nowe zagrożenia: sztuczna inteligencja w służbie dezinformacji

Jednym z najnowszych i najbardziej niepokojących trendów jest wykorzystywanie technologii AI do tworzenia i rozpowszechniania zmanipulowanych treści – w tym deepfake’ów, botów czy fałszywych kont. „Sztuczna inteligencja przyspiesza produkcję fałszywych narracji, które wpływają na nastroje społeczne i niszczą reputację” – ostrzega Wojciech Głażewski, dyrektor Check Point Software Technologies w Polsce.

Wobec tego eksperci apelują o odpowiedzialność – zarówno użytkowników, jak i mediów. Konieczne jest weryfikowanie źródeł, porównywanie informacji z komunikatami instytucji publicznych i wprowadzanie wewnętrznych mechanizmów fact-checkingowych w redakcjach. Tego rodzaju standardy przewidziane są właśnie w propozycji Roberta Szustkowskiego skierowanej do KE.
Zobacz pełny dokument →

Edukacja równie ważna jak prawo

Szustkowski zaznacza, że legislacja to dopiero pierwszy krok. Kluczowe jest także kształtowanie świadomości obywatelskiej – edukacja medialna i cyfrowa powinna stać się integralnym elementem systemów edukacyjnych państw UE. Już w 2020 roku badanie Eurobarometru wykazało, że 71% Europejczyków miało kontakt z dezinformacją, a większość z nich widzi w niej realne zagrożenie dla demokracji.

Payroll pod kontrolą – kiedy warto zmienić dostawcę i jak to zrobić dobrze? Pobierz bezpłatny ebook od BPiON

W dynamicznie zmieniającym się otoczeniu biznesowym obsługa procesów kadrowo-płacowych musi nadążać za zmianami prawnymi, rosnącą złożonością operacyjną i rozwojem firmy. Współpraca z nieefektywnym dostawcą może oznaczać nie tylko opóźnienia administracyjne, ale również prowadzić do ukrytych kosztów, ryzyka braku zgodności z przepisami oraz spadku satysfakcji pracowników.

Dlatego warto postawić na zaufanego partnera. BPiON to sprawdzony dostawca usług kadrowo-płacowych i księgowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, który doskonale rozumie, że payroll to nie tylko liczby — to kwestia zaufania, precyzji i troski o bezpieczeństwo zarówno pracowników, jak i całego biznesu.

Kiedy warto przemyśleć zmianę dostawcy usług payroll?

Często prawdziwa skala problemów wychodzi na jaw dopiero wtedy, gdy zaczynają się one kumulować:

  • opóźnione wypłaty i błędne raporty,
  • przestarzałe systemy, które nie nadążają za zmianami przepisów,
  • trudna komunikacja i opóźnienia w odpowiedziach,
  • rosnąca frustracja wśród pracowników i działów HR.

Wraz z rozwojem firmy rośnie również złożoność procesów kadrowo-płacowych. Wtedy nie wystarczy już zwykły dostawca – potrzebny jest partner, który rozumie Twoje wyzwania i wspiera rozwój organizacji.

Jakie ryzyko niesie za sobą niewłaściwie zarządzany payroll?

  • Brak zgodności z przepisami prawa pracy i podatkowymi
  • Zwiększone obciążenie administracyjne i kosztowne błędy
  • Niezadowolenie pracowników wynikające z pomyłek w wynagrodzeniach
  • Ryzyko kar finansowych i utraty reputacji

Jak wybrać partnera, który będzie wspierał rozwój Twojej firmy?

Aby ułatwić podjęcie świadomej i przyszłościowej decyzji, BPiON przygotował praktyczny e-book z eksperckimi wskazówkami i pokazanym krok po kroku procesem wyboru odpowiedniego partnera usług kadrowo-płacowych.

Znajdziesz w nim m.in.:

✔️ Sygnały ostrzegawcze, które mogą świadczyć o tym, że współpraca z obecnym dostawcą nie przebiega tak, jak powinna

✔️ Kryteria wyboru i oceny niezawodnego partnera

✔️ Wskazówki, jak zmienić dostawcę bez zakłóceń w działaniu firmy

📘 Pobierz bezpłatny e-book BPiON i dowiedz się, jak znaleźć partnera payrollowego dopasowanego do potrzeb Twojego biznesu – dziś i w przyszłości:

👉 Pobierz ebook: https://bpion.pl/jak-wybrac-dostawce-uslug-kadrowo-placowych/?utm_source=web&utm_medium=landing+Payroll&utm_campaign=Payroll&utm_id=CEO+portal

Początek czerwca nie sprzyja złotemu – ryzyko polityczne ciąży na PLN i GPW

Początek czerwca nie sprzyja krajowej walucie. Druga sesja miesiąca rozpoczyna się od strat PLN, a złoty nie może znaleźć argumentów do wyprowadzenia kontrataku. Szwajcarzy wracają do deflacji. Mimo to kurs CHF/PLN rośnie, co tylko uwypukla wtorkową słabość krajowej waluty.

Ryzyko nad PLN i GPW

O ile wczorajsze poranne straty złotego i warszawskiej giełdy zostały odrobione, o tyle dziś na wykresach wracamy do poziomów z poniedziałkowego osłabienia. Powodem jest rosnąca niepewność polityczna w naszym kraju. Wczoraj Premier Donald Tusk podczas wieczornego wystąpienia zapowiedział przeprowadzenie w czerwcu głosowania nad wotum zaufania dla rządu. Mimo niewielkiego prawdopodobieństwa rozpadu aktualnego układu, ta inicjatywa wprowadza ryzyko braku poparcia dla rządu w Sejmie. Jest to czynnik zwiększający niepewność. Będzie on ciążyć złotemu, dopóki nie zostanie w całości wyeliminowany. Sytuacji nie uspokaja także wezwanie lidera opozycji do utworzenia rządu technicznego. Rosnący chaos zauważają inwestorzy, którzy dziś odwracają się nie tylko od krajowej waluty. Kurs EUR/PLN do południa wzrósł do 4,28 PLN, kurs USD/PLN do 3,75 PLN, natomiast GBP/PLN do 5,07 PLN. W tym czasie traciła też giełda. Poranne spadki całkowicie wymazały zyski z wczorajszego popołudnia. O godzinie 14:00 indeks WIG20 świeci się na czerwono z wynikiem -1,22%.

Czynniki zewnętrzne nie pomogą

Niwelowanie poniedziałkowych strat złotego było wsparte osłabieniem dolara, z którym PLN jest ujemnie skorelowany. Dziś jednak nie mamy co liczyć na walutę zza oceanu, która we wtorek ewidentnie zyskuje. Jest to efekt najnowszej decyzji administracji USA o utrzymaniu dotychczasowych ceł na wybrane produkty sprowadzane z Chin do 31 sierpnia. Postanowienie wydłuża czas negocjacji, podczas których może dojść do porozumienia. Dodatkowo dowiadujemy się o planowanej rozmowie władców dwóch mocarstw jeszcze w tym tygodniu. Rynki odebrały to jako deeskalację napięcia. Na wykresach widać delikatny powrót zaufania do amerykańskich aktywów, w tym do dolara. Notowania głównej pary walutowej globu spadły z 1,145 USD do 1,38 USD. Zniżkom kursu EUR/USD towarzyszy spadek inflacji HICP w strefie euro z 2,2% r/r do 1,9% r/r. Był on głębszy od prognozowanego 2% r/r. „Zielony” umacnia się dziś także do franka i funta.

Chwila oddechu w konflikcie taryfowym z pewnością przydałaby się także Państwu Środka, które dziś nie może pochwalić się finalnym odczytem Indeksu Caixin PMI dla przemysłu. Wskaźnik badający wybrany sektor gospodarczy, mimo zwyżkowych prognoz (50,6 pkt.), spadł do 48,3 pkt. wskazując na recesję (wynik poniżej 50 pkt.). Słabnąca kondycja chińskiego przemysłu to mocne obciążenie dla drugiej gospodarki świata.

Deflacja u Helwetów

Początek czerwca to istotne dane ze szwajcarskiej gospodarki. Zacznijmy od wczorajszego, wyższego od oczekiwań wzrostu PKB o 2% r/r i o 0,5% k/k, mimo sprzedaży (1,3% r/r) niższej od prognoz (2,1%). Spadek tempa sprzedaży z pewnością wpłynął na wynik inflacji konsumenckiej, która spadła poniżej zera. Okazuje się, że dziś ceny w Szwajcarii są statystycznie o 0,1% niższe niż rok temu. Wynik, mimo że zgodny z konsensusem, wpłynął na osłabienie franka. Powodem jest możliwość powrotu Helwetów do ujemnych poziomów kosztu pieniądza. Aktualna wysokość stóp procentowych to 0,25%. Szwajcarska waluta traci dziś do dolara, euro i funta. Wyjątkiem jest wykres CHF/PLN, który z powodu słabej kondycji złotego wzrósł od rana z 4,55 PLN do 4,57 PLN.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Kryzys finansowy szpitali powiatowych – rosnące koszty i chroniczne niedofinansowanie

Szpitale powiatowe pełnią fundamentalną funkcję w systemie ochrony zdrowia, stanowiąc lokalny filar opieki medycznej, zwłaszcza dla mieszkańców mniejszych miast i terenów wiejskich. Są one często pierwszym, a nierzadko jedynym punktem kontaktu pacjenta z usługami szpitalnymi poza dużymi ośrodkami miejskimi. Wobec stale rosnących kosztów funkcjonowania, w tym wynagrodzeń i usług zewnętrznych, oraz systemowego niedofinansowania, ich stabilność finansowa jest coraz bardziej zagrożona. Analiza finansowa za 2024 rok jednoznacznie wskazuje na narastający kryzys, który może mieć poważne konsekwencje dla całego systemu opieki zdrowotnej.

Struktura przychodów i zależność od NFZ

Dominującym źródłem finansowania szpitali powiatowych pozostają kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia, które w 2024 roku stanowiły średnio aż 93% przychodów netto ze sprzedaży. Tak wysoka koncentracja na jednym źródle finansowania powoduje, że szpitale są niemal całkowicie zależne od decyzji i polityki finansowej NFZ. W praktyce oznacza to, że wszelkie zmiany w taryfach świadczeń, wielkości zakontraktowanych usług czy opóźnienia w płatnościach mają bezpośredni i szybki wpływ na kondycję finansową placówek.

Tabela 1. Przychody netto ze sprzedaży produktów wg źródeł w 2024 roku (w zł)

Źródło przychodów Razem SP ZOZ Spółki
NFZ 25 959 203 823 21 937 230 217 4 021 973 606
Ministerstwo Zdrowia (MZ) 366 516 088 308 935 391 57 580 697
Sprzedaż pracodawcom 294 923 692 232 219 906 62 703 786
Pozostałe 1 256 782 344 1 023 593 758 233 188 586

Źródło: Szpitale powiatowe w kryzysie – analiza sytuacji finansowej w 2024 roku -analiza Związku Powiatów Polskich

Możliwość pozyskiwania przychodów z innych źródeł jest ograniczona i marginalna, co dodatkowo potęguje ryzyko finansowe. Ponadto brak elastyczności w negocjacjach kontraktowych sprawia, że wzrost kosztów, np. wynagrodzeń czy energii, nie jest automatycznie rekompensowany. Taki model finansowania działa jak kluczowy czynnik ryzyka systemowego, którego skutki są dziś widoczne w większości powiatowych jednostek.

W 2024 roku łączna wartość przychodów netto ze sprzedaży w badanych 219 podmiotach wyniosła niemal 26 mld zł, z czego ponad 21,9 mld zł przypadało na samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej (SP ZOZ), a około 4 mld zł na spółki prawa handlowego. Pozostałe przychody, choć obecne, miały znaczenie marginalne i nie były w stanie skutecznie wspierać stabilności finansowej.

Koszty działalności operacyjnej – dominacja wynagrodzeń i usług zewnętrznych

Koszty działalności operacyjnej stanowią główny ciężar budżetowy szpitali powiatowych i w 2024 roku przekroczyły 29,2 mld zł. Ich struktura odzwierciedla specyfikę funkcjonowania placówek, w których dominują koszty personalne oraz koszty usług obcych. Wynagrodzenia, wraz z kosztami ubezpieczeń społecznych i innych świadczeń pracowniczych, pochłonęły łącznie blisko połowę wydatków – odpowiednio 40,5% i 8%.

Tabela 2. Koszty działalności operacyjnej wg kategorii w 2024 roku (w mln zł i %)

Kategoria kosztów Wartość (mln zł) Udział (%)
Wynagrodzenia 11 831 40,50
Ubezpieczenia społeczne i świadczenia 2 344 8,02
Usługi obce 8 951 30,64
Zużycie materiałów i energii 4 788 16,39
Amortyzacja 1 099 3,76
Podatki i opłaty 99 0,34
Pozostałe koszty rodzajowe 89 0,30
Wartość sprzedanych towarów i materiałów 10 0,04
Razem 29 210 100,00

Źródło: Szpitale powiatowe w kryzysie – analiza sytuacji finansowej w 2024 roku -analiza Związku Powiatów Polskich

Wysoki udział kosztów osobowych wynika nie tylko z dużej pracochłonności świadczeń medycznych, ale również z rosnącej presji płacowej w sektorze ochrony zdrowia. Zapewnienie odpowiedniej jakości i ciągłości usług wymaga utrzymania wykwalifikowanego personelu, co generuje wysokie koszty.

Drugą co do wielkości kategorią są usługi obce, które stanowią ponad 30% kosztów operacyjnych. Obejmują one szeroki zakres działań, takich jak zewnętrzne badania diagnostyczne, sprzątanie, ochronę, usługi cateringowe, informatyczne oraz różne formy outsourcingu medycznego. Chociaż outsourcing może przynosić korzyści organizacyjne, to jednocześnie prowadzi do wzrostu kosztów stałych oraz zmniejsza możliwość szybkiego reagowania na zmiany finansowe.

Koszty materiałów i energii to kolejna ważna pozycja, która w 2024 roku wyniosła ponad 4,7 mld zł, czyli blisko 16,4% wszystkich wydatków. Rosnące ceny leków, materiałów medycznych oraz energii elektrycznej i cieplnej negatywnie wpływają na bilans finansowy placówek.

Struktura kosztów, w której dominuje udział stałych i rosnących wydatków osobowych i usług obcych, powoduje, że szpitale mają niewielkie możliwości elastycznego ograniczania wydatków w odpowiedzi na zmiany w finansowaniu. Ogranicza to również efektywność zarządzania finansami, zwiększając ryzyko pogłębiania się deficytów.

Dziękuję, kontynuuję rozwinięcie kolejnych części artykułu, konsekwentnie rozbudowując analizę sytuacji finansowej szpitali powiatowych.

Deficyty finansowe i narastające zadłużenie – skala problemów

W 2024 roku sytuacja finansowa szpitali powiatowych była wyraźnie niekorzystna. Łączna strata netto badanych jednostek przekroczyła 770 mln zł, a strata operacyjna (na działalności podstawowej) sięgnęła ponad 1,36 mld zł. To potwierdza, że zdecydowana większość placówek nie była w stanie pokryć swoich kosztów z uzyskanych przychodów. Ponad 82% szpitali zamknęło rok z wynikiem ujemnym na poziomie podstawowej działalności, co wskazuje na chroniczne niedofinansowanie sektora.

Tabela 3. Wyniki finansowe szpitali powiatowych w 2024 roku (w zł)

Wskaźnik Razem SP ZOZ Spółki
Zysk/strata netto -772 341 077 -664 381 105 -107 959 972
Zysk/strata ze sprzedaży -1 366 802 955 -1 192 076 583 -174 726 372
Zysk/strata netto (bez zysków) -1 078 888 820 -900 658 533 -178 230 287
Zysk/strata ze sprzedaży (bez zysków) -1 531 080 589 -1 305 308 175 -225 772 414

Źródło: Szpitale powiatowe w kryzysie – analiza sytuacji finansowej w 2024 roku -analiza Związku Powiatów Polskich

Zjawisko to ma charakter systemowy i dotyczy zarówno samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej (SP ZOZ), jak i spółek prawa handlowego. Większe deficyty wykazały jednostki działające w formie SP ZOZ, co może wynikać z ich skali oraz różnic w strukturze kosztów i przychodów.

Narastające straty finansowe bez odpowiedniej korekty prowadzą do pogorszenia płynności i rosnącego zadłużenia. W praktyce wiele szpitali zmuszonych jest do pokrywania deficytów poprzez zaciąganie zobowiązań, co zwiększa koszty finansowe i ogranicza zdolność do inwestowania. To błędne koło pogłębia kryzys i grozi ograniczeniem dostępności usług oraz spadkiem jakości opieki.

Zadłużenie i zobowiązania wymagalne – poważne zagrożenie płynności

Analiza zobowiązań finansowych szpitali powiatowych ukazuje alarmujący poziom zadłużenia. W 2024 roku aż 127 z 219 badanych placówek posiadało zobowiązania wymagalne – czyli zaległości z przeterminowanym terminem spłaty. Dla jednostek sektora finansów publicznych, do których należą szpitale powiatowe, obecność takich zaległości powinna być niedopuszczalna.

Tabela 4. Zobowiązania wymagalne wg kategorii w 2024 roku (w zł)

Kategoria Kwota (zł)
ZUS 72 091 720
PFRON 165 778
Energia, gaz, woda 66 595 396
Pracownicy 10 813 277
Pozostałe (dostawcy) 880 244 987
Razem 1 030 911 158

Źródło: Szpitale powiatowe w kryzysie – analiza sytuacji finansowej w 2024 roku -analiza Związku Powiatów Polskich

Łączna kwota zobowiązań wymagalnych przekroczyła 1 miliard złotych, z czego najwięcej, bo aż około 880 mln zł, dotyczyło zaległości wobec dostawców (grupa „pozostałe”). Znaczące są także długi wobec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ponad 72 mln zł) oraz wobec dostawców mediów, takich jak energia, gaz i woda (prawie 67 mln zł).

Rozkład zadłużenia pokazuje, że wśród placówek z zaległościami dominują te z kwotami powyżej 1 mln zł, a aż 29 szpitali ma zobowiązania wymagalne przekraczające 10 mln zł. Taki poziom zadłużenia oznacza poważne ryzyko utraty płynności finansowej oraz utrudnia prowadzenie bieżącej działalności.

Wzrost długu strukturalnego wynika również z praktyki rolowania zadłużenia – zamiast spłacać bieżące zobowiązania, wiele szpitali sięga po nowe kredyty lub pożyczki, co zwiększa koszty odsetek i ogranicza możliwości inwestycyjne.

Wskaźniki płynności finansowej

Wskaźniki płynności finansowej szpitali powiatowych wskazują na poważne problemy z regulowaniem bieżących zobowiązań. Płynność bieżąca, mierząca zdolność do pokrycia zobowiązań krótkoterminowych z aktywów obrotowych, była w 2024 roku poniżej bezpiecznego poziomu 1,5 w aż 167 placówkach. Oznacza to realne ryzyko problemów z terminowym regulowaniem długów, co wpływa na stabilność funkcjonowania i wiarygodność finansową.

Jeszcze bardziej niepokojąca jest płynność szybka, czyli zdolność do natychmiastowego pokrycia zobowiązań krótkoterminowych bez uwzględnienia zapasów. Ponad połowa szpitali (124 jednostki) miała wskaźnik poniżej 0,5, co wskazuje na realną utratę płynności i trudności z obsługą bieżących zobowiązań. Tylko nieliczne placówki wykazały płynność szybką powyżej 1,5, co może świadczyć o niewykorzystanym potencjale środków lub nadpłynności.

Takie wskaźniki obrazują, że wiele szpitali funkcjonuje na granicy niewypłacalności, co rodzi zagrożenia zarówno dla bieżącej działalności, jak i dla planów inwestycyjnych oraz realizacji umów z NFZ. Konsekwencją utrzymującej się słabej płynności mogą być opóźnienia w realizacji świadczeń, pogorszenie warunków pracy personelu i utrata zaufania partnerów.

Rentowność i efektywność operacyjna – diagnoza problemów

Wskaźniki rentowności stanowią kluczowy miernik kondycji finansowej szpitali powiatowych, pozwalając ocenić efektywność wykorzystania zasobów i zdolność do generowania nadwyżek finansowych. Niestety, dane z 2024 roku potwierdzają głęboki kryzys w tym obszarze.

Tabela 5. Rozkład szpitali wg wysokości zobowiązań wymagalnych (liczba placówek)

Przedział zadłużenia (zł) Liczba szpitali
Do 10 000 6
10 000 – 100 000 10
100 000 – 1 000 000 19
1 000 000 – 10 000 000 63
Powyżej 10 000 000 29

Źródło: Szpitale powiatowe w kryzysie – analiza sytuacji finansowej w 2024 roku -analiza Związku Powiatów Polskich

Rentowność operacyjna (rentowność sprzedaży) była ujemna w aż 138 spośród 219 placówek, co oznacza, że większość szpitali ponosiła straty z podstawowej działalności medycznej. Jedynie pojedyncze jednostki osiągały wskaźniki przekraczające bezpieczne progi, co świadczy o braku efektywności operacyjnej i niewystarczającym poziomie przychodów względem kosztów.

Rentowność aktywów (ROA), wskazująca jak efektywnie szpitale wykorzystują swój majątek, była ujemna w zdecydowanej większości jednostek, a tylko trzy placówki uzyskały wskaźnik powyżej 20%. Większość utrzymywała się w niskim zakresie poniżej 10%, co sygnalizuje nieefektywne zarządzanie zasobami i brak możliwości generowania wystarczających zysków.

Rentowność kapitału własnego (ROE), istotna z perspektywy właścicieli placówek – głównie samorządów – także budzi niepokój. Aż 57 szpitali wykazało wartość ujemną, co oznacza, że działalność przynosiła im straty, a jedynie 45 przekroczyło próg 50%, wskazując na relatywnie dobrą opłacalność.

Taki obraz rentowności jest konsekwencją chronicznego niedofinansowania i rosnących kosztów, a także braku efektywnych mechanizmów zarządzania finansami. Brak zdolności generowania nadwyżek finansowych uniemożliwia inwestycje i stabilne funkcjonowanie, zwiększając ryzyko dalszego pogarszania się kondycji.

Zadłużenie kapitałów własnych i struktura finansowania majątku

Analiza wskaźnika zadłużenia kapitałów własnych, czyli stosunku zobowiązań do kapitałów własnych, pokazuje, że w wielu szpitalach powiatowych dług przewyższa wartość posiadanego majątku własnego. Aż 56 placówek przekroczyło wartość 1 w tym wskaźniku, a 34 jednostki wykazały ekstremalnie wysoki poziom zadłużenia przekraczający dwukrotność kapitałów własnych (wskaźnik powyżej 2).

Ponadto, 217 szpitali spośród 219 utrzymywało udział kapitałów własnych w finansowaniu aktywów na poziomie poniżej 80%. Taki rozkład wskazuje na dominujące finansowanie majątku poprzez zobowiązania, co jest ryzykowne i świadczy o niskiej odporności finansowej.

W kilku placówkach wskaźniki przekraczały 100% i nawet 200%, co oznacza, że ich aktywa są w większej części finansowane długiem. To rodzi realne zagrożenie utraty wypłacalności i stabilności długoterminowej działalności. Wysoki poziom zadłużenia przekłada się również na znaczące obciążenia kosztowe w postaci odsetek, które w 2024 roku wyniosły ponad 330 mln zł, stanowiąc istotną pozycję kosztów finansowych.

Taka struktura finansowania ogranicza zdolność do inwestycji, modernizacji infrastruktury oraz podnoszenia jakości usług, a w konsekwencji wpływa na pogorszenie dostępności i efektywności systemu ochrony zdrowia na poziomie powiatowym.

Skutki dla funkcjonowania szpitali i dostępności usług

Trwający kryzys finansowy w szpitalach powiatowych niesie za sobą poważne konsekwencje dla całego systemu opieki zdrowotnej. Pogarszająca się sytuacja ekonomiczna zmusza placówki do ograniczania zakresu świadczonych usług, redukcji personelu oraz ograniczenia inwestycji w sprzęt i infrastrukturę.

Problemy z płynnością finansową mogą skutkować opóźnieniami w realizacji kontraktów i spadkiem jakości obsługi pacjentów. W skrajnych przypadkach istnieje ryzyko zamknięcia niektórych oddziałów lub całych placówek, co drastycznie ograniczy dostęp do podstawowej opieki medycznej na poziomie lokalnym.

Zadłużenie i narastające zobowiązania wymagalne wpływają również negatywnie na relacje z dostawcami usług i materiałów medycznych, co może skutkować przerwami w dostawach leków, sprzętu lub świadczeń diagnostycznych.

Wszystkie te czynniki łącznie obniżają efektywność systemu ochrony zdrowia, zwiększając nierówności w dostępie do opieki oraz narażając mieszkańców mniejszych miejscowości na gorsze warunki leczenia i dłuższe oczekiwania na świadczenia.

Długofalowe rozwiązanie problemów wymaga również działań na rzecz zatrzymania wykwalifikowanego personelu medycznego, w tym lepsze warunki płacowe i organizacyjne. To warunek konieczny dla zapewnienia ciągłości i jakości świadczeń.

Źródło: Szpitale powiatowe w kryzysie – analiza sytuacji finansowej w 2024 roku -analiza Związku Powiatów Polskich

Perspektywy warszawskiej giełdy w cieniu nowej prezydenckiej kadencji

Wyniki wyborów w Polsce przyniosły umiarkowane spadki na warszawskiej giełdzie. Indeks WIG spadł o 0,56 proc., a WIG20 o 0,6 proc., choć początkowo zniżki przekraczały 1 proc. Jednak polityczna niestabilność po wyborach może ciążyć warszawskiej giełdzie jeszcze przez dłuższy czas. Wydaje się również, że RPP może być mniej skłonna do obniżek stóp procentowych w obliczu rosnącej niepewności – dlatego w środę najprawdopodobniej stopy pozostaną bez zmian.

Warszawska giełda w ostatnich miesiącach – a szerzej: od poprzednich wyborów parlamentarnych – radziła sobie dobrze. Od początku roku indeks WIG, obejmujący szeroki rynek, wzrósł o ponad 25 proc., a WIG20, zyskał niemal 22 proc. To czyniło z polskiej giełdy jeden ze światowych parkietów o najwyższych wzrostach. Jednak wybór Karola Nawrockiego wprowadza nową warstwę niepewności politycznej, która może mieć wpływ na rynki.

Biorąc pod uwagę uprawnienia prezydenta do wetowania ustaw oraz wpływ na politykę zagraniczną – w tym relacje z Unią Europejską – to tarcia na linii prezydent-rząd mogą spowolnić proces podejmowania decyzji w momencie, gdy zaufanie inwestorów opiera się na stabilności. W krótkim terminie ta niepewność może osłabić zainteresowanie zagranicznych inwestorów polską giełdą, ponieważ kapitał międzynarodowy coraz częściej uwzględnia polityczne ryzyka w swoich analizach. To również może mieć wpływ na notowania spółek giełdowych z istotnym udziałem Skarbu Państwa.

O ile prezydent nie ma realnego wpływu na politykę gospodarczą – bo jego uprawnienia w tej sferze są ograniczone – o tyle Polska giełda ma duży udział spółek z dominującym udziałem Skarbu Państwa. A to oznacza, że pogłębiający się spór polityczny będzie miał wpływ na notowania, a w niektórych przypadkach także na wyniki konkretnych firm notowanych na GPW. W większym stopniu dotknie to dużych spółek, dlatego indeks WIG20 może ucierpieć mocniej niż szeroki WIG.

Nawrocki w swoich wypowiedziach krytykował niektóre decyzje rządu PiS z lat 2015-2023. W tym kontekście wydaje się, że mogą istnieć pola współpracy między rządem a prezydentem – takim obszarem może być na przykład temat deregulacji, którym w ostatnich miesiącach zajmował się rząd. Współpraca w tym zakresie może wspomagać polskich przedsiębiorców oraz gospodarkę.

Karol Nawrocki w kampanii wyborczej podpisał postulat sprzeciwu wobec każdej podwyżki podatków w Polsce. To może być pozytywnie odebrane przez rynki, które obawiają się o stan budżetu państwa oraz rosnące zadłużenie. Warto pamiętać, że Polska znajduje się obecnie w unijnej procedurze nadmiernego deficytu. Wydaje też 5 proc. budżetu na obronność, co w obecnych realiach stanowi poważne wyzwanie dla finansów publicznych.

Wynik wyborów prezydenckich, a więc zwiększenie niepewności na rynku, może skłonić Radę Polityki Pieniężnej do bardziej ostrożnego podejścia do obniżek stóp procentowych – zmniejszając prawdopodobieństwo dokonania obniżki stóp w na posiedzeniu w czerwcu.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Polska waluta pod presją politycznej niepewności i oczekiwań względem polityki pieniężnej

Nie milkną echa weekendowych wyborów. Zwycięstwo Karola Nawrockiego wyraźnie pokrzyżowało plany obecnej koalicji rządzącej. Premier Tusk podczas przemówienia zapowiedział złożenie wnioski o wotum zaufania. W odpowiedzi lider opozycji wezwał do utworzenia rządu technicznego.

Rynkowy marazm

Rynek nie do końca potrafi się odnaleźć w nowej powyborczej rzeczywistości. Z jednej strony wczorajsze otwarcie było wyraźnie nerwowe, jednak w drugiej części sesji inwestorzy dali się porwać globalnemu sentymentowi, wyciągając i rodzimą walutę i akcyjny parkiet w okolice piątkowego zamknięcia. We wtorek od rana znowu obserwujemy pogorszenie nastrojów, zwłaszcza złoty wyraźnie traci. Dzisiaj problemem może być również to, że na szerokim rynku widzimy delikatny risk off. Lokalnie głównym czynnikiem ciążącym naszym aktywom jest wczorajsze wieczorne wystąpienie Donalda Tuska. Ten co prawda pogratulował zwycięstwa Karolowi Nawrockiemu, jednak całościowo ton wypowiedzi budzi obawy o możliwość współpracy między dwoma ośrodkami władzy. Dodatkowo premier zapowiedział złożenie wniosku o wotum zaufania i chociaż naiwnością polityczną byłaby wiara w to, że zdecydowałby się na taki ruch bez policzenia szabel, to jednak pewna doza niepokoju na rynku się pojawiła. Zapewne czym bliżej głosowania tym będzie ona większa. Na fali niedzielnej wygranej, lider opozycji Jarosław Kaczyński wezwał do utworzenia rządu technicznego. Wydaje się jednak, że szanse na taki scenariusz są skrajnie małe. Możliwości są tak naprawdę dwie: albo dalsze trwanie w stanie kohabitacji i tu kluczowa będzie skłonność nowego prezydenta do współpracy, albo przedterminowe wybory. Wydaje się, że z rynkowego punktu widzenia oba scenariusze są negatywne.

RPP rozpoczyna posiedzenie

Wtorkowa sesja to również posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej i choć decyzję w sprawie stóp poznamy dopiero jutro, to rynek powoli już teraz pozycjonuje się pod możliwe scenariusze. Podczas poprzedniego posiedzenia koszt pieniądza został zredukowany o 50 punktów bazowych, jednak według wypowiedzi prezesa NBP było to bardziej dostosowanie się do nowych realiów, niż rozpoczęcie cyklu. Analitycy, choć zgodni co do tego, że w tym tygodniu stopy pozostaną niezmienione, skłaniają się jednak ku kolejnym obniżkom w tym roku. Prawdopodobnie już w lipcu zobaczymy taki ruch. Wtedy decydenci będą mieli wgląd do nowej projekcji inflacyjnej. Ta zgodnie z oczekiwaniami ma przewidywać skokowy spadek dynamiki cen, co otworzy drogę do już oficjalnego rozpoczęcia cyklu. Jest to kolejny czynnik, który powinien ciążyć naszej walucie. Do tej pory złoty był beneficjentem niechęci banku centralnego do obniżania stóp. Rosnący spread w stopach procentowych między Polską a otoczeniem był głównym motorem napędowym dla złotego w pierwszej połowie tego roku.

Szwajcarzy wrócili do deflacji

Na szerokim rynku dzisiaj zdecydowanie warto zwrócić uwagę na odczyt inflacji w Szwajcarii. Po blisko czterech latach do kraju Helwetów powróciła deflacja. Statystycznie ceny w maju były o 0,1% niższe niż przed rokiem. I choć był to wynik zgodny z predykcjami analityków, to jednak i tak robi wrażenie. Warto pamiętać, że gdy cały świat zmagał się z szalejąca inflacją, ta w Szwajcarii maksymalnie osiągnęła pułap 3,5%. Od blisko dwóch lat utrzymywała się ona poniżej progu 2%, by teraz spaść poniżej zera. Szwajcarzy mają bogate doświadczenie w funkcjonowaniu w warunkach deflacji, ostatnio na początku obecnej dekady. SNB już w marcu ścięło stopy procentowe do poziomu 0,25%, a dzisiejszy odczyt dołoży paliwa do dyskusji o ponownym zejściu z kosztem pieniądza poniżej zera.

Delikatnie zaskoczyła także inflacja w strefie euro. Ta zeszła do poziomu 1,9%, choć analitycy spodziewali się pełnych 2%. Zdecydowanie spadła też inflacja bazowa, która wyniosła 2,3%, choć jeszcze miesiąc temu była blisko pół punktu procentowego wyżej. Reakcja euro na ten odczyt była raczej stonowana, EURUSD po dotarciu do 1,145$ powoli wraca w kierunku 1,14$.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych

Krzysztof Adamczak –  analityk w InternetowyKantor.pl

Polska gospodarka rośnie o 3,7% w I kwartale 2025 – co dalej?

Według GUS-u: PKB niewyrównany sezonowo  w I kw. 2025 był wyższy w relacji r/r o 3,2%, ale wyrównany sezonowo – w cenach stałych 2020 –  był wyższy o 3,7%. To istotnie bardzo dobry wynik,  jeden z najwyższych w Europie.

Zgodnie z dokumentem MF – Wieloletnie założenia makroekonomiczne na lata 2025-2029,  taki wzrost PKB może dotyczyć także całego roku 2025.

W roku bieżącym popyt będzie napędzany głównie przez  spożycie prywatne, napędzane z kolei przez wzrost wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej, oraz eksport netto. Dynamikę spożycia publicznego wspierać będzie zwiększanie wydatków na ochronę zdrowia.

Te dwa czynniki – spożycie prywatne i eksport netto,  będą w akcji także w roku 2026, podtrzymując wzrost PKB na poziomie 3,5%. Prognoza MF przewiduje jednak  stopniowe obniżanie tempa wzrostu PKB: do 3% w roku 2027, 2,7% w roku 2028  oraz 2,6% w roku 2029. Ta prognoza nie uwzględnia  z czasem nieuniknionego spadku tempa wzrostu PKB Polski  po roku 2030 do poziomu około 1,5% rocznie, z racji spadku luki dochodowej i technologicznej  między Polską a krajami takimi jak Niemcy, Wielka Brytania, Francja  i Włochy.

W najbliższych latach przewidywany jest przez MF wzrost stopy inwestycji, wynikający z realizacji projektów z KPO, wydatkowania środków z unijnej perspektywy na lata 2021-2027, oraz realizacji kluczowych inwestycji publicznych i prywatnych, w ramach takich projektów jak m. inn.  Polska Elektrownia Jądrowa, wiatraki na morzu. przemysł obronny, sieć energetyczna  oraz Centralny Port Komunikacyjny.

W latach 2025 i 2026 należy  oczekiwać wyższej  dynamiki importu towarów i usług w porównaniu z dynamiką eksportu. m. inn. ze względu na wysokie  dostawy militarne  oraz  silny popyt wewnętrzny.

Autor: Stanisław Gomułka, Główny Ekonomista BCC

Kurs dolara i jego nieoczywiste spadki – co naprawdę wpływa na osłabienie waluty?

Od kilku miesięcy na rynkach finansowych obserwujemy systematyczne osłabienie dolara amerykańskiego. Pojawiają się pytania czy to Rezerwa Federalna odpowiada za ten trend? Choć intuicyjnie można by sądzić, że polityka monetarna Fed ma decydujące znaczenie dla siły waluty, bliższa analiza pokazuje, że obecne osłabienie dolara ma swoje źródło głównie w działaniach politycznych Białego Domu, a nie w nastawieniu banku centralnego.

Jeszcze jesienią 2024 roku sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. W miarę jak rosło prawdopodobieństwo reelekcji Donalda Trumpa, dolar znacząco się umocnił. Rynki zakładały, że nowe taryfy celne ogłaszane przez administrację spowodują wzrost cen konsumpcyjnych, a Fed w odpowiedzi utrzyma restrykcyjną politykę pieniężną – wykorzystując fakt, że realna gospodarka nadal pozostaje silna. W efekcie indeks dolara wzrósł aż o 9 proc. w zaledwie kilka miesięcy. Był to klasyczny scenariusz w którym wyższe oczekiwania inflacyjne prowadzą do wyższych stóp, a to przekłada się na silniejszą walutę.

Ten obraz zaczął się zmieniać pod koniec lutego 2025 roku. W marcu coraz częściej pojawiały się głosy, że cła Trumpa mogą nie tylko podbić inflację, ale również zagrozić realnej gospodarce, prowadząc do ryzyka stagflacji. W takim scenariuszu Fed musiałby bardziej wyraźnie balansować między dwoma celami a miwanowicie między stabilnością cen a pełnym zatrudnieniem. To z kolei mogłoby ograniczyć jego gotowość do dalszego zacieśniania polityki monetarnej. Dodatkowo, słowa Donalda Trumpa uderzające w niezależność Fed-u mogły podważyć zaufanie rynku do przyszłej przewidywalności polityki banku centralnego.

Co jednak istotne, dane makroekonomiczne nie wspierają jeszcze w pełni narracji o spowolnieniu. Choć wzrost PKB w pierwszym kwartale był słaby, w dużej mierze wynikało to z jednorazowego efektu wcześniejszego importu. Rynek pracy pozostaje odporny, a konsumpcja utrzymuje się na solidnym poziomie mimo rosnącej niepewności. Fed, zdając sobie sprawę z tego stanu rzeczy, utrzymuje jastrzębi ton i deklaruje czujność wobec ryzyka inflacyjnego.

Mimo tego rynek przestał traktować dolara jako beneficjenta tej narracji. Od początku marca wyraźnie osłabł związek pomiędzy oczekiwaniami stóp procentowych w USA a zachowaniem kursu EUR/USD. Rozbieżność ta widoczna jest zarówno w oderwaniu kursu od różnicy rentowności obligacji (spreadu 2-letnich papierów USA i Niemiec), jak i od oczekiwanej stopy Fed na czerwcowym posiedzeniu. Innymi słowy: dolar osłabia się, mimo że dane rynkowe wskazują na relatywnie wyższe stopy procentowe w USA.

Podobne rozbieżności można zauważyć w relacji między rosnącymi oczekiwaniami inflacyjnymi (w perspektywie jednego roku) a wyceną dolara. W normalnych warunkach wzrost oczekiwań inflacyjnych prowadzi do wzrostu stóp i tym samym umocnienia waluty. Tymczasem dolar zareagował osłabieniem – co może sugerować, że rynek uznaje ten wzrost inflacji za tymczasowy, związany głównie z szokiem cenowym wywołanym przez politykę celną. W takim scenariuszu Fed nie musi natychmiast reagować – i to może wystarczyć, by inwestorzy zmienili swoje podejście do dolara. Tymczasowy wzrost cen oznacza bowiem pogorszenie siły nabywczej waluty, a to przekłada się na jej deprecjację.

Słabość dolara nie wynika dziś bezpośrednio z polityki pieniężnej, ale z szerokiego wachlarza działań politycznych prezydenta Trumpa. Oprócz ryzyka inflacyjnego związanego z cłami, rynek obawia się również zapowiedzi wprowadzenia podatku od inwestycji zagranicznych w USA, niestabilności fiskalnej i ogólnego chaosu decyzyjnego w polityce gospodarczej. Takie otoczenie makroekonomiczno-instytucjonalne zniechęca globalny kapitał do utrzymywania pozycji w dolarze, mimo że w teorii fundamenty monetarne wciąż powinny działać na jego korzyść.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Rynek pierwotny mieszkań w Polsce – analiza cen w największych aglomeracjach w maju 2025 roku

W Warszawie średnia cena metra  kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów przebiła w maju pułap 18 tys. zł, zaś Trójmiasto wyprzedziło Kraków w wyścigu cenowym. Nie tylko w stolicy i Trójmieście, ale też w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii średnia cena metra kwadratowego poszła w górę. W Krakowie, Łodzi, Wrocławiu i Poznaniu maj upłynął pod znakiem jej stabilizacji – wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl.

W tym roku niemal we wszystkich metropoliach wzloty średniej ceny metra kwadratowego wszystkich mieszkań dostępnych w ofercie deweloperów przeplatały się okresami stabilizacji. Wyjątkiem jest Łódź, w której średnia – ok. 11,5 tys. zł za metr kwadratowy – zatrzymała się na poziomie z sierpnia ubiegłego roku – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

W skali miesiąca cena metra kwadratowego może wzrosnąć lub spaść w zależności od tego, czy w sprzedaży pojawi się pula drogich, czy stosunkowo tanich – jak na dany rynek – lokali. Z tą pierwszą sytuacją mieliśmy w tym roku do czynienia częściej. Ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że po raz kolejny w tym roku, tym razem o 2%, wzrosła średnia cena metra kwadratowego w Trójmieście (ponad 16,8 tys. zł/m kw.).  W efekcie na trzecie miejsce w rankingu najdroższych metropolii zepchnięty został Kraków (niespełna 16,7 tys. zł/m kw.), do którego wróciła stabilizacja  po 1% podwyżce w kwietniu.

Warto zauważyć, że na podwyżkę w Trójmieście zapracował Gdańsk, o którym wielokrotnie pisaliśmy, że jest specyficzną metropolią. Ze względu na jej atrakcyjność turystyczną powstaje tu dużo drogich mieszkań w projektach ulokowanych m.in. w pobliżu Zatoki Gdańskiej oraz Śródmieścia. Akurat w lutym i maju na rynek trafiła duża pula takich mieszkań – komentuje Marek Wielgo.

Wygląda na to, że z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w Warszawie (18,1 tys. zł/m kw.), gdzie średnia cena metra kwadratowego przebiła w maju symboliczny pułap 18 tys. zł, choć sama podwyżka 1% zdarzyła się już w marcu. Podobną podwyżkę, drugi miesiąc z rzędu, odnotowaliśmy w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (ok. 11,3 tys. zł/m kw.).

Stabilizacja wróciła za to do Wrocławia (ok. 14,8 tys. zł/m kw.), a w Poznaniu (13,4 tys. zł/mkw.) trwa ona nieprzerwanie od lutego. I to właśnie stolica Wielkopolski oraz Kraków mają obecnie największe szanse na tytuł najbardziej stabilnej cenowo metropolii w 2025 r.wyk. 1 Średnie ceny mieszkań w ofercie deweloperów (kwiecień 25 - maj 25)

W obu miastach średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań była w maju zaledwie o 2% wyższa niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Już tylko w Trójmieście podwyżka jest dwucyfrowa (10%). W Warszawie zmiana średniej ceny metra kwadratowego w okresie 12 miesięcy wynosiła w maju tylko 3%, w Łodzi – 4%, w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – 6%, a we Wrocławiu – 7%.wyk. 2 Srednie ceny mieszkań w ofercie deweloperów (maj 24-maj 25)

Pasożyty kontra choroby autoimmunologiczne i zapalne – polska naukowczyni odkryła ich leczniczy potencjał

Pasożyty, które przez wieki wzbudzały lęk i obrzydzenie, mogą okazać się kluczem do przełomowych terapii. Dr hab. Katarzyna Donskow-Łysoniewska, prof. Uczelni Łazarskiego po ponad dekadzie intensywnych badań zidentyfikowała białka pasożytnicze o potencjale terapeutycznym, mogące odmienić leczenie chorób autoimmunologicznych i zapalnych, takich jak choroba Leśniowskiego-Crohna czy stwardnienie rozsiane. W planach prof. Donskow-Łysoniewskiej jest pozyskanie finansowania na dalsze badania oraz ich komercjalizacja. Dzięki jej odkryciu Polska może stać się liderem w tworzeniu przełomowych terapii przyszłości, stanowiących alternatywę dla obecnie stosowanych leków.

Zespół prof. Katarzyny Donskow-Łysoniewskiej od lat bada białka pasożytnicze zwane mimikami. Są to białka wytwarzane przez nicienie jelitowe, naśladujące ludzkie białka, hamujące nadmierne reakcje układu odpornościowego i niewykazujące przy tym toksyczności. Mogą one zrewolucjonizować leczenie przewlekłych chorób autoimmunologicznych i zapalnych. Według WHO tylko choroby o podłożu zapalnym dotykają ponad 500 mln osób na świecie.

Mimiki to naturalny efekt ewolucji. Pasożyty przez miliony lat musiały nauczyć się przetrwania w organizmie gospodarza, unikając ataku i obciążania jego układu odpornościowego. W tym celu syntetyzują białka, które naśladują naturalne białka organizmu człowieka, dzięki czemu zapobiegają stanom zapalnym. Za sprawą naszych badań mamy szansę wykorzystać ten mechanizm, odmieniając medycynę i eliminując skutki uboczne stosowanych leków syntetycznych – mówi prof. UŁa Katarzyna Donskow-Łysoniewska.

Jednym z priorytetów zespołu prof. Donskow-Łysoniewskiej jest rozwój terapii dedykowanej chorobie Leśniowskiego-Crohna – schorzeniu zapalnemu jelit, na które cierpią miliony ludzi. Na podstawie danych z lat 2023 i 2024 wynika, że na nieswoiste choroby zapalne jelit (IBD) tylko w Polsce choruje około 60 tys. osób, z czego 15-20 tys. pacjentów zmaga się z chorobą Leśniowskiego-Crohna. Najczęściej dotyka ona osób młodych – około 70% chorych ma poniżej 35 lat. Choroba ta została opisana po raz pierwszy w 1904 r. przez polskiego lekarza Antoniego Leśniowskiego. Aktualnie nie ma terapii umożliwiającej jej całkowite wyleczenie. Dotychczasowe metody pozwalają jedynie na łagodzenie objawów, ale wiążą się z efektami ubocznymi, takimi jak osłabienie efektywności układu odpornościowego i problemy z koncentracją.

Nasz pierwszy mimik, który testowaliśmy na modelu choroby Leśniowskiego-Crohna, wykazał bardzo obiecujące wyniki. Natomiast drugi posiada silne właściwości immunomodulujące, które mogą znaleźć zastosowanie w terapii takich chorób jak stwardnienie rozsiane i łuszczyca. To schorzenia znacząco obniżające jakość życia pacjentów i wymagające długotrwałego leczenia. Możliwość zaoferowania terapii celowanej, która nie powoduje efektów ubocznych i jest bezpieczna przy długim stosowaniu, byłaby ogromnym przełomem w medycynie – tłumaczy prof. UŁa Katarzyna Donskow-Łysoniewska.

Raporty Global Data wskazują, że łuszczyca dotyczy 2-3% populacji, a tylko w 2019 r. zdiagnozowano 42,3 miliona nowych przypadków. Z kolei ze stwardnieniem rozsianym żyje łącznie około 2,9 miliona osób na świecie (dane MS International Federation). Innowacyjne białka pasożytnicze, które działają na poziomie molekularnym, dają możliwość precyzyjnego modulowania odpowiedzi immunologicznej – dzięki czemu mogą stać się bezpieczną alternatywą dla obecnych terapii, eliminując ryzyko infekcji i skutków ubocznych.

Prof. Katarzyna Donskow-Łysoniewska jest pionierką w badaniach nad mimikami w Polsce i tworzy jeden z nielicznych zespołów, które pracują nad nimi globalnie. W jej planach jest kontynuacja badań nad kolejnymi mimikami oraz komercjalizacja odkrycia i wprowadzenie nowych terapii na rynek. Naukowczyni planuje pozyskać środki finansowe, które umożliwią jej zespołowi prowadzenie dalszych prac i przeprowadzenie badań przedklinicznych i klinicznych, co w efekcie może zaowocować wprowadzeniem na rynek nowych terapii. Badaczka rozważa także współpracę z większymi podmiotami z branży farmaceutycznej.

Prof. Donskow-Łysoniewska i jej zespół mają ambicje, aby ich badania wpłynęły na rozwój nauki oraz stanowiły wkład w poprawę jakości życia milionów pacjentów. Innowacyjne terapie oparte na mimikach mogą nie tylko zrewolucjonizować sposób leczenia chorób, które dziś są nieuleczalne, ale również przywrócić nadzieję pacjentom, którzy przez lata borykają się z przewlekłymi, wyniszczającymi schorzeniami.

Szacuje się, że światowy rynek leków na choroby autoimmunologiczne osiągnie wartość 200 miliardów dolarów do 2031 r., rosnąc ze średnioroczną stopą wzrostu (CAGR) na poziomie 3,7% w prognozowanym okresie. Wpływ na to będzie miała rosnąca częstość występowania tych chorób (statystyki iHealthcareAnalyst).

Zakład Immunoterapii Eksperymentalnej Uczelni Łazarskiego nie jest dostawcą usług medycznych ani placówką opieki zdrowotnej. Prosimy nie kontaktować się z placówką w sprawie osobistych problemów medycznych oraz diagnoz.

***

O Katarzynie Donskow-Łysoniewskiej:

Dr hab. Katarzyna Donskow-Łysoniewska, prof. Uczelni Łazarskiego to naukowczyni kierująca Zakładem Immunoterapii Eksperymentalnej na Wydziale Medycznym Uczelni Łazarskiego w Warszawie. Specjalizuje się w immunoparazytologii i badaniach nad patogenezą chorób autoimmunizacyjnych. Jest pionierką w Polsce w badaniu białek pasożytniczych zwanych mimikami. Po ponad dziesięciu latach pracy zidentyfikowała białka pasożytnicze o potencjale terapeutycznym, szczególnie w leczeniu chorób takich jak choroba Leśniowskiego-Crohna, wrzodziejące zapalenie jelita grubego czy stwardnienie rozsiane.

Mariusz Zielonka: Spadek PMI potwierdza przejściowe odbicie w przemyśle i nadchodzące wyzwania

W maju wskaźnik PMI dla przemysłu w Polsce wyniósł 47,1 punktu, co oznacza spadek w porównaniu do 50,2 punktu w kwietniu — podała firma S&P Global. Mariusz Zielonka, główny ekonomista Lewiatana, ocenia, że zejście wskaźnika poniżej granicy 50 punktów po trzech miesiącach wzrostów potwierdza, iż wcześniejsza poprawa nastrojów w sektorze przemysłowym była jedynie tymczasowa.

Ekonomista zwraca uwagę, że obecne tąpnięcie wskaźnika PMI jest największe od blisko trzech lat. „Bańka oczekiwań co do popytu i napływających nowych zamówień pękła dość szybko” — ocenia Zielonka. Wskazuje, że jeśli traktować PMI jako wskaźnik wyprzedzający, to należy spodziewać się słabszych danych dotyczących produkcji przemysłowej w najbliższych miesiącach. Produkcja już osłabła w sektorach niezwiązanych z eksportem, a dołączą do nich branże, których eksport również wyraźnie spowolnił, co potwierdza obserwowany spadek PMI.

Zdaniem Mariusza Zielonki, zmniejszony popyt w niewielkim stopniu wpłynął na spowolnienie wzrostu cen produktów gotowych. Jednak w szerszym kontekście inflacji to przede wszystkim sektor usług decyduje o jej poziomie, a nie wyroby przemysłowe.

Dodatkowym negatywnym sygnałem jest spadek zatrudnienia w przemyśle, który Zielonka wiąże z oczekiwanym mniejszym zapotrzebowaniem na pracowników oraz rosnącymi kosztami prowadzenia działalności. Całość tych zjawisk tworzy według ekonomisty niekorzystny obraz sytuacji w polskim przemyśle, sugerując dalsze wyzwania dla gospodarki w najbliższym czasie.

Wygrana Nawrockiego nie wywołuje paniki – rynek ostrożny wobec przyszłości polskiej polityki

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami reakcja rynku na wygraną Karola Nawrockiego jest umiarkowana. Skala powyborczej wyprzedaży polskich aktywów nie jest silna, lecz złoty stracił w związku z nią zyski z poprzedniego tygodnia. To nie jedyne istotne informacje z kraju w tym tygodniu – w jego drugiej części decyzję o stopach podejmie RPP. Choć ich poziom zapewne się nie zmieni, to konferencja prezesa NBP może przynieść wskazówki co do dalszych posunięć Rady.

Kluczowe punkty:

  • PLN nieco słabszy po wygranej Nawrockiego.
  • RPP utrzyma stopy na niezmienionym poziomie.
  • Sąd w USA blokuje cła Trumpa, orzeczenie jednak wstrzymano.
  • Zyski USD były krótkotrwałe przez słabe dane z USA.
  • Obligacje skarbowe stabilizują się przed raportem NFP za maj.
  • EBC powinien obniżyć stopy o kolejne 25 pb.

Większość głównych walut zakończyła tydzień na podobnym poziomie, na jakim go zaczęła. Szereg informacji dotyczących ceł mniej więcej zrównoważył pierwsze oznaki spowolnienia amerykańskiej gospodarki po „dniu wyzwolenia”.

Trump mierzy się z nowym problemem, amerykański Sąd ds. Handlu Międzynarodowego orzekł bowiem, że jego wzajemne cła są nielegalne. Początkowo dolar odnotował niewielkie zyski, były one jednak krótkotrwałe, ponieważ rynki obstawiają, że administracja znajdzie jakieś obejście. Samo orzeczenie zostało później tymczasowo wstrzymane w oczekiwaniu na apelację Białego Domu. Obligacje skarbowe USA ustabilizowały się po kilku trudnych tygodniach, pierwsze oznaki spowodowanego cłami spowolnienia amerykańskiej gospodarki ciążyły jednak dolarowi. Większość walut rynków wschodzących osłabiła się względem dolara, przy czym ruchy te były wszędzie dość ograniczone.

W tym tygodniu poznamy liczne istotne odczyty i decyzje w sprawie polityki monetarnej. We wtorek (03.06) opublikowany zostanie wstępny odczyt inflacyjny za maj w strefie euro, w czwartek (05.06) Europejski Bank Centralny zdecyduje o wysokości stóp procentowych, a w piątek (06.06) czas na wyczekiwany raport NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy, który potwierdzi (bardzo wstępne) lub zaneguje oznaki spowolnienia widoczne w danych o wysokiej częstotliwości. W tym tygodniu nie ma aukcji obligacji skarbowych w USA, uwaga powinna więc skupić się tymczasowo nie na nich, a na danych ekonomicznych.

PLN

Wygrana konserwatywnego kandydata Karola Nawrockiego w II turze wyborów prezydenckich wywołała pewną presję na polskie aktywa, a złoty stracił zyski z poprzedniego tygodnia, kiedy radził sobie dobrze. Skala wyprzedaży jest jednak niewielka, co sugeruje, że rynki nie spodziewają się daleko idących konsekwencji, takich jak upadek rządzącej koalicji. Niemniej jej możliwości wprowadzenia reform będą w dalszym ciągu ograniczone, a konsolidacja finansów publicznych może okazać się trudniejsza.

Krajowe odczyty makroekonomiczne są w większości pozytywne. Opublikowane w ubiegłym tygodniu dane dotyczące sprzedaży detalicznej były znacznie lepsze, niż oczekiwano – jej dynamika w skali roku była najwyższa od niemal trzech lat. Wspiera to pogląd, że wzrost gospodarczy w II kwartale nabierze tempa. Inflacja w maju spadła do 4,1%, zaskakując w dół, co również jest korzystne.

Interesujące, jak te zmiany wpłyną na argumentację RPP, która obraduje w tę środę (04.06). Stopy procentowe niemal na pewno zostaną utrzymane na niezmienionym poziomie, jak sygnalizował prezes Adam Glapiński – istotna dla rynków będzie jego retoryka podczas czwartkowej (05.06) konferencji prasowej, która może przynieść pewne wskazówki dotyczące posiedzenia w lipcu.

EUR

Na czerwcowym posiedzeniu w czwartek (05.06) Europejski Bank Centralny powinien obniżyć stopy procentowe o 25 pb. – jest to w pełni wyceniane przez rynki, nie powinno więc mieć większego wpływu na euro. Istotniejsze będą komunikaty Rady i nowe projekcje ekonomiczne, w szczególności rewizja prognoz inflacji. Jesteśmy ciekawi, jak Bank interpretuje ostatnie mieszane dane, w których ankiety rysują w dalszym ciągu ponury obraz, odczyty wydają się jednak trzymać lepiej.

Dane o inflacji w maju zostaną opublikowane we wtorek (03.06), zaledwie dwa dni przed posiedzeniem EBC. Rynki oczekują przeciwieństwa kwietniowego zaskoczenia w górę, a wyceny dalszych obniżek stóp procentowych będą zależeć od słuszności tego założenia. Odczyt ten nabiera więc dodatkowego znaczenia, być może nawet większego niż samo posiedzenie EBC.

USD

W ubiegłym tygodniu na amerykański rynek obligacji powróciło poczucie spokoju, które pomogło ustabilizować dolara. Niemniej dotychczasowa korelacja między wyższymi rentownościami amerykańskich obligacji i silniejszym dolarem została postawiona na głowie, co jest dla waluty niekorzystne. Pierwsze oznaki pogorszenia warunków na rynku pracy pojawiły się pod postacią nieznacznie wyższych cotygodniowych wstępnych deklaracji bezrobotnych, które wzrosły do poziomu bliskiego najwyższego od października. Nie jest to jeszcze powód do paniki, a rynki futures wstrzymują się z wycenianiem kolejnej obniżki stóp procentowych Rezerwy Federalnej przynajmniej do września.

Zrewidowana dynamika PKB w I kwartale (z -0,3% do -0,2% w ujęciu zanualizowanym) również pokazała spowolnienie konsumpcji w USA, które zgodnie z ostatnim raportem PCE trwało również w kwietniu. Oczekuje się, że dane z tego tygodnia będą wskazywać na niewielkie spowolnienie, a kreacja miejsc pracy w majowym raporcie NFP (piątek 06.06) spadnie do 130 tys. Nie przekona to raczej Rezerwy Federalnej, by w najbliższym czasie obniżyć stopy procentowe.

GBP

Znaczne zaskoczenie w górę kwietniową sprzedażą detaliczną w Wielkiej Brytanii, które przyszło po szoku inflacyjnym z wcześniejszego tygodnia, wzmacnia poczucie, że Bank Anglii nie będzie się spieszył w obniżkami stóp procentowych. Jak na razie konsumenci na Wyspach wydają się odporni na liczne ryzyka, w tym niepewność związaną z cłami, niedawny wzrost podatków dla firm i wyższe rachunki gospodarstw domowych. Sądzimy jednak, że ta odporność raczej się nie utrzyma, co może ograniczyć aprecjację funta w krótkim terminie.

Perspektywy waluty w średnim terminie wydają się wciąż dobre. Najwyższe stopy procentowe wśród gospodarek G10 mają Wielka Brytania i USA, co w nadchodzących miesiącach powinno być dla funta znacząco pozytywne. Perspektywy handlowe również są stosunkowo dobre po tym, jak te dwa kraje osiągnęły porozumienie, a przy tym starania rządu o bliższe więzi z Europą prowadzą w dalszym ciągu do poprawy relacji handlowych z UE. Funt może być naszym zdaniem walutą G10 o najwyższym potencjale wzrostowym.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

PMI przemysłu w Polsce spada do 47,1 pkt. – największy miesięczny spadek od 2022 roku

W maju PMI dla przemysłu w Polsce zaskoczył bardzo negatywnie. Spadł z 50,20 pkt. w kwietniu do 47,10 pkt. obecnie, a to wszystko przy prognozowanym poziomie 50,40. Tym samym był to największy miesięczny spadek od połowy 2022 roku. Mamy spadek każdej z kategorii (zamówienia, zatrudnienie, produkcja, zakupy i zapasy).

Odczyt ten wygląda tym gorzej w porównaniu z PMI dla przemysłu w strefie euro (49,4 przy prognozie 48,4 i wcześniejszym odczycie 49). Nasz główny partner handlowy, czyli Niemcy – także odnotowali spadek PMI dla przemysłu ale z poziomu 48,40 do 48,30 – przy prognozie 48,8.

W przypadku Polski na te chwilę wydaje się, że jest za wcześnie, żeby wyciągać z tego odczytu daleko idące wnioski. Być może to wyłącznie pojedyncza „wpadka” i wypadek przy pracy. Kolejne miesiące przyniosą więcej rozstrzygnięć – szczególnie w obliczu lekkiego „ochłonięcia” rynku względem ceł i wojen handlowych

Autor: Szymon Gil, Doradca inwestycyjny, CIIA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Majowe ożywienie na rynku pierwotnym, rynek wtórny mieszkań wyhamowuje

Maj przyniósł wyraźne ożywienie. Deweloperzy działający na siedmiu największych rynkach w Polsce zanotowali wzrost sprzedaży sięgający 30% względem kwietnia. Według wstępnych danych Otodom firmy deweloperskie sprzedały ponad 3,7 tys. mieszkań. Tymczasem na rynku wtórnym widoczne jest dalsze spowolnienie: maleje liczba nowych ogłoszeń, a zainteresowanie kupujących lokalami z drugiej ręki słabnie.

Nie tylko obniżka stóp procentowych

7 maja Rada Polityki Pieniężnej po raz pierwszy od ponad półtora roku obniżyła stopy procentowe o 50 punktów bazowych. Dla części rynku była to długo oczekiwana decyzja. Ale czy faktycznie poruszyła rynek mieszkaniowy? Na pierwszy rzut oka odpowiedź wydaje się oczywista.

Jak przypomina Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka ds. badań rynku Otodom: Widzieliśmy już, jak silnie rynek mieszkaniowy potrafi reagować na cięcia stóp procentowych. Wystarczy cofnąć się do drugiej połowy 2020 roku i pierwszych miesięcy 2021. Po trzech kolejnych obniżkach, stopy procentowe NBP spadły wówczas do rekordowo niskiego poziomu 0,1%. W efekcie sprzedaż mieszkań na siedmiu największych rynkach w Polsce zaczęła rosnąć z miesiąca na miesiąc, a w szczytowym momencie tempo tego wzrostu sięgnęło nawet 40% m/m.

Czy historia się powtarza? Monitoring rynku deweloperskiego prowadzony przez Otodom już w połowie maja wskazywał na ponadprzeciętny – zbliżony do wyników z bardzo dobrego 2023 roku – poziom rezerwacji mieszkań. I mimo że dane sprzedażowe w połowy miesiąca nie potwierdzały jednoznacznie tak wyraźnego ożywienia, to były wyraźnie wyższe niż średnia z kilku wcześniejszych miesięcy.

Wiemy że kupujący potrafią zaskoczyć zmianą zdania nie tylko handlowców ale również analityków rynkowych. Czasami wycofują się z rezerwacji, tuż przed podpisaniem umowy deweloperskiej. Dlatego wysoki poziom rezerwacji z pierwszej połowy maja traktowaliśmy jak ważny sygnał a nie jednoznaczna zapowiedź ożywienia. Tym bardziej, że w tym samym czasie na rynek trafiła duża liczba nowych inwestycji, więc ten skok rezerwacji mógł być po prostu efektem pojawienia się nowej atrakcyjnej oferty, a nie bezpośrednią reakcją na decyzję RPP – zaznacza Katarzyna Kuniewicz.

Sprzedaż mocno w górę

Druga połowa miesiąca okazałą się sprzedażowo równie dobra jak pierwsza. W efekcie maj był zaskakująco udany dla deweloperów działających na siedmiu największych rynkach mieszkaniowych w Polsce. Źródłem zaskoczenia jest nie tylko liczba sprzedanych przez firmy deweloperskie mieszkań ale również ich wartość, która pierwszy raz od października 2023 roku przekroczyła 3 mld zł.

Wartość mieszkań sprzedanych przez firmy deweloperskie

Analizy wstępnych danych Otodom o liczby mieszkań sprzedanych w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Wrocławiu, Trójmieście i Katowicach wskazuje na istotny wzrost sprzedaży (o 30%) w porównaniu z kwietniem. Co więcej, tegoroczny majowy rezultat wyraźnie przewyższa ubiegłoroczny, kiedy liczba zawartych transakcji nie przekroczyła 2,7 tys. Tym razem przekroczyła 3,7 tys., czyli o ponad tysiąc jednostek więcej niż w analogicznym okresie 2024 roku.

Jak podkreśla Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka ds. badań rynku Otodom: Nie wolno zapominać że na ten rekordowy wzrost wolumenu sprzedaży miesiąc do miesiąca złożyły się dwa elementy. Po pierwsze przyspieszenie decyzji o sfinalizowaniu zakupu przez pewna grupę kupujących, wywołane decyzją RPP o obniżce stóp%. Po drugie wycofanie się większej niż w poprzednich miesiącach – grupy nabywców z zakupów, które odnotowaliśmy jako kwietniową sprzedaż. W efekcie skorygowana na koniec maja kwietniowa sprzedaż nie przekroczyła 2,9 tys. mieszkań (wstępne wyniki wskazywały na ponad 3,1 tys) co spowodowało, że baza do której porównujemy wynik majowy uległa redukcji.

Ożywienie widać również po stronie podaży. Tylko w maju deweloperzy rozpoczęli sprzedaż ponad 5,2 tys. mieszkań w nowych inwestycjach. Najwięcej projektów pojawiło się w Warszawie (1,3 tys. mieszkań), Trójmieście (1,1 tys. mieszkań) i Krakowie (1,1 tys. mieszkań).  Jednak o ile skala wprowadzeń nie dziwi w przypadku dwóch pierwszych rynków gdzie czas wyprzedaży oferty nie przekracza 5 kwartałów (na zrównoważonym rynku oscyluje w okolicach 4-5 kwartałów), o tyle w Krakowie gdzie wskaźnik ten przekracza 7 kwartałów – zaczyna niepokoić. Skutkiem tak dynamicznego w ostatnich kilkunastu miesiącach, wprowadzania nowych inwestycji przez firmy działające na rynku krakowskim jest rekordowy poziom oferty. Na koniec maja łączna oferta firm deweloperskich w Krakowie sięgnęła 10,5 tys. mieszkań.

Średnie ceny mieszkań w nowo uruchomionych inwestycjach w maju są wyraźnie wyższe, zarówno w porównaniu do kwietnia, jak i do maja poprzedniego roku. To oznacza, że mimo wzrostu aktywności, perspektywa wyraźnej redukcji cen, na które liczy wielu potencjalnych nabywców, nadal się oddala – komentuje Katarzyna Kuniewicz.

Nie tylko w Krakowie Otodom odnotował rekordowy poziom oferty na rynku pierwotnym. Także w Poznaniu i Katowicach deweloperzy nigdy nie oferowali tak wielu mieszkań (odpowiednio 7,4 tys. i 5,3 tys.). Blisko rekordowych poziomów są także Łódź i Wrocław (odpowiednio 8,4 tys. i 9,1 tys.) choć w przypadku rynku łódzkiego możemy mówić o trwającej od kilku miesięcy rekordowej passie podczas gdy w poszukiwaniu wrocławskiego rekordu trzeba sięgnąć do danych Otodom z II połowy 2019 roku. Jedynie na rynkach: warszawskim i trójmiejskim liczba oferowanych mieszkań – odpowiednio 14,6 tys. i 6,8 tys. – utrzymuje się na przeciętnym dla każdego z rynków poziomie.

W efekcie zagregowana dla 7 największych rynków oferta na koniec maja przekroczyła kolejny próg (tym razem jest to 62 tysiące lokali) i osiągnęła 62,1 tys. mieszkań. Co oznacza wzrost liczby oferowanych mieszkań o 37% w stosunku do maja 2024 roku oraz o 3% w stosunku do wyniku sprzed miesiąca.

Wraz z rosnącą od kilku miesięcy ofertą coraz wolniej (rok do roku) rośnie zagregowana dla 7 rynków średnia cena mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie. Przeciętne mieszkanie oferowane na koniec maja miało powierzchnię 54 mkw a jego cena całkowita nieznacznie przekroczyła 809 tys. i była o zaledwie 2% wyższa od ceny przeciętnego mieszkania oferowanego w maju 2024 roku. Średnia cena wyrażonej w zł za mkw zachowuje się podobnie – wciąż rośnie, choć tempo tego wzrostu słabnie (4,1% wzrostu w maju, 4,6% w kwietniu). Warto zwrócić uwagę na fakt, iż wzrost przeciętnej ceny całościowa oferowanego mieszkania w ciągu roku był o połowę mniejszy niż wzrost ceny wyrażonej w zł/mkw (2% vs. 4%).  Źródłem tych różnic jest powierzchnia przeciętnego oferowanego mieszkania. W maju 2025 roku średnia powierzchnia oferowanego na 7 największych rynkach mieszkania wynosiła 54 mkw, rok wcześniej w maju 2024 – 56 mkw.Średnie ceny mieszkań w ofercie deweloperów

Analiza zmian średnich cen mieszkań oferowanych na każdym z 7 największych rynków wskazuje na wyjątkowy charakter procesów jakie zachodzą na rynku wrocławskim. W maju Wrocław był jedynym rynkiem, na którym średnie ceny okazały się nie tylko niższe od kwietniowych ale również od średnich cen z maja 2024 roku. Wprawdzie redukcja ta miała charakter symboliczny (mniej niż -1%) warto ją jednak odnotować ponieważ na rynku wrocławskim obniżki średnich cen mieszkań w zestawieniu miesiąc do miesiąca trwają tam nieprzerwanie od października 2024 roku co jest wskazówką jak długiego  okresu potrzeba aby w warunkach braku jakichkolwiek dopłat, doszło do rynkowej korekty cen mieszkań w porównaniach obejmujących okres 12 miesięcy (rok do roku).

Mniej optymizmu na rynku wtórnym

Podczas gdy deweloperzy wyraźnie przyspieszyli w maju, rynek wtórny obrał inny kierunek. Dane Otodom wskazują na kontynuację spowolnienia po stronie podaży oraz popytu. Od 1 do 26 maja w siedmiu największych miastach opublikowano blisko 47 tys. ofert sprzedaży mieszkań z drugiej ręki. To o 6% mniej niż w kwietniu, ale o 16% więcej niż rok temu. Najwięcej ogłoszeń pojawiło się w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu, a największe roczne wzrosty odnotowano w Poznaniu (+34%) i Łodzi (+24%).Liczba ogłoszeń na rynku wtórnym

–  Spadek liczby nowych ogłoszeń w maju może być efektem wydłużającego się czasu, przez jaki oferty pozostają aktywne na portalach. Mniej transakcji oznacza mniejszą rotację, a to z kolei zmniejsza potrzebę wystawiania nowych ofert. Rynek wtórny reaguje dziś wolniej, ostrożniej. Warto jednak podkreślić, że mimo tego wyhamowania, ogólna liczba dostępnych mieszkań z drugiej ręki jest wciąż wyraźnie wyższa niż przed rokiempodkreśla Milena Chełchowska, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Po stronie popytu również widoczne jest lekkie ochłodzenie. Przed końcem miesiąca liczba odpowiedzi na ogłoszenia wyniosła 67 tys., a jeśli tempo z ostatniego tygodnia się utrzyma, maj zamknie się ze spadkiem aktywności użytkowników na poziomie ok. 4% w porównaniu z kwietniem. Największy spadek, wynoszący ok. 13% m/m dotknie Łódź.

Jeśli chodzi o ceny, rynek wtórny pozostaje stabilny. W maju średnie stawki ofertowe praktycznie się nie zmieniły. Umiarkowane wzrosty r/r zanotowano w Katowicach (+5%) i Warszawie (+2%). W Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu ceny pozostały na poziomach z ubiegłego roku, a jedynie w Łodzi nieznacznie spadły.

Najważniejsze języki w globalnym biznesie – które wybrać?

W dobie globalizacji i dynamicznego rozwoju międzynarodowych rynków, skuteczna komunikacja staje się jednym z kluczowych elementów sukcesu przedsiębiorstw. Bez względu na branżę czy wielkość firmy, ekspansja na rynki zagraniczne wymaga wyboru odpowiednich kanałów komunikacji, a przede wszystkim – właściwego języka.

Decyzja o tym, jakim językiem posługiwać się w biznesie międzynarodowym oraz które języki tłumaczyć i stosować w kontaktach z partnerami, ma bezpośredni wpływ na efektywność negocjacji, budowanie relacji i wizerunek marki. Warto więc znać i rozumieć specyfikę najważniejszych języków w globalnym biznesie oraz trendy związane z ich użyciem.

W tym artykule przyjrzymy się najważniejszym językom używanym na świecie w biznesie, wskazując ich rolę, potencjał i specyfikę. Omówimy również czynniki, które warto brać pod uwagę, planując wybór języka komunikacji lub tłumaczeń. Dzięki temu czytelnicy zyskają praktyczną wiedzę pozwalającą skuteczniej budować relacje i rozwijać działalność na arenie międzynarodowej.


Angielski – lingua franca globalnego biznesu

Uniwersalność i powszechność języka angielskiego

Język angielski od wielu dekad pełni funkcję uniwersalnej „lingua franca” w świecie biznesu. Oznacza to, że stanowi podstawowy język komunikacji między partnerami z różnych krajów i kultur. Szacuje się, że posługuje się nim na co dzień ponad 1,5 miliarda ludzi na całym świecie, zarówno jako językiem ojczystym, jak i drugim.

W międzynarodowych korporacjach, organizacjach finansowych, firmach technologicznych czy podczas globalnych konferencji – angielski jest najczęściej wybieranym językiem do prowadzenia negocjacji, przygotowywania dokumentów czy prowadzenia marketingu. To nie tylko kwestia tradycji, ale także wynik dynamicznego rozwoju krajów anglojęzycznych i dominacji języka angielskiego w obszarach takich jak nauka, technologia czy media.

Angielski a dostęp do rynków i inwestycji

Wybór języka angielskiego w komunikacji biznesowej umożliwia firmom dostęp do najszerszego możliwego grona partnerów i klientów. Wiele kluczowych rynków, takich jak USA, Wielka Brytania, Kanada, Australia, Indie czy kraje Afryki subsaharyjskiej, używa angielskiego jako jednego z języków urzędowych lub powszechnie wykorzystywanego w biznesie.

Inwestorzy, banki i instytucje finansowe na całym świecie często wymagają dokumentacji i raportów właśnie w języku angielskim. Dodatkowo, angielski stanowi podstawę do korzystania z globalnych platform komunikacyjnych, narzędzi pracy zdalnej i międzynarodowych portali e-commerce.

Wyzwania i uwagi

Mimo że angielski jest niezwykle popularny, nie zawsze jest to język preferowany przez wszystkie grupy odbiorców. W wielu krajach klienci czy partnerzy biznesowi doceniają komunikację w swoim języku ojczystym, co wpływa na budowanie zaufania i pozytywnego wizerunku firmy.

Ponadto, angielski biznesowy charakteryzuje się specyficznym słownictwem i zwrotami, dlatego warto inwestować w profesjonalne tłumaczenia oraz szkolenia językowe, by uniknąć błędów i nieporozumień.


Chiński mandaryński – język rosnącej potęgi gospodarczej

Wzrost znaczenia Chin na arenie globalnej

W ostatnich dekadach Chiny stały się jednym z najszybciej rozwijających się gospodarczo krajów świata, a ich wpływ na globalny handel rośnie w tempie ekspresowym. W związku z tym język chiński mandaryński, będący językiem ojczystym dla ponad miliarda ludzi, zyskuje na znaczeniu w kontekście biznesu międzynarodowego.

Przedsiębiorstwa, które planują współpracę z chińskimi partnerami, inwestycje w Chinach lub ekspansję na tamtejszy rynek, coraz częściej zauważają konieczność posługiwania się mandaryńskim – zarówno na poziomie negocjacji, jak i marketingu oraz obsługi klienta.

Specyfika języka chińskiego w biznesie

Mandaryński to język tonalny, co sprawia, że jego nauka bywa wyzwaniem dla osób z zachodnich kultur. Jego pisemna forma opiera się na znakach, które mają unikalną strukturę i znaczenie. W biznesie chińskim ogromne znaczenie ma nie tylko język, lecz także kultura komunikacji, etykieta oraz zasady budowania relacji (tzw. „guanxi”).

Warto podkreślić, że nawet w Chinach, szczególnie w dużych miastach i środowiskach biznesowych, coraz częściej używa się angielskiego. Jednak posługiwanie się mandaryńskim otwiera drzwi do głębszego zrozumienia rynku i zyskania przewagi konkurencyjnej.

Gdzie warto inwestować w chiński?

Przy planowaniu współpracy z producentami, dostawcami lub klientami w Chinach, tłumaczenia dokumentów, stron internetowych czy materiałów marketingowych na język mandaryński stają się wręcz koniecznością. Firmy eksportujące produkty konsumenckie, technologie czy usługi finansowe zyskują dzięki temu większe zaufanie klientów i partnerów.


Hiszpański – kluczowy język Ameryki Łacińskiej i USA

Obszar geograficzny i liczba użytkowników

Hiszpański to drugi najczęściej używany język na świecie pod względem liczby osób mówiących nim jako językiem ojczystym. Szacuje się, że na całym świecie posługuje się nim około 460 milionów ludzi. Język ten dominuje na rynku Ameryki Łacińskiej, a także w USA, gdzie hiszpańskojęzyczna społeczność liczy już ponad 60 milionów osób.

Dla firm chcących wejść na rynki takie jak Meksyk, Argentyna, Kolumbia, Chile czy Floryda i Kalifornia w Stanach Zjednoczonych, znajomość hiszpańskiego jest nieodzowna.

Znaczenie hiszpańskiego w marketingu i sprzedaży

Firmy działające w sektorze FMCG, e-commerce, turystyki czy usług finansowych, które kierują ofertę do klientów hiszpańskojęzycznych, zyskują na spersonalizowanym przekazie w języku ojczystym odbiorcy. Tłumaczenia materiałów reklamowych, strony internetowej czy obsługa klienta w języku hiszpańskim pozwalają na skuteczniejsze budowanie relacji i wzrost sprzedaży.

Warto również zwrócić uwagę na różnice regionalne i dialektyczne w obrębie hiszpańskiego, które mogą wpływać na skuteczność komunikacji.

Hiszpański jako język edukacji i biznesu w USA

W Stanach Zjednoczonych hiszpański jest drugim najczęściej używanym językiem, co przekłada się na jego rosnące znaczenie w marketingu i obsłudze klienta. Firmy operujące na rynku amerykańskim coraz częściej dostosowują swoje strategie, tworząc dwujęzyczne kampanie i zatrudniając personel hiszpańskojęzyczny.


Niemiecki – język Europy i technologii

Pozycja niemieckiego na rynku europejskim

Niemiecki to najczęściej używany język ojczysty w Unii Europejskiej, z około 90 milionami użytkowników. Jest językiem urzędowym w Niemczech, Austrii, części Szwajcarii oraz w kilku innych regionach Europy. Ze względu na silną gospodarkę Niemiec, język niemiecki ma kluczowe znaczenie na rynku europejskim.

Firmy z branż przemysłowych, inżynieryjnych, motoryzacyjnych czy technologicznych często nawiązują współpracę z partnerami niemieckojęzycznymi, gdzie znajomość języka jest atutem.

Technologia i jakość – niemiecki w sektorze B2B

W obszarze technologii, produkcji i usług inżynieryjnych, niemiecki stanowi język preferowany w kontaktach biznesowych. Profesjonalne tłumaczenia dokumentacji technicznej, specyfikacji oraz ofert handlowych na język niemiecki są często warunkiem nawiązania i utrzymania współpracy.

Ponadto, niemiecki jest często wymagany w procesach certyfikacji i homologacji produktów sprzedawanych na rynku niemieckim i austriackim.

Niemiecki a turystyka i handel detaliczny

Nie tylko przemysł, ale także sektor turystyczny oraz rynek dóbr luksusowych i detalicznych korzystają z języka niemieckiego, zwłaszcza w regionach przygranicznych i miejscach atrakcyjnych dla turystów niemieckojęzycznych.


Francuski – język Afryki i Unii Europejskiej

Obszar zasięgu i znaczenie polityczne

Francuski jest oficjalnym językiem w ponad 30 krajach, w tym we Francji, Belgii, Szwajcarii oraz wielu państwach Afryki Subsaharyjskiej. W Afryce francuski odgrywa kluczową rolę w krajach takich jak Senegal, Wybrzeże Kości Słoniowej, Kamerun czy Demokratyczna Republika Konga, gdzie jest często językiem administracji i biznesu.

Francuski jest także jednym z oficjalnych języków Unii Europejskiej oraz organizacji międzynarodowych takich jak ONZ czy WTO.

Francuski w kontekście rynku afrykańskiego

Afryka to jeden z najszybciej rozwijających się rynków na świecie, z rosnącą klasą średnią i znaczącym potencjałem konsumpcyjnym. Firmy planujące ekspansję na ten kontynent powinny rozważyć inwestycję w komunikację w języku francuskim, aby zyskać przewagę konkurencyjną i zbudować trwałe relacje z lokalnymi partnerami.

Zastosowanie francuskiego w sektorach takich jak energetyka, infrastruktura i edukacja

Wielu międzynarodowych inwestorów i organizacji działających w Afryce korzysta z francuskiego jako języka roboczego, co przekłada się na konieczność dostosowania tłumaczeń i materiałów marketingowych właśnie do tego języka.


Inne języki regionalne warte uwagi

Japoński – lider technologii i innowacji

Japonia pozostaje jednym z największych gospodarczo krajów świata, a japoński jest językiem o kluczowym znaczeniu w branżach takich jak elektronika, motoryzacja czy robotyka. Znajomość japońskiego może znacznie ułatwić negocjacje i współpracę z japońskimi partnerami.

Arabski – strategiczny język Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej

Język arabski jest oficjalnym językiem w ponad 20 krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, regionach bogatych w zasoby naturalne i dynamicznie rozwijających się sektorach takich jak energia, budownictwo i finanse. Komunikacja w języku arabskim jest często wymagana w projektach infrastrukturalnych i handlu.

Portugalski – ważny w Brazylii i Afryce

Portugalski to język ojczysty ponad 250 milionów osób, przede wszystkim w Brazylii – największej gospodarce Ameryki Łacińskiej – oraz w kilku krajach Afryki (Angola, Mozambik). Firmy zainteresowane tymi rynkami powinny uwzględnić portugalski w strategiach komunikacyjnych.


Czynniki do rozważenia przy wyborze języka w biznesie międzynarodowym

Branża i charakter działalności

Wybór języka powinien być uzależniony od branży, w której działa firma. Przykładowo, firmy technologiczne często stawiają na angielski i niemiecki, podczas gdy przedsiębiorstwa eksportujące dobra konsumenckie mogą potrzebować hiszpańskiego lub mandaryńskiego.

Grupa docelowa i lokalizacja

Analiza rynku docelowego, jego kultury i preferencji językowych jest kluczowa. W krajach wielojęzycznych warto zainwestować w lokalizację, czyli adaptację treści do specyficznych dialektów i zwyczajów językowych.

Zasoby i możliwości firmy

Ważne jest, by ocenić własne zasoby, takie jak dostęp do tłumaczy, kompetencje pracowników i budżet na działania językowe. Czasami rozsądniejsze jest skoncentrowanie się na kilku strategicznych językach niż próba obsługi wszystkich.


Podsumowanie

Wybór odpowiedniego języka w globalnym biznesie to decyzja strategiczna, która wpływa na efektywność komunikacji, sukces negocjacji i wizerunek firmy. Angielski pozostaje podstawą, ale w zależności od rynku, branży i grupy docelowej warto rozważyć inwestycję w języki takie jak mandaryński, hiszpański, niemiecki czy francuski. Dodatkowo, języki regionalne takie jak japoński, arabski czy portugalski mogą otworzyć drzwi do ważnych, dynamicznie rozwijających się rynków.

Każda firma powinna indywidualnie analizować swoje cele i możliwości, by wybrać optymalną strategię językową, która pozwoli jej skutecznie komunikować się i rozwijać na arenie międzynarodowej.

Bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Europie spadają do najniższego poziomu od 10 lat

Liczba bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Europie spadła o 5% r/r, do najniższego poziomu od 10 lat, a liczba wygenerowanych miejsc pracy zmalała aż o 16% r/r. W Polsce, wzrosła liczba inwestycji o 13% r/r, jednak liczba miejsc pracy spadła (-16% r/r). Zmniejszenie liczby BIZ notują prawie wszystkie sektory, z czego najbardziej znaczący (-17% r/r) usługi IT, dla których jest to kolejny rok dużych spadków. Wyraźnie ucierpiała też atrakcyjność inwestycyjna Starego Kontynentu – po raz pierwszy za bardziej atrakcyjne miejsce do inwestowania postrzegane są Stany Zjednoczone.

Jak wynika z corocznego raportu EY Atrakcyjność Inwestycyjna Europy, liczba bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) na starym kontynencie spadła względem 2023 r. o 5% (5 383 projektów). Liczba miejsc pracy wygenerowanych przez BIZ również zmalała i była o 16% mniejsza r/r (269 740). Jest to drugi rok spadków inwestycji zagranicznych w Europie a ich dynamika jest wyższa niż w poprzednim roku (w 2023 r. było to -4% r/r pod kątem liczby BIZ oraz -7% r/r pod względem wygenerowanych miejsc pracy). Liczba BIZ w Europie była najniższa od 2015 r.
Bezpośrednie inwestycje zagraniczne

Zauważalnym trendem jest także spadający udział inwestycji USA w Europie, których w tym roku było mniej o 11%, przy jednoczesnym zwiększeniu do 60% udziału inwestycji wewnątrzkontynentalnych na Starym Kontynencie. Stabilny jest też poziom ekspansji podmiotów obecnych już w Europie, za to projektów typu greenfield jest mniej o 20%.

Słaby wzrost gospodarczy, utrzymujące się wysokie ceny energii oraz napięcia geopolityczne to kluczowe wyzwania Europy, osłabiające jej konkurencyjność wobec inwestorów. Nie bez znaczenia są również długoterminowe problemy strukturalne, takie jak erozja konkurencyjności w obszarze przemysłu wobec USA i Chin. Jednocześnie, podmioty z samej Europy dostrzegają zalety nearshoringu i skracania łańcuchów dostaw, które skłaniają je do inwestowania w krajach przyległych, więc w najbliższym czasie trend do inwestowania w ramach kontynentu może przybierać na sile – mówi Jacek Kędzior, Partner Zarządzający EY w Polsce.

Na wolumeny inwestycji zagranicznych w Europie wpłynęła również dynamika inwestycji z USA oraz poprawiająca się atrakcyjność inwestycyjna Stanów Zjednoczonych, z którymi Europa konkuruje o kapitał. Liczba projektów ogłoszonych przez amerykańskich inwestorów w Europie spadła o 11% w porównaniu z 2023 r. i o 24% w porównaniu z 2022 r. Inwestycje amerykańskie w Europie są na najniższym poziomie w ciągu ostatniej dekady, stanowiąc jedynie 18% całkowitej liczby projektów FDI w Europie, w porównaniu do 24% w 2015 r. Równolegle do końca zeszłego roku poprawiały się warunki gospodarcze za oceanem a bodźce dla przemysłu w USA takie jak Inflation Reduction Act wprowadzony w 2022 r. zwiększały ich atrakcyjność dla inwestycji zagranicznych.

Aż 37% firm odroczyło, anulowało lub ograniczyło plany inwestycyjne w Europie w 2024 roku. Jednocześnie tylko 59% inwestorów zadeklarowało chęć realizacji nowej inwestycji w Europie w najbliższym roku (spadek o 13 p.p.). Główne powody zmiany planów inwestycyjnych to ogólna niepewność co do sytuacji rynkowej i handlowej, wysokie koszty energii, a także uwarunkowania regulacyjne w Europie.– mówi Jacek Kędzior.

Słodko-gorzki obraz Polski na tle Europy

Spadki w Europie w dużej mierze powodowane są przez odpływ inwestorów z krajów, które są leaderami napływu BIZ. Znajdująca się na pierwszym miejscu Francja zanotowała w 2024 r. o 14% mniej inwestycji r/r (1 025) a spadki widoczne są także w Wielkiej Brytanii (-13% r/r, 853), Niemczech (-17% r/r, 608) i Turcji (-15% r/r, 320). Jednocześnie, część krajów, w tym Polska, wybija się z ogólnego obrazu. Po spadku liczby inwestycji o 3% w 2023 r., w ub. r. nasz kraj przyciągnął 259 inwestycji, to o 13% więcej niż w 2023 roku. Liderem wzrostów w Europie w tym zakresie jest Dania (+86% r/r, 82), za którą plasują się Rumunia (+57% r/r, 94) i Austria (+31% r/r, 105). Bezpośrednie inwestycje zagraniczne Polska

Nieco inaczej wygląda atrakcyjność inwestycyjna Polski, gdy popatrzymy na miejsca pracy generowane przez planowane inwestycje zagraniczne. Z danych EY wynika, że liczba miejsc pracy będąca rezultatem bezpośrednich inwestycji zagranicznych ogłoszonych w 2024 r.na poziomie 18 711 jest o 16% mniejsza niż w 2023 r. To spory kontrast z poprzednią edycją badania, które wykazało wzrost w tym zakresie o 21% r/r (22 378). W tegorocznej edycji badania spadki w zakresie miejsc pracy odnotowały także Wielka Brytania (-27% r/r, 38 196), Francja (-27% r/r, 29,000) oraz Hiszpania (-18% r/r, 34,603). Najwyższe wzrosty miały miejsce w przypadku Serbii (+56% r/r, 17 344), Niemiec (+35% r/r, 19 208) i Turcji (+29% r/r, 27 066).

Lokalizacja Polski na mapie Europy sprawia, że wykorzystujemy naszą pozycję lidera w obszarze logistyki, a także dobre doświadczenia z wielu wcześniejszych inwestycji produkcyjnych oraz w sektorze SSC/ BPO. Niemniej ceny energii, wzrost wynagrodzeń i fakt bliskości z rejonem konfliktów zbrojnych nie pozostaje bez wpływu na decyzje inwestorów zagranicznych – mówi Paweł Tynel, Partner EY Polska.

Przetwórstwo przemysłowe i usługi biznesowe na czerwono

Obszarami, które najmocniej wpłynęły na negatywny wynik na całym kontynencie, były przetwórstwo przemysłowe i usługi biznesowe – oba zanotowały spadek liczby inwestycji o 9% r/r. W przypadku przetwórstwa spadek jest o tyle dotkliwy, że po raz pierwszy od ponad 15 lat inwestycje typu „greenfield” stanowią poniżej 1/3 projektów (spadek o 20% r/r), a liczba miejsc pracy wygenerowanych przez planowane BIZ to 113 179 – o 25% mniej niż w 2023. Negatywny wynik zanotowały też inwestycje w obszarze sprzedaży i marketingu (-2% r/r) oraz logistyka (-6% r/r). W 2024 r. zanotowano natomiast wzrost w kwestii inwestycji dotyczących R&D (3% r/r) oraz budowy siedzib (13% r/r).

Europa vs. USA – stary kontynent powoli traci swoją atrakcyjność

W swoim badaniu EY sprawdził nastroje inwestorów dotyczące ich planów dotyczących Europy. Wyniki wskazują, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy 37% z zmieniło swoje plany inwestycji na Starym Kontynencie. Po raz pierwszy od 2021 spadła także liczba odpowiedzi twierdzących na pytanie o to, czy w ciągu najbliższego roku firma planuje zainwestować na Starym Kontynencie (59%, -13 p. p.).

Zapytani o regiony, które są dla nich atrakcyjne pod kątem inwestycyjnym, inwestorzy po raz pierwszy częściej wskazywali na Stany Zjednoczone (55%) niż na Europę Zachodnią (44%). Na dalszych miejscach znalazły się Europa Środkowa i Wschodnia (41%), kraje Półwyspu Arabskiego (24%) i Chiny kontynentalne (23%).

Wprowadzenie ceł lub zmiana ich stawek to czynnik zmieniający kompletnie rzeczywistość w światowym handlu, a dalej też inwestorów. W konsekwencji ma to wpływ na decyzje oraz atrakcyjność inwestycyjną Europy i Stanów Zjednoczonych. 42% decydentów inwestycyjnych uważa, że polityka gospodarcza administracji USA zmniejszy atrakcyjność Europy, a 27% – że ją zwiększy. Chociaż 62% z nich wskazało, że atrakcyjność regionu w perspektywie najbliższych trzech lat się zwiększy, w przypadku Chin czy USA wskaźnik ten jest jeszcze wyższy (odpowiednio 67% i 74%). Kluczem do przyciągnięcia inwestycji do Europy jest w tym momencie według badanych redukcja cen energii, lepsze wsparcie dla MŚP, zwiększenie inwestycji w rozwojowych obszarach, takich jak AI oraz znoszenie barier dla handlu – podsumowuje Paweł Tynel.

O badaniu:
Badanie EY Atrakcyjność Inwestycyjna Europy 2025 składa się z dwóch części. Pierwsza to dane ilościowe gromadzone w ramach EY European Investment Monitor (EIM), we współpracy z OCO, o inwestycjach zagranicznych ogłoszonych w 45 krajach Europy w roku 2024, w których efekcie powstają miejsca pracy i otwierane są nowe placówki. Z badania wyłączone są następujące kategorie projektów inwestycyjnych: fuzje i przejęcia (M&A) oraz joint ventures (chyba że skutkują one powstaniem nowych obiektów lub nowych miejsc pracy); umowy licencyjne; obiekty handlowe i rekreacyjne, hotele oraz nieruchomości; usługi użyteczności publicznej; działalność wydobywcza; inwestycje portfelowe (emerytury, ubezpieczenia i fundusze finansowe); inwestycje w fabryki oraz inne inwestycje związane z odtworzeniem produkcji oraz organizacje non-profit. Wyniki zostały uzupełnione o badanie przeprowadzone przez firmę Longitude na zlecenie EY wśród 500 światowych liderów biznesu w okresie od 31 stycznia do 3 marca 2025 r.

Prognozy cen paliw w Polsce: scenariusze na lato 2025

Ropa Brent jest obecnie notowana w przedziale 66–67 dolarów za baryłkę, po utracie prawie 10 dolarów od początku kwietnia. Spadek ten jest wynikiem zmian w polityce handlowej USA, słabszych wskaźników makroekonomicznych oraz rosnących spekulacji, że OPEC+ może zwiększyć produkcję latem. Tymczasem Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) obniżyła prognozę wzrostu globalnego popytu na rok 2025 do zaledwie 730 tys. baryłek dziennie — to największa korekta w dół od dwóch lat, uzasadniona m.in. skutkami rozszerzającego się reżimu taryfowego prezydenta Trumpa.

Spadkowy trend cen ropy odzwierciedla złożone powiązania czynników gospodarczych i geopolitycznych, które obecnie przekształcają globalną równowagę podaży i popytu.Prognoza cen oleju napędowego i benzyny w Polsce – prognozy Q Q3

Kluczowe czynniki rynkowe:

  1. Polityka handlowa USA pozostaje kluczowa
    Decyzja prezydenta Trumpa z 2 kwietnia o podniesieniu średnich ceł na import z Chin do 145% — a następnie groźba sankcji wobec nabywców ropy z Wenezueli — wywołała natychmiastową przecenę ropy Brent o ponad 10 USD za baryłkę. Każdy kolejny nagłówek dotyczący ceł generuje obecnie ponadprzeciętne wahania cen, co pokazuje, że to nastroje rynkowe, a nie fizyczne bilanse, decydują o codziennych cenach.
    Członek zarządu EBC, Piero Cipollone, ostrzega dodatkowo, że pełnowymiarowa globalna wojna celna mogłaby obniżyć PKB strefy euro o 0,2 punktu procentowego i jednocześnie zmniejszyć inflację — co sprawia, że każda obecna prognoza może zostać szybko unieważniona przez kolejne wydarzenia.
  2. Polityka makroekonomiczna jako kluczowy czynnik
    Tworzenie średnioterminowych prognoz inflacji czy wzrostu gospodarczego stało się wyjątkowo trudne, co przyznają nawet banki centralne, wskazując, że tradycyjne modele zawodzą w obliczu bezprecedensowej niepewności. Coraz więcej ekonomistów przewiduje recesję w strefie euro i USA w 2025 roku — podobne stanowisko zajmuje ostatnia prognoza MFW.
    Prezes EBC, Christine Lagarde, wielokrotnie podkreślała, że perspektywy charakteryzuje „wyjątkowo wysoka niepewność”, przez co nawet podstawowe relacje między popytem, cenami energii i handlem są trudne do oszacowania. Członek Rady Prezesów EBC, Olli Rehn, dodaje, że bank centralny musi „pozostawić wszystkie opcje polityki otwarte”, łącznie z nietypowo dużymi zmianami stóp procentowych, dopóki nie pojawi się większa przejrzystość.
    Obawy te tworzą złożoną równowagę na rynkach ropy — potencjalne spadki popytu wynikające ze spowolnienia gospodarczego mogą zostać zrównoważone przez niespodziewany wzrost w dużych gospodarkach, szczególnie w Chinach.
  3. Sezonowość nadal ma znaczenie, ale mniejsze niż dawniej
    Tradycyjne wzorce sezonowe, które kiedyś pozwalały przewidywać ruchy rynkowe, są obecnie w coraz większym stopniu wypierane przez bardziej bezpośrednie czynniki, takie jak napięcia geopolityczne czy zakłócenia w łańcuchach dostaw. W ostatnich latach popyt na półkuli północnej zazwyczaj wzrastał między majem a sierpniem o 1,2–1,5 mln baryłek dziennie. Jednak obecnie te wzorce mają mniejszą wartość prognostyczną ze względu na dominację czynników krótkoterminowych.
  4. Decyzje OPEC+ w sprawie produkcji
    W kwietniu OPEC+ ogłosił plany zwiększenia produkcji o 411 tys. baryłek dziennie od maja, co dodatkowo wpłynęło na spadek cen ropy. Arabia Saudyjska również obniżyła oficjalne ceny sprzedaży dla klientów w Azji do najniższego poziomu od czterech miesięcy.
    Decyzja ta może sugerować, że Arabia Saudyjska jest gotowa porzucić swoją dotychczasową rolę stabilizatora w ramach OPEC, wysyłając tym samym wyraźny sygnał wobec państw takich jak Kazachstan, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Irak, które nie przestrzegały ustalonych limitów produkcji.
  5. Kurs złotego
    Od początku roku złoty znacząco się umocnił względem dolara amerykańskiego. Na początku stycznia kurs wynosił około 4,13 PLN/USD. Pod koniec kwietnia złoty umocnił się do poziomu 3,75 PLN/USD, co oznacza aprecjację o około 9% w ciągu pierwszych czterech miesięcy roku.kurs złotegoSkładniki cenowe oleju napędowego i benzyny 95 w Polsce
    Struktura cen paliw w Polsce przedstawia się następująco:

    • Ropa naftowa: 42–47% ceny detalicznej
    • Podatki: 42–43%
    • Marże detaliczne i logistyczne: ok. 10–16%
      Źródło: https://www.reflex.com.pl/ceny-detaliczne-polska

    Scenariusze cenowe

    1. Scenariusz bazowy:
      Ceny ropy utrzymują się w przedziale 65–75 USD/baryłkę, kurs USD/PLN wynosi 3,70–3,90, a ceny paliw pozostają na obecnym poziomie 6,0–6,1 PLN/litr. Możliwy wzrost o 10–20 groszy za litr w okresie wakacyjnym.
    2. Scenariusz optymistyczny:
      Ceny ropy spadają poniżej 60 USD/baryłkę, kurs USD/PLN umacnia się do 3,40–3,60, ceny paliw mogą spaść o 10–50 groszy za litr.
    3. Scenariusz pesymistyczny:
      Ceny ropy rosną do 80 USD/baryłkę, kurs USD/PLN osłabia się do 4,00–4,20, ceny paliw mogą wzrosnąć o 20–50 groszy za litr.

Komentarz przygotował: Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce

ORLEN i Naftogaz rozszerzają strategiczną współpracę

0

ORLEN i jego ukraiński odpowiednik Grupa Naftogaz rozszerzają strategiczną współpracę. Spółki zawarły memorandum dotyczące kooperacji przy projektach wydobywczych, rozwoju segmentu downstream oraz wzmocnieniu relacji transgranicznych i handlowych. Jego realizacja pozwoli Ukrainie m.in. zwiększyć dywersyfikację źródeł zaopatrzenia nie tylko w gaz, ale również ropę naftową, a także umożliwi dostęp do paliw alternatywnych. Podpisanie umowy odbyło się w trakcie największej ukraińskiej konferencji branży naftowo-gazowej Newfolk Oil&Gas we Lwowie.

– Podpisane porozumienie to kolejny dowód na skuteczną realizację naszej strategii. ORLEN staje się kluczem dla bezpieczeństwa energetycznego nie tylko Polski, ale i całego regionu. Po rozpoczęciu  dostaw amerykańskiego LNG dla naszego ukraińskiego partnera przyszedł czas na pogłębienie naszej współpracy. Razem możemy więcej – powiedział Ireneusz Fąfara, prezes zarządu ORLEN.

– Wierzę, że możemy przenieść naszą współpracę na zupełnie nowy poziom. Jestem wdzięczny naszym polskim partnerom, a w szczególności prezesowi ORLEN za konstruktywny dialog i szczere wsparcie dla Ukrainy – powiedział Sergii Koretskyi, prezes zarządu Naftogaz.

W ramach podpisanego porozumienia spółki będą dążyć do zwiększenia dostaw gazu ziemnego przez Polskę do Ukrainy oraz rozwoju i wsparcia realizacji projektów w zakresie wydobycia ropy i gazu. Projekty te wzmocnią bezpieczeństwo surowcowe naszych partnerów i pozwolą na elastyczność. Naftogaz może skorzysta również z doświadczeń ORLEN w zakresie modernizacji rafinerii ropy naftowej w Krzemieńczuku oraz modernizacji aktywów gazowych, zniszczonych w czasie wojny. Strony będą dążyć również do przygotowania wspólnych projektów inwestycyjnych, zarówno w zakresie sprzedaży paliw, jak również rozwoju segmentu biopaliwowego.

Podpisane we Lwowie memorandum jest drugim porozumieniem o współpracy miedzy spółkami. W ramach pierwszego ORLEN zawarł z Naftogazem trzy kontrakty na dostawy LNG do Ukrainy o łącznym wolumenie 300 mln m sześc. gazu.

Grupa ORLEN sprzedaje odbiorcom ukraińskim produkty ropopochodne, w tym benzynę, olej napędowy oraz asfalty. Ponadto świadczy usługi serwisowe dla firm z branży upstream.

Grupa Naftogaz to największe państwowe przedsiębiorstwo sektora naftowo-gazowego na Ukrainie, obejmujące cały łańcuch działalności – od poszukiwań i wydobycia, przez transport i magazynowanie, po sprzedaż gazu i ropy. Spółka odgrywa kluczową rolę w zapewnianiu bezpieczeństwa energetycznego kraju i należy do największych płatników podatków. Pomimo trwającej wojny, Naftogaz zwiększa produkcję surowców i koncentruje się na uniezależnieniu Ukrainy od importu gazu, dążąc do maksymalizacji krajowego wydobycia.