Niepewność geopolityczna uderza w dolara. USA tracą wiarygodność w oczach rynku

Lawinowe osłabienie dolara amerykańskiego, może świadczyć o stopniowej utracie wiarygodności przez USA. Jedna z bezpiecznych przystani dla inwestorów traci swój status. Przy tak wyjątkowej niepewności złoty jest nadal mocny.

Amerykańskie obligacje powinny być najbezpieczniejszą przystanią dla inwestorów, zwłaszcza najbardziej popularne 10-letnie. Dopiero w dalszej kolejności taką przystanią był amerykański dolar, zwłaszcza, że jest rezerwową walutą świata. I wreszcie złoto, na którym zmienność cen jest duża, a nie zapewnia dywidendy czy dochodu z oprocentowania. Tak jednak już nie jest.

Karuzela zmieniających się decyzji w kwestii polityki handlowej nie zwalnia. Po jak się wydawało katastrofalnych zapowiedziach z „dnia wyzwolenia” kolejny tydzień przyniósł poprawę nastrojów, wliczając w to historyczne odbicie, gdy indeksy zyskiwały nawet powyżej 10% w reakcji na ogłoszenie 90-dniowej „pauzy” na większość ceł odwetowych. Dla rynków było to przede wszystkim poczucie ogromnej ulgi, iż przynajmniej nie materializuje się absolutnie najczarniejszy scenariusz kompletnej blokady globalnych łańcuchów wartości.

– Tym razem inwestorzy i analitycy są ze sobą zgodni, a inwestorzy przestają traktować dolara jako bezpieczną przystań. Dolar i amerykańskie indeksy giełdowe są w samym środku cyklonu, a jest to związane z niepewnością wywołaną wojnami handlowymi prowadzonymi przez D.Trumpa – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maksymilian Kuch, analityk rynku akcji w XTB.

Problem nie znika i nadal mamy do czynienia z największym od dekad wstrząsem w globalnym handlu. Obowiązuje 10% stawka „ogólna” na większość importu do USA, 25% stawka na samochody, kluczowe części do nich, stal i aluminium, a także kosmicznie wysokie cła na import z Chin. Biały Dom ogłosił co prawda wyłączenie importu elektroniki i półprzewodników, co dla takich spółek jak Apple jest bardzo kluczowe, ale szybko pojawiły się zapowiedzi nowych rozwiązań celnych także w tym zakresie.

Stan chaosu dotyka dolara: brak przewidywalności i utrata zaufania. Mamy za sobą kwietniowy tydzień, który przyniósł jednocześnie wzrost rentowności amerykańskiego długu, jak i osłabienie dolara.

– Sytuacja jest niecodzienna, to zwykle nie idzie ze sobą w parze. Zwykle wzrost rentowności odzwierciedla lepsze perspektywy gospodarcze lub też perspektywy wyższej inflacji i co za tym idzie wyższych stóp procentowych, co z kolei jest pozytywne dla waluty – komentuje ekspert XTB. – Konsensu rynkowy jest jednak taki, że lepiej wyprzedać się z dolara, aby przeczekać sztorm w innych walutach lub innych klasach aktywów.

Dlaczego? Wokół wyprzedaży obligacji jest sporo zamieszania, ale wydaje się, że wspólnym mianownikiem jest utrata zaufania do dolara. Oczywiście nie jest tak, że dolar z dnia na dzień straci swój status waluty rezerwowej, jednak z taką sytuacją z jaką mamy obecnie do czynienia zwykle dotyka walut rynków wschodzących! Aby zatrzymać przecenę dolara potrzebna byłaby znacznie większa klarowność co do polityki gospodarczej, na która na razie się nie zanosi.

Cena złota ustanowiła nowy historyczny rekord. 16 kwietnia jego cena przekroczyła 3 368 USD za uncję (na kontraktach terminowych). Teraz najwięcej będzie zależało czy w ramach wojen handlowych dojdzie do pierwszych udanych negocjacji, a najważniejsze są zdecydowanie negocjacje pomiędzy USA i Chinami.

– Złoto korzysta z wyjątkowej niepewności rynkowej i na osłabieniu dolara, a dodatkowo na cenę złota wpływa podwyższony popyt ze strony banków centralnych – ocenia M.Kuch z XTB.

Polski złoty trzyma się mocno. Jednak w najbliższym czasie największy wpływ może mieć majowa decyzja RPP, jeżeli zdecyduje się na obniżkę stóp procentowych, a jednocześnie będziemy wiedzieć więcej o kolejnych obniżkach. Rynek obstawia dwie obniżki w tym roku, każda o 50 pkt. bazowych.

Zmiany właścicielskie w Kayax. Tomik Grewiński przejmuje pełną kontrolę nad wytwórnią

Tomik Grewiński został jedynym właścicielem wytwórni fonograficznej – Kayax Production & Publishing sp. z o.o. – przejmując udziały od dotychczasowej współwłaścicielki, Katarzyny Rooijens.

Kayax, działający od 2001 roku, ma na swoim koncie współpracę z czołowymi polskimi artystami, w tym z Nosowską, Brodką, Natalią Przybysz, Smolikiem, Zalewskim, Mery Spolsky, Skubasem, Kubą Karasiem, Zakopower, Reni Jusis i wieloma innymi. Wytwórnia pełni rolę nie tylko wydawcy, lecz także promotora niezależnych projektów muzycznych, budując swoje portfolio na autentyczności, różnorodności i artystycznej wolności.

W 2026 roku Kayax będzie obchodzić 25-lecie działalności. Jak zapowiadają przedstawiciele wytwórni, jubileusz stanie się okazją nie tylko do świętowania, ale także do prezentacji nowych projektów i kierunków rozwoju.

Tomik Grewiński, który od lat aktywnie uczestniczy w zarządzaniu wytwórnią, jest również założycielem agencji menedżerskiej Kayax Management. Agencja wspiera kariery takich artystów jak Mrozu, Natalia Szroeder, Mela Koteluk, Piotr Rogucki, Sarsa, Dawid Tyszkowski czy WaluśKraksaKryzys. Obecnie zespół Kayax liczy około 30 osób i obejmuje zarówno działalność fonograficzną, jak i menedżerską.

– Przed nami nowy rozdział, który – z niezmienną wiarą w muzykę, artystów oraz niezależność – będziemy tworzyć wspólnie z artystami, branżą muzyczną i fanami – zapowiada Tomik Grewiński.

Zawody związane z AI i analizą danych to fundament przyszłości sektora Business Services

Ponad 87% pracujących w centrach usług wspólnych uważa pracę w sektorze za atrakcyjną, wynika z najnowszego „Raportu Wynagrodzeń Business Services 2025” Grafton Recruitment. Na znaczeniu, także w oczach zatrudnionych, zyskują zawody związane z analizą danych, sztuczną inteligencją, automatyzacją procesów biznesowych oraz zarządzaniem danymi. Podstawą do podjęcia pracy jest znajomość angielskiego, niemieckiego czy hiszpańskiego, coraz częściej też – języków azjatyckich.

Stabilność zatrudnienia i możliwości rozwoju

Bezpieczeństwo zatrudnienia, szerokie możliwości rozwoju zawodowego oraz elastyczność w organizacji pracy, to główne atuty sektora BSS, który zatrudnia obecnie 457 tys. osób. Zachęcają również perspektywy pracy w międzynarodowym środowisku. Potwierdzają to zatrudnieni – ponad 87% z nich uważa branżę za atrakcyjną, doceniając wysokość zarobków, różnorodne benefity i szkolenia.

Wzrost znaczenia specjalistycznych kompetencji technologicznych

Z „Raportu Wynagrodzeń BSS 2025” wynika, że pracownicy sektora dostrzegają rosnącą wartość kompetencji technologicznych, szczególnie w obszarach wymagających zaawansowanej wiedzy i specjalistycznych umiejętności. Za najdynamiczniej rozwijający się obszar uznali oni Business Intelligence (36,9% wskazań), w następnej kolejności  finanse i księgowość (29,1% wskazań). Według 16,9% badanych w najbliższym czasie kluczowe będą procesy w obszarze IT.

Zawody związane z analizą danych, sztuczną inteligencją, automatyzacją procesów biznesowych oraz zarządzaniem danymi coraz bardziej zyskują na znaczeniu, stanowiąc fundament przyszłości sektora. Specjaliści w tych dziedzinach są poszukiwani i wynagradzani na poziomie niejednokrotnie wyższym niż w innych branżach – mówi Karol Boczkowski, rekruter w Grafton Recruitment.

Poligloci poszukiwani

Znajomość angielskiego jest podstawową umiejętnością, by pracować w sektorze BSS. Coraz większą wagę przykłada się do znajomości takich języków jak niemiecki (popyt na poziomie 47.5%), francuski (12,8%), włoski (6,4%), hiszpański (6,2%), a także czeski czy słoweński.

Najpopularniejszym językiem – oprócz obowiązkowego angielskiego – jest niemiecki. Osoby znające ten język z łatwością znajdą pracę w sektorze. Zauważamy też coraz większy popyt na języki azjatyckie, takie jak chiński czy japoński. Choć skala zapotrzebowania nie jest duża, rośnie z roku na rok – podkreśla Katarzyna Kulik-Kiernoz, ekspert ds. rekrutacji w Grafton Recruitment.

Posługiwanie się językami obcymi nie pozostaje bez wpływu na wysokość wynagrodzenia pracujących w BSS.

Znajomość niderlandzkiego, niemieckiego czy francuskiego podnosi poziom wynagrodzenia średnio o 20-30%, a w indywidualnych przypadkach nawet o 40% w porównaniu do analogicznych stanowisk wymagających posługiwania się jedynie angielskim. Podobnie jest z grupą języków skandynawskich. W przypadku hiszpańskiego, włoskiego lub czeskiego ta różnica wynosi między 10% a 25% – wyjaśnia Katarzyna Kulik-Kiernoz.znajomość języków obcych a wynagrodzenie_Grafton Recruitment

Najważniejsze są wynagrodzenie i możliwość pracy zdalnej

Jak wynika z raportu Grafton Recruitment, pracownikom sektora zależy przede wszystkim na atrakcyjnym wynagrodzeniu, na drugim miejscu znalazła się możliwość pracy zdalnej, a następnie perspektywy rozwoju, atmosfera, a także udział w interesujących projektach. Listę zamyka szeroki pakiet benefitów pozapłacowych.na czym najbardziej zależy pracującym w BSS_Grafton Recruitment

Zarobki w branży BSS są uznawane za atrakcyjne, sektor znany jest też z tego, że pracownicy otrzymują coroczne podwyżki płac. Jaka była ich wysokość w 2024 roku? Blisko 90% osób uczestniczących w badaniu zadeklarowało wzrost wynagrodzenia do 10%, z czego niemal połowa (48,5%) otrzymała 5–10% więcej, a w przypadku 40%  respondentów – do 5%. Co dziesiąta osoba mogła liczyć na podwyżkę wyższą niż 10%.

Praca hybrydowa oraz w pełni zdalna to norma w sektorze BSS. W najpopularniejszym modelu hybrydowym zatrudnieni spędzają w biurze do 10 dni w miesiącu, na taką odpowiedź wskazało 28,2% badanych.praca hybrydowa czy stacjonarna_Grafton Recruitment

– Modele pracy hybrydowej lub  zdalnej sprawdzają się w sektorze BSS, w którym zatrudnieni wiele projektów realizują samodzielnie, wyróżnia ich duże zaangażowanie i odpowiedzialność. Obserwujemy jednocześnie, że  nie tylko są one odpowiedzią na potrzeby kandydatów,  ale wręcz zwiększają lojalność zatrudnionych, którzy doceniają elastyczność formuły – podkreśla Anna Federowicz, manager ds. rekrutacji stałych w Grafton Recruitment.

cyber_Folks: Skup 50 tys. akcji własnych i 2 zł dywidendy na akcję po rekordowym 2024 r.

Zarząd cyber_Folks rekomenduje aktualizację parametrów skupu akcji własnych w związku z rekordowymi wynikami finansowymi i pozytywnymi perspektywami rozwoju. Spółka zamierza przeprowadzić skup 50 tys. akcji po nie więcej niż 200 zł za walor. Skup akcji własnych jest elementem rekordowej dystrybucji zysku do akcjonariuszy – spółka na dywidendę zamierza przeznaczyć 28,3 mln zł, co daje rekordowe 2 zł na akcję.

– Skup akcji własnych pozwala nam na dzielenie się zyskiem z akcjonariuszami. Doceniamy naszych inwestorów. Mamy za sobą rekordowy rok. Odnotowaliśmy najwyższe w swojej historii wyniki finansowe. Nasza obecna sytuacja gotówkowa jest bardzo dobra, przychody netto wzrosły o 37% r/r, osiągając 657 mln zł, natomiast zysk netto wyniósł 154 mln zł, co stanowi wzrost o 75% w porównaniu do roku poprzedniego. Umacniamy swoją pozycję jako lidera technologii e-commerce w Europie Środkowo-Wschodniej – mówi Robert Stasik, wiceprezes cyber_Folks.

Zarząd cyber_Folks podjął decyzję o zarekomendowaniu aktualizacji parametrów skupu akcji własnych. Nowa propozycja zakłada zwiększenie ceny skupu z 180 zł do nie więcej niż 200 zł za akcję, przy liczbie 50 000 akcji. Zakupione przez spółkę akcje zostaną przeznaczone na realizację istniejącego programu ESOP. Szczegóły związane z programem skupu akcji własnych dostępne są m.in. na stronach spółki i w komunikatach.

cyber_Folks od lat dzieli się zyskiem z akcjonariuszami. W ubiegłym roku spółka wypłaciła dywidendę w wysokości 1,50 zł na akcję, przeznaczając na wypłatę dla akcjonariuszy 21,2 mln zł – dodatkowo, realizując skup akcji własnych o wartości 6,8 mln zł w lipcu 2024 roku.

– Na przyszłość patrzymy z dużym optymizmem. Widzimy perspektywy do jeszcze lepszych wyników. Sprzyja nam ogólna koniunktura na rynku i przeprowadzane akwizycje. Nie można zapomnieć, że koniunktura na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie jest coraz lepsza. Rośnie także zapotrzebowanie na usługi e-commerce – to pozwala nam na realizację ambitnych planów. Zakładamy podwojenie wyniku EBITDA w ciągu najbliższych trzech lat, osiągając 310 mln zł w 2027 roku – dodaje Jakub Dwernicki, prezes cyber_Folks.

W ramach strategii motywowania kluczowych pracowników, cyber_Folks wdrożył Program Motywacyjny ESOP (Employee Stock Option Plan). Program ten, podzielony na część lojalnościową i motywacyjną, obejmuje przyznanie maksymalnie 250 tys. akcji, co stanowi 1,11% kapitału zakładowego spółki. Celem programu jest docenienie zaangażowania pracowników oraz zachęcenie do realizacji ambitnych celów ekonomicznych, takich jak osiągnięcie 100 mln zł EBITDA w 2026 roku.

Netflix przebił prognozy, ale dane z USA mogą niepokoić

Akcje Netflixa w pierwszej reakcji wzrosły ponad 4% po bardzo solidnych wynikach finansowych za I kwartał 2025 roku. Istnieją powody, dla których Netflix jest przez rynek odbierany jako pewien ‘papierek lakmusowy’ nastrojów konsumentów i ich apetytu na konsumpcję uznaniowych dóbr, w tym przypadku – usług. Jeśli założymy, że tak naprawdę jest, możemy dojść do wniosku, że globalna konsumpcja wygląda solidnie, choć przychody na rynku w Ameryce Północnej zawiodły prognozy. Wciąż jednak mówimy o prawie 10% wzroście rok do roku.

Całokształt raportu powinien raczej “uspokoić”, niż zmartwić Wall Street. Spółka przedstawiła prognozy dla bieżącego kwartału, które zdecydowanie (zwłaszcza pod względem zysku na akcję) przekroczyły oczekiwania. Sprawa jednak nie jest tak oczywista. Netflix od tego kwartału włącznie zrezygnował z raportowania wzrostu subskrypcji i ich anulacji. Być może gdyby dane były dalej transparentne, obserwowalibyśmy dziś reakcję podobną do wyników z roku 2022, gdy utrata kilkuset tysięcy subskrybentów skończyła się dla akcji spółki krachem.

To jednak tylko domysły, ponieważ niemal na pewno liczba subskrybentów wzrosła, choć wzrost ten mógł być rozczarowujący – zwłaszcza w Ameryce Północnej, gdzie konsument może powoli szykować portfele i zaciskać pasa w oczekiwaniu na wzrost inflacji, wynikającej z taryf celnych. Względna słabość na rynku USA została z nawiązką skompensowana wzrostem w Europie i Azji oraz wyższą rentownością, którą napędzają zyski z reklam.

Spółka utrzymała roczną prognozę i wskazała, że nie dostrzega w zachowaniach konsumentów “recesji” spowodowanej wojną handlową. Przynajmniej na razie. W ostatnim czasie Netflix przyciąga zainteresowanie inwestorów, pokazując sporą odporność na wyprzedaż w sektorze technologicznym. Obecnie akcje notowane są niespełna 10% poniżej historycznych szczytów, a jeśli nastroje z handlu posesyjnego utrzymają się, jutro testować mogą okolice historycznych maksimów.

Mocne wyniki pokazały, że optymizm rynku co do waloru był przynajmniej częściowo uzasadniony. Przychody wzrosły o 13% rok do roku do 10,54 mld USD, a zysk operacyjny o 27% r/r.  Wycena Netflixa pozostaje wysoka, ale spółka broni się skalą wzrostu, czy wysokim wskaźnikiem zwrotu na zainwestowanym kapitale. Mocny biznes reklamowy prawdopodobnie będzie nadal wspierał rentowność Netflixa, co widzimy w raportowanych, jak i oczekiwanych marżach.

Firma zdaje się odjeżdżać konkurencyjnym platformom zainteresowaniem użytkowników i ilością treści. To daje kolejne miejsca do monetyzacji. Niemniej jednak rynek lubi nadawać lubianym na Wall Street walorom różne ‘super-cechy’, które finalnie mogą zostać brutalnie skonfrontowane z rzeczywistością. Tak jest w przypadku narracji ‘odpornego na recesję’ modelu biznesowego Netflixa.  Wall Street doszło do wniosku, że rozrywka będzie prawdopodobnie ostatnim, z czego zrezygnują konsumenci, nawet jeśli inflacja i recesja uderzy w ich portfele.

Tak postawiona teza wydaje się ryzykowna. Częściowo jest sprzeczna też z odbieraniem Netflixa jako ‘papierka lakmusowego’ kondycji konsumenta. Przypisywana w ten sposób premia w wycenie spółki może na akcjach zemścić się w najbliższych kwartałach. Na pierwszy rzut oka wydaje się jednak myśleniem życzeniowym. Subskrypcja Netflixa pozostaje wydatkiem uznaniowym i w scenariuszu napiętych budżetów gospodarstw domowych – jedną z rzeczy branych pod uwagę, przy ograniczaniu kosztów. Nie zmienią tego “chwyty reklamowe” rodem z Wilka z Wall Street.

Obecna wycena Netflixa ma solidne fundamenty, ale ryzyko spadku pozostaje realne, jeśli narracja o odporności na recesję nie potwierdzi się w pełnym niespodziewanych zdarzeń i konfliktów świecie.

Autor: Eryk Szmyd, analityk XTB

XTPL z 2,1 mln zł przychodów w Q1 2025 – ruszyło pierwsze wdrożenie przemysłowe w Chinach

XTPL według wstępnych szacunkowych danych wygenerował w I kwartale 2025 roku 2,1 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług. Największy wpływ na osiągnięty wynik miało dostarczenie 2 urządzeń Delta Printing System (DPS): do klienta w UK – University of Cambridge oraz do klienta w USA – Washington University. Dodatkowo, w I kwartale 2025 roku Spółka rozpoczęła realizację pierwszego historycznie wdrożenia przemysłowego swojej technologii. Początkowo dostarczy 6 szt. modułów Ultra-Precise Dispensing (UPD) do bezpośredniego partnera – wiodącego chińskiego producenta maszyn do masowej produkcji wyświetlaczy FPD. Pierwszy moduł XTPL został już dostarczony i zamontowany w dużej maszynie przemysłowej partnera, a kolejnych 5 modułów zostanie dostarczonych zgodnie z harmonogramem do końca czerwca br. wpływając pozytywnie na wyniki II kwartału. Klientem końcowym rozwiązania wykorzystującego technologię XTPL, jest jeden z największych producentów wyświetlaczy z Chin o rocznych przychodach rzędu kilkudziesięciu mld USD.

– W I kwartale 2025 roku realizowaliśmy prace nad przygotowaniem do wysyłki sześciu modułów UPD w ramach pierwszego historycznie wdrożenia przemysłowego technologii XTPL. Klientem końcowym naszych głowic drukujących jest jeden z największych producentów wyświetlaczy z Chin na świecie. Pierwszy moduł został już odebrany przez klienta, a do końca czerwca br. dostarczymy pozostałe 5 szt. modułów przeznaczonych do integracji z dużymi maszynami partnera na przemysłowej linii produkcyjnej. Wdrożenie przemysłowe przebiega zgodnie z harmonogramem, a ze względu na jego wysoki potencjał, który szacujemy na ok. kilkadziesiąt szt. modułów w horyzoncie najbliższych lat, kolejnych zamówień spodziewamy się w dalszej części roku. Równolegle kontynuowane są przez nas prace w pozostałych 3 najbardziej zaawansowanych projektach nakierowanych na wdrożenie przemysłowe, które ewaluujemy z partnerami z Korei Płd., Tajwanu oraz z USA. Po pierwszych kilku miesiącach od informacji o wdrożeniu w Chinach widzimy już, że informacja ta została dostrzeżona przez rynek i wierzymy, że może okazać się istotnym wsparciem dla osiągnięcia pozytywnych decyzji w kolejnych projektach – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL S.A.

XTPL komercjalizuje obecnie trzy linie biznesowe: moduły UPD (głowice drukujące) do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące Delta Printing System (DPS, demonstrator technologii) oraz High Performance Materials (HPM, nanotusze). Ponadto Spółka generuje dodatkowe przychody z tytułu dotacji, które współfinansują część prowadzonych projektów o charakterze B+R. W I kwartale 2025 roku Spółka nie pozyskała nowych środków z dotacji, ale zgodnie z zasadą rozliczania grantów do wielkości aktywów, może wykazać przychody z tego tytułu w sprawozdaniu finansowym. Stan środków pieniężnych Spółki na dzień 31 marca 2025 roku wyniósł 20,5 mln zł.

– Główną kontrybucją do wyniku I kwartału 2025 roku było dostarczenie urządzeń Delta Printing System (DPS) do kolejnych klientów w UK i USA. Jednym z zamawiających był University of Cambridge, który co roku plasuje się w gronie najwyżej ocenianych uczelni na świecie. Prowadzenie prac badawczych na naszym urządzeniu przez wiodący globalnie ośrodek naukowy pokazuje jak wysoką dojrzałość i rozpoznawalność osiągnęła już technologia XTPL. Ilustruje to również pierwsze zamówienie DPS przez amerykańskiego klienta przemysłowego z sektora obronnego (ang. defence contractor), jakie otrzymaliśmy pod koniec marca. Wysokie zainteresowanie otwartym przez nas pod koniec ubiegłego roku centrum demonstracyjno-sprzedażowym w Bostonie sprawiło, że w potencjalnym pipeline sprzedażowym pojawiło się kilku przedstawicieli tego strategicznego sektora. Wspólnie weryfikujemy obecnie możliwość zastosowania technologii XTPL w tym nowym i atrakcyjnym dla nas rynku – mówi Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL S.A.

3 stycznia 2025 roku XTPL ogłosił pierwsze w historii wdrożenie przemysłowe autorskiej technologii UPD (Ultra-Precise Dispensing). Bezpośrednim partnerem, do którego w I półroczu 2025 dostarczona zostanie pierwsza partia modułów UPD Spółki w ilości 6 szt. (głowic drukujących), jest wiodący chiński producent maszyn do masowej produkcji nowoczesnych wyświetlaczy FPD. W kolejnym kroku partner zbuduje urządzenia przemysłowe z wykorzystaniem modułów XTPL, które trafią na linię produkcyjną jednego z największych na świecie producentów wyświetlaczy z Chin. Realizacja projektu może potrwać do kilku lat i obejmować łączny wolumen zamówień kilkudziesięciu modułów UPD Spółki, które zostaną wykorzystane do napraw defektów w wyświetlaczach FPD o ultrawysokiej rozdzielczości, znacząco zmniejszając liczbę odrzutów na linii produkcyjnej.

Spółka posiada obecnie 9 projektów na co najmniej drugim etapie procesów nakierowanych na przemysłowe wdrożenia swojej technologii (zakończony wstępny kontakt i identyfikacja potrzeb klienta, rozpoczęta ewaluacja technologii i prace rozwojowe po stronie XTPL), których łączny potencjał, przy pozytywnej walidacji i pełnym wdrożeniu, szacuje na ok. 400 mln zł średniorocznych przychodów w horyzoncie czasu ich realizacji. Najbardziej zaawansowane są 4 projekty (w tym realizowane wdrożenie dla klienta z Chin) obejmujące strategiczne dla Spółki obszary: półprzewodniki oraz wyświetlacze. Klientami końcowymi lub partnerami są globalne podmioty odpowiadające za produkcję elektroniki nowej generacji m.in. wiodący producent maszyn dla przemysłu nowoczesnych wyświetlaczy z Chin (obecnie realizowane wdrożenie przemysłowe), czołowy producent półprzewodników z Tajwanu, jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy FPD z Korei Płd. oraz notowany na Nasdaq 100 czołowy producent maszyn przemysłowych z USA.

EBC rozpoczął cykl obniżek stóp procentowych. Turcja ratuje lirę

Wczorajsze dane na temat zmian stóp procentowych zaskoczyły rynki. Nie mówimy jednak o EBC, bo tutaj nie było niespodzianki, tylko o Turcji, która najprawdopodobniej próbuje ratować lirę. W tle dane z USA, które nie zmieniły równowagi na dolarze.

EBC tnie stopy procentowe

Na wczorajszym posiedzeniu EBC obniżył stopy procentowe o 0,25%. Początek komunikatu był bardzo standardowy. Mówiono o spadku zarówno inflacji, jak i inflacji bazowej oraz jej stabilizacji w średnim okresie w celu inflacyjnym. Wskazano również na spadek tempa wzrostu płac, co dla pracowników nie jest dobrą wiadomością, ale z perspektywy walki z inflacją – już tak. W dalszej części komunikatu nie zabrakło jednak nawiązań do nieprzewidywalności rynkowej, ale wskazano też na odporność na wstrząsy strefy euro. Niestety taka deklaracja nie ograniczy negatywnego wpływu wojny handlowej na gospodarkę. Pojawiło się również standardowe zapewnienie o działaniach na podstawie danych, aby utrzymywać inflację w celu 2%.

Dane z USA

Wczorajsze dane z USA nie zaskoczyły rynków. Ubyło trochę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, co jest oczywiście bardzo dobrą wiadomością dla amerykańskich pracowników. Z drugiej strony słabsze dane napłynęły z rynku nieruchomości. Niby mamy więcej pozwoleń na budowę domów, ale co z tego, skoro rozpoczętych budów jest wyraźnie mniej niż oczekiwano. Dane te nie spowodowały rewolucji na kursie dolara. Biorąc pod uwagę, jak bardzo ostatnio dolar przyspawał się do okolic 1,13-1,14 za jedno euro, możemy oczekiwać, że jeszcze jakiś czas pozostanie w tej strefie. Chyba że administracja USA wykorzysta święta do jakiejś ważnej deklaracji politycznej.

Turcja podnosi stopy procentowe

Ostatnie decyzje monetarne w Turcji mogą budzić spore zdziwienie. Jak ktoś spojrzy tylko na dane makroekonomiczne, trudno będzie zrozumieć obecne zmiany. Wczoraj stopy procentowe poszły w górę o 3,5% z 42,5% na 46%. Na trzech poprzednich posiedzeniach były z kolei obniżane po 2,5%. Co się stało w Turcji, że spotkanie po spotkaniu doszło do podwyżki stóp procentowych po wcześniejszej obniżce? I to przy nadal spadającej inflacji. Powodem są ryzyka polityczne. Po aresztowaniu członków opozycji administracyjnie kurs liry do dolara usztywniono. Problem w tym, że przy niskim zaufaniu inwestorów wymagało to kosztownych interwencji rynkowych. Podniesienie stóp procentowych obniża koszty tych interwencji, dlatego też jednodniowa stopa overnight poszła bardziej w górę. Podnosi to jednak i tak już absurdalnie wysokie koszty kredytów w Turcji. Niestety to społeczeństwo ponosi koszty niedemokratycznych praktyk władzy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych jest niemal pusto. W wielu zachodnich państwach to Wielki Piątek jest bowiem dniem wolnym na rynku, a nie poniedziałek, jak w Polsce.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

EBC rusza z cyklem obniżek stóp – inflacja spada, ale geopolityka niepokoi

EBC zgodnie z oczekiwaniami obniżył wszystkie stopy procentowe o 0,25 proc.: stopę depozytową z 2,50 proc. na 2,25 proc., refinansową z 2,65 proc. na 2,40 proc. i stopę kredytową z 2,90 proc. na 2,65 proc.

Sama obniżka nie jest zaskoczeniem biorąc pod uwagę odczyty gospodarcze i inflacyjne, można się było jedynie zastanawiać jak będzie wysoka. Większość uczestników rynku spodziewała się jednak obniżki właśnie o 0,25 proc.

W najbliższych okresach należy się spodziewać kontynuacji cyklu obniżek stóp procentowych, choć potencjalna wojna handlowa i wydatki zbrojeniowe mogą odrobinę zwiększać niepewność związaną z decyzjami EBC.

Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Sektor finansowy w CEE stawia na konsolidację: banki, ubezpieczenia i zarządzanie aktywami w centrum zmian

0
  • Instytucje finansowe w Europie Środkowo-Wschodniej angażują się w fuzje i przejęcia, aby osiągnąć skalę i synergie operacyjne, tworząc wyspecjalizowane, konkurencyjne podmioty oraz by lepiej konkurować z podmiotami z Europy Zachodniej.
  • Wolumen wzrósł w 2024 r. do 56 transakcji w porównaniu do 46 w 2023 r. Ujawniona wartość transakcji (3,1 mld USD w 2024 r.) była najwyższa od 2021 r.
  • Banki to 50% transakcji w sektorze usług finansowych w Europie Środkowo-Wschodniej w 2024 r., a następnie ubezpieczenia z 32-proc. udziałem.

Podmioty finansowe w Polsce oraz w regionie wciąż mają stosunkowo małą skalę i zwiększenie jej pomogłoby im lepiej konkurować z instytucjami finansowymi z Europy Zachodniej – wynika z raportu The 2025 Outlook: M&A Trends for Financial Services in CEE.

Banki będą w 2025 roku rozwijać kompetencje technologiczne, szukać dywersyfikacji oraz zwiększenia skali działania poprzez M&A. Europejskie instytucje finansowe rozszerzają obszary działania i szukają takich projektów i podmiotów, które pozwolą im na zwiększenie odporności na oczekiwane dalsze spadki stóp procentowych, w tym poprzez jeszcze większe zainteresowanie obszarem zarządzania aktywami. Dyskusję o konsolidacji wspiera wzrost akcji europejskich banków i ich rentowności. Fuzje i przejęcia pozostają także metodą na realizację strategii zwiększania przychodów prowizyjnych – mówi Paweł Preuss, Partner EY Polska, lider sektora finansowego.

Aktywność w zakresie fuzji i przejęć w sektorze bankowości i rynków kapitałowych w 2024 roku wykazuje wzrost liczby transakcji w regionie Europy Środkowo-Wschodniej — łącznie 28 transakcji — w porównaniu do 25 w 2023 roku. Podobnie 2024 rok wyróżnia się pod względem ujawnionej wartości transakcji (2,7 mld USD) — lepszej niż we wszystkich poprzednich analogicznych okresach, w tym w 2022 roku. Banki, zwłaszcza średniej wielkości, konsolidują się by tworzyć bardziej potężne podmioty, gotowe podbić świat dzięki zwiększonej sile rynkowej i pogłębionej wiedzy sektorowej – wynika z raportu The 2025 Outlook: M&A Trends for Financial Services in CEE. Jedną z największych ubiegłorocznych transakcji było przejęcie VeloBanku przez Cerberus Capital Management o wartości 270 mld USD.

Aktywność w zakresie fuzji i przejęć jest największa w sektorze bankowym spośród badanych przez nas instytucji finansowych dlatego, że skokowe zwiększenie skali i pozyskanie nowych kompetencji przez przejęcie konkurenta wpływa bezpośrednio na ich pozycję konkurencyjną. Ten proces będzie przyspieszał, m.in. dzięki postępowi technologicznemu, napędzanemu przez upowszechnianie zastosowań generatywnej sztucznej inteligencji zwiększającej produktywność i innowacyjność oferty. Prognozowane obniżki stóp procentowych mogą dać dodatkowy impuls do konsolidacji. Banki w regionie działają na stosunkowo niewielka skalę. Najwięcej zyska ten, kto pierwszy stworzy silnego, regionalnego gracza – mówi Magda Warpas, Partner EY-Parthenon.

Ubezpieczenia

Rynek ubezpieczeń również jest bardzo aktywny na polu fuzji i przejęć, z 18 transakcjami w 2024 roku o ujawnionej wartości 332 mln USD, odnotowując 13% wzrost liczby transakcji fuzji i przejęć (w porównaniu do 2023 roku). W Polsce transakcje występowały przede wszystkim w sektorze brokerskim.

Model Managing General Agent (MGA) wyłania się jako przełomowy, oferując nowe spojrzenie na zwinność operacyjną w ściśle regulowanej przestrzeni. Konsolidacja w sektorze brokerskim powinna się utrzymać dzięki silnym i stabilnym marżom, rozdrobnionym rynkom oraz strategiom ukierunkowanym na ekspansję międzynarodową – mówi Magda Warpas.

Wealth and asset management

W 2024 roku sektor zarządzania majątkiem i aktywami w Europie Środkowo-Wschodniej zmagał się z trudnymi warunkami, czego efektem jest dziesięć transakcji (wzrost o 100% w porównaniu do 2023 roku) — pozostając w tyle za sektorami bankowości oraz ubezpieczeń pod względem liczby transakcji i ujawnionej ich wartości.

Wysokie stopy procentowe oraz inflacja to główne wyzwania dla sektora obok tempa i sposobu wdrażania generatywnej sztucznej inteligencji, która umożliwia poprawę efektywności i obsługi klienta. Spadające stopy procentowe mogą stać się katalizatorem wzrostu a przyciągnięcie najlepszych talentów oraz efektywne wykorzystanie sztucznej inteligencji będą czynnikami dywersyfikującymi instytucje wealth and asset management – mówi Magda Warpas.

Fundusze private equity obserwują z uwagą sektor zarządzania majątkiem i aktywami, by w porę wyłowić podmioty do dalszej konsolidacji, gdy mniejsi gracze będą zmagać się z kosztami utrzymania konkurencyjności na rynku zorientowanym na skalę, który sprzyja technologicznie zaawansowanym firmom.

Metodyka
The 2025 Outlook: M&A Trends for Financial Services in CEE opiera się na analizie EY danych z Capital IQ Pro, LSEG i Mergermarket od 2021 do czerwca 2024 roku. Na potrzeby tej publikacji, definicja usług finansowych obejmuje firmy z sektorów bankowości i rynków kapitałowych, ubezpieczeń oraz zarządzania majątkiem i aktywami.

Transakcje obejmują operacje (ogłoszone lub zakończone), w których celem jest firma działająca w jednym z trzech sektorów usług finansowych, a cel lub nabywca ma siedzibę w Europie Środkowej lub Wschodniej (CEE) (w tym: Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Czechy, Estonia, Grecja, Węgry, Kosowo, Łotwa, Litwa, Malta, Mołdawia, Czarnogóra, Macedonia Północna, Polska, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia, Ukraina).

Nie ma minimalnego ujawnionego progu wartości transakcji. Transakcje, w których nabyto mniej niż 20% (ujawnione) firmy, a także inwestycje kapitałowe, joint ventures, pierwsze oferty publiczne i transakcje portfelowe nie zostały uwzględnione.

„Wartość transakcji” odnosi się do całkowitej wartości transakcji z publicznie ujawnioną kwotą transakcji. Informacje o wartości były ujawniane dla 10%-35% transakcji w analizowanym okresie, w zależności od roku. Wykresy wolumenu transakcji obejmują również transakcje z nieujawnionymi wartościami transakcji. Wartości transakcji są zaokrąglane.

Makroekonomiczny czwartek: decyzje EBC i Turcji, dane z USA i napięcia w Argentynie

Sytuacja walutowa w Argentynie znów zaczyna wymykać się spod kontroli. Inflacja bazowa w Polsce podtrzymuje oczekiwania o nadchodzących obniżkach stóp procentowych. Dane z USA bez większego wpływu na rynki, które czekają na dzisiejsze cięcie stóp przez EBC.

Inflacja bazowa w Polsce

Wczoraj poznaliśmy dane na temat inflacji bazowej. Ten wskaźnik nie wlicza elementów najbardziej zmiennych, czyli cen energii i żywności. Tak uproszczony parametr rośnie o 3,6% w skali roku. Analitycy liczyli na 3,5%, ale to nadal solidny wynik. Pamiętajmy, że cel inflacyjny w Polsce wynosi 2,5%, z tolerancją 1%. Wartość ta jest bardzo blisko górnej granicy tak wyznaczonej normy. Uwiarygadnia to zatem scenariusz, w którym w najbliższych miesiącach zobaczymy obniżki stóp procentowych w Polsce. Widać to zresztą bardzo wyraźnie po spadającej stawce WIBOR – zarówno tej 3M i 6M. Co to oznacza dla rynków walutowych? Im niższe stopy, tym słabsza waluta. Można spodziewać się trudniejszego momentu dla złotego. Z drugiej strony zmiany WIBOR są już na tyle istotne, że po aktualizacji stawek kredytobiorcy powinni odczuć spadek rat kredytów.

Dane z USA

Wczorajsze dane z USA były bardzo bliskie oczekiwań. Sprzedaż detaliczna wzrosła o 1,4%, przy prognozowanym rezultacie 1,3%. Również produkcja przemysłowa zgodnie z przypuszczeniami zmniejszyła się o 0,3%. Co więcej, spadło wykorzystanie mocy produkcyjnych. Wynosi ono obecnie 77,8% – co jak wskazuje część komentatorów – jest dowodem na możliwość przeniesienia produkcji do USA. Problem w tym, że Amerykanie chcą nosić tanie ubrania, a nie je produkować. Dane te zostały przyjęte przez rynek neutralnie. Kurs dolara wobec euro znów oscyluje tuż poniżej dolara i czternastu centów za jedno euro.

Dewaluacja w Argentynie

Ten tydzień jest wyjątkowo interesujący na argentyńskim peso. ARS – bo taki skrót ma tamtejsza waluta – jest czasowo usztywniany względem dolara. Problem w tym, że założenia są bardzo optymistyczne. W rezultacie bardzo regularnie dochodzi do sytuacji, w której kurs rynkowy znacząco odbiega od administracyjnego. Efektem tego są dostosowania w formie administracyjnego osłabiania oficjalnego kursu. Do podobnej sytuacji doszło w poniedziałek. W efekcie tego ruchu za jednego dolara pod koniec dnia płacono już nie 1080 peso, a aż 1200 peso. Jak się jednak okazuje, pomimo tego, że nie była to jeszcze stawka rynkowa, rząd Argentyny i tak postanowił amortyzować spadki. Co więcej, docelowy poziom to zdaniem prezydenta 1000 peso za dolara. W tym celu gwałtownie podniesiono krótkoterminowe stopy procentowe. Jak widać libertarianizm libertarianizmem, ale rynkiem trochę sterować trzeba.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:15 – strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Rekordowy I kwartał dla elektromobilności. Rośnie liczba elektryków i punktów ładowania

Według danych z końca marca 2025 r. w Polsce było zarejestrowane łącznie 87 461 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). W I kwartale b.r. ich liczba zwiększyła się o 7 201  szt., czyli o 22% więcej niż w analogicznym okresie 2024 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.

Pod koniec marca 2025 r. po polskich drogach jeździły 157 362 samochody osobowe z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 78 853 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 78 509 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 8 639 szt. Stale rośnie flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec marca składała się z 24 163 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 1 044 755 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1 525 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1437 szt., zaś wodorowe – 88 szt.).

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec marca 2025 r. w Polsce funkcjonowało 9 342 ogólnodostępnych punktów ładowania pojazdów elektrycznych. 32% z nich stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 68% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW.

– Wzrosty rejestracji pojazdów osobowych są spowodowane wprowadzeniem programu „NaszEauto”, a jeśli Ministerstwo Klimatu i Środowiska zdecyduje się – po zapoznaniu się z  wynikami po pierwszych miesiącach funkcjonowania i oceną programu – poszerzyć go o pojazdy dostawcze bądź o odbiorców instytucjonalnych, z pewnością wzrosty te będą jeszcze większe. Czekamy też na zwiększenie liczby rejestracji pojazdów zeroemisyjnych pow. 16 t. po tym, gdy zostanie już wprowadzony dedykowany im program. W ostatnim czasie obserwowaliśmy procentowo duże wzrosty rejestracji tych pojazdów, jednak wciąż jeszcze ich ilość jest mała, w porównaniu z wynikami w innych krajach europejskich. Mamy nadzieję, że uruchomienie tego programu i – co równie istotne – dwóch programów dedykowanych ładowarkom dla samochodów ciężarowych i infrastrukturze do nich, przełoży się na bardzo wyraźny wzrost ich rejestracji. Biorąc pod uwagę fakt, że w sumie na te trzy programy przeznaczono niebagatelną kwotę 6 miliardów złotych, wydaje się to bardzo prawdopodobne – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Po zakończeniu programu „Mój elektryk”, w Polsce bardzo brakuje dopłat do zeroemisyjnych pojazdów dostawczych kategorii N1. Liczba rejestracji nowych, elektrycznych „dostawczaków” w I kwartale b.r. spadła o kilkanaście procent rok do roku. To bardzo kontrastuje z ponad 20-procentowmym wzrostem w segmencie samochodów osobowych, które są objęte dotacjami z programu „NaszEAuto”. To niewykorzystana szansa na przyspieszenie elektryfikacji, zwłaszcza biorąc pod uwagę obecną, bardzo bogatą ofertę modelową dostawczych BEV oraz fakt, że pojazdy tego typu idealnie nadają się do realizacji zadań z zakresu logistyki miejskiej. Dlatego liczymy na możliwie szybką, zapowiedzianą przez administrację centralną rewizję założeń KPO, która mogłaby pozwolić na objęcie dofinansowaniem również pojazdów kategorii N1 mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.  

SOFTSWISS i legenda wyścigów Rubens Barrichello przedłużają strategiczną współpracę

SOFTSWISS, międzynarodowa marka technologiczna z centrami rozwoju partnerskiego w Warszawie i Poznaniu, z dumą ogłasza przedłużenie strategicznego partnerstwa z Rubensem Barrichello – legendarnym kierowcą Formuły 1 oraz dyrektorem niewykonawczym w Ameryce Łacińskiej.

Barrichello, jedno z najbardziej szanowanych nazwisk w świecie sportów motorowych, zbudował imponującą, niemal dwudziestoletnią karierę na najwyższym poziomie wyścigów. Znany z występów w zespołach takich jak Ferrari, ceniony jest nie tylko za osiągnięcia na torze, ale również za przywództwo i zaangażowanie w działalność charytatywną.

Przedłużenie współpracy stanowi kontynuację udanego pierwszego roku partnerstwa, w trakcie którego Barrichello odegrał kluczową rolę w zwiększaniu globalnej rozpoznawalności marki SOFTSWISS oraz stał się jej wiarygodnym ambasadorem.

Jednym z najważniejszych momentów współpracy był udział Barrichello w inauguracji inicjatywy SOFTSWISS Excellence Talks – wewnętrznego projektu firmy zapoczątkowanego w grudniu 2024 roku w poznańskim centrum rozwoju. Jako pierwszy gość serii, Barrichello odwiedził zespół, dzieląc się inspirującymi przemyśleniami i odpowiadając na pytania pracowników. Spotkanie podkreśliło, że wartości takie jak przywództwo, praca zespołowa i umiejętność adaptacji są niezbędne w świecie wyścigów ale znajdują swoje odzwierciedlenie także w budowaniu innowacyjnych zespołów technologicznych.SOFTSWISS Excellence Talks

„Rubens wnosi niezrównany poziom autentyczności, uczciwości i pasji do wszystkiego, co robi” – mówi Ivan Montik, założyciel SOFTSWISS. „Z biegiem czasu stał się dla nas kimś więcej niż tylko partnerem – stał się prawdziwym przyjacielem. Jego obecność pomogła nam zbudować głębsze relacje z partnerami, klientami i społecznością, nie tylko jako marka, ale jako odpowiedzialny, długoterminowy partner biznesowy.”

Od rozpoczęcia współpracy w kwietniu 2024 roku, Barrichello aktywnie wspierał kluczowe inicjatywy marki, odzwierciedlające jej wartości w obszarach partnerstwa, zaangażowania kulturowego i społecznej odpowiedzialności. Wśród nich znalazło się m.in. jego wsparcie dla kampanii Help Brazil, zainicjowanej w odpowiedzi na powodzie w stanie Rio Grande do Sul. Początkowa pomoc przerodziła się w długofalowe działania na rzecz dostępu do czystej wody – misji, której zarówno Barrichello, jak i SOFTSWISS pozostają wierni.

Rubens Barrichello
Rubens Barrichello

„Jestem dumny, że mogę kontynuować tę podróż z SOFTSWISS”, mówi Rubens Barrichello. „Pierwszy rok naszej współpracy pokazał, że wspólne wartości mogą realnie przekładać się na sukces – zarówno w biznesie, jak i w działaniach na rzecz rynków regionalnych oraz lokalnych społeczności. Z entuzjazmem czekam na kolejne rozdziały tego wyjątkowego partnerstwa.”

Kilka słów o SOFTSWISS

SOFTSWISSSOFTSWISS to międzynarodowa marka technologiczna, która w 2024 roku obchodziła 15-lecie działalności. W 2013 roku firma jako pierwsza w branży iGaming zintegrowała rozwiązania oparte na kryptowalutach. Obecnie SOFTSWISS zatrudnia ponad 2000 pracowników, zarówno w biurach stacjonarnych, jak i zdalnie, a jej główne centra rozwoju mieszczą się w Warszawie i Poznaniu.

EBC i Fed balansują na cienkiej linie: inwestorzy czekają na sygnały, rynki pozostają nerwowe

Dzisiejsza decyzja Europejskiego Banku Centralnego stanowi kluczowy punkt tygodnia na rynkach finansowych, jednak oczekiwania co do niespodzianek ze strony EBC są ograniczone. Po krótkim okresie niepewności co do możliwości kolejnej obniżki stóp procentowych, rynki niemal w pełni zdyskontowały taki scenariusz. Tradycyjnie EBC nie ulega presji krótkoterminowych wydarzeń i zmienia swoje nastawienie stopniowo. Co więcej, znaczne umocnienie euro od ostatniej decyzji oraz ryzyko napływu tanich towarów z Chin do Europy ograniczają presję inflacyjną, co również przemawia przeciwko bardziej “jastrzębiemu” stanowisku banku centralnego.

Większych emocji należy się spodziewać w kontekście “forward guidance”, czyli wskazówek dotyczących przyszłych decyzji. Jeśli podczas konferencji prezes Christine Lagarde zasugeruje, że Rada Prezesów skłania się ku strategii “wait and see” w obliczu niepewności związanej z wojną handlową, euro może nieco zyskać. Szefowa EBC prawdopodobnie zachowa elastyczność i nie zwiąże się jednoznacznymi deklaracjami, przez co zachowanie euro będzie zależeć głównie od niuansów językowych użytych podczas wystąpienia. Jednak biorąc pod uwagę szereg czynników przemawiających przeciwko jastrzębiej niespodziance, ryzyka są wyraźnie przechylone w stronę osłabienia wspólnej waluty.

Na rynku amerykańskim dolar nie zdołał się wczoraj wzmocnić, mimo mieszanych danych makroekonomicznych i stosunkowo jastrzębiego tonu przewodniczącego Fed Jerome’a Powella. Kurs EUR/USD chwilowo przebił poziom 1,14, co sugeruje, że inwestorzy wciąż mają wątpliwości co do trwałości obecnej polityki monetarnej USA.

Sprzedaż detaliczna w Stanach Zjednoczonych wypadła solidnie, chociaż można przypuszczać, że część zakupów została przyspieszona w obawie przed wzrostem cen wynikającym z ceł. Produkcja przemysłowa spadła nieco bardziej od oczekiwań, ale korekta danych za poprzedni miesiąc zniwelowała ten efekt. Spadek produkcji może być wynikiem łagodnej pogody, a nie symptomem spowolnienia gospodarczego.

Obraz danych makro pozostaje zatem spójny z tendencją obserwowaną od kilku tygodni: podczas gdy tzw. dane miękkie, jak wskaźniki nastrojów, znacząco osłabły od początku prezydentury Trumpa, dane twarde – takie jak sprzedaż detaliczna – wciąż wykazują odporność. Nie oznacza to jednak, że miękkie wskaźniki nie przełożą się w końcu na realną gospodarkę – może to po prostu potrwać nieco dłużej.

Sam Jerome Powell nie wydaje się szczególnie zaniepokojony stanem gospodarki USA. Wczorajsze wypowiedzi miały “jastrzębi” wydźwięk – podobnie jak wiele wcześniejszych – i skupiały się głównie na ryzykach inflacyjnych związanych z polityką celną. Powell podkreślił, że poziom ceł przekracza nawet najbardziej pesymistyczne scenariusze zakładane przez Fed. Mimo to rynek zdaje się wątpić, że Rezerwa Federalna może pozostać skupiona wyłącznie na walce z wysokimi cenami. Inwestorzy wciąż liczą na kolejne obniżki stóp procentowych w celu wsparcia realnej gospodarki. W rezultacie nawet wyraźnie jastrzębie sygnały ze strony szefa Fed nie były w stanie wpłynąć na aprecjację USD. Widać, że zarówno w Europie, jak i w USA banki centralne muszą ostrożnie balansować po cienkiej linii między utrzymaniem stabilności cen a reakcją na wzrastające napięcia handlowe i niepewność gospodarczą.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Sztuczna inteligencja zmienia handel detaliczny: od cen po obsługę klienta

Handel detaliczny wchodzi w nową erę dzięki sztucznej inteligencji (AI), która automatyzuje kluczowe procesy i usprawnia zarządzanie łańcuchem dostaw. Przekłada się to na wyższą efektywność i lepsze wyniki finansowe. Firmy, które skutecznie wdrażają te technologie, osiągają wyższy zwrot z inwestycji i zwiększają swoją konkurencyjność. 56% firm z sektora handlu detalicznego korzysta z AI od ponad 3 lat, co wskazuje na większe doświadczenie w porównaniu z innymi sektorami – wynika z raportu KPMG International pt. „Intelligent retail. A blueprint for creating value through AI-driven transformation”, w którym przedstawiono między innymi przykłady wykorzystania AI w branży. Największym wyzwaniem związanym z wdrażaniem AI w handlu detalicznym są obawy o bezpieczeństwo danych i prywatność, wskazywane przez 38% firm.

AI wspiera rozwój handlu detalicznego

Sztuczna inteligencja rewolucjonizuje handel detaliczny, wprowadzając innowacje w personalizacji oferty, dynamicznym ustalaniu cen i precyzyjnym prognozowaniu popytu. Dzięki automatyzacji obsługi klienta oraz analizie danych w czasie rzeczywistym firmy mogą zwiększać efektywność operacyjną i poprawiać doświadczenia konsumentów.

Sektor handlu detalicznego stoi przed wyzwaniem dostosowania się do rosnącej roli sztucznej inteligencji. Firmy, które już wdrożyły AI, dostrzegają jej realny wpływ na optymalizację kosztów i poprawę jakości obsługi klientów. W obliczu presji inflacyjnej i zmieniających się preferencji konsumentów, narzędzia AI pozwalają szybciej reagować na trendy rynkowe oraz efektywniej zarządzać stanami magazynowymi i polityką cenową. Warto zwrócić uwagę, że aż 47% detalistów uznaje AI za kluczową dla ich działalności, co pokazuje, że technologie te przestały być jedynie eksperymentem, a stały się standardem w branży – mówi Piotr Grauer, Partner Associate w Zespole Fuzji i Przejęć w Dziale Deal Advisory, Lider doradztwa dla sektora dóbr konsumpcyjnych w KPMG w Polsce.

Sztuczna inteligencja napędza transformację biznesową – priorytety organizacji

Firmy na całym świecie coraz częściej sięgają po sztuczną inteligencję, aby realizować strategiczne cele i zwiększać swoją konkurencyjność. Jak wynika z raportu KPMG International pt. „Intelligent Retail. A Blueprint for Creating Value Through AI-Driven Transformation”, organizacje najczęściej wykorzystują AI do poprawy jakości obsługi klienta oraz usprawnienia procesu podejmowania decyzji – na te obszary wskazało po 42% respondentów.

Polski e-commerce rozwija się dynamicznie. Siła tego rozwoju nie tkwi wyłącznie w skali, ale także w inteligencji działania. Podobnie jak na całym świecie, coraz więcej firm wdraża rozwiązania wykorzystujące sztuczną inteligencję nie po to by eksperymentować, lecz by budować realną przewagę. AI wspiera podejmowanie decyzji, umożliwia szybszą reakcję na zmiany popytu oraz pozwala efektywniej dotrzeć do klientów poprzez personalizację zakupów. Wspiera również optymalizację procesów operacyjnych. Zgodnie z badaniem KPMG, 67% firm odnotowało poprawę efektywności, a ponad 70% spodziewa się wyraźnego wzrostu ROI w ciągu najbliższego roku dzięki wdrożeniu rozwiązań opartych na AI. AI nie tylko staje się narzędziem wykorzystywanym punktowo, ale w praktyce umożliwia zupełnie nowe podejście do klienta i operacji, np. inteligentne chatboty obsługujące 24/7, dynamiczne systemy cenowe, wirtualne przymierzalnie czy AI analizujące dane sprzedażowe w czasie rzeczywistym. Firmy, które potrafią połączyć te technologie z konkretnym modelem biznesowym, zyskują nie tylko lojalność klientów, ale także elastyczność w działaniu. Zmiany już zachodzą, a firmy, które potraktują AI strategicznie, mają szansę nie tylko nadążyć, ale i wyprzedzić konkurencję – zarówno w Polsce, jak i za granicą – mówi Leszek Ortyński, Dyrektor, Lider ds. Data Science i AI w KPMG w Polsce.Inteligentne rozwiązania w handlu detalicznym - KPMG Poland

Bariery związane z AI z perspektywy detalistów

Największym wyzwaniem we wdrażaniu AI w handlu detalicznym pozostają obawy o bezpieczeństwo danych i prywatność, na które wskazuje 38% firm. Kolejne bariery to braki kompetencyjne w zakresie AI (27%) oraz niska jakość danych (27%), co pokazuje, że przeszkody technologiczne i organizacyjne wciąż hamują rozwój sztucznej inteligencji. Istotnym problemem jest również fragmentacja danych (26%) oraz brak wsparcia ze strony kadry zarządzającej (25%), co może utrudniać skuteczną implementację nowych rozwiązań. Firmy zwracają także uwagę na ograniczenia budżetowe (25%), opór pracowników przed zmianą (23%) oraz złożoność regulacji prawnych (21%), w tym wymogi związane z RODO.

O raporcie:         
Raport KPMG International „Intelligent retail. A blueprint for creating value through AI-driven transformation” powstał na podstawie wniosków z badania ankietowego przeprowadzonego wśród 1 390 liderów rynku, w tym 163 z sektora handlu detalicznego. Uzupełniono je wywiadami z ekspertami oraz 18-miesięczną analizą wpływu generatywnej AI na biznes.

Słodko-gorzki czas dla producentów: czekolada pod presją cen, ceł i klimatu

W przededniu Wielkanocy ze sklepowych półek znikają kupowane przez Polaków czekoladowe zające, jajka i inne słodycze. Jednak cała branża słodyczy mierzy się dziś ze słodko-gorzką mieszanką sprzedaży i poważnych wyzwań. Ceny kakao na globalnym rynku zaczęły spadać, ale wciąż utrzymują się na bardzo wysokim poziomie. Do tego dochodzi niepewność związana z globalną sytuacją rynkową i nowymi cłami ogłoszonymi przez administrację Donalda Trumpa. W efekcie polscy konsumenci płacą za tabliczkę czekolady już nawet ponad 7 zł – choć może się okazać, że za rok zapłacimy za nią nawet ponad 10 zł.

Pomimo wzrostu cen, miłość do czekolady nie słabnie. Aż 66 proc. konsumentów na świecie deklaruje, że spożywa jej tyle samo co rok wcześniej. 18 proc. przyznaje, że je jej więcej, a tylko 16 proc. zmniejszyło zakupy – wynika z raportu firmy Barry-Callebaut, specjalizującej się w rynku kakao. W 2024 roku wartość sprzedaży detalicznej czekoladowych słodyczy na świecie przekroczyła 130 miliardów dolarów. Prognozy mówią o dalszym wzroście – średnio o 5,2 proc. rocznie do 2029 roku.

Dla takich gigantów jak Hershey czy Mondelez – właściciela marek Milka, Toblerone, 7Days czy Cadbury – okres wielkanocny od lat oznacza sprzedażowe żniwa. W tym roku jednak problemem dla producentów stały się galopujące ceny kakao. W ciągu ostatnich pięciu lat surowiec ten podrożał aż o 280 proc., głównie z powodu problemów z produkcją w Afryce Zachodniej. Widać to również w Polsce, gdzie cena standardowej tabliczki czekolady wzrosła w ciągu ostatniego roku o ponad 40 proc., osiągając w wielu sklepach poziom 7 zł.

Producenci starają się reagować – podnoszą ceny, zmniejszają wielkość produktów, eksperymentują z alternatywnymi składnikami. To tworzy ciekawą sytuację rynkową. Jak wskazuje Międzynarodowa Organizacja Kakao (ICO), popyt na ten surowiec słabnie, co również wpływa na tegoroczne spadki cen. W marcu 2025 zapasy ziaren kakao w ICE Futures London wzrosły aż o 68 proc. – z 34 070 ton do 57 390 ton. W Nowym Jorku, na giełdzie ICE Futures, w tym samym czasie zapasy wzrosły o 25 proc. – z 1 463 836 worków do 1 833 665. Dodatkowo prognozy dla głównych producentów wskazują, że sezon 2024/25 może być lepszy niż poprzedni. Wyjątkiem jest Wybrzeże Kości Słoniowej, gdzie przedłużająca się susza zagraża uprawom. Według ICO możliwe jest jednak, że straty tej części zbiorów zostaną zrekompensowane przez wyższą produkcję w innych krajach.

W dłuższej perspektywie uprawy kakao zmagają się z problemami klimatycznymi. Afryka Zachodnia – odpowiadająca za około 70 proc. światowej produkcji – doświadcza coraz większych opadów i wzrostu temperatur, co przekłada się na trudniejsze warunki uprawy i niższe plony. Niestabilna pogoda sprawia, że rolnikom coraz trudniej utrzymać odpowiedni poziom produkcji. Dodatkowo plantacje w Ghanie i na Wybrzeżu Kości Słoniowej dotyka wirus puchnięcia pędów kakaowca (CSSV), który skraca żywotność drzew i szybko się rozprzestrzenia, ograniczając podaż.

Na to wszystko nakładają się decyzje polityczne w Stanach Zjednoczonych. Ogłoszono tam nowe cła – 21 proc. na import kakao z Wybrzeża Kości Słoniowej i 10 proc. z Ghany. Stawki te zapewne będą jeszcze negocjowane, ale już teraz stanowią realne zagrożenie dla rentowności producentów i mogą przełożyć się na wyższe ceny dla konsumentów w USA. Wybrzeże Kości Słoniowej sugeruje już, że może podnieść ceny surowca, co tylko pogłębi presję kosztową. Dodatkowo w grudniu 2025 roku wchodzi w życie unijne Rozporządzenie o Ochronie Lasów, które wymusi na producentach udowodnienie zrównoważonego pochodzenia kakao – to kolejne wyzwanie w zarządzaniu łańcuchem dostaw.

Mimo tych trudności producenci czekolady nie składają broni. Skupiają się na innowacjach i produktach premium, które są w stanie absorbować wyższe ceny. Widać to chociażby po ostatnim trendzie i popularności tzw. czekolady dubajskiej, której cena jest znacząco wyższa od standardowej. Świąteczne tradycje mają się dobrze, ale cała branża funkcjonuje dziś w rzeczywistości, gdzie słodycz zderza się z gospodarczą goryczą. Od zdolności adaptacyjnych producentów będzie zależeć, czy uda się utrzymać tę delikatną równowagę.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro

Netflix kontra globalna niepewność: jak poradzi sobie w kwartalnym raporcie?

Wyniki Netflixa za I kwartał pod lupą: czy lider streamingu ponownie zaskoczy inwestorów solidnym raportem w obliczu napięć handlowych wywołanych przez cła nałożone przez Trumpa?

  • Odporny, ale ostrożny: choć Netflix pozostaje stosunkowo odporny na bezpośrednie skutki ceł, inwestorzy powinni uważać na efekty pośrednie, zwłaszcza w kontekście możliwego wprowadzenia podatków od usług cyfrowych.
  • Marże i reklamy w centrum uwagi: kluczowymi wskaźnikami pozostają marże operacyjne i przychody z reklam, szczególnie że spółka nie ujawnia już danych dotyczących wzrostu liczby subskrybentów.
  • Długoterminowa narracja bez zmian: Pomimo krótkoterminowych zawirowań gospodarczych, ambitne długofalowe plany rozwoju Netflixa nadal prezentują się atrakcyjnie, co czyni firmę jednym z graczy wartych śledzenia.

– Inwestorzy przygotowują się na publikację wyników finansowych Netflixa za I kwartał w tym tygodniu, choć na rynku panuje niepewność. Sytuację dodatkowo komplikuje zamieszanie wokół kontrowersyjnych globalnych ceł nałożonych przez prezydenta Trumpa, które wywołały nerwowość i przestoje na Wall Street. W takim otoczeniu inwestorzy bacznie przyglądają się raportowi finansowemu Netflixa, zastanawiając się, czy spółka utrzyma ich zainteresowanie mocnymi wynikami, czy też pozostawi ich w oczekiwaniu na dalszy rozwój wydarzeń – komentuje Jacob Falkencrone, główny strateg inwestycyjny w Saxo.

Akcje Netflixa od dawna postrzegane są jako relatywnie odporne na większe zawirowania gospodarcze wywołane wzrostem ceł, a tegoroczne wyniki będą ponownym testem reputacji firmy.

Czego spodziewać się po wynikach finansowych Netflixa?

Według przewidywań analityków przychody Netflix za I kwartał 2025 roku wyniosą około 10,5 miliardów USD, co oznacza wzrost o 12% r/r, a skorygowany zysk na akcję (EPS) około 5,76 USD, co stanowi wzrost o około 8% r/r. Chociaż wzrost przychodów pozostaje solidny, inwestorzy powinni pamiętać, że jest on niższy niż w poprzednich kwartałach.

Marża operacyjna Netflixa, główny wskaźnik rentowności, również znajdzie się w centrum uwagi. Netflix prognozuje, że poziom około 28,2% – stabilnie w porównaniu z rokiem ubiegłym, ale wciąż imponująco w porównaniu ze standardami branżowymi. Czy Netflix zdoła utrzymać tak solidne marże na solidnym poziomie, czy też rosnące koszty i presja zewnętrzna wymuszą na firmie bardziej zachowawczą strategię?

Co dalej z subskrypcjami?

Co ciekawe, Netflix przestał podawać dane o liczbie subskrybentów. Przez lata to właśnie tempo przyrostu liczby użytkowników było kluczowym wskaźnikiem dla inwestorów, więc jego brak przypomina nagłe urwanie wątku w serialu. Teraz uwaga rynku będzie skupiać się na innych wskaźnikach efektywności, zwłaszcza na średnim przychodzie na użytkownika (ARM). Ostatnie podwyżki cen na kluczowych rynkach, takich jak USA i Wielka Brytania, sprawiają, że parametr ten będzie analizowany jeszcze dokładniej, aby ocenić lojalność klientów i siłę cenową platformy.

Komentarz zarządu: wersja reżyserska

Netflix przedstawił ambitne plany, zakładające marżę operacyjną na poziomie 29% za cały 2025 rok i wolne przepływy pieniężne w wysokości około 8 miliardów USD, co oznacza znaczący wzrost w porównaniu do 6,9 miliarda USD w 2024 roku. Inwestorzy będą uważnie nasłuchiwać wszelkich informacji ze strony kierownictwa dotyczących rewizji lub potwierdzenia tych ambitnych celów.

Choć tradycyjny wzrost liczby subskrybentów nie jest już raportowany, kluczowe czynniki stojące za wynikami Netflixa pozostają jasne: atrakcyjne treści, przemyślane korekty cen i rosnące znaczenie modeli subskrypcji z reklamami. Choć  segment reklamowy Netflixa – wciąż odpowiada za około 3% całkowitych przychodów – może odegrać kluczową rolę w przyszłych strategiach wzrostu.

Narracja zarządu dotycząca przychodów z reklam będzie więc bacznie śledzona. W obliczu niestabilnej sytuacji gospodarczej, która może skłaniać firmy do ograniczania budżetów reklamowych, inwestorzy będą szczególnie wyczuleni na wszelkie informacje o kondycji rozwijającego się segmentu reklamowego Netflixa oraz jego odporności na trudniejsze warunki makroekonomiczne.

Czy Netflix może pozostać bezpieczny w kontekście globalnej wojny handlowej?

Unikalna pozycja Netflixa jako cyfrowej usługi opartej na subskrypcji częściowo chroni go przed skutkami taryf celnych. W przeciwieństwie do Apple czy Samsunga, Netflix nie wysyła fizycznych produktów przez granice, więc bezpośredni wpływ ceł jest dla niego mniejszym zagrożeniem.

Jednak inwestorzy nie powinni lekceważyć potencjalnych pośrednich ryzyk. Wzrastające zagrożenie podatkami od usług cyfrowych na rynkach międzynarodowych, zwłaszcza w Europie, gdzie kraje już nakładają na Netflixa podatki w wysokości od 2% do 5% lokalnych przychodów, może wywierać presję na marże firmy. Jeśli wojna handlowa doprowadzi do dalszych działań odwetowych w postaci nowych podatków, Netflix może odczuć negatywne skutki, szczególnie na kluczowych rynkach europejskich, które stanowią około jednej trzeciej całkowitych przychodów firm.

– Wyniki firm za I kwartał będą szczególnie uważnie obserwowane, ponieważ publikowane są w kontekście bardzo niestabilnej sytuacji gospodarczej. Analitycy znacząco obniżyli prognozy wzrostu zysków – z 11% na początku roku do zaledwie 6% obecnie, podkreślając pogłębiające się obawy gospodarcze na tle historycznych podwyżek ceł administracji Trumpa. Dlatego inwestorzy powinni uważnie śledzić raporty i prognozy spółek, które mierzą się z niespotykaną dotąd niepewnością, presją inflacyjną i pesymizmem konsumentów. W obliczu utrzymującej się niepewności makroekonomicznej, dywersyfikacja portfela staje się kluczową strategią ochrony kapitału. Warto rozważyć ekspozycję na defensywne sektory – jak ochrona zdrowia czy usługi komunalne – oferujące stabilność i przewidywalne przepływy pieniężne. Z kolei bardziej odważni gracze mogą selektywnie szukać okazji wśród przecenionych, ale fundamentalnie solidnych spółek – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo Banku w Polsce.

Przewaga Netflixa: rozrywka jako bezpieczna przystań?

Historycznie rzecz biorąc, przystępna cenowo rozrywka dobrze radziła sobie w trudniejszych czasach gospodarczych. Podobnie jak Hollywood rozkwitło podczas Wielkiego Kryzysu, tak i dziś Netflix może zyskać, jeśli konsumenci zaczną ograniczać wydatki i rezygnować z droższych form spędzania wolnego czasu.

Można pomyśleć o Netflixie jak o pocieszających powtórkach serialu „Przyjaciele” w burzliwych czasach: niezawodnie dostarcza rozrywki, angażuje i trudno z niego zrezygnować – nawet gdy sytuacja finansowa staje się trudniejsza. Ponadto Netfilx pozostaje stosunkowo niedrogi w porównaniu z wyjściami na miasto, jedzeniem poza domem czy kosztownymi pakietami telewizji kablowej.

Ambitny długoterminowy scenariusz Netflix’a

Poza najbliższym kwartałem, Netflix ma ambitne plany, które zakładają podwojenie przychodów i osiągnięcie oszałamiającej kapitalizacji rynkowej w wysokości biliona dolarów do 2030 roku. Jego międzynarodowa strategia koncentruje się na pozyskiwaniu nowych widzów na rynkach o dużym potencjale, takich jak Indie i Brazylia. Ta długoterminowa wizja ilustruje wiarę Netflixa w dalszą globalną dominację.

Wnioski dla inwestorów: na co zwrócić szczególną uwagę w wynikach Netflixa?

  • Przychody i EPS: Należy uważnie obserwować, czy Netflix może utrzymać dwucyfrowy wzrost pomimo zawirowań gospodarczych.
  • Marże operacyjne: Czy kierownictwo będzie trzymać się ambitnego celu na poziomie 29% pomimo potencjalnych przeciwności związanych z cłami?
  • Przychody z reklam: Segment reklamowy zyskuje na znaczeniu i będzie kluczowy dla przyszłego wzrostu Netflixa.
  • Ryzyko międzynarodowe: Inwestorzy powinni zwrócić uwagę na komentarz zarządu na temat tego, w jaki sposób globalne cła lub podatki cyfrowe mogą wpłynąć na międzynarodową strategię i rentowność firmy, szczególnie w Europie.

Kontynuować oglądanie czy wyłączyć?

W miarę jak Netflix przygotowuje się do ogłoszenia wyników za I kwartał, inwestorzy powinni pamiętać o fundamentalnej sile jego modelu opartego głównie na subskrypcjach. Choć krótkoterminowe wahania wywołane napięciami w handlu światowym są nieuniknione, odporność modelu biznesowego Netflixa stawia go w lepszej pozycji, by przetrwać gospodarcze burze.

Jednak inwestorzy powinni podchodzić do publikacji wyników z ostrożnym optymizmem – być świadomymi możliwych trudności, ale też tego, że Netflix pozostaje atrakcyjną opcją w dzisiejszym niepewnym scenariuszu gospodarczym.

Jak mówi przysłowie, sztormy wystawiają na próbę najsilniejsze okręty. Wyniki Netflixa w tym tygodniu pokażą, jak bardzo wytrzymały jest ten gigant streamingu.

Strategiczna współpraca Mabion–Sartorius przyspieszy wprowadzanie leków na rynek

  • 13 kwietnia 2025 roku Mabion podpisał umowę o współpracy strategicznej z firmą Sartorius, globalnym liderem branży biofarmaceutycznej, w zakresie wspólnego oferowania klientom kompleksowych rozwiązań, które przyspieszą wprowadzanie wysokiej jakości leków biologicznych na rynek.
  • W ramach umowy Sartorius skoncentruje się na wczesnych etapach rozwoju biofarmaceutyków, w tym rozwoju linii komórkowych oraz optymalizacji komórkowych. Mabion odpowiadać będzie za dalsze etapy rozwoju procesów: potwierdzenie warunków hodowli komórkowych w bioreaktorze o skali 10 litrów, optymalizację procesów oczyszczania, rozwój metod analitycznych, skalowanie i walidację procesu produkcji oraz produkcję komercyjną w GMP.
  • Główne cele współpracy obejmują: tworzenie kompleksowego rozwiązania, utrzymania jakości
    i innowacyjności, zwiększenie synergii z klientami, opatentowane media do hodowli komórkowych.
  • Wspólna realizacja projektów będzie korzystna z uwagi na komplementarność usług oferowanych przez oba podmioty, co umożliwi dostarczenie klientom wysokiej jakości produktów biologicznych w krótszym czasie niż w klasycznym układzie sekwencyjnie następujących po sobie procesów.
  • Pierwszym projektem realizowanym przez Sartorius i Mabion jest zamówienie na rzecz Instituto de Biologia Molecular do Paraná (IBMP) o wartości ok. 18,3 mln PLN netto na kompleksowe opracowanie i wdrożenie procesu produkcji leku biopodobnego, w tym dostarczenie substancji czynnej do badań klinicznych.

Sartorius, globalny lider branży biofarmaceutycznej oraz Mabion S.A., wiodąca polska firma oferująca usługi CDMO (ang. Contract Development nad Manufacturing Organization) w zakresie leków biologicznych, podpisały 13 kwietnia br. umowę o współpracy strategicznej. Współpraca umożliwi obu firmom oferowanie klientom kompleksowych rozwiązań, które przyspieszą procesy rozwoju, zmniejszą ich złożoność oraz umożliwią szybsze i efektywniejsze wprowadzanie wysokiej jakości leków biologicznych na rynek.

W ramach zawartej umowy, która ma charakter niewyłączny, Sartorius i Mabion zapewnią zintegrowane usługi CDMO. Sartorius skoncentruje się na wczesnych etapach rozwoju biofarmaceutyków – rozwoju linii komórkowych oraz optymalizacji komórkowych, czyli wstępnych etapach rozwoju procesów w skali laboratoryjnej. Mabion odpowiadać będzie za dalsze etapy rozwoju procesów: potwierdzenie warunków hodowli komórkowych w bioreaktorze o skali 10 litrów, optymalizację procesów oczyszczania, rozwój metod analitycznych, skalowanie i walidację procesu produkcji oraz produkcję komercyjną w GMP.

„Współpraca z firmą Sartorius stanowi ważny krok w rozwoju Mabion jako dostawcy zintegrowanych usług CDMO. Partnerstwo pozwala nam odpowiedzieć na rosnące potrzeby branży biofarmaceutycznej w zakresie dostarczania kompleksowych i efektywnych rozwiązań. Jesteśmy przekonani, że wspólna oferta przyniesie znaczące korzyści naszym klientom i ich pacjentom na całym świecie”komentuje Krzysztof Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Mabion S.A.

„Partnerstwo z Mabion podkreśla nasze zaangażowanie we wspieranie rozwoju branży biofarmaceutycznej poprzez strategiczne współprace. Dzięki połączeniu naszych innowacyjnych technologii rozwoju linii komórkowych z udokumentowanymi kompetencjami Mabion w zakresie produkcji biofarmaceutyków w GMP, oferujemy klientom kompleksowe i efektywne rozwiązania, które przyspieszą dostarczanie innowacyjnych leków biologicznych na rynek”dodaje Heike Mayer, Dyrektor Operacyjna Sartorius w Ulm.

Główne cele współpracy:

  • Tworzenie kompleksowego rozwiązania: Klienci mogą uzyskać dostęp do zintegrowanych usług, które oferują wiedzę specjalistyczną w zakresie opracowywania procesów w skali laboratoryjnej od Sartorius wraz z możliwościami skalowania i produkcji od Mabion.
  • Utrzymanie jakości i innowacyjności: Współpraca łączy wykazaną wiedzę obu firm w zakresie produkcji GMP i doświadczenie umożliwiające klientom dostarczanie wysokiej jakości leków biologicznych.
  • Zwiększenie synergii z klientami: Oferując kompleksowe rozwiązanie, współpraca pomoże zwiększyć świadomość klientów, a także zaspokoić ich konkretne potrzeby.
  • Opatentowane media do hodowli komórkowych: W ramach umowy i w celu zapewnienia kompatybilności i optymalizacji wyników firma Sartorius dostarczy swoje opatentowane media do hodowli komórkowych, cieszące się zaufaniem producentów.

Dzięki współpracy obu firm, klienci otrzymają kompleksowe rozwiązania produkcyjne – od cDNA cząsteczki po finalny produkt, co pozwoli skrócić czas wdrażania leków do badań klinicznych oraz szybsze wprowadzenie nowych terapii na rynek.

O Sartorius: Sartorius jest wiodącym międzynarodowym partnerem w zakresie badań w dziedzinie nauk przyrodniczych i przemysłu biofarmaceutycznego. Dzięki innowacyjnym urządzeniom laboratoryjnym i materiałom eksploatacyjnym, dział Lab Products & Services Grupy koncentruje się na laboratoriach prowadzących badania i kontrolę jakości w firmach farmaceutycznych i biofarmaceutycznych, a także akademickich instytutach badawczych. Dział Bioprocess Solutions, ze swoim szerokim portfolio produktów koncentrującym się na rozwiązaniach jednorazowego użytku, pomaga klientom w bezpiecznej, szybkiej i ekonomicznej produkcji leków biotechnologicznych, szczepionek oraz terapii komórkowych i genowych. Firma, z siedzibą w Getyndze w Niemczech, ma silny globalny zasięg z około 60 zakładami produkcyjnymi i handlowymi na całym świecie. Sartorius regularnie rozszerza swoje portfolio poprzez przejęcia technologii uzupełniających. Według wstępnych danych w 2024 r. firma wygenerowała przychody ze sprzedaży w wysokości około 2,8 mld euro. Obecnie ponad 13 500 pracowników wykonuje zadania dla klientów na całym świecie.

Zmienność na rynkach rekordowa. Złoty zaskakuje odpornością

Ostatni tydzień był kolejnym, podczas którego rynki doświadczały ogromnej zmienności – inwestorzy reagowali na chaotyczne zmiany w rozporządzeniach administracji Trumpa. W tej sytuacji polska waluta doświadcza jedynie ograniczonych wahań i presji wyprzedażowej, co jest zgoła nietypowe. Mimo strat względem euro złoty był w zeszłym tygodniu jedną z najlepiej radzących sobie walut na świecie.

Kluczowe punkty:

  • PLN, podobnie jak inne europejskie waluty, charakteryzuje odporność.
  • USD traci przez spadek zaufania do amerykańskich aktywów.
  • Trump odsuwa większość ceł o 90 dni.
  • Cła dla Chin rosną do 145%, wyjątkiem niektóre towary elektroniczne.
  • Wyprzedaż obligacji skarbowych w USA się pogłębia, rynki akcji odbijają.
  • Inwestorzy porzucają USD, kurs EUR/USD rośnie powyżej 1,14.
  • CHF radzi sobie lepiej niż pozostałe waluty safe haven.

Rynki papierów wartościowych zdołały zakończyć tydzień znacznym wzrostem dzięki wycofaniu przez Trumpa dodatkowych drakońskich ceł na wszystkie kraje poza Chinami. Ciemne chmury zebrały się jednak nad amerykańskimi obligacjami skarbowymi i dolarem, które spadły wraz z rynkami akcji, w wyniku, jak się wydaje, znacznego spadku zaufania do amerykańskiego rynku i instytucji wśród inwestorów. Był to zaskakujący ruch i wygląda na to, że to on zmusił Trumpa do przynajmniej odsunięcia większości ceł na 90 dni. Podczas weekendu ogłoszono zwolnienie części chińskich produktów elektronicznych z ceł, jak zwykle jednak członkowie gabinetu Trumpa od razu zasiali niepewność, przekazując niespójne informacje. Poza kilkoma wyjątkami zdecydowana większość głównych walut umocniła się w ubiegłym tygodniu względem dolara pośród niebotycznej zmienności na rynku walutowym.

Głównym motorem na rynkach będzie to, czy te niepokojące ruchy, kierujące wszystkie amerykańskie aktywa jednocześnie w górę lub w dół (co jest typowe dla rynków wschodzących) utrzymają się, czy też Biały Dom zwróci się ku rozsądkowi, a inwestorzy odzyskają zaufanie. W normalnych warunkach dyskutowalibyśmy o nadchodzących raportach dotyczących rynku pracy (wtorek 15.04) i inflacji (środa 16.04) w Wielkiej Brytanii oraz o posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego (czwartek 17.04), przyćmią je jednak komunikaty pochodzące z Waszyngtonu. Niemniej będziemy uważnie śledzić dyskusję EBC na temat rynkowego chaosu, wojny handlowej Trumpa i ich oczekiwanego wpływu na cięcia stóp procentowych. Jesteśmy niemal pewni, że w strefie euro dojdzie do redukcji stóp w tym tygodniu. Znacznie bardziej wątpimy w to, czy Rezerwa Federalna będzie mogła pójść w ślady EBC, chyba że opisana przez nas nieprzyjazna dynamika rynkowa osłabnie.

PLN

Europa stała się nieoczekiwaną bezpieczną przystanią w obliczu nieprzewidywalnego otoczenia w USA, co przekłada się na wyższy popyt na większość europejskich walut. Wygląda na to, że lokalizacja i obecność w UE rozkłada parasol ochronny również nad złotym. Sytuacja, w której przy takim zamieszaniu na rynkach polska waluta doświadcza jedynie ograniczonych wahań i presji wyprzedażowej, jest zgoła nietypowa. Mimo strat względem euro złoty był w zeszłym tygodniu jedną z najlepiej radzących sobie walut na świecie.

Informacje krajowe w tym jakże zmiennym globalnym otoczeniu schodzą na dalszy plan, choć w nieodległej przyszłości istotnym tematem ponownie stanie się polityka monetarna, a potencjalnie także wybory prezydenckie. Co zaś tyczy się danych makro, przed świętami nie poznamy zbyt wielu odczytów. We wtorek (15.04) opublikowany zostanie zrewidowany szacunek inflacji za marzec, a w środę (16.04) NBP przedstawi wyliczenia inflacji bazowej.

EUR

Świat patrzy na euro jako najbardziej oczywiste zastępstwo dolara jako środka przechowywania wartości i safe haven, gdzie rynki są wystarczająco duże i płynne, by przyjąć napływy. Nie zaskakuje więc, że po dniu ironicznie zwanym „dniem wyzwolenia” wspólna waluta radzi sobie niemal najlepiej na świecie, wyprzedza ją tylko frank szwajcarski. Od 2 kwietnia kurs EUR/USD wzrósł o solidne 5%, a różnica między rentownościami 10-letnich obligacji niemieckich i amerykańskich wzrosła w tym czasie o ok. 50 pb.

Sądzimy, że rajd euro i ogólne zamieszanie na rynkach niemal na pewno przypieczętuje kolejną obniżkę stóp procentowych EBC na czwartkowym posiedzeniu, co jest właściwie w pełni wyceniane w kontraktach swap. Rynki skupią się na komentarzach banku dotyczących dalszej ścieżki polityki monetarnej, w szczególności na tym, jak cła mogą wpłynąć na gospodarkę wspólnego bloku. Choć cła sprawiają, że dalsze cięcia są bardzo prawdopodobne, biorąc pod uwagę wysoki stopień niepewności, Rada Prezesów może wstrzymać się z deklaracją określonej ścieżki stóp.

USD

Równie dobrze w tym tygodniu mogłoby być niewiele publikacji makroekonomicznych i ogłoszeń dotyczących polityki monetarnej, ponieważ i tak inwestorzy prawdopodobnie by je zignorowali. Pozostają oni skupieni na dwóch kwestiach. Pierwszą jest chaotyczna polityka handlowa administracji Trumpa, gdzie coraz bardziej widoczna jest walka o kontrolę między stosunkowo ortodoksyjnym sekretarzem skarbu Scottem Bessentem a barwnymi postaciami, takimi jak Peter Navarro czy Howard Lutnick, którzy coraz bardziej wydają się nie rozumieć, co się dzieje.

Po drugie, choć rzeczywisty wpływ na gospodarkę nie będzie widoczny jeszcze przez jakiś czas, ankiety konsumentów pokazują już znaczne pogorszenie perspektyw wzrostu i rekordowy wzrost oczekiwań inflacyjnych. Perspektywy są ponure, a główną nadzieją jest to, że dalsza zmienność na rynkach przekona Trumpa do posłuchania Bessenta i odsunięcia wzbudzających największe wątpliwości doradców. Mogłoby to doprowadzić do niewielkiego odbicia dolara.

GBP

Jesteśmy zaskoczeni gorszymi wynikami funta brytyjskiego względem innych europejskich walut, w szczególności euro. Na Wielką Brytanię nałożono minimalne cła w wysokości 10%, a jej eksport towarów do USA jest tylko niewielką częścią jej handlu opierającego się na usługach. Dodatkowo miesięczny PKB w lutym, który wsparły ogólna siła sektorów usługowego, przemysłowego i budowlanego, był znacznie mocniejszy, niż oczekiwano, co powinno zmniejszyć presję na rząd, by jesienią ponownie podniósł podatki.

Uważamy, że ostatnie gorsze wyniki funta względem euro nie utrzymają się długo. Wydaje się, że brytyjska gospodarka jest w odpowiedniej pozycji, by przetrwać zamieszanie celne, a gwałtowny spadek kursu GBP/EUR odzwierciedla w dużej mierze status funta jako waluty o wysokim ryzyku. Oznacza to, że więcej rozsądku w Białym Domu powinno być dla niego korzystne. Odporny popyt, stosunkowo niska ekspozycja na cła Trumpa i znaczące wsparcie pochodzące z podwyższony stóp procentowych Banku Anglii pozwalają nam sądzić, że funt jest najbardziej niedowartościowaną walutą zachodnioeuropejską.

CHF

Jako że chaos związany z cłami przekłada się na rzeczywiste obawy o przyszłość USA, inwestorzy rozpaczliwie szukają innych miejsc, by ulokować swoje pieniądze. Uczestnicy rynku preferują poza-amerykańskie safe haven, a frank dzięki temu tylko w ubiegłym tygodniu umocnił się o zdumiewające niemal 6% względem amerykańskiej waluty. Wieści ze Szwajcarii mają minimalny wpływ na walutę, wiodącą kwestią jest teraz bowiem rebalansowanie i dostosowywanie się do nowych realiów amerykańskiego zarządzania.

Biorąc pod uwagę, że amerykańskie plany celne najwyraźniej wciąż są niedookreślone, frank może w dalszym ciągu przyciągać kapitał jako jedna z najbezpieczniejszych przystani. Aprecjacja szwajcarskiej waluty jest niezwykle silna – od początku miesiąca umocniła się ona względem dolara o niemal 8%. Przynajmniej dla części inwestorów pozytywne nagłówki dotyczące ceł mogą stanowić okazję do zrealizowania zysków. Ścieżka dla franka będzie teraz potencjalnie zmienna i zależna przede wszystkim od sygnałów z USA.

CNY

Juan radził sobie w ubiegłym tygodniu gorzej od większości podobnych walut. Po odrobieniu części strat w drugiej jego połowie, utrzymał się na niemal niezmienionej pozycji względem dolara. Zamieszanie z cłami trwa. W czwartek USA podniosły je dla Chin do co najmniej 145%, po czym w weekend zostało ogłoszone ich obniżenie (potencjalnie tymczasowe) poprzez wyłączenie spod nich części produktów elektronicznych. Tymczasem Chiny ogłosiły w piątek zwiększenie ceł na USA do 125%. Kraj zasygnalizował również, że nie będzie ich dalej podnosić, a potencjalne dalsze podwyżki ze strony USA nazwał „żartem”, próbując wciąż nakłonić USA do porzucenia ich strategii celnej.

Wojna handlowa między dwoma największymi gospodarkami świata pozostaje kluczowa dla inwestorów, a ruchy juana powinny w dalszym ciągu zależeć od sytuacji na linii USA-Chiny. Istotne będą również publikacje danych, w tym PKB w I kwartale (środa 16.04). Biorąc pod uwagę potencjalny istotny (choć trudny do określenia) cios dla wzrostu w bliskiej przyszłości, rynki będą wypatrywać również sygnałów nadchodzącego większego wsparcia ekonomicznego w kraju.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Profesjonaliści biorą sprawy w swoje ręce – coraz więcej dorabia poza etatem

Sytuacja na rynku pracy pozostaje niejednoznaczna w większości sektorów. Profesjonaliści zauważają, że aby nie pozostać w tyle – zarówno pod kątem finansowym, jak i zawodowym – niezbędna jest elastyczna postawa oraz wnikliwa analiza trendów. Dla wielu korzystne wydaje się proaktywne wykazywanie się inicjatywą, również poza głównym miejscem zatrudnienia.

  • 27 proc. specjalistów i menedżerów podjęło na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy dodatkową działalność zarobkową.

  • Najczęściej jednak główną motywacją wcale nie były pieniądze, a chęć zwiększenia doświadczenia zawodowego (29 proc.) z myślą o rozwoju kariery.

  • Największy odsetek profesjonalistów, którzy w ostatnim czasie nie pozyskali dodatkowego źródła dochodu, nie planuje też poczynić takiego kroku w 2025.

Po kilku latach niepewności gospodarczej, która negatywnie wpłynęła na dynamikę rynku pracy, profesjonaliści postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Ograniczone budżety firm, trudności z uzyskaniem podwyżki i wysokie wymagania pracodawców wobec kandydatów do pracy sprawiły, że w ostatnim czasie co czwarty profesjonalista zdecydował się na podjęcie dodatkowego zajęcia, które poprawiłoby jego sytuację. Na taki krok zdecydowało się 27 proc. respondentów najnowszego badania Hays Poland, przeprowadzonego na przełomie marca i kwietnia wśród blisko 800 specjalistów i menedżerów.

Motywacja nie zawsze finansowa

Choć „dodatkowa działalność zarobkowa” naturalnie oznacza nowe źródło dochodów, to pieniądze nie są nadrzędną motywacją respondentów. W dodatkowym zajęciu profesjonaliści upatrują przede wszystkim możliwości rozwoju i zwiększenia doświadczenia zawodowego.

Profesjonaliści mają świadomość zmian, jakie na rynku pracy może wywołać rozwój technologii i chcą się do nich odpowiednio wcześnie przygotować. Biorą też udział w wieloetapowych procesach rekrutacyjnych, w których często przychodzi im konkurować z dziesiątkami innych kandydatów. Oczekiwania pracodawców bywają bardzo precyzyjne, a o tym, kto otrzyma ofertę często decydują dodatkowe wyróżniki kandydata. W tym kontekście profesjonaliści odczuwają silną potrzebę rozwoju, zróżnicowania swojego doświadczenia i poszerzania sieci kontaktów zawodowych. Chcąc zwiększyć swoje szanse na zdobycie intratnej pracy, niejednokrotnie decydują się na dodatkowe zajęcia, które zwrócą uwagę na ich CV – tłumaczy Karolina Lis, Senior Director w Hays Poland.

Jaka była Twoja motywacja do podjęcia dodatkowej działalności zarobkowej?

29% Chęć zwiększenia doświadczenia zawodowego
23% Chęć zgromadzenia oszczędności
21% Wysokie koszty życia
10% Chęć realizacji kosztownej pasji
9% Chęć odskoczni/ wypalenie w stałej pracy
6% Obawa przed utratą stałej pracy
2% Inne*

Źródło: badanie Hays Poland, marzec-kwiecień 2025
*Wśród innych wymieniano m.in. kosztowne studia i pasję do dzielenia się wiedzą

Możliwość uzyskania dodatkowego zarobku to drugi z czynników najczęściej motywujących do podjęcia dodatkowej pracy czy zlecenia. Specjaliści najczęściej wiążą go z chęcią zgromadzenia oszczędności na przyszłość (23 proc.) lub aktualnie wysokimi kosztami życia (21 proc.). Po raz kolejny stanowi to odzwierciedlenie aktualnych warunków rynkowych. Wiele firm szuka optymalizacji kosztów, wstrzymując podwyżki lub ograniczając ich zakres. Pracownicy szukają w związku z tym alternatywnych rozwiązań, które pomogą im podreperować budżet domowy.

Ważna równowaga

Odpowiedzi respondentów pokazują, że dodatkowa działalność zarobkowa to najczęściej drobne zlecenie lub niewielka część etatu. Najwięcej, bo 43 proc. ankietowanych poświęca na nią bowiem do 5 godzin tygodniowo, a kolejne 30 proc. – od 6 do 10 godzin tygodniowo. Bardziej niepokojące jest jednak to, że blisko co piąty respondent na dodatkowe zajęcie poświęca powyżej 15 godzin w skali tygodnia. To co najmniej dwa dni robocze.

Ile czasu średnio poświęcasz na dodatkową działalność zarobkową?

43% 1-5 h tygodniowo
30% 6-10 h tygodniowo
9% 11-15 h tygodniowo
18% Więcej niż 15 h tygodniowo

Źródło: badanie Hays Poland, marzec-kwiecień 2025

Wyłącznie osoby, które na przestrzeni ostatniego roku podjęły dodatkową działalność zarobkową

Choć aktualna sytuacja przysparza wielu wyzwań pracownikom, to dbając o swoje finanse i rozwój, nie należy zapominać o własnym dobrostanie psychicznym. To właśnie regularna regeneracja, dbałość o zdrowie oraz utrzymywanie równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym stanowią podstawę zaangażowania i optymistycznego podejścia do pracy. Dodatkowe zlecenia mogą przynosić wiele korzyści, o ile nie będą kładły się cieniem na produktywności w głównej pracy – dodaje ekspertka Hays.

Jeśli nie teraz, to może w przyszłości?

Pomimo istotnego odsetka osób dorabiających poza głównym miejscem zatrudnienia, zdecydowaną większość stanowią respondenci, którzy na przestrzeni ostatniego roku nie podjęli dodatkowej działalności zarobkowej (73 proc.). Większość z nich (45 proc.) nie planuje takiego kroku w 2025, natomiast co trzeci (33 proc.) nie wyklucza jednoznacznie takiej opcji. To, czy ostatecznie zrealizują ten plan, z pewnością będzie zależeć od podwyżek, możliwości rozwoju i awansowania w aktualnym miejscu pracy, pojawiających się ofert oraz indywidualnych, osobistych potrzeb.

Jak zauważa Karolina Lis z Hays, zmiana pracy przez wiele osób jest obecnie postrzegana jako ryzyko. – Mimo że specjaliści często nie odczuwają satysfakcji z obecnej pracy, zarobków czy stanu work-life balance, to biorąc pod uwagę obecną sytuację na rynku, nie czują się gotowi na zmianę pracy. Często wolą przeczekać trudniejszy okres i dać sobie przestrzeń na dodatkową działalność zarobkową. Na poszukiwania nowej, stałej pracy wyruszą dopiero w momencie ożywienia gospodarczego – komentuje.

Wciąż jednak 21 proc. profesjonalistów przyznaje, że w roku 2025 planuje podjąć dodatkową działalność zarobkową. Dla firm nie jest to najlepsza wiadomość. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że motywacją do realizacji dodatkowych zleceń jest brak satysfakcji względem warunków zatrudnienia i oferty obecnego pracodawcy. Niewątpliwie warto pochylić się nad tym, jak można je polepszyć, aby w momencie poprawy sytuacji na rynku pracy uniknąć rotacji talentów.

Mabion podpisuje strategiczną umowę z brazylijskim instytutem IBMP na rozwój leku biopodobnego

  • 13 kwietnia 2025 roku Mabion podpisał strategiczną umowę o współpracy z brazylijskim instytutem IBMP na kompleksowe opracowanie i wdrożenie procesu produkcji leku biopodobnego, w tym dostarczenie substancji czynnej do badań klinicznych.
  • Poszczególne usługi będą realizowane przez Mabion na podstawie zgłaszanych każdorazowo przez IBMP zamówień w postaci SOW (ang. Statement of Work).
  • Mabion będzie realizował projekt we współpracy z firmą Sartorius, światowym liderem w dziedzinie rozwoju linii komórkowych, co stanowi początek formalnego partnerstwa Mabion i Sartorius.
  • Wartość pierwszego zamówienia otrzymanego przez Mabion wynosi ok. 18,3 mln PLN netto, w tym ok. 20-25% kwoty przeznaczone jest na wybrane usługi świadczone we współpracy z podwykonawcami. Płatności, denominowane w USD, będą realizowane przez 14 miesięcy, a rozpoczęcie projektu zaplanowano na II kwartał 2025 roku.
  • Zamówienie obejmuje świadczenie usług CDMO przez Mabion lub we współpracy z podwykonawcami w zakresie: rozwój linii komórkowej, rozwój procesu, wytworzenie produktu do badań przedklinicznych i klinicznych, rozwój i walidacja metod analitycznych oraz przygotowanie niezbędnej dokumentacji.
  • Umowa wzmacnia pozycję Mabion jako międzynarodowego dostawcy usług CDMO i otwiera drogę do długoterminowej współpracy z IBMP oraz innymi przyszłymi klientami.

Mabion S.A., wiodąca polska firma oferująca usługi CDMO (ang. Contract Development nad Manufacturing Organization) w zakresie opracowywania i produkcji biofarmaceutyków oraz Instituto de Biologia Molecular do Paraná (IBMP), brazylijska instytucja naukowo-technologiczna dostarczająca innowacyjne rozwiązania dla sektora ochrony zdrowia, podpisały 13 kwietnia br. strategiczną umowę o współpracy dotyczącą rozwoju leku biopodobnego.

W ramach zawartego porozumienia Mabion odpowiada za kompleksowe opracowanie stabilnego bioprocesu produkcyjnego, jego skalowanie do poziomu przemysłowego oraz wdrożenie produkcji zgodnej ze standardami GMP. Mabion dostarczy także substancję czynną do badań klinicznych realizowanych przez IBMP. Projekt stanowi istotny krok w kierunku zapewnienia przez IBMP dostępności leków biopodobnych na rynku brazylijskim. Partnerem strategicznym przedsięwzięcia jest firma Sartorius, światowy lider w zakresie rozwoju linii komórkowych, z którą Mabion podpisał, również 13 kwietnia br., umowę o współpracy.

„To pierwszy tego rodzaju projekt biopodobny w naszym portfolio. Mając na uwadze znaczenie i złożoność cząsteczki, dołożyliśmy wszelkich starań, aby znaleźć wiarygodnych partnerów. Jesteśmy przekonani, że doświadczenie i kompetencje Mabion oraz Sartorius pozwolą nam skutecznie zrealizować nasze cele”komentuje Dr Pedro Ribeiro Barbosa, Dyrektor Generalny IBMP.

„Ta umowa jest wynikiem wdrażania strategii budowania pozycji wiodącego gracza na rynku biologicznego CDMO. Strategii, nad którą intensywnie pracowaliśmy przez ostatnie kwartały i której kolejne efekty spodziewamy się zakomunikować rynkowi już w nieodległej przyszłości. Fakt, że IBMP wybrało nas jako swojego partnera, jednoznacznie potwierdza wysoką ocenę naszych kompetencji, doświadczenia oraz wiarygodności. Jestem przekonany, że to początek długoterminowej, owocnej współpracy z IBMP, jak również z punktu widzenia Mabionu, jest to istotny krok naprzód, w kontekście nawiązywania współpracy również z innymi przyszłymi klientami”podsumowuje Krzysztof Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Mabion S.A.

Wartość pierwszego zamówienia wyniesie ok. 18,3 mln PLN netto (po przeliczeniu według kursu USD z dnia 11 kwietnia br.), w tym wybrane usługi Spółka będzie świadczyć we współpracy z podwykonawcami, którym przypadnie ok. 20-25% kwoty. Płatności, denominowane w dolarach amerykańskich, będą realizowane sukcesywnie przez okres 14 miesięcy. Realizacja projektu rozpoczyna się w drugim kwartale 2025 roku.

Podpisana umowa jest zgodna ze strategią Mabion, zakładającą umocnienie pozycji spółki na rynku międzynarodowym jako dostawcy wysokiej jakości usług CDMO. Dodatkowo, projekt ten inicjuje także partnerstwo strategiczne pomiędzy Mabion a Sartorius, poszerzając zakres oferowanych usług.

O IBMP: Instituto de Biologia Molecular do Paraná (IBMP) powstał w 1999 roku jako inicjatywa Fundacji Oswaldo Cruz oraz rządu brazylijskiego stanu Parana. Obecnie jest uznaną instytucją naukowo-technologiczną zajmującą się dostarczaniem innowacyjnych rozwiązań dla brazylijskiego sektora ochrony zdrowia. IBMP dysponuje certyfikowaną infrastrukturą produkcyjną zgodną ze standardami GMP, zatrudniając ponad 50 wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Oferta instytutu obejmuje m.in. testy diagnostyczne dostosowane do lokalnych potrzeb epidemiologicznych, a także udział w licznych krajowych i międzynarodowych projektach badawczych oraz innowacyjnych.

Sztuczna inteligencja w polskim przemyśle. Jest postęp, ale brakuje cyberochrony

Prawie co trzecie (30%) polskie przedsiębiorstwo produkcyjne ma już za sobą zakończone pierwsze wdrożenie AI, a aż 94% deklaruje wzięcie pod uwagę kwestii cyberbezpieczeństwa, wynika z badania EY – Jak polskie firmy wdrażają AI. Jednocześnie, tylko 34% inwestycji było związanych z obszarem wirtualnej ochrony, a zaledwie 18% podmiotów z branży wdrożyło kompleksowe zabezpieczenia. Tymczasem – wejście hakera do systemów zakładów produkcyjnych może mieć daleko idące konsekwencje, a liczba ataków na ten obszar rośnie z roku na rok.

Najnowsza edycja badania EY – Jak polskie firmy wdrażają AI – wskazuje, że sztuczna inteligencja jest dziś jedną z najważniejszych technologii wdrażanych w rodzimych biznesach. W przeciągu roku odsetek organizacji, które zakończyły pierwsze implementacje wzrósł z 20% do 25%. Dodatkowo 78% firm zadeklarowało, że to działanie przyniosło im oczekiwane korzyści. Na tle innych branż sektor produkcyjny jest liderem, jeżeli chodzi o liczbę ukończonych pierwszych wdrożeń AI – 30% firm ma ten etap już za sobą.

Rozdźwięk pomiędzy deklaracjami, a realnymi działaniami

Badanie EY wskazuje, że na poziomie deklaratywnym bezpieczeństwo jest dla polskich firm produkcyjnych istotną kwestią. Aż 94% z nich odpowiedziało, że podczas wprowadzania narzędzi opartych na sztucznej inteligencji analizowały – przynajmniej w częściowym zakresie – aspekt cyberbezpieczeństwa. Jednocześnie – tylko 34% przedsiębiorstw z tego sektora wykazało inwestycje w zabezpieczenia systemów AI. Dla porównania ten wskaźnik w branży handlowej wyniósł 49%. Warto również nadmienić, że dane dla ogółu biznesu w Polsce wskazują, że o takie zabezpieczenia częściej dbają średnie firmy (41%) niż duże (27%), co wynika m.in. z mniejszej złożoności ich infrastruktury technologicznej, co również przekłada się na koszty.

Jeżeli chodzi o rodzaj zabezpieczeń, produkcja chętniej stawia na rozwiązania proceduralne jak szkolenia pracowników (45%), niż narzędziowe (30%). Co więcej najrzadziej (18%) ze wszystkich branż łączy te dwie kwestie, zapewniając kompleksową ochronę – różnica z sektorem handlowym wynosi aż 7 punktów procentowych. Co więcej, tylko 28% firm przemysłowych systematycznie analizuje ryzyko przed każdym wdrożeniem AI.

– Postępująca digitalizacja sprawia, że w firmach pojawiają się nowe obszary, które trzeba zabezpieczyć. Branża produkcyjna jest szczególnie narażona, ponieważ zazwyczaj pamiętamy o zabezpieczeniu naszych komputerów czy telefonów, ale mało kto myśli o tym, że hakerzy mogą wedrzeć się nawet przez telewizor, drukarkę czy niezaktualizowany sterownik w fabryce. Wdrożenie narzędzi AI to dla firm olbrzymie korzyści, ale też i nowe ryzyka, ponieważ hakerzy już nauczyli się stosować nowe techniki ataku, jak chociażby manipulowanie danymi wejściowymi dla sztucznej inteligencji. Dlatego kwestie zabezpieczeń powinny być priorytetem przy inwestycji w nowe technologie – mówi Piotr Ciepiela, Partner EY, Lider obszaru cyberbezpieczeństwa w regionie EMEIA.

Strefa OT – jak haker może zmienić skład produktu?

Jednym z obszarów, na który przedsiębiorstwa przemysłowe powinny zwrócić szczególną uwagę przy wdrażaniu rozwiązań AI jest strefa OT (Operational Technology). Składają się na nią m.in. systemy sterowania automatyką przemysłową, czujniki IoT czy narzędzia pozwalające na kontrolowanie maszyn w czasie rzeczywistym. Ich odpowiednie zabezpieczenie jest absolutnie kluczowe dla zapewnienia ciągłości biznesowej.

Naruszenie bezpieczeństwa w strefie OT może mieć rozmaite konsekwencje – od przestojów produkcyjnych, przez trwałe uszkodzenie maszyn i infrastruktury po ingerencję w skład produktów. W wielu zakładach sztuczna inteligencja zawiaduje np. działaniem robotów na linii produkcyjnej, więc nietrudno sobie wyobrazić, że skuteczny atak na nią to nie tylko możliwość wyrządzenia szkody biznesowej, ale wręcz bezpośrednie zagrożenie dla samych konsumentów

– O obszarze bezpieczeństwa OT wciąż mówi się zdecydowanie za mało, podczas gdy zachowanie ciągłości produkcji w kluczowych dla gospodarki obszarach jest bardzo ważne, tym bardziej, że jesteśmy krajem przyfrontowym. Dla przykładu – tylko w ciągu jednego dnia w 2024 roku do zespołu CERT NASK trafiło aż 1790 zgłoszeń zagrożeń cyberbezpieczeństwa. To pokazuje skalę zjawiska, z jakim się mierzą się przedsiębiorstwa działające w Polsce – mówi Leszek Mróz, Partner EY w centrum kompetencji EY dla usług bezpieczeństwa OT/IoT.

O badaniu
Druga edycja badania – Jak polskie firmy wdrażają AI – została opracowana na zlecenie EY Polska przez Cube Research w ostatnim kwartale 2024 roku na próbie 501 dużych i średnich przedsiębiorstw działające w branżach produkcyjnej, usługowej i handlowej.

Sprzedaż mieszkań wyhamowała. Ekspert: „To nie jest czas dla flipperów”

Ponad 110 dni – nawet tyle niektóre mieszkania czekają na potencjalnych klientów. Wszystko zależy oczywiście od ceny lokalu, stanu, lokalizacji i tego, jak sformułowane jest ogłoszenie. Nadal wolne tempo sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym jest sygnałem dla rynku nieruchomości: bez zwiększenia dostępności kredytów hipotecznych lub bez spadku cen nie będzie wielkiej zmiany w zainteresowaniu kupnem mieszkań. – Na ten moment najszybciej sprzedają się małe mieszkania na rynku wtórnym. Inwestorami zwykle są rodziny, które nie mają już czasu na czekanie na programy rządowe – przyznaje Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

„Znam mieszkania na rynku wtórnym, które czekają już ponad rok i nie mają swoich nabywców”

Wspomniana „studniówka” to oczywiście średnia – bywają bowiem mieszkania, które sprzedają się bardzo szybko, a są takie, które czekają na kupców miesiącami albo nawet latami. Eksperci przyznają jednak, że tempo sprzedaży mieszkań w I kwartale roku 2025 wciąż nie było satysfakcjonujące.

– Podaż na rynku pierwotnym oraz na rynku wtórnym jest bardzo duża. Deweloperzy oddają do użytku inwestycje, które zaczynały się budować w czasie po pandemii i w czasie, gdy boom na rynku napędzany był rządowymi programami dopłat do kredytów. Obecnie takich benefitów nie ma, a mieszkania od deweloperów są nadal rekordowo drogie. Niektóre mieszkania więc czekają wiele miesięcy na to aż ktoś zdecyduje się na zakup – przyznaje Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Na rynku wtórnym zainteresowanie jest większe, ale tu wszystko zależy także np. od elastyczności sprzedającego.

– Znam mieszkania na rynku wtórnym, które czekają już ponad rok i nie mają swoich nabywców. Jeżeli jednak właściciel upiera się, że nie chce negocjować ceny, a lokalizacja nie jest najatrakcyjniejsza to trudno się dziwić, że taka sytuacja ma miejsce. Wybierając mieszkanie na rynku wtórnym klient kieruje się przede wszystkim ceną oraz stanem nieruchomości. Jeżeli mieszkanie wymaga remontu, a cena przekracza np. 10-12 tysięcy złotych a metr kwadratowy to raczej na szybką sprzedaż nie ma szans – dodaje ekspert.

Czy mieszkań poszukują obecnie inwestorzy?

– To nie jest czas dla flipperów i osób, które kupują mieszkania na wynajem. Widzimy, że największe zainteresowanie jest wśród tych, którzy kupują dla siebie i najczęściej poszukują mieszkania do zamieszkania przez siebie – mówi ekspert.

Małe mieszkania sprzedają się najszybciej?

Wspomniana „studniówka” to pojęcie, którego nie należy traktować uniwersalnie do każdego miasta. Są takie regiony, gdzie mieszkania sprzedają się szybciej, ale nie brakuje również miast – szczególnie średnich – gdzie sprzedaż jest jeszcze wolniejsza.

– Inwestorzy, w tym deweloperzy, przyzwyczajeni są do tego, że mieszkania sprzedawały się niegdyś szybko, bez negocjacji i tak naprawdę dziura w ziemi potrafiła być wyprzedana. Podobnie było z mieszkaniami na rynku wtórnym, gdzie czasem godzina, dwie po ogłoszeniu nieruchomości na sprzedaż w mediach społecznościowych można było już odbierać telefony od zainteresowanych klientów. Obecnie czas oczekiwania jest znacznie dłuższy – mówi Mirosław Król.

– Przed to klienci wiedzą, że mieszkanie musi być staranniej przygotowane do sprzedaży, a oferta przygotowana profesjonalnie. Oczywiście najważniejsza jest cena i wyobrażam sobie, że mieszkanie wystawione po bardzo atrakcyjnej cenie pewnie sprzeda się w kilka dni, ale to wszystko zależy też od takich czynników jak właśnie stan i lokalizacja – mówi Mirosław Król.

– Pojawia się wiele ofert dużych mieszkań np. powyżej 100 metrów, gdzie w przeliczeniu na metr kwadratowy ceny potrafią spadać nawet poniżej 6 tysięcy złotych. Chętnych jednak nie ma zbyt wielu, bo takie mieszkania zwykle wymagają remontu, a to też nie jest czas, by inwestorzy szukali dużych mieszkań np. do podziału na kawalerki – przyznaje Mirosław Król.

Eksperci dodają jednak, że nie brakuje pytań i telefonów od potencjalnych klientów, a prezentacji mieszkań wiosną jest więcej niż w I kwartale tego roku.

Banki w Polsce w ogniu krytyki. Czy naprawdę zarabiają zbyt wiele?

Czy banki w Polsce zarabiają za dużo? Zanim dojdziemy do prostych wniosków trzeba zrozumieć na czym i dlaczego zarabiają banki. 

W ostatnich tygodniach jesteśmy świadkami zbiorowej dyskusji o tym, ile – i czy przypadkiem nie za dużo – zarabiają banki w Polsce. Impuls do dyskusji dało porównanie marż kredytów hipotecznych w Unii Europejskiej oraz komunikat, iż Polska jest pod tym względem „najdroższym krajem w Europie”[1]. Te tezy zostały już wielokrotnie obalone w przestrzeni publicznej na podstawie rzetelnych, a nie chwytliwych medialnie wyliczeń, nie będziemy ich zatem powtarzali. Przy okazji tej dyskusji dostało się jednak znów WIBOR-owi, który przez ostatnie 30 lat nie wzbudzał większych kontrowersji, wypełniając spokojnie swoją rolę jako kluczowy wskaźnik referencyjny stóp procentowych w Polsce. Uderza się ponownie w WIBOR twierdząc, że banki nie zarabiają wyłącznie na marży, lecz także – w ukrytej formie – właśnie na WIBOR-ze, który jest rzekomo „zawyżany”. Warto więc wyjaśnić, jak i dlaczego zarabiają banki oraz na czym polega WIBOR. Uczyńmy to w formie swoistego dekalogu.

Po pierwsze, banki nie są instytucjami charytatywnymi. To podmioty gospodarcze, które nastawione są na zysk. Nie produkują niczego poza szeroko rozumianymi usługami finansowymi, których sprzedaż musi być opłacalna.

Po drugie, banki na całym świecie, w tym Polsce, bardzo rzadko działają wyłącznie na rachunek ich właścicieli. To ostatnie wiąże się z tym, że banki wypełniają niezwykle ważną rolę społeczną tzn. przechowują odpłatnie nadwyżki, które mamy jako osoby fizyczne i prawne. Nasze środki pieniężne lokowane są na rachunkach bankowych, do których mamy stały dostęp i z których możemy niemal w dowolnym czasie swoje pieniądze wycofać. Depozyty takie nie są na stałe, więc banki muszą cały czas poszukiwać środków na rynku poprzez inne instrumenty, np. emitowane przez siebie obligacje.

Po trzecie, banki muszą zarabiać na pozyskanych depozytach od osób fizycznych i prawnych. Czynią to albo lokując środki w różnego rodzaju inwestycjach, np. w bezpieczne „rządowe papiery”, które dają im niski, acz raczej pewny zysk, albo też udzielając pożyczek lub kredytów osobom fizycznym lub prawnym. Muszą dochować zawsze staranności w upewnieniu się, że środki pieniężne oddane takim osobom powrócą do nich, bo gdyby tak się nie stało, poniosą stratę.

Po czwarte, banki nie mają dowolności w lokowaniu „naszych” środków (tj. depozytów). Nie mogą założyć np. hodowli dżdżownic, choć mogą słyszeć, że jest ona bardzo dochodowa. To lokowanie podlega bowiem ścisłej kontroli ze strony państwa (kontrola jest wykonywana przez państwową Komisję Nadzoru Finansowego – KNF), które może od nich żądać wglądu we wszystkie transakcje, a co więcej – może nakładać na nie różne obowiązki, np. przeciwdziałania finansowania terroryzmu i praniu brudnych pieniędzy.

Po piąte, banki mogą wykonywać i wykonują bezpłatnie usługi dla państwa i społeczeństwa. W Polsce tego nie doceniamy, a przecież nasza identyfikacja w coraz szerszym zakresie czynności urzędniczych wykonywana jest z pośrednictwem banków. Dzięki temu nie musimy się stawiać osobiście w urzędzie (czas to pieniądz!), bo możemy daną czynność wykonać online.  Czy państwo i my obywatele płacimy za tego rodzaju usługi bankowe?  A one kosztują i koszt ten ponoszą banki.

Po szóste, banki muszą mieć własną miarę wyliczania kosztu pozyskania środków pieniężnych dla prowadzenia swojej działalności. Co więcej, koszt ten musi być możliwy do zaobserwowania na tych samych zasadach przez długi czas, albowiem umowy zawierane z bankami – np. o kredyt hipoteczny – są zazwyczaj długoterminowe. Nie może to być określona stawka procentowa banku centralnego (w przypadku Polski byłaby to stopa referencyjna NBP), ponieważ wówczas ani klienci banków – osoby fizyczne, ani firmy nie byłyby potrzebne bankom jako ci, którzy składają u nich swoje środki jako depozytariusze. Banki po prostu pożyczałyby od banku centralnego pieniądze i dzięki tak pozyskanym środkom udzielałyby kredytów. My zaś – osoby fizyczne – powrócilibyśmy do sakiewek, w których przechowywalibyśmy nasze nadwyżki pieniężne.

Po siódme, w całym cywilizowanym świecie umówiliśmy się, że musimy wyliczać w jakiś sposób koszt pozyskania środków przez dany bank i musi być to sposób ujednolicony, bo inaczej pożyczkobiorca/kredytobiorca dostałby bólu głowy, biegając od jednego do drugiego banku by porównać oferty. Teoretycznie możemy sobie wyobrazić, że konsument szedłby od banku do banku, a te pokazywałyby mu po kolei wyliczenia, że koszt pozyskania przez nie środków pieniężnych wygląda tak a tak, a sposób pozyskiwania środków – tak a tak. Konsument wówczas wiedziałby, w jaki sposób będzie wyliczana dla niego stopa oprocentowania kredytu w każdym banku. Ale ile by się nabiegał! Ale co jeśli bank zmieni w przyszłości sposób pozyskiwania środków i konsument będzie skarżył się, że ten sposób nie jest dla niego korzystny, ponieważ gdyby czynił inaczej, to koszt oprocentowania kredytu byłby niższy?

Po ósme, w cywilizowanym świecie umówiliśmy się, że jedynym sposobem na uniknięcie powyższego problemu będzie odwołanie się do miary kosztu pozyskania pieniądza na tzw. rynku międzybankowym. Na tym rynku działają wyłącznie banki i to one również w zależności od potrzeby mogą pożyczać sobie pieniądze. W przypadku Polski mamy powiązane ze sobą dwie stopy: WIBOR (ile chcę za przyjęcie moich pieniędzy u ciebie) oraz WIBID (ile zapłacę ci za przyjęcie twoich pieniędzy u siebie). Tak jak na wszystkich rynkach finansowych, tak i w Polsce odwołujemy się do miary, która obliczana jest na podstawie danych pochodzących od reprezentatywnej próbki banków poprzez podmiot zewnętrzny, którym w Polsce jest GPW Benchmark, spółka zależna Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Ponownie należy przypomnieć, że spółka ta nadzorowana przez KNF – zresztą w świetle unijnych standardów.

Po dziewiąte, to prawda, że w Polsce oba wskaźniki są powiązane „ścisłym korytarzem”, tzn. pomiędzy nimi nie mogą się otwierać zbytnio nożyce różnic, albowiem będą one automatycznie korygowane. Ale ten ścisły korytarz pozwala nam na uniknięcie wielu perturbacji i spekulacji na rynku bankowym. Otóż gdyby jakikolwiek bank z panelu, który wyznacza WIBOR/WIBID przechodził wewnętrzne trudności to powiązanie obu stawek powoduje, że nie zaburzy rynku tylko z tego powodu, że nagle ogłoszą, iż płacą bardzo dużo za lokowanie u nich pieniędzy (WIBID).  Warto także pamiętać, że WIBOR zawsze będzie wyższy niż WIBID, bo na tym polega biznes bankowy – pozyskać taniej środki i lokować je tam, gdzie stopa zwrotu będzie wyższa.

Po dziesiąte, kiedy odwołujemy się do WIBOR, cały czas musimy pamiętać o stopie referencyjnej NBP, po której bank centralny „skupuje” od banków ich towar, czyli powierzone im przez klientów (osoby fizyczne i przedsiębiorstwa) środki pieniężne. Jak to czyni NBP? Tak samo jak na całym świecie, tj. poprzez tzw. operacje rynku otwartego polegające na emitowaniu krótkoterminowych bonów i albo zmniejszaniu płynności lub zwiększaniu płynności w celu zbliżenia się jak najbliżej do wyznaczonej stopy referencyjnej NBP. Stawka bonów NBP to cena, po jakiej bank może „sprzedać” dowolną ilość swojego towaru, czyli pieniędzy bez żadnego ryzyka, co w ekonomii określamy jako tzw. cena krańcowa. Jednakże takie stawki wyznaczane są na 7 dni, a WIBOR najczęściej ustalany jest na 3 lub 6 miesięcy, a bank, który kształtuje WIBOR, musi tę stopę NBP odpowiednio przetworzyć. To właśnie dlatego WIBOR dla takiego banku staje się ceną krańcową, czyli ceną, poniżej której nie opłaca się mu nic taniej sprzedawać. Gdyby więc liczyć wyłącznie koszt pozyskania środków z rynku przez bank, aby je przekształcić w kredyt lub pożyczkę, to wówczas z góry możemy założyć, iż bank będzie ponosił stratę. Gdyby zaś bank podejmował decyzje ze świadomością, że będą one przynosić stratę, to zarządowi takiego banku groziłaby odpowiedzialność karna za działania na szkodę spółki i jej akcjonariuszy.  W końcu Celem każdej spółki jest generowanie zysku, o czym była mowa w pierwszym punkcie niniejszego „dekalogu”.

I tu dochodzimy do sedna problemu i odpowiedzi na pytanie, czy rzeczywiście można winić banki za drogie kredyty, których oprocentowanie odwołuje się do stawki WIBOR. Warto jednak pamiętać, że relatywnie drogie obecnie kredyty w Polsce wynikają nie z chciwości banków, ale wysokiej stopy referencyjnej NBP, z którą WIBOR jest ściśle powiązany. Trzeba też odnotować, że w ostatnich dniach, w wyniku zapowiedzi ze strony Rady Polityki Pieniężnej, WIBOR – mimo utrzymania stóp procentowych na tym samym poziomie – zaczął spadać. Dlaczego? Otóż dlatego, że za sprawą swojej konstrukcji WIBOR „patrzy w przyszłość”, to znaczy wyprzedza rynek i przewiduje, że stopy procentowe będą rosnąć albo spadać. W obecnej sytuacji WIBOR reaguje na zapowiedzi obniżki stóp, a zatem jest… niższy od stopy referencyjnej NBP (stan na 08.04.2025). Co w oczywisty sposób przełoży się na obniżenie rat kredytów i utrudni atakowanie WIBOR-u jako „bankowej manipulacji”. Trudno bowiem sobie wyobrazić, aby teraz kredytobiorcy zaatakowali banki za… zaniżanie WIBOR.

[1] O tym pisze również w TEP o Gospodarce dr Mieczysław Groszek, zob. Nadmierne zyski banków czy rekompensata za chude lata

Dr Jarosław Bełdowski
—————–
Członek Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich

Dr Radosław Góral
—————–
Partner w międzynarodowej kancelarii Clyde & CO, Warszawa

Wall Street odbija po burzliwym tygodniu. Trump łagodzi kurs, ale wojna handlowa trwa

Na zakończenie wyjątkowo burzliwego tygodnia na rynkach finansowych inwestorzy mogli odetchnąć z ulgą, gdy w piątek doszło do lekkiego “rajdu ulgi” na Wall Street, czyli odreagowania wcześniejszych spadków. Głównym impulsem była decyzja prezydenta Trumpa o częściowym wycofaniu się z wcześniejszych planów taryfowych, co złagodziło napięcia na rynkach i otworzyło przestrzeń do dalszych negocjacji. Administracja USA ogłosiła, że od 9 kwietnia nałoży uniwersalną stawkę celną w wysokości 10 proc. na wszystkie kraje z wyjątkiem Chin, które objęte są osobnym, ostrzejszym traktowaniem przez okres 90 dni. Skupienie inwestorów i polityków przesunęło się teraz niemal całkowicie na eskalującą wojnę handlową między USA a Chinami.

W piątek amerykańskie indeksy akcyjne silnie wzrosły, odrabiając część strat po dwóch tygodniach gwałtownej zmienności. SP 500 zakończył tydzień na plusie, mimo że tydzień wcześniej zanotował aż 9-procentowy spadek. Indeks pozostaje jednak około 13 proc. poniżej rekordowego poziomu zamknięcia z lutego. Rentowności amerykańskich obligacji również wzrosły – zarówno w piątek, jak i w skali całego tygodnia – po wcześniejszym, gwałtownym spadku. Dolar amerykański osłabił się mimo wzrostu rentowności, co wzbudziło pytania o jego pozycję jako bezpiecznej przystani oraz zaufanie do stabilności polityki gospodarczej USA. Jednym z czynników deprecjacji dolara była likwidacja tzw. „basis trades”, czyli transakcji opartych na różnicach kursowych między rynkami onshore i offshore. W tym czasie złoto zyskało, a ceny ropy naftowej Brent spadły o 1,3 proc. po wcześniejszym, 11-procentowym “załamaniu”.

Niepewność pozostaje jednak bardzo wysoka, ponieważ w ciągu nadchodzących trzech miesięcy możliwych jest wiele scenariuszy dotyczących dalszego rozwoju negocjacji handlowych pomiędzy USA a partnerami, przede wszystkim Chinami. W tym kontekście szczególnie istotne były piątkowe działania Pekinu, który ogłosił podwyższenie ceł na wszystkie towary z USA – z 84 proc. do 125 proc. – od 12 kwietnia. Była to odpowiedź na ruch USA, który wcześniej zwiększył stawkę ceł na chińskie towary do 125 proc., oprócz wcześniejszych 20 proc. obowiązujących od marca, co łącznie daje aż 145 proc. Chińskie władze stanowczo skomentowały działania USA, twierdząc, że amerykańskie towary są w tych warunkach po prostu niesprzedawalne na rynku chińskim i że dalsze podnoszenie ceł przez USA spotka się z równie twardą odpowiedzią.

Mimo retoryki konfrontacyjnej prezydent Trump starał się przekonywać, że jego strategia przyniesie długofalowe korzyści. W piątek powiedział, że „może pojawić się koszt przejściowy i pewne trudności, ale ostatecznie USA na tym skorzysta. Jednocześnie zastrzegł, że jeśli w ciągu trzech miesięcy nie uda się osiągnąć zadowalających porozumień, wprowadzi kolejne „wzajemne” taryfy, a także usunie pozataryfowe bariery wobec krajów z nadwyżkami handlowymi. Biały Dom przekazał, że Trump pozostaje optymistą i liczy, że Chiny ostatecznie zdecydują się na kompromis.

W międzyczasie administracja USA wprowadziła w piątek wyjątki od taryf wobec niektórych produktów elektronicznych, co dało chwilową ulgę amerykańskim producentom technologii. Sekretarz handlu Howard Lutnick stwierdził jednak, że jest to jedynie pauza, zanim produkty te zostaną objęte innymi, bardziej wyspecjalizowanymi taryfami. Zapowiedział nową inicjatywę celną wobec półprzewodników i podzespołów elektronicznych, która ma na celu przeniesienie produkcji z powrotem do USA i uniezależnienie się od Państwa Środka w zakresie kluczowych komponentów. Objęte tymczasowym wyjątkiem są m.in. smartfony, laptopy, procesory, pamięci, dyski twarde, ekrany oraz urządzenia do produkcji chipów. Według szacunków prywatnych firm, wartość importu objętego tym wyjątkiem wynosi aż 390 miliardów dolarów, z czego ponad 100 miliardów przypada na towary z Chin.

W tym kontekście coraz więcej przedstawicieli Rezerwy Federalnej sugeruje, że stopy procentowe powinny pozostać bez zmian przez dłuższy czas z uwagi na rosnącą niepewność gospodarczą. Prezes oddziału Fed w Bostonie, Susan Collins, ostrzegła, że skutki ceł mogą być bardziej rozległe, niż się powszechnie zakłada, ponieważ obejmują nie tylko dobra końcowe, ale również półprodukty, które stanowią aż 44 proc. importu USA. W jej opinii to istotny czynnik ryzyka dla cen i argument za utrzymaniem obecnych stóp procentowych. Podobnie wypowiedział się prezes Fed z St. Louis, Alberto Musalem, który wskazał na możliwość jednoczesnego wzrostu inflacji i pogorszenia sytuacji na rynku pracy. Podkreślił on, że niepewność co do skutków polityki handlowej, imigracyjnej i fiskalnej USA jest bardzo wysoka i że Fed musi uważnie śledzić dane i rozwój sytuacji.

Rynek wycenia obecnie coraz większe prawdopodobieństwo obniżek stóp w 2025 roku – kontrakty Fed Funds Futures wskazują na obniżkę łącznie 77 pb do końca roku.

W piątek indeksy DJIA, SP500 i Nasdaq wzrosły odpowiednio o 1,6 proc., 1,8 proc. i 2,1 proc., a w ujęciu tygodniowym zyskały 5 proc, 5,7 proc. i 7,3 proc., tym samym nadrabiając część strat po wcześniejszych silnych spadkach. W Europie sytuacja wyglądała mniej optymistycznie – Eurostoxx 50 stracił o 0,7 proc. a niemiecki DAX spadł o 0,9 proc. w piątek i o 1,9% w skali tygodnia. Kurs głównej pary walutowej wzrósł do poziomu lekko ponad 1,14.

W danych makro ze Stanów Zjednoczonych szczególnie rozczarował wskaźnik inflacji producenckiej – PPI – który w marcu spadł o 0,4 proc. miesiąc do miesiąca wobec oczekiwanego wzrostu o 0,2 proc., a także nastroje konsumenckie według University of Michigan, które w kwietniu spadły do 50,8 z 57. Jednocześnie oczekiwania inflacyjne na rok wzrosły aż do 6,7 proc. z 5 proc., a długoterminowe – do 4,4 proc. z 4,1 proc., co pokazuje wyraźne obawy społeczeństwa o siłę nabywczą pieniądza.

Nadchodzący tydzień przyniesie kolejne ważne dane z USA, m.in. na temat inflacji oczekiwanej w Nowym Jorku, wskaźnika Empire State, sprzedaży detalicznej, produkcji przemysłowej, danych z rynku nieruchomości i liczby nowych wniosków o zasiłek. Piątek będzie dniem wolnym z powodu Świąt Wielkanocnych.

Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Coraz większe długi Polaków, choć liczba dłużników maleje

Obecnie Polacy mają przeterminowane zobowiązania kredytowe oraz pożyczki, a także inne zobowiązania, których całkowita kwota wynosi 84,7 mld złotych. Dla zobrazowania skali – ta kwota jest większa niż roczny koszt programu 800+, co odpowiada wartości 150 tysięcy mieszkań. To równocześnie odpowiada wartości zaciąganych kredytów mieszkaniowych przez Polaków w ciągu roku. Z problemami z terminowym regulowaniem swoich zobowiązań zmaga się 2,5 miliona Polaków. Warto zauważyć, że rośnie całkowita kwota przeterminowanych zobowiązań – ale liczba osób, które mają trudności ze spłatą, maleje. W 2024 roku liczba ta spadła o 129 tysięcy – co stanowi prawie 5% w porównaniu do poprzedniego roku. Dla porównania, w 2023 roku liczba ta zmniejszyła się tylko o 15,5 tys. osób.

– Można dostrzegać pewne „światełko w tunelu”, jeśli chodzi o spadek liczby osób z problemami ze spłatami – powiedział serwisowi eNewsroom.pl prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor. – Niemniej jednak rosnąca kwota przeterminowanych zobowiązań budzi niepokój. To sugeruje, że osoby borykające się z problemami finansowymi mają coraz większe długi – a wśród nich znajdują się ci, którzy już wcześniej mieli trudności. Rekordzistą w posiadanym przeterminowanym zadłużeniu kredytowym i pozakredytowym jest 30-letni mężczyzna w województwie lubelskim, który musi spłacić dług przekraczający 92 miliony złotych. Ten stary dług prawdopodobnie wynika z wcześniejszych kredytów, które mogły być zaciągnięte w ramach działalności gospodarczej. Ta osoba mogła również borykać się z problemami jako przedsiębiorca – tłumaczy prof. Waldemar Rogowski.

Kurs dolara pod presją polityki celnej Trumpa. Czy to początek dłuższego osłabienia?

Lekka zmiana kursu Donalda Trumpa, która nastąpiła w środowy wieczór, pokazuje, że prezydent USA nie jest jednak obojętny na spadki na rynkach finansowych. Takie można było odnieść wrażenie tydzień wcześniej, kiedy w Dniu Wyzwolenia został ogłoszony bardzo szeroki plan taryfowy, który dotknął niemal wszystkie kraje na świecie.

Aktualnie żyjemy w świecie, gdzie obowiązuje nowa jednolita stawka celna 10 proc. (z wyłączeniem Chin gdzie obecnie mamy poziom sięgający łącznie 145 proc.) na okres 90 dni, zamiast krajowych wyższych opłat (np. 20 proc. dla Unii Europejskiej). Jednocześnie obowiązują cła sektorowe w wysokości 25 proc. m.in na samochody, częście stal oraz aluminium.

Podczas kilku dni mocnej przeceny można było przypuszczać, że Trump jest w stanie poświęcić rynki akcji, tylko po to, żeby zmniejszyć deficyt handlowy i uzyskać finansowanie cięcia podatków. Teraz jednak widać, że prezydent USA nie ignoruje ryzyka recesji oraz silnych spadków giełdowych. Być może jednak to był od początku blef, a ogłoszenia 2 kwietnia miały być jedynie pewnego rodzaju “straszakiem” dla innych państw. Trump chce negocjować, a każde zawarte porozumienie na warunkach USA będzie prawdopodobnie komunikowane jako wielkie zwycięstwo nowej administracji.

Pytanie jest teraz zasadnicze: czy to jednodniowe odreagowanie na Wall Street jest początkiem nowej fali wzrostowej, czy jednak na giełdzie nastąpiła fundamentalna zmiana, która wprowadza odwrotny kurs przynajmniej w średnim okresie (1 roku).

Gospodarka amerykańska pozostaje dynamiczna. Dostępne dotychczas prognozy wskazywały, że potencjał wzrostu na rok 2025 wynosi ok 2 proc. lub lekko ponad. Z pewnością wiele ośrodków analitycznych teraz dokona rewizji w dół, głównie ze względu na wzrost niepewności i jej negatywny wpływ na inwestycje przedsiębiorstw. Trumpowi powinno zależeć, żeby mimo wszystko jego kraj uniknął recesji.

Z kolei Fed musi zachować równowagę. Jego aktualna polityka nadal działa w kierunku dezinflacji. Rynek kilka dni temu wyceniał nawet 4 obniżki stóp w tym roku, potem nastąpiła lekk korekta i obecnie kontrakty Fed Funds Futures wyceniają niecałe 90 pb redukcji do grudnia. Jak na razie jednak brak recesji oraz wysokie oczekiwania inflacyjne konsumentów w USA (wzmocnione przez taryfy) ograniczają przestrzeń do agresywnego luzowania.

W przypadku strefy euro zrealizował się scenariusz, że taryfy zostaną częściowo zniesione w wyniku renegocjacji. Firmy ze Starego kontynentu będą zyskiwać na konkurencyjności cenowej przez odpływ chińskich rywali z rynku amerykańskiego. Na ten moment wzrost PKB dla całej Unii powinien plasować się poniżej 1 proc. gdzieś w granicach 0,6-0,7 proc. Można oczekiwać, że na rynek europejski zostanie skierowana duża podaż tanich produktów z Chin, co będzie wpływać dezinflacyjnie w długim terminie. EBC powinien utrzymać “gołębi ton” i ściąć stopy do wakacji do poziomu 2 proc. Spadek rentowności niemieckich obligacji (głównie 2 letnich), silne euro oraz postępująca dezinflacja powinny być głównymi argumentami za luźną polityką monetarną.

Kurs EURUSD może wciąż podążać “na północ”. Dolar traci na nieprzewidywalnej polityce Trumpa a administracja Białego Domu może dążyć do dalszego osłabienia USD bo to będzie poprawiać saldo handlowe kraju. Presja na Fed powinna się utrzymywać w najbliższym czasie, a z miesiąca na miesiąc będziemy bliżej terminu wygaśnięcia kadencji Powella a jego następca lub następczyni może przyjąć odmienną postawę, która także będzie wywierać presję na amerykańską walutę.

Łukasz Zembik, OANDA TMS Brokers

Inflacja producencka wyraźnie spada. Rynek widzi przestrzeń do obniżek stóp w USA

Inflacja producencka zaskoczyła rynek bardzo pozytywnie, podobnie jak wczorajszy odczyt inflacji CPI.

Inflacja bazowa PPI spadła w marcu o 0,1 proc. podczas gdy rynek oczekiwał wzrostu o 0,3 proc., a poprzedni odczyt wyniósł +0,1 proc. Również odczyt roczny zaskoczył pozytywnie, bo wyniósł 3,3 proc. wobec oczekiwań na poziomie 3,6 proc. i poprzedniego odczytu na poziomie 3,5 proc.

Wskaźnik inflacji PPI zaskoczył jeszcze bardziej, bo w ujęciu miesięcznym wyniósł -0,4 proc. (wobec oczekiwań na poziomie +0,2 proc. i poprzedniego odczytu +0,1 proc.), a w ujęciu rocznym wyniósł 2,7 proc. (wobec oczekiwań na poziomie 3,3 proc. oraz poprzedniego odczytu na poziomie 3,2 proc).

Bardzo pozytywne zaskoczenie w obydwóch rodzajach inflacji z pewnością da dużo paliwa gołębiej części FEDu do szybszego rozpoczęcia luzowania polityki monetarnej i prawdopodobnie w trochę większej skali niż do tej pory zakładano.

Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Zakończono przebudowę dworca Toruń Wschodni. Historyczny obiekt zyskał nowe życie

Polskie Koleje Państwowe S.A. zakończyły przebudowę dworca Toruń Wschodni. Dzięki niej pochodzący z początku XX w. obiekt stał się przestrzenią nowoczesną i dostępną dla wszystkich podróżnych.

Dzięki inwestycji wybudowany w 1909 roku neogotycki dworzec Toruń Wschodni odzyskał historycznych blask. To jeden z kilkunastu podobnych, reprezentacyjnych i nowoczesnych wówczas obiektów dworcowych, zbudowanych w latach 1903-1912 na Pomorzu, Powiślu, Warmii i Mazurach. Ich architektura nawiązywała do będących ikoną tych terenów ceglanych budowli gotyckich. Projekty niektórych z nich wyszły spod ręki tego samego architekta, który współtworzył gdański Dworzec Główny – Paula Thoemera. W ramach inwestycji renowacji poddana została elewacja wraz ze znajdującymi się na nich detalami architektonicznymi, uzupełniono ubytki w cegle oraz schodach od frontu budynku, a stolarka okienna i drzwiowa została wymieniona na wzór historycznej. Odrestaurowane zostały także herby znajdujące się na elewacji oraz olbrzymie witrażowe okno znajdujące nad wejściem głównym do budynku. Obok Iławy Głównej, Pszczółek i Szymankowa to kolejny dworzec z tej grupy, kompleksowo wyremontowany przez PKP S.A.

Na nowo zaprojektowano także wnętrza obiektu, w których połączono nowoczesną stylistykę z historycznymi detalami. Podróżni do dyspozycji mają hol dworcowy, który pełni także funkcję poczekalni. Na obu końcach hali znajdują się witraże, które w ramach inwestycji poddane zostały renowacji. Znalazły się tu także nowe ergonomiczne ławki, gabloty z rozkładami jazdy, a także elektroniczne tablice przyjazdów i odjazdów pociągów. W budynku są także nowe toalety oraz pokój dla opiekuna z dzieckiem. Na dworcu jest również pomieszczenie, w którym wkrótce znajdzie się lokal convenience, a także przestrzeń z przeznaczeniem na hostel.

– Dworzec Toruń Wschodni to jedna z dwóch inwestycji realizowanych w tym mieście. W ramach programu inwestycyjnego przebudowę przechodzi także dworzec Toruń Miasto. Dzięki tym inwestycjom Toruń odzyska dwa niezwykle atrakcyjne budynki, z podkreślonymi historycznymi detalami. A podróżni będą mieli do dyspozycji nowoczesne i komfortowe przestrzenie dworcowe – mówi Paweł Lisiewicz, członek zarządu PKP S.A.

Budynek dworca Toruń Wschodni stał się bardziej dostępny dla wszystkich grup podróżnych, także osób z niepełnosprawnościami i o ograniczonej mobilności, dzięki wyeliminowaniu barier architektonicznych i wprowadzeniu szeregu usprawnień. Wśród nich są m.in. dotykowe tablice z planami dworca, oznaczenia w alfabecie Braille’a, ścieżki prowadzące dla osób niewidomych i niedowidzących, urządzenia wzmacniające działanie aparatów słuchowych przy kasach czy obniżenie blatów okienek kasowych dla osób poruszających się na wózkach. W budynku pojawiły się również windy.

Po zakończeniu inwestycji dworzec stał się bardziej przyjazny środowisku naturalnemu. Nowe oświetlenie jest energooszczędne i sterowane za pomocą automatyki, a ocieplenie budynku od wewnątrz, nowa stolarka okienna i drzwiowa oraz kurtyny powietrzne pozwolą na ograniczenie strat ciepła i zapewnienie komfortu podróżnym. Przy dworcu powstał także zbiornik do zbierania deszczówki, a uzyskana w ten sposób woda, po oczyszczeniu, służy do spłukiwania dworcowych toalet. Dzięki inwestycji zmieniło się też bezpośrednie otoczenie dworca. Wyremontowany został znajdujący się w pobliżu dworca budynek administracyjny, w którym znajdzie się przestrzeń dla pracowników PKP oraz lokal wraz z ogródkiem letnim. Po stronie wschodniej od zabudowań dworcowych powstał nowy parking, na którym znalazły się dwa miejsca dla osób z niepełnosprawnościami.

Koszt przebudowy dworca Toruń Wschodni to 42 mln złotych brutto. Inwestycja została dofinansowana ze środków z budżetu państwa. Inwestorem są Polskie Koleje Państwowe S.A., projekt przebudowy opracował Transprojekt Gdański sp. z o. o., a wykonawcą prac budowlanych był Budimex S.A.

Przebudowa dworca Toruń Wschodni to jedna z dwóch inwestycji spółki realizowanych obecnie w tym mieście. Kolejny dworzec – Toruń Miasto – zostanie udostępniony podróżnym jeszcze w tym roku. Przebudowa dworców Toruń Wschodni i Toruń Miasto jest częścią realizowanego przez PKP Polskie Linie Kolejowe S.A., Polskie Koleje Państwowe S.A. i Miasto projektu BiT City II.

Stacja Toruń Wschodni znajduje się na trasie łączącej województwa warmińsko-mazurskie i wielkopolskie. Każdego dnia odjeżdża z niej sześć pociągów PKP Intercity. To połączenia ekonomiczne kategorii Intercity, które zapewniają dojazd do Olsztyna i Poznania.

Kurs dolara leci w dół, a funt i euro zyskują

Ostatnio każdy dzień powinniśmy zaczynać od pytania: jakie amerykańskie cła dziś obowiązują i jak odpowiedzieli na nie Chińczycy? Jednak zdecydowanie ważniejsze jest to, jak na ten handlowy chaos odpowiadają rynki. A te coraz wyraźniej obracają się przeciw USD, więc przybywa analityków, którzy skłaniają się (pewnie na wyrost) do negowania statusu dolara jako bezpiecznej przystani. W tle tych rynkowych rozgrywek brytyjska gospodarka stara się wyjść na prostą.

Upadek USD

Donaldowi Trumpowi trzeba przyznać sprawczość przynajmniej w jednej sprawie. Chyba jeszcze żadna osoba w historii w pojedynkę (uznajmy, że jego władza w tej administracji jest niepodważalna) w tak szybkim tempie nie osłabiła USD. Można by to uznać nawet za sukces, ponieważ prezydent USA chciał słabszego dolara, co ma wspomóc amerykańskich eksporterów. Gorzej, jeśli uznamy, że życzył sobie też tańszej obsługi gigantycznego długu, co przynajmniej na ten moment jest trudne do zrealizowania przy rosnących za oceanem rentownościach obligacji. Składając te dwie sprawy w jedną historię, otrzymujemy rosnący brak zaufania do Stanów Zjednoczonych. Taki układ skłania już część obserwatorów do negowania pozycji USD jako podstawowej bezpiecznej przystani na rynku walutowym. Nawet jeśli nasze rozważania nie wędrują tak daleko, to trzeba przyznać, że dolar wpadł wręcz w spiralę osłabienia i aktualnie chyba tylko gwałtowność tego procesu może mu dawać nadzieję na jakąś głębszą korektę.

Osłabienie dolara spycha go do najgorszej pozycji od kilku lat. Kurs EUR/USD znajdował się dziś już powyżej 1,14 $, czyli najwyżej od ponad 3 lat (przed pełnoskalową agresją Rosji na Ukrainę). Warto zaznaczyć, że pod koniec stycznia, czyli chwilę po objęciu urzędu przez prezydenta Trumpa, eurodolar atakował 1,02 $! W przypadku USD/PLN punktu odniesienia musimy szukać jeszcze dalej, bo latem 2021 roku. Przed południem kurs dolara był już przy 3,75 zł, ale cofnął się wraz z większością rynku forex. Kapitał szerokim strumieniem płynie do wspólnej waluty, a kurs euro wraca w pobliże 4,30 zł. Tak jak wczoraj w dolara dodatkowo uderzyły niższe od prognoz odczyty inflacji konsumenckiej z USA, tak dziś na rynek mogą wpłynąć publikacje tamtejszej inflacji producenckiej (o godz. 14:30).

Zielona Wyspa

Kanclerz Skarbu rządu Jego Królewskiej Mości Rachel Reeves z zadowoleniem przyjęła dzisiejszy pakiet danych z Wysp. Przy tonącym sondażowym poparciu dla Partii Pracy każdy, nawet najmniejszy sukces jest na wagę złota. Zostawmy kwestie polityczne z boku i wróćmy do samych odczytów. Na początku warto zaznaczyć, że Brytyjczycy (w przeciwieństwie do większości państw) podają swoje tempo PKB co miesiąc i wszystkie poniższe publikacje będą dotyczyły lutego. Wzrost gospodarczy w ujęciu miesięcznym wyniósł 0,5% (najlepszy rezultat od czerwca 2023 roku), a w ujęciu rocznym 1,4%. Oba wskaźniki wyraźnie przekroczyły prognozy, co może być zwiastunem lepszego okresu przed brytyjską gospodarką. Za taką tezą przemawiają też kolejne niezmiernie ważne odczyty, które jeszcze dobitniej zaskoczyły analityków. Produkcja przemysłowa rok do roku miała wykazać najgłębszy spadek (-2,3%) od prawie dwóch lat, a tymczasem wyszła minimalnie ponad kreskę (+0,1%). Jeszcze lepiej wypadła produkcja dóbr w fabrykach, której prognozowano zniżkę w ujęciu rocznym o 2,4% (najsłabiej od równo 2 lat), a ostatecznie wzrosła ona o 0,3%. Trudno jednoznacznie ocenić wpływ powyższych danych na wyspiarskie aktywa, ponieważ uwaga inwestorów w dalszym ciągu ogniskuje się na chaosie związanym z ryzykiem globalnej wojny celnej. Londyński główny indeks giełdowy FTSE 100, w przeciwieństwie do dużej części Europy, idzie mocno w górę. Funt wyraźnie zyskuje (jak prawie wszystkie waluty) do dolara amerykańskiego, a kurs GBP/USD po przekraczeniu 1,30 $ jest coraz bliższy ataku na szczyt z początku kwietnia. Kurs GBP/PLN odbił się od 4,90 zł i znajduje się już 5 groszy wyżej, ale to w dalszym ciągu najniższe poziomy od końca 2020 roku!

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Centralna Informacja Emerytalna do likwidacji. Rząd uznał projekt za kosztowny i nieskuteczny

Rząd przygotował projekt ustawy o uchyleniu tzw. CIE – czyli Centralnej Informacji Emerytalnej. Ustawa o CIE wprowadziła rozwiązania, które nie zapewnią kompleksowej realizacji założonego celu, jakim jest poprawa świadomości emerytalnej i zachęta do efektywnego oszczędzania na przyszłość. Jednocześnie rozwiązania te generują bardzo wysokie koszty dla budżetu państwa – zwłaszcza, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych prowadzi działania w obszarze edukacji społeczeństwa w zakresie oszczędzania na cele emerytalne. Dodatkowo, proponowane rozwiązania systemu Centralnej Informacji Emerytalnej, wymagające kompetencji cyfrowych, mogą wykluczyć część społeczeństwa z dostępu do informacji zgromadzonych w CIE.

– Pomysł Centralnej Informacji Emerytalnej (CIE), jak to często w Polsce, nie był najgorszy jako pomysł, ale paskudne było jego wykonanie – powiedział serwisowi eNewsroom.pl dr Marcin Wojewódka, Instytut Emerytalny, Forum Ekspertów Ad Rem. – Niestety ta propozycja, którą zaproponował poprzedni rząd i parlament, czyli ustawa o Centralnej Informacji Emerytalnej, była przede wszystkim skokiem na kasę i niepotrzebnym wydatkiem publicznych pieniędzy. Ten sam cel za dużo mniejsze pieniądze można osiągnąć odpowiednio modernizując platformę usług emerytalnych (PUE), którą prowadzi Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Można tam stworzyć nowy design i wprowadzić nowe funkcjonalności. Natomiast cel w postaci umożliwienia Polakom sprawdzenia w jednym miejscu swoich oszczędności emerytalnych mógłby być spokojnie wykonywany właśnie przez PUE i zarządzany przez ZUS. Dlatego też wycofanie się obecnego rządu z idei CIE należy ocenić pozytywnie, bo to było niepotrzebne wydawanie publicznych środków. Od lat o tym mówiłem i cieszę się, że ktoś w końcu poszedł po rozum do głowy – tłumaczy dr Marcin Wojewódka.

 

Kurs dolara notuje największy spadek od lat. Rynek obstawia szybkie cięcia stóp przez Fed

Wreszcie dzień oddechu od gwałtownych zmian w stawkach celnych. Emocje zapewnił nam jednak amerykański dolar, który wsparty wyraźnie niższą od oczekiwań inflacją, osłabił się o 3% względem euro. W Polsce coraz większymi krokami nadchodzą obniżki stóp procentowych.

Co dzieje się na dolarze?

Amerykańska waluta zaliczyła wczoraj wyjątkowo silną przecenę. Czwartek zaczął się poniżej poziomu 1,10 na parze EUR/USD. W tych okolicach dolar znajdował się przez większość zamieszania po wprowadzeniu ceł. Wczoraj dotarł jednak do poziomu 1,13. Tak słaby był on ostatnio widziany na rynku w pierwszych miesiącach 2022 roku. Co za to odpowiada? Z jednej strony zaufanie do administracji USA jest – delikatnie mówiąc – umiarkowane. Inwestorzy boją się tego, co wydarzy się dalej. Z drugiej strony wczorajsze dane na temat inflacji pokazują, że można się spodziewać przyspieszenia tempa obniżek stóp procentowych. W skali roku inflacja wynosi 2,4%, a nie jak przewidywano 2,6%. Od wczoraj znowu dominującym scenariuszem są cztery cięcia stóp procentowych o 0,25% w 2025 r., przy czym pierwsze nadal dopiero w czerwcu. Dla przypomnienia, gdy Donald Trump dochodził do władzy, zastanawiano się, czy zobaczymy przynajmniej dwie obniżki.

Rynek znów wycenia obniżki stóp w Polsce

Sygnały, że nadchodzą zmiany widać zarówno w notowaniach WIBOR, jak i w rentowności obligacji. Wczoraj pierwszy raz od I kwartału 2022 roku stawka WIBOR 3M spadła poniżej poziomu 5,6%. Na razie nie jest to przesadnie odczuwalna zmiana dla kredytobiorców. Jednak po aktualizacji oprocentowania kredytu, powinno to dać oszczędność na poziomie 250 zł rocznie na każde 100 000 zł kredytu. Drugim ważnym wskaźnikiem jest rentowność obligacji. Inwestorzy zgadzają się zarabiać coraz mniej, trzymając polskie papiery dłużne. Jeszcze do połowy marca polskie 10-letnie obligacje dawały zarobić około 6% w skali roku. Dzisiaj wypłacają już zaledwie 5,3%. Jest to dobra wiadomość dla naszego budżetu, bo możemy się taniej kredytować. Natomiast dla osób, które będą musiały kupować waluty, nie jest to satysfakcjonująca informacja. Im niższe stopy procentowe, tym słabszy powinien być złoty.

Temat ceł przycicha

Cały ten tydzień mija pod dyktando informacji o zmianach taryf celnych. Wczoraj natomiast nie mieliśmy większych rewolucji. Okazało się jedynie, że stawka na Chiny wyniesie jednak 145%, zamiast zapowiadanych 125%. Przy tych poziomach to nie robi już przesadnej różnicy. Z drugiej strony ostatnie obniżki amerykańskiej waluty wydaje się, że może realizować cel zmniejszenia deficytu budżetowego lepiej niż sankcje. Skoro od stycznia dolar osłabił się o 10% względem euro, jest to efektywnie 10% wzrostu cen importu z Unii i 10% rabatu na eksport do Unii. Nie wszyscy analitycy są jednak zgodni, że to było głównym celem działań amerykańskiej administracji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Od AI po zmiany klimatyczne: 5 trendów, które ukształtują rynek pracy do 2030 roku

Czy nowe technologie zagrażają rynkowi pracy? Adaptacja do nadchodzących zmian będzie wymagać przemyślanych strategii zarówno po stronie pracodawców, jak i pracowników – z naciskiem na edukację, rozwój kompetencji i elastyczność zawodową.

Pytanie o wpływ nowych technologii na przyszłość rynku pracy zadają sobie ekonomiści od pokoleń. Jednak radykalne przyspieszenie rozwoju – w szczególności sztucznej inteligencji (AI) i automatyzacji – wywołuje obawy wielu osób przed utratą zatrudnienia.

Niedawno opublikowany przez World Economic Forum (WEF) raport „The Future of Jobs 2025” analizuje główne trendy, które będą kształtować globalny rynek pracy do 2030 roku. To kolejna edycja badania – pierwszy raport z tej serii ukazał się w 2016 r.

Wśród kluczowych czynników wpływających na rynek pracy jego autorzy wymieniają: zmiany technologiczne, fragmentację geogospodarczą, niepewność ekonomiczną oraz przemiany demograficzne. Badanie oparli na opiniach ponad 1 000 pracodawców reprezentujących 14 milionów pracowników z 55 gospodarek świata, pochodzących z UE, USA, Kanady, Australii,  Południowej Ameryki, Północnej i Środkowej  Afryki, Bliskiego i Dalekiego  Wschodu, czy Azji Centralnej.

Główne trendy transformacyjne:

  1. Rozwój technologiczny.
    Największy wpływ na rynek pracy będzie miało poszerzenie dostępu do technologii cyfrowych. Sztuczna inteligencja, automatyzacja oraz innowacje w energetyce będą napędzać popyt na umiejętności związane z AI, big data, sieciami oraz cyberbezpieczeństwem.
  2. Wzrost kosztów życia.
    To drugi z najważniejszych czynników, mogący wpłynąć na decyzje 50 proc. firm do 2030 roku. Wzrośnie znaczenie kompetencji takich jak kreatywność, odporność psychiczna i elastyczność.
  3. Zmiany klimatyczne.
    Działania proekologiczne oraz adaptacja do nowych warunków klimatycznych będą miały istotne przełożenie na rynek pracy. Wzrośnie zapotrzebowanie na inżynierów energii odnawialnej, specjalistów ds. środowiska oraz ekspertów od pojazdów elektrycznych.
  4. Zmiany demograficzne.
    Starzejące się społeczeństwa w krajach rozwiniętych oraz przyrost ludności w krajach rozwijających się wpływają na rosnące zapotrzebowanie na specjalistów z obszaru opieki zdrowotnej, edukacji i zarządzania talentami.
  5. Fragmentacja geogospodarcza.
    Czynniki takie jak rosnące taryfy celne i zmieniająca się polityka przemysłowa zmuszają firmy do redefinicji strategii. Wzrośnie znaczenie umiejętności z zakresu cyberbezpieczeństwa, odporności organizacyjnej i przywództwa.

Warto zauważyć, że główne trendy nie uległy zasadniczej zmianie w porównaniu z raportem z 2016 roku, zwłaszcza w obszarach demograficznych i społecznych. Wyjątkiem jest jednak znaczny wzrost znaczenia pracy zdalnej. Zmiany widać również w technologii: w 2016 roku na pierwszym miejscu wskazywano internet mobilny i technologie chmurowe, podczas gdy sztuczna inteligencja zajmowała dopiero szóste miejsce za internetem rzeczy czy robotyką.

Co się zmieni w strukturze zatrudnienia?

Autorzy raportu prognozują, że 22 proc. obecnych stanowisk pracy ulegnie transformacji. Przewidywane jest utworzenie na świecie około 170 milionów nowych miejsc pracy, przy jednoczesnej likwidacji 92 milionów, co daje netto wzrost o 7 proc.

Największy wzrost zatrudnienia przewidywany jest w sektorach: opieki zdrowotnej, logistyki, budownictwa oraz edukacji. Wśród najszybciej rozwijających się zawodów dominują: specjaliści AI, inżynierowie fintech, programiści oraz eksperci ds. zielonej energii. Największy spadek zatrudnienia dotyczyć będzie zawodów administracyjnych, takich jak kasjerzy, pracownicy pocztowi i operatorzy wprowadzania danych.

Zgodnie z raportem, aż 39 proc. obecnych umiejętności pracowników stanie się nieaktualne do 2030 roku. Tempo tych zmian jednak spowalnia. Kluczowe kompetencje przyszłości to: analityczne myślenie, odporność, elastyczność, kreatywność i zdolności przywódcze. Znaczenia nabiorą również tzw. umiejętności miękkie, takie jak motywowanie, mentoring czy komunikacja.

85 proc. pracodawców planuje inwestować w rozwój kompetencji swoich pracowników, a 70 proc. deklaruje chęć zatrudniania osób z nowymi kwalifikacjami. Jednocześnie szacuje się, że 59 proc. pracowników będzie wymagać przekwalifikowania, a 11 proc. może nie zdobyć niezbędnych umiejętności, co może skutkować ryzykiem utraty zatrudnienia.

Przewidywania raportu WEF pokrywają się z wnioskami z najnowszego raportu Deloitte „Tech Trends 2025”, którego autorzy podkreślają, że sztuczna inteligencja jest już obecna „wszędzie” i staje się technologią dojrzałą. Jako istotny trend wskazują konwergencję oraz integrację rozwiązań technologicznych.

Specjaliści z sektora AI zwracają również uwagę na rosnącą rolę tzw. agencyjnej AI (ang. agentic AI), która będzie miała kluczowy wpływ na wiele sektorów gospodarki. Jest to sztuczna inteligencja, która działa autonomicznie, realizując złożone cele dzięki pamięci, zdolności uczenia się i współpracy z innymi agentami bez stałego nadzoru człowieka. W przeciwieństwie do tradycyjnej AI, nie tylko odpowiada na pojedyncze polecenia, ale potrafi planować, podejmować decyzje i wykonywać wieloetapowe zadania w dynamicznym środowisku.  Coraz więcej mówi się też o potencjalnym znaczeniu komputerów kwantowych – szczególnie w kontekście cyberbezpieczeństwa. Technologia komputerów kwantowych opiera się na zjawiskach mechaniki kwantowej, takich jak superpozycja i splątanie, co pozwala komputerom kwantowym przetwarzać ogromne ilości danych równocześnie, znacznie szybciej niż tradycyjne komputery w określonych zadaniach. Komputery kwantowe mogą być wykorzystywane m.in. do łamania szyfrowania, projektowania leków, optymalizacji procesów i modelowania złożonych zjawisk fizycznych czy chemicznych.

Ton raportu WEF jest umiarkowanie optymistyczny. Rynek pracy do 2030 roku będzie kształtowany przez intensywny rozwój technologii, zmiany klimatyczne, czynniki demograficzne i polityczne. Choć niektóre zawody zostaną wyparte przez nowe technologie, w ich miejsce powstaną inne, wymagające nowych kompetencji. Adaptacja do nadchodzących zmian będzie wymagać przemyślanych strategii zarówno po stronie pracodawców, jak i pracowników – z naciskiem na edukację, rozwój kompetencji i elastyczność zawodową.

Jacek J. Wojciechowicz
Autor jest członkiem TEP, wykładowcą Uniwersytetu Civitas, prezesem Ai4smart Sp. z o.o.

Trump pod presją rynku obligacji łagodzi stanowisko – ryzyko jednak pozostaje

  • Gwałtowny wzrost rynku daje ulgę, ale nie rozwiązanie: wstrzymanie ceł przez Donalda Trumpa na 90 dni pomogło złagodzić aktualne obawy, ale szerszy kontekst makroekonomiczny, kształtowany przez rosnący protekcjonizm i niestabilność polityczną, pozostaje bez zmian.
  • Polityka pozostaje reaktywna i nieprzewidywalna: zmiana podejścia administracji Trumpa była odpowiedzią na sygnały z rynku oraz ostrzeżenia o recesji, co podkreśla konieczność, aby inwestorzy zachowali elastyczność w szybko zmieniającym się środowisku.
  • Inwestorzy powinni skupić się na odporności i elastyczności: w obliczu ciągłej niepewności dotyczącej relacji handlowych między USA a Chinami, najbliższe trzy miesiące mogą charakteryzować się zwiększoną zmiennością. Kluczowe będzie odpowiednie pozycjonowanie portfela w oparciu o jakość, taktyczne podejście defensywne i zdyscyplinowane zarządzanie ryzykiem.

Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo zwraca uwagę, że rynki odnotowały w środę spektakularne odbicie – Nasdaq poszybował w górę o 12%, a główne indeks odnotowały silne wzrosty. Powodem była niespodziewana decyzja prezydenta Trumpa o wstrzymaniu eskalacji ceł wobec partnerów handlowych, którzy nie odpowiadają działaniami odwetowymi. Ten ruch był wyraźną reakcją na rosnące napięcia rynkowe i obawy o recesję – bardziej przegrupowaniem niż odwróceniem kierunku polityki.

Kluczowy wniosek: Rajd na rynkach odzwierciedla krótkoterminowe złagodzenie ryzyk skrajnych (tzw. tail risks), a nie zmianę szerszej trajektorii makroekonomicznej lub politycznej.

Co skłoniło Trumpa do zmiany stanowiska?

Prezydent Trump wskazał na opinie wpływowych postaci ze świata finansów, takich jak Jamie Dimon, prezes JPMorgan Chase, który ostrzegał przed ryzykiem recesji. Dodatkowo, Trump przyznał, że sytuacja na rynku obligacji odegrała kluczową rolę i skłoniła go do ponownego przemyślenia strategii. Komentował: „Rynek obligacji jest bardzo trudny… Wczoraj widziałem, że ludzie zaczynają odczuwać pewien niepokój”.

Przekaz jest jasny: wyprzedaż aktywów ryzykownych wywarła presję na Biały Dom, zmuszając Trumpa do złagodzenia stanowiska w sprawie ceł, przynajmniej tymczasowo. Podkreśla to, jak bardzo reaktywna stała się obecna polityka, a także wzmacnia potrzebę zachowania elastyczności przez inwestorów w obliczu nieprzewidywalnych decyzji.

Co się zmieniło, a co pozostało bez zmian?

W skrócie:

  • 90-dniowa pauza w pełnym wdrożeniu taryf dla krajów, które nie stosują działań odwetowych, z tymczasową stawką 10%.
  • Brak dalszych podwyżek wobec Chin, mimo że wcześniejsza stawka 125% pozostaje w mocy.

Rzeczywistość:

  • Efektywna ważona stawka celna utrzymuje się na poziomie około 25% – z 10% stawką bazową dla 75 partnerów handlowych oraz 125% dla Chin.
  • Zmienił się rozkład ceł, z większą koncentracją na Chinach i mniejszą liczbą podwyżek ceł wobec sojuszników USA.
  • Wciąż brak rozwiązania w relacjach handlowych z Chinami, a negocjacje pozostają niepewne.

Kluczowe pytania na przyszłość

Aktywni inwestorzy powinni uważnie monitorować następujące kwestie:

  • Reakcja Chin – Pekin już wprowadził 84%-ową stawkę celną na towary z USA. Każda dodatkowa eskalacja lub celowe działania odwetowe mogą szybko zniweczyć ostatnie wzrosty rynkowe i skierować uwagę inwestorów na ryzyka związane z globalnymi łańcuchami dostaw oraz spadkiem popytu.
  • Wpływ na konsumentów – Ponieważ Chiny ponoszą obecnie główny ciężar presji handlowej ze strony USA, koszt tej polityki prawdopodobnie bardziej bezpośrednio obciąży amerykańskich importerów i konsumentów. Może to prowadzić do ponownej presji na marże dla międzynarodowych korporacji oraz osłabienia popytu konsumenckiego w drugiej połowie roku.
  • Trzymiesięczne okno zmienności – Okres negocjacji między USA a ich partnerami handlowymi prawdopodobnie będzie charakteryzował się nagłymi wahaniami rynkowymi, sprzecznymi komunikatami oraz zmieniającymi się oczekiwaniami rynku. Mało prawdopodobne jest, aby zapewnił stabilność polityczną lub kierunek, który pozwoliłby firmom wznowić normalne operacje biznesowe lub zrewidować strategiczne plany.
  • Reakcja korporacji i prognozy na przyszłość – Chociaż 90-dniowa przerwa daje firmom chwilową ulgę, niekoniecznie daje wystarczającą pewność, aby dyrektorzy mogli zrewidować prognozy finansowe lub podjąć decyzje o inwestycjach kapitałowych. Wiele firm prawdopodobnie przyjmie podejście „czekaj i zobacz”, biorąc pod uwagę zmienność polityczną i brak wyraźnej drogi do rozwiązania.
  • Strukturalny zwrot w kierunku protekcjonizmu – Pomimo krótkoterminowej ulgi, szerszy paradygmat ekonomiczny pozostaje niezmieniony: stopniowe wycofywanie się z wolnego handlu na rzecz bardziej podzielonego, protekcjonistycznego porządku globalnego. Ten zwrot wiąże się ze zwiększoną zmiennością polityczną oraz ograniczoną zdolnością firm do skutecznego planowania.
  • Luka wiarygodności i niepewność polityczna – Niestabilne sygnały polityczne ze strony administracji Trumpa nadal nie sprzyjają strategicznemu planowaniu zarówno w przypadku korporacji, jak i inwestorów. Wycofanie się z ceł było działaniem reaktywnym, a nie strategicznym, co wzmacnia poczucie, że polityka gospodarcza jest kierowana przez optykę rynkową, a nie spójny program działania.

Poszukiwanie stabilności w czasie burzy

W obliczu nieprzewidywalnych decyzji politycznych, inwestorzy aktywni powinni kłaść nacisk na odporność, a nie reagować na krótkoterminowe zmiany.

  • Skup się na jakości: Firmy z silnymi bilansami i siłą cenową są najlepiej przygotowane na dalszą zmienność rynku.
  • Bądź taktyczny w podejściu do defensywnych sektorów: Sektor użyteczności publicznej może szybko wrócić do łask, jeśli ryzyko recesji ponownie wzrośnie. Jednak sektor opieki zdrowotnej zmaga się z ryzykiem politycznym, zwłaszcza w kontekście propozycji Trumpa dotyczącej ceł na firmy farmaceutyczne. W przypadku produktów konsumpcyjnych może być kluczowa selektywność, w zależności od wytrzymałości ich łańcuchów dostaw.
  • Zarządzaj ekspozycją na instrumenty dłużne: Zachowaj ostrożność wobec ryzyka kredytowego i terminów zapadalności obligacji w obliczu utrzymującej się zmienności na rynku długu.
  • Bądź elastyczny: Kolejne 90 dni prawdopodobnie przyniesie więcej hałasu niż klarowności. Wykorzystuj korekty do rebalansowania portfela, a nie do gonienia za trendem.

Wall Street znów w trybie „risk off”, złoto na historycznym szczycie, dolar słabnie

Wczoraj na giełdach miała miejsce kolejna sesja wysokiej zmienności. Na Wall Street dominował tryb “risk off”. Euforia po ogłoszeniu 90-dniowej “pauzy taryfowej” nie trwała długo. Nastroje popsuła nowa informacja o planowanym przez Biały Dom nałożeniu wyższej stawki ceł na import chiński w wysokości 145 proc. 2 letnie obligacje USA spadły po niższym od oczekiwanego odczycie CPI za marzec. 10-letnie papiery wykonały odwrotny ruch co spowodowało “wystromienie” krzywej dochodowości. Dolar stracił na wartości natomiast złoto ustanowiło nowy historyczny szczyt powyżej 3200 USD za uncję trojańską.

Dolar amerykańskich znalazł się ponownie pod presją spadkową do czego przyczynił się wzrost ryzyka spowolnienia gospodarczego w USA. Jednocześnie niższe odczyty CPI wpływają na wzrost oczekiwań co do skali cięć stóp procentowych przez Fed w kolejnych miesiącach tego roku. Francois Villeroy z EBC podkreślił, że polityka gospodarcza USA podważa globalne zaufanie do amerykańskiej waluty. Unia Europejska zdecydowała się również na pauzę w nakładaniu taryf odwetowych na import towarów z USA na 90 dni. Widać, że Europa nie chce eskalować konfliktu. Dax na wczorajszej sesji zdołał zyskać 4,5 proc. Z Fedu płyną sygnały obaw. Austan Goolsbee uważa, że cła spowodują negatywny podażowy szok a ryzyko stagflacji jest poważnym problemem, co utrudni działanie Rezerwy Federalnej. Bez wątpienia to co się dzieje aktualnie wpłynie na większą dynamikę wzrostu cen i jednoczesne pogorszenie na rynku pracy. Fed będzie musiał zdecydować, co w danym momencie stanowi większe ryzyko.

Dane opublikowane przez Bureau of Labor Statistics wskazują na wyraźne wyhamowanie bazowej inflacji w Stanach Zjednoczonych w marcu. Jest to potencjalna ulga dla konsumentów, którzy przez lata zmagali się z wysokimi cenami. Efekt ten może okazać się jednak krótkotrwały w kontekście nasilającej się wojny handlowej i wprowadzonych niedawno ceł.

Bazowy wskaźnik CPI (z wyłączeniem cen żywności i energii), wzrósł jedynie o 0,1 proc. miesiąc do miesiąca – to najmniejsza dynamik od dziewięciu miesięcy. W ujęciu rocznym inflacja bazowa wyniosła 2,8 proc., co pozostaje najniższym poziomem od blisko czterech lat. Ogólny wskaźnik CPI spadł o 0,1 proc. miesiąc do miesiąca – pierwszy taki spadek od niemal pięciu lat – i wzrósł o 2,4 proc. rok do roku. Wyniki te były niższe od prognoz rynkowych.

Liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w tygodniu kończącym się 5 kwietnia wyniosła 223 tys., zgodnie z oczekiwaniami rynkowymi, ale nieco więcej niż 219 tys. tydzień wcześniej. Chociaż dane te wskazują na stabilność rynku pracy, rosnące obawy przedsiębiorstw mogą wpłynąć na przyszłe decyzje dotyczące zatrudnienia i inwestycji.​

Kurs EURUSD z dużym impetem pokonał dziś opór na 1,12 i szybko znalazł się blisko poziomu 1,14 (obecnie 1,1350). Główna para walutowa tym samym znalazła się najwyżej od lutego 2022 roku – czyli od momentu wybuchu wojny w Ukrainie. Zmienność jest wyjątkowo wysoka. “Przebicie” wspomnianego oporu oznacza, że notowania znalazły się poza górnym ograniczeniem szerokiej konsolidacji, która trwała w 2023 oraz 2024 roku. Z technicznego punktu widzenia otworzyła się droga na wyższe poziomy. Jeśli słabość USD się utrzyma (a rynek coraz mocniej będzie wyceniał cięcia stóp przez Fed), w średnim terminie możliwe, że zobaczymy 1,22-1,23 – to maksima z 2021 roku.

Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Ponad miliard złotych z PFR Ventures trafiło do polskich firm za pośrednictwem funduszy PE

W portfelu PFR Ventures znajduje się 16 funduszy private equity, private debt i mezzanine. W ostatnich 5 latach, PFR Ventures alokowało do nich ponad 1 mld PLN Przełożyło się to na ponad 4 mld PLN inwestycji w polskie firmy.

PFR Ventures to największy polski inwestor instytucjonalny, który alokuje środki do funduszy venture capital (VC) i private equity (PE). Celem jest rozwój lokalnego, niepublicznego rynku kapitałowego i zapewnienie finansowania dla polskich spółek na każdym etapie rozwoju. W portfelu PFR Ventures znajduje się obecnie 16 funduszy PE (w tym funduszy dłużnych),do których alokowano ponad 1,1 mld PLN. Na ten moment zapewniły one finansowanie dla 80 polskich firm, które pozyskały od nich łącznie 4,2 mld PLN.

Mikołaj Raczyński, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju
Mikołaj Raczyński, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju

– Wiemy, że polskie zespoły zarządzające potrzebują więcej stabilności przy zbieraniu kapitału na kolejne fundusze. Obecność PFR Ventures to pierwszy filar lokalnego rynku – i chcemy dalej wzmacniać ten ekosystem, rozwijając nowe programy dostosowane do potrzeb gospodarki. Równolegle kluczowe jest poszerzanie grona krajowych inwestorów instytucjonalnych, gotowych inwestować w fundusze rynku prywatnego i budować lokalny zasób długoterminowego kapitału otwartego na ryzyko. Tylko przy rozwoju obu tych filarów możliwe będzie skuteczne wspieranie firm z potencjałem długofalowego wzrostu i budowanie silniejszej pozycji polskich firm na rynku międzynarodowym – mówi Mikołaj Raczyński, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju

– Nasza strategia zakłada inwestycje w lokalne fundusze i międzynarodowe zespoły, które chcą finansować rozwój polskich firm. Mamy duże doświadczenie w ocenie kompetencji zespołów i współpracy z nimi. Chętnie podzielimy się naszym know-how z każdym, kto będzie chciał wejść w rynek funduszy PE – komentuje Rozalia Urbanek, dyrektorka inwestycyjna w PFR Ventures

Wśród funduszy, które pozyskały środki PFR Ventures znajdują się ACP, Avallon, Beechbrook, Apax, TCV, CVI, H.I.G, Innova Capital, PAI, Spire Capital, Syntaxis oraz Value4Capital. Cztery z tych zespołów to fundusze dłużne i mezzanine.

Fundusze PE z portfela PFR Ventures umożliwiły rozwój takich spółek jak Bielenda, Bracia Sadownicy, Clovin, Inelo, LuxVet, Oshee, Profi, R-gol, Shoper, Smyk czy WeNet. Finansowanie trafiło łącznie do ponad 80 firm. Strategia aktywnych zespołów zakłada kolejne inwestycje w drugie tyle firm.

Giełdy rosną, ale wojna handlowa trwa. Co naprawdę zmienia 90-dniowa pauza?

Kontrakty terminowe na indeks Eurostoxx 50 rosną w poniedziałek rano o około 8 proc. a na Dax o ponad 7 proc. Rynki europejskie szykują się do podążenia za dynamicznymi wzrostami, które miały miejsce w Azji i Stanach Zjednoczonych. Impulsem dla tej fali optymizmu była zapowiedź prezydenta Donalda Trumpa o 90-dniowym wstrzymaniu podwyższonych ceł.

Indeks SP 500 odnotował najlepszy jednodniowy wynik od czasu globalnego kryzysu finansowego. Jednak zakres dalszych wzrostów na giełdach może być ograniczony, głównie ze względu na utrzymujący się wysoki poziom średnich stawek celnych w USA oraz wciąż wątłe zaufaniu inwestorów.

Według szacunków Bloomberg Economics, średni poziom taryf w USA wynosi obecnie 24 proc., podczas gdy przed ogłoszeniem Trumpa sięgał 27 proc. Oznacza to, że całkowity wpływ na gospodarkę amerykańską nie ulega istotnej zmianie, mimo wprowadzonej pauzy w taryfach. To prawdopodobnie kluczowy powód, dla którego początkowy entuzjazm rynków zaczyna już gasnąć – amerykańskie kontrakty terminowe ponownie znajdują się na minusie.

Pamiętajmy, że ryzyko eskalacji wojny handlowej z Chinami nie znika. W dalszym ciągu istnieje realne zagrożenie, mimo deklarowanego okresu „pauzy” dla pozostałych krajów. Rynek pozostaje czujny, szczególnie w kontekście napiętych relacji z Pekinem.

Widać, że inwestorzy cały czas preferują aktywa bezpieczne. Pomimo odbicia na giełdach, kapitał jest kierowany także w stronę bezpiecznych aktywów, co wskazuje na ostrożne podejście do obecnego odbicia na rynkach akcji. Jen japoński zyskał 0,8 proc. względem dolara, wyraźnie przewyższając inne waluty z grupy G-10, natomiast złoto wzrosło o około 40 dolarów.

Zamieszanie wokół decyzji prezydenta Donalda Trumpa rodzi pytania czy nowe cła miały być trwałym narzędziem zmniejszania deficytu handlowego i źródłem wpływów budżetowych, czy raczej stanowiły formę presji negocjacyjnej, której celem było uzyskanie ustępstw od partnerów handlowych? Wczorajsza decyzja skłania zakładać, że celem było to drugie.

Istnieje także inna interpretacja, która zakłada, że Trump zaczyna się wycofywać z powodu chaosu, który wywołał na rynkach finansowych, oraz krytyki – także ze strony własnego obozu politycznego.

W najbliższym czasie obawy o recesję w USA mogą ustępować ale prawdopodobnie długoterminowe szkody pozostaną. Widać, że doszło do uszczerbku w statusie obligacji skarbowych USA jako bezpiecznej przystani, co nie zostanie łatwo zniwelowane, nawet jeśli Trump ponownie zmieni kurs.

Dowodem na to może być ostatnie umocnienie euro, które może wynikać z tego, że w czasach niepewności inwestorzy globalni szukają alternatywy dla amerykańskich “papierów” skarbowych wybierając niemieckie Bundy. Część tej przewagi może się utrzymać.

Łukasz Zembik, OANDA TMS Brokers

Zawieszenie ceł to tylko manewr. Wojna handlowa trwa dalej

Na giełdzie ostatnio bywa jak na rollercoasterze. Zanim wagonik z impetem spadnie w dół, musi najpierw mozolnie wspiąć się na szczyt. Ten spokojny moment, gdy wydaje się, że wszystko wraca do normy, to może być cisza przed burzą. I właśnie w takim miejscu mogą dziś znaleźć się rynki. W sytuacji gdy liderzy podejmują nieracjonalne (lub wyglądające na takie) decyzje, szczególnie ważne by w obliczu własnych finansów i inwestycji postawić na racjonalność. I spokojne podążanie w zgodzie z naszą strategią. To może się opłacić, kiedy wagonik kolejki znowu nabierze prędkości.

Donald Trump ogłosił 90-dniowe zawieszenie wyższych ceł wobec większości krajów. Decyzja zapadła kilka godzin po tym, jak weszły w życie nowe stawki celne na towary z blisko 60 państw. Czy to odwilż w trwającej od miesięcy wojnie handlowej? Na pierwszy rzut oka może tak być, ale gdy przyjrzymy się szczegółom, okaże się, że to raczej taktyczny manewr, a nie zmiana strategii.

Administracja USA utrzymała bazowe cła w wysokości 10 proc. na wszystkie importowane towary, w tym towary z UE i Polski. Wyjątkiem są Kanada i Meksyk. To oznacza, że taryfy nie znikają całkowicie a jedynie została zawieszona ich najbardziej kontrowersyjna i pogrążająca rynki część. Chiny, będące głównym przeciwnikiem USA w tej rozgrywce, nie zostały objęte żadną ulgą. Wręcz przeciwnie: nowe cła na chińskie towary sięgają aż 125 proc. To odpowiedź na 84-proc. chińskie taryfy odwetowe na import z USA. Mamy więc do czynienia nie z rozejmem, ale z dalszą eskalacją napięcia. Zawieszenie ceł dotyczy tylko tych krajów, które nie odpowiedziały retorsjami – czyli między innymi Unii Europejskiej, Wietnamu czy RPA. Gdyby zdecydowały się na kontratak, obowiązujące stawki mogłyby zostać podwojone.

Decyzja Trumpa miała wyraźny cel: zatrzymać rynkowe spadki. W ostatnich dniach giełdy przeżywały poważne tąpnięcie, a rentowności amerykańskich obligacji wzrosły do 4,5 proc. W odpowiedzi na komunikat o zawieszeniu ceł indeksy wystrzeliły: S&P500 wczoraj zyskał 9,5 proc., Nasdaq ponad 12 proc., a dziś WIG20 notuje wzrost o ponad 4 proc. To pokazuje, jak silnie rynki reagują na zmiany tonu w polityce gospodarczej USA. Ale nie oznacza to wcale, że problem został rozwiązany. Inwestorzy nie powinni zapominać, że zmienność w każdej chwili może powrócić.

Dla inwestora najważniejsza informacja jest prosta: wojna handlowa trwa nadal. Chiny są i pozostaną głównym celem działań administracji Trumpa. To właśnie ten front może wywołać największe konsekwencje, i to zarówno dla globalnych łańcuchów dostaw, jak i dla wycen spółek przemysłowych, technologicznych czy motoryzacyjnych. Najbardziej narażone sektory to te, które opierają się na eksporcie do USA lub korzystają z importowanych komponentów. Jednocześnie kapitał płynie do bezpiecznych przystani. Frank szwajcarski zyskuje na wartości, a popyt na obligacje USA rośnie. To sygnał, że inwestorzy nadal są nerwowi, mimo chwilowego odbicia indeksów.

W sytuacji, w której polityczne decyzje bywają chaotyczne, a wypowiedzi liderów zmieniają kierunek rynków w ciągu minut, inwestorzy powinni kierować się chłodną analizą. Niekiedy największą siłą nie jest szybka reakcja, ale odporność na szum informacyjny. Nawet jeśli działania rządów czy liderów wydają się nieracjonalne, inwestycyjne decyzje nie powinny takie być. Liczy się strategia – elastyczna, zdywersyfikowana, przygotowana na zmienność i zdolna do szybkich korekt, gdy sytuacja wymaga zmiany kursu.

Wczorajsze i dzisiejsze wzrosty to dobry znak, ale sygnał do świętowania. Rynek odreagowuje panikę sprzed kilku dni, ale nie zapomina o zagrożeniach, które wciąż są aktualne. Rollercoaster nie zatrzymał się – po spokojnym podjeździe w górę może nastąpić kolejny dramatyczny zjazd. To jeszcze nie koniec wojny handlowej. I warto o tym pamiętać, zanim podejmiemy kolejną decyzję inwestycyjną.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Trump gra cłami, Powell milczy

Celny rollercoaster po raz kolejny wpływa na gospodarkę. Tym razem mamy jednak pozytywne zaskoczenie. Co prawda dolar słabo zniósł spadek ryzyka, ale w nowej sytuacji całkiem komfortowo czuje się polski złoty. 

Cła jako narzędzie negocjacji

Polityka prezydenta USA obraca się głównie wokół tematu taryf. To nimi karmione są umysły inwestorów (i nie tylko) z całego świata. Jednego dnia zarówno kraje, jak i rynki są pełne strachu. Drugiego dochodzi do zwrotu o 180 stopni, który doprowadza do euforii i optymizmu. Efekt? Gigantyczna zmienność rynków. Ogłoszona wczoraj 90-dniowa pauza taryfowa na towary wwożone do USA to kolejna zagrywka prezydenta USA. To ta wiadomość skradła serca inwestorów, choć należy dodać, że podstawowa stawka 10% nadal obowiązuje. Co więcej, do 125% podniesiono cła na Chiny (efekt odwetu Państwa Środka w postaci 84% dodatkowej opłaty na towary z USA), a Kanada i Meksyk nie załapały się na wcześniej wspomnianą pauzę. Warto przypomnieć, że plotka o 90-dniowym odroczeniu ceł pojawiła się dwa dni temu, o czym pisaliśmy we wtorkowym komentarzu, jednak szybko została zdementowana przez Biały Dom. Ostatecznie, podwyższone wczoraj stawki zostały zniesione około 13 godzin po ich wejściu w życie. Dodam, że całej sytuacji spokojnie przyglądał się Jerome Powell. Naciskany z wielu stron FED do dziś nie wykonał żadnego ruchu.

Od strachu po euforię

Skutki środowej informacji były szalone. Amerykański Indeks Nasdaq 100, zdominowany przez spółki technologiczne, odnotował największy wzrost od października 2008 r. – niebagatelne 12%. Nieco niżej, bo na 9% zysku, zamknął się S&P 500, w którego skład wchodzi 500 firm o największej kapitalizacji w USA. Co ciekawe, nie zyskały akcje firm związanych z Chinami. Straty odnotowało np. Weibo (-2,3%) czy Sohu.com (-9,7%). Dodatkowo zmniejszyła się skala wyprzedaży amerykańskich obligacji. Wzrost cen oznacza spadek ich rentowności, który jednak nie zdołał wymazać zwyżki z tego tygodnia. 10-latki zeszły dziś do poziomu 4,31%, po uprzednim skoku z 3,9% do 4,5%. W mediach pojawiły się informacje, że to właśnie rynek długu był uważnie analizowany przez prezydenta USA podczas podejmowania wczorajszej decyzji o 90-dniowej pauzie celnej.

Trump, Powell i USD

W środę wieczorem poznaliśmy najnowsze zapiski FED. Zawarto w nich obawy o poziom inflacji, który może być podwyższony przez cła. Dla decydentów z USA nie jest to komfortowe otoczenie do redukcji kosztu pieniądza. Co więcej, od wczoraj prawdopodobieństwo majowej obniżki stóp spadło poniżej 20%. Dodatkowo niektóre analizy mówią już tylko o trzech, a nie pięciu cięciach w tym roku. Mimo że polityka monetarna sugeruje umocnienie dolara, USD wczoraj tracił, co było związane z istotną redukcją ryzyka na rynku. Kurs EUR/USD wrócił dziś w południe do poziomu 1,109 USD. Osłabienie dolara wykorzystuje złoty, który umacnia się do głównych walut. W czwartek przed 14:00 kurs EUR/PLN oscyluje przy 4,25 PLN, kurs USD/PLN schodzi do 3,84 PLN, kurs GBP/PLN to 4,96 PLN, a CHF/PLN ociera się o 4,57 PLN. Najbliższe wzmożenie zmienności może mieć miejsce o godzinie 14:30, kiedy to poznamy najnowsze odczyty inflacji konsumenckiej z USA.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Łódzkie liderem rynku logistycznego w Polsce – wzrost najmu o 61% r/r

W 2024 r. województwo łódzkie umocniło swoją pozycję jako kluczowy punkt na logistycznej mapie Polski. Region osiągnął rekordowy wolumen transakcji najmu powierzchni przemysłowo-logistycznych na poziomie 1 mln mkw., notując wzrost o 61% r/r. Mimo spadku nowej podaży i wyhamowania aktywności deweloperskiej, woj. łódzkie pozostaje rynkiem pierwszego wyboru dla centralnych operacji największych firm handlowych i dystrybucyjnych. Stabilne stawki czynszów, dostępność dużych modułów i korzystne położenie geograficzne sprawiają, że region utrzymuje status jednego z najbardziej konkurencyjnych i dojrzałych rynków magazynowych w kraju. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO prezentuje analizę rynku powierzchni przemysłowych i logistycznych w specjalnej publikacji „Łódzka migawka rynkowa”.

W 2024 r. województwo łódzkie odnotowało najwyższy w swojej historii poziom aktywności najemców. Popyt brutto wyniósł 1 mln mkw., a popyt netto sięgnął 495 000 mkw. – to wzrosty względem poprzedniego roku na poziomie odpowiednio 61% i 56%. Co warte podkreślenia, ponad połowę transakcji stanowiły przedłużenia dotychczasowych umów, co świadczy o dojrzałości rynku i silnym przywiązaniu firm do lokalizacji. W całkowitym wolumenie transakcji w 2024 r. największą aktywność wśród najemców odnotował sektor handlowy, który uzyskał wyższy wynik od dotychczasowego lidera tj. operatorów logistycznych (3PL). Udział sieci handlowych w popycie brutto wyniósł 37%, z kolei w popycie netto aż 58%. Zdaniem analityków AXI IMMO to efekt zmian w zarządzaniu łańcuchem dostaw, w których sieci coraz częściej decydują się na prowadzenie własnych operacji logistycznych w centralnej Polsce. Taka strategia pozwala na wewnętrzne zarządzanie procesami dystrybucji, a także elastyczne reagowanie na potrzeby konsumentów i zmieniające się warunki rynkowe. Wśród największych transakcji najmu znalazły się m.in. przedłużenie i ekspansja klienta z sektora e-commerce na 105 700 mkw. w Hillwood Stryków II czy dwie umowy podpisane przez najemców z sektora handlowego kolejno na 72 000 mkw. (przedłużenie) w Central European Logistics Hub oraz 62 000 mkw. (nowa umowa) w Hillwood Łódź II (Chocianowice).

Hubert Wojtera, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO, wskazuje: „Rynek magazynowy w woj. łódzkim na tle całej Polski wyróżnia się pod względem skali realizowanych transakcji. W ubiegłym roku na 75 zarejestrowanych umów najmu, aż 75% dotyczyło powierzchni przekraczających 10 tys. mkw. Tak wysoka średnia wielkość podpisywanych kontraktów to ewenement na tle innych rynków i potwierdzenie roli województwa łódzkiego jako głównego ośrodka dla magazynów centralnych największych firm operujących w Polsce. Największe umowy najmu podpisywane są już nie tylko w Strykowie, uznawanym za największe zagłębie magazynów centralnych w regionie, ale także w Zgierzu, na południe od Łodzi w okolicach Tuszyna czy na wschód przy węźle Nowosolna”.

Zgodnie z trendem ogólnopolskim, aktywność deweloperska w woj. łódzkim również spadła. Nowa podaż w 2024 r. wyniosła 343 000 mkw. (-17% r/r), a powierzchnia w budowie zmniejszyła się do 232 000 mkw. (-42% r/r). Mimo to region pozostaje w czołówce pod względem liczby inwestycji, a wśród największych ukończonych w 2024 r. projektów znalazły się m.in. Hillwood Park Zgierz II (blisko 77 000 mkw.) oraz MDC2 Park Łódź South (52 000 mkw.). Wobec tego na koniec 2024 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni przemysłowej i logistycznej w regionie wyniosły 4,9 mln mkw. Na uwagę zasługuje również fakt, że 51% powierzchni w budowie miało charakter spekulacyjny, co nadal przekracza średnią krajową i świadczy o zaufaniu deweloperów do potencjału rynku. Na koniec 2024 r. poziom pustostanów w regionie wyniósł 9,7% i był to najwyższy wynik spośród pięciu głównych rynków magazynowych w kraju. W liczbach bezwzględnych do wynajęcia pozostawało ok. 475 000 mkw., głównie w formie dużych modułów o powierzchni powyżej 10 tys. mkw.

Czynsze ofertowe w województwie łódzkim utrzymują się na stabilnym poziomie i mieszczą się w przedziale od 3,6 do 4,6 EUR/mkw./mies. Najniższe stawki dostępne są w Piotrkowie Trybunalskim, a najwyższe – w Łodzi.

Hubert Wojtera, podsumowuje: „Rok 2025 zapowiada się jako okres stabilizacji. Przewidujemy kontynuację trendu renegocjacji umów, jednak oczekiwana poprawa sytuacji gospodarczej może przełożyć się na wzrost liczby ekspansji. Deweloperzy będą uważniej analizować lokalizacje i projekty, nie rezygnując jednak z inwestycji spekulacyjnych w kluczowych punktach regionu”.

Kto trzyma lepszą rękę? Trump kontra reszta świata

Sytuacja na rynkach finansowych zmieniła się o 180 stopni od czasu, gdy w ubiegłym tygodniu ogłoszono niszczycielskie cła Trumpa, które uderzyły w aktywa ryzykowne i sprawiły, że środowisko handlowe jest wysoce nieprzewidywalne.

Kluczowe punkty:

  • Amerykańskie cła wchodzą w życie, rynki pozostają zmienne.
  • Trump wprowadza 104-procentowe cła dla Chin.
  • Średnia stawka celna najwyższa od 1909 r.
  • Wyprzedaż na rynku akcji trwa, zwłaszcza w Azji.
  • Status safe haven USD blednie w obliczu obaw dot. recesji.
  • Apetyt na ryzyko ma pozostać słaby.

Same obostrzenia handlowe nie są niczym niespodziewanym – Trump i jego najbliżsi współpracownicy od dawna sygnalizowali, że 2 kwietnia ogłoszą cła odwetowe. Ich poziom i ogólna natura jednak totalnie zaskoczyły rynki. Na niemal wszystkie kraje nałożono bazowe cła w wysokości 10%, znalazło się jednak kilka wyjątków (zabrakło chociażby Kanady i Meksyku). Dla wielu krajów cła importowe są jednak znacznie wyższe – szczególnie dla Chin (104%) i ogólnie Azji oraz dla Unii Europejskiej (20%).

Wykres 1: Średnia stawka celna w USA (1960 – 2025)Jak zwykle bywa w okresach większego napięcia, pierwszą reakcją uczestników rynku była wyprzedaż aktywów ryzykownych i kupno bezpiecznych. Rynki akcji ucierpiały tuż po „dniu wyzwolenia”, ponieważ inwestorzy obstawiali, że restrykcje handlowe nie tylko zaważą na wzroście w USA, ale też zaszkodzą globalnej gospodarce. Wiele głównych indeksów, w tym S&P 500, który w ubiegłym tygodniu odnotował największy jednodniowy spadek od 2020 r., spadło w pewnym momencie o ponad 10%, a wskaźnik zmienności giełdowej VIX wzrósł do najwyższego poziomu od początku pandemii.

 

Wykres 2: Jednodniowa zmiana S&P 500 [%] (2005 – 2025)

Ciekawy przypadek dolara

Reakcja walut nie była tak przewidywalna. Zwycięzcami pozostają na razie będące safe have jen japoński i frank szwajcarski, co nie jest zaskakujące, euro zaś przez wysoką płynność stało się quasi-safe haven. Jednym z większych przegranych jest zaś dolar australijski, stanowiący najlepsze na świecie proxy dla chińskiej gospodarki i juana – od środy stracił już ponad 4%. Co ciekawe, waluty azjatyckie radzą sobie całkiem nieźle, a waluty Ameryki Łacińskiej, które początkowo zyskiwały, tracą przez obawy, że spowolnienie w Chinach wpłynie negatywnie na ceny surowców.

Logika ekonomiczna sugerowałaby, że wyższe cła w USA będą dla dolara korzystne, choćby dlatego, że safe haven zwykle zyskują w okresach podwyższonej niepewności i stresu na rynkach. Tym razem jest jednak inaczej. Wiążemy to zarówno z obawami, że cła mogą przesądzić o recesji w USA (wyceny Polymarket sugerują obecnie, że jej prawdopodobieństwo w 2025 r. wynosi 59%), jak i dziwacznym oraz niemającym uzasadnienia sposobem ustalania wysokości ceł, który podważył zaufanie do międzynarodowego ładu tworzonego przez USA.

Wykres 3: Prawdopodobieństwo recesji w USA wg Polymarket (luty ‘25 – kwiecień ‘25)

Recesja w USA: nieuchronna czy do uniknięcia?

Prognozy dla globalnej gospodarki zostały już zrewidowane w dół po ogłoszeniu ceł. Bez wątpienia czeka nas jeszcze niejedna tego typu rewizja, a skala ostatecznych zmian zależy od tego, na jakim poziomie znajdzie się docelowo średnia stawka celna. Pewni jesteśmy jedynie tego, że cła nie są dobre dla globalnego wzrostu i jeśli pozostaną bliskie obecnym poziomom, perspektywy globalne znacznie się pogorszą, m.in. przez to, że:

  • przepływy handlowe zmniejszą się, a na ustalenie alternatywnych szlaków handlowych potrzeba czasu;
  • wystąpią zakłócenia łańcuchów dostaw;
  • firmy prawdopodobnie opóźnią inwestycje i decyzje dotyczące zatrudnienia ze względu na niepewność związaną z cłami i ekonomiczną;
  • niższe wyceny akcji prawdopodobnie obniżą wydatki konsumenckie, poczucie bycia w gorszej sytuacji finansowej może bowiem prowadzić do zaciskania pasa.

Choć azjatycka gospodarka jest jedną z najbardziej narażonych na spowolnienie spowodowane cłami, uwaga skupia się teraz wyraźnie na ich wpływie na gospodarkę amerykańską, dla której będą podwójnym ciosem: nie tylko osłabią sentyment, ale też podbiją inflację. Jesteśmy ciekawi, jak na stagflacyjne ryzyko stwarzane przez restrykcje handlowe odpowie Rezerwa Federalna. Wciąż uważamy, że uwaga skupi się w dużej mierze na inflacji, a obecne wyceny rynkowe (90 pb. cięć do końca roku) są nadmierne – tak wydają się sugerować piątkowe wypowiedzi prezesa Fedu Jerome’a Powella.

Wielka gra w cykora

Sądzimy, że dalsza sytuacja na rynku zależy w dużej mierze od tego, jak przebiegną nadchodzące negocjacje, a mianowicie, czy Trump złagodzi swoje stanowisko w kontekście ceł i czy będą one tymczasowe.

W ciągu ostatnich co najmniej 24 godzin na rynek powrócił pozorny ostrożny optymizm, jako że inwestorzy trzymają się nadziei, że uda się osiągnąć kompromisy, w wyniku których cła nie będą tak wysokie. We wtorek akcje doświadczyły odbicia (indeks Stoxx 600 odnotował najlepszy dzień od października 2022 r.) po komentarzach sekretarza skarbu USA Scotta Bessenta, który powiedział, że z krajami, które będą chciały zaoferować pomoc i negocjować, możliwe jest zawarcie „dobrych układów”. Gdy tylko otoczka zaufania zaczęła wracać na rynki, Trump ogłosił jednak dodatkowe 50% ceł na Chiny (w wyniku czego rosną do 104%), co ponownie znacznie pogorszyło sentyment do ryzyka. W środę rano rynki akcji raz jeszcze spadły, a kurs EUR/USD wrócił powyżej poziomu 1,10.

Uważamy, że uda się osiągnąć porozumienia, które ostatecznie zmniejszą ekonomiczne szkody spowodowane cłami. Niepewność pozostaje jednak niebotycznie wysoka, jako że nie możemy mieć żadnej pewności, ile ostatecznie wyniesie średnia stawka celna ani kiedy zostaną zawarte porozumienia. Wydaje się, że apetyt na ryzyko pozostanie na razie chwiejny, i spodziewamy się, że safe haven będą radziły sobie dobrze tak długo, jak długo Trump będzie podtrzymywać swoją ultraprotekcjonistyczną politykę. W takim otoczeniu spodziewalibyśmy się, że dolar chociaż częściowo odzyska status waluty safe haven. Indeks USD odrobił część strat po „dniu wyzwolenia”.

Autor: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury