Optymalizacja procesów magazynowych – fundament nowoczesnego biznesu

Współczesne przedsiębiorstwa stoją przed wyzwaniem zarządzania coraz bardziej złożonymi procesami logistycznymi. Efektywne zarządzanie magazynem jest kluczowe dla utrzymania konkurencyjności na rynku. W tym kontekście system WMS (Warehouse Management System) staje się nieodzownym narzędziem dla firm dążących do optymalizacji swoich operacji magazynowych.

System WMS – inteligentne zarządzanie magazynem

System WMS to zaawansowane oprogramowanie przeznaczone do zarządzania operacjami magazynowymi. Jego głównym celem jest usprawnienie wszystkich procesów związanych z magazynowaniem, takich jak przyjęcie towaru, składowanie, kompletacja, wysyłka oraz inwentaryzacja. Dzięki temu przedsiębiorstwa mogą osiągnąć wyższą efektywność i dokładność w zarządzaniu swoimi zasobami.

Kluczowe korzyści z wdrożenia systemu WMS

Wdrożenie systemu WMS przynosi przedsiębiorstwom szereg istotnych korzyści. Automatyzacja procesów magazynowych nie tylko poprawia efektywność operacyjną, ale także wpływa na optymalizację kosztów i podnosi jakość obsługi klienta. Poniżej przedstawiamy kluczowe zalety zastosowania tego rozwiązania.

Większa efektywność i redukcja kosztów operacyjnych

Automatyzacja procesów magazynowych eliminuje powtarzalne, ręczne operacje, co prowadzi do znaczącego skrócenia czasu realizacji zamówień. Zintegrowane systemy eliminują błędy wynikające z ręcznego wprowadzania danych, redukując koszty wynikające z pomyłek w kompletacji zamówień, nadmiernych stanów magazynowych czy błędów w wysyłkach. Optymalizacja operacji magazynowych pozwala firmom zwiększyć swoją rentowność poprzez lepsze wykorzystanie zasobów i obniżenie kosztów operacyjnych.

Precyzyjna obsługa zamówień i poprawa satysfakcji klientów

System WMS umożliwia pełną kontrolę nad przepływem towarów, co pozwala na bieżąco monitorować status każdego zamówienia. Automatyczne powiadomienia i integracja z systemami kurierskimi gwarantują, że klienci otrzymują rzetelne informacje o dostawie, a firmy mogą reagować na potencjalne opóźnienia w czasie rzeczywistym. Spójność i dokładność w obsłudze zamówień znacząco zwiększają poziom zadowolenia klientów, co przekłada się na ich lojalność oraz pozytywne opinie o firmie.

Maksymalne wykorzystanie przestrzeni magazynowej

System WMS optymalizuje rozmieszczenie towarów, biorąc pod uwagę częstotliwość ich rotacji, wymiary oraz wagę, co pozwala na lepsze zagospodarowanie dostępnej powierzchni. Dzięki dynamicznemu zarządzaniu lokalizacjami składowania, firmy mogą ograniczyć konieczność wynajmowania dodatkowych magazynów, a także skrócić czas potrzebny na odnalezienie i kompletację produktów. To bezpośrednio przekłada się na niższe koszty operacyjne oraz większą efektywność pracowników magazynowych.

Dostęp do danych w czasie rzeczywistym

System WMS zapewnia przedsiębiorstwom pełny wgląd w aktualne stany magazynowe, co pozwala na błyskawiczne reagowanie na zmiany w popycie i zapobiega brakom towarów. Raportowanie w czasie rzeczywistym umożliwia menedżerom podejmowanie świadomych decyzji dotyczących zamówień, poziomu zapasów oraz optymalizacji tras transportowych. Dzięki analizie danych historycznych i bieżących trendów, firmy mogą lepiej przewidywać potrzeby klientów i unikać kosztownych przestojów.

WMS jako strategiczna inwestycja w rozwój firmy

Decyzja o wdrożeniu systemu WMS to inwestycja w przyszłość, która pozwala na automatyzację procesów, minimalizację ryzyka błędów i lepszą koordynację działań. Firmy wdrażające nowoczesne rozwiązania magazynowe zyskują przewagę konkurencyjną, zwiększając swoją efektywność i zdolność do dynamicznego rozwoju.

WMS – przyszłość efektywnego zarządzania magazynem

System WMS to nie tylko narzędzie do zarządzania operacjami magazynowymi, ale także kluczowy element strategii optymalizacji procesów logistycznych. Wdrożenie tego rozwiązania przynosi wymierne korzyści, zwiększając wydajność, redukując koszty i poprawiając obsługę klienta. Dla firm nastawionych na rozwój i efektywność, inwestycja w system WMS stanowi fundament nowoczesnego podejścia do zarządzania magazynem.

Czy hossa na rynku złota i srebra się utrzyma? Eksperci prognozują nowe rekordy

0
  • Złoto przekroczyło poziom 3 000 USD za uncję, co rodzi kluczowe pytanie: co dalej?
  • Powyższy rajd potwierdza status złota jako aktywa długoterminowego (buy-and-hold), ale także odzwierciedla narastającą globalną niestabilność.
  • Za wzrostami stoi szereg czynników, z których część ma charakter trwały, a inne mogą stopniowo tracić na znaczeniu.
  • W krótkim terminie inwestorzy będą uważnie śledzić oznaki stagflacji w USA oraz możliwe napięcia handlowe związane z polityką Trumpa, które mogą wspierać dalsze wzrosty.

Jak zauważa Ole Hansen, Dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, złoto kontynuuje silny rajd wzrostowy, a niedawne przekroczenie poziomu 3 000 USD za uncję dodatkowo wzmacnia trend wzrostowy zapoczątkowany w listopadzie 2022 roku. Dynamiczne wzrosty cen sprawiły, że wartość standardowej 400-uncjowej sztabki złota (12,4 kg) – przechowywanej w rezerwach banków centralnych na całym świecie – przekroczyła 1 200 000 USD, co stanowi wyraźny kontrast wobec 115 000 USD, ile sztabka złota kosztowała na początku XXI wieku. Oprócz umocnienia pozycji złota jako strategicznego aktywa długoterminowego, obecny rajd cenowy odzwierciedla narastającą globalną niestabilność, która napędza silny popyt na aktywa bezpiecznej przystani, takie jak złoto, i – w mniejszym stopniu – również srebro.

Od dołka z listopada 2022 roku złoto odnotowało wzrost o 75%, niemal dorównując wynikom indeksowi Nasdaq, który po ostatniej korekcie osiągnął zbliżoną stopę zwrotu. To imponujący wynik dla aktywa często krytykowanego przez Warrena Buffetta, który określał je mianem nieproduktywnego, argumentując, że w przeciwieństwie do akcji, obligacji czy nieruchomości, nie generuje ono dochodu w postaci dywidend, odsetek czy przychodów z wynajmu.

Złoto przekroczyło poziom 3 000 USD za uncję

Cena złota SPOT, źródło: Saxo

Przyczyną nieustających zakupów złota przez wszystkich inwestorów – od indywidualnych po zarządców aktywów i fundusze hedgingowe, i co również istotne, przez banki centralne, które od trzech lat nieprzerwanie zwiększają swoje zasoby złota, są obawy przed globalnymi zagrożeniami o charakterze politycznym, ekonomicznym i bezpieczeństwa. W ostatnim czasie prezydent Trump podważył globalny porządek, który utrzymywał się od zakończenia II wojny światowej, a jego agresywna polityka zaczęła negatywnie wpływać na zaufanie konsumentów oraz wywoływać napięcia na rynku akcji. Czynniki te zwiększają ryzyko stagflacji, sprzyjające dalszym wzrostom cen złota – spowolnienie wzrostu gospodarczego, rosnące bezrobocie oraz nasilająca się inflacja mogą zmusić Rezerwę Federalną do luzowania warunków finansowych poprzez kolejne obniżki stóp procentowych.

Złoto zwykle odnotowuje silne wyniki w okresach cykli cięć stóp procentowych w USA, a chociaż Rezerwa Federalna na razie wstrzymała się z dalszymi cięciami, pogarszająca się perspektywa dla amerykańskiej gospodarki wzmacnia oczekiwania dotyczące kolejnych obniżek stóp w II połowie tego roku. Rajd złota w ciągu ostatnich trzech lat był również napędzany przez popyt ze strony banków centralnych, które dywersyfikują swoje rezerwy, odchodząc od dolara amerykańskiego. Banki centralne, głównie z rynków wschodzących, kupowały ponad 1 000 ton złota rocznie przez trzy ostatnie lata.

Złoto jest postrzegane jako zabezpieczenie przed ryzykiem związanym z zadłużeniem publicznym, ze względu na swoją historyczną rolę przechowywania wartości oraz tendencję do utrzymywania lub wzrostu cen w czasach niepewności gospodarczej. W ciągu ostatnich 25 lat poziomy zadłużenia rządowego gwałtownie wzrosły, szczególnie w USA, co rodzi obawy, że może to ostatecznie prowadzić do kryzysu, w którym złoto będzie pełnić rolę ochrony przed konsekwencjami takiego scenariusza.

Zakupy złota przez banki centralneZakupy złota przez banki centralne przyspieszyły w 2022 roku i utrzymują się na wysokim poziomie od tamtego czasu.

Rola złota w strategii inwestycyjnej

Ole Hansen wskazuje, że najlepsza rada, jaką kiedykolwiek otrzymał w kontekście inwestycji brzmi „Nigdy nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka”, a równie ważną wskazówką jest dywersyfikacja portfela poprzez inwestowanie w różne sektory i klasy aktywów, aby zmniejszyć ryzyko i poprawić stabilność. W przeciwieństwie do akcji i obligacji, złoto jest aktywem fizycznym, które nie może zostać zniszczone i nie zależy od stabilności finansowej rządu ani firmy.

Złoto charakteryzuje się niską korelacją z akcjami i obligacjami, często poruszając się niezależnie, a czasami nawet w przeciwnych kierunkach. Spadki na rynku akcji często wiążą się z czynnikami, które generalnie sprzyjają wzrostowi cen złota. W okresach rosnącej inflacji, rynki obligacji mogą odnotowywać straty, podczas gdy złoto w dłuższym okresie wykazuje zdolność do zabezpieczenia.

A co z srebrem?

Srebro jest często postrzegane jako silna alternatywa dla złota, a choć nie cieszy się wsparciem ze strony banków centralnych jak złoto w ostatnich latach, jego zastosowanie w przemyśle stanowi dodatkowe źródło popytu. W przeciwieństwie do złota, które jest wykorzystywane głównie w inwestycjach i jubilerstwie, około 55% popytu na srebro pochodzi z zastosowań przemysłowych, z czego najważniejsze to panele słoneczne, pojazdy elektryczne, technologia 5G oraz medycyna. Jak twierdzi Ole Hansen, silny popyt na srebro utrzyma się w związku z globalnym dążeniem do elektryfikacji.

Dodatkowo, podaż srebra jest względnie sztywna, ponieważ około 70% produkcji srebra to produkt uboczny wydobycia innych metali, takich jak miedź, cynk, ołów i złoto. Spadająca produkcja w ostatnich latach w kluczowych krajach produkujących srebro, takich jak Meksyk, Peru i Chiny, już spowodowała, że sytuacja na rynku jest napięta, a Silver Institute prognozuje piąty z rzędu rok istotnych deficytów podaży, napędzanych silnym popytem przemysłowym, szczególnie na panele słoneczne i elektronikę.

Uwzględniając powyższe czynniki oraz relatywnie niską cenę srebra w porównaniu ze złotem, popyt inwestycyjny rośnie. Warto jednak zauważyć, że srebro ma tendencję do zachowywania się podobnie jak złoto, ale często bardziej intensywnie, co oznacza, że rośnie szybciej, ale także spada głębiej w okresach korekt.

Jak inwestować w złoto?

Złoto fizyczne: Zakup złota w formie biżuterii, monet lub sztabek zapewnia bezpośrednią ekspozycję na kruszec, ale wiąże się z kwestiami takimi jak, bezpieczne przechowywanie, ubezpieczenie i wyższe koszty transakcyjne.

Fundusze ETF/ETC złota: Fundusze inwestycyjne lub towary notowane na giełdzie oferują wygodny sposób inwestowania w złoto bez konieczności posiadania fizycznego metalu. Te produkty inwestycyjne ściśle śledzą ceny złota i łatwo nimi handlować na giełdach.

Akcje spółek wydobywczych złota/ETF-y: Inwestowanie w spółki zajmujące się wydobyciem złota lub ETF-y, które posiadają koszyk akcji takich spółek, zapewnia ekspozycję na ceny złota. Jednak takie inwestycje niosą ze sobą ryzyko operacyjne i mogą charakteryzować się wyższą zmiennością w porównaniu do samego złota. Zazwyczaj jednak w okresach rosnących cen złota, spółki wydobywcze radzą sobie lepiej, ponieważ ich rentowność znacząco się poprawia.

Obserwujemy, że rosnąca zmienność geopolityczna i handlowa, która wpływa na obecne ceny złota i srebra, stwarzają duże możliwości inwestycyjne. Jednakże w obliczu niepewności na rynkach finansowych, kluczowe jest utrzymanie dobrze zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego. W Saxo przewidujemy, że cena złota na 2025 rok może wzrosnąć do 3 300 USD za uncję. Saxo jako bank zagraniczny daje polskim inwestorom możliwość geograficznej dywersyfikacji kapitału, co jest ważne, gdyż inwestując w złoto, warto rozważyć dywersyfikację nie tylko pod względem różnych klas aktywów, ale również pod względem lokalizacji przechowywania instrumentów opartych o złoto, np. w funduszy ETF i posiadać je w bankach/biurach maklerskich z siedzibą poza Polską – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo Banku w Polsce.

Wniosek: Czy już za późno, aby zacząć inwestować?

Gdy inwestycja odnotuje znacznie większy wzrost niż oczekiwano w danym okresie, rozsądnie jest przeanalizować, czy hossa może się utrzymać. Oczywiście, nie znamy przyszłości rynków, a wiele czynników może spowodować spadek cen złota i srebra, np. jeśli wielu inwestorów postanowi realizować zyski, generując presję sprzedaży. Taka sytuacja mogłaby nastąpić, gdyby doszło do zmiany agresywnej polityki handlowej Donalda Trumpa wobec kluczowych partnerów USA lub gdyby znaleziono pokojowe rozwiązanie wielu konfliktów zbrojnych.

Jednak patrząc na obecne realia – ogromną niepewność wynikającą z konfliktów geopolitycznych, wysokie zadłużenie wielu krajów (w tym USA) oraz nowy paradygmat polityki zagranicznej USA – istnieją również argumenty za kontynuacją wzrostów cen, przy założeniu, że żaden trend nie utrzymuje się w linii prostej w nieskończoność.

Ole Hansen wskazuje, że Saxo Bank niedawno podniósł prognozę szczytowej ceny złota na 2025 rok do 3 300 USD, podczas gdy srebro, przy stosunkowo skromnej korekcie w stosunku do złota (współczynnik złoto-srebro na poziomie 75), może osiągnąć 44 USD za uncję w tym samym okresie.

Zatrudnienie pod presją – gospodarka i technologia kształtują strategie kadrowe firm

Rozwój biznesu to główny powód zatrudniania nowych pracowników – deklaruje tak 43% polskich firm. Z kolei 30% jako najczęstszy powód redukcji etatów wskazuje wyzwania ekonomiczne – potwierdza opublikowana dziś analiza ManpowerGroup, przedstawiająca przyczyny zmian w liczbie pracowników. W transporcie, logistyce i motoryzacji firmy ograniczają zatrudnienie po zakończonych projektach, natomiast w energetyce i usługach komunalnych największym impulsem do powiększania zespołów jest ekspansja na nowe rynki.

Rozwój biznesu motorem zatrudnienia

Z analizy ManpowerGroup wynika, że polskie firmy najczęściej zatrudniają z powodu rozwoju organizacji, który wymaga powiększenia zespołu. Na ten czynnik wskazuje 43% pracodawców. Ważna jest także ekspansja na nowe rynki, która wymusza tworzenie dodatkowych ról – taką motywację deklaruje 29% firm. Co czwarta organizacja zwiększa zatrudnienie, aby sprostać wymaganiom technologicznym, a równie wiele firm wzmacnia zespoły, by utrzymać przewagę konkurencyjną. Nie bez znaczenia jest też konieczność uzupełnienia wakatów po odchodzących pracownikach – ten powód wskazuje 25% przedsiębiorstw.

W sektorze usług komunikacyjnych 6 na 10 pracodawców deklaruje, że rozwój firmy skłania ich do rekrutacji. Podobna sytuacja panuje w transporcie, logistyce i motoryzacji (58%) oraz w sektorze finansów i nieruchomości (50%). W przemyśle i surowcach dodatkowo istotnym czynnikiem jest konieczność obsadzenia wakatów po odchodzących pracownikach – taką potrzebę zgłasza 40% pracodawców. W branży IT oprócz samego rozwoju firm znaczenie ma również potrzeba utrzymania przewagi konkurencyjnej, którą wskazuje 48% ankietowanych.

– W kontekście sektora IT, dynamiczny rozwój oraz ekspansja rynkowa skutkują rosnącym zapotrzebowaniem na specjalistów w obszarach programowania sztucznej inteligencji, cyberbezpieczeństwa, uczenia maszynowego, technologii chmurowych oraz analizy danych. Z kolei w transporcie kluczowe pozostaje poszukiwanie menedżerów łańcucha dostaw, specjalistów ds. transportu, logistyków oraz kierowców. Nie bez znaczenia pozostanie obszar ESG. Wzrost znaczenia tej kwestii będzie prowadził do tworzenia nowych stanowisk pracy w organizacjach. Mówimy tutaj o stanowiskach takich jak: specjalista ds. ESG, analityk ESG, manager ds. ESG, specjalista ds. raportowania ESG, trener ESG czy też specjalista ds. różnorodności & inkluzywności – mówi Szymon Rudnicki, dyrektor Talent Solutions.

Wyzwania ekonomiczne głównym sprawcą redukcji etatów

Jednak nie wszędzie tworzą się nowe etaty – w wielu firmach zatrudnienie jest redukowane. Wynika to najczęściej z wyzwań ekonomicznych, które przyczyniają się do ograniczenia liczby pracowników w przypadku 30% firm. Wiele organizacji dostosowuje poziom zatrudnienia do zmieniającego się popytu na ich produkty i usługi (24%) lub przeprowadza restrukturyzacje (23%). Automatyzacja również wpływa na rynek pracy, zmniejszając zapotrzebowanie na niektóre stanowiska (23%). Dodatkowo optymalizacja procesów często prowadzi do łączenia ról i spadku liczby etatów – to przyczyna redukcji w 22% przedsiębiorstw.

W sektorze finansów i nieruchomości co druga firma wskazuje, że zwolnienia są efektem wyzwań ekonomicznych lub konieczności dostosowania zatrudnienia do zmieniającego się popytu. W transporcie, logistyce i motoryzacji 44% firm ogranicza zespoły po zakończeniu projektów, a w przemyśle i surowcach główną przyczyną redukcji jest trudna sytuacja gospodarcza – tak twierdzi 42% przedsiębiorstw. Podobne trudności dotyczą energetyki i usług komunalnych, gdzie dodatkowo co trzecia firma zwalnia ze względu na automatyzację i zmieniające się wymagania dotyczące kompetencji pracowników. W IT już połowa firm przyznaje, że to właśnie automatyzacja zmniejsza zapotrzebowanie na określone stanowiska.

– Obserwujemy redukcje zatrudnienia w sektorach, które stoją w obliczu poważnych wyzwań. Branża motoryzacyjna, w tym producenci pojazdów elektrycznych i baterii, zmaga się z trudnościami wynikającymi z załamania sprzedaży oraz zmian strategii koncernów motoryzacyjnych w zakresie rezygnacji z silników spalinowych. Ponadto automatyzacja i rozwój sztucznej inteligencji prowadzą do eliminacji mniej złożonych procesów w sektorach BPO/SSC oraz call center, co skutkuje optymalizacją struktur i ograniczeniem miejsc pracy. Dodatkowo wysokie koszty energii oraz spadek popytu negatywnie wpływają na sektor energetyczny i przemysłowy, gdzie już w bieżącym roku obserwujemy redukcje zatrudnienia. Zmiany nie omijają również sektora finansowego – banki dostosowują swoje strategie oraz modele operacyjne do nowej rzeczywistości gospodarczej, co wiąże się z koniecznością reorganizacji struktur – dodaje ekspert.

Jak zaznacza Szymon Rudnicki, w obliczu rosnącej automatyzacji, cyfryzacji oraz globalnej konkurencji, zmiana umiejętności i podnoszenie kwalifikacji stają się nie tylko modnymi hasłami, ale również niezbędnymi elementami strategii rozwoju zarówno pracowników, jak i pracodawców na polskim rynku pracy. – Reskilling, czyli przekwalifikowanie pracowników do nowych zawodów, jest szczególnie istotny w branżach narażonych na automatyzację, jak produkcja czy transport. Z kolei upskilling, czyli podnoszenie kwalifikacji w ramach obecnych zawodów, pozwala pracownikom dostosować się do nowych technologii i narzędzi. W branżach takich jak IT, finanse czy marketing, ciągłe doskonalenie umiejętności staje się niezbędne do utrzymania konkurencyjności. Firmy, które inwestują w reskilling i upskilling, zyskują bardziej elastycznych i zaawansowanych pracowników, co pozwala im lepiej reagować na zmiany rynkowe i technologiczne – podsumowuje szef Talent Solutions.

Dopasowanie liczby pracowników do aktualnych potrzeb firmy kluczem do stabilizacji zatrudnienia

Nie wszystkie jednak zmieniają poziom zatrudnienia. Brak rekrutacji czy zwolnień najczęściej wynika z dobrze dopasowanego zespołu do realizacji bieżących celów – na ten czynnik wskazuje 40% firm. Co czwarte przedsiębiorstwo realizuje strategię utrzymania obecnego składu pracowników, a 23% nie przewiduje większych zmian w branży, które mogłyby wpłynąć na liczbę pracowników. Dodatkowo 18% organizacji podkreśla, że stabilność zatrudnienia jest efektem regulacji i wymogów prawnych, a 17% wstrzymuje decyzje kadrowe, oczekując na zmiany w gospodarce.

Globalne spojrzenie – więcej etatów dzięki ekspansji, mniej przez zmiany rynkowe

Raport ManpowerGroup wskazuje, że firmy na świecie najczęściej zwiększają zatrudnienie w odpowiedzi na dynamiczny rozwój i konieczność tworzenia kolejnych stanowisk (38%), a także ekspansję na nowe rynki, co wiąże się z potrzebą dodatkowych ról (28%). Ważnym czynnikiem jest również realizacja konkretnych projektów oraz tymczasowych inicjatyw, które wymagają dedykowanych zespołów (24%). Globalnie organizacje najczęściej redukują zatrudnienie z powodu wyzwań ekonomicznych (35%). Istotnym czynnikiem są także zmiany rynkowe prowadzące do spadku zapotrzebowania na niektóre zawody (25%). Co piąty pracodawca mówi o postępującej automatyzacji, która minimalizuje potrzebę zatrudniania pracowników w niektórych rolach (20%).

Źródło: ManpowerGroup zapytał pracodawców o przyczyny rekrutacji nowych pracowników, redukcji etatów oraz braku zmian w liczbie zatrudnionych. Pracodawcy wskazując na powody zmian personalnych mogli wybrać maks. 3 odpowiedzi. Badanie zostało przeprowadzone globalnie, w terminie 2-31.01.2025. Na świecie wzięło w nim udział 40 000 firm, z czego w Polsce było to 525.

Przełom w neonatologii – nowe urządzenie z UJ i UW pomoże w leczeniu zaburzeń oddychania u wcześniaków

Zespół badaczy z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Warszawskiego finalizuje prace nad nowym urządzeniem wspomagającym leczenie zaburzeń oddychania u wcześniaków. To zminiaturyzowany endoskop połączony z sondą i dozownikiem leku, dzięki czemu będzie możliwe wykonanie ratujących życie niezbędnych czynności intubacyjnych w najmniej inwazyjny sposób. Urządzenie ma ułatwić leczenie, a także ograniczyć wysokie ryzyko powikłań związane z tego rodzaju procedurami wykonywanymi u noworodków.

RDS (z ang. respiratory distress syndrome) to zespół zaburzeń oddychania, który występuje u wcześniaków, zwłaszcza tych urodzonych przed 32. tygodniem ciąży. Zespół ten to obecnie główna przyczyna zgonów noworodków o ekstremalnie małej masie ciała. Leczenie RDS odbywa się poprzez zabieg intubacji lub laryngoskopii pośredniej z umieszczeniem cewnika w świetle krtani lub tchawicy, tak by możliwe było podanie do układu oddechowego leku – surfaktantu.

„Zabieg intubacji czy laryngoskopii w przypadku tak maleńkich dzieci jest niezmiernie inwazyjny, traumatyzujący i po prostu niebezpieczny, ponieważ lekarze nie dysponują dziś odpowiednio zminiaturyzowanymi urządzeniami, które pozwoliłyby w sposób delikatny wprowadzać bezpośrednio do dróg oddechowych pacjentów niezbędny lek. To właśnie ze względu na nieadekwatny rozmiar urządzeń leczenie RDS niesie znaczne ryzyko bezpośrednio zagrażające życiu i zdrowiu noworodków. Jako zespół chcemy wprowadzić do użytku medycznego urządzenie, które ograniczy to ryzyko do minimum i umożliwi przeprowadzanie zabiegów w sposób bezpieczniejszy, dokładniejszy i nie aż tak bardzo traumatyzujący najmłodszych pacjentów” – wyjaśnia współtwórca wynalazku, dr hab. Mateusz Jagła z Kliniki Chorób Dzieci Collegium Medicum, UJ.

Liczy się czas

Jak dotąd na świecie nie wprowadzono do użytku urządzenia przeznaczonego do podawania surfaktantu wcześniakom w możliwie najmniej dotkliwy dla nich sposób. Naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Warszawskiego, współpracujący od kilku lat przy szeregu przedsięwzięć, chcą jak najszybciej wdrożyć nowy typ endoskopu, który rozwiąże ten problem. Jak podkreślają, nie tyle ważne jest to, by być pierwszym na świecie, ale by ratować życie i zdrowie najmniejszych pacjentów.

„Nasze starania idą w kierunku znaczącego ograniczenia ryzyka zgonu i ciężkich powikłań powodowanych stosowaniem nieoptymalnych urządzeń medycznych w leczeniu RDS. Dzięki miniaturyzacji, jak również dodaniu do urządzenia transmisji obrazu z sondy, będzie możliwe podawanie leku na tyle delikatnie, by dziecko nie miało uczucia dławienia, które obecnie regularnie pojawia się podczas zabiegów. Przewagą nad dotychczas stosowanymi rozwiązaniami będzie to, że lek będzie podawany pod kontrolą wzroku, dając pewność, że w tym czasie sonda nie przemieści się w niepożądane miejsce. Poza tym leczenie będzie można wykonać w sposób możliwie delikatny dla dzieci. Wszystko to będzie możliwe dzięki użyciu bardzo cienkiego przewodu urządzenia oraz nadaniu mu kształtu dopasowanego do budowy anatomicznej dziecka” – dodaje współtwórca wynalazku, dr hab. Adam Wojciechowski z Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej, UJ.

Połączenie innowacyjnych rozwiązań w jednym urządzeniu

Endoskop ma składać się z części stałej – rękojeści z urządzeniami do odbioru sygnału wizyjnego – oraz wymiennej części do użytku jednorazowego. Według twórców przewód urządzenia umieszczany w drogach oddechowych noworodków będzie miał średnicę nie większą niż 4 – 5 milimetrów. W tak niewielkim przekroju znajdzie się wężyk do dozowania surfaktantu, a także elastyczny obrazowód, który pozwoli transmitować obraz z soczewki umieszczonej na końcu endoskopu.

Za technologię transmisji obrazu w nowym urządzeniu odpowiada prof. dr hab. Ryszard Buczyński z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. „W naszym wynalazku wykorzystujemy autorską metodę opartą na zminiaturyzowanych światłowodach, które integrujemy w bardzo cienkie włókna. W takim włóknie może być nawet kilkanaście tysięcy autonomicznych światłowodów, dzięki czemu możliwe jest transmitowanie obrazu z miniaturowej końcówki światłowodowej do kamery, a dalej na ekran urządzenia. Nie jest to obraz o wybitnej rozdzielczości, jednak na potrzeby diagnostyki czy terapii z wykorzystaniem endoskopów jest on w pełni wystarczający” – wyjaśnia prof. dr hab. Ryszard Buczyński z UW.

W opracowywanych na Wydziale Fizyki UW obrazowodach każdy ze światłowodów umieszczonych w wiązce odpowiada za transmisję jednego piksela. Obecnie dla zapewnienia transmisji obrazu jednego piksela wystarczy światłowód o średnicy rdzenia około 3 mikronów. To oznacza, że integrując tysiące światłowodów w jedno włókno możliwe jest przesyłanie obrazu o rozdzielczości od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy pikseli, przy czym średnica takiego włókna nie przekroczy grubości jednego milimetra.

„Zapewnienie transmisji wideo w tak bardzo zminiaturyzowanym urządzeniu to prawdziwa rewolucja, zarówno z perspektywy lekarzy, jak i pacjentów. Mając kontakt z pracownikami oddziałów neonatologii wiemy, jak dużym problemem jest leczenie surfaktantem. Jeżeli tylko uda nam się doprowadzić nasz projekt do końca, będzie to prawdziwy game-changer, ponieważ takie zabiegi staną się bezpieczne dla dzieci, a lekarze zyskają pewność, że podają lek tam, gdzie jest to konieczne i że po podaniu zostanie on wykorzystany w terapii w sposób optymalny” – dodaje dr hab. Mateusz Jagła.

Komercjalizacja

Liderem w procesie komercjalizacji jest Centrum Transferu Technologii CITTRU z UJ. Obecnie Centrum poszukuje partnera technologicznego, który pomógłby wdrożyć rozwiązanie do użytkowania w ochronie zdrowia. Potrzebne są środki do przeprowadzenia formalnych faz niezbędnych do zapewnienia zgodności w zakresie bezpieczeństwa i działania endoskopu, w tym również badania kliniczne. Potencjalni partnerzy poszukiwani są między innymi wśród producentów surfaktantów oraz specjalistycznego sprzętu medycznego. Zespół projektowy ma już zapewnione możliwości przeprowadzenia wstępnych badań klinicznych.

Więcej informacji o leczeniu RDS:

Surfaktant jest podawany przedwcześnie urodzonym noworodkom w celu wsparcia procesu oddychania. U wcześniaków płuca wykazują się niedojrzałością, która może prowadzić do zaburzeń w wymianie gazowej. Surfaktant zmniejsza napięcie powierzchniowe w pęcherzykach płucnych, co zapobiega ich zapadaniu się podczas oddychania i co w konsekwencji ułatwia pacjentom oddychanie.

Surfaktant to substancja naturalnie wytwarzana przez organizmy ssaków. U wcześniaków, zwłaszcza tych urodzonych przed 32. tygodniem ciąży, produkcja surfaktantu może być jednak niewystarczająca. W takim przypadku wskazane jest podanie tej substancji z zewnątrz w postaci leku, który w postaci płynnej wprowadza się bezpośrednio do dolnych dróg oddechowych dziecka. Zabieg taki redukuje potrzeby stosowania respiratora, a przede wszystkim zmniejsza ryzyko powikłań związanych z niedotlenieniem i niewydolnością oddechową. Mimo, że w przypadku noworodków konieczne jest podanie niewielkiej ilości leku, około 1 ml na kilogram masy ciała, i zazwyczaj wystarczy go wprowadzić do tchawicy jednorazowo lub dwukrotnie, to największe ryzyko leczenia ma swoje źródła w urządzeniach wykorzystywanych podczas zabiegu. Aplikacja surfaktantu z użyciem standardowo wykorzystywanego laryngoskopu wymaga od operatora najwyższego poziomu uważności i delikatności, jest bowiem ona obarczona ryzykiem groźnych powikłań, w tym zaburzeniem lub zatrzymaniem akcji serca, czy krwawieniem środczaszkowym. Zabieg jest trudny i ryzykowny do przeprowadzenia, a jednocześnie jest on traumatycznym doświadczeniem dla dzieci.

Dodatkową trudność sprawia fakt, że rutynowo stosowane urządzenia podczas zabiegów nie zapewniają wizji, a to powoduje, że surfaktant może zostać podany w nieodpowiednie miejsce, np. do żołądka. Zespół z UJ i UW chce oddać do użytku endoskop wyposażony nie tylko w transmisję wideo, ale również w mikroskopijną dyszę, która zamieni płynny lek w aerozol. Jak twierdzą badacze, podanie takiego aerozolu w odpowiednim miejscu w układzie oddechowym dziecka ma szanse zwiększyć efektywność leczenia i działania leku.

Sektor magazynowy i mieszkaniowy na czele – inwestorzy stawiają na logistykę i najem

0

Po kilku latach mniejszej aktywności, rynek inwestycji w nieruchomości komercyjne wchodzi w nowy cykl. Wartość inwestycji w Polsce urosła z 2 mld euro do ponad 5 mld euro w skali roku – wynika z raportu CBRE „Poland Real Estate Market Outlook 2025”. To niewiele niższa kwota niż we wszystkich pozostałych krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej razem wziętych. W 2025 roku wartość inwestycji będzie dalej rosła. Wśród preferencji inwestorów działających na rynkach regionu dominują magazyny, na które stawia 37 proc., oraz nieruchomości mieszkaniowe, w które lokować kapitał zamierza ponad jedna czwarta.

– Plany inwestorów na 2025 rok na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej obejmują przede wszystkim sektor logistyczny. Ulokować w niego kapitał zamierza 37 proc. przedsiębiorców. Oprócz tego faworyzują oni mniej dojrzałe lokalnie klasy aktywów, takie jak sektor mieszkaniowy, na który składają się na przykład najem instytucjonalny mieszkań oraz domy studenckie. Preferuje je 26 proc. inwestorów. Rośnie także zainteresowanie sektorem handlowym i hotelowym. Nieco mniejszy w skali roku jest apetyt na biura, ale cały czas poszukiwane są ciekawe okazje – mówi Przemysław Felicki, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w CBRE.

W sektor handlowy w 2025 roku lokować kapitał zamierza 13 proc. inwestorów, a co 10. będzie faworyzować biura. W porównaniu do poprzedniego roku o 3 pp. wzrosło zainteresowanie branżą hotelową, w którą w najbliższych miesiącach zainwestować planuje 8 proc. przedsiębiorców.

Kapitał płynie do Polski

Polska, a szczególnie Warszawa, jest uważana za jedną z najlepszych lokalizacji dla inwestorów z Europy poszukujących aktywów na rynku nieruchomości komercyjnych. W 2024 roku w naszym kraju zainwestowano ponad 5 mld euro, co oznacza 1,5-krotny wzrost w skali roku. To niewiele niższa kwota niż w pozostałych krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej razem wziętych, w których łączna wartość ulokowanego kapitału w minionym roku sięgnęła 5,4 mld euro.

– Po dwóch-trzech latach spadków, mniejszej aktywności i większej ostrożności inwestorów wchodzimy w nowy cykl. Trend jest pozytywny – rynek nieruchomości zaczyna odbijać. Oczekujemy, że 2025 rok będzie jeszcze lepszy niż poprzedni, przybędzie transakcji, a ceny mogą rosnąć. Widzimy, że zagraniczny kapitał coraz bardziej interesuje się Polską. Z perspektywy makroekonomicznej nasz kraj oferuje bardzo dobre wzrosty i perspektywy rozwoju. Mamy solidne fundamenty ekonomiczne, bazę talentów, wykwalifikowaną siłę roboczą. Choć nie brakuje wyzwań, związanych przede wszystkim z geopolityką, to nie widać by wywoływały one nerwowość wśród inwestorów – mówi Przemysław Felicki.

Inflacja w strefie euro niższa od oczekiwań

Poznaliśmy nowy odczyt wskaźnika CPI dla strefy euro w lutym. W obu przypadkach jest on niższy od oczekiwanego odczytu, bo inflacja w ujęciu miesięcznym wyniosła 0,4 proc. (wobec oczekiwań na poziomie 0,5 proc.), a w ujęciu rocznym wyniosła 2,3 proc. (wobec oczekiwanego 2,4 proc.).

Zaskoczenie co prawda nie jest bardzo znaczące, ale może być kolejnym argumentem dla EBC w sprawie hamowania programu cięć stóp procentowych, ponieważ w przypadku kolejnej obniżki realna stopa procentowa (stopa nominalna – inflacja) spadłaby do ujemnego poziomu, a już teraz stopy procentowe obowiązujące w strefie euro są niższe o 1,85 p.p. od stóp obowiązujących w USA.

Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Vibe Work, Minionki AI i marketing dla algorytmów – przyszłość pracy według prof. Kowalkiewicza

„Przyszłość należy do tych, którzy potrafią się uczyć i adaptować.” – powiedział prof. Marek Kowalkiewicz, Ekspert ds. przyszłości pracy i technologii, Kierownik Katedry Gospodarki Cyfrowej w QUT Business School w Australii podczas webinaru „Kompetencje przyszłości: Kluczowe umiejętności na rok 2025 i później…” zorganizowanego przez Future Collars – szkołę kompetencji cyfrowych.

Sztuczna inteligencja rewolucjonizuje świat, stawiając przed nami nowe wyzwania. Zmiany zachodzą w tempie, które jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe, wymagając od nas nieustannej gotowości do nauki i adaptacji. Czy wskoczymy do pociągu przyszłości, czy zostaniemy na peronie przeszłości? Prof. Marek Kowalkiewicz nie ma wątpliwości: kluczem do sukcesu w nadchodzącej erze jest rozwijanie kompetencji, które pozwolą nam efektywnie współpracować z nowymi technologiami.

Nowe kompetencje niezbędne w zalgorytmizowanym świecie

W dynamicznie zmieniającym się świecie, napędzanym sztuczną inteligencją, zdolność do adaptacji staje się nie tyle atutem, ile koniecznością. Historia pokazuje, że opór przed nowymi technologiami prowadzi do marginalizacji. Pamiętamy księgowych, którzy nie dostosowali się do ery cyfrowej – dziś ich miejsce zajmują ci, którzy z sukcesem wdrożyli nowe oprogramowanie. Podobnie, ignorowanie rewolucji AI niesie ryzyko pozostania w tyle. Z raportu „The Future of Jobs Report 2025” Światowego Forum Ekonomicznego wynika, że aż 44% podstawowych umiejętności pracowników zmieni się w ciągu najbliższych pięciu lat, co podkreśla pilną potrzebę ciągłego doskonalenia i uczenia się.

Traktowanie systemów AI: Mądry znajomy, ale nie zawsze przewidywalny

Prof. Marek Kowalkiewicz trafnie porównuje systemy AI do mądrych znajomych, którzy posiadają ogromną wiedzę, ale czasami mogą zaskoczyć nas nieprzewidywalnymi reakcjami. „Więc ja często lubię mówić, że należy te systemy traktować jak naszych znajomych. Są bardzo mądrzy, przeczytali wiele książek, ale również lubią eksperymentować z lekkimi używkami i nigdy nie wiemy, kiedy to robią. W związku z tym, czasami trzeba pamiętać, że te systemy mogą być nieco szalone” – mówi prof. Kowalkiewicz. To porównanie ma na celu uświadomienie, że AI, mimo swojej imponującej inteligencji, może generować nieoczekiwane, a nawet błędne odpowiedzi. Dlatego tak ważne jest rozwijanie umiejętności krytycznego myślenia, które pozwolą nam ocenić i zweryfikować informacje dostarczane przez AI.

Umiejętności programowania: Dlaczego warto znać podstawy kodowania

W erze AI umiejętność programowania staje się cennym atutem. Pozwala nam lepiej zrozumieć, jak działają systemy komputerowe i efektywnie z nimi współpracować. Nauka programowania, nawet na podstawowym poziomie, rozwija umiejętność analitycznego myślenia i rozwiązywania problemów, które są kluczowe w cyfrowym świecie. „Każdy z nas powinien dać sobie trochę czasu na to, żeby regularnie pouczyć się jakiegoś prostego języka programowania. W roku 2025 to prawdopodobnie Python może być takim językiem, może JavaScript. Bardziej chodzi o to, żeby nauczyć się, jak komputery, jak systemy komputerowe myślą, w jaki sposób się je programuje. I nie chodzi o to, żeby zostać zawodowym programistą, ale żeby wyrobić sobie taką 'digital literacy’, czyli umiejętność rozumienia, żeby nie być analfabetą programistycznym” – wyjaśnia prof. Kowalkiewicz.

Joanna Pruszyńska-Witkowska, VP Future Collars, dodaje: „W Future Collars uczymy programowania i innych języków, takich jak Java, które są wszechstronne i znajdują zastosowanie w każdej branży. Nasi kursanci zdobywają praktyczne umiejętności, które pozwalają im na tworzenie innowacyjnych rozwiązań w wielu sektorach, gdzie Python odgrywa kluczową rolę.”

Programowanie znajduje zastosowanie w niemal każdej dziedzinie. W Finansach i Bankowości programiści tworzą aplikacje fintech, automatyzują procesy i analizują dane. W Medycynie i Biotechnologii programowanie wykorzystywane jest do tworzenia aplikacji medycznych i przetwarzania danych. W Energetyce i OZE programiści tworzą aplikacje do monitorowania i sterowania systemami energetycznymi. To tylko kilka przykładów, a możliwości są niemal nieograniczone.

Rada dla osób na rynku pracy: Jak utrzymać konkurencyjność w erze AI

Aby utrzymać konkurencyjność na rynku pracy, należy aktywnie rozwijać umiejętności, które pozwolą nam efektywnie współpracować z AI. Kluczowe jest ciągłe uczenie się, otwartość na nowe technologie i gotowość do adaptacji. „Jest duża szansa, że zawód, w którym Państwo jesteście, będzie istniał za 5 lat, ale za 5 lat większość ludzi, którzy wykonują ten zawód, będzie umiała i będzie korzystała z narzędzi sztucznej inteligencji, żeby robić to jak najlepiej, jak najszybciej i jak najbardziej efektywnie” – podkreśla prof. Kowalkiewicz. Pamiętajmy o zegarmistrzach, których zawód niemal zniknął, czy o programistach COBOL, których jest coraz mniej. Przyszłość należy do tych, którzy potrafią dostosować się do zmieniających się warunków.

„Vibe work”: Nowa forma współpracy z AI

„Vibe work” to nowa koncepcja współpracy z AI, polegająca na kreatywnym dialogu i wymianie pomysłów. Jest to interakcja, w której człowiek i AI wspólnie pracują nad rozwiązaniem problemu, wykorzystując swoje unikalne umiejętności. Prof. Kowalkiewicz opisuje to następująco: „To jest taki 'vibe work’. Tego będzie coraz więcej”. Wyobraźmy sobie sytuację, w której specjalista marketingu siada z botem AI, aby wspólnie opracować strategię kampanii reklamowej. Człowiek wnosi kreatywność i intuicję, a AI analizuje dane i generuje różne scenariusze.

Minionki AI: Spersonalizowani asystenci AI

Prof. Marek Kowalkiewicz wykorzystuje spersonalizowanych asystentów AI, których nazywa „minionkami”. Są to narzędzia, które pomagają mu w codziennej pracy, wykonując określone zadania i dostarczając cenne informacje. „Ja każdego minionka trenuję w czymś innym. Jednemu minionkowi daję wszystkie moje artykuły, które napisałem, innemu daję wszystkie moje prezentacje i tak dalej. I potem do nich przychodzę i mówię: 'Teraz robię coś takiego. Znasz moje artykuły, daj mi jakiś pomysł na coś nowego'” – wyjaśnia prof. Kowalkiewicz. Możemy sobie wyobrazić „minionka” wytrenowanego do analizy danych rynkowych, który na bieżąco monitoruje trendy i dostarcza nam raporty, pozwalając nam skupić się na strategicznych decyzjach.

Marketing dla algorytmów: Nowy zawód przyszłości

Wraz z rozwojem AI pojawia się nowa dziedzina marketingu, skierowana do algorytmów. Specjaliści w tej dziedzinie będą projektować strategie, które pozwolą na dotarcie do algorytmów podejmujących decyzje zakupowe. „Być może część z Państwa, w ramach kompetencji przyszłości, będzie marketerami algorytmów, czyli nie będziecie robić marketingu dla ludzi, ale marketing dla algorytmów. Tak naprawdę to nie jest zawód przyszłości, to jest zawód teraźniejszości. Search Engine Optimization, SEO, to jest właśnie marketing do algorytmów, w którym staramy się przekonać w tym przypadku Google czy inne przeglądarki, żeby wybrały naszą stronę i umieściły ją gdzieś na górze” – mówi prof. Kowalkiewicz. Pomyślmy o lodówkach, które same zamawiają produkty spożywcze – marketerzy będą musieli opracować strategie, aby przekonać algorytmy tych urządzeń do wyboru konkretnych marek.

Studium przypadku: Analiza przykładów firm wykorzystujących AI

Firmy na całym świecie wdrażają rozwiązania oparte na AI, aby zwiększyć efektywność i innowacyjność.

  • Automatyzacja obsługi klienta: Wiele firm wykorzystuje chatboty AI do obsługi klienta. Chatboty te są w stanie odpowiadać na pytania, rozwiązywać problemy i kierować klientów do odpowiednich działów. Dzięki temu firmy mogą zapewnić szybką i efektywną obsługę klienta 24/7, jednocześnie odciążając pracowników.
  • Personalizacja doświadczeń: AI jest wykorzystywana do personalizacji doświadczeń klientów w różnych branżach. Na przykład, platformy streamingowe wykorzystują algorytmy AI do rekomendowania filmów i seriali na podstawie historii oglądania użytkowników. Sklepy internetowe wykorzystują AI do rekomendowania produktów na podstawie historii zakupów i preferencji klientów.
  • AI w sądownictwie: Sztuczna inteligencja coraz śmielej wkracza w obszary, które do niedawna wydawały się zarezerwowane wyłącznie dla ludzi, takie jak sądownictwo. Profesor Kowalkiewicz podaje przykład wykorzystania AI w sądownictwie. W Australii, na przykład, w Sądzie Najwyższym stanu Queensland, sędzia orzekła w niedawnym wyroku, że wnioskodawca użył ChatGPT do przygotowania dokumentu sądowego. Ten precedens pokazuje, że sztuczna inteligencja staje się realnym wsparciem w pracy prawników, pomagając w tworzeniu pism procesowych. Choć takie innowacje otwierają nowe możliwości i usprawniają pracę wymiaru sprawiedliwości, rodzą też pytania o etyczne i prawne aspekty wykorzystania AI w tak wrażliwej dziedzinie.
  • Autonomiczne taksówki i policja: Rozwój technologii autonomicznych rodzi wiele pytań o przyszłość transportu i relacje między ludźmi a maszynami. Profesor Kowalkiewicz posługuje się przykładem autonomicznych taksówek, aby zobrazować szersze zjawisko autonomicznych systemów. Opowiada o nagraniach, na których autonomiczne taksówki uciekają przed policją, oraz o tym, jak funkcjonariusze komunikują się z tymi pojazdami. Te autonomiczne pojazdy, będące przecież robotami, algorytmami, stanowią dla profesora metaforę dla wszystkich autonomicznych systemów. Zwraca uwagę, że w miarę wdrażania systemów takich jak ChatGPT i obdarzania ich autonomią, pojawia się potrzeba odpowiedzi na kluczowe pytania: Jak będziemy je kontrolować? Kto wcieli się w rolę „policjanta”? I jak będziemy z nimi skutecznie się komunikować? Podkreśla, że to niezwykle fascynujący i zarazem praktyczny problem. Co ciekawe, profesor zwraca uwagę na zaskakujące zjawisko: sposób, w jaki policja komunikuje się z autonomicznymi taksówkami. Według jego obserwacji, autonomiczne taksówki są o wiele milej traktowane przez policjantów w Ameryce niż kierowcy z krwi i kości. To ciekawe zjawisko, które skłania do refleksji nad naszymi relacjami z technologią.

Rekomendacje: Praktyczne wskazówki dotyczące rozwoju kompetencji

  1. Eksperymentuj z AI: Regularnie korzystaj z narzędzi opartych na AI, aby zrozumieć ich możliwości i zastosowania. Wypróbuj różne chatboty, generatory obrazów i inne aplikacje AI.
  2. Rozwijaj umiejętności analityczne: Ucz się analizować dane i wyciągać wnioski, co jest kluczowe w pracy z AI. Zapisz się na kurs analizy danych lub wykorzystaj dostępne online zasoby.
  3. Inwestuj w naukę programowania: Zdobądź podstawowe umiejętności programowania, aby lepiej rozumieć działanie systemów komputerowych. Rozważ udział w bootcampie programistycznym lub kursach online.
  4. Bądź otwarty na nowe technologie: Śledź trendy w dziedzinie AI i ucz się nowych narzędzi, aby być na bieżąco z postępem technologicznym. Czytaj blogi, uczestnicz w konferencjach i śledź ekspertów w mediach społecznościowych.
  5. Rozwijaj umiejętności miękkie: Pracuj nad umiejętnościami komunikacji, współpracy i krytycznego myślenia, które są kluczowe w pracy z AI. Uczestnicz w warsztatach z komunikacji interpersonalnej i pracy zespołowej.

Kluczowe kompetencje przyszłości

Świat zmienia się na naszych oczach, a sztuczna inteligencja odgrywa w tych zmianach kluczową rolę. Aby odnaleźć się w nowej rzeczywistości, musimy rozwijać kompetencje, które pozwolą nam efektywnie współpracować z technologią. Krytyczne myślenie, ciekawość, umiejętność adaptacji i ciągłe uczenie się to fundamenty, na których zbudujemy swoją przyszłość. „Czyli musimy rozwijać to, co nigdy nam nie zostanie zabrane. I to jest kluczowe. Mamy rozwijać umiejętności myślenia – to jest krytyczne myślenie, mamy rozwijać swoją ciekawość i cały czas pracować w obszarze wykorzystania sztucznej inteligencji” – podsumowuje prof. Marek Kowalkiewicz. Nie bójmy się zmian, traktujmy je jako szansę na rozwój i budowanie lepszej przyszłości.

Prof. Marek Kowalkiewicz, Ekspert ds. przyszłości pracy i technologii. Kierownik Katedry Gospodarki Cyfrowej w QUT Business School, Australia – wyróżniony jako jeden z Top 100 Global Thought Leaders in AI według thinkers360. Jego doświadczenie obejmuje kierowanie globalnymi zespołami innowacyjnymi w Dolinie Krzemowej, a także autorskie publikacje, w tym nagradzaną książkę „The Economy of Algorithms: AI and the Rise of the Digital Minions”.

Polskie firmy coraz śmielej wdrażają AI – które branże zyskują najwięcej?

Najnowsza edycja badania EY – Jak polskie firmy wdrażają AI – wskazuje podobieństwa i różnice w podejściu przedsiębiorstw z różnych gałęzi gospodarki do implementacji sztucznej inteligencji. Już prawie 1/3 (30%) firm z branży produkcyjnej zakończyła proces pierwszych implementacji rozwiązań opartych na AI, ale to przedstawiciele sektora handlowego najczęściej (90%) wskazują, że ta technologia przyniosła im zamierzone korzyści. Zauważyć też można wyraźną redukcję barier. Coraz mniej rodzimych organizacji – w przypadku produkcji odnotowano spadek aż o 23 pkt. proc. – wskazuje kwestię wysokich kosztów jako wyzwanie we wprowadzenia rozwiązań AI.

Branża produkcyjna może pochwalić się najwyższym odsetkiem zakończonych wdrożeń rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Już 30% ankietowanych firm z tego sektora ma za sobą przynajmniej pierwsze procesy implementacyjne – to więcej niż w przypadku usług (24%) i handlu (10%). Produkcja jest też obszarem, w którym priorytet dla rozwiązań AI jest najwyższy. Aż 65% firm z tej gałęzi gospodarki zaznaczyło go jako „wysoki” bądź „bardzo wysoki” – to znacznie lepszy wynik niż w przypadku handlu i usług (oba po 53%). Sektor produkcji wyraża też największą gotowość na efektywną implementację narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji. Twierdząco na to pytanie odpowiedziało aż 94% respondentów (usługi – 88%, handel – 84%).

Nie może więc dziwić, że to właśnie wśród firm produkcyjnych nastąpił największy wzrost, jeżeli chodzi o wprowadzanie opartych na AI zmian w modelu operacyjnym, strukturze organizacji oraz procesach biznesowych. W przeciągu roku odsetek pozytywnych odpowiedzi zwiększył się aż o 17 punktów procentowych (z 31% do 48%). Wskazuje to, że firmy z tego sektora w coraz wyższym stopniu identyfikują kluczowe obszary, w których narzędzia bazujące na sztucznej inteligencji przynoszą najwięcej korzyści.

– Przewaga sektora produkcji w przypadku liczby wdrożeń, gotowości i chęci implementacji AI nie dziwi. W tej branży mamy do czynienia z wieloma złożonymi procesami operacyjnymi jak automatyzacja linii produkcyjnych czy monitorowanie jakości, a działania optymalizacyjne bezpośrednio przekładają się na oszczędności i wzrost wydajności. Wpływa to również na plany inwestycyjne, które w tym sektorze są najwyższe, gdyż aż 35% firm chce znacząco zwiększyć wydatki na AI na przestrzeni następnych 18 miesięcy. To o 8 pkt. proc. więcej niż w przypadku handlu i 10 pkt. proc. więcej od usług. Wyraźna przewaga tej gałęzi gospodarki w podejściu do AI może się więc jedynie zwiększać – mówi Radosław Frańczak, Partner EY i Lider Zespołu Technology Consulting.

Wdrożenie i co dalej? Kto osiągnął największe korzyści z implementacji?

Dla wszystkich branż kluczowym czynnikiem przy wdrażaniu AI jest działanie wynikające ze strategii firmy dla poszczególnych funkcji biznesowych. Priorytetowe obszary organizacji różnią się jednak w zależności od gałęzi gospodarki. Handel najczęściej wdraża AI w dziale marketingu i analityki (60%), sprzedaży (51%) i obsługi klienta (46%). Dla produkcji najistotniejsze jest IT (41%), marketing i analiza rynku (37%) oraz sprzedaż (36%). Usługi natomiast najmocniej implementują AI w obsłudze klienta (48%), marketingu (39%) i finansach (34%).

Jeżeli chodzi o rezultaty to najwyższy – przekraczający 60% – wzrost efektywności po wprowadzeniu AI odnotowały przedsiębiorstwa handlowe (13% wskazań w tym zakresie) oraz produkcyjne (12%), a w znacząco mniejszym stopniu usługowe (4%). To właśnie handel jest też branżą, która najczęściej zaznaczyła, że osiągnęła korzyści z AI – tak twierdzi 89% przedsiębiorstw. Nieco dalej za nim jest produkcja – 79% i usługi – 74%. Wśród wymienianych pozytywnych zmian sektor handlowy najczęściej wskazywał zmniejszenie kosztów (47%), a także zwiększenie skali działania i poprawę jakości usług (36%). W przypadku produkcji obserwowane rezultaty najczęściej obejmowały poprawę jakości usług (40%), rozszerzenie skali działania (37%) i wzrosty przychodów (35%). Przedstawiciele usług natomiast zwracali uwagę na poprawę jakości oferty (46%), zwiększenie skali działania (34%) i zmniejszenie jej kosztów (31%).

– Dynamika adopcji AI w branży handlowej w porównaniu rok do roku nieco spowolniła, ale wysoki poziom wzrostu efektywności i osiąganych korzyści wskazuje na dużą konsekwencję w działaniu i dobrze przemyślany wybór obszarów wdrożenia. Handel jest też sektorem, który z roku na rok coraz mocniej zauważa benefity płynące z implementacji AI. W 2023 r. korzyści widziało 80% firm z branży, a rok później – już prawie 90%. Dane pokazują także, że dzięki AI był on także w stanie zmniejszyć koszty działania bardziej niż inni. Na taka odpowiedź wskazało 47% przedsiębiorstw z sektora handlowego, względem 31% w usługach i 27% w produkcji. Ten fakt nie dziwi, ponieważ modele AI w tej najnowsze generatywnej odsłonie doskonale sprawdzają się w automatyzacji procesów sprzedaży i obsługi klienta, natomiast klasyczne modele Machine Learning bardzo dobrze radzą sobie w zadaniach optymalizacji łańcuchów dostaw czy prognozowania popytu – mówi Bartosz Pacuszka, Partner EY Polska, Lider zespołu AI Technology.

Przeszkody w implementacji AI coraz mniejsze

Część przedsiębiorstw, nawet jeżeli ma w planach wdrożenie AI, napotyka na bariery przy realizacji tego procesu. Wartym odnotowania jest jednak fakt, że w większości przypadków odsetek wskazań jest niższy, niż w poprzednim roku. W branży produkcyjnej największymi wyzwaniami są trudności procesowe i organizacyjne (26%, delikatny wzrost z 25%), a także technologiczne (16%, znaczący spadek z 31%) i obawa o bezpieczeństwo danych (16%, spadek z 20%). Sektor handlu zdecydowanie najmocniej obawia się o bezpieczeństwo danych (26%, spadek z 31%), zbyt wysokie koszty (21%, spadek z 45%) i trudności procesowe (19%, spadek z 28%). W przypadku usług, główną barierą są koszty (29%, spadek z 39%), trudności technologiczne (19%, spadek z 31%) i niepewność regulacyjna (17%, spadek z 19%).

– Porównując dane rok do roku, widzimy znaczną redukcję, jeżeli chodzi o liczbę firm wskazujących wśród barier adopcji wysokie koszty wdrożenia. W przypadku produkcji spadek z 33% do 10% wskazań mówi sam za siebie. To naturalna konsekwencja upowszechnienia się narzędzi AI oraz świadomości korzyści, jakie taka inwestycja może przynieść. Zauważalny spadek widzimy także w przypadku trudności technologicznych, gdzie w branży handlowej odsetek wskazań wyniósł 2% przy 31% rok wcześniej, co również jest pozytywnym prognostykiem dla tempa wdrożeń w kolejnych latach – mówi Ewa Nowakowska, Partnerka EY Polska, Liderka Zespołu AI Data Science.

O badaniu
Druga edycja badania – Jak polskie firmy wdrażają AI – została opracowana na zlecenie EY Polska przez Cube Research w ostatnim kwartale 2024 roku na próbie 501 dużych i średnich przedsiębiorstw działające w branżach produkcyjnej, usługowej i handlowej.

Ulga dla pracujących seniorów? Nie każdy emeryt skorzysta

Już kolejny sezon w systemie podatkowym obowiązuje zwolnienie przeznaczone dla osób, które pozostają aktywne zawodowo mimo osiągnięcia wieku emerytalnego. Ulga dla pracującego seniora jest preferencją, z której chętnie korzystają podatnicy. Trzeba jednak pamiętać, że jest ona niejednokrotnie problematyczna i trudna w rozliczeniu.

– Zwolnienie przychodów do 85528 zł obowiązuje podatników, którzy weszli w wiek emerytalny, jednak nie pobierają na dzień uzyskania przychodu emerytury, renty rodzinnej lub innych świadczeń określonych przepisami. Aby uznać, że dany przychód został objęty zwolnieniem z opodatkowania, musimy zatem przeanalizować moment jego wypłaty tzn. czy został on wypłacony przed uzyskaniem emerytury, czy już wtedy, kiedy otrzymaliśmy świadczenie z ZUS. – wskazuje Monika Piątkowska – doradca podatkowy w e-pity.pl.

Częstym dylematem, przed którym stają pracujący seniorzy jest to, czy np. otrzymaną odprawę emerytalną mogą objąć ulgą dla pracującego seniora i nie odprowadzać z tego tytułu podatku dochodowego. – W takich przypadkach dla fiskusa nie jest istotny tytuł otrzymanego przychodu. Liczy się moment otrzymania środków. Takie stanowisko wielokrotnie było podkreślane w interpretacjach wydawanych przez Dyrektora KIS (np. interpretacja indywidualna Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 28.12.2023 r., 0115-KDIT2.4011.479.2023.2.ŁS; interpretacja indywidualna Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 27 lutego 2025 r., 0115-KDIT2.4011.626.2024.2.ŁS). Fiskus konsekwentnie stoi na stanowisku, że zwolnione z opodatkowania są przychody, które zostały wypłacone przed dniem wypłaty pierwszej emerytury. Zatem kluczowy jest dzień otrzymania pierwszego świadczenia z ZUS. Przyszli emeryci, którzy planują przejść na emeryturę, a jednocześnie chcą skorzystać ze zwolnienia z opodatkowania np. środków otrzymanych w ramach odprawy emerytalnej, muszą dopilnować aby środki te zostały im przekazane przed dniem otrzymania pierwszej emerytury. – podpowiada Monika Piątkowska z e-pity.pl.

Seniorzy powinni pamiętać również o tym, że nie wszystkie przychody objęte są ulgą. Ustawa przewiduje, że zwolnione z opodatkowania są przychody z pracy na etacie, z umów zlecenia, z zasiłku macierzyńskiego, a także z działalności gospodarczych opodatkowanych według: skali podatkowej, podatku liniowego oraz ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, pod warunkiem, że podatnik podlega z tytułu uzyskania tych przychodów ubezpieczeniom społecznym w rozumieniu ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych. Ulga ta nie dotyczy natomiast przychodów z tytułu np. zasiłków chorobowych, umowy o dzieło, czy też z praw autorskich. Podatnicy, którzy zarabiają w formie kontraktu managerskiego lub czerpią dochody z najmu również nie skorzystają z tej preferencji.

Kolejnym problemem, z którym spotykają się pracujący seniorzy, jest możliwość odliczenia składek na ubezpieczenia społeczne. – Składki od dochodu objętego zwolnieniem nie podlegają odliczeniu. Kłopotliwe może zatem okazać się przyporządkowanie składek do dochodów opodatkowanych i zwolnionych, zwłaszcza, że ulga obowiązuje od dnia osiągnięcia wieku emerytalnego. Pracujący emeryci powinni zatem przeanalizować, które ze składek były zapłacone od przychodów, które osiągnęli do dnia swoich urodzin, a które po tym dniu. Taki podatnik powinien również przeanalizować, czy w ciągu roku nie przekroczył kwoty objętej zwolnieniem. Jeśli przychody okażą się wyższe od ulgi, wówczas w przypadku składek od tej nadwyżki, senior ma prawo do ujęcia również tych składek społecznych w swoim rozliczeniu. – podkreśla Monika Piątkowska.

Mimo wspomnianych trudności, pracujący seniorzy nie powinni rezygnować z przewidzianej dla nich preferencji. Choć jest to czasami problematyczna ulga w rozliczeniu, niewątpliwie jest również bardzo opłacalna.

Recesja w USA coraz bliżej? Inwestorzy zaczynają się zabezpieczać

D.Trump chciał być ulubieńcem giełdy, ale szanse maleją. Najważniejsze indeksy giełdowe straciły na wartości. Z powodu jego polityki celnej niepewność rozgościła się na giełdach.

W ciągu miesiąca indeks S&P obniżył się o 8%. Nasdaq spadł o 11%. Russell2000 o 10%, a Russell3000 o 8%.

Ostatnio opublikowane dane o sprzedaży detalicznej w USA dołożyły nieco niepokoju do stanu konsumenta w USA. Słabszy odczyt za luty (+0,2% m/m wobec oczekiwanych +0,6%), a także rewizja spadku w poprzednim miesiącu z -0,9% do -1,2% pokazuje, że sytuacja konsumentów w USA jest gorsza od oczekiwań.

Stabilność konsumpcji i utrzymanie wysokich wydatków konsumentów w Stanach stanowi jeden z buforów mogących ochronić rynki finansowe od dalszych mocnych spadków. Jeżeli jednak wydatki nie utrzymają się na wystarczającym poziomie, to spółki z USA nie będą w stanie utrzymać marż, szczególnie jeżeli dojdzie do pogłębienia się problemów z handlem zagranicznym w efekcie wojen handlowych.

– Dzieje się bardzo dużo, a rynki giełdowe znajdują się na rollercoasterze – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tymoteusz Turski, analityk rynku akcji w XTB. – Coraz bardziej zaczęły grać emocje, część inwestorów wycofywała swój kapitał z rynku amerykańskiego i mamy do czynienia z mocnymi korektami na indeksach. Niepewność jest jak mgła, utrudnia przewidywanie. Dzieje się tak przede wszystkim za sprawą ceł wprowadzanych bądź odwoływanych przez D.Trumpa.

Inwestorzy odchodzą do mniej ryzykownych aktywów, takich jak obligacje czy złoto. Złoto ustanowiło swój nowy historyczny rekord przebijając cenę 3 tys. USD za uncję.

Już teraz widać obniżki prognozowanych przychodów i zysków spółek na 1Q25, z czego największe korekty prognoz notują mniejsze spółki wchodzące w skład indeksu Russell 2000. Gorsza pozycja rynkowa mniejszych spółek sprawia, że są one bardziej wrażliwe na zmiany popytu w przypadku zmian cen spowodowanych nowymi cłami. Do tego ewentualne wstrzymywanie się Fedu z dalszymi obniżkami stóp procentowych również mocniej odbije się na mniejszych spółkach ze względu na przedłużenie się otoczenia wysokiego kosztu kapitału. W czasach niepewnej przyszłości i dużej niestabilności amerykańskie małe spółki mają przed sobą bardziej wyboistą drogę niż czołowe spółki z głównego indeksu.

– Najbardziej dotkliwe były spadki na indeksie Nasdaq, który miał bardzo silne wzrosty w 2024 r. w związku z inwestowaniem w sztuczna inteligencję, przez co stał się bardziej ryzykownym aktywem – komentuje ekspert XTB. – To właśnie spółki technologiczne mają tendencje, aby mieć dużo wyższe wartości wskaźników fundamentalnych, bo inwestorzy wierzą, że w przyszłości będą miały dużo wyższe dynamiki zysków i przychodów, a gdy rośnie ogólna niepewność, tym bardziej te nadzieje mogą się nie spełnić.

To właśnie spółki technologiczne sektorowo mają największy udział fabryk zagranicznych (nawet do 60%). Jeśli dojdzie do eskalacji wojny handlowej i ograniczeń w przepływie kapitału i produktów pomiędzy krajami, to spółki amerykańskie będą zmuszone powrócić do USA i dostosowywać się do nowego otoczenia, a to będzie generować dodatkowe koszty. Ryzyko pogorszenia marż tych spółek rośnie.

Inwestorzy zaczęli też pozycjonować się na recesję, gdyby do niej doszło. Przyczyniła się do tego wypowiedź samego Trumpa, choć w wywiadzie nie użył on słowa „recesja”.

– Indeks zaskoczeń jest negatywny, dla inwestorów widmo recesji jest coraz bliższe, choć dane z amerykańskiej gospodarki nie są złe – dodaje T.Turski z XTB. – To ze względu na obawy o recesję zwiększyła się liczba oczekiwanych tegorocznych obniżek stóp procentowych w wykonaniu Fed.

Kontrakty terminowe na akcje w USA odbiły natomiast po tym, jak demokratyczny lider Senatu Chuck Schumer wycofał się z groźby zablokowania republikańskiego projektu ustawy wydatkowej. Na amerykańskich giełdach pojawiło się trochę więcej optymizmu, inwestorzy próbują wyciągnąć wyniki kluczowych indeksów po ostatniej, rekordowej wyprzedaży.

Indeksy na Starym Kontynencie przeżywają renesans. Poza ogólną poprawą sentymentu, kluczową rolę dla dzisiejszego optymizmu zagrała wiadomość o odblokowaniu rozmów o rozluźnieniu polityki fiskalnej w Niemczech.

Zmiany w zarządzie Banku Millennium – Wojciech Rybak i Andrzej Gliński rezygnują

Wojciech Rybak i Andrzej Gliński, członkowie zarządu Banku Millennium nie będą ubiegali się o powołanie na kolejną kadencję zarządu. Obecną funkcję pełnią do dnia Walnego Zgromadzenia banku, które odbędzie się 27 marca 2025 roku.

Wojciech Rybak pracuje w Grupie Banku Millennium od 1996 roku. Od 2003 roku pełnił funkcję Członka Zarządu Millennium Leasing Sp. z o.o. nadzorującego m.in. sieć sprzedaży, a od 2009 do 2016 roku Prezesa Zarządu Millennium Leasing Sp. z o.o. W latach 2011-2016 członek Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu, w tym w latach 2015-2016 jego Przewodniczący. Od dnia 6 czerwca 2016 roku Członek Zarządu Banku Millennium S.A., a od dnia 3 czerwca 2019 roku do dnia połączenia z Bankiem Millennium S.A. (tj. do dnia 1 października 2019 roku), również Wiceprezes Zarządu Euro Banku S.A.

Andrzej Gliński z Grupą Banku Millennium S.A. jest związany od 2004 roku, początkowo jako Prezes Millennium Leasing Sp. z o.o., a następnie jako Kierujący Obszarem Bankowości Przedsiębiorstw Banku Millennium S.A. W Zarządzie Banku Millennium S.A. od dnia 22 kwietnia 2010 roku. Od początku kariery zawodowej w 1994 roku pracował w sektorze finansowym, w czołowych instytucjach takich jak Bank Handlowy. Od 2021 jest prezesem Związku Pracodawców Instytucji Finansowych w Konfederacji Lewiatan.

– W imieniu Zarządu oraz pracowników Banku Millennium dziękuję Wojciechowi Rybakowi i Andrzejowi Glińskiemu za wieloletnią pracę i zaangażowanie w dynamiczny rozwój naszego banku, który dziś należy do najlepiej ocenianych przez klientów zarówno detalicznych jak i korporacyjnych. Dziękuję za współpracę w Zarządzie w czasach pełnych wyzwań, podczas fuzji z Euro Bankiem, w czasie pandemii, w okresie rozwiązywania trudnych kwestii kredytów frankowych, pracy w planie naprawy w wyniku niespodziewanych i kosztownych wakacji kredytowych. Mimo tych wyzwań, dzięki zaangażowaniu Wojciecha i Andrzeja, zdobywaliśmy nowych klientów, utrzymaliśmy bardzo wysoki poziom satysfakcji klientów, zrealizowaliśmy cele strategiczne i opracowaliśmy ambitną strategię rozwoju banku „Wartość i Wzrost” na lata 2005-28, którą obecnie realizujemy.  Wojciech i Andrzej  przyczynili się do sukcesów banku, ale co dla mnie osobiście istotne,  budowali atmosferę zaufania wśród współpracowników oraz partnerów biznesowych. Bardzo doceniam to, iż na bazie naszego zaufania decyzję o zmianach personalnych podjęliśmy wspólnie – powiedział Joao Bras Jorge, prezes zarządu Banku Millennium.

Rynek pracy w USA słabnie, inflacja nie ustępuje – co zrobi Fed?

Fed najprawdopodobniej powstrzyma się od jakichkolwiek działań na dzisiejszym posiedzeniu, co będzie oznaczać, że główna stopa procentowa w USA wciąż będzie mieścić się w przedziale 4,25-4,5 proc. Pomimo rosnących obaw gospodarczych, inflacja wciąż utrzymuje się powyżej założonego celu. Rynek cały czas zastanawia się w jaki sposób Rezerwa Federalna rozwiąże ten problem

Rynek kontraktów Fed Funds Futures wskazuje, że nie powinno dojść do zmiany parametrów polityki monetarnej na marcowym spotkaniu FOMC. Maj jest aktualnie wyceniany na lekko ponad 30 proc., czerwiec wskazuje 63 proc. a lipiec ok 37 proc. prawdopodobieństwa. Take oczekiwania mają potwierdzenie w ostatnich oświadczenia, że Rezerw Federalna nie spieszy się z decyzjami, a w obecnej bardziej niepewnej sytuacji woli poczekać na dodatkowe dane, zanim podejmie jakiekolwiek działania.

W USA środowisko gospodarcze pogorszyło się od ostatniego posiedzenia styczniowego a niepokój o recesję piętrzy się. To w dużej mierze pokłosie chaotycznej i nieprzewidywalnej polityki gospodarczej Donalda Trumpa. Liczne zapowiedziane podwyżki taryf, z których niektóre szybko wycofano lub odroczono w czasie, doprowadziły do znaczącego spadku zaufania. Przykładem jest ostatni wynik indeksu Uniwersytetu Michigan, który uplasował się na najniższym poziomie od listopada 2022 roku. Jednocześnie mocno rosną oczekiwania inflacyjne. Badane przez tę samą instytucję urosły do 4,9 proc. (krótkoterminowe) oraz do 3,9 proc. (długoterminowe). Również inne ankiety przeprowadzane wśród przedsiębiorstw i konsumentów potwierdzają tę negatywną zmianę nastrojów. Tak słabe postrzeganie perspektyw wpłynie bez wątpienia na wydatki oraz chęci do inwestowania.

Z kolei rynek pracy także zaczyna coraz mocniej zwalniać. Oficjalny wskaźnik bezrobocia urósł do 4,1 proc. Co nadal stanowi stosunkowo niski poziom, jednak szeroka miara osiągnęła pułap 8 proc. w lutym. Dotychczasowe zwolnienia w sektorze publicznym oraz zapowiedzi takiego działania jak na razie nie znalazły odzwierciedlenia w statystykach. W kolejnych miesiącach zapewne sytuacja ulegnie zmianie.

Jeśli chodzi o PKB za I kwarta, tu prawdopodobnie zobaczymy wyraźny spadek. W takim otoczeniu Fed chciałby zacząć reagować, jednak uporczywość inflacji cały czas stanowi zagrożenie. Choć ostatnie dane poznane w minionym tygodniu lekko się obniżyły, efekty działań polityków amerykańskich będą prawdopodobnie widoczne w kolejnych publikacjach.

Rynek będzie zwracał szczególną uwagę na możliwość zmiany w komunikacji banku centralnego. Zaktualizowane prognozy, które poznamy za kilka dni będą szczególnie interesujące. Jeszcze w grudniu zakładano, że stopy procentowe zostaną w tym roku zredukowane o łącznie 50 pb. Jeśli zobaczymy zmianę w stronę bardziej “gołębią” będzie to oznaczać, że Fed coraz bardziej jest zaniepokojony sytuacją w gospodarce.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Rynek maszyn rolniczych w lutym 2025: wzrost rejestracji nowych ciągników i przyczep

670 – tyle nowych ciągników zarejestrowanych zostało w lutym tego roku. To tyle samo, co w styczniu, ale aż o 27 proc. więcej niż w lutym 2024, choć blisko roczna tendencja jest tu wciąż malejąca – odnotowuje w sporządzonym na podstawie danych z CEPiK zestawieniu rejestracji maszyn rolniczych w drugim miesiącu 2025 Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR). Odbicie w górę widać też w rejestracji, a więc de facto sprzedaży, drugiej, podstawowej kategorii nowych maszyn rolniczych, jaką stanowią przyczepy. Liczba ich rejestracji była w drugim miesiącu tego roku o 14 proc. wyższa niż w styczniu i aż o 21 proc. niż w lutym 2024. Rynek maszyn używanych odnotowuje zaś spadek w rejestracji ciągników i wzrost, jeśli chodzi o przyczepy.

Początek 2025 roku przynosi – jak na razie – odbicie w rejestracji nowych maszyn rolniczych, choć – co zaznacza Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) – wyniki te, zwłaszcza w przypadku ciągników, sytuują się poniżej średniej z ostatnich 12 miesięcy która wynosi 724 sztuki.

– W lutym 2025 zarejestrowano 670 nowych ciągników. To właściwie tyle samo, co w styczniu (671), ale aż o 27 proc. – czyli o 142 – więcej niż w drugim miesiącu 2024. W ostatnich 12 miesiącach (03.2024-02.2025) zarejestrowano 8683 ciągników, a w analogicznym okresie roku poprzedniego było ich 10 030. Wtedy też zanotowano 15,5 proc. spadek ich sprzedaży – przeczytać można w sporządzonym na podstawie danych CEPiK zestawieniu PIGMiUR dot. rejestracji maszyn rolniczych w drugim miesiącu tego roku.

Najpopularniejsze marki nowych ciągników w litym 2025

New Holland w lutym, podobnie jak w styczniu, znalazł się na pierwszej pozycji w rankingu – z 109 zarejestrowanymi nowymi ciągnikami tej marki i udziałami rynkowymi 14,4 proc. To o 18 takich więcej maszyn niż w styczniu 2025 roku. Na drugim miejscu jest tu Kubota z 75 zarejestrowanymi nowymi takimi maszynami, zaś na trzecim – Claas z solidnym wzrostem w stosunku do stycznia – 69 do 44. Następne miejsca zajmują Deutz Fahr i John Deere.

Najpopularniejszym modelem nowego ciągnika był New Holland T5.90S, którego zarejestrowano 22 sztuk. Case IH z Vestrum 120 AD8 i sprzedażą w ilości 17  zajął w lutym drugie miejsce. Trzecie zajmuje T5.110 od marki New Holland z 16 zarejestrowanymi ciągnikami.

Zestawienie geograficzne rejestracji nowych ciągników

Województwo mazowieckie utrzymuje pozycję lidera, jeżeli chodzi o ilość zarejestrowanych nowych ciągników. Od początku 2025 roku zarejestrowano ich tu 287, a więc o 37,3 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Na drugim miejscu plasuje się  województwo wielkopolskie, zaś trzecie należy do małopolskiego, gdzie zarejestrowano 141 szt. nowych ciągników. W porównaniu do tego samego okresu poprzedniego roku to wzrost o 36 proc.

Nowe przyczepy – też z odbiciem w górę

Jak zauważa w swoim lutowym raporcie PIGMiUR, podobne „odbicie w górę” widać też w rejestracji, a więc de facto sprzedaży, drugiej podstawowej kategorii maszyn rolniczych, czyli przyczep. W drugim miesiącu tego roku zarejestrowano ich 473. – Wzrost jest większy o niemal 14 proc. względem miesiąca poprzedzającego, oraz 21 proc. w porównaniu do lutego 2024 r. Narastająco w ciągu ostatnich 12 miesięcy zarejestrowanych zostało 5 439 nowych przyczep, co jest jednak wynikiem 12 proc. niższym niż w analogicznym początkowym okresie 2024, kiedy to ilość zarejestrowanych przyczep wyniosła 6077 – podaje lutowy raport PIGMiUR.

Najpopularniejsze marki nowych przyczep

Pozycję lidera w sprzedaży nowych przyczep utrzymuje Pronar z ilością 250 i ponad 28 proc. udziałami w rynku, a także 17 proc. wzrostem sprzedaży w porównaniu do lutego 2024 r. Druga w zestawieniu jest marka Metal-Fach, trzecia – Metaltech. Dalej są Wielton i Joskin.

Używane ciągniki – w dół, przyczepy – dalej w górę

Tak samo, jak twierdzi, interpretować należy lutowe zmiany na rynku wtórnym.

– Tu do czynienia mamy ze spadkiem, i to blisko 15 procentowym, w stosunku do analogicznego okresu 2024 roku – dowiedzieć się można z raportu PIGMiUR dotyczącego rejestracji maszyn z drugiej ręki za luty.

Liderem rynku wtórnego w obecnym roku jest John Deere z udziałami na poziomie 16 proc. Marka ta to lider wśród maszyn używanych w kategorii wiekowych: 11-20 lat z 21 proc. udziałem w rynku. W kategorii ponad 20 lat największy rynkowy udział posiada Massey Ferguson (14,9%). Liderem kategorii 6-10 lat jest marka Fendt z niemal 25 proc. udziałem, natomiast na rynku ciągników używanych w kategorii 3-5 lat liderem jest marka Arbos z 20 proc. udziałem w rynku.

W lutym 2025 roku zarejestrowano 445 przyczep używanych. To o 113 więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. – Oznacza to, że obecnie notujemy wzrost na rynku wtórnym w tym segmencie o nieco ponad 34 proc. – przeczytać można w dokumencie PIGMiUR, co skomentować można, że rosnąca tendencja w rejestracji tej kategorii maszyn używanych trzyma się mocno.

Cła, giełdy i dolar – gospodarcza układanka Trumpa

Niebezpiecznie jest zakładać, że wszystkie decyzje nowej administracji USA są nieskoordynowane i motywowane jedynie niechęcią do demokratów oraz poprzedniej administracji. Może chociaż w niektórych jej szaleństwach kryje się jakaś metoda?

Donald Trump nie pozwolił Amerykanom, rynkom finansowym i całemu światu nie zauważyć, że powrócił do Białego Domu. Co godzinę zmieniające się cła, antagonizowanie najbliższych sojuszników, rekordowa liczba dekretów wydanych w pierwszym miesiącu urzędowania oraz działania Elona Muska, który zwalniał i przywracał do pracy rzesze urzędników, odbiły się szerokim echem nie tylko w mediach, ale i na rynkach finansowych.

Od zaprzysiężenia Donalda Trumpa dolar, rynek akcji i długoterminowe stopy procentowe odnotowały istotne spadki. Inwestorzy początkowo obawiali się ceł, ograniczenia imigracji i cięć wydatków rządowych, ale te obawy szybko przerodziły się w strach przed recesją spowodowaną niepewnością dotyczącą otoczenia ekonomicznego i regulacyjnego.

Na pierwszy rzut oka administracja Trumpa przejęła gospodarkę amerykańską w doskonałym stanie. Wzrost gospodarczy przekraczał długoterminowy trend, rynek pracy był w pełnym zatrudnieniu, a inflacja wracała do normy. Administracja Joe Bidena zapłaciła wysoką cenę za utrzymanie takich parametrów do końca roku wyborczego. Deficyt na poziomie ponad 6 proc. PKB w 2023 i 2024 roku wynikający z kontynuacji programów z czasów pandemii, umorzenia długów studentów, zwiększania zakresu publicznej opieki zdrowotnej, a także rosnącego kosztu obsługi długu przez wyższe stopy procentowe, przyczynił się do wzrostu zadłużenia. Słabnący sektor prywatny także wymagał wsparcia – istotna część nowych miejsc pracy stworzonych w latach 2023 i 2024 pochodziła z inicjatyw rządowych, stanowych i publicznej służby zdrowia.

W jednej z ostatnich wypowiedzi publicznych Donald Trump powiedział: „To jest sztuczny wzrost, to są sztuczne miejsca pracy”. To prawdopodobnie nie jest tylko jego przemyślenie, ale głębsze przekonanie jego administracji, pochodzące zapewne od Scotta Bessenta. Ten były zarządzający funduszami inwestycyjnymi wydaje się być kluczową postacią w kształtowaniu polityki gospodarczej Donalda Trumpa. Choć najprawdopodobniej nie zgadza się on z wieloma decyzjami jego administracji, ogólny kierunek polityki jest zgodny z jego wizją. Sam Bessent zaznaczył w jednym z wywiadów, że następne pół roku to jeszcze nie jest „gospodarka Trumpa”, przygotowując opinię publiczną na trudniejsze czasy. W innym z kolei dodał, że ta polityka (czyli nadmierne wydatki i przerost zatrudnienia w sektorze publicznym) mogłaby być kontynuowana przez rok lub dwa przed jej naturalnym upadkiem.

Obiektywnie rzecz biorąc, sytuacja jest trudna – powolne osłabianie wskaźników makroekonomicznych było widoczne przez cały 2024 rok. Wchodzenie w recesję z 6-proc. deficytem i inflacją niższą niż rok czy dwa temu, ale uporczywie wyższą od celu banku centralnego, byłoby wyzwaniem. Z tego poziomu długu, po uwzględnieniu wpływu automatycznych stabilizatorów, nie ma miejsca na stymulację fiskalną, a z tej inflacji, na stymulację monetarną.

Donald Trump wie, jak wygrywać wybory i zdecydowanie troszczy się o to, jak jest postrzegany. Słaba gospodarka to prosta droga do porażki w obu kategoriach. Jeżeli recesja w ciągu następnych czterech lat jest nieunikniona, może woleć przejść ją teraz i dać republikanom szansę na wygraną za cztery lata, gdy gospodarka znów wejdzie na ścieżkę wzrostu pozostawiając po sobie lepsze wrażenie.

Jeśli taki jest cel, administracja Trumpa potrzebuje niskich stóp procentowych, niskiej inflacji i prowzrostowych reform strukturalnych, które będą fundamentem następnego cyklu. Departament Skarbu w ostatnich latach finansował wydatki rządowe krótkoterminowymi obligacjami. Przez to tylko w 2025 około 9 bln dol. musi być zrefinansowane wraz z dodatkowymi 2 bln dol. na sfinansowanie deficytu. Łącznie, w czasie tej kadencji 17 bln dol. istniejącego dziś długu musi być zrefinansowane – 60 proc. całości.

Emisja długoterminowych obligacji o niskim oprocentowaniu nie tylko poprawi strukturę długu, ale także stanowi najważniejszą część walki z deficytem, w którym w 2024 r. 61 proc. stanowiły odsetki. Działania DOGE i Elona Muska mają na celu przekonanie rynków, że to pierwsza administracja od czasów Billa Clintona, która dostrzega problem długu publicznego. Zakorzenienie tego przekonania może być szczególnie istotne, gdy w czasie spowolnienia deficyt zamiast spadać, wzrośnie.

Zwolnienia w sektorze publicznym, pogarszanie nastrojów przez otwarte komunikowanie nadchodzącego spowolnienia oraz zapowiedzi zwiększenia produkcji ropy i gazu zapewniają, że gdy gospodarka faktycznie zwolni, inflacja nie będzie przeszkadzać Fedowi w stymulacji monetarnej, która będzie jedyną możliwą przy wysokim deficycie. Wydalenie nielegalnych pracowników może z kolei otworzyć miejsca pracy i złagodzić wpływ spowolnienia gospodarczego lub poprawić postrzeganie sytuacji przez wyborców, jeśli deportacje pozostaną jedynie w sferze deklaracji.

W ciągu ostatnich dwóch tygodni rynki zaczęły wyceniać taki scenariusz. Długoterminowe stopy procentowe najpierw zaczęły spadać po zapowiedziach cięć wydatków przez DOGE, a później w oczekiwaniu na słabszą koniunkturę gospodarczą i szybsze cięcia stóp przez Fed spadając o 0,5 pkt proc. w porównaniu do stanu sprzed inauguracji. Rynki surowcowe także zareagowały zgodnie z życzeniami administracji Trumpa – cena ropy spadła do 65 dolarów za baryłkę, czyli do najniższych poziomów od 2021 roku. Ceny akcji na amerykańskich giełdach również spadły, przy czym najbardziej cykliczne spółki odnotowały największe straty, co sugeruje, że inwestorzy zrewidowali w dół swoje oczekiwania dotyczące wzrostu. Jak Donald Trump wielokrotnie zaznaczał, już nie patrzy na ceny akcji tak, jak robił to podczas swojej pierwszej kadencji. Teraz skupia się na rentowności 10-letnich obligacji, a rynki zaczynają w to wierzyć.

Nie oznacza to jednak, że administracja Trumpa gra w wielowymiarowe szachy i każdy jej ruch jest skrupulatnie zaplanowanym krokiem na drodze do wcześniej obranego celu. Zamieszanie z cłami, jak sugerują przecieki z Białego Domu, jest sprzeczne z opinią zdecydowanej większości doradców – tylko prezydent i sekretarz handlu Howard Lutnick (który otrzymał stanowisko za zebranie największych środków na kampanię Donalda Trumpa), są orędownikami ceł, a mimo to one są wprowadzane.

Dla pozycjonowania na rynkach czy prognozowania kolejnych ruchów politycznych niebezpiecznie jest jednak zakładać, że wszystkie decyzje tej administracji są nieskoordynowane i motywowane jedynie niechęcią do demokratów oraz poprzedniej administracji. Może chociaż w niektórych jej szaleństwach kryje się jakaś metoda?

Autor: Grzegorz Parosa

Autor jest Partnerem w funduszu hedgingowym Redwood Grove Capital z siedzibą w Palo Alto w Kalifornii, doktorem nauk społecznych w dyscyplinie ekonomia i finanse, a także członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Inflacja bazowa niższa o 1 punkt procentowy niż prognozy RPP – komentarz prof. Stanisława Gomułki

GUS podał dziś, że wskaźnik ceny towarów i usług konsumpcyjnych, który w lutym 2025 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem roku ubiegłego wzrósł o 4,9 proc.

 

Główny ekonomista BCC prof. Stanisław Gomułka podkreślił, że – to ta informacja jest istotna i wskazuje, że inflacja bazowa jest o około 1 punkt procentowy niższa niż zakładała RPP i prezes NBP.

 

Wzmacnia to prognozy, że w najbliższych kwartałach pojawi się możliwość obniżenia referencyjnej stopy procentowej NBP. Zwracam uwagę, że nadal mamy dwa czynniki podtrzymujące presję inflacyjną tj.: wciąż wysokie tempo wzrostu płac w gospodarce narodowej oraz luźną polityka fiskalną rządu.

 

Według EUROSTATU relacja długu publicznego prawdopodobnie przekroczy w tym roku 60 procent i będzie to jeden z najwyższych poziomów w okresie ostatnich 30 lat. 

Na te czynniki zwracała uwagę także RPP decydując się na utrzymywanie stóp procentowych na stałym poziomie.

Niepewność na rynkach napędza hossę złota. NBP zwiększa rezerwy do rekordowych poziomów

Rynek złota w pierwszych miesiącach roku wykazuje niezwykłą dynamikę, osiągając – do tej pory kilkunastokrotnie – historyczne maksima cenowe. W piątek, 14 marca, kruszec wzbił się ponad poziom 3000 dolarów za uncję, co oznacza, że już w tym momencie przekroczył pułap zakładany przez analityków jako cel na cały 2025 rok.

Ta bezprecedensowa hossa na rynku metali szlachetnych wynika z narastającej niepewności gospodarczej i geopolitycznej na świecie, które sprawiają, że złoto staje się coraz bardziej atrakcyjną formą zabezpieczenia. Analitycy wskazują kilka kluczowych czynników napędzających wzrost cen królewskiego kruszcu:

  • Niepewność w gospodarce amerykańskiej – retoryka administracji prezydenta Donalda Trumpa o możliwej recesji wprowadza chaos na rynkach finansowych. Największe banki inwestycyjne, w tym Goldman Sachs, JP Morgan i Bank of America, podniosły swoje prognozy prawdopodobieństwa jej wystąpienia w USA.
  • Wojny handlowe – eskalacja wojen celnych, szczególnie między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską, a także napięcia handlowe USA z Chinami, Kanadą i Meksykiem, dodatkowo zwiększają niepokój inwestorów.
  • Zakupy banków centralnych – instytucje państwowe kontynuują akumulację złota. Narodowy Bank Polski w lutym 2025 r. zakupił kolejne 29 ton kruszcu, zwiększając swoje rezerwy do poziomu blisko 480 ton.
  • Polityka monetarna – niepewność co do kierunku polityki stóp procentowych głównych banków centralnych, w tym amerykańskiego Fedu, który może wrócić do polityki cięć stóp procentowych w obliczu spadającej inflacji i groźby recesji.
  • Napięcia geopolityczne – trwające konflikty zbrojne, w tym sytuacja na Ukrainie, oraz rywalizacja gospodarcza między USA a Chinami dodatkowo zwiększają zainteresowanie inwestorów bezpiecznymi przystaniami.

3500 USD/oz realne jeszcze w tym roku

Analitycy Macquarie Group przewidują, że cena złota może osiągnąć w tym roku nawet 3500 dolarów za uncję. Jest to prognoza znacznie bardziej optymistyczna niż wcześniejsze szacunki głównych banków inwestycyjnych, które mówiły o poziomie 3000-3300 USD. Goldman Sachs prognozuje cenę w okolicach 3300 USD, podczas gdy Citibank przewidywał szybkie osiągnięcie poziomu 3000 USD, co właśnie się realizuje.

Banki centralne na całym świecie kontynuują zakupy złota, co dodatkowo wspiera wzrost cen. W lutym Narodowy Bank Polski nabył kolejne 29 ton złota, zbliżając polskie rezerwy do poziomu 500 ton, czyli założonego przez zarząd NBP celu, jakim jest posiadanie 20% polskich rezerw walutowych właśnie w królewskim metalu. W całym 2024 roku nasz bank kupił 90 ton kruszcu, w ciągu pierwszych dwóch miesięcy 2025 roku – już ponad 30 ton.

Kiedy NBP obetnie stopy?

Warto dodać, że prezes NBP, Adam Glapiński, podczas konferencji prasowej zaznaczył, że nie widzi przestrzeni do obniżek stóp procentowych w najbliższym czasie, co ma istotny wpływ na lokalny rynek złota. Inaczej widzą to bankierzy, którzy spodziewają się cięcia stóp w Polsce w nadchodzących miesiącach.

Bank Millennium stawia na lipiec tego roku, ING Bank Śląski skłania się ku wrześniowi, z kolei według analityków Goldman Sachs całkiem spore obniżki, wynoszące prawie 2%, mogą nastąpić w Polsce na przełomie czerwca i lipca 2025 roku, czyli zaraz po wyborach prezydenckich w naszym kraju.

Złoto bezpieczną przystanią dla kapitału

Rynek złota znajduje się w dynamicznej fazie wzrostu, napędzanej niepewnością geopolityczną, obawami o recesję i działaniami banków centralnych. Analitycy podkreślają, że w perspektywie długoterminowej kruszec pozostaje atrakcyjną opcją inwestycyjną, zwłaszcza w obliczu niestabilnej w skali globalnej sytuacji ekonomicznej.

Trend wzrostowy cen złota może utrzymać się jeszcze przez dłuższy czas. Inwestorzy powinni zatem uważnie śledzić dalszy rozwój sytuacji, zwłaszcza w kontekście decyzji amerykańskiej Rezerwy Federalnej dotyczących stóp procentowych oraz polityki gospodarczej USA i Unii Europejskiej.

Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

USA, Chiny, Wielka Brytania – rynki czekają na kluczowe posiedzenia banków centralnych

W nadchodzących dniach czeka nas kumulacja posiedzeń banków centralnych. Tydzień zaczynamy jednak spokojnie. Poniedziałek przynosi kolejne niższe odczyty rodzimej inflacji oraz kolejne obawy o konsumenta w USA.

Będzie wiało…

Rynek dalej w największym stopniu skupia się na czynnikach geopolitycznych, zwłaszcza że – oprócz dobrze znanych gorących tematów – wciąż pojawiają się nowe. Jak choćby wymiana ognia między USA a Huti. W tym tygodniu będziemy mogli jednak wrócić trochę do korzeni i znowu skupić się na czynnikach bardziej ekonomicznych. W środę i czwartek czeka nas prawdziwy zalew spotkań banków centralnych w: Japonii, Wielkiej Brytanii, Chinach, USA, Szwecji i Szwajcarii. Co prawda analitycy oczekują ruchu banków centralnych tylko w dwóch z wymienionych krajów, co nie oznacza, że na pozostałych frontach będzie nudno. Prawie na pewno koszt pieniądza zostanie obniżony w Szwajcarii, co będzie oznaczało zejście do pułapu 0,25%. Trzeba przyznać, że szybko poszło Helwetom wracanie w okolice zera. Drugim bankiem, który zmieni stopy procentowe, jest PBOC. Co prawda oficjalny konsensus rynkowy zakłada bierność Chińczyków, jednak w ostatnich godzinach na rynek trafił szeroki strumień plotek i domysłów, że jednak coś się w Chinach wydarzy.

Ciekawie będzie też w Wielkiej Brytanii, gdzie spodziewamy się utrzymania kosztu pieniądza na poziomie 4,5%. Jednak, według wszelkich znaków, nie będzie jednomyślności podczas głosowania, więc już sam rozkład głosów może być przyczynkiem do mocniejszych ruchów na funcie. Równie ciekawie będzie u głównego rozgrywającego, czyli w FED. Tutaj także analitycy są zgodni, że stopa procentowa pozostanie niezmieniona, ale rozkład akcentów będzie bardzo uważnie analizowany. Jeszcze tydzień temu szanse na majowe cięcie wynosiły prawie 50%, obecnie są już dwukrotnie mniejsze. Znając Powella i jego styl wypowiedzi, można oczekiwać, że w tym tygodniu jeszcze mocniej zanurkują.

… ale nie dzisiaj

Emocje jednak dopiero przed nami, bo poniedziałkowa sesja nie dostarcza zbyt wielu wrażeń. Główna para walutowa co prawda rośnie, ale robi to w bardzo subtelny sposób. Pozostajemy na niej przyklejeni do poziomu 1,09$ i wydaje się, że na wyraźniejsze ruchy będziemy musieli poczekać co najmniej do środy. Podobnie zachowuje się złoty – kurs euro stabilizuje się przy 4,19 zł, a dolara wokół 3,84 zł. Lokalnie dziś dostaliśmy odczyt o inflacji bazowej za styczeń i luty. Ta niecodzienna podwójność odczytu wynika z aktualizacji koszyka inflacyjnego. W obu przypadkach przyniosła ona spadek dynamiki cen. W styczniu odnotowaliśmy rezultat 3,7% rdr, a wynik za luty wyniósł 3,6%. Jednocześnie w prasie pojawił się wywiad z członkiem RPP Cezarym Kochalskim, w którym zasugerował, że zbliża się termin rozpoczęcia dyskusji o cięciu stóp.

Globalnie warto zwrócić uwagę na odczyt o sprzedaży detalicznej w USA. Ta potwierdziła, że amerykański konsument nie ma najmocniejszych kart (kredytowych) na ręce. Odczyt wyniósł 3,1% i był wyraźnie niższy od rezultatu za styczeń. Dzisiejszy wynik może potwierdzać teorię, że działania, które mają podnieść efektywność w administracji federalnej, mogą skutkować potencjalnymi problemami – na rynku pracy oraz w wydatkach konsumentów.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Taniej na fakturze, nie zawsze oznacza taniej w praktyce! Jak kupować materiały opakowaniowe i nie stracić?

Może się wydawać, że zakup materiałów opakowaniowych to nic skomplikowanego – folia stretch, pianka polietylenowa, taśmy pakowe – zamawiasz, ile potrzebujesz i tyle. Tymczasem to obszar, w którym można zarówno wygenerować spore oszczędności, jak i wpaść w kilka pułapek, tracąc czas i  pieniądze. Na co warto zwrócić uwagę, w trakcie zbierania i analizowania ofert? Oto 5 praktycznych podpowiedzi!

Folia stretch – sprawdzaj, czy porównujesz jabłka do jabłek!

Folia stretchFolię strech dzielimy na ręczny i maszynowy. Może ona mieć różne kolory, grubość i szerokość. Możesz zamówić także wersję mini.

Nie każdy jednak zwraca uwagę na to, że folia stretch występuje w wersji z lekką gilzą, ciężką gilzą lub – co popularne ostatnimi czasy – bez gilzy. Jakie to ma znaczenie?

Ogromne! Bo wpływa na to, ile realnie otrzymasz materiału, tj. ile na rolce będzie folii.

Folia stretch sprzedawana jest w kilogramach (per rolka). Możesz zatem zamówić np.  100 rolek 3-kilogramowych. Czy to oznacza, że kupujesz 300 kilogramów folii stretch? Nie, bo klasyczna folia stretch nawinięta jest na tubę (gilzę), która również ma swoją wagę np. 0,25 kg czy 0,75 kg.

I to jest w porządku, bo każda klasyczna folia stretch nawinięta jest na gilzę, ale zwrócenie uwagi na wagę netto (bez gilzy) i brutto (z gilzą) ważne jest, gdy porównujesz ceny materiału u różnych dostawców. Wystarczy bowiem chwila, aby wybrać tańszego dostawcę, nie zwracając uwagi na to, że sprzedaje on owszem – taniej, ale materiału netto otrzymujesz mniej, bo gilza w rolce jest cięższa.

Zatem jeśli  kupujesz folię stretch, to oprócz parametrów takich jak szerokość, grubość i kolor, zwróć uwagę na wagę netto i brutto i porównuj ceny właściwych produktów, aby nie stracić. Ciekawą alternatywą jest obecnie folia stretch bezgilzowa, która sprawia, że zawsze wiesz, ile materiału kupujesz, bo zawsze jest to waga netto. Folię taką możesz zamówić w Mac-Graf – u producenta i dystrybutora opakowań z ponad 30-letnim doświadczeniem w branży.

Yardy a metry bieżące – czyli pozornie niewielka różnica w zakupie taśm pakowych

taśma pakowaPodobnie do folii stretch sytuacja ma się w kwestii taśm pakowych i ich nawoju. Choć najczęstszą jednostką długości, którą posługujemy się w życiu codziennym są metry, to w przypadku taśm pakowych możesz trafić na yardy.

1 yard to 0,9144 metra, co często bywa powodem nieporozumień w trakcie zakupów. Gdy szybko rzucasz okiem na asortyment dostawcy i widzisz przy nawoju „60”, to w myślach możesz dodać mb. Gdy jednak okaże się, że to 60 y, to realnie kupujesz 55 mb. Wydawać się może, że to niewielka różnica – raptem 5 metrów bieżących na taśmie. Jednak, gdy kupujesz np. 10 kartonów (360 sztuk taśmy), to otrzymujesz jej o 1800 mb mniej niż myślałeś/aś – a to ponad 32 rolki taśmy o nawoju 55mb! Robi różnicę, prawda?

Kluczowe jest to wtedy, gdy porównujesz ceny. Jeśli jakaś oferta wydaje Ci się niezwykle atrakcyjna – sprawdź, czy na pewno porównujesz metry do metrów lub yardy do yardów!

Rodzaje taśm – akryl nie zawsze się opłaca

Taśma klejąca w mniejszym lub większym zakresie potrzebna jest w każdej branży. W dużych sklepach internetowych zużywa się jej naprawdę wiele, dlatego szuka się najlepszej ceny. I tu należy być ostrożnym z wyborem! Najpopularniejszą i najtańszą taśmą jest taśma z klejem akrylowym. Jednak nie w każdych warunkach sprawdzi się ona w praktyce.

Klej akrylowy jest dość mocny, ale skuteczny w dodatnich temperaturach. W momencie, gdy w magazynie jest zimno (np. jesienią/zimą lub z uwagi na specyfikę magazynowanych produktów – chłodnia), to klej może nie trzymać się zabezpieczanej powierzchni – a to oznacza rozszczelnienie paczek, uszkodzenia w transporcie i reklamacje.

Nawet, jeśli w Twoim magazynie panuje dodatnia temperatura, to należy także zwrócić uwagę na to, w jakich warunkach towar jest transportowany. Jeśli pracownicy pakują paczki w ciepłym magazynie, ale następnie produkty przemierzają długą drogę w środku zimy – istnieje ryzyko, że nie będą właściwie zabezpieczone.

Dlatego zamawiając taśmy pakowe warto wziąć pod uwagę warunki pakowania, warunki transportu paczek, a także powierzchnię do której taśma będzie przyklejana. Często bowiem alternatywy w postaci taśm z klejem solvent lub hot-melt będą droższe w zakupie, ale w praktyce uchronią Cię przed stratami wynikającymi z obsługą reklamacji. Optymalnym rozwiązaniem jest rotowanie taśmami w zależności od pory roku – wiosną i latem akryl, a jesienią i zimą solvent lub hot-melt.

Folia bąbelkowa i pianka PE – w rolce taniej, ale czy efektywniej?

Najszybszym i najtańszym wyborem w przypadku pianki polietylenowej i folii bąbelkowej może się wydawać zakup rolek w wielkościach, którą dostawca zawsze ma na stanie. Łatwo wówczas porównać ceny u różnych dostawców i kupić tam, gdzie oferta jest najlepsza. W teorii ma to sens, ale gdy sięgnie się głębiej, to pojawia się szereg sytuacji, w których dobra weryfikacja systemu pakowania, potrzeb magazynu oraz możliwości dostawcy może przyspieszyć pakowanie, a co za tym idzie zoptymalizować koszt nie tylko na poziomie samego materiału.

Spójrzmy na poniższe przykłady:

  • Kupujesz folię bąbelkową w rolce, którą pracownicy docinają nożykiem na miejscu pakowania, a następnie po owinięciu produktu zabezpieczają taśmą. Jeśli sprzedajesz produkty o zbliżonych wymiarach, to choć w przypadku woreczków z folii bąbelkowej koszty materiału są wyższe, to forma ta znacząco przyspiesza proces. Pracownik nie musi docinać materiału – wystarczy, że włoży produkt do woreczka, a Ty masz kontrolę nad ilością pobieranego materiału. Dodatkowo – gdy wybierzesz woreczki z paskiem kleju, to eliminujesz kolejną operację magazyniera – zaklejanie owijanego produktu. Warto policzyć, czy ta drobna zmiana nie wygeneruje odczuwalnej oszczędności nie tylko na poziomie zużycia materiałów, ale i czasu procesu. Tym bardziej, gdy materiał zamówisz bezpośrednio u producenta np. w Mac-Graf.
  • Kolejną sytuacją jest zamawianie materiału w gotowych rolkach mimo, że za każdym razem kilka centymetrów jest z niej odcinane, aby dopasować ją do produktu. Oznacza to więcej odpadów do przechowywania i utylizacji oraz dłuższy czas pakowania. Wystarczy zamówić materiał na wymiar (zrobisz to u producenta takiego jak Mac-Graf), aby pozbyć się odpadów i płacić za materiał, który realnie zużywasz.
  • Oprócz tego, że rolka pianki PE czy folii bąbelkowej może mieć określone wymiary, to jeśli pakujesz zbliżonej wielkości produkty możesz również zlecić wprowadzenie na nią perforacji. Zabieg ten eliminuje używanie w procesie pakowania nożyka oraz sprawia, że pracownik zużywa określoną ilość materiału (wskazaną odgórnie przez perforacje).

Zbyt wiele warstw materiałów

Ostatnim elementem o którym chcemy wspomnieć, jest warstwowość w procesie pakowania. W części firm jedna warstwa materiałów zabezpieczających nie wystarcza z uwagi na specyfikę produktów np. w branży meblarskiej. Gabaryty, nieregularność kształtów oraz delikatne powierzchnie (lakierowane fronty, tapicerowane kanapy etc.) wymagają specjalnego podejścia. Jednak kupowanie kolejnych i kolejnych warstw tanich materiałów nie sprawi, że proces będzie bardziej efektywny.

Warto przeanalizować, czy części wykorzystywanych w Twoim procesie materiałów nie da się zamienić na inne – np. w branży meblarskiej wiele firm dzięki doradcom z firmy Mac-Graf przeszło z systemu czterowarstwowego (folia przeciwpyłowa – narożniki – tektura – folia LDPE) na system trzywarstwowy (laminat z pianki PE i folii bąbelkowej – narożniki – folia LDPE). W przypadku pakowania dużych mebli, skrócenie czasu pakowania przez eliminację jednej warstwy jest ogromną oszczędnością (przy czym produkty chronione są tak samo dobrze).

Podsumowanie

Powyższe przykłady to tylko część możliwości optymalizacji kosztu procesu pakowania nie tylko na etapie zamawiania materiałów, ale i pracy w magazynie. Warto, aby każdy kto zajmuje się zakupem produktów opakowaniowych, regularnie pytał zarówno swoich dostawców jak i kierowników magazynu o obserwacje dotyczące wykorzystywanych produktów i potencjalne usprawnienia. To pozwoli na efektywniejsze zakupy. I warto pamiętać także o tym, że nie zawsze tańszy w zakupie materiał, to tańszy proces (a zatem realna oszczędność dla firmy).

EY: Inwestorzy stawiają na nieruchomości premium i sektor PRS w 2025 roku

0

Wolumen inwestycji na polskim rynku nieruchomości w 2024 roku osiągnął wartość 4,8 mld EUR, z czego prawie połowa przypada na ostatni kwartał. EY prognozuje wzrost zainteresowania inwestorów nieruchomościami o wysokim standardzie i sektorem najmu instytucjonalnego (PRS) w 2025 roku.

W 2024 roku wolumen inwestycji na polskim rynku nieruchomości wzrósł o około 130% rok do roku. Pod kątem liczby transakcji odnotowano 46% wzrost. Ożywienie inwestycyjne nastąpiło głównie w ostatnim kwartale, kiedy to zainwestowano 2,3 mld EUR. Po spowolnieniu w drugiej połowie 2023 roku, rynek nieruchomości wykazuje silne oznaki ożywienia – wynika z najnowszej odsłony The Polish Real Estate Guide 2025 firmy EY.

Wzrost średniej wartości transakcji odzwierciedla poprawę nastrojów inwestorów, szczególnie z krajów europejskich, których udział w wolumenie transakcji był na poziomie powyżej 50%. To potwierdza, że Polska nadal utrzymuje swoją atrakcyjność inwestycyjną, będąc postrzeganą jako rynek dojrzały, stabilny i rozwinięty – podkreśla Anna Kicińska, Partnerka EY, Liderka Grupy Rynku Nieruchomości.

Dominującymi rynkami pod względem wolumenu transakcji były rynki biurowy i handlowy, z kilkoma znaczącymi transakcjami takimi jak budynek biurowy UNIT, centrum handlowe Silesia City Center czy Magnolia Park. Coraz większe znaczenie ma rynek PRS (Private Rented Sector – najem instytucjonalny mieszkań), biorąc pod uwagę odnotowany w 2024 roku udział w rynku transakcyjnym.

Oczekujemy w 2025 roku wzrostu zainteresowania inwestorów nieruchomościami o wysokim standardzie i projektami PRS. Rosnące zainteresowanie i gotowość do konkurowania o nieruchomości wysokiej jakości sugerują zwiększoną aktywność w tym segmencie, przyciągając inwestorów poszukujących stabilnych i długoterminowych inwestycji – wskazuje Anna Kicińska.

Elementem, który stanie się niezbędny przy podejmowaniu decyzji dotyczących realizacji inwestycji czy zakupu nieruchomości na rynku, będzie kwestia spełniania wymogów ESG (Environmental, Social and Governance). Działania w kierunku zeroemisyjności staną się kluczowe zarówno dla deweloperów jak i inwestorów, ale również dla banków finansujących rynek nieruchomości oraz docelowych użytkowników powierzchni -– wskazują eksperci EY w raporcie.

Zielone nieruchomości

Standardy ESG (Environmental, Social and Governance) stają się coraz bardziej istotne dla firm, wpływając znacząco na ich procesy decyzyjne z naciskiem na osiąganie korzyści środowiskowych i finansowej rentowności.

Inwestycje w zrównoważone, efektywne energetycznie nieruchomości stały się nieodłącznym elementem rynku, oferując inwestorom przestrzeń do wzrostu wartości i odporności aktywów. Procesy due diligence koncentrują się obecnie także na efektywności energetycznej, dekarbonizacji, zgodności z przepisami oraz czynnikach społecznych i środowiskowych – podkreśla Łukasz Jarzynka, Partner EY Polska, Lider Zespołu Audytu Grupy Rynku Nieruchomości.

Największym wyzwaniem na rynku nieruchomości jest osiągnięcie neutralności węglowej. Niestety, w wielu przypadkach działania w kierunku neutralności węglowej może nie być opłacalne. W dłuższej perspektywie, tam gdzie nie będzie to wykonalne, budynki staną się puste lub zostaną zburzone – wskazuje raport EY.

Zmiany prawno-podatkowe

Raport zwraca również uwagę na planowane zmiany w zakresie planowania przestrzennego na rok 2026, które znacząco wpłyną na rynek budowlany. Samorządy będą zobowiązane do przyjęcia nowych planów ogólnych, mających na celu uczynienie procesów inwestycyjnych bardziej przejrzystymi i efektywnymi. Jest również szansa na wprowadzenie REIT, czyli Real Estate Investment Trust, typu spółki inwestycyjnej specjalizującej się w posiadaniu, zarządzaniu lub finansowaniu dochodowych nieruchomości, oferującej inwestorom możliwość uczestnictwa w portfelu nieruchomości przy jednoczesnym korzystaniu z preferencyjnego opodatkowania.

Rynek nieruchomości w Polsce przechodzi istotną transformację, kładąc nacisk na ekologię i efektywność energetyczną. Jako EY, pomagamy naszym klientom dostosować się do tych zmian, oferując kompleksowe usługi doradcze – dodaje Anna Palczewska, Senior Manager, Zespół Prawny Grupy Rynku Nieruchomości.

Na stabilny rynek nieruchomości wchodzi też szereg nowinek technologicznych, które mogą zmienić oblicze branży. Jedną z nich jest Property Technology (PropTech), umożliwiający wykorzystanie technologii informatycznych na każdym etapie cyklu życia nieruchomości. Globalny rynek PropTech był wyceniany na 30,16 miliarda USD w 2022 roku, z prognozowanym rocznym wskaźnikiem wzrostu na poziomie 16% w latach 2023–2032.

Technologia PropTech jest przyszłością rynku nieruchomości. Prognozy wskazują, że rozwiązania PropTech oparte na sztucznej inteligencji zrewolucjonizują rynek komercyjny, czyniąc procesy związane z posiadaniem, wynajmem i zarządzaniem nieruchomościami bardziej efektywnymi i skutecznymi – mówi Mikołaj Bokowy, kierujący Grupą Podatkową Rynku Nieruchomości.

O raporcie
The Polish Real Estate Guide 2025 to kolejna edycja dorocznej analizy rynku nieruchomości w Polsce, przygotowywanej przez ekspertów Grupy Rynku Nieruchomości EY. Raport skupia się na kluczowych trendach i prognozach rynkowych we wszystkich sektorach wraz z obszerną prezentacją najważniejszych zmian związanych z podatkami, prawem i audytem, które mają wpływ na graczy na rynku nieruchomości. Tegoroczna edycja porusza zagadnienie zrównoważonego rozwoju, zielonej transformacji i standardów w sektorze nieruchomości. Ponadto dostarcza wskazówek dotyczących priorytetowych obszarów i ryzyk związanych z całym cyklem funkcjonowania nieruchomości.

Nie możemy już ufać sztucznej inteligencji. Rosyjska dezinformacja obecna jest już nawet w narzędziach AI

W dobie dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji coraz więcej uwagi przyciąga problem dezinformacji. Niedawna analiza przeprowadzona przez NewsGuard wykazała, że aż 33% przekazywanych treści przez popularne systemy AI jest wynikiem propagandy rosyjskiej, co rodzi poważne konsekwencje dla bezpieczeństwa informacji i stabilności procesów demokratycznych.

Sieć Pravda została uruchomiona tuż po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku. Od tego czasu dynamicznie się rozwija, korzystając z około 150 domen do rozpowszechniania treści w dziesiątkach języków. Według raportu American Sunlight Project, sieć publikuje średnio 20 273 artykuły co 48 godzin, co przekłada się na około 3,6 miliona publikacji rocznie.

Analiza przeprowadzona przez NewsGuard ujawniła, że sieć Pravda rozpowszechniała ponad 200 fałszywych informacji. Przykładami takich fake-newsów są doniesienia o tajnych laboratoriach biologicznych Stanów Zjednoczonych na terytorium Ukrainy, czy wykorzystaniu przez Wołodymira Załeńskiego pomocy finansowej dla Ukrainy na zakup posiadłości w Niemczech, którą miał w przeszłości odwiedzać… Adolf Hitler.

Fałszywe przekazy wpływają na sposób, w jaki systemy sztucznej inteligencji przetwarzają i prezentują informacje. Modele AI, takie jak Chat GPT, Copilot czy Gemini, uczą się na podstawie ogromnych zbiorów danych z internetu, są zatem narażone na wpływ dezinformacji, co może prowadzić do poważnych zaburzeń w przekazywaniu rzetelnych informacji.

Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce, podkreśla, że dezinformacja rozprzestrzeniana przez sieć Pravda ma potencjał destabilizacji procesów demokratycznych. – Jeśli narzędzia generatywnej sztucznej inteligencji będą powielać narracje dezinformacyjne, mogą wpływać na opinię publiczną i decyzje wyborcze bez świadomości użytkowników. W związku z tym istnieje pilna potrzeba wprowadzenia skutecznych mechanizmów filtrowania, które umożliwią wykrywanie i wykluczanie źródeł dezinformacji z danych treningowych modeli AI – uważa ekspert Check Pointa.

Sprawa dezinformacji nie dotyczy jedynie technologii, ale ma także wymiar społeczny i polityczny. Z danych opublikowanych przez EUvsDisinfo Lab oraz Światowe Forum Ekonomiczne (WEF) wynika, że Polska jest jednym z krajów najbardziej narażonych na kampanie dezinformacyjne, a szczególnie na wpływy rosyjskiej propagandy, zwłaszcza w okresie przed wyborami prezydenckimi 2025. W ciągu ostatnich 10 lat Polska doświadczyła 1,443 przypadków kampanii dezinformacyjnych, a według raportu Financial Times, liczba przypadków fałszywych informacji i deepfake’ów w Polsce wzrosła o 100% w 2024 roku. W ramach walki z dezinformacją istotne jest podnoszenie świadomości społecznej, przekazywanie wiedzy na temat mechanizmów działania dezinformacji, jej celów oraz sposobów radzenia sobie z manipulacją informacyjną. Proces ten wymaga nie tylko technologicznych innowacji, ale także szeroko zakrojonej współpracy między krajami, organizacjami międzynarodowymi oraz sektorem technologicznym. Transparentna wymiana informacji oraz wspólne wysiłki w monitorowaniu kampanii dezinformacyjnych są kluczowe, aby przeciwdziałać zagrożeniom wynikającym z manipulacji danymi.

„Przepaść” – ceny na rynku deweloperskim odjeżdżają od cen na rynku wtórnym

„Przepaść” – rosną różnice w cenach między rynkiem wtórnym, a pierwotnym.

I kwartał roku 2025 powoli zbliża się do końca. Rząd RP nie wprowadził w życie żadnego, nowego programu wsparcia dla konsumentów planujących zakup nieruchomości, a popyt ze strony konsumentów utrzymał się na niskim poziomie, choć potrzeby związane z zakupem nieruchomości nadal są gigantyczne. Eksperci zauważają jednak trendy, które zwiastują, że ceny na rynku nieruchomości mogą niebawem się zmienić. – Rynek wtórny obniża ceny, a deweloperski twardo stoi na stanowisku, że obniżki w tym momencie nie są dobrym pomysłem. Mamy do czynienia z sytuacjami, że różnica cen ofertowych na rynku pierwotnym, a deweloperskim w niektórych miastach wynosi już średnio ok. 4 tysiące złotych za metr kwadratowy. W przypadku cen transakcyjnych można spodziewać się, że te różnice będą jeszcze większe – przyznaje Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Deweloperzy nie chcą schodzić z ceny

Polaryzacja cen między rynkiem wtórnym, a deweloperskim od czasu do czasu zdaje się być bardziej widoczna. W ostatnim czasie wyraźne wskaźniki odnotowano w 2022 i 2023 roku, gdy mieszkania z rynku wtórnego podrożały, bo to nimi zainteresowane były osoby z Ukrainy kupujące nieruchomości w Polsce oraz beneficjenci programu „Bezpieczny kredyt 2%”. Potem ceny nieco się zrównały, a teraz znów widać zróżnicowanie.

– To dowód na to, że deweloperzy nie zamierzają obniżać cen, a jednocześnie na to, że osoby sprzedające na rynku wtórnym są gotowe do negocjacji – przyznaje Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

W jakich miastach różnica w cenach na rynku pierwotnym i wtórnym jest najbardziej widoczna? Eksperci przyznają, że im większe miasto, tym różnice są bardziej widoczne i przemawiają za rynkiem wtórnym.

– Przykładem może być Szczecin, gdzie średnia cena na rynku deweloperskim przekracza 12,2 tyś złotych za metr kwadratowy, a na rynku wtórnym ta kwota jest na średnim poziomie około 8700 złotych za metr kwadratowy. Różnica to więc 3500 tyś. zł. To ogromny argument przemawiający za zakupem mieszkania na rynku wtórnym. W innych miastach sytuacja jest podobna. W Łodzi na rynku deweloperskim cena ofertowa za metr zaczyna się na poziomie około 12 tysięcy, a na rynku wtórnym na poziomie około 9 tysięcy złotych, nawet w najdroższym w Polsce Krakowie różnica w cenach na rynku wtórnym i pierwotnym oscyluje w granicach około 3 tysięcy złotych. To jest przepaść – mówi Mirosław Król.

„Nie na spokoju na rynku nieruchomości”

Eksperci zwracają uwagę na jeszcze jedną tendencję – na rynku wtórnym różnica między cenami ofertowymi, a realnym kosztem zakupu jest znacznie większa niż w przypadku rynku deweloperskiego. Mirosław Król przekonuje, że to może powodować, że osoby chcące oszczędzić na zakupie mieszkania przeniosą swoją uwagę na rynek wtórny.

– Oczywiście wszystko zależy od miasta, standardu wykończenia i lokalizacji, ale ja rynku wtórnym negocjowanie z właścicielem mieszkania nie jest w złym tonie. Czasem kwoty upustu mogą sięgać nawet około 10-15%, a zdarzają się przykłady, że jest to 20%. Na rynku deweloperskim owszem zdarzają się promocje, ale deweloper chętniej da nam voucher na wystrój wnętrza czy miejsce parkingowe w cenie mieszkania niż obniży cenę metra kwadratowego – mówi Mirosław Król.

– Osoby sprzedające mieszkania na rynku wtórnym mają w tym momencie chaos w głowach. Z jednej strony wystawiają mieszania na sprzedaż w obawie przed jeszcze większymi obniżkami cen, ale z drugiej jeżeli w życie wejdzie program „Pierwsze klucze” to właśnie ceny na rynku wtórnym podskoczą do poziomu oscylującego w granicach 10 tysięcy złotych za metr kwadratowy jeżeli mieszkania są tańsze. Nie ma spokoju na rynku nieruchomości – dodaje Mirosław Król.

Eksperci I kwartał roku 2025 oceniają jako lepszy niż I kwartał roku 2024, ale do ożywienia na rynku nieruchomości jeszcze daleko.

Rekordowa aktywność najemców na krakowskim rynku biurowym

  • IT i finanse napędzają popyt – główne sektory wynajmujące biura w Krakowie
  • Nowa podaż biur w Krakowie na rekordowo niskim poziomie – deweloperzy wstrzymują inwestycje
  • Renegocjacje dominują – 58% popytu na biura w Krakowie to przedłużenia umów

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w Krakowie”, ubiegły rok upłynął pod znakiem rekordowej aktywności najemców, którzy w większości decydowali się na pozostanie w dotychczasowych lokalizacjach. Świadczy o tym 58-procentowy udział renegocjacji w całkowitym popycie odnotowanym w Krakowie w ubiegłym roku. Z kolei deweloperzy nadal uzależniają rozpoczęcie budowy kolejnych biurowców od zabezpieczenia inwestycji umowami przednajmu. Dzięki wciąż stosunkowo dużej ilości niewynajętej powierzchni w istniejących budynkach biurowych najemcy mogą stosunkowo łatwo znaleźć odpowiednie dla siebie biuro w dogodnej lokalizacji.

W 2024 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Krakowie przekroczyły 1,83 mln mkw., co oznacza wzrost o zaledwie 1,3% w ujęciu rocznym. W tym czasie deweloperzy oddali do użytku niecałe 24 100 mkw. biur, czyli o ponad 75% mniej niż rok wcześniej i najmniej w historii krakowskiego rynku biurowego. Za ponad połowę nowej podaży odpowiadał budynek C o powierzchni 13 000 mkw., wybudowany w ramach kompleksu biurowego Brain Park. Był to jednocześnie jedyny ukończony w ubiegłym roku krakowski biurowiec o powierzchni powyżej 10 000 mkw.

– W 2025 roku deweloperzy zapowiadają wybudowanie niecałych 10 000 mkw. – najmniej od początku prowadzenia statystyk. Z kolei większość obecnie realizowanych projektów zostanie oddana do użytku najwcześniej na początku 2026 roku. Znaczna ilość dostępnej powierzchni biurowej w istniejących biurowcach oraz niemal 60-procentowy udział renegocjacji w całkowitym popycie odnotowanym w ubiegłym roku sprawiają, że aktywność deweloperska utrzymuje się na niskim poziomie – mówi Patryk Kowalkowski, Doradca, Newmark Polska.

Obecnie w budowie pozostaje nieco ponad 51 000 mkw. – to prawie o 128% więcej niż w 2023 roku, ale przeszło 45% mniej w porównaniu ze średnią pięcioletnią, wynoszącą ponad 93 000 mkw. Ponad połowa (52%) realizowanych inwestycji biurowych znajduje się w Centrum, a pozostałe 48% w strefie Południowy Wschód.

W 2024 roku aktywność najemców osiągnęła najwyższy poziom w historii krakowskiego rynku. Całkowity popyt wyniósł prawie 267 000 mkw., co oznacza wzrost o niemal 33% w porównaniu z 2023 rokiem i o ponad 36% względem średniej pięcioletniej (ok. 196 000 mkw.). Ponadto w 2024 roku Kraków odpowiadał za ponad 37% wszystkich umów podpisanych na głównych rynkach regionalnych w Polsce. Dla porównania, na Wrocław, który zajął drugie miejsce, przypadło niecałe 21% całkowitego wolumenu transakcji.

– Kraków nadal cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem firm z sektora nowoczesnych usług dla biznesu oraz nowych technologii. W 2024 roku branża IT odpowiadała za 31% całkowitego popytu, a kolejne miejsca zajęły firmy z sektora finansowego (18%), produkcyjnego (14%) i usług dla biznesu (12%). W 2024 roku w Krakowie w strukturze popytu dominowały renegocjacje umów, których udział sięgnął 58%. Nowe umowy stanowiły 37%, a umowy na potrzeby własne oraz ekspansje odpowiadały za odpowiednio 3% i 2% – mówi Anna Madejska, Doradca, Newmark Polska.

W ubiegłym roku nie odnotowano żadnych umów przednajmu, które mogłyby stanowić dla deweloperów istotny sygnał do rozpoczęcia realizacji nowych inwestycji biurowych.

W 2024 roku wskaźnik pustostanów na krakowskim rynku biurowym utrzymywał się na wysokim poziomie. Na koniec grudnia wyniósł 19%, co oznacza wzrost o 0,1 p.p. w porównaniu z trzecim kwartałem 2024 roku, ale spadek o 0,8 p.p. rok do roku. W istniejących biurowcach najemcy mają do dyspozycji ponad 347 200 mkw. wolnej powierzchni biurowej. W kolejnych kwartałach spodziewany jest stopniowy spadek wskaźnika pustostanów, głównie ze względu na ograniczoną podaż nowych biur.

– Czynsze za wynajem powierzchni biurowych w Krakowie pozostawały na stabilnym poziomie w całym 2024 roku. Na koniec grudnia miesięczne stawki mieściły się w przedziale od 13,50 do 15,00 euro za mkw. Najwyższe, sięgające nawet 15,50-17,50 euro, odnotowano w Centrum. Największym zainteresowaniem najemców niezmiennie cieszą się budynki biurowe zlokalizowane w dogodnych lokalizacjach oraz wyposażone w nowoczesne rozwiązania technologiczne – dodaje Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Polska przestała być tanią lokalizacją dla inwestycji w sektorze SSC/ BPO

Polski sektor nowoczesnych usług dla biznesu przestał być dla inwestorów tani, lecz umacnia swoją renomę rynku oferującego wysoką jakość.

Sektor nowoczesnych usług dla biznesu (BSS) utrzymuje swój istotny udział w polskiej gospodarce. Dynamika wzrostu jest jednak mniejsza, a ten rok raczej nie przyniesie powrotu do poziomu inwestycji sprzed kilku lat. Jak wynika z Raportu płacowego Hays 2025 dla sektora BSS, 79 proc. firm z branży planuje prowadzić rekrutacje, jednak nie zawsze będzie to równoznaczne z tworzeniem nowych miejsc pracy. Zdaniem ekspertów rynku pracy, gotowość do utrzymania dotychczasowego poziomu zatrudnienia jest mimo to dobrym prognostykiem na przyszłość.

  • 79 proc. firm z sektora SSC/ BPO w tym roku planuje rekrutacje, co stanowi odsetek o 4 pkt proc. mniejszy niż przed rokiem.
  • 77 proc. pracodawców w roku 2025 planuje przyznać podwyżki, natomiast w zaledwie 7 proc. przypadków przekroczą one poziom 10 proc.
  • Eksperci wskazują, że trudności, z jakimi obecnie mierzy się polski sektor usług dla biznesu, wynikają przede wszystkim z transformacji tego rynku.

Polska jako lokalizacja inwestycyjna znajduje się w fazie zmian. Szybkie tempo wzrostu płac w ostatnich latach sprawiło, że dla inwestorów tutejszy rynek przestaje być tani. Jednocześnie, chociaż atuty polskich kadr oraz doświadczenie w realizacji wymagających projektów są rozpoznawane przez zagranicznych inwestorów, to kraj wciąż nie ma ugruntowanej, międzynarodowej renomy rynku o wysokiej produktywności. Wraz z niepewnością gospodarczą i geopolityczną, w ostatnim czasie skutkowało to wytrąceniem dynamiki przyrostu inwestycji w sektorze BSS.

Wzrost płac ograniczył konkurencyjność polskiego sektora BSS

Polska od kilku lat znajduje się w procesie transformacji. Przez inwestorów przestaje być postrzegana jako tani rynek, ponieważ koszty – szczególnie pracy – rosną. Jednocześnie wciąż nie ma reputacji kraju droższego, lecz bardzo efektywnego, oferującego najwyższą możliwą jakość oraz bogate zaplecze technologiczne. Sprawia to, że podczas gdy dla jednych inwestorów staje się zbyt droga, to dla innych nie jest jeszcze oczywistym wyborem dla najbardziej zaawansowanych projektów inwestycyjnych.

Dynamiczny wzrost płac w ostatnich latach nadwyrężył możliwości finansowe firm, które w najbliższym czasie będą dążyły do wyrównania różnic wynagrodzeń na stanowiskach specjalistycznych niższego i średniego szczebla. W kontekście stanowisk eksperckich i menedżerskich w branży BSS należy jednak oczekiwać stagnacji płacowej – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz, CEE Executive Director – Enterprise Solutions w Hays.

Czy w 2025 wynagrodzenia pracowników firmy ulegną zmianie?

Perspektywa firm z sektora BSS

0% Wzrosną o ponad 20%
7% Wzrosną o 10-20%
70% Wzrosną o mniej niż 10%
22% Pozostaną bez zmian
1% Zostaną zmniejszone

Źródło: Raport płacowy 2025 – Business Services, Hays Poland

Jak wynika z badania omówionego na łamach Raportu płacowego 2025 Hays Poland dla sektora nowoczesnych usług dla biznesu, w minionym roku wynagrodzenia podniosło 76 proc. firm z branży SSC/ BPO. Mimo że na ten rok podobne plany ma aż 77 proc. firm z sektora, to zaledwie w 7 proc. przypadków podwyżki osiągną poziom 10 proc.

Mniej podstawowych, więcej eksperckich stanowisk w polskich centrach SSC/ BPO

W Polsce realizowanych jest mniej inwestycji, które są silnie skoncentrowane na cięciu kosztów. Zdaniem niektórych firm realizacja takich projektów na polskim rynku przynosi bowiem zbyt małe optymalizacje. W konsekwencji, w ostatnim czasie sektor BSS nie rozwijał się równie szybko, co jeszcze kilka lat temu.

W dłuższej perspektywie, zmniejszenie skali inwestycji opartych na oszczędnościach jest jednak dla Polski korzystne. Nasz sektor usług dla biznesu w większym stopniu powinien koncentrować się na inwestycjach o wysokiej wartości dodanej, zakładających realizację zaawansowanych i wiedzochłonnych procesów biznesowych, tworzenie centrów R&D oraz hubów IT. Elementem, który może wesprzeć transformację Polski, niezaprzeczalnie jest nasz kapitał ludzki, jego dostępność, kompetencje i doświadczenie – zaznacza Łukasz Grzeszczyk, CEE Executive Director – Talent Location Strategy w Hays.

Inwestorzy, którzy zaufali Polsce i ulokowali tutaj swoje centrum usług wspólnych, często decydują się na rozszerzenie działalności, np. o zakład produkcyjny czy centrum R&D. Coraz częściej przenoszą też do polskich centrów stanowiska o międzynarodowym zakresie odpowiedzialności, które realnie wpływają na globalną strategię firm.

Mimo że w polskim sektorze BSS ubywa stanowisk podstawowych, to stale rośnie liczba ról eksperckich. Nic innego nie zobrazuje lepiej drogi, jaką kroczy Polska: od taniego zaplecza biznesowego globalnych korporacji do strategicznej lokalizacji zarezerwowanej dla zadań specjalnych – dodaje Łukasz Grzeszczyk.

Rok 2025 może przynieść ożywienie rekrutacyjne

Pojawiają się pierwsze zwiastuny poprawy sytuacji. Prognozowany na ten rok wzrost gospodarczy może poskutkować ożywieniem inwestycyjnym. Jak wynika z Raportu płacowego 2025 dla sektora nowoczesnych usług dla biznesu, 79 proc. pracodawców z branży planuje rekrutować, a 57 proc. spodziewa się, że pozyskiwanie pracowników będzie przysparzało wyzwań.

Czy w 2025 firma planuje prowadzić rekrutacje?

Perspektywa firm z sektora BSS

79% Tak
21% Nie

Źródło: Raport płacowy 2025 – Business Services, Hays Poland

Chociaż plany rekrutacyjne nie zawsze będą równoznaczne z tworzeniem nowych miejsc pracy, to jednak świadczą o gotowości do utrzymania dotychczasowego poziomu zatrudnienia. W roku 2025 raczej nie powróci tempo rozwoju sprzed 2-3 lat, natomiast poprawa sytuacji wydaje się wysoce prawdopodobna.

Polska nadal jest atrakcyjną lokalizacją dla coraz bardziej zaawansowanych procesów biznesowych. Może skutecznie przyciągać projekty, które obecnie są realizowane w innych państwach, np. Europy Zachodniej. Tutejszy rynek wciąż wyróżnia szeroki dostęp do wysoko wykwalifikowanych, doświadczonych, znających języki obce i wykazujących się dużym zaangażowaniem kadr. Chociaż luka wynagrodzeń pomiędzy Polską i krajami Europy Zachodniej czy Stanami Zjednoczonymi maleje, to rynek ten wciąż oferuje atrakcyjny stosunek jakości do ceny – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz.

O raporcie

Raport płacowy Hays dla sektora nowoczesnych usług dla biznesu jest zestawieniem poziomów wynagrodzeń na ponad 40 stanowiskach, uzupełnionym wnioskami i komentarzami ekspertów oraz wynikami badania na temat rynku pracy, które zostało przeprowadzone pod koniec 2024 r. Raport jest dostępny tutaj.

Czy cła Trumpa naprawdę uczynią Amerykę wielką?

Donald Trump przekonuje, że jego polityka celna ma uczynić Amerykę znów wielką. W rzeczywistości amerykańskie cła prowadzą do wojen handlowych, wywołując napięcia międzynarodowe. Konsekwencje decyzji prezydenta USA odczuje cały świat, ale potężne straty poniosą przede wszystkim konsumenci amerykańscy.

Wprowadzenie ceł przez administrację Donalda Trumpa ma chronić krajowy rynek USA przed międzynarodową konkurencją i pobudzić amerykańską gospodarkę. Na pierwszy rzut oka mogłoby to wydawać się rozsądnym posunięciem, jednak taka polityka celna, choć ma służyć ochronie krajowych interesów, stanie się faktycznie znacznym obciążeniem dla przeciętnego Amerykanina.

Wprowadzenie taryf przede wszystkim przyczyni się do wzrostu cen zagranicznych produktów. Importerzy zmuszeni są do płacenia ceł, co zwiększa koszty ich działalności. Aby zachować rentowność, firmy sprowadzające towary z zagranicy przeniosą rosnące koszty na swoich klientów.

Podwyżek cen na skutek polityki celnej Donalda Trumpa nie wyklucza Walmart, największy sprzedawca detaliczny w USA. Już pod koniec zeszłego roku w wywiadzie dla stacji telewizyjnej CBNC wiceprezes Walmarta John David Rainey przyznał, że cła mogą doprowadzić do podniesienia cen wybranych produktów.

Chociaż po miesiącu prezydentury Donalda Trumpa inflacja w USA w 2025 roku spadła – z 3,0 proc. w styczniu do 2,8 proc. w lutym – to prawdopodobieństwo wzrostu cen w kolejnych miesiącach nadal pozostaje bardzo duże. Ryzyko to nie dotyczy tylko wyrobów importowanych, ale też produkowanych w Stanach Zjednoczonych. Zwiększenie taryf celnych może podnieść ceny zwłaszcza w gałęziach przemysłu, które do produkcji wykorzystują stal i aluminium. Chodzi głównie o przemysł motoryzacyjny oraz elektroniczny i AGD, a także budownictwo, przemysł ciężki i stoczniowy.

Groźba wzrostu cen produktów tych branż wiąże się z wprowadzeniem przez Stany Zjednoczone w środę 12 marca 2025 roku 25-procentowych ceł na stal i aluminium ze wszystkich państw. Jest to powtórka ruchu Trumpa z jego pierwszej kadencji, kiedy to w 2018 roku wprowadził 25-procentowe cła na stal i 10-procentowe na aluminium. Wówczas uderzyły one głównie w amerykańskie firmy motoryzacyjne. Mimo że koncerny kupowały stal głównie na rynku krajowym, cła spowodowały obniżenie podaży i wzrost cen surowców krajowych. W konsekwencji firmy motoryzacyjne odnotowały spadek zysków

Handel międzynarodowy działa w obie strony. Stany Zjednoczone nie są tylko importerem, ale też potężnym eksporterem. Dlatego Komisja Europejska w odpowiedzi na 25-procentowe amerykańskie cła na stal i aluminium zamierza wprowadzić cła odwetowe. Mają one obowiązywać od kwietnia i objąć amerykańskie towary o wartości ok. 26 mld euro. Cła odwetowe z pewnością spowodują zmniejszenie produkcji eksportowej USA i przyczynią się do obniżenia dochodów, tak jak to miało miejsce podczas pierwszej prezydentury Donalda Trumpa. Z badań Departamentu Rolnictwa USA wynika, że tylko w latach 2018-2019 cła odwetowe na amerykańskie produkty rolne i spożywcze spowodowały utratę eksportu o wartości 27 mld dolarów.

Cła na produkty z importu szkodzą także krajowym konsumentom, ponieważ ograniczają dostęp do zagranicznych wyrobów oferowanych po konkurencyjnych cenach. Wprowadzenie taryf celnych prowadzi do zmniejszenia ich podaży, co w konsekwencji przekłada się na wzrost cen także towarów krajowych. W 2018 roku Donald Trump w ramach polityki „America First” wprowadził cła na pralki spoza USA. Doprowadziło to ograniczenia liczby takich urządzeń dostępnych na rynku amerykańskim, a w konsekwencji do wzrostu ich cen o 12 proc.

Chociaż Donald Trump wielokrotnie powtarzał, że „najpiękniejszym słowem w słowniku jest cło”, to protekcjonizm gospodarczy prowadzi do globalnych napięć. Może też przyczyniać się do zubożenia własnych obywateli. Według wyliczeń amerykańskiego think tanku Peterson Institute for International Economics, na skutek wprowadzenia ceł przez administrację Donalda Trumpa przeciętne amerykańskie gospodarstwo domowe straci rocznie ok. 1,2 tys. dolarów.

Autor: dr Paweł Janukowicz

Autor jest doktorem nauk społecznych w dyscyplinie ekonomia i finanse, a także członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Trump straszy Europę, Putin kalkuluje rozejm, Glapiński studzi oczekiwania

Trump kieruje kolejną groźbą w kierunku Europy. Kolejne dane z USA (PPI) nie poprawiły w żaden sposób nastrojów na Wall Street co dało wyraźną przecenę głównych indeksów giełdowych. Dolar zdołał nieznacznie zyskać w stosunku do euro. Złoty nieznacznie zyskał po “jastrzębiej” konferencji prasowej Adama Glapińskiego.

Czwartek przyniósł nowe niepewności w sprawie taryf celnych. Prezydent Trumpa zagroził nałożeniem 200 proc. Cła na europejskie wino, szampana oraz inne napoje alkoholowe. Dodał również, że nie zniesie taryf na stal oraz aluminium, które weszły w życie w tym tygodniu. Nie zamierza również rezygnować z szeroko zakrojonych planów wzajemnych ceł, które mają wejść w życie 2 kwietnia. Rentowności amerykańskich obligacji rządowych obniżyły się a dolar zdołał lekko się umocnić. Nasdaq Composite od swojego historycznego szczyt zdołał już stracić 14 proc. A SP500 ponad 10 proc. , z kolei Dow Jones spadł o 9 proc. dd poziomu ATH. Niepewność związana z taryfami i polityką handlową w ostatnich tygodniach dodatkowo pogłębia obawy dotyczące wzrostu gospodarczego.
Trump w swoim poście na Truth Socila napisał, że Unia Europejska to jedna z najbardziej wrogich i wyzyskujących jednostek podatkowych i celnych na świecie, która powstała wyłącznie po to, żeby wykorzystywać USA. Tak ocenia nałożone przez Europę cło w wysokości 50 proc. na amerykańskie whisky. Uznał, że 200 proc. Taryfy na alkohole ze Starego Kontynentu są wspaniała wiadomością dla amerykańskiego rynku tych produktów.

Z kolei Władimir Putin stwierdził, że chce omówić z prezydentem USA propozycję zawieszenia broni w Ukrainie. Nie poparł jednak 30-dniowego rozejmu i ostrzegł przy tym, że wstrzymanie wojny powinno prowadzić do długoterminowego rozwiązania konfliktu. Trump odpowiedział, że dopóki nie zobaczymy, jaki będzie końcowy rezultat, te deklaracje prezydenta Rosji nic nie znaczą. Dodał, że jeśli agresor nie podpisze rozejmu, będzie to bardzo rozczarowujący moment dla całego świata.

Na krajowym podwórku kluczowa wczoraj była konferencja prasowa Adama Glapińskiego – prezesa NBP. Jego wypowiedzi wybrzmiało mocno “jastrzębio”. Podkreślił, że obecnie nie ma podstaw do obniżek stóp procentowych z powodu wysokiej inflacji. Wskazał, że prognozy zakładają, że powrót do celu nastąpi dopiero w 2027 roku. Takie uwagi wydają się wykluczać możliwość łagodzenia polityki monetarnej przed lipcem lub wrześniem, choć rynek nadal oczekuje cięć w III kwartale tego roku. Prognozy inflacji na 2025 rok zostały lekko skorygowane w dół o 0,5 punktu procentowego natomiast te na 2026 zostały podniesione o 0,8 pp. Dziś kluczowymi danymi z Polski będzie wskaźnik CPI za luty. Konsensus wskazuje utrzymanie się poziomu 5,3 proc. r/r, podobnie jak w styczniu. Pamiętajmy jednak, że dane za luty będą opierać się na nowych wagach koszyka konsumpcyjnego. Kurs EUR/PLN precyzyjnie zareagował na techniczny opór w okolicy 4,2030. Poziom ten jak na razie jest solidną barierą, która ogranicza dalszą deprecjację złotego.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Inflacja niższa od oczekiwań – czy szczyt przypadnie na marzec?

Inflacja konsumencka w lutym 2025 r. wyniosła 4,9 proc. r/r i pozytywnie zaskoczyła względem konsensusu rynkowego kształtującego się na poziomie 5,3 proc. r/r. W ujęciu miesięcznym inflacja konsumencka wzrosła o 0,3 proc. m/m, względem oczekiwań rynkowych na poziomie 0,4 proc. m/m.

Z uwagi na coroczną zmianę wag nastąpiła korekta inflacji konsumenckiej za styczeń 2025 r. do poziomu 4,9 proc. r/r (względem pierwotnych 5,3 proc. r/r). Jesteśmy aktualnie w okresie kształtowania się lokalnego szczytu inflacji, który wydaje się, że przypadnie na marzec, m.in. z uwagi na efekty bazowe związane z przywróceniem 5 proc. VATu na żywność od kwietnia 2024 r. (żywność i napoje bezalkoholowe w lutym 2025 r. zdrożały 6,2 proc. r/r).

Szczegóły kształtowania się ścieżki inflacji poznamy dzisiaj podczas prezentacji projekcji inflacji NBP.

Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Cena złota przebija 3000 USD za uncję

0

Cena złota przebiła historyczny poziom 3000 USD za uncję. Choć bariera ta ma głównie znaczenie psychologiczne, za wzrostami stoją konkretne czynniki – od napięć geopolitycznych, przez kryzys amerykańskiego długu, aż po rosnącą aktywność banków centralnych. Warto podkreślić, że w lutym Narodowy Bank Polski zwiększył swoje rezerwy złota podnosząc udział kruszcu w aktywach rezerwowych kraju do 19,2%. Czy to część globalnego trendu, w którym złoto staje się fundamentem stabilności finansowej. Czy zbliżamy się do nowej ery na rynku metali szlachetnych? Komentarza udzielił ekspert Tomasz Gessner, główny analityk firmy Tavex.

Warto pamiętać, że okolice 3000 USD nie mają technicznie większego znaczenia, a jedynie znaczenie psychologiczne.

Wśród czynników pchających ceny złota w górę, w ostatnim czasie nagromadziło się ich sporo. Od obaw o wynik zapowiadanego audytu amerykańskich rezerw w Fort Knox, przez konsekwencje wojny celnej, kryzysu amerykańskiego zadłużenia i obaw o konieczność zdewaluowania dolara, rozpoczętą właśnie rotację kapitału z rynku akcji do rynku złota, po obawy o intencjonalne doprowadzenie do bessy na rynkach przez obecną administrację w Waszyngtonie, co przez zepchnięcie rentowności obligacji pozwoliłoby jej uplasować 9 bln USD długu w tym roku po niższym koszcie.

Warto także dodać, że Narodowy Bank Polski dokupił w lutym kolejne 29 ton i obecnie jego rezerwy złota wynoszą 480 ton, stanowiąc 19,2% udziału w całości aktywów rezerwowych. Pamiętajmy, że fizyczne złoto jest ubezpieczeniem od poważnych kłopotów w systemie finansowym, nieodpowiedzialności rządzących, utraty siły nabywczej walut czy ryzyk geopolitycznych. Obecnie można odnieść wrażenie, że przynajmniej kilka z tych czynników materializuje się na naszych oczach, stąd takie, a nie inne zachowanie kruszcu.

Produktywność w Polsce rośnie szybciej niż w USA i Europie Zachodniej – raport EY

Wzrost produktywności w Polsce wyniósł 9,6% i był wyższy niż w Stanach Zjednoczonych (7,3%) oraz innych krajach zachodnich w okresie od 2019 do 2024 roku, wynika z analiz EY. Największe przyspieszenie w ostatnich latach można obserwować w sektorze rolnictwa, leśnictwa i rybołówstwa (wzrost o 37,1%) i na rynku nieruchomości (o 35%). EY prognozuje, że do 2027 roku produktywność w Polsce będzie nadal rosła, m.in. dzięki rozwojowi Generatywnej Sztucznej Inteligencji (GenAI).

EY przeanalizował produktywność (liczoną jako PKB na przepracowaną godzinę) pomiędzy 2015 a 2024 rokiem. Analitycy EY bardziej szczegółowo pochylili się nad okresem pomiędzy czwartym kwartałem 2019 a drugim kwartałem 2024 roku. Pomimo początkowego spadku w okresie pandemii, produktywność w naszym kraju wzrosła na przestrzeni całego okresu o 9,6%, Dla porównania – w Stanach Zjednoczonych produktywność wzrosła w tym czasie o 7,3%.

Wypadamy też dużo lepiej niż kraje Europy Zachodniej. W Niemczech produktywność w tym okresie wzrosła o zaledwie 0,7%, w Wielkiej Brytanii o 2%, a we Francji spadła o 1,5 %. Najszybszy wzrost PKB na przepracowaną godzinę obserwowalny był na Malcie (aż 18,7%) oraz na Słowacji (przyrost o 12,3%).

Jakie są przyczyny tak dynamicznego wzrostu produktywności w Polsce?

Wzrost produktywności w Polsce można przypisać w dużej mierze procesowi konwergencji lub bardziej potocznie „gonieniu Europy Zachodniej”. Zasób kapitału po zmianie ustrojowej był u nas niski w porównaniu do państw jak Niemcy czy Francja. Efektywność z jaką pracujemy zaczęła jednak dynamicznie rosnąć, m.in. dzięki możliwości korzystania z zachodnich technologii. Dodatkowo – cała Europa Środkowo-Wschodnia doświadczyła najbardziej wyraźnego wzrostu TFP (Total Factor Productivity) na obszarze Europy, Afryki i Azji Środkowej (EMEA), utrzymując dobre wyniki nawet w obliczu spowolnienia po globalnym kryzysie finansowym.

W Polsce relatywnie szybko rośnie poziom kapitału, nawet przy dość niskiej stopie inwestycji. Spodziewam się jego dalszej akumulacji, ponieważ pod względem absolutnym nasz poziom kapitału wciąż jest wyraźnie niższy niż w krajach Europy Zachodniej. Podobne mechanizmy widzimy w innych państwach regionu, dlatego w ostatnich latach największy wzrost produktywności można zaobserwować m.in. na Litwie, Słowacji czy w Bułgarii, podczas gdy Francuzi, Niemcy czy Włosi borykają się ze stagnacją i spadkami – mówi Marek Rozkrut, Partner EY, szef Zespołu Analiz Ekonomicznych, Główny Ekonomista EY na Europę i Azję Centralną.

W których sektorach w Polsce najszybciej wzrasta produktywność?

Najbardziej dynamiczny przyrost PKB na przepracowaną godzinę w latach 2019-2024 widać w Polsce w sektorze rolnictwa, leśnictwa i rybołówstwa (37,1% w latach 2019-24 wobec 9,1% w 2015-19), co wynika ze spadku liczby małych gospodarstw niskotowarowych, oraz na rynku nieruchomości, który, choć nieznacznie stracił tempo, to wciąż dynamicznie się rozwija (produktywność wzrosła o 39,8% w latach 2015-19 i o 35% w 2019-24). Przyrost obserwować można także w przetwórstwie przemysłowym (wzrost o 11% w okresie 2015-19 i 12% w 2019-24), a także w budownictwie, które mocno przyspieszyło w ostatnich latach (spadek produktywności o 12,5% w latach 2015-19 i wzrost o 13,8% w 2019-24).

W ujęciu sektorowym wzrost produktywności jest szeroki i obejmuje niemal wszystkie analizowane branże. Chociaż tempo tego wzrostu jest zróżnicowane, nie obserwujemy sytuacji, w której jeden sektor odpowiada za większość całkowitego wzrostu produktywności – mówi Maciej Stefański, Starszy Ekonomista z Zespołu Analiz Ekonomicznych EY.

Wyraźne spowolnienie w ostatnich latach obserwujemy natomiast w branżach ICT, tj. Information and Communication Technology (z 17,3% w 2015-19 na 1,7% w 2019-24), finansach (z 46,3% na 4,4%), usługach profesjonalnych (z 18,5% na 1,3%), usługach publicznych (z 8,8% na 6,1%) oraz w handlu, transporcie, zakwaterowaniu i usługach gastronomicznych (z 15,9% na 10,5%). Ze skutkami pandemii nadal boryka się branża rozrywki, która jako jedyna zanotowała spadek produktywności o 16% w okresie 2019-24.

ICT jest jedną z bardziej dynamicznie rozwijających się branż w naszym kraju. Spadek tempa wzrostu produktywności może jednak wskazywać, że ten wzrost odbywa się coraz bardziej w sposób ekstensywny, poprzez zatrudnianie nowych osób, które mogą nie być aż tak produktywne jak dotychczasowi pracownicy, a nie przez zwiększanie wydajności pracy obecnej kadry. Czynnikami redukującym produktywność mogą być m.in. problemy ze znalezieniem odpowiednich specjalistów oraz przejście na pracę zdalną i hybrydową czy redukcja nadgodzin – mówi Maciej Stefański.

Dobre perspektywy

Analitycy EY prognozują, że produktywność będzie nadal rosła w Polsce w relatywnie szybkim tempie, przynajmniej w perspektywie do 2027 roku. Dalsza akumulacja kapitału pozostanie głównym motorem napędowym tego procesu. Powodem będzie nie tylko kontynuacja procesu konwergencji, ale również poprawa pozycji cyklicznej naszego kraju, czyli stanu gospodarki w odniesieniu do jej potencjału produkcyjnego.

Prognozujemy, że wzrost produktywności w Polsce przez kolejne 3,5 roku będzie zbliżony lub nieco szybszy od tego z ostatnich 4,5 roku, co oznacza nieznaczne przyspieszenie w ujęciu rocznym. Wpływ na to będzie miała na pewno niekorzystna demografia, która utrudni rozwój poprzez zwiększenie zatrudnienia i wymusi podniesienie efektywności pracy. Dodatkowym czynnikiem zwiększającym produktywność będzie też AI, ale w tym przypadku nasze szacunki na najbliższe lata są bardziej ostrożne w porównaniu do niektórych projekcji rynkowych. Jeżeli udałoby się zwiększyć poziom inwestycji, wzrost produktywności mógłby być jeszcze większy – mówi Marek Rozkrut.

GenAI a produktywność w Polsce – czy sztuczna inteligencja jest kluczem do sukcesu?

Konserwatywne szacunki EY zakładają, że wpływ sztucznej inteligencji na produktywność będzie w ciągu najbliższych 10 lat ograniczony. AI ma podnieść Total Factor Productivity o 0,9% w Europie Zachodniej, 0,6% w Europie Południowej, 0,4% w regionie MENA (Bliski Wschód i Afryka Południowa), 0,3% w Europie Środkowo-Wschodniej i 0,05% w Afryce Subsaharyjskiej. Jednak w przypadku szybszej adopcji GenAI, wartości te mogą być nawet podwojone względem scenariusza bazowego.

Analizując sytuację Polski trzeba pamiętać, że nasz region, Europa Środkowo-Wschodnia, jest silnie nastawiony na eksport i ma szansę na dodatkowy impuls wynikający ze zwiększonego popytu zewnętrznego pochodzącego z Europy Zachodniej w wyniku relatywnie szybkiej adopcji AI w tym regionie. Oczekuje się, że dzięki temu efektowi AI podniesie PKB Europy Środkowo-Wschodniej o 1,0%, przewyższając łączny, bezpośredni wzrost TFP i inwestycji wynoszący (według wspomnianych konserwatywnych szacunków) 0,6%.

Mimo że mamy w Polsce nieznacznie większy potencjał do zwiększenia inwestycji i TFP dzięki AI niż średnio w Europie Środkowo-Wschodniej, to wpływ na PKB, a także inflację i stopy procentowe jest nieco słabszy niż średnio w regionie. Wynika to z tego, że polska gospodarka jest nieco mniej otwarta niż niektóre inne kraje regionu, przez co ożywienie popytu na Zachodzie Europy w związku z implementacją AI będzie miało nieco słabszy wpływ na Polskę niż średnio na region Europy Środkowo-Wschodniej – mówi Marek Rozkrut.

Podwarszawski rynek magazynowy: rośnie popyt, ale podaż nie nadąża

W miejscowościach okołowarszawskich deweloperzy niechętnie podejmują się budowy magazynów na zasadach całkowicie spekulacyjnych. Tymczasem firmy, chcąc się tam rozwijać, potrzebują więcej opcji do wyboru i elastyczności w negocjacjach. Nadzieję na przełamanie impasu dają ogłoszone inwestycje, które rozpoczynają się w regionie – twierdzą Janusz Dudek, Senior Associate oraz Katarzyna Adamska, doradczyni w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w Newmark Polska.

W całym ubiegłym roku w drugiej strefie warszawskiej firmy wynajęły prawie 1 mln 200 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej. To historycznie drugi (po 2023 roku – 1 mln 277 tys. mkw.) najlepszy wynik w tym regionie, chociaż do rozpoczęcia budów na większą skalę, inwestorzy potrzebują większej decyzyjności ze strony najemców, którzy z rezerwą podchodzą do podpisywania umów w projektach będących wyłącznie na papierze.

Druga strefa warszawska to obszar od granic Warszawy do 60 km od centrum miasta. Znajdują się tam nowoczesne magazyny o łącznej powierzchni ponad 5,9 mln mkw. Najwięcej w ostatnich latach powstawało ich w takich miejscowościach, jak Błonie, Mszczonów, Pruszków, Nadarzyn, Janki, Raszyn, Nowy Konik, Piaseczno, Góra Kalwaria, Ożarów Mazowiecki, Grodzisk Mazowiecki oraz Czosnów czy Radzymin. Jeśli chodzi o najemców, to najbardziej zainteresowane tym obszarem są firmy z sektorów: FMCG, e-commerce oraz operatorzy logistyczni, a największe magazyny w miejscowościach podwarszawskich od stycznia ubiegłego roku wynajęli: H&M w CTPark Warsaw West w Wiskitkach (63 tys. mkw.), PepsiCo w Logicor Mszczonów (58 300 mkw.), Rohlig Suus w P3 Warsaw I – Lesznowola (50 200 mkw.), Douglas w CTPark Warsaw South w Mszczonowie (46 300 mkw.) oraz Auchan w Logicor Mszczonów (46 200 mkw.).

Z pierwszej strefy do drugiej

– Na logistyczny rozwój miejscowości podwarszawskich ogromny wpływ miała rozbudowa infrastruktury drogowej w okolicy, w tym budowa obwodnicy Warszawy oraz nowych odcinków autostrady A2 i drogi ekspresowej S8. Dzięki temu magazyny położone w drugiej strefie są obecnie znacznie lepiej skomunikowane z głównymi rynkami zbytu w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej – mówi Janusz Dudek.

Katarzyna Adamska przekonuje, że druga strefa to doskonała alternatywa dla magazynów zlokalizowanych w stolicy – szczególnie dla najemców, którzy nie potrzebują być tak blisko klienta końcowego, i dla których ważniejszy jest sprawny dostęp do dróg szybkiego ruchu oraz brak korków powstających na wylotówkach z miasta. – Tym bardziej, że różnice w stawkach czynszu między pierwszą i drugą strefą są naprawdę duże. Przykładowo stawki wywoławcze na Targówku wahają się między: 5,00-8,50 euro, a już w Markach, Kobyłce czy Radzyminie czynsze bazowe rozpoczynają się od 4,00 euro. Przy średnich i większych najmach, są to ogromne różnice, tymczasem Marki i Targówek dzieli niecałe 15 minut jazdy samochodem. Stąd wiele firm zaczyna działalność w pierwszej strefie, np. jako start-up, a po kilku latach rosną, rozwijają się i relokują poza granicę miasta, gdzie za ten sam czynsz są w stanie wynająć większe magazyny – wyjaśnia ekspertka.

W impasie między podażą i popytem

Mimo wielu atutów drugiej strefy warszawskiej, w ostatnim roku nowe najmy nie były aż tak liczne, jak oczekiwaliby deweloperzy, chcący rozpoczynać nowe inwestycje w okolicy. Wiele firm, którym kończyły się kontrakty najmu, zdecydowało o pozostaniu w dotychczasowych lokalizacjach, a renegocjacje w całym ubiegłym roku stanowiły aż 41 proc. wszystkich wynajętych powierzchni, a rok wcześniej 62 proc. – wynika z danych Newmark Polska.

– Powodów niewystarczającej liczby nowych umów widzimy kilka. Po pierwsze niska podaż nowych budynków nie daje najemcom wystarczającego wyboru. Coraz bardziej widoczna zaczyna być również różnica w czynszach między rynkiem wtórnym i pierwotnym. Stawki bazowe w drugiej strefie w ostatnim kwartale ubiegłego roku kształtowały się na poziomie 4 – 7,50 euro, przy czym, ze względu na ciągłe podwyżki materiałów budowlanych, energii, a także kolejne wzrosty płacy minimalnej, najem nowo oddawanych powierzchni stał się droższy niż w starszych magazynach – informuje Janusz Dudek. – Większość najemców działa w tej chwili w kilkuletnich halach, które zostały wybudowane w podobnych technologiach jak te najnowsze, i również posiadają zielone dostosowania i certyfikaty środowiskowe. Dlatego najemcy nie chcą się relokować, dopłacając za najem w nowszych magazynach, wstrzymują się z decyzjami, czekając na dobre oferty i większy wybór – dodaje ekspert.

Według analityków rynku, jednym z powodów przedłużających się procesów najmu w tym regionie może być też brak elastyczności w negocjacjach – dotyczy to zarówno zachęt w postaci wakacji czynszowych, jak i technicznego dostosowania samych powierzchni. – Chodzi przede wszystkim o możliwość podziału hal, które zostały do wynajęcia. Nawet, jeśli układ magazynu na to pozwala, takie podziały wymagają dodatkowych dostosowań, np. poprowadzenia nowych instalacji i generują dodatkowe koszty, a tych z kolei właściciele obiektów nie chcą ponosić. Wolą poczekać na najemcę, który wynajmie powierzchnię w całości. Wcześniej przeprowadzenie takich podziałów stanowiło mniejszy problem – mówi Janusz Dudek.

Zatrudnię inżyniera i magazyniera

Dynamiczny rozwój centrów logistycznych i magazynowych na obrzeżach Warszawy (m.in. w okolicach Pruszkowa, Błonia, Grodziska Mazowieckiego) znacząco zwiększył zapotrzebowanie na pracowników magazynowych. Z analiz Randstad wynika, że niedobór kandydatów do pracy fizycznej spowodowany jest przede wszystkim ich wysoką rotacją oraz presją płacową. Firmy, aby przyciągnąć i zatrzymać pracowników, coraz częściej podnoszą wynagrodzenia, oferują dodatkowe benefity (np. darmowy transport) oraz sięgają po pracowników z Ukrainy, Gruzji, Mołdawii i innych krajów.

Rynek pracy w regionie, na którym notowane jest rekordowo niskie bezrobocie, jest wyzwaniem. – Największe braki kadrowe dotyczą magazynierów, operatorów wózków widłowych, pracowników kompletacji i pakowania oraz kierowców z kategoriami prawa jazdy: B i C. W odpowiedzi na te trudności firmy coraz częściej inwestują w automatyzację i wdrażają usprawnienia logistyczne, aby zmniejszyć wpływ braków kadrowych – wyjaśnia Małgorzata Mudyna, Regional Manager w Randstad.

Jednocześnie bliskość Warszawy naturalnie przyciąga firmy logistyczne i sprzyja dynamicznemu rozwojowi nowych technologii. Ich wdrażanie wymaga bowiem doświadczonych ekspertów, którzy będą odpowiedzialni za optymalizację procesów magazynowych. – W tym kontekście ogromną rolę odgrywają warszawskie uczelnie techniczne, takie jak Politechnika Warszawska, które stanowią cenne źródło wykwalifikowanych absolwentów. Obecnie rynek pracy wchłania ich niemal natychmiast po ukończeniu studiów, ponieważ kompetencje w zakresie automatyzacji logistyki są niezwykle cenione. Duże zapotrzebowanie dotyczy przede wszystkim inżynierów procesów logistycznych, którzy odgrywają kluczową rolę w optymalizacji przepływów towarowych i wdrażaniu automatyzacji – wyjaśnia ekspertka Randstad.

Najpierw kontrakty, potem budowa

Zasoby magazynowe w drugiej strefie warszawskiej na koniec 4. kwartału ubiegłego roku wynosiły ponad 5 mln 900 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni. – W ubiegłym roku odnotowaliśmy znacznie mniejszą aktywność deweloperów w miejscowościach podwarszawskich. Do końca grudnia oddali do użytku tylko niewiele ponad 366 tys. mkw. nowych magazynów. Dla porównania w 2023 roku na rynek trafiło ponad 632 tys. mkw. nowej powierzchni – podaje Katarzyna Adamska. Wśród największych inwestycji oddanych od stycznia 2024 roku ekspertka wymienia: CTPark Warsaw West w Wiskitkach (ponad 110 000 mkw.), CTPark Warsaw South w Mszczonowie (67 400 mkw.), P3 Warsaw I w Lesznowoli (50 200 mkw.) oraz MLP Pruszków II (33 200 mkw.).

W budowie natomiast znajduje się o połowę mniej metrów magazynowych, bo niecałe 182 tys. mkw. jest w trakcie realizacji. Już w 2025 roku na rynek powinny trafić m.in. inwestycje: Hillwood Grodzisk Mazowiecki (51 400 mkw.), GLP Warsaw VI Logistics Centre (37 400 mkw.), Panattoni BTS Auchan (19 800 mkw.), Panattoni Park Warsaw West w Błoniu (16 500 mkw.) i rozbudowa magazynu w ramach parku MLP Pruszków II (15 700 mkw.).

– Spadająca liczba nowych budów nadal spowodowana jest droższym finansowaniem inwestycji, niepewną sytuacją geopolityczną, a co za tym idzie niechęcią deweloperów do podejmowania ryzyka i rozpoczynania budów na zasadach spekulacyjnych. Jeszcze kilka lat temu, w takich miejscowościach, jak Janki czy Ożarów budowy zaczynały się przy skomercjalizowaniu hali na poziomie 20 – 30 proc. Od wybuchu wojny w Ukrainie, inwestorzy oczekują przednajmu co najmniej połowy budowanej powierzchni – wyjaśnia ekspertka Newmark Polska.

Pierwsze jaskółki niedaleko Warszawy

Mimo chwilowo mniejszej podaży, rynek miejscowości okołowarszawskich pozostaje jedną z ważniejszych lokalizacji na logistycznej mapie Polski. – Wyjątkowy potencjał tej lokalizacji dostrzega deweloper CTP, który podjął ryzyko i ogłosił rozpoczęcie dwóch inwestycji niezabezpieczonych umowami przednajmu. Już tej wiosny ma rozpocząć się realizacja pierwszej hali w Nowym Koniku. Cała inwestycja planowana jest jako cztery magazyny o łącznej powierzchni 76 300 mkw. Równolegle deweloper rozpoczął prace ziemne inwestycji w Jankach, gdzie z kolei planuje wybudować siedem budynków o łącznej powierzchni 45 500 mkw. Także Peakside planuje oddać w tym roku hale z modułami SBU, gdzie minimalny moduł to ok. 600 mkw. Inni deweloperzy, chociaż ostrożni w rozpoczynaniu nowych inwestycji, również cały czas trzymają rękę na pulsie. Na rynku coraz częściej słychać o kupnie nowych gruntów w okolicy – podsumowuje Janusz Dudek.

Zaangażowanie pracowników rośnie niemal na całym świecie, ale nie w Polsce

0

Niemal co piąty pracownik na świecie ocenia się jako w pełni zaangażowany w pracę. To najlepszy od dziesięciu lat wynik uzyskany w międzynarodowym badaniu ADP Research „People at Work 2025”. Odsetek zaangażowanych pracowników rośnie już trzeci rok z rzędu.

  • W Polsce zaangażowanie deklaruje 15 proc. badanych – spadek o 3,7 pp. w ciągu roku
  • Tylko 13 proc. pracowników w Polsce jest zadowolonych z jakości swojego zespołu
CZYM JEST ZAANGAŻOWANIE?

ADP Research od 10 lat śledzi zaangażowanie pracowników na całym świecie. Zaangażowanie w tym badaniu jest rozumiane jako stan, w którym ludzie wykonują swoją pracę najlepiej jak potrafią, robiąc to w sposób zrównoważony. Oznacza to, że wykonywana przez nich praca nie prowadzi do wypalenia, a stan emocjonalny pracownika prawdopodobnie będzie utrzymywał się na stałym poziomie.

Badania ADP Research wykazują silny związek między poziomem zaangażowania danej osoby w pracę a jej poziomem produktywności i lojalności wobec pracodawcy. W związku z tym wszyscy pracodawcy mają interes w budowaniu zaangażowania pracowników.

ADP mapa zaangażowaniaW ostatnich latach środowisko pracy przeszło transformację. Dziś globalne bezrobocie zbliża się do rekordowo niskiego poziomu, a pracodawcy mają nowe metody wspierania pracowników. Oba te czynniki przyczyniły się do wzrostu zaangażowania zatrudnionych na całym świecie – mówi Nela Richardson, główna ekonomistka ADP.

Według naszego badania globalny odsetek zaangażowanych pracowników wynosi 19 proc. To o 5 punktów procentowych więcej niż najniższy dotąd poziom odnotowany podczas pandemii w 2020 roku – zaznacza Mary Hayes, dyrektor ds. badań People & Performance w ADP Research.

Hybrydowy znaczy zaangażowany

Według „People at Work 2025” 56 proc. badanych na całym świecie pracuje wyłącznie stacjonarnie (wzrost o 2 punkty procentowe w porównaniu z ubiegłym rokiem i aż o 8 punktów procentowych w porównaniu z 2022 r.). Jedynie 12 proc. pracuje w trybie zdalnym (spadek o 1 punkt procentowy rok do roku), zaś 32 proc. – w trybie hybrydowym (spadek o 2 punkty procentowe). W Polsce 58 proc. badanych pracuje stacjonarnie, 13 proc. – zdalnie, a 29 proc. – w trybie hybrydowym.

Podczas gdy odsetek pracowników stacjonarnych, którzy deklarują pełne zaangażowanie, rośnie od kilku lat, jednak w większości badanych krajów to właśnie pracownicy hybrydowi są mistrzami zaangażowania. Wyniki zdają się wskazywać, że to autonomia pracowników ma znaczący wpływ na wysoki poziom zaangażowania. Respondenci, którzy mają pełną swobodę wyboru miejsca pracy, czyli sami decydują o tym, czy pracują w biurze czy w domu oraz w jakich dniach, deklarują znacznie większe zaangażowanie niż pozostali ankietowani. Nawet jeśli ich praca jest w całości zdalna lub stacjonarna, kluczowa dla ich zaangażowania jest właśnie wolność wyboru.

Powiedz mi, gdzie mieszkasz, a poznam twój poziom zaangażowania

Na postawę pracowników wpływ mają również warunki ekonomiczne, społeczne i polityczne. Badanie „People at Work 2025” pokazuje najwyższy poziom zaangażowania w regionie Bliskiego Wschodu i Afryki – 25 procent (wzrost o 3 punkty procentowe rok do roku). Najbardziej zaangażowani na świecie są pracownicy są w RPA (31 proc.) oraz Nigerii (30 proc.), a na trzecim miejscu znalazła się Brazylia (27 proc.). Najniższy poziom zaangażowania został odnotowany w Europie – średnia to 17 proc. W Polsce pełne zaangażowanie deklarowało 15 proc. pracowników, aż o 3,7 pp. mniej niż rok wcześniej. To drugi tak duży spadek rdr na świecie. Najniższe zaangażowanie wśród krajów europejskich odnotowano w Czechach (13 proc.), ze spadkiem 2,5 pp. w ciągu roku.

Podstawa to sprawnie funkcjonujący zespół

W wielu zawodach praca może być wykonywana tylko na miejscu. To wymaga sięgnięcia po inne sposoby na budowanie zaangażowania. Jedną z takich strategii jest wspieranie pracy zespołowej i poczucia przynależności do teamu. Według „People at Work 2025” 90 procent badanych pracuje w zespołach. Jednak 52 proc. z tych, którzy dobrze oceniają swój zespół, jest w pełni zaangażowanych. Za to ci, którzy nie są zadowoleni ze swoich współpracowników sami też nie wkładają serca w swoje obowiązki – zaangażowanie w tej grupie deklaruje jedynie 10 proc. takich osób. W Polsce zadowolonych ze swojego zespołu jest zaledwie 13 procent badanych – na tle Indii (33 proc.) czy Egiptu (39 proc.) wypadamy więc wyjątkowo blado.

Metodologia raportów „People at Work 2025”

Raport „People at Work” opiera się na kompleksowym badaniu Global Workforce Survey przeprowadzonym przez zespół ADP Research. Badanie, prowadzone corocznie od 2015 roku, zostało zaprojektowane przez zespół analityków ADP Research tak, by przedstawiało rynek pracy z perspektywy samych pracowników. W ten sposób dostarcza informacji, które pozwalają modyfikować świat pracy dzięki lepszemu zrozumieniu nastrojów
i oczekiwań pracowników.

Bazując na danych ankietowych zebranych wśród niemal 38 tys. pracujących dorosłych na 34 rynkach z sześciu kontynentów, raport „People at Work 2025” przedstawia reprezentatywny obraz globalnej siły roboczej, umożliwiając porównywanie nastrojów pracowników panujących w różnych krajach i regionach. Respondenci pochodzą z różnych branż, mają różne wykształcenie, pracują stacjonarnie lub zdalnie oraz posiadają zróżnicowane kompetencje. Rekrutują się z organizacji każdej wielkości – od firm kilkuosobowych do korporacji, spośród pracowników wszystkich szczebli w firmowej hierarchii oraz indywidualnych przedsiębiorców.

Unikalną cechą serii raportów „People at Work 2025” jest szczegółowy pomiar nastrojów pracowników przy użyciu autorskiej metodologii opracowanej przez ADP Research. Oprócz charakterystyki demograficznej, respondenci klasyfikowani są ze względu na rodzaj wykonywanej pracy – opartej na wiedzy, kwalifikacjach lub cyklicznych powtarzalnych czynnościach – niezależnie od branży. Wgląd w dane „People at Work” w tak różnych wymiarach oferuje precyzyjny i szczegółowy obraz. Raporty łączą globalne trendy ze spostrzeżeniami na temat poszczególnych rynków, od sztucznej inteligencji i wpływu inflacji na posiadanie wielu źródeł zatrudnienia, po trendy płacowe i rozwój kariery.

Indeks strachu VIX rośnie, Wall Street traci – Polska giełda pozostaje silna

Krajobraz inwestycyjny w Polsce – jak polscy inwestorzy reagują na zmienność na rynkach międzynarodowych?

Od początku roku polska giełda radzi sobie znacznie lepiej od Wall Street. WIG od początku roku wzrósł o 16,7 proc. WIG20 wzrósł o 17,5 proc. W tym samym czasie S&P500 spadał o 5 proc., a Nasdaq o 9,7 proc. Widać zatem, że sentyment w Warszawie jest znacznie lepszy, podobnie jak w całej Europie. Dla porównania, niemiecki DAX od początku roku wzrósł już prawie o 14 proc. Motorem wzrostu w Europie są firmy z branży zbrojeniowej, których akcje drożeją w wyniku zapowiedzi znacznego wzrostu wydatków zbrojeniowych w Europie, a szczególnie w Niemczech.

Rynki w USA tracą w wyniku dużej niepewności na tamtejszym rynku. Mieszanina chaosu we wprowadzaniu ceł, zrealizowane oraz zapowiadane cięcia wydatków i zwolnienia pracowników federalnych to elementy, które wpływają na pogarszanie się sentymentu inwestorów. Jeszcze niedawno te same kwestie, jeszcze jako zapowiedzi Donalda Trumpa – związane z cięciami wydatków oraz deregulacją – dodawały rynkom siły, jednak sposób i gwałtowność wprowadzania zmian wywołuje niepewność, która jest poważnym problemem dla inwestorów. Niepewność przekłada się na zwiększoną rynkową zmienność – indeks VIX, nazywany indeksem strachu, wzrósł w ciągu ostatniego tygodnia o prawie 20 proc., a wczoraj jego wartość przez chwilę przekroczyła poziom 29 punktów. Rynki obawiają się, że obecne decyzje mogą wywołać krótkoterminową recesję w USA.

Mimo gorszych wyników spółek technologicznych, polscy inwestorzy wydają się być wielkimi fanami technologii. Jak pokazuje badanie „Puls Inwestora Indywidualnego” opublikowane przez eToro, w ostatnich miesiącach inwestorzy z całego świata wyraźnie postawili na dywersyfikację portfeli, natomiast Polacy wciąż pozostają wierni branży technologicznej. Nie zmieniło tego ani rosnące ryzyko korekty, które teraz częściowo się materializuje. Polskim inwestorom nie przeszkadzały też wysokie wyceny najważniejszych amerykańskich firm technologicznych. Okazuje się, że wielu polskich inwestorów bardziej wierzy w długoterminowe perspektywy giełdy w USA, bowiem naszemu parkietowi w przeszłości trudno było utrzymać wzrosty przez dłuższy czas. Nie ma natomiast wątpliwości, że jesteśmy w okresie wzmożonej niepewności i zmienności, z czego polscy inwestorzy doskonale zdają sobie sprawę.

Alternatywą dla polskich inwestorów na pewno nie jest gotówka, co także wynika z badania, ponieważ nawet najlepsze bankowe lokaty roczne od jesieni ubiegłego roku przynoszą realne straty – i prawdopodobnie tak będzie przez cały 2025 rok.

Paweł Majtkowski, polski analityk eToro

Sektor obronny, zdrowie i energetyka – nowi faworyci inwestorów w 2025 r.

Turbulencje na rynkach międzynarodowych w 2025 – jak poradzą sobie inwestorzy?

Zmienność na rynku akcji nie jest niczym nowym, ale 2025 rok okazuje się być tym, w którym inwestorzy muszą na nowo przemyśleć swoją strategię. Dotychczasowa metoda opierająca się na inwestowaniu w akcje gigantów technologicznych ustępuje miejsca bardziej zrównoważonemu podejściu, które stawia przede wszystkim na dywersyfikację, jakość i przemyślane zabezpieczenie kapitału.

Zamiast koncentrować ryzyko na kilku przewartościowanych spółkach, inwestorzy mogą rozważyć rozłożenie swoich inwestycji. Dywersyfikowane fundusze ETF zyskują na popularności jako sposób na zabezpieczenie przed ryzykiem pojedynczych akcji, podczas gdy rynki globalne, szczególnie Europa, Azja i Japonia, przyciągają nowy kapitał. Reformy korporacyjne w Japonii i niedowartościowane możliwości na europejskich giełdach powodują, że do gry powraca strategie inwestycyjne oparte o ekspozycję międzynarodową, co pomaga dywersyfikować ryzyko koncentracji środków  w USA.

Podstawą inwestowania staje się powrót do podstaw. Inwestorzy, którzy ponieśli straty przez spekulacyjne szaleństwo, jak w przypadku tzw. Magnificent 7, mogą rozważyć przesunięcie swoich inwestycji w stronę firm o wysokiej jakości, solidnych bilansach, mocnych przepływach pieniężnych i odpornych zyskach –  stawiając na stabilną bazę zamiast na chwilową modę.

Na rynku trwają również zmiany sektorowe. Obrona, zdrowie, użyteczności publiczne i dobra konsumpcyjne cieszą się wzrastającym zainteresowaniem, gdy inwestorzy szukają sposobu na uchronienie swojego kapitału przed nagłymi wahaniami. Sektor finansowy, długo zdominowany przez niepewność, wykazuje oznaki ożywienia, wsparty rosnącymi marżami odsetkowymi i poprawiającym się środowiskiem kredytowym. Z kolei akcje związane z obronnością korzystają z rosnących wydatków wojskowych na całym świecie, a zielona energia nadal przyciąga kapitał, wspierany przez rządowe zachęty i długoterminowe wsparcie polityczne.

Zabezpieczanie ryzyka to kolejny istotny element układanki. W obliczu utrzymujących się obaw związanych z inflacją i zmieniających się oczekiwań dotyczących obniżek stóp procentowych, inwestorzy zwracają się ku złotu i surowcom jako formie zabezpieczenia. Fundusze ETF na obligacje również przeżywają renesans, oferując stabilny dochód i stabilność portfela w obliczu niepewności.

Nawet kryptowaluty, które wcześniej były ignorowane jako aktywa ryzykowne, obecnie zyskują na zainteresowaniu. W czasach zmienności warto postawić na kryptowalutowe „blue-chip”. Bitcoin i ethereum pozostają podstawowymi aktywami dla wielu inwestorów. Dzieje się tak dlatego, że mają największe sieci, najszerszą adopcję i poważne wsparcie instytucjonalne.

Podsumowując, dni, w których technologie same napędzały rynek, prawdopodobnie mamy już za sobą. 2025 rok zapowiada się jako czas większej różnorodności w portfelach inwestycyjnych. Wśród priorytetów w wyborze spółek nadal najważniejsze będą jakość, odporność i strategiczna dywersyfikacja. Inwestorzy, którzy dostosują się do tej nowej rzeczywistości, grając zarówno defensywnie, jak i ofensywnie, będą mieli największą szansę na długoterminowy sukces.

Lale Akoner, główna analityk rynkowa  eToro

Baker McKenzie: Polska przyspiesza przygotowania do budowy elektrowni atomowej

W ostatnich dwóch latach Polska dokonała znaczącego postępu w przygotowaniach do uruchomienia inwestycji w energetykę jądrową, wynika z najnowszego raportu kancelarii Baker McKenzie i Polityka Insight. Eksperci wysoko ocenili stan gotowości w obszarze regulacyjnym, społecznym i politycznym. Przyspieszenia wymagają przygotowania w zakresie technologicznym, inwestycyjnym i systemowym, zwłaszcza jeśli chodzi o pozyskiwanie wykwalifikowanej kadry.

W raporcie przedstawiono Indeks Gotowości Atomowej opracowany na podstawie sześciu kluczowych kryteriów. Eksperci Baker McKenzie i Polityka Insight ocenili, że Polska jest dziś w 58 proc. gotowa do rozpoczęcia budowy pierwszej wielkoskalowej elektrowni jądrowej EJ1. Najwyżej oceniono aspekt polityczny (9 na 10 punktów w Indeksie), zaś obszary regulacyjny i społeczny uzyskały po 8 punktów. Najniższą notę (3 punkty) eksperci przyznali obszarowi technologicznemu, a kwestie inwestycyjne i systemowe, na które składają się finanse, kadry, inwestycje towarzyszące i przygotowanie administracji publicznej, uzyskały tylko po 4 punkty.

– Polskie regulacje zmniejszają ogólny poziom ryzyka związany z budową i eksploatacją elektrowni atomowych, co ma duże znaczenie z punktu widzenia planowania i pozyskiwania finansowania dla tych projektów – mówi Agnieszka Skorupińska, partnerka kierująca zespołem zrównoważonego rozwoju i transformacji energetycznej w Baker McKenzie w Warszawie. – Nadal jednak są kwestie, które mogą wymagać rozwiązania ustawowego, np. funkcjonowanie poolów ubezpieczeniowych, wzmocnienie wymagania local content na etapie zamawiania czy określenie sposobu liczenia local content. Zwłaszcza te ostatnie kwestie są istotne, ponieważ budowa i eksploatacja elektrowni jądrowej stanowią szansę na rozwój polskiej gospodarki i transfer technologii.

Przepisy określające procedurę realizacji budowy i eksploatacji elektrowni jądrowych zostały wdrożone zarówno na poziomie ustaw, jak i rozporządzeń. Uwzględniają one ułatwienia dla projektów atomowych, wpisują się w standardy bezpieczeństwa i ochrony radiologicznej. Polskie przepisy są spójne z regulacjami międzynarodowymi i europejskimi. Cechuje je neutralność technologiczna, co oznacza, że pozwalają one na realizację inwestycji niezależne od planowanej mocy reaktora i technologii.

Sprawne przyjęcie i wdrożenie odpowiednich regulacji prawnych było możliwe dzięki ogólnemu konsensusowi, który panuje wśród decydentów i polityków reprezentujących największe frakcje polityczne. Powstanie elektrowni jądrowej popierają kolejne rządy, a plany w tym zakresie stanowią istotną część strategii rozwojowych kraju. Ponadto polskie inwestycje jądrowe nie są kwestionowane na arenie międzynarodowej i popierają je również lokalne władze, dla których stanowią one część planów rozwoju i transformacji regionu.

Ważne jest jednoznaczne określenie w aktualnych dokumentach strategicznych roli i miejsca energii jądrowej w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym oraz ewentualnie w innych sektorach, np. w ciepłownictwie. Atomowe ambicje Polski muszą być skorelowane z potrzebami i możliwościami gospodarki – ocenia Dominik Brodacki, starszy analityk ds. energetycznych w Polityce Insight.

Eksperci zwracają uwagę, że czynnik społeczny także nie jest przeszkodą w rozpoczęciu budowy w Polsce elektrowni jądrowej. Wysokie poparcie dla projektu jest po części wynikiem wydarzeń ostatnich lat – w szczególności inwazji Rosji na Ukrainę i powracających dyskusji o potrzebie niezależności energetycznej kraju. Konieczne jest jednak monitorowanie zmiany nastrojów społecznych, w tym skali występowania zjawiska NIMBY (Not In My Back Yard – „nie na moim podwórku”). Oznacza to, że poparcie społeczne dla budowy elektrowni spada w jej bezpośrednim sąsiedztwie w stosunku do stopnia tego poparcia w skali całego kraju.

– Zmiana w postrzeganiu energetyki jądrowej jest też widoczna w kontekście transakcyjnym. Kilka lat temu inwestorzy instytucjonalni nie uważali tego sektora za atrakcyjny, obawiając się wysokiej zależności od regulatora, długiego horyzontu inwestycyjnego, ograniczonych możliwości wyjścia z inwestycji oraz ryzyka zmiany klasyfikacji atomu jako zrównoważonego źródła energii – podkreśla Weronika Achramowicz, partner zarządzająca oraz współkierująca praktyką transakcyjną w Baker McKenzie w Warszawie. – Obecnie obserwujemy rosnące zainteresowanie transakcjami w tym obszarze – jeśli nie bezpośrednio w elektrownie, to w spółki będące częścią szerokiego łańcucha wartości związanego z energetyką jądrową.

W kontekście gotowości inwestycyjnej, eksperci szacują, że podpisanie kontraktu na kompleksową budowę reaktorów w formule EPC (Engineering, Procurement, Construction) może się opóźnić i nastąpi dopiero w 2028 lub 2029 roku, czyli trzy lata później od pierwotnie zakładanego terminu.

Zawarcie umowy EPC na całościowe wykonawstwo inwestycji i rozpoczęcie etapu preliminary design oraz complete design, w ramach których projekt obiektu będzie dalej uszczegółowiany może mieć miejsce dopiero po zakończeniu obecnych wstępnych prac projektowych. Sama umowa będzie podlegała długim negocjacjom ze względu na konieczność właściwego zaadresowania interesów obu stron i zminimalizowania ryzyk w zakresie terminowego zrealizowania inwestycji – dodaje Agnieszka Skorupińska.

Dłuższy termin należy również założyć dla uzyskania zgody Komisji Europejskiej na udzielenie pomocy publicznej w związku z inwestycją. Choć Komisja zobowiązana jest udzielić odpowiedzi w ciągu 18 miesięcy od notyfikacji, przy tak złożonych projektach proces ten zwykle trwa dłużej.

– Żaden z realizowanych w Polsce projektów jądrowych nie ma na chwilę obecną w całości zabezpieczonego finansowania – mówi Arkadiusz Ratajczak, senior associate w zespole zrównoważonego rozwoju i transformacji energetycznej w Baker McKenzie w Warszawie. – Inwestycja w EJ1 jest jednak najbardziej zaawansowana i pozyskanie brakujących funduszy nie powinno stanowić istotnej przeszkody dla jej realizacji. Wniosek notyfikacyjny do Komisji Europejskiej przewiduje udzielenie wsparcia operacyjnego w formie dwukierunkowego kontraktu różnicowego, co jest zgodne z dotychczasową praktyką i przepisami UE w zakresie pomocy publicznej dla projektów jądrowych.

Najniższą ocenę autorzy raportu przyznali obszarowi technologicznemu, co wynika z faktu, że wybrany dla pierwszej elektrowni reaktor wciąż czeka na finalizację procedury licencyjnej. Ponadto brak jest planów co do zakontraktowania innych komponentów dla elektrowni, które mają długi proces produkcyjny.

– Uruchomienie elektrowni jądrowej poprzedzić musi wynegocjowanie i zawarcie umowy na dostawy paliwa jądrowego. W UE następuje to zwykle za pośrednictwem Agencji Dostaw Euratomu, ale same negocjacje prowadzą państwa członkowskie. Najpierw dostawca technologii reaktorów zabezpiecza dostawy kaset paliwowych, ale potem dostawy powinny być realizowane także przez podmioty trzecie. Trzeba też przygotować infrastrukturę zagospodarowania odpadów jądrowych – twierdzi Agnieszka Skorupińska.

Niedobór wykwalifikowanych kadr jest główną barierą systemową utrudniającą budowę w Polsce elektrowni jądrowych, a w przyszłości ich eksploatację. Spółka Polska Elektrownia Jądrowa (PEJ) odpowiedzialna za inwestycję w gminie Choczewo zawarła jednak porozumienia z uczelniami wyższymi, których absolwenci w najbliższych latach będą mogli zasilić zespoły elektrowni i administracji publicznej. Kluczowe dla powodzenia inwestycji będzie także stworzenie rozbudowanej infrastruktury towarzyszącej, w tym konstrukcji morskiej do rozładunku MOLF (Marine Off-Loading Facility) czy wyprowadzenia mocy.

Elektrownia EJ1 ma mieć trzy reaktory zbudowane w technologii AP1000 amerykańskiej firmy Westinghouse o łącznej mocy 3,75 GW. We wniosku notyfikacyjnym do Komisji Europejskiej rząd określił koszty inwestycji na kwotę 192 mld złotych, z czego około 60 mld złotych ma mieć formę bezpośredniego dokapitalizowania spółki PEJ ze środków Skarbu Państwa.

Złoto utrzymuje stabilność pomimo ryzyka delewarowania na zmiennych rynkach

  • Globalne rynki finansowe pozostają w stanie podwyższonej niepewności, ponieważ wprowadzenie, a następnie odwołanie ceł przez administrację Trumpa wobec głównych partnerów handlowych nadal wywiera presję na Wall Street i szerzej na rynek.
  • Złoto pozostaje stabilne, utrzymując notowania powyżej 2900 USD po kolejnej stosunkowo płytkiej korekcie.
  • Inwestorzy i traderzy reagują również na gwałtowne i nagłe pogorszenie danych makroekonomicznych w USA, co zwiększa ryzyko stagflacji, wspierającej ceny złota.

Jak komentuje Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, „Wspaniała Siódemka” gigantów technologicznych – Apple, Microsoft, Alphabet, Amazon, Meta, Nvidia i Tesla – do niedawna była klejnotem w koronie Wall Street. Napędzała znaczną część wzrostów rynkowych w 2024 roku i przyciągała miliardy dolarów od zagranicznych inwestorów, którzy chcieli skorzystać na okresie amerykańskiej dominacji.

Jednak w ostatnich tygodniach nastąpił gwałtowny zwrot. Indeks „Wspaniałej Siódemki” wszedł w rynek niedźwiedzia, tracąc ponad 20% od szczytów. Nasdaq Composite również odnotował silne spadki, przy czym to akcje technologiczne poniosły największe straty. Jest to napędzane rosnącą niepewnością gospodarczą i obawami o recesję, co zmusza rynek do konfrontacji wysokich oczekiwań i wycen z rzeczywistością, a także przyspiesza przepływ kapitału z akcji wzrostowych do defensywnych.giełda

Ole Hansen wspomina, że zwykle nie zaczyna swoich analiz rynków surowców w ten sposób. Jednak biorąc pod uwagę ostatnie ruchy na amerykańskim rynku akcji oraz osłabienie dolara, te czynniki mają istotny wpływ na zachowanie wielu surowców. Kapitał odpływa z przewartościowanych amerykańskich akcji do innych regionów, podczas gdy seria słabych raportów makroekonomicznych oraz wprowadzenie, a następnie anulowanie ceł przez USA wobec kluczowych partnerów handlowych, nadal wywierają presję na Wall Street.

Te wydarzenia budzą obawy dotyczące popytu na niektóre surowce, zapewniając jednocześnie wsparcie cenowe innym. Kierują także uwagę inwestorów ku bezpiecznym przystaniom, takim jak złoto, które ma łagodzić potencjalne ryzyka – w tym niebezpieczeństwo redukcji dźwigni finansowej. Ostatni gwałtowny wzrost zmienności na rynkach zmusił ich do ograniczenia ekspozycji.

Na razie złoto wciąż cieszy się dużym zainteresowaniem, a ostatnie próby korekty były zbyt płytkie, by zmusić do większej redukcji pozycji przez fundusze zarządzające kapitałem wykorzystujące momentum. Popyt inwestycyjny na złoto wykazał oznaki rozbieżności w ostatnim miesiącu. Fundusze hedgingowe i CTA redukują długie pozycje, podczas gdy zainteresowanie funduszami ETF opartymi na złocie pozostaje wysokie.

Podczas gdy fundusze hedgingowe koncentrują się na momentum i krótkoterminowych sygnałach technicznych, inwestorzy ETF są bardziej skłonni do długoterminowego trzymania pozycji, a ostatni wzrost zakupów można interpretować jako zabezpieczenie przed stagflacją w USA.

Popyt inwestycyjny na złoto poprzez fundusze ETF i kontrakty terminowe

Popyt inwestycyjny na złoto poprzez fundusze ETF i kontrakty terminowe

Oprócz napięć geopolitycznych i potencjalnego załamania porządku światowego, który kształtował się przez pokolenia, inwestorzy i traderzy reagują na gwałtowne i nagłe pogorszenie danych makroekonomicznych w USA. W rezultacie rynek coraz mocniej wycenia ryzyko stagflacji – okresu charakteryzującego się spowolnieniem wzrostu, rosnącym bezrobociem i narastającą inflacją. Wskaźniki wyprzedzające sugerują, że ten scenariusz może urzeczywistnić się w nadchodzących miesiącach, co skłoniło rynek do zwiększenia oczekiwań dotyczących obniżek stóp procentowych Fed z jednej na początku roku do ponad trzech cięć po 25 punktów bazowych.

W tym kontekście perspektywy dla złota pozostają korzystne, szczególnie w obliczu ostatniego osłabienia dolara i płytkiej korekty cen, w której kurs odbił, zanim zbliżył się do kluczowego poziomu wsparcia w przedziale 2 790–2 811 USD. Poza rolą złota jako narzędzia dywersyfikacji portfela i zabezpieczenia przed ryzykiem, jego ceny prawdopodobnie nadal będą wspierane przez zakupy banków centralnych oraz narastające obawy o rosnące zadłużenie fiskalne.

Cena spot złota wzrosła od początku roku o 11%, a w ujęciu rocznym zyski sięgają 34%. Choć dostrzegamy ryzyko głębszej korekty, utrzymujemy nasz niedawno podniesiony cel cenowy na poziomie 3 300 USD.

Tak wysokie ceny za uncję, zbliżone do granicy 3 000 USD, analitycy Saxo Banku przewidzieli już w swoich szokujących prognozach na 2023 r., wskazując, że utrzymująca się wysoka inflacja może doprowadzić do takiego wzrostu. W czasie, gdy powstawała ta prognoza, czyli na początku grudnia 2022 r. średnia cena złota była szacowana na poziomie przekraczającym 1740 USD za uncję.

To niejedyna prognoza, która znalazła swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości – eksperci trafnie przewidzieli również m.in. Brexit, który był zaskoczeniem dla rynków, a jednak stał się faktem.

Nasze szokujące prognozy nie powstają po to, żeby ze 100% prawdopodobieństwem przewidywać najbliższą przyszłość, a raczej skłonić inwestorów do strategicznego myślenia. Zakładają one opis serii zdarzeń, które gdyby rzeczywiście się wydarzyły, mogłyby mieć ogromny wpływ na rynki finansowe. Czasami jednak świat dogania te prognozy i staje się na tyle nieprzewidywalny, że okazują się one trafne. To pokazuje, jak zależne od różnych czynników, w tym geopolityki, są rynki, a tym samym – jak istotne jest odpowiednie zabezpieczanie portfela przez inwestorów. Jednym ze sposobów jest lokowanie kapitału w różnorodne instrumenty finansowe, żeby móc niwelować nie tylko te ryzyka, których możemy się spodziewać, ale też te, które są wstrząsem na rynku – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo w Polsce.

Polskie obligacje korporacyjne: Deweloperzy na fali popularności

Rynek obligacji korporacyjnych w Polsce kontynuuje dynamiczny rozwój, a inwestorzy indywidualni i instytucjonalni coraz chętniej lokują kapitał w papiery dłużne. Rok 2024 był wyjątkowo udany, a 2025 przynosi kontynuację trendu, w którym prym wiodą spółki deweloperskie. Wysoka rentowność oraz brak negatywnych zdarzeń kredytowych sprzyjają zainteresowaniu obligacjami korporacyjnymi, jednak ich dominacja w branży nieruchomości budzi również pewne obawy.

Zeszły rok zakończył się imponującą wartością emisji obligacji korporacyjnych na poziomie 14,2 mld zł, w tym aż 1,6 mld zł trafiło do inwestorów detalicznych. Popyt w tym segmencie przekroczył 4 mld zł, co pokazuje ogromne zainteresowanie tego rodzaju instrumentami finansowymi. Podobny trend obserwujemy w 2025 roku – jak podaje portal Obligacje.pl, już w pierwszych miesiącach roku deweloperzy pozyskali 1,5 mld zł, co stanowi aż 80% wartości całkowitych emisji.

Jak podkreśla Michał Sadrak, analityk Obligacje.pl: „Raz emisje deweloperów stanowią 30%, raz 50%, ale obserwowane w ostatnim czasie 80% to naprawdę rzadko spotykana sytuacja”. Oznacza to silną koncentrację rynku wokół jednej branży, co niesie zarówno szanse, jak i ryzyka dla inwestorów.

Dominacja deweloperów

Deweloperzy mieszkaniowi nie zwalniają tempa. W pierwszym kwartale 2025 roku zapowiadane były kolejne emisje papierów dłużnych, w tym m.in.:

  • Robyg– zakończył program emisji na 250 mln zł,
  • Marvipol– ustanowił czwarty program o wartości 300 mln zł,
  • Develia– planuje emisję wartą 160 mln zł z marżą WIBOR 3M + 2,4%,
  • Atal SA– do 130 mln zł przy WIBOR 6M + 1,4% marży,
  • Archicom– marża na poziomie 3,1% powyżej WIBOR 3M,
  • White Stone Development– emisja 25 mln zł przy marży WIBOR 3M + 4,4%.

Sukcesy emisji potwierdzają wysokie zainteresowanie inwestorów – przykładem jest White Stone Development, którego lutowa emisja zakończyła się nadsubskrypcją i stopą redukcji przekraczającą 70%. Jak podkreśla Anna Suchodolska, co-CEO firmy White Stone Developement, nigdy nie odnotowano przypadku naruszenia warunków emisji a dotychczasowe emisje cieszyły się dużym zainteresowaniem wśród inwestorów. – Poprzednia emisja przeprowadzona w czerwcu 2024 roku zakończyła się sukcesem i stopą redukcji równą 53,25%, aktualna – w lutym 2025 – osiągnęła jeszcze większe zainteresowanie ze stopą redukcji przekraczającą 70%.

Kluczowym atutem polskich obligacji korporacyjnych pozostaje atrakcyjne oprocentowanie, które składa się ze stopy WIBOR (od początku 2024 roku na poziomie ok. 5,8%) oraz marży emitenta. Przykładem może być Victoria Dom, oferująca oprocentowanie WIBOR 6M + 5,95%. To wyższa rentowność niż w przypadku lokat bankowych czy obligacji skarbowych, co naturalnie przyciąga inwestorów.

Dodatkowym czynnikiem jest bezpieczeństwo – od kilku lat na rynku obligacji korporacyjnych nie odnotowano żadnych poważnych negatywnych zdarzeń kredytowych. „Brak znaczących defaultów w ostatnich trzech latach przy wysokich stopach procentowych pokazuje, że spółki poradziły sobie z tym trudnym okresem bardzo dobrze” – komentuje Michał Sadrak. Wskaźnik niespłaconego kapitału w perspektywie 10-letniej wynosił średnio 3,6%, co również podkreśla stabilność rynku.

Pomimo sukcesu obligacji deweloperskich, eksperci wskazują na potencjalne zagrożenia związane z koncentracją rynku wokół jednej branży. „Rynek obligacji korporacyjnych jest w dużym stopniu zależny od kondycji polskiej mieszkaniówki” – podkreśla Michał Sadrak. Chociaż pojawiają się emisje komercyjnych deweloperów, to wciąż dominują spółki budujące mieszkania.

Inwestorzy liczą na większą różnorodność emisji, co mogłoby zmniejszyć ich ekspozycję na ewentualne spowolnienie w sektorze nieruchomości. Wzrost aktywności firm spoza tej branży mógłby przynieść większą stabilność całemu rynkowi obligacji korporacyjnych.

Wall Street w czerwieni – chaos celny i widmo recesji ciągną rynki w dół

Wczorajszy dzień przyniósł znaczne spadki na amerykańskiej giełdzie. Szczególnie dotknęły one sektora technologicznego – Nasdaq spadł o 4 proc., najmocniej od 2022 roku. Akcje Tesli spadły aż o 15 proc. Rynek jest zmęczony chaosem związanym z procesem wprowadzania ceł, a rosną także obawy dotyczące wystąpienia recesji w USA. Dziś Donald Trump spotka się z prezesami największych amerykańskich firm i obecna sytuacja na Wall Street będzie na pewno najważniejszym tematem spotkania.

Amerykański rynek akcji już od jakiegoś czasu radzi sobie słabiej; S&P 500 jest obecnie 4,3 proc. poniżej poziomu z początku roku. Rynek stracił już wszystko, co wcześniej zyskał od inauguracji prezydentury Donalda Trumpa. Poniedziałek przyniósł jednak przyspieszenie spadków. Rynek zaczął obawiać się, że gospodarka, która dotychczas radziła sobie umiarkowanie dobrze, może wyhamować.

Inwestorów niepokoi cała epopeja związana z wprowadzaniem taryf celnych. Kiedy jeszcze tydzień temu inwestorom wreszcie wydawało się, że mają już jasność co do głównych elementów polityki celnej USA, pojawił się chaos: prezydent Trump nałożył 25 proc. cła na import z Kanady i Meksyku, co wywołało rynkową panikę. Kilka dni później Biały Dom w ostatniej chwili zwolnił z tej opłaty towary objęte umową z USMCA, co przyniosło chwilową ulgę, lecz kolejne 30 dni opóźnienia we wprowadzeniu ceł na auta wprowadziło dodatkowe zamieszanie. Rynki nie znoszą takiej niepewności – firmy wstrzymują inwestycje, detaliści ostrzegają przed podwyżkami cen, a branże takie jak technologiczna czy motoryzacyjna mocno cierpią. Best Buy (BBY) i inni giganci konsumenccy już ostrzegają o rosnących kosztach i widmie stagnacji.

Mieszanina chaosu we wprowadzaniu ceł, zrealizowane oraz zapowiadane cięcia wydatków i zwolnienia pracowników federalnych to elementy, które wpływają na pogarszanie się sentymentu inwestorów. Jeszcze niedawno te same kwestie, związane z cięciami wydatków oraz deregulacją, dodawały rynkom siły, jednak sposób i gwałtowność wprowadzania zmian wprowadza niepewność, która jest poważnym problemem dla inwestorów. Niepewność przekłada się na zwiększoną rynkową zmienność – indeks VIX, nazywany indeksem strachu, wzrósł w ciągu ostatniego tygodnia o 20 proc., a wczoraj jego wartość przez chwilę przekroczyła poziom 26 punktów.

Największe obawy inwestorów dotyczą jednak recesji. Rynek obawia się, że decyzje Trumpa i jego administracji mogą pchnąć USA w stronę krótkotrwałej recesji. Takie argumenty w zeszłym tygodniu zyskały dodatkowe wsparcie, ponieważ wskaźnik GDP Now, który mierzy aktywność gospodarczą i PKB USA w czasie rzeczywistym, wskazał odczyt na poziomie -2,8 proc. Po napłynięciu danych z rynku pracy, został on skorygowany do -1,6 proc., jednak niepokój został zasiany. Prawdopodobnie model nie obrazuje prawidłowo obecnej sytuacji w gospodarce USA, a ten odczyt jest po prostu błędny. Jednak ryzyko recesji istnieje i jest obecnie oceniane na około 20 proc. Obniżone zostały też prognozy wzrostu PKB w USA w całym 2025 roku z 2,2 proc. na 1,7 proc.

Rosną także obawy dotyczące inflacji. Goldman Sachs ocenia, że inflacja PCE może wzrosnąć nawet do poziomu 3 proc. (z 2,5 proc. w styczniu). Jednocześnie szef Fed, Jerome Powell, zapowiedział, że przy inflacji wciąż przekraczającej 2 proc. obniżki stóp raczej nie nastąpią szybko. Dobre dane z amerykańskiego rynku pracy w piątek nieco poprawiły nastroje, ale Fed przyjmuje postawę „poczekamy, zobaczymy”. Niepewność dotycząca dalszych ruchów banków centralnych wywołuje większą zmienność na akcjach wzrostowych, zwłaszcza w sektorze technologicznym, a jednocześnie sprzyja stabilniejszym spółkom finansowym i dywidendowym.

Warto pamiętać, że dla Donalda Trumpa, tak w pierwszej kadencji, jak i obecnie, kondycja amerykańskiej giełdy pozostaje ważnym wyznacznikiem sukcesu jego poczynań. Wydaje się zatem, że spadki na giełdzie mogą wywołać pewną refleksję i wpłynąć na korektę metod wprowadzania zmian. Rynki są przekonane, że Donald Trump mógłby realizować swoją agendę polityczną bez konieczności generowania wysokiej niepewności i chaosu. Póki co jednak taka refleksja nie nastąpiła, co wpływa na negatywny rynkowy sentyment. Być może okazją do tego będzie dzisiejsze spotkanie Donalda Trumpa z prezesami największych amerykańskich firm. Spotkanie było zaplanowane wcześniej ale trudno wyobrazić sobie lepszy moment by dyskutować o wpływie obecnej polityki na rynkowy sentyment.

Natomiast spadki Nasdaq i spółek technologicznych pokazują, że po latach ich dominacji rok 2025 może przynieść inny układ sił – rynki coraz bardziej skłaniają się ku jakości i stabilności, zamiast opierać się na wąskiej grupie akcji AI.

Sektor aplikacji AI będzie rósł średniorocznie o 40 proc. do 2030 r.

Rozwój AI wywiera wpływ oraz presję na implementowanie tej technologii w urządzeniach elektronicznych, takich jak smartfony czy komputery osobiste. Według danych firmy badawczej Counterpoint Research w 2028 roku 9 na 10 smartfonów o wartości powyżej 250 dolarów (około 1 000 zł) ma obsługiwać Gen-AI. Z kolei, z przewidywań Business of Apps wynika, że sektor aplikacji sztucznej inteligencji ma urosnąć z 5,5 mld dol. na koniec 2025 r. do 30 mld dol. w 2030 r. Dane pokazują też, że Polacy wciąż mają dużo do zrobienia w kwestii cyfryzacji oraz adopcji sztucznej inteligencji w firmach, w tym tych produkcyjnych. Zdaniem Edyty Gorzoń, jedynie pełna adopcja usług tego typu daje im szansę na zwiększenie skali biznesu. Same szkolenia to za mało.

Szczególnie dynamicznie rozwija się dziś sektor aplikacji AI. W latach 2025 – 2030 osiągnie on skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) wynoszący ponad 40 proc., rosnąc z 5,5 miliarda dolarów na koniec bieżącego roku do ponad 30 mld dol. w 2030 r. Dla porównania w 2023 r. wartość przychodów generowanych przez sektor aplikacji AI wyniósł 1,8 mld dol. To dane podane przez firmę Business of Apps, specjalizującą się m.in. w analityce sektora aplikacji.

Chatboty stają się wszechobecne. Lawinowo rośnie liczba użytkowników oraz zapytań w programach, takich jak ChatGPT, Copilot czy Gemini. Jest to widoczne również w liczbie pobrań ChataGPT w sklepie Play, która przekroczyła 100 mln. Gemini od Google było pobierane w tym miejscu przez użytkowników ponad 50 mln razy. Natomiast Microsoft Copilot przekroczył liczbę 10 mln pobrań. 28 lutego sklep Google Play umożliwił instalowanie nowej aplikacji i modelu AI – Grok 3.

Rozwój software’u i aplikacji AI zwiększa zapotrzebowanie na sprzęt – w 2028 r. większość smartfonów będzie wyposażona w jednostki przetwarzania neuronowego (NPU)

Dynamiczny rozwój generatywnej sztucznej inteligencji oraz aplikacji, które ją wykorzystują, nie byłby możliwy bez rozwoju hardware’u. To naczynia połączone. Według danych firmy badawczej Counterpoint Research w 2028 roku 9 na 10 smartfonów o wartości powyżej 250 dolarów (około 1 000 zł) ma obsługiwać GenAI. Natomiast, jak wynika z danych IDC, dostawy komputerów nazywanych jako PC AI przekroczą w 2025 r. 100 mln sztuk, co będzie stanowiło 40 proc. całego rynku. Według predykcji analityków tej amerykańskiej firmy badawczej, do 2028 r. liczba jednostek komputerowych obsługujących AI wzrośnie do 205 mln sztuk, rosnąc w latach 2024-2028 średniorocznie o 44 proc. (CAGR). Uważam te szacunki za bardzo zachowawcze – komentuje Karolina Pietz-Drapińska, Marketing & Digital Development Director w Komputronik S.A.

O wiele bardziej entuzjastyczny w kwestii komputerów, których procesory mają mieć wbudowaną jednostkę przetwarzania neuronowego (NPU), był na początku 2024 r. Patrick Gelsinger, ex-CEO firmy Intel. Jego zdaniem, do 2028 r. 80 proc. wszystkich komputerów osobistych będzie wyposażona w sztuczną inteligencję.

Jednak, czy Polacy i firmy są gotowe do jej używania?

Większość firm zainwestuje w 2025 roku w Gen-AI, a 1/5 rodzimych pracowników wciąż może mieć obawy

W Polsce liczba firm, które wprowadziły zmiany operacyjne i organizacyjne oparte o sztuczną inteligencję wzrósł z 33 proc. w 2023 do 40 proc. w 2024 r. – wynika z badania „Jak polskie firmy wdrażają AI”, autorstwa firmy EY.

Organizacje wiążą duże nadzieje w związku z wykorzystaniem AI. 97 proc. spośród dyrektorów biorących udział w badaniu „The Global GenAI Report 2025”, wykonanym na zlecenie NTT DATA przez firmę Jigsaw, spodziewa się realnego wpływu generatywnej sztucznej inteligencji na procesy biznesowe w ich firmach. Z tego względu 99 proc. z nich planuje dalsze inwestycje w rozwój tej technologii.

36 proc. ankietowanych przez EY polskich firm nadal chce zwiększać swoje kompetencje, jednak napotyka na pewne wyzwania. Jednym z nich jest obawa i niechętne wykorzystywanie rozwiązań AI. Dotyczy to przeszło 1 na 5 pracowników (21 proc.) organizacji biorących udział w badaniu.

Żadne środki i szkolenia nie zastąpią adopcji danego rozwiązania

Dla 80 proc. ankietowanych biorących udział w badaniu firmy NTT DATA, zajmującej się integracją usług IT, bardzo ważna jest możliwość strategicznego skalowania modeli Gen-AI. To także najważniejszy czynnik brany pod uwagę przez partnerów technologicznych oceniających rozwiązania z zakresu generatywnej sztucznej inteligencji.

Dane z raportu The Global GenAI pokazują jasno, że 8 na 10 badanych ma świadomość, jak istotna w strategii biznesowej ich firm jest umiejętność rozszerzania skali poprzez wykorzystanie rozwiązań Gen-AI. Mają oni świadomość, że do odniesienia sukcesu konieczne jest zbudowanie trwałych fundamentów operacyjnych, organizacyjnych i technologicznych. Aby skalowanie było możliwe, warunkiem jest pełna adopcja rozwiązania czy usługi. Same szkolenia pracowników to za mało. Konieczna jest zmiana mentalności każdego pracownika, który wykorzystuje w swojej pracy duże modele językowe, niezależnie od tego, czy używa ich do generowania treści, obrazów, kodu programistycznego czy jeszcze innych zastosowań. Tylko wtedy przyniosą korzyści dla całej organizacji – komentuje Edyta Gorzoń, ekspertka w zakresie adopcji usług Microsoft 365 Copilot z NTT DATA.

Rozwój i adopcja technologii szansą na pobudzenie polskiego przemysłu

W lutym br. – pierwszy raz od kwietnia 2022 r. – wskaźnik PMI dla polskiego sektora przemysłowego przekroczył 50., wynosząc dokładnie 50,6 pkt. – podało na początku marca S&P Global. PMI to skrót od Purchasing Managers Indeks, co oznacza indeks nabywczy inwestorów. Dane te mogą sugerować poprawę, a nie regres w sektorze produkcyjnym.

Szansą na jeszcze większą poprawę sytuacji w polskiej branży produkcyjnej są wdrożenia nowych technologii oraz wykorzystanie ich potencjału. Sprawi to, że rodzime firmy wytwórcze staną się konkurencyjne na rynkach zagranicznych. Wykorzystanie najnowszych rozwiązań prowadzi m.in. do automatyzacji i przyspieszenia procesów, co przekłada się na realne korzyści. Oczywiście to proces, który trzeba odpowiednio wcześnie zaplanować oraz znaleźć w budżecie środki na ten cel, a następnie przeprowadzić wdrożenie – tłumaczy Krystian Stypczyński, Head of SAP Consulting w NTT DATA Business Solutions.

O ile większość firm produkcyjnych – szczególnie tych dużych – na stałe korzysta dziś z systemów do zarządzania procesami firmy, takich jak ERP (92 proc. badanych), Business Intelligence (78 proc.) czy platform CRM (72 proc.), o tyle np. AI (44 proc. wskazań) znajduje się dopiero na trzecim miejscu wśród innowacji IT wymienianych przez ich przedstawicieli. Istotniejszy dla 84 proc. decydentów jest rozwój big data. Natomiast dla 62 proc. – predykcyjne utrzymanie ruchu. To jedne z wniosków z raportu „Cyfryzacja przemysłu: rola zintegrowanych systemów zarządzania w firmach produkcyjnych w Polsce”, wykonanego na zlecenie naszej firmy ­– dodaje Krystian Stypczyński z NTT DATA Business Solutions.

Do 2035 r. 85 proc. Polaków zyska kompetencje cyfrowe na podstawowym poziomie

Z danych ministerialnych wynika, że obecnie tylko 44 proc. Polaków posiada co najmniej podstawowe umiejętności cyfrowe, co jest jednym z najniższych wyników w całej Unii Europejskiej. Dane te świadczą o konieczności dalszych inwestycji.

Strategia Cyfryzacji Polski, której głównym celem ma być poprawa jakości życia obywateli dzięki cyfryzacji, zakłada, że w 2035 r. aż 85 proc. z nas będzie miało kompetencje cyfrowe na poziomie podstawowym, a 50 proc. – zaawansowanym. Do 2030 roku nasz kraj ma przeznaczyć na cyfryzację przeszło 100 mld zł, dzięki czemu powinniśmy zyskać co najmniej 1,5 mln specjalistów od technologii informacyjnych i komunikacyjnych.

Swoje inwestycje w rozwój technologii i cyfryzację planują też w Polsce zagraniczne firmy, takie jak Google czy Microsoft.

Przeznaczenie 5 milionów dolarów na szkolenia cyfrowe w Polsce w ciągu pięciu lat to suma, która – w kontekście skali działalności firmy Google – brzmi wręcz symbolicznie. Aby uświadomić sobie, jak niewielkie są to środki, wystarczy przypomnieć, że w 2024 r. roczny przychód Alphabet (spółki matki Google) wyniósł 350 miliardów dolarów. Przy takich liczbach 5 milionów dolarów wydaje się raczej gestem, ale mam obawy, czy będzie to znaczący impuls rozwojowy dla polskiego rynku technologii i kompetencji cyfrowych. Prawdopodobnie takowe szkolenia będą odbywały się głównie na produktach firmy Google, co z jednej strony jest zrozumiałe, ale z drugiej sugeruje, że co do zasady mamy do czynienia z budżetem marketingowym. Jeśli spojrzymy na nasze sąsiednie kraje, zobaczymy, że globalne firmy technologiczne inwestują tam o wiele śmielej. Chociażby w Niemczech Microsoft w zeszłym roku zobowiązał się do zainwestowania 3 miliardów euro w rozwój sztucznej inteligencji – komentuje Radosław Mechło, doradca ds. AI, BUZZcenter.

Podsumowując, statystyki dotyczące cyfryzacji Polaków oraz wykorzystania przez nich najnowszych technologii takich jak sztuczna inteligencja zarówno do celów prywatnych, jak i zawodowych pokazują, że na tych polach mamy jeszcze wiele do zrobienia.

O badaniu EY:

Druga edycja badania „Jak polskie firmy wdrażają AI” została opracowana na zlecenie EY Polska przez Cube Research w ostatnim kwartale 2024 roku na próbie 501 dużych i średnich przedsiębiorstw działające w branżach produkcyjnej, usługowej i handlowej.

O badaniu NTT DATA:

Badanie „Global GenAI Report: How organizations are mastering their GenAI destiny in 2025” zostało przeprowadzone w 2024 roku na grupie 2 307 decydentów z całego świata (34 rynki; 5 regionów) i wpływowych osób zajmujących się GenAI, pochodzących głównie z dużych przedsiębiorstw, pracujących na stanowiskach kierowniczych. Reprezentowali 12 sektorów ze zróżnicowanych branż, wśród których wymienić należy: automotive (8 proc.), bakowość i inwestycje (11 proc.), energetykę i użyteczność publiczna (7 proc.), healthcare (9 proc.), szkolnictwo wyższe i badania (6 proc.), ubezpieczenia (9 proc.), nauki przyrodnicze i farmację (9 proc.), logistykę i transport (5 proc.), przemysł (14 proc.), sektor publiczny i rządowy (8 proc.), handel i dobra szybko zbywalne (5 proc.) oraz telekomunikację, media i technologie (9 proc.). Globalny raport GenAI opiera się na danych badawczych pochodzących z niezależnych źródeł. Zostały one zebrane za pomocą kwestionariusza internetowego, który uczestnicy wypełniali we wrześniu i październiku 2024 r. Badanie przeprowadziła na zlecenie NTT DATA agencja Jigsaw Research.

O badaniu NTT DATA Business Solutions:

Badanie „Jak cyfryzacja przemysłu zmienia produkcję w Polsce?” zostało przeprowadzone w dniach 1-31 lipca 2024 roku metodą CATI oraz CAWI. Przebadanych zostało 100 dużych przedsiębiorstw przemysłowych działających na polskim rynku. Badanie skierowane było do kadry zarządzającej C-level oraz top managementu z obszaru IT, produkcji i administracji. Przedstawiciele odpowiedzieli na 15 pytań zamkniętych. Badanie zostało wykonane przez Computerworld na zlecenie NTT DATA Business Solutions.

Akcje spółek obronnych w Europie rosną o 46 proc. od początku roku, podczas gdy amerykańskie giganty technologiczne tracą

  • Akcje europejskich spółek obronnych odnotowały imponujący wzrost o 46 proc. od początku roku, podczas gdy amerykańska Magnificent 7 spadła o 8 proc.
  • Liderzy rynku, tacy jak firmy Rheinmetall i Rolls-Royce, znacząco zyskali na wartości w związku z oczekiwaniami na zwiększone wydatki obronne europejskich rządów .
  • Na rynku widoczna jest znacząca zmiana tendencji – wyniki europejskich akcji przewyższają amerykańskie, przy wzroście indeksu STOXX 600 o 9 proc. i spadku S&P 500 o 2 proc. od początku roku.

Jak wynika z analizy platformy inwestycyjnej eToro, w obliczu słabości amerykańskich gigantów technologicznych, europejski sektor obronny osiąga ponadprzeciętne wyniki, wyprzedzając zarówno Magnificent 7, jak i rynek akcji w USA i Europie.

Grupa Magnificent 7, obejmująca amerykańskie megakorporacje technologiczne – Apple, Amazon, Alphabet, Meta, Microsoft, Nvidia i Tesla – była w ostatnich latach uważana za lidera światowych rynków akcji, osiągając wzrost o 63 proc. w 2024 roku.  Obecnie ich dominacja nie jest już tak oczywista, ponieważ od początku 2025 roku indeks tej grupy spadł o 8 proc.

W związku z ogólnoświatową tendencją do dywersyfikacji kapitału w kierunku innych sektorów i regionów, europejski przemysł obronny znalazł się w centrum zainteresowania inwestorów, notując imponującą zwyżkę. eToro stworzyło indeks siedmiu czołowych europejskich spółek obronnych – BAE Systems, Rolls-Royce, Rheinmetall, Thales, Dassault Aviation, Safran i Leonardo – który wzrósł o 46 proc. od początku roku, o 65 proc. w skali ostatnich 12 miesięcy i aż o 268 proc. w ciągu ostatnich pięciu lat.

Oznacza to, że „European Defence 7” nie tylko pokonała amerykańską Magnificent 7, ale również szeroki rynek akcji w USA i Europie w tych samych okresach. W ujęciu rocznym, koszyk spółek obronnych wygenerował pięciokrotnie wyższą stopę zwrotu niż indeks S&P 500 i niemal sześciokrotnie większą niż STOXX 600. 

Tabela 1 –  Wyniki US Magnificent 7, European Defence 7 oraz GRANOLAS w porównaniu do regionalnych indeksów giełdowych.

YTD 1 rok 3 lata 5 lat
US Magnificent 7 -8% 21% 66% 227%
European Defence 7 46% 65% 245% 268%
GRANOLAS 12% 8% 32% 58%
S&P 500 -2% 13% 39% 99%
STOXX 600 9% 11% 31% 50%

Źródło: Refinitiv na dzień 5 marca 2025 r.

Należy pamiętać, że przeszłe wyniki nie są wiarygodnym wskaźnikiem przyszłych rezultatów.

Komentując dane, Lale Akoner, główna analityk rynku globalnego w eToro, powiedziała: „W związku z zawieszeniem przez administrację Trumpa wsparcia wojskowego dla Ukrainy, przywódcy europejscy zostali zmuszeni do wzięcia spraw w swoje ręce i wypracowania porozumienia pokojowego. Rządy na całym kontynencie zobowiązały się do zwiększenia wydatków na obronność, podczas gdy Komisja Europejska zaprezentowała plan zbrojeń. Wraz z utrzymującymi się napięciami geopolitycznymi, te warunki stworzyły idealny klimat dla europejskiego sektora obronnego, ponieważ region będzie teraz bardziej zależny od własnych kontrahentów. Inwestorzy powinni śledzić, czy w nadchodzących miesiącach te plany i obietnice przekształcą się w konkretne fundusze i wydatki.”

W ramach koszyka „European Defence 7”, niemiecki Rheinmetall wykazał się najbardziej imponującym wzrostem aż o 82 proc. od początku roku, oraz ponad 13 razy w ciągu ostatnich pięciu lat. BAE, największy brytyjski producent broni, wzrósł o 36 proc. od początku roku, po ogłoszeniu rekordowych zamówień i zysków w ubiegłym miesiącu, podczas gdy Rolls-Royce także wzrósł o 34 proc. po ogłoszeniu silnych wyników za cały rok.

Analizując sytuację na rynku i wyceny akcji, można dostrzec, że w bieżącym roku europejski rynek akcji przewyższa amerykański. Indeks STOXX 600 wzrósł o 9 proc., podczas gdy S&P 500, który przez długi czas był globalnym liderem, spadł o 2 proc. Akcje GRANOLAS, zróżnicowany koszyk składający się z jedenastu najbardziej wartościowych europejskich firm publicznych (GSK, Roche, ASML, Nestlé, Novartis, Novo Nordisk, L’Oréal, LVMH, AstraZeneca, SAP i Sanofi) również wyprzedziły amerykańską Magnificent 7, rosnąc o 12 proc. od początku roku.

Lale Akoner, główna analityk rynku globalnego w eToro, dodała: „W ciągu ostatnich 5 lat inwestorzy przyzwyczaili się do tego, że amerykańskie giganty technologiczne dominowały, ale warto pamiętać, że każda tendencja może się zmienić. Akcje “Magnificent 7” wykazują obecnie oznaki przewartościowania. Rozczarowujące raporty zysków, nadchodząca wojna handlowa i rosnąca konkurencja ze strony Chin wpłynęły na ich wyniki w 2025 roku. W rezultacie inwestorzy coraz częściej dywersyfikują swoje portfele, poszukując okazji w takich sektorach jak obronność, finanse i opieka zdrowotna, a także w innych regionach jak Europa.”

Tabela 2 – Wyniki cen akcji spółek w koszyku European Defence 7

Akcje Kapitalizacja rynkowa

(w mld euro)

YTD 1 year 3 years 5 years
Rheinmetall 49 82% 161% 655% 1,316%
Thales 46 74% 68% 108% 146%
Leonardo 28 66% 115% 476% 412%
Dassault Aviation 21 42% 50% 112% 195%
BAE 56 36% 26% 127% 163%
Rolls-Royce 80 34% 110% 772% 290%
Safran 107 21% 32% 163% 121%

Źródło: Refinitiv na dzień 5 marca 2025 r.

Należy pamiętać, że przeszłe wyniki nie są wiarygodnym wskaźnikiem przyszłych rezultatów.

Branża motoryzacyjna pozytywnie o planie KE, ale apeluje o równowagę technologiczną

5 marca 2025 roku na stronie Komisji Europejskiej pojawił się dokument dotyczący planowanych działań na rzecz wsparcia branży motoryzacyjnej w Europie. Głównymi celami jakie przyświecają przedstawionemu planowi są te skupione na rozwoju europejskiej branży motoryzacyjnej, wsparciu dekarbonizacji oraz uniezależnieniu lokalnego przemysłu. Pojawienie się planu w opinii branży jest pozytywnym działaniem, wymagającym jednak dodatkowych konsultacji i wsparcia merytorycznego.

ZDS zwraca uwagę na kluczowe aspekty planu KE, które będą miały wpływ na funkcjonowanie rynku motoryzacyjnego, w tym branży dealerskiej w Polsce. Szczególne wątpliwości budzi jednak brak szerszego ujęcia neutralności technologicznej w podejściu do zeroemisyjności. Ogranicza to możliwości rozwoju alternatywnych rozwiązań napędowych poza elektromobilnością. Związek zaznacza, że przyszłość branży powinna opierać się na szerokim dostępie do technologii, czyli również do np. rozwiązań wodorowych czy pożądanych przez branżę e-paliw, które umożliwią płynniejsze dostosowanie warunków rynkowych.

„Optymizmem napawa to, że Komisja Europejska reaguje na głos rynku, jednak nie jest to jeszcze propozycja zupełnie nas zadowalająca. Kluczowe będzie zapewnienie równowagi pomiędzy ekologią a realnymi możliwościami branży oraz zagwarantowanie neutralnego podejścia do technologii napędowych. Wyzwaniem z pewnością też będzie samo wdrożenie planu. Są też jednak pozytywne propozycje jak np. przewidziany „trzyletni cykl” rozliczeń emisyjności, który był przedmiotem działań lobbingowych Związku Dealerów Samochodów.” – komentuje Paweł Tuzinek, prezes ZDS.

W planie pojawia się propozycja zwiększenia elastyczności rozliczania z celów emisyjności. Związek Dealerów Samochodów zabiegał wprawdzie o rewizję limitów w ogóle, ponieważ te które weszły w życie z początkiem tego roku były ustalone kilka lat temu – wówczas z większym optymizmem zakładano tranzycję na napędy elektryczne. Dziś jest wiadomym, że te plany były zbyt ambitne, a wprowadzone limity będą problemem dla producentów i dealerów. Komisja Europejska nie dokona rewizji, ale zaproponowała, że producenci mogliby skorzystać z wyliczenia w skali trzech lat, dla pojazdów osobowych i dostawczych na lata 2025-2027. Umożliwiłoby to producentom samochodów lepsze dostosowanie się do celów redukcji emisji. Zgodnie z tą propozycją, spełnienie celów emisji CO2 będzie oceniane na podstawie połączonych wyników z lat 2025, 2026 i 2027. Pozwoli to producentom kompensować nadwyżki emisji w 2025 roku, redukcją emisyjności w latach następnych.

Plan KE będący m.in. odpowiedzią na wyzwania jakie stawia pojawienie się na rynku pojazdów chińskich, celuje w przygotowanie narzędzi ochronnych dla branży. Mają one umożliwić europejskiej motoryzacji skuteczną konkurencję na arenie międzynarodowej. W ramach wsparcia sektora lokalnego mają zostać przygotowane regulacji eliminujące możliwość wprowadzania dumpingowych cen przez zewnętrznych producentów. Zapowiadane są również negocjacje z zewnętrznymi państwami partnerskimi, mające na celu zapewnienie dostępu do surowców oraz zewnętrznych rynków. Przedstawione zostały również możliwości wsparcia rynku zatrudnienia w branży motoryzacyjnej, co także jest przedmiotem starań ZDS.

Związek Dealerów Samochodów zapowiada otwartość na udział w konsultacjach dotyczących wdrażania planu na poziomie krajowym oraz współpracę z organizacjami branżowymi i władzami w celu wypracowania najlepszych rozwiązań dla rynku motoryzacyjnego w Polsce.

Nagły spadek Bitcoina – co stoi za 5-procentowym osłabieniem?

Bitcoin zanotował znaczący spadek wartości, osiągając dziś rano poziom 81 513 USD, co oznacza ponad 5-procentowy spadek w ciągu zaledwie 24 godzin. Jeszcze kilka dni wcześniej, przed kluczowym szczytem w Białym Domu, kurs kryptowaluty przekraczał 90 000 USD, a na początku roku osiągnął historyczny rekord na poziomie 109 000 USD. Obecna sytuacja na rynku pokazuje, jak dynamicznie mogą zmieniać się nastroje inwestorów w reakcji na decyzje polityczne.

Za główną przyczynę spadków uważa się rozczarowanie rynków decyzją administracji prezydenta Donalda Trumpa. Choć ogłoszono utworzenie strategicznej rezerwy Bitcoinów, inwestorzy oczekiwali aktywnego skupu kryptowaluty przez rząd, co mogłoby zwiększyć popyt. Tymczasem fundusz ma być finansowany ze środków przejętych w wyniku postępowań karnych i cywilnych, co nie wpływa bezpośrednio na wzrost wartości Bitcoina. Analitycy krytykują ten krok jako niewystarczający do pobudzenia rynku. Dodatkowo negatywne nastroje pogłębiają napięcia handlowe między USA a Chinami. Niepewność geopolityczna oraz wojny celne sprawiają, że inwestorzy unikają ryzykownych aktywów, takich jak kryptowaluty, co dodatkowo osłabia pozycję Bitcoina.

Mimo obecnych trudności można zauważyć potencjalne długoterminowe korzyści płynące z decyzji amerykańskiego rządu. Utworzenie oficjalnej rezerwy Bitcoinów może z czasem zwiększyć akceptację kryptowalut przez instytucje finansowe. Jeśli rząd USA uzna Bitcoin za aktywo rezerwowe, może to skłonić korporacje i fundusze inwestycyjne do traktowania go jako elementu dywersyfikacji portfela. Rezerwa ta może również pełnić funkcję zabezpieczenia przed inflacją dolara, zwłaszcza w kontekście polityki luzowania monetarnego prowadzonej przez banki centralne na całym świecie. Odpowiednio zarządzany fundusz może zapewnić stabilność inwestorom poszukującym alternatywnych sposobów ochrony kapitału. Istotne jest także znaczenie przejrzystych regulacji, które mogą powstać w wyniku współpracy rządu z sektorem kryptowalutowym. Jasne zasady działania są kluczowe dla dalszego rozwoju rynku oraz wzrostu zaufania inwestorów instytucjonalnych i detalicznych.

Podsumowując, choć Bitcoin zmaga się obecnie ze spadkami spowodowanymi decyzjami administracji USA i globalnymi napięciami gospodarczymi, w dłuższej perspektywie utworzenie rządowego funduszu kryptowalutowego może przyczynić się do stabilizacji rynku i wzmocnienia pozycji kryptowalut w globalnym systemie finansowym.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS